Historya literatury polskiej : ( z ilustracyami). T. 1

. 1 


Dla prenumeratoraw 
BIBLIDTERI DZIEL WYBDaDWYClL 
---- 
 ( \
 
f 
 \i. - - - t- 

1 (:l..
 t .Ar-""1"- 
HISTORY A 
Literatury Polskiej 


:Piotra C=.miElows::':E2':!. 
..... 


"Z przedmową 


'r 


.Bronisława Chlebowskiego 


I 
j 
'; f 
 

. \.

 
 ." 
 ) 
. ..' 
: .. 

 -
 
 
l. 

' 

,4 


(Z ilustracyami). 


,. 
" 


, 


,---,
 
TOM I 
, - '\ 


h 
,:- 
,', 
c- 


[

':J

 



. 



, 
'.' 

. 

 
. i 
ł 
" 
 

 
J 
, 
), 


WARSZAWA. 
Redakcya i Administracya: 
41. Nowy-S,vłat -I.. 
. 1899. 


J
>>>
". 


I; 
I- 
ł 
I 
I
>>>
!Pio{r ffimie[ollJS
 
'V
v 


-v- 


_HIS 
O
Y A 


Lit
ratllry PoIski
i 
- _J _ ___ 



 przedmGlI:ą 


L 


Br(lnisła wa Chlebowskiega. 


(Z !LUSTRAC rAMI). 


\.._
_./ 
TOill I. 
f-
-"" 


WARSZAWA. 


DRUKARNIA 
GranoW'skiego i Sikorskiego. 
47. Nowy-Świat 47.
>>>
1. 



OSBOJleHO I
eH3ypOIO. 
EapmaBa. 30 AlIp'1.IH 1899 rOAa. 


1(. 
if1f r 



 


, \ 



- 


I 
J
>>>
PRZEDMOWA. 


l 


l;} 
ł 


\V wielkiej rodzinie nauk historycznych jednym 
z naj młodszych członków jest historya literatury. 
Pojawy duchowej działalności człowieka, w zakresie 
sztuki slowa utrwalonego na piśmie, przez dlugie 
wieki interesowały nieliczne stosunkowo koła ludzi 
zdolnych je rozumieć i cenić, a przytem, przedsta- 
wiały się im w takiej łączności z różnymi aktami ży- 
cia politycznego, religijnego i społecznego, że dostrze- 
żenie ich odrębności i wydzielenie ze spójni z inny- 
mi zjawiskami, nie łatwo i nie prędko mogło nastą- 
pić. Człowiekowi najtrudniej dostrzedz i ocenić to, 
co mu jest najbliższem. Podczas gdy astronomia się- 
ga początkami s.....emi czasów przedhistorycznych, to 
psychologia i nauki społeczne pojawiają się dopiero 
za dni naszych. 
Kronikarze i historycy, zarówno starożytni, jak 
średniowieczni, notujący i opisujący skwapliwie nie- 
tylko wszelkie wypadki polityczne, kościelne, wojen- 
ne' aie także szczegóiy z życia domowego królów, 
czy wodzów i dostojników różnych, a wreszcie nie- 


Ił
>>>
zwykłe zjawiska przyrody, jak: komety, trzęsienia zie- 
mi, srogie zimy, powodzie, pomijali zwykle milcze- 
niem nowe pojawy w zakresie literatury, mające dla 
ludzkości donioślejsze nieraz znaczenie od zwycięstw 
orężnych, uroczystości publicznych lub wstrząśnień 
politycznych. 
Rozwój duchowy naszego społeczeństwa nie sta- 
nowi wyją'.ku od tego prawa ogólnego. Podczas gdy 
roczniki i kroniki notujące fakty, nawet drobiazgi 
nieraz, z życia kościelnego i politycznego, spotykamy 
już w pierwszych wiekach naszego bytu dziejowego, 
gdy już w wieku XV nasza historyografia może się 
poszczycić pomnikowem dziełem Dlugosza, któremu 
równych nie łatwo spotkać we wspólczesnych litera- 
turach ludów Zachodu, to praca nad historyą naszej 
literatury rozpocznie się dopiero właściwie w bieżą- 
cem stuleciu. 
Pracę tę poprzedzi peryod powolnego groma- 
dzenia rr.ateryału biograficznego i bibliograficznego, 
bez świadomości celów, jakim kiedyś ma on służyć, 
bez pojęcia o wewnętrznym związku i naturze da- 
nych, regestrowr.nych dla użytku zbieraczy książek 
i er:.Idytów. 
Pierwszym pracownikiem, który zajął .się zebra- 
niem danych, biograficznych prz
ważnie, odnoszą- 
cych się do działalności pisarzów polskich, był uczo- 
ny, publicysta i kaznodzieja zarazem, ks. Szymon 
Starowolski, żyjący w pierwszej połowie wieku XVII. 
Pragnął on z pobudek patryotyczcych i naukowych 
zaznajomić cudzoziemców z zasługami Polaków na 
połu literatury i nauki. W tym celu ogłosił r. ł625 
cziełko: "Scriptorum polonicorum Hecatontas" (Setka 


r 


4 


l 

.,
>>>
6 


l 


pis;1fZów polskich), którego następne wydanie (We- 
necya 1627) mieści 230 krótkich biografij z ocenami 
ogólnikowemi. Drugie dziełko, poświęcone mówcom: 
(n De cIaris ora
oribus Sarmatiae"), ukazało się także 
w \Venecyi r. 16
8. W pracach tych niema żadne- 
go planu, a w wyborze postaci brak zasady stałej 
i trafności w ocenie. Opuszcza niekiedy znakomitych 
pisarzów (jak Rej), a wprowadza ludzi małej wartości 
naukowej i literackiej. 
Pierwszy popęd do zbierania książek, rękopi- 
sów, rycin i monet polskich lub do Polski się odno- 
szących, dali poważni i świ
tli mieszczanie Gdańska, 
Torunia, Elbląga i Królewca, przeważnie pastorowie, 
rajcy miejscy, nauczyciele. Obok kolekcyi różnoro- 
dnych osobliwości (muszle, owady, ptaki i t. p., gro- 
madzą oni, już na początku wieku XVllI, różnorodne 
zabytki, odnoszące si
 do życia umysłowego, religij- 
nego i politycznego Polski, z którą łączyły ich bądź 
tradycye niedawnej przeszłości (w Królewcu) i sto. 
sunki handlowe, bądź węzły państwowe (w Gdań. 
sku), interesy kupieckie i dawna łb.czność duchowa, 
w zakresie religijnym zwlaszcza, pod wpływem re- 
formacyi. 
Modne upodobanie w kolekcyach osobliwości 
udzieli się współcześnie niektórym z panów polskich. 
Po rezydencyach magnackich zaczną powstawać 
księgozbiory, z których najbogatszy będzie wspania 
niałym pomnikiem ofiarności i trudów braci Załuskich 
(Andrzeja, biskupa krakowskiego, i Józefa, b:skllpa ki- 
jowskiego). Oddana na użytek ogółu ich biblioteka 
stanie się pierwszym publicznym księgozbiorem (od 
r. 1748 do 1795). 


\. 


),
>>>
{) 


Działalność w tym kierunku wzmoże się nad. 
z\vyczaj w początkach obecnego stulecia. Po prze- 
wiezieniu zbiorów Załuskich do Petersburga, powsta- 
nie w \Varszawie, za staraniem Lindego, nowy księ- 
gozbiór, który pod różnemi nazwami, rosnąc stopnio- 
wo, przetrwa aż do naszych czasów jako biblioteka 
uniwersytecka. Jednocześnie we Lwowie Jędrzej Ma- 
ksymilian Ossoliński, zgromadziwszy bogatą kolekcyę 
ksiąg, rękopisów, rycin i monet, połączył te zbiory 
z instytucyą naukową, którą, hojnie ją uposażywszy, 
ustanowił dla popierania badań nad historyą i litera- 
turq polską. Instytucya ta pod nazwą "Zakładu 
naukowego imienia 03solińskich" istnieje już od 
roku 1827 go we Lwowie i odgrywa poważną rolę 
w życiu umysłowem prowincyi i kraju całego. 
Poznań otrzymuje z daru hrabiego Edwarda Ra- 
czyńskiego bibliotekę i galeryę obrazów. Bibli:Jteka 
uniwersytecka w Krakowie zaczyna się dźwigać 
z upadku swego pod zarządem uczonego bibliografa 
i historyka, Jerzego Samuela Bandtkego. Współcze- 
śnie rozwijają się pod umiejętnem kierownictwem 
prywatne księgozbiory: Czartoryskich (w Puławach, 
dziś w Kra!wwie), Czackiego w Porycku, Tarnow- 
skich w Dzikowie, Chreptowiczów w Szczorsach, 
Świdzińskiego w Sulgostowie, później nieco Działyń- 
ski ego w Kórniku, Branickich w Suchy, Krasińskich 
i Zamojskich w Warszawie, i wiele innych. Towa- 
rzystwa naukowe, powstające w pier
szych latach 
wieku obecnego, dadzą początek zbiorom ksiąg i rę- 
lwpisów, jak: Towarzystwo przyjaciół nauk w War- 
szawie (1801-1832), Towarzystwo naukowe w Kra- 
kowie (dziś Akademia Umiejętności), Towarzystwo 


'Y 


,I 
I 


-I 


\ 
I 
I 


II.-
>>>
7 


'i 


)ł 
I 
\ 
I 
I 
I 

 . 


przyjaciól nauk w Poznaniu, pozmeJsze wreszcie 1\1u- 
zeum archeologiczne w Wilnie. Przy zbiorach tych 
pracować będzie cały zastęp bibliografów, zacząwszy 
od Załuskiego i Janockiego, a skończywszy na współ- 
czesnych zasłużonych pracownikach na tern polu: Ka- 
rolu Estreicherze, Wład. Wisłockim i zmarłym nieda- 
wno Żegocie Paulim. 
O postępach w poszukiwaniach bibliograficznych 
i metodzie, świadczyć może :najlepiej zestawienie 
pierwszych skromnych rozmiarami i zasobem wiado- 
mości prac na tern polu, jak dziełko Hoppiusa ,,0 hi- 
storykach polskich" (1707 roku), lub Brauna Dawida 
(Katalog własnej biblioteki z oceną dzieł), "Muzeum" 
Jabłonowskiego, wierszem napisana "Biblioteka hi- 
storyków, polityków i prawników," Zaluskiego, z tak 
bogatemi w szczegóły i fakty dziełami, jak Adama 
Jochera; "Obraz bibliograficzno- historyczny literatury 
i nauk w Polsce" (vVilno 1840, 3 tomy. niedokoń- 
czone), pomnikowa "Bibliografia polska" Estreichera 
(dotąd 16 tomów), bibliografia wieku XVI Wierzbow- 
skiego, Bibliografia historyi polskiej Finkla, i inne. 
Półtorawiekowej pracy zbieraczów i bibliogra- 
fów zawdzięczamy wykrycie i przechowanie tysięcy 
nieznanych, zapomnianych, lub za str2.cone uważa- 
nych zabytków rękopiśmiennych i drukowanych, 
zwiększających rosnące z każdym rokiem bogactwo 
spuścizny piśmienniczej po naszych przodkach. 
Jeżeli dla zebrania i spisania tego dziedzict\va 
trzeba było dwuwiekowej niemal pracy całego zastę- 
pu niezmordowany
h zbieraczów i uczonych rege- 
stratorów, to ileż znowu trudu, iluż pracowników po- 
trzeba będzie do zbadania, wyjaśnienia, oceny sa- 


I 
l' 
I 
I 


J
>>>
8 



 


mych zabytków, do odtworzenia ich genezy, wytło- 
maczenia związków łączących je ze sobą, z pomni- 
kami ob.::.ych literatur i życiem naszego społeczeń- 
stwa? 
Pierwszą poważną próŁ-ą osnucia na danych, ze- 
branych przez poszukiwania bibliografów, historyi 
literatury, było dwutomowe dzieło Feliksa Bentkow- 
ski ego, wydane r. 1814 w Warszawie p. t. "Historya 
lite'-atury polskiej, wystawiona w spisie dzieł drukiem 
(głoszonych. " 
Autor tej pracy, nauczyciel liceum warszaw- 
skiego i pomocnik Lindego w zbieraniu materyałów 
do "Słownika języka polskiego," zamierzał pierwo- 
tnie napisać podręcznik s2kolny do wykładu teoryi 
prozy i poezyi. Ztąd zastosował on, jako zasadę kla- 
syfikacyi pomników literatury, podział oparty na for- 
mach poezyi i prozy. Cechę historyi nadaje pracy 
tylko wstęp, mieszczący charakterystykę okresów, ja- 
kie autor dostrzegł w rozwoju literatury polskiej, Oraz 
czynników, które wpływały dodatnio lub ujemnie na 
jej rozwój. Całe dzieło jest właściwie, jak to sam 
autor na tytule zaznaczył, usystematyzowanq biblio- 
grafią, uzupelnioną krótkiemi biografiami ważniej- 
szych pisarzów i treściwemi ocenami wybitniejszych 
utworów. Oceny te ogólnikowe uwzględniają zwykle 
stylowe właściwości autora i są najczęściej zapoży- 
czone z rozpraw idzielek ówczesrrych powag litera- 
ckich. 
Wnosząc z niedokładnych wielce notatek, w ja- 
kich przechowały się W) kI ady o historyi literatury 
polskiej, miewane przez Kazirr.. Brodzińskiego w uni- 
wersytecie warszawskim (1822 - 1831), on pierwszy 


- 


.. 


I 
li 


\ 



 
ł 


L
>>>
... 


r 


\ 


, 

 


9 


. 


wyh\'orzył w tych odczytach krytyczny obraz roz- 
wcju dziejowego literatury. Ogłoszone drukiem do- 
riero w roku 1874 zapatrywania, nie mogły wywrzeć 
wpływu na rozwój pracy nad historyą literatury, 
zwłaszcza, że żaden z nitlicznych słuchaczów Bro- 
dzińskiego nie poświęcał się temu przejmiotowi. 
Z tego względu usługa podjęcia i częściowego 
wykonania krytycznej, na wielką skalę zamierzonej 
historyi literatury polskiej, przypada niewątpliwie Mi- 
chałowi \Viszniewskiemu. Jako profesor uniwersytetu 
krakowskiego, mial on pod ręką bogate zbiory ksiąg 
i rękopisów, pozwalające mu uwydatnić w całej pełni 
zjawiska ruchu umysłowego, koncentrującego się 
w Krakowie od połowy wieku XIV GO końca XVI. 
Obznajmiony przez swe poprzednie studya i podróże 
z dziejami i literaturą Zachodu, stara się oświetlić 
proces naszego życia duchowego i dzieje piśmienni- 
ctwa, przez szeroko roztoczone obrazy wybitniejszych 
momentów w rozwoju cywilizacyi europejskiej. Nie- 
możność gruntownego przestudyowania olbrzymiego 
materyału, jaki przedstawia nasze piśmiennictwo wie- 
ku XVI, nie pozwoliła mu uwydatnić tych licznych, 
później dopiero przez specyalne badania wykrywa- 
nych związków, łączących polskie pomniki pismienne 
z literaturami obcemi. Wypadki 1846 r. przerwały 
vViszniewskiemu pracę na tomie VII i wieku XVI. 
Utraciwszy katedrę, zdala od kraju nie mÓgł prO\,va- 
d.lić dalej wielkiegc dzieła. Trzy dalsze tomy, ogło- 
szone przez przyjaciół, mieszczą przeważnie niewy- 
kończone materyaly, notatki i regestr alfabetyczny. 
\Vkrótce po pracy V/iszniewskiego ukazuje się 
druga próba ujęciJ. w wielki zarys dziejowy procEsu
>>>
10 


rozwoju naszego piśmiennictwa. W roli historyka lite- 
ratury wystąpi teraz Wacław Al. Maciejowski, pra- 
wnik z powcłania, profesor uniwersytetu warszawskie- 
go przed r. 1831, autor głośnej w swoim czasie "Hi- 
storyi prawoda\\'stw słowiat1skich." 'vV skrzętnych po- 
szukiwaniach danych, odnoszących się do rozwoju 
kultury i prawa w dawnej Polsce, poznał on po ró- 
żnych bibliotekach mnóstwo rzadkich dzieł i broszur, 
które cenił odpowiednio do bogactwa materyału, ja. 
kiego mu dostarczyły do przedsiębranych prac, stąd 
nawet za podstawę klasyfikacyi zjawisk literackich 
przyjmuje on zasadę trzech sfer kulturalnych: ludo- 
wa, średniej inteligencyi (narodowa) i najwyższa, mie- 
szcząca jedynie wybrane, wybitne umysły, wytwarza- 
jące literaturę ludowo-narodową. Te trzy sfery nazy- 
wa "zwrotami" literatury. "Obrotami" tych zwrotów 
są: język, styl, formy literackie, szkoły. 'vV tomie I 
przedstawia nam kolejno: literaturę ludową (pieśni 
i podania), narodową (zabytki piśmienne polskie naj- 
dawniejsze) i narodowo -ludowy rozkwit literatury 
w latach od 1500 do 1650, w osobach wybranych 
wybitnyr.h przedstawicieli. Tom II mieści w sobie 
obroty zwrotów, a więc dzieje szkół, języka, stylu 
i rozwój pracy nad historyą literatury u Polaków i in- 
nych ludów słowiat1skich. W najobszerniejszym to- 
 
mie trzecim pomieścił przegląd dzieł pisarzów drugo- 
rzędnych łub bezimiennie wydanych. 
Obok tych dwu dzieł, na wielką skalę obmyśla- 
nych i samodzielnie opracowanych, lecz urwanych na 
połowie wieku XVII, pojawiają się liczne kompilacye, 
mające slużyć za podręczniki w nauczaniu. Najpopu- 
larniejszy z nich, ułożony przez Lesława Łukaszewi-
>>>
11 



 


cza, ukazał się po raz pierwszy w Krakowie r. 1836. 
jako książeczka o 93 stronicach. W późniejszych licz- 
nych wydaniach przerabiany i rozszerzany, urósł do 
rozmiarów tomu o 900 niemal stronach (Poznań, 
1866). Jest to właściwie zbiór danych biograficznych 
i bibliograficznych, podzielonych na okrEsy wedle za-- 
sad rozwiniętych we wstępie do dzieła Bentkowskie- 
go. Dzieło K. 
'ł. Wójcickiego p. t. "Historya litera- 
t
ry polskiej w zarysach" (1845 r. i 2-gie wydanie 
1859 r.) stanowi właściwie wypisy do nauki historyj 
literatury, gdyż krótkie notatki biograficzne służą tyl-- 
ko za dodatek objaśniający do obszernych wyjątków- 
z dzieł wybitniejszych lub mniej znanych. 
Zarysy dziejów literatury, skreślone przez Ed. 
Dembowskiego (1845 r. Poznań) i Jana Majorkiewi- 
cza (Warszawa 1847 r.), zasługują na uwagę jedynie 
jako próby wyjaśnienia rozwoju literatury polskiej 
przez zastosowanie do oceny i grupowania dzieł i pi- 
sarzów, współczesnych autorom pojęć filozoficznych 
(idei Hegla), a po części i społecznych (demokra- 
tyzm ). 
Kondratowicz Ludwik (Syrokomla) oparł swe 
"Dzieje literatury w Polsce" (\Vilno r. 1851-4) na 
dziele Wiszniewskiego przeważnie, dlatego też dopro- 
wadził tylko do początku w. XVII. 
Szereg opracowań kompilacyjnych przerywają 
dwa niewielkie rozmiarami, ale samodzielnością są- 
dów i głębokiem rozumieniem zjawisk literackich 
nacechowane dzieła: Juliana Bartoszewicza (\ Varsza- 
wa, 1861 r.) i Włodzimierza Spasowicza (Petersburg, 
1865 r.). Bartoszewicz, gruntowny znawca życia we- 
wnętrznego przeszłości, rozumial dobrze związek łą--
>>>
12 


czący utwory literackie z potrzebami i dążeniami !;'po- 
"leczeństwa, jednak dla oceny literatury wieku XIX 
nie posiadał należytego przygotowania i uzdolnienia 
krytycznego, ktore znowu wyróżnia bardzo korzy
t- 
nie pracę Spasowicza. Dzieło jego, pierwotnie napi- 
sane po rosyjsku, dla vvydawanej pod redakcyą Py- 
pina "Historyi literatur slowiańskich,. Wy szło po pol- 
sku r. 1882 (Warszawa - Petersburg) w rozszerzonej 
przeróbce. 
Pisząc dla cudzoziemców, Spasowicz przedstawił 
w krótkim zarysie dawniejsze wieki, poświęcając naj. 
więcej miejsca poezyi w. XIX. Wyborna jako obraz 
treściwy dla obcych, nie czyni zadość ta praca po. 
trzebom czytelnika polskiego. 
Kompilacyami różnej wartości co do doboru 
faktów i ukladu są prace: Wład. Nehringa (Poznań, 
1866), T. Rycharskiego (Kraków, 1868 r., 2 tomy), 
L. Rogalskiego (Warsza\va, 1871 r., 2 tomy), Karola 
Mecherzyńskiego (Kraków, 1873 r.), L. Sowińskiego 
(\Vilno, 1874-78 r., 5 tom.), M. Dubieckiego (War- 
szawa, 1888 r., 2 tomy), K. Króla i I. Nitowskiego 
(Warszawa 1898 r.), H. Biegeleisena (z iIJustracyami, 
'Wiedeń, tom I Okres piastowski). Najwięcej rozpo- 
wszechniony podręcznik A. Kuliczkowskiego, (Lwów 
1872, dotąd 4 wydania) przy całej staranności ukła- 
du i bogactwie szczegółów, jest właściwie tylko zbio- 
rem informacyi biograficznych i bibliograficznych, nie 
dającym pojęcia należytego o tem, co jest właści- 
wym przedmiotem historyi literatury, o samych utwo- 
rach piśmiennych. 
Z małymi wyjątkami, autorami powyższych 
kompilacyi byli ludzie, którzy nie oddawali się spe- 


L.
>>>
13 


cyalnym studyom nad historyą literatury. Tymczasem 
w ciągu ostatnich lat czterdziestu rozwijała się i do- 
tąd się odbywa praca całego zastępu monografistów, 
przygotowujących powoli cegiełki do wielkiego gma- 
chu historyi literatury. W 
rawdzie opracowania mo- 
nograficzne pojawiają się sporadycznie już na począt- 
ku obecnego stulecia (Ossolińskiego o St. Orzechow- 
s:
im, i inne pomieszczone w Rocznikach Tow. przyj. 
nauk w Warszawie i różnych czasopismach), ale- 
świadomość potrzeby krytycznych, wyczerpujących 
i wymaganiom metody naukowej odpowiadających 
poszukiwań, budzi się 
śród młodszych pracowników 
w pierwszych latach drugiej połowy naszego v\'ieku. 
Jednym z wybitniejszych pojawów tego zwrotu była. 
praca młodego nauczyciela gimnazum poznańskiego, 
Józefa Przyborowskiego: "Wiadomość o życiu i pi- 
smach Jana Kochanowskiego" (Poznań, roku l857)
 
Współcześnie inni wielkopolscy pracownicy: Wł. Ne-- 
hring i A. Mierzyński, ogłaszają kilka rozpraw poświę- 
conych pisarzom w. XVI. Wychowańcy uniwersyte- 
tów: krakowskiego i lwowskiego, tudzież warsza\V
 
ski ej Szkoły głćwnej, zajmą się gorliwie, za przykła- 
dem swych przewodników, rozjaśnianiem szczegółów 
życia i twórczości pisa;-zów polskich i rozbiorami 
wybitniejszych utworów. Pierwszorzędni pisarze, jak: 
Kochanowski, Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, znale-- 
źli teraz licznych biografów i komentatorów. Obok 
wielotomowych nieraz życiorysów, kaźjy z utworów 
tych poetów stał s
ę przedmiotem oddzielnych spe- 
cyalnych studyów. Trudno dziś odszukać drugorzę-- 
dnego nawet pisarza, którego życie i twory nie by- 
łyby już rozjaśnione w specyalnej monograili._ 


J
>>>
14 


Z każdym rokiem. z każdą nowo pojawIającą s
Q 
pracą, rośnie zasób faktów i wzmaga się przez nowe 
odkrycia ilość pomników dawnej literatury. Im wię- 
cej prace monografistów i poszukiwania bibliografów 
dostarczają cegiełek do wielkiego gmachu dziejów 
literatury, tern więcej trudności przedstawia ujęcie 
tej tak bogatej i różnorodnej sruścizny duchowej 
w ład umiejętny, odtworzenie w organi.:znem powią- 
zaniu całości wielkiego procesu duchowego, odbitego 
w pomnikach literatury 
\V zastępie pracowników, ro.::śv\'ietbj3,cych z po- 
mocą mozolnych poszukiwa6 i krytycznych roztrzą- 
sań rozwój dziejowy literatury polskiej, jedno z naj- 
wydatniejszych stanowisk zajął uczony historyk i kry- 
tyk-Piotr Chmielowski. 
Urodzony r. 1848 we wsi Zawadyńcach nad 
Smotryczem, w okohcy Kamieńc3. Podolskiego, z ro- 
dziny szlacheckiej, zdawna tam osiadłej, Fobiera 
nauki gimnazyalne w Warszawie, a następnie od r. 
1866 kształci się w ówczesnej Szkole Głównej na 
wydziale historyczno-filologicznym. Ostatni rok nau- 
ki odbywa już w u:1iwersytecie, utworzonym po z\"i- 
nięciu Szkoły głównej. Po dwuletnich studyach na 
uniwersytecie lipskim (1873 i 1874) uzyskał stopień 
doktora filozofii. Jeszcze jako student Szkoły głó- 
wnej pomieszczał w "Przeglądzie Tygodniowym" 
(od r. 1867), a następnie w "Bibliotece \Varszawskiej" 
(r. 1868-1871) sprawozdania krytyczne z literatury 
niemieckiej i polskiej. Od r. 1872 zaczyna zasilać 
pracami swemi dwa pisma: "Niwę", świeże założony 
wtedy dwutygodnik, i "Opiekuna domowego." Mię- 
.dzy inne mi ogłasza dwie większe rozprawy: "G1ene-
>>>
15 


za fantazyi" (Warszawa, 1873) i "Artyzm i artyści" 
(pisana w Lipsku r. 1873). \V pracach tych rozwi- 
nął on swe poglądy na proces twórczości duchowej 
i jego czynniki składowe, oparte na wynikach psy- 
chologii, językoznawstwa, mitologii porównawczej 
i krytyki artystycznej, które przyswoił sobie przez 
gruntowne studya. 
Zaznajomienie się zarówno z rezultatami nauk 
mających za przedmiot objawy duchowej dzialalności 
czlowieka, jJ.k i z objawami tej działalności w za- 
kresie literatury greckiej, rzy:r.skiej i nowożytnych 
piśmiennictw, pozwoliło mu wobec pojawów lite- 
ratury polskiej zająć stanO\,visko bezstronnego a zdol- 
nego do wszechstronnej oceny sędziego. Gorąca 
miłość przedmiotu badań uwydatni się w sumiennem 
i pracowitem nagromadzeniu danych, potrzebnych 
do wydania sądu, i w staraOf1em przygotowaniu się do 
oceny. \V ocenie zaś obiektywność krytyka i histo- 
ryka ograniczać będzie jedynie wzgląd na użyte- 
czność społeczną danego utworu. Zresztą starać się 
będzie Chmielowski o możliwą niezawisłość od wszel- 
kich teoryj estetycznych, tendencyj politycznych, wy- 
znaniowych i społecznych. Ztąd tel1 spokój, który 
niejednemu może się wydawać z pozoru odbiciem 
chłodu duszy krytyka. Chmielowski nie usiłuje za- 
palać i porywać czytelnika, lecz chce go przede- 
wszystkie m objaśnić i pouczyć, przygotować do czy- 
tania i rozumienia danego utworu. Jako krytyk, nie 
przestaje być zarazem pedagogiem, jakim był z za- 
wodu przez znaczną część swego życia, zaimując się 
nauczaniem po rrywatnych zakładach naukowych 
żeńskich. l\1ianowany r. 1883 profesorem literatury
>>>
10 


polskiej w uniwersytecie warszawskim, otrzymał 
wkrótce uwolnienie od tych obowiązków na własn
 
żądanie. Obok tych zajęć pełni od r. 1878 obowiązki 
redaktora "Blblioteki naj celniejszych utworów literatury 
europejskiej", a od r. 1880 zajmuje przez lat 17 sta- 
nowis:..o kierownika "Ateneum." Bierze przytem 
czynny udział, jako współpracownik lub członek re- 
dakcyi, we wszystkicn poważniejszych czasopismach 
i wydawnictwach warszawskich. Zasila swemi pra- 
cami pisma codzienne i wiele tygodników, należy do 
najczynniejszych wspólpraco\\"ników "Encyklopedyi 
wychowawczej", "Wielkiej Encyklopedyi ilusLrowa- 
nej", a wreszcie "Biblioteki dzieł wyborowych." Od 
lat d\vu, ratując nadwątlone nadmierną pracą zdrowie. 
zamieszkał stale w Zakopanem i tam oddaje się da- 
lej swym studyom z niesłabnącą energią i wytrwa- 
łością. 
Pierwszą ważniejszą pracą Chmielowskiego z Z2- 
kresu literatury polskiej był zarys p. t. "Kobiety Mi- 
ckiewicza, Słowackiego i Krasińskiego" (Warszawa, 
1873). Cztery wydania (z tych ostatnie jubileuszowe, 
ilustrowane) świadczą wymownie o jej zaletach i po- 
wodzeniu niezwykłem. Po szeregu studyów kryty- 
cznych, z których wyróżniały się zaletami treści 
i formy udatnej: "Charakterystyka Henryka Rzewu- 
skiego ("Niwa," 1877) i rozbiór "Listów z podróży" 
Odyńca ("Ateneum," 1878), wystąpił Chmielowski 
z książką ciekawą i pożyteczną, rozchodzącą się już 
w piątem wydaniu po kraju. Jest to "Zarys litera- 
tury polskiej z ostatnich lat szesnastu" (Wilno, 18S l), 
któremu z każdem wydaniem nadawał autor szersze 
rozmiary i zmieniał z konieczności tytuł. (Ostatnie 


"'-
>>>
17 


wydanie p. t. "Zarys najnowszej literatury polskiej"). 
W dwa lata później żyw'o zainteresował czytelników 
" Ateneum" pracą: "Liberalizm i obskurantyzm na 
Litwie i Rusi", pomieszczoną w roku zeszłym w je- 
dnym z tomów " Biblioteki dzieł wyborowych." 
Była to jakby zapowiedź ukazania się najwa- 
żniejszej i największej z prac Chmielowskiego, dziela 
o Mickiewiczu, ogłoszonego r. 1886 p. t. "Adam 
.l\Iickiewicz, zarys biograficzno-literacki" (vVarszawa- 
Krakól"v, 2 tomy, 2-e wyd. powięksone, r. 1898). 
W tymże roku ukazała się obszerna i bogata W Szcze- 
góły książka o Kraszewskim p. t. "Józef Ignacy 
Kraszewski, zarys biograficzno-literacki" (Kraków), 
tudzież dwa tomy drobniejszych, po różnych czaso- 
pismach ogłaszanych rozpraw, p. t. "Studya i szkice" 
(Kraków, 1886). Ukazanie się pracy o Mickiewiczu 
poprzedziło dzieło będące po części zbiorem dawniej 
już wykonanych zarysów działalności umysłowej ko- 
biet polskich p. t. " Autork i polskie" (Warszawa 
1885). W r. 1887 pojawiają się zebrane w jedną 
cJ.łość studya nad powIeściopisarzami. ("Nasi powie- 
ściopisarze," Kraków, 1887, i druga serya tamże r. 1895). 
Krytyczne oceny wszystkich nowych pojawów w dzie- 
dzinie poezyi polskiej dostarczą materyalu do dzieła: 
"Współcześni poeci polscy" (Petersburg, 1885), podo- 
bnie jak ze study?w nad dawną literaturą dramaty- 
czną i rozbiorów współczesnych utworów po'-'\"stanie 
praca: "Nasza literatura dramatyczna" (2 tomy, Pe- 
tersburg, 1898 r.). O.statniemi wreszcie pracami są: 
"Obraz literatury polskiej w streszczeniach i wyjąt- 
kach z celniejszych utworów" (Warszawa, 1898 r., 
2 


-----.J I 


---..J
>>>
18 


r 


3 tomy), "Estetyka Mickiewicza" (Lwów, 1898), 
i " Metodyka historyi literatury polskiej" (Warszawa, 
1899, dodatek do "Przeglądu pedagogicznego"). 
Ten dlugi szereg poważnych prac świadczy, iż 
Chmielowski, ktory dopiero dochodzi lat 50, nie tra- 
cił ani chwilki czasu w swe m życiu. Opinia ogółu 
domagała się od niego wykonania olbrzymiego zada- 
nia, od którego usuwają się najpoważniejsi pracowni- 
cy na tern polu.- miał on na['isać historyę litEratury 
polskiej, rozmiarami i układem odpowiadającą wyma- 
ganiom nauki, doniosłości przedmiotu i wysokiemu 
uzdolnieniu wykonawcy. Zadania tego jednak ni 
Chmielowski, ni ktokolwiek inny, w pomyślniejszyci1 
warunkach pracy się znajdujący, nie będzie mógł 
zapewne wykonać, podobnie jak nikomu nie starczy 
sił i uzdolnienia do opracowania na wielką skalę ca- 
łości dziejów politycznych. 
Pragnąc jednakże zadośćuczynić, nie tyle wyma- 
ganiom i życzeniom kół naukowych, ile istotnym po- 
trzebom naszej inteligencyi, nie mogącej zadowolnić 
się datami, tytułami i ogólnikami, napotykanymi 
'IN przeważnej części podręcznil{ów, opracował Chmie- 
lowski dla "Biblioteki dzieł wyborowych" szerszych 
rozmiarów zarys, mający na celu przedstawienie ogó- 
łowi calej sumy najważniejszych rezultatów dotych- 
czasowej pracy nad dziejami literatury, pracy, w któ- 
rej sam autor brał tak żywy i wybitny udział. Aże- 
by tak obfity i bogaty materyał zamknąć w ramach 
odpowiednich do potrzeb czytającego ogółu, trzeba 
było gruntownego znawstwa przedmiotu i tej miary, 
jaka stanowi jedną z wybitnych cech umysłu Chmie- 
lowskiego. Usunąć balast niepotrzebnych drobia- 


...
>>>
1 


19 


zgów obciążający większą część naszych historyj 
literatur, dokonać trafnego wyboru utworów i autorów 
zaslugujących na uwagę, ug:-upować pisarzów i dzie- 
ła na podstawie powinowactwa treściowego i formal- 
nego, scharakteryzować dzieła i ich twórców i wy- 
znaczyć im właściwe stanowisko w danej epoce, oto 
zadanie, do którego Chmielowski był wybornie przy- 
gotowany przez 30-letnią pracę nad tym przedmio- 
tem. Znając dobrze dzieła swych poprzedników, po- 
starał się uniknąć błędów, jakie cechują ich prace, 
a więc wysunął przedewszystkiem na pierwszy plan 
same utwory, jako zjawiska, stanowiące właściwy 
przedmiot historyi literatury, ograniczając do minimum 
konieczne dane biograficzne i bibliograficzne-nie po- 
minął pomników łacińskich za przykładem Maciejow- 
skiego, ale za to wyrzucił jako balast niepotrzebny 
literaturę naukową teoretyczną i stosowaną, uwzglę- 
dnił wreszcie pomniki języko\ve, ale nie daje historyi 
języka. Nie znajdziemy u niego również historyi 
szkół, ni dziejów ruchu religijnego, lub życia poiity- 
cznego, które wielu historyków literatury wprowadza- 
ło do swych prac. Uwzględniając potrzeby umysło- 
we inteligencyi, karmiącej się przeważnie tworami 
literatury wieku XIX, poświęcił temu ostatniemu stu- 
leciu dwie trzecie części (4 tomy) dzieła, podczas 
gdy dzieje literatury poprzednich wieków streścił 
w dwu tomach. O te sympatye dla literatury wieku 
XIX nie będą się zapewne gniewać na autora czy- 
telnicy, raz dlatego, że istotnie bogactwo twórczości 
tego wieKu przewyższa o wiele produkcye poprze- 
dnich, a powtóre, że właśnie specyalne studya nad 
literaturą epoki Mickiewicza uzdolnily wszechstron-
>>>
20 


nie Chmielowskiego do wystąpienia w roli historyka 
tych czasów. Przeczytał on i ocenił niewątpliwie 
wszystko, co pojawiło się w zakresie belletrystyki 
w języku polskim w ciągu ostatniego stulecia, nie 
wyłączając nawet drobnych tworów. pomieszczonych 
po czasopismach. 
Czytelnik polski, chcący się zapoznać z boga- 
ctwami spuścizny piśmienniczej, przekazanej nam 
z przeszłości, znajdzie w Chmielowskim najsumien- 
niejszego nauczyciela i przewodnika, który zaznajomi 
go ze wszystkiem, co ta spuścizna zawiera godnego 
uwagi, objaśni jasno, prosto; treściwie I rozumnie za- 
wartość i wartość każdego zabytku, wyjaśni stosu- 
nek danego utworu do innych i związek ich z ży- 
ciem narodu, słowem, przygotuj::: i doprowadzi czy- 
tającego do należytego rozumienia i gorącego uko- 
chania skarbów literatury ojczystej. 


Bronisław Chl
bG!lJSKi.
>>>
I 


WSTĘP. 


nPojętne są umysły Polaków-pisał Marcin Kro- 
mer w r. 1577-i okazują dzielnuść we wszystkiem, 
do czego tylko się zw-rócą; lecz wolą raczej pozna- 
wać cudze wynalazki, niż same coś nowego obmy- 
ślać i doskonałość w jakiejkolwiek rzeczy osiągnąć, 
niechętnie bowiem po;;więcają się jeJnej sztuce lub 
nauce, pragnąc wiedzieć wiele, a nie posiadając wy- 
trwałego w pracy zamiłowania." 
Ta charakterystyka usposobienia naszego, skre- 
ślona przez bystrego spostrzegacza, dająca się spraw- 
dzić we wszystkich kieru!1kach działalnoś.:i naszej, 
wyjaśnia nam również wiele zagadek z rozwoju lite- 
ratury. 
Mieliśmy jednostki genialne, które, czy w nau- 
ce, czy w sztuce, mogły śmiało spólzawodniczyć 
z największymi rozumami lub talentami wszechświa- 
towymi; lecz nie posiadaliśmy zwartych szeregów 
ukształconego ogółu, co by wytrwale a systematycz- 
nie rozwijał i udoskonalał pomysły lub odkrycia, wy- 
powiedziane przez owe jednostki, nie posiadaliśmy 
świadomej siebie, rozumnej ciągłości w pracach du- 
chowych. Ciągłość rozwoju istniala oczywiście, bo 
jest jednem z praw przyrody, lecz niepotęgowana sa- 
mowiedzą społeczną, nie dawala wyników trwałych. 
Zamiast snuć z siebie wątek życia umysłowego, wo
 


r
>>>
22 


leliśmy brać go od obcych. Nieraz odkrycia, zrobiO- 
ne przez naszego ziomka, poznawaliśmy dopiero 
w przetworzeniu obcem; nieraz pomysły, w naszym 
kraju zrodzone, przez prostą nieświadomość prac do- 
konanych w przeszłości, przejmowaliśmy z za granicy 
jako rzecz zupełnie nową, wtedy dopiero cenić je 
wysoko zaczynając; nieraz zdawało nam się, że za- 
bieramy się do dzieła zupełnie oryginalnego, gdy za- 
sadnicze jego twierdzenia na sto lat przedtem już by- 
ły wygłoszone. Wydaliśmy Kopernika, ale nie my- 
śmy jego teoryę pierwsi zrozumieli i przyjęli; wyda- 
liśmy paru znakomitych filologów w dobie Zygmun- 
towskiej, ale nie myśmy filologię jako naukę utwier- 
dzili i udoskonalili; wydaliśmy Jędrzeja Śniadeckiego, 
ale nie myśmy fizyologię rozwinęli. 
Toż samo zjawisko widzieć można w ogólnym 
stanie oświaty. Akademia krakowska w XV wieku 
mogla się róvvnać ze wszystkimi europejskimi uni- 
wersytetami, ale już w XVI chyliła się do upadku, 
a w XVII zeszła do znaczenia lichego gimnazyum. 
Jeżeli tu jest jaka tradycya naukowa, jaka ciągłość 
rozwoju, to chyba tylko ciągłość fizycznego trwania 
w skutek prawa bezwładności. 
Błonie poezyi zachwaszcza nierozumne, po- 
wierzchowne, płytkie naśladownictwo. Łatwość wier- 
szowania bierze się za twórcze natchnienie, mniema- 
jąc, że bez pracy można dokonać dzieł wiekopom- 
nych. Po świetnych przykladach wysokiego artyzmu 
u Ko:hanowskiego, Szymonowicza, Sarbiewskiego, 
i ob:)k nich krzewi się bujnie domorosłe wierszorób- 
stwo bez smaku i bez znajomości zasad sztuki pra- 
wdziwej. 
Atoli nie same jeno ujemności tkwią we wska- 
zanem usposobieniu narodowem. Dzielność, jaką oka- 
zać możemy we wszy:=;tkiem, do czego się z ochotą 
zabierzemy, jest wynikiem tej gibkości, elastyczności 
umysłu, co niełatwo pognębić się daje; umysł przyci- 
śnięty i przygnieciony, wraca niebawem do swego 



 '
>>>
23 


"tanu i rychło potrafi wetować poniesione szkody. 
Stąd znowu mamy przykłady rychłego dźwigania się 
z upadku i zakwitania umysłowości nanowo, czasem 
niespodziewanie, gdy się wydawalo, że jej rola zu- 
pełnie była wyjałowioną. 
Okoliczności zewnętrzne wywierają oczywiście 
wpływ ogromny na takie niezmiernie wrażliwe i nie- 
zmiernie gibkie usposobienie. Zapał do wszyse,:iego 
łatwo się u nas wznieca i łatwo przygasa; lecz grunt, 
w którym te objawy się rozwijają. kryje w sobie nie- 
wyczerpaną, zdaje się, żywotność; a wielkie idee bu- 
dzą w nas zawsze żywsze serc bicie. 
Nie mając bynajmniej pretensyi do odtworzenia 
całej duszy narodu, postaram się przynajmniej ",,'ska- 
zać, jakim przemianom ulegały jej objawy w ciąlSU 
dziewięciowiekowego ich odzwierciajlania się w dzie- 
dzinie literatury, pojętej w ściślejszem znaczeniu, to 
jest tak zw. literatuy pięknej - od pierwszego szcze- 
biotu dziecinnego, aż do wspaniałych przejawów na- 
miętnego uczucia, wzniosłej fantazyi i wzmożonego 
na siłach rozumu. 


Rzetelne, lubo skąpe wia::lomości o dziejach na- 
rodu naszego, otrzymujemy dopiero razem z przyjęciem 
chrześcijaństwa. Co o poprzednich niezliczonych wie- 
kach dzisiaj się podaje, jest albo golem nazwiskiem, 
albo mętną wieścią, albo domysłem uczonych. Kto 
nie chce zludzenia lub zmyślenia brać za prawdę isto- 
t ' tną, musi przy każdem niemal twierdzeniu o owych 
pomroką okrytych czasach dodać słówko: zdaje się. 
Od jak dawna siedzieLśmy na tych obszarach, 
które dziś zajmujemy; czyśmy w Europie byli zro- 
dzeni od czasów najdmvniejszych J czy też przywę- 
drowaliśmy z Azyi; jak i kitdy przeszliśmy wszystkie 
stopnie od życia koczowniczego do osiadlego, od ro- 
dowego do państwowego, od dzikiego do względnie 
cswojonego; czy jakikolwiek, choćby najskromniejszy
>>>
24 


ład zaprowadzony był w naszych pojęciach o świe- 
cie i bóstwie: są to pytania, na które niewątpliwej 
odpowiedzi zgoła wysnuć nie możemy. 
Jedynym znanym a pewnym śladem naszego 
wielowiekowego istnienia, jedynym wytworem nieza- 
przeczonym naszej duszy w dobie przeddziejowej jest 
jęZ1lk, nie taki oczywiście w szczególach swoich, jak 
dzisiejszy, lecz taki sam w zasadzie swojej, to jest 
w pierwiastkach i rodzaju ich odmian. Otóż z tego 
śladu, z tego wytworu uczeni wyprowadzili wniosek, 
mający znamiona prawdy nieodpartej, że naród nasz, 
należąc do wielkiej rodziny słowiańskiej, jest spokre- 
wniony w dalszym lub bliższym stopniu z takimi na- 
rodami, jak Indusowie i starożytni Parsowie, i z ta- 
kimi narodami europejskimi, jak: Grecy, Rzymianie, 
Celtowie, Germanowie, Litwini, które to narody wszy- 
stkie razem nazywane są aryjskimi lub aryo-europej- 
skimi. W najściślejszem pokrewieństwie plemiennem 
zostaje nasz naród ze Słowianami zachodnimi: z Cze- 
chami, Łużyczanami, Słowakami, oraz z wygasłymi 
już dzisiaj Słowianami nad elbiańskimi i pomorskimi, 
z których jedyny szczep Kaszubów utrzymał się je- 
szcze dotychczas. 
Po za to stwierdzenie rozległego i ściślejszego 
pokrewieństwa nauka pójść dalej we wnioskowaniu 
swojem nie może. Były wprawdzie próby wydziele- 
nia z całego zasobu językowego tych wyrazów, a za- 
tem i pojęć, jakie są wspólne całemu szczepowi aryo- 
europejskiemu, ale próby te nie dają niezawodnej 
pewności, ponieważ są chwiejne, przez różnych języ- 
koznawców odmiennie dokonane. Niepodobna więc 
jeszcze na ich podstawie dokła.:nie orzec, jaki wspól- 
ny skarbiec pojęć wyniosły wszystkie narody z przy- 
puszczalnej wspólnej ojczyzny, ani też nakreślić do- 
kładnego obrazu ich umysłowości. 
Prócz języka, nadzwyczaj ważnym wytworem 
ducha bywa mitologia, czyli pewna całość pojęć o bó- 
stwie i jego stosunku do świata. Nasza mitologia nie 


" 


ł 


I 


. 
, 


ł
>>>
25 


r 
ł 
f 


jest znana; ogólne zdanie, że czciliśmy różne bóstwa, 
podporządkowane jakiemuś jednemu najwyższemu; 
parę zaledwie nazw, pod któremi bogów wzywano, 
oto wszystko, co napewno z niej wiadomo. Zdaje 
się, że nie powstał u nas, a przynajmniej nie utrwa- 
lił się stan kapłanów, któryby dbał o rozwinięcie 
i utrwalenie pojęć religijnych i związanych z nimi obrzę- 
dów, i że naród sam nie miał wielkiej skłonności do 
zatapiania się w zagadnienia pozaświatowe i poprze- 
stawał na spełnianiu zwyczajowych jeno, czysto ze- 
wnętrznych przepisów, odnoszących się do czci nale- 
żnej bóstwu, jak to czynił i później po dokonanej 
zmianie religii. 
Dawniej poczytywano pieśni, podania, klechdy, 
przysłowia ludowe za zabytki doby przedchrześcijań- 
skiej i na nich starano się :oprzeć jej poznanie. Nie- 
podobna przeczyć, iżby w owej dobie nie było ja- 
kichś pieśni i jakichś podań; ale że one i pod wzglę- 
dem języka, i pod względem stylu i pod względem 
pojęć wielce się różniły od dzisiejszych, to wątpliwo- 
ści żadnej ulegać nie może; niespisane, ulegaly one 
przemianom najróżnorodniejszym w ciągu całych stu- 
leci i w takiej dopiero formie zaczęto je u nas zbie- 
rać od początku wieku XIX-go. Że w nich tu i ow- 
dzie tkwią pierwiastki przedchrześcijańskie, to pewna; 
ale nie mogą być or,e poczytywane nie tylko za 
pomniki z owych odległych czasów, ale nawet za rez- 
pieczne wskazówki uczuć i myśli, jakie ożywialy 
przodków naszych, gdyż mieszczą się tam pojęcia 
bardzo różnorodnego pochodzenia i z różnych okre- 
sów dziejowych. 
Pisma przed przyjęciem chrześcijaństwa nie zna- 
liśmy żadnego. Tak zwane napisy nmiczne na boż- 
kach prylwickich, na kamieniach mikorzyńskich, oka- 
zały się fałszerstwami, podrobieniami, dokonanemi 
częścią w XVIII, częścią w XIX stuleciu. Są wpraw- 
dzie jeszcze i teraz obrońcy prawdziwości napisów na 
kamieniach mikorzyńskich, usiłujący wykazać ich po- 


, 


j' 
l' 
. 
fi 


ł.
>>>
26 


chodzenie prastare. przez naśladowanie abecadła, czyli 
run skandynawskich, lecz w świecie naukowym nie 
znajdują poparcia i uznania. 
Nazwę: Polska i Polacy (Polania, potem Polo- 
nia) spotykamy po raz pierwszy w wieku X m. Za- 
pisali ją najbliżsi wówczas nasi sąsiedzi, Sasi. Odno- 
siła się ona do Wielkopolski. Ale już na wiek przed- 
tem znane było nawet dalszym cudzoziemcom ple- 
mię siedzące nad Wisłą (VisIeland, VużslulIe), obok 
Węgrów z jednej, a Ślęza n (Ślązaków) z drugiej stro- 
ny; głównemi tu miastami były Kraków i vViślica. 
1\1iało to plemię swoich książąt, podlegalo przez czas 
jakiś państwu vVielkiej l\Iorawii (w końcu IX wieku), 
zagarnięte następnie zostało przez Czechów. vVcze- 
śniej tu niż do vVielkopolski przedzierala się oświata 
chrześcijańska, lecz jej dzieje w jakiś ciąg nieprze- 
rwany ułożyć się nie dają. Dopiero kiedy Mieszko, 
książę pol5ki (we wspomnianem wyżej znaczeniu), 
pojąwszy czeską księżniczkę Dobrawę (Dąbrówkę) za 
żonę, chrzest przyjął w r. 966 i kiedy z jego pań- 
stwem złączony został kraj Wiślan, można już mó- 
wić o historyi rzeczywistej i o wszystkich przejawach 
życia historycznego, a więc i o literaturze, jako o wy- 
razie myśli, uczuć i pragnień, w piękne słowo zaklę- 
tych. 
W historyi literatury naszej wyróżnić można, 
wedle znamion charakteryzujących rodzaj myśli, 
uczuć i pragnień, przejawiających się w ciągu roz- 
woju dziejowego, trzy epoki: 
Pierwsza epoka, najdłuższa, bo cztery z górą 
stulecia obejmująca (od 966 do ] -.tOO), lecz w pomni- 
ki piśmienne najuboższa, przedstawia olbrzymią pracę 
zakładania podwalin religii i cywilizacyi chrześcijaó- 
skiej w duchu katolickim i w ścisłym związku z Eu- 
ropą Zachodnią. Przewodzi tu duchowieństwo i na- 
daje literaturze barwę kościelną. W polityce przewa- 
ża idea monarchiczna. 
Druga epoka, mniej więcej cztery stulecia trwa- 


, 


.
>>>
"I 


27 


, 


jąca (od XV do końca XVIII wieku), jest czasem 
wzrostu, potęgi i rozkładu ideału rzeczypospolitej, 
opartej na przywilejach jednego panującego stanu. 
Barwa literatury jest szlachecka w rozmaite m połą- 
czeniu, przyjaznem lub nieprzyjaznem, z dążnościami 
kościoła katolickiego. 
Trzecia wreszcie epoka, licząca dopiero jedno 
stulecie, jest, ściśle biorąc, w początkach swoich; dą- 
żnością jej -wyrażenie myśli, uczuć i ideałów całego 
narodu, bez różnicy stanów, a za pomocą środków 
różnorodnych, nieraz wprost sobie przeciwnych. Dą- 
żność ta dotychczas nie urzeczywistniła się jeszcze 
w całej pełni, lecz zrobiła już niemałe postępy i w związ- 
ku z całem współczesnem dążeniem, rozwija się i ugrun- 
towuje dość szybko. Liczebnie literatura tej epoki 
jest dwa razy większą od zasobu literatury dwu 
epok poprzednich, razem wziętych, a duchowo wyż- 
szą jest od niej niewątpliwie. 


I 
I 


E paka pierwsza 


literatura kościelna, średniowieczna. 


/ 


Literaturą w tej epoce zajmować się mogli ci 
tylko, co mając zabezpieczony byt materyalny, chcieli 
się oddawać pracy umysłowej; a w takiem położeniu 
znajdowało się ductowieństwo. W chwili przyjęcia 
chrześcijaństwa przez nas w X-y m wieku tak jeszcze 
było w całej Europie zachodniej, bo w cesarstwie bi- 
zantyńskiem inne istniały warunki rozwoju, inne też 
wytwarzając objawy. Ale gdy w Europie zachodniej, 
znacznie wcześniej do chrześcijaństwa nawróconej t 
już przy końcu XI wieku biorą się do literatury lu- 
dzie świeccy, u nas najlżejsze nawet usiłowanie 
w tym kierunku rozbudzić się nie mogło, gdyż usta- 
wiczne walki z sąsiadami zmuszały rycerstwo do sta- 


1 


,
>>>
28 


nia pod bronią, a przemiana dawnych wyobra:eń re- 
ligijnych na nowe, przyswajanie sobie kultury obcej, 
odbywało się bardzo powoli. 
Duchowieństwo tedy aż do końca XIV wieku 
wyłącznym było przedstawicielem literatury u nas i, 
rzecz naturalna, wniosło do niej poglądy kościelne, 
odnoszące wszystkie sprawy nie tylko do Boga, ale 
daleko częściej jeszcze do obrządków związanych 
z czcią Jego, do praw i swobód należnych Jego re- 
prezentacyi na ziemi (t. j. kościołowi). We wszyst- 
kich pojęciach zależnem będąc od Rzymu, chociaż 
w praktyce nieraz uchylało się od jego przepisów, 
nie mogło wytworzyć nic samoistnego w dziedzinie 
ducha, powtarzało to tylko, co wśród wcześniej wy- 
robi onej oświaty katolickiej znajdowało. Jedynem po- 
lem, na które m pewien przynajmniej stopień samo- 
dzielności - w sposobie wykonania - okazać mogło, 
była dziedzina historyi; stąd kroniki są najwydatniej- 
szym objawem literackim tej epoki. Ideałem zaś, 
rzadko urzeczywistnionym, ale tem bardziej zachwa- 
lanym, było życie ascetyczne, wynagradzane cu- 
tarni i czcią. 
Przez dwa z górą wieki zostawało jedmk du- 
chowieństwo nasze w silnej zależności od panujących, 
ci bowiem naznaczali biskupów; dopiero od XIII stu- 
lecia zdobywa sobie prawa, zupełną wolność zabez- 
pieczające, i nabiera przeważnego, dominującego 
wpły\', u na sprawy państwa. Stąd w epoce tej odró- 
żnić należy dwa okresy: 
1) od przyjęcia chrześcijaństwa do pierwszej 
połowy XIII wieku. Tu wyłącznym języ- 
kiem literackim jest łacina, wytworem: rocz- 
niki, kroniki, legendy, listy. 
2) od połowy XIII do końca XIV wieku. Tu 
łacina pozostaje przeważnym językiem lite- 
rackim, ale pojawiają się i zabytki polskie, 


, 


- -
>>>
29 


odpowiadające, rozumie się, potrzebom ko- 
ścielnym; wytworem zaś - prócz dawniej- 
szych kształtów - żywoty świętych, pieśni 
religijne, wyjątkowo tylko-pieśni świeckie. 


, 


OKRES I. 
(R.ok 960 do 1250) 
Ko
ci6ł 1M zależno
ci od 1Mładzy mOll ar- 
cł)icznej 
I. 
Smutne to były czasy dla oświaty, kiedy Mie- 
szko, książę polski, władca obszernego już kraju, 
chrzest przyjmował. Prawo pięści rządziło wtedy 
wszechwładnie. Dumna idea Karola W., by władzę- 
nad światem europejskim zagarnęła pod względem 
duchowym stolica apostolska, a pod względem mate- 
ryalnym wskrzeszone cesarstwo rzymsko-zachodnie, 
zeszczuplała, zmalała za jego lichych następców. Siła 
tylko brutalna utrzymała się przy swem prawie; siła 
duchowa musiała jej ulegać. Papiestwo w wieku X 
niewielkie posiadało znaczenie; motłoch rzymski, ko
 
biety wyuzdanych obyczajów, albo cesarze niemiec- 
cy wybierali i zrzucali biskupów rzymskich. Widzia 
no w tyarze młodzieńca 18 letniego rozpustnika, i nie- 
uka (Jana XII); widziano w niej pokorne służki Ot- 
tonów 1). Potrzeba było długo czekać, zanim na sto- 
licy Piotrowej zasiadł uczony i rozumny Sylwester II, 
którego ciemny i zabobonny ogól za czarownika 
uważał. 
Wobec takiego pomżenia lub upodlenia głowy 
Kościola, i członki jego niezbyt były potężne, o ile 
któremu zewnętrzna siła, t. j. znaczenie i bogactwa 


ł 


l) L'udprand. "De rebus gestis Ottonis," mianowicie roz
 
. działy 10, 13, 14. 


...I
>>>
r 


.
, 


'30 


nie dopomogły. Karność kościelna i zakonna rozprzQ- 
gła się, duchowieństwo nie przyświecało ludowi swy- 
mi obyczajami. Takich osobistości, oddanych życiu 
pobożnemu lub na\\racaniu pogan, jak ś. Romuald, 
ś. Wojciech, ś. Bruno, było bardzo niewiele. Żarli- 
wość apostolska przygasła; biskupów częściej widzia- 
no w obozach, niż na misyach; częściej upominali oni 
lud o dawanie dziesięcin, niż o zwracanie duszy ku 
Bogu. 
Nienasycona chciwość książąt niemieckich parla 
ich do gnębienia ludności pogańskiej ogniem i mie- 
czem, pod pozorem nawracania na wiarę chrześcijari- 
ską. Szczególniej książęta sascy, jako najbliżsi sąsie- 
dzi Słowian nadelbiańskich i nadodrzańskich, pożoga- 
mi, rabunkiem i wymyślnemi morderstwami krwawo 
się zaznaczyli w dziejach i zmuszali te ludy do szu- 
kania odwetu, do pozornego przyjmowania chrześci- 
jaństwa, by przy zdarzonej sposobności zrzucić gnio- 
tące jarzmo i na księżach p:-zedewszystkiem pom
cić 
swoje uciski. 
I Mieszko przyjął chrzest niewątpliwie nie z głę- 
bokiego przeświadczenia o prawdzie wiary Chrystu- 
sowej, lecz z wyrachowania, że jako chrześcijanin, 
odejmie pozór Sasom do napadów i grabieży. Ale 
też sam musiał razem z książętami saskimi ciągnąć 
przeciwko pobratymcom nadelbiańskim. Trzymał on 
wodze rządów w krzepkiej dłoni, podobnie jak syn 
jego Boleslaw Chrobry; lud więc nie stawiał oporu, 
przyjmował I'hrzest biernie, z ciekawością raczej, niż 
z obawą przyglądał się cudzoziemskim księżom i spra- 
wowanym przez nich' obrządkom, patrzył obojętnie 
na budowanie kościolów i klasztorów; lecz gdy ręka 
władców osłabła po śmierci l\Iieszka II, podniósł, na 
wzór pobratymców swoich nad Elbą, bunt przeciwko 
niemieckim jeszcze wtedy przeważnie kapłanom, wy- 
rzynał ich zawzięcie, a kościoły i klasztory burzył 
do szczętu, tak, że przez kilkanaście lat ruiny ich
>>>
- .- 


31 


I 
I 
I 


były siedzibą dzikiego zwierza, mianowicie w Gnieź- 
nie i Poznaniu. 
Dopiero długoletnim staraniom Kazimierza, słu- 
sznie nazwanego Odnowicielem, udało się choć w czę- 
ści przywrócić stan rzeczy pod względem ducho- 
wnym, jaki był za Bolesława Chrobrego. Zupełnie 
jednak takim stan ten być nie mógł, bo jeszcze za 
Bolesława Śmiałego, kiedy jeden znajgenialniejszych 
papieży, sławny Grzegorz VII, usiłujący wysoko pod- 
nieść znaczenie papiestwa, wejrzał także i w sprawy 
kościoła polskiego, okazało się, że w nim należytego 
niema porządku (1075 r.). Lecz niebawem znowu 
się zerwała straszna zawierucha, która wyjść na do- 
bre oświacie nie mogła. Nie wiadomo napewno, ale 
dość prawdopodobną jest rzeczą, iż w tej zawierusze, 
poskramianej przez Bolesława Śmiałego, brał także 
udział i czynnik pogański. Zabicie biskupa Stanisła- 
wa poniżyło władzę królewską, a przyczyniło się 
z czasem do podniesienia potęgi duchowieństwa. Dziel- 
ność i rozum Boleslawa Krzywoustego nie dozwoliły 
na razie rozwinąć się wpływom kleru, ale już na nim 
znać pierwsze jego ślady w owej pokucie publicznej, 
jaką odbyć musiał po oślepieniu brata swego Zbi- 
gniewa. 
Po śmierci Krzywoustego, kiedy państwo po- 
dzielone zostało na dzielnice, kiedy zatem władza 
książąt zeszczuplała, duchowieństwo zyskiwało coraz 
bardziej na znaczeniu, zarówno z powodów ogólnych, 
europejskich, jak i miejscowych. Papiestwo w ciągu 
wieku XII, trzymając się idei Grzegorza VlI i korzy- 
stając z niezgód pomiędzy panującymi, coraz potęż- 
niej utwierdzało swą władzę, już nie tylko w rzeczach 
duchownych, ale i w świeckich, aż w początkach wie- 
ku XIII za Innocentego III-go d08ięgło najwyższej 
mocy. vVówczas istotnie, na wystrzał bulli "z tronów 
spadały korony"... Cząstka tej mocy udzielała się du- 
chowieństwu wszystkich krajów, a więc i naszemu. 
W początkach XIII-go wieku widzimy pierwszy obiór
>>>
--.... 


32 


biskupa, gdy do owego czasu dostojników Kościoła 
naznaczał król, czy książę, tak, że papież wolę jego 
tylko potwierdzał, uświęcał. 
Z miejscowych powodów wzmożenia się wła- 
dzy duchowieństwa najważniejszym jest ten, iż ono 
tylko umiało pisać; wszelkie więc akta, wszelkie spra- 
wy piśmienne czy ze stolicą apostolską, czy z obcy- 
mi monarch
mi, załatwiać mogli tylko duchowni. Do- 
póki wladza monarsza była silna u nas, kanclerz 
państwa spełniał jedynie rozkazy panującego; gdy 
wladza ta osłabła, gdy siQ rozdzieliła pomiędzy kilku 
książąt, każjy z nich był w pewnej mierze zależnym 
od swego kanclerza. Prócz tego dawniej duchowień- 
stwo prawie przez póltora wieku było obce (z po- 
czątku niemieckie, potem włoskie, francuskie), nie 
miału utrwalonych związków rodzinnych; nie bardzo 
więc troszczyło się o zapewnienie sobie władzy; ale 
odkąd Polacy zostawali biskupami, to ze względu na 
swoje stosunki, dobijać się zaczęli wpływów nie tyl- 
ko w zakresie spraw kościelnych, ale i politycznych 
także. Zdobywało też s -bie duchowieństwo nasze co- 
raz silniejszy grunt pod nogami w miarę coraz wię- 
kszego przejmowania się narodu uczuciami religijne- 
mi, a chociaż nie uniknęli oni zamachów porywcze- 
go usposobienia możnych, znajdowali przecież pod- 
trzymanie wśród ogółu wiernych. W połowie xm w. 
przeprowadziwszy kanonizacyę zabitego biskupa Sta- 
nisława, dawszy go za patrona Polsce, posiedli, że 
tak powiem, orędownika w niebie w sprawach swo- 
i:h i w zatargach z władzą świecką. Wówczas po- 
zyskał już kościół polski całkowity samorząd i urósł 
w najwyższą potęgę. 


II. 


Razem z duchowieństwem wchodziła do kraju 
:świata chrześcijańska, która źródło swe miała
>>>
33 


w trzech pierwiastkach: w odziedziczonych po Gre- 
kach i Rzymianach nie tylko zabytkach piśmiennych, 
ale także różnych instytucyach; w tych nielicznych 
zresztą wytworach, jakie różne narody germańskie 
i gal!Jjskie zdolaly z siebie wysnuć; wreszcie w obej- 
mującej oba pierwiastki i stapiającej je w sobie idei 
religijnej, której początek plemieniu semickiemu za- 
wdzięczamy. lnnemi słowy wszczepianie zasad wiary 
w naród, świeżo nawrócony, łączyło już w sobie to 
\\'szystko, co uważano naówczas za żywotną treść 
cywilizacyi grecko-rzymskiej i gallijsko-germańskiej. 
Nie tyllm od przyrodzonych zdolności narodu, 
lecz także od sposobu szczepienia wiary zależeć mu- 
siał większy lub mniejszy jej wpływ cywilizacyjny. 
U nas, pominąwszy dawniejsze, z IX go jeszcze wie- 
ku opowiadanie wiary w kraju Wiślan przez uczniów 
św. J\Ietodego, co w żaden sposób nie da się dokła- 
dniej ucenić, szerzyli chrześcija1'1stwo Niemcy, umie- 
jący po polsku bardzo mało, albo nic zgoła; nieraz 
niewątpliwie zdarzać się mogło w początkach, jak to 
bywało i później, że nawracający przemawiali do slu- 
chaczów za pośrednictwem tlomacz3.. Łatwo ocenić, 
jak mało skuteczne m było takie a!=1ostolstwo. To też 
poprzestawać musiano na zewnętrznych znakach 
przyjęcia wia.ry - przywdzianiu białej szaty, polaniu 
wodą chrztu św. i przeżegnaniu się. Prawdopodobnie 
już z samego początku przełożono na język polski 
l\'10dlitwę Pańską i vVierzę w Boga, lecz te przekła- 
dy w swojej najdawniejszej formie, jeżeli nawet były 
spisane, nie przechowały się do czasów naszych. 
Nie można bynajmniej wyobrażać sobie, iżby 
tak jak dzisiaj, mówiono i wtedy kazania w niedziele 
i święta; zwyczaj ten ustalać się zaczął dopiero od 
XIII wieku, a i wówczas potrzeba była wielokrotnych 
napom:1ień ze strony papieżów i biskupow, ażeby 
księży skłonić ku spełnianiu tego obowiązku. Kie na- 
leży także mniemać, iżby w pierwsze m stuleciu po 
3
>>>
34 


zaprowadzeniu chrześcijaństwa u nas istniały liczne 
kościoły. Bardzo długo, bo co najmniej póltora wie- 
ku, tyle jeno było kościołów, ile katedr biskupich i ile 
klasztorów. Za I\lieszka I-go byla jedna tylko katedra 
w Poznaniu, a przy niej klasztorek, za Bolesława 
Chrobrego było katedr pięć i dwa lub trzy najwyżej 
klasztory; za Boleslawa Krzywoust-:;go było katedr 
osiem i kilkanaście klasztorów (Benedyktynów, Cy- 
stersów, Kanoników Regularnych, Norbertanów). Tu 
w kośc.iołach i klasztorach znalazly się przywiezione 
z za granicy pierwsze książki w Polsce: mszały, anty- 
fonarze, psałterze. 
Ciąglejszym i spójniejszym środkiem szerzenia 
oświaty mogły się stać szkoły. Z przepisów bowiem 
sięgających czasu Karola W., przy każdym kościele 
katedralnym powinna była znajdować się szkola, 
w której miano uczyć tak zwanych "siedmiu nauk 
wyzwolonych," z podziałem na dwie grupy: trivium, 
które obejmowało gramatykę, retorył(ę idyalektykę, 
t. j. logikę-i q1taib'iuium, gdzie uczono: arytmetyki, 
geometryi; astronomii i muzyki. W zastosowaniu prak- 
tycznem nie trzymano się oczywiście takiego podzia- 
łu, zważając na najbliższe i najpilniejsze potrzeby. 
Stąd śpiew kościelny (razem z muzyką, czy bez niej), 
początki gramatyki i rachunków najpowszechnirj da- 
wano pozn
ć uczniom, a potem dopiero, jeżeli było 
komu i kogo uczyć, wykładano inne umiejętności wy- 
zwolone. I w klasztorach podobne było urządzenie, 
chociaż poziom nauki stał w nich pospolicie niżej, 
aniżeli w szkołach katedralnych. Główną, niezbędną 
książką szkolną był psałterz łaciIiski, na nim bowiem 
uczono się czytać. 
I\ly o naszych szkołach aż do XIII wieku nic 
bezpośrednio nie wiemy; ale ponieważ wśród godno- 
ści duchownych znajdujemy nazwy: sc/iolastic1ts (nau- 
czycie!), magister (mistrz), wnosimy nie bez zasady, 
że i przy naszych szkołach katedralnych, przy nd-
>>>
35 


szych klasztorach istniały szkoły podobnie, jak na 
Zachodzie, i że w tcn sam sposób były urządzone. 
Przez dwa wieki co najmniej zajmowali się nie- 
mi cudzoziemcy, słabo oczywiście władający języ- 
kiem polskim. Pożytek z szkół był też niewielki. Cho- 
dziła do nich z początku zapewne tylko mlodzież, 
przybyła razem z księżmi z obcych krajów, potem na- 
turalnie i polska, ale tylko o tyle, o ile chciała się 
wykształcić na sługi kościoła, lub pragnęła wstąpić 
do stanu duchownego. Była to przeważnie młodzież 
biedna z miast, w których się mieściły katedry bi- 
skupie. Rycerstwo nie tylko nie kwapiło się do nau- 
ki, ale naz\'\'ę "żaka" uważało za ubliżającą dla swej 
godności. "IV królewskiej jeno, czy książęcej rodzinie 
uczuwano potrzebę nauczenia się po łacinie dla sto- 
sunków z dworami zagranicznemi; ale umiejętność 
mówienia nie zawsze się łączyła z umiejętnością pi- 
sar.ia; ci tylko pisać się uczyli, co księżmi zostać 
mieli. Rzadko kiedy synowie królewscy lub książęcy, 
przeznaczeni do stanu duchownego, pobierali naul{i 
w kraju; zazwyczaj posyłano ich do Rzymu, do Sa- 
ksonii lub do innych krajo\'\.. 
Jak uczono w szkołach nasz)'ch? Wobec malej 
zi1ajomości języka polskiego wśród duchownych cu- 
dzoziemskich i wobec zwyczaju w szkołach zacho- 
dnio-europejskich, nie może być nawet mowy o wy- 
kładzie polskim. Musimy sobie wyobrazić tę naukc; 
tak, jak jeszcze dzisiaj większość chłopców, służą- 
cych do mszy, uczy się ministrantury, to jest za po- 
mocą przyswajania sobie dźwięków mowy obcej 
w sposób mechaniczny. Do celów bowiem wyłącznie 
kościelnych zmierzała szkoła nasza przez całe długie 
wieki; wytresowanie slużby kościelnej do zwykłych 
i uroczystych mszy, po części zaś przysposobienie 
przyszłych księży-oto jej cel główny. 
Klasztory, które na Zachodzie przed wiekiem X 
glównie, a i potem w znacznej części, tak wielkie 
oddały usługi oświacie, u nas szerzyły tylko "kultu-
>>>
rę," to jest uczyly lepszej uprawy ziemi, zakładały 
ogrody, winnice, budowały piękne kościoły i klaszto- 
ry; o naukę zaś bardzo mało się troszczyły. Złożcme 
z cudzoziemców, nie chcących nawet przyjmować 
krajowców do swego grona, stanowiły one oazy wyż- 
szej kultury wpośród pierwotnych jeszcze stosunków 
krajowych. OJ.dzialywały one powoli na społeczeń- 
stwo, lecz do rozszerzenia zamiłowania w nauce i lite- 
raturze przyczyniały się bardzo a bardzo mało. Srak 
r
kopismów przed XIII-m wiekiem, choćby kopiowa- 
nych jeno w Polsce, świadczy o tein dostatecznie. 
Drogość książek, które były tylko pisane i to 
na pergaminie przez pierwsze wieki naszego chrze- 
ścijaństwa, stanowiła walną przeszkodę w r0zpowsze- 
chnieniu oświaty. Czasami za jedną książkę ładnie, 
pracowicie wykonaną, z ozdobnemi inicyałami, trzeba 
było dać tyle, co za całą wioskę. Oczywiście takich, 
coby chcieli ponosić podobny wydatek, nie było 
wśród rycerstwa przez kilka wieków. Przy kate- 
drach jeno i w klasztorach znajdowały się biblioteki, 
pochodzące I'rawdopodobnie z darów, nie z zakupna. 
Posiadamy spis biblioteki klpitulnej krakowskiej z ro- 
ku 1110, to jest z czasów Bolesława Krzywoustego. 
Mamy w nim książek 30; niektóre, mianowicie do 
użytku ściśle kościelnego, w kilku egzemplarzach. Je- 
żeli pominiemy takie czysto praktyczne dzieła, jak: 
mszały, antyfonarze, graduały i tym podobne modli- 
tewniki, to znajdziemy w tym spisie jedną gramaty. 
kę, jedną dyalektykę, trzy książki prawnicze, już to 
świeckie, już kościelne, jedną księgę kazań, jedną 
księgę listów św. Pawła, dwa wykłady ksiąg biblij- 
nych (Job, Lewityk), trzy psałterze, ulubiony w śre- 
dnich wiekach poemacik Aratora (z VI go stulecia) 
o dziejach apostolskich, rodzaj encyklopedyi średnio- 
wiecznej "Etymologie" Izydora, wielce czytaną księ- 
gę Boecyusza (z VII stulecia) o pocieszeniu filozofii, 
dyalogi Grzegorza papieża (z końca VI w.); z klasy- 
cznych zaś autorów są tu następni: historyk Salu- 


T 


30 


- 


t
>>>
37 
l styusz, oraz poeci: Owidyu
z (Listy z Pontu\ Teren- 
cyusz (komedye\ Persyusz (satyry, w dwu egzempla- 
rzach), Stacyusz (poemat Tebaida, również w dwu 
egzempt). 
Nie możemy oczywiśce twierdzić, iżby w całej 
Polsce na początku wieku XII nie było więcej ksią- 
żek nad te, jakie w spisie powyższym wymieniono; 
ale nie mamy też podstawy do mniemania, jakoby 
zapas ich był znaczny. Nie miano zapału do zdoby- 
wania wiedzy; utrudnienia w jej pozyskaniu były bar- 
dzo wielkie, a przedewszystkiem przełamywanie pier- 
wszych lodów - niezrozumiałości języka, wykładane- 
go w języku również niezrozumiałym, zniechęcało 
żartl{ie umysły polskie na samym progu świątyni 
nauki. Ci, co przezwyciężyli te trudności, szukali 
oświecenia za granicą; Włochy na razie mało były 
przez naszych kapłanów odwiedzane, więcej Belgia 
(Leodyum, Gembloux) i Paryż. Aż do początków 
XIII wieku doliczono się zaledwie 30 nazwisk, przy 
których stawiano określnik: magister, stąd wyprowa- 
dzono wniosek, że tyluż ukończyło studya w uni- 
wersytecie, gdzie tytuł ów otrzymali. Ponieważ je- 
dnak magistrami nazywano także, jak wiemy, księży 
uczących w szkołach katedrałnych, niema i nie może 
być zupełnej pewności, czy wszyscy owi 30 rzeczy- 
wiście uniwersytet ukończyli. 
I to jeszcze w końcu dodać potrzeba, że du- 
chowieństwo nasze aż do początków XllI w., o ile 
nie było zakonnem, miało żony, a więc i rodziny; 
niektórzy, wbrew kanonom, żenih się dopiero po wy- 
święceniu, a pomiędzy biskupami nawet znajdowali 
się żonaci. I ta okoliczność wpływała także na nie- 
wielkie zajęcie się naukami, gdyż obowiązki kapłań- 
skie, rodzinne i gospodarskie zbyt dużo pochłaniały 
czasu i przeszkadzały poświęceniu się up
awie zago- 
nu wiedzy. 


p 



 


r 


..J
>>>
- 



 


38 


III. 


\V wyprawach krzyżowych, które tak wielki 
wpływ na rozwój wszelkich, a więc i umyslowych 
stosunków w Europie zachodniej wywarly, nie ucze- 
stniczyliśmy wcale jako naród; poszczególne tylko je- 
dnostki i to przeważnie w charakterze pielgrzymów 
jeno zwiedzały Jerozolimę. O pierwszej i naj sław- 
niejszej wyprawie, co miała być kiedyś unieśmiertel- 
nioną przez Torkwata Tassa, u nas glucho zupełnie, 
zaledwie o niej wspomniano i to bardzo póżno. Do- 
piero w drugiej, podjętej przez cesarza Konrada III, 
a tak nieszczęśliwie rozbitej i rozpełzłej, Władysław II, 
n aj starszy syn Krzywoustego, wyzuty i z zaszczytu 
starszeństv,"a i z własnej dzielnicy, przy tern klątwą 
obłożony, towarzyszył razem ze znacznym pocztem 
rycerstwa swemu opiekunowi cesarzowi i jego klęski 
podzielał. Niebawem potem pielgrzymował do Jerozo- 
limy Henryk książę sandomierski (r. 1154), a po nim 
słynny Jaksa z Miechowa (r. 1162), który zabrał ze 
sobą jednego członka zakonu "Stróżów grobu Chry' 
stusowego," by zakon ten rozkrzewić w Polsce, czeg0 
też i dokonał; są to tak zwani "miechowici," rozsze- 
rzający się pod tą nJ.zwą nawet po za granicami na- 
szego kraju, a z uprawy nauk głośniejsi od innych 
zakonów w późniejszym nieco czasie. 
Ani na rozszerzenie widnokręgu umysłowego, 
ani na pobudzenie twórczości poetyckiej wojny krzy- 
żowe nie wpłynęły u nas zgoła. Nie interesowaliśmy 
się niemi bardzo i przyjmowaliśmy wiadomości o nich 
obojętr..ie; jedynym podobno wynikiem literackim by- 
ło u nas nabycie paru rękopisów opisujących drogę 
do Ziemi Świętej. Żarliwością religijną nie odznacza- 
l.śmy się bynajmniej; jakże mieliśmy zwracać bacz- 
niejszą uwagę na dalekie wyprawy, kiedy o daleko 
bliższych sprawach, dotyczących bezpośrednio na- 
3zych stosunków, duchowieństwo nasze w zapiskach 
swoich nic nie wspominało. Najmniejszej na'Net
>>>
.., 


30 


wzmianki nie można w nich znaleźć o apostolstwie 
"\ biskupa bamberskiego Ottona na Pomorzu. Toć Bole- 
sław Krzywousty wezwal tego świętobliwego Niemca 
do nawracania społplemiennego Polakom szczepu, 
utyskując, że w kraju swoim niema misyonarzy... 


IV. 


Koniecznościq to było, jak widzieliśmy, dziejo- 
wq, że pierwsze przejawy piśmiennictwa u nas mu- 
siały mieć cudzoziemców za swych inicyatorów i że 
przejawy te musiały się bezpośrednio łączyć ze spra- 
wami kościoła. D0 r.ależytego sprawowania obowiąz- 
ków kapłańskich oprócz mszału, psałterza i tym po- 
dobnych modlitewnych książek, potrzebne także były 
tak zwane "tablice paschalne," to jest zeszyty, gdzie 
na długi szereg lat wskazane były daty święta Zmar- 
twychwstania Pańskiego, wedlug których, jak wiado- 
mo, ustanawiają się wszystkie inne święta ruchome. 
Otóż te tablice służyły początkowo za najdogodniej- 
szy materyał do umieszczania na marginesach, obok 
d::t roku, miesiąca i dnia, jakiejś króciutkiej zapiski, 
dotyczącej czy to kościoła, do którego tablica taka 
należaia, czy też państwa całego. 
Prawdopodob:1ą jest rzeczą, że już pierwszy 
nasz biskup Jordan miał w swym kościele poznań- 
skim taką tabEcę, ale czy na niej co napisano, O tem 
zgoła nic wiedzieć nie możemy, gdyż ze wszystkich 
tablic paschalnych, jakie w Polsce być musiały, prze- 
chowała się jedna-jedyna, i to z późniejszego już 
czasu, bo z XlIl wieku; jest to tak zwana "tablica 
paschalna lubińska" (z Wielkopolski). 
Obok zapisek na takich tablicach, zwyczajem 
kościołów i klasztorów zacllOdnio - europejskich było 
prowadzenie "roczników," to jest również króciutkich 
wzmianek o tem, co zapisujący uważał za godne pa- 


...
>>>
40 


mięci, a więc wstą;:1ienie na tron jakiegoś panujące- 
go, założenie świątyni, śmierć sławnego w kościele 
męża, lub sprawę naj bliżej obchodzącą dany kościuł, 
czy klasztor. 
Jest domniemanie, że odpis jednego z takich 
roczników (zaczynającego się rokiem 730) przywiózł 
z ::,{iemiec do Polski pierwszy nasz arcybiskup gnie- 
źniel1ski, Railym, czyli Gaurlenty, brat św. Wojciecha, 
pod sam koniec wieku X-go, i że on to pomieścił 
w tym odpisie najdawnie)sze notatki, odnoszące się 
do dziejów kraju naszego, w tym kształcie: 
905 Dobrawka przybywa do IVlieszka (Dm7/vrovka 
[ad JJlesconem venit). 
966 
lieszk;), książę polski, chrzci się (JJlesco dnx 
[Polonie baptisatnr). 


Te dwie lakoniczne notatki - to mikroskopijny 
zaród całego wielkiego rozwoju dziejopisarstwa na- 
szego w ciągu wieków. Oczywiści8 Radym, oprócz 
tych zapisek, mógł wnieść do rocznika kilka innych, 
dotyczących brata, siebie, oraz spraw kościola. Ory- 
ginał tego "rocznika wielkopolskiego," który domnie- 
malnie stał się początkiem i źródłem naszego roczni- 
karstwa wogóle, nie dochował się do naszych cza- 
sów; mamy go w odpisie bardzo późnym, bo z XV 
wieku: kombinacyi tyl1w uczonego badacza (Wojcie- 
cha Kętrzyńskiego) powiodło się udowodnienie, że 
niegdyś istnieć on musial I). Za danym raz przykła- 
Jem poszły niewątpliwIe naśladowania; są domysły, 
iż mieliśmy już w XI-m wieku roczników kilka, lecz 
żaden nie dochował się w oryginale, tak, iż oryginał 
rocznika mamy dopiero z XII stulecia; jest to t. zw. 
"rocznik {,więtokrzyski dawny." 


I) Uczony. niemiecki !II. Per/bach sądzi. że pierwszy roczmk 
polski powstał dopiero w połowie XI wieku i to w kapitule kra- 
kowskiej, na podstawie roczni Ira frankońskiego, dupelnionego ju:! 
atoli w Pradze czesliej.
>>>
4ł 


Z imieniem Radyma łączy się nadto przypu- 
szczalne jego autorstwo ..Żywota ś. Wojciecha," na- 
pisanego w końcu X lub w początkach Xl stulecia. 
Zazwyczaj dotychczas drukowano ten Żywot, jako 
utwór Jana Kanaparyus7a, dokonany w Rzymie. 
Wojciech Kętrzyński starał się udowodnić, że był na- 
pisany w Polsce przez brata św. Wojciecha. Wiele 
przytoczył okoliczności i względów przemawiających 
za tern mniemaniem i moglibyśmy dziełko uznać za 
zabytek, odnoszący się do naszej literatury, gdyby 
w niem był choć ślad jakiegoś przywiązania do na- 
szego narodu. Ale autor jego, odznaczający się zre- 
sztą wielką prostotą, wierzący naturalnie w cuda i wi- 
dzenia prorocze, jest religijnym kosmopolitą; Polska 
nie obchodzi go wcale; o Bolesławie Chrobrym wspo- 
mina tyle jeno, że wielką miłością kochał ś. Wojcie- 
cha i dla tej miłości brata jego (Sobiebora) pocieszał 
wieLkiemi obietnicami i przyjaznemi słowy po wiel- 
kiej klęsce, jakiej ród jego (pomordowanych Sławni- 
ków) doznał w Czechach. Treść cała " Żywota " za- 
sadza się oczywiście na przedstawieniu życia bogo- 
bojnego i śmierci męczeńskiej ś. Wojciecha. 
Z tychże powodów mimochodem tylko wspo- 
mnę o innym, jeszcze krótszym utworze, napisanym 
również w końcu X lub w początkach XI stulecia, 
a przedstawiającym wyłącznie prawie ..I\Ięczeńst\Vo 
ś. vVojciecha." Autor jest nieznany, niektórzy uczeni 
twierdzą, że rzecz ta była pisana w Polsce, inni 
utrzymują nawet, że przez Polaka. Nie jest to pra- 
wdopodobne; nie mamy żadnych danych po temu, 
ażebyśmy mogli przypuścić, iż w owej odległej chwili 
ktokolwiek z Polaków mógł się zdobyć na takie na- 
wet proste, anegdotyczne opowiadanie po łacinie. Pi- 
sownia nazw polskich (Chnazina=Gniezno, Pulslao= 
Boleslaw) wskazywałoby raczej Niemca. Autor, zdaje 
się, jeżeli nie był świadkiem naocznym, to miał wia- 
domości od takiego świadka, lubi przytaczać rozmo-
>>>
4
 


wy ś. Wojciecha z towarzyszami, zaznacza dar jego 
proroczy i moc robienia cudów. 
Jeżeli te dwa utwory, poświęcone św. Wojcie- 
chowi, wyłączymy z dziedziny literatury polski{'j, to 
na pierwsze półtora wieku chrześcijaństwa w Polsce, 
otrzymamy tylko domniemane roczniki, które się 
w oryginałach nie dochowały, a prócz nich-żadnego 
innego piśmiennego zabytku. 


\'. 


Dopiero w początkach XII wieku spotykamy 
utwór już nie kilko kartkowy, lecz blkunasto arkuszo- 
wy, którym pochlubić się możemy. I on jednak nie 
jeJt dziełem Polaka, lecz cudzoziemca, co się przejqł 
miłością do kraju przybranego i za drugą ojczyznę 
go uważał. J\Iówię tu o tak zwanym GALLU, któ- 

ego ani imienia, ani nazwiska nie znamy 1), a który 
napisał ładną i cenną "Kronikę polską." Prawdopo- 
dobnie pochodził z Prowancyi, był kapelanem dwor- 
skim Bolesława Krzywoustego i zachęcony rrzez bi- 

kupów polskich, a mianowicie kanclerza I\Iichała, 
zabr:ał się do przedstawienia dziejów swego uwielbia- 
nego Bolesława, a ze względu m.ń - dziejów także 
poprzedników jego. Był to umysł żywy, pochopny 
do zachwytów, lubiący opO'vviadać o cudach i wogóle 
() rzeczach niezwykłych, religijny wielce, lecz raczej 
w kierunku pobożnosci obrzędO\vej, niż głębokiego 
przejęcia się sprawą udoskonalenia wewnętrznego; 
nieraz bowiem robi uwag
, że taka a taka klęska 
nastąpiła wskutek tego, iż stoczono walkę podczas 
postu, wielkiEgo tygodnia, wigilii i t. p. Fanatykiem 


') Śmiałe przypuszczenie młodo zmarlego j\[aksymilianIT 
'Gumplowicza, że ten Gallus miał na imię Bald win i że był w /;:011- 
C'u biskupem kruszwickim, zostało stanowczo odrzuconem przcz 
krytykę.
>>>
43 


nie Jest; jakkohvick o sprosnościach pogaństwa roz- 
szerzać się nie lubi, przyznaje przecie. że są pomię- 
dzy poganami ludzie dobrzy, i że Bóg nagradza ich 
czyny doczesnq pomyślnością, Niema natomiast nic 
przeciwko okrucieństwom, popełnianyrr na Pomorza- 
nach; sądzi bowiem, że na nie w zupełności, jako 
okrutni i poganie, zasłużyli. Gani łączenie k::msekra- 
cyi kościoła z ucztami, obrzędami ślubnemi, i utrzy 
muje, że w takich razach zawsze jakieś nieszczęście 
zdarzyć się musi. 
Ukształcenie Galla było dość rozległe. a cho- 
ciaż myli się czasami w przywodzeniu faktów z prze- 
szłości starożytnej (Kleopatrę np. nazywa królo\vą 
Kartaginy). zna przecież niektórych autorów rzym- 
skich, mianowicie historyka Salustyusza, którego za 
wzór wziął sobie w tworzeniu mów (zresztą niedlu- 
gich), jakie wkłada w usta osób swoich. Mitologią 
grecko-rzymską posługuje się: ulubieÓca swego, Eole- 

lawa Krzywoustego, prawie stale nazywa "synem 
Marsa;" wogóle jednak przyprawy tej używa rzadko, 
gdyż robi zestawienia takie i z postaciami biblijne- 
mi. Raz tylko nagrorr.adził w jednem miejscu zbyt 
dużo, i w spusób dla nas przesadny, porównań mi- 
tologicznych, mówiąc o walce Polaków z Czechami: 
"Po stronie obojej Mars siły wytęża, Fortuna wy- 
prawia swoje igrzysko i kolo od Czechów odwraca, 
lxlsma dni Czechów Parki tną nożycami, Ceruer żar- 
łoczną paszczę rozwiera, przewoźnik Acherontn nie 
może nastarczyć żeglugą, Prozerpina śmieje się do 
rozpuku, Fnrye szatami od żmij najeżonemi wytrzą- 
sają. EUllzenidy łaźnię siarczaną gotują, Pluton każe 
I
uć cykloporn wieńce odpowiedr;ie dla rycerzy, co 
krwią je sobie wysłużyli, o zębach wężowych i smo- 
cz:ych. .. Ale jest to okres wyjątkowy w całej kroni- 
ce, Gallus bowiem pisze wogóle stylem prostym. tu 
i owdzie przyozdobionym jakiemś porównaniem poe- 
tyczne m lub figurą retoryczną. 
Wysłowienie jego jest ujmujące i okazuje w nim
>>>
4-1: 


wyobraźnię ruchli\\"Q a plastyczną; obrazy, przez Gal- 
la nakreślone, tkwl
 w pamięci, a uobecnianie zda- 
rzeń za pośrednictwem rozmów pomiędzy wyprowa- 
dzonemi na widownię osobami uważać można za 
ulubiony środek pisarski. Tym talentem poetyckim 
wznosi się on nad kronikarza saskiego z X wieku, 
\Vidukinda, z którym go prostota opowiadania i za- 
miłowanie formy anegdotycznej dość ściśle łączy. 
Poetyczność nastroju uwydatniła się u Galla 
i w samych kształtach zewnętrznych. Umiłował on 
rym i jakkolwiek nie napisał swej kroniki wierszem, 
prawie ciągle jednak rymuje z sobą części zdania 
lub okresów l). Co więcej, nie poprzestając na takiej 
prozie rymowanej, umieszczał także rzeczywiste wier- 
sze łacińskie zakończone rymami, wiersze, zwane 
w wiekach średnich leoni1iskiemi. Gallus, jak wszy- 
scy zresztą owocześni poeci po łacinie piszący, wier- 
sze te układał nie według zasad "metryki" staroży- 
tnej, lecz według jednakiej ilości zgłosek i akcentu 
wyrazowego. 
Z 6-ciu takich utworów jeden jest tylko ośmio- 
zgloskowy, mianowicie o cudownem przyjściu na 
świat głównego bohatera Kroniki; wszystkie inne są 
15-tozgłoskowe (przypominając heksametr starożytny); 
jest w nich czasami na początku lub na końcu rym 
wen'nętrz/lY, oprócz zewnętrznego, np. 


Qui nOVe1'1l11-t, qui senserm/t carceres et vinc1tla. 
Nos ad lallrlcs, non ad frallcles damus haec munuscula 


(Nie będziemy wY5zczegółniać, kto opór przypłacił więzie- 
niem i okowami; my dajemy tę książkę dla opiewania chwały, 
nie zdrady). 


,) Dla przykładu przytaczam króciutki ustęp w oryginałe, 
ponieważ w tłomaczeniu trudno to oddać: "Si quis captat Bołe- 
slao memoriali titulo comparm'i, elaboret suam vitam eius vitae 
venErabiJi confo1"Jum'i... Haec erat magni Buleslavi gloria memo- 
randa, talis virtus recitctur posteriorum memoriae imitanda."
>>>
45 


Z PIGClU wierszy 1.5-tozgłoskowych najpiękniej- 
szym. pełnym naiwnego uwielbienia, jest tren na 
śmierć Boleslawa Chrobrego; po nim można wymie- 
nić rodzaj hymnu na cześć Bolesława Krzywoustego 
po odniesionem nad Pomorzanami zwycięstwie; dalej 
pieśń obozową, jakoby przez Niemców ku chwale te. 
goż Bolesława śpiewaną; następnie krótki, ale wory- 
ginale nader ładny obrazek dawniejszego stosunku 
Polaków do Pomorzan w porównaniu z tym, jaki na;- 
stąpił po ich ukorzeniu; wreszcie krótki również, ale 
słabszy wierszyk, w którym autor pobudza sam sie- 
bie do dalszej pracy nad dziejami. - Dawniej mnie- 
mano, że niektóre z tych wierszy były tłomaczeniem 
pieśni, rzeczywiście przez lud śpiewanych; ale jest to 
mniemanie zgoła bezpodstawne; niema tu nic ludo- 
wego; poezye te - pierwsze w naszem piśmienni- 
ctwie-są utworem samego kronikarza. 
Kronikę swoją podzielił Gallus na trzy księgi; 
pierwszą poświęcił poprzednikom Boleslawa Krzywou- 
stego, a dwie dalsze - jemu samemu. O czasach 
przedhistorycznych nie rozpisywał się; pomieścil tyl- 
ko anegdotycznie ładną opowieść o Piaście i Rzepce 
i podjęciu przez nich gości, nie przyjętych na dwo- 
rze Popiela, oraz o myszach, co wedle podania za- 
gryzły tego księcia. 
Wyliczywszy tylko poprzedników Mieszka I-go. 
od niego dopiero szerzej pisze o książętach i królach 
polskich, aż do Krzywoustego, najwięcej miejsca da- 
jąc Bolesławowi Chrobremu. Dzieje Krzywoustego do 
r. 1113 opowiedział bardzo szczegółowo, starając się 
o skupienie, złączenie faktów pokrewnych, ale mu się 
to nie udawało, gdyż walki z Pomorzanami, wypeł- 
niające przeważnie treść lat owych panowania. Bole- 
sława, przerywał wiadomościami krótszemi lub dłuż- 
szemi, o wojnach z Czechami, Niemcami, o zatar- 
gach ze Zbigniewen i t. p. Roku, w którym się co 
działo, tak samo zresztą jak pienvsi kronikarze nie- 
mieccy, nie podawał wcale; krytyka dopiero nauko-
>>>
..J:G 


wa przy pomocy "roczników" i innych źródeł dzie- 
jowych ujęła luźnie przezeń podane fakta w ramy 
chronologiczne. Ponieważ ostatni fakt, wymieniony 
w kronice GaBa, odnosi się do roku 1113, zawnio- 
skowano, że niebawem musial autor umrzeć, albo też 
-wyjechać do swej ojczyzny; pisał bowiem swe dzieło 
nie odrazu, ale księgami, każdą z nich poprzedzając 
przedmową dedykacyjną, to do wszystkich biskupmv 
polskich, to do Pawła biskupa poznańskiego i jego 
pomocnika kanclerza I\Iichala, to do kapelanów ksią- 
żęcych i innych "dobrych duchownych, godnych 
w Polsce wspomnienia." 
N a język polski całą "Kronikę Marcina Gal1a" 
przełożyl Zygmunt Komarnicki i \'vydał w Warszawie 
r. 18,3. Nazwał go l\1arcinem, wedlug ówczesnych, 
nieuzasadnionych przypuszczeń. 


VI. 


Z dalszych lat XII wieku po GaBu mamy tro- 
chę więcej zabytków. Nie tylko wspomniany poprze- 
dnio rocznik "świętokrzyski," ale i dokumenty urzę- 
dowe przechowały się do naszych czasów w orygi- 
nałach. Pisane one już były przez Polaków, a cho- 
ciaż do zakresu literatury właściwej policzone być 
nie mogą, świadczą jednak o wzmaganiu się oświaty 
w Polsce. 
Do literatury natomiast należy niewątpliwie "Le- 
genda o ś. Wojciechu" 1), napisana z pewnością już 
w Polsce, lecz czy przez Polaka, odgadnąć niepodo- 
bna, gdyż żadnego śladu życzliwości swojej dla kraju 


I) Z rękopisu, przechowanego w bibliotece kapituły kra- 
kows\dej, wydał ten zabytek po raz pierwszy dr. Wojciech Kę- 
trzyński roku 1884 w -i-tym tomIe "Pomników dziejowych 
Polski."
>>>
47 


lub przynależności do niebo autor jej nie wyraził. 
Autorem musiał być zakonnik, który, dla zbudowania 
swych braci, skorzystał z dawniejszych życiorysów 
ap8stoła Prus i nie dbając ani o ł3.d w opowiadc.niu, 
ani o etnografię i chronologię, spisał językiem pro- 
stym i naiwnym, stylem anegdotycznym, zdarzenia 
świadczące o szczególnem upodobaniu Ś. Wojciecha 
w życiu klasztornem, w ubóstwie, umartwieniu, roz- 
myślaniu, rozdawaniu dochodów ubogim, a wreszcie 
uwydatnił gorące jego pragnienie palmy męczeńskiej. 
Pisał co najmniej w 150 lat po zgonie Ś. Wojciecha, 
kiedy postać ta przybrała już rysy legendowe i da- 
rem czynienia cudów zasłynęła. Ale te cuda mają 
szczególny charakter: nie przemawiają do serca, dzia- 
łają tylko na wyobraźnię. Oto Ś. Wojciech, do jakiejś 
wsi przybywszy, rozpytywał się o drogę do Gniezna. 
Wieśniacy, zobaczywszy jego ubiór zakonny, któreciO 
nigdy przedtem nie widzieli, a zwłaszcza słysząc mo- 
Wę, różniącą się bardzo od języka polskiego (videntes 
eins loqnelr;l1n in plerisque sermonilms a polonica dis- 
crepare), wyśmieli go tylko, a Ś. Wojciech ukarał ich 
niemotą; a gdy następnie się ukorzyli, przywrócił im 
zdolność mówienia. Kiedy Prusacy posiekali jego 
cialo na kawalki i rozrzucili na wszystkie strony, go- 
spodarz, u którego Ś. Wojciech miał poprzednio go- 
ścinę, zbierał 10zproszone członki i już złożył całe 
ciało prócz jednego palca; a ponieważ wygadał się 
przed żoną, ta zaś doniosła Prusakom o całem zaj- 
ściu, usta mu się tak wykrzywiły, iż mówić nie mógł, 
a pokarm i napój zaledwie przyjmował... Niebawem 
dostrzegli rybacy we wnętrznośClach rybki jakiś 
przedmiot, błyszczący niby świeca dziwnej jasności
 
a schwytawszy ją wyd:.byli ów palec, którego bra- 
kowało, a który blask swój zachował (digitu1n... in 
1nodnm ndilal1tis cal1dt:lae (lwmnigerantem). Przy- 
szedłszy z nim do ciała męczennika, ujrzeli, że i ono 
całe promieniało... Szczegóły te wpłynęły prawdopo- 
dobnie na wytworzenie z czasem legendy o posiekanill 


.1
>>>
48 


Ś. Stanisława... V\,T calem opowiadaniu jest jedna t}l- 
ko jedyna data i to nie roku, lecz dnia i miesiąca, 
kiedy cialo ś. Wojciecha, a raczej wyschłe już jeno 
kości, złożone pierwotnie w Trzemesznie (Clterenm- 
sen), przeniesione zostały do Gniezna. 
Do literatury też należy pierwszy nasz list, ulo- 
żony starannie, ze znaczną dbałością o piękne wy- 
slowienie. Autorem tego listu jest l\IA TEUSZ, z prze- 
zwiskiem Cholewa, biskup krakowski, zmarły w roku 
1165. Pisał go on do sławnego Bernarda z Clain"aux 
(-;- 1153), ażeby przybył z misyą religijną do Polski, dla 
wytępienia błędów i zabobonów, j
kie się w całej 
Slowiańszczyznie, mianowicie zaś na Rusi, gdzie lu- 
.dzie nie chcą się stosować do przepisów ani greckie- 
go, ani łacińskiego kościola, lecz zachowują jakieś 
odrębne stanowisko i nie uczestniczą w sakramentach. 
Prócz pochwał, jakiemi biskup obsypał opata klare- 
walleńskiego, starał się wobec niego okazać swoje 
wykształcenie; przywodzi więc wyrażenia i z Pisma Ś. 
i Ś. Augustyna i z księgi Boecyusza o pocieszeniu 
filozofii, wspomina mitycznych pieśniarzy greckich 
Orfeusza i Amfiona, co to dźwiękami liry wzruszali 
lasy i kamienie, to jest, jak sam objaśnia, "ludzi le- 
'Śnych i kamiennych;" v..!yraża przekonanie, że Ber- 
nard lepszym się okaże od Orfeusza, jako obdarzony 
rozumem niebiańskim i łaską wszelkich błogosła- 
wieństw; zapewnia w końcu, że Bernarda oczekują 
"wszystkie stany i wiek wszelki, płeć oboja i ludzie 
wszelkich zawodów, jednem słowem, wszyscy Polacy 
"ku niemu wzdychają." List nie odniósł skutku; opat 
klarewalIeński nie przybył do Polski, chociaż okolo 
połowy XII wieku pośpieszył do Niemiec i zasłynął 
swemi kazaniami i cudownerni uzdrowieniami we 
Frankfurcie. 
l\Iateusz był pierwszym znanym nam z imienia 
altt01'em llol.o;kim, ale autorem drobnego jeno listu: 
pierwszego zaś Polaka, co calą książkę, i to niepo-
>>>
- 
d 
(j 
d 

 
..... 
c:: 
O 
J- 

 


""'- 

.
>>>
, 


I
>>>
49 


pospolitą, nakreślił, widz:my w Wincentym Kadłub- 
ku, Małopołaninie, tak samo jak Mateusz. 
WINCENTY KADŁUBEK urodził się w Kar- 
wowie, w ziemi sandomierskiej, w drugiej połowie 
XII wieku. Odebrał wyższe, uniwersyteckie wykształ- 
cenie; zawsze bowiem tytułowano go "mistrzem" 
(magister). Ponieważ w dziele jego znajduje się je- 
dno zdanie francuskie, wnoszono, że studya swe od- 
bywał w Paryżu. Zrazu proboszcz kolegiaty sando- 
mierskiej w r. I 
08 został pierwszym przez kapitulę 
wybranym biskupem krakowskim; była to u nas 
pierwsza znana "ełekcya 
 kościelna, gdyż dotąd bi- 
skupów mianowali królowie, czy książęta. Na stolicy 
biskupiej siedział Wincenty lat dziesięć, poczem z nie- 
znanych dokładniej powodów zrzekł się dostojeństwa 
i wstąpił do zakonu Cystersów w Jędrzejowie, któ- 
rych oddawna wielbił i dobrodziejstwami obdarował. 
Najpewniej w zaciszu klasztornem powstała 
"Kronika" Mistrza vVincentego. Dziwna to książka! 
"Niema wątpliwości-powiada Tadeusz vVojciechow- 
ski -że Kronika Kadłubka, sądzona jako dzido histo- 
ryczne, byłaby chyba dowodem zboczenia umysło- 
wego. Ale jeżeli ją weźmiemy jako książkę szkol- 
ną - czem była rzeczywiście przez kilka wieków- 
tedy musimy przyznać Kadłubkowi niemałą zasługę 
głównie dlatego, że historyę ojczystą obrał za przed- 
miot książki szkolnej i za nić przewodnią, do której 
powplątał (1) mnóstwo pięknych, zabawnych i poży- 
tecznych powiastek, refleksyj, nauk i wierszy, w któ- 
rych czytełnik znalazł przypomnienie tego wszystkie- 
go, czego się nauczył w Gramatyce i Retoryce" .... 
To za mało dla mistrza Wincentego! Jako źródło hi- 
storyczne, nie może się równać z Gallem, gdyż o do- 
kładność swych wiadomości dba rzadko, ale jako pi- 
sarz' świadomy sztuki słowa, i jako myśliciel, sta- 
nowczą ma nad nim wyższnść. Oczytanie jego jest 
ogromne. Pismo święte zna oczywiście z zawodu, 
4 


.J
>>>
50 


tak samo jak łacińskich oJcow kościoła i prawo ka- 
noniczne. Biegłym jest w prawie rzymskiem, studyo- 
wał widocznie cały kodeks Justyniana i tak się nim 
przejął, że nawet sprawy polskie w duchu tego ko- 
deksu przedstawia. Z dzieł średniowiecznych sam 
wymienia zbiór listów Aleksandra W. (zmyślonych), 
zbiór, ktorego dotąd nie można odszukać-ze wzmia- 
nek i przykłaJów wolno wywnioskować, że nie obcą mu 
była jakaś ciekawa kompilacya o naturze i zwycza- 
jach zwierząt, a może i słynna księga uczonego i filo- 
zofa angielskiego, Jana z Salisbury (t 1180) p. tyto 
"Policraticus," stanowiąca jakby encyklopedyę owych 
czasów, z wielkim smakiem pisarskim skreśloną. Li- 
teraturę starożytną rzymską poznał bardzo szczegóło- 
wo, a najwięcej w swej kronice 5korzystał z historyi 
powszechnej, opowiedzianej w IV podobno wieku na- 
szej ery przez Justyna (skróciciela wielkiego zaginio- 
nego dzieła Troga Pompeja), gcyż nie tylko czerpał 
z niej wiadomości o zdarzemach podobnych do tych, 
jakie miał opowiadać z dziejów narodowych, lecz 
nadto przypuściwszy, że plemiona zamieszkujące środ- 
kową i wschodnią Europę, od najdawniejszej staro- 
żytności zajmowały te same mniej więcej miejsca, 
jak i za jego czasów, co u Justyna wyczytał, zbliżo- 
nego terytoryalnie do Polski, t
 przenosił w prze- 
szłość swojego narodu; stąd to powstały baśnie o wal- 
kach Polaków z Aleksandrem Macedońskim, o zaślu- 
bieniu córki Juiiusza Cezara przez Grakkusa (Kraka) 
i t. p. Po za Justynem listy filozoficzno-moralne Se- 
neki, pisma Cycerona, historyczne prace Salustyu- 
sza, zasady wymowy Kwintyliana, dziel o Boecyusza 
o pocieszeniu filozofii często były w jego rękach, bo I 
przytoczenia z nich ukazują się w Kronice niejedno- 
 
krotnie. l poetami rzymskimi nie gardził; czytał Wer- 
giliusza, Horacego, Owidyusza, Farsalię Lukana, Te- 
baidę Stacyusza, satyry Persyusza i Juwenalisa. 1'1 u- 
siał je znać dobrze, kiedy mógł przytoczeniami sza- 


JI
>>>
51 



I 


fować; wyszukiwanie bowiem cytat na poczekaniu, 
nie łatvvem było w księgach rękopiśmiennych. 
Jakże korzystał mistrz Wincenty z tych obfi- 
tych zasobów wiadomości, zebranych pilnem czy ta- 
taniem? Bardzo a bardzo swobodnie; nie uginał się 
on pod brzemieniem erudycyi, nie był jej niewolni- 
kiem, lecz panem dowoli nią rozporządzającym. Umysł 
to był porywczy, może nawet gwałtowny, lecz ha. 
mowany rozwagą i dlugoletniem doświadczeniem. 
Fantazya jego była żywa, lecz nie posiadała tego 
stopnia plastyczności, jaki widzieliśmy u Galla; obra- 
zy i porównania Wincentego, w szczegółach barwne 
i nieraz świeże a oryginalne, w całości zacierają się, 
zamazują wskutek skłonności z jednej strony do ro. 
zumowań, a z drugiej - do retoryki. Skłonność do 
rozumowania abstrakcyjnego, nieraz na igraszce słów 
opartego, czyni wywody, a nawet opowiadania Ka- 
dłubka mętnemi, zawikłanemi. Skłonność zaś do 
wszelakiego rodzaju figur retorycznych sprawia, że 
czasami ginie myśl w słów powodzi. U czucie rzadko 
się przejawia pod piórem Wincentego; jeden jest tyl- 
ko w jego Kronice piękny i wymowny ustęp o mi- 
łości ojczyzny. 
Mistrz nasz był przedewszystkiem filozofem-ka- 
znodzieją; nie przeczył, że dobrzy ludzie i szczytne 
czyny są na świecie, ale częściej dostrzegał w nim 
powód do nastawania na falsz, niewdzięczność, py- 
chę, występki i zbrodnie. Surowo sądził kobiety, na- 
miętnie potępiał pięcie się po zaszczyty, gorąco wy- 
nosił zalety pokory. RZEczy ziemskie lekko kazał ce- 
nić. bogactwami gardzić, bo wszystko tu na ziemi 
jest cudze, "prócz umyslu i czasu," więc też za 
uprawą umysłu, za mądrości.], upędzać się pDtrze- 
ba; ., te tylko klejnoty są naprawdę naszemi, które 
się rodzą w skrzynce serca naszego;" nie ród znako. 
mity przynosi nam zaszczyt, ale dobre, zacne czyny. 
Jest Wincenty zwolennikiem wyższości kościoła nad 
państwem, bo "nad wszelką władzę-większą je
t rze- 



I
>>>
52 


czą poddać całe panowanie prawom kościoła." Reli- 
gijność jego głębszą nazwać musimy od religijności 
Galla, bo jakkolwiek powtarza za nim spostrzeżenia 
co do karygodności walk podczas wielkiego postu, 
sam częściej zwraca uwagę na stronę moralną czy- 
nów i jest głęboko przekonany, że dobro zawsze by- 
wa nagradzane przez Opatrzność, a zło-ukarane. 
Styl stanowi naj oryginalniejszą stronę Kroniki 
mistrza Wincentego. Znać w nim zdolność wrodzo- 
ną do obrazowego wyrażania myśli, zdolność, której 
sztuka wciąż przychodzi z pomocą. Poszukuje nasz 
autor wyrazów niezwykłych (czasem greckich na- 
wet), zestawień niespodziewanych, zwrotów niepo- 
wszednich, porównań świeżych, niekiedy dziwnych. 
Przeciwstawnia (antyteza) jest jedną znajulubieńszych 
figur, jakiemi się Kadłubek posługuje; może pobyt we 
Francyi, gdzie antytetyczny sposób mówienia leży 
już w naturze języka, trochę się do tego przyłożył. 
Igraszki słowne są w Kronice bardzo częste; nieraz 
zużytkowano w nich różne odcienia znaczeń wyra- 
zów jednako brzmiących (np. praedones in praedae 
praeda1/l convertit). Styl ten niejednokrotnie musi być 
nazwany wyszukanym, nienaturalnym, zwłaszcza gdy 
proste pojęcia w sposób zagmatwany wykłada, lecz 
nieraz jest tak pięknym, tak oryginalnym, że niewielu 
mamy pisarzów w literaturze naszej, którzyby tak 
wyraźną cechę indywidualną odbili w sposobie wy- 
rażania się. Mistrz Wincenty musi być policzony do 
rzędu stylistów wytwornych, znających tajemnicę 
sztuki pisania, dbalych o dobór wyrazów, o układ 
zdań, o świeżość szaty zewnętrznej, chociaż w tern 
staraniu popada nieraz w przesadę i nadętość. \ 
Kronika Kadlubka składa się z ksiąg czterech. \ 
W pierwszych trzech wprowadził autor formę roz- 
mowy, pomiędzy Janem. arcybiskupem gnieźnieńskim, 
a znanym już nam l\'1ateuszem (Cholewą), biskupem 
krakowskim. Mateusz opowiada wątek dziejów pol- 
skich, Jan zaś albo robi zestawienia z podobnemi 


- 


l_
>>>
53 


\ 
\ 


wypadkami w dziejach powszechnych, wyłącznie zre- 
sztą starożytnych (wedlug Biblii luh JLstyna), albo też 
ocenia opowiadane wypadki, charaktery osób, pod 
względem psychologicznym i moralnym. Ta forma 
nasunęła myśl, że może Kadłubek nie był autorem 
trzech pierwszych ksiąg Kroniki; i długo w historyach 
literatury naszej figurowalMateusz Cholewa, jako od- 
dzielny kronikarz. Myśl ta obecnie zupełnie zarzuco- 
ną została. Prawdopodobnie użył Kadłubek tej for- 
my, ażeby nie brać na siebie odpowiedzialności za 
to, co mówił o dziejach dawniejszych, których nie 
był świadkiem; ponieważ w trzech owych księgach 
doprowadził wątek aż do śmierci Boleslawa Kędzie- 
rzawego; księgę zaś czwartą o panowaniu l\Iieszka 
Starego i Kazimierza Sprawiedliwego, jako spółcze- 
sny wypadkom, nakreślił w formie opowiadania, lecz 
bynajmniej nie zmienił zasadniczego charakteru dzieła 
swego; i tu bowiem znajdujemy zestawienia z wy- 
padkami starożytnemi i tu są oceny charakterów pod 
względem moralnym, wyrażone obrazO\vo, tylko, że 
zestawienia i oceny te od siebie już czyni autor. 
Jako kronikarz, jako źródło historyczne, Win- 
centy niewielką posiada wartość w przeważnej czę- 
ści książki swojej. Całą pierwszą kSięgę poświęcił 
dziejom bajecznym, wprowadzając po raz pierwszy 
do nac:;zej historyografii tak zwany cykl podań mało- 
polskich o Kraku, Leszkach i Poplelu, trującym stry- 
jów, a to wszystko pomieszane z dowolnie naciągnię- 
temi wiadomościami, pobranemi u Justyna i fantazyj- 
nie przykrojonemi do zamiarów kronikarza. W kSię- 
dze drugiej i w przeważnej części trzeciej za główne 
źródło wiadomości historycznych miał Galla, swobo- 
dnie go przerabiał, niekiedy dopełniał z innych źró- 
deł, zapewne z roczników. Dopiero po r. 1113. utra- 
ciwszy przewodnika w Gallu, idzie już mistrz Win- 
centy o własnych siłach i niekiedy opiera s\\'e opo- 
wiadania na dokumentach urzędowych. 
ajszczegóło- 
wiej zastanawiał się nad pano\Valllem Kazimierza 


j
>>>
54 


Sprawiedliwego, obsypując go w sposób retoryczny 
najwyższemi pochwałami. Roku, w którym się co 
dzialo, podobnie jak GaIlus, nigdzie nie podaje. 
Uważając historyę za "nauczycielkę życia," pra- 
gnął Kadiubek głównie wyciągnąć z dziejów pewne 
przestrogi dla wszystkich, a szczególniej dla panują- 
cych i dostojników; stąd niewątpliwie plynęły jego 
uwagi moraln0- filozoficzne i zestawienia dziejowe. 
Ażeby uwagom tym nadać więcej mocy i wyrazisto- 
ści, używał wszelkich środków wymowy, i allegoryj, 
i bajek, i mów, i wierszy. 'vV jego też dziele, prócz 
prozy historycznej, mamy przykłady innych jej ro- 
dzajów. Namiętnie kochał się w mowach, które w da- 
leko szerszym niż Gallus zakresie do wątku opowia- 
dania wprowadził l które z wielkiem staraniem we- 
dług przepisów retorycznych układał. Najświetniejsze 
mowy, w Kronice zawarte, są: mowa żony Pompiliu- 
sza (Popiela), pobudzajacej męża do pozbycia się stry- 
jów, oskarżenie Zbigniewa (brata Krzywoustego) i je- 
go samo.:brona, upomnienie Mieszka III przez bisku- 
pa Giedkę, zalecenie Kazimierza Sprawiedliwego, ja- 
ko najlepszego, najcnotliv\lszego księcia. 
Przy jednej z mów znajduje się pierwsza pisana 
u nas bajka: o gryfie, silnym, ale głupim, i podstępnej 
liszce, która radząc gryfowi lekarstwo na wywichnię- 
cie jednego skrzydła, doprowadzila do tego, że "król za- 
równo ptaków, jak czworonogów," obu został pozba- 
wiony. Bajka ta zwraca na siebie uwagę pierwiast- 
kiem logicznego rozumowania, w niej zawartym. Li- 
szka powiada: " nierównoŚć skrzydeł jest przyczyną, 
że latać nie możesz; niechże skrzydło wyższe zejdzie 
do położenia skrzydla wywichniętego (które nielatwo 
da się podnieść do wysokości tamtego), a gdy po- 
wróci niebawem równość skrzydeł, powróci również 
zdolność latania." A gryf odpowiada: "zgadzam się, 
bo to, co twierdzisz, wspiera się na prawdopodobień - 
stwie." W bajce tej, jak widzimy, naczelna wlaści-
>>>
- 


55 


wość umysłu Kadłubka, skłonność do rozumowania 
w sposób obrazowy, uwydatnia się wyraźnie. 
Toż samo znajdujemy w wierszach, jakich nie 
brak i w tej Kronice. Wiersze Kadłubka różnią się 
od wierszy Galla tern głównie, że chociaż mają ry- 
my, nie zawsze są budowane na zasadzie zgłosko- 
wej, lecz opierają się na "metrach" na wzór klasy- 
cznych pisarzy; stąd to mianowicie w długich wier- 
szach bywa rozmaita ilość zgłosek; dają się one czy- 
tać jak heksametr starożytny. Krótsze wiersze, mia- 
nowicie modlitwa do św. Idziego, są przeważnie sie- 
dmiozgloskowe. Nie będę tu wyliczał drobniejszych 
utworów wierszowanych Kadlubka, zwłaszcza, że pię- 
knością poetyczną się nie odznaczają; więcej w nich 
sentencyj, niżeli obrazów. Natomiast wspomnieć na- 
leży o dyalogu allegorycznym, pomieszcZJnym w IV-ej 
księdze, w którym Kadłubek chciał odmalować za- 
mieszanie, jakie w kraju nastąpiło po śmierci Kazi- 
mierza Sprawiedliwego. W tych częściach kraju, gdzie 
się najprzód o zgonie króla dowiedziano, zapanował 
smutek, gdy w innych stronach panowała wesołość, 
bo wieść bolesna jeszcze tam nie doszła. Otóż w dya- 
logu Wesołość skarży się na Smutek, że ją wbrew 
jej woli porwał i do ślubu z sobą zmusić usiluje. 
W rozwinięciu sporu pomiędzy Wesołością a Smut- 
kiem biorą udział V,"olność, Roztropność, SprawiedlI- 
wość; godzi zaś wszystkich Proporcya (Harmonia), 
która ostrzega, że tylko zgoda wszystkich dostojni- 
ków duchownych i świeckich może zapobiedz nie- 
szczęściom, grożącym krajowi, pozbawionemu dobre- 
go władcy. - Dyalog ten, pierwszy i przez długie 
wieki jedyny w literaturze naszej, mętny w sposobie 
przeprowadzenia myśli, jest przeważnie wypelniony 
rozumowaniem, wypowiedzianem Dbrazowo. Pod 
względem formalnym składa się on ze zwrotek trzy- 
wierszowych; w każdej pierwsze dwa wiersze są 
S-zgłoskowe, a trzeci 7-zgłoskowy. Tak widzimy za- 
tem, bogactwo form znacznie tu większe niż u Galla.
>>>
56 


Całą. Kronikę Kadlubka przełożyli na język nasz 
Andrzej Józefczyk i Marceli Studziński; tłumaczenie 
to wyszło w Krakowie r. 1832. 
Kronika mistrza Wincentego była często prze- 
pisywana, przerabiana, skracana, objaśniana, a w koń- 
cu krytykowana. Znajdują. się rękopisy. w których 
zamiast rozmów w pierwszych trzech księgach, taż 
treść pomieszczona jest w listach. W szkołach XIII 
i XIV wieku używano jej powszechnie do nauki ję- 
zyka łacińskiego. Ci, co przerabiali i dopełniali ją., 
zazwyczaj opuszczali zestawienie z obcemi dziejami 
i rozumowania. Jednym z takich przerabiaczów, któ- 
ry zresztą. od siebie dodał tylko fantastyczny wykaz 
narodów, gdzie jako przodek Polaków figuruje Wan- 
dal z plemienia Jafeta, i Ahaswerus, mą.ż Estery, jest 
Dzierz/l'a, przezywany w naszem stuleciu to lIIierzwą 
to lIIiorszem i pod tą. ostatnią. nazwą. przez Augusta 
Bielowskiego za pierwszego naszego kronikarza z XI 
wieku przedstawiony najniesłuszniej, gdyż nie ulega 
wątpliwości, że żył znacznie, ale to bardzo znacznie 
później od Kadlubka. 
Jednem słowem, wywarł mistrz vVincenty wpływ 
ozromny na dalsze rocznikarstwo i kronikarstwo i aż 
do połowy XV wieku pozostał najznakomitszym J naj- 
oryginalmejszym, najświetniejszym pisarzem naszym 
wogóle, a \\1 szczególności w zakresie dziejów, w któ- 
rych dopiero Dlugosz stanowczą nad nim odniósł 
przewagę. 


OKRES II. J 
(1250 - 1400) 
Potęga kościoła. 


I. 


Koniec dwunastego wieku, jako też caly trzy- 
nasty byly w Europie zachodmej chwilą najświetniej- 


---
>>>
57 


szego rozkwitu poezyi prowansalskiej i francuskiej 
w języku narodowym, a równocześnie dobą najwyż- 
szego wzniesienia się filozofii .,scholastycznej," to jest 
filozofii opartej na dogmatach religii, a posługującej 
się w rozumowaniu zasadami i formami logicznemi, prze- 
jętemi z pism mędrca greckiego z IV-go wieku przed 
Chrystusem, Arystotelesa. Wzniesienie się to miało 
już przed sobą pochodnię oświaty, jasno płonącą 
wśród muzułmańskich najeźdzców Hiszpanii, skąd do 
innych stron Europy przenoszono różne gałęzie wie- 
dzy, tam przez Arabów już obrobione. 
U nas ani poezya, ani filozofia nie mogły je- 
szcze natenczas korzeni zapuścić. Musieliśmy naj- 
przód przejść te fazy, jakie Europa zachodnia już 
przebyła, a okolicznośći zewnętrzne nadawały tym 
fazom właściwe nam zabarwienie. 
Nasz wiek XlII nazwany został n wiekiem świę- 
tych polskich" i słusznie Religia chrześcijańska, po- 
woli odcziaływując na umysły i serca, teraz dopiero 
zaczęła wydawać swoje owoce. Pobożność zaczyna 
się ugruntowywać wśród ogółu mniej więcej ogładzo- 
nego i zamożnego. Nadawanie dóbr kościołom i kla- 
sztorom, dawniej przez książąt tylko spełniane. w XIIl 
wieku rozpowszechnia się wśród zamożniejszego ry- 
cerstwa. Nowo wprowadzone zakony: Dominikanów, 
kaznodziejstwu i nawracaniu się oddających, i Franci- 
szkanów, żyjących z jałmużny i poświęconych bogo- 
myślności, zbliżają się do mas, nie zachowując tego 
arystokratycznego odosobnienia, jakiem Benedyktyni, 
Cystersi i inni się odznaczali. Kobiety i mężczyzni za- 
czynają znajdować upodobanie w życiu klasztornem, 
w pokonywaniu żądz ciała, w praktycznem stosowa- 
niu uczucia litości dla biednych i nieszczęśliwych. Na 
pady Tatarów, przejmujące okropnym strachem, nace- 
chowane niewidzianemi przedtem okrucieństwami, 
zmuszały do rachowania się z su:-r:.ieniem, do przygo- 
towywania się na śrrierć, mogącą nadejść niespodzia- 
nie. Kanon:zacya ś. Stanisława potęgowała u wielu 


J
>>>
58 


jednostek ich żarliwość, by kiedyś mogły takiego sa- 
mego dostąpić zaszczytu. Święty Jacek, ś. Czesław, 
błogosławiony Prandota, święta Jadwiga ślązka, bło- 
gosławlO:1e: Kunegunda, Salomea - oto wydatniejsze 
imiona bardziej znanych osobistości, które wrychle 
po zgonie cudami słynąć zaczęly. Nastrój ogólny, 
pod wpływem takich i tym podobnych faktów, ulega 
pewnej zmianie, widocznej nawet i w literaturze. 


II. 


VV poprzednich stuleciach, jak wiadomo, nie tyl- 
ko nie lękano się czytać pisarzów pogańskich (rzym- 
skich), lecz Owszem z pewnem zamiłowaniem przyta- 
czano ich zdania i starano się urabiać do pewnego 
stopnia na ich wzór swe wyrażenia; w wieku XIII 
i XIV slabnie ta ochota; pisarze średnio\vieczni zastę- 
pują klasyków; piszą się książki przeważnie treści re- 
ligijno-budującej, tworzą się wiersze na cześć świę- 
tych, których żywoty stanowią bogatą stosunkowo 
część literatury. 
I dawniej wprawdzie nie brakło żywotów świę- 
tych; u nas glównie się zajmowano ś. Wojciechem; 
ale charakter tych opisów był inny, aniżeli w wie- 
ku XIII; wspominano o cudach, boć to zwykły, naj- 
oczywistszy dowód świętości, ale ich nie gromadzo- 
no w masie, nie układano całej ich litanii. W wie- 
ku XIII taka właśnie, wypełniona cudami literatura, 
na pierwszy plan występuje. 
Ogniwem pośredniem, łączącem życiorysy da- 
wniejsze z mającemi potem się rozpowszechnić, jest 
"Legenda o ś. Stanisławie," nazwar.a w druku "ży- 
ciem mniejszem" (Vzta minor), dla odróżnienia jej od 
późniejszego utworu tejże treści. Autorem Legendy 
był niewątpliwie Dominikan krakowski, który miewa- 
jąc kazania w Szczepanowie, miejscu rodzinnem bi- 
skupa-męczennika, miał sposobność slyszeć o nim 
miejscowe podania i na ich podstawie napisał dla
>>>
59 


zbudowania swoich braci zakonnych życiorys pełen 
pmstoty, barwny i plastycznie przedstawiający ludzi 
i wypadki. W Stanisławie odmalował wzór dobrego- 
pasterza, z cudów jego on pierwszy opowiedział sze- 
roko o wskrzeszeniu Piotrowina, a zakończył wzmian- 
ką przeniesienia ciała biskupa do kościoła ś. Wacła- 
wa (katedry) i o nieszczęsnym losie króla, "tułające- 
go się jak Kain." PróQ: podań korzystał autor także 
z Kroniki Galla i Kadłubka, oraz z jakiegoś źródła, 
dziś nam nieznanego. Lubił dygresye, bo chcąc obja- 
śnić czytelników, że Bolesław Szczodry nie jest owym 
sławnym Bolesławem Chrobrym, podaje dość długi 
ustęp z dziejów, poprzedzających panowanie zabójcy 
biskupa. 
"Legenda o Ś. Stanisławie" nie była jeszcze pi- 
sana z myślą o potrzebie kanonizacyi, dlatego o cu- 
dach pośmiertnych napomyka tylko, lecz ich nie wy- 
mienia. Gdy atoli cześć dla męczennika w ciągu pierw- 
szej połowy wieku XIII ciągle wzrastała; gdy ducho- 
wieństwo wyższe krakowskie ponawiało u Stolicy 
apostolskiej starania o beatyfikacyę; gdy komisya 
w ciągu r. 1250 przeprowadziła badanie cudów, zdzIa- 
łanych za pośrednictwem ś. Stanisława; gdy Francisz- 
kan Jakób z Velletri, przybywszy do Polski, zajął się 
sprawdzeniem opowiadań o cudownych uleczeniach. 
ukazał się też i spis ich w formie protokularnej (ni i- 
racula Sancti St/mislai). Gdy zaś w r. 1253 kościół 
uznał uroczyście "świętość" b:skupa, czyniąc g.) szcze- 
gólnym patronem Polski, Dominikan, imieniem WIN- 
CENTY, na prośbę biskupa i kapituły krakowskiej na- 
kreślił "Życie św. Stanisława, nazywane "większem" 
(TT 1 ta major). vVcielił on do swej książki prawie cał- 
kowicie dziełko swego bezimiennego poprzednika. 
a prócz tego, opierając się na bulli kanonizacyjnej, 
jak najobszerniej rozpisał się o cudach. Pracy samo- 
dzielnej bardzo mało tu włożył, o spółczesnych sobie 
wypadkach wie niewiele; jako źródło historyczne pra. 
wie żadnego nie ma znaczenia, a pod względem hte-
>>>
60 


rackim nie okazał talentu. Pracę swą przeznaczył ku 
zbudowaniu spółbraci: podzielił ją na drobne rozdział- 
ki, ażeby te można było odczytywać podczas obiadu 
lub innych zebrań wspólnych w klasztorze. 
. Pomimo swej niższości od "Legendy" miał ten 
"Zywot" większe od niej rozpowszechnienie i stał się 
wzorem dla paru innych żywotów, jakie w XIII i XIV 
wieku napisdno. Znalazł się zaraz przerabiacz, usiłu- 
jący powiązać trochę luźnie z sobą zestawione roz- 
działki, skrócić niektóre wiadomości, a niektóre nieco 
inaczej przedstawić. Wincentego obrał sobie za wzór 
niejaki ksiądz Dominikan STANISŁA\i\', syn księży, 
opisując w XIV wieku "Żywot ś. Jacka." 
Franciszkanie natomiast okazywali więcej samo- 
dzielności, nie chcąc wprost wstępować w ślady Do- 
mir:ikanów. "Żywoty Ś. Kingi (Kunegundy)" i "Salo. 
mei," przez nich pisane w wieku XIV-m, mianowicie 
pierwszej, odznaczają się większą prostotą, większą 
naiwnością i mieszczą w sobie zajmujące podania. 
Najznakomitszym utworem w tym rodzaju, obfi- 
tującym w mnóstwo ciekawych i cennych rysów oby- 
czajowch,jest "Żywot ś. Jadwigi," napisany przy końcu 
XIII w. Gdybyśmy mogli mieć niezawodną pewność, 
że to dzieło Polaka, musielibyśmy je postawić na 
czele literatury z owego stulecia. Stało się ono źró- 
dłem przez wiele wieków dla poe:ów i malarzy, wy- 
warło wpływ silny na piśmiennictwo niemieckie. Au- 
tor atoli bezimienny mówi wprawdzie o Ślązku jako 
o części Polski, ale w XIII wieku wszędzie i za gra- 
nicą nawet nie inaczej to uważano; sympatyj zaś 
swoich polskich niczem nie ujawnił. 


III. 


Z żywotami świętych łączą się najściślej docho- 
wane do naszych czasów "Pleśni łacińskie na cześć 


......
>>>
61 


Ś. Stanisława," prawdopodobnie z XIII stulecia. Nie- 
które z nich weszły do brewiarzów. Nieznany ich 
autor opierał się na "Żywocie," napisanym przez Win- 
centego, i brał z nich motywy, szczegóły zaś, prozą do- 
dane, któremi wiersze swe przeplatał, dosłownie z nie' 
go wypisywał. Rymowane wiersze 4 do 8 zgło:skowe, 
układane w zwrotki różnej długości, kończone przyśpie- 
wem: Alleluia, nie stanowią jednolitej całości artysty- 
cznej, lecz są związane spólną tylko myślą wysta- 
wienia zasług, męczeństwa i cudów biskupa, razem 
z prośbą, aby czuwał w niebie nad swojemi owiecz- 
kami i wstawiał się za niemi do Boga. Trzy glówne 
wątki wyróżnić można w tych pieśniach: l) życiory- 
sowy, przedstawiający się albo w ogólnym obrazku 
ziemskiej pielgrzymki biskupa, albo w szczególach 
dotyczących jego starcia z Bolesławem; 2) cudowny, 
wysławiający łaski, za prz.yczyną Ś. Stanisława przez 
ludzi otrzymane; 3) modlitewny, wzywający pomocy 
męczennika. Pierwszy pierwiastek, więc życiorysowy, 
jest najobfitszy; kilkakrotnie pojawia się pod różną for- 
mą i wypełnia największą liczbę wierszy. Czy autorem 
wszystkich tych pieśni jest jeden człowiek, czy kilku, 
trudno określić; gdyż nie mamy ich autografu, tyl- 
ko późne odpisy; ze sposobu zaŚ tworzenia żadnych 
wniosków wyciągnąć niepodobna, gdyż tego rodzaju 
utwory różnych autorów są wielce do siebie podo- 
bne. Poezyi prawdziwej zgoła tu nie znaleźć; jest 
tylko wciąż się powtarzające uczucie uwielbienia dla 
męczennika, a oburzenie dla jego zabójcy. 
Pod względem wierszowania zauważyć mOżna 
wielką. łatwość i płynność; zwyczajem, częstym w pier- 
wocinach poezyi, mamy tu nieraz cały szereg rymów 
jednakowych, dobieranych z widocznem upodoba- 
niem: np. ,,0 beate Stanislae - Presul plebis Craco- 
vie - Cuius signa victrorie - Late patent Polonie - 
Nam dono Christi gracie - Pestes curantur varie- 
Tu, mar tir egregie-Festa colentes hodie- Regi com-
>>>
62 


menda glorie" l). To znaczy: ,,0 święty Stanislawie- 
Biskupie ludu krakowskiego - Którego dowody zwy- 
cięstwa-Szeroko w Polsce się rozlegają-Gdyż z da- 
TU łaski Chrystusowej -Różne zarazy uleczone bywa- 
ją- Ty, męczenniku prześwietny-Czczących dziś twą 
uroczystość - Poleć królowi chwały."- Najładniejsze 
są te wiersze, które żywszym rytmem się odznaczają 
(czterozgłoskowe). 


IV. 


Wiedza i filozofia scholastyczna przedostawała. 
'się do nas za pośrednictwem szkół i była przejmo- 
wana przeważnie w sposób bierny tylko. 
Do szkół dawniejszych: katedralnych i klasztor- 
nych przybywają w XIII-m wieku jeszcze parafialne. 
wywołane potrzebą wykształcenia zwiększającej się 
liczby duchowieństwa niższego, a udzielające nauk 
początkowych, które miały przygotować uczniów do 
słuchania nauk w szkołach katedralnych. Zakładali j8 
biskupi, a za ich pozwoleniem mieszczanie także, bo 
o wiejskich szkólkach wówczas zgoła jeszcze nie my- 
ślano. 
Nauka udżielana w nich była początkowo bez- 
płatnie, ale rodzice uczniów musieli dbać o utrzyma- 
nie nauczyciela (rozumie się księdza), dostarczać drze- 
wa na opalanie izb szkolnych. W Krakowie istniał 
zwyczaj w drugiej połowie XlV wieku, że uczeń wi- 
nien był codziennie przynosić do szkoły wiązkę drze- 
wa. Potem zwyczaj ten zanikł, ale zamieniono go na 
opłatę pieniężną. 
Miasta od połowy XIII wieku przeważnie były 
niemieckie, nie wyłączając nawet Krakowa. Po spu- 


l) Daję tę zwrotkę w ortografii średniowiecznej,-chcąc rym 
nale:tyty otrzymać, trzeba końcowe wyrazy czytać z polska, t. j, 
.akcentować (wbrew iloczasowi łacińskiemu) głoskę przedostatnią.
>>>
63 


stoszeniu Polski przez Tatarów, książęta, dbając 
o swoje dochody, wzmogli dawniej już istniejącą ko- 
lonizacyę niemiecką, obdarzając przychodniów zupeł- 
nym samorządem, a więc dozwalając im także uży- 
cia języka niemieckiego w traktowaniu spraw gmin- 
nych. 
Napływ Niemców, mających dawniejszą i wyż- 
szą kulturę (skąd w języku nasżym co do rzemiosł 
zwłaszcza tyle pierwiastków germańskich), odbił się 
bardzo niekorzystnie na szkołach, mianowicie para- 
fialnych, gdzie nauczycielami zostali przychodnie, nie 
władający językiem polskim. 
Duchowieństwo, napomniane przez jednego z le- 
gatów papieskich (Jakóba, archidyakona leodyjskie- 
go), który objeżdżając dyecezye, znajdował starców 
nie wiedzących, w co wierzą, zaleciło r. 1248, ażeby 
we wszystkich kościołach w nie.:ziele i święta po 
ewangelii odmawiano wobec zgromadzonego ludu 
w jego języku ojczystym cały pacierz, a przynaj- 
mniej "vVierzę w Boga." VV dziewięć lat potem 
(1257 r.) na synodzie łęczycki.n zgromadzeni b,skupi 
nakazali wszystkim plebanom i rządcom kościołów 
w archidyecezyi, mającym szkoły przy swych świą- 
tyniach, żeby na kierowników szkół tych nie brali 
Niemców, chyba, że ci wykażą znajomość języka pol- 
skiego, "potrzebnego do uczenia łaciny i do tłoma- 
czenia autorów." 
vVidocznie postanowienie to nie było wszędzie 
wyl
onywane, gdyż ponawiano je z naciskiem i w ro- 
ku 1285 i w 1326. Z jednej strony brak uzdolnio- 
nych nauczycieli Polaków, a z drugiej opór Niemców, 
dbających o prawa swego samorządu, składały się na 
ten szkodliwy dla oświaty ogółu stan rzeczy. Gdy 
sami książęta chętnie 19nęli do niemczyzny (nie tylko 
I śląscy, ale i Leszek Czarny), trudno się dziwić har- 
o I dości i zarozumiałości germańskiej. Dopiero Włady- 
sław Łokietek, zgarniający dzielnice, przytarł rogów 
tej dumie, zdobywszy zbuntowany pod wodzą wójta 


-----------J
>>>
64 


Alberta Kraków; a Kazimierz W. ujednostajnieniem 
prawodawstwa, "Statutami wiślickimi" i założeniem 
w Krakowie najwyższego sądu do spraw, sądzonych 
według prawa niemieckiego (magdeburskiego), zmniej- 
szył częstość odwoływania się kolonistów do Magde- 
burga dla rozstrzygnięcia powstałych zatargów. 
Walka lmścioła i państwa polskiego z napływo- 
wym żywiołem niemieckim rozbudziła wśród ukształ- 
conych żYll'sze poczllcie narodowuści, uśpione nieco 
pod kosmopolitycznem działaniem szkoły średniowie- 
cznej. 
Pierw;zym znanym nam obecnie wyrazem tej 
świadomości jest "Pieśń o Albercie, wójcie krakow- 
skim," wyśpiewana po łacinie w wieku XIV. Właści- 
wie mówiąc, są to dwie pieśni, mechanicznie z sobą 
złączone. 
VV pierwszej, skreślonej przez jakiegoś przy ja- \ 
ciela Albertowego, niema wcale mowy (prócz jedne- 
go słówka wtrąconego niewątpliwie później), o winie 
wójta względem narodu polskiego; za przyczynę nie- 
szczęść, jakie spotkaly byłego dostojnika, podano po- 
prostu tylko "zmienność losu," co dowolnie wywyż- 
sza i poniża. Prawdopodobnie pieśń ta ulożona była 
w Czechach, dokąd Albert ostatecznie się schronił; 
a gdy ją poznano w Polsce, dodano do niej w in- 
nym zupełnie duchu skreśloną część drugą, gdzie 
bunt wójta już jako przyczynę jego klęski przedsta- 
wiono, a nadto wypowiedziano cierpkie słowa o chy- 
trości Niemca, co to z początku kłania się i uniża, 
łapczywie grosz do grosza zbijając, ażeby następnie 
urosłszy w zamożność, skoligaciwszy Się przez mał- 
żeńswa z moźnymi rodami i osiągnąwszy dostojno- 
ści i urzędy, spędzać Polaków z ich gniazd ojczy- 
stych i urągać im dumnie. Jako przestrogę pieśń po- 
daje przykład Czechów, wśród których Niemcy się 
rozpanoszyli, majątków ich pozbawiając. Tern niewła- 
ściwsze jest połączenie tej części drugiej z pierwszą,.
>>>
I 

J 


; 
f 
(JY 

 oyaax
-¥ fł1C1"i} 
l;;
 
f, '1

fr

 
 rt; 
'aA1I

I_fC:11u f 8.rł/ 
,..JJf\ ..... 

...
,P\/



 / 
n--FóUr:b
 


' 
,nuJ
(\J8., tn
h.I,
 ... --,l.. 
C)atuP
>>>
I 

 
! 
I 
, 


I 
I 

 



łttdis




 
 . (" 



łWW
ałt4,
:1-Fm'-L '11Ja5 J


 [4fm
 .
 


Ut-
Uł

 

 
)
 '- 

 ;;n£' ci"d- 
 
 lłimł 
 
 
 "



"c9-


 
; 

; ri-


.łe

* .ł. "

:::f
m:,f[
;r_d
, 
Y;-"

""'" "-'6 
 -'""""
.ł,M; at; 
.......p..., J.t .J.n"iY1j


B d
 "1'h 
 / 

 nllrłtJlUa,¥?n
 rw-j? NjbJ;CI
15 
ln

nd 
dJ

ata ,+'(


o'Uc-
' 
,

 d'a
 QuULS7ł1
lł1ł! 


4UIł:
'Tabu

,
,?
kt
d' ccćtc,mł

rji
\r1


u)!!.J. 

:łrp.

--,
 OI11D
-vnt\
 


.::J

.h p

c.m'''tU) ()jWhr-:Jf!l UU U4, (
tt('U)

 O1r1UlFtd1l
/ 
a[."'
Q 
.T11t
":--'Ju

J,dlc1otr'"\łurmtll
nc.'V urj


:J


[1I1
 lłG J "
Di'h4
f\IA
 
 p"jro 
ibf JOIO
 
j
 
rł '11U1Jit th1I:f1).JP
 \łlfJat łln
 
nf* 'h.111m:.

tr/ł
t1"

1I'f
.f
ya1-
 jtlOlltlnu'c9 

1 

\9 
u
",Jum'rJJ1illr-




 
Q
 1nrn,..,
fnth
Lb a

n 

 r fCbJhIB -f'a:ełf
'fjUDf 
1rf
i5oM:k., k
"'!fW:1
:t
:fI;II
1
"f
;-e?
 
1'M9j C1lury

r
 
 'JJ101t"G1
i JIIII
 
IPJJ
' 
lmt\t:"" 
tt.L.-if'tb aa
JUnIUt-1IVt)U
 
 gJJaJ4
J
 
""'JI11@' D.1
n.11
ifnKłtSp.1UC'
'\11Uł
JIC"
(,;1i'" 

 
 



jJl1'1
C(;:Ji


31


U

"'
I

.tif
 
1W\1ćr;.i cvy1k
*'U
[

 4vr
II1ł
 
, 
 "\"b}31

tt tlu't"
kh1!,trfti 


 'be"U!\\

' ern. Ul' ij:'
ł(t
 
 
 



 .ntn
 

."na 

'Tro\


k
.1u
",
lh
 
:.n
' 
hI4
 
kr
frJ


\n1a) 





 
" 


(
lQ"'b

 t,'b,l
'&n
ł 
 
 ! 
- "'17' 
 

 .J.:_
 . 


. .:.. 
 
 - 
 
-" . -" g='."""""'-"-"."
 -, 
 ' - -, -, -, , 
: c 1\\1 


,., ... . '.,_,. " '''n",
' \" 


f 


: . 
 I H 
" ..
". I 
.,I.', .' 
J . .", , {\\ ... .. 
f ': t
'. ,- 
 \, 
 
 ';\"'- 
. . ' f,. 
 '\. . 
:, . 
 . I. 
, '. 
,. , '.. (u. 
\ ,''',.. ,r.P:- 
). /1.\ ":", '."':7. 
. .,.r 
 "j, . 
\I ....... ),t.,' r ,\,,,. .' 
\
 'fi L
 \. 
 
.. . 1 ' 
., l' . 
,".' , '1,.:./ 

. I. '.."'" 1; 

 
.4 


1'11 1 
,', 


Testament Ś-w. Salomei 
z r. 1268. 


'
'
, 
f
 
./,. cjJ
>>>
64 


Alb 
pra 
w 
wel 
szy 
bur 


wy 

or 
poc 
czr 


św 
ski 
\Vi 
złą 
. I 
Cle 
go 
wó 
szc 
pre 
su 
w 
aj 
ny 
bu 
WI 
tro 
łaF 
Uf 
żel 
ści 
st
 
d
 
ro: 
ści
>>>
135 


że zacI-;.owana zostala forma opowiadania przez sa- 
mego wójta Alberta... 
Obie pieśni. mają dużo w sobie obrazowości, 
ale pierwsza jest lepiej wykończona i zaokrąglona: 
Pisane są zwrotkami 8-\vierszowemi, a wiersze m8ją 
po 8 lub 7 zgłosek; rymy są już nie tylko bezpośre- 
dnie w dwu stykających się z sobą wiersza:h (pa- 
rzyste), ale i przekładane. Początkowe dwa wiersze 
wydają się zepsute, gdyż rymu nie mają, a drugi 
z kolei wiersz ma tylko sześć zgłosek. N a język pol- 
ski przełożył ten utwór bardzo ładnie Władysław Sy- 
rokomla (Ludwik Kondratowicz). 
Drugi wiersz, króciutki i slabiutki o Polsce (rer- 
sus cle Pvlonitt), stąd jest zajmujący, że autor jego 
ubolewał nad zagarnięciem ziemi chełmińskiej przez 
Krzyżakó\\o- i pytał ze smutkiem, dlaczego książę pol- 
ski jest jakby obojętny na to (stat s/wt allceps). 


\-. 


II 


Wróćmy do szkół. \Vyniki ówczesnej wiedzy 
zachodnio - europejskiej przejmowaliśmy biernie, ale 
dość skwapliwie. Pisarzów rzymskich mniej w tym 
okresie czytano, aniżeli poprzednio, natomiast autoro- 
wie średniowieczni różnych narodów bardzo wc:ze- 
śnie już u nas byli znani i przepisywani. Dochowało 
się z XIII i XIV wieku, w różnych bibliotekach, 
a szczególniej w krakowskiej, dużo rękopisów, świad- 
czących wyraźnie i w sposó b niewątpliwy , że nie 
tylko głośniejsze, ale na wet podrzędne twory owych 
stuleci za granicą, przenoszono do nas niebawem po 
ich pojawieniu się. Jakoż dzieła Alberta Wielkiego 
(zm. 1280), Tomasza z Akwinu (zm. 1 
74) i innych 
mamy w rękopisach XIII-go wieku, a dzieła Piotra 
Hiszpana (zm. 1277), Jana Duns Scota (zm. 1308), 
Jana Burida!1a (zm. po r. 1350) - w rękopisach XIV 


.) 


J
>>>
66 


stulecia. Podobnież ma się rzecz z autorami piszący- 
mi o astronomii, arytmetyce, fizyce i medycynie. 
Dzieła Arabów, w tłomaczeniach łacińskich, również 
już w XIII wieku u nas posiadano. 
Jeżdżenie po naukę za granicę i otrzymywanie 
tam stopni naukowych znacznie się wzmogło w po- 
równaniu z okresem poprzednim. W ciągu półtora 
wieku (od 1215 do 1363) naliczono takich, co otrzy- 
mali stopnie naukowe (magistra, doktora) przeszło 
300, a więc dziesięć razy więcej, niż w dwu z górą 
wiekach dawniejszych. Rozumie się, że i tu potrze- 
bne jest zastrzeżenie, iż nie wszyscy, co się magi- 
strami mianują, byli rzeczywiście w uniwersytecie, bo 
może pracowali tylko jako nauczyciele. 
Naturalnie ci wszyscy są duchownymi. Świeccy 
i teraz jeszcze mało się garną do nauki; więcej mie- 
szczanie, niż rycerstwo. W procesie z Krzyżakami 
przesłuchiwano świadków w r. 1339. Otóż, na 50 
z górą rycerzy, a między nimi i dostojników pań- 
stwa, dw'u tylko władało językiem łacińskim, innym 
trzeba było rzecz tłomaczyć po polsku, tymczasem 
na 24 mieszczan, umiało język łaciński pięciu. W ro- 
dzinie jeno książęcej kobiety zwłaszcza uczyły się 
czytać i rozumieć łacinę l). 
Czy owi duchowni, osiągnąwszy wyższe wy- 
kształcenie szkolne, poprzestawałi tylko na przyswo- 
jeniu sobie wiedzy, czy też i sami starali się ją mniej 
więcej samodzielnie obrabiać? Odpowiedź na to dać 
można ogólną, że powszechnie bierne przejmowanie 
nauk zadowalało ówczesny nastrój, że wyjątkowo 
tylko brano się do pióra, by w kwestyach nauko- 
wych głos zabrać. Rękopismy PIOTRA Dominikana 
z r. 1360 o zagadnieniach teologicznych, MACIEJA 
z KOŁA o medycynie (z XIV wieku) nie zostały do- 
tychczas zbadane. Znamy natomiast dziwaczny utwór 


, 
, 


l) Antoni Karbowiak: .Szkoły parafialne w Polsce w XIII 
i XI\T wieku.. Kraków, 1896.
>>>
67 


kanonika krakowskiego, FRO\NINA z początku XIV 
wieku p. t. "Antigameratus," wierszami rymowanemi 
ułożony. Jest to połączenie nauk moralnych z prze- 
pisami gramatycznemi, mającemi ostrzedz ucznia o od- 
miennem znaczeniu różnych wyrazów jednakowo 
brzmiących (homonimów). Utwór ten, niew::J,tpliwie 
ze względu na te gramatyczne reguły, rozpowszechnił 
się szeroko, mianowicie w Niemczech. Poetycznej war- 
tości oczywiście nie posiada wcale i jest tylko bar- 
dzo znamiennym objawem smaku i nastroju średnio- 
wiecznego l). 


\'1. 



 


Jeżeli chcemy w XIII wieku znaleźć uczonego, 
któryby w pewnej mierze zbliżył się do uczonych eu- 
ropejskich, musimy go szukać po za granicami kraju, 
w Rzymie, gdzie pod wpływem kardynała Wilhelma 
de :\1oerbeke, rozwijał się w drugiej połowie XIII w. 
żywy ruch umysłowy. Uczonym tym jest WITELLO 
(albo Witellio, mylnie Ciołkiem u nas przezywany). 
Sam on nazywa siebie synem Turyngo - Polaków; 
prawdopodobnie zrodził go kolonista z mieszanego 
malżeństwa. Pochodził z ziemi krakowskiej, znał \Vro- 
cław i \IV gaju, przytykającym do folwarku Borek, 
czynił pierwsze postrzeżenia nad zjawiskami śWIatła; 
ale dopiero gdy się udał do \Vłoch, gdy się znalazł 
na dworze Innocentego V-go i poznał kardynała vVil- 
helma, nabrał zamiłowania do nauk przyrodniczych 
i do filozofii. Wziąwszy za podstawę dzieło arabskie- 
go uczonego, Al-Hazena, o optyce, usystematyzował 
je, poprzedził wiadomościami z geometryi, poczynił 


l) Aleksander Briickner: .Średniowieczna poezya łacińska 
w Polsce" (w 
Rozprawa"h wydz. filo!. Akad. Umiejętności, tum 
XVI, str. 308-312).
>>>
ns 


spostrzeżenia własne, r.1ianowlcle nad tęczą i napisał 
dzieło w 10 księgach ,,0 perspektywie," w które m 
starał się wyjaśnić wszystkie zjawiska świetlne, o
bi- 
janie się śWiatła W rozmaitych przedmiotach, a głó- 
wnie w z\vierciadlach, i proces widzenia. 
Dzieło to, wskutek jasności i ścisłości, wyparło 
wszystkie dawniejsze rozprawy o optyce', rozpowsze- 
chniło się po całej Europie i bardzo długo. bo aż do 
utworzenia nowej teoryi ś.viatła przez Newtona (wiek 
XVll), utrzymało swoją powagę. Jest to pierwszy nasz 
uczony, mający znaczenie europejskie. 
Prócz optyki, napisał jeszcze vVitello kilka dzieł 
z zakresu filozofii schołastycznej. Znane jest dokła- 
dniej jedno tylko z nich, p. n. ,,0 umysłowości" (De 
intelli!lp/dill). Autor wierzy w coraz to wyższe sto- 
pnie istot duchowych i w możność wznoszenia się 
po tej skali; światło poczytuje za łącznik wszystkich 
wpływów odległych; im która istota więcej ma świa- 
tła, tem jest doskonalsza. Pracę swą podzielił na trzy 
części; w pierwszej starał się dowieść, że musimy 
uznać pierwszą przyczynę wszechrzeczy, to jest Boga; 
w drugiej wykazywał, że skutki i własności światła 
widzialnego odpowiadają tym określeniom, jakie do 
Boga zastosować należy, że więc w świetle fizycznem 
i jego działaniu widzieć winniśmy naj wierniejszy obraz 
natury Boga i tej jego potęgi, co rodzi każde pozna- 
nie i wiedzę duchową. W części trzeciej wyciąga au- 
tor konsekwencye z poprzednich twierdzeń, deduk- 
cyjną, geometryczną postępując metodą. Czysta świa- 
tłość duchowa, według niego, ma pełnię życia i za- 
dowolenia, dzięki wiecznej, doskonalej jedności pier- 
wowzoru z energią myśli, która w samem ogarnieniu 
siebie, niezale
na od niego po za sobą, wie i tworzy 
wszystko. W poznaniu, jakie mają ludzie i duchy, nie 
może być tej doskonałej jedności i niezależności, ale 
może być zbliżenie do niej. W miarę zaś zstępowania 
w dół po skali istnień, siła czynna światła słabnie,
>>>
t 


69 


a odbicia stają. się w końcu czysto zewnętrznemi, np. 
\V zwierciadlach I). 
\V tych wywodach Witellona przebija się jego 
specyalność jako optyka, spf)sób d .wodzenia geome- 
tryczny i idealizm graniczący z mistyką, idealizm prze- 
jęty od zwolennika Platońskich idei, Proklusa, żyjące- 
go w V-m wieku naszej ery. Jak dziełem o optyce 
zajął \Vitello wybitne miejsce między przyrodnikami, 
tak rozprawą swą metafizyczną v\!szedł do grona my- 

licieli XII1 stulecia. 
Niewątpliwie w kraju nie mialby on odpowie- 
dniego otoczenia dla rozwinięcia swoich zdolności 
i wiedzy. Wyniósł się ponad stosunki umysłowe, 
jakie w Polsce XlII-go wieku istniały, i szukał stoso- 
wniejszej dla siebie atmosfery duchowej. 
Dawniej do tejże grupy umysłów zaliczano je- 
szcze 1Ilm'cina Pulaka, autora "Kroniki powszechnej," 
bardzo rozpowszechnionej w Et;ropie; lecz obecnie 
musimy go odstąpić Czechom, którym zawdzięczał 
swe pierwotne wykształcenie, zanim, podobnie jak 
Wit ello i w tymże mniej więcej czasie nie podążył 
do Rzymu. Nazywał się on Polakiem dlatego. że 
miejsce jego rodzinne,Opawa, należało jeszcze w XlII 
wieku do arcybiskupstwa gnieźnieÓskiego. 


VII. 


Ażeby ułatwić nabywanie wyższej nauki w kra- 
ju, król Kazimierz \\'., doświadczywszy praktycznie, 
w procesie z zakonem Krzyżaków, potrzeby posiada- 
nia biegłych prawników, postanowił za przykladem 
cesarza Karola IV, co w Pradze czeskiej r. 1347 uni- 
wersytet założył, zarrowadzić podobny zakład w Kra- 
kowie. Zamiar ten 
)ł-zywiódł do skutku, wydając 


l) Witold Rubczyńshi: "Traktat o porzqdku istnień i umy- 
slów i jego domnicmdny autor \Vitelliun." Kra ku \\", lMIJ).
>>>
70 


12 maja 1864 r. dokument erekcyjny "Szkoły głó- 
wnej" (studium generale), który, zwyczajem w śre- 
dnich wiekach obowiązującym, przesłał do potwier- 
dzenia papieżowi. Były to czasy, kiedy papieże sie- 
dzieli w Awenionie (we Francyi), co Rzymianie na- 
zwali "niewolą babilońską." Urban V potwierdził na- 
danie króla polskiego, zastrzegając, żeby w owej 

zkole głównej nie wykładano teologii, jak to w tym 
samym mniej więcej czasie zrobił względem zakłada- 
nego uniwersytetu w Wiedniu. 
Szkoła główna krakowska urządzona zo;:,u.ła 
na wzór uniwersytetu bonońskiego, miała sobie zape- 
wniony zupełny samorząd. Studenci z pomiędzy sie- 
bie wyuierali rektora; studenci powoływali profeso- 
rów. Z powodu braku teologii, Szkol a dzieliła się 
tylko na trzy fakultety: prawny, fizyczny (lekarski) 
i sztuk wyzwolonych. A że królowi chodziło najwię- 
cej o naukę prawa, ustanowił najliczniejsze (8) kate- 
dry tego przedmiotu i najhojniej je opatrzył; wydział 
lekarski miał tylko dwie katedry, a wydział sztuk 
wyz\volonych - jedną, niewątpliwie z tego powodu, 
że istnif'jącą odawna szkol
 przy kościele Panny Ma- 
ryi w Krakowie uważano za część składową tego 
fakultetu, uczono w niej bowiem trivium i qllarl1-i- 
vilt11!. 


Lekcye odbywały się prawdopodobnie P0 mie- 
szkaniach profesorów; część ich zaś na Wawelu. Hu 
było rzeczywiście profesorów, skąd oni byli wzięci, 
czy z kraju, czy z Pragi, czy z Włoch - o tern do- 
tychczas nie wiadomo. Faktem tylko jest, że w Szkole 
głównej krakowskiej udzielano najniższego jeno stop- 
nia naukowego, t. j. bakalaureatu. Ci, co pragnęli 
otrzymać godność magistrów lub doktorów, udawali 
się za granicę. w drugiej połowie XIV wieku najczę- 
ś.:iej do Pragi czeskiej. Świetny rozwój Szkoły głó- 
wnej krakowskiej nastąpił dopiero w wieku XV, po 
jej uzupełnieniu wydziałem teologicznym; na razie 


1
>>>
71 


miała ona znaczenie tylko jako środek budzenia wyż- 
szych dążeń naukowych w kraju, śród duchowień- 
stwa. 


\ 'III. 


\V zakresie (lzicjopisantlca wiek XIII nie wy- 
dał żadnej kroniki, natomiast roczników-bardzo du- 
żo, zarówno prowadzonych w dalszym ciągu, Jako- 
też nowo utworzonych. Najważniejszym z nich "Ro- 
cznik kapituły krakowskiej," założony w roku 1267 
i dochowany do naszych czasów nie w odpisach, 
lecz w oryginale. W chłonął on w siebie około 20 
roczników dawniejszych, dał zrąb chronoolgiczny wy- 
padków, które zwyczajem owoczesnym rozpoczął od 
stworzenia świata, i stał się dla wszystkich dalszych 
rocznikarzy i kronikarzy podstawą budowy dziejo- 
wej. Literackich zalet nie posiada on wcale; dawniej- 
sze zdarzenia notuje króciutko, v,r późniejszych, mia- 
ncwicie od XIII w. trochę szczegółowiej. 
Dzielnica wielkopolska, po zaznaczeniu pierw- 
szych drgnięć ruchu umysłowego w XI stuleciu, przez 
wieki następne nie dała się poznać wybitniejszemi 
utworami, jalde są chlubą Małopolski. Dopiero w dru- 
giej połowie XIV wieku wystąpiła znowu na wido- 
wnię literacką, jako miejsce urodzenia dwu pisarzów: 
autora "K:-oniki wielkopolskiej" i Janka z Czarn- 
ko\\'a. 
Autorem "Kroniki wielkopolskiej" nazywano da- 
wniej Bogucltlwla I biskupa poznańskiego, potem Ba- 
szkę (God-ł/s1awa Pask(t) , kustosza poznańskiego, obu 
z XIII wieku- dzisiaj napewno powiedzieć można I), 


l) \Vojciech Kętrzyński: .0 Kronice Wielkopolskiej," Kra- 
ków, 1896, w 33-lm tomie Rozpraw Akad. Umiejęt. wydziału hi- 
storyczno-filozof! cznego. 


1 


j
>>>
- 



') 
,
 


że byly to mniemania blędne i że utwór ten mógł 
powstać co najwcześniej po r. 1365. a przed r. 1395. 
Pisał go ksiądz, obeznany dobrze ze Słowiańszczy- 
zną pólnocną; może nawet był w Czechach, gdzie 
się zaznajomil z tak zv'aną Kroniką Dalimila, duchem 
patryotycznym rrzenikniętą, nienawistną względem 
Niemców, z której przejął i do dziejów naszych wpro- 
wadził po raz pierwszy bajecznych protoplastow: Le- 
cha, Czecha i Rusa. Lubił bawić się w etymologie, 
nieraz bardzo dziwaczne; lubił przytaczać wyrazy 
polskie, odpowiadające pewnym łacińskim nazwom. 
Był kompilatorem: zbierał starannie źródla dziejowe, 
l
cz korzystał z nich dorywczo. On pierwszy na 
wzór roczników wprowadził do Kroniki daty roku, 
w którym się rzecz dziala. Pragnąl zwrócić większą 
baczność na wypadki zaszłe w Wielkopolsce, ale czę- 
ściowo tylko spełnił swój zamiar, gdyż urwał na ro- 
ku 1
71. Pod względem stylu bynajmniej zaletami 
się nie odznacza, ale niema w nim zawiłości. 
Interesującym wielce jest w Kronice tej ustęp 
romansowy - ., o Walgierzu W dałym i Helgundzie," 
jedyny zabytek tego rodzaju w dawnej naszej litera- 
turze. Jest to przeróbka podania, znanego na Zacho- 
dzie, o Walterze z Akwitanii, którego przygody ry- 
cerskie w walce o ukochaną Helgundę opiewał po 
łacinie już w X wieku Ekkehard, wywolując potem 
bardzo liczne naśladowania. Jak się do nas podanie 
to dostało, dotychczas nie wyśledzono. Autor "Kro- 
niki \Vielkopolskiej.I pomieścił je w dziele swojem 
epizodycznie, już umiejscowione w kraju naszym, 
gdyż Walgierz Wdały jest tu panem na Tyńcu-już 
dopełnione historyą zdrady Helgundy, którq potrafił 
sobie pozyskać piękny \Vislaw. książę na Wiślicy, 
oraz opisem zemsty, dokonanej na nich przez Wal- 
gierza, przy pomocy brzydkiej siostry księcia. Wopo- 
wiadaniu naszego autora ta wlaśnie druga część no- 
welli jest szczególowiej, b
z pomijania scen wielce 


. 



 
, 


. 



 


to
>>>
. I \ 
I 
.' \ 
,-.. 
'Q)' 
t :;;; 
rn 
.;:: 
o 
G) 
'bo 
o: 
..... 
:;;; 
CI) 
] 
:c 
i53 
::s 
rn 
. '0. 
o 
. -"d 
I .... 
.. 
N 
....... 
O 
O 
..... 
N 
'O 
O 
1-1 
Oj 
bJ 
O 

:: 
..... 
Q 
'i1J 
CI) 
..... 
P- 
Oj 

 
N 
..... 
.CJ 
O 
'O 
O
>>>
e- 
ł ...... 
'0)' 
:;;i 
rn 
.;:: 
o 
G) 
'bo 
o: 
..... 
:;;i 
... 
:9 
:c 
i:i3 
::s 
rn 
t 'p, 
o 
. .4 
.... 
. .. 
i 
 
. 
"O 
o 
.... 
N 
'O 
O 

 1-1 

 
b1 
O 
I 
::: 
II ..... 
!:: 
-m 

 ... ., CI) 

 rZ .... 
O- 
g 
 
iii 
.... 
I .CJ 
O 
'O 
O 

 


!I 
II
>>>
I
>>>
ł-3' 


drastycznych, opowiedziana, jakby wystęrek silniej 
zajmował jego wyobraźnię, niż przygody rycerskie. 
JA
KO z CZARNKOW A, archidyakon gnie- 
źnieński, podkanclerzy za czasów Kazimierza W., 
oskarżony po śmierci krola o przywłaszczenie sobie 

zęści jego skarbów, więziony, potem tułający się po 
Slązku czas jakiś, człowiek namiętnego usposobienia, 
dumnego i upartego charakteru, niezbyt głęboko 
ukształcony, przesądny, niepospolitym obda:-zony ta- 
lentem żywego malowania ludzi i wypadków, pozo- 
stawił nam pod nazwą "Kroniki polskiej" właściwie 
pamiętnik swoich czasów. Pierwszy to u nas utwór 
literacki, w którym osobistość autora, jego uczucie 
i namiętności, jego sympatye i antypatye, występują 
bez obsłony i nadają opowiadaniu ton odrębny od 
wszystkich zabytków dziejopisarskich, jakie go po- 
przedziły. Pierwszy to także utwór, w którym po- 
dane są nie ogólnikowo i retorycznie zabarwione, jak 
w dawniejszych kronikach, lecz szczegółowe charak- 
terystyki osób i obrazowe przedstawienie V\.ypadków. 
"Czytając żywe opisy Czarnkowskiego - mówi Jan 
Szlachtowski - oddychamy niejako życiem owego 
czasu, rozwiniętem silnie pod względem politycznym 
i religijnym w naszej ówczesnej społeczności... Licz- 
nie rozrodzona i burzliwa szlachta wielkopolska ni- 
gdy wprzód nie wystąpiła w takiej liczbie, a jednak 
charakter każdej osoby oddany dobitr.ie i z prawdą. 
Szeroko rozpisał się Czarnkowski o wzajEmnych na- 
padach dwóch stronnictw, na które się szlachta wiel- 
kopolska podzieliła... Po ziemiach poznańskiej, ino- 
wrocławskiej, brzesko-kujawskiej, sieradzkiej i kali- 
skiej uwijają się Grzymalici i Nałęczowie, pustoszą 
tych ziem miasta i wsie, świeckie i duchowne; a idąc 
za opO\\"iadaniem Czarnkowskiego, z opisu jego łatwo 
obeznać się z każdą niemal mieściną, z wielu wsiami 
i ich ówczesnem polożeniem... Wszędzie podaje on 
obok czynów osób działających powody wewnętrzne 
tego działania, i aby wypadki bieżące jaśniej przed
>>>
74 


stawić, autor nasz sięga nieraz w przeszłość ubiegłą." 
Bezstronnym oczyvlTiście Janko przy swym tempera- 
mencie być nie mógł, a nieprzyjaciół swoich, księży 
(później biskupów) Zawiszę i Mikołaja z Kurnika, 
ostro i namiętnie napIętnował. Pisał pod chwilowem 
wrażeniem; o poprawność, dobrą kompozycyę wcale 
nie dbał; stąd jedne rzeczy zbywa krótko, nad dru- 
giemi rozszerza się zanadto, a ważne wypadki cal- 
kiem niekiedy milczeniem pomija. Opisał głównie 
czasy panowania Ludwika węgierskiego, poprzedziw- 
szy je zwięzłą charakterystyką Kazimierza W.; do- 
prowadził zaś swój pamiętnik do przyjazdu młodziut- 
kiej Jadwigi. t 
Przetłómaczył jego pracę na język polski Zy- 
gmunt Komarnicki, lecz nie została ona jeszcze do- 
tychczas ogłoszona drukiem. 


IX. 


W XIV-m wieku u;':azują się pierwsze zabytki 
w języku polskim spisane. Służą one naturalnie wy- 
łącznie potrzebom religijno-kościelnym. Za wzór, któ- 
rego się częstokroć niewolniczo trzymano, slużyła 
nam znacznie wcześniej rozwinięta literatura czeska, 
zarówno pod względem pisowni, jak zasobu wyra- 
zów, rymów, nawet składni. 
Nie wystawiamy sobie dzisiaj należycie trudno- 
ści, jakie napotykało niegdyś samo wyrażenie dźvlTię- 
ków polskich za pośrednictwem abecadła łacińskiego. 
Dźwięków odrębnych mamy przeszło 50, a liter tylko 
24. Trzeba było obmyślić sposoby posłużenia się te- 
mi literami, ażeby choć w przybliźeniu oddać głoski 
mowy ojczystej. Na wzór Czechów użyto ku temu 
naprzód litery rzadko w łacinie używanej, to jest z, 
przydając ją do innych w tym celu, ażeby oznaczyć, 
że owe inne litery wymawiają się inaczej niż w ła- 
cinie. A wiec es znaczyło tylko, że c ma się wyma- 


f
>>>
'/5 


t 


wiać jak c, e nie jak k. Litera Y. również mało 
v ła- 
cinie używana, posłużyła do oznaczenia później zmięk- 
czeń, a więc: nye pisano tak jak dziś nie (t. j. ńe). 
Do oznaczenia dzisiejszego brzmienia cz długo uży- 
wano ch i t. p. Oczywiście, że takie nader ułomne 
środki nie mogiy zadość uczynić potrzebie; pisownia 
nasza aż do wieku XVI nie była ustalona i ulegała 
ciągłym przemianom; nieraz też z powodu jej bała- 
muctw trudno wiedzieć napewno, jak naprawdę 
brzmiał ten lub ów wyraz. 
Niemniejszą trudność sprawiało \.vyrażenie pojęć 
oderwanych. Przedmioty podpadające pod zmysły ła- 
two było nazwać, lecz pojęcia nadzmysłowe: religij- 
ne, filozoficzne, moralne, nie miały w znacznej mie- 
rze terminologii ustalonej; trzeba ją było tworzyć. 
I -tu również trzymano się wzorów czeskich. 
Rymy wreszcie, budowa wierszy i zwrotek mu- 
siały także być zapożyczone od pobratymców, bo 
przypuszczenie istnienia w owej dobie pieśni ludo- 
wych rymowanych, któreby za wzór służyć mogły, 
nie da się utrzymać. To też bardzo długo widzimy 
niemal mechaniczne przepisywanie pieśni czeskich. 
Te trudności mając na uwadze, nie będziemy 
wymagali po naszych szczupłych zabytkach z XIV 
wieku jakichś zalet literackich; są one jakby gawo- 
rzeniem dziecka-narodu, zdobyw-ającego się na odda- 
nie w języku własnym pojęć i uczuć, z zewnątrz za- 
czerpniętych. Są one bardzo cennemi pomnikami jQ- 
zyka, lecz wartości literackiej nie posiadają. Pokrótce 
więc tylko im się przyjrzymy. 
Najdawniejszą pieśnią. naszą jest BOGARODZIC.-\. 
(właściwie BogIwodzica). Mniemanie, jakoby była 
utworem św. Wojciecha jeszcze, niema najmniejszej 
podstawy. Zapisano ją (o ile dotychczns wiemy) do- 
piero na początku wieku XV; ale poniew-aż już wte- 
dy uważano ją za da\'\!ną, możemy jej początek od- 
nieść najwyżej do pierwszej połowy wieku XIY-go. 



 


f 
. 


ł'
>>>
;-6 


l\lam tu na myśli tylko pierwsze dwie jej zwrotki, .. 
zakończone przyśpiewem: Ilyrie eleison. 
Pierwsza zwrotka, będącA. modlitwą do Matki 
Boskiej, by nam u Syna swego wyjednała odpuszcze- 
nie grzechów (spust winam), niewątpliwie powstała 
naj Jawniej i stanowiła samoistną w sobie całostkę. 
Bezpośredniego jej wzoru nie odszukano w obcej lite- 
raturze, wskazano tylko możliwość podniety do jej 
utworzenia w pieśni niemieckiej: "Sant 1'v1arei muoter 
unde maid" (Święta 1\laryo, matko i dziewico); ale 
wyraz czeski (matko z/Volena = wybrana) i skladnia, 
częściej się w czeskich niż polskich zabytkach znaj- 
dująca (Bogiem sławiena). wskazują, że urobiona zo- . 
stała pod wpływem wzorów pobratymczych. Wiersze 
są ośmiozgłoskowe, z wyjątkiem ostatniego, przed 
przyśpiewem: "ziści nam spust winam, li który może 
wypadałoby rozłożyć na dwa trzyzgłoskowe; \v ten 
sposób otrzymałoby się z\vrotkę nie pięcio-, lecz sze- 
ścio-wierszową. 
Druga zwrotka jest modlitwą do Chrystusa, że- 
by przez pamięć swej męki dał nam na świecie 
..zbożny pobyt," a po śmierci "rajski przebyt. " Wzo- 
rem jej była starożytna pieśń czeska: "Hospodine, 
ppmiluj ny." Budowa jej jest odmienną od budowy 
pierwszej zwrotki; poczqtkowe bowiem dwa wiersze 
są II-zgłoskowe, a następne dopiero S-zgłoskowe. 
J ta zwrotka pierwotnie stanowiła odrębną całostkę. 
Dalsze części, znajdujące się w rękopisie z po- 
czątków :XV wieku, nie mają już przyśpiewu: Kyrif! . 
cleison, są dłuższe; budowa strof jest różna, jak 
i wiersze je składające są różnej długości;-rymy by- 
wają przekładane. Zaraz po wspomnianej tu drugiej 
zwrotce następuje pieśń, którą można wielkanocną 
nazwać, mówi bowiem o Zmartwychwstaniu Pań- 
skiem, a kończy się modlitwą do Adama. "bożego 
kmiecia," by nas tam zawiódł, gdzie "królują anieli." 
Za nią dopiero, wbrew logicznemu tokowi myśli, 
jjzie pieśń O :\Ięce Pańskiej, zakończona modlitwą do
>>>
77 


. 


Matki Boskiej i do Chrystusa, by nas do raju dopu- 
ścili, gdzie się radują "wsze niebinskie siły." 
Zdaje się, że te cztery pieśni, objęte najdawniej- 
szym odpisem, niewątpliwie istniały już w wieku XIV; 
inne, w późniejszych odpisach dodane modlitwy, za- 
równo do Matki Boskiej, jak do rozmaitych świętych, 
pochodzą prawdopodobnie z początków XV stulecia. 
Sposób wyrażenia jest w owych czterech pieśniach 
jak najprostszy: autorowie nie starali się o zwroty 
poetyczne, wypowiadali tylko myśli lub uczucia ogól- 
no-chrześcijanskie bez żadnego indywidualnego za- 
barw'ienia. To też pieśni te rozważać należy jako 
pierwsze próby wypowiedzenia myśli i uczuć w for- 
mie określonej rymami, nie zawsze prawidłowo zacho- 
wyvlTanemi, często będącemi tylko mniej lub więcej 
blizką asonancyą. Pieśni te miały wielkie znaczenie 
dziejowe; stały się pobudką bojową, śpie\\'aną przez 
wojsko przed zaczęciem bitwy, i towarzyszyły nieje- 
dnemu zwycięstwu. 
Prócz "Bogarodzicy," zabytkiem religijnej poezyi 
naszej wieku XIV jest jeszcze "Pozdrowienie Maryi, u 
którem kaznodzieje często swe nauki rozpoczynali. 
Składa się ono z 9 trzywierszowych zwrotek o ry- 
mie jednostajnym; dwie pierwsze są ośmiozgłoskowe, 
trzecia krótsza, sześcio- lub siedmiozgłoskowa. Tre- 
ścią jest prośba, by nas "opętanych wielkiemi niemo- 
cami," Matka najświętsza, która gdy się modli, to się 
"modlą śwyccy (=wszyscy) święci tegdy," a gdy 
ona milczy, i oni milczą również, \vstawiła się za na- 
mi do Tego, "jen śwytkim światem rusza, jego wsza 
twarz słusza," a niewątpliwie wysłuchaną zostanie. 


. 


X. 


Inne polskie zabytki z Xl\T wieku są prozą pi- 
sane. Na pierwszem miejscu, i jako utwór natchnie- 
nia poetyckiego i jako dużą księgę, postawić należy
>>>
78 


"Psałterz floryański," zwany dawniej Psalterzem Mał- 
gorzaty albo Maryi. Jest to przekład wszystkich 150 
psalmów t. zw. Dawidowych, dokonany na podsta- 
wie starego t!ómaczenia łacińskiego, odmiennego od 
tak zwanej "wulgaty," to jest tekstu przyjętego przez 
Kościół katolicki. Że tłómacz, czy tłómacze mieli ku 
pomocy i przekład czeski, to zdaje się nie ulegać 
we.rpliwości. Egzemplarz, jaki posiadamy, nie jest 
autografem, ale odpisem, przepełnionym błędami; od- 
różnić w nim można różne charaktery pisma. Ręko- 
pis pochodzi z końca XIV wieku, ale przekład, któ- 
rego on jest odpisem, jest dawniejszym, nie sięga 
atoli wieku XIII. Tłomaczenie wcale się zaletami lite- 
rackiemi nie odznacza, a w wielu razach jest błędne 
i mętne; trudno było bowiem przekładaczowi dobrać 
odpowiednich wyrazów na oznaczenie pojęć \v tek- 
ście łacińskim wskazanych. Jako najobszerniejszy za- 
bytek polszczyzny z wieku Xl\', "Psalterz Floryański" 
ma wartość ogromną i stał się przedmiotem wielu 
badań. 
Wydanie krytyczne sporządził Władysław Ne- 
hring p. t. ,.,Psalterii Florianensis partem polonicam ad 
fidem codicis recensuit, apparatu, indice locupletissi- 
mO instruxit" (Poznań, 1883). 
Do przekładów, przynajmniej częściowych, na- 
leżą również dwa zbiorki naj dawniejszych kazań na- 
szych. Jeden nazwano "Kazaniami świętokrzyskiemi," 
drugi ,.,Kazaniami gnieźnieJ"1skiemi." 
"Kazania świętokrzyskie" (odkryte i wydruko- 
wane r. 1891 w Warszawie, przez Aleksandra Briick- 
nera) dochowały si
 tylko ułamkowo na zrzynkach 
pergaminowych, których użyto do oprawy innej książ- 
ki. Są one krótkie i suche; może to tylko zarys ka- 
zań, które mówca obszerniej rozwijał. Lubuje się au- 
tor w działach j poddziałach, jak niemniej w allego- 
ryczO€m objaśnianiu Pisma ś. Gdzieniegdzie wplata 
kaznodzieja wiersze rymowaJ
e. Jest tych kazań pięć: 
(w dzień ś. Michała, Ś. Katarzyny, Bożego Narodze- 


-
>>>
7
 


nia, Trzech króli, Gromniczny). Talentu kaznodziej- 
skiego nie okazują, są poważne i systematyczne; po- 
sługują się w przykładach wyłącznie Biblią. 
"Kazania gnieźnieńskie (krytycznie wydane 
przez WI. I\Iehringa, 1 b97, w Krakowie) wyróżniają 
się od "świętokrzyskich" pewną serdecznością, przy- 
tern naiwnością, a niekiedy i rubasznością; przema- 
wia tu jakby sędziwy kapłan, stosujący się do niskie- 
go poziomu umysłowego słuchaczy swoich; lubi on 
legendy, nie rażą go nawet drastyczne szczegóły. Styl 
jego jest ociężały i pełen powtarzań. Kazań tych 
mamy dziesięć: cztery na Boże Narodzenie, dwa o Ś. 
Janie Ewangieliście i po jednem o śś. Janie Chrzci- 
cielu, Vvawrzyńcu, Bartłomieju, Maryi Magdalenie. 
Dodawszy do powyższych zabytków "Spowiedź 
powszechną, Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę 
w Boga," zapisane w rękopisie z r. 1375 (wydru- 
kowane przez \VI. Wisłockiego w "Katalogu rękopi- 
sów biblioteki Uniwersytetu jagiellońskiego," Kraków J 
1877-81), będziemy mieli wszystkie skromne zaso- 
by utworów polskich treści religijnej z XIV wieku. 


Xl. 


Co do świeckich zabytków w języku polskim, to 
pieśni nie mamy ani jednej; brak u nas tych żywio- 
ław świata rycerskiego, jakie na Zachodzie wywołały 
poezyę trubadurów, truwerów, minezengerów, nie 
sprzyjał nawet ich naśladowaniu; ani pieśni, ani opo- 
wiadania o przygodach rycerskich nie przedarły się 
do nas (oprócz owej powiastki o Walgierzu Wdałym, 
\Y języku łacińskim); chociaż znajdowały donośny 
i rozległy odgłos u Czechów. 
Drobne ułamki prozy świeckiej z końca XIV go. 
stulecia zawdzięczamy wyłącznie potrzebie uczynie- 
nia zadość praktycznym wymaganiom życia. Miesz- 
czą się One w zapiskach sądowych, jako roty przy-
>>>
80 


siąg i zeznania świadków. \Vydał je i objaśnił Ro- 
muald Hube p. t. "Roty przysiąg krakowskich z koń- 
.ca wieku XIV" (Warszawa, 1875). Są to oczywiście 
zabytki t
rlko językowe, nie literackie. 


Epoka druga, 
literatura szlachecka. 
Do początków XV wieku żadna herezya reli- 
gijna nie miała do Polski przystępu. Przeciągające 
przez nią w drugiej polowie XIII-go stulecia zastępy 
sekty "biczowników" nie wniosły żadnej idei, ktora- 
by zamącić mogła naukę kościoła katolickiego, a je- 
żeli jaki wpływ wywarły, to chyba ten tylko, że 
obudziły chęć pos;adania śpiewów religijnych w ję- 
zyku ojczystym. \IV XV-tym wieku stan rzeczy się 
zmienia: husytyzm wstrząsa ustalone już pojęcia i po- 
budza do krytycznego myślenia nawet ludzi świec- 
kich, co, niezależnie od dogmatów, wstrząsająco po- 
działać musiało na duszę. Równocześnie zaś wzmo- 
żenie się znaczenia politycznego szlachty wywołuje 
jej antagonizm z bogatem duchowieństwem, kt( Iry 
przechodzi rOżne koleje. lecz wydaje nader ważny 
wynik: uczestnictwo, zrazu drobne, potem się potę- 
gujące żywiołu świeckiego, a mianowicie szlacheckie- 
go w literaturze. 
1Iiasta, niemieckie wciąż jeszcze, lubo wielce 
zamożne i wpływowe w XV-m wieku, nie umieją się 
przeciwstawić skutecznie wzrostowi przewagi szla- 
-checkiej, lud zaś, niegdyś składający się z klas róż- 
nych (niewolniczej, napół wolnej i całkiem wolnej), 
zgnębiony, nieoświecony jako masa, nawet o spółza- 
wodnictwie ze szlachtą myśleć nie mógł, a nie zna- 
lazł wśród królów żadnego, coby się na nim oprzeć 
próbował.
>>>
8ł 


Tym sposobem szlachta, ograniczy
's;::y władzę 
królewską, i nie mając żadnego spółzawodnika, sze- 
roko się w literaturze rozpostarła. Nie znaczy to, że. 
by autorowie z samej tylko szlachty pochodzili, gdyż 
z różnych stanów (miejskiego i kmiecego) ich szeregi, 
się zapełmały, tylko, że i ci stawali się zwykle wy- 
znawcami poglądów szlacheckich. vVprawdzie nie 
brakło nigdy takich, co choć słabo, ale bądź co bądź 
protestowali przeciwko wyłączności szlacheckiej, lecz 
protesty takie bardzo długo pozostawały bez żadnego 
widomego skutku. Indywidualizm szlachecki, wyrażo- 
ny w wierszu Piotra Zbylitowskiego: "On Polak, ja 
też Polak, a cóż ma nad mię mieć?" święci najświe- 
tniejsze swoje tryumfy. 
Z duchowieństwem, które w swych wyższych 
dostojnikach przeważnie się z& szlachty składało t 
świeccy zostawali \v mniej lub więcej nap!"ężonym 
antagonizmie; ostatecznie jednak antagonizm ten nie 
wypadł na wielką szkodę kleru. Utracił kler wpraw- 
dzie zdobyte w poprzedniej epoce prawo wyboru 
swych dostojmków
 lecz pomimo burzy reformacyj- 
nej, potrafił utrzymać rząd nad duszami aż do ostat- 
niej ćwierci XVIII stulecia. 
Główną id.ą szlachecką była obrona "wolno- 
ści," łączona wprawdz:e z ideą całości Rzeczypospo- 
litej, ale dość luźnie. Była cna wyrazem silnie roz- 
winiętego indywidualizmu, umiejącego wprawdzie 
skladać wiejkie ofiary na ołtarzu dobra ogólnego, lecz 
pod warunkiem! że one z jej nieprzymuszonej woli 
wyplyną. Ponieważ pobudką do nauki były wśród 
szlachty okoliczności zewnętrzne, nie zaś Szczere umi- 
łowanie wiedzy dla niej samej, zachodziły więc w prze- 
jawach oświaty szlacheckiej częste zmiany, które wy- 
razić mOżna przez podział tej epoki na cztery okresy: 
1) Wiek XV-ty jest chwilą rozbudzenia się ży- 
wiołu świeckiego do życia umysloweg0. 
2) Wiek XVI i część XVII - to czas najświet- 
"
>>>
32 


niejszego stosunkowo rozkwitu umyslo-,vości szlache- 
ckiej. 
3) Przeważna część wieku XVII-go i polowa 
XVIII-go-to doba zacieśnienia widnokręgu duchowego 
i upadku smaku. 
4) Druga połowa wieku XVIII-go - to drama.- 
tyczny morr:ent wysilków, by zażegnać rozklad Rze- 
czypospolitej szlacheckiej. 


OKRES l. 
(r. 1400 - 1505) 


:Cudzeuie się ży"
jołu ś-wieckiego.- 
Ś-wit humanizmu. 


Trzy glówne czynniki nadały :XV-Gm wiekO\\i 
odmienną od poprzednich barwę pod względem umy- 
slowym: wzmożenie się żywiołu ś}Nieckiego w zna- 
czenie polityczne i oświatę, ruch husycki i huma-' 
mzm. 


1. 


Zachęcone przykładem wyższego duchowień- 
sl\va, które już w XIII stuleciu zdoby!o sobie samo- 
rząd i niezależność od władzy książęcej, możnowładz:- 
two świeckie dążyło również do pozyskania udziel- 
nych przywilejów, do wytargowania ustępstw z władzy 
monarchicznej, do oswobodzenia się od ciężarów po- 
datkowych i zawładnięcia przewagi nad innymi sta- 
nami państwa. Wyn
kiem tej dążności było już 
w ostatniej ćwierci wieku XIV zawarowane paktem 
koszyckim, oswobodzenie całej szlachty' od dawnych 
powinności względem króla samowładnego. Wzrósł- 
szy na siłach w skutek połączenia się Litwy z Pol- 
ską, rozgromiwszy Krzyżaków poj Grunwaldem, szla-
>>>
00 


chta podjęła walkQ z duchowieństwem, zbyt chci- 
wem na dziesięciny i 2-byt pochopnem do pociągania 
świeckich przed sąd kościelny. Powolywana paro- 
krotnie do narad, sama teraz zaczęła odbywać zjazdy 
i wyrabiać w sobie świadomość o swem znaczeniu 
w pali.stwie. vVzamian za przychylenie się do żądali. 
króla Władysława Jagiełły, wytargowala sobie (r.142
 
i 1431) nietykalność wbsności i osoby swojej, a w r. 
1438 pragnę!a mieszczan wykluczyć od beneficyów 
duchownych. Król Kazimierz Jagiellończyk dzialał po 
części w myśl dążności szlacheckich, gdy odzyskał 
swą stanowczością prawo miano\Vania biskupów, ja- 
kie mieli pierwsi Piastowie. Uzyskane w ciągu j. go 
panowania prawo zbierania się na sejmiki, będące or- 
ganem samorządu, ustalilo n a zawsze znaczenie poli- 
tyczne szlachty; a osiągnięte przez nią za Jana Ol. 
brachta (r. 1496) przytwierdzenie chłopów do ziemi, 
uczyniło ją panią życia i śmierci swych poddanych, 
odebrFoie zaś mieszczanom prawa nabywania mająt- 
ków ziemskich, niedopuszczanie do wyższych dosto- 
jeństw, nawet kościelnych. nikogo prócz szlachty, za- 
pewniło jej stanowczą wyłączność polityczną. Chłopu 
jednego tylko syna, jeśli miał ich więcej, wolno bylo 
do szkół albo do rzemiosł posyłać. 
Ponieważ orężem, którym walczyć wypadło dla 
współzawodnictwa z duchownymi i dla uzyskania 
wplywowego stanowiska w urzędzie była oświata, 
rzucił si? do niej żywioł' świecki i niebawem zajął 
względem dotychczasowych przedstawicieli wiedzy 
stanowisko krytyczne, zarzucając im zaniedbanie nau- 
ki i gnuśność. Do zajęcia jakiegokolwiek wyższego 
urzędu w państwie, do sprawowania posdstw, do 
wszelkich czynności dy

lomatycznych, niezbędną była 
dobra znajomość łaciny. Potomkowie tych, co jeszcze 
w połowie XIV wieku jej nie rozumieli i musieli mieć 
sobie sprawę wyłożoną po po
sku, obecnie w coraz 
większej liczbie świetnie nią mówić i pisać potrafili. 
Zapamiętajmy ten utylitarny wzgląd, który. skłonił
>>>
84 


świeckich do nauki, gdyż on posJuży nam kiedyś do 
wyjaśnienia cech póżniejszego u nas zwrotu w ży- 
ciu umysłowem. 


II. 


Akademia krakowska stała się główną siedzibą 
nauki, głównym środkiem jej szerzenia. Na prośbę 
Jadwigi i Władysława Jagitłły, papież Bonifacy IX-y 
zezwolił na zaprowadzenie w S3kole głównej wykła- 
dów teologii, z prawem udzielania stopni naukowych: 
licencyata, magistra i doktora, z temi wszystkie mi 
przywilejami, prerogatywami i udpustami, jakich uży- 
wali promowani na podobne stopnie w fakultecie teo- 
logicznym paryskim. Jadwiga umierając, zapisala 
część swoich klejnotów na rzecz mającej się prze- 
kształcić akademii. W spełnieniu jej życzeń, 22 lipca 
1400 został uroczyście otwarty, w tak zwanym do 
dziś dnia kolegium jagiellońskie m (przy ulicy Ś. An- 
ny) uniwersytet zupełny z 4-ma wydziałami. Na wzór 
paryskiej Sorbony, miał On ustrój hierarchiczny i na- 
pół klasztorny. Studenci nie wybierali już sobie te- 
raz rektora, lecz był On przez grono profesorów na 
półroczne przewodnictwo powoływany i wraz z dzie- 
kanem trzech wydziałów, zawsze duchownymi (z wy- 
łączeniem wydziału lekarskiego, gdzie profesorami, 
a więc i dziekanem bywał świecki) miał pieczę nad 
wev,:nętrzne;ni sprawami zakładu; w porozumieniu 
zaś ze swym kanclerzem, t j. każdorazowym biskupem 
krakowskim, zajmował się sprawami ekonomicznemi 
i prawno pa:ństwo\Vemi, odnoszącemi się do akademii. 
Profesorowie mieszkali razem i stołowali się wspól- 
nie w "kolegiach," podobnie jak studenci w "bur- 
sach," z wyjątkiem tych, co mieli rodziców w .Kra- 
kowie. Surowe przepisy określały ściśle wszystkie 
szczegóły codziennego trybu życia; wykroczenia po- 
ciq,galy za sobą kary pieniężne.
>>>
85 


Ton główny nadawał akademii wydział teologi- 
czny. zarówno ze względu na swe znaczenie w umy- 
slach owoczesnych, jak i z powodu najlepszego upo- 
sażenia; profesorowie jego i dziekani zajmowali zaw- 
sze i wszędzie pierwsze miejsca. \V wykładach po- 
sługiwano się głównie dziełami Piotra Lombarda 
(t 1164) i Tomasza z Akwinu, chociaż znajdowali 
się także zwolennicy jego przeciwnika, Duns - Skota. 
Dzieła Tomasza, największego teologa - filozofa 
wieków średnich, znane u nas były, jak wiemy, już 
w XIII stuleciu; dzieła Duns-Skota w XIV; nie były 
więc nowością nawet w na!:;zym kraju; ponieważ je- 
dnak nie pojawił się wtedy w zakresIe teologii żaden 
pisarz od nich wyższy, nie można się dziwić, że je 
wciąż rozbierano i objaśniano. Teologowie krakow- 
scy w pierwszej połowie XV wieku odznaczali się 
nadzwyczajną gorliwością i mieli sposobność okaza- 
nia swojej wiedzy i zdolności nie tylko wobec coraz 
liczniej napływających do akademii sluchaczów, lecz 
także na szerszej i widniejszej arenie soborów po- 
wszechnych: konstancyeńskiego (1414-1418) i bazy- 
l
jskiego (1431-1--149), lub też w korespondencyi 
p..aukowej z uniwersytetami: paryskim, wiedeńskim, 
erfurckim, lips:
im. Zajmo\\ali oni nawet zarówno 
w teoryi, jak w praktyce, stanowisko wówczas po- 
stępowe, broniąc tezy wyższości soboru nad papie- 
żem i stawiając opór rozporządzeniom, jakie wbrew 
soborom kurya rzymska wydawała. Słynne były na- 
zwisl{a: Stanisla-łca ze Ska1"lJimierza, PalPla TVlodko- 
wica, Jana El!iota, Sędzilcoja z Czech la, lllikolajn, 
z Blonia,ToJJlasza ze Strzr:pina i wielu innych. 
W drugiej połowie XV-go wieku, nie mając si!- 
niejszych pobudek z zewnątrz, ustali w swej żarliwo. 
ści, tem bardziej, że sama natura przedmiotu nie na- 
dawała się do coraz dalszego rozwoju. Poszli więc 
drogą rutyny, a że hojne upo
ażenie wydziału teolo- 
gicznego zwiększało się ciągle nowymi zapisami, nie 
potrzebowali wytężać sił swoich, aby zjednać sobie
>>>
80 


sluchaczów; dostawszy zaś dobrą prebendę, chętnie 
w wykładach wyręczali się licho platnymi zastęp- 
cami.. . 
Tuż obok teologicznego postawić należy wy- 
dział "sztuk wyzwolonych," odpowiadający dzisiej. 
szemu filozoficznemu. Miejsce to zapewnila mu nie 
jego hierarchiczna godność, gdyż uważany był za 
najmlodszy, ale najwięks2-2 liczba katedr, oraz prze- 
pis, że przezeń musial przejść każdy, kto w innym 
fakultecie studya specyalne prowadzić zamierzał. Był 
to zatem rodzaj gimnazyum wyższego, do którego 
wstępować mogli chłopcy 14 letni. Główną tu nauką 
była filozofia scholastyczna i język łacióski; nie za- 
niedbywano wszakże matematyki i astronomii (wraz 
z astrologią). 
Filozofia scholastyczna przeważnie zajm:)wała 
się logiką, na podstawie pism największego filozofa 
greckiego, Arystotelesa, oraz jego średniowiecznych 
komentatorów: Piotra Hiszpana, Alberta Vvielkiego, 
Tomasza z Akwinu i Duns.Skota Ponieważ wszyst- 
kie najważniejsze metafizyczne kwestye rozstrzygnię- 
te już były przez teologię, filozofia musiała poprze- 
stać na subtelnem rozróżnianiu pojęć i stosowaniu go 
do zagadnień teologicznych. Jako gimnastyka umy- 
sł0wa, mogła się filozofia ta przyczynić do zaostrze- 
nia i wysubtelnienia grubych umysłów, choćby im 
nie dawała karmi naprawdę pożywnej. Jako przygo- 
towanie pod przyszły zasiew wiedzy, musiała schola- 
styka odegrać u nas taką samą rolę, co i w reszcie 
Europy; dlatego też uprawa tej umiejętności nie mo- 
ze być poczytywana za marnowanie czasu nawet 
w wieku XV, kiedy jeszcze wszystkie bez wyjątku 
uniwersytety europejskie jej hołdowały, usilując wlać 
w nią nOwe życie. O ile badania dotychczasowe 
wykazały, nie byli nasi profesorowie wydziału fi!ozo- 
ficznego umysłami twórczo-oryginalnymi, nie wprowa- 
dzili do wykładanych przez siebie części filozofii ża- 
dnego nowego pomysłu; ale bądź co bądź obeznani.
>>>
'87 


bQdąc ze stanem swej gałęzi w Europie, czytając nie 
tylko dawniejszych średniowiecznyetI filozofów, ale 
i nowszych, jak Wilhelma Occama (t 1347), Piotra 
z Ailly (de Alliaco, t 1425), bardzo gorliwie odda- 
wali się uprawie filozofii, przepisali i napisali mnó- 
stwo dzieł. 
Tacy mistrzowie jak: Jan z Glogowy, JJfic7uil 
z TV
'oclalVia, }'lichal z Bystrzykowa, (zwany "Pari- 
siensis," z powodu otrzymania w Sorbonie doktoratu 
filozofii), Jan ze Stobnicy mogliby chyba byli w każ- 
dym z ówczesnych, jeszcze niezbyt licznych uniwer- 
sytetów europejskich nauczać z powodzeniem. Naj- 
slynniejszym z nich zaró\yno za życia jak po zgonre 
był JAN z GŁOGOWY, Slązak rodem, ale wykształ- 
cony w akademii krakowskiej (t 1507). Za życia 
wsławił się głównie swoimi wykładami logiki Ary- 
stotelesa, oraz rozprawą o duszy, po śmierci książką 
o Fizyognomii, w której podał pewne cechy zewnętrz- 
ne usposobiet'l i uzdolnień duchowych. Mylnie jednak- 
że chciano go uważaó za twórcę kraniologii, to jest 
nauki o poznawaniu własności duszy z kształtu cza- 
szki; nie stworzył on w tej mierze nic nowego, po- 
zbierał tylko wiadomości, rozproszone w pismach au- 
torów grecko-rzymskich i średniowiecznych. 
Jak w filozofii. tak też w matematyce i astro- 
nomii połączonej z astrologią, profesorowie akademii 
nie odkrywali wprawdzie rzeczy nowych, lecz umieli. 
biegle obchodzić się ze znane:ni i p0trafili sobie 
wśród Niemców zwłaszcza owoczesnych zyskać po- 
ważanie i slawę, tak że kalendarze i przepowiednie 
(indicia), wydawane przez nich, utrzymaly przez czas 
dlugi wziętość niemałą, a na studya astronumiczne 
dążyh do Krakowa, w ostatniej mianowicie ćwierci 
XV wieku, dojrzali nawet mężowie z obcych krajów 1 
z Niemiec, .Węgier, Czech, nm/vet z Danii i Anglii. Ma- 
tClisZ z TJT?"oclawia, JaMb z Kobylina, Mateusz z Sza- 
motul, a zwłaszcza lIIarcin z Olknsza i TJTujcicch 
z Brudzewa, zarówno prelekcyami, jak i ogłaszanemi
>>>
88 


dziełami, rzucili błask wiełki na akademię w wieku 
XV-m. A chociaż Kopernik nie był prof-esorem tej in- 
stytucyi, i chociaż nie można sławy jednostki geniał- 
nej przenosić na szkoły, w których ona studya swe 
odbywała to przecież trujno nie uznać, że usilne za- 
jęcie się astronomią w akademii krakowskiej musialo 
się przyczynić do obudzenia zamiłowania ku tej nau- 
ce w młodym słuchaczu i że pośrednio, promienie 
późniejszej jego świetności spadły i na zakład, gdzie 
rozwój umysłu jego otrzymał pierwszą silniejszą pod- 
nietę. 
Działalność wydziału prawnego, który z począt- 
ku miał 8, potem 6 katedr, i lekarskiego, który miał 
ich wszystkiego dwie, nie zaznaczyla się wcale wy- 
raźniejszemi śladami, ani w historyj, ani w nauce. 
Zwykle też ci, co zamierzali się poświęcić umiejętno- 
ściom, na tych wydziałach wykładanym, udawali się 
do sławnych w jednym lub drugim względzie uniwer- 
sytetów zagranicznych, lubo nie brakło oczywiście i ta- 
kich, co znajomości teologii", a zwłaszcza "sztuk wy- 
zwolonych" tam poszukiwali, nie zadawalając się 
mądrością mistrzów miejscowych. Nie ponosiła na 
tern wielkiej szkody akademia krakowska, gdyż w koń- 
cu XV wieku uczęszczały do niej tłumy, z różnych 
narodowości złożone. 


III. 
W ruchu husyckim, wszczętym w Czechach, 
nie dogmata zajmowały Połaków, lecz strona jego 
polityczna i narodowa. Nienawiść ku Niemcom, tak 
namiętnie brzmiąca w odezwach Husa i jego zwolen- 
ników, krytyka duchowieństwa, myśl o unii z Cze- 
chami głównie złożyły się na to, że nawet vVłady- 
sław Jagiełło przez czas jakiś popierał dążności swe- 
go krewniaka, Zygmunta Korybuta, który na pomoc 
husytom do Czech pośpieszył. Zwyciężyła wpraw-
>>>
-
 
CD 
-- 

 
r/) 

 
O 
,!::s::1 

 

 

 


.,..-4 
.,..-4 
S 
CD 
'"O 

 
,!::s::1 

 
., 

 
,!::s::1 
., 

 

 
S 


.
 
CD 

 
r/) 

 

 
CD 
.,..-4 

 
,..!::s::I 
a: 
+J 

 

 
:.) 
O 

 


... ' , 
:
 
 
 
 :? o .ił cd 
 . 
_ 
 '" 
 5 'P 
 l;i _
 
 
 E 
 
 
I 
 '" :;:: CI! oj _ - 
 ::; c:: 
.
 c ., 
 -"= 
 
 -.: Q) .
::::; 
 

 --"., 
 .
 
 2 
.
 
 
 ";j 
1 _.,.. 
.
 
 . c:: -"= 
 I S :;:: 
 c::::S 
..; c.::::..
 
 ., - '" 
 
:2 
.... ..:o »2::: 
 aS" 
.E"O ;.-, 

 ' '" .
 
 c:: 
 ...:; :;: .c -o; 
 
 o UJ 
" I s, 
 
 b E .
 
 .
 .
 
 
 p. 
 
-t . :r7"'£i .:::; N t; .g9 
 oj Ó 2 '" 
 UJ- c 

 ....; c ",. Q)::: E c:: c: oD 
 c 
 ;::J 
..... 
 
 "':: 8
-g," t1.g 
 
 
 
.::::: I 
 _
 
 
 .. oj.. "O 
 ;::J 
 
 
 c:: 
.... 
 '-' :::.:: a 
._...:; --a o .- ---=- 
 
 :.:,;;. 

 I '" g 
 p. oj 
.
 oj 
 o 2 
 .
- c:: .6-. ?o 

 
 U;-! ;łiłłjf 

 

 
 
;;:: ... '" 
"t3 .
.;; t:t .
 8 oj 
 
 D 
 
...... "," 

 
 Uj ...:;5 o..E 
 
 
 
 
.
 Q 
 
 o...:::"(ir Q) o N o ""'...- 
 oJ 
;; 
 2 ;:; ,UJ 8 Q). 
 :;: 2"0 CQ 
 c::::" 
(;; ::':::::; 
 :::: .jr
 -2; .
 .- !i: .
 
 oj 
;:; '" 
 N -"\ -UJ o. o.
 
 ..:: 
 . "O 
 
,," 
 
 4 ej --.. ej li] "ł./} 
 
 
 ....., 
' .....0.......:7' Lo _ ""'.... 

 N Q) UJ 
.
 ł-O 
.
 C -= :J "c::?':) 
.£ -- c 

 CIJ 
 __ 
 ;:: 
 
 
 "e 
 
 
 
 

 1

 fl(
f I 

 
i
. jfL
t IJ
 
u 
t 
 
 
 · rY\ 

 . łi , 
 f\I/ 

 :
..s: 
 

-ś .. .,. 
 

 


. 
t
>>>
"
 
".- 
,..!xl 
UJ. 

 
o 
..lx:I 
03 

 

 
"- 
"- 
S 
J) 

 
t 03 
..lx:I 
I 03 

 
I. 
 

 
--+-J 
.1 03 
S 
"P"""':I 
J) 
ts;! 
UJ. 

 

 
J) 
"- 
p... 
..lx:I 
a: 
--+-J 

 
ts;! 
:..) 
o 
P-t 


- 


:;E 
r::: 
" 
... 

 

 
... 
..... 
.... 


E .
 
 
 
 O 
 
 E 
 ig 51 f1 6 
 
 o'" .
 .
 QJ I I I :... I . 

 
 .s .
 
 
 
 
 == 
 
 
 .
 
 g 
 c - 
 
 ::E _ UJ ..... 
 
 o I::: 
..,... - 2 :
 .Q "ił 
 
 
 
.....,.
 (Ij 
 _ "- ;: 
 ...... \.) . _ ... _. ...... 
 s:: 
 
 
 N t:: - Lo'" 
CQ CIJ 
 '- (Ij 
 "'
 
 QJ CQ od o ::: . _ .... :,;.. er.:, ,." "-" - UJ ........ 'o 
 ..::=:: .::: 
 

.....:... 0..0 b, "-'.......
 cCi3
 CIJ.
 . , 0) __ 
 
:::; łUC.
"";:1:::
::: cjL.u-(.) 
ł-....j"-'
 ......._ 
-'-..J ej .- _ I::$cQ ,,1.1..... ..... "---....... 
- UJ -'Cd
 O) a
 
.....,.::
 

 ot::: o...

 

i= Q)c;::: ........,.,.::: Q..'U) _


s:: Q -- o - 
t:.
'
 m.g ::s 
 
 
 oN UJ N '" C _ .!!j la _
 '" 
 
 e 
 
 t);: ';' '";; '" . o 'Ci)' Lo "', 0Jj-c: 
r-'1 
 C,.3 ()......... 
 .... r::: o 
 
 
 oJ -ł 
 

...... ej;:;: r-:: 
 ::: 
.;: ę,).
 
 F":::= 
 '-;:J 
_ d' C1J _ "'::: . 
 - --'.::
 c;.) ...... O """' 
 .... 
 -- .
 C L ..- .... -. 
"'
"' '00 of"', 
.
 0..,...::; .s-

 UJ o..t -.;;,: '" 0..-;:-, ....

;,. 
c [:?.g _ d . .,
.
.ił 
"0:000 --, 
 .
 
 Lo (/} ;:..: 
 
 .. 
 

. - b 
 -. 
 
 . ' .- ::; 
 
 
 u 
 
..... 
 
":j o 6 
 O) 
 i:: 
 ,_ 
- 
 .
....., '-: G .'!2 "O 
._ g o.. 
.
 
 ,
 
.; :::: .... 
 UJ.!!:!.c:.!::'N 
o 
 
 li] 
 Ot..... 
 Q)0 U'1.J::;....-:-.. 
.S: 
 ..c 
 ':) $...-;:J . 
 
 
.- 
.
 -ł;. :-. 
 .

 ::s 
-g 
,-:'_ "" "i' 'c: ._ "" _ '" _ -, 
 '-' _ "'"';;; 
.;: o ., - - ,- - N "'in.- d c: - J5 
'" r::q o.; co, '" 5 .
 
 :
 
 g 
 
 
 ::;:"'" UJ .,. :: '" .0':-0 
.
 
 .:.
- 5 
. .H::: E e S O 
g;; .:
 -O (j) _ o c - o 
 t.
 ZJ _._'
 - 

., 1J I:: 
 
.;;"
.
 oD . 
 c 
.
..'::: 
 Ni: 
 -g CI! Lo UJ-o 
7""" _
 
 . 
 ej 0 0: O) ;o;:: . :' - 'o ,e ",._ _.:::;: , 
 
 ;:;;:.::; UJ._? '-' - c '" '- '" '" ..., d"';;"" d ::I 
'-' _ _ ___ _ ,_ Lo . _ '" Co;) N '-' _ 
 
 B"
 '-' '- 
.
" 
 '-: ::::':: e . -o 0.- . 

 CI 
 8 ... 
 ..... 
 .
:.... CQ 
 
 .3 -N ;:: 
.
 ;:: "
.
 c: 
 - li] "'" 
 7""" 
 
 .- 
 
 
.c . 'Ci)' _ .. .... 
 o ;:! 

 

 8 tn
 en .


 .
._
 
 .
 
 _ _ ':......,... .
.
 o . 
 o .
 CQ"'CQ- 
g c: .S'-'
"""o(.o:oOo 

:..:: ł-ł..,LI,j ej L" - bOa) 

 -. c t:s "'1" " 6 ..... '- 
 .=o..c rJ..::ł 
 O -.. - po.... 
 t:: CO - 
 .
 
.
 1: N.9 ,. 
 
 ....."":z 
 
 C p-'
:-::.'"'"'"II C) ..... 
...."" ":j 
 _ O !'-' ;::: '" .c: UJ 
 o.. 
.£ . g.J:O _ :-::::.s :: u.ts 9 Co;) 
 ;:::.:::: ::::..:: -':::: .

 
 

..s 
._.. 
 7""-" 
 _ ..... ej ...::J 
"' '" Q.J .... _ _:::..ł 
 - ;:::!:..... "-" ..... ;:::::...... - 6 ..-...- Q) N - ' O 
..._ '-' cd bO 
 - 
 
 _ ;: :'o' C'\
 ::; . ':: _ O) N 

... -.;...... .... 
 - c 
.. . ...- . O..... N 
.!:: 
 O oN "-' rJ.:i ";; :::: w _ _...... 
 -, '" 3.. :;: o.. '" «::. ::. '" - "'.... 
 ".....0Jj o 0Jj 

.c 
:::;;. 
:,:.5 ;:;;: 
 :
'Q)"
 
 
(;.;:..O' ;,.:;;:; :; O 
 .;: 
 '" r::q 
 
 :: ;,. 
.;:; g: ::I -g. O 
C r
 i:; 1 
 e 
 
 
 '" Z .
 ::I ::: 
.
:" 
 -5 -g 
 
 ,..., $ s,
 
 
.
:::: oS .Ę:: . @ 
 O) t! 
r:::s ""..J............. li] O o _ "- co 
 _ .... Lo _ 

 CQ 
 E.
 
 I.-
 
 .:; __ .
 
 
 
 
 .g 
 P-. -.;:: 
 E 

 co oC "'.... 
 . - . _ _ :::: _ _ -o::q O r'ł- .
 ...::; 
 
;-..'"'"  :;$ - \oJ -- o,.;, -
 -. 
 - 
 - - ........,... 
c ., 
 t:: ...... - ;:o - 
 - - '" o o a 
 ,-:;:::;.;::; '-' 
.::::.., 
 ---,.Ci)' o N"O 

.::
 c c... 
 
",'
 c,;'
 N 
 -..: .d e c: _';:::: .
::q e _ ;:;!..::;'
 
 tO 
 5;-ó

 '" E-o 

 
 
 .
 "O ...... :;$":: 
 Lo C 
 .2.
 
 Z ej 
 ;;: 
... N N Lo :::: _....
 
 
 Rt 
 
 ::,.. 
.:-' U'1 Lo 
"':ł-=:; iS::I o'; 
:;: ., .e;:;-o 
: 
.
 0..: 

 '" '-' Ol. 
 ;;;;::
6 _-"'" .... E :;:o-
'--'C 
c !:: -'C .

 .
 
'1:; 
 
 
 ......::: .
 
 ::; a:3 ...... 
 N.";:!!? ...... 
 
 ,::: .
 "::"' "'" "" o.. o..
 .c: 
.

':;:&
E 

;
.-.
.o .;

 O Loo..
 C CQ
E
f;D :;::c:::.
..=
'-'
;,::;'" d
-uJ 
Co;) " "" 
U "'" 
 
 
 
 -o 
 i:: ;:; ;;. 
._ -o 
 '-' o o 
 '" ..s .::;.
 C Q.;g Lo::: : 'Ci)'-3 ::: .s 
_ co _
 c 
.:r.:::: 
 
 ;;-;: s.::: 
 
 
 
 .s 


C' 
c 
cd 
.
 
CI.. 

 


..... 
... 
.... 
.... 
... 

 
.
 

 


r!!" 
en 
::I 
ł- 
'--' 


.'" 
..,.- 
"'- 
.

 
'- 
co
 
:0::"" 
'" 
 

.
 
'" 
 
-'" 

 



)d 
Lo t:: 
O) 
g3 
'" . 
-'C
 
-0;"-' 
o 
 
P-.Q;I 
::: 
UJ- e 
5 ::I 
E 

5 
:..::..:;; . 
.
.o 

.
 C Q..C.o 
"- 
 [o 
 

..::; UJ 

 C 
 =.. 
Co;)
 O) oL 
S'
 
= 


 .!!J. 


 :.
 
CI.) Co;) e- 
.= 
 

 
 N t1 


.
:=: 



 N-m 

CQE:- 




 



.s 
;:: c 

!:: 

 c 
.g
 


{

r:- v
j1 
ti
 J


i
l: ¥t
1 Ji
 


j
.
! "':'5
{ 
l
 t 
i lti
.. ł!i r I 'I ? 

 \,
 



 
 
 M
 1 
 :
'ę1\Mi ..:: 
 

 
.
 
ł-eJJ VS f 
 
: · 
J 1: t 
-d;- iti

 



 


G'


 ::. \i.it 
ł1 W f. 
 (f) 


! 
łj
 ....
 t
.i
'f; ',' 1 f .... 
 


 i;
>>>

>>>
89 


dzie polityka katolicka Zbigniewa Oleśnickiego, lecz 
długo jeszcze w \Vielkopolsce istnieli zwolenn
cy hu- 
sytyzmu (Abraham Zbąski, Spytek z Melsztyna, Der- 
s}aw z Rytwian), których siłą zgnębić musiano, tak 
samo jak spalić kilku kaznodziejów husyckich 
(1439 r.). 
W literaturze bardzo drobne zachowały się śla- 
dy tego potężnego ruchu, przeciwko któremu król 
Władysław, przez Oleśnickiego znaglony, wydał 1'0' 
ku 1424 edykt wieluński, grożący konfiskatą majątku 
zwolennikom Husa. Prócz małego satyrycznego wier- 
szyka, wymierzonego przeciwko duchowieil.stwu ("Ka- 
płanie, nie mów często piwa nałej, Boć piwo jest 
dziwny olej"), mamy tylko listy po łacinie pisane do 
Zbigniewa Oleśnickiego i akademii krakowskiej, oraz 
Pieśń o Wiklefie, reformatorze angielskim XIV-go wie- 
ku, będącym dla Husa główną podnietą. I listy i pieśń 
napisał JEDRZEJ GAŁKA z Dobczyna, profesor aka- 
demii na wydziale teologicznym. Gdy kanclerz aka- 
demii, Zbigniew Oleśnicki, dowiedział się w r. 1449, 
iż w księgozbiorze Gałki znajdują się dzieła Wiklef.C-, 
własną ręką profesora przepisane, kazał go uwięzić. 
Gałka \vszakże zdołał uciec i schronił się na Ślązk 
pod opiekę księcia opolskiego Bolesława, który zoo 
stawał z duchowieństwem w niezbyt przyjaznych sto- 
sunkach i popierał husytów. Osiadłszy w Małym Glo- 
gowie, Gałka rozpisywal listy w różne strony, już to 
usprawiedliwiając się i oświadczając, it gotów odwo- 
łać swe twierdzenia, jeżeli o ich mylnoś:i dowodami 
z Pisma ś. będzie przekonany, już to wyzywając do 
czytania pism Wiklefa, bez znajomości których nikt, 
jak twierdził Jędrzej, dobrym teologiem być nie może. 
Przy liście do akademii krakowskiej załączył swój 
wiersz polski na cześ
 Wiklefa. Wiersz ten, składa- 
jący się z 14 zwrotek pięciowierszowych (6 zgłosko- 
wych) z jednostajnym rymem w każdej zwrotce, nie 
ma wcale wartości poetyckiej; a pod względem stylu 
jest bardzo słaby, ale jako pierwszy wyraz krytyki
>>>
90 


prawd, dotychczas powszechnie uznawanych, zJ.s!u- 
guje na baczną uwagę. 
W pierwszej części wysławia autor reformatora 
angielskiego, jako " mistrza, " któremu równego jak 
nie było dawniej, tak nie będzie "aż do dnia sądne- 
go." W drugiej występuje przeciwko kościołowi rzym- 
skiemu ("cesarskim popom, antychrystom"), który 
prawd
 tai, bając "łeż" pospólstwu, i \'-'zywa do 
z\valczania " antychrysta " nie mieczem, ale "słowem 
Jezu Krysta," wedle zalecenia Pawła ś.; kończy mo- 
dlitwą do Chrytusa, aby dał kapłanów, coby ludzi 
"wiedli prawdą" i antychrysta "pogrzebli." 
Prawdopodobnie do zabytków husyckich poli- 
czyć też motna zbiór kazań I) z pierwszej połowy 
XV-go wieku, po łacinie spisany, ale opatrzony glo- 
sami (t. j. tłómaczeniem niektórych wyrazów) pol- 
skiemi. Nie ma tu wyraźnych cech przekonań husy- 
ckich, ale jest ostre wystąpienie przeciwko ducho- 
wieństwu, co nierządem grzeszy, i dość lekkie trakto - 
wanie kultu Świętych. Zna autor postyllę Waldhau- 
sera, słynnego kaznodziei Niemca w Czecha:)h. 
Niewątpliwie pism husyckich było więcej, lecz 
je wyniszczyło zwycięskie duchowie1'1stwo katolickie 
w drugiej połowie XV -go wieku. 


IV. 


Humanizm jest to pełen zapału zwrot ku litera- 
turze i ideałom grecko-rzymskim. Widzieliśmy, że au- 
torowie starożytni me byli w wiekach średnich za- 
pomniani. Nie tylko dzieła ich przepisywano, ale 
i czytano. W XIII i XIV wieku nastąpiło pewne ich 


') Odkryty i opisany przez Aleksandra Brucknera \V "Pra- 
cach filologicznych" (Warszawa, 1893, t. IV, 561-586) pod tyto 
"Ka -
ania husyty polskiego."
>>>
gr 


zaniedbanie z powodu na:r.iętnego zajęcie. się filozofią 
scholastyczną. Atoli już w drugiej połowie XIV stu- 
lecia we \Vłoszech, przepełnionych pamiątkami staro- 
żytnemi, napowrót z ogromnem ożywieniem zaczęto- 
się rozczytywać w poetach i mówcach, najprzód 
rzymskich, a potem i greckich. Zapał ogarnął nie tyl- 
ko młodych, ale i starszych wiekiem. Słynni pisarze 
włoscy Dante, a szczególniej Petrarka i Bokacyusz
 
namiętnie się oddali studyom nad literaturą staroży- 
tną klasyczną i wywołali caly szereg zapalonych zwo- 
lenników. Zjawili się węjrowni prelegenci, którzy 
przebiegając z miasta do miasta, z entuzyazmem mó-- 
wili o klejnotach piękna zawartych w pismach Rzy-- 
mian i Greków, i entuzyazm budzić umieli. Dwór 
papieski stał się w XV m wieku ich potężnym mece- 
nasem. 
Zrazu szło im tylko o język czysto łaciIi.ski i styl 
piękny, wzorowany na najlepszych pisarzach, miano- 
wicie na Cyceronie; wkrótce jednakże przeniósłszy się 
myślą i wyobraźnią w świat pogański, z uwielbie- 
niem patrzeli na wszystko, co w nim powstało, przej- 
mowali się jego myślami i ideałami, z lekceważeniem 
mówili o scholastyce, która barbarzyńskim swym ję- 
zykiem i stylem raziła ich poc.,::ucie estetyczne, prze- 
ciwstawili jej filozofów starożytnych piszących ładnie- 
i przystępnie, a postępując wciąż dalej w zapale dla 
starożytności, chłodli względem chrześcijaństwa, a uży- 
wanie życia za cel najważniejszy poczytywali. ByJy 
zarody zepsucia moralnego w humanizmie, ale obja- 
wiły się one dopiero w drugiej połowie XV-go wieku 
we Włoszech, gdzie zresztą istnialo wiele innych je- 
szcze ku temu powodów. 
Do nas humanizm przedostał się stosunkowo. 
wcześnie, daleko wcześniej w każdym razie aniżeli- 
do Niemiec, tak że poj tym względem Polska XV w. 
niewatpliwie wyżej od r.ich staJa, była bardziej po. 
stępową. Z ;Joczątku zwolennikami humanizmu byl
 
i u nas tacy, co go ceni
i jedynie dla języka i stylu
>>>
2 


przekonaniami 
o\Viem swojemi stali na przeciwnym 
jego biegunie, będąc jeszcze wyznawcami idealów 
średniowiecznych. Troszczyli się oni o sprowadzanie 
'rękopismów autorów łacińskich, nieznanych jeszcze 
w Polsce, utrzymywali stosunki z głośnymi humani- 
stami włoskimi, jak z Eneaszem Silvio Piccolomini 
(późniejszym papieżem, Piusem II), Markiem Bonfilio 
i t. d. Do ich liczby zaliczyć należy ZbignielGa Ole- 
śnickiego, potężnego biskupa krakowskiego, później 
kardYllala, trzęsącego tronem za Władyslawa Jagiełły 
i Warneńczyka. który jako kanclerz państwa, starał 
się poprawniejszy styl w kancelaryi zaprowadzić 
i swój własny poprawić; -Adama 0winkę, kanonika 
ri:atedralnego krakowskiego, który napisał niedoszły 
do nas obszerny poemat historyczny po łacinie o czy- 
nach i słowach Kazimierza II (prawdopodobie Wiel- 
J;;:iego), oraz dwie elegie, naśladujące miary wierszo- 
we starożytne (tak zwane dystychy: heksametr z pen- 
tametrem), a poświęcone pamięci królewny Jadwigi, 
młodo zmarłej córki Jagiełły, oraz znaneGo rycerza 
Zawiszy Czarnego z Garbowa;- JJIarcina ze SluJlcy, 
.autora dwóch nagrobkowych wierszy, to heksame- 
trem, to dystychami; wreszcie 11Iikolaja Lasockiego 
-et 14.:0 roku), kanonika krakowskiego. dyplomatę, 
który wsławił się mową, stylem humanistycznym 
wskróś nacechowaną, jaką miał wobec papieża I\1iko- 
łaja V-go (r. 14-18), najgorliwszego opiekuna humani- 
stów, przedstawiając obraz nieszczęśliwych, do niewoli 
tureckiej zabranych jeóców i wzywając ojca ś. do 
wydania Turkom wojny, ażeby między innemi dopo- 
módz zagrożJnej Grecyi, tej "matce nauk," co nieba- 
wem (1453 r.) rzeczywiście mial a wpaść pod jarzmo 
"m:.Jzulmanów. 


\'. 


Nie tylko już stylem, lecz także usposobieniem, 
..poglądami i jjcalami humanistycznemi, lecz w zgo- 


-
>>>
93 


d:::ie z religią, przejął siG GRZEGORZ z SA:\OI
A. 
Urodzony w samych początkach wieku X\"-go 
w wiosce nad źródłami Sanu pJłożonej, w dwuna- 
stym roku życia, nie mogąc znieść surowcści ojca..- 
puścil się o własnych silach w świat dla zdobycia. 
wiedzy. Uczył się najprzód w Krakowie, potem 
w Niemczech przez lat pięć, utrzymując się z przepi- 
sywania i śpiewu, do którego miał przyrodzoną zdol- 
ność. Powróciwszy do stolicy ojczystej, zapisał się- 
r. 1428 do akademii, w pięć lat potem został baka- 
łarzem nauk wyzwolonych, a w r. 1439 magistrem. 
Równocześnie prowadził wykłady, które w uniwersy- 
tecie krakowskim były zupełną nowością. Z zapale m 
humanistycznym czytał i objaśniał Sielanki Wergiliu- 
sza, w sposób tak świetny i zajmujący, iż do sali 
wykladowej uczęszczali nie tylko młodzi studenci, ale- 
wszyscy znający się na literaturze. 
Niedługo jednak trwały te prelekcye; na wezwa- 
nie Jana Tarnowskiego, Grzegorz zajął się wychowa- 
niem dwu jego S) nów; niebawem z wychowańcami 
swymi wrócił do Krakowa, zawiązał stosunki z mę' 
żarni u:::zonymi. a mianowicie z Janem Dombrón'!.-(!, 
objaśniaczem Kroniki mistrza Wincentego. I z młody- 
mi królewiczami (Władysławem i Kazimierzem) za- 
znajomil się przez Tarnowskich. 
Ponieważ dał się poznać ze zdolności wierszo- 
pisarskich w języku laciÓskim, skreśliwszy nagrobki 
dla dziadka i wuja swoich wychowanców, więc otrzy- 
mał zlecenie ułożenia elegii na zgon \Vładysława Ja- 
gieHy r. 1-13-1. Rozkoszując się komedyami najdo- 
wcipniejszego pisarza rzymskiego Plauta, sam zaczął 
pisać komedyę, aie pracę tę zarzucił, postanowiwszy 
poświęcić się stanowi duchownemu. Ponieważ wa- 
kowało probostwo w poblizkiej Krakowowi Wieliczce. 
zapragnął je objąć i udał się do klasycznej ziemi hu- 
manizmu, do Włoch, najprzód do Bononii, potem do- 
Florencyi, gdzie naówczas bawił z dworem swoim. 
papież Eugf:1:USZ IV -y. \Vyjedna
\"szy ::iuuie bt:nefi-
>>>
'D-l 


cyum, choć go zatrzymywano l radzono wejść do 
kolegium śpiewaków papieskich, wrócił do kraju, 
osiadł w Wieliczce, oddając się jak poprzednio litera- 
turze, przyjmując odwiedziny uczonych (tylko nie 
.dyalektyków) i sam często zaglądając do stolicy. 
Gdy młody Władysław, przezwany później War- 
neóczykiem, wyruszd do \Vęgier, Grzegorz zostd 
jego kapelanem i gorąc;) się sprzeciwiał złamaniu za- 
przysiężonego z Turkami pokoju, utrzymując wbrew 
legato..vi papieskiemu, że słowa i przysięgi każdemu 
dotrzymać należy, że podstępowi Bóg nie blogosławi. 
Gdy legat - kardynał zwolnił króla z przysięgi, 
Grzegorz chciał się usunąć od obowiązków kapelaó- 
skich, lecz rozkaz Władysława i perswazye przyja- 
ciół odwiodły go od zamiaru. Nieszczęsnej bitwie 
pod \Varną przypatrywał się wraz 'z innymi księżmi 
ze wzgórza; po klęsce długo ni
 wracał do kraju, po- 
zostajac na Węgrzech, jako romocnik biskupa Jana 
Gary w wychowaniu dwu synów ..vielkorządcy Wę- 
gier, Jana Huniadego. Humanizm miał swego gorli- 
wego wyznawcę w biskupie, na dworze którego nasz 
Grzegorz zapoznał się z dwoma humanistami: Wło- 
chem, Piotrem Pawłem Wergeryuszem, i Grekiem 
z Cypru, Filipem Podokaterem. Prowadząc z nimi 
i z biskupem rozmowy o literaturze i historyi staro- 
żytnej, przy sposobn0ści rozwinął także swój trafny 
pogląd na pierwotne dzieje Polski, a Wincentego Ka. 
dłubka jako historyka, roddał surowej krytyce. 
Za powrotem do Polski, otrzymał od Kazimierz.: 
Jag:ellończyka arcybiskupstwo lwowskie w r. 1451. 
Wielce się zajmował podniesieniem stanu ekonomicz- 
nego dóbr arcybiskupich, sam prze:ł.. lat pięć z rzędu 
oiewał kazania we Lwowie, był surowym w kwali- 
fikowan:u kapłanów. Osiadl następnie \V założonym 
przez siebie Dunajowie, a nie zaniedbując obowiąz- 
ków, czytając teologów, nie zaniechał poezyi i filo- 
zofii starożytnej, lubił dysputy i wogóle szermierkę 
umysłową, dawał na swym dworze schronienie mę- 


-
>>>
05 


zom utalentowanym, jak np. wychodźcy włoskiemu, 
poecie i historykowi, Filipon'i Kalimachowi (Bltona- 
cors'i). Zmarł nagle r. 1477. Był dowcipny, lubił żar- 
ty, nieraz złośliwe, scholastyki nie cierpiał, jak pra- 
wdziwy humanista, nazywając ją "snem czuwają- 
cy
h" (vigilantimn sornnia), lekceważył astrologię, 
zalecał studyowanie medycyny i nauk przyrodniczych, 
ale przedewszystkiem poezyi i wymowy starożytnej, 
które nazywał bramami prowadzące mi do świątyni 
wiedzy i wyształcenia; kto bez ich znajomości zabie- 
rał się do nauk, był podobny, wedle jego wyrażenia, 
do człowieka, skaczącego przez mur do miasta, za. 
miast wejść do niego bramą. Jako dobry postrzegacz 
i znawcza duszy ludzkiej, był przeciwnikiem allego- 
tycznego wyjaśniania Pisma św. wobec pospólstwa, 
które łatwiej zrozumie i więcej cudowności w tern 
dostrzeże, gdy się mu powie, że ślepy odzyskał wzrok, 
że siedmiu dyabłów z opętanego wypędzono, niż gdy- 
by mu się rr.ówiło, że światło prawdy oświeca du- 
szę, lub że siedem grzechów opuściło człowieka. Ce- 
remonie religijne uważał za bardzo potrzebne, gdyż 
lud tern większe okazywać będzie posłuszet'lstwo dla 
przykazat'l boskich, im więcej w reiigii dojrzy rzeczy 
tajemnych i nieznanych sobie; "żadna bowiem tajem- 
nica (mysteriwn) nie jest w zasadzie swej tak święta 
i nietykalna, iżby bez osłony ceremonij mogła się 
uchronić od pewnego spospoEtcwania." Umiał też 
sam i postawą i pięknym głosem wrażać szacunek 
wszystkim, gdy odprawiał nabożet'lstwo; a w kaza- 
niach swych nie tyle powoływał się na teologów, ile 
starał się przemawiać do przekonania i uczucia; ra- 
dził też kaznodziejom studyować poezyę i wymowę, 
jako środki naj dzielniej dopomagające do przyswoje- 
nia sobie zdolności władania sercami ludzkiemi; 
tąd 
mowy starych ojców kościoła (Hieronima, Augusty- 
na), jako op.J.rte na studyach klasycznych, przeno!::ił 
nad mdle i czcze wypracowania nowszych teologów. 
Żałował, że kościół nie zezwalał na rozwody; mówił,
>>>
96 


że gdzie miłości niema, tam nic można twier':::zić, iż 
Bóg stadlo zlączył. Zachęcał do samodzielnego my- 
ślenia, rotępiał tych, co sami własnych poglądów nie 
mając, zajmują się wylącznie obroną zdań cudzych, 
zwłaszcza Arystotelesa, o którego pojęciach tyle to- 
mów popi
ano, że dziwić się można, iż jeszcze go lu- 
dzie nie rozumieją; wiele fałszu (mówił) kryć się musi 
w tych mniemaniach, które tyle podpórek potrzebo- 
wały, ażeby się utrzymać mogły; gdy tymczasem 
prawda sama przez się stoi w naturze i daleko sku- 
teczniej narzuca się poznaniu naszemu, nh to, co do- 
wod::eniem stwierjz
ć potrzeba. Znał względność po- 
jęć ludzkich, mianowicie o złem i dobrem; z nauk 
pierwszeństwo tym przyznawał, które pożytek pań- 
stwu rrzynoszą i dopomagają do życia dobrego. Zda- 
nie, że zwierzęta nie mają rozumu, poczytywał za 
wymysł ludzki; wszystkie bowiem istoty żyjące biorą 
początek z tych samych nasion (ab eisnem semini- 
lms) i z takiegoż zapłodnienia i wszystkie jednakowo 
bronią zachowania życia swego. 
Był oszczędny, wystawności nie lubił, z ziom- 
kami mało się wdaw2ł w rozprawy; uczt polskich 
unikal, sprzyjał natomia3t cudzoziemcom, zwłaszcza 
Włochom, podejmował ich gościnnie, nie żałował 
wówczas większych nawet wydatków. Przyjaciółkę 
Kalimacha, Fannię, do spolnych biesiad niekiedy za- 
praszal, ceniąc ją wysoko! lubo żartobliwe na nią epi- 
gra
lata pisywał. Był przystępnym dla ludu i gdy 
s ę po miasteczku Dunajowie przechadzał, lubił przy- 
stawać i wdawać się w gawędę zarówno z mężczy- 
znami jak z kobietami, co mu duchowni za złe mi*i 
i plotki z tego powodu niegodne rozsiewali. 
Zastanowilem się dłużej nad życiem Grzegorza, 
opisane m przez wdzięcznego mu Kali!ló1acha; bo też 
tylko z tego dziełka poznać można znaczenie nasze- 
go humanisty. To, co po nim pozostało, a pozostało. 
nader niewiele (bo dwie elegie, parę epigramatów 
i u.y.vek polemicznego wiersza przeciw biskupowi
>>>

>>>
ć 

i r!Vt rit
rd2o ff JI3tj)!e 1i4
OW b
o --tOoB
 
! .ł1i
J)le wrońcu d1r
epti1.
o(ettfffufatto fro J 
\ fi.!' tn!!)t1ief!otto 
e\J 'roł
 ft tWanllołt 
lill 
I fwłi
 tyie miaLi "I
r
a białego yle 'J'UJle
 
I 
o 
bJ) m

Oft,
i
 ą
 
n.
e
.pq
"
 
I.

..,- .
.. _.. . 
I. 
 I 
ł 


March '""łt.
>>>
- 


l 



--- 7 
( łh1ifirł'
(fatbitwłOju i;;; l
ffi
J!J bat
 "" I 
fQl b!, tałU rMitt
fćt1iebytitJ!' 
worał fr
 
1

b9frot d2ti4ł wt1i
b botoAt11Cf/Wfł46 i 
pił tra BAttt
t'( mLefA p paM by b!)t b
 fie I 
b!)t obiema 
e
mĄ tńt
w
cił.
tb!,ero( ! 
r

Ą
ffy fie t!tfl.

 Mtruty f
t1U 
j ros te t'
nit.M
r.

tnat} f te Bt1ittVAcbl
 
. te!' t'
c,;y 
a!es nt
dłthmltfo
 ftt'itt19 
i We utA '
ń 
m
es tAf eb m(da tTiroń 
I b
tQhAfo OObtt!)aJrObf4 b b to fam i
li(!1em 
I fij!)
.@a
.
08 ci ObPUri,ob3\et\tt moie"o 
l ł11tt
ło f te tu1efitm A bta tw
o VCWtttuJ 
matom fT!1tt tWe
ł
małJA 
rrAfoAł6 tUfv 
frww b06
tebliwie 

puit.
cł10łt. 

heto fie potem "h'btfJJ
 tenHJ f
!/A t1cwri J 
mi fp.:itwieNiwofcl otO/O co 

eb tol1;t bltlf ( 
rtat'h!)ł 
 Bb9 tn
L rt.abł/
rcqołt t
ł fłar.s 

pt mowtac.
At11e matu tebnj (tofh-c imi
1 
młttt fub
f/ft044f1e r
l-f
 iW/
 bopufttł4 
fu O

/titr i!
eftotnOćiłA mo!, Wffvttt 

'hA
/a wffatob d2« nmć

itbAtctwo/Gt o!J 
rA

f.
tb
 GALO mott t'Aefi nied1(1
 btb
 
ltć (O tt!Ot1Q bibbłe mowitii. 
 
,,/ 
Z5lb frola ncf1rĄ.Mar
Qtto
 

 '--''- tMb
tatxt
auA
 
,, 
 


Marcł-jołt. 


tl 


......J
>>>

>>>
97 


Gabryelowj), nie może dać wyobrażenia nawet o je- 
go uzdolnieniu wierszopisarskiem, a cóż dopiero o je- 
go pojęciach... Historya Władysława Warneńczyka, 
o której wspomina Kalimach, jako napisanej przez 
Grzegorza, do tej pory odszukaną nie została. 
Grzegorz nie był samorodnym filozofem pol- 
skim, za jakiego chciał go przedstawić Michał Wi- 
szniewski; był to czlowiek wykształcony humanisty- 
cznie, zakochany w autorach rzymskich, lubiący ja- 
sno i trzeźwo myśleć, spokojnie rozważać, a rozpra- 
wiać tylko z tymi, co mieli spólne z nim wyobraże- 
nia i zamiłowania. Na propagatora idei odpowiednim 
nie był, wpływu na społeczeństwo nie szukał, więc 
go też i nie wywarł. 
Nieporównanie większy wpływ, nie na społe- 
czeńst\vo wprawdzie, ale na rodzinę króla Klzimie- 
rza Jagiellończyka mial żywotopisarz Grzegorza, ów 
wywo!aniec włoski, Filip Kalimach (1437 t 1496), 
przez za
.: :zepienie upodobań humanistycznych w swo- 
ich \\ y-.:hm', dńcach, a mianowicie w Janie Olbrachcie t 
którego spółcLcśni poczytywali za Wzór króla-huma- 
nisty. 
Napomykając tu tyJko o Kalimachu, boć on do- 
dziejów naszej literatury pośrednio tylko wchodzić 
może, przechJdzę do rozejrzenia się w dalszych lo- 
sach humanizmu polskiego. 


VI. 
Jakkolwiek pierwsze zarody ruchu humanisty-- 
cznego były u nas bardzo wczesne, rozwój ich do-- 
konywał się nadzwyczaj powolnie. Przez lat kilka- 
dziesiąt Grzegorz z Sanoka był jedynym przedstawi- 
cielem humanisty nie tylko z języka i stylu, ale tak- 
że i z poglądów. Wszyscy inni, poświęcający się 
studyom literatury łacińskiej, przyswajali sobie, i to 
7 


-
>>>
fJ3 


niezupelnie, poprawmeJszq dykcYQ, uczyli się włada6 
miarami wierszy starożytnych VI szczupłej jeno mierze, 
bo wylącznie heksametrem i pentametrem, układali 
dystychami przepisy wierszowania łacińskiego, jak 
lJlarek z Opatmcca w swojem "Metrificale," ale poJ 
względem poglądów pozostawali na stanowisku śre- 
dniowiecznem, godzili scholastykę z humanizmem, 
a raczej, nie wnikając w rzecz glębiej, zestawiali je 
tylko ze sobą. Świadectwem tego są pozostałe z XV 
wieku liczne rękopismy, gdzie tuż obok wyjątków ze 
starożytnego autora albo też humanisty wIoskiego, 
znajdujemy traktaty teologiczne, filozoficzne, lub sa- 
tyry i powiastki pisane barbarzyńską łaciną. 
Rozpatrzenie się w niektórych z tych rękopi- 
smów I) dało bardzo zajmujące wyniki; wykazało bo- 
\. jem dubitnie cechę encyklopedyczną oświaty naszej 
w XV wieku. Całkowitych rękopismów, zawieraJą- 
cych dzieła autorów starożytnych, było wtedy jesz':7e 
ma
o; zazwyczaj znano ich z wyciagów, i te WiE lo. 
trotn:e przepisywano. Teologicznych i filozofi
zr.ych 
traktatów średniowiecznych znajdowało s:ę daleko 
wiQcej. Tuż obok nich :Jtoli zapisywano w całości 
alb') w wyjątkach średniowieczne satyry na du'cho- 
wieństwo, nieraz bardzo drastyczne, poemata milo. 
sne Owidyusza i jego średniowiecznych naśladow- 
c5w, bajki Ezopa Awiana i innych, a co najciekaw- 
sza może, słynną epopeję zwierzęcą o Izengrymie 
(o Lisie) w najdawniejszem jej łacińskiem obrobieniu 
z r. 1148; przypisano ją w naszym odpisie jakiemuś 
Brunonowi (nie zaś Niwardowi. jak za granicą). Co 
więcej. obok poematu o odkupieniu rodu ludzkiego 
i wybawi
niu dusz z otchłani (Rllcstrfl Chisti) , bQ- 
dącego przeróbką apokryficznej ewangelii Nikodema, 
:::n[ jJują się odpisy bardzo ślizkich powiastek o!.ra- 


I) Aleks3ndrr Bruckner: .Śrcdniowieczna poezya łacińska 
w Polsce u (\V 16, 22 i 23 ni tomie "Rozpraw akad. umiej. wyd. 
filologicznego, l SU2-1 SUS). u
>>>
99 



zonych moralem, jak np. "I\larcholt" (z r. 14;)7), 
"Historya Troja1'1ska," "Gesta Romanorum" (Dzieje 
rzymskie), lub bez takiej okrasy, jak np. głośna "Hi- 
storya o Euryalu i Lukre
yi," opisana w listach przez 
wspominanego już parę razy human:stę, Eneasza Sil. 
\'io Piccolomini. 
Pod0bna mieszanina istnieje i w zapisywaniu 
wierszy łaci1'1skich, oryginalnie w Polsce utworzonych. 
Obok heksametrów i dystychów, slabo naśladujących 
wzory starożytne, spotykamy także leoniny, to jest 
wiersze łaci1'1skie rymowane. Najważniejszymi z nich, 
-choć nievi,.'iele poezyi zawierają, są leoniny o bitwie 
pod Grunwaldem, heksametry na cześć Spytka z I\lel- 
5ztyna, o spustoszeniu Sambora. Lekkiej treści są 
wiersze miłosne, zwrócone do jakiejś panny Heleny, 
pisane leoninami ł.1.ci1'1skimi, z wtrąceniem kilku wy- 
razów polskich. Ponieważ to chyba najdawniejszy list 
miłosny, u nas przechowany, puJaję parę wyjątków: 
"Pozdraw;am cię okazała, piękna, slawna kształtna; 
chelpić się będę tobą, o ty, twarzą do lilii podobna... 
Ciebie ukochałem, ciebie wychwalałem, ujrzaiem cię 
i pokochałem... \Vszyscy twoi nieprzyjaciele, borll{j 
1cryehle 7ijem zbici i kapustą pluskani... Ojciec mój 
j
st prawdomówny, ale bardzo skąpy, chociaż jest 
dobry, bo jest Polakiem; ma różne namiętności, lubi 
pieniążki, potem kupuje wioski, a chadza do slużą- 
cych (itat ad ancillas)... Napisał to ten, co cię ko- 
chał... że jest piękna, to nie ulega wątpliwości, ale 
nie wiadomo, czy mi sprzyja ]){{ilna Elrlla (De isto 
non est dllUiu11l, qllod sit speeiosa, secl Glubigult11Z, si 
:st gra ciosa milli ]JUnlla Elena)... 


li 


VII. 


Brak zdecydowania 
ię w kierunku humanisty- 
cnym widzimy również w dziejach wykładu auto- 
,rów łaci1'1skit::h w akademii krakov.skiej. Oto w ro.
>>>
100 


ku 14-+9 z zapisu Mężykowej, wojewodz:ny ruskiej7 
utworzone zostało nowe kolegium dla profesora poe- 
zyi. Profesor ten mial wykładać traktat Boecyusza: 
nO pocieszeniu filozofii," utwór Alana ab lnsulis 
z XII wieku: nO żałobie przyrody," wierszem i pro- 
zą napisany, anegdoty historyczne Waleryusza Ma- 
ksyma, a obok tego poetów: Wergiliusza, Owidyu- 
sza, HoracegJ i komedye Terencyusza. Z prze.pisów 
tych widać. że wydział filozoficzny w roku 1449 nie 
miał jasnego pojęcia o humanizmie i sprzęgał wyro- 
by średnio\\'ieczne z arcydzielami klasycznemi. W ro- 
ku 1475 już w tym względzie trochę się poglądy 
wyjaśniły; ustawy przepisują wtedy profesorowi czy- 
tanie i objaśnianie samych dzieł klasycznych: 'V ergi- 
liusz-a, Owidyusza, Horacego, Stacyusza, a także ko- 
medyj Terencyusza i Plauta, dodając w końcu, że 
może brać do wykładu i inne utwory poetyckie. 
l rzeczywiście postanowienia te weszły w życi.::, ale 
profesorowie poezyi pochodzą przeważnie ze Ślązka, 
jak TYwcTz.l/ni.c K,A'lcin (Rabe) z Nowego Targu, 
Jan Somerfeldt, Jan SacrailUS (z Oświęcimia) i t. p. 
lub też noszą nazwiska niemieckie, jak Str.wislaw Se- 
lig z Krakowa. Wogóle między rokiem 1487 a 1490 
było wielce ożywione za' ęcie się literaturą klasyczną 
w uniwersytecie krakowskim. Wzmocnił je jeszcze 
przyjazd głośntgo humanisty niemieckiego, Konrad(, 
Celtesa, który wykładami s'.voimi, prowadzonymi pry- 
watnie, budził niema'e zainteresowanie, zwłaszcza 
wśród bogatego mieszczaństwa w Krakowie, i, zało- 
żył pierwsze u nas tozcarzystlco literackie. study.om 
klasycznym oddane. 
Po wyjeżdzie Celtesa w roku 1-+90 znać pewne 
osłabnięcie zapału humanistycznego; w akademii od 
roku 1493 do 1491) za",zła niewytłornaczona dotychczas 
rrzerwa w wykłaJach, mających na celu objaśnianie 
poetów; poprzestawano na komentowaniu średnio- 
wiecznych podręczników poetyki. DJpiero w począt- 
kc.::h XVI wieku nanowo \V uniwersytecie wprowa-
>>>
101 


dzono systematyczne wykłady poetów łacińskich. Ale 
i wteciy jeszcze w pierwszych latach pr.)fesorowie za- 
równo się zajmowali autoralini kbsycznymi jak i filo- 
zofią scholastyczną. 


VIII. 


Po za obrębem uniwersytetu widzimy to samo 
zjawisko. Pisarze przyswajają sobie wyrażenia i mia- 
ry wierszowe starożytnych rzymskich pisarzy, lecz 
w poglądach swoich zostają przeważnie na stanowi- 
sku średniowiecznem. Dowodem tego jest najobszer- 
niejszy poemacik (375 heksametrów), jaki z wieku XV 
dotąd odszukano, poświęcony pochwale Zbigniewa 
Oleśnickiego w formie dyalogu. Opozycya względem 
dążeń żywiołu świeckieg::. a mianowicie rządu, ła- 
miącego przy\vileje duchowieństwa, pobudza niezna- 
nego autora (niektórzy sądzą, że Dlugosza) do wy- 
stawienia zasług biskupa kardynała, który tak długa 
umiał politykę polską w kierunku kościelnym prowa- 
dzić. Rzecz dzieje się w mieszkaniu księjza Jana, 
pragnącego dowiedzieć się szczególów o życiu Zbi- 
gniewa; ciekawość jego zadawala głównie Tomasz; 
trzeci zaś rozmówca Goryas mówi o sprawie miast 
pruskich, co się pod opiekę Polsce oddały, i powtarza 
przestrogi, jakie Zbigniew umierając dawał królowi. 
Zasługi Zbigniewa te mianowicie podnosi: zgnębienie 
herezyi czeskiej (hu:;ytyzmu) zasługującej na piekło 
(cligna Gehennae); wzniesienie z cegly i kamieni bur- 
sy jerozolimskiej oraz zabiegi około Akademii i mło- 
dzieży uczącej się wogóle; udar
mnienie ambitnych 
zamiarów Witolda; (mniemane) odradzanie zerwania 
przymierza z Turkami, przyczem znajjuje się jedyny 
malowniczy, choć krótki, opis klęski warneńskiej; rze- 
czywiste odradzanie wojny z Krzyżakami z powodu 
podd
nia się miast pruskich; przestrogi dane Kazimie- 
rzowi Jagiellończykowi, żeby obyczaje poprawiał i ści-
>>>
-- 


lO
 


słą sprawiedliwość wymierzał. \V kOlleu Jan, z po- 
wodu zmierzchu, zaprasza rozmówców na wieczerzQ. 
Poetyckiego talentu w utworze tym nie widać; wy- 
mowa jest, ale zawiła, przekładnie 
q zbyt naciągane; 
wyrażer'i. niepoprawnych sporo; wspomnienia mitologi- 
czne znajdują się, lecz niezbyt często. 
Podobnież niewielki talent okazał bezimienny 
autor (niektórzy sqdzą, że lJIikolaj [(olu'łez, kanonik 
gnieźnieński, znany skądinąd jako twórca nagrobku 
łacińskiego na cześć Oleśnickiego 1\I1od5zego) poema- 
ciku, dochowanego tylko w urywku (72 heksametrY)7 
przedstawiającego zatarg o Koźmin. Arcybiskup Zbi- 
gniew Oleśnicki (młodszy) używa różnych środków 
dla pokonania nieprzyjaciół, których głównym przed- 
stawicielem jest Kośmider (
liko;aj Gruszczyński), nie- 
pokojących już od lat 10 u kler wielkopolski. "Ci ra- 
busie zgłodniali, przebiegając liczne dwory i łupiąc 
wieśniaków, hulali sobie dowoli." Po,.:eważ nie po- 
n:ógł interdykt, arcybiskup, powolujJ,c się na przy- 
kład Mojżesza, Abrahama i papieża Sykstt:sa, zbiera 
drużynę wojenną. Następuje wyliczenie i krótka cha- 
rakterystyka zapaśników. Jest tu: Andrzej Oleśnicki, 
AnJrzej SzamotuIski, Jan Cho,rąży, 1\Iikołaj KościeI- 
ski, Bobrowniccy, Borowski, Scibor Poniecki, "który 
umiał krotochwilne składać wiersze polskie i wypo- 
wiadać je z mimiką," Flflej wymowny, książę po- 
morski Bogusław. 
Zbyteczną byłoby rzeczą wyliczać rozne inne 
drobne wiersze, gdyż w nich, ani poezyi, ani postę- 
pu nawet wyraźnego w sztuce wierszowania nic. 
widać. 


IX. 


Że jednak obok tych czysto zewnętrznych prze- 
jawów Frądu humanistyczne g.), istnialy i glębsze choć
>>>
103 


odosobnione, poznajemy to z dwu ut,,'orów nadzwy- 
czaj ciekawych: "Memoryału Jana Ostroroga" i "Li- 
stu o wychowaniu królewicza." 
JAN OSTRORÓG (zmarły 150 l jako wojewoda 
poznariski) to pierwszy zr.any nam imiennie człowiek 
świecki, potomek znako
r.itej rodziny wielkopolskiej, 
co zapragnął osięgnąć stopień naukowy, nie poprze- 
stając na świetności urodzenia. Słuchał wykładów 
w uniwersytecie niemieckim w Erfurcie, gdzie otrzy- 
mał doktorat obojga praw. Powróciwszy do kraju 
i wszedlszy do sen
, zwrócił na siebie powszechną 
uwagę (około r. 1471":1Iemoryałem, (JJlolllt1llentltln pro 
1"l'jJuu!icae onlinatione) mogącym nie tylko w Polsce, 


/. J " ..... 
 c., EJ ,,1?ij: 
r
{


r


f 


 Jt{'
l er1"() 


Autograf 
Ostroroga. 


ale i w Europie być uZl1anym za dzieło umysłu nie- 
pospolitego. Dotykał w nim autor wszystkich kwe- 
styj, obchodzących wówczas naród i państwo, mó- 
wił z głębokiem przekonaniem i młodzieńczym zapa- 
łem, domagając się stanowczych reform we wszyst- 
kich oddziałach administracyi krajowej i rządu. .t\ie 
wchodząc w szczegóły dotyczące skarbu, wojskowo- 
ści, prawodawstwa, dość będzie zaznaczyć dwie wa- 
żne idee ogólniejszego znaczenia, idee, w których się 
wyrażała zarówno świadomość narodowa, jak i dąż- 
" ność żywiołu świeckiego do przytarcia przewagi du- 
chowieństwa. 
Pierwszq, z tych idei, od rozwinic:cia któn:._j
>>>
:104 


Ostroróg rozpoczY:-ła swój memoryał, jest stanowcz3 
oddzielenie spraw państwa od spraw kościoIa. Znaj- 
dując w postępowaniu Kazimierza Jagiellończyka z du- 
chowieństwem zachętę, Ostroróg tern śmielej mysI 
swoją rozwijał. Zaczyna skromnie od kwestyi skła- 
dania przez króla polskiego życzeń nowo obranemu 
papieżowi. Nie uważa on za rzecz właściwą, aby 
król, niezależący od nikogo, pokornie miał przema- 
wiać do papieża, a tern barJziej obiecy\(rać mu po- 
słuszeństwo we wszystkiem. Następnie porusza s;n- 
wę ,,8akry" i "annatów" to jest opłat skIadanych przy 
zatwierdzeniu i po śmierci biskupów dworowi rzym- 
skiemu, oraz innych jeszcze opłat na rzecz obrony wia- 
ry lub budowy kościołów. Polska, będąca jakby przed- 
murzem chrześcijań:;wa, odtrącająca swą piersią zapę- 
dy wrogów wiary, nie powinna posyłać tych ofi2r 
do Rzymu, lecz je obracać na zasilenie skarbu publi- 
cznego. W najgwałtowniejszych atoli słowach, pra- 
wie takich jak później Luter, powstawał Ostroróg na 
obwoływanie jubileuszowych od?ustów i zbieranie 
składek, które nie na budowę kościoła, lecz na po- 
trzeby prywatne krewnych i rowinowatych papieża, 
na dwór, na st:łjnie obracane bywają: "żywe kościo- 
-Iy B-Jga. ludzie, są podstępnie łupieni na to, ażeby 
martwe naprawiać. 
 Piętnując chytrość \Vłochów. co 
zlupiwszy lud, "sami oddają się rozpuście i rozwiązło- 
ści," wzywa Polaków, by przecież raz mądrości 
ię 
nauczywszy, zwodzić się nie dawali i dla rozstrzy- 
gnięcia s?orÓw nie odwoływali się do Rzymu, gdzie 
"owcy bez wełny" nie przyjmują; wszystkie sprawy 
duch'Jwne powinny być rozstrzygane w kraju przez 
biskupów i prymasa. Z Rzymem utrzymać należy 
związek jedynie w kwestyach dogmatycznych. Ostro- 
róg idzie dalej. Oburzaj.:}c się na nieuctwo księży 
("tylko postrzyżonym czubkiem głowy różni się du- 
chowny od świeckiego"), żąda kontroli nad ich wy- 
kształceniem, żąda naznaczania biskupów przez kró- 
la, ż
da prz."czyniania się duchowieństwa w zasila-
>>>
105 


riu skarbu, niema nic przeciwko temu, iżby srebra 
kościelne w razie potrzeby ojczyzny stopionemi na 
pieniądz być mogły. 
Druga wielka idea Ostroroga, to podjęcie i wzmo- 
żenie dążności Łokietka, Kazimierza W., husytyzmu, 
przejawiających się \V walce z żywiołem niemieckim, 
dla potężniejszego podniesienia samoistności narodo- 
wej. Ponieważ pomimo instytucyi Kazimierzowskiej, 
wciąż jeszcze miasta połskie udawały się do l\lagde- 
burga w sprawach sądowych; ponieważ wciąż jeszcze 
istniały klasztory nie dopuszczające Polaków; ponie- 
waż po kościołach miejskich kazania nieraz się odby- 
wały po niemiecku, chociaż słuchaczów było niewie- 
lu; więc Ostroróg wymownie i namiętnie przeciwko 
takim zwyczajom występuje, kładąc za zasadę: "niech 
się uczy mowy polskiej, kto chce w Polsce mie- 
szkać. " Nigdy przedtem idea narodowości nie była 
tak głęboko i świetnie rozwinięta jak w memoryale 
Ostroroga; nie zna on różnic między prowincyami 
skladającemi kraj. wszędzie mówiąc O jednej wielkiej, 
wspólnej ojczyźnie. 
Jest jeszcze jedna myśl ważna u Ostroroga, 
myśl jednostajnego prawodawstwa dla wszystkich, 
lecz rzucił ją tylko ogólnikowo i nie przeprowadził jej 
konsekwentnie. Owszem średniowieczny podział na 
stany, różniące się nawet rodzajem sukni, zbyt jes3cze 
silnie tkwił w ówczesnym ustroju, ażeby młody re- 
formator, potomek znakomitej rodziny, mógł się od- 
ważyć na propozycyę gwaltownej przemiany. Zdo- 
bywa się więc tylko na teoretyczne zaznaczenie po- 
trzeby prawodawstwa jednostajnego, lecz w praktyce 
chodzi mu już tylko o to, żeby prawa dla "plebeju- 
szów" nie nazywano "niemieckiem," lecz "cywilnem. , 
Był Ostroróg wyrazicielem najżywotniejszych 
dążności owoczesnych; idee jego w części zostaly 
urzeczywistnione, w części doczekaly się śmielszego 
rozwinięcia w wieku XVI.
>>>
tOG 


x. 


Ażeby przygotować ludzi dla nowych pOjęc, po- 
trzeba nowego wychowania. Ideał humanistyczny zo- 
stał znakomici
 sformułowany w 
Liście królowej Eł- 
żbiety o wychowaniu królewicza" napisanym w ro- 
ku 1502. Oczywiście Elżbieta, sęjziwa już wdowa 
wtedy p.o Kazimierzu Jagiellończyku, sama tego listu 
nie pisała; mogla wyrazić tylko jakieś myśli, które 
pragnęła zastosować w wychowaniu swego spodzie- 
wanego wnuka (po Władysławie, - królu czeskim), 
a sekretarz c::y który z humanistów włoskich po 
swojemu myśli te rozwinął i przyprawił. We wszyst- 
kich poglądach, tu wygłoszonych, przeważają 'względy 
praktyczne; czy jest mowa o religii (bardzo krótko) 
czy o naucc, o moralności czy o przystojności, ni- 
gdzie pytania dotyczące tych przedmiotów nie są roz- 
trzą=ane naukowo, w stosunku do \\'łas:-;ej treści, [
e 
wyłącznie w stosunku d') życia, d) praktyki; jejt 
to \vynik "utylitarnego" zapatrywania s
ę na rzeczy. 
\V systemie wykształcenia pierwiasttk pamięciowy 
przeważa nad rozumowym. \Vidnokrąg umysłowy 
rozszerzył się znacznie w porównaniu z \.\'idnokrę- 
giem średniowie-.:znym; ale s?osób przyswajania go 
sobie nie uległ zmianie; jak dawr.iej biblia i ojcowie 
kościoła, a raczej zastę;,ująca i jedno i drugie scho- 
lastyka; tak pod wpływem humanizmu autorowie kla. 
syczni stali się powagą, której się bez rozbioru pod- 
dawano, usiłując przyswoić sobie ich język pamięcio- 
wo jako naj potrzebniejsze narzędzie w nabywaniu 
wiedzy. Celem ostatecznym nauk było wyrobienie 
i udos'wnalenie wymow!I, mogącej znalEźć bezpośre. 
dnie zastosowanie w życiu; dlatego też nie dbano tak 
bardzo o ścisłość dowodzenia, o dokładność pojęć,. 
jak o piękne wysłowienie i przystojne zachowanie się. 
Dążność list!.! jest reformatorska \V tern znaczeniu, że 
nie uś'.vięca wyobrażeń, obyczajćw i nałogów, jakie
>>>
107 


zdawienJawna w kraju istn
aly; ale, nie rugując tego,. 
co dubrem bylO, stara 
.:ę zaprowadzić pe\me zmia- 
ny życia. Hasło starożytn:: zdrowa dusza w zdro- 
wem ciele, znajduje tu zas
os,)wanie w dbałości o zdro- 
wie i zręczność fiizyczną zarówno jak i O wyksztal- 
cenie umysłowe, o stJosób postępowania z ludźmi. 
Zamiast rubaszności zalecano ugrzecznienie; zamiast 
szorstkoś:i - przystępmść; zamiast uczt dlugich i ob- 
fitych - biesiady skromne, ożywione i uduchowione 
rozmową; zamiast poprzesta\vania na wyobrażeniach 
tradycyjnych wskazano żywe źródło wiadomości. 
i oświaty w dziełach Rzymian i Greków. 
Tak jest, przedewszystkiem Rzymian, bo na dość 
liczny szereg utworów załeconych do czytania (poczy- 
nając od Wergiliusza i Cycerona, a kończąc na \Va- 
leryuszu l\-1aksymie i Justynie) jedno jest tylko dzieło 
greckie i to niewątpliwie w przekładzie łacińskim, 
gdyż o nauce greczyzny nigdzie nie wspomnianc'
 
jest to »Cyropedya" Ksenofonta, książka niezbędna 
dla panujących; autor bowiem naucza w niej przykła- 
dowo, jaki jest ideał króla, jakie endy. jakie talenta 
posiadać, a od jaki--h wad powstrzymywać mu si
 
należy od dzieciństwa aż do ostatniego dnia życia. 
W domu jagielloński:r. wskazana zestała doskonałość 
w osobie Jana Olbrachta: "Boże mój - pisze autor 
w imimiu królowej matki - jakiejże to niewymo\\ nfj 
doznawałam radości, gdym widziała, że ani jeden ro- 
dzaj zalet, zdobiących majestat królewski, nie był ob- 
cy naszemu Janowi Albe::rtowi, którego, jak się zda- 
wało, natura zrodziła dla ozdoby majestatu! Ilukol- 
wiek jest krółów, ilukolwiek było ich niegdyś i ilu- 
kolwiek ich będzie, wszystkich przewyższył ludzko- 
ścią, którą zaszc,zycała powaga, Jan Albert, król pol- 
ski.Ci-Caly list świetną łaciną pisany. 


XI. 
Wplyw humanizmu na formę utworu widzimy 
także w najznakc'mitszem dziele XV-go wieku, mo-
>>>
108 


gącem wytrzymać porównanie z najlepszemi pracami 
tego rodzaju w całej Europie, mianowicie w "Historyi 
polskiej" Długosza. 
JAN DŁUGOSZ, z łacir'iska L01/.ginus zwany, 
-urodzony r. 1415 był synem dzielnego rycerza, co 
się wsławił w bitwie pod Grunwaldem; od dziecir'i- 
stwa nasluchał się opowiadań o czynach Polaków 
w tern wiekopomnem zwycięstwie. W akademii kra- 
kowskiej bawił krótko, bo wszystkiego trzy lata 
j w filozofii scholastycznej wcale nie zasm?kował. 


Jan Dlug-osz. 


Umysł jego jasny, trzeźwy i praktyczny parł go ku 
życiu czynnemu. Bardzo młodo \..'szedł jako pisarz 
do kancelaryi potężnego biskupa krakowskiego, Zbi- 
gniewa Oleśnickiego. Zaprawiwszy się w czynno- 
ściach urzędowych, został niebawem sekretarzem 
przybocznym biskupa, wtajemniczył się w jego po- 
glądy na sprawy publiczne, przejął się ideą wszech- 
\vładzy kościoła i mając zaledwie 21 lat został ka- 
nonikiem krakowskim, zanim się jeszcze wyświę:::ił 
na księdza. Używany do poselstw dyplomatycznych,
>>>
10;) 


zaznajomił s:G z tokiem interesów, zarówn) krajo- 
wych, jak i ogólno-europejskich, poznał mnóstwo lu- 
dzi wybitnych; zgodnie z usposobieniem Oleśnickiego- 
pokochał humanistyczny sposób wyrażenia, pierwszy 
podobr.o do kraju naszego sprowadził dzieło słynne- 
go historyka rzymskiego, Tytusa Liwiusza, i rozczy- 
tywał się w niem z zapałem. Zachęcany przez swe- 
go protektora do pisania historyi polskiej, długo się 
wahał; przedsiębrał tymczasowo drobniejsze prace, 
jakby dla wprawy; więc 
isał chorągwie zdobyte 
na krzyżakach w bitwie pod Grunwaldem, więc 
przedstawił i scharakteryzował herby (Clenodia) szla- 
chty polskiej i ją samą, wierząc silnie \V dziedziczność 
wad i cnót, stale przechowywujących się w pewnych 
rodach, jak "Sasowie prości i prawdomówni, waleczni. 
i silni, nie żądni dygnitarstw, ale pochopni do krwi 
wylania; Starże zdolni i przemyślni, Wieniawczyki 
zuchwa1ce i śmiałki, prywacie raczej niż dobru pu- 
blicznemu oddani." DJpiĘ;ro po śmierci Oleśnickiego, 
czcząc jego pamięć, zabrał się do dzieła, które mu 
25 lat zajęło, rozumie się nie bez odrywania się do 
innych czynności, gdyż Długosz zbliżył się do dworl! 
królewskiego, a jakkolwiek przeciwnym będąc !';\viec- 
kiej polityce Kazimierza Jagiellończyka, dążącej do. 
zawładnięcia nad hierarchią kościelną w Polsce, przez 
parę lat był w niełasce, pogoGził się z nim jednak 
następnie, został wychowawcą królewiczów i znów 
brał udział w spra\',;ach dyplomatycznych. Nomino- 
wany arcybiskupem lwowskim po Grzegorzu z Sano- 
ka, nie doczekał się ingresu i umarł w r. 14t)O, ma-o 
jąc l&t 65. 
Jest on pierwszym naszym historykiem, bo. 
chociaż rocznikarskim trybem spisywał wypadki, tak, 
że od przyjęcia chrześcijaństwa przez Mieszka usta- 
wicznie puwtarzała się w jego dziele formułka: "roku 
Pańskiego" (anno domini), to przecież dbał on już 
bardzo o wykazanie przyczynowego mięJzy niemi 
związku, ogarniał całość rozwoju dziejO\vego jednym 


J
>>>
110 


ogólnym poglądem, zrobił piem-szy. acz slabiu:hny, 
krok w dziedzinie krytyki historycznej. I\ie pUtJrze- 
stał na wiadomościach. zawartych w j.tkiejś je- 
dnej kronice, lub w jakimś jednym roczniku (choćby 
kapitulnym krakows':im), zaznajomił się ze wszystkie- 
mi dziś nam znanemi źródłami krajowe mi, oraz z ta- 
kierni, które do nas nie doszły, poznał wiele kronik 
cudzoziemskich: czeskich, węgierskich, niemieckich, 
ruskich. Dla czytania Nestora w póżnym już wieku 
nauczył 5ię po rusku, a chociaż miał przelożonego 
dla siebie umyślnie na tacinę, krzyżackiego dziejopisa 
Wieganda, nie zadowolił się przekładem i poznał ję- 
zyk niemiecki, ażeby wprost z oryginału korzystać. 
Nie dosyć na tern; zużytkował on akta urzęJowe, 
Ddnoszące się do spra\
J państwa, akta, z któremi stykał 
się w kancelaryi biskupiej i w archiwum kapituły 
krakowskiej. Wreszcie co do wypadków XV wieku 
głównie korzystał z zapamiętanych przez sit: bie roz- 
mów Oleśnickiego, ze świadectw innych osób i z wła- 
-snych spostrzc.ż;eń. Jednem słowem zba8ał on prawie 
wszystko, co mu było dostępnem, chcąc z zadania 
swojego wywiązać się jaknajsumienniej; nie znał tyl- 
ko Thietmara, kronikarza niemieckiego, stanowiącego 
najważniejsze źróJło do poznania dziejów Bolesława 
Chrobrego. 
Świadectwa, w ten sposób zebrane, porówny- 
wał ze sobą, a w razie niezgodności ich musiał się 
zdecydować na jakiś wybór. Jak tego wyboru do- 
1wnał? "Przy niezgodności pisarzy - p::wiada sam 
Dlugosz - których nierozwaga i opieszałość często 
mnie gorszyla, trzymałem się w wątpliwościach tego, 
-ku czemu pociągało myśl moją większe do prawdy 
poJobiellstwo, powaga pisarzy lub powszechniejsz.c 
mniemanie. " W gruncie rzeczy jest to zasada zu- 
pełnie sluszna, i dzisiaj nie inaczej historycy postę- 
pują. Tylko idzie o ocenę samą: gdzie większe pra- 
wdopodobieństwo, który pisarz może mieć jako źró- 

ło ważniejsze znaczenie, jakim sposobem ustaliło się
>>>
o) 
.
 
o 
,!s:i 
ej 

 
I I 
Ioooj 

 
li 
N 
([J 
O 
bA 

 

 

 
r..J 
.... 
C 
O 
Q
>>>
11
 


"powsz
chniejsze mnieman:e." Otóż do należytego 
dokonania takiej oceny przeszkadzały Dlugoszowi 
rozmaite właściwości, tkw.:ące już to w jego przeko- 
naniach, już to w nastroju chwili, kiedy dzido swe 
wykonywał. 
Jako ksiądz średniowieczny, poglądami teokra- 
tycznymi Oleśnickiego do głębi przeWy, wierzył on 
niezacbwianie, że ten tylko był dobrym, kto z ko- 
ściołem żył w zgodzie, kto go dobrodziejstwami ob- 
sypywał, albo prnynajmniej nie był z nim w zatargu. 
Poczucie moralne miał wprawdzie Długosz silne, 
wiQc nie pobłażał nawet dostojnikom kościelnym 
w wytykaniu ich zdrożności; ale robił to właśnie 
z tego punktu widzenia, że oni kościołowi szkodzili. 
Stąd też rozerwanie ślubów Jadwigi z Wilhelmem 
PJCzytywał za powód nieszczęść, jakie trapiły Polskę 
za Jagiellonów, którym, tak samo jak Oleśnicki, oka- 
zywał niechęć bardzo jaskrawą, z wyjątkiem tylko 
\Varneńczyka, co szedł za radami wszechwładnego 
biskupa Uznając zasadę cudowności, chętnie się nią 
posługiwał dla wytłomaczenia wszelkich zdarzeń dzie- 
jowych, Stąd zużytkował wytworzoną w XIII, a do- 
pelnioną w XIV witku legendę, że posiekanie zwłok 
Ś. Stanisława było przyczyną nieszczęśliwego roz- 
padnięcia się Polski na dzielnice, a cudowne zrośnię- 
cie się tych członków - zapowiedzią zjednoczenia 
owych dzielnic w przyszłości. 
Jak') gorący patryota sądził, że w stosun- 
ku d,) Qud
oziemców, należy dzieje narodowe przed- 
stawić jak najświetniej. Stąd pisząc o wojnach 
lub innych zetknięciach się Polski z zagranicą, 
starał się naciągać świadectwa tak, iżby klęski wy_ 
daly się niezbyt wielkierni, a zwycięstwa wspa- 
nialemi. W połączeniu zaś z poglądem kościelnym 
patryotyzm ten sprawił, że Dlugosz wiele faktów 
przemilczał, mniemając, że one cień przykry rzu- 
:q na dzieje narodu; stąd bardzo mało mówi o roz- 
szerzaniu siQ husytyzmu, stąd niech
ć szlachty do
>>>
113 


duchowieństwa, tak wyraźną w XV wieku, pominął, 
stąd dążność Kazimierza Jagiellończyka do złamania 
uroszczeń kleru ledwie zaznaczył, i nie chciał przy- 
znać, iż kapituła krakowska zgodziła się wydać sre- 


""",rot 
 


-....


 


. 

 _ m e l 
r.."?"'"' 4 - 
. m-L: e .11- ! .. I 
, I-y;ł, . " .
 ',t! ,; : 
p  t--,.
, ' f::) "" h: 
 
; 
 li: \\!
\: 
 --o :/{\, Li.
ii\
.L 
 i 
t! 
 
 "-
..,.J. '1' ;s
\ 11 ] ' 
 

'l j 
I' I 14\. At Ś. ,/ .&l' f. 
 , 
;
! ,'['), 
I \ 
 .
 r. j 
,1;1... ,£" 
 "
.'
 f''., ,',' t2 '. 11 "" 
: 
. 
At.ł
' )
. ..' -: _ 
. 
_' 
;;t
 
( _ ,. 
 
- 
 - ..:::=',

....3:.. .; 
L -4--:":0.. 
 
m

ro-;1fi";':i"r' -a1f.i' 

"""i'" 
l: 

lli' l
 1.!
l!1\iF ,J1 io.;," ;:,':
 .tJ :i
l':'l.,:J,
 £,:,;J !A:,:;, """
 
I 
 i j,t J ' fl 1 ; " ' ) I'i '-I']ioof r"
1""i
 ll"1 :-" L . ,. 
ll' 

 
. 
l
L
' ..J..!.:
.l
Li:_....\1,1J.'_ł.lL _ ...:'J ..:',:;
. ." '_
 

-

ł
.'
Efi

T"f"T
 J 
,( 
 ti;1.L
"iJL
L
1.i' ",,
U-.Lt:L 4J.Jo..
L"
 J!!

 j 
. ' :!UI[{'DójL1T. lll :. ff1iTfTi'iT. L 
r!fffil! , T
 ' 
,\ I 

 .A.. ..L.
_ -_L \..;; i., .!1.....l.......:ł-' ......!.J.:
 

'. 1 
 
1 " p
\'
:r'J l ' "
L Ull

'1B1'ID1illrr
 1 
.J!': . : ' 

n
rl ,1 
n
!t
j_;" r
'
i:1' 

tIJ
'1' ! 


Tabiica Il8 dOIT}U, 
W" ktÓryrn UIIl3rł Dług-osz, 
"\.v Krakowie. 


bra ko
cielne na potrzeby wojny z krzyżakami w spra- 
wie miast pruskich. 
Chwilowe okoliczności, które niezawsze wyja- 
śnić można, wpływały ró ,vnież na sąd Długosza 
8
>>>
114 



 postaciach historycznych spółczesnych. W czasie zgo- 
dy z dworem, przez lat kilka znikają w jego historyi 
niepochlebne opinie o Kazimierzu Jagiellończyku, a po- 
tem znowu wracają. Kiedy sprawy publiczne nie 
szły po myśli historyka, stawal się pessymistą i zrzę- 
dzil na wszystko, nawet na nowe stroje rycerzy po 
r. 1466. 
Jeszcze ważniejszy wynik przejęcia się życiem 
chwili bieżącej widać w oświetleniu, rzuconem przez 
Długosza na całą przeszłość Polski. Historyk nasz 
nie miał nawet poczucia odrębności stosunków da- 
wnych w porównaniu z tymi, jakie się za jego cza- 
sów ustaliły lub ustalaly; jemu cała przeszłość przed- 
stawiała się w tych ksztaltach, jakim się on za ży- 
cia swego przypatrywał, bez sejmów czy zjazd()\v 
(coJ1vel1tns) nic ważnego odbyć się nie mogło ani 
w czasach bajecznych, Rni za pierwszych Piastów; 
urzędy wszystkie istniały takie jak w XV-ym wieku 
już od czasów niepamiętnych; myśl o elekcyi pano- 
wała zawsze i t. ,i. i t. d. Że tym sposobem uczy- 
nił Długosz historyą dla swego pokolenia zrozumial- 
sza" to nie ulega wątpliwości, ale że obraz taki nie 
mial w sobie prawdy, to pewna. Humanizm wywarł 
na czieło Dlugosza wpływ częścią dodatni, częściq 
ujemny. Dodatniość widać nie tylko w poprawniej- 
szym języku i staranniejszym stylu, lecz także 
w uwzględnieniu stosunków geograficznych. Pisma 
historyczne Eneasza Silvio Piccolomini, którego 
Długosz poznał osobiście i którego dziełami się roz- 
koszował, miały szeroki podkład "kosmograficzny" 
i one to niewątpliwie sprawiły, że historyk nas.l 
wcielił do swego dzieła opis (clI01"O[Jratiq) Polski, 
opracowany przedtem oddzielnie, a okazujący wielkq, 
znajomość kraju zwłaszcza pod względem hidrografi- 
cznym. Natomiast nie skorzystal Dlugosz z innego 
pierwiastku humanistycznego, z charakterystyki oso- 
bistości dziejowych. Rzecz istotnie dziwna! On, co 
tak żywo i dobitnie naszkicował rody szlacheckie,
>>>
115 


nie zastosował tej zdolności w swoJeJ historyi, jak- 
kolwiek zewnętrzne sprawy życia, strój. nawet w ba- 
jecznych czasach, lubIł opisywać.- Ujemnie wpłynął 
humanizm, a zwłaszcza rozczytywanie się w histeryi 
rzymskiej Liwiusza, na rozbudzenie fantazyi dziejo- 
pisa tam, gdzie była zupełnie nieodpowiednią. Pragnąc 
dać całość dziejów bez żadnych przerw, nie tylko 
popuścił wodze wyobraźni, wypełniając dowolnymi 
szczegółami szczupłe podania bajeczne, ale nawet 
w okresie dziejów pewnych, gdzie dla zapisania pu- 
stej rubryki jakiegoś roku, nie mógł znaleźć w źró- 
dłach żadnego materyału, stwarzał go własną fanta- 
zyą, nieraz tak szeroko mówiqc o rzeczach niebywa- 
łych. jakby sam przy tych zdarzeniach był obecnym. 
Co \V kombinacyi swojej uznał za możliwe. za pra- 
wdopodobne, nie wahał się tego przedstawić jako 
fakty. 
Nie był więc doskonałym jako dziejopis; większa 
atoli część wad jego wspólna jest nie tylko jego spół- 
cześnikom, ale i dzisiejszym badaczom. O idealnej 
bezstronności i przedmiotowości marzy się i mówi 
dużo, lecz urzeczywistniwia jej nie widzimy, a może 
nie zobaczymy nigdy. Pogląd Długosza na dzieje 
jest, jak obrazowo a trafnie powiedział Józef Szujski, 
"barwą gotyckiego okna, przez które na świat pa- 
trzyl i patrzeć musiał," lecz pogląd ten ogarnął po 
raz pierwszy u nas całość dziejowego rozwoju, pod- 
danego rządom Opatrzności, która przez rozmaite 
zjawiska (komety np.) dawała znać o sWym gnie- 
wie, o nadrjściu "złych losow," - i tchnął w dzieło, 
posiekane na cząstki w sposób kronikarski, jednoli- 
tość pewną i życie. Jest wielka praca Dlugosza 
"ostatniem znaczniejszem dziełem historycznem w duo 
chu kościelnym, chociaż nie kościelny przedmiot 
traktującem, dzielem, który prawie zawsze z meral. 
nych przyczyn, z tajemnych wyroków sprawiedliwu- 
ści bożej, tu i owdzie w mistykę przechodzących, 
nieszczęścia publiczne wywodzi." Ani pod wzglę-
>>>
116 


dem obszaru, ani pod względem powagi sądu, żadne 
dzieJ o historyczne XV wieku w Europie całej nie mo- 
że być uznane za wyższe od Dlugoszowego. 
Pisał Dlugosz i wiele innych utworów, zarówno 
mniejszych (Żywot Ś. Stanisława, ś. Kingi, żywoty 
biskupów polskich), jak większych, mianowicie nad- 
zwyczaj ważną z powodu ekonomiczno statystycznych 
danych "Księgę nadań" biskupstwa krakowskiego 
(Liber beneficiorum); lecz wszystkie one wobec jego 
Historyi polskiej (Historia Polouica) podrzędne mają 
znaczenie. W dwunastu księgach objęla ona całosć 
dziejów polskich od czasów bajecznych aż do roku 
śmierci autora (1480); rozpoczyna się zaś od krótkie- 
go wstępu, sięgającego stworzenia pitrwszego czło- 
wieka. Jako źródlo historyczne ma wartość podrzędną 
do r. 1386, ale od tego czasu, a zwłasza od r. 1410 
jest nieoszacowane m, jakkolwiek za niem ślepo iść 
nie można, jak szli jego następcy, którzy go wypisu- 
jąc, rzadko mu hołd należny złożyli. Naruszewicz 
dopiero w ostatniej ćwierci XVIII stulecia ros u nął 
krytykę historyczną i sztukę dziejopisarską naprzód 
w porównaniu z Długoszem. Najnowsze wydanie 
wszystkich dzieł Długosza wyszło w Krakowie 
1863 - 80 w 14 tomach. Znajduje się tu nie tylko 
tekst łaciński, ale tłomaczenie polskie Historyi, doko- 
nane przez Karola Mecherzyńskiego. Za wstęp (tom 
I-szy) do tego wydania miała służyć rozprawa M. Bo- 
brzyńskiego i S. Smolki p. t. "Jan Długosz, jego ży- 
cie i stanowisko w piśmiennictwie," ogłoszona dopie 
ro r. 1893 w Krakowie, osobno. 


XII. 
Zanim p
zejdę do przeglądu zabytków polskich 
z wieku XV go, winienem uczynić wzmiankę, że 
l\KuB PARKOSZ z Żorawicy (t 1--155), rektur aka- 
demii krakowskiej, pierwszy, o ile wiemy, zastana- 



 

 
III
>>>
117 


wiał się nad pisownią polską w rozprawie po łacinie 
skreślonej (podanej do druku dopiero w XIX wieku 
p. n. .,Antiquissimus de orthographia polonica libellus," 
1830). Projektował on znaczne reformy, a mianowicie 
wyróżnienie, za pomocą odmiennego kształtu, tych 
liter, które w polskim języku przybierały inne brzmie- 
nie, niż je miały w łacińskim. Z projektów tych je- 
den przyjął się, a urzeczywistniony trwa do dziś 
dnia, mianowicie przekreślenie litery l dla oznacze. 
nia dźwięku l. Inne jego pomysły w dalszym roz- 
woju pisowni naszej uległy różnym przekształceniom. 
Do swej rozprawy łacińskiej Parkosz dostarczył lr-ier- 
szou:any przepis po polsku, zalecający jego "obe- 
cado" (=abecadło). 


XIII. 


Utwory, w języku polskim spisane, można po- 
dzielić przedewszystkiem na dwie grupy: religijne 
i świeckie. 


A). Utwory ,'eligijne. 
Religijne utwory są naturalnie dalszym ciągiem 
i rozwinięciem tego ruchu, jaki już w poprzedniem 
stuleciu zaznaczyłem, i mają cechy podobne. Wpływ 
czeski widoczny jest na nich wszędzie, tak dalece, 
że nawet i wtedy jeszcze były mechaniczne niemal przy- 
swojenia czeskich wzorów, nie liczące się z wyma- 
ganiami głosowni polskiej. Nie można chronologicz- 
nie oznaczyć granicy, kiedy się ukazują samodziel- 
niejsze opracowania, najprzód dlatego, że rękopisy, 
z których utwory te wydobyto, nie mogą być za- 
zwyczaj ściśle określone pod wzgl,dem czasu po- 
wstania, a tembardziej same utwory; powtóre zaś, 
lepsze lub gorsze wykonanie pracy zależalo od talen- 
tu pisarza; tak że zdarzyć się mogło, iż w pierwszej 


I 
'*' 
J
>>>
118 


połowie XV go wieku powstawały rzeczy doskonal- 
sze co do języka, stylu i wierszowania, aniżeli w dru- 
giej tegoż połowie. 
Wśród utworów treści religijnej wyróżnić zno- 
wu potrzeba dwa ich rodzaje: jedne są prostern wy- 
rażeniem prawd lub uczuć religijnych, w drugich mo- 
żna zauważyć wplyw nastroju as;:;etyczno mistyczne- 
go, jak się w wieku XIV i XV ym wśród narodów 
germańskich (w Holandyi i Niemczech) rozwinął, 
wydawszy przecudny kwiat swój w utworze Toma- 
sza z Kempen (a Kempis): ,,0 naśladowaniu Chry- 
stusa." Wprawdzie na przetłomaczenie tego arcy- 
dzieła religijnego czekać nam potrzeba było at do 
środka XVI wieku, lecz utwory spokrewnione z nim 
duchowo, znajdowały już przystęp u nas i w wie- 
ku XV. 
O dogmatycznych, że je tak nazwę, utworach, 
nie wiele da się powiedzieć pod względem literackim, 
mianowicie co się tyczy prozy. Zabytki te są ważne 
i cennne dla historyi języka, ale dzieje piśmiennictwa 
o tyle one jedynie obchodzić mogą, o ile widać 
w nich pewien postęp w swobodniejszem władaniu 
stylem; potrzeba bowiem było dlugich ćwiczeń i prób, 
ażeby dojść do opanowania narzędzia literackiego, to 
jest języka. 
Pomijając drobne zabytki prozy polskiej religij- 
nej w duchu ściśle dogmatycznym (pacierz, dziesię- 
cioro, kanon mszy i t. p.) wspomnieć tu wypada 
o dwu większych; mianowicie o "Biblii królowej Zo- .... 
fii 
 (przepisanej w polowie XV wieku), z której do- ,. 
chowały się dość znaczne wyjątki, wydane r. 1871 
we Lwowie przez Ant')niego l\la!eckiego, dopełnione 
później przez Teodora Wierzbowskiego (w "Pracach 
filologicznych," Warszawa 1893, t. IV); - a dalej 
o "Psałterzu Puławskim, " którego przekład opierał 
się prawdopodobnie na tern samem pierwotnem, 
a dziś zatraconem tłomaczeniu, co i "Psałterz Floryań- 
ski, " lecz dał tekst poprawniejszy, lepiej z błędów
>>>
11£ 


. 


rrzepisywacza oczyszczony (wydanie homeograficzne 
w Poznaniu 1880). Obok tych przekładów Pisma ś. 
zestawić należy dwie dochowane książki do nabożeń- 
stwa, a mianowicie: "Modlitwy Wacława" (wydane 
krytycznie przez Lucyana Malinowskiego, po raz 
drugi w Krakowie H:l87 r.) i "Modlitewnik Nawojki" 
(wydany krytycznie przez Fr. Krczeka, 1893 roku, 
Kraków). 
Co do wierszowanych utworów w duchu do- 
gmatycznym mamy kilkanaście rymowanych dekalo. 
gów (Dziesięcioro), formulowanych krótko, nie rozra- 
stających się, jak u Czechów, w obszerniejsze poema. 
ta;-
a:-:-:y dalej około 20 pieśni, odnoszących się do 
I\'latki Boskiej, już to ogólnie, już to specyalnie 
o Zwiastowaniu, WniebJwzi
ciu, a następnie kilka 
pieśni kolendowych, pasyjnych, wielkanocnych, kilka 
wreszcie pieśni, poświęconych uczczeniu Świętych l). 
Ogółem cały zasÓb pieśni religijnych z charakterem 
dogmatycznym, jaki z wieku XV zdołano dotychczas 
odszukać, wynosi około 50 utworów. 
Istniał wprawdzie już w połowie XV stulecia 
cały "Kancyonał" tak zwany PRZEWORSZCZYKA, 
ale zaginął w naszym już wieku, tak, że znamy 
z niego te tylko pieśni, jakie przytoczył Hieronim ]u- 
szyński w przedmowie do swego "Dykcyonarza poe- 
tów polskich" (18
0 r., Kraków). Zasób to wogóle 
b1'1rdzo szczupły, a w dodatku niewielkiemi odzna- 
czony zaletami. Nie tylko oryginalności, swobody, 
polotu poetycznego niema w tych pieśniach, ale czuć 
wszędzie zależność od wzorów czeskich, rzadziej ła- 
cu1skich lub niemieckich, czuć walkę z trudnościami 


I) Zebrane są (wraz z pieśniami XVI wieku) w dziele 
1\1. Bobowskiego: ,.Polskie piesni katolickie od najdawniejszych 
czasów do koilca XVI-go wieku." Dopełnił ten zbiór A. Bruc- 
kner (w Archiv fUr słavische Philołogie, t. X, XV; w "Bib!. 'Varsz." 
1893, w .Rozprawach wyjz. fiłozof.-hist." t. 25; a także H. Łapa' 
ciński i T. \Vierzbowski w "Pracach filologicznych," t. IV, V.
>>>
120 


wyrażenia myśli i wzruszeń za pomocą rytmu i rymu. 
Ciekawe są one dlatego, że w nich śledzić możemy 
stopniowy rozwój form wierszowych i wiązania ich 
w zwrotki. Wciąż jeszcze przeważa wiersz ośmio- 
zgłoskowy, a zwrotki czterowierszowe; ale są już 
przykłady wierszy dłuższych, pojawia się nawet po 
raz pierwszy w literaturze naszej - 13 zgłoskowy, 
odpowiadający starożytnemu heksametrowi. l w zwrot- 
kach też widać urozmaicenie; są dwuwierszowe, 
z przyśpiewem: alleluja, są trzywierszowe, są pięcio- 
wierszowe, łączone z trzywierszowe mi; są pięciowierszo- 
we, w których cztery wiersze mają jednakową ilość zglo- 
sek, a piąty jest krótszy; są sześcio i siedmiowier- 
szowe. Rymy są pospolicie niepełne, często asonan- 
cye tylko; jednakowe formy gr
matyczne zwykle ry- 
mÓw autorowi dostarczają. Zeńskiemi są wogóle; 
męskie pojawiają się wyjątkowo. Rymowanie odby- 
wa się parzysto, ale dosyć często ukazują się już ry- 
my przekładane. Frazeologia wogóle jest bardzo uboga. 
W tej ogólnikowej charakterystyce potrzeba wprowa- 
dzić pewne zastrzeżenia co do niektórych pieśni, od- 
znaczających się serdeczniejszem czy podnioślejszem 
uczuciem albo staranniejszem obrobieniem. Do takich 
liczę: Żale Matki Boskiej ("Posłuchajcie, bracia miła"), 
hymn do Maryi Panny (" O przenasławniejsza panno 
czysta"), pieśń o pannie Maryi (,,0 Maryja, kwiatku 
panieński"), wreszcie hymn o Duchu Ś. ("Pomóż mi, 
święty Dusze, twoję chwałę mnożyć"), który myśla- 
mi wznosi się najwyżej ze wszystkich. 
Autorowie tych pieśni są przeważnie nieznani. 
Udało się zaledwie parę imion odkryć na pewno. 
Pierwszym chronologicznie jest TOMASZ z KRAJKO. 
W A, autor pieśni z r. 1407: " Wszego świata wszy- 
stek lud-Patrz na Jezu-Krystów trud" i t. d.), drugi 
blizki mu wiekiem IvlACIEJ (może z Raciąża, kazno- 
dzieja), który przerobił wiersz filozufa francuskiego 
z XII w., Piotra Abelarda. O "Ivlądrości ojca" t. j. 
.chrystusie ("Jezus Chrystus Bóg czlowiek, mądrość 


. 


f 


....
>>>
. 
I 
I 

 


ł 

 
" 
fi 


. 
 
I 
, 


-
>>>
n 




 . - - . 
- ._ ' .
-- 
- .==::.:.:.::::."::::
:-..
 ł- 
I \'1 .-.- ,. - ---_ __ . -__o --.0 _ ;;;..-- 0.0 '--";;:_
 .'
 ) 
. 
 
':. .\., -.... _. - - - .....-J
 . 0:-.. 
 ...... 
 '. 

.- "" .", 
 l '" ."" . . 
. II"'I.
 
- . 6. f)' -;& 
. t ) -... 

... .. ... . .:. . . . .. 
j) '"
 :....-. '5-
' , ".,. -..... ______ ..... , /."_ 
 
( .....)..... 
'-
,/. -...)r
.2
.-=:=:-. : 
'- 
 t, l . . 
 __
_
'-_
-- , 
- ." . ".... Ol ". .J -..:::" i
 -- II 
 '" __ _ 
 - .... ," ('} \.".. 
. _ __ 
___ "10# I et 
. ',
i!JłJłlw1 ,ił
i:_:tiji
gljl!lti:
łt ; 
 : ...';

lilłi .,'_!
itW 
:./1 1ii
 j 
 
 
;.!1 al
'G 'ił 1£1 
 .xJ;, 1:01 
 j l
 l i i ei ! 
 
l g 
 I 

: 2 
 13 1 
 I 
 f I 
I : I 

 - t:'"jt;i s:: I 8-
 I .s

;-..,j
:.,g:
1 !o' ;g!$ 
I 
!

I;-..
CI;IJ!,
I
I
 =: ' 
I o,
 
, "rE' 
;
:... «:oj i:..:.. gb,.. / J,EI r# i i;:t' 
 I...., .!" 
 :-i,g I F fi ct-:
 1 
 f: I

' ' 
 j 
" p2J: ; lłli¥II

jiił!
!flł
Ji
:!it l l.ił

!
!ilłił

;łli:ii

 

, 
",...,; I :cU'lgi
i ' : ,..., «'1
f
lr;t !
, 
 
IOI
OI i;..../ 
.; , : 
 , 
e:: .,. . . ł.

 - ...-'.- - - 
T 

i'i '\
:....:,"C.= -=.. -"-'- '.=-.. ...' .. - ,. .,
. - · ',--=- ,----- .- .. :'-'" '-
 .- -. ' .. :._,- 
-,
 

.--,,' \ 
!
'1:: 'J

J!::t


 ;!!

:-:

'P
i)
i 
 tlł
fi 

,
ł QJr:. .
, --,' .
 '. 
- - ,
 e! 
;:!jl
' 
; · rfł'
 
IO't:J I 
 ur., , --I .- co 1:Ztlgl
'
 - 
,":.-"... ", .
, 
};'_1 .g?i}lł: 

IZi;:tIQ
[ i
t!:lę-l 
 1 
1
JI
Jr: 

$
 ' ,_ł ,t 
- '.", "', : l' 'a/:Jt:!g! 
,ł:

a[gjil-al


 aff
j

'
 
 ę:
!
I?r!I
, ..., , ..' 
. 
. ...., .,
 ,," 
:::lClfil:

 I ;
: 
ai
l8
is;fi'S!!I!:łlg'
 ID W I I$ti


!,",
 ,""?- 
,! .' . '
fj':5i 
€r
1 j!1 ,Q1
l
 

! .fi
:s
!i -Li,l?


', ',.. ,'..... 
:
 ,,' ,,:'
;gI

ltd
J+ 
,
hC: I
I
I!, 
ialaigt
 


:1[łiS
 ".J' /
, ' 
'- .'. . :...'. Q .
I+
 I I
IL.QI
 Q! 
 I .1 I
 glWi 
 -
IE?I . ,,

 . 
-., 
 
. c-...
 r, ,.:,-..
.::':) ( ...,-"-.,... ,.""'-'....... {.,r..i..... r. ...._J J' - , ' 
 
 
 'i .
,....- _.. ,:
;-.:__..::-

,'I:b V" } . J' 
. ..,.., " .-:-. - . :'.',.,... . -
 1 -r ,
.- . --- - . ( t. '.-'1. ;J . .....1'.(" r' . -..... -, \ - .r 
....- - .. '. .I. 'r- " l 'J- "
'o l.,' . '. : ' .", .. 
'-- r ','-. -.. . '.
 
,
. .\:.... -' , '-I"
v_-... l r-., . 
 . '"\ 
 ..--........--......, '.-- '" 
. 
1.i.J'" 
 --." .;.......--
......\...., 
 - '.:.0, ,. 
 
,"-
 '- 'or r.
)!J ....:.... .... . -. .

..
 ___..d'. I. 
 _ / J 
I .,,' 

., f..., ,,--
, tv .

\. -- =-
 ,:. 
 .
 -"'::,'. '... -. ..... 1,/[. -, :'.; 
 . . 
.t '.\'" FI -; I ..' -. . 'c r _. 
' - .-'. .. . -.

...... 
-=",.... 
."
 '.- ,-....._'--,. ' .. 
t'!,.,.-.ó _" - ,. --.:;" lo' 
"....".... ;' 
 - -. - '. 
-_.' - ..............- .--- '
....- --;;' , 
,--- tI
: -.. '-
., \, 
----:....:_ . . .-' _
- . I, "ł-' -,,
 
L ; -. -
 ,'. '. .
: '
: 1'..... . 
...... '::--:.. I"")' {(''., 
 -- - .... .. 
 c £ ,
 ." ' . -...:.... ' -', "',, 
I 

 --, 'c; ,. 
 . '" \' C. / ' 4" * , p:-_ 
 . -:oc- __.;". I, ,'., _ _) , 
L' ....;. -, .-' :. 
.I ;-- 7 ";.':
_.-:' "'" '-- ,-
_ . :_
 ... "
.'"
 _
._ ,- :""r/' " ,. I 
....." ':"':,.' ' ,ł./! t'.
.''"" ,.:.,'i.
'(r::i.
=.. -:.-: 
 ,c. f.; -,'-[ . " ,. .
. _.-f '

'_ " i 
 
l ;- . .' J' '''' . '..:'

 ._ 
 __ _
.= .'J 
-:- 
 . ' \.:1" I,
 . ...._ 
__ .: _
_ 
;;..-.I'......... 
 . _ _ "\.... "J , . . ... . r L
 ' . __o _ 
, oc ii l ......:J.
 
.../ ...... ..
..
 {. '\ ..1' .,.... 
-..,I 
.. 


ii 
,I 
II 
!I 


, 

 


- 
., , 


,. 
I 

 
I 


- 

. 


.. 


( 

 \ 


'. .... 



 
"c 
o 
... 
o; 


'" 
:: 
'" 
:c 
o 
-o 
o 
e::. 


...; 
..... 
o 

 
.
 

 
o 
- 
"J 
.... 

 
t1J 
- 
1:1 
"11 
.......
>>>
,
 



 ',:J EJ I .,.." . t .o'.. 
"\ '. . 
t\") ... , , h I, . ft . 
, - 
 . 
n a.. I' ł ał " a,- 46 
. r r
 I l'c})u
, 
;'\ ,b..._.... 
 -;{2s- \t n r -ffiol 1: ' mi 

\,\\./-: 4, ,/ 
 I 
[ -1 I . \ , " '. '

...
.}t 'Jf'
D
 r o J 

J.' 
' 
A,
J 
,,' j;'
"
 

 
'-, 
t
' 

 

\ I · "J". 
 
II, -
, ) 
 
' 
 
--. 
 
"- 

 (.
ł 
- ..........
--
) 
-
--I 


o;- 



 


" 


II 
-'
 1uutyt 
ł -o f}Ja

 -_ 

 
 
 , ar 
 
 

f3tii}; 
 . 





etv01'
 
tl
ipj 

ft fJ:p_cb6łiqjc¥pij /' 
ją,1W

 otttM;' rw
&i-w 

as fU'
 
 '

g'Onft/1) 
/ 
 
 c&" - 
, 

 
 - B Ji,
}" 

Z


ak
 

 Eug 
atr" 

 

 . ;t;'?
fl¥ /!fr 
1WW" 
 
 
 
a
 dtJ
fi
 - 


Ps łterz Puła'Wski. (Podobizna I i II stronicy). 
I 


"
>>>

>>>
121 


oćca swego" (naj dawniejszym u nas 13-zgłoskowcem), 
wreszcie błogosławiony LADYSLAW z GIELNIOWA 
(t 1505), któremu przyznawaną jest powszechnie 
pieśń o męce Pańskiej ("Jezusa Judasz przedal za 
pieniądze nędzne"). 
Przechodzę do drugiego oddzialu literatury reli 
gijnej, nazwanego ascetyczno-mistycznym. Opowiada- 
nie o cudach, określenie życia pełnego umartwień, 
dobrowolnych upokorzeń, wystawianie marności wszy- 
stkich dóbr ziemskich, wskazywanie celu życia 
w udoskonaleniu, ubóstwie, modlitwie, pognębieniu 
ciała, zjednoczeniu się z Bogiem przez ekstazę i wi- 
zye: oto treść najważniejsza legend, spisywanych pro- 
zą lub wierszem. Główną kopalnią jak dla wielu innych 
literatur tak i dla naszej w tej mierze było dzielko 
wielce popularne Włocha Jakóba de Voragine, zmar- 
łego w r. 1298, znane pod nazwą "Legendy Złotej" 
(Legcnda allrea.), lubo naturalnie czerpano i z innych 
(I.:zeskich, niemieckich, a także i swojskich) źródeł. 
Pierwiastek fantazyjny, żywo przemawiający do umy- 
słów prostych, czyni takie utwory wielce popularne- 
mi. lVIusiało ich być dużo, bo ciągle jeszcze odkry- 
wają badacze nieznane, rękopiśmienne zabytki. 
W prozie mamy z tego dzialu: aj króciutki ury- 
wek "Żywota świętego Błażeja" (wydany krytycznie 
przez L. Malinowskiego w "Pracach filologicznych," 
V, 309-353); 
bJ fantastyczne opowiadanie o Zbawicielu ijego 
rodzinie p. t. ..Sprawa chędoga {) męce Pana Chry- 
stusowej" (ogłoszona przez Aleksandra Brilcknera 
w "Pracach filologicznych," t. V, str. 380-386); 
cJ przekład t. zw. Ewangelii Nikodema, znanej 
u nas i w łacińskim tekście, o wstąpieniu Chrystusa 
do otchłani i wyprowadzeniu z niej patryarchów,- 
zakończonej listem Piotra do cesarza Klaudyusza 
o ukrzyżowaniu Chryst1lsa i szalbierstwach żydow- 
skich (ogłosił go częściowo A. Brilckner w "Pra- 
cach fi!.," V, 387-388); 


I
>>>
122 


(7) list o twarzy Chrystusa (ogłoszony przez J.; 
S. Bandtkiego r. 1821 w "Pamiętniku \Varszawskim," 
t. Xx. 
ej przekład obszernego dzieła ks. Feliksa Fabra 
z Ulmu o życiu i widzeniach żarliwego mistyka Hen- 
ryka Suso, rodem z Konstancyi, zmarlego w r. 1365, 
znanego i u nas wówczas z dzieł swoich. Przekład 
ten p. t. 
Żywot ojca Amandusa" (wydany przez ks. 
Ignacego Polkowskiego w III tomie "Sprawozdań ko- 
misyj językowej Akademii Umiejętności," I
raków, 
1881) jest najrozlegle
szym i najwybitniejszym przeja- 
wem prqdu mistycznego u nas w wieku XV-ym. 
Do tego jeszcze działu policzyć wypadnie liczne 
zbiory kazań, spisanych wprawdzie po łacinie, lecz 
wygloszonych niewątpliwie po polsku i zaopatrzo- 
nych w glosy polskie. Wtrącanie do kazań rozmai- 
tych anegdot budujących, cudownych wydarzeIi, 
usprawiedliwia zaliczenje ich nie tyle do dogmatycznej, 
ile do ascetyczno-mistycznej kategoryi. Rubaszność 
wyrażeń lJynajmniej nie może być w tym względzie 
przeszkodą, bo w XV stuleciu, jak i później w XVII 
doskonale godzono na kazalnicy jaskrawość szczegó- 
łów z morałem. W wielu z nich można znaleźć du- 
żo wiadomostek o guslach, zabobonach, obrzędach, 
zwyczajach; spotykają się i wiersze. Kaznodzieje po- 
wstają, tak samo jak Długosz, na zbytki i ncwe kro- 
je. I tak Jan ze SlupcJI mówi: "Patrzmyż w na- 
szych czasach na panny, jak przed matkami do ko- 
ściołów idą, w złoconych trzewikach, z perłami, 
w manelach, z wieńcem pod kitą, albo z zlotymi 
strzępkami, pacierz z korali aż do ziemi zwieszając, 
w jedwabnej koszulce, wyciętej na plecach, na szyi 
wisi pas łańcuchowy, suknia wązka, płaszcz zwieszo- 
ny na ziemię na dwa łokcie, za nią slużący szlepę 
niesie, jak pies ogon..." A .Macirj z Raci'lża wołał: 
"Cokolwiek widzą Polacy u innych narodów, chcą 
się do wszystkiego przystosować, nie tylko szlachta, 
ale mieszczanie i chłopi. Cóż mam rzec o tych, 


.
>>>
123 


.. 


którzy dbają, by ich suknie dobrze pachly, by ich 
pośladki widziano, chodząc jak źórawie i pav..'ie, by 
włosy żegadłem zakręcano, by palce od pierścieni,. 
ręce od manel się lśniły, rękawy białe koszuli wy- 
stawiają, jakby ręce i twarz obcierać chcieli, jedzą- 
wonności, by z ust dobrze pachli; lejwie zostaje po. 
nich ślad na drodze; ściskają szyję i nogi... ale sza- 
ty ich wszystkich ze krwi i potu ubogich." Takich 
atoli i tym podobnych znamiennych szczególów nie- 
zbyt jest wiele w kazaniach XV wieku; ogólnie mó' 
wiąc, "brak w nich własnej myśli, a natomiast są 
ciągłe powtarzania p3przedników, subtelne mistyczne 
dociekania, naciągane gwaltem porównania, szereg 
starych historyjek, dziwaczne etymologie, ślepa wia-- 
ra we wszelki autorytet, mania kompilacyi" 1). 
Z kazań po polsku spisanych odszukano do- 
tychcz'ls jeden zbiór, będący utworem mistrza aka- 
demii krakowskiej, JANA z SZAMOTUŁ (zabitego 
\V r. 1519 przez szlachcica Rusockiego), przezwanego. 
P A TERKIEM. Wydal ten zbiór r. 1880 Lucyan Malinow- 
ski p. t. "Kazania o Maryi Pannie czyst£j." Ściśle mó. 
wiąc, można w tej sporej książce wyróżnić dwa ka- 
zania o Niepokalanem Poczęciu N. Maryi Panny, oraz 
obszerny traktat ,,0 Narodzeniu Maryi Panny" wraz 
ze szczegółowym opisem jej postaci i członków, imion. 
i epitetów, życia, cnót i świętości. Ta ostatnia część. 
lubo zawiera zwroty do braci i sióstr, za duża jest 
na kazanie; jest to raczej książka budująca, dla bra- 
ctwa pobożnego napisana. Powtarzań tej samej my- 
śli i tych samych wyrazów znajduje się tu dużo; cy- 
tat z Pisma ś. i Ojców Kościoła również bardzo wie- 
le; skłonność do allegorycznych i mistycznych tło- 
maczeń wido:::zna; znać p
wną staranność w ukla- 


I 


. 


I) Aleksander Bruckner: "Kazania Średniowieczne" (w "Bi- 
blIotece 'Varszawskiej," 1891, t. I, 141 - 258), a prócz tego. 
w "Rozprawach akademii umiejętności wydziału filozoficznego,'" 
t. 24 i 25-y. 


.ł 


I
>>>
124 


dzie, ale podzialy i podziałki są nużące. Język jest 
dosyć wyrobiony i poprawny. Ciekawą jest wzmian- 
ka, że w kwestyi Niepokalanego Poczęcia, wówczas 
jeszcze spornej między teologami, Paterek stanowczo 
za przyjęciem niepokalaności przemawia, przytaczając 
dużo cudownych wypadków, jak kaznodzieje przeci- 
wnego zdania przez samą Matkę Boską byli karani. 
i dodając, że Jan Duns Skott wykazał "niepokalaność," 
co też "wyznawa i nasza nauka krakowska. lo 
Wierszem mamy kilka legend, przybierających 
zazwyczaj formę liryczną, tak że opowiadanie łączy 
się tu nieraz z pieśnią. Najdawniejszą, na pół cze- 
ską jeszcze w języku, jest "Legenda o ś. Dorocie;" 
czyściejszą w wyrażeniu, chociaż ułomną w rymo- 
waniu, jest "Legenda o ś. Aleksym" najlepiej wyra- 
żająca ideał ascetyzmu i wyrzeczenia się, - a na- 
stępnie legendy o śś. Stanisławie, Wojciechu, Jopie 
(Jobie), Annie, Katarzynie, Krzysztoforze. Niewątpli- 
wie też w XV wieku istniały legendy o śś. l\'likołaju, 
Sebastyanie, Barbarze, Łazarzuj ale nie odszukano 
dotąd tekstu, sięgającego XV stulecia; znamy je tylko 
.z przeróbek późniejszych. 


.. 


. 


XIV. 


N a pograniczu między utworami treści religij- 
nej a świeckiej umieścić wypadnie kilka takich pism, 
w ktorych miesza się jeden żywioł z drugim; zda- 
rzenie jakieś z życia czy to duchownych czy laików, 
albo też ogólniejsze obrazy, obejmujące wiele grup 
ludzkich, stanów, narodów, służą autorowi do wy- 
snucia moralnej przestrogi lub uwag satyrycznych. 
Do takich pism w prozie zaliczyć można wielce roz- 
powszechnioną "Powieść o papieżu Urbanie, CI jak nie 
mniej .,Historyą Trzech króli, CI przełożoną z dziel a 
-łacińskiego Jana z Hildesheimu, zm. w 1375 r.;-wier-
>>>
125, 


szowanych mamy trochę więcej i lepszych, a mIa-- 
nowicie: 
aj "Skarga umierającego," sięgająca początków 
XV wieku ("Ach, mój smutku, ma żałości"), złożona 
z 22 zwrotek czterowierszowych; każda zwrotka za- 
czyna się od kolejr.ej litery abecadła, od A do Z; 
gdzie x czyta się jak ch. Wykazuje ona znaczne 
wyrobie:lie; często śpiewana, musiała ulegać nieje- 
dnokrotnym poprawkom; tak że odpis, jaki posiada- 
my, odznacza się wielką płynnością. Przechowała 
się ona do dziś dnia, naturalnie ze zmianami, w ustach 
ludu. 
. bJ "Rozmowa śmierci z magistrem," najobszer- 
niejszy poemacik polski z XV go wieku, a tak płyn- 
ny, żywy, obrazowy, że przewyższa nie jeden wiersz 
z następnego stulecia. Jest on przeróbką wzoru ła- 
cillskiego, ale zawiera także szczegóły samoistne. 
'vVe wstępie poznajemy mędrca Polikarpa, na którego. 
prośby ukazała się widomie śmierć w postaci brzyd- 
kiej kobiety. Śmierć opowiada o swojem pochodze- 
niu (urodziła się w chwili, gdy Ewa w raju zerwala. 
jabłko i dała je mężowi), a potem w licznych obraz- 
kach przedstawia swoje wszechwładne panowanie. 
nad wszystkiemi stanami ludzi, nad zwierzętami i ro- 
ślinami. Słowa mistrza Polikarpa wtrącone tu i ow- 
dzie, mają na celu pobudzenie tylko Śmierci do dal- 
szych wywodów. Końca utworowi temu, niewątpli- 
wie najlepiej obrobionemu w całym zapasie literatury- 
po polsku w XV wieku spisanej, brakuje, niestety! 
ej "Fragment o śmierci," zaczynający się od 
slów: "Oto usta już zamkniona, Co się wczora targo- 
wała" i t. d. Może ten fragment, lichy pod wzglę- 
dem rymotwórczym, stanowił częŚć "Rozmowy Śmier- 
ci z mistrzem" - w jej pierwotnem, najdawniejszem 
brzmieniu. 
ił) "Pieśni Sandomierzanina" f1ie odznaczą)ą się- 
wielkim talentem rymotwórczym, ale są interesujące.. 
z tego powodu, że w jednej z nich autor zawarł po-
>>>
126 


wiastkę o dwu "kostarzach" (graczach w kości), 
pienvszą tego rodzaju u nas. Pieśni jest dwie: pierw- 
sza ułożona zwrotkami czterowierszowemi o 7 sło- 
wach Chrystusa na krzyżu i o jego "krasnym testa- 
mencie, " do którego dość niezręcznie przyczepiona 
jest anegdota o graczach. Druga pieśń, zwrotkami 
pięciowierszowe mi o jednostajnym rymie pisana, mó- 
wi o I1gniewie bożym" i przytacza z dziejów (Egipt, 
Jeruzalem, Rzym, Troja) przykłady tego gniewu, naj- 
-
łużej się zatrzymując przy Sandomierzu, zniszczo- 
nym przez Tatarów. 


EJ Swieckic. 


I: 


xv. 
Są ślady, że ważniejsze zdarzenia dziejowe XV 
wieku były spółcześnie opiewane nie tylko wierszem 
łacińskim, ale i polskim. Bardzo mało się z tych 
utworów zachowało; czasem jakiś Jwuwiersz, a na- 
der rzadko pieśń cała. Miłość i żart satyryczny ró- 
wnież były przedmiotem pieśni, lecz jeszcze w gor- 
szym stanie do nas doszły. 
Do najwcześniejszych zabytków wierszy świec- 
kich należy bardzo interesująca a niektóryrr.i piast y- 
-cznymi obrazkami żywo się w pamięć wbijająca 
rzecz: "O zachowaniu się przy stole i czci dla nie- 
wiast," którą odkrywca jej, Aleksander Bruckner, 
przypisuje zagadkowo przy końcu utworu wspomnia- 
nemu Złocie (Si ta). Jakkolwiek dużo było w średnich 
wiekach wierszy podobnej treści, nie odszukano do- 
tychczas takiego, któryby autorowi polskiemu służył 
za Wzór bezpośredni I). 


I) \Vydrukowany został po raz pierwszy w "Ateneum" 
.tom I.
>>>
127 


W związku z tym wierszem można wspomnieć 
dwa fragmenty pieśni miłosnych: (Ach, miłości, coś 
uczyniła" i "Miłuj, miła, miłuj wiernie, ") oraz jeden 
urywek miłosno - satyryczny: ("Ach, miły Boże, toć 
boli "). 
Pierwszym dłuższym wierszem, odnoszącym się 
do wypadku historycznego, jest "Pieśń o zabiciu An- 
drzeja Tęczyńskiego." Zdarzenie, które podało powód 
do niej, zaszło w r. 1461. Andrzej Tę:::zyński, wy- 
bierając się na wojnę z Krzyżakami, uderzył płatne- 
rza Klimunta za to, że mu zbroi na czas nie wyg/)- 
tował. Wzburzeni mieszczanie krakowscy zaczęli go- 
nić magnata, a ten skrył się ostatecznie na wieży 
w kościele ś. Floryana. Gdy zeszedł do zakrystyi, 
zuchwalsi wtargnęli tu i Tęczyńskiego zabili. Za to 
ścięto sześciu mieszczan, a trzech zabrał syn zabite- 
go, aby ich więzić przez rok z górą na zamku rab- 
sztyńskim. Autor pieśni mówi o mieszczanach wogóle 
z lekceważeniem, a młodego Tęczyńskiego wychwala 
za to, że pomścił śmierć ojca. Pod względem wier- 
szopisarskim rzecz to bardzo licha, lecz wielce zna. 
mienna, jako literacki przejaw dążności szlachty do 
zgnębienia innych stanów, tak znamiennej już dla 
wieku XV-go. 
Z podobnego powodu, jako wyraz cburzenia na 
chłopów, którzy odrabiając na "pańskiem", chytrze uda- 
ją tylko pracę, a czas marnują, przebiegle wymyśla- 
jąc sobie różne wymówki, ciekawym jest wiersz 
,,0 kmieciach pracujących," który widocznie tak się 
podobał, że w wieku XVI-ym został rozszerzony, 
z zachowaniem atoli charakterystycznych wyrażeń. 
Na,Jpiękniejszą pieśnią świecką treści historycz- 
nej jest "Pieśń o pruskiej porażce," to jest o bitwie 
pod Grunwaldem. Wiemy napewno, że było ich kil- 
ka. W Języku łacińskim przechowały się dwie, dość 
słabej z polskich ocaJała tylko jedna. Prostemi, ale 
czasem energicznemi i malowniczemi słowy, niezna- 
ny jej autor maluje cały przebieg walki, nie tając by-
>>>
128 


najmmeJ, że w początkach nasi wcale się nie popi- 
sali, a zcążając do okazania tej prawdy moralnej, że 
Pan Bóg karze hardych i pysznych, a wynagradza 
pokornych i tych, co słuszność ("sprawiedliwość") 
mają za sobą l). 
Wiersz ten, pod względem gładkości mogący 
stanąć obok "Rozmowy śmierci z mistrzem," zape' 
wne przechodził takież jak ona koleje. Często powta- 
rzany, wygłaszany przy dźwięku muzyki, wydosko- 
nalał się w swoim rytmie i wyrażeniach, i dopiero 
w tak wyrobionej formie został spisany r. 1510. 


XVI. 


Proza świecka w języku polskim XV-go \vieku 
nia ma tych cech znamiennych, co poezya. Jest ona 
jeszcze bardzo niewyrobiona i składa się z samych 
niemal tłomaczeń, dokonanych ze względów prakty- 
cznych. Takim jest przekład Statutów wiślickich 
przez Stanislawa z TrocieszJlnaj takim przekład Sta- 
tutów mazowieckich przez ]lIacirja. z Roiana; takim 
przekład "Ortylów" (wyroków sądowych) magdebur- 
skich. Wszystkie one służyć miały szlachcie nierozu- 
miejącej po łacinie a potrzebującej obeznać się z pra- 
wem obowiązującem. 
Ciekawość już a nie potrzebę zaspokajało tło- 
maczenie fantastycznej "Historyi Aleksandra Wielkie- 
go, króla Macedońskiego," tego bohatera tak popular- 
nego w wiekach średnich, dokonane z tekstu łaciń- 
skiego, będącego przekładem oryginału greckiego, 
Pseudokalistenesa. W pierwszej części, trzymającej się 


. 


J) Stanisław 'Vindakiewicz i Aleksander Briickner usiło- 
wali dowieść, że wiersz ten jest dziełem XVI wieku, że go napi- 
sał Łukasz Górnicki. Naiwność opowiadania, religijność nastro- 
ju, brak wszelkiej okrasy klasycznej sprzeciwiają się temu mnie- 
maniu.
>>>
12S 


. 


ściślej wątku dziejowego, jest opis wojen l...Jeksandra: 
\V drugiej zwiedzamy ziemie dZiwożon, olbrzymich 
mrówek, kozlów, wielkoludów, psioglowcow i t. p. 
Kończy się opisem pogrzebu: "nad złotym grobem 
schodzą się liczni mędrcy i prawią na temat zniko- 
mości: komu ziemi nie starczyło, dziś dosyć ma czte- 
rech łokci; wczoraj bały go się ludy, dziś lekce go 
ważą: wczoraj miał przyjaciół i wrogów; dziś dla nie- 
go wszyscy jednacy." Tłomacz polski, lichy zresztą 
jest nieznany I). Rękopis przepisany r. 1510. 
Najznakomitszym utworem prozaicznym pol 
s:-im z XV-go czy początku XVI go wieku są "Pa- 
miętniki Jańczara." Jańczar ten nie był bynajmniej 
Polakiem, lecz S
rbem; nazywał się Mirhrt{ KOJl.'ltan- 
t!/11OIriCZ; wzięty mJodo do niewoli rrzez Turków, za- 
ciągnięty do milicyi, przypatrywał si
 przęz lat dzie- 
sięc trybowi życia zdobywców Konstantynopola; 
a skorzystawszy ze sposobności, uciekł i schronił się 
do Polski za Jana Oltrachta. Opowiadał tu swoje 
rrzygody, a ktoś je spisa!. Z tego polskiego tekstu 
Czesi dokonali przekładu i wydrukowali go już \\. pier- 
WSZtj połowie XVI wieku, gdy sam tekst polski do- 
riero w naszem stuleciu został ogłoszony (U:QS r. 
w Warszawie). Odznacza się opowiadame zaletą pro- 
stoty i barwności, choć nie jest wolne od gadulstwa. 
Jańczar mówi najprzód o narodach wyzm
.iących wia 
rę mahometańską, podaje opis świqt główniejszych, 
przytacza dwa ciekawe kazania muzułmańskie, wspo- 
mma krótko O początku potęgi kalifów, a potem 
szczegółowo kreśli dzieje nieszczęsnych walk Slo- 
wiańszczyzny południowej z Turkami, opowiada prze- 
bieg bitwy pod \lVarną, a kończy wskazówkami, jak 


I) Aleksander Briickner; "Powieści" (w Pracach filolog. 
V, 355 - 368). 'V. A. Maciejowski, podający nLenarta z Balie" 
jako autora czy tłomacza, żle ouezyta1 nazwisko przepisywacza: 
Laurentius de Buncza. 


9
>>>
130 


można z Turkami walczyć skutecwie. Nauki on nie 
miał, ale posiadał zmysl spostrzegawczy, lUbił się za- 
stanawiać nad tem, co widział, bolał nad rozterkami 
książąt chrześcijańskich i wyrażał się nieraz obrazo- 
wo. powtarzając niejeden zasłyszany rys anegdoty- 
czny, jak np. o zachowaniu się cara Lazara po wzię- 
ciu go do niewoli. 
Kończąc wyliczenie tych zabytków prozy pol. 
s
iej, Wspo:11nę jeszcze o najdawniejszej mowie treści 
świeckiej w języku pols!{im, jaką dotychczas odszu 
kano. Jest ona bardzo króciutka i zalet krasomów- 
skich zgoła nie posiada. Wypowiedział ją w r.1512 
Jan I{ona/".''iki, biskup krakowski, witajqc pierwszą 
żonę Zygmunta Starego, Barbarę Zapolską i poleca- 
jąc jej wzgłędom kościół. Ogłosił ją drukiem Aleksan- 
der Brliclmer roku 1
98 w "Pracach filologicznych," 
t. V. 391-2. 


Z tego przeglądu wierszy i prozy polskiej XV 
wieku latwo wywnioskować. że nie miały one ani 
w części tej wattości, co dzieła po łacinie pisane; że 
jednak jako przygoto\vanie języka i stylu dla następ- 
nego okresu posiadaly znaczenie pierwszorzędne. 


OKRES II. 


(r. 1505 do 1625) 


Rozk'-Vit l1ulllanizrTju i Reformacya. 


Te same trzy czynniki, co wiekowi XV-mu na- 
dały odrębną od poprzednich fizyognomię, działają 
i w tym okresie, a zespoliwszy się z objawami nie- 
pospołitego talentu, wytwarzają " wiek zloty" litera- 
tury staropolskiej. 
Za przykladem możnowładztwa, stara się teraz
>>>
, 


13.1 


i szlachta zdobyte w poprzedniem stuleciu przywileje 
wyzyskać praktycznie, to jest dostać się do steru 
władzy i wywierać przemożny wplyw ra sprawy 
państwa. Garnie się więc, tak samo jak możnowładz- 
two, do oświaty, jeździ do zagranicznych uniwersyte- 
tów, pozyskuje st"pnie nauko\\"e i wieńce poetyckie. 
Spółzawodnicząc z możnowładztwem, dobija się zu- 
pełnego równouprawnienia politycznego, poniża mie- 
szczaństwo, zapanowuje całkowicie nad ludem. który 
staje się w zupelności od niej zależnym. vVydaje 
z pośród siebie świetny szereg mówców i polityków, 
poczęści poetów - literatura pod względem ducha 
swego jest szlachecką, ale jeszcze w najlepszem sto- 
. sunkowo znaczeniu tego wyrazu. 
Humani:m dJsięga szczytu rozwoju swego. Nie 
poprzestaje on teraz. na proste m naśladowaniu poezyi 
rzymskiej w języku łacińskim, lecz stosuje to naśla- 
dowanie w utworach pisanych językiem ojczystym, 
już to za pośrednictwem przekładów, już to za po- 
mocą dzieł oryginalnych; a nadto wytwarza nową 
gałąź nauki: filologię klasyczną. która pierwotny en. 
tuzyazm przemienia na rozważne i skrupulatne ba- 
danie, przejawiające się w wydaniach i objaśnie- 
niach autorów, w układaniu gramatyk i słowników. 
Humanizm wydoskonalił poczucie artystyczne, wyro- 
bil smak literacki, a w myślach i poglądach rozsze- 
rzył i rozjaśnił widnokrąg średniowieczny. \\' spra- 
wie usamowolnienia ducha ludzkiego od pęt krępują- 
cych go dokonał wprawdzie niewiele, gdyż zamiast 
powag średniowiecznych wprowadził klasyczne; ale 
bądź co bądź te były mniej uciążliwe od tamtych, 
i łatwiej było je zrzucić. 
Reformacya rozwinęła i szeroko zastosowala za- 
sadę rozbioru, krytyki wszystkich tradycyjnych do- 
gmatów, przyznając rozumowi jednostkowemu prawo 
ich wyjaśniania. Jak ruch husycki poprzednio, tak 
i reformacya nie sięgnęła do ludu, ale natomiast 
wśród szlachty nader wielką zyskala popularność, lu-
>>>
132 


bo w jej umysłach nie utkwiła głęboko. Niezbyt licz- 
ne jednostki zajęły się naprawdę zagadnieniami wia- 
ry i doszły do krańcowych wyników, niemal do czy- 
stego deizmu, lecz ogół szlachty mało się troszczył 
o dogmata i nie chciał zrywać związku z Rzymem; 
uwolnienie się natomiast od sądownictwa kościelnego 
było dla niego rzeczą główną; to też gdy się owej 
nienawistnej dla siebie juryzdykcyi pozbył, ochłódł 
w swej gorliwości protestanckiej i wracał tłumnie na 
łono kościoła katolickiego. W każdym razie reforma- 
cya XVI-go wieku wniknęła nieporównanie więcej 
w życie duchowe warstwy szlacheckiej, aniżeli husy- 
tyzm, i przyczyniła się wielce do wywołania świetne- 
go ruchu umysłowego: wpłynęła silnie na danie po- 
lotu rozumowi, wprowadziła ulepszenia w nauczaniu 
szkolnem przez układanie lepszych podręczników, 
wywołała rozpowszechnienie języka polskiego w za- 
stosowaniu do dzieł literackich, gdyż dla pociągnię- 
cia jaknajwiększej liczby ludzi ku sobi
, musiała glo- 
sić swe nauki mową najzrozumialszą, co naturalnie 
powodowało i katolików do podobnegoż po
tępowania. 
Rozpowszechnienie sztuki drukarskiej stało się 
doskonałym środkiem du działania na umysly, gdyż 
uprzystępniało nabycie książek znaczniejszej liczbie lu- 
dzi. Wynaleziona w połowie XV-go stulecia, dość 
wcześnie sztuka ta poznaną została przez Polaków; 
znajdujemy ich bowiem jako drukarzy w różnych 
stronach Europy, nawet w Hiszpanii, na lat kilkana- 
ście przedtem, zanim się pierwsze druki w samej Pol- 
sce pojawiły. Za najpierwsżą drukowaną u nas książ- 
kę uchodzi dotychczas dzieło średniowiecznego pisa- 
rza Turrecrematy: Explanatio in Psaltc'riłt:n (Wy- 
kład Psałterza) odnoszone do r. 1475. Ale nie bylo 
następnie ciągłości w wydawnictwach; nie wiadomo, 
czy od tego roku drukarnia krakowska była Gzyn- 
na stale. Dopiero w ostatniem dziesięcioleciu wieku 
XV-go cokolwiek Się ru.:h drukarski ożywił; istniala 
w Krakowie nawet drukarnia slowiańska Świętopełka
>>>
13
 


Fiola i pierwsze książki w języku cerkiewnym ogło- 
siła. Najwięcej wytłaczano oczywiście w języku ła- 
cińskim, ale nie brakło także książek w języku nie- 
mieckim i węgierskim. Tylko polskie długo jeszcze 
dały na siebie czekać. W wieku XVI w skutek re- 
formacyi głównie, kiedy możnowładcy i szlachta opie- 
kujący się różnowiercami, zakładali księgotłocznie 
w swoich dobrach dla swobodnego rozszerzania ,,0(,- 
winek genewskich," liczba drukarń ogromnie się po- 
mnożyła, ale też wraz z nachyleniem się reformac
 I 
do upadku, rychlo zmalala. Ogół druków z końca 
XV i przez całe XVI stulecie obliczają bibliografowie 
na 7,500. W tym zasobie przewaga liczebna jest za- 
wsze Jeszcze po strome książek lacińskich, ale co do 
wpływu i znaczenia literackiego polskie odno
zą sta- 
nowczą nad niemi przewagę. Dzie1a bowiem łaciń- 
skie w drobnej tylko części odnoszą się do zakresu 
literatury pięknej, a glównie dotyczą teologii lub za- 
gadnień chwilowych; dzieła zaś polskie, przeznaczore 
dla ogółu, nie mają tak wyłącznie specyalnego zna- 
czenia. 
W literaturze "wieku złotego" wyróżnić należy 
trzy doby rozwoju: pierwsza przypada mniej więcej 
na czas panowania Aleksar.dra i Zygmunta Starego; 
L
ruga-na okres rządów Zygmunta Augusta, Henry- 
ka Walezyusza i Stefana Batorego; trzecia wreszcie- 
na czasy Zygmur.ta III. 


f. Doba pierwsza 
I:.opernik. Poeci humaniści. Pierwsze druki 
polskie. 


l. 


\V dnbie pierwszej szlachta dochodzi już w za- 
sadzie do n,wnouprawniepia z możnowładztwem: zy-
>>>
134 


skuje (1505 r.) zatwierdzenie wszystkich dawniej- 
szych przywilejów wraz z zastrzeżeniem, że odtąd 
żadnej król nie wyda ustawy bez wspólnej zgody se- 
natu i posłów ziemskich, czyli inaczej mówiąc, da- 
wniejsze zwyczajowe tylko zwoływanie sejmów wal- 
nych staje się teraz prawem obowiązującem. Prócz 
tego w r. 1530, uznawszy Zygmunta Augusta na- 
stępcą po ojcu, szlachta otrzymuje obietnicę, że na 
przyszlość wybór króla dokonywać będzie sama w ca- 
lości swojej, nie zaś przez posłów. W 1520 utrwala 
pańszczyznę, a r. 1538 uzyskuje ponowienie zakazu 
nabywania dóbr ziemskich przez mieszczan. \V związ- 
ku z tern ustaleniem i utrwaleniem prawnych pod- 
staw bytu szlachty, zostają zbiory praw czyli statu- 
tów, układane to chronologicznie jak u J(t1/(
 Łal'kie- 
go (1506 r.), to systematycznie według materyj, jak 
u ][ikolaja Taszyckiego (153
 r.), to w połączeniu 
z objaśnieniami i dążeniami reformatorskiemi, jak 
u Jakuvl» Pr.zylu.sl-iego (1548, 1553 r.). Prócz tego 
szlachta domaga się naprawy całej Rzeczypospolitej 
pod hasłem przyprowadzenia do skutku tych praw, 
jakie zostały dawniej uchwalone, lecz nie były wy- 
konywane, czyli pod hasłem tak zwanej "egzekucyi 
praw;" w tej atoli dobie dążności tej nie zdołano 
przeprowadzić, dopiero w następnej. 


11. 


Reformacya szerzy się dość szybko, luteranizm 
po miastach zamieszkałych przez żywioł niemiecki, 
kalwinizm wśród szlachty, ale pocichu, nie wywołując 
poważniejszych wstrząśnień, nie wychodząc na widok 
publiczny. Nie pomagają surowe zakazy Zygmunta 
Starego co do sprowadzania książek heretyckich i je- 
żdżenia na uniwersytety niemieckie; nie pomagają sta- 
rania duchowieństwa, powołującego się na edykt wie- 
luński z 142-1- i zaprowadzającego inkwizycyę. Wszel-
>>>
. 


C 
bil 

 
:R 
(/) 
lU 
...1 
j 
+J 
:J 
+J 
ro 
+J 
UJ 

 
N 
ro 
.... 
.... 
'0 
:;...
>>>
13G 


l 


ki:-n \V tej mierze p8st:lI10wieniom brak siły wyko- 
nawczej. Sekularyzacya zakonu krzyżackiego, utwo- 
rzenie z niego państwa hołdującego Polsce, a zlute- 
ranizowanego, oddziałY\'I!a na Prusy polskie i poma- 
ga do szerzenia się reformacyi w nich i poza nimi. 


III. 


Humaniści, popisując się swoj/:t zdolnością ukła- 
dania wierszy rytmicznych na \\"zór poetów rzym- 
skich, przyswajając sobie misternie budowane ich 
zwrotki, po walce stoczonej ze schola..,tycyzmem 
w akademii krakowskiej, otrzymują w niej miejsce 
dość wybitne, a równocześnie zyskują sobie uznanie 
wśród coraz to szerszych kół inteligencyi, gdzie 
i świeccy już w znacznej znajdują się liczbie. 
Akademia bowIem nie posiadała już teraz takiego 
znaczenia jak w wieku XV-ym. Wciąż slyszymy na- 
rzekania na wadliwe jej urządzenia, na brak zdol- 
nych profesorówo Wydział filozoficzny po chwilowem 
ożywieniu się w końcu XV w. popadł znowu w scho- 
lastykę. B:skupi: duchem humanizmu przejęci, starali 
się przeprowadzić reformę w tym kierunku, łecz uda- 
ło się to im w części ty!ko. \\'yklady poetów łaciń- 
skich ciągną się wprawdzie systematycznie od po- 
czątku XVI wieku; katedra ta zyskuje nawet czaso- 
wo pewien rozgłos. Ale rozszerzenie jej wykładem 
języka i literatury greckiej napotyka trudności nieła- 
two usunąć się dające. DJpiero od r. 1539 widzimy 
polepszenie, zwłaszcza gdy wymowny humanista, 
SZ!lmon z Płlzlła, ..11w'!lI:kim zwany, zaczął swoje 
prelekcye. Atoli trwałość i wtedy nie była humani- 
zmowi całkiem zapewniona. Profesorowie łaciny i gre- 
czyzny uważali swe posady za tymczasowe, za punkt 
zaczerienia się przy uniwersytecie, dopókiby się nie 
dostali na lepiej upojażone katedry filozofii scholastj- 


. 
. 


I 
cI 

 


.
>>>
T 
j 


.. 


" 
. 



 


. 


137 


cznej, albo teologii, lub pókiby nie zn31rźii zajęcia 
prywatnego, jako guwernerowie. W przeciągu 77-le. 
tniego okresu, zaledwie 4 ch ma
istrów siedziało ::0 
lub więcej lat na katedrach wydziału ftIozoficznego. 
Szymon z Pilma ledwie 12 lat wytrwał w akademii, 
a mająr. sobie zapewnione u głośnego mecenas
 na- 
uk, Piotra Kmity, utrzymanie, usunął się z katedry 
i w L ł 551 napisał znakomitą swą pracę ., O szko- 
łach" (De sdwlis sit'e w'ademii."), gdzie przedstawiw- 
szy plan reformy studyów humanistycznych w uni- 
\\"ersytecie, wskazał zarazem jeden z głównych po- 
wodów złego stanu nauk w Krakowie. B) ło nim 
bardzo przykre położeme profesora, przy nader szczu- 
płem wynagrodzeniu. "We Wkszech-powiada on- 
płaca jednego nauczyciela 1,000 czerwonych złotych 
przechodzi, u nas 40 nauczycieli razem daleko mniej 
mają dochodu. Na}:tarsi i emeryci mało co więcej 
nad 30 cz. zł. pobierają, średni 12 lub 16, najmłodsi 
6 lub 7. A przy tak szczupłem wynagrodzeniu po- 
trójny ciężar każdy z profesorów dźwigać musi, bo 
l) odmawiać przepisane pacierze, 2) odprawiać na- 
bożeństvl.'o, gdyż kolegiat (t. j. profesor zwyczajny) 
albo jest księdzem, albo musi dawać ze swej chudej 
pensyjki na mszę księdzu, 3) znużony jednem i dru- 
giem, odbywać wzięte na się wyk:ady... Dawniej za- 
szczycano u nas uczonych urzędami świeckimi i du- 
chownymi, a teraz... dwory królów i możnych do 
siebie ściągnęły c.lły blask zaszczytów, całą moc bo- 
gactw, wszystkie słodkie owoce wolnoścI, szkoły zaś 
i ich uprawiaczy pozostawiono gołymi, wyzutymi 
z wszelkiej czci i nagrody" Taki stan rzeczy odstrę- 
czał oczywiście możniejszych i zdolniejszych od ubie- 
gania się o kr.tedry profesorskie, bo możniejsi nie [0- 
trzebowali lichego dochodu, a zdolniejsi znajdowali 
poza akademią sposób utrzymania i wsławienia się. 
Więc też w tej dobie, o kton'j mówimy, przeważna 
Gzęść nauczycieli w akademii, to synowie mieszczan 
(najwięcej z samego Krakowa) lub kmieciów. Cią-
>>>
138 


gnęla ich do uniwersytetu widocznie chęć podniesie:" 
nia się na wyższy szczebel towarzyski, zagrzewała 
od roku 1535 nadzieja otrzymania szlachectwa. zape- 
wnionego promowanym profesorom, 20 lat z rzędu 
uczącym, przEz Zygmunta Starego; ale niestety, gdy 
przekonywali się, że spełniając swój obowiązek, le- 
dwie wyżyć mogIi, chłodli w zapale, rutynicznie wy- 
wiązywali się ze swego zadania, a gdy zdołali otrzy- 
mać jakieś lepsze miejsce, ustępowali z akademii, al- 
bo też odbywali lekcye przez zastępców, częstokroć 
młodzieniaszków, którzy dopiero co sami się dobili 
pierwszych stopni naukowych. - Obok tego obojęt- 
ność możnych rodów na losy akademii przyczyniła. 
się do zlego jej stanu niemało. Do r. 1525, synowie 
znakomitych domów uczęszczali do uniwersytetu ja- 
giellońskiego; od tego zaś mniej więcej czasu, bardzo 
wyjątkowo w metryce akademickiej napotkać można 
nazwisko głośne w Rzeczypospolitej, a prawie wyłą- 
cznie widzi się tu szlachtę średniej lub małej zamo- 
żności, mieszczan i włościan. Ci zatem, co mogIi 
i osobiście i wpływem swoim podźwignąć upadającą 
instytucyę, nie widzieli w tern swego interesu i pu- 
szczali mimo uszu nawoływania do jej naprawy 1). 
Niewiele też nazwisk, wsławionych nauką lub 
talentem można związać bezpośrednio z humanisty- 
czne,ni studyami w Akademii Krakowskiej. 


IV. 


.. 


Naj\vic;kszą chlubą już nie tyllo akademii, ale 
całej Polski, jest l\IIKOLAJ KOPERNIK (ur. 1-:1-73, 
zm. }'34-3) , który od r. ł.Nl do 1494: słuchał w Kra- 
kowie wykładów matematycznych Stanisława i l\lar- 
cina z Olkusza, l\likołaja z Labiszyna, Wojciecha 


I) \Vł. 'Visłocki: O wydawnictwie Liber Diligentiarum 
kruk. f.lkultetu J1łoŻ-oficznego" (Kraków, 1886).
>>>
139- 


.. 


z Pnie\\"a, \Vojciecha z Szamotuł, Jana z SzaJka 
i innych. Nie poprzestał on na nich, jeździł do 
Włoch, był w Padwie, Bolonii i w Rzymie; ale zno
 
wu powtornie bawił w Krakowie (150-!-1507), ro- 
biąc obserwacye astronomiczne, już z powziętą głó- 
wną swą myślą o nieruchomości słońca, a obrocie 
ziemi,-zanim ostatecznie nie zamieszkał we Frauen- 
burgu, gdzie pozostał do końca życia, skad na krótko 
przej zgonem wysIał do Baz} lei rękopism swego. 
dzieła p. t. "De revolutionibus m'lAwn caclostium libri 
VI" ("O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć"). Za- 
liczam Kopernika do prądu humanistycznego nie dlatego, 
że jemu przypisują religijno-astronomiczny poemacik po 
łacinie p. t. "Siedem gwiazd", że tlómaczył jednego. 
z autorów greckich (Teofilakta), lecz dlatego, że on 
sam w przedmowie do swego wiekopomnego dzieła, 
wymienił szereg nazwisk myślicieli greckich (Niketas, 
Filolaos, HerakliJes, Ekfantos), którzy ruch ziemi czy 
to około swej osi, czy około słoóca przypuszczali, co 
dało naszemu genialnemu astronomowi pochop do 
czynienia obserwacyj i obliczeń \V tym samym kie,. 
runku. Studya zatem humanistyczne naprowadziły 
Kopernika na drogę. która go powiodła ku wielkie- 
mu odkryciu. Znaczenie zaś tego odkrycia daleko 
sięga poza doniosłość samej astronomii, od nięgo bo- 
wiem liczyć należy epokę nowożytnego rozwoju nau- 
ki, oswobodzonej od więzów teologicznych. Sam 
Kopernik w przedmowie wyraźnie zaznaczył to sta- 
nowisko, mówiąc: "Jeżeli się przypadkiem znajdą.. 
lekkomyślni, którzy nieobeznani z żadną częścią ma 
tematyki zechcą wszelako o każdej sąd swój dawać, 
powołując się na pewne miejsca Pisma Świętego, źle 
do tego celu naciągnięte, i ośmielą się dzieło moje 
ganić i potępiać, oświadczam, iż o takich wcale me 
dbam, tak dalece, że nawet ich sądem, jako pło- 
chym, gardzę... Prall'dy lIIafr'lI/atyczlIe 'mogą tylko 
1I1.atematgcy rozbierać." Znaleźli się rzeczywiście ta- 
cy " lekkomyślni" , co teoryę Kopernika zwalczali cy- 


" 


.-J
>>>
].1.
 


tatami z Biblii, wiek XVI zanadto był pochłonięty za- 
gadnieniami religijnemi, ażeby mógł srokojnie i bez- 
stronnie nad nią się za;tanawiać; ale znaleźli się tak- 
że z czasem i uczeni, co przyjąwszy ją, dalej rozwi- 
jali i udoskonalali. . Nieszczęściem, nie wśród nas się 
to stalo; - los myśli Kopernika najjaskrawszym jest 
dowode:e, że u nas n wielki czyn głuchł w próżni", 
nie pobudzał do pracy dalszej, nie wytwarzał trady- 
cyj naukowej; Włosi i Niemcy pozyskali sławę 
z pogłębienia nauki naszego spółziomka, i doszło do 
tego, że nam nawet chlubę jego pochodzenia polskie- 
go wydrzeć chciano. 
Teorya Kopernika stała się sztandarel1' swobo- 
dnego badania, wywołała przewrót stanowczy w dzie- 
jach myśli ludzkiej,' prowadząc do wyników, których 
sam jej twórca niewątpliwie nie przewidywał. Czy- 
niąc z ziemi drobny jeno punkt w ustroju wsze, h. 
ś\viata, odsuwała ona też zarazem myśl ocentralnem 
znaczeniu człowieka w tym ustroju, wiodła do roz- 
ważania go jako jednego ogniwa w kształtowaniu 
się stworzeÓ, zasadniczo dem')kratyzowała ludzkość. 


. 


T 


\' 


Znaczenie Kopernika \V dziejach nauki jest tak 
wyjątkowe, że byłoby rzeczą niewłaściwą sta wiać 
obok niego jakieś inne, choćby głośne nazwiska. 
Pozostawiając je dziejom nauk specyalnych, przecho- 
dzę Jo dziedziny ściśle literackiej, by wspomnieć 
o poetach humanistach, piszących u nas po łacinie. 
Chronologicznie pierNsze wśród nich miejsce 
zajmuje Rusin, PA WEL z KROSN.-\ (zm. 15 I 7), czło- 
wiek śWIecki, rrofesor literatury łaciÓskieJ w akade- 
mii krakowskiej, częściej atoli przebywający na dwo- 
rach magnatów węgierskich, którym też połowę 
utworów swoich dedykował. \\'iersze jego (przewa- 
żnie dystychy, chociaż są JUż taKże zwrotki safi.:kie
>>>
;14 r 


i in.), głównie chwale Chrystusa nad piekłem tryt;rn- 
fującego (wziąwszy pochop ze znanej już nam Ewangelii 
Nikodema), świętych (Władysława króla węgiersk e- 
go, Stanisława biskupa), królów i możnych panów 
(Zygmunta l, magnatow węgierskich: Perena, Turzo- 
na, Maghy'ego, z Połaków-biskupa Lubrańskiego) po- 
święcone, odznaczają się wielką biegłością we wla 
daniu językiem i "metryką" łacińską; w krótkich atoli 
wierszach, mianowicie epigramatach, bardziej celowal, 
aniżeli w dłuższych. Lubił spokój i nadzwyczaj 
rzadko w pismach swoich dotykał spraw publi- 
cwych. 
Utaler,towanym jego uczniem, przedwcześnie- 
z:narłym, może w tym samym ruku, co i mistrz, 
był JAN z WIŚLlCY, autor pierwszego li nas docho- 
wanego w całości poematu epicznego p. t. "Wojna. 
pruska" (Bellu/1/. P,uthellltfU, r. 1516). Pod względem 
układu jest ona bardzo wadliwa; z trzech bowiem 
ksiąg, na które się dzieli, druga tylko właściwy te- 
mat rozwija, gdy w pierwszej, po wezwaniu 11atki- 
B )skiej i prze,nowie do Zygmunta I, iż czyny jego. 
shwnego dziada opiewać zamierza, podaje opis Pol- 
ski; przytacza podanie o Lechu, Krakusie i \IV andzie, 
poczem nagle urywa mówiąc, że mu .\polIo zakazał 
ze puszczać 
ię w dalsze dzieje królów polskich;. 
w trzeciej zaś przedstawia z całym przyborem mi- 
tologicznym wesele vVładysława Jagiełły z Zofią- 
i opowiada ogólnikowo czyny synów i wnuków 
jego aż do Zygmunta, mianowicie do bitwy pod 
Orszą w r. 1514. Najpiękniejszą jest księga druga, 
mieszcząca w sobie ogólnikowy wprawdzie, bez 
charakterystyki osób i bez szczegółów znamiennych, 
81e bardzo żywy i nieraz malowniczy opis bitwy pod 
Grunwaldem. Gorąca' miłość ojczyzny, chęć przy- 
s.-orzenia jej slawy widna tu wszędzie, jak i w in- 
nych nielicznych zresztą utworach Jana. ,Z drobnych 
tych wierszy najładniejsza jest elegia; : 4łttki Bo- 
skiej z prośbą o uśmierzenie zarazy. 


., 


i' 
, 


.....
>>>
J42 


Innym zupełnie był drugi uczeń Pawła z Kro- 

na, JAN DANTYSZEK (t. j. Gdańszczanin, właścI- 
wie Flach
bind('r; zmarł biskupem warmiI1skim r. 
1548), człowiek zręczny, giętki i żywy, w dypłoma- 
tycznych przebiegach zaprawiony, dbały przedewszy- 
stkiem o dochody, by mógł wystawnie, hułaszczo 
i rozpustnie żyć, dbały również o tytu]y i dostojeń- 
stwa. Przekonania swoje umiał stosować do okoli- 
-czności, więc na dwOI ze Zygmunta chciał uchodzić 
za Polaka, na dworach niemieckich figurował jako 
Niemiec, więc choć utrzymywał stosunki z Lutrem 
i l\lelanchtonem, powstawał gwaltownie w wierszu 
.,Jonasz prorok" (1530) na Gdańszczan za przyjęcie 
.luteranizmu i 7apowiadał klęski, jakie spaść mają na 
'nich za odstępstwo od wiary. Sam żyjąc swawolnie 
-(nie był jeszcze wtedy księdzem, tylko subdyako- 
nem), ostro karcił w pismach rozpustę. Samochwal- 
-stwo jego, przypominanie polożonych przez siebie 
zasług i domaganie się nagrody zbliża go do typu 
humanistów wioskich, tak samo jak obyczaje. Ko- 
chliwy był bardzo i te wcale niepłatoniczne miłostki 
opiewał w elegiach, które pierwszemi są w naszej 
literaturze erotycznemi w stylu humanistycznym utwo- 
rami. Pisał językiem pięknym, wierszem bardzo po- 
prawnym, stylem żywym, lecz mało poetycznym. 
Największą mu sławę przyniósł poemat zagrzewający 
mocarstwa europejskie do walki z Turkami, ogłoszo- 
ny r. ł529 p. t. ,,0 kl
skach czasów naszych" (Dl' 
nostrorum tcmporll1n calarnitatiults). Pod koniec ży- 
cia starał się tworzyć w duchu chrześcijańskim, z od- 
rzucenitm ozdób humanistycznych i pisał hymny tre- 
ści religijnej (1548). 
Podobnym do niego jako karyerowicz polity- 
-czny był Al\URZEJ KH.ZYCKI, wykształcony w Bo- 
lonii, gdzie równocześme z Kopernikiem się znalazł. 
Z profesorów tamecznych wpływał nań głównie hu- 
manista Antoni Urceo, przezwany Kodrusem. Zo- 
'Stawszy księd7.em, szybko piął się po szczeblach go- 


. 


.
>>>
143 


. 


on ości duchowych, aż zostal wreszcie prymasem. 
Ambitny a zlośliwy, pochlebiał królowi i Bonie dopó- 
ty, póki mu byli potrzebni, potem z nich drwił i wy- 
śmiewał się. Żądny władzy, nie cierpiał opozycyi. 
Krewniaków swoich, chociażby nieuków, popierał ca- 
łą siłą swego wplywu, ze szkodą godniejszych. Spół- 
cześni za jedyny czyn dobry to mu poczytali, że 
przed śmiercią (r. 15:3S) wyrugował kaznodzieję nie- 
miediJego z kościola Panny lVlaryi w Krakowie i prze- 
niósł go do kościoła ś. Barbary. Pi.3ał wyłącznie 
wiersze okolicznościowe, bez wartości poetyckiej, ale 
nieraz bardzo rozumne. \\,'szystkie głośniejsze wy- 
padki, poczynając od zwycięstw Zygmunta I w r. 
1509, aż do zgonu niemal swego opiewal, przeciw 
luteranom wierszem szermował, satyrycznemi ucinka- 
mi ścigał swoich przeciwników, miłosne piosnki (nie- 
raz sprośne i obrzydliwe) składał nietylko w młodo- 
ś
i, ale i w wieku poważnym. Pieśni natomiast 
treści religijnej po sobie zostawił bardzo mało. 
O sobie, o swoich zachwytach, a prze\vażnie 
derpieniach śpiewał najznakomitszy poeta tej doby, 

yn chłopa z Wielkopolski, mJodo zmarły KLEY1ENS 
JANICKI (1516 t 1.)4-:3). Wątłego zdrowia, delika- 
tny i wrażliwy, przejął się zapałem dla poezyi łaciń- 
'3kiej już w szkole Lubrańskiego w Poznaniu, wzdy- 
chał d) Włoch, jakby do drugiej ojczyzny, choć 
swoją kochał serdecznie; - dzięki szczodrobliwości 
Piotra Kmity mógł spełnić to życzenie i pojechać na 
studya do Padwy, gdzie poezyami swemi w 24 roku 
życia uzyskał przyjażń profesora Łazarza Bonamica 
oraz wieniec poetycki, przez papieża Pawła III udzi
- 
lony. 23. powrotem do kraju pisał dalej gorączkowo, 
ażeby pozostawić po sobie pamiątkę, gdyż zgon ry- 
chły przeczuwał. Szczuplą jest ta pamiątka; składa 
się z elegij, podzielonych na dwie małe księgi, z epi- 
gramatów i wierszy okolicznościowych. Miękka, ła- 
godna natura poety odbija się tu wyraźnie. Uczu- 
ciowość szczera i serdeczna sta'1owi cechę zasadni- 


I 
I: 


.
>>>
14i 


czą jego poezyi, której pierwiastkiem głównym jest 
smutek, ałe nie jedynym, gdyż i radość kiedyniekie- 
dy w niej błyska. "JanickI - słowa są Kazimierza 
Brodzińskiego - nie był, jak wielu w jego wieku, je- 
dynie przez modę i szkolne nauki poetą; natura sa- 
ma włała w niego ten tałent, a łatwość jego wier- 
sza, delikatność czucia i owa nieprzesadzona, nieszu- 
kana imaginacya są tego świadectwem. Poświęcał 
on ełegie swoje czękią na słabe swe zdrowie, czę- 
ścią wdzięczności znakomitym opiekunom nauk. Tkli- 
wy, wdzięcz:ny, czuly na przyjaźń, miłośnik swobo- 
dnego towarzyskiego życia, zbogacony wiadomościa- 
mi i przejęty duchem elegików rzymskich, byłby sta- 
nął na znakomitym stopniu międzyelegikami, gdyby 
żył dłużej, gdyby ciągla i przykra słabość swobody 
umyslu jego nie struła." Dołączmy jeszcze pierwia- 
stek religijny i patryotyczny, oraz odbicie stosunków 
czasowych i miejscowych w poezyach JanickIego, 
a będziemy mieli jego charakterystykę. Kompozycya 
elegij wogóle jest prosta i jasna; niektórym tylko brak 
należytego ześrodkowania z powodu zbyt rozległego 
r0zwinięcia epizodów. Dowcipu satyrycznego nie 
posiaJał Janicki; to też jego epigramata trzeba brać 
tylko w dawnem znaczeniu tego wyrazu, kiedy tąk 
określano wszelkiego rodzaju zdania, poglądy wyra- 
żone zwięźle, jakby miały "napis" stanowić. Uczu- 
cie patryotyzmu silnie tętni w "Wierszu weselnym" 
na zaślubiny Zygmunta Augusta z Elżbietą; nie po- 
chlebstwa, jak zwykle w utworach takich bywało, 
lecz piękne, wymowne wzywanie do męstwa, do 
sprostania wzorom bohaterskim, głównie wątek tu 
wypełnia. Z poetów rzymskich najwięcej Janicki 
naśladował Owidyusza. Utwory naszego elegika ma- 
my ładnie przełożone przez Władysława Syrokomlę 
(1849, potem w zbiorowe m wydaniu Pezyj L. Kon- 
dratawicza}. 
JAKÓB PRZYŁUSKI, wspomniany jako pra- 
wnik wyżej w ogólnej charakterystyce, naprzóJ pro-
>>>
145 


boszcz w I\lościskach, ożeniwszy się został pisarzem 
grodzkim przemyskim, a potem ziemskim krakowskim 
(zm. r. 1554). Gruntowni
 poznawszy język łaciń- 
ski, przetłórraczył nań Iliadę, lecz praca ta się nie 
dochowała do naszych czasów. Pisywał też sam 
poezye łacińskie, a podobno i polskie ("Satyra na bi- 
skupów"). W wierszu żałobnym na śmierć Elżbiety, 
pierwszej żony Zygmunta Augusta, zmarłej w r. 1545, 
wyróżnił się od innych poetów humanistycznych tern, 
iż zamiast ogólnikowo wyrażać żal po śmierci królo- 
wej, odmalował lJlastycznie ponury kondukt pogrze- 
bowy i kontrast żałobnych ubiorów w porównaniu 
ze zwyklą szat różnobarwnością. 
Pomijając słabsze objawy poezyi humanisty- 
cznej, powiem tylko ogólnie, że z bardzo nieliczny- 
mi wyjątkami, poezya ta świadczyła zazwyczaj 
O oczytaniu autorów w dzielach poetów rzymskich, 
z których przejmowano całe wyrażenia lub nawet 
wiersze. Wspomnienia mitologiczne i starożytnicze 
tern częściej się pojawiają, im mniej ma naśladowca 
talentu. Mieszanie pojęć chrześcijańskich z obrazami 
pogańskimi Greków i Rzymian spotyka c;ię bardzo 
często. Poeci humanistyczni, zarówno obcy jak na- 
si, są właściwie mówcami, retorami, posługującymi 
się całym zasobem figur: wykrzyknienia, zamilczenia, 
prozopopei i t. d. i t. d., chętnie używającymi wy- 
rażeń przesadnych, gdyż nie umiejąc namalować 
obrazu poetyckiego, starają się nagromadzeniem hi- 
perbolicznych wyrażeń wywołać efekt. U spółcze- 
snych umieli pozyskać wziętość, dziś rażą nas napu- 
szystością. Zwykłe rodzaje poetyckie, uprawiane 
przez humanistów-poetów, były: l) epitalamia t. j. 
wiersze na cześć ślubującej sobie pary; 2) epinicia 
t. j. wiersze na cześć odniesionego zwycięstwa; 3) 
epicedia t. j. wiersze na zgon jakiejś osoby; 4) epita- 
fia czyli nagrobki; 5) epigramata czyli spostrzeżenia, 
myśli, poważne, żartobliwe, albo satyryczne, ujęte 
10
>>>
-- 


In Arm
 ciu(dc IlIufiris ac Magnific. dom). 
, 11;, 'Dni J
ttr& Otmif{ LOłttmG 1C. 


ID
c ri9
ł \?"da fołu rtgtti "re hteat ..,udap
tt
ii 
'g6ntE
, błcihoj:)um ttmpcrał '9łJd
 fit
rn 
lCotpor:a łttulła foutt,rct1cit'}J błC ,,"da falubt't 
l:odorunrprcclnm (acn{ICLlI11£8 btCU9. 
mc, mtru ih ttr.n inqJ poli fi 
qu
 
ucła.fisunłcfł 
maturę manłbUG arUndrtJ Dti. 
Sa1uJfiCh1 etiam Yf2 turbarcI1arcimur "ł1
tQ 
3pft trtittor iłquie rC9łf
 (uptrna (tSit. { "ts 
5ct1if lPttyc JJ\l:łłafa t
 ('UJ "fe labitur \'nl;)ą 
bf. 
$ummiiJ CY'!Jcuius rllfis,ofa tlgfł. 
1acob 
u(ius bt JcfO\1) fuif
t 


'Wiersz Je.kćbe. Przyłuskiego na herb Piotra Knlity.
>>>
- 


147 


w krótkie wIersze. Do pisania poematów, choćby 
takich jak Jan z Wiślicy, żaden z ówczesnych wier- 
szopisów nie miał ochoty; chodziło bowiem głównie 
o zwrócenie na siebie uwagi, o zalecenie się jakie- 
muś mecenasowi za pośrednictwem wyzyskania ja- 
kiejkolwiek okoliczności, wesołej czy smutnej, mo- 
gącej stać się tematem niedługiego utworu. 


\'1. 


Z innych utworów, pisanych po łacinie, a mniej 
lub więcej duchem humanizmu owianych, zasługują na 
uwagę. 
Stanisław Zaborowski, który napisał bardzo cen- 
ną rozprawę "o naturze praw i dóbr królewskich" 
(Tractatus de natura .fw'iurn et bonorurn regis, 1507), 
a najto pierwszą gramatykę polską wraz z pisownią 
(1519), która, bardzo często przedrukowywana w pierw- 
szej połowie XVI wieku, wpłynęła na ustalenie orto- 
grafi, wydawanych wtedy książek polskich. 
Maciej z Miechowa (Miechowita t 153
), lekarz 
z zawodu, człowiek zacny, autor popularnej rozpra. 
wy o środkach ustrzeżenia się zarazy i kilku innych, 
pierwszy zastanawiał się nad początkami narodu pol- 
skiego w piśmie "o obojej (t. j. azyatyckiej i europej- 
skiej) Sarmacyi. " (Tractatus de duabus Sarrnatiis, 
1517), która była nieraz przedrukowywana i docze- 
kała się w r. 1535 tłomaczenia na język polski- 
i pierwszy dał drukowany podręcznik "Historyi pol- 
skiej" (1519, 1521), ozdobionej rycinami i długo bę- 
dącej jedynem źródłem poznania przeszłości przez 
ogół polski. Wartości naukowej nie posiada, gdyż 
do r. 1480 jest jeno skróceniem Długosza, a dalsze 
lata zbywa krótko; literackie też jej zalety są niewiel- 
kie. Na język polski zaczął ją przekładać w pcło- 
wie :XVI w. Stanislaw Chwalczewski; ale z tego tIo.
>>>
148 


maczenia mała się tylko CZęść zacho\vała (wydana 
w Warszawie, 18:29), 
JUStllS Jodok DllCYUSZ (t 15+5), Niemiec z rodu, 
z tego tylko względu wart tu wspomnienia, że pierw- 
szy nie tylko opisywał, ale i drukował dzieje spół- 
czesne, wydając w r. 1521 książkę, w której prócz 
rozprawy o starożytności Polaków, i rodzinie jagiel- 
lońskiej. pomieścił także zarys panowania Zygmunta 
Starego do r. 15]6, Praca jego ma znaczenie źró 
dłowe. ale jest wykonana całkiem po kronikarsku. 
O innych, znakomitszym talentem obdarzonych oso- 
bistościach, co już w tej dobie pierwsze swe prace 
ogłosiły, mówić będę w dobie następnej, kiedy się 
ukazały ich utwory naj celniejsze, najbardziej znamien- 
ne. O rozprawach zaś filozoficznych i teologicznych 
w duchu scholastycznym niema co wspominać, gdyż 
w nich świeżych myśli, którychby w p0przednim 
okresie nie było, znaleźć niepodobna. 


\"11. 


Literatura tej doby w języku polskim przedsta- 
wia się bardzo ubożuchno. Niecałe ;)0 l{siążek i ksią- 
żeczek na pół wieku, to plon nadzwyczajnie mały; 
że i .on istniał, zawdzięczamy tym, co po łacinie nie 
umieli: kobietom, mieszczanom, pragnącym jakiejś 
strawy umysłowej. Trojakiego rodzaju rzeczy uka- 
zują się wyłącznie w tym przeciągu czasu: karm dla 
fantazyi w kształcie powiastek o sprawach świeckich 
lub świętych, karm dla uczuć religijnych w przekła- 
dach części Pisma Świętego, przemawiających najbar- 
dziej do serca lub rozumu, i wreszcie wskazówki po. 
trzebne w życiu praktycznem, jak zdrowie zachować, 
jak ziemię uprawiać, jak praw swoich bronić, jak ra- 
chować. 
lnicyatorami wydawnictw byli drukarze, a za- 
razem księgarze. Oni to wybierali książki, zgadując,
>>>
co w danej chwili może liczyć na pokup, oni wzy- 
wali biednych bakałarzy i magistrów akademii kra- 
kowskiej, owych synów mieszczańskich, by im wska- 
zane książki tłomaczyli czy przerabiali, oni starali się 
ilustracyami pociągnąć oczy nabywców, oni w przed- 
mowach i dedykacyach polecali wytwory swej za- 
biegliwości możnym panom, a szczególnie paniom. 
Byli to f\.'"iemcy, oświadczający się z wielką miłością 
dla języka polskiego i ze szczerem pragnieniem, 
"ażeby się Polacy w mądrości mnożyli." Nazwiska 
ich: Jan Haller, Jeronim Wie tor, Floryan Ungler, Ma- 
ciej Scharffenberg. 
Książki wybierali głównie z zasobów średnio- 
wiecznych, tak, że do połowy XVI wieku widzimy to 
samo niemal, co w drugiej połowie poprzedniego stu- 
lecia. Związku jednak zewnętrznego z tą a tamtą 
literaturą nie dostrzegamy; lekceważono widocznie rę- 
kopisy :XV-go stulecia, nie znano ich i podejmowano 
pracę na nowo w takich przedmiotach, które już po- 
przednio były obrabiane. Stąd nie widać postępu 
w rozwoju prozy, a zwłaszcza wierszy. W rękopi- 
sach XV stulecia znaleźć można było daleko dosko- 
nalsze niekiedy utwory, aniżeli przeważna część dru- 
kow z pierwszej połowy wieku XVI. 
Głównymi dostarczycielami prac dla drukarzy byli: 
mistrz Baltazar opeć, bakałarz Jan z Konyczek, Jan 
Sandecki (z Sącza), Andrzej Glaber z Kobylina, Hie- 
rOl1im z TVielunia SpiczY1iski, Piotr Poznaiwzyk. Wia- 
domości nasze o wszystkich tych pisarzach są nader 
szczupłe dotychczas; to tylko pewna, że byli mie- 
szczanami, choć dążności specyalnie mieszczańskich 
wcale nie ujawniali. 
Przejrzyjmy te pierwsze druki polskie. 
Najdawniejszy, o ile wiadomo, druk polski, to 
"Ojcze nasz, Zdrowaś i Wierzę, " pomieszczone 
w Statutach synodalnych biskupa wrocławskiego 
Konrada w r. 1475. Język tego zabytku jest pol'3ko- 
czeski. 


149 


: I 


I 
I I 
I] 
I 
II
>>>
150 


Następnie mamy "Bogarodzicę" przy Statucie 
Jana Laskiego z 1506 r. Trzeci zabytek to "Po- 
wieść o papieżu Urbanie," przy "Agendzie," t. j. 
zbiorze formuł obrzędowych kościelnych, drukowa- 
nym w Krakowie r. 1514, po łacinie, po polsku i po 
niemiecku. Nie jest ta powieść dosłownie taką sa- 


Orqz nAf'; E
 sr, n
t1v
bCrdCI, of)rp
t 
c:. r 8rflV
 tWł bUb3ltVJ łVt10ła . pako .n.\ 
l.fbi taho "
v. Cblł?btt"f6 f}J1T
bnl1 
(jap ";ara oirr a 00 ptJf 13 na natrlł wptlnp 
J'
RO ,t1p oOpu[frlJm
 ftarrim wpnł)wac 
(3 0 m. te nłn-O
3 nu "41poJ;uli
mya a 
I' 
JU7 nas or
ł
90 am
n . 

bTatł'a 
ariJ miłolłqi ppJnJ 6cg fi 

bu bog-tJ fłaWV,,"a9 ci 
;1 nt"'V
n icJ 
ami bSlnarv
 nv owoą.ploo br;U(IJat tu 
"Bo r
ego itłu3 ,ri1łus 2inm II 


Najstarszy druk polski. 


("OJcze nasz" i .jZdrowaś Illarya" ze Slrclulów wrorlaw!lkir/I 
.147/j "01,..".) 


n
ą, jak ją czytamy w rękopisie z XV wieku, lecz 
niewątpliwie z tego samego źródła wziętą została. 
Jest bardzo prawdopodobny domysł, że nieba- 
wem (między 1515 a 1520) wyszedł "Żywot Pana 
Jezusa Krysta" w opracowaniu Baltazara Opecia, 
n.:łdzwyczaj popularny nie tylko w XVI, ałe i w na-
>>>
151 


stępnych stuleciach (ostatnie wydanie wyszło r. 1880); 
dotychczas jednak tej pierwszej edycyi nie zdołano 
odszukać. Mamy natomiast aż dwa wydania "Ży- 
wota" w r. 152:2, jedno Hallerowskie, drugie Wie tO- 


ZIlak drukarza krako"W"skiego 
J. Hallera. 
rowskie, co świadczy, że książka była od razu wielce 
pokupna i pobudzała dr
karzy do współzawodnictwa. 
Nie jest to utwór oryginalny; źródłem jego była 
książka, w XJII jeszcze wieku napiasana przez ś. Bo-
>>>
t -? 
)
 


nawenturę. Córka Kazimierza Jag:ellończyka, Elżbie- 
ta, "dla pospolitego dobrego i dla rozmnożenia pisma 
polskiego, w które m się osobliwie kochala, " poleciła 
Baltazarowi Opeciowi żywot ów przełożyć. Mistrz 


" 
...... 
ro 
.., 

 
UJ li 
N 
ro 
O 
N 
Q. 
O 
C7 
... 
.... 

 
..... 
ro 
'"I 

 

 
..... 
.... 
... 
 r- - cA
 
 
.- 
...... 

 
.., .
.' 
p drr- 
r
 

- 
. 
 


dokonał tej pracy w początkach XVI wieku, częścią 
skracając oryginał, częścią rozszerzając, a tak "nie- 
mały pożytek i pieniądze sobie zaslużył. II Czy się 
doczekał owej przypuszczalnej edycyi dziela swego, 
nie wiemy, ale w r. 15
2, kiedy ukazaly się owe
>>>
- 
 , - 
 

 
'!II 
 o 
 - 
::: :\.1 .D _ ':"'a 
 ;: ł:J o E 
.9. - al. P 
, .
 
"'O o
 u. .... 
 o 
 
 
a.:;

."6 
 
 
 .:s 
__ u _ ""-. 
 . 
 
 _ __ 
:: 
 s:: -E' 
 
 
 E (; 

o :31:-:;:: 
 -e 
 
 CJ
 
" t' 
 
.::t o :tp S =;::- 
 

&. 
- W'\..o = 
 ..0-_ O 
 
,-.u w1--_ _ _ _ ...... 
U) we 
 :: 
 ;; 8 
 ....: -=
..o :: 

 :: "..J::: 
 'J 
 
 - .-....:::: O D't 
.... Q 
 '"Q':::r- 
 · O .
"":::1 e - 
 _
 
'IQ - ('L 5".1:) 
:r: ):; h
 __ 
$;- ::: pO - G 
 "'- 'UJ 
 
 
 1; 
 
ł&
 
.::
.::
 E.. 
 -
,
w"= 

 
 ""-Ot' 
 a"". 
..t:J 
 -::r-. f:J 
 
Ę..
 
 
. a.N'
 :: V
..c, Sa 

 
'i5
.g.

 N o'

 
"
 (!; 
 
t- o o -
 a :::r--s 
 'ar. t: '5 ::'
-;: 
:z 
 E O
.s::::. E: e
 
 
 1"--.A E 
 
- 

- v 
 I:
-= _
_"'" 
'- 

 o
::--es 
 
:C' o

 
=-'5f

 


 C
.ł'\ o
 ł--. 0.0 
'- S _ 
... "StIf g ::. - t:.
 --=- 
 
 - v . 
 
 
'O _ - t:
 '-
 
 Q...= 
 :C:-.
 
 
:::t _ .t::L=1"'\ 
 _,.... __:_ _ _ 
 

 - ....
. c E ...,. - - 
- -.. - C'"- 
.Q :::I 
 r: ':r R. '- ..... - :: "'O -_ 
E 

 


 eI 
.

 B
ąj 
 
-,

 c_ o'
 łf"\
;:-:: _ = 
 :
 

 '-ł :: ta:: ." 
 ,v " 
 -.Q _ 
"_ c.J 
- - 
 
""".:::;--;::r- """ r-# 
 V :: ;co - c: 
:: au 

 E s:-.

 
-
 
 
 
 
- '-= G .,;;:;0 ." 
 
 p "=.!:! ::: - t:.D 
4Q Q 
 "t:J r.. !
 
:- _ łr.--:;- r-. 
 
 
 

 - ...... 
 -:u -. ł:J u - - \lC- s: '- 
t 
 5 
5 .

 £.c-£ =
.
-
 

-:;L
1.;: 

 
 
 
::;-
 &.
 g !2 
'="" 
 - 
:o to.\ '- 
 ,-. - 
''''O E 
'"' 
 = łr\ \.;:; "".. -''=i oD 
 . tr. -::- 

. t::
 :s ;-/i::.. \1t\ 
 
.r::. v -r 
o. 
 

p;
.
 
 b) 
,W =- 
-g: 
.
 
E
 Z
fE 
 

l 


o 
tJ 
o 


-
 
Uj 
:! 
...J 



 
"'ej 
Uj 


CJ 
N 


.... 
.OJ 
o 
.- 
N 
"O 
') 
I-; 
J: 
tA 
J
>>>
I 
f 
r 


i - 
 ' O - .., a 
_t.) es u. - . ,. 
 
 , « 
 

 
'!II. 
 :: 
 ..p 
.!! 
.
 IrI...... · es ':1'" (tt o o ł:) E 
::: 
..g .: - .o C\;, łf' ;: Q.. ...... I
 m 
 
 
 
 po 
 E O '& 
..9 _ o
 3 - ł; .
 5: 'V 
. s.. 
 
;
 
 
.E t:"'.":.0 ... ..ł O 
 
 
-O ...., ,fi .
 E ':x-:::: 
 o.. ,:t; U G Q. St 
 j:::O-::::: ł!S .Q ..a 
 
 .:: 
c.aD\
 E ." 
 un 

"1IC- 0:- 
 
 s - v
 t("v
 -= 
 OJ .v $:la _ .D 
-= Q :: #".. 2 O 
t;r.
 
 
 a. S- łł" 
 - oD 4.ł ,v:::r =' E ' 
 o:c:z- --ł 
 .
 

 ..... 0 ::::. 
 '. .::4 P C .... 
.
 .. 
 O 
 v 
 ? 'r\- .-. 
 .... 1:: 'IJI 
....., -..- 

 '- 
t'\ - \.,;. O 
::: 
 O 0.0- -:'::-)ooA 
 ..s::ł
= ...u " ..:. 
 .o
 

 
 v Y 1: O .Z!: 
..9
..:;:: ,.. = 
 s;. 

..!) 
 ..., 
 ,o:s::;r- O 
::r .S .;:- 
 

- 
.2 " t 
 
 
 - Ir'\. _ '- 
- O " _ -_ 
 
 
 IC'\-Q'
..o = ."" .,c-_ Q 
 
-"" -
. 
 - u - ;-'- 
 "- - :.... t:J ."- - _ - ...... 
U)..c'
 
 -£ 'c:;
 
 -::c.o Q..5 
 
 


 
 
 
 
...:: I!I Q. tri. e 
 -:.a.
.o :: 

E
;e S
 
- 


.



-£-
:
:s
':It.
---.mE

_
..'2 

 E -
21ii 
"= 2 (L -- - 
 t1\ 
 -- -=--::6 - v.... 
 .,." s:: .- 
 .-!1 
 e - 
 -::r-- R 
 f'JI 
- 
$;- t: "O 
 ..łr\ 
 
 '-- 
 tj -r-,. o 
.
 łr\ oS U - 
 Q J6 - t;:; t:: s::: ;; 
. 
 
- 'UJ s;. 
 r- 
 e- 
'.J.!:\. t: ue - 
 v :: t: 
_ "
.- 
 _
 
 
 o
 (IS y 
 .,.,
.:: v O _
 
-S "= 
''G":' 
 
 S - 
 s: 
::&!' 
 s- .(!S CO 
 u...t:: - 
 ':S 
 
 I
. = = .
 u 
 e 
 
 
..c.N 
:::r-ł
 
 
c,v... 
 == ():=-
 

 .8-::- -. o-=-_"-#
::::r-p N- c.=
'e::


=-

 :: v r-...r;, 1::
 

 c- 
 
 
 
::: a t:J r- -ł "C 'J - v.=:- 
::S es.D
'::: ....::::a- - -

 -o _ 
 "C 
 z::: 
 
.w ,;,;' t::J 
 
 =. 
 _ :=-..0 
 Q \j)::i -: sło '11:1 o. e-
=- 
 .o o Jj 
 CL",: 
 
 .s () .;.

 ; ,_ 
 N 

 E g
 
1f
2.£ _'E:
:

 

 E

łi$
:g-;.g
 
 
' a-
 s 
g.5
 
'E:; 
= (!; - '-I rs. OJ i:: ",-.-. .::-
 ł

U --:-.:.c 
 N
 "- "". -;;-6 
 I:
 _ :;

 

 

 

 
 
' &.
 

 
 .r-.2
.

 E e 
-€ 
E 
 I:ł 
 

 E eJ \I,) 
:c- o
";1
-'5.
 
 

 Ou

 c .. 
 r-:=- ;:& !:J:=:' 
 -
 ;:. 
 E łf'\'-- 
-
 -:: 
\&D 
 
 e 
 ł'" O '-SS) ł-. O.EJ ;;..- S 
 
-w
r;. - - ej -!: -::'
--
'-V
O=-y _-
......_
__"""N -u 
.'.. 
O
 
 - 
 
 
 
:- Q..;::::::o- 
 - o.&J'
 

- 
 :: " 
-:::r- H.......:a- 
-
 
 
_ 
.!!. "O- 
D - Q. 1:: - - 
 E "- 
 
 
 
 
 ef'\,.:::::--::r- '- --::-.£:: $)"" '
.&J 
 "= jj _ -. -_.
 ł.:s'ł 

 
 S E '
ll:
:: 


 
:
p
 

 

s';;.
 
 i;3
 
 
:
i s..
.5]-'E


fi 

...... b --.. tC'\ u 
 
 - - - t:4t:--=-E '..1_ ) "3 
 
..n_
 
r.::::» ... 
 __ o 
_ 
e,
"Q o. Ij

 
.c . 
1''JO.c !Je-


-If"\ 
 

r-w..
 "" "-
'
.E 


=- = p
 = 
 
 
.a \j 0.::.. 
 
 ::ł
.C
::i'_

 
.a:.g'

 O 
 

;r 

2.
 

 
:.:
O 
 ::' -6 :: S';' 
 
E 
v 
 :
::!
SEE:

.
 E ;o:
f.3e.:

 
;:D 
 

 'S)

.E 
G
 
:
 
 
 
 
 
- 
 
 ł'\ - - - O;c- 
 -::o- - no - -- IJ lU - 
 - O ".
 t;,) 
 p '-. 
 - - t: oD 
I g
 

 2.e 
a
c.cs 




 E
2

 

 2.E

.:


łE.

:

 
¥

 S
 
;:: c: 5 
 
 -- 
'-ło-; 
 'Uo 
 r. 
 
 - lU :_
 
 _ U 
 U .,.. "- v 
 - r... 
 
 '"1:ł h.... Q _ 
 
 .. 
;,:;; 
 '-=- 
 
f
'
 
 
 -- (\1.:2' 45' -
;
 y:::r- 
.T- - t
 
:=- "'= .'" ::.
 
 1; 
 
 
 
=-
 
.
: 
 
.......=
 - - Lv -':::J"'
 o....... 
---
:;:::: - 

 .r--...D).. 
"= :o 
 - - "'.- 
."O 
 
" 
 E 
-£E-..ce 
(j 8. e.
 
łi.
.
,g 
 


..::: O':
 
 D

_
 ;;..rt:'
.c 
 'Ir--.. t:
 
Q.- !!" 
 fWW


..c 
 
?l g
'
ro

 :
\it;K
"$

 '.S\
-

 
 

" 
.w =- 

 

 --.o W 1--=",,
-
,. E
'-"T r--4ł--..;-l.:-.,.",h
 o.t.......n-'--
L-
f:-",'....h.qL-;.
t.--n.o. 
-lU 
 wtii'.t;;-wLEijj: ł{)"J


Wj!..t:...:
 ::''''
-JEw owrB.
.Lo..rg. 


. 


-- 


Ó 
tJ 
'" 
:.:;: 
In 
'" 

 


::s 
::; 
"'ej 
UJ 
C) 
.. 


ej 
o 
..... 
t'iI 
"O 
O 
I-; 
ro 
tA 
:) 
'" 
......
>>>
.ft " 
)C \\ 6- 
' .... 'I. 

- =! li ił 
łąi
 ('j 
bJ. 
I- 
E
 
 
\ e .D 
....ca .e-a- 
 
f1tł 
 

E 'H 
ił i. I- 
o (D.c = (Ij 

 .\,# .0- I t'iI 




 'f1ł 1: .ł!. (f) 
" ol .
 · 

 "'
.i 
 
t I,

 1 1 ;j 
(; ..... 
I o 



 I"i 'd 
r. , i:i. & o 
.
 -$ł 
 I 
.-... -...e 
 bl. 
\U 
 
N 1 l '" iCi
 
 
, . -- ..... 
.!t: 
,\.$ a 

 =
 6S rIJ 


 .. I- 

,
 :: Q o 
",.'.. ,...
 ., .D 
-ł"' .... 
 fi .
 i:!: ł.
 e t'iI 
o 

 
 
l::i' al ;j 
..J"" \ iaa ';) 
 

,;
i:Y 

v . .' 
 = 3 ..o =. 'Sł
 ł S 
1,4' I 

 
I ) :11 :ij 
 't.f 
 :-ił 
. 
:",-'.. ..... 
cI" ..c: 
'
;-.., .-! o 
"tA .. 
fC(s ,q 
 
,


 11 +-' 
('j 

 u... 
 a 
 
-.e
 ! 

'4 
','
>>>

>>>
153 


dwa wydania, już nie żył prawdopodobnie, gdyż ba- 
kałarz Jan z Koszyczek, zajmujący się pewme ko- 
rektą, a w każdym razie piszący rymowaną prze- 
mowę do " Żywota, " mówi w niej, zwracając się do 
Pana Jezusa: "Baltazar, mistrz krakowski, żywot 
Twój napisał, aby po śm'ierci swojej łaskę twoją zy- 
skał." I to jeszcze można na potwierdzenie tego 
wniosku przytoczyć, że wydawcy dowolnie sobie 
z pracą Baltazara postępowali; Haller pododawał ró- 
żne apokryficzne szczególy z życia Jezusa (list Len- 
tulusa, list Piłata, znane już z rękopisów XV wieku). 
oraz kilka przekładów pieśni łacińskich, a Wietor - 
"modlitwy rozkoszne przy umęczeniu bożem." Sam 
Opeć, zdaje się, w pierwotnym swym rękopisie dał 
cztery pieśni (nierymowane), odnoszące się do Naro- 
dzenia Pańskiego; jest w nich silne uczucie religijne, 
ale zdolności poetyckich brak zupełny; stosunH owo 
naj piękniejsza jest pieśń czwarta ("Bożego narodzenia 
anieli się weselą"), złożona ze śpiewu i responsoryum, 
powtarzającego się za każdą zwrotką ("Pana Boga 
poczęła - Krystusa porodzila - Panna Niepokalana"). 
\Vietorowskie wydanie jest "jednym z najpiękniej- 
szych zabytków drukarstwa krakowskiego, bo czcion- 
ki ksztaltne i nowe, odbicie czyste, a początkowe 
litery G, K, 1\1, P, S po 55 milimetrów wysokie, tak 
udatnie naśladują inicyały rękopisów średniowiecznych, 
że nie można im odmówić artystycznej wartości. 1\ 
Prócz wspomnianych tu dwu wydań "Żywota" 
w XVI wieku znamy ich jeszcze trzy. 
Tej samej potrzebie religijnej czyniły zadość 
przekłady "Eklezyastes księgi Salomonowe, które 
polskim wykładem kaznodziejstwo mianujemy" przez 
Hieronima z Wielunia (Kraków, 1522), "Księgi Jezu- 
sa Syrachowego Ecclesiasticus rzeczone, które wszy- 
stkich cnót naukę zamykają w sobie" (Kraków, 1535) 
przez PiotTa Poznmiczyka, to jest Psałterz Dawidów, 
który w tej dobie miał co najmniej trzy tłomaczenia 
różne od r. 153
; najwięcej wziętości osiągnął prze- 


.
>>>
fi"I
;f ,,
..'" 


ł"W';;' 
I f,. 
 


 ---
 ::':r£9&
 f. e) 
 ;cf.;;:' _ l.-ł' 
7
k'ifit1i5fa{
 

 noet'\'utgarirerm
 
l ne1l'ol
nico "tae
 

 '" 0.::- lice.t. et iłf
e"!B.&':;\ 

 


 m CO lUUP!ł" _,ło Le 
r::;..trs:' mf9Tiili-f:.zt: 
: 2:--: 
 
frilf.:-= -:;:
" 
'7i£v(/a
Cir.:r,
} tj,. 
 
a !
.o Ą9 '4
1
J4
-Z. 
f-łh-
. 
-;:.;.r-'

 ĄS :;l""_ ""'
-."" lS(-4 ł-it(.,. 

.pł::r-'Ą.

I.
/
f___ Ą s.;w.r h 
--1-riJ !."r
 --f.-h6 . -ł. 

(v.. if......;.s. 
S ki Ą
 71t
rf?u- A9 .....
_k-ł l"w,,
 
f
:O-;
 l 
H.-Pf::ff.
' 
fO 
 ..N\A1r
 0- 811 
......;., S"ff.
 -i 
.....- 

 ,...
..J
 
; ",f, 
 
""'" 
.rv=ł:. #,:.)
 
-ł-r«.. 9

 J
¥--ł s-łf1, 
..;ł,IJA


:
.
 SM
4M4D d-

-
 
1C
..... 4. F'" flw C
 Jf(94 clp
 


Agenda W" r. 1514.
>>>
15': 


kład księdza \Valentego Wróbla, wydany po raz 
pierwszy w r. 1539, a potem jeszcze w siedmiu wciąż 
poprawianych edycyach przedrukowywany z przed- 
mową Andrzeja Glabera z Kobylina. Żywoty rozmai- 
tych świętych (Aleksego. Anny, Jakóba patryarchy, 
może także Eufraksyi) tu również należą. 


VIII . 


Fantazya owoczesna wcale byla niewybredna, 
lubo wala się we wszystkich nadzwyczajnościach; nie 
raziła jej, tak samo jak w wieku XV, rubaszność, nie- 
przyzwoitość, ani sprosność, byleby na końcu był 
sens moralny. Jeżeli w Anglii przy końcu XVI stu- 
lecia uchodziły grube żarty Szekspira; jeżeli na dwo- 
rach duchowieństwa rzymskiego przyglądano się bar- 
dzo a bardzo śliskim komedyom, to nie można się 
dziwić, że i paniom naszym dawano do czytania, ja- 
ko "krotofilne" rozrywki, takie powiastki, które dziś 
tylko dla celów językowych się przedrukowuje. 
Są poszlaki, że już przed 1522 rokiem byla. 
u nas drukowana "Historya trojańska," ale my dzi- 
siaj znamy tylko wydanie z roku 1563. To pewną 
jest rzeczą, że pierwszą większą książką polską były 
wielce rubaszne, przelożone z łaciny " Rozmowy, kto- 
re miał król Salomon mądry z Marchołtem grubym 
a sprosnym, a wszakoż: jako o nim powiedają bardzo 
z wymownym, z figurami i zgadkami śmiesznymi." 
Wydał je Wietor r. 1521, a tłomaczem był znany 
już nam bakałarZ Jan z Koszyczek. Odpowiedzi Mar- 
chołta są w formie przyslów, po większej części ry- 
mowanych i nieraz bardzo dobitnych a trafnych. 
Utworów takich niewątpliwie było więcej, ale 
ponieważ przez częste czytanie poprostu zdzierały SIę, 
więc egzemplarze nie mogły się dochować. Tak np. 
"Historya piękna i mierzna o Ponsyanie cesarzu 
rzymskim," czyli inaczej Historya o siedmiu mędr-
>>>
A 
I w2,ymye 
.pytreb
g9n
tnYtlTł 

: tbtn. 
Jt fjye bU WnOl$
 I wgZJtcb 
(Jyelyetjny pz
epufeJyl ",ln
 myly bo{) 
n
fmocJ CJy
fjk
 y 6mycrtdu
 on ytjnca 
WQi
C' 
fj m
1 '\?mzJ('(J WdWal kfjo- 
byc 
Wfd)Y6tky t£ ord fna
 .I3
9ku"f. f 
wJtbf11ko bud)owytnfiwo. y 2Jdtl t»o# 
nYcb A
ogy młmylefd)n pZJWacJydyc 
(50 my Ja POCJyteł)
 bl3ycqyt g
ffe" V
 
'''feb ma!11 tbl3lto pl
łbko \'mlłeCJ rito- 
rfm gZJceQy;rnogymy CJ
6kym
Janunl 
wytCJne poc
p
en
e.1ł J\1dny g
cmli 
nart)o n yeJ n y eodpo",ytbSYBI Yl3eJY GYc 
den fj bud)ot\'ln

b.t( 
plan rt)cgorcb pa 
i'yfJa:barJo nBbosnygymytn9tm j'Qn_ 
'Uboly rsckl Donycgo.oC;CJefjw

cł)y. 

 nabotjny esemu djeJffch rotjpQCJaCJ
 
mylo6yerD)Ubosym bOjymBc"eD
 rJ' 
ckl Donyego 1bapyefd,.qo my JapoCJY
 

cł)
Dl3yer(1) gby ya yyfcl7 c begodsynf 
mufd]a "mzJeCJ.aboy
 fjye. Yłjl)llI1gl1t" 
d)ow mogyelJ.b
d
 pot
pyon 1RQtfcą 
myafiodpot\1yebsyal yemu£aplan łc
 
SOf eeseJe fjtt!y
tł)y. b
b
 po fjmytr
 
qy tł)rroye mowy I tr;y modHnvy"ruwo 
,"':j Ouf
m(Qlbo mf}rtJn$?dJycJ
 "'IIJJ.
 
łt 


Po"vjeś6 ° PapjC
'll CrbaIlie, 
przy A
endzie z r. 1514.
>>>
157 


cach. albo "Dzieje rzymskie" (Gesla Romanorum) 
niewątpliwie istnieć musiały już w tej dobie, ale my 
mamy późniejsze, nieraz bardzo nawet późne (bo 
dopiero z XVII w.) wydania. Dochowało się niewie- 
le; z r. 1524: "Fortuny i cnoty różność w historyi 
o pewnym młodzieńcu ukazana;" z l5.tO: "Powieść 
o założeniu klasztoru na Łysej górze;" z 1550: "Hi- 
storya o żywocie i znamienitych sprawach Aleksan- 
dra Wielkiego, która w sobie wiele cudnych przykła- 
dów zamyka" i t. p. 


IX. 


Potrzebom wreszcie praktycznym czyniły za- 
dość te.kie książki, jak "Gadki o składności członków 
człowieczych z Arystotelesa i też innych mędrców 
wybrane" (1535) przez A..lld1-zeja z Kobylina - pierw- 
sza nasza fizyologia, hygiena i fizyognomika; "AIgo- 
rithmus," t. i. nauka liczb przez Tomasza Kłosa, a da- 
lej Herbarze, czyli Zielniki, podające wiadomości 
o środkach leczniczych, układane przez Sterana Fali- 
mierza (I 534), Hieronima SpiczYliskiego (15-12). wre- 
szcie "Księgi o gospodarstwie Krescentyna, " tłoma- 
czone podobno przez Andrzeja Trzycieskiego (1549), 
który się wsławił jako poeta łaciński, a potem jako 
wpływowy działacz protestancki; - wreszcie przekła- 
:ty niektórych uchwał sejmowych. 
Humanizm w książkach po polsku pisanych 
odbił się w tej dobie nader słabo i ułomnie. Wy- 
bierano zazwyczaj podrzędnych pisarzów i dzieła ich 
tłomaczono lub naśladmNano. Taki np. Jakób Lo- 
cher, pumanista niemiecki, napisał dyalog szkolny 
o Paryżu, starając się podanie greckie w duchu mo. 
ralizatorskim, allegorycznym rozwinąć. Dyalog ten 
był u nas przedrukowany już w r. 15
2 w orygina- 
le i przedstawiony na dworze Zygmunta Starego; 
a w r. 154
 przetłomaczył go kulawymi rymami ja-
>>>
Zołtarz DawJd6w.
>>>
159 


kiś bezimienny i wydał w Krakowie p. t. "Sand Pa- 
rysa, królewicza trojańskiego." 
Jedynym utworem znamienitego humanisty XVI 
wieku, Erazma Roterdamczyka, przyswojonym nasze- 
mu językowi w tej dobie. są "Księgi, które zową Ję- 
zyk" (Kraków, 1542). Inne pisma tego słynnego. 
i wpływowego autora przedrukowywano u nas 
w oryginale; to jest po łacinie; uważano je widocznie 
za trudne dla tej sfery czytelników, dla której wyda- 
wano książki po polsku. 


2. IJoba druga. 
Reformacya.-Rozkwit poezyi polskiej. 


I. 


Ze śmiercią Zygmunta I ustały względy, jakie 
miano .dla starego i poważnego króla, który w poży- 
ciu domowem niewielkich zażywał słodyczy. W mło- 
dym jego następcy, na samym początku rządów zmu- 
szonym walczyć o swe małżeństwo z Barbarą Radzi- 
wiłłówną, widziano człowieka, skłonnego do wszel- 
kich ustępstw, byleby jego osobista ambicya była za- 
spokojona. Wszystkie tez trzy główne prądy, jakie 
istniały już za poprzedniego panowania, złączyły się 
teraz z sobą, by dokonać zmian nietylko w umy- 
słach, ale i w instytucyach państwowych. Głośna 
sprawa "egzekucyi" ma za swych naj wymowniej- 
szych rzeczników osobistości wykształcone humanisty- 
cznie i sprzyjające reformie religijnej. Reformatorzy 
znowu, przynajmniej w początkach, wychodzą z sze- 
regu humanistów, władają wymową, pięknym stylem 
zarówno łacińskim, jak i połskim. Wytwarza się war 
tak gorączkowego życia, jakiego nigdy przedtem nie- 
widziano, a który dopiero za czasów sejmu cztlro-
>>>
160 


letniego miał się, lubo nie w takiej pełności, powtó- 
rzyć. Ze stanowiska religijnego lub politycznego 
mozna ubolewać nad "niezgodą," nad brakiem spój- 
ności, jednolitego w tym lub innym kierunkn (kato- 
lickim, czy protestanckim, monarchicznym czy wyłą- 
cznie republikańskim) zdecydowania się; ale pod wzglę- 
dem natężenia życia duchowego, pod względem bo- 
gactwa i rozmaitości jego objawów, pod względem 
wyzwolenia się wszystkich sil umysłowych była to 
chwila jedna z najśwIetniejszych w dziejach narodu; 
dodać wszakże należy, iż w tej dobie prąd reforma- 
cyjny, budzący uśpione uczucia religijne, góruje nad 
innymi. 


II. 


Z początku nie idzie wcale o dogmata. Zma- 
teryalizowanie wyższego duchowieństwa katolickiego 
jest jedną z głównych przyczyn żądania jego refor- 
my. Jeżeli biskup krakowski, Andrzej Zebrzydowski, 
mógł mawiać: "wierz i w kozła, jeśli chcesz, płać 
mi tylko dziesięcinę;" jeśli inni jawnie prowadzili ży- 
cie rozpustne i jeśli ten zostawał dostojnikiem ducho- 
wnym, kto miał więcej pieniędzy i mógl się opłacić 
Bonie, to niepodobna się dziwić, ze świeccy zapragnęli 
zmiany takich i tym podobnych stosunków. Kryty- 
ka duchowieństwa, krytyka celibatu - to pierwsze, 
naj silniej i najdłużej trwające objawy naszego zwrotu 
reformacyjnego. Nie chciano zrywać z Rzymem; zą- 
dano tylko pewnych zmian, nadających kościołowi 
narodowemu cechę odrębną, jako to: zniesienie bez- 
żeństwa księży, zaprowadzenie mszy w języku pol- 
-skim, komunia pod obIema postaciami, wybieranie 
księzy z ludu, biskupów z księży, papieża z kardy- 
nałów i biskupów wszelkiej narodowości, jak było 
w kościele pierwotnym. Pomimo róznic w szczeg0-
>>>
d 

 
o 
E 

 

 
. Oj 
- 
 
t.
 
 

 
(/) 
..... Q) 
I ..... 
::: 
-w 
Q) 
...... 

 
(Ij 
.
 
....... 
.CI 
i:Q
>>>
'" 


I 
I 

 


I 
. 


I 
I 
t 


-;;- 

 
o 
E 

 

 
.. 

 


('j 

 
(/) 
li 
..... 
s: 
-m 
QJ 
'2 
ro 
.
 
:D 
!:Q
>>>

>>>
161 


łach, wszyscy, pragnący reformy, działają na sejmach 
zgodnie, stają się siłą, senat świecki prawie cały po 
ich stronie, z pomiędzy wyższych duchownych wielu 
im sprzyja po cichu; w izbie poselskiej, jeżeli nie 
liczebnie, to wymową, talentem stają wyżej od zwo- 
lenników ścisłego katolicyzmu. Na odbywający się 
wtedy sobór powszechny wysłano ludzi świeckich 
z domaganiem się udziału w obradach. Równocześnie 
zaś walczono o zniesienie juryzdykcyi duchownej, 
o egzekucyę praw. Osiągnięto nareszcie te upragnio- 
ne reformy, przynajmniej częściowo (r. 1563): juryz- 
dykcya została zniesiona, dobra królewskie w części 
przynajmniej wrócono koronie, postanowiono czuwać 
nad poprawą akademii krakowskiej, a przytem - co 
dla wielu ze szlachty było rzeczą najważniejszą - 
zgnębiono miasta ostatecznie. W tym samym roku 
sobór trydencki ukończył swe obrady, określił ściśle, 
w co i jak wierzyć potrzeba, ażeby być katolikiem, od- 
rzucił wszelkie ustępstwa na rzecz nowych kościo. 
łów narodowych (po za unią), domagał się jednostaj- 
ności najzupelniejszej we wszystkich krajach, mają. 
cych pod względem religijnym zależeć od Rzymu. 
Zygmunt August na sejmie w Parczowie 1564 przy- 
jął te uchwały soboru bez zastrzeżeń. Teraz trzeba 
się było zdecydować zwolennikom reform kościelnych. 
\Viększość szlachty, na sprawy dogmatyczne zupełnie 
obojętna, zadowolona z zabezpieczenia swoich przy- 
lejów, pozostała przy katolicyzmie; nie znaczna tylko jej 
część, obstając przy dogmatach, zaciągnęła się pod 
sztandar jednego z 3 głównych "kościołków": braci 
czesko-morawskich w Wielkopolsce, kalwinów w Ma- 
łopolsce i na Litwie i aryan (unitaryuszów, socynian) 
tamże; luteranizm wyznawali przeważnie tylko mie- 
szczanie, głównie w Prusiech. Starano się, nie tyle 
dla względów religijnych, ile politycznych, skleić zgo- 
dę pomiędzy wyznaniami, ale choć je chwilowo uło- 
żono na papierze, nigdy w rzeczywistości nie mogła 
11 


J
>>>
162 


się ustalić, gdyż żadne z wyznań nie chciało dopu- 
ścić do jedności kościelnych naj skrajniejszych przed- 
stawicieli protestantyzmu, aryan, odrzucających bó- 
stwo Chrystusa i dogm'!t Trójcy, pomawianych na- 
wet o ateizm i niewiarę w nieśmiertelność duszy, jak 
to wyraził między innemi bezimienny autor ironi- 
cznego nagrobka dla ulubieńca i przyjaciela Batorowe- 
go, Kaspra Bekiesza, aryanina (t 107':1). 


Nie pragnę jego nieba, piekła się nie boję, 
Miłosierdzia nie proszę, o sąd nic nie stoję, 
Grze;::hu nie znam, ani wiem, cobych komu winien; 
Sam-e m sobie zawsze żył i byłem się pilen. 
Nie troszczę się o cialo, ani mniej o duszę; 
Spolem ze mną umarta, wyznać śmiele muszę; 
Pracej onej nie będzie, którą inszy mają, 
Szukając każdy swojej, gdy z grobu powstają. 


Mimo jednakże spory i kłótnie między "trójcza- 
karni" (t. j. wyznawcami Trójcy Ś.) a "nurkami" 
(jak nazywano aryan z powodu formy ich chrztu), 
jeszcze w r. 1573 było stronnictwo protestanckie wo- 
góle dość silne, gdy przeprowadziło jedyny w XVI 
wieku akt tolerancyi religijnej. będący chlubą cywi- 
lizacyi naszej. 


III. 


. Pod względem znaczenia i zasług literackich 
różnowierstwa polskiego, najwcześniej zerwali się do 
pracy luteranie, ale najwięcej zdziałali aryanie. 
Nie Kraków stał się ogniskiem ruchu literacko- 
rtligijnego w duchu luterańskim, lecz Królewiec, 
a naj pilniejszym jego przedstawicielem był Jan Se- 
klucyan (t 1578), który wywędrowawszy z Krakowa 
w r. 1541 i otrzymawszy urząd kaznodziei przy tu- 
mie królewskim. był pisarzem, księgarzem i wydawcą 
zarówno swoich, jak i cudzych utworów. On tO J 
prócz katechizmu, zbioru "pieśni duchownych a na-
>>>
163 


tożnych," pierwszy wydał świeże tłomaczenie "No- 
wego Testamentu" (1551 - 53) i pierwszy ogłosił 
" Postyllę, .. czyli zbiór homilij, wyjaśniających prawdy 
wiary na podstawie ewangelli (1556). Dopiero po 
nim wydrukowano stare tłomaczenie całego Pisma ś., 
tak zw. "Biblię Leopolity" (1561) i zabrano się do 
pracy zbiorowej nad przekładem całości w Nieświeżu 
nakładem gorliwego i hojnego opiekuna kalwinizmu, 
Mikołaja Radziwiłła Czarnego; jest to tak zwana "Bi- 
blia Radziwiłłowska albo brzeska" (1563); dopiero po 
nim ukazały się przeklady kilko
akie "Nowego Te- 
stamentu" (1563, 1568, 1574, 1577 i t. d.). Podo- 
bnież i wszystkie inne "Postylle" są od Seklucyanowej 
późniejsze, zarówno kalwińskie (Reja 1557, Grzego- 
rza z Żarnowca lf172-80), jak i katolickie Marcina 
Bialobrzeskiego 1581, Jakóba \Vujka, 1573-1584). 


IV 


Natomiast zarówno obfitością, jak pięknym ję- 
zykiem i stylem, zarówno ideami, jak częstokroć 
i życiem zastosowanem do zasad, na czele różno- 
wierców stanęli aryanie pod opieką Oleśnickich 
w Pińczowie, w Sandomierskiem. Nie mówiąc już 
o tłomaczeniach utworów obcych, głównie włoskich: 
Franciszka Stankara, Lismanina, Ochina, Socyna, 
można wymienić cały szereg pisarzy celujących w pi- 
śmiennictwie, jak lI[arcin Krowieki (od r_ 1554). 
Grzegorz Paweł, czyli Pauli (od 1564), Piotr z Gonią- 
,Zza (od 1570), Szymon Budny (od 1576), Jan Niemo- 
Jewski (od 1583), co to na sejm zjawiał się "między 
barwnemi tłumami strojnej szlachty w pokornej po- 
stawie, bez oręża, bez służby i towarzystwa, w sza- 
rej odzieży, z torbą na plecach", oddający wszystko 
na rzecz swego wyznania, zrzekający się urzędu, 
gdyż wedlug niego "chrystyaninowi" nie wolno było 
używać miecza, biorącemu na seryo naukę o równo-
>>>
164 


ści wszystkich ludzi. Największemi atoli chlubami 
aryanizmu polskiego są dwaj znakomici pisarze: 
Adrzej Frycz Modrzewski i Marcin Czechowicz. 
ANDRZEJ FRYCZ l\IODRZEWSKI (1503 t 1572), 
syn wójta w Wolborzu, dostawszy w akademii kra- 
kowskiej stopień bakałarza, pojechał do Niemiec, za- 
poznał się osobiście z l\Ielanchtonem i Erazmem Ro- 
terdamczykiem, zgłębił nauki nowatorów, ale żadne- 
mu narazie wyznaniu się nie oddał. Jako mąż doj- , 
rzały, 4O-letni, wystąpił z szeregiem mów (pisanych, 
 
nie głoszonych), w których z głębokiem przekona- 
niem i szczerem chrześcijańskie m oburzeniem wystą- 
pił przeciwko niejednostajności kary za zabójstwo 
(1543), potem w "Mowie miłośnika prawdy" (Oratio 
Philo.lctlti
) powstał na świeżo wówczas ponowione 
prawo, zabraniające mieszczanom nabywania mają- 
tków ziemskich. W r. 1546 wszedł on do koła 
humanistów-reformatorów, marzących o przeprowa- 
dzeniu zmian najrozmaitszych w Rzeczypospolitej, do 
koła, do którego należeli Andrzej Trzycieski, W oje- 
wódka, Jakób Przyłuski, Jakób Uchariski, Lismanin. 
Z tego głównie grona wyszły myśli o kościele naro- 
dowym, sformułowane w piśmie .Modrzewskiego 
"O posłach na sobór chrześcijański wysłać się ma- 
jących", a rozwinięte potem w najważniejszem jego 
dziele: ,,0 naprawie Rzeczypospolitej" (De republica 
emendanda, 1551 i 1554; tłómaczenie polskie, niezu- 
pełne, Cypryana Bazylika r. 1577). Dziełem tern sta- 
nął Modrzewski wśród najz!:a
omitszych polityków 
europejskich XVl stuiecia. Sldada się ono z ksiąg 
V-Uj pie;-wsza-o obyczajach-jest dziś dla nas zaj- 
mującą jako świadectwo spółcześnika, umiejącego 
bystro obserwować; ale druga-o prawach i trzecia- 
o pokoju i wojnie, wykazują nam człowieka wyższe- 
go nad przesądy swoich rówieśników i zwiastuna I I 
nowych wielkich idei. Poszedł on dalej od Jana 
O 
troroga i kop-sekwentnie przeprowadził zasadę je- I 
dnakowych praw dla wszystkich (naturalnie nie praVl I 

 
I
>>>
l 


165 


i 
l 
I 


politycznych), potępił wojny zaczepne, domagał się 
względów dla rannych, z obu stron walczących. 
Nie jest bynajmniej rzecznikiem szlachetczyzny, upo- 
mina się o prawa miast i ludu. W księdze o Koście- 
le zatrzymuje jeszcze stanowisko z r. 1546, oczekuje 
pogodzenia różnych sekt od soboru, sam proponuje 
sposób wyjścia z trudności, jakie subtelne rozróżnie- 
nia, dotyczące sakramentów, zbawienności samej 
wiary i t. d. wznieciły. Urządzenie Kościoła ma być 
demokratyczne, wszystkie urzędy wybieralne, a w tych 
wyborach uczestniczą świeccy. Obyczaje duchowień- 
stwa poprawić ma niewątpliwie zniesienie celibatu. 
W księdze o szkole wreszcie, powołując się na dzie- 
ło Maryckiego, poprzestaje na uwagach ogólnych, 
proponując ustanowienie nadzoru nad szkołami, do 
któregoby nie wchodzili interesowani, a więc mogli 
swobodniej zważać tylko na moralne i naukowe kwa- 
lifikacye kandydatów, ubiegających się o posady nau- 
czycielskie. W calem dziele znać humanistę, przeni- 
kniętego głęboko uczuciami chrześcijańskiemi, znać 
człowieka poważnego, zacnego i rozumnego, który 
wie. jak ważnych dotyka rzeczy i stara się roztrzą- 
sać je z całym spokojem i rozwagą, właściwemi jego 
usposobieniu. W późniejszych latach, kiedy sobór 
trydencki żadnych nie porobił ustępstw dla protestan. 
tów, Modrzewski przechylił się stanowczo ku arysA 
nizmowi i w tym duchu spisał ;woje "Losy" (Sylvac
 
wydane dopiero po jego śmierci, r. 1590), gdzie za- 
warł roztrząsanie dotyczące wszystkich spornycb 
kwestyj, jakie protestantyzm obudził, objaśnionycl: 
i rozwiązanych w duchu aryańskim, jednakże bez 
jaskrawości polemicznej. 
MARCIN CZECHOWICZ (1532 t 1613) jest 
przeważnie polemistą. Rodem był z Wielkopolski, 
ze znanego gniazda husyckiego Zbąszynia, chodzIł 
do szkół poznańskich, a że rodzice byli biedni, więc 
"mieści! się z innymi pauprami w nieopalonem pod- 
daszu, chleby w kleszczach rozpalonych tworzył,
>>>
166 


które opłatkami zową, a umiał je nie tylko tworzyć, 
ale i chędogo ostrzydz; brał plagi co sotJotę, a prócz 
tego i wówczas także, gdy tabliczka z aSin2t8 o sło- 
wo polskie na nim ostatnim zawisła, paupel"ib2t8 (dla 
biednych!) wołając biegał od domu do domu w lek- 
kim całunie, w zimno i słotę, z garnuszkiem w ręku 
śpiev.ał pod oknami kolędy i różne pieśni, cZęsto 
napróżno, żydów i przekupki napastował z innymi 
żakami. " W r. t 554 był w uniwersytecie lipskim. 
.a niebawem potem znalazł się na dworze księcia 
Radziwiłła Czarnego. Z jego polecenia jeździł d) 
teologów szwajcarskich; po drodze zetknął się z a:;a- 
baptystami (nowochrzczeńcami) i wrócił na Litwę 
gorliwym ich wyznawcą. Zaraz też napisał dziełko 
po polsku (zaginione): "Trzech dni rozmowa o dzie- 
ciokrzczeństwie," a potem po łacinie. Tworzył też 
pieśni religijne, upodobane przez aryan, a dziś nie- 
znane; wierszem także wyłożył treść Nowego Testa- 
mentu. Bawił czas jakiś na Kujawach u Jana Nie- 
mojewskiego; potem przez lat 25 przeszło w Lublinie 
był ., ministrem słowa bożego." Najważniejsze jego 
dzieła powstały między r. 1575 a 1583; drukował je 
w Rakowie, który zastąpił dla aryan Pińczów. Są 
to: "Rozmowy christianskie, które z greckiego nazwi- 
ska dyalogami zową, a ty je nazwać możesz wiel- 
kim katechizmem" (1575): przekład "Nowego Testa- 
mentu" (1577) i "Na odpis Jakóba żyda" (1581); 
"Epitomium na wędzidło H. Powodowskiego" (ok. 
1583). Dwa te ostatnie dzieła są treści polemicznej, 
nadzwyczaj ciekawej. Jakób żyd z Bełżyc uczestni- 
czył w rozprawach z aryanami; pierwszym był ży- 
dem, co po polsku dzieło wydał, wykazując sprze- 
czność pomiędzy Starym a Nowym Testamentem. 
Czechowicz jego argumenty zbijał punkt za punktem. 
Ksiądz kanonik Powodowski w książce pełnej gru- 
biańskich wymyslów zaczepił o przeszłość Czechowi- 
eza; to skłoniło naszego autora do odpowiedzi, obfitu- 
jącej w szczegóły autobiograficzne. r'7:echowicz byl 


( 
+ 


+ 


I 
ł
>>>
107 


"niestrudzonym szermierzem aryanizmu w kazaniach, 
dysputach, pismach; on i nową naukę pierwszy sy- 
stematycznie traktował i wywody wrogów: katoli- 
ków, ewangielików, żydów, odstępców wreszcie 
zpośród grona własnego, żwawo odpierał, i Pismo 
ś. tłomaczył; czynny i ruchliwy, wymowny, dowci- 
.pny, władający prozą i wierszem, polszczyzną i łaci- 
ną, choć się tą rzadziej posługiwał; wystawiony też 
na cel, napastowany, szkalowany więcej niż wszy- 
scy inni współwyznawcy. Polszczyzna jego nosi 
jakieś cechy miejskiej mowy; nie sadzi się na wyż- 
szy styl, używa chętnie tych samych zwrotów, ale 
miejscami nabrzmiewa poważną melodyą pieśni reli- 
gijnej, rozlewa się uroczyście i sprawia dziś jeszcze 
niemałe wrażenie; prostotą, przejrzystością okupllje 
autor brak głębokości i bystrości, okupuje sprzeczno- 
ści i chwiejności, jakie jego wykład różnych miejsc 
Pisma ś. albo tych samych miejsc w różnych cza- 
sach objawia. Zalety Czechowicza występują najwi- 
doczniej w ustępach retorycznych; jeśli wedle nich 
sądzić wolno, to kazania jego musiały niechybnie 
wzruszać i przejmować słuchaCzów" l). 


". 


Nie brakowalo oczywiście przeciwdziałania ze 
strony katolicyzmu. Akademia nie zajęła teraz, jak 
w obec husytyzmu w wieku XV, stanowiska inicya. 
t,rskiego; zwróciła się natomiast do rozwijania nauk 
humanistycznych, wydała niepośledniego poetę woso- 
bie Grzegorza z Sambora, który i dłuższe poemata 
(o stworzeniu nieba i ziemi, o Częstochowie, o ś. 
Stanisła\\ ie Kostce) tworzył, wydała znakomitych 
filologów, Benedykta Heruerta, Jakóua Górskiego, ..4.11- 



 


I) Aleksander Briickner. "Z dziejów różnowierców pol- 
skich
 (w »Ateneum" 1898, I, 2
4-2.U. 


I
>>>
168 


drze ja Patrycego Nideckiego; ale z jej profesorów tyl- 
ko Wojciech Nowopolski (Novicampianus) wystąpił 
w samych początkach żywszego ruchu dyssydenckie- 
go z obroną katolicyzmu (1555, 1559). Na czele 
zagrożonej wiary stanęli dwaj pół-Niemcy, lecz Pola- 
kami się czujący, Stanisław Hozyusz i Marcin Kro- 
mer, obaj w młodych latach obracający się w kołach 
przyjaznych reformie, lecz później, od r. 1551, naj- 
wytrwalsi, naj konsekwentniejsi w walce z różnowier- 
stwem. 
STANISŁAW HOZYUSZ (1504 t 1579), ode- 
brawszy nauki w akademii krakowskiej, uzupełniał je 
w Padwie i BOQonii; wznosząc się szybko po szcze- 
blach godności kościelnych, został biskupem warmiń- 
skim, następnie kardynałem i jednym z prezesów so- 
boru trydenckiego. Rozumny, wytrwały, spokojny, 
we wszystkiem patrzący tylko pożytku kościoła ka- 
tolickiego, z całą stanovlczością charakteru, ale i z ca- 
łą oględnością polityka Jążył do unicestwienia ruchu 
reformacyjnego i stał się nie tylko w Polsce, lecz 
i w Europie głośnym i znanym. Pisał o wszystkich 
niemal zagadnieniach, poruszonych przez protestan- 
tyzm, o sakramencie Ciała i Krwi Pańskiej, o celibacie 
księży, o władzy papieża i t. d.; a jego "Wyznanie 
wiary katolickIej" (1553 0011 ["ess io fide i catlwlicae) 
obiegło całą Europę w oryginale i w tłomaczeniach, 
inne zaś, mianowicie: "Dexpresso Dei verbo" (1558), 
tłomaczone w 1562 na polski. "Księgi o jasnem 
a szczcrem słowie bożem" ogromnem cieszyły się 
powodzeniem. Nie tylko mową i pismem, lecz i dzia- 
łaniem umacniał katolicyzm; on to sprowadził nieda- 
wno założony zakon Jezuitów i osadził ich w swa- 
jem biskupstwie, w Brunsberdze, skąd powoli prze- 
szli oni do innych prowincyj polskich. 
MARCIN KROMER (1512 t 1589), następca Ho- 
zyusza w biskupstwie warmińskiem, jak on, miejskie- 
go pochodzenia, jak on doktór praw bonońskiego 
uniwersytetu, teolog i dyplomata, chłodny, rozważny. 


- 


. 


t 


.
>>>
- 


ł I 
li I 
, r 
ł 


II 
.1 


. 


J 



 



, 

 ,"
 
-':
'., ' J f :'jl 
IIIII'

' 
1'1. l' .....1 , 
, Ir 
I
' 
O 


.. ..... ł 


....;, .1"1.. 


"'. 


.I 
--I: 


r-- 
.2 
'" 
ID 
E 
.g 
U1 

 


o 
bO 
ID 

 
O 
Z 


, 
'" 
O 
;, 
UJ 



 
N 
oD 
O 
...., 
: 
P- 

 


tli 
..!!' 
......... 

 

 

 
(\j 
N 
"d 

 
...... 
(]i 

 
(\j 
..... 
:o 
.
 
II 


I 

ł.'I'
>>>
ó 


fi 
ł 


. 


: 
V) 
- 

 . 

 
""m 
er; 
 
L.,


 
r 
 

 

 ::r:: t-C '
(L 
)-4U 
T 
ZbJj 

«=a 
V»

 
N
 

 

 


'" 
 


eJ 


I 
ł 
II 
\ I 
J 


.. 


'-- 


ri 


... 


.. 


ł.... tQ ... 0\ 


9 


!;. 
,.:.. 
'" 
"E 
ClI 
a 
d 
Ui 
2 
o 
M 
... 
== 
o 
Z 

 
r:: 
E: 
UJ 

 
N 
:o 
o 
...., 
-: 

 

 
.!!oJ 
'-' 
.... 

 
....; 
(1j 
N 
"d 

 
"Qi 

 
(1j 
.... 
........ 
oD 
.
 

 


t .:ł i 
 .c N 
 .: ,.: .; ';....i ::: .. tO ..: 00 ..
 d -- -: 
_. 
.. 
 .. .. .. .. -. 
 A': ..". 
: r= 
 .. 
 .. 
 .: 
..w . 'O o...;. o _ o ..... ..c: ... o..:) (5.. - + c ... "'O..... -. 
 ..t - ..o "'o. 
::I :'r:;..: :!: N::!: 
::g 
ć= 
; 
 c: O::!: 
 J; :: JI 

." 
 $C: O.t :; 
 o.ł Ji f:; .: 
] o;; ..t.e.!.
 : 
....ł 
 -..:" .: --o 
 
 .: et,) -= 11 
 -a .:'; .;..0 ..:.b .: .... 
 ...:. ..;... -ł)':'''; .i 
 N --o ,.; --o:ł .J."'V';' U "'-C 
.....0 u --a ... ..... ł)1I..c: ... 
 _..: e l: o D.. Q"'''' ....".... 
 
· ':h-;;;.&
 o. f;.pt$,:
:

 
 "'(':$ 
S:
.
 .J, N
 

'i 
 ?ł. t ' \ 

 


_

 
b_


_ 

b




n



' 
o  - B.
 ... E lU o 
"" 'G o .. o _ () .... - 'j -e '- 'W 
W I-i
 = B..s-u :t
".,
 
 -.sł"1 :t.:O-1\ 

-

 

.. '=0 
., 
N
n
ga

_-_
 J .



o.
 N
n 

 


-'

n
b

=- ł 


3o
n
u

_ 
.
 .... ..... .
 o 2. 
 -s. = ... 
 -u. - -u..o p = e:;:.. 
 == r.:;:g' -. -- 
;: 
« ID ::z:: 
 
'U C"ł'!::: -n.

... 'u 
Q. 
 o o .o--'-O;S Q o :s.
 .
. 
::ł ,., ?- D _.a .......
. "# 
 !Ir-t 1
)ł\.A 
 
:;:s o, 
.." :.ł ......... -,., 
_ 
 
 
 ..&:I 
 b... ":: oD- -
..,.., ..,. Ul ł"ł 
 
 S::)f'\ ... () o o. .....
 
 o 
...... - -;;n.1.: 
 ..&:I 
 .... . h( ..2 \Jł :' 
ł-'- e ;; . :t 
o CJ ;::: _ '.s .:;.,
 .n-_"u ::: .
 _ 
 'u -g 
.. 

, 


.




)n
'u


.

u
 
L
 

 
uOO=DUI
 O


 ł 
j
O 
.r:. .o S 
=i .S .... o fi: ó;: . .r:. 
 o 
 
 
 = 
1"""\ o o.. .... 
 ....'O"?..._ 
 o,...... u " t::- 

 
 
 .

 1: ł"ł.:;' ....::;. 2 
,... .... _li$.'
 
 


- 

 

o 



o
- 
"" .., c ,.
 Q..;::.- :'Z 
 
 o (».c:t 
-
 -:# 
 o..... --ł 
L 
 "U l.: M .ó' ..:G ()..o n 
:"1 '-. _ it...... . 
 -:-" , . 
O Ftę-ł:... 

ł: :
:"

'Ejl
j-'g'
- l £
 




4_6

:.
2n2

 E 
..o.. s: o, a 
'{... . -........&:i oft'\ ,,
""".....,. -.... 
o::: O"-'
' .E°...B,....o.
f::t ....('1 .
 

D

j



=.s"O
- Eg

- 

 
.!{
 
 o M'\ 
c:::.n 
 N 
'G'U __.D;
 
, f'_ '''' Ol) 
 
UI o' ".. ...., N .... ..., f':'ł"U 
 


- 


:
 I !':--i



.Y'- 
..:ar '" -1:1 ''IC; . .... &. .
...'" 

..
..; .:&..t

E
 
.
.:; ... 
 
 CI 
 
 
J: 
ł: E..i) 
 '\; a 
 O"':--
 
... .

 c II 
 

 -., & 
 


.'
 . 
.  ::J :
:e 
 
 

 N _ ';;.:!: c .. 
UJ (,I) v &- &'""łło"'u..!) . 
- 
 
:; ,:J 
'-it :- 
 
c.. t:J 
 & Q
 v""\:
>>>
1 


:2 

 
u
>>>
....... , 
....... c: 
o o "- 
E .u 
"- v.i .. 
c:: Ul 
u w  
......ł b.Q u 
 

 tn - . ... Pi CI e 
 
 

 O  CI') l( . 
.E z .. 
 rn 
U " o( E '''--' 
U C:Q o ... ..  .... '\ u: 
E 

 f-o.2 ... 
 -'I ...... 
- o = 
 u .:;: t! , 

:a So.4 ... 
 a:I o z
 
 o :) N 
=' .... 
 Ul WI l: 
 
ar 

 ...ł 04 0.&0 
 ..... 

 u:C eł;I c '" ..... ' . 

 '" E ...... 
 
c.E .... .
 
O °w tlJuu ... o . .. C 
:::s :J . 
 .... e ui 0\ 
s 

 O- 

 _N 
 ;: ,,
 . 
 
.59 =
"-I .:s;: 
v '" 0"5 
::s c.. 
 aJ J.o 
 "" ,::: 
U 
gJ
Sl.łtQ : o e 

 C:QOo 
- 
 .... 'O -. 

 0..... 
 '& 
PQOQQ ... 
 t1I 
t; c::: 
 £ 
 f' 

t/) ::S 
==' -. " .... . .- n 
.-;:: N 
 " ...l tI)
 S
 
 
'- ::JtxJ .
 C'1 

 U .o-dj Z::S
 i! a.. 
z - ;: 
. O'" er Q.. E 

 
 ::: 
UJ . 
 rJJ .
 
. - :::J fi) . fi) w W ;::: ._
 
 
.g 

: fi) ; -
 "- -
 " 

 -ej j; r'  "-lU)... ... V) 'c ..- 
.", 
: 00.) 
 
 
,.. CI ł-t :{ i 
 
 ... 
. 
 Nd: 
... !- a:I 0.0 ... 
_._
 i Q.. 1-"""'- 

 Z r- p:: '- 
 "O 
-
 Z 
 
"'C ::S ...J 

 c:a..o & u ::3 .... O 
O :J r'1 .... .... o ..... .... 
... U \:ICU uct; -' .2: 

 E 
V'""Tj 
w
;» wc. .... 
 

- ::I ' . 

 
V'J.r-(jd j:( U ) .r. 
Z-O 
 
 
Q 'W 
 
0--0 .q: Q 

>>>

>>>
r 


I
 e/a.':. 
J 
...., 
'\' ----:
..,..:' 
: + . . ' *,.. 
- ' 

-" --.." 
J '_ ' l 


.. 
 ,.. 
- 
, 

 'J ,:.: 
I( ': 
I . 
. , 
. 
- 
I -- 
.'- 
" 
'\1 ( 
\ 



 



 


-1 


. 



 


11' 
_l 


......, 


1,\ ,.1 
, i 
I , 
1 - I- i' 
 
, i 
,I 
 


, , 


. - . \'* 
., 
 . , - " 
----&II __- 


-ł _ 


" 


.' 
t,_
:l .. 
. -id 
.. I , 
t, 
/
. 


\J'h' ....b 


Marcin Bielski. 


"' 


,'. 


-
 


I = 


--... 


. 
. _Ii
>>>

>>>
16J 


oględny, doskonale znający szlachtę i jej słabostki 
umiejący wyzyskiwać w obronie katolicyzmu, napi- 
sał po polsku (1451-54) szereg "Rozmów dworza- 
nina z mnichem" o cechach prawdziwego kościoła, 
wykazując, że cechy te znajdują się jedynie w rzym- 
sko-katolickim' gdy wSZystkie inne wyznania są ich 
pozbawione. Razem połączone i przełożone na język 
łaciński wyszły p. t. "M:onachus, collolJuiu de religione" 
(1568). Trwalsze atoli od tych i innych rozpraw 
polemicznych zyskała znaczenie praca historyczna 
Kromera o początku i dziejach narodu polskiego 
(De origine et rebus gestis Polono1"lt1n), wydana po raz 
pierwszy w 1555, a później wielokrotnie przedruko- 
wywana. Odznaczając się pięknym językiem łaciń- 
skim, stylem potoczystym, zręcznością \V opowiada- 
niu, zyskała ona Kromerowi u obcych nazwę Liwiu- 
sza polskiego i stała się głównem źródłem wiadomo- 
ści o Polsce. U nas zaś wyparła całkowicie książkę 
Miechowity i była wyrocznią dla szlachty w kwe- 
styach historyczno-politycznych, zwłaszcza gdy Mar- 
cin Błażowski uprzystępnił ją dła ogółu, wydając jej 
tłomaczenie p. t. "Kronika polska, kSiąg XXX" (Kra- 
ków, 16 I l). Dzisiaj nauka niewiele ma z niej ko- 
rzyści, do r. 1480 Kromer wypisywał z Długosza, 
humanistycznie krasząc wzięte z niego szczegóły. 
O wiele większą wartość posiada jego opis "Polski" 
(Polonia, 1577; tłomaczenie poJskie 'Władysława Sy- 
rokomli, Wilno, 1853) zarówno pod względem ukła- 
du i stylu, jak i gruntownej znajomości przedmiotu, 
oraz trafnych spostrzeżeń. 
Bezwzględniejszym od Hozyusza iKromera 
w walce z różnowiercami był STAr-;ISŁA W ORZE- 
CHOWSKI Ct 1566) po swojem nawróceniu. Bo nie 
odrazu stał się on młotem na kacerzy. Urodzony 
i wychowany na Rusi Czerwonej, patrzący od dzie- 
ciństwa na pożycie kleru ruskiego, w długoletniej 
wędrówce po Niemczech wyostrzywszy swój rozum 
i nabywszy nadzwyczajnej biegłości w języku łaciń-.
>>>
170 


skim na życzenie tylko oj::a obrał sobie stan kapłań- 
ski, ale w celibacie żyć nie zamierzał. Ożeniwszy 
się, nie myślał poddać się klątwie biskupiej, nie my- 

lał również opuszczać Kościoła katolickiego, jak to 
zrobili inni księża ożenieni, lecz postanowił, bądżco- 
bądź, przeprzeć uznanie swego małżeństwa przez 
władzę duchowną. Niezmiernie wymowny, cięty po- 
lemista, korzystał z usposobienia szlachty, pragnącej 
zrzucić nienawistną juryzdykcyę duchowną, zawi- 

hrzał sejmiki i sejmy, sprawą swoją, umiejętnie pod- 
kładając pod nią kwestye ogólne, zajął nie tylko Pol- 
skę, ale i Watykan; w pokorno groźnym liście do pa 
pieża zagroził oderwaniem Polski od Rzymu, jeżeli 
małżeństwo jego nie będzie uZnane. Gdy za wska- 
zówką z Rzymu, episkopat polski przestał go jątrzyć 
cenzurami kościelnemi, Orzechowski z napastnika 
przemienił się w obrońcę katolicyzmu i kościoła, 
,i z największą zażartością napadł na zwolenników 
reformy, ostro nacierając na dawniejszego przyjaciela 

wego Modrzewskiego, a nie szczędząc słów najobel- 
żywszych, karczemnych wyzwisk Franciszkowi Stan- 
'karowi w dziele p. t. "Chimaera." Orzechowski dał 
początek temu rodzajowi polemiki, co to nie tyle 
rzecz, ile osobę w ohydę pragnie podać za pośre- 
dnictwem choćby najdowolniejszych zmyślań. Prze- 
jęty nawskroś swoją indywidualnością, zapełnił nią 
wszystko, co pisał. Kreśląc "Roczniki" 
woich cza- 
sów, o sobie przedewszystkiem i o swojej spra- 
wie się rozwodził, a z wyjątkiem pierwszej pracy, 
nakreślonej przed ową kollizyą z władzami ducho- 
wnemi, t. j. z wyjątkiem mów o potrzebie wyprawy 
na Turka (De bello ad-versus Turcos suscipiendo, 1543), 
inne wywolane były okolicznościami jego życia. Jak 
był niepohamowanym w napaściach na Kościół, tak 
też przeszedł później miarę w głoszeniu jego potęgi; 
ni mniej, ni więcej, chciał w drugiej połowie XVI 
stulecia wskrzesić ideę wszechwładztwa Kościoła, ja- 
kie w wiekach średnich udało się osiągnąć niektórym 


- 


111 _-
>>>
171 


papieżom. Zdaniem jego, ponieważ wszelka władza 
od Boga pochodzi, a papież jest namiestnikiem Boga 
na ziemi, on więc tylko może udzielić cząstkę wła- 
dzy panującym. W Polsce zastępcą papieża jest ar- 
cybiskup gnieźnieński czyli prymas; on to namaszcza- 
jąc króla, nadaje mu cZęść władzy swojej, a jak mu 
ją dał, tak może i odebrać. Pomysł ten swój rządu 
teokratycznego wyraził Orzechowski graficzme, za 
pomocą figury pięciobocznej, którą nazwał "cyn- 
kiem" (quillcunx). Na szczycie znajdują się symbole 
godności papieskiej: tyara i klucze uwieńczone kru- 
cyfiksem, na dwu bokach symbole z jednej strony 
godności biskupiej (infuła, pastorał i krzyż, z dru- 
giej - godności królewskiej (korona, berło, miecz); 
u podstawy zaś ołtarz i kielich z Przenajświętszym 
Sakramentem. Te swoje wywody, wraz z rozbiorem 
zagadnień politycznych, szlachtę wówczas poruszają- 
cych, zawarł najprzód w rozmowach pomiędzy pa- 
pieżnikiem, ewangielikiem i gospodarzem (t. j. samym 
Orzechowskim), wydając po kolei: "Dyalog albo ro- 
zmowa około egzekucyej polskiej korony" (1563) 
"Quincunt, to jest wzór korony polskiej na cynku 
wystawionej" (1564); potem zaczął je systematycznie 
wykładać w dziele: "Policya Królestwa polskiego na- 
kształt ArystotelesJwych polityk wypisana dla dobra 
posr'"litego" (1566), ale dwie tylko księgi (zamiast 
zamierzonych pięciu) zdołał opracować, gdyż śmierć 
robotę przerwała. Jak łaciną, tak i polszczyzną wła- 
dał Orzechowski dzielnie, pisał jasno, potoczyście. 
wymownie; prowincyonalizmów ruskich bynajmniej 
nie unikał, tak samo jak nowo utvvorzonych przez 
siebie wyrazów. 
Wymienieni trzej obrońcy katolicyzmu mieli 
najtrudniejsze zadanie, gdyż musieli zwalczać nastrój 
ogólny większości szlachty; późniejsi pisarze kato- 
liccy, jezuici, czy akademicy, którzy wystąpili w do- 
bie zwrotu po soborze trydenckim, nie mogą już 
mieć tego \\T dziejach oświaty i literatury znaczenia.
>>>
1'/2 


Dość będzie wymienić nazwiska apologetów: Jak6ha 
Górskiego, Stallisłmfa Sokoł01cskiego, Jakóba TVujka, 
tłomacza całej Biblii na język polski; przekład jego, 
zatwierdzony przez Rzym, jest dotąd używany w ko- 
ściele naszym. 


., 


. 


VI. 


Przedstawiwszy działalność głównych wyobra- 
zicieli ruchu polityczno-religijnego w literaturze, prze- , 
chodzę do pisarzy, \\ których ruch ten częściowo 
odbija się także, niekiedy nawet bardzo silnie, ale 
którzy zasłużyli się głównie na innych polach pracy 
umysłowej. 
W rzędzie tych pisarzy pierwsze chronologi- 
cznie miejsce zajmuje MARCIN BIELSKI (1495 t 1575). 
Jakie odebrał wykształcenie, nie wiemy, to pewna, że 
po łacinie umiał dobrze i w dziełach swoich korzy- 
stał zarówno ze starożytnych, jak i z nowszych au- 
torów, w języku łacińskim piszących. Jeszcze w r. 
1534 widzimy go wśród rycerzy. Ale już w r. 1535 
występuje jako autor, ogłaszając "Żywoty filozofów, 
to jest mędrców nauk przyrodzonych. " Była to 
przeróbka dziełka średniowiecznego, napisanego przez 
Burleya, przeróbka bardzo znamienna, bo w niej 
nasz Bielski skracał wszystko, co zakrawało na ab- 
strakcyę, a rozszerzał natomiast wiadomościami skąd- 
inąd wziętemi życiorysy ludzi, co się czynami wsła- 
wili, jak np. Aleksandra Macedońskiego, Temistokle- 
sa, Scypiona i t. p. Przez następnych lat 15 praco- 
v.rał Bielski nad największem dzielem swojem. które 
mu obok przykrości i sławę przyniosło, a było prze- 
łożone na język białoruski. Dziełem tern jest: "Kro- 
nika wszystkiego świata, na sześć wieków, monar- 
chie cztery rozdzielona, z kosmografi
 nową i z roz- 
maitemi królestwy !ak pogańskiemi, żydowskiemi ja- 
ko i krześciańskiemi, z Sybillami i proroctwy ich, po 


.
>>>
., 



 


, 


. 


173 


polsku pisane z figurami" (1551, Kraków). Pomimo 
swojej znacznej objętości, "Kronika Świata" miała 
powodzenie, gdyż już w r. 1554 wyszło drugie jej 
wydanie, a w dziesięć lat potem trzecie, niema] 
w dwójnasób pomnożone. Autor wypisał na czele 
swej kSięgi bardzo mądrą dewizę: "przeciw prawdzie 
rozumu nie" (= niema), to jest, że faktu żadne ro- 
zumowanie obalić nie może, lecz mylił się częstokroć 
w pojmowaniu tego, co faktem nazwać należy. Nie 
posiadał poczucia krytycyzmu ani odrobiny; co gdzie 
znalazł napisane albo wydrukowane, to już bez- 
względnie za prawdę poczytywał, a w wyborze źró- 
deł informacyjnych wcale nie okazał się wybrednym. 
Eaśnie średniowieczne, pomnożone fantazyjnemi spra- 
wozdaniami ze świeżych wciąż Jeszcze wówczas od- 
kryć na drugiej półkuli dokonanych, znalazły odgłos 
na kartach " Kroniki Świata." Z naiwnością dziecinną, 
bez najmniejszego śladu po\vątpiewania Bielski powta- 
rza, że "w Afryce, Indyej a Scytej" są ludzie "niektó- 
rzy z psie mi głowami, niektórzy bez głów, niektórzy 
\V piersiach gę h&., a na ramieniu oczy, niektórzy 
o dwu os1iczu..." Układu też nie obmyślił porzą- 
dnie, lecz złączył z sobą mechanicznie wszystko, 
czego mógł się dowiedzieć, w całość podzieloną na 
] O ksiąg. W pierwszej opowiada, według zwykłego 
w średnich wiekach podziału, "historyą czterech mo- 
narchij" starożytnych; w drugiej od narodzenia Chry- 
stu!;a historyą papieży i cesarzy (z początku zacho- 
dnio-rzymskich, potem bizantyjskich, wreszcie niemie- 
ckich); w trzeciej - panowanie Karola V; w dalszych 
mówi o różnych poszczególnych krajach europejskich, 
oraz o nowo odkrytej części świata. Dzieje Polski 
opowiedział według rękopiśmiennej, po łacinie napi- 
sanej kroniki Bernarda Wapo\Vskiego, zmarłego w r. 
1535, dodając potem wiadomości własne, gdyż do- 
prowadza tu opowiadanie do pogrzebu Zygmunta 
Starego. W końcowych rozdziałach księgi dziesiątej 
zajął się nasz kronikarz rozprawianiem o raju, piekle,
>>>
174 


czarcie i lucyperze, oraz o zmartwychwstaniu i dniu 
są.dnym, który według jednej z powag średniowie- 
cznych na rok 2000-y po narodzeniu Chrystusa na- 
znaczył. Tym sposobem dał tej historyi powszechnej 
domniemane zakończenie. roztaczając przed czytelni- 
kami dość daleką wprawdzie. lecz dającą. się łatwo 
objąć myślami perspektywę. 
Za rodzaj dopełnienia "Kroniki Świata" można 
uważać "Sprawę rycerską. (1569)," gdzie Bielski, po- 
dawszy szczegółowo dzieje sposobu wojowania u sta- 
rożytnych, zbył krótko czasy, odkąd proch strzelni- 
czy w walkach zastosowano; rozwodząc się jedynie 
szerzej nad sztuką wojskową. Polaków i ich najsroż- . 
szych wtedy jeszcze nieprzyjaciół Turków, Tatarów, 
Wołochów, i podając w końcu przepisy na robienie 
prochu, kul i "smoków" ognistych. 
Już w " Kronice " Bielski posługiwał się wier- 
szami; na starość zaczął rymować obszerne utwory 
moralizatorsko-satyryczne; ale ponieważ one ukazały 
się już po dziełach tegoż rodzaju ogłoszonych przez 
młodszego od niego pisarza, pomówię o nich dopiero 
późlliej. 


VII. 


Tym młod
zym pisarzem, nieporównanie więk- 
szym co do talentu i wplywu na rozwój literatury, 
był MIKOŁAJ REJ z Nagłowic (1505 t 1569). Ród . 
jego zagnieżdżony był w Krakowskiem, ale on sam 
przyszedł na świat na Rusi Czerwonej, w miasteczku 
Żórawnie, niedaleko Żydaczowa, ojcem był mu Sta- 
nisław, a matką. Barbara z domu Herburtówna, a wte- 
dy już wdowa po Żórawińskim. Rodzice, lubo majęt- 
ni, mało dbali o wychowanie Mikołaja. Ledwie są- 
siedzi namówili, żeby syna już "niemałych lat" (pra- 
wdopodobni
 9-letniego, gdy wówczas już nawet 
5-letnich zapędzano do książki) oddał do szkoły 


..
>>>
17.5 


. 


w Skalmierzu, blisko wsi Topoli, należącej do Rejów, 
w Krakowskiem. Po dwu latach pobytu, Mikołaj "nic 
się nie nauczywszy," odebrany stąJ został, a oddany 
do szkół lwowskich, gdzie znowu bawił dwa lata. 
Następnie rok 1518 przebył w akademii krakowskiej, 
poczem powrócił do Żórawna, ażeby używać swobo- 
dy wiejskiej w całej pełni. Mającego lat 18 ojciec 
wysłał do brata swego, mieszkającego w Topoli, aże- 
by go tenże "wyprawił gdzie na służbę;" ale się 
zwlekła 
a sprawa, bo Mikołaj materyę kupioną na 
kabat pociął w kawal ki, porobił proporczyki i przy- 
wiązywał je wronom do ogonów. Dopiero 20-letnim 
młodzieńcem dostał się na dwór Andrzeja Tęczyń- 
skiego, wówczas wojewody sandomierskiego. Tu na- 
stąpiła ważna w usp8sobieniu jego zmiana. Znalazł- 
szy się wśród wykształconych dworzan, zawstydził 
się swej nieświadomości i zaczął się pilnie do czyta- 
nia przykladać, a ponieważ w polskim języku nad- 
zwyczaj mało, jak wiemy, znajdowało się wtedy ksią- 
żek, musiał nauczyć się łaciny. Nie doszedł on w niej 
do wielkiej biegłości, zawilszych trochę zwrotów nie 
rozumiał, ale poznał język ten o tyle, że mógł w nim 
czytać książki, a przy domyślności i żywej fantazyi 
domyślał się tego, czego dokładnie wyraz za wyra- 
zem objaśnić sobie nie mógł. Nie wstydził się przy- 
tern pytać ukształceńszych o informacye. Towarzy- 
skość, wesołość i dowcip, w połączeniu ze zdolno- 
ścią rymotwórczą, jednaly mu przyjaciół i wśród ró- 
wnych mu stanem i wśród wyższych. Z dworu Tę- 
czyńskiego "przeniół się Mikołaj, po śmierci ojca, 
znowu na Ruś i "był zawżdy pilen," do hetmana Mi- 
kołaja Sieniawskiego; na wyprawie wojennej jednak 
go nie widzimy; powiadał nawet, "iż nigdy za ży- 
wota jego taka nań potrzeba nie przyszła, aby był 
powinien korda swego dobyć, chyba w rozwadza- 
niu." Ożeniwszy się z Zofiq Kosnówną, córką Jana 
Kościenia z Sędziszowa, wziął za nią posag dość 
znaczny, P.1ianowicie Kobylsko i Siennicę w ziemi
>>>
176 


chełmskiej. Umi.1ł Rej przysparzać majątków i sam 
niejedno miasteczko założył. Nie wyliczając tu ró- 
żnych podarków, nadań, dochodów, jakie Rej od kre- 
wnych, przyjaciół, magnatów i królów otrzymywał, 


Portret Reja. 


GOŚĆ powiedzieć, że mógł się liczyć do ziemian za- 
możnych i całkiem niezależnych; "nie parając się 'f 
żadnym urzędem, na sejmach jeno chętnie bywał, jak 
wogóle na każdem większem zebraniu.
>>>
177 


Dawszy się najprzód poznać ze swego talentu 
w gronie przyjaciół, zaczął pisać do druku w wieku 
dopiero dojrzałym, gdyż ciągle się za nie uczonego 
i prostaczka poczytywał. Pierwszym znanym utwo- 
rem jego jest "Krótka rozprawa między trzema oso- 
bami, Panem, Wójtem i Plebanem," wydana w Kra- 
kowie 1543 roku pod pseudonimem Ambrożego 
Roika. 
Pierwsza to nasza satyra wierszowana na roz- 
ległą skalę (przeszło 2,000 wierszy), przykład i wzór 
dla całego rozwoju tej gałęzi piśmiennictwa u nas, 
tak wybujale rozwiniętej. Nie dotyka ona spraw po- 
litycznych, a kościelno - religijne obrabia nieśmiało, 
poddając krytyce obyczaje duchowieństwa, gonienie 
za groszem, opuszczanie się w nabożeństwie, posługi- 
wanie się klątwami w razie nieopłacania dziesięcin. 
Przeważnie zajmuje się objawami życia prywatnego, 
uwydatnieniem zbytków, oddania się zabawie, pijań- 
stwu, myśliwstwu, strojom; wytyka nadużycia ró- 
żnych urzędników, interesowność posłów, niechęć 
szlachty względem duchowieństwa z powodu dziesię- 
cin i jurysdykcyi kościelnej, uciemiężenie chłopów, 
zmuszonych pracować dla pana i dawać plebanowi 
co najlepsze snopy, które on sobie sam na polu wy- 
biera. 
Rej nie występuje wyraźnie w obronie kmieci, 
ale choć szlachcic, bynajmniej nie wtóruje autorowi 
satyry "na chłopów pracujących" z XV wieku, lecz 
wskazuje, że lubo każdy stan ma swe dolegliwości, 
kmiotkowie mają ich w dwójnasób. Nie posiada sa- 
tyra ta finezyi satyr Erazma Roterdamczyka, ani 
świeżości i dobitności Rabelies' go; nie jest wogółc dosta- 
tecznie pogłębioną i zogniskowaną, ma ton gawędy; 
odznacza się atoli wielu nader znamienne mi obrazka- 
mi, mnóstwem zwrotów malowniczych a świeżych; 
wiersz 8.zgłoskowy płynie żywo i raźno. Widocznie 
Rej miał dużo trafnie zaobserwowanych w życiu 
12
>>>
--- 


178 


przykładów, silnie tkwiących w wyobraźni, więc je 
odrazu, w sposób niemal improwizatorski przeniósł 
na papier i nadał swemu dziełu cechy realistyczne, 
tętniące prawdą i malowniczością zarazem. Gadul- 
stwa i moralizatorstwa, które później tak się rozpa- 
noszyły u Reja, niewiele jest jeszcze w "Krótkiej 
rozprawie. " 
Zaprawiwszy się we władaniu formą dyalogo- 
wą, napisał Rej dramat i wydał go w r. 1545 p. t. 
"Żywot Józefa." W literaturze polskiej miał, o ile 
wiemy, jeden-jedyny przykład w dyalogu szkolnym, 
allegorycznym: "Sand Parysa" (15-1-2), tłomaczonym 
z łaciny. Dyalogi pobożne, przedstawiające sceny 
z Pisma ś. (Boże Narodzenie, Mękę i Zmartwych- 
wstanie Zbawiciela) zapewne istniały, były przedsta- 
wiane, lecz do druku jeszcze wtedy nie przeszły. Za 
wzór wziął sobie Rej utwór napisany po łacinie przez 
Holendra, Korneliusza Crocusa, wydany w r. 1537 
p. t. "Comoedia sacra, cui titulus Joseph," ale postę- 
pował z nim sobie bardzo swobodnie zarówno 
w układzie całości, jak i szczegółach. Niektóre ustę- 
py tłomaczył dosł0wnie, inne d ')wolnie przerabiał; 
wprowadzał osoby i sytuacya, których u Crocusa 
niema zgola. Takiej samej metody trzymał się nasz 
autor i później. Biorąc główny wątek z obcego pisa- 
rza, rozsnuwał go po swojemu i pewien stopień sa- 
modzielności zawsze utrzymywał. Dramat o Józefie 
co do układu jest jakby złączeniem dyalogów pobo- 
żnych z allegorycznymi. Z wypadków życia patryar- 
chy Rej uczynił pewien wybór dla Gwydatnienia my- 
śli przewodniej, t. j. wynagrodzenia krzywdy ponie- 
sionej bez winy; jest to pierwsza, słaba jeszcze, pró- 
ba zadzierzgnięcia węzła dramatycznego. Calość po- 
dzielił nasz autor na sprawy i rozjlralcy, nie robiąc 
różnicy pomiędzy temi nazwami. Spraw wszystkich 
razem jest 13; doprowadzone w nich zostało przed- 
stawienie życia Józefa do chwili sprawdzenia się jego 
snu młodzieńczego, że mu bracia i rodzice kiedyś 


.
>>>
179 


kłaniać się będą. Jest w dramacie tym i próba cha- 
rakterystyki osób; dwie mianowicie postacie niewie- 
ście: putyfarowa Zefira i jej służebna, mają nawet 
wydatne znamiona zmysłowości namiętnej, mszczą- 
cej się bezwzględnie za doznaną wzgardę, oraz prze- 
biegłości, połączonej z przytłumieniem poczucia mo- 
ralnego. 
Dążność moralna przenika cały utwór; można 
ją wyrazić słowy, które przy jego końcu "ku dobrym 
towarzyszom zwrócił, że ponieważ pieszczone ciało 
zgnije w grobie, potrzeba w życiu zarabiać na "do- 
brą sławę," coby wiecznie pamięć naszą odnawiała. 
Wierszy w dramacie używał Rej 8-, 13- i 14- 
zgłoskowych. Ośmiozgłoskowemi przemawiają kobiety, 
widocznie dla oznaczenia żywszego tempa ich wysło- 
wienia. Jaką różnicę w użyciu 13 i 14 zgłoskowych 
chciał Rej uwydatnić, odgadnąć trudno. 
"Żywot Józefa" nie był przeznaczony na scenę, 
lecz wywołał naśladownictwa, które, jak się zdaje, 
były już z tym zamiarem pisane, i powtarzały cza- 
sem dosłownie wiersze swego wzoru. 
Sam Rej w dalszej działalności nie wrócił do 
formy dramatycznej, ale dyalogiem (rozmową) chęt- 
nie się posługiwał. 
Niebawem po "Żywocie," bo w r. 154-7, ogłosił 
rozmowę "W arwasa z Dykasem, II zachowaną w tło- 
maczeniu czeskiem. Jest to satyra, w duchu śre- 
dniowiecznym przeciwko kobietom wymierzona. Ły- 
. sy Lupus chciałby się ożenić, ale się lęka chytrości 
niewieściej. Przyjaciele jego, Warwa s i Dykas, niby 
to zachęcając go do malżeństwa, pobudzają tyłko do 
wykazywania jego niebezpieczeństw, bo ani ładna, 
ani brzydka, ani tłusta, ani chuda, ani czarna, ani 
biała, ani bogata, ani uboga nie mogą być bez wa- 
dy, a w sidła swe oplątują mężczyzn. Ostatecznie 
postanawia zaniecbać zamiaru. Rej atoli na takie m 
czysto satyrycznem zakończeniu poprzestać nie mógł. 
Jako zwolennik reformacyi, musiał cenić stadlo mał. 


.
>>>
.. 


180 


żeńskie; więc przy końcu dyalogu wprowadził nieja- 
kiego Paszczekę, który zgromił i Lupusa i jego przy- 
jaciół za ich gadaninę, ubliżającą kobietom; one to 
przecież dzieci chowają, a gdyby tak ziemi były, jak 
to rozmówcy wywodzili, toby nie było dobrych ludzi 
na ziemi, "gdyż to się na nic nie godzi, wilk sobola 
nie urodzi." l). 
Do tej samej grupy pism co "Warwas" zali- 
czyć należy krotochwilną rozmowę "Kota ze lwem," 
rozwijającą tę myśl, że lepiej biednemu i niepokaźne- 
mu kotowi na swobodzie, niż lwu w klatce zamknię- 
temu. Jest tu ciekawe opisanie często w XVI wieku 
wspominanego ciągnienia kota: "Przeciągną powróz , 
przez wodę, A pewnie komu na szkodę, Przywiążą 
kota w końcu, Z drugą stronę drugi gońca; Dawaj, 
dawaj, zawolają, Za powróz wszyscy chwytają, To się 
panauś obaczy, Gdy się ajwo przemknąć raczy, Nie 
wie co rzec szalony trup, Łapa brzegu, a woła hup! 
Wywlecze chwastu na sobie, Więc się tu stojąc, 
w łeb skrobie... Otrząsa się, by w łaźni był, Ano się 
tak nachyłkiem zmył." Póż!1iej "ciągnąć kota" zna- 
czyło to rzecz błahą poważnie robić i przez to na 
śmieszność się narażać 2). 
Od takich baraszkowań, jak w Wyrwasie i Ko-- 
cie, przeszedł znowu Rej do poważnej satyry, pisząc 
w roku 1549, pamiętnym z powodu sporu o Barbarę 
Radziwiłłównę, dwa większe utwory: "Narzekanie 
Smutnej matki Korony polskiej" i " Kupca. " 
" Narzekanie " dochowało się tylko częściowo, t 
nie w druku, ale w rękopisie 3). Jest to satyra 
r.a rozwielmożniającą się w kraju prywatę wogóle, 


J) Aleksander Briickner: ,,0 pismach dziś nieznanych,- 
("w Bib!. Warsz." 1895, I). 
2) "Nieznane polskie i łacińskie wiersze politycznej treści. 
wydał Józef Korzeniowski," Kraków, str. 25-36. 
3) 'Vydrukowane w dopiero co przytoczonej książce, str. 
13-25.
>>>
.- 


181 


I 
t 


a na "jad niewieści" i rządy duchowieństwa w szcze- 
gólności, przyczem dotkniętą została sprawa malżeń- 
stwa Zygmunta z Barbarą, a ci senatorowie, co tę 
sprawę popierali, wystawieni na ostre przymówki. 
"Kupiec to jest kształt a podobieństwo sądu bo- 
żego ostatecznego", drukowany w Królewcu r. 1549, 
nakładem Jana Seklucyana, dzieło bardzo obszerne, 
dochował się równie w urywku tylko, ale dość zna- 
cznym 3). Swobodna-to przeróbka dramatycznego 
pamfletu, napisanego przez Tomasza Kirchmyeraa 
(Naogeorgusa) i wydanego w r. 1540 p. t. " Merca- 
tor." Jest to jeden z tych utworów, za pomocą 
których protestanci występowali przeciwko dogmatom 
i obrzędom kościoła katolickiego, a które i w naszej 
literaturze istniały, choć dotychczas znamy tylko ich 
tytuły. Na to odpowiadali katolicy podobnemiż dya- 
logowanemi pamfletami, że tu wspomnę tylko Wita 
Korczewskiego "Rozmowy polskie łacińskim wier- 
szem przeplatane" (1553), oraz bezimienne: "Kome- 
dya o mięsopuście". "Prostych ludzi w wierze nau- 
ka", w tymże mniej więcej czasie napisane. W "Kup- 
cu" nie ceremonie, nie strona zewnętrzna jest przed- 
miotem napaści protestanckich, ale dogmat o znacze- 
niu dobrych uczynków, któtym p:-zeciwstawiono wy- 
łącznie wiarę jako jedyny, niezawodny środek osią- 
gnięcia zbawienia. Rej atoli nie poszedł konsekwen- 
tnie za swoim wzorem, chociaż bowiem uważa po- 
sty, pielgrzymki do miejsc cudownych i t. p. rzeczy 
za niepotrzebne, mniema jednak, że jeżeli z dobrej 
wiary pochodzą, to pomódz także mogą. W przepro- 
wadzeniu wątku dużo jest szczegółów drastycznych. 
Chrystus chce dla złości ludzkich niezwłocznie świat 
sądzić, ś. Michał błaga o przedłużenie terminu, radzi 
wybrać po jednemu przedniejszemu z każdego stanu 
i zawezwać ich przed sąd przez posła śmierci Luka- 


I) Urywek ten przedrukował z egzemplarza biblioteki 
Kórnickiej Zygmunt Celichowski, Poznań, 189R.
>>>
182 


rona (Lyochares i Naogeorga), co tenże natychmiast 
wykonywa. Między innymi chory kupiec wzywa 
na pomoc lekarzy, lecz ci umykają, przewidując 
śmierć niechybną. Sumienie tymczasem wyrzuca 
kupcowi popełnione przezeń bezprawia, co szatan 
potwierdza. Wezwany pleban pociesza biedaka, spo- 
wiada go, namaszcza Olejem ś., każe rozrządzić ma- 
jątkiem na msze zaduszne, kościoły, szpitale. Nie- 
szczęściem, ciągle mu przerywa Sumienie, zbijając 
wszystkie jego argumenty, każąc kupcowi o wszy- 
stkiem wątpić; szatan zaś, w kącie stojący, pewny 
swej zdobyczy, 
mieje się z egzorcyzmów. Pleban 
oburzony oddala się. Kupiec rozpacza, ale w końcu 
wspomina o Bogu i natychmiast czuje pewną ulgę. 
Zesłani z nieba Ś. Paweł i łekarz "Kosmos" utwier- 
dzają go w wierze, a Kosmos opatrując chorego 
i widząc dziwnq nabrzmialość, leczy g:: przeczyszcze- 
niem; wychodzą z kupca posty, pielgrzymki i t. d.; 
poczem z głowy wykurzają. mu wszelkie zabobony 
i omylne mniemania, których pozbywa się kicha- 
niem... Rzecz kończy się sądem przed samym Chry- 
stusem, dającym wyrok na winnych, którzy za ży- 
cia, mimo przestróg i nauk, nigdy nie chcieli wejść 
na prawdziwą drogę zbawienia. Wśród rozwlekłej 
gawędy wyróżniają się lepsze miejsca już to satyry- 
Czne o mnichach, świętościach i t. p., już to ustępy 
nacechowane wyższem podniesieniem ducha, np. 
z kornych a ufnych zarazem słów Kupca przed są- 
dem przebija prawdziwe religijne uczucie l). 
Nie znamy dziś treści ut\\"orów Reja; nie wie- 
my, co zawierało "Spectrum albo czyściec", może- 
my się tylko domyślać, że było przeciwko katolickie. 
mu pojęciu o czyścu wymierzon
; nie wiemy zupeł- 
nie, co opisywał w "Potopie Noego", w "Zatargnie- 


. 
.II 


I) A1cksander Brikkncr: oc cna "Kupca" w "Kwartalniku 
historycmym." 1898, str. 577-583.
>>>
183 


. 


niu fortuny z cnotą" (dla białych głów, skąd "snadnie 
mogły swym powinnościam zrozumieć"); egzempla- 
rzy bowiem tych pism nie odszukano dotychczas; 
już za życia Reja wiele dzieł jego poginęło, jak owe 
"księgi nie małe cle neutralibus (o rzeczach obojętnych), 
które w Brześciu litewskim wraz "z impresorem uto- 
nęły." Po r. 1550, kiedy różnowiercy podnieśli, jak 
wiemy, głowę i zaczęli przewodzić w społeczeństwie, 
Rej, choć nie teolog. zabrał się do rozpowszechniania 
zasad kalwinizmu; wydał katechizm w formie rozmo- 
wy dla młodzieży, przetłomaczył psałterz z modlitwa- 
mi, który "bardzo radzi ludzie i czytali i śpiewali '\ 
ale ani jednego, ani drugiego obecnie nie posiadamy, 
prócz kilku luźnych psalmów, wierszem przełożonych. 
Dochowala się natomiast naj poczytniejsza w XVI 
wieku księga Reja, przedstawiająca szeroko calą nau- 
kę chrześcijańską w duchu kalwińskim, z licznemi 
a wielce dosadne mi wycieczkami przeciwko katolicy- 
zmowi, a mianowicie: bezżeństwu księży, czci dla 
obrazów, obrzędom, zakonom i t. d. Księgą tą jest 
"Postylla polska to jest wykład prosty ewangelij nie- 
dzielnych i świąt uroczystych, które wedle zwyczaju 
dawnego w kościele bożym czytane bywają." Pier- 
wsze wydanie, zaopatrzone w ryciny pochodzenia 
niemieckiego, nieraz ku wyszydzeniu zwyczajów ka- 
tolickich robionemi, wyszło w Krakowie na początku 
roku 1557 i odrazu znalazło takie powodzenie, że za 
życia autora było dwukrotnie (1560, 1566), i po 
śmierci również dwukrotnie przedrukowane (1571, 
1594). Nawet księża katoliccy, odrzucając rzeczy 
z katechizmem niezgodne, dlugo się tą postyllą po- 
slugiwali "dla dworności a gladkości mowy." Zgo- 
dnie ze zwyczajem protlstantów, Rej na żadne po- 
wagi się nie powoływał, opierając swoje dowodzeni.! 
wyłącznie i jedynie na Piśmie ś. W związku z tą 
działalnością religijną Reja wymienić jeszcze należy 
jego pr7-ekład Objawienia ś. Jana czyli "Apocalypsis" 
(1565), dokonany z tłomaczenia lacińskiego Henryka 


. 
.lo
>>>
18-1 


Bulingera, słynnego w swoim cza
ie krze\viciela kal- 
winizmu, i zaopatrzony w obszerny komentarz, z czę- 
stymi wycieczkami przeciwko Rzymowi. 
Równocześnie je,inak nie zaniedbywał Rej i czy- 
sto literackich zajęć. Pisywał zwykle w nocy, bo 
"we dnie nie mógł, iż był barzo ludźmi zabawiony; 
paniętd. a ludzie młodzi zawżdy się około niego ba- 
wiIi" . Silnej organizacyi swojej za wdzięczal możność 
połączenia rozrywek, nieraz hulaszczych, z nader obfi- 
tą wydajnością piśmienniczą. W r. 1558 ogłosił naj- 
obszerniejszy swój poemat p. t. ,,\Vizerunek wlasny 
żywota człO\,vieka poczciwego". Pomysł i wiele szcze- 
gółów wizął z łacińskiego poematu, napisanego przez 
PaIingena p. t. "Zodyak życia. (Zodiaclls vitae) (1537), 
ale poczynał z nim sobie, jak z innymi wzorami, zu- 
pelnie swobodnie, zapełniając utwór obrazami z życia 
polskiego, przeważnie satyrycznemi, oraz moralizowa- 
niem, przybierającem niekiedy b3rwę rzetelnie filozo' 
ficzną. Ponieważ rzecz poematu dzieje się w świecie 
umarłych, wśród filozofów starożytnych, przyjaciele 
Reja nazwali go przesadnie Dantem polskim. Oczy- 
wiście nie może być żadnego porównania pomiędzy 
"Wizerunkiem" a "Boską komedyą." Cechą zasadni- 
czą " \Vizerunku u nie jest byr:fjmniej opowiadanie 
(chociaż obrazów ludzi, przedmict!ów i zjawisk wcale 
tu nie brak), lecz dydaktyzm. Autor oprowadza mło- 
dziel1ca, pragnącego się dowiedzieć, co to jest świat, 
jak na nim żyć potrzeba, ażeby osiągnąć zbawienie, 
po różnych szkołach filozoficznych, lub uzna\vanych 
przez siebie za filozoficzne, poczynając od lekarza 
Hipokratesa, a kończąc na Arystotelesie. O wykład 
istotnych zasad, gloszonych przez tego lub owego 
filozofa: zgoła Rejowi nie chodzi, o ile przejmuje je 
7. PaIingena, są one zgodne zazwyczaj z rzeczywistą 
nauką, o ile zaś puszcza cugle własnej fantazyi, pra- 
wi rzeczy, o których się owym mędrcom nie śniło. 
Pojęcia i zwyczaje chrześcijaIiskie z właściwą XVI 
wiekowi swobodą przenosi w czasy pogaństwa, ka.
>>>
t 


. (j10
>>>
I 
" 
\1 


iij 
I 
'I 


l 
. 

 


l 

 I 
I 


t 
, 

., 


II 


1 


-- 


o 
bJ, 
O) 

 
'0 
N 
O 
O . 
Q..-;;s 

 
 

:; 
0)-, 
.
 ; 
O :;; 
.....
 
N"--' 
O 
 
,S.ó) 
o
 

 . 
»::a 
'N 

 
,.... 
a 
I-i 
O) 
N
>>>
I 
, 
l 
t 
( 
f 
I 

 
I 
f 
r 
f 
l 
] 


i:. 
f 

i 
11 
\j 
r 
v
>>>
&1 A " 

 0\\ 

 

'-a Jl 
....\ :: Q.- 

 
.Jj Q. 
J':i. .
.
 
 

 .
-

 2 
"'-' = -- --- 
J;-o.--- 

 .

 
 
 

"ł' 
 -;;,
 = 
..Q -"_ (:oł 

 o U 'V .t-r) 
....\ !ł- . g \fI) 
 
f", .
 ': g a 
a - $1-..5 :: 'u 

 S"- o 
2 0 2t:) 

łł..Q.o
 
. ..... - 
 Q....o 

 
-$o-o 
....... 
 e 
.FJ 
'a oS"
 - 
.... .ł... = 'i: = 
.... o Q. o 
..... Q.'- - 

h
y 

 
 :z ;.:: 
f:t !.s 



 



 



 


Itł 

 

 
'
 
s.. 
:a. 
( 
Q. 
ł'ł 


o 
tJ. 
Q) 
E: 
'0 
N 
o . 
Os- 
p.o;; 
.N 
ro"2 

 : 
C\) ... 
.
 o 


 
O ::I 
...... -'" 
N - 
o ;r 
tJ 
ro 8.. 
..., 
O 
 

:a 
:,0 
'N -g 

.e::. 
c: 
::J 
.... 
O) 
N
>>>

>>>
18[; 


żąc np. Anaksagorasówi mówić o Kainie i Ablu, wy- 
stępować przeciwko bezżeństwu księży i t p. Powta- 
rzanie tych samych nauk innemi słowami, właściwe 
Rejowi, sprawia, że odróżnienie nauki jednego filozo- 
[a od nauki drugiego staje się trudne m, albo nawet 
wprost niemożliwem. Bo też nie o wykład mniemań 
filozoficznych dbał autor; Jemu chodziło o wpojenie 
pewnych prawd, dotyczących postępowania moralne. 
go. Jako kalwin, wierzył w przeznaczenie, czyli jak 
on mówił, "przejrzenie Pańskie", nie chciał jednak za- 
przeczać wolnej woli człowieka, biedzil się z pogo- 
dzeniem tych sprzeczności, których głębi nie potrafil 
zresztą należycie ocenić, i powtarzał wciąż, że jeżeli 
człowiek zgrzeszył, stanowi to jego winę, że rozum 
bez cnoty jest jak piękna komnata, w której piec dy- 
mi, że rozumowi potrzebne jest ćwiczenie na to, aże- 
by poznał potrzebę kierownictwa cnoty, że powścią- 
gliwość i umiarkowanie powinny się stać zasadą ży- 
cia naszego. Nie te nauki, w sposób mdły zwykle 
wyrażone, stanowią ozdobę dzieła, ale obrazki z ży- 
cia wzięte, zabarwione albo satyrycznie, albo sielan- 
kowo, a także niektóre rozmyślania nad nietrwałością 
rzeczy ziemskich. Są ustępy w "Wizerunku" tak pię- 
knie i takim potoczystym wierszem (13-zgłoskowym) 
wyrażone, że najlepszy nawet rymotwórca nie potrze- 
bowałby się ich I,vstydżić. Był ,,\i\Tizerunek" czytany 
w swoim czasie, gdyż w wieku XVI miał trzy wy- 
dania. 
Nie wartością poetycką, lecz znaczeniem jako 
źródła do poznania życia obyczajowego Polski w po- 
łowie XVI stulecia, zwraca na siebie uwagę zbiór 
ośmiowierszy Reja, zawartych w książce wydanej ro- 
ku 156
 p. t. "Zwierzyniec." Składa się ona z czte- 
rech części: pierwsza z nich i czwarta oparte są na 
źródłach obcych, przeważnie na "Apoftegmatach" 
Erazma Roterdamczyka, a zawierają albo wspomnie- 
nia o różnych głośnych ludziach, albo aIlegorye, 
symbole i bajki; druga natomiast i czwarta tetnia
>>>
186 


życiem miejscowem, przedstawiajq mnóstwo charakte- 
rystyk (co prawda zewnętrznych głównie) od króla 
poczynając, na drukarzu Wirzbięcie kończąc, albo też 
poruszając. w sposób satyryczny przeważnie, kwestye 
najważniejsze owego czasu, sprawę urzędów. wojska. 
obrony granic, duchowieństwa. Do "Zwierzyńca" do- 
łączone też były "Figliki" albo "Facecye" - bardzo 
rubaszne i tłuste. Ponieważ każdą charakterystykę, 
każdą anegdotę. każdą bajkę postanowi! Rej zawrzeć 
w 8 wierszach, nie mógł się nader często swobodnie 
obracać w tej krępującej go przestrzeni; ale dowcipu 
i żywości wyobrażni złożył nieraz świetne dowody. 
Ostatnie dzieło Reja, najmniej popularne w XVI 
wieku, bo nie przedrukowane, stało się właśnie naj- 
popularniejszel11 i jedynie ogólniej znane m w naszem 
stuleciu. Jest to "Zwierciadło albo kształt, w którym 
każdy stan snadnie się może swym sprawom jako 
we zwierciedle przypatrzyć" (1667/G3). Składa się 
ono z dwu różnych części: prozą i wierszowanej. 
Część pierwsza, mająca osot ny napis: "Żywot czło- 
wieka poczciwego." rzeczywiście prze.1stawia się naj- 
bardziej zajmującą; w prostych bowiem a malowni- 
czych słowach maluje nam obyczaje szlachty polskiej 
w XVI stuleciu od dzieciństwa aż do zgonu. Autor 
pomijając prawie zupelnie zagadnienia religijne, które 
go tak silnie zajmowaly, chciał dać obraz wychowa- 
nia, wykształcenia, udziału \V rządach, gospodarowa- 
nia i starości szlachty ,-,,'ogóle bez różn;cy wyznań; 
ukochał swój przedmiot, ale ukochał rozumnie, t. j. 
bez zaślepienia na wady, i dał jego wizerunek żywo 
do naszej wyobraźni przemawiający. I tu korzystał 
on z pism obcych. starożytnych i spółczesnych so- 
bie, ale je po swojemu przetworzył, nadając całości 
barwę naroJową. Nie cała wprawdzie książka jedna- 
kowemi celuje zaletami. Rej, wierny usposobieniu 
i pojęciu zadania swego wobec narodu, przepełnił 
księg
 drugą morałami, rozprawiając o siedmiu grze- 
chach głównych i cnotach im przeciwnych. ale wy- 


.
>>>
187 


nagrodził te rozwlekle wywody bardzo znamiennemil 
szczególami, odnoszące mi się do wieku dziecinnego, 
do podróży zagranicznych, do wyboru malżonki, do 
wyboru przyjaciół, do zajęć i rozrywek gospodar- 
skich, do pociech starości. Życiu publicznemu, pal1- 
stwowemu poświęcił kilka wymownych kart, świad- 
czących O pięknem, wznioslem nawet pojmowaniu 
obowiązków posla i senetora; większą atoli część 
swego utworu obrócił na rozpatrzenie zagadnień z ży- 
ciem prywatnem, rodzinnem i sąsiedzkie m, związa- 
nych. A mówił o v,'szystkiem nie zawsze poprawnie- 
wprawdzie, lecz znowu z takiem przejęciem się i z ta- 
ką niewyszukaną prostotą, że musi pociągnąć za so- 
bą czytelnika i przywiązać do swych obrazków. 
Po "Żywocie człowieka poczciwego" następuje- 
w "Zwierciedle," jakby jego dopełnienie części tyczą- 
cej się spraw publicznych, p. t. "Spólne narzekanie- 
wszej korony na porządną niedbałość naszę." Są tu 
ustępy tak rymowane, okresy tak dobrze zbudowane, 
myśli tak rozumne i trafne w kwestyach, które przed 
dokonaniem unii lubelskiej zajmowały wszystkich, że- 
gdyby nie zwykła gadatliwość, możnaby uznać tę 
rozprawę za naj piękniejszy wzór prozy Reja. Przy- 
czynę zlego w kraju widzi Rej w zaniedbaniu wiary 
i pogwałceniu jej przepisów; a śliczne słowa, jakiemi 
to wypowiada: "Łzy Chrystusa pobijają nas," powin- 
nyby zostać w pamięci ogółu. 
Część wierszowana "Zwierciadła" mmeJszą ma 
wagę od prozaicznej; są tu apof1egmata, są dowcipne- 
znamienne napisy (dewizy), są i dłuższe utwory 
poetyczno-religijne, w których SurO\NO na szerzenie- 
się aryanizmu powstaje. "Przemowa krótka do po- 
czciwego Polaka stanu rycerskiego," "Zbroja rycerza 
chrześcijal1skiego," jest wreszcie miejscami ładne- 
i podnioslością uczuć tchnące "Żegnanie ze światem, LL 
jakby w przeczuciu rychłej śmierci. Doczekał się 
Rej unii, podpisał jej akt, i niebawem umarł. 
Nie był nasz autor artystą słowa, z humani-
>>>
188 


zmem nie przyswoił sobie kunsztownej budowy zwro- 
tek w poezyi, a obrazów w prozie; o kompozycyę 
dbał bardzo mało; chcąc utrwalić pewne myśli w pa- 
mięci czytelników, powtarzał je wielokrotnie na ró- 
żne sposoby, stąd jest dla nas dzisiaj rozwlekłym, 
a czasami nieznośnym gadułą; powodował się nie- 
świadomem poczuciem raczej niż znajomością sztuki. 
Ale był szczerym w swych poglądach, wypowiadał 
to, co w danej chwili czuł i myślał, na bezstronność 
się nie sadził, owszem namiętnie wybuchał przeciw 
wszystkiemu, co poczytywał za fałsz i obłudę. Język 
polski rozwinął, styl udoskonalił wprowadzeniem ży- 
wych, jędrnych, obrazowych zwrotów; wierszopisar- 
stwo podniósł znacznie, bo chociaż niewielką tylko 
liczbą kombinacyj wierszowych się posługiwał, ale 
też niewielką liczbę uprawiał z zamiłowaniem i nie- 
raz po mistrzowsku potrafił nią władać; jeżeli 8-zgło- 
skowe wie
sze uznawamy za dostatecznie już wyro- 
bione w wieku XV-m, to Rejowi przypadnie chwała 
znakomitego rozwinięcia wiersza 13 zgłosko\vego (tak 
zwanego naszego aleksandryna). Był inicyatorem kil- 
ku rodzajów literackich
 satyry, dyałogu, dramatu, 
poematu dydaktycznego, epigramatu i wywołał naśla- 
-dol,vnictwo. wpływając tym sposobem silnie na dal- 
szy bieg poezyi naszej. n Marchołtowstwa " było 
w nim zapewne niemało, ale stałby się niesprawie- 
dliwym. ktoby w nim nie uznał jednego z potenta- 
tów naszej literatury, co zarówno w wierszu, jak pro- 
zie, silny, niezniszczalny ślad po sobie zostawili. 


. 


\"In. 


Pobudzony przykładem Reja, wziął się i starszy 
od niego o lat 10 ]}larcin Bielski do satyry wierszo- 
wanej. Wychowanie dzieci, zwalczanie pokus, wa- 
dy różnych stanów w społeczeństwie, wypadki cza- 
sowe dostarczały mu materyału do uwag, wypowie- 
dzianych zrazu w tonie pobłażliwym, potem (wraz
>>>
189 


. 


oL wiekiem) coraz ostrzejszym. Widnokrąg Bielskie- 
go nie był wcale rozleglejszym od widnokręgu Reja. 
W kwestych religijnych pragnął niewątpliwie reform. 
lecz wyraźnie wypowiedział to tylko życzenie, żeby 
Biblia była czytana przez wszystkich ("Ma być Pi- 
smo św. spólne. Ku pisaniu wszystkim wolne") 
i miał za złe Seklucyanowi, że swój przekład z "No- 
wego Testamentu" zaopatrzył w przywileje, zabra- 
niające przedruku. Na zepsucie duchowieństw
, na 
jego chciwość, na celibąt, na nieprzykładne stosunki 
po klasztorach narzekał często, lecz tak jaskrawych 
w tej mierze obrazków, jak Rej, nie podawał. W spra- 
wach społecznych raziła go, tak zresztą, jak wszy- 
stkich, niezgoda, zbytki, wymyślne stroje, nawet za- 
jęcia się kobiet czytaniem i zagadnieniami religijnemi. 
Cenił życie w mieście z powodu gromadzenia się 
tam ludzi ukształconych, z powodu łatwości dostania 
książek; radził szlachcie, żeby częściej zaglądała do 
miasta, przedewszystkiem oczywiście do Krakowa t 
żeby tam nabywała domy; doświadczył pewnie na so- 
bie, gospodarując na wsi, gdzie "jeden kłopot drugi 
goni", nieuctwa swoich sąsiadów, z którymi nie mógł 
prowadzić takiej rozmowy, jakiej pragnął. Nie dowierzał 
też czytelnikom swoim, żeby umieli dobrze czytać 
wiersze; więc ogłaszając r. 1557 drukiem swój pier- 
wszy rymowany utwór, pisany wierszami różnej dłu- 
gości, nie zaniedbał podawać na marginesach wska- 
zówki, ile mieści się zgłosek w \\'ierszu, rozpoczynają- 
cym pewną ich grupę, a w przedmowie położył to 
znamienne dla stosunków ówczesnego czytelnictwa 
naszego ostrzeżenie: 


I 


Pomni na to, czytelniku miły, 
By się wedłng mim'v wiersze czciły (t. j. czytaly). 
Rożne w sobie mają z'chowanie; 
Kto nie baczy, nic trafne czytanie; 
Ale kto z ich miary nie wykroczy, 
Dobrze się wiersz w czytaniu potoczy... 
Pospolicie się to zachowuje, 
Złym czytaniem dobry wiersz zepsuje..
>>>
190 


Pierwszą ową pracą wierszowaną Bielskiego 
jest nKomedya Justyna i Konstancyej, brata z siostrą, 
jaką mu ojciec naukę po sobie zostawił" (1557). 
Jest-to dyalog aUegoryczny- moralny, podzielony na 
trzy .,sprawy", z których każda inne zupełnie osoby 
wprowadza; polączenie ich jest nadzwyczaj luźne. 
-Chory starzec rozmav\:ia o życiu minionem ze Staro- 
ścią, }\.fądrością, Niemocą, Pokusą, Aniolem i naucza 
syna i córkę, jak mają nadal postępO\Nać. W spra- 
wie II ("o afektach człowieczych") syn Justyn roz- 
mawia z całym szeregiem Wad i Cnót mu przeci- 
wnych. W trzeciej. najkrótszej, córka Konstancya. 
wysluchawszy słów Wdowy (Wolności), żeby się nie 
krępowala wi
zami małżeńskiemi, rozma\\'ia z Cnota- 
mi, a przychyliwszy się do nich, otrzymuje nagro- 
dę w postaci męża Charitas (Miło8Ć) i w przedlużeniu 
życia ojca. I\lyślą główną tej trzeciej sprawy jest 
zachwalenie stanu małżeńskiego (nPowinien ten za- 
kon każdy peJnić"), a krytyka życia klasztornego. 
Napisał następnie Bielski rodzaj pamfletu histo- 
Tyczno-politycznego z powodu spraw węgierskich p. t. 
"Sen majowy pod gajem zielonym". narzekając na 
zgnuśnienie obyczajów, na zbytki i ostrzegając, by 
Polaków nie spotkał ten sam los, co \Vęgrów, gnę- 
bionych przez Turcyę. 
W "Sejmie niewieścim" użył ponownie formy 
dyalogu, by wyśmiać niedołęstwo mężczyzn, umieją- 

ych dużo gadać na sejmach, dużo pić i jeść, ale nie 
pilnujących sprawy publicznej, tak, że kobiety posta- 
nowiły chwycić ster rządu w swe ręce; układają 
szereg artykułów, traktowanych częścią poważnie, 
częścią żartobliwie, i z nimi udają się do Polski uoso- 
bionej, która przyjąwszy je uprzejmie. zatwierdza ar- 
tykuły i podaje streszczenie glównych sposobów (ze 
"Sprawy rycerskiej"). 
Najwięcej interesujących obrazków z życia prz€:' 
I!:upni krakowskich, a także szlachty i duchowień- 
5twa, ale też najwięcej zgryźliwości widać w osta-
>>>
191 


tnieJ pracy Bielskiego p. t. "Rozmowa nowych pro- 
roków, dwu baranów o jednej głowie". Czyniąc al- 
lu
ye do Pisma ŚW., gdzie powiedziano, że gdy lu- 
dzie apostołów nie posłuchają, kamienie wołać będą, 
autor w głośnej do dziś dnia kamienicy "pod barana- 
mi" W Krakowie znajduje sprawd
enie tej przepo- 
wiedni i opisuje rozmowę owych baranów, zgorszo- 
nych zdrożnościami, na jakie patrzeć muszą, i wróżą- 
cych Polsce i światu koniec żałosny, jeśli się nie po- 
prawią. 
Poetą Bielski nie był, ale zdolności obserwacyj- 
ne posiadał i nieraz bardzo trafnego lub malownicze- 
go zwrotu użył. Przyczynił się i on nieco do rozwo. 
ju wiersza, lecz głównie zaslynął w literaturze, jako 
prozaik, odznaczający się prostotą i jasnością. 


IX. 


Na rok lub półtora przed wydrukowaniem 
"Zwierciadła" Rejowego, wyszedł w Krakowie, 1566, 
"Dworzanin Pulski ". Oba dzieła podobne są do sie- 
bie, oba mówią o wyda \",'aniu, wyl{sztalceniu, sposo- 
bie postępo\i\rania i starości-jedno szlachcica na wsi, 
drugie szlachcica przy dworze królewskim, czy pań- 
skim. Zależności ich jednak od siebie wykazać nie 
można. "Zwierciadło" było kompilacyą z najrozmait- 
szych utworów, samodzielnie przez Reja dokonaną 
i mnóstwem własnych, oryginalnych spostrzeżeń 
wzbogaconą; "Dworzanin" zaś, chociaż nazy\-\'ał się 
polskim, miał przecież pozory tylko polskości w tern, 
że wszędzie w nim widziało się nazwiska Polaków, 
prowadzących z sobą rozmowy, lecz w gruncie rze- 
czy był tłómaczeniem utworu włoskiego Baltazara 
Castiglione, wydanego w r. 1528 p. t. "I1 libro dei 
Cartegiano", niezmiernie w swoim czasie popularnego, 
tłómaczonego nietylko na języki żywe, ale n
wet na 
łaciński. Tłomaczem u nas był ŁUKASZ GORNICKI
>>>
192 


(1527+ 1603), rodem z Oświęcimia, wykształcony 
w akademii Krakowskiej, na d worach wyższego du- 
chowieństwa, a potem królewski
. obeznany z szer- 
5zym światem w dwu podróżach do Włoch, zręczny 
dworak, unikający starć silnych pod jakimkolwiek 
względem religijnym, czy politycznym. Nie był to 
umysł samodzielny i nader bogato od natury uposa- 
żony. nie był to ani myśliciel pierwszorzędny, ani 
artysta wysokiego polotu, ani mąż czynów głośnych. 
ani pisarz wyłącznie pióru się oddający, lecz humani- 
sta wytworny a giętki, który do tworzenia potrzebo- 
wał wprawdzie wZOru obcego, gdy JUż atoli wzór 
jakiś obrał i weń się wpatrzył, umiał go do potrzeb 
własnego społeczeństwa zastosować, a 'Nięc odpo- 
wiednio przerobić. Mając to przekonanie, że "z głup- 
stwa wszystkie nieprawości rosną, jeśli pierwej nie 
wypurguje człowiek oczu umysłu swego, a nie będzie 
widział tej dobrej drogi, którą iść ma", starał się do- 
starczać spółziomkom wskazówek rozumnego oświe- 
cenia się o sposobie życia i postępowania, a to za 
pośrednictwem rozpraw, orartych na spostrzeżeniach, 
jakie, bawiąc we \\Yłoszech i czytając pisarzy wło- 
skich, poczynił. 
Tak to powstało najprzód swobodne tłómacze- 
nie " Dworzanina " . gdzie Górnicki wiele wypuścił 
z oryginału (głównie rzeczy ;rzytrudne do zrozumie- 
nia, oraz mniej przyzwoite). a niewiele co dodał od 
siebie (ustęp o językach słowiańskich, kilkanaście 
anegdot). Pracę tę wykonał bardzo starannie, dbając 
o piękność, gładkość i potoczystość wysłowienia. ja- 
kie mu jego wytworny wzór przedstawiał. 
Mniej zada walają późniejsze dość dowolne 
przekłady: rozprawy ,,0 dobrodziejstwach" głośnego 
filozofa rzymskiego. nauczyciela Neronowego, Lucya- 
na Seneki. oraz tragedyi "Troas," mylnie natenczas 
temuż samemu Senece przypisywanej. 
Pod wpływem filozofów starożytnych, miano- 
wicie Platona, oraz polityków włoskich. zwłaszcza
>>>
193 


I
aspra Cantariniego, wyrobił sobie Górnicki poglądy 
na zadanie państ'Na, na organa rządu; od spółcze- 
snych zas publicystów p0lskich przejął niektóre szcze- 
gÓlowe projekty naprawy Rzeczypospolitej. Za wzór 
dobrego urządzenia podawał oligarchię wenecką. Po- 
mysły te wypowiedział w dwu rozprawach, napisa- 
nych pojczas drugiego bezkrólewia w r. 1587. Jeden 
z nich ma napis: "Rozmowa o elekcyi, o' woInosci, 
o 'prawie i obyczajach polskich"; a następna, w for- 
mie prostego wykładu streszczająca, a po części mo- 
dyfikująca myśli w rozmo\\'ie WIocha z Polakiem za- 
warte, nosi tytuł: "Droga do zupełnej wolności". 
Obie rozprawy dawał Górnicki do czytania możnym 
panom i ci pochwalili pomysly, lecz nie radzili ogla- 
szać się drukiem, snadź dlatego, ażeby przed szlach- 
tą nie zdradzać swych dążności oligarchicznych. 
Giętki dworak usłuchał rady, pism tych nie druko- 
wał; wyszły one dopiero późno po jego śmierci. 
Trzy są jeszcze utwory Górnickiego, w których 
zależności od wzorów obq'ch niema, ale które też 
o wiele mniejszą od poprzednich posiadają wartość. 
Są to najprzód: "Dzieje w Kor9nie polskiej z przy- 
toczeniem niel(tórych postronnych rzeczy od r. 1538 
aż do roku 1572". Jest to. rodzaj pamiętnika; autor 
spisywał to tylko, na co sap: patrzył, lub czeg9 miał 
"wiadomość dostateczną". J:tąd. nieraz wielIde wy- 
padki (np. uoię lubelską) zbywał kilku słowy, nato' 
miast drobne sprawy opowiadał bardzo szeroko. 
W głębsze powody zdarzeó nie wglądal i charakte- 
rystyki doIdadnej osób, nawet samego króla Zygmun- 
ta Augusta, swego dobrodzieja, nie podał, lubił przy- 
taczać miane przez różnych ludzi wśród pewnych 
okoliczno
ci, ale prawdopodobnie sam je' układał. . . 
"Demon Sokratis albo rozmowa złodzieja z czar- 
tem" ma na celu okazanie, że do złego nie pobudza 
czart, ale własna, niepowściągniona niczem wola czło' 
tviel.:;a i że lepiej jest tu na zienli poni
ść karę za 
13
>>>
194 


grzechy. niż na tamtym świecie pokutować w piekle. 
"Raczył" jest drobiazgiem satyrycznym, w któ- 
rym autor wyśmiał dowcipne nadużycia słów: raczy, 
raczyl, na które już Modrzewski narzekał. 
Zajmowal si
 też Górnicki kwestyą pisowni 
polskiej, ale projekt jego zbyt oddalał się oJ utraco- 
nego już wówczas zwyczaju, zbyt dużo wprowadzał 
liter podwójnych (11=1, zz=ż i t. p.), a nawet cał- 
kiem nowe kształty dla niektórych dźwięków obmy- 
ślił, tak, że przyjętym nie został. 
Po Bielskim, Reju i Orzechowskim stanowi Gór- 
nicki czwarte niejako ogniwo w udoskonaleniu pro- 
zy polskiej. Zbyt on jest skromnym, gdy swoje pió. 
ro ołowianem, a Orzechowskiego złotem nazy\\'a; 
jeżeli bowiem nie posiada energii i śmialości namię- 
tnego polemisty, to odznacza się poprawną i staran- 
n::j budową okresów, jako też doborem trafnych przy- 
miotników. Określenie to jednak zalet styłu Górni- 
ckiego odnosi się głównie do "Dworzi1nina u i "Roz- 
mowy o elekcyi"; inne jego dzieła pisane są z pe- 
wnem zaniedbaniem. 


x. 


Towarzyszem przez łat kilka na dworze kró- 
lewskim. przyjacielem Górnickiego przez całe dalsze 
życie, był najznakomitszy nasz poeta przed Mickie- 
wiczem, JAN KOCHANOWSKI (1530+1584). Uro- 
dzony w Sycynie, w Radomskiem, a więc Małopola- 
nin, kształcił się (od r. 1544) przez czas krótki 
w akademii krakowskiej. głównie jednak .zawdzięczał 
swój rozwój umysłowy i wiedzę kilkołetnim stu- 
dyum we Włoszech, mianowicie w Padwie, a potem 
pobytowi w Paryżu. Od mistrzów swoich, zapalonych 
humanistów. Robortella i Sygoniusza. przejął się 
uwielbieniem dla poezyj łacińskich i sam zaczął w ję- 
zyku Rzymian układać "elegie" na wzór najznako-
>>>
195 


mitszego elegiłią, TybalIa, opiewając swoje miłostki do 
Lidyi. Cierpień i męczarni, na jakie się skarży poe. 
ta, nie można brać bardzo poważnie, chociaż niewąt- 
pliwie zręczna zalotnica niejedną chwilę młodemu, 
namiętnemlJ a niezbyt zamożnemu młodzieńcowi za- 
truć mogla. Udręczenia rzeczywiste wzmagała wyo- 
braźnia i ambicya literacka, by w wyrażeniu namięt- 
ntości nie pozostać na niższym niż wzór rzymski 
stopniu. Czy już we Włoszech nie zrodziła się w du- 
szy poety chęć tworzenia w języku ojczystym, nie 
mamy pewności. Ale rozczytywanie się w Petrarce 
i niedawno wtedy zmarłym (1533) Aryoście, piszą- 
cych po wlosku pomimo znajomości łaciny, łatv.o 
mogła zachęcić Kochanowskiego do prób IN podo- 
bnym kierunku. Poznanie w Paryżu Piotra Ronsarda, 
który zaczął mozclnie formy poezyi klasycznej na- 
śladu wać w j;zyku francuskim, znajomość upamię- 
tniona przez naszego Jana w jednej z elegij łaciń- 
skich, mogla go utwierJzić w zamiarze dawniej we 
Włoszech powziętym i skłonić ostatecznie do pisania 
po polsku, ale widocznego wpływu zresztą na jego 
twórczość nie wywar/a, gdyż zaledwie cień jakiegoś 
podobieństwa między poezyami Ronsarda a Kocha- 
nowskiego wyszulmć zdołano. Podanię dość późne 
złączyło z pobytem w Paryżu utworzenie przepię- 
knego wiersza: "Czego chcesz od nas, Panie, za 
Twe hojne dary", który nadeslany do kraju i od- 
czytany na jednem z zebrań, miał jakoby zachwycić 
Reja i wywołać z ust Jego uznanie wyższo
ci mło- 
dego spółzawodnika. Doskonałość stylowa tego wier- 
sza, przepełnienie go wyrażeniami wziętemi z psalmów 
tak dalece, że metylko co do treści ogólnej (porów- 
naĆ psalm 104), ale nawet co do każdego niemal 
poszczególnego zdAnia wykazać można ścisłą, nie- 
v. ątpliwą od nich zależność (Fr. 19, 24, 33, 36, 65, 
67, 74, 89, 102, 145), zmusza nas odnieść go do 
czasów późniejszych, zbliżyć do chwili pierwszego 
jego druku (około 1564 przy poemaciku "Zuzanna").
>>>
- 


, [ i:';'" 
;'::, 
l 
 
.r ' I 
.:: 
'I"l 
' 
I'
, l I ;-
', " ,,' 

"'f:.
.' 
i'\I;
, JIIIi' -t t:, . 
.
 '" " '
fu ł 
 , 
 
fk', 1 t .'f . ' . '. . '.' . 
'
\
I 
 1 1 ' '. 

.
I,\ 
 ':
; 
j;,rVil 
.: i :. ' . 
"
 'ilf 
:'.'. 
:' 1 ::' *
' l 
liH, 
.: '% 
'i;'1 
l.

\ 
 :;.: 
I1I I I r' :
jt"1 ' 
:,!. 
 '


. '
.. 
II
ii
II "
ę... ,\ ' 
'II :

 
 pjL . l' 


c.,s.""
"" 
r 
! 
,ił 
.. . ;!! 
'\"'- 
 .
. 
," 
 j"
 . .). '.. 
1'1. 
'\" 
, ':.. 
 'iŁ ", . . 
. 
I"
 "
' ';
 
j...l: . 
?' T 

 

 
.. \ tJ 


- l' ." ", l!I.' ) .. :r' 
.... ,,"",1 ",i Ja " g 'o' 
I'" 
-., 
 ',:. .I
t r "N
r.,r'
 
 
" ',L:
I::
'; r:
'" 
"' 
'J '., ';"'"JI'I' ł
l ' ;
: 

". .
:\.. '..
 \ . \
. 
liłł':A\'i.:.. ,'i... ""1 
: 
 

.
f" 


[
",jl I'
 


, r I. 


lA 


," 


"". 


t 
A.I/{CUL
KI.::, ,:..::. 


. .'. 
'--'1 



.
 
(;'. 


"1---:.:,,;., 


'\ Li 
Vv{
>>>
- 


197 


Nie zarzucił zresztą Kóchanowski pisania po łacinie, 
do końca życia nie przestał tworzyć w tym języku, 
a nawet, jak zapalony humanista, pracował nad po- 
prawieniem tekstu i uzupelnianiem starego przekładu 
łacińskiego " Fenomenów" podrzędnego poety gre- 
ckiego" Arata, który także i na polski przetłomaczył. 
Gdy powrócił do kraju, nie miał już rodziców; 
z podziału majątku po nich przy pad la mu połowa 
wsi Czarnolas w Radomskie:n. Dwudziesto-ośmiolet- 
niemu Janowi, który dotychczas pędził żywot swo- 
bodny, nauce i poezyi się oddając, nie uśmiechała 
się nlyśl osiedlenia się na wsi i pracowania na 11 
pół-łankach; widzialon, że nietylko w duchownym, 
ale i w śWieckim stanie, szlachta miernego mienia 
dochodziła do godności i bogactw, chociaż nie za- 
wsze odznaczala się szczegółną nauką' i talentem. 
On posiadał i jedno i drugie; jako humanist
, glębo- 
ko był przekonany O dostojeństwie poezyi, bez któ- 
rej "hetman, niech jak chce wstanie, sJawy trwałej 
nie dostanie"; dlaczegożby miały jego ominąć za- 
szczyty? Poszedł więc tam, gdzie młodzież szlachecka 
naówczas zwykle się polerowała, wysługując sobie 
poparcie w otrzymywaniu urzędów dochodnych, na 
dwory możnych panów, a potem królewski. 
. Dążeniom reformacyjnym zarówno w polityce, 
jak w religii, sprzyjał niewątpliwie, lecz w kwestre 
dogmatyczne, jako humani"ta poeta, wdawać się zgo' 
ła nie chciał. W obec hierarchii kościelnej, wobec 
obrzęd6w zachowywał się sceptycznie i takim pozo- 
stał do końca życia; zadrwić z plebana, bislmpa, pa- 
pieża nie wahał się ani chwili; szczegÓlniej czci dla 
świętych, a tern bardziej dla ich obrazów, nie miał; 
nJedalekim był od żądania zniesienia celibatu księży, 
żeby nie dawali zgorszenia; lecz w rozprawianie 
o wierze wdawać się nie chciał, 8 rr oże i riie umiał. 
Krzewienie się doktryn kraÓcowych, aryallskich, mo- 
że go, tak samo jak Reja, ochlodziło w zapale refor- 
matorskim; to też gdy sobór .trydencki zebrał 
ię po- 


J
>>>
- 


198 


nownie, dla ścislego określenia nauki katolickiej, Ko- 
chanowski odsyłał różno'v\'ierców do tego soboru, by 
pokazali na nim, co umieją. Odsyłanie to tchnie 
trochę ironią, boć poecie naszemu niewątpliwie taj- 
nem nie było, że do rozpraw na soborze nie dopu- 
szczono różnowierców. 
Zostawał wówczas Kochanowski pod wpływem 
chciwego, ambitnego, ale rozumnego podkanclerzego 
koronnego Piotra Myszkowskiego, który był dobro- 
czyńcą poety i "swą hojną ręką podeprzeć go ra- 
czył". Mowa, wygłoszona przez podkanclerzego na 
sejm1e warszawskim f. 1563, mającym się zająć 
sprawą "egzekucyi", pobudziła Kochanowskiego do 
wydania satyry politycznej, która zwróciła nań po- 
wszechną uwagę i zapewne zjednała względy na 
dworze Zygmunta Augusta. 
Do owej pory 7.nali go ukształceni z jego elegij 
łaciÓskich, krążących VI! odpisach (było ich wtedy 21); 
a tym, co martwego języka nie umieli, niektóre pie- 
śni (np. o potopie), może już i przekłady niel{tórych 
rsalmów, a obok tego fraszki wesołe i trzy co naj- 
m!1iej poemaciki większe poważnej, w części żałobnej 
treści: "Zuzanna", ,,0 śmierci Jana Tarnowskiego" 
(1561), "Pamiątka Janowi Baptyście, hrabi na Tę- 
czynie" (1562) uczyniły nazwisko jego nie obcem. 
Już go wówczas wysoko ceniono, a Rej w "Zwie- 
rzyńcu" swoim, wydanym, jak wiemy, r. 1562, 
zapisał już o nim bardzo pochlebne mniemanie ogó- 
łu, zestawiając go z rzymskim Tybullem, a dodając 
do tej pochwały humanistycmej chrześcijańską, iż 
poeta "wiele pisma" swego potrafił lepiej pono niż 
Tybullus "cnotą zafarbować". Nie był j
szcze wtedy 
tym mocarzem slowa, tym artystą dbałym o wykoń- 
czenie każdego pomysłu, o piękne i malownicze sło- 
wa, jakim został póżniej; doznawał jeszcze tru
1u 
w zwalczaniu oporności języka i wiersza, lecz już 
się wyniósł nad niezgrabność i gadatliwość s\.mich 
poprzedników w poezyi językiem polskim wyrażonej.
>>>
.
.,
 
 

,
 "- 
J -- :t-:-- 

 (

t- ) 
 
lJ)
 =-t-3",\ 
w-_ . 1-4 f · - 
 
f . t \i' J l .[- 
i --$ ./ ł- r .J 
 

 1 
 L, 
 1 & 


 ... ,- 
 
.
 - r- '-J l 

:t


 2 


o 
01 
CI) 
;g 
en 

 
o 

 
ro 
..c 
o 
o 

 


.... 
(\1 
.... 
Ot. 
o 
ol-'
>>>
[" 


2')0 


"Satyr", ów polityczny utwór Kochanowskiego, 
wydany w r. 1564, zaznacza bardzo ważną chwilę 
zwrotu w rozwoju umyslu i talentu poety. Łączy się 
on z ogólnym nastrojem, żądającym reform, po\,vsta- 
je na zakorzenione już wady spoleczne, daje wska-. 
zówki, jakby zabrać się należalo do naprawy, się- 
gając do gruntu rzeczy, do \vychowania młodzieży. 
Najobszerniej i najdobitniej rozwiódł się poeta (za 
przewodem 
lyszkowskiego) nad upadkiem ducha 
rycerskiego w narodzie, a zwróceniem się do robie- 
nia grosza. Długoletni pokój od r. 1525, pognębie- 
nie kmieci, rozpowszechnienie się miękkości obycza- 
jów i wygód pOli wpływem włoskich wzorów na 
dworze Bony, odzwyczaiły szlachtę od pancerzy 
i hełmów, zwróciły do zajęć gospojarskich, by wy- 
zyskać pieniądze na coraz to kosztowniejsze i wy_ 
myślniejsze potrzeby. Kochanowski nie dochodzi 
przyczyn zjawiska, lecz same jego szczegóły kreśli 
wiernie a ubrazowo. "Skowaliście-powiada do ziom- 
ków - ojcowslie granaty na plugi; w przyłbicach 
kwoczki siedzą; to już rotmistrz, co fuka na' chło- 
pów u pługa, a jego przedniejsza broń-toczona ma- 
czuga"... Inaczej, lepiej było za dawnych czasów, 
kiedy dzielnością i gotowością do boju, Polska "gra- 
nice swoje rozciąga la szeroko między morza dwoJe". 
Złota było niewiele, ale była potęga; dzisiaj prze- 
chwalają się ludzie bogactwem, lecz niema czynów 
dzielnych; Rzeczpospolita zewsząd zagrożona, obrony 
niema żadnej, a przecie: 


Niechaj drudzy jako chcą prawo rozumieją, 
Niechaj pisać i mówić roztropnie umieją, 
Za fraszkę ten wasz rozum stanie na ulicy, 
Jeśli nie będzie pewny żolnierz na granicy. 


Ostatecznie, nawet tych zachwalonych bogactw 
nie widać, gdyż zbytek, jako morze, pochłania wszy- 
stko; nie dosyć mu rocznego dochodu, on pożre 
grunt razem z chłopami i zmusi właściciela do od-
>>>
S' A T Y R 
Qtbo 

irł ma
. 


lana Kochanov\'skifgO. 

' 



 


----.J
>>>
202 


dania swych sreber stołowych w zastaw 2ydowi; 
wtedy już niepotrzeba odźwiernych, bo domu strzedz 
będą wierzyciele, dopóki szlachcica nie wyzują 
z wiosek i nie rrzemienią w sługę... 
Poświęciwszy temu piekącemu przedmiotowi 
znaczną częś
 poematu, inne kwestye roztrzflsa Ko- 
chahOwski krócej. Na rozterkę religijną podaje je- 
den środek; zalatwienie sporów dogmatycznych przez 
sobór powszechny; sam zaś odwoluje się do obycza- 
ju przodków; tajemnic boskich zgłębiać nie chce, 
lecz co obiecał na chrzcie, tego nie odstąpi, choćby 
mu tuż "miała spaść głowa." Wytyka zepsucie oby- 
czajów, namnożenie się procesów; proponuje ułoże- 
nie statutu, gani rozwlekłość obrad sejmowych, 
a w końcu powstaje na wykształcenie zagraniczne, 
wpływające źle na moralność młodzieży, jak i na 
jej wyobrażenia pohtycz:1e, gjyż zaprawIa do in- 
nych stosunków aniżeli są w kraju, gdy tymczasem 
każdy od młodu navvykać powinien do tych praw 
i instrukcyj, \Vśrój których dalsze prowadzić mu 
przyjdzie. Dlatego, zgodnie z powszechnem ży- 
czeniem nastaje na podniesienie akademii krakow- 
skiej. 
Tu się kończy część satyryczna, a zaczyna dy- 
daktyczna. Satyr powtarza niby nauki, jakie nie- 
gdyś Chiron dawał swemu wychowańcowi, dzielne- 
mu Achillesowi. Glówna treŚć tych nauk łączy się 
z początkiem poematu; dąży bowiem do tego, żeby 
wychowanie zawczasu przyzwyczajało młodzież do 
znoszenia wszelkich niewygód i zaprawiało do za- 
wodu rycerskiego, by módz w swoim czasie mężnie 
i skutecznie obronić ojczyznę i pozyskać slawę nie- 
śmiertelną, jak Achilles w epopei Homera. 
Satyryczna część utworu jest znacznie lepsza 
od nauczającej; tam mógł okazać i dowcip i talent 
malowniczego obrazowania, tu poprzestać musiał na 
jednostajnym tonie moralizatorskim. 
Równocześnie z "Satyrem" ukazała się "Zgo-
>>>
202 


da", poruszająca te same kwc.stye, ale krócej i z mniej- 
szą obrazowością. Te jej nchy u):'oważniają de 
przypuszczenia, że powstała przed "Satyrem" i mia- 
ła na celu głównie obronę duchowieńst,,\'a katolickie- 
go którego bogactwa drażniły szlachtę. Poeta zre' 
Sztą nie tai wad kleru, wyrzucając mu mianowicie 
zaniedbanie się w obowiązku nauczania wiary. 
Dwa te poemata zapewniły Kochanowskiemu 
byt pewniejszy. Został jednym z sekretarzy królew- 
skich, zapewne bez żadnego określonego zajęcia. 
a nadto, co ważniejsza, zwyczajem wówczas pralty- 
kowanym, że świeckim bezżennym za zasługi da- 
wano befeficya duchowne, otrzymał bogate probo- 
st,,\"o poznańskie. 
Teraz mógł się swobodniej oddać twórczości 
poetyckiej. W tych czasach \\ ydał piękny poema- 
cik dydaktyczny p. t. "Szachy", może już dawniej 
nieco częściowo opracowany. Za wzćr ,,\"ziął sobie 
utwór napisany po łacinie przez humanistę wioskiego, 
Hieronima Violę, ale \\ cale się go nie trzymał nie- 
wolniczo. Przedewszystkiem suchy z natury swojej 
przedmiot-przedstawienie zasad gry w szachy-oży- 
wił wprowadzeniem wątku nowellisty-;znego. Nie bo- 
gowie mitologiczni zabawiają się tą grą, jak u Violy, 
lecz dwaj zalotnicy, ubiegający się o rękę pięknej 
}rólewny duńskiej mają zwycięstwem \V grze roz- 
strzygnąć zwycięstwo w spółubieganiu się o dziewi- 
cę. Tym sposobem nadał nasz poeta opiso\\i gry, 
przyjętemu od 
.Tioly. lecz zmienionemu w wielu 
miejscach oryginalnymi pomysłami, większy interes, 
urozmaicił ten opis wtrąceniem się samej królewny, 
która sprzyjając Fiedorowi, pragnęła, by on wygrał 
i jako znawczyni gry, dała pewne wskazówki, przez 
Fiedora zrozumiane i zastosowane. Piękność części 
nowellistycznej nie pozwala na odsuwanie czasu na' 
pisania "Szachów" zbyt daleko od czasu ich wydru- 
kowania (r. 1566); ale możliwą jest rzeczą; iż sam 
opis gry, najbardziej zbliżony do wzoru łacińskiego,
>>>
204 


został wykonany wcześniej, a CZęść nowelistyczna 
później; złączenie tych dwu części nie przedstawiało 
wielkich trudności i wydało utwór, któremu miał l\ie- 
dyś zawtórować Mickiewicz swojemi " Warcabami". 

a czas pobytu na dworze przypaJa większa 
część "Fraszek" polskich i "Dworzanek" (Foricoenia) 
łaciÓskich, wydanych w c:tłości dopiero w roku 
śmierci poety. Odbiło się w nich gwarne życie mlo- 
dzieży: ich zabawy, żarty, docinki, pijatyka, a także 
i ich dysputy humanistyczne i religijne. Porównane 
z odpowiedniemi "Figlikami" Reja, a nawet z poważ- 
niejszymi epigramatami w "Zwierzyńcu", wykazują 
znaczny stopień podniesienia się ogłady towarzyskiej. 
Nie brak w nich wprawdzie nieprzyzwoitych wyra- 
zów i obrazów, bo żart rubaszny zawsze u rias po- 
płacał; lecz znaczna ich większość przedstawia już 
wydelikacenie i wysubtelizowanie w środkach zaba- 
wy. Zamiast piwa, którego dużo trzeba pochłonąć, 
ażeby się upić, widzimy tu na stołach wino; ztą? 
niema tych try\'vialnych i niemiłycl1 szczegółów, ja- 
kie u Reja tak częstą się spotykają. Nie na ławie, 
ale na krzesłach, przy stołach, zasianych obrusami, 
siedzi towarzystwo; nie sami mężczyźni, lecz i kobie- 
ty także; stąd dowcipy i koncepta muszą być oglą- 
dniejsze, staranniej stylizowane. Rozmowa jest ogól- 
na, dotyka kwestyi mitości . niejednokrotnie, lecz po- 
sluguje się nieraz wspomnieniami mitologicznemi, 
łub starożytniczemi, wy\v'Ołując niekiedy prawdziwie 
salonowe Iwmplementa, którychby najwytworniejszy 
poeta włoski I'ię nie powstydził C,Do panieju. Imię 
twe, pani, które rad mianuję i t. d.). Igraszki umiejętnie 
zastosowane, sprawiają wyobraźni rozkosz i nadają 
pewien urok nawet scenom pijackim, jak wówczas, 
kiedy to podchmieleni stukali do drzwi doktora Hi- 
szpana: "Puszczaj, doktorze, towarzyszu mily! Do 
któr nie puścil, ale drzwi 'lntścily"-i biedaczysko, 
leżący w łóżku musiał spełniać puhary, aż \V końcu 
rzeCze: "Szedłem spać trzeźwy, a wstanę pijany".
>>>
.205 


Mnóstwo takich i tym podo.bnyeh rysów, okraszonych 
dowcipem, a wypowiedzianych źwięźJe a żywo, zna- 
leźć można we "Fraszkach" , upodobanych wśród 
dworzan i szlachty wiejsldej. 
Zabawa nie przeszkadzała poważniejszej twór- 
czości, jeś1i się nadarzyła sposobność. Gdy w r. 
1569 na pamiętnym sejmie unii składał Ałbert II, 
książę pruski, hołd należny Polsce, jako swej zwierz- 
chniczce, Kochanowski upamiętnił tę uroczystość poe- 
matem p. t. "Proporzec". Ramami tego utworu jest 
opis składania hołdu i ten jest najpiękniejszy; poeta 
malQwał barwnie, a niekiedy wzniośle to, co wła- 
snemi niewątpliwie oglądał oczyma; serce jego bil: 
radością na widok znaczenia i potęgi kraju, mają- 
cej się wzmocnić upragnioną pr
ez wszystkich unią, 
której "ani mól ruszy, ani pleśń dosięże, ani wiek 
wszystkokrotny starością dolęże, ani synom od oj- 
ców przez ręce podana, nieogarnione lata przetf'vva 
niestargana ". \Vłaściwy obraz, w którym poeta na 
wzór opisu tarczy Achillesa, dał opis dwu stron ide- 
aloego proporca, z wyrażonemi na nich scenami 
z wojen polsko-krzyżackich, oraz pierwocin s!owiań- 
,szczyzny, nie jest tak rkkny, albo raczej jest bardzo 
slahy, blady, po kronikarsku wykonany. Epicznego 
talentu w trakto'v'v:aniu treści poważnej nie posiajał 
Kochanowski; dlatego próby jego w tej mierze czy 
początkowe j2.k "Zuzanna", "Pamiątka hrabi na Tę- 
czynie", czy późniejsze: "Fragment bitwy z Amuri- 
tern u Warny", "Jazda do l\loskwy, II nie udawały się. 
\V tonie lekkim natomiast, część nowelistyczna "Sza- 
chów" dowodzi uzdolnienia, tylko że go następnie 
poeta nasz nie rozwijał. 
Pobyt przy luólu nie przyniósł jednak Kocha-:- 
nowskiemu spełnienia marzeń o aostojeństwach. wyż- 
szych, świeckich, GZY duchownych; poiegnał więc 
"dwór zwodniczy" (fallax ania), Qsiadł w _Czarno- 
:lesiu .i zaczął wychwalać zajęcia gospodarcze i spław 
.zboża do Gdańska, s
m ..na .tę, drołSe wstępując, któ,.-
>>>
'206 


.rej tłumne uczęszczanie w "Satyrze" napiętno\\'ał. 
n \V olność" osobista stala mu się "droższą nad perły", 
bo nie potrzebowal już "zważać na skinienie czyjeś", 
nie potrzebował "pilnować progu, ani o twarde po- 
jwoje ocierać sobie delikatnego ramienia". Gdy był 
głodny, "nie musiał wyczekiwać, aż się panu jeść 
zachce, ani też w ciżbie komuś naprzebój torować 
drogę"; sam panem był sobie. Nie pochłanialo go 
wszakże gospodarstwo; nie znalazłszy zadowolenia 
ambicyi w świecie zewnętrznym, a czując w sobie 
talent, postanowił tern gorliwiej pracować na "po- 
czciwą sławą", co "śmierci nie zna i lat się nie 
boi". Zaczął głębiej się zastanawiać nad ustrojem 
wszechświata, nad losami ludzkimi, a chociaż za 
przewodem największego rzymski
go filozofa-poety, 
Lukrecyusza, doszedł do tego, tak zgodnego z nowo- 
żytnym poglądem przekonania, iż śmieszną jest rze- 
czą mniemać, jakoby świat ten istniał "dla człowie- 
ka ", nie poszedł za nim dalej, nie odrzucił pojęcia 
nieśmiertelności duszy. Źle jest na świecie to praw- 
da; lecz dla strapionego różne mi klęskami i niepo- 
wodzeniami umyślu niech ta jedna przynajmniej po- 
ciecha zostanie, że za grobem dobrzy otrzymają na- 
grodę za swe uczynki, gdy ten, " co darom bożym 
zardzewieć pozwala i żadnych usług ojczyźnie nie 
odda, lecz jako truteń zapasy pszczół pustoszy i wiek 
gnuśnie na rozpuście trwoni - przejdzie po śmierci 
w ową świnię lub żabę pitagorejską, albo też grzbiet 
swój Furyom na chłostę nadstawi". Człowiek w lep- 
szej swej cząstce, to jest co do duszy trwa wiecznie. 
Tak rozmyślał i tak się pocieszał Kochanowski w ła- 
cińskiej elegii do Firleja, najglębszym, najwięcej my- 
śli niepowszednich zawierającym utworze, jaki kie- 
dykolwiek napisał. 
Czuł jednak, że nie w dziedzinie rozważań 
filozoficznych będzie mógl najlepiej talent swój oka- 
zać; równo
ześnie więc może napisał śl
czny utwór 
polski p. t. "Muza" (czy też "l\luzy"), poświęcony
>>>
207 


chwale poezyi. \.Vyosobnia się tu Kochanowski 
z pośrodka "gminu," cisnącego się za złotem, łapią- 
cego grosz zewsząd, w tern przekonaniu, że "kto 
ma pieniądze, ten ma wszystko w ręku: jego wła- 
dza' jego są prawa i urzędy", gdy poeta "słucha- 
czów próżen, gra za płotem, przeciwiając się świer. 
czom, które nad łąkami ciepłe lato witają głośnemi 
pieśniami". Ale Kochanowski g:Jrdzi tymi powsze- 
dnimi zabiegami "gminu", świadomie chwyta się 
dróg innych niż "pospólstwo"; służy Muzom, bogi 
niom natchnienia, co go wyłączają z liczby nic nie 
znaczących ludzi, wznosząc z ziemi nad obloki, skąd 
może rozpatrywać spokojnie "próżne troski ludzkie 
i niemęską trwogę i omylną nadzieję"; jest też głę 
bok o przeświadczony, że nocy, przepędzone na two- 
rzeniu potlzyi, nie zostaną "bez zapłaty", że co mu 
"za żywota zajmie czas dzisiejsLY, to po śmierci na- 
grodzi z lichwą wiek późniejszy", a "popiół kości" 
jego "nie będzie wzgardzony". Zarówno na Olim- 
pie' jak na ziemi potęga poezyi jest nieprzeparta i to 
tylko żyje wiecznie, czemu poeta pieśniami swemi 
nieśmiertelność zapewniał. Postanawiając oddać się 
zupełnie twórczości, kończy Kochanowski przemową 
do l\Iuz: 


A ja, o panny! niechaj wiccznie wam holduje; 
! żywot swój na waszych ręku ofiaruję, 
Kiedy ziemi zleciwszy śmiertelne zwłoki, 
Ogniu rówien prędkiemu, przeniknę oblaki. 


I nie były to próżne słowa jeno, nie były 
to przechwałki. Nie po śmierci tylko, ale jt:szcze 
za życia "ogniu rówien prędkiemu, przeniknął 
obłoki" . 
Ożeniwszy się z Dorotą 
się przedewszystkiem do pracy 
skiernu, do przekładu Psałterza. 
ściami, i posyłał biskupowi do 
niewątpliwie go już ukończył, a 


Podlodowską, wziął 
obiecanej Myszkow- 
Dokonywał go cze- 
oceny. W r. 1577 
może nawet i wcze-
>>>
"2D8 


śniej. Przekład ten wzniósł go na szczyt sławy; 
ani wśród katolików, ani wśród różnowierców nie 
bylo co do jego wartości dwu zdań odmiennych; 
jedni i drudzy uznali go za arcydzieło; przyjęto go 
w kościołach i zborach; wydania następowały je- 
dne po drugich; Mikojaj GomółKa dorobił muzykę 
w 1580 r. Kochanowski okazał tu mistrzowstwo 
mowy polskiej w wyrażeniu najróżnorodniejszych 
uczuć: od cichego ukorzenia się przed Bogiem do 
uwielbienia Jego wszechrotęgi, od radoścI spokojnej, 
przenikającej serce sprawiedliwego, do najżałośniej- 
szych tonów człowieka, przejętego bólem, nękanego 
wyrzutami sumienia, cierpiącego wraz z cierpiącym 
narodem. Zużytkował Kochanowski bujnie rozwiruę-- 
te w XVI w. pieśniopisarstwo religijne, przekłady 
psalmów, dokonane p'zez poprzedników (mianowicie 
Jakóba Lubelczyka, 1558), przetopił to w ogniu swe- 
go talentu) dał dzieło tak wspaniałe, tak piękne, że 
do dziś dnia nikt z tych, co się pokusili zrobić po- 
nownie tę pracę, dorównać mu nie- zdo!ał. Tłóma- 
czył Kochano\t\'ski nie z oryginału hebrajskiego, ale 
z łaciny, posługając się przeważnie przekładem pro- 
zaicznym, łacińskim, bliższym, i co do podziału i co 
do wierności, tekstu hebrajskiego, aniżeli t. zw. 
VIl 19a ta, t. j. t!ómaczenie przyjęte w kościele katoli- 
ckim. Obok atoli tego przekładu; zgodnego z orygi- 
nałem, mial jeszcze Kochanowski najniezawodniej ła- 
ciÓską parafrazę Psalmów, wierszem metrycznym wy- 
konaną przez Szkota, Jerzego Buchanana, wydaną 
po raz pierwszy w r. 1565. Z niej wziął wzór tło- 
maczenia psalmów nie zwrotkami jednostajnej budo; 
wy, jak Rej,- Trzycieski, Lubelozyk, lecz o budowie 
bardzo urozmaiconej (38 odrębnych kształtów, czem 
przewyższył 5WOj wzór; gdyż u Buchanana jest ty!- 
ko 23 różne strofy); z niej brał głównie pomysly 
do upiększeń, rozszeFzeń tekstu; tylko w 33 psal'; 
mach nie znaleziono ani jednej reminiscencyi z Bu..: 
chanana; w 13 jwjwiększą od niego wykazano za1e
';; 


....-- -.....
>>>
209 


ność, a w innych silniejsze lub słabsze podobieństwo. 
Nigdzie atoli nie trzymał się Kochanowski niewolni- 
czo Buchanana; nawet w przekładzie ustępów naj- 
bardziej przypomiaających poetę szkockiego, pozostał 
mistrzem władajacym swobodnie i z wielkim wdzię- 
kiem mową ojczystą i wierszem. 1) 
Pracując nad Psałterzem, Kochanowski nie spu- 
szczał z oka spraw publicznych; zarówno w pier. 
wszem, jak w drugiem bezkrólewiu nieraz bywał na 
sejmikach i sejmach, pieśniami łacińskiemi (pomie- 
szczonemi później w zbiorze p. t. Lyrica) zachęcał 
do zgody, przemawiał za silnym rządem, narażał na- 
wet swą popularność, doradzając kandydata, o któ- 
rym mniemał, że rząd taki utrwali. Po ucieczce Hen- 
ryka napisał po łacinie wiersz. drwiący z czupurnt:- 
go .,koguta" (gallus -ku s i Gallus-Francuz), odpowie- 
dział w tymże języku na paszkwil poety francuskiego 
Desportes'a, uskarżający się na mrozy i dzikie oby. 
czaj
 mieszkańców... Zwolennikiem wyboru Stefana 
Batorego nie był, ten niebawem nabrał do niego ser- 
ca głównie za sprawą Jana Zamoyskiego, z którym 
zosta\\iał w ścisłej przyjaźni. Powitał go też serde- 
cznie, gdy na łowy do poblizkiego Czarnolasowi 
Zamchu zjechał, pisząc po łacinie dwa poemaciki 
"Dryas" (boginka leśna) i "Pan" (bożek pól); pier- 
wszą z nich przelożył też nam na język polski 
("Dryas zamechska"). 
Były to wszakże drobne tylko oznaki sympatyi, 
jaką uczuł dla króla silnego ręką i rozumnego; nie- 
bawem miały one wzrość i silnie wybujać; a za po- 
wód ku temu posłużyły przygotowania do wojny 
z Iwanem Groźnym i sam jej prżebieg. 


I) Zależność od Buchanana pierwszy wykazał Aleksander 
Bl"iickner; szczegółowo rozwinął ją Antoni Sieoicki w rozprawie 
p. t. "Stosunek Psałterza przekladania Jana Kochanowskiego 
do Paraphrasis Psalmorum Jerzego Buchanana" (Sambor. 1893). 
14
>>>
210 


Ażeby uspokoić umysły szlachty, zbyt długim 
pokojem zadomowionej, ażeby je przekonać, że nie 
tylko bronić się potrzeba, ale i występować zaczepni:), 
gdy dobro kraju tego wymaga, napisał, zachęcony 
przez Zamoyskięgo, dramat p. t. "Odprawa posłów 
greckich" dla przedstawienia jej na scenie przed 
otwarciem w 1578 r. sejmu, mającego zdecydować 
o wojnie. Forma tego dramatu jest naśladowaną ze 
starożytnej greckiej, mianowicie z Eurypidesa, ale 
duch w niej jest nowoczesny. Architektonika " Od- 
pra\\.'y" silnie przypomina budowę tragedyi helleń- 
skiej, ale niema tu Konieczności (Ananke, Fatum), 
coby sprowadzała kollizye dramatyczne i katastrofę. 
U Kochanowskiego katastrofa, nie spelniona wpraw- 
dzie na scenie, ale przepowiedziana i niechybna, jest 
wynikIem przewinień samych działaczy, już to na- 
miętności .zaślepiającej na skutki, już to niebaczności 
i braku. energii, już to egoizmu jednostek, poświęca- 
jęcych dobro ejczyzny dla korzyści bliższ} ch, osobi- 
stych. Z chR.:\rakterów dwa są doskonale za
'yso- 
wane, chociaż nie rozwinięte należycie w akcyi, 
mianowicie: charakter lekkomyślnego wietrznika, my- 
ślącego jeno o sobie. Aleksandra-Parysa, i poważne- 
go, zacnego, rozumnego obywatela, nie dającego się 
niczem odwieść od spełnienia obowiązku, Antenora. 
Król Pryam, słaby, chwiejny, dbający tylko O spokój 
domowy, jest udatną sylwetką. Najpiękniejszym 
dyalogiem w stylu czysto greckim jest starcie się na 
słowa Aleksandra-Parysa z Antenorem, a najsilniej- 
szą, dziś jeszcze robiącą wrażenie sceną. jest przepo- 
wi
dnia Kassandry, napół obłąkanej córy Pryama, 
o przyszłem zburzeniu Troi. "Odprawa posłów," po- 
równana z "Żywotem Józefa," przedstawia postęp 
olbrzymi pod względem artystycznym. Dykcya celu- 
je zwięzłością, a niekiedy niepospolitą silą, wyw0ła- 
łaną za podśrednictwem słów prostych wprawdzie, 
lecz znamiennych, nabrzmiałych treścią. Doskona- 
łym jednak twór ten nie jest. W usposobieniu na- 



 


...
>>>
I 


211 


. 


szego poety nie było nastroju iście tragicznego, nie 
mógł go więc wprowadzić do swego dzieła, przy- 
stąpił do pracy z nastrojem liryka i epika, ale dwu 
tych żywiołów, składających się na dramat, nie zlał 
w jedną całość; stąd do podniosłości dramatycznej 
nagina się tyłko w niektórych ustępach, pierwiastko- 
wi epicznemu zbyt rozległe daje pole, a i liryzmowi 
za często folguje. Jako próba dramatu w formie kla- 
sycznej greckiej i to próba pierwsza u nas, niewąt- 
pliwie jest znakomItą i zająć może zaszczytne miej- 
sce obok włoskich i francuskich prób owoczesnych 
w tym samym kierunku. 
Końcowe słowa dramatu: "Radźmy, jak kogo 
bić, lepiej niż go czekać," zwrócone były do całego 
sejmu, a dodany w druku piękny wiersz łaciński: 
"Orfeusz Sarmacki" wyraźnie dopowiadał to pragnie- 
nie walki, jakiego widz mniej domyślny wyrozumiećby 
może nie potrafił. 
A i przebieg wojny śledził Kochanowski pilnie. 
Odebranie Połocka uczcił długą odą łacińską (De ex- 
pugnatione Polottei) i krótką, lecz ładną pieśnią pol- 
ską, tak napisaną, żeby śpiewać ją można i uczy- 
nić popularną ("Panu dzięki oddawajmy") i opisał 
dalej wyprawę Krzysztofa Radziwiłła ("Jazda do 
Moskwy"), a zakończenie pamiętnej walki upamiętnił 
poemacikiem łacińskim o 876 wierszach (Ad Stepha- 
num Bathorheum Epinicion). 
W ciągu atoli tego chlubnego dla kraju wojo- 
wania dotknęła poetę straszna boleść osobista, co 
zrodziła jego arcydzieło p0etyckie. 
Zanim wszakże o "Trenach" pomówię, trze- 
ba ogólnie scharakteryzować poprzednią twórczo
ć 
liryczną Kochanowskiego w jego "Pieśniach". 
Wyrazić uczucia własne, czy cudze umiał nasz 
poeta lepiej aniżeli opisywać wypadki, charakteryzo- 
wać ludzi, prowadzić akcyę dramatyczną; był liry. 
kiem z usposobienia i talentu. Za młodu opiewaj 
udręczenia milości po łacinie na wzór Tybulla; po-
>>>
212 


tern w polskich pieśniach, korzystając zarówno z Ty. 
bulla, jak z Owidyusza i Proporcyusza, szczególniej 
zaś z Horacego i Anakreonta, malował również cier- 
pienia, wywołane niestałością, zmiennością kochanki 
albo też zbiegiem niepomyślnych okoliczności. Ani 
wrząca, gwałtowna namiętność, ani też uduchowione 
idealne uczucie nie było przedmiotem jego natchnień; 
średnia, że tak powiem, temperatura serca widnieje 
wszędzie, a najlepiej wypowiadana bywa tęsknota 
z powodu oddalenia ukochanej, z powodu rozłąki, 
nie pozostawiającej nadziei zejścia się znowu (" Tru. 
dna rada w tej mierze, przyjdzie się rozjechać"). Częst- 
sze są u Kochanowskiego wzmianki o zmysłowych 
aniżeli duchowych rozkoszach; jak ogół poetów-hu' 
manistów, tak i on, wzorując się na starożytnych. 
cielesne zalety widział głównie w kobiecie, mało 
wspominając o jej umyśle. Gdy się ożenił, gdy 
ogień namiętny przygasł, wychwalał malżonkę jako 
gospodynię, jako domu podporę, jako pocieszycielkę, 
co "słodkiemi słowy" umie przepłoszyć troskę, jako 
matkę wreszcie dziateczek "ojcowi podobnych". Wie- 
dział on, że były kobiety niezwykłe, zaczął nawet 
kreślić króciutkie charakterystyki niektórych, lecz się 
nie zapalił tym tematem i chwałę niewiast w ich 
płci jeno upatrywał. Elegia łacińska o "Wandzie". 
co nie chciała Niemca, nie przeczy takiej charaktery- 
styce i ładna jest, ale chlodna; poeta opisywał tylko 
szczególne, niezwykłe zdarzenie, lecz się niem nie 
entuzyazmował. Doli kobiet w ówczesnem społe- 
czeństwie nie uważał za godną zazdrości: posagiem 
swoim kupują sobie pana; słuchają "przegróżek 
i cudnych fuków"; nie wiadomo, co jest większem 
utrapieniem: czy rodzić dziatki, czy je grześt, jak już 
Eurypides w "Rezosie" zaznaczył. 
Zbywszy się niepokojów i udręczeń miłosnych, 
jak poprzednio zbył się ambitnych zamiarów, Ko- 
chanowski w Czarnolesiu rozkoszował się "wieśnymi 
wczasami i pożytkami", bo długów nie miał, owszem, 


L
>>>
213 


sam w
'gadzał gotówką swoim krewnym; zachwalał 
"złotą mierność" Horacyuszowską, twierdził, że ten 
pan zdaniem mojem, kto przestał na swojem, radził 
troski cisnąć o ziemię, bo i tak nie minie człowieka 
to, "co z przeźrzenia Pańskiego od wieku mu płynie, " 
a "sam Bóg śmieje się z nieba, kiedy się człowiek 
troszcze więcej niźli trzeba". Używać więc dnia dzi- 
siejszego, weselić się z przyjacioły, winem nie gar- 
dzić, a uduchowiać uczty muzyką i pieśnią-oto pro- 
gram na chwile powszednie. Wcale to nie znaczy, 
iżby poeta zapominał o wyższych zadaniach człowie- 
ka; pamięta on o nich dobrze, każe służyć "po- 
czciwej s!awie" i pomagać "ku pożytku dobra spól- 
nego", jak kto umie i może. "Więc ten, komu do- 
wcipu równo z wymową dostaje, niech szczepi mię- 
dzy ludźmi dobre obyczaje, niechaj czyni porządek, 
rozterkom zabiega, praw ojczystych i pięknej swo- 
body przestrzega"; komu zaś "Bóg dał siłę i serce 
po temu", niech idzie do poganina, niech zetrze sen 
z oczu i zmaże hańbę. jaką Tatarzy swojemi napa- 
dami i uprowadzaniem jeńców na kraj rzucili, niech 
pamięta, że "zwycięstwo liczby nie chce, męstwa po. 
trzebuje", że śmiałemu wszędzie jednako, a "o wol- 
ność miłą się oprzeć by więc i ostatnią silą"; bo "nie 
przegra, kto frymarczy na sławę żywotem; ażeby go 
lepiej dał w cieniu darmo potem?.." Toć szkoda na- 
wet tego "zwać człowiekiem, bo bydlęce żyje, tkając, 
lejąc w się wszystko, póki stawa szyje..." 
A w każdym wy
adku, w życiu prywatnem, 
czy publicznem, trzeba zachować, za radą Horacego, 
.umysł stateczny, nie smucić się nadmiernie w nie- 
szczęściu, ani też hardym i zuchwałym być w dniach 
powodzenia; zmiany losu jednakowe m obliczem przyj- 
mować należy; we własną ogarnąwszy się cnotę, 
w "uczciwej chudobie", można przetrwać nawałnice, 
jak sam Kochanowski, co, jak powiada, nie umiał 
dla wyratowania mienia swego w czasie groźnej bu- 
rzy, "krzyżem padać i świętych przenajdować (t. j.
>>>
214 


przekupywać) dary.. Rozum, odróżniający nas od 
zwierząt, powinien być naszym przewodnikiem wśród 
zawikłali. nobojej fortuny" (t. j. szczęścia i nie- 
szczęścia). 
l zdobywał sobie tę marzoną równowagę umy- 
!'iłu naSZ czarnoleski poeta, gdy nagle wyrzucił go 
z niej cios bolesny, śmierć ukochanej córeczki, pół- 
trzeciarocznej Urszulki, którą on uważał już za spad" 
kobierczynię swej lutni, za przyszłą Safonę słowiań- 
ską, bo umiała. sama w dziecinnym szczebiocie ukła- 
dać wierszyki. I czego ani ambicya, ani zawiedziona 
miłość, ani nawet sprawy ojczyzny nie mogły wy- 
tworzyć, to zdziałal bll ojcowski, wydając arcydzie- 
ło poezyi. n Treny" przez to mianowicie są piękne, 
że z prawdą psychologiczną kreślą przebieg cierpieli. 
poety, że nie są w glówneJ swej części wykombino- 
wanym na chlodno pomyslem literackim, lecz wiernem 
a poetycznie wyrażonem sprawozdaniem z wrażeń 
i wzruszeń, jakich ojciec doznawał rzeczywiście. 
Z 19 n Trenów", jak się one nam w druku przedsta- 
wiają, nie wszystkie noszą na sobie tę cechę bezpo- 
średniości. Przypuścić wolno, że po otrząśnięciu się 
z pierwszego piorunowego ogluszenia, które oczywi- 
ście usposabia nie tylko do pisania, ale i do myśle-'- 
nia, Kochanowski rzucał na papier liczne elegie, nie 
mając jeszcze żadnego osnutego z góry planu. Naj- 
pierwszymi były prawdopodobnie treny oznaczone 
dzisiaj liczbą 1ll i IV. Nie roztrząsa tu poeta swego 
bólu, nie analizuje go, tylko cierpi srodze, wydając 
krzyk: n wzgardzilaś mną, dziedziczko moja ucieszona!" 
nzgwałcilaś, niepobożna śmierci, oczy moje!" W V-ym 
trenie już się znajduje refleksya; jest on bowiem roz- 
winięciem myśli o przedwczesnym zgonie dzieweczki, 
wypowiedzianej już w poprzednim ustępie. Refle- 
ksya bolesna rozwija się dalej i, jako poecie, nasuwa 
naprzód przypomnienie zdolności poetyckiej w zmar
 
tej, a widok pozostalych po niej pamiątek, zgodnie 

 psychiką człowieka, rozbudza żal gorzki, że te 


L
>>>
215 


martwe rzeczy przetrwały jego ukochanie, że ta jego 
najdroższa wzięła z sobą "giezłeczko a lichą tka- 
neczkę", i żal ten wyraża się cudownie w obrazie 
pustki w domu: 


Pełno nas, a jakoby nikogo nie było: 
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło. 


Od IX trenu refleksya na inne wcl10dzi tory. 
Przypomina sobie poeta, co sam nieraz powtarzał! 
że w obojej fortunie należy zachować umysł jedno- 
stajny, że rozum powinien objawy bólu tłumić; ale 
teraz ta cała mądrość stoicka, wobec srogiego cier- 
pienia, pryska jak bańka mydlana; ojciec czuje się 
zrzuconym "z stopniów ostatnich" i zmieszanym 
z tą masą pospolitą, nad ktorą wyższym si:( mnie- 
mał. Tęskni za córeczką, pragnąlby wiedzieć, gdzie 
się dusza jej znajduje, czy wśród aniołów, czy na 
wyspach szczęśliwych, czy w czyścu; a wtem zjawia 
się w duszy jego znana mu z czytania Owidyusza, Lu- 
kana i Lukrecyusza zmora zwątpienia o istnieniu 
duszy po śmierci ("Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest"); 
poeta pragnąlby być przekonany, że Urszulka w ni- 
cość się nie obróciła, więc błaga ją, powtarzając sJo- 
wa z "Alcesty" Eurypidesa, żeby "lubo snem, lubo 
cieniem" stanęła przed nim. Ale życzenie to nie ry- 
chło się urzeczywistni, a tymczasem poeta, wątpli- 
wością dręczony, powtarza słowa Brutusa, pobitego 
pod Filipparni: "fraszka cnota!" gdyż pobożność i do- 
broć nie chronią nas od nieszczęść i porażek. 00- 
szedłs7-Y do tego kulminacyjnego punktu cierpienia, 
kiedy już nawet nadziei nie ma w sprawiedliwości 
bożej, w wynagrodzeniu krzywd ziemskich kiedyś na 
tamtym świecie, poeta, jakby cofając się przed prze- 
paścią niezgłębioną, w którą mógł runąć, powstrzy- 
muje się od zgłębienia niezbauanych tajemnic, lęka 
się utraty rozum u (" baczenia "), gdyby się da] ej za- 
puszczał w labirynt wątpliwości.
>>>
- 


216 I 
Od tej chwili ból Jego staje się mniej ostrym, 
wypowiada się szerzej, czasem nawet za rozwlekle, 
gdy np. całkiem prozaicznie wylicza w Xll trenie 
szereg przymiotów, które zdobiły Urszulkę. Motywa 
poprzednich trenów powtarzają się; w XII są też 
same co w II1; w XllI co w IV, V-ym; XIV jest 
humanistyczną parafrazą X-go; w XV-y m rozwinię- 
cie motywu o Niebie zawartego w IV-ym; XVI-y 
jest szczegółowszym a spokojniejszym i literacko 
udatniejszem przerobieniem IX-go o mądrości stoi. 
ckiej. W XVII i XVIII występują już świeże żywio- 
ły, uczuciem religijn
m wywołane, mocno przypomi- 
nające nastrój psalmowy Straciwszy nadzieję, by ł 
"rozum" mógł go ratować, prosi poeta Boga, by mu 
z pomocą pośpieszył, korzy się przed nim j błaga 
o ukojenie. W trenie ostatnim jest jakby opowiada- 
nie o spełnieniu tej prośby, ale nastrój jego bynaj- 
mniej nie psalmowy. Matka poety z Urszulką na 
ręku zjawiaja się we śnie, by pocieszyć zbolałego. 
1\latka przekonywa syna, że duch jest nieśmiertelny, 
że Urszulce lepiej jest na tamtym świecie, niż na 
ziemi, gdzieby ją czekały troski i udręczenia; że syn, 
co gardził "pospolitym torem" nie powinien czekal5 
ukojenia svvych cierpień od czasu, co jest lekarstwem 
dla wszystkich, lecz "rozumem" zdziałać to, co czas 
robi dla tłumu, t. j. przeszłych rzeczy nie rozpamię- 
tywać, a patrzyć w przyszłość i gotować serce "na l 
oboją fortunę," ludzkie przygody trzeba znosić po 
ludzku, boć "jeden jest pan smutku i nagrody". Nie 
uczucia zatem religijne stanowią treść przemowy matki, 
lecz przypomnienie synowi głoszonych przezeń da- 
'Vvniej zasad. 
Na ostatku mówię o trenie I i II; powstały one 
zapewne razem z XIX, kiedy poeta umyślił luźnie 
pisane elegie w pewną całość artystyczną zaokrąglić, 
a więc dać jej początek i zakończenie. Są one naj- 
bardziej w styłu humanistycznym trzymane, a w je- 
dnym z nich (II. im) wyraźnie występuje zamiar litera- 


a 


...
>>>
217 


cki ("jeś1im kiedy nad dziećmi piórko miał zabawić"). 
Być może tylko, że ustęp trenu lIgo, zaczynający się 
od wyrazów: ,,0 prawo krzywdy pełne!" odznaczają- 
cy się siłą i zwięzłością, dawniej już był osobno 
napisany, kiedy ból mocno był jeszcze ześrodko- 
\"lany. 
Treny wyszły po raz pierwszy w r. ł580 i od- 
razu wielkie zyskały uznanie. Kto tylko posiadał 
uczucie piękna i serce zdolne do wzruszeń szlache- 
tnych, musiał odczuć prawdę i szczerość wyrażonego 
w nich cierpienia. Wydania szybko następowały po 
sobie; naśladowców w lot namnożyło się mnóstwo, 
a ich orszak ciągnął się nieprzerwanie do końca xvrn 
wieku; pewne odgłosy można jeszcze znaleźć w "Oj- 
cu zadżumionych"., 
Ostatnie ląta życia spędził Kochanowski na pi- 
saniu niektórych wierszy okolicznościowych, głównie 
zaś na ostatecznem przygotowywaniu do druku swo- 
jej spuścizny literackiej, która zapewnić mu miała 
sławę nieśmiertelną. Sam wydał zbiór swoich łaciń- 
skich pieśni (Lyricorum libellus, 1580), "Fraszki" pol- 
skie i "Foricoenia" łacińska, oraz IV księgi "Elegij" 
(1584). Całkowitego wydania utworów swoich nie 
doczekał; wyszły one r. 1585 p. t. "Jan Kochanow- 
ski" bez żadnego inn'?go dodatku. Wielce to 
znamienne; kto ten napis obmyślił, nie wiemy, ale 
był obmyślany dobrze; mówił jakoby: W tej księ- 
dze jestem cały. 
Rzeczywiście nie w jego bardzo zresztą nieli- 
cznych przygodach, nie w jego miłostkach, nawet 
nie w ujziale, jaki brał w sprawach publicznych, 
szukać go naleźy, lecz w jego niezapomnianej księdze. 
Kochanowski kochał swój kraj, żywo się zaj- 
mował jego sprawami, sławił jego zwycięstwa, bolał 
nad jego ujemnemi stronami, był więc poetą narodo . 
wym. Jako artysta, pierwszy u nas artysta słowa, 
wychowany w atmosferze humanizmu, przyswoił 
sobie środki wyrażania pomysłów od poetów klasy- 


.
>>>
218 


cznych Grecyi l Rzy:nu. oraZ od ich naśladowców 
włoskich. Dosłownym kopistą klasyków nie był; lę- 
kał się tylko od nich oJstępować. uważając za pię- 
kne głównie to, co u nich napotykał. Przerabiał 
więc nieraz obrazy poetyczne, porównania, przerIO- 
śnie, podania autorów greckich i łacińskich, mówiąc 
o treści poczerpniętej ze spółczesnych sobie wypad- 
ków. Matki Boskiej i Świętych nigdzie nie wzywał, 
o aniołach czasami tylko wspominał; natomiast bez 
muz, nimf, faunów, dryaj i tym podobnych mitolo- 
gicznych wyobrażeń trudno mu było się obejść. Naj- 
częściej posługiwał 
ię niemi wówczas, gdY uroczy- 
ście przemawiał; w "Sobótkach" np., gdzie panuje 
ton spokojny, nastrój sielski, nieraz wesoly, spotyka- 
my raz tylko faunów, raz Terpsychorę i raz wre- 
szcie greckie podanie o słowiku. Przyjęcie gotowych 
obrazów piękna ułatwiło Kochanowskiemu pracę nad 
wyrobieniem języka poetyckiego i technicznej strony 
wierszowania; boć nielada to zdobycz stanąć na 
szczycie wyks.
tałGenia, zdobytego wysiłkiem niezli- 
czonych wieków, a odzwierciadlającego się w utwo.- 
rach starożytnych i humanistycznychi 
Praca owa nad językiem i wierszem jest najwię- 
kszą zasługą Kochanowskiego. Nie myśli, nie uczu
 
cia jako takie, lecz sposób piękny ich wyrażenia, 
artyzm w układzie całości i w szczegółach zastana- 
wiają w jego poezyi. Nie można wprawdzie twier- 
dzić, iżby Kochanowski stwo7zył -język poetycki 
w Polsce, gdyż bylibyśmy niesprawiedliwi zarówno 
dla tych bezimiennych twórców, co pieśń polską re- 
ligijną w XV-em stuleciu do pewnego wyrobienia 
technicznego doprowadzili, jak i względem poprze- 
dników Jana bezpośrednich. Język poetycki jut 
istniał; trzeba go było tylko udoskonalić, wzbogacić 
i tego dokonał Kochanowski. Istnialy także różne 
zwrotki wierszowe (około 25); ale .on ich liczbę pra- 
wie podwoił, wprowadzając kombinacye, przed nim 
nieużywane, już to z własnego pomysłu, już to za
>>>
T 


219 


przykładem poetów włoskich; włoskie mianoWIcie po- 
chodzenie ma tf51'cyna, użyta przez Kochanowskiego 
dwukrotnie (we fragmencie: Kiedyby kogo Bóg był 
swemi słowy" i w psalmie 15-ym), i sonet, również 
dwa razy zastosowany (we "Fraszkach:" Do Stani. 
sława i Do Franciszka); inne 14-wierszowe poezye. 
za warte w poezyach Kochanowskiego, nie mogą być 
nazwane sonetami, gdyż rymowanie ich nie jest 
zgodne z przyjętemi prawidłami. 
W związku z udoskonaleniem języka i wzbo- 
gaceniem form wierszowych zostaje delikatne poczu- 
cie układu artystycznego. czyli kompozycyi, polega- 
jące na dobrem ustosunkowaniu części do całości. 
\Vyjąwszy utwory słabsze epicznego charakteru ("Zu- 
zanna," "Jazda do Moskwy") wszystkie inne, dłuż- 
sze. czy krótsze, odznaczają się pięknym " umiarem, ,. 
sprawiającym, że z czytania odnosi się harmonijne 
wrażenie. 
Inaczej mówiąc, Kochanowski był pierwszym 
naszym poetą-artystą, świadomym środków, jakich 
uzyć trzeba, ażeby osiągnąć efekt zamierzony; jest 
poetą, który nietylko czuje, lecz wie, co i jak robić 
należy. Bogactwem wyobraźni nie celuje, ałe to. 
co pomyślał, umiał wyrazić w sposób nie codzienny. 
I\Hstrz we władaniu wierszem, w prozie, której Złe- 
sztą mało do nas doszło (najdłuższa rzecz; dyalog 
p. t. "Wróżki "), nie może iść w porównanie z Gór- 
nickim. 


XI. 


Obok Kochanowskiego już w mniemaniu współ- 
czesnych stawał MIKOLAJ SĘP SZARZYŃSKI, zmarły 
młodo (I. 1581), jeszcze przed Janem z Czarnolasu. 
Rodem z Rusi Czerwonej, ukształcenie uniwersyteckie 
odebrał IN Lipsku, ale nie zajęły go zagadnienia i spo- 
ry teologiczne; jtst też pod tym względem wyjątko-
>>>
220 


wym pisarzem XVI wieku. Prąd humanizmu. roz- 
czytywanie się w poetach starożytnych oraz w utwo- 
rach Petrarki, podziałały nań pobudzająco, wykształciły 
w nim poczucie artystyczne i skłoniły do pójścia za 
popędem ku tworzeniu. Powróciwszy do kraju, ży- 
jąc w otoczeniu zarówno wielkopolańskiem, jak śre- 
dnioszlacheckiem. kochał się niejednokrotnie. zazwy- 
czaj nieszczęśliwie, chociaż także i swawolnie, i wy- 
powiadał swoje uczucia, najczęściej naśladując 0\-\ i- 
dyusza, w wierszach zwróconych do kochanek, 
a wydrukowanych dopiero obecnie I). Lekkie częstf), 
czasem nawet trywialne, ale i w nich już nuta żalu 
silnie się uwydatnia. Najlepszym wśród nich jest \ 
przeróbka greckiego podania o zakochanym w sobie 
Narcyzie, w kwiat przemienionym; wziął je Szarzyń- 
ski z "Przemian" Owidyusza. Wiersze późniejsze, 
o ile je brat poety po jego zgonie wydrukował 
(r. 160 l). są wogóle przeniknięte silnym, ześrodko- 
wanym bólem. Przekonanie o zmienności wszystkie- 
go na ziemi prowadziło poetów humanistycznych, 
jak i Kochanowskiego, do hasła: korzystaj z chwili!- 
u Szarzyńskiego prowadzi ono do pożądania śmierci, 
jako wybawicielki od ułud ziemskich. U żadnego 
z poetów naszych XVI wieku przeciwieństwo pra- 
gnień ciała i duszy nie uwydatniło się tak silnie, tak 
namiętnie, jak u Sępa. Czuje się on rozdwojonym 
w sobie i daje poznać, że wszystko, za czem ludzie 
-się ubiegają: rozkosz, sława, władza, bogactwo wy- 
daje mu się tylko "cieniem" dóbr prawdziwych. Roz- 
czytywanie się w księdze Hioba, zapełnionej wykrzy- 
kami boleści na dolę człowieka, rozdrażniało w nim 
nastrój ponury, będący wynikiem częścią skruchy za 
płochość da wniejszą, częścią choroby piersiowej, co 


I) Wydobył je z rękopisu I częściowo ogłosił Aleksan- 
.der Briickner w "Bibliotece 'Varszawskiej" r. 1895 p. t. "Sępa 
Szarzyńskiego wiersze nieznane". 


----------lo...
>>>
221 


" 


go przedwcześnie w grób wtrąciła. Dusza, która ni- 
czem zadowolić się nie mogła, dla której "wszystko 
mało", świadomością o nietrwałem szczęściu ziem- 
skiem, jak nie mniej o "błędnych skokach" młodości, 
kazała poecie całą ufność w Bogu jedynie położyć. 
Formy sonetu częściej używał Sęp niż Kocha- 
nowski i inną, właściwszą napełnił ją treścią. So- 
nety Jana z Czarnolasu mają charakter żartobliwy- 
lub dydaktyczny, a sonety Szarzyńskiego, chociaż 
przeważnie obracają się w sferze wyobrażeń moral- 
nych, są jednak przeniknięte indywidualnemi uczucia- 
mi poety; dydaktyka nie występuje w nich odrębnie, 
ale płynie z duszy autora, jest z nią najściślej zwią- 
zana, chwyta za serce czytelnika, budzi w niem spół- 
czucie. Najpiękniejszy jest sonet 4-y, mówiący o woj- 
nie, jaką człowiek prowadzić musi z szatanem, świa- 
tem i ciałem własnem. W sonecie 5-ym, naśladowa- 
nym z Petrarki, ślicznie wyrażona zawodność miłości 
ziemskiej. Sonet 2-gi, ku czci Najświętszej Panny, 
ma kilka wyrażeń bardzo świetnych, malowniczych 
a trafnych. 
Pomijając parafrazy kilku psalmów, dalekie od 
łatwości i potoczystości przekladu Kochanowskiego, 
lecz mające niekiedy świeże a jędrne porównania, 
w oryginalnych pieśniach Sępa wyróżnić można trzy 
grupy. Do pierwszej należą te, w których poeta 
mówi o Bogu i rządach Opatrzności, tak samo jak 
w Sonetach malując swe usposobienie. Drugą grupę 
stanowią pieśni poświęcone sławieniu rozumu i cnoty 
obywatelskiej. Wskazuje tu Szarzyński, że samo- 
urodzenie w zacnym domu szlacheckim mało znaczy, 
gdy z niem nie łączą się zasługi osobiste, że trzeba 
rozumu i wytrwałości do spełnienia obowiązków oby- 
watela. Jakby zastosowanie tych przestróg znajduje- 
my w trzeciej grupie, którąby można zatytułować: 
rapsodami rycerskiemi. Najładniejszym jest wiersz 
poświęcony pamięci dzielnego Frydrusza Herburta. 
zabitego przez Tatarów pod Sokalem w c. 1519. 


r
>>>
:222 


W epigramatach wiele jest subtelności myśli 
i włoskich concetti, mianowicie w nagrobku dla 20m 
Kosteranki. W wierszu na cześć Jadwigi Tarłówny, 
w której się kochał bez nadziei, a która wyszła nie- 
-szczęśliwie za hospodara wołoskipgo, jedno jest śliczne 
wyrażenie: "Tobie k'woli, serce mię boli". Z łaciń- 
skich wierszy najznamienniejszym jest nagrobek dla 
Bolesława Śmiałego, którego poeta wziął \.... obronę, 
wystawiając jego szczodrość, rozum, bohaterstwo. 
Formą wierszową Sęp nie władał świetnie i ry- 
mowanie sprawiało mu widocznie duże trudności; 
często uciekać się musiał do pogwałcenia składni lub 
do bardzo niemiłej przestawni wyrazów. Rzecz szcze- 
gólna, wiersze młodociane są gładkie i potoczyste; 
późniejsze - chropowate; ale w tamtych nie ma zwro- 
tów oryginalnych, autor posługiwał się frazeologią 
utartą; w tych zaś jest takie ześrodkowanie wyrażeń, 
taka świeżość w przenośniach, taka malownicza zwię- 
złość, że wynagradza.;ą one niewyrobienie wierszowe 
i wskazują nam w S!;pie artystę o niemałym zasobie 
fantazyi i o poczuciu potrzeby ześrodkowania efektów 
poetyckich, niewyrobionem dostatecznie z powodu 
.-śmierci przedwczesnej. 


XII. 


Gorączkowe życie polityczne i osiągnięta przez 
-szlachtę wszechwładza państwowa, jak sprzyjały ro- 
zwojowi wymowy i publicystyki, tak te
 wpłynęły 
na zajęcie się dziejami, boć w rozprawach sejmo- 
wych nieraz wypadło się powołać na przeszłość. 
Trzech mamy w tej dobie historyków, z których dwaj 
byli rodem z Mazowsza. 
Mazowsze, przyłączone do Korony dopiero w ro- 
ku 1539, długo uważane było za mniej ukształcone, 
tOawet za dzikie, w porównaniu z inne mi częściami 


J
>>>
223 


Polski właściwej, stawało się też przedmiotem żartów 
i- wyzwisk złośliwych. Ale już MarcIn Bielski, za- 
rzucając Mazurom, że "często na biesiadach siedzą. 
wszystko sami spiją, zjedzą", dodaje przecie na ich 
pochwałę: "lecz dobry obyczaj mają: radzi po polsla£ 
czytają". Nie dołączył tylko objaśnienia, że dlatego 
głównie lubili książki połskie. iż znajomość łaciny 
mało była wśród nich rozpowszechniona. W każdym 
razie ta ich sklonność do czytania po polsku pobu- 
dzać musiała do pisania w tymże języku. I oto 
w ostatniej ćwierci XVI wieku wychodzą z pomiędzy 
nich pisarze, ltórzy lubo się nie odznaczyli ani wieł- 
kim tałentem, ani zdolnością krytyczną, stworzyli 
ł"rzecież nowe gałęzie wiedzy dziejowej i posłuch so- 
bie zyskali. 
Jeden z nich MACIEJ STRYJKOWSKI, rodem 
ze Strykowa w ziemi łęczyckiej, poprzestał na szkół- 
ce w Brzezinach, a resztę jego wykształcenia dopeł- 
niła obserwacya i czytanie. Lubił i umiał od młodu 
rysować widold z natury, "iIłuminując je złotem, 
farbą"; a ponieważ mowę miał zająkliwą, "jak Moj- 
żesz", \.\olał "kilka wierszów" napisać niż "dwie sło. 
wie wyrzec". Służył wojslowo na Litwie, zwiedził 
Inflanty, część tvloskwy, był pa Turecczyznie, wiele 
widział, zwracał uwagę na obrzędy i pieśni ludowe- 
bodaj pierwszy u nas-wiele doznał, a mając pochop- 
ność do pióra, rychło zaczął pisać wierszami. Naśladu- 
jąc "Zwierzyniec" Reja, ale w innej formie wierszowej, 
wydał "Gol1ca Cnoty" (1574), gdzie przedstawił cha- 
rakterystykę wielu rodów szlacheckich, i "tytuły cheł- 
pliwej ślachty z łotrów próżne"; potem pisał wiełe 
rymów okolicznościowych, polemicznych (przeciw no- 
wokrzczeńcom), aż się zabrał do ułożenia dziejów 
Litwy, które do owej pory zupełnie prawie byly 
w Polsce nieznane. Korzystając z kilku, czy kilku- 
nastu kronik ruskich, po części dzisiaj zatraconych, 
ogłosił w 34 roku życia swego obszerne dzieło pod 
tytulem, mającym odrazu zwrócić uwagę na nowość
>>>
224 


przedmiotu: "Która nigdy przedtem światła nie wi- 
działa, Kronika Polska, Litewska, Żmodzka i wszyst- 
kiej Rusi" (1582, Królewiec). Łatwowiernym był, 
zmysłu krytycznego nie posiadał, chciał zebrać jak- 
najwięcej zdarzeń, więc nieraz to samo, tylko pod 
innemi latami, opowiadał i w stylu cechowała go 
rozwlekłość, lecz nie brak mu pewnego wdzięku pro- . 
stoty i naiwności gawędziarskiej i lubiąc namiętnie 
wiusze, często opowiedziane prozą wypadki rymem 
jeszcze raz przedstawiał, ale że nie miał ani odrobi- 
ny talentu poetyckiego. wolimy jego prozę od "mowy 
wiązanej", częstokroć zawiłej. Zmarł, jak się zdaje, 
niebawem po ogłoszeniu swej "Kroniki". 
Drugi Mazur, BARTOSZ PAPROCKI, z Płockie- 
go rodem, miał taką samą jak Stryjkowski skłon- 
ność do lichego rymowania, tak samo jak on, napi- 
sał na wzór " Zwierzyńca " charakterystykę rodów 
szlacheckich w "Gnieździe cnoty" (1578), a jakby 
dopełniając " Zwierciadło " , skreśłił wizerunki Króla, 
Hetmana, Senatora w osobnych książeczkach. Nie- 
szczęśliwy w małżer'istwie, pałał nienawiścią do ko- 
biet i napisał satyryczne "Dziesięcioro przykazania 
mężowo". Był też najdawniejszym naszym w języ- 
ku polskim bajkopise
, rozwijając ten rodzaj lite- 
racid, który Rej w "Zwierzyńcu" ledwie zapoczątko- 
wał 8-ma utworami; bajki Paprockiego mieszczą się 
w dzielku p. t. "Kolo rycerskie". Najważniejszą 
atoli jego pracą są "Herby rycerstwa Polskiego" 
(1584, Kraków), bardzo cenne zarówno z powodu 
przechowanych tu dokumentów, jak i z powodu ry- 
sów obyczajowych i charakterystyki rodów Jak 
wiemy, Długosz pierwszy dotknął tego przedmiotu, 
ale utwór jego, szczupły zresztą, nie był drukowany; 
Paprocki, podjąwszy ten sam temat, rozwinął go sze- 
roko i dał pochop do utworzenia nowej gałęzi histo- 
rycznej, heraldyki. Jakkolwiek powtarzał bajeczne 
podania o początku herbów, jakkolwiek zasady jego 
krytyki były nader kruche, pragnął jednakże osięgnąć 


-
>>>
O' 
bO 
... 
:;;; 
u 
O 
.... 
o. 
d 
P-, 


-::: 
d 
c:q 


ID 
.0 
d 
"U 
tt 
eJ 
:g 
rn 
I- 
eJ 
O 
, 
'-' 


o 
....... 
O
>>>
. ,'
 
. 
. 
.. . 1 

- . . - - 
 

o." I ' 
.
 

.
 ",' . ł 


 rf
 

,«
r: 
 
. "f.,
 
 
;;. 1('0. - '-. 
t..: ,;.. . " 1 ...v"'l\1 

. . 
'
 
...: 
.. " 


 

.

.
, 
. ,- 
 



 
 


 

.... 
-
.. 
........ -
 
 
-' 
 

 
 :
 
 
 

 
 :I.ł 'Q 
 tlo 
tr.) 
 
 :
 
 

 N 
 
.
 
W 
 .2

 
C,) 
 
 
 

 ;;)
 
-- "-
 
....J 
 
,,; 

 
.
 =;- 
:.... c::. h 
O 



 

 ..... -.\:t 
 
.., ........ 
 .
 
 
 

 -O 
 ::..... ;:; 
O t; łł 
...... 
 
. ..,.... !:::: 

 
 
.
 :; 

 
 
 ';f 
 

 
&
 


\ 


f-4 
c;: 
'( 
c::Q 
t! 
... 
.... 
c:... 


.;; 
t:: 

 

 


-;; .. 
 

 
ci':t .. 
Qj .$ 
.
 w 
 
E.......... i:- 5 
- c", ci CI 

$ 
 
 .... 
 
E-o:t.- E;: ol :! 

 lt..
 ;:.. 
 
 

 
 
 .
 
 
 

 -. ... - _# 
.... J1

 ,g:
 
-
J?


 

 ..; to) 
 
 

 
"t! -
.OJ e 
.:;. 

 : 
 "'S -
'5' 

 
 ..g.1
 t.
 

J; .
 
- :;;1; 
:
 




 
i.:.

2
-.? 
c
 ł"
.
 a 


.
 .?S:
 



;: 


 
;",... 
 _
 
 :;-.a.. 

-ł' ...... ..- 
..... . .... 


'I r 
':"a.. .",
 \.,
. 

'./o;
\.......ł:t' 

'Ii 
 
:'(
r'",
:;,' 
.- - 
 ' . 
f


m.\:1
 _ 
 
. 

.
 j' 
--
. I
,"hr. 

.. ..: - .j£. " 
:, -511" . 
. 
'. tł,.r 


o- 
bO 
CI) 
:;;; 
'-' 
o 
Lo 
"- 
" 
p.. 


-'2 
" 
0::1 


ID 
.c 
oj 
"d 

 



 
:g 
rn 
I- 

 
o 
, 
'-' 
O 
..... 
O 

 


"
>>>
,
>>>
" 


0'-'- 
'-'
u 


pra\vdę, studyował starannie archiwa rodzinne, opie- 
rał swoje wywody na świadectwach niewątpIiwej 
autentyczności, a przy tern dużo dawał z własnej 
obserwacyi. To też stworzył dzieło, które do dziś 
dnia wartości nie utraciło, a powabem opowiadania, 
w ton gawędy nieraz wpadajacego, przemówić może 
do każdego czytelnika. Jako zwolennik partyi austryac- 
kiej, a przeciwnil{ Jana Zamojskiego, musiał w r. 1587 
uchodzić z kraju i schronił się na Śląsk, potem do 
Czech, zajmowal się i tam kwestyami genealogiczne- 
mi i heraldycznemi, stał się nawet sam pisarzem 
czeskim. Wrócił potem (zdaje się na początku wie- 
ku XVII) do kraju, ale śladów jego dalszej działal- 
ności już nie znajdujemy. 
Zmysłem krytycznym, wolnym od przesądów 
astrologicznych, jakie w XVI wieku powszechnie 
jeszcze uznawano, opanowaniem materyału, oparciem 
się na dokumentach, wyższem pojęciem o zadaniu 
historyka, odznacza się monografista REINHOLD HEI- 
DENSTEIN Ct 1620), najznakomitszy dziejopis cza- 
sów Batorego, którego był sekretarzem. Wielbiciel 
energicznego króla i jego kanclerza a hetmana, Jana 
Zamojskiego, gorliwy katolik, obeznany osobiście ze 
sprawami wojny z Iwanem Groźnym, opisał ją po 
łacinie, biurąc sobie za wzór slynne "Komentarze" 
J ,diusza Cezara, i oglosił r. 1584 "Pamiętników o \\"oj. 
n:e moskiewskiej ksiąg sześć" (De bello 'lIwsco-vitico 
l'fllnmenturiormn libri VI), które wcielil następnie do 
rozleglejszej swej pracy, nakreślonej w początkach 

 VII wieku p. t. "Spraw polskich ksiąg dwanaście" 
(Rerum polonicaru1n libri XII), a zawierający dzieje 
Polski od śmierci Zygmunta Augusta, do usunięcia 
si;; Zamojskiego od spraw publicznych w r. 1602. 
Osobno nakreślił "Życiorys Jana Zamojskiego", Oraz 
rzecz - "O godności i obowiqzkach Kanclerza Króle- 
stwa Polskiego" (Oallcellarius si-ve de dignitate et o/Ii- 
CIO carccellarii Regni Polon-iae" (druk. 1610), gdzie, 
15
>>>
:.:'26 


jak \V innych swych dziełach, upodobnia instytuc,} e 
roJskie z instytucyami Rzymu starożytnego. 


XII I. 


Świetność i"Uchu umysłm\'ego IN tej dobie r.ie 
przedstawiłaby się w całej okazałości, gdybym do- 
datkO\vo przynajmniej nie wspomniał, że rrawie we 
wszystkich gałęziach wiedzy ludzkiej wydała ona ri- 
sarzy, mniejszą lub większą obdarzonych nauką i ta- 
lentem. Lubo przel.-\:aga liczebna wydawnictw P07')- 
stawała za,\'sze po stronie teologii, nie zaniedbywano 
przecież i innych dzialów wiadomości. Z wyjątkiem 
filologii klasycznej, wszystkie inne nauki uprawiaile 
atoli były ze względów praktycznych, nie tylko pra. 
wo i medycyna, ale także matematyka, nauki przy- 
rodnicze, geografia. Takiego teorytycznego umyslu, 
jak Kopernik, Polska nie wydała wcale ani w wie- 
ku XVI, ani długo, długo później. Zamiłowania nau- 
ki dla samej nauki było bardzo mało. 


3. .ooba Ir.:rr';a. 


Początki reakcyi katolickiej. 


I. 


Szlachta, zgnębi wszy lud. i mieszczańst\\ o, uzy- 
skawszy równouprawnienie z możnowładztwem, tak, 
że już przez fakt swego urodzenia byla uzdolniona 
dO zajmowania \Nszelkich urzędów i godności, nie 
wyłączając nawet królewskiej, zaczęła coraz nieu[niej 
patrzeć na zamiary i projekta, wychodzące od tronu, 
zaczęJa podejrzewać króla o chęć Z:1pro\l aJzenia l ;:'ą-
>>>
22i 


/ 


dów absolutnych. zaczęła robić rokosze. lub też z
- /' 
żyta zręcznie przez magnatów, chodzić na awantur. 
nicze wyprawy do Mołdawii lub Moskwy, by im 
władców narzucać. Bujne było to życie, ale czyste 
zewnętrzne. Pogłębienie duchowe nie szlo z niem 
w parze. Mniej teraz dbano o naukę, o oświatę, 
gdyż i bez niej spodziewano się odegrać rolę swą na 
sejmie i zająć dochodne stanowisko. Już w r. 1582 
rektor akademii krakowskiej, znakomity filolog, Jakól 
Górski, wolał wobec króla Stefana: "Rozpanoszyła 
się opinia, nieukształconym (barbaris) ludziom wro- 
dzona, że oddawanie się naukom jest wlaściwem 
tylko dla tych, co lubią spokój bezczynny, że nie 
przyczynia się w niczem do wykonywania wielkich 
dzieł, do zarządu Rzeczypospolitej, lecz że raczej ha- 
muje umysly do czynu zdolne". To też w literatu. 
rze pierwszorzędne miejsca zabierają teraz ukształce. 
ni synowie mieszczan, osięgający nieraz szlachectwo. 


II. 


Akademia, która chwilowo przez lat kilkanaście. 
nabrała była trochę życia, znów popadła w drzemkI; 
umysłową. Nie pomogły jej gorące wezwania o wspar 
cie, zwracane przez Stanislawa Warszewickiego do 
Batlrego; nie pomogly gruntowne i dobrą polszczy- 
zną wykonane przeklady niektórych dzieł Arystote- 
lesa przez Sebastyana Petrycego, jednego z najrozu- 
mniejszych profesorów; nowy spółzawodnik w spra- 
wie nauczania, zakon jezuicki, nietylko nie pobudzil 
akademii do wzmocnienia swych sił i podniesienia 
nauki, lecz przyczynił się do zmarnowania znacznej 
części jej funduszów i tak już szczupłych, a to z po- 
wodu procesów o otwarcie szkól jezuickich w Kra- 
kowie. Świeży zakon, występujący z jasno określo- 
nym programem zwalczania protestantyzmu, mając}
>>>
228 


j 


oN swem gronie ludzi utalentoV';anych i gorliwych, 
zamożny i silnie zorganizowany, pociągał ku sobie 
nietylko katolików; szkoły bowiem je;!.o cieszyły się 
Llznaniem nawet wśród różnowierców. Niektórzy pro- 
fesorowie akademii zasilili w samych początkach jego 
u nas szeregi. Akademia trwogą była przejęta na 
myśl, żeby jezuici nie odebrali jej uczniów, i umy- 

liła zasłaniać się od niebezpieczeństwa przywilejem 
swoim, zapewniającym jej zwierzchność nad szkołami 
\V calej właściwej Polsce. Gdy w r. 1583 Batory 
)ddał Jt;zuitom w Krakowie kościół Ś. Barbary, do 
którego akademia miała pewne prawa patronatu, na 
wezwanie zakonu o ustąpienie mu tych praw, odpo- 
wiedziała, że się chętnie ich zrzecze, jeżeli Jezuici 
dadzą na piśmie zaręczenie, iż szkół w Krakowie ni- 
gdy nie otworzą. Jezuici zaręczenia takiego dać nie 
chcieli, a akademia, lękając się możnych opiekunów 
zakonu, musiała poprzestać na zastrzeżeoiu, żeby, je- 
śli Jezuici kiedykolwiek szkoły w Krakowie otworzą, 
uczniowie ich byli wpisywani w album akademickie 
i poza szkołą. podlegali juryzdykcyi rektora akademii. 
Nie otworzyli je!Szcze naówczas Jezuici szkół w Kra- 
Iwwie i upłynęło lat kilkanaście w spokoJu. Zapra- 
gnęli natomiast zamienić kolegium swoje w Poznaniu 
na akademię o dwu wydziałach, z prawem udzielania 
stopni naukowych, i otrzymali przywilej na nią od 
swego opiekuna, Zygmunta III w r. 1612. Akade- 
mia uderzyła w lament, poruszyła sejmiki wielkopol- 
skie, wysłała deputata do króla, a następnie do pa- 
pieża Pawła V, ze skargą na podeptanie swoich przy- 
wilejcJ\-\'. U króla nic nie zyskała, papież wszakże 
rozkazał Jezuitom zaniechać zamiaru, stwierdzając przy- 
tem prawa akademii krakowskiej. W 12 lat potem, 
gdy ukończono budowę kolegium Ś. Piotra w Krako- 
wie, Jezuici otwarli szkoły r. 1622. W czasie dy- 
,,puty, urządzonej dla uświetnienia inauguracyi, we- 
szło na salę kilku profesorów akademii z pisarzem 
i gotową protestacyą przeciw odbywającemu się akto-
>>>
22
 


wio Po odczytaniu protestacyi, najprzód magister, 
a następnie bedel, wezwali wszystkich, w imieniu 
rektora akademii, do rozejścia się pod karą ekskomu. 
niki. Był to pierwszy objaw przykrego i długo z ro. 
zmaitymi wynikami ciągnącego się zatargu, w któ- 
rym tluczenie szyb w oknach, napastowanie, wydrwi- 
wanie, bójki, pamflety rękopiśmienne i drukowane. 
odwoływanie się do sejmików, sejmów, królów i pa. 
pieży, stanowiły z obu stron środki uży",.:ane do 
osiągnięcia celu. Akademia ubożała, a przytem de- 
moralizowała studentów zawziętem prowadzeniem wal- 
ki, w której nie o naukę, ale o przywilej chodziło. 
\Vygrała ostatecznie (r. 1634), lecz z upadku się nie 
dź\\ ignęła. 
W dobie, o której mówimy, miała ona jeszcze 
znakomitego profesora matematyka Jana Broika (Bro- 
scius, 1585 i" 1652, który w polemice z Jezuitami 
żywy brał udział, pisząc cięte broszury p. t. "Gratis", 
"Nowy Gratis" - ale następnie już żadna wybitniej- 
sza siła nie uświetni la jej dziejów aż do ostatniej 
ć wierci wieku XVIII. Schodziła ona zwolna do rzędu 
szkół średnich. 


m. 


Szlwły natomiast jezuickie rosly i w liczbę 
i w popularność; w tej mianowicie dobie, kiedy cho- 
dziło o spółzawodnictwo ze szkołami akademickiemi 
i dysydenckiemi (z których naj głośniejsze były w Piń- 
czowie, potem w Rakowie), kiedy żarliwość pole 
miezna dodawała bodźca do pracy, słynęły one sze 
roko i miały niepospolitych nauczycieli, mianowicie 
w Pułtusku. Wśród tych nauczycieli największe dla 
języka naszego polożył zaslugi Grzegorz Knapski, 
(1564 t 1638) Mazur mieszczańskiego rodu, przez 
wydanie dzieła, stanowiącego epokę w rozwoju 510-
>>>
230 


wnikarstwa naszego. Ma ono tytuł: ., Thesaurus po- 
lono-latino-graecus" (1621-1632), a skfada się z trzech 
ogromnych tomów; trzeci zawiera w sobie zbiór 
przysłów i maksym (Adagia) polskich, tłómaczonych 
na łacinę i grecki, Oraz objaśnionych. Gruntowna 
znajomość przedmiotu, erudycya nadzwyczajna, umie- 
Jętny układ i ścisłość w odróżnieniu znaczeń wyra- 
LÓW, znamionują pomnikowe dzieło, które śmiało ry- 
walizować może z innemi tegoż rodzaju europejskie- 
mi pracami. 
Jezuici, H'spierani przez gorliwego zwolennika 
swego, króla Zygmunta III, namiętnie wystąpili teraz 
przeciwko różnowierstwu. Katolicyzm nie osięgnął 
był jeszcze w tej dobie stanowczego i bez\varunko- 
wego zwycięstwa. Właśnie był to czas najgłośniej- 
'3zych i naj zaciętszych polemik ze wszystkimi dysy- 
dentami. Trzeba było i nauki i dowcipu, ażeby 
zwalczyć przeciwników. W każdym atoli razie ró- 
lnowiercy zachowują już tylko stanowisko odporne. 
nie zaś zdobywcze, i dlatego w tej dobie należy wy- 
3unąć na przód najzdolniejszego z polemistów kato- 
lickich. 


IV. 


Był nim jezuita PIOTi
 SKARGA, przezwany 
Powęskim (nie Pawęskim), svn małomieszczańskiego 
rodu z Grójca, na Mazowszu, urodzony r. 1536. Wy- 
kształciwszy się w akademii krakowskiej i otrzy- 
mawszy tu stopień bakałarza, został kierownikiem 
'3zkoły parafialnej Ś. Jana w Warszawie r. 1555; nie- 
długo jednak nią się zajmo\\ al, gdyż w dwa lata po- 
tem został wychowawcą młodego Jana Tęczyńskiego, 
z którym był w Wiedniu. W r. 1563 przeniósł się 
do Lwowa i wkrótce został księdzem i kaznodzłeją; 
zasłynął już wtedy czynną miłością bliźniego. Po-
>>>
:
 
 


czuwszy skłonność do życia z::tkonnego, udał się do 
Rzymu (r. 1568) i wszedł do nowicyatu Jezuitów. 
Za powrotem do kraju w r. 1571 został nauczycielem 
szkoły jezuickiej w Pułtusku; niebawem, z rozl.;:azu 
prowincyała, przenió;:;ł się do \Vilna. Gdy tameczne 
k()legium, za przyzwoleniem S
efana Batorego, otrzy- 
mało r. 1579 nazwę akademii (z trzema wydziałami, 
bez lekarskiego), został pierwszym jej rektorem. Na 
czas pobytu w Wilnie przypadajq pierwsze starcia się 
z różnowiercami, a mianowicie z wielce rozumnym 
przedst3\.-vicielem l.;:alwinizmu na Litwie, Anill'zejem 
Wolanem (t 1610), oraz z wyznawcami kościoła ru- 
skiego. Z tego również czasu pochodzi najpopular- 
niejsze dzieło Skargi, które do dnia dzisiejszego jest 
czytane przez wiernych, mając z całej r:aszej da,wnej 
literatury największą liczbę wydań, "Zywoty Swię- 
tych:: (1570, w Wilnie). Praca to kompilacyjna, czę- 
ściowo tylko na wlasnych poszukiwaniach oparta - 
cn do żywotów świętych polskich - nauki morałne, 
dnłączone do każdego żywota ("obroki duchowne U), 
są pracą samoistną. O duchu tego dzieła słusznie 
wyraziła się Hofmanowa, że Skarga, patrząc na świat 
zawsze z klasztoru, "prawie żadnej ceny nie daje in- 
m-m cnotom i dobrym uczynkom; tylko czystość, 
mudlitwa, posty, dobrowolne ubóstwo, ciała dręcze- 
nie i zaniedbani,::, to ma u niego wagę, to zachwala: 
opuścić rodziców, żonę, dzieci, naród, rodzinną zie- 
mię, żeby się zamknąć na pustyni, to największa za- 
sługa; a nadewszystko uciel.;:ać od y.obiet, nie patrzeć 
na żadną, nie mówić z nią; jak ze świecą szukać 
trzeba i jakby łaskę znaleźć pochwałę dobrej żony, 
do')rej matki, dobrego króla, żołnierza". Inaczej mó- 
wiąc, Skarga jako moralis
a, chciał nawrócić do wie- 
ków średnich. 
W r. 1534 przybył Skarga do Krakowa, za- 
kładał tu różne pobożne bractwa, ufundował lombard 
dla biednych (moI/s pietatis), istniejący do dziś dnia; 
gorliwie się krzątał około powodzenia tvel- i'1stytucyi.
>>>
3
 


/
a wstąpieniem Zygmunta III na Iron zo
tał jego ka- 
znodzieJą i pełnił te obowiązki przez lat 24. Jestto 
okres najobfitszej działalności kaznodziejskiej i pisar- 
skiej Skargi; wzniósł się wtedy do szczytu. Wspa- 
r.iały pomnik wymowy kościelnej wystawił wydaniem 
\V r. 1595 ogromnego tomu p. t. "Kazania na nie. 
dziele i święta każdego roku'/; a w dwa lata potem 
dopełnił je najbardziej znamiennym utworem, zarówno 
ze względu na czas, jak i przekonania swoje, t. j. "Ka- 
zaniami sejmowemi" (1587 r.). 
Kazania te mają charakter polityczny i polemi- 
czny. Dwie głównie dążności przeprowadzić chciał 
\\' nich mówca: zalecić wzmocnienie siły rządowej 
bez przemienienia jej na władzę absolutną i zohydzić 
['rawo tolerancyjne z r. 1573. Jest tych kazań 8; 
ułożone są systematycznie i łączą się ze sobą jaknaj _ 
ściślej. W pierwszem przy zagajeniu sejmu \V ro- 
ku 1597. mówiąc o mądrości potrzebnej do rady, wy- 
różnia trojaką m
1drość: bydlęc'l, która ma na uwadze 
tylko potrzeby materyalne, ludzką, która zważa i na 
pożytek duchowy, lecz go niżej kładzie od cielesnego, 
dyab elską, która "dowcip swój obraca na zdrady 
i szkody ludzkie, przez grzechy, oszukania i kłamstwa 
sławy świeckiej i dobrego mienia dostając". Potępiw- 
szy te trzy rodzaje, zaleca mądrość nicbicskq, sta- 
wiającą na pierwszym planie sprawy religijne, ale nie 
lekceważącą wcale spraw doczesnych, poctporządko- 
wanych myśli bożej. I w takiej to mądrości szuka 
mówca rady na choroby, trapiące Rzeczpospolitą. Pier- 
wszą z tych chorób jest prywata, i stąd wtóre kaza- 
nie, jedno z naj piękniejszych, mówi o miłości ojczy. 
zny. Drugą chorobą jest niezgodll,; stąd trzecie kaza- 
nie poświęcone dowodzeniu, że lekkie uważanie "kró- 
lewskiej godności prowadzi do ciągłych rozterek i bez- 
owocnej pracy sejmowej, a cz\varte i piąte stara się 
okazać, że tylko religia katolicka utrzymuje zgodę 
i calość królestw, "heretyctwo" zaś obala je i niszczy. 
l'rzecią chorobą jest nadużycie \\olności; więc w szó-
>>>
.".. 
'\... '. 


.....- 
,-. 



 



 


" 



 


, 
I" 


.
i 


'. 


6 .;a. 



 
'- 


..... 
 
-, 


..
...,.... 


'- 


Ks. Piotr Skar.!Za.
>>>

>>>
23:1 


stem kazaniu ("o monarchii i kruleSlWie") Skarga pra- 
gnie przekonać słuchaczów, że wyuzdana wolność 
wiedzie do zguby, a obawy o zaprowadzenie w Pol. 
sce władzy absolutnej są zupełnie płonne. Tu rozum 
polityczny kaznodziei w całej zajaśniał pełni. W siód- 
mem kazaniu mówił "o prawach niesprawiedliwych"; 
z jednej strony bardzo wymownie i wzruszająco od. 
malował ucisk wieśniaków, wobec panó\\! swoich" bo. 
gllW ziemskich", a z drugiej natarł gwałtownie na 
prawo o tolerancyi, które za bezbożne poczytał. Ze 
stanowisl(a gorliwego katolika .księdza inaczej nawet 
mówIć nie mógł w owych czasach, ożywionej nano- 
\\,:O wiary. Wówczas aryanie nasi (socynianie) tylko 
wyznawali naprawdę tolerancyę, gdyż wywody swo- 
je o bóstwie i religii opierali na indywidualnym ro. 
zumie. SI(arga nie doradzał wrrawdzie mieczem 
i ogniem tępić "heretyctwa", lecz używać wszystkich 
środków legalnych, ażeby je stłumić. Powstawanie 
na prawo z r. 1573 uważał także za środek legalny. 
\\' ostatniem kazaniu, najbardziej patetycznem, które 
Mdtejce natchnęło temat do pięknego obrazu, Skarga, 
posługując się przeważnie słowami proroków hebraj- 
skich, Ezechieła i Izajasza, przepowiada nieszczęścia 
i zagładę, jeżeli Polacy się nie poprawią, a kończąc, 
serdeczną zaniósł prośbę do Boga, ażeby prze widy 
wane przezeń klęski ominęły naród. 
Streszczenia tych kazań sejmowych dokonał sam 
ich autor, wyjmując z nich najwymowniejsze ustępy 
i nadając tytuł: ,,\Vzywanie do pokuty obywatelów 
korony połskiej." 
Polemiki z inowiercami nie zaprzestał do końca 
życia. Opisał dzieje "Synodu brzeskiego" (1596 r.) 
i podał jego obronę, gdy dyzunici zaczęli nań napa- 
dać. Przeciw dyssydentom wogóle ogłosił "Upomi- 
nanie do ewangelików i do wszystkich społem nie- 
katolików" (15\:12). Z aryanami staczał naj dłuższe 
boje;' miał przeciw sobie dobrze piórem władającycn 
TJ'alf'lIff'{lfJ Smalcilfsa, a zwłaszcza zamożnego i rozu-
>>>
234 


mnego lIieronima MoskorzelCskipgo ('j- J 625). Gdy 
Skarga wydał "Zawstydzenie nowych aryanów" (1604), 
Moskorzewski ud powiedział "Zniesieniem zawstydze- 
nia, które ks. Piotr Skarga wnieść niesłusznie na zbór 
Pana Jezm:a Nazareńskiego usiłował" (1607). Skarga 
replikował" Wtórem zawstydzeniem aryanów" (1008), 
a Moskorzewski znowu "Zniesieniem wtórego Zawsty- 
dzenia" (1610). Skarga nie pozostał mu dlużnym 
i napisał "Mesyas2:1 no\vych aryanów", które to dzie- 
ło wyszło w roku śmierci autora, t. j. 1612. W dal- 
szej polemice zastąpił go żwawy polemista, Jezuita 
Marcin Smiglecki (t ł618). 
Skarga wzniósł prozę polską do najwyższej do- 
skonałości, jaką ona w stylu poważnym, klasycznym 
osiągnęła w całym przebiegu literatury staropolskiej. 
Jak Kochanowski w poezyi, tak Skarga w prozie był 
rrawdziwym artystą slowa, umiejącym świadomie roz- 
porządzać środkami językowemi, by najlepiej wyrazić 
dany pomysł. Nie on wprawdzie pierwszy wytwo- 
rzył okresową budowę w polszczyźnie, gdyż go po. 
przedzili Orzechowski i Górnicki, ale on pierwszy zwa- 
żał na rytmikę prozaiczną, na harmonijne zakończe- 
nie peryodów za pomocą umiejętnego zastosowania 
wyrazów dwu-i trzy- zgłoskowycll - (spadek tro- 
cheiczno-amfibrachiczny), będący najnaturalniejszą kom- 
binacyą rytmiczną w naszym języku, z powodu jego 
jednostajl.ego akcentu. Przytem wielkie bogactwo wy- 
razÓw i zwrotów, umiejętności w przechodzeniu od 
prostego opowiadania do wstrząsających gromów bez 
pustej deldamacyi, żywość i plastyka wyobraźni, czyli 
jednem słowem szczęśliwe i jemu właściwe odszuka- 
nie najlepszej formy dla myśli niepowszednich, wy- 
niosło Skargę ponad ogół mówców i zapewniło mu 
w literaturze znaczenie wyjątkowe, nienadwątlone aż 
FO wiek dzisiejszy.
>>>
2.
5 


v. 


Humanizm nie przestawał oddziaływać na ukształ- 
cenie i rozwój talentów. Jak w dobie poprzedniej 

łównie tłomaczono greckich autorów na łacinę, mało 
co przekładając na polski, (z poezyi starożytnej naj- 
więcej przyswoił językowi naszemu Jan Kochanow- 
ski), tak teraz z większą pilnością dokonywano tło- 
maczeń z łaciny i greckiego na mowę ojczystą. Naj- 
\.....iększych atoli poetów klasycznych pralNie nie tyla- 
no, z2dawalając się pomniejszymi aut?rami i dając 
rrzewagę prozaikom-historykom i moralistom. "Enei- 
dę" Wergiliusza przełożył wprawdzie Andrzej J{ocha- 
nowbki, ale bardzo licho. \;Vogóle o owoczesnych 
rrzekładach autorów klasycznych powiedzieć należy, 
iż odznaczają się wiernością, niekiedy nawet zbyte- 
czną. piękną polszczyzną, choć zanadto zależną od 
składni lacińskiej, lecz brak im swobody, bogactwa 
frazeologicznego i barwności. 
Tern wyżej natomiast cenić trzeba jeden prze- 
klad epopei włoskiej. Jestto "Jerozolima Wyzwolona" 
Torkwata Tassa, ślicznie przetłomaczona przez 1"'10- 
TRA KOCHANOWSKIEGO (t 1620), bratanka Jana. 
Przekład ten wyszedł po raz pierwszy w roku 1618 
i osiągnął wielką popularność. Był to jedyny przez 
dwa wieki poemat obszerny, którym się język polsk
 
mógł pochlubić. Wprawdzie i on pod względem de 
likatności i subtelności stylu znacznie jest niższym od 
oryginału; wprawdzie dowolności \V przerabianiu wzo- 
ru jest w nim za dużo (Krępak, Tatry, Krzemieniec, 
Wisła zastępują nazwy gór, miast i rzek włoskich 
itp.); lecz w każdym razie posiada on daleko więcej 
zalet, niż wad; świetność i siła wyrażeń, zrozumienie 
oryginalu, utrzymanie trudnej strofy ośmiowierszowej 
(oktawy, stancy), która się tu po raz pierwszy u nas 
pojawia, są tu przymioty cenne, jakich w innych owo- 
czesnych przekładach spotkać trudno. To też "Jero- 
zolima Wyzwolona" w przekładzie Piotra Kocha-
>>>
:'36 


I
owskicgo i pom.r
lami i frazeologią swoją wywarły 
wplyw ogromny na literaturę naszą w wieku XVII, 
a i Mickiewicz jeszcze w "Grażynie" pod silnym jej 
zostawał urokiem. Piotr Kochanowski tłomaczył tak- 
że wielki poemat Aryosta p. t. "Orland szalony"; do. 
konał przekładu 25 pieśni, ale śmierć przerwała dal- 
szą prace; pozostała Ona w rękopisie i dopiero w ro- 
ku 1799 Jacek Przybylski drukiem ją \V Krakowie 
oglosił. Tłomaczenie to jest znacznie słabsze w po- 
J()\\"naniu z przekładem "Jerozolimy". 


\'1. 


Poeci oryginalni t\':orzą w tej dobie dwie wy- 
raźne grupy; jedni, przejęci pojędami poprzedniej do- 
by, protestują, jak umieją, t. j. stosownie do swego 
charakteru, przeciwko zacieśnieniu widnokręgu myślo- 
wego i swobody opinii; drudzy idą za nowym prą- 
dem i stają się jego poetyckimi wyobrazicielami. 
\V pierwszej grupie ludzie śmielszego, energicz- 
niejszego ducha, niezadowoleni z biegu rzeczy, jaki 
się przed nimi roztaczał, kreślili satyry, obejmując 
niemi prawie wszystkie warstwy społeczne; drudzy, 
usposobienia łagodnego i spokojnego, tworzyli sobie 
świat umysłowy, uciekając od rzeczywistego i znaj- 
dowali upodobanie w sielankach. Za przedstawiciela 
pierwszej grupy uznać można Klonowicza, za przed- 
stawiciela drugiej-Szymonowicza. 
SEBASTYAN FABIAN KLO
OWICZ Ct 160
), 
rodu mieszczańskiego, przyszedł na świat w Sulmie- 
rzycach \V Wielkopolsce, po otrzymaniu nauk począt- 
kowych prawdopodobnie w rodzinnem miasteczku, 
udał się do Akademii krakowskiej. ażeby odbyć stu- 
dya humanistyczne. W zagranicznym uniwersytecie 
nie był, a z wędrówek po obcych krajach znany nąm 
jest tyłko jego roby t na Węgrzech. \Vielkopolskę 
-(Jruścił i p r zeniós1 się na Ruś Czerwoną, a uksztalcc-
>>>
23;: 


niem swojem umiał sobie zjednać przychylność i przy-- 
jaźń szlachty i magnatów. Osiadłszy w Lublinie, za- 
czął od urzędu pisarza radzieckiego, został później la- 
wnikiem, wreszcie burmistrzem. Ożenił się niefortunł 
nie, z właścicielką kamieniczki; od świekry dozna- 
wiele przykrości. Czas jakiś był nauczycielem \V szko- 
le zamojskiej, która niebawem miała być zamieniona 
na akademię. 
Twórczość swą poetycką rozpoczął od najpięk- 
niejszego, najlepiej obrobionego dziela, jakie kiedykol- 
wiek nakreślił; od opisu Rusi Czerwonej (R oxolanill  
1584) dystychami łacińskimi. Pierwszy to \V naszej 
literaturze poemat opisowy, przedstawiający zarówno 
naturę z jej polami, lasami i mieszkańcami tych la- 
sów, jako też miasta z ich pamiątkami, a wreszcie 
życie ludu wiejskiego z chrzcinami, zaślubinami i po- 
grzebami. Jednostajność i niezbyt wielką poetyczność 
opisu umiał Klonowicz urozmaicić, to pięknem przed- 
stawieniem śpiewu różnych ptaków, to anegdotą 
o niedźwiedziu, to wspomnieniarr.i o wypadkach dzie- 
jowych, to przytoczeniem obrzędów i pieśni lud'Jwych, 
pieśni oczywiście we własnej przeróbce; humanista 
bowiem patrzył z góry na zabobony wieśniaków; ale 
i to już ważną jest rzeczą, że jak Stryjkowsld w pro- 
zie, tak Klonowicz w poezyi pierwszy uznał za rzecz 
godną uwagi malowąnie szczegółów z życia ludowe- 
go wziętych, boć "Sobótki" Kochanowskiego za obraz 
realnych stosunków wzięte być nie mogą. Na wiersz 
polski {:rzetłomaczył "Roxolanę" \Vładysław Syro- 
komla. 
Nieporównanie większym, ale też znacznie slab- 
szym jest drugi poemat łaciński Klonowicza: "Zwy- 
cięstwo bogów" (ViclfJ1'ia deorum), zaczęty w druku 
jeszcze za życia Batorego, lecz wydany dopiero w ro- 
ku 160') w drukarni aryańskiej w Rakowie, siany 
heksametrami, składa się z 44 rozdziałów. Utwór to 
dydaktyczny, łecz z wieloma_wycieczkami satyrycz. 
nemi, mianowicie te, co dotyczą stosunków miejskich..
>>>
'
38 


które są, i najlepsze i najciekawsze. Treścią jego za- 
sadniczą jest myśł, nieraz przez pisarzy naszych już 
d XIII wieku (Kadłubek) za RzymIanami powtarzana, 
:że nie urodzenie, lecz cnota i zasluga stano\\ i rzeczy- 
wiste szlachectwo. Klonowiczowi należy się zasługa, 
że myśl tę uczynił wątkiem dużego poematu; zasługa 
jednak umniejszyła się wskutek rozwlekłego, przepeł- 
nionego dygresyami sposobu przedstawienia rzeczy. 
Tytuł wyjaśnia się jedną z dygresyj, przedstawiającą 
walkę Tytanów z Jowiszem; Tytany-to namiętnoścI 
i słabości ludzkie, Jowisz - to bohater cnoty, zwy- 
cięzca. 
Równocześnie z łacińskimi Klunowlcz pisywał 
j polskie poemata. Rozpoczął od "Żalów nagrobnych 
na śmierć Jana Kochanowskiego" (1585). Z XIlI ża- 
lów, pisanych częściowo na wzór "Trenów" oplaki- 
wanego poety, możnaby co najwyżej wybrać kilka- 
dziesiąt pięknych wierszy; reszta jest chłodną, reto- 
ryczną, częstokroć zawikłaną \-\ wyrażeniu i wspo. 
mnieniami 
tarożytniczemi i mitologicznemi aż zanad- 
to upstrzoną gadaniną. 
Po długiej przerwie, poświęconej pewnie na 
.opracowanie "Zwycięstwa bogów", ogłosił Klonowicz 
poemacik p. t. "Fłis, to jest spuszczanie statków Wi- 
słą i in
zemi rzekami do niej przypadającemi" (1595). 
Utwór ten opisowy przez dziwny kaprys skreślony 
został zwrotkami liryczne mi. czterowierszowemi (zwa- 
nem i satickiemi) i podaną mial melodyę. Opis, pełell 
dygresyi, zaczyna się od stworzenia świata, charakte- 
rystyki wOd}', wspomnień o potopie i różnych przy- 
gód morskich. Nie jest autor przyjacielem żeglugi, 
chętnieby nawet odradził podróż Wisłą, bo to najbez- 
pieczniej trzymać się ziemi, a do tego niewłaściwą 
jest rzeczą wozić do Gdańska zboże .. zamorczykom, " 
bo kto chce chleba, powinien go uczcić i sam poń 
przyjechać. Gdańsk to "Chłańsk" majątków szlach e _ 
ckich, bo wszystkie rieniądze, wzięte za zboże, idą na 
Jmpno rzecz.}' zbytkownych Wiedząc atoli, Żt: rady
>>>
239 


jego nikt nie poslucha, daje przestr'Ogi, jak się trzeba 
podczas żeglugi \Visłą zachuwać. Przedstawia po 
krótce miejscowości po brzegach Wisly rozłożone 
i zwyczaje flisaków, przytacza niektóre ich wrraże. 
nia, jak niemniej podania np. o sporze Narwi z \Vi. 
słą co do piękności pod miastem Gniewem. Ży\\ y 
obraz Gdanska i kłopotliwy powrót szlachcica, który 
zamiast gotówki, wiezie tyJko 
szuldbry[y" (weksle: 
wiatrem nadziane, kOliczy poemacik, niewiele mający 
\V sobie poezyi, dzhvny ze względu na formę nieza- 
stosowaną do treści, lecz interesujący przedmiotem 
s\Voim, treścią narodową. 
Najdluższy polski poemat Klonowicza: 
 W or
k 
Judaszów" (1600). to satyra obszerna na zdrożne na- 
bywanie mienia. Prototypem takich ludzi, co w spo- 
sób p.ieprawy dochodzą do majątku, jest Judasz, a że 
według jakiegoś podania \\'prek jego na pieniądze 
składał się z czterech skórek: wilczej, lisiej, rysiej 
i lwiej, więc Klonowic::z podzielił S\\'ój utwór na czte- 
ry części. Pierwsza z nich (skóra wilcza) mówi o roz 
bójnikach i zlodziejach, jest najobszerniejszą, ale naj- 
mniej poetyczną, bo karanie łotrostwa gminu. nie 
czytającego I{siążek, za pomocą poezyi, nie wydaje 
się stosowp.em; Foezya d
 takich zwykle zwraca się 
wykroczeń, których prawa- nie karze, lub ukarać nie 
może. A niema tu przedmiotowego spOSObu trakto- 
wania, ze względów czysto artystycznych, gdyż poe- 
ta wciąż moralizuje. \Vięcej n:ateryału do satyry na- 
fitręczały d\'lrie następne. gdzie już nie siła tylko. lecz 
chytrość, po,1stęp, jednem słowem udział umyslowości 
w popelnianiu złych czynów, dawaly poecie sposo- 
bność do plastycznego odmalowania wykrętów pra- 
wnych, z którymi doskonale był obeznany, oraz zmy- 
ślonej pobożności, wyłudzania zapisów testamentowych 
przez mnichów i t. p. Donioslość prądu reakcyjnego 
widnieje już i w tych ustępach i przedstawiwszy sce- 
nę drastyczną z mnichem, usprawiedliwia się Klono- 
wicz, że nie nllh\i o zakonnikach wogóle, tyllw o je-
>>>
240 


dnej osobistości, a w końcu dodaje z rezygnacyą, 
że jeśli każą, to on ten ustęp łatwo wyskrobie. Ślad 
znowu jeszcze wyraźniejszy innej szlachecko-możno- 
władczej przewagi widać w części czwartej, która 
o lwiej skórce mówić zamierzała. Nietrudno się do
 
myśleć, że tu wystąpić mieli ci, co szarpali dobro 
Rzeczypospolitej, co gnębili miasta i włościan. Klono- 
wicz zaledwie osiem wierszy z tej części napisał, roz- 
poczynając od słów: "strach o tej sl{órze pisać," zo- 
stawił tedy sobie czas do namysłu, czy ma się uprzy- 
krzyć "Judaszom zębatym" - i o ile wiadomo, nie 
miał odwagi nakreślić dalszego ciągu. I w "Worku 
Judaszowym" niewiele poezyi; możemy tylko cenić 
śmiałość pisarza, nie chcącego płynąć z prądem, za- 
pewniającym pochwały i powodzenie. 
Prócz wymienionych utworów, r.apisał {{Iono. 
wicz po łacinie genealogiczno.htstoryczny poemacik 
"Gorais" na cześć domu swoich dobrodziejów Gor3j- 
skich, oraz bezimiennie - również po łacinie - bro- 
szurę przeciw Jezuitom, gdzie po raz pierwszy \vypo- 
wiedziane były te zarzuty przeciw zakonowi, jakie 
pótniej niejednokrotnie, mianowicIe podczas rokoszu 
Zebrzydowskiego, były podnoszone. 
Jako rymotwórca polski Klonowicz nie wzbo- 
gacił literatury pod względem formalnym; wiersze jego 
są ciężkie i kulawe; w wyraż
niach tylko bywa nie- 
raz śmiały i obrawwy. Arty::.tą słowa nazwać go 
niepodobna. 


YII. 


Takim właśnie artystą, drugim w wierszu po Ko- 
chanowskim, był SZYMON SZYMO
O\VICZ Ct 1629), 
ze Lwowa rodem, później za Batorego uszlachcony 
j nazwiskiem Eendoński obdarzony. Ojciec jego był 
człowiekiem ukształconym w duchu humanistycznym.
>>>
" 


" 


\ o,';. 


," 


. 
-iI 
. 
li' 

 
" 


.' 


...J
', 
. , 


"/
'J 
,
 , 


., 
. .!' 


· 
,
 t
 



'*\, 


... 


.\ 


" 



'. 
 . 
." 


.,1 


. '"1 
-' 
"'. 


.:Ą. 


..... 
, 


" 
.
., 
. 


f " 
f" _ 


'.:\ 


. 

. 


s. Klonowicz. 


.. 


"" - 
.:
 
." ,_:..
..;:::....--

- 


';:-'" 


" 


,
\
. 
.:

. \. 


-
>>>

>>>
i \. 
I 
" ......". 
; 
 # 
 
Ił 
i '/ ...... 
- 
. f 'I - 


''''' 


-, 

 
"--- 


: '
ł 
.'_ 
 J 


- -' 



 -- N :
' ( 
" '.. ......k
 
.s.. 
.- 

" 
' 
 " ... 
' , 
- ... 
 .- 

.
. .-
,
 
\ . , 
""- ", 
- .- 




. .'. ...... 
\-
.
 ,..'.. 
;:S
 
,\
..,,
 
k-. 'c: 
 

. .. 

 
 
, 
 .. 
-,A 

1
,:.1 
.. -
m'- 
,'
.: 
;

 

;
-
, 
c.£ 
 __
.
_ -- 


o-w-icz. 
S. SzymoIl
>>>

>>>
-l1 


co już w połowie XVI wieku r.ie było wielkq rzad- 
kością wśród bogatych mieszczan lwowskich, żywo 
garnących się do oświaty. Szymon, otrzymawszy 
już w domu początki nauk i zapaliwszy się do języ- 
ków starożytnych, studyował je w AkaJemii kra. 
kowskiej, a potem w Belgii, gdzie zabrał znajomość 
z głośnymi później w literaturze mężami, a miano\\i- 
cie z Justusem Skaligerem, znakomitym filologiem, 
twórcą najsławniejszej przez czas długi "Poetyki LL . 
Za powrotem do kraju potrafił sobie pozyskać opiekę 
i przyjaźń potężnego Jana Zamojskiego. On mu po- 
wierzył zorganizowanie i kierownictwo akademii, otwar- 
t
j r. 1595 w Zamościu, a głó\vnie rozwojowi filolo- 
gii i prawa poświęconej; on mu wyrobił szlachectwo, 
on mu powierzył wychowanie swego syna, Tomasza. 
Wywdzięczał mu się Szymonowicz wierszami łaciń 
skimi, wysławiającymi członków rodu jego, rrzedsta- 
wionych w obrazach w sali jego siedziby w Zamo- 
ściu, lub broniącymi go przeciw napaściom nieprzy- 
jaciół. Jako wirtuoz słow.) i wiersza, we wszystkich 
rodzajach poezyi talent swój ćwiczył. Jako liryk, 
użył wszystkich miar wi
rszowych, jakiemi się naj- 
znakomitszy p(Jeta rzymski, Horacy, posługiwał. Jako 
epik, udatną, a czasami nawet piękną dał parafrazę 
proroctwa Joela (Joel propheta, 1593) o sądzie osta- 
tecznym i otrzymał zań od papieża Klemensa VlII 
wieniec p0etycki. Jako dramatyk, napisał według 
wzorów greckich-tak jak Kochanowski-dwie trage 
dye: "JózefCzysty" (CastltsJvseph, 1587, przekład polsł,i 
Stanisława Gosławskiego, 1597) i "Pentesiiea" (1618, 
przekład polski ks. Ksawerego Zubowskiego, 1778). 
W obu uczynił zadość wymaganiom formalnym, nie- 
raz w sposób świetny, poslugując się bardzo często 
nietylko obrazami, ale i słowami poetów greckich, 
rzymskich i humanistycznych. W pojęciu tragiczności, 
podobnie jak Kochanowski, nie przyjął "Fatum", ale 
wprowadził chrześcijańską odpowiedzialność za po- 
16
>>>
" I 


242 


stępki. Charaktery umiał wogó!e dobrze nakreślić. 
lecz nie potrafił ich należycie rozwinąć. Grozy tra- 
gicznej nigdzie obudzić nie zdołał. Treść "Józefa" 
wzięta z Biblii, treść "Pentesilei" z poematu greckie' 
go, napisanego przez Kwintusa, zwanego Kalabryjczy- 
kiem, o udziale tej amazonki w wojnie trojańskiej. 
W mowie bohaterki są pewne zwroty emancypacyj- 
ne, uskarżanie się na to, że kobiety nie są zrównane 
z mężczyznami; lecz poeta bynajmniej dążności ta- 
kich nie po
hwalał. 
Władają
 wytwornie językiem i wierszem łaciń- 
skim, Szymonowicz chciał te zalety przenieść do pol- 
szczyzny, ale trudniej mu tu poszło. Zabrał się do 
ogłaszania (a może i do pisania) wierszy polskich 
póżno, bo w 35-ym roku życia; a jednak mistrzo- 
stwa na razie jeszcze nie okazał. Najdawniejszy zna- 
ny nam wiersz jego polslci, wydany r. 1 b93 p. t. 
"Ślub na feście Adama Hieronima Sienia wskiego 1.1, ani 
pomysłem, który za stosowny na uroczystości wesel- 
nej uznać trudno (historya Adonisa, co zanadto od- 
dawszy się rozkoszy, zmarniał przedwcześnie), ani 
obrobieniem, w którem nie ma ani jednego świeżego 
wyrażenia- nie należy do udatnych, a tern mniej do 
pięknych. Przez lat kilkanaście potem nic po polsku 
nie drukował, chociaż pisał. Tak mianowicie wiado- 
mo, że w r. 1606, kiedy jeden z przywódców roko- 
szu, Mikołaj Zebrzydowski, ukorzył się chwilowo przej 
Zygmuntem III, Szymonowicz nakreślił "Lutnię roko- 
szańską", aby królowi jego obowiązek rZqdzenia we- 
dług praw przypomnieć i do umiarkowania względem 
rokoszan zachęcić; pieśni tych jednak nie drukowa!; 
ogłoszono je dopiero w r. 1863 (w "Bibliotece Osso- 
lińslcich u, t. IV). 
W r. 1614 wyszły po raz pierwszy w Zamościu 
"Sielanki u Szymonowicza, co go u;-,ieśmierteiniły. 
Nie był on u nas pierwszym idyllistą, bo " Sobótki " 
Kochano.wskiego należą do tego rodzaju literackiego; 
głośnym był także owego czasu, lubo nam dziś nie-
>>>
243 


znanym, Porębski ze swych "Skotopasek"; lecz Szy- 
monowicz w tym rodzaju przewyższył nawet Kocha- 
nowskiego. 
Dwa były wówczas pow5zechnie uwielbiane 
wzory: "Idylle" (t. j. obrazki poety greckiego z III 
wieku przed Chrystusem, Teokryta) i "Eklogi, albo 
Bukoliki ("skotupaski", "wiersze wybrane") poety 
rzymskiego, z czasów cesarza Augusta, Wergiliusza. 
Teokryt w obrazkach swoich nie poprzestawał bynaj- 
mniej na malowaniu życia pasterskiego, wprowadzał 
do nich rolników, winiarzy, rybaków, kumoszki miej- 
sk:e, obrazował więc byt wiejski i miejski wielostron- 
nie, wcale go tak bardzo nie idealizując, owszem nie- 
kiedy zupełnie realistyczne kreślił sceny, chociaż już 
i u niego pojawiają się idylle allegoryczne, t. j. wy- 
stawiające osoby wyższego stanu w ubiorze i otocze- 
niu prostackiem. Otóż Wergiliusz takie właśnie alIe- 
goryczne kreślił "skotopaski", a tym sposobem spro- 
wadził rozdźwięk pomiędzy stosunkami zewnętrznemi 
swoich osobistości a ich istotnem usposobieniem, ich 
istotnem stanowiskiem w świecie; jego pasterze - to 
on sam lub też d\\'oracy cesarza Augusta. W XVI 
wieku powszechnie więcej ceniono Wergiliusza z po- 
wodu pięknego języka i wykończonej formy; Szymo- 
nowicz był innego zdania i przyznając mu (bardzo 
nie właściwie) równość z Homerem, a słusznie wyż- 
szość nad Hezyadą (słusznie o tyle, o ile utwory He- 
zyodowe znane są nam tylko w ułamkach, gdy "Zie- 
n:.:aństwo" Wergilego należy istotnie do arcydzieł 
artystycznych) - twierdził, że od Teokryta jest niż- 
szym ("nie dogania pasterza pięknej Syrakuzy"). Ta- 
kie w teoryi mając zdanie, w praktyce starał się po- 
łączyć dworskość i elegancyę Wergiliusza z prostotą 
i naturalnością Teokrytową. Brał wzory, brał obra- 
zy, pomysły i wyrażenia z obu pisarzy. Z 20 jego 
sielanek (do których włączony został i wspomniany 
już "Ślub") siedem jest przekładem swobodnym z Teo- 
kryta, z domieszką niekiedy motywów Wergiliuszo- 


.
>>>
244 


wych, jedna C, \Vierzby") osnuta jest na podaniu. 
opowiedzianem przez Owidyusza w "Przemianach", 
\V znacznej liczbie są większe lub mniejsze przypo- 
mnienia 
ielankopisarzy starożytnych, a dwie tylko 
i połowa trzeciej mogą być uważane za oryginalne: 
Sielankami temi są: "Kołacze", "Zalotnicy", "Żeńcy". 
W "Kołaczach" tylko pierwsza połowa wzięta 
jest wprost z życia, nie wieśniaczego, lecz drobno- 
szlacheckiego. "Sroczka krzekce na płocie", zapo- 
wiadając przybycie gości; gdzie gościom w domu ra- 
dzi, sroczce zawsze wierzą. Rzeczywiście przybywa 
panicz urodziwy z dalekiej strony, oblubieniec panny, 
"dawno pożądanej (tęskne oczekiwanie ślicznie wyra- 
żone). Przyjmują go radośnie wraz z jego "czela- 
dzią"'; panna gotuje się do ślubu; następuje uczta we- 
selna, na której "kołacze grunt wszystkiemu"; laską 
w próg uderzono. już kołacze dają, a przed kołaczmi 
panie nadobne śriewają i taniec prędki wiodą i kla- 
szczą rękami". Zakończenie sielanki. śpiew sześciu 
par, nie ma już tych cech znamiennych, co opis po- 
przednich, staje się zhyt ogólnikowem, choć pięknych 
wierszy nie brak w niem bynajmniej. 
W "Zalotnikach" wprawdzie czytamy imiona 
Greków, lecz odmalowane w nich stosunki są nasze, 
wiejskie. Dwa rodzaje zalotników wystawia poeta; 
do Naery, co się "babką chełpiła bogatą i często no- 
we chusty sprawowała na się," stroił koperczaki 
Arr.intas; rochlebiając jej, nie przeszkadzał jej snowi, 
uprawniał próżnowanie; pieśń jego jest pelna delika- 
tności i poważania dla zamożnej, rozleniwionej dzie- 
wczyny; - zaloty Licydusa odbywają się natomiast 
przy pracy: 0!1 rżnie sieczkę, a Likorys doi krowy: 
pieśń zalotnika wychwala pracowitość i gospodar- 
ność "krzywookiej" wybranej, nie obiecywał jej za- 
baw, powtarzając za każdą zwrotką: "Kto Bogu du- 
fa, a pracuje, do ostatniej starości nędze nie uczuje." 
Cała ta pieśń "prostego najmita" jest bardzo zna- 
'11ienna. dużo w niej przysłów i zwrotów mowy po-
>>>
245 


tocznej. A w zakończeniu sielanki trafnie zaznaczo- 
ny rys wzajemnej sldonności tych biedaków, "tak 
śpie\vał, a już sieczki wielka kupa była, i Likorys 
namyślnie u krów się bawiła. u 
"Żeńcy" to naj piękniejsza sielanka z całej da- 
wnej literatury naszej. Jest w niej i prawda stosun- 
ków wiejskich i ciężkie położenie chłopów, pędzo- 
nych do odrabiania pańszczyzny pod okiem surowe- 
go ekonoma ("starosty"); jest i charakterystyka osó;:' 
zlekka zarysowana: poważna i przygnębiona pracą 
Oluchna, rzeźka, wesoła, śpiewająca Pietruska, która 
ma i zręczne dla starosty pochlebstwo w oczy i ostre 
s!owa nagany za oczy-i starosta pożąd1iwem okiem 
patrzący na kobiety, czuły na przyjemne dła jego 
ambicyi piosenki, więc folgujący tym, co go odpo- 
wiednio zażyć umieją. A przy tern język prześliczny, 
frazeologia naturalna a barwna, często przysłowiami 
przetykana i ani jednego wspomnienia mitologiczne- 
go, wszystkie imiona :niejscowe; księżyc, przedstawio- 
ny jako żona słońca, niema pochodzenia greckiego, 
lecz rusińskie, gdzie nazwa księżyca jest rodzaju żeń- 
skiego. Nie twierdzę, żeby "Żeńcy" byli obrazkiem 
realistycznym; bo choć mają szczegóły bardzo realne, 
zostały jako całość, jako kompozycya, wyidealizowa- 
ne; pieśń Pietruchy, lubo poza kres pojęć wiejskich 
nie wybiega, ma cechy literackiego układu i wykoń- 
czenia. 
Artystą był Szymonowicz całą duszą; przeczu- 
wał on, że czasy pięknego rozkwitu poezyi polskiej, 
ż
 "wiek ozdobny" mija i z tęsknotą, z cichym ża- 
lem w dedykacyi "Sielanek" zwracał się do jedne- 
go ze swych opiekunów i przyjaciół, Mikołaja Wol- 
skiego, iż on już "prawie sam z grona owego ludzi 
chędogich został, którzy Muzom uczonym byli przy- 
jemni," za co osiągnęli rozgłośną slawę.
>>>
246 


T 


VIII. 


Przejdziemy do drugiej grupy poetów, co już 
prądem reakcyjnym porwani zostali. 
KASPER MIASKOWSKI (t 1622), rodem z Wiel- 
kopolski, Smogorzewa, wcześnie utraciwszy rodzi- 
ców, musiał się zaopiekować młodszymi braćmi, któ- 
rych miał sześciu, oraz siostrami; o naukach akade- 
mickich niepodobna było nawet pomyśleć; oczytame 
musiało zastąpić studya systematyczne. Dopiero, gdy 
bracia dorośli, a siostry -"vyszły za mąż, sam się 
ożenił, ale wciąż go trapiły klęski; przeniósł się ze 
Smogorzewa do Osieka; nie mógł atoli wytrzymać 
dlugo i tutaj. O:wło r. 1603 osiadł na Mazowszu, 
we wsi Włoszczonowej pod Gąbinem. Tu powstały 
najlepsze jego poezye. Utraciwszy dziecko, pożegnał 
po trzechletnim pobycie Włoszczonowę i wrócił do 
Smogorzewa, gdzie znowu biedował, częstymi trapio- 
ny procesami. Poezye jego wyszły naprzód r. 1612, 
a w 10 lat potem ukazał się poprawiony przez auto- 
ra "Zbiorów rytmów" w Poznaniu. Dzielą się na 
dwie części: religijne i świeckie. W religijnych za- 
chowuje poeta szczerą prostotę, naiwność, ton kan- 
tyczkowy, ale czasem pod wpływem ducha humani- 
.stycznego miesza też mitologię. W "Rotulach na na- 
rodzenie Syna Bożego" każe dziewięciu Muzom 
pod kierunkiem Apollina opiewać cudowne uwolnie- 
nie świata od władzy szatańskiej za pośrednictwem 
Panny Niepokalanej. Wszystkie te pieśni, różnemi 
miarami wierszowemi wyrażone, tchną wysoką po- 
bożnością, niektóre mianowicie w żywszym rytmie pi- 
sane, można nazwać ładnemi. Przebijają się atoli 
zarówno tu, jak w "Historyj gorzkiej męki i okrutnej 
śmierci Boga wcielonego" ślady tej poufałości z Pa- 
nem Bogiem i Świętymi, jaka cechować miała utwo- 
ry religijne wieku XVII. Brak delikatniejszego sma- 
lm podsuwa poecie pomysły, które w ustach mniej 
pobożnego mogłyby uchodzić za żart nieprzyzwoity, 


.I,
>>>
r 


247 


gdy np. Maryę Pannę nazywa" furtą ślepym zamkiem 
zawartą, od której Bóg !5chował klucz, ani tam otwo- 
rzy już który." Stosunkowo na]ładniejszym z utwo- 
rów religijnych jest rodzaj kolędy, odznaczającej się 
niektórymi wzruszającymi pomysJami p. t. "Jasłeczka 
nowonarodzonego- Dzieciątka Jezus, Boga przedwie- 
cznego. .. 
Z gorącego uczucia katolickiego wypłynęły 
wiersze, grubijańskiemi wymyślaniami przeciwko ró- 
żnowiercom przepełnione, jako to: "List Marcina Lu- 
tra z piekła do swoich," "Do Macieja Rosentretera, 
hardego i głupiego ministra," "Na zbiór łysy (t. j. 
kalwiński) w Poznaniu epigram ma. " Przenosiły one 
niepohamowaną ówczesną polemikę na kwietne bło- 
nia poezyi, świadcząc o coraz potężniejszem wzma- 
ganiu się reakcyi katolickiej. 
W "Rytmach świeckich" poważne miejsce zaj- 
mują te, które wywołane były sprawami publicznemi 
pomiędzy rokiem 1605 a 1616, opiewające zatem 
śmierć Jana Zamojskiego, rolwsz Zebrzydowskiego, 
wyprawy do Moskwy w sprawie Samozwańców, klę- 
skę wołoską, klęskę ukraińską, zachętę do zgody na 
sejmie r. 1616, gdzie wołal do posłów: 


Jeśli szczera ojczyzny miłość was nie zejmie 
I głosów nie zniesiecie do zgody uprzejmie; 
Tedyć, abo już ten sejm ostatni nam stanie, 
Abo berło w Lechowej krainie ustanie! 


Z przekonań swoich, jako gorliwy katolik, po- 
dzielał l\liaskowski poglądy Skargi na potrzebę posza- 
nowania władzy króle\vsldej, ale ponieważ miał moż- 
nych opiekunów wśród rokoszan, np. Szczęsnego 
Herburta, nie śmiał potępiać bezwzględnie wszystkich, 
co w rokoszu udział brali; zdanie więc swoje w tej 
mierze wypowiadał miękko, np. w "Dyalogu o zje- 
ździe jędrzejowskim." Lubił jeno ogólnie się wyrażać 
o potrzebie zgody, o klęskach, jakie rozruchy domo- 
we sprowadzają. Najpiękniejszą jest tu "Pieśń żało- 


I 
I 
/1
>>>
248 


sna na klęskę ukrainną i niebezpieczeństwo Kamień- 
ca," przypominająca i formą i wyrażeniem pieśń 
Kochanowskiego o spustoszeniu Podola. 
Osobistym stosunkom swoim złożył Miaskowski 
dań obfitą w licznych epigramatach, nagrobkach, po- 
chwałach, epitalamiach, trenach, poświęconych ró- 
żnym osobistościom duchownym i świeckim. Czasa- 
mi zaplącze się tu i dobra satyra ("Na schwał Ma- 
zurów"). Najwięcej rzewności widać w elegii p. t. 
"Waleta Włoszczonowska." W formie za dużo jest 
tu retorycznej jednostajności: strofy rozpoczynają siQ 
wciąż od słowa żegnal'lt; ale w treści bardzo sympa- 
tycznie przedstawia się nam ten poeta, nieszczęścia- 
mi ścigany, dla poddanych swych meuciażliwy, pra- 
gnący w sercu wszystkich pozostawić miłe wspo- 
mnienia. Władcą języka, artystą slowa nazwać go 
trudno, ale gładkość i potoczystość wiersza, cza
em 
trdfne porównania, przyznać mu można. 


IX. 


Nie był również naturą artystyczną ST ANf- 
SŁAW Gl{OCHOWSKI (t (612), lubo rozporządzał 
większym zasobem wyrazów i większą rozmaitością 
zwrotel: wierszowych. Pochodził z Mazowsza, pra- 
wdopodobnie z biednej zagonowej szlachty, W dość 
późnym już wieku uczył się w Pułtusku w szkołach 
jezuickich, gdzie nauczycielem jego był Jakób Wujek, 
na którego "Postyllę" napisał (r. 1573) pierwszy zna- 
ny nam wiersz swój. Z Jezuitami też utrzymywał 
trwałe stosunki, był wielbicielem Skargi; zakonnikiem 
jednak nie został, tylko księdzem świeckim około ro- 
ku 1577 i zaskarbiwszy sobie łaski prymasa 
Jakóba l,chańskIego, obdarzony został kanonią 
uniejowską i łowicką, na których zasłynął nie tyle ja- 
ko gorliwy duchowny, ile jako pieniacz żądny gro- 
.5za. Poelyc)q działalność rozwinął głównie od wstą- 


r
 
. 


('
>>>
2490 


pienia na tron Zygmunta III, któremu swoją "KalIio- 
peę Słowiańską" i "Pieśni Kalliopy Slowiańskiej" na 
zwycięstwo pod Byczyną w r. 1587 poświęcił, tak 
samo jak później niejeden jeszcze utwór, mianowicie 
obronę Zygmunta Augusta p. t. "Zygmunt Jagiełło 
wzbudzony. " Sypiąc, jak z rękawa, wiersze okoli- 
cznościowe treści świeckiej, zalecające się głó\vnie po- 
toczystością (najładniejszym z nich "Hołubek" roku 
1588), nie zapomniał także jako ksiądz ogłaszać utwo- 
rów religijnych, w których bogactwo języka i różno- 
rodność zwrotek wierszowych okazał najlepiej. Nie 
były to .."szakże twory własne, tylko przekłady z ła- 
ciny, mianowicie "Hymny, prozy i cantica kościelne" 
(1598-159\1). 
Kiedy w r. 1600 zawakowala katedra biskupia 
krakowska, Grochowski może za poszeptem Jezuitów 
napisał w formie popularnej, przypominającej Reja, 
satyrę p.
t. "Babie koło." Wystawił tu grono prze. 
kupek, radzących na rynlm krakowskim o wyborze 
biskupa; każda zachwala swego kandydata, krytyku- 
jąc rubasznie kandydata podanego przez inną. Za- 
rzuty, robione rozmaitym duchownym, co się ubiegali 
o owo dostojeństwo, nie były tak bardzo dotkliwe,. 
lecz sam sposób lekceważący wywleczenia sprawy 
na targowisko wywołał wielki hałas i proces kościel- 
ny. Grochowskiemu odjęto probostwo czerskie, zo- 
stające pod władzą biskupa poznańskiego, Tarnow- 
skiego, który stosunkowo najbardziej był w "Babim 
kole" dotknięty. Biskupem krakowskim został Ber- 
nard Maciejowski, popierany w "Babiem kole" przez 
Grochowskiego, jak nie mniej przez Jezuitów. 
Napisanie "Babiego koła" w niczem zresztą nie 
wpłynęło na dalszą twórczość podeszłego już w la- 
tach księdza-poety. Jak przedtem, tak i potem pisy- 
wal mnóstwo wierszy okolicznościowych, z pomiędzy 
których najlepsze są "Łzy smutne po zejściu Jana 
Zamojskiego," jak przedtem, tak i potem przekładał: 
II na wiersz polski utwory religijne, czy to prozą pisa- 
, 


('
>>>
250 


ne, jak Tomasza a Kempis "0 naśladowaniu Chry- 
stusa, "czy też wierszem, jak ,,\Virydarz albo kwiat- 
.ki rymów duchownych o dziecięciu Panu Jezusie," 
pełne pieszczotliwości, niekiedy cldiwej, Jezuity Jakó- 
ba Pontana. Nie darował też, tak samo, jak Mia- 
skowski, ministrowi luterskiemu, Maciejowi Rosentre- 
terowi, niewybrednie mu wymyślając. 
W tych wszystkich utworach nie wniósł Gro. 
chowski żadnego nowego pierwiastku, prócz formy 
paru zwrotek, przedtem nieznanych. Natomiast w "To- 
ruńskich Nocach" (1610) mamy przykład swobodne- 
go, jowialnego humoru, jakiego u dawniejszych pisa- 
rzy nie spotykaliśmy. W pierwszej z nich mianowi- 
cie Grochowski mówi o sobie, o cichem s\\
m, je- 
dnostajnem życiu w Małych Pieckach nad Gopłem, 
niedaleko Kruszwicy, żartuje pogodnie ze sNych do- 
-statków, że ma aż trzech poddanych. co nań pracu- 
ją i jemu się kłaniają, wychwala koncerty żab w sta- 
wie, krzyld gęsi i innego ptastwa domowego; gościa 
obiecuje uraczyć (jak Kochanowski) prędzej wie:-3za- 
mi niż rybami. Jest tu i żartobliwa satyra na zanie- 
dbanie kościoła kruszwickiego przez biskupa, gdyż, 
jak autor powiada, może umyślnie popełniając ana- 
chronizm, że od czasów Popiela, kiedy prałaci odbie- 
gli kościoła, sławnego niegdyś katedrą, bojąc się, by 
ich myszy nie pojadly, poszedł ten kościół w ponie- 
wierkę zupelną. 
Brak panowania nad układem całości, brak pla- 
styki i świetnego kolorytu, brak zastanowienia nad 
doborem wyrazów i posługiwanie się pierwszym le- 
pszym, niedbalstwo w stylu, budowie wiersza i ry- 
mu-oto są główne wady Grochowskiego, który ma- 
jąc łatwość pisania, nie chciał popracować nad skie- 
rowaniem jej ku wymaganiom artyzmu.
>>>
231 


,j 


X. 
Rymopisów było zresztą w tej dobie mnóstwo. 
Z długiego ich szeregu wspomnę tylko Adama Ozah- 
TOlVskiego, rycerza-awanturnika, który zwiedził dużo 
krajów i pierwszy podobno posłyszane na \\'.schodzie 
tureckim powieści wierszem polskim, chropowatym 
co prawda, lecz dziarskim i świeżym, wyraził w książ' 
ce: "Rzeczy rozmaite... uczynione w taborze ch i w zie- 
mi węgierskiej" (1597, 1599), - And'rzeja Zbylitow- 
ski ego, autora kilku utworów wierszowanych, z któ- 
rych najpotoczystszym jest "Wieśniak" (1600), auto- 
ra zasługującego na uwagę stąd, że w "Żywocie szlach- 
cica we wsi" (1597) pierwszy zaczął pisać dysty- 
chami polskimi, t. j. wierszami rymującymi się pa- 
rzysto, z całkowitem zamlmięciem w nich zdania gra- 
matycznego, bez przenoszenia części zdania z jedne- 
go dwuwiersza do drugiego, co znacznie później 
u Francuzów uważało się za wielką reformę rymo- 
twórczą; - wreszcie Piotra Zbylitowskiego, który choć 
szlachcic, nie miał nic przeciw nabywaniu majątków 
ziemskich przez. mieszczan, ani też przeciw trudnie- 
niu się szlachty handlowaniem. Nie płynęło to u nie- 
go z jakichś postępowych przekonań, lecz wprost ze 
względów ekonomicznych, jak to wyraził w zakoń- 
czeniu "Rozmowy szlachcica polsldego z vudzoziem- 
cem" (r. 1600): 


ł 


Albo żeby mieszczanin nie śmiał wioski dostać 
Choć-że swoją kaletą może temu sprostać. 
Z tego nic, gdy mi ją chce on dobrze oclliczyć, 
Czemuż mu ja swej wioski nie mam także życzyć?.. 
Szlachcic, jako powiadasz, niechaj nie prowadzi 
Handlów, a, miły bracie, cóż mu to zawadzi? 
Wszak tam u waS grofowie, szlachta przekupuje, 
A przecie ich o to nikt nigdy nie strofuje. 


o innych wierszotwórcach można powtórzyć to, 
co Stanislaw Witkowski w "Złotej wolności koron- 
nej" (r. 1609) powiedział o sobie i spółczesnych:
>>>
')-') 
_o
 


Siła nas takich, co rytmik piszemy, 
Lecz wiersza mądrze nigdy nie stawiemy; 
My 7yrnolowcy, tamto poetO\ne, 
Znać ich po mowie. 


XI. 


I W innych dziedzinach literatury obfita mier- 
ność przeważała nad zdolnością i talentem w tej do- 
hie. Publicystów jest mnóstwo, ale brak im albo 
rozleglejszych widoków i talentu (jak Wereszczyitskie- 
mu, Grabowskiemu), albo szczerości przekonań, zmie- 
niających się w miarę \ddoków osobistych Cak Krzy- 
sztot'owi TVarszewickiemu), y.,t filozofii panował wciąż 
scholastycyzm, a najlepszym jego przyjacielem był 
wspomniany jł:ż między polemistami religijnymi je- 
zuita 
lIIarcin Smiglecki, którego ogromna "Logika" po 
łacinie napisana (wyd. r. 1618) uzyskała w Anglii 
pewne uznanie, jakkolwiek w kraju wpływu, jak się 
zdaje, nie wywarła. W historyi nie było również 
wyższych umysłów, kronikarski sposób pisania wciąż 
jeszcze uważano za najlepszy. Najważniejszą w tej 
gałęzi pracą tej doby jest "Kronika polska", którą 
JOACHIM BIELSKI (t 1599) wydał pod imieniem 
Si\:ego ojca Marcina, w r. 1597, chociaż częściowo 
tylko z " Kroniki świata" i z przypuszczalnych notat 
ojca korzystał. "Przepisując w większej części z ob- 
cych źródeł i układając wedle gotowych wzorów, 
nie mógł Bielski stworzyć całości własną indywidual- 
nością nacechowanej, nie mógł żadnej myśli naczel- 
nej z dobrym skutkiem przeprowadzić, nie umiał 
myśli i ducha każdej epoki odtworzyć i zakląć we 
właściwe formy, nie umiał swego czasu ocenić i ko- 
piował go tylko wedle obcych wzorów. Obok wiel- 
kiej liczby drobnostek i annalistycznych zapisków, 
karlowacieje rzecz główna, i sprawy krajowe stoją 
:zęsto na równi ze wspomnieniem o grzmotach, po- 


.
>>>
253 


żarach i t. d. l)." Nie dla zalet wewnętrznych wspo- 
mina:n tu wię
 tę Kronikę, lecz dla jej pięknej pol- 
szczyzny, dla jej naiwnego stylu, który zresztą do 
udoskonalenia prozy naszej się nie przyczynił, i wre- 
szcie dlatego, że była to pierwsza Kronika po polsku 
wydana, gdyż tłomaczenie Kromera ukazało się 
dopiero w 14 lat potem. 



 


Słabł więc, jak widzimy, artyzm, zacieśniał się 
widnokrąg myśli, a zaprowadzona w r. 1603 przez 
znanego nam już biskupa krakowskiego, Bernarda 
l\Iaciejowskiego, cenzura duchowna książek, nakła- 
dała więzy na śmielsze poloty myśli, skazywała wie- 
le utworów na zmarnienie w rękopisie, co więcej 
pragnęła najbliższą, niemBą sobie działalność wieku 
XVI przytłumić, a nawet zniszczyć. Zaczęły się 
ukazywać spisy (Index) książek zabronionych; 
a w tych spisach mieściło fanatyczne duchowień- 
stwo nie tylko dzieła różnowierców, wprost przeciw- 
ko katolicyzmowi zwróconych, nie tylko książki 
Marcina Bielskiego, Reja, lecz nawet... Jana Kocha- 
nowskiego, pomimo jego Psałterza, przyjętego w Ko- 
ściele polskim katolickim. Z każdym roldem od te- 
go czasu widać pogarszanie się stosunków umysło- 
wych w Polsce; a jeżeli w ciągu panowania Zy- 
gmunta III, który reakcyę katolicką najsilniej popie- 
rał, utrzymały się jeszcze jako tako tradycye doby 
poprzedniej, było to wynikiem głównie "chyżości na- 
by tej", t. j. działania ludzi, wyhodowanych w cza- 
sach swobody myśli, w "wieku ozdobnym." 


l) 'Vładysław Nehring: ,,0 historykach XVI wieku. Część 
druga. O życiu i pismach Joachima Bielskiego." Poznań, 1860, 
str. 53. 


KONIEC TOMU PIERWSZEGO.
>>>
DOTYCHCZAS WYSZŁ Y: 


Tom. 
1. Juliusz Słowacki. Powieści poetyckie, z przedmową Pio- 
tra Ohmielowskiego. 
2, 3 i 4. Bolesławita. Tułacze, opowiadanie historyczne. 
z przedmową Adama Pluga. 
5. Gustaw Le Bon. Psychologia rozwoju narodów, z przed- 
mową Juliana Ochorowicza. 
6. Eliza Orzeszkowa. Trzy nowelle, z przedmową Teodo- 
ra Jeske-Ohoińskieg(l. 
7. Iwan Turgeniew. Z zapisek myśliwego, w przekladzie 
i z przedmową Kleme7L..a Jlmoszy. 
8, 9 i 10. Fryderyk hr. Skarbek. Dzieje Księztwa War- 
szawskiego, z przedmową Piotra Chmielowskiego. 
11. Wiktor Gomulicki. Cudna Mieszczka, obrazek warszaw- 
ski, z przedmową Teodora Je..ke-(lllOilzskiego. 
12. Jan Kochanowski. Psałterz Dawidów, z przedmową Bro- 
nislawa Chlebow..kiego. 
13. Jan Zacharyasiewicz Zakopane skarby, powieść, z przed- 
mową Teodora Jeske-(f!wińskiego 
14 i 15. Bolesławita. Czarna Perełka, powieść, z przedmo- 
wą Teodora Jeske- Choińskiego. 
16. Julian Mohort i Klemens Junosza. listy do przyszłej 
narzeczonej i listy do cudzej żony, z przedmową TeodorQ 
Jeske-Choiit..kiego. 
17. Teodor J eske.Choiński. Stłumione Iskry, powieść,zprzed_ 
mo ;:ą Ignacego M atuszewskiegu. 
18. Juliusz Słowacki. Poemata, z przedmową Piotra Uhmie- 
low.kiego. 
19. Władysław Smoleński. Szkoły historyczne w Polsce 
(głów!1e kieranki p05lądów na przeszłosć) studyum. z przej. 
mową A!eksa;
dra Rembowskiego.
>>>
Tom. 
20. Maryan Gawalewiez. Szkice i obrazki, z przedmową 
Teodora Jeske- Uhuińskie,ąo. 
21. Piotr Chmielowski. liberalizm i obskurantyzm na Li. 
twie i Rusi (1815-1825), z przedmową Bronislawa Chle. 
bowskiego. 
22 i 23. Franciszek Wężyk. Władysław Łokietek, powieść 
historyczna, z przedmową Juliana JJ-Iohorta. 
24. Roman Plenkiewicz. Kształcenie młodzieży (Nauczanie 
początkowe i średnie), z przedmową Juliana Ochoro- 
wicza. 
25. Zygmunt Krasiński. Irydyon, z przedmową Piotra Chinie. 
lowskiego. 
26,27,28 i 29. F. Bernatowicz. Pojata, córka lezde;ki, z przed. 
mową Teodora Jeske-Choińskiego. 
30. Julian Ochorowicz. Wiedza tajemna w Egipcie i Istota 
bytu, z przedmową Ignacego IJlatuszewskiego. 
31. Klemens Junosza. Na zgliszczach, powieść wiejska. 
z przedmową Teodora Je..ke.Choiń..kiegu. 
32 i 33. Anna Potocka. Pamiętniki, tłomaczyła J. A., z przed- 
mową Piotra Chmielowskiego. 
34. H. Lachambre i A. Machuron. Wyprawa Andree'go 
balonem do bieguna, w przekładzie M. O., z przedmową 
Juliana Ochorowicza. 
35 i 36. Berta baronowa Suttner. Precz z orężem! historya 
prawdziwa, obrobił Włodzimierz Trąmpczyński, z przed- 
mową Teodora Jeske- Choi1iskiego. 
37. Fryderyk hr. Skarbek. Pamiętniki Seglasa, z przed- 
mową Piotra Chmielowskiego. 
38 i 39. Fridtjof Nansen. Podróż do bieguna północnego. 
w przekładzie i z przedmową Stanisła.wa Janiszewskiego. 
40,41,42. Wiktor I;Iugo. Rok dziewięćdziesiąty trzeci, z przed- 
mową J. A. Swięcickiego. 
43. Klementyna z Tańskich Hofmanowa. Dziennik Fran. 
ciszki Krasińskiej, z przedmową T. .Jeske-C7wi/;skiego. 
44. Wiktor Biernacki. Nowe dziedziny widma, z przedmo- 
wą Juliana Ochorowieza. 
45 i 46. Hr. A. K. Tołstoj. Książę Srebrny, z przedmową 
J. A. Święcickiego. 
47. Juliusz Słowacki. Beniowski, z przedmową Piotra 
Chmielowskiego. 
48 i 49. Teodor Tomasz Jeż. Szandor Kowacz, z przed- 
mową Piot1'a Chmielowskiego. 
50. Adam Krechowiecki. Stella.- Tarłówna, z przedmową 
Teodora J eske- Choińskiego. 
51. G. Krahmer. Syberya i znaczenie wielkip-j kolei Syberyj. 
skiej, w tlómacz. i z przedmową TYłodz. T7"(f:mpczyńskiego. 
52, 53. 54, 58. Dzieje Narodu Polskiego, z przedmową lVłady- 
sława Smoleń.skiego.
>>>
Tom. 
t5. Adolf Dygasiński. Wilk, psy i ludzie. - W puszcz)', 
z przedmową Teodol'a Jeske- Choi7ib'ktego. 
-56, 57. Marek Twain. Przygody Huc,('a, z przejmową 
J. A. Święcickiego. 
59. Pamiętniki Franciszka Karpińskiego, z przedmową Piotra 
Chmielowskiego. 
'60, Gl. J. I. Kraszewski. Barani Kożuszek, z przedmową 
Teodom Jeske--Choińskiego. 
u2. Marya Rodziewiczówna. Straszny Dziadunio, z przed- 
mową Adama Pługa. 
63,64,65. Lud wi k GalIet. Kapitan Czart.-Przygody Cyrana 
de Bergerac, przekład Gomulickiego, z przedm. Swięcickiego. 
66, 67. Oskar l\1ysing. Berezyna, \V przekładzie i z przed. 
mową Włodzimierza Trąmpczyńskiego. 
68. Konstanty Rengarten. Pieszo do Chin, w przekladzie 
Henryka Wernica, z przedT1lową Julia.na Ochorowicza. 
{jU. C. F. Gordon Cumming. Zycie w Chinach, w przekładzie 
dora 'Vik. Wolskiego, z przedmową Juliana Oc1I07"Owicza. 
.0. 1\Iichał Bałucki. Przeklęte pieniądze, z przedmową 
Teodora Jeske-Choińskiego. 
:f'l, 73. Ferdynand Hoesick. Mitość w życiu Zyg. Krasiń. 
skiego, z przedmową Piotra Chmielowskiego. 
73. 74. Kajetan Kraszewski. Bartochowski, z przedmową 
Teodora Jeske- Choińskiego. 
75. 7G. 77. 78. 79. 80. Cervantes. Don Kisz!J t , w przekladzie 
W. Zakrzewskiego, z przedmową J. A. Swięcickiego. 
81. Edmund Biernacki. istota i granice wiedzy iekarskiej, 
z przedmową Juliana Ochorowicza. 
83, 83. Anna Neumano
a. Obrazy z życia na Wschodzie, 
z przedmową J. A. Sięcickiego. 
84. Stanisław Grudziński. Połpanek, z przedmową Teo- 
dom Jeske-Clwińskiego. 
85, 86. Teod. Tom. Jeż. Nad rzekami Babylonu. Powieść. 
87. Teodor Jeske.Choiński. Historyczna powieść polsl;a. 
Studyum krytyczno-literackie. 
88. Włodzimierz Zagórski. Wybór poezyi, z przedmową 
n
iktom Gomulickiego. 
'89. PaJ11iętniki Szymona Konopr.ckiego, z przedmową J. A. 
Swięcickiego. .. I 
gO. Maciej Wierzbiński. Nowelle, z przedmową T. .Je- 
ske-C7
oińskiego. 
-91. Piotr Chmielowski. Historya literatury Polskiej, 
z przedmową Bronisława ChlebolVskiego, z ilustracyami. 



 +0* 


{
 I 
J 1t 


8707
>>>