/Magazyn_172_08_0004.djvu

			* •r- i
		

/Magazyn_172_08_0005.djvu

			CUDA POLSKI ,, Puszcza polska, puszcza karmicielka i 
przyjaciółka, ucieczka i obrona, źródło 
piękna, natchnienia, umiłowania ojczyzny'' i PIĘKNO PRZYRODY / POMNIKI PRACY 
ZABYTKI DZIEJÓW j
		

/Magazyn_172_08_0006.djvu

			„To Polska — to ojczyzna nasza“ 
Aleksander Fredro
		

/Magazyn_172_08_0007.djvu

			F. ANTONI OSSENDOWSKI PUSZCZE POLSKIE ,,Królewska zwierzyna, mocarze ponurych ostępów..." WYDAWNICTWO PO 
< R. WEGNER > 
POZNAŃ L S K I E
		

/Magazyn_172_08_0008.djvu

			r I HIWtHini*®»* . V» nmi^/ WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Układ ilustracyjny i graficzny JANA KILARSKIEGO Druk rolograwurowy wykonały Zakłady Graficzne 
BIBLIOTEKI POLSKIEJ W BYDGOSZCZY Okładka wielobarwna według obrazu 
KAZIMIERZA SICHULSKIEGO Printed in Poland LUDOWA WYPOŻYCZALNIA KSIĄŻEK
		

/Magazyn_172_08_0009.djvu

			CZCIGODNEJ I DROGIEJ PANI 
WANDZIE WEGNEROWEJ 
tom ten poświęcam w szczerem i niezłomnem przekonaniu, że oddaję go 
w ręce najgodniejsze i najdobrotliwsze, któremi kieruje 
serce pogodne zawsze, wyczuwające wiernie wyniki 
szlachetnych zamierzeń Wydawnictwa Polskiego a ota¬ 
czające szacunkiem i przyjaźnią natchnienie, polot 
i twórczy wysiłek autorów. Ferdynand Antoni Ossendowski
		

/Magazyn_172_08_0011.djvu

			Drapieżny, krwi chciwy wilczura CZĘŚĆ PIERWSZA DAWNE PUSZCZE ROZDZIAŁ PIERWSZY OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY Z równin Azji, ze stepów nadwoł- 
żańskicli, z pobrzeży morza Czar¬ 
nego mknęły nieraz burzliwe fale 
wielkich wędrówek ludów, dążących 
na zachód. Główny ich potok szukał 
dla siebie łatwiejszego do przebycia 
szlaku, ziem najżyźniejszych, obfi¬ 
tych w pokarm dla ludzi i w paszę 
dla koni i bydła. Znany był to szlak, 
udeptany przez niezliczone hordy 
wędrowców i włóczęgów, gnanych ku 
zachodowi bądźto w ucieczce przed 
widmem jakiejś nieznanej kronika- » 7 «
		

/Magazyn_172_08_0012.djvu

			PUSZCZE POLSKIE rzom klęski i zagłady, bądź też w podświadomej mistycznej tęskno¬ 
cie za zdobyczami ducha, który tak wspaniale objawiał się już na 
dalekim Zachodzie w kamiennych pięknych zarysach świątyń po¬ 
ważnych i wzniosłych, grodów potężnych i zamków obronnych, 
w błyskotliwości i kuszącem bogactwie pracowitych mrowisk ludz¬ 
kich, budujących silne podwaliny przyszłej świetnej społeczności. Ową drogę wędrówek i najazdów nazywano niegdyś tropem Pie- 
czyngów i Połowców, a potem »czarnym szlakiem tatarskim«. Pro¬ 
wadził on na północy ku grodom czerwieńskim, na Lwów, Przemyśl 
i aż do spychów Karpackich; na południe zaś — ku Siedmiogro- Mrowisko leśne dowi i poza Dunaj. Od głównego szlaku odbiegały jednak inne 
jeszcze — mniejsze i nie mające żadnych nazw, zapomniane do¬ 
szczętnie. Biegły ku północy. Przecinały tam dolmę Niemna i jego 
brzegami sunęły dalej i dalej, aż urywały się nagle na piasczystych 
zdziarach Bałtyku. Wielkie wędrówki ludów i najazdy znanych 
i nieznanych hord unikały zazwyczaj szlaków północnych. Sama 
bowiem natura nagromadziła tam zapory niezdobyte. Bagna i pod¬ 
mokłe olszyńce w dorzeczu Prypeci, a dalej, na północ, tuż-tuż za 
górną Jasiołdą zielone mury puszczy stały na straży Europy, gdzie 
ponad brutalną siłą wrznosił się już duch, żądny nowych form bytu. » 8 «
		

/Magazyn_172_08_0013.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY Bezkresną była w owe czasy ta puszcza obronna. Od Dźwiny 
i źródeł Dniepru aż po Niemen i — od tej macierzystej rzeki litew¬ 
skiej — ku mierzejom Bałtyku, ku prapolskiej Wiśle i prasłowiań¬ 
skiej Łabie rozparła się wszędy puszcza dziewicza, niezgłębiona, 
pełna tajemnic i zagadnień rozstrzygających losy ludów i państw. Gdy w matecznikach zaniemeńskich huknął stary Puszkajtis 
litewski, głos jego toczył się niby pomruk burzy ponad sosnami 
i dębami kniei jaćwieskiej, przeciętej Narwią i Bugiem, przez uro¬ 
czyska puszczy słowiańskiej nad Notecią, aż echo to umierało gdzieś 
nad Odrą i Łabą, zderzywszy się z zimnemi głazami murów kla¬ 
sztornych i ponurych zamków drapieżnych najeźdźców saksońskich. Dziwy o mrocznych 
ostępach puszczańs¬ 
kich opowiadano so¬ 
bie wlegjonach rzym¬ 
skich, w płomiennym 
Bagdadzie, w zgiełk¬ 
liwym, kapiącym od 
złota Car ogrodzie, w 
kasztelach Fryzów, za 
Wezerą i nad Renem. Strach i chciwość bu¬ 
dziły te opowieści i 
słuchy trwożne. Ina¬ 
czej też być nie mo¬ 
gło, boć i po dziś- 
■dzień trwoga ta po¬ 
została wiecznie ży¬ 
wotna i drażniąca. W mroku puszczy 
śród pionów olbrzy¬ 
mów leśnych błąkały 
się istoty nieznane, 
tajemnicze, groźne,Tu 
straszył lasowik ku¬ 
dłaty, nasz prasło¬ 
wiański Faun — by- 
stronogi, podstępny, 
chichotliwy; tam — 
bies obrał sobie sie- I 2 Dąbrowa
		

/Magazyn_172_08_0014.djvu

			PUSZCZE POLSKIE dzibę w spróchniałej dziupli dębowej; w innem znów miejscu — 
na tajemnych wiszarach i sapiskach bezdennych, tańczyły złudne 
korowody majaków mglistych i kraśnych płomyków migotliwych, 
a tam oto — z mrocznej toni jezior cichych i głębokich — wy¬ 
nurzały się rusałki-wodnice, zwodnice i wabiły człowieka bielą na¬ 
gich ciał, namiętnym głosem i żądzą źrenic otchłannych. Kapłani 
ludów nieznanych ofiarę czynili bogom, krew zwierzęcą i ludzką 
lejąc na głazy prastare, ukryte w uroczyskach niedostępnych i w 
gajach, Perkunowi, Światyborowi i Prowe poświęconych. Za każdym Nad Niemnem pniem dębu, sosny i świerka, w stłoczonej gmatwaninie podszytu, 
po jarach i kaleniach czaił się mieszkaniec puszczański. W ciszy 
leśnej warczał kamień, znienacka z procy ciśnięty, ze świstem mknęła 
strzała pierzasta i z głuchym jękiem padał człek obcy, przebity 
oszczepem lub zdzielony toporem z zasadzki. Na konary najwyż¬ 
szych sosen wdrapywał się niedźwiedź bury, pszczololupiec chciwy, 
i łapą rozwalał misternie dziane barcie miodowe lub sapał i mruczał, 
rozdzierając zdybanego w haszczach jelenia. Grządy sobie wy¬ 
deptywały poprzez bajory puszczy mocarne żubry i łosie rosochate, 
idące z wodopojów na żerowiska albo na tajemne biele, gdzie w dni » 10 «
		

/Magazyn_172_08_0015.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY rujne walczyły o krowy i o klępy, żądne zapłodnienia. Inne też biegły 
tam tropy, tnąc zwarty gąszcz puszczy. Przebijały je stada jeleni, 
danieli, sarn, dzików i śmigłych koni zdziczałych. W zimie, gdy 
śnieg okrywał kępy mszyste i porośl drobną, trawiastą, obok tych 
śladów, racicą i kopytem wybitych, plątały się inne, ledwie do¬ 
strzegalne, kluczące, a nieodstępne. To wilcze zgraje głodne, to 
krwi chciwy ryś, to żbik nigdy niesyty skradały się tym samym 
•grządem, węsząc zdobycz upragnioną. Częstotliwy tupot racic, 
krótki jęk i głuche rzężenie, parskanie drapieżne i pomruk groźny 
— tę przyziemną mowę puszczy — wchłaniał w siebie pogwar bez¬ 
listnych konarów i łap świerkowych, a lasowik z głębi ciemnych 
moczarów odzywał się chichotem przeciągłym: a—ha—haj! Całkiem odmienne nieraz głosy wdzierały się nagle do ostępów 
mrocznych. Okrzyki bojowe, słowa komendy, przekleństwa, na^ 
woływania, charczenie konających, ciężkie ciosy toporów, poświst 
strzał, brzęk żelaza o żelazo, łomot młotów o pancerze i o tarcze 
•dębowe, miedzią okute — takie to brzmiały tu głosy. Wojna... 
Któż to i o co walczył tam z nieznanym wrogiem? Któż zwyciężał 
w głębi puszczy, a któż znów pozostawał na pobojowisku? Jakie 
tam ze sobą ścierały się ludy? Jakie zawołania, znaki, hasła mieli 
wodzowie tych walczących wojowników, po których nie pozostało 
ani śladów, ani wspominków nawet ? O tern nie wiedział nikt aż 
do chwili, gdy wraz z nauką Zbawiciela dotarła do dorzecza Wisły, 
Niemna, Dźwiny i Prypeci boska sztuka pisania. Doszła ona tu 
jednak dopiero wtedy, gdy ogień i żelazo wdarły się już w zieloną 
pierś puszczy, tam i sam wypaliły szerokie halizny, wyrąbały drogi, 
które przecięły dawne pobojowiska i ruiny osiedli, gdzie kości na¬ 
jeźdźców i obrońców w proch się już zamieniły, na przyciesiach 
zaś grodzisk, stojących niegdyś w otoku wysokich palisad, na ,,ga- 
11 ach" wzgórz piasczystych wybujały sosny wiekowe, wyniosłe i krzep¬ 
kie dęby szczeliniaste, ze starości siwe, omszałe i spękane. Długo, przez wieki całe broniła puszcza ludy, w niej i poza nią 
ukryte, a czyniła to tak skutecznie, że nie dotknęły ich niszczące 
powodzie wędrówek narodów i szaleńcze najazdy koczowników. 
Nawet wyprawy wojowniczych Mongołów w w. XIII-ym nie stały 
się tak straszną dla ziemicy tej klęską, jaka spadła na nieosłonioną 
Ruś Kijowską, na księstwa Jarosławskie, Kijowskie i Rostowskie. W sercu puszcz istnieli Prusowie, Jadźwingowie, Litwini, Drew- 
lanie, Dulębowie, Pomorzanie, Weletowie, Obodryci; poza jej zaś 
opiekuńczym wałem, od północy, wschodu i zachodu osłonięci knieją. 2* »■11 «
		

/Magazyn_172_08_0016.djvu

			PUSZCZE POLSKIE V' budowali swe życie gromadne, zakładając podwaliny przyszłej Polski 
Piastowej i Jagiellonowej Mazurzy, Kujawianie, Polanie i Wiślanie. 
Tylko tam, gdzie od głównego szlaku wędrówek ludów i od morza 
rzeki wdzierały się do puszczy, torując sobie i ludziom drogę — 
dobrobytowi, a nawet istnieniu mieszkańców rdzennych groziły 
częstokroć najazdy obcych przybyszów. To właśnie stało się przy¬ 
czyną zniknięcia Dulębów nadbużańskich, Obodrytów, Weletów 
nadłabskich, Prusów, podbitych przez Germanów, którzy zagar¬ 
niali ich ziemię, jak również obszary, należące do Pomorzan, bijąc 
w nie taranem od ujścia Odry i Wisły; tem się też tłumaczy po¬ 
wodzenie najazdu Krzyżaków na Żmudź i Litwę, gdzie zakute w 
żelazo rycerstwo posuwało się z biegiem Niemna i jego dopływów. 
Z drugiej strony — doliny Narwi, Bugu i ich dorzecza dopomogły 
przedsiębiorczym Mazurom szybko wyprzeć Jadźwingów z ich 
odwiecznych siedzib i zagarnąć najpiękniejsze połacie puszczy, 
która okryła niegdyś martwą po panowaniu tu lodowca część 
lądu — gdzie zrządzeniem losu usadowiła się Polska historyczna. Wdzierający się do puszczy przybysze — czy to wojownicy, czy 
kupcy, czy podróżnicy lub misjonarze roznieśli po świecie wieść 0 cudach, dziwach, strachach, grozie i bogactwie olbrzymiego 
kraju, ukrytego w mroku kniei. Posmak bogactwa wzbudził chci¬ 
wość i ona to więc dała powód do wielowiekowej walki o władanie 
puszczą. O to tylko zapewne walczyli saksońscy książęta, Ware- 
gowie i Duńczycy, Mendog i Olgierd, kneziowie mazowieccy, kra¬ 
kowscy, śląscy i pomorscy. Skóry, mięso i ryby, miód, wosk, smoła 1 „złoto północy“ — bursztyny pociągały ku sobie chciwych kup¬ 
ców i wojowników drapieżnych, a gdy zwiedziano się o mnogości 
nieznanej gdzieindziej zwierzyny — pęd ku zdobyciu jej stał się 
tak silnym i nieprzepartym, że cechuje sobą długi okres dziejowy. Nie wcześniej niż w wieku czternastym dopiero poczęto rozróżniać 
poszczególne puszcze: Królewską, Wizneńską, Kurpiowską, Białą, 
Zieloną, Błudowską, Białowieską, Nadjeziorną t. j. dzisiejszą Au¬ 
gustowską. — i inne, do tego zaś czasu istniała tylko jedna, jedyna 
— puszcza, pełna dziwów, strachów, wrogów i skarbów. W niej 
to przez piętnaście, a może i więcej wieków po wstrząsającej tra- 
gedji Syna Bożego i Człowieczego trwały kulty niezliczonych bóstw 
pogańskich; w niej to po rozległych kujawach miały siedzibę tury 
i żubry, wymarzona zdobycz najśmielszych łowców, królewska zwie¬ 
rzyna, mocarze ponurych ostępów puszczańskich, godni współzawod¬ 
nicy olbrzymich niedźwiedzi o siwych karkach i paszczach krwawych. » 12 «
		

/Magazyn_172_08_0018.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Parka jednak snuła nieustannie swoją nić i wieki biegły, niby 
paciorki różańca. Zmieniały się czasy, ludzie i ich dążenia. Opie¬ 
kuńcza puszcza stanęła im na przeszkodzie. Ogniem i toporem 
poczęto ją trzebić i wykarczowywać korzenie rozłożne, co od ty¬ 
sięcy lat tkwiły w piachach i próchnicy. Człowiek wydzierał jej 
chciwie i nielitościwie zagony ziemi ornej, a sam wcinał się głębiej 
i dalej w zbity gąszcz kniei, walił olbrzymie dęby, sosny i świerki, 
ćwiartował ich strzały i trzony, — i prąc wciąż wprzód, z kłód, 
płach, belek, desek i dranic budował chaty nowych osiedli, co były, 
niby wysunięte daleko placówki, dla nowych zdobyczy i zwycięstw. Starosta mścibogowski — Grzegorz Wołłowicz ułożył dla króla 
Zygmunta Agusta obszerną rewizję z planami puszcz oraz prze¬ 
smyków zwierzęcych Wielkiego Księstwa Litewskiego. Działo się 
to w r. 1559, ale pan starosta już uskarża się na trzebienie puszczy 
i wylicza cały ich szereg, chociaż obecnie o większej ich części nikt 
już nie pamięta. Puszcze: Sterbalska, Noińska, Fojeńska, Lu¬ 
bińska, Zdzitowska, Łyskowska, Bielska, Perstańska, Przełomska, 
Jurborska, opisywane przez starostę Wołłowicza, zniknęły prawie 
całkowicie', albo też może ich nazwy z biegiem czasu uległy zmianie. Walka. ..
		

/Magazyn_172_08_0019.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY .. .i praca Walka z puszczą trwała aż do wieku dwudziestego, lecz ona prze¬ 
trwała wszystko i przebaczyła wszystko'. Bolało i krwią się oble¬ 
wało serce puszczy, gdy drapieżni najeźdźcy — Moskale i Niemcy, 
niszczyli ją, rabując bogactwo odwiecznych posialdaczy — Polaków, 
lecz knieja milczała groźnie, a świadoma swego zadania rzucała 
coraz obfitszy siew, aby liściasta i iglasta młódź czemprędzej zm꿬 
niała i zwarła się murem wokół nieruszonych, tchnących siłą ma¬ 
teczników, gdzie kryła się czujna rysica, broniąc legowiska. Zrosła się puszcza z losami naszego narodu. Nieznanemi ścież¬ 
kami, odpierając najazdy litewsko-pruskie, wkraczała Polska do 
jej ostępów, niosąc wiarę chrześcijańską i państwową wolę na pół¬ 
noc i wschód. Stamtąd nieraz padały ciosy na głowy pogańskich 
Prusów, Jadźwingów i Litwinów; tam też przygotowywano ludzi 
i zaopatrzenie na wszystkie wielkie rozprawy z drapieżnym Za¬ 
konem niemieckim. Krok po kroku wdzierali się wojowniczy, 
zuchwali i przedsiębiorczy Mazurzy w ciemny gąszcz puszczy, za¬ 
kładali osiedla i wzmacniali grodziska, obierając w bezludnych pust¬ 
kowiach miejsce dla przyszłych miast, ludnych i bogatych, dla 
wspaniałych świątyń i klasztorów, szerzących oświatę i kulturę. W gąszczu i mroku puszczy kryły się niegdyś ścigane przez Mo¬ 
skali partje powstańców. Ona, jak wierna sojusznica, myliła po¬ 
ścig, dysząc siwemi oparami, zamiatając śniegiem ślady i ścieżki; 
nieprzebytemi wodami zalewając drogi i przegradzając je zwałami » 15«
		

/Magazyn_172_08_0020.djvu

			-i ,,Wokoło była ciemność; gałęzie u góry 
Wisiały, jak zielone, gęste, niskie chmury „Pan Tadeusz“, Księga IV.
		

/Magazyn_172_08_0021.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY martwych drzew i potężnemi wykrotami. A potem, dumna radowała 
się bujnie pogwarem donośnym, rozkiwaniem koron i rozmachem 
konarów witając wojsko polskie, gdy zwycięskie ścigało na cztery 
wiatry rozproszone pułki czerwonej hordy bezbożnej. — Tom ten „Cudów Polski“ ogarnia połać puszcz starego Ma¬ 
zowsza i Podlasia, więc serce puszcz polskich, gdy tymczasem inne 
puszcze zostały już lub zostaną opisane w tomach, omawiających 
poszczególne dzielnice naszej Ojczyzny. — Puszcza polska, puszcza karmicielka i przyjaciółka, ucieczka 
i obrona, źródło piękna, natchnienia, umiłowania ojczyzny i dumy 
narodowej! To też coraz częściej i gromadniej dążymy do niej, 
z rozkoszą wchłaniamy jej ożywczy, świeży powiew, wsłuchujemy 
się w jej niemilknący poszept i porwani jej dzikim urokiem, wspa¬ 
niałym spokojem i dostojną, niezłomną wolnością, patrzymy na 
puszczę naszą z wdzięcznością tak głęboką, jak jej mroczna knieja. 
Pamiętamy jej wierną przyjaźń i ofiarność bez granic, gdy przed 
najazdem wrażym szeroko rozpościerała mocarne ramiona i nie¬ 
przyjaciół wpuścić nie chciała, głosem swym, z miljonów gardzieli 
drzewnych wydobytym, rzucała trwoźną wieść, wołając do broni, 
do sprawiedliwej zemsty i do miażdżącego zwycięstwa — co było 
podobnem piorunowi, rozłupującemu dąb, za Mieszka wyrosły. Puszcza, okrywająca tak znaczną część dawnej Polski, zapisała 
się chlubnie w dziejach naszego narodu. Przedewszystkiem stała 
się ona niezastąpioną szkołą rycerską, gdzie kształtowały się i har¬ 
towały charaktery, pełne cnót męskich, a więc odwagi, bystrości 
umysłu i krzepy fizycznej. Obfitość zwierzyny, łatwość o przygody, 
tajemniczość puszczańskich mateczników pociągały ku sobie mło¬ 
dzież rycerską za panowania Piastów i Jagiellonów. Komesy możno- 
władni, a nawet pomniejsze rycerstwo i drobni włodyki, chętnie 
posyłali swych synów do puszczy, a zwyczaj ten nabierał coraz bar¬ 
dziej powagi, uświęconej tradycji. W owe żelazne bowiem i bu¬ 
rzliwe czasy, gdy królowie, książęta i rycerstwo mieczem utrwalali 
byt, wielkość i bezpieczeństwo państwa, łącząc je coraz bardziej 
w potężną więź szczepów, kierowanych i rządzonych jedną mocną 
ręką, troskano się najwięcej o wojsko wytrwałe, waleczne i sprawne. 
Do czynów wojennych zaprawiano każdego chłopca, „szlachetnie“ 
urodzonego. Od pieluch niemal dawano mu do rąk szablę, łuk, małą 
kuszę i tak uzbrojonego wsadzano na siodło. Spartańska surowość 
i prostota życia, ustawiczne doskonalenie sztuki wojennej, a raczej 
„bitewnej“, stała się zasadą wychowania. I takich to właśnie wy- » 17« fainrmmcu) • V*,roto%\£/
		

/Magazyn_172_08_0022.djvu

			PUSZCZE POLSKIE rostków, „mocnych w garści i nożyskach", wprawionych do wła¬ 
dania bronią i do dosiadania rumaka, pod kierunkiem zaufanego 
wychowawcy i „bakałarza“ wysyłano do puszczy, dodając im do 
posługi i obrony mniejszy lub większy oddział pachołków zbrojnych 
i tabor, zaopatrzony w żywność, sieci i niezbędną „obierz" łowczą. Gdy puszcza otaczała już przybyłych, odrazu rozpoczynało się 
dla nich nowe życie, zapowiedź przyszłych zapasów bojowych 
i uciech rycerskich w obozach po krwawych a zwycięskich bitwach. 
Służba stawiała namioty lub kleciła „szatry" z gałęzi; wśród kilku 
kamieni płonęło ognisko, a w kniei daleko nieraz od obozu tkwiły 
czaty. Niezbędne były one w puszczy, gdzie często skradał się 
Jadźwing mściwy, Prusak, Krzyżak lub Litwin, do tych borów 
i „grondów" wyciągający chciwe ręce, gdzie czaiły się lotne watahy 
wszelkiego ludu niespokojnego, rozbójnicy, wygnańcy, infamisy, 
zbrodniarze, skazani na karę śmierci, zbiegowie z grodów krzyżac¬ 
kich, ze Żmudzi, Inflant i Rusi; gdzie też nieraz za młodą latoroślą 
znakomitego rodu sunął, jak wilk, tropiący młodego jelonka, jakiś 
rywal mściwy, czyhając na życie wroga. Tak też przydarzyło się 
ongiś Bolesławowi Krzywoustemu, napadniętemu przez Pomorzan 
na łowisku puszczańskiem. — Jakżeż często przychodziło tam do 
krwawej rozprawy, do śmierci lub zwycięstwa, gdyż jedynie takie 
wyjście uznawał ogół i honor rycerski! W historji osadnictwa pol¬ 
skiego w puszczy zanarewskiej niemałą rolę odegrały zapewne wy¬ 
prawy młodzieży szlacheckiej. Coraz bardziej ku północy wypierały 
one Jadźwingów i ku Niemnowi Litwinów, chociaż zdaćby się mogło, 
iż bezpośrednim ich celem łowy były jedynie. Młodzież tropiła tam 
zwierzynę — żubry, łosie, jelenie, niedźwiedzie i rysie, przyzwycza¬ 
jała się do trudów obozowych, do niezmiernie ciężkich marszów po¬ 
przez haszcze, mokradła i rzeki. Potykając się z niedźwiedziem, 
żubrem i odyńcem, młody łowiec musiał skłuć je szybko i sprawnie 
oszczepem, nie oglądając się na bacznych na zdrowie panicza „broń- 
ców", zbrojnych w rohatyny i siekiery. Nieraz łowy takie okupy¬ 
wano kalectwem i śmiercią. Długosz opowiedział nam o złamaniu 
nogi przez Kazimierza Wielkiego a także przez Jagiełłę. Stefan 
Batory, jak twierdził jego lekarz, Szymon Simonius, umarł, zazię¬ 
biwszy się na zimowych łowach w puszczy w okolicach Grodna. 
Ostatni potomek z rodu możnych Tęczyńskich padł na łowisku, roz¬ 
pruty szablami ogromnego odyńca, jednego zaś z Szydło wiec kich 
połamał niedźwiedź w puszczy Jaktorowskiej, ale kroniki o nie¬ 
których tylko pisały, a puszcza w sobie zamknęła tajemnicę zdarzeń. » 18 «
		

/Magazyn_172_08_0023.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY W czasach późniejszych „szkołę puszczańską" zastąpiła inna — 
osadnictwo na kresach wschodnich, gdzie szabla nabierała nieraz 
powagi i wymowy „primae et ultimae rationis". Potem przyszły 
Dzikie Pola, gdy to „królewięta" nasi na karkach „hajdamackich". ,, Puszcza“ Grottgera tatarskich i wołoskich ćwiczyli się w cnocie rycerskiej, strategji 
i patrjotyzmie, krzywo częstokroć ze szkodą Rzplitej pojętym. Ileż to uciech łowieckich, jakież szerokie ujście nadmiaru sił do¬ 
starczyła puszcza polska królom, ich rycerzom, biskupom i poli¬ 
tykom! Świadczą o tern opisy współczesnych kronikarzy, jak Dłu¬ 
gosza, opowiadającego o łowach Krzywoustego i Sieciecha w borach » 19«
		

/Magazyn_172_08_0024.djvu

			PUSZCZE POLSKIE ,,Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły, 
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,..." „Pan Tadeusz*', Księga IV. Usosińskich, dokoła ujścia Odry położonych, lub tegoż dziejopisa 
i Macieja Stryjkowskiego, sławiących polowanie Jagiełły na górze 
Świętoroha i w puszczy Białowieskiej; wspominają o tem pamiętni - 
karze i dawni pisarze, jak Górnicki, niemiecki poeta Konrad Celtes, 
studjujący astronomję w Krakowie u Wojciecha z Brudzewa, nau¬ 
czyciela Kopernika; pisał o tem Mateusz Cygański w r. 1584, Tomasz 
Bielawski, Ostroróg, Sarbiewski i inni. Głoszą oni sławę dawnych 
łowów królewskich, zamków myśliwskich i obozów łownych w Biało¬ 
wieży, Knyszynie i dalej — aż hen po grań krzyżacką i zajezierze 
wigierskie. Nietylko jednak królowie i rycerze znamienici pławili 
się w bujnej uciesze myśliwskiej; niepozbawione było jej również 
rycerstwo pospolite, a nawet „stany podłe“, do których zaliczano 
brońców, tropicieli, dojeżdżaczy, osoczników, sokolniczych, psiarzy, 
ptaszników, naganiaczów i leśników łownych i strażniczych. Z nich 
to zapewne wywodzi się kłusownik, od dziada-pradziada czujący 
w sobie drapieżną chuć. Po dzień dzisiejszy myszkuje on i kluczy, » 20 «
		

/Magazyn_172_08_0025.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY podsłuchuje i skrada się poprzez puszczę Białowieską, Świsłocką, 
Knyszyńską i Myszyniecką, gdzie, — jak ongiś — kula, nóż i sie¬ 
kiera rozstrzygają niekiedy spotkanie chciwego łowca z czujną 
strażą leśną. Odwieczni to wrogowie łowca sportowego. Sądzić 0 tern możemy na podstawie wymownych gorzkich żalów podskar¬ 
biego Lutomirskiego z r. 1551-go, żądającego ciężkich kar dla kłu¬ 
sowników, grasujących wówczas w puszczy Niepołomickiej. Przeludniające się coraz bardziej ziemie mazowiecka i kujawska 
żądały ujścia dla swej ludności. To też w pewnych okresach polityka 
Polski miała nastawienie na wschód — szczególnie na Ruś Czerwoną 1 Białą, a fala osadnictwa w pierwszym rzędzie niosła na swym 
grzbiecie Mazurów i Kujawian. Szukali oni też dla siebie własnych 
dróg i terenów kolonizacyjnych. Znajdowali je znowu w puszczy, 
na północ od doliny Wisły, docierając aż do dawnych granic Prus 
pogańskich, a potem Zakonnych i książęcych. Wdzierali się ci ludzie 
do puszczy i wypierali tubylców na pojezierze i za Bug. A był to 
lud niebylejaki! Zuchwały, wytrwały, uparty i wojowniczy. Gnębił 
on niepomiernie Jadźwingów, Prusów, Litwinów i Dregowiczan, 
Radymiczan i Krywiczan, którym z biegiem czasu nadano nazwę — 
Białorusinów, zagarniając im ziemie orne i rozległe połacie borów. ,,Główna królestwa zwierzaj i roślin stolica'' „Pan Tadeusz“, Księga IV. 3
		

/Magazyn_172_08_0026.djvu

			Białowieżanin a, gdy puszcza przeszła pod 
„wysoką rękę“ Polski, kły 
pokazywał komturom krzy. 
żackim. Potomkowie tych 
sławnych konkwistadorów 
mazursko-kujawskich prze¬ 
trwali do naszych czasów 
w puszczach Kurpiowskiej, 
Augustowskiej i Knyszyń¬ 
skiej i zachowali zalety i 
wady swych dalekich pra¬ 
dziadów. Szczycą się prze¬ 
szłością sławną i z dumą 
i czcią powtarzają synom 
i wnukom opowieść o tem, 
jak to przodkowie ich nie 
znali nigdy poddaństwa pa¬ 
nom szlachcie — królowi 
ino podlegając, jak to w 
roku 1708 gospodarz w puszczy przy barciach chodzący, o przez¬ 
wisku Borowy i pani wojewodzina Działyńska, Kurpiów moc skrzyk¬ 
nąwszy, pod Myszyńcem i w Ostrołęce pobili rajtarów króla szwedz¬ 
kiego i to tak, że sam wielki wódz, Karol XII, ledwie z życiem 
uszedł. Szczycą się oni wiernością ojczyźnie i chętnie pokazują po¬ 
bojowiska, gdzie w obronie swego swoją i wrażą przelewali krew. W puszczy żyli sobie Mazurzy zasobnie i swobodnie, różnym jej 
uroczyskom nadając odrębne nazwy — Skwańska, Myszyniecka, 
Ostrołęcka, Różańska, Zielona i Nadbużna, o ich zaś bogactwie 
głośno było i w Polsce i za jej rubieżami. Wszystko płynęło z tej 
puszczy. Hojna bo była i dobrotliwa pani! O jej łaski ubiegali się nie- 
tylko Mazurzy, Jadźwingowie i Prusowie, lecz nawet ten i ów z kró¬ 
lów, na stolcu krakowskim siedzący. Cały orszak ich — wspaniały 
i dostojny przesunął się. przez puszcze polskie: Bolesław Krzywo¬ 
usty, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały i Czarny, Władysław 
Łokietek, Jagiełło i Witold, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt 
Stary, Zygmunt August — ów „ostatni łowiec“, królowa Bona, 
Stefan Batory, Wazowie i Sasi, Leszczyński i Poniatowski. Jedni 
z nich jak Władysław Jagiełło urządzali wielkie łowy, aby mięsem 
upolowanej zwierzyny żywić wojsko, ruszające na walną z Zakonem 
rozprawę pod Grunwald, lub jak Batory, który przed wojną mos- * 22 « ta
		

/Magazyn_172_08_0027.djvu

			OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY kiewską, czerpał zapasy prowjantów z głębi puszczy i w tym celu 
poruszył całą ludność puszczańską, stając się poniekąd „patronem 
kłusownictwa". Inni przybywali do puszczy dla rozkoszy łowieckich, 
dla bujnej radości w dobie pokoju, dla wypoczynku od trudów rzą¬ 
dzenia lub też przeciwnie — dla spotkań dyplomatycznych, podczas 
których omawiano sprawy naglące i niezmiernie ważne w ciszy, zdała 
od zgiełku stolic, od podsłuchujących i podglądających dworaków 
i szpiegów. Pomocnicą bywała puszcza zawsze cichą, a niezawodną. Była ona jednak zawsze i przedewszystkiem naszym wałem obron¬ 
nym przed niespokojnymi sąsiadami od wschodu i północy, od 
drapieżców zakonnych i grafów marchij niemieckich. Na płasz¬ 
czyźnie polskiej dziewicza, nieprzejrzana puszcza, labirynt ukryty 
wśród pionów dębów, grabów i buków, brzóz i lip na nizinach — na 
miejscach zaś wyższych i suchszych wśród sosen, świerków i jodeł, 
mniejsze i większe jeziora leśne, bagna, porośnięte krzakami i wysoką 
trawą — broniły osie¬ 
dli i grodów, a szero¬ 
kie, wartkie rzeki Wi¬ 
sła, Bug, Narew, Hań¬ 
cza stanowiły natu¬ 
ralne, trudne do prze¬ 
bycia zasieki. Nietyl- 
ko w zaraniu dziejów 
Polski doznawaliśmy 
obrończej opieki pu¬ 
szczy, nietylko w pó¬ 
źniej szem średniowiei 
czu i wczasach przed> 
rozbiorowych — od 
J agiełły do króla Sta¬ 
nisława, ale i — w 
najnowszych, — ba! 
nieledwie wczoraj. Podczas insurekcji 
kościuszkowskiej pu¬ 
szcza w pobliżu 'Grod¬ 
na stała się widownią 
bitew, które stoczył 
generał Michał Za- 
biełło, bardzo piękną Chodowiecki: Wypadek króla na Iowach
		

/Magazyn_172_08_0028.djvu

			PUSZCZE POLSKIE OD ZAMIERZCHŁEJ DOBY i zmusiło ją do wycofania 
się na Białystok. Graje¬ 
wo, Augustów, Rajgród i 
jez. Dręstwo były świadka¬ 
mi bitew Giełguda i Dem¬ 
bińskiego z armją rosyj¬ 
skiego generała Sackena 
i zwycięstwa naszego, któ¬ 
re rozstrzygnęła bohater¬ 
ska szarża majora Myciel- 
skiego. Puszcza Świsłocka 
i Białowieska przykryły 
sławny odwrót Dembiń¬ 
skiego z Kurszan po upad¬ 
ku powstania na Litwie, 
a gdy ją nieprzyjaciel za¬ 
garnął, puszcza przytuli¬ 
ła zuchwałą partyzantkę. August Sokołowski, o- 
pisując rok 1863, wspo¬ 
mina energiczną działal¬ 
ność powstańca Padlews- 
kiego pomiędzy Bugiem a 
Narwią i bitwę jego z od¬ 
działem moskiewskim pod 
Myszyńcem, w ziemi kur¬ 
piowskiej, gdzie „boha¬ 
terski wódz, zdała widocz¬ 
ny — bo nosił biały ko¬ 
żuszek i białą konfede- 
ratlcę z piórem — sam pro¬ 
wadził swoich dzielnych 
kosynierów do ataku“. Na Podlasiu i w Augu- 
stowskiem, opierając się 
o puszczę, powstańcze od¬ 
działy długo i ofiarnie podtrzymywały nierówną walkę o wolność 
ojczyzny. Wreszcie po odzyskaniu wolności, gdy Polska zmuszona 
była do obrony swego istnienia przeciwko wschodniemu sąsiadowi, 
zagrażającemu całej Europie, jej cywilizacji i chrześcijaństwu, puszcza I siecią zielsk zarosłych 
i kopcami mrowisk, 
Gniazdami os, szerszeni ów, 
kłębami wężowisk". „Pan Tadeusz“, Księga IV. „retyradą“ cofający się na 
Brześć i pod Węgrowem 
osłaniający Warszawę. W Grodnie też rozległy 
się ostatnie zapewne głosy 
śtniałe podczas sejmu, za¬ 
twierdzającego drugi roz¬ 
biór Polski, a także tam 
przed bitwą pod Maciejo¬ 
wicami przebywał sam 
„naczelnik w sukmanie" 
w ostatniej fazie powsta¬ 
nia. Puszcza widziała bi¬ 
twy Jaźwińskiego, Kwaś¬ 
niewskiego, Gładyszews- 
kiego i generałów ziemiań¬ 
skich koło Wizny, Raj¬ 
grodu, Piętnicy i Kolna, 
gdzie, jak za Jagiellonów, 
wstrzymywano skutecznie 
Prusaków, wdzierających 
się na ziemię polską. Powstanie listopadowe 
głośnem odbiło się echem 
w puszczy. W dziele prof. W. Tokarza „Wojna Pol¬ 
sko-rosyjska 1830—31 r." 
czytamy, że w augustow- 
skiem przegrodził Dybi- 
czowi strategiczną szosę 
kowieńską waleczny ma¬ 
jor Szon na czele 23-go 
pułku piechoty i strzel¬ 
ców leśnych, szarpiąc dot¬ 
kliwie bataljony cara. Ko¬ 
misarz rządu Godlewski, dowodząc strzelcami leśnymi, kosynierami i jazdą augustowską, na¬ 
padł na Nowogród, Ostrołękę i Kolno. Wypady te powstrzymały na 
pewien czas ruch gwardji, dążącej ku Łomży i Ostrołęce. Pod Ty¬ 
kocinem wojsko polskie ścigało już uchodzącą przed niem gwardję ,, Trafisz w głębi na wielki wał 
pniów, kłód, korzeni 
Obronny trzęsawicą, 
tysiącem strumieni » 24 « » 25 «
		

/Magazyn_172_08_0029.djvu

			PUSZCZE POLSKIE i miasta, w jej głębi z biegiem czasu powstałe, znowu, jak poprzez 
całe życie historyczne Polski, na losach wojny r. 1920 zaważyły w 
znacznym stopniu. O tern najlepiej świadczy rozkaz Naczelnego 
Wodza, wielkiej pamięci Józefa Piłsudskiego z 18 sierpnia 1920 r. Uwieńczeniem tego rozkazu stało się zdobycie Ciechanowa i Mławy, 
uważane za koniec drugiego aktu tragedji rosyjskich wojsk, maszeru¬ 
jących dumnie jeszcze z początkiem sierpnia na podbój całej Europy. 
Wzięła w tem czynny udział puszcza i osiedla, rozmieszczone na jej 
krańcach przez ludzi, przewidujących wszelkie możliwości na setki 
lat. W pobliżu miast puszczańskich, gdzie tyle już razy odczuwano 
burzliwy powiew wojny, snuły się blade cienie dawno poległych wo¬ 
jowników polskich, a od nich spływał na nasze młode wojsko niewi¬ 
dzialny, lecz potężny prąd bohaterstwa i ofiarności bezgranicznej. 
Te zjawy przed wiekami poległych obrońców ojczyzny pochylały 
się nad każdym żołnierzem, śpiącym w niezarosłej mogile i niemilkną¬ 
cym pogwarem borów i rozśpiewaniem echa szeptały namiętnie: — Wszystko dla wolności i ojczyzny! Grottger: Rok 1863 w puszczy
		

/Magazyn_172_08_0030.djvu

			Drzewa puszczańskie widziały morza, niosąc żagle i fany ROZDZIAŁ DRUGI SKARBIEC NIEPRZEBRANY Mało znamy państw i narodów, posia¬ 
dających tyle bogactw naturalnych, 
jak Polska, zawdzięczająca je swym pusz¬ 
czom. Niezliczone i, przy mądrej gospo¬ 
darce, niewyczerpane kryje ona zasoby. 
Puszcze nasze oddawien-dawna słynęły 
z pierwszorzędnego budulca okrętowego. 
Znaleziono stare — z wieku XIV podobno 
pochodzące dokumenty, stwierdzające wy¬ 
wóz drzewa masztowego przez Gdańsk mo1 
rzem do dalekiej Flandrji, Anglji i Hisz- 
panji, do krajów, szczycących się naj¬ 
lepszymi wowym czasie żeglarzami. Otton Diana, bogini łowów » 27 «
		

/Magazyn_172_08_0031.djvu

			Najpotężniejszy i najpiękniejszy plon płodnej polskiej ziemi
		

/Magazyn_172_08_0032.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY Hedeman w swej niezmiernie zajmującej pracy „Dawna puszcza j 
i wody" (Wilno 1934) przytacza szereg gatunków ówczesnego okręto¬ 
wego towaru drzewnego: makszty (maszty), szpiry, bukszpreje, brusy 
i kłody, wyrabiane w puszczach naszych. Różne gatunki drzew skła¬ 
dają się na cały ogromny do dnia dzisiejszego zasięg lasów, porwanych 
już na strzępy, lecz stanowiących resztki dawnej puszczy. Dzika, 
niedostępna, broniąca naszych granic i ukrywająca Polskę średnio¬ 
wieczną, miała ona w swych ciemnych głębiach nieprzezwyciężone 
przez człowieka gąszcze, zwały starych drzew, zawiłe labirynty 
haszcz, przeciętych tam —- rzeką, tu moczarem lub bagniskiem. 
Zwierz nawet unikał tych miejsc zdradliwych, a cóż dopiero czło¬ 
wiek lub liczniejszy oddział zbrojny?! Jednak i dziś jeszcze puszcze 
polskie, szczególnie wschodnie i północne, stanowią ważne tereny 
obronne dla państwa naszego, gdyż skrócają front i pozwalają ob¬ 
sadzić zagrożone granice nieznacznemi stosunkowo silami. Sosny, świerki, dęby, graby, jesiony, brzozy, olchy i osiki zrzadka 
lipy i nieliczne już okazy cisów, zwarte lub pomieszane ze sobą w 
zależności w pierwszym rzędzie od składu i budowy gleby, tworzą 
ogromne połacie puszcz. Białowieska wraz z Szereszewską, Ladzką 
i Swisłocką obejmuje 14 2626 hektarów, Augustowska 107 653 
hektary, Knyszyńska 58 302 hektary, Zielona czyli Kurpiowska 
— 185 725 hektarów. Nazwy niektórych miejscowości świadczą 
o dawnej przewadze zanikających obecnie gatunków drzew. Mówią 
o tem niezliczone: Cisówki, Lipówki, Jesionki, Grabowe i t. p. Od niepamiętnych czasów ludność puszczańska trudniła się bart¬ 
nictwem, potażnictwem, smolarstwem, zbieraniem i suszeniem 
grzybów i jagód, rybołówstwem i — łowiectwem sportowem, podle¬ 
gaj ącem prawu lub bezprawnem, rabunkowem — kłusownictwem. 
W puszczy Zielonej w piaskach, przeciętych warstwami torfowisk, 
osadnicy znajdywali i przerabiali na żelazo rudę darniową i po¬ 
szukiwali ,,złota północy" — bursztynów. Gdybyśmy posiadali Słaby ,,pan ziemi“ mocarne olbrzymy pokotem kładzie... i
		

/Magazyn_172_08_0033.djvu

			PUSZCZE POLSKIE obecnie mapami, zrozumielibyśmy jakie zniszczenia poczyniono 
w jej potężnem ciele. Obecnie widzimy ją pociętą na odrębne 
kompleksy — w zachodniej części, na Pomorzu niemal całkowicie 
wytrzebioną, jak również i w granicach centralnych województw. 
Połacie ziemi ornej wdzierają się już głębokiemi „bielami" w głąb 
puszczy, a i w ośrodku jej widnieją rozległe nieraz polany. Na za¬ 
nik puszczy wpływały walka o pole i wykorzystanie zasobów drewna. 
Pierwotny osadnik-rolnik uważał puszczę za swego wroga, więc 
walczył z nią siekierą i ogniem, aby zdobyć sobie zagon, wypad na 
szeroki świat i stałą z nim przez życie wymaganą łączność. 1/ W Archiwach Akt Dawnych w Wilnie znajduje się, jak podaje 
Hedeman, opis trzebienia puszczy przez osadników, pozostawiony 
przez M. Stryjkowskiego z w. XVI-go. Wyrąb cienkich drzew i wy¬ 
cięcie krzaków puszczańskich odbywały się koło św. Piotra i Pawła, 
a zwaliska okrywano słomą i pozostawiano do wiosny, poczem 
palono. Na takich „calinach“ udawały się wspaniałe zazwyczaj 
urodzaje. — „Mniemałbyś", mówi Stryjkowski, ,,że tu się urodziła 
Cerera. Żyto wyrasta tak gęsto i zbite, że koń zaledwie przedrzeć 
się może, a z jednego ziarna trzydzieści niekiedy kłosów wybuja 
do takiej wysokości, że, jeżdżąc na koniu, nie zejrzysz z niego.“ 
Tępienie lasu postępowało szybko naprzód, ponieważ osadnicy, » 30 «
		

/Magazyn_172_08_0034.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY nie stosując żadnych nawozów, szybko wyjaławiali zdobyte role 
i szukali nowych gruntów, wyrąbując i z dymem puszczając coraz 
to większe połacie puszczy. Głębokie i niezabliźniające się rany 
zadały jej też liczne', toczące się w niej wojny, nierozwaga ludzka, 
a czasem — mściwość, chętnie posługująca się „czerwonym ku¬ 
rem”, pożerającym całe bory, że aż tam i sam znikły bez śladu 
i tylko w archiwach sądowych pozostała o nich pamięć pełna skargi 
i żalu, albo też rolnik na bezleśnej od dziadów już i pradziadów 
równinie natrafił lemieszem na pokraczne, skamieniałe pnie, co 
niby kości dawno poległych olbrzymów przetrwały wieki pod zwa¬ 
łami gliny i narzutami piasku. Od w. XVIII-go rozpoczęła się go¬ 
spodarka leśna —■ najczęściej, niestety — bezplanowa i rabunkowa. 
Głębokie rany zadane zostały puszczom naszym przez Szwedów 
w w. XVII-ym i przez Niemców po rozbiorze Polski i upadku Na¬ 
poleona. Rany te zabliźniać się poczęły szybko na mocarnem ciele 
puszcz, lecz wkrótce potem nastały burzliwe czasy powstań, bitew 
i pościgów, gdy to puszcze, kryjące w swej opiekuńczej roztoczy od¬ 
działy wiernych swej ojczyźnie Polaków, ucierpiały straszliwie. Rosjanie, zagarnąwszy Litwę, Polesie, Wołyń, Podole i Królestwo 
Kongresowe, jęli gospodarzyć na swoją modłę niszczycielską, chociaż 
już w połowie w XIX-go rozlegać się zaczęły głosy w obronie puszcz 
— tego bogactwa zagarniętego kraju. Co do puszczy Białowieskiej ...i w tratwy wiążąc puszcza w świat daleki
		

/Magazyn_172_08_0035.djvu

			PUSZCZE POLSKIE odegrało tu pierwszorzędną rolę 
zamiłowanie carów i wielkich 
książąt do polowań na grubego 
zwierza, ukrytego w ostępach 
puszczańskich. Wprowadzono 
niebawem ochronę lasów i zwie- 
rzostanu, co przetrwała aż do 
wielkiej wojny światowej roku 
1914—18. Bitwy, staczane na 
terenach Suwalszczyzny, Gro- 
dzieńszczyzny i Polesia, o czem 
do dzisiejszego dnia świadczą 
ślady wypalonych niegdyś lasów, 
obszerne poręby, okopy i za¬ 
sieki, najeżone drutem kolcza¬ 
stym — zadały puszczy ciosy 
straszliwe. Odwrót wojsk ro¬ 
syjskich, a szczególnie okupacja 
Polski przez armję niemiecką 
zagrażały w pewnych okresach 
wprost bytowi naszych puszcz. 
W dobie wojny pozycyjnej, re¬ 
zerwy znajdujące się na tyłach 
armji linjowej, przemianowywano niejednokrotnie na drwali. Pod 
ich siekierami padały potężne, sędziwe olbrzymy leśne; wybudo¬ 
wane tartaki w Hajnówce i puszczy Augustowskiej przerabiały 
piony dębów, sosen, świerków i jesionów na różne gatunki towaru 
drzewnego, kolejki wą¬ 
skotorowe podwoziły kio. 
ce, belki i podkłady do 
stacyj węzłowych, skąd 
zrabowane nam drzewo 
wysyłano do Niemiec. Ogromne przestrzenie leś¬ 
ne — ogołocono z drzew 
lecz mimo to pod opieką 
naszych leśników bory 
i grondy dźwignęły się 
już z grobu niemal i za¬ 
sklepiają zadane im ra- .. .do stóp człowieka ofiary walu Piorun i burze .. .
		

/Magazyn_172_08_0036.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY ny. Zdołałyby one by¬ 
ły uczynić to pewno 
wcześniej, gdyby nie 
rabunkowy plan nie¬ 
mieckiej eksploatacji. 
Pozostawił on bowiem 
po sobie niezliczone 
zwaliska odpadków, w 
których rozwinęły się 
w niesłychanej ilości 
owady szkodliwe, jak 
Ciszę leśną mąci kolejka wrzaskliwa.... sówka i kornik, a sze¬ 
rzone przez .nie zni¬ 
szczenie groziło większem niebezpieczeństwem, niż nawet pociski, 
las koszące, rabunkowe siekiery i zaniecony ogień niemiecki. W dawnych czasach zwracano już uwagę na eksploatację nie- 
tylko samego drzewa, ale i innych produktów, jak potaż, smoła, 
dziegieć, maź i węgiel drzewny. Różne istniały rzemiosła leśne 
i ludność puszczańska za pewne przywileje obowiązana była do¬ 
starczać dziedzicom lub starostom ustaloną normę kłód, belek, ko¬ 
rzeni smolnych, dranic, klepek, niecek lipowych, garnków glinia¬ 
nych, łyka, miodu, potażu, smoły, dziegciu i mazi kołowej. Budnicy, 
czyli „majstrowie potaszni" produkowali z popiołu drzewnego dwa 
gatunki potażu, znajdującego popyt w Niemczech: „szmelcug“ i 
„popiół próchniasty“. Potażu używano do bielenia płócien, fabrykacji 
mydła, porcelany i farb. W wieku XVI-ym nie mieliśmy konkurentów 
na rynku potażowym zagranicznym. W tymże wieku Niemiec Ha¬ 
nus otrzymał od Zygmunta Starego dzierżawę w puszczach królew¬ 
skich na wyrób wańczosów, klepek i potażu, a jego budnicy proceder 
ten uprawiali w pusz¬ 
czy zaniemeńskiej i o- 
becnej augustowskiej. Teraz zniknął bez 
śladu, odszedłszy w 
cień minionych wie¬ 
ków, przemysł rudny, 
dostarczający dobre¬ 
go żelaza, jak również 
i potażnictwo. Na ich 
miejscu powyrastały ...i piony bezwładne z macierzystej wywozi kniei -
		

/Magazyn_172_08_0037.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Przez bór przemknie ostra siekiera. .. smolarnie retortowe i terpentyniarnie, spotykane w granicach na¬ 
szych północnych i wschodnich puszcz. Jeden tylko rodzaj ubocz- 
nego przemysłu leśnego od zamierzchłych czasów przed-Mieszko- 
wych przetrwał tam i sam. Jest to bartnictwo, ten prasłowiański 
przemysł puszczański. Przy pierwszych już spotkaniach Słowian 
z obcokrajowcami powstał zapewne handel zamienny woskiem, mio¬ 
dem i bursztynem — temi czysto słowiańskiemi towarami. Wosk 
sprzedawano „kamieniami“, miód przaśny i kwaśny — kadziami. 
Istnieją dane, że już w wieku XIII-ym kupcy z Nowogrodu Ru¬ 
skiego umieli wosk fałszować. W tym celu oblewali oni zwykłe 
kamienie woskiem, oszukując nabywców na wadze, lub też fabry¬ 
kowali „ersatz“ z mieszaniny wosku, smoły, tłuszczu wołowego, mąki, białej gliny. Dla kontrolowa¬ 
nia tego niezmiernie ważnego 
handlu ustalono urząd „eko¬ 
nomów woskowych“, którzy 
pieczętowali stożkowate „ka¬ 
mienie" wosku, gwarantując 
czystość produktu. Miód i 
wosk stanowiły niezbędny 
produkt użytku codziennego. ...i w sągach legną świerki i sosny
		

/Magazyn_172_08_0038.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY Możemy je śmiało nazwać cukrem i... „elektrycznością" średnio¬ 
wiecza. Poza pewnemi korzeniami, sokiem klonowym i brzozowym, 
owocami i jagodami, miodu używano jako jedynej słodyczy. Wosk 
oświetlał domy naszych dalekich przodków i jarzył się na ołtarzach 
świątyń. Już w wieku XIII-ym miód i wosk nasz znane były w Eu¬ 
ropie zachodniej. Całe osady bartników powstały w puszczach, wy¬ 
twarzając odrębne obyczaje i formy życia zbiorowego, a to znów, jako 
prawo zwyczajowe, ogarnął statut Kazimierza Wielkiego w r. 1347. Pszczelnictwo pierwotne najbardziej rozwinęło się w puszczy 
nadnarwiańskiej, gdzie je uprawiali Mazurzy. Według Winiarza, ...w torturze węglarki postać i imię odmienią ówczesne puszcze, należące do królów, biskupów, klasztorów i 
szlachty, dzielono na „bory" i oddawano je osadnikom dla zakła¬ 
dania barci. Płacili oni za to „nastawę" lub „kiść", czyli daninę 
w miodzie, wosku albo pieniądzach. Wspólne interesy, walka z dwu¬ 
nożnymi rabusiami, z niedźwiedziem i kuną zmusiły bartników do 
połączenia się w związki i ustalenia osobnego prawa bartnego. Znane 
są dwa jego wydania: jedno z r. 1559-go, drugie — z 1616-go. 
Związki bartnicze mianowały się „gminem bartnym" lub „rzeczą- 
pospolitą bartną". Osobliwa to była „rzeczpospolita", rządzona 
w pierwszym rzędzie przez „starostę miodowego", a potem przez i> 35 «
		

/Magazyn_172_08_0039.djvu

			PUSZCZE POLSKIE „starostę bartnego“ — urzędnika starostwa królewskiego. Bart¬ 
nicy dla uzyskania „boru" musieli się wykazywać pochodzeniem 
od rodziców ślubnych, dobrą sławą rodziny i osobistą oraz zobo¬ 
wiązywać się nadto do opłacania daniny i uczestniczenia w sądach. 
Bór należał jednocześnie do męża i żony i takie równouprawnienie 
kobiety w puszczy jest zjawiskiem niezmiernie znamiennem. Każdy 
bór miał swój herb, przypominający stare znaki runiczne. Her¬ 
bami temi bartnicy potwierdzali w urzędzie bartnym i w starostwie 
wszystkie dokumenty, wymagające ich podpisów. Po modlitwie, 
przed świtem jeszcze, rozpoczynał nowy bartnik „dziać" drzewo Żniwo, zżęte toporem i piłą na barć. Nie łatwa to była robota! Należało za pomocą „leziwa“ 
wdrapać się na wysoką, gładką sosnę i, usiadłszy na wąskiej ła¬ 
weczce, uwiązanej do sznura, bartnicą dłubać pion. Przedtem już 
żona bartnika ustawiała gdzieś pod lipą nowy „śniat“ — pieniek 
wydrążony z przynętą na „świepioty“ — dzikie pszczoły. Gdy 
rój osiadł w śniacie, bartnik „kleczbił“ pszczoły w głowie nowej 
barci. Kopę a nieraz i więcej takich barci zakładał bartnik w swoim 
borze i strzegł go przed złym człowiekiem, kuną, niedźwiedziem, 
żołną i dzięciołem, chodząc na czaty, „ogacając“ otwór barci chru¬ 
stem, aby ptaki nie płoszyły pszczół; przeciwko niedźwiedziowi » 36 «
		

/Magazyn_172_08_0040.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY najeżał pion ostremi 
hakami, lub zawieszał 
„samobitnie", strąca¬ 
jące kudłatego rabu¬ 
sia na ziemię, i koleb¬ 
ki, z których bury 
niecnota wypadał na 
•ostre kołki, ginąc od 
nich lub od siekiery 
zaczajonego wpobliżu 
bartnika. Gdy pszczo¬ 
ły „potworzyły" dużo 
złocistego a cennego Skarby się mnożą: tarcice ni to szłaby złote,.. 
„lipcu", bartnik pod¬ 
bierał miód, „podmietał" barć i „łaźbił" pszczoły. Czynił to pilnie, 
aby zabezpieczyć je na zimę przed głodem i mrozem. Rzadko posłu¬ 
giwał się wprawny bartnik „wąklicą“ z „podkurem" i sitkiem, bo 
go pszczoły nie żądliły, jakgdyby wiedząc, że dzieli się z niemi spra¬ 
wiedliwie. Płaciły mu daninę miodem za bezpieczeństwo i spokój 
tak samo, jak on znów woskiem i miodem oddawał „nastawę" od 
każdej „rączki" miodu i od każdej kopy kamieni wosku, jak płacił 
■dziedzicowi „kunne" za prawo posiadania flinty do bicia zwinnego 
•drapieżcy. Wytłoczywszy i sklarowawszy miód, „szmelcował", 
we „wrąby" i „kamienie" fasonowa! wosk i sprzedawał swój towar 
właścicielowi boru lub kupcom-Żydom, a potem, jak o tern mówi znawca ludu Z. Gloger, mawiał z pogod¬ 
nym uśmiechem na opasłej twarzy: — To moje żniwo i pszenica, bo u nas 
w puszczy jeno piaski szczere i innej 
pszenicy ze swego plonu nie mamy!... Cicha to, słoneczna, radosna acz 
trudna praca — bartnictwo! Zrzadka 
tylko zakłóca ją ptak - szkodnik, czwo¬ 
ronożny rabuś lub choroba pszczela, 
gdy to, nie zwlekając, należy „spuścić", 
ściąć drzewo z zarażoną barcią, uśmier¬ 
cić rój i okurzyć cały „stan" i rynsztu¬ 
nek bartny. Jednak nikt nie poznał¬ 
by spokojnego zawsze i małomównego 
pszczelarza, gdy gdzieś w jego borze ...kloce w stosie przekrojem (> 07 <( 
niby złotem dukatów świecą 5
		

/Magazyn_172_08_0041.djvu

			Hojną jest puszcza i skarbów wód swych nie skąpi lub u sąsiada pojawiał się zły człowiek, podcinający więzy i podbiera¬ 
jący miód z barci. Wtedy to, zrobiwszy zasadzkę i przyłapawszy 
go na „ocznej winie“, bartnik obezwładniał rabusia, krępując mu 
ręce i nogi „leziwem", i zwoływał sąd bartny — szybki i surowy, 
a prawem królewskiem potwierdzony. W obecności sędziego wy¬ 
słuchiwano oskarżyciela i oskarżonego, gdy zaś przestępstwo zo¬ 
stało udowodnione, każdy z bartników dotykał powrozu, co było- 
milczącym wyrokiem, po którym mocne, „osmygane" leziwo, prze¬ 
rywało pasmo życia zbrodniarza. Wrazie wyłamania się kogo¬ 
kolwiek z bractwa bartniczego poza prawo jego i zwyczaj, człowiek ten zostawał „wywołany“ z 
puszczy. Oznaczało to wy¬ 
kluczenie go z „gminu" i po¬ 
zbawienie praw obywatela 
„rzeczypospolitej bartnej". 
Mieli dawni pszczelarze i pa¬ 
siecznicy swoje przesądy, ta¬ 
lizmany, „odczyny od uro¬ 
ków“, swoich patronówiwła- 
sne modlitwy, nieraz bardzo Ciężka sieć — cięższy będzie łup
		

/Magazyn_172_08_0042.djvu

			I 4 SKARBIEC NIEPRZEBRANY dziwne, znali też leki na pszczoły, godziny i dnie na „podłazy" i na 
,,twórz" — a wszystko, niby stare świerki, brodatemi porostami 
siwemi okryte, pleśnią wieków przeżarte, szemrzące starczym głosem 
pogańskiej słowiańszczyzny — tajemniczej, jak owa „gawędź" roju 
pszczelego, odurzonego jałowcowym ostrym dymem podkuru. Miód — owa „pszenica" bartna, zlany do „rączek" — kadzi 
* 0 /4-garncowych, poznaczonych znakiem boru i starosty bartnego 
płynął potem Narwią, Bugiem, Wisłą do Gdańska, Królewca, Szcze¬ 
cina — a Niemnem — do Rygi: wraz z „rączkami" wysyłano „wrą- 
by" lub „kamienie" wosku, również zaopatrzone w borowe herby 
bartnika, starosty, a nawet właściciela puszczy na potwierdzenie 
czystości towaru. Wielce bowiem dbano o niego, bo przecież uzna¬ 
wano go za pieniądz, daninę i najcelniejszy towar eksportowy. W puszczy północnej, szczególnie zaś na ziemiach Prusów, gdzie 
rozsiedli się Mazurzy, 
oraz w Kurpiowskiej 
czyli Myszynieckiej od 
czasu, gdy wdarł się 
w ostępy lud bartny, 
rozpoczęło się zdoby¬ 
wanie „złota północy". Pokłady bursztynu na 
ziemiach Polski współ¬ 
czesnej ciągną się od 
granicy Prus Wschod¬ 
nich, od Pelty na My¬ 
szyniec i na Ostrołękę. Jest to pas długi na 42 
km i szeroki do 24-ch, 
stanowiący odnogę tak 
zwanego „bursztyno¬ 
wego wybrzeża" Bał¬ 
tyku, z ośrodkiem naj¬ 
obfitszym w Palmin- 
cken. W trzeciorzędo¬ 
wych warstwach zale¬ 
gają tam mniejsze i 
większe kawały kopal¬ 
nianej żywicy, co wy¬ 
ciekła niegdyś z cho- Sieó zdradliwa zapada się w toń X
		

/Magazyn_172_08_0043.djvu

			PUSZCZE POLSKIE SKARBIEC NIEPRZEBRANY rego lub skaleczonego drzewa „Pinus succinifera". Uczeni twier¬ 
dzą, że po bursztyn bałtycki przybywali przed wiekami Egipcjanie 
i Fenicjanie. Osadnicy puszczańscy wydobywają bursztyn z ziemi, 
na której rosło przed współczesnym okresem geologicznym drzewo 
żywiczne, i znajdują mniej¬ 
sze lub większe kawałki bur¬ 
sztynu. Czasem trafi im się 
duży „głąb" kopalnianej ży¬ 
wicy, a w nim pogrążone 
owady, liście i kwiaty, które 
żyły i kwitły przed setkami 
tysięcy lub i miljonów lat; 
najcenniejsze są tak zwane 
„łzy bursztynowe", na miarę 
orzecha włoskiego, złociste, 
przeźroczyste a najtwardsze, 
niepękające pod naciskiem 
rylca tokarza. Istnieje cała 
skala odcieni bursztynu — 
od najjaśniejszych złotych 
do zielonych i najciemniej¬ 
szych — brunatnych i czer¬ 
wonych. Jasne i przeźroczy¬ 
ste gatunki używane są do 
wyrobu paciorków, branso¬ 
let, cygarniczek, cybuchów 
i t. d. Ciemne i mętne idą do 
fabryk lakierów, drobne ka¬ 
wałki podlegają stopieniu i 
sprasowaniu, poczem nadają 
się do różnych, tańszych je¬ 
dnak wyrobów. Nadbałtycki 
i nasz puszczański bursztyn 
po wydobyciu go z ziemi odbywa daleką podróż. Surowiec i wy¬ 
roby z niego są pożądanym towarem na całej ziemi; znany on był 
we wszystkich epokach historycznych i w dobie przeddziejowej. „Złoto północy" — w którem skrzepł promień słoneczny — owiane 
legendą, urokiem mistyki i magji, od niepamiętnych czasów głosi 
wszędzie sławę dalekich puszcz słowiańskich, przeglądających się 
w siwych falach Bałtyku i w zwierciadłach dawno zamarłych jezior — tych ostatnich śladów lodowca, który po długiem tu panowa¬ 
niu cofnął się w mroźną głąb tajemniczej krainy Hyperborejów. Skarby puszczy pomnażało nieprzebrane rybne bogactwo jej wód. 
Rybołówstwo odbywało się bądź z pomocą ości o czterech lub ośmiu zębach, którą kłuto śpiącą 
rybę z łodzi przy świetle pło¬ 
nących kaganków i łuczywa, 
bądź też niewodów, częściej 
zaś pospolitych „wiersz" — 
plecionych koszów, wrzuca¬ 
nych do rzek puszczańskich 
i jezior. W miarę tego, jak 
puszcza się zaludniała, wody 
jej pociągały ku sobie ry¬ 
baków; pod tym względem 
na pierwszem miejscu wy¬ 
mienić należy jeziora Augu¬ 
stowskie, gdzie ujrzano nie¬ 
bawem różne sieci i inny 
przemyślny sprzęt rybacki, 
w Polsce oddawna używany. 
Toń tych jezior rozległych 
i cichych, gdzie wśród zarośli 
dennych ukryła się jakaś sę¬ 
dziwa tajemnica, z łaska¬ 
wością dobrotliwą spotkała 
Polaków i po dziś-dzień od¬ 
daje im resztki swych bo¬ 
gactw rybnych i swoją siłę 
do dźwigania tratw i łodzi. 
Nawet „dziwożony" — bo¬ 
ginki wodne nie szkodziły 
nigdy Mazurom puszczań¬ 
skim, może dlatego, że nie kosili oni łąk zielem „słodyczki“ poro¬ 
słych i nie płoszyli duchów wodnych i leśnych czarownem kwieciem 
dzwonków liljowych, ani drażniącą nozdrza czemierzycą. Dobrze 
się żyło z łaski puszczy, która dawała — jak pisał Wincenty Pol: 
„Ryby, grzyby i wędliny — A na pański stół łakocie: Liny dorodne, huk zwierzyn}’- Lipce stare, łosie chrapy I kęs chleba w czoła pocie — I niedźwiedzie łapy". » 40 « » 41
		

/Magazyn_172_08_0044.djvu

			PUSZCZE POLSKIE ...gdy żył jeszcze koń dziki, tarpan,... DAWNE ŁOWISKA Na progu dziejów historycz¬ 
nych Polski, ciemna, tajemnicza 
puszcza okrywała cały niemal 
jej obszar. Roiło się w niej od 
zwierza wszelakiego i ptactwa 
łownego. Jadźwingowie, przebie¬ 
gający część puszczy zabużań¬ 
skiej, wierzyli podobno w życie 
pozagrobowe i w powrót na ło¬ 
wy do rodzinnej kniei, co była 
dla nich owemi „błogosławio- 
nemi terenami myśliwskiemi“, 0 których mówią stare gadki czerwonoskórych myśliwców z drugiej 
półkuli. — Wierzenia te dowodzą obfitości zwierzyny w puszczy. Mazurzy, posuwając się za Bug i Narew, zetknęli się ze zwierzyną 1 w pościgu za nią, w walce z turem, żubrem i niedźwiedziem wyrobili w sobie ducha wojowniczego, zuchwałego i odpornego. Stara pieśń 
cechuje dobitnie hardość i bitność tego szczepu polskiego: Szarszan zadrzewiały Zstępuj mu z gościńca Z poszew opadały Rzuca się do kijca, Kijec granowity Potym z harkabuza Harkabuz nabity. Wnet poprawi guza. Ci sami Mazurzy, od których w późniejszych czasach odbiegły 
dwie gałęzie — Kurpie i Podlasianie, pierwsi poznali i spenetrowali 
puszcze, oni to — wytknęli drogi królom, książętom mazowieckim 
i znakomitym panom, któ- .j..-. ■ ,, rzy lubowali się w wiel¬ 
kich łowach, oni to umieli gj£j|g| V- .0.^ tropić i osaczać grubą zwiei 
rzynę, wabić drobniejszą, „zkwielać" ptactwo — od 
dzikiego, czujnego sokoła 
białozora do głupiej siewki 
i wrzaskliwej przepiórki. Tropiciele mazurscy i kur¬ 
piowscy, prowadzili Ja¬ 
giełłę, Zygmunta i Bato¬ 
rego na łowy, oni też szli ...a łoś nie był rzadką zwierzyną,... I
		

/Magazyn_172_08_0045.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY .. .gdy silę i celność ramienia łowcy wspomagała śmigłość rumaka... na „osoczników", znając wszystkie grządy, przebiegi, przesmyki 
i lęgi. Sztukę czytania w wielkiej księdze natury przechowali Ma¬ 
zurzy po dzień dzisiejszy i dlatego to obrońcy puszczy — leśni¬ 
czowie i gajowi mają z nimi kłopotów coniemiara. Dla panów prze¬ 
kształciły się obyczaje, prawa i sposoby łowieckie, — dla Mazurów 
kłusowników pozostały niezmienne; u nich bowiem dziś jak przed 
wiekami o wszystkiem stanowi bystre, celne oko i — śmiałość. Oddawiendawna polowano w pusz¬ 
czy miotami. Gdy wytropioną zwie¬ 
rzynę spędzano przełają do jednego 
z uroczysk lub do błotnistej kotliny, — „osocznicy" otaczali to miejsce 
mocną siecią. Jakie to były sieci, 
o tern wspomina w swoim poemacie 
Tomasz Bielawski: „Król Batory, na 
straży siecią trzeciomilną otoczyw¬ 
szy, zwierzynę bierał nieomylną...“ Najpożądańszą zdobycz stanowiły 
tur i żubr. W puszczach zaniemeń- 
skich — także „betsy“ — zapewne 
renifer, który z biegiem czasu prze- 
koczował na tundrę północnej Eu- 
ropy; po nich dopiero następowały ...i oko chyżego sokoła 4
		

/Magazyn_172_08_0046.djvu

			PUSZCZE POLSKIE niedźwiedzie i to — o ile miały siwe na karku kłaki, a także łosie, 
byle o rosochach najrozłożystszych. W średniowieczu strzelano do 
grubego zwierza z łuków i kusz ręcznych, wspierano je na rohatynie, 
lub kłuto krótkim oszczepem o szerolciem ostrzu. Jeden z kniaziów 
mazowieckich Janusz — jak i Olelkowicze, lubił potykać się z żu¬ 
brem i niedźwiedziem, mając w garści kordelas lub topór, którym tak 
zręcznie łupał czaszki, że ,,nie zdały się już ni do ozdoby w komna- cie." W nowszych 
czasach używano 
broni palnej i pod 
jej wpływem zani¬ 
kła właściwie ry¬ 
cerska zabawa po¬ 
tyczek w pojedyn¬ 
kę z rozwścieczo¬ 
nym zwierzem. Do¬ 
szło do tego, że na¬ 
wet niewiasty roz¬ 
miłowały się w u- 
ciesze myśliwskiej 
— jak naprzyklad, 
brzydka, jak ci꿬 
ki grzech śmiertel¬ 
ny, Marja Józefa, 
małżonka Augu¬ 
sta III. Siedząc w 
krytej, specjalnie 
dla pary królew¬ 
skiej, zbudowanej 
trybunie, raczyła Winieta myśliwska... własnoręcznie ubić 
ze dwadzieścia żu¬ 
brów i to najzac¬ 
niejszych. Była to 
wstrętna rzeź na¬ 
pędzonej zwierzy¬ 
ny, ulubione zaję¬ 
cie saskiego d woru 
Za panowania Ja¬ 
giellonów, sławne 
karty zapisało ło¬ 
wiectwo polskie — 
królowie tej zasłu¬ 
żonej dynastji osa> 
czali knieję ludźmi 
i puszczali psy łowi 
cze. Zwierz szczu¬ 
ty pędził przesmy¬ 
kami naoślep, na¬ 
trafiając na straże 
z zaczajonymi my¬ 
śliwymi. Korono¬ 
wani łowcy: Zyg¬ munt August, Stefan Batory i Władysław IV, trzymali sfory najlep¬ 
szych psów ułożonych, medjolanów, chadzając z niemi na „czarną zwierzynę" dziki i „osadzone" kłując oszczepem. Tych ogarów za łowów Władysława Jagiełły zastępowali stanowniczowie — Mazurzy. 
Węszyli oni tury „rzadko-krajne" i żubry, odnajdywali na śniegu 
i bagnach ślady ich kopyt, po kłakach turzycy, kądzieli i usmolu 
wychodzili na trop i prowadzili za sobą dostojnych łowców. Ma¬ 
zurzy również umieli ,,podchodzie małe, dzikie koniki na nęciskach 
i ustronnych polanach, chwytali je w czarnym lesie liściastym, za¬ 
stawiając na nie „stępy", zasieki i pętle. Niedźwiedzie zazwyczaj » 44 «
		

/Magazyn_172_08_0047.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY brano w barłogach, wypędzając je z legowisk, i „wspierając“ gonione 
zwierzęta na rohatynach. Wszystek gruby zwierz poczytywano za 
osobistą i wyłączną własność pańską, a więc króla w dobrach ko¬ 
ronnych, biskupa — w duchownych, szlachty rodowej — w jej włoś¬ 
ciach. Mimo to najbardziej nawet poszukiwana zwierzyna — tury 
i dziki koń — nie była snadź dostatecznie chroniona, gdyż resztki jej 
znikają w w. XVII-ym. Dzikie konie puszczańskie, czy może zdzi¬ 
czałe, cisawe, śmi¬ 
głe koniki Litwi¬ 
nów, a może Ja- 
dźwingów zostały 
chwytane żywcem, 
stanowniczy, czyli 
tropiciel, obezna¬ 
ny z przechodami 
tych zwierząt, nie¬ 
zwykle się cenił. Królowie darowy¬ 
wali schwytane ko¬ 
niki znakomitym 
rycerzom, bisku¬ 
pom a nawet po¬ 
słom cudzoziems¬ 
kim. Tura brano 
obławą, zapędza¬ 
jąc do miotu i do¬ 
piero potem kieru¬ 
jąc go na stano¬ 
wisko, strażę uko¬ 
ronowanego myśli- 
ścisłe ich opisy, a nawet rysunki. J. Rostafiński twierdzi, że tur 
był zupełnie podobny do wołu podolskiego i węgierskiego, oraz do 
byków andaluzyjskich, wypuszczanych na arenę cyrków; rasy te 
bowiem od udomowionych turów pochodzą. Opis tura zawdzięczamy 
Zygmuntowi Herbersteinowi, posłowi cesarza Ferdynanda. Przypada 
on na r. 1549, a pod rysunkiem tura w języku łacińskim umieszczone 
zostały następujące pouczające objaśnienia: „Ursus jestem, po pol¬ 
sku — tur, po niemiecku aurox. Nieuki bizonta nazwisko mi dali. “ 
Poseł cesarski mógł opisać tura bardzo szczegółowo, gdyż młody 
Zygmunt August podarował mu zabite przez siebie zwierzę. Rezy- Z albumu ,, Trofees de chasse" wego, który bądź 
wychodził naprze¬ 
ciwko z oszczepem 
bądź wypuszczał w 
potężnego zwierza 
ostrą strzałę. By¬ 
ło to niebezpiecz¬ 
ne polowanie pełne 
wrażeń i przygód, 
gdyż osaczony tur, 
widząc wroga, ata¬ 
kował go zawsze, 
więc zdarzało się 
nieraz, że „nosił“ 
łowca na swoich 
potężnych rogach. 
Byki te wyginęły 
w puszczach już 
w XVII w., wiado¬ 
mo, że ostatnia tu¬ 
rzyca zakończyła 
żywot w r. 1627. 
Pozostały jednak 6 f> 45 «
		

/Magazyn_172_08_0048.djvu

			PUSZCZE POLSKIE dujący w Polsce nuncjusze papiescy: Rugieri, Comendoni i inni, 
pisząc o łowach w Polsce, odróżniają tura od żubra, a jeden z nich 
Muccente widział nawet oba te gatunki w zwierzyńcu Zygmunta III. 
Najdłużej przechowały się tury na Mazowszu, szczególnie zaś w 
puszczy Jaktorowskiej, gdzie wygasły dopiero za panowania Wła¬ 
dysława IV-go, a w kronikach tego czasu starannie zapisano smu¬ 
tną datę i podano statystykę ostatnich okazów. O tych potężnych 
i pięknych zwierzętach pozostały wspomnienia w postaci nazw: 
Turówka, Turza Góra i Turja, spotykane pod Augustowem, w Wiel- 
kopolsce, w Małopolsce Wschodniej i na Polesiu. Było to zwierzę 
mniejszej od żubra tuszy i nie miało tak groźnego i ponurego wy¬ 
glądu. Tomasz Bielawski w swoim wiekopomnym „Myśliwcu“, 
wydanym w Krakowie w r. 1595-ym tak pisze: „Tur, wół polski, jakiego wszystkie ziemne kraje 
Nie mają, ten na puszczy Wiślickiej przestaje. Też je pasą, jest straża, wielkie te zwierzęta Król polski strzelbą bierze w swe podobne święta“. Takie łowy bywały niezwykłem świętem łowieckiem, godnem królewskiej strzelby, 
gdyż zwinność turów 
i ich wściekła fur ja 
czyniły ten rodzaj po¬ 
lowania niebezpiecz¬ 
nym, wymagającym 
niezwykłej odwagi, si¬ 
ły—no i zimnej krwi. 
Krewniak tura i jego 
godny współzawod¬ 
nik w dawnem życiu 
łowieckiem, żubr prze¬ 
trwał aż do dnia dzi- 
siej szego, ale o nim bę¬ 
dzie mowa nieco póź¬ 
niej, w opisie ojczyz¬ 
ny jego, puszczy Bia¬ 
łowieskiej. Bielawski 
wymienia w swych rymach i bawoła, co jest „zwierz pospolity" — 
ale nie wiemy, czy oprócz turów były jeszcze zdziczałe, samotne 
byki, czy też jakiś swoisty gatunek bawołów dzikich. W Historji 
naturalnej Królestwa Polskiego, ułożonej w r. 1783 przez Remigjusza Jan Chełmiński: Wyjazd na polowanie » 46 «
		

/Magazyn_172_08_0049.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY M. Gierymski: Polowanie Ładowskiego, czytamy o tych bawołach, na które polowano jeszcze 
w końcu XVIII-go wieku, że ,,po wielu miejscach w Polsce rozmna¬ 
żają się i chowają je wraz z trzodami“. Za królewską zwierzynę uważano też łosie i rysie. Zdobywano je 
„przełają", gdy setki obławników pędziło tych odludków z matecz¬ 
ników niedostępnych. Łosie, pospolite niegdyś na Litwie i w Polsce, 
przetrwały u nas do końca w. XVIII-go. Za czasów wielkiego księcia 
Konstantego zabito ostatnią klępę w lasach moszniańskich koło 
Pruszkowa. W w. XIX-ym sprowadzono do Polski łosie z Rosji pół¬ 
nocnej i gatunek ten znalazł dla siebie dogodne pielesze na mo¬ 
czarach poleskich i w bagnistych uroczyskach puszczańskich. Polska 
odrodzona posiada te piękne zwierzęta, wszędzie już ochraniane w 
rezerwatach prywatnych i państwowych. Jelenie, sarny, daniele 
stanowiły pospolitszą zwierzynę, dostępną szaraczkowej niemal 
szlachcie, o ile posiadała szmat lasu wpobliżu puszczy, gdzie nikt, 
poza królem i jego gośćmi, polować nie śmiał pod groźbą ciężkich 
kar, to też wieńce i poroża zdobiły dawne dwory. Inne też zwierzęta 6* » 47 «
		

/Magazyn_172_08_0050.djvu

			PUSZCZE POLSKIE zamieszkiwały ostępy puszczańskie: rosomaki, borsuki, kuny, so¬ 
bole, bobry, popielice, tchórze, lisy i zające, a na skraju czarnych lasów 
i w haszczach wokół moczarów — świeciły „lampy“ wilcze, chociaż 
tego drapieżcę ścigali nietylko wielcy panowie, ale i drobni włodyki, 
a nawet kmiecie, siedzący na roli, bartnicy, „tworzący“ w puszczy, 
pasterze na łąkach podleśnych, ba! — budnicy częstokroć i potażnicy. 
Królowie i królewięta polowali wyłącznie na grubego, raczej — naj¬ 
grubszego zwierza i tylko może Kazimierz Jagiellończyk ubijał lub Z cyklu Juljusza Kossaka... chwytał w sidła i sieci sobole, bobry i kuny, szczycąc się swym „tor- 
łopem“ — szubą sobolową, używaną na łowach. Długosz, wycho¬ 
wawca dzieci jego, zapisał, że król „nabiwszy w puszczach wielką 
moc zwierzyny, porozsyłał ją w darze biskupom, panom, senatorom, 
kapitule, wszechnicy naukowej i rajcom krakowskim". Z tego też 
sądzić można o obfitości zwierza w puszczy. Zresztą sam fakt ist¬ 
nienia w dawnej Polsce „pieniądza futrzanego" świadczy o tem 
więcej niż przekonywująco. Przypomnijmy sobie, że płacono daniny » 48 «
		

/Magazyn_172_08_0051.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY „łebkami" lub „mordkami" kun i popielic; były też „kuny" i „grzy¬ 
wny", czyli skórki kunie pojedyńcze lub uwiązane „w grzywy". Polowano również na ptactwo przeważnie „przyprawami", czyli 
sieciami i sidłami, mającemi różne nazwy: podolska, brózdy, dzi- ...p. t. „Rok myśliwca“ wocza, brożek, włóczek, mrzeźna, objętki, kołowrót, węton, pomek, 
wiecha, prężynka, cierzeniec, wnyk, kutnica, żak itd. Używano na 
ptaki i zwierzęta przeróżnych wabików: kuwieczki — na sowy, 
kokcieli na pardwy, mikota — na sarny, dudki — na łosie podczas » 49 «
		

/Magazyn_172_08_0052.djvu

			PUSZCZE POLSKIE rykowiska, szastki — na chróściele, kwieli — na jastrzębie, piszczyka 
— na jarząbki, wreszcie krzęczki — na słonki. Istniało kilka gatunków ogarów, częściowo pochodzących od pos¬ 
politych w dawnej Polsce psów św. Huberta, częściowo za Jagiello¬ 
nów sprowadzonych z Włoch, poczem powstała jednolita rasa pol¬ 
skich psów gończych (Ostroróg, Rostafiński, Stolcmann). Psom, tro¬ 
piącym zwierzęta w puszczy, nadawano różne nazwy — Prędki, 
Leniwy, Zalas, Popędź, Uciecz, Budzisz, Wytrwaj, Cymbał, Leloch, 
Szukaj, Sokół, Sarna, Rozbój, Lota, Śmiga, Otracica, Smól. W chró- Józef Chełmoński: Na polowanie stach i trzcinach nadbrzeżnych psy wykrywały łosie, dziki i jelenie, 
na drzewach — niedźwiedzie i rysie, na kujawach leśnych — żubry 
i tury. W polu, inne odbywały się łowy. Tam spuszczono ze smyczy 
charty. Stary, Cygan, Karwat i Trąba ścigały, doganiały i dusiły 
zoczoną zwierzynę — jelenia, sarnę, wilka, lisa i zająca. Musiały to 
być psy — „prędkoskokie", rącze, o „gębie ułapnej“ i „postrze- 
mienne" — trzymające się szczwacza, do którego wracały po zakoń¬ 
czonej gonitwie (J. Ostroróg.) Za psami pędził konny dojeżdżacz — 
„wrzeszcz“, a czasem i sami właściciele, krzycząc na różne głosy: » 50 «
		

/Magazyn_172_08_0053.djvu

			SKARBIEC NIEPRZEBRANY „heco", „hola-horlala", „horlala 
ulała lala, lala, lala", a, gdy 
śmigłe psy doganiały i zdoby¬ 
wały zwierzę, myśliwi oznajmia¬ 
li ten moment radosnemi okrzy¬ 
kami: „Hoho uszczwał, hoho 
jest, jest!“ -—niosło się po lesie. Za najbardziej wyszukany 
sport uważano zimowe przewa¬ 
żnie polowania z ptactwem ło- 
wczem: z orłami z Podgórza, so¬ 
kołami, jastrzębiami i rarogami. Pod tym względem Polska sta¬ 
ła wyżej od innych państw, co 
stwierdzili Henryk Walezy i 
Zygmunt Waza. Dobrze „uno¬ 
szony" ptak łowczy podczas po¬ 
ścigu odznaczał się pięknością 
ruchów, czyli tak zwaną „grą". „Wykapturzony" sokół — bia- 
łozór po zdjęciu z głowy kap¬ 
tura nie rzucał się odrazu na wziętą na oko zwierzynę — sarny, 
zające, wilki, kuropatwy, cietrzewie, czaple, dzikie kaczki i dropie — 
lecz wzbijał się wysoko, zataczał koła, płosząc zdobycz i zmuszając 
ją do zmiany kierunku ucieczki i dopiero po długiej „grze" spadał jak kamień na zdobycz, 
wstrzymując ją w pędzie, 
szarpiąc jej głowę i ośle¬ 
piając. Na okrzyk sokolni- 
czego ptak powracał doń 
natychmiast i siadał na 
„berle", wydając pełen za¬ 
dowolenia drapieżny skwir. 
Z rozpowszechnieniem się 
guldynek, ptaszynek i in¬ 
nych flint, szlachta zaczęła 
szczególnie chętnie polować 
z legawemi psami, czyli wy¬ 
żłami różnych ras, naogół 
jednak wywodzących się od J. Chełmoński: Na wabika t M. F. Andriolli: Połów ryb na oścień
		

/Magazyn_172_08_0054.djvu

			PUSZCZE POLSKIE dalekiego przodka — szakala. Większość ich została w w. XVI przy¬ 
wieziona z zagranicy, chociaż później niektóre wyżły, mieszańce, po¬ 
chodzące od ojca lub matki czystej krwi, tak zwane „pokurcze“ za¬ 
słynęły niezrównanemi zaletami łownemi, jako „wietrzne", posia¬ 
dające znakomity węch, „zacieczce“ o sprycie, odwadze i zaciekłości 
i „zwajce“, czyli znakomicie ułożone. Stare kroniki przechowały wspomnienia o tych wiernych towa¬ 
rzyszach łowców. Miał piękną psiarnię hetman Klemens Branicki, 
szczycił się swemi chartami Pac, romantyczny pan na Dowspudzie, 
a i inni też, siedzący po włościach puszczańskich lubowali się w psach 
łownych i gonnych. Lega we miały tu zaiste pole do popisu! Po 
starych porębach, krzakami zarosłych, po krawędziach leśnych 
wyżły węszyły cietrzewie, młode głuszce i słonki, po zalewiskach 
błotnistych i mokradłach do kaczek skradały się, do kszyków, du¬ 
beltów wśród kęp i sitowia. A w głębi puszczy? Gończe ogary na grządy jelenie i sarnie, na 
tropy zajęcze, lisie i wilcze, na ślad dzików usmolnych wpadłszy 
niechybnie, gon wielogłosy wszczynały, aż zwierza osaczyć zdo¬ 
łały, zmordować i zdusić. I w polu też, co to rozparło się wzdłuż i wszerz na próchnicach 
i popiołach po puszczy, ściętej oddawna i ogniem zżartej do reszty, 
przestrzeń bezkresną przemierzały chartów śmigłych skoki. „Ho- 
ho, się uszczwał, ho—ho, jest!“ Rozedrgały się okrzyki. Zagrał róg. » 52 «
		

/Magazyn_172_08_0055.djvu

			Jezioro w okolicy Suwałk CZĘŚĆ DRUGA PUSZCZA AUGUSTOWSKA ROZDZIAŁ PIERWSZY PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH Zbierz Szwajcarję i okolice Renu“ — 
j pisał Aleksander Poluj ański w r. 1859 — a i tak zaledwie ułożysz podobny obraz 
naszym nadbrzeżom Niemna i Hańczy, 
a nawet Pisny i Szeszupy, tudzież malo¬ 
wniczym nadbrzeżom kanału Augustow¬ 
skiego i okolicom Suwałek. Chcesz zabyt¬ 
ków historycznych — to je znajdziesz we 
wszystkich naszych miastach większych 
i mniejszych, nawet we wsiach, jak np. we 
Wigrach, Dowspudzie, Wiznie i innych“. Na jeziorze wigierskiem » 53 « 7
		

/Magazyn_172_08_0056.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Na kanale Augustowskim Na zachodzie i południowych krańcach puszczy oddawiendawna 
rozsiedli się Mazurzy i wdzierali się swym zwyczajem coraz dalej 
i dalej w serce borów sosnowych i czarnolesia; od Augustowa na 
wschód, na dawnych ziemiach Jadźwingów, po których pozostały 
nazwy wsi: Jatwieź, Zielmańce, Dorgan, Kadysz i kilka uroczysk, 
mają tu też stare siedziby Podlasianie i Białorusini; za Czarną 
Hańczą znajdziemy najbardziej na zachód wysunięte osady Lit¬ 
winów: Wojtokiemie, Widugiery, Skustale i różne Jodaliszki i Bur- 
biszki, wreszcie — stolicę miejscową — Sejny; na północy, za gra¬ 
nicą Litwy kowieńskiej, stoi Kai war ja żydowska — prawdziwa Puszcza Augustowska należała niegdyś do Prusów, a potem bez 
krzyku i jakichkolwiekbądź umów i szumnych traktatów — do 
książąt Mazowieckich, to znów do litewskich kneziów groźnych, 
to do drapieżnych komturów krzyżackich i znów do Mazurów, za¬ 
nim wcielono ją na dobre do Polski aż po epokę rozbiorów. Władzę 
sprawowali tam różni wojewodowie i starostowie; od roku 1815 
do 1837 istniało województwo augustowskie, poczem do r. 1866 
— gubernja augustowska, a od 1866 do 1914 podzielono ją na dwie 
gubernje — suwalską i łomżyńską. Polska odrodzona natomiast 
ogarnęła te ziemie granicami swego województwa białostockiego. )> 54 «
		

/Magazyn_172_08_0057.djvu

			PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH stolica Izraela, chociaż i w Suwałkach, Sejnach, Augustowie i po 
mniejszych miasteczkach typy semickie i ich przedsiębiorstwa 
spotykają się również na każdym kroku. W słownikach gadek 
ludowych spotkać możemy wyrazy „Kalwarja mu z oczu patrzy", 
albo też „siedział w Kalwarji“. Oznacza to, że ktoś z prawem po¬ 
czynał sobie zuchwale i że poznał się bliżej z więzieniem. Krasę dawnej gubernji augustowskiej, obecnie w znacznej swej 
części ogarniętej województwem białostockiem, stanowi słynna 
puszcza Augustowska. Od granicy Litwy kowieńskiej i Prus Wschod¬ 
nich do Niemna, a na południu — do Biebrzy rozparła się puszcza 
malownicza i przebogata, przecięta kanałem Augustowskim i Czarną 
Hańczą, tęskniącą za Białą swoją siostrzycą, płynącą poza sztuczną, 
rubieżą, przekreślającą wielkie dzieło Jagiellonów. Bory puszczań¬ 
skie i grondy stłoczyły się wokół pięknych jezior i zazdrośnie strzegą 
ich odwiecznego spokoju i zadumy o dalekich wiekach, gdy pra- 
iródła ich biły spod martwej lawiny lodowej, cofającej się na pół¬ 
noc, ku swej skandynawskiej, dalekiej, granitowej macierzy. Poza Marychą stoją bory litewskie, z tej samej gleby wyrosłe, 
za Niemnem ciągną swe konary lasy dawnej puszczy Rudnickiej 
i Grodzieńskiej, a na północnym zachodzie szepcą do siebie sosny 
i świerki za Rospudą do swych pobratymców, czepiających się ko¬ 
rzeniami piasków pruskiej puszczy Rominckiej, ku której Mazur 
odwieczne swe gniazda posunął: Dziarnowo, Wierzbowe, Mari- nowo, Gąski, Przykopki, Romanów, Wysokie, Ostrykół i, chociaż 
mowę ojczystą utracił, przechował jednakże serce odzewne na echa, 
dobiegające od strony polskiej. Puszcza stoi nieraz zasępiona, jak 
starucha, co w duszy żal nieznośny i gryzący czuje, lecz pod pie¬ 
szczotą słońca rozchmurza się rychło i wzdycha z ulgą. Przecież 
nie takie jeszcze lata przeżyła, tysiąckrotnie cięższe, goryczą bez¬ 
nadziei zatrute, o czem sędziwe, rozpękane sosny i dęby szemrzą, 
po nocach, stare klechdy młodzi bujnej przekazując. Wyrosła i pod 
niebo strzeliła koronami puszcza ta z ziemi, lodowcom wydartej. 
Należała ona niegdyś do olbrzymiej, dziewiczej kniei, ciągnącej 
się poprzez ziemię Mazowiecką, Ruś i Litwę. Do Polski należała 
potężna część tej puszczy przedhistorycznej, bo zajmowała prze¬ 
strzeń od jezior Augustowskich, Hańczy i Biebrzy ku południowi 
nad górną Narwią i przez Bug aż ku dolinie Wieprza. (J. Mikla¬ 
szewski, Lasy i Leśnictwo w Polsce, T. I). Ta puszcza-macierz 
rozpadła się z biegiem czasu na Augustowską, Knyszyńską, Zie¬ 
loną, Świsłocką i Białowieską, co w dawnej krasie do dziś przetrwała. 7* » 55 «
		

/Magazyn_172_08_0058.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Teren puszczy Augustowskiej należy do pojezierza mazurskiego 
i jego falista powierzchnia spada stopniowo w kierunku Niemna, 
bez gwałtownych skoków przechodząc w nizinę nadnarwiańską. 
Okrywający tę część Polski lodowiec zapisał tu całe karty swoich 
dziejów i losów. Głazy granitowe, rozrzucone po puszczy i na po¬ 
lach, ukryte w podszyciu leśnem i w wysokich trawach, świadczą 0 tem, że zostały przywleczone z północy i porzucone przez topnie¬ 
jący lodowiec. Moreny końcowe i denne nagromadziły tu wzgórza 
żwirowe, nawarstwienia piasków, zwały glin, a nadmiar wody, 
wytworzonej ze znikającego pod wpływem słońca lodowego pan¬ 
cerza, dał początek malowniczym jeziorom i bagniskom. Na pia¬ 
skach rozrosły się potężne bory sosnowe, lecz, dochodząc do gleb 
gliniastych, mieszają się już ze świerkami, aż te iglaste pobratymcy 
wyprą je doszczętnie i zapanują wszechwładnie zwartemi szeregami, 
pozbawione wszelakiego podszytu, bo zmarniał w nierozświetlonym 
nigdy mroku. W nizinach błotnistych rozsiadły się olchy, a gdzie 
nieco suszej — strzelają już ponad nie brzozy, jesiony, dęby, osiki, 
a gdy się znajdzie odrobina piasku, to znowu — świerki i sosny. Sosnowe bory wyrastają na kobiercu z mchów, borówek, czernic 1 wrzosów, tworząc prawdziwy raj dla czarnopiórych bardów puszczy 
— głuszców. W tych właśnie miejscowościach znane są najlepsze 
tokowiska, a na wiosnę ciągną ku nim kłusownicy, bo nie mogą w 
domu usiedzieć, gdy przed świtem ucho ich pochwyci kłoclitanie 
i miłosną pieśń wspaniałego koguta. W cieniu kniei świerkowej 
wśród mchów kwitną i mnożą się szczawik zajęczy, konwalijki, 
błękitne przylaszczki, białe i żółte zawilce, czarna jagoda, piękne 
dzwonki i paprocie, lubujące się w dusznym cieniu leśnym. Na 
suchych piaskach i żwirowych pagórkach tkwią bory sosnowe nie¬ 
mal na nagiej, jałowej ziemi, ledwie-ledwie przykrytej wrzosami, 
siwemi porostami, mchem bladym, macierzanką i ostrzycą. Nikt 
oprócz leśnika nie spostrzega, jak prawdziwie zacięta walka wre 
tam pomiędzy drobnemi wrzosami, a wysokopiennym borem sosno¬ 
wym! Wrzos otula glebę i zatrzymuje na sobie spadające ziarna 
sosen, a te, co wypierają wszakże z ziemi młodą poroślą, głuszy za¬ 
wzięcie. Stare drzewa ze smutkiem patrzą i kiwają głowami, wi¬ 
dząc, że na marne idzie ich siew, te nie doczekają się potomstwa, 
a gdy padną od ciosu pioruna lub pod tchnieniem śmierci, która 
po wiekach je odnajdzie — na ich wywrotach nie wybuja już nowe 
pokolenie. O to się troskają sosny strzeliste, nie wiedząc, że człowiek 
przejrzał podstępną wrzosów robotę i już na pomoc borom podąża. » 56 « >
		

/Magazyn_172_08_0060.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Najwyższe i najmocniejsze sosny wyrastają obok świerków również 
potężnych na czerwonawo-brunatnej glebie marglowej, chociaż 
świerk i tu wysila się, aby zgnębić i wyprzeć sąsiada, i byłby go 
zwalczył oddawna, gdyby płynącą wodą, rozwielmo- nie opieka leśnika. Na żniły się lasy liściaste puszczańskich bag- JjfSk czarne olchy z do- niskach występu- mieszką jesionów, ją sosnowe bory świerka, a nawet moczarowate, a g dębu, lecz olcha u ich stóp wierz- ^***^11 ' zwycięża je na by i omszone najwięcej pod- brzozy i olchy mokłych płasz- czarne,—wyra- czyznach, dzie- stające z mchów ląc swój triumf torfowych, zdo- ‘z osikami i brzo- bnychwwełniankę, zami, o pniach to- krwawe krople bo- - ^ y, nących w gąszczu pa¬ 
rówek i Żórawin. Na proci błotnych, situ le- nizinach, gdzie leżą Generał Ludwik Pac śnego, bodziszka i rze- 
gleby stale nasycone żuchy, stanowiących ulubione schroniska cietrzewi. Na stutysiącach zgórą hektarach 
rozpościera się dumnie puszcza Augustowska. Podzielono ją na Zamek w Dowspudzie
		

/Magazyn_172_08_0061.djvu

			PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH szereg nadleśnictw państwowych. Na skraju puszczy usadowiły się 
miasta, broniące puszcz i dróg handlowych na Mazowsze: Grodno, 
Augustów, Lipsk i Sopoćkinie. Duże rzeki, jak Niemen, Czarna 
Hańcza, Biebrza i małe: Netta, Stawiska, Rospuda, Jastrzębianka 
z ich dopływami i licznemi strumieniami przecinają puszczę Augu¬ 
stowską, w której lubował się Władysław Jagiełło, chociaż za jego 
czasów, inne dawano jej nazwy, w zależności od uroczyska lub ,,uhła‘‘; 
jedną część znano, jako pusz¬ 
czę „Perełomską", gdzie król 
polski i wielki książę litewski 
zabawiał się „myśliwem po¬ 
lowaniem“ i ze swego pała¬ 
cyku przerzucał się do pusz¬ 
czy Perstańskiej, stanowiącej 
drugą część tej leśnej krainy. Piękne, najpiękniejsze może 
były wtedy te łowiska ze sto- 
jankami turów, z rykowiskiem 
łosi, co miały najcięższe ro- 
sochy o rozłogach bajecznie 
szerokich, nęciska jeleni o bo¬ 
gatych wieńcach, ba! nawet 
kozły były tam, zda się, inne 
— o uperlonem przedziwnie 
porożu, kędyindziej nieznane. Już od samej stacji kolejo¬ 
wej w Augustowie szosa bie¬ 
gnie przez puszczę podmiej¬ 
ską, która urywa się tuż-tuż przed pierwszemi zabudowaniami, 
jakgdyby coś z siłą osadziło ją na miejscu. Augustów, schludne, 
ożywione miasteczko handlowe, zdobne w duże, rozłożyste drzewa, 
dowodzi samym wyglądem swoim, iż zostało zbudowane na kra¬ 
wędzi puszczy, gdyż za nim ku zachodowi i południowi roztacza 
się już falista, pagórkowata golizna pól i niezaludniona równina 
Czerwonego Bagna, moczarów Podlaskich, błot Ławki, Wizna i in¬ 
nych leżących wzdłuż Biebrzy aż do samej Narwi. Piękne to można robić wypady z Augustowa! Wspaniała szosa 
przenika puszczę, prawie pozbawioną podszytu, przypominającą 
najlepiej utrzymany park angielski. Od niej razporaz odbiegają 
boczne drogi leśne — pełne sypkiego piasku. Nic dziwnego, że Narożnik Pacowskiego zamku » 59 «
		

/Magazyn_172_08_0063.djvu

			PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH wybujały tu na suchych glebach te złociste sosny gonne, o strza¬ 
łach masztowych i bogatych potężnych koronach. W puszczy, 
w pobliżu prawdziwie „szwajcarskiego" nieruchomego, głębokiego, 
o zielonym odcieniu wody jeziora Martwego czy Jałowego, po uro¬ 
czyskach kryją się mogiły powstańców z r. 1831, — tu zwały ka¬ 
mieni, pobożnemi ułożone rękami, tam znów niskie krzyżyki 
napół zbutwiałe i pochylone, a ponad wszystkiem — jeden duży 
krzyż, którego w tern miejscu „świętem" nikt jakoś zniszczyć nie 
był w stanie. Porąbany lub spalony, niewiadomo jak pojawiał się 
nanowo i rozpościerał swe ramiona nad ziemią, krwią zlaną. Moskale, 
jak głosi podanie, zepchnęli pewnego dnia ten krzyż tajemniczy 
do jeziora, lecz w nocy przybiły go fale do brzegu, a siły nieznane 
ustawiły go na dawnem miejscu. Mazurom, rzucającym sieć do 
tego jeziora „coś plątało mrzezie, niewody, dgrubice i kłonię, a gdy 
schwytano klenia lub sułwicę — gorzkie się na smak wydawały, 
niby piołunem, korą nadziane". Ci, co nie chcą uznawać „zabobonu", 
twierdzą, że goryczka ta od wodorostów udziela się rybom jeziornym. Szosa dobiega do czystej, schludnej wsi Raczki, słynnej ze swego 
kościoła, niegdyś, zda się, należącego do zboru ewangelicko-reformo¬ 
wanego, sądząc z surowej prostoty wnętrza, lecz później ozdobionego 
takiemi obrazami szkoły włoskiej, że przejezdni Anglicy proponowali 
za nie sumy, za które można byłoby wybudować dwa duże kościoły. 
W pobliżu wsi leży malownicza, historyczna posiadłość, należąca 
niegdyś do możnych Paców i nosząca litewską nazwę Dowspuda. 
Przed Pacami w w. XVI należała ona do Eustachego Wołłowicza, 
podkanclerza wielkiego księstwa litewskiego. Rozgłos swój Dowspuda 
zawdzięcza generałowi napoleońskiemu, Ludwikowi Pacowi. Gdy 
gwiazda Bonapartego zgasła na zawsze, Pac, po długim pobycie za¬ 
granicą, powrócił do swej Dowspudy i wziął się do gospodarstwa na 
modłę angielską, zakładając olbrzymi park ze strzyżonemi alejami 
wiązowemi; stoją tu jeszcze i coś tam gwarzą o świetnej prze¬ 
szłości te wiązy pacowskie, choć im konary odrosły na wsze strony 
i nic już ich mocy i rozłogów nie łiamuje. Na rozkaz i za pieniądze 
pana Ludwika, który, zapewne, za dziwoląga uchodził w okolicy ze 
swemi manierami i zachciankami, importowanemi z mglistego Al- 
bionu, bo nawet folwarkom swoim, koniom i psom dziedzic nadawał 
nazwy angielskie, — słynny budowniczy Marconi opracował projekt 
i wzniósł niewidzialny w tych stronach, a może i w reszcie Polski 
pałac. Barwa jego „wild red" — modna podówczas w Anglji, styl — 
w okresie tym uznany w Wielkiej Brytanji za najwytworniejszy, a » 61 «
		

/Magazyn_172_08_0064.djvu

			PUSZCZE POLSKIE mianowicie — gotyk romantyczny! Dla niego więc wypalono faso¬ 
nowe cegły różnych kształtów i rozmiarów. Wszystko było lekkie 
jakgdyby zrywające się do lotu, niby duch uwięzionego na dalekiej 
wyspie „boga wojny l’kmpereur’a, duch przylatujący na skrzy¬ 
dłach wspomnień do anglizowanej siedziby adjutanta cesarskiego 0 tej powiewności pałacu sądzić możemy z pozostałej wieży — le¬ 
ciutkiej, zda się, na ośmiu smukłych kolumienkach opartej, a uwień¬ 
czonej a »la Polonaise«... gniazdem bocianiem. Rzeźby, freski, obrazy conajprzedniejsze, makaty, akwarjum w 
suficie (lubowali się panowie w tych stronach w akwarjach, bo i Bra- 
mcki miał je w swym „Wersalu Podlaskim" — w Białymstoku) — 
zdobiły „Windsor Paca tuż — tuż nad granicą pruską. Rząd peters¬ 
burski za udział miłego anglomana w powstaniu listopadowem, nie 
mogąc dostać go w swe ręce, gdyż ukrył się zagranicą, skonfiskował 
Dowspudę i ofiarował ją „uśmierzycielowi buntu", generałowi 
Sulimie. 1 en Moskal tatarskiego pochodzenia, a po nim inny — za¬ 
częli burzyć pałac, używając jego cegły na budowę koszar w Suwał¬ 
kach. a miejscu dawnego pałacu wzniesiono ohydny dom rosyj¬ 
skiej architektury urzędowej z pierwszej połowy w. XIX-go, a więc 
podług poety Niekrasowa — „nudnej, głupiej i więziennej." Z da¬ 
wnej siedziby pozostała wieża i monumentalny podjazd kolumnowy, 
ze strzelistemi wieżyczkami i okrągłemi ,,1’oeil de boeuf" na froncie 1 po bokach. Od podjazdu, jak sierpem rzucić, biegnie aleja z pa¬ 
noramą dalekich pól. Park - ciemny i gęsty, tak gęsty, że mogą się 
w mm hodować jelenie i sarny. Pełno tam romantycznych zakątków, 
gdzie 1 ac przypominał sobie, zapewne, inne cuda przyrody i oso¬ 
bliwości architektoniczne i zdobnicze, oglądane przy boku cesarza 
w zdobytych podczas kampanji saskiej, francuskiej i włoskiej mia¬ 
stach i pałacach, no i — po drugiej stronie kanału, gdzie zaczaiła się 
zacięta nieprzyjaciółka wielkiego Korsykanina — Anglja. Z urwiska, 
gdzie w parku stała niegdyś altana, widać rozległe łąki i pasące się 
na nich trzody, na gazonie — cztery modrzewie wznoszą swe czarne 
konary, w wesołą zieleń zdobne. Koło pałacu krążą, rzecz zrozu¬ 
miała — legendy... Dotyczą one lilij burbońskich w rzeźbie wieży, 
tunelu, którym właściciel wymknął się Moskalom na pruską stronę' 
a przedewszystkiem — skarbów, ukrytych w głębokich lochach. Cicho dziś w Dowspudzie. Ciszę jej ożywi wkrótce rozgwar niłol 
dych głosów: władze szkolne założą tu niebawem niższą szkołę rol¬ 
niczą.. . Zapewne radośnie powita młodzież rodzimą bujny, roman¬ 
tyczny cień pana Paca, wiernego adjutanta napoleońskiego. » 62 «
		

/Magazyn_172_08_0065.djvu

			PUSZCZA O OCZACH LAZUROWYCH Od Raczek szosa przecina wielką, ogołoconą z puszczy płaszczyznę. 
Pola uprawne, ciągną się tak daleko, że puszcza gdzieniegdzie tylko 
majaczy na horyzoncie, niby z lękiem kreśląc się niebieskiem lub 
czarnem pasmem. Jeszcze w w. XVI gwarzyły tu zwarte, jednolite 
bory sosnowe, przecięte korytem Czarnej Hańczy i ożywione głosami 
Mazurów, Litwinów i Słowian wschodnich, mających tu swe osiedla, 
bo Zygmunt I nakazał różne ,,uhły“ puszczańskie przeznaczyć na 
kolonizację. Dawni osadnicy spokrewnili się ze sobą, pokrzyżowali 
się nie raz, ale sto razy i, porzuciwszy dawne nawyki i zajęcia przy 
barciach, sieciach łownych i budach smolarskich, osiedli wreszcie Wężowy bieg Czarnej Hańczy na piasczystej, szarej roli mało urodzajnej, niewdzięcznej, lecz 
drogiej niewymownie, gdyż długi łańcuch pokoleń w znoju walczył 
o nią z puszczą, aż zdobył te suche piachy jałowe, pocięte teraz bruz¬ 
dami lemiesza. Z tak wielkiego wysiłku i z tak mnogich krzyżowań 
dorodny i piękny powstał tam lud, zamieszkujący cały niemal po¬ 
wiat suwalski. Nazwy wsi czysto polskie: Biała Woda, Krzywulka, 
Królewskie, Kazimierzówka i inne; na północy pojawiają się nazwy 
białoruskie: Uzdziejew, Wodiłki, Sidorówka, Daniłowce, Pokrowsk, 
dalej jeszcze i na wschodzie — wsie litewskie, im bliżej Sejn i Niemna, 
tern coraz gęstsze: Posejnele, Degucie, Birżniki, Burniszki, a nawet... 
Kłajpeda, chociaż od morza odległa daleko. Wśród osad litewskich »> 63 «
		

/Magazyn_172_08_0066.djvu

			PUSZCZE POLSKIE są też wsie białoruskie: Żegary, Suworowo, Wiatrołuża, Słoboda... 
Jeżeli takie nazwy, jak Bobrowisko, Turówka, Sobolewo, Roso¬ 
chaty Róg, Zubranaja, Jeleniewo, świadczą o zwierzynie, którą ścigał 
myśliwiec przed w. XVTI-ym, Cisówek zaś, Lipno, Klonowa Góra i 
Jasionowo mówią o wytrzebionych lub znikających gatunkach drzew, 
to nazwy etniczne wskazują na charakter, a nawet system kolo¬ 
nizacji, przeprowadzanej przez Jagiellonów — dziedzicznych wiel¬ 
kich kneziów Litwy, Białej, Czarnej i Czerwonej Rusi i królów pol¬ 
skich. Studjując nazwy i historję wsi województwa, udałoby się, 
zapewne, wykreślić szlaki przenikania żywiołu mazurskiego na ziemie, 
przeznaczone dla osadników litewsko-białoruskich. Piękne i boha¬ 
terskie nieraz dzieje odsłoniłaby przed nami ta nienapisana przez 
nikogo historja! Jeżeli dopływ osadnictwa polskiego na Dzikie Pola 
obfitował w epickie nieraz okresy, to cóż można wyobrazić sobie 
o walkach Mazurów z Jadźwingami, Prusami, Litwinami, napiera¬ 
jącymi od wschodu Słowianami i wreszcie z drapieżnym, zakutym 
w żelazo zakonem rycerzy teutońskich ? Przeciwko nim to właśnie 
Jagielloni skierowali tu zastępy osadników i patronowali awantur¬ 
niczym wyprawom zaciekłych, nieustępliwych, bitnych Mazurów. U mostu » 64 «
		

/Magazyn_172_08_0067.djvu

			Jezioro Kolje pod Kleszczówkiem w okolicy Suwalek ROZDZIAŁ DRUGI WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ puszcza Augustowska ma dwa ser- 
-l ca połączone ze sobą. Jedno — 
to kraina wielkich jezior, drugie — 
knieja, wokół uroczyska „Królew¬ 
ska Woda“, z rezerwatem cisowym 
i gniazdami czarnych bocianów w 
nadleśnictwie Krasnopol. Inne jest 
też stare uroczysko, niezmiernie cha¬ 
rakterystyczne a dla turysty poucza¬ 
jące, bo ogarnia całokształt kraj¬ 
obrazu puszczańskiego. Nazywa się 
ono — Ciercierz, a z uroczyskiem » 65 « Marzą grążele
		

/Magazyn_172_08_0068.djvu

			H ’pf'™' ! fjk 1 Tą,  Rybacka siedziba tem kraina jeziorna łączy się uniżaną mniejszemi jeziorami ciemno- 
szmaragdową nitką kanału Augustowskiego. Wielka to droga wodnal 
Niemen litewski, nad którym rozpaczała niegdyś Ryngałła, sio- 
strzyca Witoldowa, oddana jako zakładniczka wielkiemu komtu- 
rowi krzyżackiemu, wiąże się kanałem tym z Wisłą -— rzeką polską. 
Pomiędzy r. 1824 a 1839 przekopano ponad sto kilometrów kanału, 
a cała droga wodna od Niemnowa przez Czarną Hańczę, Nettę, 
Biebrzę i Narew do Modlina przebiega 465 kilometrów i 21 śluz. 
W okolicach Augustowa leży główny rezerwuar wody dla kanału. 
Zasilają go jeziora Sajno, Sajenek, Necko, Rospuda, Kre- 
chowieckie (dawniej — Białe), Studzieniczne, Serwy, Mi- 
kaszewo i kilka drobnych, do rozlewisk raczej podob¬ 
nych lub do bagien, sitowiem i grążelami zarosłych, 
a przeciętych korytem niewidocznem w ich ciemnej toni. Jezioro Necko, majestatyczne w swym niewzru¬ 
szonym spokoju, obramowane otokiem boru, tam 
i sam ukazuje osypiska złotych piachów, wybiega 
płaską, cichoszmerną falą na wąski zdziar u stóp 
stromych spychów, uwieńczonych zielonemi ko¬ 
ronami sosen, niby dziewice zalotne, wpatrzo¬ 
nych w łyskliwe zwierciadło wodne. Ale puszcza » 66 Rybak
		

/Magazyn_172_08_0069.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ tu bardzo ucierpiała i — nie dziw! Przecież powstało tu miasto, 
przebiegła kolej, srożyła się wojna, a ogień, towarzysz człowieka, 
zażądał też ofiar bez liku. Puszcza została tu mocno przetrzebiona, 
a nawet całkiem znikła na jednym odcinku, gdzie teraz zbiega ku 
wodzie brzeg nagi, łąkowy — bogate pastwisko dla trzody. Głęboka, czysta toń jeziora ukazuje białe dno, grzywy wodo¬ 
rostów i ryby — mieszkanki głębi. Z trzcin nadbrzeżnych z łopotem 
zrywają się dzikie kaczki i — czujne a płochliwe — opadają na 
odkryte miejsca; perkozy czubate bezdźwięcznie, nie wspieniwszy 
wody i nie plusnąwszy, dają nura i wypływają hen — daleko, oglą¬ 
dając się wokół. Gdzieś kwili jastrząb i grucha turkawka. Na pół¬ 
noc od Necka odchodzi długa i szeroka zatoka, zwana jeziorem 
Rospuda. Okalają ją zarośla nadbrzeżne, gąszcz stłoczonych krza¬ 
ków i obfitość sita; tu w haszczach wpada rzeczka tejże nazwy, 
wijąca się wśród krzaków, zwisających nad jej powolnym prądem, 
niby olbrzymia węgorzyca, cała w oplocie pędów lilij wodnych 
i grzybieni. Źródła jej biją z ziemi, gdzie ongiś gospodarzył pan 
w czerwonym pałacu, wspaniały dziwak — Pac. Tuż nad jeziorem 
przykrą plamą znaczy się stara „binduga" — dwa wysoko wznie¬ 
sione przylądki — nagie, poorane piasczystemi bruzdami po spu¬ 
szczanych na wodę pionach sosnowych z porębów okolicznych. 
Cicho tu jest, tak cicho, że człowiek drgnie, gdy ryba pluśnie wśród 
grążeli i zaszeleści jej sztywnemi liśćmi. Widocznie oddawna nikogo 
tu nie było, bo szara czapla w zadumie tkwi na zwalonym pniu, 
czatując na ryby czy też drzemiąc spokojnie. Necko łączy się z długiem jeziorem Krechowieckiem przezwa- 
nem też trafnie — Białem. Blada w niem woda i białe dno, po 
niskich brzegach płaty białej piany, a nawet niebo nad niem jest 
bledsze, niemal białe. Zgiełkliwe to jezioro! Turkocze tartak, po¬ 
krzykują flisacy, sortując tratwy, buduje się gmach yacht-klubu, 
dobiegają odgłosy z koszar ułańskich; na przeciwległym brzegu 
harcerze rozbijają namioty, jęczą rybitwy, jakiś włóczęga — żebrak, 
zaszywszy się w haszcze, zarzuca wędkę i śpiewa coś fałszywie. Śluza Przewięź otwiera przejście do jeziora Studzienicznego. 
Jest to już druga śluza; pierwsza bowiem znajduje się w samym 
Augustowie; budował ją przed r. 1830 porucznik inżynier Jodko. 
Dokoła jeziora skupił się bór sosnowy, wybiegający na wysunięte 
daleko przylądki. Na jednym z nich widnieje biała kapliczka, a 
dalej wśród drzew — drewniany kościółek z cudownym obrazem, 
do którego z Augustowa udaje się doroczna procesja. 8* » 67 «
		

/Magazyn_172_08_0070.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Przy spływie z jeziora brat polityka i historyka Lelewela — ka- 
pitan-inżynier w r. 1826—27 wybudował tu śluzę, za którą zaczyna 
się kanał przekopany. Do jego brzegów dopada las, lecz na niewiel¬ 
kiej jednak przestrzeni, gdyż mieszkańcy Czarnego Brodu i Żyliny 
walczyli z puszczą zaciekle, aż zdobyli sobie spore szmaty roli, go¬ 
spodarując na niej zapobiegliwie. Świadczą o tern schludne, po¬ 
bielane wapnem domki o dachach gontowych. Tam i sam pozo¬ 
stały jeszcze mosty, podczas wojny światowej przerzucone przez 
kanał. Ich pale podgniły już, częściowo się zapadły i zatonęły. 
Sączy się od północy niewidoczna wśród haszczy, wyrosłych na 
bagnistej ziemi, Sucha Rzeczka, łącząc ogromne jezioro Serwy 
z ogólną siecią kanału. Charakter lasu zmienia się wyraźnie. Sosny 
odbiegły gdzieś i ukryły się za pagórkami, a na moczarowatej glebie 
panują drzewa liściaste z domieszką świerków. Wśród lasu wid¬ 
nieją drobne osady i samotne zagrody. Kanałem płyną tratwy 
lub stoją śród tataraków, sitowia i liści nenufarów na szerokich 
plosach, zalanych wodą bagnisk lub drobnych jeziorek. Płynąc 
łodzią, kajakiem lub motorówką, turyście wypadnie przepłynąć przez 
kilka jeszcze śluz jedno- lub dwukomorowych, jak: Gorczyca, Perkuć 
i inne, przeciąć kilka jeziorek, głębokich, o dnie ilastem, z którego 
wypływają na powierzchnię wody połyskujące liście grążeli, a przy 
bagnistych, niedostępnych brzegach stoją zarośla sitowia. Za je¬ 
ziorkiem Orlewo puszcza dociera znowu do koryta kanału, który 
po prostej linji biegnie pomiędzy dwiema ścianami boru. Mroczno 
tu i cicho. Nad czarną wodą przelatują drozdy, dzikie gołębie i dzię¬ 
cioły. Do brzegu zbiegają wąskie ścieżki, wydeptane przez sarny 
i dziki. Błyskotliwe, przyodziane w roziskrzony zielenią, lazurem 
i złotem pancerz zimorodki zamarły na zwisających gałązkach le¬ 
szczyny, zapatrzone w nieruchomą niemal wodę. Czatują one na 
ryby, ale cóż upolować potrafią w kanale? W najlepszym razie 
u kleję lub piskorza, w najgorszym — kolczastego ciernika. W 
głuchem uroczysku, zdała od zagród, jakieś przygarbione i ponure 
staruchy szukają czegoś wśród kolumn sosnowych. Spostrzegłszy 
łódź, odchodzą w głąb boru i kryją się za młodą poroślą. Cóż one 
tu robią te szare, tajemnicze postacie o siwych kosmykach włosów, 
wybijających się z pod czarnych chust? Zapewne są to znachorki, 
co przetrwały do naszych czasów w tych okolicach puszczańskich. 
Szukają w borze i zrywają kwiaty arniki, babki — dobre, pomocne 
na rany, żywokost, bagno, jałowiec, macierzankę, dziewannę, rdest 
— niezastąpione przy łamaniu kości, reumatyzmie, „namożeniu“. » 68 «
		

/Magazyn_172_08_0072.djvu

			PUSZCZE POLSKIE spuchnięciu, bólu żołądka, zadyszce; belicę — jedyną na apetyt, 
czarne jagody — na biegunkę, łopian — skuteczny na wypadanie 
włosów, wrzos, co pozwala osądzić, czy dziecko będzie żyło, czy 
też sądzona mu jest rychła śmierć, paproć, leczącą suchoty; skrzyp przybrzeżny niezawodny środek na chory pęcherz i nerki...  wszystko wiedzą te czarownice stare o twarzach pooranych zmar¬ 
szczkami, o spojrzeniu nieufnem, ponurem, jak ciemny matecznik 
na moczarze. Przechowały one w pamięci najdawniejsze nawet 
talizmany czarowne kopyto łosiowe na „wielką" chorobę i pas Mnogi lud wioślarski na szlaku Czarnej Hańczy ze skóry turzej, co połóg czyni lekkim i szybkim. Dalej wesoła, 
roześmiana i krzykliwa wataha dziewuch zbiera i łuska orzechy 
i do koszyków łubianych wrzuca borowiki przysadziste i jędrne- 
koło brzegu chłopaki dziurawą siecią gnębią cierniki, a wrony węsząc 
zdobycz, pokrzykują, usiadłszy na najwyższych gałęziach. Płynąc wodną drogą pomiędzy kolumnadą sosen, wyczuwa się 
nieustępliwe pytanie: „gdzie ja to już widziałem? Skąd sączy się 
ten spokój, ta cisza potężna i kojąca?" W pamięci powstają nagle 
obrazy Bócklina. Ten sam koloryt melancholijnej, tajemnej przez¬ 
roczy, ten sam wyraz niezmąconej, majestatycznej ciszy, pełnej 
mistyki natury i wyczucia nieskończoności życia w przejawach » 70 «
		

/Magazyn_172_08_0073.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ Spływ kajaków widzialnych i niewidzialnych. W nastroju mądrego spokoju wypływa 
turysta na zwierciadło długiego i wąskiego jeziora Mikaszewo i tu 
porywa go nagle powódź słoneczna, bujna, rozradowana bezmiernie. 
Bije z nieba, gdzie słońce wylewa roztopione złoto, a ono, wpa¬ 
dając do wody gorącemi bryzgami, rozpryska się na jej połyskliwej 
powierzchni, wisi i drga w powietrzu, ni to promienna świetlista mgła¬ 
wica, pełna szczęścia i sił potężnych. Brać je stąd można dowoli. Kto zamierza dostać się w głąb puszczy, ujrzeć i wyczuć niemil¬ 
knące tętno jej serca, ten musi rozpocząć konną lub pieszą wędrówkę 
od śluzy, położonej nie¬ 
daleko wsi Mikaszów- 
ka. Za nią ku wschodo¬ 
wi kanał łączy się z Czar¬ 
ną Hańczą, a następ¬ 
nie wielkim przekopem 
od Kurzyńca wychodzi 
na Niemen w Niemno- 
wie o trzy mile poniżej 
Grodna, przecinając tu 
miejsca słabo już zale¬ 
sione, o puszczy mocno Bajka jeziora Sajno
		

/Magazyn_172_08_0074.djvu

			PUSZCZE POLSKIE przetrzebionej, a nawet bezleśne od Rudawki 
do Dorguńskiej i od przecięcia kolei aż do ujścia. 
Jakżeż piękną i nigdy niezapomnianą podróż 
będzie miał kajakowiec z Warszawy, Płocka, 
Krakowa a nawet z Gdańska! — Ileż pełnych 
uroku widoków, czarownych wrażeń i spostrze¬ 
żeń! Przed świtem ujrzeć tu można idące na 
wodopój sarny, dziki i wilki, w haszczach mignie 
mu wieniec jeleni lub śmignie żółta kita lisa, 
z krzykiem i łopotem zrywać się będą stadka 
kaczek, cietrzewi i głuszców; kuliki i czajki za¬ 
bawią go swym chybotliwym i zygzakowatym 
lotem, a z ciemnej toni rzek i jezior wędką 
wyciągnąć można sielawy, certy, na bystrzu 
zaś Czarnej Hańczy — pstrągi nawet i pstrągo- 
łososie, co to z morza przez Niemen tu zapły- 
wają. Nietrudno tu o inne jeszcze widowisko, 
drażniące i podniecające. Tam orzeł spadł na 
czaplę lub żórawia, tu jastrząb upolował cyrankę, 
tam znów — kania chyża lub rarog duży krąży nad gniazdem ku¬ 
ropatw lub lęgiem 
zajęczym. Mazurzy 
— rybacy i oracze 
pokażą i żartobliwie 
opowiedzą o ptac¬ 
twie mnogiem, co tu 
śpiewa, dzwoni, kwi> 
li, turka i kokcieli. Bargiel, jak „bart¬ 
nik po pniu mknie 
i robaki nosem os¬ 
trym grzebie“, czaj¬ 
ki, które „w zwie¬ 
rza i w człowieka 
z góry, drąc się „bi¬ 
ją“; chróściele, czy¬ 
że, czeczotki „lotu wieszczego“, drapieżne sokołki —- drzemliki 
i dzierzby, „goniące ptaka nie prędkością, lecz trwałością lotu“, 
drozd, co „prezentuje w sobie głos człowieczy żywy“, dzięcioły, dudki, 
których „zapach smuci", dzwońce, dzierlatki, gołębie, turkawki. Flisak z okładki Flisa“ » 72 «
		

/Magazyn_172_08_0075.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ grzywacze, jarząbek furkotliwy a ciekawy i „nocny ptak lelek, co 
ma to przyrodzenie, iże miłuje ciemne, nocne cienie", krzywonos — 
„ptak borowy, miłośnik sosnowy“ ... ale czyż można wyliczyć tu 
wszystkie ptaki puszczy i dodać do nich mazurskie przygaduszki, 
zebrane w XVI-ym wieku przez imć pana Mateusza Cygańskiego, 
skorego do klecenia wierszy (acz pisać nie umiał) a tęgiego myś¬ 
liwca na ptaki: od orła i kruka aż do barwnej sójki, żołny żółtej 
a nawet do pospolitej ledwuchy i trznadla ?! DO SERCA PUSZCZY Od Mikaszówki i osady leśnej — Jazy przeciąć należy drugie serce 
puszczy — prawdziwą knieję, a w tym celu dotrzeć do Starożyna, 
uroczyska Ciercierz, Hanus i leśniczówki, zwanej Borsuki w nad¬ 
leśnictwie Rudawka. Jest to taki szmat puszczy, gdzie widzi się, 
jak na dłoni, cały jej charakter, życie tajemne i odbywającą się w niej 
walkę drzewostanów. Przed oczami, niby zmienna panorama prze¬ 
suwają się różne krajobrazy: w jednem miejscu bezpodszytowe bory 
sosen gonnych, w drugiem bór sosnowo-świerkowy, tam grond dę¬ 
bowy, tu znów przeważają graby i olchy, dalej mateczniki splątane 
i zwichrzone, bajory nieprzezwyciężone, gdzie ryś chyba jedynie 
przebija swój trop; bagna, gdzie wśród leszczyn, brzóz i niskich 
świerków, okrytych płaszczem porostów i bladych mchów wiszących, 
kwitną różne gatunki storczyków, gdzie żerują dziki i udeptują sobie 
legowiska basiury, wyjące po nocach i świecące „lampami". Na 
skraju tego ostępu puszcza raptownie rzednie, bo dotknęła ją klęska 
wypasów bydła, owe „latowiska", tępiące młodą porośl i niszczące 
lęgi zwierzęce i gniazda ptactwa łownego. Tam też wielkie wyręby 
i golizny świadczą o zbrodniczej robocie najeźdźców — Niemców 
w r. 1915—18. Zresztą o wojnie światowej pamiętają tu nietylko 
sosny i dęby, ale i ludność miejscowa, w puszczy zaszyta, jak jaźwce 
po norach. Tutaj bowiem skończyła się niewyjaśniona dotychczas 
tragedja armji rosyjskich generałów Samsonowa i Rennekampfa 
i, jak widocznie chciała Nemezys dziejowa, w tych właśnie ostępach, 
gdzie od kuli i stryczka moskiewskiego ginęli w r. 1831 powstańcy 
nasi i partyzanci bohaterskiego Szona! Przypominają o tem mogiły 
ich i cmentarze na pobojowiskach. Przebąkują tu smolarze, koło¬ 
dzieje i kłusownicy miejscowi o skarbach w złocie, zakopanych przez 
ginących i branych do niewoli Moskali. Wydobyto tu nawet podobno 
z jakiejś studni pułkową kasę żelazną. Niemcy nietylko zrabowali 
puszczę augustowską, wyrąbawszy około 17 000 hektarów, i wy- » 73 «
		

/Magazyn_172_08_0076.djvu

			PUSZCZE POLSKIE wieźli aż 4 miljony metrów sześciennych drzewa surowego lub prze¬ 
robionego na zbudowanych naprędce tartakach, ale i wypalili ją, 
sięgając do najdalszych mateczników, a gdy odeszli, to niby sprzy¬ 
mierzeńcy niemieccy — szkodniki — kornik świerkowy i ćma sówka 
ch oj nówka zabiły świerki i sosny na obszarze 4300 hektarów. Na 
terenach, wytrzebionych przez Niemców, podniosły już wprawdzie 
korony młode sosny, świerki i brzozy, ale ucierpiały znacznie od ob¬ 
fitych śniegów. Przed paru laty pod brzemieniem ciężkich czap 
śnieżnych pochyliły się cienkie ich strzały, powyginały i poskręcały 
i stoją teraz jak te kaleki pokraczne, jak te garbusy, w pałąk zgięte, 
a nawet jako leżanina i posusz śniegołomu. W innem znów miejscu 
przemknął snadź wicher szalony i nagromadził zwały i zasieki burzo- 
łomów, które, niby potworne ośmiornice, ciągną na wsze strony 
macki — korzenie. Dzikie to są mateczniki, to też jeleń, kozioł sarni 
i odyniec błąkają się tu swobodnie, niepłoszone nawet przez czło¬ 
wieka, chyba że zakradnie się tu kłusownik z osady puszczańskiej 
albo wilk wytknie swoją „latarnię“ z gąszczu podszytu. Tutaj mają 
swe gniazda i tokowiska cietrzewie i głuszce, piszczą tu jarząbki. Połyskują tam i sam złote gwiazdki arniki, gdyż tu właśnie prze¬ 
biega jej południowa granica. Różne zioła lecznicze wyzierają 
z próchnicy i mchów; niektóre z nich zbrodniczym służą celom, jako 
trucizna, inne — zwalczają choroby i jad płaskogłowej żmiji. Na- 
ogół zaś ludek puszczański żyje długo i nikt się nie dziwi, gdy jakaś 
starucha lub siwobrody dziad do stu i więcej leci dociągnie. Są i tacy, 
co usną na zawsze dopiero w 120-tym roku życia. Smutek ogarnia 
na wieść, że już naprawdę odeszli. Biło z nich bowiem źródło klechd 
przedziwnych i coraz bardziej zapominanych gadek o dziejach i lu¬ 
dziach listopadowych i styczniowych, gdy to rozlegały się pierwsze 
odgłosy młotów kowalskich, wykuwających niezawisłość Polski. Pa¬ 
miętać o tern nadal będą tylko sosny, świerki i dęby wiekowe, ale 
te milczące kolumny i konary gaworzą nieznaną człowiekowi mową. Leśniczowie chronią puszczę i jednocześnie zabierają jej bogactwa 
bezmierne. Wre tu walka z ogniem, pędrakiem, sówką i kornikiem, 
odbywa się zalesienie wyrąbanych i spalonych rewirów, przekładają 
się nowe drogi, wykonywa się racjonalny wyrąb lasu, jego wywóz 
z puszczy, obróbka, planuje się gospodarstwo rybne, dla którego 
znaleziono idealne tereny, z zapewnionym rynkiem w Białymstoku i Grodnie. Niedarmo przecież mówi się o Suwalszczyźnie „piaski, laski i karaski". Leśniczowie i gajowi mają tu pracy powyżej głowy, 
bo przecież na ich odpowiedzialności leży bezpieczeństwo lasu » 74 «
		

/Magazyn_172_08_0077.djvu

			I
		

/Magazyn_172_08_0078.djvu

			PUSZCZE POLSKIE i zwierzostanu. Kłusownicy śledzą 
bacznie, gdzie i kiedy zajęci są 
gajowi, i wybierają się wtedy na 
łowy zakazane. Nic ich od tego 
odwieść nie zdoła. Mazur urodził 
się kłusownikiem — i wtem trwa. Z tego matecznika, gdzie w jas¬ 
ny Boży dzień spotkać można wil¬ 
ka lub dzika, przechodzącego przez 
ledwie znaczącą się w haszczach 
ścieżkę leśną, nietrudno kilkoma 
drogami dostać się nad jezioro 
Serwy. Jest to jedno z najwięk¬ 
szych jezior puszczańskich, długie 
na jedenaście kilometrów, chociaż 
tę znaczną jego rozległość mas¬ 
kują lesiste wyspy. Rybne jest to 
jezioro, a dumę jego stanowią 
smakowite sieje i sielawy, znajdu- 
Droga i śluza krzyżują się... jące głębokie i bezpieczne schro¬ 
ny na dnie Serw, gdzie biją zimne 
źródła. Dokoła jeziora na wysokim 
brzegu północnym podrasta bór so¬ 
snowy na piachach, na południo¬ 
wym widnieją zarośla olszyny, lesz¬ 
czyny i grabów, za niemi zaś — 
ubogie role — szare, beznadziejnie 
jałowe. Mimowoli przychodzi na 
myśl gorące życzenie, aby czem- 
prędzej i jaknaj energiczniej skie¬ 
rowano tu ruch turystyczny, bo 
stanie się on źródłem prawdziwych 
rozkoszy dla sportowców, a jedno¬ 
cześnie — zarobków dla ludności 
okolicznej. Na wysokim brzegu 
Serw wznosi się malownicze schro¬ 
nisko turystyczne, w którem każ¬ 
dej wiosny ta lub inna szkoła za¬ 
myka kurs nauk rocznych. Młódź ^ ^ ...na kanale Augustowskim,... m
		

/Magazyn_172_08_0079.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ ma tu doskonałą plażę, przystań dla łodzi, boisko, sport rybacki, 
a powietrza, przesyconego ozonem i żywicą, więcej tu jest niż nawet 
wody w jeziorze. Głębokie i spokojne Serwy, zdobne w zielone wyspy, 
pełne nieoczekiwanych zatok, przesmyków i gęstych zarośli sitowia, 
szeleszczącego pod nawisaj ącemi gałęziami grabów, brzóz i olszyn, 
posiadają piękne i malownicze zakątki, zasługujące na zwiedzanie 
ich i uwiecznienie pędzlem lub bodaj aparatem fotograficznym. W dni 
pogodne lśni się złota, niczem nie zmącona tafla jeziora, a drzewa 
nadbrzeżne, zda się, mają dwie korony, jedną — ciągnącą się ku 
słońcu, drugą — zanurzoną w toni; wieczorem staje się ona różową, ...którego wodą ciągnie się nieprzerwany wąż tratew fjoletową i perłową, a drzewa czarne i nieruchome nie odbijają się już 
w głębi i stoją zadumane, czy rozmarzone. Zapewne smutne i gorzkie 
mają myśli. Nie zapomniały przecież o tern, jak nielitościwie i chci¬ 
wie pracowały tu siekiery niemieckie, waląc i wywożąc sosny stare 
o równych strzałach masztowych i puszczając wszędy pożary leśne. Jakżeż niepodobne jest to jezioro do innego na południo-zachód 
od Augustowa położonego — Raj grodzkiego. Olbrzymi to basen 
o czterech, głęboko w ląd wcinających się odnogach. Rajgrodzkiem 
nazywa się odcinek, w południowej części przedzielony od reszty 
granicą polsko-pruską. Poza tą linją nosi ono inną nazwę — Stać kle, 
łącząc się z jeziorami Białem i Krzywem, na ziemiach Mazurów pru- 9 » 77 « *
		

/Magazyn_172_08_0080.djvu

			PUSZCZE POLSKIE skich leżącemi. Nad tonią wznosi się wy¬ 
sokie grodzisko księcia litewskiego Trój - 
dena i panuje nad całą okolicą. Brzegi 
jeziora gdzieniegdzie tylko przechowały 
drzewa liściaste a tuż za rowem gra¬ 
nicznym, koło wsi Tworki, — nieduży 
szmat boru. Przeciwległy zaś niski brzeg 
pruski, pozbawiony jest lasów. Widnieją 
tam czerwone dachy jakichś budynków 
i łąki. Podobno niedawno jeszcze je¬ 
zioro przegrodzone było siecią, aby ry¬ 
by z części niemieckiej nie wędrowały 
na stronę polską. Ryby to są wspa¬ 
niałe, poszukiwane w stolicy i naszych 
wielkich miastach: sieje, sielawy i wę¬ 
gorze. W kawałku puszczy pomiędzy 
bagnem Kuwasy a Jegrznią i Łęgiem, 
w lasach państwowych w uroczysku 
Wigry: Kokciól,... Grzędy, założono rezerwat łosi, na które czyha kłusownik, łasy na nie niezwykle. 
W pobliżu jeziora Raj grodzkiego znajduje się inne — Dręstwo. 
I jeszcze kilka jezior kryje puszcza w swych objęciach: Tajno, Kolno, 
Kalejty, Blizna, Szlamy, Pierty, Krzywe, Zelwa i wreszcie najpięk¬ 
niejsze, leżące w ramie borów sosnowych, — Pomorze. Istnieją 
wprawdzie inne jeszcze, lecz opuściła je puszcza na zawsze, więc ...skraj jeziora,...
		

/Magazyn_172_08_0081.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ ) I ...zatoka jeziorna i... przejdźmy obok nich w milczeniu, nie budźmy smutnych wspom¬ 
nień o tern, że ,,gdy nie było nas, był las“... Pocieszmy się tern, że 
puszcza przetrwała i uskokami swemi od południa, zachodu i wschodu 
po dziś dzień ogarnia największe z jezior tej krainy — Wigry. GDZIE Z TONI BIJĄ DZWONY 
W otoku puszcz Perstańskiej i Przełomskiej kryło się niegdyś 
to ogromne, kapryśnie rozlane jezioro o brzegach zawile powygina¬ 
nych, pociętych mnogością zatok, mniejszych zalewisk i przylądków, 
daleko na jezioro wybie¬ 
gających. Od niepamięt¬ 
nych czasów od Mendo- 
ga i jego dziadów, łowa¬ 
mi tu się zabawiali a nie¬ 
raz i z Prusami potykali 
się litewscy kneziowie, 
tropiąc tury, bawoły, żu¬ 
bry, łosie i niedźwiedzie. Jeszcze w drugiej poło¬ 
wie w. XVI-go puszcze 
te obfitowały w ostępy 
żubrowe, o czem pisze 
Wołłowicz w r. 1559, wy¬ 
mieniając takie ostępy 9* A
		

/Magazyn_172_08_0082.djvu

			* -JU.J. Hf ,.Nieobjęte okiem rozlewiska wód" jeziora... ..wigierskiego, ,,gdzie w toni biją dzwony' łowieckie, jak Wigry, Ancza, Czarno jeziorne, Grabowiec, Okoliszcze 
i Wiązowiec. W w. XV-ym — uroczysko Wigrzańskie słynęło jako 
jedno z najlepszych łowisk kneziów na Wilnie, Trokach i Grodnie. 
Do puszcz tych, aż pod kopce graniczne litewsko-krzyżackie za¬ 
puszczał się łowiec namiętny — Jagiełło i pewnego razu wpadł do 
zasadzki, urządzonej nań przez komtura rastenburskiego, ale wy¬ 
mknął się Krzyżakom, pozostawiając poza sobą krew wrażą. Wreszcie 
ostatni Jagiellon, Zygmunt August, umiłował tę część teraźniejszej 
puszczy Augustowskiej i kilka razy zjeżdżał tu na łowy. Miał nawet 
swój ulubiony dwór myśliwski nad brzegiem jeziora wigierskiego, 
gdzie przebiegała granica puszcz Przełomskiej i Perstańskiej. Jednakże historja jeziora i osiedla, nad niem położonego, zwią¬ 
zana jest na zawsze z imieniem Władysława Jagiełły. Za jego czasów 
puszcza nadwigierska nosiła ogólną nazwę — Uhoł. W drodze z 
Wilna do Krakowa król zechciał zapolować w tem nieznanem mu 
uroczysku. Liczni goście — myśliwi, tropiąc zwierzęta, natrafili 
na jezioro i przedostali się na wyspę, połączoną z brzegiem wąskim 
i bagnistym przesmykiem. Wyspa okazała się istnym rajem ło- » 80 « wiec kim, gdyż na jej pagórkach i w zalesionych wąwozach zgro¬ 
madziło się mnóstwo rozmaitego zwierza. Aleksander Połujański, 
opisując pierwsze łowy w tem uroczysku, zaznacza co następuje: „Obława przy głośnych okrzykach, biciu w kotły i dźwięku in¬ 
nych instrumentów, przez bakałarza (starego, doświadczonego 
myśliwca) rychło i doskonale prowadzona, skierowała bieg zwierząt 
na wspomniany przesmyk, z czego Jagiełło był wielce zadowolony, 
gdyż chociaż niejednokrotnie widywał żubry, łosie, jelenie, dziki 
pojedyńczo, nigdy jednak tak wielkiej liczby rozmaitego zwierza 
razem nie widział. Król zwiedził wyspę i znalazł tam dwóch pustel¬ 
ników, żyjących w małej chatce, uprawiających ogród warzywny 
i nie obawiających się dzikich zwierząt. Król nazywał starców 
„wiraj“, co w języku litewskim oznacza mężowie. Od tego słowa 
powstała nazwa Wiry, a potem Wigry jak dla wysepki, tak i dla 
oblewającego ją jeziora“. Stądby się więc wzięła nazwa Wigry. O tej pustelni dowiedziano się znowu w w. XVII-ym, gdy wy¬ 
kryto tu eremitów reguły św. Pawła pustelnika. O tej uroczej sa¬ 
motni posłyszeli znajdujący się w Krakowie kameduli i wyjednali » 81 «
		

/Magazyn_172_08_0083.djvu

			PUSZCZE POLSKIE u króla Władysława IV zezwolenie na zbudowanie na wyspie klasz¬ 
toru i kościoła. Zakonnicy połączyli wyspę z brzegiem szeroką 
groblą, istniejącą aż do dnia dzisiejszego, zbudowali most na Czarnej 
Hańczy, przepływającej wpobliżu, aby ułatwić wywóz sosen z pusz¬ 
czy na budowle. Sproi 
wadziwszy rzemieśl¬ 
ników, mnisi założyli 
nad jeziorem wioski 
św. Magdaleny i Bur- 
dyniszki; inne zaś roz¬ 
rzucili po puszczy so¬ 
snowej, w lasach bart1 
nych, w uroczyskach 
budnych i hutnych, 
gdzie z rudy wytapia, 
no żelazo. Powstały 
również młyny, tar¬ 
taki, browar, gorzel¬ 
nie i warsztaty koło¬ 
dziejskie. Ojcowie, z 
Włoch przybyli, wy- 
karczowali ogromne 
połacie puszczy, za¬ 
prowadzili racj onalną 
hodowlę zwierzyny w 
specjalnym rezerwa¬ 
cie i gospodarkę ry¬ 
bną, rozmnażając sie. 
je. Podanie miejscowe 
przechowało wspom¬ 
nienie o tern, że jeden 
z kamedułów, niejaki o. Barnaba, samego djabła oszukał, zmu¬ 
szając go, aby dostarczył zarybku siej aż ze słonecznej Italji... 
Zapobiegliwi zakonnicy jednak użyli w tym celu innych, zapewne 
bardziej pewnych środków komunikacyjno-transportowych. Wkrótce 
klasztor stał się pastwą ognia. Z pomocą zakonnikom pośpieszył 
Jan Kazimierz, osobnym przywilejem oddając kamedułom znaczną 
część puszczy. Mnisi założyli natychmiast budy potażnicze w ostępie 
Budżegier i rozpoczęli arcyzyskowny handel popiołem i potażem... 
z Anglją. Sprowadziwszy „kunstmistrzów" z Włoch, Prus i Anglji, Ołtarze wigierskiego kościoła... » 82 «
		

/Magazyn_172_08_0084.djvu

			WIĘŹ Z WIELKĄ POLSKĄ RZEKĄ kameduli dodali im za pomocników młodych Polaków i Litwinów 
i wkrótce wychowali cały zastęp wprawnych budowniczych, cieśli, 
malarzy, snycerzy, mularzy, zegarmistrzów, kowali, stelmachów, 
stolarzy, tkaczy i rzemieślników wszelkich innych rodzajów. Bracia 
zakonni założyli też szkołę rolniczo - ogrodniczą. Szybko potem 
poszła budowa kla¬ 
sztoru, wzmocnienie 
brzegów jeziora, roz¬ 
szerzenie grobli i wre¬ szcie — wzniesienie 
wspaniałego kościoła 
Wniebowzięcia Matki 
Boskiej, ozdobionego 
obrazami Smuglewi- 
cza i artystów włos¬ 
kich. Otrzymując licz1 
ne darowizny, skrom¬ 
ny do niedawna klasz¬ 
tor wzbogacił się nie¬ 
bywale, rozrósł się, 
stając się niemal „u- 
dzielnem księstwem 
litewskiem“. Lecz w ,z obrazami Smuglewicza roku 1794 rząd pru¬ 
ski wyrugował kame- 
dułów z ich posiad 
łości i klasztoru. Za¬ 
konnicy osiedlili się w 
Bielanach pod War¬ 
szawą. Po nich po pe¬ 
wnym czasie osiedli 
tu oo. benedyktyni. Wielka wojna światowa prawie zburzyła zbożną 
pracę zakonników, szerzących oświatę, wiarę chrześcijańską i pod¬ 
noszących dobrobyt kraju. Piękny kościół został ogołocony ze wszystkich niemal skarbów 
sztuki i pamiątek historycznych; mury, ołtarze i posadzka zniszczone. 
Świątynia z trudem dźwiga się z rumowisk, tylko wieże jej jak 
dawniej panują nad ogromnem jeziorem, puszczą od południa i za» 
chodu i nad polami uprawnemi — od wschodu, gdzie do naszych cza¬ 
sów o gospodarnych i oświeconych zakonnikach świadczą wioski: » 83 «
		

/Magazyn_172_08_0085.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Magdalenów, Maćkowa Ruda, Burdyniszki, Rosochaty Róg, Buda 
Ruska, Tartaki, Leszczewo i Huty nad jeziorem Krzywem. Miesz¬ 
kańcy ich pamiętają jednak opowieści o „dobrych, starych czasach". Wigry — jedyne to jest miejsce, gdzie człek, nie zrywając współ¬ 
życia z ludźmi, może spokojnie, nie śpiesząc się, uczynić rachunek 
sumienia, zrozumieć, co uczynił złego i jak winien to naprawić, 
odetchnąć od zgiełku życia i dojść do równowagi ducha. Cicha 
puszcza, dobiegająca prawie do samych brzegów, majestatyczne, 
niby zadumane jezioro, wyspa wigierska, tchnąca siwą, pracowitą 
przeszłością i myślami bogobojnych pustelników działają kojąco. 
Tę ciszę odczuwa tu każdy a spływające nań ukojenie przepełnia serce 
radością rzewną, która zmusza do milczenia niby w obliczu świętości. 
W takiej to ciszy i skupieniu pracują uczeni polscy w przytulnej 
stacji biologicznej nad Wigrami i wzbogacają naukę sumiennemi 
badaniami nad światem zwierząt i roślin wód puszczańskich. Patrząc ze szczytu wieży kościelnej na nieobjęte okiem rozlewisko 
jeziorne, na ciemną ścianę puszczy i srebrną wstęgę Hańczy, mimo- 
woli myśli się o dawnych dziejach i wielkich ludziach, o nicości 
spraw ziemskich i o majestatycznej beznamiętnej mądrości na¬ 
tury, nie uznającej więzów czasu i chwilowych praw i dążeń ludz¬ 
kich, przepłacanych zawsze potem, łzami i krwią. Czy nie o tern 
właśnie opowiadają tajemniczem, rozedrganem łkaniem dzwony, 
bijące z modrej toni wigierskiej? A może budzące się na Wigrach 
tupoty rumaków chorągwi husarskiej, pogrzebanej niegdyś, jak głosi 
podanie, na dnie jeziornego rozlewu, ciskają wyrzut namiętny tej 
obojętności, przerażającej i buntującej serce człowieka?
		

/Magazyn_172_08_0086.djvu

			Niesyte ludzkiej nędzy chłopskie chaty... ROZDZIAŁ TRZECI DOLA I PRACA Od głównego trzonu puszczy Augustow¬ 
skiej— tej nadjeziornej, rozpiera się 
knieja prastara aż do pobrzeża morskiego. 
Marjampol, leżący obecnie na terytorjum 
Litwy Kowieńskiej, w pierwszej połowie 
wieku XVIII-go, był osadą puszczańską. 
Teraz pozostały tam, jak i po naszej stro¬ 
nie na północ od Wigier, skrawki tylko 
dawnej puszczy. Kamedułom wigierskim 
i o. o. marjanom zawdzięczamy tak szyb¬ 
kie i doszczętne wytrzebienie jej a zara¬ 
zem zaludnienie tych okolic. Sprawiedli¬ 
wość jednak każe nadmienić, że w walce 
z puszczą czynny też udział brały znako- ...i święty Jan ,,niepomuk“ 10 » 85 «
		

/Magazyn_172_08_0087.djvu

			PUSZCZE POLSKIE mite i zasłużone rody, którym 
królowie polscy i wielcy ksią¬ 
żęta Litwy, Żmudzi i Rusi na¬ 
dawali znaczne obszary tych 
ziem kresowych. Mieli tu swe 
posiadłości i pałace Radziwiłło¬ 
wie, Czartoryscy, Wiśniowieccy, 
Sapiehowie, Pacowie, Tyszkiewi¬ 
czowie, Ogińscy, Wołłowiczowie, 
Glińscy, biskupi płoccy i wielu _ , innych dostojników kościoła. Ceramika porozowska _r, . , , . . (pow. wolkowyski) w miarę trzebienia puszczy i ukazania się ziem ornych, z kniei 
wychodzili zaszyci w niej najdawniejsi mieszkańcy: osocznicy, 
strzelcy, bartnicy, budnicy, smolarze, drwale i... kłusownicy, na 
których nieustannie żaliła się straż leśna jego królewskiej mości, że 
to tam ubili łosia, tu znów jelenia lub żubra, a pochwycić takiego 
dwunożnego żbika nikt nie mógł, chyba że sam niecnota nieopatrznie 
nawinął się pod rękę lub — po pijanemu się zdradził. Od nich to 
właśnie wywodzi się ludność rolna i pasterska, osiedlająca się na 
coraz rozleglej szych połaciach rolnych. Trzebiący puszczę lud wolny 
z biegiem wieków odsłonił prawdziwe oblicze tej części Polski. Pła¬ 
szczyzną nazwać musimy tu olbrzymie już biele, caliny i halizny, 
chociaż jednostajność krajobrazu przerywają zielone zastępy drzew, 
— iglastych lub liściastych, co niby z wyrzutem gorzkim szepcą o pu- 
szczy-matce, przez ludzi z dymem puszczonej; tam i sam ciągną się 
łagodne, pagórki faliste, biją w oczy jaśniejszą roślinnością porosłe 
błotniste kotlinki; występują nagle skupienia krąglaków granito¬ 
wych, wydmy piasczyste i również piasczyste urwiska nad¬ 
brzeżne — wszystko to, co potworzył tu, nagromadził i porzucił ska¬ 
zany na śmierć lodowiec — groźny najeźdźca północny, goniec 
„białej śmierci", spod bieguna ziejącej podmuchem, gaszącym wszel- Ceramika suwalska
		

/Magazyn_172_08_0088.djvu

			DOLA I PRACA kie życie na ziemi. Człowiek zaś pługiem pociął ugory jałowe i, od¬ 
walając skiby, w bruzdy rzuca ziarno i potem swym skrapia je oracz. W południowej części puszczy i na terenach bezleśnych, pias- 
czystych i ubogich, powstały osady mazurskie dokoła Augustowa, 
Su wałek i na zachód od Sejn. Wschodnia część dawnej puszczy — 
od Niemna ku Biebrzy — wskazuje znaczny odsetek Białorusinów, 
pochodzących od Dregowiczan. Dalszy ich ruch ku zachodowi 
wstrzymało w swoim czasie zjednoczenie Litwy z Polską, gdy to 
wtedy skierowano do ziemi Nowogródskiej i Wileńskiej silną falę 
osadnictwa polskiego. Białorusini należą do kościoła wschodniego 
w obydwu jego odłamach, a więc — do starego prawosławia i nowego. Między Bugiem, górną Narwią a Niemnem część ludności przed¬ 
stawia typ mieszany, na co się złożyły krzyżowania Mazurów z 
Jadźwingami i Białorusinami, a na właściwem Podlasiu — z Czarno- 
rusinami. Litwini (około 7000 głów) siedzą pomiędzy granicą nowej 
Litwy a Sejnami, Czarną Hańczą i Niemnem. Mazurzy nazy¬ 
wają ich ,,dzukami" spowodu ich wymowy. Z samego wyglądu 
można odróżnić bardziej wesołe, czyste i estetyczne wioski — sze- 
regówki polskie od dość ubogo i nędznie wyglądających ulicówek 
i rzędówek litewskich i białoruskich, chociaż czas robi swoje i róż¬ 
nica ta, tak charakterystyczna przed wojną, dziś już zacierać się 
poczęła. Postęp szybko odbywa swój marsz triumfalny. Znikły 
sochy łopatkowe i dwupolicowe, a wraz z niemi — i prasłowiańskie 
brony beleczkowe i laskowe, ustąpiwszy miejsca pługowi i bronie 
żelaznej. Rolnictwo na ubogiej i piasczystej roli wymaga sta¬ 
rannych zabiegów, wytężonej pracy i gruntownej wiedzy. Toteż 
pola, należące do znaczniejszych właścicieli, sztucznie użyźniane 
i drenowane, bardzo się różnią od zagonów wieśniaczych. Urodzaje 
ledwie pokrywają potrzeby rodziny włościańskiej, w niektórych 
zaś okolicach służą tylko jako przemysł pomocniczy, drugorzędny, 
dodatkowy do głównego źródła zarobków — „lasowania". Zanika 
coraz bardziej garncarstwo, zastępowane przez wyroby emaljo- 
wane, chociaż w ostatnich czasach wieś powraca znowu do dawnych 
pieców garncarskich, z których wychodzą piękne nieraz w kształcie 
dzbany bezuchowe i bańkowate naczynia jednouchowe. Tkactwo 
lniane, lniano-bawełniane i samodział wełniany jest dziełem rąk 
kobiet, a sztuka ta, doprowadzona do wysokiego poziomu, ma swój 
początek w działalności kamedułów wigierskich — zwolenników 
nauczania rzemiosł, w czasach nowszych — przemysłowi tkackiemu 
w Białymstoku. Rozpętany i rozedrgany wiek wielkich wyna- 10* » 87 «
		

/Magazyn_172_08_0089.djvu

			PUSZCZE POLSKIE łazków i wielkiej wojny wytępił niemal doszczętnie dawny strój 
ludowy i wszędzie zapanowała tandeta fabryczna, miejska. Wraz 
ze strojem znikły prawie zupełnie dawne litewskie i białoruskie 
przesądy i dalekie echa wierzeń pogańskich. Litwini zapomnieli 
o swem naczelnem bóstwie — Perkunasie gromodzierżącym, nie 
obawiają się już spotkania z duchem puszczy — Puszkajtisem, 
śmieją się z dawnych guseł, gdy to wierzono, że jego sługi Barszluki, 
Markopety i Kobalisy goniły, zwodziły i na moczary zamaniały 
samotnych wędrowców; rąbią dęby i nie przypominają sobie nawet 0 tem, że strzeże ich siwowłosy Kruch; dziewuchy zaś, śmiejąc się 1 przekomarzając z chłopakami, nie widzą, że z gąszczu leszczyn, 
gdzie biorą orzechy, przygląda im się podstępna Lasdona, a pod 
kapeluszem grzyba — borowika czai się bożek mchu — Silinicz, 
cały zielony, jak kobierzec mszarników... Ech! Zapomnieli o tem 
wszystkiem Litwini od dnia, w którym na szczycie Wiszniu — Kał- 
mas padł zmożony starością Baublis — dąb tysiącletni. Może tak 
się też stało, że zwalił się on na Krucha i na śmierć go przygniótł 
6wem cielskiem dziuplastem? Mazurzy, nad jeziorami siedząc, nie chcą już słuchać o tem, co 
w w. XVII-ym prawił niejaki pan Haut, że ,,o topielcu wiedzieć 
trzeba, który zwykł w rzekach panować y szkody w ludziach czynić 
y bydła różne topić, że jego natura pochodzi z białej głowy brzemien¬ 
nej, gdy utonie“. Teraz, gdy taka białogłowa utonie, sąsiadki biegną 
czemprędzej na posterunek policji, pod jej komendą szukają topielicy 
i żadnej już nie boją się zmory, ani „dziada borowego“, ani Boruty, 
ani też żadnego innego czarta, sibieli podlaskiej i mamuny, gdyż 
większe mają strachy — straż graniczną - na przemytników i rabusiów 
leśnych, gajowych i leśniczych — na kłusowników. Ha! Białorusini 
nawet, pobratymcy Poleszuków bagiennych, zęby szczerzą, gdy 
ktoś prawić im zaczyna poważnie o „lisowykach, wodzianicach, lata¬ 
wicach, didkach, złydniach i „innej sile nieczystej“. Wyginęły one 
wszystkie pod toporami drwali, w sieciach rybaków, pod kołami 
pociągów i samochodów, ba -— nawet w powietrzu zmełły je na pył 
śmigi samolotów, krążących dzień w dzień nad puszczą!... Łowiectwo, a raczej kłusownictwo kwitnie, bo jak to było za cza¬ 
sów królewskich, tak i teraz uskarżają się na to leśniczowie. Taki 
myśliwiec strzela rzadko, bo to i drogo, i niepewnie i huku bez miary, 
ale zato zastawia sidła, wnyki, potrzaski, żelaza... jest zaś tego 
tyle, ile rodzajów zwierząt i ptaków w puszczy, a o czem obszernie 
opowiedział współczesnym i potomnym imć pan Mateusz Cygański. » 88 «
		

/Magazyn_172_08_0090.djvu

			DOLA 1 PRACA Kłusownik zaś od 
Mendoga, Kiejstuta 
i Jagiełły jak „pso- 
wał" zwierzostan pu¬ 
szczy, tak też psowa 
jeszcze i po dzień dzi¬ 
siejszy. Nieśmiertel¬ 
ny psotnik, drapieżca, 
szkodnik — taki jest 
kłusownik puszczań- Na rzece ski. — Rybołówstwo kwitło niegdyś na jeziorach i rzekach puszczy. Sieci i sprzęt ry¬ 
backi — znany powszechnie u nas, bo rdzennie polski, rzekłbyś, — wiślany, a najbar¬ 
dziej bodaj prze¬ 
myślny, bo Litwini 
nawet i Białorusini 
porzucili swoje,,bui 
cze“, „mieroże“ i 
„nastawki" i pol¬ 
skie przyjęli sie- 
cie, niewody i wię- 
cierze. Liczne ga¬ 
tunki ryb przeby¬ 
wały w wodach po- 
j ezierza mazurskie¬ 
go. Jesiotr, pstrąg, 
Nad jeziorem sum, sieja, sielawa, minóg, karp, leszcz, lin, karaś, szczupak, certa, węgorz, okoń, miętus, płoć, jazgarz, 
strzewla, kiełb, ukleja, piskorz i „obrzydź wodna“ — ciernik — tak 
się przedstawiał ryb¬ 
ny świat puszczy au¬ 
gustowskiej. Z jezior 
i rzek jej brano hoj¬ 
ną ręką i, zda się, nic 
nie wróżyło zaniku 
tych bogactw, ale oto 
nastały krwawe, zgieł¬ 
kliwe czasy wielkiej W opłotkach » 89 «
		

/Magazyn_172_08_0091.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Każda wież w Suwalszczy żnie gościnnie przyjmie wędrowcę,... wojny światowej. Na samym już jej początku przez puszczę prze¬ 
walać się jęły całe armje. To Rosjanie parli na podbój Prus Wscho¬ 
dnich, a gdy spotkała ich klęska w labiryncie jezior Mazurskich, 
cofali się staremi i nowemi drogami, poczem miesiące całe trwały 
tu walki wściekłe. Wtedy to wraz z puszczą ucierpiały również je- ... ubogie przyjęcie miodem swych pasiek, dobrocią serc osłodzi,...
		

/Magazyn_172_08_0092.djvu

			DOLA I PRACA ...każda piędź ziemi ciału wypoczynek, oku radoić da ziora i rzeki. W pewnych okresach ryby ginęły tysiącami, gdyż tę¬ 
piła je zaraza, wywołana gniciem trupów zabitych żołnierzy. Naj¬ 
większymi jednak wrogami jezior okazali się Niemcy, gospodaru¬ 
jący w puszczy. Niedbali o przyszłość, zakładali oni miny dyna¬ 
mitowe na dnie jezior i powodowali niszczące wybuchy, zabijając 
i ogłuszając olbrzymią ilość ryb. Całe pociągi szły potem do zgłodnia¬ 
łych Niemiec, wioząc ryby polskie. Doprowadziło to do zaniku 
najbardziej cennych i delikatnych gatunków w niektórych jeziorach, 
gdzie pozostały jeno szczupaki, okonie i płotki, gdzie rozpanoszył się 
namolny ciernik, na którego nie łakomi się nawet rybitwa chciwa. 
Rybacy od niedawna dopiero śmielej już zarzucają sieci, gdyż po 
wojnie przeciągnięte pod wodą zasieki z drutu kolczastego i zwa¬ 
liska gnijących drzew niszczyły drogi sprzęt łowiecki. Dyrekcja 
lasów państwowych usiłuje doprowadzić jeziora puszczy do dawnego 
ich stanu, wpuszczając narybek najszlachetniejszych gatunków, jak 
sandacz, sieja, leszcz, lin, węgorz, sielawa; projektuje się też ściągnię¬ 
cie na pojezierze rybaków z Pomorza i Wielkopolski, ponieważ fa¬ 
chowość ich i wysoka kultura rybacka powinny podnieść tę gałąź 
gospodarstwa. W połowie ubiegłego wieku, gdy istniały w puszczy 
i dokoła niej dobrze prowadzone majątki Rostworowskich, Potoc¬ 
kich, Duninów, Rembielińskich, Czartoryskich, Tyszkiewiczów, » 91 «
		

/Magazyn_172_08_0093.djvu

			r Uroki krajobrazu puszczańskiego Ł
		

/Magazyn_172_08_0094.djvu

			DOLA I PRACA Boufałów, Narbutów itd. na gospodarstwa rybne zwracano znaczną 
uwagę, gdyż ryby miały zapewniony rynek w Warszawie, Grodnie 
i Wilnie. W tym celu wydane zostały przepisy ochronne, zakazujące 
właścicielom i dzierżawcom terenów rybołównych chwytanie „sta¬ 
rostów wodnych", czyli największych okazów każdego gatunku; 
zakaz ten dotyczył również wyławiania narybku, szczególnie siej, 
sielaw, stynki, łososia, karpia oraz zabijania węża wodnego „o żół¬ 
tych zausznikach", gdyż płaz ten tępił żaby i pożerał ich ikrę. Dawne smolarnie i węglarnie, gdy to jeszcze lud puszczański 
„gnał" smołę i „tlił“ węgiel w stosach, znikły niemal zupełnie. Tam 
i sam działają terpentyniarnie retortowe, ale w nich nikt już nie 
dopatrzy się pierwiastka romantycznego. Rzadko który z puszczań¬ 
skich osadników karczować zacznie stare pnie, zdzierać brzostę, gro¬ 
madzić smolaki i „spałować" świerki, aby uzbierać żywicy. Sta¬ 
ruchy chyba tylko wędrują do puszczy na „ugaje" po leżę i posusz. Prawie cała brać puszczańska „koło lasu robi". Ten drwali, 
tamten „wyciąga" drzewo z puszczy, ów flisaczy, tamten kluczy po 
puszczy, wiadomo — kłusownik. Kluczy i kryje się jeszcze inny, 
który nie lubi jasności dnia — przemytnik. W dwunastu nadleś¬ 
nictwach po 7—12 000 hektarów każde, leśniczowie i gajowi gospo¬ 
darzą w puszczy, rąbiąc planowo pewne obwody, dostarczając na 
rynek wewnętrzny i na eksport 260 000 metrów sześciennych drzewa 
rocznie, użytkując trzebież, posusz i leżaninę, zalesiając poręby, wal¬ 
cząc ze szkodliwemi owadami, gasząc pożary, regulując walkę, która 
wre pomiędzy poszczególnemi gatunkami drzew, ochraniając zwie- 
rzostan, przerabiając drzewo na tartakach, w Augustowie i Pło- 
cicznie, gdzie pracują nasi Mazurzy, wyszkoleni przez instruktorów 
szwedzkich. Najpierwszą jednak troską administracji leśnej po¬ 
zostaje ochrona leśna, zalesienie wytrzebionych obrębów i pomoc 
najważniejszym gatunkom drzew w walce o ich byt. Nie nowa to 
troska, bo trapiła ona leśników oddawna, gdy spostrzegli szybkie 
zanikanie puszczy. „Przywileje y konstytucye seymowe za pano¬ 
wania Jego Królewskiej Mci Stanisława Augusta roku pańskiego 
MDCCLXIV, dnia 3 grudnia" zawierają „konstytucyę" o konser¬ 
wacji puszczy Niepołomskiej: „Jako dobra nasze stołowe są pa- trimonium Rzeczypospolitej nam docześnie pozwolone, tak z miłości 
naszej ku Państwom nam od Pana Boga powierzonym, w konser¬ 
wowaniu tychże dóbr chęć naszą ogłaszamy... aby tam na tych 
miejscach drzewo i drwa brali, gdzie im ludzie nasi łowieccy zdolne 
według ich potrzeby pokażą, a to pod lconfiskacją wozów i sprzę- » 93 	
			

/Magazyn_172_08_0095.djvu

			PUSZCZE POLSKIE żajów secus czyniącym, póki młodzież drzewa do swego nie przyjdzie 
wzrostu i perfekcji, a po upłynionych lat dwudziestu mają od ple¬ 
num jus suum rederi, co presentim cavemus lege.“ Takie to zaczątki 
ochrony lasów w dawnej Rzeczypospolitej ustalał sam król. Cale wsie, położone nad jeziorami, kanałem augustowskim i rze¬ 
kami Hańczą, Nettą i Biebrzą trudnią się starodawnem „oryl- 
stwem". Oryl — to nasz flis, ale taki, co nietylko „wodzi“ tratwy, 
ale i ten, co niedawno jeszcze zwał się „księciem wodnym“, jak 
to w słowniku swoim z r. 1846 wspomina Wiktor Kozłowski. Umieją 
oni wiązać i klecić tratwy, a każdy kloc, krąglak, deska i drąg mają 
w mowie orylskiej osobną nazwę. Ciekawe to widowisko, gdy go¬ 
spodarz całej „kolei" tratw śledzi ruch czółna retmana, który „na 
bystrzu szuka wody" dla przechodu, znacząc kierunek wtykanemi 
w dno prętami. Uśmiecha się wtedy stary oryl i mruczy do „fryców“: — Retman nasz ryje koła biegane! A potem płyną tratwy setki kilometrów, z kanału do jeziora, 
z jeziora do rzeki, z niej do innej i tak hen — do szaro-żółtej mierzei, 
pod Gdańsk! Czeladź przy rudlach i przy artfulach, starszyzna, 
jak żórawie czujne, tkwi w środku „kolei" i wszystko ogarnia siwemi 
oczami — wart nadmierny, zatory i zawały, nieład w układzie 
tratwy i pokrzykuje rozgłośnie i przeciągle: — Wara! Niedaj! Odwróć na bakier! Powoli płyną, aż znikną w niebieskiej lub złotej mgiełce oddalenia. Kłusownicy mają też nielada pracę, bo po wojnie i niemieckich 
karabinach niełatwo wytropić teraz jelenia, sarnę i dzika, a na 
wiosnę ubić głuszca lub cietrzewia na tokowisku. Na 600 hektarach 
swego obwodu posłyszy, zwęszy, wyczuje kłusownika gajowy baczny 
i śmiały. Nie zna on strachu. Niedarmo werbuje ich władza z in¬ 
walidów, co w niejednej już bitwie wąchali prochu. Z takimi nie- 
sporo zadzierać kłusownikom. Najzuchwalsi tylko ważą się na 
walkę z gajowymi, a bywają one krwawe, gdy to puszcza zaczaja się 
nagle, milknie, a potem szepce zgrzytem igliwia i szmerem liści: — Czy to powróciły czasy Jagiełło we, kiedy Litwin, Polak i Biało¬ 
ruś wypierali z ostępów naszych Jadźwingów przebiegłych? W innem miejscu — w czarnolesiu rajgrodzkiem, w nadleśnictwie 
Pomorskiem, nad Łęgiem, Rospudą i Gołką przez haszcze i bajory 
przekrada się od litewskiej lub niemieckiej granicy przemytnik 
z towarem nieclonym, a czasem zgoła zakazanym, jak kokaina 
lub podobna „biała trucizna". Tam inni znów ludzie — ofiarni, 
uczciwi i mężni stoją na przesmykach, broniąc interesów Polski. » 94 «
		

/Magazyn_172_08_0096.djvu

			Kościół w Suwałkach *■
		

/Magazyn_172_08_0097.djvu

			W dal patrzą wieże sejnejskiej kolegjaty... To — straż graniczna, wierny Cerber o tysiącu przenikliwych, 
bystrych źrenic. Zając tam nie prześmignie, ptak nie przeleci, no, 
a człek... powędruje do więzienia, lub, nie usłuchawszy rozkazu: 
„Stój!“ — polegnie bezsławnie. Opowiadają o tem sosny świer¬ 
kom, te — grabom i olchom, aż do dębów dojdzie ponura wieść 
i do rozpękanych głazów, śpiących pod pokrywą z mchów i dar¬ 
niny. Opowiadają też o tem i ludzie z Podliszewa, Przestrzeli, ła¬ 
pówek, Mieruć i Pieńczykówka, co to nad bagnem Kuwasy stoi na 
uboczu, ale mówią o tem pomiędzy sobą niechętnie i potajemnie. Dawne te rzemiosła porzuca z roku na rok ludność puszczańska. 
Już nikt teraz — bodaj najsędziwsi nawet Mazurzy i Białorusini 
nie myślą o tem, aby „klejnę nakłodzić", czyli znak swój wyciąć 
na sośninie na barć dzianej. To też oddawna już stare drzewa bartne 
na „strępy“ poszły, zbutwiały, a wichury obaliły je i połamały. 
Zato ułów napłodziło się po puszczy mnóstwo i — nie dziw, bo 
kwiaty tu hojnie sączą „miodową padź“, a nawet „snuż“ — dzikie 
pszczoły wyczyniają niespokojne iski, aby „stanąć“ na świerku 
dziuplastym, ulepiać więżę woskową i tworzyć miód. Nietrudno tu 
znęcić rój i tak oswoić pszczoły, że o żądleniu zapominają na zawsze. Nie tkwią już w kniei mielerze węglarskie, nie ciecze spod nich 
czarna struga kwaśnej wody i zwierz nie węszy zdała smolnego 
zaduchu. Ostatni potażnik ze szkoły Hanusowej przed półwiekiem 
już sprzedał swój miedziany „burdak“ — kocioł warzelniczy ży » 96 «
		

/Magazyn_172_08_0098.djvu

			DOLA I PRACA dom kalwaryjskim na szmelc. Wytrzebiono lipy, a z niemi razem 
majstrów od robienia „moczył“ — miękkiej kory lipowej do wią¬ 
zadeł wszelakich. Tylko drwale przetrwali wszystko i wszystkich 
przeżyli: i łowców królewskich, i osoczników, i potażników z bud- 
nikami i węglarzami, i hutników, bartników, bursztyniarzy, i Mo¬ 
skali, i Niemców... Wytrwali, żywotni, potężni, jak sama puszcza! 
Dawniej „spuszczali" drzewa i pod wodzą brakarza przerabiali 
je na starodawny towar: balk, piłowiec, płaszczak, straby, bierzma, 
kielbalki, legary, siestrzany, stępory i dziesiątki innych sztuk. Teraz 
znów „spuszczają" drzewa i obciosują je na „slipry" angielskie, 
pokłady kolejowe, słupy telegraficzne i kopalniaki, a maszyna prze¬ 
rabia drewno na papierówkę, dykty, 
forniery, posadzkę. Tempora mutantur! Krzyczy o tem brutalnie parowiec na je¬ 
ziorach Augustowskich, motorówki tur- 
kotliwe, które.... bądźcobądź nie licuj ą 
z ciszą kanału, jezior i malo¬ 
wniczą Czarną Hańczą, tak 
piękną koło Suwałk, a jeszcze 
piękniejszą tam, gdzie w po¬ 
bliżu Kadysza wpada w nią 
Marycha, która w północ¬ 
nym swem korycie znaczy 
naszą granicę z Litwą. Dziwi się nowinkom wy¬ 
myślnym Czarna Hań¬ 
cza — ta rzeka puszczań¬ 
ska, co z źródeł jezior¬ 
nych wpobliżu stare¬ 
go Przerośla się poczę¬ 
ła; gdy ją niepokoje 
nachodzą, zmarszczką 
fal po kryje się nachwi- 
lę niecierpliwa, lecz 
rychło wygładza swe 
ciemne tonie, w które 
zapada smuga błę¬ 
kitu nieba i sobo- wtórne życie nieu¬ 
stępliwej puszczy. ...jej wnętrze zdobne pysznym barokiem
		

/Magazyn_172_08_0099.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Bielą swych murów jaśnieje Augustów... MIASTA NA KRAWĘDZIACH PUSZCZY Na północy puszczy Augustowskiej i na zachodzie stanęły na straży 
ziemi polskiej miasta Suwałki, Sejny, Augustów i Rajgród. Pierwsze z tych miast wyrosło w w. XV-ym na skraju puszczy, 
która w owe czasy łączyła się jeszcze z Knyszyńsko-Białowieską 
w jeden ogromny blok leśny. Podobno jacyś litewscy włóczęgowie 
osiedlili się nad brzegiem Czarnej Hańczy, a że sąsiedzi nazywali 
ich Susiwiłkaj, stąd też i wieś, która powstała na tern miejscu, otrzy¬ 
mała spolszczoną nazwę Suwałki. Kolonizacja polska rozpoczęła 
się tu za panowania Zygmunta Starego i wtedy to podzielono pu¬ 
szczę na ,,uhły" i rozdano możnym i przedsiębiorczym rodom. 
Jednym z takich był ród Sopoćków, którzy włość swoją przeka¬ 
zali Wołłowiczom. Wieś ta należała w w. XVII-ym do Kamedułów 
Wigierskich i oni to osadzili w Suwałkach Mazurów i Podlasian, 
w w. XVIII-ym zaś August II nadał tej wsi prawo magdeburskie, 
podnosząc ją do godności miasta. Suwałki posiadały obmyślony 
dla nich przez Kamedułów herb: śś. Romuald i Roch przy trzech 
górach z krzyżem i koroną. Od roku 1816-go, kiedy to Suwałki 
stały się stolicą województwa Augustowskiego, miasto zaczyna 
się szybko rozbudowywać i rozwijać swój handel. Położone w 
przepięknej okolicy Suwałki uważane są za „najzdrowsze miasto“ » 98 «
		

/Magazyn_172_08_0100.djvu

			DOLA I PRACA w Polsce. Świeży, wonny powiew od puszczy i jezior syci powietrze, 
piasczysta, o wysokim stopniu przepuszczalności gleba nie sprzyja 
zbieraniu się zanieczyszczonej wody miejskiej. Czysta, ożywiona 
ulica główna, bardzo malowniczy park, kilka nowych, w czasach 
już niepodległościowych zbudowanych gmachów, kościół murowany 
dorycki z bardzo pięknemi ołtarzami roboty snycerzy gdańskich, 
nowe koszary z pomnikiem artylerzysty i schludne domostwa oto¬ 
czone zielenią pozostawiają po sobie przyjemne wspomnienie. Na dość żyznej równinie między jeziorem Wigry a granicą litewską 
leżą Sejny. W swoim czasie był to nasz kresowy „Cambridge“, 
zdawiendawna ośrodek oświaty i nauki i takim ośrodkiem do dziś 
poniekąd pozostaje. Miasto Sejny powstało w w. XV-ym, a Al. Po- 
łujański w swych „Wędrówkach po gub. augustowskiej“ twierdzi, 
że nazwa ta pochodzi od litewskiego słowa „senai“ — starzy, gdyż 
trzech jakichś starych rycerzy osiedliło się tu za panowania Jagiełły 
po powrocie z wyprawy grunwaldzkiej. Kościół i klasztor murowany 
zbudowali oo. dominikanie w r. 1619, starościna zaś sejneńsko- 
wiżańska, Róża z Platerów Strutyńska, gmach powiększyła i kazała 
zbudować od nowego frontu dwie wieże. W r. 1796 ta połać Polski 
została wcieloną do Prus, oo. dominikanie — pozbawieni swych 
posiadłości i wygnani. Klasztor i kościół otrzymały wtedy nowego 
rektora. Był nim o. Tomasz Piłsudski — jedyny pozostały tu do- ...biel śnieżna otula jego przedmieście
		

/Magazyn_172_08_0101.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Rajgród i jego jezioro minikanin. Wtedy to udało się założyć w obrębie klasztoru liceum, 
do którego tęskniąca do nauki i oświaty młodzież polska i litewska 
garnęła się z prawdziwym zapałem. Różne losu koleje przechodziła 
szkoła sejnejska, pod presją zaborców emigrując nieraz do Suwałk, 
Łomży, a nawet — do Rosji. Przetrwała jednak najcięższe czasy 
i kilkakrotnie powracała do dawnych murów kościelnych, gdzie 
wonczas nie znano jeszcze waśni litewsko-polskiej i wspólnie sta¬ 
wiano czoło zakusom rusyfikatorów, jak np. w dobie pamiętnego 
strajku szkolnego w r. 1904. Obecnie mieści się tam seminarjum 
mniejsze i gimnazjum męskie kurji biskupiej im. św. Kazimierza. 
Ze szkoły sejnejskiej wyszło kilku ludzi zasłużonych ojczyźnie lub 
Kościołowi. Tu pobierał nauki Szymon Konarski, emisarjusz „Mło¬ 
dej Polski“, więziony i skazany na śmierć w Wilnie, i tu hartowała 
się niezłomna wola Konarskiego i moc jego czynu. Tu przebywał 
do klasy piątej Kazimierz Dahlen, dzielny oficer, uczestnik powsta¬ 
nia listopadowego i styczniowego. W seminarjum sejnejskiem po¬ 
bierali nauki tacy kapłani, jak arcybiskup Ruszkiewicz, ks. Śli- 
wowski, ostatni biskup katolicki w Rosji sowieckiej, arcybiskup Jał- 
brzykowski i inni. — Miasto posiada kilka zabytków historycznych. 
Kościół sejnejski zdobią piękne włoskie obrazy „Nawiedzenie Matki 
Boskiej“ i „Chrystus na Krzyżu“ oraz hiszpańskiej roboty cudowna D 100«
		

/Magazyn_172_08_0102.djvu

			DOLA I PRACA statua Bogurodzicy z Panem Jezusem na ręku. O pochodzeniu 
jej z Królewca istnieje wzruszająca, pełna pietyzmu legenda. Po¬ 
sąg ten otwiera się i tworzy tryptyk, przedstawiający Trójcę Świętą. Na rynku wieki przetrwały miejscowe „sukiennice“ — dawny 
ratusz — biały czworobok o przysadzistych filarach podcieni. Nie¬ 
stety, do wewnętrznego dziedzińca tej ciekawej budowli wtargnęła 
już czyjaś posesja prywatna. Tam i sam widnieją stare z w. XVIII 
domy murowane z przyporami. W jednym z nich podobno spędził 
noc Napoleon w r. 1812. Ciekawa jest stara bóżnica żydowska i ka¬ 
pliczka św. Agaty, patronki od pożarów. Sejny stanowiły po wojnie 
główny ośrodek separatystów litewskich, lecz obecnie ten rwący 
potok wszedł do normalnego koryta, a polskość odniosła moralne 
zwycięstwo. Kojący troski spokój i łagodna pogoda panują w mie¬ 
ście. Zdać się może, że ludność jego zapatrzona jest w jakieś dalsze, 
wyższe cele, a więc niezbyt ją wzrusza twarde życie współczesne, 
bezwzględna walka o jutro i różne dotkliwe nieraz trudności, z kry¬ 
zysem światowym połączone. Ton całemu życiu Sejn nadaje spoza 
swych murów milczący pozornie i odgrodzony od świata dawny 
klasztor — uczelnia, gdzie zrywają się do lotu młode siły i dążenia. Na zachodnim krańcu puszczy na równinie z niewysokiemi wzgó¬ 
rzami, plecami zwrócony ku puszczy, a obliczem ku granicy pruskiej, 
powstał w dawnej knyszyńskiej włości Jagiellońskiej Augustów nad 
rzeką Nettą, założony w r. 1561 przez Zygmunta Augusta. Drewniane 
to było miasto, więc paliło się często, zmieniając za każdym razem 
swoje oblicze, architekturę i charakter największych gmachów, 
a śród nich kilku domów w stylu „renesansu żydowskiego“. Teraz 
jest to czyste, ożywio¬ 
ne, jakieś niezwykle we¬ 
sołe miasto, do którego 
dobiega puszcza i za¬ 
trzymuje się nad ure¬ 
gulowaną Nettą z du¬ 
żym portem, obsługu¬ 
jącym cały system ka¬ 
nału Augustowskiego. W ośrodku miasta, na 
rynku i w porcie szcze¬ 
gólnie w dni jarmarków 
panuje tłok i duży ruch. Włościanie przywożą tu Życie chłopców nad jeziorem
		

/Magazyn_172_08_0103.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Stary przekupień... 
prywatne zaś osoby cielęta, wieprze, owoce, drób, smołę, naczynia gliniane i drewniane; 
włościanki — płótno lniane, samodziały, hafty, jarzyny, jajka, ja¬ 
gody i grzyby. O kilometr od peryferji wznosi się ściana puszczy, 
a przez jej majestatyczne kolumny przeświecają zwierciadła rozle¬ 
głych jezior Sajno i Necko i równy, jakby ciemnozieloną pastelą na¬ 
kreślony powolny strąd Netty, obramowanej porosłemi czarnolesiem 
brzegami aż do miejsca, gdzie wybiegnie na 
płaszczyznę, pełną bajorów i bagien nadbie- 
brzańskich. Puszcza, aczkolwiek piękna, jest 
tu już mocno przetrzebiona, co zresztą nie 
mogło być inaczej, gdyż kilkakrotnie w do¬ 
bie wojny światowej koło Augustowa odby¬ 
wały się bitwy, a samo miasto przechodziło 
pa •.5’S®T—z r^k do rąk. Ucierpiało ono bardzo od cza- 
w ^ < t, sowych gospodarzy, ale duży, piękny kościół ostał s£ę na walniej’' wojennej, a rząd polski 
wzniósł tu potem okazałe gmachy szkolne, 
zbudował przystań wioślarską dla młodzieży, 
- kilka malowniczych will w borze nad jezio¬ 
rem Necko. Wszystko oddawna rzuciło się tu do pracy nad podnie¬ 
sieniem miasta i powiatu. Rezultaty są widoczne — doskonałe szosy, 
energiczne administrowanie puszczą, regulacja kanału, zarybienie 
jezior i wielki, jakiś wyjątkowo miłosny wysiłek na polu wychowania 
młodzieży. Puszcza, stojąca tuż nad Nettą, patrzy i słucha, zdumiona, 
lecz, gdy nadleci wiatr, rozkiwają się jej korony w rozradowaniu. Na zachodzie powiatu augustowskiego, — tuż nad samą granicą 
Prus Wschodnich, niby skrzydła olbrzymiego wachlarza, o rękojeści 
w Ełku, rozbiegło się swemi odnogami na wszystkie strony jezioro 
Raj grodzkie, jedno z największych na calem pojezierzu bałtyckiem. 
Przez zwierciadło jego przechodzi nasza granica, niewidzialna linja, 
dzieląca nas od Prus, chciwych zawsze i zadzierżys¬ 
tych. Na południowym brzegu jeziora piętrzy się wysoki, 
ponury nasyp, panujący nad roztoczą jeziorną. Pierwszy, 
pobieżny rzut oka budzi już myśl o dziele rąk ludzkich. Tak też było istotnie. Niegdyś, w XIII wieku usypał tę 
górę książę litewski, Troj- 
den, brat Narymunta, i 
uwieńczył ją grodem wa¬ 
rownym, aby bronił wło¬ 
ści jego przed Prusakami ...i nowe pokolenie przy wadze
		

/Magazyn_172_08_0104.djvu

			DOLA I PRACA i Mazurami, wdzierającymi się zuchwale w mroczne ostępy pusz¬ 
czańskie. Nic jednak, oprócz kilku głazów, zgruba ociosanych, i lej¬ 
kowatych zawalisk, nie pozostało na grodzisku Trojdenowem, co nie 
powstrzymuje wcale wyobraźni ludowej. Toteż istnieje od wieków 
i wciąż jeszcze żyje tam wiara w komory i przekopy podziemne 
z ukrytemi w nich skarbami. Zapewne Litwini jeszcze wyparli z tych 
okolic niespokojnych sąsiadów, bo zdaje się, nigdy już nie wznie¬ 
siono tu potem warowni. Nie uczynili tego Radziwiłłowie ni Glińscy, 
władający Rajgrodem, już miastem, nie pomyśleli o tern Kiszko wie, 
Dulscy ani Medekszowie. Nie mieli już zapewne obaw o swoje ziemie W prastarym rytmie rajgrodzkie, o jezioro rybne i łowną puszczę, do dziś dnia obfitującą 
w zwierzęta i ptaki. W rządowem uroczysku Grzędy założono rezer¬ 
wat łosi, kuszący miejscowych Mazurów możliwością pięknej zdo¬ 
byczy łowieckiej. Gajowi niestrudzenie czuwają nad bezpieczeństwem 
rzadkiego zwierzęcia. W wesołym, słonecznym kościele znajduje się czczony powszechnie 
obraz Matki Boskiej Raj grodzkiej, do której odbywają się nieraz 
bardzo liczne pielgrzymki. Jezioro i miasteczko widziały wiele » 103 «
		

/Magazyn_172_08_0105.djvu

			PUSZCZE POLSKIE strasznych zdarzeń na przestrzeni wieków. W czasach zaś now¬ 
szych, a mianowicie w epoce powstania listopadowego, — jenerał 
Dembiński wyparł z Rajgrodu rosyjskiego jenerała Sackena, a w 
dobie wojny 1920 r. tu właśnie wymykały się zagranicę i składały 
broń ostatnie oddziały konnego korpusu Gaj-Chana, gdy polskie 
wojska coraz gęściej osaczały armję czerwoną. O wypadkach tych 
świadczą pobojowiska, cmentarze i zawsze żywa pamięć ludzi. Kręte pętle Jerzgni łączą Rajgrodzkie jezioro z Dręstwem, po¬ 
czerń Jerzgnia przemyka się między borami Bełdy i Tajna aż ledwo- 
widnem wężowem korytem przepada wśród moczarzysk, aby się połą¬ 
czyć z Łęgiem i z nim po niezliczonych meandrach wlać wspólne wo¬ 
dy w Biebrzę. Namokłe obszary przerzynają cięciwy kanałów wiążące 
łuki rzeczne — tu i ówdzie na suchszym kawałku ziemi siedzi uparty 
człowiek, na uroczysku Piekielne Wrota, czy Dziewczę Grzędy. 
A dalej na wschód, skąd Łęg obok Grajewa jeziorami w obręb 
Rzeczypospolitej wchodzi, też Mazury siedzą — lecz nie nasze. Na szlaku wielkiej wojny » 104 «
		

/Magazyn_172_08_0106.djvu

			J. Fałat: Na niedźwiedzia w barłogu CZĘŚĆ TRZECIA PUSZCZA KNYSZYŃSKA ROZDZIAŁ PIERWSZY KRÓLEWSKA PUSZCZA Puszcza Augustowska dociera obecnie 
do Biebrzy, a dalej na południu wi¬ 
dnieją już obszerne, wytrzebione prze¬ 
strzenie, przez które niby rozbitki wiel¬ 
kiej armji, ciągną się ku południowi mniej¬ 
sze i większe ostrowy leśne ku Grajewu, 
bagnom Ławki i źródłom Sidry, aż stło¬ 
czą się wszystkie w nowe potężne skłę¬ 
bienie leśne, puszczę Knyszyńską. Leży 
ona pomiędzy Knyszynem, Białymsto- 
kiem a linją od Krynek ku Świsłoczy, 
miastu położonemu w międzyrzeczu Narwi J. Fałat: Myśliwy » 105 « 12
		

/Magazyn_172_08_0107.djvu

			PUSZCZE POLSKIE i Niemna. Największą jej część, bo 58 000 hektarów stanowią lasy rzą¬ 
dowe, przecięte rzekami Sokoldą i Supraślą. Za czasów litewskich 
należała ta puszcza do rodu Radziwiłłów, lecz w w. XVI-ym stała 
się własnością królów polskich. Wyrosła ona niegdyś na osadach, które nagromadził tu 
lodowiec w okresach 
drugiego zlodowace¬ 
nia. Na wyniosłości 
działu wodnego rzek 
Supraśli, Świsłoczy i 
Niemna, tam gdzie z 
moreny dennej utwo¬ 
rzyła się gleba pias- 
czysto-gliniana, pod¬ 
noszą swoje korony 
grondy dębowe i gra¬ 
bowe, tam i sam po¬ 
mieszane j uż ze sosną 
lub osiką. Lasy te,ma¬ 
jące bogate podszy¬ 
cie z trzmieliny, lesz¬ 
czyny, suchodrzewia 
i kruszyny, okrywają 
pagórki, wały i kopu¬ 
laste wyżyny, a tam 
zaś, gdzie piaski ze¬ 
brały się na płasko- 
winach, stoją bory so¬ 
snowe, a w ich cieniu 
żywicznym — jałowe 
wrzosy, wyrastające na mchach. Skoro tylko woda podskórna zbliża 
się do powierzchni — tam do sosny przyłącza się natychmiast świerk, 
a w podszycie leśnym rozrasta się wspaniale jarzębina, wierzba, 
kruszyna, jałowiec... Sosny wiekowe i świerki wybujały tu do 32 
metrów, a zdarzają się też i takie, co ponad 38 metrów ku słońcu 
strzeliły. Osiki nawet dociągają tu do stu lat, na 30 metrów wy¬ 
sokie, sędziwe, a mimo to — zdrowe. Na czerwonych glinach wśród 
sosen i świerków walczą o swój byt pospolite tu niegdyś dęby szy- 
pułkowe, brzosty i klony. Wśród mieszanego lasu zaczerni się nieraz 
gęsta, zwarta kępa świerków małych i dużych, zawsze jednak w ta- W. Brochocki: Jeleń w puszczy i » 106 « 1
		

/Magazyn_172_08_0108.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA j kiem uroczysku, gdzie ogień, burze lub owady przetrzebiły nieco 
bór macierzysty, który nie pragnął dla innych drzew przepotężnej 
łaski słońca. W wilgotnych nizinach rzecznych na Supraśli i So- 
koldzie występują już zuchwale olchy, do nich przyłączają się na- 
razie bojaźliwie, ale wkrótce śmielej — świerki łapiaste, aż wreszcie 
zapanują sosny — karłowate jednak, nędzne, powyginane cudacznie, 
w skorupę porostów owinięte — zapewnie takie, które w dawnych 
czasach „bajrakiem“ nazywano. Tam też rosną wierzby uszate, iwy, 
omszone brzozy i osiki,którą starożytni drwale,.trzepieciną“nazywali. 
W dawne czasy sporo było w puszczy bud smolarskich — owych W. Brochocki: Żubr w ostępie „baniek“, przy których w zimie grzał się nieraz łowiec zamiłowany 
— ostatni z Jagielonów, bo słynęły z obfitości zwierzyny bobro- 
wiska knyszyńskie, gdzie paszę znajdowały stada łosi o rosochach 
najpotężniejszych i odyńce „sadlaste“, po dąbrowach wypasione. 
Złe były, „obcinały szablami", a nawet ich samury, nasrożywszy 
„pióra“, z „szumem“ szły „na dym“ i ciskały się na myśliwca. Z puszczy tej wywożono do całej niemal Polski nietylko drzewo 
surowe i korę dębową dla garbarni, lecz i gotowy już towar, jak 
okapy, knagi, slemia, sztaki i cembrowiny, a przedewszystkiem 
klepkę i to, co z niej wyrabiano: pipie, okseftki, beczkówki, wań- 12’ » 107 « i J
		

/Magazyn_172_08_0109.djvu

			Środkiem puszczy płynie cichy potok... w.
		

/Magazyn_172_08_0110.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA ...z serca puszczy przez pola snuje się droga czosy, szuj ki, antałki, baryłki, szkopki i inne rzeczy. Me brakło 
tu pszczelarzy w borach bartnych, potażników, hutników, koło¬ 
dziejów, osoczników, strzelców i innej czeladzi łowieckiej. Teraz 
wszystkie te wsie Kopisk, Rybnik, Czarna Wieś, Stary Szor, Stu¬ 
dzienka, Kołodno, w puszczy zaczajone, ,,z lasu żyją"; jedni tam 
drwalą, drudzy spuszczone drzewo ku kolei wywlekają lub na tar¬ 
taki zwożą, ten i ów kopci się przy smolarni, lub „robi" przy sa¬ 
dzonkach i zasiewie drzew. Wiadomo — leśny lud, czy to Mazur 
wesoły, czy jego krewniak Podlasiak, Puszczakiem zwany. W dobie powstania listopadowego w puszczy Knyszyńskiej wraz 
ze swoją partją walczył z Moskalami bohaterski porucznik Piszcza¬ 
towski, schwytany później i rozstrzelany w Białymstoku, gdzie 
mieścił się wonczas sztab wielkiego księcia Konstantego. W roku 
1863 puszcza osłaniała powstańczy oddział pułk. Arcimowicza, 
toteż osławiony „wieszatiel", Murawjew, palił i burzył osady pu¬ 
szczańskie, jak naprzykład Jaworówkę, którą puszczono z dymem 
i zaorano, mieszkańców zaś za pomoc powstańcom zesłano na 
Sybir. Potomkowie tych wieśniaków z Jaworówki do naszych 
czasów mieszkają nad rzeką Tubą w Syberji południowej. » 109 «
		

/Magazyn_172_08_0111.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Narew, rozbiegając się w całą sieć drobniejszych odnóg, tworzą¬ 
cych wewnętrzną deltę na wschód od Tykocina, dała początek roz¬ 
ległym moczarom. Za czasów Zygmunta Augusta słynęły one 
jako łowisko „czarnej zwierzyny“, czyli dzików. Dolina Supraśli 
również obfituje w zabagnione niziny. Inne rzeki i rzeczułki jak 
Krzemienka, Czarna, Kulikówka, Biała, Płoska, Sokolda i Słoja 
przecinają puszczę we wszystkich jej leśnictwach, w Knyszyń- 
skiem, Czarna Wieś, Supraśl i Waliły, nadając puszczy swoisty urok, 
nieraz gwałtownie zmieniając jej krajobraz, gdy tuż za sosnami 
i świerkami wyrasta nagle las dębowy lub wznoszą swe rozłożyste J. Brodowski: Na rozkładzie korony graby. W gąszczu podszytu mają swe lęgi wilki, pasą się 
sarny; od czasu do czasu, niby zjawa złowróżbna, przemknie przez 
puszczę ryś, krwią znacząc swój trop. Głuszce i cietrzewie mają 
tu swoje tokowiska. Lis ściga naszego szaraka, ale i bielak o czar¬ 
nych trzeszczach na wiosnę gzi się nieraz po zgrzewkach, gdzie słońce 
mocniej przypieka, spod śniegu wypłaszając warkotliwe strumyki. 
Z jezior największe tu jest Zygmunta Augusta, które na żądanie 
polskiego czarownika, pana Twardowskiego, djabeł w ciągu jednej » 110 «
		

/Magazyn_172_08_0112.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA nocy wykopał i wodą napełnił. Jezioro to, zwane inaczej — Cze- 
chowizną, ma około 400 ha powierzchni i nieznaczną głębokość. 
O naturalnem pochodzeniu jeziora mówi napis nad bramą przystani: 
Staw ten egzystuje od dawnych już czasów, Pamięta Jagiellonów, panowanie Sasów. Przetrwał burze dziejowe, inwazje Moskali. Król Zygmunt go założył, Czesi wykopali. W puszczy w różnych miejscach świecą obszerne halizny dokoła 
wszystkich miasteczek, z wyjątkiem chyba Supraśla, ale i w samej 
puszczy wszędzie znajdzie się ich sporo w sąsiedztwie każdego osiedla. 
Łowy w puszczy Knyszyńskiej, tak jak je widział w w. XVI-ym Łowy przed stu laty nuncjusz kardynał Comendoni, podaje nam J. U. Niemcewicz: 
„Myśliwi obierają drzewa dość grube, aby człowieka zasłonić mo¬ 
gły i łatwe naokoło do obejścia były, za któremi gęsto się za- » 111 «
		

/Magazyn_172_08_0113.djvu

			PUSZCZE POLSKIE czajają. Zwierz przez psy i pociski rozjątrzony, rzuca się na pierw¬ 
szego, którego przy drzewie spostrzeże; ten, gdy na drugą stronę 
odskoczy, zwierz uderza w drzewo, zamierzywszy się na człowieka. 
Rozjątrzony usiłuje drzewo obalić, tem wścieklej, im bardziej 
od myśliwych jest ściganym. W tych zapasach nietylko rogów, 
lecz języka i ogona zwrotów bać się należy; pierwszy bowiem dla szorstkości, drugi — dla 
siły w uderzeniu zarówno są 
niebezpieczne. Gdy myśliwe¬ 
go ogonem zajmie, jedyny 
sposób obrony, rzucić mu 
czerwoną czapkę; zwierz na- 
ówczas całą swą wściekłość 
na ten kolor obraca, aż od 
innych myśliwych pociskami 
i włóczniami skłóty, upadnie 
na ziemicę." — Wojny zni¬ 
szczyły zwierzostan puszczy, 
toteż nadleśniczowie robią 
wszelkie możliwe wysiłki, by 
podnieść go i utrwalić. Żubry 
i łosie już oddawna opuściły 
puszczę, wycofał się z niej 
także niedźwiedź i rosomak, 
dawniej pospolite tu drapież¬ 
niki. Jednak jelenie, sarny 
i daniele mają tu doskonale 
warunki istnienia i w tym 
właśnie kierunku idą wysiłki 
dyrekcji lasów. — Obce i wro¬ 
gie ręce zabrały polskiej ziemi 
jej skarby, gdy jej przeznaczo- 
nem było wolność odzyskać za 
cenę wyniszczenia swego przez 
wielką wojnę, my zaś wszędzie na ugór rzucamy nowy siew, tu zaś na 
Pobiedziskach królewskiej ongiś puszczy niezmordowany polski leśnik 
z próchnicy wywołuje zjawy sosen, świerków i dębów, a w ich poszumie 
słyszy już tupot racic królewskiej zwierzyny. Państwowa gospodarka 
leśna, oparta na ścisłych naukowych podstawach i na oględnej zimnej 
kalkulacji doprowadzi wkrótce do odrodzenia puszczy Knyszyńskiej. » 112 « Ratusz w Białymstoku i... I
		

/Magazyn_172_08_0114.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA CIEŃ JAGIELLONA Na zachodniej krawędzi puszczy usadowiły się Knyszyn i Ty¬ 
kocin — małe, zda się zapomniane przez wszystkich miasteczka, 
w przeszłości zaś głośne, a nawet sławne. Oba, otoczone niegdyś 
bajorami i sapiskami, trudne były do zdobycia, a wcinały się w 
najdziksze ostępy puszczańskie. W moczarowatej dolinie Jaskranki, 
w obliczu puszczy dla celów niewiadomych, zapewne — łowieckich, 
założyli Radziwiłłowie miasteczko Knyszyn w w. XVI-ym, wzno¬ 
sząc tu kościół murowany św. Jana Ewangelisty, natchnionego 
autora Apokalipsy, aż podarowali miasteczko królowi Zygmuntowi ...gmachy fabryczne na królewskich łowiskach Staremu. Umiłował je jednak osobliwie wielki książę litewski, 
przyszły król — Zygmunt August, a to dlatego, że puszcza nęciła 
go swemi łowiskami, okoliczne zaś łąki nadawały się znakomicie 
do hodowli stadniny. Król istotnie miał tu trzy tysiące najprzed¬ 
niejszych koni. To też lubił przyjeżdżać tu ostatni Jagiellon, mając 
nad stadniną swoją baczne oko gospodarskie i zabawiając się ło¬ 
wami, jakoże puszcza pomiędzy Ławkami a Berezówką obfitowała 
w bobrowiska łosiowe, stojanki żubrowe i barłogi niedźwiedzie. 
Zresztą, tuż pod miastem, koło swego pałacu, miał król własny 13 » 113 «
		

/Magazyn_172_08_0115.djvu

			PUSZCZE POLSKIE zwierzyniec, nad którym pieczę szczególną miał starosta knyszyń¬ 
ski, ojczyźnie zasłużony — Jan Zamojski. Przywoził król ze sobą 
umiłowaną małżonkę Barbarę, z możnego rodu Radziwiłłów — tę, 
przeciwko której intrygi knuła królowa — matka, Bona. Gdy zaś 
śmierć zabrała Barbarę, niepocieszony Zygmunt August kazał 
całe niemal miasto kirem żałobnym zaciągnąć. Tu, wiedziony jak- 
gdyby jakiemś przeczuciem, zjechał król na schyłku swego żywota, 
a wtedy stała się rzecz dziwna, niesłychana, zbrodnia zuchwała, 
crimen laesae majestatis. Jagiellon, ujrzawszy swój dwór puszczań¬ 
ski, wpadł w tęsknotę, czując tu szczególnie żywo obecność ducha 
niezapomnianej Barbary. Oddawna już jeździł, mając w swym orszaku wszelkich czarowników i W. Gerson: Pomnik Czarnieckiego 
w Tykocinie magików, którzy mieli go bawić 
i z więzów tęsknicy wyzwalać. 
Rękodajny królewski, Mikołaj 
Mniszech, z rozkazu pana co 
wieczora urządzał „inwokacje", 
w celu ukazania się ducha Bar¬ 
bary, a chciwy i bezczelny tar¬ 
gnął się wkońcu na rzecz stra¬ 
szną. O północy, gdy wiatry 
styczniowe ciskały i kręciły śnie¬ 
życą, w półciemnej komnacie 
stanęła nagle przed królem Bar¬ 
bara w całym przepychu szat 
monarszych. Zygmunt rzucił się 
ku upragnionemu cieniowi, gdy 
wtem ramiona stęsknionego mał¬ 
żonka ogarnęły żywe ciało nie¬ 
wiasty. Była to Barbara... Gi- 
żanka, mieszczka knyszyńska. 
Zwiedziono nieszczęsnego króla. Z dworu Zygmunta pozostały 
resztki fundamentów, „studnia 
Giżanki", niewiadomo dlaczego 
zasypana i stare drzewa w parku, 
otaczające majętność Knyszyn. 
Nikt nie może stwierdzić, że w 
tym właśnie zamku przebywał, 
dręczony tęsknicą Zygmunt Au¬ 
gust, bo i na górze Zamkowej,
		

/Magazyn_172_08_0116.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA tuż przy szosie białostockiej, odnajdują grabarze cmentarni stare 
belki i jakgdyby lochy. Tajemnica otacza to miejsce i wszędzie 
wyciska swój ślad, bo nawet w podziemiach radziwiłłowskiego ko¬ 
ścioła św. Jana Ewangelisty przemawia ona głosem drażniącym. 
Pod wielkim ołtarzem wykryto bowiem zardzewiałe drzwi żelazne 
z napisem, iż otworzyć je może ten tylko, kto je zamknął. Co się 
tam kryje za temi drzwiami? Kto je zamknął? Dlaczego zakazał 
odsunięcia ich żelaznych ryglów? O tern nikt nie wie. Nie pamiętają 
o tern nawet Gi- królowej Bony — uszanowała uchwałę sejmu, chociaż zapadła ona była jeszcze za 
panowania obrońcy Wiednia i chrześcijaństwa króla Jana Sobieskiego. Na lewym brzegu Narwi w w. XV-ym starosta smoleński, Jan 
Gasztołd, założył miasto Tykocin i ufundował kościół św. Trójcy. 
W wieku XVII-ym otrzymał to miasto z przyległościami w darze 
od wdzięcznej ojczyzny wielki zagończyk, hetman Stefan Czarniecki, 
którego okazały, chociaż śniedzią okryty i uszkodzony w niektórych 
miejscach pomnik stoi na rynku, gdzie wzniósł go późniejszy dzie¬ 
dzic Tykocina Jan Klemens Branicki. On też zbudować kazał 
bardzo piękny kościół murowany w stylu renesansu włoskiego i szpi¬ 
tal, sprowadziwszy tu oo. misjonarzy. W kościele przechowały się 
portrety i popiersia hetmana Branickiego i jego małżonki, piękne losów kolej ą prze¬ 
chodził do Orset- 
tich — ziomków Gnińskich, Kra¬ 
sińskich, Radzi¬ 
wiłłów, wreszcie 
do hrabiów Ra¬ 
czyńskich. Sejm 
roku 1676 przysą¬ 
dził Knyszyn po¬ 
tomkom Gnińs¬ 
kich na osiem po¬ 
koleń po mieczu 
i kądzieli. Hrabia 
Karol Raczyński 
jest ósmym i też 
ostatnim właści¬ 
cielem Knyszyna, 
który po nim zo¬ 
stanie zwrócony 
Państwu, bo Pol¬ 
ska niepodległa Zygmunt August » 115 «
		

/Magazyn_172_08_0117.djvu

			PUSZCZE POLSKIE KRÓLEWSKA PUSZCZA freski ścienne od posadzki 
do sklepień, stare, znako¬ 
mitego pędzla obrazy Chry¬ 
stusa przy słupie biczowa¬ 
nia i Matki Boskiej w sre¬ 
brze, obwieszone licznemi 
wotami. O ile wnętrze świą¬ 
tyni budzi zachwyt, o tyle 
zewnętrzny jego wygląd 
smuci, gdyż sam gmach i 
półokrągła kolumnada, wyo- 
brażaj ąca dobrotliwą sieć 
Rybaka Boskiego, noszą na 
sobie piętno zaniedbania. W skarbcu kościelnym wisi 
artystyczny portret bisku¬ 
pa Szczęsnego Felińskiego, 
przedstawionego w towa¬ 
rzystwie księcia Potockiego 
przed zesłaniem ich na Sy- 
berję. Sporo tu cennych 
zabytków: kryształowe pu- 
hary z herbami króla Au¬ 
gusta III, Branickich i Ros¬ 
tworowskich, stare księgi, 
pergaminy, a między niemi 
oryginalny uniwersał Koś¬ 
ciuszki do duchowieństwa. Obok kościoła, z lewej stro¬ 
ny, przy malowniczej „krzy¬ 
wej“ uliczce mieści się da¬ 
wny „dom inwalidów", te¬ 
raz przytułek dla bezro¬ 
botnych, po prawej stronie — inny przytułek dla starców w daw¬ 
nym fundacji Branickich „szpitalu“. „Dom inwalidów" założył 
w r. 1633 Krysztof Wiesiołowski, marszałek wielki ks. litewskiego, 
zapowiadając „byleby ci katolicy rzymscy, szlachetnie urodzeni, 
dobrze w ojczyźnie zasłużeni byli, oraz którzyby inaczej pożywienia 
swego, będąc na ciele w bitwie, za Rzplitą mianej, skaleczeni, mieć 
nie mogli“. Liczne ma Tykocin pamiątki i bogata jego historja. M. E. Andriolli: Do Tykocina — niegdyś 
grodu warownego i rezy¬ 
dencji królewskiej, przewie¬ 
zione były zwłoki Zygmunta 
Augusta, zmarłego w Kny¬ 
szynie, i złożone na zamku, 
w którym niegdyś smutny 
żywot pędziła Barbara Ra¬ 
dziwiłłówna, wówczas sta¬ 
rościna Stanisławowa Gasz- tołdowa. Trumna królew¬ ska pozostawała tam przez 
cały rok, zanim nie usta¬ 
wiono jej w Krakowie. Na 
zamku tykocińskim gospo¬ 
darzył Łukasz Górnicki, po¬ 
wiernik i sekretarz monar¬ szy, i tu pisał przedmowę 
do swego „Dworzanina". 
Za Jana Kazimierza Szwe¬ 
dzi zajęli Tykocin i zamek, 
który, oblężony przez Sa¬ 
piehę, został wysadzony w 
powietrze wraz ze zwłoka¬ 
mi księcia Janusza Radzi¬ 
wiłła, stronnika najeźdź¬ 
ców. August II odnowił tu 
order Orła Białego i wydał 
manifest przeciwko koro¬ 
nacji Leszczyńskiego, pod¬ 
trzymany przez skonfede- Walka z królem puszczy rowan:t szlachtę sandomier¬ ską. Za Narwią pozostały 
ślady dawnego grodziska, które przed założeniem Tykocina broniło 
Mazowsza od północo-wschodu. Ztego miejsca piękny roztacza się widok 
na rozlaną rzekę w niskich zielonych brzegach, pełną wysp, rozwidlin 
i zakrętów. Wiosenne rozlewy zacierają ich rysunek, wyrównują 
rozległą gładziznę wodną. W otoku sędziwych drzew dogorywa stary 
klasztor bernardynów. Na wjazdowej bramie widnieje groźny napis: 
„Niech cała ziemia drży przed nią— Pan tu założył Dom Swójl" » 116« » 117 «
		

/Magazyn_172_08_0118.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Za murem ciągnie się obszerny dziedziniec brukowany, podobno, 
dawne cmentarzysko. Gmach klasztorny — prosty, surowy, o wą¬ 
skich okienkach w znacznej swej części należy do osoby prywatnej. 
Wnętrze o łukowatych sklepieniach pełne jest cel o jednem oknie. 
Na parterze budzi zgrozę ciemnica. Do lewego skrzydła przytuliła 
się kaplica renesansowa, taka obca tym surowym murom. Przy 
drodze od bramy bernardyńskiej do miasta mały domek, kryty da¬ 
chówką, wyrósł na miejscu grobu... Górnickiego, który w swym 
„Dworzaninie“ z taką finezją i dowcipem toczył „gry rozmowne", 
a w nich nawet o równouprawnieniu niewiast mówił śmiele. Nieda¬ 
leko od rynku znajduje się stara synagoga. Żydzi twierdzą, że ma 840 lat; przesadne to są pretensje chronologiczne, lecz bądźcobądź 
sędziwy jest ów dom Jahwe. Świadczą o tern freski i napisy hebraj¬ 
skie średniowieczne. Rabini pokazują tu starożytne „święte świę¬ 
tych", stare, rytualne tkaniny haftowane, księgę z przed 200 lat 
napisaną i iluminowaną przez słynnego Wulfa, srebrną skarbonkę, 
wywiezioną z Hiszpanji po wygnaniu z niej Żydów, i inne zabytki. Turkocze drzewożerczy nienasycony tartak, krzyczą dzieci ży¬ 
dowskie, jęczy monotonną skargą rybitwa! Głos brodatego rej mana 
z tratwy, niby miękka kula, cicho toczy się w oparach nad Narwią: 
— Niedaj!... Wara na rudlu! Niedaj! Nieda... aa... aaj! — » 118 «
		

/Magazyn_172_08_0119.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA WERSAL 
PODLAS KI 
Na południowym o- 
kraju puszczy powstał 
podobno za czasów Ge- 
dymina w w. XIV-ym 
Białystok. Dziś jest to 
siedziba województwa, 
chociaż w w. XVIII-ym 
była to jedna z licznych 
wiosek, należących do 
włości możnych Gry- 
fitów-Branickich, acz¬ 
kolwiek przed nimi na¬ 
leżała do innych właścicieli, a jeden z nich, Wiesiołowski ufundo¬ 
wał w niej kaplicę i szkołę. Za Augusta III, na prośbę hetmana 
Jana Klemensa Branickiego, król podniósł ową osadę do stopnia 
miasta, chociaż ta wieś cech zewnętrznych grodu nabrała znacznie 
wcześniej. Najświetniejszy, „złoty“ okres historji Białegostoku przy¬ 
pada na czas panowania tu ostatniego z Branickich-Gryfitów, Jana 
Klemensa, późniejszego wielkiego hetmana koronnego i kasztelana 
krakowskiego, a nawet pretendenta do tronu polskiego. Tron Pia¬ 
stów i Jagiellonów ominął jednak Gryfitę, a dlaczego o tern pisze 
współczesny pamiętnikarz, Marcin Matusze- 
wicz: „Z tern wszystkiem hetman wielki nie 
wielu z panów polskich miał życzących mu 
korony, nie dlatego, żeby nie był kochany 
i godny tego dostojeństwa, ale że podeszły 
w leciech.“ Za czasów Branickich powstała 
tu stara poczta konna, utrzymująca dyliżansy 
i omnibusy, łączące wspaniały dwór i sto¬ 
licę Gryfitów z całą Rzeczpospolitą; stanął 
wtedy ratusz miejski z wieżą zegarową, gmach 
wspaniały — i zgoła osobliwy w ówczesnej 
Polsce; budowlę tę pod każdym względem 
ciekawą szpecą niewymownie przylegające 
ze wszystkich stron „kramy“. Braniccy też 
zbudowali dom św. Marcina, gdzie wmurowa¬ 
na tablica głosi, iż miała tu być siedziba szpi¬ 
tala i szkoły. Gospodarowały tu dzielne ss. Uroda Podlasia »119« Z sąsiedztwa ,, Podlaskiego Wersalu"
		

/Magazyn_172_08_0120.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Na goliznach po wytrzebieniu puszczy wiatry hulają, . .. św. Wincentego a Paulo, a po ich wygnaniu, szarytki. Hetman zaopa¬ 
trzył gród w zbrojownię, gdzie obecnie ulokowała się straż ogniowa. Stary kościół w stylu, przypominającym barok, ufundowany 
został przez wcześniejszych dziedziców Białegostoku — a miano¬ 
wicie przez Piotra Wiesiołowskiego, o czem świadczy znaleziona 
niedawno tablica srebrna z napisem łacińskim, który w przekładzie 
polskim brzmi: „Bogu Wszechmogącemu Najwyższemu, na chwałę 
i cześć Bogarodzicy Dziewicy Marji i wszystkich Świętych sławę. 
Kościół ten z drzewa przedtem zbudowany, teraz z cegieł palonych 
od fundamentów wzniósł Piotr Wiesiołowski, Wielki Marszałek 
Wielkiego Księstwa Litewskiego, 1617." Kościół posiadał pewne 
cechy świątyń obronnych. Przechowała się tam czarna tablica 
grobowcowa 19-letniej Gryzeldy z Wodyńskich, małżonki Jana 
Stanisława Sapiehy, marszałka wielkiego litewskiego. Owa Gry- 
zelda była adoptowaną przez Krzysztofa Wiesiołowskiego, nie- 
mającego potomstwa z dwu żon — Sobieskiej i Wodyńskiej, ciotki 
Gryzeldy. Herb Wiesiołowskich — „Ogończyk" można oglądać 
w kościele obok tablicy fundacyjnej. Wewnątrz kościoła warto 
obejrzeć stare obrazy i ozdoby oraz pomnik wielkiego hetmana 
i „pana całą gębą", jakim był fantazji pełen Jan Klemens, acz¬ 
kolwiek, jako kasztelan krakowski, pochowany został w tym gro- r 120
		

/Magazyn_172_08_0121.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA dzie historycznym. Pomnik białostocki wystawiła mu wdowa — 
Izabella Branicka, secundo voto wojewodzina Mokronowska, która, 
pozostawiwszy zwłoki męża w jego kasztelanji, tu nad Białą zło¬ 
żyła serce jego, miłujące te dalekie strony kresowe. Tamże też 
wzniesiono pomnik samej Izabelli, „wspaniałej Pani Krakow¬ 
skiej", pierwszej w gronie dam rokoka. Hela Paszkowska, po¬ 
wiernica i zaufana „panna służebna", uwieczniła pamięć wielkiej 
pani, obrazem gobelinowym i drewnianą tablicą, a ktoś inny — 
umieścił obok — marmurową z melancholijnem westchnieniem ...i rozwijają się osiedla z największem z nich — Białymstokiem do Boga. Stary kościół — to istne cmentarzysko! Iluż to niebo¬ 
szczyków złożono w jego kryptach na wieczny spoczynek: Stefan 
i Katarzyna Braniccy, niezliczona ilość dworzan „Wersalu Pod¬ 
laskiego", doradców i współtowarzyszy bojowych hetmana. Oprócz 
starego kościoła Białystok posiada piękną, gotycką farę pod we¬ 
zwaniem Najświętszej Marji Panny i budujący się obecnie żelazo- 14 » 121 <
		

/Magazyn_172_08_0122.djvu

			PUSZCZE POLSKIE betonowy, współczesny kościół ku czci Matki Boskiej, królowej 
Korony Polskiej, o wieży, która będzie miała 81 m i o wnętrzu, 
mieszczącem 8000 ludzi. Kościół ten ze wzgórza góruje nad miastem. Po Branickich pozostał w Białymstoku piętrowy dom teatru 
hetmańskiego, gdzie imć pan wojewoda Mokronowski, tajny mał¬ 
żonek „pani krakowskiej" urządzał „asamble" masońskie, tak 
bardzo modne w epoce Stanisława Augusta, brata „pani na Białym¬ 
stoku". Teatr ten posiadał kurtynę — arcydzieło szkockiego ma¬ 
larza Sylwestra Mirysa, sprowadzonego do Białegostoku z Rzymu 
przez księcia Jabłonowskiego. Urzędnicy rosyjscy pocięli tę kur¬ 
tynę i sprzedali ją do Anglji. W tym samym czasie zbudowano 
tu synagogę, przeznaczoną wyłącznie dla mężczyzn; istniała też 
inna, której wzniesieniu dopomogła wciąż ta sama jaśnieoświecona 
Izabella z książąt Poniatowskich hetmanowa Braniclca. Po tej budo¬ 
wli nic jednak nie przechowało się, więc liczna, a bogata tutejsza 
ludność żydowska w r. 1914 wzniosła nową wspaniałą synagogę w 
stylu mieszanym o motywach wschodnich i gotyckich. Dumą Białegostoku stał się wspaniały pałac Branickich. Z pew- 
nemi zmianami przetrwał on do naszych czasów i powoli powraca 
do dawnego wyglądu. Z monografji prof. H. Mościckiego wiemy, 
iż plan pałacu odpowiadał najcudniejszym wzorom francusko- 
saskiego budownictwa, w którem lubował się hetman, długie lata 
spędziwszy zagranicą. Koniec budowy przypada na pierwszą po¬ 
łowę wieku XVIII-go, a z chwilą tą rozpoczyna się „złoty wiek" W pałacowym parku
		

/Magazyn_172_08_0123.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA Białegostoku. Całość gmachu zbudowano w kształcie podkowy; 
boczne pawilony tworzyły jego skrzydła. Dwupiętrowy blok cen¬ 
tralny posiadał czterokolumnowy portyk, podtrzymujący balkon. 
Przed głównym dojazdem ciągnęły się dwa obszerne dziedzińce 
z bramą, strzeżoną przez posągi Herkulesa. Na dachu pałacu, kry¬ 
tego w większej części miedzianą blachą, wznosiła się olbrzymia 
statua Atlasa, podtrzymującego glob ziemski. Architektoniczne 
dekoracje wewnętrzne wykonane były w najczystszym, pysznym stylu 
Ludwika XV-go, ściany 
komnat zdobiły bardzo 
cenne obrazy Bacciare- 
lego, boazerje i arty¬ 
styczne stiuki i tylko w 
prawem skrzydle część 
sal miała charakter epo. 
ki Stanisława Augusta 
(kaplica i apartamenty 
królewskie). Pokoje — 
złoty, chiński i szklany 
z akwarjum pod posa¬ 
dzką mieściły się w tym 
obszernym pałacu. Pra¬ 
wdziwą jednak ozdobą 
j ego był rozległy i pięk¬ 
nie utrzymany park. Miał on dwie kondy¬ 
gnacje— górną i dolną; 
pierwsza przypominała 
niektóre części Wersalu lub St. Cloud; druga — Klatka schodowa pałacu ogrody angielskie. Pię- kna balustrada rzeźbiona w szarym kamieniu, altanki, fontanny, 
pawilony rozrzucone były po całym terenie. Artystyczne posągi, 
pomniki, sztuczne wodospady i stawy zdobiły park hetmański. 
W oranżerjach dojrzewały pomarańcze, cytryny, figi, daktyle, ana¬ 
nasy i brzoskwinie. W pobliżu rezydencji ciągnął się na wielkiej 
przestrzeni zwierzyniec, z bażantarnią i stawami, gdzie hodowano 
pstrągi i karpie. W tym to pałacu w głowie jego właściciela — 
wielkiego hetmana koronnego rodziły się dumne myśli i ambitne 
plany aż do próby sięgnięcia po koronę polską, co wytworzyło na 14* » 123 «
		

/Magazyn_172_08_0124.djvu

			PUSZCZE POLSKIE KRÓLEWSKA PUSZCZA zawsze atmosferę nieufności i 
niechęci pomiędzy potężnym 
panem na Białymstoku, a kró¬ 
lem Stanisławem Augustem. Branicki do swej pięknej re¬ 
zydencji wprowadził trzy mał¬ 
żonki: zmarłą wcześnie Kata¬ 
rzynę Radziwiłłównę, córkę 
kanclerza litewskiego; Bar¬ 
barę Szembekównę — rozwie¬ 
dzioną z Sewerynem Rzewu¬ 
skim, która nie utrzymała 
jednak przy sobie magnata i 
wojownika i zmuszona była 
do ponownego rozwodu; wre¬ 
szcie w wieku już podesz¬ 
łym, bo pod sześćdziesiątką, Branicki wstąpił w związek 
małżeński z 18-letnią Izabellą 
Poniatowską, rodzoną siostrą 
przyszłego króla. Małżeństwo 
to miało cele polityczne i nie 
mogło być uważane za szczę¬ 
śliwe, chociaż o tem wiedziały 
tylko ozdobne mury, meble 
i zwierciadła „Wersalu Pod¬ 
laskiego". Zewnętrznie wszy¬ 
stko szło jaknajlepiej, tak, że 
pewien madrygalista francu¬ 
ski, maitre Pigeonnet, nazwał 
to stadło „ideałem dwu ko¬ 
chających się serc". Monsieur Pigeonnet był jednak w wielkim błę¬ 
dzie. Już sam wiek hetmana nie sprzyjał harmonji rodzinnej, to¬ 
też choć serduszko pięknej, pełnej porywów Izabelli, nawykłej do 
błyskotliwego życia na dworze ojca — kasztelana Stanisława Po¬ 
niatowskiego, a później — na zamku królewskim w Warszawie, 
biło gorąco i w murach rezydencji białostockiej, lecz... nie dla 
podstarzałego już małżonka. Snuł się tam ktoś inny — doradca 
i ulubieniec hetmański, imć pan Andrzej Mokronoski, późniejszy 
starosta ciechanowski i generał. W stolicy nawet ówczesne damy dworskie zatrzymywały na 
nim przychylne i ciekawe 
spojrzenia. Bo też słynął pan 
Andrzej z prawdziwie roman¬ 
tycznej przygody. Wykradł 
on niegdyś piękną Włoszkę, 
hrabiankę Castelli, i, ożeniw¬ 
szy się z nią, rozwiódł się na¬ 
tychmiast. Na tego to pana 
Andrzeja zwróciła uwagę Iza¬ 
bella Branicka, a przyjaźń z 
nim, nie budząc podejrzliwo¬ 
ści hetmana przeszła rychło 
w miłość tak trwałą, iż po 
śmierci małżonka „pani Kra¬ 
kowska“ potajemnie poślu¬ 
biła starostę. Wtedy dopiero 
madrygał Pigeonneta mógł 
był znaleźć zastosowanie... Nietylko jednak różnica w 
leciech nie sprzyjała spokoj¬ 
nym płomieniom białostockie¬ 
go ogniska domowego ostat¬ 
niej latorośli Gryfitów Bra- 
nickich. Istniały inne też, z 
krewkiego temperamentu het. 
mana płynące powody. Ten 
wódz, człowiek wojny, ocho¬ 
czy był do bujnych hulanek 
rycerskich i przygód uciesz- 
nych, nie szukając dla nich 
bynajmniej partnerów tytułowanych i „mocno herbowych.“ Zresztą 
wogóle Jan Klemens Branicki nie nadawał się na statecznego mał¬ 
żonka. Był to rycerz, czujący się najlepiej na siodle, z buławą w 
ręku, z szablą w garści, szalejący w ogniu bitewnym. W owej dobie 
wpływów francuskich i saskich odcinał się na ich tle, jako olbrzymi 
anachronizm i tylko wrodzony takt i mądrość polityka pozwalały 
mu nie uzewnętrzniać prawdziwego stosunku swego do rodzonej 
siostry „pana Stanisława“, jak z przekąsem nazywał krzywo nań pa¬ 
trzącego króla. Ów „pan Stanisław" wywoływał również niesnaski Pałac Branickich,... ...,.Wersal Podlaski“ D 124 « » 125 « !
		

/Magazyn_172_08_0125.djvu

			PUSZCZE POLSKIE rodzinne. Kochająca swego królewskiego brata Iza¬ 
bella protestowała przeciwko tak wyraźnemu poniże¬ 
niu majestatu i żądała naprawy stosunków pomiędzy 
szwagrami. Hetman jednak uparł się i nie kwapił 
z zaproszeniem króla do swego „Wersalu“. Stanisław 
August ze swej strony dawał do zrozumienia, że wo¬ 
lałby gościć siostrę na swoim dworze, niż zjeżdżać 
do Białegostoku. Pozatem można się doszukiwać 
innych jeszcze przyczyn rozluźnienia dobrych sto¬ 
sunków pomiędzy państwem Branickimi na Białym¬ stoku, przyczyn 
o charakterze po¬ 
litycznym, w któ¬ 
rym ścierały 
się różni¬ 
ce zasa¬ 
dnicze Z parku: Diana poglą¬ 
dów sa¬ 
modzielnie i uczciwie my¬ 
ślącego hetmana, a jego 
małżonki, powtarzają¬ 
cej, jak echo, za¬ 
słyszane na dwo¬ 
rze warszawskim 
plany naprawy lo¬ 
su Rzeczypospoli¬ 
tej . Mój Boże! Na¬ 
wet wnętrze,, Wer¬ 
salu Podlaskiego“ 
przemawia za tern. W apartamentach Herkules z Hydrą,... hetmana w prawem skrzydle pa¬ 
łacu biła w oczy głowa Czar¬ 
nieckiego z marmuru białe¬ 
go, u pani zaś Izabelli, w 
pokoju,.paradnym", olejny 
portret Pawła, następcy tro¬ 
nu carów... W rezydencji 
hetmańskiej, mimo wszyst¬ 
ko, wspaniałe i huczne od¬ 
bywały się festyny, bale 
i różne zabawy, bo, jak 
stwierdza Anna Poto¬ 
cka, hrabia wydawał 
ogromne sumy,,na ba¬ 
le i przyjemności wszel¬ 
kiego rodzaju". — Nie¬ 
znany poeta-dworak 
tak opisał wystawną 
fetę wŚ więtaBożego 
Narodzenia w biało¬ 
stockim 
pałacu: ,Nowy serwis został dany: Królewieckie marcepany, 
Apelcyny z Carogrodu, daktyle z szacha ogrodu, 
Piramidy z cukru lane i bożki z ciasta udane.“ A z pasztetu — „któżby się spodziewał, że w nim 
żyw karzeł spoczywał ? “ — wyszedł ten karzełek 
i, grając na skrzy pęczkach, kolendował pięknie. Po śmierci hetmana Białystok wraz z przy- 
ległościami przeszedł do Potockich. Miasto jednak » 126 « ... ...w sieni: Jeniec
		

/Magazyn_172_08_0126.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA pozostało w rękach pani Izabelli, nie Branickiej już, lecz wojewo¬ 
dziny Andrzej owej Mokronoskiej. Aczkolwiek ślub jej z panem sta¬ 
rostą odbył się w tajemnicy, aby „pani Krakowska“ korzystać mo¬ gła nadal ze swe 
go dożywocia, — 
była to jednak ta¬ 
jemnica Poliszy¬ 
nela. Wdowa po 
hetmanie rozpo¬ 
częła nowe życie i 
nowy tryb jego 
wprowadziła —w 
Wersalu. W War¬ 
szawie, odgrywa¬ 
jąc wielką rolę na 
dworze króla i — 
w kołach masońs¬ 
kich, — gdzie rej 
wodził rzutki i za¬ 
gadkowy Mokro- 
noski, w Białym¬ 
stoku łożyła duże 
sumy na szkolni- 
Andrzej Mokronoski. ctwo, szpitale — 
rozbudowę i kul¬ 
turę swego mia¬ 
sta. Wersal nie 
stracił nic na po¬ 
pularności, kto 
wie — może zy¬ 
skał nawet! Król 
Jegomość bywał 
tu teraz częstym 
bardzo gościem. 
Odwiedził także 
„panią Krakow¬ 
ską“ cesarz Jó¬ 
zef II pod na¬ 
zwiskiem hrabie¬ 
go Falckensteina 
— a honory domu 
czynił wtedy wo¬ 
jewoda, generał 
Przez kilka dni bawił tu wielki książę Paweł Jan Klemens Branicki ... z małżonką; królewski wygnaniec Ludwik XVIII, podróżujący pod ... . i . i _ _ l I • Kroła przybranem nazwiskiem hr 
de Lille, był również goś¬ 
ciem Izabelli Branic¬ 
kiej. Dziedziczka by 
ła świadkiem tragi¬ 
cznych dla niej 
samej — i dla 
całej Pol 
ski nie¬ 
szczęść, 
gdy to 
w pała¬ 
cu bia łostockim żegnała swego brata 
króla w drodze na wygnanie 
jego do Grodna, i wtedy, 
gdy, po upadku niepo¬ 
dległości ojczyzny, 
jej Białystok stał 
się częścią za¬ 
boru pru¬ 
skiego. 
Izabela 
zmarła 
w 1809 ...i armatura na jego grobowcu w kościele białostockim _ otoczona miłością i powszechnym szacunkiem, gdyż, jak zaznacza 
w swych pamiętnikach Potocka, „była skromna i prosta w swych » 127 «
		

/Magazyn_172_08_0127.djvu

			PUSZCZE POLSKIE upodobaniach, wielka i szlachetna w 
uczynkach, odznaczała się dostojną 
dumą, nabożnością, stałością chara¬ 
kteru, gospodarnością i energją, sta¬ 
nowiąc najbardziej dodatni typ pol¬ 
skiej matrony". Z tem godzą się też 
i inne wspomnienia, jakie pozostawiła 
po sobie „pani Krakowska", pani na 
„Wersalu Podlaskim". Przez długie, 
najlepsze, młode lata nie zaznała spo¬ 
kojnego szczęścia; zgasła jednak uko¬ 
jona i pogodzona z życiem. A jej sie¬ 
dziba przechodziła różne koleje, zmie¬ 
niała się, brzydła i zniekształcała. Odrodzona Polska, osadziwszy w niej Niewypowiedziana nędza 
wojewodę, rok po roku doprowadza dawny „Wersal" kresowy do pierwotnego stanu, a gdy przybysz, 
pomny jego hucznej świetności i utajonego dramatu, zwiedza wspa¬ 
niały pałac Gryfitów Branickich, czuje obecność rozkochanych w nim 
cieni Jana Klemensa i Izabelli. Czuwają oni nad swem dziełem i cieszą 
się, że ojczyzna wyzwolona wyzwala ich „Wersal" spod naleciałości 
obcych, wrogich i brzydkich. — Hetmani „Pani Krakowska", włoda¬ 
rząc w swym „Wersalu 
Podlaskim", wznieśli dla 
siebie, a szczególnie dla go¬ 
ści, przybywających tu z 
całej Rzeczypospolitej, let¬ 
nią rezydencję w Chorosz- 
czu — małem, ale boga- 
tem miasteczku, znanem 
już za panowania Zyg¬ 
munta Starego. Gospoda¬ 
rowali tu oo. dominikanie, 
kierując szkołą kanoni¬ 
czną o takim poziomie, że 
wychowankom jej przy¬ 
znano prawo do studjów 
w Akademji Krakowskiej. 
Wszystko, co zbudowali 
uczeni dominikanie, spło- ... zaułków białostockiego ghetta
		

/Magazyn_172_08_0128.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA nęło doszczętnie, a i samo miasteczko odbudowywało się razporaz. 
Dopiero na początku w. XVIII-go klęski ogniowe ustały, a w czter¬ 
dzieści lat potem Braniccy obrali to miasteczko za swoją letnią 
rezydencję. Przeszłość przekazała nam tylko ruiny pałacu hetmań¬ 
skiego, chociaż pozbawiony dachu szkielet budowli pozwala dopa¬ 
trzeć się w niej ścisłej niemal kopji głównej elewacji pałacu biało¬ 
stockiego. Stare, cieniste lipy otaczają rezydencję wielkopańską, 
tak barwnie przez J. J. Kraszewskiego opisaną w „Grzechach het¬ 
mańskich". Od tarasu parkowego ciągnie się wśród wysokich drzew 
kanał, który miał upływ przez Choroszczenkę do Narwi. Malow¬ 
nicze mostki łączą jego brzegi, gdzie na św. Jana tłumnie bywało i hu¬ 
cznie — niedarmo bowiem pisał nieznany wierszokleta madrygalista: 
A co prócz jadła użycia Każdy wie jak jest zamożna, Było tam jeszcze do picia, Sławna po świecie piwnica Tego i wyliczać próżna! Naszego pana dziedzica! Setki, tysiące przeróżnych typów przewijało się tu, intrygowało, 
frymarczyło, podszeptywało i plotkowało. Fruwał tu swobodnie 
Amor lekkomyślny, wypuszczając słodkie groty w serca elegantów 
z dworu Stanisława Augusta i zalotnych dam rokoko, wciśniętych w 
sztywne gorsety francuskie. Obrabiali tu interesiki, na własną prowa¬ 
dzone rękę, „konsyljarze" hetmana — Beck, Starzeński, Matuszewicz, 
Węgierski i tajemniczy Mokronoski, przyszły małżonek „Pani Kra¬ 
kowskiej“. Choroszczańską posiadłość Branickich nabył w r. 1846 Wiosenne rozlewy Narwi 15
		

/Magazyn_172_08_0129.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Alfred Moes i założył dużą fabrykę sukna i koców. Wielka wojna 
światowa zniszczyła ten ośrodek przemysłowy i obecnie w ogrom¬ 
nych halach fabrycznych powstał największy w Polsce szpital dla 
psychicznie i nerwowo chorych; pracują oni przy drogach, meljo- 
racji, w ogrodach, sadach i warsztatach, a w parku, gdzie wspa¬ 
niała Izabella zamieniała miłosne spojrzenia z przystojnym Mokro- 
noskim, w cieniu lip, siedzą teraz smutni ludzie, w których miota 
się dusza lub umiera powoli i beznadziejnie. — Stary kościół, ufundo¬ 
wany przez biskupa Paca w r. 1707 nabrał, z biegiem czasu, mod- W cieniu drzew tulą, się chaty nych naleciałości barokowych; zdobią go piękne obrazy św. Róży, 
Michała Archanioła, świętych Dominika i Antoniego. Znajdują się 
tu relikwje św. Kandyda w trumience srebrnej, oszklonej, gdzie 
widać ręce w białych, pożółkłych rękawiczkach. Zachowany od doby 
założenia obraz Bogurodzicy posiada cechy bizantyńskie; chrzciel¬ 
nica, ornaty podominikańskie, ofiarowane przez Barbarę Branicką 
i inne zabytki z XVI—XVIII-go są niezmiernie interesujące. Do 
kościoła przytyka skromny budynek klasztoru oo. dominikanów, 
gdzie na murze krużganku jakiś domorosły „Rembrandt" wyma- » 130 «
		

/Magazyn_172_08_0130.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA Uśmiech pracy... lował obraz św. Jana i obok portret Bra- 
nickiego. W okolicy wznosi się okryta kar¬ 
łowatą poroślą dębową Babia Góra; daw¬ 
niej był tu święty gaj i ołtarz Swentowita, 
wielka zaś wojna pozostawiła tu groby po¬ 
ległych żołnierzy niemieckich. Burze dzie¬ 
jowe wstrząsały zawsze Choroszczem — 
odbijały się na niem wszystkie powstania, 
wojna światowa i wkońcu wojna z bolsze¬ 
wikami. Gorące, miłujące ojczyznę serce 
wielkiego hetmana pozostawiło tu widać 
na ojczystym zagonie niemilknące echa. Minęły romantyczne czasy potentatów 
dawnej Rzeczypospolitej... a Białystok 
stał się jednem z licznych miast Rzeczy¬ 
pospolitej nowej — miastem ważnem, bo przemysłowem i przedsiębior- 
czem, przyciągającem ku sobie drobny przemysł, chałupnictwo 
i surowiec z całego województwa. Przemysł w wielkim stylu za¬ 
początkował tu po upadku powstania listopadowego Łyszczyński, 
zakładając fabrykę włókienniczą. Przykład jego pociągał innych 
Polaków i Niemców, którzy podążyli za Narew, w Supraślu i Białym¬ 
stoku rozpoczynając działalność fabryczną i budując zakłady włó¬ 
kiennicze, fabryki maszyn, narzędzi rolniczych, żelaza, przetworów 
drzewnych i garbarnie. W Rosji cieszyły się dużym popytem tanie 
sukna, koce, „baszłyki" i obuwie białostockie, a towary te 
utorowały sobie drogę na rynki bałkański, japoński, chiński 
i północnoafrykański. Fabryki białostockie znacznie po od¬ 
zyskaniu niepodległości zmodernizowane, przedstawiające 
w pewnych działach produkcji tekstylnej ostatnie słowo 
techniki, zdobywają dla swoich wyrobów rynki na zie¬ 
miach dawnego zaboru niemieckiego i austrjackiego, 
a niektórzy fabrykanci założyli swoje filje w Jugo- 
sławji i Rumunji. Korzystając z taniej pracy wpraw¬ 
nych i zdolnych chałupników, przemysł miejscowy 
utrwalił się ze swemi wyrobami, jak koce i tanie 
korty, — w Anglji, Irlandji, Afryce Południowej 
Indjach i Chinach. Mało tego. Nad Nigrem na¬ 
wet, w Bamako, w ośrodku Sudanu Francuskie¬ 
go, znaleść można towary białostockie, które 
nieznane mi drogami—aż tu przywędrowały. odpoczynku 131 « 16*
		

/Magazyn_172_08_0131.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Białystok — pełen ruchu. Interesy i interesiki. Handel i handelek. 
Ulice i place roją się od wozów wieśniaczych, eleganckich aut i za¬ 
kurzonych, zabłoconych samochodów ciężarowych — na jezdniach; 
na chodnikach — tłumy ludzi, jakgdyby ustawicznie mknących w 
pośpiechu. Życie i wymogi naszej epoki wycisnęły na wszystkiem 
swoje piętno. A jednak... A jednak, gdy potok ludzi pędzi kolo dawnej siedziby hetmańskiej, 
wydać się może, iż zwalnia swój bieg. Być może, że podświadomie 
wyczuwa obecność wielkich cieniów włodarzy i słyszy ich spokojne, 
rozważne głosy: — Wolniej, wolniej, waszmościowie, nie w cwał, nie w cwał! » 132 «
		

/Magazyn_172_08_0132.djvu

			Niemen pod Zelwianami ROZDZIAŁ DRUGI NA OBSZARZE PUSZCZY BŁUDOWSKIEJ 
I SWISŁOCKIEJ Na południowych krańcach puszczy kny¬ 
szyńskiej za dawnych jeszcze czasów po¬ 
wstały miasteczka Supraśl i Zabłudów. Różne 
przyczyny złożyły się na to. W w. XVI pu¬ 
szcza była tu jeszcze zgoła nietknięta. Sądzić 
o tem możemy chociażby z tego, że osadzeni 
przez wojewodę Aleksandra Chodkiewicza oo. 
bazyljanie w Gródku tylko w tej części pusz¬ 
czy znaleźli nareszcie daremnie poszukiwaną 
gdzieindziej ciszę. Puścili oni z prądem Su¬ 
praśli tratewkę z krzyżem, a ta przybiła do 
brzegu pomiędzy ujściem Grabówki i Bere- Kapliczka w Krasnej 1 » 133 «
		

/Magazyn_172_08_0133.djvu

			PUSZCZE POLSKIE zówki, w miejscu teraźniejszego Supraśla. Z pomocą Chodkiewicza 
i metropolity Sołtana zakonnicy zbudowali w r. 1500 klasztor, któ¬ 
remu sądzone było odegrać wielką rolę kulturalną i sławę swoją 
roznieść po świecie. Mnisi szerzyli oświatę śród miejscowej lud¬ 
ności i wszelką dawali jej pomoc. Klasztor słynął z surowej reguły 
i bogobojnego życia pustelniczego. W wieku XVII-ym metropolita 
Kiszka założył tu drukarnię i papiernię. Zakonnicy rozpoczęli druk 
różnych książek — duchownych i świeckich — w językach cer- 
lciewno-słowiańskim, łacińskim i polskim. Stąd właśnie wyszła cał¬ 
kowita biblja słowiańska i „rękopis supraślski", czyli żywoty świę¬ 
tych. Klasztor i jego cerkiew przechowały się doskonale. Rzucają Nad Narwią w Puszczy Świsłockiej się tu w oczy piękne, misternej roboty gdańskiego snycerza i złotnika 
Modzelewskiego rzeźbione, barokowe „carskie wrota", ikonostasy, 
niezliczone obrazy, a między niemi jeden — cudowny Bogurodzicy 
supraślskiej, zdumiewająco dobrze zachowane freski na ścianach, 
filarach i sklepieniach, przypominające sztukę Południowych Słowian, 
stalle, kazalnica, chór i górny kościół rokoko o sklepieniach we¬ 
wnętrznych — w stylu maurytańskim, gotyckim i bizantyńskim 
i wreszcie portrety fundatorów. Niedaleko od klasztoru, w którym » 134 «
		

/Magazyn_172_08_0134.djvu

			KRÓLEWSKA PUSZCZA siostry zgromadzenia Matki Boskiej Miłosiernej urządzają dom po- 
prawczo-wychowawczy dla dziewcząt, mieszczą się katakumby z pro¬ 
chami archimandrytów, mnichów i hojnych opiekunów klasztoru, 
który wraz ze świątynią swoją w pewnych okresach odgrywał rolę 
twierdzy, o czem świadczą strzelnice w wieżach i grubość murów. Klasztor po powstaniu został odebrany unitom i oddany prawo¬ 
sławnemu klerowi, lecz obecnie należy do kościoła rzymsko-kato¬ 
lickiego. Do dawnych murów Bazyljańskich przytyka pałac z piękną 
kapliczką z rzeźbą i herbem Chodkiewicza, bibljoteką pełną starych 
druków supraślskich i innych „białych kruków", miłośnie groma- Na wododziale Narwi i Jasioldy dzonych przez właściciela. Piękny widok rozpościera się z okien 
pałacu, który przeżył wiele wypadków smutnych i wspaniałych, 
a widział całą galerję wielkich ludzi. Supraśl posiada piękne te¬ 
reny narciarskie, letniskowe, sport wodny i malownicze okolice, 
które nie pozwalają nawet domyślić się, że tuż pracuje fabryka 
sukna i inne zakłady, z przemysłem włókienniczym związane, a 
także tartaki, przerabiające drzewo z otaczającej miasto puszczy. 
Drzewo to oraz zboże z urodzajnej gleby supraślskiej oddawna 
już dostarczano drogą wodną aż do Gdańska, zamieniając je na » 135 «
		

/Magazyn_172_08_0135.djvu

			Cerkiew pobazyljańska w Supraślu
		

/Magazyn_172_08_0136.djvu

			NA OBSZARZE PUSZCZY BŁUDOWSKIEJ I SWISŁOCKIEJ wyroby metalowe i meble. Rzemieślnicy gdańscy „markowali“ 
swe wyroby dla Supraśla kłosem, co było znakiem handlu zamien¬ 
nego na zboże. Kościół katolicki zbudowano tu w r. 1861, ale po¬ 
święcono go dopiero w 7 lat później, ponieważ władze rosyjskie, 
zamierzając uczynić z Supraśla ośrodek rusyfikacji i prawosławia, 
zezwolenia nie dawały. W wieku XVI-ym mnisi znaleźli tu ciszę i samotnię dla ducha, 
pełnego niepojętej tęsknoty, smutku i troski o świat grzeszny. Teraz 
ryczą tu syreny fabryczne, huczą maszyny, jazgoczą wrzeciona, 
gwiżdżą piły parowe, rozlegają się głosy letników i sportowców, 
a jednak... wszystkie te dźwięki wchłania cisza, napływająca od 
klasztoru Bazyljanów, gdzie z fresków ścian i filarów patrzą wielkie, 
pałające wewnętrznem skupieniem i jakgdyby myślą kosmiczną oczy 
nieznanych świętych i anachoretów bogobojnych. Cienie ich panują 
tu i żądają ciszy. I cisza zwycięża... a nawet idzie za wędrowcem 
i towarzyszy mu wraz z niezapomnianemi kształtami, blaskami i bar¬ 
wami przedziwnej cerkwi-warowni i jej bogatego wnętrza. Pozo¬ 
stają na zawsze w pamięci pj^szna architektura ikonostasu, wspania¬ 
ła barokowa plecionka „królewskich wrót", wiodących w „Święte 
Świętych — ku wielkiemu ołtarzowi i... przenikliwe spojrzenia 
malowanych świątków, strojnych w świetlistą obręcz aureoli. Pomiędzy rzeką Płoską, a jej lewym, górnym dopływem leżała 
niegdyś puszcza Błudowska, na południowym zaś jej skraju po¬ 
wstało w w. XV-ym miasteczko, nazwane Zabłudowem, którem za¬ 
opiekował się gorąco Aleksander Chodkiewicz, a po nim Radziwiłło¬ 
wie, którzy założyli tu zbór kalwiński, szkołę przy nim, a podczas 
wojen szwedzkich — obóz warowny. Miasteczko to odwiedzili w swoim 
czasie królewicz Władysław IV, jak też i król szwedzki, Karol XII. Położenie Zabłudowa trafnie określał jakiś dawny pamiętnikarz, 
zapisawszy: „Fizyonomja okolicy nie jest szczególna, po większej 
części błotna i żadnych nie ma uprzyjemnień.“ W w. XVII-ym Bogusław Radziwiłł, książę na Birżach, Dubiń- 
kach, Słucku itd. w nadaniu mieszczanom miasta ziemi na wieczną 
własność opisuje „dom miejskiej ratuszy, gontami kryty, na wierzchu 
dwie wieżyczki, na jednej orzeł w mitrze złocistej, na drugiej jeleń 
— herb miasta Zabłudowskiego“. W tym samym czasie powstały 
tu cechy garncarski, krawiecki, kowalski i inne. Na nowym cmen¬ 
tarzu znajduje się kaplica św. Rocha; w jej jasnem, radosnem 
wnętrzu, o oknach gotyckich, poza obrazem artystycznej roboty, 
zwraca uwagę portret fundatora, a był nim mieszczanin zabłu- 16 » 137 «
		

/Magazyn_172_08_0137.djvu

			PUSZCZE POLSKIE dowski, rotmistrz huzarów rosyjskich, Kazimierz Ostaszewski w 
r. 1850. Druga kapliczka św. Magdaleny stoi na starym zupełnie 
zarośniętym cmentarzu. Wzniósł ją również ten sam nabożny huzar. 
Kapliczka ta kłoni się ku upadkowi. Tylko proboszcz zagląda do 
niej w dzień Zaduszny lub turyści, ale nikt więcej, bo otaczające 
ją miasto umarłych samo już umarło. Radziwiłłowie, odznaczający się bezgraniczną tolerancją wy¬ 
znaniową, protegowali w Zabłudowie kolejno katolików, arjanów 
i reformatów, oni też zezwolili na wzniesienie bóżnicy żydowskiej 
w r. 1635. Nie posiada ona swoistego stylu epoki, lecz jest dziwną 
mieszaniną różnych motywów architektonicznych, a ostatecznie 
popsuto ją, dobudowując obszerniejsze pomieszczenie dla kobiet. 
Główna, najstarsza część budynku wykonana została z modrzewia 
z domieszką dębu i sosny. Ściany okryte wersetami z Pisma Świę¬ 
tego i modlitwami. W środku na bardzo kształtnych kolumnach 
wznosi się ,,bima‘‘, ambona o trzech, pokrytych złotem kopułach. 
Zabytki i skarby synagogi stanowią: srebrna, kuta taca w stylu 
odrodzenia włoskiego, starożytne makaty, szaty, srebrna korona, 
księgi rytualne i stary, zmurszały już ,,Oren Keidosz" — ołtarz 
z Dekalogiem, okryty „nieznanem“ pismem, przypominaj ącem 
koptyjskie. Patrząc na ten dziwny gmach zzewnątrz, mimowoli 
odnosi się wrażenie chińszczyzny. Powyginane dachy, niezliczo¬ 
ne galerje, ganeczki, balustrady, rzeźbione belki i przypadkowo, 
bez planu przylepione dobudówki. Nad miastem panuje kościół 
św. Piotra i Pawła, ostatecznie wykończony w r. 1840 przez Do- 
minikową z Mniszchów Radziwiłłową, w późniejszem małżeństwie 
hr. Demblińską, która też zamówiła u Kolberga w Berlinie obraz 
do wielkiego ołtarza. Budowniczy miał za zadanie odtworzyć w 
minjaturze słynną katedrę wileńską, chociaż projekt pierwotny 
zeszpeciły dwie wieże. Pod naciskiem władz rosyjskich wprowa¬ 
dzono w kościele zabłudowskim nabożeństwo w języku rosyjskim 
i cerkiewno-słowiańskim; długo trwała o to walka, aż w r. 1870 
śmiałe i mądre wystąpienie ks. dziekana Bernikiewicza odniosło 
skutek i nabożeństwa odprawiane były po łacinie. Czemś sędzi- 
wem, jakgdyby wonią starych ksiąg i pergaminów, lub suchą pleśnią 
krypt podziemnych tchnie Zabłudów, ale jednocześnie czemś bardzo 
swojskiem i dostojnem, mocnem i trwałem, jak te belki synagogi 
modrzewiowej, jak te nieznane już groby na starym cmentarzu, na 
który ziemia dawnej puszczy Błudowskiej ostatnim, zda się, wysiłkiem 
rzuciła gąszcz krzaków i traw wysokich, smutnie szeleszczących. » 138 «
		

/Magazyn_172_08_0138.djvu

			NA OBSZARZE PUSZCZY BŁUDOWSKIEJ I ŚWISŁOCKIEJ Nad rzeką Swisłoczą, w obliczu nachmurzonej puszczy, dobiega¬ 
jącej brzegu Narwi, spoza której wyciąga ku niej swe siostrzane 
ramiona-konary puszcza Białowieska — w drugiej połowie wieku 
XVIII-go nie było nic godnego uwagi. Leżały tam rozległe, bez¬ 
graniczne niemal dobra Tyszkiewiczów. Dziedzic ich nie miał nawet Ikonostas cerkwi w Supraślu wystawnego pałacu, o co tak ubiegała się ówczesna można szlachta. — Zaś tam! — mawiał często do sąsiadów. — Na wsi i w Warsza¬ 
wie głośno, iżem aż tak bogaty, że w podłej mieścić się mogę chałupie. I „mieścił się“ istotnie w takiej właśnie chałupie pan na Świ- 
słoczy, —jak się lubił tytułować. Zato dobre wystawił budynki dla 16* » 139 «
		

/Magazyn_172_08_0139.djvu

			PUSZCZE POLSKIE administracji, służby, gajowych i strzelców i również dobre — dla 
„pieczeniarzy", bo hufiec ich cały żywił i „opatrunkiem obdarzał" 
dziedzic świsłocki. Gospodarzył tęgo i sprytnie, aczkolwiek z domu 
swego nie ruszał się bodaj wcale, toteż zatył się tak straszliwie, 
że nawet Trembecki na jego widok „spocił się i zmiękł". Od czasu 
do czasu jechał karocą do Hłuska i Lichosielców, aby stamtąd udać 
się do klasztoru Bazyljanów, których popierał i wzbogacał, żądając, 
aby oświecali ludność okoliczną. Raz tylko wybrał się „pan na Swi- 
słoczy" do Warszawy na zaproszenie Czartoryskich i tam rozkochał się na całe życie w siostrze 
ks. Józefa Poniatowskie¬ 
go. Rozmiłował się — iw 
związek małżeński z nią 
wstąpił, marząc o szczꜬ 
ciu w swej włości pusz¬ 
czańskiej . Lecz nic nie wy¬ 
nikło z marzeń Tyszkiewi¬ 
cza, choć Bazyljanie oso¬ 
bne nabożeństwa nawet na 
intencję młodej pary usta¬ 
lili. Dama z dworu Stani¬ 
sława Augusta, najpraw¬ 
dziwsza dama rokoka, ży¬ 
jąca z dnia na dzień, jak 
barwny motyl, przeraziła 
się widokiem „hłuszy" i 
„des environnements ru- 
des" świsłockich. Po kilku 
tygodniach pobytu wyfru¬ 
nęła z gniazdka i powróci- 
ła„pod Blachę", na„asam- 
ble" Zamku i „amusemen- 
ta" łazienkowskie. Na pożegnanie bąknęła od niechcenia, ot tak, 
aby tylko coś powiedzieć, że w Świsłoczy „nie masz miejsca, aby 
umieścić herby Leliwa i Ciołek" i przyjąć godnie „persony zna¬ 
komite", jak to zwykła czynić ciocia — „pani krakowska" — het¬ 
manowa Branicka, w swym „Wersalu" białostockim. Ha! Słowo 
upragnionej kobiety posiada wielką moc... Odczuł to na sobie 
„pan na Świsłoczy" i co tchu zabrał się do roboty. Pełnemi gar¬ 
ściami wyrzucał rulony dukatów, sporo lasu Żydom na wyręby Malowidła pokrywają... t> 140 «
		

/Magazyn_172_08_0140.djvu

			...ściany cerkwi w Supraślu — zewsząd patrzą.... sprzedał, aż puszcza hen, poza Zarzeczany, Bezwodniki i Hłuszki 
cofnęła się ku rzece Kołonnie i Narwi. Podobno z samym Lonisem 
o plany długo się targował dziedzic świsłocki. Historycy nie wy¬ 
kryli jeszcze prawdziwego budowniczego, który dawny pałac tysz- 
kiewiczowski w oddali od folwarku świsłockiego wzniósł i ozdobił, 
ale pałac — i to piękny, ponoć, pałac stanął, a stęskniony „pan 
na Świsłoczy" popędził do Warszawy po nadobną małżonkę, która 
tymczasem usilnie zabiegała o zaszczyt bywania na zebraniach 
loży wolnomularskiej, gdzie działy się rzeczy tajemnicze, bardzo 
dziwne, bardzo lekkomyślne i, jak szeptano sobie na ucho, — nie- 
cnotliwe. Rozbawiona pani, którą zachwycał się Dillon, musiała 
więc odbyć nową pielgrzymkę do ustronia świsłockiego. Przybyła, 
obejrzała pałac i, marszcząc ironicznie ukarminowane usteczka 
z aksamitną muszką w prawym ich kąciku, zauważyła, że brakuje 
jeszcze parku, któryby miał aleje strzyżone, piaskiem posypane, sa¬ 
dzawki i altany dla dumań słodkich i melancholijnych. Świegotała 
potem długo o Łazienkach i Łowiczu, o Paryżu i Dreźnie, rzucając ...sztywne, surowe bizantyńskie postacie świętych,...
		

/Magazyn_172_08_0141.djvu

			PUSZCZE POLSKIE nieznacznie myśli, potrzebne ,,pour 
embellir ce chateau forestier". Na- 
szczebiotawszy się dosyta — powróciła 
niebawem do swojej Warszawy. Małżonek znowu „dusie" w obieg 
puścił i nowych z żydami targów do¬ 
bijał. Z puszczy park stworzył, roz¬ 
planował, ostrzygł stare graby, wiązy 
i świerki, sadzawkę wykopał i kamie¬ 
niem pięknie obramował, altan trzy 
wybudował, a nawet na rozstajach 
ścieżek „posągi nagie ku zgrozie i po¬ 
strachowi prostactwa wystawił“. W lecie Tyszkiewieżowa przyfru¬ 
nęła na skrzydłach miłości a za nią — 
cała procesja. Kawalerowie i damy, 
włóczykije i łuszczybochenki rodzime i cudzoziemskie, madrygaliści, 
śpiewacy i nawet wielki czarodziej — Cagliostro, co to twierdził, że 
żyje już tysiąc lat, zawdzięczając to potędze swego cudownego 
„panaceum". Nierad był temu najazdowi Tyszkiewicz, lecz zalotna 
i przymilna pani udobruchała go rychło i ugłaskała. Przez jedno 
lato coś cztery tysiące bezmała gości przewinęło się przez nowy 
pałac, a wraz z bocianami, z wyraju odlatującemi, odleciała też 
i dama rokoko na czele rozbawionej hałastry. Któryś z cudzoziem¬ 
skich gości napomknął dziedzicowi, że pałac ujdzie od biedy, lecz 
cała osada sprawia „djablo smętne wrażenie". Zawinął się więc Tyszkiewicz i ze świsłockiego folwar¬ 
ku jął tworzyć „bardzo przyjemne 
miejsce". Murować zaczął nowe do¬ 
my, obelisk ze złotą kulą u szczytu 
postawił i trzy bramy — przyciężkie, 
masywne i brzydkie, aby każdy trakt 
przez nie prowadził. Lecz niewiado¬ 
mo, czy tak ozdobioną Świsłocz ujrza¬ 
ła kiedyś pani Tyszkiewiczowa, gdyż 
małżonek jej zmarł wkrótce, a dobra 
swoje bratu — jenerałowi Tadeuszowi 
zapisał z nakazem, aby gimnazjum 
obszerne zbudował, czego sam już 
— choć pragnął — uczynić nie zdążył. ...misterna rama rokokowa,... » 142 « ...ewangelistów otacza...
		

/Magazyn_172_08_0143.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Dama rokoko mimowoli i bez czynnego udziału własnych wy¬ 
pieszczonych rączek zbudowała wytworne miasteczko. Stoją na 
dawnych miejscach obelisk i wszystkie trzy bramy, tylko pałac 
— niefortunne gniazdko rodzinne „pana na Świsłoczy“ zmiotły 
bez śladu burze dziejowe, a w parku, który tam i sam przechowuje 
jeszcze ślady owych alei strzyżonych, mieści się ochronka dla dzieci. 
Piękny, smutny, zapuszczony park, ożywiony gwarem dziatwy coś 
tam szemrze starczym szeptem. — Jenerał Tadeusz Tyszkiewicz 
wykonał wolę brata. Zbudowane przezeń gimnazjum nietylko ob¬ 
szernym jest, ale pięknym i szlachetnym w linji gmachem. Na tle ciemnych drzew stuletnich 
majaczy on, niby pogo¬ 
dzone z życiem i losem wi¬ 
dmo przeszłości — biały, 
zdobny w kształtną kolum¬ 
nadę, zaciszny i poważny. 
W tej uczelni pobierali nau¬ 
ki Leon Zienkiewicz, Józef 
Paszkowski, Wiktor Helt- 
man, Józef Kowalewski i 
Józef Ignacy Kraszewski. Naprzeciwko gmachu gi¬ 
mnazjum stoi bardzo oka¬ 
zały pomnik Traugutta. 
Dyktator powstania stycz¬ 
niowego uczęszczał do gi¬ 
mnazjum świsłockiego, a 
przystąpiwszy do powsta¬ 
nia, skierował osobną ode¬ 
zwę do wychowanków tej 
uczelni, która dała wielu 
bojowników dla walki o 
zmartwychwstanie Polski. 
W Świsłoczy żyją legendy. Najwięcej jednak bają one o gorącej, 
wiernej miłości pana tych włości do krewniaczki królewskiej — 
Poniatowskiej, damy z feerycznej, a jakżeż tragicznej epoki Sta¬ 
nisława Augusta, wytwornej figurynki w stylu rokoko, bezwiednej 
i mimowolnej fundatorki miasteczka, wyrosłego w puszczy. Dookoła Świsłoczy dziś już niema puszczy, co była dalszym ciągiem 
zaniemeńskiej, złączonej z Białowieską, a która otaczała to miasto * Kościół w Hnieznie, gotyk z w. XIV » 144 «
		

/Magazyn_172_08_0144.djvu

			ze wszystkich stron. Te¬ 
raz leżą tam grunta orne 
i łąki, gdzieniegdzie zaś 
nieduże bagna, z rokiem 
każdym zanikające. Do¬ 
piero za wsią Hłuszki 
przetrwał szmat dawnej 
puszczy — bór, przecho¬ 
dzący na moczarowatym 
brzegu Kołonny w czar- 
nolesie. Należał on on- 
Drezuniana cerkiewka w Mścibowie giś, jak też wsie Hłuszki, Jatwiesk i Jakuszówka 
do usilnie przez Tyszkiewiczów popieranego klasztoru oo. bazylja- 
nów, pochodzących z Supraślskiego bractwa. Klasztor i nadane mu 
przez hojnych opiekunów wioski ukrywały się w lesie. Siedziba zakon¬ 
ników znikła jednak. Na miejscu, gdzie stała niegdyś, zbudowano 
cerkiew prawosławną wśród resztek murów i zwalisk zabudowań, 
należących do oświeconych i pracowitych braci. Ponure o tym 
lesie krążą tu podania. Ludzie starzy, wskazując na czarną ścianę 
lasu J atwieskiego, tchnącego wspomnieniem o wypartych stąd za 
Leszka Czarnego Jadźwingach, opowiadają o okrucieństwach Moskali 
w r. 1863, wieszających na sosnach schwytanych powstańców pol¬ 
skich. Są to jednak dzieje nowe; o starszych zaś inna tu powstała 
legenda. Głosi ona, że niejaki Cisz z synem, wychowankiem szkoły 
bazyljańskiej, znę¬ 
kali mnichów pro¬ 
cesami i samowolą 
i zmusili ich do po¬ 
rzucenia klasztoru i 
posiadłości. Zakon¬ 
nicy wyruszyli pie¬ 
szo, niosąc obrazy, 
krzyże i sprzęt ry¬ 
tualny, a zatrzyma¬ 
wszy się na skraju 
lasu, gdzie obecnie 
stoi kapliczka, od¬ 
prawili ostatnie na¬ 
bożeństwo i rzucili Granitowy kościół w Rohoźnicy z r. 1927
		

/Magazyn_172_08_0145.djvu

			PUSZCZE POLSKIE klątwę na rodzinę swego 
gnębiciela. Legenda twier¬ 
dzi, że wszyscy Ciszowie 
poginęli marną śmiercią 
lub zrujnowani na mieniu 
i duchu rozproszyli się po 
świecie. Bądźcobądź obie 
opowieści, związane z la¬ 
sem, przezwanym „Wie- 
szownik", wywołują ponu¬ 
re wrażenie, zupełnie od¬ 
powiadające jego mroczne¬ 
mu, niemiłemu wyglądowi. Na wschód od Świsłoczy 
za dawnych jeszcze czasów 
powstały liczne osiedla puszczańskie — Mścibów, Montowty, Wielkie 
Sioło, Skrebły, Hniezno, które poczęści broniły handlowego traktu 
poprzez puszczę, częściowo rozrosły się wokół karczem i stacyj pocz¬ 
towych, gdzie zmieniano konie i gdzie strażowały oddziałki zbrojne, 
wystawiane przez leśników lub właścicieli prywatnych. W Hnieźnie 
pozostał bardzo stary kościółek gotycki, zapewne obronny niegdyś. 
Przez pagórkowatą miejscowość, pociętą polami, szosa dobiega do 
dużego i malowniczego miasta powiatowego, Wołkowyska, rozciągnię¬ 
tego na przestrzeni siedmiu kilometrów, nad rzeką Wołkowyją, w do¬ 
linie z trzech stron otoczonej pagórkami. Stara to osada, tak stara, 
że o jej początkach różne istnieją podania. Jedne twierdzą, że było 
to miejsce składowe dla towarów puszczańskich, wywożonych na 
Niemen w celu dalszego 
ich transportu, a nazwę 
swoją otrzymało od wy¬ 
cia wilków; drugie mó¬ 
wi o niejakim rycerzu 
Zabejce, który oczyścił 
puszczę koło rzeki Nie- 
tupy od bandy zuchwa¬ 
łych watażków Wołoka 
i Wiska, wyciąwszy ich 
ludzi, a samych hersz¬ 
tów powiesiwszy. — Na 
miejscu stracenia leżał Dworek w Wołkowysku
		

/Magazyn_172_08_0146.djvu

			NA OBSZARZE PUSZCZY BŁUDOWSKIEJ I SW1SŁOCKIEJ podobno kamień z jakiemiś znakami, ale Moskale zabrali go na fun¬ 
damenta pod cerkiew. Inne klechdy opowiadają, iż stała tu osada, 
a kolo jej „obłowy“, czyli granicy, — świątynia Śmigusa i druga — 
Nei nad brzegiem wykopanego stawu; w lesie zamkowym, w uro¬ 
czysku „Maksakowy Łuh" znaleziono podobno ślady stawu, wyko¬ 
panego przez kapłana pogańskiego — Malesa Pustę. Jakiś litewski 
„starszyna“ — Wygleejtes wzniósł zamek, co stał wpobliżu obecnej 
„Szwedzkiej Góry". Istniał też inny zamek na miejscu teraźniejszej 
Zabejkowszczyzny w lesie zamkowym, o kilka kilometrów odległym 
od Wołkowyska. Osada ta podlegała częstym klęskom, bo to i Ja- 
dźwingowie — nawiedzali ją ogniem i żelazem, i Tatarzy, sunąc 
doliną Niemna niszczyli ją, gdy należała jeszcze do książąt ruskich, 
i Litwini pod wodzą Erdziwiłła zdobywali ją i Mendog swarzył się 
o Wołkowysk z kniaziami ruskimi, aż go Witold umocnił. W historji polskiej miasto to odegrało znaczną rolę, bo stąd właśnie 
Jagiełło wyprawił poselstwo litewskie do Krakowa, by oznajmiło 
panom polskim, że Litwa odda się pod opiekę Krzyża Św., jeżeli 
Jadwiga jej władcy przyniesie w wianie koronę piastowską. Witold 
zbudował tu pierwszy kościół św. Mikołaja i osadził oo. francisz¬ 
kanów, aby się misjonarską zajęli pracą. W kilka lat potem zło¬ 
wrogi komtur krzyżacki, Ulryk von Jungingen, w pień wyciął miesz¬ 
kańców miasta, a je samo puścił z dymem. Od czasów wojen szwedz¬ 
kich za panowania Jana Kazimierza, Wołkowysk, gdzie się ścierały 
z sobą pułki piechoty szwedzkiej z wojskiem polsko-litewskiem i ze 
sprzymierzoną wonczas z nami hordą tatarską, pozostawiając na 
wieczne czasy okopy — górę Szwedzką — zaczyna podupadać, tem- 
bardziej, że wojna z Moskwą r. 1662, a potem bitwy Napoleona 
z Rosjanami w 1812 razporaz zmiatały miasto z powierzchni ziemi. 
Po r. 1918, zawdzięczając kolei, miasto się rozrosło, wzbogaciło 
nowemi gmachami i przedmieściami, jak naprzykład, kolejowe 
miasto-ogród, co dziwnie wygląda obok starych barokowych ka¬ 
mienic żydowskich, dworków polskich z końca w. XVIII i wyrosłych 
tu po powstaniu 1863 r. domów rosyjskich w stylu moskiewsko- 
teremowym. Wspaniale góruje nad miastem biały, murowany ko¬ 
ściół w centrum Wołkowyska; razi natomiast drewniana cerkiew 
prawosławna, otoczona cienistym skwerem — przed nią stoi skromny 
pomnik poległych na wojnie r. 1920. Ludność tu jest wprawdzie 
żydowsko-białorusko-rosyjska — ale żywioł polski wzrasta szybko. Na południe od Wołkowyska za miasteczkiem Porozowem, gdzie 
iródliska Rosi, pozostał spory obszar dawnej puszczy. Jakiej? Za- » 147 «
		

/Magazyn_172_08_0147.djvu

			PUSZCZE POLSKIE pewne należała ona do Różańskiej — pierwszej z kompleksu pole¬ 
skiego, z jeziorem Wygonowskiem w samym niemal środku. Od tych 
lasów Porozowsko-Łyskowskich odbiegają resztki nieistniejących już 
puszcz Mioduchowskiej, i Dreczańskiej które, niby mosty, łączyły 
je z puszczami Różańską i Świsłocko-Białowieską. Piękne to bory! 
Na piaskach wyrosły, bo hojnie nawarstwił je lodowiec, którego 
ślady widoczne są na każdym kroku: tu — zwaliska kamienne, niby 
kości szkieletu moreny dennej, tam — głazy narzutowe lub pagórki 
piasków mocno zleżałych. W wielu miejscach siekiery wieśniacze 
przetrzebiły bór niemiłosiernie. A gdzie się potworzyły szerokie 
halizny, tam młódź sosnową i liściastą gnębi już i głuszy jałowiec, 
potężnie tu rozwielmożniony. Koło wiosek tkwią kapliczki z drew- 
njanemi malowanemi, figurkami Chrystusa frasobliwego. Koło wsi 
Nowy Dwór lasy sosnowe dobiegają do nieznacznego pozornie ze¬ 
skoku gruntu i urywają się nagle. Bory znikają i widnieje tylko zbity 
gąszcz liściastych drzew, ponad które zrzadka strzelają wysokie, 
cienkie, często pochyłe sosny, nie mogące znaleźć oparcia dla swych 
korzeni, zatruwanych wodą kwaśną. Gęste trzciny kryją tam mo¬ 
kradła niewysychające, przechodzące dalej w ogromne trzęsawisko. Na tej błotnistej nizinie, gdzie unoszą się nad czorotami stadka 
kaczek, ni to zakłopotanych, ni to wylękłych, a na niewidzialnych 
kępach jęczą kuliki i wrzeszczą czajki, drwiąc sobie może z lisa, 
łasicy i człowieka, — poczyna się Jasiołda. Tu przebiega granica 
Polesia i za nią to rozparły się te hała i biele, co na południu zni¬ 
kają za widnokręgiem. Są to błota Wielki Uhoł i Białe, albo Dzi¬ 
kie, a nad pierwszem z nich wznoszą się dumnie, niby złote ko¬ 
lumny, majestatyczne sosny na wysolciem, piasczystem uroczysku 
Kornedź. Ostatni to Mohikanie w szańcu nad bagnami... W borze 
dymią smolarnie, terpęntyniarnie — echa dawnych „bud". Nazwa 
majątku — Prochownia przypomina o tern, że fabrykowano tu 
w w. XVII-ym prochy, a Rudnia i Huta — o istniejącym prze¬ 
myśle metalurgicznym, obsługującym ludzi wojny. Ale to dawne 
czasy... Nikt już o tem nie pamięta, ani po wsiach, ani w mia¬ 
steczku Łysków, co to należało niegdyś do rycerskich rodów Kłocz- 
ków, Bychowców i Dziekońskich, broniących tej ziemi i krzewią¬ 
cych na niej kulturę polską. Pozostały w okolicy fundamenty i pod¬ 
ziemne przejścia w Horodysku, gdzie stało zamczysko Kłoczkow- 
skie, ale zarosły już one . krzakami i wiszem. W miasteczku prze¬ 
trwał liczne burze kościół z cudowną Bogarodzicą, z lochami, ta- 
jemnemi przejściami w murach i staremi ornatami w zakrystji. »1 148 «<
		

/Magazyn_172_08_0148.djvu

			NA OBSZARZE PUSZCZY BŁUDOWSKIEJ I ŚWISŁOCKIEJ ,,Bitna“ zdobi wnętrze... Koło kościoła pod rozłoży- 
stemi i krępemi lipami 
zwraca uwagę murowana 
,,naruba" poleska, chatka 
niziutka, niby staruszka 
wiekowa w kabłąk zgięta. 
To grób „poety serca“, je¬ 
dnego z triady najznako¬ 
mitszych pieśniarzy doby 
Stanisławowskiej — Fran¬ 
ciszka Karpińskiego, au¬ 
tora „Zabawek wierszem 
i prozą“ i pięknych pieśni 
nabożnych „Bóg się ro¬ 
dzi", „Kiedy ranne wstają zorze“ i „Wszystkie nasze dzienne sprawy“, takich bliskich sercu 
polskiemu. Na grobowcu widnieje napis pełen rezygnacji smutnej 
i jakgdyby nie dającej ukojenia: — Otóż mój dom ubogi . . . Lżej się oddycha i odlatują gdzieś myśli posępne, gdy spoza 
dawnej stolicy Tyszkiewicza — Swisłoczy — dobiegać zacznie po¬ 
ważny pogwar leśny i powiewy żywiczne. Znaczna część puszczy, 
skonfiskowanej niegdyś przez rząd carski, powróciła teraz do po¬ 
tomków generała Tadeusza Tyszkiewicza. Strzeliste sosny witają ich 
radosnym poszumem, cieszą się świerki i drzewa liściaste. Wielką 
mnogość drzew wszelakich i różne krajobrazy posiada puszcza 
Świsłocka. Na suchych grzędach, wrzosowiskami okrytych, tkwią 
sosny niebotyczne, mocarne, niby hufce zwarte i niezwalczone; na 
gruntach, gdzie woda trzyma się blisko powierzchni ziemi, — zwy¬ 
cięża świerk, na wilgotnych gruntach — drzewa 
liściaste — dęby, graby, lipy, jesiony, wiązy 
i klony gaworzą z wiatrem, a tam, gdzie już 
torfy pokładać się zaczęły — cie¬ 
mne brzozy, karłowate sosenki, 
biedne jakieś i rozczochrane, 
a przedewszystkiem olchy, 
haszcze krzaków bezliku, 
trzciny, turzyce, trawy o- 
stre i twarde, niby z bla¬ 
chy wycięte... — poleski 
„oles" — ostępy ciemne i 17 ...bożnicy w Zabłudowie
		

/Magazyn_172_08_0149.djvu

			PUSZCZE POLSKIE knieja, gdzie gajowi naliczyli osiemnaście lęgów rysich... Strachy 
i tajemnice kryją się w mroku puszczy, na bajorzyskach i w po¬ 
tokach czarnych, gdzie, niby gady przedpotopowe, leżą skamieniałe 
piony, gdzie wywroty i burzołom piętrzy zasieki, przez które jedynie 
łasica chyba prześlizgnie się, aby zdybać cietrzewia lub jarząbka. Kil¬ 
ka dróg przecina puszczę, a wszystkie — różne, chociaż pełne piękna 
i uroku. Wybiegają one na bagnisty brzeg Narwi, leniwej tu i sennej. 
Za nią, za pasmem mokrych łąk — majestatyczna i potężna woła 
ku sobie przeogromna puszcza Białowieska — nasępiona, zda się, 
i zadumana nad losami siostrzyc zielono-szatnych, szepcących do 
niej podmuchem wiatru znad Hańczy i Niemna, od Łani, Słu- 
czy, Cny i Jasiołdy, znad Bugu i Wilji i zewsząd, zewsząd, gdzie 
teraz w męce walczą o swój byt bory, lasy, gaje i młódź zielo¬ 
na, spróchniałych korzeni praojców czepiająca się rozpaczliwie. Brama Tyszkiewicza w Świsłoczy » 150 «
		

/Magazyn_172_08_0150.djvu

			W żubrzem królestwie CZĘŚĆ CZWARTA PUSZCZA BIAŁOWIESKA ROZDZIAŁ PIERWSZY PUSZCZA MATKA T yzenhaus Na granicy zlewisk morza Czarnego i Bałtyku, 
niby zaczarowany kasztel warowny stoi naj¬ 
starsza, najbardziej pierwotna, zwarta w sobie 
puszcza Białowieska, — tętniące serce wszyst¬ 
kich lasów, które powstały w tej części lądu 
w dobie, gdy wycofał się stąd lodowiec, pozo¬ 
stawiając warstwy gliny, piachów i zwaliska 
mniejszych i większych głazów, przywleczonych 
tu niegdyś z północy. W ciemnej głębi pusz¬ 
czańskiej, w topieliskach, „Wielkiego Nikoru“, »> 151 « 17*
		

/Magazyn_172_08_0151.djvu

			PUSZCZE POLSKIE co obecnie już poza rubie¬ 
żą tej kniei pozostał, bierze 
początek Jasiołda, aby, po> 
łączywszy się z Prypecią, 
odbyć daleką drogę i ko¬ 
rytem Dniepru wpaść w 
objęcia morza Czarnego. 
W uroczysku „Orłowo Bło¬ 
to", na wschodniej krawę¬ 
dzi puszczy, biją spod zie¬ 
mi źródła Narwi, wpobliżu 
w bagnach rodzi się Na¬ 
rewka, dzieląca puszczę na 
dwie niemal równe części, 
na południozachodzie zaś 
przepływa rzeczka Leśna, 
wpadająca do Bugu. Wody 
tych rzek, przyjmujących 
do swego koryta liczne 
drobniejsze potoki, wyle¬ 
wają się do Bałtyku, na¬ 
leżąc do dorzecza Wisły. Pierwszym dziej opisem, 
wspominającym o puszczy 
Białowieskiej był Długosz. 
Prawdopodobnie już w po¬ 
łowie w XV-go słynął w 
tych borach i lasach zbu¬ 
dowany przez Giedymina, 
Kiejstuta czy innego księ¬ 
cia litewskiego, zamek o 
białej wieży. Z jakiegoś 
niewiadomego powodu lu¬ 
dność puszczańska zapo- 
Bór czysty mnieć jej snadź nie mo¬ gła, skoro całej puszczy 
nazwę tę nadała. Starożytni pisarze mówili o tej puszczy — że stoi 
w miejscu „od ostrości powietrza — smutnem i z powodu sprośnych 
bagnisk i okropnych lasów, z powodu dziwów, które w swem łonie 
przechowywało, — dzikiem, gdzie ptactwo, dziki zwierz i człowiek. » 152 o
		

/Magazyn_172_08_0152.djvu

			PUSZCZA MATKA do istot ziemskich niepo¬ 
dobny, przemieszkiwał." W uroczysku „Zamczys¬ 
ko“ osiem dni spędzili na 
łowach Jagiełło z Witol¬ 
dem przed rozprawą z Za¬ 
konem, by zaopatrzyć lud 
swój bitewny w mięso tu¬ 
rów, żubrów i łosi; w in- 
nem — Stefan Batory, na 
górze swego imienia, miał 
obóz łowiecki; czynili to 
władcy w swych posiadłoś¬ 
ciach, bo puszcza Biało¬ 
wieska wszak „królewsz- 
czyzną" była, wraz ze złą- 
czonemi z nią ogromnemi 
puszczami Świsłocką, La- 
dzką i Szereszewską. Na lekko pagórkowatej 
równinie, obfitującej wlicz, 
ne bagna torfowe, gdzie 
mają swe źródła rzeczki 
puszczańskie — obie Leś¬ 
ne, Narewka, Perewołoka, Lutownia, Orłówka, Ru¬ 
dawka i inne wznosi się 
najznaczniejszy „szczyt“ — Kozia Góra, wysokości 
202 m nad poziomem mo¬ 
rza, a więc tylko o 30 m 
ponad równiną puszczy. W samym środku puszczy 
z biegiem czasu wytrze¬ 
biono 2000 hektarów lasu. Las liściasty Leży tam Białowieska Po¬ 
lana, a na niej — Białowieża z pałacem, kasynem, schroniskiem 
dla turystów i zabudowaniami administracyjnemi, a za Narewką 
Podolany i Zastawa. Mniejsze polany wypalili w dawnych czasach 
i wykarczowali dla siebie Mazurzy, zakładając osady Pogorzelce, » 153 «
		

/Magazyn_172_08_0153.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Teremiski i Budy. Na 
terenie puszczy na bia¬ 
łych marglach wapien¬ 
nych ulokowały się war< 
stwy materjału lodow¬ 
cowego, a więc pokłady 
piasków, żwirów, glin, 
rudy darniowej oraz za¬ 
wleczonych przez lód 
głazów narzutowych i 
szczątków moreny den¬ 
nej. Po linji środkowej 
poprzez puszczę od za¬ 
chodu ku wschodowi, 
tuż pod próchnicą i dar¬ 
niną przechodzi pas u- 
tworów kredowych a na 
nich wybujał lasgrabo- 
wo-dębowy, z przewagą 
grabów, lubiących gle¬ 
by wapienne. Inne też 
liściaste drzewa tworzą 
ten las, wspierający ko¬ 
rzenie na kredowych 
złogach: lipy, klony, jesiony, wiązy, brzozy 
i osiki. Tworzą one dwa lub trzy piętra lasów liściastych, ale w naj- 
wyższem, nad zielonem morzem górują już świerki, z 38-metrowej wy¬ 
sokości panując nad ciżbą liściastą, gwarliwą, ukrywającą w podszycie 
swoim gąszcz leszczyn, suchodrzewu, trzmieliny, jarzębiny, wil¬ 
czego łyka i kaliny — czerwonemi jagodami, niby kroplami krwi, 
skropionej. Przez słodką i żyzną próchnicę przedzierają się na 
świat Boży zioła przeróżne i trawy — paprocie, marzanki wonne, 
miodunki, zawilce barwne, lędźwiany wiosenne, ale nietylko z szarej 
i żółtej ziemi wyrasta ten drobiazg roślinny, bo nawet na pniach 
i na gałęziach grabów osiedlają się tu mchy i liszaje, a z łap świer¬ 
kowych zwisają długie na trzy metry siwe porosty brodate. (J. Mikla¬ 
szewski). Takie są te „grudy“ lub „grondy“, jak przezwali te lasy 
grabowe, dębowe i lipowe Mazurzy, od wieków tu gospodarzący. 
Od tego pasma wygląd puszczy zmienia się w kierunku północnym Dąb olbrzym » 154 «
		

/Magazyn_172_08_0154.djvu

			PUSZCZA MATKA i południowym w zależności od składu gleby i dopływu wody pod¬ 
skórnej. Pojawiają się coraz obficiej i częściej mieszane liściastó- 
iglaste drzewostany, aż na ziemiach suchych i piasczystych po¬ 
zostaną jedynie bory sosnowe. W grudzie dębowym rozrastają 
się potężnie pojedyńcze okazy jesionów, wiązów, brzóz i osik, gdy 
tymczasem w grudzie grabowym tam i sam strzelają ku niebu ol¬ 
brzymie świerki, rozrzucając gałęzie koron ponad zielony namiot 
grabowy, a rzadziej — drobnolistne lipy, dęby, wiązy i klony, oto¬ 
czone zaroślami leszczyny, wyrastającej z runa, na które składa¬ 
ją się zawilec, marzanna wonna, gwiazdnica, jaskry... Bory sosnowe 
— „suche" i „świeże“ panują na piaskach, użyźnianych przez ma¬ 
cierzankę, białą szarotkę, wrzosy, borówki, paprocie, mchy i os- 
strzycę. Bory wilgotne i bagienne stoją na miejscach z nieprze- 
puszczającemi wody warstwami podglebia i w kotlinach, zarosłych 
trzęślicą, czernicami, Żórawiną, modrzewnicą, bagnem, wełnianką, 
trzcinami i mchami torfowemi. Zmienia się gleba i — zmienia się 
oblicze lasu: sosnowo- 
świerkowe bory, sosno- 
wo-dębowe na szczer¬ 
bach i glinach, gdzie 
wyrastają też brzozy, 
osiki, kruszyna, papro¬ 
cie, bodziszek i żubró- 
wka wonna; wpobliżu 
rzek i bagien widnieją 
lasy świerkowo - olszo¬ 
we, z pojedyńczemi osi¬ 
kami, ze świerkiem, kru< 
szyną i czarną porzecz¬ 
ką w podszyciu, a w ru¬ 
nie — wraz z paprocia¬ 
mi — skrzyp, borówka, 
mietliczka i pokrzywa. Na bardziej nizinnych 
terenach oparły się la¬ 
sy jesionowo-olszowe z 
domieszką świerka, rza¬ 
dziej — grabów i brzóz. W podszyciu panują tu 
świerki i leszczyna, a
		

/Magazyn_172_08_0155.djvu

			PUSZCZE POLSKIE w kobiercu naziemnym — 
fiołki błotne, niecierpki, 
storczyki plamiste, wierz- 
bówka i mietliczka. Jesio- 
n y zatrzymuj ą się przed tor¬ 
fowiskiem, które przenika¬ 
ją swemi korzeniami olchy ; 
czarne, a śród nich, jakby i 
ukradkiem, świerczki nikłe 
i brzozy koszlawe. Z wilgot¬ 
nych mchów wyziera trzci¬ 
na, żółty kosaciec, kaczeń¬ 
ce, ostrzyca, na wolnych 
zaś rozlewiskach — grążele 
rosną, grzybienie i rzęsa. Drzewa iglaste i liściaste 
dosięgają niezwykłego wy¬ 
miaru i wysokości strzały: 
świerki miewają piony o 
średnicy do 1,3 metra i 48 
metrów wysokości, sosny — > 
do 40 metrów; dęby, brzo- 
i zy i osiki — 36 metrów, 
jesiony — 38 m, graby — 22; 
lipy, klony i wiązy — aż 
do trzydziestu ! Przez pusz¬ 
czę Białowieską przebiega 
wschodnia granica rozpo¬ 
wszechnienia dębu bezszy- 
pułkowego, jodły i blusz¬ 
czu. Jodły rosną jeszcze 
wraz ż najrzadszą rośliną 
puszczy — zimoziołem pół¬ 
nocnym w nadleśnictwach 
Białolaskowskiem i ,,Kró- . 
lewski Most". Znikły nato- ! 
miast doszczętnie cisy, mo. j 
drzewie i buki, chociaż j 
w końcu ubiegłego wieku | 
istniały one w uroczysku ' Bór bagno — królestwo głuszców
		

/Magazyn_172_08_0156.djvu

			PUSZCZA MATKAi Nieznanowo, gdzie ludzie puszczańscy wyrąbali cisowe gaje na le¬ 
karstwo od wścieklizny, modrzewie na budulec, buki zaś na opał. Zmieniła się jednak puszcza od czasu łowów Batorowych. PrzyT 
czyniła się do tego praca ludzka nad zdobyciem roli i „wyzioru" 
na świat. Porobiła ona bez liku klinów, zatok i wrębów od zewnątrz 
puszczy, a i wewnątrz wytrzebiła rozległe szmaty, gdzie teraz stoją 
wsie Cichowola, Tuszemla i Masiewo, polana zaś Białowieska również 
spory kawał starej kniei pochłonęła. Spadła na puszczę klęska, 
jak piorun z jasnego nieba. Tyle wieków ochraniali ją miłośnie kró¬ 
lowie polscy, a po nich nawet carowie rosyjscy, aż rozszalała tam 
wojna. Wybuchy pocisków, pożary, poręby dzikie i zbrodnicze, a po¬ 
tem na posuszu, wywrotach, śniegołomie, nieuprzątniętych odpadach 
—mnożyć się zaczął straszliwy szkodnik — kornik i tępił długo 
i bezkarnie świerkowe lasy puszczańskie. Uczeni nasi przerwali 
niszczący najazd owadów i uratowali puszczę, a gdy skończyli z tem, 
Rząd wydzielił w puszczy 6 088 hektarów na rezerwaty leśne, a w 
tej liczbie 4 640 hektarów na Park Narodowy. W tym celu wybrano 
teren, gdzie nie gospodarowali najeźdźcy z nad Szprewy, Odry 
i Elby. Pomiędzy Polaną Białowieską, drogą Browską, a Narewką 
i jej dopływem ii woźną powstał Park Narodowy. Wybrano to 
miejsce dlatego, że przechowały się tu wszystkie najważniejsze 
gatunki drzew, krzaków i innych rośiin, właściwych samej puszczy, 
jak też różne warunki topograficzne. Ten odcinek puszczy żyję 
własnem życiem i człowiek ani kierowany wiedzą swoją, ani pod¬ 
żegany chciwością nie przejawia tu swej woli. Uczony leśnik i przy¬ 
rodnik mają tu zato dla swego użytku żywe muzeum, pierwotną 
naturę i wszystkie jej przejawy twórczej i niszczącej przyrody. Starosta mścibogowski, Grzegorz Wołłowicz, z rozkazu króla j 
Zvgmunta Augusta w swym rejestrze z r. 1559 umieścił 38 puszcz, 
lecz w „ordynacji", również jego układu, mamy wiadomości tylko 
o siedmiu; inne częściowo znikły już zapewne z powierzchni ziemi, lub 
przyłączone zostały do większych pod zmienionemi nazwami. W każ¬ 
dym jednak razie już w połowie w. XVI-go królowie, ekonomowie 
ich i leśniczowie nie mogli nie spostrzec szybkiego zaniku puszcz. Puszcze królewskie miały za główne zadanie zadośćuczynienie 
łowieckim zamiłowaniom osób panujących i stąd właśnie wynikał 
plan urządzenia puszcz. Pomyśleli o tem przed ostatnim Jagiel¬ 
lonem, Zygmunt Stary, a szczególnie — królowa Bona gospo¬ 
darna, zapobiegliwa i dbała o dochody z darowanych jej włości. 
Źe się troszczyła o to, dowodzi tego staranne ustalenie granic ostę- 18 » 157 «
		

/Magazyn_172_08_0157.djvu

			PUSZCZE POLSKIE pów, należących do niej w puszczy Knyszyńskiej. Zygmunt August, 
łowiec wielki i zapalony, dbał o puszczę Białowieską, pamiętając, za 
przykładem matki, jak wielkie szkody powstały spowodu osiedlenia 
przez Kazimierza Wielkiego kolonistów puszczańskich, dla których 
król ten w r. 1347 wydał prawo, zwalniające ich na sześć lat od dzie¬ 
sięciny, a na dwanaście — od wszelkich innych danin. Od tego czasu 
przez lat siedemdziesiąt osadnicy trzebili puszczę, kto, ile i jak 
chciał. Władysław Jagiełło dolał oliwy do ognia, postanawiając 
w r. 1423, iż „kmiotek, któryby w puszczy chciał osiąść, nie prędzej 
z miejsca swego oddalić się może, dopóki obrana przez niego część 
lasu nie będzie „wykrudowana". Otóż ten obowiązek „wykrudowa- 
nia“ stał się zachętą do straszliwego, zbrodniczego wprost niszczenia 
lasu i wtedy to powstały owe przeręby, oddzielające puszcze Po¬ 
jezierza od Knyszyńskiej, a tę znów od Białowieskiej. Zarządzenia Zygmunta Augusta dotyczyły, jak zwykle w owe 
' czasy, wyłącznie ochrony zwierzostanu, co pośrednio zabezpieczało 
również i same puszcze od wytrzebienia. Troszczył się więc król o 
mądre rozmieszczenie „straż“, o ścisłe określnie obowiązków, praw 
i przywilejów stróżów leśnych, myśliwców, osoczników i strzelców, 
o ograniczenie „wchodów“ do puszcz dla osób prywatnych, usta¬ 
lenie miejsc i wymiarów „morłoków" czynszowych, sianożęć i za¬ 
ścianków. Zarządzenie to powtórzył później Władysław IV, lecz 
gospodarka puszczańska na innych — niełownych terenach pro¬ 
wadzona była nader rabunkowym sposobem. Coraz częściej do¬ 
nosili leśniczowie, że zmniejszały się obszary „całe gończe", a roz¬ 
szerzały się „wygorzałe“. Dopiero wiek XVIII-ty położył częściowo 
kres niszczeniu puszcz, a w ich liczbie i Białowieskiej. Wielkie pod 
tym względem zasługi położył podskarbi nadworny litewski, Antoni 
Tyzenhauz, osobisty przyjaciel króla Stanisława Augusta. On to 
przejrzał niszczącą gospodarkę leśną i przeciwko niej wystąpił z 
całą energją, tern bardziej, że był przecież wielkorządcą królewskich 
„dóbr stołowych" na Litwie. W specjalnej szkole, założonej w 
Grodnie, wychował on i przygotował do poważnej pracy fachowej 
zdolnych mierniczych i leśniczych, którzy pomierzyli i podzielili 
puszczę na „straże" łowne i eksploatacyjne, zwracali uwagę na 
zalesienie wytrzebionych już części puszczy, podejmowali walkę 
ze szkodnikami, dbali o drzewostan i o zwierzęta, a szczególnie 
o żubry, prowadzili gospodarkę racjonalną, podług wzorów euro¬ 
pejskich, zakładali na polanach ogrody warzywne, osuszali pod¬ 
mokłe lasy, osadzali smolarzy i potażników, eksportowali drzewo » 158 (i
		

/Magazyn_172_08_0159.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Arnika i produkty drzewne zagranicę. Najbliższym 
pomocnikiem Tyzenhauza był znany lekarz 
i botanik Gilibert, założyciel pierwszego w 
Polsce ogrodu botanicznego. Wiele zbawien¬ 
nych zmian dokonałby pan podskarbi litew¬ 
ski, gdyby nie zawiść i złość ludzka, nie- 
znosząca zaufania, jakiem król obdarzał 
Tyzenhauza. Intrygi biskupa Kossakowskie¬ 
go, Chreptowicza i Rzewuskiego a nawet sa¬ 
mej „pani Krakowskiej“ — hetmanowej Bra- 
nickiej spowodowały upadek podskarbiego. 
Puszcza pozostała bez opiekuna aż carowie 
rosyjscy uczynili z niej swoje ulubione łowi¬ 
sko. Car Aleksander I wydał w r. 1820 de¬ kret o nietykalno¬ 
ści puszczy, a w r. 1889 stała się ona 
częścią cesarskich, 
dóbr prywatnych, 
otoczonych nieby¬ 
wale ścisłą i sta¬ 
ranną opieką. Tuż 
obok dawno istnie¬ 
jącego tu pałacyku 
myśliwskiego — w Rutewka nim dziś mieści się nią zmora zagłady doszczętnej. Przez trzy 
lata gospodarowali tu Niemcy, wyrąbując 
najdroższe drzewostany, niszcząc knieję i od¬ 
dając ją na łup szkodliwym owadom. Dopie¬ 
ro w r. 1920 Rząd Polski przystąpił do przy¬ 
wrócenia tej tak ważnej i cennej części kraju 
do stanu normalnego. Specjaliści z Dyrekcji 
Lasów Państwowych usiłują przeto połączyć 
w jedną całość cele eksploatacyjne z wy¬ 
siłkami hodowlanemi. Dlatego więc potrzebne 
były wyczerpujące studja leśne i opracowa¬ 
nie racjonalnego planu gospodarstwa. Prze- 
dewszystkiem rozpoczęto walkę z kornikiem, kasyno — carowie 
zbudowali duży pa¬ 
łac z dwiema wie¬ 
żami i otoczyli go 
wspaniale rozpla¬ 
nowanym parkiem. 
Rok 1915-ty, gdy 
na wschód runęły 
wojska niemieckie, 
był strasznym ro¬ 
kiem dla puszczy, 
gdyż zawisła nad » 160 « Melisa
		

/Magazyn_172_08_0160.djvu

			PUSZCZA MATKA wrogiem lasów świerkowych, oczyszczenia puszczy od leżaniny i po¬ 
suszu, zalesienie dawnych i świeżych wyrębów, tych istnych, ponu¬ 
rych cmentarzysk, co się rozparły na przestrzeni 46 000 hektarów, 
opracowano plan przejścia od użytkowania lasu pierwotnego do go¬ 
spodarki kulturalnej, polegającej w pierwszym okresie na wyrębie 
drzewostanów przestarzałych, ponieważ wykazują one slaby przyrost 
i dostarczają drewna o niewysokiej wartości technicznej. Należało usu¬ 
nąć je, aby dopomóc naturze w jej twórczej pracy nad odmłodzę niem i uzdro¬ 
wieniem pusz- 
czy,przeto na¬ 
leżało rozświe¬ 
tlić macierzy¬ 
sty okap, aby 
młódź mogła 
brać siły z ży¬ 
ciodajnej sło¬ 
necznej mocy. 
Część dostar¬ 
czonego przez 
puszczę mate- 
rjału drzewne¬ 
go przerabia¬ 
ją na miejscu 
fabryki i tar¬ 
taki pracowi¬ 
tej Hajnówki. 
Gęsta sieć ko¬ 
lejek wąsko¬ 
torowych uła¬ 
twia dostawę drzewa do ma- Matecznik tajemny gistrali; spła- 
wna Narewka 
uzupełnia ru¬ 
chliwą kolejkę 
w jej uciążli¬ 
wej służbie.Od 
r. 1929 z Bia¬ 
łowieży wy¬ 
chodzą kadry 
naszych leśni¬ 
ków z szkoły u- 
mieszczonej w 
pałacu myśli¬ 
wskim. Wyją¬ 
tkowo sprzy¬ 
jające warun¬ 
ki nauczania 
na terenie naj¬ 
bardziej w Eu¬ 
ropie cieka¬ 
wego leśnego 
kompleksu — 
gdzie wszyst¬ 
ko można po¬ kazać i zobaczyć, gwarantuje dostarczenie Polsce wysoko wykwa¬ 
lifikowanych leśniczych, praktycznych już niemal od ławy szkolnej. 
W tym samym pałacu umieszczono niezmiernie ciekawe i bogate, 
a ciągle się rozszerzające puszczańskie muzeum przyrodnicze. Najtrudniejsze jednak i najważniejsze zadanie leśników stanowi 
ich rola jako regulatorów i przyśpieszycieli procesów naturalnych, 
odbywających się w puszczy. W lesie pierwotnym odnowienie 
jego odbywa się w ciągu długich okresów, stopniowo, w zależności » 161 «
		

/Magazyn_172_08_0161.djvu

			PUSZCZE POLSKIE od tego, jak i kiedy obumierają drzewa stare, a na ich miejscu wy¬ 
rasta młode pokolenie. Leśnicy proces ten przyśpieszają, regulują, 
a nawet zmieniają jego kierunek, uskuteczniając śmierć staro- 
drzewia i narodziny drzew młodych cięciem i zalesieniem sztucznem. 
Przyśpieszają oni wzrastanie młodzi, stworzeniem najdogodniej¬ 
szych dla tego procesu warunków, jak naprzykład, przerzedzenie 
starszego lasu w celu wolnego dopływu energji słonecznej, odwod¬ 
nienia gleby wilgotnej i wytrzebienia innych drzew, krzaków i roślin 
zielnych, przeszkadzających samosiewowi lub głuszących młodą Leśnicy przy ognisku porośl. W pewnych wypadkach leśnicy mogą zmienić nawet sam 
charakter lasu mieszanego, faworyzując, naprzykład, sosny, w 
jakim celu odprowadzają z gleb piasczystych znajdującą się blisko 
od powierzchni ziemi wodę podskórną. Racjonalna gospodarka 
leśna w puszczy wymaga uporządkowania lasu pierwotnego, wpro¬ 
wadzając systematyczny układ klas wieku, zmuszając do odpo¬ 
wiedniego ugrupowania różnych gatunków drzew na terenie, co 
podnosi wartość techniczną i rynkową drewna, dając państwu 
możność ciągnięcia dochodów z olbrzymiego kapitału naturalnego. 
Administracja dokonała już zalesienia sztucznego na 43 500 hekta- D 162«
		

/Magazyn_172_08_0162.djvu

			lach i naturalnego, — czyli 
samosiewu — na 40 500 
hektarach. Wtym celu Pu¬ 
szcza posiada już dwana¬ 
ście wyłuszczarni gospo¬ 
darczych, dostarczających 
potrzebnej ilości nasion 
sosny i świerka. Zakłady 
przemysłowe, jak tartaki i 
fabryka suchej destylacji 
drzewa w Hajnówce, ist¬ 
niejące w puszczy, otrzy¬ 
mały zadanie przerobienia 
na cenne półfabrykaty i 
wyroby takich gatunków, 
jak dąb, grab, jesion, osi¬ 
ka i brzoza, które przed¬ 
tem w znacznej części uży¬ 
wane były wyłącznie ja¬ 
ko materjał opałowy. Toteż dziś, poza tarcicą sosnową i świerkową, 
mogą być wyrabiane posadzki, futryny, ramy, części tanich do¬ 
mów drewnianych oraz montaż drewniany dla narzędzi i maszyn 
rolniczych, skrzynie, słomka zapałczana, szpilki do obuwia, wełna 
drzewna, klepka, beczki i inne towary, które częściowo pojawiają 
się już na naszych rynkach. Taki plan w wysokim stopniu podnosi 
wartość puszczańskiego przemysłu leśnego i rozszerza horyzonty 
planu gospodarstwa leśnego w puszczy Białowieskiej. Marzył o tern 
w swoim czasie energiczny i pomysłowy podskarbi litewski, Antoni Tyzenhaus, chociaż los nie po¬ 
zwolił mu wykonać tego, co ogar¬ 
niał jego umysł lotny, i zgnębio¬ 
nego intrygami przeciwników, rzu¬ 
cił na pastwę bezsilnej rozpaczy. Ponieważ Park Narodowy nie 
zdołał zmieścić wszystkich charak¬ 
terystycznych cech i niezmiernie 
ciekawych osobliwości Puszczy, 
Dyrekcja lasów państwowych wy¬ 
dzieliła z masywu jej kilka mniej¬ 
szych rezerwatów dla ochrony Dawny dworek myśliwski w Białowieży » 163 «
		

/Magazyn_172_08_0163.djvu

			PUSZCZE POLSKIE krajobrazu puszczańskiego, pierwotnego boru pod Białym Laskiem, 
wysepki jodły na Nikorze i zimozioła — tej tak bardzo rzadkiej ro¬ 
śliny, wreszcie żubrów — w rezerwacie „Zwierzyniec“. Ale i poza 
rezerwatami administracja Puszczy otacza opieką rzadko spotykane 
drzewa i krzewy, historyczne, legendami ożywione pamiątki, jak 
mogiły, kurhany, ruiny, uroczyska, drogi, głazy a także i pojedyńcze 
okazy drzew, z dziejami Polski szczególnie związanych. Puszcza na¬ 
biera w ten sposób jeszcze większego znaczenia. Nie jest ona już tylko 
muzeum botanicznem i zoologicznem, nie jest tylko szkołą dla leśników, 
a źródłem umiłowania przyrody i piękna dla wszystkich — jest ona 
również dającem nam najżywsze wzruszenia muzeum historycznem, 
gdzie przemawiają do nas wielcy królowie i dzieje naszej Ojczyzny. W Puszczy Białowieskiej stoi podziśdzień obelisk na pamiątkę 
słynnego polowania Augusta III w r. 1752, gdy była dokonana 
straszliwa, ohydna rzeź w „Wielkiej Kletni“ nad puszczańską rzeką 
Jelarką. Zabito wtedy, jak wiadomo, 42 żubry i 13 łosi. Nie przy¬ 
sparza ów pomnik sławy łowiectwu polskiemu i raczej należałoby 
tam postawić popiersie Tyzenhauza, pierwszego prawdziwego mi¬ 
łośnika Puszczy, która pocieszała go swym dalekim łagodnym po¬ 
szumem, gdy opuszczony przez wszystkich umierał w samotności. U stóp mocarza » 164 «
		

/Magazyn_172_08_0164.djvu

			W sercu puszczy ROZDZIAŁ DRUGI PARK NARODOWY Rnieja. .. Zwarłaby się ona, za¬ 
pewne, jak zwiera się dżungla 
tropikalna w splocie lijan i pnączy, 
lub „tajga“ syberyjska —ten nie- 
przebrnięty labirynt krzaków, mło« 
dzi drzewnej, wywrotów, burzoło- 
mu i zwisających płacht i warko¬ 
czy porostów bladych i suchych. 
Tu jednak w kilku kierunkach roz¬ 
biegły się drogi i ścieżki leśne, Wjazd » 165 «
		

/Magazyn_172_08_0165.djvu

			Gąszcz i milczenie, życie i imi er i
		

/Magazyn_172_08_0166.djvu

			PARK NARODOWY uczęszczane przez turystów, wychowanków szkoły leśnej, uczo¬ 
nych badaczy, gajowych i — przez zwierzęta puszczańskie. Z gę¬ 
stego podszytu strzelają ku niebu gładkie strzały sosen, świerków, 
dębów, klonów i grabów o potężnych pierśnicach i koronach, roz¬ 
rzuconych w lazurowej wyżynie. Wydać się może, że drzewa te 
wytężają wszystkie siły żywotne, aby się wybić z mroku puszczy, 
spojrzeć w oblicze słońca i wtedy dopiero otworzyć ramiona jak- 
najszerzej, aby w uniesieniu radosnego wzlotu objąć świat cały 
— tak piękny i tak drogi! Wtedy gdy piony, niepowstrzymanie 
parte wzwyż silą gonną, dążą ku niebu, niczem już nie przesłonię¬ 
temu, — korzenie, niby węże mocarne drążą piachy i zwały glin, 
odwalają głazy i rozłogami swemi coraz to mocniej wżerają się, 
wczepiają w grunt, i ni to kotwice, ni to przyciesie podziemne wspie¬ 
rają olbrzymie piony, ciągnące się i prężące ku słońcu. Niby malarz 
gigantyczny rzucił plamy farb na okiem nieogarnięte płótno. Jarzą 
się one, mienią wszystkiemi barwami, o odcieniach tu przedziwnie 
jaskrawych, tam znów — ledwie dla oka uchwytnych! Ciemna 
zieleń grabów i dębów, jasna — klonów, i brzóz, czerwone ozdoby 
jarzębin, zwisające koralowe okiście kaliny, krwawe krople porzeczek 
leśnych i malin, czarne paciorki innych jagód dojrzałych i soczystych, 
a pomiędzy pionami i w matecznikach głuchych, moczarnych — 
granatowe i fioletowe cienie lub złote, promienne smugi słońca, prze¬ 
bijające się poprzez namipt koron, i w blasku ich — płonący, prze¬ 
bogaty kobierzec kwiecisty, szczególnie na wiosnę, zanim nowe 
zagony liściaste nie rzucą w głębię puszczy ciężkiej zasłony mroku, 
w którym mchy tylko, trawy i grzyby wyrastać i rozwijać się mogą. 
Niby złocone filary nieśmiertelnej, niezniszczalnej świątyni Jariły lub 
Świętoróha, połyskują potężne sosny, — smukłe, żywione sokami 
upadłych już ojców i matek, but wiejących, mchem poszytych, 
roztopionych w potoki żywiczne, w próchnicę słodką i żyzną. Piękne, dumne sosny, czy wiecie, że pramatki wasze, w tratwy 
przez orylów garunami powiązane, płynęły niegdyś bystrzem Wisły 
do Gdańska, a stamtąd na krypach żaglowych do Lubeki, gdzie 
w wieku XV-ym i XVI-ym gromadził się ówczesny lud morski? 
Przybycia ich oczekiwali szyprowie holenderscy, hiszpańscy i por¬ 
tugalscy, a potem... a potem stawiano je, jako maszty, na ga¬ 
larach, brygantynach i galionach, zbrojono w reje, na których du¬ 
dniły wydęte, ni to piersi lecących łabędzi, pojemne żagle chwytne, 
gdy tymczasem na prężnych topach ostroiglastych łopotały, z bryzą 
igrając lub szydząc ze sztormów, bandery dumne i drapieżne? Jakie » 167 «
		

/Magazyn_172_08_0167.djvu

			PUSZCZE POLSKIE wichry w szale rozbestwionym chyliły te nasze sosny masztowe? Ja¬ 
kie morza w dobie zwary mglistej ciskały na nie syczące płaty sło¬ 
nej piany? Jakichże to szyprów znamienitych komendę, rzucaną 
z kasztelów, słyszały te maszty od stali mocniejsze? Z jakiemi, kiedy 
i gdzie zmagały się burzami? W jakiej kipieli i na jakich oceanach 
znalazły grób bez znaków i wspominków ? Czy słyszałyście o tem, 
sosny Białowieży? czy nie dobiegała was nigdy siewierz od Bałtyku 
i nie szeptała wam o tych, co już odeszły, chociaż wy w oplocie 
swych korzeni wężowych trzymacie mocno ich pnie zapadłe w bę- 
dzinie przegniłej i w piasczystych warstwicach? Wszystkie tu drzewa odmienne są i dziwne— Nie pozna tu 
mieszczuch ani dębu, ani lipy... Trzysta i pięćsetletnie dęby nie 
rozrosły się tu wszerz, jak te krępe, przysadziste mocarze równin 
naszych i parków; wybujały zato wgórę prostemi kolumnami bez 
konarów i narości i dopiero u szczytu rozrzuciły gałęzie, tworząc 
małą koronę, bo o miejsce pod słońcem walczą tu z niemi olbrzymy, 0 słoneczne wino i szał słoneczny zazdrosne. Ponad wszystkie piony gonne wybił się świerk, — najwyższe 
z drzew naszego lądu. Taki król nad króle stoi w Parku Narodo¬ 
wym, wpobliżu brzegu rzeczki Hwożny i z wysokości 47 metrów 
majestatycznie spoziera na bardziej przyziemną brać iglastą i li¬ 
ściastą. Świerki niebotyczne rzucają wokół siew obfity, płodne 1 o nieśmiertelność stroskane. Pada on nieraz na gałęzie drzew 
okolicznych. Spadł tu niegdyś wiatrem porwany na 500-ietni dąb 
jagielloński, a na jego popękanym konarze wyrósł młody świerk, 
korzenie swe wdrążywszy w spróchniały miąższ ramion starca. 
Na innych jego gałęziach, niby na glebie żyznej, szumią jarzębiny. 
W pobliżu również stary dąb runął już i leży, pokonany przez czas, 
który jest śmiercią i odrodzeniem. I lipy też wybujały tu niezwykle, 
gładkie, o gałęziach i listowiu, na szczycie szemrzącem jedynie. 
Daleka tam droga dla pszczół, co tu po biały „lipiec" z pasiek 
i barci zalatują, zwabione zewsząd, bo wiatr niesie hen — w prze¬ 
stworze miodową woń złocistego kwiecia... Na lipowych roz¬ 
łogach rozsiadły się krzaki jemioły. Niedaleko od drogi w południo¬ 
wo-zachodniej części parku, w małej kotlinie bagnistej — stłoczyły 
się różne drzewa: osiki, brzozy, dęby i świerki. Nad Orłówką ciągnie się 
jesionowo-olszowy las, — a w nim niebrak świerków, brzóz, dębów 
i grabów, od dołu pionów zdobnych w płaszcze bluszczowe. Wszystko 
umieściła tu naturaI W parku znajduje się nawet bór bagienny, 
gdzie z mchów, wełnianki, Żórawiny i trzcin wyrastają baj raki — » 168 «
		

/Magazyn_172_08_0168.djvu

			PARK NARODOWY sosenki charławe, świerczki 
słabowite i nikłe brzózki. Przy 
drodze pałacowej, na zachod¬ 
nim jej odcinku wznoszą swe 
strzały sosny dziwne, o pniach 
zdobnych w „krezy" z kory 
odstaj ącej, niby okapy strzech 
dranicowych. Niedaleko stąd, 
stłoczywszy się, jakgdybydla 
obrony przed nacierającym 
napastnikiem, pomrukuje gaj 
starych dębów, co być może 
hymn do Peruna przechowały 
w pamięci, a dokoła wre za¬ 
ciekła walka, gdzie lipy wy¬ 
pierają brzozy, to znów biało- 
pienne brzozy zagłuszają mło¬ 
dą porośl lipową, aż wkońcu 
lipa zwalcza i mknie w wy¬ 
żynę, odbierając brzozie słoń¬ 
ce i radosny lazur nieba. Ko¬ 
lejno, mieszają się i znów sta¬ 
ją w swoich szeregach, świer¬ 
ki, sosny z dębami i brzoza¬ 
mi, znowu — świerki, a za 
niemi — dęby, jesiony, olchy 
czarne, graby i znowu ponad 
inne drzewa wybiega świerk. W Parku Narodowym na 
obszarze prawie 50 km2 zna¬ 
lazły się więc wszystkie zasa¬ 
dnicze typy drzewostanów, a 
mianowicie — trzy rodzaje 
borów: sosnowy,świerkowy i 
mieszany, czyli zawierający 
w swoim składzie graby, dę¬ 
by, lipy i klony; czasami zaś 
posiadający jeszcze jesiony, 
olchy, wiązy, brzozy i osiki, 
oraz grud trzeciego typu, — 19 Grud liściasty » 169 « '
		

/Magazyn_172_08_0169.djvu

			PUSZCZE POLSKIE jesionowo-świerkowo-olszowy, i wreszcie prawdziwy oles, — tak 
bardzo charakterystyczny dla ościennego Polesia. Sprzeciwiają się 
jeszcze burzącej sile czasu olbrzymie dęby i świerki, jakgdyby zsi¬ 
niałe suche i martwe, rzekłbyś — skamieniałe za życia, lub jak ów 
świerk, co stoi niby przeogromny kandelabr na ołtarzu, jakim jest 
ziemia cała przed obliczem Najwyższej Potęgi Tworzącej. Wpobliżu 
granicy parkowej, za mostem Sierganowskim inny świerk siedzi 
okrakiem na wywrocie dębowym, a korzeniami głównemi w ziemię wspiera się mocno, bocznemi zaś 
ni to linami osiecił, obezwładnił, 
w pęta wziął kłodę zmurszałą. 
W różnych miejscach w Parku, 
wpobliżu zwykłych nawet szla¬ 
ków turystycznych wiele in¬ 
nych dziwów i cudów nagroma¬ 
dziła prastara puszcza polska, o 
którą nasi dawno umarli przod¬ 
kowie walczyli z Jadźwingami, 
Litwą i Rusią. Uczą te dziwy 
i te cuda umiłowania Natury 
i jej z niczem niezrównanego 
piękna i harmonji, budzą na¬ 
miętne pragnienia, aby piękno 
to oszczędzano wszędzie—i po¬ 
wtarzano sobie niby przysięgę: 
„ochraniaj i miłuj czarowną 
przyrodę swej ojczyzny, szanuj 
życie wszystkiego, co żyje w 
niej i co tylko pragnie żyć!“ 
Ileż to natchnienia dają czło¬ 
wiekowi te malownicze lub groź¬ 
ne zakątki puszczańskie! Jakąż 
siłą wieje od tego oceanu zieleni! Uczeni i ucząca się młodzież 
poznają tu tajemnice bytu, ukryte prawa natury, a przybywający 
do puszczy goście zagraniczni nie zapomną nigdy czaru naszych 
borów i grudów, bo tylko u nas pozostały podziśdzień te cudowne 
resztki przedhistorycznych puszcz, pełnych wyczuwanych wyraźnie 
tajemnic i ich nieznanej przeszłości, gdy to człowiek pierwotny pier¬ 
wsze nieśmiałe jeszcze stawiał tu kroki. W lecie — przybrana w 
płaszcz zielony, na jesieni — w szaty barwne i złociste, w zimie — Sosna olbrzymka » 170 «
		

/Magazyn_172_08_0170.djvu

			PARK NARODOWY opuszczona sadzią srebrną i białemi czapami śniegu — piękna jest 
zawsze puszcza Białowieska! Piękna i tajemnicza, bo w pogwarze 
liści i igliwia brzmią jakieś wieści trwożne; w rozkołysaniu i roz- 
miotaniu gałęzi, wstrząsanych wiatrem jesiennym, — wyje zgroza, 
a w zimie — niewiedzieć skąd dobiegają ciche westchnienia i szepty, 
gdy na puszysty osyp śnieżny spada zrywająca się z łapy świerko¬ 
wej biała, skrzepła na mrozie czapa, lub skrzypnie i trzaśnie pochy¬ 
lony ku ziemi śniegołom, albo przemknie sarna po twardej naledzi. W ostępach Parku i w dodanych do niego rezerwatach leśnych 
przez nikogo nie płoszone i nie ścigane żyją spokojnie i mnożą się 
zwierzęta, ptaki, ryby, gady, płazy, jak naprzykład, żółw i żmija 
zygzakowata oraz owady. Jelenie, daniele, sarny, dziki, rysie, 
wilki, lisy, kuny, wydry, tchórze, gronostaje, łasice, zające i wie¬ 
wiórki mają tu swoje lęgi stałe i bezpieczne. Gnieżdżą się tu głu¬ 
szce, cietrzewie, jarząbki, gołębie i drobiazg skrzydlaty, a na nie 
wpadają znienacka w koronach olbrzymich drzew mające swe kry¬ 
jówki i „straże“ — orły, sokoły, jastrzębie, kanie, myszołowy, a 
nawet kruki, puhacze i sowy. Na bagnach znajdują żer żórawie, 
czaple, bociany i wszelkie kuliki. Bąki, komary gryzące muszki 
-— szare i niewidzialne prawie zatruwają życie zwierzętom i ludziom, 
a inne — jak sówka i kornik zagrażają życiu drzew, lecz natura 
— uważna i mądra — na najeźdźców drapieżnych jeszcze drapież- 
niejszych nasyła. I tak to żyje Park Narodowy, rządzony prawem, 
przez człowieka pogwałconem oddawna na jego szczęście własne 
lub na niedolę... Jakgdyby bieg wieków urwał się nagle, a człowiek 
dumny z potęgi swej i rozumu nie śmie tknąć tu niczego. Jedyną 
władczynią parku jest Natura. Pokorne jej prawom żyją, walczą, 
zwyciężają i giną drzewa, krzaki, zielska, mchy i porosty, mnożą 
się i wędrują zwierzęta i ptaki. Sędziwe dęby i lipy rozpowiadają 
dawne klechdy, a młode świerczki, graby i klony, zadzierjąc ku 
górze zielone korony, słuchają w milczeniu, potem szepcą coś le¬ 
szczynie i osikom drżącym, a te kłopotliwym, wylękłym poszmerem 
liści powtarzają krzakom j trawom, aż stare pogwar ki upadną, 
jak suche igliwie, na miękkie mchy i na przyziemne runo wonne, 
gdzie stłoczyła się gęsta porosi żubrówki, czernic, borówek, macie¬ 
rzanki i wrzosów, nad któremi niby opar siwy unoszą się obłoki 
owadów wszelakich — ów „giez“ puszczański — to niewinny, to 
znów gryzący nieznośnie. Niema tu w niczem ani radości zwycięstwa, 
niema też i tragedji klęski, bo nie zna tego Natura — w swej mądroś¬ 
ci natchnionej obojętnie dobrotliwa i również obojętnie okrutna. 18* » 171 «
		

/Magazyn_172_08_0171.djvu

			PUSZCZE POLSKIE ŁOWIECTWO W PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ 
Trwałe są ślady dawnej sławy puszcz polskich po świecie. W bar¬ 
dzo rzadkiej obecnie książce ,,Quattuor libri amorum", napisanej 
przez poetę niemieckiego, Konrada Celtisa, a wydanej w r. 1502, 
znajdujemy opis polowania na żubra. Obraz ten przytaczamy za 
czasopismem „Łowiec Polski" w przekładzie Witolda Ziembickiego: 
... Jest to owa szczególna okolica, w której 
Żyją kosmate żubry i potężne tury! Zwierz to iście potworny, w obyczajach srogi, Wzrok ogniem ciskający ma, zagięte rogi, Sierść czarną, łeb kudłaty, jak i cielsko całe, Długa broda okrywa mu gardło nabrzmiałe. Gdy w drodze nieprzyjazna stanie mu istota, . Na rogi ją porywa i w powietrze miota, Gdy gniewny — wszystko niszczy i miażdży dokoła, Nawet drzewa obala uderzeniem czoła! Myśliwiec jednak, kiedy wytropi to zwierzę, Takim oto podstępem do niego się bierze: Najpierw podrażni bestję i twarde jej ciało Kaleczy, z łuku zręcznie wypuszczoną strzałą. Poczem niby ucieka i za pniem się chowa, W który wali rogata, straszna żubrza głowa. Byk szaleje i pragnie dostać napastnika. Wkoło dębu go szuka, lecz tamten umyka 
I co chwilę zza drzewa nowy cios wymierza. Gęsto raniąc oszczepem mocną skórę zwierza, Tak, aż go wreszcie siły opuszczają snadnie 
I, do walki niezdolny, ustaje bezwładnie. Wtedy łowcza drużyna wychodzi z ukrycia. Otacza zwierza kołem i pozbawia życia..." A poeta polski zygmuntowskiej doby, Mikołaj z Hussowa pisze na 
osobiste polecenie Leona X poemat „De statura, feritate et venatione 
bisontis" t. j. „pieśń o żubrze, jego dzikości i polowaniu na niego“, 
bo rozciekawiły papieża opowiadania o łowach królów polskich. Dawni królowie nasi, od Władysława Jagiełły poczynając, i aż do 
Stanisława Augusta uważali Puszczę Białowieską za najlepsze, naj¬ 
milsze ich sercu łowisko. Przesunęły się w mroku jej kniei wspa¬ 
niałe postacie historyczne: Jagiełło, który na „Jelenich Górach" 
w pościgu za zwierzyną złamał sobie nogę w goleni, Aleksander 
Jagiellończyk, jego żona — Helena, omal nie stratowana tu przez » 172 «
		

/Magazyn_172_08_0173.djvu

			PUSZCZE POLSKIE napędzone przez obławników żubry, Zygmunt August, który ustalił 
karę śmierci za zabicie żubra; Stefan Batory, myśliwiec namiętny, 
Augustowie II i III; nawet Stanisław August, choć nie miał zamiło¬ 
wania do łowów, zjeżdżał jednak do puszczy, a w r. 1784 brał czynny 
udział w polowaniu, gdy to przy udziale dwu tysięcy naganiaczy spę¬ 
dzono do „miotu" wielką ilość żubrów, niedźwiedzi, wilków i dzików. Królowie nasi niezmiernie dbali o prawa oberstrażników, strażni¬ 
ków i strzelców i o sumienne wykonanie przez nich obowiązków, 
związanych z ochroną puszczy, czego dowodem są liczne dokumenty, 
podpisane przez Batorego, Zygmunta III, Władysława IV, Sasów 
i Stanisława Augusta. Dokumenty łowczego w. ks. Litewskiego 
zaczynają się najczęściej od słów: „Dla zachowania w łowiech lep¬ 
szego porządku z woli j. k. mości, pana naszego miłościwego..." 
Królowie osobistym nieraz podpisem opatrywali darowizny i nadania 
dla strzelców puszczańskich, jak naprzykład Jan III, zatwierdzając 
,,conservatia praw strzelców Puszcze Naszej starostwa Bielskiego". Za dawnych czasów pełno zwierza kryła w swych matecznikach 
Puszcza. Małe, krępe koniki leśne tabunkami pasły się na łąkach pu¬ 
szczańskich. Za Augusta Ii-go Zamoyski otrzymał w darze od 
króla kilka takich koni, lecz potem wieści o nich urwały się nagle. 
A przecież była to zapewne zwierzyna pożądana, skoro wielki książę 
kijowski, \\ łodzimierz Monomach, w pamiętniku swoim chełpił się 
tem, że „rękami pętał i z puszczy wyprowadzał konie dzikie". Znik¬ 
nęły i tury — pozostał największy i najmocarniejszy z byków, żubr. Prezydent Rzeczypospolitej na łowach
		

/Magazyn_172_08_0174.djvu

			PARK NARODOWY W czasach póź¬ 
niejszych z roz¬ 
powszechnieniem 
bronipalnej bar¬ 
dzo się odmieni¬ 
ło łowisko pusz¬ 
czy. — Po rozbio¬ 
rze Polski Rosja¬ 
nie, zagarniając 
Puszczę znaleźli 
w niej około 700 
głów żubrów, 250 
łosi i wielką ilość 
innej grubej zwie¬ 
rzyny: jeleni, sarn, dzików i niedźwiedzi. Kłusownicy, wdzierając 
się tu z utworzonych nowych Prus Wschodnich, zmniejszyli ilość 
żubrów do 300 sztuk, a wojska napoleońskie, dążące ku Moskwie 
przez nadleśnictwo puszczańskie Jaźwiny i Browsk, wytępiły bobry 
i zdziesiątkowały zwierzynę łowną tak bardzo, że car Aleksander I 
wydał w r. 1820 dekret o najsurowszej ochronie puszczy. W dziewięć 
lat potem żubrów było już 711 głów, a łosie obliczano na 180 sztuk. Powstanie r. 1831, podczas którego walki toczyły się w różnych 
miejscach Puszczy, a nawet na terenie parku pałacowego, gdzie 
przed wojną r. 1812 stał spalony przez Francuzów pałacyk myśliwski 
Augusta IH-go, zadało nowy cios łowiectwu puszczańskiemu. Ca¬ 
rowie opiekowali się Puszczą, a szczególnie jej zwierzostanem, zwra¬ 
cając uwagę na ściganie kłusowników i tępienie drapieżców czworo¬ 
nożnych. Około r. 1880 wy tępiono w Puszczy wszystkie niedźwiedzie 
i rysie. Przed wojną Puszcza Białowieska posiadała ogromną ilość 
najcenniejszej zwierzyny, a mianowicie: 727 żubrów, 59 łosi, 10 000 
jeleni, krzyżowanych z Wapiti, 1500 danieli, 5000 sarn, 2225 dzików. 
Taka obfitość zwierza miała szkodliwy 
wpływ na jego rasę jak też i na drze¬ 
wostany puszczańskie, ponieważ zo¬ 
stały objedzone krzaki, podszyt, pod¬ 
rost i niżej umieszczone gałęzie drzew. Pomiędzy łosiami a jeleniami wyni¬ 
kła wtedy walka o pokarm i rosochate 
byki uprowadzać zaczęły swoje klępy 
i cielaki na nowe pastwiska, przeważ- Trofea » 175 « Myśliwskie trąbki
		

/Magazyn_172_08_0176.djvu

			PARK NARODOWY . nie na Polesie i Litwę. Jednocześnie zwycięskie jelenie o pięk¬ 
nych wieńcach zaczęły się degenerować w zatrważający sposób, 
bo nawet skrzyżowanie ich z węgierską odmianą nie mogło już od¬ 
młodzić i naprawić rasy, która stawała się coraz bardziej słabą i mniej 
odporną na epidemje i warunki klimatyczne. Zaradzono temu 
jednak, ustalając kontyngens jeleni, danieli i dzików do odstrzału. Wojna światowa r. 1914—18 wytępiła niemal zupełnie zwierzynę 
w Puszczy, a w okresie przejmowania jej przez władze polskie w 
marcu 1919 r. padła ostatnia żubrzyca, zabita przez kłusownika z 
Białowieży; z innych gatunków pozostawało 200 jeleni, jeden łoś 
w bagnach grudów świsłockich, 900 sarn i 210 dzików. Rząd polski zorganizował ścisłą ochronę zwierzyny, tępiąc wilki, 
podkarmiając kopytne zwierzęta przez zimę, zakładając solne lizawki 
dla jeleni i sarn i walcząc z epidemjami, szerzącemi się nieraz w 
puszczy. Takie zarządzenia po piętnastu latach znacznie już pod¬ 
niosły zwierzostan, wyrażający się obecnie w następujących liczbach: 
140 łosi, 560 jeleni, 5600 sarn, 1360 dzików, 10 000 zajęcy, 110 ry¬ 
siów, 200 wilków, 1150 lisów, 410 borsuków, 28 bobrów, 1900 głu¬ 
szców i 7000 cietrzewi. Dyrekcja lasów państwowych założyła re¬ 
zerwaty łosi w powiecie Kosów Poleski i w nadleśnictwie Iwacewicze, 
obok którego znajduje się rezerwat bobrowy nad Zegulanką. Piękne są łowy puszczańskie na wiosnę, w jesieni i zimie! Przy 
pierwszych zgrzewkach wiosennych po borach, niedostępnych bie- 
lach i wrzosowiskach wykuwają swoje hejnały pogańskie głuszce 
czerwonobrewe i skrzą się słonecznemi iskrami czarnych pancerzy. 
Z moczarów dopływa bulgot tokujących cietrzewi; nad oparze¬ 
liskiem krzęczą ciągnące słonki, wypatrując samice, wśród kęp 
i łazów zaczajone; w wiszarach wyciem i skowytem odzywają się wilki, 
ochraniając swe lęgi tajemne, zapadłe w czerotach i wyciekach, co 
z kępin i ganów z dniem każdym zbiegają obficiej, bo śnieg czernieje 
na dobre, opada i topnieje. Po wyżarach i bezdrożach pęta się lis, 
wyglądając oszalałe od parkania się zające i ptaki, pijane z miłości. Przez sierpień po zagajnikach pobekują kozły o ostrych porożach, 
nadsłuchując, czy nie piśnie w pobliżu stęskniona do gonu sarna, 
w haszczach zaszyta i żądna zapłodnienia. W miesiąc później porzu¬ 
cają swe zimowe ostoje jelenie, szukać poczynają otwartych kaleni, 
a conajstarsze byki włóczą się samotnie po sapiskach, porykując 
groźnie na widok śpiczaków zuchwałych. Tam też ciągną łanie 
i, ogryzając nabrzmiałe sokami pędy olch i brzóz, czekają na krótką 
chwilę miłości. Wiedzą, że nastąpi ona i że przyniesie ją z sobą » 177 « »
		

/Magazyn_172_08_0177.djvu

			PUSZCZE POLSKIE najsilniej szy byk o wieńcu skrwawionym i sam broczący krwią po 
walce zacieklej, więc czekają spokojnie, pokorne wobec woli losu. 
I oto, gdy w lasach tam i sam opadać już zaczną żółte i czerwone 
liście osik, pewnego dnia przed świtem rozlegnie się głuchy, chrap¬ 
liwy poryk samców. Jest to sygnał turnieju, wyzwanie, rzucone 
innym bykom w okolicy. Niedługo już czekać, aż poranny powiew 
przy niesie głośne westchnienia walczących jeleni, szczęk zderzających 
się rogów i głuchy tupot racic, brużdżących ziemię, znużoną rodze¬ 
niem, tęskniącą do długiego uśpienia. Niebawem kończy się to ry¬ 
kowisko i rogowanie wściekłe, ale, zanim umilkną odgłosy walk na¬ 
miętnych, — niejeden padnie strzał, a niezawsze z broni legalnego 
myśliwca, bo i kłusownik przebiegły, prawowity prawnuk dawnych 
strzelców i osoczników królewskich, — tych wszystkich Fedków Bu- 
raczyków, Janków Borsuków, Pietrków Harkabusów, Iwanków So¬ 
kołów, Hawryłków Zielczuków, Wasylów Sopichów i Jurków Lisow¬ 
skich, od których się roi w „Ordynacjach puszcz królewskich“, — 
podciąga tu też i kluczy tropem rysim, aby coś urwać, ustrzelić, a nie¬ 
zawodnie i skrycie, dając folgę niezmożonej kłusowniczej pokusie. Gdy zaś przyjdzie zima — śniegi wysokie przysypią puszczę, 
przytłoczą, ubielą, po krawędziach, kujawach i po bielach nagro¬ 
madzą wydm, co pod smaganiem wiatru mroźnego kurzą się zgrzy- 
tliwie i wymachują rozwianemi grzywami. Na sosnowych i świer¬ 
kowych łapach osiadają ciężkie czapy śnieżne, chyląc je ku dołowi, 
ponad który w walce zaciętej wybiły swe wierzchowiny wysoko 
i dumnie. Do półpionów grzęzną w zaspach świerczki i osiki pod¬ 
szytu; ciemne graby, dęby i olchy czernią się, jak grube kreski wę¬ 
glowe na białem tle zaśnieżonej puszczy. Puszysta sadź otula igieł¬ 
kami cienkie gałęzie leszczyny i klonów. Białe brzozy, niby widma 
płaczek nieutulonych, majaczą tam i sam — smętne i, zda się, zroz¬ 
paczone. Nad oparzeliskami z olch czarnych i osik zwisają sople 
lodowe, niby łzy, zamarłe nagle. Cisza panuje dokoła. Zrzadka tylko 
druczy jakiś ptaszek w gąszczu świerkowym lub ciurka dzięcioł pra¬ 
cowity. . . Bezszmernie kica na zapadających się w śniegu skokach 
zając, słuchami poruszając spokojnie i trzeszcze wyłupiając bez- 
myślnie. Nagle daje słupka, zamiera, a po chwili zaczaja się pod 
zawałem. Przez haszcze z grondu dębowego wędrują dziki na nowe 
leża, dmuchając gniewnie. Prowadzi je maciora sadlista, za nią 
wycinki cięte, paciuki zakłopotane i warchlaki śmigliwe. Na końcu 
odyniec się przybłąkał i wali czarnym szlakiem, chrząkając i jeżąc 
pióra, cały w osmolu, zły, że go razporaz odpędzają wycinki za- » 178 «
		

/Magazyn_172_08_0179.djvu

			rUSZCZE POLSKIE dzierzyste. Błyska więc fajkami, szablami zgrzyta i nadąża zdała. 
W zaroślach gęstych podnosi głowę rogatą jeleń płowy, a rozłogi 
wieńca ni to gałęzie suche poruszają się zwolna, gdy koronę dźwig¬ nie nad zieloną świerczynę. 
Strzyże łyżkami, chrapy 
rozdyma, zaniepoko¬ 
jony, bo tuż prze¬ 
mknęła w popło¬ 
chu sarna lekko- 
noga i — bukie¬ 
tem śmignąwszy 
na krawędzi jaru 
dała nura bez śla¬ 
du i echa. Tam lis 
rudy spłoszył sarnę 
z żerowiska. Dynduje 
od świtu drapieżnik prze¬ 
biegły i myszkuje. Zwęszył 
czuchem zająca odsiadują- 
sroka-plotkarka i nuże — cego pod wywrotem, i, przy¬ 
padłszy do ziemi, czoł¬ 
ga się, oczy wlepiw¬ 
szy w szary smuż. 
Ale kot wypada z 
kryjówki i młyń- 
cem pędzi naoś- 
lep, świecąc os- 
mykiem a potem 
majaczyć poczy¬ 
na i kluczyć aż za¬ 
pada znów w chró- 
W ścinie, wypłoszywszy 
z niej cieciorki, odlatu¬ 
jące z kwokaniem trwoż- 
nem. Spostrzegła szaraka 
drzeć się i brzechać! Lis tropi przy samej Młode wilczki ziemi, kitą z drgającym kwiatem na końcu zmiatając opusz śnieżny. 
Dopadł wreszcie trzcin nad zamarzniętem bajorzyskiem i wcisnął się 
w jego gąszcz, jak zjawa. Umilkła sroka zaciekawiona... Cisza... 
I nagle zrywa się żałosne kniazienie zająca, a potem znowu —cisza. 
Szukając ustronnego igrzyska, przekrada się przed ducht wilczura, Już -Jo wilkach
		

/Magazyn_172_08_0180.djvu

			PARK NARODOWY wlokąc za sobą puszyste 
polano. Staje, bo chrapy 
pochwytują duch jeleni, a 
słuch zgrzyt cichy śniegu 
pod racicami. Wahasięsta¬ 
ry basiura, uszy tuli i łyska 
świecami, bo nie przydy- 
bie wszak rogacza bez zgrai, 
sam w pojedynkę nie upora 
się z nim, byk bowiem od¬ 
rzuci go wieńcem spicza¬ 
stym, pokopie, stratuje... 
Stoi więc nieruchomy, niby 
cień szary, złowróżbny. Aż 
nagle spostrzega lisią kiść, 
ale późno już... Trzymając 
w pysku udławionego za¬ 
jąca, lis przesadza kopiec 
nad norą głęboką. Truch¬ 
tem odbiega szary dra¬ 
pieżca i kołuje po kniei. 
Legła i rysica,... chciwy i baczny... Tam widzi głuszca, co przywarł 
do pnia sosnowego, tu na borowinie jagodnej podniosły się cietrzewie 
i posiadały na jarzębinach; koło kępin śmiga łasica, na jarząbki snadź 
czyhająca, bo popiskują one głośno, grzebiąc w mechowych po¬ 
duszkach. Wilk spostrzega nagle świeży, złocisty od kropel żywicy 
zacios na świerku ... Człowiek ? ! Węszy leśny bandyta, ogląda się 
wokół i, podwinąwszy polano, sadzi przez drągowiny, wykroty 
i krzaki, aby zdała być od człowieka, acz nie wywęszył go zbliska. 
Wpadł do kniei i usiadł, mrużąc żółte ślepie. Jakieś myśli, niemiłe 
wspominki ogarnęły go, wi¬ 
dać, i zaniepokoiły złem prze¬ 
czuciem. Nie dziw! Przebiegł 
bowiem stare bobrowisko, a 
pamięta, że, przed laty, oko¬ 
liwszy haszcze zgrają, zarznął 
tam klępę... ale teraz nie wi¬ 
dział oddawna tropu łosiowe¬ 
go. Znowu w innem miejscu. 20 181 « ...sieroty zostały
		

/Magazyn_172_08_0181.djvu

			PUSZCZE POLSKIE gdzie zwarł się matecznik 
ciemny, gromadził sobie 
łom na zimowe budowi- 
sko niedźwiedź bury. Ma- 
mrucząc, przewracał klo¬ 
ce, włóczył suche leże, roz¬ 
czesując kłaki pazurami, 
przykładał się i tak i o- 
wak, moszcząc się na bar- 
łogowanie zimowe. Daw¬ 
no to było, a basiura pa¬ 
mięta, że, z miotu wy¬ 
winąwszy się szczęśliwie, 
przybiegł tu w nocy i uj¬ 
rzał trop niedźwiedzi; szedł ku Narwi, a widoczny był, bo bury 
kneź juszył obficie, krew roniąc na śnieżną naledź i na suche liście 
olch i trzepieciny... A teraz! Teraz wilk nie natknął się nigdy 
na niedźwiedzie budowisko... Inne czasy. Ciaśniej już w puszczy! Jedyny pozostał tu jeszcze, godny wilka współzawodnik. Ryś 
plamisty — tępiciel saren i zuchwały wróg jeleni młodych. Spada 
na kark i przegryza tętnicę kozłom i spiczakom, tropi zające, po¬ 
rywa głuszce, cietrzewie i kaczki, skrada się do wiewiórek w gru¬ 
dach dębowych i w borach, a nie gardzi niczem, co może na chwilę 
ukoić jego nigdy nienasycony głód i pragnienie krwi żywej, gorą¬ 
cej... Trudno wykryć centkowanego kota. Wybiera on takie 
ostępy i wertepy, gdzie ani człowiek, ani zwierz dotrzeć nie mogą. 
Zrzadka tylko zdradzą go ślady na śniegu albo zadziory na korze, gdy 
czyścić zacznie i ostrzyć 
pazury, na łowy ruszając, 
lub gdyrysica wprawia ko¬ 
cięta w sztukę wspinania 
się na gładkie piony sosen. Na wiosnę nad puszczą 
ciągną na północ klucze 
ptactwa przelotnego. Za¬ 
trzymują się tu na noclegi 
po narewskich moczarach, 
po trzęsawiskach leśnych, 
gdzie syk rozlega się ła¬ 
będzi, gęganie gęsi, bociani o 182 « ...w dawnej grafice
		

/Magazyn_172_08_0182.djvu

			PARK NARODOWY klekot, gdzie kierają żórawie płochliwe i czujne, kwakają i pogwi¬ 
zdują stadka krzyżówek, chichocą się kaczory, wrzeszczą czajki, 
chrapoczą kuliki — małe i duże. Milknie to wszystko z pierwszym 
podmuchem wiatru letniego, odlatuje dalej lub kryje się w trzci- Fr. Brzozowski: Pojedynek nach i zaroślach na sapiskach niedostępnych. Zato inne tu wre życie, 
dzikie i wolne. Na skraju puszczy grda derkacz bystronogi, w brze¬ 
zinie kokają cieciorki, w świerkowym podroście kłochczą kury 
głuszcowe, w zbożu na bielach ciągoczą kuropatwy, po strępach, 
zarosłych leszczyną, kokcieli pardwa, rzadki tu obecnie gość pół¬ 
nocny, i cincini, gwiżdże, piska, ćwierka mnogi drobiazg skrzydlaty, 20* 9 183 «
		

/Magazyn_172_08_0183.djvu

			PUSZCZE POLSKIE po nocach płoszony kukaniem sowy, w dzień — kwileniem i skwi¬ 
rem orła-bielika, jastrzębia i kani — co, jak łasica, wszędzie zajrzy, 
prześlizgnie się, urwie. — Letnią i zimową puszczę przecinał niegdyś 
największy jej mocarz, żubr ale teraz nie on sam, lecz ludzie obrali 
mu ostoję i poiska: ludzie, co go chronią i wszelką otaczają opieką. ŻUBRY Znawca żubra, dr. Konrad Wróblewski, w swojej monografji 
stwierdza, że przed zajęciem Puszczy Białowieskiej przez wojska 
niemieckie pozostawało w niej około 800 głów tego zwierzęcia, które 
pod koniec wojny znikło na terenie puszczańskim, nie z głodu jednak, 
lub od epidemji, lecz od kul mauzerów pruskich. Dowodzi tego 
list pułkownika armji niemieckiej, p. Konstantego Chłapowskiego, 
oraz książka Grubera — adjutanta sztabu dywizji niemieckiej 
,,Die Eroberung des Urwaldes Białowies in deutscher Verwaltung“. 
Po odejściu Niemców w zimie r. 1919 w Puszczy przechowało się 
jeszcze dziewięć głów żubrów, lecz osiem ich sztuk pochłonęła in¬ 
wazja bolszewicka, a w r. 1921 ostatnią żubrzycę ustrzelił były 
gajowy puszczański. Tragiczny los tego rzadkiego zwierzęcia spo¬ 
wodował założenie w Niemczech „Międzynarodowego Stowarzy¬ 
szenia ochrony żubra", gdzie i Polska ma swego przedstawiciela. Żubr przetrwał, jako potomek dzikich bawołów (Bison priscus) 
z drugiego okresu trzeciorzędu. Przodkowie jego prawdopodobnie 
przywędrowały tu z podbiegunowych części naszego globu. W epoce 
dyluwialnej i aż do czasów obecnych bawół ów przechodził różne 
fazy ewolucyjne, co zmieniło jego pierwotne rozmiary, kształty 
i budowę wewnętrzną. Współczesny żubr, w dzikim stanie przecho¬ 
wał się w naszej puszczy Białowieskiej i na Kaukazie. Autor tej 
książki widział żubra w stanie gniewu, gdy, podczas jednego z po¬ 
lowań przedwojennych w Białowieży 
w miocie ukazał się stary żubr-bylc. 
Widać go było już zdaleka, bo szedł 
przez niewysokie zarośla świerkowe, 
nad któremi wznosił się potężny 
garb, okryty szaro-brunatną kądzie- 
lą. Doszedłszy do haszczy, zatrzy¬ 
mał się w nich. Pochylony ogromny 
łeb i długa broda pozostawały nie¬ 
ruchome i tylko nieduże, prawie 
okrągłe uszy poruszały się niespo- Rozkosze macierzyństwa » 184 «
		

/Magazyn_172_08_0184.djvu

			PARK NARODOWY W ciszy i spokoju kojnie, starając się zrozumieć, skąd nadąża nagonka. Wprawni 
obławnicy szli jednak równym łańcuchem, więc żubr dziwnym 
instynktem swoim nie mógł odnaleźć żadnej luki, którą potrafił¬ 
by przemknąć, uderzywszy na osocznilców. Zrozumiał to i, wi¬ 
docznie, wtedy dopiero wezbrał w nim gniew. Zjeżył kosmatą 
grzywę na karku, jeszcze niżej opuścił łeb. Błysnąwszy czarnemi 
rogami i wyrzucając kopytem wraz ze śniegiem mech i darninę, 
oblizywał wargi chropawym językiem, aż nagle wydał ponure, 
urwane chrząknięcie, zda się, ciche, a tymczasem wypełniło ono 
wszystko wokół, bo z potężnej wybiegło piersi. Po chwili, smagając 
się krótkim, włochatym ogonem z prawie czarną kitą na końcu, 
pomknął wprost przed siebie, szeroką piersią i łbem niby taranem 
rozsadzając zbity gąszcz. Spod kopyt wylatywały mu grudki 
skrzepłego śniegu, gałęzie i płachty darniny. Gdy wśród drzew 
migał szaro-brunatny kadłub żubra, uwidoczniły się jego wysokie, 
muskularne nogi i potężna szyja, w nasadzie swej tonąca w gęstem 
u włosieniu. Gdy, robiąc potężny skok przez leżący wywrót, wzniósł 
się nagle ponad gąszcz krzaków, wydał się olbrzymem, a w chwili 
tej stały się zrozumiałe słowa Cezara, który, opisując żubry, twier¬ 
dził, iż są większe od słonia. Żubr pędził coraz szybciej, unosząc 
na karku i grzbiecie obłamaną posusz i płachty śniegu, strząśnię- 
tego z łap świerkowych. Przemknął jak tocząca się niepowstrzy- » 185 «
		

/Magazyn_172_08_0185.djvu

			PUSZCZE POLSKIE manie bryła i znik¬ 
nął w kniei, niby zja¬ 
wa z minionych wie¬ 
ków, gdy jego przod¬ 
kowie pasły się spo¬ 
kojnie wpobliżu żero¬ 
wisk mamutów i no¬ 
sorożców, wymarłych 
na setki tysięcy lat 
przed żubrem, osta¬ 
tnim świadkiem za¬ rania naszej ery. Miałyżby zniknąć 
bezpotomnie te wspa¬ 
niałe, potężne zwie¬ 
rzęta o tajemniczym 
wyglądzie i ponuro 
smutnem, jakgdyby 
starczem spojrzeniu ? 
Rząd Polski i jego 
organy, rządzące la¬ 
sami, myśli tej do¬ 
puścić nie mogły, i 
zwróciły osieroconej 
puszczy najwspanial¬ 
szego przedstawiciela 
jej przyrody, żubra. 
Nabyto dwa byki i 
Pod ojcowską opieką cztery krowy wNiem- czech, a potem, byka .v poznańskim „zoologu". Umieszczono je w zwierzyńcu, mają¬ 
cym 40—50 hektarów powierzchni i niezbędne dla tego gatunku wa¬ 
runki topograficzne i pokarmowe. Rezerwat ten otoczono płotem, 
nawet dla rysia trudnym do przebycia, a straż łowiecka dniem 
i nocą znajduje się na swych posterunkach, czuwa nad bezpieczeń¬ 
stwem żubrów, dostarcza im potrzebnej i najlepszej paszy —- siana, 
owsa i buraków. Zwierzęta czują się tu doskonale, o czem świadczy 
ich wygląd oraz płodność krów. Wkrótce zapewne założony zo¬ 
stanie nowy zwierzyniec dla żubro-bizonów, gdy tymczasem w 
rozszerzonym Zwierzyńcu Białowieskim pozostaną wyłącznie żubry » 186 «
		

/Magazyn_172_08_0186.djvu

			PARK NARODOWY czystej krwi. Te dzikie byki są odważne i posiadają bardzo silnie 
rozwinięty zmysł orjentacyjny. Rozgniewane łamią lub wyrywają 
z korzeniami młode drzewa. Z buhajami jednak i wogóle z bydłem 
domowem nietylko żyją w zgodzie, lecz chętnie pasą się razem. Nie¬ 
nawidzą zato psów, koni i jeleni. Młode żubry czują szacunek dla 
starych dzików — odyńców i ustępują im z drogi, a nawet gdy leżą 
na „kuprysku", gdzie tarzają się w suchej ziemi, to na ich widok 
powstają i odchodzą. Żubry żywią się wyłącznie trawą i dopiero 
przy braku jej — pokarmem drzewnym, jak to czynią jelenie, które 
przed wojną wyparły z puszczy łosie i poważnie zagroziły bytowi 
żubrów, gdyż pozbawiły je najlepszego pokarmu trawiastego i wy¬ 
tępiły jednocześnie młode zagajniki sosnowe i lipowe, co znów 
odbiło się niezmiernie szkodliwie na stanie pszczelnictwa, które od 
niepamiętnych czasów rozwijało się na obszarze Puszczy. Obecnie stado żubrze, istniejące w Zwierzyńcu Białowieskim, 
to już nie te dawne, dzikie żubry, — duma i krasa Puszczy. To 
nie te olbrzymy, którym wszystko ustępowało z drogi, a człowiek, 
ujrzawszy je przypadkowo na duchcie, pędził co tchu starczyło, 
aby ukryć się za grubym pniem drzewa. Na swoich terenach te¬ 
raźniejszych żubry są nawpół udomowione i spokojnie przyglądają 
się tłumom turystów, stojąc o jakie trzydzieści kroków od nich 
i nie zdradzając ani gniewu, ani nawet zaciekawienia. Napatrzywszy 
się, odchodzą powoli i, pewno znudzone odwiedzinami, kryją się 
w gąszczu, od czasu do czasu nawołując się krótkiem chrząkaniem. Niema jednak innej rady! Duma narodowa nie pozwoli nam na 
to, aby wypuścić te nieliczne okazy na wolność, dać im mo¬ 
żność zdziczenia i na¬ 
razić je na zagładę od 
kuli kłusownika, albo 
od niesprzyjających 
waru nkó w, wytworzo¬ 
nych przez obecny 
stan puszczy. Może 
z czasem, kiedy czło¬ 
wiek stanie się kiero¬ 
wnikiem wszechwład¬ 
nym losów drzew i 
zwierząt puszczańs¬ 
kich, może uda mu się 
stworzyć takie wa- Odpoczynek
		

/Magazyn_172_08_0187.djvu

			TUSZCZE POLSKIE runki, w których żubr będzie mógł powrócić bez obawy do stanu pier¬ 
wotnego. Przez ten czas, pod wpływem dobrze zorganizowanej propa¬ 
gandy, ludność puszczańska i ta — z sąsiadujących od zachodu borów 
Bielskich, niegdyś ściśle z Puszczą związanych, zrozumie prawdopo¬ 
dobnie, że nie wolno tępić tych pięknych zwierząt, tej jedynej pozo¬ 
stałości zamierzchłych epok, przecudnych wspaniałych tworów Natu¬ 
ry. Wtedy to na bielach puszczańskich i w olosach będzie się rozlegać 
ciężki chód i chrapliwy głos żubrów — wolnych i dzikich. Wtedy 
to ujrzymy je w całej ich groźnej okazałości i w dumnym spokoju, 
przecinające koleiste drogi i duchty puszczańskie, gdy, potrząsając 
grzywami i brodami, będą kroczyły ku nowym pastwiskom — bez 
obawy przed niedźwiedziem, rysiem, wilkiem i najniebezpieczniej¬ 
szym drapieżnikiem — człowiekiem, który w czasie Wielkiej Wojny 
usiłował przerwać nazawsze nić życia tego potężnego i szlachetnego 
zwierza. I puszcza Białowieska, uznana znów za jedyną najprawdziw¬ 
szą ojczyzną żubra, stanie się nadal puszczą-matką tego mocarza. Ryś — książę puszczy » 188 «
		

/Magazyn_172_08_0188.djvu

			Wieś w powiecie wołkowyskim ROZDZIAŁ TRZECI LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH Niełatwą jest obecnie rzeczą po¬ 
dzielić ściśle tę ludność na dwie 
chociażby gałęzie, mimo, że sama 
historja opisywanych puszcz i ca¬ 
łego obecnego powiatu bielskiego, 
ogarniającego Puszczę Białowieską, 
daje wyraźne, zda się, wskazówki. 
Cała bowiem ziemia bielska, leżąca 
pomiędzy Biebrzą, Narwią i Nur¬ 
cem, w w. XIII-ym należała do 
książąt halicko-wołyńskich, pier- Podlascy Mazurzy 21
		

/Magazyn_172_08_0189.djvu

			PUSZCZE POLSKIE wotną zaś ludność jej stanowiła Ruś Czarna, która to w r. 1264 koło 
miasta Bielska rozbiła Jadźwingów, władających tą ziemią. W w. XIV 
puszcza przeszła do Litwy, lecz książęta jej, spokrewnieni z ruskiemi 
rodzinami panuj ącemi, nie wyparli stąd osadników wschodnich. 
Uczynili to dopiero potomkowie Jagiełły, którzy skierowali tu 
Mazurów, osiedlających się na północy Puszczy Białowieskiej. Od 
tych osadników wywodzą się Podlasianie, nietylko włościanie ale 
i drobna szlachta, której potomkowie do dnia dzisiejszego przetrwali 
w powiecie bielskim i w samem mieście. Oni to wytrzebili puszczę, 
która ciągnęła się aż pod Wysokie Mazowieckie i Ciechanowiec 
nad Nurcem. Teraz znaczniejsze resztki tej puszczy pozostały po¬ 
między szosą Bielsk—Siemiatycze, szczególnie zaś nad wysokiemi, 
lesistemi brzegami Bugu, gdzie przechowały się jeszcze skrawki 
dawnych borów. Ziemia bielska posiada znaczną ilość miejsc przed¬ 
historycznych, odnoszących się zapewne do początków kolonizacji 
ruskiej i mazurskiej. Liczne groby, grodziska i kurhany rozrzu¬ 
cone są po całym powiecie. Samo miasto, leżące przy połączeniu rzeki Białej i Bielanki zna¬ 
ne jest od w. XIII. Wojny 
z kneziami ruskimi i Szwe¬ 
dami nieraz burzyły Bielsk. 
W roku 1643 został ufun¬ 
dowany tu klasztor kar¬ 
melitów i w tym samym 
okresie — kościół farny z kil¬ 
koma starożytnemi obra¬ 
zami. W r. 1664 na mocy 
nadania — miasto wraz ze 
starostwem i leśnictwem 
przeszło do Marji Ludwiki, 
małżonki króla Władysła¬ 
wa IV. W lasach istniały 
już wtedy liczne wsie ma- 
zursko-podlaskie — one to 
przyczyniły się do uszczu¬ 
plenia puszczy. W r. 1775 
starostwo i miasto na pod¬ 
stawie dekretu królewskie¬ 
go stało się własnością Iza¬ 
belli z Poniatowskich, Bra- Dzwonica w Bielsku
		

/Magazyn_172_08_0190.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH nickiej, „Pani Krakowskiej", dobrodziejki Białegostoku.11 W Puszczy 
Białowieskiej zetknęły się z sobą dwa szczepy: Czarnorusini i Polacy, 
oraz dwie kultury: od południo-wscbodu i wschodu — bizantyjska, od 
zachodu — łacińska. Toteż, aczkolwiek zaszły tu wielkie zmiany reli¬ 
gijne i społeczne, liczne krzyżowania, przypływy i odpływy ludności, 
można, coprawda, niezawsze ściśle, dociec jednak istotnego pochodze¬ 
nia mieszkańców tej lub innej starej osady puszczańskiej. W tym sa¬ 
mym mniej więcej czasie ruszyła inna fala osadnictwa ze Starego Ma¬ 
zowsza na „daleką północ", pociągającą ku sobie przedsiębiorczych, 
niespokojnych i wojowniczych Mazurów bogactwem swych puszcz, 
o czem krążyły gadki, budzące wyobraźnię i pragnienie przygód. 
Część tych „konkwistadorów" osiadła na stałe w puszczy Szkwań- 
skiej, leżącej w granicach późniejszej ziemi Łomżyńskiej, pomiędzy 
Narwią, Omulewem, Szkwą i Orzycem. Od w. XIV osadnicy ci wypa¬ 
lili tu ogromne połacie puszczy, zamieniając ją w kraj rolniczy, na¬ 
brali cech osobliwych, zmienili znacznie gwarę mazurską i stali się 
„Kurpiami", o których mowa w rozdziale o puszczy Myszynieckiej. Inni natomiast wrąbywali się coraz głębiej w knieję i posuwali 
się przez pojezierze ku granicom Litwy. W puszczach Augustowskiej, 
Knyszyńskiej i Świsłockiej Mazurzy oprócz Litwinów, mających 
osady koło Niemna i na północ od jeziora Wigry, spotkali na swej 
drodze osiadłych tu Słowian wschodnich. Wyższość kultury, czy też 
raczej — czynniejsza energja i zdolność do porywu i polotu ducha 
dopomogły Mazurom utrzymać się wśród innych plemion, a nawet 
pozyskać nad nimi przewagę moralną i materjalną. Do Mazurów 
przyłączyli się wkrótce Podlasianie, których awanturniczy duch 
łowców puszczańskich pognał na północ. Pierwsza poszła drobna 
szlachta, jak Klimaszewscy, Kownaccy, Zaborowscy, Białaszewscy, 
utrwaleni aż po dziś w nazwach wiosek, założonych przez nich w tych 
odległych czasach. Taka ekspanzja Mazurów i Podlasian wypierała 
coraz bardziej Litwinów ku granicom Litwy właściwej a zarazem 
usprawiedliwiała sceptycyzm ich co do swego dalszego losu. Wy¬ 
rażało się to w odpowiedzi Litwina na pytanie, jak się ma? „Kajp 
żyrnis pri kialo". Żyję jak groch przy drodze, — mruczał, ponuro 
patrząc siwemi oczami. Czarnorusini odznaczają się jeszcze głębszą 
ponurością, wywołaną, być może, ciężką dolą historyczną, lub też 
ciągiem obcowaniem z puszczą, gdzie trudnili się smolarstwem, 
dziegciarstwem, bednarstwem i kłusownictwem, za które nieraz 
wszakże dawali gardło. Mazurzy i Podlasianie — to już zupełnie 
inny lud — towarzyski, wesoły, wylewny, wygadany acz kłótliwy. 21» i> 191 «
		

/Magazyn_172_08_0191.djvu

			PUSZCZE POLSKIE skory do pieniactwa, a pełen instynktu posiadania. Lubi on „przed 
rakami i po rakach udigać się, jak czterech chłopów“, a „utra- 
pienica“ — inaczej -—• siwucha, sznapa lub „obraza-boska", choć 
„smoli ją“, „goli" i „zakrapia" potężnie, — nic szkodzi mu, jak 
też i tabaka, którą Mazurzy puszczańscy palą i zażywają z tabakier 
brześcianych. Umieją oni też zakląć tak dosadnie i siarczyście, 
że Litwin aż żegnać się zacznie, a Czarnorusin zębami tylko zgrzytnie 
i mruknie cichutko: „obyć ciebia małaszka (błyskawica bez grzmotu) 
spaliła“. A chłopak mazurski, strzegąc, po miejscowemu zaś — 
„piląc" konie, patrzy i słucha, jak „furgają" i „cilikają" wróble, 
jak „tarkocze" kolo młyńskie, a w krzakach słowik „wycina". 
„Bajki on lubi robić komuś nawzder", co ma znaczyć, że ochoczy 
jest do czynienia naprzekór, dla żartu, dla śmiechu. Ubiór swój tradycyjny włościanie zmienili w dobie obecnej, bo 
fabryki białostockie, choroszczańska i supraślskie nauczyły ich 
używać fabrycznych tkanin — wełnianych i bawełnianych, a żydki 
— krawcy do miejskich przyzwyczaili ich mód. Dawniej zaś no¬ 
sili długie, białe, szare lub granatowe sukmany, nieraz nawet z pętli¬ 
cami, krótkie kurty ciemne i jasne, płócienne koszule, pasy barwne, 
lniane portki, zakładane w buty z cholewami, czapki kształtu, jaki 
komu do gustu przypadł, ten okrągłą, tamten rogatywkę ze smusz- 
kami. Kobiety wdziewały sukienne „przyjaciółki" do kolan, zdobne 
w metalowe guzy, cienkie koszule płócienne z wykładanym kołnie¬ 
rzykiem — krezą, na głowie — chusty lub czepki, a na plecach 
wełniany szal barwny — pasiasty lub kratkowany. Spódnice no¬ 
szono tu długie z perkalików ciemnych, lub białe z fartuchami. 
Niedawno jeszcze dziewczyny chełpiły się warkoczami, w węzeł 
ułożonemi i iglicą spiętemi, na to zaś wianek wkładano lub całe 
uczesanie zdobiono pękami kwiatów. Ale teraz zdobywa sobie 
palmę zwycięską „ondulacja , o wiankach i kwiatkach zapomniano. Starzy Biało- i Czarnorusini noszą jeszcze sukmany szare, świtki 
z samodziału wełnianego ze stojącym, niskim kołnierzem, przepa¬ 
sane różnobarwnym pasem, czapki siwe, barankowe z czarnym 
wierzchem i z klapą na uszy. Kobiety zdobiły dawniej głowy w 
namietki i czepki; stroiły się w gorsety, sine kaftany do kolan, fał¬ 
dowane z tyłu. Dziewczyny zaczesywały włosy gładko... Ale są 
to już czasy przeszłe. Fabryka, miasto, moda i reklama handlowa 
zabijają lub nawet zabiły już dawny, malowniczy strój. Domy wiejskie dekowane są gontami lub słomą, mają wysokie 
progi i okna szerokie, obok — stodoła z małem okienkiem — „wy- » 192 « (
		

/Magazyn_172_08_0192.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH Po wytężającej pracy na porębach leinych... glądkiem'),, chlewek — „karmik“ dla wieprzków, szopa i stajnia, 
gdzie wiszfą ,,duhy", stoją kałamuszka i wóz z „hołoblami“ na modłę 
rosyjską. Na wschodnich krańcach puszcz, gdzieś na obrzeżach 
bagien, znaleźć można pierwotną chatę poleską, niską, o wnętrzu 
ciemnem i wielkim piecu ... Poza zwykłem zbożem, sieje ludność miejscowa buber (boby), 
bluscyk (fasolę) i saczewlcę (soczewicę), a na ziemiach lepszych 
— uprawia len i konopie. ,,Kścią się" (kwitną) sady koło zagród, 
na łąkach pasterze nawołują bydło i odpędzają wilki drewnianą 
trąbą — ligawką, „żywinę" zaś popędzają długiem „batlorzyskiem“ 
i okrzykami: ,,heć, kse, byciu!“ W zimie po chatach baby i dziew¬ 
czyny tką grube płótno — ,,part“ na spódnice, portki, onucze, 
obrusy, ręczniki i—cienkie, białe 
lub ze wstawkami wzorzystemi. Są to słynne „przetykanki" z 
nici barwnych, wykonywane po¬ 
dług wzoru geometrycznego — 
pozostałość prastarego tkactwa. Takie „przetykanki“ o mister¬ 
nym rysunku zdobią koszule i 
suknie kobiet i mężczyzn na pier¬ 
siach, ramionach i rękawach. Pu¬ 
szczańskie niewiasty pochwalić ...odpoczynek w ubogiej chatce » 193 «
		

/Magazyn_172_08_0193.djvu

			P0SZCZE POLSKIE Rzeczka Zelwianka się mogą jeszcze bardziej artystyczną robotą — haftami ażurowemi. 
Z tych haftów szyją się czepki oczepinowe oraz czepki dla mężatek, nie¬ 
zmiernie delikatne w rysunku, nieustępujące najwyszukańszym wzo¬ 
rom. Ludność puszczańska przed wojną jeszcze ubierała się we własne 
samodziały wełniane, lecz dziś towary fabryczne niemal zupełnie wy- Spław tratew na Narwi /
		

/Magazyn_172_08_0194.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH parły je z użycia. — Mężczyźni to sami oracze, majdaniarze, smolarze, 
rybacy, drwale, flisacy, pasterze, kłusownicy, a na pograniczu — prze¬ 
mytnicy. Te dwa ostatnie zawody uważane są za rycerskie i nie przy¬ 
noszące ujmy honorowi. W głębi duszy człowieka tutejszego tkwi nie¬ 
złomne przekonanie, że zwierzynę i ptactwo Pan Bóg „puścił wolno" do Krzyże przydrożne w pow. wołkowyskim kniei i że nie mogą być one czyjąś własnością wyłączną. Kłusownik 
czuje się więc niesprawiedliwie ściganym i, jako napadnięty i skrzyw¬ 
dzony, uważa się za uprawnionego do walki wszelkiemi dostępnemi 
mu sposobami. Sąsiedzi podzielają jego poglądy, chętnie przechowają 
u siebie broń i zdobycz kłusownika, a podejrzanego o zabicie jele¬ 
nia, sarny lub głuszca nie wydadzą. Taki sam stosunek utrwalił się 
u ludności względem innego awanturniczego procederu — przemytu. / » 195 «
		

/Magazyn_172_08_0195.djvu

			PUSZCZE POLSKIE istniejącego na północy i zachodzie terenu, zajętego przez puszcze. 
Wieśniacy i mieszczuchy znają doskonale wszystkich „prowoderów", 
idących tajnemi przesmykami na czele bandy „muzykantów“, niosą¬ 
cych kontrabandę, która w żargonie miejscowym zowie się „pekele". 
Sunie taki prowoder, niczem wilk w miocie, węsząc wszędzie „szme- 
kera“ — strażnika i „poimczyka“ — szpiega, otrzymującego nagrodę 
za wykrycie nieoclonych towarów. Skradając się i narażając wol¬ 
ność swoją i życie, przemytnik liczy ściśle, jak wysokie „ryzyko" za- Drwale po pracy płacą mu chciwi kupcy za przemycone z Prus lub Litwy papierosy, 
cygara, lekarstwa, kokainę i jedwab... Wiedzą o tem wszyscy 
Mazurzy, Białorusini, Litwini i Kurpie, a jednak nikt słowa nie 
piśnie, chyba że do „poimczyków“ przystanie, ale niebezpieczna 
to kar jera, wokoło której zgęszcza się coraz bardziej atmosfera 
zemsty, nie liczącej się z niczem i nie cofającej się przed niczem, 
choćby to miała być robota „mokra" lub „czerwona", bo krwią 
przypieczętowana. O puszczańsko-pogranicznych „Janosikach“ krążą 
nieraz legendy, a niejeden „prowoder fartowy" lub „muzykant" 
udały, urodziwy i bogaty zakłóca spokojny sen krasawic z puszcz 
Augustowskiej, Knyszyńskiej i Zielonej..., gdzie przemytnicy, ści¬ 
gani przez straż graniczną, przepadają bez śladu i wieści. » 196 «
		

/Magazyn_172_08_0196.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH Rzemieślnicy — szewcy, krawcy, kowale, bednarze, powroźnicy 
obsługują potrzeby ludności puszczańskiej. Sporo też znajdzie 
się tam garncarzy, a wyroby ich zasługują na uwagę i nieraz wpro¬ 
wadzają w zdumienie swą niezwykle piękną, estetyczną formą 
i mistrzowskiem wykonaniem: misy i dzbany z pobiałką, żółte 
i zwykłe „siwaki“ — zupełnie czarne, bez polewy, tak odpolero- 
wane gładzikiem, iż wydaje się, jakgdyby poddano je grafitowa¬ 
niu. Motywy rysunkowe na przedmiotach polewanych odpowiadają 
trybowi życia ludności leśnej. Są to więc ptaki, swastyki, drzewko 
— emblematy rolnicze i łowieckie. Inne znów — odpowiadają 
emocjonalnym przeżyciom, a więc te same ptaki, liście, swastyki, 
lecz wyrażające ruch. Wśród dzbanów pojawiają się już kształty 
tykwowe z długą szyjką i rozszerzeniem na niej. Uczeni widzą w 
tern wpływy południa. Ciekawe są tu gliniane niecki na trzech 
nóżkach, z tulejką dla wstawienia drewnianej rękojeści. Naczynia 
tego rodzaju służą do warzenia strawy na węglach lub na małym 
ogniu, a są bardzo pospolite w stepach Kirgizkich i w Azji Środkowej. Ludzie leśni przechowali zabobony i przesądy, ciemne nieraz 
jak puszcza. Naprzykład, gdy w zimie umrze pszczelarz, ktoś z 
rodziny „budzi" pszczoły w ulach, bo inaczej może zginąć cały 
rój; podczas pogrzebu we wsi nikt nie powinien spać, gdyż inaczej 
śmierć zapamięta to sobie. Do wozu z nieboszczykiem należy za¬ 
przęgać wyłącznie wałacha, lecz nigdy klaczy, która stałaby się 
jałową; rodzice nie wynoszą sami umarłego dziecka z chaty, gdyż 
wszystkim innym dzieciom w rodzinie groziłaby śmierć. W domu, 
gdzie mieszka narzeczony, przez trzy ostatnie miesiące roku nie 
wolno ruszać kołowrotka i krosien, gdyż młodzieniec „nadaremnie 
kręciłby się, jak wrzeciono“. Tam i sam po Zielonych Świątkach 
chłopi palą w nocy pod krzyżami brzozy, któremi umajone były 
domy. Taki zwyczaj jest niezawodnie echem prasłowiańskiej Ku¬ 
pały, a koło Tykocina nazywa się nawet „Kupalnocki“. Mazurzy, mieszkający na obszarze puszczańskim, przechowali 
niektóre obyczaje, których początek tkwi we wczesnem średnio¬ 
wieczu. Do takich należy chodzenie na zapusty z kozą, bocianem, 
w wigilję zaś Nowego Roku — z niedźwiedziem i wymuszanie „woło- 
czebnego" — datków, pod groźbą, że krowy mleka dawać nie będą, 
a robactwo zniszczy zboże i len. W środę popielcową w sieni są¬ 
siadów rozbijają garnek z popiołem, skaczą przez pień drzewa, 
ustawionego w karczmie, co sprzyja urodzajowi wysokiego lnu 
i owsa. Do tych prastarych ech pogańskich należy śmigus wielka- d 197 «
		

/Magazyn_172_08_0197.djvu

			PUSZCZE POLSKIE nocny i obyczaj „-wykupu" przy obnoszeniu przez dziewuchy mło¬ 
dej sosenki ozdobnej — „gaiku", jak również tarzanie się gospo¬ 
darzy po runi żyta i obrzędowa uczta w dzień św. Jerzego (24 kwiet¬ 
nia), dni wianków, końskiego i wołowego wesela na Zielone Świątki, 
palenie ognia nieraz na szczycie starych grodzisk w noc święto¬ 
jańską, różne wróżby itd. Obrządki, poprzedzające i następujące 
po ślubie, niczem prawie nie różnią się od przyjętych we wsiach 
polskich, tylko w Puszczy Białowieskiej w wigilję ślubu starszy 
drużba — „starosta" lub „rajko" wyprowadza pannę młodą z ko¬ 
mory na ręczniku, co ma dowodzić łagodności jej charakteru, po¬ 
czerń usadawia ją obok narzeczonego. Panna udaje, że jest zawsty¬ 
dzona, więc odwraca się od oblubieńca, a swachy śpiewają: Nie siedź — i bokiem siadaj prościusieńko, 
bo to narokom; hlani milusieńko. Obyczaje ślubne Mazurów puszczańskich zaczynają się od „spro- 
sin", nieraz potrójnych, przyczem panna młoda dostaje upominki. 
Wszyscy goście dzielą się na drużyny — pana młodego i panny 
młodej, a na czele pierwszej występuje rajko, dziewosłąb, swat 
lub starosta, drugiej zaś przewodzi — starościna. Pieczywo weselne: 
korowaje, kołacze, kukiełki, szyszki, byczki, huski i gąski mają różne 
kształty i ozdoby, a każda z nich ma swoje nieraz magiczne zna¬ 
czenie, chociaż zatarło się już ono w pamięci ludu. Dziewiczy wie¬ 
czór, gdy przyjaciółki panny młodej wiją wieńce dla oblubieńców 
przy ciągłych śpiewach, posiada prawdziwą poezję i urok i wyraża 
cześć dla czystości dziewiczej, o czem mówi taka naprzykład śpiewka: 
Uwili wianek z ziela zielonego. Uproś, Anulu, ojceńka rodnego. Dziękuję tobie, mój ojceńku za to, 
że mój wianusek, jako scere złoto. Zachowała się tradycja obrony bramy zagrody i drzwi domostwa 
przed przybywającym do ślubu panem młodym, gdy targu o po¬ 
czesne i „kosę", czyli warkocz panny młodej dobija starosta przy 
całkowitem milczeniu oblubieńca, ponieważ skromność jego, po¬ 
waga i dostojeństwo nie pozwalają brać czynnego udziału w ceremon- 
jach wstępnych: w obdarowaniu wieńcem panny młodej, posadzonej 
na dzieży i kożuchu, ani w rozplecinach, gdy to druchny śpiewają: 
„nie mas takiego na świecie, kto nasej Kasince warkoc rozplecie" — 
ale rajko mimo to sprzeda warkocz, aż zaśpiewają znów druchny: 
— Brat, nie brat — Tatarzyn, ruciany wianusek za sóstek Sprzedał siostrzyczkę za talar, jej białe licko oddał tak. i) 198 «
		

/Magazyn_172_08_0198.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH „Nabyty“ warkocz za¬ 
wsze rozplata starszy 
brat lub też najbliższy 
krewny. Rozpleciny war¬ 
kocza są symbolem nie¬ 
winności dziewicy. Od 
tej chwili aż do oczepin 
chodzi ona z rozpuszczo- 
nemi włosami. Zwyczaj 
ten zmienia się w zależ¬ 
ności od miejscowości; 
koło puszczy Białowies¬ 
kiej rozpleciny następu¬ 
ją już po ślubie. Przed wyjazdem do kościoła, przed końmi sta¬ 
wiają korowaje, co ma zabezpieczyć obfitość wszelkiego dobra na 
drodze życiowej młodej pary, to samo znaczenie ma nadnarwiański 
zwyczaj ucałowania weselnego chleba przed wyruszeniem do koś¬ 
cioła, lub zawiązywanie koszuli panny młodej pod szyją lnem. Przy 
oczepinach wszystkie mężatki przyjmują młodą do swego grona, 
całując ją w usta. Ceremonja ta odbywa się przy akompanjamencie 
śpiewu druchen. Starosta weselny w miejscowościach puszczańskich 
zachował wszystkie niemal cechy swego pierwotnego, pogańskiego 
dostojeństwa, a mianowicie — jest on niby prasłowiańskim kapłanem 
przy zrękowinach i stróżem uświęconych tradycyj. Emblematem 
jego władzy jest ozdobna różdżka weselna, jak również wspaniała 
„korona" u starości¬ 
ny, która dzieli z nim 
w pewnych wypad¬ 
kach trudy nad ści- 
słem wykonaniem e- 
tykiety obrzędowej. Najwięcej pogłosów 
siwej przeszłości za¬ 
chowali Biało- i Czar- 
norusini, którzy przy¬ 
sięgają, że widzieli na¬ 
gich, kosmatych to¬ 
pielców w toni jezior 
i rzek — wilkołaków 
zaś w kniei i na bez- ...podlaskie ,,Parki“ snują nić Pod opieką Częstochowskiej...
		

/Magazyn_172_08_0199.djvu

			PUSZCZE POLSKIE drożach; są też niezmiernie wrażliwi na wykonanie tradycyj oby¬ 
czajowych, i to tak dalece, że, gdy panu młodemu nie chce się przed 
„wieńczeniem“ płakać, swaty śpiewają natarczywie i prawie groźnie: 
„Ne płacze Michałko; ne płacze; dati jomu horkoj cibuli pod oczy". Niedawno jeszcze państwo młodzi, wchodząc do chaty po ślubie, 
musieli się kłaniać w stronę honorowego kąta — pokucia, gdzie w przedchrześcijańskiej erze 
stawiano posążek bożka do¬ 
mowego. Łożnicę dla mło¬ 
dej pary urządzają często¬ 
kroć na toku, gdzie się młó¬ 
ci zboże i to ze snopów nie- 
wymłóconego żyta, co ma 
przysporzyć dzieci płci mę¬ 
skiej. Przy wejściu młodej 
mężatki do domu małżon¬ 
ka, świekra wychodzi na¬ 
przeciwko niej w kożuchu, 
wywróconym wełną naze- 
wnątrz, i usadawia na dzie¬ 
ży z ciastem. Jest to symbo¬ 
liczne oddanie młodej ko¬ 
biecie jej gospodarstwa. Taki ściśle przestrzega¬ 
ny tradycjonalizm jest nie¬ 
zmiernie charakterystycz¬ 
ny i, jak twierdzą niektó¬ 
rzy badacze, zależy od po¬ 
zostałości obyczajów i prze¬ 
sądów z okresu pogaństwa, 
poczęści zaś przejawiają się 
w nim późniejsze wpływy 
mistycyzmu mongolskiego. Do takich obyczajów zamierzchłej prze¬ 
szłości prasłowiańskiej łub narzuconych przez najeźdźców azjatyc¬ 
kich należy przedewszystkiem obrona domu panny młodej, gdyż 
w Azji istnieje w naszj^ch jeszcze czasach zwyczaj „umykania" czyli 
porywania dziewicy. U Biało- i Czarnorusinów obyczaje ślubne zbli¬ 
żone są do mazurskich z pewną, być może, odmianą związanych 
z niemi zabobonów. I tu starszy swat, rajko kieruje wszystkiem. On 
to rozpoczyna tradycyjne ceremonje, śpiewając do panny młodej: A. Kamieńskiego ,,Prządki",... » 200 «
		

/Magazyn_172_08_0200.djvu

			LUDNOŚĆ PUSZCZ POLSKICH i. 'Ir >V Białowieżanka",... Najechało gościków, aj — pełny dwór. 
Aj zaznaj, poznaj, kotory twój? Szto u zieleni, szto u czerwieni 
to — nie mój, Szto u siweńku, na woroneńku 
to — to mój! On też ów „dziewosłęb" daje znak za¬ 
kończenia prasłowiańskiej „swadźby" — 
ślubu, który w obecności drużyn wesel¬ 
nych, a więc ogółu został przez niego, 
jako przez uosobienie pogańskiego ka¬ 
płana, uznany symbolicznie za prawo¬ 
mocny i zgodnie z tradycją zawarty. 
Są to bardzo dawne obyczaje, pełne 
uroku i głębokiego znaczenia, nietyłko 
religijnego, ale i społecznego. Ze smut¬ 
kiem jednak stwierdzić należy, że obec¬ 
nie uległy one wielkim zmianom i banalnym uproszczeniom. W głu¬ 
chych wsiach, po skrajach bagien przetrwały jeszcze aż do naszych 
czasów znachorki i czarownice, które leczą od wszelkich chorób, 
wróżą, urzekają, robią „zakruty" w polu, od czego nie rodzi się żyto, 
a na gospodarzy spadają różne klęski; umieją przyrządzać „zada¬ 
nie" ze sproszkowanych wężów, ropuch, jaszczurek i żółci; od za¬ 
życia tego środka ludzie chorują długo i umierają. Czarownice wa¬ 
rzą też różne „lubczyki", a najpotężniejszemi są dwie kostki —• 
„haczyk i widełki" — nietoperza, zjedzonego przez mrówki. Haczyk 
przyciąga serce, widełki odpychają je. Któż jednak potrafiłby opisać 
wszystkie te zabobony i 
przesądy, te czary prze¬ 
chowane nietyłko przez 
Białorusinów, ale nawet 
przez Mazurów, co to hen 
— przed siedmiu wieka¬ 
mi wdarli się zbrojnie na 
ziemie Jaźdwingów i u- 
trzymali się na niej aż 
do naszego wieku radja 
i samolotów? Nie mamy 
powodów wstydzić się si¬ 
wych przesądów, są one 22 201 i ...„Podwoda"
		

/Magazyn_172_08_0201.djvu

			PUSZCZE POLSKIE bowiem echem dawnych tradycyj, opartych na empiryzmie pier¬ 
wotnym, który jest również nieśmiertelnym i w społeczeństwach 
angielskiem, francuskiem i skandynawskiem. Dawny wpływ tych 
przeżytków uległ głębokim przemianom i pociąga ku sobie teraz 
raczej podświadomie wyczuwany romantyzm — ten promyk w mętnej 
szarości życia. Zresztą, mój Boże, czyż puszcza i jej rozgwar, zro¬ 
zumiały ludziom, urodzonym pomiędzy Bugiem, Narwią, Niemnem, 
Biebrzą, Nurcem i Szkwą, nie są źródłem wszelakiej tajemnicy i wra¬ 
żliwości na dalekie poszepty minionych wieków ? Płynie rzeka czasu 
i płat po płacie unosi pianę przeszłości. W jej bystrzu i wirach stare 
obyczaje, pieśni i wierzenia pogrążają się, niby liście nenufarów, 
i nie wypływają już nigdy. Ktoś kiedyś zmierzy może i zważy war¬ 
tość tego, co było i minęło, i tego, co z szalonego nurtu wypłynęło 
dziś na powierzchnię życia, jawne i, zda się, wciąż żywe. Jakiż 
wyrok wyda ten badacz zimny i ścisły? Któż to przewidzieć zdoła? Chrystus przydrożny » 202 «
		

/Magazyn_172_08_0202.djvu

			Krzyże przydrożne Kurpiowi towarzyszem w drodze CZĘŚĆ PIĄTA ROZDZIAŁ PIERWSZY KURPIOWSZCZYZNA Tam, gdzie od prawego brzegu wpadają do 
Narwi rzeki Pissa, Szkwa, Rozoga, Omu- 
lew i Orżycz ciągną się już nikłe pasma bo¬ 
rów, równoległych do puszcz Augustowskiej 
i Knyszyńskiej. — Jakgdyby ruchem rozpa¬ 
czliwym wyciągnęły swe zielone ramiona pra¬ 
stare puszcze Mazowieckie, aby nie oddać, 
nie stracić więzi z knieją Jańzborską, z lasa¬ 
mi Ramuckiemi i Napiwodzkiemi, które za 
rubieżą pruską tęsknią do nich i wzdychają. 
Czemś mistycznem wieje od tych wyciągnię- Uśmiech Kurpianki 22* I
		

/Magazyn_172_08_0203.djvu

			PUSZCZE POLSKIE tych ku granicy, wytrzebionych, przeciętych szerokiemi bielami 
pasm! Sosny puszczy Zielonej mówią coś nieprzerwanie, a jest w tym 
poszepcie — i troska i niepokój i tęsknica... Od pnia do pnia, od 
korony do korony iglastej przerzucają sosny hasła polskie, a padają 
one aż w głąb kniei nad jezioro Sniardwy, pod Biskupcem, Szczytnem 
i Wielborkiem, gdzie wre od wieków niewidzialna, a zacięta walka 
pomiędzy opornym Mazurem zarubieżnym, a Niemcem — zachłannym 
i upartym. Mocnym, twardym głosem rzucane są te hasła, bo podry¬ 
wają je Puszczaki — Kurpie, co na straży ojczyzny stoją niezmiennie, 
bez wahań, jak ich bohater narodowy— Stach Konwa, i pozew borów 
tysiącami własnych gardzieli rozgłaszają poza rubieżą: „A nie daj 
się! A wytrwaj! A pomóż wam Bóg i Chrystus o nas frasobliwy!'" Puszcza Myszyniecka, inaczej —• Kurpiowska okrywa 185 725 ha 
ziemi, a z tej liczby około 45 000 hektarów zajmują w niej lasy 
państwowe nadleśnictw Myszyniec, Kolno, Lipniki, Nowogród i Ostrołęka — w województwie Białostockiem i 18 500 ha w województwie warszawskiem. Leżące na przejściu od pojezierza ...Praczki na tratwach,...
		

/Magazyn_172_08_0204.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA mazurskiego do wielkich dolin, puszcza ma wygląd kraju płaskiego, 
opadającego powoli ku dolinie Narwi i jej prawych dopływów. 
Tam i sam ciągną się piasczyste pagórki pochodzenia lodowco¬ 
wego, rozmieszczone między błotnistemi dolinami i torfowiskami, 
gdzie rosną sosny karłowate, mchy torfowe, bagno, łochyma, Żó¬ 
rawina i trzciny. W warstwach piasczystych, przeciętych pasmami 
torfów, znajdują się pokłady rudy darniowej i bursztynów. Pas 
najbogatszy w „złoto północy" ciągnie się od granicy Prus Wschod¬ 
nich przez Myszyniec i Ostrołękę. Lasy Zielonej puszczy są prze 
ważnie iglaste, co właśnie spowodowało nadanie jej tej nazwy. £ ...Tak żyją flisacy Tylko w moczarowych rewirach, jak zwykle, do sosen o ączają 
się świerki i drzewa liściaste, aż zapanuje niepodzielnie czarno 
lesie Lasy iglaste składają się przeważnie z sosen; świer i są u 
rzadL. Co do drzew liżcia.tych, »1= twórz,cych jednak 
większych skupień, to przeważają czarne olchy, pomieszane, w za- 
Lnośd od gleby i stanu wód podskórnych, z brzozą, sosną i świer¬ 
kiem^ Krajobraz puszczański - płaski i jednostajny - me po¬ 
siada wybitnej malowniczości, chociaż wiecznie zielone bory, gęste 
podszycie jałowcowe, rozrzucone tam i sam jeziora — z nich naj- 
większem jest Serafin — i szmaragdowe łąki nadrzeczne mają jednak )) 205 «
		

/Magazyn_172_08_0205.djvu

			PUSZCZE POLSKIE przyjemny, swojski urok. Malownicze 
są zato wysokie brzegi Narwi pod 
Nowogrodem i cały wężowy wart 
Pissy, wybiegający z jeziora Roś lub 
Warsz, w Prusach Wschodnich poło¬ 
żonego. Na dnie jej i Rożogi w ile 
dennym leżą rogi i czaszki turów, 
łosi i jeleni, to znów całe zwaliska 
skamieniałych już pni dębowych. 
W wielu miejscach wykryto resztki 
osad i cmentarzysk przedhistorycz¬ 
nych, co przemawia za tern, iż pusz¬ 
cze te były zamieszkiwane oddawna, 
tysiące lat przed Kurpiami. Liczne 
grząskie, zapadliste bagna, jak Karas¬ 
ka, Turośl i Łokieć broniły ludności 
pierwotnej przed wrażymi przyby- 
Przy barci szami, którzy wpadali tu, zwalczy- wszy obronny mur puszczy Zielonej. Ud wieku XIII-go zaczęli kryć się w niej niepokojeni przez czam¬ 
buły i zagony Batu-Chana Mazurzy. W późniejszych czasach ucie¬ 
kali tu ludzie przed Jadźwingami, Litwinami i Kozakami; szukali 
tu tez schronienia chłopi, którzy zbiegli przed surowością i samowolą 
panów, szlachta, gdy nabroiła tak mocno, że jej kat w oczy toporem 
zaświecił, oraz wszelki lud nieznany, awanturniczy, o ciemnej prze¬ 
szłości swojej opowiadać nie lu¬ 
biący. Z nich to powstał osobliwy, 
namiętnie Polskę i wolność miłu¬ 
jący odłam naszego narodu — Kur¬ 
pie. Ciekawe i dziwne nieraz noszą 
oni nazwiska: Cieloszka, Cherubin, Duda, Cwalnia, Grala, Kozioł, Ko¬ 
koszka, Pupek, Ptak, Serafin, Piast, Wilk, Lis, Mamajka, Samuel, Na- 
liwajko, Pac, Kisiel, Czartoryski, Zamoyski, Sobieski. Przecież same 
nazwiska te — to historja tych od- 
dawiendawna osiadłych tu wieś¬ 
niaków, bandytów, cudzoziemców: 1 atarów, Holendrów i Niemców, Kurpie
		

/Magazyn_172_08_0206.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA no — i arystokratów na¬ 
szych, wszystkich w czam¬ 
buł skurpiałych wkońcu i 
w jeden szczep osobliwy 
stopionych. Odrębny to lu¬ 
dek i do reszty Polaków 
niepodobny. Bo któż to 
widział, żeby, ogłosiwszy 
w r. 1858 „wyrzeczysko“, 
co oznaczało zaniechanie 
picia „obrazy boskiej“, 
czyli siwuchy, nie używać 
jej ponoć aż do r. 1890! Bitny to był ludek i na 
własną rękę grzmocił nie- Ubiory Kurpiów przyjaciela zewnętrznego i wewnętrznego, śmiele sobie z nim poczynając. Niemców sumiennie 
tłukł, Szwedów z rusznic celnie „grzał“, Moskali serdecznie prał, 
Austrjaków na cztery wiatry rozpędzał, do powstańców ciągnął 
ochoczo, co wyśpiewała Marja Konopnicka w znanym wierszu: A w Zielonej, Myszynieckiej hukają puszczyki, To Padlewski Zygmunt dzielny zwołuje Kurpiki. W r. 1920 Kurpiowie spróbowali dawnej tężyzny swej na karkach 
czerwonych najeźdźców, a o tern rozpowiada pomnik pod Lemanem. Fama o puszczy biegła od- 
dawna poza granice Polski, 
bo stąd szły na wsze strony 
świata najlepsze — złote, jak 
słońce, lub szkarłatne, jak 
krwawniki bursztyny. Wszy¬ 
stko to pozwala nam nazwać 
sławną tak bardzo teraz bied¬ 
ną, dźwigającą się z pobojo¬ 
wisk, puszczę Zieloną. Jed¬ 
nakże dla nas sława jej prze- 
dewszystkiem w jej ludzie — 
odważnym, wytrwałym, po¬ 
bożnym i ojczyźnie do ostat¬ 
niego tchu oddanym, w pra¬ 
wych Kurpiach-Puszczakach. Łoivy kurpiowskie
		

/Magazyn_172_08_0207.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Młyn pływak na Pissie i... DZIEJE I ŻYCIE KURPIÓW 
Nie każda dzielnica może pochwalić się tak zaszczytną i burzliwą 
historją, jak ziemia kurpiowska. Wytrzymali Kurpiowie bowiem nie¬ 
zwykle silny napór Prus protestanckich, nie ulegli im jednak, jak to 
przydarzyło się niegdyś ich pobratymcom — Mazurom z Pojezierza, 
i nie oderwali się od Macierzy. W r. 1708 rozgorzała wojna dynastji 
saskiej z Stanisławem Leszczyńskim, którego na tron polski prowadził 
król szwedzki, Karol XII. Gdy król skierował się do Grodna przez 
puszczę, Kurpiowie wysłali do niego poselstwo, żądając, aby ominął 
ich bory, lecz Karol wyśmiał tych „chłopów bez butów“ i zarządził 
dalszy pochód. Wtedy to Kurpiowie, uzbrojeni przez wojewodzinę 
Chełmską — Działyńską, pod wodzą swoich starostów bartnych 
z Borowym na czele, zastąpili Szwedom drogę koło Kopańskiego 
mostu i w „Świedzkim Borku“ pod Myszyńcem wystrzelali 8000 
„czerwonych djabłów“, jak nazywali szwedzkich drabantów, a 
samego króla w haniebnej ucieczce zapędzili aż do Szczuczyna. 
I jeszcze raz pobili Kurpiowie Szwedów, a było to na cmentarzu 
ostrołęckim. Wkrótce potem, podtrzymując Leszczyńskiego, tłukli 
oni saskich i moskiewskich piechurów i dragonów. W tych właśnie 
bitwach zginął chwalebnie narodowy bohater kurpiowski — Stach 
Konwa, któremu to w uroczysku „Rycerski Kierz", w lesie jedna- » 208 «
		

/Magazyn_172_08_0208.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA czewskim pod Łomżą, wystawiono pomnik z figurą Chrystusa Fra¬ 
sobliwego. W r. 1794 kurpiowski pułk strzelców za bitwy z Pru¬ 
sakami nad Narwią zasłużył na pochwałę „Naczelnika w sukmanie“. 
W r. 1809 podczas napadu Austrjaków na Księstwo Warszawskie 
odznaczyły się nad Bugiem konne oddziały Kurpiów, dowodzo¬ 
nych przez pułk. Zawadzkiego i Szremera, a piesze — pod Zieliń¬ 
skim. W r. 1831 Kurpie ochoczo szli do wojska i brali udział w 
bitwie pod swoją Ostrołęką; podczas powstania styczniowego ufor¬ 
mowali oddziały strzelców i kosynierów i bili się z przeważaj ące- 
mi siłami Moskali. Po smutnym roku 1863 w puszczy, jak długa 
jest i szeroka, powyrastały niewysokie, wrzosami okryte mogiły 
powstańców. Przy końcu wojny światowej Kurpie jęli się spo¬ 
łem rozbrajania Niemców i wypchnęli rozpanoszone ich bandy za 
kordon, pamiętając o znęcaniu się Prusaków nad ludnością, o wy¬ 
zysku, rekwizycjach i rabunkowem trzebieniu puszczy. Podczas 
wojny z bolszewikami, Kurpie jako ochotnicy stanęli znowu w sze¬ 
regach obrońców ojczyzny i nieraz potykali się z przerywającemi 
się ku Prusom trzebionemi szwadronami czerwonej kawalerji Gaj- 
chana, zanim te ostatecznie dały nura do Prus Wschodnich. Zająwszy w w. XIII-ym swoje puszcze, stali się Kurpie ludźmi 
książęcymi, a potem — królewskimi i nie zaznali ciężkiej ręki nie- 
zawsze „ludzkiej“ szlachty. Z tego to powodu znaleźli się Kurpie 
w lepszych znacznie warunkach społeczno-gospodarczych niż reszta ...takiż młyn na Omulewie 23
		

/Magazyn_172_08_0209.djvu

			PUSZCZE POLSKIE ludności starego Mazowsza, co wytworzyło odrębność ich typu 
i charakteru, osobną gwarę i obyczaje. Do wieku bodaj XVII-go 
Kurpie, zamieszkujący puszczę Zieloną, żyją z tego, co im ich puszcza 
rodzona dać mogła: są łowcami i rybakami, z barci dobywają miód, 
a z ziemi buły bursztynu, na flis z tratwami się wybierają. Znacznie 
później dopiero zaczęły się wyłaniać z puszczy obszerniejsze szmaty 
ziemi ornej, a, gdy Moskale zburzyli przemysł bartny, a potem na 
dobitkę odebrali ludności broń palną, — nucąc smutną piosenkę: 
Hej, bracia, łza łzę goni — hej serce z żalu pęka: Już Kurpik nie ma broni — las pod zwierzem stęka! Chata, kurpiowska z ,,śparogami" zaczynają dopiero w w. XIX-ym ciąć lemieszem próchnicę i piachy 
puszczańskie. Bartnictwo znikło bez śladu i Kurpiki słabo już pa¬ 
miętają o dawnej rzeczypospolitej bartnej i jej prawie, o swoich 
starostach miodowych, o gmerkach, któremi znaczyli swoje bory, 
ćwierćbory, barcie, mierzone kadzie i ,,rączki“ miodowe, „kamienie“ 
wosku lanego, wszelaki sprzęt i obierz stanową. Nikt na ziemi kur¬ 
piowskiej nie potrafi już „wydziać“ barci „na surowym korzeniu“, 
ale — wybrać dobry ul współczesny i rój w nim osadzić, to jeszcze » 210 «
		

/Magazyn_172_08_0210.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA może, boć we krwi siedzi umiłowanie pszcze¬ 
larstwa, więc ludziska zakładają pasieki, 
przyśpiewując sobie przy tern radośnie: 
Oj, wy pszczółki stare, oj, miodku kochany, 
Od was mamy wiarę, przez was Piast obrany. Wraz ze sztuką bartniczą zapominają 
Kurpiki dawne swe obyczaje, wierzenia i 
przesądy. Zapominają tak, jak wyrzucili 
z pamięci w w. XVII-ym puszczański na¬ 
wyk „krwawiny" — zemsty krwawej. Już nie 
wierzą, że czarownice mogą „zadać urok'-, 
a trzy węgielki, rzucone do misy z wodą, 
„odczynią“ złe czary. Idą już do lekarza, 
zamiast biegunkę przerywać piwem, ograskę 
czyli febrę — białemi kamykami, które po splunięciu na nie, rzuca się 
poza siebie; nie leczą teraz Kurpie zapalenia oczu — zapuszczaniem 
pod powieki ogładzonego „cacka“ bursztynowego, co „wyciąga" 
ogień. Stare zwyczaje, związane z kościołem i nabożeństwem, obrzę¬ 
dy weselne, gdzie „dziewosłęb“ ze swoją różdżką weselną ożywiał 
prastare tradycje kapłanów pogańskich, rytuał pogrzebowy i czyn¬ 
ności przy urodzinach dziecka — wszystko to odchodzi obecnie w mgłę 
przeszłości, zgłuszone rykiem samochodów i głośnikiem radjowym. Może jedynie rybacy znad jeziora Serafin ukrywają cośniecoś z prze¬ 
szłości i nie chcą porzucić ani łoju miętusowego, ani „oka szczuczego 
talizmanów „krzepkich matyjaśnie" (dziwnie mocnych). Rybaków 
zaś tych nad Narwią, Pissą i Rożogą, nad 
Serafinem i drobniej, 
szemi jeziorami osie¬ 
dliło się sporo. Wę¬ 
gorze, sumy, szczu¬ 
paki, leszcze, miętu¬ 
sy, „złote“ karasie, 
liny — mimo liczne 
klęski, spadające na 
puszczę nie wyginęły 
jednak i, choć Kur- 
piowie nie mają już 
przywilejów królew¬ 
skich na władanie Kapliczka 23* Szczyty zwykle pionowo dwudzielne
		

/Magazyn_172_08_0211.djvu

			PUSZCZE POLSKIE KURPIOWSZCZYZNA strądem rzecznym, ryby 
jak dawniej chwytają kło¬ 
nią, na niewód i więcierze. Nie porzucili również Kur. 
piki ulubionego, historycz¬ 
nego bursztyniarstwa. Ot, 
zrzadka, jakgdyby dla za¬ 
bawy, w chwilach wolnych 
od orki i lasowania, biją 
próby w ziemi i stylami 
wygrzebują z torfu złote i 
czerwone bursztyny - dzie¬ 
wczynom na podarek lub 
żydkom — za tabakę. Mi¬ 
nęły jednak bezpowrotnie 
te czasy, gdy całe „osma- 
ny" — partje kurpiowskie 
drążyły ziemię, a gdy pod 
stylem „beknął“ burszty¬ 
nowy kamień gruntowy, 
zakładały „wądół“ — ko¬ 
palnię, odprowadzały ko¬ 
rytami „ciekięć" rdzawą i 
wydobywały świecące ,,o- 
krągło“ — blankiery i fer- 
nece, białawe knochy, pło¬ 
myki, śluzy i szumy — 
jedne jasne i żółte, inne 
znów czerwone z pasemka¬ 
mi „chmurek“ w rdzeniu. 
W miastach i mieścinach 
kurpiowskich pracowały lń 
czne bursztyniarnie, skąd 
wychodziły piękne sznury 
paciorków, różańce, cygar¬ 
niczki, zapinki, guzy, kla¬ 
mry a teraz w paru tylko 
miasteczkach — ledwie zi¬ 
pią małe warsztaciki, pra¬ 
cujące przygodnie, obta- Hej, te dziwki jako zorze! 
Ładne, gibkie, jak to zboże, 
Aż się dusza śmieje człeka 
Do kurpiowskiej tej dziewoi, 
Bo i ubiór jej nie byle, A w niedzielę patrzeć mile, 
Kiedy idzie se przez lasy. 
Suknia, fartuch w różne pasy 
Żółte, czarne i czerwone, Niebieskie i zielone. I chusteczka w piękne kwiaty 
I gorsecik też bogaty, 
Aksamitny, czarny, lśniący 
I od złota aż błyszczący. Z kokardami ma buciki, A na szyi medaliki 
I paciorki bursztynowe — 
Wszystko swojskie, ładne, nowe czają kawałki „złota pół¬ 
nocy“, znalezione przy ko¬ 
paniu studni, przy karczo¬ 
waniu pni lub na zdziarze, 
gdzie woda wyrzuca nieraz 
przezroczyste „cacko“ ho¬ 
żym, zalotnym dziewczę¬ 
tom na radość. Gdzież te 
czasy bujne, gdy całe „fa- 
milje" walczyły o boga¬ 
tą „chlappę“ — o gniazdo 
najprzedniejszych burszty¬ 
nów ?! Przepadły i one bez¬ 
powrotnie w głuchej beze- 
dni minionych wieków. W ich otchłani __ pogrą¬ 
żyły się również sławne 
czasy łowieckie, gdy w pu¬ 
szczy Zielonej przebijały 
sobie grządy tury, żubry 
i łosie, gdy pod staremi 
wywrotami kosmacze do 
snu się zimowego układa¬ 
ły, a po bielach wyły „ro¬ 
baki“, wilczyska, świecące 
ślepiami, niby ogniki błę¬ 
dne nad topielą bagienną. 
Minęły wraz z wielkim my¬ 
śliwcem — królem Stefa¬ 
nem, no, a potem to już 
Kurpik ze swej długiej 
flinty na własną rękę wy¬ 
strzelał jelenie, dziki i sar¬ 
ny; wystrzelałby zapewne wszystko, co nosi nęcącą 
nazwę zwierzyny, gdyby 
nie władze... Przycisnęły 
one łowca odwiecznego i 
na kłusownika go przero¬ 
biły, co strzela rzadko. » 212 « » 213 ł
		

/Magazyn_172_08_0212.djvu

			Kurpianki wykazują wiele smaku artystycznego... zniszczenie zaś szerzy sidłami i pułapkami. Do tych ludzi wolnych, 
pełnych fantazji, odwagi, pomysłu i gestu najszerszego, przyłączyli 
się flisacy, co to Narwią, Bugiem i bystrzem Wisły do morza spły¬ 
wają, ludziom całego świata na pożytek i radość oddając złoci¬ 
ste pnie sosnowe, miód złocisty, złoty wosk i bursztyn łyskliwy, 
niby szczere złoto! To też najweselsi są ci oryle kurpiowscy; żarty 
się ich trzymają, figle i zabawy a słychać ich zdaleka, bo na dłu¬ 
giej kolei tratew ktoś z czeladzi zadmie nieraz na ligawce, jakgdy- 
by to bydło pasł po łąkach i latowiskach. Ale są to wolne zawody 
dla ludzi wolnych, dla których szmaty puszczy żałosne, Pissa, Orzyc, 
Omule w — to świat — mały, przerażająco ciasny i szary, ni to wy¬ 
dmuchy i wiorzyska, gdzie nie znajdzie bursztynów promiennych 
człek, łaknący wrażeń i wielkiego dokonania. Inne są tu jeszcze zawody — ciche, z losem pogodzone, domowe. Kurp rolnik to dobry i pracowity, a że czytny jest i piśmienny, więc zagląda do 
dzienników i książek „rozumnych", uczy się —i na roli sypkiej i bie¬ 
dnej to i owo stosuje z pożytkiem. „Puszczak"—Kurp niewiadomo 
skąd i dlaczego stał się budowniczym naschwał, wprowadził do tej 
sztuki piękno, polot i jeszcze coś, co zastanawia i ku chatom kur¬ 
piowskim pociąga wyobraźnię. Wszystkie domy stoją tu szczytami 
do drogi, przedzielone dziedzińcami od zabudowań gospodarczych, ...w swych wycinankach, w których odtwarzają...
		

/Magazyn_172_08_0213.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA zacienione sosną, brzozą, wierz¬ 
bą lub wysokiemi jałowcami 
drzewiastemi. Szerokie, nieraz 
podwójne okna o sześciu szy¬ 
bach zdobi rzeźba u góry; o- 
kiennice z wyziorkami mają 
malowidła — kwiaty lub figury 
geometryczne; drzwi, zbite z 
wąskich desek, tworzą rysunek, 
u góry zaś mają słońce, wpół- 
ukryte za widnokręgiem i roz¬ 
siewające promienie na wszyst¬ 
kie strony. Dachy chat ostrospadziste, w szczytach zdobione w ,,śpa- 
rogi", czyli rogi w krzyże wycinane i rzeźbione słupki z kogutami, cho¬ 
rągiewkami, krzyżykami, lub też uwień¬ 
czone kulami. Drzwi kurpiowskie ze sło- 
necznem godłem i owe „śparogi“ szcze¬ 
gólnie zastanawiają przybysza. Przecież 
owe słońce promieniste to herb północy, 
tęskniącej do dziennej gwiazdy życiodaj¬ 
nej, a motyw ten mają w swej sztuce 
Skandynawowie, Islandczycy, Japoń¬ 
czycy, Aj nowie i Gilacy azjatyccy. Mieli 
go też na swych orlogach wikingowie, 
...formy roślinnego świata... owi wodzowie Waregów, to siemię, za- pładniające ludy od Jutlandji i wysp 
Brytyjskich do ujścia Senegalu i zatoki Bizerty. A te „śparogi“! Na 
Ruś przynieśli je również Waregowie, a takie właśnie rogi wieńczyły 
stare „teremy“ kijowskie i moskiewskie, te niby głowy węży i koni, 
któremi zdobiono nad kipielą pienną wzniesione wysoko dzioby dłu¬ 
gich łodzi drapieżnych ludzi morza. Czyż nie zasługuje na uwagę 
pytanie — jakiemi to drogami 
aż poza puszcze pojezierza do¬ 
tarły te godła i emblematy 
smętnej i ponurej ziemi pół¬ 
nocnej i ludu jej, w pragnieniu 
nieukojonem szukającego słoń¬ 
ca, Swaroga? Pytanie to judzi 
wyobraźnię, szczególnie, gdy się 
spostrzega stary krzyż przy- » ...i echa dawnego kultu 215 « ...i zespalają umiejętnie...
		

/Magazyn_172_08_0214.djvu

			PUSZCZE POLSKIE drożny, z wymyślnym podwójnym krzyżykiem z żelaza na szczycie. 
Coś dawno zapomnianego spływa od niego... Wszakżeż to w metalu 
utrwalono tu stare runy północne, jakieś nieodcyfrowane, nieodgad- 
nięte dotąd napisy, może herby, „klejna“, stawiane na barciach. W tych przyjemnych, podwójnie słonecznych domach kurpiow¬ 
skich mieszkają wielcy artyści — plecionkarze. Technika krzyżowa. Krajobraz puszczański taśmowa i żeberkowa — to zabawa dla pastuszków po smugach 
i bielach, bo prawdziwy artysta — to ten, co z cienkich i cieniutkich 
pręcików sposobem spiralnym, dwuokrętkowym wyplecie baniasty, 
doskonały w kształcie dzban uszaty, z którego ani woda, ani kropla 
mleka nie wyciecze. Umie pleść Kurp, bo wszak i nazwę swoją 
otrzymał od plecionych chodaków — skórzni lub łykowych łapci. 
Garncarze z nich też przedni, a w motywach rysunków na polewach 
mis i dzbanów powtarzają słoneczne mity, zwierzęta, ptaki, drzewa, » 216 «
		

/Magazyn_172_08_0215.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA liście, kwiaty. Figurki je¬ 
leni, koni, kozłów wid¬ 
niej ą nawet na noworocz- 
nem pieczywie, na świe¬ 
cach wotywnych, i se¬ 
rze, wiadomo —lud pusz¬ 
czański, łowczy! Lud od¬ 
mienny od reszty Mazu¬ 
rów, nawet w mowie, co 
się szczególnie zaznacza 
w starych śpiewkach. Ot 
tak naprzykład śpiewają 
Kurpiki o swojej bitwie Zacisze leśne z królem Karolem XII: Na kopańskim moście stali dziwni goście i fuzyje mieli. O tym nie ziedzieli, że Kurpie też mają i tęgo strzelają. 
Najświętsza Maryo! Śwedy nas zabziją, ratuj nas w tej bziedzie! 
Staw Kurpsiów na przedzie! Kurpsie sie nie daj ą, Świedy uciekaj ą 1 
Choć Myszyniec płonie od rzuconej drzazgi, my na swym zagonie 
Zbzijem was na niazgi. Leci król na przedzie, za nim Śwedy bieżą. Nic Kurpsiom nie bandzie — bo w Maryę wierzą! I stroje noszą Kurpie swoiste, odmienne, nigdzie więcej niespo¬ 
tykane. Puszczaki używają odzieży obcisłej, lekkiej i wygodnej. 
Dawny mieszkaniec tej ziemicy nosił w lecie „kapalus“ ciemny, 
niski, okrągły z piórem, na jakie kogo stać było, w zimie zaś baran¬ 
kową rogatywkę o cie- 
mnem denku. Na lnia¬ 
ną koszulę, zawiązaną 
pod szyją czerwonym 
„faworkiem“, wciągał 
Kurpik obcisłe spod¬ 
nie z białego sukna z 
czerwonemi wypust¬ 
kami i guzikami koło 
kostek. Nogawki owi¬ 
nięte rzemykiem wpu¬ 
szczano do chodaków 
ze skóry. Na ramio¬ 
na wdziewali Kurpie 
„leibzik" tj.kamizelę, 24 Wszędzie sosna
		

/Magazyn_172_08_0216.djvu

			PUSZCZE POLSKIE a na nią fałdowaną sukmanę ciemno-szarą, jak piach na szlaku, zdob¬ 
ną w granatowe klapy, kołnierz stojący, kieszenie po bokach i piękny 
pas barwny. Niewiasty nosiły wełniane, pasiaste „kitle“ — spódnice, 
gorset i kaftanik „a la bolero“, a nawierzch — bure lub szare suk¬ 
many. Mężatki kryły włosy pod chustkami, związanemi na tyle 
głowy, dziewczęta zaś szczyciły się płowemi warkoczami z pękami 
wstążek. Największą ozdobę do dziś stanowią jednak sznury bur¬ 
sztynów. W dni uroczyste i świąteczne wdziewają dziewuchy wy¬ 
sokie „czółka" — cylinderki bez rondów, tekturowe, aksamitem 
czarnym i galonem złotym oklejone, a kitą z wstążek i piór z lewego 
boku przystrojone... Choć żywią się „rejbakami" kartoflanemi i 
„pampuchami" gryczanemi na oleju, popijają oskołę i „psiwo" 
(piwo) jałowcowe, tryskają jednak zdrowiem dorodne, wesołe, go¬ 
ścinne Kurpianeczki, a przekorne, bo tak chłopakom odśpiewują: 
Nie wsystkie ksiatuski są na boru psiękne. Nie wsystkie tez chłopcy są u dworu zierne. Nie wsystkie sady kscą, co si rozzijają, Nie wsyscy ślub bzierą, co się zalecają. Jednak żenią się Kur¬ 
pie i w dodatku żenią 
się zwykle młodo. Za¬ 
prosiwszy sobie rajka — 
swata, idzie z nim chło¬ 
pak do domu upatrzo¬ 
nej dziewczyny na wy- 
pyty. Ów rajko pozdra¬ 
wia gospodarzy imie¬ 
niem Chrystusa i mówi: 
,,Przyjechalim do was, 
może co mata do sprze¬ 
dania?" Gdy ojciec lub 
matka dziewczyny od¬ 
powiedzą: „A możeby 
się co znalazło", powa¬ 
żny rajko rozpoczyna 
szczegółową rozmowę, 
młody zaś idzie do pie¬ 
ca, za którym siedzi pan> 
na. Młody Kurp wyciąga 
ją spoza pieca, mówiąc: Kurpiowska straż przy grobie Chrystusa
		

/Magazyn_172_08_0217.djvu

			KURPIOWSZCZYZNA Kurpiowskie muzykanty z osobliwemi instrumentami „Słuchaj Kasiu, może pój dziewa po psiwo do karczmy ?“ Jeżeli dziew¬ 
czyna pójdzie z chłopakiem, znaczy to, że jego oświadczyny zostały 
przyjęte. Narzeczona, wypiwszy trochę piwa, wychodzi z chaty, za¬ 
prasza druchny, a potem, „zasmucona“ odwiedza swych krewnych. Na wieść o zaręczynach w domu rodziców schodzą się goście, 
którzy składają dary, zanim rozpoczną się tańce i lekka uczta z piwem. 
Narzeczona przez cały czas unika spotkania się i rozmów z chłopa¬ 
kami i narzeczonym, razporaz uciekając za piec, gdzie dostępu do 
niej bronią druchny. W najbliższą niedzielę młody z drużyną pędzi 
na kilku wozach do oblubienicy, lecz zastaje drzwi zamknięte. Na¬ 
wiązuje się tradycyjna rozmowa: — Przyjechaliśmy do was, puść- 
ta nas, bo drzwi wybijem! — Drzwi bo mocne, to nie wybij eta 
ich, ale gadajta cego chceta? — Chcemy młodej! — A co za nią 
dacie? — Kupiemy wam psijć!... To obietnica poczęstunku. Matka dziewczyny otwiera wreszcie drzwi i częstuje gości kawą 
i Chlebem; młodzież tańczy szoca, wolnego i walca; starsze ko¬ 
biety robią ślubne wieńce, stroją wstążkami nowe, ostatnie „czółko , 
narzeczona zaś z druchnami obchodzi wieś, spraszając sąsiadów 
na wesele. W przeddzień ślubu odbywa się uroczystość oczepin, 
przy których panna młoda, plącząc i lamentując, siedzi na pień¬ 
ku, na pustym ulu, dzieży lub zydlu. W drodze do kościoła cały 
orszak wstępuje do karczmy, a na odgłos sygnaturki, panna młoda 24* » 219 «
		

/Magazyn_172_08_0218.djvu

			PUSZCZE POLSKIE z krzykiem: „O dla Boga świętego, a co ja też niebacna ucyniłam!" 
broni się przed drużbami, którzy mają ją prowadzić do ołtarza. 
Powstaje krzyk, hałas, zamieszanie. Młody płacze, matki zawodzą, 
ojcowie stoją zmieszani i smutni, ale wszystko to jest uświęconą 
przez tradycję komedją, raczej etykietą. Po ślubie modlą się przy 
ołtarzu Matki Boskiej, padają krzyżem przed starszymi, prosząc 
ich o błogosławieństwo i po krótkiej hulance w karczmie, jadą do 
domu młodej na obiad weselny, z barszczem, kapustą, wieprzowiną, 
kaszą jaglaną ze „skrzeczkami“, razowym Chlebem, pokrajanym w 
„glonki". Po obiedzie odbywają się tańce do późnej nocy. Etykieta 
wesela kurpiowskiego zależy od miejscowości, a różni autorzy szcze¬ 
gółowo ją opisywali. Kolberg, Gloger i Wójcicki — z nowszych 
zaś Chętnik — podają niezliczone szczegóły obrządków ślubnych 
na Kurpiach; uwieczniono je nawet w malowniczem i barwnem wi¬ 
dowisku scenicznem, lecz... tylko cośniecoś z dawnych tradycyj 
pozostało, reszta, niestety, utonęła już w szarej jednostajności, za¬ 
lewającej świat cały, jak toną stare piony sosnowe w Rożodze i Pissie, 
lub znikają w wysokich wydmach piasków płowych. Coraz bardziej 
i coraz prędzej zmienia się wygląd wsi tego ludu książęcego i królew¬ 
skiego. Wojna światowa i jej skutki zmusiły Kurpiów do tułaczki, 
aż się tu wszystko pomieszało i już jednostajnej nabrało barwy. Głuszenie ryby pod lodem » 220 «
		

/Magazyn_172_08_0219.djvu

			ROZDZIAŁ DRUGI NA STRAŻY, MAZOWSZA Nad brzegiem Narwi, tonąc w ciemnej zieleni, pa¬ 
nuje Łomża. Zdaleka widać jej wieże i wysokie 
dachy kościelne. Stary to gród, bardzo stary, bo 
w świątyni farnej znaleziono tablicę z datą jej ufun¬ 
dowania — rok 1000-nyl Podobno następca św. 
Wojciecha, mnich benedyktyński — Brunon założył 
tu nad Narwią kościół św. Wawrzyńca za panowa¬ 
nia Bolesława Chrobrego; w dwieście zaś lat potem 
książęta mazowieccy zbudowali na tern samem miej¬ 
scu grodzisko i zamek, a Kazimierz Wielki wzniósł 
drugi — pod Starą Łomżą. Bogate to było miasto 
i z różnych korzystało przywilejów, jako to wol¬ 
ność od ceł wodnych, wyrąb drzewa w puszczach » 221 « Pomnik generała Bema
		

/Magazyn_172_08_0220.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Łomżyńskiej i Giełczyńskiej, w lesie Wąsowskim i w borze Czerwonym. 
Mieszkała tu w zamku samotna, zadumana wdowa Anna Jagiellonka, 
a gościli w Łomży — Zygmunt August, Bona i August II. Potężna 
to była twierdza, broniąca Mazowsza przeciwko Krzyżakom i Litwie. 
Kasztelan Tulny pod murami Łomży śmiercią bohaterską przypłaci! 
zwycięstwo nad Zakonem w r. 1410, a „drogę krzyżacką“ pamiętają 
ludzie aż do dnia dzisiejszego. Po wygaśnięciu linji mazowieckiej 
gród ten zaczyna podupadać; Tatarzy, kozacy Nalewaj ki, ogień i po¬ 
wodzie to przyczyny jego powolnego konania. Miasto utraciło dawne 
przywileje i nadania, bo spalił je zdrajca, partyzant Nalewajki — 
Franek Obłom — mieszczuch warszawski, który podawał się za rot¬ 
mistrza chorągwi królewskiej — Jakóba Sułkowskiego. Mieszkała 
tu też czarownica, Barbarka Królka, która, jak głosi podanie, urok 
rzuciła na Zygmunta Augusta i zgładziła dwie królowe — Elżbietę 
i Barbarę Radziwiłłównę. Gdy wpadła wkońcu w ręce burmistrza wizneńskiego i została skazana na 
śmierć, sprowadziła na kraj zarazę 
morową, lecz burmistrz nie uląkł 
się i „czarcią babę" spalił. Opa¬ 
liński i Czarnecki ścierali się tu ze 
Szwedami w r. 1658. Starostowie 
łomżyńscy surowością i wyzys¬ 
kiem zmusili Kurpiów do powstań 
w r. 1711 i 1733, co znów odbiło 
się fatalnie na losach miasta. Gdy 
w r. 1795 przeszło ono we władanie 
Prus, — pozostawały w niem tylko 
gruzy i ruiny, a poza kościołami 
nic nie mówiło o minionej świet¬ 
ności tego naj pierwszego z miast 
starego Mazowsza. Najstarszy koś¬ 
ciół farny o pięknych sklepieniach 
gotyckich, marmurowej posadzce, 
grobowcach, wspaniałym ołtarzu 
i kracie roboty snycerskiej odbudo¬ 
wano po pożarze w r. 1696-ym. Na 
wieży kościelnej — dawnej baszcie 
zamkowej — przechował się pęk¬ 
nięty dzwon św. Michała, odzywa¬ 
jący się, jak twierdzą staruchy, Łomża: dzwonica » 222 «
		

/Magazyn_172_08_0221.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA przed każdą klęską, zagrażającą miastu. W zakrystji oglądać można 
pozostawioną tu przez Szwedów w r. 1619 skrzynię — ofiarnicę z rzeź¬ 
bami gotyckiemi. Kule, tkwiące w murach fary, świadczą o wichrach 
dziejowych, szalejących tu nieraz. Inne kościoły — klasztory be¬ 
nedyktynek i kapucynów z malowniczym ogrodem i widokiem na 
ciemnoszafirową wstęgę Narwi i jej zieloną dolinę posiadają nie¬ 
liczne zabytki przeszłości. Na Nowym Rynku powstały piękne gma¬ 
chy urzędów, hotel, restauracje, sklepy. Stary zaś Rynek — to już 
państwo kupców żydowskich — hałaśliwe i zgiełkliwe. Druga jeszcze twierdza, w dawnych czasach broniąca Mazowsza 
od strony Prus, zaczaiła się również nad Narwią. Jest to Nowo¬ 
gród. Przysłonięty niegdyś przez bagnistą puszczę, dobiegającą do 
nizinnego brzegu rzeki, bronił on z wysokiego urwiska przepraw 
przez Narew i zamykał ujście Pissy. Istniał tu gród warowny w w. 
XIII a w XV-yin — Bolesław, książę warszawski, wyszogrodzki 
i zakroczymski, nadał mu prawo magdeburskie, zastrzegając sobie..* 
bezpłatną kąpiel w łaźni miejskiej... raz w tygodniu. Królowa 
Marja Ludwika rozkochała się w Nowogrodzie i wybudowała sobie 
nad Narwią piękną siedzibę, którą jednak wojny zmiotły z powierz¬ 
chni ziemi. Istniały tu w w. XIX-ym słynne warsztaty burszty- 
niarskie, gdyż zwożono tu najlepszy bursztyn surowy, wydobywany 
we wsiach Lipniki, Dębe i Łyse. Mieszkańcy tego biednego teraz 
miasteczka uprawiają piasczystą, jałową rolę. gdzie rodzi się wy¬ 
łącznie gryka, to też nowogrodzian nazywają żartobliwie „grycza? 
nami". Z wyniosłości, gdzie stał niegdyś zamek Ziemowita i kró¬ 
lowej Marji Ludwiki roztacza się rozległy i malowniczy widok na 
Narew, na dolinę Pissy i resztki dawnej puszczy Nowogrodzkiej — 
„łownej, bursztynnej i bartnej". W Nowogrodzie powstało interesu¬ 
jące niezmiernie muzeum, a w niem odżywają stare dzieje Kurpiów 
i szepcą poważnie do nowego pokolenia, jakgdyby upominając je... Jeszcze bliżej do serca Mazowsza, w okolicy piasczystej i lesistej, 
również na lewym brzegu Narwi, stanęła jedna z najdawniejszych 
osad puszczańskich, Ostrołęka, która należała do włości Jana Ma¬ 
zowieckiego, syna Ziemowita Ill-go, a po przyłączeniu Mazowsza 
do Korony, oddana została Bonie wraz z puszczą okoliczną. W po¬ 
bliżu tego małego, schludnego miasteczka miały miejsce ważne w 
dziejach Polski wypadki; najdonioślejszym zaś i najbardziej tra¬ 
gicznym z nich — pamiętna bitwa, stoczona w maju roku 1831, gdy, 
podług planu generała Prądzyńskiego, miał tu być osaczony i roz¬ 
bity cały korpus gwardji rosyjskiej, dążący pod Warszawę. P 223 «
		

/Magazyn_172_08_0222.djvu

			PUSZCZE POLSKIE Ostatnim strażem puszczy jest Przasnysz, stojący na granicy 
bagnistej puszczy na północy i żyznej zaludnionej gęsto równiny 
— na południu, gdzie od niepamiętnych czasów kwitł handel za¬ 
mienny. Puszczała zwozili tu miód, wosk, skóry, bursztyn, drzewo 
i nabywali za swój „towar leśny" — zboże, sól, tkaniny, żelazo, 
proch, ołów, bydło i statki domowe. Stał tu w w. XIII-ym młyn 
Prasnyka, który podejmował u siebie zbłąkanego w puszczy księcia 
Konrada Mazowieckiego, ten zaś nadał mu klejnot szlachecki i tuż 
obok młyna założył zamek dla siebie. Klęski „powietrza, głodu, 
ognia i wojny“ nawiedzały Przasnysz często i dotkliwie. Pozostały 
tu kościoły, odrestaurowane w czasach nowszych. Fundatorką świą¬ 
tyń była kasztelanka zakroczymska — Małgorzata z Krzyckich 
Kostkowa i jej syn Paweł -— matka i brat św. Stanisława Kostki, 
który urodził się w podmiejskiej wsi Rostkowo w r. 1550. Wzdłuż granicy pruskiej, w dawnej puszczy rozmieściły się mia¬ 
steczka Kolno, Myszyniec i Chorzele. Były to „oczy i uszy" czuj¬ 
nego zawsze, do napadów stałych przygotowanego Mazowsza. Oczy 
te spostrzegały najmniejszy i najtajniejszy ruch w zasiekach i bur- 
gach, gdzie stały załogi krzyżackie, uszy pochwytywały tupot koni 
heroldów, nawołujących drapieżnych komturów do broni, najazdu, 
krwi rozlewu, grabieży i zniszczenia. Nad błotnistą rzeczułką Łabną 
stoi miasteczko stare, Kolno, przeniesione tu ponoć z nad brzegów 
Pissy, lecz kiedy się to stało, o tem nic nie wiadomo, bo wszystkie 
pergaminy grodzkie spłonęły podczas powstania r. 1831. Broniły 
Kolna błota, torfowiska i piasczyste wydmy, niszczyli je Szwedzi, 
osobliwie zaś zaraza morowa i pożary. Słynęło miasteczko to z handlu 
wieprzami, pędzonemi do Prus, a dodziśdnia — cienkiem płótnem 
zręcznych prządek kurpiowskich. Połujański zaznaczył, że „Kolno 
szczyci się mianem stolicy szlachty Kurpiowskiej, której dziewice, 
obok cnót dawniej wielbionych, posiadają jeszcze wdzięki dawnych 
prababek polskich, bo któż tam wie pochodzenia familij Cwalnia, 
Ksepka, Giętek i innych? Może to są Arciszewscy, Zborowscy itd." 
Połujański bowiem twierdził, że Kurpie — to „banici dawnej 
Rzeczypospolitej“. Nie wszyscy zgadzają się z tą hipotezą, a szkoda, 
jakżeż bowiem jest ona romantyczna! — Nad Rożogą ulokowała się 
nowożytna stolica Kurpiów Myszyniec. Jest to najważniejsze po 
Ostrołęce miasto puszczańskie, dawna ostoja o. o. jezuitów misjo¬ 
narzy, którzy zbudowali tu kościół drewniany, ozdobiony dobremi 
freskami. Obecnie świątynia nie istnieje, pozostała natomiast su¬ 
rowa, ciężka pojezuicka wieża. Ludność trudni się kilimkarstwem. » 224 «
		

/Magazyn_172_08_0223.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA wycinankami z kolorowego papieru, tokarstwem, klejeniem skrzy¬ 
piec, stolarstwem, rzeźbieniem figur Chrystusa i Świętych Pańskich. 
Dalej ku południowi nad Orzycem leżą założone przez Zygmunta I-go 
Chorzele, które, mimo przywileje, nadane przez Jana Sobieskiego, 
Augusta Iii-go i Stanisława Augusta, w zwarze wojen szwedzkich, 
a potem wyprawy Napoleona na Moskwę, zmarniały zupełnie. 
Kościół ufundowała tu królowa Bona, odbudowano go zaś w roku Katedra w Łomży 1878. Miasteczko było stolicą „Poborzan", — gdyż Kurpie mają 
pierwsze swe zasięgi nieco stąd dalej ku wschodowi. Tak to na wiel¬ 
kiej połaci ziemi polskiej, jako straż przednia nad granicą dawnych 
Prus Książęcych, niepewnych zawsze, acz Jagiellonom hołdują¬ 
cych, rozsiadło się osiemdziesięcio-tysiączne plemię Kurpiów, którzy 
na własnych barkach dźwigali swoją część różnorakich losów Rzeczy¬ 
pospolitej, a wiary w nią i nadziei niezłomnej na lepszą przyszłość 
nie utracili. Pocą się teraz na roli, na wyrębach i na tratwach, ale 
śpiewają po swojemu — beztrosko, pokpiwając z swojej biedy: 
Mam ja pasicek cołu pięknego, z jancmienny słomy trendzie u niego. Juz nie wrócą takie casy, co nosili takie pasy 
W polskiej Korunie. » 225 «
		

/Magazyn_172_08_0224.djvu

			PUSZCZE POLSKIE ZIELONY SZANIEC 
NADBUŻAN SKI 
Między Narwią aBm 
giem, na południe od 
Łomży, ciągnął się tu 
znaczny niegdyś Bór 
Czerwony. Uwzięli się 
na niego najeźdźcy, 
jakgdyby na wroga 
najbardziej znienawi¬ 
dzonego ! Szwed pa¬ 
lił go i Krzyżacy, Ta¬ 
tar i zaporożcy; wy¬ 
rąbywali w pośpie¬ 
chu wściekłym Niem¬ 
cy podczas okupacji i 
dopiero władze pol¬ 
skie zaopiekowały się 
Czerwonym Borem i 
teraz usiłują dopro¬ 
wadzić go do normal¬ 
nego istnienia i roz¬ 
woju. Ten skrawek 
puszcz Mazowieckich 
wiąże się na południu 
z borem nadleśnictwa 
Katedra w Łomży: Grobowiec Modliszowskiego... Ostrów, a jeszcze da¬ lej z lasami Wiśniewo i Jegiel, kończącemi się nad Bugiem między Brokiem a Wyszkowem, 
od zachodu zielonemi oazami nadleśnictw Lemany i Pułtusk, opierając 
się wreszcie na Narwi. Ta część borów Mazowieckich zdawiendawna 
nosi nazwę Puszczy Białej, okrywającej około 52 000 hektarów. Pusz¬ 
cza należała w większym swym obszarze do książąt mazowieckich, 
w mniejszym zaś do ekonomji biskupów płockich, i ta właśnie część 
nosiła nazwę „biskupiej“. Puszcza Biała — to przedewszystkiem króle¬ 
stwo sosny, o rozmiarach i kształtach przepięknych i imponujących. 
Wyrastają one na lekkofalistej, słabo wzniesionej, a często bagnistej 
równinie, na której zalegają piaski, rzadziej gliny lodowcowe i głazy, 
przyniesione z północnej macierzy lodu. W dolinach rzecznych 
tam i sam pojawiają się wydmy piasków lotnych. W wielu miej- » 226 «
		

/Magazyn_172_08_0225.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA scach potworzyły się bagniska torfowe z gnijących turzyc, z rokiet 
a najczęściej — olch. W lasach mieszanych, rosnących na zboczach 
wydm piasczystych, zbiegających ku bagnom, dęby i graby zaczy¬ 
nają wypierać sosnę, dochodząc tu do wysokości 23 metrów. W lasach tych i borach, przez które szedł szlak najazdów Jadźwin- 
gów na serce Mazowsza, z biegiem czasu pobudowano wielką ilość 
kaszteli i wsi szlacheckich, dla obrony przed napastnikami. Osiedla 
te musiały mieć połączenie ze sobą, aby w potrzebie nagiej pomoc 
nadążyć mogła rychło. Toteż powstała w puszczy cała sieć prze- 
rębów, które, coraz bardziej się szerząc i mnożąc, potworzyły roz¬ 
ległe polany, gdzie osiadać zaczął lud rolny i dalej trzebił puszczę, 
rządzoną przez biskupów płockich, w Broku mających swego rezy¬ 
denta w pięknym zamku, zburzonym w w. XVII-ym przez Szwedów. 
Z czasów tych pozostał kościół z cegły, nietynkowany, w stylu pol¬ 
skiego gotyku, o szczytach zębatych, ozdobionych niszami. W ko¬ 
ściele tym przechowały się dobre obrazy i renesansowa ambona. Od 
Broku szosa przecina bory Jegiel i dobiega do miasteczka Ostrów, na 
skraju puszczy leżącego. Zbudował je, jako osadę łowczą, Bo¬ 
lesław IV, książę Mazowiecki w r. 1410 i tu niejedna odbyła się roz¬ 
prawa z Jadźwingami. Teraz jest to spore, przemysłowe i handlowe 
miasteczko, leżące na linji kolejowej, przecinającej puszcze mazo¬ 
wieckie. Bory, otaczające niegdyś miasto, należały do książąt ma¬ 
zowieckich i posiadały zaledwie kilka osad. Puszcza zaś „biskupia 
ciągnęła się prawym brzegiem Bugu, gdzie powstały wsie: Brań¬ 
szczyk i Brok, oraz gród książęcy Nur. Na początku w. XVII-go 
pod Ostrowem stał pałac królewski. W mieście pozostały kościoły, 
istniejące z końca XVIII stulecia. — Założono tu w nowszych cza¬ 
sach plantacje morw i ho¬ 
dowlę jedwabników. Jednak za najstarsze osie¬ 
dle tej puszczy należy uznać 
Drohiczyn, który, jako sto¬ 
licę swoją, założyli w r. 1061 
dawni posiadacze tych ziem 
— Jadźwingowie. Zmuszeni 
byli jednak oddać ten gród 
w w. XII-ym książętom ma¬ 
zowieckim, ci zaś w r. 1237 
osiedlili w nim jak też i na 
puszczańskich zastawach 25 ...i grobowiec Troszyńskiego
		

/Magazyn_172_08_0227.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA pomiędzy Bugiem a Nurem — braci dobrzyńskich — zakonnych ry¬ 
cerzy, broniących Mazowsza od strony ruskiej rubieży. W trzy lata 
potem zakon ten wraz ze wszystkiemi grodami i wsiami zniknął, 
stratowany kopytami koni najeźdźców mongolskich. Do r. 1657 roz¬ 
wijał się Drohiczyn coraz bardziej, ale wtedy właśnie Rakoczy ze 
Szwedami spalił go i zmiótł z powierzchni ziemi dawny zamek. Obec¬ 
nie pozostały żałosne szczątki grodziska i duże pieczary. Wojewoda 
Aleksander Ossoliński usiłował podnieść miasto, w którem chociaż 
założone zostały kolegjum jezuickie, dwie wyższe uczelnie bractwa 
Jezusowego i o. o. pijarów, lecz mimo wszystko do dawnej świetności 
dojść już nie mogło. Kościół św. -Trójcy powstał w pierwotnych swych 
zarysach w r. 1350. Mieszczanie Drohiczyna trudnią się tradycyjnie 
rolnictwem i rybołówstwem. W wojnie polsko-bolszewickiej miasto to 
odegrało znaczną rolę, toczyły się tu bowiem w sierpniu 1920 r. za¬ 
cięte walki pomiędzy pierwszą dywizją legjonową a oddziałami II, 
XVII i XXVII czerwonych dywizyj bolszewickich; zakończyły się 
one zagarnięciem przez nasze wojsko sztabów, jeńców i taborów oraz 
cofnięciem się nieprzyjaciela w popłochu. Teraz małe to i biedne mia¬ 
steczko zapewne nic nie wie o swej burzliwej przeszłości. Nad Bugiem, na południowo-zachodnim krańcu Puszczy Białej 
leży Wyszków. Należał on od w. XIII-go do katedry płockiej, 
a biskupi mieli tu swój pałac. Zygmunt I zbudował most przez 
Bug. Mieszkał tu i zmarł Karol Ferdynand Waza, biskup płocki, 
syn Zygmunta III, o czem świadczy obelisk z krzyżem i herbem 
Wazów — snopem. Wyszków został niemal zupełnie zniszczony 
przez Szwedów, a zaraza morowa zdziesiątkowała ludność miasta 
i okolic. Biskupi Scibor i Szembek ufundowali tu świątynie. Ten 
ostatni dostojnik kościoła wystawił kościół parafjalny w r. 1793, 
gdzie w wielkim ołtarzu stoi piękna z w. XV. rzeźba w drzewie, 
przedstawiająca św. Idziego, druga statua św. Anny znajduje się 
w bocznym ołtarzu. Szosa z Wyszkowa przez grunta orne dobiega 
znów do borów, przecina je i, po przekroczeniu Narwi, doprowadza 
do znacznego, malowniczo położonego Pułtuska. Ładne gmachy, 
dobrze utrzymana jezdnia i chodniki asfaltowe. Istnieje tu oży¬ 
wiony handel i przemysł drobny. Była to tarcza Płocka od wschodu, 
dla obrony przed Prusakami i Jadźwingami. Tu też płonęła po¬ 
chodnia wiedzy i wiary katolickiej. Miasto leży poniżej ujścia rzeki 
Pałty, w dolinie Narwi, przeciętej dwiema jej gałęziami. Okolice 
lesiste i malownicze. Miasto stało się w r. 1875 pastwą ognia, lecz 
szybko się odbudowało i ozdobiło bulwarem kasztanowym. Pułtusk 25* » 229 «
		

/Magazyn_172_08_0228.djvu

			PUSZCZE POLSKIE był najdalej na wschód wysuniętą strażnicą w obliczu puszcz nad- 
narwiańskich i nadbużańskich. Za pogańskich jeszcze czasów ist¬ 
niała tu osada, gdzie stała świątynia, było miejsce sądne i cmenta¬ 
rzysko z grobami popielnicowemi. W przywileju z r. 1203 Konrad 
Mazowiecki wspomina „castrum Poltowsko cum castellatore suo", 
uznając tę osadę za punkt strategiczny i obronny, za siedzibę sądu, 
składnicę danin, dziesięcin królewskich i rynek okrężny. Stąd też 
rycerz Gunter — „princeps territorii pultovensis‘‘, czynił wyprawy 
przeciw Prusakom, tyłami opierając się o Pułtusk. Kiejstut zburzył 
zamek i spalił miasto. Z końcem w. XIV Pułtusk wchodzi w okres 
stopniowego i spokojnego rozwoju, aż zdobywa sobie sławę wskutek 
powstania tu kolegjum jezuickiego, jako oddziału akademji kra¬ 
kowskiej. Szlachta ze wschodu i zachodu posyła tu swoich synów, 
pragnących wykształcenia. Rozpoczął tu swoją działalność Piotr 
Skarga; profesorem był Jakób Wujek i jego uczeń, poeta Stanisław 
Grochowski; w kolegjum pułtuskiem nauki pobierali znakomity 
poeta łaciński, Maciej Sarbiewski, Andrzej Batory, biskup warmiński,, 
i Jerzy Ossoliński, późniejszy wielki kanclerz koronny, jeden z naj¬ 
bardziej oświeconych mężów swej epoki, erudycją swoją zdumie¬ 
wający uczonych kardynałów w Watykanie i dwór angielski. Naj¬ 
starszym zabytkiem Pułtuska jest zmieniony już i przebudowany 
kościół Najświętszej Maryi Panny z w. XIII. Kolegjata jezuicka, 
pełna zniszczonych portretów biskupów, została odrestaurowana. 
Skarbiec jej posiada krzyż i kielich z w. XV-go; bardzo cenny jest 
również obraz Zdjęcia Zbawiciela z krzyża, umieszczony w wielkim 
ołtarzu. Inne świątynie — św. Magdaleny, św. Krzyża, pobenedyk- 
tyński z obrazem Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia z r. 1524. 
Imponująco strzela ponad miasto stara gotycka wieża ratuszowa. Ludność tutejsza, choć na słabych orze ziemiach, urodzaje miewa 
dobre. Poddostatkiem tu łapią ryb i podbierają miodu, trzymają 
sporo bydła, łąk bowiem nie braknie. Ulubionem zajęciem jest „la¬ 
sowanie", a więc ścinanie drzewa, klecenie i wiązanie tratew, no... 
i kłusownictwo. Dawne, fałdziste sukmany, katanki szare, wytkane 
w domu koszule płócienne, buty z cholewami i okrągłe kapelusze 
filcowe ustąpiły miejsca tandecie fabrycznej. Mazurzy białopu- 
szczańscy są dobrymi i oszczędnymi gospodarzami. Znają się też 
na dyplomacji, bo „kulę“ — ów kij zakrzywiony, jako godło władzy 
sołtysa, oddają takiemu sąsiadowi, na którego najłatwiej mogą wpływ 
swój wywierać. Zabobony i stare obyczaje znikły tu niemal zupełnie, 
co się objaśnia tem, że wielu mężczyzn i dziewczyn pracowało już » 230 «
		

/Magazyn_172_08_0229.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA po miastach, gdzie 
łyknęło cywilizacji 
i nauczyło się drwić 
ze wszystkiego, co 
jest „pradziadow- 
skie", starożytne i Gotyckie figury 
kościelne z w. XVI 
z Kleczkowa: M. Boska, Bóg Ojciec 
z Ukrzyżowanym 
i św. Barbara dawne, co „myszką 
trąci“. Zmieniło się 
to wszystko wraz z 
puszczą, która zrze- 
dła i zmalała... Po¬ 
szarpana na strzę¬ py, po krawędziach okrajana dziwacznie, pełna piasków, wybijają¬ 
cych się spod wykarczowanych pni, szerokich bieli, gdzie powstały 
osady lub gdzie na wiosnę zielenią się łąki i łany, — nie może już 
być karmicielką, obrońcą i źródłem rozkoszy łowieckiej dla Mazura 
puszczańskiego, traci więc on związek z nią, przestaje rozumieć jej 
mowę i zapomina o wszystkiem, co w puszczy powstało i do potęgi »> 231 «
		

/Magazyn_172_08_0230.djvu

			PUSZCZE POLSKIE doszło. Nikły to już skrawek wielkich kniej, co ongiś całe Mazowsze 
zalegały, i nie każdy z Mazurów pojmuje, że bronią te bory dostępu 
do Bugu i dróg do Warszawy, wiernie służąc ojczyźnie do chwili 
aż z hukiem runie ostatni pion sosnowy i ostatni dąb rozstrzępi się 
na szczap, gdy w jego głowicę niszczący piorun uderzy. Od pojezierza pruskiego, od jezior augustowskich do Niemna, Narwi 
i Bugu stoi na odwiecznej straży ziemi polskiej puszcza — jedyna, 
aczkolwiek na ostrowy, szmaty, smugi i skrawki przez ludzi i dzieje podzielona, porwana, po¬ 
cięta. Z prawego brzegu 
Bugu przerzuca się na 
drugą jego stronę i tu — 
staje — najeżona, groź¬ 
nie zadumana. Jeden jej 
pas przeciągnął się od 
Białej Podlaskiej ku Ma¬ 
zowieckiemu Mińskowi, 
skupiając się w lasach 
Jata, gdzie na bajorzy- 
skach i torfach jodły, ła¬ 
py swe i rosochy ku zie¬ 
mi pochyliły, pieszcząc 
ją i tuląc. Druga smuga, 
znaczna zielonym, prze¬ 
rywanym szlakiem, po¬ 
nad Wisłę od Radomia 
aż do samej Warszawy, 
opowiada o świetności 
królewskiej puszczy Ko- 
zienickiej i przerzucając 
echa swe rozgłośne aż po 
Bzurę i Utratę, bo tam, 
Polkowski: Ratusz w Pułtusku na krawędzi wysokiego spychu wiślanego, sio- 
strzyca jej —. puszcza Kampinowska słucha, wpierając korzenie swo¬ 
je w wydmy piasczyste, w porosty białe, w mchy zielone, w runo, 
zdobne w kiście jagód krwawych i w aksamity darniny łąkowej. Puszcza — matka! Karmicielka, dobrodziejka i ostatnia ucieczka 
w biedzie, kiedy już skądinąd ratunku nie było! Tu się kryli Ma¬ 
zurzy z żonami i dziećmi, gdy krwawy najazd szalał w kraju, tu »>232 «
		

/Magazyn_172_08_0231.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA Kościół Benedyktynek w Drohiczynie nad Bugiem uwozili i uprowadzali dobytek i chudobę swoją, zasiekami się zasła¬ 
niali i ogniem, gdyż „czerwonego kura" puszczali, a on — szalony 
i wściekły — miotał się, zżerając smolne iglice i gałęzie żywiczne 
sosen i świerków, wrogowi drogę zamykał i palił bez miłosierdzia. 
Puszcza ta przecież ocaliła Mazowsze w dobie nawały mongolskiej. 
Ledwie umknęły za Dniepr lotne watahy jeźdźców skośnookich, wy¬ 
nurzał się z puszczy lud mazurski, dawne siedziby podnosił ze zgliszcz 
i rumowisk i ziemię „ruszał“ lemieszem. Głód, zaraza morowa, ucisk 
nieprawy — wszystko przetrwał Mazur w swych puszczach rodzi¬ 
mych. Umiał on zdobyć w niej pożywienie obfite, boć różnego zwie¬ 
rza tropił i „skradał“ na 
grzędach żubrowych, tu- 
rzych i jelenich, ptaki w 
sidła chwytał, a ryby w 
sieci, zbierał jagody leśne, 
orzechy i bedłki — grzyby 
jadalne; zarazy się nie bał, 
bo niesporojej byłosrożyć 
się w kniei, gdzie upojne 
zapachy żywiczne zdrowie 
niosły i życie; z wroga lub K. Przykorski: Wnętrze chaty nad Bugiem <
		

/Magazyn_172_08_0232.djvu

			PUSZCZE POLSKIE prześladowcy drwił sobie Mazur puszczański, któż bowiem wyśledzić 
go i w ręce dostać potrafił w matecznikach, uroczyskach i ostępach 
nieznanych, wśród moczarów sitowych, na kępach, po trzęsawiskach 
zdradliwych ? Teraz również puszcza żywi i wspiera ludność osad 
leśnych. Ileż to tysięcy wieśniaków z puszcz żyje ? One przecież kar- Matka Boska Hodyszewska, opiekunka Puszczańskiego ludu,... mią drwali, smolarzy, kołodziejów, bednarzy, flisaków, węglarzy, leś¬ 
ników, gajowych, plecionkarzy i innych jeszcze bez liku. W mroku 
kniei biją z piersi ziemi źródła rzek naszych — wartkich potężnych, 
pełnowodnych. — Państwo, co puszcze swoje opieką mądrą osłoniło. » 234 «
		

/Magazyn_172_08_0233.djvu

			NA STRAŻY MAZOWSZA ma w nich skarbiec bogactw wielkich i obronę w dobie wojny i na¬ 
paści. Ich ściany zielone przegradzają wszystkie drogi wolne ku sercu 
Polski — Warszawie, zwężają szlaki ataku i dopomagają w zwy¬ 
cięstwie. Gdy wicher przemknie nad ziemią naszą, a rozkiwają 
się, rozmiotają zielone głowice borów, grondów i rozległych zasię¬ 
gów puszczańskich, — w rozgwarze konarów, w trwożnym poszumie 
listowia, w cichych pluskach jezior odzywa się saga tajemna i prze¬ 
można, co nie o przeszłości jedynie gaworzy, ale rzuca odważne i moc¬ 
ne hasła na przyszłość promienną, widzialną z podniebnej wyżyny, 
a w ciszy i skupieniu kniei wyczuwaną tak ostro i tak radośnie. W czasach wszystkich trzech wojen naszych z Rosją w r. 1831, 
1863 i wreszcie w r. 1920-ym napastnicy i zaborcy dotkliwie od¬ 
czuwali obronną moc „zielonego pancerza" ziemi polskiej. Jakżeż 
często małe nawet oddziały powstańcze i wojsk regularnych stawiały 
skuteczny opór nieprzyjacielowi, opierając się o opiekuńcze ramiona 
puszczy. W historji wojny r. 1920-go kilka dobrze przez Tucha- 
czewskiego, Budennoja i Gaj-chana pomyślanych manewrów stra¬ 
tegicznych rozbiło się o wierną pierś rodzimej puszczy. Każde drzewo 
w kniei, każde bajorzysko, gąszcz podszytu i zdradliwe halizny ba¬ 
gienne, gdzie na okrytej rzęsą powierzchni jeziorek puszczańskich kwi¬ 
tną grążele i śmiga po ich liściach kulik samotnik, — cała puszcza od 
skraju i do skraju broniła ziemi naszej i jej krwią zdobytej wolności. ...którego moc — dębu tnoc
		

/Magazyn_172_08_0234.djvu

			OD AUTORA Ten tom „Cudów Polski" ogarnia części różnych ziem, wchodzą¬ 
cych w skład naszej Ojczyzny, a to dlatego, że ma za zadanie dać opis 
największego kompleksu puszcz, które przetrwały do naszych czasów, 
jako resztki wielkich puszcz Mazowieckich, wchłaniając w siebie różne 
dzielnice historyczne. Autor, studjując zagadnienia puszcz i zwie¬ 
dzając je, widział przed sobą potężny wał zielony, broniący naszej, 
niczem nie osłoniętej od wschodu i północy, Ojczyzny. Opisane w tym tomie puszcze Białowieska, Swisłocka, Augustow¬ 
ska, Knyszyńska, Zielona i Biała w r. 1920-ym — jak ongiś za 
czasów Leszka Czarnego i Jagiellonów — ta prawdziwa zielona gra¬ 
nica obronna odegrała znowu wielką rolę. Pozatem bogactwa, zgro¬ 
madzone w nich, malowniczość i potężny wpływ puszcz na wy¬ 
obraźnie zwiedzających je i na poznanie piękna krajobrazu ojczy¬ 
stego z jego borami, jeziorami, wartami rzek i zielenią łąk pobudza 
również do zamknięcia tych najrozleglejszych puszcz naszych w 
osobnym tomie. Autor zwiedzał puszcze niejednokrotnie i wyczuł je, jako pisarz, 
podróżnik i myśliwy, ale poza autopsją wykorzystał również nie¬ 
zmiernie poważny materjał naukowy, do różnych odnoszących się 
dziedzin. Fachowcom, władzom administracyjnym i leśnym i wszyst¬ 
kim sprzyjającym jego pracy, autor wyraża szczerą wdzięczność. Jeżeli młodzież nasza, turyści i sportowcy znajdą w tym tomie 
bodziec do głębszego poznania i umiłowania puszcz polskich, do zro¬ 
zumienia znaczenia ich dla państwa i szlachetnej dumy, iż wszędzie 
tu przetrwała polskość, uosobiona w cichych dworkach i chatkach 
ludzi pracowitych, a niezłomnych jak stare rozłożyste dęby pusz¬ 
czańskie — autor będzie się czuł całkowicie wynagrodzonym za swoją 
pracę, z miłością i zapałem wykonaną. F. A. Ossendowski W b\0(ob
		

/Magazyn_172_08_0236.djvu

			p
		

/Magazyn_172_08_0237.djvu

			ŹRÓDŁA ILU STRACYJ BAHAN Piotr w Sopoćkiniach: 39. 64, 66g, 
85gd, 89gd, 104. BUŁHAK Jan w Wilnie: 10, 34g, 65d, 92, 
108, 109, 216, 217gd, 235. CENTRALNE BIURO INWENTARYZACYJNE 
ZABYTKÓW SZTUKI M. W. R. i O. I*, 
w Warszawie: 82, 83, 123gśd, 136, 139, 
140, 143, 149gd, 190, 222, 226, 227, 2311śp, 
234. CABINET RYCIN BIBLJOTEKI UNIWER- 
SYTECKIEJ w Warszawie: 124/125. ILUSTROWANY KURJER CODZIENNYw Kra¬ 
kowie: 32d, 164, 221d. JARMOŁOWICZ Jan w Wolkowysku: 131d, 
189g, 195. KARPIŃSKI J. J. Dr. w Białowieży: 8, 9, 
16, 24/25, 35, 37g, 152. 154. 155, 156, 
159, 160gśd, 165gd, 162, 163gd, 166, 169, 
170, 176, 180g, 181d, 184, 185, 186, 196. KILARSKI Jan w Poznaniu: 200, 201gd. ,,KŁOSY“ — roczniki czasopisma z lat 1875 
do 1882: 7g (1882), 47 (1882), 50 (1875), 
51d (1875), 72d (1873), 207d (1875). LATANO WICZ St. w Poznaniu: 22, 189d, 
206d. LUBIŃSKI Jan w Wolkowysku: 132, 133gd, 
134, 135, 144, 145gd, 146g, 150, 193d, 
194g, 199gd. ŁUNIEWSKI St. w Białowieży: 20, 29, 30, 
33ird, 151g, 153, 173, 174, 175gd, 179, 
180d, 181, 193g, 194d. PARDO St., ks. w Sejnach: 96, 97. PARK NARODOWY w Białowieży: 1, 6, 27, 
161, 187. PIIOTO-PLAT w Warszawie: 31, 34d, 36, 37d, 
54, 60, 69, 77, 89Ś, 90g, 101. POL. TOW. TURYST. KRAJOZNAWCZE — 
Zarząd Główny w Warszawie: 40/41, 76gd, 90d, 123, 146d, 203g, 20igd, 205, 
208, 209, 210, 211gd, 212/213. 215ś, 218, 
219, 220, 221g, 225, 228. POL. TOW. TURYST. KRAJOZNAWCZE — 
Oddział w Suwałkach: 53gd, 65g, 78g. i,PRZYJACIEL LUDU“, czasopismo, rocznik 
1835: 42g, 72g, 111. RAKOWSKI Wiesław, Dr. w Poznaniu: 188. ROTSZTEJN J. w Augustowie: 13, 38gd, 57, 
63, 66d, 70, 71gd, 75, 78d, 79g, 80/81, 81, 
95, 98, 99, 100, 102gd. RYBOTYCKI Tomasz w Przemyślu: 32g, 103, 115. SAWICKI Kazimierz w Białymstoku: 79d, 
86gd, 91, 112, 113, 118, 119gd, 120, 121. 
122, 127d, 128gd, 129, 130, 131g, 203d, 
21dgd, 215gd. SUNDERLAND J. w Warszawie: 202. TOW. PRZYJACIÓŁ NAUK w Poz uaniu: 
7d, 19, 23, 26, 27d, 43g, 44, 45, 58g, 182gd. „TYCODNIIC ILUSTROWANY“ — roczniki 
czasopisma z lat 1863—1898: 3 (1863). 
14 (1879), 15 (1867), 20 (1887), 21 (1882), 
42d (1863), 43d (1863), 46 (1877). 48 
(1866). 49 (1866). 51 g (1891), 52 (1882), 
58d (1865), 59 (1865), 105gd (1888), 106 
(1885), 107 (1885), 110 (1866), 114 (1863), 
116/117 (1887), 127g (1898), 151 (1860), 183 
(1.881), 206g ((1870), 207g (1870), 232 
(1865), 233g (1873), 233d (1867). ZAKŁAD IIISTORJI SZTUKI UNIWERSY¬ 
TETU IM. MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO 
w Warszawie: 141gd, 142gd. AUTORZY REPRODUKOWANYCH OBRAZÓW 
niewymienien: w podpisach pod ilustracjami: 7d: Al. ORŁOWSKI, 27d: LE BLOND, 40/41: I. H. MÜNZ i 124/125: RENTZ. Numeracja dotyczy stronic. Litery oznaczają miejsce: 1 = lewe, ś — środkowe, p — prawe, g — górne, d — dolne
		

/Magazyn_172_08_0238.djvu

			SPIS RZECZY Str. CZĘŚĆ PIERWSZA: DAWNE PUSZCZE Rozdział I: Od zamierzchłej doby 7 Rozdział II: Skarbiec nieprzebrany 27 CZĘŚĆ DRUGA: PUSZCZA AUGUSTOWSKA Rozdział I: Puszcza o oczach lazurowych 53 Rozdział II: Więź z wielką polską rzeką 65 Rozdział III: Dola i praca 85 CZĘŚĆ TRZECIA: PUSZCZA KNYSZYŃSKA Rozdział I: Królewska puszcza . . . \ 105 Rozdział II: Na obszarze puszczy błudowskiej i świsłockiej ... w 133 CZĘŚĆ CZWARTA: PUSZCZA BIAŁOWIESKA Rozdział I: Puszcza matka . . 151 Rozdział II: Park narodowy 165 Rozdział III: Ludność puszcz polskich 189 CZĘŚĆ PIĄTA: PUSZCZA ZIELONA I BIAŁA Rozdział I: Kurpiowszczyzna 203 Rozdział II: Na straży Mazowsza 221 OD AUTORA 236 26
		

/Magazyn_172_08_0240.djvu

			*/ Biblioteka Główna UMK 300047602101