Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nauki Humanistyczno-Społeczne. Filologia Polska, z. 6 (17), 1966

ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA 
W TORUNIU 


Nauki 
Humanistyczno - Społeczne 
Zeszyt siedemnasty 


FILOLOGIA POLSKA 
VI 


TORUŃ 1966
>>>
Redaktor Naczelny Wydawnictw UMK 
PROF. DR RAJMUND GALON 


Redaktor Działu 
Nauk Humanistyczno-Społecznych 
PROF. DR BRONISŁAW NAD OLS KI 


Państwowe Wydawnictwo Naukowe 
Oddział w Poznaniu, 1966 


Wydanie I. NakIad 400+100. Ark, wyd, 15.5. Ark. druk, 13, Papier druk, 
sat. kI. V, 65 g. 70X100. Podpisano do druku 23 V 1966 r. Druk ukoń. 
czono W czerwcu 1966 r. Cena zł 16.- 


Zakłady Graficzne w Toruniu - Zam. nr 389 - F-12
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO.SPOŁECZNE - ZESZYT 17 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Katedra Filologjj Polskiej 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


Henryk Misz 


JEDNA Z ZASAD SZYKU WYRAZOW 
WE WSPOŁCZESNYM ZDANIU POLSKIM 


1. 


1.1. O szyku wyrazów w polszczyźnie pisali liczni badacze, a jednak 
dotąd nie można uważać, że to zjawisko językowe zostało wystarczająco 
zbadane. Przed kilkunastu laty powiedział prof. Klemensiewicz: "Zalga
 
dnienie szyku nie doczekało się dotąd zadowalającego opracowania; 
mamy tylko ogólne, a nieraz i ogólnikowe spostrzeżenia pewnej normy 
przeciętnej i odosobnione, szcze!gółowe, nie wiążące się obserwacje" 1. 
Zdanie to zacHowało swą aktualność po dziś dzień, chociaż przez ten 
czas powstało kilka dalszych prac o szyku. 
Spośród szeregu zagadnień związanych z szykiem wyr,azów wybie- 
ram to, które dotyczy centralnej - jak wolno mniemać - zasady szy- 
ku, zdającej się spełniać główną rolę w układzie wyrazów w zdaniUf. 
1.2. Według poglądów istniejących przed wystąpieniem Szobera 
problematyka szyku mieściła się w ramach składni gramatycznej, a za- 
. gadnienia szyku wiązały się z odpowiednimi kategoriami gramatyczno- 
składniowymi 2. Mówiono więc o szyku podmiotu i orzeczenia, składni- 


1 Z. K l e m e n s i e w i c z, Problematyka składniowej interpretacji stylu, Pamiętnik 
Literacki 42: 1951, zol, s. 102-157, cyt. ze s. 152. 
2 Nie podaję tu przeglądu prac dotyczących szyku w polszczyźnie, przegląd taki 
znajdziemy w rozprawach: Z. K l e m e n s i e w i c z, Lokalizacja podmiotu i orzeczenia 
w zdaniach izolowanych, Biuletyn PTJ 9: 1949, s. 8-19; S. J o d ł o w s k i, Zasady 
polskiego szyku wyrazów w: Dziesięciolecie WSP w Krakowie 1946-1956, Kraków 
1957, S. 309-329. Nowe propozycje metodologiczne zgłosiła ostatnio A. W i e r z b i c. 
k a w pracach: Lingwistyczne narzędzia w stylistycznej analizie szyku wyrazów, 
Pamiętnik Literacki 54: 1963, z. 2, s. 511-533, oraz O metodach opisu szyku wyrazów, 
Język Polski 44: 1964, s. 14-26.
>>>
4 


Henryk Misz 


ków W związkach, o szyku zdań składowych wewnątrz zdań złożonych. 
Jako osobne, samodzielne zagadnienie zarysował się szyk enklityk. 
Szober, wprowadzając podział zdania na podmiot psychoJogiczny 
i orzeczenie psychologiczne, zajął stanowisko odmienne; wprowadzone 
przez niego kategorie, różne od kategorii gramatycznych, zwróciły uwa- 
gę na specyficzny charakter pewnych zagadnień szyku, różny od cha- 
rakteru kwestii składni gramatycznej'. Szober wydzielił dwa podstawo- 
we działy: 1) zagadnienie szyku opartego na zasadach psychologicznych, 
odgrywających główną rolę w polszczyźnie, 2) zagadnienie szyku opar- 
tego na innych zasadach, działających, jego zdaniem, tylko ubocznie. 
Autor jednak nie poparł swych tez badaniami szczegółowymi, uwzglę- 
dniającymi szerszy materiał faktyczny 3. 
Prof. Klemensiewicz skorygował i uzupełnił pogląd Szobera, sam 
wszakże swego stanowiska dokładnie nie sprecyzował. Według prof. 
Klemensiewicza problem szyku rozpada się na dwa centralne zagadnie- 
nia: 1) zagadnienie szyku o wyraźnym skrępowaniu swobody - dotyczy 
ono szyku niektórych skupień (np. praca robotnika, dom ojca, odwaga 
Pawła, ten chłopiec...) i niektórych typów zdań złożonych (współrzę- 
dnych i podrzędnych przyczynowych ze spójnikiem bo, skutkowych); 
2) zagadnienie szyku bardziej 'Swobodnego, skrępowanego jednak przez 
uwikłanie zdania w kontekście. Pro£. Klemensiewicz silnie akcentuje 
rolę nawiązania zewnętrznego w szyku wyrazów. Zwraca on też uwagę 
na rytmiczne właściwości zdania i próbuje określić funkcje szyku 4. 
W zasadzie zgodnie z Szoberem widzi problematykę szyku Jodłow- 
ski. Wyodrębnia on: 1) centralne zagadnienie szyku wyrazów, dotyczące 
szyku podmiotu, orzeczenia, dopełnień i okoliczników (czyli wg autora 
"głównych członów zdania"), 2) zagadnienia d:r:ugoplanowe, "dotyczące 
szyku w,yrazów w obr:ębie omawianych wyżej głównych członów o bu- 
dowie wielowyrazowej, a więc w obrębie podmiotu rozwiniętego, wię- 
cejwyrazowego orzeczenia, dopełnienia rozwiniętego oraz wielowyrazo
 
wego okolicznika. Zagadnienia te dotyczą szyku przydawek, zaimka 
który, spójników zaś i bowiem, cząstki -by, końcówek ruchomych -em, 
-eś..., zaimka się oraz innych enklityk" 5. 
1.3. Szyk wyrazów w zdaniu polskim zależy od różnych czynników. 
Są to: 


3 S. S z o b e r, Zarys językoznawstwa ogólnego, Warszawa 1924, s. 95-96; 
t e n ż e, Podzielność psychologiczna a układ wyrazów w zdaniu słowiańskim, Praga 
1931; t e n ż e, Zasady układu wyrazów w zdaniu polskim, Warszawa 1934. 
4 Z. K l e m e n s i e w i c z, Problematyka skladniowej Interpretacji stylu, oraz: 
Problematyka psychologicznej interpretacji zdania gramatycznego, Biuletyn PT J 12: 
1953, s. 67-84. 
6 Ibid., s. 321.
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


5 


a) czynniki wiążące się z "psycholagiczną" stroną zdania. Mam tu 
na myśli podzielność zdania, o któ:r:ej mówił Szober (a później także 
inni badacze). 
b) czynniki nie wiążące się z "psycholagiczną" stroną zdania. 
Zgadnie z tym rozróżnieniem wolna mówić a dwóch rodzajach narm 
szyku: 
A. normy o charakterze "psycholagicznym", 
B. narmya charakterze "niepsychologicznym". 
Normy pierwszego rodzaju dotyczą szyku członów rezultujących 
z "psychalogicznej" padzieIności zdania, przede wszystkim zaś człanóW 
głównych. które będę nazywał członem wyjściowym (ew - u Szabera 
padmiat psychologiczny) i członem rozwijającym (cr - u Szabera arze- 
czenie psychologiczne) 6. Główną postać szyku tych człanów stanowi 
układ 1.ew 2.cr, np. (Mieszkała z Zenonem i Stasiem.] cw Zenon cr źle 
zarabiał. Brandys 99. 
Narmy drugiega rodzaju przedstawiają bardza urozmaicany obraz. 
Odnoszą się ane bądź da poszczególnych klas wyrazów (a nawet czasem 
da wyrazów indywidualnych), bądź do określonych pałączeń wyrazów. 
t,ak do pazycji wyrazów (połączeń) w zdaniu. jak też ich połażenia 
względem siebie. 
Z drugiej strony jednak widać, że paszczególne narmy układają się 
w akreśloną hierarchię. 
Jeśli mówić a szyku tylko ze stanowiska gramatycznasyntaktyczne.. 
go, ta wówczas z góry przyjmuje się pe'wną hierarchię narm szyku, 
zgadną z hierarchią części zdania i ich związków. Na pierwszym więc 
planie znalazłyby się narmy szyku głównych części zdania, tj" podmiatu 
i arzeczenia, na dalszym zaś narmy adnoszące się da części pobocznych, 
tj. akreśleń. Jeszcze zaś dalej wypadłaby umieścić normy rządzące 
układem w składnikach wielowyrazowych. 
Inaczej będzie rzecz wyglądać, skoro uznamy także narmy a cha- 
rakterze "psycholagicznym". Powstaje wówczas przede wszystkim py- 
tanie a wzajemny stasunek narm "psycholagicznych" i "niepsychola- 
gicznych". Na to pytanie w dotychczasowych pracach nie znajdziemy 
zadawalającej odpowiedzi. Szober zafascynowany "psychologiczną" pa- 
dzielnością zdania absolutne pierwszeństwa przyznaje narmam "psycho- 
logicznym"; spośród pozostałych wspomina normy istotnie szczegółowe 
i uboczne (rządzące enklitykami). Dla ścisłaści trzeba dadać. że w rm:- 
trząs aniach materiałowych mówi także o szyku podmiatu i arzeczenia 


6 Terminy "człon WyjśCIOWY" i "człon rozwijający" stanowią jedną z szeregu par 
terminów wprowadzonych już (lub proponowanych) do naszych badań nad "psycho- 
logicznym" rozczłonkowal1iem zdania.
>>>
6 


Henryk Misz 


(gramatycznega). Jodłowski zajmuje w zasadzie podobne stanowiska, 
chać ujęte inaczej. Centralnym zagadnieniem według niego są możli- 
wości szyku głównych człanów zdania (padmiotu, orzeczenia, dopełnień 
i akaliczników), wynikające z ich roli w rozczłonkowaniu "psychalogicz- 
nym". Paza tym istnieje ,szereg zagadnień drugoplanawych, wiążących 
się z szykiem wyrazów w obrębie owych członów głównych. Wolna 
mniemać, iż hierarchii zagadnień 'Odpawiada także hierarchia narm. 
Słuszna jest sugestia abu badaczy, że narmy "psycholagiczne" zaj- 
mują miejsce nadrzędne wobec innych narm. Wyrazy szykują się w zda- 
niu przede wszystkim tak, aby zadaśćuczynić narmam "psychalagicz- 
nym"; jeśli ten główny szkielet szyku pazostawia jeszcze pewną swa- 
badę, wówczas da głasu d'Ochodzą narmy "niepsychalagiczne". Oczywi- 
sta chadzi a te wyrazy, które są bezpaśrednia zaangażawane w uze- 
wnętrznianiu "psychologicznych" własnaści zdania. Takie pastawienie 
sprawy jest naturalnie daleka idącym uproszczeniem: między nar- 
mami "psychalagicznymi" i "niepsychalagicznymi" zachodzi szereg 
rozmaitych stasunków szczegółowych, ale ich zbadanie trzeba odłażyć 
da czasu asiągnięcia dastatecznych wyników w analizie paszczegól- 
nych narm. 
Mając na uwadze nadrzędny charakter narm "psychalagicznych", 
będę je dalej nazywał g łów n ą z a s a d ą s z Y k u w y r a z ó w. Ter- 
min ten nie pawinien nasuwać przekanania, że pazastałe narmy działają 
dod.atkawa i ubocznie; działają ane na równi z główną zasadą, są tylkO' 
jej padporziądkawane. Ujęcie ta zdaje się odpawiadać rali szyku wyra- 
zów w języku polskim (a tak2ie innych sławiańskich), oddanegO' prze;le 
wszystkim na służbę "psychologicznym" własnaściom. zdania. 
1.4. Główna zasada szyku wyrazów w polszczyźnie stanowi zaga- 
dnienie, któregO' rozwiązanie nastręcza najwięcej bodaj trudnaści, a stan 
opracowania pozostawia sporo do życzenia. Można pawiedzieć, że do- 
tychczasowe badania nad tym zagadnieniem nie wyszły paza stadium 
początkowe; istniejące wypowiedzi mają zwykle charakter ogólnikowy, 
wspierają się na różnych podstawach teoretycznych, a ponadto rażporzą- 
dzają najczęściej uboigim materiałem faktycznym - brak jest natamiast 
opracowań systematycznych. Nie jest więc rzeczą przypadku, że wyniki 
dotychczasowych badań nie znalazły miejsca w istniejących abecnie sy- 
stematycznych opracawaniach składni języka palskiego; wyniki te bar- 
dzo często nie dają się zastosawać praktycznie, np. przy nauce języka 
polskiegO', gdyż konfr'Ontacja ich z faktami językowymi wykazuje małą 
tych wyników przydatność. Trudno się też dziwić, że w tym stanie rze
 
czy m'Ogą egzystawać, a nawet uzyskiwać p'Opularn'Ość poglądy niezgo- 
dne z rzeczywistością języka polskieg'O. 
Za;jmując się główną zasadą szyku wyrazów w dzisiejszej polszczyź-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


1 


nie pragnę wyjść poza owo początkowe stadium badań nad tą zasadą. 
Chcę to uczynić przez realizację dwóch postulatów: 1) określenie ko
 
niecznych podstaw teoretycznych - i: 2) zbadanie w oparciu o nie 
autentycznego i nie wybieranego, a zarazem względnie obfitego ma- 
te:r:iału faktycznego, wystarczaj,ącego do opisania najistotniejszych włas- 
ności polskiego szyku w zakresie głównej zasady. 
1.5. O .teoretycznych podstawach badawczych będę mówił w na- 
stępnym rozdziale - natomiast teraz muszę się zatrzymać nad analizo- 
wanym przez siebie materiałem. Materiał ten pochodzi wyłącznie z tek- 
stów pisanych. Unikam w ten sposób komplikacji, które przynosi tekst 
mówiony. Ponadto zajmuję się tylko oznajmującymi zdaniami pojedyn- 
czymi. Sądzę, że mogą one stanowić dogodną odskocznię do następnych 
badań nad zdaniami pytajnymi i żądającymi, a także złożonymi. Uwzglę- 
dnienie wszystkich typów zdań, o dość !óżnej specyfice, przekracza gra- 
nice jednejl pracy. 


2. 


2.1. Główną zasadą szyku wyrazów w polszczyźnie nazwałem rzą- 
dzące nim normy "psychologiczne". W związku z tym trzeba przypo- 
mnieć, że nie wszyscy dotychczasowi badacze podzielają (względnie 
podzielaliby) ten pogląd. Wśród prac o szyku polskim znajdą się takie, 
gdzie normy "psychologiczne" nie są w ogóle uwzględnione lub gdzie 
się je deklaratywnie odrzuca. Dlatego wyłania się potrzeba umotywo- 
wania zajętego przeze mnie stanowiska. 
2.2. W wypowiedziach reprezentujących koncepcję "niepsycholo
 
giczną" ustala się mniej lub więcej skomplikowane oboczniki szyku, 
a potem próbuje się podać ich repartycję. Pierwsza część tego postę- 
powania daje się wykonać stosunkowo łatwo, natomia'st kłopoty zaczy- 
nają się piętrzyć przy rozpatrywaniu części drugiej. 
Prace stojące na stanowisku "psychologicznym" rozporządzają za- 
sadami repartycji, cierpią natomiast na brak dostatecznie jasnego i pre- 
cyzyjnego określenia podstawowych kategorii (np. człon.ów "psycho- 
logicznych"). Brak ten odczuwa się bardzo dotkliwie, bo wprowadzone 
tu kategorie nie znajdują oparcia w tradycyjnej składni. 
2.3. Przeprowadziłem rorzdział między obydwoma omawianymi stano- 
wiskami, gdyż rozdział taki wśród dotychczasowych prac istnieje, mia- 
nowicie w ogólnych założeniach, a czasem w postaci deklaracji. Rozdział 
ten traci natomiast na ostrości w praktyce poszczególnych badaczy. 
Zwolennicy koncepcji "niepsychologicznej" ustalają oboczniki szyku 
podmiotu i orzeczenia gramatycznego, ale przechodząc do formułowa- 
nia zasad repartycji nie unikają objaśnień mających wiele wspólnego
>>>
8 


Henryk Misz 


z psychologią. Mówi się tu zatem o "kolejności przedstawień", "pobu- 
dzaniu uczucia", "przyciąganiu uwagi", "przygotowywaniu odbiorcy" itd. 
Reprezentanci koncepcji "psychologicznej" postulują decydującą rolę 
i odmienność podzielności psychologicznej, gdy zaś zaczynają analizo- 
wać materiał faktyczny, wówczas swobodnie posługują się kategoriami 
podmiotu i orzeczenia gramatycznego (czy również dopełnienia i oko- 
licznika), usiłując objaśnić oboczniki ich szyku przy pomocy kategorii 
"psychologicznych". Efekt jest taki, że stwierdza się, iż zarówno pod- 
miot, jak i orzeczenie gramatyczne (a także inne części zdania) mogą 
wchodzić raz w skład podmiotu psychologicznego, raz należeć do psy- 
chologicznego orzeczenia i w związku z tym zajmować miejsce począt- 
kowe lub końcowe. Trudno to uznać za rewelację: wniosek taki na- 
Suwa się już na podstawie stwierdzenia zasadnkzej niezależności po- 
dzielności psychologicznej od rozczłonkowania gramatycznego. Ponadto 
nie przE1prowadza się wewnątrz danego członu psychologicznego dalszej 
jego analizy ,psychologicznej", lecz wyodrębnia się w nim elementy 
gramatyczne 7. 
W dotychczasowych pracach jest jeszcze jeden bardzo ważny man- 
kament.Wszystkie one operują kategoriami i terminami nie zdefinio- 
wanymi lub zdefiniowanymi niewystarczająco. Dotyczy to np. terminów 
"ważność wyrazów", "tok wypowiedzi" czy "sens zdania". 
2.4. Nikt nie neguje faktu, że szyk podmiotu i orzeczenia w polsz- 
czyźnie jest zasadniczo niezależny od ich funkcji syntaktycznej, tzn. ani 
podmiot, ani orzeczenie nie wymagają określonej pozycji w zdaniu, 
a z drugiej strony określona pozycja wyrazów nie charakteryzuje ich 
pod w,zględem roli, jaką one w strukturze zdania odgrywają (że jeden 
z nich jest podmiotem, drugi zaś orzeczeniem) 8. Jeżeli zaś zgadzamy 
się, że szyk nie jest w zasadzie wykładnikiem gramatycznego rozczłon- 
kowania konstrukcji zdaniowej, wówczas trzeba zadać pytanie: czego 
wykładnikiem jest polski szyk? Traktując go wyłącznie w płaszczyźnie 
gramatycznosyntaktycznej nie możemy dać żadnej zadowalającej od- 
powiedzi. Można by bowiem przypuszczać, że szyk jest kategorią 
w Qgóle w polszczyźnie obojętną (podobnie jak np. dziś zasadniczo 
iloc'zas samogłosek) i wtedy by należało oczekiwać dowolności w ukła- 


7 Wyjątek stanowi S. J o d ł o w s k i, który w pracy O nawiązujących i rozwija- 
jących członach zdań, Biuletyn PTJ 4: 1934, s. 64-70 - przeprowadza wewnątrz 
członu rozwijającego rozróżnienie członu istotnego i dodatkowego. Autor w tej pracy 
nie zajmuje się bliżej szykiem. 
oB Istnieją jednak wypadki, gdzie właśnie szyk wskazuje na podmiot i orzeczenie. 
Dzieje się tak wtedy, kiedy zawodzi fleksja, np. Północno-wschodnia część Rumunii 
to pagórkowata równina Mołdawii. II Pagórkowata równina Mołdawij to północno- 
-wschodnia część Rumunii. 


.
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


9 


dzie wyrazów. Wobec istnienia wyraźnych narm szyku przypuszczenie 
ta trzeba adrzucić. Ale mógłby ktaś także mniemać. że awe narmy 
są histarycznym dziedzictwem dziś martwym. któ!ega dawna maty- 
wacja jest już w paczuciu językowym Palaków nieznana. a nawa jesz- 
cze się nie zarysowała. I tego, mniemania (przynajmniej w generalizują- 
cej pastaci) nie da się utrzymać. Przede wszystkim brak danych na jego, 
poparcie. Z drugiej zaś strony widać. że złamanie pewnych narm pro- 
wadzi nie tyle da błędu językawego" ile da nieporozumienia lub inaczej: 
da admiennega rozumienia zdania. Da przestrzegania tych narm skłania 
nas zatem nie zautamatyzawany i pazbawiany dziś matywacji nawyk. 
lecz ich daniasłaść dla kamunikatywnej funkcji zdania. Dadam wreszcie, 
że żaden z datychczasawych badaczy. niezależnie od zajmawanega wa- 
bec szyku stanowiska. ani jednego, z abu przypuszczeń nie wysuwał. 
Wszyscy natamiast padejmawali próby uzasadnienia narm szyku i far- 
muławania repartycji abacznych układów. 
2.5. Przedstawiciele kancepcji "niepsychalagicznej", mówiąc a szy- 
ku padmiatu i arzeczenia. za punkt wyjściowy abierają gramatyczna- 
-syntaktyczne rozczłankawanie zdania. pa czym szukają odpawiedzi na 
pytanie. od czego, zależy r:azmieszczenie rezultujących z tego, rozczłanka- 
wania głównych człanów. Z różnych adpowiedzi na ta pytanie pawtórzę 
waŻlliedsze: szyk zależy ad wagi i znaczenia wyrazów w zdaniu; szyk 
wiąże się z rodzajem wypawiedzi (apowiadanie. apis); szyk adpowiada 
kolejności związanych z wyrazami przedstawień; szyk wiąże się z "wra- 
żalnaścią"; w szyku adbija się syntaktyczny stasunek nawiązania. Są 
ta zarazem razmaite odpowiedzi (bezpaśrednie lub paśrednie) na pyta- 
nie. czego, wykładnikiem jest polski szyk. Niektóre z nich są niewątpli- 
wie słuszne i z lingwistycznego, punktu widzenia zasługują na uwagę. 
chociaż żadna nie addaje w pełni istaty' rzeczy. 
Ale w tej chwili chadzi a co, innego,. Mógłby ktaś adnieść wrażenie, 
że takie lub inne własnaści zdania uzev.'1lętrzniają się w szyku jego, 
części g r a m a t y c z n y c h. i w konsekwencji. że istnieje bezpaśredni 
związek między gramatycznym rozczłankowaniem zdania a własnaścia- 
mi addawanymi przez szyk. Tymczasem ze stanowiska uzewnętrznia- 
nych przez szyk własności zdania jego, gramatyczne rozczłankawa- 
nie jest w zasadzie abojętne. tzn. adpawiednie normy działają bez 
względu na ta. czy jakiś element zdania pełni funkcję podmiatu, czy 
orzeczenia. Ze stanawiska tych własnaści zdanie razczłankowuje się 
i n a c z e j niż ze stanawiska własnaści strukturalnych. które są pad- 
stawą, rozczłankawania gramatycznego,. Nieuwzględnienie tego, faktu 
przez kancepcję "niepsychalogiczną" stanawi jej zasadniczy błąd. Jest 
ta zresztą błąd właściwy w agóle "niepsycholagicznemu" stanawisku
>>>
10 


Henryk Misz 


wobec polskiegO' szyku. I dlatego "niepsycholO'giczne" poglądy na szyk 
w polszczyźnie nie oddają prawdziwie jego istoty i roli. 
2.6. Przeciwko koncepcji "psychologicznej" występowano ostro lub 
z pO'błażaniem, i po części słusznie. Ale wystąpienia te nie dOI\'viodły 
jej całkawitej lub zasadniczej błędności (ewentualnie nieprzydatności). 
Praktyka zaś nie dowiodła również słusznO'ści i przydatności koncepcji 
przeciwnej. Siłę i atrakcyjność koncepcji "psychologicznej" stanowi po- 
stulowane przez nią szczególne rozczłO'nkowanie zdania, odpowiadające 
tym własnO'ściom, które uzewnętrzniają się w szyku. Rozczłonkowanie 
to niektórzy badacze przypisują działaniu czynników psychicznych, co 
właśnie staje się okazją do dyskwalifikowania omawianej koncepcji na 
gruncie lingwistyki. Mimo to O'powiadam się po stronie koncepcji "psy- 
chologicznej", uznając że trafnie ujmuje ona istotę i rolę palskiego 
szyku; twierdzi bowiem, że główna zasada szyku dotyczy nie podmiotu 
i orzeczenia, lecz członów rezultujących z innej swoistej podzielności 
zdania. Nie znaczy to, że przyjmuję którąś z gotowych odmian kon- 
cepcji "psychologicznej". Poza wspomnianą zaletą mają one szereg wad 
i niedopowiedzeń. Biorę z nich tylko owo zasadnicze twierdzenie o swo- 
istości podziału zdania, podziału zgodnego z istotą polskiego szyku. Od- 
rzucam natomiast komentarze psychologiczne. 
2. 7. Opis "psychologicznych" norm szyku, składających się na głów- 
ną zasadę, obejmuje dwa punkty: 1) zarejestrowanie układów członu 
wyjściowego i członu rozwijającego, 2) sformułowanie zasad repartycji 
układów O'bocznych (równoważnych). Aby jednak opis ten pO'siadał mi- 
nimalny stopień precyzji, trzeba wpierw zbadać "psycholO'giczne" roz- 
członkowanie zdania we wszystkich istotnych szczegółach. 


. 3. 


3. 1. Tzw. psychO'lO'giczną podzielność zdania przedstawiłem ogólnie 
w osO'bnej publikacji, dlatego paprzestanę tutaj na przypO'mnieniu naj- 
ważniejszych uwag 9. Podzielność psychologiczna jest w zasadzie nie- 
zależna od podzielności gramatycznej. Jeśli rozczłonkowanie gramatycz- 
ne wiąże się z odpowiednim modelem strukturalnym i jest ustalane 
w oparciu o zespół syn taksem ów, to razczłonkowanie psychologiczne 
wiąże się z treścią zdania i zostaje rozszyfrowane na podstawie takich 
wykładników formalnych, jak szyk członów (ew i er), akcent zdaniowy 
(w mowie żywej), odpowiedniki w stosunku do kontekstu, wreszcie 
specjalne wyrazy. W podzielności psychologicznej uzewnętrznia się 


9 H. M i s z, O tzw. psychologicznej analizie zdania, Zeszyty Naukowe UMK 
w Toruniu, Filologia Polska III, s. 3-9.
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


11 


wartościujący kontur zdania, tzn. hierarchizacja elementów treściowych. 
Wartościowanie może przebiegać na różnych stopniach. Najniższy 
z nich to wartościowanie zasadnicze, w którym wyróżnia się dwa pod- 
stawowe plany. Odbija się ono w rozczłonkowaniu zdania na dwa za- 
sadnicze człony: człon wyjściowy (nosiciel elementów drugiego planu 
podstawowego) i człon rozwijający (nosiciel elementów pierwszego pla- 
nu podstawowego). Oprócz tego możemy mieć do czynienia z wartościo- 
waniem wyższych stopni, drugorzędnym wewnątrz planów podstawa- 
wych. Dotyczy to przede wszystkim tych elementów, których nosicielem 
jest człon rozwijający. Element wysunięty w hierarchii na absolutnie 
pierwszy plan nazywam dominantą treściową (znaczeniową) zdania. 
Rozczłonkowanie psychologiczne zależy od tła (kantekstu i konsy- 
tuacji)! w które zdanie jest uwikłane. Człon wyjściowy dotyczy real- 
ności z tła, która stanowi punkt wyjściowy treści zdania uwikłanego 
(ZU). 
Chcąc opisać szyk członów rezultujących z psychologicznej podziel- 
ności zdania, należy zająć się najpierw samą tą podzielnością, karzysta- 
jąc z jej wy:kładników formalnych. Tej właśnie sprawie poświęcone są 
dalsze podrozdziały. Dodam, że przedmiotem analizy czynię tylko zdania 
uwikłane w kontekst, pomijam zaś zdania uwikłane w konsytuację. 
3. 2. Za kontekst uważam tekst otaczający badane ZU, przy czym 
chodzi zarówno o otoczenie bezpośrednie (kontekst bliższy), jak i o oto
 
czenie pośrednie (kontekst dalszy). Do kontekstu zaliczam również temat 
tekstu lub jego części. Trzeba dodać, że w grę wchodzi przede wszyst- 
kim kontekst poprzedzający badane ZU. 
Tekst może być jednolity albo niejednolity. Rozróżnienie to wymaga 
bliższych objaśnień. Istnieją wypowiedzi, w których autor odtwarza lub 
przedstawia wypowiedzi innych osób. Jest tak np. w powieści, gdzie 
pisarz każe wypowiadać się stworzonym prze'z siebie postaciom, a na- 
wet zdradza ich przeżycia psychiczne. Czyni to zaś przy pomocy mowy 
niezależnej lub pozornie zależnej. W ten sposób powstają wypowiedzi 
wielostopniowe (zwykle dwustopniowe); wypowiedzią pierwszego stop- 
nia jest to, co mówi (przeżywa) osoba przedstawiona, wypowiedzią stop- 
nia drugiego - to, co mówi autor całej wypowiedzi. Wypowiedzi róż- 
nych stopni są wyraźnie odgraniczone w tekście sztuki scenicznej: wy- 
powiedź pierwszego stopnia to dialogi (monologi) bohaterów sztuki, 
wypowiedź drugiego stopnia to uwagi autorskie (wskaz6wki sce- 
niczne), dotyczące dekoracji, wyglądu i zachowania się występujących 
postaci. W tekście powieści bywa rozmaicie, zależnie od tegO', jak wy- 
raźnie autar, sygnalizuje różne stopnie wypowiedzi. Może on się posłu- 
giwać przy tym środkami leksycznymi (np. verba dkendi vel sentiendi) 
i graficznymi (np. cudzysłów, dwie pauzy), może jednak również z tych
>>>
12 


Henryk Misz 


astatnich sygnałów rezygnawać (w mawie pazarnie zależnej). W tym 
astatnim razie, gdy splatają się elementy różnych stapni wypawiedzi, 
razgraniczenie sprawia częsta trudnaści. A razgraniczenie ta przy raz- 
patrywaniu związku między punktem wyjściawym i zdaniem uwikła- 
nym (związek PW : ZU) odgrywa niekiedy znaczną rolę, 9dyż szczegó- 
ławe stosunki w tym zakresie magą się kształtawać admiennie w zależ- 
naści ad tegO', czy związek ten zachadzi między elementami należącymi 
da wypawiedzi tegO' samegO' stopnia, czy dwóch różnych stapni. 
Tekstem jednalitym byłby zatem tekst wypowiedzi jednastapniawej 
(np. tekst opisu naukowegO') lub - w wypawiedzi wielastopniawej - 
tekst należący da tego samegO' stopnia wypawiedzi. Wprowadzane tu 
rozróżnienie tekstu jednolitegO' i niejednalitegO' jest w paniższych roz- 
ważaniach w miarę potrzeby stasawane. 
3.3. Można mówić a dwóch radzajach uwikłania zdań w kontekst: 
1) uwikłanie w płaszczyźnie strukturalnej i znaczeniowej, 
2) uwikłanie w płaszczyźnie wartaściującej. 
W pierwszym wypadku chodzi a uwikłanie zdania w c i ą g u z d a ń. 
Zdanie traktuje się tu jako składnik tegO' ciągu. Badanie z tegO' stano- 
wiska zmierza da wykrycia syntaktycznej organizacji ciągu w struktury 
panadzdaniowe, w których zdanie funkcjanuje jaka ich człon, oraz da 
ustalenia związków międzyzdaniawych i ich wykładników. Uwikłanie 
zdania palega tu na padstawawym związku dwóch członów A : B. 
Mówi,ąc a uwikłaniu drugiegO' rodzaju (w płaszczyźnie wartościują- 
cej) mamy na myśli związek zdania z tłem, palegający na tym, że zda- 
nie dotyczy realnaści tła jaka punktu wyjściawega swej treści. Mażna 
ta ująć we wzór PW: ZU. Stanawiska to w zasadzie pomija rolę ZU 
jako człanu struktury ponadzdaniowej. 
Między abydwama rodzajami uwikłania zachodzą pewne zbieżnaści, 
jednak występujące różnice pazwalają każdy z nich rozgraniczyć. Dla 
celów ninie1jszej pracy zasadniczą wagę ma - rzecz jasna - związek 
PW:ZU. 
3. 4. Zdania uwikłane w kantekst stanawią materiał dastarczający 
najbardziej pewnych i ścisłych - a cO' jeszcze ważniejsze - sprawdzal- 
nych wyników. Poczynioo.e w trakcie analizy tych zdań spastrzeżenia, 
tak metadyczne, jak. i merytaryczne, magą addać duże usługi przy bada- 
niu pO'zostałych, mniej pewnych przykładów. 
Mamy tu da czynienia z wypadkami, w których zachadzą pewne re- 
lacje między znakami językawymi w kantekście, a znakami językowymi 
wabrębie ZU. Chodzi O' dwa typy wypadków: 
1) gdy między znakiem (znakami) kantekstawym a znakiem (znaka- 
mi) z ZU zachodzi a d p a wi ed n i aść, np. Czy jest Kalumb? - A ktO' 
m ó w i? [...]- ZU. M ó w i Jerzy. Bratny I 118 i
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


13 


2) gdy między znakiem (znakami) kantekstawym a znakiem (znaka- 
mi) z ZU zachadzi związek k a n a t a c y j n y w ten spasób, że znak 
w ZU jest znakiem kanotującym, znak kantekstowy - konatawanym, 
np. Ada: [...l Zechce mi pan teraz powiedzieć, o czym dziewczynka 
m ó w i przez sen? Kukliński [...]: ZU. O M u r z y n i e. Szaniawski I 13. 
Relacje te stanawią podstawę następującego rozumowania. Odpa- 
wiedniaść znaku palega, ogólnie mówiąc, na tym, że odpowiedniki da- 
tyczą tego samegO' elementu rzeczywistości. Stwierdzenie więc takiej 
odpowiedniości prowadzi do aczywistega wniosku, iż w skład odwzoro- 
wywanego przez badane ZU wycinka rzeczywistości wchodzi element 
już w kontekście wymieniany. Element ten maże być zatem punktem 
wyjściowym rozpatrywanegO' ZU, a przysługujące mu znaki - znakami 
PW. W wypadku związku konotacyjnegO' sprawa przedstawia się po- 
dobnie, z tym że znak PW znajduje się paza abrębem badanego zdania.. 
W przykładach z odpowiedniością znaków przypuszczamy zatem, iż 
adbija ona związek PW : ZU, przy czym adpawiednik wewnątrz zdania 
pełni funkcję infarmującą o PW, jest więc członem wyjściowym lub je- 
go częścią, nie jest zaś członem razwijającym (jego częścią). Ale okazu- 
je się, że nie każda odpowiedniaść ów związek PW: ZU odbija, stąd 
wnioskawanie a funkcji odpawiedników - i w kansekwencji a razczłan- 
kawaniu zdania - na padstawie samej tylkO' adpawiedniości nie zawsze 
jest dastatecznie uzasadnione. 
W przykładach z kanatacją powstają inne komplikacje. Wyłania się 
więc kwestia, co uznać za znak konatawany, a dalej jak ustalić PW. 
Jak się pokaże, nie są ta sprawy tak bardzo proste. 
Trzeba pamiętać, że często nawet pa skwalifikawaniu elementu ZU 
jako znaku infarmującega a PW, zagadnienie rozczłonkowania ZU nie 
jest jeszcze rozwiązane. Mam na myśli wypadki, gdy GW czy cr, czy 
wreszcie oba człony razem okazują się konstrukcjami złażonymi. Należy 
wÓWczas jeszcze rozszyfrować ich budowę wewnętrzną i wskazać na 
hierarchię wchodzących w nie składników. Dapiero bawiem wtedy 
otrzymujemy właściwy wartaściujący kan tur zdania. 
Jest rzeczą jasną, że zadaniom tym nie sprosta ani sama odpowied- 
niaść, ani sama konotacja. Trzeba będzie sięgnąć do całegO' arsenału 
innych jeszcze czynników, a więc i szyku, i leksycznych wykładników 
wartaściujących, i czynników strukturalnych wewnątrz ZU - a niektó- 
re sprawy odłażyć aż do chwili, kiedy zostaną już rozpatrzone wszystkie 
typy zdań uwikłanych. 
Przechodzę obecnie do scharakteryzowania wspomnianych relacji, 
nie wdając się na razie w kwestię ustalania punktu wyjściowegO'. 
3. 5. Odpowiedniaść znaków występuje w trzech zasadniczych wa- 
riantach; między odpowiadającymi sobie znakami zachadzi:
>>>
14 


Henryk Misz 


1) stosunek tożsamości, np. A kto m ó w i? ZU. M ó w i Jerzy; 
2) stosunek synonimiczności, np. P i o t ruś skierował się ku mia- 
stu szerokq alej q, aby gdzieś odpoczqć i pomyśleć, co ma poczqć? 
(...] ŻU. C h ł o p i e c zatroskał się. Makuszyński 63, 
3) stosunek równoważności, np. M owal u d z k a podlega tym sa- 
mym prawom, co wszystkie inne zjawiska akustyczne. ZU. Składa się 
o n a z tonów (zawsze złożonych), szmerów i połqczeń tonów ze szme- 
rami. Dłuska 7-8. 
Jak należy te trzy stosunki rozumieć? Jaki zakres trzeba im wyzna- 
czyć? Czy chodzi o tożsamość, synonimiczność i równoważność pod każ- 
dym względem, a więc leksyczną i gramatyczną (kategorialną, fleksyjną, 
syntaktyczną), czy nie? Rzecz wygląda następująco. Wiemy, że oba 
znaki oznaczają (odwzorowują) ten sam element rzeczywistości (w dal- 
szym ciągu będę ten element nazywał - może niezbyt ściśle, ale za to 
dogodnie - desygnatem). Wiemy zaś również, że jeden i ten sam de- 
sygnat może doznać rozmaitego ujęzykowienia, tzn. może być oznaczo- 
ny (odwzorowany) przy pomocy różnych znaków językowych. Już z te- 
go wynika, że odpowiedniość obu znaków należy pojmować dość sze- 
roko. A trzeba ponadto pamiętać, że odpowiednik w ZU bywa rozmaicie 
traktowany, tzn. może on w pełni odpowiadać swemu partnerowi, może 
być jednak wobec niego znakiem uproszczonym, na co wolno sobie po- 
zwolić, skoro w kontekście znajduje się znak pełny - i odwrotnie: 
odpowiednik w stosunku do znaku kontekstowego może być znakiem 
rozszerzonym o znaki dodatkowe, albo wreszcie znakiem zredukowa- 
nym, zawierającym jedynie owe dodatki bez znaku właściwego. 
W podanych tu przykładach mieliśmy do czynienia z odpowiednio- 
ścią zarówno pod względem gramatycznym, jak i (w wypadku pierw- 
szym) leksycznym. Przy pojmowaniu jej jako odpowiedniości dwóch 
znaków dotyczących tego samego desygnatu staje się jasne, że wartość 
gramatyczna tych znaków jest w zasadzie obojętna. 
Uznamy więc istnienie odpowiedniości w następujących przykładach, 
mimo że odpowiadające sobie znaki pod względem gramatycznym się 
różnią. Z w r o g a m i się nie dyskutuje. W r o g ó w się zabija. 
Kruczkowski 51; Poproś o j c a, żeby zdjqł walizkę z pawlacza - powie- 
działa do Andrzeja. Pobiegli obydwaj do pokoju i po chwili wrócili. ZU. 
T a t a zły, Zientarowa 38; Musimy przede wszystkim wydostać się 
z bałamuctw, w jakich tonie przekaz Poriirogenety, musimy obejrzeć się 
za jak i m i ś f a k t a m i p e w n y m i, ZU. Na szczęście są 011 e. Wi- 
dajewicz 33. 
Inaczej natomiast z wartością leksyczną. Wypadki ze stosunkiem 
równow
żności nie nastręczają żadnych kłopotów, jako że równoważ- 
niki są leksycznie. "puste", W wypadkach ze stosunkiem synonimicz-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


15 


ności chodzi O synonimiczność pojętą bardzo szeroko: za synommIczne 
uznaję dwa rÓzne znaki zdatne do aznaczenia czy adwzarowania tego 
samega elementu rzeczywistaści w określanych akolicznaściach. Rzecz 
prosta zaliczymy tu nie, tylka synanimy ze stanawiska systemu leksy- 
kalnega, ale rÓwnież - i bardzo częsta - synonimy akazjanalne. Będą 
zatem synonimami składniki nWlczyciel i pedagag w zdaniach: N a u- 
c z y c i e l, doskonale zdający sobie sprawę, skąd pachodzq sińce i rany 
na ciele ucznia, pyta, ca mu się stała. "Przewróciłem się na meczu rug- 
by". ZU. P e d a g a g odchadzi z uśmiechem uznania. Kałużyński 83. _ 
gdyż aba wyrazy funkcjanują jaka synonimy w palskim systemie lek- 
sykalnym; za synanimy uznamy jednak rÓwnież składniki pan Luśnia 
i ajciec w zdaniach: Pani: [...] Chciałam mówić z p a n e m L u ś n i q. 
Zasia: ZU. O j c i e c wyszedł w pale. Szaniawski III 170- funkcjonu- 
jące synanimicznie w akalicznaściach przedstawionych w utworze. 
Wreszcie ,w wypadkach ze stasunkiem tażsamości odpowiadające 
sobie znaki należą do tega samega gniazda etymalagicznega i pasiadają 
wspÓlne jądro znaczeniawe. W tym razumieniu, stosunku tożsamaści 
będziemy się dopatrywać rÓwnież między składnikami dabra i dobroć 
w zdaniach: Mogłabym jeszcze pawiedzieć a Marcji, że ta była nie tylka 
ładna dziewczyna, ale i d a b r a. Jednak ta byłaby nie zupełnie prawdzi- 
we. Marcja była bardzo uczciwa i nie robiła nic złega. ZU. Ale na 
d a b r a ć była trochę za leniwa. N'ałkawska Ś 24. 
Trzeba jednak dadać, że w pewnych razach daniasłe są drobne rÓż- 
nice wartości leksycznej i rÓżnice wartaści gramatycznej adpawiedni- 
kÓw przy zachawaniu zasadnicza wspÓlnej wartości leksycznej. Świad- 
czą o tym przykłady wyzyskiwania tych rÓżnic jaka daminanty treścia- 
wej: Wyciqgnęła [Niteczka] ją [bułkę] z przewieszanej przez ramię sa- 
nitarnej torby. ZU. Właściwie tarebki. Bratny II 273; K oc h a ł a bardzo 
swq matkę - chociaż to tak się tam nie nazywało. ZU. S z a n o wał a 
ją raczej. Nałkawska Ś 29; Sędzia: [..o] Zadam takie pytanie: czy miała 
ona prawo cię zabrać bez pozwolenia władz i rodziców? Bruss: Nie miała 
prawa. ZU. To było w b r e w p r a w u. ZU. P o z a p r a w e m. Sza- 
niawski III 272; n i e b y ł o później rewolucji gustów. ZU. Nawet _ 
n i e m o g ł o jej b y ć. Błański 41. 
3.6. Odpawiadające sobie znaki mogą być składnikami, zespałami 
składnikÓw, zdaniami, a nawet zespołami zdań, przy czym istnieją tu 
pewne osabliwaści zależnie ad tega, czy chadzi a znak kontekstawy, 
czy a znak z ZU. 
Znakiem kontekstowym może być: 
1) składnik, np. Czy mogę mówić z m a m u s i ą? ZU. Mamusia śpi- 
szepnął Andrzej. Zientarowa 78; Popatrzył [Żelazowski] po aknach, udał, 
że nie widzi R o d a k a. ZU. Ten uśmiechnął się. Czeszka 18; Temat: Co
>>>
16 


Henryk Misz 


to jest f o n e t y k a. ZU. Fonetyka [...] czyli głosownia bada nasze ję- 
zyki od strony kh dźwiękowego tworzywa. Dłuska 3, 
2) zespół składników, np. Histodę pkrwotnej wspólnoty dzieJjmy na 
dwa wielkie okresy: na ok r e s d z i koś c i i na okres barbarzyństwa. 
ZU. Okres dzikośd - to okres najniższego, najprymUywniejszego sta- 
nu społeczeństwa ludzkiego. Schaff 17; Musimy przede wszystkim wy- 
dostać się z bałamuctw, w jakkh tonie przekaz Pornrogenety, mu(simy 
obejrzeć się za jakimiś faktami pewnymi. ZU. Na szczęśde 
są one. Widajewicz 33; Uwagę jego [Jongkinda] zwraca - p r z e d m i e- 
ś c i e, g r a n i c a, g d z.i e c y w 11 .i z a c j a s t y k a s i ę z p e j z a- 
ż e m p r z y r o d y. ZU. Owo "miejsce melanchoJjj i kontemplacji" - 
stałe tło wjzjonerskkh płódell Chagalla czy atmosfera dziwacznych 
romamów Kafki - jest ulubionym motywem współczesnej sztuki miesz- 
czańskiej, degenerującej się w smutnym, samotnjczym indywiduaJjzmie 
szkoły sartrowskiej. Kałużyński 14-15, 
3) zdanie, np. Wobec zagrażających mu przemożnych sił przyrody 
człowiek byłbezsj]ny. Zu. Z tej bezsj]nośd człowieka wobec przemoż- 
nych sił przyrody wynika konieczność zbiorowego, wspólnego, można 
nawet powiedzieć, stadowego współżyda pierwotnych ludzi. Schaff 16, 
4) zespół zdań, np. Nie znasił [Flaubert] najmniejszej wątpliwości. 
Musiał być wszędzie tam, gdzie badaj przez chwj]ę zatrzymały się jego 
pastad, odbywał jch podróże, zwiedzał jch strony rodzinne, aglądał 
fermy i damy, w których mieJj zamieszkać, z Fryderykiem i Rosanettą 
przeszedł wszystkie aleje lasu Fontainebleau i znał szum drzew nad 
każdą ławką ich adpaczynku. Chodaż w "Educatian" szła o rzeczy jemu 
wlspółczesne, brał wiadomości od asób., które w tych czasach przeżyły 
więcej niż an, przeczytał komplety dzienników od 1835 do 1856, do 
każdej kwestii poruszanej w rozmowach miał natatki z lektury, zaznaja- 
miał się z fabrykacją porcelany i fajansów, gdy Arnoux otwierał swoją 
fabrykę; chodzjJ pa zakładach pagrzebowych i cmentarzach, gdy na- 
deszła para śmierd pana Dambreuse. Pracawał solidnie jak dawni maj- 
strzy, którzy nie JjczyJj na stiuk lub farbę, by ukryć Jjchaść materiału 
czy nieszczerość dasu. ZU. Było w tym wiele podobieństwa da rzetel- 
ności historyka. Parandowski 191-192. 
3.7. Odpowiednik w ZU jest sKładnikiem lub zespołem składników. 
Ze względu na wagę tych znaków dla "psychologicznego" rozczłonko- 
wania ZU trzeba je dokładniej omówić. Rozpocznę od znaków bez 
składnika czasownikowego (niewerbalnych). 
Porównując je z partnerami kontekstowymi dochodzimy do wyróż- 
nienia następujących ich rodzajów: 
1) znaki pełne, gdy znak z ZU jest całkowitym odpowiednikiem 
znaku kontekstowego; zaliczymy tu przykłady z wszystkimi trzema sto-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


17 


sunkami: tożsamości, synommlcznoscl l równoważnoscl, np. Mieszkała 
. [Łucja] z Z e n o n e m i Stasiem. ZU. Z e n o n źle zarabiał. Brandys 99; 
Wjechałem do G a r w.o l i n a. Obraz był straszny - ZU. M i a s t o po 
prostu nie istniało. Klimkowski 24; I po co k m i o t k o w i mojafrezar- 
ka? ZU. O n za butami będzie patrzył. Czeszko 29; Ale p r z y s z łoś ć 
l a t a n i a - nie jest w balonie. ZU. P rży S z łoś ć l a t a n i a - to 
maszyna cięższa od powietrza. Szaniawski III 231, 
2) znaki uproszczoner gdy znak z ZU obejmuje tylko niektóre skład- 
niki swego partnera. Dotyczy to wypadków ze stosunkiem. ttJlżsamości 
i synonimiczności. Znak kontekstowy w tych razach ma postać zespołu 
składników czy zdania; odpowiednik w ZU zawiera zwykle na.drzędnik 
(trzon zespołu), np. I tak pięciu myśliwców szalejących w swym ży- 
wiole, zamienionych w ziejące furie, robiło historię: rozbijało w i e l k ą 
w y p r a w ę L u f t w a f f e. ZU. W y P r a w a się rozpadała. Fiedler 
D 124. Dotyczy to również wypadków, gdy znak kontekstowy jest skład- 
nikiem (zespołem) rozwiniętym przez zdanie podrzędne, np. Fakt, iż wia- 
domość o nich dotarła do dalekiej Aleksandrii, świadczy o r o z g ł o- 
s i e, jak i m c i e s z y l i s i ę W i e l e c i w ś ród z a c h o d n i e g o 
o d ł a m u S ł o w i a n. ZU. Jakoż zasłużona była s ł a w a. Widaje- 
wicz 31. - Nie jest to jednak zwyczaj bezwyjątkowy, gdyż znajdą śię 
wypadki, gdzie znak uproszczony zawiera nie trzon zespołu, lecz właś- 
nie podrzędnik (przystawkę), np. Drugi z wyróżnionych powyżej obsza- 
rów krajobrazowych Ziemi - to obszar . zwartych iglastych lasów pół- 
nocnych, zawierających domieszkę niektórych, szczególnie odpornych 
na mrozy, d r z e w l i ś c i a s t y c h. [...] Przeważają wszędzie d r z e- 
wa iglaste (świerk, jodła, modrzew, limba, sosna). ZU. L i ś c i a s t e 
stanowią zaledwie domieszkę, zazwyczaj nieznaczną i spotykaną częś- 
ciej przeważnie tylko nad rzekami. Moszyński 224. 
Osobnej uwagi wymagają przykłady typu: Źle pracuje ten, co pra- 
cuje bez miłości; spojrzenie ma mętne, a ramiona bezsilne. Nie wierzy 
we własny trud, oblewa go g o r y c z ą ł e z, przeklina własną pracę. 
ZU. Ł z y są złym, kruchym i zwietrzałym cementem. Makuszyński 59. 
Mamy tu parę znaków gorycz łez: łzy, gdzie składnik łzy odpowiada 
podrzędnikowi zespołu, który jest jednak znakiem innego desygnatu 
(jeśli obu znaków nie uznać w ogóle za synonimy). Dlatego składnika 
łzy nie da się uznać za znak uproszczony; powiemy, że jest to znak 
pełny, odpowiadający części wyżej zorganizowanego znaku odmiennego 
desygnatu. 
Znakowi kontekstowemu w postaci zdania może odpowiadać znak 
uproszczony w postaci zespołu składników, pomijającego pewne skład- 
niki zdania, np. Karol Marks dał w swojej ekonomii politycznej genial- 
ną, szczegółową i wszechstronną analizę ekonomiczną społeczeństwa 


2 - Filologia Polski VI
>>>
18 


Henryk Misz 


kapitalistycznego. [...] ZU. Analiza społeczeństwa kapitalistycznego, do- 
konana przez K. Marksa, stała się podstawą współczesnego 
ocjalizmu 
i naukowego ruchu robotniczego. Schaff 7-8, 
3) znaki rozszerzone, czyli zawierające poza odpowiednikiem jeszcze 
inne składniki. Spotykamy je przeważnie w przykładach ze stosunkiem 
tożsamości i synonimiczności. Rozszerzanie znaków równoważnych jest 
ograniczone do specjalnych wY1padków. Ze względu na rodzaj i rolę 
tych dodatkowych składników wydzielam tu następujące podgrupy: 
a) znaki rozszerzone przez specjalne wykładniki ińformujące, zwy- 
kle przy pomocy zaimkÓw ten, ów, taki, np. Może to moja nieudolność, 
może zbyt wielkie długi przy tak zwanej złej koniunkturze - dość, że 
po kilkunastu latach wyszedłem z g r o s z a m i. ZU. T e g r o s z e już 
przejadłem. Szaniawski III 292. - również, gdy odpowiednik jest zna- 
kiem uproszczonym, np. Na posiedzeniu odczytywało się znowu p o d a- 
n i a w i ę ź n i ó wop r z e d t e r m i n o we z w o l n i e n i a [...] ZU. 
Dużo było t Y c h P o d a ń. Nałkowska S 123-124. 
Takie rozszerzenie znaku odgrywa rolę czysto techniczną przy in- 
formowaniu o PW i nie wiąże się z dodatkową charakterystyką desygna- 
tu. Ale istnieją znaki rozszerzone, gdzie właśnie z taką charakterystyką 
mamy do czynienia, mianowicie: 
b) znaki rozszerzone w związku z ilościową charakterystyką desyg- 
natu, wyrażoną przez swoiste kwantyfikatory w postaci wyrazów: 
wszystek, każdy, wszelki, niektóry, niejeden, pewien, żaden, część, wie- 
le, liczebników głównych itp., np. Porucznik pisał, a ja wziąłem właśnie 
do ręki wojskową k s i ą ż e c z k ę Niemca. ZU. W s z y s t k i e woj- 
skowe ksiqżeczki są jakieś do siebie podobne. Pruszyński 21 i Wielką 
rolę w tej walce odgrywa przykład stachanowców radzieckich, ich cen- 
ne doświadczenia i przodujące m e t o d y pracy. ZU. J e d n ą z tych 
m e t o d jest metoda Kolesowa, podnosząca wydajność pracy w ważnej 
dziedzinie produkcji, mianowicie w dziedzinie skrawania metali. Kalen- 
darz Robotniczy 290. 
Osobną odmianę stanowią wypadki charakteryzowania desygnatu 
pod względem kolejności, np. Doba młodszego paleolitu dzieli się rÓw- 
nież na trzy ok r e s y, które otrzymały swe nazwy w nauce od gło,śnych 
znalezisk na zachodzie Europy, a głównie we Francji. ZU. p i e r w s z y 
z tych ok r e s Ó w, zwany oryniacki, łączy się jeszcze z klimatem 
zimnym. [...] ZU. O s t a t n i o k r e s młodszego paleolitu nosi nazwę 
magdaleńskiego. Tymieniecki 89-90. 
c) znaki rozszerzone w związku z jakościową charakterystyką de- 
sygnatu, wyrażoną przez składniki wobec odpowiednika podrzędne, 
zwykle przez przydawki. 
Rozszerzenie wiąże się przede wszystkim z podaniem jakiejś dotąd
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


19 


nie ujawnionej cechy desygnatu, najczęściej dzieje się to przez dodanie 
przydawki orzekającej, np. Niosły się same o b ł o c z k i rozwiane, siew- 
ne i powłóczyste, nic o sobie i swej piękności nie wiedzące, a których 
istnienie było po to, żeby dać świadectwo piękności - i zginąć. [...] ZU. 
C h m u r k i t e, c h y ż o l e c ą c e w n i e b i o s a c h, ściskały serce 
widokiem swoim. Żeromski 29j Mieszkali tam od pół roku państwo K o- 
s i o r k o w i e. ZU. O n, d o t Y c h c z a s r z e ź n i k, od jesieni czter- 
dziestego roku stał się potężnym przemysłowcem głodzonego miasta. 
Bratny I 16. 
Bywa i tak, że znak zostaje rozszerzony przez przydawkę wyszcze- 
gólniającą jakąś cechę desygnatu, która wynika z kontekstu, np. Na 
pniu samotnego 
rzewa przybita była drewniana tablica, a na niej wy- 
malowano dwie, na krzyż złożone kotwice, okropnie zadzierzyste i t a k i 
n a p i s: "Z a t o k a s t u t Y s i ę c Y d i a b łów". ZU. p o d t Y m 
p i e k i e l n y m n a p i s e m wyobrażona była czerwoną farbą strzała, 
mierząca ostrzem w stronę domu. Makuszyński 51. 
4) znaki zredukowane; brak w nich zupełnie odpowiednika, wystę- 
pują natomiast znane nam ze znaków rozszerzonych składniki dodatko- 
wo charakteryzujące desygnat pod względem ilościowym i jakościo- 
wym, np. Po mojej, to je.st kościelnej jej stronie, paliło się parę wotyw- 
nych świec i leżało chyba kilkadziesiąt kar t e k. [...] ZU. IV i e k t ó r e 
były zamknięte jak szkolne ściągaczki. Pruszyński 10; Chciałam jeszcze 
prosić pani - zaczęła, ażeby moje d z i e w c z y n k i więcej pracowały 
nad talentami. [...j ZU. J e d n a na przykład mogłaby uczyć się grać na 
cytrze [...] ZU. D r u g a mogłaby uczyć się malować, choćby pastelami... 
Prus 38; Jakaś fI g u r k a wyprysnęła z okopu, za niq je,szcze kilka. 
ZU. S c h Y lon e, pędem w tył. Putrament 215-216. - Znaki zredu- 
kowane z racji swego charakteru wymykają się z granic omawianej tu 
odpowiedniości, wchodzą natomiast przede wszystkim w związek kono- 
tacyjny. 
Do tej pory była mowa o znakach dotyczących tego samego desyg- 
natu, co znak kontekstowy, a zatem całkowicie spełniających główny 
warunek odpowiedniości. Istnieją j.ednak znaki spełniające ten warunek 
tylko częściowo, tzn. dotyczące desygnatów różnych, ale należących do 
wspólnej ogólniejszej klasy. Znaki te to zespoły składników, w ktÓrych 
odpowiedniość spoczywa jedynie na nadrzędniku (trzonie) oznaczającym. 
właśnie tę ogólniejszą klasę. Przykłady: Skala głosów kobiecych wyż- 
sza jest od skali głosów męskich, czemu odpowiada różnica w budowie: 
w i ą z a d ł a k o b i e t są przeciętnie o 1/ 5 , a nawet o 1/3 krótsze i cień- 
sze niż u mężczyzn. ZU. Jeszcze cieńsze i krótsze są w i ą z a d ł a d z i e- 
c i. Dłuska 18j Ale ś m i e r ć n a woj n i e nie wytwarza nienawiści. 
ZU. Wytwarza ją ś m i e r ć i n n a. Pruszyński 14; Wielką rolę w tej
>>>
20 


Henryk Misz 


walce odgrywa przykład stachanowców radzieckich, ich cenne doświad- 
czenia i przodujqce m e t o d Y P r a c y. ZU. J e d n q z t Y c h m e- 
t o d jest m e t o d a K o l e s o w a, podnoszqca wydajność pracy w waż- 
nej dziedzinie produkcji, mianowicie w dziedzinie skrawania metali. Ka- 
lendarz Robotniczy 290. 
Na końcu zaś wypada postawić znaki również w postaci zespołów, 
ale z odpowiedniością tylko w podrzędniku (przystawce). Nazywają one 
desygnat inny niż znak kontekstowy, przy czym oba desygnaty nie na- 
leżą nawet do wspólnej klasy, zachodzą jednak między nimi pewne 
związki. Przykłady: G r z e c h tedy jest obrazq Boga. [...J ZU. p r z y - 
c z y n ę g rzec h u stanowi rozum i wola. Zeromski 25; Przypominam 
.sobie pięknq sowę, schwytanq w pasie nadmorskim Parany. Nabytek 
z czasów, gdy polowaliśmy pod Morretes jako goście niezmiernie miłego 
obywatela, J ó z e f a G r u n d k i e w i c z a, jednego znajstarszych 
i najzamożniejszych emigrantów polskich. ZU. Sowa była j e g o p o- 
d ark i e m. Fiedler Z 14. 
Z tymi dwoma rodzajami znaków wiążą się także znaki zredukowane, 
a więc pozbawione odpowiednika czy to w postaci trzonu, czy to przy- 
stawki, np. 'Burda obejrzał sobie d ł o n i e . ZU. P r a w a trochę zaczer- 
wieniona. Putrament 17; Otóż kilka milionów lat temu leśni akrobaci 
zeszli na ziemię. ZU. p r z y c z y n q prawdopodobnie był głód wywo- 
łany przerzedzeniem się lasów w zwiqzku z ochłodzeniem się klimatu. 
Kalendarz Robotniczy 325. 
Osobno zwróćmy uwagę na przykłady, gdy znakom w ZU odpowiada 
kilka znaków kontekstowych. Obserwujemy tu następujące wypadki: 
1) każdemu znakowi kontekstowemu odpowiada osobny znak. w ZU, 
przy czym znaki w ZU mogą 
a) łączyć się w zespół współrzędny (szereg), np. W świetle ognia 
dostrzegli zbliżajqcy się c z o ł g. Poprzedzała go zbita masa l u d z i, 
byli to cywJle. ZU. Z a n i fi i i z a c z o ł g i e m szli gęstq ławq 
strzelcy. Czeszko 36, 
b) nie łączyć się w zespół, np. Ach, spróbować! Zaczqć! W t a j e m- 
n i c y przed wszystkimi. M a m a spostrzeże... ZU. No, fi a m ę można 
przypuścić do s e k r e t u. Zeromski 21, 
2) kilku znakom kontekstowym odpowiada jeden g lob a l n y znak 
w ZU w postaci 
a) składnika, np. Do tej przyjaźni p a n c e r n i k wkładał pogodę 
ducha i dobroduszność, kar a - kar a wykwint form i szerszy poglqd 
na życie. ZU. Było w n i c h trochę ze Sancho pansy i Don Kichota. 
Fiedler Z 32-33, 
b) zespołu niewspółrzędnego, np. Każdy w i e r s z wymaga u mnie
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


21 


innej f o r m y. ZU. K s z t a ł t w i e r s z,y zależny jest od zamysłu. 
Rzecz 112. 
Przyjrzyjmy się obecnie gramatycznej stronie opisanych odpowiedni- 
ków w ZU (chodzi o znaki z całkowitą odpowiedniością, tzn. znaki peł- 
ne, uproszczone, rozszerzone i globalne): 
1) znaki w postaci składników; są nimi rzeczowniki (w funkcji pod- 
miotu, dopełnienia, okolicznika i orzecznika), zaimki anaforyczne i wska- 
zujące, znacznie rzadziej przysłówki i przymiotniki. A oto garść przy- 
kładów: Mieszkali u szwagra na "szlacheckim" brzegu. ZU. S z wag i e r 
dopiero co postawił dom nowy, duży, o dachu na modłę niemieckq wy- 
sokim jak czapa z obu stron ścięta. Newerly 30; Z wrogami się nie dy- 
skutuje. ZU. W r o g ó w się zabija. Kruczkowski 51; Księżnkzka Vaug- 
hanI Prześliczne błękitne oczy, sploty włosów, głowa lekko pochylona 
na prawe ramię. ZU. N a g ł o w i e kapelusik z czarnej materii, jed- 
wabnie lśniqcej, rodzaj spłaszczonego cylinderka, z szerokim rondem 
i rozszerzeniem w kierunku dna. Zeromski 14; W dużym,. jasnym 
pokoju, za stołem między dwoma oknami, rzucala się w oczy przede 
wszystkim postać sędziego w czarnej todze [...J ZU. S ę d z i q jest kobieta. 
Koźniewski 9; Pani się mnie nie boi? - pytała, ściskając mi ręce.- 
Nie, nie boję się oiebie, Marcjo - mówiłam. [...J ZU. Ale o n a nie 
chciała wierzyć. Nałkowska S 55-56; Miejscowa ludność ukraińska by- 
ła bardzo wrogo do nas na[stawiona. ZU. T e j należało unikać. Klim- 
kowski 32; Ewa zajrzała do pokoju mieszkalnego. ZU. T a m siedział 
nad pClJPjerami stary pan. Zeromski 31; Kukliński: A o czym był odczyt 
wczoraj? Ada: W c z o raj mówiła przyjaciółka moja, panna Rybska, 
u minerałach w ogólności. Szaniawski I 88; Drugi z wyróżnionych po- 
wyżej obszarów krajobrazowych Ziemi - to obszar zwartych iglastych 
lasów północnych, zawierajqcych domieszkę niektórych szczególnie od- 
pornych na mrozy, drzew liściastych. [...J Przeważajq wszędzie drzewa 
iglaste (świerk, jodła, modrzew, limba, sosna). ZU. L i ś c i a s t e stano- 
wiq zaledwie domieszkę, zazwyczaj nieznacznq i spotykanq częściej 
przeważnie tylko nad rzekami. Moszyński 224. 
2) znaki w postaci zespołów składników; mamy tu do czynienia 
głównie z zespołami niewspółrzędnymi, czyli związkami. Zespoły wsp.ół- 
rzędne, tj. szeregi - to przede wszystkim połączenia d'Y'óch osobnych 
qdpowiedników dwóch znaków kontekstowych, np. W świetle ognia 
dostrzegli zbliżajqcy się c z o ł g. Poprzedzała go zbita masa l u d z i, 
byli to cywile. ZU. Z a n i m i i z a c z o ł g i e m szli gęstq ławq 
strzelcy. Czeszko 36 - zna,cznie rzadziej można je traktować jako jedno- 
lity odpowiednik znaku konte],.Qstowego, np. Temat: Facja połonin czy 
hal. ZU. P o ł o n i n y c z Y h a l e sq również czymś w rodzaju (zim- 
nego) stepu górskiego. Moszyński 214. Panujący typ to zatem związki.
>>>
22 


Henryk Misz 


Mogą być one znakami wszelkich omówionych tu rodzajów, a więc peł- 
nymi, rozszerzonymi i globalnymi. Przeważają związki z trzonem rze- 
czownikowym, pełniące funkcje takie jak rzeczowniki; o wiele rzadziej 
pojawiają się związki z trzonem zaimkowym i liczebnikowym. Przykła- 
dy: Co do Bergów - powiedział Jurek - to my trochę dzieJjmy skórę 
na żywym jeszcze niedźwiedziu. - To nieważne - odparł Rodak. - 
ZU. T e n n i e d ź w i e d ź będzie zabity. Czeszko 20; Oprócz tego peł- 
no było na drodze pojedynczych żołnierzy lub grupek ni to wojskowych, 
ni to cywilnych, którzy śpieszyli, aby dogonić swoje oddziały - czy to 
jeszcze nie zmobilizowani, czy też jako wcieleni. ZU. C i o s t a t n i byli 
tak jak i żołnierze uzbrojeni w karabiny. ZU. W s z y s c y o n i właści- 
'\vie błąkali się. Klimkowski 16; Wielką rolę w tej walce odgrywa przy- 
kład stachanowców radzieckich, ich cenne doświadczenie i przodujące 
metody pracy. ZU. J e d n ą z t Y c h m e t o d jest metoda Kolesowa, 
podnosząca wydajność pracy w ważnej dziedzinie produkcji, mianowicie 
w dziedzinie skrawania metali. Kalendatz Robotniczy 290. 
Kończąc chciałbym wskazać na grupę wypadków osobliwych, tj. nie- 
samoistnych ZU bezorzeczeniowych, np. Niestety była to prawda. ZU. 
Bolesna prawda. Klimkowski 81; Użyliśmy określenia "posada" - właś- 
ciwiej jednak byłoby to nazwać "stanowiskiem". ZU. I to - odpowie- 
dzialnym "stanowiskiem". Szaniawski III 298; Białogwardziści, uciekając, 
szkutę zatopili. ZU. Szkutę z podarkami cesarzowej dla frontu kaukas- 
kiego. Newerly 12; A już najpiękniej mówił o cierpieniu. Ze jedyną dro- 
gą do Boga jest cierpienie. ZU. Cierpienie j pokora. Nałkowska 
G 232-233. 
3. 8. A teraz odpowiedniki ze składnikiem czasownikowym (werbal- 
ne). Omawiam je oddzielnie, gdyż różnią się one poważnie od poprzed- 
nich. Wypływa to oczywista ze szczególnych własności czasownika, wy- 
znaczających mu też szczególną rolę w zdaniu. 
Między czasownikowym znakiem z ZU a jego kontekstowym partne- 
rem zachodzą znane nam już stosunki tożsamości (co poniekąd zostało 
poprzednio zasygnalizowane) i synonimiczności, np. Oszołomiony Nowy 
nie wie, kiedy jego otwarte do gromkich przekleństw usta wydają ten 
san: pochwalny k r z y k. ZU. K r z y c z ą wszylscy. ZU. Wszystko 
k r z y c z y. Okna, balkony ocalałych kamienic oblepione ludźmi. Krzy- 
czą dachy, na których mieszają niebo dłonie wiwatujących. Bratny II 
300;.Do końca życia nigdy was n i e z a p o m n ę... ZU. Zawsze b ę d ę 
p a m i ę t a ł. Makuszyński 21. - Spotykamy tu także wypadki ze sto- 
sunkiem równoważności; znakami równoważnymi są zespoły typu czyni 
to, tak; robi to, tak, a więc z czasownikami oznaczającymi czynność 
w ogóle, np. W okrężnej wędrówce po skrzyni pancernik postępował 
tak, jak gdyby orlika nie było, więc niby go nie widząc, brutalnie
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


23 


s p y C h a l go z drogi, p r z y t l a c z a l do ściany, czasem nawet 
w l a z i l na niego. ZU. C z y n i l t o z dziwnym spokojem brylowatego 
cielska i z niefrasobJjwą miną j,stoty nie spelniającej nic więcej jak 
tylko nakaz sumienia. Fiedler Z 31; Nareszcie, jak się już taki koń wy- 
tarza w obie strony tyle, ile chcial, wówczas w s t a j e na nogi. ZU. 
R o b i t o też dosyć niezręcznie. Nałkowska Ś 12. 
Na czoło w odpowiedniości wysuwa się naturalnie leksyczna war- 
tość odpowiedników przy zasadniczej obojętności wartości gramatycz- 
nej, jednakże wykorzystanie różnic wartości gramatycznej jako domi- 
nanty treściowej zwłaszcza tutaj może znaleźć szerokie zastosowanie. 
Bo też czasownik ze swym bogactwem własności gramatycznych do- 
starcza wielu okazji do modulowania jednej i te'j samej czynności. Oto 
dwa przykłady: Tak, to j e s t tak zwany "przewóz". ZU. Wlaściwie - 
b Y l. Szaniawski II 266 - gdzie wyzyskana różnica w czasie; T l u k ą 
kamienie na szosie. Duszą się. ZU. Muszą t l u c. Tuwim 283 - gdzie 
różnica w płaszczyźnie modalnej. 
Czasownik bywa czasem opatrywany negacją, przez co zmienia się 
walor logiczny jednego z odpowiedników. Otóż ten przeciwny walor 
logiczny - przy tej samej wartości leksycznej - moźe się również stać 
dominantą treściową. Dzieje się tak zazwyczaj w zespołach zdań ze sto- 
sunkiem przeciwstawnym, zwłaszcza wtedy, gdy zaprzeczony jest odpo- 
wiednik w ZU, np. I w tej chwili doznałem tego samego uczucia, jakiego 
doznaje myśJjwy w poleskiej porannej mgle, kiedy z drzewa przed nim 
.z r y was i ę, szumiąc głucho łopotem, jakiś ospały, a spło[szony ptak. 
ZU. Tylko ptak się n i e z e r wał. Pruszyński 20; Gdybyż to uczucie 
t r wać m o g l o wiecznie! Gdybyż w tym stanie laski żyć i umierać' 
ZU. Ale ono n i e t rwa. Żeromski 34. - Rzadziej, i niekiedy mniej 
wyraźnie, obserwujemy taką dominantę przy zaprzeczonym odpowied- 
niku kontekstowym, np. Więc nikt nie wmówi we mnie, że zegarka n i e 
b y ł o. ZU. Zegarek b y ł. Szaniawski III 327. - natomiast zdarza się, 
iż przy zaprzeczonym odpowiedniku kontekstowym walor staje się obo- 
jętny, np. Powiedzieć komuś: Niemiec - n i e z n a c z y ł o tu jeszcze 
wróg. ZU. Ale z n a c z y ł o wyrazić pogardę. Pruszyński 63; Jednak 
n i e b y l a to powabna cisza wiejska, pełna szumu drzew i szczebiotu 
ptasząt, jaką pani Barbara znała z przechadzek z przyjaciółmi. ZU. B y ł a 
lo wielka, prawie przygnębiająca cisza opu,szczonego miejsca. Dąbrow- 
ska 56. 
Wśród odpowiedników bez składnika czasownikowego rozróżniliśmy 
cały szereg rodzadów ze względu na ich stosunek do znaku konteksto- 
wego, jak też ze względu na ich budowę. Tutaj sprawa wygląda ina- 
czej. Znak werbalny ograniczymy do samego czasownika, bez związa- 
nych z nim określeń, podmiotu czy orzecznika, inaczej bowiem doszłoby
>>>
24 


Henryk Misz 


do tego, że w przeważnej części przykładów znakiem stałoby się całe 
zdanie. Znak werbalny występuje w postaci syntetycznej lub analitycz- 
nej. W tym drugim wypadku jest to forma analityczna czy też związek 
z bezokolicznikiem zależnym. Znakowi werbalnemu odpowiada w kon- 
tekście zdanie (zespół zdań) albo część zdania, mianowicie znak nie- 
werbalny (rzeczownik, imiesłów przymiotnikowy) lub werbalny. Jeśli 
porównamy oba odpowiedniki werbalne, to dojdziemy do następują- 
cego podziału: 
L Oba znaki dotyczą tego samego desygnatu (tej samej czynnosCl, 
stanu). choć desygnat ten może podlegać modyfikacjom. Obserwujemy 
to, gdy: 
1) syntetycznemu znakowi kontekstowemu odpowiada w ZU: 
a) znak syntetyczny, np. P ł a kał a [Marcja] i teraz, gdy mi to mó- 
wiła. ZU. P ł a kał a spokojnie i szeroko, całą ulewą łez. NałkG)wska 
S 47, 
b) znak analityczny, w którym odpowiednikiem jest człon główny, 
np. Chodziłem po świecie, s z u kał e m - czegom, jak mówią nie zgu- 
bił. Nogi już bolq. ZU. S z u k a ć dalej nie b ę d ę. Szaniawski III 193; 
2) analitycznemu znakowi kontekstowemu odpowiada w ZU: 
a) znak analityczny z tym samym członem głównym, np. Po trzech 
miesiącach p o s t a n o w i ł a m p r z y j e c h a ć. ZU. M u s i a ł a m 
PJ z y j e c h a ć. Szaniawski III 313, 
b) znak syntetyczny odpowiadający głównemu członowi znaku kon- 
tekstowego, np. Uzupełniając dane o szacie roślinnej niektórymi danymi 
o faunie, klimacie i orografii, p o s t a r a m s i ę z o b r a z o wać 
w silnym skrócie środowisko geograficzne, w jakim żyjq różne ludy. 
ZU. Z o b r a z u j ę zaś je wyłącznie z punktu widzenia zaintere\sowań 
etnografii. Moszyński 208. 
II. Oba znaki dotyczą dwóch różnych desygnatów, w pewnym sen- 
sie ze sobą związanych, gdy: 
1) syntetycznemu znakowi kontekstowemu odpowiada w ZU znak 
analityczny, w którym odpowiednikiem jest człon pomocniczy, np. Po- 
wiedz mi, czego ty właściwie c h c e s z? ZU. - C h c ę m i e ć Ligię. 
[...J ZU. C h c ę o d d Y c h a ć jej tchnieniem. Sienkiewicz Qv 16; 
2) analitycznemu znakowi kontekstowemu odpowiada w ZU znak 
analityczny, przy czym odpowiedniość zachodzi w pomocniczych czło- 
nach obu znaków, np. N i e m o g ł Y [kobiety] r a t o wać, zabiegać, 
nic przedsiębrać. ZU. M o g ł Y tylko czekać. Nałkowska Ś 211. 
Na osobną uwagę zasługują znaki werbalne w funkcji łącznika. 
W jednych wypadkach odpowiedniość dotyczy tylko samego łącznika, 
np. Była blada, ale patrzyła na nią. I myślała o niej, że to ona. Ze jest 
mu bliska, jest jego, że b y ł a przez niego szczęśliwa. ZU. Ze b y ł a
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


25 


przy nim naga. ZU. Ze b y łapawadem jego rozkaszy. N ałkawska G 170 
A skądże ja, dziewczę z paraiii, mogę mieć najsłabsze nawet wyobra- 
żenie a historiach tak amarantowych, jak o tym, co to j e s t, na przy- 
kład, mędrzec? ZU. Mędrzec - j e s t t o człowiek szczęśliwy. Zerom- 
ski 78-79. - w innych również orzecznika, a więc całego arzeczenia 
złożanego, np. A tośmy k0'ledzy, proszę pana: ja także j e s t e m d e- 
m akr a t ą. ZU. Już w gimnazjum b y ł e m d e m akr a t ą... Szaniaw- 
ski I 155; Wartaść użytkawa każdega towaru je s t róż na. ZU. 
Róż n a j e s t wartość użytkawa chleba, bucików, książek itp. Schaff 
41 - por. też: Gdynia jest przeto dziwnym miastem, które zostało zbu- 
dowane przez dwóch wielkich budowniczych: przez miłość i radość. To 
. b ę d z i e na wieki wieków z a p i s a n e w jej metryce narodzin. ZU. 
Z a p i s z e to wiatr na morskiej fali. Makuszyński 61. 
Warto też zasygnalizować szczególną odpowiedniość między łączni- 
kiem (ewent. wraz z orzecznikiem) werbalnym a łącznikiem w postaci 
wyrazu to, np. Jeśli [Ligia] t o n i e wal n j c a, to ją odkup. ZU. - 
Ona nie j e s t n i e wal n i c ą. Sienkiewicz Qv 14. 
Do znaków werbalnych zaliczam także odpowiedniki z czas0'wnikami 
funkcjonalnymi typu mażna, trzeba, brak, np. Wypieki m o ż n a m i e ć 
od gorąca i od chłodu... [...] ZU. Wypieki m o ż n a m i e ć także od 
wzruszeń. Szaniawski I 87; A ile kawaler z j a d ł bułek? - Cztery... 
ZU. - T r z e b a b y ł o z je ś ć dwie. Makuszyński 64; Pan z bród- 
ką: [...] Bo mi, jak mówiłem, jednej rzeczy b rak. Felek: Panny? Olek: 
Głupiś. ZU. Pieniędzy mu b rak. Szaniawski III 233 1 °. 
Znaki analityczne w ZU m0'gą przybierać postać skróconą; należy tu 
wyodrębnić dwie grupy wypadków: 
1) w ZU występuje czł()[l pomocniczy, np. Panna Nelly: [...] Wymyśl 
co innego! Pierrot: ZU. Nie potrafię. Szaniawski I 233; Któraż z nich chce 
malować? - Która? ZU. Zadna nie chce - odpowiedziała z westchnie- 
niem dama. Prus 38; 
2) w ZU występuje człon główny, np. I dużo tam [w lesie] można zra- 
zumieć. ZU. I dużo nie zrozumieć. Szaniawski III 26; Pragnę o tym 
mówić... ZU. Wyznać przed panią... Zeromski 63. 
3.9. Jak już m0'żna było d0'strzec na podstawie. dotąd cytawanych 
przykładów, odpowiedniaść w ZU bywa nieraz bardzo daleko posunięta. 
W jednym ZU może się znależć znak niewerbalny w postaci silnie roz- 
budowanego zespOIłu lub kilka znaków niewerbalnych. Jeśli da tego do
 
łączy się odpowiednik werbalny, to odpowiedniość obejmuje niekiedy 
prawie całe zdanie, np. Okna bywają pogodne, wesołe i bywają smutne. 
ZU.I to o k n a te same... b y waj ą we s a ł e i s m u t n e. Szaniawski 


10 Wyrazy tego typu będę dalej traktował jako czasowniki (v erb a iinita).
>>>
26 


Henryk Misz 


III 178; Analiza wraz z ocenq doniosłości wyróżnionych w niej elemen- 
tów oraz ich zrozumieniem nie wyczerpujq opisu humanistycznego. 
Drugim jego etapem jest ujęcie owych elementów w strukturę całości. 
Taka synteza wymaga [...] aktu intuicyjnego [...] ZU. A n a l i z a i o p a r- 
t a n a z r o z u m j e n i u s y n t e z a łqcznje dopiero w y c z e r p u j q 
o p i s h u'm a n i s t Y c z n y. Czeżowski 15. - Odpowiedniość może 
ostatecznie obejmować wszystkie elementy zdania, co obserwujemy 
zwłaszcza w zdaniach mało rozwiniętych, np. Jaś: Byłem wtedy w tych 
strorzach... Nawet, jak mówiłeś, w protokole jest zapisane, że kręcił się 
tu w tę noc jakiś człowiek. Był. ZU. Był tutaj człowjek Szaniawski III 
194; Aulus zapewnił go [Petroniusza] ze swej strony, iż miłym jest go- 
ściem, a co do wdzjęczności oświadczył, że sam się do niej poczuwa, 
chociaż zapewne Petroniusz nie domyśla się jej powodów ZU. Jakoż 
Petroniusz nie domyślał się ich rzeczywi.5cie. Sienkiewicz Qv 29. 
Zdania te, nie reprezentując żadnego nowego wycinka rzeczywisto- 
ści, spełniają specjalne funkcje. Nie należy to już jednak do tematu 
niniejszej pracy. 
3.10. Obecnie przechodzę do przykładów ze związkiem konotacyj- 
nym. Jak już wiemy, w ZU występuje znak konotujący, w kontekście 
zaś znak konotowany; np. przymiotnik bure, stanowiący jedyny element 
ZU. Bure. konotuje znajdujący się poza tym zdaniem nieosobowy rze- 
czownik w mianowniku lub bierniku 1. m. bez względu na rodzaj. Rze- 
czownik ten odnajdujemy w poprzednim zdaniu: A ś l e p i a ma jak 
mój Jasiek ZU. Bure. Świrszczyńska 32. 
Wszystkie należące tu przykłady to zdania niesamoistne w swej 
strukturze i treści, doznające uzupełnienia ze strony kontekstu i dlatego 
ściśle od niego uzależnione. 
Była już mowa o tym, że zdania uwikłane w kontekst uczestniczą 
jednocześnie w dwóch związkach: są członami zespołu zdań, czyli należą 
do związku A:B - oraz - jak każde zdanie - wchodzą w związek 
PW:ZU. W charakterystyce poprzednio omówionych zdań z odpowied- 
niością znakÓw nie odwoływałem się do związku A:B, gdyż nie było 
to tam potrzebne:, tu natomiast wypadnie zwrócić uwagę i na ten zwią- 
zek. 
Ze stanowiska tego związku okaże się, iż rozpatrywane obecnie 
zdania mniej lub więcej bezpośrednio wchodzą w skład struktury po- 
przedniego członu zespołu, tzn. stanowią jego wydzieloną w osobne 
zdanie część, np. Wyrw;ałem się na chwilę do ciebie, ale mamy zaraz 
zaczqć. ZU. Polonezem. Szaniawski III 199; Tymczasem z różnych stron 
nieba zlatywały się wciqż nowe Messerschmitty. ZU. Prawdziwa zgraja 
głodnych szakali węszqcych pewny żer. Fiedler D 44; Lecz ona cierpi na
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


21 


poczucie niższości. ZU. - Bo nie może siebie znieść. Rzecz 15. - Wsku- 
tek tego wiele zespołów daje się od razu zamienić na odpowiednie zdanie 
pojedyncze lub złożone, gdzie nasze ZU wystąpi jako element wewnątrz- 
zdaniowy. Ujawnią się przy tym jego powiązania z elementami poprzed- 
nika, a mogą to być powiązania proste lub złożone. W pierwszym wy- 
padku ZU wiąże się z jednym elementem poprzednika, np. ale mamy 
zaraz zaczqć; w drugim wypadku ZU wiąże się z dwoma różnymi ele- 
mentami poprzednika, np. Posiadał tuszę pana Zagłoby i pana Zagłoby 
iubalny głos. ZU. Oraz wspaniałe oko. Pruszyński 27 - gdzie ZU wiąże 
się z orzeczeniem posiadał, a ponadto wchodzi w skład szeregu: [posia- 
dał] tuszę pana Zagłoby i pana Zagłoby tubalny głos oraz wspaniałe oko. 
Podobnie sprawa wygląda w przykładzie: Tymczasem z różnych stron 
nieba zlatywały się wciqż nowe Messerschmitty. ZU. Prawdziwa zgraja 
głodnych szakali węszqcych pewny żer. Tutaj ZU wiąże się z orzecze- 
niem zlatywały się oraz z zespołem nowe Messerschmitty, z którym 
tworzy z kolei zespół: nowe Messerlschmitty, prawdziwa zgraja głodnych 
szakali węszqcych pewny żer. 
Mając to wszystko na uwadz.e możemy stwierdzić, że omawiane tu 
ZU konotują dwukrotnie, a nawet kilkakrotnie. Z jednej bowiem strony 
jako człon zespołu zdań konotują one poprzednik zespołu, z drugiej zaś 
konotują jeden lub dwa rÓżne elementy poprzednika. Trzeba o tym 
pamiętać przy rozpatrywaniu naszych zdań ze stanowiska PW:ZU. 
OtÓż ze stanowiska tego związku ważna jest kwestia, co uznać za 
znak konotowany, czyli w określonych wypadkach - za znak PW. 
Zgodnie z tym, cośmy stwierdzili w naszych zdaniach w świetle związ- 
ku A:B, w grę może wchodzić całe zdanie, poprzednik zespołu lub jego 
element czy dwa różne elementy. Rzecz przedstawia się rozmaicie dla 
rozmaitych rodzajów zdań, wydaje się jednak celowe rozróżnienie ko- 
notacji bezpośredniej i pośredniej. Mamy oto przykład: Ada: [...] Zechce 
mi pan teraz powiedzieć, o czym dziewczynka mówi przez sen? Kukliń- 
ski [...]. ZU. O Murzynie. Szaniawski I 13. Zdanie O Murzynie. wchodzi 
w skład struktury swego poprzednika jako dopełnienie i dlatego kono
 
tuje przede wszystkim orzeczenie mówi. Wskazuje na to forma fleksyjna 
o murzynie. Ale o!,zeczenie mówi jest elementem konstrukcji syntak- 
tycznej i pozostaje w związkach z innymi jej elementarni: dziewczynka, 
przez sen. Elementów tych ZU. O Murzynie. już bezpośrednio nie kono- 
tuje, konotuje je poprzez orzeczenie mówi, pośrednio. Mając więc na 
uwadze własności fleksyjno-syntaktyczne znaku konotującego można 
mówić o konotacji bezpośredniej i pośredniej. 
Wśród rozpatrywanych tu zdań istnieją takie, gdzie znakiem bezpo- 
średnio konotowanym jest określony składnik (zespół) z kontekstu -
>>>
28 


Henryk Misz 


oraz takie, gdzie znakiem konotowanym bezpośrednio jest zdanie, a na- 
wet zespół zdań. 
Przedstawię najpierw zdania pierwszego rodzaju. 
Znak konotowany tWQlrzy ze znakiem konotującym jeden z zespołów 
znanych nam ze składni wewnątrzzdaniowej, a więc związek główny 
i. różnego rodzaju związki poboczne (z przydawką, z dopełnieniem, 
z okolicznikiem), pOInadto związki takie, jak łącznik i orzecznik, związki 
z bezokolicznikiem, a nawet analityczne formy fleksyjne - z tą oczy- 
wiście różnic'ą, że człony takich zespołów znajdują się w różnych zda- 
niach; np. Urbanowicz nagle skrędł w lewo. ZU. Do ataku. Fiedler 
D 122. - gdzie oba znaki tworzą zespół orzeczenia z okolicznikiem: 
skręcił do ataku. Gdyby omawiane zdanie uzupełnić przez znak konoto- 
wany, to otrzyma się zdanie z odpowiadającymi sobie znakami: Urbano- 
wicz nagle s krę c i ł w lewo. ZU. S krę c i ł do ataku. 
Podobnie jak przy zdaniach z odpowiedniością znaków i tutaj obo- 
jętnla jest w pewnych wypadkach - ale i w pewnych granicach - 
wartOIść gramatyczna znaku konotowanego, np. ZU. Wyjrzał. - kono- 
tuje rzeczownik rodzaju męskiego w mianowniku 1. p. Tymczasem 
w kontekście Jerzemu zaczęło się dłużyć. ZU. Wyjrzał. Bratny I 67. - 
mamy rzeczownik rodzaju męskiego, ale w celowniku. Obojętny jest 
tu zatem przypadek rzeczOIwnika oraz jego funkcja w zdaniu. Uzupeł- 
niwszy nasze ZU otrzymamy znaną nam odpowiedniość: Jer z e m u 
zaczęło się dłużyć. ZU. Jer z y wyjrzał. 
Bardzo często w kontekście występuje już człQln o tej samej war- 
tości syntaktycznej cOl znak konotujący - albo wewnątrz zdania zawie- 
rającego znak konotQlwany, albo poza nim, np. Pani: [...] Jaki instrument 
pani sobie obrała? Zosia: ZU. Harfę. Szaniawski III 171. - gdzie skład- 
nik harfę konQltuje orzeczenie obrała, wobec którego jest dopełnieniem. 
Ale przy obrała istnieje już wewnątrzzdaniQlwe dopełnienie: jaki instru- 
ment. Podobnie w przykładzie: Zostawiłem... - Co? - ZU. Przeczytane 
kartki... Cały poczqtek... Bratny I 123 - gdzie przeczytane kartki i cały 
poczqtek tQl dopełnienia wQlbec orzeczenia zostawiłem. Przy orzeczeniu 
tym występuje już dopełnienie w postaci osobnego zdania - Co? - 
Zdarza się jednak, że przy znaku konotowanym nie ma członu o war- 
tości syntaktycznej znaku konotującego np. Poza tym głupiec, w takiej 
sytuacji odmawiać dowodzenia, to znaczy podpisać na siebie wyrok 
śmierci. ZU. Cywilnej. Putrament 128-129. 
Na marginesie dodam, że jeden znak może konotować kilka znaków 
kontekstowych, choć nie zawsze wszystkie konotowane znaki w kon- 
tekście się pojawiają; w przykładzie: Jerzy był w połowie Senatorskiej, 
gdy spostrzegł, jak ludzi zmiata z ulicy jękliwy sygnał policyjnej budy. 
[..o] Wpadł w drzwi z rozpędem, aż zatrzymał się na środku wqskiego
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


29 


wnętrza, obramowanego z jednej strony ladq. Wrócił do drzwi. Zu. Za- 
trzasnqł. Bratny I 61-68 - składnik zatrzasnqł konotuje podmiot i dopeł- 
nienie. Oba w kontekście istnieją: Jerzy i drzwi. Natomiast w przykła- 
dzie: A czy kamerdyner pana Solskiego już jest? - zapytała pani Lat- 
ter. - Ten, co z panienkami ma jechać za granicę? ZU. Właśnie czeka. 
Prus 119 - gdzie orzeczenie .czeka konotuje podmiot kamerdyner, 
ewentualnie też dopełnienie na kogo, na co, dla którego nie ma jednak 
w kontekście znaku. 
Podam obecnie pr,zyklady, porządkując je według rodzaju związku, 
jaki powstaje ze znaku konotującego i konotowanego: 
1) związek główny - w ZU orzeczenie: W pierwszym [samochodzie] 
dwaj siwi i dwaj młodzi. ZU. Milczq. Zu. Palq. Tuwim 88; Kiedy kształt 
ohsunqł się' w niż już szybciej, kiedy ugiqł się w upadku o ziemię, na- 
brał naraz wyrazistości. ZU. Był człowiekiem. Pruszyński 20. - w ZU 
podmiot: O tym jeszcze teraz nie umieli myśleć spokojnie. ZU. Ani 
Niteczka, "szef kolportażu", właśnie zlepiajqca czarnym, poślinionym 
palcem rozdartq matrycę, ani obecny redaktor Dębowy. Bratny I 112; 
Cóż więc najbardziej pomaga pisarzowi? ZU. Oczywiście, czytelnik. 
Rzecz 41; 
2) związki poboczne; z przydawką: Czy nie ma on fotografii? .Takiej, 
jak to po śmierci się robi. Zu. Z obrazkiem żałobnym. ZU. Z tamtej 
wojny. Pruszyński 23; To były plany sfer wojskowych? - przerwał 
niepewnie Irzykowski. ZU. Uzgodnione z Komitetem Porozumiewaw- 
czym Czterech Stronictw - odparł pewnie tamten. Bratny I 91; Obok 
leżq portfele. ZU. Zółty Zygmunta. Bratny I 110. - róWnież z przydawką 
orzekającą: Jak kiedyś, jak przed wielu laty, przychodzi przed ganek 
kuchenny ciotka Marcji, Michałowa. ZU. Kobieta chuda, wielka, z twarzq 
jak u konia, zawsze czarna, poważna i nieruchoma. Nałkowska Ś 14. - 
J. 
Z dopełnieniem: A potem nastqpiła rzecz wprawiajqca myśliwca w stru- 
chlałe zdumienie. ZU. l w niemy zachwyt. Fiedler D 18; A ja znów 
o tym samym. O tym samym - który to raz już? ZU. O śmierci. 
Ze nie istnieje. ZU. O życiu. Ze trwa. Woroszylski 28; Posiadał tuszę 
pana Zagłoby i pana Zagłoby tubalny głos. ZU. Oraz wspaniałe oko. 
Pruszyński 21. - z okolicznikiem: l rzecze panna Anna klęcząca na ko- 
biercu: "Nieszczęście, pani hrabino! oto zabrakło nam szpilek"! ,,0, dro- 
ga panno Anno! Znajdq się. ZU. W moim sercu. Pawlikowska 229; Zwa- 
biono tu oboje podstępnie i porwano. Kto wie - dlaczego. ZU. Może 
dla okupu. Sienkiewicz W'pp 48; Tacie się to podoba? - dowiadywał się 
Janek. ZU. Bardzo. Zientarowa 108; 
. 3) inne; łącznik i orzecznik: Mistrzowsko udawał, że jest niczym. 
ZU. Przypadkowym pionkiem. ZU. Zerem. ZU. Głuptakiem. Pruszyński 
14; Jeśli się zejdq w biały, biały sad prorocy, Jakiż to sad? ZU. - Swię-
>>>
30 


Henryk Misz 


ty... Tuwim 125;Tak lkytując się wzajemnie doszli da ulicy. ZU. Pusta. 
Putrament 234. - związki z bezokolicznikiem: Ale trzeba była twórcza 
dostosawywać całych siebie da współczesności, całych siebie zmieniać 
i przekształcać. ZU. Twarzyć styl. Błoński 27; Olek: A już pan próbawał? 
Pan z bródką: Leżeć? Olek: ZU. Latać. Szaniawski III 233; W mieście 
trzymać świnie trudna - powiedział wąsaty. - Ale króliki, awszem. 
ZU. Mażna. Zientarawa 67. 
A teraz zdania, które mogą kanatawać znak kantekstowy w postaci 
zdania lub zespołu zdań. Chodzi tu o wypadki, w których między zna- 
kiem konotowanym a konotującym zachodzi stos
ek orzekający. Daty- 
czy to najpierw ZU z wyrazem ta w funkcji łącznika lub występującym 
razem z łącznikiem werbalnym: jest ta, a więc zdań tworzących ze 
znakiem kontekstowym predykatywny związek utożsamiający. Zdania 
te wiążą się albo ze znakiem kontekstowym w postaci składnika (zespo.. 
łu), np. Ca! ty masz takiego, ca jest takie ,stare? - zainteresawał sję 
Janek. - Stary? ZU. To mój ajciec - zdziwił się Kawalski. Zientarowa 
60; Resztę walnega czasu spędzała pani Barbara najczęściej z wujem 
Bagumiła, Klemensem Klickim. ZU. Był to szczupły i drobny czławiek 
a mętnym spojrzeniu bladych aczu, o siwych, bujnych własach i roz.. 
wkhrzanej, srebrzystej bradzie. Dąbrowska 56. - albo ze znakiem w po- 
staci zdania, np. Fala "buntu pokalenia", ogarniajqcaliteraturę niemiec- 
ką i francnskq ad roku 1910 pacząwszy, amija Anglię. ZU. Jest ta fakt 
charakterystyczny, tłumaczący się adrębnaścią wychawania angielskie- 
ga, wyzbytega abłudy czy raczej - ad razu przyzwyczajajqcego wy- 
charwank,a da abłudy. Kałużyński 82. - alba wreszcie ze znakiem w pa- 
staci zespalu zdań, np. Teraz a Davidzie: "Niestety wolnaść wypawiedzi 
artystów była skrępawana za Rewolucji. Kultura Davida jest bardza 
niegłębaka: jego sposób odczuwania ludawa-papularny". ZU. Jest ta za- 
rzut. Kałużyński 23. 
Padobnierzecz się ma ze zdaniami zawierającymi jedynie rzeczow- 
niki lub przymiotniki w mianowniku (lub zespały z takimiż trzonami). 
Zdania te niekiedy nastręczają w ogóle trudności w rozumieniu ich 
charakteru i roli. Zdanie zawierające tylko rzeczownik w mianowniku 
(zespół) można pojmować różnie, a więc najpierw jako zdanie samo- 
istne, nie wchodzące w żaden z możliwych związków syntaktycznych 
ze znakami w kontekście, czyli jako zdanie typu: Puste, ciche, bez- 
ludne ulice. Noc. Blask biały elektrycznych lamp. Tuwim 87. - albo 
jako zdanie niesamoistne typu Cóż więc najbardziej pomaga pisarzo- 
wi? ZU. Oczywiście, czytelnik. Rzecz 41. 
Zatrzymamy się teraz nad rzeczownikowymi zdaniami niesamoistI?-!
- 
mi. Chodzi o sprecyzowanie ich roli na tle kontekstu. Zdanie takie może 
konotować (bezpośrednio) orzeczenie, podmiot (w konstrukcji orzeczni-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


31 


kow
j) lub trzon związku z przydawką orzekającą. Wątpliwości powsta- 
ją, gdy kontekst dostarcza kilku możliwości, np. Jerzego wita Czarny 
010. ZU. Drugi świadek. Bratny I 102. Przykład ten dopuszcza trzy 
możliwości rozwiązania: 1) Jerzego w i t a Czarny 010. ZU. W i t a 
drugi świadek. 2) Jerzego wita C z a r n y 010. ZU. Jest to drugi świa- 
dek. - i 3) Jerzego wita C z a r n y O l o. ZU. C z a r n y O 1 o, drugi 
świadek. Ku rozwiązaniu 2) i 3) skłania nas stosunek tożsamości między 
Czarny 010 f drugi świadek, pozwalający na zastosowanie konstrukcji 
typu kto jest (to) kto, która może przybrać kilka konkretnych warian- 
tów: Czarny 010 (jest) to drugi świadek. - Czarny 010, czyli drugi świa- 
dek. - wreszcie: Czarny 010, drugi świadek. Zgodzimy się na te roz- 
wiązania, jako że - ogólnie mówiąc - są one naturalniejsze niż roz- 
wiązanie pierwsze. Innymi słowy, stwierdzimy, że ZU konotuje 
tu bezpośrednio drugi człon związku predykatywnego, ale natury 
orzecznikowej - pośrednio zaś orzeczenie werbalne. Uznamy przy tym 
nasze ZU za przydawkę orzekającą; gdyby ktoś chciał w nim widzieć 
orzecznik, to i jemu można przyznać rację, gdyż zasadniczej różnicy 
między tymi dwoma kategoriami nie ma. Za przydawką przemawia 
jednak znowu stan faktyczny, mianowicie ZU w postaci Drugi świa- 
dek. - a nie (Jest) to drugi świadek. - Były to zatem zdania konotujące 
znak PW w postaci składnika (lub trzonu zespołu). Są tu również ZU 
konotujące znak PW w postaci zdania lub zespołu zdań, np. Transport 
liczqcy około 2200 ludzi został podzielony na cztery ogrodzone drutami 
bloki. ZU. Kwarantanna. Rzecz. 162; Mówiq - rzekł [Nero] - że ona 
[Agrypina] nocami chodzi przy księżycu po morzu, koło Baiae i Bauli... 
Nic, tylko chodzj, jakby czego szukała. A jak zbliży się do łódki, to po- 
patrzy i odejdzie, ale rybak, na którego spojrzała, umiera. ZU. - Niezły 
temat - rzekł Petroniusz. Sienkiewicz Qv 86. 
Zdania przymiotnikowe przedstawiają się znacznie prościej niż po- 
przednie. Nie będę się wdawał w ich szczegółowe rozpatrzenie, poprzes- 
tanę jedynie na podaniu przykładów, gdy konotują one składnik i gdy 
konotują zdanie (zespół); składnik: A ona [Łowska] była tuż obok. ZU. 
Mała, chuda, skręcona, czarna. Nałkowska Ś 228; Naciska furtkę. ZU. 
Zamknięta. Bratny I 130. - zdanie: Raban wielki, nas zamknęli, sqdzW, 
skazali i ułaskawW na front włoski. W austriackim uniformie, rozumie 
się. ZU. Jasne. Pruszyński 135 - zespół zdań: Otworzyłem jeszcze por- 
tfel i przeglqdałem papiery. Miał ich niespodziewanie spala: żołnierz 
wysłany tak jak on nie powinien mieć ich tyle. Jakieś listy kobiece 
z Deutsch-Przemyśl, jakieś listy po niemiecku. - Pismo kobiece. - 
Poświadczenie jakiegoś dyplomu. ZU. Nieważne. Pruszyński 23. 
,
'C A teraz kilka słów o konotacji spójników, rozpoczynających niektóre 
ZU zarówno z odpowiedniością znaków, jak i zdania z konotacją.
>>>
32 


Henryk Misz 


Spójnik, jak wiadomo, konotuje poprzednik (następnik) określonej kon- 
strukcji syntaktycznej, tj. w naszym wypadku poprzednik związanego 
danym stosunkiem zespołu zdań. Jest zatem spójnik wykładnikiem 
związku A:B, nie posiada zaś wartości informacyjnej o znaku PW 
w związku PW:ZU. Mimo to odgrywa on - jak zresztą sam związek 
A:B - pewną rolę w "psychologicznym" rozcz
onowaniu zdania, rów- 
nież przy ustalaniu PW. Dotyczy to niektórych omówionych tu zdań. 
A oto przykład: A potem nastąpiła rzecz wprawiajqca myśliwca 
w struchlałe zdumienie. ZU. I w niemy zachwyt. Fiedler D 78. Mamy tu 
cały splot konotacji. Składnik w zachwyt konotuje bezpośrednio nad- 
rzędnik wprawiająca, tak że nasze ZU można przekształcić na: I wpra- 
wiająca w niemy zachwyt. Ale z drugiej strony spójnik i konotuje całe 
zdanie jako poprzednik współrzędnego zespołu zdań ze stosunkiem łącz- 
nym. Zespół ten odpowiada zdaniu pojedynczemu, w którego strukturze 
ZU. I w niemy zachwyt. - byłoby członem szeregu [wprawiajqca] 
w struchlałe zdumienie i w niemy zachwyt. Dlatego nasze ZU można też 
przekształcić inaczej: W struchlaJe zdumienie i w niemy zachwyt. Za- 
leżnie więc od tego, co uznamy za element konotujący, wydzielimy róż- 
nie znak kontekstowy. Zgodnie z tym, że spójnik nie posiada wartości 
infoI1IIliacyjnej, nie obierałem za podstawę jego konotacji, chcąc jednak 
uwzględnić specyfikę tego rodzaju przykładów byłbym skłonny do zna- 
ku kontekstOiwego zaliczać również składniki konotowane przez spójnik. 
Podobne zjawisko obserwujemy także, gdy ZU nie jest rozpoczyna- 
ne przez spójnik, np. Mamy kaem, kilkanaście automatów. ZU. Kilka 
karabinów. ZU. Pistolety. ZU. Granaty. Czeszko 33. - jednak brak ko- 
notującego spÓjnika pozwala tu poprz8lstać na znaku konotowanym 
przez składniki ZU. 
Oczywista istnieją zdania, w których zachodzi zarówno związek 
konotacyjny, jak i odpowiedniość. Są to zdania związane z kilkoma zna- 
kami kontekstowymi; na tle przeprowadzonych wyżej obszernych omó- 
wień nie wymagają już one żadnych bliższych objaśnień. Przykłady: 
Ciekawe: tyle razy patrzyłem na okna, a dopiero dzisiaj, teraz, przyszło 
mi na myśl, że okna mówią. ZU. Mówią jak oczy. Szaniawski III 178; 
Wtedy obrażona papuga odchodziła poważnym krokiem i, pomagając 
sobie dziobem, właziła mi na ramię. ZU. Tu czuła się najlepiej. Fiedler 
Z 42; Patrzyli na niq [Łucję] z niespokojnym i natarczywym triumfem, 
jak gdyby oczekując od niej czegoś, co należało im się od dawna. ZU. 
Wtedy zaczęła krzyczeć. Brandys 39. 
Obecnie przechodzę do wypadków specjalnych; są to: 
1) zdania ze znakami zredukowanymi. Po uzupełnieniu znaku kono- 
tującego przez konotowany otrzymamy w ZU:
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


33 


a) znak rozszerzony, np. Gazety? ZU. Wszystkie zużyte. Zientaro- 
wa 51, 
b) znak innego desygnatu - z odpowiedniością w nadrzędniku, np. 
Kandydatów było kilku. ZU. Najpoważniejszymi byli: 'Sosnkowski 
i Śmigły. Klimkowski 83, 
c) znak innego desygnatu - z odpowiedniością w podrzędniku, np. 
Otóż kilka milionów lat temu leśni akrobaci zeszli na ziemię. ZU. Przy- 
czynq prawdopodobnie był głód wywołany przerzedzeniem się lasów 
w zwiqzku z ochłodzeniem się klimatu. Kalendarz Robotniczy 325; 
2) zdania zawierające komparatywy, które stanowią trzon konstrukcji 
z wyrazami: niż, od, nad, jak. Niekiedy w ZU spotykamy pełną taką 
konstrukcję przy czym jej podrzędnik (a czasem również trzon) bywa 
odpowiednikiem znaku kontekstowego, względnie znakiem zredukowa- 
nym np. Poeta odrzuca poza siebie swoje uczucia i myśli, może się wzbo- 
gacać na nowo nowymi t r e ś c i a m i. ZU. Nie zawsze l e p s z y m i 
o d P o P r z e d n i c h, ale innymi. Rzecz 114. - Bywa jednak, że w ZU 
występuje tylko komparatyw, np. Lekkoduch: Teraz ty mi mów o sobie. 
Gdzie wuj? Michaś: Umarł. Lekkoduch: Tak, to wypadek w twoim życiu 
ważny. Co poza tym? Michaś: Ożeniłem się. Lekkoduch: Tak. ZU. To 
wypadek jeszcze p o waż n i e j s z y. Szaniawski I 309-310. 
W takich razach komparatyw konotuje znajdujący się w kontekście 
drugi człon konstrukcji. Przy ustalaniu tego członu (podrzędnika kon- 
strukcji) kierujemy się nadrzędnikiem komparatywu, funkcjonującego 
jako przydawka lub orzecznik. W ten sposób otrzymujemy pełną kon- 
, strukcję porównawczą, np. wypadek poważniejszy niż wypadek..., przy 
czym zachodzą tu różne komplikacje, np. w omawianym przypadku moż- 
liwa jest konstrukcja wypadek poważniejszy niż poprzedni (wypadek) - 
lub (wypadek małżeństwa) to wypadek poważniejszy od (wypadku) 
śmierci wuja. Tak czy inaczej, po uzupełnieniu komparatywu przez 
znak konotowany uzyskamy w ZU znak, w którego skła''ct wejdzie od- 
powiednik określonego znaku kontekstowego; 
3) zdania z konotującą negacją nie i podobne: 
Chodzi tu o dwie grupy przykładów; pierwszą z nich stanowią odpo- 
wiedzi na pytania o rozstrzygnięcie (względnie na propozycje i pole- 
cenia). Odpowiedzi mogą być pozytywne i negatywne. W obu wypad- 
kach odpowiedź przybiera postać albo powtórzenia jakiegoś składnika 
(zespołu) pytania, propozycji, czasem polecenia (powtarza się nawet 
całe zdanie), albo specjalnych wyrazów aprobujących typu tak (jest) 
czy negacji nie. Kiedy odpowiedź jest składnikiem (zespołem), wówczas 
mamy do czynienia z opisaną już wyżej konotacją, np. WjJJi: [...] Proszę 
mi powiedzieć, czy idqc tutaj, ś w i a d o m i e wzięła pani na siebie - 
len naszyjnik? P. Soerensen: ZU. Świadomie. Kruczkowski 134-135. 


3 - Filologia Polski VI
>>>
34 


Henryk Misz 


Inny rodzaj konotacji zachodzi, gdy odpowiedź zawiera tylko ne- 
gację, np. ale powiedz mi, czy twoja nauka pozwala śmierć zadawać? 
ZU. - Nie. Sienkiewicz Qv 91. Tutaj negacja nie konotuje bezpośrednio 
ten składnik kontekstowy, który by mógł wystąpić jako odpowiedź, 
w naszym przykładzie: (nie) pozwala. 
Druga grupa, to zespoły zdań ze stosunkiem przeciwstawnym, wyra- 
żającym się również w odmiennym walorze logicznym korespondują- 
cych ze sobą składników, przy cżym w ZU występuje waloryzant, np. 
Ty,ś się Radziszewskim nie interesował. ZU. Ja - tak. Koźniewski 21; 
Z poczqtku precz myślała, że jeszcze wyzdrowieje. ZU. Ale potem już 
nie. Nałkowska Ś 17. Waloryzant pozytywny nie ma zdatności konota- 
cyjnej; natomiast waloryzant negatywny konotuje brakujący człon pary 
korespondentów: myślała: (nie) myślała; 
4) zdania, w których jako znaki konotujące funkcjonują wyrazy sto- 
jące poza strukturą zdania. Chodzi tu przede wszystkim o wyrazy też, 
także, znów (znowu) itp. Wyrazy te spotykamy zarówno w zdaniach 
z odpowiedniością znaków, jak i w zdaniach z konotacją. Mają one to 
wspólne, że bywają używane w wypadkach, gdy chodzi o zaznaczenie, 
że w zdaniu powtarza się, albo miałoby się powtórzyć coś, o czym już 
uprzednio była mowa, np. W ogóle latanie to nic dobrego, pani Paj- 
czewska. [...] ZU. Moja córka też latała. Szaniawski III 235; W korytarzu 
odpowiedziano śmiechem. Czyjś głęboki, dźwięczny głos nazwał Pietra 
"biednym zdobywcq". ZU. Znów rozległy się śmiechy. Stryjkowski 14. 
Wyrazy te nie precyzują znaku konotowooego, zadanie to przypada 
samemu ZU domagającemu się uzupełnienia zgodnie z jego strukturą 
i treścią. 
3.11. A teraz przystąpmy wreszcie do kwestii ustalania znaku PW 
na podstawie odpowiedniości znaków i konotacji. 
Najpierw wypadki z odpowiedniością, przy czym pomijam na razie 
. ' 
znaki w ZU ze składnikiem czasownikowym. 
Jak wiemy, odpowiadające sobie znaki dotyczą jednego i tego sa- 
mego desygnatu, wobec czego obecność odpowiednika w ZU świadczy 
o tym, iż w zdaniu tym zostaje uwzględniony element rzeczywistości, 
który był już uwzględniony uprzednio w kontekście, czyli który jest 
dany i może się stać (a staje się bardzo często) PW zdania. Oznaczanie 
PW przysługującym mu znakiem stanowi podstawową technikę infor- 
mowania o punkcie wyjściowym, jest też ważną wskazówką rozczłon.. 
kowania wartościującego. Z tego wypływa określona war t ość od- 
powiednika w ZU, mianowicie wartość znaku informującego o PW. 
Wartość ta jest różna w zale,żności od rodzaju znaku. Dużą wartość 
informacyjną posiadają znaki pełne i uproszczone, wśród których zno- 
wu na czoło wysuwają się znaki tożsame, zwłaszcza zaś równoważne,
>>>
Jedna z za
ad, szyku wyrazów 


35 


gdyż nie wnoszą one żadnego. nowego. momentu da charakterystyki 
desygnatów. Mniejszą już wartaścią dysponują znaki synanimiczne, 
panieważ w danych okalicznaściach oznaczają one wprawdzie ta samo, 
ale mogą co. innego. znaczyć, przez co magą one wnosić pewne mamę.l'lty 
nawe. Najmniejszą wartość info.rmacyjną mają znaki'rozszerzooe,p.'ele- 
menty dadatkowe, charakteryzujące desygnat, czego. już wyjaśniać nie 
trzeba. 
Informacyjna wartość odpowiednika wzrasta lub maleje zależnie ad 
warunków, jakie stwarza konkretne ZU. Inaczej rzecz wygląda, gdy 
zdanie pasiada duże mażliwości wartaściujące, inaczej zaś, gdy te możli- 
waści są nikłe. Co. należy razumieć przez mażliwości wartaściujące? 
Trzeba wziąć pod uwagę na
tępujące okoliczności: 
1) stapień razbudowania ZU; jest rzeczą aczywistą,ż.e im bardziej 
żdanie jest rozbudawane, tym więcej dapuszcza wariantów warto.ściują- 
cych - i adwrotnie: im zdanie jest prostsze, tym liczba tych warian- 
tów jest mniejsza; 
2) wartaść leksyczną występujących abak adpawiednika składni- 
ków zdania; jeśli składniki te (zespały) z racji swej wartości leksycznej 
nadają się na znaki informujące, wówczas pawstają warunki na stworze- 
nie kilku wariantów wartościujących. Zdatnaść tych składników do 
funkcji informującej polega na tym, iż kantekst nie wyłącza takiego. 
ich zastasowania. Brak składników pasiadających tę wartaść agranicza 
znowu ilość wariantów; 
3) stapień odpawiedniości; daleka posunięta adpawiedniość natu- 
ralnie ilaść wariantów wartaściujących redukuje, adpowiedniaść nie- 
znaczna ilo.ść tę zwiększa. 
Za możliwaści wartaściujące danego. ZU uważam więc wyznaczany 
przez wymienio.ne czynniki stopień jego. zdalnaści da wystąpienia w je- 
dnym czy kilku wariantach wartaściujących. Nie trzeba wyjaśniać, że 
wartaść informacyjna odpowiednika wzmaga się przy możliwościa-ch 
ograniczonych, słabnie zaś w przypadku odwratnym. 
Nadawca musi się z wartaścią adpowiednika liczyć. Używa go. dwo- 
jaka: zgodnie z jego. wartością lub wbrew tej wartości, w roli człanu 
rozwijającego. (jego. części). Ale w tym drugim wypadku trzeba adpa- 
wiednik wyrażnie nacechawać tak, aby adbiarca zarientawał się, iż 
odpawiednik zastał użyty w niezwykłej dla siebie roli. Różne są 
spasoby takiego. nacechowania. Jednym z nich jest określane umiejsca
 
wienie odpawiednika. Jak wiemy, człan rozwijający, zwłaszcza zaś no- 
siciel daminanty treściowej, przeważnie znajduje się w końcowej par- 
tii zdania, gdyż partia po.czątkawa jest zwykle zarezerwawana dla zna- 
ku infarmującego. D PW. Wiemy też, że w określonych razach bywa 
akurat odwrotnie, wtedy jednak - złamawszy padstawową no.rmę szy-
>>>
36 


Henryk Misz 


ku - sygnalizujemy zwykle człan rozwijający (a właściwie daminantę 
treściawą) przy pamacy innych czynników, tj. specjalnych leksemów 
lub - w mowie żywej - przy pamacy wyraźnegO', a nawet wzmacnia- 
negO' akcentu zdaniawegO'. 
Używając adpawiednika wbrew jegO' wartaści, mażemy gO' umieścić 
pad kaniec zdania, cO' niekiedy wystarcza; trzeba jednak dadać, że in- 
farmująca wart aść odpowiednika maże gO' czynić abajętnym na pazycję. 
Postawienie gO' zaś w początkawej partii zdania bez nacechawania lek- 
semami czy akcentem zdaniawym zwykle przypieczętawuje rolę adpa- 
wiednika jako znaku informującegO' o PW. 
Drugim sposobem nacechowania użycia odpawiednika nie zgodnie 
z jego wartaścią jest opatrywanie gO' specjctlnymi wyrazami zaznaczają- 
cymi dominantę treściową. Jest ta sposób ze względu na swą wyrazi- 
staść na ogół niezawodny. Brak takiego wyrazu przy adpowiedniku 
i zwłaszcza jego abecność przy innym znaku oczywiście padkreśla in- 
formacyjną funkcję odpowiednika. 
Trzeci sposób, akcent zdaniowy, wobec rozpatrywania przeze mnie 
tylko materiału pisanego, nie wchodzi aczywiście w grę. 
Z tegO', cO' tu powiedziałem wynikają następujące praktyczne wnio- 
ski: odpawiednik w ZU ze swej natury nadaje się na znak infarmujący 
o PW. Dlatego zawsze można odpowiednik o tę funkcję podejrzewać. 
Jego pozycja w początkowej partii zdania araz brak. specjalnych lekse- 
mów potwierdzają jego funkcję informującą. Użycie odpowiednika w in- 
nej roli winno mieć osobne sygnały. 
Przechodzę do szczegółów. 
I. W ZU odpowiednik niewerbalny: 
1) ZU z jednym odpowiednikiem: 
a) ZU bez leksycznych wykładników daminanty treściowej. 
Najwyraźniej rysują się przykłady z agraniczonymi możliwościami 
wartościującymi. Informującą rolę adpowiednika zazwyczaj potwierdza 
jego początkawa pazycja, chociaż nie jest to konieczne. Ośrodek tej 
grupy stanowią zdania ze znakami pełnymi lub uproszczonymi, np. Tak 
pawjedzjaj profesor Kubalskj. ZU. P r o f e s o r K u b a 1 s k j skłamaj. 
Dygat 102; Inny szmer powstaje, jeżeJj przez wqskj, węższy od obojętne- 
go, otwór głośnj wydech przedska sję z trudem: słychać wtedy lekkj 
szelest powjetrza, trqcego sję o brzegj wjqzadeł. ZU. Nosj o n nazwę 
przydechu. Dłuska 18. - również z odpowiednikiem na końcu zdania: 
Fakt, iż wiadomość o nkh datarła do dalekiej Aleksandrjj, świadczy 
a rozgJosie, jakim deszyJj się Wiele d wśród zachadniego odłamu Sło- 
wian. ZU. Jakoż zasłużona była s J a w a. Widajewicz 31; Zobaczysz, 
czy ma dobrze posłane? ZU. SJużbę mamy d o t e g o. Szaniawski I 142. 
NaleŻ1ą tu dalej przykłady ze znakami rozszerzonymi o wykładniki in-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


37 


farmacyjne: Dym zdawał się unasić zatłoczone wnętrze w nierealnq 
krainę bezcielesnych ludzkich cieni, ZU. Ale c i e n i e t e żyły jakimś 
łapczywym nerwowym żydem. Bratny I 40. - również z odpowiedni- 
kiem na końcu zdania, np. Tworzyłbym wierne sobie legie z tamtej- 
szych górali. ZU. To tędzy żołnierze c i I b e r o w i e. Sienkiewicz 
Qv 12. 
Łatwa dostrzec, że w przykładach tych mażna odpowiednik umieścić 
na kańcu zdania, nie niwecząc jega funkcji infarmacyjnej i że zmiany 
funkcji nie da się dakanaćprzy pamacy samega przemieszczenia. - 
Bywa jednak i tak, że sama przemieszczenie wystarczy, by adpawiedni- 
kawi nadać funkcję nasiciela daminanty treściawej (człanu wzwijają- 
cega), aczywiście przy zmianie wartaściującega waloru zdania. Zdarza 
się ta wówczas, kiedy ZU dapuszcza inne ad istniejącega rozczłanka- 
wanie wartościujące. Obserwujemy ta w zdaniach ze znakami pełnymi 
(uproszczanymi), np. Zawsze staram się nie spóźniać. Nie zawsze mogę, 
ale staram się. ZU. S p Ó ź n i a n i e s i ę to jedna z naszych najwięk- 
szych narodowych wad. Szaniawski I 112. - ale znamienne jest dla 
zdań ze znakami razszerzanymi wskutek dadatkawej charakterystyki 
desygnatu, np. W zwiqzku z tym człowiek wynalazł szereg sposobów 
pozyskiwania jej [wady] tam mimo wszystko. ZU. N i e k t ó r e z n i c h, 
i t o wcale p o m y s ł o w e, powtarzajq się w południowej Afryć
 
i Austram. Moszyński 215; - por. przykłady, gdzie tega rodzaju adpo- 
wiednik występuje faktycznie w funkcji człanu rozwijającego: Mam na- 
dzieję, że zmieni się i to twoje najwyższe marzenie [..o] ZU. - Już pa- 
miętam i c h k i l k a. Prus 55; Byłem raz w Paryżu na wystawie obra- 
zów, w Salonie Wio,sennym. Była tam wiele dzieł niezrównanych, 
istnych dzieł sztuki. [...] Raptem weszły na salę dwie młode, strojne 
damy. [...J ZU. Przebiegały od j e d n e g o o b r a z u da drugiego. Że- 
romski 67-. 
We wszystkich tu amawianych przykładach początkowa pozycja 
adpawiednika araz brak na(::e'chawania przy pamacy leksycznych wy- 
kładników wartościujących pazwalają ga uznać za znak infarmujący 
a PW. 
b) ZU z leksycznymi wykładnikami daminanty treściawej; chadzi 
tu a wypadki, gdy adpawiednik jest użyty, wbrew swej wartaści infor- 
macyjnej, jaka nasiciel darnin anty treściawej, ca - trzeba przyznać -,- 
nie dzieje się zbyt częsta. Tę jego niezwykłą ralę sygnalizują takie wy- 
razy, jak: właśnie, tylka, jedynie, ta, dopiero itp., na przykład: Tak 
słaba i nędzna [Ławska], nie żałowała jednak wysiłków, by uniknqć 
egzekucji, by się wykręcić od śmierci, zadanej przez innych. ZU, A t a 
właśnie było konieczne. Po to musiała żyć, by tak się stało. Nałkawska 
Ś 237-.
>>>
38 


Henryk Misz 


Wyrazy tego typu umożliwiają posługiwanie się zdaniami zawiera- 
jącymi jedynie odpowiednik, np. Jetzemu zdawało się, że patrzy [Zy- 
gmunt] na niego. ZU. Tylko na niego. Bratny I 199. 
2) ZU z kilkoma odpowiednikami: 
a) ZU bez leksycznych wykładników dominanty treściowe} 
Jak już wspomniałem, odpowiedniki w takich zdaniach mogą albo 
układać się w zespÓł współrzędny (szereg), np. W świetle ognia dostrze- 
gli zbliżający się czołg. Poprzedzała go zbita masa ludzi, byli to cywile. 
ZU. Z a n i m i i z a c z o ł g i e m szli gęstą ławą strzelcy. Czeszko 
36. - lub stać od siebie niezależnie, np. Młodzi słuchacze Sartre'a, 
w przewadze przedstawiciele "dobrego" mieszczaństwa, próbują wskrze- 
sić surrealistyczne tradycje szkoły czy konfraterni ideologicznej, cna- 
dzając "na dziko", w podkasanych spodniach i z wąskim nie ogolonym 
paskiem włosów na brodzie i policzkach. ZU. Podobno m i s t r z i m 
t e g o surowo zabronił. Kałużyński 78
79. 
Rdlę odpowiedników wyznacza tutaj -:- podobnie jak w przykładach 
poprzednich - ich wartość infonnacyjna i pozycja. Albo więc wszy- 
stkie odpowiedniki zgromadzone są w początkowej partii zdania, albo 
porozrzucane po całym zdaniu (zwykle się jednak dają także umieścić 
w partii początkowej), na co pozwala ich duża wartość informacyjna. 
A oto przykłady, gdzie odpowiedniki pełnią funkcję informacyjną: Zwie- 
rza wpakowaliśmy do pustego miedzianego kotła, w którym nasz gospo- 
darz pędził ongiś wódkę, by rozpić sąsiednich Indian Koroadów. ZU. 
W m a s y w n ej k a d z i z w i e r z był na razie bezpiecznie zamknię- 
ty. Fiedler Z 48; Grzech tedy jest obrazą Boga. ZU. - W g r z e c h u 
nędzne stworzenie podnosi rękę n a B o g a. Zeromski 25. 
Niekiedy jednak końcowa pozycja jednego z odpowiedników, zwła- 
szcza w postaci znaku rozszerzonego z racji dodatkowej charakterysty- 
ki desygnatu, pozwala odpowiednik ten uważać za człon rozwijający 
(lub jego część), np. Port w Gdyni pachniał wonią ostrą i przejmują- 
cą [...] ZU. T a k ą woń wydziela każ d y w i e l k i p o r t. Maku- 
szyński 57. 
b) ZU z leksyc.
nymi wykładnikami dominanty treściowej. Odpo- 
wiednik opatrzony takim wykładnikiem funkcjonuje jako nosiciel do- 
minanty treściowej. Użycie tego rodzaju wykładnika jest konieczne, 
zwłaszcza gdy w ZU nie ma poza odpowiednikiem składnika, który by 
mógł wystąpić w roli nosiciela dominanty, np. Gabinet był wspanialy: 
eleganckie duże biurko na środku grubego dywanu. Cztery klubowe fo- 
tele przy niskim stoliku w lewym rogu pokoju, maleńki stolik z otwartą 
maszyną do pisania w prawym. [...] Gruby, cisnqw,szy jej [Baśki] ubranie 
na fotel, popchnął ją w kierunku uchylonych drzwi sąsiedniego pokoju.
>>>
Jedna z zas'ad szyku wyrazów 


39 


,[...] Gestapowiec siedzi przy maszynie. ZU. I w t y m p o k o j u jest 
maszyna. Bratny I 135-136. 
Osobno wypada wspomnieć przykłady, gdy w ZU stwierdzamy obec- 
ność dwóch (kilku) odpowiedników podobnych, np. Historię pierwotnej 
wspólnoty dzielimy na (lwa wielkie okresy: na okres dzikości i na 
okres barbarzyństwa. ZU. Ok r e s dzikości - t o ok r e s najniższego, 
najprymitywniejszego stanu spoleczeństwa ludzkiego. Schaff 11. Przy- 
pominamy sobie, że chodzi tu o znaki dwóch różnych desygnatów, ze- 
spolonych w jedną ogólniejszą klasę. Fakt ten ułatwia sprawę, gdyż 
znakiem PW będzie całkowity odpowiednik znaku kontekstowego, tj. 
dotyczący tego samego co on desygnatu. 
II. \V ZU odpowiednik werbalny. 
I) syntetyczny; rzecz ma się na ogół podobnie, jak w zakresie od- 
powiedników niewerbalnych. A więc i tu można mówić o wartości in- 
formacyjnej i jej stopniach oraz o używaniu odpowiednika zgodnie 
z jego, wartością lub wbrew tej wartości. Ale jest tu też kilka cech 
swoistych. Dotyczy to przede wszystkim p o z y c j i odpowiednika. 
Rozpatrzmy następujące wypadki: 
a} gdy jest to jedyny odpowiednik w ZU i w dodatku nie różni się 
walorem logicznym od znaku kontekstowego. W takich razach infor- 
mującą rolę odpowiednika potwierdza pozycja początkowa, np. Tam 
w kącie glośny śmiech. ZU. S m i e j ą się ludzie trzeźwi i spokojni. 
Bratny I 40. - a niekiedy roli tej nie niweczy pozycja końcowa, o czym 
,łatwo się przekonać przy próbie przemieszczenia odpowiednika w przy- 
toczonych przykładach; por. też: Kupil [ojciec] wolowiny. ZU. Dwa kilo 
k u p i 1- dla wszystkich. Newerly 31; 
b} odpowiednik jak wyżej, z tym, że posiada on inny walor logiczny 
niż jego partner. Jeśli jest to odpowiednik bez negacji, to może on peł- 
nić funkcję informującą, w czym wspiera go pozycja początkowa oraz 
często leksyczne wykładniki dominanty odnoszące się do pozostałych 
składników zdania. Odpowiednik zaprzeczony postawiony na końcu jest 
nosicielem dominanty treściowej. Przykłady: Powiedzieć komuś: Nie- 
miec - nie znaczylo tu jeszcze wróg. ZU. Ale z n a c z y l o wyrazić 
pogardę. Pruszyński 63; Ani Gotowej, ani Wapulinie nie szlo o żadną 
sprawiedHw:ość. ZU. S z l o o zupe1nie co innego. Nałkowska Ś 114. - 
ale: Jej ręce ogromne i ciężkie trzymają na piersiach brzegi chustki, 
gdy stoi"albo sztywno leżą na kolanach, gdy zechce usiąść. ZU. Ale nie 
zawsze s i a d a. Nałkowska Ś 14; 
c} gdy w ZU obok odpowiednika werbalnego istnieją inne jeszcze 
odpowiedniki. Najpierw znowu odpowiedniki o tym samym walorze 
logicznym, co znak kontekstowy. Wchodzą tu w grę różne czynniki: 
a więc inaczej się zachowuJe orzeczenie, a inaczej łącznik, inaczej za-
>>>
40 


Henryk Misz 


chowuje się orzeczenie przy podmiocie, a inaczej przy dopełnieniu czy 
okoliczniku; nie bez znaczenia jest to, czy powstały z odpowiedników 
związek jest powtórzeniem takiego związku z kontekstu, czy nie; pe- 
wien wpływ wywiera też zaawansowanie odpowiedniości. A oto, co 
powiemy o O'dpowiedniku w funkcji orzeczenia. Jeśli orzeczenie tworzy 
wraz z odpowiednikiem związek główny, to zajmuje ono dwie pozycje, 
zależnie od tego, czy podmiotem jest rzeczownik, czy zaimek. W pierw- 
szym wypadku stoi ono na drugim miejscu po podmiocie, np. Przypo- 
mniałam sobie teraz to wszystko dziwnym zbiegiem okoliczności z po- 
wodu sprawy Ołdaka, który siedzi w więzieniu już od sześciu lat za 
zarqbanie siekierq brata. [...] ŻU. O ł d a k z a b i ł swego brata w bójce. 
Nałkowska Ś 80. - I to jest pozycja zgodna z informacyjną wartością 
odpowiednika O'rzeczeniowego. W zdaniach, gdzie ze względu na wy- 
razistO'ść odpowiedniości nie ma wahania co do cr lub nosiciela domi- 
nanty treściowej, orzeczenie albo nadal pozostaje w środku, również 
przy zmianie miejsca podmiotu, albo może być nawet przesunięte na 
koniec zdania, zachowując wartość informacyjną, np. Wreszcie fermer 
się rozzłościł, zawołał go do siebie do mieszkania. N a stole stał telefon, 
na podłodze leżał czerwony chodnik. ZU. Ładnie bardzo m i e s z kał 
fermer. Stryjkawski 9; Jak tu pedagogicznie obronić 'Puszkina? - ZU. 
p u s z k i n sam się b r o n i. Newerly 16. - Jeśli zaś podmiotem jest 
zaimek, wówczas orzeczenie go wyprzedza, zajmując początek zda- 
nia, np. I pani Barbara, jakby jej szło nie o praktyczne wyniki, ale 
o wybadanie jego stosunku do tej sprawy, wnet przyznawała, że po- 
gardzane mieszkanie ma swoje zalety. ZU. Zaś w gruncie rzeczy m i a ł o 
o n o dużo złych stron. Dąbrowska 51. - Inaczej mówiąc orzeczenie 
zgodnie ze swą wartaścią informacyjną zajmuje zwykle początek lub 
środek zdania. Podobnie to wygląda, gdy orzeczenie łączy się z od- 
powiednikami w funkcji określeń, np. Zbiegłam po schodach. Tam leżał 
zabity mecenas. A na podwórzu... To byli Ukraińcy. SS. ZU. M e c e n a- 
s a z a b.i l i k o l b a m i. Bratny II 41; - por. też: Czy chciala [Łucja] 
czegoś złego? ZU. To od niej zawsze chcieli czegoś złego. 
Brandys 64. 
Łącznik stoi oczywiście w środku, między podmiotem a orzecznikiem, 
np. CO' to jest cena, z którq spotykamy się na rynku? ZU. C e n a j e s t 
t o wartość wyrażona w pieniqdzu. Schaff 48. 
A teraz O'dpowiednik werbalny o odmiennym walorze logicznym niż 
znak :kontekstowy. Rzecz wygląda na ogół podobnie, jak w dotąd opisa- 
nych przykładach. Odpowiednik nie zaprzeczony funkcjonuje dwojako: 
jest znakiem PW, np. Powiedzjał [Lewen]: - O mnie można się nie 
troszczyć. ZU. - Ale n i e p o k o i ł s i ę o niq, o Łucję. Brandys 16. - 
przy czym zajmuje on wtedy miejsce w początkowej partii zdania; jest
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


41 


nosicielem dominanty, zwłaszcza gdy żaden inny składnik zdania być 
nim nie może, np. To chyba nie znasz Pomponii Grecyny. [...] ZU. Pom- 
ponię z n a m. Sienkiewicz Qv 16. Odpowiednik 'zaprzeczony, umiesz- 
czony na końcu funkcjonuje jako nosiciel dominanty, np. Gdybyż to 
uczucie trwać mogło wiecznie! Gdybyż w tym stanie łaski żyć i umie- 
rać! ZU. Ale ono n i e t rwa. Żeromski 34. 
Osobno trzeba zwrócić uwagę na odpowiednik zaprzeczony, obok 
którego w ZU występują zaimki nikt, nic, żaden. W takich razach nosi- 
cielem dominanty może być właśnie ów zaimek, odpawiednik zaś zna- 
kiem informującym o PW nawet przy zachowaniu pozycji końcowej, 
np. Ona cię jeszcze bardziej powinna kochać i będzie kochać... ZU. - 
Mnie n i k t n i e k o c h a - szepnęła Ada. Prus 76. 
Zaprzeczony łącznik zachowuje swoje środkowe mjejsce, np. Jeśli 
[Ligial to niewolnica, to ją odkup. ZU. - Ona n i e j e s t niewolnicą. 
Sienkiewicz Qv 14 - chociaż może też on znaleźć się na końcu, co mo- 
żna spravvdzić dokonawszy odpowiedniego przesunięcia w przytoczo- 
nym przykładzie. 
2) analityczny; wchodzą tu w grę wypadki, gdy odpowiednikiem jest 
cały znak analityczny, nie zaś jakaś je90 część. Z jednej strony są to 
znaki w pełni odpowiadające znakom kontekstowym, np. Wypieki moźna 
mieć od gorąca i od chłodu... [...] ZU. Wypieki m o ż n a m i e ć także 
od wzruszeń. Szaniawski I 87. - z drugiej zaś różniące się pod rozmai- 
tymi względami od znaków kontekstowych, np. Szef: Napisała pani: 
"B. Hase", a nie "Bogusław Ha,se". Rena: Dobrze! ZU. M o g ę n a p i- 
s a ć "Bogusław". Szaniawski I 282. Przypomnę, że różnice tego rodzaju 
bywają czasem wyzyskiwane jako dominanta treściowa, np. Anna: Wy- 
pu,ścW cię? Olek: ZU. M u s i e l i kiedyś w y p u Ś c i Ć. Szaniawski 
III 30. Odpowiednikiem jest tutaj jedynie część znaku analitycznego. 
Powstaje zatem kwestia odróżnienia znaków analitycznych będących 
odpowiednikami jako całość - od znaków, w których odpowiednikiem 
jest tylko jedna część znaku, inna zaś to nosiciel daminanty treściowej. 
Z tą drugą ewentualnością mamy do czynienia wówczas, gdy do zdania 
nie wchodzi paza znakiem analitycznym żaden składnik mogący fun- 
kcjonować jako nosiciel dominanty. W przeciwnym razie znak anali- 
tyczny II7-0żna rozumieć jaka jednolity odpowiednik znaku konteksto- 
wego. Potwierdza to dalej pozycja początkowa lub środkowa całego 
znaku; częsta też jego komponenty stoją obok siebie, podczas gdy 
'IN przypadkach przeciwnych komponenty bywają rozdzielone, ten zaś 
z nich, który jest nosicielem dominanty, uzyskuje eksponowaną po- 
zycję na początku lub na końcu zdania. 
Analityczny odpowiednik werbalny w wielu szczegółach zachowuje
>>>
42 


Henryk Misz 


się jak odpowiednik syntetyczny, stąd można do niego odnieść szereg 
uwag wypowiedzianych o znaku syntetycznym. 
Inny sens niż w zdaniach z odpowiedniością ma ustalenie znaku PW 
w przykładach z konotacją. Tam, gdzie brak odpowiedniości, chodzi 
o zorientowanie się co do wartościującego charakteru badanego ZU. 
Owa orientacja sprowadza się ostatecznie do uznania ZU za jednoczło- 
nowe, tj. zawierające jedynie er. Otóż ta kwalifikacja zdania wymaga 
ustalenia jego PW; staje się to zrozumiałe, jeśli zważyć, że er jest kate- 
gorią relatywną, dającą się określić tylko na podstawie opozycji cw ' 
(znak PW): er. Inaczej mówiąc: aby stwier,dzić, że coś jest er, trzeba 
znać cw lub PW (podobnie cw rysuje się dopiero w związku er). W zda- 
niach dwuczłonowych znajdujemy pełną opozycję, w zdaniach jedno- 
członowych występuje jeden tylko jej element, drugi zaś, tzn. znak PW, 
mieści się poz.a ZU, w kontekście. W odszukaniu znaku PW kierujemy 
się właśnie konotacją badanego ZU. Jednakże nie każdy znak konoto- 
wany jest zarazem znakiem PW. Rzecz przedstawia się następująco: 
1) znak konotowany bezpośrednio jest znakiem PW w dwóch wy- 
padkach: . 
a) gdy znak konotujący i konotowany tworzą związek główny, np. 
Gauguin ruszył w jej obronie. 'ZU. Dostał nożem w plecy. Żukrowski 28; 
Kto będzie jechać. Oni czy my? - dowiadywał się Andrzej. - ZU. Oni. 
ZU. Ten w spodniach w kratkę i ten drugi. Zientarowa 102; 
b) gdy znakiem konotowanym lub konotującym jest orzeczenie, nie 
tworzące ze swym partnerem związku głównego, np. W róg zaczął 
wykonywać swój taniec śmierci. ZU. Jakąś pisaną woltami na niebie 
pieśń łabędzią. Fiedler D 78; 
2) w pozostałych wypadkach znakiem PW jest znak konotowany 
pośrednio, np. Ale w ciągu owych ostatnich dwóch lat padały nie tylko 
państwa, ale padła i cała prasa europejska. ZU. Francuska, belgijska, 
holenderska, norweska. Pruszyński 67. - gdzie bezpośrednio konoto- 
wany składnik prasa, lecz znakiem PW jest konotowane pośrednio 
orzeczenie padła; W mieście trzymać świnie trudno - powiedział wą- 
saty. - Ale króliki, owszem. ZU. Można. Zientarowa 67. -::- gdzie bez- 
pośrednio konotowane trzymać, jako znaki PW funkcjonują natomiast: 
króliki i w mieście. 
Uzupełnienie ZU jednoczłonowego przez znak PW (w wypadkach 
typu 2 także przez znak konotowany bezpośrednio) powoduje powsta- 
nie zdania dwuczłonowego z odpowiedniością, gdzie wystąpi pełna opo- 
zycja cw: er, np, Gauguin dostał nożem w plecy. - Będą jechać oni. - 
Będą jechać, ten w spodniach w kratkę i ten drugi. - Zaczął wykony- 
wać jakąś pisaną woltami na niebie pieśń łabędziq. - Padła prasa iran-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


43 


cuska, belgijska, halenderska, narweska. - W mieście króliki trzymać 
mażna. 
W wwadkach nazwanych przeze mnie specjalnymi znak konota- 
wany maże być znakiem PW lub stanowić element er. Rzecz przedsta- 
wia się w zasadzie podobnie jak w zdaniach z adpawiedniaścią, tzn. 
znak kanatawany wprowadzany da zdania, a więc stający się adpo- 
wiednikiem, kwalifikujemy według tych kryteriów, COl adpawiednik 
w zdaniach z pierwatną adpowiedniością. Gdy znak konotawany należy 
da er, wówczas nasicielem daminanty jest znak kanatujący, np. Sala 
ta sama, COl w akcie pierwszym. ZU. Ale urządzenie już i n n e. [niż 
w akcie pierwszym] Szaniawski I 307; Z paczątku precz myślała, że 
jeszcze wyzdrowieje. ZU. Ale patem już n i e. [myślała.] Nałkawska 
S 17. 
3.12. Analiza zdan uwikłanych w kantekst pokazuje, że wewnątrz 
zdań znajdują się środki, dzięki którym zostajemy painfarmawani 
a właściwym danemu zdaniu punkcie wyjściawym. Przy pamacy tych 
śradków ustalamy kankretną pastać związku między ZU a PW. Śradki 
te nazywam wykładnikami związku PW:ZU. Wykładniki awe mażemy 
padzielić na dwa zasadnicze rodzaje: 
I. Wykłł::lniki leksykalne, tzn. w pastaci .składnika lub zespOIłu 
składników. 
II. Wykładniki syntaktyczne, tzn. w pastaci syntaksemów. Mając 
na uwadze spasób, w jaki paszczególne wykładniki pełnią swą funkcję 
informującą, przeprawadzimy następujący podział: 
1) wykładniki wymieniające PW; 
2) wykładniki wskazujące na PW
 
Da grupy 1) należy część zdań z adpowiedniaścią znaków, amianawicie: 
a) wypadki ze znakami pełnymi, tożsamymi lub synanimicznymi 
w stasunku da znaków kontekstOIwych, np. Mie[szkała [Łucja] z ZenOlnem 
i Stasiem. ZU. Zenan źle zarabiał. Brandys 99; 
b) wypadki ze znakami uproszczonymi, wyjąwszy zdania, w których 
znak uproszczany zawiera padrzędnik zespOIłu, jakim jest znak konteks- 
tawy, np. I tak pięciu myśliwców szalejących w swym żywiOIle, zamie- 
nianych w ziejące furie, robiała historię: rozbijała wielką wyprawę 
Luftwaffe. ZU. Wyprawa się razpadała. Fiedler D 124; 
c) wypadki ze znakami rozszerzanymi w związku z charakterystyką 
desygnatu, gdy odpawiednik jest tażsamy lub synanimiczny w stasun- 
ku da znaku kontekstowegOI, np. Parucznik pisał, a ja wziqłem właśnie 
da ręki wajskawą książeczkę Niemca. ZU. Wszystkie wajskawe ksią- 
żeczki są jakieś da siebie podabne.Pruszyński 21; 
'd) część wypadków ze znakami spełniającymi warunki adpawie-
>>>
44 


Henryk Misz 


dniości tylko CZęSClOWO, np. Grzech tedy jest obrazą Boga. [...] ZU. 
Przyczynę grzechu stanowi rozum i wola. Zeromski 25. 
\Ve wszystkich wymienionych wypadkach chodzi o zdania, które 
nie zawierają elementów anaforycznych lub konatujących. 
N atomiast do grupy 2) zaliczymy właśnie zdania zawierające te ele- 
menty, np. I po co kmiotkowi moja frezarka? ZU. On za butami będzie 
patrzył. Czeszko 29; Na posiedzeniu odczytywało się znowu podania 
więźniów o przedterminowe zwolnienie. [...] ZU. Duźo było tych podań. 
Nałkowska Ś 123-124; Burda obejrzał sobie dłoni'e. ZU. Prawa trochę 
zaczerwieniona. Putrament 17; Pani: [...] Jaki instrument pani sobie 
obrała? Zosia: ZU. Harfę. Szaniawski III 171. 
Wykładniki leksykalne mogą zarówno wymieniać PW, jak i wska- 
zywać na niego, natomiast wykładniki syntaktyczne tylko na PW wska- 
zują. Zdania uwikłane zawierające wykładniki leksykalne - bez wzglę- 
du na sposób, w jaki informują one o PW - to zdania dwuczłonowe. 
Zdania z wykładnikami tylko syntaktycznymi - jak już wiemy - to 
zdania jednoczłonowe. 
3.13. Mówiąc ogólnie, za cw uznamy ten element (elementy) zda- 
nia, który informuje o punkcie wyjściowym. W omawianej grupie przy- 
kładów ów element jest najczęściej takim czy innym odIJpwiednikiem 
znaku kontekstowego, w wielu razach dającym się pominąć. 
W poprzednich rozważaniach przeprowadziłem klasyfikację odpo- 
wiedników znaków w ZU z różnych stanowisk, a mianowicie: 
I. Ze względu na jakościowy stosunek znaku w ZU do znaku kon- 
tekstowego: znaki pełne, uproszczone, rozszerzone, zredukowane, skró- 
cone; 
II. Ze względu na ilościowy .stosunek znaku (znaków) w ZU do 
znaków kontekstowych: znaki odpowiadające ilaściowo znakom kan-- 
tekstowym lub nie; 
III. Ze względu na ich charakter gramatycznosyntaktyczny: znaki 
w postaci składnika i w postaci zespołu współrzędnego. lub niewspół- 
rzędneqo, a ponadto grupy znaków nie łączących się w zespół, znaki 
analityezne i syntetyczne. 
Wspierając się na tych rozróżnieniach możemy wyodrębnić szereq 
rodzajów członu wyjściowego: 
1) człon prosty, w postaci znaku pełnego, uproszczonego., zreduko- 
wanego, skróconego lub globalnego, np. Gazy? - [...] ZU. cw Gazy cr 
nie hałasują. Putrament 208; 
2) człon rozwinięty, w postaci znaku rozszerzonego, np. Chopin 
jest geniuszem Polski. ZU. cw Czarodziej fortepianu - głęboko wro- 
śnięty sercem w tragedię swego narodu, cr powiązany był z nim wszyst- 
kimi uczuciami i myślami. Kalendarz Robotniczy 268;
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


45 


3) człon złożony, gdy w ZU występuje kilka znaków odpowiadają- 
cych znakom kontekstowym; chodzi tu zarówno o zdania, w których 
znaki łączą się w zespół współrzędny, jak i o takie!, gdzie owe znaki 
w zespół się nie łączą, np. W świetle ognia dostrzegli zbliżający się 
czołg. Poprzedzała go zbita masa ludzi, byli to cywile. ZU. cw Za nimi 
i za czołgiem cr szli gęstą ławą strzelcy. Czeszko 36; Spojrzał też [Pe- 
troniusz] pytającym wzrokiem na Pomponię, lecz ta nie mogła mu dać 
odpowiedzi, patrzyła bowiem w tej chwili, uśmiechając się, na dumę, 
jaka odbiła się w obliczu starego Aulusa. ZU. cw On zaś cr nie umiał 
cw tej dumy cr ukryć. Sienkiewicz Qv 34. 
Wewnątrz wyrÓżnionych kategorii można wydzielać sze:r:eg drob- 
niejszych rodzajów c:w, np. wedle ich charakteru gramatycznosyntak:" 
tycznego czy w oparciu o szczegółowe stosunki znaku w ZU do znaku 
kon teks towego. 
Łatwo zauważyć, że przedstawiona klasyfikacja rodzajów cw nie 
opiera się na kryteriach wartościujących. Nie poddaję członu wyjścio- 
wego analizie z tego stanowiska, gdyż jak się wydaje, wewnętrzne 
zróżnicowanie qw nie jest istotne dla szyku wyrazów, tzn. komponenty 
cw rozwiniętego i złożonego szykują się niezależnie od ewentualnej 
hierarchii wartościującej. Traktuję cw globalnie jako nosiciela drugiego 
podstawowego planu tr,eści zdania i w ten sposób zostanie on uwzglę- 
dniony w rozdziale omawiającym główną zasadę szyku. Innymi słowy 
nie będę się zajmował rozmieszczeniem komponentów cw, gdyż nie 
padlega ano bezpośrednio głównej zasadzie szyku (narmom "psycholo- 
gicznym", wartościującym). Rozmieszczenie ta może doznawać różnych 
komplikacji pod wpływem głównej zasady tylko paśrednio, pod naci- 
skiem regulowanego przez tę zasadę rozmieszczenia komponentów czło- 
nu rozwijającego. 
3.14. Podane wyżej określenie członu wyjściowego nie jest całko- 
wicie ścisłe, ponieważ człon wyjściowy niekiedy obejmuje również 
składniki, które nie są odpowiednikami (w opisanym już sensie) znaku 
kontekstawego. Dotyczy to wypadków, które nie zostały omówione: 
zdań uwikłanych w konsytuację zewnętrzną i wewnętrzną. Ta nieści- 
słość musi zaważyć na charakterystyce członu rozwijającego. Nie moż- 

a bowiem wyznaczyć dokładnej granicy między obydwoma członami. 
Mimo to wolno podjąć tymczasową charakterystykę członu rozwijają- 
cego z zastrzeżeniem, że odnosi się ona do wypadków pewnych, tzn. 
takich, w których ową granicę można ustalić na podstawie dotychczas 
wymienionych czynników. 
Mówiąc o członie rozwijającym uwzględniamy tak zdania dwuczło- 
nowe, jak i jednoczłonowe. Mając na uwadze oba te rodzaje zdań okre- 
ślamy er negatywnie jako człon nie zawierający składników informu-
>>>
46 


Henryk Misz 


jących a PW (leksykalnych wykładników PW:ZU). Dla zdań dwuczła- 
nawych mażna dadać określenie ze względu na cw i stwierdzić, że za 
qr uznaje się tę część zdania; która pazostaje pa wydzieleniu człanu 
wyjściawega. Panadta pawiemy, że człan rozwijający jest składnikiem- 
-nasicielem darnin ant y treściawej alba zespołem 'zawierającym taki 
składnik. VV związku z tym człon rozwijający stanowi istatną i nie- 
adzowną część zdania i nie maże być paminięty. 
Rozróżniamy dwa główne radzaje er: 
I. er prast y, w pastaci jednegO' składnika: np. Tak pawjedzjał pro- 
fesar KubalskL ZU. cw Profesar Kubaiski cr skłamał. Dygat 102. Por. 
adpawiednie zdanie jednaczłanawe: Wtem na niebje punkdk. ZU. Rósł. 
Fiedler D 25; 
II. qrrozwinięty lub złożany, w pastaci zespołu (grupy) składników. 
Trzeba tu wyjaśnić, że za zespół uważam wszelkie połączenia składni- 
ków .bez względu na ta, czy analiza. gramatyczna uznaje te pałączenia 
za jeden składnik analityczny, np. będę robić, czy za zespół (np. łącz- 
nik i arzecznik, pałączenia z bezakalicznikiem typu: muszę jść, wreszcie 
zespały sensu strictO' typu: czyta ajciec, czyta ksiqżkę, ojciec i matka 
itp.). 
Dakładniejsze zbadanie wieloskładnikawega członu rozwIJaJącego, 
mające ujawnić j
ga wewnętrzne razczłankawanie i w kansekwencji 
prawadzić da rozróżnienia er rozwiniętegO' oraz er złażanega, nastręcza 
spora trudności. 
Razczłankawanie wewnątrz er apiera się na wartaściawaniu wyż- 
szegO' stapnia niż zasadnicze razczłankawanie zdania (na ew i er). Ma- 
jąc na uwadze główną zasadę szyku wypadnie tu wyadrębnić także dwa 
plany: pierwszy, czyli elementy składające się na daminantę treściową, 
i drugi, czyli elementy wabec daminanty' drugaplanowe. Nasiciel da- 
minanty niechaj się nazywa członem razwijającym głównym (erg), na- 
siciel elementów drugaplanawych - członem rozwijającym pabacznym 
(crp). Dadam, że w pewnych wypadkach wolna się dopatrywać war- 
taściawania jeszcze wyższegO' stopnia, między dwama (kilkama) domi- 
nantami treściawymi. Będę tutaj mówił adaminantach różnaplanawych, 
względnie a różnaplanawych erg. 
Człan rozwijający w postaci zespału występuje w dwóch admianach: 
1) er bez składnika czasawnikawega; . 
2) er ze składnikiem czasownikowym (verbum fjnUum), przy czym 
chadzi zarówna a czasawniki pasiłkawe, jak i a czasawniki samadzielne. 
Wśród wypadków er bez składnika czasawnikowega wyróżnimy na- 
stępujące rodzaje: 
a) er w postaci zespału niewspółrzędnegO', np. Rybska: [...J Ta asa- 
ba... zapewne kwadrans zaczeka... Leleskj: [...J Kjedy cw ta asaba er
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


47 


bardzo niecierpliwa... Szaniawski I 28; Napis też ładny. [...] ZU. Ale 
trudny da adczytania. Szaniawski III 253; 
b) cr w pastaci zespału współrzędnegO', np. Czy masz między swymi 
ludźmi kago, cO' by znał tegO' olbrzymiegO' Liga? - spytał Petraniusz. 
ZU. - cw Znał gO' er Atacynus i Gula. Sienkiewicz Qv 123; No ta jazda 
budować zwierzę. - Jakie zwierzę? ZU. - Lwa alba tygrysa. Zienta- 
rawa 16; 
c) cr w postaci zespału przyrzędnego, np. Na niektórych ludzi zbra- 
dnia nachadzi z wewnątrz, jest wyrazem ich natury. Wyglądajq tak, 
jakby a każdej chwili magli ją na nowa papełnić. [...] ZU. cw Tak wy- 
glądalicr bracia Kawyle, nie,szczęśni złaczyńcy. Nałkawska Ś 81; Wtem 
na niebie punkcik. Rósł. Leci szósty. ZU. Parucznik Henneberg, cały 
i zdrów. Fiedler D 25-26; 
d) cr ma pastać połączenia łącznika niewerbalnegO' ta z orzeczni- 
kiem, np. Twarzyłbym wierne sabie legie z tamtejszych górali. ZU. er 
To tędzy żałnierze cw ci Iberowie. Sienkiewicz qv 12; 
e) cr w pastaci zespołu składników nie twarzących zespału, np. 
Gdynia jest przetO' dziwnym miastem, które zastała zbudawane przez 
dwóch wielkich budowniczych: przez' miłaść i radaść. Ta będzie na 
wieki wieków zapisane w jej metryce narodzin. ZU. cw Zapisze ta cr 
wiatr na marskiej fali. Makuszyński 61; Obak leżą portfele. ZU. Zółty 
Zygmunta. Bratny I 17-0. 
Wśród przykładów zawierających cr ze składnikiem czasawnikawym 
mażna wydzielić następujące grupy: 
a) w skład cr wchodzą: czasawnik (verbum iinitum) oraz jeden tyl- 
kO' jeszcze kampanent, są ta zatem: 
aa) farmy analityczne, np. Jedź sabie, jedż. ZU. Tęsknić nie będę... 
Szaniawski I 43, 
ab) pałączenia łącznika z arzec'znikiem, np. Nie wiem, niech się pa- 
ni spyta Thoreza, an w tych ,sprawach jest duża macniejszy ade mnie. 
ZU. ew. Thorez er jest komunistą. Dygat 90, 
ac) związki z bezokolicznikiem, np. Ewa mówiła do pani Opoli- 
ckiej - Wojciech chce jutro rano jechać. ZU. cw Wajciech er kazał 
zaprzęgać. Nałkowska Ś 99, 
ad) związki z podmiot
m, dapełnieniem lub okolicznikiem, np Du- 
sza ludzka w naj tajniejszym swaim pragnieniu, w najgłębszej swojej 
tęsknacie szuka do niej [nieskańczonaści] drogi. ZU. cw Tam bawiem er 
mieszka nieśmiertelność. Makuszyński 41; Ale ojciec mijajqc jatkę, a sy- 
nu pomyślał: "Szczęsnego trza ratawać". ZU. Kupił wałowiny. Newerly 
37-; Pani: [...] Chciałam mówić z panem Luśniq. Zasia: ZU. cw Ojciec er 
wyszedł w pole. Szaniawski III 17-0; 
b) w skład er wchadzq: czasownik oraz zespół komponentÓw, zwią-
>>>
48 


Henryk Misz 


zanych ze sabą niewspółrzędnie; zaliczymy tu przykłady wyżej wy- 
szpególnianych typów, jednakże er jest tutaj bardziej rozbudawany, 
np. I pa cq kmiatkawi maja frezarka? ZU. cw On er za butami będzie 
patrzył. Czeszka 29; 
c) w skład er wchadzą: czasownik araz zespół kamponentów zwią- 
zanych Z(\! sabą współrzędnie, np. Pa paru dniach wędrówki, przysiada- 
jąc się nieraz na furmankę wiejską, nieraz na radziecki samochód cię- 
żarowy, w dniu 4 października datarłem da Lwawa. ZU. cw Lwów cr 
był pełen życia, pełen ludzi, naszych wajskawych araz wajska radziec- 
kiegO'. Klimkawski 32; 
d) w skład cr wchadzą: czasawnik araz zespół kampanentów zwią- 
zanych ze sabą stasunkiem przyrzędności, n
. Z dału usłyszałem za- 
dyszany głos jednegO' z mych szefów, kamandora Bayonette.Okazała 
się, że i on tu mieszka. ZU. Szedł ze swym lokatorem don Miguelem 
Pulaares, przedstawicielem fabryki kanserw. Zukrowski 20; 
e) w skład er wchodzą: czasownik araz grupa kamponentów nie sta- 
nawiących zespału, np. Zmatoryzawana i dqskanale zorganizawana 
armia hitlerowska parła przed siebie siejąc wszędzie spustaszenie, pa- 
zastawiając za sobą płacz, magiły i nędzę. ZU. cw Lawina ta cr nie- 
uchronnie przybliżała się da Francji. Klimkowski 80
81. 
Ustalenie agólniejszych, a zarazem ścisłych re!;)'uł hierarchii paszcze- 
gólnych składników w ramach człanu rozwijającegO' ta bardzO' roz- 
legły i zawiły problem. JegO' wyczerpujące rozwiązanie wymagałaby 
abszernych i daść adbiegających ad tematu majej pracy badań nad 
znaczeniem grup syntaktycznych (skupień, zespałów składników). Wa- 
bec tegO' jestem zmuszany zastasawać razwiązanie prawizaryczne, mia- 
nawicie akreślać ową hierarchię dla indywidualnych przykładów. Te- 
raz jednak chciałbym podać garść wstępnych uwag natury ogólniejszej. 
Rozpacznijmy ad wypadków bez składnika czasawnikawega. Naj- 
prościej wygląda sprawa, gdy mamy da czynienia z grupami składni- 
ków nie zarganizowanych w zespół. Wówczas bawiem adpada kwestia 
ich wzajemnegO' stasunku; a takich wypadkach pawiemy, że każdy ze 
składników jest nosicielem odrębnej darninanty. Padobnie, gdy taka 
grupa abejmuje nie składniki, lecz niezależne ad siebie zespoły (wzglę- 
dnie ma skład mieszany: i zespoły i składniki): wtedy asabna daminanta 
przysługuje każdemu zespaławi. 
 Takież stwierdzenie dotyczy człanu 
razwijającega, który zawiera zespół współrzędny. Człany tegO' zespału, 
jakkalwiek między sobą zorganizowane, nie padlegają wzajemnej hie- 
rarchizacji znaczeniawej, są pad względem znaczenia leksykalnegO' ad 
siebie niezależnie (nie "przenikają się" nawzajem). 
 Padobnie wresz- 
cie potraktujemy zespały ze stosunkiem przyrzędności, tzn. uznamy, 
że każdemu członawi przysługuje asabna darninanta treściawa. Przema-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


49 


wia za tym szczególny charakter tego stosunku, zachowującego samo- 
dzieln(jść znaczeniową członów, a wiążącego je na podobieństwo orze- 
kania. 
Trudności zaczynają się piętrzyć przy zespołach niewspółrzędnych. 
Uderza przede wszystkim bogactwo tych zespołów. Zdaje się, że ich 
zróżnicowanie przebiega w dwóch liniach: z jednej strony odgrywa 
rolę to, czy chodzi o zespół z przydawką, z dopełnieniem lub okolicz- 
nikiem, z drugiej zaś to, jaką mianowicie odmianę przydawki, dopeł- 
nienia albo okolicznika mamy przed sobą. A wreszcie wydaje się, nie 
obojętna jest leksykalna wartość członów zespołu, niekiedy nawet indy- 
widualna. Miary dopełnia fakt, że konstrukcje niewspółrzędne mogą 
przybierać różny, czasem bardzo wysoki stopień komplikacji. 
Nie podejmuję więc rozczłonkowania zespołu niewspółrzędnego tam, 
gdzie nie ma ono wyraźnych wykładników. Takich wypadków je
t nie- 
stety bardzo wiele. Ale też- przeprowadzenie rozczłonkowania zespołu 
dla rozpatrywanej w tej pracy głównej zasady szyku bardzo często 
wcale nie jest konieczne. Zespół niewspółrzędny w funkcji członu roz- 
wijającego pod względem szyku zachowuje się zazwyczaj jako jedna 
niezróżnicowana całość, której wewnętrzne uszykowanie zależy już od 
zasad innych niż omawiane tu przeze mnie. Działanie głównej zasady 
może zamącić to uszykowanie, wtedy jednak mamy wyraźne tego 
sygnały. 
Człon rozwijający w postaci zespołu niewspółrzędnego traktuję za- 
tem w wielu razach globalnie. Bez dokładnego badania nie sposób uzna- 
wać ten czy inny jego komponent za nosiciela dominanty. Widzieliśmy 
w podanych już poprzednio przykładach zdań jednoczłonowych, że 
jako osobne zdanie może wystąpić w zasadzie każdy rodzaj komponen- 
tów zespołów niewspółrzędnych, wolno więc mniemać, że żadnemu 
z nich nie brak ogólnej zdatności do pełnienia funkcji nosiciela domi- 
nanty. Dlatego np. nie mógłbym się zdecydować na stwierdzenie, źe 
taką funkcję w zespole niewspółrzędnym pełni jego trzon. 
Hierarchię składników zespołu niewspółrzędnego widać zwłaszcza 
w sygnalizowanych już bezorzeczeniowych zdaniach niesamoistnych 
z odpowiedniością znaków, np. Była wczoraj na uczcie? - Była, Augu- 
sto. - Z czyjego rozkazu? ZU. - Z rozkazu cezara... Sienkiewicz Qv 
101. - gdzie crg: cezara, crp: z rozkazu. Inne przykłady: Przez otwór 
strzelnicy widzi [Jerzy], jak tłum kobiet rusza przed czołgiem. Zu. cw 
Obok crg drugi crp czołg. Bratny II 258; Potem - podeszła do mnie. 
Blisko. ZU. crg Strasznie crp blisko. Tuwim 77-. 
W połączeniach łącznika to z orzecznikiem, łącznik ze względu na 
swój charakter posiłkowy odgrywa rolę poboczną, nosicielem domi- 
nanty zaś jest orzecznik. 


4 - Filologia Polski VI
>>>
50 


Henryk Misz 


o wewnętrznym rozczłonkowaniu cr zawierającego składnik cza
 
sownikowy (verbum iinitum) można stwierdzić, co następuje: vv... zasa
 
dzie czasownik nie pełni funkcji nosiciela dominanty treściowej, funkcja 
ta natomiast przysługuje pozostałym komponentom członu rozwijają- 
cego. Omówmy po kolei różne rodzaj cr. Część wypadków z członem 
rozwijającym w postaci czasownik + jeden komponent - to wypadki 
zawierające rozmaite odmiany orzeczenia złożonego. Czasownik przy- 
biera tu charakter, posiłkowy, tzn. jest wykładnikiem pewnych ogól
 
nych własności orzeczenia; podczas gdy jego leksyczna treść mieści 
się w związanym z łącznikiem wyrazie. Dotyczy to przede wszystkim 
analitycznych form czasu i połączeń łącznika z orzecznikiem, gdzie po- 
siłkowy charakter czasownika (odgrywającego rolę wykładnika gra- 
matycznych cech orzeczenia) zdaje się nie ulegać wątpliwości. Nieco 
inaczej rzecz się przedstawia przy związkach z bezokolicznikiem. Związ- 
ki te wypadnie potraktować rozmaicie: 1) .jako orzeczenia złożone, 2) 
jako zespoły dwóch części zdania. Granica między tymi dwoma grupa- 
mi nie jest ostra, można wszakże wiele przykładów zaliczyć do pierw- 
szej czy drugiej z grup. Zależy to właśnie od wyrazów (zwrotów) wią- 
żących się z bezokolicznikiem. W pierwszej grupie znajdą się związki, 
gdzie owe wyrazy (zwroty) czynność nazwaną bezokolicznikiem modu- 
lują pod względem modalności, np. należy mówjć, przebiegu realizacji, 
np. przestaj sję uśmiechać, ujęcia stylistycznego, np. ośmjelam sję pjsać. 
Wyrazom tym przypada w związkach rola posiłkowa. Do grupy drugiej 
będą należeć związki, w których wiążące się z bezokolicznikiem wy- 
razy (zwroty) nie pełnią funkcji modulującej, np. uczy pjsać, jdzjemy 
szukać, dostaJem jeść. Związki tego rodzaju wyglądają podobnie jak 
odpowiednie związki z dopełnieniem, okolicznikiem lub podmiotem. 
Między obydwoma grupami oscyluje jeszcze jedna odmiana związków: 
z wyrazami kwalifikującymi realizację czynności nazwanej bezokolicz- 
nikiem, np. wystarczy pomyśleć, oraz z wyrazami charakteryzującymi 
postawę sprawcy wobec tej realizacji, np. lubjJ sję popjsywać. Trudno 
wprawdzie uznać te wyrazy za posiłkowe, mimo to jednak wnoszona 
przez nie treść schodzi na drugi plan wobec treści bezokolicznika. 
W sumie: w zespołach będących analitycznymi formami czasu, po- 
łączeniami łącznika z orzecznikiem i pewnymi rodzajami związków 
z bezokolicznikiem składnik czasownikowy będziemy uważać za człon 
rozwijający poboczny (crp), wiążący się zaś z nim komponent za nosi- 
ciela dominanty, czyli człon rozwijający główny (erg). 
Inaczej w pozostałych zespołach z czasownikiem, a więc w związ- 
kach z podmiotem, dopełnieniem czy okolicznikiem. Tu w zasadzie każ- 
dy z komponentów stanowi "nazwę" osobnej realności i dlatego może 
być tak, że jeden należy do członu wYJściowego, a drugi do rozwija-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


51 


jącego. Wi,dać to W następują/cym przykładzie: To będzie na wieki wie
 
ków zapisane w jej metryce narodzin. ZU. cw Zapi,sze to cr wiatr na 
mor,skiej fan. Makuszyński 61. 
Człon rozwijający w postaci zespołu składników ok.reślimy: 
1) jako człon rozwinięty, gdy przysługuje mu jedna dominanta treś- 
ciowa. Będzie to zatem cr bez składnika czasownikowego, mający po- 
stać zespołu niewspółrzędnego lub połączenia niewerbalnego łącznika 
to z orzecznikiem - oraz cr z czasownikiem w postaci orzeczeń złożo- 
nychczy niewspółrzędnych zespołów z podmiotem, dopełnieniem i oko- 
licznikami; 
2) jako człon złożony, gdy przysługuje mu więcej niż jedna domi- 
nanta treściowa, a więc gdy w jego skład wchodzi zespół (zespoły) 
współrzędny, przyrzędny lub grupa składników nie tworzących ze- 
społu. 


4. 


4.1. Badanie "psychologicznych" nonn szyku winno doprowadzić do 
ustalenia istniejących układów "psychologicznych" komponentów zda- 
nia oraz do ujawnienia zasad ich repartycji. Dotyczy to zarówno szyku 
członów zasadniczych cw i cr, jak i komponentów cr. 
Układy cw i cr dadzą się ująć w dwa zasadnicze typy: 
I. Układy, w których nie przeplatają się składniki należące do róż- 
nych członów, a więc UJkłady 


1. cw 
1. cr 


2. cr 
2. cw 


Np. Z wrogami się nie dyskutuje. ZU. cw Wrogów cr się zabija. Krucz- 
kowski 51; Konstanty: [...] Ze by też nie można tu było zapalić po ludz- 
ku papierosa. Michaś: [...] ZU.cr Wiele cw tu nie można. Szaniawski I 
283. 
II. Układy, w których przeplatają się składniki należące do różnych 
członów; można by tu ustalić kilka układów szczegółowych, teraz po- 
przestanę jednak na podaniu jednego orientacyjnego wzoru: 
1. cw 2. cr 3. aw 


Np. Jak tu pedagogicznie obronić Puszkina? - ZU. cw Puszkin cr sam 
ćw się brani. Newerly 16; Ja cię na ,świat wydałam, ja ci darowałam 
to życie. ZU. cw Twoje życie cr to ja cw ci dałam. Zeromski 120. 
4. 2. Układy typu I są reprezentowane przez wypadki o obu czło- 
nach w postaci składników, a także grup składników; układy te - jak 
już zaznaczyłem - wyczerpują się w dwóch obocznikach. Ponieważ nie
>>>
52 


Henryk Misz 


trzeba tu jakichś bardziej szczegółowych obj.aśnień, przejdę od razu do 
określenia zasad repartycji oboczników. 
Układ 1. ew 2. er jest układem stanowczo panującym, natomiast 
układ przeciwny trafia się bardzo rzadko. Wiąże się to niewątpliwie 
z faktem, że badane zdania należą do tekstów pisanych. Niemożność 
posłużenia się akcentem zdaniowym sprawia, iż szyk' staje się jednym 
z głównych wykładników rozczłonkowania "psychologicznego", co 
z kolei zmniejsza zakres użycia układu 1. er 2. ew, w którym znaczną 
rolę odgrywa właśnie akcent. Ponadto w tekstach pisanych niedialo- 
gowych występuje duża ilość zdań O wysokim stopniu rozbudowania, 
i to również wpływa na ograniczenie układu 1. er 2. ew. Zdania tego 
rodzaju nie są charakterystyczne dla dialogu tak pisanego, jak mówio- 
nego. Ich rozbudowanie i długość hamują posługiwanie się akcentem 
jako znamieniem dominanty treściowej (członu rozwijającego) w ukła- 
dzie 1. er 2. .ew także na gruncie tekstów mÓwionych. 
Układ 1. qr 2. ew w tekście pisanym spotykamy wówczas, gdy roz- 
członkowanie "psychologiczne" jest wyraźnie wskazane przy pomocy 
innych, dostępnych tekstowi pisanemu środków, a więc odpowiedniości 
znaków czy wyrazów sygnalizujących dominantę. W takich razach szyk 
jako wykładnik tego rozczłonkowania traci swoje zasadnicze znaczenie 
i powstaje sytuacja dopuszczająca swobodę w porządku członów i mo- 
żemy teraz postąpić dwojako: 1) użyć układu 1. cw 2. er i w ten spo- 
sób podkreślić rozczłonkowanie "psyc,hologiczne" rysujące się już do- 
statecznie wyraźnie dzięki innym wykładnikom, 2) użyć układu 1. er 
2. aw, rezygnując z szyku jako jeszcze jednego wykładnika owego roz- 
członkowania. 
Układem 1. ew 2. er posługujemy się zatem w dwóch wypadkach: 
1) gdy szyk stanowi niezbędny wykładnik wartościującego konturu 
zdaniai 
2) gdy szyk niezbędnym wykładnikiem nie jest, ponieważ kon.tur ten 
rysuje się dzięki innym wykładnikom w sposób wyraźny. Natomiast 
układu 1. er 2. ew można użyć tylko w wypadku drugim. 
Układ 1. cw 2. er w pierwszym wypadku jest układem obowiązują- 
cymi taki szyk członów stanowi ścisłą normę, której naruszenie wywo- 
łuje, powstanie odmiennego konturu wartościującego. W drugim wy- 
padku, gdzie szyk jest czynnikiem ubocznym, istnieje w zasadzie swo- 
boda porządku członów, tzn. wolno się posłużyć bądź układem 1. ew 
2. cr, bądż też układem 1. er 2. ew. Jednakże przykłady, gdzie w grę 
wchodzą obie ewentualności są w tekstach pisanych stosunkowo nie- 
liczne; dotyczy to zdań mało rozbudowanych i krótkich. 
Zachodzi jeszcze pytanie, czym kierujemy się w wyborz
 jednej 
Z dwóch w grę wchodzących ewentualności. Jodłowski układ 1. er 2. cw
>>>
Jedna z zasad szyku' wyrazów 


53 


nazywa szykiem rozwlmęda emocjonalnie odwróconego przysługują- 
cym emocjonalnie odwróconemu tokowi wypowiedzi, podczas gdy 
układ 1. cw 2. er jest właściwy tokowi spokojnemu i normalnemu 11, 
Trudno polemizować z takim poglądem, skoro został on sformułowany 
bardzo ogólnik0'wo, wolno jednak powątpiewać o jego słuszności. Prze- 
de wszystkim brak w ogóle jasności co do roli uczucia w języku, z dru- 
giej zaś str0'ny znana jest tendencja do. nieuzasadnionego często wy- 
olbrzymiania tej roli, tzn. do objaśniania czynnikami emocjonalnymi 
zjawisk, które w istocie od czynników tych nie zależą, a które dają się 
wyjaśnić przy pomocy kategorii lingwistycznych czy stylistycznych. 
Sądzę, że podobnie ma się rzecz tutaj. 
Jakie czynniki emocjonalne sprawiły, że zamiast układu: cw To go 
cr gniewalo. - użyto układu: cr Gniewało cw go to.. - zamiast cw Ci 
Iberowie cr to tędzy żołnierze. - użyto cr To tędzy żołnierze cw 
ci Iberowie. - zamiast: cw Przekona pani q cr życie. - użyto: er Zycie 
cw panią przekona.? Myślę, że wystarczająca odpowiedź na to pytanie 
nie jest w ramach lingwistyki możliwa. 
Byłbym skłonny uważać, że mamy tu do czynienia z różnicą styli- 
styczną, analogiczną do różnic uwidaczniających się w obocznikach 
z innych dziedzin języka, a więc w obocznych końcówkach dopełniacza 
1. mn. pisarzy I I pisarzów czy w obocznych jednostkach leksykalnych 
alei/lecz, bo//ponieważ/lgdyż. Różnica ta dałaby się ująć przede wszy- 
stkim przez sprecyzowanie zakresu użycia układów obocznych i tak 
też ogólnikowo czyni Jodł0'wski twierdząc, iż układ 1. ew 2. er jest cha- 
rakterystyczny dla wypowiedzi "normalnej" i "spokojńej", a uklad 
1. er 2 cw znamionuje wypowiedź nacechowaną "emocjonalnie". Użyte 
przez Jodłowskiego terminy można by zastąpić innymi, a więc zamiast 
"wypowiedź normalna i spokojna" mówić o określonym stylu, np. prozy 
naukowej czy informującej używanej na piśmie, zamiast zaś "wypo- 
wiedź nacechowana emocjonalnie" mówić np. o stylu prozy dialogowej 
bądź żywej, bądź też pisanej - albo prozy pisanej, naśladującej żywą. 
Wydaje się, że podział między obocznymi układami dałby się ogólnie 
wyznaczyć na podstawie stosunkU: tekstu pisanego do mowy żywej. Im 
ów tekst bliższy jest żywej polszczyźnie, tym więcej wzrastają szanse 
użycia układu 1. er 2. ew. Układ ten w języku mówionym odznacza się 
silnym czy też wzmocnionym akcentem zdaniowym na nosicielu do- 
minanty treściowej, co sprawia wrażenie szczególnie wyrazistego jej 
wyeksponowania; być może ten fakt wpływa również na dopatrywanie 
się tutaj emocjonalnego zaangażowania rozmówców - a także na po- 
gląd, iż jakiś składnik eksponuje się stawiając go na początku lub na 


11 S. J o d ł o w s k i, Zasady polskiego szyku wyrazów.
>>>
54 


Henryk Misz 


końcu zdania, czyli na dwóch "mocnych" pozycjach w zdaniu. W rze- 
czywistości jeśli mowa o szyku, to za "mocną" można uważać jedynie 
pozycję końcową, gdyż w oparciu wyłącznie lub głównie o szyk ekspo- 
nujemy jakiś składnik tylko przez umieszczenie go pod koniec zdania. 
-Składnik eksponowany przy pomocy innych czynników jest wobec szy- 
ku obojętny, można go postawić zarówno na początku, jak też w środ- 
kowej części zdania. 
Na zakończenie dodam, że nie bez wpływu na wybór jednego 
z dwóch dopuszczalnych układów obocznych są czynniki natury pro- 
zodyjnej, ale wobec słabego stopnia opracowania prozodyjnego kon- 
turu zdania nie da się tutaj ustalić jakichś uogólnień popartych ścisłą 
analizą faktów. 
4.3. Układy, w których przeplatają się składniki należące do róż- 
nych członów, reprezentowane są przez zdania posiadające przynaj- 
mniej jeden człon w postaci grupy składników. Przeplatają się w nich 
na przemian elementy obu członów, wobec czego zdanie dzieli się na 
kilka segmentów przynależnych to do jednego, to do drugiego członu. 
Wyodrębniam dwa zasadnicze rodzaje zdań: 
I. Zdania o trzech segmentach, przy czym chodzi o układy: 
1) 1. cw 2. er 3. cw, np. Za Klemensem pofrunęło stado gołębi. [...] 
ZU. cw Gołębie cr znały cw Klemensa. Brandys 32; 
2) 1. er 2. cw 3. er, np. W każdej kropli wody z rzeki czy jeziora 
żyj q nieprzeliczone ilości bakterii i innych drobnoustrojów. ZU. er Po- 
chłaniajq cw one cr każdego przypadkowego konkurenta. Kalendarz 
Robotniczy 323. 
Pierwszy z tych układów, ze środkowym położeniem członu rozwi- 
jającego, spotykamy w zdaniach posiadających człon wyjściowy w po- 
staci grupy składników, które zajmują początek i koniec zdania. 
Drugi układ, ze środkowym położeniem członu wyjściowego, impli- 
kuje oczywiście d,r rozwinięty lub złożony. Taki układ wymaga znowu 
jasnego konturu wartościującego uzewnętrznionego przez wykładniki 
inne od szyku albo wymaga przynajmniej wyraźnie zasygnalizowanego 
członu wyjściowego. 
W obu przypadkach obserwujemy częściowo współdziałanie szyku 
jako jednego z zespołu wykładników rozczłonkowania "psychologicz- 
nego", a mianowicie w układzie 1. cw 2. er 3. cw część członu wyjścio- 
wego zgodnie z normą zajmuje miejsce początkowe, a w układzie 
1. er 2. cw 3. er - część członu rozwijającego zajmuje miejsce końcowe. 
A teraz drugi zasadniczy rodzaj zdań: 
II. Zdania o liczbie segmentów więcej niż trzy; według posiadanego 
przeze mnie materiału Hczba ta utrzymuje się w granicy pięciu segmen- 
tów. Spotykamy tu następujące przykłady:
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


55 


1) 1. cw 2. er 3. ew 4. er, np. Później jednak pozbyta się gen. Toka- 
rzewskiega i płk. RudnickiegO' w ten spasób, że wysłana ich da Lwawa. 
ZU. cw Tam też cr zostali cwani er aresztawani... Klimkawski 89; 
2) 1. er 2. cw 3. er 4. ew, np. Wzrak jegO' [jaszczura] zaczqł budzić 
we mnie dręczqce zagadnienie. W paśradku rozgarqczkawanej przyro- 
dy, jakby jaz ganianej i histerycznej, jakby pędzqcej gdzieś na aś lep, 
ane jedyne, aczy jaszczura, były przeraźliwie spakajne, były twarde 
i sragie. Tam dakała hulały razkiełzane namiętnaści, tu tymczasem spo- 
zierała znieruchamych aczu inna pasja, cicha, lecz przejmujqca pasja 
wielkiegO' wyrzutu. Była ta zaw:t1ętaść upartej, niepaskromianej skargi. 
[...] PewnegO' dnia nie wytrzymałem spajrzenia j(Ąszczura i puściłem gO' 
na walność. Lecz an nie ruszył się, nie chciał uciekać. Wciqż na mnie 
patrzał sztywna i drążył we mnie wzrakiem abwinienia [...] Odszedł da- 
piero pa gadzinie. [...] Zginqł nam z aczu, lecz wymawny wzrak jegO' 
utkwił mi na długa w pamięci. Na zawsze. ZU. cr Nie magę cw da dziś 
er uwalnić się cw ad jegO' skargi. Fiedler Z 59-60; 
3) 1. er 2. cw 3. er 4. cw 5. cr, np. Częsta gO' [BO'gumiła] też tam 
w swaich wycieczkach [Barbara] spatykała, to na kaniu, to pieszo, i za- 
wsze !Wtedy towarzyszył jej aż da posesji Ładów. ZU. cr Próbawała 
cw przy tej ,sposobności cr z{J.gadnqć cw go cr ostrażnie o przeszłość. 
Dąbrowska 25. 
Wymieniane tu układy nie różnią się zasadniczo ad układów trój- 
segmentowych. Można więc i tutaj pO'wiedzieć, że układy wielasegmen- 
tO'we pajawiają się w zdaniach a wyrazistym kanturze wartO'ściują- 
cym - zaznaczanym przez czynniki inne niż szyk' - araz że w ukła- 
dach tych szyk częściawa współdziała z innymi wykładnikami kanturu 
wartaściującegO'. Z cech różniących mażna wymienić ta, że w układach 
wielasegmentawych oba człony muszą mieć pastać grupy składników, 
padczas gdy w układacn trójsegmentawych jeden z człanów mógł być 
składnikiem. Ale parównanie obu rodzajów układów można przeprowa- 
dzić dapiero w związku z szykiem składników członu wyjściowego 
i człanu rozwijającegO'. 
Wypadą się także zastanawić nad repartycją układów typu 1. cw 
2. er i układów t)'lpu 1. cw 2. er 3. cw, jak też układów trójsegmenta- 
wych. Jest ta jednak sprawa dająca się amówić również dO'piero na 
tle szyku kampanentów cw i er. 
4.4. Najpierw wypadki, w których nie przeplatają się składniki obu 
członów, a więc takie, gdzie składniki jednegO' człanu nie są rozdzie- 
lone przez składniki drugiegO' człO'nu. 
Uwagi aczłanie wyjściawym są krótkie. Szyk jegO' składników nie 
zależy ad narm związanych z "psychalagicznym" razczłankawaniem 
zdania. W grę wchadzi miaIiawicie szyk wewnątrz zespałów (skupień)
>>>
56 ' 


Henryk Misz 


bez składnika werbalne'go: niewspółrzędnych (o róznym stopniu kompli- 
kacji), przyrzędnych i współrzędnych - oraz szyk wewnątrz zespołów 
ze składnikiem werbalnym, czyli form analitycznych, związków z bez- 
okolicznikiem oraz łącznika i orzecz.nika, związku podmiotu z orzecze- 
niem i związku orzeczenia z określeniami - wreszcie szyk wewnątrz 
grup składników nie tworzących zespołu. 
Co do szyku składników er trzeba wyróznić następujące działy: 
l} cr bez składnika czasownikowego; jak wiemy, taki cr obejmuje 
składniki zespolone ze sobą współrzędnie, nie stanowiące zespołu, ze- 
spolone przyrzędnie oraz niewspółrzędnie. W trzech pierwszych wy- 
padkach składniki są nosicielami dominant treściowych, czasem ró:żnych 
planów. Ich rozmieszczenie jest albo dowolne, albo tez uzaleznione 
od wzajemnej hierarchii dominant róznoplanowych. O tej ostatniej 
kwestii wspomnę jeszcze w innym związku. Teraz chciałbym zwrócić 
uwagę na zespoły niewspółrzędne. Traktuję je - jak powiedziałem - 
globalnie, jako jeden znak; są' one zatem nosicielami dominanty. Ich 
wewnętrzne uszykowanie pozostaje na ogół w zgodzie z uszykowa- 
niem, jakie obserwujemy, gdy występują one w cw; Dotyczy' to rów- 
niez przykładów, w których wewnętrzne "psychologiczne" zróznico- 
wanie zespołów rysuje się wyraźnie: Co prawda, jak to w wojsku by- 
wa, nazwa nie jest dość ścisła, albowiem pierwszą, najpierwszą kompa- 
I1ią była trzecia. ZU. crp Trzecia crg cekaem. Pruszyński 25; Dzieci mam. 
ZU. crg C,zworo crp dzieci. Newerly 34; Dziwny komitet. - ZU. crg 
Bardzo crp dziwny - zgodził się przewodniczący. Zientarowa 30; Na-' 
deszła noc. ZU. crg 'Ostatnia crp noc crg sierpnia. Kisielewski 21. 
Niekiedy jednak wartościujący walor zdania działa wbrew regułom 
szyku wewnątrz zespołu, np. Wreszcie fermer się rozzłościł, zawołał go 
do siebie do mieszkania. Na stole stał telefon, na podłodze leżał czer- 
wony chodnik. ZU. cr Ładnie bardzo cw mieszkał fermer. Stryjkowski 9; 
Na pagórku ojciec nagle zatrzymał się pod zdziczałą gruszą i wskazu- 
jąc ręką w dół wybełkotał: - Wi - wi... ZU. cr Wisełki imienia cw 
nie mógł wymówić. Newerly 28. 
A teraz przykłady drugiego rodzaju: 
2} cr ze składnikiem czasownikowym: 
a} formy analityczne, związki z bezokolicznikiem oraz połączenia 
łącznika i orzecznika - czyli orzeczenia złozone. Jak juz wspominałem, 
w wypadkach tych składnik pomocniczy uznajemy za crp, główny zaś 
za crg. Hierarchia ta utrzymuje swą doniosłość wówczas, gdy w skład 
er wchodzi tylko orzeczenie złożone. Natomiast gdy cr obejmuje ponad- 
to inne jeszcze komponenty, sytuacja ulega zmianie. Człon rozwijający 
ma wtedy postać grupy, w której zwykle jako erg funkcjonuje ów 
dodatkowy komponent, a orzeczenie złożone w całości schodzi na drugi
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


57 


plan jako ctp. Oczywiście nawet teraz zostaje zachowana wewnętrzna 
hierarchia składników orzeczenia złożonego, ale traci ona swą do- 
niosłość ze względu na drugoplanowy charakter orzeczenia. W związku 
z tym składniki orzeczenia złożonego nie są bezpośrednio i z osobna 
zaangażowane VI pierwszoplanowe zróżnicowanie członu ro:zwijają:::ego 
na crp i crg. W konsekwencji ich szyk staje się dla owego pierwszo- 
planowego zróżnicowania obojętny. 
W orzeczeniu złożonym crp zajmuje pierwsze miejsce, erg zaś dru- 
gie. Istnieją jednak wypadki z układem odwrotnym, np. Wreszcie re- 
daktor wydukał swą partię. ZU. crg Trudna crp była. Koźniewski 102; 
Ga:?et nie czytam. Ani "Unita" ani "Tempo", Wszystko bujda! O, ja to 
wiem. ZU. crg Partyzantem crp byłem. Stryjkowski 16. - Użycie tego 
odwrotnego układu wiąże się oczywiście z wyrazistą hierarchią składni- 
ków orzeczenia złożonego, która nie ulega zmianie w zależności od 
szyku. Hierarchia ta, rezultująca z roli poszczególnych składników 
orzeczenia sprawia, że szyk traci w ogóle swą doniosłość. Mimo to 
układ 1. qIlp 2. crg skłonni jesteśmy uznać za bardziej naturalny niż 
układ odwrotny. Wpływa na to zapewne szyk czasownika samodzielne. 
go, który w funkcji crp zajmuje najczęściej również miejsce przed crg 
Różnicę między układem 1. crp 2. crg a układem 1. crg 2. crp wewnątrz 
'orzeczenia. złożonego rozumiałbym podobnie jak różnicę stylistyczną da- 
jącą się sprecyzować według zakresów użycia danego ukła.du. 
b) w skład cr wchodzi czasownik samodzielny; cr ma wówczas naj- 
częściej postać zespołu orzeczenia z określeniami lub podmiotem. Cza- 
sownik pełni tu zwykle funkcję drugorzędną, a na plan pierwszy 
wysuwa się związany z nim element. Traktując ten element globalnie 
możemy go w całości uznać za crg, czasownik zaś za crp. Czasownik 
rozpoczyna zazwyczaj człon rozwijający, tzn. stoi albo bezpośrednio po 
członie wyjściowym, np. Kolesow, aby zapobiec poruszaniu się części 
w szczękach w głąb uchwytu, zastosował wstawienie w stożkowy otwór 
wrzeciona specjalnej oporowej oprawki ze stożkową końcówkq. ZU. cw 
Na tej oprawce crp opiera się crg czołowa część przedmiotu, przykrę- 
cona w uchwycie. Kalendarz Robotniczy 290-291: Ech, chyba ojca na- 
szego nie znaliście. ZU. crp Kopał crg siarkę w dołach Massary. Stryj- 
kowski 12. 
A więc także tutaj obserwujemy układ 1. crp 2. crg. Bywa jednak, 
że funkcjonujący jako crp czasownik zajmuje inną pozycję, mianowi- 
cie między dwoma komponentami crg. Otrzymujemy wtedy układ 
z przeplatającymi się składnikami, a mianowicie układ 1. crg 2. crp 
3. crg, np. Zmotoryzowana i doskonale zorganizowana armia hitIe- 
rowslw parła przed siebie siejqc wszędzie spustoszenie, pozostawiajqc
>>>
58 


Henryk Misz 


za sobą płacz, mogiły i nędzę. ZU.. cw Lawina ta crg nieuchronnie crp 
przybliżała się crg do Francji. Klimkowski 80-81. 
Układ ten spotykamy zwłaszcza wtedy, gdy rozdzielone komponenty 
crg nie wiążą się ze sobą w zespół, znacznie zaś rzadziej rozdzielone 
są komponenty stanowiące zespół, szczególnie niewspółrzędny, np. 
Aptekarza - tego bym zastrzelił. Kto wie, gdybym wypił przed po- 
łudniem, może bym i nie powstrzymał ręki, tylko palnąłbym prosto w tę 
głupią, roztrzęsioną mordę. ZU. crg Wielką crp miałem crg chęć. Cze- 
szko 43. 
Układ ze środkowym położeniem orzeczenia nie powoduje zmiany 
wartości orzeczenia z CIp na erg, a to z dwóch względów: 1) ze względu 
na najczęstszą wartość orzęczenia jako crp w cr rozwiniętym lub zło- 
żonym, 2) położenie środkowe nie jest charakterystycznym znamieniem 
erg (nosiciela dominanty treściowej). Omawiany układ spotykamy 
o wiele rzadziej niż układ z prepozycją orzeczenia. Można by to wy- 
jaśnić następująco. W wielkiej liczbie wypadków czasownik rozpo- 
czyna człon rozwijający stając się w ten sposób sygnałem granicy 
między niewerbalnym członem wyjściowym i werbalnym członem 
rozwijającym. Przesuwanie czasownika ku końcowi zdania stwarza nie- 
.bezpieczeństwo przesunięcia granicy między cw i cr, tzn. możliwość 
uznania za GW wszystkiego, co znajduje się przed czasownikiem; nie- 
bezpieczeństwo takie jest całkiem realne, zwłaszcza przy mało wyra- 
zistym rozczonkowaniu wartościującym (gdy w grę wchodzi uwikłanie 
w konsytuację wewnętrzną). 
W obu układach orzeczenie pełni funkcję CIp i pod tym względem 
układy te są równoważne, tzn. można się nimi posługiwać wymiennie 
nie naruszając charakteru orzeczenia. A więc np. zamiast cw Lawina 
ta crg nieuchronnie crp przybliżała się crg do Francji. - można powie- 
dzieć cw Lawina ta crp przybliżała się crg nieuchronnie do Francji. - 
przy czym orzeczenie je1st niezmiennie erp. Wydaje się, że zamiana je- 
dnego układu na drugi nie pociąga za sobą zmiany także w hierarchii 
obu komponentów crg. Zmianę odczujemy dopiero przy układzie: cw 
Lawina ta crp przybliżała się crg do Francji nieuchronnie. Umieszczenie 
składnika nieuchronnie na samym końcu zdania wywołuje jego wysu- 
nięcie się na pierwszy plan, przed składnik do Francji, czego nie było 
w dwóch poprzednich obocznikach. Znaczy to, że składniki te, jakkol- 
wiek oba należą do erg, nie mieszczą się w jE!dnym planie. Ich wzajem- 
na hierarchia w obocznikach pierwszym i drugim jest inna niż w obocz- 
niku trzecim. Można stąd wysnuć wniosek, że układ ze środkowym po- 
łożeniem orzeczenia jest równoważny układowi z poezątkową pozycją 
orzeczenia rÓwnież w zakresie komponentów crg, ąle tylko takiemu 
układowi, w którym zostaje zachowana pierwotna wzajemna kolejność
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


59 


tych komponentów. I drugi wniosek: w układzie ze środkowym położe- 
niem orzeczenia poprzedzający komponent erg stoi na drugim planie, 
komponent zaś następujący (zamykający zdanie) na planie pierwszym. 
Obok omówionych tu położeń orzeczenia na początku er i w środku 
e,r istnieje jeszcze jedno: na końcu zdania. Jest to pozycja bardzo 
rzadka, spotykana w er mało rozbudowanym, zwykle zawierającym 
dwa tylko składniki. Orzeczenie pełni tu funkcję erg, np. Chorował 
[wuj Klemens] trzy tygodnie na zapalenie płuc. [...1 zu. cw W czasie 
choroby crp niezmiernie crg poweselał. Dąbrowska 64. 
Czasownik samodzielny w ramach er rozwiniętego lub złożonego 
w stosunku do pozostałych składników er pełni zatem głównie funkcję 
erp i wówczas zajmuje miejsce początkowe, znacznie rzadziej środko- 
we. Związane z nim składniki, gdy liczba ich wynosi co najmniej dwa, 
szykują się w ten sam sposób, jak w Gr bez składnika czasownikowego. 
Czasownik umieszczony na końcu zdania funkcjonuje jako er. 
Przejdźmy obecnie do wypadków, w których przeplatają się składni- 
ki ew i er. 
L Zdania o trzech segmentach: 
1) W układzie 1. cw 2. er 3. ew, a więc z rozdzielonym członem 
wyjściowym; rozmieszczenie jego składników - o czym już wspomi- 
nałem - nie podlega bezpośrednio regułom związanym z walorem 
wartościującym, jest też dla wartościującego konturu zdania obojętne. 
Zależy ono od reguł rządzących spójnością i umiejscowieniem kompo- 
nentów grup wyrazów składających się na ew, reguł znajdujących się 
pod naciskiem nonn "psychologicznych", które rozstrzygają o rozmiesz- 
czeniu składników er. Rozdzielone komponenty ew mogą razem stano
 
wić zespół, np. Ja cię na świa.t wydałam, ja ci darowałam to życie. ZU. 
cw T,woje życie cr to ja cw ci dałam. 2eromski 120 - lub nie, np. 
Za Klemen.sem pofrunęło stado gołębi. [...] ZU. cw Gołębie cr znały cw 
Klemensa. Brandys 32. Komponenty te można połączyć razem, przez co 
otrzymamy układ, w którym składniki C'W i er już się nie przeplatają, 
np. cr To ja cw ci dałam twoje' życie. - cw Gołębie Klemensa cr 
znały. 
W omawianym układzie zajmujący środkową pozycję er ma zazwy- 
czaj postać jednego składnika, z rzadka natomiast trafia się er w po- 
staci grupy składników. Trzeba by osobnego badania, aby porÓwnać 
porządek składników członu rozwijającego w układzie 1. cw 2. er 3. ew 
z ich porządkiem w układzie 1. ew; 2. er. Wydaje się, że nie ina tu 
istotnych różnic, choć w qr zajmującym położenie środkowe mogą się 
zd,arzać pewne osobliwości. Wskażę tu na jedną, mianowicie na szyk 
czasownika. Otóż czasownik funkcjonujący jako erp może rozpoczynać 
er (jak. w układzie 1. cw 2. er), np. A wrócić, to kto wie, co go czeka
>>>
60 


Henryk Misz 


w Racca di Zalfa. [...] ZU. cw Gazety crp pisały crg różnie cw a Wła- 
szech. Stryjkowski 9-10. - ale częsta zajmuje także miejsce pa crg 
(a więc inaczej niż w układzie 1. cw 2. cr), np. .Podsuwał mu dajarkę 
Rebekę na żanę, ale mu się nie padobała, chać była pracowita. Była zę- 
bata jak mulica. ZU. cw We Właszech, w Racca di Zalfa crg ładniejsze 
crp są cw kabiety. Stryjkowski 9. Tę szczególną pozycję czasowni'ka 
umożliwia środkowe pałażenie człanu rozwijającegO'; przesunięcie cza- 
sawnika na koniec er nie aznacza tu umieszczenia gO' na końcu zdania 
i ewentualnegO' nadania czasawnikawi wartaści erg. 
2) Układ 1. er 2. ew 3. cr abejmuje dwa rodzaje wypadków: 
a) gdy w skład er wchadzi czasawnik. Obserwujemy tu następujące 
szczegóły: 
aa) na pierwszym miejscu stoi czasownik (verbum finitum), na 
trzecim zaś pazostałe elementy er, np. Radca Xylander, patamek ca- 
łych generacji wychowanych w dabrabycie, utracil już adporno,ść; 
teraz osaczony kłapotami finansowymi witał egzekutorów jak zwiastu- 
nów katastrofy. ZU. cr Czuł cw wobec tych panów z nalepkami cr zu- 
pełnq bezradność. Zukrowski 23. Są to wypadki stasunkawa najczę- 
stszei 
ab) na pierwszym miejscu wraz z czasawnikiem stoją jeszcze inne 
elementy er, np. Starszy pan przez dwa astatnie dni mieszkał u Zygmun- 
ta. ZU. cr Niezwykle przypadli sobie cw abaj cr do 'gustu. Bratny I 30; 
ac) czasownik stoi na trzecim miejscu, pierwsze zaś zajmuje inny 
element er, np. Moja siostra Luisa wyszła za mqż jeszcze w trzydzies- 
tym piqtym, właśnie za Ales,sia, syna Antania. ZU. cr Na pewna cw jq 
cr znasz. Stryjkawski 13; 
b) gdy er nie zawiera czasawnika, np
 Kupil wałowiny. ZU. cr Dwa 
.kilo cw kupil - cr dla wszystkich. Newerly 37. ' 
Łatwa zauważyć, że w przytaczanych przykładach mażna układ l.cr 
2.cw 3.cr zamienić na układ typu l.ew 2.er przez połączenie ze sabą 
rozdzielanych składników ar. Nasuwa się jednak pytanie, czy taka ope- 
racja nie zniweczy specyfiki pierwotnegO' układu, czyli czyaba układy 
są równoważne. Innymi sławy, czy aba układy uzewnętrzniają ten sam 
kantur wartościujący, czy też każdy z tych układów opiera się na in- 
n.ym ka:J.turze. Chodzi mianawicie a wzajemną hierarchię rozdzielanych 
elementów er. 
Jak wiemy, w układzie typu Lew 2.cr wchadzący w skład er czasa- 
wnik.. przeważnie pełni funkcję CIp wabec pozastałych składników er, 
które mają wartaść erg. Biarąc pod uwagę zamienność układu l.cr 2.cw 
3.cr i l.cw 2.cr mażemy przypuścić, iż' czasownik zajmujący w układzie 
1.cr 2.cw 3.cr pierwsze lub trzecie miejsce ma wartość crp, gdyż taką 
by miał pa zamianie tegO' układu na układ l.ew 2.cr. Kankretnie: układ
>>>
Jedna z zasa.d szyku wyrazów 


61 


l.cr 2.cw 3.cr W zdaniu: er Czuł cw wobec tych panów z nalepkami cr 
zupełnq bezbronność. - daje się zamienić na układ Lew 2.cr, gdzie 
czasownik otrzyma wartość CIp: cw Wobec tych panów z nalepkami 
crp czuł Grg ,swq zupełnq bezradność. - Wobec czego przypuszczamy, 
że także w układzie pierwotnym czasownik to crp. Wydaje się jednak, 
że takie przypuszczenie dotyczące wszystkich wypadków upraszczałoby, 
a nawet by fałszowało stan faktyczny. A ponadto prowadziłoby ono do 
wniosku, iż w takim razie układ 1. er 2. ew 3. er jest tylko wariantem 
układu 1.
 2. cr, wynikłym z działania czynników innych niż warto- 
ściujący walor zdania. Za takim wnioskiem przemawiałaby również ta 
okoliczność, że układ l.er 2.cw 3.cr występuje przy wyrazistym zasad- 
niczym rozczłonkowaniu wartościującym (tj. rozróżnieniu cw i er), gdzie 
szyk traci swą doniosłość jako główny wykładnik tego rozczłonkowania, 
a więc jest z tego stanowiska dowolny. 
Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać o układzie 1.cr 2.ew, gdzie 
w analogicznych warunkach (tzn. przy wyrazistym rozczłonkowaniu) na 
pierwszym miejscu stoi właśnie er - oraz o tym, że umiejscowienie 
czasownika na końc
 zdania często jest równoznaczne z nacianiem mu 
wartości crg. Innymi słowy: początkowa i końcowa pozycja czasownika 
może być również znamieniem jego roli erg. 
Całą tę sprawę można by ująć następująco. Czasowniki posiłkowe 
ze względu na ich charakter wolno niezależnie od pozycji uznać za CIp. 
Czasowniki samodzielne wymagają dwojakiego potraktowania: 1) gdy 
rozpoczynają (lub kończą) zdanie, 2) gdy znajdują się wewnątrz zda- 
nia. Otóż czasownik stojący na jednym z końców zdania byłbym skłon- 
ny uznać za erg. Położenie końcowe jako zwykła pozycja erg nie wy- 
maga argumentacji. Inaczej z położeniem początkowym. Dotychczas, 
a mianowicie w zdaniach dwuczłonowych o układzie 1.cw 2.cr (a także 
1.cw 2.cr 3.cw), spotykaliśmy umieszczenie czasownika wewnątrz zda- 
nia; miał on wtedy wartość crp. Wolno to położenie uznać za charakte- 
rystyczne dla czasownika w tej właśnie roli. Natomiast pozycja po- 
czątkowa czasownika w funkcji qrp jest właściwa zdaniom jednoczłono- 
wym, poza tym jest to pozycja przysługująca bądź ew, bądź er 
w układzie l.cr 2.cw. Zdania jednoczłonowe trzeba z rozważań wyłączyć 
ze względu na ich odmienność od' zdań rozpatrywanych obecnie. Pozo- 
staje zatem analogia do pozycji początkowej cr w układzie 1.cr 2.ew. 
Analogia ta jest jednak niepełna. Układ J.cr 2.ew uznaliśmy za wariant 
układu 1.cw 2. cr, oparty na tym samym konturze wartościującym, 
a powstały w warunkach obojętności szyku wob€c tego konturu. Ponad- 
to układ ten dotyczy zasadniczych członów zdania: cw i cr, wyraźnie 
zróżnicowanych przy pomocy czynników innych niż szyk. Teraz nato- 
miast mamy do czynienia z wewnętrznym zróżnicowaniem er, gdzie
>>>
62 


Henryk Misz 


szyk zdaje się odgrywać główną ralę. Ale a układzie 1.CI 2.cw pawie- 
dzieliśmy też, że jest an znamienny dla mawy żywej, gdzie razpaczyna- 
jący zdanie CI zostaje wyekspanowany dodatkawa przy pamacy akcen- 
tu zdaniowego.. Układ ten występuje w mowie pisanej naśladującej ma- 
wę żywą. Otóż w układzie tym pozycja paczątkawa jest "macna" 
ze względu na własnaściprozodyjne. 
Czasawn
k maże w zdaniu przybierać różne wartaści: CW, CI, CIp lub 
Clg. Jeśli chadzi a dwie astatnie, ta widzieliśmy, że są ane wyznaczane 
głównie przez pazycję. Wartaść CIp zllćlmianuje się pałażeniem we- 
wnątrz zdania. Wysunięcie czasawnika na czoła zdania (dwuczłanowe- 
go.) pawaduje jego. wyekspanawanie, paparte w mawie żywej zapewne 
- przy pamacy czynników prozadyjnych. Uderza mianowicie fakt, że 
wśród przykładów z początkawą pazycją, znaczną większość stanawią 
takie, w których pa czasawniku następuje ew w pastaci zaimka enkli- 
tycznego. lub chętnie poddającego. się enklizie (jedna lub dwusylaba- 
wega, czasem w pałączeniu więcejsylabawym) 12. Czyli mażna by się 
tu dapatrywać padobieństwa da wyeksponawania CI w układzie 1.CI 
2.cw, a więc uważać paczątkowe pałażenie czasawnika za "mocne". 
W amawianym tu układzie 1.CI 2.cw 3.CI byłyby zatem wyekspano- 
wane zarówna początkowy czasawnik, jak też pazostałe składniki CI 
zajmujące miejsce końcawe. Odnasi się wrażenie, że wyekspo.nawanie 
czasawnika jest jednak słabsze niż składników er znajdujących się pad 
kaniec zdania, a w każdym razie nie silniejsze. Mażna ta sprawdzić 
przekształcając zdanie a układzie 1.CI 2.cw 3.CI na zdanie z układem 
l.cw 2.cr przy jednaczesnym przesunięciu czasawnika na koniec zdania, 
a więc np. cr Dawała cw ta cr złudzenje wzarawega parzqdku. Klim- 
kawski 11. - na: cw Ta cr złudzenje wzo.rawega parzqdku dawała. - 
Ta drugie umieJscawienie czasawnika, przyznające mu pierwszarzędną 
rolę w zdaniu, oddaje stanawcza inny kantur warto.ściujący niż pierw- 
sze. Chcąc uwydatnić hierarchię abu rozdzielanych crg aznaczam pierw- 
szoplanawy cyfrą 1 (Clgi), drugaplanawy cyfrą 2 (crg'2), w naszym 
przykładzie: crg2 Dawała cw ta ergi złudzenje wzarawega palzqdku. 
Według przedstawianej tu interpretacji układ 1.cr 2.cw 3.CI uze- 
wnętrznia nieco. inny kontur wartaściujący zdania niż zamienny układ 
1. cw 2. CI, czyli abaj te układy nie są równoważme. Różnica między nimi 
jest niewielka i subtelna, taka mniej więcej, jaka zachadzi. między 
dwama bliskimi synonimami. 
Wypadki z samadzielnymi czasawnikami stającymi wewnątrz zdania 
nie wymagają wielu abjaśnień. Chodzi tu głównie a zdania, w których 


12 W związku z tym por. A. S l u p s k i, Die Tendenz zur Schwachtonigkeit beim 
Nominativ des Personalpronomens im Polnischen, Die WeIt der Slaven, Jahrg. 1, Hen 4, 
Wiesbaden 1956, S. 393-400.
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


63 


pierwsze miejsce układu zajmują oprócz czasownika także inne elemen- 
ty cr. Czasownik pełni funkcję crp, inne zaś składniki to crg, przy czym 
czasownik zajmuje z reguły drugie miejsce (a więc układ: 1.crg 2.crp). 
Co do hierarchii rozdzielonych crg, to zazwyczaj crg zajmujący pierw- 
sze miejscu układu wysuwa się na pierwszy plan przed crg zajmują- 
cym miejsce trzecie, a więc np. crg1 Niezwykle crp przypadli sobie 
cw obaj crg2 do gustu. Bratny I. 30. Przykłady te bardzo są podobne do 
zdań o układzie 1.cr 2.cw. 
Wreszcie zdania z cr rozdzielonym, nie zawierającym czasownika. 
Wchodzi tu w grę jedynie kwestia wzajemnej hierarchii obu rozdzielo- 
nych elementów cr. Jak się zdaje, stoją one na jednym poziomie, świad- 
cząo tym przykłady dające się dowolnie przekształcać bez wyraźnej 
zmiany konturu wartościującego: cr Dwa kilo cw kupił - cr dla wszyst- 
kich. Newerly 37-. - obok: cw Kupił cr dwa kilo, dla wszystkich - 
obok cr Dla wszystkich cw kupił- cr dwa kilo. Są to cr złożone, 
w których rozdzielone elementy nie wiążą się ze sobą niewspółrzędnie. 
Rozdzielenie komponentów cr podkreśla ich słabą wzajemną zależność. 
II. Zdania o liczbie segmentów więcej niż trzy. Występujące tu ukła- 
dy stanowią niejako wypadkowe trójsegmentowych układów l.cw 2.cr 
3.cw oraz Iocr 2.cw 3.cr. 
A oto szczegóły: 
1) układ 1.cw 2.cr 3.cw 4.cr - stosunkowo naj częstszy. Szyk skład- 
ników cw znowu nie jest bezpośrednio związany z wartościującym 
konturem zdania. Co do członu rozwijającego, zdaje się panować cr 
ze składnikiem czasownikowym. Najczęściej czasownik wypełnia cały 
segment i zajmuje drugie miejsce w układzie, np. Jednym z najważniej- 
szych osiqgnięć minionego dziesięciolecia Polski Ludowej było zagospo- 
darowanie ziem zachodnich. Było to jedno z najtrudniejszych zadań. 
ZU. cw Oderwane przez wieki od Polski, cr były cw ziemie zachodnie 
w chwW wyzwolenia cr najbardziej zdewastowane i spustoszone. Ka- 
lendarz Robotniczy 125; Pisarz ten [Claudel] w swojej twórczo,
ci po- 
wtarza z obsesjonalnym uporem wciqż jeden motyw: zagadnienie 
grzesznej miłości dwojga namiętnych kochanków. ZU. cw Temat ten 
cr zC1isłania cw Claudelowi - cr dosłownie - cały świat. Kałużyński 
48. - Znacznie rzadziej trafia się końcowe położenie czasownika: Ach, 
ta Howard!... - szepnęła pani Lcitler. ZU. - cw Ta kobieta cr nie- 
szczęście cw mi cr przyniosła... Prus 33 13. 
Bywa, że w danym segmencie prócz czasownika znajduje-się także 
inny składnik cr (bezokolicznik, orzecznik, ok,reślenie), np. Ale tym IQ- 


13 Układ ten jest równoważny układowi 1. cw 2. CI.
>>>
64 


Henryk Misz 


zem uzasadnienie maralne i spałeczne buntu mładych jest bez parówna- 
nia dabitniejsze. ZU. cw Sacjalagia cr próbawała wyjaśnić cw ta zja- 
wiska cr "przyśpieszeniem wychawania" (R. Gurvitch). Kałużyński 81; 
Kiedy świadoma myśl jest gatawa w astatecznym swym k,sztalcie, za- 
czyna się drugi etap twórczy: abmyślanie, jak nadać cechy artystyczne 
temu, Co' się uświadamiła, Co' żqda ujawnienia się w ciele wiersza. ZU. 
cw Ten etap c
 zawsze był cw w do,świadczeniu moim cr najdłuższy. 
Rzecz 18. 
Czasawnik wypełniający drugi segment zdania, zajmujący zatem 
pazycję wewnętrzną, uznamy za crp w stasunku da elementów er znaj- 
dujących się w segmencie kańcawym, pełniących funkcję erg. I tutaj 
widać, że w większaści przykładów pa czasawniku następuje cw (jegO' 
część) w postaci zaimka enklitycznegO'. Czasawnik stojący na kańcu 
zdania ma wartaść erg, jednakże stai an na drugim planie wobec części 
Cir zawartej w segmencie drugim. Wreszcie w wypadkach, gdzie w ra- 
m,ach segmentu (drugiegO') stoi czasawnik wraz z innymi jeszcze skła- 
dnikami er, czasawnik funkcjanuje jaka erp, przy czym zwykle zajmuje 
drugie miejsce. 
2) układy 1. er 2. ew 3. er 4. ew i 1. er 2. ew 3. er 4. ew 5. er; są ane 
w pasiadanym przeze mnie materiale tak nieliczne, że nie spasób tu 
podać jakieś wiążące spostrzeżenia. Ale też, jak się wydaje, nie wy- 
kraczają one w zasadzie paza spostrzeżenia paczyniO'ne poprzednia. 
VV grę wchadzi - jak zawsze - sprawa wewnętrznego zróżnicowania 
rozdzielanego er. W pierwszym układzie rzecz ma się podobnie jak 
w układzie 1. er 2. cw 3. er; drugi zaś O'dznacza się tą osabliwaścią, że er 
zastał rozdzielony nie na dwie, lecz na trzy części. Wzajemna hierar- 
chia tych części dałaby się apisać w sposób padabny, jak w układzie 
z dwama razdzielanymi częściami er, przy czym można by w odpo- 
wiednich wypadkach mówić o trzech planach (stopniach wyekspanawa- 
nia) erg (erg1, erg2, erg3). 
Przejdźmy abecnie da porównania wszystkich omówionych powy- 
żej układów. Stwierdzimy zatem najpierw, że pod względem zasadni- 
czego konturu wartO'ściującego (zróżnicawania na ew i er) układy o prze- 
platających się składnikach cw i er (typu 1. cw 2. er 3. cw) są równa- 
ważne układam, w których się składniki nie przeplatają (typu 1. cw 
2. cr). Równoważnóść tę rozumiem w ten sposób; że przy zachawaniu 
tegO' samegO' rozczłonkawania na cw i er mażna układ jednegO' typu 
zamieniać na układ typu drugiego i adwrotnie. ZamiennO'ść ta wymaga 
jednak spełnienia jednegO' elementarnegO' warunku, tzn. dastatecznie 
wyraźnie" uzewnętrznionegO' zasadniczego razczłankowania na cw i er 
przy pamacy czynników innych niż szyk. Warunek ten sprawia, że szyk 
staje się drugaplanowymwykładnikiem zasadniczegO' kanturu wartaś-
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


65 


ClU]ącego, traci swą doniasłość w stosunku da tega' konturu. 
Równaważność ta daznaje znacznega agraniczenia w zakresie wew- 
nętrznego zrÓżnicawania er. Okazuje się, że tylko część wypadków 
a układzie jednego typu daje się przekształcić według układu drugiega 
typu przy zachowaniu tego samega kan turu wartościującega wewnątrz 
er. Znaczy ta, że szyk pasiada tutaj zasadniczą doniasłość. 
Pytanie a zasady repartycji między obydwama typami układów da- 
tyczy tylka wypadków równoważnaści; pozastałe przykłady nie wcha- 
dzą w rachubę, jaka wypadki różne, uzewnętrzniające rozmaite kantury 
wartaściujące. O daborze układów równoważnych decydują czynniki 
nie związane z wartościującym walorem zdania. Dakładne ustalenie 
praw tega daboru wymaga asobnega studium, posiłkującega się dany- 
mi, jakich w tej chwili bliżej nie znamy, a mianawicie z dziedziny pra- 
zadii (dotyczącymi prazodyjnego konturu zdania), z dziedziny szyku 
apartega na innych narmach niż rezultujące z waloru wartościującega, 
wreszcie z dziedziny stylistyki zdania i tekstu (np. danymi uzyskanymi 
na podstawie zestawienia palszczyzny pisanej i mÓwianej, prazy i po- 
ezji, prazy naukowej, konwersacyjnej itd.). Dlatega tutaj paprzestanę 
na garści luźnych uwag. 
O repartycji układów 1. ew 2. er i 1. er 2. ew mówiłem juź powyżej; 
pazastają teraz wypadki równaważnaści układów typu 1. cw 2. er i typu 
1. ew 2. er 3. ew. Trzeba zaznaczyć, że są ta wypadki nieliczne. Na wy- 
bór danega typu magą wpłynąć czynniki wspamnianych trzech katega- 
rii, a mianawicie: 
1) zasady szyku aparte na innych normach niż wartaściujące, np. 
gdy w zdaniu występuje rozbudawane arzeczenie (ewentualnie zwią- 
zane z podmiotem), może dojść da głosu tendencja da stawiania arze- 
czenia w śradku, między dwama akreśleniami (ewentualnie padmiatem 
i akreśleniem); taka pozycja arzecźenia z jednej strony prawadzi da 
uzyskania przejrzystości w strukturalnej funkcji składników zdania, 
z drugiej da uniknięcia nagromadzenia pa jednej stronie znacznej ilaści 
składnikÓw, a więc do powstania harmanijnego ca da długości rozkładu 
składników. Oddziaływanie tej tendencji może spowadować wybór 
układu 1. cw 2. er 3. ew lub 1. er 2. ew 3. er zamiast układu 1. ew 2. er 
(1. er 2. ew), np. cw Sąd domowy cr aczyśeił cw ją z tega zarzutu. 
Sienkiewicz Qv 125 - zamiast cw Sąd damowy ją z tega zarzutu er. 
oczyścił. - er Dwa kjJo cw kupił - er dla wszystkjeh. Newerly 37 - 
zamiast: cr Dwa kjJa, dla wszystkkh cw kupił; 
2) czynniki prozadyjne, a wśród nich eurytmiczne, tawarzyszące 
również wspamnianej tendencji da środkowej pazycji orzeczenia. Rów- 
namierny rozkład składników zdania zakłada także harmanijny kontur 
prozadyjny. - W grę mogą ponadto wchadzić mamenty prazadyjne, 


5 - Filologia Pulski VI
>>>
66 


Henryk Misz 


doniosłe dla szyku enklityk. Enklitykę można postawić po pierwszym 
odcinku zdania lub po składniku noszącym na sobie akcent zdaniowy 
(ewentualnie wzmocniony, główny). Wybór położenia enklityki może 
być zarazem wyborem układu 1. cw 2. er lub równoważnego 1. CW 2. er 
3. cw 4. er, np. cw Ta kobieta mi cr nieszczęście przyniosła. - albo cw 
Ta kobieta cr nieszczęście cw mi tr przyniosła... Prus 33 - gdzie akcent 
zdaniowy pada na crg nieszczęście; 
3) czynniki stylistyczne i o ich oddziaływaniu mogłyby m.in. świad- 
czyć stosunki ilościowe między przykładami reprezentującymi poszcze- 
gólne typy układów. Sądzę, że dałoby się cyf;r,:owo ująć skłonności do 
używania danego układu w określonych rodzajach tekstu czy przez 
określonych autorów. Wiąże się to z innymi tendencjami stylistyczno- 
-syntaktycznymi, np. ze skłonnością do posługiwania się zdaniami o ma- 
łym rozbudowaniu (co ogranicza zamienność układów typu 1. cw 2. er 
i typu 1. cw 2. er 3. cw) czy znacznym rozbudowaniu (co stwarza wa- 
runki sprzyjające owej zamienności). - Wpływowi czynników styli- 
stycznych należy przypisać także dobór układów gwarantujących przej- 
rzystość strukturalną, harmonijny rozkład składników i prozodyjny 
kontur zdania. 


5. 


W świetle przedstawionych rozważań główna zasada szyku wyrazów 
wiąże się z wartościującym walorem zdania, ten zaś z kolei zależy od 
tła, w które zdanie jest uwikłane. Wartościujący kontur zdania (roiZ- 
członkowanie wartościujące, "psychologiczne") ma kilka rodzajÓw wy- 
kładników, wśród nich szyk wyodrębniających się tu członów: cw, cr, 
crp i erg (różnych planów). Szyk może sygnalizować zarówno zasadni- 
cze rozczłon:kowanie na cw i C!l, jak i rozróżnienie erp i erg (a także 
stopni erg). W wielu zdaniach funkcjonują jednocześnie wykładniki 
kilku rodzajów; bywa tak, ż.e kontur wartościujący zostaje uzewnętrz- 
niony dość wyraźnie przez wykładniki innego rodzaju niż szyk. Dotyczy 
to zwłaszcza rozczłonkowania zasadniczego (wyodrębnienia ew i er). 
\łvówczas szyk traci swą doniosłość dla konturu wartościującego. 
Otwiera to pole do posługiwania się obocznikami szyku (układami rów- 
noważnymi) o różnych własnościach stylistycznych. Wewnątrz cw i er 
zróżnicowanie wartościujące odnosi się tylko do er, gdzie w odpowied- 
nich wypadkach następuje hierarchizacja składników, a więc wyróżnie- 
nie crp i erg lub erg różnych planów. Człon wyjściowy dalszemu war- 
tościowaniu odbijającemu się w szyku nie podlega. Główna zasada szy
 
ku działa zatem tylko w obrębie dr, przy czym szyk odgrywa tu znacz- 
niejszą rolę niż w rozczłonkowaniu zasadniczym.
>>>
Jedna z zasad szyku wyrazów 


61 


Główna zasada szyku funkcjonuje w" zakresie wyznaczenia wartoś- 
ciującego konturu zdania; w zdaniu, gdzie każdy z członów wartościu- 
jących(cw, cr, crp, crg) ma postać składnika, szyk wszystkich składni- 
kÓw zdania podlega głównej zasadzie, natomiast w zdaniu o członach 
rozbudowanych dochodzą do głosu zasady nie, związane z walorem 
wartościującym, rządzące wewnątrz członów. InIlymi słowy, w przy- 
padkach rozbudowanych szyk składników jest re,gulowany przez głów- 
ną zasadę tylko w pewnym zakresie i pod pewnym kątem. Jest ona 
zatem w tych wypadkach jedną z kilku zasad, działających jednocześ- 
nie. 
Czy wobec tego wolno ją nazywać "główną zasadą"? Wydaje się, że 
termin ten da się utrzymać. Właściwszy byłby wprawdzie termin "za- 
sada związana z walorem wartościującym" lub "zasada wartościująca", 
gdyż uwzględniałby on jej jakość, podczas gdy termin "główna" bierze 
w rachubę jej stanowisko wobec innych zasad. Jak już wspominałem, 
zasada ta determinuje podstawowy model szyku wyrazów w zdaniu. 
Ponadto zajmuje ona stanowisko nadrzędne nad innymi zasadami także 
w tym sensiB, że ma przed nimi pierwszeństwo w rQlZ:mieszczeniu wy- 
razów, nie bywa zaś na odwrót. I dlatego można nazywać ją "główną". 
Normy składające się na główną zasadę, jak powiedziałem, odnoszą 
się i do zasadniczego rozczłonkowania na cw i cr, i do wewnętrznego' 
zrÓżnicowania c'r. Normy te przybierają konkretną postać układów, 
o których była mowa w poprzednich rozdziałach. Stopień ścisłości ich 
przestriegania jest różny. Są normy, których naruszenie powoduje 
zmianę konturu wartościującego i te respektuje się rygorystycznie, 
zwłaszcza zaś gdy chodzi o rozczłonkowanie na cw i cr. Obok tego wi- 
dzieJiśmy układy rÓwnoważne, pozwalające na swobodę wyboru. 


SPIS TEKSTÓW 
Z KTÓRYCH POCHODZĄ CYTOWANE PRZYKŁADY 



 


J. B ł o ń s k i, Poeci i inni, 1956; K. B r a n d y s, Matka Królów, 1957; 
R. B r a t n y, Kolumbowie rocznik 20, t. 1 i 2, 1964; B.' C z e s z k o, Pokolenie, Twór- 
czość 1951, z. 9; T. C z e Ż o w s k i, O Ilaukach humanistycznych, 1946; M. D ą b r 0- 
w ska. Noce i dnie t. 1, 1963; M. D ł u s k a, Fonetyka polska, 1950; S. D y- 
g a t, Pożegnania, 1964; A. F i e d l e r, Dywizjon 303, 1956; T e n ż e, Zwierzęta 
z lasu dziewiczego, 1946; Kalendarz Robotniczy na rok 1954; Z. Kał u ż y ń s k i, 
Podróż na Zachód 1953; W. K i s i e l e w s k i, Od Torunia do Londynu, 1958; 
J. K l i m k o w s k i, Byłem adiutantem gen. Andersa, 1959; K. K o ź n i e w s ki, 
,Piqtka z ulicy Barskiej, 1962; L. :r.: r u c z k o w s k i, Dramaty, 1950; K. M a k u s z Y ń- 
s k i, Wielka brama, 1947; K. M o s z Y ń s k i, Człowiek. Wstęp do etnografii powszech- 
nej i etnologii, 1958; Z. N a ł k o w s k a, Granica, 1963, i t e j ż e, Ściany świata, 1931; 
L N e we r l y, Pamiqtka z Celulozy, 1953; J, P a r a n d o w s k i, Szkice', 1953; 
M. P a w I i k o w s k a - J a s n o r z e w s k a, Poezje, t. 1, 1958; B. P r u s, Emancy-
>>>
68 


Henryk Misz 


pantki, 1956; K. P r li s z y ń s k i, Trzynaście opowieści, 1957; J. P u t r a ID e n t, 
Wrzesień, 19521 Rzecz poetycka, Tworzywo, 19581 A. S c h a f f i L. B r u m, Poga- 
danki ekonomiczne, 1950, H. S i e n k i e w i c z, Quo vadis, 1956, T e n ż e W pustyni 
i w puszczy, 19621 J. S t ryj k o w s k i, Bieg do Fragald. 1952; J. S z a n i a w s k i, 
Dramaty zebrane, t. 1-3, 1958; A. Ś w i r s z c z Y ń s k a, Odezwa na murze, 1951; 
J. T u w i m, Dzieła, t. 1 cz. 1, 1955; K. T Y m i e n i e c k i, Ziemie polskie w starożytno- 
ści, 19511 J. Widajewicz, Poczqtki Polski, 1948; W. Woroszylski, Wiersze 
i poematy wybrane, 1955, M. Z i e n t a r o w a. Drobne ustroje, 1961, S. Żer o m ski. 
Dzieje grzechu, w: Dzieła, t. 17, 1956; W. Żuk r o w s k i, Piórkiem flaminga, 1961. 


Henryk Misz 


ONE OF THE PRINCIPLES OF WORD ORDER 
IN THE CONTEMPORARY POLISH SENTENCE 
Summary 


The paper deals with the principie which is connected with the so-calIed 'psy- 
chological' (evaluating) divisibility of thesentence. This principie plays the main role 
in the ordering of word s in a sentence, hence it may be calIed the main principie 
of order. The material considered embraces single indicative sentences of modern 
JVritten Polish. involved in a context. 
The author analyse's the psychological dismemberment of these sentences, after 
which he shows order patterns on the resulting members and finally undertakes an 
attempt of presenUng the foundations of the repartition of the patterns equivalent as 
to the 'psychological' (evaluating) quality.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE - ZESZYT 11 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Katedra Filologii Polskiej 
Uniwersytetu Mikolaja Kopernika 


Maria Szupryczyńska 


BUDOWA SŁOWOTWORCZA WYRAZOW 
NALEZĄCYCH DO KATEGORII PLURALE TANTUM 


Podjęcie problematyki słowotwórczej kategorii plurale tantum (PT) 1 
zostało podyktowane częściowo brakiem tego rodzaju opracowania 
w polskiej literaturze językoznawczej, częściowo chęcią prześledzenia 
typów słowotwórczych, w zakresie których produktywne są wyrazy 
omawianej kategorii. 
Dotychczas kategoria PT interesowała przede wszystkim autorów 
podręczników gramatyki, którzy poświęcają jej nieco miejsca w roz- 
działach dotyczących kategorii liczby. Zajmowano się przede wszystkim 
badaniem rodzaju gramatycznego wyrazów tej kategorii oraz ich 'ana- 
lizą semantyczną. 
Zagadnienie rodzaju gramatycznego wydaje się mało istotne dla 
wyrazów kategorii PT, gdyż jest on w większości nie uświadamiany. 
Ustalenie rodzaju tych wyrazów nastręcza wiele trudności, wynikają- 
cych ze specyfiki materiału - braku form liczby pojedynczej, w zakre- 
sie której odbywa się zasadniczo zróżnicowanie rodzajowe. Zastosowa- 
na tu metoda repartycji końcówek mianownika i dopełniacza 2 dopro- 


1 PT = pluralia tantum. 
2 Dawniejsi gramatycy polscy: O, K o P c z y ń s k i, Gramatyka języka polskiego, 
Warszawa 1817; A. M a ł e c k i, Gramatyka historyczno-porównawcza języka pol- 
skiego, 1879; F. K. M a I i n o w s k i, Gramatyka języka polskiego z dzisiejszego sta- 
nowiska lingwistyki porównawczej, Poznań 1869, nie zauważają nawet istnienia ka- 
tegorii PT, ograniczają się do stwierdzenia, że język polski posiada trzy liczby: poje- 
dynczą, podwójną i mnogą. Pierwszym autorem, który zwrócił baczniejszą uwagę na 
kategorię PT w języku polskim był G. S. B a n d t k i e, Polnische Grammatik fUr 
Deutsche welche die polnische Sprache grundlich erlernen wolIen nebft..:, Breslau 
1824, s. 44-45. Opisał on tę kategorię od strony rodzaju gramatycznego reprezen- 
tujących ją wyrazów. Takie samo ujęcie znajdujemy znacznie póżniej u A. A. Kry ń-
>>>
10 


Maria Szupryczyńska 


wadza da teoretycznie trafnej klasyfikacji,. jednakże słuszne jest stwier- 
dzenie W. Doroszewskiega 3, że zastanawianie się nad rodzajem grama- 
tycznym tych wyrazów jest bezprzedmiotowe, gdyż ich koń.cówki świad- 
czą tylko "jak gdyby" a rodzaju gramatycznym męskim, żeńskim czy 
nijakim. Również bardza istatne jest jego spostrzeżenie, że w połącze- 
niach z przymiotnikiem i formą osabową czasownika wyrazy te wyka- 
zują właściwości rodzaju niemęskaosobowega. 
Najwięcej uwagi poświęcono jednak analizie semantycznej wyrazów 
tej kategorii 4. Dominowanie tego aspektu badawczego wydaje się cał- 
kowicie nieprzypadkowe i uzasadnione ujmowaniem genezy tej kate- 
gorii. Z dawna już zwrócono uwagę na nieadekwatność kategorii liczby, 
na to, że w normalnym, pierwotnym 5 stosunku obu liczb, polegającym 


s k i e g o, Gramatyka języka polskiego, Warszawa 1907. Jego wnioski są jednak 
ściślejsze i lepiej uargumentowane. Metoda repartycji końcówek mianownika i dopeł- 
niacza zastosowana przez A. A. Kryńskiego doprowadza do następujących wniosków: 
Rodzaju m ę s k i e g o są PT zakończone w mianowniku na -y(-i) lub -e, w dopeł- 
niaczu -ów: cepy, cęgi, fusy, gody, lowy, manatki, okopy, okulary, organy, plecy, 
więzy, dzieje, finanse; do listy Kryńskiego można by jeszcze dodać rzeczowniki za- 
pożyczone, zakończone w mianowniku na -a, np. agraria, aktywa, dewocjonalia, realia, 
studia, które także mają w dopełniaczu końcówkę -Ów. 
Rodzaju żeń s k i e g o są PT zakończone w mianowniku na: -e,-i,-y, w dopeł- 
niaczu: -i(-y) lub -ej). Przykłady: dopełniacz -i(-y) drożdże, drzwi, grabie, konopie, 
nosze, spodnie, wakacje, wiej; dopelniacz -0 drzwiczki, kajdany, koszary, nożyce, po- 
myje, sanie, skrzypce, suchoty, widly, urodziny. 
PT rodzaju n i jak i e g o są zakończone w mianowniku na a, w dopełniaczu -0. 
Wyrazy o takiej repartycji końcówek są bardzo nieliczne, zarówno wśród rodzimych, 
jak i obcych PT: bliźnięta, drwa, powidła, usta, wrota, żarna. 
O tym, że rodzaj w odniesieniu do wyrazów kategorii PT jest kate,gorią czysto 
konwencjonalną świadczą między innymi wahania końcówek dopełniacza, np. -0: 
-ów, -i(-y):-ów. O ile oboczność -i(-y):-ów jest normalną obocznością końcówek dopeł- 
niacza liczby mnogiej rzeczowników męskich miękkotematowych krzyże (krzyży: krzy- 
żów) i nie podważa tezy o męskim rodzaju wyrazów np. kleszcze (kleszczy: kleszczów) 
itp., o tyle oboczność -0:-ów w dopełniaczu dożynki (dożynek: dożynków); dudy (dud: 
dudów) : kajdany (kajdan: kajdanów) suchoty (suchot: suchotów) ; itp.) jest opozycją 
wykładników rodzaju żeńskiego (-0) i męskieg'o (-ów). 
3 W. D o r o s z e w s k i, Podstawy gramatyki polskiej, cz. I, wyd. 2, Warszawa 
1963, s. 200. 
4 J. Łoś, Gramatyka polska, cz. II, Lwów-Kraków 1925, s. 154-159; H. G a e r- 
t n e r, Gramatyka współczesnego języka polskiego, cz. II, Lwów-Warszawa 1933, 
soi53; S. S z o b e r, Gramatyka języka polskiego, wyd. 6, Warszawa 1963, s. 116-117. 
" Na podstawie istniejących danych trudno wnioskować o chronologii kategorii 
PT. Wnioski na ten temat należałoby poprzeć badaniami historyczno-porównawczymi. 
O dawności tej kategorii mogą świadczyć następujące fakty: a) istnieją wyrazy, które 
w historii języka polskiego zawsze występowały bez liczby pojedynczej, np. drzwi, 
wrota, żarna; b) kategoria ta właściwa jest wszystkim językom słowiańskim. Istnienie 
jej w języku rosyjskim zaświadcza V. V. V i n o g r a d o v, Grammatika IUsskogo 
jazyka, Moskva 1953, sol56; w języku czeskim F. T r ił v n i c e k, Mluvnice spisovne
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


71 


na opozycji znaczeniowej: jednostkowość - wielo.ść, nastąpiły pewne 
zakłócenia. Za przejaw tych zakłóceń uznano między innymi istnienie 
wyrazów występujących wyłącznie w liczbie pojedynczej (singularia 
tantum) lub też wyłącznie w liczbie mnogiej (pluralia tantum). Przyczy- 
nę tego stanu rzeczy upatrywano w określonych względach znacze- 
niowych. Utarło się mniemanie, że wyrazy obu tych kategorii wystę- 
pują tylko w ramach pewnych klas semantycznych 6. I tak uważa się, 
że z wyrazami kategorii PT związane jest znaczenie mnogości, że są 
one używane na oznaczenie przedmiotów złożonych z dwóch lub wielu 
części. W ramach tak ogólnie zarysowanej grupy znaczeniowej wy- 
różnia się szereg podgrup w sposÓb mniej lub bardziej wyczerpujący 7. 
Nawet najbardziej szczegółową klasyfikację J. Łosia da się jednak uzu- 
pełnić pominiętymi przez niego nazwami, np. potraw: powidła; pewnego 
okresu czasu: dzieje; roślin: konopie itp. O wyodrębnionych w ten spo- 
sób grupach semantycznych można powiedzieć, że żadna z nich nie jest 
zarezerwowana wyłącznie dla wyrazów będących PT, w każdej z nich 
mogą wystąpić wyrazy posiadające obie formy liczby, np. w ramach 
nazw części ciała: obok plecy, usta - Iszczęka, biodro; nazw chorób: 
obok suchoty, konwulsje - odra, ospa; nazw gier: obok szachy, war- 
caby - młynek, chińczyk; nazw zjawisk atmosferycznych: obok roz- 
topy - powódź, potop itd. Przy czym już na podstawie powierzchownej 
obserwacji znaczenia wyrazów tej kategorii można stwierdzić, że nie 
zawsze istnienie ich da się uzasadnić parzystością lub mnogością zwią- 
zaną w jakiś sposÓb z desygnatem. Dla przykładu wyrazy cepy, drzwi, 
krosna, nosze, skrzypce, suchoty, zwłoki - to nazwy konkretnych po- 
jedynczych przedmiotów czy zjawisk 8. O tym, że mnogość nie jest 
głównym czynnikiem decydującym o formie PT wyrazu, np. skrzypce, 
świadczy występowanie nazw instrumentów podobnie zbudowanych 
w obu formach liczby, np. altówka, kontrabas, wjolonczela. Także syno- 


/;eśUny, c. II, Praha 1949. o tym, że kategoria ta znana była prasłowiańszczyżnie mówi 
A. V. I s a c z e n k o, Grammaticzeskij stroj..., Bratislava 1954. Posiada ją także język 
litewski. J. O trę b s k i, Gramatyka języka litewskiego, t. 3, Warszawa 1956, 
zwraca uwagę na znacznie szerszy zasięg tych form w języku litewskim. J. Łoś, 
op. cit., S. 154 uważa, że używanie imion w jednej tylko liczbie jest właściwe wszy- 
stkim językom indoeuropejskim. 
6 J. Łoś, op. cit., s. 154; S. Szober, op. cit.,.s. 116-117. 
7 Najpełniejsza jest klasyfikacja semantyczna J. Ł o s i a, op. cit., s. 154-160; 
klasyfikacja H. G a e r t n e r a, op. cit., s. 153 jest do niej zbliżona, lecz ujęta w spo- 
sób znacznie bardziej uproszczony. 
8 Warto wspomnieć, że PT nazywające pojedyncze przedmioty odznaczają się 
swoistą wieloznacznością formy gramatycznej. Formy pluralne skrzypce, spodnie, 
nosze mogą oznaczać jeden przedmiot lub kilka. Por. zdania: Na ścianie wiszq skrzyp- 
ce. - Na ścianach wisialy skrzypce różnych rozmiarów j pochodzenia.
>>>
72 


Maria Szupryczyńska 


nimy wyrazów suchoty, zwłoki posiadają obie formy liczby: gruźlica, 
trup. Nazwy pasm górskich mogą być teź nazwami w liczbie pojedyn- 
czej (a nawet singularia tantum), np. obok Alpy, Himalaje, Tatry - 
Atlas, Kaukaz, Pamir. Zatem o genezie tej kategorii, prócz względów 
znaczeniowych, decydują takźe inne - formalno-historyczne. 
Na tle ogólnego braku zainteresowania sprawami słowotwórstwa 
wyrazów kategorii PT przyrostek -iny stanowi pewien wyjątek. Gra- 
matyka historyczna języka polskiego trzech autorów 9 wymienia wśród 
innych przyrostków słowotwórczych -iny, przypisując mu funkcję two
 
rzenia nazw ogólnikowo-pochodnych (ściślej - funkcję ogólnie struk- 
turalną, substantywizującą) i podaje przykłady: urodziny, imieniny, 
chrzciny, zaręczyny. H. Gaertner 10 omawia ten przyrostek jako zwykły 
przyrostek -ina, podobnie traktuje go J. Łoś 11. H. Ułaszyn 12 w Gra- 
matyce tzw. zbiorowej notuje tylko przyrostek -ina, pomijając milcze- 
niem wyraźnie odrębne funkcje przyrostka pluralnego. 
Analizę słowotwórczą oparłam na materiale zaczerpniętym ze Sło- 
wnika języka polskiego (Słownika warszawskiego) J. Karłowicza, 
A. Kryńskiego, W. Niedźwiedzkiego (Warszawa 1900-1927) ze wzglę- 
du na to, że jest to jedyny dotąd pełny i stosunkowo aktualny słownik 
języka polskiego. Przynależność danego wyrazu do kategorii PT usta- 
lałam w oparciu o kwalifikatory tego źródła (blp lub w 1m). Jednakże 
z powodu znanych powszechnie wad i braków tego słownika zaszła ko- 
nieczność częściowego sprawdzenia materiału w oparciu o inne źródła. 
Dotyczy to głównie tych haseł, których kwalifikatory mogą budzić pew- 
ne zastrzeżenia. Przede wszystkim nie zawsze właściwe jest stosowanie 
kwalifikatora blp. Został on użyty m.in. w odniesieniu do wyrazów: 
dzwonki, sqczyki, trupki, jamochłony, nogoszczęki, pingwiny (nazwy 
gatunków roślin i zwierząt); anyżynki, cynamoniki, kulanki, łazanki, 
makiełki (nazwy potraw); lakierki, kapcie, trepy (nazwy obuwia) oraz 
innych, jak wqgry 'termin dermatologiczny', boje 'znaki nawigacyjne' r 
filutki 'kosmyki włosów', mahonie 'meble z mahoniu'. Na oznaczenie 
pojedynczego egzemplarza wyrazy te występują w liczbie pojedynczej: 
dzwonek, pingwin, łazanka, lakierek, a zwłaszcza wqgier, boja, filutek, 
mahoń. 
Podstawowym kryterium wyodrębniania wyrazów kategorii PT jest 
formalny wykładnik braku form liczby pojedynczei we wszystkich moż- 


9 Z. K l e m e n s i e w i c z, T. L e h r - S P ł a w i ń s k i, S. U r b a ń c z y k, Gra- 
matyka hIstoryczna języka polskIego, Warszawa 1955, s. 223. 
10 H. G a e r t n e r, op. cit., cz. III, s. 267. 
11 J. Łoś, op. cit., cz. II, s. 36. 
12 T. B e n n i, J. Łoś, K. N i t s c h, J. R o z wad o w s k i, H. ,U ł a s z y n, 
Gramatyka języka polskiego, Kraków 1923, S. 226, 227, 230, 232.
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


73 


liwych użyciach danego wyrazu. Należą tu dwojakiego rodzaju wyrazy: 
1) najczęściej nie posiadające w ogóle form liczby pojedynczej: drzwi, 
skrzypce, wrota, obcęgi, widły itp. 2) wyjątkowo posiadające formę 
liczby pojedynczej w odnośnym znaczeniu, ale o innej postaci leksykal
 
nej: lata (rok), ludzie (człowiek) itp. Innym kryterium stosowanym przy 
zaliczaniu wyrazów do tej kategorii jest różnica znaczeniowa między 
formą liczby pojedynczej i mnogiej: brud - brudy, srebro - srebra, 
nurek - nurki, itp. Nie zawsze jednak zróżnicowanie to jest bardzo 
wyrażne i w związku z tym wyrazy typu pialski 'grunt piaszczysty', cza
 
ry 'gusła', czasy 'okres, doba, pora' zostały przez Słownik warszawski 
niesłusznie zakwalifikowane jako PT, gdyż w obu formach liczby po- 
siadają takie samo znaczenie. Niezupełnie precyzyjnie używa też Sło- 
wnik warszawski innych kwalifikatorów, np. "gwarowy", "należy uni- 
kać", "mało używany". Często wyraz gwarowy nie posiada kwalifika
 
tora, np. bule 'skrzydła ptaka', a wyraz ogólnopolski zaopatrzony jest 
kwalifikatorem "gwarowy", np. mięsopusty, fikołajki. Z tych względów 
duża część przykładów uległa redukcji, mimo to uwzględniłam jednak 
szereg wyrazów uznanych przez Słownik za gwarowe, o ile repezentu- 
ją ciekawy typ słowotwórczy. 
Analizie słowotwórczej zostały poddane tylko wyrazy rodzime (ro- 
dzimy pień i formant) 13. Dają się wśród nich wyróżnić trzy rodzaje for- 
macji: bezprzyrostkowe, przyrostkowe i złożenia. Najrzadszym typem 
formacji są tu złożenia. Brak natomiast .w ogóle przykładu na przedro- 
stek w funkcji formatu tego rodzaju wyrazów, należy on najczęściej do 
wyrazu podstawowego jako część pnia rozwiniętego. W obrębie forma
 
cji przyrostkowych kolejność formantów jest uzależniona od liczności 
ich występowania. Poszczególne formanty są także, o ile możności, 
zaopatrzone uwagami dotyczącymi ich funkcji znaczeniowej. 


FORMACJE BEZPRZYROSTOWE 


Pod względem formalnym wyrazy należące do tej grupy nie rozlllą 
się od form zwykłej liczby mnogiej. Budowę ich charakteryzuje wystę- 
powanie obok tematu końcówek fleksyjnych form przypadkowych licz- 
by mnogiej. Najczęściej spotykaną końcówką mianownika jest -y(-i) 
oraz -e, rzadziej -a. Pień jest najczęściej pochodzenia rzeczownikowego, 
niewiele przykładów posiada pień czasownikowy. 


13 Pomijam jednak uznane powszechnie za PT rodzime nazwy mIejSCOWe typu 
Michałowice, Koniary, Brody - częściowo ze względu na to, że nie ma ich w Słow- 
niku warszawskim, częściowo ze względu na złożoność problematyki tych nazw, które 
Gą przedmiotem badań onomastyki.
>>>
74 


Maria Szupryczyńska 


Należą tu dwie zasadniczo różne grupy wyrazów. Do pierwszej z nich 
zaliczam wyrazy nie posiadające w ogóle form liczby pojedynczej. 
Część z nich, ze względu na dawność ich występowania w języku pol- 
skim, nazywam pierwotnymi, właściwymi PT. Pozostałe to rzeczowniki 
pochodzenia odczasownikowego lub utworzone od wyrażeń przyimko- 
wych. Końcówka fleksyjna odgrywa w nich jednocześnie rolę formantu 
słowotwórczego. Wyrazy drugiej grupy są rzeczownikami posiadającymi 
obie formy liczby, jednakże o różnych znaczeniach. 


1. Wyrazy nie posiadające w ogóle form liczby pojedynczej 


1. Pierwotne, właściwe PT 
Wyrazy tego typu są chronologicznie bardzo dawne, o czym świad- 
czy między innymi występowanie ich w innych językach słowiańskich. 
Struktura słowotwórcza tych wyrazów (prasłów według terminologii 
A. Briick.n
ra) jest już częściowo zatarta, niewyraźna. 
Przykłady: żarna - Briickner uważa, że Jest to prasłowo właściwe 
językom: czeskiemu, serbskiemu, słoweńskiemu, litewskiemu, pruskiemu 
j gockiemu, prasłowiańskie (psł.) *Z1"Lna; krosna - w języku starocer- 
kiewnosłowiańskim (scs.) występuje w liczbie pojedynczej: krosno; 
drzwi - forma powstała skutkiem metatezy pierwotnego dwrzj 14; wro- 
ta - wyraz utworzony od rdzenia ver- [I vor-, który występuje w wy- 
razach wrzeć, zawjerać, wjerzeje, forma scs. vrata, psl. * vorta; plecy - 
pierwotna jest forma pojedyncza pIece, odpowjednjk scs. pIeste psł. 
. pIetbje, forma pluralna plecy jest dawną liczbą podwójną;usta - także 
dawna liczba podwójna; go,dy - 1) 'uczta, biesiada, wesele', 2) 'nazwa 
świąt Bożego Narodzenia'. Znaczenie rdzenia god- 'czas, pora' zostało 
przeniesione na nazwy uroczystości, świąt, ewentualnie pory roku. 
W całej słowiańszczyźnie pień ogólnie znany z mnóstwem urobień 
l znaczeń. W języku polskim godny, godło, godzjna, pogodny. Wyraz 
gody w obu znaczeniach jest już archaizmem. 


2. PT powstałe jako derywaty od 
a) wyrażeń przyimkowych: nadnercza 'gruczoły nad nerkami', za- 
śwjaty 'życie pozagrobowe', przedgody 'adwent'. Przyimki występują 


14 Pierwotna forma ocalała jedynie w postaciach gwarowych i ogólnoliterackim 
odźwiernym. Podobnie jak język polski, przestawki dokonał język czeski, w innych 
językach słowiańskich zachowały się formy bez przestawki. Wyraz ma swe odpowied- 
niki w języku litewskim, pruskim, łacińskim, niemieckim. A. Bruckner uważa, że 
wyraz ten występował pierwotnie w liczbie pojedynczej, co zaświadczają języki scs. 
i rosyjski. Sugeruje on przy tym, że drzwi uzyskały formę liczby mnogiej (P T) pod 
wpływem wyrazu wrota.
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


75 


tu W roli przedrostków wskazujących określone stosunki przestrzenne 
lub czasowe, związane ze znaczeniem danego przedmiotu czy zjawiska; 
b) od czasowników z przedrostkami od-, po-, wy-, za-, z- lub bez 
przedrostków. Pod względem znaczeniowym są one niejednolite, ozna- 

 ' 
czają bowiem czynność: judy, wybory, wybady; produkt lub skutek 
czynności: bełty, roztopy, wytłoki; narzędzie: nosze, trzymy, ziewy; 
miejsce: pławy, wysmały; części ciała: patry 'oczy zająca', itp. 


II. PT uwarunkowane znaczeniem 


1. Są to często właściwie rzeczowniki wieloznaczne, z tym, że jedno 
ich znaczenie związane jest z formą liczby pojedynczej, drugie z fonną 
liczby mnogiej, por. brud - brudy, dobro - dobra, cukier - cukry, 
srebro - srebra. Formy liczby pojedynczej tych wyrazów brud, dobro, 
cukier, srebro, to singularia tantum. 
2. Należą tu wyrazy, które odznaczają się co prawda regularnym 
stosunkiem znaczenia obu liczb, np. bat 'jeden bat', baty 'więcej batów' 
podobnie lis -lisy, rak - raki. Prócz tego jednak forma liczby mnogiej 
posiada inne znaczenie i w tym znaczeniu wyraz nie występuje w licz- 
bie pojedynczej, np. baty 'cięgi, plagi', lisy 'futro z lisów', raki 'przyrząd 
służący do chodzenia po lodzie', dzioby 'znaki po ospie' itp. Na tej pod- 
stawie wyrazy baty, lisy, raki, dzioby są w określonym znaczeniu trak- 
towane jako PT. Do tej grupy należałoby także zaliczyć szereg wyra- 
zów żargonu złodziejskiego, np. jajka 'sprzęty, rzeczy', łaty 'karty', wió- 
ry 'pościel'. Nie są one jednak objawem naturalnego rozwoju języka, 
gdyż z05tały utworzone sztucznie dla określonych celów. 


FORMACJE PRZYROSTOWE 


Formant -iny 


PT utworzone przy pomocy formantu -iny charakteryzuje brak form 
liczby pojedynczej. W mniejszym stopniu dotyczy to innych forman- 
tów. Między formą pojedynczą i mnogą tego formantu nie ma ścisłej 
odpowiedniości, pełnią one całkowicie różne funkcje znaczeniowe. 
1. Z pniem czasownikowym: chrzciny, heblowiny, mydliny, oblewiny, 
obłóczyny, postrzyżyny, przeprosiny, urodziny, wymiociny, zaręczny, 
zaślubiny. Wśród wyrazów z pniem czasownikowym wyróżnić można 
dwie grupy znaczeniowe: 
a) Nazywające czynności zarówno zwykłe, jak i uroczyste lub obrzę- 
dy, ceremonie. Istnieją dane, aby przypuszczać, że druga grupa znacze- 
niowa związana jest genetycznie z pierwszą, że mamy tu do czynienia
>>>
76 


Maria Szupryczyńska 


z wtórnym wysrpecjalizowaniem się funkcji tego formantu. W każdym 
razie związek obu tych funkcji wydaje się bezsporny. Trudno mianowi- 
cie odgraniczyć ściśle jedną grupę od drugiej, por. z jednej strony: 
nawiedziny, przeprawiny, przenosiny, z drugiej: zaręczyny, poprawiny, 
wyświęciny. Poza tym wiele przykładów posiada znaczenie podwójne- 
czynności i uroczystości: chrzciny, narodziny, rainy, ślubowinYi sta- 
nowią one jak gdyby stadium przejściowe świadczące o dokonującym 
się procesie. W dzisiejszym poczuciu językowym nawet te formacje 
z -in y, które Słownik WarszawIski traktuje jako nazwy zwykłych czyn- 
ności, są rozumiane jako czynności uroczyste, wykonywane wolno i do- 
stojnie: obaliny, wychodziny. 
Rzeczą charakterystyczną jest, że produktywność formatu -iny 
w omawianych wyżej funkcjach znaczeniowych właściwa jest szczegól- 
nie gwarom. Jeśli przyjąć kwalifikatory Słownika Warszawskiego, więk- 
szość przykładów pochodzi z leksyki gwar. Wyrazów ogÓlnopolskich 
jest niewiele (chrzciny, oświadczyny, urodziny, zaręczyny itp.) i są one 
nazwami przeważnie uroczystości, ceremonii lub uroczystych czynności. 
Słownictwo gwar natomiast dysponuje całym szeregiem wyrazów z for- 
mantem -iny na oznaczenie m. in. poszczególnych etapów w długim 
i skomplikowanym procesie kojarzenia pary młodej oraz kolejnych ele- 
mentów uroczystości ślubnej (oględziny, namówiny, rainy, słębiny, umó- 
winy, czepiny, obłóczyny, wkupiny itp.). Niektóre wyraźnie gwarowe 
nazwy czynności na -iny posiadają w języku ogólnym swe odpowiedni- 
ki w postaci rzeczowników odczasownikowych na -anie, -enie, por. 
objawiny - objawienie, pasowiny - pasowanie, ślubowiny - ślubo- 
wanie, zaleciny - zalecanie itp. lub inne: przenosiny - przeprowadzka, 
rozwodziny - rozwód itp. 
Czasowniki stanowiące podstawę słowotwÓrczą powyższych forma- 
cji są przeważnie tworami rozwiniętymi przez przedrostki do-, ob-, po-, 
W-, wy-, z-, za- itp., rzadko tworami bez przedrostków: miny, pasowźny. 
Są to czasowniki o aspekcie niedokonanym: chrzciny (chrzcić), pasowi- 
ny (pasować), rainy (raić), rozwodziny (rozwodzić się) lub dokonanym: 
urodziny (urodzić się), umówiny (umówić się) itp. Często aspekt cza- 
sownika podstawy trudny jest do ustalenia: zaręczyny (zaręczyć lub za- 
ręczać), poślubiny (poślubić lub poślubiać). 
b) Nazywające przedmioty będące wytworami, produktami danej 
czynności lub związane z nią w jakiś sposób. 
Wyrazy te nie są nazwami pojedynczych przedmiotów, lecz zna- 
kami zbiorowości, masy składającej się z jednorodnych cząstek. Nazwa 
pochodzi od czynności, w wyniku której lub w związku z którą po- 
wstały składające się na daną masę cząsteczki. Są to nazwy ogólne, 
każdy konkretny przedmiot objęty nazwą przez dane PT może mieć
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


7'1 


własną, indywidualną nazwę, uwzględniającą np. materiał, z którego 
jest zbudowany. Wyrazy bowiem typu smarowiny, spłóczyny uwypu- 
klają tylko czynność, pozostają obojętne na materiał, z którym czynność 
w konkretnym wypadku się wiąże. Wyraz wywarzyny można rozumieć 
jako 'wywar z ziół, owoców, jarzyn, mięsa itp.', tłoczyny to 'wyciśnięte 
z soku owoce lub warzywa', ustoiny 'osad różnego gatunku i pochodze- 
nia, np. fusy w kawie, herbacie, męty w winie lub niejednorodne za- 
nieczyszczenia w wodzie'. Podobnie: wymoczyny, wypłóczyny, wyskro- 
biny. 
2. Z pniem rzeczownikowym: czepczyny, imieniny, jodziny, kapiny, 
J.deszczyny, kłykciny, łużyny, m\szyny, portczyny, roczyny, rtęciny, sło- 
dziny, swaszczyny, zięciny, żurzyny itp. Formacje z pniem rzeczowni- 
kowym są mniej liczne niż odczasownikowe. Funkcje znaczeniowe for- 
mantu -iny przy pniu rzeczownikowym są w zasadzie podobne, choć 
występują tu inne proporcje między grupami znaczeniowymi. 
a) Najliczniejszą grupę stanowią nazwy ogólne przedmiotów składa- 
jących się z jednorodnych cząstek, nazwy masy od materiału, w związ- 
ku z którym pozostają wspomniane cząstki. Przy czym między wy- 
razem podstawowym i pochodnym zachodzi faktyczny, bezpośredni 
związek znaczeniowy, np. jagodziny (jagoda) 'łodygi jagód', jodziny 
(jod) 'przetwory jodowe' lub tylko związek skojarzeniowy na zasadzie 
pvdobieństwa: mszyny (mech) 'niteczki z płótna padające pod krosna'. 
b) Mniej liczną grupę stanowią nazwy uroczystości, obrzędów: .imie- 
niny, swaszczyny, zięciny. Na powstanie tych form bardzo wyrażny 
wpływ miały analogiczne formacje z pniem czasownikowym: urodziny, 
chrzciny. 
Całkiem wyjątkowo formant ten tworzy nazwę narzędzia - 
kleszczyny. Wydaje się, że jest to synonim wyrazu kleszcze. \łvyra.źne 
zabarwienie uczuciowe posiada formant -in y w wyrazie portczyny 
(zdrobnienie z odcieniem politowania). Mamy,tu więc do czynienia 
z przyrostkiem -iIl1a o tej samej funkcji co w wyrazie rqczyna; jego for- 
ma mnoga podyktowana została formą wyrazu podstawowego (portki). 
3. Z pniem o charakterze przymiotnikowym (przymiotnik, liczebnik, 
imiesłów przymiotny): dziewięciny, grochowiny, janowiny, kłakowiny, 
kudłaciny, piotrowiny, plugaw in y, rozdarciny, rychliny, srokaciny, wy- 
kawiny (wykowy). Formant -iny w tych bardzo nielicznych tworach peł- 
ni funkcję substantywizującą cechę wyrażoną przez wyraz podstawowy. 
Tak samo jak w formacjach czasownikowych i rzeczownikowych jest tu 
używany dla tworzenia nazw przedmiotów składających się z jedno- 
rodnych cząstek i nazw uroczystości. W ramach drugiej funkcji cha- 
rakterystyczne jest tworzenie nazw typu janowiny, piotrowiny, po- 
wstałych w związku z imieniny.
>>>
78 


Maria Szupryczyńska 


Niektóre z wymienionych przykładów budzą wątpliwości co do ich 
odprzymiotnikowego pochodzenia. Szczególnie niepewne są przykłady 
z elementem -ow- przed -iny. Trudno we wszystkich wypadkach z całą 
pewnością rozstrzygnąć czy mamy do czynienia z elementem należą- 
cym do pnia. czy do przyrostka wtórnie wyodrębnionego -owiny. Wy- 
razy łuskowiny, kłakowiny, młotowiny powstały prawdopodobnie od 
rzeczowników łuska, kłak, młot, gdyż słowniki nie notują form przy
 
miotnikowych łuskowy, kłakowy, młotowy (choć wystąpienie ich jest 
niewątpliwie możliwe). Wyodrębnienie formantu -owiny nastąpiło pod 
wpływem formacji grochowiny, wykowiny. Istnieje szereg przykładów 
świadczących o wtórnym wyodrębnieniu się formantu -iny w połączeniu 
z innymi elementami poprzedzającymi. np. -el-, -il-, -ul-: poparze liny 
(poparzyć), popWny (popić), dryguliny (drygać). 


Formanty ze spółgłoską -k- 


Należą tu przyrostki -ki, -aki, -iki inne formy rozszerzone przy- 
rostka -ki. 


1. Formant -ki 


a) Z pniem czasownikowym: dq'Żki, dograbki, dogarki, dogryzki,' do- 
'Żynki, dygotki, kucki, łaskotki, łajki, płaczki, pograbki, przysyski, struż- 
ki, ucinki, wygniotki, wykopki, wyprzódki, wywarki itp. Podobnie jak 
formant -iny, formant -ki występuje najczęściej przy pniach werbal- 
nych. W tym połączeniu pełni także podobne funkcje znaczeniowe. 
aa) Najliczniejszą grupę wśród wyrazów tak zbudowanych stanowią 
nazwy skutków, produktów czynności, nazwanej przez wyraz podsta- 
wowy. Są to najczęściej nazwy masy złożonej z cząsteczek: dograbki, 
obierki, wywarki itp., lecz także nazwy przedmiotów: narzynki 'szczęki 
imadła' przezierki 'okulary'. Niektóre z nich mają w tym samym zna- 
, czeniu oboczną postać z formatem -iny: obierki - obierzyny, skrq'Żki - 
skm'Żyny, wywarki - wywarzyny. Świadczy to o podobnej funkcji se- 
mantycznej obu tych formantów. 
ab) Wśród nazw czynności występuje charakterystyczne zróżnico- 
wanie na: nazwy zwykłych czynności. stanu lub skłonności - dopytki, 
kluczki, łaskotki, łajki, narzeczki, płaczki, wywiadki, zdzierki, oraz 
nazwy uroczystości, obrzędów - do'Żynki, ucinki 'obcinanie warkocza 
pannie młodej' wypominki 'wymienianie przez księdza nazwisk zmar- 
łych, polecanie ich modłom obecnych'. zaślubki 'ślub'. Należy jednak 
zaznaczyć, że choć formant -
i tworzy też nazwy uroczystości, nie jest 
on w tej funkcji tak produktywny jak -iny. 
b) Z pniem rzeczownikowym: andrzejki, betlejki, ciepliczki, czubki,
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


79 


, 


ewki, janki, józefki, łakaćki, mładzieńki, raczki, sanki, świqtki, żarn ki. 
Farmant -kJ w tych wyrazach ma częsta charakter zdrabniający (anala- 
gicznie da funkcji przyrostka pajedynczega -ek) np. sanki, świqtki, ła- 
lwćki, żarnki. Paza tym tworzy nazwy abajętne pad względem uczu- 
ciawym na aznaczenie ubiaru: józefki, ewki; uroczystych abrzędów: 
andrzejki, żałobki; gatunków owaców: janki, kalwinki. 


2. Farmant -aki 


a) Z pniem rzeczawnikawym: duszaki, dziadaki, dziabaki, gadaki, 
glinczald, guniaki, łaciaki, piersiaki, parciaki, sukniaki, zamszaki. Są ta 
nazwy: aa) przedmiatów (rodzaj abuwia, spadni itp.) ad materiału, z któ- 
regO' są wykanane: gaciaki, guniaki, sukniaki, płótniaki, zamszaki lub 
ad cechy, której: jakaść akreśla znaczenie wyrazu padstawowegO': dzia- 
baki, kraciaki, łaciaki; ab) zdrobnienia lub zgrubienia: w wyrazie gwa- 
rowym dzinbiaki 'pisklęta' fmmant -aki pełni taką samą funkcję jak 
w wyrazie kurczaki. W tej funkcji pajedynczy farmant -ak właściwy 
jest Mazawszu i akalicom Warszawy 15. W wyrazach ślipaki, kleszcza- 
ki farmant -aki pełni funkcję zgrubiającą, która właściwa jest także 
pojedynczemu formantawi -ak. 
b) Z pniem czasawnikowym: drapaki, nasaki, abłóczaki, strzelaki, sy- 
paki, zbieraki. Przykładów na tegO' rodzaju farmacje jest stasunkawa nie- 
wiele. Są one nazwami przedmiatów jaka sprawców czynnaści nazwanej 
przez czasawnik padstawawy - drapaki, nasaki, strzelaki, zsuwaki lub 
rzadziej nazwami skutku, produktu czynnaści: sypaki. 
c) Z pniem przymiatnikawym występuje ten farmat bardzO' rzadka: 
calaki, rychlaki. 


3. Farmant -iki 


Wśród wyrazów należących da kategarii PT niewiele jest przykła- 
dów zbudawanych przy pomacy tegO' farmantu: bazyliki, gliniki, kryzi- 
ki, przeziewniki. Występuje an głównie w farmacjach z pniem rze- 
czawnikawym i twarzy zdrobnienia: kryziki lub nazwy obajętne pad 
względem uczuciawym: bazyliki, gliniki. W wyrazach przeziewniki 'pa- 
ry w skórze', szczędniki 'istaty aszczędne' pień jest pachadzenia przy- 
miotnikawega (przeziewny, (a]szczędny) lub czasawnikawega (przezie- 
wać, szczędzić). W drugim wypadku mielibyśmy jednak da czynienia 
z formantem -niki. O istnieniu takiegO' formantu świadczy wyraz stodal- 
niki (stodoła) 'gatunek jabłek'. 


15 H, G a e r t n e r, op. cit., cz. III, s. 306.
>>>
80 


Maria Szupryczyńska 


4. Formant -ki w postaci rozszerzonej 
a) -anki: chuścianki, gregorianki, jakubianki, nawiedzanki, pytanki, 
wymijanki, zalecanki. Są to twory odczasownikowe nazywające czyn- 
ności lub przedmioty ściśle związane ze znaczeniem czasownika, od któ- 
rego pochodzą: dłubanki, pytanki, prześmianki, wymijanl$i; od imiesło- 
wu na -any: kulanki, rozcieranki, zawijanki; od rzeczownika: gregorian- 
ki, jakubianki, zakopianki, chuścianki. Te ostatnie są nazwami potraw, 
gatunków owoców, ubiorów, uroczystości. 
b) -i(y)ska: czerwi\ska, wycięciska, źródłowiska. Formant ten tworzy 
nazwy miejsc od rzeczowników lub przymiotników. 
c) -ówki: fHipówki, grabówki, gronówki, jarówki, karbówki, koniów- 
ki, krakówki, włosówki. Przykłady te są nazwami głównie gatunków 
ziemiaków, owoców, warzyw, o nie zawsze jasnym pochodzeniu pnia. 
Tylko w wyrazach fjJipówki 'post przed św. Filipem' oraz włosówki 
'nazwa kleszczyków fryzjerskich do wycinania włosów' pień jest nie- 
wątpliwie rzeczownikowy. 
d) inne formanty rozwinięte z -ki: -aczki: czworaczki, dwojaczki, 
krqżaczki 'naczynie', ujadaczki 'kłopoty'; -ajki: fikołajki 'koziołki', trzy- 
majki 'część pługa'; -arki: piecarki 'owoce suszone'; -aszki: golaszki 
'łydki'; -atki: zmulatki 'nazwa gruntu'; -eczki: zalateczki 'zdrobnienie 
wyrazu zaloty'; -eńki(a); cudeilka, żarleńki; -i(y)nki: kosinki 'kośba', roz- 
walinki 'szerokie sanie niepodkute' ; -oszki: chylroszki 'podchwytywanie'; 
-otki: żarzalki 'węgle rozżarzone'; ulki: kruchulki 'ciasteczka' i -uszki: 
klamciuszki 'kłamstwa'. Ze względu na rzadkość występowania tych 
formantów nie można formułować wniosków na temat ich funkcji zna- 
czeniowej. 


Inne formanty 


1. -ce, -cy (-ice, -icy) 
a) odrzeczownikowe: grabice (grabie), nożyce (nóż), krajce (kraj lub 
kr
jać - druga możliwość jest jednak mniej prawdopodobna ze wzglę- 
du na znaczenie wyrazu pochodnego 'brzegi dzioba'). 
b) odczasownikowe: rodzice, pierzchrt1ce 'wysypka, liszaj' skrzypce. 
Odpowiednikami pojedynczymi formantów -ce, -cy (-ice, -icy) są -e c, -ca, 
-ik, -ica. Często wykazują one podobne własności znaczeniowe, jed- 
nakże ze wz'ględu na zbyt małą produktywność formantów -ce, -cy, 
w zakres
e tworzenia wyrazów należących do kategorii PT i stosunko- 
wo duże zróżnicowanie znaczeniowe utworzonych przez nie wyrazów 
trudno ustalić ich funkcję znaczeniową.
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


81 


2. -ęta: aptekarzęta, bucięta, karcięta, nożęta, oczęta, porcięta, wlo- 
sięta. Pierwatnie była ta kańcówka fleksyjna mianownika liczby mna- 
giej rzeczawników nijakich a tematach na -nt-o Kańcówka ta straciła 
swój ścisły związek z dawnymi tematami, a występowanie jej w wyra- 
zach aznaczających patamstwa: kurczęta (kurczę), aptekarzęta (apteka- 
rzę), zadecydawała z pewnaścią o tym, że pawstał z punktu widzenia 
dzisiejszego przyrostek sławatwórczy -ęta, w funkcji zdrabniającej (bu- 
cięta, karcięta, aczęta). W tej funkcji przyrostek -ęta jest wyłącznie 
mnagi i jako taki j8lst formantem wyrazów kategorii PT. 
Istnieje poza tym cały szereg innych formantów występujących 
tylko sporadycznie w wyrazach kategorii PT. Ograniczę się do ich 
wyliczenia. 
3. Różne: -uchy: dyniuchy 'miękisz dyni', pacuchy 'kłaki, gorsze 
włókna lnu', ścieluchy 'karławaty, rzadki las'; -aje: chadaje 'nędzne bu- 
ty', sagataje 'ubranie z sagatu' , stupaje 'stapnie'; -oly: męcioly 'pamyje' , 
gregaly 'obchody żaków na św. Grzegarza' ; -ny: nożny 'nożyce da 
strzyżenia owiec', duchny 'pieniądze na mszę żałobną'; -ocie: łakocie; 
asy: ganiasy 'wyścigi'; -sy: płaksy 'skłonność do płaczu';-yły: moczy- 
ły 'kora lipowa przysposobiona przez moczenie do wyrobu wią- 
zadeł'; -usy: drygusy 'szpilki podwójne ozdobione kwiatami lub blasz- 
kami na drucikach - ozdoba głowy'; -ały: wykrętały 'wykręty'; -ary: 
dzieciary; -idy: Bielidy 'meteary czyli spadające gwiazdy powstałe z roz- 
sypania się komety Bieli'; -ygi: stołygi 'podpory pod stołem, kozły'; 
-aty: suchoty 'gruźlica', ciągoty. Powyższe formanty są nietypowe dla 
kategorii PT, tworzą wyrazy z pniami rzeczownikowymi lub przymiatni- 
kowymi. Są wśród nich nazwy astronomiczne: Bielidy, nazwy narzędzi: 
stołyg1, wyrazy sugerujące zgrubienia: dzieciary, nazwa choroby: su- 
choty. 


ZŁOZENIA 


1. Z wykładnikiem -0-. Tego rodzaju złożeń jest stosunkowa naj- 
więcej, Element -0- łączy człony różnego pochodzenia: rzeczownik 
z rzeczownikiem - bokobrody, rzeczawnik z czasownikiem - mucho- 
jady 'policzki', przymiotnik z czasownikiem - cichobiegi, mokrostępy 
'żartobliwe nazwy obuwia', przymiotnik z rzeczownikiem - dzikoludy, 
gołobrzegi, Rzadkie są złożenia z pierwszym członem czasownikowym: 
ściskonosy 'okulary'. Pod względem znaczeniowym wyrazy tego typu 
nie są jednolite. Są wśród nich nazwy różnych przedmiotów: gołobrzegi 
'brzegi płaskie odkryte', kołomyje 'wyboje napełnione wodą', suchopo- 
stoje 'uschnięte drzewa stojące w lesie', a także inne: dziewosłęby 
'swaty', wielkorządy 'namiestnictwo', pierwospy 'pierwszy sen', 


6 - Filologia Polski VI
>>>
82 


Maria Szupryczyńska 


2. Z wykładnikiem -i-o Grupę tę reprezentuje tylko. kilka przykła- 
dów z pierwszym członem czasownikawym: ganitrudy 'próżne zabiegi', 
kapinagi 'polna róża', pasiwady 'młyny wodne'. 
3. Z wykładnikiem -a... Występują tu pałączenia liczebnika z rze- 
czawnikiem: dwuskaki 'rodzaj ćwiczenia gimnastycznega', sześćniedzie- 
Je 'sześciotygadniówka', pół1eszcze 'ryby'. 
Złożenia są typem sławatwórczym wyrazÓw rzadko występującym 
w ramach kategorii PT. Wymienione przykłady nie adznaczają się przy 
tym jednalitością znaczeniawą ani farmaIną. 
Analiza słowatwórcza wyrazów rodzimych należących da kategorii 
PT doprowadza do następujących wniosków: 
1. Wyrazy te są z punktu widzenia dzisiejszego. farmacjami przy- 
rastkowymi lub bezprzyrostkowymi, bardzo. rzadka złażeniami. 
2. W ramach farmacji przyrostkowych najwięcej jest wyrazów zbu- 
dowanych przy pamocy formantów -iny i -ki. Inne formanty występują 
tylko sporadycznie i nie są typowe dla wyrazów tej kategorii. 
3. Najbardziej charakterystycznym formantem kategarii PT jest -iny, 
który występuje przy pniach werbalnych i imiennych, wykazując spe- 
cjalne własnaści znaczeniowe. Tworzy on mianowicie: a) nazwy czyn- 
ności zwykłych lub uroczystych, często wyłącznie -uroczystości, cere- 
monii oraz b) nazwy przedmiotów, produktów danej czynności, w tym 
głównie masy złożonej z drobnych cząstek. W pierwszej funkcji wystę- 
puje częściej z pniami werbalnymi, w drugiej częściej z pniami imien- 
nymi. 
4. Formant -ki wykazuje podobne funkcje znaczeniowe co. -iny, lecz 
widoczny jest inny rozkład proporcji ilościowych między grupami zna- 
czeniowymi. Farmant ten występuje przede wszystkim przy pniach wer- 
balnych tworząc najczęściej nazwy przedmiotów, produktów danej 
czynnaści (znaczonej przez pień), rzadziej nazwy czynności lub uro- 
czystości. Zwłaszcza w tej astatniej funkcji formant -ki nie posiada tak 
wyraźnego. wyspecjalizawania i nie jest tak produktywny jak -iny. Przy 
pniach rzeczownikowych formant -ki występuje rzadziej i pełni tu czę- 
sto funkcję zdrabniającą, analagicznie do przyrostków pojedynczych 
-ek, -ka, -ka itp. 
5. Spośród innych formantów właściwych wyrazom kategarii PT na 
uwagę zasługuje jeszcze formant -ęta, który twarzy wyłącznie mnogie 
zdrobnienia z odcieniem pieszczotliwym: rączęta, aczęta.
>>>
Budowa słowotwórcza wyrazów 


83 


Maria Szupryczyńska 


THE WORD-FORMING STRUCTURE OF WORDS 
BELONGING TO THE PLURALE TANTUM CATEGORY 


Summary 


The question of "plurale tantum" is the least thoroughly explored in the Polish 
linguistic literature. The present attempt to give a structural description of words 
belonging to this category has be en carried out basing on the rnaterial taken from 
the Dictionary of the Polish Language by J. Karłowicz, A. Kryński, W. Niedźwiedzki. 
Only native words have been studied. Three kinds of formations Cdn be distinguished 
among them: suffixless, suffixed ones and compounds. The rarest type of formation 
are compounds. Among suffixless words two groups have been distinguished. To the 
first group belong the words which have no singular, e.g.: drzwi, plecy, nosze, nożyce, 
usta. To the second group belong the words which have both num bers but with 
a different meaning, e.g. brudy "dirty linen", dobra "estates", srebra "silver dishes". 
In the suffixed formation most words are built by means of the formant -iny and 
.iki (-aki -iki). Other formant s appeaf only sporadicalIy and are not typical of the 
category in question. The formant -iny occurs in verbal and noun stems with special 
qua,lities of meaning. It forms: a) nouns of actions, usualIy solemn ones, sometimes 
only those of ceremonie s, e.g. chrzciny, imieniny, oczepiny, przenosiny, etc.; b) deno- 
tes objects taken as a mass consisting of partides, e.g.: grochowiny, heblowiny, jago- 
dziny, młotowiny, wypJóczyny. This suffix is especialIy productive in dialects in both 
unctions of meaning. 
The formant -ki, (-aki, -iki) has similar functions, it usualIy occurs with verbal 
stems todenote objects which are the product of a given action (named by the 
stem), e.g. obierki, wywarki, zgrabki; mor e seldom it forms nouns of actions or 
ceremonies. The formant -ki occurs rather rarely in noun stems and it has a diminu- 
tive function analogous to the suffixes -ek, oka, oko etc. sanki, świątki, żarnki. 
Among others it is interesting to note the formant -ęta which makes only plurai 
óiminutives with a caressing shade of meaning, e.g. oczęta, rączęta.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO.SPOŁECZNE - ZESZYT 17 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Katedra Filologii Polskiej 
Uniwersytetu Mikolaja Kopernika 


Jerzy Maciejewski 


o ZAPOZYCZENIACH NIEMIECKICH W GWARZE CHEŁMIŃSKIEJ 


ASYMILACJA WYRAZOW 


Współżycie ludności polskiej i niemieckiej na Pomorzu w ciągu 
dziejów pozostawiło swój ślad w postaci licznych zapożyczeń niemiec- 
kich w gwarach tego regionu. Pożyczkom niemieckim w gwarach po- 
morskich poświęcono w ostatnich czasach sporo uwagi. Z polskich prac 
zajmujących się tym zagadnieniem należy przede wszystkim wymienić 
pracę L. Zabrockiego pt.: Zwiqzki językowe niemiecko-pomorskie 1, 
w której autor omawia źrÓdła etniczne zapożyczeń niemieckich na Po- 
morzu w perspektywie dziejowej oraz bibliografię problemu. Podejmo- 
wano także badania nad pożyczkami niemieckimi w poszczególnych 
dialektach na terenie Pomorza. Do ważniejszych prac tego typu należy 
rozdział pt.: Słorwuictwo Warmii i Mazur wobec niemieckich wpływów 
językowych w pracy W. Doroszewskiego, H. Konecznej i W. Pomianow- 
skiej: Gwary Warmii i Mazur" 2 oraz artykuł I. Harasimowiczowej: 
O niektórych zapożyczeniach niemieckich w gwarze ostródzkiej 3, w któ- 
rym autorka omawia przede wszystkim wpływ języka niemieckiego na 
wewnętrzną strukturę języka. Pożyczki niemieckie występujące w gwa- 
rze chełmińskiej nie były dotąd rozpatrywane jako osobne zagadnienie. 
W niniejszym artykule omówię występujące współcześnie w gwarze 
chełmińskiej zapożyczenia niemieckie pod względem ich stosunku do 
wyrazÓw polskich oraz stopnia i sposobu przyswojenia tychże poży- 


1 Konferencja Pomorska (1954), Prace Językoznawcze, Warszawa 1956 s. 149 n. 
2 I b i d,. $, 129, 
3 Język Polski, R. 34: 1954, z. 4.
>>>
86 


Jerzy Maciejewski 


czek przez gwarę ziemi chełmińskiej 4, Opieram się na materiałach zgra- 
madzanych da PorównawczegO' słownika gwary chełmińskiej i dobrzyń- 
skiej 5. Sławnictwa została zebrane przede wszystkim w miejscawaści 
Siemań, w paw. taruńskim, ad naj starszych mieszkańców wsi, zacha- 
wujących w stasunkawa nienaruszanym stanie gwarę palską. Stapień 
nasycenia gwary elementami niemieckimi jest tu charakterystyczny dla 
tegO' pakalenia, które przy czynnej znajomaści języka niemieckiegO' wy- 
niesianej ze szkoły pasługiwało się w życiu rodzinnym i sąsiedzkim 
językiem palskim i które w akresie paprzedzającym I wajnę światawą 
araz w czasie jej trwania była wystawiane na silne wpływy niemieckie 
paprzez służbę wajskawą, ale mima ta zachowała trwałe paczucie pal- 
skiej świadamaści naradawej. Jest ta stan typawy dla wielu wsi w zie- 
mi chełmińskiej, a zwłaszcza dla tych wsi, w których żywiał niemiecki 
był w mniejszości i gdzie ludnaść palska twarzyłazwarte skupiska. Da 
takich wsi należ;ał właśnie Siemań. Wpływ niemiecki zaznaczył się tu 
głównie w dziedzinie leksykalnej, tateż zapażyczenia leksykalne będą 
właśnie przedmiatem niniejszegO' artykułu. Pożyczki chełmińskie z ję- 
zyka niemieckiegO' ta przede wszystkim pożyczki właściwe. Niewiele 
jest tu na ogół kalk czy zapażyczeń sztucznych. Są ta również z reguły 
pażyczki bezpaśrednie 6, ponieważ proces zapożyczenia rozwijał się na 
tle dwujęzyczności mówiących. Oczywiście paśrednikiem mógł tu być 
w wielu wypadkach palski dialekt kulturalny, ale najbardziej swaisty 
charakter mają te pożyczki, które w dialekcie kulturalnym nie wystę- 
pują, alba pasiadają tam adrębną pastać brzmieniawą lub admienne zna- 
czenie. 


II 


Opanawywanie struktury leksykalnej języka przez abce elementy 
leksykalne adbywa się w trojaki spasób, a mianawicie: 
1) paprzez przyjmawanie przez mówiących nawych pajęć i rzeczy, 
a wraz z nimi nawych wyrazów jaka ich nazw, 
2) poprzez zastępowanie radzimych nazw znanych pojęć i rzeczy 
obcymi naz.wami tychże pajęć i rzeczy, 
3) paprzez zastępawanie starych nazw pajęc l rzeczy nawymi na- 
zwami przejętymi z języka abcega dla nazwania przedmiatów znanych, 
ale unawocześnianych, pad różnymi względami zmadyfikawanych. 


4 Zagadnienia chronologii, geografii oraz objaśnienie etymologiczne wyrazów 
wymagających takich objaśnień będą przedmiotem następnych artykułów. 
5 Praca doktorska w maszynopisie. 
6 Co do tych terminów, por.: H. Kur k o w s k a i S. S kor u p k a, Stylistyka 
polska. Zarys, Warszawa 1959; s. 116-124.
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


87 


W wypadku przejmowania pożyczki sposobem pierwszym następuje 
wzbogacenie świadomości mówiących o nowe pojęcie lub rozszerzona 
zostaje ich znajomość przedmiotów rzeczywistości. W dziedzinie języka 
słownictwo pomnaża się o nowy wyraz. Jeżeli źródłem wytwórczym 
nowego pojęcia lub rzeczy jest element etniczny obcy, cieszący .się 
autorytetem wśród mówiących, wówczas język zostaje wzbogacony 
o nowy, obcy element leksykalny. Przy zapożyczaniu wyrazów obcych 
sposobem drugim i trzecim powstają tzw. dublety wyrazowe, czyli ko- 
egzystujące w danym środowisku językowym i na tej samej płaszczyź- 
nie choronologicznej jako synonimy wyrazy rodzime i obce. Oba wy- 
razy - rodzimy i obcy są przez jakiś okres czasu traktowane równo- 
rzędnie, następnie wyraz rodzimy spada do roli drugorzędnej, by z cza- 
sem całkowicie zaniknąć R . 
W dzisiejszej leksyce dialektu chełmińskiego funkcjonują równo- 
cześnie pożyczki niemieckie przejęte przy pomocy wszystkich wyżej 
wymienionych sposobów, układające się w różne warstwy leksykalne 
gwary. Pozostają one w rozmaitym stosunku do wyrazów polskich, bę- 
dących nazwami tych samych pojęć i rzeczy i odzwierciedlają różny sto- 
pień przeniknięcia elementów obcych do polskiego systemu leksykal- 
nego. Najgłębiej w ten system wniknęły te pożyczki, które nie mają 
w gwarze chełmińskiej odpowiedników polskich, ponieważ te zostały 
przez zapożyczenia wyparte i wobec tego pożyczka funkcjonuje jako 
jedyna nazwa: sztokróża 'malwa', ryfa, bursztynek 'obręcz, pierścień na 
piaście koła wozu', kranc 'pierścień żelazny w przodzie wozu' r szplint 
'gwóźdź na końcu dyszla wozu', kasta 'skrzynia do sieczki', furmanka 
'wóz w podróży', kapa 'przód buta', gafelki 'widełki do kopania bura- 
ków', hak, rozgart 'zagrodzone pastwisko', szyber 'ramka w ulu', kuferek 
'walizka drewniana', goca 'tłuczek', ketka 'łańcuszek, haczyk u okna', 
blerwa 'stara owca', plata 'płyta kuchenna'. 
Odpowiedników polskich nie mają także pożyczki innego typu. Są 
to wyrazy, które wtargnęły do systemu leksykalnego gwary jako nowe 
elementy wraz z nowymi pojęciami i rzeczami. Pożyczki te to m.in. 
wyrazy następujące: giskan 'konewka', rand 'brzeg kosy', cynek 'ząb 
brony', brajtówka, sztyftówka 'rodzaj młockarni', rusztunek 'rusztowanie 
przy młocarni' bigiel 'wieszak do odzieży', byksa 'puszka blaszana', 
gloka 'klosz do lampy', ablal 'odpadki kiełbasy', jachta 'polowanie', bo- , 
nowa kawa 'kawa naturalna', sztolp 'mankiet koszuli', sznyt 'moda, styl, 
wzór', drachel 'latawiec', presować, rejbować, 'trzeć', szlepować 'zawle- 


7 Dublety mogą być również wieloczłonowe, tzn. obok kilku synonimów rodzi- 
mych mogą występować synonimy obce lub jeden wyraz obcy obok kilku synonimów 
rodzimych i na odwrót. 
8 Por. L. D e r o y, L'emprunt linguistique, Paris 1956, s. 228-232.
>>>
88 


Jerzy Maciejewski 


kać pale szlepą' sztrykować 'robić na drutach', mulśtuk 'wędzidła', decz- 
ka 'makatka', kręplować 'czesać wełnę', razwerk 'maneż', taszlampa 
'lampa kieszonkawa'. Tego rodzaju pożyczki są najczęściej późniejsze 
niż paprzednie i ich napływ związany jest z razwajem przemysłu 
i zwiększającym się addziaływaniem miast na życie wsi. Sprawadzane 
masawa na wieś nawe narzędzia i inne artykuły przemysławe pacią- 
gały za sobą lawinę nawych nazw niemieckich. Nazwy te pazostawały 
jaka jedyne oznaczenia tych przedmiotów. Drogę da systemu leksykal- 
nega tarowała im dwujęzycznaść. Nie była rzeczą konieczną twarzyć 
ich odpawiedników polskich, panieważ były ane pawszechnie zrozu- 
miałe, zostały jedynie przystasowane w mniejszym czy większym sta- 
pniu do palskiega systemu sł.awatwórczega, fleksyjnega i fanetycz- 
nega. 
Germanizacja leksyki dialektu chełmińskiega w wielu wypadkach 
zatrzymała się w stadium przejściowym, czego rezultatem jest istnienie 
w tym dialekcie licznych dubletów wyrazowych polska-niemieckich, 
składających się z nazwy polskiej i niemieckiej tega samego zjawiska, 
czynnaści, pajęcia czy rzeczy. Takie dublety wyrazawe występują 
w różnych działach rzeczowych sławnika tej gwary. Jaka wyrazy po- 
chodzenia niemieckiega występują najczęściej sława zapażyczane 
w ciągu drugiej paławy XIX i pierwszej XX wieku, panieważ w tym 
akresie germanizacja gwary chełmińskiej asiągnęła punkt szczytowy. 
Mażna wyróżnić dwa typy dubletów. W pierwszym z nich pożyczka 
niemiecka funkcjanuje abak pierwatnega wyrazu radzimega (którego nie 
zdołała jeszcze wyprzeć) lub wcześniejszega zapożyczenia niemieckie- 
ga (te astatnie należą da rzadkaści). A ata przykłady tega typu duble- 
tów i grup synanimicznych: kis II zwir, kara II taczka, brendspirytus" 
1/ /Jrandka II okowita, loJszak IIlojJer II warchlak 'prosię', Jazan II bażanek II 
i/leśna kura, szpernalll sworzeń 'gwóźdź łączący przód wazu z tyłem' 
itd. Tega rodzaju dublety lub grupy synonimiczne są w gwarze chełmiń- 
skiej najczęstsze. Drugi typ dubletów związany jest z panawną repala- 
nizacją gwary, która zacźęła się pa roku 1918, pawadując gwałtawne 
zanikanie gwary pad wpływem dialektu kulturalnega. Wyrażała się ta 
w usuwaniu cech rażąćych, przeciwstawiających dialekt językawi lite- 
rackiemu. Za takie cechy w paczuciu mówiących gwarą chełmińską 
uchadziły między innymi wyrazy pachadzenia niemieckiego, a wśród 
nich zwłaszcza zapażyczenia najnawsze, najmniej przyswojone. Zastę- 
powana je wyrazami nawymi, przejętymi z języka agólnapolskiega. 
W ten spasób powstawały dublety, które wyrazy pochadzenia niemiec- 
kiega twarzyły i w dalszym ciągu jeszcze przejściawa twarzą z wyra- 
zami nawymi, przejętymi z dialektu kulturalnega. Ilustracją niech będą 
następujące przykłady: dzbanek II kanka 'dzbanek da mleka', karona II
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


89 


II szpulka li fertelega 'główne koło maneża', zasuwka" szyb erek, nocnik" 
II topek, drapać II kraglować 'uprawiać pole kultywatorem', wiosna II fry- 
jar, szablon II strąk, goździk II nalik, parówka" dampfa 'młocarnia paro- 
wa', zapałka" fajerka, fartuch do pasa II szarc, sprzączka II szpanga, de- 
ra" kOc" deka, kołdra II sztepdeka, firana II gardyna, znaczek" marka, ko- 
siary II kazarny, bijak II ślaga. 
Jak widać z powyższych rozważań, rozpatrywanie wyrazów zapoży- 
czonych w ich stosunku do wyrazów rodzimych na płaszczyźnie syn- 
chronicznej, pozwala prześledzić proces zmagania się gwary rodzimej 
z wpływami obcej leksyki w środowisku dwujęzycznym. 


III 


Cechą gwar ludowych w zakresie traktowania pożyczek z języków 
obcych, w przeciwieństwie do języka literackiego. jest niewątpliwie 
brak (poza wyrazami należącymi do nieodmiennych części mowy) tzw. 
cytatów z języków obcych. Wszelkie elementy obce. występujące 
w dialektach ludowych charakteryzują się zawsze jakimś stopniem 
przy swo 1enia. Pozostaje to w związku z tym. że gwary wchłaniają obce 
elementy wyłącznie z mowy potocznej. Znikomą albo wręcz żadnej roli 
w procesie zapożyczania nie odgrywa tu obraz graficzny wyrazu. Toteż 
w wielu wypadkach jeszcze nie przystosowane pod względem fonetycz- 
nym wyrazy obce bywają włączane do systemu fleksyjnego. Tego typu. 
zapożyczeń z języka niemieckiego znajdujemy wiele w omawianej gwa- 
rze. Stanowią one najnowszą warstwę pożyczek, przeciwstawiającą się 
pożyczkom w różny sposób adaptowanym fonetycznie lub słowotwór- 
czo. Przyjrzyjmy się obecnie bliżej tym sposobom i fazom przyswajania 
wyrazów niemieckich w obrębie poszczególnych kategorii wyrazo- 
wych. 
R z e c z o w n i k i zapożyczone przez gwarę chełmińską z języka 
niemieckiego wywodzą się z rzeczowników niemieckich wszystkich 
trzech rodzajów gramatycznych. W polskim systemie gramatycznym 
gwary funkcjonują one jako rzeczowniki trzech podstawowych dekli- 
nacji polskich: męskiej. żeńskiej i nijakiej. Niekiedy weszły także do 
deklinacji mieszanej. ale są to wypadki odosobnione. np.: kunda 'kolega. 
klient' L. der Kunde (wyraz odmieniający się w liczbie pojedynczej we- 
dług deklinacji żeńskiej. a w liczbie mnogiej według deklinacji mę- 
skiej). Stosunkowo najmniej pożyczek występuje w obrębie polskiej 
deklinacji nijakiej. W procesie zapożyczania wyrazów niemieckich 
przez gwarę polską w wielu wypadkach zmieniły one swój rodzaj gra- 
matyczny. w rezultacie czego do każdej z deklinacji polskich mogą na- 
leżeć rzeczowniki niemieckie bez względu na ich rodzaj gramatyczny
>>>
90 


Jerzy Maciejewski 


w języku rodzimym. O włączeniu wyrazu niemieckiego do tej czy innej 
deklinacji polskiej decydowała przede wszystkim postać zakończenia 
jego mianownika na samogłoskę lub spółgłoskę, w niektórych wypad- 
kach także rodzaj gramatyczny wyrazu polskiego odpowiadającego 
znaczeniowo wyrazowi niemieckiemu, ale to oczywiście tylko wtedy, 
gdy taki wyraz istniał 9. 
Do deklinacji męskiej zostały włączone głównie te wyrazy niemiec- 
kie rodzaju męskiego, które należą do niemieckiej deklinacji mocnej 
i są zakończone na spółgłoskę. Utrzymanie rodzaju męskiego tych rze- 
czowników nie nastręczało żadnych trudności, ponieważ polskie rze- 
czowniki męskie są również zakończone na spółgłoskę. Postać niemiec- 
ka mianownika została tu potraktowana jako temat fleksyjny, a cały 
wyraz włączono do odmiany męskiej. Zjawisko to ma charakter maso- 
wy, toteż widzimy w gwarze chełmińskiej mnóstwo wyrazów fonetycz- 
nie nie przystosowanych, ale odmieniających się zgodnie z polską de- 
klinacją męską: abfal 'odpadki' L der Ablal, cug, -u L der Zug, fylc, 
-u L der FjJz, plac, -u 'miejsce' L der Platz, ,sztof, -u L der Stoff, bygiel 
'wieszak do ubrań' L der Biigel, dudelzak. 'kobza' 
 der Dudelsack, 
szlauch 'wąż gumowy' 
 der Schlauch itd. Rz(')czowniki męskie, które 
w języku niemieckim mają zakończenie -er lub -el, są z reguły włączane 
do systemu wymian morfonologicznych. W przypadkach zależnych gi- 
nie e tematyczne, zgodnie z polską obocznością -e- II -0-, A oto przy- 
kłady: sznyter,-tra 'żniwiarz', L der Schnitter, bygiel,-gla, wynkiel, -kla 
'kąt', L der Winkel, dekel, -kla 'pokrywka' 
 der Deckel, fyrtel, -tla 
'ćwiartka, dzielnica' L der Viertel, ableger, -gra 'łopatka do torfu' L der 
Ableger, wyfel,-fla 'bawół' L der Buffel, koder, -dra 'szmata' L der Kod- 
der, szrub er, -bra L. der Schrubber itd. Najtrudniej pod tym względem 
przystosowują się rzeczowniki osobowe: amt.sforsztejer, -jera 'wójt' L. der 
Amtsvorsteher, bremzer, -era 'hamulcowy', tapsjer; -era 'tapicer', L der 
Tapezier, kuczer, -era 'stangret' L der Kutscher. W odosobnionych wy- 
padkach e zachowuje się także u rzeczowników nieosobwych: tryjer, 
-jera 'młynek do czyszczenia zboża', L der Dreher. Ten brak e rucho- 
mego w zapożyczonych z języka niemieckiego rzeczownikach osobo- 
wych jest także częsty w starszych zapożyczeniach, pod innymi wzglę- 
dami nawet bardzo przyswojonych, a także w ogólnopolskich zapoży- 
czeniach różnego wieku. Pewną chwiejność obserwuje się także w spo- 
sobie przystosowywania wygłosowej spółgłoski do polskiej oboczności: 
dźwięczna - bezdźwięczna. W większości wypadków spółgłoska wy- 


9 Ten moment odegrał tu mniejszą stosunkowo rolę niż przy zapożyczaniu wy- 
razów obcych do dialektu kulturalnego. Por. W. D o r o s z e w s k i, O rodzaju grama- 
tycznym wyrazów obcych w języku polskim [w:] Studia i szkice językoznawcze, War- 
szawa 1962, s. 273-275.
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


91 


głasawa mianawnika traktawana jest jaka spółgłaska etymologicznie 
bezdźwięczna, CO' nie pociąga za sobą wymiany na dźwięczną w przy- 
padkach zależnych: fenyk, -ka 
 der Piennjg, durślak, -ka L. der Dur- 
schlag, podobnie w ogólnopolskim: urlop, -pu L. der Urlaub. Czasem 
dźwięcznaść utrzymuje się: cuk, -gu L. der Zug, szwang, -gu 'rozmach' 
L. der Schwung (ale por. ogp. sz:vank. -ku). Niekiedy wprowadzono 
dźwięcznaść wtórnie: grys, -zu 'kasza manna' 
 der Gries,s. 
Większym stopniem przyswojenia przeciwstawiają się powyższym 
rzeczownikom męskim te rzeczowniki, które oprócz przyjęcia polskich 
końcówek i dostosowania się da systemu wymian morfologicznych ce- 
chują się dodatkowo zmianami fanetycznymi. Zmiany te polegają w za- 
kresie samogłosek na podstawianiu w miejsce niemieckich - różnych 
samogłosek polskich, najczęściej najbliższych brzmieniem lub innych, 
zgodnie z różnymi prawami głosawymi. Dyftongi niemieckie najczęściej 
są zastępowane poprzez pajedyncze samogłoski polskie. W zakresie 
spółgłosek najbardziej typowe sposoby przyswajania fonetycznego wy- 
razów polegają na uproszczeniach grup spółgłoskowych, upodobnie- 
niach pod różnymi względami, metatezach, dyssymilacjach itp. \Vię- 
kszość tych przemian wyrazów opisał Korbutt w pracy: Wyrazy nie- 
mieckje w języku polskim pod.względem językowym i cywilizacyjnym 10. 
A oto przykłady: śpiksz 
 Speicher(spśp, eli, e0, rż, xs ks), 
abcza,s L. der Absatz (zac cas cas - metat, dyssym.), szmuchler 
 
Schmuggler (ggl gl  xl), durślag L. Durchschlag (rxsl rśl) itd. Po- 
życzki gwarowe tej warstwy przeciwstawiają się często ogólnopolskim 
mniejszym stopniem przyswojenia, reprezentując niejako stan nowszy. 
Przejawia się to np. w częstym utrzymaniu twardości spółgłoski wargo- 
wej przed i : nykiel, - ogp. nikiel, iylc - ogp. filc, wynkel - ogp. win- 
kiel, ienyk - ogp. ienik, szpyc - agp. szpic, oraz w licznych pojedyn- 
czych faktach, np.: szołtys - ogp. sołtys L. Schultheiss II Schultheize. 
Dalszy stopień przyswojenia polega na modyfikacji budowy słowo- 
twórczej wyrazu poprzez zastosowanie polskich formantów: dornik 'na- 
rzędzie do wybijania dziur w metalu' 
 der Dom, gryiek 'rysik' 
 der 
GrWel, topek 'nacnik' L. der Topi, draszek 'młócący zboże cepami' 
 
der Dre,scher itd. 
W zasobie leksykalnym gwary chełmińskiej znajdują się również 
rzeczowniki męskie, które zostały zapożyczone z niemieckiej deklinacji 
słabej. Są to rzeczowniki męskie, zakończone w języku niemieckim na 
samogłoskę -e lub na -en. Rzeczawniki na -e, traktowane są albo jaka 
rzeczowniki męskie deklinacji mieszanej, np. kunda L. der Kunde, albo 
po odrzuceniu wygłasawego -e przystasowują się do deklinacji męskiej: 


10 Por. drugie wyd.: G. Kor b u t, Niemczyzna w języku polskim, Warszawa 1935.
>>>
92 


Jerzy Maciejewski 


bursz, -a 
 der Bursche. Rzeczowniki na -en ulegają od razu przyswo- 
jeniu słowotwórczemu, a mianowicie zakończenie -en zostaje odrzucone: 
bal 'gruba deska' 
 der Ballen II Balken, kuch 'placek' 
 der Kuchen, 
rozgart 'zagrodzone pastwisko' .L. der Rossgarten, sztychbelek .L. der 
SUchbalken, bolec .L. der Bolzen 11. Niekiedy zakończenie -en zastępuje 
się polskim przyrostkiem: propek 
 der Pfropfen, drachel 'latawiec' 6 
der Drachen II Drache. ' 
Istnieje w gwarze chełmińskiej spora ilość wyrazów przyswojonych 
z języka niemieckiego, które zostały włączone do deklinacji męskiej, 
mimo że posiadały inny rodzaj gramatyczny w języku niemieckim. Nie- 
które rzeczowniki żeńskie na -e zostały włączone do polskiej deklinacji 
męskiej drogą odrzucenia niemieckiej końcówki: bon 'bób' .L. die Bohne, 
bajc 'proszek do odkażania zboża' 
 die Beize, szarc 'fartuch' .L. die 
Schiirze II der Schurz, cynek 'ząb grabi, broni itp.' .L. die Zinke II das 
Zinken, sztolp 'sztywny mankiet koszuli' .L. die Stulpe II der Stulpen, 
buks 'żelazna tuleja wewnątrz piasty koła' 
 die Biichse (ale por. no- 
wsze byksa 'pudełko blaszane'), śpic 'czubek .L. die Spitze, falc .L. die 
Palze, murlat 'dolna belka w konstrukcji domu' .L. die Mauerlatie, kant 
'brzeg, skraj' .L. die Kante, sznek 'rodzaj wypieku drożdżowego, .L. die 
Schnecke (ale szneka 'maszyna do pompowania wody z rowów'), kastrol 
'rodzaj garnka do gotowania' .L. die Ka,strolle, giskan 'konewka' .L. die 
Giesskanne, zylc 'galaretka z nóżek' .L. die Siilze. Niemieckie rzeczowni- 
ki żeńskie zakończone na spółgłoskę są bardzo licznie włączane do pol- 
skiej deklinacji męskiej. Należą tu przede wszystkim rzeczowniki 
z przyrostkiem -ung: rusztunek 'rusztowanie' .L. die Riistung, fasunek 
'wyposażenie', .L. die PCĄssung, welbunek 'sklepienie' .L. die Wolbung, 
festunek 'forteca' .L. die Pestung, feklejdunek .L. die Verkleidung. Także 
inne wyrazy spółgłoskowe: klapper 'gruchot' .L. die Klapper, haIt .L. die 
HaIt, kapcel .L. die Kapsel. Rzeczowniki złożone z drugim członem -bank 
również włącza się w języku polskim do deklinacji męskiej: szelbqg 
'półka kuchenna' .L. die Schellenbank, ślaban 'zasuwane łóżko, pełniące 
także funkcję ławy' .L. die Schlafbank. Rzeczownik welewant 'ściana 
z gliny' .L. die Wellewand został włączony do deklinacji męskiej bez 
zmiany w temacie. Inne rzeczowniki złożone uległy fonetycznej adapta- 
cji: warstat .L. die Werkstatt, harnatel 'wsuwka do włosów' .L. die 
I-Iaarnadel. Niektóre rzeczowniki żeńskie zostały włączone do dekli- 
nacji męskiej drogą adaptacji słowotwórczej: tafelek 'kostka' .L. die 
Tafel, rejpon 'bicz' .L. die Reitpeitsche (nastąpiło tu silne przyswojenie 
fonetyczne i użycie polskiego przyrostka zgrubiającego: rejtpecz ::::,., 


11 Dla wyrazówsztychbelek i bolec wzorem mogły być polskie formacje z przy- 
rostkami -ek i -ec.
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


93 


rejpon), sztycak 'podpórka' 
 dje Stiitze, szpycant 'cygarniczka; 
 dje 
Spitze. 
Niemieckie neutra przechodzą z reguły do polskiej deklinacji mę- 
skiej, ponieważ w języku niemieckim kończą się one przeważnie na 
spÓłgłoskę. W gwarze chełmińskiej istnieje sporo rzeczowników mę- 
skich wywodzących się z niemieckich neutrów. Należą tu rzeczowniki 
niezłożone: cajch 'materiał' Lo das Zeug, celt 'namiot' Lo das Zelt, glid 
'szereg' Lo das Glied, werk 'mechanizm' Lo das Werk, geszeft 'interes' Lo 
d
s Geschiift, blat 'płaska część kosy' Lo das Blatt, itp. Rzeczowniki ni- 
jakie przechodzące do polskiej deklinacji męskiej podlegają tym sa- 
mym, co i rzeczowniki męskie procesom adaptacyjnym. Rzeczowniki 
więc, które w języku niemieckim kończą się na -er czy -el również tracą 
e w przypadkach zależnych, np.: muster, -ru 'wzór' Lo das Muster, pjn- 
deI, -dla 'tłumok' Lo das Bundei itp. Rzeczowniki złożone przechodzą 
do polskiej deklinacji męskiej wtedy, gdy drugi człon złożenia jako sa- 
modzielny wyraz należy do tej deklinacji. Z reguły więc maskulinami 
są wyrazy z niemieckim -stuck w drugim członie złożenia: fry,sztyk 
'śniadanie' 
 das Fruhstiick, funsztyk 'ciężarek do wagi' Lo das Pfund- 
stiick, kopfsztyk 'rodzaj jarzma' Lo Kopfstiick, mulstuk 'rodzaj wędzidła' 
Lo das Mundstiick, ramsz tyk 'poprzeczna beleczka w ramie okiennej 
 
das Rahmstiick, wachsztyk 'rzecz niepewna, chwiejna' Lo das Wage- 
stiick. Weszły tu także złożenia z wyrazem -tuch w drugim członie: 
szneptuch 'chustka do nosa' 
 das Schneptuch, teptuch 'szmatka do 
zmywania naczyń' Lo Topftuch. Męskie są złożenia z -werk: rozwerk 
'maneż' Lo das Rosswerk. Oprócz tych najczęstszych, do deklinacji mę- 
skiej wchodzą złożenia z różnymi innymi wyrazami w funkcji drugiego 
członu złożenia: sztochmol'otręby' Lo das Stechmehl, bauholc 'budulec' 
..::=: Bauholz, ślachtus, 'rzeźnia' Lo da,s Schlachthaus, szynkwas
 das 
Schenkfass, cyferblat Lo das Zifferblatt, !ryjar 'wiosna' Lo das Fruhjahr, 
maltych 'posiłek' Lo das Mahlzeit (don. niem. moltid). Oprócz tych za- 
pożyczeń fleksyjnych i często fonetycznie znacznie przyswojonych neu- 
trów niemieckich włączonych do deklinacji męskiej istnieje nieco wy- 
razów przyswojonych słowotwórczo: szafljk 'naczynie drewniane' Lo d
s 
Schaffel, drybjnek 'trójnóg' Lo das Dreibejn itp. 
Jak widać z tego przeglądu, pożyczki niemieckie należące do dekli- 
nacji męskiej w polskiej fleksji gwary chełmińskiej są z pochodzenia 
wyrazami niemieckimi wszystkich trzech rodzajów gramatycznych. 
O włączeniu rzeczownika do deklinacji męskiej zadecydowały najczę- 
ściej względy formalne, a mianowicie charakter zakończenia wyrazu 
w mianowniku 1.p. w języku niemieckim. Tylko nieliczne wyrazy za- 
kończone na samQgłoskę zostały włączone do deklinacji męskiej, nawet 
gdy taki rodzaj gramatyczny był im właściwy w języku niemieckim.
>>>
94 


Jerzy Maciejewski 


Wyrazy te w różnym stopniu zostały przyswojone, niektóre tylko flek- 
syjnie, inne fleksyjnie i fonetycznie, jeszcze inne także słowotwórczo. 
Tych ostatnich jest najmniej. 
Rzeczowniki rodzaju żeńskiego, zapożyczone przez omawianą gwarę 
z języka niemieckiego, są z pochodzenia rzeczownikami niemieckimi 
wszystkich trzech rodzajów gramatycznych. Najliczniejszą grupę stano- 
wią tu rzeczowniki, które zgadzają się co do rodzaju z językiem nie- 
mieckim. Wśród nich najczęściej są reprezentowane niemieckie femi- 
nina zakończone na -ej. Rzeczowniki te masowo były włączane do pol- 
skiej deklinacji żeńskiej, a w jej obrębie były traktowane jak rze- 
czowniki samogłoskowe. Proces zapożyczania polegał tu na zastępowa- 
niu niemieckiej końcówki -e przez polską końcówkę -a. Zabieg ten był 
bardzo prosty, toteż każdy żeński rzeczownik niemiecki na -e mógł być 
z łatwością w ten sposób przyswojony. Mamy więc w gwarze chełmiń- 
skieij wiele wyrazów fonetycznie zupełnie nie zasymilowanych, ale od- 
mieniających się według polskiej żeńskiej deklinacji samogłoskowej 
na -a: byksa 'puszka blaszana' L. dje Bilchse, gloka 'klosz' L. dje Glocke, 
kana 'dzban do mleka' 
 die Kanne, itd. Obok nich istnieją także po- 
życzki wykazujące większy stopień przyswojenia: ślaga L. dje Schlage, 
cw ela 'gruba belka' L. dje Schwelle, itd. Niektóre rzeczowniki żeńskie 
zostały od razu przyswojone słowotwórczo, tzn. utworzone jako dery- 
waty od wyrazów niemieckich, które po odrzuceniu -e potraktowane 
zostały jako tematy słowotwórcze, przy czym największą produktyw- 
ność wykazał tu formant -ka: tutka 'torebka papierowa' L. dje Diltte 
li Tilte, taska 'filiżanka' L. dje Tasse, sznytka 'składana kromka chleba' 
L. dje Schnitte, furtka 
 dje Pforte, itd. W przyswajaniu wyrazów zło- 
żonych tego typu odrzuca się niekiedy drugi człon złożenia: dampfa 
'maszyna parowa' 
 die Dampfmaschjne. 
Spółgłoskowe feminina niemieckie z zasady bywają również włącza- 
ne do deklinacji żeńskiej różnymi sposobami. Najbardziej naturalnym 
sposobem jest dodanie w mianowniku polskiej końcówki -a do wyrazu 
niemieckiego potraktowanego jako temat fleksyjny: buchta 'kabina wy- 
borcza' L. dje Bucht, jachta 'polowanie' L. dje Jagd, szychta 'warstwa' 
L. dje Schicht, kama 
 dje Kamm, fechta 'żebranie' 
 dje Fecht. Rze- 
czowniki żeńskie zakończone na -er, -el tracą -e, ponieważ w polskiej 
deklinacji żeńskiej rzeczowniki samogłoskowe w liczbie pojedynczej 
tej oboczności tematu nie wykazują: raszpa 'rodzaj pilnika' L. dje Ra- 
spel (rzeczownik ten bywa zapożyczany jako męski lub jako żeński 
raszpa 1/ raszpel), halpstra 'obroża' L. dje Halster, klaita 'sąg drzewa lub 
torfu' 
 dje Kla1ter, szufla 'łopata' L. dje Schauffel. Słowotwórcze " 
adaptacje spółgłoskowych femininów niemieckich mają na ogół również 
postać polskich femininów samogłoskowych, stanowiących formacje
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


95 


" 


sławatwórcze najczęściej z przyrostkiem -ka: pucmacherka 'madniarka' 
",;; die PutzIDacherin, stebnówka 'radzaj szwu lub igły' ",;; die Stepnaht, 
burtówka 'najniższa część dachu słamianega' ..::::: die Burt, haftka 'rodzaj 
haczyka da adzieży' ",;; die Heft, hekielka 'szydełka da rabienia swe- 
trów' ..::::: die Hiickel. Niekiedy tegO' rodzaju farmacja sufiksalna zastę- 
puje niemieckie złożenie: śpiżarka ",;; die Spesekammer. 
Pracesawi przenikania wyrazów niemieckich da palskiej deklinacji 
żeńskiej tawarzyszą zmiany radzaju polegające na tym, że da polskiej 
deklinacji żeńskiej zostały przystasawane niektóre niemieckie rze- 
czawniki męskie i nijakie. Radzaj i stapień adaptacji jest aczywiście 
różny. Niemieckie rzeczawniki samagłaskawe i spółgłaskawe rodzaju 
męskiegO' lub nijakiegO', włączane da palskiej deklinacji żeńskiej, są tu 
najczęściej rzeczawnikami samagłaskawymi: kawa ..::::: der Kafie, ryfka 
'abręcz na piaście kała' ",;; der Reif, rama"';; der Rahmen, szpada 'rydel' 
L. der Spaten, ,Szwama 'gąbka' ..::::: der Schwamm, zal, zala ..::::: der Saal, 
ząpa 'błata' ..::::: der Sumpf. Należą tu także różnego radzaju zapażyczenia 
sławotwórcze: knobloszka 'kiełbasa czosnkowa' ..::::: der Knoblauch, 
sztyftówka 'rodzaj młacarni' ..::::: der SUft, calówka 'miarka ciesielska' ..::::: 
der ZalI 'cal', rynkarka 'przekupka' ..::::: der Ring. Wyrazy złażone są cza- 
sem przyswajane jaka pajedyncze twary sufiksalne: kas tka 'piórnik' ..::::: 
der Federkasten. 
Także niektóre niemieckie neutra zostały włączone do polskiej de- 
klinacji żeńskiej: zala ",;; das Sofa, locha 'dziura w pończasze' ..::::: das 
Loch, fasa 'duża beczka' ",;; das Fass, giwera 'karabin' ..::::: das Gewehr, 
klejderszafa 'szafa da ubrań' ",;; das Kleiderschafi (dIn. niem.), szora 
'uprząż' ..::::: das Geschirr, sztacheta ",;; das Staket, bandejza 'taśma że- 
lazna' ..::::: das Bandeisen. A oto adaptacje słowatwórcze niemieckich neu- 
trów do polskiej deklinacji żeńskiej samogłoskowej: sztukówka ..::::: dals 
Stilck, rewija 'izba chorych' ..::::: das Revier, ruchelka 'gałązka mirtu' ..::::: 
das Geruch, futryna L. das Futter, fajera 'krążek kuchenny' ..::::: das 
Feuer, waska ..::::: das Fass. Pewna ilość femininów pochodzenia nie- 
mieckiegO' w gwarze chełmińskiej powstała drogą derywacji od innych 
części mowy: duga 'podważanie czegoś ciężkiego i pręt służący da 
tej czynności"';; deuhen " dauhen, drażba 'młacka' ..::::: dra!szować ..::::: dre- 
schen, (draszek 'ten, który młóci' ..::::: j.w.), blerwa 'stara awca' ",;; dIn. 
niem. blarren" blerren 'beczeć', frejka 'brak stałego zatrudnienia' ..::::: 
!rei 'wolny', brajtówka 'młockarnia dająca słamę' ..::::: brej{ 'szeraki', od- 
falga 'adpoczynek, ulga' ..::::: odfolgować, folgawać, ",;; folgen. Czasem 
pawstają wyrazy złażane z polskich i niemieckich rdzeni: szpycrózga 
'szpicruta' . 
Ogólnie należy stwierdzić, że rzeczawniki rodzaju żeńskiegO', zapa- 
życzone przez gwarę chełmińską z języka niemieckiegO', mają swe źró-
>>>
96 


Jerzy Maciejewski 


dło W niemieckich femininach, maskulinach i neutrach. Rzeczowniki 
niemieckie, otrzymujące w języku polskim rodzaj żeński, z reguły są 
włączane do deklinacji samogłoskowej. W rzadkich jedynie wypadkach 
otrzymują postać polskich femininów spółgłoskowych i najczęściej ob- 
serwujemy wtedy wahania co do rodzaju (np.: magiel, dyszel) między 
rodzajem męskim i żeńskim lub co do deklinacji żeńskiej samogłosko- 
wej czy spółgłoskawej (zal, -i II zala, -i). 
Wśród polskich rzeczowników radzaju nijakiego widzimy w gwarze 
chełmińskiej bardzo znikomą ilaść zapożyczeń niemieckich. Jeden tylko 
wyraz ma charakter zapożyczenia bezpośredniego. Jest to mianawicie 
wyraz futro używany tu w znaczeniu nakładki drewnianej na aś wozu. 
\N'ywodzi się an z niemieckiego das Puller. Ten sam wyraz jednakże 
występuje też w złożeniu aksfutro, który oznacza to samo. Wyraz ten 
ma swój wariant w postaci męskiego odpawiednika aksfuter. Tak więc 
i tu tendencja da traktowania tego słowa jako wyrazu rodzaju innego 
niż nijaki daje znać a sobie. Inne neutra z rdzeniem niemieckim są już 
formacjami wtórnymi, utworzonymi na gruncie języka polskiego od 
zapożyczonych czasowników niemieckich: sztukowanie 
 sztukawać L. 
Stiick, grysowanie 'pozdrowienie' L. grysować 
 grilssen, ladowonie L. 
ladować 
 laden, dekowanie 
 dekować L. decken, sztychlowanie L. 
sztychlować L. stecheln, itd. Ten całkowity niemal brak zapożyczeń ro- 
dzaju nijakiego tłumaczy się zapewne tym, że rzeczowniki nijakie w ję- 
zyku niemieckim najczęściej kończą się na spółgłaskę, podczas gdy 
deklinacja nijaka ma w języku polskim charakter samogłoskowy, toteż 
brak było szerszej podstawy ilościowej w postaci sporej ilości niemiec- 
kich neutrów odpowiadających w prosty sposób pOlIskim neutrom, by 
mogła się rozwinąć tendencja włączania rzeczowników niemieckich do 
deklinacji nijakiej. Neutra niemieckie mianowicie były na ogół włą- 
czane do deklinacji męskiej lub żeńskiej. Nie stanowił tu również ja- 
kiegoś bodżca rodzaj naturalny, bo na aznaczanie istot niedorosłych 
w gwarze chełmińskiej używa się formacji męskich z przyrostkiem 
-ak 12. 
Warto jeszcze kilka słów poświęcić rzeczownikom zapożyczonym, 
należącym do kategorii pluralia tantum. Niemieckie rzeczowniki tej ka- 
tegorii zachowują najczęściej ten charakter: klamoty 'rupiecie' L. die 
Klamotten, ale w wielu wypadkach następuje przystasowanie pod tym 
względem wyrazu niemieckiego używanega w języku niemieckim w obu 
liczbach gafle 'widły do kartofli' L. die Gabel, cęgi L. die Zange itd. 
Powyższy przegląd rzeczowników zapożyczonych z języka niemiec- 


12 Por. H. T u r s'k a, W sprawie rzeczowników typu "cielak", SI avia Occidentalis 
19: 1948, s. 190
202.
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


91 


kiego przez gwarę chełmińską wykazał, że najbardziej charakterystycz- 
nymi cechami procesu zapożyczania rzeczowników z języka niemiec- 
kiego przez gwarę polską w środowisku dwujęzycznym są: 
1) zmiany rodzaju gramatycznego, 
2) likwidacja rodzaju nijakiego wyrazów zapożyczanych, 
3) regulacja rodzaju zapożyczenia według charakteru wygłosu wy- 
razu zapożyczanego w ten sposób, że rzeczowniki zakończone 
n.a spółgłoskę w większości wchłaniane są przez deklinację mę- 
ską, a rzeczowniki zakończone na samogłoskę - przez żeńską 
deklinację samogłoskową, 
4) poczucie rodzaju gramatycznego nawet u ludzi dwujęzycznych 
odgrywa mniejszą rolę niż wyczucie kategorii morfologicznych, 
które w procesie zapożyczania odgrywa rolę donioślejszą, 
5) pierwszą fazą przyswajania jest w gwarze faza fleksyjna, za któ- 
rą idzie dopiero faza fonetyczna i słowotwórcza. 
C z a s o w n i k i niemieckie są licznie reprezentowane w zasobie 
leksykalnym gwary chełmińskiej. Najpowszechniejszym sposobem ich 
przyswajania jest tworzenie od niemieckich podstaw słQwotwórczych, 
polskich czasowników z przyrostkiem -ować. Najczęściej tą podstawą 
słowotwórczą jest niemiecki czasownik. Tak powstałe wyrazy łatwo 
przyjmują rozmaite przedrostki, dzięki którym jednolicie zapożyczone 
czasowniki różnicują się pod względem aspektu. Zapożyczenia te na 
ogół charakteryzują się nieznacznym stopniem asymilacji fonetycznej. 
A oto nieco przykładów: od-cechować 'oznaczyć' oL. zeichen, Jaszować 
'gasić' 
 lOschen, (s)futrować 'karmić' 
 filitem, pod-,sztycować 'po- 
deprzeć' 
 unterstiltzen, itd. Niekiedy podstawą dla utworzenia takiej 
formacji nie był czasownik niemiecki, ale zapożyczony rzeczownik, np.: 
ze-śrubować oL. śruba oL. die Schraube, zortować L zorta 
 die Sorte, 
żagować 'piłować' oL. żaga oL. die Siige, sznekować 'wylewać wodę z ro- 
wu specjalną pompą' 
 szneka oL. die Schneke, Justować 'dogadzać' oL. 
die Lust, wysztygować się 'o zbożu: wyschnąć stojąc w mendlach' oL. 
sztyga L die Stiege, hauzerować 'przebywać często w czyimś domu, 
zadomowić się' L das Haus, fedrować 'uginać się oL. das Feder 'spręży- 
na', odfangować 'uderzyć z rozmachem' 
 der Fang oL. fingen, przero- 
stawać 'przegarnąć ruszta w piecu' oL. rosta oL. Rost 'ruszt a' , skadrować 
się 'zniszczyć się' oL. Kodder, s-kopr-ować się 'połączyć się, sprząc się' 
 
der KoppeJ 'pas', roz-knypować 'rozdzielić nożem' oL. knyp oL. Kneip, 
ketować ,zamykać' oL. die Kette. Podstawą słowotwórczą bywa czasem 
przymiotnik: od-fertyk-ować 'załatwić' oL. Jertyk oL. Jertig. 
p r z y s łów k i na ogół przeszły wprost z języka niemieckiego. Ja- 
ko wyrazy nieodmienne mogły być używane bez jakiegokolwiek przy- 
swojenia po prostu jako cytaty: dUICh 'stale, przez', Jurt 'precz' 
 fort, 


7 - Filologia Polski VI
>>>
98 


Jerzy Ma.ćiejewski 


grab 'zwarcie' Lo grob, sztram 'sztywno, w napięciu.
 6 sttam, knap 'za 
mało' 6 kriap, Ibryk "nazbyt' 6 ilbrig, curyk 'z powrotem' ..c. zurr-ilck, 
fertyk 'gotowe' Lo ferUg, fejn 'dobrze' .L fein, dychtyk . 'sporo' 6 
tilchUg, rychtyk 'właściwie' 6 richUg, fest, feste 'mocno' Lo fest, dycht 
'zupełnie' o ..:::::: dicht, lus 'lużnO'6 lose. W roli przysłówków występują 
także niektóre rzeczowniki niemieckie: gwałt 'dużo' (por. pol. gw.: siła 
'dużo') Lo Gewalt, oraz wyrażenia przyimkowe: na kaht 'sztorcem' 6 
Kant. 
Niektóre z tych przysłówków funkcjonują także jako nieodmienne 
p r z y m i o t n i k i: sztram, fertyk, fejn, rychtyk, fe,st, lus, co jest 
zgodne z językiem niemieckim, gdzie np.: klar 'jasny, jasno'. Przysłówki 
niemieckie stanowią czasem podstawę słowotwórcżą dla przymiotników, 
utworzonych przy pomocy polskich formantów: fertyczny 'zdrów' 6 
fertyk 6 ferUg, dubeltowy 'podwójny' 6 dubelt, dychtowny 'zbity, 
zwarty' Lo dicht, klarowny 'nie zmącony' Lo klar. Inne przymiotniki 
o niemieckich rdzeniach, występujące w gwarze chełminskiej, powstały 
już na gruncie polskim drogą derywacji od rzeczowników pochodzenia 
niemieckiego:. wynklowy Lo wynkel, sztychlowy Lo sztechel, szwamo- 
waty 6 szwama, szpadowaty 'szpotawy' 6 Spath, kańczasty 6 kań- 
ciast y 6 kant, fefermencowy 'miętowy' Lo fefelmenc Lo Pfeffelminze, 
farbisty Lo farba 6 die Farbe, reńtowny 'wołowy', o mięsie: 6 reń- 
towina Lo Rindf1eisch, morasowaty Lo maras 'błoto' 6 Morast, szlamo- 
waty 6 Schlamm, kaflowy 6 kafel 6 Kaffel. Najliczniejszą grupę sta- 
nowią jednak; przymiotniki pochodzenia niemieckiego, utworzone od 
zapożyczonych czasowników jako formacje odczasownikowe: drekslo- 
wany 'toczony' Lo drekslować, szlabrowaty 'mazisty' 6 schlabbern, zor- 
gowny 'zapobiegliwy' Lo zorgować Lo sorgen, skopIowany 'sprzężony' Lo 
skoplować 6 Koppel, wypolstrowany 'wyściełany' Lo wypolstrować Lo 
polstrować 6 pol,stern, zafestowany 'umocowany' 6 zafestować 
 fest, 
zastobowany Lo z.astobować 6 stopfen, filowany 'nadziewany' Lo fylo- 
wać 6 filllen, itd. . 
Zapożyczone z języka niemieckiego przymiotniki są na ogół formac- 
jami pochodnymi. Nieliczne tylko z nich są prostymi zapożyczeniami. 
Najczęściej występują one wtedy także w roli przysłówków. 


IV 


Wprowadzone do gwary chełmińskiej wyrazy pochodzenia niemiec- 
kiego nie naruszyły w niczym polskiego systemu fonetycznego i morfo- 
100gicznego. Polska gwara zachowała w całej pełni swe zdolności asymi- 
lacyjne, co świadczy ojej żywotności. Wyrazy niemieckie podporządko- 
wane polskiej gramatyce i fonetyce w wielu wypadkach zachowały
>>>
o zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmińskiej 


99 


swe obce piętno, toteż obecnie gwara z łatwością się od nich uwalnia, 
wprowadzając na ich miejsce ogólnopolskie odpowiedniki lub zapomina- 
jąc te, których desygnaty zanikły wraz z minionymi stosunkami etnicz- 
nymi, społecznymi i politycznymi. 


Jerzy Maciejewski 


GERMAN BORROWINGS IN THE CHEŁMNO DIALECT 


Summary 


The German borrowings in the Chełmno dialect have not been studied as a se- 
parate question. The author discusses lexical borrowings mainly of the most recent 
layer. The first chapter deals with the role of German borrowings in the lexical stock 
of the dialect. In some cases German borrowings pushed out Polish synonyms, in 
others they function side by side with Polish synonyms and sometimes they do 50 
as names of objects or ideas unknown before as the only names of these objects and 
ideas. The German borrowings are now being superseded by new Polish words which 
are temporarily their synonyms and wilI, in time, push the most shocking,ones out 
of the lexical stock of the dialect. In the second chapter the author studies in what 
way different word categories (nouns, verbs, adjectives, adverbs) are assimilated by 
the Polish flexion and the word-forming system of the dialect. During the assimilation 
the grammatical gender often changes, the liquidation of the GeTmal1 neuter gender 
takes place. In the borrowing proces s the feeling for morphological categories is of 
main importance (vowel or cOlIsonant endings of German words), therefore German, 
nouns which end in a consonant are included in the masculine decIension in Polish, 
while nouns ending in a vowel - in the vowel feminine declension. The gramillatical 
gendeT and associations of meaning play a less important part. At the end the aut- 
hor comes to the conclusion that the German influence on the Chełmno dialect was 
very superficial which is the reason why this dialect has perfectly preserved its Po- 
lish character.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE - ZESZYT 17 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Katedra Filologii Polskiej 
Uniwersytetu Mikolaja Kopernika 


Krystyna Kallas 


TRZY LUDOWE ZJAWISKA STYLISTYCZNE 
W TWORCZOŚCI TEOFILA LENARTOWICZA 


Twórczość Teofila Lenatowicza nie doczekała się dotychczas nauko- 
wej monografii t, niemniej jednak w istniejących szkicach poświęco- 
nych temu poecie autorzy zwracają uwagę na ludowość jego utworów, 
Uwagi te mają charakter ogólnikowy, zwłaszcza nieliczne opinie o stylu 
Lenartowicza oparte są na impresjach. Celem mojego artykułu jest zba- 
danie kilku wybranych cech językowych utworów tego poety wywodzą- 
cych się z poetyki pieśni ludowej. 
O znajomości ludu zadecydował bieg życia Lenartowicza: dzieciń- 
stwo spędzone na Mazowszu, a w młodości wędrówki po KujawacI1, 
Kurpiach, Poznańskiem, Krakowskiem i Łużycach. Również pobyt 
w Warszawie w kręgu czołowych ludomanów epoki, przyjaźń z Kazi- 
mierzem W. Wójcickim i Romanem Zmorskim pogłębiły jego zaintereso- 
wania folklorem. 
W twórczości Lenartowicza spotykamy utwory oparte na ludowych 
motywach nie tylko polskich, lecz i ukraińskich, białoruskich, serbskich, 
słowackich, a nawet włoskich. Poeta ten w listach, pracach krytycznoli- 
terackich i utworach poetyckich niejednokrotnie wypowiadał się na te- 
mat społecznego znaczenia i wartości artystycznych literatury ludo- 


1 Praca H. B i e g e l e i s e n a, Lirnik mazowiecki, jego życie i dziela w świetle' 
nieznanej korespondencji poety, Kraków 1913, jest przestarzała i nie odpowiada dzi- 
siejszym wymaganiom. Jedynym nowszym opracowaniem twórczości poety jest wstęp 
napisany przez J. N o w a k o w s k i e g o do Wyboru poezji T. Lenartowicz, wyd. II, 
BN I 5, s. III-CLXXIII.
>>>
]02 


Krystyna KaUas 


'o/ej oraz na. temat ludowości własnych utworów. Przytoczę tylko jedną 
z wypowiedzi, $'Yiadczącą, o żywęj u Lenartowicza świadomości właści- 
wości artystycznych swej poezji: "Lata moje od dzieciństwa. do trzyna- 
steg0' roiku przeszły mi na wsi, wP0'śród nędzy i to są lata mojej poe- 
tycznej szkoły. W polu, u pastuchów bydła, uczyłem się estetyki pol- 
skiej, u profesorów, z którymi razem w dołkach kartofle piekłem" 2. 
Szereg tomów oraz poszczególnych wierszy opatrywał on tytułami, pod- 
tytułami i przypisami, wskazującymi na ludową genezę czy adres czy- 
telniczy utw0'rów. Wszystkie te przesłanki historycznoliterackie uspra- 
wiedliwiają P0'szukiwania stylistycznych cech pieśni ludowej w twór- 
czości Lenartowicza. 
W wYP0'wiedziach na temat języka poezji ludowej opieram się na 
istniejącej literaturze naukowej 3 oraz na obserwacji analogicznych zja- 
wisk w pięciu tomach Mazowsza Kolberga. Wybór mój padł na ten 
zbiór pieśni ze względu na powiązania Lenartowicza z tym regionem: 
wspomniane wyżej dzieciństwo, w młodości udział w wyprawach ludo- 
znawczych mających na celu zbieranie materiałów folklorystycznych, 
przede wszystkim w wyprawach etnograficznych Oskara Kolberga 4. 
Współpraca z Kolbergiem nie ograniczała się zresztą do tych wspól- 
nych wędrówek, o czym świadczy Król pasterzy. Obrazek z życia ludu 
wiejskiego napisany w l-m akcie przez T. Lenartowicza. Muzyka O. Kol- 
berga, wydany w Warszawie w r. 1859. 
W artykule tym omówię trzy właściwości stylistyczne wywodzące 
się z poetyki pieśni ludowej, a mian0'wicie deminutywy, paralelizm tzw. 
ludowy oraz pewien typ powtórzeń. W analizie zwracam uwagę na 
zbieżności z językiem pieśni ludowej, a także na modyfikacje, jakim 
ulegają te tropy stylistyczne 'w poezji Lenart0'wicza. 


2 Wypowiedż pochodzi z korespondencji Lenartowicza, tutaj cytowana za H. B i e- 
g e l e i s e n e m, op. cit., s. 4. 
3 J. S. By s t roń, Artyzm pieśni ludowej, Poznań 1921; K. M o s z Y ń s k i, 
Kultura JudowaSłowian, Kraków 1939; S. C z e r n i k. Stare zloto. O polskiej pieśni 
ludowej, Warszawa 1962; J. M a g n u s z e w s k i, wstęp do tomu Czeska i slowacka 
pieśń ludowa. Wybór, BN II 122. 
4 J. N o w a k o w s k i, op. cit., s. XIII pisze o Lenartowiczu w ten sposób: 
"Prawdopodobnie odbywał u boku Kolberga wędrówki po Mazowszu", podczas gdy 
jest dowód na te wędrówki, a mianowicie wypowiedź K o l b e r g a umieszczona we 
wstępie do Mazowsza: "Taką to wędrówkę czterodniową z Warszawy do Czerska 
odbyliśmy w Zielone Świątki r. 1841 w towarzystwie śp. Józefa Konopki, śp. Walen- 
tego Zakrzewskiego i śp. Emila Jenikiego. Takie też i w następnych latach, zwracając 
'się w inne Warszawy i Pr.agi okolice, razem z T. Lenartowiczem, śp. Norwidem, 
:śp. Ign. Komorowskim, jak niemniej z malarzami; W. Gersonem, śp, Karolem Marko- 
nim i śp. bratem moim Antonim; - żej\.!ż zamilczymy o wycieczkach w późnieJszym 
dokonywanych czasie". (strony nieliczoowane).
>>>
Trzy ludowe zjąwiska' stYlistyczne 


103 


II 


Sposoby tworzenia zdrobnień i spieszczeń przez Lenartowicza przy- 
pominają formacje hipokorystyczne, występujące w polskiej pieśni lu- 
dowej. A więc interesujący mnie autor zdrabnia wyrazy przy pomocy 
sufiksów w języku ogólnopolskim nie używanych lub rzadko stosowa- 
nych: 
-aszek. U Lenartowicza spotykamy: chlebaszek PWP86 w. 2 5 , mło- 
dziaszek Chorągiew w. 226, s, 136, nieboraszek Popiel w. 565, s. 29, 
ogieniaszek PWD23 w. 26, robaszek PWP44 w. 1, strzelaszek 'strzelec' 
Zaleskiemu w. 14, s. 153, młodzieniaszek Trzy pierścienie w. 233, s. 124, 
Niemiaszek Popiel w. 565, s. 29; por. M: krogulaszek III, 312 w.l, 
młodzienia,sek II, 215 w. 6, nieborasek III, 426 w. 13; 
-eniek, -eńka, -eńko, -eńki 6 Len: wołacz bateńku!: Taj bateńka do- 
bre bude! Szopka w. 1342, s. 66, wołacz sokoleńku! Jagoda w. 608, RN, 
s. 160, wołacz zJotniczeńku! Złoty w. 17, s. 58, chateńka Doczynek 
w. 72, s. 316, dzieweńka Tęsknota w. 12, s. 195, Dwie w. 19. s. 74, 
sieroteńka Jagoda w. 143, L, s. 102, służeńka Dwie w. 17, s. 74,zorzeń- 
ka Dwie w. 17, s. 74, zazuleńka Niemcewicz w. 5, s. 91, lateńko Lato w. 4, 
s. 179, wroteńka Zabawa w. 209, s. 48, mileńki Zgon w. 9, s. 275; por. M: 
ogr.ódeniek V, 319 w. 1, ptaszeniek V, 256 w. 16, roczeniek V, 344 w. 7, 
byliczeńka II, 276 w. 1, dzieweńka V, 324 w. 4, kalineńka V, 328 w. 11, 
nowineńka III, 312 w. 5, ruteńka V, 278 w. 23, rzecenka II, 129 w. 1, 
sieroteńka V, 250 w. 11, służeńka III, 294 w. 13, wojeneńka V, 328 w. 19, 
ziziuleńkQ II, 276 w. 21, liceńko V, 330 w. 20, oceńko V, 246 w. 6, 810- 
neńko V, 259 w. 4, wineńko II, 129 w. 4, celwieneńki V, 234 w. 10, 
zieleneńki II, 129 w. 4; 
-ulo, -ula. Len: tatulo Młynarz w. 47, s. 62, ojczulo Bitwa w. 639, 
s. 25, dziadulo Wiecznie w. 68, s. 37, matula Zachwycenie w. 59, s. 239, 
Dziewczyna w. 16, s. 70; por. M: tatulo III, 305 w. 10, synulo III, 549 w 3, 
zadulo V, 313 w. 44, matula. II, 10 w. 2, mamula V, 328 w. 35, ciotula II, 
50 w. 21, dziewula III, 538 w. 12, kumula II, 256 w. 7, babula V, 323 
w. 17, buziula V, 206 w. 11, wdowula III, 464 w. l; 


5 W całej pracy dla przykładu podaję tylko jedną, a zupełnie wyjątkowo, więcej 
lokalizacji na dany fakt językowy. 
6 Zdrobnienia utworzone przy pomocy tego formantu występują na pograniczu 
ukraińsko-białoruskim, nie przekraczają Wisły w kie'runku zachodnim. (Z. K I e m e n- 
s i e w i c z, T. L e h r - S P ł a w i ń s k i, S. U r b a ń c z y k, Gramatyka historyczna 
języka polskiego, Warszawa 1955, s. 232). L. K a c z m a rek, Sposoby spieszczeń 
w wielkopolskiej pieśni ludowej. J.P. XXI, s. 144, natomiast pisze, że w wielkopolskiej 
pieśni ludowej występują tego typu formacje celem odświeżenia wartości uczuciowej 
spieszczeń.
>>>
104 


Krystyna Kallas 


-lllinka, Len: matulinka PWD26 w. 11; por. M: mamuleńka V, 214 
w. 23, matulinka II, 38 w. 5; 
-uszek, -uszka, -uszko: Len: dzjaduszek Popiel w. 158, s. 9, ojcuszek 
PWD16 w. 3, sjerotuszka PWD31 w.1, oczu.szko PWD16 w. 1, dzjatuszki 
Popiel w. 588, s. 48; por. M: cypusek 'czepeczek' IV, 356 w. 16, mjodu- 
sek IV, 41'7 w. 26, ogrodusek IV, 282 w. 2, pjerśdonuszek V, 317 w. 126, 
zamuszek V, 31'7 w. 128; 
-ynek: Len: tatynek PWL14 w. 6; 
-yneczek: Len: tatyneczek PWL30 w. 1; 
-yszek 7: Len: chłopy,szek Chata w. 33, s. 204; 
-yś: Len: chłopyś Prawdziwy w. 21, s. '78. 
Właściwą poezji ludowej kumulację przyrostków zdrabniających 
spotykamy bardzo często w utworach Lenartowicza. Kilkakrotnie znaj- 
dujemy u niego deminutywy utworzone przez dodanie sufiksu -kj, oko 
po raz drugi do przymiotników i przysłówków 8: njewjelkzkj Król ko- 
wal w. 113, s. 62, daleczko PWW28 w. 26, njedaleczko 
ról pasterzy 
w. 34, s. 9; por. M: daleckj IV, 406 w. 16, głębockj III, 408 w. 36. A oto 
właściwe skumulowane przyrostki deminutywne: 
-jneczka: Ka,sineczka PWL21 w. 15; 
-jneńka: dziecineńka Kolęda w. 8 s. 93; 
-ulenjek, -uleńka: ojczulenjek Popiel wol058, s. 51, matuleńka Po- 
piel w. 628, s. 32; 
-usjeczka: matu,sieczka A pamiętasz? w. 23, s. 61; 
-usjenjeczka: dokolusienieczka Z wygnania w. 20, s. 244; 
-usjeńka, -usieńkji -usjeńko: matusjeńka Popiel w. 616, s. 31, podo- 
bniusieńki Król w. 69, s. 36, widniusieńko Popiel w. 291, s. 16. 
Lenartowicz stosuje znany pieśni ludowej sposób odświeżania war- 
tości uczuciowej deminutywów, poprzez zamianę sufiksów. Spotykamy 
więc: 
-ek zamiast -ik: listek 'liścik' Powrót w. 33, s. 199; por. M: warkocek 
II, 1 '71 w. 26, listecek 'liścik' II, 265 w. '7; 
-ik zamiast -ek: kłosik Gadanie w. 10, s. 192, mrozik A pamiętasz'? 
w. 58, s. 62, pa,sik Zabawa w. 112, s. 46, Mazur w. 24, s. 66, rzędzik 
'rządek' Sędziowie w. 906, s. 229, wozik Zabawa w. 68, s. 44, wróblik 
Jagoda w. 428, RN, s. 155; por. M. brudzik III, 564 w. 58, grobik V, 324 
w. 9, miesiqcyk V, 208 w. 5, owcarzyk III, 430 w. 4, pasik II, 150 w. 16, 
pawik IV, 211 w. 4, włosik II, 1'71 w. 24, wolik IV, 303 w. 9, zadzik IV, 
340 w. 8, zajęczyk V, 351 w.24, wozi czek V, 254 w. 6. 


7 Sufiks charakterystyczny dla Polski północnej: Wielkopolski, Pomorza Ma- 
zowsza, zob. Z. K l e m e n s i e w i c z, op. cit., s. 220. 
8 Zob. L. K a c z m a rek op. cit., s. 145.
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


105 


To samo zjawisko zauważyć można w części wyżej wymienionych 
deminutywów utworzonych przy pomocy formantów -uszka, -eńka za- 
miast -eczka: sierotuszka, sieroteńka zamiast bardziej zleksykalizowanej 
formy sieroteczka. 
Inny, szerszy niż w języku ogólnopolskim jest u Lenartowicza za- 
kres stosowania sufiksu -ę: biesię Popiel w. 87, s. 6, bożę Popiel w. 973, 
s. 48, kowalę Bitwa w. 273, s. 13, szwabię Popiel w. 139, s. 9, żaczę Na 
wierzbę w. 43, s. 119. Na szczególną uwagę zasługuje forma drzewię 
PWW3 w. 2, ponieważ analogiczne spieszczenia wyrazów nieżywotnych 
przy pomocy sufiksów tworzących kategorie żywotne spotykamy w pie- 
śni ludowej 9. 
Charakterystyczny dla Lenartowicza, a zgodny z tendencjami pol- 
szczyzny ludowej, jest zasób nazw deminutywnych odnoszących się 
do różnych dziedzin rzeczywistości. Pierwszą klasę znaczeniową two- 
rzą zdrobnienia nazw z zakresu przyrody, a więc nazwy ciał niebie- 
skich: sloneczko PWL33 w. 1, miesiqczek Sierota w. 12, s. 44, zorzeńka 
Dwie w. 17, s. 74; nazwy opadów: śnieżek PWW38 w. 11, s. 52, deszczyk 
Ballada w. 15, s. 219; nazwy pór dnia: dzionek Mazur w. 40, s. 67, 
nocka Przywitanie w. 4, s. 102; nazwy topograficzne: góreczka PWL23 
w. 2, rzeczka Czego w. 14, s. 164, strużka Z wygnania w. 14, s. 243, dróż- 
ka Zostań w. 5, s. 61; nazwy związane z roślinnością: gaik PWW36 w. 1, 
lasek Jagoda w. 179, L, s. 103, łqczka PWW30 w. 9, trawka Branka 
w. 598, s. 25, murawka PWL15 w. 3, rutka Przygrywka w. 64, s. 8, lipka 
PWD32 w. 22, galqzeczka Kurpie w. 22, s. 168, kwiateczek PWW9 w. 29, 
listeczek Lilia w. 19, s. 137, ogródeczek Branka w. 291, s. 14, sadeczek 
PWW38 w. 2, jabłoneczka PWL26 w. 5, jabłuszko PWL26 w. 20, psze- 
niczka PWL4 w. 1, żytko Abecadło w. 93, s. 230, sianko Koń w. 93, 
s. 172; nazwy związane ze światem zwierzęcym: ptaszek Smutny w. 5, 
s. 105, golqbeczka Kochanka w. 8, s. 323, golqbek Niewiasta w. 43, s. 284, 
kukułeczka PWL4 w. 19, zazuleńka Niemcewicz w. 1, s. 91, przepiórecz- 
ka Przepiórka w. 1, s. 37, slowiczek Zaproszenie w. 39, s. 191, sówka 
Jagoda w. 195, RN, s. 147, piórko Jagoda w. 130, L, s. 102, skrzydełko 
Lilia w. 31, s. 138, pszczólka. Zaprosiny w. 7, s. 12, rybk,a Szopka w. 529, 
s. 36, bydelko PWD23 w. 29, owieczka Zgaduj w. 3, s. 76, krówka Mazur 
za wołami w. 90, s. 144, wolek Król pasterzy w. 48, s. 10, koniczek Hułan 


9 Zob. L. K a c z m a rek op. cit., s. 145. 
Oto kilka formantów zdrabniających, spotykanych w Mazowszu, a nie używanych 
w języku ogólnopolskim ani przez Lenartowicza: -aśka: kochaśka III 527 w. 4; -ichna: 
koz.chna II 345 w. 2: -ońka: służońka V 336 w. 6; -u szczek, -uszczko: kamiuscek 
V 208 w. 18, słoniuscko III 306 w. 2. Na uwagę zasługują również spieszczenia 
liczebników: dwojeczko: A któż nas tcm obudzi, Dwojeczka młodych ludzi? II 194 w. 
21-22; obojecko: Eędziemy się obojecko Dorabiać chieba. III 256 w. 7-8.
>>>
106 


Krystyn,a Kallas 


w. 1 PZH, s; 18, konik Przywitaniew. 4, s. 102, Przygrywka .w.l03, s. 10, 
Zuraw w. 36, s. 284, Ballada w. 3'1, s. 219 i z koniem związane: siodełko 
Dzwonek w.138, s. 316, uzdeczka Mały w. 26. s. 112, podkóweczka Nad 
grobem w. 5, s. 150. 
Drugą klasę znaczeniową tworzą zdrobnienia nazw zWiązanych 
z człowiekiem, a więc deminutywne nazwy pokrewieństwa: mateńka 
Jagoda w. 71, L, s. 97, matuchna Wiecznie W. 51, s. 36, matula Zachwy- 
cenie w. 39, s. 238, matulka Branka w. 127, s. 8, matuś Tęsknota w. 23, 
s. 196, tatulo Młynarz w. 21, s. 61, zonka ':lonka' Mazur w. 27, s. 66, 
córeńka Dzwonek w. 249, s. 320, córuś PWL15 w. 4, dzieciqtko Zabawa 
w. 186, s. 48, dziecię PWD31 w. 16, Złoty w. 11, s. 57, sieroteńka Jagoda 
w. 153; L, s. 102, sierotka PWD32 w. 25, sieroluszka PWD31 w. 24, sio- 
strzyczka PWD16 w. 5, braciszek Jagoda w. 100, L, s. 98; nazwy ludzi, 
tworzone ze względu. na pełnioną przez hich funkcję: służeńka Dwie 
w. 17, s. 74, służka Szopka w. 781, s. 45, parobeczek Zabawa w. 53, s. 44; 
nazwy związane z ciałem ludzkim: główka PWW38 w. 15, liczko PWP79 
w. 2, oczkio Jagoda w. 440, RN, s. 155, rqczka PWW38 w. 16, nóżka 
PWL14 w. 9, juszkJa Stary w. 130, s.149; nazwy strojów: trzewiczek 
Lilia w. 34, s. 138, koszuleczka PWD29 w. 6, sukmanka Szopka w. 1380, 
s. 67, pasik Mazur w. 24, s. 66; nazwy napojów: piwko Branka w. 170, 
s. 9, winko Szopka w. 846, s. 48, miodek Branka w. 170, s. 9; nazwy zwią- 
żane z miłością: kochaneczka Doczynek w. 4, s. 313, serduszko Komu 
w. 2, s. 16, wianeczek Niewiasta w. 16, s. 283, Komu w. 1, s. 76 - obok 
wianka Smutny w. 24, s. 106; nazwy związane z wojną: wojenka Hułan 
w. 61, EN, s. 66, Bitwa w. 328, s. 14, szabelka Jagoda w. 191, L, s. 104, 
Doczynek w. 73, s. 316, bitewka Cesarz w. 19, s. 214, armatka Wiersz 
w. 51, s. 313, fuzyjka Zaleskiemu w. 13, s. 153, karabelka Bończa w. 13, 
s. 229, szpadka Wrogi W. 12', CO, s. 19, zbroiczka Wielki w. 95, s. 155; 
nazwy związane ze śmiercią: nieboszczyczek Popiel w. 732, s. 36, trupek 
Lilia w. 1'1, s. 140, skrzynka 'trumna' Kalina w. 19, s. 120, trumienka Duch 
w. 22, s. 64, grobek PWD13 w. 7, kurhanek Trzy w. 5, s. 186, mogiłka 
W imionniku w. 24, s. 98, cmentarzyk Król w. 490, s. 48 oraz inne 
nazwy, nie spotykane w polszczyznie literackiej, a częste w pieśni lu- 
dowej: karczemka Mazur za wołami w. 102, s. 145, taneczek Zabawa 
w. 149, s. 47 10 . 
Osobliwością poezji ludowej na tle języka ogólnopolskiego są spie- 


10 W Mazowszu krąg leksykalny tych zdrobnień jest ,znacznie szerszy, spotykamy 
bowiem również następujące naZWY: karczmareczek V 315 w. 89, karczmarecka III 
409 w. 17, gorzałecka V 282 wolO, trunecek V 320 w.36, pijacek III 409 w. 4, hulani- 
cek: Nie wjele-ć tam było Hulanicka mego - Godzin dwie z wiecora Az do dnia 
białego. V 282 W. 21-24.
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


107 


szczenia abstraktów 11, np. IOzumeniek MV, 264w. 38, irasunecek MIlI, 
324 w. 15, cnoteńka MV, 212 w. 10, niewoleńka MV, 341 w. 6, swywo- 
lińka MV, 361 w. 13, urodzieńlwMV, 234 w. 11, porzqdeczek MV, 204 
w. 12. Lenartowicz spieszcza również abstrakty: myśleńka Satyr w. 237, 
s. 116 Sj.łka 'wiele' Hej w. 34, s. 200, ani wiadku: Coś ci w oczach się 
powije, Jak, co, kiedy? - anj wiadku Jagoda w. 266-267, RN, s. 149, 
pocieszka Grajki w. 135, s. 294, wesółko 'radość' Popiel w. 962, s.47, 
porzqdeczek PWL18 w. 2, senek PWL36 w. 1. 
Oto jeszcze kilka niezwykłych spieszczeń Lenartowicza: narodek 
Widzieć w. 5, s. 267, ludek Trzy pierścienie w.176, s. 121, ziomka 'zie- 
mia' PWDI0 w. 7, ważka 'waga' Jagoda w. 815, RN, s. 166, kotewka 
'kotwica' Błogosławiona 
. 197, s. 261, oraz: w pieszki 'pieszo' Cesarz 
w. 524, s. 233, ciszkiem Abecadło w. 112, s. 231; por.: bieżkiem 'biegiem' 
MV, 291 w. 1. 
W poezji ludowej daje się zauważyć zjawisko, które można by 
nazwać leksykalizacją, albo lepiej konwencjonalizacją deminutywów. 
Polega ono na tym, że spotykamy hipokorystyczne formy wyrazów, 
których zabarwienie stylistyczne jest zdecydowanie ujemne, np. bru- 
dzik: Wam nóżki umyję, Ten brudzik wypiję. MIII, 564 w. 57-58, wesz- 
Jw: Po twojjm sukmanku Weszkj igrajq. MIV, 200a w. 19-20, zadzjk: 
l kieckę zgubiła, Zadzjkiem świeciła. MIV, 340 w. 7-8, zadulo: Pocho- 
wali Maćka Keni nie potrzeba, Buziulq do ziemi, Zadulem do nieba (jak 
upiora). MV, 313 w. 41-44, hyclik: Zebrało się w nowej karczmie wiele 
rzemieśnika, I namówili do państwa od psów hyclika. MTV, 217 w. 31- 
32, kaC'ik: Idzie kacik w czerwieni, Ona za nim w zieleni. MV, 336 
w. 17-18, zdradni czek: Ej ty Jasieńku, Wielki zdradniczek; Wypas Kasi 
rutę Jak pastewniczek. MV, 254 w. 29-32, skódnjcek: A ten konicek 
VIiielki skódnicek, Zjad ci mnie ruteńkę I pastewnicek. MV, 278 w. 21- 
24, dłuzek: Przepiłem mój płuzek, I z[obiłem dłuzek. MIl, 64 w. 22-23. 
Innym przejawem konwencjonalizacji deminutywów jest fakt, że 
spotyka się je w kontekstach, które, naj ogólniej to określając, wska- 
zują na ujemny stosunek uczuciowy do zjawisk, o których mówi się 
w sposób hipokorystyczny, np. G o r z a ł e c k a kiedy (kieby) olej, Zsa- 
dzi óna ojca z roli. M III , 515 w. 5-6, Oj wywabię, wywabię Z k a r- 
c e m k i kochanie, Da niech go nie maluje Synkarka na ścianie. MIlI, 
516 w. 5-8, P a r o b e c k u zadundały, nie będq cię dziewki chciały. 
MIlI, 454 w. 1. 


11 L. K a c z m a rek w wyżej wzmiankowanym artykule (s. 144) wspomina o lu- 
dowych spieszczeniach tworzonych od wyrazów, które ich w polszczyźnie literackiej 
nie urabiają, lecz wymienia tylko kilka deminutywów, a mianowicie utworzone od 
krwi, wody, niedzieli, kobiety i ręki. Nie jest zrozumiała obecność dwóch ostatnich 
wyrazów W tej grupie, natomiast brakuje wielu faktycznie osobJiwy;ch.
>>>
108 


Krystyna Kallas 


Leksykalizacji hfpokorystyków dowodzi również fakt, że pojawiają 
się one W wypowiedziach podmiotu lirycznego o samym sobie, np. 
Chciałem wejść, pukałem, Nie chciałaś otworzyć, Musiałem g ł o w e ń- 
k ę mą Na progu położyć. MIlI, 262 w. 1-4, Wyjdź do mnie kochanko, 
Pociesz moje s e r d e ń k o. MIlI, 326 w. 17-18, Bodajze ja kar c e k 
złomał Jadący od ciebie. MIl, 142b w. 11-12. 
Zjawisko konwencjonalizacji deminutywów zauważamy r.ównież 
u Lenartowicza. Objawia się ono w spieszczaniu wyrazów o ujemnej 
wartości uczuciowej: kałek: Oj, żebyś mnie w miejską służbę Miała 
matko dać, To mnie lepiej w kałek za wsią Prosto ze lnem kładź. PWL31 
w. 1-4, obrączka 'kajdany': Kajdanami, obrączkami Poprzerzynał białe 
nogi, Książę w. 98-99, s. 129, dybik: Niechże mi te Ostrowczyki przy- 
noszą daninę, Bo dybiku im napędzę, jeśli sam popłynę. Popiel w. 122- 
123, s. 8. 
U Lenartowicza, tak jak i w pieśni ludowej, pojawiają się dyso- 
nanse między spieszczeniem a kontekstem: Brnęła, - brnęła, - utonęła! 
A macocha zaś mówiła: Nie żal mi tak s i e r o t e c k i, Jak mi żal jej 
koszuleczki. PWD25 w. 5-8, o Niemcu, z którym walczy Piastowicz: 
Będzie on tu straszył o c z k i e m, aż mu je wyłuszczę. Popiel w. 788, 
s. 40, Oj niemieckie ty nasienie! za twoje pogróżki Niechno ja się ciebie 
czepię, natoczę ci j u s z k i. Popiel w. 751-752, s. 38, Oj, kar c z e m- 
k a mimo woli, Nie jednego wygna z roli. PWP71 w. 1-2. 
Zwracają również uwagę zdrobnienia używane w stosunku do doro- 
słych mężczyzn, np. Stary ojciec nieboszczyczek, Był staruszek czystych 
l i c z e k. Stary w. 343-344, s. 146, Uśmiechy zginą I l i c z k o zblednie, 
Będziesz samotny. Zgaduj w. 61-63, s. 79, Oto celne wystrzały, Oto 
stary jak szyje. R ą c z k ę zdolną tak grzmocić, Toż by warto uzłocić. 
Stary myśliwy w. 81-84, s. 125, Jak ja, dożyjesz ośmiudziesiqt l a t e k. 
Prawdziwy w. 32 s. 78. 


III 


W literaturze poświęconej twórczości Lenartowicza spotykamy uwa- 
gi o doniosłej roli, jaką w utworach tego poety odgrywa paralelizm lu- 
dowy. 
Pierwszą część paralelizmu stanowi wizja przyrody, na którą u Le- 
nartowicza składają się motywy typowe dla pieśni ludowej: szum lasu, 
gaju, łóz nadrzecznych, szum dębiny i brzeziny, oblatujący liść, zapach 
pokoszonej łąki, płacząca wierzba nad strumieniem, szeleszczący po 
liściach wiatr, oraz motywy ornitologiczne: zazuleńka, kukułka, kruk, 
kraczące wrony, ptak gubiący złote piórko. Spotykamy także motyw 
płynącej wody, gwiazdę wschodzącą, a innym razem blednącą zorzę
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


109 


.. 
Niektóre z tych motywów mają znaczenie symboliczne zarówno u Le- 
nartowicza, jak i w poezji ludowej. 
Podczas gdy w literaturze ludowej często' nie można doszukać się 
sensownego związku między z.estawionymi elementami paralelizmu, 
U, Len,artowicza związek ten jest zawsze uchwytny. Polega na 
tym, że obraz przyrody sugeruje niemal zawsze ton uczuciowy wypo- 
wiedzi. Nastrój ten tylko wyjątkowo jest radosny, jak w wierszu 
Kurpie: 


Szumi gaj, szumi gaj, 
Szumi gałązeczka, 
Wolny duch, wolny kraj, 
A z Moskali - sieczka. 
w. 45-49, s. 169 


lub w Bitwie Racławickiej w. 201-210, s. 10, gdzie autor zestawia obraz 
wschodzą
ej zorzy z pojawieniem się Kościuszki i pobudką do powsta- 
nia. 
Zdarza się, że obraz przyrody służy do oddania grozy sytuacji, jak 
np. w Bc1lladzie - parafrazie znanej pieśni ludowej o pani, co zabiła 
pana i Lilii Mickiewicza: 


Jadą bracia, w bór jadą, 
Lecą kruki gromadą. 
w. 250-..251, s. 229 


lecz w olbrzymiej większości wypadków obraz przyrody sugeruje at- 
mosferę smutku i melancholii, np. 


Dąbrowa zielona, łąka pokoszona, 
Łąka zapachniała, dusza posmutniała. 
Smutny w. 1-2, s. 105 


Ten ton uczuciowy wypływa z różnych powodów, a więc sieroctwa: 


Zaszumiały łozy, 
Rozlały się rzeki, 
Umarł ojciec, matka, 
Sierota-m na wieki! 
PWD22 w. 1-4 


i w innych wierszach: Jagodzie w. 151-154, L, s. 101-102 i Sierocie. 
Inną przyczyną smutku jest tęsknota za bliskimi osobami: 


Oj, przeleciał ptaszek, złote piórko zgubił, 
Już tych dawno nie ma, co ja ich polubił. 
Smutn¥ w. 
, s. 105
>>>
110 


Krystyna KallaS 


Często przyczyną tej atmosfery jest zaduma nad mijaniem czasu, 
nad wspomnieniami młodości, jak w wierszu Przywitanie: 


Zaszumiały bory, zaszumiały lasy, 
Gdzieście się podziały moje młode czasy 
w. 1-2, . 102 


oraz w cytowanym już wierszu Smutny, a także w PWW39 w. 1-4, D3 
w. 1-12. 
Paralelizm Lenartowicza różni się od ludowego inną treścią tego 
członu, który przedstawia zjawiska ze świata ludzkiego 12. Treścią tą 
obok refleksji nad przemijaniem życia bywają uczucia patriotyczne. Tak 
jest w wierszu Niemcewicz, Słowacki, Szopen, w którym paralelizm 
przewija się przez cały tekst (tu przytaczam tylko początek): 


Oj, zakukały trzy zazuleńki w gaiku, 
Oj, posmutniały trzy śrebrne gwiazdki w strumyku, 
Oj, poszumiała brzezina biała wisząca, 
Oj, zapłakała ojczyzna cała cierpiąca. 
w. 1--4, s. 91 


oraz w dwóch wyżej przytoczonych utworach: Kurpiach i Bitwie Racła- 
wickiej. Innym, nie ludowym zestawieniem jest paralelne ukazanie po- 
wrotu ptaka do gniazda, a z drugiej strony niedoli wygnańca, jak 
w wierszu Dumka wygnańca, s. 124. 
Na szczególną jednak uwagę zasługuje pojawiająca się u Lenarto- 
wicza tradycyjna słowiańska przecząca odmiana paralelizmu. Autor za- 
przecza stanowi metaforycznemu na rzecz faktycznego: 


Nie mała ptaszyna gniazdka sobie szuka. 
Nie siwa kukułka w ciemnym boru kuka, 
Z miłym bratem siostra rozmawia z daleka. 
Brat w. 1-3, s 66 


oraz drugi przykład, ciekawy o tyle, że w nim wyjątkowo u Lenarto- 
wicza związek międ
y obydwoma elementami paralelizmu opiera się 
na wrażeniu wizualnym: 


Na pagórkach śniegi leżą, 
Po dolinach wody bieżą, 
Po zagonach kwitną maki, 
To nie maki, a Czumaki, 
Z Krymu biezą, ryby wiezą. 
Pieśń W. 1-5, s. 70 


12 J. N O W a k o w s k i, op. cit., s. CL V, pisze, że paralelizm staje się "metodą 
artystyczną służącą ekspresji lirycznej w utworach leżących poza sferą »ludowości« 
w sensie węższym...";
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


111 


W tomie Piosnki wiejskie dlaochronek spotyka się kilka poetyckich, 
nastrojowych paralelizmów ludowych, olbrzymią przewagę liczebną zdo- 
bywa jednak pewna szczególna ich odmiana. Jak sam tytuł zbioru 
wskazuje, utwory te' zostały przeznaczone dla dzieci. Właśnie z adresu 
czytelniczego wypływa dydaktyzm, często bardzo natrętny, umieszczo- 
nych w tomie wierszyków. Odrębność stosowanych tu paralelizmów 
wypływa także.z ich. funkcji dydaktycznych. Związek między obrazami 
przyrody a treścią ze stosunków ludzkich zaczerpniętą narzuca się bar- 
dzo silnie. Nie ma wprawdzieiniędzy nimi związku przyczynowego (tak 
jak zresztą nie ma go w paraleIizmie . ludowym) , nie ma też fOl1IIla1nego 
znaku porównania, alece'l zestawienia jest oczywisty: jest nim zobrazo- 
wanie, a ,przez to udostęp;nienie i utrwalenie małym czy.telnikom pewnej 
prawdy. Różnicę między tym środkiem stylistycznym, a klasycznym 
paralelizmem ludowym najlepiej ukaże przykład: 


Co najmilsze w kalince? 
- Ze ma białe kwicie, 
Ze stać lubi w dolince, 
W dolince nad życie. 


Co najmiIsze w dziewczątku? 
- Ze się czysto nosi, 
Ze się tuli' w zakątku, 
Oczek nie podnosi. 


PWW35. 


IV 


Ogólnie znana jest olbrzymia rola, jaką w pieśni ludowej odgrywają 
powtórzenia leksykalne, powtórzenia schematów syntaktycznych oraz 
refreny. Również w twórczości Lenartowicza spotykamy bogactwa róż- 
nych rodzajów powtórzeń pełniących ważne funkcje artystyczne. W pra- 
cy tej zwrócić chcę uwagę na jeden nie zauważony dotychczas u Le- 
nartowicza ich typ, interesujący z tego względu, że geneza jego jest 
czysto ludowa. Chodzi tu o powtórzenia, w których elementem powta- 
rzającym się jest przyimek, rozdzielający epitet i wyraz określany, 
a więc najczęściej rzeczownik i przymiotnik, jak np. w Mazowszu: 
A kied .śtanjem na sqd boski, Jaki to twój wianek cićmzki! Zadlzq łytki 
pod kalany, Za tw ó j w i a n e k, z a lU c i a n y. III, 315 w. 13-16, 
lub dwa rzeczowniki, np. A z a J a s i e ń k i e ro, z a z d l a j c q W se- 
:kiu koni gania. III, 386 w. 105-108. 
Dokładniejsze zbadanie tego zjawiska wykazuje, że elementem pow- 
tarzającym się mogą być również inne części mowy, a więc zaimek, np. 
Powiadam ci raz, Komu wianek das, A teD wianek lawendowy, Co na
>>>
112 


Krystyna Kallas 


gławie mas? T a b i e J a s i e ń k u, T a b i e n a j m il s y. III, 256 w. 
9-14, M a j a M a r y s i u, M a jaj e d y Ii a, Chtó
z cię na ta niewali. 
III, 302 w. 7-9, lub połączenie przyimka i zaimka, a czasem i spójnika, 
np. O m n i e s i e r a c i e, a m n i e u b a g i e j Nie zapaminaj. III, 
244 w.15-16, A w t y m j a war z e, a w t y m z i e l a n y m Trzej 
ptakawie siedziała. III, 374 w. 3-4. 
Elementem powtarzającym się w ten spasób może być liczebnik, np. 
Niech an idzie, niechaj przydzie, Łózecka usłane, T r z y p a d u s k i, 
t r z y j e d wab n e Łzami nakrapiane. III, 337 wariant s. 254 w. 21-24, 
a nawet czasawnik, np. P a s ł a p a k a n i k a, P a s J a p a w r a n e g a. 
Ul 540 w. 5-6, P a t n ę g J ó weń k ę, p a t n ę n a d a b n ą, p a t n ę 
p r e c. III 311 w. 10, P a w i e d z m i d z i e w c y n a, p a w i e d z m i 
j e d y n a: KtO' u ciebie bywał, kiedy mnie nie była? III, 279 w. 1-2. 
Ten nie spatykany w polszczyżnie literackiej typ powtórzeń paja- 
wia się częsta i w różnarodny sposób w utworach Lenartawicza styli- 
zowanych na ludO'wo. U niego, tak jak i w poezji ludowej, powtarzający 
się przyimek rozdziela różne części mawy, a więc rzeczownik i przy- 
miotnik, np. A koniki bujane, Bije piana na pianę, O d d a l e k i e j a d 
d r a g i, Srebrne, złate as t rogi. Ballada w. 37-40, s. 219-220, A n a s t a- 
l a c h n a c i s a w y c h, Na falerzach bursztynawych Będzie leżał ko- 
łacz pszenny. Szopka w. 1451-3, s. 69-70, U m a r z
, u s z e rak i e- 
g a, U Dunaju głębakiega, Oj, idą dwaj pastuszy. Grajki w. 1-3, s. 289, 
Zajeździłem kania w drodze D a d z i e w c z y n y, d a n i e w i e r n e j. 
Książę w. 42-43, s. 127. Powtarzający się przyimek rozdziela dwa rze- 
czO'wniki: O b r a t a w e j a s z y j ę, Złaty pas się awije. Ballada 
w. 242-3, s. 229, O j, n a d D u n a j u n a d wad a m i, Bili się Turcy 
z Polakami. Sen w. 1-2, s. 54. 
Powtarzający się przyimek maże również rozdzielać rzeczownik i za- 
imek, np. A p r z y c h a c i e, p r z y a n e j, Owdzie dąbek zielany. 
Grajki w. 254
5, s. 298, a także rzeczownik i liczebnik: I dziad z w i a s- 
ki, Już z t r z e ci e j, Idzie budzić Was dzieci. PWW5 w. 13-16. 
Paza przyimkiem, który jest najczęstszym środkiem pawtarzają- 
cym się, w funkcji tej magą również występawać zaimki, np. I pamię- 
tam każdą chatę, Każdą karczmę, w której grają, I t e s rak i t e s r a- 
k a t e, CO' tam z płatów przefruwają. Caś w. 126-9, s. 192, a także 
czasownik, np. W y j d ź ż e d z i e w c z y n a, w y j d ź c z a r n 0'- 
b r e w k a, Nim miesiąc w las się schawa. Dwie w. 5-6, s. 73, Z a- 
c h ó d ź s łań c e, Z a c h ó d ź s k r z ą c e Złacistą karoną. PWL34 
w.1-3.
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


113 


v 


Wpływy języka pieśni ludawej na twórczaść Lenartawicza nie agra- 
niczają się da tych trzech zjawisk stylistycznych, które paruszyłam 
w tym artykule. Aby wyczerpać zagadnienie należałaby szczegóława 
zbadać sławnictwa i frazealagię .zarówna Lenartawicza, jak i pieśni 
ludawej, należałaby przeprowadzić analizę spasabów obrazawania, kam- 
pazycji językawej wierszy araz ich budawy wersyfikacyjnej, cO' wy- 
kazałoby meliczny charakter wielu utwarów Lenartawicza, niemniej 
analiza tych trzech wywodzących się z pieśni ludawej zjawisk pazwala 
na wyciągnięcie wniasków na temat zbieżnaści między językiem Le- 
nartawicza a językiem pieśni ludawej, araz wykazanie pewnych mo- 
dyfikacji, jakim ulegają te środki stylistyczne w ujęciu Lenartawicza. 
Ludawy jest u niegO' sposób twarzenia zdrobnień, a więc stasawanie 
przyrostków w języku agólnapO'lskim nie używanych lub rzadka spa- 
tykanych, kumulacja przyrastkÓw, zamiana sufiksów utartych przy da- 
nych wyrazach celem ich adświeżenia. Deminutywy u Lenartawicza 
pOljawiają się w tych samych kategoriach znaczeniawych cO' i w paezji 
ludawej, a częsta są to inne kategarie niż w języku ogólnopalskim, 
przede wszystkim chadzi tu a spieszczenia abstraktów. Zarówna w paezji 
Lenartawicza, jak i ludawej zachadzi zjawiska kanwencjanalizacji zdro- 
bnień. 
Pajawiający się częsta w twórczaści Lenartawicza paralelizm ad- 
znacza się pewnymi cechami, które gO' różnią ad paralelizmu klasycz- 
negO', ludawegO'. A więc związek między wizją przyrady a sytuacją li- 
ryczną jest zawsze u Lenartawicza wyraźnie uchwytny i palega na tym, 
że abraz przyrody sugeruje tan uczuciawy utwaru, i ta na ogół tan 
smutku i melanchalii. Część paralelizmów Lenartawicza różni się ad 
ludowych inną treścią tego, człanu, który przedstawia zjawiska ze świa- 
ta ludzkiegO'. Treścią tą bywa refleksja nad mijaniem czasu araz uczu- 
cia patriatyczne. 
Analogiczny jak w poezji ludowej jest u Lenartawicza sposób paw- 
tarzania przyimka, zaimka i czasownika razdzielającega epitet i wyraz 
akreślany. 
Wpływ paezji ludowej na twórczość Lenartawicza patwierdza pa- 
wyższa analiza zjawisk językowych. 


SKRÓTY ZRÓDEŁ 


M I-V 


- Mazowsze. Obraz etnograficzny skreślil O s kar K o l b e r g, t. I-V, 
Kraków 1885-1890, np. MIII 564 w. 58 - Mazowsze, t. III, nr 564, 
wers 58. 
- Teofil Lenartowicz. 


Len 


8 - Filologia Polski VI
>>>
114 


PZ I i II 


co 
Szop 
L 
PWar 58 I i II 
Król pasterzy 
NL 
PW 


PPoz63 I i II 
SZ 
EN 
WP I-IV 
RN 
PLw95 I i II 


Krystyna KaUas 


OSOBNO WYDANE TOMY LENARTOWICZA 


_ Polska ziemia (w obrazkach), cz. I, Kraków 1848, cz. II, wydanie 
II pomnożone, Poznań 1850; 
- Cztery obra1óY, Kraków 1848; 
- Szopka, Wrocław 1849; 
- Lirenka, Poznań 1855; 
- Poezje w dwóch częśdach, Warszawa 1858; 
Król pasterzy. Obrazek z życia ludu..., Warszawa 1859, 
- Nowa lirenka, Warszawa 1859; 
_ Piosenki wiejskie dla ochronek z Przygrywkq, Poznań 1862, np. 
PWW38 w. 12 - Wiośnianka nr 38 wers 12, L - Letnica, D - 
Dumka, P - Przyśpiewka; 
- Poezje, Poznań 1863 (w dwóch tomach); 
Ze starych zbroic, Lwów 1870; 
_ Echa nadwiślańskie, Poznań 1872; 
_ Wybór poezji, Kraków 1876 (w czterech tomach); 
- Rytmy narodowe, Lwów 1881; 
_ Poezje, wyd. pośmiertne, Lwów 1895 w dwóch tomach. 


ALFABETYCZNY SPIS WIERSZY, Z KTÓRYCH POCHODZĄ CYTATY 


A pamiętasz? PLw95 II, s. 60; Abecadło - Abecadło wiejskie, WP I, s. 225; Ballada, 
SZ, s. 218; Bitwa - Bitwa Racławicka, WP III, sol; Błogosławiona, WP I, S. 253; 
Zaleskiemu - Bohdanowi Zaleskiemu na jubileusz od MazurÓw przemowa, PLw95 II, 
S. 153; Bończa, Wp' II, S. 229; Branka, WP IV sol; Brat - Brat j siostra, PWar58 II, 
s. 66; Bywało, WP II, S. 321; Cesarz, WP III, s. 211; Chata - Chata pod śniegiem, 
WP III, s. 201; Chorągiew - Chorqgiew słowiańska do grobu św. Cyryla w Rzymie, 
PLw95 I, s. 125; Coś - Coś tam o Kurpiach, L, S. 185; Czego - Czego nam potrzeba, 
NL, s. 163; Doczynek - Doczynek do picśni "Hej tam na górze", WP II, S. 313; 
Duch _ Duch sieroty, L, s. 63; Dumka - Dumka wygnańca, L, s. 123; Dwie - Dwie 
zorze, NL, S. 73; Dziewczyna, L, s. 69; Dzwonek, WP I, S. 309; Grajki - Grajki wę- 
drowne, WP l, s. 287; Hej - Hej, Boże!, RN, s. 199; Hułan, PZ II, S. 18; Hułan, EN, 
s. 63; Jagoda, L, s. 93; Jagoda, RN, S. 141; Kalina, L, s. 119, Kochanka - Kochanka, 
siostra i matka, WP II, s.323, Kolęda, PPoz63 II, S. 93; Koń - Koń przyjaciel, WP II, 
S. 171, Komu - Komu wianeczek?, PWar58, II S. 76; Król kowal, PLw95 I, S. 57, 
Król _ Król u szlachcica na weselu, RN, S. 34; Kurpie, WP II, s. 167; Lato, L, s. 179; 
Lilia _, Lilia i dąb, WP I, s. 135; Mały - Mały światek, WP I, s. 111; Mazur, PZ I, 
s. 66; Mazur za wołami, L, s. 139; Młynarz, PZ I, 5.60; Na wierzbę, PLw95 II, S. 117; 
Niemcewicz - Niemcewjcz, Słowacki, Szopen, PZ II, S. 91; Niewiasta - Niewiasta 
i święte pielgrzymy, WP I, S. 283; Nad grobem - Nad grobem E. Wasilewskiego, 
PLw95 II, sol50; Satyr - O satyrze albo leśnym mężu, Jana Kochanowskiego po- 
wierniku, PLw95 I, s. f 07; Popiel - O królu Popielu j o myszach, PLw95 1. S. 3; 
Pieśń _ Pieśń ukraińska, PWaf 58 II, S. 70; Powrót - Powrót z wyprawy, SZ, s. 198; 
Prawdziwy - Prawdziwy sierota, PLw95 II, S. 77; Przepiórka, PZ I, s. 37; Przygryw- 
ka _ Przygrywka do Piosenek wiejskich, PW, S. 5; Przywitanie, pz II, s. 102; Sędzio- 
wie _ Sędziowie ateńscy, PLw95 II, S. 173; Sen - Sen króla Jana, PZ II, s. 54; 
SIerota, PWar58 II, S. 44; Smutny, NL, s. 105; Stary - Stary Józef skrzypkę stroi, 
WP I, S. 143, Stary myśliwy, EN, s. 121, Tęsknota, WP I; s. 195; Trzy pierścienie, 
SZ, s. 114; Trzy - Trzy piosnki Padury, RN, s. 184, W imionniku, NL, s. 97; Widzieć 
Neapol, PLw95 I, s. 26, Widzieć - Widzieć raz jeszcze, ale nie Neapol, PLw95 I,
>>>
Trzy ludowe zjawiska stylistyczne 


115 


s. 269; Wiecznie - Wiecznie to samo, L, s. 33; Wielki - Wielki hetman, SZ, s. 151; 
Wiersz - Wiersz za. przesłaniem ziemi ojczystej z grobów poległych w r. 1848, 
PLw95 I, s. 311; Książę - Wyjątki z baśni p.n. Książę na Ostrogu, WP IV, s. 123; 
Gadanie - Z kalety dziada[...] gadanie ptasie, RN, s. 192; Z wygnania, WP II, s. 243; 
Zabawa - Zabawa w karczmie w roku 1831, PZ I, s. 42; Zachwycenie, WP I, s. 235; 
Zaprosiny, PZ II, s. 12; Zaproszenie, RN, s. 190; Zgaduj - Zgaduj zgadula, PZ II, s. 76; 
Zgon - Zgon Marka królewicza, SZ, s. 275; Złoty - Złoty kubek, L, s. 57; Zo
tań _ 
Zostań, dziewczyno! NL, s. 6(; Zutaw, WP II, s. 281. 


Krystyna Kallas 


THE POPULAR STYLISTIC FIGURES 
IN THE POETRY OF LENARTOWICZ 


Summa.ry 


The objekt of the artiele is to examine a few seIected Ianguage charakteristics 
found in the poetry of Lenartowicz and deriving from the folk song, viz. diminutives, 
so-calIed popular paralIelism and a certain type of repetition. Literary-historie pre- 
misses fulIy justify a seaI1ch for folklore, influences on the work of this poet. Lenar- 
towicz knew and appreciated popular poetry, which is made elear both in his bio,- 
graphy - his participation in Kolberg's folklore trips aII over Mazowsze is of parti- 
cula!l' importance - and in his theoretical views' on folk art and folklore in his own 
poems. 
The way in which Lenartowicz forms diminutives and endearing form s reminds 
uS,of the hypocoristie formations known in the Polish folk song. He makes diminu- 
tives by means of suffixes whieh are not used or rarely sa in standard Polish (-aszek, 
-eniek, -eńka, -eńko, -eńki, -ulo -ula, -ulinka, -uszek, -uszka, -uszko, -ynek, -yneczek, 
-yszek, -yś). There are also diminutives characteristic of the folk song forffied by 
adding the suffix -ki, oko for the second time to the adjectives and adverbs. 
A frequent cummulation of suffixes is also typical of the folk song (-ineczka, -ineńka, 
-uleniek, -usieczka, -usienieczka, -usieńka, -usieńki, -usieńko). His diminutives appea!f' 
in the same categories of meaning as in the folk poetry: names referring to the life 
of nature, names of family relationships, parts of the body, elothes and drinks, names 
connected with war and love and endearing diminutives of abstri'.ct nouns. Both in 
the folk poetry and in Lenartowicz's work we can watch the process of conventiona- 
lizing the diminutives which consists in the buiIding of hypocoristic fOlms from 
words which show a pejorative stylistic colouring ar which occur in the contexts 
pointing to a negative emotional attitude towards facts expressed in a hypocoristic 
manner. 
Popular parallelism which consists in a direct connexion between a vision of 
nature and a lyrical si.tuation, often appears in the poetty of Lenartowicz. The rela- 
tion between these two members of the paralIelism is always elear (in contrast to the 
folk poetry) and consists in that the picture of nature always suggests the, emotional 
tone of the expression and nearly always it is the tone of sadness and melancholy. 
Some of the poet's parallelisms diffeI from the popular ones by he content of that 
member which presents human life. It is ofteD a ref1exion about the passing of tiffie
>>>
116 


Krystyna KalIas 


or an expression of patriotic feelings. In the volume Piosenki wiejskie dla ochronek 
(VilIage songs for orphanages) the paralIeIism fulfilIs a didactic function, its object 
is to picture a certain moral ta'uth to children, which lowers the artistic value 01 the 
poems. It is interesting to note that Lenartowicz also introduces a negative variety 
of paralIelism. 
The third styIistic figule derived from folk poetry is a preposition, pronoun or 
verb separating the epithet from the word defined (e.g. na stołach, na cisowych). 
Allthese three stylistic figU!res prove the influence 01 the Polish Iolk song on the 
PQetry 01 Teofil Lenartowicz.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
!,\AUKI HUMANISTYCZNO.SPOŁĘCZNE - ZESZYT 11 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Zespołowa Katedra Literatury Polskiej 
Uniwersytetu Mikołaja Kopemika 


Bronisław N adol,ski 


TEATR SZKOLNY GIMNAZJUM TORUŃSKIEGO 
W XVII i XVIII WIEKU 


L NIE NAPISANE DZIEJE TEATRU SZKOLNEGO 1 


Nie doczekał się dawny teatr szkolny w Polsce monograficznego 
opracowania i trzeba będzie na nie długo jeszcze poczekać. 
Istnienie teatru szkolnego daje się dostrzec od czasów Odrodzenia 
i Reformacji, kiedy stał się jednym ze środków nauczania i wychowa- 
nia. Niejakie jego początki widzimy w Akademii Krakowskiej, około 
r. 1520, kiedy młodzież akademicka wystawiała pod kierunkiem baka- 
łarza Stanisława z Łowicza sztuki o tematyce antycznej. Ale potem giną 
ślady istnienia tego krakowskiegO' teatru szkolnegO' i dopiero w XVII 
wieku znowu się z nim spotykamy. Nic pewnego powiedzieć się nie da 
o teat.rze szkolnym gimnazjum Lubrańskiego w Poznaniu. Tu wskazuje 
się na osobę humanisty Krzysztofa Hegendorfera, autora szkolnych ko- 
medii, którego Ludj de duobus adolescenUbus et de sene amatore znane 
były z edycj
 krakowskiej z r. 1525, na kilka więc lat przed jego przy- 
byciem do gimnazjum w Poznaniu, gdzie, jak wiadomo, uczył w latach 
1529-1539 2 . Na twórcę teatru szkolnego w Polsce wyrósł chyba do- 
piero humanista holenderski Wilhelm Gnaphaeus, rektor i organizator 
humanistycznego gimnazjum w Elblągu, autor szeregu komedii szkol- 
nych, w tym Acolastusa, rzeczy o synu marnotrawnym, która obiegła 


1 Praca niniejsza referowana była 10 grudnia 1964 na połączonym zebraniu Ko- 
misji Filologicznej Towarzystwa Naukowego w Toruniu i Oddziału Towarzystwa 
Literackiego im. A. Mickiewicza. 
2 Wobec braku wiadomości o wystawianiu komedyj Hegendorfera w teatrze 
szkolnym w Poznaniu, a nawet istnieniu tam takiego teatru, wydaje się rzeczą 
dziwną ogłoszenie jego komedii przez Lewańskiego w ramach Dramatów staropolskich.
>>>
118 


Bronisław Nadolski 


sceny wszystkich teatrów szkolnych za Renesansu i pewną wziętością 
cieszyła się także na gruncie polskim. Gnaphaeus dał w Elblągu wiel- 
kie, w duchu Jak najbardziej odrodzeniowym widowisko szkolne pt. 
Triumf wymowy (Triumphus Eloquentiae), wystawiał też inne sztuki. 
O jego pracy w teatrze szkolnym jesteśmy wcale dobrze zorientowani, 
gdy chodzi o ogólne spojrzenie, braknie nam natomiast informacji bar- 
dziej szczegółowych. W każdym razie jego Morosophus nie jest żadnym 
ośmieszeniem Kopernika, co ci i owi badacze przypuszczali, w komedii 
nie ma w istocie żadnych aluzji odnoszących się do znakomitego astro- 
noma 3. 
Jakieś liczniejsze i pewniejsze wiadomości o teatrach szkolnych po- 
chodzą dopiero z połowy XVI wieku. Wiodą nas one do Lwowa, a jesz- 
cze pewniej i wcześniej do Gdańska i do Torunia. Benedyktowi Herbe- 
stowi, rektorowi szkoły katedralnej we Lwowie w latach 1555-1558, 
zawdzięczamy wiadomość o wystawianiu tam po łacinie komedyj Te- 
rencjusza i Plauta. W parę lat póżniej spotykamy się z istnieniem teatru 
szkolnego w założonym w r. 1558 gimnazjum w Gdańsku. Tu drugi 
z kolei jego rektor Henryk MoHer, zatrudniony w latach 1560-1567, 
miał w zwyczaju wystawiać komedie Terencjusza po łacinie i jakąś 
sztukę biblijną po niemiecku. Sam on tę informację zostawił, ogłosił też 
drukiem swÓj wierszowany przekład Nabala (1564), wystawionego przez 
młodzież szkolną 13 stycznia 1564 r. Wprowadzenie języka ojczystego 
wywołało spór o język komedii szkolnych, wszczęty przez gdańskiego 
humanistę - lekarza Placotoma, który stał na stanowisku, że rzeczą 
młodzieży nie jest zabawianie komediami szerszej publiczności, a wpra- 
wianie się w mówieniu po łacinie i że temu celowi służą grane przez 
młodzież łacińskie komedie Terencjusza i Plauta. Spór ten oparł się aż 
o autorytet profesorów humanistyki w uniwersytecie erfurckim, którzy 
poparli stanowisko Placotoma 4. Gimnazjum gdańskie nie wytworzyło 
jednak jakiegoś stałego teatru szkolnego, tylko od czasu do czasu pod 
koniec XVI i w XVII stuleciu zabiegało u władz miejskich o pozwole- 
nie na wystawianie pewnych sztuk. Robiła to także gdańska przyko- 
ścielna łacińska szkoła Panny Marii, której rektor Walenty Schreck 
parał się także wystawianiem sztuk w języku łacińskim. Dał on w r. 1570 
w marcu na święto młodzieży - gregorianki - przedstawienie, o któ- 
rym przechowały się niejakie wiadomości. W 1573 r. wystawił wierszo- 


3 O Gnaphaeusie i jego Tryumfie wymowy zob. B. N a d o l s k i, Walka o szkołę 
humanistyczną w Prusach Królewskich w dobie Odrodzenia Zapiski Historyczne, 
t. 26: 1961, Z. 3, S. 9-10. , 
4 O sporze gdańszczan o język. komedii szkolnej zob. B. N a d ols k i, Recepcja 
Terencjusza w szkołach gdańskich w okresie Renesansu. Eos, R. 50: 1959/60, z 2, 
s. 163-171.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


119 


waną niemiecką sztukę o Dawidzie i Bathsebie, w 1518 dał Phormiona 
Terencjusza i opartą na noweli Boccacia komedię o Gryzeldzie. O wy- 
stawianiu komedii ła
ińskich w szkole toruńskiej mówiło się już o ogło- 
szonej w r. 1586 Designatio lectionum, jeszcze więcej i pełniej w póź- 
niejszych ustawach szkolnych. Przeważnie więc, jak widzimy, różno- 
wiercze szkoły zabiegały o teatr. szkolny 5. 
W ślad za różnowiercami poszli jezuici i otwierali w swych ko- 
legiach także sceny szkolne. Mieli ich w XVI w. jedenaście, do roku 
1650 zorganizowali dalsze 23 teatry. Widzimy je w Pułtusku, Braniewie, 
Wilnie, Poznaniu, Jarosławiu, Rydze, Dorpacie, Kaliszu, Połocku, Lubli- 
nie. W wieku XVII przybyły w Nieświeżu, Łucku, Kamieńcu, Lwowie, 
Płocku, Łomży, w Bydgoszczy (w r. 1623), w Gdańsku (1624), w Toruniu 
(1640) 6. Dawano tam sztuki wzięte z życia świętych, męczenników za 
wiarę, wprowadzano biblijnych bohaterów, przeważnie ze Starego Za- 
konu, zabiegano o niezwykłe dekoracje, muzykę, stosowano nowoczesną 
na owe czasy maszynerię teatralną. Specjalne przepisy zakonne regu- 
lowały sprawy szkolnego teatru. Zebrał je i omówił w r. 1957 ks. Po- 
platek w Studiach z dziejów jezuickiego teatru szkolnego w Polsce. 
Nie mamy w całości opracowanego ani różnowierczego, ani je- 
zuickiego teatru szkolnego. Nie brak natomiast cennych i ważnych przy- 
czynków. Tu znakomitą przysługę wyświadczył nam uczony duński, nie- 
dawno zmarły A. Stender-Petersen, dwiema publikacjami: jedną doty- 
czącą jezuickiej sceny poznańskiej z początku XVII wieku pt. Tragoe- 
diae sacrae. Materialien und Beitri.ige zur Geschichte der polnisch-latei- 
nischen Jesuitendramatik der Friihzeit (1931), drugą o komediach Fran- 
ciszka Bohomolca Die Schulkomodien des Pater.s Fr. Bohomolec (1923). 
Rzecz pierwsza tym cenniejsza, że daje analizy sztuk jezuickich różnego 
rodzaju i typu, że opiez:a się na tekstach rękopiśmiennych z kodeksu 
kiedyś poznańskiego, wywiezionego przez Szwedów, dziś się znajdują- 
cego w Upsali. Wyniki dociekań Stender-Petersena były w swoim cza- 
sie, Jak się godziło, należycie ocenione, na nich też opiera się jeszcze 
i ostatnio wydana praca T. Grabowskiego Ze studiów nad teatrem 
jezuickim we Francji i w Polsce w wiekach XVI-XVIII (1963), gdzie 
zresztą dano jedną z najlepszych ogólnych charakterystyk tego teatru. 
Z przedwojennych prac godzi się dalej wymienić S. Windakiewicza, 
Teatr kolegiów jezuickich w dawnej Polsce (1922), oparty trochę na wą- 
skiej bazie, bo na dwóch kodeksach, ale po raz pierwszy informujący 
o tym teatrze. Przed nim wiedzieliśmy tylko to, co o jezuickiej scenie 


5 J. B o l t e, Das Danziger Theater im 16 u. 17 Jht, uwzględnia również szkolne 
przedstawienia w Gdańsku. 
8 Do napisania jest studium o je,zuickim teatrze szkolnym w Toruniu. Dochował 
sią-kodeks z tekstami sztuk.
>>>
120 


Bronisław Nadolski 


pisali Rosjanie: Morozow (1888), Pieriec (1905), Riezanow (1910), z na- 
szych uczonych Nehring (1895) czy Bruckner (1891). 
Od czasÓw ogłoszenia pracy Windakiewicza przybywało wiele pu- 
blikacji o teatrze jezuickim, pisanych w latach międzywojennych. Bren- 
sztein zajął się teatrem szkolnym w Krożach ("Ateneum Wileńskie", 
1925), M. Z. Dąbrowski dwoma jezuickimi widowiskami szkolnymi w To- 
runiu ("Słowo Pomorskie", Dodatek Naukowo-Literacki, 1928), L. Simon. 
podał parę szczegółów o gdańskim teatrze jezuickim ("Rocznik Gdań- 
ski", t. 6: 1932), W. Kwiatkowski o teatrze szkolnym jezuickim w Kali- 
szu ("Biblioteka Kaliska", 1936), L. Zalewski o teatrze jezuickim w Lu- 
blinie ("Pamiętnik Lubelski", t. 3: 1935-1937), to i owo wydobyli z za- 
pomnienia jeszcze L. Bernacki, St. Pigoń, R. Skulski. Bernacki najwięcej 
się zasłużył około gromadzenia tekstów sztuk jezuickich. 
W naszych czasach doszły przyczynki W. Łęgi o jezuickim teatrze 
w Grudziądzu 7, J. Krzyżanowskiego w Dramaturgii Polski renesansowej 
("Pamiętnik Teatralny", 1952), B. Nadolskiego, Intermedia i dialogi 
z końca XVII wieku (Sprawozdania Towarzystwa Naukowego w Toru- 
niu, t. 7: 1956), J. Durr-Durskiego o jezuickim dramacie szkolnym Anti- 
temiusie, T. Witczaka Tgatr i dramat staropolski w Gdańsku (Gdańsk 
1959), J. Lewańskiego w kilku pracach. Z tym wszystkim brak nam pu
 
bIikacji ujmu.jącej w całość teatr szkolny w dawnej Polsce. Artykuł 
S. Tynca Teatr polskich szkół różnowierczych ("Pamiętnik Teatralny, 
1960, z. 3-4) nie wyszedł poza ukazanie pewnych dezyderatów. 


II. OGOLNY RYS ROZWOJOWY TEATRU SZKOLNEGO 
W GIMNAZJUM TORUŃSKIM 


Źródła do poznania teatru szkolnego w gimnazjum toruńskim ogra- 
niczają się do rozproszonych materiałów, przechowywanych przeważ- 
nie w Bibliotece Gdańskiej PAN, w znacznie mniejszej mierze w Książ- 
nicy im. Kopernika w Toruniu 8, Chodzi tu o drukowane zaproszenia na 
przedstawienia, zwykle z podaniem dokładnej treści, didaskaliów i ucz- 
niowskiej obsady ról. Żadne teksty sztuk się nie dochowały 9. Poza tym 
niejakie wZp1ianki o szkolnych przedstawieniach znajdować się mogą 
w zaproszeniach na publiczne egzaminy, gdyż i wtedy wystawiano sztu- 
ki, oraz w sprawozdaniach ze szkolnych zajęć. 
W świetle tych żródeł okazuje się, że młodzież wystawiała komedie 


7 O jezuickim teatrze w Grudziądzu przygotowuje rozprawę doktorską H. R u - 
c i ń s k a, zob. jej artykuł w t. 3. Rocznika Grudziądzkiego. 
B Materiały, dotyczące teatru gimnazjum toruńskiego, zestawiono we wstępie do 
rozdziału 8, s. 153. 
9 Jedynie z teatru szkolnego elbląskiego dochowało się trochę tekstów.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskie'go 


121 


Plauta i Terencjusza, tragedie Seneki, dramaty oparte na tematyce his to- 
.Tycznej z dziejów rzymskich i późniejszych, inscenizowane procesy są- 
dowe wedle mów Cycerona, dramatyzowane powieści, misteria religij- 
ne. Dla popisów retorycznych urządzano actus oratorii, z których wiele 
wyraźnie było dramatyzowanych, więc i te należy włączyć do oceny 
teatru szkolnego. 
Chronologicznie biorąc dają się tu rozróżnić trzy niejako okresy. 
Pierwszy, od odnowienia nauk. w gimnazjum w r. 1584 gdzieś po rok 
1640, należy wyrażnie jeszcze do okresu renesansowego. Wtedy raz po 
raz pojawia się na scenie Plaut, Terencjusz, Seneka. W r. 1614 wysta- 
wia się Troas Seneki, Pseudolusa Plauta, w r. 1621 jest na scenie Andria 
Terencjusza, w 1624 r. Aiaks Scaligera, w r. 1634 Plauta Captivi, w 1631 r. 
Phormio Terencjusza i Plauta Mi1es gloriosus, w 1638 r. Trinumnus 
Plauta. Potem autorowie ci schodzą ze sceny szkolnej i raz jeszcze tylko 
w 1663 daje się Zołnierza .samochwała. Prócz sztuk pisarzy antycznych 
w okresie tym wystawia się rzeczy o tematyce antycznej, inscenizowane 
zebrania rzymskiego senatu czy dramatyzowane dzieje greckie i rzym- 
skie. Tak więc w r. 1603 inscenizuje konrektor NizoIiusobrady senatu 
rzymskiego, na których senatorowie podejmują dyskusję o prawdziwym 
pojmowaniu szlachectwa. W r. 1615 rektor gimnazjum Graser insceni- 
zuje w oparciu o mowę Cycerona znany proces Mureny, plebejskiego 
kandydata na urząd konsula, a w dwa lata potem głośny kiedyś proces 
przeciwko zdziercy na Sycylii - Werresowi, którego Cycero oskarżał 
w znanych swych mowach. Tematykę antyczną znajdujemy także w tra- 
gedii o Peryklesie, wystawionej w r. 1619, o Julianie Apostacie _ 
w r. 1630, w inscenizacji sprzysiężenia Katyliny wedle mów Cycero- 
na - w r. 1634, w dramatyzowanych dziejach wojny punickiej wedle 
przekazu Liwiusza - w r. 1643. 
W okresie drugim, w latach 1640-1675, utrzymują się jeszcze te 
dramatyzowane wydarzenia historyczne, ale wyraźnie tematyka antycz- 
na słabnie, wdzierać się natomiast zaczyna - co szczególnie widoczne 
jest w dramatyzowanych w tym czasie actus oratorii - tematyka reli- 
gijna. Mamy więc jeszcze w tym okresie wspomnianą inscenizację pier- 
wszej wojny punickiej w r. 1643, drugiej wojny punickiej w r. 1652, 
Odnowionego Juliusza Cezara w r. 1643, jest dramatyczna walka Apol- 
lina z Panem wedle poetyckiej o niej relacji Owidiusza, ale co drugi 
actus oratorius z tego czasu jest na temat męki, śmierci i zmartwych- 
wstania Chrystusa, mniej często o Bożym Narodzeniu. 
W okresie trzecim, w latach 1675-1740, jesteśmy świadkami najwyż- 
szego rozkwitu teatru szkolnego w gimnazjum toruńskim. Najczęściej 
biorą się wtedy do pisania sztuk dla teatru profesorowie, w przeciągu 
roku dawano w tym czasie i pięć i sześć sztuk na scenie. Dominuje
>>>
122 


Bronisław Nadolski 


wówczas wszechwładnie tematyka religijna, zarówno w dramatyzowa
 
nych aktach oratorskich, jak i w misteriach. Oto w chronologicznym 
ujęciu tematyka tych actus: 
1675: bezbożność świata (impietas mundi) 
1675: patologia święta Boga cierpiącegó w ciele ludzkim (pathol.ogia 
sacra Dei in carne patientis) 
1678: wróżby odnoszące się do Chrystusa 
1679: czy Chrystus winien był się ucieleśnić 
1682: czy męczennicy słusznie kiedyś doznawali mąk naj cięższych 
1691: o cudach, które uświetniły śmierć Zbawiciela 
1695: mowy święte o męce Chrystusa 
1702: bóle duszy i ciała Zbawiciela 
1706: o najniewinniejszym Zbawicielu 
1709: Krzyż Pana Chrystusa 
1709: akt eucharystyczny za wybawienie nas od zarazy 
1711: kary poniesione za Syna Bożego 
1712: siedem słów Chrystusa na krzyżu 
1716: o pewnych szczegółach w historii męki Chrystusa 
1717: akt oratorski poświęcony pamięci Chrystusa 
1724: ból Zbawiciela na Górze Oliwnej 
1726: akt oratorski w dniu pogrzebania Chrystusa 
1728: tytuł najświętszego Zbawiciela na krzyżu 
1729: akt oratorski w dniu śmierci Chrystusa 
1739: zapowiedzi pisarzy pogańskich odnoszące się do osoby i do męki 
Chrystusa 
1740: cena krwi Zbawiciela dla naszego zbawienia 
174T: sprzysiężenie się przeciw Chrystusowi 
1745: Dawid na pustyni wizerunkie,m nie Orfeusza a cierpiącego 
Chrystusa; 
Jak widzimy, młodzież szkolna toruńska urządzała pod kierunkiem 
profesorów publiczne wystąpienia oratorskie, często udramatyzowane, 
dla rozpamiętywania męki, śmierci i zmartwychwstania Chry.stusa. Na 
akty te zapraszało się dostojników miasta i ludzi tym zainteresowanych. 
Prócz tego daje się w tym czasie często misteria wielkanocne lub 
bożonarodzeniowe. Oto ich chronologiczny przegląd: 
1676: misterium bożonarodzeniowe 
1679: misterium bożonarodzeniowe 
1679: król ateński Kodrus jako figura Chrystusa 
1689: Chrystus cierpiący 
1694: widok narzędzi męki Pańskiej 
1697: skała. Horeb jako figura Chrystusa 
1698: sąd Tyberiusza nad Piłatem
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


123 


1703: Kaifasz i Annasz przed sądem Tyberiusza 
1704: dialogi święte od nawrócenia łotra do pogrzebania Chrystusa 
1707: Nikodem i Józef 
1713: król Salomon 
1713: wyprowadzenie narodu żydowskiego z Egiptu 
1714: prorok Jonasz 
1715: Josue w Kanaan jako figura Chrystusa 
1715: wprowadzenie Izraela do ziemi obiecanej 
J718: Gedeon uwalnia lud izraelski 
1719: bezbożność Kaifasza 
1723: Józef udręczony i w chwale wyniesiony. 
Poniżej omówione zostaną oddzielnie przedstawienia treści religij- 
nej. Na tym miejscu podkreślamy troskę Rady Miejskiej i władz gimna- 
zjum o ich utrzymanie na terenie Torunia. Wszystkie one razem wzięte 
nie przedstawiają większej wartości, ciekawe są jednak dla obyczaju' 
miejscowego, dla roli gimnazjum w życiu umysłowym miasta. Niekiedy 
są to kilkuaktowe sztuki, kiedy indziej udramatyzowane akty oratorskie. 
Zrazu dawano je po łacinie, później, gdy uczyniono je częścią składową 
wielkopiątkowych uroczystości religijnych w mieście, były w języku 
niemieckim. Na pewno przeciwstawiano się przez nie jezuickim próbom 
przyciągania młodzieży na swoje Boże Groby. Są ślady, że około r. 1725 
budziły się na Zachodzie głosy przeciwko urządzaniu po szkołach wiel- 
kopiątkowych przedstaWień. Echem tej opinii je$t wypowiedź na ten 
temat profesora Jakuba ZabIera z r. 1723. Po tej dacie nikną ślady 
i dowody na wystawianie misteriów w gimnazjum, po dawnemu 
istniały jeszcze czas jakiś actus omtorii. Tylko w Elblągu utrzymał się 
teatr szkolny dłużej, pod koniec XVIII wieku był tam nawet bardzo 
żywotny. 


III. AUTOROWIE TORUŃSKICH KOMEDII I DRAMA TOW SZKOLNYCH 


Przeważnie trudno dojść autorstwa sztuk wystawianych w teatrze 
szkolnym. Pisali je nauczyciele, oni też bywali ich reżyserami i insceni- 
zatorami. Wyjątkowo podano, że wystawiony w r. 1639 dramat Baptista 
Johannes był Jerzego Buchanana, że dana w r. 1695 pod kierunkiem 
rektora Wendego komedia Besiegte Siegerin Antiope była pióra Stefana 
Pallavicina. Zresztą udało się zebrać nazwiska następujących toruń- 
skich autorów sztuk scenicznych: Macieja Nizoliusa (1603), Konrada 
Grasera (1617), Krzysztofa Hartknocha (1679), Jana Sartoriusa (1683), 
Pawła Patera (1689-1702), Jakuba Herdena (1691, 1699), Jerzego Wen- 
dego (1695-1703), Marcina Bohmego (1695,1696), Jana Rezika (1697). 
Piotra Jaenichiusa (1707), Jana Piotra SchuItza (1713-1714), Reinholda
>>>
124 


Bronisław Nadolski 


Fryderyka Barmanna (1715), Jana Arnda (1719). Jakuba ZabIera (1723). 
Wszystko ta są profesorowie czy rektorzy gimnazjum, którzy włą- 
czyli się do pisania sztuk dla swej szkoły. 
Nizolius, rodem z Tarunia, uczył głównie prawa i doszedł do urzędu 
rektora. Niewiele pisał, głównie mawy. Jedna z nich, na śmierć przy- 
jaciela Ulryka Schobera Oralio de vita et morte M. Hulderici Schoberi 
Lubenensis z r. 1598 1 °, należała do najznakomitszych pładów ,oratorskich 
gimnazjum pod koniec XVI w. W r. 1603, jak wspomniano, urządził 
Nizolius oratarsko-widowiskowy występ swych uczniów, przedstawia- 
jący rozprawę w senacie rzymskim a należycie pojętym szlachectwie. 
Wiemy już, że przy tym pasłużył się mowami Włocha Banagorso i udra- 
matyzowaniem ich przez Batuleiusa, tak że jemu pozostało tylko raz- 
szerzyć nieznacznie scenariusz tego zebrania senatu. Zdaje się, że Nizo- 
Hus inscenizował także procesy rzymskie według mów Cycerona i że 
stąd tę ich formę widawiskową przeniósł przyjaciel jega Bartłomniej 
Wilhelmi da Kwidzyna, gdzie w r. 1610 insceniz,ował proces paety 
Archiasza wedle znanej mowy Cycerona w jego obronie 11. Także Kon- 
rad Graser, rektar gimnazjum toruńskiega w latach 1611-1630, za rzą- 
dów którega gimnazjum przeżywało jeszcze wciąż świetny swój r,oz- 
kwit i nawiązywała do renesansowych tradycji, urządzał w szkole insce- 
nizowane procesy rzymskie, to wystawiając w r. 1615 praces Mureny - 
plebejskiego kandydata na konsula bronionego przez Cycerona, to 
w dwa lata potem dając inscenizację procesu przeciw rzymskiemu 
zdziercy na Sycylii Werresawi, namiętnie zwalczanemu w szeregu mów 
przez Cycerona 12. 
Potem giną nam sprzed ,oczu nazwiska póżniejszych autorów sztuk 
szkolnych aż do roku 1619, kiedy to Krzysztof Hartknoch, jeden ze 
znakomitszych profesorów gimnazjum taruńskiego, uczący tu w latach 
1677-1687, wystawił z młodzieżą szkolną w okresie świąt wielkanac- 
nych dramat o królu ateńskim Kodrusie, potraktawanym jaka figura 
Chrystusa Amor Dei morjentis in hominem sub persona Codrj, ultimi 
regis Atheniensium (U miłowanie człowieka przez umierajqcego Boga 
pod postaciq Kodrusa, ostatniego króla ateńskiego). W dorobku lite- 
rackim jego był to chyba jedyny dramat, poważnie bowiem zajmawał 
się w tym czasie różnyrni pracami histariagraficznymi 13. 


10 Mowy tej nie zna Tync. 
11 B. N a d o l s ki, Inscenjzacja procesu poety Archiasza w Kwidzynje. Eos, 
R. 53: 1963, z. 1, s. 204-211; t e n ż e Pobyt humanisty Bartłomieja Wilhelmiego 
w Kwidzynje, Rocznik Grudziądzki t. 4: 1965, s. 61-72. 
12 O inscenizacji obrony Mureny i oskarżenia Werresa zob. S. T y n c, Dzieje 
gimnazjum toruńskiego t. 2, s. 97-100. 
13 Pracę habilitacyjną o Hartknochu przygotowuje dr J. Serczyk.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


125 


Jana Sartoriusa znamy również z jednej sztuki dramatycznej. Był 
nią mało udały "dramat sceniczny" (drama scenicum) pt. In qua vo- 
lup ta te Chrjstiano homjnj tempus tranrSrriHtendumsjt, Sartorius pocho- 
dził z 'Węgier, kolejno uczył w gimnazjum w Toruniu (1682-1699), 
w Elblągu i Gdańsku. W czasie pobytu.w Toruniu zajmował się głównie 
filozofią, pisał także panegiryki na cześć króla Sobieskiego po zwycię- 
stwie wiedeńskim, na ślub Jakuba Sobieskiego, także na ślub córki 
króla - Teresy Kunegundy. Był to wyróżniający się dydaktyk, autor 
szeregu ciekawych prac literackich 14. 
Rodem z Węgier był również Paweł Pater, może lepiej znany z dzia- 
łalności naukowej z okresu późniejszego, gdy pracował w Gdańsku. 
W czasIe pobytu w Toruniu (1688-1704) uprawiał głównie działalność 
panegiryczną i z zamiłowaniem pisał szkolne dramaty i dialogi. Jego 
pióra było wielkopiątkowe misterium Christus patiens (1689), rzecz 
przeznaczona na ślub Jakuba Sobieskiego Bjn helikonjscher Reichstag 
(1691), utwór dramatyczny z okazji wzmocnień obronnych Sobieskiego 
na Ukrainie Dje Vestung der Jugend (1693), szkolny dialog wielka- 
nocny o narzędziach męki Chrystusa Passjonis Dominicae organorum 
conspectus (1694), dramatyzowana powieść Heliodora Die verlobte 
verliebte k6nigliche Prinzessin Charjclea (1694), dramatyzowana po- 
chwała Sobieskiego Das triumphierende Alter (1695), wielkanocna sztu- 
ka Labor soUs sjve eclipsjs (1700). Nie przyznamy mu większych war- 
tości literackich, pomysłowości jednak odmówić mu niepodobna. Jak 
widać, zabiegał usilnie o uświetnienie na scenie szkolnej uroczystości 
i wydarzeń dworu królewskiego 15. 
Do pracy dla teatru szkolnego wprzągł się w tym czasie znany 
w świecie literackim Torunia Jakub Herden, rodem z Bojanowa, od 
r. 1698 profesor prawa w gimnazjum, zmarły już w r. lt10. Jego dość 
liczne z tego czasu panegiryki mają pewne walory literackie, są sielan- 
kowe, na co się inni panegiryści rzadko zdobywali. Herden był auto- 
rem trochę politycznego dramatu Das erlOsete Preussen oder die ge- 
stUrzte Tyranney (Prusy wybawione czyli strącona tyrania - 1691) oraz 
udramatyzowanej powieści Die sieghafte Keuschheit (Zwycięska czy- 
stość - 1699) rzeczy o przygodach księżniczki Banisy i księcia Bakazina. 
Dbał o teatr szkolny rektor toruński w latach 1695--1705 Jerzy Wen- 
de, wrocławianin, długoletni nauczyciel i kierownik szkół śląskich 
i szkoły w Łużycach, gdzie poprzednio także zajmował się pisaniem 
sztuk dla tamtejszej sceny. Parę tych swoich wcześniejszych sztuk ślą- 


14 Specjalne studium należy się wybitnemu profesorowi J. Sartoriusowi. 
15 O P. Paterze pisał, bez uwzględnienia jego jrac literackich w Toruniu, K. K u- 
b i k, Profesor Pawel Pater pionier ksztalcenia technicznego w Gdańsku.
>>>
126 


Bronisław Nadolski 


skich (zapraszeń na nie) musiał przywieźć ze sabą da Torunia, gdyż się 
tu zachowały w Książnicy Kopernika. W Toruniu wystawił w r. 1696 
Castrum doloris dla uczczenia zgonu króla Sobieskiego, w tym samym 
czasie wystawił też tragedię a księżniczce czeskiej Drahomirze De Dra- 
homira Bohemiae ducissa, dał też uczniam odegrać komedię Pallavicina 
Besjegte Siegerjn Antiope, a królawej amazonek Antiopie. Wende uczcił 
koronację króla Augusta II przedstawieniem szkolnym Au! den kajserJi- 
chen Reichsthron erhOhte Herzog (1698), a na Wielki Piątek kazał przed 
sądem cesarza Tyberiusza stawać Piłatowi (Iudex Christi iudicatus - 
1698), to znów Kaifaszawi i Annaszowi (Cajphas et Hannas in tribunaJi 
Tiberii imperatoris -1703). 
WspÓłpracujący z Wendem profesor Marcin B6hme nie prżejawiał 
większej wiedzy, zajmował się ciekawostkami numizmatycznymi, pre- 
historycznymi i innymi. To pisał caś o literaturze chińskiej, to roztrzą- 
sał pytanie, czy cesarz August znał Chrystusa i wiedział coś konkretne- 
go o nim, zastanawiał się ,nad rodzajem śmierci legendarnych królów 
polskich. W r. 1695 miał on dać dwa "dramatyczne akty", jeden łaciń- 
ski De spe parentum in Jiberos viva, drugi po niemiecku Von Kriegs- 
-Troublen. PIsał chyba więcej takich rzeczy. 
Niezły poeta łaciński Jan Razik, rodem z Węgier, zostawił po sobie 
jedną tylka rzecz przeznaczoną na scenę - Petra Horeb (1697). W gim- 
nazjum uczył on łaciny w latach 1674-1684 i po kilkuletniej przerwie 
znowu w 1689-1705 16 . 
Z późniejszych znakomitszych profesorów, już z początku XVIII wie- 
ku, którzy się także brali do pisania sztuk na scenę gimnazjalną, przyj- 
dzie wymienić doktora filozofii i medycyny, wybitnego historyka toruń- 
skiego Jerzego Piatra Schultze. Pod jego kierunkiem odbywały się nie- 
raz wystąpienia oratorskie uczniów, urządzał dla nich actus oratorii, pi- 
sywał wreszcie dramaty. Jego rzeczy sceniczne Weissheit und Thorheit 
Salomonis z r. 1713 albo Actus solennis von Alexandri Magni Leben und 
Thaten są, gdy chodzi o źródła historyczne, naj dokładniej wystudio- 
wane. Autor miał całe studia za sobą, gdy pisał o Salomonie. Sięgał da 
dzieł Lundiusa (Jildjsche Heiligkeiten) , Goodwina (Mose et Aarone), 
Carpzoviusa (Djsputatio de Chuppa Hebraica), Casaliusa (De ritibus 
veterum Aegyptorum) , Arnkiela (Von der cymbrischen Heiden-ReJi- 
gion). Podobnie w pracy o Aleksandrze Wielkim badał, co o nim pisali: 
Plutarch, Justinus, Curtius, Arrianus, ca mieli o tym do powiedzenia 
ich komentatorzy. 
Matematyk Bornmann, filozof Arnd, IiIolog Zabler mają na swym 
kancie niewiele pozycji dramatycznych. Pierwszy napisał w 1715 Salu- 


16 O J. Reziku pisał L. W i t k o w s k i, Poeci nowołacińscy Torunia, Toruń 1958.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskie'go 


121 


tis per Jesum Christum restitutae typus IsraeIitarum per Iosuam in ter- 
ram Canaan introductio, o tym więc, jak Josue może być figurą Chry- 
stusa. Arnd, jak inni, zajął się Kaifaszem i jego tragedią. Zabler, Węgier 
rodem, znakomity łaciński poeta, pisał dramat o biblijnym JÓzefie Von 
dem gedrilckten und erh:.Oheten Jqseph 17, 
Nie są to pozycje nazbyt cenne. Ale ludzie, ktÓrzy się brali do pro- 
wadzenia sceny szkolnej, musieli sami dostarczać teksty. W XVII 
i XVIII wieku można zauważyć w Toruniu nawet ożywienie ruchu 
teatralnego. Zasługa ta przypadła głównie profesorom gimnazjum. Przed- 
stawienia w tym czasie dawano za zgodą Miejskiej Rady, w publicznej 
sali teatralnej (aui offentlicher Schaubilhne). Trafiło się w r. 1691, że 
jedną z ról kobiecych grała kobieta, nie uczeń gimnazjum. 
Repertuar tego szkolnego teatru rozpatrzyć najlepiej tematycznie 
i wedle pewnych rodzajów dramatu. Wyeksponujemy najpierw komedię 
j tragedię rzymską i sztuki o tematyce antycznej, potem szczególnie 
liczne przedstawienia o tematyce religijnej, misterial;nej, dalej drama- 
tyzowane powieści i wreszcie przedstawienia uświetniające uroczystości 
domu królewskiego. 


IV. KOMEDIA, TRAGEDIA RZYMSKA, TEMATYKA ANTYCZNA 
Jak wspomniano, do roku 1640 młodzież wystawiała na scenie szkol- 
nej stale łacińskie utwory Plauta, Terencjusza, Seneki. Widziało się to 
także wszędzie za granicą w szkołach łacińskich. Po prostu chodziło 
tu o wprawę młodzieży w swobodnym posługiwaniu się językiem ła- 
cińskim, o wzbogacenie jej znajomości łaciny. Wystarczy sięgnąć do 
licznych ustaw i statutów szkolnych z tamtego czasu, by się natknąć na 
wyjaśnienia tego rodzaju praktyki pedagogicznej. W toruńskim trzyto- 
mowym wydawnictwie tych ustaw z różnych najgłośniejszych szkół - 
InsWutio Literata z lat 1586, 1581 i 1588 t8 można na ten temat znaleźć 
odpowiednie uwagi i wyjaśnienia. W Toruniu o wystawianiu łacińskich 
komedii mówi już Designatio lectionum z r. 1586, potem, wydane przez 
Tynca, ustawy gimnazjum z r. 1600. W Gdańsku, jak widzieliśmy, ,po- 
wstał nawet spór o język komedyj, w którym przeważył sąd, by dawać 
je po łacinie. Gdy prÓbowano podważyć wychowawczą rolę Terencjusza 
czy Plauta, powoływano się na wysokie zdanie o nich Erazma z Rotter- 
damu i Melanchtona i utrzymywano komedie ich w łacińskich szkołach. 
Tak było też w Toruniu. 


17 L. W i t k o w s k i, Jakub ZabIer epigon toruńskich; poetów nowołacińskich, 
Eos, R. 4.6: 1954, z. 2. 

B B. N a d o I s k i "Institutio Uterata" - toruńskie wydawnictwo pedagogiczne 
z czasów Batorego. Zeszyty Naukowe UMK, Filologia Polska III, s. 45-52.
>>>
128 


Bronisław Nadolski 


Przeniknęły tu inne jeszcze praktyki i metody nauczania łaciny. Oto 
profesorowie i rektorzy gimnazjum urządzali inscenizowane zebrania 
senatu rzymskiego, dramatyzowane rzymskie procesy sądawe, oparte 
na mowach Cycerona, pisali dramaty historyczne z dziejów rzymskich 
w oparciu o Liwiusza czy innych pisarzy - i kazali w nich występować 
młodzieży z licznymi przemówieniami. Przyjdzie tu przypomnieć tego 
rodzaju praktyki toruńskie. Pierwszy raz zrobił to w r. 1603 toruński 
konrektor Maciej Nizolius, kiedy wprowadził na zebraniu senatu rzym
 
skiego dwóch młodzieńców ubiegających się o rękę bogatej patrycjuszki 
Lukrecji. Obaj usiłowali wykazać w swych mowach istotne walory szla- 
chectwa, a senatorowie rzymscy rozpatrywali ich argumenty. Pomysł, 
jak widzieliśmy, nie był nowy, a nawet przemówienia awych młodzień
 
ców napisał kiedyś Włoch Bonagarso. Już Batuleius to dramatyzował 
tak, że torem jednego i drugiego poszedł nasz Nizolius. W późniejszej 
praktyce teatru szkolnego w Toruniu wracano niejednokratnie do for- 
my zebrań czy narad monarchy lub księcia ze swymi doradcami dla 
roztrząsania jakiejś zdrady stanu. Była to farma zbliżona do sejmików 
szkolnych. 
Musiano, wcześnie w Toruniu inscenizować także pracesy rzymskie 
wedle mów Cycerona, jeśli przyjaciel Nizoliusa Bartłomiej Wilhelmi, 
uczący także w gimnazjum toruńskim, a potem rektor łacińskiej przy- 
kościelnej szkoły w Kwidzynie, wystawił tam w r. 1610 z młodzieżą 
praces poety Archiasza wedle znanej mowy Cycerona i scenariusz z nie- 
go, agłosił drukiem. 
Praktykę tę widzimy dalej w Toruniu za rektoratu Konrada Grasera. 
Najmniej dwa razy dano wtedy podobnie inscenizowane procesy rzym- 
skie. O jednym z nich z r. 1615 mało co wiemy. Był to proces Mureny, 
którego, w obronę wziął wielki Cycero, gdy go jako plebejusza ubiega- 
jącego się o urząd konsula zaatakowali oponenci z partii przeciwnej. 
Niepomiernie więcej można powiedzieć o inscenizowanym w Taruniu 
w r. 1617 procesie zdziercy rzymskiego na Sycylii - Wermsa, wedle 
mów przeciw niemu Cycerona, gdyż dochował się z tego przedstawienia 
drukowany scenariusz. Da inscenizacji procesów sądowych wedle mów 
Cycerona wrócono w r. 1668, gdy dano proces o zabójstwo Roscjusza. 
O wystawieniu Plauta, Terencjusza, Seneki była już mowa. Troas 
Seneki dano pod koniec listopada 1614 r. do odegrania uczniom drugiej 
i trzeciej klasy, m!odzieńcom szlacheckiego pochodzenia. Grający tu Jan 
Dziewałtowski, Adam Górski. Samuel Szwykowski - to dzieci szlachec- 
kie z i;itwy, Otto D6nhoff - z Inflant, inni to synowie szlachty pomor- 
skiej i pruskiej. WybÓr TrQas uzasadniano wysaką o niej opinią Lipsiu- 
sa, wartością partii dialagowych głównych bohaterów, (mówiono o nich: 
graves, sobriae, c
stigatae, artificiose contextae, sententiarum densitate
>>>
Teatr szkolny gimna;zjum toruńskiego 


129 


reiertae). Tego samego dnia po południu wystawiono Plauta Pseudo/usa, 
odegranego przez uczniów pierwszej klasy, pochodzących przeważnie 
z Torunia. 
W poło
ie maja 1616 dano jakąś tragedię o Peryklesie w oparciu 
o tekst Tucydydesa. Chyba się nie pomylimy, gdy jej autorstwo przy- 
piszemy Graserowi, zamiłQiwanemu w historii i często sięgającemu do 
dzieł historycznych greckich i rzymskich. W tragedii tej Perykles do- 
radzał Ateńczykom Qbronę Aten w bardzo trudnych warunkach i wy- 
wołał tym burzę niechęci ludu, który go surowo ukarał. Dotknęła wów- 
czas Ateny straszna zaraza, zdziesiątkowała ludność miasta, zabrała tak- 
że samego Peryklesa. Sztuka obracała się wokół zagadnienia, jak należy 
podporządkować własne interesy i sprawy dobru ogólnemu. W wysta- 
wieniu tej sztuki bra.ło udział okQiło ćwierć setki uczniów, którzy grali 
rolę Peryklesa, archontów, przeciwników Peryklesa, Kleona, Diodora, 
Phormiona, pretora, pOIsłańca spod Platei, pierwszego obywatela Aten, 
administratora pretora i in. Obok postaci dramatu kilku uczniów miało 
rolę narratorów (munus hjstorjci). 
Dnia 7 marca 1624 wystawiono po południu tragedię o Aiaksie 
w przeróbce Scaligera z Eurypidesa. Został tu Aiax srogo pokarany za 
swą dumę. Występowali nadto: Agamemnon, Ulisses, Menelaus, Miner- 
wa, Teomessa, Teukr, Poseł, Chór. Tego dnia rano dano actus oratorjus 
na temat wojny i pokoju, z udziałem wojewodzica 'Rafała Leszczyńskie- 
go, kilku szlachciców polskich (Stanisław i Paweł Karwiccy, Jan Kołek) 
i pruskich. 
W dramacie o Julianie Apostacie, synu Konstantyna Wielkiego, gra- 
nym w r. 1630, rolę arcybiskupa Meletiusa przyjął student węgierski 
Jan Ulman, Bazylim był to'runianin Andrzej Schacht, Cyrylem - Jakub 
Knichol ze Śląska, Grze,gorzem - Daniel Schmidt z Torunia, dowódcą 
jazdy Ursynem - Ludwik Esken z Torunia, Ammianem Marce1linem, 
przyjacielem Ursyna - gdańszczanin Łukasz Grzymała. W przedsta- 
wieniu występowali jeszcze sofiści Libanius i Maksym, dalej Hilary, 
Libertius, Polinices, Nikodem, Sosia. Dochowała się szczęśliwie dość 
dokładna treść tej sztuki 19. 
W inscenizowanym sprzysiężeniu Katyliny, wystawionym w lipcu 
1634 r., występował Cycero przemawiający raz w senacie, drugi raz 
przed ludem. Pokazane tu zostały starania Cycerona o zdemaskowanie 
Katy1iny i wykrycie jego niecnych planów, które groziły zburzeniem 
spokoju ówczesnego państwa rzymskiego. Około tego czasu dano też 
Jeńców Plauta. W r. 1637 w czasie egzaminów wystawiono chyba parę 
scen z komedii Phormjo i z MjJes glorjosus. Po roku z racji wystawienia 


19 Treść dramatu o Julianie Apostacie, Bib!. PAN Gdańsk, Klocek 25 Ma 3985 2°. 


9 - Filologia Polski VI
>>>
130 


Bronisław Nadols
i 


Trinumnusa Plauta zanotowano, że młodzież odczuwa pewien lęk przed 
występowaniem w teatrze szkolnym. 
W roku 1643 i 1652 dano udramatyzowane dzieje pierwszej i drugiej 
wojny punickiej w oparciu o Liwiusza. W pierwszym wypadku wzięto 
z tego historyka całe partie narracyjne. Nie inaczej było też drugim ra- 
zem. W przedstawieniu z r. 1643 występowali: Hannibal, Scipio, Hanno, 
Alorek żołnierz, Minutius dowódca jazdy, Sempronius trybun wojsko- 
wy, dyktator Fabius Maximus, Manlius Torquatus i inni. W konty- 
nuacji dramatu z r. 1652 występowali: Pacuvius, Calavius, jego syn, mag 
wodza punickiego, senator kartagiński Himilcon, książę Hanno, Fabius 
Maximus, Scipio Afrykański, książę Allucius, Hannibal, Hazdrubal. 
W obu sztukach chwalono Liwiusza za jego walory oratorskie (lacteum 
orationjs flumen). 
W r. 1643 dano komedię Iulius Redivivus, w której występowali: 
Merkury, Cezar, Cycero, Arminius, Eoban Hesse, kupiec Allobrogów, 
Pluton. Było to w czasie egzaminów, dziękowano więc przybyłym go- 
ściom przemówieniami po hebrajsku, grecku, łacinie, po polsku i nie- 
miecku. 
W komedii o wojnie i pokoju z r. 1646 pokazana została narada bo- 
gów, na której poseł z Niemiec, gdzie toczyła się właśnie wojna trzy- 
dziestoletnia, skarżył się na potworności wojen. Jowisz postanowił więc 
posłać na świat boginię pokoju Eirenę, a Marsowi zlecił zaniechać 
swych sprawek. Ponieważ ten się opierał, rozpoczęto przeciw niemu 
proces sądowy. Osobami tu występującymi byli: Apollo z Muzami, Jo- 
wisz i Junona, Neptun, Atena, Wenera, Wulkan, Cerera, Vesta, Ne- 
mesis, Merkury, Mars, Eirena, Diogenes, Iustitia, prawnik Ulpianus, Vir- 
tus, chłopcy od kowala Wulkana, gospodarz ze wsi skarżący się na 
okrucieństwa żołnierzy, oficerowie. 
W zaproszeniu na wystawienie w r. 1663 Mile,s Gloriosus mówiono 
o wielkim pożytku, jaki odnosi młodzież z wystawiania łacińskich ko- 
medii i przypomniano, że nie powinna ona myśleć o tańcach i zaba- 
wach. 
W r. 1665 dano inny jakiś dramat o wojnie i pokoju, w pięciu aktach, 
w przeszło 30 scenach. Były tam postacie realne i alegoryczne. Wystę- 
pował tu król Fortunat w otoczeniu swych doradców i rozprawiał z ni- 
mi o sprawach państwowych. Towarzyszyli mu Intellectus, Virtus, Invi- 
dia, a,le król ule,gał Rozkoszy, prowadząc ją jak królowę. Przed oczyma 
widzów przesuwali się różni ludzie, chłopi, dworzanie, politycy, szlachta. 
Wszyscy pomstowali i narzekali na wojnę. Voluptas, która dawniej rzą- 
dziła królem, prosiła go znowu, by jej był łaskawy, ale on ją odrzucał 
i zabiegał o łaskę Pokoju i Przyjaźni. Wojna próbowała go od nich oder- 
wać, lecz Pokój ją zwyciężył. Król Fortunat kroczył teraz w otoczeniu
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


131 


Intelektu, Dzielności, Roztropności ku szczęściu własnemu i państwa. 
Jak widzimy, temat był ten sam co niedawno, ale zupełnie w innej kan- 
wencji literackiej. Wiele tu postaci mitalogicznych. W udramatyzawa- 
nej, wziętej z Owidiusza, walce Apollina z Panem (De certamjne ApoW- 
nis et Panos) pełno Muz, satyrów, jest tam Midas, Tmalus, ich doradcy. 
Prócz partii dialagawych były też grane i śpiewane. 
W wystawianej w 1679 r. tragedii w 5 aktach Hartknacha a królu 
ateńskim Kodrusie przedstawiono oblężenie Aten przez wrogie wajska. 
KrÓl ubolewał nad sytuacją i radził nad ocaleniem miasta. Tymczasem 
wrÓcili posławie ze straszną wieścią od wyroczni w Deltach: tylko 
śmierć króla może miasto ocalić. Kodrus był gotów złożyć swe życie 
w ofierze i zwrócić koronę królewską w świątyni Minerwy. W przebra- 
niu pasterza wszedł do abozu wrogów, gdzie go zabił jeden z żołnierzy. 
Ateńczycy płaczą nad zgonem swego króla, ale są ocaleni. Osób dra- 
matu była tu ponad ćwierć setki. Chóry były treścią związane z trage- 
dią. Sztukę tę wystawiono w okresie tygodnia wielkanocnego, bo Ko- 
drus zapowiadał afiarowanie się Chrystusa za ludzkość. 
W 1713 r. (datę tę uściślił Praetorius) konrektor Schultz dał udra- 
matyzowane dzieje Aleksandra Wielkiego. Akcja toczyła się w coraz to 
innym miejscu, raz na ulicy w Karyncie, gdzie Aleksander z generałami 
spotkał Diagenesa i gdzie podjął decyzję zniszczenia Teb, innym razem 
na Per'sję i dokonał nominacji swych dawódców. Z kalei daszliśmy do 
Gordes, by po uprzednich razmowach generała Perdika z kapłanem od- 
wiedzić tamtejszą świątynię i rozwiązać węzeł gardyjski; potem na ad- 
mianę w Sydonie, wśród ogrodów, spotkał się Eutrapelus z Abdalimi- 
nem, który nie myślał zostać królem i wolał być ogrodnikiem, gdy 
generaławie Aleksandra myśleli o królewskich godnościach. Akt następ- 
ny rozgrywał się w chwili po zwycięstwie nad Dariuszem, gdy armia 
Aleksandra podążała na zdobycie Tyru, a wadzowie radawali się na 
myśl a zdabyczach wojennych. Były sceny z księ:imiczkami wschodnimi, 
Statyrą i innymi. Jedna ze scen wiodła nas do obazu wojskowe.go 
Aleksandra, gdzie przyniesiono wiadamo,ść a zdobyciu Tyru. Dalej ru- 
szał Aleksander na Jerozolimę. W akcie VII arcykapłan jerozolimski 
addawał Aleksandrowi klucze miasta i wiódł go, do świątyni, gdzie się 
ad bywały uraczystaści na jego, część Cały ten akt kańczył się sprzeczką 
między generałem Eutrapelusem a jego, metresą. 
Podaliśmy tu kancepcję dramatu a Aleksandrze Wielkim, sztuki 
w dziesięciu aktach (scen 55), ze śpiewami i muzyką. Autar nadmienił, 
iż tła histaryczne dakładnie przestudiawał z Curtiusa Rufusa, Plutarcha, 
Justyna, Arriana. Jedności akcji nie było tu żadnej; nie troszczył się 
autor także o jednaść miejsca i czasu, scen bitewnych nie przedstawił, 
zadawalił się krótkimi relacjami o nich z ust posłańców. Daprowadził
>>>
132 


Bronisław Nadolski 


dzieje Aleksandra da astatniej bitwy z Dariuszem, zapawiedział dalsze 
jegO' życie w nawym dramacie. Wyglądała, jakby chciał przez takie 
przedstawienia uczyć, jak dbał a prawdę histaryczną. 
Przypamnijmy pakrótce amówianą tematykę histaryczną w drama- 
tach i w dramatyzawanych aktach aratarskich. W r. 1611 inscenizawana 
praces Mureny, araz praces zdziercy sycylijskiegO' Werresa, w 1626 
dana na scenie secesję plebejów na Górę Swiętą, w 1619 wystawiona 
tragedię a Peryklesie, w 1624 dana dramatyzawany akt a Henryku IV, 
w 1630 wystawiana rzecz a Julianie Apostacie, w 1643 udramatyzowana 
pierwszą wajnę punicka, tegoż roku dana Juliusza Cezara odnawjanega, 
w 1650 komedię a terażniejszym stanie Niemiec, w 1652 drugą wojnę 
punicką, w 1610 dramatyzowany akt oratorski a Ludwiku XIII i padabny 
akt a pawołaniu Krzyżaków da Prus, 1611 akt aratarski a sytuacji pań- 
stwawej Belgii, 1611 akt aratorski a sprzysiężeniu Filatasa przeciwka 
Aleksandrowi Wielkiemu, 1618 a królu Sycylii Karalu, 1619 a astatnim 
królu ateńskim Kadrusie, 1691 dramat palityczny a wyzwaleniu Prus 
spad rządów krzyżackich, 1691 akt aratarski dramatyzawany a pierw- 
szych królach palskich, 1696 a księżniczce czeskiej Drahomirze, 1698 
a powałaniu na tron księcia saskiego, 1113 (1140) życie i czyny Alek- 
sandra WielkiegO'. 


V. TE MA TY RELIGIJNE, MISTERIA 
Ws.pomniana już a tym, że ad r. 1615 przeniknęła da actus oratorjj 
tematyka religijna, że ad tegO' czasu dostawały się na scenę szkalną 
w Taruniu misteria religijne. W rzeczywistaści proces ten zaczyna się na- 
wet trochę wcześniej. W r. 1638 wystawia się tu wierszowaną tragedię 
o Józefie sprzedanym da niewoli Saphrompahanea sjve [osephj ven- 
dW tragoedja, pióra jakiegoś znacznegO' pisarza o nie podanym imie- 
niu. Występował tu Józef, jego ekonom Ramzes, Juda, Ruben, Szymon, 
Benjamin, Posłaniec, Chór etiopski, śpiewający pachwały Józefa. Jesie- 
nią roku 1639 w czasie egzaminów dano tragedię o Janie Chrzcicielu 
szkockiego poety Buchanana, gdzie osobami dramatu byli: Faryzeusz, 
Gamaliel, król Herod, Herodiada, Królewna, Poseł, Chór żydawski. 
Na początku stycznia 1616 dla uświetnienia Bożego Narodzenia dano 
actus salennjs w czterech aktach. Występowała tu upostaciowana Euro- 
pa, Azja, Afryka; pierwsza - zaborcza, dokonująca podbojów, w po- 
staci rzymskiegO' żołnierza; inaczej ubrane Azja i Afryka wspominały 
czasy dawnegO' szczęścia, gdy same korzystały ze swoich skarbÓw. Zja- 
wił się potem Geniusz, który zapowiadał nadejście niedługo wielkiej 
szczęśliwości. W akcie II wystąpił Starzec żydowski, modnie ubrana 
Wesałość (Pia Hilaritas) i Pia Salituda z gałębiem w ręku. W akcie III
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


133 


wzięły udział w niezwykłych okolicznościach wszystkie pory roku. 
Wpierw wjechała na rydwanie Aurora (Jutrzenka) z różami we włosach, 
w krokus owym płaszczu, ale musiała ustąpić przed jakąś niezwyczajną 
Nocą (bo się miał podczas niej urodzić Chrystus). Zjawiała się ta Noc 
z księż,ycem na głowie, wśród ciemnych chmur. W radosną Wiosnę, 
przybraną w błękitne szaty, z kwiatami we włosach, w towarzystwie 
czterech głÓwnych wiatrów, zakwitał w Nazarecie kwiat niezwyczajny. 
Odpowiednio upostaciowane, ze swymi symbolami w rękach, następo- 
wały po sobie potem: Lato, Jesień i Zima. Jak kaŻj1y akt, tak i ten koń- 
czył się wystąpieniem Geniusza. W akcie IV, ostatnim, widziało się na 
'polach pasterzy z bydłem. Tu z aluzjami o Chrystusie mówiło się o wiel- 
kich herosach, o stajence - miejscu urodzenia Chrystusa, w przeci- 
wieństwie do wielkich pałaców, o pasterzach, co doszli kiedyś do wiel- 
kich godności i zaszczytów. Jak z tego widać, o jakiejś spoistej, zwar- 
tej akcji nie było mowy. Dano właściwie cały szereg wystąpień ora- 
torskich. Dbano też o niezwyczajną inscenizację tego aktu uroczystoś- 
ciowego. 
W trzy lata potem, również na początku stycznia, dano actus solennis 
trochę innego rodzaju. Tu na temat narodzenia Chrystusa wypowiadali 
się filozofowie greccy: Platon, Arystoteles, Ksenokrates, Speusippus, ka- 
płani pogańscy i żydowscy, wreszcie magowie ze Wschodu. Rzecz była 
w czterech aktach. Akt I zagajał Platon krótkim stwierdzeniem, że za 
błąd pbwszechny uchodzi w świecie istnienie wielobóstwa. Dołączał się 
do tego Arystoteles, ale jego dowody nie wystarczały Platonowi, za 
mało wydały mu się racjonalne. Ksenokrates powoływał się więc na 
wskazane przez Platona nadnaturalne żródła istnienia jednego Boga, 
a Speusippus dowodził słuszności tezy Platona o istnieniu Boga w trzech 
istotach. Po gruntownym przedstawieniu tych spraw Platon wyrażał za- 
dowolenie, że nauka jego została należycie zrozumiana i przyjęta. 
W akcie II - Pontifex Maximus wypowiedział przeświadczenie, że 
w świecie zaniedbany został poważnie kult Boga, trzeba więc pomyśleć 
o sposobie jego przywrócenia. To sprowokowało do wystąpienia sześciu 
kapłanów. Jeden z nich oskarżał Zydów o zaniedbanie kultu bożego i za- 
rażenie tym innych narodów, za co należałoby z nimi zerwać wszelkie 
kontakty; inny kapłan zrzucał winę na samych bogów, bo przejawiają 
w podważaniu ich kultu zupełną bezsilność; jeszcze inny przypominał 
istnienie wrÓżb sybi1lińskich, różnie interpretowanych w różnych stro- 
nach świata, u Persów, Afrykanów, Greków, Frygów, Włochów i innych. 
W sprawie tych wróżb wypowiadali się więc pozostali kapłani. W akcie 
III zabierali głos kapłani żydowscy, zwołani na naradę przez króla 
Heroda, by dali odpowiedź trzem magom ze Wschodu, pytającym 
o miejsce narodzenia Mesjasza. To dało sposobność do omówienia róź-
>>>
134 


Bronisław Nadolski 


nych zapawiedzi naradzenia Chrystusa, przekazanych nam w Starym 
Testamencie. Wreszcie w akcie astatnim wystąpili trzej magawie, któ- 
rzy mówili Heradawi a darach, jakie chcą złażyć Chrystusawi i dzię- 
kawali za udzielane im wyjaśnienia a nim. Jak widać, tu znawu mamy 
udramatyzO'wany akt aratarski. 
Prawdziwe misterium wielkapiątkO'we wystawiana w r. 1689 z udzia- 
łem półsetki aktarów. Był ta Pawła Patera Christu,s patiens sive historia 
passionis Jesu Nazareni. Tu w akcie I Chrystus wyrażał gotawość pa- 
niesienia śmierci dla zbawienia świata i wzywał swych uczniów da 
madłów i czuwania. Chór córek izraelskich śpiewał a święcie Paschy, 
a udziale w nim wielu ludów i wyrażał ubalewanie nad narodem ży- 
dowskim, uciskanym w niewali. W akcie II były dwie sceny. W pierw- 
szej widziała się krewkiegO' Piatra, nazbyt skoregO' da miecza, gwałtaw- 
nie oskarżającegO' kapłanów żydowskich i żołnierzy za skrępawanie 
Chrystusa. W tej okrutnaści nie lepsi oni byli ad synów Jakuba, cO' 
sprzedali brata Józefa w niewalę, nie lepsi ad lydów, cO' się zbuntowali 
przeciw Mojżeszawi i zabijali swych proraków. Za te akrucieństwa 
naród żydowska panasi kary i jeszcze większe poniesie w przyszłaści. 
Swe parw anie się z mieczem na kapłanów i żałnierzy potępił sam Piatr 
i wyznał swÓj grzech. W scenie drugiej Piłat miał już daść swych rzą- 
dów w Judei i chciał wrócić da Rzymu. lalił się an na naród żydawski, 
pytał Kaifasza a przyczyny przyprawadzenia Chrystusa, a gdy ten wy- 
pO'wiedział całe przeciw niemu askarżenie, wzbraniał się gO' karać śmie-r- 
cią, ba Nemesis, a nie ludzie mO'gą karać za grzechy popełniane wabec 
Boga. Wówczas Kaifasz askarżył Chrystusa a buntawanie ludu przeciw 
cesarzawi rzymskiemu i daprowadził da jegO' przesłuchania. Chór, wy- 
stępując pa raz drugi, śpiewał a dawnej wielkości i sławie państwa 
judzkiega i jegO' dzisiejszym upadku, bratobÓjstwie i bałwachwalstwie. 
Prosił Baga, by przyspieszył zapowiadane przyjście Zbawiciela. W akcie 
III znawu były dwie sceny. W pierwszej Judasz żaławał przed Kaifa- 
szem, że zdradził Chrystusa, i zwracał atrzymane srebrniki. Ale Kaifasz 
nie dał się wzruszyć i groził mu jeszcze karami. Judasz sam chciał się 
ukarać jak najsrożej, wzywał więc Nemesis, myślał śmierć sabie zadać 
i stanąć w pie}\:le na wieczne patępienie obak Kaina, Saula, Absalana 
i innych. W scenie drugiej Piłat stał bezradnie przed tłumem żydaw- 
skim, nie przekanany a winie Chrystusa, chciał gO' nawet uwalnić, ale 
bał się tłumu, który caraz natarczywiej domagał się śmierci Chrystusa. 
Chór córek żydawskich płakał więc nad Chrystusem, żaławał, że usta- 
ną jegO' cuda. W akcie IV dawiadywana się z relacji pasłańców szcze- 
gółów a męce Chrystusa i a wrażeniu, jakie wywarła ana na abecnych, 
na kabietach galilejskich, na Matce Boskiej. W tym mamencie za- 
padły ciemności i zatrzęsła się ziemia. Pa chwili przyszedł inny pasła-
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


135 


niec i podał szczegóły śmierci Chrystusa. Wszystkie te relacje były 
związane rozmową z Chórem dziewic żydowskich. Pod koniec tego aktu 
wystąpił inny jeszcze Chór 
 żołnierzy rzymskich. Ten przerażony 
nastaniem nocy za dnia chciał sobie wytłumaczyć to zjawisko, więc 
przypominał podobne momenty z dziejów i mitologii, ale zdawał sobie 
sprawę, że teraz umarł rzeczywiście Syn Boży, większy od Bakchusa, 
Herkulesa, Apollina, i prosił Boga o przywrócenie światła dziennego 
i słońca. W akcie V, ostatnim, były również dwie sceny. W pierwszej 
Józef z Arymatei i Nikodem rozważali, kto winien jest śmierci Chrystu- 
sa: Żydzi czy Piłat. Ten ostatni, Rzymianin, sięgał do opinii badaczy 
Pisma św., widział Chrystusa niewinnym, sprawcami więc jego śmierci 
była żydowska starszyzna kapłańska. Oni byli myślą, ustami i oczyma 
zbrodni na Chrystusie, Rzymianie tylko rękoma tego czynu. Józef obie 
strony równo obwiniał i życzył im wszystkiego, co najgorsze: ognia, 
pomoru, głodu, niewoli. Obaj sami postanowili pochować ciało Chrystu- 
sa i przykryć je skałą. W scenie drugiej Jan pocieszał Matkę Chrystu- 
sową. Smutek dla niej nie był nowiną. Już dawno przepowiadano, że 
miecz przeszyje jej duszę. Jeszcze od lat dziecięcych Chrystusa odczu- 
wała prześladowanie jego przez faryzeuszy, zanim go jeszcze zniena- 
widzili za cuda. Patrząc teraz na ciało jego, namaszczone przez Niko- 
dema i Józefa, na ślady na nim męki, ubolewała nad 'srogością ludu, 
który mu te rany zadał. Przywoływała więc aniołów, zwiastunów jego 
narodzenia, i Syna samego, by zobaczyli jej łzy matczyne. Pocieszał ją 
jak umiał św. Jan, prosił, by ukoiła swój smutek i żal, a gdy się to 
stało, widział jakby oczyma duszy tryumfalne wstąpienie Chrystusa do 
nieba, zajęcie przez niego miejsca po prawicy Ojca swego w pełnym 
majestacie. Pod koniec przedstawienia dwa chóry chłopców śpiewały 
w rÓżnych językach (łacińskim, greckim, hebrajskim, niemieckim) pieśń 
o męce i śmierci Chrystusa. Towarzyszyła temu muzyka. 
Pod kierunkiem Patera dąno w r. 1694 pasyjne widowisko szkolne, 
które było tylko udramatyzowanym aktem oratorskim Pasrsjonjs Domj- 
nicae organorum conspectus, z udziałem także półsetki uczniów, wśród 
których prócz torunian była młodzież z różnych miast pomorskich, 
z Wielkopolski, Śląska, z Marchii, z Węgier. Mówiło się tu o narzę- 
dziach męki Chrystusa (na podstawie przekazanych o tym wiadomo- 
ści) 
 o sznurach, powrozach, i rzemieniach, o rózgach i biczach, o ber- 
le z trzciny, o wieńcu cierniowym, czerwonej chlamidzie, włóczni, 
o gwoździach i młotku, o krzyżu, po czym recytowało się wypowiedzi 
OjcÓw Kościoła o narzędziach męki Chrystusowej, śpiewało pieśni ko- 
ścielne. W epilogu uczeń z Węgier, szlacheckiego pochodzenia Stefan 
Saarossy jeszcze raz usiłował wzbudzić wśród widzów uczucie smutku 
i dziękował obecnym za przyjście na przedstawienie.
>>>
136 


Bronisław Nadolski 


W r. 1696 rektor Wende dał Drama sacrum de Josepho Christi pa- 
tientis typo, ale nic bliżej o tym przedstawieniu powiedzieć nie mażemy. 
W kwietniu r. 1697 Jan Rezik wystawił z uczniami Petram Horab alim 
in deserto Raphidim, typum et iiguram Jesu Chrlsti patientis, rzecz więc 
o Majżeszu i pamiętnym, cudownym wytryśnięciu wady ze skały 
Hareb, co tłumaczono jako figurę Chrystusa. Sztuka podzielona była 
na: prolag, protasis, epitasis, catastasiJs, catastrophe i apodosis. Tu 
Mojżesz z dwunastu Israe1itami śpiewał pieśń tryumfalną o wyjściu 
z niewoli egipskiej. Jeden z uczniów recytował wiersz jambiczny prze- 
ciw Egipcjanam i plagom egipskim, inny, z myślą a Mojżeszu - wiersz 
o wł'aściwościach dobrego wodza, jeszcze inny - a łagodności jako 
zalecie czławieka. W epitasis zjawił się na scenie Geniusz Egiptu i wy- 
rażał swój gniew na Żydów, że przez 200 lat swego pobytu w Egipcie 
umieli tylko Egipcjan nienawidzieć i graził im zemstą za to. W catas- 
tasis wystąpił Mojżesz pełen radaści, że Żydzi opuścili pustynię Rafidis, 
ale posłaniec zmącił tę radość wiadamością o datkliwym braku wady. 
Szukali jej daremnie Elifas, Elan, wierzyli jednak, że Majżesz jakoś 
temu zaradzi. Tymczasem Naemi i dwaj jego synawie giną z pragnienia. 
Paprzedziła to dramatyczna scena, kiedy ajciec dla ratawania dzieci 
gotów był addać krew z żył swaich, ale synawie nie chcieli się na ta 
zgodzić. Rasła więc niechęć da Majżesza, padnasiły złarzeczenia, gata- 
wały się kamienie na niego, a on tylko prasił współrodaków, by się 
pawstrzymali ad gniewu. Wtedy Geniusz Egiptu wyznał, że ta on był 
sprawcą nieszczęść ludu, atakawał Majżesza, któremu w sukurs przy- 
szła Pranae i ta gOi zaprowadziła da skały Horeb upewniając, że z niej 
wydobędzie wadę. Mojżesz zdawał się temu nie wierzyć, zaufał w kań- 
cu Pranoe i prosił ją a pamac. Daszła jeszcze da walki ze sabą Sprawie- 
dliwaści i ŁaskawOIści Bożej; pierwsza kazała zniszczyć lud żydawski, 
druga gOi braniła. Nastąpiła katastrafa. Pronae jakaś z ukrycia adpawia- 
dała Łaskawości, pacieczała Majżesza, kazała mu ufać w siłę cudu, 
a Cerix wezwała lud, by ugatsił pragnienie wodą. Wzniósł wówczas Maj- 
żesz ręce ku niebu, uderzył w skałę, skąd wytrysnęła wada. Wtedy 
Żydzi addali mu cześć i prasili a przebaczenie, że chcieli gOi ukamiena- 
wać. W tym mamencie następawały śpiewy uczniów i recytacje krót- 
kich przemówień z pochwałą Boga. W apadosis porównano cudawną la- 
skę Majżesza z Krzyżem Chrystusa. Jak widać, plącze się tu actus 
aratorius z prawdziwym dramatem, COl nie była nawiną u szkolnych 
dramaturgów. 
Parę razy w wielkanacnych przedstawieniach teatralnych pakazy- 
wana pÓżniejsze lasy Piłata, Kaifasza i Annasza. W r. 1698 staraniem 
rektora Wendega dana więc "in schemate drammatica" - widOlwiska 
a tym, jak Piłat z Pantu stanął przed sądem cesarza Tyberiusza (Judex
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


137 


Christi iudicatus id est Pontius Pilatus ab imperatore Tiberio), W r. 1703 
widowisko O sądzie Tyberiusza nad Annaszem i Kaifaszem. W tym dru- 
gim wypadku widziało się na wstępie aniołów niosących narzędzia męki 
Chrystusa i Pietas, mówiącą o zbawieniu rodu ludzkiego. Uwagę wi- 
dzów przykuwał jednak sam sąd cesarza Tyberiusza nad kapłanami 
żydowskimi - cesarzem był Krzysztof Eiswagen z Torunia. Występo- 
wali nadto dwaj asesorowie rzymscy, opodal stali jako oskarżyciele: 
Religia chrześcijańska, Żyd nawrócony, Poganin nawrócony; oskarżo- 
nymi byli arcykapłan Annasz i Kaifasz oraz ich Ratio Status. W trakcie 
procesu nieoczekiwanie zjawiła się Nemesis divina, ktÓra powierzyła 
ową Religio Christiana opie'ce anielskiej. Pod koniec dramatu dwunastu 
młodzieńcÓw mówiło o odwiedzeniu grobu Bożego i dziele zbawienia 
świata. Mieliśmy tu znów dramatyzowany akt oratorski z inscenizowa- 
nym procesem sąd0WJ"m. Niczym innym, jak również takim dramatyzo- 
wanym występem oratorskim był Dialogus sacer o męce i śmierci Chry" 
stusa. Tu św. Jan opisał pochowanie Chrystusa, Pietas dała pochwałę 
Józefa i Nikodema za ich starania o pogrzebanie Chrystusa, św. Maciej 
przedstawił scenę namaszczenia jego ciała przez trzy Marie. W innej 
scenie wystąpił jakiś chrześcijański poeta i dał wierszowaną pochwałę 
umęczonego Chrystusa. Prudentius i dwaj uczniowie recytowali elegie 
j pieśni o krzyżu Chrystusowym. Pasterz Melibeus mówił o swej niedoli 
i troskach pełen ufności w Boga, który odmienił mu życie. Jakiś Prusak 
w wierszu safickim błagał Boga o zachowanie jego ojczyzny. Dwóch 
poetów, Steinau i Otsimeus, wzywało słuchaczy do rozmyślań nad męką 
, Chrystusa,. a Teofil i Teodor dziękowali Bogu za zbawienie rodu ludz- 
kiego. 
W rzeczy o Nikodemie i Józefie z r. 1707 wystąpił Geniusz proro- 
ków w rozmowie z Kościołem żydowskim (Ecclesia Iudaica) i żalił się 
na złość Żydów. Potem wystąpił Nikodem i Józef uwielbiając Chrystusa. 
Dołączył się do nich jakiś krewny Nikodema, przynosząc wiadomości 
o cudach, jakie się działy przy śmierci Chrystusa. Udał się on wraz 
z nimi do Piłata prosić o możność pochowania ciała Chrystusa. W akcie 
III wystąpił astrolog pogański i wielce medytował nad niezwyczajnym 
zaćmieniem słońca. W następnym akcie Piłat na prośbę żony pozwolił 
pogrzebać Chrystus,a Józeifowi z Arymatei i posłał straż do czuwania 
koło grobu. W końcu z pochwałami zmarłego Chrystusa wystąpiły: 
Virtutes sacrae, Pietas, Spęs, Fides, Charitas, Patientia, Humilitas. 
Z innych, podobnych przedstawień wielkanocnych warto wymienić 
dwudniowe misterium konrektora Schultza o Salomonie, Weisheit und 
TllOrheit Salomonis (9 i 10 stycznia 1713). dramat o zbawieniu rodu ludz- 
kiego oraz w parę miesięcy póżniej tegoż autora akt oratorski o Jonaszu 
we wnętrznościach wieloryba (dnia 30 marca 1714), o wprowadzeniu
>>>
138 


Bronisław Nadolski 


przez Jozuego Zydów do Ziemi Kanaan (dnia 19 kwietnia 1115); o bo- 
skim wybawieniu narodu żydowskiego przez Gedeona, o niecnych za- 
miarach Kaifasza wobec Chrystusa. Doszła do tego rzecz profesora 
filozofii Jana Arnda w 1119 r. i dramat Jakuba Zable,ra w r. 1123 o Jó- 
zefie (Von dem gedriickten und erh6heten Joseph). Tu ograniczymy się 
do parę uwag o tych pozycjach. 
Schultz, znakomity toruński historyk, przystąpił do dramatu o Salo- 
monie po gruntownym zapoznaniu się ze starożytnościami żydowskimi. 
'vV akcie I widzimy Salomona w sali królewskiej, królowę Bazimai, 
synów królewskich Rahabeam i Jeroboam, paziów królewskich, mar- 
szałka dworu, dowódcę zamku. Dowiadujemy się o zleceniach wyda- 
nych w związku z przyjazdem królowej Arabii. Po jej przyjeździe i po- 
witaniu, po obdarowaniu się nawzaj-em podarunkami cały królewski 
orszak udaje się z dostojnym gościem do świąłyni jerozolimskiej. Na 
ich spotkanie wychodzi arcykapłan i wprowadza ich do świątyni, poka- 
zując' największe jej świętości. Gra muzyka, wszyscy padają na ziemię 
i wznoszą modły do Boga. Jesteśmy znowu w pałacu królewskim. Sa- 
lomon nie może usnąć, jest pełen troski o ożenek swych synów i od- 
bywa w tej sprawie tajną naradę. Tak się złożyło, że Rehabeam 
kocha się w Mahelat, Jeroboam zaś w księżniczce egipskiej Tafenes, 
gdy w głowie króla zrodził się plan ożenienia ich w odmiennym połą- 
czeniu. Cała akcja dramatu idzie w tym kierunku, by nie dopuścić do 
małżeństwa wedle ich woli, co się ostatecznie okazało daremne. Młodzi 
pobierają się, jak sobie sami to ułożyli. Ale komplikacje, tajemne dzia- 
łania, intrygi wchodzą tu w akcję. Padają ofiary tych intryg, ginie mar- 
szałek dworu, w niełaskę króla popada dowódca wojsk królewskich. 
Król gotuje śmierć Jeroboamowi i Tafenes, do czego na szczęście nie 
doszło. Autor wprowadził scenę iluminowania miasta całkiem na sposób 
współ'czelsny. Wysłannikowi Jeroboam kazał udać się do Faraona egips- 
kiego, zwiedzić tamtejsze osobliwości, wprowadził rzekomych cyganów 
j wróżbitów, zaklinaczy duchów. Przedstawienie, jak wspomniano, trwa- 
ło dwa dni. Miejsce akcji coraz się zmieniało: raz był to dwór królew- 
ski w Jerozolimie, innym razem świątynia jerozolimska, jeszcze innym 
razem ulice jerozolimskie, ogrody Faraona egipskiego koło Memfis. 
Przywiedziono na scenę wiele bóstw egipskich. Nie obeszło się bez 
śpiewów znanych pieśni. Dano też tzw. Nachakt, w którym wystąpił 
Diogenes z latarnią, jakiś stary i nowy teolog, młodzieniec i starzec, 
scholastyk, chłop i lekarz, dwóch studentóvJ. Pod koniec przedstawienia 
widzieliśmy upostaciowany Toruń w żałobnych szatach, z Marsem po 
swej prawej stronie i Zarazą u lewej. Śpiewano pieśi1 pełną boleści, 
na skutek owej zarazy, co tak straszliwie dotknęła miasto. W takim 
momencie potrzebne było pocieszenie. Zjawił się więc na scenie Czas
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


139 


i pocieszał Toruń, przepędził Zarazę i Marsa, sprowadził Pokój. Także 
Apollo i Merkury pocieszali miasto. 
Tego roku (1113) było więcej przedstawień szkolnych. W połowie 
kwietnia dano rzecz o wyprowadzeniu ludu żydowskiego z niewoli 
egipskiej (Die ErlOsung des menschlichen Geschlechts). Pokazano tu 
jak Faraon wydaje nowe edykty przeciw Żydom. Pobożność, Cierpli- 
wość, Dzielność, Nadzieja wstawiają się za Kościołem do Boga. Mojżesz, 
Aaron i starszyzna żydowska proszą o posłuchanie u Faraona, przez 
co sprowadzają na Żydów jeszcze większe prześladowanie. Tu następuje, 
wymienienie wszystkich plag egipskich. Władcę egipskiego nawiedza 
Wściekłość, Próżność, Desperacja. Ostatecznie jednak lud wychodzi 
z Egiptu. Gra muzyka. Płyną podziękowania do Boga za okazaną łaskę. 
Ośmiu chłopców niesie srebrne i złote naczynia. Sytuacja jednak wciąż 
jest niepewna. Wojsko i oficerowie dostają rozkaz ścigania Żydów. Wte- 
dy Mojżesz i Aaron podtrzymują swój naród na duchu, tłumaczą mu 
konieczność ,przejścia przez Morze Czerwone. Pod koniec zjawia się 
Wdzięczność, Wolność, Bezpieczeństwo. Płyną pieśni pochwalne i dzięk- 
czynne do Boga za ocalenie narodu. 
Pracą Schultza był akt oratorski z końca marca 1114 r. o proroku 
Jonaszu we wnętrznościach ryby De mora prophetae lonae in ventre 
pisds. Występował tu król Asyrii na wielkiej naradzie przed wyprawą 
na Żydów i pytał bóstwa o zdanie. Któryś z uczniów miał mowę o pań- 
stwie asyryjskim i jego stolicy Niniwie, inny mówił o tamtejszych wie- 
rzeniach religijnych. Tymczasem Bóg rozkazał Jonaszowi udać się do 
Niniwy, lecz gdy ten się wzbraniał to uczynić, ostrzegł go przez anioła. 
Potem widzimy Jonasza w rozmowie z marynarzami, gdy go wzięli na 
statek i wrzucili do morza. Tu nastąpiła mowa o wielorybie. W akcie 
IV było wiele muzyki i śpiewów. Jonasz dziękował Bogu za ocalenie 
i otrzymał powtórny rozkaz udania się do Niniwy. Któryś z uczniów 
mówił wtedy o Jonaszu jako figurze Chrystusowej. Ostatni akt odnosił 
się już do Chrystusa. Było tu wiele muzyki i kilka mów. 
Staraniem profesora Bormanna dano w kwietniu 1715 r. inny udra- 
matyzowany akt oratorski o tym, jak Josue wprowadził Żydów do ziemi 
Kanaan. Nawiązano tu do podobnego aktu sprzed dwóch lat. Nadmie- 
niono w zaproszeniu, że wielkopiątkowe popołudnia zarezerwowano 
postanowieniem władz kościelnych na przedstawienia szkolne, związane 
z męką i śmiercią Chrystusa. We wspomnianym przedstawieniu było 
pięć aktów, wiele mów i śpiewów. Widzimy tu, jak Żydzi użalają się 
nad swym położeniem, jak pocieszają ich Misericordia, Pietas, Patientia. 
Zjawił się wtedy w chmurach Anioł i zapowiedział ich uratowanie. Sły- 
chać znowu śpiewy. Z kolei występują: Invidia, Ira, Iustitia, Vindicta, 
grożą im karami, ale Misericordia i Patientia odpędzają je od Żydów.
>>>
140 , 


Bronisław Nadolski 


Pod koniec aktu trzech uczniów wygłasza mowy o straconej nadziei 
Żydów, o mannie i o szatach nie zużytych. W akcie II sławią Żydzi Li- 
tość, którą im Bóg dotąd okazywał. W intermedium straszą Żydów 
Furia i Furor, a bronią ich Fiducia i Gratia. Zaniepokojony lud prosi 
Mojżesza o jakieś nowsze wiadomości. Dwie mowy wygłaszają ucznio- 
wie o Ozeaszu i Josue, jako o figurach Chrystusa. W obozie żydowskim 
panuje niepewność, szerzy się szemranie i niezadowolenie. Audacia za- 
grzewa do kłótni. Następują znowu mowy o figurach Chrystusowych. 
Król Sihon odradza Żydom dalszego marszu. Lud burzy się przeciw 
niemu. Aaro:h gotuje się na śmierć, umiera na Górze Hor. Uczniowie 
wygłaszają mowę o jego śmierci, o Chrystusie ukrzyżowanym i po- 
grzebanym. W akcie V Mojżesz i Eleasat przeliczają lud. Córki Zela- 
fehata otrzymują spadek po ojcu, ale czy winny go dostać, o tym deli- 
beruje Invidia i Aequitas. Następują mowy o pogrzebie Chrystusa. Lud 
żydowski gotuje się do dalszej drogi przez Jordan. Josue przyjmuje 
dwóch posłańców z Jerycha. Żydzi idą przez Jordan do kraju_obieca- 
nego. Kilkoro dzieci żydowskich wielbi Boga za szczęśliwe zakończenie 
ich tułaczki. Cerera śpiewa o Ziemi obiecanej. Jest jeszcze mowa o Jo- 
sue, który zatrzymał słońce i o heliocentrycznej koncepcji Kopernika. 
Ciągnie się ta tematyka o wyzwoleniu narodu żydowskiego także i w la- 
tach następnych. W połowie kwietnia 1718 dano actus dramaticus o Ge- 
deonie (Die durch Gideon geschehene Beireyung des Volks Israel.). 
Wiele było śpiewów i muzyki na początku i końcu tego dramatu. 
Wszystkie uosobienia: Zazdrości, Złości, Dzielności, Wieści, Wstrze- 
mięźliwości występują tu ze śpiewami. Wstrzemięźliwość siedzi w kącie 
teatru na skale, słońce wschodzi, wspomniane uosobienia śpiewają 
pieśni. Barach prowadzi wojsko przeciw Siserze, i zwycięża go. Chór 
oznajmia o tym zwycięstwie, a Fama niesie szeroko w świat wieść o nim. 
Barach ściga dalej Siserę. Słychać pieśń wojskową. Sisera ucieka. Za- 
niepokojona jego losami matka, pełna smutku, rozmawia o nim z fraucy- 
merem. Barach chwali zabójcę. Izraelici szczęśliwi są ze zwycięstwa. 
W akcie II widzimy w ogrodzie księcia żydowskiego w rozmowie z mar- 
szałkiem,. Obaj są zadowoleni z sytuacji w kraju. Dokimus jest jednak 
innego zdania, bo lud jest dalej uciskany. Kraj zdaje się być bezpieczny, 
ale Securitas ostrzeżona przez Pietas każe nie lekceważyć wrogów. Ży- 
dzi żalą się na swawolę Midianitów. Prudentius wskazuje przyczynę ich 
złośliwości. Pietas i Parastasis grożą zgubą narodowi żydowskiemu, 
wdają się więc w rozmowę z nimi' dworzanie. Żydzi uciekają się pod 
opiekę Boga. Wtedy staje przed nimi Prorok i wymawia im poprzednie 
bałwochwalstwo. W akcie III zjawia się Gedeonowi we śnie anioł i wzy- 
wa go do zniszczenia ołtarzy Baala. W interscenium słyszymy o zabo- 
bonach i bezbożności narodu żydowskiego. Idolatria musi go opuścić
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


141 


i żali się na Superstitio, że ogarnęła Żydów i chce nadal u nich pozo- 
stać. Sześć duchów oskarża ową Superstitio i ją przegania. .Cały akt 
IV toczy się wśród skał i lasów. Gedeon wzywa najbliższych do obale- 
nia ołtarzy Baala. Dociera wtedy do niego wieść o nadejściu wojsk 
Midianitów i Amaleków. Bez pomocy sąsiadów obawia się on na nich 
uderzyć. W akcie V jesteśmy w obozie wojskowym. Położenie Żydów 
jest groźne. Wrogowie ciągną całymi chmarami, Żydów jest niewielu. 
Malitia, Caedes mówią o słabości Żydów i zapowiadają ich zniszczenie, 
także Anxietas zdradza niepokój o Żydów. Inaczej o tym myśli Iustitia. 
W interscenium Timor, Anxietas, Fraus, Securitas, Crudelitas, Calumnia 
rozpatrują sytuację Gedeona. Przeciwstawiają się im: Iustitia, Pietas, 
Constantia. Gedeon czuje się wzmocniony na duchu przez Boga, a jeden 
z uczniów wygłasza wiersz o znakach, jakie Gedeon dostał od Boga. 
Jednym ze znaków było to, by oddalił ze swego obozu wszystkich ludzi 
niedołężnych i zbytecznych. Gdy połowa z nich odeszła, trzeba było na 
zlecenie Boga zrezygnować z jeszcze wielu innych. Wtedy dQpiero 
Gedeon wyprowadził wojsko nad rzekę, zostało tylko 300 rycerzy. 
'\tV interscenium sześć Geniuszy wojennych (Genii be1li) mówiło wier- 
szem o strategicznym przedsięwzięciu Gedeona i zapowiedziało zwy- 
cięstwo Boga w tej walce. Widzimy jeszcze, jak Gedeon szykuje 
swe wojsko, słyszymy marsz bitewny. Samej bitwy, oczywista, nam 
nie pokazano. Tylko w interscenium żydowska księżniczka ma sen 
o zwycięstwie wojsk żydowskich. Gedeon wiedzie swe wojsko z wiarą 
w zwycięstwo do walki. Śpiewem kończy się ten akt dramatyczny. 
Podobny akt o niegodziwości Kaifasza dał w r. 1719 profesor filozo- 
fii Jan Arnd. Pół setki uczniów wystąpiło wtedy na scenie. Był tam 
Kaifasz, Annasz, asesorzy synedrionu, wyznawcy Chrystusa, a niedawno 
jeszcze kapłani żydowscy Józef z Arymatei i Nikodem, dalej Malchus 
co skorumpował Judasza, donosiciel Tertullus, żołnierze ze straży ka- 
płanów, faryzeusze, żołnierze-dezerterzy, próżniacy, jakaś stara gadatli- 
wa pijaczka Bacchides itd. Pokazano tu gniewnego Kaifasza, którego 
się wszyscy boją, i zausznika jego Annasza, który doradza szpiegować 
Judasza i wysyła Malchusa na jego przekupienie. Próbują kapłani zjed- 
nać sobie Nikodema i Józefa, którzy przeszli na stronę Chrystusa, patrzą 
niechętnie na nich gdy przyszli do pałacu Kaifasza, i stamtąd ich wyrzu- 
cają, bo dla rozpatrzenia sprawy Chrystusa domagali się zebrania całe- 
go synedrionu. Tymczasem daje się w mieście odczuć jakiś niepokój, 
po ulicach krążą wojskowe patrole. Wśród ludu panuje oburzenie, dają 
się słyszeć różne opinie o Chrystusie. Filozofowie żydowscy ganią tryb 
jego życia, ale są i tacy, którzy go chwalą. Słychać różne interpretacje 
rozumienia królestwa Bożego na ziemi. Kaifasz wydaje wyrok na Chry- 
stusa i każe go uwięzić. Ludzie różnych stanów ciągną do Jerozolimy,
>>>
142 


Bronisław Nadolski 


żołnierze wzmacmają patrole na mieście, chwytają tych, którzy chcą 
przystać do Chrystusa. 
Pół setki. aktorów-uczniów wystąpiło w październiku r. 1723 w dra- 
macie ZabIera o uciśnionym i wyniesionym Józefie (Von dem gedriick- 
len und erhoheten lOiseph). Nadmienił tu autor w zaproszeniu, że przed- 
stawienia szkolne daje się w gimnazjum od przeszło stu lat i że nie 
byłoby rzeczą pożądaną podawać rację tych przedstawień. Ostatnio 
w tej sprawie wypowiedzieli się Eliasz Stryck w Kolonii, Jan Schmidt 
w Lipsku, oraz wydziały teologiczne w Wittenberdze i w Rostocku. On 
sam pójdzie torem przodków i wystawi sztukę o Józefie, na którą uzy- 
skał pozwolenie od Rady Miejskiej. Jak widać, regulowała ona reper- 
tuar szkolnych przedstawień, co robiono także w Gdańsku i Elblągu. 
Jakżeż wyglądał ten dramat o Józefie biblijnym? Śpiącemu Jaku- 
bowi zjawia się we śnie duch Racheli, więc budzi się i posyła po syna 
Józefa, myśląc go wyprawić w drogę. Sługa Samachiasz ma przynieść 
kosz żywności, ale się strasznie ociąga z robotą, za co z niego szydzi 
Marcibilla. Duet obu tych służących kończy akt 1. W drugim bracia 
Józefa pełni radości śpiewają pieśni. Radzą nad jego zgubą i sprzedają 
go wraz ze służącym kupcom ismailskim, a ojcu wysyłają Menalka ze 
skrwawioną szatą Józefa. W akcie III Jakub lamentuje nad stratą syna. 
Pociesza go jak umie żona, robią to również, lecz obłudnie, bracia 
Józefa. Takźe Nadzieja pociesza Jakuba. Tego rodzaju postaci alego- 
rycznych jest tu więcej. Widzimy, jak na Pobożność, Czystość, Roztrop- 
ność naciera Gniew, Nienawiść, Zazdrość. W akcie IV kupcy z Józefem 
prezentują swój towar w teatrze koło Memfis, ale za oszustwo dostają 
się wszyscy razem do aresztu. Kamerdyner Putyfara kupuje Józefa 
dla swego władcy i poucza go, jak się ma zachować wobec niego. Za 
trafne odpowiedzi na pytania Faraona zostaje Józef zarządcą jego domu. 
W akcie V żona Putyfara, Safira, rozmawia z Józefem raz i drugi i daje 
mu do poznania, że jest w nim zakochana. Gdy ten się nie zgadza na 
żadne z nią miłostki, zabiera mu jego surdut i udaje scenę próby gwałtu 
na niej. Józef dostaje się do więzienia. I w tym akcie pełno personifi- 
kacji: Pobożność, Czystość, Roztropność, Bezbożność, Swawola. W akcie 
VI doradcy Faraorna odkrywają konspirację nadwornego piekarza i szyn- 
karza przeciwko swemu władcy, za to zostają wtrąceni do więzienia. 
W akcie VII Faraon opowiada wróżbitom swój sen, ale ci nie umieją 
go wyjaśnić. Tymczasem otrzymuje on wiadomość, że Józef posiada 
niezwyczajną sztukę wyjaśniania snów.' Gdy dał objaśnienie snu Fara- 
ona, zostaje zarządcą Egiptu. W akcie VIII odbywa Józef pełny swój 
tryumf. Jedzie na wozie tryumfalnym, trębacze uderzają w trąby, sły- 
chać wiwaty ludu na jego cześć. Doradcy królewscy i studenci z Mem- 
fis składają mu gratulacje. Obłudna Safira gra na lutni i każe śpiewać
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


143 


pieśni na jegO' cześć, ale Putyfar chce ją ukarać za niegadziwaść. Aniał 
w ataczeniu trzech Cnót każe przykuć ją na skale Kaukazu, a Cnatam 
złażyć gratulacje Józefawi. Wtedy zjawia się Capia (Dastatek) z rogiem 
abfitaści, egipscy fellachawie składają mu różne dary. Taniec kańczy 
rzecz całą, 
Mażna by tu amówić wiele dramatyzawanych actus aratarii treści 
religijnej, wielkapiątkawych i innych, ale agraniczymy się w astatnim 
razdziale da chranalagicznega ich zestawienia z wskazaniem źródeł, 
gdzie mażna je adnależć. Od dalej idących wniasków każe nam się 
wstrzymać brak bliżej padanej ich treści, gdyż rozparządzamy tylkO' 
zaproszeniami na nie. 


VI. UDRAMATYZOWANE POWIEŚCI NA SCENIE SZKOLNEJ 


Parę przedstawień była udramatyzawanymi pawieściami czy epa- 
sami. Nie zawsze mażna tu padać właściwe źródła tych dramatów; na 
ich pawieściawe pachodzenie zdaje się wskazywać sama te,chnika ich na- 
pisania, więcej narratywna, epicka, niż dramatyczna. Tu zaliczylibyśmy: 
1. Drama hierogJjphicum de Homogene (1667) 
2. Aspasia die Schiiierin und Cyrus aus Perssen, ein Exemple wun- 
derbarer Erhohung (1676) 
3. Pawła Patera Die verlobte verJjebte k6nigliche Prinzessjn Ch aric- 
leo samt ihrem liebsten Theagene (1694) 
4. Stefana Pallavicina Besiegte Siegerin Antiope (1695) 
5. Jakuba Herdena Die sieghaifte Keuschheit (1699) 
6. Die beglii.ckte Tugend-u. Ritter,spiele Konig Artus in Grossbritan- 
nien (1701) 
Udramatyzawana powieść a upadku i zbawieniu rodu ludzkiegO' 
pl. Hamogens, nazwana przez autara "sztuką hieraglificzną" pełna 
przygód i intryg, w pięciu aktach, wystawiana była w marcu 1667 
w bardzO' licznej absadzie. Rzecz datyczyła króla Uranii Eaniusa, który 
pa naradzie z kanclerzem i dowódcą wajsk pastanawił za życia addać 
tron synawi swemu Hermagenesawi. Gdy się ta stała, już pa karonacji 
nawegO' władcy niezadowalany Fila pastanawia obalić Hermogenesa 
i padejmuje wrogie przeciw niemu kroki i działania. Młady król myśli 
a swym szczęściu i pastanawia się ażenić z pewną prastą, piękną, wiej" 
ską dziewczyną Geargią. Ojciec się zgadza na ta małżeństwa, ale 
Geargia musi jeszcze przejść edukację u pewnegO' zacnegO' agrodnika 
na łanie przyrady. Na Hermagenesa, zajętegO' tą sprawą, napada Fila, 
zastaje jednak pokanany i zmuszany da opuszczenia na zawsze ajczy- 
stej Uranii a nawet da razstania się ze swaim imieniem. Odtąd nazywa 
się an Echtra. Nie przestaje jednak wraga występawać przeciw Herma-
>>>
144 


Bronisław Nadolski 


genesowi i Georgii. PrzerÓżne przeszkody i utrudnienia aż do połączenia 
się młodego krÓla ze swą ukochaną są przedmiotem tego udramatyzo- 
wanego romansu. W dramacie występują takie postacie jak: krÓl Eonius, 
wszechwiedzący Panhistor, wszechpotężny Pankrator, Hermogenes no- 
wy król, jego wróg Filo-Echtro, kuchmistrz Magirus, podstoli CeIlarius, 
Georgia-Filomene, Adonis, zarządca VilIicus, śmierć Thanatos, pazio- 
wie, dworzanie, żołnierze, trębacze, heroldowie, trzy Gracje, IusUtia, 
Pandora, Misericordia, Natura, Nomologus i inni. 
W Aspazji, dramatyzowanej powieści w czterech aktach, brało udział 
także pół setki osÓb dramatu. Tu Cyrus, pozbawiony panowania przez 
brata Artaksesa, pojął za żonę piękną, cnotliwą córkę pasterza z Jo- 
nii - Aspazję. Wraz z nią wchodzimy w kraj pasterzy, dowiadujemy 
się o różnych ich nieszczęściach i utrapieniach. Damon spostrzega As- 
pazję, która we śnie widzi insygnia królewskie,' koronę i berło. Kilku 
pasterzy ją zabawia i daje jej wieczorny koncert. Damon jest w niej za- 
kochany. W intermedium jakiś wesoły podróżnik, imieniem Fryks, mówi 
o chęci przewędrowania przez świat cały. W akcie II odbywają się 
przygotowania do wielkiego polowania. Damon zachodzi do czarodziejki 
Lodipy i prosi ją o radę, jak posiąść ukochaną dziewczynę, ale zostaje 
przez nią oszukany. Fryks, natknąwszy się na myśliwych, dostaje się 
na dwór pański. Tu toczy się narada, jak posiąść piękną Aspazję. 
Wszyscy pasterze dostają polecenie, by stawili się na dworze ze swo- 
imi córkami. Aspazja jednak ukrywa się u pasterki Cypryny, która 
pragnie jej połączenia z Damonem. Tymczasem dworzanie prowadzą 
poszukiwania Aspazji. Fryks zabawia ich dykteryjkami z Prawdziwych 
historii Lukiana i swoimi własnymi wspomnieniami z wędrówek po 
świecie. Dwom dworzanom udaje się niebawem dotrzeć do Aspazji 
i wraz z nią stanąć przed królem. Ten przejawia chęć wzięcia jej za 
żonę, ale Aspazja wzbrania się przed tym. Następują różne próby zjed- 
nania jej sobie, na scenę wchodzą czarodziejki, parasyci, także Fryks. 
Aspazja zmienia swoje postanowienie i zostaje żoną Cyrusa. W ogólnej 
radości biorą udział także bogowie z Olimpu. Treść tego dramatu za- 
czerpnięta została z Plutarcha, Aeliana, Justyna. Ale do Torunia do- 
tarła bezpośrednio z innego żródła, wskazanego w zaproszeniu na przed- 
'stawienie. Okazuje się, że poeta holenderski Jakub Carsius opisał tę 
miłość króla perskiego do pasterki wierszem, a ktoś inny zrobił z tego 
komedię. Ową komedię przełożył na łacinę Kasper Barleus, ktoś inny 
znów w Toruniu oddał to prozą niemiecką z wierszowanego przekładu 
niemieckiego, ogłoszonego drukiem w Lipsku. Przypominamy cały ten 
rodowód, bo i inne rzeczy na scenie toruńskiej mogły s
ę dostawać 
tą obiegową drogą. 
Do powieści Heliodora Etiopiki, przełożonej w XVI wieku z greki na
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


145 


łacinę przez naszego Stanisława Warszewickiego i w tym przekładzie 
obiegającej całą Europę - stąd tłumaczonej i przerabianej na różne 
języki - sięga rzecz Patera Die verlobte konigliche Frinzessin Charic- 
leo z takimi postaciami dramatu jak: Hydaspes, królowa Persinna, 
księżniczka Chariclea, książę tessalski Theagene, król perski Orondates, 
żona jego Arsace, książę Calaris, kapłan egipski Simitrus, olbrzym 

erebus, 
ars, 
erkury. 
Komedia niejakiego Pallavicina o zakochanej królowej amazonek 
Antiopie Besiegte Siegerin Antiope, wystawiona w r. 1695 za aprobatą 
Rady 
iejskiej, staraniem rektora Wendego - była szeregiem roman- 
sów, których bohaterami zostali Tezeusz, Herakles i Antiopa. Spoty- 
kamy ją na samym początku dramatu pełną radości, gdyż podbiła pań- 
stwo trapezunckie, a jego książąt wzięła do niewoli. CÓż jednak z tego 
zwycięstwa, kiedy na jej własny kraj wdzierają się wrogowie. Ma im 
stawić opór Ce1inda, nie wie jednak, czy da im radę i pasuje się ze 
sobą, co ma ro1)ić. Tymczasem do królowej Antiopy przybywa Tezeusz 
w poselstwie od Herkulesa. Doris przestrzega go, by nie próbował 
w męskim ubraniu dostać się do' fraucymeru. Jak się okazało, Antiopa 
zakochala się po uszy w Tezeuszu, jednakże bez wzajemności, gdyż on 
znalazł przedmiot swej miłości w Celindzie, ta zaś skłania się ku Her- 
mianowi. Wścibska Doris chce wiedzieć wszystko, co się dzieje w ser- 
cach ludzkich .i gmatwa sytuację zakochanych. Herkules nie może się 
doczekać długo z poselstwa nie wracającego Tezeusza i posyła po niego 
służebnę Lesbo. Tymczasem Antiopa wyjawia Celindzie swą wielką 
miłość do Tezeusza. On sam wraca do Herkulesa i składa mu relację 
o dworze królewskim amazonek. Bezzwłocznie udaje się tam Herkules 
i zakochuje się w Antiopie, gdy ona nie przestaje kochać się w Te- 
zeuszu. Tezeusz znów trwa w miłości do Celindy. Wie o tej miłości An- 
tiopa, wie także, że Celinda nie odwzajemnia mu tej jego miłości. To 
splątanie serc zakochanych - czujemy to - skończyć się może tragicz- 
nie. Tezeusz wpada w rozpacz z powodu Celindy, podejmuje z nią po- 
jedynek, z którego nie wyjdzie ona cało. Ale inne pary dochodzą do 
małżeństwa. Dramat ten wcale obszerny, ma w trzech aktach scen po- 
nad 50. Z osób tu występujących wymieńmy królowę amazonek Antio- 
pę, księcia scytyjskiego Hydaspesa (przebraną Ce1indę), książąt trarpe- 
zunckich Osmonda i Orontesa, księcia z Efezu Aristo (przebrana Her- 
mia), jego siostrę Doris, Herkulesa, Tezeusza, Aiaxa, służącą Herkulesa 
Lesbo, radnego Pinto, amazonki, oficerów Herkulesa, Kupidyna. Zna- 
lazły się po I i II akcie interludia: w pierwszym występował kupiec 
włoski sprzedający ludziom zakochanym swoje towary, w drugim czte- 
rech górnikÓw śpiewało nieznaną arię o górnictwie. Nie wiadomo, czego 
tu młodzież miała się uczyć, czy trochę tej mitologii starożytnej, bo tru- 


10 - Filologia Polski VI
>>>
146 


Bronisłp.w Nadolski 


dno w sztuce dapatrzeć się jakichś większych wartaści wychowaw
 
czych. 
Dramatem z dalekiegO' Wschadu, a ogramnie pawikłanych przyga- 
dach, napadach, zabójstwach była rzecz Herdena me sieghaiite Keu
ch- 
heit, wystawiana znawu za zgodą Rady Miejskiej na "publicznej scenie" 
w r. 1699 20 . Udramatyzowane tu zastały dzieje miłasne córki władcy 
Pegu Banisy i księcia z Awy Ballazina.. Między Bramą, Siaroem a Pegu 
dachadziła da różnych kanfliktów, a których mowa w kamedii. Wystę- 
pawali w niej cesarze, ich dzieci, dowódcy wojsk, wysocy urzędnicy. 
Na wstępie Wen era i Kupida wyjeżdżali z chmur na rydwanie zaprzę- 
żanym w dwa łabędzie i wychwalali stałaść Banisy i Ballazina, Wenera 
śpiewała a nich pieśń, a Kupida wtórawał jej na lutni. Patem w I akcie 
jesteśmy świadkami jakiejś pobitewnej sceny, cesarzawi z Pegu Xemin- 
da przychadzi z pamacą Ballazin, k:;dążę Awy, dzielny rycerz. Lasy pa- 
łączą gO' patem z córką Xeminda, Banisą, ale pa różnych trudnaściach 
i przygadach. Już teraz groziła jej nieszczęście, ba rzucił się na nią 
tygrys,. ale tym razem zabił gO' jej brat Xemin. Garsze nieszczęście grazi 
państwu Pegu ze strOIW Bramy i jej cesarza, tyrana Chamigrama. Bal- 
lazin wyzwał na pajedynek rycerza z Bramy Zangara i w walce gO' 
zabił. W akcie II spieszy wraz zaddanym sabie Skandarem da świątyni 
złażyć bogom ofiarę. Wtedy zostaje narzeczonym córki cesarskiej Ba- 
nisy, ale nie para na miłość i śluby, bo poczęła się na nawa ciężka 
wajna. Xemindo adbywa w tej sprawie naradę, a Ballazin spieszy da 
Awy pa pamac wajskawą. Cesarza Xeminda zdradza na damiar nie- 
szczęścia jegO' wódz Quenda, dowadem tegO' jest list jegO', jaki przy- 
padkawa zgubił. Obrót wajny jest dla Xeminda fatalny: pada jegO' za- 
mek, da niewoli dastaje się córka Banisa i jej tawarzyszki. W akcie 
III cesarz Bramy Chamigran nie pasiada się z radaści. Serdecznie prze- 
mawia da Banisy, ale ta nim gardzi. Da niewali dostaje się też jej ajciec, 
tylkO' Talemon w niewali daznaje łaski i zastaje wypuszczony na wal- 
naść. Banisie grozi śmierć, książę z Promu Abaxar dostaje ad Chami- 
grama razkaz zamardawania jej. Abaxar, ujęty jej pięknaścią, zabija 
kagoś innegO'. Przez zdradę wychodzi ta jednak na jaw i Abaxar dastaje 
się da więzienia. Banisie i jej ajcu znawu grozi śmierć. Tymczasem syn 
uwalnianegO' Talemana cudownie sprawia, że się Chamagram znawu 
rozkachał w Banisie. Myśli ana wtedy zadać sabie samej śmierć, ale się 
ad tegO' wstrzymuje. KtO' jeszcze zdała uratować z niewali Xeminda 
i jegO' córkę Banisę? Oczywista Ballazin, który paspieszył pa pamac 


20 Dwór Artusa w Toruniu odnowiony został w r. 1701, tam znajdowała się scena 
publiczna, na której od końca w. XVII młodzież dawała swe przedstawienia. Actus 
OIatorii po dawnemu odbywały się w Auditorium Maximum.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


141 


do Awy. Ten jednakże stracił pod Pegu w burzy morskiej wiele okrę- 
tÓw. To już jest przedmiotem aktu IV. Dostaje on od Banisy smutne 
listy. Chamigram raz jest w niej zakochany, to znowu chce ją zabić. 
Księżniczka Banisa zostaje powiadomiona. że Ballazin z przyjacielem 
Skandoren w przebraniu kupcó,w portugalskich myślą ją ocalić. Ona 
sama dopomaga im w tym usypiając jakimś trunkiem Chamigrama. Ten 
wściekły, że Banisa zbiegła. poprzysięga jej zemstę i wysyła za nią 
pogoń. W akcie V Chamigrama straszy duch Xeminda. Banisa zostaje 
odszukana dzięki zdradzieckiemu generałowi jej ojca Quendu i zdana 
jest znowu na łaskę i niełaskę Chamigrama, ale pozostaje ciągle wobec 
niego dumna i harda. Kapłan Rolim obiecuje swemu władcy zjednać 
mu księżniczkę i sam usiłuje ją zgwałcić, za co go ona przebija sztyle- ' 
tem. Ma za to pÓjść bogom na ofiarę. Ballazinowi udaje się przebrać za 
kapłana. To on dostaje od wściekłego tyrana Chamigrama polecenie jej 
zabicia. W pewnym momencie zabija go sztyletem, ocala Banisę. Wier- 
ność i czystość obojga zostaje wynagrodzona: Ballazin zostaje cesa- 
rzem Pegu, Banisa /jego żoną i cesarzową. 
Takie to dramatyzowane romanse dostawały się na scenę toruńską. 
W dwa lata później (1101), z okazji odnowienia. Dworu Artusa w Toru- 
niu, na tamtejszej scenie wystawiono staraniem młodzieży szkolnej 
rzecz o królu Arturze, w siedmiu aktach, pt. Die begliickte Tugend und 
Ritterspiele Kanig Artus in Grossbritannien. Tu widziało się wspomnia- 
nego króla niezadowolonego z swego najbliższego otoczenia - marszał- 
ka, kanclerza i doradców, bo księżniczka Algreta gdzieś przebywa w sa- 
motności i król jest tym zaniepokojony. Idą więc za nią poszukiwania. 
Na brzeg Brytanii wskutek burzy morskiej przY,bija wtedy rycerz z Prus 
Roderyk wraz z Piramontem i, dowie'dziawszy się o osamotnieniu księż- 
niczki, n'a własną rękę podejmuje się również jej poszukiwania. Na jej 
ślad wpadają dwaj książęta francuscy. To słodko do niej przemawiają, 
to jej grożą. Wtedy zjawia się tam Rodery1r, rani obu natrętów, bierze 
ich do niewoli. Wieść o tym dochodzi do króla. Radość panuje na dwo- 
rze królewskim. Księżniczka zostaje oddana królowi. Ale kanclerz i mar- 
szałek dworu niezadowoleni są z tego, że się tak poszczęściło Rodery- 
kowi. Przywiedzeni zostają owi dwaj jeńcy, książęta francuscy, król 
każe ściąć obu. Księżna urządza wielkie zabawy. Wtedy to Algreta 
i Roderyk wyznają sobie wielką miłość. Kanclerz nie omieszkał o tym 
natychmiast donieść krÓlowi. Tymczasem n
 dwór króla zjeżdża ze- 
wsząd wielu znakomitych książąt i rycerzy, a każdy z nich myśli o zdo- 
byciu ręki Algrety. Król Artus obwieszcza, że ją otrzyma ten, kto się 
w turnieju najlepszym okaże. Algreta życzy powodzenia Roderykowi. 
Najwięcej mu niechętny jest lord Sigthon, kanclerz królestwa; ten za- 
niepokojony sięga nawet do rad i wróżb czarnoksiężniczki, ale Roderyk
>>>
148 


Bronisław Nadolski 


zostaje zwycięzcą. Odbywa się jego ślub z ,księżniczką, tańce, zabawy. 
W dramacie prócz wymienionych postaci występowali tajni radcowie, 
znakomici rycerze: Armin, Gothe, Sigbrand, Ehrenfried, synowie mar- 
szałka i kanclerza królewskiego, szlachcic niemiecki, który po przedsta- 
wieniu wygłaszał pochwałę królów polskich i ich zasługi dla Prus Kró- 
lewskich, i jeszcze inny szlachcic, który mówił o odnowionych herbach 
Polski i Prus; znalazła się też oddana przez młodzież szkolną pochwała 
Polski, Prus, miast: Torunia, Elbląga, Gdańska i Królewca. Jak widzimy, 
przy różnych okazjach bardziej uroczystościowych przedstawienia słu- 
żyły do pewnych aktów politycznych. 


VII, PRZEDSTAWIENIA SZKOLNE DLA U
WIETNIENIA 
UROCZYSTOŚCI DWORU KROLEWSKIEGO 


Pod koniec XVII w. jesteśmy świadkami uświetniania uroczystości 
dworu królewskiego poprzez przedstawienia szkolne w Toruniu. 
v\Tarto 
tu dodać, że ważniejsze zdarzenia tego dworu były wtedy po miastach 
okazją do dziękczynnych nabożeństw, bicia w dzwony, panegirycznych 
publicznych występów. Włączał się do tego także teatr szkolny. Profesor 
Pater wprzągł teatr szcwgólnie do tych usług. W r. 1691 dla uświet- 
nienia ślubu królewicza Jakuba Sobieskiego z księżniczką palatyń- 
ską Elżbietą Amelią, wystawił Sejm na HeJjkonie (Ein heJjkonischer 
Reichstag). Gdy w parę lat potem król Jan III Sobieski podjął na Ukrai- 
nie wzmocnieJJ.ia obronne, pisał Pater Die Vestung der Jugend. Na uro- 
czystość ślubną księżniczki polskiej Teresy Kunegundy Sobieskiej z kur- 
firstem bawarskim w r. 1694 wystawił znany nam już dramat o Chari- 
klei i Theagenesie. W r. 1696 uświetnił śmierć króla Sobieskiego aktem 
oratorskim TriumphaJjs Senectus (Das triumphierende AJter) n. Prócz: 
niego z takimi dramatycznymi sztukami z racji wydarze1'1 na dworze 
królewskim występowali: Jakub Herden w Wybawionych Prusach, czyli 
obalonym tyraństwie (Das erlOsete Preussen oder die gestilrzte Tyran- 
ney, 1691), Marcin B6hme w akcie qramatycznym Von Kriegs-Troublen 
(1696), rektor Jerzy Wende w "ein Freudenspiel" na uroczystość koro- 
nacji Augusta II (1698). 
W Sejmie na HeJjkonie dostaliśmy właściwie tylko akt oratorski. Tu 
Philomusus i Philomaethematius dziękowali Bogu, że w okresie wojen 
wziął w opiekę Prusy. Merkury zapowiadał po wojnach odrodzenie 
nauk, a Apollo sztuk. Na wezwanie Erazma z Rotterdamu każda ze sztuk 
mówiła o sobie jak służy krajowi. W ten sposób doszły do głosu: Grama- 


21 O działalności literackiej Patera w Toruniu napisane zostanie oddzielne stu- 
dium.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


149 


tyka. Retoryka. Arytmetyka. Astronomia. Muzyka. Pierwsza z nich 
skarżyła się między innymi na manię tworzenia sztucznych tytułów 
dzieł i oskarżała o to Barbarię. ta znów pretensje miała do gramatyka- 
rzy. że szpecą teksty dzieł swoimi koniekturami. Retoryka mówiła wiele 
o swym znaczeniu i powodzeniu. mówiła nawet o sztuce przenoszenia 
głosu ludzkiego na odległość. Battologia zwalczała krasomówstwo, wy_ 
rzucając mu spustoszenia. jakich dokonało w życiu publicznym. Potem 
wystąpiła Logika ze szkołą Arystotelesa i sceptyków w towarzystwie ' 
Melanchtona. chwaląc się swą wziętością, zwłaszcza ostatnio w Holan- 
dii. Tymczasem przyszła na Helikon Ataxia i omówiła wielkie znaczenie 
Arytmetyki. Gdy tę próbowano atakować. zjawiła się ona sama i powo- 
łała się na pochwały wystawione jej przez Arystotelesa. Platona. Augu- 
styna. Wynikło z tego. że właśnie arytmetyka jest naj,doskonalszą nau- 
ką. nie mogą się bez niej obejść medycyna. astronomia. poezja. Wystą- 
pił tu jeszcze matematyk Tycho i mówił o sposobach łatwych obliczeń 
matematycznych. Geometria wygłosiła całą mowę na swą pochwałę. 
wymieniła swe usługi w wojskowości, w budownictwie fortec, w archi- 
tekturze. budownictwie miast. Wtepy to wystąpili uczniowie gimnazjum , 
i zaprezentowali publiczności różne modele figur geometrycznych. mó- 
wiąc o ich przydatności w życiu. Jakiś chiromant usiłował bezskutecz- 
nie podważyć te pochwały geometrii. Astronomię reprezentował wielki 
uczony toruński Kopernik, chwalił Boga za stworzenie tak pięknego 
świata. krytycznie się odnosił do astrołogów. co z gwiazd przepowiadają 
przyszłość i szczęście człowieka. Spowodowało to zjawienie się Astro- 
logii. która jednemu z uczniów przepowiadała jego przyszłość. Jakiś 
kalendariolog mówił o kalendarzach-prognostykach i doradzał zebra- 
nym na sali wystrzegać się różnych chorób. Potem dwóch uczniów 
przyniosło teleskop do oglądania gwiazd. Pod postacią Midasa zjawiła 
się Dysharmonia i zarzuciła Muzyce. że szkodliwie działa na uczucia 
ludzi. psuje ich usposobienie, bo - jej zdaniem - tę tylko muzykę 
winno się zachować. jaką daje przyroda, a więc rżenie koni. śpiew pta- 
ków, szczekanie psów. W obronie swej m-qsiała wystąpić Muzyka i jej 
wielki psalmista Dawid. Cały ten popis oratorski w dramatyzowanej 
formie nadawał się na zakończenie roku szkolnego. Żeby z tego zrobić 
rzecz dla uświetnienia wesela na dworze królewskim. trzeba było do- 
dać tzw. Nachspiel. Wyglądało to bardzo prosto: kilku uczniów wier- 
szem i prozą wyraziło gratulacje królewskim oblubieńcom. Działo się 
to 3 maja 1691 r. 
Parę tygodni później. dnia 28 maja 1691 'zdobył się Jakub Herden 
. dla uświetnienia tej samej uroczystości na rzecz bardziej ambitną. wy- 
stawił dramat Wybawione Prusy, czyli obalone tyraństwo. Pokazano tu 
tyraństwo Ludwika Ehrlichshausena i krzyżackiego Zakonu. ocalenie
>>>
150 


BronIsław Nadolski 


Prus ze strony Sarmacji. Autor nie potępiał Zakonu w jakiś sposób 
bezwzględny, pokazał tylko jego zwyrodnienie w osobie wymienionego 
Ludwika i jego doradców, pokazał szczęście i świetny rozkwit Prus pod 
panowaniem królów polskich. Widzieliśmy tu na scenie zamek komtura 
krzyżackiego w Toruniu na tle miasta, w climurach zjawiła się boska 
Opatrzność, złożyła ona Prusom życzenia, by kraj ten na zawsze zosta- 
wał pod rządami polskimi i kwitł w swej szczęśliwości. To był jakiś 
wstęp. Potem widzieliśmy komtura w otoczeniu doradców. Kraj cierpiał 
nieznośne, tyrańskie ich rządy. Przeciw tej tyranii buntowała się Prussia 
i trzy jej córki: Northe (Toruń), Gelbin (Elbląg), Dantzid (Gdańsk). Owe 
trzy córki zostały przechwycone, a ich ochmistrz Virtuosus skazany na 
śmierć. Conquestio, wyobrażająca wolę czy opinię kraju, postanawia 
zos.tać wieJ1llą Prussii aż da śmierci. Z nią mogą one swobodnie 
rozmawiać i dowiadywać się, co się dzieje w kraju. Po zamordowaniu 
Virtuosa trzy córki Prussii otrzymują radę, by się zwróciły o pomoc 
do siostry Prussii, Polonii. Króla polskiego wynosi w pochwałach Cnota, 
Występek wychwala komtura, boska Sprawiedliwość potępia Zakon 
krzyżacki i chwali cnoty królów po1fkich. W akcie II wieśniak Tityrus 
wychwala w pieśni życie wiejskie. Spotykają go trzy córki Prussii i py- 
tają o drogę do Polski. Sciga je Arrogus, wściekły na chłopa za udzie- 
lenie im pomocy i dlatego każe mu wyrwać żywcem serce. Przelękniona 
tym terrorem Prussia prosi Ludwika o poskromienie jego współpracow- 
ników, żali się i na swoją niedolę, czym ściąga na siebie jego gniew. 
Z rozmowy Okrutności i Łagodności wychodzi na jaw cała potworność 
Ludwika. VV akcie III Prus si a ostro mu ją wymawia. Zjawia się wtedy 
Polonia. Prussia prosi ją na pokoje Ludwika i mile wita. Komtur myśli 
teraz, jak sprowadzić z powrotem trzy zbiegłe córki Prussii; każe dla 
I Polonii bogato zastawić stoły. Wśród rozmyślań zasypia i widzi we 
śnie orła białego z herbem Prus w dziobie i z insygniami królewskimi 
w szponach. Spierają się ze sobą Melancholia i Zadowolenie. W akcie 
IV Prussia i Polonia radzą nad zbiegłymi córkami. Chcą je wesprzeć 
swą pomocą. Toczy się przy stole rozmowa na ich temat. Ale Ludwik 
nie chce odmi'enić swego stanowiska. Polonia odchodzi od Prussii, za- 
niepokojenie tym udziela się otoczeniu Ludwika. Wówczas zwraca się 
on po radę do jakiejś czarownicy, ta stawia przed nim lustro, w którym 
widać Toruń i orła białego. W akcie V Kazimierz Jagiellończyk odbywa 
narady z doradcami swymi - kanclerzem, wojewodą, starostą. Król 
jest zadoWolony z przebiegu obrad, chwali Toruń. Conquestio doradza 
trzem córkom Prussii, wracającym z wojskiem polskim, zaskoczyć Lu- 
dwika wśród uciech i zabaw, obiecuje dać !lilak umowny i wskazać' 
drogę na zamek toruński. Córki przymują tę pomoc i obiecują wierność 
k,rólom polskim. Tymczasem Conquestio uwalnia z więzienia Prussię,
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


151 


wskazuje wojskom królewskim drogę na zamek. Wśród ogólnej radości 
następuje powitanie Prussii z córkami. Dramat ten wymowny w swej 
propolskiej ideologii, ale,jako utwór nieszczególny, był jak wspomniano 
wystawiony dla uczczenia ślubu królewicza Jakuba Sobieskiego. Dlatego 
dodatkowo na scenę wjechała Wenera na rydwanie zaprzężonym w dwa 
łabędzie, a dwóch kupidynów złożyło parze oblubieńców serdec:.;ne 
życzenia. Nastąpiła muzyka, śpiewy i tańce. 
Dla uświetnienia ślubu córki królewskiej Teresy Kunegundy Sobie- 
skiej i kurfirsta bawarskiego wystawił Pater, jak mówiliśmy, udrama- 
tyzowaną powieść o Chariklei. Była i do tego dodana część uroczy- 
stościowa. W niej Prusy składały parze nowożeńców gratulacje, a pru- 
ska Pallas mówiła o wielkim rozgłosie tego ślubu w ówczesnym świe- 
cie. Jakiś uczeń z Węgier wychwalał kurfirsta za jego czyny rycerskie, 
kapelmistrz podnosił z uznaniem zamiłowanie nowożeńców do muzyki 
i sztuk pięknych. 
Dramatyzowanym aktem oratorskim była Tryumfujqca starość (Das 
iriumphierende Alter) Patera, wystawiona 7 lipca 1695 na cześć Sobie- 
skiego. Autor nazwał to "ein Staatsspiel", "ein Heldenspiel". Występo- 
wali w nim: Priam, Menelaus, Agamemnon, Nestor, Mars, Urania, Solon, 
Helena, Pentesilea, Wenera, Ifigenia, Chór. 
Smierć króla Sobieskiego w 1696 uczczono 2 sierpnia staraniem rek- 
tora gimnazjum Wendego aktem żałobnym (Ein Traueractus) pt. Ca- 
sirum doloris. Po pochwale rządów Sobieskiego zjawiła się Fama 
(Wieść), oznajmiła jego odejście i wezwała do śpiewów żałobnych. Po- 
tem dwóch posłańców wyrażało senatorom polskim ubolewanie z pO- 
wodu zgonu króla. Z kolei posłowie szlacheccy żałowali straty monar- 
chy, biadała nad nim i stolica Polski, potem opłakiwało króla wojsko 
i składało u jego głowy zwycięskie sztandary; żałowały go dalej rady 
miejskie. Jako s
ego "królewskiego Apollina" żałowali go studenci 
wyższych szkół. Wreszcie sieroty i wdowy opłakiwały króla, znanego 
ze szczodrobliwości i łagodności. Między poszczególne sceny wplatano 
śpiewy, które wykonywała Boleść. Na końcu widziało się Nadzieję 
w otoczeniu sześciu nimf wiślanych, wyrażającą przeświadczenie, że 
Polacy wybiorą sobie dobrego następcę, godnego swego wielkiego po- 
przednika. - . 
Wyrazem pewnego niepokoju z powodu wojen i zniszczeń wojen- 
nych był pod koniec listopada 1696 dramat Marcina B6hmego KrIegs- 
-Troublen. To także był dramatyzowany akt oratorski, szereg mów, nie 
związanych zupełnie jakąś jedną akcją. Występowali tu generałowie, 
oficerowie, żołnierze, chłopi, mieszczanie. Jedni siali postrach wojny, 
grozili Prussii i jej miastom zniszczeniem; generał Vallolitus rozmyślał 
właśnie nad niszczycielskim sposobem wojowania, a oficerowie Bello-
>>>
152 


Bronisław Nadolski 


rophon i Laurentius robili sobie wyrzuty, że może nawet za daleko po- 
szli w niszczeniu kraju. Mamy tu sceny poboru do wojska i wygodnego 
Dolomeę, który nie myśli krwawić się na wojnie, że aż mu trzeba przy- 
pominać powinności wojskowe. Prusy chcą się oczywiście bronić przed 
zupełnym zniszczeniem, ale mieszkańcy nie bardzo wiedzą, w jaki spo- 
sób. Jedni mysIą o pokucie, modlitwach i poprawie obyczajów, inni 
wzmacnialiby mury miasta i załogi wojska, jeszcze inni myślą o gro- 
madzeniu żywności . Dramat ten jest słaby kompozycyjnie, niedekawy 
w treści, kończy się śpiewem chóru o pochwale pokoju. 
Aktem radości na scenie. szkolnej witał rektor gimnazjum Wende 
24 kwietnia 1698 wybór Augusta II na króla polskiego. Treść tego "Freu- 
denspiel" była nader prosta i mało dramatyczna. Cesarz Konrad na- 
znacza swym następcą księcia saksońskiego Henryka i poleca bratu 
swemu przekazać mu tę wiadomość i królewskie insygnia. Henryk wy- 
biera się w tym czasie na wielkie polowanie, jednak jakiś głos tajemny 
przestrzega go, by tego nie robił. Na wieść, że ma być cesarzem, ra- 
duje się w duszy, choć udaje żałość. Jakiś wróżbita chce mu przepo- 
wiadać przyszłość, ale go wyśmiewają dworzanie. Po śmierci Konrada 
wszystko się Henrykowi dobrze układa. Przeprowadza różne rozmowy, 
by nie doprowadzić do jakichś tarć wewnętrznych. Uznać go nie chce 
cesarzem książę szwabski, opór też stawia książę bawarski. Cała poli- 
tyka Henryka idzie w kierunku zawarcia z nimi zgody. To mu się udaje. 
Małżeństwa ich dzieci tę zgodę mają utrwalić. Autor wprowadził nas 
w dzieje niemieckie, poza Konradem i Henrykiem wystąpiła tu żona 
Henryka - Matylda, czterech innych książąt, biskup, marszałek dworu, 
wielki łowczy, damy dworu, dworzanie, lekarz nadworny, wróżbita, 
żołnierze. 
Do właściwego przedstawienia dołączono akt gratulacji nowemu 
królowi Augustowi II. Cztery prowincje: Saksonia, Turyngia, Miśnia, 
Łużyce żałowały, że tracą swego kurfirsta i pana, a cztery prowincje 
polskie: Polska, Litwa, Ruś i Prusy wyrażały radość z jego obioru na 
króla polskiego. Dołąc:z;yła się do tego radość Torunia, który złożył 
królowi najlepsze życzenia. 
Przed paru laty T. Witczak w rozprawie Teatr j dramat staropolski 
w Gdańsku (1959) pokazał, jak na terenie Gdańska uświetniano przed- 
stawieniami różne uroczystości dworu królewskiego i przyjazdy mo- 
narchów polskich do tego miasta. Tu dostajemy ilustrację tego obycza- 
ju z terenu Torunia.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


153 


VIII. PRZEGLĄD PRZEDSTAWIEŃ I DRAMATYZOWANYCH AKTOW ORATORSKICH 
W GIMNAZJUM TORUŃSKIM 


, Podajemy poniżej chronologiczne zestawienie przedstawień na sce- 
nie toruńskiej i zaprezentowanych tam dramatyzowanych aktów oratói- 
skich. Z wykazu tego wyłączono akty, których dramatyzacja była wątpli- 
wa. Zestawienie sporządzono na podstawie następujących źródeł: T y n c 
Dzieje = Dzieje gimnazjum toruńskiego, t. II, Toruń 1949; T Y n c 
Teatr = Teatr polski szkół różnowierczych, "Pamiętnik Teatralny", 1960, 
z. 3-4. Zaproszenia na przedstawienia i na akty oratorskie znajdują się 
w klockach Biblioteki Gdańskiej PAN Ma 3920 8°, Ma 3981 2°, Ma 
3982 2°, Ma 3983 2°, Ma 3984 2°, Ma 3985 2°, Ma 3927 8°, a zwłaszcza 
IVla 3986 2°, nadto w klockach Książnicy Miejskiej im. Kopernika w To- 
runiu, sygn. A 
64a" A fol. 3, A fol. 57, K fol. 4, K fol. 11, K fol. 12, K fol 
13, K f01.21. 


1) 1584 Baltazar Germanus (konrektor toruński). Comoedia des gedultigen, ohne 
Schuld veTjagten Graffens von AngieTs und seiner zweier Kinder [z Boccac- 
cia). zob. J. B o 1 t e, Das Danziger Theater, s. XIV, przypis 1. 
2) 1593 Tragedia o dwóch rycerzach z Górnej Burgundii. T y n c, Teatr, s. 486. 
3) 1603 Maciej Nizolius, De veTa nobilitate - inscenizacja senatu rzymskiego. 
T y n c Dzieje II. s. 41-42. 
4) 1604 Actus dramaticus de Saula. T y n c, Dzieje II, s. 44. 
5) 1614 Seneca, Troas. 123 Ma 3986 2°. 
6) 1615 Konrad Graser - inscenizacja procesu Mureny wedlug mowy Cycerona. 
T y n c, Dzieje II, s, 100. 
7) 1617 Konrad Graser - inscenizacja procesu Werresa według mów Cycerona. 
T y n c, Dzieje II, s. 99-100. 
8) 1619 Tragedia o Peryklesie. 124 Ma 3986 2°. 
9) 1621 Terencjusz, Andria. 183 Ma 3986 2°. 
10) 1624 Scaliger, Aiax. 183 Ma 3986 2°. T Y n c, Dzieje II, s. 101. 
11) 1624 Pochwała i nagana Henryka IV. Act. orat. 211 Ma 2986 2°. 
12) 1624 O zbawiennym pokoju w chrześcijaństwie. Act. orat. 125 Ma 3986 2°. 
13) 16.26 Udramatyzowanie secesji plebsu rzymskiego na Górę Świętą. T y n c, Dzie- 
je II, .5. 100-101. 
14) 1629 Eurypides, Wgenia. T y n c, Dzieje II, s. 102. 
15) 1630 Julian Apostata. Dramat. 95 Ma 3986 2°. 
16) 1634 Udramatyzowane sprzysiężenie Katyliny według mów Cycerona. 127 Ma 
3986 2°. 
17) 1634 Plaut, Captivi. 127 Ma 3986 2°. 
18) 1637 Terencjusz, Phormio. 184 Ma 3986 2°. 
19) 1637 Plaut, Miles glorio sus. 184 Ma 3986 2°. 
20) 1638 Sophompahanea sive losephi venditi tragoedia. 185 Ma 3986 2°. 
21) 1638 Plaut, Trinumnus. 126 Ma 3986 2°. 
22) 1639 G. Buchanani, lohannis Baptistae tragoedia. 186 Ma 3986 2°. 
23) 1643 Udramatyzowana wojna punicka. 128 Ma 39862°. 
24) 1643 Julius Redivivus. 123 Ma 3985 2°, 188 Ma 3986 2°. 
25) 1646 De bello et pace comoedia. 129 Ma 3986 2°.
>>>
154 Bronisław Nadolski 


26) 1650 Komedia o teraźniejszym stanie Niemiec. T y n c, Dzieje II, S. 136. 
27) 1650 Tragedia o ścięciu Karola Roberta. T y n c, Dzieje II, s. 136. 
28) 1652 Udramatyzowana druga wojna punicka. 130 Ma 3986 2°. 
29) 1663 Plaut, Mi1es gloriosus 131 Ma 39862°. 
30) 1664 Spór Apollina i Plutona. Act. orat. 84 Ma 3986 2°. 
31) 1665 Zgubne obyczaje świata. Act. orat. 85 Ma .3986 2°. 
32) 1665 Drama polemico-irenicum. 132 Ma 3986 2°. 
33) 1667 Homogenes. Ein SchauspieI. 133 Ma 3986 2°. 
34) 1668 Inscenizacja procesu o zabójstwo Roscjusza według mowy Cycerona. T y n c, 
Dzieje II, s. 204. 
35) 1668 Chariclea Heliodoris. 63 Ma 3927 8°. 
36) 1669 Spór Apollina z Panem (według Owidiusza). Act. orat. 134 Ma 3986 2°. 
37) 1670 HeIl'kules na rozstajnych drogach. Act. orat. 91 Ma 3986 2°. 
38) 1670 Sąd króla Ludwika XIII. Ad. orat. 93 Ma 3986 2°. 
39) 1670 Przybycie Krzyżaków do Prus. Act. arat. 94 Ma 3986 2°. 
40) 1671 PoJjticus heterodoxus, 4 akt. tragedia. 64 Ma 3927 8°. 
41) 1671 Sytuacja polityczna Belgii. Act. orat. 97 Ma 3986 2°. 
42) 1671 S. Schelwig, Timon. Act. orat. 65 Ma 3927 8°, 
43) 1671 Sprzysiężenie przeciw Aleksandrowi Wielkiemu. Ad. orat, 101 Ma 3986 2°. 
44) 1671 O Bożym Narodzeniu. Act. orat. 102 Ma 3986 2°. 
45) 1674 Zdania siedmiu mędrców. Act. orat. 105 Ma 3986 2°. 
46) 1674 Sposoby dojścia do fortuny. Act. orat. 31 K fol. 12. 
47) 1675 Pat1wlogia sacra Dei. Act. orat. 108 Ma 3986 2°. 
48) 1676 Aspasia die Schiiiierin. 137 Ma 3986 2°. 
49) 1676 Solennis aytus in natalibus Christi. 136 Ma 3986 2°. 
50) 1678 De Carolo, Sitiliae rege. Act. orat. 138 Ma 3986 2°. 
51) 1678 Wieszczenia o Chrystusie. Act. orat. 109 Ma 3986 2°. 
52) 1679 Actus solennis in nativitate. Act. orat. 139 Ma 3986 2°. 
53) 1679 K. Hartknoch, Codrus. 98 Ma 3920 8°. 
54) 1682 De martyribus. Act. orat. 112 Ma 3986 2°. 
55) 1683 J. Sartorius Drama de Glycione. Act. orat. A 364a. 
56) 1689 Musarum comitia. Act. arat. 96 Ma 3985 2°. 
57) 1689 P. Pater, Christus patiens. 4 A 364a. 
58) 1691 Pierwsi królowie polscy. Act. orat. 21 K fol. 21. 
59) 1691 P. Pater, Ein helikonischer Reichstag, 18 K fol. 21. 
60) 1691 J. Herden, Das erlOsete Preussen. 111 K fol. 21. 
61) 1693 P. Pater, Die Vestung der Jugend. 115a Ma 3984 2°. 
62) 1694 P. Pater, Passionis organorum conspectus. Act. orat. 115? Ma 3984 2°. 
63) 1694 P. Pater, Die verlobte Chariclea. Ma 3982 2°. 
64) 1695 Orationes sacrae de passione.. Ad. orat. 116 Ma 3984 2°. 
65) 1695 St. Pallavicinus, Antiope. 100 Ma 3985 2°. 
66) 1696 P. Pater, Das triumphierende Alter. 128 Ma 3981 2°. 
67) 1696 J. Wende, De Drahomira. 158 Ma 3920 8°. 
68) 1696 J. Sartorius, Drama de Josepho. 158 Ma 3920 8°. 
69) 1696M. B6hme, Actus de spe parentum. 158 Ma 3920 8°. 
70) 1696 J. Wen de, Castrum doloris. 183 K fol. 12. 
71) 1696 M. B6hme, Von Kriegs-Troublen. 22 K fol. 21. 
72) 1697 J. Rezik, PetIQ Horeb. 140 Ma 39862°. 
73) 1698 J. Wende, Auf den Kaiserlichen Reichsthron. 12 A fol. 57. 
74) 1698 J. Wende, ludex Christi iudicatus. 134 Ma 3983 2°.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


155 


75) 1700 P. Pater, Labor solis sive ec1ipsis. Act. orat. 60 Ma 3982 2°. 
76) 1702 Dolores animae corporisque. Act. orat. 241 K fol. 12. 
77) 1703 J. Wen de, Caiphas et Hannas. 118 Ma 3984 2°. 
78) 1704 Continuatio dialogorum sacr. 276 K fol. 12. 
79) 1705 J. Rezik, De nativitate Christi. 116 Ma 3986 2°. 
80) 1705 Pr{tdigia mortem Domini comitata. Art. orat. 119 Ma 3984 2°. 
81) 1706 De tristitia animae Christi. Act. orat. 43 K fol. 4. 
82) 1707 Nicodemi et losephi pietas. 99 K fol. 4. 
83) 1708 Forum iniquitatis. Act. orat. 121 K fol. 4. 
84) 1709 Crux domini Christi. Act. orat. 169 K fol. 4. 
85) 1709 Actum eucharisticum. Act. orat. 173 K fol. 4. 
86) 1711 Poenae de lilio homJnis. Act. orat. 109 K fol. 15. 
87) 1712 Heptalogum. Act. orat. 179 K fol. 
88) 1713 J. P.Schultz, Alexandri M. Leben. 95 K fol. 11. 
89) 1713 J. P. Schwtz, Salomon. 51 K fol. 13. 
90) 1713 J. P. SchuItz, Die ErlOsung des menschlichen Geschlechts. 64, 65 K fol. 13. 
91) 1714 J. P. Schultz, Jonas in ventre piscis. 133 K fol. 13. 
92) 1715 Bornmann, lsraelitarum per losuam introductio. 213 K fol. 13. 
93) 1716 P. Jaenichius, Actum de commenticiis in historia perpassionis Christi. Act. 
orat. 123 Ma 3984 2°. 
94) 1717 Memoriae Christp sacrum. Act. orat. 68 K fol. 11. 
95) 1718 Populi lSIaelitici liberatio per Gideonem lacta. 111 K fol. 11. 
96) 1719 J. Arnd, De impia pietate Kaiphae. 24, 25, K fol. 21. 
97) 1723 J. Zabler, GedruckteT u. erhoheter loseph. 32 K. fol. 21. 
98) 1723 J. Zabler. De instrumentis passionis. Art. orat. 125 Ma 3984 2°. 
99) 1724 P. Jaenichius, Dolores Salvatoris. Act. orat. 26 A fol. 57. 
100) 1726 J. P. Schultz, Act. orat. die sepuIturae. 27 A fol. 57. 
101) 1727 J. Zabler, Colloquium passionale. Act. orat. 28 A fol. 57. 
102) 1728 P. Jaenichius, Titulus Salvatoris oppressus. Act. orat. 29 A fol. 57. 
103) 1729 J. P. SchuItz, Die Jesu mortiiero. Act. orat. 30 A fol. 57. 
104) 1735 Mirtilis et AmaryIlis. T y n c Teatr, S. 486. 
105) 1739 G. Weiss, Act. orat. de praeiudiciis. 39 A fol. 57. 
106) 1740 S. T. Sch6nwald, Pretium moderationis humanae. Art. orat. 41 A fol. 57. 
107) 1741 P. Zornius, De Socinianorum et Muhammadanorum conspiratione. Act. arat. 
42 A fol. 57. 
108) 1743 J. Zabler. Polymathiae passionalis pars III. Act. orat. 43 A fol. 57. 
109) 1745 M. G. Centner, David in loco deser to. 47 A fol. 57. 


BIBLIOGRAFIA 


B e r n a c kiL., Notatki do dziejów teatru w dawnej Polsce. Pamiętnik Literacki, 
R. IX (1910). 
B r e n s z t e j n M., Teatr szkolny w Krożach na Zmudzi. Ateneum Wileńskie, 1925 
z. 9. 
B r li c k n erA., Z dziejów dawnego teatru polskiego. Pamiętnik Literacki, R. I 
(1902). 
B o l t e J., Das Danziger Theater im 16 und 17 Jahrhundert. Hamburg 1895. 
[D ą b r o w s k i S.] M. Z., Dwa toruńskie widowiska szkolne XVII w. w kolegium 00. 
jezuitów. Mestwin, Dodatek naukowo-literacki "Słowa Pomorskiego", 1928 nr 2.
>>>
156 


Bronisław Nadolski 


D li r r - D u r s k i J., Ze studiów nad "Antitemiuszem". Zeszyty Naukowe Uniwersy- 
tetu Łódzkiego, S. I z. 7, 1957. 
G r a b o w s k i T., Ze studjów nad teatrem jezuickim we Francji i w Polsce 
w w. XV I-XV III. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Prace Komisji Filo- 
logicznej, t. XX z. 3 (1963). 
G r o s 5 Go, Das Danziger Theater jn der ersten Hc'ilite d. 17 Jahrhunderts. Leipzig 
1939. 
K r z y ż a n o w s k i J., Dramaturgia Polski renesansowej. Pamiętnik Teatralny, 1952 
z. 2. 
K u b i k K., Paweł Pater pionier ksztaJcenia technicznego. [W:] Gdańskie Gimnazjum 
Akademickie. Gdynia 1959. 
K w i a t k o w s k i W., Teatr szkolny kolegium jezuickiego w Kaliszu. Kalisz 1936. 
L e w a ń s k i J., Dramaty staropolskie. Antologia, t. 1-6. Wstęp. Warszawa 
1954-1964. 
N a d o I s k i B., Henryk MoHer - humanista gdański z połowy XVI w. Eos 1958, 
R. XLIX z. 2. 
N a d o l s ki B., Recepcja Terencjusza w szkołach gdańskich w okresie Renesansu. 
Eos 1959/1960, R. L Z. 2. 
N a d o l s k i B., Inscenizacja procesu poety Archiasza w Kwidzynie. Eos, 1963, R. LIII 
z. 1. 
N a d o l s k i B.. Intermedia i dialogi z końca XVII wieku. Sprawozdania Towarzy- 
stwa Naukowego w Toruniu, 7 z. 1-4, 1956. 
N e u n a u e r 1.; Das Theaterwesen jn Elbing wc'ihrend des 18 Jahrhundert. Mitteil. d. 
Westpreuss. Geschichtsvereins, 1913. 
p i g o ń S.. Z dziejów teatru szkolnego w Polsce w XVII w. Pamiętnik Literacki, 
R. XXXV (1938). 
P o P ł a t. e k J., Studia z dziejów jezuickiego teatru szkolnego w Polsce. Wrocław 
1957. 
R u c i ń s k a H., Ze studiów nad dziejami teatru polskiego w Grudziądzu. Rocznik 
Grudziądzki, t.. 3 (1963). 
S im o n 1., Dykcjonarz teatrów polskich od czasów naj dawniejszych do r. 1863, War- 
szawa 1935. 
S k li l s k i R., Z dziejów teatru jezuickiego we Lwowie. Pamiętnik Literacki R. XXXII 
(1935) . 
S t e n d e r - P e t e r s o n A., Tragoediae Sacrae. Materialien und Beitrc'ige zur Ge- 
schichte des polnisch-lateinischen Jesuitendramatik der Frilhzeit. Dorpat 1931. 
T Y P. c 5., Teatr polskich szkół różnowierczych. Pamiętnik Teatralny, 1960 Z. 3-4. 
\"1 i n d a k i e w i c z S., Teatr kolegiów jezuickich w dawnej Polsce. Kraków 1922. 
\Iv i t c z a k T., Teatr i dramat staropolski w Gdańsku. Gdańsk 1959. 
W i t k o w s kiL., Jakub Zabler, epigon toruńskich poetów nowołacińskich. Eos, 1954, 
R. XLVI z. 2.
>>>
Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego 


157 


Bronisław Nadalski 


THE SCHOOL THEATRE OF THE TORUŃ SECONDARY SCHOOL 
IN THE 17th AND 18th CENTURY 


Summary 


During the Renaissance and the Reformation period the school theatre played 
an important pedagogkal role, it was one of the means of teaching and educating, so 
far, however, there have been only a few short artieles on this subject but no de- 
tailed study. The situation is much better as fa! as the theatre of Jesuit coIlege,g is 
concerned, but this subject is quite neglected in Lutheran secondary schools in Royal 
Prussia, in Turuń, Elbląg and Gdańsk. The texts of the plays performed are scarce, 
those which have come downare mainly from Elbląg, more information about these 
performances is provided by printed invitations which contain the subject of the 
plays, stage directions, the n.ames of the cast. 
The earliest curricula in the Toruń secondary school as well as the later school 
regulations stress the necessity to give performances. The main object was to help 
the pupiIs to acquire a perfect knowledge of Latin, that iso why in case of Plautus 
and Terence their linguistic value is p;raised. Their comedies were frequently per- 
formed at the beginning of the 17th century. But it is not earIier than 1630-1730 
that a real fIourishing of the school theatre in Toruń took place. It is interesting to 
note dramatized oratorical performances which may be tfeated as a kind of reci- 
lation theatre, especialIy useful at school. There. is evidence that quite a number of 
this kind of a c t u s o r a t o r i i were actualIy dramatized, the speakers recited their 
parts in the appropriate dress, in curcumstances characteristic of the times to which 
the very plays referred. Since the middle of the 17th century such actus oratorii, 
connected with Christmas and Easter, came into fashion and in a way replaced my- 
stery plays. But mystery plays were also performed. Several motives from mystery 
plays can be found here, e.g. dramatized events from general history, 50 far as they 
could be treated as figures anńouncing Christ. Another theme is the dramatization 
of general history, the first and second Punic war, the deeds of Alexander the Great, 
the falI of Troy, Catilina's plot, the crimes of Sicily's governor, Verres, the two 
latter events were ce!tainly based on Cieero's speeches. PinaIly the dramatized story 
of Cyrus and Aspasia deserves attention, Heliodorus' Aethiopica and others. There 
were also performances connected with different occasions at the royal court of Po- 
land, celebrating weddings, victories, the death of a king. 
In those plays written by professors diffeTent genres and kinds of style can be 
found. There are councils of heavenly beings undertaking a decicion; there are coun- 
cils of royal advisers and military chiefs to consider accusations of high-treason; 
there are triais calIed to solve a certa in question. There is a lot of rhetoric in 
these plays, but it is evident that moments of educational value were particularly 
stressed, the theatre was a means of teaching the pupils about the past, that is why 
the sources were shown from which the theme as weIl as certain realistic elements we- 
re drawn, The language of these plays was at first only Latin, since the middle of the 
17th century sometimes German, but Latin always prevails. Sometimes as many 
as five or six performances a year were given, there is evidence for that but details 
are unavailable. The author was mentioned exceptionalIy when the play was of 
foreign origin, e.g. George Buchanan, an author particularly read and appreciated 
in Toruń for his excellent pararaphrase of the Psalter. Other evidence leads to the
>>>
158 


Bronisław Nadolski 


adaptations from Dutch literature and the German noveI. Among the professors- 
.authors of these plays the following can be mentioned towards the end of the 17th 
century: K. Hartknoch. l. Sartorius, G. Wende, 1. Rezik, P. Pater; in the 18th cen- 
tury: I. Zabler, J. Herden, J. P. Schultz and others. Tthere are among them some 
Hungarians, Slovaks there is Wende trom SiIesia, and others from more distant 
regions. After 1750 th
re is no more evidence of these school performances.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE - ZESZYT 17 - FILOLOGIA POLSKA VI 


/ 


Zespołowa Katedra Literatury Polskiej 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


Jerzy Kasprzyk 


Z DZIEJOW GDANSKIEJ LITERATURY POLITYCZNEJ 
PIERWSZEJ POŁOWY XVIII, WIEKU * 


J 


Gdańska literatura polityczna pierwszej połowy XVIII wieku nie 
była dotychczas przedmiotem żywszych zainteresowań naukowych. Luź.,. 
ne wzmianki na jej temat znaleźć można jedynie w publikacjach histo- 
ryków zajmujących się tym okresem dziejów politycznych Gdańska 1. 
Tak więc pracę nad poznaniem literatury politycznej tego czasu nale- 
żało zacząć od bibliograficznego zarejestrowania jak największej, możli- 
wie pełnej liczby gdańskich druków politycznych 2. Wiadomo bowiem, 
że nawet jedyne publikowane źródło bibliograficzne, obejmujące cało- 
kształt piśmiennictwa polskiego, jakim jest Bibliografia Polska Estreiche- 
ra, dalekie jest od dokładności i kompletności w zakresie informacji 
o wytworach gdańskich drukarzy. Tego rodzaju opinię o Bibliografii 
Estreichera wyrażono już niejednokrotnie, a ostatnio przypomniała ją 
Alodia Kawecka-Gryczowa w publikacji Drukarze dawnej Polski, pisząc: 
"Nieocenione to źródło wykazuje jednak poważne luki w zakresie 
piśmiennictwa związanego z Prusami. W szczególności słabo reprezen- 
towany jest wiek XVII i XVIII, co powielokroć staraliśmy się sygnalizo- 


. Praca niniejsza została przedstawiona: 10 grudnia' 1964 r. w Komisji Filologicznej 
Towarzystwa Naukowego w Toruniu. 
1 Na przykład: A. M. Wo d z i ń s k i, Gp.ańsk za czasów Stanisława Leszczyń- 
skiego, Kraków 1929; K. P i war s k i, Dzieje Gdańska w zarysie, Gdańsk 1946; 
J. F e I dm a n, Stanisław Leszczyński, Wrocław-Warszawa 1948. 
2 J. N o w a k - D ł u ż e w s k i w publikacji Bibliografia staropolskiej okoliczno- 
ściowej poezji politycznej, Warszawa 1964, notuje głównie materiały rękopiśmienne, 
rzadko tylko sięgając do drukowanych.
>>>
160 


Jerzy Kasprzyk 


wać w artykułach, aby uchronić czytelnika przed wyciąganiem zbyt 
pochopnych wniosków" 3. Opinia ta znajduje szczególnie pełne uzasad- 
nienie w odniesieniu do druków politycznych, które często pozbawione 
takich elementó'\v opisu wydawniczego, jak miejsce druku, rok wydania, 
nazwt'Sko drukarza czy nakładcy, wymagają wnikliwej analizy typogra- 
fizycznej i żmudnych dociekań bibliograficznych, na które - rzecz ja- 
sna - Estreicher w każdym poszczególnym wypadku pozwolić sobie 
nie mógł. Nie trzeba dodawać, w jakim stopniu sprawy te komplikują 
badania nad literaturą polityczną, która przez tak daleko posuniętą 
anonimowość utrudnia dziś ustalenie swojej proweniencji. Spora część 
tej llteratury nie dochowała się do naszych czasów lub też w formie 
unikatów rozsiana jest po różnych bibliotekach polskich, głównie zaś 
w Gdańsku i Torunią Kwerenda w tych bibliotekach okazała się opła- 
calna, gdyż wyniki jej doprowadziły do wniosku, że liczba gdańskich 
druków politycznych interesują!2ego nas okresu jest daleko większa, 
niż to wynika z danych bibliograficznych Estreichera. Można stwier- 
dzić z całą pewnością, że literatura polityczna stanowiła wówczas po- 
ważną część produkcji wydawniczej gdańskich drukarzy. Owa obfi- 
tość uzależniona była niewątpliwie od ówczesnej sytuacji politycznej 
miasta, które w pierwszej połowie XVIII wieku nieraz stawało się przed- 
miotem międzynarodowych przetargów, że wspomnimy tylko okres woj- 
ny północnej czy tak burzliwe lata 1733-34, kiedy to gdańszczanie sta- 
nęli po stronie Stanisława Leszczyńskiego. Warto tu przy okazji dodać, 
że publikacje na temat sytuacji politycznej Gdańska pojawiały się nie 
tylko w samym mieście, naj żywiej tą sytuacją zainteresowanym, lecz 
także w innych ośrodkach krajowych i zagranicznych. Słynne na przy- 
kład oblężenie Gdańska znalazło odzwierciedlenia w drukach, wyda- 
nych we Frankfurcie nad Odrą, Lipsku, Dreźnie i Kolonii, co stanowi 
jeszcze jeden z dowodów roli tego nadbałtyckiego portu w życiu poli- 
tycznym ówczesnej Europy 4. 
Mnogość gdańskich publikacji charakteru politycznego wiąże się 
przede wszystkim z wydarzeniami lat 1733-34, kiedy to spod pras 
tamtejszych drukarń wychodziły niemal wyłącznie pisma. polityczne. \ 


3 A. K a w e c k a - G r y c z o w a, Drukarze dawnej Polski, t. 4: Pomorze, Wrocła.w 
1962, s. XV. 
4 Na przykład: Historische Staats- und Kriegs-Schau-Bilhne des Konigsreichs Poh- 
len, in einem kurtz gefasten Zusammenhang derer heutigenPolnischen Kriegs-Trou- 
blen nebst bey gefilgten Joumal von Belagerung der Stadt Dantzig..., Frankfl.ut-Leip- 
zig 1734. 
J. D. S e y I er, Accurate Nachricht von der Russisch und Sachsischen Belager und 
Bombardierung der Stadt Dantzig..., C6ln 1735. 
Unparteyische Nachricht von der Belagerung det Stadt Dantzig, Frankfurt a.d.O. 1734.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


161 


Wystarczy powiedzieć, że kierujący w tym czasie drukarnią radziecką 
Tomasz Jan Schreiber wydał tylko znikomą liczbę druków nie związa- 
nych z ówczesnymi wypadkami politycznymi 5. Podobne uwagi można 
również odnieść do produkcji typograficznej Jana Jakuba Preussa, 
właściciela drugiej głównej drukarni miasta. 
Stwierdzenie, iż olbrzymia fala druków politycznych wiąże się ściśle 
z gdańskim epizodem dziejów Leszczyńskiego, upoważnia nas niejako 
do zajęcia się przede wszystkim tekstami z tego czasu. Należy bowiem 
przyjąć na podstawie badań dotyczących ilości tego typu pism wyda- 
nych w Gdańsku w pierwszej połowie XVIII wieku, że właśnie w tym 
naj burzliwszym w historii tego miasta czasie ukazało się najwięcej 
utworów politycznych, stąd też charakterystyka ich może dać pewne 
wyobrażenie o literaturze politycznej omawianego okresu. Zanim jednak 
do tego przystąpimy należy sprecyzować nasze rozumienie pojęcia 
literatury politycznej, które w pracach wielu badaczy nabierało różnego 
znaczenia. Tak na przykład Jan Czubek obejmował tym terminem 
"utwory i pisma ulotne mające w pewnym określonym kierunku wpły- 
nąć na przekonania i umysły szlacheckiego ogółu" 6, liczni historycy li- 
teratury (np. Chrzanowski, Pollak) rezerwowali go dla piśmiennictwa 
politycznego, którego przykładami są w dziejach naszej kultury dzieła 
Modrzewskiego, Konarskiego, Staszica i Kołłątaja, badający zaś 
w ostatnich latach recepcję polskiej literatury politycznej na Śląsku 
Karol Głombiowski, wciągnął w orbitę swych zainteresowań także do- 
kumenty urzędowe, memoriały, relacje, literaturę panegiryczną i pu- 
blikacje historiograficzne 7. Dla uniknięcia więc nieporozumień chcemy 
podkreślić, że w naszym ujęciu jako literaturę polityczną traktujemy 
jedynie publicystykę, piśmiennictwo informacyjne i poezję powstałą 
współcześnie ze zdarzeniemi inspirującymi pisarza politycznego, sło- 
wem te utwory, które noszą piętno wyrażnej okolicznościowości. Wy- 
padnie nam oczywiście nieraz mówić o odezwach i manifestach do na- 
rodu, które w Gdańsku ogłaszali zarówno król Stanisław, jak i jego 
najwierniejszy zwolennik prymas Teodor Potocki, uczynimy to jednak 
tylko w tych wypadkach, gdy te urzędowe dokumenty stały się asump- 
tem do napisania interesujących nas utworów. 


5 T. J. Schreiber wydał ich zaledwie kilka na ogólną sumę około 40. 
6 J. C z u b e k, Pisma polityczne z czasów pierwszego bezkrólewia, Kraków 
1906, s. IV. 
7 Polska Jżteratula polityczna na Śląsku od XV I do końca XV III w., Katowice 1960. 


11 - Filologia Polski VI
>>>
162 


Jerzy Kasprzyk 


II 


Charakterystykę badanej literatury politycznej zaczniemy od omó- 
wienia kilku utworów publicystycznych, one bowiem stanowią najpeł- 
niejszy wykład poglądów dwóch zwalczających się ówcześnie stron- 
nictw politycznych, określanych w historiografii mianem francuskiego 
i rosyjsko-austriackiego. 
Wiadomo, że wybór Stanisława Leszczyńskiego, dokonany jedno- 
myślnie 12 września 1733 r., był tryumfem obozu francuskiego, który 
zdołał sobie pozyskać ogromną większość szlachty, niezadawolonej z do- 
tychczasowych rządów saskich 8. Ze strony obozu prosaskiego odpo- 
wiedzią na ten fakt była przeprowadzona w kilka tygodni później elek- 
cja Augusta III. Nie trzeba tu dodawać, w jakim stopniu skomplikowało 
to wewnętrzną sytuację kraju, którego prawowity król Stanisław Lesz- 
czyński, pozbawiony potęgi militarnej, zmuszony był szukać schronie- 
nia w Gdańsku. Przybył on tam 2 października w otoczeniu kilku swoich 
wybitnych zwolenników, jak prymas Teodor Potocki, Michał Fryderyk 
Czartoryski, Stanisław Poniatowski, i przebywał do czasu swojej kon- 
spiracyjnej, ryzykownej ucieczki na kilka dni przed kapitulacją miasta 
w czerwcu 1734 r. Tu oczekiwał zbrojnej pomocy francuskiej, stąd kie- 
rował swe słynne manifesty do narodu, mając przekonanie o zwycięstwie 
swojej sprawy. W ten sposób stał się Gdańsk centrum obozu stanisław- 
czyków i to właśnie wyjaśnia obfitość gdańskich publikacji politycz- 
nych. Walka polityczna na pióra przybrała wtedy ostrą formę, nie 
przebierano w środkach, by swoich oponentów oczernić i zniesławić, 
rzucano oszczerstwa, potwarze i .kalumnie. Rzecz jasna celowali w tym 
przeciwnicy Leszczyńskiego, którzy braki argumentacji wypełniali 
paszkwilanckimi sposobami oddziaływania na opinię publiczną. I tak 
wydany w Gdańsku ManUelst prymasa Potockiego 9, w którym ten go- 
gący zwolennik króla Stanisława nawoływał szlachtę do poparcia jego 


8 Informacje o faktach historycznych omawianego okresu pochodzą z następują- 
cych opracowań: Historia Polski pod red. T. M a n t e u f f I a, t. 1 do roku 1764, cz. II 
od połowy XV wieku, Warszawa 19'57; J. F e l d m a n, op. cit.; J. L e c Ił i c k a, Rola 
dziejowa Stanisława Leszczyńskiego oraz wybór z jego pism, Toruń 1951; K. P i w a r- 
s k i, op. cit.; A. M. Wo d z i ń s k i, op. cit. oraz Oblężenie Gdańska w roku 1733-34, 
Rocznik Gdański, t.9/10 : 1935-36, Gdańsk 1937, S. 341-400. 
9 Oto fragment tego Manifestu, ogłoszonego 10 października 1733 r.: "Starajmy 
się tedy mili Bracia naszą wolność utrzymywać! Niech pierwej zginiemy, nawet nasze 
mienie i dobra na utrzymanie i obronę wolności hazardujmy! Niechże nam to z rąk 
nie wyrywają, co nam jest najkosztowniejsze i co nas nieodmiennie szczęśliwymi 
uczynić moźe!" [Stosujemy pisownię zmodernizowaną], J. D. S e y I e r, Historia życia 
najjaśniejszego Stanislawa l, króla polskiego... (b.m.w.) 1744, s. 432: Ksiąźnica Miejska 
im. Kopernika w Toruniu (dalej cyt.: KM im. K.). sygn. 6274.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


163 


sprawy, daczekał się w publikacji Respans na manifest X-cia Imci Pry- 
mas(! takiej charakterystyki: "Razrzucany spad gdańskiej prasy sub 
titula X-cia Prymasa Manifest [...] a raczej wszystkich fałszów i kalum- 
ny sumariusz..." 10. Nawaływania zaś LeszczyńskiegO' da walki a przy- 
wrócenie mu tranu zmusiły ananimawega autara druku pl. Refleksje nad 
teraźniejszym stanem Rzp1itej, da takiegO' stwierdzenia: "Dla Stanisława 
ginie ojczyzna nasza, ginie walnaść, zginiesz ty sam, jeżeli długa przy 
uparze trwać będziesz [...] Zwałają was na paspalite ruszenie, a dakąd? 
I kaga? Pewnie nie Pana, który za gdańskiemi siedzi wałami, ale ciebie 
niebaże na własną swają ruinę i zgubę fartuny wywałają te trąby" 11. 
Trudna aczywiście w cytawanym fragmencie dapatrzeć się czegaś paza 
pustą retaryką, argumentacji - z wiadamych zresztą względów - 
brak była autarowi, dlategO' też nie zawahał się w kańcawych partiach 
swych Refleksji uznać padjętej przez gdańszczan abrany Leszczyńskie- 
gO' za przykład lekkomyślnaści i nieadpawiedzialności i sfarmuławał ten 
zarzut w bardzo niewybredny sposób: "Ta pewnie szum marza wichrzy- 
cielsko działa na gławy gdańszczan i Stanisława" 12. 
Przyjmując, że tendencyjnaść rozumiana jaka dążenie da addziały- 
wania na czytelnika w ściśle akreś'lanym kierunku jest niewątpliwie 
istotną cechą wszelkiej publicystyki, należy uznać przytaczone wyżej 
przykłady antystanisławawskich wystąpień publicystycznych jaka da- 
wód słabaści farmalnej publicystyki prosaskiej w agóle. Zespół bawiem 
racji, jakimi magli w swych utworach pasługiwać się zwalennicy Sasa, 
nie pazwalał na należyte zorganizawanie treści i zmuszał ich da staso- 
wania chwytów paszkwilanckich, CO' - rzecz jasna - przypaść magła 
da gustu tylkO' niewyrobianemu czy też fanatycznemu czytelnikawi. 
W takim kontekście duża karzystniej prezentuje się darabek publicy- 
stów abazu stanisławczyków, którzy dyspanując szerszym zasabem 
abiektywnie słusznych argumentów, mogli z większym pawodzeniem 
kształtawać w świadamaści czytelnika akreślane paglądy palityczne. 
Weźmy dla przykładu ananimawy Ust ziemianina rozważajqcy Respans 
Ananimi da pewnego Przyjaciela w Gdańsku będqcego 13. Publikacja 


10 KM im. K., sygn. B. fol. 278, adl. 43. 
11 Pełny tytuł w pisowni oryginalnej: Reileksye nad terażnieyszym stanem Rzplite j 
z okazyi wydanych wici gdańskich każdemu do uwagi podane, 1733 - KM im. K., 
sygn. B 15, adl. 27. 
12 I b i d. 
13 Druk ten ogłoszony w 1733 roku pozbawiony jest informacji o mIeJscu wyda- 
nia, na podstawie jednak ustaleń Gdańskiej Biblioteki PAN (dalej cyt.: BG) uznajemy 
go za gdański - BG, sygn. NI 33, adl. 5. Doczekał się on również przekładu na ję- 
zyk niemiecki i podobnie jak poprzedni wyszedł z drukani T. J. Schreibera, zaty- 
tułowany Brie! eines Piasten..., BG, sygn. NI 33, adl. 7.
>>>
164 


Jerzy Kasprzyk 


ta jest odpowiedzią na wydany w Warszawie druk pt Respons Anonimi 
do pewnego Przyjaciela w Gdańsku będqcego cum refutatione p
szkwjJu 
przeciwko Imci X. Biskupowi Poznańskiemu 14, będący panegirykiem na 
cześć biskupa Hozjusza, czołowego przedstawiciela stronnictwa saskie- 
go. Autor Ustu ziemianina zna dobrze warsztat publicysty, który przede 
wszystkim musi liczyć się z wymogami logiki, psychologi i dydaktyki, 
polegającymi na zachowaniu określonej kolejności w przedstawianiu 
faktów, w przytaczaniu argumentów i wyciąganiu winosków.Tak więc 
główny tok dowodzenia autora sprowadza się kolejno do przedstawie- 
nia sytuacji kraju po śmierci Augusta II i do polemiki z poglądami wy- 
rażonymi w Responsie. Polemika ta stanowi jakby oś konstrukcyjną 
utworu, w którym publicysta zabiega o takie zestrojenie elementów 
przekazywanej treści, by' jak najskuteczniej realizowały one zamierzo- 
ny przez niego cel. Osiąga go zaś z jednej strony prz.ez wyeksponowa- 
nie najważniejszych atutów Leszczyńskiego - jego jednomyślny i pra- 
womocny wybór, uznanie, jakim cieszy się w społeczeństwie czy wresz- 
cie poparcie udzielane mu przez związanego z nim węzłami rodzinnymi 
Ludwika XV, z drugiej natomiast strony przeprowadza w pełni udoku- 
mentowaną krytykę najsłabszych punktów argumentacji swego publi- 
cystycznego przeciwnika i wytyka mu cały szereg przemilczeń (np. 
przekupność zwolenników Sasa, korzystanie z obcej pomocy militar- 
nej itp.). Należy dodać, że prócz rzeczowości i systematyczności wy- 
wodów daje również autor swojej żarliwości politycznej, która właśnie 
łącznie z rzetelnością motywacji jest na pewno ważna w dobrej publi- 
cystyce. Oto przykład: "Trzeba nie mieć wstydu w oczach, żeby niego- 
dziwy Prałata tego postępek żarliwością przy prawach i swobodach 
ojczystych, wspaniałością serca i pragnieniem jak najprędszego uspo- 
kojenia ojczyzny nazywać" 15. Pisze dalej anonimowy autor tonem peł- 
nym goryczy, iż obce mocarstwa mają pełny, a jednocześnie nie bardzo 
chlubny obraz stanu Rzeczypospolitej, bo ..,"dwóch tylko rzeczy potrze- 
ba na wsadzenie na tron polski kogo się podoba. Naprzód upewnić 
sobie pieniędzmi albo obietnicami kilka głów niespokojnych, na któ- 
rych nigdy nie zbywa, a potem wprowadzić wojsko dostateczne na 
zastraszenie wolnego narodu" 16. 
Ocena wartości utworu publicystycznego musi również dotyczyć 
strony językowo-stylistycznej, która w interesującym nas wypadku od
 
powiada wymogom stawianym tego rodzaju gatunkowi piśmienniczemu 
przez swoją komunikatywność i sugestywność, co obok wspomnianej 


14 List ziemianina, S. 3. 
15 I b i d., s; 4. 
16 I b i d., s. 6-7.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


165 


poprzednia rzeczasCI, żarliwaści palitycznej i udanej kampazycji 
pazwala Ust ziemianina w kantekście reszty ówczesnej publicystyki 
asądzić jaka udane asiągnięcie. Czynnikiem w pewnym stapniu uza- 
sadniającym tę acenę jest jegO' przekład na język niemiecki 17, daka- 
nany w 1734 r., a więc już wtedy, kiedy palska wersja tegO' utwaru wy- 
kazała swą wartaść w ówczesnej palernice palitycznej. 
Padabne uwagi mażna też adnieść da DrugiegO' listu ziemianina, roz- 
ważajqcego Respons na manifest X-cia Prymasa 18, który ta utwór wy- 
szedł spad pióra tegO' samegO' autara, a czym świadczy zakańczenie 
paprzedniegO' listu: "Przedłużyłem ten list nad nadzieję i intencję mają 
[...] Paprawię się przyszłą pocztą: ile, że respans na manifest X-cia Pry- 
masa nie będzie potrzeba'wał tak długich refleksji" 19. I ten utwór jest 
przykładem typawym publicystyki palemicznej, pasługującej się znany- 
mi nam już z wyżej amówianej publikacji argumentami. JegO' aut ar 
agranicza się więc da zreferowania zasadniczych kwestii wyłuszczanych 
w manifeście prymasa Patackiega, jak np. uznanie elekcji Leszczyńskie- 
gO' za wyraz wali naradu i stwierdzenie prawamacnaści jegO' wybaru, 
by przez ta aczywista stała się apinia wypawiedziana w kankluzji tegO' 
sfingawanega listu: "Aleć jeżeli a racje idzie, łatwa się niemi adheren- 
ci sascy zwyciężyć pazwalą: sprawiedliwaść pastępków swaich nie n'a 
prawach ani racjach, ale na saskim i maskiewskim arężu fundując; ba 
wiem, że wielu z nich nigdy a tych prawach, któremi ich procedery 
aut ar tegO' skryptu [Respans na manifest X-cia Prymasa - przyp. mój _ 
J.K.] kalaryzawać usiłuje, nigdy nie myśleli" 20. 
W równie palemicznym tonie utrzymany jest druk zatytułowany Da 
pewnegO' szlachcica tak się nazwanegO' w Responsie na Ust da Imci 
X. Hozjulsza, biskupa paznańskiega, pisany, czyniqcega się uważać sta- 
tum Rei głębaka 21, któregO' ananimawy autar wskazuje pawszechnie 
padówczas padkreślaną w publicystyce nieprawamacnaść wybaru Augu- 
sta III, pisząc z przekąsem a elekcji na Pradze: "Ź:eś i sam W. M. Pan, 
i wszyscy byliście tam pewni szlachta, ba was w mgnieniu aka mógłby 
był wszystkich przerachawać" 22. Nie trudna dapatrzyć się w tej uwadze 
złaśliwej aluzji pad adresem niewielkiej liczby zwalenników Sasa, któ- 
rzy dakanali jegO' wybaru w asyście wajsk rosyjskich. Nie paprzestaje 


17 BG, sygn. NI 33, adl. 7. 
18 BG, NI 33, adl. 6; K. E s t r e i c h e r, t. 21, s. 345 podaje: "bez W. m. i r." 
z analizy typograficzp.ej druku, przeprowadzonej przez pracowników BG wynika, że 
wyszedł on z drukarni T. J. Schreibera w 1734 r. 
19 List ziemianina, s. 44. 
20 Drugi list ziemianina, S. 30. 
21 BG, sygn. NI 33 adl. 27. 
22 I h i d, kol.
>>>
166 


Jerzy Kasprzyk 


zresztą autor tylko na wykazaniu tej słabości adherentów saskich, lecz 
krytykuje również przekupność obozu saskiego i korzystanie z pomocy 
obcego oręża dla urzeczywistnienia swoich egoistycznych dążeń 23. 
Widać zatem z omówionych wyżej wystąpień, że publicystyka gdań- 
ska opowiedziała się za Leszczyńskim, co wydaje się zrozumiałe, zwa- 
żywszy, że zdecydowanej opozycji przeciwko niemu w Gdańsku w ogó- 
le nie był q, gdyż neutralna partia, na czele której stał burmistrz Grod- 
dek, niewiele wskórała przeciwko popierającej Stanisława większości 
Rady, na czele z burmistrzem Boemelnem, którego stanowisko podzielało 
całe pospólstwo miasta 24. 
Problematyki związanej z kontrowersyjną sprawą elekcji Leszczyń- 
skiego dotyczy także szereg publikacji nie mających charakteru bezpo- 
średnich wycieczek polemicznych skierowanych pod adresem ściśle 
określonych utworów, wychodzących spod piór stronników saskich. Sta- 
nowią one rodzaj piśmiennictwa informacyjnego, które w intencji jego 
autorów miało urabiać opinię na rzecz króla Stanisława nie poprzez 
napastliwe nieraz akcenty polemiczne, lecz drogą bezstronnego przypo- 
minania faktów, potwierdzających słuszność jego wyboru. Autorzy tego 
typu pism ograniczają się więc do przedstawienia racyj stronnictwa sta- 
nisławczyków, które w kontekście relacjonowanych wydarzeń politycz.. 
nych nie mogły budzić zastrzeżeń i niechęci w opinii obiektywnego 
czytelnika. Ow informacyjny charakter autorzy podkreślali już w tytu- 
łach swoich pism (np. Aufrichtige Erzahlung, Wahrhafter Bedcht itp.), 
akcentując niejako w ten 'sposób swoją polityczną bezstronność. 
Ograniczymy się tu do przykładowego scharakteryzowania niektórych 
takich publikacji informacyjnych, świadomie pozbawionych elementów 
komentatorskich, których przewaga jest znamienna właśnie dla publi- 
cystyki. I tak druk pt. Aufrichtige Erzahlung wie es mit der Wahl zum 
Konige von Polen des Durchi. Stanislai Leszczyński und des Durchi. Pri- 
derki Augusti [...J zugegangen um beyderseWge Wahl desto be,sser 
gegen einander verglekhen zu konnen 25. Zgodnie z powszechną wów- 
czas praktyką przydługi tytuł dostatecznie wyjaśnia intencje autora, 
sprowadzające się do tego, by czytelnik zestawiwszy podane przez nie- 
go fakty wyrobił sobie sam własny, niezależny i nie narzucony siłą de- 
magogicznych chwytów pogląd na przedstawione w piśmie kwestie. To 
autorskie zamierzenie widoczne jest już w zewnętrznym ukladzie utwo- 
ru, w którym po partiach wstępnych, omawiających sytuację polityczną 


2'
 Więcej utworów publicystycznych nie omawiamy, obracają się one w krę- 
'gu tej samej tematyki i korzystają z tego samego zasobu argumentów. 
24 A. M. Wo d z i ń s k i, op. cit., S. 120. 
25 BG, sygn. Ni 33, adl. 19; jest to druk nie znany Estreicherowi. który wyszedł 
w 1734 r. u T. J. Schreibera.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


161 


w okresie przedostatniego bezkrólewia, autor dokonuje charakterystycz- 
nego zestawienia faktów związanych z elekcjami Stanisława i Augusta. 
Symptomatyczna jest ta podana w dwu równoległych szpaltach konfron- 
tacja okoliczności towarzyszących wyborowi tych dwóch politycznych 
rywali, trudno bowiem, by czytelnik omawianego pisma wysunął inne 
niż przychylne dla sprawy Leszczyńskiego wnioski. Innym przykładem 
tego typu piśmiennictwa jest publikacja zatytułowana Wahrhafter und 
umbstiindlicher Bericht - Auif was filr Art und Weise zu Konigen in 
Pohlen erwehlet worden des Dl1lchl. St. Leszczyński und der Durchl. 
Frid. Augustus Chur-Filrst von Sachsen 26 i szereg innych druków 27, 
których z uwagi na identyczność formy i przeznaczenia nie ma potrzeby 
bliżej omawiać. Warto jedynie podkreślić, że wspomniane wyżej pi- 
śmiennictwo informacyjne, pr.ogramowo pozbawione szerszych partii 
komentatorskich, było dziełem autorów prostanisławowskich, jak zre- 
sztą cała gdańska literatura polityczna tego czasu. Wydaje się to tym 
bardziej oczywiste, że na luksus wydawania takiej odmiany pism po- 
litycznych mogła pozwolić sobie tylko ta strona, za którą przemawia- 
ły znane wówczas szerokiemu ogółowi fakty. 


III 


Omówiwszy publicystykę i piśmiennictwo informacyjne, należy jesz- 
cze zająć się poezją polityczną, stanowiącą również wyraz przywiązania 
gdańszczan do cieszącego się ich sympatią i szacunkiem Stanisława 
Leszczyńskiego, który wykazał wiele zrozumienia dla interesów Gdań- 
ska już w czasie swego pierwszego panowania (1704-1709), mimo że 
miasto nie uznało zrazu jego wyboru i dopiero po traktacie altransz- 
tadzkim (1706), zmuszającym do abdykacji Augusta II, zmieniło swoje 
stanowisko i oddało należne mu honory. Stosunki miasta z Leszczyń- 
skim układały się odtąd pomyślnie, toteż gdy nieprzychylny rozwój 
sytuacji politycznej zmusił go po powtórnej elekcji w 1733 r. do szuka- 
nia w Gdańsku punktu oparcia przeciw obcej interwencji, przyjęto ge- 
tam niezwykle serdecznie, uczczono biciem w dzwony, dziękczynnymi 


26 BG, sygn. NI 33 adl. 20; druku tego nie notuje Estreicher, wyszedł on w 1733 r. 
z drukarni J. J. Preussa. 
27 Na przykład: Maniiestation derjenigen sa sich zur Zeit der Wahl naher Praga 
begeben hatten. BG, sygn. NI 33, adl. 10; druk nie znany Estreicherowi; Sendschreiben 
eines Polnischen von Adel an einen seiner vertrauten Freunde von dem was bey anno 
1733 zwischen Warschau und Wola glilcklich vollzogennen Konigl. Polnischen Wahl 
vorgegangen (T. J. Schreiber, 1733). BG, sygn. NI 33, adl. 14b. Ten sam druk wyszedł 
również w tym samym roku u T. J.Schreibera w wersji francuskiej, BG, sygn. NI 33, 
adl. 15.
>>>
168 


Jerzy Kasprzyk 


modłami, salwami armatnimi i teatralnymi widowiskami. Przyjazna 
atmosfera utrzymywała się przez cały czas pobytu króla, czego świa- 
dectwem jest między innymi masowa wręcz produkcja literacka miej- 
scowych poetów. Znamienny dla tych nastrojów entuzjazmu jest spec- 
jalny druk, wydany jeszcze w październiku, a więc niemal równocześnie 
z przybyciem Leszczyńskiego do Gdańska, zatytułowany Die innigste 
Freude der Stadt Dantzig und deren Einwohner ilber die hohe Gegen- 
wart des [...] Herm Stanislai I Konig in Pohlen und Gross-Herzogen zu 
Lithauen etc. 28 . Na karcie tytułowej tego pięknego, tłoczonego efektow- 
ną czcionką w kolorze czerwonym druku, znajduje się kolumna symbo- 
lizująca wierność Gdańska Leszczyńskiemu, z podpisem "Toujour la 
meme". Ow ton wierności i przywiązania zaznaczony już na wstępie 
w alegorycznej ilustracji jest dominantą tego całego, liczącego 116 
wierszy utworu, którego autor w takich słowach witał nowego króla: 


Willkommen, o Monarch! Willkommen grosser Konig! 
Willkommen threuer Fiirst, in dieser gutefi Stadt, 
Willkommeill tausendmal, doch das ist noch zu wenig, 
Weil Danzig ganz allein des grosse Gliicke hat, 
Den Konigs Stanislaus an jetzt bei sich zu sehęn, 
Kann wohl was frohlicher nach dessen Sinne sein. 
Kann wohl was herrlichers nach seinen Wunsch geschehen? 
AIs dies, derKonig nicht in Danzig Hiiusern ein. 
In Hiiusern nieht allein, auch in der Menschen Herzen, 
Ein jedes sagt erfreut, wiIlkommen grosser Herr! 29 


Oczywiście sporo w tych słowach powitania wytartych banałów 
i frazesów, jakże zresztą mogłoby być inaczej w skonwencjonalizowa- 
nej poezji okolicznościowej, ale za tą patetyczną frazeologią kryły się 
niewątpliwie rzeczywiste nastroje gdańszczan, którzy niezwykle wyso- 
ko cenili sobie obecność króla w swym rodzinrtym mieście i zapewniali 
go o swym poparciu, na którego dowody czas nie dał zbyt długo czekać. 
Okazało się istotnie, że stwierdzenie poety: "Dies ist die treuste Stadt 
in Deinen ganzen Lande..." 30 nie było tylko aktem kurtuazji, czy też 
wyrazem konwencjonalnych grzeczności, lecz świadectwem prawdzi- 
wych uczuć mieszkańców Gdańska, którzy Leszczyńskiego uważali za 
jedynie prawowitego władcę. Szczególnie wymowne są pod tym wzglę- 
dem końcowe partie utworu, w których autor wyraża niezbite przeko- 
nanie, że chwilowe niepowodzenia szukającego schronienia w Gdańsku 
polskiego króla zostaną zażegnane dzięki pomocy oddanych mu miesz- 
kańców tego miasta. 


28 BG, sygn. NI 34, adl. 16. 
29 l b i d. 
39 I b i d.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


169 


Z akazji pięćdziesiątej szóstej racznicy uradzin Stanisława Leszczyń- 
skiegO' w październiku 1133 r. ukazał się akcliczncśCicwy wiersz pt. 
Dzień dcbry, Dzień dwudziesty pierwszy C;Jctcbra Pclskiemu najlepszy 
światłu... 31 . Ancnimcwy autcr w mcnctcnnym i pczbawicnym pO'etyc- 
kiegO' pclctu trzynastczgłO'skcwcu zmierza dO' przekcnania czytelnika 
C zaletach umysłu i charakteru opiewanegO' przez siebie króla. vViersz 
ten pcdcbnie jak wszystkie tegO' rodzaju rymowane życzenia urodzinc- 
we utrzymany jest w panegirycznym tonie i napisany według tradycją 
ustalcnegO' szablcnu. Pc banalnym więc wstępie, zawierającym apcstrc- 
fę dO' muzy, w którym tyle cnieśmielenia i zażencwania wcbec tak 
wzniasłegc i trudnegO' tematu, następuje zasadnicza część utworu, na 
którą składa się, cparty na mctywie jesiennych zbicrów, cbraz zasług 
LeszczyńskiegO' dla Pclski i wizja jegO' przyszłegO' zwycięstwa. Nader 
rzadkO' mcżna znaleźć w tym wierszu udane środki wyrażu artystycz- 
negO', niemniej jednak nie brak tu i ówdzie akcentów szczeregO' uczu- 
cia, które w okresie wzmożonej fali entuzjazmu na rzecz Stanisława 
musiały znaleźć niewątpliwy oddźwięk w środcwisku gdańskim. OtO' 
dla przykładu kcńccwe fragmenty tych rymcwanych życzeń: 


Właśnieś o wielki królu urodzony na to, 
Abyś Polskę zaszczycał żyżnie i bogato. 
Nadzieja jeszcze większa Fortun szczodrych spławy, 
Gdy tu jeszcze u portu ujrzym zwrot twej Nawy. 
A jakże dzień twój nie ma być dobrym dla Polski, 
Dzień: niech się umknie Długosz, Kromer, Starowolski, 
Jako żywo takiego nie dali nam w cieniu 
Swego pióra, jaki ten w twoim urodzeniu. 


Ten miesiąc skończył zbiory, nam twój dzień jest zbiorem 
Ziarna najłaskawszego i siejby kędziorem. 
Otóż Najmiłościwszy Panie, bez słów cembry 
Życząc: żyj po oktobra najdłuższe decembry. 


Z tej samej ckazji' wyszedł z drukarni Jana Jakuba Preussa inny 
ckcliczncściawy wiersz pl. Das Muster eines vallkcmmen Regenten 
walte an [...J Stanislaus, Konig in Pahlen [...J aui derselben hchen 56-te 
Geburths-Tag bezeungen 32, w którym wszystkie zwroty kierawane dO' 
króla typcgraf pieczcłowicie wycdrębnił czcionką w kclorze czerwcnym. 
Utwór ten, autorstwa Ludwika Schrotera, nie różni się w jakiś zasadni- 
czy spcsób cd cmówicnegO' wyżej wiersza Dzień dabry..., wydaje się 
cn jednak bardziej uroczysty w swej retoryce, bagatszy w sztafaż mita- 


31 T, J. Schreiber; BG, sygn. NI 66, adl. 9. 
32 BG. sygn. NI 66, adl. 10,
>>>
170 


Jerzy Kasprzyk 


logiczny i napuszone przenośnie. Schroter lubuje się w superlatywach, 
personifikacjach, antytezach i porównaniach, których nagromadzenie 
miało zgodnie z jego intencjami dostatecznie mocno wyeksponować 
przymioty i zalety adresata utworu. Nie udało się jednak tego w pełni 
autorowi osiągnąć, stąd też brak temu wierszowi większej dynamiki 
retorycznej, zdolnej ożywiać monotonne z natury aleksandryny, którymi 
w tym wypadku posłużył się ów gdański rymopis 33. 
Doczekał się również Leszczyński w Gdańsku kilku wierszowanych 
życzeń noworocznych. Nie posiadają one większej wartości literackiej, 
wszystkie są podobne w treści i zbudowane według tradycyjnego sche- 
matu. Podobnie więc jak w wypadku wspomnianych poprzednio utwo- 
rów, wartości ich należy szukać przede wszystkim w uczuciach szcze- 
rej sympatii dla obiektu pochwał, a tych na pewno w nich niemało. 
Przykładowo poświęcimy nieco uwagi wierszowi Fryderyka Wilhelma 
Brauna, autora szeregu innych poezji okolicznościowych, napisanych 
również na cześć najbliższych współpracowników i zwolenników króla. 
. 
Wiersz ten, zatytułowany Bei dem Anfange des 1734 Jahres hal dem [...] 
Stanislaus I [....] folgende GlUcks-Wilnsche in aller Unterhiinigkeit wid- 
men wollen... 34, nosi pewne znamiona talentu literackiego, świadczy 
bowiem o znajomości literatury klasycznej i pewnej kulturze literackiej 
autora. Motto utworu zaczerpnięte z jednej z pieśni Horacego (Ks. I, 
pieśń II), sławiącej Oktawiana za jego zasługi dla Rzymu, staje się dla 
Brauna punktem wyjścia dla poetyckiego obrazu walorów umysłu i cha- 
rakteru Leszczyńskiego, wśród których szczególnie wysoko ceni poeta 
umiłowanie prawdy i sprawiedliwości, a także zrozumienie dla nauki 
i sztuki, co pozwala mu w nowym krÓlu widzieć hojnego mecenasa 
uczonych i pisarzy. Nie ulega wątpliwości, że ten wyraźny ukłon w stro- 
nę naukowych zamiłowań króla jest świadectwem pewnej intensywnej 
uniżoności, właściwej zresztą wszelkiej literaturze panegirycznej, trzeba 
wszakże podkreślić siłę przekonania autora w zwycięstwo Stanisława, 
skoro w tak dramatycznym dla jego rządów okresIe zabiegał o popar- 
cie, którego można było oczekiwać jedynie w wypadku pomyślnego 
zakończenia wojny przeciwko Sasowi. Potwierdzeniem tego jest pełen 


33 Dla przykładu cytujemy niedługi fragment: 
Sarmatien freuet sichj dass es den Theuren Helden, 
Gezeugt an diesen Tag. von Dem die Welt muss melden. 
Das Er an Helden Muth Achilleus gleichen Ruhm, 
Und Titus Gnade sich gemacht zum Eigenthum, 
Dem selbst die Ho!!nung tr61t und spricht: Sey unverzaget 
\'\fann Bossheit, List und Neid Dir drani, Dich qualt und n:Jge'r, 
So schiitzt des Himmels Hand Dich allzeit grosser Konig, 
ps stiirmm auch was da wcl auf Dich es ist zu wenig. 
(Zachowano pisownię oryginału). 
34 Jest to druk J. Preussa; BG, sygn. NI 66, adl. 11.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


171 


wZilliosłości ton utworu, który poeta stara się oddać przez liczne 
imperatywy, pytania i różnego rodzaju tropy stylistyczne. Pełne ekspre- 
sji eksklamacje, jak: "Von Gott erwehlter Fiirst"! czy "Von Gott er- 
bethner Fiirst"! i zapewnienia typu: "Dein Gliick hat festen Fuss und 
macht, dass sich der Feind schon von Dich fiirchten muss..." wydają się 
wystarczająco mocnym dowodem przeświadczenia w zwycięstwa Lesz- 
czyńskiego. 
Nie ma potrzeby omawiać innych konwencjonalnych poezji nowo- 
rocznych 35, grzeszą one bowiem zbytnim schematyzmem i banałem, za- 
trzymamy przeto naszą uwagę na kilku innych wierszach, których auto- 
rzy, sięgając do konkretów ówczesnej sytuacji politycznej, starali się 
swoim utworom nadać charakter poetyckich apeli nawołujących da 
obrony miasta i przebywającego w nim króla. Stąd też brak w nich 
okolicznościowego manieryzmu, właściwego wspomnianym uprzednio 
życzeniem urodzinowym i nowarocznym. Charakterystyczny pod tym 
względem jest Additament Polski do sławy i chwały Obojgu Majestatu, 
wchodzący w skład okolicznościawega druku, który wyszedł spad pras 
T. J. Schreibera w grudniu 1733 r. 36, z akazji imienin królawej Kata- 
rzyny, żany Leszczyńskiego. W utworze tym nie pochwała królewskich 
cnót jest najważniejsza, lecz wezwanie do walki z jego politycznymi 
przeciwnikami. Jak apel brzmią słowa autora: 


Idź francuskie rycerstwo na pomoc polskiemu, 
Daj odpór heroiczny rywalowi swemu, 
Uzna twej odwagi Kehl, Filipsburg z Bryzakiem, 
Stanieje Germania przed monarchą takiem. 
\'\Tkrótce doznasz Ludwika potęgę Rusinie, 
Z zimową porą jak śnieg twa zuchwałość minie. 
Juź by requiem śpiewać polskiej swobodzie 
By przy nieporównanej aemulor niezgodzie 37. 


Nawołując wszystkich do lojalności wobec króla daje autor taki 
przykład wierności gdańszczan: 


Nigdy tak nie słynął Gdańsk w swojej posturze 
Jako pod teraźniejsze natarczywe burze. 
Sławnyś jest Magistracie ze swą koloniją. 
Jesteś królowi swemu i tarczą i bronią. 
Konserwuj dwojga berła honor w twym monarsze, 
By Gdańsk miał dank w postronnych nacyji na zawsze 38. 


35 Na przykład J. Marschalla z Elbląga, nie znanych Estreicherowi, a wydanych 
w Gdańsku w 1733 r. li T. J. Schreibera. BG, sygn. NI 66, adl. 12. 
36 BG, sygn. NI 66, adl. 16; druku tego nie znał Estreicher. 
37 I b i d., k. 4. 
38 I b i d., k. 4.
>>>
172 


Jerzy Kasprzyk 


W tonacji poetyckiego apelu utrzymana jest też Marsowa pobudka 
obywatelom i żołnierzom sławnego miasta Gdańska do obrony Naj- 
jaśniej1szego Króla Stanisława 1... 39 Jej bezimienny autor przypomina 
gdańszczanom czasy dawnej świetności miasta, ktÓre jak zawsze, tak 
i teraz stanie w obronie krÓla i swej wolności. Wynik tej walki zdaje 
się zresztą - według słÓw piszącego - przesądzony, gdyż nigdy jesz- 
cze w swych dziejach Gdańsk nie dysponował tak wielką liczbą dobrze 
uzbrojonych wojsk i nie oczekiwał pomocy militarnej tak potężnggo 
mocarstwa, jak Francja ("Kiedy najmniej myślisz, sukurs będziesz miało, 
O Miasto! byleś Panu słowo dotrzymało"). Wezwanie do walki o przy- 
wrÓcenie tronu Stanisławowi kieruje autor nie tylko, jak sugeruje ty- 
tuł, do samych gdańszczan, lecz także do przyjaciÓł krÓla w innych 
częściach kraju ("Daj odwagę i męstwo polskiemu rycerstwu, By słusz- 
ny odpór dali wielkiemu morderstwu"). Przekon?-nie poety o przyszłym 
zwycięstwie nad stronnikami Sasa kazało mu w zakończeniu swego 
utworu nakreślić taką oto wizję tryumfu sprawy, ktÓrej autor Marsowej 
pobudki jest piewcą i orędownikiem: 


Niech teatrem zwycięskich laurów będą Prusy, 
Poniżając' zuchwale aż na ziemię Rusy. 
Neptun wiosłem troistym morze mityguje, 
Rychło flotę z oceanu w Gdańsku obiecuje. 
Bałtyckie emporium sukurs wnet odbierze, 
Widząc, iż złamane pruteńskie przymierze." 40 


Jak widać z cytowanych wyżej fragmentÓw zarÓwno Additament, 
jak i Marsowa pobudka nie mają większych wartości literackich. Tru- 
dno zresztą dopatrywać się ich w ogóle w poezji politycznej, gdyż po- 
śpiech, w jakim powstawała, musiał w sposób oczywisty osłabić jej 
walory artystyczne. Dlatego też kryterium oceny jej znaczenia musi do- 
tyczyć utylitarnej roli, jaką odegrała w tym przełomowym dla miasta 
okresie. Rolę tę spełniła zaś na pewno, może nawet w nadmiarze, dając 
początek swego rodzaju legendzie Leszczyńskiego, której potem uległo 
wielu pisarzy i której nie oparły się następne pokolenia gdańszczan 41, 
Wydaje się przeto, że omawianą tu poezję polityczną, przesyconą nie- 
wątpliwie pewną dozą panegiryzmu, należy traktować inaczej, niż to 
uczynił H. Hertel w pracy Die Danziger Gelegenheitsdichtung der 
Barockzeit 42, interpretując wszystkie gdańskie pisma okolicznościowe 


39 BG, sygn. NI 66, ad!. 79 b; druk nie znany Estreicherowi. 
49 I b i d., K. 2. 
41 B. P o m p e c k i, Literaturgeschichte der Provinz Westpreussen, Danzig 1915, 
s. 85. 
42 W: ,Danziger Barockdichtung, Herausgeb. H. Kindermann, Leipzig 1939, 
s. 200-201.
>>>
Z dziejów gdańskiej literatury politycznej 


173 


poświęcone królom i innym dostojnikom polskim jako wyraz wyracho- 
.wanej interesowności ich autorów. Nie trzeba dodawać, że ta uprosz- 
czona i tendencyjna interpretacja nie znajduje uzasadnienia w odnie- 
sieniu do interesującej nas twórczości, która - jak wiadomo - nie 
powstawała w okresie politycznej stabilizacji i dlatego musiała charak- 
teryzować się wyraźnym i jednoznacznym zaangażowaniem ideowym. 
Tak więc i czynniki pozaliterackie, a mianowicie ofiary krwi i mienia 
gdańszczan złożone w obronie polskiego króla, upoważniają nas do 
odczytania okolicznościowej poezji politycznej tego czasu jako świa- 
dectwa szczerego przywiązania mieszkańców tego nadbałtyckiego grodu 
do Polski. 


IV 


W zakończeniu niniejszych uwag należy podkreślić, że badania nad 
gdańską literaturą polityczną mają przede wszystkim znaczenie biblio- 
graficzno-dokumentarne, mogą bowiem przyczynić się do weryfikacji 
niektórych przyjętych ustaleń bibliograficznych i powiększenia skrom- 
nego dotychczas wykazu druków politycznych nowymi pozycjami. Wy- 
daje się również, że poznanie omówionej tu literatury może być też 
pewnym wkładem w wyjaśnienie dyskutowanej od lat w nauce kwestii 
świadomości politycznej dawnych gdańszczan. Tak więc, mimo iż scha- 
rakteryzowane wyżej utwory nie są pod względem artystycznym naj- 
lepsze, warto było je odszukać z racji ich pozaliterackich, dokumentar- 
nych wartości. 


Jerzy Kasprzyk 


FROM THE HISTORY OF GDAŃSK POLITICAL LITERA TURE 
IN THE FIRST HALF OF THE 18TH CENTURY 


SnmmAry 


In this essay the author de aIs with the political literatuue which has not been 
studied and .which is connected with a particularly stormy episode in the history 
of Gdańsk in 1733-34 when the inhabitants of that city to ok the part of king Sta- 
nisław Leszczyński. 
Among the printed material studied here, a large part of which was unknown 
to Estreicher there are publicistic w.ritings, informa.tion literature, occasional verses, 
which on one hand throw light on the bitterness of the political struggle during that 
last but one interregnum, but on the other hand, they provide a basis for the re- 
construction of the atmosphere of an extroadrinary enthusiasm and attachment
>>>
174 


Jerzy Kasprzyk 


which accompanied Leszczyński throughout his stay in Gdańsk. The analysis of a few 
selected writings, made from this point of view, confirms, as it has been often stressed 
before, the documentary value of political literature, which although deprived of 
higher artisitc qualities, ought to become the subject of more vivid scholarly 
interest. These studies might,inour special case, contribute to the verification of 
some bibliographical evidence and to enlarge the modest list of political writings 
by new items, but above all, they might become a valuable contribution to the scien- 
tific discussion on the political consciousness of the old inhabitants of the city 
of Gdańsk.
>>>
ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA W TORUNIU 
NAUKI HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE - ZESZYT 11 - FILOLOGIA POLSKA VI 


Zespołowa Katedra Literatury Polskiej 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


Antonina Bartoszewicz 


o POGLĄDACH KRASZEWSKIEGO PRZED ROKIEM 1863 
NA ZADANIA SPOŁECZNE I CECHY FORMALNE POWIEŚCI 


L SWIADOMOŚĆ TEORETYCZNA POWIEŚCI MŁODEGO KRASZEWSKIEGO 


Cechy gatunkowe powieści formułuje młody Kraszewski w oparciu 
o założenie, iż powieść jest p r z e d e w s z y s t k i m dziełem s z t u- 
k i pisarskiej, tym samym o wartości każdego utworu decyduje stopień 
artyzmu, jaki powieściopisarzowi udało się osiągnąć. Podstawą walorów 
estetycznych powieści jest p r a w d a pojęta jako w i e r n ość o d- 
t w o r z e n i a rzeczywistości. Taką postawę w kwestii metody lite- 
rackiej powieści zajmuje Kraszewski już na samym początku swej drogi 
twórczej zarówno w teorii, jak i w praktyce powieściopisarskiej. 
W' Prospekcie na dzieło pod tytułem: "KiJka obrazów towarzyskiego 
życia" osiemnastoletni, początkujący autor opowiedział się zdecydowa- 
nie "przy żywych i wiernych obrazach naszego pożycia", odcinając się 
zdecydowanie' od "zdziczałych imaginacji utworów" 1. Co przez to okre- 
ślenie rozumiał widać w nieco późniejszym artykuliku Rzut oka na 
ścieżkę, którq poszedłem: należy do tej kategorii powieściopisarstwo 
w rodzaju twórczości panny Radckliffe, Genlis, Cottin, twórczości na- 
cechowanej "egzaltacją i ckliwą wielkością", "przesadą", "łzami na- 
jemnymi" 2. Te określenia piętnują twórczość powieściową o fabule 
opierającej się na wymyślnych przypadkach powieściowych bohaterów, 


1 J. 1. Kra s z e w s k i, Prospekt na dzieło pod tytułem: Kilka obrazów towa- 
rzyskiego życia, w dwóch częściach, a trzech tomach, zawierających powiastki dwie 
z XIX wieku, przez Kleofasa Fakunda Pasternaka, [w:] Kraszewski o powieściopisa- 
rzach i powieści. Zbiór wypowiedzi teoretycznych i krytycznych, opracował S. B u r- 
kot. Warszawa 1962, s. 23. 
2 J. L Kra s z ew s k i, Rzut oka na ścieżkę, którą poszedłem, i b i d., s. 25. To 
stanowisko Kraszewskiego spotkało się z zarzutem Marii Z m i g r o d z k i e j (Walka
>>>
176 


Antonina Bartoszewicz 


których losy nie kontaktują się w żadnym punkcie ze światem znanym 
czytelnikowi z codziennego doświadczenia. Stawiając w metodzie po- 
wieściopisarskiej na pierwszym miejscu "kopiowanie wierne i nieprze- 
sadzone" 3, postulował Kraszewski s p r a w d z a l n ość w p o w s z e- 
d n i m d o ś w i a d c z e n i u czytelnika postaci, zdarzeń i sytuacji po- 
wieściowych. Warunki osiągnięcia tej sprawdzalności sformułował 
w trakcie charakteryzowania głośnych w ówczesnym świecie literackim 
powieściopisarzy. I tak: "dokładnym oddaniem powierzchowności" od- 
znacza się Cervantes, Stern, Ducange; "prawda", "rozmaitość", umie- 
jętność "zdobienia historii bez spoczwarzania jej" - to właściwości 
powieściopisarstwa Waltera Scotta; "prawdziwych ludzi" ukazuje Le- 
sagej wreszcie umiejętność tworzenia postaci powieściowych w duchu 
odrębności narodowej widzi Kraszewski u Jana Pawła Richtera i u Goe- 
thego 4. 
Taki był punkt wyjścia świadomości teoretycznej młodego Kraszew- 
skiego. Generalnie rzecz biorąc, nie jest to stanowisko nowe nawet 
w krytyce polskiej, a już tym bardziej w krytyce europejskiej. Kra- 
szewski po prostu dokonał wyboru określonej tradycji w zakresie 
świadomości teoretycznej powieści. Stawiając na powieść, której me- 
todą jest "wierne kopiowanie", nawiązywał do mocno ugruntowanych 
w krytyce europejskiej (szczególnie angielskiej) koncepcji powieści 
realistycznej, wywodzących się od Fieldinga. Na początku XIX wieku 
podjęła te koncepcje krytyka niemiecka, Schleglowie, pani De Stael 5 . 
Swiadomość faktu, że istotę metody artystycznej pewnego typu po- 
wieści stanowi odtwarzanie rzeczywistości, świadomość łącząca się 
z przekonaniem, że to ceJjlny typ powieści, zaznacza się wyraźnie już 
w krytyce sprzed powstania listopadowego i to zarówno w generalnych 
rozważaniach o powieści, jak i w recenzjach poszczególnych utworów 6. 


o realizm w estetyce i krytyce literackiej kraju w latach 1831-1848, Pamiętnik Lite- 
racki 1953, Zol, s. 29). jakoby Kraszewski odrzucał założenia literackie naszego 
wielkiego romantyzmu. Zarzut ten odparował Burkot: Udział Kraszewskiego w spo- 
rach o powieść w polskiej krytyce literackiej XIX w. [w:] Kraszewski o powieściopi- 
sarzach i powieści, s. 6-7. 
3 I b i d., s. 25. 
4 I b i do, S. 26-27. Interesująca jest z tego względu uwaga o Werterz'e. 
5 "V szkicu O zmyśleniach stawiała pani De Stael na powieść }ako gatunek przy- 
szłości. Broniła powieści jako gatunku nadającego się doskonale do pełnienia funkcji 
wychowawczej w społeczeństwie. Zdolność powieści do pełnienia takiej funkcji 
upatrywała właśnie w zdolności do wiernego odtwarzania rzeczywistości. A. H. D e 
S t a Ej l, Wybór pism krytycznych, przełożyła i opracowała A. Jak u b i s z y n - T a- 
t ark i e w i c z, Wrocław 1954, Bibl. Narodowa seria II nr 49, s. 19-20. 
6 Z. S i n k o, Powieść angielska XVlI wieku a powieść polska lat 1764-1830, 
Warszawa 1961, 5. 8.
>>>
o poglądach Kraszewskiego .przed rokiem 1863 


111 


Już Stanisław Kostka Potocki (1815 r.) widział w powieści narzędzie 
"malowania życia i obyczajów ludzi", a za najbardziej wartościowe 
uważał powie'ści, których zasadę stanowią "zdarzenia rozsądne" (scil.: 
fikcja realna) i analiza psychologiczna: "historia serca ludzkiego" 7. Re- 
cenzent Malwjny (1816 rok) chwalił tę powieść za "powab miejscowy", 
zawierający się dlań właśnie w "wiernych obrazach" 8. Podobny sąd 
wyraził o Malwjnje Śniadecki, gdy na dobro utworu zaliczył fakt, że to 
"powieść całkiem narodowa o familiach, miejscach, zdarzeniach, towa- 
rzystwach wyższego rzędu i obyczajach polskich" 9. Anonimowy autor 
bardzo interesującej rozprawy zatytułowanej O romansach (1818 Lj 
pierwsza w polskiej krytyce obszerna rozprawa zawierająca całościową 
analizę powieści) wysuwa pod adresem powieściopisarzy już bardzo 
konkretne żądanie, by starali się o stworzenie iluzji rzeczywistości da- 
nej w doświadczeniu twórcy i czytelnika. Co więcej: stoi na stanowisku, 
iż ta rzeczywistość rządzi światem przedstawionym w powieści, narzuca 
mu swą strukturę 10. Recenzent Njerozsqdnych ślubów Bernatowicza 
chwalił powieść za to, że jest w niej "podobieństwo do prawdy" oraz 
"wierność obrazu obyczajów" 11. Nie mnożąc podobnego typu sformu- 
łowań z innych recenzji zakończmy powyższą serię przykładów poglą- 
dami anonimowego autora rozprawy Walter Scott j jego wjek spółczesny 
(1828 L), rozprawy zawierającej wnikliwe uwagi o powieści historycz- 
nej. Otóż anonim upatruje główne walory nowoczesnej powieści histo- 
rycznej m.in. w tym, ż.e naród, bohater tej powieści, jest w niej przed- 
stawiony wiernie, z wydobywaniem na plan pierwszy historycznie 
sprawdzonych, typowych właściwości. Autor przewiduje pogłębienie 
się wśród twórców zainteresowania dla realnego bytu ludzi jako przed- 
miotu odtworzenia w powieści 12. Chyba wystarczy argumentów na po- 
twierdzenie sądu, iż postawa młodego Kraszewskiego, którą sklasyfi- 


7 S. p o t o c k i, O wymowie i stylu, Warszawa 1815 t. 4 cz. 2, s. 202, 211, 208. 
B Malwina, czyli domyślność serca. Romans w dwóch tomach, [recenzja anonimo- 
wa], Pamiętnik Warszawski 1916, t. 4, s. 233. 
9 [J. Ś n i a d e c ki], Malwina. List stryja do synowicy pisany z Warszawy 
z przesłaniem nowego pod tym tytułem Romansu, Dziennik WiIeń5ki 1816, t. 2, s. 123. 
10 Oto bardzo charakterystyczna wypowiedź w tym sensie: "Ze względu zaś, iż 
Romanse godne tego nazwiska są wiernym obrazem towaTzystwa ludzi, mogą one 
przyjmować pewny stopień zaniedbania, jakie zwyczajnie widzimy w naszym spólnym 
pożyciu i obcowaniu, byle to zaniedbanie skutkiem nie było niedbalstwa lub zepsu- 
tego smaku autora, ale wydane było naturalnie dla jaśniejszego odmalowania wysta- 
wionych osób, aby te same zdawały się działać i mówić za pomocą i pośrednictwem 
autora, a nie przeciwnie. [Anonimowo] O Romansach, Ćwiczenia Naukowe 1818, nr 7, 
s. 174. 
11 Astrea 1821, s. 15. 
12 [Anonimowo] Walter Scott i jego wiek spółczesny, Gazeta Polska 1828, nr 183. 


12 - Filologia Polski VI
>>>
178 


Antonina Bartoszewicz 


kowano jako punkt wyjścia w zakresie świadomości teoretycznej po- 
wieści, doskonale wspÓłbrzmi z głÓwnym nurtem krytyki zajmującej 
się powieścią przed powstaniem listopadowym. 
W miarę ,rozwoju świadomości teoretycznej powieści młodego Kra- 
szewskiego, postulat "wiernego kopiowania" wzbogaca się o nowe, istot- 
ne elementy; oto jak on wygląda w definicji powieści z artykułu O pol- 
skich romansopisarzach: "W naj prostszym znaczeniu romans i powieść 
są obrazem jakiejkolwiek epoki świata, życia, widzianej nie wielkim 
skupiającym okiem historyka, ale drobnostkową, flamandzką, mikrosko- 
pową źrenicą" 13. Tu "wierne kopiowanie" jako najwłaściwsza metoda 
twÓrcza powieściopisarza ukazane zostało przez porÓwnanie z metodą 
historyka. Tego rodzaju zabieg był w krytyce krajowej stosowany dość 
często, co dowodzi powszechności przekonania o identycznym przedmio- 
cie pracy historyka i powieściopisarza 14. Odmienność wynikÓw pracy 
historyka i powieściopisarza, mimo identyczności przedmiotu, uzasadnia- 
no odrębnością metod w traktowaniu przedmiotu. Tak jest i u Kraszew- 
skiego. Przy tym zwraca uwagę pominięcie w przytoczonym cytacie 
fikcji jako gatunkowego wyrÓżnika powieści. Sądzę, że niesłuszne jest 
składanie tego pominięcia na karb "estetyzmu" i "flirtów z konserwą"15. 
Zachodzi tu chyba wypadek innego rodzaju. Trzeba sobie przede wszyst- 
kim uświadomić, iż zacytowana definicja jest definicją powieści n 0- 
we j, postulowanej, "zdziczałe imaginacji utwory" znajdują się poza 


13 J. L Kra s z e w s k i, O polskich romansopisarzach. [w:] Kraszewski o po- 
wieściopisarzach j powieści, s. 29. 
14 Występuje to już W pewnym sensie u Potockiego jako potencjalna możliwość, 
jaka się wiąże ze sposobem potraktowania historiografii. Pisarstwo historyczne jest 
dla niego gatunkiem literackim. W całej pełni zaś porównanie romansu z historio- 
grafią podjął anonimowy autor rozparwy O romansach. W drodze takiego porównania 
wyodrębnia on cechy gatunkowe powieści (Ćwiczenia Naukowe 1818, s. 170-,--171.) 
Autor artykułu Walter Scott i jego wiek spółczesny wręcz staje na stanowisku, że 
powieść historyczna jest odmianą pisarstwa historycznego. 
15 M. Z m i g r'o d z k a, Walka o realizm w estetyce i Krytyce literackiej kraju 
w latach 1831-1848, Pamiętnik Literacki 1953, z. 1, s. 32. Stanowisku Zmigrodzkiej 
przeciwstawiła się E'. War z e n i c a, Publicystyka literacka młodego Kraszewskiego, 
Przegląd Humanistyczny 1959, nr 6. Pisze ona między innymi: "Kraszewski wychodzi 
z pozycji dobrze zrozumianej specyfiki powieści jako gatunku artystycznego, ostro 
krytykuje praktykę nakładania na powieść służebnej roli" (s. 30) I dalej: "Wyrok 
zagłady wydany przez Kraszewskiego na Pana Pod stolica był więc w tym okresie 
i w tej konfiguracji politycznej polemiką z konserwatystami i to nie tylko na tematy 
literackie. Kraszewski krytykował i powieść, i ludzi, którzy usiłowali nadać ton ów- 
czesnemu życiu umysłowemu, nie poddawał się naciskowi »społecznej cenzury" stwa- 
rzanej przez wpływowe ówczesne jednostki" (s. 31). Por. także w omawianej sprawie: 
A. B a r t o s z e w i c z, Polemiki wokół powieści francuskiej w polskiej krytyce 
literackiej okresu miedzypowstaniowego (1831-1863). Zeszyty Naukowe UMK, Filo- 
logia Polska II, Toruń 1960, s. 143-144.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


179 


nią. A imaginacja, w języku ówczesnym teorii literatury pajęcie bardzO' 
zasadnicze, ściśle się kajarzyła z fikcją literacką na zasadzie przyczyny 
i skutku. Tateż u kagaś, ktO' nowaczesnaść i estetyczne walary powieści 
widział w "wiernym kapiawaniu", adsunięcie fikcji literackiej na jedna 
z dalszyclJ. miejsc w zespale kanstytutywnych elementów pawieści jest 
czymś całkiem zrozumiałym i naturalnym. 
Jeśli "pięknaść estetyczna" pawieści ma być "zasadzana na praw- 
dzie" 16 - jak ta sfarmuławał Kraszewski w artykule Prze,szłaść j przy- 
szłaść ramansu - pojętej jaka "wierne kapiawanie", ta t y m s a m y m 
pięknaść nie maże się równać li tylkO' sprawnaści w zakresie techniki 
pisarskiej. Ale ta sprawa nie przedstawia się tak prosto, panieważ Kr:a- 
szewski formułując cechy gatunkawe pawieści wyszedł właśriie ad za- 
gadnień techniki pawieściawej. Jest ta pastawa na tle ówczesnych pal- 
skich razważań na temat pawieści nowa. Tak wielkiegO' zrozumienia 
dla właściwaści farmalnych gatunku, jakie wykazuje Kraszewski, szcze- 
gólnie w wypawiedziach mładzieńczych, niewiele znajdziemy we współ- 
czesnej, a nawet w póżniejszej krytyce, nie mówiąc już a paczątkawej 
fazie rozwaju świadamaści tearetycznej; pawieści (przed pawstaniem 
listapadawym). Da czasu wystąpień KraszewskiegO' zwracana uwagę na 
pawieść główni'e ze względu na jej przydatnaść w dziele umaralniania 
spałeczeństwa, w kansekwencji interesawała przede wszystkim zawar- 
taść treściawa, a nie właściwaści formalne 17. Taka postawa wabec po- 
wieści będzie nader żywatna w krytyce krajawej, ulegnie jej później 
także Kraszewski. Ale w akresie mładzieńczym jest Kraszewski jak 
najdalszy od narzucania pawieści funkcji umaralniania spałeczeństwa 
w pazycji czynnika k a n s t y t u t Y w n e g a jej struktury, widzi w po- 
wieści głównie, jak już wspamniana, pradukt sztuki pis.arskiej: "Ramans 
czy pawieść, ażeby były całkiem tym, 'czym być pawinny, innegO' celu 
nad estetyczny - piękna£ci, artystyczny - wykanania, mieć nie pa- 
winny. Paważne reformatarskie uwagi, zamknięte w bladaróżawej łu- 
pinie fikcji, same stają się bezużyteczne, a jej wiele ujmują. Jednastaj- 
naść celu skupia ws.zystkie myśli w jedna agniska, rozdwajenie - asła- 
bia; sławne u t i l e d u l c i tak się chyba da tłumaczyć, jeśli w u t i l e 


16 J. I. Kra s z e w s k i, Przeszłość i przyszłość romansu, [w:] Kraszewski o po- 
wieściopisarzach i powieści, s. 57. 
17 I. Kra s i c k i, Zbiór potrzebniejszych wiadomości porzqdkiem alfabetu uło- 
żonych, [w:] DzieJa Ignacego Krasickiego. Pierwsze zupe,łne wydanie, t. 15. Dopełnie- 
nia, t. 5 s. 261; I. Kra s i c k i, Uwagi, [w:] DzieJa Krasickiego. Dziesięć tomów 
w jednym. Paryż, Genewa 1830, s. 535; F. N. G o I a ń s k i, O wymowie i poezji, 
Wilno 1808, s. 136; S. P o t o c k i, O wymowie i stylu, s. 202-215; Anonim, O Roman
 
sach, passim, zwłaszcza nr 7, s. 152. Anonim dostrzega także walory estetyczne ro- 
mansu, ale niejako o b o k wychowawczych.
>>>
180 


Antonina Bartoszewicz 


widzieć będziemy wzór estetyczny. Innego rodzaju użyteczność, ażeby 
odpowiadała celowi, potrzebuje wyłącznego, dogmatycznego wykła- 
du" 18. Cytat pochodzi z artykułu O polskich romansopi1sarzach. W arty
 
kule Przeszłość i przyszłość romansu zawartą w przytoczonym cytacie 
tezę o estetycznym "celu" powieści Kraszewski powtarza; odrzuca 
w imię zapewnienia suwerenności gatunkowej praktykę obciążania po- 
wieści obowiązkiem kolj)Ortażu prawd moralnych, filozoficznych 
i wszelkich innych. Przyznajmy, że to daje podstawę do uznania w mło- 
dym Kraszewskim pierwszego' w Polsce głosiciela hasła "sztuka dla 
sztuki", zwłaszcza gdy się nie uwzględni historycznego kontekstu jego 
wypowiedzi 19. Trzeba mieć na uwadze, iż stawiając na pierwszym miej- 
scu w zespole czynników konstytutywnych powieści "piękność estetycz- 
ną", bronił Kraszewski wchodzącego w życie gatunku przed zepchnię- 
ciem na tory nagiej usługowości ideologicznej. Wymierzone w koncep- 
cje krytyków, którzy przeznaczali na model dla powieści polskiej właś- 
nie utwory o wyraźnej tendencji dydaktycznej, wytyczały rozważania 
Kraszewskięgo słuszny kierunek rozwoju powieści polskiej, odrzucały 
bowiem "kontynuację oświeceniowej powieści dydaktycznej" 20, zupeł- 
nie już anachroniczną i wręcz wynaturzoną w takich utworach, jak Pan 
Podstolic Massalskiego. 
Nie bez znaczenia dla interpretacji postawy "estetycznej" młodego 
Kraszewskiego jest jej zbieżość z refleksjami Fieldinga na temat formy 
literackiej w jego Historii Toma Jonesa: "Wszystko - pisze Fielding 
między innymi - zależy od autorskiej kuchni [...]. To samo zwierzę, 
które dostąpiło zaszczytu, że część jego mięsa spożyto przy stole księcia, 
mogło mieć mniej szczęścia w innych partiach swej doczesnej powłoki: 
niektóre jegoczołnki były może poćwiartowane i zawiesżone w naj- 
nędzniejszej jatce w mieście. Na czym więc polega różnica między ja- 
dłem magnata a stróża, gdy obaj: zasiadają do obiadu z tego samego 
wołu czy cielęcia, jeśli nie na przyrządzaniu, doprawieniu, przybraniu 
i podaniu? Przy tej pomocy budzą się i ożywiają najbardziej nawet 
ospałe apetyty, a bez niej - mdłe są i najlepsze kąski". Z tego dowcip- 
nego porównania taki oto wniosek: "Podobnie doskonałość uczty ducho- 
wej nie tyle zależy od obranego przez autora tematu, ile umiejętności 
przedstawienia go" 21. 


18 J. 1. Kra s z e w,s k i, O polskich romansopisarzach, s. 33. 
19 Polemikę z takim twierdzeniem zob. przypis 15 . 
20 S. B u r k o t, Udział Kraszewskiego w sporach o powieść, s. 15. Wnikliwą 
ocenę stosunku Kraszewskiego do tradycji oświeceniowej zawiera rozprawa E. Wa- 
r z e n i c y: "Latamia czamoksięska" wobec oświeceniowej tradycji literackiej. Ruch 
Literacki 1962, z. 6. 
21 H. F i e I d i n g, Historia życia Toma Jonesa, Warszawa 1955, t. 1, s. 11-12.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


181 


Przytoczona wypowiedź jest integralnym składnikiem programu po- 
szerzenia społecznego kręgu tematyki powieści, wyjścia w tej dziedzi- 
nie poza panujące konwencje, a prezentowana tutaj postawa teoretycz- 
na spełnia funkcję argumentu na poparcie wysuniętego programu. Otóż 
zupełnie podobnie rozumuje Kraszewski --'- wsłuchajmy się dobrze 
w sens następujących refleksji: "Ci, co narzekają na szkaradność obra.- 
zów w romansach i powieściach francuskich, powinni by wszelako pa- 
miętać, źe w dziełach sztuki wykonanie tak wiele znaczy, 
e opis naj- 
okropniejszego wypadku, jeśli tylko jest z talentem odmalowany, choć- 
by był najszkaradniejszym, zawsze jest dowodem talentu. Amator, ut y- 
litariusz, może krytykować materiał i cel, artysta widzi tylko piękność 
wykonania. Objaśniam przykładem: wiele jest niepi-ęknych rzeczy 
w flamandzkich obrazach, a obrazy mogą być dlatego bardzo piękne. 
I na to jeszcze uważać by potrzeba, że ściśle prawdziwe, jak są (lub 
chcą być) teraźniejsze fracuskie romanse, muszą opisywać pr
wdę pod 
wszystkimi postaciami. Chciano nowości - przyszły szkarady i zbro- 
dnie, bo zbrodni jest tysiące - cnota jest jedna" 22. 
A inna refleksja w tej sprawie: "Śmieszne było, gdy nabożni sztuk 
pięknych lubownicy sprawiali sukienki Wen erom, aby pogodzić tym 
sposobem i miłość sztuki i swoje przesądy zbyt wygórowanej wstydli- 
wości. Zepsutego tylko człowieka zgorszyć może nagość cielesna i mo- 
ralna, a zepsuty cóż ma do stracenia? [...J Pisarz romansu, poeta, arty- 
sta, tam, gdzie konieczność, całość obrazu, potrzebny mu stopień praw- 
dy, wymagają, nie ma się cofać przed śmiałym rysem, nie ma go nacią- 
gać do koniecznych a przesadzonych prawideł, lecz starać się powinien, 
tylko aby nie był zepsutym, aby umyślnie na obrazy poczwarne i gor- 
szące nie godził, które są samejże s'ztuce przeciwne" 23. 
Przytoczone teksty Kraszewskiego, prócz roli dowodu w omawianej 
sprawie, mają dla nas jeszcze jedno znaczenie, mianowicie wskazują 
drugą, niezmiernie ważną konsekwencję wysuwania na plan pierwszy 
sprawy odrębności gatunkowej powieści (jako pierwszą wskazaliśmy 
walkę o uwolnienie powieści od obowiązku umoralniania) - wynika 
z nich pogląd, że obraz rzeczywistości nie musi być w powieści sielan- 
ką, może się w tym obrazie znaleźć barwa czarna jako świadectwo ta- 
kichże stron życia. Formuła: "zbrodni jest tysiące - cnota jest jedna" 
to przecież - biorąc pod uwagę kontekst, w którym występuje - lapi- 
darny skrót rozumowania, że świat z pozycji "zbrodni" przedstawia 
znacznie więcej "interesu", jak się wtedy mówiło, niż z pozycji "cnoty", 


Kraszewski. wymienia nazwisko Fieldinga w artykuliku Rzut oka na ścieżkę, którq 
poszedłem (1831). 
22 J. L Kra s z e w s k i, O Polskich romansopisarzach, s, 41. 
23 I b i d., s. 57-58.
>>>
182 


Antonina BaTtoszewicz 


w rezultacie bardziej się nadaje do roli tworzywa dla powieściopisarza, 
jest ciekawszy, barwniejszy, a nade wszystko - prawdziwszy! Z po- 
zycji "cnoty" jest po prostu nudny. Wynika z tej formuły niedwuznacz- 
na dyrektywa, by powieściopisarz dostrzegł skomplikowanie rzeczywi- 
stości. Ta dyrektywa - zwróćmy na to szczególniejszą uwagę - nie 
kłóci się z poglądem, że powieść należy oceniać przede wszystkim jako 
utwór artystyczny, bo dbałość o artyzm jest naczelnym zadaniem po- 
wieściopisarza. I oto paradoks: wysuwając na pierwsze miejsce artyzm 
powieści ot"wiera Kraszewski przed powieściopisarzem możliwość uka- 
zania życia w całej prawdzie składających je zjawisk, ponieważ e l i- 
m i n u j e - to bardzo ważne - O g r a n i c z e n i a t e m a t y C' z n e 
powieści. (Grabowski, który uważał formułę "zbrodni jest tysiące - 
cnota jest jedna" za fałszywą z gruntu i w !,oli dyrektywy dla po- 
wieściopisarza ideologicznie bardzo niebezpieczną, zajmował stanowi- 
sko wręcz odwrotne 24). 
"Prawda pod w s z y s t k i m i postaciami" jako naczelne założenie 
powieści oznacza konsekwentną więrność wobec zaobserwowanych 
faktów, wierność, która nie cofa się przed "szkaradzieństwami"; taka 
właśnie wierność jest w rozważaniach młodego Kraszewskiego tożsama 
z postulatem "kopiowania rzeczywistości". Autor powieści Ulana czy 
Całe życie biedna nie musiał "przeskakiwać" 25 swoich założeń, wysta!,- 
czyło, gdy był w stosunku do nich konsekwentny. 
Oczywiście błędem byłoby nie dostrzegać sprzeczności i niekonse- 
kwencji w teorii powieści Kraszewskiego w okresie młodzieńczym 26. 
Jednak niesłuszne, a w każdym razie niezupełnie ścisłe jest traktowanie 
jego poglądów jako programu odcięcia literatury od problematyki spo- 
łecznej. Rzutiwszy je na tło współczesnych i nieco późniejszych roz- 
ważań o powieści i pamiętając, że są te poglądy jednym z pierwszych 
drogowskazów na szlaku rozwoju powieści polskiej po powstaniu listo- 
padowym, można przyjąć postulaty Kraszewskiego za słuszne "na pierw- 
szy ogień", ale niewystarczające na dłuższą metę. 
W czasie, gdy powstawały omówione tu pokrótce artykuły Kraszew- 


24 M. G r a b o w s k i, Literatura romansu w Polsce, [w:] Literatura i krytyka, 
Wilno 1840, t. 2,s. 135. 
25 M. Z m i g r o d z k a, op. cit., s. 33. 
26 Wiele trafnych uwag na temat sprzeczności w publicystyce literackiej młodego 
Kraszewskiego wypowiedziała M. Z m i g r o d z k a (op, cit., S. 28-34), jednak nie 
ma ona racji upatrując w Kraszewskim poprzednika ideologii literackiej konserwa- 
tystów, co wytkni!ł jej S. B u r k o t (op. cit.'- S. 6). Na temat wpływu pentarchii z Ty- 
godnika Petersburskiego na twórczość Kraszewskiego zob.: M. I n g lot, Poglqdy 
literackie koterii petersburskiej w latach 1841-1843. Wrocław 1961, passim, zwłaszcza 
S. 179-182,
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


183 


ski ego, problematyką teoretyczną powieści zajmowało się jeszcze nie- 
wielu krytyków. Tym bardziej wartd zwrócić uwagę na trzy próby zdefi- 
niowania powieści w tym czasie (wszystkie trzy późniejsze od artykułu 
O polskich romansopisarzach). 
W kontekście rozprawy zatytułowanej Walter Scott, a ogłoszonej 
ananimowo w czasopiśmie "Wizerunki i Roztrząsania Naukowe" z r. 
1837, zatem w tymże czasopiśmie, które rok wcześniej zamieściło 
wspomniany artykuł Kraszewskiego, defińicja powieści brzmi: "spomię- 
dzy wszystkich kompozycyj literackich romans n a j b l i ż e j d o ż y- 
c i a p o s p o l i t e g o p r z y s t ępuj e". A niezbędne uzupełnienie 
tej definicji: "Celem romansu jest pakazanie obyczajów i osób w praw- 
dziwości c z Y s t e ji i d o b r o d u s z n e j świata i życia prywatnego. 
Dlatego to właśnie romans zasila malowidłami drobiazgowymi serca 
ludzkiego, opisami malowniczymi scen domowych i poufałych i po tych 
to właśnie szczegółach wierność pędzla daje .się rozpoznawać" 27. W tej 
definicji wypunktowana: przedmiot powieści - jest nim "życie pospo- 
lite" (sci!. intymne, powszednie) oraz sposób ukazania tego przedmio- 
tu -:- owo "życie pospolite" ma być przedstawiane prawdziwie, ale to 
prawdziwość o specjalnych cechach, mianowicie "czysta i dobrodusz- 
na". Jest to zatem prawdziwość różna od tej, jaką widzieliśmy u Kra- 
szewskiegO', wygląda na spokrewnioną bardzO' blisko z "prawdą" ze zna- 
nej formuły etycznej: "prawda, dobro, piękno". 
Z wczesnych prób zdefiniowania powieści zwraca szczególną uwa- 
gę definicja Edmunda Wasilewskiego w rozprawce Józef Ignacy Kra- 
szewski: "Powieść według nas [...j j e s t k o P i ą ż Y c i a l u d z k i e g o 
i ta sama jej istota, ażeby była wierną kopią życia, jest już niejako jej 
celem; bo gdyby taką nie była, nikogo by nie mogła zająć". Jak wynika 
z dalszych wywodów WasilewskiegO' dapuszczał on wieloaspektowość 
wyglądu rzeczywistości w powieści zarówno w wymiarze historii, jak 
i w wymiarze właśCiwości natury ludzkiej. Jego poglądy zyskują na 
wnikliwaści zwłaszcza przez rezygnację z ciągot metafizycznych: 
"W Kraszewskiego powieściach wszystko jest tak ludzkie, tak zgodne 
z naszą ziemią, tak naturalne, jednym słowem, iż nie podobna nie przy- 
znać mu pierwszeństwa przed jego poprzednikami, z których jedni wi- 
sieli między ziemią a niebem wymarzanym i śniąc tylko o ostatnim, nie 
dotknęli nigdy pierwszej, a drudzy nie próbowali sił swoich, by caś ary- 
ginalnego napisać. Kraszewski obrazuje ludzi rzeczywistych; nie wy- 
musza z ich serc innych uczuć oprócz tych, które tam natura zaszcze- 
piła; nie tuła się ponad ziemią, [...j dajmy temu pokój, co tam nas czeka 


27 [Anonimowo], Walter Scott, Wizerunki i Roztrząsania Naukowe, t. 13: 1837, 
s. 46, 56, podkr. A. B.
>>>
184 


Antonina Bartoszewicz 


za grobem; grób ludziom zawsze stoi na oczach i po cóż im jeszcze. na- 
suwać obrazy tego zagrobowego życia [...] W p o w i e ś c i a c h t r z e- 
b ab y ć w p e w n y m w z g l ę d z i e m at e r i a l i s t ą". Wasilewski 
zatem żąda od powieściopisarza, by zwracał uwagę na konkretne, rze- 
czywiste wyznaczniki ziemskiego losu człowieka; mają one rządzić kon- 
strukcją losów powieściowych bohaterów, kształtem światła przedsta- 
wionego: "Powieść ':Vięc, którą nazywaliśmy wyżej kopią życia ludzkie- 
go musi być zmienną jak to życie, musi iść za swoim oryginałem - za 
duchem wieku. Dlatego to powieści i romanse mogą być tylko w z g l ę- 
d n i e p i ę k n e i d o bre. Ale ta właśnie harmonia między duchem 
czasu a kopią życia ludzkiego jest zadaniem autora powieści" 28. Prawdę 
pojął Wasilewski jako zgodność z rzeczywistością, 'SItanął więc na innej 
pozycji niż anonim z "Wizerunków". A rzeczywistość nie jest "dobra" 
i "piękna", więc powieściopisarz jest zawsze w kolizji ze wzmiankowaną 
formułą etyczną: mówi o rzeczywistości albo "niepiękną" i "niedobrą" 
prawdą, albo "piękne" i ,:dobre" kłamstwo. Wasilewski wybrał dlań 
pierwszą drogę. 
Postulat "wiernego kopiowania" wyanalizował Wasilewski z dorob- 
ku autora Czterech wesel. Witał w młodym pisarzu nowatora w zakre- 
sie twórczości. powieściowej. Umieszczając obowiązek pilnej obserwacji 
rzeczywistości p o n a d obowiązkiem wierności absolutnym zasadom 
(bo tak właśnie należy rozumieć sąd o tym, że powieści być mogą 
"tylko w z g l ę d n i e dobre i piękne") formułował istotną cechę me- 
tody realistycznej. Głosił pogląd bardzo niezwykły na tle ówczesnej 
świadomości teoretycznej powieści w Polsce. 
Wręcz odwrotne stanowisko zajmował w omawianej kwestii Michał 
Grabowski. W jego przekonaniu powieściopisarz to "przede wszystkim 
poeta", powieść zaś to "gatunek poematu", lInowy rodzaj poezji" - 
głównym zadaniem powieściopisarza jest "poetyzowanie rzeczywistoś- 
ci" 29. Jak rozumiał to poetyzowanie, widać z rozprawy O poezjj XIX 
wjeku. Głosił tam przede wszystkim pogląd, że poezja jest wszechobec- 
na w rzeczywistości, trzeba ją tylko umieć tam wyśledzić. "Poetycznie" 
wygląda świat z "właściwego punktu widzenia". Ow "właściwy punkt 
widzenia" zależy od koncepcji piękna. Koncepcja piękna, zmienna 
w szczegółach zależnie od "czasu i miejsca", opiera się na stałym, obo- 
wiązującym w sposób absolutny fundamencie: na aprobowaniu rzeczy- 


28 E. Wa s i l e w s k i, ,Józef Ignacy Kraszewski, [w:] Polska krytyka literacka, 
Warszawa 1959, s. 89-90, podkro A. B. Rozprawkę Wasilewskiego wysoko oceniła 
M. J a n i o n we wstępie do jego Wyboru poezji, Kraków 1955. Poglądy Wasilewskiego 
są bardzo zastanawiające gdy się zważy, iż są własnością poety, który w swojej 
twórczości nawiązuje do romantycznego modelu poezji. 
29 M. G r a b O w s ki, LitęratUH! romansu, S. 103, 106, 123.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


185 


wistości społecznej w aktualnej postaci. Z kolei podstawą tej aprobaty 
jest przyjęta a priori teza, iż rzeczywistość jest niepoznawalna, w każ- 
dym razie niepoznawalna w drodze dociekań rozumowych 30. Tworząc 
później koncepcję powieści jako "gatunku poezji", Grabowski nawiązy- 
wał do zreferowanej tu w naj ogólniejszych zarysach dawniejszej teorii 
poezji. Zgodnie z tą teorią domagał się od powieściopisarza przede 
wszystkim umiejętności dostrzegania poetycznych stron życia, wskazu- 
jąc mu jednocześnie, gdzie ma owej poetyczności szukać: oto w starych 
zwyczajach i obyczajach oraz w sferze kontaktów człowieka z przyrodą. 
Pojęcie "kopiowania" pie było mu obce, przeciwnie "malowanie drob- 
nych szczegółów bądź żyjącej, bądź martwej przyrody" uważał za istotę 
metody powieściowej 31, Ale narzucał powieściopisarzowi obowiązek su- 
rowej selekcji tematyki, gdy obciążał go obowiązkiem "poetyzowania 
rzeczywistości" . 
W najogólniejszym ujęciu sprawa formalno-treściowego kształtu po- 
wieści to dla każdego z omówionych krytyków, włączając takźe Kra- 
szewskiego, zagadnienie "kopiowania". W świetle przedstawionych 
tekstów nie ulega wątpliwości, że wszyscy ich autorzy zgodziliby się 
na sformułowanie anonimowego autora rozprawy o Walterze Scotcie _ 
"spomiędzy wszystkich kompozycji literackich romans najbliżej do ży- 
cia pospolitego przystępuje". Ale ta formuła nasuwa dalszy problem: 
w ja k i s P o s ó b przystępuje. Tu zaczynają się rozbieżności w po- 
glądach. Anonim z "WizerunkÓw" i Grabowski sądzą: od strony lIC z y- 
s t Y c h i d o b r o d u s z n y c h" właściwości człowieka, by się posłu- 
żyć analizowanym wyżej sformułowaniem. Wasilewski pozwalał po- 
w'ieściopisarzowi zająć się w s z y s t k i m i właściwościami człowieka, 
a to stanowisko nie jest sprzeczne z poglądami Kraszewskiego, co wię- 
cej: jest jakby rozwinięciem tych poglądów, jako bardziej od nich kon- 
sekwentne w postulowaniu odbicia przez powieść w i e los t r o n n o ś- 
c i i w s z e c h s t r o n n o ś c i objawów życia społecznego. Pierwsza 
droga wiodła do rezygnacji z problematyki społecznej, oddalała po- 
wieść od istotnych zaga,dnień współczesności i natomiast przekonanie, że 
powieściopisarz musi być "w pewnym względzie materialistą" wskazy- 
w,ało trafny kierunek powieści realistycznej. Bo choć metoda literacka 
w poglądach krytyków obu wydzielonych tu orientacji może być sklasy- 
fikowana jako postulowanie "reprezentatywności werystycznej", to 
przecież tylko w drugim wypadku "reprezentatywność werystyczna" za- 
wiera elementy perspektywy na "typowość", ponieważ nie ogranicza 


30 M. G r a b o w s k i, O poezji polskiej w wieku XIX, [w:] Literatura i krytyka, 
Wilno 1837. 
31 M. G r a b o w s k i, Literatura romansu, s. 72, 74.
>>>
186 


Antonina Bartoszewicz 


możliwości poznawczego penetrowania rzeczywistości społecznej jako 
złoża materiałów dla powieściopisarstwa 32. 


II. POWIEŚC o TEMATYCE WSPOŁCZESNEJ 
W ROZW AZANIACH KRASZEWSKIEGO 
W LATACH CZTERDZIESTYCH I PIĘCDZIESIĄ TYCH XIX WIEKU 


Analizę poglądów Kraszewskiego w tej sprawie trzeba zacząć od 
stwierdzenia, że w stosunku do analizowanych poprzednio, rozwijały 
się one w bardzo zasadniczo zmienionej sytuacji. Przede wszystkim po- 
wieść stała się gatunkiem wiodącym, bardzo poszukiwanym przez czy- 
telników i gorąco dyskutowanym przez krytyków. W latach czterdzie- 
stych, a zwłaszcza w pięćdziesiątych pojawia się szereg poważnych 
rozpraw o powieści. 
W sposób zasadniczy zmieniła się również sytuacja samego Kraszew- 
skiego. Jest on już w latach czterdziestych, a tym bardziej pięćdziesią- 
tych, popularnym powieściopisarzem i autorytatywnym krytykiem, od- 
grywa bardzo istotną rolę w ruchu umysłowym na terenie kraju, staje 
się człowiekiem-instytucją, jak się niekiedy Kraszewskiego określa. Ja- 
ko człowiek-instytucja musi pilnie zważać na społeczne konsekwencje 
swych wypowiedzi. W naj ściślejszym związku z tą pozycją pozostaje 
zmiana tonu rozpraw i artykułów. Młodzieńczą publicystykę literacką 
i społeczną Kraszewskiego cechowała niefrasobliwość w formułowaniu 
sądów i ferowaniu wyroków, która znika w miarę wzrostu popularności 
jego powieściopisarstwa i autorytetu jego sądów krytycznych. Wzrost 
autorytetu pociąga za sobą wzrost odpowiedzialności za słowa i sądy, 
w ostatecznym rachunku uczyni Kraszewskiego wyrocznią i zmusi przy- 
brać niekiedy styl profetyczny. Łączy się to w określony sposób z peł- 
nym uś
iadomieniem sobIe problemów upowszechnienia literatury, co 
obserwujemy w refleksjach pisarza już na początku lat czterdziestych. 
W tej dobie Kraszewski a p r o b u j e rolę "pobudziciela", w jakiej wi- 
dzieli go współcześni, ujęci znakomitą publicystyką z lat 1836-39, przy 
czym w pełni sobie uświadamia społeczne implikacje tej roli. Pisze w je- 
dnym z listów prywatnych: "Mnie chodzi o to, aby [...] rozruszać, zachę- 
cić, aby otworzyć drogi drugim [...], oto sława, której pragnę, sława po- 
budziciela" 33. Jak Kraszewski tę rolę pojmował, w czym widział zada- 


32 Terminów "reprezentatywność werystyczna" i "typowość" użyto w znaczeniu 
i funkcji, jakie im nadał H. M ark i e w i c z w rozprawie Realizm, naturalizm, typo- 
wość (x historii pojęć i terminów), [w:] Z teorii i historii literatury. Prace poświęcone 
V Międzynarodowemu Kongresowi Slawistów w Sofii. Pod redakcjq K. B li d z y k a. 
Wrocław-Warszawa-Kraków 1963, s. 333. 
33 List z 20 kwietnia 1841, cytat za E. War z e n i c ą, Publicystyka literacka mło- 
dego Kraszewskiego, s. 20. Warzenica trafnie oceniła warunki popularności Kra-
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


187 


nie "pobudziciela" pokazują dwa jego szkice z tego czasu: Życie umysło- 
we oraz Sqd krytyki i czytelników - pierwszy otwiera zbiór rozpraw 
zatytułowany Studia literackie, drugi - Nowe studia literackie, więc 
są to, poniekąd, szkice programowe. Rozważania Kraszewskiego sku- 
piają się w obu szkicach wokół sprawy modelu konsumenta literatury, 
ś w i a d o m e g o kO'nsumenta, który jest w jegO' mniemaniu c z y n- 
n y m współtwórcą literatury, a nie tylko biernym jej odbiorcą. Kra- 
szewski, jak chyba rzadko kto w latach czterdziestych na terenie kraju, 
pojął i docenił społeczną rolę konsumenta literatury w procesie jej po- 
wstawania. Pisał w tej kwestii m.in.: "W literaturze główne ognisko 
życia umyłowego. Ale nie sądźmy, aby wszyscy obowiązani byli i w sta. 
nie wpływać na literaturę, dodawać do jej skarbów, kierować jej cho- 
dem. Literatura, tworzona przez pisarzy, przeznaczona jest dla tak zwa- 
nych czytelnikÓw. Ci czytelnicy nie są to znowu sami towarzysze pi- 
sarza, z powołania rÓwnie jak on twÓrcy i sędziowie. B i a d a l i t e r a- 
t u rI4'e, k t 6' rak r ę cj si ę t Y l k o w k o l e c i a s n y m t ak 
z w a n y c h l i t e r a t Ó w! Taka literatura bliską jest upadku i nie bę- 
dzie na przyszłość obrazem usposobień ogÓłu, bo nie dla ogÓłu tworzoną 
była, malO'wać tylko będzie jednę klasę, wyjątek. Przychodzim do tego, 
cośmy powiedzieć chcieli i dowieść usiłujem, że rola czytelnikÓw jest 
ważna i że czytelnicy reprezentując dla literatury masę, na ktÓrą ona 
działa i od ktÓrej się koloryzuje (bo wyszU z jej łona tworzą), są klasą 
pracownikÓw umysłowych, których stanowisko ważne. Czytelnicy po- 
średniczą między twórcami, a ludźmi całkiem obojętnymi dla literatury. 
Oni kształcąc się i nasycając sami, mają misję nawracania, wzbudzania 
ochoty, oświecania niżej siebie stojących. Pojęciem (gdy jest zupełne), 
pO'jęciem dzieł tworzonych przez pisarzy, czytelnicy stają z nimi na rów- 
ni prawie; a wsiąkając w siebie myśli i oddając je nie czyta:jącym, czy- 
nią ważną przysługę rozszerzając krąg sposobiących się do umysłowego 
życia. Nie wszyscy mogą pisać i tworzyć, ale wszyscy mogą czuć i poj- 
mować. Czytelnik, choćby całkiem zaparł się pisanego sądu o dziele, 
opinią swO'ją wpływa na jego przyjęcie, a wrażenie, jakie od dzieła od- 
biera, daje pisarzowi miarę dobroci utworu. W istocie sąd mas jest naj- 
trafniejszym z sądów, ludzie sztuki (że tak powiem) mogą postrzec 


szewskiego-publicysty. Jednakże sąd jej: "U podłoża pracy publicystycznej młodego 
Kraszewskiego leżało ś w i a d o m e [podkro A. B.] hasło zakładania podstaw kultury 
polskiej" (s. 20) - wydaje się nieco przesadzony w stosunku do publicystyki z lat 
1836--1839. Zresztą koronnym dowodem na poparcie tego sądu jest w. artykule Wa- 
rzenicy cytat z listu Kraszewskiego z roku 1841! 
Por. także ocenę roli Kraszewskiego w dziele upowszechniania kultury w oma- 
wianym okresie: M. S t r a s z e w s k a, Czasopisma literackie w Królestwje Polskim 
w latach 1832-1848, Wrocław 1953, s. 59-60.
>>>
188 


Antonina Bartoszewicz 


w piśmie tysiąc wad przeciw sztuce, -dzieło jednak, osądzone za dobre 
opinią publiczną, na złość wszystkim tego rodzaju sądom pozostanie 
ulubionym pokarmem ogółu. Patrzmy więc, co to jest czytelnik i jak 
czytelnicy gniją znakomitą w literaturz
 rolę. Są to konsumenci, od któ- 
rych ona zależy, przeciw których smakowi wojować niepodobna, a któ- 
rych smak nieznacznie kształcony, czasem pochlebstwem, czasem roz- 
drażnieniem, w ogóle jest najtrafniejszy" 34. 
W szkicu Sqd krytyki i czytelników bardzo ostro został postawiony 
postulat bezwzględnego liczenia się twórców z opinią świadomych czy- 
telników. Ten postulat był w koncepcji Kraszewskiego bardzo istotną 
dyrektywą metodologiczną, miał uchronić krytykę przed subiektywno- 
ścią sądów, a z drugiej strony miał zapobiec dogmatycznemu norma- 
tywizmowi ocen. "Sąd ogółu" jako kryterium prawdziwości sądów 
i ocen krytyki jest ściśle powiązany z pojmowaniem roli owego "ogó- 
łu" w procesie tworzenia się literatury. W ocenie tej roli Kraszewski 
'posuwa się bardzo daleko, jak to widać w przytoczonym wyżej frag- 
mem.cie pierwszelgo szkicu. Tak jest i tutaj. Ale za bardzo cenne trzeba 
uznać: w jego wywodach to, że podstawą ferowania wyroków przez 
krytykę czyni naukę, wykształcenie wprowadzone w miejsce "wrodzo- 
nego smaku" - oraz to, że nie usunął z pola widzenia możliwości 
kSiztałtowania wrażliwości ogółu czytelników 35. 
Nie wdając się w bardziej szczegółową analizę i merytoryczną oce- 
nę obu szkiców, trzeba wszakże powiedzieć, że zawierały one myśli 
nowe i śmiałe w przedmiocie upowszechnienia literatury, myśli, które 
w zmieniony sposób przedstawiały wzajemne stosunki między pisarzem 
a czytelnikiem. Pisarzowi, w świetle tej koncepcji, nie wolno stawać 
na pozycji "odi profanum vulgus", wprost przeciwnie: "tłum niewtajem- 
niczony" może postawić przed pisarzem określone żądania i obowiąz- 
kiem pisarza jest tym żądaniom zadość uczynić. W realizacji ambitnego 
celu: wychowania wrażliwej na wartości kulturalne publiczności zna- 
komicie pomagała Kraszewskiemu jego fenomenalna zdolność szybkiej 
reakcji na przejawy życia kulturalnego oraz niemniej fE!nomenalna roz- 
ległość jego zainteresowań. Oblicze konsumenta kultury, o którego 
Kraszewski uporczywie walczy, ma bardzo wiele jego wła!snych rysów. 
Przedstawione stanowisko w przedmiocie upowszechnienia kultury 
w ogóle a literatury w szczególności, przekonanie o decydującym dla 
rozwoju literatury znaczeniu jej świadomych konsumentów, przekona- 
nie połączone z konstatacją, że powieść stała się w literatu,:r:ze gatun- 


34 J. L Kra s z e w s k i, Wybór pism. Oddział X. Studia i szkice literackie po- 
przedzone wstępem krytycznym i opatrzone spisem chronologicznym dzieł autora 
przez Piotra C h m i e I e w s k i e g o, Warszawa 1894, s. 175-176. Podkr. A. B. 
35 I b i d., s. 295-300.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


189 


kiem wiodącym - wszystko to wpłynęło na zmianę poglądów Kraszew- 
skiego w całym szeregu istotnych spraw dotyczących rozwoju powieści. 
Jest to już widoczne w artykule O celu powieści z roku 1847, choć w za- 
łożeniu stanowi on kontynuację dawniejszych poglądów. 
Uwidoczniony w tytule tego artykułu wyraz "cel" jest używany 
w toku wywodów wieloznacznie - zresztą w zgodzie z tradycją - 
występuje w funkcji synonimu "idei", "tematu", "tendencji", a co gor- 
sza, w poszczególnych wypadkach trudno orzec, która z tych funkcji 
dominuje 36. Nie jest to pomieszanie przypadkowe, odbija ono brak 
wykrystalizowania się pojęć oznaczanych przez te wyrazy. Dotyczy to 
zwłaszcza "tendencji". Pojęcie tendencyjności, jakkolwiek nieobce kry- 
tyce od same!go początku okresu międzypowstaniowego :17, jednakże do- 
piero w latach czterdziestych zaczyna sobie n
 dobre torować drogę 
w świadomości naszej krytyki. Kraszewski uchwycił ten proces in statu 
nascendi właśnie w omawianym artykule 38. Znakiem krystalizowania 
się tendencyjności jest dla Kraszewskiego zmiana znaczenia pojęcia 
"celu" powieści: dotąd "celem" mogła być "myśl jakakolwiek", dziś 
"myśl koniecznie społecznej użyteczności". Przeciwko tak sformułowa- 
nej "myśli" powieści wystąpił Kraszewski z całą bezwzględnością i nie- 
przejednaniem, a wystąpił w znanej już roli obrońcy powieści przed 
narzuceniem jej obowiązku umoralniania i pouczania. 
Próbę interpretacj,i poglądów Kraszewskiego w omawianym arty- 
kule musi poprzedzić wyjaśnienie podstawowych tu pojęć - "cel" po- 
wieści, "cel poważny" powieści, "myśl społecznej użyteczności" w po- 
wieści! artyzm powieści. 
Zasadniczy "cel" powieści widzi Kraszewski (zgodnie ze stanowi- 
skiem w artykułach młodzieńczych) "w wyrobieniu, w szczegółach, 
w obrazach", ponieważ:: "Celem [...] powieści nie jest argumentacja, 
ale przemawianie do uczucia, które ma zrodzić myśl w czytelniku, ale 
wzbudzenie wzruszenia w nim, które każe myśleć i zastanawiać się" 39. 
"Cel" w znaczeniu "myśl koniecznie społecznej użyteczności" jest se- 
mantycznym odpowiednikiem wtargnięcia w obręb powieści zagadnień 
roztrząsanych na gruncie ówczesnych doktryn społecznych, konkretnie' 


38 Por. analizę tych terminów: A. B a r t o s z e w i c z, Z dziejów polskiej termino- 
l-ogii literackiej pierwszej połowy XIX wieku, Pamiętnik Literacki 1963, z. 3, s. 169- 
-180. 
37 Por.: A. B a r t o s z e w i c z, Walka o powieść tendencyjną u schyłku okresu 
międzypowstaniowego, Ruch Literacki 1961, nr I, s. 242. 
38 Jego wypowiedż w tej. sprawie zacytowano i skomentowano: A. B ar t'o s z e- 
w i c z, Z dziejów terminologii, s. 173. 
3D J. I. Kra s z e w s k i, O celu powieści, [w:] Kraszewski o powieściopisarzach 
i powieści, s. 92.
>>>
190 


Antonina Bartoszewicz 


biorąc: socjalizmu utopijnego 40. Tego rodzaju powieść funkcjonuje, zda- 
niem Kraszewskiego, na tej samej zasadzie, co oświeceniowa powieść 
dydaktyczna. "Cel poważny" powieści, aprobowany przez Kraszewskie- 
go, równoważny terminom "idea", "temat", znaczy tyle, co podejmowa- 
nie przez powieściopisarzy myśli filozoficznych o charakterze ogólno- 
ludzkim i absolutnej prawdziwości, myśli aktualnych wszędzie i zawsze. 
Pojęcie artyzmu, tak je rozumie Kraszewski, godzi się w zasadzie ze 
znaną formułą Horacego - "ut pictura poesis"; powieść przedstawia 
sobą ciąg logicznie powiązanych obrazów, "mały obraz" 41 (można by 
zaproponować nazwę "mikroobraz"), jest podstawową komórką struk- 
tury powieści. Otóż problematyka społeczna wpływa destrukcyjnie na 
kształt artystyczny powieści przez to, że wprowadza w obręb utworu 
. 
dyskursję, która niszczy, a co najmniej osłabia jednolitość łańcucha 
"małych obrazów": "Bo rozumowanie w powieści celowej jest jak owe 
papieru wstęgi z ust starych, malowanych postaci wychodzące, z napi- 
sami: św. Piotr, św. Katarzyna; rozumowanie, nie dowierzając obrazowi 
podpisuje pod nim jego znaczenie" 42. W dodatku "powieść celowa" źle 
"kopiuje" rzeczywistość, ponieważ kwestie społeczne nie zawładnęły 
jeszcze świadomością ogółu w stopniu takim, jaki usprawiedliwiałby 
wprowadzenie ich do powieści 43. 
Większość wywodów Kraszewskiego w artykule O celu powieści 
stanowią pouczenia, jak "cel" (ten "poważny", aprobowany - "myśl 
społecznej użyteczności" została bezapelacyjnie odrzucona) ma wyglą- 
dać w planie artystycznym utworu. Wskazania są formułowane impre- 
syjnie, ogólnikowo, choć czasem bardzo sugestywnie: ("Cel winien jako 
kr
w płynąć w całej powieści i ożywiać ją niewidoczny. Powinien naj- 
drobniejsze naczynia jej wypełniać, drgać w każdym jej ruchu, a ni- 
gdzie, chyba w rumieńcu uczucia, nie wychodzić na jaw".). Impresyj- 
ność i ogólność pomniejsza wagę tych wskazań. Zdając sobie z tego 
sprawę nie można przecież pominąć faktu, że Kfaszewski próbował tu 


40 o stosunku Kraszewskiego do socjalizmu utopijnego por. A. B a r t o s z e w i 'c z, 
Polemiki wokół powieści francuskiej w polskiej krytyce literackiej okresu między- 
powstaniowego (1831-1863), s. 137-138. 
41 Por. S. P i e t r a s z k o, O pojmowaniu poezji w Polsce w okresie Oświecenia, 
Przegląd Humanistyczny, 1963, nr 1, s. 39. 
42 J. L Kra s z e w s k i, O celu powieści, s. 94. 
43' A oto bardzo interesujące refleksje Kraszewskiego w tej sprawie: "Czy po- 
wieść celowi utylitarnemu podołać, a raczej odpowiedzieć mu może? Nowe pytanie. 
Na nie inaczej odpowiedzieć nie można, jak wskazując przyszłość i starają,c się ją 
odgadnąć. Gdy wielkie kwestie socjalne tak zaprzątną ludzkość, że dotkną wszyst- 
kiego, czym ona żyje, wpiją się w najtajniejsze duchowego jej bytu narzędzia, zdaje 
się dzikim, zdaje się niepojętym, żeby jaka czynność, umysłowa za obrębem kwestyj 
tych w obojętności pozostać miała", i b i d., s. 97.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


191 


rozwiązać dylemat a fundamentalnym znaczeniu dla rozwoju powieści 
w latach czterdziestych, w czasie, gdy zaczęla się na dobre krystalizo- 
wać problematyka tendencyjności - dylemat, jak realizować cel bez 
szkody dla artyzmu. 
Omawiany artykul Kraszewskiego ma charakter niejak:o profilaktycz- 
ny: już w niedlugim czasie zagadnienie tendencyjności wejdzie na dobre 
w obręb rozważań krytyki krajowej, w razprawie Leszka Dunina Bor- 
kowskiego, P'0wieściarstwo polskie, zostanie zdefiniowane, autor tej 
definicji będzie kruszyl kopie o tendencyjność z Grabowskim 44. Pod 
koniec okresu dyskusja na ten temat przybierze już bardzo zasadniczy 
charakter 45. Kraszewski zmieni pogląd na tę sprawę; zwlaszcza stanie 
się to widoczne w jego pÓżniejszej praktyce twÓrczej. Zaś poglądy, ktÓ- 
re glosi w artykule O celu powieści, wymierzone glÓwnie w twÓrczość 
Eugeniusza Sue, Ówczesny model powieściopisarstwa tendencyjnego, 
sytuują się we wspÓłczesnej krytyce po stronie zachowawcÓw, ktÓrych 
koncepcjom skutecznie przeciwstawial się Kraszewski w okresie mlo- 
dzieńczym 46. 


W latach pięćdziesiątych zmienił Kraszewski w sposÓb zasadniczy 
pogląd na zadania spoleczne powieści o tematyce wspÓlczesnej. To po- 
ciągnęlo za sobą zmianę w p'0jmowaniu struktury świata przedstawio- 
nego powieści. O rozmiarach tej zmiany dają wyobrażenie Ust Y do re- 
dakcji "Gazety Warszawskiej". Świadczą one, że autor Latarni czarno- 
księskiej nadal czujnie śledzi zarÓwno rozwÓj praktyki powieściowej, 
jak i teorii gatunku, że ma ambicję pokierowania tak jedną, jak i dru- 
gą. Przede wszystkim Kraszewski mocno podkreśla funkcję wycho- 
wawczą powieści: w kompetencji tego gatunku literackiego leży między 
innymi "sprost'0wanie zakorzenionych falszÓw, wytępienie wad domo- 
wych, upopularyzowanie idei dobra i piękna" 47. W innym ujęciu: 
"Można by rzec, że stolik powieściopisarza stal się kazalnicą, z ktÓrej 
oglasza się prawda spoleczna życia tym, co z innego źrÓdla sluchać jej 
nie chcą, lub nie mogą" 48, . 
Problematyka spoleczna zostala dopuszczona na karty powieści 


44 L. D u n i n-B ark o w s k i, Powieściarstwo polskie, fw:] Polska krytyka lite- 
racka, s. 60-61. 
45 Por. A. B a r t o s z e w i c z, Walka o powieść tendencyjną. 
46 Por. analizę recepcji powieści Eugeniusza Sue w Polsce: M. Z m i g r o d z k a, 
Walka o realizm, Pamiętnik LiteTacki 1953, z. 2, passim, szczególnie zaś s. 429-431. 
47 J. L Kra s z e w s k i, Kilka słów o powieści, [w:] Kraszewski o powieściopisa- 
rzach i powieści, S. 117. 
48 J. L Kra s z e w s k i, Listy do redakcji "Gazety Warszawskiej", Gazeta War- 
szawska 1853, dodatek do numeru 228. Podkr. A. B.
>>>
192 


Antonina Bartoszewicz 


w dość specjalńej formie - powieść ma być społeczną ksj.ęgą zażaleń: 
"każda potrzeba wieku tętnić w niej powinna, każdy żal słuszny zna- 
leżć echo, każde poczciwe pragnienie - obrońcę, każda wada - chło- 
stę" 49. Ale "reformom i utopiom" (wiemy, co te określenia u Kra- 
szewskiego oznaczają) nadal wstęp wzbroniony w trosce o czystość 
"ideału", którego Kraszewski domaga się w powieści i który to "ideał" 
ma kierować owym "chłostaniem wad". Jest to oczywiście "ideał" o wy- 
raźnych atrybutach cnót ewangelicznych. 
Powieść współczesną uważa Kraszewski jako autor Listów do redak- 
cji "Gazety Warszawskiej" nadal za ogniwo dawnego romansu, ale ogni- 
wo ostro wyodrębnione. Znakiem uświadomienia tej odrębności jest 
rozróżnienie dwóch nazw gatunku: dawnego "romansu" i nowej "po-' 
wieści". Z tego rozróżnienia płyną poważne konsekwencje dla teorii 
powieści: powieść w przeciwieństwie do romansu, który tylko "bawił", 
ma cele poznawcze, służy lIku rozpatrzeniu się w sprężynach machiny 
społecznej". Kraszewski szczegółowo przedstawia, na czym mianowicie 
zasadza ową funkcję "badacza" życia społecznego: "W przeszłych wie- 
kach - pisze - zajmowała człowieka najwięcej otaczająca go natura, 
jej fenomena i dziwy, podania przeszłości, odgadywania jutra, potwory 
wyobraźni, wszystko prócz samego siebie - dziś losy ludzkości i orga- 
nizacja społeczeństwa jest głównym chwili zaprzątnieniem. Chcemy 
przede wszy'stkim poznać siebie, wnikając w powód i cel czynności na- 
szych, zbadać każdy ruch własny, pojąć, co w nas jest sprzecznego i nie- 
wytłumaczonego. Stąd powieść, która niczym innym nie jest, tylko bada- 
niem człowieka w praktyce życia i studium anatomicznym żywota, tak 
wielką gra rolę w literaturze naszego czasu. Ale też ramy jej rozeszły 
się ogromnie i z' prostego wymysłu fantazji, zabawiającego tylko umy- 
sły próżnujące, przeszliśmy do utworu, który chce li żyć, zawierać musi 
myśl głęboką pod formą piękna". Dalszy wywód zmierza do wykazania, 
że powieść o tematyce współczesnej toruje drogę nauce o społeczeń- 
stwie, ponieważ, gromadzi materiał obserwacji w zakresie problemu: 
jednostka a społeczeństwo. "Powieść wzięła na się posłannictwo po- 
dwójne, przetrzebienie dróg 'nauce życia nowej całkiem i nową zwiastu- 
jącej epokę i misję moralizowania mas" 50. Więc studium socjologiczne, 
jakim ma być powieść o tematyce współczesnej, ma zadania szersze - 
"moralizowanie mas", przeciwko któremu tak mocno się bronił młody 
Kraszewski tutaj weszło w pełne prawa. Ciekawe jednak, że obie 
funkcje powieści - poznawcza i wychowawcza, usytuowane są w pla- 


49 J. 1. Kra s z e w s k i, Kilka słów o powieści, s. 117. 
50 J. 1. Kra s z e w s k i, Listy do redakcji "Gazety Warszawskiej".
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


193 


nie pOWleSCl równolegle, nie widać, w świetle omówionych refleksji 
Kraszewskiego, w jakim pozostają do siebie stosunku. 
W Listach do redakcji "Gazety Warszawskiej" myśli na temat po- 
wieści są nie tyle refleksjami nowatora, co popularyzatora; w owym 
czasie problematyka teoretyczna powieści była żywo dyskutowana. Za- 
sługą Kraszewskiego jest zebranie sądów obiegowych w wywodzie pod- 
sumowującym pewien etap rozwoju powieści. Jednak nie można spro- 
wadzać jedynie do tej zasługi całości poglądów Kraszewskiego na temat 
powieści w latach pięćdziesiątych. Góruje on nad współczesnymi sobie 
krytykami przede wszystkim znajomością i wielkim zrozumieniem dla 
spraw techniki powieściowej. 
Pr:oblematyka formalna powieści załamuje się interesująco w dysku- 
sji na temat powieści z połowy lat pięćdziesiątych. Wywołała tę dysku- 
sję recenzja Kraszewskiego z Laokoona Aleksandra Niewiarowskiego. 
Recenzent zarzucał Laokoonowi, że "ani o włos nie różni się od 1500 
powieści i powiastek, których potop zaczyna zagrażać literaturze, bo 
któż dziś powieści nie pisał, nie pisze, lub pisać nie myśli" 51. Krasze- 
wski wnikliwie dostrzega objawy zagrażającego polskiej powieści zła, 
z podziwu godnym samokrytycyzmem włącza w zakres inkryminowa- 
nego powieściopisarstwa także własną twórczość, robiąc to w poczuciu 
odpowiedzialności za losy powieści polskiej, w trosce o jej pomyślny 
rozwój. Budziła w Kraszewskim niepokój zwłaszcza panosząca się 
w dziedzinie twórczości powieściowej amatorszczyzna ("któż powieści 
nie pisał, nie pisze, lub pisać nie myśli"), jej źródłem było przeświad- 
czenie, iż powieść jest gatunkiem łatwym. Amatorszczyzna odbijała się 
ze szczególną ostrością na formie powieściowej. Toteż Kraszewski for- 
mie poświęcił w tej wypowiedzi wiele uwagi, uznał formę za najważ.- 
niejszy element w kompleksie warunków decydujących o trwałych 
wartościach danego utwor:u. 
Dwie sprawy: 1) opisanie "schorzeń" współczesnego powieściopisar- 
stwa polskiego, 2) poszukiwanie sposobów ich usunięcia - znajdują 
się w omawianej recenzji w różnych proporcjach. Na gruncie pierw- 
szego kompleksu zagadnień porusza się Kraszewski bardzo swobodnie, 
wysunięta przezeń diagnoza jest trafna. Gorzej ze sprawą drugą - tu 
czuje się mniej pewnie, sam się do tego lojalnie przyznaje ("Nie umiem 
powiedzieć, co by to. zrobić potrzeba, żeby ten rOdzaj już zużywający 
się, odrodzić"). Nie umie wyjść poza ogólniki. Ogólnikowe są również 
refleksje o formie, równoważnej zresztą z pojęciem techniki powieś- 
ciowej. 


51 J. 1. Kra s z e w s k i, [O powieściach Niewiarowskiego i WilczyńskiegoJ, [w:], 
Kraszewski o powjeściopisarzach i powieści, s. 120. 


13 - Filologia Polski VI
>>>
194 


Antonina Bartoszewicz 


Z głosów dyskusyjnych, które wywołała omówiona recenzja zasłu- 
guje na uwagę przede wszyst
im wystąpienie Korzeniowskiego. Wyra- 
ził on swoje stanowisko wierszem, co stwarza dodatkową trudność dla 
innterpretacji 52. Zajął się Korzeniowski głównie sprawą nowatorstwa. 
Stefan Kawyn, który po raz pierwszy w naszej nauce o literaturze zwró- 
cił uwagę na tę dyskusję, cokolwiek przecenił wystąpienie Korze- 
niowskiego. Bo chociaż autor Kollokacji słabą stronę wywodów Kra- 
szewskiego trafnie podchwycił, to przecież w próbie ich skorygowania 
nie wyrzekł niczego takiego, jeśli chodzi o stronę pozytywną zagadnie- 
nia, pod czym by się Kraszewski, właśnie jako autor zreferowanego 
wystąpienia, nie mógł podpisać. Zauważyli to już współcześni 53. A przy 
tym w referowaniu poglądów Kraszewskiego popełnił Korzeniowski spo- 
ro niedokładności. Widać to szczególnie w drugiej części pierwszej stro- 
fy polemicznego wiersza. Zr:ozumiał atakowane poglądy jednostronnie, 
(zresztą nie on jeden), mianowicie jako likwidatorskie w stosunku do po- 
wieści, a zupełnie pominął tak ważny wątek rozważań Kraszewskiego, 
jak ocena aktualnej fazy rozwoju powieści polskiej, wątek, który ujawniał 
niebezpieczeństwo formalno-treściowego schematyzmu, jak byśmy dziś 
powiedzieli, całkiem realnie zagrażające naszej powieści w owym cza- 
sie. Kraszewski dotknął tej samej sprawy, którą w przyszłości zajmie 
się Jan Dobrzański 54. To prawda, że biadania Kraszewskiego, jak to 
Kawyn określa, podchwycili nader skwapliwie ówcześni likwidatorzy 
powieści, ale fakt ten nie może nam przysłonić innego, że mianowicie 
Kraszewski miał wiele racji w ocenie aktualnej P!odukcji powieściowej, 
a to przecież nie było bez znaczenia dla rozwoju powieści polskiej. 
Nie sposób tu zreferować wszystkich głosów dyskusji nad zagad- 
nieniami, które wypłynęły w recenzji Laokoona. Nie sposób - i nie 
warto tego robić: w zasadzie nie wniosły nic nowego. Powtarzano 
w kółko bądź argumenty Kraszewskiego, bądż Korzeniowskiego. Nie- 
mniej o dyskusji tej pamiętano długo 55. 


52 Gazeta Warszawska, 1854, nr 271. 
53 Por. Korespondencja p. Szmigielskiej, Dzien'nik Warszawski, 1854, nr 269. 
54 J. D o b r z a ń s k i, Zapjski Literackie, Dziennik Literacki, 1859, s. 87 a także 
1861, s. 40. Podobne stanowisko zajmował zresztą Dobrzański już w roku 1847: 
Nowsze powieści polskie, Dziennik Mód Paryskich, 1847, s. 1. 
55 vVarto zwrócić uwagę na ustosunkowanie się Kraszewskiego do tej dyskusji. 
Nie przekonały go głosy polemiczne. Dowi.odły, twierdzi, że jego intencje nie zo- 
stały zrozumiane. Powtórzył więc raz jeszcze swoje racje, ściślej je precyzując, przy 
tym sprawę nowatorstwa znów. wysunął na plan pierwszy: "Przed laty dwudziestą, 
trzydziestą odwzorowanie [..o] kilku typów nowych i barwnych było już zasługą, wier- 
ny obraz społeczności był dowodem talentu w tych, którzy się nań pierwsi ważyli; 
dziś te same typy mutatis mutandis każdy student naszkicować potrafi, gdy ten obraz 
trochę zmieniając barwy, sto już osób malowało - wymagamy czegoś więcej -
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


195 


III. KRASZEWSKIEGO KONCEPCJA POWIEŚCI HISTORYCZNEJ 
W LATACH CZTERDZIESTYCH I PIĘĆDZIESIĄTYCH 


Zainteresowanie dla specyfiki powieści historycznej objawia się 
u Kraszewskiego w sposób wyraźny dopiero w publicystyce literackiej 
z lat czterdziestych. Poprzednio unikał wyraźnego zdeklarowania się 
w tej sprawie - tworząc systematykę powieści (w artykule Przeszłość 
i przy,szłość romansu - pierwsza w krytyce krajowej systematyka), nie 
uwzględnia kategorii "romans historyczny", twórczość Waltera Scotta 
mieści w odmianie gatunku, którą nazywa: "romanse malownicze"; dla 
powieści współczesnej tworzy nazwę "romans h i s t o r y c z n y współ- 
czesny" zaznaczając przy tym, że termin "romans obyczajowy" jest 
niewłaściwy, bo mylący. Rozprawka Słówko o prawdzie w romansie hi- 
storycznym (1843) może być traktowana jako pierwsze sformułowanie 
poglądów na temat tej odmiany powieści 56. To ważny temat, związany 
ściśle z całokształtem poglądów Kraszewskiego na dzieje. W typologii 
postaw wobec przeszłości ideologów okresu międzypowstaniowego zaj- 
muje Kraszewski miejsce dość osobliwe. Jest niemało wypowiedzi w je- 
go publicystyce i pracach specjalnych, w których okazuje się apologetą 
przeszłości, zatem upodabnia się do tak zdecydowanych chwalców "da- 
wnych dobrych czasów", jak Rzewuski i Grabowski. Ale nietrudno 
znaleźć refleksje, które diametralnie różnią Kraszewskiego od wymie- 
nionych autorów. Na ogół Kraszewski nie jest do przeszłości nastawiony 
ani tak monopolistycznie, ani tak bałwochwalczo, jak wyżej wymie- 
nieni. Przede wszystkim ma poczucie historii: "Ludzie - powiadają, 
wymawiając się poeci, którzy charakteru wiekowi właściwego pochwy- 
cić nie mogą - ludzie zawsze są jedni, zawsze jednakowi. Tak nie jest, 
ludzki postęp jest faktem niezbitym, a jeśli go kto ch
e ochrzcić cofa- 
niem się, niech będzie cofanie, ale zawszeż ruch i odmiana. Co kilka 
niemal lat zmieniają się krążące idee, modyfikują przyjęte wyobrażenia, 
obyczaje przeobrażają. Pod tą powłoką zapewne jeden jest człowiek, 
jedne władze, ale tych władz niejednostajne użycie, tego człowieka nie- 
jednaki ruch i ruchu kierunek. Polak XVI wieku nie tym okaże się 
XVI wieku postacią, że mi poczni,e prawić o wypadkach współczesnych; 


głębszego pojęcia potrzeb i wad społeczności, idealniejszego przedstawienia jej kierun- 
ków, artystyczniejszego obmyślenia planu i wykonania całości [...J. Potrzeba być no- 
wym, nawet napisawszy Kollokację i Tadeusza Bezimiennego" - J. L Kra s z e w s k i, 
Listy do redakcji "Gazety Warszawskiej", Gazeta Warszawska, 1855, nr 62. 
66 Refleksja w recenzji opowiadań Adama Gorczyńskiego (Tygodnik Petersburski 
1839, nr 35). która dotyczy "prawdy o przeszłości", a nawet znacznie od niej istot- 
niejsza uwaga o literackich walorach "ironicznego" (tzn. krytycznego) stosunku do 
przeszłości, mogą być traktowane jedynie jako zapowiedź przyszłych rozwiniętych 
poglądów.
>>>
196 


Antonina Bartoszewicz 


ale charakterem odrębnym, któren go odróżnia od wnuków XVII, pra- 
wnuków XVIII i dzisiejszych skarlałych potomków" 57. 
Zmysł historyczny Kraszewskiego szedł w parze z troską o rzetelny 
stosunek do faktów historycznych. Działalność historyka stawiał wy- 
soko, żądał odeń szczególnej troski o bezstronność, obiektywizm 
w stosunku do materiałów, jakimi dysponuje. Pozbawiony monopolis- 
tycznych zapędów wobec historii, nie tylko dopuszczał krytycyzm wo- 
bec szlachty, ale gorliwie szukał w dziejach Polski śladów działalności 
innych warstw społecznych. Jednak mimo wszystko poglądy Kraszew- 
skiego tkwią silnie w nurcie apologetycznym. Ulegał złudzeniu co do 
charakteru stosunków między panami i poddanymi w dawnej' Rzeczy- 
pospolitej, żywił też kult dla niektórych stron szlacheckiej obyczajowo- 
wości. Toteż poglądy Kraszewskiego trudno sklasyfikować jednoznacz- 
nie. Konserwatystów przerasta o całą niekłamaną sympatię do warstw 
upośledzonych, demokratów nie dościga przez brak konsekwencji w de- 
terministycznym pojmowaniu dziejów. 
Niekonsekwencje i wahania widoczne są również w programie po- 
wieści historycznej Kraszewskiego. Na początku lat czterdziestych zbli- 
ża się do poglądów Grabowskiego, przyznaje się do tego zresztą expres- 
sis verbis właśnie w artykuliku Słówko o prawdzie w romansie histo- 
rycznym. Zaznaczmy od razu, co później udowodnimy, że zgodność po- 
glądów nie jest zupełna. 
Najpierw punkty styczne koncepcji "prawdy" w powieści historycz- 
nej u obu krytyków. Kraszewski, podobnie jak Grabowski, widzi w po- 
wieści historycznej dwojaką prawdę: artystyczną i historyczną; drugiej, 
znów w zgodzie w Grabowskim, przyznaje rolę podrzędną w stosunku 
do pierwszej. Wystarczy, jeśli to, co nam pisarz przedstawia, w y d a j e 
się prawdą, powiada Kraszewski. Wyobraźnia powieściopisarza histo- 
rycznego "dotwarza, czego braknie, jednoczy odłamki, buduje z gru- 
zów". Kraszewski jednak nie pozwala na tak daleko idącą swobodę 
w operowaniu dokumentalnymi materiałami, jaką dopuszcza - a nawet 
postuluje - Grabowski. Powieściopisarz musi, według Kraszewskiego, 


57 J. 1. Kra s z e w s k i, Poezja. Studia literackie, [w:] Wybór pism, s. 241-242. 
Gdzie indziej Kraszewski umie uchwycić proces nawarstwiania się d05wiadczenia 
historycznego i określić rolę, jaką zajmuje w tym procesie jednostka: "Cóż dopiero 
sława naukowa, sława z wynalazków, gdzie każdy z kości poprzedników robiąc szcze- 
ble do dopięcia wysokiego celu depcze ich grzbiety, aby się podniósł i sam zdeptany 
potem leży, jako jeden z wschodów do dalekiej (i bodaj nie urojonej) doskonałości 
wiodących" (O sławie pisarskiej) [w:] Wybór pism, s. 201). Chodzi tu wprawdzie 
o specjalny typ doświadczenia, ale kontekst, szczególnie fragment poprzedzający 
zacytowane słowa pozwala rozumieć je szerzej.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


197 


wykazywać maksymalną dbałaść a historyczne prawdapadabieństwa 
wymyślanych zdarzeń, a w tym jest niezbędna erudycja historyczna. 
Czasy, a których mała mówi nauka historii, są nie da adtworzenia 
w pawieści histarycznej. W najzupełniejszej zgadzie z Grabawskim po- 
stuluje Kraszewski "schwycenie" w pawieści histarycznej jedynie 
agólnega "ducha czasu", zwalnia pawieściopisarza od drobiazgów na- 
tury erudycyjnej w planie pawieści. Madelem pawieściapisarstwa hista- 
rycznega jest dla obu krytyków twórczaść Waltera Scatta. 
A teraz różnice. Przede wszystkim Kraszewski, jak już wspamniana, 
znacznie mniej ad Grabawskiega skłanny jest "przeinaczać fakta" na 
użytek pawieściawej fabuły. Niech nas nie zmyli ta, że jaka przykła- 
dem dabrych pawieści histarycznych pasługuje się ... utwarami Gra- 
bawskiega! Ze podabnie jak tamten bardzo wiele uwagi paświęca fa- 
bule, fikcyjnym lasam fikcyjnych bohaterów. Mima ta, a nawet wbrew 
temu, ma Kraszewski inną kancepcję pawieści histarycznej. Przede 
wszystkim macna akcentuje kaniecznaść pajęcia "agólnega ducha cza- 
su" w drodze s k r u p u l a t n y c h s t u d i ów. W rezultacie innej 
prawdy damaga się w pawieści histarycznej niż Grabawski - źródłem 
prawdy jest dlań wiedza histaryczna; Grabawski swają prawdę za- 
kłada a priari, pastulując apalagetyczny stasunek da przeszłaści Rze- 
czypaspalitej szlacheckiej. 
Tę niezgadność paglądów uświadomi Kraszewskiemu dalszy razwój 
praktyki pawieściapisarskiej w zakresie pawieści histarycznej i wiążą- 
cej się z nią ściśle te arii w literaturze krajawej lat pięćdziesiątych, 
uświadami mu ją własna praktyka twórcza, ostro atakawana przez 
pewną część ówczesnej krytyki 58; uświadami mu ją z w ł a s z c z a spór 
a pawieść histaryczną w tej dabie, spawadawany przez razbieżnaści 
w inter;pre;tacji oraz acenie powieściopisarstwa Zygmunta Kaczka- 
wskiega 59, 
Pawieści histaryczne KraszewskiegO' z lat pięćdziesiątych, w szcze- 
gólnaści: Ostatni z Siekierzyńskich, Diabeł, w pewnym sensie Sfinks, 
są dawadem, że głaśne złażenie padpisu pad tearią pawieści histarycz- 
nej, jaką głasił Grabawski, nie zastała uwierzytelniane twórczością. 
Swiadczą ane przeciwka temu padpisawi. Swiadczą, iż Kraszewski ad- 
rzucił ta, cO' była dla GrabowskiegO' warunkiem sine qua nan: nie za- 
stał apalagetą szlacheckiej przeszłaści. I za ta właśnie dastawały mu 


58 W sprawie ataków pewnej części krytyków krajowych Da twórczość Kraszew- 
skiego por. A. B a r t o s z e w i c z, Trudno pisarzowi być prorokiem, Pomorze, 1958, 
nr 24. 
59 Zob. Omówienie tego sporu: A. B a r t o s z e w i c z, Spór o powieść historycz- 
ną w połowie XIX wje ku na tle antagonjzmu między "Dzjennjkjem Warszawskim" 
a "Gazetą Warszawską". Zeszyty Naukowe UMK Filologia Polska I, z. 2, Toruń 1959.
>>>
J98 


Antonina Bartoszewicz 


się salidne cięgi. Nataben
 na przestrzeni całegO' akresu międzypawsta- 
nimĄTe.ga Kraszewski nie budził większych nadziei jaka powieściapisarz 
histaryczny. Materiał na takiegO' pawieściapisarza dastrzegają w nim 
tylkO' nieliczni krytycy. Panowała na agół przekananie, że w tej gałęzi 
piśmiennictwa nie zdała an darównać Rzewuskiemu i Kaczkawskiemu. 
Tateż pawieści KraszewskiegO' bywały przedmiatem ataków, a nawet 
niewybrednych kpin. A jeśli chadzi a meritum za!zutów, ta najbardziej 
raził krytyczny stasunek da szlachty. 
Wspamniany wyżej spÓr a pawieść histaryczną w paławie lat pięć- 
dziesiątych głównie datyczył zagadnienia met ady literackiej tej ad- 
miany pawieści. Jaka czaławi adwersarze wystąpili tu Julian Bartasze- 
wicz i Antani Marcinkawski. Bartaszewicz bronił pawieści tak zwanej 
tradycyjnej, której wzór upatrywał w Pamiqtkach Saplicy. Aprobawał 
twórczaść Kaczkawskiega jaka kantynuację met ady autara Pamiqtek. 
W sprawie stasunku pawieściapisarza histarycznega da faktów dzieja- 
wych, zadakumentawanych w histariagrafii, reprezentował Bartaszewicz 
stanawiska skrajne, żądał bezwzględnegO' liczenia się z wiedzą hista- 
ryczną, nie pazwalał pisarzawi odstąpić ad niej ani na krok. Pociągnęła 
ta za sabą dwie ważkie kansekwencje 1. agraniczenie da minimum roli 
fikcji literackiej: 2. agraniczenie da minimum udziału w planie pawieści 
histarycznej przedstawicieli niższych warstw spałec
nych. Świat przed- 
stawiany w pawieści miał być światem wyłącznie szlacheckim. Da dzie- 
jów innych warstw nie ma, zdaniem Bartaszewicza, dakumentów. Krytyk 
pasuwa się nawet da twierdzenia, że te warstwy nie mają histarii - da- 
tyczy ta przede wszystkim chłapów palskich. 
Antaganista Bartaszewicza pastulawał metadę pa'wieści walterska- 
tawskiej. Damagał się, by suma wiedzy faktagraficznej była w utwarze 
histarycznym p a d p a r z ą d k a w a n a wymagam fikcji literackiej. 
Ządał też uwzględniania w powieści reprezentantów warstw upaśledzo- 
nych - pawieść histaryczna miała być w jegO' kancepcji szeroką pa- 
naramą narodawą, przekrojem spałeczeństwa. 
Stanawiska Bartaszewicza zaaprabawał Grabawski. Ta zaskakuje na 
tle wyżej zreferowanych jegO' paglądów w kwestii stasunku pawieścia- 
pisarza da faktów histarycznych. Otóż stanawiska Bartaszewicza miała 
dlań (przy pewnych niedastatkach, na cO' wskazywał) akreślane impli- 
kacje idealagiczne: Bartaszewicz milcząca zakładał apalagię przeszłaści; 
załażenia MarcinkawskiegO' implikawały krytycyzm w stosunku da 
szlachty (Marcinkawski stwarzał taką mażliwaść damagając się pastaci 
ludawych w planie pawieści histarycznej). 
Omawiany spór dawiódł agromnej rozbieżnaści w interpretacji araz 
acenie twórczaści Kaczkawskiega. Jej walary literackie nie padlegały 
dyskusji dla nikogO', ktO' brał w tym sparze udział. Ale gdy jedni z kry-
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


199 


tyków widzieli w Kaczkowskim głównie. kontynuatora Rzewuskiego 
i właśnie ten fakt uważali za jego największy tytuł do chwały, to dru- 
dzy cenili te elementy autora Murdeliona, które uważali za opozycyjne 
w stosunku do metody Rzewuskiego. 
Kraszewski włączył się dyskretnie do tego sporu. Jego list do re- 
dakcji "Gazety Warszawskiej", zatytułowany Pracownie arty,stów, za- 
wiera nader przejrzystą aluzję do poglądów Bartoszewicza 60. Bartosze- 
wicz dowodził konieczności dbania o wierzytelność realiów historycz- 
nych na przykładzie malarstwa historycznego Lessera. Kraszewski nie 
godził się z jego poglądami. Można wysunąć chyba 'zasadne przypusz- 
czenie, że poglądy Bartoszewicza pomogły Kraszewskiemu zorientować 
się w niebezpieczeństwach metody "dokumentalnej" w powieści hi- 
;torycznej. Na tym Kraszewski nie poprzestał. Już w roku. 1856 wy- 
stąpił z rozprawą Obrazy przeszłości, w której odciął się zdecydowanie 
i bezapelacyjnie od teorii i praktyki zwolenników bezwzględnej apolo- 
gii przeszłości w powi€lści hi'storycznej 61. Podjął kwestie roztrząsane 
(mniej lub bardziej wyraźnie) w relacjonowanym wyżej sporze, to zna- 
czy: zagadnienie metody literackiej powieści historycznej, w szczegól- 
ności sprawę pleniącego się bujnie także w tej odmianie powieści 
schematyzmu; a dalej: sprawę udziału w planie powieści warstw niż- 
szych i ściśle z tym złączoną kwestię stosunku. do przeszłości. Ten 
ostatni problem wybija się zdecydowanie na pierwsze miejsce jako 
nadrzędny wobec pozostałych. 
Bardzo wnikliwie dostrzegł Kraszewski istotę postawy, którą określił: 
"bałwochwalstwo dnia wczorajszego" - jej zasadą jest p r o g r a m o - 
w y brak dystansu wobec przeszłości: "Chcąc odgadnąć byt wczorajszy, 
usiłowano stanąć nie na stanowisku dzisiejszym, ale na wyjątkowym, 
dawnym, przenosząc się niby w przeszłość dla lepszego jej osądzenia: 
tym właśnie pozbawiano się władzy wszelkiego sądu. [...] Największy 
jeniusz z tak fałszywego nie wywiąże się zadania. Przez utwór, mający 
odtwarzać bodajby najwierniej przeszłość, musi mówić ten, co go kreśli, 
musi być widać autora i człowieka" 62. 
Przytoczone wypowiedzi nie wymagają komentarza, mówią same za 
siebie, świadczą też dobrze o Kraszewskiego poczuciu historii, o jego 


60 J. l. Kra s z e w s k i, Listy do redakcji "Gazety Warszawskiej", Gazeta War- 
szawska 1855, nr 217. 
61 Rozprawa ukazała się w Dzienniku Literackim, została przedrukowana w zbio- 
rze Gawędy o literaturze i sztuce. Ciqg pierwszy, Lwów 1857. Zob. uwagi na temat tej 
rozprawy a także na temat całości poglądów Kraszewskiego o powieści historycznej: 
S. B u r k o t, op. cit., s. 10-15. 
62 J. 1. Kra s z e w s k i, Obrazy przeszłości, [w:] Kraszewski o powieściopisarzach 
i powieści, s. 136.
>>>
200 


Antonina Bartoszewicz 


zmyśle historycznym. Odnosić się do przeszłości z dystansem znaczy, 
w świetle poglądów Kraszewskiego, traktować ją w powieśd historycz- 
nej z pozycji współczesnej wiedzy ożyciu i dziejach. Nie znaczy to 
przecież, jak widać w innych partiach rozważań, iż Kraszewski żąda nie- 
wolniczego trzymania się faktów. Wiedzę faktograficzną ceni wysoko, 
ale w charakterze pożywki dla intuicji pisarskiej, pożywki niezbędnej. 
Do intuicji przywiązują wielką wagę, widzi w niej panaceum na scho- 
rzenia współczesnej powieści historycznej. Schorzeniem głównym jest 
nieustanne powielanie stworzonego przez teorię i praktykę apologetów 
typu szlachcica-warchoła 63. 
Stanowczo domaga się Kraszewski obecności w powieści historycz- 
nej innych warstw społecznych, bardzo ostro atakuje Rzewuskiego za 
wyłączanie szlachty z szerszego tła społecznego. "Szlachta [...] nie po- 
żarła tak dalece sił i żywota wszystkich, by reszta przy niej zniknąć 
powinna zupełnie i nie miała się prawa ukazać" - pisze Kraszewski 
na ten temat 64. Przy tej okazji trzeba zwrócić uwagę, że stosunki 
chłopsko-szlacheckie w przeszłości pojmuje Kraszewski utopijnie, w je- 
go przekonaniu "wieśniak należał prawie do rodziny pańskiej" a "pa- 
nowanie szlachty nie stało uciskiem" 65, To stanowisko osłabia wymowę 
refleksji krytykujących apologetyczny stosunek do przeszłości. Ale to 
stanowisko wynika u Kraszewskiego z badań nad przeszłością, nie jest 
założone a priori. 
Sumując poglądy Kraszewskiego na temat powieści historycznej 
w latach czterdziestych i pięćdziesiątych trzeba stwierdzić; 1) Kraszew- 
ski żąda ogarnięcia zasięgiem powieśc
owej fabuły całego narodu, 
wszystkich warstw społecznych; 2) postuluje krytyczny stosunek do 
szlachty; 3) docenia rolę fikcji w metodzie literackiej powieści; 4) zdaje 
się wysuwać tezę historiozoficzną w funkcji idei powieści. Wszystko 
to skłania do tego, by umieścić Kraszewskiego jako teoretyka powieści 
historycznej w grupie krytyków demokratów. Wypunktowane kweS'tie 
rozwiązują oni w podobnym duchu, jak to widzieliśmy u Kraszewskiego. 
Nie do przyjęcia jest dla nich zwłaszcza praktyka przykrawania fak- 
tów dziejowych do wymogów bezwzględnej apologii przeszłości, a to 
z dwóch względów: szkodziła powieści jako dziełu sztuki pisarskiej, 
hamowała rozwój świadomości narodowej w duchu postępu 66. 


63 Walka ze schematyzmem w powieśCi historycznej jest widoczna również 
w recenzji Laokoona, która wywołała referowaną wyżej dyskusję na temat powieści. 
64 J. L Kra s z e w s k i, Obrazy przeszłości, s. 133. 
65 I b i d., s. 139-140. 
66 Por. L. D u n i n - B o r k o w s k i, Powieściarstwo polskie, Dziennik Mód Pa- 
ryskich 1848, nr 6, s. 41, szczególnie zaś nr 23, s. 318 (o powieściach Magnusze'wskie- 
go), Por. także: E. D e m b o w s k i, Twórczość jako żywioł samorodnej naszej polskiej
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


201 


IV. ZAGADNIENIE NOBILITACJI POWIESCI 
W POGLĄDACH KRASZEWSKIEGO PRZED ROKIEM 1863 
Jak wynika z dotychczasowych rozważań, problemy teorii powieści 
ześrodkowują się w ujęciu Kraszewskiego wokół dwóch spraw: wokół 
zagadnienia odrębności gatunkowej powieści -. stara się on sformuło- 
wać istotne i wyróżniające właściwości tego gatunku; wokół zagadnie- 
nia nobilitacji (termin Kazimierza Wyki) 67 powieści - Kraszewski wal- 
czy o wciągnięcie powieści na listę teoretycznie ewidentnych gatunków 
literackich. Są to sprawy tylko na pozór różne, w gruncie rzeczy ściśle 
się ze sobą łączą. Poszczególne zagadnienia teorii powieści traktuje 
Kraszewski historycznie (z większym lub mniejszym skutkiem); bez 
zastrzeżeń przyjął i przyswoił historyczne pojmowanie dynamiki lite- 
ratury, nie kwestionowaną na ogół w krytyce krajowej zdobycz prze- 
łomu romantycznego. Oczywiście była to historyczność na miarę ów- 
czesnej wiedzy o rozwoju świadomości społecznej, ogólnikowo uwzględ- 
niająca wpływ czasu i przestrzeni na wygląd problematyki i formy dzieł 
literackich. 
Historyczny punkt widzenia okazał się nieodzowny zwłaszcza przy 
zabiegach wokół nobilitacji powieści. Był to, bądź co bądź, zamach na 
tradycyjny, "odwieczny" kanon gatunków, musiał więc mieć mocne 
podstawy, jeśli miał się udać. Najmocniejszym argumentem za nobilita- 
cją powieści było w rozważaniach Kraszewskiego podkreślenie ewo- 
lucji formy powieściowej. Fakt ten Kraszewski bardzo mocno akcento- 
wał. Widać to w poszczególnych fragmentach artykuliku Rzut oka na 
śdeżkę, którą poszedłem, a już w całej rozciągłości w rozprawie O pol- 
skich romansopjsarzach, której przyświeca wyraźna intencja wskaza- 
nia na ważność i głębię zmian, jakie się dokonały w rozwoju formy 
powieściowej; realizuje tę intencję zarys dzIejów powieści od czasów 
starożytnych do Waltera Scotta na wstępie rozprawy. Ten zarys jest 
punktem wyjścia do refleksji na temat losów powieści w Polsce, które 
to refleksje są z kolei podstawą domysłów co do przyszłego kształtu 
powieści polskiej. Kraszewski nie wytycza dróg rozwoju powieści pol- 
skiej apriorycznie - on tylko s u g e r u j e p r z y p u s z c z a l n y ki e- 


filozofij, [w:l Pisma, t. 3, Warszawa 1955, Biblioteka Klasyków Filozofii, s. 110-111. 
Teorię powieści historycznej Kraszewskiego trafnie scharakteryzował i bardzo 
wysoko ocenił Z. S z we j k o W s k i (Powieści historyczne Henryka Rzewuskiego, 
Warszawa 1922. Studia z zakresu historii i literatury polskiej, nr 1.): "Kraszewski chce 
być obiektywny, chce odtwarzać historię tak, jaką była w rzeczywistości, nie ideali- 
zując jej bynajmniej, nie wkładając na nią szat koturnowych". Szwejkowski nie waha 
się postawić. tezy: "Dopóki nasza powieść historyczna [...1 nie przeszła przez szkołę 
Kraszewskiego [...l nie mogło być mowy o jej prawidłowym rozwoju opartym na moc- 
nych podstawach" (s. 367-369). 
67 K. W Y k a, Romantyczn'Q nobilitacja powieści, Twórczość, 1946, z. 7-8.
>>>
202 


Antonina Bartoszewicz 


runek te90 rozwoju, formułując swoje horoskopy jako wnioski z analizy 
dotychczasowego stanu rzeczy 68. 
Pewniej i bardziej zdecydowanie brzmią sądy Kraszewskiego, zwłasz- 
, cza sądy co do przyszłości powieści, w rozprawie Przeszłość j przyszłość 
romansu. Krytyk powiada tu już bez ogródek, że "wieku XIX dziełem 
znamionującym będzie romans" ponieważ "w tego rodzaju utworach 
charakter wieku najlepiej się wynurzy" i dalej: "Romans stał się po- 
etyczną encyklopedią w miniaturze, nie ma dla niego nic nieprzystęp- 
nego, nic za wysokiego 69". Zwraca uwagę uzasadnienie tych, tu już 
dość arbitralnie wypowiedzianych słów, uzasadnienie poważnie wzbo- 
gacone w stosunku do napomknień o analogicznym sensie z poprzednich 
wypowiedzi, a zwłaszcza z artykułu O polskkh Iomansopjsarzach: "Nie 
wiem, czy się nie mylim, 1ecz to rozprzestrzenienie, jakie za na- 
szych czasów romans otrzymał, zdaje się wiek swój charakteryzować. 
Romans dziś najlepiej podobno potrzebom umysłowym ogółu odpowiada. 
Romans wedle dzisiejszego narowu jest czytaniem łatwym, dogodnym, 
a ramy jego obszerne, zbytecznie już może, mieszczą w sobie odłamki 
wszystkiego, całego tego pstrego świata, jaki się dziś oczom naszym 
rozwi ja" . 
"Wracając do charakteru dzisiejszego romansu, tak niepochwyco- 
nego, a razem do założenia, iż on w swej dzisiejszej rozciągłości wiek, 
który go takim uczynił, znamionuje, dodamy, że każdy period cywilizacji 
miał właściwy sobie jak wiadomo rodzaj utworu, w któren obfitował. 
Była to epopeja w cz,asach bohaterskich i rycerskich, potem śpiewy 
bardów, liryki, dramata i lżejsze ulotne a zimne koncepcje, które wie- 
kowi swemu smakowały i charakteryzowały go". 
"Brak nam już, przywykłym do łatwego czytania, oziębłym po części, 
brak współczucia dla właściwej poezji, musiemy tego jej przyrodniego 
brata [t.zn. romans - A. B.] przyjąć w zastępstwie. Nie umiemy czytać 
dawnej historii, w wielkich jej obrazach zdrobniałe nasze oko szuka 
chętniej charakterystycznych drobnostek, po których by ją, jak po 
próbce poznało; szukamy historii w romansie, a naI:eszcie wygodnej 
nawet filozofii i matafizyki 70. 
A więc do poprzedniego argumentu w sprawie nobilitacji powieści 
(był nim kierunek ewolucji formy powieściowej) dochodzi nowy mo- 
ment: powieść jest gatunkiem reprezentatywnym dla literatury wieku 
XIX ze względu na swoje cechy gatunkowe i ze względu na charakter 
umysłowości współczesnych ludzi. Zagadnienie ewolucji powieści, roz- 


68 J. I. Kra s z e w s k i, O polskich romansopisarzach, s. 40. 
69 Kraszewski o powieściopisarzach i powieści, s. 58. 
70 I b i d.. s. 56, 58.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


203 


budowane i pogłębione, tkwi implicite w tych rozważaniach; rozbudo- 
wany został zarys dziejÓw powieści, od ktÓrego artykuł się zaczyna. 
W związku z tym wszystkim wynika fakt, ktÓry musi zwrócić uwagę: 
dostarczając argumentów na rzecz tezy, że powieść musi być wzięta pod 
uwagę w rozważaniach teoretycznych, tym samym musi uzyskać rów- 
nouprawnienie z innymi gatunkami literackimi, jest Kraszewski bardzo 
daleki od żądania dla powieści p e ł n e g o równouprawnienia. W jed- 
nej z najwcześniejszych wypowiedzi (Rzut oka na ścieżkę, którq posze- 
dłem) "konwencjonalnie lekceważy" powieść, jak to znakomicie okreś- 
liła Zmigrodzka 71. To ostatecznie łatwo zrozumieć: młody krytyk liczy 
się z powszechnością postawy lekceważenia powieści. Już trudniej wy- 
tłumaczyć lekceważenie widoczne przecież w przytoczonych cytatach. 
Kraszewski z całą dobitnością głosi pogląd, że powieść ma przed sobą 
dużą przyszłość; ale powieść jest dlań "przyrodnim bratem poezji", 
czymś, co z a s t ę P u j e poezję, jej surogatem; a cechy umysłowości 
współczesnego pokolenia, dzięki którym to zastępstwo jest możliwe, co 
więcej: niezbędne, ocenia Kraszewski bardzo ujemnie: gustuje w po- 
wieści "zdrobniałe nasze oko" i leniwy umysł ("romans wedle dzisiej- 
szego narowu jest czytaniem łatwym, dogodnym"). 
Takie stanowisko odnajdziemy i w dużo późniejszych wypowie- 
dziach na omawiany temat, m.in. w obszernym fragmencie jednego 
z Listów do redakcji "Gazety Warszawskiej": "Przemagająca ilość po- 
wieści w literaturach: francuskiej, niemieckiej, angielskiej, rosyjskiej 
dowodzi, że jej przeważność nie jest wyjątkowym u nas fenomenem, 
ale zjawiskiem koniecznym naszego czasu, wynikłością jakiejś jego 
potrzeby. Czy zaś ta potrzeba jest oznaką upadku powszechnego litera- 
tury, czy znamieniem jakiejś epoki przejścia, rozwiązać dziś na naszym 
stanowisku trudno - dosyć, że oboje być może zarówno". A dalej: "Po- 
wieść więc, im więcej czytana (co nie powiem, żeby było dobrym zna- 
kiem, bo dOiWodzi Uipodobania w rzeczach łatwych, w pokarmie nie po- 
silnym, a zasłodzonym najczęściej, tylko), tym większe ma obowiązki". 
I jeszcze jedna refleksja: "Wróćmy jeszcze do zadania głównego: do 
celu powieści. Powiedzieliśmy, że ona powinna powoli usposabiać, pod- 
nosić, uprawiać. Pod tym jednym warunkiem może się ona ostać, jak 
jest, i wyjednać przebaczenie za to, że wiele miejsca zabrała" 72. 
, Przytoczone sądy wypowiada Kraszewski w czasie, gdy powieść by- 
ła już gatunkiem w pełni zwycięskim, przy tym wypowiada w o b r o - 
n i e powieści. Nawet w tej sytuacji nie uważa powieści za pełnoprawny 
gatunek literacki: nie podejmuje się rozstrzygnąć, czy rozwój powieści 


71 M. Z m i g r o d z k a, op. cit., S. 30. 
72 J. L Kraszewski, Kilka słów o powieści, 5.113,114,117.
>>>
204 


Antonina Bartoszewicz 


oznacza "upadek powszechny" czy też "epokę przejścia" (jest skłonny 
przyznać, że "oboje może być zarówno"). Powraca do dawniejszego są- 
du, że popularność powieści "dowodzi upodobania w rzeczach łatwych", 
ba! - powieść ma obowiązek "wyjednać przebaczenie za to, iż wiele 
miejsca zabrała"! Powtórzmy: to są refleksje z początku lat pięćdzie- 
siątych, z okresu bujnego rozwoju powieści w Polsce. Nie można więc 
mówić o p e ł n e j nobilitacji powieści w świadomości teoretycznej Kra- 
szewskiego, a nie jest on w tym odosobniony, postawa, jaką reprezen- 
tuje, ma wśród krytyków krajowych wielu zwolenników. 


Rozważania na temat powieści są bardzo istotnym składnikiem pu- 
blicystyki literackiej Kraszewskiego przed powstaniem styczniowym, 
jednocześnie stanowią ważne ogniwo rozwoju świadomości teoretycz- 
nej powieści w ówczesnej polskiej krytyce literackiej. A trzeba sobie 
uświadomić, iż właśnie w pierwszej połowie XIX wieku, w szczególności 
zaś w latach pięćdziesiątych przybiera na sile proces zdobywania przez 
powieść prawa obywatelstwa w ówczesnej świadomości teoretycznej. 
Dokonuje się ten proces w ustawicznym ścieraniu skłonnej do normaty- 
wizmu krytyki ówczesnej z praktyką powieściopisarską, ściśle związaną 
z żywiołowo rosnącym zapotrzebowaniem na literaturę powieściową ze 
strony rynku czytelniczego. To zmusza kry
ykę nie tylko przyjąć do 
wiadomości fakt istnienia powieści jako gatunku literackie,go, ale i za- 
akceptować ten fakt, w rezultacie poszukiwać aparatury pojęciowej dla 
celów opisu nowego gatunku. Kraszewski był tych wszystkich zjawisk 
jednym z najbardziej czynnych obserwatorów i współtwórców. Kra- 
szewski - teoretyk powieści startował razem z Kraszewskim - po- 
wieściopisarzem. Praktyka powieściopisarska uwrażliwiła go na proble- 
matykę teoretyczną powieści, uczyniła jednym z najbardziej czujnych 
obserwatorów rozwoju powieści. Nie ma w zasadzie sprawy dotyczącej 
teogo rozwoju, której by Kraszewski nie poruszył, czy bodaj nie odnoto- 
wał. Młodzieńczymi artykułami zainaugurował dyskusję na temat po- 
wieści po powstaniu listopadowym, znalazłszy się tym samym w miejscu 
centralnym tej dyskusji i nie dał się z tej pozycji zepchnąć. Poziom jego 
wypowiedzi ulega dużym wahaniom: raz jest Kraszewski w swoich są- 
dach zadziwiająco przenikliwy, kiedy indziej rozbrajająco naiwny; r
ż- 
ny telż jest stopień orY'ginalności jego poglądów. Ale zawsze jest szcze- 
rze zatroskany o wzwój powieści polskiej, o jej poziom artystyczny. Ta 
troska budzi sympatię nawet wtedy, gdy sądy wywołują sprzeciw. Co- 
kolwiek by zresztą sądzić o teorii powieści Kraszewskiego, jest rzeczą 
niemożliwą analizowanie problematyki teoretycznej powieści z pominię- 
ciem jego sądów. Takie pominięcie zniekształciłoby wyniki analizy.
>>>
o poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 


205 


Antonina Bartoszewjcz 


KRASZEWSKI'S OPINIONS BEFORE 1863 
ON THE SOCIAL DUTY AND FORMAL TRAITS OF THE NO VEL 


Summ ".ry 


The essay consists of four chapters: 1) theoretic consciousness in the novel of 
Kraszewski's early period; 2) the novel of contemporary life in Kraszewski's opinions 
in the forties and fifties; 3) Kraszewski's conception of the historical novel in the 
torties and fifties; 4) the question of the noblitation of the novel in Kraszewski's 
views before 186
. 
The novel as a liter ary genre is for young Kraszewski in the first place a work 
of art, and the "truth" conceived as a faithful representation of re ality constitutes the 
basis of its aesthetic value. In consequence óf this attitude the author has, on one 
hand, to defend the novel against the duty ,of moral teaching forced on it by a con- 
siderable part of the contemporaty criticism, and to eliminate schematic restrictions of 
the genre, on the other-both matters of fundamental importance at this stage of 
the de,velopment of the novel. It must be stressed that in his early period Kraszewski 
is interested mainly in the novel of contemporary life; he speaks but rarely and 
vaguely about the historical novel. 
In the forties and especially in the fifties Kraszewski's views on the novel of 
contemporary lite undergo a radical change. It is obvious in the article O celu powie- 
ści (On the purpose the no vel). which, among others, bears evidence of his quick und- 
erstanding of the idea of tendentious writing, at the same time tbis article is an 
attempt to solve the dilemma: how to achieve tre 'purpose' of the novel ('purpose' 
is here the synonym ot tendencyj without lowering its artistic standard. In the fif- 
ties he cIearly chan ges his opinions on the social tasks of the no vel. His'Letters to the 
Editor of Gazeta Warszawska' (Listy do redakcji Gazety Warszawskiej) perfectly show 
the extent and the direction ot this change. Now he strongly emphasizes the cogni- 
tive and educational value of the novel of contemporary life; this varie,ty of the 
novel becomes for Kraszelwski, the author of the above mentioned Letters - a 50- 
ciological study of the contemporary society. 
At this time Kraszewski shows a deep understanding of the technique of the 
novel; he gave expression to this in bis review ot Laokoon, a novel by Alexander 
Niewiarowski, which review gave rise to a discussion on the novel (among those ta- 
king part was Józef Korzeniowski). Kraszewski gavfi a penetrating analysis of the 
causes oJ the deadlock in the development of the Polish novel, but in searching for 
remedies to break the deadlock he was unable to go beyond a few generaIizations. 
In the forties Kraszewski expresses his opinions on the historical novel; they are 
strictly connected with his historiosophic ideas. At first. Kraszewski approaches 
the attitude of Grabowski, which he decIares expressis verbis in the essay Słówko 
o prawdzie w romansie historycznym (A word on the truth in the historical romance) 
written in the early forties. But it is herre already that an essential difference, bet- 
ween the ideas of both critics becomes elear, a difference which Kraszewski does not 
yet realize: he attaches a much greater importance to historic facts, tp the writer's 
erudition than Grabowski. The difference becomes much deeper in the fiftiels and it 
is quite obvious in Kraszewski's Obrazy przeszłości (Pictures ot the Past). Summing 
up the author's opinions on the historical novel in the forties the folIowing questions 
must be pointed out: 1) Kraszewski wishes to embrace the whole nation, aII social
>>>
206 


Antonina Bartoszewicz 


classes within the scope of the novelistic fable; 2) he postulates a critical attitude 
to the nobility; 3) appreciates the role of liter ary fiction in the method of the histo- 
rical novel; 4) he seems to put forward a historiosophic thesis in the function of the 
idea ot the novel. 
In the period cOlJJc'erned Kraszewki firmly upholds the view that the novel mus t 
be included among the theoretically recognized liter ary genres, which he bases on 
two premisses: 1) the novel is a geure repres8ntative of the 19th cen tury literature, 
2) the no vel is capable of an evolution both as to the form and subject-mattm; the 
development of the novel is therefore a historic necessity. At the same time Kra- 
szewski, however convinced as to the great cognitive and educational value of the 
novel, was far from putting it on an equal footing with the other liter ary genres. 
Thus we cannot speak of a full noblitation of the novel in Kraszewski's theoretic 
consciousness in the period in question. He is not isolated in this respect, it is the 
attitude of numerous Polish critics in the period between the twa Insurrections.
>>>
SPIS TREŚCI 


Henryk M i s z - Jedna z zasad szyku wyrazów we wspóczesnym zdaniu 
polskim 3 
- One ot the principles of word order in the contemporary Polish sentence 68 
Maria S z u p r y c z y ń s k a - Budowa słowotwórcza wyrazów należących do 
kategorii plurale tantum 69 
- The word-torming structure of words belonging to the plurale tantum ca- 

ry U 
Jerzy M a c i e j e w s k i O zapożyczeniach niemieckich w gwarze chełmiń- 
ili
 
 
- German borrowings in the Chełmno dialect . 99 
Krystyna K a II a s - Trzy ludowe zjawiska stylistyczne w twórczości Teofila 
Lenartowicza 101 
- Three popular stylistic figures in the poetry ot Lenartowicz 116 
Bronisław N a d o l s k i - Teatr szkolny gimnazjum toruńskiego w XVII i XVIII 
wieku 117 
-- The school theatre ot the Toruń Secondary School in the 17th and 18th 
century 157 
Jerzy K a s p r z y k - Z dziejów gdańskiej literatury politycznej pierwszej 
połowy XVIII wieku . 159 
- From the his tory ot Gdańsk political literature in the first half ot the 18th 
century 173 
Antonina B a r t o s z e w i c z - O poglądach Kraszewskiego przed rokiem 1863 
na zadania społeczne i cechy tormalne powieści 175 
- Kraszewski's opinions before 1863 on the social duty and formaI traits ot the 
novel 206
>>>