/wr_2001_nr1_063000001_0001.djvu

			NR l (63) STYCZEŃ-LUTY 2001 


Kraj l1li d:DeciM1€lt! 01ł Z/lW1ZI wst41Iit 

wiI" i C1;1s1y,jIlł pienm.e łocltanie. 


Ku UJbarwjollJ bIpl6lf 
1IimI, 
Nu potlkoptuIJ JłIIIlz:jej 
 
A. Midiewit:z 


WILENJKIE 


ROZM AlT O S CI 


Towarzystwo Mił
nik6w Wilna 


i Ziemi Wileńskiej - Oddział w Bydgoszczy 


Barbara i Witold Czarneccy 


GalerialI 
II 


Z rodziną profesora Ludomira Sleń- 
dzińskiego mieszkaliśmy w latach oku- 
pacji niemieckiej w domu art. maI. Wła- 
dysława Oskierki przy ulicy Podgórnej 8 
w Wilnie. Córka profesorstwa, Julitta 
była moją rówieśnicą. Pisałem o tym w 
książeczce pt.: Kresowe losy. Po wojnie 
nasze drogi się rozeszły. Ja z moją Mamą 
mieszkaliśmy w Białymstoku, profeso- 
rostwo zamieszkali w Krakowie. Ale jesz- 
cze do końca lat 50-tych utrzymywaliśmy 
luźne kontakty. Julitta, uczestniczka 
pierwszego po wojnie Konkursu Cho- 
pinowskiego, występowała z recitalem 
w Białymstoku. Była wtedy u nas ze swo- 
ją Ciotką, p. Heleną. Na Sylwestra 1949/ 
50 pojechałem z kolegą ze studiów do 
Zakopanego. Thm na Krupówkach spo- 
tkaliśmy przypadkowo pp. Sleńdziń- 
skich. I tak Sylwestra spotykaliśmy ra- 
zem z Julittą w restauracji na Gubałów- 
ce. Wracając z Zakopanego, wykorzysta- 
liśmy zaproszenie i odwiedziliśmy pro- 
fesorostwo w Krakowie. W końcu lat 50- 
tych jeszcze raz, z całą swoją rodziną, 
odwiedziłem pp. Sleńdzińskich w Kra- 
kowie. Mama moja była zaprzyjaźniona 
z żoną profesora, panią Ireną. Później 
już nie widzieliśmy się wiele lat. 
W końcu lat 80-tych, będąc w Anglii, 
poznałem Pana Leona Tietiańca, wilnia- 
nina, żołnierza II Korpusu Andersa, 
uczestnika walk o Monte Cassino. Po 
wygłoszeniu ilustrowanej przeźroczami 
prelekcji o Wilnie, rozmawiałem ze słu- 
chaczami o czasach okupacji w Wilnie a 
pan Titianiec zaczął mi opowiadać o swo- 
ich młodych latach. Opowiadał, jak to na 
przełomie lat 20 i 30-tych był uczniem 
(słuchaczem?) Szkoły Rzemiosł Arty- 
stycznych. Nauczyciele reprezentowali 
wysoki poziom. Uczono też konserwacji 
zabytków. Między innymi, wykładał tak- 
że profesor Ludomir SIeńdziński. 
Po powrocie do Kraju, zatelefonowa- 
łem do Akademii Muzycznej w Warsza- 
wie, otrzymałem adres i telefon Julitty, 
odwiedziłem ją w Warszawie, zaprosiłem 
na święta do nas. Julitta była w złej for- 
mie. Po powrocie z Belgii, gdzie wykłada- 
ła w Królewskiej Akademii Muzycznej, 
po rozwodzie i operacji nowotworowej, 


pozostała sama w małym mieszkaniu z 
ogromną spuścizną rodu Sleńdzińskich. 
Zdawała sobie sprawę z ogromnej war- 
tości obrazów, rzeźb, dokumentów, któ- 
re posiadała. Nie chciała dopuścić do ich 
rozproszenia. Obawiała się, że Ją okrad- 
ną, była nachodzona przez jakichś "dziw- 
nych ludzi". Zresztą może to był kom- 
pleks człowieka samotnego, nie mające- 
go oparcia, nieufnego. 
W czasie rozmów u nas w Białymsto- 
ku i u Julitty w Warszawie moja żona, 
archeolog i muzealnik, zaproponowała 
zorganizowanie wystawy dzieł rodu Sleń- 
dzińskich. Tu trzeba wspomnieć życzli- 
we podejście do tej inicjatywy, ówcze- 
snego dyrektora Muzeum Wojska w Bia- 


łymstoku, doktora Janusza Figury, gdzie 
żona pracowała oraz dyrektora "Arse- 
nału" - Biura Wystaw Artystycznych, 
mgr Ewy Cywińskiej. Rozpoczęło się 
zwożenie do Białegostoku obrazów, 
rzeźb, mebli zabytkowych, klawesynu, 
dokumentów i wielu innych, cennych 
rzeczy, załatwianie transportu, ludzi do 
ładowania, pomieszczeń zabezpieczo- 
nych do zmagazynowania itd. Wreszcie 
pieniędzy na zaaranżowanie wystawy. 
Gdyby nie upór mojej żony, życzli- 
wość i wspomaganie wyżej wymienionych 
osób, pewno do wystawy nigdy by nie 
doszło. A było to wielkie wydarzenie w 
Białymstoku. Tu trzeba też wspomnieć, 
że całemu temu przedsięwzięciu patro- 
nował Białostocki Oddział Towarzystwa 
Przyjaciół Grodna i Wilna. 
W tymże czasie narodziła się idea 
utworzenia w Białymstoku "Galerii imie- 
nia Sleńdzińskich". Ileż to trzeba było 
zabiegów, żeby otrzymać choć niewielki 
budynek na siedzibę Galerii, ile starań 


Rys. Ludomir Sleń
ziński
		

/wr_2001_nr1_063000002_0001.djvu

			żeby zdobyć pieniądze na remont! Ile 
rozmów z władzami miasta, w Minister- 
stwie Kultury. Pomogły tu trochę zna- 
jomości mojej żony. W "Gońcu Kreso- 
wym" nr 5/1991 tak pisano o Galerii i 
prezentowanych Twórcach: 
"...W dniu 15 października 1990 r. 
doc. Julitta Slendzińska. światowej sła- 
wy polska pianistka i klawesynistka, zło- 
żyła na ręce Prezydenta Białegostoku - 
dar serca- jak określiła to miejscowa 
prasa, w istocie zaś dorobek twórczy 
czterech pokoleń artystów wileńskich, 
rozmiłowanych w muzyce i malarstwie, 
tworzących swe dzieła z wielkim talen- 
tem i pasją twórczą na przestrzeni 
dwóch najtragiczniejszych wieków w hi- 
storii tej "ziemi serdecznej". 
Obok wybitnych dzieł artystycznych: 
Aleksandra, Wincentego iLudomira 
Slendzińskich, w Galerii znalazły się rów- 
nież prace plastyczne pani Julitty oraz 
archiwum rodzinne i artystyczne. 
Archiwa rodzin kresowych przetrwały 
do dziś co najwyżej w formie szczątko- 
wej. Zostały spalone i ograbione archi- 
wa państwowe i kościelne. To ocalało 
cudem. Może po to by dziś dać świadec- 
two prawdzie? Mamy więc niecodzien- 
ną okazję prześledzenia dziejów polskiej 
rodziny kresowej, której członkowie od 
wieków uczestniczyli aktywnie w życiu 
publicznym kraju. Jest więc 14 stronico- 
wy dokument, tzw. Produkt z roku 1804, 
w którym występuje "...szlachetnie uro- 
dzony Marcin Sledziński - Podskarbi 


.... 
-_...
 


.' .
 
'
 


,,' 


........ '- 


,... 
... 


..... '" I." . I' 


l\ 
. . 



 ;.." 
J ... 


Miasta Wilna", ojciec najstarszego z 
naszych twórców - Aleksandra (1803- 
1878). Wcześniejsze dokumenty naj- 
prawdopodobniej uległy zniszczeniu, 
gdyż tenże Marcin wraz z braćmi w roku 
1821 występuje o poświadczenie szla- 
chectwa. Świadectwo podpisane m.in. 
przez Michała Bohomolca z gub. witeb- 
skiej, Stanisława Kamińskiego - sędzie- 
go mińskiego. Wincentego Chmielew- 
skiego z gub. smoleńskiej i innych, opa- 
trzone pieczęciami rodowymi poszcze- 
gólnych świadków, stwierdza: 
"...my Urzędnicy Szlachta y Obywa- 
tele... znając od dawnych lat ojca pomie- 
nionych Ichmościów Panów Slendziń- 
skich, których familie zawsze prerogaty': 
wami Szlacheckimi byli zaszczyconymi, 
mieli od Najjaśniejszych Królów Polskich 
Przywileje y rozmaite Dokumenta na 
Darowane Dobra, które przez rozma- 
ite Inkursje Wojenne y przypadki ognio- 
we poginęli... A także z tey Familii wiele 
osób byli Urzędnikami...". 
Dramatyczne dzieje drugiego z kolei 
artysty: Wincentego (1837-1909) po- 
świadczają dokumenty z procesu przed 
sądem polowym, w dniu 19 XI 1863 r. o 
godz. 9.30, który skazał osadzonych w 
cytadeli nr 14: Juliana Czarnowskiego, 
lekarza Ferdynanda Bary(._
wskiego i 
Wincentego Slendzińskiego. Dnia 20 
XII 1863 r. Murawjew konfirmował ten 
wyrok, 9 I 1864 wyrok audytoriatu ogło- 
szono skazanym i tego samego dnia wy- 
słano ich do miejsca przeznaczenia. 



i
ł.f i"ł.i
itłł - 
li 



 


. 



.:.. 


.., 



 


... 1".
.. _ ł 


" 


li 


.... 


)ł 


I r 
ł 1. 


--- 

 
ł ł
 - * 
'" 
 


'.. 


. " 


E;iP ł 
'
'- 
.--.1 


, " - 
. 
. - <", :-r

.' 
 
d 
...- '"' -;:$. \ ."'. -. ,. 
"'-.. 


,;' 


.... '-..... 



 


-. 

 


-, 




. 
"-;- , 


... 
-. 


." '.' 


.....x. 
4.: -
.... 
,\.
.. '':- 
9 .1 ,..")
. 


... "t"'"'"'t .1 
. 'ł'

-. 


.01. 
=-- 
_... ).. L 
 .....v-)' 
I _ .-."- . ')" 


\ < - ,A-. 
- -" ....;?l:':. . 


. 
, 


.. 


... f. 


. ."., 


} 


'1>1 
.. .' 


-- . - . 
 


f'''
:' 


. j 


.. :. 


;t', 
" 


2 


Wincenty Slendziński został skazany na 
zesłanie do Kniaginina. gub. niżegrodz- 
ka, pod ostrym nadzorem policyjnym. 
Syn jego, Ludomir, ojciec Julitty. 
dziekan Wydziału Sztuk Pięknych Uni- 
wersytetu S. Batorego w Wilnie, w okre- 
sie międzywojennym twórca i duchowy 
przywódca tzw. szkoły wileńskiej, aresz- 
towany przez gestapo w 1943 r., zostaje 
wywieziony na okres kilku miesięcy do 
obozu ciężkich robót w Prawiniszkach 
na Litwie. Wrażliwa osobowość szcze- 
gólnie dotkliwie odczuła lata terroru i 
przemocy. Mimo to tworzył dzieła pe- 
łne harmonii, spokoju i nieprzemijają- 
cego piękna (Tais, 1942 - płaskorzeźba 
polichromowana, Portret córki artysty, 
Julitty w szalu hiszpańskim, 1943 i in.). 
Nie podjął pracy zarobkowej w nowych, 
okupacyjnych warunkach. 
Poza okresem aresztowania lata oku- 
pacji to czas wytężonej pracy twórczej. 
Wtedy też L. Slendziński sformułował 
swe credo artystyczne, swój pogląd na 
sztukę i jej twórców. Kulturę artystycz- 
ną pojmował jako harmonijną ewolu- 
cję, która nie marnuje osiągnięć prze- 
szłości. Tę ciągłość zdaniem artysty za- 
pewnia szkoła, która "...daje jedyny 
sprawdzian zarówno dzieła jak i jego 
twórcy. Szkoła to bagaż kulturalny prze- 
szłości. Szkoła to doskonałe opanowa- 
nie rzemiosła, to wiedza teoretyczna, to 
wyłączenie dyletantyzmu, półinteligen- 
cji w sztuce. Wielka Sztuka - to prze- 
strzeganiejej praw wiecznych". 


w- /Oj
 7- 


... 


" J 
I 


IW 


.. . 
f .
"-.ł;.. .:'" 

.. 
, 
trt;, ..... Ił 


."\ 


1- 
II; 
..:.
... 



 J___,
 


4.1 "f
'" . 


-
!- \ 


.-4........ 


, 


.
 


.

 


____i 


..4 - . 
 
. -.w 
; 
- 
 
J 
.ł'
 ......__--ł 


" 
. 


'ł 


""......;.... "tt<--. 


4 


.. J . 
;.' ,..- ...... 


."'
 


.....-- ... 
 ':'",::' 
. 
 .A
 ' 
-1.' .--...' , , . 
\.. . .44
.. -.:''''..- ł...-'
 
. .-........r:Jlł.ł. '- 

"'_ł:;..

'!'''....: ..
)tł+. 


. 



 


.... "s 


-. 

 


.. 
 


- 1 



. .., 
.,.. ., 
. 
'ł .. .;. 
. . ; ''\lr. 
-.4. ... 


," \04''' 



... 


Rys. Ludomir SIeńdziński
		

/wr_2001_nr1_063000003_0001.djvu

			Jak gdyby przeczuwając zbliżający się 
przełom w swym życiu, artysta dokonu- 
je przeglądu dokonań artystycznych i dy- 
daktycznych, Ten przełom niebawem na- 
stąpi; była to bolesna decyzja opuszcze- 
nia na zawsze ukochanego Wilna i ro- 
dzinnej ziemi. Pożegnanie artysty z Wil- 
nem trwało wiele lat, trwało do końca. 
To pożegnanie, to m.in. cztery wersje 
Oratorium które tłumaczy się jako apo- 
teozę Wilna, z wizerunkami ciasno sku- 
pionych budowli kościelnych i uwysmu- 
klonych wieżyc z dzwonami bijącymi na 
trwogę. 
Ludomir Slendziński pozostawił po 
sobie pamiętnik. Jest to unikatowe, je- 
dyne w swoim rodzaju dzieło: cykl na- 
malowanych obrazów pl. "Mój pamięt- 
nik", na których artysta w porządku 
chronologicznym pokazuje miejsca, w 
których mieszkał, tworzył, prezentuje 
powstałe w różnych okresach ważniej- 
sze prace oraz przedstawia istotne mo- 
menty ze swego życia, swych bliskich i 
przyjaciół. 
Jedyną spadkobierczynią tego wspa- 
niałego rodu jest JuliUa Slendzińska, je- 
dyny profesjonalny muzyk w rodzinie 
(choć koncertowali też ojciec i dziad) i 
jednocześnie jedyny nie profesjonalny 
malarz w tej rodzinie. To drugie okre- 
ślenie jest czysto formalne, bowiem lek- 
cji rysunku i malarstwa udzielał jej oj- 
ciec - wspaniały pedagog. Odziedziczo- 
ny po przodkach talent, niezwykła pra- 
cowitość oraz wieloletnie studia w za- 
kresie sztuk plastycznych pod okiem ojca 
zaowocowały malarstwem niezwykłym. 


Wysublimowane pastelowe gwasze o 
bogatej metaforycznej treści są jak gdyby 
odbiciem subtelnej, złożonej i bogatej 
osobowości twórcy. Cała pasja twórcza 
p. Julitty objawia się w płótnach olejnych, 
w których tak charakterystyczna dla twór- 
czości muzycznej J. Slendzińskiej precy- 
zja,lekkość, harmonia i nieskazitelna tech- 
nika, zostają zastąpione grą światłocieni, 
świadomą kompozycją i ekspresją. Pra- 
ce malarskie p. Julitty, które wieńczą tę 
niezwykłą kolekcję rodzinną oraz jej dzia- 
łalność muzyczna, są jednocześnie wyni- 
kiem niesłychanie konsekwentnej drogi 
twórczej artystki i spełnieniem marzeń 
wszystkich czterech przedstawicieli rodu, 
w twórczości których muzyka i malarstwo 
wzajemnic się przeplatały i uzupełniały. 
Organizacja Galerii im. Sleńdzińskich, 
przy pełnym zaangażowaniu członków i 
sympatyków Towarzystwa Przyjaciół 
Grodna i Wilna w Białymstoku, napoty- 
kała na poważne trudności związane z 
brakiem odpowiednich pomieszczeń i 
pieniędzy na ich adaptację. Szczęśliwie 
jednak w porę idea ta zyskała gorących 
orędowników w osobach Prezydenta Bia- 
łegostoku, Lecha Rutkowskiego oraz 
zaangażowanego całym sercem dyrekto- 
ra w Urzędzie Wojewódzkim w Białym- 
stoku. Eugeniusza Bila-Jaruzelskiego, 


syna wilnianki, absolwentki Uniwersyte- 
tu Stefana Batorego. 
Białystok, przez który prowadzą 
wszystkie szlaki do Grodna i Wilna, w 
1991 roku otwiera swoją nową ekspozy- 
cję pn. Galeria im. Slendzińskich. Zapra- 
szamy wszystkich, którym bliskie są dzie- 
je i kultura tych ziem do współpracy i 
współdziałania w rozwijaniu tej placów- 
ki. Galeria im. Slendzińskich w Białym- 
stoku ma charakter otwarty, gromadzi 
dzieła sztuki, pamiątki rodzinne, zdjęcia, 
archiwalia i wspomnienia: wszystko to co 
wiąże się z historią i kulturą Kresów. 
Barbara Czarnecka 


Od redaktora: Autorka powyższego 
tekstu jest najbardziej zaangażowanym 
organizatorem galerii, która być może 
w przyszłości - jeżeli będą sprzyjające 
warunki - przekształci się w placówkę 
naukowo-badawczą, zajmującą się Kre- 
sami Wschodnimi.... W drugim (niebie- 
skim) numerze "Gońca Kresowe!!o". w 


felietonie zatytułowanym "Ziemia ser- 
deczna" autorstwa Ewy Cywińskiej, 
wśród sześciu wystaw eksponowanych 
pod egidą Oddziału Założycielskiego 
Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna 
w Białymstoku w pierwszym półroczu 
istnienia tej organizacji, "koroną pre- 
zentacji artystycznych", jak pisze autor- 
ka, była wystawa jubileuszowa z okazji 
setnej rocznicy urodzin Ludomira Slen- 
dzińskiego. Jest tam też informacja o 
planach utworzenia galerii im. Slendziń- 
skich. Dziś placówka o charakterze mu- 
zealnym, w zakresie badania historii i 
kultury kresów pn. Galeria im. Slendziń- 
ski ch jest faktem. 
(redaktor E. Kurzawa) 


P.S. Po otwarciu galerii mgr Barbara 
Maciukiewicz-Czarnecka została zwol- 
niona z Muzeum Wojska przez nowego 
dyrektora. Doc. JuliUa Slendzińska-Za- 
krzewska zmarła w Białymstoku w 1992 
roku, 


Ludomir Ślendziński, Studium portretowe; około r. 1927 


. 
J 


. 


.; 


3
		

/wr_2001_nr1_063000004_0001.djvu

			PAMI
Ć OPONARACH 
Odsłonięcie i poświęcenie tablicy 
w Bydgoszczy 


Przemówienie 
Antoniego 
Komorowskiego 


podczas uroczystości poświęcenia 
nowego Krzyża w Ponarach 
22 października 2000 r. 
(w imieniu Rodziny Ponarskiej) 


Jesteśmy wspólnotą w szczególny, 
dramatyczny sposób okaleczonych i 
skrzywdzonych rodzin. Tu, w tym miej- 
scu każdy z nas stracił kogoś bliskiego i 
najdroższego. Ta cząstka wileńskiej zie- 
mi stała się uosobieniem zbrodni i zła, 
którym na 'zawsze pozostają Ponary. 
To miejsce kaźni. Tu nie tylko roz- 
strzeliwano. Tu najczęściej zadawano 
śmierć przez upodlenie, tyranię, okale- 
czenie, pęta drutów kolczastych, zako- 
pywanie żywcem... 
Nie sposób wyobrazić i opisać okru- 
cieństwa zwyrodniałych wykonawców tych 
zbrodni, którymi były ochotnicze, litewskie 
oddziały egzekucyjne Ipatingu Buriai w 
nadgorliwej, ochotniczej służbie Gestapo. 
Dziś my, wolni ludzie chylimy czoła 
wobec tego miejsca i tych ofiar. 
Milczeniem, modlitwą, nawiedzeniem 
Ponar - kolejne pokolenia przypomina- 
ją tragedie tamtych i dzisiejszych poko- 
leń, na które składa się zawsze obolała, 
okaleczona Rodzina Ponarska. 
Z bólem pamiętamy, że to tu także 
wymordowano wiele tysięcy ludzi róż- 
nych narodowości, w tym zwłaszcza naj- 
liczniejszą grupę - Żydów. 
Wykonawcy zbrodni tutaj popełnio- 
nych w latach 1941-1944 - nigdy nie zo- 
stali osądzeni, potępieni i ukarani!... 
Ten "Ponarski" rozdział polsko-li- 
tewskiej historii, nigdy nie został rozli- 
czony. Dotychczas nie było oficjalnej, 
wyrażonej przez stronę litewską skru- 
chy i żalu za masowe, bestialskie mordy 
na Polakach, za okrucieństwa ówczesnej 
policji, Saugumy, za zbrodnie ludobój- 
stwa czasu okupacji - za Ponary. 
My dotychczas żyjący świadkowie i 
rodziny zamordowanych, których pro- 
chy są tu, w ziemi ponarskiej - mamy 
nadzieję że suwerenny Naród Litewski 
zechce i potrafi oczyścić sumienie aktem 
uroczystego przeproszenia, pomimo że 
upłynęło ponad pół wieku. Niech i ten, 
świadczący o męczeństwie Krzyż, będzie 
trwałym symbolem duchowego zwycię- 
stwa dobra nad złem. 
Nie jesteśmy wrogami Litwinów. Prze- 
ciwnie! Chcielibyśmy być razem i blisko- 
właśnie bez uprzedzeń, skrywań bole- 
snej części historii Obojga Narodów, 
części, której imię Po nary. 
SU DIEVU! Z BOGIEM! 
Rodzina Ponarska 


4 


17 grudnia 2000 r. w bydgoskim ko- 
ściele św.św. Polskich Braci Męczenni- 
ków odbyła się uroczystość odsłonięcia 
i poświęcenia tablicy ku czci pomordo- 
wanych w wileńskich Ponarach. 
Oto jej przebieg. 
Kościół wypełniony był nie tylko kre- 
sowiakami ze wschodnich rubieży Rze- 
czypospolitej, zagrabionymi przez So- 
wiety w 1939 r., ale też licznie przybyłymi 
na mszę św. bydgoszczanami. 
Po podejściu do ołtarza celebransa 
w asyście koncelebrujących kapłanów 
trębacz odegrał Hasło Wojska Polskie- 
go - w tym momencie poczty sztandaro- 
we i delegacje młodzieżowe zajmowały 
wyznaczone im miejsca. 
Po ich ustawieniu się przewodniczą- 
cy Komisji Historycznej Okręgu Wileń- 
skiego ŚZŻAK Jan Malinowski wygło- 
sił Słowo wprowadzajqce do uroczysto- 
ści, adresowane przede wszystkim do 
tych uczestników mszy św., którym nie 
była znana kaźń ponarska: 
Podczas rozpoczynającej się za chwilę 
mszy św. będziemy modlić się w intencji 
ponad 100 tysięcy zamordowanych w pod- 
wileńskich Ponarach. 
O Ponarach niewiele wie dziś ogół na- 
szego społeczeństwa, gdyż ze względów po- 
litycznych media albo nie poświęcały im 
uwagi wcale, albo tylko wspominały mi- 
mochodem 
Gdybyśmy spróbowali porównać je z 
krajobrazem bydgoskim to należałoby przy- 
wołać lasy myślęcińskie, a w doświadcze- 
niach martyrologicznych - Dolinę Śmierci 
w Fordonie. 
Majówkowe, wybitnie wycieczkowe 
wzgórza leśne okupant sowiecki już w 1940 
r. postanowił wykorzystać na bazę paliw 
płynnych, kJóra miała zasilać pobliskie lot- 
nisko wojskowe. Wykopano 5 dołów o śred- 
nicy około 10 m, an 5 m głębokich. Ściany 
ich miały być 
wyłożone płyta- 
mi betonowy- 
m
 ale zdążo- 
no umocnić w 
ten sposób tylko 
1 dół. 
Kolejny 
okupant 
Niemcy posta- 
nowili doły te 
wykorzystać 
jako miejsce 
makabrycznej 
kaźni. Tuż po 
ich wkroczeniu 
do Wilna 24 
czerwca 1941 
r., bo już 11 lip- przed odsłonięciem tablicy. 



 
.. t 


ca rozpoczęły się w lesie ponarskim maso- 
we egzekucje. 
Wykonywał je specjalnie w tym celu 
powołany przez Niemców litewski oddział 
specjalny - Ypatingas Burys, zorganizowa- 
ny wyłącznie z młodzieży - podobno nawet 
z uczniów ostatnich klas licealnych - ochot- 
niczo zgłaszającej się na apel okupanta. W 
Wilnie nazywano ich "strzelcami ponarski- 
mi': gdyż przeważnie rekrutowali się ze 
Związku Strzelców Litewskich (Szaulisów), 
założonego jeszcze w 1919 r., a nacjonali- 
stycznie usposobionego do... Polaków i Ży- 
dów. 
Egzekutorami byli więc Litwini OCHOT- 
NICy, zaś organizatorami tej golgoty Niem- 
cy, którzy czasami także czynnie uczestni- 
czyli w sadystycznie realizowanych mor- 
dach. 
W Ponarach mordowano niemowlęta, 
dziec
 młodzież, kobiety i starców. Przede 
wszystkim Żydów i Polaków, ale także Cy- 
ganów, Rosjan, szczególnie ukrywających 
się po 1941 r. żołnierzy Armii Czerwonej, 
śladowo również Litwinów - kilkunastu b. 
żołnierzy oddziałów Plechaviciusa, powo- 
łanych specjalnie dla likwidowania polskiej 
partyzantki. 
Jeśli chodzi o Polaków, wśród pona- 
rskich męczenników przeważała młodzież 
Z konspiracj
 członkowie Związku Wol- 
nych Polaków i sławnych "Szarych Szere- 
gów'
 Wśród ofiar byli księża i uczeni - min. 
profesor Pelczar onkolog o światowej sła- 
wie - artyśc
 żołnierzeAK - zarówno dziew- 
częta, jak i chłopcy. 
Początkowo na brzegu dołu ustawiono 
10 skazańców a naprzeciw 10 "strzelców 
ponarskich" - każdy zabijał indywidualnie. 
Potem, kiedy skazańców przywożono set- 
kam
 a nawet tysiqcam
 wpędzano ich do 
dołu i strzelano z góry. Zdarzało się, że spod 
niewielkiej warstwy ziemi i wapna, kJórymi 
przysypywano zamordowanych, wystawa- 


. 


\ 


Fot. fugenlua SIemauI	
			

/wr_2001_nr1_063000005_0001.djvu

			ły ręce z ruszającymi się jeszcze palcami. 
Oprawcy, niezależnie od pensj
 bezpłat- 
nego zakwaterowania i wyżywienia, stałe- 
go utrzymywania w nich odurzenia alko- 
holowego, mieli dodatkowe profity. Były 
nimi nie tylko pieniądze i klejnoty, wyłu- 
dzane od ofUlr obietnicą darowania życia, 
ale także stosy ubrań, którymi permanent- 
nie handlowali "strzelcy ponarscy". 
Bardzo szybko zorientowali się on
 że 
!ciąganie odzieży z nieżyjących, odzieży 
podziurawionej kulami i zbrukanej krwią 
jest pracochłonne imałoopłacalne. J¥obec 
tego przed egzekucją kazano skazańcom, 
czasami biciem i katowaniem wymuszając 
realizację rozkazu, rozbierał się do naga. 
Zdarzało się, że matki- Żydówki usiłowały 
od stosami odzieży ukrywać małe dzieci w 
nadzie
 że może jakoś zostaną uratowane. 
Ale oprawcy znajdowali je i albo zabijali je 
na oczach matek, albo jeszcze żywe rzucali 
do dołu. 
Te dantejskie sceny, rozgrywające się w 
lesie ponarskim od początku lipca 1941 r. 
dopołowylipca 1944r., miałyswoichświad- 
ków. Jednym z nich okazał się Kazimierz 
Sakowicz, wileński dziennikarz i wydaw- 
ca, który po tzw. nacjonalizacji w czasie II 
okupacji sowieckiej musiał przenieść się do 
osiedla w Ponarach. Zorientowawszy się, 
co się dzieje w lesie, zaczął z dnia na dzień 
robić notatki, chował w butelkach, które 
potem zakopywał w ogrodzie. Oto kilka z 
nich. 
19 VIII 41 - Strzelają partiam
 z tyłu, 
w plecy, albo granatami lub z karabinu 
maszynowego, gdy deszcz lub późno. 
30 VII 42 - Jeden żołnierz uskarżał się, 
że bardzo się zmęczył bijąc, nie strzelając. 
Podobno zasypywano dużo ciężko rannych, 
gdyż od katowania i strzelaniny bolały ra- 
miona, nie chciano więc więcej strzelać, 
dostrzeliwać. 
IV 1943 - C
 którzy mają marne ubra- 
nia, nie rozbierają się. Wpędzeni zostali do 
jamy, a z brzegu Litwini rozpoczęli strze- 
lać. Następnie jakiś mężczyzna, już na poły 
rozebrany na rozkaz Niemca za nogi tasz- 
czy do jamy widocznie omdlałą, lub może 
zmarłą na udar kobietę. Gdy kobietę strą- 
cił do jamy, odwraca się, a Litwin strzela 
mu z bliska w głowę wyraźnie widać, jak 
czerep rozpryskuje się, a człowiek jak pod- 
cięty pada. Jednocześnie reszta jest bita i 
już pięć osób, kobieta i 3 dziewczynki są 
ustawiani na brzegu - nogami do jamy; z 
tyłu Litwin z rewolwerem strzela i wszyscy 
znikają w jamie. Z brzegu jacyś Litwini 
strzelają do nich w dół". 
To tylko migawki typowe dla prawie czte- 
roletniej gehenny ponarskiej. Były one bo- 
wiem często przeplatane wydarzeniami dziś 
jeszcze zatykającymi dech w piersiach. W 
książce Wileńskie Ponary Helena Pasierb- 
ska, powołując się na wspomnienia Z>8- 
munta Fedorowicza, delegata rządu RP na 
Okręg Wileński, m, in. pisze o takim udzia- 
le Ubermenschów w ponarskich okrucień- 
stwach: 
"Dla osobistej satysfakcji uczestniczyli 


oni niejednokrotnie w egzekucjach, np. 
wespół z Litwinami" zabawiali się" takimi 
scenami, jak ta, kiedy grupie polskich har- 
cerek w kaźni ponarskiej kazano najpierw 
rozebrać się, następnie puścili na nie psy, 
które rzuciły się krwiożerczo, rozszarpując, 
zanim strzałami z pistoletów oprawcy do- 
bili dziewczęta, zaśmiewając się przy tym 
szatańsko': 


* 


Jak powinniśmy dziś ustosunkować się 
do tej tragedi
 której świadkiem były pona- 
rskie lasy? 
Przed sześćdziesięciu laty śpiewaliśmy 


o Panie, któryś jest na niebie 
Wyciągnij sprawiedliwą dłoń... 


Teraz zaś, po upływie ponad pół wieku, 
ciągle świadomi tego, co powiedział Adam 
Mickiewicz o polskich męczennikach XIX 
w.: 


Jeżeli zapomnę o nich 
Ty Boże na niebie zapomnij o mnie... 


- wierni też codziennej modlitwie, w któ- 
rej oświadczamy "...jako i my odpuszcza- 
my naszym winowajcom.. ': zgodnie zjej 
intencją, odpuśćmy winy katom, chociaż 
dotąd nie pokajali się oni. Natomiast po- 
wstaniem i minutą ciszy uczcijmy pamięć 
ofiar ponarskich i módlmy się o spokój ich 
dusz. 


Po minucie ciszy, którą zebrani w ko- 
ściele bydgoszczanie i goście przyjezdni 
uczcili pamięć ofiar mordu dokonane- 
go w I. 1941-1944 w Ponarach, organista 
dr Romuald Rajs, syn d-cy Kompanii 
Szturmowej w 3. Wileńskiej Brygadzie 
Partyzanckiej AK "Szczerbca" pięknym 
barytonem odśpiewał z towarzyszeniem 
chóru modlitwę partyzancką O Panie, 
któryś jest na niebie... 
Słowo Boże wygłosił odprawiający 
mszę św. ks. prałat Romuald Biniak. 
Powołując się na tragizm kaźni pona- 
rskiej, zarysowanej przez Jana Malinow- 
skiego, w swojej homilii m.in. powiedział: 
Ewangelia III niedzieli adwentu uka- 
zuje św. Jana Chrzciciela nad Jordanem, 
do którego Jrzychodzą ludzie i zadają 
pytanie " cóż mamy czynić"? (...) To py- 
tanie" Cóż mamy czynić" jakże jest do- 
brze znane tym wszystkim, którzy stanę- 
li wobec zbrodni dokonywanych na bez- 
bronnych ludziach w różnych miejscach 
(...) Jedno z tych miejsc dziś wspomina- 
my - Ponary miejsce zbrodni, miejsce 
lIienawi.(ci do człowieka, miejsce nieludz- 
kiej kaźni. 
Pytanie to było aktualne wtedy dla 
żołnierzy AK, kiedy dochodziły wieści o 
strasznych mordach w Ponarach, aktu- 
alne było wtedy, gdy bohaterowie walki 
o wolną Polskę byli prześladowani przez 
UB, po zakończeniu wojny, kiedy do- 
wiadywali się o nie ludzkich wyrokach na 
swoich towarzyszy walki, o wyrokach kary 


śmierci, o wyrokach skazujących na dłu- 
gie lata więzienia, czy też o nękaniu po- 
dejrzeniami władzy. 
To pytanie aktualnejest i dziś, gdy od 
tamtych wydarzeń minęły już dziesiątki 
lat i można z honorem nosić symbole 
AK 
"Cóż mamy czynić"? 
Pytanie to jest zawsze aktualne. 
Zawsze aktualnajest też na nie odpo- 
wiedź 
Nie tracić nadziei i odwagi! 
Choć nadzieja i odwaga miała inny 
wymiar w latach walki i inny ma dziś, to 
jednak potrzebna była wtedy i potrzeb- 
na jest i dziś. Lata walki to nadzieja, że 
zło trzeba pokonać, co wymagało ogrom- 
nej odwagi, często aż do śmierci. 
Dziś potrzeba nam nadziei, że zbrod- 
nie, jak ta ponarska, o której przed Mszą 
św. mówił p. Profesor, zostanie ukazana 
w prawdzie i sprawiedliwie oceniona. Na 
to jeszcze czekamy! 
Dziś potrzeba nam odwagi, by o tym 
przypominać. Przypominać w czasach, 
w których tak bardzo ucieka się od hi- 
storii i nie chce się patrzeć wstecz, ale 
podkreśla się, że liczy się tylko przy- 
szłość (...) Tej odwagi i nadziei nie może 
nam Polakom zabraknąć! 


* 


Tablica, która została umieszczona w 
tym bodajże jedynym w Polsce Sanktu- 
arium Nowych Męczenników, a którą 
uroczyście poświęcimy po tej Mszy św. 
jest i będzie znakiem niezłomnej nadziei 
i odwagi jej twórców i nas tutaj w tej 
świątyni tak licznie zgromadzonych. Jest 
też znakiem i hołdem tym, którzy ginęli 
w Ponarach, niegdyś pięknej miejscowo- 
ści wypoczynkowej pełnej radości, a dziś 
symbolu męczeństwa (...) 


Modlitwę Powszechną odczytali: stu- 
dent, przedstawiciel "Rodziny POI1lł- 
rskiej" oraz b. żołnierz Armii Krajowej 
Ziemi Wileńskiej. 
Po mszy św. Ks. Prałat zaprosił wier- 
nych do Kaplicy Męczeństwa, znajdują- 
cej się w kościele, gdzie przy tablicy po- 
narskiej stała prezentująca broń warta. 
Po sygnale trębacza Słuchajcie Wszyscy 
Helena Pasierbska w imieniu "Rodziny 
Ponarskiej", Alojzy Gładykowski w imie- 
niu Okręgu Bydgoskiego ŚZŻAK oraz 
Jan Malinowski - w imieniu "Wileńskich 
Rozmaitości" (współfundatora tablicy) 
oraz Okręgu Wileńskiego ŚZŻAK do- 
konali jej odsłonięcia. Następnie ks. 
Romuald Biniak, odmawiając okoliczno- 
ściowe modlitwy poświęcił tablicę. 
Uroczystość zakończyło składanie 
przez delegacje kwiatów przy dźwiękach 
werbli. Po wykonaniu przez trębacza Śpij 
kolego w ciemnym grobie H. Pasierbska 
podziękowała Ks. Prałatowi za odpra- 
wioną mszę św., wygłoszone Słowo Boże 
i poświęcenie tablicy. . 
Mieczysław Wasąg 


5
		

/wr_2001_nr1_063000006_0001.djvu

			, 
Sciganie zbrodni 
ponarskiei trwa 


Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 
Zarząd Główny 
Toruń, dnia 15 listopada 2000 r. 


Instytut Pamięci Narodowej 
Komisja Ścigania Zbrodni 
przeciwko Narodowi Polskiemu 
Oddział w Gdańsku 
ul. Nowe Ogrody 30 


Zarząd Główny Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileń- 
skiej z wielką satysfakcją przyjął wiadomość, że Instytut Pamięci 
Narodowej prowadzi postępowanie w sprawie zbrodni popełnio- 
nych w latach 1941-1944 na osobach narodowości polskiej w Pona- 
rach k. Wilna. 
Mamy nadzieję, że postępowanie to wyjaśni wiele spraw związa- 
nych z tą zbrodnią. 
Jednocześnie Zarząd Główny Towarzystwa deklaruje wolę wspó- 
łpracy z Instytutem Pamięci Narodowej w celu jak najpełniejszego 
wyjaśnienia tej sprawy. 


Z wyrazami szacunku 
Prezes Zarządu Głównego 
Kpt. Ż. w. inż. Józef Szyłejko 


Gdańsk, dnia 30.11.2000 r. 


Instytut Pamięci Narodowej 
(1) Oddziałowa Komisja Ścigania 
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu 
w Gdańsku 
ul. Nowe Ogrody 30 
80-958 Gdańsk 


Zarząd Główny 
Towarzystwa Miłośników 
Wilna i Ziemi Wileńskiej 


W nawiązaniu do pisma z dnia 15 listopada 2000 roku dziękuję za 
zainteresowanie toczącym się postępowaniem w sprawie zbrodni 
popełnionych w latach 1941-1944 na osobach narodowości polskiej 
w Po narach koło Wilna i deklarowaną wolą współpracy z tut. Komi- 
sją. 
Mając na względzie jak najbardziej wszechstronne i dogłębne 
wyjaśnienie sprawy zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc w po- 
szukiwaniu świadków zbrodni, rodzin ofiar, innych osób które mogą 
przekazać informacje na temat osób represjonowanych w czasie 
okupacji niemieckiej w latach 1941-1944 byłego województwa wileń- 
skiego, przyczyn ich aresztowania i rozstrzelania. Również cenne 
będą wszelkie informacje umożliwiające zidentyfikowanie sprawców 
przestępstwa. 
Pisemne relacje wraz z dokładnym adresem osoby je przekazują- 
cej proszę przysyłać na adres: 


Prokurator Oddziałowej Komisji 
Ścigania Zbrodni przeciwko 
Narodowi Polskiemu w Gdańsku 
Elżbieta Rojowska 


6 


".t. 
" ,
, 
,- 


... 


Łukiszki 


ł 
\.. , , 
\ 'ł.. 
"- 
'" 
 
... 
.. 
L 
. 
"" 
Mordercy 


" 


"'- 
-. 


.. 
.. . 
I '7 . 
ł- -. 
"'"' 
.
 

 ... 
-"ł: 
-. ..... 
..... . 


\,. 


." 
A 


_'" 


. .. 


" 


. 
, 


.... 


, 


- f. 


.;.."" 


- 


\ 


; 


,- 

 


"II 


.. 


. 
. 


I 


Po egzekucji
		

/wr_2001_nr1_063000007_0001.djvu

			-"" 


, J 


Katedra Wileńska na przełomie XłV i XV w. 


Janusz Andruszkiewicz 


Kazimierza, mieszcząc je we wspaniałej 
srebrnej trumience nad podobnie srebr- 
nym ołtarzem, dopiero zaś w 1648 r. 
pochowano pod mensą ołtarza w 
urnach serce i jelita Władysława IV: 
Natomiast zwłoki królewskie, nie znaj- 
dujące na razie godniejszego miejsca, 
wobec nadchodzących zagrożeń wojen- 
nych i obaw przed profanacją, pozosta- 
wiono w dotychczasowym ukryciu. I to z 
biegiem czasu poszło w zupełne zapo- 
mnienie. 
Równolegle z budową kaplicy św. 
Kazimierza przypuszczalnie Piotr Dan- 


Z dzieiów Katedry Wileńskiei (2) 
Kaplica św. Kazimierza 


Wcześniejsza kaplica Królewska, fun- 
dowanajeszcze przez Kazimierza Jagiel- 
lończyka w 1473 r., znana też była pod 
wezwaniem św. Kazimierza ze względu 
na pierwej złożone w niej ciało tego świę- 
tego (zmarłego jedenaście lat później, a 
kanonizowanego dopiero w 1604 r.). 
Chroniąc w sobie także szczątki Alek- 
sandra Jagiellończyka i obu żon Zyg- 
munta Augusta stała się mauzoleum 
królewskim, położonym jednakże w miej- 
scu niezbyt dogodnym, bo w tylnym na- 
rożu Katedry, w kaplicy nie za dużej i 
nie eksponowanej na miarę królewskie- 
go dostojeństwa. Powodowany tym Zyg- 
munt III Waza zamienił ją w 1624 r. z 
biskupem Wołłowiczem na inną, już 
bardziej odpowiednio położoną. A po- 
nieważ przebudowę obu kaplic w czasie 
restauracji Katedry podjęto równocze- 
śnie - szczątki królewskie musiały zna- 
leźć miejsce zastępcze w tymczasowej 
krypcit:. Okazało się wszak wkrótce, że 
podmokły grunt nie dopuszczał do ery- 
gowania grobowca pod kaplicą św. Ka- 
zimierza i tym sposobem cały problem 
pozostawał ciągle nie rozwiązany. Do 
nowo wzniesionej kaplicy przeniesiono 
z towarzyszeniem uroczystych ceremo- 
nii 1-1 sierpnia 1f;
() r. tylkn rdikwil: 
\\ 


III 


al. 


Projekt przebudowy katedry W. Gucewicza 


kers przebudował ok. 1630 r. dla bisku- 
pa Wołłowicza dawną gotycką kaplicę 
Królewską. I w tym wczesnobarokowym 
kształcie przetrwała do dzisiaj, jakkol- 
wiek Wawrzyniec Gucewicz ujął jej ele- 
wacje dodanym od północy, wspólnym 
z innymi kaplicami murem. Poza tym nie 
doznała większych przekształceń, gdyż 
widać przestrzegała przed nimi umiesz- 
czona w niej marmurowa tablica chyba z 
końca XV w. z groźną inskrypcją: "Vio- 
lator operis infelix esto!" ("Gwałcicielu 
tego dzieła bądź przeklęty!"). Ostrzeże- 
nie to nie zostało jednak w pełni respek- 
towane - architekt nie ustrzegł się przed 
przeniesieniem latarni ze szczytu owej 
kaplicy królewskiej na kopułę zakrystii, 
zbudowanej zresztą całkowicie według 
własnego projektu. To ponoć wystarczy- 
ło - Wawrzyniec Gucewicz zmarł nagle 
w rozkwicie swego wieku i talentu, oso- 
biście nie kończąc restauracji i przebu- 
dowy Wileńskiej Katedry. Podobnie jak 
i pierwszy "gwałciciel" tego miejsca jesz- 
cze w XVII stuleciu, zmarły tragicznie 
Piotr Dankers. Jak wieść niesie, skutki 
anatemy sięgały czasów nawet znacznie 
późniejszych. 
Dopiero w latach trzydziestych XX 
"tllkt"ia. po tak nil'''pndzil'''':H1\'m nd- 


. 


'\' 


. 


'-L. 


11.- 


., 
1 
, . 
f' '. \ 
ł ' ł 
.. ' 


'fł
 


.. 


.-.. 


... 


" 


,r 


'A .. 
fi 
Trumny ze szczątkami krółewskimi. 
kryciu królewskich szczątków, można 
było rozwiązać problem odpowiednie- 
go ich pochówku. Czemu nie sprostano 
przed trzema wiekami, stało się teraz 
zupełnie realne. Nic już nie przeszka- 
dzało, by pod kaplicą św. Kazimierza 
zbudować kryptę - mauzoleum dla spo- 
niewieranych przez stulecia prochów 
Aleksandra Jagiellończyka, królowych 
Elżbiety i Barbary, oraz odkrytej tutaj 
wcześniej urny z sercem Władysława IV 
Wazy. 
Podstawowy projekt mauzoleum 
opracował prof. Juliusz Kłos, lecz reali- 
zacja szła w kierunku mniej surowego 
rozwiązania na podstawie pomysłu ar- 
chitekta Stanisława Bukowskiego. W 
narożach krypty ze sklepieniem o para- 
bolicznych łukach. wspartym na czterech 
filarach posadowiono trzy granitowe 
sarkofagi i takąż urnę. Zdążono uro- 
czyście pochować w nich królewskie pro- 
chy jeszcze przed wybuchem drugiej 
wojny światowej. 
Nie można się oprzeć ogólniejszej 
myśli i refleksji. 
Ukryta głęboko pod obecnym klasy- 
cystycznym kształtem cała historyczna 
różnorodność form Katedry - od wcze- 
snego gotyku po neoklasycyzm - jest 
odbiciem i świadectwem szczególnie 
burzliwych dziejów kresowego niegdyś 
grodu wileńskiego, kształtujących jakże 
często tak dramatycznie jego przemia- 
ny. I jak na obliczu samej Katedry, tak 
na wielowiekowym procesie rozwoju i 
zamku, i całego miasta zaciążyły klęski 
żywiołowe, pożary, zniszczenia wojenne, 
odbiły się długie lata rosyjskiego i ko- 
munistycznego zaboru. Za każdym jed- 
nak razem Wilno powstawało, bo mo- 
gło sięgnąć do zachowanych tradycji i 
korzeni kulturowych. I dzisiaj zachowa- 
ło jeszcze wiele z dawnego majestatu 
piękna, gdy było drugą stolicą Rzeczy- 
pospolitej - przez długie wieki jedną z 
dwóch stolic Ojczyzny Obojga Narod
w. 
Tylko bowiem z tych korzeni mogło czer- 
pać kiedyś i czerpie nadal swoją moc. 


7
		

/wr_2001_nr1_063000008_0001.djvu

			Sylwetki wileńskie 


Władysław Jaszczołt 


Urodził się 15 listopada 1883 r. w 
Brześciu nad Bugiem z ojca Bolesława, 
emerytowanego kapitana (inżyniera) 
floty rosyjskiej, inżyniera miejskiego w 
Brześciu n. Bugiem oraz matki Heleny 
Prus-Kosteckiej, pianistki, urodzonej w 
Rosji, córki zesłańców politycznych. 
Rodzina Jaszczołtów była raczej nie- 
zamożna. Dochody - to stosunkowo 
niewielka emerytura i pensja inżyniera 
miejskiego w Brześciu n. Bugiem. Ma- 
jątki ziemskie Jaszczołtów zostały skon- 
fiskowane po powstaniu 1863 r. Były 
gdzieś w Połockiem, za Mińskiem. 
Rodzice umarli mu wcześnie: mat- 
ka, gdy miał lat 12, ojciec, gdy miał lat 
14. Od tej pory aż do ukończenia stu- 
diów wyższych zarabiał na siebie kore- 
petycjami i grą na skrzypcach. 
Od śmierci ojca aż do matury uczył 
się w słynnym gimnazjum siedleckim. 
Mieszkał na stancji u państwa Rozpę- 
dzichowskich. Kolegował tam m.in. z 
Tomaszem Kożuchowskim, później- 
szym słynnym ortopedą - dyrektorem 
szpitala kolejowego w Lublinie, z Zyg- 
muntem Beczkowiczem późniejszym 
wojewodą wileńskim i nowogródzkim, 
z Władysławem Kwapiszewskim urba- 
nistą Łodzi i z - o rok starszym - Wikto- 
rem Ambroziewiczem, słynnym peda- 
gogiem, kuratorem warszawskim w la- 
tach trzydziestych. 
Po maturze rozpoczął studia przy- 
rodnicze na Uniwersytecie Warszaw- 
skim. W tym czasie, a były to lata 1902- 
1906, razem z Wiktorem Ambroziewi- 
czem, organizował Strajk Szkolny w Sie- 
dlcach. W konsekwencji związanych z 
tym działań musiał uchodzić do Kra- 
kowa, gdzie kontynuował studia uni- 
wersyteckie. 


8 


Z Krakowa przeniósł się na wydział 
prawa Uniwersytetu Moskiewskiego. 
Um też, tuż przed rozpoczęciem koń- 
cowych egzaminów, został aresztowa- 
ny za nielegalną pracę niepodległościo- 
wą wśród studentów - Polaków - uni- 
wersytetu i osadzony w więzieniu. Jed- 
nakże senat uniwersytecki, nie zwraca- 
jąc uwagi na klimaty polityczne, wkro- 
czył na teren więzienia w purpurach i 
gronostajach i egzaminy odbyły się w 
celi więziennej. Fakt ten Jaszczołt za- 
wsze podkreślał jako przykład nieza- 
wisłości wyższej uczelni. 
Po studiach osiedlił się w Wilnie. 
Jako młody adwokat praktykował w 
kancelarii, bodajże, adwokata Zwie- 
rzyńskiego, pracując jednocześnie w 
Banku Ziemskim, gdzie nota bene, miał 
swoje biurko naprzeciw biurka Anto- 
niego Smetony, późniejszego prezy- 
denta Litwy. 
W Wilnie rzucił się w wir spraw i za- 
gadnień niepodległościowych: rozwinął 
bardzo ożywioną działalność oświato- 
wą w Komitecie Edukacyjnym i ruchu 
"Walka o Szkołę Polską", stworzył 
"Ognisko" dla nauczycieli i czytelnię 
ludową "Książka". Politycznie praco- 
wał w "Placówce". Był współzałożycie- 
lem Towarzystwa Obrony Kresów 
Wschodnich. Ceniony i lubiany, był 
uważany za bardzo dobrego organiza- 
tora i za człowieka posiadającego 
ogromny dar przekonywania. 
Poznał i przyjaźnił się z wieloma cie- 
kawymi ludźmi, z którymi później, nie- 
jednokrotnie, będzie dzielił losy swoje 
i losy ich, jak: Aleksander Prystor, Wi- 
told Świątkowski (późniejszy dyrektor 
Zakładu dla Ociemniałych w Laskach), 
Władysław Raczkiewicz i inni. 
W roku 1916 zaręczył się z Wandą 
Malinowską, ziemianką, socjalistką, 
"nauczycielką wileńską", którą poznał 
w "Walce o Szkołę Polską" i z którą 
później, w czasie I wojny światowej i oku- 
pacji niemieckiej, pracował w tajnym 
nauczaniu dzieci robotniczych i chłop- 
skich. ...... 
W listopadzie 1917 r. otrzymał tele- 
gram z Warszawy z propozycją objęcia 
stanowiska viceprokuratora w Siedl- 
cach. Przyjął ją. Po niecałym roku był 
już podprokuratorem przy Sądzie 
Okręgowym w Warszawie. 29 sierpnia 
1918 r. poślubił Wandę Malinowską w 
kościele Św. Krzyża w Warszawie. 
Pamiętnego lata 1920 r. wstąpił jako 
ochotnik do wojska i w parę tygodni 
potem już walczył pod Radzyminem. Po 
Bitwie Warszawskiej został odkomen- 
derowany do Szkoły Podchorążych w 


Warszawie, skąd po promocji wezwa- 
no go z powrotem do sądownictwa. 
Pracował w nim do nieszczęsnego 
zamachu na pierwszego prezydenta RP 
Gabriela Narutowicza, dokonanego w 
Warszawie 16 grudnia 1922 r. W nocy z 
16 na 17 grudnia Jaszczołt został we- 
zwany do Ministerstwa Spraw We- 
wnętrznych, gdzie ówczesny minister 
gen. dyw. Władysław Sikorski, po 
przedstawieniu niestabilności sytuacji 
politycznej w kraju, zaproponował mu 
czasowe objęcie agend bezpieczeństwa 
w Polsce (MSW Nr P.O.14403 Warsza- 
wa 17 XII 1922). 
Wkrótce na czoło problemów bez- 
pieczeństwa wysunęła się działalność 
sowieckich band dywersyjnych. Problem 
ten został opanowany - granica wschod- 
nia uspokajała się. W roku 1924 zosta- 
ła zawarta konwencja konsularna ze 
Związkiem Sowieckim. W składzie pol- 
skiej delegacji, obok konsula Poznań- 
skiego, Władysław Jaszczołt był posta- 
cią dominującą. 
Rok 1926. Przewrót majowy. Jasz- 
czołt już ustabilizowany w służbie pań- 
stwowej i od 1924 r. Dyrektor Depar- 
tamentu Bezpieczeństwa opowiedział 
się po stronie władz legalnych. Wydał 
rozporządzenie podległym mu forma- 
cjom, a więc przede wszystkim policji, 
aby chroniły życie i mienie obywateli. 
Sam wraz z gen. (wtedy jeszcze pułkow- 
nikiem) Władysławem Andersem 
strzegł bezpieczeństwa rządu i prezy- 
denta; obaj osłaniali odwrót prezyden- 
ta i premiera z Belwederu do Wilano- 
wa. 
Po przewrocie wrócił do minister- 
stwa i pełnił swe obowiązki aż do mo- 
mentu, w końcu maja, kiedy został we- 
zwany do Marszałka Piłsudskiego, któ- 
ry zrazu robił mu wyrzuty, że opowie- 
dział się po stronie władz, ale gdy Jasz- 
czołt wyjaśnił, że postępował według 
swego sumienia i zgodnie z przysięgą, 
dodając, że gdyby sytuacja raz jeszcze 
się powtórzyła i wzięła taki sam obrót, 
to postąpiłby tak samo, Marszałek oka- 
zał pełne zrozumienie i z miejsca mia- 
nował go wojewodą łódzkim. Wyraził 
też życzenie, aby objęcie stanowiska 
odbyło się już następnego dnia; w Ło- 
dzi bowiem trwały jeszcze walki. 
W Łodzi Jaszczołt wojewodował 
przez następne siedem lat - lat ciężkich, 
bo lat kryzysu gospodarczego. Zdobył 
zaufanie robotników, był niewygodny 
komunistom. Dokonali oni zamachu 
bombowego. Wojewodzie nic się nie 
stało, ale zost
ła zabita przygodnie 
przechodząca Zydówka. Dnia następ- 
nego delegacja robotników, zapewnia- 
jąc, że .nie miała nic wspólnego z zama- 
chem, wskazała rzeczywistych zama- 
chowców - komunistów, niejakiego 
Kuchcika i jego poplecznika Łaniuchę. 
Zostali oni aresztowani (później praw- 
dopodobnie wymienieni na Polaków
		

/wr_2001_nr1_063000009_0001.djvu

			aresztowanych w ZSRR). 
Z początkiem 1933 r. na wyraźne ży- 
czenie Marszałka Piłsudskiego Włady- 
sław Jaszczołt został przeniesiony do 
Wilna na stanowisko wojewody wileń- 
skiego. Z ciężkim sercem opuszczał 
Łódź. Zżył się bowiem z tym miastem - 
miastem bez tradycji, bez historii przez 
duże H, bez kanalizacji, bez wodocią- 
gów, bez ulic z nawierzchnią, miastem 
osnutym dymami fabryk, śmierdzącymi 
wyziewami, pełnym syren fabrycznych i 
potwornej biedoty w cieniu pałacyków 
fabrykantów. 
Jakoś mu wyszło, że bruki się po- 
prawiały, że coraz większe tereny obej- 
mowała kanalizacja, że system studni 
artezyjskich zaczął zaopatrywać w czy- 
stą i zdrową wodę, że malały baraki 
Bałut. a rosły domy w Radogoszczu, 
czy na Widzewie, czy na Chojnach... że 
sprowadzony z Włocławka, stary przy- 
jaciel jeszcze z ławy szkolnej inż. arch. 
W. Kwapiszewski stworzył urbanizacyj- 
ny plan rozbudowy miasta. W Broni- 
sławie Ziemięckim - prezydencie mia- 
sta znalazł nieocenionego współpra- 
cownika w łagodzeniu i rozładowywa- 
niu nędzy przeszło półmilionowej rze- 
szy bezrobotnych. Powoli zaczęło się 
lepiej, powoli zaczęły się znów obracać 
koła maszyn fabrycznych. I w tym mo- 
mencie Jaszczołt musiał opuścić Łódź. 
Pożegnanie było bardzo serdeczne, 
a na placu przed stacją Łódź Fabryczna 
stało się coś, czego nie było ani przed- 
tem, ani potem. Tłum - robotnicy, Ży- 
dzi, policjanci, kolejarze i Bóg wie kto 
jeszcze dźwignęli potężny austro-daim- 
ler wojewody, razem z wojewodą i jego 
małżonką, synem i córeczką, i z szofe- 
rem - st. przodownikiem Antonim Ma- 
słowskim i nieśli aż do wejścia na dwo- 
rzec. 
Jaszczołt bał się Wilna. Wiedział, że 
najtrudniej jest być prorokiem między 
swoimi. W Wilnie był znany: większość 
palestry to koledzy; ludzie pracujący w 
organizacjach społecznych to wczoraj- 
si podopieczni; wśród ziemiaństwa spo- 
ro krewnych Jaszczołtów, albo Mali- 
nowskich. A poza tym: Litwini, choć 
było ich mało, penetrowali kościół; le- 
wica żydowska komunizowała; miesz- 
czaństwo stało przy endecji; Białorusi- 
ni biedowali, a młodzież akademicka 
chciała wszystko rozwalać i przebudo- 
wywać. A do tego trze
a dodać Cata 
Mackiewicza, a księdza Zongołłowicza, 
a arcybiskupa metropolitę Jałbrzykow- 
skiego w wieczystym sporze z inspekto- 
rem armii gen. dyw. Dąb-Biernackim... 
Dziwne to było wojewodowanie. 
Tyle palących spraw, a tu bez przerwy 
ktoś znaczny przyjeżdża, ktoś mieszka, 
ktoś poluje; trzeba ich zakwaterować, 
zaprowiantować, zapewnić bezpieczeń- 
stwo... Pod Wilnem mieszkał Aleksan- 
der Prystor z żoną Janiną - posłanką 
na Sejm; mieszkał gen. broni Lucjan 



 
--- 
-- 
- .-'tII 
- " 
..... 
, 
., 
. 
- 
- ....... 
. ... . ł I I 
II ..., . 
I I ł 
ł r I , 
t t-t. 


Zeligowski, niezłomny propagator lnu; 
blisko miał majątek Zyndram Kościa- 
łkowski. A Landwarów Stefana Tysz- 
kiewicza, a Pikieliszki Piłsudskiego! 
Każdy z tych panów (oprócz Marsza- 
łka!) wymagał pewnej atencji, wysłu- 
chania jego petycji, czy pomocy w ja- 
kiejś drobnej sprawie. Wszystko to wy- 
magało czasu, taktu, a często dopro- 
wadzało do decyzji, które nie były po 
myśli petenta. 
Sprawy często wędrowały do War- 
szawy, skąd wracały zaopatrzone po- 
parciami przeróżnych dygnitarzy, któ- 
rzy najczęściej odżegnywali się od wszel- 
kiej odpowiedzialności. Najmniej kło- 
potu było z samym Marszałkiem. Przy- 
jeżdżał on do "miłego miasta", aby w 
samotności coś przemyśleć czy zadecy- 
dować. Zatrzymywał się w Pałacu re- 
prezentacyjnym - siedzibie wojewody, a 
opiekowała się nim Wojewodzina. Po- 
trawy z kuchni domowej Jaszczołtów tak 
przypadły Marszałkowi do smaku, że 
pod koniec Jego życia rodzina wypro- 
siła u Jaszczołtów kucharkę Marcysię. 
Przeniosła się ona do Belwederu i do- 
piero po śmierci Marszałka z powro- 
tem wróciła do Jaszczołtów. 
Wielki plan rozwoju gospodarczego 
Ziemi Wileńskiej, który Jaszczołt zaczął 
realizować '1d pierwszych dni swojego 


I!I 
,I'" i' 


Pałac Reprezentacyjny od strony płacu Napołeona. 


urzędowania w Wilnie był jakby logicz- 
ną kontynuacją założonego przed oko- 
ło dwudziestu laty Towarzystwa Obro- 
ny Kresów Wschodnich. Stworzenie 
zaktualizowanego planu rozwoju tej 
Ziemi nie było łatwym zadaniem. 
Przede wszystkim wszelką poważniejszą 
akcję hamowała bieda. Bieda mieszkań- 
ców Wileńszczyzny i bieda całego Pań- 
stwa Polskiego. które nie mogło wyasy- 
gnować kapitałów niezbędnych dla re- 
form. 
Mimo to realizacja planu ruszyła i 
nabierała rozpędu. Z jednej strony pe- 
łen zrozumienia i poparcia stosunek 
Piłsudskiego do przełamywania opo- 
rów w rządzie, w Warszawie. Z drugiej 
strony niesłychanie pomocne ustosun- 
kowanie się wielkiego ziemiaństwa z 
Janem Tyszkiewiczem na czele ułatwia- 
ło znakomicie rozprowadzanie nie tyl- 
ko generalnych idei tego planu, ale tak- 
że faktyczne budowanie jego zrębów, 
jak hodowle grzybów, wędliniarstwo, 
zakładanie wędzarni, stawy rybne, fa- 
bryki konserw, hodowle rasowych ba- 
ranów, pasieki i przetwory z miod
 itp. 
itp. Zrozumieli też swój interes Zydzi 
mnożąc, od małych do dużych zakłady 
pracy mechanicznej i rękodzielniczej. 
Zaś fabryka odbiorników radiowych 
Elektrit tak szybko się rozwinęła, że już 


. 
- , 
I 



 


.. 


I 


II I I 1.9."""1_ 
fi I I i 


, 


.J.. 


II 


Pałac Reprezentacyjny od strony podwórza. 


9
		

/wr_2001_nr1_063000010_0001.djvu

			w drugiej połowie lat trzydziestych po- 
wszechnie była uznana za przodującą 
na świecie (n.b. gdy tylko bolszewicy 
weszli do Wilna, rozmontowali wszyst- 
kie maszyny i wywieźli cały zespół fa- 
bryczny, razem z pracownikami do 
ZSRR). 
Nie wszyscy jednak przyczyniali się 
do realizacji tego przedsięwzięcia. 
Wiecznie trwająca niechęć Inspektora 
Armii do Metropolity manifestowała 
się często w torpedowaniu tych czy in- 
nych akcji Planu Rozwoju. Istniała tak- 
że i inna przeszkoda. Otóż królowie 
polscy i wielcy książęta litewscy, w daw- 
nych czasach, szczodrze szafowali prze- 
różnymi nadaniami, swobodami, przy- 
wilejami. Niektóre z nich stawały w po- 
przek nie tylko zamierzeniom Planu 
Rozwoju Gospodarczego, ale także i 
najbardziej elementarnym wymogom 
praw II R!leczypospolitej. Były osoby, 
które tego rodzaju kontrowersje uzna- 
ły za doskonałą poźywkę dla swych lo- 
kalnych ambicji. Oto, na przykład, dwie 
posłanki na Sejm RP, panie Janina 
Prystorowa i Wanda Pełczyńska zbul- 
wersowały ludność wsi położonych 
wokół wielkich jezior Wileńszczyzny, 
głównie nad Naroczą i Miadziołem, 
tłumacząc, że prawa łowieckie nadane 
im przez Stefana Batorego zwalniają 
ich z wymogów planowej gospodarki 
rybnej, proponowanej przez wojewo- 
dę. Wojewoda zaś poparł swe stara- 
nia wymogami Ustawy Łowieckiej. W 
konsekwencji rybacy się zbuntowali i 
jawnie wystąpili przeciwko władzy. 
Przez dłuższy czas Wojewoda, 
jeżdżąc od wsi do wsi, a potem zbiera- 
jąc całą ludność z tego rejonu rozła- 
dował emocje, tłumaczył, pozyskał za- 
ufanie. Obyło się bez dramatycznych 
czynów czy krzywdy ludzkiej. 
Nie było jednak dane Jaszczołtowi 
dokończyć swoje zamiary. Śmierć Mar- 
szałka, a nieco wcześniej śmierć Jana 
Tyszkiewicza (w katastrofie samocho- 
dowej) wytrąciła i głównego promoto- 
ra, i niestrudzonego organizatora. Tok 
prac uległ spowolnieniu. Wkrótce też 
J aszczołt został powołany na stanowi- 
sko Ministra Opieki Społecznej do 
Warszawy, a jego następcy w Wilnie ani 
nie byli przygotowani do pracy na sta- 
nowisku wojewody, ani zainteresowani 
rozwojem gospodarczym Ziemi Wileń- 
skiej, ani też problem ten leżał w ich 
raczej wąskiej liście priorytetów. 
Jaszczoltjechał do Warszawy, by do- 
pełnić i wcielić w życie jedno ze swych 
marzeń, które zaczęło kiełkować jesz- 
cze w okresie kryzysu w Łodzi - ubez- 
pieczenia społeczne. I oto w niespełna 
rok dane mu było położyć ostatnie szli- 
fy i ustabilizować ZUS - instytucję, któ- 
rą wyprzedziliśmy inne państwa o wiele 
lat. 
Z dymisją rządu Zyndrama-Ko- 
ściał-kowskiego kończy się kariera po- 


10 


lityczna Władysława Jaszczolta. Jesz- 
cze nowy premier Sławoj-Składkow- 
ski przyjeżdża na ul. Narbutta do pań- 
stwa J aszczołtów, by wywiedzieć się, czy 
nie przyjąłby wakującego Ministerstwa 
Spraw Wewnętrznych. Jaszczolt odma- 
wia, tłumacząc Premierowi, że jest nie- 
chętny takiemu rządowi, co powstaje 
"na rozkaz Wodza Naczelnego". Od- 
rzuca także proponowane mu Woje- 
wództwo Lwowskie. Jeszcze w 1938 r. 
Prezydent Mościcki bada, czy zgodzi- 
łby się przyjąć nominację na senatora 
z listy prezydenckiej. Jaszczolt nie zgo- 
dził się. 
Aczkolwiek od 1936 r. często przy- 
chodzili do jego mieszkania na Narbut- 
ta: Walery Sławek, Aleksander Pry- 
stor, Zyndram Kościałkowski, Bob- 
kowski, Raczkiewicz i "nocnym rozmo- 
wom" końca nie było, nie dał się już 
nigdy więcej wciągnąć w wir spraw po- 
litycznych. 
Z coraz większym niepokojem pa- 
trzył na rozwój wypadków w kraju i 
poza jego granicami. Nie pochwalał 
rządów cywilnych przez wojsko. Nie 
uznawał łamania, czy też naginania 
konstytucji. 
Wojna 1939 r. Zdołał dotrzeć do 
Wilna. Sądził, że właśnie tam przyda- 
dzą się jego znajomość terenu, mir u 
ludzi, dobre stosunki z mniejszościa- 
mi - grupami etnicznymi. Nie starczy- 
ło czasu. 
17 września wkroczyli bolszewicy. 
J aszczołt wraz z Aleksandrem Pry- 
storem rozpoczęli rozmowy z Litwina- 
mi, uzyskując pozwolenie na wjazd do 
Litwy nieograniczonej ilości osób. W 
Kownie zdecydowali razem z Prystorem, 
że nie wyjadą na Zachód. Pozostali w 
kraju, w Wilnie. Po przedwczesnej ewa- 
kuacji poselstwa polskiego przejęli na 
siebie cały szereg drobnych spraw, in- 
formując, ułatwiając, pomagając... 
Przez ich "sieć" przeszły dziesiątki, a 
może i setki osób dążących do Francji, 
by kontynuować polski wkład w wojnę. 
Ułatwili przejazd pani Prezydentowej 
Raczkiewiczowej, synom gen. Sosnkow- 
skiego i wielu innym lotnikom, mary- 
narzom, żołnierzom broni specjalnych, 
inżynierom, naukowcom. Akcja ta za- 
łamała się po przechwyceniu przez 
Niemców na pełnym morzu statku "Es- 
tonia". Później działalność ograniczy- 
ła się do bieżącej pomocy i informacji. 
W grudniu 1939 r. obaj powrócili do 
Wilna. Starali się przekonać organiza- 
torów polskiego podziemia, że przed- 
wczesna akcja zbrojna, czy też nieroz- 
ważna konspiracja może wywołać nie- 
obliczalne straty. Nawoływali do spo- 
koju, do czekania na momenty, które 
będą sprzyjać walce o Polskę. 
W czerwcu 1941 r. Jaszczołt został 
aresztowany przez NKWD. Osadzony 
w sowieckim obozie koncentracyjnym 
w okręgu łagiernym Gari nad rzeką So- 


śwo. Warunki w tym obozie bardzo do- 
kładnie choć nieco jednostronnie opi- 
sał prof. Stanisław Kościałkowski w 
książce pt. "Raptularza". 
Wiele razy Jaszczołt i wiele innych 
osobistości osadzonych w tym obozie 
zastanawiało się, dlaczego ich tam nie 
wykończono. Wszystko wskazywało na 
to, że materiały śledcze NKWD nigdy 
nie opuściły Wilna, przechwycone przez 
Niemców, którzy zajęli to miasto w parę 
dni po wywózce aresztowanych. 
Uwolniony na mocy paktu Majski- 
Sikorski Jaszczołt dostał się do wojska 
organizowanego przez gen. Władysła- 
wa Andersa i szybko został przerzuco- 
ny do Persji, gdzie polecono mu, aby 
razem ze Stefanem Tyszkiewiczem zor- 
ganizował transport dla ludności cywil- 
nej, która w ramach ewakuacji wojska 
polskiego miała także opuścić ZSRR. 
Na stanowisku zastępcy kolumny trans- 
portowej "Czarnych Dodge'ów" kapi- 
tan Jaszczolt pozostawał do połowy 
1943 r., kiedy to z racji wieku (60 lat) 
został przeniesiony do tzw. "drugiej 
grupy oficerów WP". 
W 1944 r. Polacy zostali ewakuowa- 
ni z Teheranu - część pojechała do 
Afryki, część do Libanu. Jaszczolt z 
żoną i córką zamieszkał w ośrodku 
polskim w Ghasir'ze (Liban). W tym 
okresie bardzo dobrze układała się 
współpraca jego z ministrem Z. Za- 
wadowskim posłem RP w Bejrucie. 
Wygłaszał liczne wykłady z dziedziny 
prawa i administracji. Razem z pułk. 
Czyżem troszczył się o pozostawienie 
śladów pobytu Polaków w Libanie. 
Dzięki ich staraniom wmurowano ta- 
blicę upamiętniającą pobyt Słowackie- 
go w klasztorze św. Antoniego (Beit- 
Chasz-Ban) pod Ghazirem i drugą w 
dolinie "Psiej Rzeki", gdzie od wieków 
pozostawiali pomniki ci, którzy tę rze- 
kę przechodzili, jak Rzymianie, Krzy- 
żowcy, wojska napoleońskie, Turcy i 
Wolni Francuzi. Był też jednym z zało- 
życieli Instytutu do Spraw Wschodu 
"Reduty". 
Z końcem roku 1947, w ramach ogól- 
nej ewakuacji, Jaszczołt wraz z rodziną 
przyjechał do Wielkiej Brytanii. Osiadł 
w Londynie, żyjąc w bardzo ciężkich wa- 
runkach materialnych. 
Był współzałożycielem organizacji 
politycznej "Liga Niepodległości Pol- 
ski" i brał czynny udział w jej pracach. 
Często też bywał proszony przez różne 
odcienie polskiego emigracyjnego ży- 
cia politycznego o podejmowanie akcji 
rozjemczych - godzenia powaśnionych 
liderów. 
K)imat angielski nie służył mu. Co- 
raz to b.ardziej obezwładniała go upo- 
rczywa astma. 
Zmarł w lutym 1962 r. i został po- 
chowany na cmentarzu South Caling. 


Zbigniew Jaszczołt
		

/wr_2001_nr1_063000011_0001.djvu

			... 


o ci> {j ..c:.
 6 
 N ci...c >- o I 
 >-'O?;- 
et).-c UN,_ uc0'- o  .- o c- 
 O
c o .- - c:: ...... .- p.. N .
 X 
 >- 
 ::: t o- c:: o U t = p 
w
..c: -

 VJ u 35'::::0
-c N '<:I" ='  O -P.

 0-0 6 ..,.., "" o o- 
P
'<:I"
2U-

u
='NUcU 
o l: - !:> 0'\ o 
 JJ 
 c-

U

 
,_ Cod 
 o. 13 u 
 6 
 t: 
 o c:- ?;- 
 N - c>- c 0 0 .-:> c.. 
...,. 
I: 
1:: 

 



 o 0'\ 'l) ..- 

N
 ,- o 
I: 
tj
-s
 

 
.
 c<; 
 '5. '"1: 
u .
-

e fi' 
=' 'C 
 >-.- 
 VJ 'Qj 
o c- O
u.2V'\
 
en a]o.E O 
 -u =' :>.. w 
_ o. t'I p -B.... 
 u 
 
- 
 

.
 
 ]Ji--g..2
 
e

 
'v
i: 82:S
5."

'E6 

 '00.9 
 e.,g. 
]. 
 

] 1 E >- 
 .
 
,
 =' ..fi O =' CO._ - =' 

 
 
 R .
 .
 .9:! 
 
 
 
-£ 


NoJ2
U2EB320

 
.9:!
g
.g 
 
tj 
 5 6
 
C5 
N >-.'0) 
 t<: -O 6 c:: 2.:;:: - -.g
o
u 
- 0.0- tj

u6c::Qj'
i3

fIJ; 

 e: 
 
 
 
 ,
 
 1 :
 
 . 
 
 
 ,
 
 
. 
 v ..c v 6.
.
u
 
 
..s 


 
u 
e o
.2.
oE
 O:>oo
 

 
 =' 
'E
 6'2 6
 v

'
 N
 
o.

 .;c-.-
o.....ua-
 :::.

::;
"O 
(/)
O'\p..
.;=: r:! 
.9 
 Q o? t':I 
 
0- .....
o.

:t: .:ii:o. c::t: 


.:ii 
'" 
-s:: 
I: 

 
C. 

 
 


 

 

 

 

 
j 

 
I:S 

 



 

 


 


 
o
 


 


'
 

 

 


...., 
I 

 
'5 
Q. 
'" 
C 

 
u 

 
.c: 
u 
{5 
c 
.c: 
u 

 
c 
<:: 
u 
c 
<:: 

 
.c: 
u 
:J! 

 

 

 

 

 

 
:>;: 
'" 
& 
:!!!: 
<:: 
!!t: 
ii5 


R
 g8.

i:r 
 
j;.
 
.-=:
 .
0.
c e 
 .
 o .: '::I :s E 
uo
O'\Po.P:> c::-VJ_ o o o p .- 6 -JlC:: 
.
 
 
 
 ' a g g 
 ej 
 .
 
 
 
 .
 
p..O(.)\D
:B'o)., c.u



 


 6 ,,:>- c- 6 0 .2. u r:!" =' c 
 :... 
u N. o O N c- 
 c o 
 '" 't=! 
c-


6c- u c- 
.
 .
 
 e- 
 
 
'
.5 
 E 
 
 8' 
 

 
.
.
 z 
 Ci 
 g bb 1 .
 .e e . 
 "@ N 
 
 
0.0 O. N r::j c:: ._ 
 =' "N ..... 'N 
 -6 o 2 
 ..c: o 's u ? c:- u 0.;1 o ,9- o .... o p.. c 
 """ ,- VJ <>. .... 
 .... c-
UN""8 
u 

.
 ?;- 
 .9L .... 
 2 N c.. ..... 
- u N.- - 
8 
 
 : 
 
 .5, . ;- .
 
 
 
 
 's 
 
 
] 
 ' bb 
 '
 
 -5 
 
 
 .
 
 1 
 
 
 
 . 0 2 R 
 ;g ::: 
 
=...:
 
u-o .:iu
VJr(') Q.,u

 u


 16uo.oNo.o
 .::::o.c:: 


o 
N
		

/wr_2001_nr1_063000012_0001.djvu

			..... .,,
(/) >
 
. <\) 

 o ;;....c::: 


 
e _. ::1 


. 
;.;-"1. 
 \ 
o 5' K2ł 
::1> 2 
 

 o. ::1 c' 
 
(b ::1 ..... 
:
 
2. E)'
 
e ..... o "O -- !

 

;:: 

 00 -. ?1; ..... 

 
.,

 e
 
 15' 

 
 
 o. I 
: 
..... 

 
 

r 
 
 O
 
 
 
'< ;.;- CJ 2"_ 
 ;s 1 
ą9= 1:1 
3O::r 
 {;! 
2 
 o d' 
. rb-< 
 
(b . $:i 
CI>. e 

. 9 ;;s. 
 
'" 
!!t ... 


0 0 

 o.a

 


 


e 
::1

 


O
"NO
o.O
SI)
::1
(b 

.,,



 
Q N o.fJ o (b 
 <;::1 
 o
 r=.'< O

SI)::1>o::! oP D 

ON-

O"O"'< 8- o$»o. 
o.eo,



 
 


 

O
No.;';-(b"

 ::1
n
..- (b ::1S
 


6
e
3

SI)
'< 3 ;';-

 
 
g.

 


 

 ::1 N _-<; ::1- O::1c -cnN N(b 

 j '<(b
fJ;.;-a
, (b 
 2 
, 
 5. 
. e 
 
 o 
 g 9- 
SI) 3 en OSI) 
 
N 

- 
-::1
 

 
;';-Z
 SI)
::1- <;
o 0"0$»0 <;
o. 

 [ 
 N 
5rb


'<
 
2-
 OrbO 

 

. 
 Q QSI)0NN '< g V;';- "O
"'" 
;.;- o$» 0-..0.0.0 o _. ('b <;..... 
0-: =.Q 
'53 
'aS 
 en 
.J..t:::' 

 
 Q!.'l. 
 r -< 3 
 , 
 g -O t1.[ 
 g ?: 
"H 
(b- 
 
tj SI) SI) o o.en;.;-t: -..., 

i 

 0
1
 
-
 
 e

 Qii 

(b VII" C1C SI) o "O &-'(b SI) 
 
I _. 0'\::1 o 
 _,' « O « : SI) e _. 
 I . 


€

 0.C1C NCI>.
enNe"O
a 
en
 
::1
en8-;.;-r 

 n
o.-s
en 

 =(b . "9. 8. 
 
 g. 
 
 
. la. 
 
 
 g: f) 
 55:g 
 
 
 a. :: 
 
 
 Q- tii 
 8: 
. 
 
. [ ::. * 9- 
 [ 
o. :;tI 
 -. t:::' - Co.Q P.' -
 e;. 
 
 
 
 1:. n O 
 '" 
 N ff -i]. N N SI) C1C h P.' ..... o. 2. 
. -< 

 ą[
 
 


S2g







[ 
 i




i!




 
 
:i
 
::1' - O ('). f") 
. - 3 
 e 
 Ch.. o o CI>. 
 (b Q e 
 o 8. o o P.' t') =' 5, 
 2. « -13 
 o n <; 
;]
! g
 o a
&






i
 i 
('b a 
a

 i 
[
g;



Q
R 
(b' 
f") O 
 -'(b<:;
-.....(bc;j N 
«o"OZf-''< 
 ;::a-.....c
_n 


P.'.£: Ct

 g-$:
 
 8 en
:
 
 

.
'B 
 .....;;3 3 2,
'g ....-t:' .oo:-
'::SS e 
 5 
3h
"O e
o.::1


t:::'SI)8--""'enengfJ
(b

O::1


 
 


-gE 
 


I
 


 o 
i[


B

!f ł :

! 
 
i
g
I

 i
 
 £

 
oJ 0_ ::I
' 

o.- -c: en(/) <; _'
V\::1 SI)""- SI)<;cn 

i 
S 
ł
;




[
8.
;


l


5
!=
Q 
i!
 
 
 
-i]. ::1 
 en::l 
 o 3 <; 
 
 
 O 5";';- "'< 1:. (b" O 8. ., 
 o - ('b 
 C N 3 
 ..... C1C ;.;- 2. 
;;;. ..(b' (b ;;::: g ..... c.- "O c/)' 
 ::1 o o Q -< o 
 "O >o /"D >o 
 ;.... '< 
 o o (b 


i 

 
 Roogi


'<
 
!.
 -







E ?
 
 
 
 
 
=
i a



::1a


g.[ SI)
8. 



' 
 .ą 
 
 
 {1, ą 
' 


"O _. 

 
W
 
- fJ' ::1 
"'..... '- 


 g: o 

 -...J e 
 
e ., ..... 
;.;- 
 SI) 

 o 
 
-< ::1> ,..:. 
 
3 n en <: 

 
 ..(b' 8- 

 ;;..... Q 
tt N en 
 
C1C ;.;- 
 c2 
oQ.no 
C1C

n 
_. "O -. ::r 
e o SI) o 
3 
 
 
 

 en 

- 


 =00 
<::n::10 

 5" ?b- 
 
n o$» 'i! 



j::1
-a aCl>.ce; 
ene
 
a 

::1

C1C o g
 o 
SI)
 i 



N
e
>

n 
3 o' 
. O (b r=...., I '"' <:: ;;3 SI)::. . . 
 
 O 

 
 (b' N Cł9. 5" 
 
 Q i . 
 
 
 (b Zf _(b' 
 3 
 ;.;- 
 * 
ET-i] z?d 
 (b 8- .Q.1::t n '$o t3 ., o. 
 '"Q (b = 
 O 
 SI) 




(b



ic
;





(b


 

SI)n::..
3<; 3 Sl)1»",.c(b""5'
SI)

::1 P.'8 

 
.
 
 _ =.., 
;.... 
 O a 
 o o$» Li. 
 p- 
 
 
 8- . ::1 

=

&
Q::I 

d
e


-
(/)
 rb 

 g li) s o ;.;-00 i:r ".łi 
 =."0 '$066 
 
 g e 8. E; ać; o 
 · 
 

 
. 
 K 3' 
 Q 

 
fIQ 
 C 
 : 
 p: 
 g: _(b 
 
 8. -. 
 
;1 
'
 ..... 
 (/) 
 3 (b 3 (b 
 en 
 
 t: ('b' ; c g. 
:; Q- 3 
 
 
..... 
 
 
.- 
 
. .' <; o$» I" 
 o :;:d e en 2 '" 
 

 en 
1


- 
 o 
a 

 2 [


5'..(b'== 
 

 

 
 
 
. 
 j S fj 8 
 
.g. 
 g,
' 2. 
 (b 2. S 55 N 
 

' 
. 
. g 3 @- 
 g 
 
 
 
 2' o' 
 
 
 
 
 f f 
 

.....


Qe2en - 
..t1 
<> 
.!!. 

 
:>o:; 
Ci! 
'" 
... 
<> 
::r 

 
o 
g 
o 

 
<> 
::r 
o 
% 
<;' 
::r 
:x, 

 
(") 

 

 

 
o 
;:; 

 
I 
:-I 


en ;:c
 
e ..... gN
r: C1C2 SI)
2
 c.- n ;';-::1 
::1-' 
P.'(/) 
-i].,< -ł' _--ats- i ł fi
tj
lil
i
l
 ł 

I

:
 
 ł 
i
 " 


. 
UJ j'b' 
 ::I _.....(b "00 ..... en-_« 
..... 0;';-
8-3 
il
 SI)=


i_;;3!
i(b






n
gNe 
. o. 
 
S ::P.::1 O 
2.::1 .
- 
,-'3 9-., N 
 &D.N
n
8:

.[ 
en'< 

 

2N(b
e "O SI)(')'e

 .
(bo.-::r
r oR::1 
_. en O(b 


ł

""'3;';-0.::1rb
 
o

 
-::rSl) 

 - 
SI) 3 ać; 
 
 C &: 
 
 5 SI) O 
 
 . g: 
 g 

 3 
 
 
 


"O E C 


 

 O _. O 
 
 D. a. N _. O 3 O ::I -i]. n. o. SI) ::1' ..... 
 _. 
 
[
. ?1; 


a,	
			

/wr_2001_nr1_063000013_0001.djvu

			... Ib .
 4ii c<:! c<:! 
 

 .
 
 (;j 
 'N 
o 
 rJ) 
 
'!: .- o 
r 1 
 o.o
 
 

''o 
co v-..!2 Q (:5 
'fi') O - 



*
 t
 

 

 
 tj


 
 



g 

c<:!
 c:o [o '8 

 c<:! N
rJ)
CO_ -28.0
 
vt:J
 .9'= 0 ,£ c<:! c: o
:::I 6 1::-..
 C::VN
rJ) 
N....c<:! Na. ..c:.E6..c: '" ""
'0 CIJ""-v>-
 
\-O 
 e v rJ) "O u .- a. _ u .... v 
 ::. 6 'N -6' N "O :::I 
a. :7 .- e 
 >- 
 
 >- 1':.-4 c: 'N p ,...;, 
 Q \-O . 
'u .,'v 
 ] '0 
 '0 u -Q '0 ..6 E 
 
 ij 
 ] ":>., O rIJ ..c:: 8. a. 8 .
 

-- 
c<:! 

 
..... c<:! e 
N 
 V
. -
 
o'i/j..6 
N 'c 
 oooC:c<:!'u .-4U - 6 
C.v ev 
..sc<:!- a.v 
 -iC: v 
 °v

o2
..!2 

 b 
 '2 
 :@ 
 
 a. CIJ.r'$' '0 co" 32 v 
 e c<:! 'Q gJ 
c<:!c<:! 6 
- b [ O 0.0 rJ) 
S o 
--


::'
 
'e e c<:! "- ..c: 6; c: ..><; rIJ .p 

 'v >- c<:! . 
 .i:::.- -5 _ -5 gJ E t-' 
 I': .S::! 'S 
] 
 
 6 oC 
 . 1 - g 
.
 
 
 
 fi- 
.


'
'0 
 :u]' 
,
] 
.5S
..2 
£
 8. 
 
v t:: 
 
 
 C: s O 
 
 
 c<:! o 'N '- L ..c:- >- . c ' .S:!.
 U .
 e o 
 
 
 
 
 
 6 d:: 
 .2 .- t'II 

.S::! N :a !5 
 
 -5 g J! u g c: B .S:! £j' , "O a. < Sb 
 
 c<:! U o 
 
 0 i 
 :d 
. 

e "O

t
ą






]
tł
 a. 
R 
 

 



 
l'i R -5 o 
 e 
 
 
 
 
 .
 % 
] 
 :
 C. 
 
 :
 E' g .
.[ .g 
 8. 
 
 -; N 
 
 

o=
"O
 
o
c:

o.ov
"Oc<:!!
0
2C. 

'
c<:!
:::I 


1 
5
-g
 ł 

ł
c<:!

-

>-
łji3-5

2 
N
-

ł 

S
 

 :
 .
 
 
.
 
 '€ 8. 
 1 
 j 
 
 
 .
 
 : 
 i N ; 
 1 
.
 
 
 
 
 
 
 t 
 
 
 '[ 
c.-

 N5
 
Nc<:!CC:OOU- vt::
's 


:::Ip.."O VC:V
 
V 
 
 & 
 
 
 
 
 
 f l 
 
 
 l s .
 t ] 
 :!' 
 ... ] g; oS 
 
 '\J 

 E 
 
 
.6 .- c<:!_ ' 6 
 .
 
 I :- - 8. . 
 g 
 a. Ó 
 6 5 'i/j N 
 ! 'E 
 a. 6 o 
 
 t:J 
 
 >- 
 E 
tł
v c t o 
 [
51










eł

:c<:!


 



 
'"e
 
 t:;&rJ)
:::I c

_0
.;::j::lc.
2-'-C:
a.32 
up...o 
j "O 
 
 
 g . "0_ 
 .
 (5 
 
 ] '
"8 
 
 &. 
 5 
 ,
 e .!.'
 
 
 .
 
 :e- ] 
 
 fi 
 
 
C!l)
 
 b 
 i N a.
 o 

'c 

 
cf 

 

 

 
tI) 


N ' , I i?;- -a v I c<:! :-..c: 'C: ' :E c<:! " c<:! c<:! N t I 
'6 '6 ''':' c '" 4ii 
g..tj 
 
 O 
 
.3 g.g 
 
 
 c<:! J.! R 2 
 
 
 8. g ;:J 
 >- . 
 
 
 ,gJ 
 e 
 
 oC 
 
'- 
 
 a. 32. V ' .:.J 
 "O ' v '£ 
 ':-a.1) o c:U u rJ)p.. 
 v- p,..C:J
,c'8 p 
 ClJUOO
'- 
..s'FJ a.

cg
.g 8.

 


 a.
6 g.2 
.g-5 
 
 2 

"2 

£ gJ 
 

-
.
 


 
e 11
 RtU

ił 
 !l
i 
 5E
 
! n 

8. 
 


di 

 
 .
.
 % .
 6 . g, 6 
 .6 .
 
 ..s N 
 
 
 7J 
 
 
 
 
 ' v 'c .
 
 
 
 iJ ] -g. e N 
 
 
 ,£, 
p ;:J (;j \j"I a. r:I V:::l - ..:2 "O 'rI o ("(") 
 u '- 6 '0 \-O '0 c: "O c: 
 N 
 u - 
 a. "t:: "'3 ..... ,",' 
._ 'c 
 
 rJ) .[ 
 ,..C:J .
 ] 'U-'
 
 "2 C}.. o ;; o 
 >-:a 
 
 
 '
 2 1) e 
 .2 ;::J "
 c<:!;: 
 
.
"';-5 

 
 tf 'v 
 g 
 £ 
 
 
 8. 
 .
 E t 
 3, 
 .
 
 o. 
 
 .
 
 6 
 
 
 
 
 .
 
 '5 N 
 ';;.
 
c:


c:

 


c<:!:::IO

:7 uo.oS
O
rJ) 
rJ)N c:u-o 
 
 


N 
;
 
fI'J
 


--''L 
("("):::1 
8::'"'""? 
- . 
'''O 
- :::I 
N V 

rJ) 
oa. 


,
 
p 6
0 6V

 og,o 
e 
 
 
 Oo
 
 ==.
 U v-'E "0"5' 
 
:::1_ u
 N 
 - v Gł'6
 

 
 ;:J.
 
 
 
 
 
 '5 5.] ';;j . 
 
 
V 
 

N-
e 
-
v 
....o.o 
:: E 
 'v 5 
 v c:: 
 
 'u Ci) a. 
 


 

 I 



 

l


N 
 -
 
>-c./) :::I c: 
 

 e o V>-CIJ t:: 


 
 


Ej 


gt: 8. 


 E






!o.o




 


 
ov-


 c 




E.-4

 
.- 
 o.o'uc £3 p f: c<:! v
:= . 
c<:!
 _v



°c<:!

N-

'L 

g 

c:


 
 
c::o


5ą 
'0 . 
 0..2 
 o 
 o 
..c:: 
 o.o..c: r'$' 
 6 



 

o



u
ouc::

 


..><; . 1 
_-
32

c<:!V
rIJ 
 o 

rJ)
 8 K



o


5
 ] 
u

 
O


N


 8. 



 
i:! 
 
 
 'fJ') 
 
 
:::I 
 
 a. 


00 
- 



 
 

 
 
 
 

 
..... 
 
 
 

 
- 

 f .
 
 
ł 
 li ł ł
i 

 .2- 

 ,
 ff
! 
t i ti i jh 
8- .
 
 
 ')12 
 
 
 t 
.:,Z E -

'-- -0\ 
£",
 i
i1


 
.
 g(.?-. 2 :
 j 
 tj 
 ..... 

 - 
 i:t o]
 
 &J r
 

 
.& 
 
 
 
 

 g, 

OR-; 
,....j 


N ' 

 
 
a...... . 
c<:! "t:: 
S 
 
 

 2 '>D 
I 0.0 '- N 

 .
 
 


o- 
C}.. ,- N 
_ 
 V 
.
 .

 
C 
 .!!J 
rJ) 5 
- ::I 
Z
 


\ł,
 -' 
l
		

/wr_2001_nr1_063000014_0001.djvu

			'" 


::I e::!" - c..'- CIJ 4"!! - (£>",o....!X'"0. 0.::1 UJ S' "'ó c::: o-;.;-UJ o  ::r::l1>5' n O 
_. _ r= ...."'" N 
 i:. 
 (1) -o O (1) 
. O e -. "'O -< o 
 -<: o .o' Q. <: 
 5..0' 
 
 ;.;- 
 c.. 
i 
 I

j 
 ł(iłlrłjłl
l iK lłłilłłir i ltlł!łł ł 
 


::Ir

a3-
::r



8.

a

u>



J
]








 

 
 
f
]
ą
i

 
 i
fii
i

 o 
i! 
 

 o 



 e 


B

 
 
 
_ (1).... _ 
 .... ,. ...... _. 
 ., v ::I ::I 
 .... v - 



 
'< ł 


n,

 

 !n!
 H 

 
. 
 
:9-
[

.d H i
-f 

8::1
 

is


 _

-<

%
SO
"'00





3
Bo.B 
 
 

.-..;
_O 5.
-Q ."t:'Og- 
 
 og-c "IjUJ 8 g.
f3 o'
 a ::r . 

.....,o .g- 
 

 
 o N N' 
 .... U; .. 
 r:1 c.. _
 n g 
'"'8 O  
 :::. n ::;. 
 
. 
 >. r'j 



 _ ON 
- ::r::l....N <:
-(1) 
30 ::I
3-..
e 
 
.g O- ::I' 3 ' S 
 . t: rr 
 
 .r 
 3 
 O . 1j 
 
 3 .H P. 
 5 
 "'O _ii)' . () '< 
 
. O U> g OĆ f""' 
.::I
 f - Ć 

 
Se<:N 
-
 o-


 
 ::Io.Rr:1 N
 
I N
£ 
 


O
 S
::I

 UJ
u>
n

o 
 S 
g
F!X'"(1)


 

<:;..$» "'O OCIJ ! S....... ;';-(1)-' 
 
O
::IN
f3-< 3 (1) 0.... 1 
.::I;.;-- 3 
(1) 3 :::;: -Q !J:" O 2 i:. c:
. N. _.
. 
 ti1 3 
: 
 
 n' ::I g. 0::1 8: f3 
.g
'.P O (1) 
UJ O- - 
. 3 (1)". _ (1) _ - N f)' 
. ...,... (1) ::1) 
 ::I 

 
,] "9 
 Ę 
 
 .' 
 
 
 
 ¥ 1 
 
 
 
 i 
 ; 
 
 W 
 
 
 
 
 . 
 
 
 ą 
. 3 



 (b' 8 
 
 e a UJ 5 ::I u>. 0::1 O 3 C":t 
 S .... :t "'O 
 3 c.. 
 N n::: "'O "'O 
 Q. 
łl
 a 

 
 113!liłillł i l

I

I
I 
 łł
 
 
 f ł i 

 

 
!1-3 
 (1) 
 
 UJ 
 2'"'
 o-
 (1) 80 (1) S ., i:.
3 
 
 ....O
 8. N 
 3 f3 -.
'<
-. 
n

-

"'O
 
;.;-


e
a o 
 o

..$»



o

n


g.

 
_,; _. n 
 = RJ N. 
 V> 
 .. (1) (1) :-' ot! 
 c:r 
 n "O -::! 
 -=: 
 
 ::: ::I 3 (1) 
. S'
' Q. 
 !::1 '< . "0"8 (1) 
 
 
 :$I 
  .... C = o.. r=. ::: -."Q -. '< E1 ::I Q. 
r-1-<' 
.....
 

-'"'O ...No.. (1)- n
"'- 
 ....0 -.... _v'_. 
O ::l





ep
Ni"" o (1) !:$IaO

n




 93

Q

"8ł ł 

 
"'::I::I

3n
::I 
-<"'''''




N''-
 




....
- ::In 

 * 
 
 
 
 
 
 s: R & 
 g- } [ 
. 
 
 O 
..!!: 
 
 

 a 
 
 & 
. 
 
 
 
 .' g' 
 


(1) j o "3"'0"'00. '<-<
::I_t3N


C'J
"O 
 (1)
3o_.c
r=.UJ 
(b Uj 
 
. CC 
 .ł.) Ei3' ;:j t:;. 
 uĄ 
 CI):;:;, 
 J6 
 = 
 ::: 
 :::r =: o Z;::I ..D: _. 
 o 0.;.;- 
 
 
N-
"'O (1)0 
C:::-<

 
 <:- _.0,,<' CCo-t'lo ::IQN:-,,_(1)::!Q.°o;.;-<: 

 
 .., 
 RJ a 
 
. N 
 
::I 
. 
 p 
 
 fIi tł '$. i3 e: 
 2. 
 a n r=. 
 2. 
 f)' 
. 
O 
 9 , , I '< . « « ,'..$» I I I I 
 S I 
 . 
 r=. (1) I O O 
 I 3 , ::r I 


(b 
 2.:s 
 N o..
-"d"'ó Q. 
::I "'O 
 ::!? 
 ::I 2't =-r 3 ::I Q.:S CIJ o..:::i R
. 
 ::I 
 E) 
2. 8: (1) (1)' 
 .....; g r:1 O r:1 
 
 :t 
 "'ó 
 
 i>5'" O - O /}j en (1) Z 
 
, 
 
 
 ::. SS "'ó 
 i3"" n 
 
 
 
en

 _(1)
(b(1) 

::rR 

aN
 8 
=

0
....
<:;

O::lo-
2'"' 1 o(1) 


 
 r:1







 0;.;- 
 0c.-
3_
-:
 
a
C:
 2 



a
& "'O 
::I U> (1) .... 3:::: ::1:-' n UJ ;.;- O 
 
 (1)' 
 "'<: "'0::1 
 "'O n ::I n ::J- n 

 :J1

 a 
 N...,j,2."." 
Q.
 
 
-a Q 
.o a 

 8....;3" 0.:T0 8.!- g
 

. 
1

2(1) 3 -


 '
 
&




B

_




F




J
si

i
 
-Q 0::1 :::
 :-,;.;-::1 

 ii) 
::I 3 5 
'< =' '>03 
 
;.;-- 
:-a 
F:
g' 
::;. S':::i 
 
_. 
 
 -g 
 
 
;:;. 
 
 n=!:- R 
 
 - "'O 
 :E:: 
 
 o' 8 g 0 - Oj 
 
 r:1 =! 
. S' -< 
 ::I 
::I"'ó:;:::NNj")'-O.,
 c..P-::r
 nfi' o0 a- ...."'<:Q.
.... (1)

 (1)$>:. -<O e(1) l 
 

::I
 8
'<0 

 
_o

 
t=!. (1) Er
' o ?= 
 UJ 13' i3"" C!9. 3 n:E:: ;.;- 
. 
 2 a 
 
 
 N = - o- .$» 
:::
. <: li! 

i 3: 





::Ie
o

 8
 8 e
RJ
 2
CIJ
 '$.5 -



 
2. "R 8. E) :E:: 
 1']' :-' E.... 
 f3- c:- g 
 Q. 
 C .('O. 
 [ n 
 o ;.;- Ó. "&
. 
 
 3
::: 
 S' 
 
(1)
UJ
 ::: 


 _.(1)::1 ::< _.;.;- 
 0
(1);';- 20_ 
"'O !Ł'-"' -<2 
e 3 
 
. Q 
 
. Q 
 ł 
 op 
 9 3 
 3 
 8 C!9. .!!. t 
 ;;;. 
 e- 
 
 g g."Q 
 
 (1)' 

 ::r 
 o _ _ (1) 
 
 - <: 
 ::s _. 
 
 ClI '< N::I.... ;.;- 0::1 N 
 Q, -. 
g 
 a Q. 
 
 
 
 
 .g 
 
 
 
. 3 
 S. 
] 
 6 
 g 5- 
 
 
 ; g 8 S'] 

9«?« 

 I

 ,o
 3
:-? ",? 

-
 
- 
« IN, 


- 
....:J 



;';-6 
C"- 
;.;-
 ::1"8 

CIJ
 

 

.
 
 "'ó


C::"'O-b:s .,,
 g:a
'
 C
 
oo==-
 



8.


8 
f3 
0

[
e
>


::I 
0

.Q i3 g.
 c::: 8 
!? 
 I 
. 
 
 e-t::

 g: 

6"8
nUJ(Dr=.ii)'

Z .
 

s=

a 

 
 n 
 N 
 :E:: 
 
 ::I 
 "O 
 2. S; 
 
. 2- 8. S- 






!i


f ,
 




o
 
o

..D_
ti

,<(1)n.... "'Oti1 
;.;-n6 

 

E

g
= ] 6a N 
tł
 8 

 



 

 
Q._:_(1)<:
'
 _.tJj
- 
ii)' 
'(1)
t3 2 N 
o




'- 
 '$.
o 
- (1);';--
 -Q. 
"'ó 
 N (1)" =: (1) -9: ::::. o.. 
 
 - ] Ci! O n - ::I' 

 ?r 
,
 '"8 
 Q 
 ił:t 
 ss' 
 
 
. @ 
. 
 
(b'
::I
' 1.ii3
ą

a- 
& Be....::! (1)U;- 
::I. 
 
 
 r 'rb tJj . - Q. UJ.... 3 - "'O o o = ::1;.;- 



- ::I 
 2 6
 
 o 
 r:1


 

 
No..e
 =U> Er (1) '01'01 _. 

"'O

 ł6
 
'-g- 
]. N 
 Q=' 3Ę 
¥ 
 
 -n 3 _.::: 
 c' 
 
 
 r; o 
 S 
 « 


a;
i 
, 



 ł ]
 
::J:' _: 
 
 
a. ... 

 ti
 
 
N f"'P" 

i*f 
E łh 

 ..I:
I 
I r 
: 

 ł f 



 
. t5 

 
 
, 

 
UJ 
UJ c:- 
2, (1) 

 a 
"'O 
 
- 
 
8 2. 
c:ł- 
 
(1) .... 
UJ (1) 


 
o ::I 
s- -. 
3 80 

 
 
t,;, 3 

 'if 


"'0- 
UJ - 
(1) '>O 
e - 
o.r:p 
- 
:::'g 
t:;Je 
::I" - 



 

 
::1:1 

 


CI) 
C3" 
:I; 
:3 

 
d' 
c;; 

 

 
.E 
B. 

 

 
CI> 
... 
C') 
::r 

 
CI 
g 
CI 

 
C') 
::r 
CI 
go 
n 
::r 

 

 
5! 
l 
..!! 
I 
,.... 


....
		

/wr_2001_nr1_063000015_0001.djvu

			Stanisław Krasucki 


Zbroiny wysiłek Wilna i ziemi wileńskiei 
(XXVII) 


Bezpośrednie kierownictwo nad 
operacją wileńską objął osobiście Na- 
czelny Wódz, który przybył dnia 15 kwiet- 
nia do Skrzybowiec pod Lidą i nazajutrz 
sam wyprawił na szlak wileński obie dy- 
wizje legionowe i grupę kawalerii Beli- 
ny, 
Dnia 16 kwietnia grupa gen. Lasoc- 
kiego, złożona z części dawnej grupy 
Zaniemeńskiej i oddziałów 2. Dywizji 
Piechoty Legionów mocno uderzyła na 
Lidę. W tym samym dniu toczył się już 
przewlekły bój pod Baranowiczarni. Jed- 
nocześnie rozpoczął marsz na Wilno 
ppłk Belina, wychodząc z rejonu Papierni 
i omijając Lidę od zachodu i północy. 
W ślad za kawalerią ruszył gen. Śmigły- 
Rydz z trzema batalionami piechoty le- 
gionowej i dwiema bateriami artylerii. 
Ostatecznie doszło niemal do całkowi- 
tego otoczenia Lidy, gdyż w nocy z 15 na 
16 kwietnia polski oddział partyzancki 
przerwał tor kolejowy na rzece Gawii 
na linii Lida-Mołodeczno. Zerwano też 
tor na Wilno na przejeździe Bastuny- 
Woronowo. Spodziewane jednak już w 
pierwszym dniu opanowanie. Lidy nie 
udało się. Silny opór nieprzyjaciela zo- 
stał złamany dopiero w dniu następnym, 
kiedy Komendant rzucił do rozstrzyga- 
jącego natarcia dwa nowe bataliony i sam 
osobiście udał się na linię bojową. W 
dniu 17 kwietnia rano Lida została zdo- 
byta, a sowieckie oddziały uchodziły na 
wschód. Wysłany im z pomocą pociąg 
pancerny nie dojechał na skutek uszko- 
dzenia toru. 
Pod rządami czerwonych wystąpiło 
w całej pełni niebezpieczeństwo niszcze- 
nia wszelkich kryteriów moralnych, 
anarchizacji życia, podważania podsta- 
wowych norm współżycia społecznego, 
opartych na etyce chrześcijańskiej. Były 
to objawy choroby, pierwsze i sporadycz- 
nie dostrzegalne, które można by na- 
zwać zbolszewiczeniem obyczajowym i 
moralnym. Było to dążenie do tego, aby 
ludzie sami dla siebie stawali się wroga- 
mi, wzajemnie ograbiali się, niszczyli w 
imię tego, że ktoś ma lepsze gospodar- 
stwo, konie, kożuch, buty. A nad tym 
wszystkim stał ktoś, komu wcale nie za- 
leżało na szczęściu człowieka, ile raczej 
na tym, aby wszystkich trzymać za gar- 
dło, szczuć na siebie i w ten sposób 
umacniać swą władzę i realizować swe 
cele. 
Po okupacji niemieckiej i wyniszcza- 
jącym komunizmie bolszewickim należa- 
ło dać ludności tej skołatanej ziemi zu- 
pełnie nowe podstawy praw, opartych 
na szerokich zasadach demokratycz- 


nych, na poczuciu stabilności, zaufaniu 
do przedstawicieli władz, przekonaniu, 
że wraz z wojskiem polskim wkracza na 
te tereny nowa era. Że nie usuwając, a 
wręcz przeciwnie, powołując ludzi miej- 
scowych, znanych i szanowanych, do 
urzędów, administracji i tworzącego się 
samorządu, uwzględnia się wszelkie aspi- 
racje narodowościowe Litwinów, Biało- 
rusinów, Rosjan i Żydów, Tatarów i 
Karaimów, zgodnie z tradycją Rzeczy- 
pospolitej Wielu Narodów. Na ziemiach 
na których kursowało wtedy dziewięć 
różnych walut, rodzajów pieniędzy, trze- 
ba było ustalić stosunki finansowe, gdzie 
zanikło poczucie prawa, trzeba było 
ustalać prawo. llzeba było organizować 
oświatę i szkolnictwo w formie po- 
wszechnej, wskrzeszać zniszczone rolnic- 
two, zdewastowane obszary leśne. 
Całe gminy, o spalonych wsiach, ist- 
niały tylko na papierze, miasteczka po- 
znikały z krajobrazu tych ziem. Brak było 
ziarna na siew, narzędzi i inwentarza na 
uprawę roli, a raczej kilkuletnich odło- 
gów. Ogólne wyczerpanie ludzi. zarów- 
no fizyczne jak i psychiczne, stwarzało 
dodatkowe trudności. 
Pomimo tego ogromu zniszczeń, 
tworzącego jakby krajobraz po bitwie, 
Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich po- 
trafił zrobić bardzo wiele, szybko i umie- 
jętnie tworząc sprawną administrację, 
rozwijając aparat państwowy i co naj- 
ważniejsze, przyciągając miejscową lud- 
ność do współpracy politycznej, społecz- 
nej i gospodarczej. Ziemie te miały 
zresztą jakąś pokoleniową zdolność do 
odbudowy po wojennych kataklizmach, 
najazdach moskiewskich, zalewie wojsk 
Chowańskiego. Ledwie pokój nastawał 
w okolicy, już jakby pogodniejsze niebo 
jaśniało nad zniszczonymi zaściankami i 
wychodziło się z pługami w pole, aby 
głodem ni.
 trzeba było przymierać. 
Wojny, zniszczenia i odbudowa były nie- 
jako tradycją tych ziem. Były też jeszcze 
inne trwałe wartości kresowej ludności 
- poczucie wspólnoty i wiary w przetrwa- 
nie. 
Miarą prężności i rozmachu dzieła 
odbudowy było wskrzeszenie dnia 11 
października 1919 roku uniwersytetu 
wileńskiego. Dano mu miano jego zało- 
życiela - Stefana Batorego. Odżyła więc 
ta najdalej na wschód wysunięta placów- 
ka polskiej nauki i kultury, placówka o 
najpiękniejszych tradycjach filomackich, 
myśli narodowej i społecznej, romanty- 
zmu i myśli filozoficznej. Inicjatorem 
wskrzeszenia uniwersytetu był sam Na- 
czelnik Państwa, Józef Piłsudski. Uni- 


wersytet Stefana Bat
)fego leżał mu 
szczególnie na sercu. Zyjąc wraz z swą 
rodziną więcej niż skromnie, stale wspo- 
magał go materialnie, przeznaczając na 
jego rozwój część swych poborów. Nie 
było to zresztą jedyne źródło ofiarności 
Marszałka. Sporo też łożył na inwali- 
dów i sieroty po poległych legionistach i 
żołnierzach wojska polskiego. Nigdy i 
przy jakiejkolwiek okazji nie jest za wiele 
o tym mówić i przypominać. 
Tymczasem jednak wojna toczyła się 
dalej, wciągając po obu stronach coraz 
większe siły. Na Polesiu, na odcinku gru- 
py gen. Listowskiego podjęte zostały 
działania zmierzające do opanowania 
węzła kolejowego Łuniniec (na wschód 
od Pińska). Nie przyniosły jednak suk- 
cesu i ostatecznie linia frontu ustabili- 
zowała się tu na rzece Jasiołda i na Ka- 
nale Ogińskiego, a jedynie na południe 
od Prypeci słabsze jednostki polskie zdo- 
łały wysunąć się poza górny bieg Styru. 
Doszło też do pewnych zmian w organi- 
zacji dowodzenia. Generał Listowski do- 
wodził nadal odcinkiem poleskim, któ- 
ry lewem skrzydłem dochodził do zej- 
ścia Kanału Ogińskiego z górną Szcza- 
rą. Rozległy natomiast odcinek od Ba- 
ranowicz włącznie i dalej na północ two- 
rzył front litewsko-białoruski podległy 
generałowi Szeptyckiemu i podzielony 
na cztery pododcinki, obsadzone przez 
cztery grupy: gen. Mokrzeckiego w rejo- 
nie Baranowicz, gen. Lasockiego w re- 
jonie na wschód od Nowogródka, płk. 
Zarzyckiego w rejonie na wschód od 
Lidy i wreszcie gen. Śmigłego siłami roz- 
winiętymi szerokim łukiem w kierunku 
wschodnim, północnym i częściowo za- 
chodnim od Wilna. Zadaniem frontu 
była też obserwacja Litwy i znajdujących 
się tam wojsk niemieckich. Współdzia- 
łały w tym zadaniu oddziały grupy płk. 
Dziewulskiego, skoncentrowane na za- 
chód od linii kolejowej Wilno-Grodno 
oraz oddziały twierdzy kawalerii i nęka- 
nia nieprzyjaciela wypadami; obsada 
frontu północnego miała przez pewien 
okres charakter linii kordonowej. Samo 
pojęcie grup operacyjnych było bardzo 
względne, zarówno pod względem siły 
żywej, jak też organizacji sztabu, apara- 
tu dowodzenia, środków łączności. Czę- 
sto dowódca grupy posiadał w sztabie 
jeden stary samochód i musiał sobie ja- 
koś radzić, Pomimo dużej pracy kwater- 
mistrzowskiej i całego społeczeństwa, 
wojsko nasze nadal znajdowało się w 
bardzo ciężkich warunkach. Uzbrojone 
niejednolicie, ze słabą artylerią i dużymi 
brakami amunicji, źle zaopatrzone, w 
dalszym ciągu często bez taborów, kuch- 
ni polowych i ciepłego umundurowania 
i butów przed nadchodzącą jesienią, prze- 
bywało na terenach biednych i wyniszczo- 
nych, gdzie głodne, wynędzniałe dzieci 
oczekiwały od żołnierza kawałka chleba. 
I trzeba było się nim dzielić. 


c.d.n. 


II
		

/wr_2001_nr1_063000016_0001.djvu

			Jerzy Brzozowski 


Wokół białoruskiei rocznicy 200-lecia 
urodzin Adama Mickiewicza i o innych 
nowogródzkich ciekawostkach 


ZOfIA :.", ,,. . 


IIPRESJE CZOMBROWSKlE 


(
.

) 12 


l. \\st'rP 
Tak się złożyło, że ze względów oso- 
bisto-rodzinnych od trzech lat corocz- 
nie podróżuję w asyście rodziny do Zie- 
mi Nowogródzkiej, gdzie w naszych b. 
majętnościach Izabelinie i Czombrowi- 
nie, porządkujemy i podejmujemy sta- 
rania zabezpieczenia n. cmentarzy ro- 
dzinnych. Przy okazji także pielgrzymu- 
jemy po dawnych swoich śladach opusz- 
czonej, a niegdyś naszej Ziemi. 
W czasie tych wędrówek nawiązali- 
śmy ciekawe kontakty i stosunki, nawet 
przyjazne, z tamto młodą i nie bardzo 
młodą inteligencją białoruską z rezer- 
wą nastawioną do panującego reżimu. 
Niebagatelną przyczyną - okazją w 
zapoczątkowaniu tych znajomości sta- 
ła się wydana w 1997 roku, staraniem 
tut. Towarzystwa Miłośników Wilna i 
Ziemi Wileńskiej, książeczka autorstwa 
mojej żony "Impresje Czombrowskie". 


2. Ogólnie o l\owogr6dku i muzeach. 
Miasto Nowogródek na rocznicę 
200-lecia urodzin Wieszcza, w swoim 
centrum wypiękniało pod każdym 
względem. Wygląda estetycznie, zadba- 
ne, ze świeżymi elewacjami domów, 
nowymi chodnikami, jezdnią ulic, a tak- 
że z dużą ilością zadbanej zieleni, nie 
zniszczonej bezmyślnym wydeptywa- 
niem nowych ścieżek. 
Nowogródek może poszczycić się 
dwoma muzeami: 
- Mickiewiczowskim, usytuowanym w 
ładnym parku i zrekonstruowanym 
domu Mickiewiczów; 
- Historyczno-Regionalnym w rogu 
Rynku w starej kamienicy. 


12 


Pierwsze jest pod opieką głównie 
tamto Polonii, a ubóstwo eksponatów 
jest rekompensowane przez oprowa- 
dzające osoby całkiem udanymi, co 
prawda przydługimi, deklamacjami 
utworów Mickiewicza. 
Drugie posiada kierownictwo i per- 
sonel białoruski. Prezentuje w ekspo- 
zycjach tematykę od czasów Wielkiego 
Księstwa Litewskiego po czasy wspó- 
łczesne. Jest tam szeroko rozumiana 
historia tej Ziemi z prezentacją doku- 
mentów i regionalnych eksponatów. 
Na czele tego muzeum stoi p. Tama- 
ra Wierszycka, samouk języka polskie- 
go, a także władająca biegle angielskim i 
rosyjskim, daleka od nacjonalistyczno- 
komunistycznych poglądów, realizuje 
własną politykę prawdy o tej Ziemi. 
Wsparcie znajduje w swoim perso- 
nelu i miejscowej postępowej społecz- 
ności. Z nią to od kilku lat prowadzę 
ożywioną korespondencję, odkrywamy 
prawdy życia, na które mamy zbieżne 
poglądy. Nić sympatii i wzajemnego 
zrozumienia z każdym listem staje się 
coraz mocniejsza. 


3. "Pan Tadeusz" i Sonety. 
W związku z 200-leciem urodzin 
Wieszcza, miniony rok 1998 został 
przez władze w Mińsku promowany na 
Białoruski Rok Kultury, którego sym- 
bolem zostało gęsie pióro w wieńcu 
kwiatów. 
W ramach tego "Roku" ukazały się 
wydane w Mińsku 1998 r. dwie pozycje: 
- "Pan Tadeusz" w trzech językach 



 
 
 

 
 
 

"-..... -. 
s::

 

 
 
 


słowiańskich (polski, rosyjski, białoru- 
ski), wydany w jednym wspólnym tomie, 
z kolorowymi rycinami narodowego 
malarza Białorusi, Wasyla Szarangowi- 
cza, opatrzony wstępem Jazepa Janusz- 
kiewicza pt. "Iliada Nowogródzka". 
- Sonety - wszystkie - w ilości 45 utwo- 
rów, w tym: tzw. erotyczne 22, krymskie 
18 i sonety różnego czasu 5, w dwu ję- 
zykach: polskim i białoruskim, tłuma- 
czone i opatrzone komentarzem przez 
Włodzimierza Marchelę i Irynę Bezda- 
nową, wydane w pięknej szacie graficz- 
nej zaprojektowanej i wykonanej przez 
Antoniego Każanojskiego. 
Oba te dzieła, którymi zostałem ob- 
darowany przez moich już dobrych bia- 
łoruskich znajomych, są opatrzone in- 
deksami białoruskim i polskim, a więc 
należy rozumieć, że są wspólnym do- 
konaniem wydawniczym obu stron. 
A teraz słów kilka od strony wydaw- 
niczej, j
k i treści komentarzy autor- 
stwa białoruskiego. 
Teksty polski i rosyjski "Pana Tade- 
usza" pochodzą z wcześniej wydanych 
zbiorów dzieł A. Mickiewicza przez ofi- 
cynę "Czytelnika" z 1995 r. i Państwo- 
we Wydawnictwo Literatury w Moskwie 
z 1949 r. Oba te teksty zostały podane 
w dosłownym brzmieniu tych wydaw- 
nictw bez redakcyjnych zabiegów. 
Natomiast tłumaczenie białoruskie 
w wykonaniu Piotra Bitela, wychowan- 
ka Seminarium Nauczycielskiego w 
Wilnie (1925-1931), to już cała epopea 
ludzkiego uporu i zarazem tragizmu, 
jaki zgotował ludziom stalinowski sys- 
tem represyjny. P. Bitel, jako nauczyciel 
języka niemieckiego w Wołożynie, jest 
w 1950 r. aresztowany i zesłany na Sy- 
bir. W latach 1953-1955 tłumaczy "Pana 
Tadeusza" z polskiego egzemplarza 
poezji Wieszcza przysłanego do wspó- 
łwięźnia z Warszawy, dopingowany do 
tego wysiłku przez towarzyszy niedoli. 
Tłumaczenie w języku hiałoruskim 


" 


, 


. 


. 
I 


" 


Dom Mickiewiczów
		

/wr_2001_nr1_063000017_0001.djvu

			rodzi się pomiędzy wyrębem lasu w taj- 
dze a pracą w kopalni miedzi. Pisze ka- 
wałkiem ołowianego drutu, a atrament 
to rozcieńczona jodyna, wynoszona z 
lazaretu. Papier pozyskuje z worków po 
cemencie, a złapany w nocy na tej nie- 
dozwolonej pracy, otrzymuje trzy dni 
karceru. 
To tłumaczenie, największy trud ży- 
cia Bitela, ten pomnik łagrowy, ujrzał 
"światło" maszyny drukarskiej dopie- 
ro dzięki rocznicy 200-lecia urodzin 
Adama. Oczywiście w tym przypadku 
niezbędna była pomoc redaktorska. 
Oba komentarze, poza treścią zwią- 
zaną z życiorysem Poety i literacką ana- 
lizą utworów, posiadają mocno zaryso- 
wane akcenty białoruskiej tożsamości 
narodowej, pozbawionej jednak szowi- 
nizmu nacjonalistycznego. 
Podkreślane jest m.in. to, że Biało- 
rusini, jako spadkobiercy Wielkiego 
Księstwa Litewskiego, mają prawo do 
posługiwania się nazwą Litwa i do her- 
bu "Pogoni". 
Nowogródczyzna jest bezsporną 
Ziemią Białoruską, która trafiła do 
Rosji w XVIII wieku w wyniku zbrod- 
niczych rozbiorów Królestwa Obojga 
Narodów. 
Autorzy komentarzy jednoznacznie 
stwierdzają, że ta Ziemia jest ojczyzną 
Adama Mickiewicza z racji urodzenia, 
a także "nieśmiertelnego arcydzieła o 
naszym pięknym Kraju w języku pol- 
skim", a Wieszcz zostanie umieszczony 
w panteonie twórców białoruskich z 
chwilą gdy Białoruś w niedalekiej przy- 
szłości zajmie należne jej miejsce wśród 
innych narodów. 
Do twórców tych zaliczani są także 
Słowacki, Krasiński, Norwid, Orzesz- 
kowa i wiele innych wywodzących się z 
Ziemi Białoruskiej. 
To szukanie swoich korzeni w kultu- 
rze zachodniej przejawia się także w sze- 
regu innych inicjatyw i poczynań. 
Zacząć więc należy od p. Tamary 
Wierszyckiej i kierowanego przez Nią 
muzeum. 
Jednym z ważniejszych tematów do 
prezentacji na dziś i w najbliższej przy- 
szłości jest według p. Dyrektor (tu po- 
służę się Jej listem z dnia 29.10.97 skie- 
rowanym do b. nowogródzianki p. Ma- 
rii Skotnickiej-Skarzyńskiej ze Srenia- 
wy k/Grójca), "stworzenie wystawy po- 
święconej prezentacji tradycji i trwało- 
ści zasad moralnych, jakie sprzyjały for- 
mowaniu wysoko wykształconych i pa- 
triotycznie nastawionych jednostek na 
Ziemi Nowogródzkiej, wywodzących się 
z szeroko rozumianej społeczności szla- 
checkiej. 
Tej zamożnej ze swoimi dworami, 
nieraz z bardzo bogatą substancją ma- 
terialną, jak Szczorse Chreptowiczów, 
Worończa Niesiołowskich, Mierzejew- 
skich, Czarnowskich i z tą warstwą śred- 
nio zamożnego ziemiaństwa jak Czom- 


brów Karpowiczów, Ostaszyn Bułha- 
ków, bądź tej szlachty zubożałej, wywo- 
dzącej się z zaścianków i okolic. 
Mówić o tym będą zdjęcia siedzib, 
ich właścicieli ocalałe dokumenty ro- 
dowe, przedmioty, publikacje, wszyst- 
ko to co pozwoli pokazać tę niepowta- 
rzalną atmosferę całego układu życia, 
jaki kształtował ówczesnych ludzi i stwo- 
rzył - dzięki zagęszczeniu siedzib szla- 
checkich - fenomen Nowogródczyzny". 
List swój kończy prośbą o pomoc 
nowogrodzian w pozyskaniu materia- 
łów, co spotkało się z pozytywnym od- 
zewem niektórych b. tamtejszych miesz- 
kańców. 
Pozwoliło to na rocznicowy Rok Mic- 
kiewiczowski, przygotowanie jedynie 
małej ekspozycji pt. "Oni stworzyli ob- 
raz Kraju", stanowiącej prolog do za- 
mierzonej wystawy, co ma nastąpić po 
skompletowaniu większej ilości zbio- 
rów. 
Jednym z akcentów tej ekspozycji są 
fotografie z poprzednio wspomnianych 
"Impresji Czombrowskich", jak i sama 
książeczka. 
Z innych zamierzeń p. Dyrektor i 
muzeum związanych z rocznicą 200-le- 
cia urodzin Poety jest wydanie perio- 
dyku historyczno-literackiego pt, "Zie- 
mia Nowogródzka" w dwu językach: 
białoruskim i polskim. 
Stronę tytułową pierwszego nume- 
ru (1/99) zdobią na tle twarzy "Wiesz- 
cza" trzy fotografie historyczne tej kla- 
sy społecznej, która na Białorusi już nie 
istnieje. 
Są to zdjęcia z początku XX w. Iza- 
belli Lubańskiej z d, Mierzejewskiej na 
tle dworu w Worończy od strony ogro- 
du oraz grupy osób z rodziny Karpowi- 
czów, jedno na łódce na Świtezi, dru- 
gie na ganku w Czombrowie. 
Opóźnienia w druku tego periody- 
ku nie pozwoliły tam na miejscu na 
poznanie niewątpliwie ciekawej jego 
treści. 
Na zakończenie słów kilka o jeszcze 
jednej rewelacji nowogródzkiej, o dzia- 
łającej tam Fundacji im. Stefana Bato- 
rego, a także o ludziach kierujących tą 
fundacją, \'. 'pieranej przez węgierskie- 
go finansistę Sorósa. 
Fundacja ta, która działa w pań- 
stwach środkowowschodniej Europy, 
stawia za cel.promowanie różnych form 
działalności kulturalnej, badań nauko- 
wych, finansowanie stypendiów itp. 
W Nowogródku jej agendy mogli- 
śmy poznać dzięki p. Thmarze Wierszyc- 
kiej i spędzić kilka dni w towarzystwie: 
- p. Tatiany Cariuk - dyrektorki tamto 
oddziału fundacji po ukończonych stu- 
diach poligraficznych, 
- p. Larysy Buchalenko - zastępczyni 
WW., lekarza, która ze względu na swoje 
przekonania polityczne nie może pra- 
cować w zawodzie. 
Otóż ta fundacja realizuje nie tylko 


tematykę kulturalną, ale działa także na 
polu gospodarczym i organizacyjnym. 
Działalność swą kieruje na stwarzanie 
warunków do powstania i rozwoju bia- 
łoruskiej inteligencji, a także i elit, pre- 
dysponowanych do sprawowania i kie- 
rowania życiem politycznym, gospodar- 
czym i kulturalnym Kraju. 
Dla tych celów realizowane są zada- 
nia: 
- założenie i prowadzenie Towarzy- 
stwa Filomatów, liczące już kilkunastu 
członków z programem samokształce- 
nia; 
- powołanie przy tym Towarzystwie 
sekcji dziecięco-młodzieżowej o dziw- 
nej nazwie "Zielona Krowa", która ma 
na celu opiekę, pomoc w nauce, wy- 
kształceniu i wszechstronnym rozwoju 
uzdolnionych dzieci i młodzieży; 
- zakup i adaptacja kamienicy w Ryn- 
ku na dom pracy twórczej; 
- budowa turystycznego hoteliku 
młodzieżowego na Wzgórzu Zamko- 
wym dla licznych wycieczek; 
- wspieranie muzeum, które dla nie- 
których swoich zamierzeń nie posiada 
środków państwowych. 
Działalność Fundacji przebiega w 
utrudnieniu, nie cieszy się bowiem po- 
parciem władz, ale jest tolerowana. 
Spotkanie i nawiązanie przyjemnej 
znajomości przez nas z obiema Pania- 
mi z Fundacji i ich młodymi córkami, 
dało obu stronom dużo satysfakcji i 
obopólnego zadowolenia. Panie te z 
dużym zainteresowaniem poznały nas 
jako przedstawicieli tej grupy społecz- 
nej, której nie znały w ogóle i która na 
Białorusi nie istnieje. Toteż nie tylko 
rozmowom nie było końca, ale także 
mieliśmy i tę przyjemność, że obie Pa- 
nie towarzyszyły nam w naszym piel- 
grzymowaniu, wożąc swoimi samocho- 
dami i uczestnicząc w naszym przeży- 
waniu wspomnień. 
Urokliwym przeżyciem w tych pod- 
różach był wyjazd wieczorem nad Świ- 
teź i podziwianie piękna jeziora w księ- 
życowej poświacie z "dwoma księżyca- 
mi", a potem powrót nocą przez mgiel- 
ne tumany w dolinach drogi, takie, ja- 
kie są tylko w tym falistym krajobrazie 
nowogródczyzny. 
Traktowały nas, jako tych, do któ- 
rych ta Ziemia n. Ojców również nale- 
ży. 
I właśnie, dzięki takiemu otwarciu 
tych Pań, jako przedstawicieli nowego 
pokolenia Białorusi, do grona których 
zaliczam również p. Tamarę Wierszyc- 
ką, nie zatrutego jadem komunistycz- 
nej nienawiści, poczułem się po raz 
pierwszy, od kiedy dam podróżuję, a 
myślę, że moi krewniacy również, nie 
jako "persona non grata", ale jako oby- 
watel tamtych stron, dla którego ludo- 
we porzekadło, że "Lepiej wodę pić z 
Niemna niż za morzem wino", stało się 
znowu swojskie i bliskie sercu. 


13
		

/wr_2001_nr1_063000018_0001.djvu

			Julia Kryszewska 


Ze wspomnień nauczyciela ięzyka polskiego w Wilnie 
w latach 1906-1919 


W myśl zasłyszanego zdania: wszyst- 
ko jest ważne, co Wilno stanowi, zajrza- 
łam do grubego zbioru artykułów mego 
ojca prof. Stanisława Cywińskiego. Zna- 
lazłam tam wiele interesujących mate- 
riałów, które warto wykorzystać w "Wi- 
leńskich Rozmaitościach", służących 
pamięci naszego utraconego miasta. 
Dziś przywołam wspomnienia nauczy- 
ciela języka polskiego w szkołach rosyj- 
skich w latach 1906-1915. 
Jak wiadomo, język polski wprowa- 
dzono do szkół wileńskich dopiero od 
roku 1906, oczywiście jako przedmiot 
nadobowiązkowy, z którego mogli ko- 
rzystać wyłącznie uczniowie Polacy, któ- 
rych polskość nie mogła być przez niko- 
go kwestionowana. Lekcje te odbywały 
się poza trybem szkolnym, albo przed, 
albo po normalnych godzinach. Pobie- 
rano za nie od uczniów dodatkową opła- 
tę w ilości 5 lub 6 rubli rocznie. 
Pierwszymi nauczycielami w średnich 
szkołach wileńskich byli: Gerard Uzię- 


'\. 


ł 



 


. . 


..
 


li 


"'t 


Stanisław Kościałkowski 


Stanisław Cywiński 
lol 


;0 
.... 

 , 
. -'t , ł .. 
I II .. 
I Ił r 
, -, 

 t' 
1 I 
. tj
 
I- i 
\ 
,. 
 
. 


bło, Stanisław Kościałkowski i Stanisław 
Cywiński. Oprócz nich w szkołach żeń- 
skich oraz w klasach niższych gimnazjów 
męskich wykładało kilka pań - później 
nauczycielek już w szkołach polskich. 
Lekcje języka polskiego stanowiły dla 
nauczycieli okazję do pracy wdzięcznej i 
miłej. Młodzież, przeważnie, garnęła się 
chętnie i rzetelnie brała się do nauki, 
chociaż rygoru szkolnego w uczęszcza- 
niu na lekcje języka polskiego nie było. 
Niezmiernie rzadko zdarzało się, by któ- 
ryś z uczniów opuścił te lekcje. 
Stosunek władz szkolnych do lekcji 
języka polskiego w rozmaitych szkołach 
był różny. Oczywiście, najgorzej było w 
szkołach rządowych, gdzie na przykład 
nauczyciele języka polskiego rzadko byli 
zapraszani na rady pedagogiczne. Jedną 
z takich rad opisuje Stanisław Cywiński. 
Było to w szkole realnej na Pohulance 
(później gmach Gimnazjum im. Króla 
Zygmunta Augusta). Wjesieni r. 1913 na- 
stał noHry dyrektor, niejaki Marikow. Na 
początku roku szkolnego zażądał od na- 
uczycieli programów, a dla analizy progra- 
mu z języka polskiego zarządził specjalną 
radę pedagogiczną. Gdy wchodziłem na 
salę, zwrócił się do mnie: 
- A oto winowajca kłamstwa. 
Nie mogłem zrozumieć, o co chodzi. Do- 
piero po pewnym czasie Hryjaśnilo się, że w 
programie umie1cilem NOlWida, o kJórym, 
oczywiście, nauczyciele Rosjanie nie słyszeli i 
uznali go za osobnika podejrzanego. 
- Nu, tak my etawo NOlWida Hrybrosim 
- zdecydował dyrektor. 
Inspektorem w szkole realnej w la- 
tach 1900-1913 był Iwan MakariewiczD., 
skądinąd dobry pedagog, ale polakożer- 
ca zaciekły. Powtarzał ciągle, że jako in- 
spektor nie ma nic przeciwko wykładom 
języka polskiego (bo takie zezwolenie 
wyszło z góry), ale jako nauczyciel języ- 


..\ 


I
 


ka rosyjskiego uważał język polski za 
szkodliwy. Nie było tygodnia, by ucznio- 
wie uczący się języka polskiego nie skar- 
żyli się, że Iwan Makariewicz postawi im 
dwójkę z rosyjskiego, jeżeli nie zrezygnu- 
ją z polskiego. Niejednokrotnie wyma- 
gało to wyjaśnień u dyrektora szkoły, a 
nawet poddanie ucznia dodatkowemu 
przepytaniu z rosyjskiego, aby wykazać, 
że zasługuje na trójkę. 
Tenże inspektor pogardliwie porów- 
nywał naukę języka ojczystego do nauki 
szewstwa. 
- Ostatecznie jedno i drugie w życiu 
nie zaszkodzi - mawiał. 
Często też podsłuchiwał uczniów na 
przerwach i w szatni, czy nie mówią po 
polsku, ponieważ "w ścianach szkoły ro- 
syjskiej nie wolno mówić w obcym języ- 
ku". 
W szkołach rosyjskich była wyraźna 
hierarchia nauczycieli. Oczywiście, na- 
uczyciele języka polskiego zajmowali 
miejsce ostatnie, poniżej nauczycieli śpie- 
wu i gimnastyki, przy tym nie określano 
ich jako nauczycieli, a osobliwym zwro- 
tem, nie dającym się przetłumaczyć do- 
słownie, jako "lico prepadajuszczaje pol- 
ski jazyk" - czyli "osoba podająca język 
polski". Naturalnie, nie mieli oni prawa 
głosu na radach pedagogicznych, co 
dyrektor często przypominał. 
Pod względem materialnym lekcje 
języka polskiego opłacane były bardzo 
słabo i bardzo niedbale. Nie liczono do- 
kładnie odpracowanych godzin, zwleka- 
no z wypłacaniem pensji. 
W sumie jednak omówione tu wspo- 
mnienia nauczyciela nie wzbudzają re- 
fleksji pesymistycznych. Lekcje polskie- 
go w owym czasie u początku XX wieku 
nie były już syzyfową pracą. Polskość 
Wilna umacniała się, a nauka języka oj- 
czystego przynosiła wyraźne owoce. 


'r 


I 


. """- 


" 
-. " 


'......: ..... 


::-- 
.. 


. . 


Gmach Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta.
		

/wr_2001_nr1_063000019_0001.djvu

			Kazimierz Zukowski 


Moie lekcie polskiego 
Lata dwudzieste w Wilnie 


Moje lekcje polskiego - począwszy od 
abc aż po wstąpienie do ośmioklasowe- 
go gimnazjum - odbywały się w domu. 
Nauczycielką była Matka. Kwalifikacje Jej 
były bezsporne, gdyż jeszcze w czasach 
panieńskich opracowała polski elemen- 
tarz i nauczała na tajnych kursach. Dzia- 
ło się to w mieście, w którym uliczne pla- 
katy napominały, że "po polskie goworit' 
wospreszczajetnia". Ale wtedy, gdy ja za- 
czynałem sylabizować, była juz Polska i 
Matka uczyła dziewczęta literatury w 
Seminarium Nauczycielskim im. Królo- 
wej Jadwigi. Mnie uczyła w domu. 
Nie pamiętam, jak odbywały się lek- 
cje, ale sprawiły, że wkrótce stałem się 
zachłannym czytelnikiem, a nawet "bi- 
bliofilem". Pamiątką tych czasów są za- 
chowane z wojennego pogromu Kate- 
chizm polskiego dziecka Władysława Be- 
łzy z gwiazdkową (1921) dedykacją dla 
sześcioletniego "najdroższego synka" 
oraz Bajarz polski Glińskiego, w wyda- 
niu którego (w rok po odzyskaniu Nie- 
podległości) mieli udział moi Rodzice. 
Oczywiście, nie zachował się założo- 
ny przez Matkę, a potem samodzielnie 
przeze mnie przez wiele lat prowadzony 
dzienniczek lektur. Czytałem dużo, ale 
było co czytać, były ku temu nieograni- 
czone możliwości. Wspominam częste 
odwiedziny w dużej i bogatej Księgarni 
Św. Wojciecha. Kierownik. p. Żynda, 
pozwalał myszkować między regałami z 
niezmiernym bogactwem interesujących 
mnie nowości. Dziś jeszcze pamiętam 
ulubionych autorów, tytuły, widzę sepio- 
we ilustracje i czuję zapach farby dru- 
karskiej wypełniającej magazyny księgar- 
ni. Wspominam również czytelnię Ma- 
cierzy Szkolnej im. Tomasza Zana (kto 


Bolesław Żynda 


. 


" 


frr 


--.........-- 


....' 


ł 


- 


Teatr na Pohułance 


dziś wie, co to była "Macierz Szkolna"?). 
Na prośbę Rodziców, którzy "udzielali 
się" w tej organizacji, kierowniczka czy- 
telni, p. Ludwika Ruszczyc, pozwalała 
mi zabierać do domu na niedziele kolej- 
ny tom historycznych powieści Przybo- 
rowskiego czy Kraszewskiego. Teraz, z 
perspektywy czasu, rozumiem, że to 
wszystko stanowiło sterowane przez 
Rodziców lekcje polskiego, lekcje histo- 
rii, czyli po prostu lekcje Polski. Do tych 
wspomnień muszę dorzucić "Iskry", ty- 
godnik dla młodzieży, który nie miał 
sobie równego przedtem ani potem. 
"Iskry" bawiły, uczyły, wychowywały, 
otwierały przed nami świat. Dlaczego 
nie doczekały się monografii, dlaczego 
nikt nie podjął tematu doktorskiego o 
twórcy "Iskier", redaktorze-pedagogu 
Kopczewskim? 


Czesław Zgorzelski 


Do gimnazjum poszedłem chyba nie- 
źle przygotowany, lektury szkolne były 
w zasięgu ręki, w biblioteczce Matki, te 
ciekawsze już czytane, a czasem dysku- 
towane. Były tam również tomy historii 
literatury: Chrzanowski i Tarnowski, 
Kleiner i Pigoń, ale na razie do nich nie 


.... . 

. 
r- ,,, 
f	
			

/wr_2001_nr1_063000020_0001.djvu

			przez nas samych za najważniejsze. Po- 
lonista, niewątpliwie dyskretny inicjator 
Kółka Literackiego, nie miał natomiast 
nic wspólnego ze stworzeniem pisemka 
międzyszkolnego "Rzeczpospolita 
Szkolna". 
Spora grupka chłopców i dziewcząt 
chyba z sześciu gimnazjów wpadła na 
pomysł, aby wydawać miesięcznik i to bez 
protektorów z zewnątrz i ich finansowej 
pomocy. "Rzeczpospolita Szkolna" wy- 
chodziła prawie przez dwa lata, wypeł- 
niana prozą i wierszami, humorem i li- 
ryką, redagowana, administrowana i 
kolportowana przez zespół zapaleńców 
aż do czasu przygotowań maturalnych. 
Można tu dodać, że szkolny miesięcznik 
recenzował szkolnymi piórami szkolny 


teatr organizowany dorywczo przez inną 
grupę zapaleńców: naśladownictwo 
modnych wówczas rewii. Oprócz ske- 
czów, przebojów ze słowami kolegów, 
znajdowaliśmy w nich miejsce dla litera- 
tury. Pamiętam przejmujące recytacje 
Dwóch wiatrów Tuwima, Butów Kiplinga 
i wiele innych. 
Potem przyszła matura. Skończyły się 
szkolne i pozaszkolne lekcje polskiego. 
Nikt z mojej klasy nie poszedł na filolo- 
gię. Ale przecież nie o to chodziło. A ja 
wspominam tamte czasy z żalem, że 
memu synowi i wnukowi takie lekcje 
polskiego nie są dane. 
J jeszcze post scriptum. Chodzi o ję- 
zyk, czyli o umiejętność poprawnego 
mówienia i rolę lekcji polskiego w jej 


opanowaniu. Miałem w,klasie polskie- 
go gimnazjum kolegów Zydów, Rosjan, 
Niemca i Tatarów; uczyli się razem syn 
profesora i syn dozorcy domu, synowie 
lekarzy, sklepikarzy i robotników. Wszy- 
scy mówiliśmy poprawnie, oczywiście z 
kresową melodią i z prowincjonalizma- 
mi. To było naturalne, byliśmy przecież 
uczniami szkoły średniej, in spe inteli- 
gentami. Ci "słabsi z domu" podciągali 
się do mocniejszych w poprawnym mó- 
wieniu, podobnie jak to robili, jeśli cho- 
dzi o opanowanie elementarnych form 
zachowania się i współżycia. Umiejęt- 
ność przychodziła sama przez się, cho- 
ciaż szkoła niewątpliwie miała w tym swój 
duży udział. 


Na nasż apel do pań pełniących w latach II wojny światowej funkcje łączniczek na Kresach Płn.-Wsch (opublikowany w nr 6/ 
62/ str, 12 "WiJ. Rozm." oraz w "Pamiętniku Okręgu Wileńskiego ŚZŻAK" nr 12 str. 23 i powtórzony w nr 13 str. 28) 
odpowiedziały, przysyłając bardzo ciekawe wspomnienia panie: 
Irena Baranowska-l}'man 
Jadwiga Hoppen-Zawadzka 
Monika Kunaszewska 
Krystyna Mackiewicwwna-Straczycka 
Maryna Mineyko 
Halina Sikorska-Tomicka 
oraz śp. Sabina Kalinowska-Korejwo (której wspomnienie przysłała p. Wanda Kiałka) 
Poza tym p. Modest Bobowicz, wieloletni redaktor "Szlakiem Narbutta" nadesłał drukowane w swoim czasie wspomnienia 
łączniczek (lub o ich pracy): 
Eleonory Cichockiej-Kolendo 
Izabelli Jasińskiej-Stankowskiej 
Heleny Nasuto-Woźniakowej 
Heleny Nik.icicz "Czarnej Magdy" 
Marii Sokołowskiej-Kwiatkowskiej 
Wszystkim wyżej wymienionym serdecznie dziękujemy i zachęcamy pozostałe panie (a jest ich przecież wiele!) do naślado- 
wania. 
Pamiętajmy, że nawet najdrobniejszewydarzenia,jak: doniesienie pod 
wskazany adres grypsu czy jakiejś innej konspiracyjnej korespondencji, 
przekazanie ustnych meldunków, przetransportowanie broni, amunicji 
itp. materiałów, doprowadzenie ochotników do powstających lub już 
istniejących oddziałów leśnych, zwłaszcza uzupełnione osobistymi prze- 
życiami i obserwacjami w sumie składają się na niezmiernie ważny doku- 
ment - rozdział utrwalający to, co robiły ówczesne łączniczki, wśród któ- 
rych były dojrzałe kobiety, ale większość stanowiły nastolatki, czasem 
nawet dziewuszki ledwie przekraczające 10. rok życia. A ta ich praca 
niejednokrotnie była większym bohaterstwem niż służba w brygadzie. 
Koncepcja redakcyjna książki Łqczniczki przewiduje rozwiązanie zbli- 
żone do wspomnień wychowanków Gimnazjum im. Króla Zygmunta 
Augusta w Wilnie (zob. Biblioteka Wileńskich Rozmaitości serii B nr 25). 
W związku z tym prosimy wszystkie autorki (także potencjalne) o dołą- 
czanie do swoich wspomnień własnych życiorysów oraz fotografii, moż- 
liwie najbliższych latom służby konspiracyjnej. Bardzo pożądane byłyby 
także inne fotografie, ilustrujące np. opisane wydarzenie czy jakieś inne 
fakty związane z wykonywanym zadaniem. Prosimy, aby na odwrocie 
wszystkich fotografii umieszczać napis: imię i nazwisko właścicielki oraz 
zwięzły podpis, jaki powinien figurować pod opublikowanym zdjęciem. 
Zapewniamy zwrot fotografii (na żądanie) listem poleconym. 
Wreszcie powtarzamy, aby żadna z autorek wspomnień nie krępowała 
się obiekcjami tyczącymi się formy. Jym problemem jak najbardziej dys- 
kretnie zajmie się redaktor książki. 
Szanowne Panie! Nie zwlekajcie! Książka musi opuścić drukarnię jesz- 
cze w tym roku, roku, który Zarząd Okręgu Wileńskiego ŚZŻAK uznał 
za Rok Łączniczek. 


16 


Łączniczki 


,. 


L.I Malinowski 



 



 


l 



 


tAc;rNł(.zt	
			

/wr_2001_nr1_063000021_0001.djvu

			Z prasy 


19.11.2000 r. zmarł w Warszawie w 
wieku 72 lat Stanisław Musiał-Pelczyń- 
ski, wilnianin, żołnierz AK, uczestnik 
operacji "Ostra Brama". . Prezydent 
Litwy Valdas Adamkus przyjął trzech li- 
terackich noblistów: Giintera Grassa, 
Czesława Miłosza i Wisławę Szymbor- 
ską oraz emigracyjnego litewskiego po- 
etę Tomasa Venclovę. Spotkali się oni w 
Wilnie, aby wziąć udział w dyskusji o 
pamięci Niemców, Polaków i Litwinów 
oraz o literaturze Europy Wschodniej i 
Zachodniej. Podczas tej dyskusji Cze- 
sław Miłosz powiedział m.in.: "Oczeku- 
je się tu ode mnie, że będę mówić same 
miłe rzeczy. Niestety, przyjeżdżając do 
Wilna, zawsze mam wrażenie, że trzeba 
tu chodzić jak po cienkim lodzie". . 
Podczas Warszawskich Spotkań Teatral- 
nych i lubelskich Konfrontacji odbył się 
kolejny już w Polsce nieoficjalny festiwal 
litewskiego teatru. . W Ponarach zo- 
stał odsłonięty i poświęcony nowy, me- 
talowy krzyż. W uroczystości uczestni- 
czyli ministrowie obrony Polski i Litwy 
Bronisław Komorowski i Czeslovas 
Stankeviczius. . Uruchomiono nowe 
połączenie kolejowe z Warszawy do 
Wilna, omijające Białoruś. Przejazd 
przez Suwałki, uakiszki, Mockavę (Mać- 
kowo) i Szestokai trwa około 11 godzin, 
czyli tylko nieco dłużej niż do tej pory 
krótszą drogą przez Kuźnicę Białostoc- 
ką i Grodno. . Księdzu Zbigniewowi 
Karolakowi, proboszczowi parafii Pod- 
wyższenia Świętego Krzyża w Brześciu, 


miejscowy sąd zakazał bezterminowo 
wjazdu na Białoruś. Ksiądz pracował w 
Brześciu od 1989 r. i zyskał wielkie uzna- 
nie wiernych. Adwokat ks. Karolaka za- 
powiada apelację. . W naj nowszym nu- 
merze "Bloku-Notesu Muzeum Litera- 
tury im. Adama Mickiewicza" została za- 
mieszczona praca białoruskiego histo- 
ryka Sergiusza Rybczonka. Przedstawia- 
jąc ustalenia, oparte na źródłach archi- 
walnych, dotyczące Majewskich herbu 
Starykoń, z których pochodziła matka 
Mickiewicza, autor udowadnia, że była 
to szlachta polska osiadła na Nowo- 
gródczyźnie już w połowie XVII wieku. 
Publikacja Rybczonka obala tezę o ży- 
dowskich korzeniach Majewskich, po- 
twierdza natomiast tatarskie pochodze- 
nie prababki Mickiewicza Barbary z Tu- 
palskich. . W 80. rocznicę zajęcia Wil- 
na przez generała Żeligowskiego udzielił 
wywiadu "Gazecie Wyborczej" Pranas 
Morkus, historyk, publicysta, przewod- 
niczący Towarzystwa Polska-Litwa. Po- 
wiedział m.in., że w litewskiej świado- 
mości zakorzenił się obraz Polaka-Litwi- 
nożercy. Dopiero ostatnio zaczyna się 
to zmieniać na lepsze. . Wbrew naci- 
skom białoruskich władz w Brześciu 
udało się odnowić i w przededniu Świę- 
ta Niepodległości Polski ponownie po- 
święcić tamtejszy polski cmentarz garni- 
zonowy. Odbudowany cmentarz poświę- 
cili duchowni - katolicki i prawosławny. 
. Warszawska gmina Centrum szuka 
sponsorów, którzy mogliby ufundować 
stypendia dla sześciu studentów polskie- 
go pochodzenia z Litwy. . Grupa li- 
tewskich działaczy społecznych (30 osób) 


zażądała w opublikowanym liście otwar- 
tym, by Polska oficjalnie przyznała, iż w 
latach 1922-1939 okupowała Litwę 
Wschodnią czyli Wileńszczyznę. List jest 
skierowany do prezydentów, przewod- 
niczących parlamentów i premierów obu 
państw. . W Wilnie ukazał się pierw- 
szy numer społeczno-kulturalnego 
kwartalnika "Znad Wilii", którego re- 
daktorem naczelnym jest dziennikarz i 
literat Romuald Mieczkowski. Kwartal- 
nikjest kontynuacją dwutygodnika o tym 
samym tytule. . Na nadzwyczajnym zjeź- 
dzie Związku Polaków na Białorusi na 
prezesa Związku wybrano Tadeusza 
Kruszkowskiego, 39-letniego historyka 
z Grodna. Nowy prezes zamierza zarzu- 
cić współpracę z białoruską demokra- 
tyczną opozycją i zacieśnić więzy z wła- 
dzami. . Akcja Wyborcza Polaków na 
Litwie, która w październikowych wybo- 
rach parlamentarnych zdobyła dwa 
mandaty, w zamian za wejście do rzą- 
dzącej koalicji dostała tekę wiceministra 
oświaty i fotel zastępcy naczelnika po- 
wiatu wileńskiego. Nowy minister oświa- 
ty Algirdas Monkeviczius odrzucił pierw- 
szą kandydaturę, Jarosława Narkiewi- 
cza, na swego zastępcę i poprosił Akcję 
o inną propozycję. . W przeddzień 145. 
rocznicy śmierci Adama Mickiewicza w 
jego rodzinnym Nowogródku odbył się 
pokaz filmu "Pan Tadeusz". . W Miń- 
sku nie odbyła się zaplanowana publicz- 
na premiera filmu "Ogniem i mieczem", 
Władze miasta postanowiły zamienić ją 
w zamknięty pokaz dla "specjalistów i 
koneserów". 


TM 


Wacław Dziewulski 


Docent Wacława Wróblowa 
Wspomnienie osobiste 


Jeszcze dymiły gruzy starego Gdań- 
ska, a już z głębi zmaltretowanego Kra- 
ju bezdomni ludzie zdążali do ruin mia- 
sta o wielkich tradycjach. Wśród nich byli 
ekspatrianci z Wilna, którzy zostali przy- 
muszeni do opuszczenia słonecznego 
baroku kościołów miasta, które dzięki 
staraniom króla Zygmunta Augusta 
rozkwitło kulturą wielu narodów i wy- 
znań, a dzięki królowi Stefanowi Bato- 
remu stało się siedzibą naj dalej na 
wschód wysuniętego uniwersytetu eu- 
ropejskiego kultury rzymskiej. 
Doktor Wróblowa mieszkała w Wil- 
nie przy ul. Wróblej w sąsiedztwie po- 
mnika postawionego na miejscu strace- 
nia w 1839 roku Szymona Konarskiego 
- emisariusza Powstania Listopadowe- 
go; w pobliżu niedokończonego kościo- 
ła Serca Jezusa, zaprojektowanego i 


budowanego przez Antoniego Wiwul- 
ski ego - twórcę Pomnika Grunwaldzkie- 
go w Krakowie. 
Dr Wróblowa była lekarzem rejono- 
wym i nasza rodzina miała szczęście na- 
leżeć do jej rejonu. Pamiętam ją od naj- 
wcześniejszych lat dzieciństwa, kiedy mój 
Ojciec był rektorem Uniwersytetu Ste- 
fana Batorego. Pamiętam ją jako leka- 
rza, na którego przyjście cała rodzina 
czekała z radością, bo wnosiła uśmiech, 
atmosferę serdeczności i poczucia bez- 
pieczeństwa. Pamiętam ją jako spraw- 
dzonego przyjaciela domu moich Ro- 
dziców. Tylko najstarsi Wilnianie zdoła- 
ją docenić moje porównanie dr Wró- 
blowej z legendarną postacią Wilna - z 
drem Wacławem Odyńcem. 
W takim to mieście pełnym tradycji, 
w okresie międzywojennego 20-1ecia, 


dojrzewała osobowość Pani Docent. 
Potem były lata wojny. 
Gdańsk wybrali niektórzy profesoro- 
wie medycyny Uniwersytetu Stefana 
Batorego: Michał Reicher, Włodzimierz 
Mozołowski, Stanisław Hiller, Ignacy 
Abramowicz oraz liczne grono wytraw- 
nych medyków USB jak np. Jerzy Misz- 
czerski, Witold Tymiński, Zdzisław Kie- 
turaki s, Jerzy Kozakiewicz, Wacława 
Wróblowa. To oni w zniszczonym mie- 
ście podjęli trud tworzenia z niczego 
medycznej uczelni. 
Jeżeli sylwetka Pani Docent Wróblo- 
wej doczeka się dostatecznie serdecznej 
biografii, to powinna ona stanowić obo- 
wiązującą lekturę dla naj młodszych 
pokoleń medyków AMG. 
Przezacna Pani Docent, zechciej - po 
tamtej już stronie - czekać na nas ze swą 
ujmującą serdecznością. 
Amen 
To osobiste wspomnienie wygłosiłem 
podczas pochówku prochów Doc. Wró- 
blowej na Cmentarzu Katolickim w So- 
pocie 30 X 2000 r. 


17
		

/wr_2001_nr1_063000022_0001.djvu

			" 


t, j. 


, .." 


IM 


Z ARCHIWUM FOTOGRAFICZNEGO 


'I
" IM 
J lElEWELA 


. 
ł 


. 
.. 


lZ'.... 


, 


.1 


.. 


... 



 
"- 


ł" . 


. 


, 


. 


t 


. 


...... 


... 


f 



 
,.. 


I' 


. 



t 


'lo 


Spełniając wielokrotnie sygnalizowane życzenia ET. Czytel- 
ników "Wileńskich Rozmaitości" otwieramy w tym numerze 
nową rubrykę Z ARCHIWUM FOTOGRAFICZNEGO. 
Liczymy w związku z tym na współpracę, polegającą przede 
wszystkim na "rozszyfrowywaniu" osób przedstawionych na 
zdjęciach według schematu Fot. nr .n Od lewej w pierwszym 
rzędzie: 1. (imię i nazwisko), 2. (imię i nazwisko), 3. (NN - tzn. 
nierozpoznany) itd. 
Prosimy również o przysyłanie (wypożyczanie) fot., które 
Drodzy Czytelnicy uznacie za warte przedstawienia w ARCHI- 
WUM. 


l 


F ofd
.., 
 M
4-

 ; 
_ 
 
 .1....IJJ;.
 
/I' ''-;'' 
:I v '/. ..J. j,f' rfI.
 
.

 
 a 
 
 
7
 ,)'1.6...L&..:,1GN'. I;'L, I 



 

v 

k:...J.1

'>- c-.f
VL . 
-/JY.......".:"- 
 '-_/ ./" ,(. J 
. l"' c.Uó()O 
I*fi'f#- (P' 
- ":":\' 
 


 
 '? 
!7. .,., 
/ L 
'1. 

 -'
:..L...i;' 


W,I.... B/i.,34. kL B
 



.
 


Il ".L". ',,(0 II.. 111 U 
6J-/4D-

 
f 
.
 


-.,.). 
.oAj 



 
,,: ;?:}"Na..nA - .
 
, k lJ?"l 
..,.
 ,. 



 
'f":Ju a . ?r(i
: 
,/ 


ć v1. J uU.iU 
fJf c/J,.
 
 

 ,,( ,*"
,, 
J	
			

/wr_2001_nr1_063000023_0001.djvu

			Z ARCHIWUM FOTOGRAFICZNEGO 


'i 


" 


- 


. 


f ł 


a.
 
.......... 
UiJb ."1"':"'" 
.ł:'.ł............ 
".,1.
' 


jlo
' .
 jł
.1: _,
_ 

'J'fL

.
J(') /nJ
.;. . 

 
j 
- 0: 
 

 

 7/:Z 1.0KAJ"'
 
 q
 

i;


,
, 


. 1-'utJ.(
 <

 

-). 
W,L... 'Ń.JI. KI. 5'_ 


- 
 
.... 


... 


. 
- 


11'1.... 'If II. kl q, 



 


..J1ylX1

 c:/tP
lRJ 
 -
 . 
. L' (
;. :;_. j,t Jt. Ą.J&,.J-'J;.WU'A. f;?;j,J
I- 


1J{1
: 



..l"""

'I("liA 
" c--- 


tj. t
 



 


· - \ '"
. r 
{"'
. 1_ 


\t lUu. 
<> 


J 
ltlI
. 


\. 




tdł
 
ł/

' 


J S1
 @3ji.o 
V#.;;tDl iilJ; Q)..rf
 

 
( 


ĄJ.
 


" 


.. 

 
.. . 
.. 


eR.. 
 
 <\\
tA(..
i. ił' 
) ....L... '/x
 KI J. 
J1. 

 
 cłQ.v."ow
 P. }Q1i11-. 
 p,
 
, . 


D1""" vJ-
.,...J,...... .J}o :2..2.a
..'v", Q. 
 
J
,? l11¥. @.J'O....
 f
"
"""-C. ft.Jl 
J_v


'
''\
\&' 

 
 er .,..,r.,
 ef'..wt...
..,
 6i63JU1'
. 

 

 d.OvVVV\.:\Lłw-1.
_ c. ł..
....
.,,-\ '1.. p
.... 
1/ ,
. 
ł,.,
tcJ.
 

 ;J
JK-
 


19
		

/wr_2001_nr1_063000024_0001.djvu

			o. Ryszard Szkopowiec 


Kazachstan i sprawa repatriacii 
Polaków 


Z naj nowszych badań socjologicz- 
nych wynika, że 53 % mieszkańców Ka- 
zachstanu uważa się za agnostyków, któ- 
rym obce są w ogóle sprawy religii. Wie- 
rzący stanowią niespełna 40 % ludności 
kraju, który liczy 16 milionów mieszkań- 
ców. Dwie najsilniejsze wspólnoty reli- 
gijne w tym państwie to. islam sunnicki i 
prawosławie rosyjskie. Zyje tu około pół 
miliona katolików. Na czele Kościoła 
katolickiego stoi ks. biskup Jan Lenga, 
marianin z Ukrainy. W 1992 r. Stolica 
Apostolska"nawiązała stosunki dyplo- 
matyczne z tym krajem, a reprezentuje 
ją tam pochodzący z Polski nuncjusz 
apostolski bp Marian Oleś. Watykan i 
Republika Kazachstanu podpisały tak- 
że 24 września 1998 r. w Castel Gandol- 
fo umowę regulującą status prawny 
Kościoła katolickiego w tym byłym so- 
wieckim kraju. Trzeba podkreślić, że jest 
to pierwsza oficjalna umowa tego typu z 
byłą republiką radziecką. 
Kazachstan stał się niezależnym pań- 
stwem 16 grudnia 1991 r. W linii prostej 
jest oddalony od Warszawy o około 5 
tys. kilometrów i ma obszar prawie kil- 
kakrotnie większy od Polski. Różnica w 
czasie między Polską a Kazachstanem 
wynosi 5 godzin. Jest to kraj bardzo bo- 
gaty w różne minerały. Stanowi ważny 
region uprawy zbóż a zwłaszcza pszeni- 
cy. Polityczna i gospodarcza niestabil- 
ność w tym rejonie Azji jest przyczyną 
ogólnej, społecznej i moralnej destabi- 
lizacji w tym państwie. Kraj ten przeży- 
wa wielki kryzys a kapitał zagraniczny już 
kontroluje znaczną część gospodarki 
kazachskiej. 


'"::
 


I 


Już po upadku konfederacji barskiej 
Kazachstan był dla dużej części Polaków 
przede wszystkim miejscem zsyłek i wiel- 
kich cierpień. W naszym stuleciu, a 
zwłaszcza w czasie II wojny światowej 
władze sowieckie deportowały do tego 
kraju i na Syberię około dwóch milio- 
nów rodaków z okupowanych Kresów 
Wschodnich II Rzeczypospolitej i zmu- 
szały ich do niewolniczej pracy. Obecnie 
największą grupę Polaków w Kazachsta- 
nie tworzą wysiedleńcy z Ukrainy z lat 
1936-1937. Większość mieszkańców tego 
kraju, bez względu na narodowość, to 
dzieci i wnuki byłych zesłańców. W tej 
chwili w Kazachstanie mieszka około 100 
tys. Polaków, z tej liczby 60 tys. chce wró- 
cić do Polski. Warunki życia dla więk- 
szości mieszkańców tego kraju są bar- 
dzo ciężkie. Polacy po tułaczym życiu, w 
obecnej sytuacji polityczno-ekonomicz- 
nej, zostali znowu bez przyszłości, gdyż 
nie mogą liczyć na dobrą pracę ani na 
dobre wykształcenie dla swoich dzieci. 
Często nie stać ich na kupienie opału, 
zaś pensje i emerytury wypłacane są z 
kilkumiesięcznym opóźnieniem. Ludzie 
utrzymują się z tego, co wychodują na 
własnych działkach. Głównymi proble- 
mami są: bezrobocie, niskie płace, ko- 
rupcja i wielka przestępczość. Lansuje 
się tu islamski model życia. W szkołach 
już od kilku lat obowiązuje język kazach- 
ski, który masowo wypiera język rosyj- 
ski. 
Od czasu rozpadu ZSRR, do pracy 
w Kazachstanie przyjeżdżają oficjalnie z 
Polski księia i siostry zakonne. Przyby- 
wają nie tylko ze względu na Polaków, 



 


Wójt gminy w Teresinie zaprosił Rodzinę Antoniego Tkaczenko i zapewnił mieszkanie oraz 
pracę. 


20 


ale także by służyć ludziom różnych na- 
rodów, którzy oczekują Dobrej Nowiny 
o zbawieniu i opieki duszpasterskiej. 
Obecnie w tym kraju pracuje blisko 60 
kapłanów i około 75 sióstr z różnych 
krajów, większość jednak stanowią Po- 
lacy. Od czasu utworzenia administra- 
tury apostolskiej w tym kraju wybudo- 
wano 28 nowych kościołów i zarejestro- 
wano przeszło 63 nowe parafie. 
My Polacy dużo wiemy o życiu w obo- 
zach, łagrach i innych okrucieństwach 
naszego XX wieku. Natomiast o obec- 
nym życiu, potrzebach i pragnieniach 
zesłańców i ich rodzin wiemy mało albo 
często nie chcemy wiedzieć. Być może to 
dziwne oswojenie się z tragedią kilku 
milionów istnień bezimiennie zgasłych 
w śniegach Syberii i łagrach uczyniło nas 
niewrażliwymi na tzw. sprawę repatria- 
cji z Kazachstanu i innych części byłego 
ZSRR. Myślę, że musimy sobie szczerze 
powiedzieć, że jako wolne państwo nie 
potrafimy naprawić tej straszliwej dzie- 
jowej krzywdy wyrządzonej naszym ro- 
dakom. Nie umiemy generalnie rozwią- 
zać tego bolesnego problemu i dać szan- 
sy życia w wolnej Polsce. Główną patron- 
ką całego Kazachstanu jest Matka Boża 
Królowa Pokoju, oprócz patriarchy 
Abrahama i św. Franciszka z Asyżu. 
Niech Królowa Pokoju i wszyscy duchow- 
ni tam pracujący pomogą tym wszyst- 
kim, którzy chcą wrócić do ziemi swoich 
ojców i dziadów. 


Monografia Gimnazium 
im. Króla Zygmunta 
Augusta w Wilnie 


W Akademii Bydgoskiej trwają pra- 
ce nad poszczególnymi rozdziałami wła- 
ściwej monografii tej Szkoły (poprzedzo- 
nej w ub. roku wspomnieniami jej wy- 
chowanków). Jest nadzieja, że może 
ukazać się ona pod koniec bieżącego 
roku. 
Natomiast coraz bardziej realne sta- 
je się wydrukowanie drugiego tomu tych 
wspomnień. Do dnia dzisiejszego wpły- 
nęły teksty przygotowane przez kolegów: 
Janusza Hrybacza, Henryka Lebeckie- 
go, Bronisława Mitukiewicza oraz Tade- 
usza Wasilewskiego. 
Czekamy na zapowiedziane następ- 
ne. 


Adres oddziału bydgoskiego TMWiZW 
85-064 Bydgoszcz, ul. Chodkiewicza 30, 
tel. (O-52) 341 92 67 
Zarząd Oddziału przyjmuje zaintereso- 
wanych w trzeci wtorek miesiąca tam- 
że w godz. 16-18 
konto: PKO lO/Bydgoszcz 
. 10201462-58489-270-1 
Redaktor: J. Malinowski 
ISSN 0867-4922 
Skład i druk: ZP "Sprint", ul. Libelta 8 
85-080 Bydgoszcz, tel. (O-52) 321 37 39 
-