/wr_1998_nr1_045000001_0001.djvu

			e- N 
 
 
.
 

 ;it u 
.- 
I:: ",
 

 "..:;c 
.- E 
I::

 
E.- 
Q 
 " 

i
 
 


 
;lit: .- 
'Q 
 O 
 


 

 
 
oC:! I:: CJ 


 
 
fil 
,s I::S = 
f 
 
 bJ; 
I::S
 "C 
oC:! Q 
 


 == 

 
 
:.E:.E =< 
 
... 
= 
.... 

 
 
,- "C 
I:: 
s.
 
 "C 
"'" I:: O 
Q I::S 
N,.r:: I 

 c:,,) 
N Q 

..:;c .
 
I::S 
 
 
N N .... 
I:: "'" 
 
C f fil 
..... .
 'c 
,.r::
 
 
c:,,)..:;c 

I::S - 
.... 
'.... 
 
1::,i5 
"E "'" 

e- .... 
S 
- '- cG 
-S.c:-. 
 
'S>.
 .... 

 ;lit: N 
'
 .... 


C'I 
C'I 
G\ 

 

 
\Ci 
00 
o 
 
Z = 
(J:) 
(J:) C 
- - 
.... 

 
co 
 
C'\ ,= 
C'\ 
 

 .... 
> C 
'fil 

 = 

 ... 
.... 

 
 
I = 
'Z 
 

 .....- 
fil 
N 
 
U .....J 
 
> '- 
= 

 
 
00 
 
-.. 
łt) 

 
-ł 

 
a.. 
Z 


... 


...=::- ..._-:ł-"-", 


.;... --..,. :5-:" - 

--$- 
r- 



 

--..
 
, - -
 '-=- 


., 

 
,;::\ 


- 
- 
 TG1>1ł"iYiY"D1 

7
 


r" 
V\ 
,.t'(- 
-';;'.... 
2. 
m

 
oiI ", 



Nlf 



 

..J')11ł'if 


" 


.. 


=. 
 


stockiego. Pan Franciszek Sawa- 
niewski z zaścianka Mejłuny wspól- 
nie z matką Zofią, bratową Michali- 
ną i bratem Piotrem ocalił życie mlo- 
dej żydowskiej dziewczynie, ekspe- 
dientce z Mejszagoły. Dwaj bracia 
Antoni i Wladyslaw Skory ukryli 
w swoim domu na Wileńszczyinie 
żydowskiego kolegę, Bernarda Ben- 
smana. Ich podopieczny udał się 
póiniej do oddziału partyzanckiego, 
gdzie dotrwał do końca okupacji. 
Państwo Paulina i J6zefSołomachi 
przyjęli do swojego domu w Siema- 
tyczach 4-osobową rodzinę Goldwa- 
serów, a państwo Olga i Tomasz 
Wolscy stworzyłi u siebie w Droho- 
byczu kryjówkę dla trzech osób z ro- 
dziny NesteL 


(:" 
Pf' 
& 


, 



 


HISTORIA I PAMIĘĆ 


Od stuleci ludzkość zastanawia się nad 
fenomenem pamięci. Penetrowali ten problem 
filozofowie (por. np. Henri Bergson, Pamięć 
i życie), socjołogowie, historycy, badacze 
kultury (por. Frances Yates, -Sztuka pamię- 
ci). W pracach naukowych podejmuje się 
kwestię pamięci zbiorowej i odpowiedziałno- 
ści, momentów dynamicznych w strukturze 
pamięci, wreszcie pisze się ostatnio o prze- 
zwyciężaniu pamięci. 
O pamięci jako archiwum historii i prze- 
łamywaniu stereotypów w. ocenie stosunku 
Polaków do martyrologii Zydów myślałam 
podczas wyjątkowo wzruszającej uroczysto- 
ści wręczania w pięknej Sali Mieszczańskiej 
gdańskiego Ratusza 24 lipca 1997 roku 10 
obywatełom polskim medali Sprawiedliwy 
Wśr6d Narodów Świala. Zaiste niezwykły to 
fakt, że istnieje Instytut Pamięci, który hono- 
ruje czyny tak wydawaloby się podstawowe 
jak pomoc drugiemu czlowiekowi. Niezwy- 
kłe jest i to, że wydarzenia sprzed 50 łat nie 
zniknęły w mrokach pamięci, a wręcz prze- 
ciwnie - nabrały nowego blasku i wymiaru, 
gdy były jeszcze raz w formie bardzo skon- 
densowanej prezentowane przez sekretarza 
Ambasady Izraela licznie gromadzonym. 
Szczególnie ważny był fakt, że spotkanie w 
Gdańsku mialo charakter wielopokolenio- 
wy. Medale prz)'znane pośmiertnie odbie- 
raly najczęściej dzieci i wnukowie uhono- 
rowanych, tym samym zachowana zostala 
tak ważna ciąglość pamięci w ro- 
dzinie. 
Wśród odznaczon)'ch znaleźli 
się dawni mieszkańcy Kresów 
Wsehodl1ich, którzy mimo trud- 
nej sytuacji materiałnej i wielkie- 
go ryzyka nieśli pomoc ludności 
żydowskiej. Państwo Alma i Ka- 
rol Heczko\ł ie oraz rodzice Almy 
- Józefa i Stanislaw Zdonowie 
ukryłi w swoim domu we Lwowie 
osiem osób pochodzenia żydow- 
skiego. Pan Mieczyslaw Macie- 
jewski, mieszkający podczas oku- 
pacji w Brześciu n. Bugiem, razem 
z rodzicami i krewnymi ocalił 5- 
osobową rodzinę żydowską Du- 
bieckich. Państwo Bronisława i 
Izydor Siedleccy z narażeniem 
własnego życia zajęli się losem 
kilku uciekinierów z getta biało- 


Bardzo wzruszająca była wypowiedi Mi- 
chała Szermana, przybyłego na uroczystość 
w Gdańsku aż z USA, uratowanego przez 
Panią Franciszkę Lenartowicz ijej syna Mie- 
czysława, który osobiście odebrał medal. 
Trzeba dynamizować pamięć ludzi, by 
odtworzyć wielowymiarowy obraz przeszło- 
ści. Wciąż czekają na rzetelne spenetrowa- 
nie przez historyków akty odważnej, wielo- 
stronnej pomocy mieszkańców wsi \ł ileń- 
skiej w ukrywaniu ludności żydowskiej. 
Wystarczy zajrzeć do książki Jerzego Surwi- 
ły ,,Rachunki nie zamknięte. Wileńskie !Iad}' 
na drogach cierpieli" (Wilno 1992, s. 243- 
246), by zrozumieć, że wielu Polaków wileń- 
skich zasłużyło na symbołiczne odznaczenie 
"Sprawiedliwy wśród Narodów Swiata". Nie 
zawsze jednak znajdzie się kronikarz, który 
pomoże zrekonstruować fakty, dotrze do 
świadków. Proces gromadzenia dokumenta- 
cji jest niezwykłe żmudny i dla wielu star- 
szych, schorowanych, zmęczonych życiem 
ludzi praktycznie nie do przeprowadzenia. 
Można dziś zadawać sobie pytania, jak w 
warunkach niezamożn.ej wsi wileńskiej moż- 
liwe było ukrywanie Zydów. Otoczenie mu- 
siało odznaczać się szczerością, życzliwo
cią 
i tolerancją. I bynajmniej nie z myślą o za- 
szczytach i odznaczeniach Polacy z Wi- 
leńszczyzny ratowali życie ludzkie, łecz dla- 
tego, iż mieli dla niego najwyższy szacunek. 
Z.S. 


.

 


 f 
fi ,
 

) 
 


Oi 



 
,,
 


')) 
\- 


" 


,


 


l
		

/wr_1998_nr1_045000002_0001.djvu

			Lech Jwanowski 


, 
WILENSKIE GIMNA- 
ZJUM IM. KRÓLA 
ZYGMUNTA AUGUSTA 
Kronika mojej klasy 
w okresie lat 1927-1935 
IV 


Po przej
iu pani Świdowej na emeryturę 
dostałiśmy nową polonistkę panią Wandę 
Chmielewską, bardzo przystojną, ełegancką 
mlodą kobietę. Naraził się jej nasz ojciec w cza- 
sie nieobecno
i w Wilnie matki. Brat zwrócił 
się do ojca o pomoc w napisaniu wypracowa- 
nia na temat ,,Moja biblioteka". Ojciec otwo- 
rzył swoją bibliotekę i wyjmując książki. .na 
chybił trafIł, dyktował. Autor Tadeusz Boy Ze- 
łeński, tytuł "Dziewice konsystorskie", ocena. 
Mój brat chciał ją czytać, ale bał się, że go ksiądz 
za uszy wytarga. I tak dalej w tym stylu. 
Brat dumny i pełen nadziei na sukces od 
razu się zgłosił do czytania wypracowania 
domowego. Już po pierwszych zdaniach pani 
Chmielewka zabrała zeszyt, powiedziała, że 
wypracowanie nie jest na temat, bo o biblio- 
tece ojca i wpisała się do dzienniczka, by kto
 
z rodziców przyszedl na rozmowę. Ojciec 
kazał odpowiedzieć że na chodzenie do szkoly 
to on nie ma czasu, ałe bardzo chętnie umówi 
się z panią Wandą na kawę u Sztralla, lub u 
Rudnickiego. Matka po powrocie musiala 
przepraszać nauczycielkę, a my nie bardzo 
rozumieliś"my za co. 
Póiniej na miejsce pani Chmielewskiej 
przyszła pani Stabińska-Przybytkowa, po- 
przedzona famą jako osoba bardzo wymaga- 
jąca. Rzeczywiś"cie wymagała, ale uczyła su- 
miennie. Do dziś pamiętam mnemotechnicz- 
nie zapamiętane tytuły utworów XVII-wiecz- 
nych Morsztyna: "Łzy", "Na kwiatki", dwa 
,,Niestatki", "O swej pannie", "W kwarantan- 
nie" "Do trupa". Kiedyś przerwała mi na łek- 
cji interesującą rozmowę z kolegą: 
- Iwanowski, no proszę, no proszę, zwario- 
wał, zupełnie zwariował, rozmawia na lekcji. 
Nowy prefekt ks. Czemiawski wsławił się 
ciąglymi polemikami z naszymi agnostyka- 
mi Brodowskim i Wrońskim. Ku naszej ra- 
dości cWopaki z dyskusji wychodzili z pod- 
niesionym czołem, bo chyba byli lepiej przy- 
gotowani do wybranego wcześniej tematu, a 
ksiądz tracił cierpliwość i wpadał w złość. 
Póiniej odszedł do żeńskiego gimnazjum 
Orzeszkowej. 
Najego miejsce przyszedł ks. dr Jeleński. 
Wszelkie dyskusje ucinał, wymagał znajomo- 
ś"ci tematu, o który pytał. Po wojnie został w 
Wilnic. umarł \\" T\kj"l:I!!o!c. 


Maria Srabińska-Przybyr/wwa 
l"aul:z}l:ll:km matcmatyki był pan Oku- 
licz, elegancki pan, ale chyba zły dydaktyk. 
Mnie nauczył matematyki dopiero Doma- 
radzki, a wla
iwie korepetytor pan Edward 
Toczyłowski, dzisiaj już zupełnie niespoty- 
kany typ wiecznego studenta Wydziału Ma- 
tematyczno-Przyrodniczego. Korkował chy- 
ba kilkunastu uczniów z różnych klas. A że 
prócz przedmiotu znał również wymagania 
poszczególnych nauczycieli, ustawiał swoich 
podopiecznych pod właściwym kątem. Już w 
czasie litewskiej okupacji spotkałem go na 
ułicy Kalwaryjskiej, jak szedł obok sań zała- 
dowanych sianem. Na głowie miał nieśmier- 
telną wytartą czapkę batorówkę. Zdążył po- 
wiedzieć, że wrócił do rodzinnego Toczyło- 
wa, gdzie gospodarzy. Co się z nim póiniej 
stało. nie udało mi się dowiedzieć. 
Nietuzinkową postacią był łacinnik pan 
Rożek. Pochodzil z Malopolski, jak w Wiłnie 
mówiono - Galileusz. Świetny dydaktyk. Do 
dzi
 pamiętam jego zasadę następstwa czasów 
consecutio temporum: ,,Jeśli w zdaniu głów- 
nym jest czas główny tzn. praesens i oba futu- 
ra, to w zdaniu pobocznym..." - dalej zapo- 
mniałem. Ciepło o nim pisał Czesław Miłosz 
jako o miłośniku antyku i teatru. Podano był 
członkiem Rady Teatralnej na Pohulance. Dla 
nas był postrachem. Zdawał sobie sprawę, że 
żaden uczeń nie wytrzymuje jego przenikli- 
wego spojrzenia. Każdą łekcję zaczynał od 
czytania listy z popatrzeniem w oczy wyczy- 
tanemu. Dopiero, gdy upewnił się, że klasa jest 
odpowiednio zastraszona, przystępował do łek- 
cji. Nie żałowaliśmy, gdy odszedł na emerytu- 
rę. Podobno w czasie okupacji niemieckiej 
uzyskał status Reichsdojcza. 
Przeciwień- 
stwem jego postę- 
powania była mloda 
germanistka pani 
Herta Dzikowska. 
Rodowita Niemka - 
urodzona i wycho- 
wana w Królewcu. 
Przez caly czas oku- 
pacji była lojalna 
rodzinie męża i po- 
dawała narodowo
 
polską. 
Inny germanista 
pan Ehrman, Ałzat- 
czyk, w czasie I 
wojny 
wiatowej 
znalazł się w Wilnie 
jako oficer okupa- 
cyjnej armii pru- 
skiej. Ożenił się z 
Polką, wilnianką. 
Po 1918 r. został w 


Władysław Burcl:Y" 


2 


Wiłnie. Wykładał w szkołach zarówno nie- 
miecki,jak i francuski. W czasie drugiej oku- 
pacji niemieckiej bez żadnej dyskusji nada- 
no mu status Reichsdojcza. W 1944 roku wy- 
jechał do Niemiec wraz z rodziną, ałe po woj- 
nie córki jego wróciły do Połski. 
Po odejściu Rożka jako łacinniczka przy- 
szła do nas pani Kasperowiczowa, miła do- 
broduszna pani, która usiłowała przekonać 
nas do antycznej poezji, opartej jedynie na 
mełodii rytmu, bez rymu. chyba jej się to czę- 
ściowo udało. 


Ks. Bronisław Jeleński 


Po niej przyszła pani Pruszyńska, żona do- 
centa histołogii z Wydziału Lekarskiego USB. 
Później dostaliśmy pana Burczyka. Połu- 
biliśmy go za postęp techniczny. Każdy uczeń 
na klasówkę dostawał powiełony maszyno- 
pis tekstu do przetłumaczenia. Ponieważ w 
biurze przepisywań gdzie tekst powiełano, 
pracowała siostra kołegi, żaden tekst nie był 
dla mnie zaskoczeniem. Gorzej było, gdy i 


Alfred Ehrman 
,. ,,Bałda" nie dawał sobie rady ze złożoną for- 
mą gramatyczną. Ałe wtedy cała klasa miała 
dwóje i następny tekst był łatwiejszy. Niedaw- 
no przeczytałem wspomnienia Obiezierskiej, 
polonistki szkół żeńskich. Wspominała ona, 
że Burczyk miał trudności z magisteńum na 
polonistyce, wobec tego przerzucił się na fi- 
lologię klasyczną, gdzie było łatwiej. 
c.d,n, 


--
		

/wr_1998_nr1_045000003_0001.djvu

			MONOGRAFIA 
GIMNAZJUM 
IM. KRÓLA ZYGMUNTA 
AUGUSTA 


Nadesłano następujące materialy: 
l. Wspomnienia i fotografie - p.p. J. 
Krzysztofowicz i W. Narębski 
2. Dzięki inicjatywie i przedsiębiorczości 
p. Leona Brodowskiego sprowadzono z Li- 
tewskiego Centrałnego Archiwum Państwo- 
wego kserokopie następujących dokumentów: 
a) Wykazy abiturientów i absolwentów 
z lat: 1920, 1922-1939 wlącznie; 
b) Protokóły Rady Wychowawców z : 
30.VIII, 7.1X, 14.1X, 21.IX, 28.1X, 5.x, 12.x, 
27.X, 9.XI, 16.xI, 23.XI i 14,XII- roku 1922; 
4.1,18.1,25.1,22.11, 8.m, 15.111,28.111, 12.1v, 
26.1V, 17.V, l.VI, 3l.VIII, 20.IX, 15.xI i 
29.xI - roku 1923; l.v, 18.x i 12.xn - roku 
1924; 2l.XI.l925: 4.XII,1926; 28.1V.1928; 
8.VI. 1929(ok); 29.X.1938 (nk) 
c) Protokóly Rady Pedagogicznej z: 
lUX i 30.x - roku 1920; 28.VIlI.1922; 13.1, 
7.11, 15.11, 3l.X, 17.x1l - roku 1923; 19.V, 
30.VIII, 24.X (nk), 29.X (nk), 4.x1l (ok) - 
roku 1924; 19.1,6.11 (ok), 9.111, 12.V, 27.VI 
(nk), 18.IX - roku 1925; 15.IX, 9.x, 30.x, 
20.x1l (nk) - roku 1926; 22.1, 4.11 (nk), 15. VI, 
10.IX, 17.x1l - roku 1927; 7.1 (nk), 21.1, 3.1X 
- roku 1928; 28. VI, 3.1X ,roku 1929; 27.1, 
28.VI (nk) - roku 1930; 27.VI.1931; 
28.V1.l932; 19.V.1933; 25.V1.l934 (nk); 
30.XI.1935; 9.IX.1936; 28.VLI937; 
5.1X.1938. 
d) Protokóly Komisji Przedmiotowych: 
geografii z l.IX.1922; gimnastyki z 
12.IX.1922; historii z 13 .IX. 1922 oraz 
19.IX.1923;j. łacińskiego z 7.IX.1922;j. no- 
wożytnych z 13.IX. ł 922; j. polskiego z 
7.IX.1922 i 17.IX.1923; matematyki z 
13.IX.1922 
e) Informacje o działall1o
ci kólek i or- 
ganizacji szkolnych: Koła Artystycznego w 
1923/24; Bratniej Pomocy 1929/30; Harcer- 
stwa 1921 i 1930; Hufca Szkolnego 1923/24; 
Kola Historycznego 1929/30; Koła Lotnicze- 
go LOPP 1929/30; Koła Miłośników Klasy- 
cyzmu 1924/25; Koła Romanistów 1929130; 
Uczniowskiego Koła Sportowego 1929/30; 
Sodalicji Mariańskiej 1929/30; Szkolnej Kasy 
Oszczędności 1925/26 oraz 1929/30 
f) Sprawozdanie z wycieczki do Zako- 
panego we wrześniu 1923 
g) Dokumenty dot. bud)'nku i jego wy- 
posażenia: 1920 
g) Malerialy różne: kronika z r.szk. 1921/ 
22 (nk); ogółne wiadomości o szkołe r.szk. 
1922/23; obchody, uroczystości, odczyty, 
wycieczki w r.szk.1922/23; sprawozdanie 
ogólne z I półrocza r.szk. 1923/24; sprawoz- 
danie ogólne z II półrocza r.szk. 1923/24; sta- 
tystyka szkołnictwa średniego r.szk. 1924/25 
(dotyczy GZA); sprawozdanie lekarza szkol- 
nego r.szk, 1925/26; kwestionariusz staty- 
styczny za l. 1922-1927; sprawozdanie za I 
kwartał r.szk. 1927/28 (nk); sprawozdanie za 
I półrocze r.szk. 1927/28 (nk) sprawozdanie 
za r.szk. 1927/28; sprawozdanie za I półro- 
cze r.szk. 1928/29; sprawozdanie za r.szk. 
1929/30 (ok); sprawozdanie z wizytacji prze- 
prowadzonej 3.XII.1919 w ciągu 4,5 godz. 
(nk): protokół z konferencji powizytacyjnej 
14.x1.l 93 l. 


Uwaga: (nk) = materiał niekompletny 


Z PRASY 


Zmarli: 26 grudnia 1997 r. w wieku 94 lat 
Janina Czemiatowicz z domu Maculewicz, dok- 
tor filozofii, w l. 1937-39 pracowała w Biblio- 
tece USB, w. 1941-44 na polecenie Delegatury 
Rządu RP na Okręg Wileński w celach kons{li- 
racyjnych pracowała w Arbeitsamcie w Wilme; 
29 grudnia 1997 w wieku 71 lat Adam Andrzej 
Reiss ps. "Adaś", żolnierz 3. Wileńskiej Bry- 
gady AK "Szczerbca", uczestnik walk o wy- 
zwolenie Wilna. * Prof. Juliusz Bardach, autor 
wielu studiów dotyczących dziejów Litwy. jest 
pierwszym polskim uczonym, który po odzy- 
skaniu przez Litwę niepodległości otrzymał 
doktorat honoris causa Uniwersytetu Wileńskie- 
go. Uroczystość wręczenia doktoratu odbyła się 
w uniwersyteckim kościele św. Jana. * Wydział 
Sztuk Pięknych UMK, będący kontynuacją 
Wydziału Sztuk Pięknych USB, który w 1945 
r. przeniósł się z Wilna do Torunia, obchodził 
w ł 997 r. 200 rocznicę powstania. Z tej okazji 
w toruńskim ratuszu przygotowano staraniem 
Muzeum Okręgowego. UMK oraz wileńskiej 
Akademii Sztuk Pięknych wystawę "Kształce- 
nie artystyczne w Wilnie i jego tradycje". Cie- 
szyła się ona wielkim powodzeniem zarówno 
w Toruniu, jak i w Wilnie. * Rada miejska Dru- 
skiennik postanowiła wystawić pomnik Józe- 
fowi Piłsudskiemu za zasługi dla miasta. Litew- 
skie ministerstwo oświaty stwierdziło, że Józef 
Pilsudski niczym nie zasłużył się dla Litwy, ani 
dla miasta Druskienniki, więc upanliętnienie 
jego osoby przez pomnik jest nie do przyjęcia. 
Komisja kultury litewskiego Sejmu poleciła 
radzie Druskiennik zmianę uchwały. przy oka- 
zji Komisja Języka Litewskiego zaleciła radzie 
Druskiennik usunięcie w miejscach publicznych 
napisów infomlacyjnych w języku polskim. * 
Litewscy parlamentarzyści zaproponowali ro- 
syjskim utworzenie trójstronnego polsko-rosyj- 
sko-litewskiego forum. które zajęloby się roz- 
mowami o sytuacji obwodu kaliningradzkiego 
i jego dalszym losie. Przewodniczący Komite- 
tu Spraw Zagranicznych litewskiego Sejmu Me- 
czys Laurinkus twierdzi, że zarówno przywód- 
cy polskiego Sejmu, jak i przewodniczący Ko- 
mitetu Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy 
Wladimir Łukin zgodzili się na taką propozy- 
cję. * Odchodzący prezydent Litwy Algirdas 
Brazauskas w wywiadzie dla "Gazety Wybor- 
czej" powiedział, że na Litwie "nie ma żadnej 
siły politycznej, która chciałaby pogorszenia 
stosunków z Polską". * Rada Warszawy za- 
aprobowala projekt wspólpracy stolicy Polski 
z Wilnem. Prezydent Święcicki chce utworzyć 
Forum Samorządu Polskiego i Litewskiego. Na 
pierwsze jego obrady, planowane na wiosnę, ma 
zjechać 150 sanlOrządowców z Litwy. * Wam- 
basadzie polskiej w Wilnie od trzech lat orga- 
nizowane są kursy języka polskiego. Cieszą się 
dużym zainteresowaniem. Na kurs w 12 gru- 
pach dzialających od marca 1996 r. uczęszcza- 
ło 200 osób. Najmłodszy uczestnik miał 7 lat, 
najstarszy - prawie 80. * Emitowany w TVP 
serial Izabelli Cywińskiej "Boża podszewka" 
spotkał się z powszechną krytyką i potępieniem 
ze strony środowisk kresowych. Wyjątek sta- 
nowi pisarz Aleksander Jurewicz, który na ła- 
mach "Gazety Wyborczej" broni prawa artysty 
do własnej wizji przeszłości. * Rada rejonu wi- 
leńskiego, zamieszkalego niemal w 70 proc. 
przez Polaków, przyjęła uchwałę wprowadza- 
jącą język polski - obok litewskiego - "we 
wszystkich Instytucjach i organizacjach". Na- 
czelnik powiatu wileńskiego Alis Vidunas roz- 
porządzeniem natychmiast wstrzymał wykona- 
nie tej uchwały, dając radzie 10 dni na jej od- 
wołanie. Jeśli samorząd rejonu nie zastosuje się 
do żądania powiatu, sprawę rozstrzygnie sąd. 
* Prezydent-elekt Litwy Valdas Adamkus po- 
wiedział, że mniejszości narodowe na Litwie 
,,mają prawo do wszystkich swobód obywatel- 
skich, do rozwijania kultury, oświaty, języka" 
Podobną, nawet dalej idącą deklarację złożyl 
w czasie kampanii wyborczej inny kandydat na 
prezydenta - Arturas Paulauskas. 


ANEKS do: 
DIVIDE ET IMPERA 
KONRADA GÓRSKIEGO 


Wileńscy księZa 
"ViI.Bałsas" z 6.XII. pisze w artykułe 
"Agitacja w ko
iołach wileńskich": 
"Ubiegłej niedzieli księża Polacy w ko- 
ściołach wileńskich, w czasie swych kazań 
wygłosili wiele myśli. nie mających nic wspól- 
nego ze zbawieniem duszy i z religią katolic- 
ką, a są tylko zwrotami polskiej agitacji. Oto 
kilka bardziej charakterystycznych myśli tych 
kazań. 
W Katedrze ksiądz w czasie kazania wy- 
raził się m.in., że ciężki kl7.Yż dźwigany obec- 
nie przez Polaków jest tylko czasową karą 
Bożą i że nie nalei:)' tracić nadziei, a Bóg 
zmiłuje się nad Polakami i szybko znikną bie- 
dy i to straszne nieszczęście. 
W kościele św. Michała ksiądz. prawiąc 
kazanie. zaznaczył, że okres ten jest okresem 
prześladowań. mąk i biedy. Ksiądz zachęcał 
Polaków do nieupadania na duchu, gdyż ry- 
chło nastąpi zmartwychwstanie. Poza tym 
wszyscy Polacy muszą być obecnie wytrwali. 
zwłaszcza ci, którzy nie majq,posad. 
W kościele Wszystkich Swiętych ksiądz 
zarzucił wierzącym Polakom, że skłaniają się 
oni w tę stronę. w którą wieje wiatr. 
W kościele św. Rafała ksiądz uskariał się, 
że obecnie są smutne czasy i Polacy nie mogą 
być tacy weseli jak dawniej. Mają oni obec- 
nie troski Z powodu braku wiadomości o sy- 
tuacji bliskich, z powodu wymiany złotych na 
lity itd. Wszystkie te troski i biedy Polacy ja- 
koś przecierpią. 
W kościele Saleljanów ksiądz podkreślił, 
że obecnie Polacy katolicy trafili pod władzę 
narodów niewierzących. kto chcą Polaków 
wyrzucić z kościołów. Dlatego też Polacy po- 
winni należycie temu niebezpieczeńsnvu się 
opierać. Niepodległość Polski będzie PI7.Y- 
wrócona z pomocą Chrystusa. Wszyscy mu- 
szą w to wierzyć. Poza tym ksiądz wyraził po- 
d
iękowanie wszystkim osobom Z zagranicy, 
kto ofiarami wspierają poszkodowanych Po- 
lakó,,
 
W tym samym kościele ksiądz podczas 
kazania dla uczniów powiedział. że ludzkość 
czekała na Chrystusa 4 tys. lat, a my będzie- 
my teraz c
ekali 4 tygodnie. Po tym symbo- 
licznym narodzeniu Chrystusa narodzi się 
taka oja:yzna dla Polaków jak była" 
Nie rozumiemy dłaczego "ViI. Balsas" 
sądzi, że księża wileńscy mówiąc o Połakach 
mają na myśli Wilnian a nie mieszkańców 
Krakowa, Warszawy i innych miejscowo
i 
poza Litwą. 


Kur. Wil. 1939, nr 292, S. 2. 


KSIĄŻKI NADESŁANE: 


P ANORAl\łA Polska-Nottingham Gru- 
dzień 1997 nr 33. 
ZIEMIA UDZKA nr 28 listopad 1997. 
Tu m.in.: c.d. Kroniki Zicmi Lidzkiej i No- 
wogródczyzny; informacja o sporze o Dom 
Polski w Lidzie. 


T.M. 


PAWEŁ ŚWIETLIKOWSKI: Gulag 
Workuta. Raport oficera Armii Krajowej. 
Warszawa-Wrocław 1997 s. 293 (w liście do 
red. autor pisze: "Gułag Workuta nie jest 
książką wspomnieniową. założeniem jej jest 
odkłamanie wspólcz. hist. Polski. Tej za 45 
lat PRL i tej Tad. Siergiejczyka wydanej w 
V.1989 na polecenie Polit. Biura w III 1989). 


3
		

/wr_1998_nr1_045000004_0001.djvu

			Zofia Sawaniewska-Mochowa 


TRADYCJE ZAŚCIANKA SZLACHECKIEGO W JĘZYKU 
I MENTALNOŚCI POLAKÓW NA LITWIE 


W samym końcu zaścianka, pilnując swej niW}
 
tył sobie szlachcic poczciwy. 


Wypowiadanie się o swoistym fenomenie 
dawnej kultury szłacheckiej na Litwie (i 
udziale za
cianków w jej podtrzymywaniu) 
może wydawać się ze wspólczesnej perspek- 
tywy anachronizmem. Nie sposób jednak 
dogłębnie zrozumieć społecznych i psycho- 
łogicznych uwarunkowań obecnej sytuacji 
językowej i kulturowej na interesującym nas 
terenie bez uwzgłędnienia roli, jaką we 
wspólnocie komunikatywnej Wielkiego 
Księstwa Litewskiego (termin za: L. Bed- 
narczuk, 1992, 66; 1996, 90) odegrala war- 
stwa drobnoszlachecka. 
]Problem drobnej szlachty zwracał od 
dawna uwagę historyków, etnografów, socjo- 
logów, ekonomistów i statystyków. Poświę- 
cali mu swoje pióra pamiętnikarze, krajo- 
znawcy, zbieracze folkloru. Specyfika kultu- 
ry, oryginalność postaw społecznych, patrio- 
tyzm i przywiązanie do ziemi, swoisty urok 
zaścianków szlacheckich znalazły także swój 
wyraz w ich obrazie literackim, stworzo- 
nym przez autorów kresowych: A, Mickie- 
wicza, E, Orzeszkową. J, I, Kraszewskie- 
go, W Syrokomlę, W. Pola, M, Rodzie\łi- 
czównę czy Cz, Milosza. Swoją wiedzą o 
obyczajowo
ci i stanie umysłowym okolicz- 
nej szlachty żmudzkiej zadziwia historyków 
do dziś Henryk Sienkiewicz. 
Choć obecność drobnej szłachty w pejza- 
żu społecznym, kułturowym i językowym wsi 
litewskiej była na przestrzeni dziejów tak 
wyraina, to jednak społeczność drobnoszla- 
checka na Litwie nie doczekala się monogra- 
ficznego opracowania, uwzgłędniającego jej 
historię, strukturę majątkową, łiczebno
ć, 
kułturę i obyczajowość. Najobszemiej, jak do 
tej pory, udokumentowane są losy, tradycje i 
przemiany mentałności zaścianków drobno- 
szlacheckich na wschodnim Mazowszu i Pod- 
lasiu (M. Biernacka, 1966; T. Krawczak, 
1994). 
Stosunek historiografów do drobnej 
szlachty był na przestrzeni dziejów dość zróż- 
nicowany i wahał się między dwoma skraj- 
nymi biegunami: apoteozą i biczowaniem. 
Różne nastawienia, uwarunkowane sytuacją 
dziejową, oddaje również literatura piękna i 
publicystyka. ,,Historykom literatury nie trze- 
by pl7.Ypominat - pisał wybitny znawca sar- 
matyzmu Janusz Tazbir (1976,16) - jak bar- 
dzo pisarze Oświecenia nie cierpieli szlachty 
zagrodowej za anarchizm. niechęć do silnej 
władzy centralnej, przywiązanie do własnych 
przywilejów (...). I jak bardzo literatura ro- 
mantyczna gloryfikowała tę samą wartwę. 
widząc w niej nie tylko strainika cnót staro- 
polskich, lecz r6wniei głównego obrońcę 
praw narodoW}'ch ". 
Stereotyp zaniedbanego cY\łilizacyjnie, 
klótliwego i próżnego drobnego szlachci- 
ca, nadmiernie przywiązanego do tytułów 
uparcie podtrzymują natomiast pisarze, du- 
chowni, publicyści zaangażowani na przelo- 
mie XIX i XX w. w litewskie odrodzenie na- 
rodowe. "Szlachta drobna imudzka, niczem 
się od wieśniak6w nie róini, jedno ubiorem, 
który jest pośredni między chłopskim. a wy- 
ższej klasy zwanej obywatelami - odnotował 
biskup żmudzki Maciej Wołonczewski (1898, 
148). Obyczaje szlachty są dosyt wolne; pi- 
jacy pomiędzy nimi nie rzadkość: o!łviecenia, 
przez zaufanie w swoim klejnocie nie mają i 
mieć nie chcą; wielu nawet po polsku nie 
umie. Ci zaś. kt617.Y m6wią po polsku, mają 


4 


(W. Syrokomla) 


siebie za cM wyiszego, tytułują się szumnie 
Cześnikami, Strainikami, Skarbnemi, Budow- 
niczemi, itd. (...). Jest to klasa ludu najmniej 
społeczności potytecz.na. bo zwykle od wszyst- 
kich potrzeb powszechnych unika, do nicze- 
go ręki przyłotyć nie chce." 
Jeszcze surowszą ocenę obyczajowości i 
kompetencji językowych drobnej szlachty li- 
tewskiej znajdujemy w poemacie ,;Z nad Bi- 
ruty", wydanym przez Maironisa pod pseu- 
donimem Hałina z Połągi w 1904 r. Autor nie 
wał1a się nawet nazwać polszczyzny tej war- 
stwy "śmiesznym żargonem" (por. Z. Sawa- 
niewska-Mochowa, 1997, 108-H>9). Z kolei 
ks. Ludwik Jucewicz w swojej rozprawce 
,,Przysłowia ludu łitewskiego" dwuznacznie 
brzmiący przekaz "Oszmiana z Lidą razem 
kraść idą, Wilno i Troki za nimi w kroki" 
ukonkretnił następującym wyjaśnieniem: 
"zwrot nie odnosi się bynajmniej do obywa- 
teli - ludzi światłych i poczciwych, ale tylko 
do drobnej szlacht)', spoczywającej jui daw- 
no w grobie, której niechaj B6g nie pamięta 
przewinień. a światłość wiekuista niechaj im 
!ł
'ied'. (D. Świerczyńska, 1992,491). Choć 
litewska szlachta zagrodowa - jak usłyszeli- 
śmy - otrzymała ostatecznie rozgrzeszenie od 
potomnych, to jednak w potocznej mental- 
no
ci mogła cieszyć się złą slawą. 
Dla obiektywncj oceny kultury szlachec- 
kiej szczególnie ważnym okresem jest wiek 
XIX, kiedy można już ją opisywać na tle ak- 
tywności kulturowej innych środowisk spo- 
łecznych (np. chłopskich) i kiedy zachodzi 
proces przyswojenia pewnych elementów 
dziedzictwa szlacheckiego jako n3Szyeh pol- 
skich cech narodowych, zarówno w dobrym, 
jak i złym sensie (Z. Stefanowska, 1976, 5-6). 
Pamiętajmy jednakże, że XIX w. to dla szlachty 
na Litwie Gak i innych ziemiach zabranych 
przez Rosję) okres rozlicznych weryfikacji i 
wieloletnich zabiegów o udowodnienie przy- 
należno
i do stanu, a więc zachowanie swo- 
jej tożsamo
i. O "procesie szlachty polskiej z 
rządem rosyjskim" traktuje znakomita praca 
Jolanty Sikorskiej-Kuleszy (1995), wypełnia- 
jąca poważną lukę w historiografti XIX -wiecz- 
nych kresów. W świetle tego opracowania, któ- 
re oprócz danych historycznych, archiwalnych, 
dostarcza cennych materiałów do badania 
zmian mentalności drobnoszłacheckiej w XIX 
w., można sporządzić długi rejestr krzywd, 
jakich doznaJa szlachta zaściankowa na Li- 
t\łie; tej go bowiem warstwie władze zabor- 
cze odmawiały najczę
iej prawa do hemu, a 
to oznaczało przeniesienie do stanu opodatko- 
wanego i gwałtowną pauperyzację. Po klę- 
skach powstańczych cale zaścianki depor- 
towano do Rosji, zdarzaly się także spale- 
nia wszystkich domostw w okolicy i prze- 
siedlenia ludności. a źródlo represyjnego na- 
stawienia Rosji 
obec szlachty zaścianko- 
""ej wynikalo z przekonania o drobnoszle- 
checkim charakterze zQ'Wów narodowych. 
Według danych zgromadzonych przez J. Si- 
korską-Kuleszę (1995, 103), które wymaga- 
ją zresztą jeszcze dalszej weryfikacji archi- 
walnej, około 200 tysięcy szlachty pici oboj- 
ga zostało wyeliminowane na Litwie i zachod- 
niej Białorusi w ciągu XIX w. ze stanu uprzy- 
wilejowanego. Echa tych doświadczeń zwią- 
zanych ze sprawdzaniem szlachectwa po- 
brzmiewają choćby w "Panu Tadeuszu", któ- 
rego autor również wywodził się z drobnej 
szlachty: 


"Dzif nam szlachectwa przeczą. kaiq nam drabować 
Papiery i szlachec
'a papimm probować (...), 
1)1ać u mnie o patenta, 
Kiedym zastal szlachcicem? Sam Bt5g lO pamięla! 
Nleclwj Moskal w las idzie pytał sir drbiny, 
Klo jej daj palenI rosnqł nad wSl.Yslkie krzewiny". 
(księga IV., w. 338-339, 341-344) 
Atmosfera zagrożenia i deklasacji wy- 
twarza w umyslowo
ci drobnej szlachty swo- 
isty mechanizm obronny, który prowadzi do 
mitologizowania odrębno
ci tej warstwy w 
porównaniu z warstwą chłopską. W mit ten 
zostaje także wpisana połszczyzna jako ję- 
zyk wyróżniający pod względem spolecz- 
nym. W obłiczu dokonywania się podziału 
szlachty na "prawdziwą", heraldyczną i "fa- 
łszywą", nie wylegitymowaną, ogromnego 
znaczenia nabiera też wszelka pisemna do- 
kumentacja potwierdzająca fakt przynałeż- 
no
ci do szłachetnie urodzonych. Przywią- 
zanie do swego domowego archiwum to 
kolejna cecha charakterołogiczna drobnej 
szlachty z terenów kresowych. ,,Dokumen- 
ta, jeśli ma jakie (on) ceni bardzo, chowa w 
skrzyni do ostatecznego przebutwienia" - 
pisał o okolicznej szlachcie oszmiańskiej w 
końcu XIX w. Czesław Jankowski (J. Sikor- 
ska-Kulesza, 1995,66). Niemał anegdotycz- 
nie brzmi historia, jaka przydarzyła się Win- 
centemu Witosowi, który w pierwszych la- 
tach powojennych objeżdżał wschodnie kre- 
sy państwa polskiego i przy tej okazji ze- 
tknął się z tamtejszą szlachtą zagrodową. Ta 
z dumą pokazywała mu dawne dokumenty 
poświadczające jej przywiłeje stanowe. Gdy 
pod Kleckiem w nieświeskim powiecie nie- 
jaki Rymaszewski ujawnił swoją dokumen- 
tację rodową, Witos miał zapytać: ,,Po cói 
wam, Panie Romaszewski, te papsierki?", na 
co tamten odpałił: ,,A ot, po to, ie jak (...) 
chamuków w dupa bili, to nas nie mogli" 
(cyt. za: J. Tazbir, 1976, 12, 31). Potrzeba 
dokumentowania szlachectwa i odróżniania 
się od otoczenia utrzymuje się w mentałno- 
ści potomków szlachty zaściankowej na Li- 
twie po dziś dzień, o czym 
wiadczą zacho- 
wania informatorów V. Cekmonasa (1994, 
158, 160), którzy chętnie okazują na dowód 
swojej zasiedziałości i przynależno
ci do 
szłachetnie urodzonych skrzętnie przecho- 
wywane dekrety wywodowe. 
Z posiadaniem herbu wiązało się nieroze- 
rwalnie poczucie honoru, naczełna zasada 
etosu szłacheckiego, różnie zresztą przez 
inne stany postrzegana. W krytycznej ocenie 
zachowań drobnej szlachty kronikarze i hi- 
storycy uwypuklają przede wszystkim jej 
skłonność do awantur i procesów. "Obok nie- 
okrzesanych popędów człowieka gminu mie- 
nią się w charakterze szlachcica cnoty i wady, 
odziedziczone z przeszłości - zauważał W. 
Smoleński (1885,52). Znaletć moina w tym 
chłopie z pozom arystokratyczną dumę, ju- 
nakierję rycerską. sejmikową krzykliwość, 
wiejską otwartość, południowy podstęp i afekt 
serdeczny - całą grę świateł i cieni epoki sa- 
skiej". Trudno określić, bez specjalnych ba- 
dań, jak oceniają Polacy na Litwie dziedzic- 
two szlacheckie, ałe nawet pobieżna obser- 
wacja sceny politycznej z zaznaczającą się 
wyrainie połaryzacją stanowisk wśród elity 
polskiej wskazuje na obecność w mentalno- 

i przywódców kontrastowych cech tempe- 
ramentu szłacheckiego. 
Nie jest przedmiotem tego opracowania 
rozpatrywanie ciągle jeszcze dyskusyjnej 
kwestii genezy i formowania się warstwy 
drobnoszlacheckiej na Litwie. Nadmienię
		

/wr_1998_nr1_045000005_0001.djvu

			tylko, że pojawiające się w prasie wiłeńskiej 
z początku XX w. arbitralne sądy w rodzaju 
,,szlachta ta przydomka "polski" dla siebie 
nie przyznaje, bo ani z pochodzenia, ani Z 
ducha nie jest polską" nie należały do ca- 
łkowicie odosobnionych ("Litwa", 1909, nr 
16,242). Zasadniczo w pracach polskich hi- 
storiografów wywodzi się ją z miejscowych 
bojarów rusko-litewskich, uszlachconych 
chlopów oraz przybyszów z Korony (ob- 
szerna literatura na ten temat u J. Sikorskiej- 
Kuleszy, 1995, 10-11). Obok ludności rodzi- 
mej liczącą się część drobnej szlachty sta- 
nowiłi potomkowie imigrantów z Mazow- 
sza i Podlasia, przybywających szczególnie 
licznie po unii lubelskiej w poszukiwaniu 
lepszych warunków życia na rozległe i sła- 
bo zaludnione ziemie WKL (M. Biernacka, 
1966,24,33; J. Rieger, 1996, 12). O specy- 
fice rozmieszczenia drobnej szlachty w XIX 
w., jak i o obecnych jej siedliskach na Li- 
twie zadecydowały więc wielowiekowe pro- 
cesy osadnicze i kolonizacyjne. Nieprzypad- 
kowo najliczniejsze skupiska drobnoszla- 
checkie znalazły się na terenach zagrożo- 
nyc
l niegdy
 ekspansją krzyżacką, a więc 
na Zmudzi, stanowiącej obok Mazowsza i 
Podlasia główną krainę osadnictwa drob- 
noszlacheckiego, a także w powiatach lidz- 
kim, oszmiańskim, Trockim, kowieńskim, 
wiłkomirskim i nowogródzkim. W połowie 
XIX stulecia, pomimo zaawansowanego pro- 
cesu deklasacji, szłachta litewska pozostaje 
nadał znaczącą w życiu społecznym siłą. W 
statystykach rosyjskich ujmujących global- 
nie liczebność stanu szlacheckiego ziem za- 
branych (czyłi Kraju Zachodniego) zdecy- 
dowanie na pierwszym miejscu znalazla się 
gubernia kowieńska ( 9,16 na 100 mieszkań- 
ców), następnie wileńska (6,04) i mińska 
(6,03) [więcej danych u J, Sikorskiej-Kule- 
szy, 1995,84]. 
Zasadniczy podział w obrębie spolecz- 
no
ci drobnoszlacheckiej na Litwie przebie- 
gał w XIX w. według kryterium własności 
ziemi połączonego z posiadaniem podda- 
nych. Wyrainie zaznaczającą się w hierar- 
chii majątkowej grupę stanowiła szlachta 
okoliczna, posiadająca dziedziczne gospo- 
darstwa rolne, które własnoręcznie upra- 
wiała. Szlachta ta zamieszki wala w okoli- 
cach, czyli osadach obejmujących od kilku 
do kilkudziesięciu rodzin. W XIX-wiecznej, 
bardzo zresztą bogatej, terminologii odno- 
szącej się do uboższej części nobilitas funk- 
cjonowały też określenia (por. K. Chamer- 
ska, 1974, 8-12), zawierające najczę
ciej 
element warto
ciujący, tworzone od charak- 
terystycznych cech posiadłości drobnoszla- 
checkiej (szlachta zagrodowa, zagonowa, 
za
ciankowa,lindowa, drążkowa) lub spe- 
cyficznych elementów ubioru (szlachtacho- 
daczkowa, bosa, Iykowa, kapotowa, sza- 
raczkowa, siermiężna, parciana). Obok 
herbowych rolników, gospodarująch na wla- 
snej ziemi, do warstwy drobnoszłacheckiej 
zaliczali się także nieposesjonaci, czyli 
szlachta czynszowa, utrzymująca się z upra- 
wy wynajętych działek i szlachta slużebna 
(dworska), spełniająca przeróżne posługi na 
dworach swojej zamożniejszej braci (por. J. 
Sikorska-Kulesza, 1995, 12). Dla właścicieli 
majątków z chłopami, posiadaczy folwar- 
ków administracja carska zarezerwowała 
termin dworianin (rosyjski odpowiednik sło- 
wa szlachta) lub pomieszczik (ziemianin), a 
na określenie uboższej części stanu uprzy- 
wilejowanego, legitymującej się jedynie po- 
siadaniem własnej zagrody lub w ogóle nie 
posiadającej majątku nieruchomego pozosta- 
wiono początkowo nazwę szlachta. Z bie- 
giem czasu, w związku z nasileniem wery- 
fikacji szlachectwa, w terminologii urzędo- 
wej następuje znamienne przesunięcie ak- 
centu z majątku na pochodzenie. Określe- 
nie dworianin będzie więc przysługiwało 


tyłko szlachcie, która potrafiła dowieść w 
dość skomplikowanych procedurach praw- 
nych swego uprzywilejowanego pochodze- 
nia. Niewylegitymowani natomiast zostają 
po 1831 r. zaliczeni do kategorii społecznej 
w ogóle ustrojowi dawnej Rzeczypospolitej 
nieznanej, wolnych osobiściejednodworc6w 
(odnodworc6w) i obywateli (grażdan) o róż- 
nym od chłopów i mieszczan statusie praw- 
nym. (1. Sikorska-Kulesza, 1995, 27). Za. 
mierzonym zabiegiem ze strony admini- 
stracji zaborczej bylo więc usunięcie z ofi- 
cjalnej terminologii okreśłenia szlaclzta. 
Zaczęła nawet funkcjonować w XIX-wiecz- 
nej połszczyinie z terenu guberni kowień- 
skiej nazwadworzańsnm«szlachectwo, stan 
szlachecki» (dowodem może tu być Słow- 
nik przekładowy A. Juszkiewicza (1897, 
184); przyjął się także w uzusie kresowym 
jednodworzec (odnodworzec) jako specy- 
ficzne określenie nie wyłegitymowanej 
szlachty zagrodowej (J. Karłowicz, 1984, 
44), którą po 1857 r. zaliczono do włościan. 
Nigdy jednak nie przestała istnie
 w po- 
tocznej 
wiadomo
ci na Litwie nazwa 
szlaclzta zaściankowa czy zaścianek rozu- 
miany jako «osada, wieś zamieszkała przez 
drobną szlachtę, która sama uprawiała zie- 
mię», ale też i jako określenie kolektywne 
«ogół mieszkańców takiej osady» (por. 
Słownik języka polskiego pod red. W. Do- 
roszewskiego, 1968, X, 812-813). XIX- 
wieczne słowniki języka polskiego nie od- 
zwierciedlają jeszczc negatywnych konota- 
cji, jakie rozpowszechnia późniejsza kryty- 
ka społeczno-literacka używająca zaścian- 
ka w przenośnym (pejoratywnym) rozumie- 
niu «miejscowość, dziedzina, 
rodowisko, 
odcięte od świata, ośrodków życia umysło- 
wego, zacofane». Zapowiedi krytycznego 
podejścia do zamkniętej, ograniczonej do 
swojego najbliższego otoczenia postawy za- 
ściankowej (nazywanej też parafiańszczy- 
zną), można już odnaleić w twórczości Cy- 
priana Norwida (1977, 199): 
"Kraj, skąd nie w}jrzał nikt za bliskie morze 
Sumieniem; serca - ścisnęły paszporty; 
Kochano silnie ojczyzny granice, 
Gr6d, ob,,,,'6d, powiat, wreszcie okolicę... 
Dalej wieś swoją. dalej we wsi dworek. 
Nareszcie żonę tylko, dzieci własne, 
Potem i z {beci jedno - siebie - worek - 
I koniec!... Wielu stąd było za ciasno. 
Ale to bvli ludzie bez-znaczenia, 
Ludzie 
e zbytniego w kraju pokolenia ". 
(Szczesna, Tło - fragment) 
Kołejny raz ujawnia się ambiwalencja 
ocen, gdy próbujemy ..zmierzyć" mentalność 
XIX-wiecznej szlachty zaściankowej. Czy 
jednak jej swoistego ..zakonserwowania", 
przejawiającego się uparcie podtrzymywa- 
nym przckonaniem o wlasnej odrębności i 
wyższości stanowej oraz słabością do tytula- 
tur nie można tłumaczyć poczuciem zagro- 
żenia, i to nie t)"lko ze strony administracji 
zaborczej. Nie jest bowiem tajemnicą, że 
drobna szlachta na Litwie nie znajdowala ra- 
czej (pomijając może okresy zrywów naro- 
dowych) sojuszników wśród ziemian. Nie- 
przypadkowo w Słowniku znanego działacza 
i pisarza żmudzkiego Dionizcgo Paszkiewi- 
cza (D. Po
ka, 1979, 158) znalazł się jako 
kontekst do hasła między znamienny dwu- 
wiersz po żmudzku i polsku: 
8ajor's gi,rell rarp Poml. rarp ju fii/l gala, 
ray ka.\p gieleiis rarp k/lja, )'r rarpf! preykala. 
S:./ac1r!c mies:.ka mird:J' Panami, mi(d:.)' ich n/i£d:. KO/I(en
 
10 jak 1£la:.o międzY mlOlem i KowadlenL 
Pod względem statusu materialnego, sys- 
temu wartości i trybu życia drobna szłachta 
zaściankowa i okoliczna na Litwie pozosta- 
wała znacznie bliżej chlopów niż sfer zie- 
miańskich (J. Sikorska-Kulesza, ł995, 91). 
Zwracał już na to uwagę A. Briickner (1939, 


II, 602), a w sposób ogólniejszy kwestię rela- 
cji zachodzących pomiędzy warstwą szla- 
checką i włościańską w XIX w. scharaktery- 
zował O. Kolberg (1962, 173, w przypisie), 
który dostrzegał wprawdzie, że oba te stany 
różniły się między sobą radykalnie "de iure", 
to jednakże ,l)'le między nimi było stopnio- 
wań i analogii, że r6inice te de facto znacz- 
nie się łagodziły, a w części zacierały". 
Szlachta za
iankowa utrzymywala się 
w)'lącznie z pracy na wlasnej ziemi, byto- 
wała w prostocie, w zgodzie z porządkiem 
naturalnym, jednym słowem wiodła "żywot 
poczciwy", choć ograniczony. Przywiązanie 
do najbliższej okolicy i sąsiadów, niepewnoś'ć 
wobec świata i pochwała swojszczyzny, może 
nawet trochę powiatowej, przejawiają się w 
niechętnym stosunku do podróżowania i od- 
wiedzania miasta. Wszystkie te cechy oby- 
czajowe można np, odnaleźć w wierszowa- 
nej rozmowie dwóch szlachciców żmudz- 
kich (utrwalonej wyłącznie w tradycji ustnej), 
zatytułowanej "Pan Mateusz" (Z. Sawaniew- 
ska-Mochowa, ł996a, 68-68). Nasycony re- 
gionalnymi środkami językowymi tekst, re- 
lacjonujący jednodniowy niezbyt fortunny 
pobyt mieszkańca zaścianka w Wilnie, koń- 
czy następująca puenta: 
Szuda panie, wszędzie dobrze. 
a najlepiej w domu. 
Jakja mam portuna swoja, 
nie kłaniam się nikom/L 
Pod wiełoma względami obyczajowość 
szlachecka jest podobna do ludowej. Nawet 
niechętny drobnej szlachcie żmudzkiej biskup 
Wołonczewski (1898, 139, 148) zauważa jej 
związki z tradycyjną obrzędowością i zwy- 
czajan1i wiejskimi, a szczególnie podnosi za- 
letę go
inności. Właśnie cnota gościnności 
i kułtura towarz)'ska, oparta na umiejętno- 
ści prowadzenia konwersacji o łudziach i wy- 
darzeniach, należą do najbardziej żywotnych 
tradycji dawnego za
cianka. Prawdziwo
ć 
tego stwierdzenia, jak mniemam, potwierdzą 
dialektolodzy i etnografowie, prowadzący 
współcześnie penetracje terenowe na Litwie. 
W charakterystyce obyczajowej drobnej 
szlachly litewskiej nie można też pominąć jej 
dużej pobożności, objawiającej się najbar- 
dziej w przestrzeganiu praktyk religijnych. 
("W og61ności Lin"ini, ay to w stanie lanie- 
cym lub na podnieślejsz.ych szczeblach spo- 
łecznych odznaczają się serdecznq i gorącą 
pobożnością" - odnotowywał O. Kolberg 
(1966. 35), Przywiązanie do katolicyzmu i 
uświęconych tradycją form zwyczajowo-ob- 
rzędowych cechowało na równi wsie drob- 
noszlacheckie, jak i chłopskie. Współcześnie 
prowadzone badania nad wierzeniami i zwy- 
czajami religijnymi Polaków na Litwie (M. 
Zowczak, 1991.7-9) nie sygnałizują obecno- 
ści różnic, które miałyby podłoże stanowe; 
zwraca się raczej uwagę na powiązania reli- 
gijności trad)'cyjnej z technikami magicz- 
nymi (np. zachowała się po dziś dzień wiara 
w skuteczność zamawiania różnych chorób i 
dołegliwo
i tak ludzi, jak i zwierząt) oraz 
na przenikanie do połskiej tradycji religijnej 
wierzeń innych grup etnicznych (litewskiej 
czy żydowskiej). Wspólnym rysem posta- 
wy religijnej drobnej s71achty i ludu na 
Lit\ł ie byl kult, jakim otaczano Matkę 
Bożą Ostrobramską, Matkę Bożą Zielną, 

w, Agatę ("patronkę od wszystkiego" ze 
względu na magiczno-obrzędowe właściwo- 
ści chleba, soli i wody święconych 5 łutego) 
oraz św, Jerzego (opiekuna rolników, hodow- 
ców i pasterzy). Przestrzeganie pewnych 
norm i obyczajów ustanowionych przez Ko- 
ściół oraz zbliżony poziom życia szłachty za- 
ściankowej i włościan na Litwie w XIX w. z 
całą pewnością ułatwiały osmozę obyczajo- 
wą, a zapewne i językową, dokonującą się 
między tymi grupami). 
W kontekście tego, co powiedziano wy- 


5
		

/wr_1998_nr1_045000006_0001.djvu

			żej o zbliżeniu kulturowym obu warstw, staje 
się zrozumiałe, że zaścianki nie egzystowały 
na Litwie w izolacji, na zasadzie gett społecz- 
no-obyczajowych. Patriotycznie nastawio- 
na drobna szlachta zaściankowa i okolicz- 
na, mniej łub bardziej świadoma swej odręb- 
ności stanowej, ale za to bardzo przY\ł iąza- 
na do polsko
ci, potrafiła, pomimo restr)'k- 
cji wladz zaborczych. ocalit swoją tożsa- 
mośt. Wydaje się, że mają rację ci badacze, 
którzy wskazują na rolę zaścianków jako iró- 
dla rozpowszechniania się języka polskiego 
wśród miejscowego ludu (J. Rieger, 1995,36- 
37; 1996, 12). Interesujący i historycznie 
prawdziwy jest również pogląd S. Urbańczy- 
ka (1988, 212), traktującego zaścianek na Li- 
twie jako medium językowe dla wpływów 
mazowieckich, najpierw wśród uboższej 
szlachty i mieszczaństwa. Polszczyinie za- 

ianków należałoby więc przyznać, przynaj- 
mniej w XIX w., status pośredni: stanowi ona 
nie tylko atrakcyjny wzorzec dla polonizują- 
cych się chlopów białoruskich i litewskich, 
ale też i włącza się w krwiobieg polskiego 
dialektu kulturalnego na Litwie. Przeludnie- 
nie i pauperyzacja środowiska wiejskiego 
zmuszają bowiem potomków drobnej szlach- 
ty do poszukiwania iródel utrzymania poza 
bardzo rozdrobnionym rolnictwem, wykony- 
wania zawodów służebnych, zabiegania o 
posady urzędnicze, skłaniają do wyboru dro- 
gi kapłańskiej. Niezależnie od różnych wad i 
słabości tego stanu, nie można minimalizo- 
wat wkladu. jaki wniosla drobna szlachta 
w kształtowanie się nowoczesnego narodu 
polskiego, zarówno przechodząc do rodzą- 
cej się intełigencji, jak i pozostając w za
ian- 
kach. Taka ocena roli dziejowej drobnej 
szłachty z punktu widzenia jej przywiązania 
do polsko
i, bynajmniej nie oznacza, że nie 
dostrzega się istnienia w obrębie tej bardzo 
zróżnicowanej warstwy osób identyfikują- 
cych się z et nosem litewskim czy żmudzkim, 
odzwierciedlających czynny bilingwizm pol- 
sko-łitewski bądi polsko-żmudzki (por. S. 
Paszkiewiczowa, 1909,237, I. AdomaviCiu- 
te, 1994). Przykładem takiej osobowości 
może być XIX-wieczny leksykograf ksiądz 
Antoni Juszkiewicz, potomek niezamożnych 
bojarów żmudzkich. Jego polszczyzna, choć 
bardzo silnie nacechowana regionalnie, nie 
jest "nieudolnym żargonem", łecz polskim 
systemem językowym, swoiście zakonserwo- 
wanym, w którym obecno
ć archaizmów fo- 
netycznych i morfologicznych, także polskich 
zjawisk gwarowych, wskazuje na pozostawa- 
nie w kręgu językowego oddziaływania za- 
ścianka (por. Z. Sawaniewska-Mochowa, 
1996b). 
Trudno wspólcześnie rozstrzygać o dzie- 
dzictwie kulturowym i kompetencjach języ- 
kowych drobnej szlachty, gdy wielu zaścian- 
ków i okolic nie ma już na mapie Litwy. 
Niektóre zaś. tak jak mój rodzinny za
ia- 
nek Mejłuny (okolice Mejszagoły), są, w 
wyniku repatriacji i zmian spowodowanych 
kolektywizacją (por. Karta 1997), w stanie 
niemal calkowitego zaniedbania i w)'lud- 
nienia. ,,/'/ie ty/'ko mieszkali Poliacy w na- 
szych Ginejkach - opowiadała mi w 1990 r. 
Zofia Świszczewska, byla mieszkanka zrów- 
nanej z ziemią okołicy szłacheckiej Ginejki 
w parafii wędziagolskiej (Z. Sawaniewska- 
Mochowa, 1996c, 74, 77). Wo tam była Wen- 
dziagoła (.u), to tam naokolicz.nie Poliacy (...). 
To teraz. gdz'ie moja ojcowizna była ty/'ko 
polia. Nie ma jusz ani jednego budynku. Ca- 
lej okolicy nie ma. Nic tam nie ma. Kołchoz 
w drogiej wiosce zrobili, ty/'ko polia, liudzi 
nie ma, pouc'iekali, wywiez'ione. Które do 
Janowa, do Kowna. a które jeszcze biedaki 
(...), to tam do tego kołchozu sparli s'ie. Nie 
ma tam już w okolicy teras Poliakuf Prasza- 
goła, Bujniszki, Skriabin)', niby wioska liczy- 
ła s'ie, alie wszystko jedno oni Poliacy, po 
pol'sku rovnawiali". 


6 


Niezbędna jest więc przy rekonstruowaniu 
daWllych zasięgów polszczyzny 
iankowej 
(w tym oikolektów poszczegółnych 
ian- 
ków) penetracja archiwalna, ale i dynamizowa- 
nie ludzkiej pamięci, bo pan1ięć, to także swo- 
jego rodzaju archiwum. NiezW)'kle ważne są 

\łiadcctwa potomków drobnej szlachty, by- 
tujących jeszcze w swoich dawnych siedzibach, 
jak i przesiedleńców z okolic i z
ianków do 
miast. Cenne spostrzeżenia na temat zakresu 
używania polszczyzny we wsiach szlacheckich 
i chłopskich z terenu Litwy i Białorusi przynio- 
sły eksploracje terenowe I. Maryniakowej, I. 
Grek -Ppbisowej i A. Zielińskiej (1996, 175, 202, 
205) oraz zespołu dialektologicznego V. Ceko- 
mon3S3 (l99ł, 1994). 
Retrospektywnego spojrzenia na problem 
języka i kultury drobnej szlachty na Litwie, 
zaprezentowanego w niniejszym artykule, nie 
będzie można uznać za wyczerpujące, jeśli 
nie odwolam się na koniec do wybranych, ale 
znamiennych, wypowiedzi wspólczesnej in- 
teligencji polskiej i litewskiej, próbującej oce- 
niać spuściznę szlachecką. Już tytuł felieto- 
nu Henryka Mażula "w obronie zaś'cianka" 
("Nasza Gazeta", 1995, nr 46, 2) sygnałizuje 
patriotyczno-narodowe podejście autora do 
problemu dziedziczenia tradycji drobnoszla- 
checkiej i dystansowanie się od p6tniejszych 
neJ;atywnych konotacji zaścianka w rodzaju 
«Srodowisko zacofane, partykularz» (,,Za- 
ścianek był bastionem polskiego ducha nie do 
pokonania - jemu w znacznej mierze Polska 
winna zawdzięczać swoje przetni'anie poroz- 
biorowe"). Z innej perspektywy spogląda na 
dorobek kulturowy szlachty litewskiej tłu- 
maczka Regina Kofeniauskiene (1994, ł2), 
która we wstępie do pięknego, dwujęzyczne- 
go wydania "Spiewek o dawnych Litwinach" 
Jana Czeczota w)'powiada bardzo doniosle, 
z punktu widzenia obecnych sukcesorów 
wspólnoty komunikatywnej WKL, slowa: 
"Przywróciwszy sobie szlachecką kulturę 
Litwy, być może wyzbędziemy się parafiań- 
skiego poglądu, że litewskie jest tylko to, co 
chłopskie, albo tylko to, co napisane po li- 
tewsku". Nie ma zatem przeszkód, by wspól- 
nie penetrować przeszłość językową i kultu- 
rową warstwy szlacheckiej, wydobywać z 
zapomnienia zabytki rękopiśmienne spisane 
po polsku, skoro zgadzamy się co do tego, że 
polszcz)'zna wyrażaniu i uwiccznianiu kul- 
tury szlacheckiej na Lit\ł ie bynajmniej nie 
zaszkodzila. 


Bibliografia: 
LAdomawiłiute, 1994, O jazykie i nacjonal- 
nom samosoznaniji żemajlskoj szlachty, (w:] J, Rie- 
ger (red.). "Studia nad polszczyzną kresową", Wro- 
claw-Warszawa-Kraków, t. VII, s. 121-127. 
L. Bednarczuk, 1992, Stosunki etnolingwistycz- 
ne na obszarze Wielkiego Księstwa Litewskiego, 
(w:] J, Bartmiński. M, Lesiów (red,), Między wscho- 
dem i Zachodem, Cz. IV: Zjawiska językowe na 
pograniczu polsko-ruskim. Lublin, s, 54-71. 
L. Bednarczuk, 1996, Obraz językowy Wiel- 
kiego Księstwa Litewskiego. (w:] R. Karaś" (red.), 
Antologia Wileńska, t. 1: Litwa - Korona. Warsza- 
wa, s. 87-90. 
M. Biemacka, 1966. Wsie drobnoszlacheckie 
na Mazowszu i Podlasiu. Tradycje historyczne a 
wsp6lczesne przemiany, Wroclaw-Warszawa-Kra- 
ków. 
A. Bnickner, 1939, Encyklopedia szlachecka. 
t. II. Warszawa. 
H. Chamerska. 1974, Drobna szlachta w Kr6- 
lestwie Polskim (1832-1864), Warszawa. 
V. Cekmonas, 1991, Nad etniczną i językową 
mapą Polaków litewskich - o teratniejsz
i i przy- 
szlo
i, "Lithuania", nr 3-4, s. 44-51. 
V, Cekmonas, 1994. K problemie polskogo na- 
cjonalnogo samosoznani ja na litowsko-slavianskom 
pograniłje, (w:] S. Dubisz, A. Nagórko. Granice i 
pogranicza, Język i historia. Warszawa, s, 157-164, 


A. Juszkiewicz, 1897, Litovskij slovar s tolko- 
vaniem slov na russkom i polskom jazykach, wy- 
pusk piervyj, Sanktpeterburg. 
J. Karlowicz, 1984, Podręcznik czystej polszczy- 
zny dla Litwinów i Petersburszczan (do druku przy- 
gotowała E. Smulkowa). (w:) J. Rieger, W. Were- 
nicz, ,,Studia nad polszczyzną kresową", t. m, Wro- 
cław- Warszawa-Kraków-Gdańsk-ł..6dt, s. 33-8 I. 
Karta, 1997, "A w kołchozie dobrze żyt... Jed- 
no życie prywatne na tle codzienno
i wsi podwi- 
leńskiej", praca na konkurs O'rodka Karta ,,Polska 
codzienno
 1945-1956", przechowywana w archi- 
wum Oś"rodka w Warszawie. 
O. Kolberg, 1962, Dziela wszystkie, t. fi: San- 
domierskie. Wrocław 
O. Kolberg. 1966, Dziela wszysOOe, t. UlI: Li- 
twa, Wrocław-Poznań. - 
R. Koleniauskiene.I994, Slowotłumaczki, [w:) 
Jan Czeczot. Śpiewki o dawnych Litwinach do roku 
1434, Vilnius. s. 5-12. 
T. Krawczak, 1994, Wsie drobnoszlacheckie w 
Siedleckiem 1867-1975, Warszawa, maszynopis 
pracy doktorskiej w Instytucie Historycznym UW. 
I, Maryniakowa. I. Grek-Pabisowa, A. Zieliń- 
ska t996. Polskie teksty gwarowe z obszaru daw- 
nych kresów p6lnocno-wschodnich. Warszawa. 
C. K. Norwid. 1977, Poezja i dobroć. Wybór z 
ulworów opracowal M. Piechal, Warszawa. 
S, Paszkiewiczowa, 1909 Wspomnienia, ,,Li- 
twa", nr 16, rok wyd. 1911. s. 236-237. 
D, Pon:a, 1979, Ra
tai, Vilnius. 
J. Rieger. 1995, W sprawie genezy i ewolucji 
polszczyzny w Wielkim Księstwie Litewskim, (w:) 
J. Rieger (red.) "Studia nad polszczyzną kresową", 
t. VIII, Warszawa, 
J, Rieger, 1996, Co wiemy o języku polskim na 
Kresach Wschodnich? (w:] J. Rieger (red.), Język 
polski dawnych Kresów Wschodnich, t. I: Studia i 
materiały. Warszawa, s. 11-16. 
Z. Sawaniewska-Mochowa. 1996a. ,,Pan Ma- 
teusz", czyli jak mówiono po polsku na Żmudzi, 
(w:). J, Rieger (red.), Język polski dawnych Kre- 
sów Wschodnich. s. 67-70. 
Z, Sawaniewska-Mochowa, 1996b, Polszczy- 
zna kowieńska i Antoni Juszkiewicz, jw., s. 47-55. 
Z, Sawaniewska-Mochowa, 1996c, Teksty gwa- 
rowe z Kowieńszczyzny z komentarzem języko- 
wym,jw.71-77. 
Z. Sawaniewska-Mocbowa, 1997, Co wiemy o 
języku polskim szlachty litewskiej, (w:) B. Janow- 
ska, J. Porayski-Pomsta (red,), Jązyk polski w kra- 
ju i za granicą, t. I, Warszawa, s. 106-116. 
J. Sikorska-Kulesza, 1995, Deklasacja drobnej 
szlachty na Litwie i Białorusi, Warszawa. 
W. Smoleński, 1885, Drobna szlachta w Króle- 
stwie Polskim. Warszawa. 
D. Świerczyńska. 1992, Wilno, Wtleńszczyzna 
i Litwa w przyslowiach. (w:) E. Feliksiak, Wilno- 
Wileńszczyzna jako krajobraz i 'rodowisko wielu 
kultur, t. I, Bialystok, s. 482-496. 
Z. Stefanowska. 1976. Wstęp, [w:) Z. Stefanow- 
ska (red.), Tradycje szlacheckie w kulturze polskiej, 
Warszawa, s. 5-6. 
J. Tazbir, 1976, Próba okreś"lenia kultury szla- 
checkiej w Polsce przedrozbiorowej. [w:) Z. Stefa- 
nowska (red,), Tradycje szlacheckie w kulturze 
polskiej, s. 7-34. 
. S. Urbańczyk. 1988, Kto uczyl Litwin6w m6- 
wit po polsku? ,,Język Polski", LXVIII, nr 4-5, s. 
210-212. 
M. Wolonczewski. 1898, Biskupstwo żmujdz- 
kie, opisal Ks. Biskup Maciej Wołonczewski. Ze 
żmujdzkiego przełożył (u.) M. Hryszkiewicz, z 
przedmową S. Smolki, Kraków. 
M. Zowczak, 1991. Wszystkie ś"więte slowa. O 
wierze domowej polskiej wsi na Litwie, ,,Magazyn 
Wileński", nr 24. s. 7-9.
		

/wr_1998_nr1_045000007_0001.djvu

			Niewiele jest książek wywolujących taką 
mnogość wspomnień i skojarzeń i to z długie- 
go okresu czasu, w pamięci wilnianina, który 
w swym rodzinnym mieście spędził lata mię- 
dzywojenne i wojenne. Do takich wlaśnie pu- 
blikacji należy wydana ostatnio książka... o 
cmentarzu.. Jak wskazuje tytul, sklada się ona 
z dwóch, nierównych zresztą objętościowo, 
części. Pierwsza mówi o dzielnicy Wilna, tak 
dziś zaniedbanej, druga - o znajdującym się tam 
od ł 810 r. cmentarzu, nic mniej zaniedbanym. 
Bywałem na Zarzeczu często, od wczesne- 
go dzieciństwa do roku ł944. Na Cmentarzu 
Bernardyńskim rzadziej (członkowie naszej 
rodziny pochowani byli na Rossie). Ale znaj- 
dował się tam gr
b mojej wujenki, Marii z 
Horbaczewskich Zukowskiej, zmarlej tragicz- 
nie w.1923 r. Jej mąż, brat mojej matki, Wa- 
claw Zukowski, wła
iciel majątku Czamobył 
w pobliżu Wilna, 7-8 km za Ponarami, został 
w 1942 r. publicznie stracony przez Niemców 
za pomoc. udzielaną partyzantom i ukrywają- 
cym się Zydom. Matka moja odwiedzała na 
Cmentarzu Bemardyńskim groby kilku bliskich 
osób, toteż towarzyszyłemjej niekiedy. zwlasz- 
cza w Zaduszki. 
W książce o Zarzeczu i Cmentarzu Bemar- 
dyńskim roi się od nazwisk osób dobrze mi 
znanych. Niech więc wolno mi będzie podzie- 
lić się wspomnieniami,jakie wywolują we mnie 
te nazwiska, a niekiedy uzupełnić krótkie za- 
warte w tej publikacji noty biograficzne. Naj- 
pierw o żywych, potem o umarłych. 


'izmie i Emilu Zoli. UtrWaliła mi się w pamięci 
znakomita prelekcja Zbigniewa Kopalki o Ta- 
deuszu Micińskim i jego Ba"i/issie. Wszystko 
to odbywało się na marginesie działalności kon- 
spiracyjnej; prawie każdy z nas gdzieś tam w 
podziemiu był zaangażowany, wszyscyśmy o 
tym wiedzieli, ale obowiązywała konspiracyj- 
na zasada dyskrecji. Najbardziej związany by- 
łem z Kazimierzem Cisem i Janem Nagra- 
bieckim, poetami, kolegami z Liceum im. Snia- 
deckich. Z Kazikiem dzialaliśmy w tcj samej 
jednostce AK, razem ukończyliśmy tajną pod- 
chorążówkę. razem ukrywaliśmy się po lipcu 
1944 r. W początkach ł 945 r" gdy ja byłem już 
w Lublinie, Kazik został w Wilnie aresztowa- 
ny i zeslany do Workuty. Janek Nagrabiccki był 
glównym organizatorem spotkań na Krzywym 
Kole. Łączyła nas przyjaiń od tamtych czasów 
aż po dziś, w różnych, jakże zmiennych oko- 
licznościach życiowych i historycznych. 
Innego rodzaju wspomnienia wywołują 
wzmianki o takim czy innym domu na Zarze- 
czu, o takiej czy innej osobie czy rodzinie. Wśród 
zamieszkalych tam znanych ludzi wymieniony 
jest "general brygady Tadeusz Kasprzycki - bli- 
ski Pilsudskiemu, dowódca ł9 dywizji piechoty 
w Wilnie. od ł 935 do ł939 ministcr Spraw Woj- 
skowych" (s. 13). Mieszkalon w posesji, w któ- 
rej przeważali wojskowi (bywalem tam jako 
dziecko u bliskich przyjaciół moich rodziców, 
porucznikostwa Eugeniusza i Hełeny Waszkie- 
wiczów), przy ul. Zarzecznej tuż przed trójkąt- 
nym ryneczkiem, tam gdzie Za.! zcczna rozwidla 


Tadeusz Kow"an 


KSIĄŻKA, KTÓRA BUDZI WSPOMNIENIA... 


Koledzy z Gimnazjum 0.0. Jezuitów, Z 
Henrykiem Ś\łierzbińskim i Tadeuszel1) Zy- 
żelewskim (przed wojną używano forn1Y Zyży- 
lewski) byłem w tej samej klasie. Pierwszy z nich 
wspomina swego ojca, konsula, nieżyjącego już 
w tym okresie (s. 94-95). Drugi swego ojca, 
Wacława (s. 86), którego dobrze pamiętam, b0- 
wiem często bywalem w ich domu, najpierw przy 
ul. Wolana, naprzeciwko kościoła św. Michała, 
potem przy ul. Litewskiej na Zwierzyńcu; z Ta- 
dzikiem przyjainiliśmy się od klasy wstępnej u 
Jezuitów do końca 1944 r., kiedy ja musiałem 
wyjechać z Wilna do Lublina, a on wkrótce po- 
tem zesłany został w głąb Rosji. Ze wspomnia- 
nym na s. 21 Zygmuntem Kęsto\łiczem, star- 
szym o jedną klasę, graliśmy (podobnie jak z H. 
Świerzbińskim) w jezuickim teatrze szkolnym, 
m.in. w ,,Jasełkach" (1937-38). Do licznie wy- 
mienionych w tej książce mieszkańców przed- 
wojennego Zarzecza dodałbym Henryka Czy- 
ża, znanego dziś dyrygenta i kompozytora, o rok 
m1odszego ode mnie kolegę od Jezuitów, który 
mieszkał przy zaulku Białym. W końcu sierpnia 
1943 r. jechaliśmy w tym samym "bydlęcym" 
wagonie na roboty przymusowe do Niemiec. ale 
przy rozdziale w Saksonii trafiliśmy do różnych 
miejscowości. Danutę, dziś żonę Igora Śmia- 
łowskiego (s. 19), pamiętam z kompletów taj- 
nego nauczania w mieszkaniu Tadeusza Łapa- 
lewskiego przy ul. Tartaki - zaledwie o parę lat 
starszy od moich uczennic (wśród których była 
też córka pisarza, nieżyjąca dziś żona innego ko- 
legi szkolnego, Stankiewicza), ale już student, 
mówiłcm o literaturze polskiego romantyzmu, 
przede wszystkim o Mickiewiczu. 
Sporo miejsca poświęcono (s. 15-17) legen- 
darnemu już domowi państwa Dukaiskich przy 
ulicy Krzywe Koło 8. Znałem prawie wszyst- 
kie wspomniane tam osoby, bywałem często na 
owych spotkaniach, poza okresami przymuso- 
wej nieobecności w Wilnie (pobyt na robotach 
w Niemczech, więzienie, ukrywanie się). Spo- 
tkania te miały charakter artystyczno-literacko- 
samokształceniowy. Wygłosiłem tam kilka re- 
feratów z bliskich mi dziedzin, m.in. o natura- 


się na Popowską i Połocką, po prawcj stronie 
idąc od Sródmieścia. Dom tcn posiadał duże 
podwórze z wozowniami i stajniami; w owych 
czasach nawet generał nie dysponował samocho- 
dem, a jedynie powozem konnym. Z synem ge- 
nerała Kasprzyckiego, również Tadeuszem, cho- 
dziłem w latach 1928-1929 do Przedszkola Miej- 
skiego nr 2 przy ul. św. Anny, którc mieściło się 
w piętrowym, do dziś istniejącym budynku, na 
połowie drogi między ko
iolem św. Anny a 
głównym wejściem do Ogrodu Bemardyńskie- 
go. Byliśmy bardzo zaprzyjainieni; miałcm tę 
wyższość nad swym rówieśnikiem, że o jedną 
literę bliższy byłem nazwisku naszego uwielbia- 
nego bohatera, Tadeusza Ko
iuszki: Tadeusz 
Ko..., a on - Tadeusz Ka... Jak widać, kult Ko- 
ściuszki nie był wtedy obcy nawet sześciolet- 
nim malcom. (Nota bcne, do tego samcgo przed- 
szkola chodził wtedy syn profesora Stanislawa 
Pigonia). 
Wymieniony na s. 98 kapitan-kapelmistrz 
Bogumił Reszke mieszkal również przy ul. 
Zarzecznej, obok kościoła św. Bartłomieja. 
K..ierowal on orkiestrą szkołną Gimnazjum 0,0. 
Jezuitów. Szedł w mundurze, na czele orkie- 
stry, gdy z takich czy innych okazji całe gim- 
nazjum, ze sztandarem, maszerowało zaułkiem 
Kazimierzowskim i ulicą Wielką do ko
ioła 
św. Kazimierza. Dwaj synowie kapitana Resz- 
ke uczyli się u Jezuitów - młodszy, Wladek, 
był moim kolegą. 
Apteka Pietkie\łiczów przy ul. Zarzecznej 
(s. 13). Pan magistcr - tak się wtedy zwracano 
do farn1aceuty - mieszkał z rodziną nad apteką. 
Bywałem tam, jako że w roku szkolnym 1938- 
39 udzielałem korepetycji jcgo synowi. Jako 
licealista zarabiałem w ten sposób na swoje 
drobne wydatki. 
,,Na początku Filarcckiej (...) dom z wie- 
życzkami należący przed wojną do Januszkie- 
wiczów" (s. 13), Pamiętam ogorzalego pana 
Januszkie\łicza, jak krzątał się po swym bo- 
gato zaopatrzonym sklepie kolonialnym przy 
ul. Zamkowej. Dwaj jego synowie uczyli się u 
Jezuitów. Jak pisał mi ostatnio z Warszawy dr 


Bronislaw Szczerbiński (towarzysz dziecię- 
cych zabaw, również jezuiciak), "cała rodzina 
została wywieziona na Syberię (w 1939? 
1941?), obaj synowie zginęli we Włoszech, a 
rodzice zmarli chyba w Palestynie". 
A teraz uwagi do not biograficznych, które 
dotyczą osób pochowanych na Cmentarzu Ber- 
nardyńskim, w kolejności ich zamieszczenia na 
kartach książki. 
Pralat Jan Hanusowicz(s. 69) mieszkał w 
domu kapitulnym przy zaułku Bernardyńskim 
3; drzwi kuchenne jego mieszkania wychodzi- 
ły na tę samą klatkę schodową co drzwi ku- 
chenne mieszkania, w którym się urodziłem i 
spędziłem pierwszych dwana
ie lat życia. Pa- 
mięt3Jn smukłą postać i różową twarz pralata. 
Potem paraliż przykuł go do loża. Opiekowała 
się nim do samej śmierci gosposia, ospowata 
Eufrozyna, Litwinka, która przyjainiła się z na- 
szą gosposią czyli pomocą domową (mówiło 
się wtedy "slużąca"), również Litwinką. Na- 
uczyły mnie kilku slów litewskich, przede 
wszystkim ,,kunigas" - ksiądz. 
Potężną sylwetkę księdza Leona Pudały (s. 
71; uzupełniam rok urodzenia: 1884) znałem 
dobrze, widywałem go często w okolicach pla- 
cu trzech kościołów i zaułka Bernardyńskiego, 
ponieważ mieszkalon w budynku przylegają- 
cym do muru kościoła Bernardynów, wzdluż 
Wilenki. Nie był on wtcdy proboszc"em kościo- 
ła św. Anny, lecz kuratorem czy kapelanem (czy 
jak to się określalo), gdyż parafia św. Anny tery- 
torialnie nie istniała i nie odbywały się w tym 
kościele regularne codzienne nabożeństwa. Tak 
jak ko
iół św. Michała nie był parafialny lecz 
przyklasztomy (kapelan: ks. Franciszek 1Ycz- 
kowski). Z trzech stojących w tym miejscu świą- 
tyń tylko kościół Bemardynów był parafialny. 
Ksiądz Wacław Siekierko (s. 71-72), który 
w czcrwcu 194 ł r. zginął pod bombami nie- 
mieckimi w kościele św. Rafała, za Mostem 
Zielonym, był moim nauczycielcm religii w 
1940 r. w d. Gimnazjum im. A. Mickiewicza, 
dokąd przeniesiono nas przed samą maturą z 
zamkniętego przez oświatowe władze litew- 
skiego Liccum im. Śniadeckich. W czasie straj- 
ku szkolnego wzywał nas do umiaru, abyśmy 
nie stracili szansy zdobycia matury. 
Na s. 81 znajduje się następująca nota: ,,Do- 
nat KO\łzan (1830-ł900) - działacz samorzą- 
dowy, radny miejski Wilna, przyjaciel Moniusz- 
ki, pedagog". Jest to zapewne ta sama osoba, o 
której pisałem w książeczce na temat udzialu 
Kowzanów w powstaniu styczniowym: wśród 
oskarżonych w procesie o wspólpracę z po- 
wstańcami (maj 1864 r.) znalazl się Donat Kow- 
zan, nauczycieł gimnazjum w Mińsku, "zwol- 
niony ze służby z zakazem kon
nuowania w 
przyszłości slużby w tym kraju" . 
Dwóch bliskich mi łekarzy znajduję wśród 
spoczywających na Cmentarzu Bcrnardyńskim. 
Dr Ludwik Lukowski (s. 82) według rela- 
cji moich rodziców opiekował się mną. gdy jako 
niemowlę ciężko chorowalem (dyfteryt?). W 
krytycznym momencie spędził przy moim łóż- 
ku całą noc, podając łyżcczką lekarstwa. Po- 
tem był lekarzem szkolnym w Gimnazjum 0.0. 
Jezuitów - zachowałem do dziś podpisane przez 
niego świadectwo o stanie zdrowia. 
Dr Wadaw Odyniec (s. 83) był zaprzyjai- 
niony z moim ojccm; pochodzili z tych samych 
stron, z powiatu oszmiańskiego. Pamiętam z dzie- 
ciństwa jego wysoką postać z siwiejącą czupry- 
ną. ,,Należał do tych lekarzy, dla których chory 
czlowiek nie był przedmiotem jedynie zarobko- 
wania" - mówi nota. Gdy przychodził na konsul- 
tację do mojej matIJ, przy samym wyj
iu ojciec 
wciskał mu do ręki honorarium, które doktor 
przyjmował z widocznym zażenowaniem. ,,Dok- 
tor mcdycyny i publicysta" - mówi nota. Przeglą- 
dając niedawno stare roczniki D"iennika Wileń- 
sldego w Bibliotece Uniwersyteckiej w Wilnie, 
natrafiłem na piękny 3Jtykuł Wacława Odyńca z 
ł922 r. o Ziemi Oszmiańskiej. 


dokończenie na str. 8 


7
		

/wr_1998_nr1_045000008_0001.djvu

			c.d ze str. 7 


Dwa inne nazwiska łączą w mojej pamięci 
więzy pokrewieństwa. Sędzia Teodor Pietkie- 
wicz (s. 83) zajmował samotnie 5-pokojowe 
mieszkanie, dokladnie pod naszym mieszkaniem 
przy zaułku Bemardyńskim. Jako niemowlę gło- 
śno płakałem, co oczywi
ie musiało zakłócać 
spokój sądziego; nazywal mnie, z rosyjska, ,,kri- 
kun" (krzykacz). Rewanż nastąpił kilka łat póź- 
niej, kiedy po stracie męża wprowadziła się do 
sędziego Pietkiewicza jego siostra, Wanda To- 
czyłowska, nauczycielka śpiewu. Godzinami 
wysłuchiwaliśmy ćwiczeń wokalnych jej uczen- 
nic. Otóż jej znwly młodo mąż. to zapewne wy- 
micniony na s. 86 dr Leopold Toczylo\\ski. 
Mieli dwóch synów; jeden umarł młodo na gruź- 
łicę; drugi oprowadzał mnie po Warszawie, kie- 
dy mieszkająca już tam pani Toczyłowska za- 
brała mnie, 11- czy l2-letniego wtedy malca, do 
nie znanej mi jeszcze stolicy. 
Z połsko-litewską rodziną Kajruksztisów- 
Kairiukstisów (s. 88) zaprzyjainiona była jed- 
na z moich ciotek. U starszej pani Kajrukszti- 
sowej, a ściśle w kowieńskim mieszkaniu jej 
c6rki i zięcia (Litwina, majora czy pułkownika 
Armii Litewskiej), spędzilem pierwszą noc po 
wypuszczeniu mnie z więzienia w Kownie, w 
maju 1944 r. 
Nota o Wacławie Andruko\\iczu (s. łOO) 
przypomina mi, że właśnie w sklepie zegarmi- 
strzowskim Rusiecki-Andrukowicz przy ul. 
Zamkowej (przez wiele lat codziennie przecho- 
dziłem pod wielki zegarem w drodze do szko- 
ły) matka kupi la mi, na wieść o wybuchu woj- 
ny w 1939 r., najlepszy - jaki można było do- 
stać - zegarek Longines (kosztował 100 zl.), 
kt6ry cudem przetrWał wszystkie wojenne pe- 
rypetie i służy mi do dzisiaj. 
Wreszcie nota najbardziej chyba bolesna: 
Anna Danuta Wyleżyńska, zastrzelona z wy- 
roku AK w łipcu 1943 r, za współpracę z Ge- 
stapo (s. 104). Znałem ją podczas okupacji, tak 
jak duża część wileńskiej młodzieży. Była za- 
przyjaźniona z moim błiskim kolegą szkolnym. 
dlatego zdarzało mi się siedzieć przy tym sa- 
mym stoliku w ,,Ma:.oji Kavine" (..Mażojka", 
jak nazywaliśmy tę prywatną kawiarnię na pię- 
terku przy ul. Wileńskiej). Nie mialem śladu 
podejrzeń. Ów kolega i przyjaciel, mający ta- 
lenty uwodzicielskie. oświadczyl mi pewnego 
dnia, ku memu zdziwieniu, że wziął ślub z Dan- 
ką. Nie była bynajmniej urodziwa. Zresztą nie 
mieszkali razem. Zdumienie moje zwielokrot- 
nilo się na wieść o egzekucji Wyleżyńskiej. 
Przyjaciel mój, oddany i bezkompromisowy 
AK-owiec (dowiódł tego czynami i więzie- 
niem), bardzo inteligent y, popełnił taką gafę 
życiową! Czy on też niczego nie podejrzewał? 
Widywaliśmy się często po wojnie. Nigdy go o 
to nie pytałem, wiedząc, że nie zechce na ten 
temat m6wić. Zresztą w tamtych latach mało 
się między przyjaciółmi AK-owcami o prze- 
życiat:h okupacyjnych mówiło Ua w ogółe za- 
tajałem swą przynalćżność do AK). Znacznie 
później, już po jego śmierci, zaś'witało mi wy- 
jaś'nienie tej zagadki. A może ów kolega i przy- 
jaciel poślubił Danutę Wyleżyńską na zlecenie, 
a w każdym razie za wiedzą dowództwa AK? 
Może właś'nie dzięki temu rozszyfrował jąjako 


agentkę Gestapo i dostarczył niezbitych tego 
dowodów? A tym samym uchronił wielu kole- 
g6w przed aresztowaniem a może i śmiercią? 
Nie wiem czy istnieją, czy znajdą się jeszcze 
dokumenty lub świadkowie, by potwierdzić tę 
hipotezę. 
W uzupelnieniu noty zamieszczonej w 
książce o Cmentarzu Bernardyńskim dodam. 
że Anna Danuta, c6rka patriotycznej, po- 
wszechnie szanowanej rodziny (ojciec był dy- 
rygentem, matka śpiewaczką), zostala zastrze- 
lona w bramie domu, w którym mieszkali pań- 
stwo Wyleżyńscy, kilkadziesiąt metrów od 
ostrobramskiej kaplicy, p.o prawej stronie ulicy 
Ostrobramskiej idąc od Sródmieścia. 
Po tych uwagach bardzo osobistych. jedno 
drobne sprostowanie. Przy nazwisku Ignacy 
Witkie\łicz (s. 86) podano: "brat Stanislawa 
Witkiewicza, znakomitego malarza, dramato- 
pisarza. krytyka i architekta". Stanisław nie był 
dran1atopisarzem (chociaż był pisarzem). Sław- 
nym dramatopisarzem, a także malarzem, kry- 
tykiem, teoretykiem sztuki był jego syn, Stani- 
sław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), a więc bra- 
tanek spoczywającego na Cmentarzu Bernar- 
dyńskim Ignacego, Poza tym żałować należy. 
że w transkrypcji nagrobnych napisów francu- 
skich roi się od błędów językowych (s. 34-35, 
36, 40, 90). Got6w jestem służyć pomocą w 
ustaleniu poprawnego tekstu, gdy dojdzie (a 
mam nadzieję, że dojdzie) do drugiego wyda- 
nia tej cennej książki. 
Pubłikacja dwojga autorów jest tym bar- 
dziej cenna, że stanowi owoc współpracy pol- 
sko-lite\ł'skiej. Cieszy
 musi każdego wilnia- 
nina, że coraz liczniejsi są w tym mieście, w 
naszym wspólnym mieście, ś\łiatli Litwini, 
którzy nie tyłko nie odwracają się od \łieko- 
wych tradycji Wiełkiego Księstwa Litewskie- 
go, ale uznając, że jest to - mimo różnic języ- 
kowych - nasza wspólna tradycja, chcą ją 
pielęgnować i przekaza
 swym rodakom, 
szczegół nie młodemu pokoleniu3. 


Przypisy 
I, Audrone Kasperaviciene, Jerzy Surwilo, Prze- 
chadzki po Wilnie, Zarzecze. Cmentarz Bernard)"ń- 
ski. Wilno 1997 (Drukarnia "Efekt" w Wraszawie), 
131 s. Tę cenną pracę: omówIł prof. dr Jan Malinow- 
ski: "Książka-dokument", Wileńskie Rounoitości. nr 
5(43). wrzesień-październik 1997. 
2. Tadeusz Kowzan, Anna Rimeikiene, Z dz;ej6w 
jednego rodu (Kowzanowie herbu Trqb)"} w powsta- 
niu st)"cZlliow)"m na Ziemi Wileńskiej. Wilno-Caen, 
1996, s. 44, 
3. Tylko dlaczego w swym slreszczeniu w języku 
litewskim (s. 117) wsp6laUlorka książki Audrone Ka- 
speraviciene podaje w z1ituanizowanej fonnie nazwi- 
ska b. konsula D. Rzemieniewskiego, Waclawa Wejt- 
ki, Lucjana Uziębly, Ludwika Zasztowta? Przecież ni- 
komu piszącemu po polsku nie przyjdzie na my
 użył 
jej nazwiska w fonnie A. Kasperowiczowa (notabene, 
tak wlaśnie nazywala się: moja chrzestna matka) lub 
piszącemu po francusku - A Cas
ravitchf
. Audro- 
ne Kasperaviciene jest przewodniczącą Litewskiego 
Komiletu Narodowego ICOMOS i wie upewne,jakie 
reguly w zakresie piso" ni nazwisk obowiązujką na Za- 
chodzie. Im wcze
niej przelamany zosIanie anachro- 
niczny zwyczaj lituanizacji wszystkich nazwisk, tym 
bliżej będzie Lilwie do zachodniego 
wiata. 


Sylwetki wileńskie 


Po zjcdnoczeniu ziem polskich na skutek 
odzyskania niepodleglości nastąpiła szybka 
rozbudowa znanych firm księgarskich, które 
utworzyły w Wilnie swe filie. W styczniu 
1922 r. Gebethner I WollT z Warszawy otwo- 
rzyl filię przy Mickiewicza 6, a w sierpniu 
Księgarnia Sw, Wojciecha (KŚ\V) z Pozna- 
nia otwarła oddzial przy ulicy Dominikań- 
skiej 4. 
W Poznaniu do zorga.nizowania KŚW w 
Wilnie powołano Leona Zyndę z synem Bo- 
leslawem i córką Marią. L. Zynda był doświad- 
czonym księgarzem. Praktykę księgarską roz- 
począł w 1895 r. w Pel pinie, pracQWał w księ- 
garniach Inowrocławia, Gniezna' i Poznania. 
W KŚW pracę podjął w 1919 r., a córka jego 
Maria i SYI1 Bolesław praktykę rozpoczęli w 
1920 r. B. Zynda odbył praktykę pod opieką 
wybitnego księgarza Stefana Gąsiorowskiego. 
Przeszedl wszystkie działy pracy księgarskiej, 
administracyjnej i wydawniczej. 
Wileński oddział z roku na rok rozra- 
stał się wspólnym wysiłkiel!1 rodziny Żyn- 
dów. W końcu 1925 r. Leon Zynda ze wzglę- 
dów zdrowotnych i rodzinnych wrócił do Po- 
znania, gdzie pracował w dziale komisowo- 
hurtowym do 1940 r. 
Oceniając pracę i wklad organizacyjny Bo- 
leslawa Żyndy centrala powierzyła mu kierow- 
nictwo oddzialu wileńskiego, który objął w 
wieku 24 lat. Pod jego energicznym kierow- 
nictwem oddział ten stał się największą księ- 
garnią sortymentową i składnicą hurtową na 
kresach pólnocno-wschodnich. Hurtowa 
skladnica prowadzila sprzedaż niemal wszyst- 
kich większych wydawnictw w Połsce. Roz- 
prowadzano prawie wszystkie książki wydawa- 
ne w Wilnie i wydawnictwa regionalne. 
Mam w zbiorach piąknie wydaną książkę 
Jana Bułhaka: ,,Dwadzieścia sześć lat z Rusz- 
czycem" z napisem na stronie tytułowej: 
..Skład Glówny w księgami Św. Wojciecha. 
Wiłno-Poznań- Warszawa-Lublin". 
Założenie antykwariatu miało ogromne 
znaczenie w odniesieniu do używanych ksią- 
żek szkolnych. Z pomocą zakład6w nauko- 
wych USB zainstalowano przy antykwariacie 
kamerę dezynfekującą przy pomocy chłoro- 
pikriny, prawdopodobnie pierwszą w kraju. 
Wizytówką księgarni byly: pięknie rzeź- 
biony fronton (zachował się do chwili obec- 
nej w uszkodzonym stanie) i artystycznie 
urządzane okna wystawowe. Zapamiętałem 
urządzoną w sierpniu 1939 r. wystawę poświę- 
coną książce Józefa Kisidewskiego ,,Ziemia 
gromadzi prochy" (wydana w 2 wznowieniach 
w lipcu i sierpniu 1939 r.). W oknie wylożono 
wiele egzemplarzy w pięknie tłoczonych opra- 
wach, z żolnierzem polskim na tle wizerunku 
orJa białego opierającego się szponami na her- 
bach Pomorza i Gdańska. Umieszczono mapę 
Pomorza, Brandenburgii, Meklemburgii-Przed- 
pomorza, Saksonii z słowiańskimi nazwami 
miejscowo
i i napisem: ,,książka ta przypo- 
mina że... nie jesteśmy tu od wczoraj, sięgali- 
śmy daleko na Zachód". Byl to rewelacyjny 
reportaż o dążeniu Dra1lg 1Iach Ostell, uzasad- 
niający nasze prawa do Ziem Zachodnich. 
O tym, że książka Kisielewskiego mocno 
dotknęła Niemców, świadczy jej wydanie w 
1939 r. przez Preussischen Geheimen Staat- 
sarchivs pt. "Die Erde Bewahrt das Vergang
- 
I}e", a że dła Połaków b
ła znacząca, 
o.ns
:)J- 
racyjne skrócone wydame w WarszaWIe I pięt 
wydań zagranicznych. 
W księgami powstał dzial sprzedaży ra- 
talnej, a artystyczny zaklad introłigators
i, 
wypracował własny styl oprawy w pł6
me 
lnianym, nawiązujący do tradycji łudowej. 
W 1935 r. powzięto myśl utworzenia K.a- 
tolickiego Funduszu Wydawniczego. Mmł 
on na celu krzewienie czytelnictwa. Po trzy- 
łetniej działalności eksperymentalnej, centra- 


Polonezem nie iegnat. Pożegna1lie Ojczyzny dziś prosts:.e. 
Trzeba będzie odjechat albo wyrok zapadnie: ..pod rozstrzał". 
Odjedziemy w wagonach zakutych. kolumna jedna za drugą, 
lub krew popłynie w podziemiach czenv01llf strugą. 
Trudno. Widocvzie tak ma byt. Spotkały się Z sobą dwa światy: 
tu bieli i amarantu, tam knvi zakrzepłej szkarłaty - 
z pobojowiska orłów sęp strawę codzien1llf bierze, 
więc krew zastygła w gwia:.dach, zakrzepła krew Ira koł1lierzach. 
Nie pl7.)ljdzie nikt żegnat. Spojrzeniem tylko ogarniesz 
miasto. domy, ogrody i wszystko w przeszłość odejdzie 
Z ostatnim westclznielliem . ..Niech żyje!" 
Prosimy naszych czytelników o informację:: jaki jesllYlU1 tego wiersza. klo jesl jego aulorem i - je
i lo moż- 
liwe - kiedy zostal napisany, 


8
		

/wr_1998_nr1_045000009_0001.djvu

			ła zorganizowała Klub Czytelników Jasnych 
Książek. Pubłikacje, których cena rynkowa 
wynosiła 6 zl, dostarczano członkom co mie- 
siąc za 2 zł, i 
o w oprawie. 
Bolesław Zynda był bardzo czynny w or- 
ganizacji księgarskiej od 1922 r., w 1. 1926- 
39 był członkiem Zarządu Koła Wileńskiego 
Związku Księgarzy Połskich. Aktywnie 
uczestniczył w organizacji VII Zjazdu Księ- 
garstwa Połskiego w Wilnie 27-29 maja 1939 
r. Był autorem katalogów wydawanych w Wil- 
nie w łatach 1928-39, w tym łiteratury dla ka- 
tolików obrządku wschodniego. Zdążył wy- 
dać katałog książek szkolnych na rok 1939/ 
40, który się okazał bezużyteczny. Była to 
ostatnia - 2520 - pozycja wydawnicza KŚW 
za łata 1895-1939; pod poz. 1 figurowala bro- 
szura ks. Władysława Chotkowskiego ,;Z mę- 
czeńskich dziejów Unii". 
Pracowałem od 1936 r. w księgarni Jakuba 
Girszowskiego (Zamkowa 13) jako praktykant. 
Znałem z widzenia dyrektora Zyndę. Widywa- 
łem go niekiedy na Dominikańskiej 4. Różnili- 
śmy się znacznie wiekiem, stanem społecznym 
i charakterami (stateczny wielkopolanin-niesfor- 
ny kresowian) oraz światopoglądem i politycz- 


ność i opieka komisarycznego Zarządcy mia- 
ła dodatni wpływ. gdyż tolerowano jawną dzia- 
łalność księgami i antykwariatu. zatrudniano 
jej IicvlY personel (około 20 osób) i umożli- 
wiano społeczeństwu polskiemu wzgl. dostęp 
do resztek zapasów polskich - nowej produk- 
cji wydawniczej - do kupna i sprzedaży pomo- 
cy naukowych. Jedyną realną ostoją i instan- 
cją odwoławczą we wszystkich potrzebach - a 
były b. liczne - był urzędujący Komisarz". 
Stan zapasów polskich wydawnictw był 
w Wiłnie w chwili wybuchu II wojny wy- 
jątkowo duży i zasobny. Na sezon szkolny 
i akademicki KŚW miała wystarczające ilo- 
ści książek. Znaczne były zapasy dzieł ency- 
klopedycznych i bibliofilskich ze względu na 
trwające właśnie Targi Północne. 
Jak zostałem komisarzem w KŚW? Po 
wrześniu działałem wZw. Zaw. Pracowników 
Handlowych i Biurowych (zachowałem łegi- 
tymację nr 1023/13321 z oplaconymi składka- 
mi do stycznia 1940 r.). Uczęszczałem na se- 
minarium socjołogii Uniwersytetu Ll!dowego 
(?) ulokowanego w gimnazjum, ul. Zeligow- 
skiego 1. Zwróciło to uwagę Saugumy i 9 lute- 
go 1940 podczas rewizji w domu zabrano spo- 


BOLESŁAW ŻYNDA 
ZASŁUŻONY KSIĘGARZ WILEŃSKI 


nymi zapatrywaniami. Mieliśmy jednak - jak się 
okazało później - wspólną cechę: tolerancyjność 
i wspólne zamiłowanie, bibliofilstwo. . 
Dzięki zapobiegliwości dyrektora Zyndy 
oddział wileński po dniu 17 września 1939 r. 
przeksztalcono w Kolektyw Związku Pra- 
cowników ,,Albertinum", W tym charakte- 
rze działał do 28 marca 1940 r., a następnie 
przeszedł dalszą reorganizację. Od l kwietnia 
1940 r. działał Zarząd Likwidacyjny Masy 
Księgarni Św. Wojciecha. Likwidowano od- 
dział jako własność spółki zagranicznej, nie 
mającej koncesji na dzialanie w granicach 
państwa litewskiego. Likwidatorem został 
Kazys Szaltenis - jeden z dyrektorów Kowień- 
skiego Wydawnictwa "Spaudos Fondas". 
Urzędował do połowy czerwca 1940 r, do 
chwili obalenia rządu Smetony. Według Zyn- 
dy był to: człowiek o nie równym charakterze. 
uważał siebie za komunistę w czynachjego do- 
minował jednakże skrqjny nacjonalivn. który 
często nas dotykał (B. Zynda: Materiały i pl7.)l- 
czynki do dziejów księgarstwa wileńskiego 
1939-1945, w zbiorach alitora). Ludowiec i 
wolnomyślicieł, raczej z przekory niż z wyra- 
chowania pomagał komunistom, kiedy ich 
prześladowano. Wspierał smetonowców i cha- 
deków, gdy stali się ofiarami komunizmu. 
Podczas okupacji niemieckiej opiekował się 
komunistami. Szowinistycznego stosunku 
wobec księgarzy polskich nie zmienil przy 
Smetoni'J,o Sowietach i Niemcach. Zaufany 
jego w K:sW, Kłajpedzianin ViImantas, o pro- 

iemieckiej orientacji, nie tyle nadzorował 
Zyndę, ile go szykanował, Po wojnie, z porę- 
ki przyjaciół ze Stowarzyszenia Wolnomyśli- 
cieli Geden z nich był premierem a kilku mi- 
nistrami) został naczelnym dyrektorem "Da- 
i1es Fondas" (Funduszu Sztuki), jednostki ad- 
rninistracyjno-gospodarczej, w której zatrud- 
niał kolaborantów i nacjonalistów. Po kilku 
łatach NKWD deportowało go na Syberię, 
gdzie awansował na dyrektora kopałni złota. 
Z chwilą powstania Litwy Radzieckiej Z 
ramiellia ówczesnej nowej administracji zo- 
stał generalnym komisarzem nadzoru prze

'i- 
dzianych do uPallstwowienia księgarń wile,i- 
skich i m. innymi Księgami Ś,,: Wojciecha.Ze- 
nowiusz Ponarski - wspominał Bo/
sław Zyn- 
da: Działalność komisarycmego Zarządcy 
była b. pożyteczna. a współpraca z nim skła- 
da sir pomyślnie; był to Wilnianin. człoM,ojek 
młody - humanista w każdym calu,.. działaJ- 


ro książek różnej tre
i. Po 55 latach dotarłem 
do akt sprawy. Wynika z niej, iż wybrano 4 
pozycje: miesięcznik "Komunistyczeskij Inter- 
national", książki: ,,Marksizm jako proletariac- 
ka nauka życia", ,,Polska literatura o włościań- 
stwie w Polsce" (ros.) i 2Ratujmy zagrożone 
pozycje" (kupi lem ją w K:sW)..Wystarczyło to, 
by zgodnie ze stereotypem Zyd-komunista, 
komendant wojskowy Wilna 22 lutego 1940 r. 
deportował mnie z Wilna na okres stanu wyjąt- 
kowego, a później na 6 miesięcy do obozu pra- 
cy. Trafilem do Dymitrawy, w k1órej byli głów- 
nie komuniści. Po 15 czerwca 1940 r. stanęli 
na czele rządu. Kiedy doszło do nacjonalizacji 
księgarń ktoś sobie przypomniał o mnie. Zo- 
stałem komisarzem KŚW, Zawadzkiego, Ge- 
bethnera i Wolffa i wydawnictwa żydowskie- 
go B. KIeckina. Mogłem przeciwdziałać nisz- 
czeniu księgarstwa polskiego i sprzeciwiać się 
deportacji księgarzy. Bez podpisu komisarza 
była niemożliwa; zawsze musiał być donos, 
wniosek albo zgoda przełożonego. 
Po tej obszernej dygresji, niezbędnej dla 
zrozumienia dawnych zawiłych spraw, powró- 
cić należy do dalszych losów bohatera szkicu. 
Podczas okupacji niemieckiej dyrektorem 
sieci księgarskiej w Wilnie został K. Szalte- 
nis, a komisarycznym zarządcą leutnant Her- 
bert Eisentraut z Goten- Verlagu w Lipsku, któ- 
ry z teutońską furią likwidowal przede 
wszystkim wszystkie księgarnie żydowskie. 
Korzystając Z olbr..)'mich magaZ,)7lów i wieJ- 
kiego gospodarczego Ylplecza b. Księgami Św. 
Wojciecha jak i Vlacmej ilości wysoko kwalifi- 
kowanego personelu księgarskiego. utworzono 
właśnie tam pr..)' ul. Dominikańskiej 4 wielką 
bazę książek antykwarycznych... zwożonych ze 
wszystkich m......
,idowanJcll księgami. Jak ol- 
brzymie były to zapasy książek, świadczy fakt. 
że nie starczyło miejsca w obranym lokalu. Naj- 
większy antykwariat. własność zasłużonego dla 
antykwaria", polskiego settiora księgarzy wi- 
lelIskicII Abrama lckowicza przy zaułku lite- 
rackim. upmistll'owionyjuż w lipcu 1940 roku. 
pozostał na miejscu - traktowany za czasów 
okupacji hitlero.wskiej b\'ł jako oddział bazy - 
wspominał B. Zynda.z ilticjaty"y którego za- 
trlldltiolto księgarz)' Zydów przy por-Jfdkowa- 
Itiu ksiq:ek (::.a zgodą Niemców) - pracowało 
przy Dominika,iskiej wzgl. prz)' zallłkll literac- 
kim. ai do lipca 1944 rokl
 17 księgarz)' i pra- 
cowników księgarskich - Zydó": wspier(l}lych 
przez swoicII kolegów Polaków. 


W czasie działań wojennych, w toku walk 
o Wilno w dniach 7-13 lipca 1944 r. pożar objął 
zachodnią stronę księgarni. Tygodniowe wal- 
ki uliczne i bombardowanie zniszczyły w du- 
żym stopniu jej lokal. 
Podczas wojny powstała w Warszawie Tym- 
czasowa Rada 
ięgarstwa Polskiego, w pra- 
cach której B. Zynda brał czynny udział. Był 
żołnierzem Armii Krajowej Okręgu Wileń- 
skiego. do bieżącej kontroli pracy komórki fi- 
nansowej ZWZ powołano Komisję Rewizyj- 
ną, 
o której wchodzili księgarze A. Kiewlicz i 
B. Zynda (pseudonim "Kujawa"), którzy, jak 
podaje L. Tomaszewski, w "Kronice Wileńskiej 
1939-1941 "; cieszyli się w Wilnie powszechn}7n 
szacunkiem, jako ludzie o nieposz./akowanej 
uczciwości; byli zaprzysięionymi członkami 
konspiracji od,poc::.ątkujej istnienia". 
Bolesław Zynda opuścił Wilno 12 lutego 
1945 r., jako ,,repatriant" przybył 9 marca do 
Poznania i zgłosił powrót do pracy. 
Po wojnie w KSW zajmował kierownicze 
stanowiska, był członkiem Zarządu. Nie omi- 
nęły go represje, był więźniem z okresu łama- 
nia praworządno
i. 
W związku z jubileuszem 75-lecia KŚW spo- 
rządził jej bibliografię, której egzemplarz hono- 
rowy mi przesłał. W związku z listem do ,,Kul- 
tury" z 23. VIII. 1970 r. napisał mi: ...wysoko so- 
bie cenię nas::.ą wieloletnią znajomość, p17.)jaf.ń 
i ce,ule koleie,istwo... Z całego serca pros
 przy- 
jąć ode mltie i od Instytucji naszej wyrazy 
wdzięczności za obronę "ltas maluczkich". 
Uhonorowany papieskim odznaczeniem 
Orderu 
w, Sylwestra, co - jak mi opowiadał 
- było przedmiotem zazdrości niektórych osób. 
W maju 1971 przeszedł na emeryturę. Od 
1945 r. był członkiem Polskiego Tow. Wydaw- 
ców Książek. Wraz z Antonim Bocheńskim 
wznowił i wydawał w Poznaniu od ł 946 r. 
"Przegląd Księgarski". Od 1951 r. pracował 
na polską bibliografia mariologiczną i zbierał 
materiały do polskiej ikonografii maryjnej. 
Przekazał to na Jasną Górę. Utrzymywałem z 
nim kontakt osobisty i listowny. Przesyłał mi 
do zbiorów różne rarytasy wileńskie. 
Z "Expressu Poznańskiego" dowiedział 
się, że 2 czerwca 1980 r. w Instytucie Historii 
UAM odbędzie się obrona mojej pracy 
ok- 
torskiej. Był na niej obecny doc. Stefan Zyn- 
da, który w imieniu chorego ojca doręczył 
książkę "Wilna eine vergessene kunststatte" 
(1917) z dedykacją: ,,Drogiemu Panu Dokto- 
rowi...". Wiedząc, że jest zaprzyjainiony z 
Kazimierą Iłłakowiczówną (mieszkała pewien 
czas w jego mieszkaniu), przesłałem mu swój 
artykuł pt. ,;Zapomniany arcybiskup" (,,Jed- 
ność", Szczecin 3 listopada 1981). Napisał mi: 
K. lłłakowiczówlta od 1970 r. m\'ślała o 
uwiecmieltiu pamięci zmarłego ArĆybpa E. 
Roppa... Sprawa znowu odżyła gdy z iyczli- 
wości dla p. Kazimiery dostarr:z)'łemjej arty- 
kuł "Zapomltian)' AT'C}pasterz..... Była wów- 
czas wzmszona treścią tego artykułu... zleciła 
- mojej szwagiera Józefie Kafarskiej ... wsz- 
częcie ponownie starań o tablicę pamiątkową 
deklamjąc IIdział w poniesimiu kosztów. Ka- 
pituła Povtańska nie b)'ła w tej materii zdecy- 
dowana... Ja zaś byłem szarym pośredllikiem 
w korespoltdencji i staraItiach... 
31 grudnia 1987 r. otrzymałem pesymi- 
styczny list: Niedobrze jest na świecie. Du- 
chowo ile się czllję patrząc na to powszechne 
zak/mllanie i głupotę ludzkq, na dotąd nie zna- 
Ile chamstwo... We współczesllym społeczeń- 
stwie domillllją ograniczona uczciwo/ć. dllżo 
szumu (wariacka muzyka i gadatliwość) bez- 
myślne filmy telewiZ}1ne i.t.p. Zwielll syste- 
mówJilozoficvl)'ch prawie nic lub lIiewiele się 
ostało. lIatomiast prawdziwa religia i wiara 
sq naszą lIaturalnq ostoją dla człowieka. TI7.)l- 
majmy się. nie .dajmy się. 
Boleslaw Zvnda zmarl w Poznaniu 4 
paidziemika 1988 r. w wieku 84 lat. 
dr Zenowiusz Ponarski 
(Toronto) 


9
		

/wr_1998_nr1_045000010_0001.djvu

			W oparciu o materiały ZG Stowarzyszenia" Wspólnota Polska" z lata 1997 r, 


SZKOŁY Z POLSKIM JĘZYKIEM NAUCZANIA NA LITWIE 


c.d. z nr 6(44) LISTOPAD-GRUDZIEŃ 


Miejscowość i typ szkoły 


Język nauczania 


Dyrektor 


Rejon trocki 


Trocka szk. śr. nr l 
Landwarowska szk. śr. nr 2 
Połukniańska szk. śr. 
Rudziska szk. śr. 
Grygiska szk. śr. 
Rykoncka szk. podst. 
Solkienicka szk. podst. 
Starotrocka szk. podst. 
Szklarska szk. pods.. 


połski, rosyjski 
polski 
polski, rosyjski. litewski 
polski, rosyjski, litewski 
polski, rosyjski 
polski, rosyjski, litewski 
polski, rosyjski 
polski 
polski, rosyjski 


M. Kuzborski 
F. Żeromski 
SI. Kodzis 
1. Lesys 
A. Miłto 
H. Kasperowicz 
W. Czapkowski 
M. Adamowicz 
J. Narkiewicz 


Podbrodzkaszk.ś
 
Maguńska szk. podst. 
Preńska szk. podst. 
Podbrodzka szk.-int. 


rosyjski, polski 
polski 
rosyjski, polski 
polski 


Rejon święciański 
A. I1jina 
I. Dubicka 
L. Jodzik 
J. Dubauskiene 


Barskuńska szk. podst. 
Jauniuńska szk. podst. 
Pokiska szk. podst. 


polski 
litewski, połski 
litewski, polski 


Rejon szyrwincki 
I. Siemaszko 
K. Misieliene 
K. Lebionko 


SZKOŁY POCZĄTKOWE W REJONACH 


Nazwa 


Miejscowość po łitewsku 


Rejon wileński 


Berżańska 
Grygajcka 
Glinciska 
Kabiska 
Karkłeńska 
Liczuńska 
Puciniska 
Skajsterska 
Starosielska 
Werusowska 
Żodziska 


Berzyte 
Grigaiciai 
Glintiskes 
Kabiskes 
Karklenu 
Liciunu 
Putiniskiu 
Skaisteriu 
Senasałio 
Veriskiu 
Zodiskiu 


Nowokuńska 
Ancewicka 
Wilkańska 
Gierwiska 
Zawiszańska 
Kurmiełańska 
Milkuńska 
Montwiłiska 
Nowodworska 
Purwiańska 
Tribońska 
Janczuńska 
Piepska 
Katkuska 
Stawidońska 
Daugideńska 


Rejon solecznicki 
Naujakuriai 
Anceviciai 
Viikoniu 
Gerviskes 
Zavisonys 
Kurmełionys 
Milkunai 
Montviliskiai 
Naujadvario 
Purvenu 
Triboniu 
Janciunu 
Pepiu 
Katkuskiu 
Stavidoniu 
Daugidoniu 


Rejon trocki 


Świętnicka 
Międzyrzecka 
Brażolska 


Sventninku 
Tarpupis 
Brazolis 


10 


Adres, kod, poczt., 


4050 Trakai, Birutes 34 
4200 Lentvaris, Lauko 20 
4050 Polukne 
4600 Rudiskes 
4058 Grigiskes 
4210 Rykantai 
4050 Salkininkai 
4053 Senieji Trakai 
4600 Skliariai 


4710 Pabrade 
4711 Magunai 
4711 Prienai 
4710 Pabrade 


4107 Barskunai 
4105 Jauniunai 
Pokiskes 


Język nauczania 


połski 
polski, rosyjski 
polski, rosyjski 
polski, rosyjski, litewski 
polski 
polski 
polski 
polski, rosyjski 
polski 
połski, rosyjski, litewski 
polski 


połski, rosyjski 
polski 
polski 
połski, rosyjski 
polski, rosyjski 
polski 
polski 
polski 
połski 
połski 
polski, rosyjski 
polski 
polski 
połski, rosyjski 
polski 
polski 


polski 
polski, rosyjski 
polski, łitewski 


Numer tełefonu 


'. I 


51490 
59290 
61215 
67225 
69555 
77292 
52130 
51642 
67362 


54594 
49842 
4295] 
54402 


44334 
44123 
43717 


---
		

/wr_1998_nr1_045000011_0001.djvu

			Marian Michniewicz 


WSPOMNIENIA STUDENTA UNIWERSYTETU 
WILEŃSKIEGO Z LAT 1940-1942 


Wojna zastała mnie jako ucznia kłasy 
maturałnej Liceum im. J. J. Śniadeckich w 
Wilnie. Szkoła mieszcząca się przy ul. Ba- 
kszta powstała w roku 1938 przy U.S.B. 
Było to liceum eksperymentalne, w którym 
nauczanie odbywało się w oparciu o wzory 
różnych szkół zagranicznych, przywiezio- 
ne przez jej organizatora i dyrektora prof. 
Wacława Staszewskiego. Liceum nie prze- 
trwalo jednak długo, gdyż w dniu 7 grudnia 
1939 zostało zamknięte przze Litwinów, a 
uczniowie wcieleni do innych szkół. Moją 
klasę przyrodniczą przeniesiono do Gimna- 
zjum im. Zygmunta Augusta. W szkołach 
obowiązywał program przedwojenny, z uzu- 
pelnieniem szeregu przedmiotów jak język 
litewski, historia i geografia Litwy i parę 
innych. 
Egzamin dojrzałości odbył się w maju 
1940. Egzamin pisemny z języka łitewskie-, 
go zdałem z oceną dobrą, lecz na egzaminie 
ustnym, komisja nie mogąc się porozumieć 
ze mną w tym języku, wystawiła mi, jak też 
wielu innym moim kolegom, ocenę niedo- 
stateczną. Egzamin poprawkowy mialem 
skladać jesienią. 
Sytuacja zupełnie się zmienila, gdy w na- 
stępnym miesiącu, zgodnie "z wolą narodu" 
Litwa została wciełona do "szczęśliwych re- 
publik radzieckich". W efekcie, uczniom 
wszystkich szkól, którzy oblali wiosną egza- 
min z języka litewskiego, poprawiono sto- 
pień na dostateczny. Uznano bowiem, że 
przez tak krótki okres czasu, nie sposób opa- 
nować języka, z którym po raz pierwszy w 

ciu zetknięto się dopiero jesienią 1939. 
Swiadectwo maturalne więc otrzymałem, 
chociaż z klauzulą, że przyjęcie na studia 
będzie uzależnione od zdania egzaminu zję- 
zyka litewskiego. Oczywiście w Litwie Ra- 
dzieckiej zastrzeżenie to przestało obowią- 
zywać. 
O rozpoczęciu studiów poważnie nie my- 
ślałem, zdając sobie sprawę, że jako "obco- 
krajowiec" nie będę miał szans dostania się 
na uniwersytet. Nie mając jednak nic do stra- 
cenia, złożyłem podanie o przyjęcie na bio- 
logię, kierunek zgodny z moimi zaintereso- 
waniami, łecz znacznie mniej oblegany niż 
inne kierunki studiów. 
Bezpośrednio po egzaminach matural- 
nych rozpocząłem pracę na kolei jako robot- 
nik fizyczny. O przyjęciu na studia dowie- 
dzialem się od kolegi w pierwszych dniach 
paidziernika. Zrezygnowałem więc z pracy 
na kolei i rozpocząłem zajęcia. 
Na pierwszy rok biologii Przyjęt9 120 
osób, z których większość stanowili Zydzi. 
Polaków było około 15 i tyluż Litwinów. 
Wszystkie zajęcia odbywały się w języku li- 
tewskim, mimo że poza kilkoma osobami 
wszyscy znali język polski. Znajomość języ- 
ka litewskiego posiadałi w zasadzie tylko Li- 
twini. 
Pierwszym i najważniejszym przedmio- 
tem jaki należało wpisać do indeksu był 
"Marksismas-Leninismas". Konieczny też 
był lektorat z języka łitewskiego. 
My Polacy, nie znając języka wyklado- 
wego, na wykłady nie chodziliśmy. Uczyli- 
śmy się z polskich podręczników akademic- 
kich. Na zajęcia praktyczne musieliśmy jed- 
nak uczęszczać i mimo braku znajomościję- 
zyka dobrze dawaliśmy sobie radę. Np. na 
ćwiczeniach z fizyki otrzymywaliśmy in- 
strukcje o sposobie wykonania zadania w ję- 
zyku litewskim. Koledzy Litwini tlumaczyli 
nam tekst, my zaś" rozwiązywaliśmy zadanie 


i dawaliśmy im gotowe wyniki. Współpraca 
układała się więc dobrze. 
Stosunków towarzyskich ze studentami 
litewskimi nie utrzymywaliśmy, mimo że nie 
było jawnej niechęci do nas z ich strony. Jed- 
nego z kolegów Litwinów spotkałem w bar- 
dzo nieprzyjemnych dla mnie okoliczno- 
ściach. W pierwszych dniach stycznia 1944, 
gdy po aresztowaniu zostałem przewieziony 
do gmachu gestapo na przesłuchanie, zasta- 
łem go tam jako agenta Saugumy. Nie oka- 
zal w stosunku do mnie wrogości, ale od razu 
zaznaczył, żebym nie oczekiwał od niego 
żadnej pomocy. 
Pracownię z botaniki prowadził prof. Da- 
gys. Przed przystąpieniem do doświadczeń 
szczególowo objaśniał sposób ich przepro- 
wadzenia, ale oczywiście po litewsku. Asy- 
stenci, do których zwracaliśmy się z pytania- 
mi, bezradnie rozkladali ręce, tlumacząc że 
po polsku nie rozumieją. Pewnego razu przy- 
szedłem na pracownię z botaniki znacznie 
wcześniej i czekałem na otwarcie sali. I otóż 
co usłyszałem. Asystentka, która podobno nie 
znała słowa po polsku, zwr6cila się do woi- 
nego: "nu tak panie Józefie, tak dawaj pan te 
krzesła na sala". Okazało się więc, że z woi- 
nym, który nie rozumiał po litewsku, mogła 
porozumiewać się po polsku. 
" Organizacja studiów była semestralna. 
Po każdym semestrze trzeba było zdawać 
kolokwia, zasadniczo z wszystkich przed- 
miotów. I tu też mieliśmy kłopoty języko- 
we. Niektórzy z wykladowców chętnie mó- 
wili po polsku, niektórzy rozmawiali z nami 
po rosyjsku, a byli też i tacy jak np. profe- 
sor chemii, który podobno nie znał żadnego 
z tych języków. Trzeba więc było definicji 
uczyć się po litewsku a podczas egzaminu 
mocno się gimnastykować używając, w mia- 
rę swoich możliwości, litewskiego czy nie- 
mieckiego. Najłatwiej pod względem języ- 
kowym było na egzaminie z zoologii. Pro- 
fesor Iwanowski (Iwanauskas)d mówił chęt- 
nie po polsku i to piękną polszczyzną, bo 
był to przecież jego język rodzinny. W ogó- 
le jego postać obrazuje dobrze stosunki na- 
rodowościowe na wileńszczyinie. Tenże 
prof.lwanowski podawał się za Litwina 
chcąc utrzymać posiadłości ziemskie znaj- 
dujące się na terenie Litwy. Z dwóch jego 
braci jeden był znanym adwokatem wileń- 
skim - Polak. zaangażowany w dzialalność 
AK a drugi - działaczem białoruskim. 
Wiosenna sesja egzaminacyjna w roku 
1941 przypadła na okres wywózek. Miasto 
wypełniło się enkawudzistami. Atmosfera 
była przygnębiająca. Moi rodzice byli już 
spakowani i przygotowani na wywózkę. Do- 
wiedzieli się bowiem w wielkiej tajemnicy 
od właściciela sąsiedniego domu, że byli u 
niego enkawudziści i spisywali dane doty- 
czące naszej rodziny. Ja zdecydowalem się 
ukrywać i nie dać szę wywieić. Nocowalem 
więc w altanie w ogrodzie. który miał polą- 
czenie z sąsiadującymi ogrodami tak, że 
ucieczka nie byłaby trudna. Mimo tych wa- 
runków uczyłiśmy się do egzaminów i zda- 
waliśmy je. 
Wybuch wojny niemiecko-bolszewickiej 
przyjęliśmy z ogromną radością. Było to bo- 
wiem wybawienie od wywózek. Ludzie ucie- 
kali z więzień i z wagonów kołejowych, w 
których czekali na deportację. Bolszewicy 
jednak do ostatniej chwili próbowali wywieić 
uwięzionych. 
Pamiętam z tego okresu reakcję łudności 
na ucieczkę bolszewików z Wilna, Zrywano 


z satysfakcją portrety znienawidzonego Le- 
nina, Stałina i innych przywódców. Palono 
je i opluwano. Robili to głównie robotnicy, 
"wyzwołeni" przez bołszewików od połskich 
panów. Litwini witali Niemców i strzełałi do 
uciekających żołnierzy radzieckich. Polacy 
Niemców nie witali, ałe przygłądali się z cie- 
kawością świetnie wyposażonym i dobrze 
prezentującym się żołnierzom, pełnym ani- 
muszu i pewności siebie. 
W paidzierniku 194ł rozpoczął się na 
uczelni nowy rok akademicki. Była t9 już jed- 
nak uczelnia szczątkowa. Zniknęli Zydzi za- 
mknięci w gettcie, nie przyjechala też więk- 
szość Litwinów. Na drugim roku została więc 
nas zaledwie garstka i to głównie Polaków. 
Zajęcia odbywały się, ałe atmosfera była po- 
nura. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że stu- 
dia długo nie potrwają. Tak też się stało. W 
lutym 1942 wszyscy Polacy zostali z uczelni 
relegowani. Litwini chcieli nas zatrzymać, bo 
bardzo im zależalo na utrzymaniu uniwersy- 
tetu. W tym cełu proponowali nam zmianę 
narodowości polskiej na jakąś inną. Trzeba 
jednak przyznać, że nie namawiano do przy- 
znania się do narodowości litewskiej. Nikt z 
nas na taką koncepcję nie poszedł i nasza bio- 
logia praktycznie przestała istnieć. Rok pói- 
niej (ł 7 marca ł 943) Niemcy z3n1knęli Uni- 
wersytet Wileński. 
Wspominając studia przypomina mi się 
pochód pierwszomajowy w roku 1941. Oczy- 
wiście obecność była obowiązkowa. Pochód 
trwał bardzo długo, bo uczestniczyli w nim 
wszyscy pracujący i szkoły, a także wojsko, 
które szlo razem z cywilami. Pamiętam, że 
próbowano mi dać do niesienia portret któ- 
regoś z przywódców komunistycznych. 
Uniknąłem jednak tego "zaszczytu" twier- 
dząc, że portret powinien być niesiony przez 
komsomolców. 
Jako student musiałem też brać udział w 
przygotowaniu wyborów. Zostałem przydzie- 
łony do lokału wyborczego mieszczącego się 
w szkołe podstawowej na Antokolu. Kazano 
mi narysować ozdobny tytuł "Staliniec" do 
gazetki ściennej, która miała wisieć w łokału 
wyborczym. Trafili niefortunnie, jako że man1 
antytalent do rysunków. Nad zadaniem pra- 
cowalem cały tydzień. Tytuł zrobiłem z liter 
narysowanych przy pomocy linijki. Oczywi- 
ście zdawałem sobie sprawę, że tytuł "Stali- 
niec" byłby raczej bardziej odpowiedni do 
nazwy np. traktora, a nie gazetki i że popraw- 
niej byłoby zatytulować "Stalinowiec", ale 
nie dyskuto.wałem z komisją skladającą się 
głównie z Zydów i osób z marginesu spo- 
lecznego. 
W trakcie wyborów bałagan był niesamo- 
wity. Ja też co prawda trochę do tego się przy- 
czynilem niszcząc szereg kart wyborczych. 
Moim zadaniem była gotowość do dyspozy- 
cji komisji. Zadanie dostalem dopiero w go- 
dzinach wieczornych, gdy okazało się, że 
udział wyborców naszego okręgu okazał się 
mniejszy niż być powinien. Wysłano więc nas 
w towarzystwie oficera litewskiego z adre- 
sami osób, które nie glosowały. Mieliśmy 
przypomnieć o konieczności spełnienia oby- 
watelskiego obowiązku. Pojawienie się nas 
w domach przyjmowano ze strachem. Ludzie 
tłumaczyli, że już głosowali i pokazywali od- 
powiednie adnotacje w dowodzie. Oficer ka- 
zał im jednak iść do komisji i sprawę wyja- 
śnić. Jak reagowała komisja, nie wiem. Może 
kazali im głosować powtórnie, a może w inny 
sposób zwiększono frekwencję. 
Studia na litewskim uniwersytecie nie 
poszły jednak na marne. Jako student mia- 
łem podstawę do zdemobilizowania się z 
wojska w paidzierniku 1945. Wstąpi lem na 
drugi rok studiów w nowopowstałym uniwer- 
sytecie M. C. Skłodowskiej w Lublinie. Zda- 
ne w Wilnie egzaminy zaliczono. 


11
		

/wr_1998_nr1_045000012_0001.djvu

			Jel7.)l Brzozowski 


6-LECIE "SŁOWNIKA 
POLSKI WALCZĄCEJ 
NA KRESACH PŁN.- WSCH 
II RZECZYPOSPOLITEJ 


W IV kwartale 1991 r. (nr 4/8) Wileńskie 
Rovnaitości rozpoczęły wydawanie "Słow- 
nika Połski walczącej..." jako wkladki do tego 
- dziś już - dwumiesięcznika. Pierwszą po- 
przedziło redaktorskie credo, w którym m.in. 
wezwano czytelników do współpracy, zapew- 
niając. że to ona stanie się czynnikiem decy- 
dująco kształtującym realizację rozpoczyna- 
nego przedsięwzięcia. 
Dziś po 6 latach nieprzerwanej publikacji 
tego zbiorowego dziela nadszedł czas, aby 
zająć stanowisko wobec niektórych spraw, 
jakie zostały zgloszone przez naszych sza- 
nownych i drogich czytełników, o co byli oni 
proszeni we wstępie do "Słownika..." i za co 
należą się im slowa podziękowania. 
Jednym, zresztą z niełicznych, zarzutów 
stawianych redakcji, jest sporadycznie zauwa- 
żana niezgodność informacji o przebiegu zda- 
rzeń, o życiu i działaniach ludzi w treści bio- 
gramów czy haseł rzeczowych w konfronta- 
cji z rzekomo rzeczywistym ich przebiegiem, 
jaki został zarejestrowany i utrwalony w pa- 
mięci naszych korespondentów. 
Jest to zarzut na tyłe poważny, że wyma- 
ga jednoznacznego wyjaśnienia. I tak: 
1. TreŚĆ poszczegółnych haseł jest redak- 
cyjnie opracowywana przez naszych współpra- 
cowników w oparciu o materiały dostarczane 
przez zainteresowanych łub bliskie im osoby 
oraz o dostępne publikacje. Autorzy haseł nie 
pro\ładzą samodzielnych badań źródlo- 
wych. gdyż pracując społecznie nie mają ku 
temu żadnych warunków. Dostarczane im in- 
formacje nie są więc w zasadzie weryfikowa- 
ne, a przyjmowane jako wiarygodne, zwłasz- 
cza że najczę
iej są one wspierane różnymi 
dolllmentami czy oświadczeniami świadków. 
2 Treść poszczególnych haseł z reguly 
musi by
 syntetyczna, zgodna z kanonanli 
obowiązującymi w slownikach czyencyklo- 
pediach, nie może więc być rozbudowywana 
nadmiarem szczegółów. Dlatego w pracy re- 
dakcyjnej pomijane są łub uogólniane elementy 
drobne, czy też kwalifikujące się do opraco- 
wania w samodzielnych hasłach. Niektóre z 
nich mogą się wydawać - szczególnie świad- 
kom wydarzeń - ważne, ale ich pominięcie 
wiąże się z koncepcją redakcyjną .,Słownika..." 
3. Powszechnie wiadomo, że przebieg 
wydarzeń, czynów ludzkich odbywających 
się na przestrzeni czasu i terenu, jest z reguly 
różnie widziany tak przez aktorów, jak i 
przez świadków. Wiemy z codziennych tak- 
że obserwacji, że bezpośrednio po jakimś wy- 
darzeniu różne są relacje z jego przebiegu, 
zazwyczaj nie pozbawione subiektywizmu. 
Tym bardziej więc relacje te mogą się różnić 
(czasem diametralnie) z perspektywy dziesiąt- 
ków łat przy zawodności łudzkiej pamięci. 


Mimo to wszelkie krytyczne uwagi są 
przyjmowane do wiadomości, rozważane i 
- o ile są istotne dla merytorycznej treści ha- 
sła - starannie przechowywane celem ich 
uwzględnienia przy książkowej edycji "Słow- 
nika...", która będzie też oparta na innej kon- 
cepcji redakcyjnej. 
Innym zarzutem, z którym spotkaliśmy się 
już dwukrotnie, jest pretensja za biogramy 
ludzi, którzy wprawdzie działali w konspira- 
cji, walczyli w oddziałach partyzanckich, ałe 
których postawa w latach PRL nie przy- 
nosi im chwaly. 
Ponieważ jednak mieli oni jakiś udział w 
dziejach Połski walczącej, nie możemy po- 
mijać ich w "Słowniku...", nie przemilczając 
wszakże ich nagannej postawy w póiniejszym 
okresie. 
Zainteresowanych "Słownikiem..." po- 
nownie zapraszamy do wspólpracy: 
- przysyłajcie informacje o łudziach i wy- 
darzeniach, które trzeba utrwalić - przede 
wszystkim jako dowód polskości ziemi, któ- 
rą nam bandycko i zdradliwie odebrano, przy- 
sylajcie póki jeszcze czas nie zatrze ich w 
świadomości narodu; 
- przysyłajcie uwagi o zauważonych nie- 
ścisłościach czy błędach, ale z równoczesnym 
materialem dowodo\ł)"m s\łojej racji. 
Na koniec jeszcze jedno: nie denerwujcie 
się zbyt długim oczekiwaniem przysłanych 
materiałów na publikację w "Słowniku..."; je- 
steśmy ograniczeni objęto
ią numeru, "mocą 
przerobową" redakcji, ukazywaniem się Wi- 
leńskich Rozmaitości jako dwumiesięcznika. 


KOMUNIKAT 
W dniu 2ł stycznia 1998 r. odbyło się w 
gmachu Biblioteki Narodowej w Warszawie 
otwarcie wystawy poś\łięconej Wileńskie- 
mu Klubowi Wlóczęgów. Inicjatorem jest 
wroclawski historyk młodego pokolenia dr 
Aleksander Srebrakowski. Poprzednio wy- 
stawa odwiedziła Wrocław w 1995 r i Pułtusk 
w Domu Polonii w 1996 r. Na eksponaty skła- 
dały się zebrane przez Bohdana Nagórskie- 
go: plakaty, mapki szlaków turystycznych, 
liczne wsponienia i reportaże, a również fo- 
tografie z imprez jak "Zabicie Bazyłiszka", 
"Kaziukowy pochód", "Bal w Piekle" oraz 
karykatury niezapomnianego Tadeusza Gin- 
ki. Młodzież akademicka w czarnych bere- 
tach z czerwonymi i żółtymi kitami była 
wkomponowana w wileński krajobraz. Wy- 
stawa przypomniała, że taki Robespiere - Ste- 
fan Jędrychowski nie zawsze był jednym z 
władców PRL, FU-Czu - Henryk Chmielew- 
ski - dyrektorem departamentu MBp, Ja-yo - 
Czesław Miłosz dostojnym nobłistą, a wszy- 
scy kiedyś byli normalnymi. pełnymi redości 
życia mlodymi ludimi. Prawdziwą ozdobą 
otwarcia wystawy na tle, co tu gada
 licz- 
nie przyb)'I)'ch matuzałemów, byla przy- 
b)"la z Wilna delegacja wskrzeszanego tam 
Klubu Wloczęgów, w osobach młodego in- 
teligentnego chlopaka i 2 ślicznych dziew- 
cz)'n. Delegacja przywiozła ze sobą klubowe 
regalia jak oryginalną "lagę" i sznur. 
Lech Iwanowski 


BmLIOTEKA 
WILEŃSKICH ROZMAITOŚCI 


Seria A 
5. 1. Brzozowski, St. Krasucki, 1. Malinowski: 
"Burza" na Kresach Płn.-Wsch. 
6. B. Gumowska: Opowie.śf 
o gen. broni Lucjanie Zeligowskim 
7. G. Malinowska: Pamiętnik kresowej 
nauczycielki 
8.1. Adamska, L. Świda, S. Matusewicz: 
Miejsca bitew i mogiły żołnierzy Okręgu 
Wile,iskiego Annii Krajowej 
9. W. Czarnecki: Kresowe losy 
10. R. Kłosiński: Byłem więźniem łagru nr 
0321 w Saratowie . 
11. Z. Bohdanowiczowa: Wschodni wiatr. 
Opowieśt wile,iska 
12. Z. Brzozowska: Impresje czombrowskie 
13. W. Dziewulski: Divertimento - dzieje ziem 
pln. -wsc/J. Rzecz:ypospolitej. 


Seria B 
6. R. Warakomski: Kom6rka legalizacyjna 
Sztabu Okręgu 1Vile,fskiego Annii Krajowej 
w latach 1939-1947 
7. Z. Grunt-Mejer, 1. Hoppen-Zawadzka, 
Lech Iwanowski, Z. Kłosiński, 
H. Szostak: Finał epopei 
8. 1. Mackiewiczowa: Polacy na Litwie 
w latach II wojny światowej 
9. 1. Hoppen-Zawadzka, 
1. Cywińska-Kryszewska: 
Dzieje powstania i działalności SzJcoły 
Si6str Najświętszej Rodziny z Nazaretu 
w Wilnie w latach 1906-1940 
10. E. Banasikowski: Na zew Ziemi 1Vile,iskiej 
11. W. Snastin: Inspektorat "F" . Materiały do 
historii Okręgu Wile,iskiego Annii 
Krajowej 
12. Z.M. Grunt-Mejer: Partyzancka Brygada 
Kmicica. 1Vile,lszcZYVla 1943 
13. D. Janiczakówna-Szyksznian: 
281 dni w slPonach NKWD 
14. J. Cywińska: Wokupowanym Wilnie 


Adres oddzialu bydgoskiego TMWIZW: 
85-064 Bydgoszcz, ul. Chodkiewicza 30, 
Biblioteka, tel. 41-09-54 
Zarząd Oddziału 
przyjmuje zainteresowanych 
w trzeci wtorek miesiąca tamże 
KONTO: PKO I OlBydgoszcz 
10201462-58489-270-1 


REDAKTOR: J. Malinowski 
ISSN 0867-4922 


* 
SKŁAD I ŁAMANIE: ZUP Piotr Rogowski 
DRUK: ZP "Sprint" Tomasz Toczkiewicz 
ul. Kołłątaja l, 85-080 Bydgoszcz 
teL/fax (O-52) 28 7045 
e-mail: impet@tk.net.pl 


PAMIĘTNIK OKRĘGU WILEŃSKIEGO AK 


. 
W związku z tym, iż WilelJski Przekaz, wydawany w łatach 1990-1996, prze stal się ukazywać Zarząd Okręgu Wileńskiego 
ŚZŻAK poleci I swojej Komisji Historycznej publikowanie nowego periodyku o tematyce AK-owskiej. Stał się nim 
PAMIĘTNIK OKRĘGU WILEŃSKIEGO AK 
P1erwszy jego numer ukazał się w Bydgoszczy w grudniu 1997 r. i decyzją Zarządu Okręgu jest i będzie dostępny szerokiemu 
gronu zainteresowanych. Można otrzymać go w środowiskach akow
kich i towarzystwach kresowych, do których zgłoszą się 
chętni nabycia - a także za pośrednictwem WilellskiclJ Rozmaitości. 


12 


--