/bialynia001_0001.djvu

			, 


JÓZEF BIAŁYNIA CHOŁODECKI. 


Franciszek Smolka 


. 


) 



ofłł. 


.. 


"ł1a. 


LWÓW. 
Nakładem Komitetu budowy pomnika 
.' f. Smolki we Lwowie. 
Z drukarni i litografii PilIer-Neumanna we Lwowie. 
1913. 


&
		

/bialynia002_0001.djvu

			(I (t f) 


JÓZEF BIAŁY NI A CHOŁODECKI. 


f RAN CISZEJ< 
SMOLKA 



 


'\ 

 
... i:l\\: · 



}'gn 


LWÓW 
Nakładem Komitetu budowy pomnika 
F. Smolki we Lwowie. 
Z drukarni i litografii PilIer-Neumanna we Lwowie. 


) .. ') 
':--ł-ł-- 


_" 


\ 
...
		

/bialynia003_0001.djvu

			I. 


[JUI>ZWE I IłODZEi:STWO F[J"
CISZI;.\ 
)!OLKI. - WI"CE
TY 
\IOLK.\. - 
\X
.\ Z I'b!i:nn Cli S)IIILKO\\"A. - )!An LD.\ Z S)!OLKÓW S.H- 
HO"
A. - K \HOL S
[OL1
..\. - CZ.\:-,\ :-,ZKOLNE FRA'XCI:-,ZK.\ S
loLKr 
I TEGO? PATHYOnZ)!. - S\JOLK.\ PH.\I;"lTKA
rE)! Fl
Kr
.\. 


Franciszek Jan .Smol1<+! 
 to jedna z naj- 
piękniejszych, najczysiszych postaci, zdobiących 
karty dziejów Polski XIX. stulecia, od czasów 
Tadeusza Kościuszki na
popularniejszy mąż w na- 
rodzie, otoczony szacunkiem i wzięciem daleko 
po za granicami Ojczyzny. 
Ojciec jego - Wincenty Smolka, rodem 
z Nissy, pruskiego Śląska przemknął się był 
w r. 1790 w czasie wojny Austryi z Turcyą, 
przez granicę i zaciągnął do 2. pułku ułanów 
austryackich, przy którym awansował na po- 
rucznika. Przeniesiony do 3. pułku ułanów, otrzy- 
mał w r. 1804 misyę przewiezienia depeszy do 
Petersburga. Jadącemu wypadł nocleg w Kra- 
kowie. Zamiast odpoczywać, przepędził, żądny 
rozrywki oficer, noc na balu w towarzystwie 
rodziny łowczego z Niepołomic Franciszka Ne- 
methyego, którego córka Anusia, dwudziesto- 
letnia panienka, poprzednio wychowanka nau- 
kowego zakładu w Staniątkach, przypadła mu 
do gustu. 
W tym samym roku - stacyonowany 
w Gródku jagiellońskim, ujrzał przypadkowo 
ponownie swój ideał w jednej z kamieni
 przy 
placu "Dykastryalnym" we Lwowie, w chwili,
		

/bialynia004_0001.djvu

			4 


gdy wracając z teatru starł się wśród nocnej 
ciszy z wezwanym na pojedynek kolegą po 
broni, wytrącił mu w starciu szpadę z dłoni 
i wypłazował na pamiątkę, ku uciesze zebra- 
nych latarników i widzów, patrzących się z o- 
kien pobliskich domów. 
W dniu 2. stycznia 1805 stanął dziarski 
ułan-rotmistrz, z Anną Nemethy na ślubnym 
kobiercu. 
Można niegdyś na Węgrzech szlachecka 
rodzina Nemethych brata czynny udział w je- 
dnym z rokoszów przeciw rządowi austrya- 
ckiemu. Po stłumieniu rokoszu padło sieqm głów 
tej rodziny pod mieczem katowskim. Osm ego, 
nieletniego ułaskawiono z tym warunkiem, iż 
każdy męski potomek rodu będzie nosił na szyi 
czerwony sznurek na znak, że pochodzi od 
przodka, który powinien był być karanym '"mie- 
czem po gardle". Dopiero dziad Anny, odzna- 
czywszy się jako rotmistrz huzarów w walce 
z Turkami, uzyskał za rządów Maryi Teresy 
pozwolenie, zdjęcia z szyi czerwonej odznaki. 
Anna Nemethy wyrosła więc wśród wspom- 
nień o surowem obchodzeniu się władz rządo- 
wych z jej antenatami, a wspomnienia te nie 
pozostały bez wpływu na jej młodociany umysł, 
i na opowieści, jakie snuła później u kołyski 
swego potomstwa. 
Pierwsze chwile szczęsnego pożycia Win- 
centego i Anny Sm olków, zamącił wypadek 
ciężkiej niemocy, jakiej uległ Wincenty, pełniąc 
w r. 1806 podczas rewii służbę adjutanta. Ru- 
nął razem z koniem na ziemię, połamał żebra, 
był już bliskim śmierci, a tylko, dzięki niezwy- 
kle silnej konstytucyi odzyskał częściowo zdro- 
wie i mógł wykonywać obowiązki w charakte- 
rze państwowego urzędnika. Przeniósł się więc 
do zarządu salinarnego; był magazynierem w ko- 
kturzc' w Stebniku, następnie kontrolorem w Ka- 
łuszu.
		

/bialynia005_0001.djvu

			5 


Wincenty Smolka władał wprawdzie, jako 
Ślązak t. z. "Wasserpolak", przebywający w Ga- 
licyi, językiem polskim, nie poczuwał się jednak 
do polskości. Górowało u niego uczucie dyna- 
styczne, rozwinięte bujnie w tylu kampaniach 
wojennych. Starszemu synowi swemu, urodzo- 
nemu w r. 1809 dał imię szefa pułku, uosobie- 
nia wojennej chwały Habsburgów, imię Karola, 
wodza, pod którym tyle lat służył; młodszy, 
urodzony w Kałuszu 5. listopada 1810 otrzymał 
imię panującego monarchy - Franciszka. 
Pierworodnem dziecięciem stadła była 
córka Matylda, urodzona r. 1805, poślubiona 
przemyskiemu staroście Henrykowi von Saar, 
zapisanemu nie najlepiej w pamięci polskiego 
społeczeństwa. W przeciwieństwie do siostry, 
miał Karol Sm olka - aczkolwiek wychowany 
na obczyźnie, bo w szemnickiej szkole górni- 
czej, aczkolwiek rządowy inżynier salinarny - 
żywe dla sprawy polskiej sympatye. 
O wiele jednak potężniejszy, gorętszy pa- 
tryotyzm polski wytrysnął z żywiołową siłą, 
w dwudziestym już roku życia w duszy i sercu 
Franciszka, wplątał go w tajną organizacyę, dą- 
żącą do odbudowania Polski, wtrącił do wię- 
zienia z wynikiem wyroku śmierci, po ułaska- 
wieniu zaś z wynikiem utraty praw, zdobytych 

 wielkim trudem, utraty środków do życia. 
Zródłem tego żywego patryotyzmu był powiew 
serca macierzystego, napełnionego atmosferą 
Piastowskich murów konwiktu SS. Benedykty- 
nek w Staniątkach, było koleżeństwo w szko- 
łach średnich i wyższych, był w końcu ten cu- 
downy dar polskiego społeczeństwa, szybkiej 
asymilacyi obcych, wrogich mu nawet poprze- 
dnio, żywiołów. 
Pierwsze nauki pobierał Franciszek Sm olka 
w domu rodzicielskim, zdawał przy tern egza- 
mina w Drohobyczu i Samborze. W jesieni r. 
1820 rozpoczął razem z bratem Karolem nauki.
		

/bialynia006_0001.djvu

			6 


w publicznych szkołach, zapisany do drugiej 
klasy gimnazyum Dominikańskiego we Lwowie. 
Z 66 kolegów jego było 4J o polskich nazwi- 
skach, z tego 16 z przydomkiem szlacheckim. 
Styczność z młodzieżą polską, "promienie uczuć 
koleżeństwa i przyjaźni, wspólny kult ideałów 
ogólno ludzkich, tłumionych w owych czasach 
absoJutyzmu przez władze rządowe i szkolne, 
a nęcących młodzież wonią zakazanego owocu", 
podsycały zarzewie patryotyzmu, wybuch po- 
wstania listopadowego dopełnił resztę zadania. 
Ogólny zapał, jaki ogarnął kraj dla sprawy wol- 
ności i postawił wielu synów, surowych nawet 
i zimnych austryackich biurokratów, w szeregach 
walczących rówieśników, udzielił się w pełni 
i Smolce, który kończąc we Lwowie studya 
uniwersyteckie, czuł się najzagorzalszym Po- 
lakiem. 
Obowiązki wobec owdowiałej już w roku 
1823 matki i osierociałej rodziny, niemniej nie- 
pomyślny wynik wyprawy jenerała Józefa Dwer- 
nickiego na Wołyń i wkroczenie korpusu jego 
do Galicyi, przeszkodziły wprawdzie Smolce 
w zamierzonem pierwotnie wzięciu udziału 
w orężnej walce, następne jednak konspiracye 
i spiski umożebniły mu spełnienie w inny spo- 
sób zadania wobec kraju rodzinnego. 
Wstąpił tymczasem po ukończeniu studyów 
uniwersyteckich w r. 1831 do służby państwo- 
wej jako konceptowy praktykant Prokuratoryi 
Kamery (Fiskusa) czyli dzisiejszej Prokuratoryi 
Skarbu. Rychło zjednał sobie uznanie przełożo- 
nych, jako jeden z najzdolniejszych i najsu- 
mienniejszych aplikantów. 
Dowodem jego niepospolitych zdolności 
i zalet charakteru była okoliczność, iż uznany w 22 
roku życia za pełnoJetnego, otrzymał równo- 
cześnie (w r. 1832) z rąk -lwowskiego Sądu 
szlacheckiego dekret na opiekuna 13 niezaopa- 
trzonych sierót, pozostałych po zmarłym wła-
		

/bialynia007_0001.djvu

			7 


śnie wuju jego Kasprze Nemethym. Młody opie- 
kun zajął się energicznie pupilami, z których 
naj starszy liczył lat 14 i wykierował wszystkich 
na skończonych mężów, zajmujących niepośle- 
dnie stanowiska w społeczeństwie. 
Wstąpienie Smolki do austryackiej służby 
państwowej nie ostudziło w nim bynajmniej pa- 
tryotycznego zapału.
		

/bialynia008_0001.djvu

			II. 


TAJNE, NAUKOW
; ZWIĄZKI MŁODZU;ŻY. - POLlTYCZN
; STOWARZY- 
SZENIA PARYSKIF.J EMIGRACYl. - WYPRAWA ZALIWSKlEGO. - 
SMOLKA CZŁONKIEM STOWARZYSZENIA nPRZYJACIÓŁ LUDU". - ZWIĄ- 
ZEK KARBOXARYUSZÓW WE LWOWIF.. - SMOLKA NACZF.LNIKIE)! 
SPRZYSlĘŻ
;NLI.. - TRIUMWIRAT. - ZWI1l.ZEK "MŁODEJ SARMA- 
CYI". - ŚLUB SMOLKI Z LEOKADYĄ B:i.CKERÓWNĄ m; SALZHEUJ. 
ODKRYCIE SPISKU WOJSKOWEGO. 


Zaczęło się od niewinnych, nie groźnych 
dla państwa i rządu schadzek koleżeńskich, na 
których odczytywano zakazane, patryotyczne 
książki i omawiano kwestye, jakie ścigała bez- 
litośnie policya, wglądająca do wnętrza pry- 
watnych pomieszkań. - Gdzieś w głębi oficyn, 
na ustronnem poddaszu spędzała nieraz mło- 
dzież szkolna długie godziny na tajnych schadz- 
kach. Jedni pełnili koleżeńską służbę na czatach, 
stali po schodach i podwórzach, baczyli pilnie, 
ażali nie zbliża się jaka podejrzana figura. Dru- 
dzy gawędzili tymczasem, dyskutowali, lub czy- 
tali w skupieniu patryotyczne dzieła, dzieje 
Polski Lelewela, Mickiewicza, Słowackiego etc., 
przemycane z Paryża przez antykwaryusza Da- 
wida Igla, zakazany, a świeży owoc, niedo- 
stępny w lwowskich księgarniach. Kto stronił 
tchórzliwie od takich schadzek, był młodzieńcem 
trywialnym, pozbawionym wszelkiego idealnego 
polotu. 
Pracowały tymczasem żwawo na gościnnej 
ziemi francuskiej związki wychodźców z r. 1831
		

/bialynia009_0001.djvu

			9 


nad odbudowaniem "Kongresowej Polski". Jedni 
byli zwolennikami drogi dyplomatycznej, drudzy 
wyznawcami prądów rewolucyjnych, nurtujących 
w całej Europie - obóz demokratyczny Joa- 
chima Lelewela. 
Nastąpiła w r. 1833 nieudała wyprawa 
partyzantów pod dowództwem pułkownika Jó- 
zefa Zaliwskiego i zelektryzowała rządy trzech 
mocarstw rozbiorczych. W lot nastąpiły w Ga- 
licyi badania, dochodzenia, śledztwa, poszuki- 
wania i rewizye. Więzienia i donajmywane lo- 
kale zapełniały się podejrzanymi, a liczne za- 
stępy rodzin okryły się żałobą. Punkt ciężkości 
karnego postępowania przeniósł się do Lwowa, 
gdzie siedział i chorował w ciasnej, wilgotnej 
kazamacie inicyator partyzantki, Józef Zaliwski, 
i dokąd zwożono, zwlekano z całego kraju, 
wplątanych rzekomo w spisek obywateli i liczne 
szeregi, niewinnych przeważnie, tułaczy, za któ- 
rymi czyniono formalne obławy po domach, 
dworach i lasach Galicyi. Rząd austryacki zło- 
żył specyalną komisyę śledczą, urzędującą przez 
niespełna lat cztery, a Rosya wysłała z War- 
szawy do Lwowa kolegialnego asesora I. 80- 
biatyńskiego, który miał nawiązać stosunki 
z komisyą kryminalną, informować się o toku 
śledztwa, wglądać w akta kryminalne i dawać 
odpowiednie wskazówki i informacye. 
Samowola komisyi śledczej i osławionego 
dyrektora policyi Leopolda Sa cher - Massocha 
von Kronenthal nie miała granic. Stawiano na- 
ocznie szpiegów zeznających kłamstwa, uży- 
wano inkwizycyjnych tortur, brano za podstawę 
do śledztwa brednie obłąkanych, morzono gło- 
dem, odejmowano świeże powietrze, zaniedby- 
wano w czasie słabości, a zimno, kajdany i inne 
udręczenia były na porządku dziennym. 
Dopiero w dniu 25. lutego 1837 odczytano 
ostateczne wyroki skazanym w tym procesie. 
Zapełnili oni kazamaty Kufsteinu.
		

/bialynia010_0001.djvu

			10 


Minęła w tej epoce ciężkich przejść i do- 
świadczeń pora niewinnych schadzek młodzieży 
i koleżel1skich gawęd o Polsce, a z mgławicy 
niewyraźnych zabiegów, rozpraw i narad wyło- 
nił się w kraju zrąb sprężystej, tajnej organiza- 
cyi, wzorowanej na włoskim karbonaryzmie, 
opartej o paryską emigracyę. 
Gdy zawiązana we Lwowie pod kiero- 
wnictwem majora 2. pułku krakusów Jerzego 
Bułharyna i sztabowego lekarza wojsk polskich 
z r. 1831 Karola Kaczkowskiego loża karbonar- 
ska, czyli węglarzy, upadła wskutek uwięzienia 
lub wydalenia z kraju wszystkich prawie jej 
członków, znalazła działalność spiskowców pod- 
stawę w stowarzyszeniu "Przyjaciół ludu", naktó- 
rego czele stali pierwotnie Hugo Wiśniowski iAdolf 
Dawid, kontrolor salinarny w Kałuszu. Celem 
tej organizacyi było rozbudzenie i szerzenie du- 
cha patryotycznego, oświecanie i kształcenie się 
wzajemne, w interesie i kierunku uarodowym, 
zaniechanie przygotowal1 wojennych, powolne 
natomiast propagowanie ducha rewolucyjnego 
i demokratycznego. Za jedno z najważniejszych 
zadań obrano sobie przygotowanie szlachty do 
usamowolnienia i uwłaszczenia włościan, ażeby 
kiedyś obcy rząd nie uprzedził jej w tym kie- 
runku, z wielką szkodą dla niej samej i dla 
całej sprawy narodowej. . 
Do tego związku "Przyjaciół ludu" wszedł 
w dniu 23. marca 1834 Franciszek SmoIka, zło- 
żył przysięgę na walkę przeciw ówczesnemu 
rządowi, a nie chcąc być w kolizyi z przysięgą 
służbową urzędnika austryackiego, wniósł po- 
przednio prośbę o dymisyę z posady rządowej. 
Trzykrotne usilne namowy szefa jego Karola 
Kraussa, obiecującego mu w razie pozostania 
w służbie państwowej świetną karyerę, nie zdo- 
łały go odwieść od powziętego zamiaru. 
Pilno było Smolce stanąć w szeregu tajnej 
organizacyi, by oględnem spożytkowaniem sku-
		

/bialynia011_0001.djvu

			11 


pionych w niej, rozpłomienionych świętym 
ogniem, gctowych do ofiar, sił, budzić - jak 
wspomnieliśmy - l1śpioną świadomość naro- 
dową, przyćmioną nawet wśród szlachty, nie 
ujawioną w średnich warstwach, a obcą masom 
ludowym. 
Przyjął Smolkę do związku Hugo Wiśniow- 
ski, ten sam, który przyjął także Teofila Wiśniow- 
skiego, Adolfa Leona, praktykanta lwowskiego 
gubernium i Jana Prochaskę, piwowara i miesz- 
czanin
 lwowskiego. 
Owczesna tajna organizacya spiskowa nie 
była jednolitą, przeobrażała się w miarę rozwoju 
i zewnętrznych wpływów, tworzyła odłamy i od- 
cienia, gałęzie i kółka o mniej lub więcej ostrym 
tonie działania i występowała pod rozmaitemi 
nazwami. 
Istnienie niektórych związków bywało efe- 
meryczne; powstawały one i zaraz l1padały. 
Inne miały nawet cechę dziecinności, cele je- 
dnakże i dążności wszystkich organizacyi były 
szlachetne. Było wprawdzie przytem wiele egzal- 
tacyi, lecz w najszlachetniejszem tego słowa 
znaczeniu; była egzaltacya miłości Ojczyzny, 
egzaltacya podniesienia całego ludu do równo- 
ści praw, do tej wysokiej godności, do której 
dojść zamierzała niegdyś Polska, tworząc pa- 
miętną konstytucyę 3. maja r. 1791. 
Szymon Konarski, Aleksander Wężyk, Na- 
poleon Nowicki, Gustaw Ehrenberg i inni prze- 
nieśli myśl demokratyczną i organizacyjną do 
zabofl1 rosyjskiego. Konarski poniósł z mocy 
wyroku śmierć w Wilnie, Wężyk w Warszawie; 
inni dostali się na Syberyę, drudzy ratowali 
ucieczką z kraju wolność i życie. 
W tej to epoce tajnych organizacyj, spi- 
sków i sprzysiężeń, przesunęły się przez wi- 
downię dziejową upamiętnione w następnych 
wypadkach politycznych, lub też na innych po- 
Jach życia narodowego, nazwiska reprezentan-
		

/bialynia012_0001.djvu

			12 


tów różnorodnych prądów, jakie ujawniały się 
i ostro nieraz ścierały w kadrach tajnej orga- 
nizacyi. Stanęli tutaj do pracy w imię swobód 
Ojczyzny obok wielu innych, koledzy spiskowi 
Smolki; Edward Bayer, August Bielowski, Hen- 
ryk Bogdański, Maryanna Chrząstowska, Ale- 
ksander, Edward, Eugeniusz i julian Chrzą- 
stowscy, Kasper Cięglewicz, Dymitr Czubaty, 
Albin Dunajewski, Maryan Dylewski, Dominik 
Gębarzewski, Henryk Górski, Seweryn Goszczyń- 
ski, Kazimierz Grocholski, Adolf Hampel, Ro- 
bert Hefern, Wincenty Hićkiewicz, julian Ho- 
roszkiewicz, Ludwik hr. Jabłonowski, Henryk 
Janko, Teofil januszkiewicz, Henryk i Ludwik 
Kępieńscy, Ks. Tomasz Kincel, Leon Korecki, 
Ignacy Kulczyński, Adolf Leo, Ks. Aleksander 
Lipiński, Lesław Łukasiewicz, Stanisław Mali- 
nowski, Aleksander Morgenbesser, Ks, Grzegorz 
Moszoro, Piotr Nawratil, Henryk Nowakowski, 
Władysław Okólski, Kalikst Orłowski, Żegota 
Pauli, Leander Pawlikowski, Wincenty Poj, To- 
masz Rayski, Aleksander Schedler, Henryk 
Schmitt, Łucyan Siemieński, Konstanty Słotwiń- 
ski, Leonard Stawski, Karol Szajnocha, Stani- 
sław Szczepanowski, Ferdynand Thiirman, Win- 
centy hr. Tyszkiewicz, Franciszek i Michał Wie- 
siołowscy, Hugo i Teofil Wiśniowscy, jan Za- 
charyasiewicz, Leon Zaleski, Marcin hr. Zamoy- 
ski, Floryan Ziemiałkowski itd. itd. 
Sm olka zajął rychło w tajnej organizacyi 
przewodnie stanowisko. Nie stały mu w tej 
mierze na przeszkodzie ani wiek młody, lat 
24-28, ani też świeżej daty polskość syna woj- 
skowo-urzędniczej rodziny. 
Stowarzyszenie "Przyjaciół ludu" objęło 
rolę przygotowawczej niejako szkoły dla związku 
karbonarskiego, który przybrał cechę prze- 
ważnie narodową - polską. Utrzymywał 
wprawdzie stosunki z karbonaryzmem europej- 
skim, zachował przytem jednak piętno autono-
		

/bialynia013_0001.djvu

			13 


miczne. Było to dziełem Smolki, który przejęty 
zarówno z innymi ideą oswobodzenia Polski, 
jak w ogóle obalenia absolutyzmu, zgadzał się 
wprawdzie na zawiązanie stosunków z euro
 
pejskim organizmem spiskowym, sprzeciwiał 
się atoli bezwarunkowemu poddaniu się pod 
kierunek karbonaryzmu europejskiego. "Jak Po- 
lacy" - twierdził Sm olka -- "nie mogliby kie- 
rować sprzysiężeniem we Włoszech, jako nie- 
znający tamtejszych stosunków, tak też i włoscy 
karbonaryusze nie powinni się domagać kie- 
rownictwa w Polsce. . 
Inicyatywą Smolki była też organizacya 
stowarzyszenia. Dzieliła ona je na kółka zwane 
"porębami", które wybierały przewodniczących, 
funkcyonaryuszów i delegatów. Delegaci two- 
rzyli władzę naczelną czyli dykasteryę, jako ciało 
reprezentacyjne, zarazem wykonawcze. Delegat 
dykasteryi łączył związek polski z "węglarstwem 
europejskiem" . 
Podając powyższy projekt organizacyi oka- 
zał się Sm olka już wtedy raczej mężem parla- 
mentarnym, aniżeli praktycznym. konspiratorem, 
i zwolennikiem federacyi. 
Wszedł on w skład dykasteryi z początkiem 
r. 1835, wspólnie z Dylewskim, Hamplem, Pro- 
chaską, Grocholskim, Bogdańskim, Leem i emi- 
grantem Karolem Dłużewskim, używającym na- 
zwiska Malczewskiego i był zarazem pośredni- 
kiem pomiędzy dykasteryą a jej delegatem Hu- 
gonem Wiśniowskim, któremu w myśl regula- 
minu nie było wolno zasiadać przy obradach 
dykagteryi. 
Smolkę wybierano też na każdem posie- 
dzeniu dykasteryi przewodniczącym obrad. 
W powyższym składzie wydziału rozwijało 
się stowarzyszenie nader raźno. Miało ono 
swych członków we wszystkich kołach towa- 
rzyskich, między duchowieństwem polskiem i ru- 
skiem, między szlachtą i urzędnikami tak pry-
		

/bialynia014_0001.djvu

			14 


l 
i 


\ 
I 


l'!r 
.
 



-; 


.'." . 


,,.
 
.. 


. 
 


I 
,
 
11\ 
If.' I 


'
I 


. J 


',. 
:'\ 
.. - 
" 



 

 



 


t 



,
/
 -G 
R

 


Franciszek Smolka w r. lSqS w uniformie oficera Gwardyi 
narodowej. Współczesna litografia wiedeńska. 
Fologr. J. J{ościesza Jaworski.
		

/bialynia015_0001.djvu

			15 


watnymi, jak i palistwowymi, między literatami, 
młodzieżą uniwersytecką etc. 
Po uwięzieniu Huguna Wiśniowskiego po- 
ruczyła dykasterya Smolce reprezentacyę wę- 
glarstwa polskiego, wobec węglarstwa europej- 
skiego, zmieniła zarazem powyższe postanowie- 
nie regulaminu i połączyła w osobie Smolki 
funkcye delegata, z obowiązkami członka, wzglę- 
dnie przewodniczącego dykasteryi. 
Przekonano się howiem. że system repre- 
zentacyjny jest niebezpiecznym dla spiskowej 
organizacyi, bo ta
emnica, ta dusza każdej kon- 
spiracyi była wtedy iluzyą, uczyniono więc wy- 
łom w regulaminie, jako pierwszy krok do reor- 
ganizacyi Stowarzyszenia. 
Po wykryciu głównego karbonaryzmu i roz- 
wiązaniu sprzysiężenia, ukonstytuował się we 
Lwowie "Zbór ziemski", jako jedna gałąź "Zboru 
głównego, Stowarzyszenia ludu polskiego". Skład 
wydziału lwowskiego Zboru ziemskiego two- 
rzyli: Dylewski, Hampel, Herman, Hićkiewicz, -- 
Leo i T. Wiśniowski z Franciszkiem Smolką, 
jako przewodniczącym nowej organizacyi spi- 
skowej na czele. Przyznano mu prawo do kie- 
rownictwa, nabył je bowiem z tytułu poświęce- 
nia się sprawie, z tytułu charakteru i zdolności, 
ponadto z tytułu ponoszenia materyalnych ofiar. 
Praca na polu publicznem nie przynosiła 
w owych czasach - jak to się dzisiaj zwykle 
dzieje - prywatnych korzyści; przeciwnie wy- 
magała osobistego poświęcenia się, zaparcia - 
groziła każdej chwili tragiczną rolą, politycznego 
męczennika. 
Smolka znalazł po wystąpieniu z urzędu 
umieszczenie w kancelaryi adwokata Pawła Ro- 
dakowskiego, posiadającego rozległe stosunki, 
wielką klientelę, mir w kraju i u władz rządo- 
wych. Sława lojalności Rodakowskiego zasła- 
niała Smolkę przed podejrzeniami, liczna jego
		

/bialynia016_0001.djvu

			16 


klientela przygniatała z drugiej strony Smolkę 
clęzarem zajęć. 
Tylko dzięki niezwykłej energii i wytrwa- 
łości w pracy zdołał Sm olka godzić przyjęte 
na się obowiązki; prowadzić sprawy w kance- 
laryi Rodakowskiego, kierować sprzysiężeniem 
i przygotowywać się do doktoratu, który złożył 
w dniu 24. czerwca 1836. 
Pomimo trudne warunki egzystencyi, 
łożył Sm olka na cele konspiracyi tak wiele, iż 
go nazywano żartobliwie "ministrem finansów 
związku", a że i obowiązki opiekuna tylu sierót 
pociągały za sobą nieprzewidziane nieraz wy- 
datki, musiał odmawiać sobie wszystkiego, co 
nie było bezwarunkowo niezbędnem. Dość po- 
wiedzieć, że za obiad płacił w pokątnej restau- 
racyi miesięcznie 4 złr. m. k. czyli dziennie 8 kro 
m. k., (odpowiada obecnie 28 halerzom), a na ko- 
lacyę posilał się często kromką suchego chleba. 
Rozwijał tymczasem lwowski "Zbór ziem- 
ski" pod kierunkiem Smolki żwawą działalność, 
zabezpieczony przytern przed odkryciem prakty- 
cznemi urządzeniami, które uwalniały Smolkę 
jako kierownika związku od osobistego styka- 
nia się z podwładnymi organami spisku, lubo 
miał o nich wszystkich dokładne wiadomości. 
Członkowie nie wiedzieli również nawzajem 
o sobie i o swych czynnościach więcej, aniżeli 
to, co mogli spostrzedz z osobistych stosun- 
ków. W celu utrzymania komunikacyi między 
"Zborem ziemskim" a podwładnemi "Radami 
obwodowemi" istniał "Komitet koresponden- 
cyjny", na którego czele stał znów nie kto inny 
jak - Smolka, tak że w jego rękach spoczy- 
wała cała korespondencya między tern i dworna 
ogniwami sprzysiężenia. 
Był on zresztą organem komunikacyjnym 
między "Zborem ziemskim" we Lwowie a "Zbo- 
rem głównym" w Krakowie, a tern samem w po- 
siadaniu wszystkich tajemnic sprzysiężenia.
		

/bialynia017_0001.djvu

			17 


Kilku zaledwie cztonków konspiracyi wie- 
dziato, jak ważne zadanie dzierży t w swych 
dtoniach Smolka, ten zaś, oddany pracy cichej, 
nie zwracającej na siebie uwagi, dąży t wytrwale 
do celu, zaktadat energicznie Rady obwodowe 
po prowincyi, jak w Przemyślu, Samborze, Zło- 
czowie, Sanoku, Kotomyi i Stanistawowie, po- 
wotywat do życia Komitety: dla kleryków w pol- 
skich i ruskich Seminaryach, dla mtodzieży aka- 
demickiej i szkół średnich, w końcu Komitet 
wojskowy dla oficerów i podoficerów konsy- 
stujących w Przemyślu putków. 
W r. 1836 zajęty wojska rządów "opiekuń- 
czych" Kraków i ustanowity tamże austryacką 
policyę, a wypadki te rozbiły dziatalność "Zboru 
gtównego". - Cztonkowie zjechawszy w lipcu 
do Lwowa, obrali stolicę Galicyi za swe siedli- 
sko i ukonstytuowali tutaj na nowo organizacyę. 
Wsktad jej weszli Goszczyński, Malinowski, 
Szczepanowski, Korecki, Smolka, Hefern i Rayski. 
Malinowski, wyznawca systemu terory- 
stycznego, dążył do stosowania środków gwał- 
townych, do ruchu zbrojnego. Popierał go 
wtem Szczepanowski; sprzeciwiał się nato- 
miast energicznie Sm olka wraz z lwowskimi 
swymi kolegami. Wiedzieli oni doktadnie w ja- 
kim duchu obrabiata biurokracya austryacka od 
pół przeszto wieku lud wiejski, jak występo- 
wała wszędzie i zawsze w roli obrońcy chło- 
pów, przeciwko rzekomemu uciskowi szlachty, 
identyfikowała szlachtę z ideą niepodlegtości 
Polski i wszczepiata w chłopów przychylność 
dla Austryi. 
Smolka i jego zwolennicy odczuwali po- 
trzebę długiej, a mozolnej pracy, oświaty i umo- 
ralnienia tych, którzy wywierają bezpośredni 
wpływ na lud, a następnie umoralnienia sa- 
mego ludu. 
Zwalczając zapalczywie umiarkowany kie- 
runek pracy spiskowej, nazywat Malinowski 
2
		

/bialynia018_0001.djvu

			18 


uszczypliwie Smolkę i Heferna "Niemcami"; 
w końcu przekonał się jednak, że nie zdoła 
przełamać ich stanowczości. - Gdy ponadto 
spostrzegł, iż władze rządowe są na tropie jego 
agitacyi spiskowej, iż niemożliwym jest dalszy 
pobyt w ukryciach, jakie jemu i Szczepanow- 
skiemu udzielali Smolka, Prochaska i inni kole- 
dzy konspiratorzy, opuścił razem z Szczepa- 
nowskim mury Lwowa. 
Na czele "Zboru głównego" pozostał tylko 
tryumwirat: Sm olka, Goszczyński i Hefern 
i pracował w zaciszu, spokojnie, nie zwracając 
na siebie uwagi rządu. Pod tern nowem kie- 
rownictwem przetrwało stowarzyszenie wiele 
burz i katastrof, jakie dotykały jego odnóg, albo 
też odszczepionych od niego związków. Orga- 
nizacya, której duszą był Smolka, ogarniała cały 
kraj siecią kółek spiskowych. Członkowie tych 
kółek byli wszyscy wyznawcami zasad demo- 
kratycznych i republikańskich, powolnej, wy- 
trwałej propagandy, czystości obyczajów, uczci- 
wości i stałości charakteru. 
Nastąpiły tymczasem nowe, a surowe za- 
rządzenia rządu austryackiego. Kazano wszyst- 
kim wychodźcom pod grozą wydania ich Rosyi, 
opuścić do 24. czerwca 1837 Galicyę i wyjechać 
do Francyi. 
Do tego rozkazu nie zastosował się Gosz- 
czyński, pozostał i ukrywał się w kraju ścigany 
listami gończymi, śled?:ony argusowem okiem 
policyi. Dzięki tylko przychylności Wacława 
Zaleskiego, wówczas sekretarza przy prezyden- 
cie lwowskiego gubernium, mógł spędzać przez 
kilka jeszcze miesięcy tułaczy żywot we Lwo- 
wie, ukrywany przez Smolkę na każdą noc 
w innem schronieniu. 
Po wyjeździe Goszczyńskiego spoczął ster 
spraw spiskowych wyłącznie w rękach. Smolki. 
Pracował on pod wrażeniem wzmagających 
się aresztowań, pod grozą zd
ojonej baczności
		

/bialynia019_0001.djvu

			organów policyjnych, pracował więc z tern 
większą ostrożnością i przezornością, a dążący 
do zbrojnego ruchu, przeciwnicy Smolki, kuli 
tymczasem, niebaczni, przeciw niemu intrygi, 
zarzucali mu b.k energii i odwagi, grożący 
rozprzężeniem organizacyi. 
Jakżeż błędnemi były ich zapatrywania, 
jak zwodniczerni nadzieje!... 
Wypadki lat najbliższych niezbite dały tego 
dowody... 
Wszczęła się silna walka między kierowa- 
nym przez Smolkę "Zborem głównym" a lwow- 
skim "Zborem ziemskim" ulegającym wpływom 
"Centralizacyi Towarzystwa demokratycznego 
polskiego we Francyi", i doprowadziła do roz- 
wiązania wszystkich "Zborów ziemskich" i "Ko- 
mitetu akademickiego" przy pozostawieniu tylko 
"Rad obwodowych" i "Komitetów specyalnych". 
Wówczas to spowodowali Ryszard Her- 
mann i Eugeniusz Chrząstowski, utworzenie 
w dniu 1. września 1837 nowego związku pod 
nazwą "Młodej Sarmacyi", a bieg spraw kon- 
spiracyjnych wartkiem popłynął korytem. 
W czasie najgorętszych robót spiskowych 
ubiegał się Smolka o rękę Leokadyi Backe- 
równej de Salzheim, córki wyższego urzędnika 
salinarnego, urodzonej w Czerniowcach r. 1815. 
Odczuwając wielką odpowiedzialność w razie 
związania losu ukochanej osoby z losem kon- 
spiratora, zagrożonego co najmniej długoletnierri 
więzieniem, jeśli nie szubienicą, wtajemniczył 
Sm olka przed zaręczeniem się swą wybraną, 
w cele spisku i w swoje kierownicze w nim 
stanowisko. 
A ona... 
Ona, mając jasną świadomość o tern, co 
ją czekało w danym razie, jako narzeczoną, 
lub żonę zbrodniarza stanu, nie posiadającego 
prywatnego majątku, nie zawahała się ani chwili 
oddać swą rękę dzielnemu mężowi, kochanemu 
2* 


19 


.
		

/bialynia020_0001.djvu

			20 


i cenionemu przez towarzyszów, pierwszemu 
w ich kole, wybornemu szermierzowi i tance- 
rzowi, skoro on odkrył jej tajemnice grożących 
mu niebezpieczeństw, zaufał i stanął przed nią 
w aureoli Konrada. e 
I rozpoczęła się trzyletnia epoka narze- 
czeństwa; ona drżała o los ukochanego, on 
o jej zdrowie. Co roku spędzała Backerówna, 
zagrożona piersiową chorobą, lato w Winnikach, 
Sm olka zaś dążył tam codziennie pieszo, po 
wyjściu z biura adwokata Rodakowskiego, bez 
względu na deszcz i niepogodę. 
. Zamianowany nareszcie dekretem nadwor- 
nym z 30. lipca 1840 adwokatem we Lwowie, 
stanął w dniu 18. sierpnia 1840 na ślubnym 
kobiercu w Korczynie obok Stryja, gdzie narze- 
czona spędzała lato na żętycznej kuracyi. 
Nie przeczuwali wtedy nowożeńcy, iż 
przyjdzie im w rok później, z mocy zarządzeń 
władz śledczych, rozłączyć się na lat parę. 
Już w jesieni r. 1837 weszła była podczas 
koncentracyi wojsk "Sarmacya" w bliższą sty- 
czność z oficerami 10. pułku piechoty im. Ma- 
zuchelli i doprowadziła po rozwinięciu się spi- 
sku, do uchwały rewolucyi wojskowej z wio- 
sną r. 1840. 
Zanim rzecz dojrzała do czynu, przecięła 
zdrada arterye sprzysiężenia, a wojskowi i cy- 
wilna młodzież zapełnili .śledcze więzienia.
		

/bialynia021_0001.djvu

			III. 


UWIĘZU;l\"lE SMOLKI. - OWCZ}'SNY TRYBUNAŁ KARNY. - TRYB Ży- 
CIA W!ĘŹXIÓW POLITYCZNYCH. - SYSTEM INKWIZYCYJ. - SAMO- 
BÓJSTWO }'ERDYNANDA THURMANNA. - S1IOLKA SKAZANY KA ŚMIERĆ. - 
CESARZ NU; ZATWIERDZA WYROKU. - SMOLKA ODZYSKUJE WOLNOŚĆ. 


Wykrycie spisku wojskowego i uwięzienie 
kilkudziesięciu jego członków, do których na- 
leżeli obok wielu żołnierzy, podoficerów i ka- 
detów oficerowie: major N. hr. Tossetti, kapi- 
tan N. Rawicz z Barachki Szachłacki, porucznicy: 
Gustaw br. Biechini, Rajmund Majewski, Karol 
SOldner von Soldenhoffen, Józef Weinberger, 
Józef Whist, podporucznicy: Wacław Aganas, 
Adolf Auffenberg, Norbert Auffenberg, N. Boh- 
mus, N. Boos, Roman Broniewski, Tomasz 
Dmitrasinowich, N. Favini, Edward Hibl, Gustaw 
Kallinger de Aspernkampft, Piotr Obermajer, 
N. Podrzycki, N. Scholz, Edward Stradiot, N. 
Strzelecki, kapelan ks. Feliks Skibiński etc. po- 
ciągnął za sobą donośne skutki także i dla or- 
ganizacyi cywilnych. Padały ciosy jeden po 
drugim, więzienia napełniały się ofiarami, cały 
Lwów wydał się jednem wielkiem więzieniem. 
W dniu 29. sierpnia 1841 przyszła kolej 
na Smolkę. W rok po ślubie a w cztery ty- 
godnie po narodzeniu syna Władysława, zja- 
wiła się komisya o godzinie 6. rano w mie- 
szkaniu Smolki przy ulicy Wałowej, w kamie- 
nicy krawca Jana Kubickiego i odwiozła go do 
gmachu policyi pod zarzutem udziału w tajnych
		

/bialynia022_0001.djvu

			22 


związkach, mających za cel zaprowadzenie 
w krajach dawnej Rzeczypospolitej polskiej 
Rządu narodowego, opartego na zasadach de- 
mokratycznych. 
W tym samym czasie uwięziono też, pó- 
źniejszego towarzysza kaźni Smolki - FloryaI1a 
Ziemiałkowskiego, adjunkta prawniczego fakul- 
tetu na lwowskim uniwersytecie, cieszącego się 
wziętością w spiskowej Radzie akademickiej, 
zarazem wśród wpływowych sfer niemieckich. 
Poznał się bliżej Ziemiałkowski z temi sferami 
jako prywatny nauczyciel w domu Kriegshabe- 
rów, potomków neofitów, wzbogaconych na 
dostawach dla wojsk austryackich. 
Uwięzienie Smolki wywołało współczucie 
świata biurokratycznego, ubolewającego nad 
utratą tak przydatnego "indiwiduum", któremu 
uśmiechała się urzędowa karyera. 
Los ten Smolki był "tragicznem rozwiąza- 
niem dramatu, rozgrywającego się od wielu lat - 
walki między wynarodowieniem a patryotyzmem, 
między biurokratycznym nihilizmem, a republi- 
kanizmem w formie historycznej polskości". 
Tragiczność tej katastrofy była tern dot- 
kliwszą, iż powodowała ona ruinę jego mate- 
ryalnego położenia. Nie posiadał Smolka ma- 
jątku, ani skromnych nawet oszczędności; prze- 
ciwnie znaczne długi zaciągnięte przy urządze- 
niu kancelaryi. Ofiarował się wprawdzie z po- 
mocą szlachetny Rodakowski i prowadził adwo- 
kacką kancelaryę Smolki za pośrednictwem 
kierownika, pomoc Rodakowskiego zdołała atoli 
zaledwie ochronić rodzinę od niedostatku; o po- 
lepszeniu interesów i mowy być nie mogło. 
Na początku procesów politycznych owej 
epoki sterował lwowskim sądem kryminalnym 
prezes Józef Pressen, człowiek ogólnie nie lu- 
biany, o którym twierdzono, iż zmuszał tortu- 
rami więźniów do składania pożądanych zeznań. 
Zemściła się na nim nemezys dziejowa, syno-
		

/bialynia023_0001.djvu

			23 


Wie Jego bowiem przekształcili się na gorących 
patryotów polskich i brali udział w późniejszych 
pracach narodowych. Po Pressenie zajął miejsce 
Maurycy Wittmann, urzędnik gładki, lecz również 
wrogo usposobiony dla Polaków. Jako radca 
sądowy w Czerniowcach, poznał był tamże 
Wołoszyna rodem z Zuczki, niejakiego Leoni- 
dasa Janowicza, którego sprowadził następnie 
do Lwowa i używał w procesach politycznych 
jako swą prawą rękę. 
Do senatu zbrodni politycznych należeli 
najzaufańsi radcy Niemcy: Maksymilian Fi.iger 
von Rechtborn, Karol Kratky, Franciszek Wo- 
tawa, Maurycy Hoch, Karol Pohlberg, dalej 
auskultanci Maurycy Auffenberg, Jan Jamelka, 
Wincenty Fiłous, Franciszek Martinet i zniem- 
czony Węgier Wiktor Sellyey. Do senatu wy- 
rokującego powoływano też i Polaków, których 
musiała mieć władza sądowa pewien zastęp 
wobec ustawicznej styczności z ludnością pol- 
ską. Tymi Polakami ł)yli radcy: Antoni Schatzel, 
Michał Lenartowicz, Łukasz Kulicki, Franciszek 
W oytowicz, Bazyli Sembratowicz, Michał Sia- 
tecki, Andrzej Krzyżanowski, Ignacy Macieliński 
i Bazyli Kuryłowicz. Należeli oni po większej 
części do cerkwi greckiej, okoliczność ta jednak 
nie odejmowała nikomu poczucia i nazwy Po- 
laka, kwestya ruska bowiem obcą była ówcze- 
snemu pokoleniu. Rusini istnieli tylko w cerkwi, 
poza cerkwią czuli się Polakami. . 
O powyższych radcach-Polakach, Kuryło- 
wiczu, Woytowiczu i Sembratowiczu, daje ów- 
czesny auskultant, późniejszy zasłużony i ce- 
niony adwokat Antoni Dąb-Dąbczański w swych 
pamiętnikach nie najlepsze świadectwo. Sem- 
bratowicz był"- twierdzi on - zacnym lecz 
bojaźliwym człowiekiem, dwaj inni byliby i na 
rodzinnego brata wydali wyrok śmierci. Prawie 
żaden z tych radców nie starał się poznać bli-
		

/bialynia024_0001.djvu

			24 


ze] sprawy, w której miał wotować, lecz szedł 
na ślepo za zdaniem referenta. 
Tacy wotanci byli naturalnie wygodnem 
narzędziem w rękach rządu. 
Gdy z policyi lub władzy administracyjnej 
wpłynęło doniesienie o popełnionej zbrodni 
politycznej, przydzielał prezes sprawę jednemu 
z radców (nie Polaków) a ten łączył odtąd 
w swej osobie funkcye prokuratora, czyli oska- 
rzyciela, sędziego śledczego, obrońcy i sędziego 
wyrokującego, jako sprawozdawca przy sesyi. 
Tok śledztwa odbywał się w największej ta- 
jemnicy. Ustawa wymagała wprawdzie obecno- 
ści dwóch świadków sądowych, czyli asesorów, 
lecz tych powoływano zwykle tylko do podpi- 
sania gotowego już protokołu, do samego śledz- 
twa zaś jedynie wówczas, jeżeli obwinionemu 
nie były obce przepisy prawa, i zachodziła 
wobec tego obawa demonstracyi. Sesye były 
również tajemne. Prezes, referent, wotanci, pro- 
tokolant, oto skromny zastęp obecnych. Prócz 
nich nie był nikt inny przytomnym, nawet sam 
oskarżony. Wyrok sądu kryminalnego przedkła- 
dano apelacyi, następnie najwyższemu trybuna- 
łowi w Wiedniu, skąd wracało ostateczne orze- 
czenie do sądu pierwszej instancyi w celu ogło- 
szenia i wykonania. 
Los ówczesnych inkwizytów i więźniów 
politycznych był tern boleśniejszym, iż prawo 
nie czyniło przed r. 1850 różnicy między nimi 
a zbrodniarzami pospolitymi. 
Jeżeli obecnie odczuwa społeczeństwo 
w tej mierze olbrzymi postęp, j
żeli zmieniły 
się na korzyść stosunki, a praktyka sądowa, 
a proceder karny biorą w rachubę wszelkie 
możliwe okoliczności i względy w interesie po- 
spolitego nawet zbrodniarza, to jest to bez- 
wątpienia zasługą tego pokroju i poświęcenia 
ludzi, co Franciszek Smolka i jego dzielni towa- 
rzysze. Szli oni w bój w imię zasad swobód
		

/bialynia025_0001.djvu

			25 


i ludzkości, doznawali udręczeń, jęczeli w wię- 
zieniach, a tern cierpieniem swem i kajdanami 
torowali drogę następnym pokoleniom ku lepszej 
przyszłości. 
Lecz wróćmy do procesu Smolki, którego 
pierwsze przesłuchanie przeprowadził radca 
Hoch, w dniu 31. sierpnia 1841. W dwa tygo- 
dnie później odstawiono inkwizyta do więzienia 
sądu kryminalnego, istniejącego do dziś dnia 
przy ulicy Batorego l. 3. Tam umieszczono 
więźnia na pierwszem piętrze w brudnej, zaplu- 
gawionej kaźni Nr. 23, mającej zaledwie cztery 
kroki szerokości i tyleż długości, a zastawionej 
ponadto tapczanem. Małe okno, opatrzone dru- 
cianą siatką, żelaznemi sztabami i drewnianym 
koszem, mało dopuszczało też z góry światła i od- 
słaniało widok jedynie na skrawek niebios. - 
Pod względem braku światła było więc więzie- 
nie istnym zamachem na zniszczenie wzroku. 
W dzień panował zmierzch w kaźni, w nocy 
nie wolno było używać światła; czytanie było 
przeto prawie niemożliwem. Nie wolno było uży- 
wać przyborów do pisania: papieru, pióra, 
atramentu, ołówka, nie wolno było używać no- 
życzek, nożyków, igieł, szpilek, widelców i no- 
żów do jedzenia -- które zastępowano palcami. 
Zakaz palenia tytoniu był tern dotkliwszym, 
iż w kaźniach stały stolce, wypróźniane tylko 
z rana i wieczorem, a o desinfekcyi cel, nikt 
wówczas nie myślał. 
Inkwizytom było wolno nosić własną bie- 
liznę i własne suknie i stołować się własnym 
kosztem, za wysoką opłatą u dozorcy więzie- 
nia. Wikt ten był jednak haniebnym, a zażalenia 
niebezpiecznemi, gdyż dozorca miał sposobność 
dokuczania więźniom. 
W pospolitym wikcie więziennym, stano- 
wiła jedno z głównych dań, osławiona sałama- 
cha, której trącący kwasem wyziew zapełniał 
cały gmach pokarmelicki. Roznoszono ją w drew-
		

/bialynia026_0001.djvu

			26 


nianych, obrzydliwych naczyniach. Nawet t. z. 
szpitalka, czyli wikt dla chorych, nie był bynaj- 
mniej lekkim. Stanowiła go zupa kminkowa, 
barszcz, kasza, kartofle lub coś podobnego. 
Jednem z naj dotkliwszych urządzeń były 
nocne rewizye wszystkich kaźni, przy głębokiej 
ciszy, niby wśród grobowców podziemnych, 
przy której rozchodził się tylko echem takt 
zegara ściennego i odbijało się o ściany, od 
czasu do czasu, hasło posterunków. 
Około godziny dziesiątej wieczorem po- 
wstawał łomot, łoskot, skrzyp kluczów w zam- 
kach, dźwięk prętów żelaznych i brzęk antab 
i przerywał gorączkowe myśli i marzenia wię- 
źniów. To klucznik z latarnią i dozorca więzień, 
w asystencyi strażnika i posterunku wojska 
liniowego, przeprowadzali nocną inspekcyę. Za- 
świecił klucznik latarnią w oczy leżącemu na 
tapczanie więźniowi, przekonał się, że jest i że 
żyje, potrząsł kratą u okna na dowód, że cała, 
nie przepiłowana, oglądnął ścianę i deski po- 
dłogi, stwierdził, że nie ma żadnego otworu 
i zamknął wrzeciądze z tym samym łoskotem, 
z jakim weszła komisya do celi więziennej. 
Proceder taki powtarzał się znów po pół- 
nocy. 
Około godziny siódmej rano otwierał 
klucznik po raz trzeci celę, pospolici zbrodnia- 
rze spełniali funkcye posługaczy, sprzątali kaźnie 
i roznosili razem z wodą kleik, ranny posiłek 
więźniów. 
Czwartej wizycie klucznika towarzyszył 
lekarz więzienny, kontrolował stan zdrowia, 
w danym razie zaś stwierdzał, czy i o ile do- 
tyczący inkwizyt zdolnym jest. do wytrzymania 
cielesnej chłosty, jaką stosowano w owych cza- 
sach nawet wobec politycznych przestępców. 
W czasie piątej wizyty klucznika przyno- 
sił posługacz obiad, podawany w dwóch gar- 
nuszkach, obok których leżała drewniana łyżka.
		

/bialynia027_0001.djvu

			27 


W odnisty kleik, jaki inaugurował dzienny 
posiłek, zamykał i wieczorny cykl pożywienia. 
Samotność, ta straszna tortura psychiczna, 
wtykała do rąk więźniom sztukę komunikowa- 
nia się z towarzyszami niedoli za pomocą pu- 
kania o ściany kaźni. Niektórzy dochodzili w tej 
mierze do pewnej doskonałości. Rzecz nie 
zawsze była łatwą do przeprowadzenia, nadzór 
bowiem więzienny i straże wojskowe przeszka- 
dzały porozumiewaniu się kolegów. Zawisłem 
to było zresztą od okoliczności, którego pułku 
żołnierze stali na warcie. Węgrzy byli względni, 
ludzcy, żołnierze krajowych pułków natomiast 
opryskliwi, ostrzy, kłótliwi i dokuczliwi. 
Wkrótce sprzykrzyła się gorącej, niecier- 
pliwej krwi lackiej nudna metoda pukania, a jej 
miejsce zajęła bezpośrednia pogawędka przy 
oknie, o tyle niebezpieczna, iż grożąca zamknię- 
ciem okna na kłódkę i narażeniem więźnia na 
straszną atmosferę, istne źródło zabójczych cho- 
rób. Trzymając się kraty otwartego okna, wi- 
sząc na pół w powietrzu, gawędzili z wnętrza 
kaźni, nie widząc się, towarzysze baczyli tylko, 
by stojący pod oknami żołnierz nie czynił w tej 
mierze przeszkód. . 
Z początkiem r. 1842 zniesiono samotność 
u więźniów politycznych, lecz ulga ta była drogo 
okupioną, gdyż okupioną życiem jednego z naj- 
zacniejszych kolegów, życiem Ferdynanda ThOr- 
manna. Młodzieniec ten, syn byłego starosty 
cyrkularnego w Tarnopolu, oddany całe m ser- 
cem sprawie ojczystej, wzbraniał się długo ze- 
znawać przed sędzią śledczym, radcą Pohlber- 
giem, na niekorzyść swoich towarzyszów. 
Po bezowocnem naleganiu użyto podstępu 
i przedstawiono mu zmyślone zeznania spiskow- 
ców. Uwierzywszy w prawdziwość zeznań tych, 
powtórzył ThOrmann ze swej strony okoliczno- 
ści i zgubił mimo woli przyjaciół. Gdy sprawa 
wyszła przy konfrontacyi na jaw, spostrzegł
		

/bialynia028_0001.djvu

			28 


ThOrmann swoją łatwowierność, toż w rozpa- 
czy targnął się na własne życie. Jedwabna 
chustka zdjęta z szyi i przywiązana do kraty 
-okna, przecięła 22. lutego t 842 nić jego żywota. 
Władze sądowe, uważając melancholię 
wywołaną ąamotnością, jako powód samobój- 
stwa, poczęły odtąd umieszczać w jednej kaźni 
po dwóch więźniów. 
Smolka, który wskutek złych warunków 
hygienicznych nabawił się był chronicznego za- 
palenia ócz i szkorbutu, otrzymał ponadto do 
swej arcyciasnej celi, za towarzysza, obrzydli-o 
wego złodzieja, i wiele trzeba było zabiegów 
i usiłowań, aby uzyskać zmianę w tym kie- 
runku. 
Dzień 17. października 1842 r. przyniósł 
Smolce wybawienie z duchowych udręczeń, 
dostał jako towarzysza kaźni, jak wspomnieliśmy 
już, Floryana Ziemiałkowskiego. Później był to- 
warzyszem jego Jan Marin. 
Składając zeznania swe przed sędzią śled- 
czym, przestrzegał Smolka zasady nie przyzna- 
wania się o ile możności do żadnych czynów, 
osłaniania wszystkiego tajemnicą i nie kompro- 
mitowania swych wspólników, to też stało się, 
że jakkolwiek o całej organizacyi i działalności 
konspiracyjnej miał, jako głowa sprzysiężenia, 
dokładną wiadomość, uratowat wielu, niezna- 
nych innym spiskowcom, kolegów sprzysięże- 
nia, o których świat do dziś dnia nie wie i za- 
pewnie nigdy się nie dowie. Zajęli oni później 
wysokie urzędowe stanowiska. 
Spisawszy 797 arkuszy protokotów, zakoń- 
czył radca Hoch w dniu 4. października 1842 
śledztwo przeciw Smolce. Zakończenie inkwi- 
zycyi nie przyniosto jednak więźniowi żadnych 
donośnych ułatwień i ustępstw w przepisach 
surowego regulaminu kaziennego, pomimo za- 
biegów czynionych we Wiedniu i osobistej po- 
dróży tamże zrozpaczonej żony.
		

/bialynia029_0001.djvu

			., 


29- 


Zmieniono jedynie wobec dodania Ziemiał- 
kowskiego, celę na obszerniejszą pod Nr. 18,. 
w której siedział ongiś pułkownik Józef Zaliw- 
ski i oświetlano ją lampą, ustawioną na kury- 
tarzu przed zaszklonym otworem drzwi, roz- 
miarów 6 cali w kwadracie. 
Dalszy długi pobyt Smolki w murach wię- 
ziennych nabawił go niemocy, nabawił cierpień, 
ciężkiego oddechu, jako wyniku braku ruchu 
i świeżego powietrza. Dopiero porada współ- 
więźnia, doktoranda medycyny, Karola Żukow- 
skiego, przyniosła słabemu ulgę w cierpie- 
niach. 
W drugiej połowie roku 1844 docisnęły 
się do więzień wieści, iż proces zbliża się 
w najwyższym trybunale ku końcowi. Sąd za- 
stanowił śledztwo co do kilku więźniów, prze- 
ciw którym nie było należytych dowodów winy 
i wypuścił ich na wolność. Odzyskali wtedy 
swobodę dr. Maryan Dylewski i dr. Dominik 
Gębarzewski. Akta procesu odeszły tymczasem 
do gabinetowej kancelaryi w celu zatwierdze- 
nia wyroku śmierci przeciw innym skazanym. 
Do pocztu skazanych na śmierć należał 
i Smolka. 
Cesarz nie zatwierdził wedle decyzyi z 1. 
stycznia 1845 tego surowego wyroku najwyż- 
szego trybunału, to też uznano wprawdzie 
wszystkich winnymi zbrodni stanu, policzono 
im atoli kilkuletnie więzienie śledcze za pokutę 
i zarządzono uwolnienie z wyjątkiem tych, któ- 
rzy działali pod bezpośrednim wpływem pol- 
skiej Centralizacyi w Paryżu. Tym ostatnim wy- 
mierzono ciężkie więzienie w fortecy na lat kilka 
lub kilkanaście. 
Odzyskał wprawdzie Smolka w dniu 21. 
stycznia r. 1845 po półczwarta roku bolesnych 
przejść, upragnioną swobodę, utracił atoli prawo 
wykonywania praktyki adwokackiej, utracił do- 
ktorat i inne przywileje.
		

/bialynia030_0001.djvu

			30 


Otaczała go jednak aureola patryotyzmu 
i poświęcenia dla sprawy narodowej, aureola 
zdolności do rozwiązywania najważniejszych 
zadań w życiu publicznem, aureola męża, który 
zasłużył na wdzięczność narodu. 
Jakkolwiek więc został urzędownie pozba- 
wionym prawa utrzymywania formalnej kance- 
laryi adwokackiej, mógł po opuszczeniu wię- 
zienia znajdować - dzięki poparciu rodaków - 
w prowadzeniu interesów prawnych, jakie takie 
środki egzystencyi. 
Rok 1848 przywrócił mu utracone w tej 
mierze prawa. 


\
		

/bialynia031_0001.djvu

			IV. 


ROK 1846. - SMOLKA OCALA LWÓW OD KATASTROFY. - WIOSNA 
NARODÓW W R. 1848. - SMOLKA AUTOREM ADRESU, OFICERE
[ 
GWARDYJ, CZŁONKIEM "RADY NARODOWEJ". - TENŻE POSŁEM DO 
"REICHSTAGU '. - WYDATNA DZIAŁ"I.KOŚĆ I ZNACZ
;!nE S!lIOLKI JAKO 
POSŁA. - REWOLUCYA W WIEDNIU I ŚMIERĆ LATOURA. S:\IOLKA 
pm;ZYDENTEM SE.UIU W WIEDNIU I KRO
IlERZYŻU. - JEGO NlEZŁOMKA 
ENF.RGIA RATUJE TRON I PAŃSTWO OD KATAKLIZMU. - ROZWI1I,ZA- 
NIE SEJMU. 


Przygotowywała się tymczasem Galicya do 
zbrojnego powstania r. 1846, a utajona gałąź 
rozległej organizacyi z gorączkowym pracowała 
wysiłkiem. U steru spisku o najradykalniejszym 
kierunku, stali z ramienia Centralizacyi Towa- 
rzystwa Demokratycznego, Teofil Wiśniowski, 
późniejszy męczennik z r. 1847 i emisaryusz, fa- 
natyk, fantasta Edward Dembowski. 
Ten ostatni wezwał Smolkę w myśl daw- 
nych zobowiązań spiskowych, do objęcia na- 
czelnego kierownictwa ruchu we Lwowie i na 
Rusi; zanadto atoli trzeźwo patrzył Smolka na 
rzeczywiste położenie, iżby uległ żądaniu Dem- 
bowskiego. Wiedział on, iż lud wiejski nie po- 
prze powstania, co gorsza, zwróci się przeciw 
niemu, oświadczył więc emisaryuszowi, że go- 
tów jest wziąść w swoje ręce kierownictwo, ale 
tylko w tym celu, by zapobiedz wybuchowi 
powstania. 
Dembowski zagroził Smolce w myśl rewo- 
lucyjnego wyroku - szubienicą...
		

/bialynia032_0001.djvu

			32 


Ta groźba - odparł nieugięty Smolka - 
nie zmieni w niczem ani mego przekonania, ani 
postanowienia. Możebnem, że będę wisiał, ale 
jestem pewny, że uratuję młodzież od niechy- 
bnej zagłady i tych co nie umieją się liczyć 
z istotnymi czynnikami położenia. 
Rzeczywiście też zapobiegł Smolka wybu- 
chowi we Lwowie i uratował miasto od kata- 
strofy, jaka wśród pożogi, wśród - strug krwi 
bratniej, okryła żałobą polskie społeczeństwo 
i stwierdziła słuszność zapatrywań Smolki. 
Po strasznych grozach r. 1846, w epoce 
żałoby i milczącego rozpamiętywania wypad- 
ków przebywał Smolka bądź w domoweril za- 
ciszu, bądź za granicą, szukał ulg dla fizycznych 
cierpień w Marienbadzie, Helgolandzie i w Vay- 
Vay nad jeziorem Genewskiem. 
W dwa lata po katastrofie r. 1846 dojrzał 
zaszczepiony przez stronnictwa rewolucyjne o- 
woc, a po całej Europie - z wyjątkiem Rosyi 
i Turcyi - popłynęło hasło samorządu. Roz- 
poczęły Włochy i Francya, gdzie w dniu 24. 
lutego 1848 wybuchła rewolucya. Ludwik Filip 
wyjechał z kraju, runął tron królewski, a na 
gruzach jego wzniosła się Rzeczpospolita. Re- 
wolucya w Berlinie zniewoliła Króla do ogło- 
szenia amnestyi dla politycznych przestępców; 
lud berliński udał się do Moabitu, uwolnił tam- 
że Polaków uwięzionych za wypadki r. 1846 
i ciągnął w tryumfie ich wóz wśród okrzyków: 
"Niech żyje Polska! niech żyją Niemcy!" 
Gmach państwowy starej Austryi trzesz- 
czał w posadach, monarchii zagrażało .widmo 
finansowego bankructwa, mowa Ludwika Kos- 
sutha, wygłoszona w dniu 3. marca 1848 w sej- 
mie węgierskim była iskrą, która doprowadziła 
do wybuchu nagromadzony nad modrym Du- 
najem materyał rewolucyjny. W dniu 13. marca 
złożył kanclerz Metternich dostojeństwo swoje, 
wyjechał do Anglii, a w dwa dni później od-
		

/bialynia033_0001.djvu

			\.
 
.' 


.....,., 


, 
... 


,,"> 



 


fRANCISZEK SMOLKA 
prezydent Sejmu w Wiedniu Kromieryżu w r. 1848 i 1849. 


MaI. Korneli Szlegiel. 


Fot. J. Kościesza jaworski.
		

/bialynia036_0001.djvu

			czytał herold zgromadzonym przed rezydencyą 
cesarza Ferdynanda tłumom, patent konstytucyi. 
Wiadomość o rewolucyi wiedeńskiej i pro- 
kłamacyi monarszej doszła do Lwowa wieczo- 
rem 18 marca i w tej samej chwili wybrano 
komitet, zebrali się patryoci: Smolka, Hefern 
i Ziemiałkowski w celu ułożenia petycyi, wyłu- 
szczającej żądania ludności. Petycya ta, przepi- 
sana w kilku egzemplarzach, krążyła wsród ro- 
zmaitych kół obywatelskich, jako przedmiot oży- 
wionej dyskusyi. Była ona dziełem głównie 
Smolki, wyrażała demokratyczne, zarazem pol- 
skie zasady mieszkańców nadpełtwiańskiej sto- 
licy, żądała upragnionego od dawna zniesienia 
pańszczyzny, uwłaszczenia ludu, samorządu 
miejskiego, gwardyi narodowej, szkół ludowych, 
sądów przysięgłych, wolności druku, powszech- 
nej politycznej amnestyi itp. itp. 
Nazajutrz - była to nied
i-ela - pochwy- 
cił adres w swe ręce Jan Dobrzański, redaktor 
"Dziennika mód" wydawanego przez zamożnego 
krawca lwowskiego Tomasza Kułczyckiego i 
począł przy pomocy Józefa Dzierzkowskiego 
zbierać podpisy ludności. Tłumy publiczności 
zaległy plac Maryacki i przyległe ulice; wszy- 
scy cisnęli się do podpisu adresu, na którego 
czele widniało nazwisko Kazimierza hr. Dzie- 
duszyckiego z Niesłuchowa, a za nim tysiące 
nazwisk szlachty, mieszczan, urzędników, ma- 
gnatów, księży, żydów, robotników, rzemieślni- 
ków, a nawet służby w liberyi. Dzwon wieży 
ratuszowej zaalarmował pożar na przedmieściu 
żółkiewskiem, na plac Maryacki wystąpiła pie- 
chota, pod pałacykiem Biesiadeckich uszyko- 
wała się baterya dział, nadleciał szwadron hu- 
zarów witany okrzykiem: eljen! ulicą Krakow- 
ską przybyli pod redakcyę "Dziennika mód" 
zwartym szeregiem akademicy z profesorem 
Franciszkiem Strońskim na czele, a o godzinie 
szóstej wieczorem wyruszyła z adresem, zaopa- 
3 


33 


.
		

/bialynia037_0001.djvu

			. 


34 


trzonym w 12.000 przeszło podpisów, deputa- 
cya, złożona z 40 osób pod przewodnictwem 
księcia Leona Sapiehy i trzymając się pod rę- 
ce postępowała w pięciu szeregach przez plac 
Bernardyński pod gmach gubernialny. 
W szeregu deputatów kroczył twórca 
adresu Franciszek Smolka. 
I nastąpiła epoka najwydatniejszej, naj- 
świetniejszej jego działalności. Wyniosła go ona 
na czoło reprezentacyi społeczeństwa, oddała 
w jego ręce ster losów całego państwa, po- 
stawiła u szczytu znaczenia, zarazem jednak 
i odpowiedzialności i złączyła po wsze czasy 
'imię jego z dziejami "Wiosny narodów". 
Już zaraz po złożeniu adresu przez depu- 
tatów i uzyskaniu obietnicy gubernatora Fran- 
ciszka Stadiona, iż polityczni więźniowie odzy- 
skają bezzwłocznie swobodę, otrzymał Smolka 
wraz z księciem Leonem Sapiehą i adwokatem 
Piotrem Romanowiczem misyę ogłoszenia po 
kaźniach radośnej tej wieści. Chodzili więc do 
północy w towarzystwie prezesa sądu kryminal- 
nego Witmanna i auskultanta Antoniego Kozieradz 
kiego, zapowiadali więźniom, że nazajutrz rano 
zostaną wypuszczeni na wolność i zdobywali ich 
serca. W dwa dni później udał się Stadion na 
wszechnicę, rozdał broń i urządził legię akade- 
micką. rozwiązał zaś obradujące w ratuszu 
zgromadzenie i zawezwał Smolkę do Rady przy- 
bocznej, której posiedzenia odbywały się wie- 
czorami u gubernatora. Smolka brał zrazu 
udział w tych sesyach, jednak już w dniu 1. 
kwietnia nie zgadzając się z jej tendencyami 
prosił gubernatora o zwolnienie go od obowiąz- 
ków członka Rady i nie reagował na dalsze 
w tym kierunku zaproszenia. 
W dniu 27. marca przy wyborze oficerów 
w trzeciej kompanii Gwardyi narodowej, powo- 
łali koledzy na posterunek kapitana, AleksandFa 
hr. Fredrę, na posterunek porucznika zaś Fran-
		

/bialynia038_0001.djvu

			35 


ciszka Smolkę. Podporucznikami zostali wy- 
brani Mieczysław Daro}Vski, jan jaruntowski 
i dr. Oswald Menkes. Cwiczenia tej kompanii 
odbywały się na placu przed Biblioteką im. 
Ossolińskich. Gwardya pełniła służbę na głó- 
wnym odwachu, utrzymywała nocne patrole, 
i uczestniczyła w pochodach i uroczystościach. 
jako porucznik gwardyi wszedł Smolka 
.z mocy wyboru przez aklamacyę, w skład ko- 
mitetu powołanego przez akademię do dalszej 
organizacyi legii akademickiej Gwardyi naro- 
dowej itp. Współdziałali z nim jan Dobrzański, 
Piotr Gross i Robert Hefern. 
Bardziej jednak, aniżeli służba pod bronią, 
gorączkowała umysł Smolki kwestya doraźnego 
zawiązania pewnego rodzaju reprezentacyi, or- 
ganu opinii publicznej, mającego zastąpić miej- 
sce sejmu, złożonego z posłów wybranych 
przez ludność bez różnicy stanu. 
Ponieważ przeprowadzenie formalnych wy- 
borów było niemożliwem, postanowiono obwo- 
łać reprezentacyę przez grona obywatelskie. 
W tym celu złożył Smolka, w porozumieniu 
z Hefernelll i Dobrzańskim w dniu 13. kwietnia, 
komitet z ludzi cieszących się powszechnem 
zaufaniem. Zaproszono obywateli rozmaitych 
klas na posiedzenie w dniu 14. kwiett1ia, do 
kantoru "Dziennika mód" w kamienicy Kulczy- 
ckiego. W ten sposób powstała "Rada naro- 
dowa" w której skład weszli: Kasper Boczko- 
wski obyw. m., Ferdynand Cielecki obyw. w., 
Michał Czacki obyw. w., Mieczysław Darowski 
obyw. m., jan Dobrzański literat, jan Dymnicki 
czeladnik rzemieślniczy, Tytus hr. Dzieduszycki 
obyw. w., Aleksander hr. Fredro obyw. w., 
Piotr Gross adjunkt wydz. fil., Robert Hefern 
prawnik, Henryk janko obyw. w., józef Kabat 
obyw. w., ks. Piotr Korotkiewicz znakomity 
kaznodzieja zakonu 00. Dominikanów, ks. 
Onufry Krynicki kanonik kapituły gr. obrz., 
3*
		

/bialynia039_0001.djvu

			36 


Oswald Menkes adwokat, Abraham Mieses ban- 
kier, Sebastyan Moskwa krawiec, Antym Niko- 
rawicz obyw. w., dr. Albin Ruebenbauer adjunkt 
wydz. praw., Seweryn Smarzewski obyw. w., 
Franciszek Smolka, Maryan Sroczyński akademik, 
ks. N. Ustianowicz Bazylianin i ks. dr. Roman 
Zubrzycki prefekt Seminaryum łać. 
Organem "Rady narodowej" miało być 
czasopismo tego samego nazwiska, redagowane 
przez Jana Dobrzańskiego. 
Smolka wstąpił do Rady jako szeregowiec, 
nie występował on bowiem nigdzie jako trybun 
ludu, nie wyzyskiwał opinii publicznej, nie 
spekulował na rozgłos, któremu wielu zawdzię- 
czało wtedy swą chwilową wziętość, przemija- 
jącą tak, jak zmiennem było usposobienie opinii,. 
miotanej burzliwym prądem wypadków. Jakkol- 
wiek nie wysuwał się naprzód, uważano go 
w każdej ważniejszej czynności publicznej za 
niezbędnego. Nie powoływano go wprawdzie 
do żadnych prac agitacyjnych, do urządzania 
demonstracyj, nie był też używanym do różnych 
deputacyj mających zwykle na celu pobudzanie 
opinii publicznej i wywieranie nacisku na wła- 
dze, ilekroć razy jednak rozchodziło się o sta- 
nowcze działanie organizacyjne w imieniu na- 
rodu, na jego rzecz, zwracały się instynktowo 
wszystkich prawie oczy na Smolkę. 
Tak samo miała się rzecz z udziałem jego 
w pierwszych już pracach "Rady narodowej". 
Uczyniwszy praktyczny krok, utworzywszy 
w swem łonie komisyę finansową w celu ścią- 
gania pewnego rodzaju podatku narodowego, 
tworząc po prowincyi komisye obwodowe, po- 
wołano Smolkę do triumwiratu, sterującego we 
Lwowie pracami Komisyi centralnej. 
Zadanie triumwiratu było trudne i nie- 
wdzięczne. 
Gubernator Stadion pojmował dobrze i oce- 
niał znaczenie Smolki w ruchu narodowym, to
		

/bialynia040_0001.djvu

			37 


też gdy powziął myśl utworzenia około siebie 
pewnego rodzaju reprezentacyi obywatelskiej, 
jako organu paraliżującego czynności Rady na- 
rodowej, nie upatrzył nikogo innego, jak tylko 
Smolkę na męża, zdolnego do utworzenia ta- 
kiego koła. 
. Rachuba Stadiona zawiodła. Smolka niedał 
się skłonić do opuszczenia zajętego stanowiska, 
ani widokami łaski rządowej, ani świetnej ka- 
ryery. 
Nie mogąc dojść na tej drodze do zamie- 
rzonego celu, chwycił się Stadion środka rady- 
kalnego i zamknął lokal Rady w dniu 26. kwie- 
tnia 1848; a w dniu 3 maja utworzył z pomi- 
nięciem Smolki "Beirath" z którego łona wyszła 
niebawem smutna myśl utworzenia przeciw 
"Radzie narodowej" polskiej, czynnej i urzędu- 
jącej w prywatnem pomieszkaniu dr. Dominika 
Gębarzewskiego, "Rady narodowej" ruskiej, 
zwanej "Świętojurską". Był to pierwszy ofi- 
cyalny, otwarty krok do rozdwojenia i waśni 
dwóch bratnich ludów, która później tak ostre 
i gwałtowne przybrała kontury. 
Jakżesz trafne mial Sm olka przeczucie, 
gdy odmówił swego udziału w przybocznej 
Radzie Stadiona. 
Uchwała parlamentu niemieckiego, po- 
wzięta w Frankfurcie, aby wcielić całą monar- 
chię austryacką - z wyjątkiem Węgier - w skład 
Rzeszy niemieckiej, dała impuls do wielkiego 
Kongresu słowiańskiego w Pradze, zwołanego 
na dzień 31. maja 1848. Na Kongres ten wy- 
delegowała "Rada narodowa" Smolkę. Nie mógł 
on jednak brać czynnego w rozprawach udziału, 
gdyż wszyscy zebrani tamże Słowianie, w anta- 
gonizmie swoim przeciw Niemcom i Węgrom, 
oglądali się za sojuszem i oparciem o potężną 
Rosyę, pomimo wiadomego jej absolutyzmu 
i dzikości. Wpłynąwszy na członka Komitetu 
kongresu, księcia Jerzego Lubomirskiego, który
		

/bialynia041_0001.djvu

			38 


zdawał mu się hołdować idei panslawistycznet 
opuścił Sm olka w dniu 8. czerwca Pragę i udał 
się z polecenia "Rady narodowej" do Wiednia, 
aby się rozpatrzyć w sytuacyi i popierać wy- 
słaną tamże polską d eputacyę w jej działaniu. 
Wiedeń zostawał wtedy pod wrażeniem 
bolesnych przejść, jakie wywołali ministrowie 
nakazem rozwiązania Centralnego komitetu mło- 
dzieży akademickiej i Gwardyi narodowej. Około 
15.000 ludzi otoczyło 15. maja pałac ce- 
sarski i wniosło petycyę, domagającą się cofnię- 
cia powyższego postanowienia, a nadto zwo- 
łania sejmu ustawodawczego. Ministrowie zgo- 
dzili się na to, lecz skłonili 17. maja, cesarza 
do wyjazdu z Wiednia do Innsbruku. Ludność 
wiedeńska życzliwa dla rodziny cesarskiej pro- 
siła, by monarcha powrócił do stolicy, gdy je- 
dnak ministrowie, korzystając z tego wydali roz- 
kaz rozwiązania Legii akademickiej, rzuciła się 
26. maja do stawiania barykad i zmusiła rząd 
do odwołania rozkazu i cofnięcia liniowych 
wojsk do koszar. 
W Pradze objawiły się po wyjeździe Smolki 
poruszenia rewolucyjne, rząd postanowił roz- 
pędzić kongres. Komenderujący jenerał Alfred 
ks. Windischgratz zgromadzil' kilkanaście tysięcy 
wojska i rozstawił działa; przyszło do krwa- 
wego starcia między czeskim ludem, a żołnie- 
rzami. Żona komenderującego, stojąca u okna, 
została śmiertelnie ugodzoną zbłąkaną kulą.' 
Miasto zbombardowano, despotyzm wojskowy 
objął na nowo władzę, a oczy całej monarchii 
zwróciły się od Kongresu do ustawodawczego 
Sejmu. 
Do tego Sejmu zwanego' "Reichstagem" 
został wybranym jednogłośnie Sm olka z okręgu 
Lubaczowskiego, w dniu 26. czewca 1848. Cer- 
tyfikat wyboru. otrzymał tO. lipca i odtąd za- 
częła się jego czynność parlamentarna, pod 
prezydencyą dr. Józefa Kudlera. Nienawidząca
		

/bialynia042_0001.djvu

			39 


. 


go biurokracya nie omieszkała zaprotestować 
przeciw wyborowi za pośrednictwem niektórych 
gromad wiejskich, należących do okręgu wy- 
borczego, "Reichstag" odrzucił jednak protest 
wśród ogólnej wesołości w Izbie sejmowej, wy- 
wołanej ustępem protestu, określającego poli- 
tyczne zapatrywanie Smolki słowami: "jest On 
amnestyonowanym zdrajcą stanu, ani arysto- 
kratą, ani demokratą, lecz czystym republika- 
ninem" . 
Na 383 posłów całej monarchii, przypadało 
96 z Galicyi, 12 z Bukowiny, która stanowiła 
wtedy jeszcze jedną całość z Galicyą. Galicya 
dostarczyła największej ilości posłów - chłopów 
(38) i posłów szlachty, tudzież duchownych (17). 
Rozpoczynając swą działalność w przygo- 
towawczem posiedzeniu Sejmu, wydał Smolka 
pierwszy akt publiczny, polityczne wyznanie 
wiary, manifest do swoich wyborców, zakoń- 
czony słowami: "Miłość nie ograniczona dla 
drogiej nam Ojczyzny, połączona z oględnością 
jak najsumienniejszą, będzie dla mnie w tern 
trudnem zadaniu przewodniczącą gwiazdą. je- 
żeli wszyscy w zgodzie braterskiej połączeni za 
jej przewodnictwem pójdziemy, zaprowadzi nas, 
da Bóg, do przystani szczęścia drogiej naszej 
Ojczyzny... " 
Nie mamy zamiaru śledzić krok w krok 
codziennej, niestrudzonej działalności Smołki 
w "Reichstagu", przekraczałoby to ramy, zakre- 
ślone z góry dla niniejszej publikacyi, ograni- 
czamy się więc tylko na ogólnych rysach, stwier- 
dzających, iż poseł Lubaczowski stanął odrazu 
na wyżynie swojego zadania i wybił się szybko 
na czoło rzesz parlamentarnych. już przemó- 
wienie jego w czasie dyskusyi nad językiem 
rozpraw w "Reichstagu" i praca w Komisyi, 
wybranej do ułożenia stałego i dokładnego po- 
rządku czynności, zwróciły na niego uwagę Sejmu. 
Ofiarowano mu z miejsca godność jednego
		

/bialynia043_0001.djvu

			40 


z czterech kwestorów, lecz on wymówił się od 
zaszczytu. 
Cały dzień do późnej nocy schodził mu 
na konferencyach i naradach, raczej "pogadan- 
kach" jak je nazywał w swych listach do żony. 
Przy tych "pogadankach" poznawali go coraz 
to lepiej deputowani innych prowjncyi i - nau- 
czyli się go cenić. ' 
W dniu 31. lipca 1848 został obrany wi- 
ceprezesem sekcyi V., dnia następnego wszedł 
do wydziału, mającego za zadanie ułożenie 
programu Konstytucyi. Razem z nim zasiedli do 
tej pracy z ramienia Galicyi ks. biskup Jachimo- 
wicz i Ziemiałkowski. 
Płomienną była mowa jego, wygłoszona 
\8. sierpnia 1848 w odpowiedzi na czytany 
przez posła Iwana Kapuszczaka, kościelnego 
z Lachowiec p. Bohorodczańskiego, pamflet 
na szlachtę galicyjską, napisany dla Kapuszczaka 
przez nieprzyjaznego Polakom Niemca, czy też 
przez ruskiego księdza. Jędrne, pełne godności 
i powagi wywody Smolki i wniosek jego, aby 
Izba uznała zasługi obywateli Galicyjskich, po- 
łożone w sprawie wolności, zostały przyjęte 
hucznymi oklaskami. Otrzymał mnóstwo listów 
z gratulacyą, a jeden z wiedeńskich malarzy 
prosił go już w onczas o pozowanie, w celu 
sporządzenia kolorowego portretu i wydania 
kolorowanych litografii. 
Wpływy' jego w sferach ministeryalnych 
i najwyższych były tak potężne, że gdy 
wskutek ustąpienia Stadiona z stanowiska gu- 
bernatora Galicyi rozchodziło się o wybór jego 
następcy, zapytywano o zdanie także i Smolkę 
i jego to energiczne wystąpienie przeciw zda- 
niu Stadiona, zadecydowało wybór Polaka - 
Wacława Zaleskiego. 
Zasypywano go listami w sprawach pu- 
blicznych, w których okazywał się zawsze na- 
der chętnym i uczciwym. Doświadczyli tego
		

/bialynia044_0001.djvu

			41 


między innymi galicyjscy Żydzi. Odpisał im na 
zapytanie, iż będzie się starać o przyznanie 
Żydom zupełnego równouprawnienia, zaleca 
jednak gorąco, aby w razie spełnienia ich pra- 
gnień, korzystali z praw tylko nader zwolna 
i ostrożnie, i broń Boże nie wyzyskiwali ich na 
szkodę chrześcijańskiej ludności, a to pod grozą 
reakcyi. 
W dniu 14. września 1848 powołała Izba 
dr. Antoniego Strobacha, burmistrza Pragi 
i wiceprezydenta na posterunek prezydenta, 
Franciszka Smolkę zaś.,na pierwszego wicepre- 
zydenta "Reichstagu", tego ostatniego 221 gło- 
sami na 288 głosujących deputatów. 
Całe liberalne dziennikarstwo wyraziło się 
nader pochlebnie o Smolce, a i organa skraj- 
nego reakcyjnego stronnictwa pisały o nim 
z poważaniem i uszanowaniem. 
Przed Smolką stanęła otworem droga do 
dziejowej roli, jaką odegrał w niespełna mie- 
siąc później. 
Rozpoczął się najkrytyczniejszy, tak dla 
Wiednia, jak w ogóle dla całej Austryi, peryod 
rewolucyjny. 
Już 11. września dawał się odczuwać nie- 
pokój w stolicy monarchii, z powodu projektu 
Augusta Swobody o stworzenie "Zakładu dla 
kredytu osobistego" przemysłowców i kupców 
o 200.000 pięcioprocentowych ą.kcyach po 20 
złr. Wzburzenie tłumów wzmagało się z każdą 
chwilą, objęło swą akcyą kwestyę robotniczą 
i sprawy polityczne, a rozsrożone pospólstwo 
przypuściło. formalny szturm do gmachu Mini- 
sterstwa spraw wewnętrznych, rozbijało drzwi, 
łamało sprzęty, godziło na życie ministra bar. 
Antoniego Doblhoffa i dopuszczało się eksce- 
sów. Dnia następnego wyruszyło wojsko, a Mi- 
nisteryum ogłosiło akt rebelii. 
Wdał się w sprawę Sejm, gdzie wniesiono 
propozycyę przyzwolenia Ministerstwu dwu mi-
		

/bialynia045_0001.djvu

			42 


lionowego kredytu, na wsparcie przemysłow- 
ców i robotników. 
Powstały coraz to większe zawikłania, nie 
pozbawione intryg reakcyi, dążącej do zniwe- 
czenia uroku i powagi, jaką Sejm wówczas 
bezsprzecznie u ogółu posiadał. Ruch w mie- 
ście uderzał co chwila o Sejm, a Sejm oddzia- 
ływał znów na ten ruch; uchwalił przytem per- 
manencyę, nadającą parlamentowi piętno rewo- 
lucyjne, piętno tendencyi, zagarnięcia władzy 
wykonawczej w swoje ręce. Na wniosek Se- 
weryna Bilińskiego (późniejszego Nikad Baszy) 
wybrano Komisyę z pięciu do boku Ministe- 
ryum, któraby zdawała Sejmowi sprawę o biegu 
wypadków. Do Komisyi tej powołano Smolkę, 
, który przeprowadził. ze swej strony uchwałę 
Sejmu wzywającą Ministeryum, aby odwołało 
natychmiast wojsko z ulic. 
Odwołanie Owardyi i Legionu akademi- 
ckiego wziął Sm olka na siebie i wywiązał się 
z zadania znakomicie, posiadał bowiem już wiel- 
kie zaufanie u ludu wiedeńskiego, tak, że kilka 
słów jego, skierowanych do komendantów od- 
działów z zapewnieniem, iż wojsko odchodzi 
do koszar, wystarczało by i gwardye rozeszły 
się wśród okrzyku: Niech żyje Sejm! - do 
domu !... 
Po upływie pół godziny cicho było i pu- 
sto na ulicach Wiednia, jak gdyby wśród naj- 
spokojniejszych czasów. Wystąpienie z stanow- 
czym i radykalnym wnioskiem, źądającym cofnię- 
cia wojska, zjednało Smolce przychylność i wdzię- 
czność w masach ludności, postawiło go na 
najwyższym szczycie wziętości w stronnictwie 
demokratycznem. 
Dowodem ogólnego uznania był właśnie 
ofiarowany mu - jak wspomnieliśmy - fotel 
wiceprezydenta. 
Weszła na porządek kwestya węgierska.
		

/bialynia046_0001.djvu

			43 


Rząd wiedeński zajął krytyczne stanowisko 
wobec Węgrów; przybyła deputacya Sejmu wę- 
gierskiego do Sejmu austryackiego, wojna między 
Austryą a Węgrami stała się rychło pewnością. 
Podłożem jej był spór między Węgrami z jednej, 
a południowymi Słowianami i Słowakami z dru- 
giej strony. Spór ten toczący się głucho przez 
długie lata pod wspólnym uciskiem absolutyzmu, 
wybuchł jawnie z marcową rewolucyą. Reakcyjne 
stronnictwo Austryi popierało przeciw Węgrom 
Słowian węgierskich i stojącego na ich czele 
jenerała Józefa bar. Jellachicha de Buzim, bana 
Kroacyi, Slawonii i Dalmacyi, który wkroczył 
na czele czterdziesto-tysięcznej armii kroackiej 
(9. września) do Węgier. Wydelegowana na 
wniosek Kossutha, deputacya węgierska miała 
żądać od Sejmu wiedeńskiego pośrednictwa 
między Węgrami a dworem cesarskim, solida- 
ryzującym się z Kroatami. Nie przypuszczono 
jej jednak przed oblicze Sejmu wiedeńskiego. 
Uchwała powzięta w tej mierze w Sejmie 186 
głosami przeciw 108 popchnęła Węgrów do 
wojny, wywołała wielkie wzburzenie wśród 
sprzyjającej Węgrom ludności wiedeńskiej i była 
. zarzewiem rewolucyi, jaka już w kilka dni pó- 
źniej wybuchła w stolicy monarchii. 
Przeważna część Polaków z Smolką na 
czele - przychylna Węgrom, przeczuwająca 
zbliżanie się krwawej wojny domowej, głoso- 
wała z mniejszością przeciw ministeryum, a więc 
za przypuszczeniem Węgrów przed Sejm i zje- 
dnała tern sobie uznanie radykalnych dzien- 
ników. 
Zanosiło się na rychłą zmianę w łonie 
wiedeńskiego ministerstwa. Między innymi miał 
ustąpić Doblhoff, którego uważał Sm olka za 
najzacniejszego człowieka pod słońcem, chociaż 
może nie dość genialnego na tak trudne czasy. 
Wniósł więc w Sejmie interpelacyę do całego 
ministeryum, uzyskał dla osoby Doblhoffa po-
		

/bialynia047_0001.djvu

			44 


tężne wotum zaufania, a dla siebie zdobył nowy 
promień aureoli. 
W obec cywilnej odwagi Smolki, objawia- 
jącej się w sposób szlachetny, poważny i spo- 
kojny, stracili intryganci siłę, a zwycięstwo 
reakcyi zostało opóźnionem. 
Od czasu, jak Sejm odmówił przyjęcia 
deputacyi węgierskiej, trwała ludność wiedeńska 
w ciągłem gorączkowem wzburzeniu. Rząd au- 
stryacki przygotowywał wysłanie posiłków Jel- 
lachichowi, ludność bratała się z wojskiem i na- 
mawiała je do odmówienia posłuszeństwa w ra- 
zie, gdyby mu rozkazano iść do Węgier. Dzien- 
niki podawały korespondencyę między Jellachi- 
chem a nielubianym ogólnie austryackim mini- 
strem wojny Teodorem hr. Baillet de Latourem, 
przejętą przez Węgrów, która zdradzała zabiegi 
przeciw nim wiedeńskiego rządu. - Rząd ten 
ogłosił zresztą w dniu 5. października 1848 pa- 
tent cesarski, deklarujący Węgry w stanie oblę- . 
żenia i mianujący Jellachicha generalnym gu- 
bernatorem. 
Nastąpił wybuch, do którego impuls dał 
bezpośrednio wymarsz grenadyerów do Węgier. 
"Dziś byłem świadkiem okropnych scen" - 
donosił o tern Sm olka żonie w liście pisanym 
w ciągu pamiętnego posiedzenia w nocy z 6. 
na 7. października 1848. - "Będąc rano na 
konstytucyjnym wydziale, słyszałem, że przy 
kolei żelaznej i Tabor - BrOcke przyszło do kon- 
fliktu między wojskiem i ludem. Poleciałem tam 
natychmiast z (Leszkiem hr. Dunin) Borkow- 
skim. Początek tego ruchu był następujący: 
Ministeryum wysłało wojska w Wiedniu garni- 
zonowane, do Węgier. Lud nie chciał puścić 
wojska i wpłynął tak dalece na batalion grena- 
dyerów, że tenże przyszedłszy na kolej, oświad- 
czył, że dalej nie pójdzie. Przyszedłszy blisko 
mostu Tabor, słyszałem krzyk, że lud działa 
wziął, i widziałem jak lud ciągnął przednie koła
		

/bialynia048_0001.djvu

			45 


kilku dział. Oddział od Nassau atakował trochę 
ten tłum w chęci, jak się zdaje, odebrania tych 
dział. Lud tylko w kije i drągi uzbrojony, za- 
braniał wojsku przybliżenia, lecz rzeczywistego 
zetknięcia się nie było - co doskonale widzia- 
łem, bo byłem w środku między nimi. Wojsko, 
będąc w oddaleniu 10 kroków od ludu, dało 
ognia, a za tym przykładem poszło natychmiast 
wojsko, w tych stronach lokowane - grena- 
dyerzy strzelili w tem miejscu na Nassau i strzel- 
ców. Padł nie jeden obok mnie i nie jedna mi 
kula świsnęła koło ucha, nim się z tego tłumu 
wydobyłem. Przyrzekam, że będę ostrożniejszy. 
Pośpieszyłem natychmiast do sali sejmo- 
wej, nie mogliśmy jednak żadną miarą nakłonić 
Strobacha, aby zwołał posiedzenie... Pojechałem 
do Rady ministeryalnej i... żądałem, aby wojsko 
natychmiast z miasta wydalone zostało... wszystko 
nadaremnie! Zaczęto się bić w mieście i strze- 
lano okropnie... Wymogliśmy na Strobachu, aby 
posiedzenie zwołał... lecz już było za późno! 
Z wielką biedą wydobyłem się z budynku ministe- 
ryum wojny, albowiem wojsko się już cofało, 
strzelając żwawo... Dostałem się do sali sejmo- 
wej... Donoszą, że lud wziął ministeryum wojny, 
że ministrowie w największem niebezpieczeń- 
stwie, albowiem całe wojsko z miasta wypar- 
tem zostało. 
Mianują Komisyę ze mnie, (Alojzego) Bor- 
roscha, i (Józefa) Ooldmarka, aby pospieszyć 
na ratunek ministrom. Ze zdartych firanek po- 
robiliśmy sobie zaraz szarfy i białą chorągiew, 
którą ja niosłem, aby poznano, że Komisya 
sejmowa idzie. Wszędzie nas witano wiwatami. 
W ministeryum wojny zastaliśmy straszne spu- 
stoszenie, wszędzie wybijali drzwi, szukając mi- 
nistrów. Barasch, Ooldmark i ja uspokajaliśmy 
wściekłe tłumy; obiecano nam, że nic ministrom 
nie zrobią, że ich tylko aresztować chcą. Zna- 
leziono Latoura - broniłem go z największem
		

/bialynia049_0001.djvu

			46 


niebezpieczeństwem własnego życia. Nic nie 
pomogło; w moich oczach go zabili, a potem 
na Hof powiesili. Zginął zupełnie spokojnie. 
Pospieszyłem do sali sejmowej - Strobach 
uciekł, gdyż i przeciw niemu lud się oburzył, 
że nie chciał zwołać posiedzenia. Zająłem krze- 
sło prezesowskie... zagaiłem posiedzenie, wzię- 
liśmy do rąk władzę egzekucyjną, wydaliśmy 
najrozmaitsze rozporządzenia, wysłali deputacyę 
do cesarza... 
(Lud chce) koniecznie zdobyć Zeughaus 
i zabić wszystkich, którzy się tam znajdują. 
Gwardya z wałów wali działami do tej zbro- 
jowni. Zamknięci wściekle się bronią, widząc, 
że na wszelki wypadek zginęli... Kilku wysła- 
nych parlamentarzy zabili. Udało się ludowi 
zapalić zbrojownię... 
Wracając z Schonbrunu, deputacya przy- 
niosła odpowiedź cesarza, że na nowe mini- 
steryum zezwala i powiedziano mi, że mnie tam 
propononowano na ministra sprawiedliwości; 
ja jednak nie przyjmę... 
Okolice Wiednia miały powstać i być na 
pogotowiu, aby Wiedeńczykom nieść pomoc na 
wypadek potrzeby. 
Już 2-ga w nocy, a zbrojownia jeszcze 
w oblężeniu. Pisałem jeszcze jedną energiczną 
proklamacyę, aby ogień z jednej i drugiej strony 
zaniechany został. 
Dziwny traf! Właśnie dziś 7 lat byłaś u ce- 
sarza, aby się za mną wstawić - dziś jestem 
prezesem Sejmu ustawodawczego austrya- 
ckiego - na równi z cesarzem stojącego - 
który (Sejm) jeszcze do tego dziś okoliczno- 
ściami zmuszony, absolutną władzę do rąk wziął; 
a zatem reprezentuję dziś w Wiedniu najwyż- 
szą władzę. Lecz nie sądź, że zhardziałem; I 
jestem tak skromny i potulny, jak zawsze 
mówią jednak, że dobrze prezyduję...
		

/bialynia050_0001.djvu

			47 


Godzina 11. rano (7. października)... Trzeba 
wielkiej energii, aby się wszystko do góry no- 
gami nie przewróciło. Odbieram podczas po- 
siedzenia (pisząc ten list) ciągle telegraficzne 
depesze... robotnicy ze wszystkich stron do 
Wiednia koleją jechać chcą. Przyjdzie, jak mnie 
się zdaje, do walki z wojskiem zaciętej... Sejm 
ma u ludu wielką powagę... Rabują teraz arse- 
nał... nie widzę podobieństwa temu zapobiedz. 
Sam się dziwię, że jestem tak zupełnie spo- 
kojny, nie zatrwożony i nie zamięszany temi 
nieustającemi wiadomościami wielkiej wagi"... 
W chwili gdy Smolka pisał ostatnie te 
słowa, uwoziła partya dworska cesarza, pod 
pozorem spacerowej przejażdżki, jak najrychlej 
z Schonbrunnu do Ołomuńca, z obawy iżby 
dobrotliwy monarcha nie dał się nakłonić do 
dalszych ustępstw, niepożądanych dla kamarylli. 
Ta ostatnia skłoniła cesarza do podpisania 
przygotowanego przez nią manifestu, sprzecznej 
zupełnie treści z oświadczeniem panującego, 
danem deputacyi sejmowej i do wydania roz- 
kazu Windischgratzowi aby owładnął Wiedniem. 
W pięć dni po uprowadzeniu cesarza, zo- 
stał Sm olka . wybrany prawie jednogłośnie, pre- 
zydentem Sejmu. Czuwał on na czele Sejmu - 
wśród tegoż długiej permanencyi - bez przerwy 
moralnie i fizycznie nad spokojem i bezpieczeń- 
stwem nie tylko Wiednia, ale i całej monarchii 
i stał u szczytu swego znaczenia. 
Rząd nie taił się z dążnością do gwałto- 
wnego stłumienia całego ruchu, lud zaś przy- 
gotowywał się do obrony, ufny w pomoc W ę- 
grów. Utworzono gwardyę ruchomą, zorganizo- 
wano legiony, akademicki i polski, a komendę 
nad niemi i nad artyleryą oddano polskiemu 
jenerałowi Józefowi Bemowi. Dowództwo gwar- 
dyi narodowej spoczęło w rękach Wacława 
Messenhausera. W dniu 20 października stanął 
Windischgratz z jenerałami Auerspergiem i Jel-
		

/bialynia051_0001.djvu

			48 


lachichem pod murami Wiednia i otoczył pier- 
ścieniem stolicę monarchi; w trzy dni później 
zażądał bezwarukowego poddania się ludności 
na łaskę i niełaskę. Stolica nie myśłała jednak 
wcale o spełnieniu tego żądania. Przez cały 
tydzień stawili powstańcy dzielnie czoło. Tym- 
czasem Węgrów, którzy śpieszyli do Wiednia 
odparto pod Schwechat i 31. października zdo- 
byto miasto szturmem. Mord, rabunek, pożoga! 
Ogłoszono stan oblężenia, a jarzmo despotyzmu 
wojskowego zaciężyło nad mieszkańcami. Bem, 
przebrany za robotnika, umknął szczęśliwie do 
Węgier. Messenhausera, szlachetnego Roberta 
Bluma, członka zgromadzenia narodowego we 
Frankfurcie i Edwarda jełowickiego rozstrzelano. 
Wśród tych strasznych dni krwi i poża- 
rów dymu, wytrwał Sm olka mimo tysiącznych 
trudności i ciężkich prób, na swem naczelnem 
stanowisku, wytrwał niezłomnie, nie dał się 
usidlić pokusom rządowym, ofiarowującym mu, 
jak wspomnieliśmy, to prezydenturę sądu wyż- 
szego we Lwowie, to znów tekę tninisteryalną, 
salwował zarazem powagę ciała ustawodaw- 
czego wobec grozy rewolucyi i oblężenia sto- 
licy przez Windischgratza. Z oburzeniem odrzu- 
cił też ofiarowaną mu, znaczną sumę pieniężną, 
w zamian za przyczynienie się do rozwiązania 
Sejmu; nie mniej stanowczo oparł się z drugiej 
strony, poddaniu pod obrady wniosku, który 
wobec żądania Windischgratza, by Wiedeń zdał 
się na łaskę i niełaskę, domagał się detroniza- 
cyi Habsburgów i wygnania z kraju wszystkich 
członków tej dynastyi. 
Manifestem z 22. października 1848 zarzą- 
dził cesarz przeniesienie Sejmu do Kromieryża 
na Morawach, co też uskuteczniono 22. listopada 
i wybrano przytem ponownie Smolkę prezy- 
dentem, dając w ten sposób aprobatę wszystkim 
zarządzeniom, jakie poczynił był Smolka przy 
końcu urzędowania Sejmu w Wiedniu.
		

/bialynia052_0001.djvu

			49 


Dnia 2. grudnia złożył cesarz Ferdynand 
koronę, brat jego arcyksiążę Franciszek Karol 
uchylił się od dziedzictwa, syn zaś tego osta- 
tniego Franciszek Józef l. objął tron Habs- 
burgów. 
Ogłosiwszy tę ważną wiadomość Izbie, 
wyjechał Sm olka na czele deputacyi sejmowej 
do Ołomuńca, by złożyć powinszowania i adres 
młodemu monarsze, następnie do Pragi, do 
cesarza Ferdynanda. Po powrocie do Kromie- 
ryża, 7. grudnia 1848, wziął znowu sprawy 
sejmowe w swe dłonie i prowadził je - z chwi- 
lową drobną przerwą - wytrwale, aczkolwiek 
nie bez trudu i przeszkód, aż do chwili rozwią- 
zania Sejmu, w dniu 7. marca 1849. 
W obec znakomitego wywiązania się z swe- 
go zadania na tern pełnem odpowiedzialności 
stanowisku, uważano Smolkę słusznie, jako ide- 
alnego przedstawiciela parlamentaryzmu. 
Ministrowie i inne wysoko położone oso- 
bistości, cenili jego charakter, pragnęli pozyskać 
go dla rządu; policya i władze wojskowe 
obawiały się z drugiej strony, jego niezmiernej 
popularności, powagi, a co zatem idzie i potęgi. 
Dziwny ten kontrast znalaz!' wyraz w czasie 
powrotu Smolki przez Wiedeń do Oalicyi, gdzie 
znów jedni - reakcyjni - uważali go za zbro- 
dniarza politycznego, radzi byli widzieć na no- 
wo u nóg jego kajdany, inni upatrywali w nim 
przysz!'ego prezydenta Rzeczypospolitej, drugiego 
Washingtona. 
Ody Smolka wracał do kraju przygnębio- 
nego stanem oblężenia, trapionego bezwzglę- 
dnością biurokracyi i militaryzmu, nie mogła 
objawić się głośno cieść, jakiej zażywał w gro- 
nie patryotów. Nie obeszło się przecież bez 
oznak tryumfalnych, znalazły one zwłaszcza 
wyraz w Krakowie i we Lwowie. Te owacye 
były to ostatnie błyski zachodzącej wonczas 
zorzy. 


4
		

/bialynia053_0001.djvu

			50 


Sm olka opuścił na dłuższy czas widownię 
dziejową, rozpoczął na nowo praktykę adwo- 
kacką i schronił się w zacisze rodzinnego po- 
życia, jako bierny przedmiot powszechnej uwagi 
nietylko w kraju, ale i za granicami prowincyi 
i państwa. Rząd, a i obcy mocarze liczyli się 
jednak zawsze z jego znaczeniem publicznem.
		

/bialynia054_0001.djvu

			v. 


:8MOLKA W NIEŁASCE U HAMMERSTł:IN'A. - WYBÓR SMOLEI DO RADY 
lIIIF.JSKIEJ, DO SEJMU I DO PARLAMENTU. - SMOLKA HONOROWYM 
:OBYWATELEM LW(,'WA. - Śl\IIERĆ LEOKADYI SMOLKOWEJ. - ROK 
'1863. -- CZTER);"ASTOLETNI OKRES DZIAŁALNOŚm SMOLKI JAKO PO- 

A STOLICY GALICYI I PREZYDENTA PARLAlIIF.NTU. - UCZCZENIE 
Z.
SŁUG S
IOLKI JAKO PRZEWODNICZĄCEGO IZBY. 


Na żądanie cara Mikołaja miał główno- 
dowodzący w Galicyi Wilhelm bar. Hammer- 
:stein Equord zamiar wywiezienia Smolki 
'Z kraju tak, jak to uczynił z Floryanem Zie- 
miałkowskim, Karolem Hubrichem i Karolem 
Schneidrem. Oparł się temu gubernator Agenor 
.hr. Gołuchowski i skończyło się na internowa- 
niu Smolki we Lwowie i postawieniu go pod 
dozór tajnej policyi.' Nadszedł rok 1859 i wy- 
prowadził prezydenta "Konstytuanty" znów na 
szeroką widownię polityczną. 
Po spędzeniu zdala od życia publicznego 
epoki dziesięcioletnich rządów Aleksandra Bacha, 
znalazł Smolka zachętę i bodźca do nowej 
działalności, do wydatnej pracy narodowej 
w owacyi lwowskiego mieszczaństwa, które 
uczciło go w dniu 19. grudnia 1860 pochodem 
z pochodniami. 
W następnym roku zasiadł na krześle 
radzieckiem w stolicy kraju i brał udział w de- 
putacyi do tronu, którą wysłała Galicya w odpo- 
wiedzi na patent lutowy. W tym też roku na- 
stąpiły wybory do Sejmu, pierwsze od r. 1848. 
4*
		

/bialynia055_0001.djvu

			52 


W dniu 5. kwietnia wybrał Lwów Smolkę swoim 
posłem na Sejm krajowy, a w dniu 11. lipca 
t. r. zaliczył go w poczet swych obywateli ho- 


, 




 


Franciszek Smolka w r. 1858. 


Mai. Alojzy Rejchan. 


Fologr. ]. I{ościesza Jaworski. 


norowych. Pierwsza sesya sejmowa trwała 
krótko, gdyż rządowi chodziło o najrychlejsze 
zwołanie Rady państwa. W nadziei, że uda się 
delegacyi zająć stanowisko odpowiednie i nte-'
		

/bialynia056_0001.djvu

			53 


resom kraju, przyjął Smolka mandat do Rady 
państwa, gdzie stał się naj znamienitszym rze- 
cznikiem idei federacyjnej. Pierwsze, ważniejsze 
wystąpienie Smolki w Izbie wiedeńskiej, w spra- 
wie nietykalności poselskiej, wywarło, tak na 
kolegach, jak i na członkach gabinetu i w prasie, 
olbrzymie wrażenie. 
Dopiero wszakże przy rozprawie nad wnio- 
skiem o "wolności osobistej" w dniu 19 czer- 
wca 1861 znalazł sposobność do wypowiedzenia 
swych zasad autonomicznych i federalistycznych, 
do zaznaczenia zarazem narodowościowego 
stanowiska. "Uważałbym się" - mówił on. - 
"za wyrodnego syna Ojczyzny mojej, gdybym 
wahał się oświadczyć, że wspomnienie wielkiej 
przeszłości obudza w nas uczucie, że mamy 
j przyszłość przed sobą, że nas przenika silne 
przeświadczenie, iż wszyscy należymy do siebie, 
że zarówno nie możemy nie żywić współczucia 
wobec braci naszych z nad Wisły i Warty, 
jak nie możemy nieczuć, jeżeli ktoś kaleczy 
jaką część żywego naszego ciała. Gdybym mógł 
być tak podłym, by powiedzieć wam co innego 
niż to co czuję, musielibyście mną pogardzać... 
Wierzymy z Bogiem w sercu w ważne znacze- 
nie dobrze wam znanej zwrotki, którą każdy 
ojciec przykazuje synowi, jako świętą spuściznę, 
zwrotki, która tkwi w pamięci każdego Polaka 
w ostatniej chwili życia: Jeszcze Polska nie 
zginęła !" 
Poraz to pierwszy w dobie porozbiorowej 
padło z trybuny parlamentarnej tak stanowcze, 
jasne oświadczenie, które kraj caly z najwyższą 
powitał radością. Wdzięczne za obronę zasad 
autonomii liczne gminy Czech, Moraw, Śląska, 
Kroacyi i Krainy, obdarzyły wówczas Smolkę 
dyplomami honorowymi. Podobne manifestacye 
nastąpiły w Węgrzech, gdy Smolka wystąpił 
w obronie praw zasadniczych, krajów korony 
św. Szczepana, wykazując, że ucisk .Węgrów
		

/bialynia057_0001.djvu

			54 


przynosi monarchii Habsburgskiej dotkliwe za- 
wsze klęski. 
Niebawem nabrał Smolka przekonania, że 
niewiele można zdziałać w Wiedniu; usunął 
się więc z Rady państwa i poświęcił wszystkie 
swe siły pracy wewnętrznej dla kraju, do któ- 
rej otworzył mu drogę wybór na członka Wy- 
działu krajowego. Chcąc jednak na szerszem 
polu zwalczać system gabinetu Schmerlinga, 
założył wspólnie z Ziemiałkowskim w dniu 1. 
października 1861 "Dziennik polski", którego 
wydawcą i redaktorem był znany i ceniony 
publicysta Ksawery d' Abancourt. "Dziennik 
polski" nie wychodził z pod konfiskat, grzywien 
i procesów karnych, został wreszcie, po roku 
istnienia, przez cenzurę zawieszony. 
Pod koniec r. 1861 dotknął Smolkę stra- 
szny cios: śmierć ukochanej małżonki, pra- 
wdziwej przyjaciółki. Była ona dla męża "nie 
tylko osłodą życia w momentach wypoczynku, 
ale i dzielną współpracowniczką, utajoną, nie- 
znaną poza kołem przyjaciół, niemniej jednak 
cenioną przezeń, rzeczywiście cenioną dla zdro- 
wego sądu o rzeczach, kierowanego wrodzoną 
roztropnością i subtelnym instynktem prawości. 
Nigdy żaden rozdźwięk nie zazgrzytał w mał- 
żeńskiem pożyciu ich, w osobistych, domowych, 
czy publicznych sprawach. W domu wszech- 
władna pani, spełniała swe powołanie z pro- 
stotą, a nie bez pewnego jakby namaszczenia, 
bo z silnie utwierdzonem poczuciem obowiązku, 
by oszczędzić mężowi domowych trosk, kłopo- 
tów, a oddać go niepodzielnie jego zawodowi. 
W sprawach publicznych miał w niej mąż za- 
wsze wierną doradczynię, której mądrość nigdy 
go nie zawiodła..." 
Wątła zawsze, zapadła od r. 1858 ciężko 
na piersiową chorobę. Letnie miesiące spędzała 
w krajowych zdrojowiskach, zimowe w Me- 
ranie. W październiku 1861 zachorowała obło",:
		

/bialynia058_0001.djvu

			55 


zme i zakończyła życie 25. t. m. Cały kraj 
wziął żywy udział w ciosie, jaki nawiedził 
stroskanego Smolkę. 
Przygotowywały się wypadki powstania 
styczniowego, Smolka nie wierzył, tak jak i po- 
przednio, iżby wątłe, nieprzygotowane siły, były 
zdolne pokonać potęgę Rosyi, to też należał 
wspólnie z Adamem ks. Sapiehą, Ziemiałko- 
wskim, Aleksandrem Dzieduszyckim i Mikołajem 
Zyblikiewiczem do komitetu, który miał pow- 
strzymać wybuch powstania. Usiłowania ich 
okazały się bezskutecznemi; wir wypadków 
porwał nawet przeciwników ruchu za sobą. 
Pismem z 3. lutego 18631. 196JA. V. doniósł 
dyrektor lwowskiej policyi prezydentowi Apela- 
cyi, że na czele narodowego komitetu stoją 
Adam ks. Sapieha, dr. Franciszek Smolka i dr. 
Aoryan Ziemiałkowski. Późniejszą odezwą z 25. 
marca 1863 l. 842/A. V. zakomunikował tenże 
wiadomość, że Sm olka wycofuje się z posterunku. 
W dwa lata po upadku powstania zjawił 
się Smolka znów na arenie politycznej. Na 
żądanie Belcrediego opracował on obszerny 
memoryał o stanie politycznym kraju, a w li- 
stopadzie t. r. popierał kandydaturę Agenora 
hr. Gołuchowskiego do Sejmu. 
W latach 1868-1869 ukazały się jego 
"Listy polityczne" omawiające wypadki dziejowe, 
począwszy od pierwszego rozbioru Rzeczypo- 
spolitej, a ukończywszy na kwestyach współ- 
czesnych, dotyczących stosunków Austro- W ę- 
gier do mocarstw ościennych. W tym czasie 
. walczył też Sm olka przeciw rezolucyi z 24. 
września 1868, która spowodowała ustąpienie 
Gołuchowskiego z stanowiska namiestnika. W r. 
1870 widzimy znów Smolkę w Radzie państwa, 
walczącego niezmordowanie z uroszczeniami 
centralizmu. . 
W układach Alfreda hr. Potockiego z Cze- 
chami, brał czynny udział, a i po ustąpieniu 


-
		

/bialynia059_0001.djvu

			56 


Potockiego w roku następnym, nie wątpił o 
przyszłości ustroju federalistycznego. Dopiero 
po dymisyi Hohenwartha w roku 1871 oświad- 
czył się Smolka przeciw obesłaniu Rady pań- 
stwa, ale ulegając woli większości wstąpił do 
jej składu. Jednakże w dniu 6. marca 1872 
opuścił Izbę wraz z całem gronem posłów 
polskich, przeciwnych ustawie o bezpośrednich 
wyborach. 
Rozegrała się też pomiędzy Smolką a 
Ziemiałkowskim gorąca walka w sali ratuszowej 
o fotel prezydenta miasta Lwowa. Trzykrotne 
głosowanie nie doprowadziło do rezultatu: osta- 
tecznie zrzekł się Smolka kandydatury, a Zie- 
miałkowski objął rządy miasta. 
Ostatnia doba politycznej działalności 
Smolki na szerszej widowni, obejmuje czterna- 
stoletni okres czasu pomiędzy latami 1879 a 
1893. Wybrany w dniu 15 października 1879 
pierwszym wiceprezydentem Izby, objął w dniu 
14. marca 1881, jako prezydent naczelne jej 
przewodnictwo i sprawował trudny ten obo- 
wiązek do 17. marca 1893. Niezłomny spokój 
i powaga, imponująca wszystkim bez różnicy 
odcieni politycznych, bezstronność i głębokie 
poczucie obowiązku, zupełna samodzielność, 
okraszona jowialnym humorem - oto zalety 
Smolki, po którym nierychło znajdzie się godny 
następca. . 
Dowodem, jak umiał salwować godność 
parlamentu i zaznaczać swoją indywiduah;jość 
narodową, było jego pełne powagi zachowanie 
się: wymowne milczenie w chwili skonu cara 
Aleksandra II. i enuncyacya, wygłoszona na 
wieść o śmierci cesarza Fryderyka. 
"Jego pewność w zasadach" - mówi 
w swej rozprawie Leszek Borkowski - "jego 
krew zimna, jego wytrwałość, zahartowanie 
w przeciwnościach, wzbudzały poważanie nawet 
u ludzi przeciwnych przekonań. Liberalność jego
		

/bialynia060_0001.djvu

			57 


nie zatrważała najwsteczniejszych, a jego umiar- 
kowanie nie było w podejrzeniu u najzago- 
tzalszych" . 


\ 


.. 


, 


'f 


Franciszek Smolka jako prezydent Izby deputowanych 
(1881-1893). 
Zdjęcie Zakładu .Adele. w Wiedniu. Reprod. J. Hościesza Jaworski. 


Jak wielką czcią otaczany był Sm olka 
przez wszystkie stronnictwa parlamentarne 
w Austryi świadczy fakt, że gdy złożył godność 
prezydenta Izby i mandat poselski, postawili
		

/bialynia061_0001.djvu

			58 


Niemcy wniosek, aby uczcić specyalnie zasługi 
tego wyjątkowego męża. Dr. Plener zapropo- 
nował imieniem zjednoczonej lewicy niemieckiej 
przyznanie Smolce honorowej pensyi w tej 
wysokości, jaką wynosiły jego dyety poselskie 
i wynagrodzenie za kierownictwo biura prezy- 
dyalnego. Przewódca narodowców niemieckich 
dr. Steinwender wniósł, aby ustawiono marmu- 
rowy biust Smolki w gmachu parlamentu. 
"Chociaż nie będziemy" - rzekł wonczas 
Steinwender - "mieli tutaj między sobą pre- 
zydenta Smolki, nie chcemy rozstawać się z nim 
całkiem. Niechaj przynajmniej jego biust mar- 
murowy pozostanie wśród nas i przypomina 
nam codziennie cnoty i zasługi patryarchy par- 
lamentu austryackiego". 
Wśród hucznych oklasków przyjęła Izba 
jednogłośnie oba wnioski. 
Demokrata z przekonania z krwi i kości, 
nie ubiegał się Sm olka o żadne tytuły, nie 
przyjmował żadnych orderów. Z wielkiemi tru- 
dnościami zdołano go namówić do przyjęcia 
godności tajnego radcy i tytułu eksceHencyi - 
rzeczy koniecznej przy uroczystościach dwor- 
skich. 


"3 
.
		

/bialynia062_0001.djvu

			VI. 


SMOLKA TWÓRCA, KOPC.
 UNII LUBELRKI
;J. - UROCZYSTOŚĆ TRZ
;CH- 
SETNF,J ROCZNICY UNII. - MAT
;RYALI\"E OFIARY S)lOLKI NA RZECZ. 
KOPCA. - Z1IOWU UCZCZENIE ZASŁUG SMOLKI. - WYHICn: PA- 
l\IL\TKOWEGO l\IEDALU. 


Obok długoletnich, innych znakomitych za- 
sług publicznych, zawdzięcza Lwów Smolce wiel- 
kie pamiątkowe dzieło - "Kopiec Unii Lubel- 
skiej". - Trzechsetna rocznica jednego z najwa- 
żniejszych i najchlubniejszych zdarzeń dziejów 
polskich, aktu wiążącego po wieczne czasy Pol- 
skę, Litwę, Ruś i wszystkie inne części Rzeczypo- 
spolitej w jedną nierozerwalną całość, dała Smolce 
impuls do uwiecznienia chwili dziejowej pomni- 
kiem wyniosłej mogiły, na szczycie góry Wy- 
sokiego zamku, pomnikiem tak często spotyka- 
nym na rozległych obszarach Słowiańszczyzny, 
sypanym ongi na miejscach wiecznego spoczynku 
znakomitych mężów, na pamiątkę ludzi zasłu- 
żonych w narodzie, lub też ważnych zdarzeń 
i wypadków. 
Austryackie władze rządowe nie pozwoliły 
Komitetowi, zawiązanemu w celu uczczenia ro- 
cznicy Unii Lubelskiej, urządzać wielkich, impo- 
nujących manifestacyj, nie pozwoliły nawet na- 
dać uroczystości pozoru zgromadzenia ludo- 
wego, to też tern większa należy się wdzięczność 
Smolce, przewodniczącemu tegoż Komitetu, iż 
pomysłem swoim usypania mogiły, pomnika 
trwałego po wieczne czasy, oddał o wiele lepszą
		

/bialynia063_0001.djvu

			60 


. 


przysługę narodowi i sprawie, niżli by to była 
mogła spełnić choćby mijświetniejsza, lecz prze- 
mijająca, chwilowa manifestacya. 
Dzień 11. sierpnia r. 1869 wybrano na ci- 
chy, skromny, lecz wymowny obchód. Zamknięto 
sklepy i warsztaty, a mnogie rzesze ludności 
w świąteczne odzianej stroje, zaległy plac Do- 
minikański i przyległe ulice. W świątyni 00. Do- 
minikanów, których klasztor cechował w tych 
latach gorący patryotyzm, celebrował uroczyste 
nabożeństwo przeor ks. Jarzembiński. Prześli- 
czne okolicznościowe kazanie wygłosił złotousty 
mowca, prowincyał ks. Piotr Korotkiewicz, ongi 
towarzysz Smolki w pracach "Rady narodowej", 
ścigany póżniej za nie przez władze rządowe. 
Pomimo deszczu wyruszył po nabożeń- 
stwie pochód z miasta i ciągnął się długim sze- 
regiem na górę zamkową. - Do zgromadzo- 
nych przemówił na miejscu Smolka, jako prze- 
wodniczący Komitetu obchodowego i twórca 
myśli usypania kopca; prosił ich, iżby unikali 
wszystkiego, "coby mogło ubliżać zakazowi c. k. 
rządu, który zabronił obchodzić pamiątkę dzie- 
jową tak, jak ona na to zasługuje i jakby to 
wszyscy szczerze pragnęli". Gorąco upomniał 
dalej mowca, aby zebrani wstrzymali się od 
wszelkich objawów niechęci ku tym, "co nie 
są radzi dzisiejszej uroczystości". - Podzięko- 
wawszy Radzie miejskiej za ułatwienia, użyczone 
do sypania Kopca zakończył swe przemówienie 
słowami: "W imię Boże, w imię miłości Ojczy- 
zny, w imię wolności, równości i braterstwa, 
przystąpmyż teraz do sypania tego pomnika, 
który ma być symbolem powyższych zasad, ma 
uwiecznić pamięć wielkiej rocznicy" u' 
I odkryły się głowy zebranych rzesz i wy- 
sypał Sm olka pierwszy ziemię z taczek na ka- 
mień węgielny, na którym widniały u frontowej 
ściany herby Polski, Litwy i Rusi z napisem 
wokoło: "Wolni z wolnymi, równi z równymi".
		

/bialynia064_0001.djvu

			61 


Na bocznych ścianach kamienia umieszczono 
również odpowiednie napisy i daty. 
Za przykładem Smolki chwycili w ręce 
taczki, radni miejscy, reprezentanci różnych sta- 
nów i instytucyj, delegaci z kraju i zagranicy 
etc., a kamień węgielny zniknął rychło pod pierw- 
szym zawiązkiem potężnej później mogiły. 
Delegat emigracyi Krystyn Ostrowski przy- 
wiózł szczyptę ziemi z grobów Mickiewicza, 
Słowackiego, jenerała Kniaziewicza, Niemcewi- 
cza i marszałka Ostrowskiego. 
Rzewną była chwila, gdy przecisnęła się 
deputacya z Sołowijówki, aby rzucić grudkę 
ziemi przesiąkłej krwią męczenników, którzy 
niosąc w r. 1863 ludowi "Złotą hramotę", padli 
tamże bezbronni pod razami podburzonego 
przez rosyjskich czynowników chłopstwa. 
Rychło zabrakło taczek, więc w chustkach 
i czapkach znoszono ziemię, manifestując z entu- 
zyazmem współpracę w wielkiem dziele Smolki. 
Ulewa dodawała, zda się, sypiącym Kopiec 
zapału. 
Po uroczystości zasiadło do stołu w re- 
stauracyi na Wysokim zamku, grono około 90 
patryotów, krzepiąc pogawędką i wynurzeniami 
siły do dalszej pracy narodowej. Pomiędzy ze- 
branymi znajdował się sędziwy gość z Poznań- 
skiego Seweryn hr. Mielżyński. W czasie prze- 
mówień zabierali między innymi głos Krystyn 
Ostrowski i ks. Chromecki z Marsylii, jako de- 
legat polskiego duchowieństwa na emigracyi. 
Imieniem Żydów przemawiał JolIes, po rusku 
zaś dziennikarz Platon Kostecki. 
Oddano cześć cieniom króla Zygmunta 
Augusta i zebrano 37 złr. na rzecz "Proświty", 
towarzystwa "bratniego ludu'l. 
Uroczystość uświetniły liczne adresy i te- 
legramy, jakie przybyły z kraju i z zagranicy. 
Stanęły w tej mierze do apelu w pierwszym 
rzędzie wszystkie miasta zachodniej i wscho-
		

/bialynia065_0001.djvu

			62 


dniej Galicyi, dalej rodacy z Cieszyna, Pozna- 
nia, Bydgoszcza, Głąbia, Wągrowic, Trzemeszna, 
Wrześni, Gdańska, Wrocławia, Innowrocławia, 
Wiednia, Franzensbadu, Heufeldu, Heidelbergu, 
Genewy, Mnichowa, Strasburga, Drezna, Zury- 
chu, St. Gallen, Augsburga, Brukseli, Paryża, 
Nowego Yorku etc., etc. Wieczorem zajaśniały 
domy Lwowa imponującą iluminacyą, a w teatrze 
hr. Skarbka zgromadziło uroczyste przedstawie- 
nie tłumy widzów, między nimi wielu zakordo- 
nowych braci. Przyjmowano z zapałem oko- 
licznościowe śpiewki "Krakowiaków i Górali". 
Entuzyazm widzów doszedł kulminacyjnego pun- 
ktu podczas przedstawienia "Ukrainki", miesz- 
czącej w sobie mnóstwo alluzyi do jedności 
Polski, Litwy i Rusi. Na zakończenie odsłonięto 
obraz z żywych osób: "Zygmunt August na 
tronie" . 
W Brukseli, Poznaniu, Krakowie odbyły 

ię również większe obchody narodowe, inne 
miasta, jak Brody i Śniatyn, urządziły uroczyste 
nabożeństwa. Henryk Schmitt i Łucyan rato mir 
napisali popularne broszury na temat Unii lu- 
belskiej, a cała Polska gorzała myślą braterskiej 
zgody i miłości na wszech obszarach dawnej 
Rzeczypospolitej. 
Współdziałali w tym zapale także, natural- 
nie, i rodacy, z pod zaboru rosyjskiego, lecz 
współdziałali milcząco, pod ciężarem gniotącej 
bezlitośnie reakcyi, jaka nastąpiła po ciężkich 
przejściach powstania styczniowego. 
Wielu Rusinów bratało się bez obłudy 
z Polakami, a jedynym drobnym dysonansem 
owej pięknej chwili była abstynencya garstki 
szowinistów i wydana przez nich w niemieckim 
i ruskim języku broszurka, protestująca przeciw 
obchodowi. Sprzedawali ją oni po cenie 30 et. 
i 5 ct. 
Łatwo zrozumieć, że usypanie tak olbrzy- 
miej mogiły jak "Kopiec Unii lubelskiej" wy-
		

/bialynia066_0001.djvu

			63 


magało mnogich lat pracy i trudu, wymagało 
fachowego kierownictwa, nie mogło być usku- 
tecznione fizycznemi siłami ochotników, pocią- 
" gało więc za sobą po.tężne wkłady i wydatki 
na płatnych robotników. Obowiązek ten przy- 
jął na siebie Smolka i z iście magnacką hojno- 
ścią oddał na cel około 80.000 złr. z wła- 
snego ciężko zapracowanego grosza. Sporo też 
poświęcał chwil wolnych od zajęć w parla- 
mencie i od innych obowiązków, trudom na 
Kopcu, kier9wał robotami i z grabiami lub ry- 
dlem w dłoni przodował nieraz innym, przy- 
kładem pełnej młodzieńczego zapału pracy. 
Każdy mieszkaniec Lwowa, każde dziecko 
prawie, znało tę poważną, wzbudzającą sza- 
cunek postać, dążącą placem Strzeleckim i ulicą 
Kurkową na Wysoki zamek. Wyższy niźli śre- 
dniego wzrostu, wysmukłej budowy ciała, z wiel- 
kiemi staropolskiemi wąsami, które przypomi- 
nały Wiedeńczykom Sobieskiego, w jasnym 
słomkowym kapeluszu, z grubą laską w ręku, 
spieszył Smolka elastycznym krokiem na górę 
zamkową, aby pilnować, pielęgnować swe 
dzieło, niby swoje ukochane dziecko. Zadowo- 
lonym był, ilekroć razy widział rodaków, lub 
obcych, zwiedzających ten pomnik sławy naro- 
dowej; chętnie udzielał zwiedzającym informa- 
cyj i objaśnień. 
I doprowadził Smolka dzieło do sku- 
tku, a dziś ten kopiec, sterczący dumnie od 
północno-wschodniej strony u wstępu do sto- 
licy, w miejscu, gdzie ongi wznosił się zamek 
królewski, to obok niezrównanych zasług oby- 
watelskich, najtrwalszy pomnik, jaki sam sobie 
wystawił. 
Lwów okazał mu się też wdzięcznym. 
Rada miejska nazwała jeden z placów jego 
imieniem, umieściła w ratuszu biust jego, dłuta 
Tadeusza Błotnickiego, a mieszczaństwo prasta- 
rego grodu, uczciło w dniu 5. listopada 1895,
		

/bialynia067_0001.djvu

			'" 
-<: 
!" ClI 
:>;:< 
o '"C 
::s PJ 
CI> ::I 

 ro" 
.<,::; 
a o 
N '"C 
a n 

, PJ 

C 
g: 
2' 
a- 
ro 
in 
...,,:>:" 
g 
: 
IQ 
=' 
":"-1:- 


:>;: en 

, ro" 
t"> ... 
;O' '"C 
CI> ::I 
&i n;" 


..... - 
Dl CI> 
=e 0'1 

 
 
CI> 

 


, 
t 
.t. 


,\ 

> 


\ 
 ... 
, ,'t...... 
-" 
... 
\:. 


.., 


.
 .. 
:c
 

... 


\- 


" 


..... 


, 


.,-" 


\ 


.r 


i 
-'\ 
I 


fu
 


<# 
-- 


ł 


... 



 


....."'
. 


t 


;
 
1t 


.... 


.t c
 



 


\Lf' 


., 


L 


II) 


-'\ 
.. 


o: 
-"'" 


, 


.
 


c 


.... 



 


" 
. 


.
. 


... 


,i-" 
.. ,
		

/bialynia068_0001.djvu

			65 


w rocznicę urodzin, wielką manifestacyą i pa- 
miątkowym medalem zasługi męża, który całe 
życie poświęcił sprawie publicznej, dla niej cier- 
piał, walczył i zwyciężał. Parlament wiedeński 
i Sejm krajowy współubiegały się w oddaniu 
hołdu zasłużonemu bojownikowi wolności, kraj 
zaś cały, Polska cała przyłączyła się do uro- 
czystości, stwierdzając tę wielką miłość i szacu- 
nek, jakie otaczały imię Smolki. 
W tej to uroczystej chwili przyjęła też 
Rada miasta Lwowa na siebie obowiązek, dal- 
szej opieki nad "Kopcem Unii lubelskiej", 
z którego roztacza się przepyszny widok na 
szeroki krajobraz aż po góry Złoczowa, Białego 
kamienia, Podhorzec, Winnik i Stryjskich Kar- 
pat, niby symbol potęgi złączonych wzajemnym 
uściskiem trzech bratnich ludów. 


ó
		

/bialynia069_0001.djvu

			VII. 


OSTATNIE LATA ŻYCIA SMOLKL - TEGOŻ ŚMIERĆ. - OGÓLNE 
WSPOŁCZUCIE RODAKÓW I CUDZOZID!CÓW. - .MANIFESTACY.JNY 
POGRZEB. 


Ostatnie lata życia swego spędził Smolka 
we Lwowie w zaciszu domowem, przy ulicy 
Słowackiego 1. 18. oddany całkiem rodzinie i 
dziełom chrześcijańskiego miłosierdzia. Nie je- 
dna biedna wdowa otrzymała z rąk jego, cho- 
ciaż sam w dostatki nie opływał, stały zasiłek 
miesięczny, niejeden biedny student Smolce 
tylko zawdzięcza ukończenie nauk. 
Nie było danem "Wielkiemu Starcowi" 
przestąpić progu naszego stulecia; w ostatnim 
miesiącu dogorywającego wieku uniosła go nie- 
ubłagana śmierć w krainę wieczności. Już w dniu 
ostatnim listopada r. 1899 czuł się osłabionym; 
niemoc wzmagała się z każdą chwilą, a w dniu 
następnym ogarnęła całą prawą połowę ciała. 
Zabiegi i wysiłki lekarzy okazały się daremnemi; 
chory tracił przytomność i siły... życie poczęło 
ulatywać. 
Zmarł w dniu 4. grudnia 1899 o godzinie 
4 minut 37 popołudniu, na rękach czuwającej 
przy łożu najbliższej rodziny. Umierając błogo- 
sławił dzieci, wnuki i prawnuki. 
Wieść o śmierci Smolki poruszyła kraj 
cały, całą Polskę, całe Austro-Węgry. Począwszy 
od najwyższych sfer, z foteli Parlamentu i Sejmu,
		

/bialynia070_0001.djvu

			67 


z biur przeróżnych władz, instytucyj i zakładów 
od stowarzyszeń i związków, z pałaców ma- 
gnatów, z dworków szlacheckich, z komnat 
mieszczańskich a i z chat ubogiego ludu, popły- 
t1ęły słowa szczerego żalu,' głębokiego współ- 
czucia. Nieprzebrane tłumy mieszkańców Lwowa 
ciągnęły bez przerwy do domu żałoby, gdzie na 
tle czarnego kiru, wśród mnóstwa zieleni i świec 
zapalonych, spoczęły zwłoki w metalowej tru- 
mnie z baldachimem u głowy, wizerunkiem Ma- 
tki Boskiej i Chrystusa na krzyżu. Pod prze- 
ciwległą ścianą pokoju widniał ołtarz, przy 
którym odprawiano nabożeństwa za spokój 
duszy zmarłego. 
U stóp katafalku leżały stosy wieńców. 
Patrząc na starca, złożonego w trumnie, 
na piękną, mimo śmierci majestatyczną twarz 
jego, chyliły rzesze mimowoli kornie kolana, 
a z ust ich płynęła modlitwa przed tron Pana 
Zastępów za spokój duszy tego, który przez 
całe swoje długie życie był wzorem cnót, po- 
dziwianym rrzez wszystkich dla hartu swej 
duszy. 
Nadchodziły tymczasem liczne telegramy 
i listy kondolencyjne, w pierwszym rzędzie od 
cesarza, z gabinetowej kancelaryi przez ręce 
namiestnika. Wyrazili swe uczucia prezydent 
ministrów br. Oautsch, prezes węgierskiego 
gabinetu SzelI, Biliński, Ziemiałkowski, Madeyski, 
Kaizl, Oołuchowski, Chłędowski, Dunajewski, 
Jędrzejewicz, Chlumetzky, Schonborn, Prażak, 
Plener, Koło polskie parlamentu (Jaworski), 
Prezydyum Izby posłów (Fuchs, Piętak, Lupul), 
Koło polskie w Parlamencie niemieckim (Ce- 
gielski, Połczyński), Koło polskie w Sejmie pru- 
skim (Mott y), Klub wiernokonstytucyjny (Schwe- 
gel), Klub młodoczeski (Engel), wódz Staro- 
czechów Rieger. Zeithammer, Klub włoski (br. 
Malfatti), Polskie stronnictwo ludowe (Stapiński), 
Klub chrześcijańsko-socyalny (Lueger), Wolne 
5*
		

/bialynia071_0001.djvu

			68 


zjednoczenie niemieckie w Parlamencie (Eben- 
hoch i Kink), Klub chrześcijańsko-słowiański 
(Wachnianin), Katolicka partya ludowa (Kathrein) 
Związek niemieckiego stronnictwa ludowego 
(Kaiser, Hofmann, Hochenburger), Klub centrum 
(ks. Treninfels), Klub konserwatywnej większej 
własności ziemskiej (hr. Palffy), Niemieckie 
stronnictwo postępowe'(Gross), Katolickie stron- 
nictwo ludowe, Klub rumuński (Lupul), urzę- 
dnicy kancelaryi Izby posłów, członkowie Par- 
lamentarnego biura stenografów, br. Horst, ks. 
biskup Puzyna, marszałek Moraw hr. Vetter. 
marszałek Górnej Austryi, Rada Klubu praskiego. 
Emanuel Tonner z Pragi, ks. biskup Łoboz. 
Henryk Sienkiewicz, Stanisław Tarnowski, Ale- 
ksander Mniszek Tchórznicki, książę Sanguszko, 
ks. biskup Czechowicz, supeńntendant Haase. 
Okuniewski, Taniaczkiewicz, Filip Zaleski, Rada 
miasta Lwowa, Wydział miejski w Pradze. 
Prezydyum miasta Krakowa, Lidl, Bobrzyński, 
Abraham, Czyszczan, Krakowska Akademia 
umiejętności, Dyrekcya Towarzystwa, kredyto- 
wego ziemskiego, Franciszek Kwapił, Wydział 
Izby adwokatów we Lwowie, Grono adwoka- 
tów z Warszawy, Wydział filozoficzny Uniwersy- 
tetu Jagiellońskiego, Słoweńska Czytelnia w Lu- 
tenburgu, Rada Muzeum w Rapperswyllu,. 
Lwowskie Towarzystwa akademickie, Lwowski 
Zbór izraelicki, Prezydyum Towarzystwa strze- 
leckiego we Lwowie, Rada powiatowa w Pił- 
znie (Czechy), Reprezentacya miejska w Piłznie, 
Rada miejska w Ziżkowie, szef sekcyi Halban,. 
radca sekcyjny Schrauf, Proskovetz, Dworski, 
Męciński, Karol hr. Lanckoroński, Rogoyski, 
Czytelnia polska w Białej, Redakcya "Gazety 
sądowej" w Warszawie. Towarzystwo "Sokół" 
w Brzeżanach, Senat akademicki w Krakowie, 
Wydział prawniczy wszechnicy Jagiellońskiej, 
Krakowskie Towarzystwo rolnicze, Krakowska 
Izba notaryalna, Krakowskie Towarzystwo
		

/bialynia072_0001.djvu

			69 


lekarskie, Towarzystwo techniczne, "Sokół" 
i grono profesorów w jaśle, Czytelnia polska 
w Przybramie, Koło mieszczan w Stanisławowie, 
Stowarzyszenie Polaków w Budapeszcie, Kółko 
rolnicze w Kopyczyńcach, Towarzystwo wza- 
jemnej pomocy uczniów uniwersytetu jagiel- 
lońskiego, "Sokół" w Kolinie w Czechach, br. 
Wurmbrandt, hr. Franciszek Thun, br. Albori, 
hr. MycieIski, Zborowski, ks. Grobelski, Towa- 
rzystwo dziennikarzy polskich, Simonowicz, 
hr. Rey, Zdzisław hr. Tarnowski, Szczęsny hr. 
Koziebrodzki, Fr. Zaleski, Włodzimierz Gniewosz, 
ks. Marc. Lubomirska, hr. jadwiga Branicka, 
Tadeusz Korzon, Kaden, Rada miasta Kolina, 
Prokuratorya Skarbu, Czytelnia Polska w Leoben, 
Zdzisław Morawski, Kasparek, Stadnicki, Mi- 
chałowie hr. Dzieduszyccy, Maryan Sokołowski, 
jan Kochanowski z Warszawy, wszystkie gali- 
cyjskie Rady powiatowe, Rady i reprezentacye 
miejskie, mnóstwo związków, stowarzyszeń, 
korporacyj, oraz osób prywatnych. 
Wydział krajowy uchwalił, iż pogrzeb śp. 
Smolki odbędzie się kosztem kraju i wezwał 
prezydenta miasta Lwowa do zarządzenia 
środków jakie, uzna za potrzebne, celem utrzy- 
mania porządku podczas pogrzebu. Krajowa 
Rada szkolna uwolniła uczniów od nauki, umo- 
żliwiła im utworzenie szpaleru w czasie kon- 
duktu. Teatr, Kasa oszczędności, sklepy poza- 
mykane, po dachach i balkonach flagi żałobne, 
a miejskie latarnie w krepach. Rownocześnie 
w kilku miastach kraju żałobne nabożeństwa. 
I rozpoczęła się 7. grudnia o 10 godzinie 
rano, wielka, podniosła manifestacya żałobna, 
godna pamięci tego, dla którego była przezna- 
czona. Punktualnie o 11. godzinie odprawił ks. 
arcybiskup Seweryn Morawski w asystencyi 
ks. arcybiskupa Izaaka Isakowicza, infułata ks. 
Feliksa Zabłockiego i mitrata ks. Andrzeja Bie- 
leckiego "costru1Jl dolo'l"i8" a w kwadrans
		

/bialynia073_0001.djvu

			70 


poznle] zmeslOno trumnę na dół i ustawiono 
przed domem na marach, przykrytych czarnym 
kirem. Do okoła zgrupowały się zastępy dygni- 
tarzy świeckich i duchownych, cywilnych i 
wojskowych. Imieniem kraju i Sejmu pożegnał 
zmarłego marszałek Stanisław hr. Badeni, po- 
czem odśpiewały połączone chóry "Lutni" 
"Echa" i "Sokoła" żałobną pieśń "Heati mor- 
tui". Na odgłos trąbki ruszył z miejsca kondukt 
przy śpiewach duchowieństwa. Przodem jechały 
dwa rydwany, obwieszone wieńcami, za nimi 
postępował oddział lwowskiego "Sokoła", dalej 
prebendaryusze "Domu ubogich", zakłady do- 
broczynne, "Siostry miłosierdzia", bractwa pa- 
rafialne z chorągwiami, korporacye rękodziel- 
nicze z cechowymi sztandarami, młodzież 
rękodzielnicza, "Czytelnia kolejowa", Młodzież 
polska z wieńcem, "Zbór izraelicki" z wieńcem, 
Deputacya miasta Żółkwi z wieńcem, Stowa- 
rzyszenie kupców i młodzieży handlowej, mło- 
dzież akademicka z wieńcem "Koła polskiego", 
Towarzystwo strzeleckie z prezesem Stani- 
sławem Ciuchcińskim na czele, Rada miejska 
z prezydentem dr. Godzimirem Małachowskim 
i wiceprezydentem Michałem Michalskim, po- 
przedzona srebrnym wieńcem miasta Lwowa 
złożonym na czerwono-niebieskiej poduszce. 
Za Radą miejską postępowało gremium lwow- 
skiego Magistratu, następnie po obu stronach 
szpaleru Zakony 00. Karmelitów, Franciszka- 
nów, Bernardynów i Dominikanów, klerycy 
Seminaryów łacińskiego i greckiego. 
Prowadzili kondukt na cmentarz ks. infu- 
łat Zabłocki i ks. mitrat Bielecki w otoczeniu 
kanoników. 
Za karawanem postępowała rodzina zmar- 
łego, za nią namiestnik Kazimierz hr. Badeni, 
marszałek Stanisław hr. Badeni, deputacye Izby 
parlamentu i Sejmu, NamiestnIctwo, Dyrekcya 
Skarbu, z wiceprezydentem Witoldem Kory-
		

/bialynia074_0001.djvu

			71 


towskim, Senat uniwersytecki, Rada szkolna 
krajowa, Izby handJowa, lekarska i adwokacka, 
Towarzystwo dziennikarzy polskich, artyści Tea- 
tru miejskiego, deputacye pułków, stojących 
we Lwowie załogą, delegaci miast galicyjskich 
i niezliczone tłumy inteligencyi. Zamykał pochód 
pluton Ochotniczej straży ogniowej. 
U bram cmentarnych wzięła młodzież na 
barki ukochane zwłoki i zaniosła nad otwarty 
grób. Tutaj po odprawieniu modłów i ceremo- 
nii kościelnych zabrali głos prezydent Izby de- 
putowanych dr. Fuchs, prezydent miasta Lwo- 
wa dr. Małachowski, poseł Janda imieniem 
narodu czeskiego, poseł dr. Ferdynand Weigel 
imieniem "Koła polskiego", w końcu prezes 
"Czytelni akademickiej" Kazimierz Jarecki. 
I zamknięto grobowiec nad popiołami 
męża, który genialną swą myślą stworzył całe 
karty naszej dziejowej przeszłości. Duch Smolki 
wesprze nas, jeśli wytrwamy przy ideałach, 
które on ukochał, uraduje się, jeśli wykorzy- 
stamy prawa, przez niego wywalczone, a da- 
jące nam możność dalszego rozwoju...
		

/bialynia074a_0001.djvu

			VIII. 


PUTmIKOWly. FlłAJ'{CIHZKA S)IOLKI I TEGOŻ BRATA KAROLA. - WŁA- 
IJY"ŁAW, STA:"ISŁAW I JADWIGA Z SMOLKÓW HUPERTOWA. - K'Ic- 
HOL S)10LKA I DALSZE S)IOLKÓW rOKOLE1IIA. 


Z trojga dzieci Franciszka i Leokadyi 
Smolków był starszy syn Władysław dyrekto- 
rem Banku krajowego we Lwowie. Z żony 
Adeli z domu Kleebergów pozostawił dwóch 
synów: Władysława obecnie sędziego powia- 
towego i dr. Franciszka Smolkę, asystenta Bi- 
blioteki uniwersyteckiej we Lwowie, ponadto 
dwie córki julię i Franciszkę. Drugi syn Sta- 
nisław, doktor filozofii, Radca Dworu, Profesor 
i Rektor Uniwersytetu jagiellońskiego, członek 
Akademii umiejętności i dożywotni członek Izby 
panów, stawał dwukrotnie u stopni ołtarza, po 
raz pierwszy z Maryą Kremerówną, po raz 
wtóry z Wandą Ostaja Ordzianką. 
Po pierwszej żonie pozostały dwie córki 
Marya i jadwiga. Marya Smolkówna poślubiła 
Karola Ostaja Ordę, właściciela dóbr Nawo- 
szyce na Litwie i jest matką trzech synów: 
Witolda, Tadeusza i jerzego Ordów. Z drugiego 
małżeństwa Stanisława Smolki trzech synów: 
Kazimierz, Stanisław i Karol Smolka. Córka 
Franciszka Smolki jadwiga, średnia z trojga.jego 
dzieci, poślubiła Franciszka Huperta, starszego 
inspektora kolei państwowych we Lwowie. 
Schodząc ze świata osierociła troje dzieci: Wi-
		

/bialynia074b_0001.djvu

			. 


73 


tolda Huperta, późniejszego rotmistrza 13. pułku 
ułanów, dalej Bronisława Huperta, obecnie ko- 
misarza Namiestnictwa, ożenionego ż Ireną Bay- 
gerówną, po której córka Ewa Hupertówna, 
w końcu, ochrzczoną imieniem matki, Jadwigę 
Hupertównę, żonę Józefa Kotwicz Zgórskiego 
dyrektora Banku austro-węgierskiego we Lwo- 
wie, których syn Witold jest obecnie uczniem 
gimnazyalnym. 
Starszy brat Franciszka Smolki, Karol, po- 
zostawił syna ochrzczonego również imieniem 
Karola. Był on dyrektorem Galicyjskiej .Kasy 
oszczędności we Lwowie. Z żony Franciszki 
z domu Bielańskich dwoje miał dzieci: córkę 
Zofję poślubioną Tadeuszowi Rybickiemu radcy 
apelacyjnemu we Lwowie i syna dr. Zbigniewa 
Smolkę ministeryalnego sekretarza w Wiedniu. 
Tym to wszystkim i ich potomkom przy- 
pada w spadku snop niespożytych zasług 
Franciszka Smolki.
		

/bialynia075_0001.djvu

			. 


IX. 


PROJEKT UCZCZENIA SMOLKI POMNIXIEM. - PIERWOiNE ZAMliRY 
RADY MIEJSKIEJ. - ZAWIĄZANIE KOMITETU I TEGOŻ ODEZWA DO 
SPOŁECZEŃSTWA. - WYKONANIE POMNIKA DŁUTA TADEUSZA DOLIWY 
BŁOTNICKlEGO. 


Spoczywały jeszcze na katafalku ziemskie 
szczątki Franciszka Smolki, gdy już podniosło 
w gorącym apelu z 7. grudnia 1899 czasopismo 
"Dziennik polski" piękną myśl uczczenia cie- 
niów "Wielkiego Starca" trwałym, zewnętrznym 
pomnikiem, a to pomnikiem, wzniesionym we 
Lwowie z zbiorowych składek całego kraju. 
Równocześnie zapoczątkowało z własnego po- 
pędu te składki "Stowarzyszenie kupców i mło- 
dzieży handlowej" i złożyło do rąk prezydyum 
miasta 50 koron, jako pierwszy zawiązek fun- 
duszu pomnikowego. Od tej chwili nie scho- 
dziła z porządku dziennego starań członków 
Rady miejskiej i innych gorących patryotów, 
kwestya budowy pomnika. Tadeusz Romanowicz 
poruszył na Radzie miejskiej myśl wzniesienia 
Smolce okazałego nagrobku; rodzina zmarłego 
oświadczyła atoli, iż sama spełni ten obowią- 
zek. Pod pomnik projektowano pierwotnie, jako 
miejsce, uroczą polankę na Wysokim zamku 
u stóp ukochanego przez Smolkę Kopca. Rze- 
źbiarz artysta, profesor Tadeusz Doliwa Błotnicki 
wypracował na ten temat pierwszy projekt 
monumentu, jaki oglądali interesowani swego 
czasu w sali obrad Rady miejskiej.
		

/bialynia076_0001.djvu

			75 


Powstał tymczasem odmienny projekt wznie- 
sienia pomnika w środku miasta, na placu 
Smolki, a Rada miejska powołała w tym celu 
do życia komitet, który wydał i rozesłał w lu- 
tym r. 1910 gorącą odezwę do całego społe- 
czeństwa polskiego, do Rad powiatowych, do 
miast, gmin wiejskich,
 instytucyj, itowarzystw, 


\ . 
:\: 


,
 


Tadeusz Błotnicki. 


korporacyj i stowarzyszeń, wzywając, by wszyscy 
społem przyczynili się do pięknego dzieła. 
W odezwie tej znajdujemy trafną charakte- 
rystykę Smolki. 
"A r y s t o kra t a ducha i umysłu" - czy- 
tamy tam - "szczery demokrata z prze- 
konań, którym życie całe wiernie służył, 
k o n s e r wat y s t a, miłujący piękne tradycye 
i wszystko to, co szczytnego pozostawiły nam
		

/bialynia077_0001.djvu

			76 


w spuściźnie dawniejsze pokolenia, p o s t ę P 0- 
w i e c w stałem, konsekwentnem, a rozumnem 
i wytrawnem dążeniu do uzdrowienia i odro- 
dzenia własnego narodu pod względem moral- 
nym i materyalnym, więzień stanu i mąż zaufa- 
nia Korony, powoływany wielokrotnie przez re- 
prezentantów, zamieszkujących naszą Monarchię 
ludów, na równie zaszczytne, jak trudne i od- 
powiedzialne stanowisko - zdobył Franciszek 
Smolka już za życia cześć i miłość powszechną, 
a po zgonie zaliczony został do rzędu mężów 
w narodzie, którymi szczycić się malt\y prawo 
i obowiązek, którzy następnym pokoleniom słu- 
żyć mają jako drogowskazy w ich działaniu 
i zamiarach".... 
Skład Komitetu tworzyły, bądź to na pod- 
stawie pierwotnych wyborów, bądź wskutek 
kooptacyi w ciągu rozwijającej się akcyi, nastę- 
pujące osobistości: przewodniczący, prezydent 
miasta Stanisław Ciuchciński, po tego śmierci 
zaś prezydent miasta Józef Neumann, zastępcy 
przewodniczących dr. Władysław Jahl i dr. Szy- 
mon Schaff, sekretarz Karol Sklepiński, skarbnik 
Józef Kotwicz Zgórski, członkowie: dr. Ernest 
Adam, dr. Tobiasz Aschkenazy, dr. Roger bar. 
Battaglia, Wojciech Biechoński, Gustaw Bizanz, 
Józef Białynia Chołodecki, dr. Aleksander Czo- 
łowski, dr. Jakób Diamand, dr. Tadesz Dwer- 
nicki, Karol Epler, dr. Stanisław Głąbiński, Lu- 
dwik Heller, Samuel Horowitz, dr. Maurycy Je- 
keI es, dr. Juliusz Kleeberg, Adam Krechowiecki, 
Bronisław Laskownicki, Bolesław Lewicki, dr. 
Maksymilian Liptay, Wincenty Rawski, Stanisław 
Rejchan, Karol Richtmann, Edmund Riedl, dr. 
Gustaw Roszkowski, dr. Tadeusz Rutowski, 
dr. Władysław Stesłowicz, Jakób Stroh, Jan 
Stromenger, Władysław Terenkoczy, Narcyz 
Ulmer, dr. Aleksander Vogel, Zygmunt Wasilew- 
ski, Bolesław Wysłouch i Alfred Zachariewicz.
		

/bialynia078_0001.djvu

			:9 
ó 

 


" 

 
::> 

 
tu 

 

 
n 
C:;:, 

 
EJ 


UJ 
O 
f. 



f I
 


'1, 


/ 


) 


-:J 
-:J
		

/bialynia079_0001.djvu

			78 


Koszt budowy pomnika, dłuta artysty 
Błotnickiego, obliczono w przybliżeniu na 57.000 
koron - niezawiśle od budowy fundamentu. 
Pierwotny projekt wykonał autor wspól- 
nie z architektem Tadeuszem Nowakowskim. Pro- 
jekt ten uległ jednak na żądanie Komitetu, co 
do części architektonicznej, radykalnej zmianie. 
Urok obecnego monumentu utajony jest 
w pięknych stosunkach i proporcyach, jakoteż 
w miękko płynących ku górze liniach. Wysokość 
całości od terenu do Szczytu głowy wynosi 
9 m. 61 cm.; sama figura mierzy 3 m. 30 cm. 
Wspaniała postać starca jest wiernym portre- 
. tern nie tylko w doskonale uchwyconej, pod 
względem podobieństwa głowie, ale i w całej 
figurze. Artysta był ścisłym nawet' w odtwo- 
rzeniu stroju, w jakim widzimy Smolkę na po- 
sągu. Odziany więc jest w czamarę, półżupanik 
pod szyją zapięty i spodnie dawnego fasonu. 
Postać Smolki na pomniku przedstawia 
obraz mowcy pod gołe m niebem. Lewą ręką 
oparty o resztę ruin starego zamczyska, prawi 
zrzeszonej gromadce o koniecznej spójni i je- 
dności bratnich narodów, których symbolem 
jest Kopiec Unii. Prawą ręką gestykuluje; lewa 
noga w kolanie lekko zgięta wysuwa się na- 
przód, a u jej stopy godło Polski - Orzeł 
i Pogoń - niestety ...strzaskane. Na kartuszu, 
umieszczonym jako zdobniczy motyw części 
architektonicznej, widnieją plastyczne mi cyframi 
ata 1848 - 1869, jako daty najbardziej odpo- 
lwiadające doniosłej działalności Smolki pod 
względem politycznym i obywatelskim. 
Na opisany pomnik zebrał Komitet po 
dzień l. października 1913 z składek niespełna . 
kwotę 34.000 koron i oczekuje jeszcze dalszych 
datków. 
Ofiarna Rada miasta Lwowa, w którego 
murach spędził Smolka przeważną część życia 
swego, któremu 
łużył z niezmiennym zapałem 
...
. .
		

/bialynia080_0001.djvu

			79 


w sali radnej, w Sejmie i Parlamencie, któremu 
zostawił, jako trwały znak swych zabiegów i ma- 
teryalnych świadczeń, wspaniały Kopiec Unii 
lubelskiej, postanowiła uchwałą z 18. września 
1913 pokryć resztę wydatków, uchwaliła ponadto 
wznieść własnym sumptem fundament pod mo- 
nument i objawiła życzenie, aby pomnik powstał 
nie z kamienia tarnopolskiego, lecz z granitu. 
Wykonanie robót kamiennych z granitu śląskiego, 
poruczył Komitet na podstawie konkursu fir- 
mie: "Kamieniołomy H. Kulka i Spółka. Towa- 
rzystwo z ograniczoną poręką w Opawie wraz 
z filią w Krakowie". Tak do obrabiania kamie- 
nia, jak i do wzniesienia pomnika na miejscu, 
używano wyłącznie polskich robotników. Bron- 
zowy odlew figury sporządziła, wobec braku 
krajowych przedsiębiorstw, pierwszorzędna fa- 
bryka J. Fromla synów w Wiedniu. Robotami 
we Lwowie kierowała spółka architektów Józef 
Sosnowski i Alfred Zachariewicz. 
Oby ten pomnik wielkiej postaci dziejów 
naszych, stanowił dla potomnych pokoleń trwały 
wZÓr przy spełnianiu obowiązków obywatel- 
skich - Polaka!
		

/bialynia081_0001.djvu

			ŹRÓDŁA. 


Chołodecki-Białynia Józef. Aleksander Morgenbesse-r, 
życiosys. Czerniowce 1893. 
- Banialuki Rolińskiego. Lwów 1908. 
- Do dziejów powsta.nia styczniowego. Lwów 1912. 
- Henryk Schmitt, życiorys. Lwów 1888. 
Czaplicki Władysław. Pamiętnik więźnia stanu. - 
Lwów 1862. 
Dąbczaiski Antoni i jego pamiętnik. Lwów 1912. 
"Dziennik polski" z 6-8 grudnia 1899. 
"Gazeta narodowa" z 11-12 sierpnia 1869. 
Odezwa Komitetu budowy pomnika Franciszka Smolki 
z r. 1910. 
Pepłowski-SchnUr Stanisław. Z przeszłości Galicyi 
(1772-1862). Lwów lH95. 
"Przegląd" z 6-8 grudnia 1899. 
"Słowo Polskie" z 6-8 grudnia 1899. 
Smolka Stanisław. Dziennik }'ranciszka Smolki 1848- 
1849 w listach do żony. Kraków 1913. 
Widmann Karol. Franciszek Smo1ka, jego życie i za- 
wód publiczny od r. 1810-1849. Lwów 1886.
		

/bialynia082_0001.djvu

			SPIS TREŚCI. 


I. 


Rodzice i roazeństwo Franciszka Smolki. - 
Wincenty Smolka. - Anna z Nemethych 
Smolkowa. - Matylda z Smolków Saarowa - 
Karol Smolka. - Czasy szkolne Franciszka 
Smolki i tegoż patryotyzm. - Smolka prak- 
tykantem Fiskusa. . . . . . . 
Tajne naukowe związki młodzieży. - Poli- 
tyczne stowarzyszenia paryskiej emigracyi. - 
Wyprawa Zaliwskiego. - Smolka członkiem 
stowarzyszenia "Przyjaciół Ludu". - Związek 
karbonaryuszów we Lwowie - Smolka na- 
czelnikiem sprzysiężenia. - Tril,lmwirat. - 
Związek "Młodęj Sarmacyi". - Slub Smolki 
z Leokadyą Backerówną de Salzheim. - Od- 
krycie spisku w
jskoweg<) . ... 
Uwięzienie Smolki. - Owozesny trybunał 
karny. - Tryb życia więźniów politycznych.- 
System inkwizycyi. - Samobójstwo Ferdy- 
nanda Thilrmanna. - Smolka skazany na 
śmierć. - Cesarz nie zatwierdza wyroku.- 
Smolka odzyskuje wolność. . . . . 
Rok 1846. - Smolka ocala Lwów od kata- 
strofy. - Wiosna narodów w r. 1848. - 
Smolka autorem adresu, oficerem Gwardyi, 
członkiem "Rady Narodowej" - Tenże po- 
słem do "Reichstagu". - Wydatna działal- 
ność i znaczenie Smolki jako posła. - Rewo- 
lucya w Wiedniu i śmierć Latoura. - Smolka 
prezydentem Sejmu w Wiedniu i Kromie- 
rzyżu. - Jego niezłomna energia ratuje tron 
od kataklizmu. - Rozwiązanie Sejmu. . 
Sm olka w niełasce u Hammersteina. - Wy- 
bór Smolki do Rady miejskiej, do Sejmu i do 
Parlamentu. - Smplka honorowym obywa- 
telem Lwowa. - Smierć Leokadyi Smolko- 
we.j. - Rok 1963. - Czternastoletni okres 
dzialalności Smolki jako posła stolicy Galicyi 
i prezydenta Parlamentu. - Uczczenie za- 
sług jego, ,jako przewodniczącego Izby 


II. 


III. 


IV. 


V. 


Str. 


3 


8 


21 


31 


51
		

/bialynia083_0001.djvu

			82 


Sir. 


VI. Smolka twórcą Kopca Ullii lubelskif'J - Uro- 
czystość trzechsetnej rocznicy tTnii. - Mate- 
ryalne ofiary Smolki na rzecz Kopca. - 
Znowu uczczenie zasług Smolki. - Vvybicie 
pamiątkowego medelu. . . . . . 59 
VII. Ostatnie lata życia Smolki. - 'J'egoi śmierć.- 
Ogólne współczucie rodaków i cudzoziem- 
ców. - Manifestacyjny pogrzeb . . . 66 
VIII. PotomkowiE' Franciszka Smolki i tegoż brata 
Karola. - Władysław, Stanisław i .Jadwiga 
z Smolków Hupertowa. - Karol Rmolka 
i dalsze Smolków pokolenia 72 
IX. Projekt uczczenia Smolki pOlIlnikiem - Pier- 
wotne zamiary Rady miejskiej. - Zawiąza- 
nie Komitetu i tegoż udezwa