/wr_2001_nr3_065000001_0001.djvu

			NR 3 (65) MAJ-CZERWIEC 2001 


Krąj lizt tb:i«butJC"t Ort 1$WIU 
 

w;,ty i C1J1tJ,jak p
 łoclJtznk. 


NN ZPbtvwioIlJ blpl6w 
 
NN po4kopa1I, lIłJtlz:iei zJudwrinrL.. 
A. Midinricz 


WILENJKIE 


ROZMAITO S CI 


Dwumiesięcznik Towarzystwa 


Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 


Jerzy Stamawski 


Józef Buinowski (1910-2001) 
iako badacz literatury polskiei 


Uniwersytet Stefana Batorego, od- 
nowiony w Wilnie w 1919 r. i zamknięty 
15 grudnia 1939 r., był w dwudziestole- 
ciu międzywojennym może najlepiej 
zorganizowanym dydaktycznie uniwer- 
sytetem polskim. Wielu humanistów, 
wychowanych w tej uczelni, prowadziło 
owocnie działalność naukową w kraju i 
za granicą, po drugiej wojnie światowej. 
Ograniczając się do filologów klasycz- 
nych i polskich, wymienić trzeba wśród 
tych pierwszych: Zofię Abramowiczów- 
nę; Leokadię Małunowiczównę; Stefa- 
na Oświecimskiego; Józefa Rybickiego; 
wśród drugich - językoznawców: Halinę 
Turską; Anatola Mirowicza, działających 
w Kraju; i Józefa 1łypućkę, za granicą; 
historyków literatury: Czesława Zgorzel- 
skiego, Irenę Sławińską, Marię Rzeu- 
ską, Marię Renatę Mayenową, Zbignie- 
wa Jerzego Nowaka, który studia roz- 
poczęte w Wilnie ukończył już po dru- 
giej wojnie światowej w Krakowie, dzia- 
łających w Kraju, i - last not least - Józe- 
fa Bujnowskiego, za granicą. . 
Józef Bujnowski, urodzony 18 marca 
1910 r. w majątku Okolica-Rudawa w 
powiecie brasławskim, należącym w nie- 
podległej Polsce do województwa wileń- 
skiego, w rodzinie ziemiańskiej, ukoń- 
czył gimnazjum w Dziśnie (matura - 
1929), po czym odbył studia w zakresie 
filologii polskiej w USB w latach 1929- 
1936, z przerwą w r. 1934/1935 spowo- 
dowaną służbą wojskową w podchorą- 
żówce w Grodnie. Dane mu było słu- 
chać wykładów Stanisława Pigonia w 
ostatnich miesiącach jego pobytu w Wil- 
nie; w jego wstępnych ćwiczeniach napi- 
sał pracę Stan badań nad twórczością 
Berenta. Musiał niewątpliwie słuchać też 
w pierwszych latach studiów wykładów 
Kazimierza Kolbuszewskiego, ale o tym 
nie wspomniał w autobiograficznych 
wypowiedziach. Słuchał docenckich wy- 
kładów Stanisława Cywińskiego, który 
po odejściu Pigonia a później po odej- 
ściu Kolbuszewskiego, był drugą siłą 
wykładającą o literaturze polskiej. Za- 
kończył studia w seminarium Manfreda 
Kridla, słuchał także w ostatnim roku 
wykładów Konrada Górskiego. Magi- 


sterium uzyskał po przedstawieniu pra- 
cy Kompozycja greckich dramatów Wy- 
spiańskiego. 
Profesorów swych wileńskich scha- 
rakteryzował następująco: Pigonia na- 
zywał "Królem Duchem polonistyki wi- 
leńskiej"; w jego wykładach - stwierdzał 
- "rozlegało się [...] dźwięczne, w miarę 
kwieciste i duchem romantycznym owia- 
ne słowo o literaturze". Wykłady doc. 
Cywińskiego o Norwidzie zapamiętał 
jako "efektowne w akcentowaniu i pe- 
łne gestykulacji". W wykładach Górskie- 
go dostrzegał "umiar analitycznego fi- 
lologa", a jego teoretyczne rozważania 
przyjmował jako "interesujące ale nie 
światoburcze". Ponad wszystkich wysła- 
wiał Kridla, twórcę "wileńskiej szkoły 
krytycznej", twórcę polskiego "struktu- 
ralizmu" w badaniach literackich. Uwa- 
żał go za największą gwiazdę w życiu 
naukowym Wilna w okresie międzywo- 
jennym. 
Bujnowski debiutował w studenckim 
piśmie w 1932 r., w r. 1934 redagował 
krótko pismo "Marsz". W latach 1936- 
1939 był nauczycielem języka polskiego 
w Gimnazjum-Liceum w Brasławiu i 
rozpoczął przygotowywanie dysertacji 
doktorskiej. Jako poeta debiutował to- 
mikiem Pęknięty tor (1937); ogłosił (do 
1987 r.) 13 tomików poetyckich, których 
w artykule niniejszym nie omawia się. W 
r. 1939 uzyskał Bujnowski przeniesienie 
do Liceum im. Śniadeckich w Wilnie, do 
liceum przy uniwersytecie wileńskim. 
Jednak na przeszkodzie objęcia nowe- 
go stanowiska, które niewątpliwie przy- 
spieszyłoby powstawanie dysertacji dok- 
torskiej, stanął wybuch wojny. Zmobili- 
zowany, pożegnał się Bujnowski z prof. 
Kridlem w mundurze podchorążego. 
Walczył w kampanii wrześniowej w 41. 
Suwalskim Pułku Piechoty, który wyco- 
fał się aż pod Lwów. Tu Bujnowski do- 
stał się do niewoli sowieckiej, z której 
udało mO się zbiec w listopadzie 1939 r. 
Dotarł do Wilna i uczył w Gimnazjum 
nr 10, w dawnym Liceum Śniadeckich. 
Jednocześnie działał w konspiracji, po- 
sługując się pseudonimami: Walther, 
Alf, Wilk. 


Został aresztowany przez NKWD i 
wywieziony w kwietniu 1941 r. Po tzw. 
amnestii dołączył, nie bez trudności, do 
wojska polskiego. Z armią Andersa wy- 
jechał do Persji; otrzymał przydział w 
5. Kresowej Dywizji Piechoty. Walczył 
w 2. Korpusie polskim we Włoszech, 
za udział w bitwie pod Monte Cassino 
był odznaczony. W drodze wojska pol- 
skiego ze wschodu do Włoch publiko- 
wał wiersze i prozę w pismach wydawa- 
nych na Bliskim Wschodzie i we Wło- 
szech. W r. 1945 uczył na kursach ma- 
turalnych w Matino. W r. 1946 był wspó- 
łzałożycielem polskiej Sekcji PEN Clu- 
bu na ziemi włoskiej. Szkołę, w której 
uczył, przeniesiono w 1946 r. do An- 
glii, dokąd udał się też Bujnowski; tu 
prowadził nauczanie i publikował utwo- 
ry literackie. Od 1947 r. był członkiem 
Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, 
zainicjował (1952) Polskie Towarzystwo 
Literackie. 
Od 1952 r. wykładał w Polskim Uni- 
wersytecie na Obczyźnie w Londynie. 
Zaczęło się od proseminarium histo- 
rycznoliterackiego, które prowadził 
pod kierunkiem dojeżdżającego z Pa- 
ryża prof. Zygmunta Lubicz-Zaleskie- 
go. W r. 1954 wydał pod kierunkiem Z. 
Lubicz-Zaleskiego skrypt Prosemina- 
rium historycznoliterackie (mszps po- 
wiel.). Są to instruktywne wykłady z 
zakresu metodologii badań historycz- 
noliterackich ze wskaźnikami dotyczą- 
cymi analizy literackiej. Towarzyszy im 
wykład o bibliografii ogólnej i literac- 
kiej i o konstruowaniu stanu badań. 
Skrypt będący debiutem Bujnowskiego 
jako historyka literatury, świadczy o jego 
dobrym przygotowaniu; zaowocowało 
wykształcenie zdobyte w Uniwersytecie 
Stefana Batorego, przede wszystkim w 
szkole Kridla. Obszerny artykuł o Za- 
leskim ogłosił Bujnowski w "Tekach 
Historycznych" (1966/1968 t. 15 s. 329- 
340). 
W PUNO uzyskał doktorat (1958) 
na postawie dysertacji Kompozycja utwo- 
rów dramatycznych Wyspiańskiego przy- 
jętej przez prof. Zaleskiego i Kridla, 
wówczas mającego katedrę w Colum- 
bia University w New Yorku. Dysertacji 
w całości nie opublikował; zreferował 
ją na posiedzeniu Polskiego Towarzy- 
stwa Naukowego na Obczyźnie 4 IV 
1956 r. (streszczenie - "Rocznik PTN- 
nO" 1955/1956 t. 6 s. 80-82). O poecie, 
nad którym najwięcej pracował, ogło-
		

/wr_2001_nr3_065000002_0001.djvu

			sił rozprawę Wyspiański spętany (w: 
Herminia Naglerowa red.: Wyspiański 
żywy. Londyn 1957 s. 152-173); spek- 
takl Wyzwolenia w Londynie w 50-lecie 
śmierci poety upamiętnił krótkim arty- 
kułem Tragiczny Don Kichot (w: Program 
Scala Theatre. Londyn 1957 s. 12-17). 
Poważny był wkład Bujnowskiego do 
pracy zbiorowej pod redakcją Tymona 
Terleckiego Literatura polska na Obczyź- 
nie 1940-1960 (t. 1-2. Londyn 1964- 
1965). Ogłosił w tom ie l przeglądy: Esej 
(s. 209-264); Szkic literacki i krytyka ar- 
tystyczna (s. 265-443). Przegląd drugi 
przedstawił Bujnowski pl. Szkic literac- 
ki i krytyka artystyczna na emigracji w la- 
tach 1939-1956 na posiedzeniu Polskie- 
go Towarzystwa Naukowego na Obczyź- 
nie 25 II 1958 r. (streszczenie - "Rocz- 
nik [...]" 1957/1958 t. 8 s. 58-59) i na 
podstawie tej rozprawy uzyskał w 
PUNO habilitację (1964). Po habilitacji 
otrzymał w PUNO stopień profesora 
nadzwyczajnego a w 1969 r. - zwyczaj- 
nego. W latach 1967-1970 był dzieka- 
nem WydZiału Humanistycznego. Od 
1964 r. był członkiem czynnym Polskie- 
go Thwarzystwa Naukowego na Obczyź- 
nie, od 1965 r. - Polskiego Thwarzystwa 
Historycznego w Wielkiej Brytanii. 
Wypowiadał się Bujnowski przede 
wszystkim na temat literatury polskiej 
XX wieku. Włączył się do dyskusji na 
temat Ferdynanda Goetla ("Dziennik 
Polski i Dziennik Żołnierza" 1960 z 14 
XII). Ogłosił artykuł Juliusz Kaden- 
Bandrowski. Ostatnie lata życia i twórczo!ci 
na podstawie listów i relacji ("Wiadomo- 
ści" 1965 R. 20 nr 37/38(1015/1016) s. 
1-2). Opublikował "trzy wykłady", wy- 
głoszone zapewne w PUNO, Przemia- 
ny we współczesnej poezji polskiej ("Nowy 
Merkuriusz" 1964 nry 64, 71, 72; 1965 
nry 73n4-81. Odb. Londyn 1968 "Ze- 
szyty Naukowe Wydziału Humanistycz- 
nego PUNO". 5). Są to wykłady nastę- 
pujące: Geneza i właściwości najnow- 
szych stru/aur poetyckich; Główne wzorce 
strukturalne poezji awangardowej; Anto- 
logia stru/aur współczesnej poezji polskiej. 
Równocześnie ogłosił rozprawę Moty- 
wy ideowe we współczesnej poezji krajo- 
wej (w: Kurs wiedzy o Polsce współcze- 
snej. Londyn 1968). "Wykład trzeci" z 
tomiku ogłoszonego w 1968 r. miał 
wersję niemiecką.Neue Stru/auren in der 
gegenwartigen polnischen Poesie ("Die 
Welt der Slaven" 1969 R. 14 z. 2 s. 193- 
214). Pisał Bujnowski o "poezji kon- 
kretnej": Poesia concreta. (Z badań nad 
poezją współczesną) - (w: Kongres Wspó- 
łczesnej Nauki i Kultury Polskiej na Ob- 
czyźnie. T. 1. Londyn 1970 s. 265-279); 
Poezja konkretna jako wyodrębniony kie- 
runek literacki ("Poezja" 1976 R. 11 nr 
6(126) s. 3-50). 
Jako profesor wykładał Bujnowski 
o zagadnieniach wartości w dziele lite- 
rackim, o historii literatury jako o na- 
uce, o wileńskiej szkole krytycznej w la- 


2 


tach 1918-1939. Rozwijał poglądy swe- 
go profesora, Kridla. Szkic Obraz mię- 
dzywojennej literatury wileńskiej ("Pa- 
miętnik Wileński", Londyn, 1972 s. 207- 
232) miał wersję skróconą w Kraju 
("Poezja" 1981 R. 16 nr 5/6(186/187) s. 
3-18). Scharakteryzował autor działal- 
ność wileńskich poetów i prozaików, 
także dziennikarzy: z dawniejszych Cze- 
sława Jankowskiego, z tych, których 
twórczość przypadła głównie na lata 
wileńskie, m.in.: Witolda Hulewicza, 
Stanisława i Józefa Mackiewiczów, Ta- 
deusza Lopalewskiego. Wandę Doba- 
czewską-Niedziałkowską, Zofię Boh- 
danowiczową, Józefa Maślińskiego, 
grupę tzw. żagarystów (Jerzy Zagórski, 
Czesław Miłosz), krytyków; Waleriana 
Charkiewicza, Władysława Arcimowi- 
cza. Omówił wileńską prasę, "środy li- 
terackie", odgrywające tak duże znacze- 
nie w życiu miasta. Poświęcił Bujnow- 
ski dwie wypowiedzi Gombrowiczowi: 
włączył się do dyskusji na temat pisa- 
rza ("Wiadomości" 1970 R. 25 nr 
2(1241) s. 3), ogłosił studium Gombro- 
wicz a teoria czystej Jormy (ibid., 1973 R. 
28 nr 30(1426) s. 4). Badacz literatury 
nowszej i współczesnej wyjątkowo 
wkroczył w początki literatury polskiej 
(The origins oj Polish Literature "Mer- 
kuriusz Polski" 1967 t. 18 nr 2 s. 6-17). 
Poza PUNO wykładał Bujnowski w 
latach 1970-1978 (z przerwami) jako vi- 
siting professor w uniwersytecie w Am- 
sterdamie. Tu spotykał się z dwiema 
uczonymi z Polski, zajmującymi się teo- 
rią literatury i zwłaszcza wersyfikacją, z 
Marią Renatą Mayenową i z Lucyllą 
Pszczołowską. Mając dobre przygoto- 
wania z zakresu poetyki, zbliżał się co- 
raz bardziej ku tej dziedzinie. W r. 1972 
wykładał także gościnnie w Heidelber- 
gu, w 1979/1980 r. w School of Slavonic 
and East European Studies w Univer- 
sity of London. Został członkiem The 
International Association of Slavonic 
Languages and Literature w Cambrid- 
ge i Association Internationale des 
Langues et Littt
ratures Slaves Moder- 
nes w Paryżu. W związku z wykładami 
w Amsterdamie opublikował prace: 
Gombrowicz en de theorie van de Zuivere 
Vorm ("Soma" 1970 nr 28 s. 61-71); 
Niektóre uwagi o tzw. rv. systemie wer- 
syfikacyjnym (in: Dutch Contribution to 
the VIlth International Congres of Slavi- 
sts. The Hague 1973 s. 165-236); Meto- 
dologiczne nieporozumienie w ocenie ję- 
zykowej utworów dramatycznych Wy- 
spiańskiego (in: Vozni na radost. To ho- 
nour Jeanne van der Eng-Liedmeir. Am- 
sterdam 1980). 
Interesował się narastającą literatu- 
rą przedmiotu o Wyspiańskim. Zrecen- 
zował "trzy prace Tymona Terleckiego" 
("Wiadomości" 1973 R. 28 nr 36(1432) 
s. 2) - ogłoszone po angielsku w latach 
1969-1970. Dość krytycznie ocenił Ma- 
rii Danilewicz-Zielińskiej Szkice o lite- 


raturze emigracyjnej (ibid., 1979 R. 34 
nr 2(1711) s. 3). Miłoszowi-nobliście po- 
święcono numer w "Pamiętniku Lite- 
rackim" (londyńskim). Tu ogłosił Buj- 
nowski artykuł Jak należy czytać poezje 
Miłosza (1981 t. 4 s. 69-83 - przedr. w: 
Jacek Dąbała, oprac.:Antologia polskiej 
krytyki literackiej naemigracj
 1945-1985. 
Lublin 1992 s. 161-175). Miłoszowy 
przekład Psałterza zrecenzował w "Ga- 
zecie Niedzielnej" (1979 nr 51/52). 
Uczelnię, która Bujnowskiego wycho- 
wała, uczcił przemówieniem w POSK 
w Londynie 20 października 1978 r. 
Rocznicowe spojrzenie na wszechnicę Ba- 
torową, upamiętnionym w druku po la- 
tach w tomiku Wyższe uczelnie polskie 
na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej 
(Londyn 1989 s. 109-119). Hołd oddał 
Uniwersytetowi Wileńskiemu dawnej 
Rzeczypospolitej. 
Badacz poezji współczesnej poświę- 
cił rozprawę Różewiczowi, O liryce Ta- 
deusza Różewicza na tle prądów panują- 
cych w literaturze światowej ("Poezja" 
1982 R. 17 nr 5/6(195/196) s. 103-108). 
Kolegę po fachu, Mieczysława Giergie- 
lewicza (1901-1983), uczcił nekrologiem 
("Rocznik PTNnO" 1982/1983, druk. 
1984, s. 22-25). Wziął udział w sympo- 
zjum Norwidowskim w Glasgow (21-22 
I 1984 r.); przedstawił referat Norwid 
jako poeta trudny (druk. w: Specimina 
Philol. Slavicae. T. 23. Sprach- u. Kultur- 
konta/ae in Polnische Gesammelte Aufsat- 
ze fur A. de Vinzenz zum 65. GebUństag. 
Munchen 1987 s. 401-413); sprawozda- 
nie z kongresu ogłosił w "Studia Nor- 
widiana" (1985/1986 t. 3/4 s. 296-299). 
Aktywnie uczestniczył w Kongresie 
Kultury Polskiej, obradującym w Lon- 
dynie 14-20 września 1985 r. Był redak- 
torem tomu 5 Prac Kongresu..., Litera- 
tura polska na Obczyźnie (druk. Lon- 
dyn 1988); poprzedził tom Słowem 
wstępnym (s. 7-9), zamieścił przeglądo- 
wy artykuł Przemiany w polskiej poezji 
poza granicami kraju (s. 43-64). Wypo- 
wiedź o kongresie pt. To co po nas po- 
zostanie opublikował w "Roczniku PTN- 
nO" (1990/1991 t. 34 s. 21-23). Charak- 
ter bardziej popularny miał artykuł 
Walka o poezję i poezja walki ("Orzeł 
Biały" 1986/1987 nry 1404-1406, 1415). 
Gombrowiczowi poświęcił Bujnowski 
jedną jeszcze rozprawę Teoria czystej 
formy we własnym komentarzu Gombro- 
wicza (Londyn 1989. "Zeszyty Nauko- 
we PUNO". Nowa seria nr l). Studium 
W poszukiwaniu naukowej metody ba- 
dań literackich przedstawił jako referent 
w Polskim Towarzystwie Naukowym na 
Obczyźnie 11 kwietnia 1990 r. (druk. w 
streszczeniu "Rocznik [...]" 1989/1990 
t. 33 s. 32-42). 
Dwie ostatnie wypowiedzi Bujnow- 
skiego poświęcone były kolegom po pió- 
rze - laqreatom nagród: Niektóre uwagi 


dokończenie no sIr 17
		

/wr_2001_nr3_065000003_0001.djvu

			Dr R. Węsławski 


Polskie Towarzystwo "Oświata" 
w Wilnie 
(Od 8(21) stycznia 1907 r, do 15(28) lutego 1908 r.) 


Wszelka praca kulturalna u nas na Li- 
twie, chociażby najbardziej legalna naje- 
żona jest takimi trudnościami, że kto przez 
dłuższy czas potrafi jakąś kulturalną in- 
stytucję, z jasno określonym kierunkiem 
utrzymać, może być dumnym, że dokonał 
nie lada sztuki. Nie dosyć bowiem być do- 
brym prawnikiem i znać poszczególne pa- 
ragrafy prawa, ale trzeba wiedzieć o całej 
masie tajnych i jawnych cyrkularzy, rozpo- 
rządzeń, często sprzecznych z sobą, czę- 
sto niejasnych, wskutek czego następują 
kolizje z administracją: każda bowiem ze 
stron, rzecz naturalna, kaźdy cyrkularz lub 
rozporządzenie, tłumaczy na swoją ko- 
rzyść. Koniec zaś tych kolizji jest zawsze 
ten sam, że pod jakimkolwiek pretekstem 
zamyka się daną instytucję. Taki los spo- 
tkał między innymi i polskie Towarzystwo 
"Oświata" w Wilnie, której historię dla 
przestrogi i nauki innych, chcących i uwa- 
żających za możliwe w tych warunkach 
prowadzenie kulturalnych, legalnych in- 
stytucji, chcę tu opisać. 
Zabierając się do tej pracy, nie bezgłę- 
bokiego żalu myśli się, że tyle pracy, tyle 
dobrych chęci poszło na marne i o ile mi 
sądzić wolno, z wielką stratą dla jednej 
strony, a bez żadnej korzyści, jeżeli nawet 
nie szkody, dla drugiej. Łatwiej bowiem 
jest czuwać nad kierunkiem jednej i le- 
galnej instytucji, niż walczyć z powstają- 
cymi żywiołowo pracami, które żadnymi 
rozporządzeniami powstrzymać się nie 
dadzą. Potrzeby i żywiołowe dążenie do 
oświaty naszego społeczeństwa najlepiej 
wskazuje szybki rozwój Towarzystwa 
"Oświaty", szczególniej gdy się zważy, że 
musiało ono walczyć z jednej strony z 
pewnymi uprzedzeniami części społe- 
czeństwa, a z drugiej z ciągłym czuwa- 
niem, by nie przekroczyć granic legalno- 
ści i przez to nie narazić bytu Towarzy- 
stwa. Nie uniknęło ono mimo to kata- 
strofy, chociaż rozwój jego był hamowa- 
ny, jednak taki jak był, był główną przy- 
czyną jego zamknięcia. 
Gdy kraj nasz zaczął się otrząsać z 
apatii i strasznego przygnębienia, w jaki 
go wypadki 1863 roku pogrążyły, potrze- 
ba oświaty i praca nad ludem, wysunęła 
się na plan pierwszy wszystkich prac kul- 
turalnych. Praca ta okazała się nadzwy- 
czajnie wdzięczna, lub był spragniony 
nauki i garnął się do niej z zapałem. I tu 
miejsce wspomnieć o tych cichych pra- 
cownikach, którzy nie zrażeni żadnymi 
przeciwnościami, często prześladowani 
przez obcych, a wyśmiewani przez swo- 
ich, wytrwale tę oświatę wśród ludu sze- 
rzyli, a społeczeństwo budzili, zmuszając 


je, jeżeli nie do pracy, to do datków pie- 
niężnych. 
Prym w tym trzymały nasze kobiety i 
im przede wszystkim wdzięczność się na- 
leży. Żałujemy, że z powodów łatwych 
do zrozumienia, nazwisk ich wymienić nie 
możemy. Nic też dziwnego, że gdy nasta- 
ła tak zwana era wolnościowa, grono 
osób, szczególniej oświatą zainteresowa- 
nych, postanowiło pracę oświatową zor- 
ganizować, uporządkować i zarazem ją 
zalegalizować, dać jej stosowny kierunek, 
a przy tym przekonać administrację, że w 
pracy tej nie ma polityki, a tylko chęć 
oświecenia tego ludu, który jej tak pożą- 
dał. Przystąpiono do opracowania usta- 
wy, co nie było trudnym, należało bowiem 
zastosować tylko do warunków miejsco- 
wych świeżo zatwierdzoną ustawę "Ma- 
cierzy"vvarszavvskiej. 
10 września 1906 r. zostało zwołane 
zebranie w liczbie 2oo-tu osób z różnych 
sfer naszego społeczeństwa, na którym 
po dłuższych debatach -lwią część obrad 
zajął spór o nazwę Towarzystwa, a głów- 
nie, jak to wtedy modne było, czy ma ono 
nosić przymiotnik "polskie" - ustawa zo- 
stała z małymi zmianami przyjęta. 
Na tymże zebraniu polecono inicjato- 
rom podpisać podanie do władzy, co z0- 
stało w dwa dni później uskutecznione. 
Po dwukrotnych nic nie znaczących 
zmianach redakcyjnych, ustawa została 
zatwierdzona, a 20 listopada (3 grudnia) 
1906 roku przez gubernatora szambela- 
na Dworu Lubimowa. podpisana; doszła 
jednak do rąk założycieli zaledwie w po- 
łowie grudnia tak, że organizacyjne ze- 
branie dopiero mogło być zwołane 8(21) 
stycznia 1907 roku. 
Na tym zebraniu uchwalono wybranie 
natychmiastowo tymczasowego Zarządu 
i Rady Nadzorczej, aż do czasu utworze- 
nia się 10 kół oświatowych lub zapisania 
się przynajmniej trzystu członków w po- 
czet Towarzystwa. Następnie miało na- 
stąpić zwołanie ogólnego zebrania, wy- 
bór stałego Zarządu i Rady Nadzorczej. 
stosownie do wymagań statutu i od tego 
właśnie czasu liczyć się będzie początek 
działalności Towarzystwa. Oprócz tego 
zaproponowano w myśl 
 2 ustawy, utwo- 
rzenie dla miasta na początek następują- 
cych specjalnych kół, a mianowicie: a) 
koło ochronek, b) koło księgarni i kol- 
porterki, c) koło wydawnicze, d) koło 
czytelni i biblioteki, e) koło odczytowe, f) 
koło pomocy naukowej uczącej się mło- 
dzieży, g) koło porady dla samouków. 
Jako dowód, że zebranie nie nosiło 
absolutnie partyjnego charakteru, przy- 


toczę. dla znających stosunki wileńskie, 
nazwiska osób wybranych do Zarządu i 
Rady z kolei otrzymanych głosów: Za- 
rząd: l) Ks. Stanisław Maciejewicz. 2) 
Witold Węsławski - lekarz, 3) Alojzy 
Perzanowski - urzędnik banku, 4) Resty- 
tu Sumorok - adwokat, 5) Emma Dmo- 
chowska -literatka, 6) Florian Świerzyń- 
ski - lekarz, 7) Ludwik Czarkowski - le- 
karz, 8) Kazimierz Dmochowski -lekarz, 
9) Julia Rodziewiczowa - nauczycielka, 10) 
Franciszek Jurjewicz i 11) Stanisław Ja- 
rocki - artyści-malarze i 12) K. Stefanow- 
ski. Jako kandydaci: Ks. Napoleon Dja- 
kowski, Marian Kiewlica - lekarz, Stani- 
sław Kościałkowski - nauczyciel, Helena 
Ochenkowska - obywatelka ziemska. 
Rada Nadzorcza: Ks. J. Kretowicz, Mi- 
chał Węsławski - adwokat, Tadeusz Dem- 
bowski - lekarz, Bronisław Umiastowski 
- obywatel ziemski, Władysław Zahorski 
-lekarz, Konrad Niedziałkowski - dyrek- 
tor banku handlowego, Adam Rymsza - 
lekarz, Józef MontwiU - dyrektor banku, 
Stanisław Kiewlicz - urzędnik banku. 
Zarząd wraz z Radą Nadzorczą ukon- 
stytuował się na pierwszym swoim posie- 
dzeniu 13(26) stycznia 1907 roku, wybie- 
rając na prezesa W Węsławskiego, na lI- 
go L. Czarkowskiego, na sekretarza p. 
Dmochowskiego, a na skarbnika p. F. 
Jurjewicza. Prezesem Rady został p. J. 
Montwiłł. Po zawiadomieniu o tym ad- 
ministracji Zarząd otworzył biuro, wydał 
odezwę do społeczeństwa, zajął się wy- 
pracowaniem instrukcji dla całego Towa- 
rzystwa, co zajęło trzy posiedzenia i za- 
czął organizować koła w mieście i na pro- 
wincji. Najpierw zorganizowało się koło 
imienia Mickiewicza, bo już 15(28) mar- 
ca. Ale już tu doszło do pewnego niepo- 
rozumienia z administracją. Zarząd, opie- 
rając się na 
 2-gim ustawy, sądził, że ma 
prawo otwierać rozmaite instytucje, za- 
wiadamiając tylko o nich administrację, 
ta zaś ostatnia (na zasadzie praw wyjąt- 
kowych) żądała, by po zalegalizowaniu 
koła dla każdej jego działalności było wy- 
jednywane pozwolenie gubernatora. 
Skutek był ten, że każda sprawa prze- 
wlekała się do nieskończoności, guber- 
nator bowiem zwracał się do innych władz 
o opinię, te mu nie zaraz odpowiadały, a 
nie obeszło się przy tym bez drobnych 
szykan ze strony małych kancelaryjnych 
urzędników. Jako przykład niech służy 
zatwierdzenie koła czytelnianego: proś- 
bę podano 3(16) marca po napisaniu 
przynajmniej siedmiu papierów, ugrzę- 
zła ona gdzieś w kancelarii tak, że dopie- 
ro po kilkakrotnym, osobistym dopomi- 
naniu się wiceprezesa o odpowiedź, oka- 
zało się, że na prośbie podpisany jako 
odpowiedzialna osoba w czytelni. był dr 
Ludwik Łukowski, mieszkający na Żan- 
darmskim Zaułku Nr 9, m. 3; pan urzęd- 
nik nie mógł zebrać wiadomości o pra- 
womyślności tego pana, ponieważ nie 
wiedział co znaczy "dr" i nie ma imienia 
ojca. Dopiero w czerwcu otrzymano po- 


3
		

/wr_2001_nr3_065000004_0001.djvu

			zwolenie na otwarcie czytelni. Czytelnia 
imienia Adama Mickiewicza egzystowa- 
łajuż przed zatwierdzeniem Towarzystwa 
"Oświaty". Myśl założenia jej powstała 
na wiecu narodowym w listopadzie 1903 
r. w dobie największego ruchu wolnościo- 
wego. Myśl tę społeczeństwo podtrzyma- 
ło, dając książki i pieniądze tak, że już 25 
lutego 1904 r. biblioteka możebnem było 
otwarcie czytelni w murach pofrancisz- 
kańskich, w Giełdzie Pracy, mając skata- 
logowanych 700 dzieł i mając 15 czytelni- 
ków. W końcu 1906 r. biblioteka posia- 
dała 3420 dzieł, z 1324 czytelnikami. Po 
zalegalizowaniu czytelni i uzyskaniu od 
Głównego Zarządu "Oświaty" jednora- 
zowej zapomogi, rozwinęła się czytelnia 
jeszcze bardziej tak, że jak to widać ze 
sprawozdań w grudniu 1907 r. w ciągu 11 
miesięcy jej egzystencji wydano 12000 czy- 
telnikom 21500 książek. Porównując ze 
sprawozdaniem z Biblioteki publicznej, 
mającej specjalne cele, która w ciągu ca- 
łego roku przy codziennym wydawaniu 
książek wydała 20274 tomów, a więc o 1/ 
2 tysiąca I11niej niż Mickiewiczowska w 
pierwszych 11 miesiącach istnienia, doj- 
dziemy do przekonania, jak wielka jest 
potrzeba takiej czytelni w Wilnie. Toteż 
zarząd koła krzątał się, by założyć filie na 
krańcach miasta, a przez to odciągnąć 
zbyt wielki napływ czytelników od cen- 
tralnej czytelni. Zamknięcie Thwarzystwa, 
a z nim razem i biblioteki, pozbawiło ubo- 
gą ludność tej tak bardzo kulturalnej in- 
stytucji. Czytelnikami bowiem byli: rze- 
mieślnicy, robotnicy, stróże, woźni, pan- 
ny sklepowe, szwaczki, służące, praczki 
itd. Po zamknięciu biblioteki i książki po 
części zwrócono właścicielom, z części 
urządzono bibliotekę przy głównym wię- 
zieniu wileńskim, największa część złożo- 
na w pakach czeka na lepsze czasy, które 
wcześniej, czy później nastąpić muszą. 
Dnia 5(18) kwietnia 1907 roku zorga- 
nizowało się koło księgarniane, które 
postawiło sobie za zadanie stworzenie w 
Wilnie i na prowincji księgarni dla całe- 
go naszego kraju w celu rozpowszech- 
nienia czytelnictwa i ułatwienia urządza- 
nia bibliotek ludowych; stosunkowo 
prędko, bo już 17(30) maja uzyskano 
pozwolenie władzy, a w czerwcu dzięki 
znacznemu zasiłkowi kasy głównej, księ- 
garnia zaczęła funkcjonować. Z począt- 
ku z wielkimi trudnościami, ale dzięki nie- 
strudzonym usiłowaniom zarządzających 
księgarnią członków koła, pana Szklen- 
nika i pani Czarkowskiej, rozwijała się 
doskonale, mając 400500 rb. obrotu mie- 
sięcznie, a obiecywała dawać pewien do- 
chód kołu przy dobrym rozwoju. 
Przy tym kole pracowały następujące 
komisje: l) redakcyjna, która oceniała 
książki ludowe, sporządziła normalny 
katalog książek ludowych i urządziła kil- 
ka typów biblioteczek popularnych i dzie- 
cinnych; wydała oprócz tego bardzo prak- 
tyczny, a oparty na wieloletnim doświad- 
czeniu, program szkółek ludowych na 


4 


Litwie, opracowany przez komisję, z łona 
głównego Zarządu Towarzystwa wyło- 
nioną: 2) komisja kolporterki, której za- 
daniem było rozpowszechnienie jak naj- 
więcej książek doborowych dla ludu; 3) 
komisja obniżania ceny książek ludowych 
do minimum, na jaki pozwoli skromny 
na początek obrót handlowy księgarni. 
Prócz tego robiło koło starania o otwo- 
rzenie filii w Dziśnie, na żądanie tamtej- 
szego koła oświatowego, ale już na to 
pozwolenia nie uzyskało. 
Księgarnia wraz z zamknięciem Thwa- 
rzystwa została opieczętowana i dopiero 
po paru miesiącach starania pozwolono 
ją na trzy tygodnie otworzyć, dla jej zli- 
kwidowania. Taka nagła likwidacja nara- 
ziła Towarzystwo na duże straty mate- 
rialne, przynosząc swoim klientom ze 
wszystkich 6 guberni jeszcze większe szko- 
dy moralne. 
Trzecim kołem wileńskim było koło 
odczytowe, zorganizowane 20 czerwca (2 
lipca) tegoż 1907 r. z prezesem dr. Bile- 
wiczem. Zanim się ono zorganizowało, 
Główny Zarząd wespół z delegatami od 
koła równouprawnienia kobiet zajął się 
urządzaniem szeregu odczytów popular- 
nych z wejściem po 10 groszy od osoby. 
Odczyty te odbywały się co niedzielę, by- 
wały licznie uczęszczane, bo przeciętnie 
bywało na nich od 200-300 osób. Urzą- 
dzeniem odczytów zajmowała się p. Ej- 
narowiczówna. 
Na żądanie kół prowincjonalnych i 
głównego Zarządu, koło delegowało swo- 
ich członków dla wygłoszenia odczytów i 
na prowincji. Oprócz tego pod kierun- 
kiem p. Ostachiewiczowej zaczął się odby- 
wać cały cykl odczytów z historii, literatury 
i sztuki dla inteligencji i młodzieży. 
Zarząd Główny porozumiał się nad- 
to z Promykiem, aby ten wygłosił odczyt 
o nowej metodzie nauki czytania jego 
wynalazku. Odczyt odbył się dnia 2( 15) 
grudnia 1907, przy ogromnym udziale 
publiczności: prelegentem był młody T. 
Prószyński. Przy tym kole było biuro po- 
rad dla samouków, z p. Ostachiewiczo- 
wą na czele. 
Wraz z zamknięciem Towarzystwa, cały 
majątek koła, składający się z ekranów, 
latarni i przeźroczy przeszedł do koła 
równouprawnienia kobiet, ono też do- 
prowadziło do końca odczyty popular- 
ne, na które Towarzystwo "Oświata" mia- 
ło od władz pozwolenie. Miejmy też na- 
dzieję, że obecnie ono również będzie 
poczuwało się do obowiązku prowadze- 
nia ich i dalej, o ile władze na to zezwolą. 
Prócz wyżej wspomnianych kół, zor- 
ganizowały się nadto trzy koła ochronko- 
we: l) 28 sierpnia (3 września) tak zwane 
Za rzeckie założyło dwie ochrony, z któ- 
rych jedna nie doczekała się legalizacji, 
bo prośbę o nią przesłano do decyzji 
głównego naczelnika kraju, drugą za- 
mknęła policja i wytoczyła proces za zna- 
lezienie kilku elementarzy polskich i ro- 
syjskich, i kilku książek potrzebnych 


ochroniarce do pogadanek. 
Drugie koło ochronkowe, pod nazwą 
Elizy Orzeszkowej, ukonstytuowało się 
7(20) października i założyło na Zwie- 
rzyńcu ochronę na 130 dzieci biednych, 
w której dzieci otrzymywały doskonałe 
obiady. Ochronka rozwijała się wybor- 
nie, została wraz z Towarzystwem w lu- 
tym 1908 r. zamkniętą i tylko na usilne 
prośby prezesa Towarzystwa pozwolono 
otworzyć ją na dwie godziny dziennie dla 
wydawania obiadów. W takim stanie 
ochrona imienia Elizy Orzeszkowej prze- 
trwała do maja bieżącego roku. 
Trzecie koło ochronkowe, tak zwane 
Łukiskie, zorganizowano 10(23) paź- 
dziernika, zamierzało otworzyć dwie 
ochrony dla dzieci przeważnie robotni- 
ków (do 300 dzieci), nie doczekało się 
jednak legalizacji. 
Nie z taką łatwością tworzyły się koła 
na prowincji: duże przestrzenie, trudność 
znalezienia w danej okolicy co najmniej 
30 osób potrzebnych dla zawiązania koła 
stały temu na przeszkodzie. Uwzględnia- 
jąc to, Zarząd był zmuszony ochronki, 
zakładane przez pojedynczych obywateli 
ziemskich, pod pewnymi warunkami 
przyjmować pod swoją firmę. Uprosił on 
przy tym kilka wpływowych osób w gu- 
berni, by zechciały być pomocą przy za- 
wiązywaniu na wsi i po miasteczkach kół 
oświatowych. Jedno z pierwszych, bo już 
8(21) kwietnia 1907 r., zupełnie samo- 
rzutnie zawiązało się w miasteczku Ej- 
szyszki (powiat lidzki); koło założyło 
ochronę, czytelnię dla swoich członków i 
urządziło trzy odczyty. I ono przestało 
istnieć wraz z zamknięciem Towarzystwa. 
Dnia 10(23) sierpnia tegoż roku po- 
wstało bardzo liczne koło w miasteczku 
Głębokim, w pow. dziśnieńskim pod prze- 
wodnictwem Stanisława Mohla. Człon- 
ków było 16, urządzono wzorową ochro- 
nę na sto kilkadziesiąt dzieci i bibliotecz- 
kę dla członków. Dnia 13(26) grudnia 
tegoż roku wpadła policja, sporządziła 
protokół, iż jest prowadzona szkoła, za- 
brała elementarze polskie i rosyjskie i 
obrazki na ścianach wiszące, ochrony jed- 
nak nie zamknięto. Dopiero w styczniu 
następnego roku, asesor na czele kilku- 
nastu strażników rozpędził ochronę, przy 
czym nie obeszło się bez bójki. Koło, do 
którego należało wielu analfabetów, jak 
to widać z podań do głównego Zarządu, 
zostało w lutym 1908 r. jednocześnie z 
Thwarzystwem rozwiązane, a prezydium 
wytoczono proces za utrzymywanie po- 
tajemnej szkoły. 
Z inicjatywy p. A. Kijakowskiego dnia 
16(29) sierpnia 1907 r. zorganizowało się 
koło w Parafianowie, w pow. wilejskim 
pod przewodnictwem ks. Stefana Roma- 
nowskiego. Koło miało przeszło 40 człon- 
ków i założyło w miasteczku Kletenburg 
ochronę na 30 dzieci obojga płci, która 
egzystowała tylko trzy tygodnie, bo już 
15(28) grudnia policja, po sporządzeniu 
odpowiedniego protokołu, ochronę za-
		

/wr_2001_nr3_065000005_0001.djvu

			mknęła; koło zaś wraz z Towarzystwem 
przestało istnieć. 
Posiadając odpowiednie dane, trochę 
dłużej chciałbym się zatrzymać przy tak 
zwanym kole królowej Jadwigi w mia- 
steczku Żoludek, w pow. lidzkim. Zało- 
żone dnia 2( 15) września rozwinęło nad- 
zwyczaj pożyteczną działalność. Posia
a- 
ło bowiem dwie ochrony w samym Zo- 
łudku (jedną utrzymywaną kosztem księż- 
nej Cz.), w których znajdowało nadzwy- 
czaj staranną opiekę i zajęcie 110 dzieci 
obojga płci. Oprócz tego w każdej więk- 
szej wiosce urządzono małe ochronki dla 
dzieci rodziców, pracujących poza do- 
mem. Mała - z 500 dziełek złożona wy- 
pożyczalnia książek była przez dorosłych 
rozchwytywana. Na Boże Narodzenie 
urządzono choinkę dla dzieci z podarun- 
kami, dzieci zaś w zamian dla swych ro- 
dziców, członków koła i gości, odegrały 
Jasełka Rydla. Koło liczyło przeszło 40 
członków, rozwiązało się wraz z zamknię- 
ciem Towarzystwa. 
Z inicjatywy pp. Makarskich powsta- 
ło dnia 16(29) sierpnia koło w Kościenie- 
wiczach, w pow. wilejskim; zapisało się 
doń od razu 34 członków. Koło otwo- 
rzyło swe ochrony. Zamknięto koło wraz 
z Towarzystwem. 
Świetnie się rozwijało koło w Żoślach, 
w pow. trockim, pod przewodnictwem p. 
Ludwiki Pac-Pomarnackiej. Założone 
dnia 15(28) września, miało członków 130 
z różnych sfer społeczeństwa, miało 
ochronę na 50 dzieci, chciało otworzyć 
czytelnię, miało już na to 200 książek, ale 
pozwolenia nie uzyskano. Ochronę wła- 
dze zamknęły 8(23) stycznia 1908 r., wy- 
wołując żal ogólny. Pozwolę sobie tu przy- 
toczyć charakterystyczny list prezeski: 
Smutny koniec ochronki - pisze szanow- 
na prezeska - przyniósł straty niepoweto- 
wane w naszych stronach, gdyż znowu roz- 
budził brak wiary w dobre chęci ziemian i 
inteligencji Włościanie nasi zamiast żaLu dla 
sprawców zamknięcia, całą swą niechęć 
zwrócili do założycieli i zarządu koła, i przej- 
dzie dużo czasu, nim znowu zdobędziemy 
tę troszkę zaufania, kJóreśmy już posiedli. 
Koło w Koszedarach, w pow. trockim, 
pod przewodnictwem Józefa BoIcewicza, 
zorganizowane dnia 11(23) września, 
założyło ochronę dla stu dzieci i nosiło 
się z projektem utworzenia szkoły rze- 
mieślniczej. Wszystkie te projekty upadły 
wraz z zamknięciem Towarzystwa i koła. 
Z inicjatywy członka Zarządu - p. Ja- 
rockiego, powstało 23 września (6 paź- 
dziernika) kolo w miasteczku Smorgonie, 
w pow. oszmiańskim, pod przewodnic- 
twem p. Gustawa Antoszewicza. Założy- 
ło ono ochronę dla dzieci robotników, 
chciało założyć bibiotekę i czytelnię, ale 
wskutek naj rozmaitszych donosów żad- 
na z tych instytucji nie została zatwier- 
dzona; ochronkę policja zamknęła, 
członkom Zarządu wytoczono proces za 
nieprawne otwarcie szkoły. Koło za- 
mknięto wraz z Towarzystwem. 


Dnia 25 września (8 października) 
powstało kolo w Dziśnie; zamierzało ono 
urządzić filię księgarni "Oświaty" i otwo- 
rzyć ochronki w Dziśnie i w pięciu wsiach 
w pow. dziśnieńskim. Na żądanie legali- 
zacji tych instytucji dopiero w styczniu 
przyszła odmowna odpowiedź, a prócz 
tego przewodniczący koła został pocią- 
gnięty do odpowiedzialności za niepraw- 
ne nauczanie po polsku. 
Z inicjatywy p. Halickiego założono 
kolo w Olkienikach, w pow. trockim, 21 
października (3 listopada), pod przewod- 
nictwem p. Tomasza Sokolnickiego, skła- 
dające się z 60 członków, przeważnie ro- 
botników fabrycznych. Środkami tychże 
robotników założono ochronkę w osob- 
nym, na ten cel przeznaczonym, a przez 
p. Sokolnickiego ofiarowanym domu. 
Gdy po dwukrotnej rewizji ochrona zo- 
stała zamknięta, robotnicy nie mogli się z 
tą myślą pogodzić, a podejrzewając za- 
rząd koła, iż nie dosyć energicznie koło 
sprawy chodzi, wysłali od siebie delega- 
cję do gubernatora i kuratora okręgu 
naukowego, prosząc o ochronę i szkołę 
z polskim językiem wykładowym. Okręg 
naukowy zgodził się na szkołę z rosyj- 
skim językiem wykładowym, na co znów 
robotnicy zgodzić się nie chcieli. Wkrót- 
ce potem koło zostało zamknięte wraz z 
Towarzystwem. 
Thkiż los spotkał jeszcze trzy koła: w 
Kiernowie, w pow. wileńskim, założone 
21 października (2 listopada) pod prze- 
wodnictwem księdza Konrada, składa- 
jące się z 44 członków, które założyło 
ochronę dla 100 dzieci i biblioteczkę ze 
160 książek. Ochronę policja zamknęła: 
Lidzkie, założone dnia 4( 17) listopada, 
które oprócz ochronki i biblioteki zamie- 
rzało urządzać popularne odczyty, a któ- 
re nawet nie doczekało się legalizacji; i 
trzecie w Holszanach, w pow. oszmiań- 
skim, założone z inicjatywy i pod prze- 
wodnictwem ks. Bolesława Korna. To 
ostatnie miało zamiar założyć ochronę, 
księgarnię i czytelnię, robić przy tym sta- 
rania o pozwolenie otwarcia szkółki; wy- 
wiezienie w głąb Rosji ks. Korna i za- 
mknięcie Towarzystwa uniemożliwiło 
urzeczywistnienie tych projektów. 
Tymczasem Zarząd Główny był zajęty 
organizowaniem koła analfabetów i upo- 
rządkowaniem wykładów języka polskie- 
go w szkołach. 
W średnich zakładach płacił za 
uczniów biednych, a miejskich urządził 
komitet rodzicielski, który po usilnych 
staraniach otrzymał pozwolenie na wy- 
kłady języka polskiego. Ponieważ jednak 
niewielu rodziców mogło za nie płacić, 
więc opłaty wnosiła kasa Towarzystwa. 
Odwoływał się w tej kwestii Zarząd za 
pomocą prasy do społeczeństwa, prosząc 
o pomoc pieniężną. Specjalna komisja w 
Zarządzie opracowała typ elementarnej 
szkoły, zastosowany do wymagań admi- 
nistracji. Gdy jednakże wiceprezes Towa- 
rzystwa po półtoragodzinnej rozmowie 
. 


z kuratorem okręgu naukowego otrzy- 
mał szczerą odpowiedź, że ani Thwarzy- 
stwo jako takie, ani nikt z Polaków nie 
otrzyma nigdy, pomimo ustawy, pozwo- 
lenia, projekt musiał być do lepszych cza- 
sów odłożony. 
Zgodnie z uchwałą organizacyjnego 
zebrania 13(26) grudnia 1907 r., Zarząd 
zwołał ogólne zebranie Towarzystwa, na 
którym, po złożeniu sprawozdania, po- 
dał się wraz z Radą Nadzorczą do dymi- 
sji, jako tymczasowy, został jednak po- 
nownie, prawie bez zmiany, wybrany. Tyl- 
ko prezes Towarzystwa p. Sumorok z wiel- 
kim żalem członków usunął się z powo- 
du nadwątlonego zdrowia i nawału pra- 
cy. Na jego miejsce wybrano dr. W Wę- 
sławskiego, (wiceprezesem został dr 
Czarkowski, 2-im p. Perzanowski). Inni 
członkowie Zarządu zostali. Na tym ze- 
braniu na członków honorowych wybra- 
no p. Elizę Orzeszkową i ś.p. Konrada 
Prószyńskiego (Promyka). 
W postępowaniu z władzami starał się 
Zarząd być o ile to możliwe bardzo lojal- 
nym i ostrożnym. Bardzo ostrożnie i nie- 
jednocześnie legalizował koła, co często 
wywoływało narzekania kół na rzekomą 
opieszałość Zarządu, Trzeba też przy- 
znać, że z początku administracja, abs- 
trahując zwyczajny jej system przeciąga- 
nia, nie stawiała przeszkód. Zmiana na- 
stąpiła bardzo prędko po rozpuszczeniu 
drugiej Dumy; piętrzyły się odmowy, sy- 
pały się zapytania, zmuszające prezesa 
Towarzystwa do ciągłych wizy tu u guber- 
natora i w jego kancelarii. Zarzuty były 
rozmaite: między innymi w czasie rozmo- 
wy z jednym z wyższych przedstawicieli 
administracji prezes usłyszał i taki, że 
działalność "Oświaty" byłaby dobrodziej- 
stwem w tulskiej lub kostromskiej guber- 
ni, tu jednak z powodu wyjątkowego jest 
niepożądaną, wywołuje bowiem z jednej 
strony donosy, a z drugiej ciągłe zapyta- 
nia z Petersburga o jej działalność, która 
tu stoi na bardzo nacjonalistycznym grun- 
cie. Na zapytanie prezesa, w czym się taka 
działalność wyraża, dostojnik odpowie- 
dział: 
Panowie, na przykład do SK	
			

/wr_2001_nr3_065000006_0001.djvu

			prawnie szkoły, że jeżeli Zarząd temu 
tamy nie położy, zapowiada zamknięcie 
Towarzystwa. Prezes pospieszył z wyja- 
śnieniem, że zaraz po otrzymaniu ostrze- 
żenia, rozesłano do wszystkich zarządów 
kół cyrkularz, komunikując ostrzeżenie 
gubernatora i polecając go uwadze, 
wreszcie prosząc, by szkół nie otwierano, 
a jeżeli jakieś są, by natychmiast zamknię- 
to; kopię cyrkularza wręczono guberna- 
torowi i jednocześnie zwrócono jego 
uwagę, że Towarzystwo może być odpo- 
wiedzialne tylko za działanie kół, a nigdy 
pojedynczych członków. Zdawało się, iż 
sprawa się na tym skończy. Od tego jed- 
nak czasu żadne podanie o zatwierdze- 
nie jakiejkolwiek instytucji nie zostało 
uwzględnione, szczególnie po wyjeździe 
gubernatora na urlop, kiedy zastępował 
go urzędnik znany z niechęci do Pola- 
ków, Za jego to rządów dnia 1(14) lute- 
go 1908 r. zjawił się urzędnik kancelarii i 
zażądał pokazania mu wszystkich papie- 
rów Towarzystwa "Oświaty", prosił o 
przetłumaczenie niektórych, ale nic w 
nich, oprócz z tego, że były po polsku 
pisane, an,typaństwowego nie znalazł. 
Pomimo to 14(27) lutego Zarząd otrzy- 
mał zawiadomienie, iż sprawa Towarzy- 
stwa o nieprawną i niezgodną z ustawą 
działalność będzie rozpatrywana w gu- 
berialnym zarządzie dla związków. 
Dnia 15(28) lutego w Zarządzie otrzy- 
mano papier, podpisany przez guberna- 
tora donoszący, że Towarzystwo "Oświa- 
ta" wraz ze swymi kolami i instytucjami 
zostaje zamknięte. Jakież więc przestęp- 
stwa popełniła "Oświata" i za co zasłu- 
żyła na najsroższą karę? Oto motywy za- 
mknięcia: l) Towarzystwo nie zawiado- 
miło władz o zmianach zaszłych w jego 
Zarządzie. Zmiana ta jednak była dobrze 
administracji wiadoma, od maja bowiem 
dr Węsławski zastępował chorego p. 
Sumoroka, podpisywał papiery i bardzo 
często w charakterze prezesa był zmu- 
szony bywać u gubernatora. Zwłoka z 
urzędowym przesłaniem nazwisk wybra- 
nych do Zarządu spowodowana była nie- 
obecnością w Wilnie trzech członków z 
Rady Nadzorczej, wskutek czego Rada 
nie mogła wybrać spośród siebie prezy- 
dującego. Prezes Towarzystwa uprzedził 
o tym urzędnika, w którego dokmaterii 
znajdują się sprawy związkowe i miał mu 
nazwiska podyktować, ale ten mu powie- 
dział, że już spisał je sobie z gazet. 2) 
Zarząd Towarzystwa prowadził protoko- 
ły na oddzielnych kartkach i po polsku, 
wbrew najwyżej potwierdzonemu rozpo- 
rządzeniu komitetu ministrów z lutego 
1906 r. Sekretariat "Oświaty" składał się 
z sekretarza dr. Dmochowskiego, który 
bezinteresownie poświęcał swój czas i jed- 
nego płatnego pisarza. Brak środków nie 
pozwalał na powiększenie kancelarii, któ- 
ra dzięki obszernej korespondencji, to z 
władzami, to z zarządami kół i członkami 
"Oświaty", była po prostu zawalona ro- 
botą. Zważywszy więc, że Zarząd był tym- 


6 


czasowy, protokoły posiedzeń nie były 
szczegółowe, ale wpisywano tylko zapa- 
dłe uchwały na oddzielnych numerowa- 
nych arkuszach. Posiedzeń takich było 22. 
Od grudnia jednak, po wybraniu stałego 
Zarządu, protokoły były wpisywane do 
książki, czego dowodem są dwa ostatnie 
posiedzenia. 
Protokoły rzeczywiście były prowa- 
dzone po polsku, ale grzech ten dzieliły z 
"Oświatą" wszystkie polskie, a zapewne 
litewskie i żydowskie Towarzystwa. Usta- 
wa "Oświaty" nic nie mówiła, w jakim ję- 
zyku obrady i protokoły prowadzone być 
mają. Towarzystwo nosiło nazwę: Polskie 
Towarzystwo "Oświata", rozporządzenie 
z lutego 1906 r. zdawało się dotyczyć to- 
warzystw mieszanych, nie tych, gdzie wy- 
łącznie jedna tylko narodowość była re- 
prezentowana. A i administracja miejsco- 
wa do niedawna tak je sobie tłumaczyła, 
bo nie miała nigdy nic przeciwko temu, 
gdy nawet na ogólnych zebraniach roz- 
prawy były prowadzone w języku tej na- 
rodowości, jakiej byli członkowie. Dopie- 
ro po zamknięciu "Oświaty", na ogólne 
zebrania rozmaitych towarzystw zjawiała 
się policja, domagając się prowadzenia 
obrad po rosyjsku. Coś bardziej bezbarw- 
nego trudno sobie wyobrazić. Zwykle 
odbywa się to w podobny sposób: ktoś z 
zarządu odczytuje roczne sprawozdanie, 
które przyjęte bywa głębokim milczeniem, 
w milczeniu rzucają członkowie swoje 
głosy do urny i w pół godziny bez żadnej 
dyskusji wszystko się kończy. Ile na tym 
tracą towarzystwa, łatwo to zrozumieć. 
Miejmy nadzieję, że posłowie nasi, gdyż 
już kwestia budżetu w Dumie jest prawie 
skończona, znajdą czas na zwrócenie 
uwagi na potrzeby i biedy kraju, który ich 
wysłał, a w szczególności na rozporzą- 
dzenie z lutego 1906 r., przy którym bled- 
nie osławiony 
 7 uchwały pruskiego par- 
lamentu, a który wywołał tak słuszne 
oburzenie nawet wśród Rosjan. Jest on 
ciężkim nie tylko dla Polaków, ale też i 
dla Litwinów i Żydów, uniemożliwia bo- 
wiem legalnym towarzystwom wszelką 
pracę kulturalną. 
A jeżeli komitetowi ministrów udało 
się uzyskać najwyższe potwierdzenie tego 
rozporządzenia popowstaniowych wiel- 
korządców Litwy, powinno i naszym po- 
słom udać się zniesienie tak bardzo krzyw- 
dzącego i krępującego prawa. 
Oto są krótkie dzieje instytucji, w któ- 
rej społeczeństwo takie nadziej pokła- 
dało. Oprócz wyżej wspomnianych po- 
wodów, chęć zdania rachunku przed spo- 
łeczeństwem z działalności Towarzystwa, 
rachunku, którego ono wymagać miało 
prawo, była powodem napisania historii 
"Oświaty". Powtarzamy raz jeszcze, że 
zamknięcie legalnej i zupełnie apolitycz- 
nej instytucji nikomu korzyści nie przy- 
niosło, a wyrządziło naszemu społeczeń- 
stwu krzywdę i szkodę, którą zmniejszyć 
do minimum powinno się starać samo 
społeczeństwo. 


Z prasy 


15.02.2001 zmarł w Londynie Józef 
Bujnowski, poeta, nauczyciel gimnazjów 
w Wilnie, uczestnik walk w 1939 roku i 
pod Monte Cassino, profesor Polskie- 
go Uniwersytetu w Londynie. . Mu- 
zeum Literatury w Warszawie otrzyma- 
ło odnalezione wileńskie rękopisy Kon- 
stantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Prze- 
kazali je Aniela i Tadeusz Bujniccy, spad- 
kobiercy pierwszego właściciela - Teo- 
dora Bujnickiego. . Dom Polski w Wil- 
nie "jest darem polskiego społeczeń- 
stwa dla rodaków, bo został wybudowa- 
ny za pieniądze z podatków obywateli 
RP" - powiedziała marszałek Senatu 
Alicja Grześkowiak podczas uroczysto- 
ści otwarcia. Dom wzbudzał i wzbudza 
wielkie kontrowersje: zdaniem krytyków 
jest za wielki i nie bardzo wiadomo, kto 
w przyszłości ma płacić za jego utrzyma- 
nie (poseł Artur Płokszto szacuje te 
koszty na ponad 100 tys. dol. rocznie). 
. Troje senatorów SLD zarzuciło Kan- 
celarii Senatu oraz stowarzyszeniu 
Wspólnota Polska marnowanie publicz- 
nych pieniędzy, m.in. przy budowie 
Domu Polskiego w Wilnie, którego koszt 
wzrósł z 9,5 mln do 22 mln zł. Prezes 
stowarzyszenia Wspólnota Polska prof. 
Andrzej Stelmachowski oraz szef Kan- 
celarii Senatu Bogdan Skwarka odrzu- 
cili zarzuty, powołując się na najnowsze 
raporty NIK. . 11 marca mniejszość 
litewska świętowała rocznicę niepodle- 
głości Litwy, proklamowanej 11 marca 
1990 r. We wszystkich szkołach na Su- 
walszczyźnie z litewskim językiem naucza- 
nia odbywały się uroczystości. . Sto- 
warzyszenie Litwinów w Polsce oraz 
Konsulat Generalny Republiki Litew- 
skiej zorganizowały w sali Muzeum Ko- 
lekcji im. Jana Pawła II w Warszawie 
uroczysty wieczór literacko-muzyczny z 
okazji 11-lecia odrodzenia niepodległej 
Litwy oraz lO-lecia wznowienia stosun- 
ków polsko-litewskich. . W połowie 
marca złożył wizytę w Polsce Arturas 
Paulauskas, przewodniczący litewskiego 
Sejmu, a w roku 1997 rywal Valdasa 
Adamkusa w wyborach prezydenckich. 
Jego żona Jolanta jest litewską Polką. 
. Instytut Pamięci Narodowej zwróci 
się do organów ścigania Białorusi o wsz- 
częcie własnego śledztwa w sprawie 
zbrodni w Nalibokach na Nowogród- 
czyźnie dokonanej w 1943 roku przez 
sowieckich partyzantów na żołnierzach 
AK i ludności cywilnej. Oprócz zbrodni 
w Nalibokach (131 osób) śledztwo obej- 
muje także rozstrzelanie w grudniu 1943 
r. 10 osób we wsi Derewna pow. Stołp- 
ce i zabójstwo w maju tego samego roku 
w Kamieniu (gm. Iwieniec, pow. Woło- 
żyn) 19 żołnierzy AK. . Na przełomie 
2000 i 2001 roku paryskie Musee d'Or- 
say pokazało kilkadziesiąt obrazów li- 
tewskiego malarza, kompozytora, poety
		

/wr_2001_nr3_065000007_0001.djvu

			Mikołaja Konstantego Ćiurlonisa, któ- 
rego hojnym mecenasem był polski ary- 
stokrata książę Michał Ogiński. . Za- 
rząd Białoruskiego Związku Artystów 
zabronił wystawienia w Grodnie "Dzia- 
dów", z tym że nie chodzi tu o spektakl 
teatralny, ale rzeźbę Jurasia Macki, któ- 
rą potraktowano w mieście nad Nie- 
mnem tak jak słynne przedstawienie Ka- 
zimierza Dejmka 33 lata temu w War- 
szawie. . Zmarli: 15.01.2001 r. Wanda 
Piłsudska, córka Marszałka; 22.01.2001 
r. Marta Skorko-Barańska z domu Zdro- 
jewska, przedwojenna nauczycielka 
Gimnazjum im. ks. Adama Czartoryskie- 
go w Wilnie, w okresie okupacji uczest- 
niczka tajnego nauczania i żołnierz AK 
w Wilnie.. Na początku grudnia prze- 
bywał w Polsce z jednodniową wizytą 
premier Litwy Rolandas Paksas. Prasa 
litewska podkreśla, że swoją pierwszą 
podróżą zagraniczną Paksas chce poka- 
zać, że Polska jest najważniejszym part- 
nerem dla Litwy. . Polska przekazała 
385 tys. zł na Dom Kultury Litewskiej w 
Puńsku, jest też gotowa przeznaczyć 1,5 
mln euro na zamknięcie pierwszego re- 
aktora elektrowni atomowej w Ignali- 
nie oraz uczestniczyć w budowie mostu 
energetycznego między Polską a Litwą - 
powiedział premier Buzek po spotka- 
niu z premierem Litwy. . Wicemini- 
strem oświaty Litwy został Polak Jan 
Dzilbo, dotychczasowy szef oświaty w 
samorządzie rejonu wileńskiego. . Na 
początku grudnia w Grodnie nocą znik- 
nął czterometrowy krzyż, ustawiony przez 
wiernych na miejscu Fary Witoldowej - 
jednej z najstarszych świątyń katolickich 
na Białorusi, w listopadzie 1961 r. wysa- 
dzonej w powietrze. Stał zaledwie kilka 
dni. . Zbigniew Balcewicz. 54-letni wi- 
ceprezes Związku Polaków na Litwie, 
został zastępcą naczelnika powiatu wi- 
leńskiego. . Prezydent Litwy Valdas 
Adamkus odebrał w \¥.łrszawie Oscara 
Polskiego Biznesu - nagrodę przyznaną 
mu przez Polski Klub Biznesu. Następ- 
nie prezydenci Adamkus i Kwaśniewski 
polecieli razem na światowe Forum Go- 
spodarcze do Davos. . Władze biało- 
ruskiego Werenowa nie pozwalają na 
budowę polskiej szkoły w miasteczku, w 
którym Polacy stanowią aż 80 proc. miesz- 
kańców. . Litewscy Polacy będą mogli 
używać swych nazwisk zgodnie z polską 
gramatyką i pisownią - uzgodnili premie- 
rzy obu państw podczas wizyty w Wilnie 
premiera Jerzego Buzka. Została pod- 
pisana umowa o współpracy wojskowej, 
a także prowadzono rozmowy o połą- 
czeniu systemów energetycznych obu 
państw, . Już wkrótce, zaledwie nieco 
ponad 60 km za Białymstokiem, po dru- 
giej stronie granicy w białoruskim mia- 
steczku Świsłocz stanie pomnik Stalina - 
w towarzystwie Romualda uaugutta i być 
może hr. Antoniego Tyszkiewicza, byłe- 
go pana na Świsłoczy i fundatora miej- 
scowego gimnazjum. LM. 


Irena Fedorowicz 


Z dzieiów polskich iniciatyw 
społeczno-kulturalnych w Wilnie 
na początku XX wieku (2) 


Od 1906 roku przy towarzystwie "Lut- 
nia" powstała nowa sekcja - naukowa. 
obejmująca kilka działów: literaturę, hi- 
storię, matematykę, nauki przyrodnicze. 
Frekwencja podczas odczytów, organizo- 
wanych przez tę sekcję, była jednak nie- 
duża. Sporo osób korzystało natomiast 
z założonej przy niej biblioteki. Sekcja 
naukowa istniała bardzo krótko - zaled- 
wie dwa lata.2'5 
Towarzystwo "Lutnia", szczególnie w 
okresie działalności wszystkich trzech 
sekcji, przyciągało sporą liczbę wilnian. 
W 1901 roku liczyła ona 375 członków 
(chór - 60 osób, orkiestra - 30. sekcja dra- 
matyczna - ok. 60 itd.).26 
Rola towarzystwa artystycznego "Lut- 
nia", działającego z przerwami do II woj- 
ny światowej, jest wprost nieoceniona. 
Była to jedna z najważniejszych wileńskich 
instytucji kulturalnych, szczególnie do 
czasu powstania stałego teatru polskie- 
go (1906) czy słynnej Wileńskiej Orkie- 
stry Symfonicznej (1909). Zdecydowanie 
największą rolę odegrała tu sekcja dra- 
matyczna, kierowana przez doświadczo- 
nego reżysera Edmunda Kupieckiego. 
Sekcja ta stała się po pewnym czasie za- 
lążkiem teatru, który nie zaprzestał swo- 
jej działalności nawet w okresie okupacji 
niemieckiej. Czesław Jankowski napisał 
w 1925 roku: "Lutnia" wileńska przez 
szereg lat torowała w Wilnie ścieżki war- 
szawskiej Reducie",21 
Działalność obu niezwykle ważnych 
placówek kulturalnych: Szkoły Rysunko- 
wej oraz towarzystwa "Lutnia" - to - po- 
wtórzmy - zasługa jednego człowieka, 
Józefa Montwiłła, toteż w pełni uzasad- 
nione jest określenie go jako "człowie- 
ka-instytucji". 
Żywe obrazy i Zawracalnie, czyli teatr 
amatorski 
Ostatnie po Powstaniu Styczniowym 
przedstawienie w Wilnie w języku pol- 
skim (była to Norma Belliniego28) odby- 
ło się 27 X 1864 roku. Aż do oficjalnego 
powrotu słowa polskiego na scenę wi- 
leńską w 1906 roku (tzn. do powstania 
stałego teatru polskiego Nuny Młodzie- 
jowskiej) oraz do czasu. nim zdobyła re- 
nomę sekcja literacko-dramatyczna to- 
warzystwa artystycznego "Lutnia", jedy- 
ną formą działalności scenicznej dla spo- 
łeczeństwa polskiego był teatr amator- 
ski. Przez długie lata, faktycznie aż do 
przełomu, który nastąpił w 1905 roku, 
pozostawał on tajny. Teatr ten nosił na- 
zwę Zawracalni ("od zawracania ludziom 
głowy") albo też teatru "latającego", gdyż 
z hraku stałej siedziby oraz ze względu na 


konspirację, spotkania towarzyskie po- 
łączone z przedstawieniami i recytacjami 
odbywały się w coraz to innym domu pry- 
watnym. Jak wspominała Helena Romer- 
Ochenkowska, malarka, literatka i aktyw- 
na uczestniczka przedstawień amator- 
skich, chętnych do zagrania na scenie nie 
brakowało. Nie przywiązywano też zbyt 
dużej wagi do dekoracji, kostiumów itp.. 
toteż ograniczano je do minimum. Znacz- 
nie poważniejszy problem stanowiło zna- 
lezienie odpowiedniej "sceny". Udostęp- 
niały na ten cel swoje mieszkania m. in. 
rodziny: Makowskich, Dmochowskich, 
Jurjewiczów, Węsławskich i in.29 Mówiąc 
o rodzinie Dmochowskich. największe 
słowa uznania należą się Emmie Jeleń- 
skiej-Dmochowskiej (1864-1919), pisar- 
ce i publicystce oraz wielce zasłużonej 
działaczce oświatowej, która nie tylko 
wraz z mężem występowała również w 
kabarecie ,,Ach" (od 1908 r.).:wJ 
Repertuar teatru amatorskiego nie był 
zbyt wyszukany: wybierano zwykle farsy, 
jednoaktówki M. Bałuckiego, A Fredry 
itp. Niekiedy sięgano również po repertu- 
ar bardziej ambitny, tak np. stało się z 
Dziadami A Mickiewicza, które odniosły 
duży sukces. Popularnością cieszyły się 
również sceniczne przeróbki utworów H. 
Sienkiewicza, wszelkie rekordy bił tu Haj- 
duczek wg Pana Wołodyjowskiego. 
Z czasem Zawracalnie przekształciły 
się w Wieczory Rzemieślnicze, na których 
organizowanie uzyskał oficjalne zezwo- 
lenie księgarz Wacław Makowski (1854- 
1929). Odbywały się one już publicznie, 
m.in. w Sali Miejskiej. Z uwagi na to, że 
obowiązywał zakaz używania języka pol- 
skiego, treści patriotyczne próbowano 
przekazywać bez słów - za pomocą tzW. 
żywych obrazów, pantonimy i baletu. Jed- 
nym z organizatorów takich wieczorów 
artystycznych była wspomniana wcześniej 
Helena Romer-Ochenkowska, z powo- 
dzeniem występująca w pantonirnie, a 
później, od 1908 roku również w kabare- 
cie ,,Ach". W okolicach Wilna, w swoim 
pałacu w Landwarowie, żywe obrazy or- 
ganizował także Władysław Tyszkie- 
wicz. 3 \ Jako "materiał" do żywych obra- 
zów służyły zwykle fragmenty utworów 
literackich lub dzieła malarskie. Na przy- 
kład podczas wieczoru, który odbył się w 
styczniu 1904 roku, zaprezentowano żywe 
obrazy pt. Gra na rogu Wojskiego oraz 
Śniadanie myśliwych (czyli Bigos) wg 
Pana Tadeusza A Mickiewicza oraz "żywą 
kopię" obrazu Gwiazda Betlejemska 
Franciszka Żmurki (autorem insceniza- 
cji był malarz Stanisław Jarocki, wykła- 


7
		

/wr_2001_nr3_065000008_0001.djvu

			dowca Szkoły Rysunkowej).32 
Nie sposób jest przecenić roli instytu- 
cji teatru amatorskiego. Dzięki tej wiążą- 
cej się bądź co bądź z dużym ryzykiem 
inicjatywie zachowana została ciągłość 
tradycji teatralnych, chociaż poziom wy- 
konania pozostawiał wiele do życzenia. 
Owe Zawracalnie - jak pisała H. Romer- 
Ochenkowska - "kształciły młodzież w li- 
teraturze ojczystej i ochroniły ją od osta- 
tecznego wynarodowienia, dawały chwi- 
le rzewnych wzruszeń starszym i zespala- 
ły niebezpieczeństwem".33 Nie bez zna- 
czenia jest również to, że ruch amatorski 
był siłą konsolidującą społeczeństwo, 
ogarniał on bowiem różne środowiska i 
generacje, zaczynając od arystokracji i 
kończąc na rzemieślnikach czy uczącej się 
młodzieży. Poza zasługą wobec krzewie- 
nia polskości, przedstawienia amatorskie 
dawały też dochody, które były przekazy- 
wane na cele dobroczynne, np. na odbu- 
dowę kościoła św. Anny w Wilnie. JoI 
Starania o pomnik Adama Mickiewicza 
w Wilnie (projekty z lat 1905-1906) 
W listopadzie 1905 roku przypadła 50. 
rocznica śmierci Adama Mickiewicza, 
największego polskiego poety - roman- 
tyka, którego kult był szeroko rozpo- 
wszechniony w rodzinnej Litwie. Roczni- 
ca ta stała się sygnałem integracji społe- 
czeństwa wileńskiego niezależnie od na- 
rodowości, które uczciło ją m.in. udzia- 
łem we Mszy żałobnej w kościele św. Jana, 
koncertem w Sali Miejskiej (siłami "Lut- 
ni") oraz w wiecem ludowym z udziałem 
przedstawicieli wszystkich partii politycz- 
nych działających w Wilnie. 3S 
Przy okazji obchodów rocznicowych 
pojawił się pomysł wzniesienia w Wilnie, 
w miejscu publicznym (dotychczas bo- 
wiem jedynym dziełem rzeźbiarskim upa- 
miętniającym więź Mickiewicza z Wilnem 
było popiersie odsłonięte w kościele św. 
Jana w 1899 roku. Autorem projektu był 
Tadeusz Stryjeński) pomnika autora 
Dziadów, tym bardziej, że takie pomniki 
miały już wówczas inne miasta (Kraków, 
Warszawa, Poznań). Brak pomnika 
Wieszcza narodu był tym bardziej dotkli- 
wy, że od kilku lat na placach wileńskich z 
cokołów spoglądały spiżowe figury Mu- 
rawiowa-Wieszatiela (od 1898 roku) oraz 
Katarzyny II (od 1904 roku). 
Kampanię na rzecz budowy pomnika 
Mickiewicza zainicjował adwokat Adam 
Karpowicz (1842-1914) na łamach pierw- 
szego - po czterdziestoletniej przerwie - 
dziennika polskiego "Kurier Litewski" 
(ukazywał się od 1(14)IX 1905). W nr 47 
z dn. 28 X (10 XI) 1905 roku został opu- 
blikowany jego list, zatytułowany Rocz- 
nica Mickiewiczowska. Mecenas Karpo- 
wicz apelował w nim o godne uczczenie 
zbliżającej się 50. rocznicy śmierci Wiesz- 
cza i o powszechny udział w tej akcji 
wszystkich mieszkańców Wilna, a przede 
wszystkim czytelników "Kuriera Litew- 
skiego".36 Redakcji zaś, zgodnie z suge- 
stią autora listu, przypadłaby rola patro- 


8 


na tej akcji. Tak też się stało. Dwa dni 
później redakcja dziennika zadeklarowa- 
ła gotowość przyjmowania w lokalu ad- 
ministracji (ul. Bonifraterska 2) składek 
na pomnik autora Pana Thdeusza a tak- 
że zapewniła o tym, że udostępni łamy 
wszystkim tym, którzy zechcą się wypo- 
wiedzieć w kwestii budowy pomnika i jego 
wyglądu. Akcja zbierania środków na ten 
cel okazała się akcją zakrojoną na szero- 
ką skalę. Wśród ofiarodawców, których 
nazwiska publikowano w każdym nume- 
rze "Kuriera Litewskiego", znaleźli się za- 
rÓwno znani w środowisku wileńskim 
lekarze, inżynierowie, księża, arystokraci 
(np. hrabia Ignacy Korwin-Milewski), jak 
też ubogie kucharki, służące, krawcowe, 
przeznaczające na ten cel symboliczny 
"wdowi grosz". Na liście figurowali rów- 
nież ofiarodawcy zbiorowi, m.in. wileńscy 
majstrowie krawieccy, pracownicy cukier- 
ni Kazimierza Sztrala oraz Zakładów Prze- 
mysłowych hrabiego Antoniego Tyszkie- 
wicza. Do akcji zbierania składek włączyli 
się przedstawiciele różnych narodowości, 
np. obywatel ,,ze sfer żydowskich" Szeel- 
Hirsz Weingrow i Rosjanin, który przed- 
stawił się jako wnuk porucznika Nikity 
Rykowa, polonofila - bohatera poematu 
Pan Thdeusz37. W ciągu niespełna tygo- 
dnia, od 30 X (12 XI) do 5(18) XI zebra- 
no l 476 rb. i 62,5 kop. Zaczęły również 
napływać listy z propozycjami, jak ma wy- 
glądać pomnik Wieszcza w mieście jego 
młodości i gdzie ma on stanąć Uako miej- 
sce lokalizacji pomnika wskazywano np. 
Plac Katedralny, plac przed kościołem św. 
Jana, Góra Trzech Krzyży itd.). 
Od listopada 1905 roku redakcja "Ku- 
riera Litewskiego" - w odpowiedzi na 
prośbę czytelnika Józefa Bukowskiego - 
była zmuszona zainicjować niezależną 
zbiórkę na rzecz budowy nie pomnika A. 
Mickiewicza, lecz szkoły jego imienia. 
Ponieważ czytelnicy gazety odtąd podzie- 
lili się na dwa obozy: zwolennikówwznie- 
sienia pomnika oraz zwolenników budo- 
wy szkoły, na łamach dziennika rozpo- 
częła się polemika. Została ona załago- 
dzona dopiero po ogłoszeniu przez Cze- 
sława Jankowskiego (1857-1929), ówcze- 
snego redaktora "Kuriera Litewskiego" 
apelu do czytelników o zgłaszanie nazwisk 
kandydatów na członków mającego po- 
wstać Komitetu Budowy Pomnika A. 
Mickiewicza w Wilnie. Aktywność czytel- 
ników i tym razem była wprost zaskaku- 
jąca: w ciągu kilku tygodni nadesłano 
ponad 120 listów. Sprawa ta poruszyła 
nie tylko mieszkańców dawnego Wielkie- 
go Księstwa Litewskiego (z Kowna, Po- 
niewieża, Szawli, Mińska), ale też patrio- 
tów z całego Cesarstwa Rosyjskiego (np. 
z Petersburga, Chersonia itd.).38 Wśród 
kandydatów do udziału w pracy Komite- 
tu wymienieni zostali m.in.: Eliza Orzesz- 
kowa, Emma Jeleńska-Dmochowska, 
Józef Montwiłł, ks. biskup Edward von 
Ropp a także Povilas Visinskis, języko- 
znawca Jonas Jablonskis, Jonas Vileisis i 


jego brat Petras Vileisis, redaktor dzien- 
nika "Vilniaus zinios". Komitet został 
powołany w lutym 1906 roku, pod prze- 
wodnictwem Cz. Jankowskiego. W jego 
składzie znaleźli się ostatecznie: Michał 
Węsławski, Bolesław Rusiecki, Włady- 
sław Zahorski, Adam Karpowicz, ks. Jan 
Kurczewski, Ferdynand Ruszczyc, Stani- 
sław Bohusz-Siestrzeńcewicz, Witalis 
Uścinowicz, Lucjan Uziębło, Ignacy hr. 
Korwin-Milewski oraz Jan Ursyn (Zarna- 
rajew). Pomimo ambitnych planów, Ko- 
mitet Budowy Pomnika A. Mickiewicza 
w Wilnie nie zdążył rozwinąć swojej dzia- 
łalności ze względu na interwencję gene- 
rała-gubernatora hr. Siergieja Thtiszcze- 
wa. Zabronił on Komitetowi prowadze- 
nia działalności, a redakcji "Kuriera Li- 
tewskiego" - zbierania składek ze wzglę- 
du na to, że "sprawa ta nie została dotąd 
poruszona w drodze oficjalnej". 39 Los 
Komitetu nie jest do końca znany. Ofi- 
cjalnie został on rozwiązany, ale praw- 
dopodobnie kontynuował swoją działal- 
ność tajnie (do roku 1909 lub 1912).40 


Przypisy 
25 A. Romanowski, ibidem, 
26 Lietuvos literaturos in meno archyvas, F 523, 
27 .Słowo., nr 275 z dn. 5 XII 1925, W okresie 
okupacji niemieckiej sekcjo literacko-dramatyczna zo- 
stała przekształcono w stały Teatr Polski, O losach 
.Lutnt w lotach 1907-1915 zob, A. Romanowski, 
op, cit., s. 224-229. 
28 A. Kuligowska, op. cit., s. 302. WystQpili w tej 
sztuce wybitni śpiewacy wileńscy, m.in, Wando Rost- 
kowska i Piotr Zelinger, 
29 XXV-lecie wskrzeszonego Teatru Polskiego w 
Wilnie. Oprac. H Romer-Ochenkowska, Wilno 1932, 
s. 8.10. A. Kuligowska wymienia również rodzinę 
Piłsudskich, ibidem, 
30 A. Romanowski, op, cit., s, 122, 
31 J. z Pu"kamerów Żółtowska. Inne czasy, inni 
ludzie, Londyn, 1959, s, 11. 
32 .Krar nr 7 z dno 13(26) II 1904. 
33 Patrz przyp, 29, 
34 .Krar, ibidem, 
35 Szerzej o obchodach patrz .Krar nr 46 z dno 
4(18) XI 1905 oraz A. Romanowski, Feniks z popio- 
łów. Odrodzenie kultury polskiej w b, Wielkim Księ- 
stwie Litewskim w 1905 r" Iw:] Wilno i Wileńszczy- 
zna jako krajobraz i środowisko wielu kultur, pod 
red, E. Feliksiak, Białystok, s, 169. 
36 Szerzej o tym zob, I. Fedorowicz, W hołdzie 
Mickiewiczowi. O projektach uczczenia w Wilnie 
50. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza (Na pod- 
stawie publikacji .Kuriera Litewskiego. 1905-1906). 
w: Literackie Kresy i bezkresy, Księga ofiarowana 
Prof. Bolesławowi Hadaczkowi, red, K,R, tozowskiej 
i E. Tierling, Szczecin 2000, s. 49-61. 
37 Op. cit., s. 53. Zob, też J. Poklewski, Polskie 
zycie artystyczne w międzywojennym Wilnie, To, 
ruń 1994, s, 38 oraz P. Szu bert, Pomnik Adama 
Mickiewicza w Wilnie, w: Blok-Notes Muzeum Lite- 
ratury im. A. Mickiewicza, 9: 1988, s. 199. 
38 Jeden list w tej sprawie nadszedł nawet z 
Francji. Materiały na ten temat znajdujQ się w: Lietu- 
vos centrinis valstybes archyvas, F 1335, op. l, nr I. 
39 Odpowiedż generała-gubernatora zoslała 
opublikowana w nr 106 .Kuriera Litewskiego. z dno 
13(26) V 1906, Z korespondencji pomiędzy hr, 
T atiszczewem a szefem kancelarii A. Stankiewiczem 
wynika, że decyzja taka zapadło z powadu .ten- 
dencyjności projektu autorstwa nielicznej grupki miej' 
scowych Polaków-nacjonalistów., Lieluvos valstybes 
istorijos archyvos, F 378, op, 114, nr 337. 
40 I. Fedorowicz, op, cit., s. 60-61. Pomnik A. 
Mickiewicza w Wilnie, autorstwa G. Jokubonisa, 
stanął dGpiera w... 1984 r,
		

/wr_2001_nr3_065000009_0001.djvu

			Sylwetki wileńskie 


Pierwszy Biskup Łomżyński 
i Metropolita Wileński 
ks. abp Romuald Jałbrzykowski (2) 


Rozkwitało pod rządami arcybisku- 
pa życie zakonów. Wracali do zabranych 
niegdyś przez rządy rosyjskie klasztorów 
zakonnicy. Jezuici w Wilnie prowadzili 
gimnazjum, które od razu postawili na 
bardzo wysokim poziomie. Arcybiskup 
nie był stronnikiem licznych klasztorów 
żeńskich. Natomiast popierał tworzenie 
małych klasztorków przy parafiach: trzy- 
cztery siostry najwyżej; opieka nad czy- 
stością kościoła, nad strojami liturgicz- 
nymi, ochronką, szpitalem, pomoc cho- 
rym lub słabym kobietom, pomoc pre- 
fektowi w nauczaniu religii. 
Najtrudniejszym i najboleśniejszym 
okresem pracy duszpasterskiej metro- 
polity wileńskiego były lata 1940-1945. 
Był to okres wielkiego niepokoju i cier- 
pienia. W przewidywaniu nadchodzącej 
wojny, arcybiskup Jałbrzykowski nie cze- 
kał biernie na rozwój wypadków. Przede 
wszystkim przypomniał księżom, pracu- 
jącym w duszpasterstwie, że nie wolno 
im opuszczać ich placówek i powierzo- 
nej ich opiece owczarni, bez zgody wła- 
dzy kościelnej, Dziekanom udzielił 
uprawnienia wikariuszy generalnych. 
Toteż kiedy okupant niemiecki wkroczył 
do Wilna - księża archidiecezjalni w 
ogromnej większości pozostali wierni 
nakazom arcypasterza, pełniąc posługę 
kapłańską. 
Dla Kościoła wileńskiego nadchodzi- 
ły trudne czasy. Dnia 3 marca 1942 r. 
gestapo aresztowało wszystkich profe- 
sorów Seminarium Duchownego w Wil- 
nie pod zarzutem działalności politycz- 
nej, Większość alumnów Seminarium 
wywieziono do Niemiec na roboty. Pro- 
fesorów zaś umieszczono początkowo 
w więzieniu na Łukiszkach, a w połowie 
października 1942 r, przewieziono ich 
do majątku w Szartunie, gdzie był obóz 
dla księży i zakonników. 
Niemcy nie oszczędzili również Me- 
tropolity Wileńskiego, którego w dniu 
12 marca 1942 roku uwięziono, a na- 
stępnie wywieziono do Mariampola. 
Dolę wygnańca i więźnia Arcypasterz 
przyjął ze spokojem i ufną uległością 
wobec woli Bożej. I tym razem ciężkie 
koleje losu nie złamały metropolity na 
duchu. Pisywał listy do swych księży i 
wiernych nacechowane spokojem i wia- 
rą. Dawał w nich wyraz serdecznej tro- 
ski twierdząc, że cierpią więcej od niego. 
Pocieszał, że będzie lepiej. Wielką tro- 
ską zaprzątała go myśl o tych wszystkich, 
którzy siedzieli w więzieniach i przeby- 
wali w obozach zagłady. Z wielu listów 


wynika, że wydarzenia w archidiecezji 
żywym i niestety bolesnym echem odbi- 
jały się w świadomości i sercu arcypa- 
sterza. Latem 1942 roku zaczęła się 
prawdziwa martyrologia Polaków, tych 
zwłaszcza, którzy chcieli być wierni Ko- 
ściołowi i Ojczyźnie. 
Wielu aresztowanych księży diecezji 
wileńskiej i uwięzionych a następnie ska- 
zanych na śmierć kierowało swe ostat- 
nie słowa do Arcypasterza, prosząc o 
modlitwę i ostatnie błogosławieństwo. 
A oto jeden z przykładów: 
"Drogi Arcypasterzu, idę złożyć 
ostatnią ofiarę z życia. Za trzy godziny 
stanę przed Panem. Ostatnie zatem 
modły i myśli kieruję ku Tobie. Najdo- 
stojniejszy Arcypasterzu i ślę po raz ostat- 
ni hołd swego synowskiego szacunku i 
przywiązania. Cieszę się, że Bóg mnie 
wybrał, a nade wszystko, że dodaje sił i 
łask, bo wszyscy trzej jesteśmy spokoj- 
ni". Tak pisał do metropolity wileńskie- 
go ks. Władysław Maćkowiak, wraz z 
którym zginęli w 1942 r. księża Stani- 
sław Pyrtek i Mieczysław Bohatkiewicz. 
Ginęli najlepsi kapłani i wierni, lecz 
arcybiskup nie był w stanie im pomóc, 
ani być z nimi w naj cięższych chwilach. 
Załamanie się frontu niemieckiego 
niosło z sobą uciemiężonym narodom 
nadzieję wolności i wyzwolenia spod 
okupacji hitlerowskiej. 
Wyzwolenie Wilna nastąpiło 13 lipca 
1944 r. Z miejsca odosobnienia w Ma- 
riampolu przybył do Wilna nękany cho- 
robą metropolita Romuald Jałbrzykow- 
ski, który już następnego dnia, 5 sierp- 
nia, w dniu Przemienienia Pańskiego, 
spotkał się w Katedrze Wileńskiej pod 
wezwaniem św. Stanisława - biskupa 
krakowskiego z duchowieństwem i wier- 
nymi, którzy tłumnie przybyli do świąty- 
ni, by przywitać swego arcypasterza. 
Zdawałoby się, że cierpienia dla metro- 
polity skończyły się i że będzie mógł rzą- 
dzić diecezją. Niestety, z chwilą zakoń- 
czenia wojny sowieckie władze uwięziły 
arcybiskupa oraz kanclerza kurii ks. 
Adama Sawickiego (później biskupa). 
Osadzony w więzieniu przy ulicy 
Ofiarnej metropolita Romuald Jałbrzy- 
kowski przebywał w bardzo ciężkich wa- 
runkach w celi nr 33. Po nocach był cią- 
gany na "badania". Traktowano go jak 
przestępcę. Nie żałowano mu upoko- 
rzeń, wyśmiewano i kpiono. Arcypasterz 
znosił wszystko z wielką pokorą i modlił 
się za swych prześladowców. W celi, w 
której przebywał, próbowano wielokrot- 


nie go otruć. Stosowano różne metody 
nakłonienia metropolity do współpra- 
cy z okupantem. W tym czasie wierni całej 
diecezji wileńskiej i łomżyńskiej wznosili 
modły do Boga i Matki Boskiej Miło- 
sierdzia - Pani Ostrobramskiej - Królo- 
wej Polski. Modlitwy w intencji uwolnie- 
nia arcypasterza wznosili do Chrystusa 
duchowni diecezjalni i zakonni. W wielu 
kościołach na terenie Wilna i całej die- 
cezji odprawiano specjalne nabożeństwa 
błagalne o powrót arcypasterza. 
Wreszcie dzień ten nastąpił. W dniu 
24 sierpnia 1944 arcybiskup Romuald 
Jałbrzykowski powrócił do Wilna. Arcy- 
biskup od razu zajął się sprawami archi- 
diecezji. Przede wszystkim musiał obsa- 
dzić wakujące parafie, z których wywie- 
ziono księży do obozu zagłady. 
Przeżycia minionej wojny nie osłabi- 
ływoli działania metropolity, leczwzmo- 
gły ją bardziej niż kiedykolwiek. Lecz na 
początku 1945 roku metropolita był 
zmuszony podjąć decyzję wyjazdu do 
PRL-u. Innym powodem podjętej de- 
cyzji, był fakt przekazania przez sowie- 
tów Wilna Litwie, której władze robiły 
wszystko, by pozbawić polskiego metro- 
polity prawa zarządzania diecezją wileń- 
ską. Faktycznie, była to przymusowa de- 
portacja. Arcybiskupowi wileńskiemu i 
jego duchownym pozostało tylko jedno 
- wyjechać z Wilna i osiedlić się w Bia- 
łymstoku. Była to część diecezji wileń- 
skiej, skąd arcybiskup Romuald Jałbrzy- 
kowski do końca swego życia był metro- 
politą wileńsko-białostockim. 
Straty, jakie poniosła diecezja wileń- 
ska w czasie II wojny światowej, były 
wręcz niewymierne. Zamordowano 90 
księży. Cała działalność Kościoła na ze- 
wnątrz przestała istnieć. Zamarło życie 
organizacji kościelnych, a wielu ich ofiar- 
nych działaczy ciężko przypłaciło swoje 
oddanie dla Kościoła i Ojczyzny. Życie i 
działalność zakonów ustały niemal zu- 
pełnie. Liczne świątynie zamieniono na 
magazyny, w Katedrze Wileńskiej otwar- 
to galerię obrazów, w dzwonnicy kate- 
dralnej - kawiarnię. Istniejący stan rze- 
czy przedstawił arcybiskup Jałbrzykow- 
ski w swojej książce pt. "W górę serca", 
w której m.in. pisał: 
"Istny potop nieszczęść i niedoli: licz- 
ne setki tysięcy naszych braci pomordo- 
wanych, całe okolice zniszczone i spalo- 
ne; życie umysłowe zamarło; ludzie wy- 
nędzniali, zgłodniali, a niektórzy ulegli 
skażeniu duchowemu; nie ma domu ni 
rodziny, nie ma jednostki, nie ubolewa- 
jącej po stracie najbliższych. okrytych ża- 
łobą. Staliśmy się krainą łez, ruin, mogił 
i krzyży. Gdy to wszystko rozważamy, na- 
suwają się nam na usta słowa Jeremia- 
sza proroka: "Miłosierdzie Pańskie, że- 
śmy nie zostali pochłonieni". 
Arcypasterz zdawał sobie sprawę, że 
nie można poprzestawać na rozważaniu 
tragedii ludzkiej i licznych nieszczęść. 
Należało myśleć o odbudowie życia du- 


9
		

/wr_2001_nr3_065000010_0001.djvu

			chowego, a w tej dziedzinie potrzeby były 
ogromne na miarę poniesionych strat. 
Arcypasterz Romuald Jałbrzykowski 
- Metropolita Wileński - był postacią 
wielkiego formatu. Świadomy celu Kró- 
lestwa Bożego na ziemi miał zawsze okre- 
śloną wizję swoich zadań w Kościele, któ- 
re realizował z całą stanowczością. Całę 
życie arcybiskupa było wypełnione inten- 
sywną pracą dla chwały Bożej i dla dobra 
ludzi. Starał się nie zaniedbywać niczego, 
co mogłoby służyć duchowemu dobru 
jego owczarni. Nigdy nie szukał własnej 
chwały, ani pożytku. Całkowicie oddany 
sprawie Bożej służył jej konsekwentnie 
do końca swego ziemskiego życia. Był to 
Wielki Kapłan! Emanowała z niego za- 
wsze świętość. "Bo świętość, jak powiada 
św. Tomasz z Akwinu, ma w pierwszym 
rzędzie swe podłoże w tych cnotach, któ- 
re ostatecznie czynią człowieka wartościo- 
wym wyznawcą Chrystusa". 
"Świętość również polega na wier- 
nym ciągłym wykonywaniu obowiązków 


i urzędów swego stanu" - pisał Bene- 
dykt IV - papież. 
Istotą świętości arcybiskupa Romual- 
da Jałbrzykowskiego było odważne wy- 
pełnianie obowiązków duszpasterskich w 
czasie najtrudniejszym dla Kościoła w 
Polsce. Oddał on swoje życie za Kościół i 
owczarnię w sposób naturalny, z miłości 
ku Bogu i ludziom, w życiu wymagającym 
ofiary przy stałym wysiłku woli wspiera- 
nej łaską. 
Żegnając swoje drogie miasto Wilno 
Metropolita po raz ostatni udał się do 
swojej Katedry, w której spędził wiele 
godzin na modlitwie, powierzając Chry- 
stusowi całą diecezję i owczarnię. 
Nękany przeczuciem nadchodzących 
trudnych dni dla osieroconej owczarni, 
powierzał ją szczególnej opiece Pani 
Ostrobramskiej - Matki Miłosierdzia. 
Niełatwo było mu żegnać się ze stolicą 
arcybiskupów polskich, opuszczać mia- 
sto, obdarzone przez naturę najpiękniej- 
szymi tworami, miasto, siedzibę Pani 


Ostrobramskiej, miasto, pochodnię na- 
uki. miasto wielkich polskich poetów i 
wieszczów, miasto promienistej młodzie- 
ży, miasto męczenników i bohaterów, 
miasto, litanię najwyższych uniesień i 
wzlotów, miasto polskich luminarzy i pre- 
kursorów. 
Ze swojej nowej siedziby arcybiskupiej 
w Białymstoku, metropolita Romuald 
Jałbrzykowski często powracał modlitwą 
i myślami do ukochanego Wilna, do swo- 
ich wiernych diecezjan. 
Do ostatka pracując nad dostępną mu 
częścią diecezji, życia dokonał w dniu 19 
czerwca 1955 roku. Pochowano go w Bia- 
łymstoku, kościele, zastępującym kate- 
drę, obecnie - bazylice mniejszej pod we- 
zwaniem Nawiedzenia NM Panny. 
Pamięci jego towarzyszy opinia świę- 
tości. 


Bruno Zawieyski 


T eksl zoslal uzupełniony o fragmenty ksiqżki W. 
Meysztowicza .Poszlo z dymem. 


Działalność Franciszkanów 
konwentualnych po rozpadzie ZSRR 


Pierwsze wzmianki o obecności fran- 
ciszkanów w Moskwie sięgają drugiej 
połowy XV wieku. W roku 1682 kon- 
gregacja misyjna Stolicy Ap. mianowała 
przełożonym misji w Moskwie o. Schi- 
manna. Franciszkanie po latach udręki, 
prześladowań, katorgi obozowej ducho- 
wieństwa i równania z ziemią świątyń 
przez imperializm carski i reżim bolsze- 
wicki w 1994 roku powrócili do Moskwy. 
Wiosną 1994 r. udało się zakupić w 
Moskwie mieszkanie, w którym w r. 1996 
został erygowany pierwszy klasztor pw. 
św. Franciszka. Od maja 1994 r. bracia w 
Moskwie rozpoczęli też działalność wy- 
dawniczą, zaczynając od wydawania 
"Rycerza Niepokalanej" w języku rosyj- 
skim. Jednocześnie nasi bracia prowa- 
dzili pracę duszpasterską w Kałudze i 
Tule - miastach wojewódzkich odległych 
ok. 200 km od Moskwy. Rok później 
Kapituła prowincjonalna naszej Prowin- 
cji podjęła decyzję o utworzeniu w Sankt 
Petersburgu domu formacji dla kandy- 
datów do Zakonu pochodzących z całe- 
go terenu byłego ZSRR. W okresie 
transformacji systemów politycznych i 
gospodarczych i w Sankt Petersburgu 
przybywało biednych i nędzarzy. Dlate- 
go otworzono w październiku 1997 roku 
bezpłatną stołówkę dla bezdomnych, z 
której korzysta około 300 osób. 
Franciszkanie w Moskwie kończą pra- 
ce nad pierwszym tomem "Rosyjskiej 
Encyklopedii Katolickiej". zawierającej 
ok. 2000 haseł. Encyklopedia będzie 4- 
tomowa z ok. 6 000 hasłami. Bracia z 
tego klasztoru każdego roku budują na 
skrzyżowaniu ulic Balszaja Gruzinskaja 
i Balszoj Tiszynskij Pereułok dużą szop- 


10 


kę Bożonarodzeniową, którą odwiedza 
ok. 30 tys. ludzi. 
Franciszkanie na Białorusi posiada- 
ją cztery erygowane klasztory, kilka pa- 
rafii bez klasztorów, łącznie pracuje tam 
23 zakonników. Dużym problemem jest 
rozproszenie braci pracujących często w 
pojedynczych parafiach. 
Prowincja Gdańska posiada na Li- 
twie dwa domy zakonne i jeden wobwo- 
dzie Kaliningradzkim. Prowincja Kra- 
kowska jest obecna aż w trzech krajach 
byłego ZSRR: na Ukrainie, w Uzbeki- 
stanie, gdzie rysuje się perspektywa 
utworzenia w przyszłości Kustodii Pro- 
wincjalnej oraz w Kałmucji. Ta ostatnia 
obecność jest najbardziej specyficzna: w 
tym trzystu tysięcznym, muzułmańskim 
kraju O. Lucjan Szymański ma jedynie 
69 wiernych katolików. Ale tu, podob- 
nie jak w Uzbekistanie, krakowscy fran- 
ciszkanie są jedynymi katolickimi dusz- 
pasterzami. 
Bracia z wielkim poświęceniem pra- 
cują wśród młodzieży, organizują dla niej 
pielgrzymki, rekolekcje i dni skupienia 
zarówno w ich rodzinnych parafiach jak 
i przy naszych klasztorach. Do normal- 
nych zajęć braci należy także odwiedza- 
nie wieźniów, chorych, pomoc biednym, 
którzy przychodzą do klasztornych drzwi 
szukając wsparcia duchowego i material- 
nego. ... 
Inny dział pracy franciszkańskiej to 
kontakty ze środowiskiem naukowym - 
organizowanie wykładów, spotkań na- 
ukowych, sympozjów na uniwersytecie 
w Moskwie i Rostowie nad Donem. 
Obecnie bracia zajmują się przygotowa- 
niem pierwszego Synodu Kościoła Ka- 


tolickiego w Rosji oraz kończą pracę nad 
wydaniem Mszału Rzymskiego w języku 
rosyjskim. Praca w byłym ZSRR nie jest 
łatwa. uzeba przywyknąć do innej men- 
talności i klimatu, zmagać się ze straszli- 
wie uciążliwą biurokracją, przemierzać 
co tydzień setki nierzadko kilometrów 
w poszukiwaniu rozproszonych katoli- 
ków i podejmować cierpliwie trud wy- 
chowania ich w wierze. Od 15 grudnia 
1999 r. nasza moskiewska wspólnota 
przez władze cywilne została zarejestro- 
wana jako "Katolicki Zakon Francisz- 
kanów w Rosji". Natomiast inauguracji 
nowej Kustodii generalnej w Moskwie 
dokona minister generalny naszego 
Zakonu O. Joachim Giermek w niedzie- 
lę 13 maja 2001 r. w kościele katedral- 
nym w Moskwie, podczas uroczystej 
Mszy św., której będzie przewodniczył 
ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz. Mamy 
nadzieję i wiarę, że w przyszłości otwo- 
rzymy nową misję franciszkańską w da- 
lekiej Syberii nad granicą z Chinami i 
Mongolią. Św. Maksymilian dwa razy 
zatrzymał się w Moskwie i przepowie- 
dział w swoich pismach upadek komu- 
nizmu w Rosji i powrót katolicyzmu. 
Niepokalanów, dnia] 9 III 200] r. 
o.R. Szkopowiec OFMConv. 


Adres oddzlalu bydgoskiego TMWiZW 
85-064 Bydgoszcz, ul. Chodkiewicza 30, 
tel. (O-52) 341 92 67 


Zarząd Oddziału przyjmuje zainteresowa- 
nych w trzeci wtorek miesiąca tamże w 
godz. 16-18 
konto: PKO I OlBydgoszcz 
10201462-58489-270-1 


Redaktor: J. Malinowski 
ISSN 0867-4922 
Skład i druk: ZP "SpńnC ul. Libelta 8 
85-080 6ydgoszcz, tel. (O-52) 321 37 39
		

/wr_2001_nr3_065000011_0001.djvu

			Sylwetki wileńskie 


Józef Zawadzki 
wydawca i księgarz wileński 
15 marca 1781 - 5 grudnia 1838 


Józef Zawadzki, syn Kaspra i Stani- 
sławy z Kobierskich urodził się w Koź- 
minie w Wielkopolsce. Nie wiem, czym 
trudnił się jego ojciec, zapewne pocho- 
dził z zubożałej szlachty i był rzemieślni- 
kiem. Był człowiekiem światłym - świad- 
czą o tym starania o wykształcenie syna, 
który, po ukończeniu szkoły 00. Pija- 
rów w Rydzynie, w wieku 15 lat został 
skierowany na praktykę księgarską. 
Odbywał ją kolejno w Poznaniu, Wro- 
cławiu i Lipsku - a zatem w miastach dla 
wydawców i księgarzy znaczących. W 
roku 1803 przybył do Wilna, z którym 
związał się do końca życia. Do końca 
życia też postępował "wedle rzemieślni- 
czego powołania", "miarkując" wydatki 
na życie a dochód przeznaczając na roz- 
wój firmy, chcąc przekazać ją synom i 
wnukom (co się też stało, chociaż nie 
przez tyle pokoleń, ile sobie wymarzył). 
Uniwersytet Wileński w tymże 1803 
roku otrzymał od cara Aleksandra I 
"Akt potwierdzenia starodawnego Uni- 
wersytetu w Wilnie" normujący zasady 
pracy uczelni, jej nadrzędność nad szko- 
łami okręgu i zabezpieczający ją na przy- 
szłość (przynajmniej do pewnego cza- 
su) przed zakusami likwidacji. Okręg 
szkolny wileński był ogromny - obejmo- 
wał 8 guberni - cały pas późniejszych 
Kresów - od Wilna po Kijów. Dlatego 
też zewsząd napływali młodzi do szkół a 
później na Uniwersytet, napływali też 
uczeni - profesorowie, a ponieważ po- 
wstawały wśród nich różne towarzystwa 
i organizacje - jakbyśmy dziś powiedzie- 
li "pozarządowe" - rozszerzał się stale 
krąg ludzi, których celem było realizo- 
wanie programu oświecenia a przez to 
- ratowanie kultury polskiej pod rosyj. 
skim zaborem. Doceniali oni w pełni od- 
działywanie na młodzież przez słowo nie 
tylko mówione ale i drukowane, stąd 
wielkie zapotrzebowanie na "usługi" wy- 
dawnicze i księgarskie. Możnaby powie- 
dzieć, że Józef Zawadzki trafił do Wilna 
w najlepszym możliwym momencie. 
Józef Zawadzki, namówiony na przy- 
jazd do Wilna przez Jana Bietscha, pra- 
cował przez pierwszy rok w jego skle- 
pie... bławatnym, w którym było też sto- 
isko książkowe. Już w 1804 usamodziel- 
nił się jednak i założył własną drukar- 
nię. W roku 1805 - odkupił od Uniwer- 
sytetu wyposażenie drukarni (znajdują- 
cej się zresztą w opłakanym stanie) i 
został mianowany "typografem uniwer- 
syteckim". W kolejnym roku - objął za- 
rząd księgarni uniwersyteckiej, którą 
przekształcił w wielki skład książek pol- 


skich o bogatym asortymencie - obok 
podstawowego działu podręczników. 
Ale "typograf uniwersytecki" mierzył 
wyżej: miał ambicję zostania samodziel- 
nym wydawcą. Nie szło to tak szybko jak 
w czasach internetu i e-maili - dopiero 
w roku 1816 Zawadzki kupuje księgar- 
nię i łączy ją z drukarnią. W roku 1828 
żegna się z Uniwersytetem: powstaje 
samodzielna firma "Józef Zawadzki". 
Dzisiaj zapewne mówilibyśmy o or- 
ganizatorskich, wręcz menedżerskich 
zdolnościach Józefa Zawadzkiego- któ- 
ry wkrótce znalazł sobie wspaniałego 
sponsora w osobie ks. Adama Kazimie- 
rza Czartoryskiego, generała ziem po- 
dolskich. Kontakt, początkowo związa- 
ny z finansami (książę udzielił mu po- 
życzki 3000 rubli na rozbudowę i uno- 
wocześnienie drukarni) zamienił się po 
latach w przyjaźń, a korespondencja 
Zawadzkiego z Czartoryskim jest kopal- 
nią informacji o działalności drukarza i 
wydawcy, o jego zamierzeniach i celach 
działania. Zawadzki był też zaprzyjaźnio- 
ny z licznymi profesorami Uniwersyte- 
tu, szczególnym poważaniem otaczał 
Jana Śniadeckiego. Należał do Towarzy- 
stwa SzubrawcOw (używając trudnego do 
wymówienia pseudonimu Sweytextyx), 
był też masonem (należał do Loży "Gor- 
liwy Litwin Reformowany"), udzielał się 
w Towarzystwie Typograficznym i Towa- 
rzystwie Dobroczynności. Nie wstydząc 
się swego rzemieślniczego fachu stał się 
wkrótce jednym z czołowych przedsta- 
wicieli stanu trzeciego, a w rzeczywisto- 
ści jednym z wileńskich intelektualistów, 
o otwartych, demokratycznych i postę- 
powych poglądach. 
Cele Zawadzkiego i sposoby jego 
działania były szerokie i nowoczesne. Był 
w pełni świadomy kulturotwórczej roli 
wydawcy jako pośrednika między auto- 
rem a czytelnikami. Dlatego też jako 
pierwszy w Polsce zaczął wypłacać swym 
autorom honoraria (na razie co praw- 
da niewielkie) biorąc na siebie finanso- 
wanie wydawnictwa i ryzyko jego sprze- 
daży. Dobierał zaufanych współpracow- 
ników, edytorów i redaktorów, którzy 
byli zdolni do oceny dzieł, dokonywania 
przypisów i komentarzy - dbał bowiem 
ogromnie o poprawność wydawanych 
książek, a zła jakość rękopisów, częste 
przeróbki w czasie druku a nawet błędy 
ortograficzne były codziennością... Wy- 
dawał katalogi swych wydawnictw a in- 
formacje o ukazujących się nowościach 
umieszczał w periodykach, organizował 
punkty sprzedaży podręczników w szko- 


łach, marzył o Targach Księgarstwa w 
Warszawie... Dokonywał wymiany z in- 
nymi drukarniami i księgarniami z War- 
szawy, Lipska, Paryża, Wiednia i Wro- 
cławia, przyjmował książki w komis. W 
mniejszych miastach nawiązywał kontak- 
ty ze "składami ksiąg". Papier i farbę 
dla swych wydawnictw sprowadzał zza 
granicy, aby osiągać jak najlepszą ich sza- 
tę graficzną. Brał czynny udział w wyda- 
waniu pism periodycznych - przede 
wszystkim "Dziennika Wileńskiego" (ale 
także "Pamiętnika Warszawskiego". a 
być może i "Pamiętnika Lwowskiego") 
w których starał się wprowadzać facho- 
wą krytykę literacką. Całe swoje doświad- 
czenie wykorzystał opracowując dla To- 
warzystwa Przyjaciół Nauk projekt or- 
ganizacji rynku kśięgarskiego. 
Jak w tym wszystkim wytłumaczyć 
dziwną sprawę jego niechęci do wyda- 
nia poezji Mickiewicza? Wspierał wileń- 
skich literatów i pisarzy - ale byli to lu- 
dzie z kręgu "szkiełka i oka", ukształto- 
wani w końcu wieku XVIII, dla których 
romantyczne próby były czymś nie do 
pojęcia i nie do przyjęcia... Zawadzki 
wydawał zresztą przede wszystkim dzie- 
ła naukowe, z beletrystyką - której też 
próbował - miał raczej złe doświadcze- 
nia. Zanotowana jest odprawa, którą 
dał Adamowi Mickiewiczowi: "Wiersze 
nie piszą się w Wilnie ale w Warszawie!". 
Na szczęście przyjaciel Mickiewicza, Jan 
Czeczot, zorganizował prenumeratę i na 
druk Zawadzki się już zgodził (wyraźnie 
zaznaczając na karcie tytułowej "dru- 
kiem" a nie "nakładem i drukiem"). Pod 
względem edytorskim - te tomiki są bez 
zarzutu, Ponieważ "Poezje" miały 
ogromne powodzenie (oprócz ok. 150 
subskrybowanych egzemplarzy I tomu - 
pozostałe 350 znikło natychmiast z ryn- 
ku) Zawadzki zorientował się, że tym 
razem pomylił się i nie tylko zrobił do- 
druk 1500 egzemplarzy, ale też chciał 
odkupić prawa do "Poezji" na własność 
za sto rubli... Jednak tym razem zagnie- 
wał się Mickiewicz i zdecydowanie od- 
mówił, .,bo nie lubił Zawadzkiego" no Ale 
tak czy inaczej Józef Zawadzki wszedł 
do historii literatury polskiej. 
* 


Ocalał portret Józefa Zawadzkiego 
- przedstawiający bruneta z okrągłą twa- 
rzą i czarnymi oczami, krótko ostrzyżo- 
nego (stosownie do ówczesnej mody), 
może nie tyle uśmiechniętego, co z praw- 
dziwie sympatycznym, nieco figlarnym 
wyrazem twarzy. Był raczej niskiego 
wzrostu (co zaznaczono w paszporcie 
kiedy w 1803 roku jechał do Wilna), a 
jak pisze Morawski był "pękaty, zacnej 
duszy i wybornego a jednostajnego w 
każdym razie humoru". Pracownicy 
uważali go za wymagającego ale spra- 
wiedliwego, życzliwego, pomagającego w 
kłopotach. 
* 


Józef Zawadzki, miał trzech synów, 


ł l
		

/wr_2001_nr3_065000012_0001.djvu

			trzech wnuków i trzech prawnuków - i 
na nich, niestety, skończyła się linia Za- 
wadzkich, związanych z drukarnią i księ- 
garnią. Gorzej, że żaden z prawnuków 
nie miał ochoty podjąć się działalności 
w tej branży - co - jak wiadomo - skoń- 
czyło się na sprzedaży księgarni wiosną 
1939 roku spółce jej pracowników. 
(Jeszcze po II Wojnie usiłowali oni pro- 
wadzić dalej księgarnię w Białymstoku - 
ale łatwo się domyślić, że nie trwało to 
długo w peerelowskiej epoce "walki o 
handel"). Drukarnia, którą prowadził 
Feliks, została mu oczywiście odebrana 


Genealogia stępna Józefa Zawadzkiego 
księgarza i wydawcy 


w początku II Wojny. (Podobno bardzo 
rozbudowana, istnieje dotąd pod tym 
samym adresem.) 
Archiwa firmy pozostały w Wilnie - są 
podobno w dobrym stanie, opracowane i 
dostępne (nie jestem pewna czy w Archi- 
wum Państwowym czy Uniwersyteckim). 
Na jednej z czterech powierzchni ko- 
lumny nagrobnej na Cmentarzu Anto- 
kolskim w Wilnie główny napis głosi: 
"D.O.M. Tu spoczywają popioły SP 
Jozefa Zawadzkiego (1781-1838) Typo- 
grafa b. Ces. Wił. Uniwersytetu i Dworu 
JKM w Warszawie". 


Józef Zawadzki 
.1781 t1838 
&Marianna Firer 


Na drugiej stronie obelisku jest na- 
pis: "Najlepszemu i Najtkliwszemu.Mę- 
żowi i Ojcu - wdzięczni i żałośni - Zona 
i Synowie" (jeśli dobrze odczytuję tekst 
z fotografii - wydaje mi się wzruszający: 
ci "wdzięczni i żałośni"...). 
Na trzeciej powierzchni: "A światłość 
wiekuista niechaj Jemu świeci i niech w 
pokoju odpoczywa. Amen". (słyszę to z 
wileńskim akcentem...) 
Czwartej strony, niestety, nie mam 
odpisanej... 


Dorota Cywińska 


I 
Adam 
.1814 t1874 
& Wincenta 
Żółtowska 


I 
Jadwiga (1) 
.1870? 
t1956 
& Thdeusz 
Rapacki 


I 
Feliks (1) 
.1873 
t1943 
& Zofia Pac- 
-Pomarnacka 


I 
Krystyna 
.1907 
t1997 
& 1° Wojciech 
Moraczewski 
2° Janusz 
Jodko-Narkiewicz 


I 
Maria 
.1908 
t1940 
& Adam 
Górski 


I 
Jerzy 
.1910 
t1939 


I 
Józef 
. 


t 


I 
Feliks 
.1824 tI891 
& 1° Emilia 
Januszewska 
2° Maria 
Kozłowska 


I 
Anna (2) 
.1887 
tI902 


I 
Adam (2) 
.1891 
t1975 
& Maria 
Muchlińska 


I 
Władysław (2) 
.1885 
tI939 
Halina 
Niedziałkowska 


'i 



 


I 
Tadeusz 
.1919 


I 
Anna 
.1924 


Janina 
.1914 


Krzysztof 
.1919 
t1994 
& Magda- 
lena 
Kalicka 


& Jerzy 
Cywiński 


& 1° Irena 
Kazik 
2 ° Elżbieta 
Dąbrowska 


& Władysław 
Swolkień 


Dorota 
.1927 


Agata (1) 
.1956 
& Vital 
Barras 


Sylwetki wileńskie 


Wiktor Staniewicz - profesor matematyki 
i pierwszy rektor z wyboru USB 


Staniewicz Wiktor Emeryk Jan, Ul. 9/ 
21 września 1866 l. W Samarze (Rosja), 
zm. 23 grudnia 1932 l. w Wilnie, mate- 
matyk, profesor matematyki pedagog. 
W 1883 l. ukończył gimnazjum filolo- 
giczne (Reformiert Schule) w Peters- 
burgu. Po ukończeniu szkoły średniej 
wstąpił na Wydział Fizyczno-Matema- 
tyczny Uniwersytetu w Petersburgu, któ- 
ry ukończył l kwietnia 1888 l. uzyskując 
dyplom ze stopniem kandydata mate- 
matyki. Od l kwietnia 1888 r. do 1892 r. 
pracował w katedrze matematyki uni- 
wersytetu jako asystent przygotowując 
się do profesury. Równocześnie od wio- 
sny 1888 r. wykładał matematykę w Gim- 
nazjum Maja, potem przez dziesięć lal 
uczył matematyki na pensji żeńskiej ka- 


12 


tolickiej przy kościele św. Katarzyny w 
Petersburgu. Od 1894 r. był nauczycie- 
lem matematyki w Gimnazjum Żeńskim 
im. Stojunina, pracował tam do 1902 r. 
Poza tym był wykładowcą wyższej 
matematyki w Konstantynowskiej Szkole 
Artyleryjskiej oraz na Wyższych Żeń- 
skich (Bestużewskich) Kursach, a także 
w Instytucie Dróg i Komunikacji oraz w 
Instytucie Elektrotechnicznym. 
Od 17 maja 1902 r. przeszedł na służ- 
bę państwową do Politechniki Peters- 
burskiej, gdzie jako profesor objął kate- 
drę matematyki. W latach 1905-1907 jako 
profesor zajmował się sprawami stu- 
denckimi na Politechnice, był odpowie- 
dzialny za bursy studenckie. W 1907 r. 
po rewizji dokonanej w bursach studenc- 


kich, która ujawniła działalność tajnych 
organizacji studenckich, Staniewicz zo- 
stał osądzony razem z ówczesnym rek- 
torem Politechniki, ks. Gagarinem i 25 
maja 1909 r. "ze względów politycznych" 
senat rządzący skazał go na trzy lata 
pozbawienia prawa do służby państwo- 
wej i samorządowej. Przez te trzy lata 
wykładał nadal w Politechnice, ale w 
charakterze nauczyciela kontraktowego. 
W dniu 25 maja 1912 r. objął z powro- 
tem katedrę matematyki. W latach 1915- 
1917 był dziekanem Wydziału Inżynierii 
Budowlanej i w latach 1917-1918 - pro- 
rektorem Politechniki Petersburskiej. 
Pracował na Politechnice do 28 sierp- 
nia 1919 r., kiedy to opuścił Petersburg 
i z rodziną przeprowadził się do Wilna. 
Wiktor Staniewicz w Rosji był człon- 
kiem Towarzystwa Matematycznego Pe- 
tersburskiego, członkiem Cesarskiego 
Rosyjskiego Towarzystwa Geograficzne- 
go i członkiem Polskiego Towarzystwa 
Lekarzy i Przyrodników w Petersburgu, 
Podczas pracy w Rosji opublikował po
		

/wr_2001_nr3_065000013_0001.djvu

			... 



 ] -
 
 
 : & 
 -6- '2 
 ł 
 
 
;:J ..c -
 b 'n v 
 
 
 ::J v 
c u 
 ..::.: "" V V) VJ I'> 
 00 
O vo..
ov'- VN 
 v 
.
 
 
 ;:J c '2 
 
 N. .9L C; 
E c tIł. 
 tj 
.v . 
 ;:J N .- 
;:::" rO;:J-
'S:!C 0 6 O .


 
....., If\._ C C..::.: '? ,?;- :> 
V.NCC'- ........ 
......I'> 
-
If\--<''''''..c
 o :>..... 
00 C 0\ O .... '" - .- I'> 
 
 
..S:!.2..... 
 v_ 
 

 

e-..g 8 g 
v v V N 'U' 'C .s.. 
 U V) 
 ł-J. ..::.: 
O 
 '6 O 
 
 e 8 c 
 
 
 
 [ 
o Li o Z o o ..D C A;:J >- aj V) 
v 
- O 
..::.:
 5 .Q5 v" c:; .S 
N V ,- .- V) V ..c .- ""-' V 
 
,::g;:J
::E O eV) 
 C u a.'
 
.

 

 
 o.. N 
 'o' t O 
 
 
 li) N g .Q>o 
li) O 
 
£
 03 o...:.. V) v
:? Ci' 

 gz

.::g-g 
 
 
 
 
p...

 
O p.. e li) C ..D N C':I 
'ii) ij .2 


888 I 
vvvi?"- 
-N--
 
>-
-a o 

 '"2 V 
 

::E ::;E .
 

 -
 
 
08
0.. 
o 
 
 'j:! 
8 u ..c- 
C U 
 
V 
 ? 
'N N ;:J ,. 

eo] 


p..8 
p.. C':I .- 
>- 8 C8 
C O >- 
OVOOC 
tj 'N V .s 
C':I 
 C ._ 
C O 

 -N 
 
;:J"::': 
V) 
....: o ::
l
 g ';:i 
.
 o 
e 'ii) 
;:J .:g 
-5 .
 
.- V N 

 '2 
 

 
 
 
g

 
.... r--. :> 

 N po 
CQO\>- 
N ..... E.. 
'C: 1) 
 

 i! ;:J 
::;Ev..c 

 tj 
 
crO % 
E.,...... 
. Q>o 

'::i5 O 
V)
o 
"V 


Ol 
N 


N s: I >-aJ
 
. .- Q>o' 'vaJ tj;:J 
 -!..b-'''''; ...!.
:J.J':'
' 8v
ov'- 

 
 
 c '0"2 N 
 .
 -
 '  .- 
 'r:;:.- v o.. ..c 
 C O . 0.. - 
:> o.. .- ,. .. 'J) 8 .... U -< C ". 

 ""-'I'> N

v
rn I'> "'I'> V =
c; O


v
N 
C .
NO 
v
vO "" 
 o 
 

o
i

vo..i?"-
 V
ł-J
""..D..c
-O
-U 

 =V
eE --
-..D "::':ij
..::.:


g-NV
O 


a
N


OO
;:J 
E





 
i n 
 
O 
 
 .- E S 
 '5. 
 
 8. '" '0 gf 
 
 u -a .
 
'5- 
 
 .
 
 
 
 
 
 
 ' v .g .
 .S:! 
.
 a.'
 
6 O s: 
 i?"- 
 
 - = 
 < tj"'O o I :? ,
 C @ o .::.::E o 
S 
 O - o "";;:j v .S:! ::o::: 
 
 o.. 0\ V 
 8 o 
 
 I:::: ..c .
 
 s::
  o.. C .S:!.. 
 v 
-' N 
 N 
 v, ...... O ..... 
 O 
. 8 v 
 -g .....v v = o.. " .- N .- 

 ..c 
 ... 

Q>oo
2

a v

rOv

 8V-


NO
A
v
eJ

c
 

 NYoc "L 2 
 j - [ i?"-0..;:J
- 0 v 08
,,,V)-VVU
 v
 i = 

OOC-N
CQ
o
....

<
vv
 
8g 
ł


] 
 


ii


 
 

i
 
 
ą

ł





 1 

 

8.





o
 0 





 
 






:

::J 
 


 
 le



 

 "" ..D o.. C v ;:J .::;Ea 
 ..D 

e 



i

eó
tj

Z 

j
 
::J
 

 
 
 
u = . C v' ,S:! 
 
 'ii) .U' Ot o C o.. C c (I) ..::.:...... '" 
 
 N O 
'c S' 

 
 'c 
 g B: 
 
"'2 
 -5 .0 .- 
 .2 .
 
 .g 
 c c 
 V 
 
 
 
w-.qo 
'O
I[oo..




v ł vu - 

O\ 

e - 

 
 
.
 
 N g. 
 
 C ] 
 v b.. C 
 o 
 .
 
 V a v...... 
 N O '
 . 
 
c..... 


:> 
 
v 

 
 
 
 
. 8 - o:>

o
1'> C o - 
C -E . c-ou..c 

I'>
O..D 
 e£j
 gN 
u 
 

;:J 
o
 V-N

U 

-5
-5..S:!

-5>.1B


g!8
 If\

 


 
[-

 

 ,
 o 
 8 i?"-::r: ..5 0 
 
_ 
 
 ł- .a-. t: : = 
 
 (:) 
 0..':= 
;:J 
 ;- 
 .:g 
 o.. 
N ł-J 
 >- t=- .'
 
... o..N'\j C -6...... 

 

 
 N 
 V 
 

 ..::.: 
 
.s JS 
 
 .5 
 IIJ N 
 
 -N:.:a 
.2.S u 
 
 
 e 
 
 
 ą 
.S:! 
 
 8 
 
 .ś 
 
 >- .9ł.. 
 c o B 
 o.. o.. .s 
 '8 ....: .... :::: 
 V 
 N C1 C 
C - C':!""'" 
 
 L.; c .2. =' C (:) N 
 U 
 rO.S:! o 
 
 
 0.0 - .'6..c v c 
 
2:-e6:&
 vO'
E c::: c..' s -5 8.
.,
] ;:;2

 g .g 
 c

 6 v 

 
 .2., S 
 B C 8= 2 
 j -fi [!j 2 
 v -N 
 N .. I:::: ,- 2 ..... 
 =' ;:J - 

 
 
 N V 
 
 
 o ?-- 
 tJ 
 .:B . 
 .
 .g 
 
 
 
 u ' 
 
 
 
 
 
 ;>: 
 'S z 

 c.. 
 '0 u rI)  L.; 1'>"" .. t:: 
 I'> - 


lo-: 
I 

 
(3 
CI. 
:g 

 
u 

 
CI: 
.c: 
u 
:g 
Q 
.c: 
u 

 
o 
c:: 
u 
Q 

 
.c: 
u 
Dl 

 

 

 
[ 

 


v:. ?; -.qo o Q. O . 
.
 6 8- -.qo-.S:! S 'v -6 
cv 

=' p.. 
 




 
o 

 e- ......9ł.. 
 o . 
 '8 . ...::I ...... 00 
 o. Q. 5- 
B.a U o.. 
 
AI. -g 
o. 

.g 
-
 

z 
.- .- 
 .- e - I ' v o..::g .- - c r; i::' o 

v

""
 


 

ęE
 V 
 

 
S
o.....o --.qo
 
 ł 
3
 8 - 
 
 
£,; 
 
 c ,- """ 
 i?"- 0\ o ,..,. 
 V 
..D 
 V C u 
..... 8 ....... 8 
 o 
 ' v 
 8 
 
;:J
g
-
 0 8 ' 
 ;:Jv S cvc 
v 
 
 u.... c: 
:>.. >- <£) '0 o- 
 'N'N «I 

 - c...S:! ,,, 
 '" 
 - c o c V 
 £,; 
.S:!
O


 (3:..20.. '.S:! 
 
 '8.. N .
 ] . 
 ..c u .. 
 
v N -o c::: c:: 
 I'> U I'> V c.... 
J 
 :? 
'v o '5' SS"' v 2 J2 
 c 
 
u'-.:nN 
 .s5
c ._ut::
ł-JvL.;O
 
c>-vV. 5 v_;:J 'ONO

 vvuv- 
-;:J......NO
 
0..


c:::o



 2 8

u
g

Ni 
J2ea 


 
oe 

8.2o 
..S:! 


:;c 

 
..., 
.
 

 




 
;:N 


 
.2S 


 


$ 
eN 
 2 
E 


 

 \3. 
 ;:' 
'i U 

 
 ł '
 

 
łł' 

 


 



 
'" 
'$: 

 

 
e;. 
I:S 
s:: 

 




 
f
 
u
 


 


, )" 


.... 


.
 ?-:- 
.... 

 !::: i:-= 
<>' . 
 o.. 
 

 
 
 c 
12 -("(')-
 
Q., :7: 8: 
 
 
-S 

i
 

 \I"'S £:::,,,,- 

 z",,
{j 
'" Q; N;:; c.. 
"" ;:
-v 
:;:-. '
oC 
 o:: 

 
. if8 fF. 

 t- 
 
rs::-....V=;O 

 
.:r. N ,- 

 
{;O! 


 ł '
 .
$ 
 
 
o....... =r.....
0\. 
.::\!
 
Z1::
 
1:3- ,- E - 
--.. 
 c _
 -4 
e t1.' i!:!:;:..:; . 
;:..c"" :r. 
.:£ 
 

 
 ej 


-ii 

 
o 
.
 

 
'S 
"'" 


s:: 

 
..D 
.
 s:: 
=
 
. v 
-g] 

o 
o.. 
 



 
 
.
 


 
:3 
v 
 

 

'

.E
 
'8:s


 
£


B 
.


&. 
 

 Q>o U 
..G 'ii) o Q,;o 


 
] Z 

 -8 .... .
 v5 

:3

rI) 
2 tj

.
 
8 .
 . 
 
 "i 
.:52
 :; 


\CI 
C"')
		

/wr_2001_nr3_065000014_0001.djvu

			v..> 
o 




 8. 

6&> 
::3= =:;jg.>;- 
C 8-2.8-Ą.....-< 

3::333

 
_.o
 c
\ "'O ""'" 
'<: 
 f':I, 8 'o,:) 
"ł c:: r. u.I 
N(bS 0'0,:) 
::2 :::j, 
 
.!:2. 
 
 fi. "O 

:I':"'_ -.., 
...-::: rD" "" ::I N 
<::: _. Cr :..... (b 
:;::: op 
 .? 
 
O"...,f':I o: 
-...J o '< 
,
 
- :;) o' tb;:;" 

 f':I -$.) i'b fi) 

 (b A ... 
__ ::2.., .... 
 
o' q o o 
 

 . ff 
 
 o 


::3 (/"J ::3...... "O o Q ::3 e)" ..... "'O _1')::3 n '"O -V (") O' "'O :: _. -. fi) 
. fi) 
 
 
9 ...-::: 
 ;:;. 
 Z 2. 
 
 
 ::3 'f? 
 ::S. 11 _ 
 O 
 '< 
 (/"J (b 
 "O 
 ... .... '- 
 ,
 
<::: N N 
. ::3 N ::3 "'" O ...' < v,.., 3;: - 
 2. 
 N. O C:;' 
 :. VJ c: < N' 
3;:......n::3


 '<-""'
 8. 
::20

C:

-NO

 n
N

 
n )Q (") '< "'O "'O (") 
 3 
 <...-::: 
. 
 "O N..., - I (b - - =-s- 
 n ..." (/"J O 

 

3
0::r0"'-:::


C I 
r:3



c..W
::2(")

Q


i'b 
_ "".. ::3 C ,.., 
 :::r <::: -. O .... N N n - _ I. < 
 2 
 a-... 
 _. ... VJ O' 
 O 
2. ;o:;- t.,;. .... _. v;- .o O ,(b'.o ..." O O ,<' 2. O w 
 
. 
. 
 Q !i 
 ;2 (b ;o:;- -. No. 
 
 
a o 
. ...... n E) C1C N 
 
. < 
 
 _ n 2. O 
 (") ... N :I N . 
.::: O n o.. O ..." 
:5 
 =" ;Q 
 
 
 
 ;:: n' !:3 (/"J N (b'
..!!1 
 
o ;; "'O O ::r -< o. (b 1-1 :::::. 
 
 
. 3 < 
n . 
 '" (b" "::3 
o - n 
... O ,. <::: n ,
 :;...." 
 
 
 !:j N 
 s::: 01 O' n = 
 
. (/"J
 ::rEpn::l

 ::3-
-w< -N
'" ....3. tb 
-J... 
 ::3,
 '"O 
 ...-:::
 ...-:::
_.
2'nF; 
,-_.- '< =-s-s:::.... O _. n 
R


3 
 
QeVJOoVJ



Q
c..-v

'o,:) ?[ i 


-o
 .Q o
 
 g 
 a

b




u.l I 
::2
 
 3 
 Q 
2. 3 2. ś' 
 ...-::: '< 
 n o..." o. o..
. VJ :;';-::3 n c: - . .... c. "-"::3 
[o_n
:::: $3 8. 


 ..,0-.r:;
,<
5° .(bN 5
 .., 
3 
 
 3 
 
 
 er VJ n .3 O !'! '"O ::3 
 -V - cre ::3 
 
 ::r .... (=)...." 
 
mO::3(/"J
 

 
 EjC1C O 
>



 -v(")C:0..,<1-I

 
' C1C < 
::3 
 
 N O _. 1.,' (5' ..... 
 O 
 
 
 &r '"O ::r -V O CIQ 't.., 
 - 2 13 _. 
tbn
"'O OO
 (/"J
 t.,;. 3
 
C: 
 f':I 
 

 -,-. 
 3-' 0 2. 
 n VJ 
 C1C _. ::2 n' 3 ..." (") - IV'" 
 (b 
 ...... 
"" "" 
 2 
 
 c.. 2 N fi) n O 
-.; < N b' .'::7 
 .., ;:;:. 
 
tb ::3 C ::3 
 o" 
 c ... "0::3 - "<: O" n N 
"'o O fi) 
 "'O ,. 
 

 

'< 

Q
:;j


58



5Q>

0 

 c.. 

 
.' 
 9 n' =? '< rp :;5' O ff .. 01. .. . . 9 " :t :t 
 . 
. =? '7 7 "1 


e.
 ca
 
 
(b -.., 2. N n' O ::;:. (/"J 
;:3
 O 
"8=-'0 
.S 
o
cnQC1C......"([) 
a-


&
oo
 
fl)fI)nVJn'-DVJ O 
"O ... f':I 2 2 VJ 3 -< ::3 
O 
 (b 8:- ;o:;- _. (") 
 
_
..łI:;:::
RnN 
fi) O 
 o ::3 - VJ ::3 N 

 ;;3g



'o 
a 
rlg,
 -

::!) 
f':I::2en "'O::3 0N 
.... _. ... 
 p.. O .. 00 ..- 
::2 ... O t.,;. t::. - - , . 

"O
:2 E£
t: 
 
 
.., O.!:. 9 
 
 
 
 o 
= 0 a.., n t::. i'b' 
 
 
- ;o:;- ::I 
 VJ 

.8
 



g: 

 
 
 o N 
 - ::r 

 N. !:j :5 '2' -. 01 c 
a

' 33?- <;3 



 
t:= 

 
O 


"O .-.. 
er --- 
n ";B 
6.Cj(J 
...... 

 '-D 
(/"J-...J 
{3-9 

 - 

 
:s 


"'"' 

. 
-< 
;;--
 
;:s 
 
:;:, " 
'" - 
-0:::::8 
'1JV\ 
o 
:s- 
;:$. 
'" 

 



 ;S:
 
C_7'!S'" 
o 
 O..Q 
'" ;:2
' 
S; 
. 
:r 
 
 

 .P [ 

 &
 
'?ś. ':.. 

Q 
7i;.
 

O 
"E
 
.
 
. 
::s 1;:;' 
<'>
 
?£:
. 

<5 
-K 

 
Q 



 

 

' 
-
 



 
 ł O 

t: . c.. 
NC1C N 
n .:-' 3 ::3 
.... 3: 
 

 n 
 (") 
(b. R- 
 
3 
 .::3 
- . '< 
8. 3 q o. 
NN..E.
 
::; o.... 




 
?' (") 
. 
. 
,(b' N 3 
VJ _ 

.
 
 

Q
 
5"' 
 ::3 
O No '< 
CI>. n (") 
0.3 ?" 



 
 ;. g 2 
? -V 5 
; e.] 
 8. 6" c.. e 
 
 
 
 .:D 
 
19



"'O



,<

..,Q
- 8. 


w


.o



Q 

o NC.:D

6

 
 2
Q

 
U

O
r:3
(")



 
_. VJ ::I O 
 
 \J\ 
 
 
 C/) 3 o c.. 
 ..E. 
 3"0 ..." 8 
 - a v; n X 
 VJ r:J 8. ::; ,
 



 _ ::; . 
;?&


 
 ?

"O::3 
 
 (b fi) 
::3 '.::3 N 
 J2. 
 -' ... 


 
&

E
g
2



JO
]N




.Qo


5 
::3-<::;n
N
 
 
-


 
f':I
o28n

3






 

?

 0 
6 . 
 . (/"J
::3
0-J
 

-

Ą
i'I'(b
 3 cn......og 

 
 
_ <",N=
Eo (b
(b "'0- Q
(") -....="(") 
>

2
 
=-=

eT
 
(bN6"C
D..' o
O
O::3i'I" 
IT" c:: 
 
 
 
 
 
" 7)' 
 .' fj; ' 
 
 
 s::: - 
 "'O 
 
 0 0 ::2 i'b : O 6" "'O 
 N '< 
: 
 
 N 
,.., ...... 
 -. -'.::3 s:::.- _ 
 O ... C1C 
 ;o:;- o _ C/)', " 
n ::1 N - 
 . 
 
 
 2 
 Q a 
 
 2. E} 6" N O 
. 
 s s::: 
 
 
,N 
 ;;: 
 
3
3

noO;o:;-.... 
N __
N::3::3 
c


 

 
=: C ..rt 
. N 
 n .o O N C/) 
 -"O n 
 _. n -. o... 
 -.
o
ff

 -

 
_ . "'O 
 
. f':I 0\;:- 
 
 2. 
 (") ...... o' (").Q. "0 0 
 .:-: 
.iG 
 
 fi 
. :;; 
 "O 
:..... N '-D 
 
 ::3 
. N 
::5. - 
 N-'" 
 N C; 
 ...... 
 D. 
. ::3 '< 
 .o i'j)' 
fb 
)j J: J6 rx r- !] -< \oD 
 n 
 
. 
 '..
 ::3 

 *" =' 
 O a . 
 
;!1. 
 
 
 O ...... t:= C1C 
. <:..... 
s
r 
_p..N{::J
 ,,50::; 
(£ 
25 
 
ro 
 ;; n
' :I':'" C = c/ r:3 
 "O 
 
 '-D tli D.. S' :: 
E""::; E"" 2.:1':'" 
 
 ---- ::2 n 
 
. 1:). B c Er 20 
 5' 

 n::3 (t O 0":=. 'E 
 eT::3 n...... (b. (") 
 
 c 
;;;. 
 p:- 
 _ "< 
 
. "O 
.; 
 J2. 
.v 
.:D W 
 

 li c ;o:;- 
 
 
 ..J 
 '0 ""I (") o N ()Q IV "'" 
 

 en.-i. 
 (") (b F N - N 
 (b. :10 n 
 
 
 ....
 
""9 ':<: ":". :;; 
 ';I . 
. 
 
 
 '7 
 « 
 ? 
 
: 


v..> 
VI 



 



 


"'O 
VJ 
n 
c 
P- 


e
 

CO 
>fJJ 

 

 
O 



d 
2$ 


 
ii 




 
:;:, ;:::'
 


.'.!:!. 



 
o,","'" 

 I;j 
 
iS :: o
 

 '1:'"" 
::s;:::
 

 c.. l;;
 

.
 8' 


 
I;3-N 
::>:J"-' 
ł--
b 
.....!)IV) 
. 
.;... 

;:::IQ 
:;:,olQ 
_::::"""-J 
-. - (""-4 
5.
 
 



 

;::r
 


nłJ,Z ZN 
o O i'j)' '"O (/"J 
 
=3Q
.B 
£-(") 
= o.. 
3


c 
O::r = 
 
CI>. - VJ c.. ciO 
D. C1C S 
 _. 
= 
 ::; 3 g 
;? 
. 
 
 ; 
3 
'.Q. 
 o 

. ::3 g 3 
i'b';;! Q 
-g N-
 !:': 
N c.. O '-' 

 £;. "'O 
 
Ej ;:-:- N 
 

. B ł ; 
; 
 
 (b' 
fi? 
 
 
 


.... 


N"O c..::3 
2 !l. r:3 (=). 
3 ::3 n N 
_. N 9 

2'0..., 

 ::3 o n 
.... 
 - n 
::3 (") O ::r 
E: ::O. qg: 2. 
3:
' ::3 
.. (b' :€ 
 
N a ......-. 

 
 ':::3
' 
2. 
 6" 
;0:;-' 

 o.. 
 
0.. 0 '< 
N VJ 
_. n 
 
::.. 3 :; 

 ('t) ł- 

 
 
 
3;: c f'[ 

 
 (b 
, , 


CJ) 
o- 

 
:::J 
><= 
"b 
o 
;;; 

 

 

 
<> 
.!.!!. 

 
::>o; 
Ci! 
ClI 
... 
<> 
::7 

 
o 
g 
o 

 
g. 
o 
o.. 
:::J 
<';. 
::7 
::tI 

 

 

 
o 
{; 
o 

 
I 
:-< 


....
		

/wr_2001_nr3_065000015_0001.djvu

			.
 g 
 
N >: oS: 
:><: 
 
 
< c.. - 
.. e- 
N..c l::! 
V w $:: 
Oc g 
 
0- ..s: ,..... 
if,2 
 
 
32 <1S C ..... 
"'c: :1 1;:- 

:u o
 ._ 
i Oc '8 
 

E....,... :- 
z 8.

 .5 

 
.......
 
 


oQf5i""',:;; 

o_-32c
O 


.e


- 

 
 
 -;::-- 
 
 
- ]' £ 
 
 -c:2 
&::E 
 
 


i
t

 



g 


 o 
 I 
 

6
 


 
o 

 -ff vv 8 !

]
 

 .E 
 '.s = a 
 
 
 i: 
 ,s 5. 
 'v . 
 
 - ON Z 
 



]
 0 
 & 
 
 t 6 ł i 
i

 
 
 Q::1
 

 liiOI 
 '" .. ..... '" 
 O li:) 
 .::2 C 
 o o -o fi 
c

1I)5 ::1
 'v c..!a o .Jg. 

-i:3. 
8. 8. 
 
 c:: :;:; 
 . 'v 2 o 
 ' 
 
 ..2 p.., 
 o
 
 
 c 
 O 
 
::1 .:cVV'-"
 N 0. 6 'N N:r:: 6c ON II:) 

 . tj o. Oc 
 
 t::: u o v 
 051' 0- . v.... -N 
 g' 
 
2b-



j

F ,,
:

 
 
-N..CJ

R
 
R

[]

]


 
 

a

f





 
L- j ll) 

 
 
 ,
 
 
 B=T 5 
 
 
 a 
 
 o 
 
 o ll:) 
 
 
 łQ 
o 

c_olI:)
 6 I 
-Vu
 o
c o 

 

 N 
 . . 
 .::2 
 
 a t:j :7 N - $i 
 

 % 


ł




"

:7
V
 6 -o 0 N
" 
u 
ap


£

o




8
]
 
Oa 
-8

 

o S


-
N
G
E'-'-8
20v 
'
 .5.. 
 
 p o p.. '
 
 c '0' p.., 
 2 
 8 
 Cl. '<£) o v 
 -::: 
 c o 

 
 02 ::2 
 
 '
 
 
 
 c 6:: 
 g ::E 
 
 
 'N 


2
 
0- r() 
S N,....:. 
ni G'\ ro: 
=,.....
 
_ 6 >- 
 a..8 

 
 g 

 
.2 
 
= o r() :l)- 
-d o
 N (j 
::1 6 v- ° 

 _.Vi 
 
c. o -::: o 
o.c N C. 


 
 
S !:: -o 
.... --ł 
 

 
.
 
::£: 
 
 
c 
 32 
>- p.. o 
U)-dl5 
NU) 


I"") 


..... 


3V"iu6c 
::1v--N 
c -g. v c 
 ,
 
 o os: 
 

 ..... .
 -o {j 
.... 
 o. 
C .
 i 
 
 
 '
 
 
 
6 /;;J " .
 
 c. ot:! 
 ""t: 
o 

5'oo::: N
;7 
 
-o II:) II:) os: 
 U).::2 
 
 6 
,
\Q 
 tB.g
 
 :gb

 

 
 N o o;::: p.. ::1 U 
 II:) 

 - ,9" ot:! 

 
 -8 
CI) 
.... c 
 -= ,,- 
,.., 

 N P 
 02 :- °v O .= -o -...; 
o.
 
8 &)
.::;'8 . go 
 
o- c V o.
 
 O 
 _ 
 
 13 
 
'(:2 

o.c ..00.... 
 
>- Oc >- 
 o c. 
 
 .
 ..... 
c
C- CI) U) o ,- o
 ..c c: c N 
..o
 ...::<:,1i0.0 uo.
u 


V"\ 

 

 
..... 
o 

 
N 
.
 

 

 

 

 

.
 


 
f-0
 

S)t-- 

i
 
V
2 


 


I--: 
I 

 
o 
Q. 

 

 
u 

 
.c:: 
u 
'c: 
-.::. 
o 
.c:: 
u 

 
C, 
c: 
u 
o 

 
.c:: 
u 
'" 
'" 

 
'" 
c: 
-
 
[ 

 
:>c 
.!i:! 
ó: 
.>c 
'c: 

 

 


-6"
 .Q e 
 
 o
 . 
 6 
 ,2 


 "c..
 
 
 

.Fj
 -B- 

 ot:! 1' . ...., 
...- 
 
 g p 
 o ot:! 

 ,,- S ' d .: ] 'c c :O 
 
 , '&) _ - ;g 
. 
 ci..a .cr-. . 
 
 e 
 
 
 
 
o t'f') v 6 -o .:c: -
 "" :7 
 
 c. 
'2 l' t 
 = 
 
"@.g ,
 o
 6 
 
o.. oS N rr\ 
 o
 co 
 "" 1) a t1 
 o
 .... 
6 
 o 
 
 g . 
 
 o 
 
 c 
o .
 
 " .9::! N 11:)' 
 C. N f3 N 2 

 6 5....: 
 
 
 q 
 v 'v, 
 ]. "2 
 
v- 
 "'t:I 
 0- '<;t' .::2 
 
 "J')- 


."'?;-c c..g
 u 
- o o 
.;::- 
.:c: 
 o..c:: c: 8. '
 c ::1 
 0.-0 
;.j v o. =: v V ' 
 CI)'C ,- If\ . 
.
 
 ; .
 c;. 
 go 
 
 '5" -g 
 -g., 
 
VO'\N..J . i .ł....r--o
c: <....... 
.::2 
 >. 6....... .......... 
 
 o.c o 6 
u 
 t c = 
 o .
 w. 
 &)" 'c 
CI)

bo p..OC:7
 C 8 
°e 
 ° 
 
 o
 
 
 c.. Ji .2 



 


 


 


 


:ił 
\.) 

 

 

 
tJ 

 


e N 
 -¥ 
 '
 
 .... = 
 . 
 
 
 
 
 == 
, 
 
 
 
 ] cU'B' "ti o 
 
 
.
 
 
 
o "t3 
 c.. o 
 
 c 
 1'
';= '- 
3
tł5o.. II:) G\-
o.o .....C:1:l 

 o.
 N 'v ° co(") o v2 
q;o.c
 

 
 e g o .::2 ° E s 
 :>..[ e & li ,
 
z 
 o. 
 
 .
 ,,
 .
 
 
 
N'- 
 F= 
 II:) 'c 2'..r::: "o
 8. 
 

 
 
 c 
 
 
 -o 
)2 
 .
 
 o E. 
8 
 ::J 
;:3 
 
 
 .
 
 s 0. 0 ,u) 
 
 v 
"'t:I "O 
 C N = 
 
.=: '8 
 
 




 


 
o
< 

 
z 


 
z
 


-
 
..CJ 

6 
..... .- 
8 ......l 
N . 
I " 
- ::1 
N CI) 

 II:) 

o. 


.:\": 
 
, '=" 


:ił 

 
c 
li: 
V'.:.:: 


 
-3-:' 
....
 
'" 

 
:1 
:c 


If\ -o 2 J:. 
 ..i3 6 c :, c ;:j 
 ' v. N 
 .. I" 


 1I:)
'ouoo>-..ov v 

QJc 
 
::: 
_ :Q 
 o o
 e 
 -S "D o 6 V c 
 
 - :)  ,
 .
 
 
 .8 Jj::: 
 
 .at
.. 

 
 =:. ....::<: CI) 
 :7 
 
 
 
 o - ° . - 0.0 >- >- 0- ....:I 
 ;:>: 

 'c o '(=I 
 ;.;::i 0." 2 8...c 
 2 <;3 ::1 2::t 5 t:: 6 6 
 
.o tV) 
v o -o 
 >- 
 ...... v- ::1 CI) II:) u .v 
.::<: N 
 c'- o;::: ;:;: 
 
:5 
 
 

 
 . 
 
 
 !>-o

.ER tO 
p.. 6 o
 

g 
 



N
 C::N


O
N::1C 

p.. 
 c 
II:) V '-' ::1 C 
 !!Ł. 
 .... v v II:) -N 
  O c. 
u 

:N 

u o 

c P.
o 
' N 
 


N::1 0 '1I) c- oo
 

" - 
o. p 
 v o
 C. 
 oN.... 
 
 I 
'o 
 o ot:!.- .N.... v- II:) . _ c u p 0- 

u__v O
II:)-
 -N.'
 
u-

:.;;:
 >

 .... ' 
uU v

 6 - 




II:)N t60.P
J2 
 a
 v
 
g. .... O N .E 
 .
 
 
..c CI) o
 E !:I 
 
 c o r...: -N 

 
 
 = _ c. u 
 \:.ó O '
 0." """ r-- 
 o 
o 
 N fi 
 N r;J >- o
 
 """.
 If\ -: 
 
 
 c. 
{jc



=

o
S

-g.,
v
 

 
." -o 
.ł.... 
 - .t: >- ,- C. N ,- 1:.,. u ..... II:) o p ;.; II:) c. 

.... ...- 
N
 g 
 II:)
Q 
 
O

 2 C 
 '0 0. 

V
 N 
 

......... O>-N-

 
 
 

 .- v 
 .
 .... o - li c -o u c:: 
.
 u c 

 


..CJ;


..cv

o.-o 2 0
 
6
 
p 
 e c. o 'O II) v ,
 
 05. 
 c 
 ot:!" & E 
 
 
 



2

8gg
]

1'

bVO

 


 OT - 6..c
0

 N3
 

 
tjll:) oł"l
oSŁ..
 
UNCNp -o".. c .c:. C 


;g :ił 
al'<')
 
'_ 
 oS: 
-. ...... c 
t! -8' Q., 
. ' 
 ...8.... 
:;;;;:,....: \..I' 

.....<;s 
t 

.; 

 E
 
i-j 8
i2 
c' N .1'<') 

t:C:
2 



-e
 
.!iIł-:V-

 
..!!/.;:::><: t'I ;:::' 

:::.-:s>s 

 
]0S!/ 5 

o_

.g, 

 
 Q.
 t 

::J

 
'v<1S
'" 




t:t: 
I:i:
'-':i
 



 6 6:' dJ :, g.y' 
'2 Lo. o...c -: -a 'f ,:: 
u 
 
 
 0 0 N 
 .u 
.

 00 


 
::..: 
 
 
 c. 6 o..g g- 
Il:) '0"'" II:) 
 ,2. F= v 
 

 O::: U 'v
; 
 
 
 
 
0:1
 N c. C::.::2 c 8 N 
-d o
 : 
 
 
 
 
 
 

 ""iJ.
 c 
 
 
 
 
 
o. 
.a.,..:.. o.
 
 
 o 
 
tJ..J :3 Jj 
 
 r() 
 .Sf N 
.- 
 
 oN 9) c. 
 ci 

 
 .
 ,
q 
 
 
 'c 

 v- E 11:).....:. ..... os: -o 
II:) °Vi v 0 0 v 
 
 p 
 
o _ 'N g ..2 0 0 - 
 
 

 
 
 v .DJ 
 
 ,
 ;s -a 
U)00 ;:'::;
::1.,=
...:<:: 
:; 
{j 
 c.J5 


v 
I"") 


; 
3 
< 

 
'(I)
		

/wr_2001_nr3_065000016_0001.djvu

			- 
w 
IV 


8 E

- n
 "'O


o 



3 

o

 -
s-

 o 
 

 
oc
 (5.13 ..,
JS:"'::N g 
 
 
 NO 
£; (5''''f.) n 3';:)' ..,
 
 :=:'PQ 
..,o 
 O 





co



n

s
=
o no

;:)c
8.
08



030
 
$ 
 S c: - C <;>.. 3 (5' 7 7 N 1;' -< 
. . 
 <;> I 3 =?
. .!.) c: tf O 
 ? 
 <;. 


i
.Q



 i

Q
.

 
 

 Q


 
 


3'<""''''O

 a -


Q
0
0
a'''g
-;
Q
 
(": 
 IJC < N ... == 
 2 5 = 
 
 
 O'" 8. O -. 
 = 
 
 0, 
@ENa
n






i
Q>


ni





 
76. 
 n (II U'J N .., O ;:) 
 n n "R. ,.. 


n


 
3
 


a
N 

. 
 
. 
 
 
. 
 
 
 
.a _(5 : 
] e. g. 
 
 '3 
 : .g 
 
 
 g Z 
:. &



g 
 
 

 8. 



 [ 

 

@ E Z

 
r- - 'J) N'" O,,. 
 8. d S.., 
 
 c 
 _. . t..:. 
r;< t:! 
 . ?' ¥" 
 9. 
 9 ' 9 I I 9 76' O 9 =? 76' 
 
 : 
 I g: 




 
-
 E 

 7';' ..3 
" 

 
  En


N Q
 


g"'





 
 3
 
 trJn
n 
.... 
 .. 8. . N r--. 
 _. >;- n 
 
 
 O 
S; .
 n 
C'"
 I-O::r
 
 2.
n Q.n r:;'* 
< NN-' "'O\O
v 
 IJC 
Nf.) 

 ;:) 
 
 5""'0 - 
 O $< 
 n N -J 

n.Q
 

N "83 "'O e

E
:
 

 ;:) 3 c: -. O'" 
 n Ci! '< 
- -- n 
!;=!.:< 
 --g 
.Q 
 
 ';::: 3' 
 !:Ii:" 
 
 
- 
 &.0- 
- 
 O] C
 
 
 C 
Q O 

 0.o
(II O 



p

og-
 
N
Ę!;:JcB"":'Q. 

 Q Ocs..
 

.
 
1f 8 
 g. 
 o. a 
 

.JN. "'O 
::s..... 

n 3 

g(ll

 

>
8
g

 

3"8(b' 
.o
 

 :=. 
 "'O 
 o 
o -. (5' 
 
 
 ::s- 
Z 
. _ .. 
 n 
_.;::; i' :;\ 

 
n ..!::. O'" 
 c: 

 
 . 
 
ę
 


;


 
> 
 
 
, 

 
 

 . 


'!:;
 
O n 
::s c 
" P- 
O 

. 

 
rf 
...." 


..... 

 

 

 
r.; 
..... 
!!.' 


w 
w 


",2...::.Jlr- an 
o3
'-'

0, 
c...0.....- 
N
 



 O' c. ;. 
 

 -. 0'\""'''' t-1 
:n I'b 
 < -.. 
. ..... 

. O E:;
-:... 
o. 
'" 

 
 



 3:: 82"2 0"'0"'0 >
 

::s 
"'O Z :::: 

 
 03
 c 

 . .



e




N 
 
a...:: 

 
 ;5 "'O 
 O _. '< !ł. 
., Iii 
 
 
f.) (II =e -''''0 
p O 
 
.B 
 
 

'<.(b 
 3 
 
1f 3 
 t!1 
 
 O Ó N Q 
 VJ 
 ff
' g-
 3 - 
 O 
 
...:: ...:: n n ,... 
 C "'O n - "'O 8. :r ::s _. _. "'O n ::s N 


 o NA 
 -='
 ';::',<::S _ . n . _.
nn

v>n 

Q::s
 n
 
::sc:g

 
-N
N ng;- 
.. 
 
 Q 
. _ _. n (II R'. 
 :::;-" _ 
 ., Q -1 : -<
::s ::S.:;.;-
 Q
 "'O
N"",


"Q 

 
 n 
 niN 

 
:=:
S


N 
_ 
 :r
n N.
 O O"", 
 -" 

 
::J. 
e 
g 
e 

 
... 
::>" 
e 
g. 
<'> 
::>" 
::x:J 

 
..... 

 
e 
'" 

 

 

. 
I 
,.... 


....
		

/wr_2001_nr3_065000017_0001.djvu

			rosyjsku następujące prace naukowe: O 
metodzie ogólnej całkowania funkcji alge- 
braicznych (1886), O pewnej sumie dwu- 
krotnej (1890), O liczbach pierwotnych 
fonny 4n + l i 4n - l (1901), O pewnej 
sumie wielokrotnej (1911). 
Po przyjeździe do Wilna nawiązał 
kontakt z Uniwersytetem Stefana Bato- 
rego i l października 1919 r. został po- 
wołany na stanowisko profesora nad- 
zwyczajnego matematyki na Uniwersy- 
tecie Stefana Batorego w Wilnie. Za- 
mieszkał z rodziną w mieszkaniu uni- 
wersyteckim przy ulicy Uniwersyteckiej 
7. Po pół roku pracy Naczelnik Państwa 
postanowieniem z dnia 16 kwietnia 1920 
l. od dnia l maja 1920 r. mianował W. 
Staniewicza profesorem zwyczajnym. Od 
l kwietnia 1920 l. do 15 września 1921 r. 
prof. W. Staniewicz pełnił funkcję dzie- 
kana Wydziału Matematyczno-Przyrod- 
niczego USB. Krótko, od 23.08 do 
4.09.1920 r. (podczas władzy litewskiej 
w Wilnie) był zastępcą szefa sekcji IV w 


Ministerstwie Wyznań Religijnych i 
Oświecenia Publicznego w Warszawie. 
W dniu 15 września 1921 r. został wy- 
brany na stanowisko rektora USB w 
Wilnie. Na tym stanowisku pracował do 
15 września 1922 l. Był to pierwszy rek- 
tor USB z wyboru. W dniu 2 maja 1923 
r. został odznaczony Krzyżem Koman- 
dorskim Orderu Odrodzenia Polski. 
W połowie lat dwudziestych zacho- 
rował na gruźlicę. Leczył się u lekarzy 
wileńskich, którzy zalecali mu zmianę 
klimatu. W latach 1930-1931 otrzymał 
płatny urlop zdrowotny. Wyjechał wte- 
dy po raz pierwszy z żoną i córką Jadwi- 
gą do Włoch. W 1931 l. przeszedł na 
emeryturę, wtedy z rodziną przeprowa- 
dził się do mniejszego mieszkania przy 
ulicy Miłej nr 11 na Zwierzyńcu. W 1932 
l. Senat mianował go honorowym pro- 
fesorem USB. W Polsce prac nauko- 
wych nie drukował, habilitacji nie posia- 
dał. 
23 grudnia 1932 l. Staniewicz zmarł 


w Wilnie przy ulicy Miłej 11. Zwłoki po- 
chowano 28 grudnia na cmentarzu na 
Rossie, w tzw. alejce profesorskiej. Na- 
grobek jest dobrze zachowany. 
Ożeniony był z Teresą z Ławcewiczów. 
Miał z nią sześcioro dzieci: Marię, Ul. 
29.01.1896 r., Wiktora, ur. 20.02.1898 r., 
Jana, Ul. 7.05.1899 r.. Teresę, Ul. 
8.03.1901 r., Helenę, ur. 30.09.1902, Ja- 
dwigę, Ul. 6.12.1904 l. 
Profesor Wiktor Staniewicz nie był z 
pochodzenia wilnianinem, mieszkał w 
Grodzie nad Wilią zaledwie 13 lat, ale 
był jednym z organizatorów odrodzo- 
nego uniwersytetu, przyczynił się wal- 
nie do rozwoju Batorowej Uczelni, 
zwłaszcza duże zasługi położył w orga- 
nizacji katedr Wydziału Matematyczno- 
Przyrodniczego, był honorowym profe- 
sorem USB i pierwszym z wyboru rek- 
torem tej uczelni. Zasługuje zatem jak 
najbardziej, by o nim pamiętało nie tyl- 
ko Wilno. 


Mieczysław Jackiewicz 


Prof. dr Juliusz Rudnicki - matematyk 


Był postacią niezwykłą. Zaczynając 
od wyglądu: siwa, gęsta, kędzierzawa 
czupryna, którą podczas deszczu (gubił 
wszystkie parasole, a kapelusz "prze- 
szkadzał mu myśleć") wyżymał oburącz 
ukrywszy się w bramie; okulary o sile kil- 
kunastu dioptrii; strój niedbały, buty 
najczęściej nie do pary, a zimą rękawicz- 
ki na sznurku, takie jak u przedszkola- 
ka. Krążyły o nim po Wilnie tysiączne 
anegdoty: jak to usiłował kiedyś ogolić 
się pastą do zębów; jak zaproszony w 
kumy schował niemowlę w konfesjona- 
le, a sam zajął się rozwiązywaniem jakie- 
goś pasjonującego równania; jak mylił 
pociągi i przyjeżdżał nie tam, gdzie go 
oczekiwano itd. itp. itd. A jednocześnie 
był europejskim autorytetem w zakre- 
sie geometrii analitycznej, rachunku 
różniczkowego oraz teorii liczb i dokto- 
ryzował kilkanaście roczników matema- 
tyków, wśród nich słynnego astronoma 
prof. Wilhelminę Iwanowską. W maju 
1923 roku - tak wspomina swego pro- 
motora Pani Profesor - z Politechniki 
Warszawskiej przybył do Wilna na trze- 
cią Katedrę Matematyki prof. Juliusz 
Rudnicki, postać niezwykle dynamiczna. 
Wykładał ciekawie i nowocześnie, z 
wszechstronną i głęboką znajomością 
przedmiotu, a raczej wielu przedmiotów, 
które prowadził. Istotne jednak jego 
zainteresowania koncentrowały się wo- 
kół podstaw matematycznych fizyki 
współczesnej i z tych działów prowadził 
seminarium. Wydał szereg skryptów, 
parę bardzo dobrych podręczników uni- 
wersyteckich, opublikował wiele warto- 
ściowych prac badawczych. Był bardzo 
lubiany przez studentów, choć bywał 
roztargniony. Zdarzyło się, na przykład, 
że zamknął w seminarium studenta z 


zadaniem egzaminacyjnym i przypo- 
mniał sobie o tym dopiero następnego 
dnia. Był zamiłowanym sportowcem, 
czynnym w AZS i wesołym kompanem 
na wycieczkach. Piszącego te słowa w 
dwa miesiące przygotował do tajnej 
matury, przerabiając program dwóch 
klas licealnych i jeszcze co nieco nad pro- 
gram. W zatwardziałym matole mate- 
matycznym odkrył nie podejrzewane 
zdolności. Umiał wykładać wręcz pory- 
wająco, a matematyka w jego ujęciu sta- 
wała się poezją. 
Juliusz Rudnicki urodził się 30 mar- 
ca 1881 roku w Siekierzyńcach koło Ka- 
mieńca Podolskiego, na urodzajnej i 
krwią przesiąkniętej ziemi ukraińskiej. 
Wywodził się ze zubożałej rodziny szla- 
checkiej o tradycjach powstańczych. 
Gimnazjum ukończył w Warszawie w 
roku 1901, dzięki pomocy dalekich krew- 
nych studiował w latach 1901-1904 w 
Paryżu na Sorbonie i Ecole Superieure 
d'Electricite. Doktoryzował się na Uni- 
wersytecie Jagiellońskim w roku 1911 
pracą pl. Badanie pewnego szczególnego 
typu wzrastania funkcji. Habilitował się 
tamże na Wydziale Filozoficznym. 1Ytul 
profesora nadzwyczajnego uzyskał w 
roku 1921 na Wydziale Budowy Maszyn 
Politechniki Warszawskiej. Profesorem 
zwyczajnym został w roku 1923 na kate- 
drze wyższej matematyki Wydziału Ma- 
tematyczno-Przyrodniczego Uniwersyte- 
tu Stefana Batorego w Wilnie, na której 
to katedrze pozostał do rozwiązania 
USB przez Litwinów w roku 1939. Do 
roku 1944 wykładał na tajnym uniwer- 
sytecie. Jednocześnie pracował jako 
stróż nocny i kancelista w magistracie. 
Jak żalił się mej mamie, m.in. kazano 
mu tam liczyć miejskie wychodki. Okupa- 


cję przeżyliśmy razem na Zarzeczu. Pro- 
fesor z żoną Janiną i synem Jasiem bywał 
często u nas. Przed wojną zaprzyjaźnił 
się z moim ojcem inż. Ludwikiem Jano- 
wiczem. Obaj byli zapalonymi wodniaka- 
mi i narciarzami. Państwo Rudniccy chlu- 
bili się opłynięciem kajakiem Sardynii. 
Razem spędzaliśmy żeglarskie wakacje 
nad wileńskimi jeziorami. Akcję "Ostra 
Brama" profesorstwo wraz z mamą prze- 
czekali w piwnicach uniwersyteckich i 
pomagali w gaszeniu budynków. 
O tułaczce po wysiedleniu z Wilna 
tak pisał prof. Rudnicki w liście wysła- 
nym z Lublina 18 IX 1945 roku do mojej 
mamy: 
Kochana Lidko! O jak to dobrze, że 
mamy Twój list i Twój adres. Nasz wy- 
jazd z Wilna nie udał się nam. Ja przyle- 
ciałem samolotem 15 stycznia i niedłu- 
go potem zachorowałem. Przez parę 
tygodni leżałem w klinice uniwersytec- 
kiej, było konsylium, ale nic nie mogli mi 
pomóc, ani na skoki temperatury, ani 
na zawroty głowy, ani na bóle w nogach. 
Choroba minęła sama z nastaniem ład- 
nych dni. Tymczasem Inka miała inne 
przygody. Czekała całe 15 dni na Poru- 
banku na samolot do Lublina, który nie 
przylatywał, bo został skasowany, o czym 
nikt w Wilnie nie wiedział. Po 15 dniach 
męki w nie ogrzewanym baraku wyjecha- 
ła drugim transportem do Lublina. Pod- 
róż w okropnych warunkach trwała 17 
dni. Inka i Jaś wyglądali jak szkielety. 
Mnie zastali chorego w nie ogrzewanym, 
nędznym pokoiku prowizorycznej bur- 
sy akademickiej. To była męka i rozpacz. 
Tyle tarapatów, tyle kłopotów, brakopa- 
łu - drzewo kupowało się na wagę po 8 
zł za kilo! Z czasem jednak dostaliśmy 
lepsze locum na Głowackiego 7, zwłasz- 
cza miłe w lecie, bo to już trochę za mia- 
stem, ale blisko uniwersytetu. Tak więc, 
kochana Lidko. doczekaliśmy końca 


13
		

/wr_2001_nr3_065000018_0001.djvu

			( . 


.. .., 
, 


" 


. 'ł 
. 
. 


\ 


,. 
, 


, 


Prof. Rudnicki z małżonkq i mojq mamq (po 
prawej) na Zarzeczu. 


wojny, ale nie końca kłopotów. 
I ja także tęsknię za Wilnem i mnie 
czasem chce się polecieć na Popowską 9 
na wyżerkę i pogaduszkę z Ciocią Lidką. 
W ogóle tęskno mi do Wilna i nie tylko 
do ludzi, ale i do samego miasta. Chce 
mi się stanąć na moście nad Wilenką i 
patrzeć na kościół Misjonarzy! A zaułki 
wileńskie! A widok z ogródka na Połoc- 
kiej 15, gdzie sadząc groch i fasolę, flan- 
cując pomidory patrzyłem z podziwem 
na rozległy widok doliny Wilenki i jej 
wysoki brzeg wznoszący się ku ulicy Su- 
bocz! Wilno, Wilno - grodzie przedziw- 
ny, ile męki i łez wsiąkło w twoje kamie- 
nie! Tam po raz ostatni widziałaś Twego 


. 


. 


......... 


-" 
- 


-.. 
Na żaglówce P-7 nad jeziorem tusza. Żagiel 
podnoszq prof. Rudnicki i inż. Janowicz. 


Ludka! Tam wyrośli Ci Twoi chłopcy na 
ludzi! Często myślę o Ludku - a może 
stanie się cud i nagle znów zjawi się przed 
nami, nieoceniony skarb, ukochany przez 
wszystkich. A jeśli nie sądzono Mu po- 
łączyć się z najbliższymi na ziemi, to niech 
pamięć po Nim zostanie święta śród 
tych, którzy Go znali i co cenić to wielkie 
i szlachetne serce umieli! 
Byliśmy przez trzy tygodnie w Nałę- 
czowie na odpoczynku. Teraz u mnie 
znów orka: egzamina do Politechniki, 
Ściskamy Cię serdecznie, całusy od nas 
wszystkich dla Cioci Lidki - Twój odda- 
ny przyjaciel JuL (Ludek to inż. Ludwik 
Janowicz, aresztowany przez NKWD i 


j 


_ J--o 



 I 
Prof. Rudnicki na nartach na Kaczych Dołach. 


wywieziony do Workuty, zmarły na ty- 
fus w drodze do armii Andersa, pocho- 
wany w śniegu przy torze przez swych 
uczniów.) 
W latach 1945-1946 Juliusz Rudnicki 
był profesorem UMCS w Lublinie, a od 
października 1946 profesorem zwyczaj- 
nym na katedrze matematyki Uniwersy- 
tetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, aż 
do śmierci w dniu 26 lutego 1948 roku. 
Pochowany został na cmentarzu św. 
Jerzego w Toruniu. Wszystkich, którzy 
zechcą napisać o Nim wspomnienia, 
prosimy o kontakt z redakcją "Wileń- 
skich Rozmaitości". 


1Waria Olechnowicz 


Leon Janowicz 


, 
Doktor Zofia Wasilewska-Swidowa 


Urodziła się w r. 1887 na Ukrainie. 
W Kijowie ukończyła gimnazjum pol- 
skie i studia medyczne na Uniwersyte- 
cie. Była jedną z pierwszych kobiet stu- 
dentek na medycyme, z czego była za- 
wsze dumna. W latach I Wojny świato- 
wej była lekarzem wojskowym, w ostat- 


14 


nim okresie w j
dnostkach dowodzo- 
nych przez gen. Zeligowskiego. Po woj- 
nie pozostała w Wilnie. Wyszła za mąż 
za dr. Michała Świdę. Pracowała jako 
lekarz, potem ordynator w szpitalu za- 
kaźnym na Zwierzyńcu. Wiele też cza- 
su i serca poświęcała pracy społecznej. 
Była wieloletnią przewodniczącą wileń- 
skiego oddziału Związku Pracy Obywa- 
telskiej Kobiet (ZPOK). Związek ten 
posiadał szkołę zawodową gospodar- 
stwa domowego i stołówkę przy ul. Ja- 
giellońskiej, liceum żeńskie gospodar- 
cze przy ul. Bazyliańskiej 2. (W latach 
1939-1941 była tam stołówka Polskie- 
go Komitetu dla uchodźców) a także 
bursę dla niezamożnej młodzieży na 
Antokolu. Placówką tę p. Doktor opie- 
kowała się szczególnie serdecznie. W 
okresie II Wojny dr Świdowa była od 
początku związana z walką podziemną, 
przede wszystkim z Wydziałem Zdro- 
wia Okręgowej Delegatury Rządu. Była 
konspiracyjnym komendantem szpita- 
la zakaźnego. U.krywała tam zarówno 
młodzież zagrożoną deportacją na ro- 
boty do. Niemiec, jak też ludzi z konspi- 
racji i Zydów, a potem leczyła jeńców 
sowieckich, ułatwiała ucieczki. Zarazi- 


ła się tyfusem plamistym, który bardzo 
ciężko przechorowała. W czasie oku- 
pacji niemieckiej była też zaangażowa- 
na w pomocy polskim jeńcom wojen- 
nym w Niemczech. 
W czasie walk o Wilno w 1944 r. po- 
zostawała przez cały okres w piwnicy 
szpitala zakaźnego, jako jedyny lekarz, 
z ciężko chorymi i przypadkowymi pod- 
opiecznymi oraz grupką przyjaciół. Po 
zajęciu Wilna przez wojska sowieckie 
ciężko chorowała na zapalenie płuc, a 
po kilku tygodniach pochowała męża. 
Dr Michał Swida był ranny odłamkiem 
w piwnicy domu, w którym mieszkał. 
Po raz pierwszy była aresztowana w 
grudniu 1944 r. ale w marcu 1945 zwol- 
niona. W tym czasie mieszkanie Jej przy 
ul. Mickiewicza zostało zabrane. Za- 
mieszkała u 00 Bonifratrów i praco- 
wała jako lekarz w ich,. przychodni. 
Aresztowana ponownie w sprawie Au- 
szry została skazana na 5 lat. Była wię- 
ziona w Prowieniszkach, Moskwie i naj- 
dłużej w Wołogdzie. Po powrocie do 
Polski, dzięki pomocy wileńskich leka- 
rzy, w roku 1951 rozpoczęła pracę w 
sanatorium w Dzierżążnie. Potem przez 
szereg lat była lekarzem w sanatorium 
w Prabutach. Po przeniesieniu na eme- 
ryturę i odebraniu służbowego miesz- 
kania wyjechała do Głuchowa k/Che- 
łmży i podjęła pracę jako dyrektor tam- 


dokończenie no sIr. 22
		

/wr_2001_nr3_065000019_0001.djvu

			Sylwetki wileńskie 


Ś.p. Marta Skorko-Barańska 



 


, . 


W dniu 22 stycznia 2001 roku w \\ar- 
szawie pożegnaliśmy na zawsze ś.p. Panią 
Martę ze Zdrojewskich Skorko-Barańską. 
Kim była? Na pewno człowiekiem nie- 
zwykłym, o wybitnej inteligencji i wielkim 
sercu - co rzadko idzie z sobą w parze, a 
przy tym osobą o urzekającej skromności. 
Pochodziła z rodziny ziemiańskiej, wy- 
wodzącej się z dawnej guberni mohylew- 
skiej. rradycje ofiarnej służby dla Kraju, 
oddania "Sprawie" były obecne zarówno 
wśród przodków ojca Pani Marty, Zyg- 
munta Zdrojewskiego, jak i matki - Marii 
z Ruszczyców, urodzonej w maj. Jodziszki 
na Wileńszczyźnie. Tradycje te wiązały się 
zwłaszcza z rodziną babki Pani Marty ze 
strony ojca, tj. z rodziną Kaplińskich. Po 
kJęsce 1864 roku władze carskie skonfi- 
skowały majątek pradziadków Telesfora i 
Anny Kaplińskich za udział w Powstaniu 
Styczniowym ich czworga dzieci. Ich syn 
Bazyli (brat babki Olimpii, późniejszej 
Zdrojewskiej), zesłany na Syberię, po la- 
tach katorgi zmarł w drodze powrotnej 
do Polski i został pochowany w Tomsku. 
Drugi syn Piotr, również zesłany na Sybir, 
nigdy do kraju nie powrócił i zginął w nie- 
znanych okolicznościach. Trzeci syn Ed- 
mund, wysłany wraz z żoną tym samym 
syberyjskim szlakiem, stracił tam żonę, 
sam zaś wrócił do Polski dopiero po 10 
latach. Córka Olimpia (późniejsza Zdro- 
jewska), za wielostronną pomoc leśnej 
"partii", typową dla ówczesnej pracy ko- 
biet na rzecz Powstania (por. nowelę Elizy 
Orzeszkowej pl. "Oni" z cykJu "Gloria vic- 
tis") została aresztowana i była przetrzy- 
mywana w Leplu na Białorusi.1 
Wspomnienia tych wydarzeń, przeka- 
zywane przez kolejne pokolenia, niewąt- 
pliwie miały wpływ na postawę życiową 
Pani Marty Skorko-Barańskiej. 


Pani Marta, w rodzinie i wśród przyja- 
ciół zwana Tunią, urodziła się w Wilnie (w 
1913 r.), choć rodzice, gospodarząc w maj. 
Pieroszyce w pow. sieńskim na Ziemi 
Mohylewskiej, jedynie okresowo przeby- 
wali w tym mieście. Na przełomie 1917/ 
1918 roku cała rodzina opuściła Pieroszy- 
ce na zawsze wraz z cofającym się frontem 
niemieckim i ratując się przed nadciągają- 
cym "rewolucyjnym" pogromem ze 
wschodu. 
Tułaczka z dwojgiem małych dzieci, 
Martą i Jej starszą o 3 lata siostrą Elwirą, 
trwała przez cały okres wojny polsko-bol- 
szewickiej. Na dłużej rodzina zatrzymała 
się w Bydgoszczy, gdzie córki rozpoczęły 
naukę szkolną. Od 1923 roku stałym miej- 
scem zamieszkania p. Zdrojewskich stało 
się Wilno. 
Po ukończeniu wileńskiego gimnazjum 
w 1929 roku Pani Marta rozpoczęła stu- 
dia na Wydziale Matematyczno-Przyrod- 
niczym Uniwersytetu Stefana Batorego. 
Po ich ukończeniu jako osoba zaledwie 
21-letnia zostaje zaangażowana do Pań- 
stwowego Gimnazjum i Uceum im. ks. AJ. 
Czartoryskiego w Wilnie. Uczy w nim fizy- 
ki aż do wybuchu wojny w 1939 r. 
Od roku 1933 jest żoną Eugeniusza 
Skorko, asystenta w Katedrze Fizyki USB. 
Z dniem 7 XII 1939 - po grudniowym 
strajku młodzieży wileńskich szkół śred- 
nich, protestującej przeciwko zarządze- 
niom litewskich władz okupacyjnych - z0- 
staje zwolniona z pracy. Wraz z grupą in- 
nych nauczycieli, pod kierownictwem Ja- 
niny Bohdanowiczówny, b. dyrektorki 
Państw. Gimnazjum i Uceum im. ks. AJ. 
Czartoryskiego, bezzwłocznie przystępu- 
je do organizowania tajnego nauczania. 
Tajne komplety dla polskiej młodzieży, 
usuniętej ze szkół, prześladowanej, czę- 
sto więzionej ruszają już na przełomie 
grudnia 19391stycznia 1940 r. Działalność 
ta z udziałem i ogromnym zaangażowa- 
niem P. Marty Skorko jako wykładowcy, 
wychowawczyni i niejednokrotnie opie- 
kunki potrzebujących pomocy w trudnej, 
a nieraz tragicznej rzeczywistości kolejnych 
okupacji Wileńszczyzny trwa do lutego 
1945 r. 
Nie mogąc podjąć innej pracy -jak wie- 
lu Polaków, wyrzuconych przez władze li- 
tewskie z biur, urzędów, szkół itd., skaza- 
nych na wykonywanie zajęć fizycznych, Pani 
Marta - by zdobyć środki utrzymania - nie 
waha się przed pełnieniem funkcji woź- 
nej i szatniarki na prywatnych kursach ję- 
zykówobcych. 
Od 1941 roku włącza się w drugi - obok 
tajnego nauczania - nurt pracy konspira- 
cyjnej. Prowadzi początkowo "skrzynkę" 
kontaktową w skomplikowanym systemie 
łączności Okręgu Wileńskiego Armii Kra- 


jowej. Istnienie "skrzynki" kończy się 
wpadką. Pani Marta zostaje zatrzymana 
na całą dobę na przesłuchanie w słynnej 
siedzibie Gestapo w Wilnie na ul. Ofiar- 
nej. Udaje się Jej jednak wyjść na wolnoŚĆ. 
Następnie, po przeszkoleniu w pracy 
szyfrantki, pod pseudonimem "Irena" 
obejmuje w końcu 1942 r. stanowisko kie- 
rownika kancelarii szefa sztabu Okręgu 
(ppłk. Lubosława Krzeszowskiego, ps. 
"Ludwik"). Podlega Jej 6-osobowy zespół 
maszynistek i szyfrantek. w większości oso- 
biście przez Nią wyszkolonych. 
Zgodnie z rozkazem gen. "Wilka" 
(Aleksandra Krzyżanowskiego), Komen- 
danta Okręgu Wileńskiego AK, w czerw- 
cu 1944 r. w związku ze zbliżaniem się fron- 
tu niemiecko-radzieckiego i planowaną 
przez władze AK akcją "Ostra Brama" 
zostaje oddelegowana na stanowisko szy- 
frantki i maszynistki do Komendy Okrę- 
gu w polu, do miejscowości Dziewieniszki 
i Wołkorabiszki. 
Po akcji wileńskiej, po 17 lipca 1944 r., 
wraca do Wilna i kontynuuje pracę oświa- 
tową w tajnym szkolnictwie. Od jesieni tego 
roku jest również zatrudniona jako na- 
uczycielka fizyki w gimnazjum z polskim 
językiem nauczania, powołanym przez 
władze Utewskiej SRR. 
Od marca 1945 r. - po przymusowym 
opuszczeniu Wilna wraz z tysiącami eks- 
patriowanych Polaków - przez kolejne 
dwa lata uczy w szkołach średnich, naj- 
pierw w Białymstoku podczas półroczne- 
go tam pobytu, a następnie w Łodzi. W 
jesieni 1947 r. przechodzi do Katedry Fi- 
zyki na Wydziale Chemii Politechniki 
Łódzkiej, gdzie już pracował Jej mąż. 
Przewlekła choroba męża, dziesięć ko- 
lejnych jego operacji, związanych z paro- 
miesięcznymi pobytami w szpitalu, trwają- 
ca od grudnia 1949 r. do maja 1957 r., a 
więc ponad 7 lat, kończy się jego śmiercią. 
Pani Marta z samozaparciem dźwiga 
wszystkie swoje obowiązki - jest st. asy- 
stentem, adiunktem, z-cą profesora w 
końcu st. wykładowcą na Politechnice 
Łódzkiej, równolegle prowadzi wykłady z 
fizyki na Akademii Medycznej w Łodzi, 
zastępuje męża w pracy dydaktycznej i 
administracyjnej jako kierownika Katedry 
Fizyki Politechniki Łódzkiej. Opracowuje 
skrypty dla studentów, pisze artykuły po- 
pularno-naukowe, tłumaczy z jęz. angiel- 
skiego i francuskiego teksty naukowe. Pro- 
wadzi bibliotekę Katedry Fizyki, organizu- 
je laboratoria dla studentów, gromadzi 
pomoce naukowe, dba o rozwój kadry dy- 
daktycznej, udziela się w pracy społecz- 
nej. Cieszy się wielkim autorytetem wśród 
młodzieży. W końcu lat 6O-tych przygoto- 
wuje obszerny podręcznik fizyki dla stu- 
dentów zaocznych politechnik. wydany w 
1971 r. przez Państwowe Wydawnictwo 
Naukowe, 8-krotnie wznawiany w następ- 
nych latach i wyróżniony nagrodą Mini- 
stra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Tech- 
niki. 
W roku 1969, ze względu na stan zdro- 


15
		

/wr_2001_nr3_065000020_0001.djvu

			wia przechodzi na wcześniejszą emerytu- 
rę. 
Dorobek Pani Marty i Jej postawę oce- 
niały wysoko władze uczelni łódzkiej, któ- 
re podkreślały Jej przygotowanie, do- 
świadczenie pedagogiczne, osiągnięcia 
dydaktyczne, wychowawcze i edytorskie, 
nie potrafiły jednak wyróżnić Jej w jakiś 
sposób szczególny nawet w momencie 
przechodzenia na emeryturę, choć wtedy 
Pani Marta miała już za sobą 20 lat pracy 
na Politechnice Łódzkiej, a ogółem 33 lata 
pracy pedagogicznej. Uczelnia przyznawa- 
ła Jej wprawdzie od czasu do czasu na- 
grody rektorskie, ale dopiero w 1983 roku, 
a więc po 14 latach od Jej odejścia z Poli- 
techniki wyróżniła odznaką "Zasłużonej 
dla Politechniki Łódzkiej". 
To jedyne cywilne odznaczenie, jakim 
uhonorowano w Polsce Ludowej człowie- 
ka oddanego bez reszty przez dziesiątki 
lat swojej pracy, wychowankom, uczelni, 
człowieka, który najrzetelniej pełnił swo- 
ją służbę, nie zabiegając nigdy o żadne za- 
szczyty czy honory. 
To samo da się powiedzieć o działal- 
ności konspiracyjnej. Nikt z przełożonych 
czy kolegów z Armii Krajowej nie zadbał o 
odznaczenie Pani Marty Skorko-Barań- 
skiej, nikt nie wyróżnił Jej trwającej kilka 
lat pracy w tajnym nauczaniu podczas ko- 
lejnych okUpacji Wileńszczyzny, ani pełnej 
niebezpieczeństw, odpowiedzialnej funk- 
cji w szefostwie sztabu czy w Komendzie 
Okręgu Wileńskiego AK 
Przyznany Jej w końcu w latach 9O-tych 
Krzyż Armii Krajowej stanowi właściwie 
jedynie świadectwo uczestnictwa w tej wy- 
jątkowej formacji Polskiego Państwa Pod- 
ziemnego. A przecież wyniesione z domu 
tradycje patriotyczne, bezinteresowność, 
a także wewnętrzny ład, inteligencja i po- 
czucie odpowiedzialności sprawiły, iż Pani 
Marta była jedną z najgłębiej wtajemni- 
czonych i zaangażowanych kobiet w Wi- 
leńskim Okręgu AK 
Kolejne lata, już na emeryturze, po- 
nownie osierocona w r. 1986 przez swego 
drugiego męża, doc. Romana Barańskie- 
go, którego poślubiła w 1971 r., poświęci- 
ła Pani Marta pracy dokumentacyjnej i li- 
terackiej, dot. Wilna i Wileńszczyzny. Od 
roku 1988 aż do śmierci była współpra- 
cownikiem, inspiratorem i przyjacielem 
początkujących badaczy pogranicza kultur 
narodowych na Kresach Północno- 
Wschodnich II RP oraz szczególnej roli 
Wilna w kulturze, wspierając ich swoją 
kompetencją i talentem redakcyjnym. 
Czynnie uczestniczyła w pracach z tego 
zakresu, podejmowanych przez Białostoc- 
ki Oddział Towarzystwa Literackiego im. 
Adama Mickiewicza, jak też przez Zakład 
Teorii i Antropologii Literatury Uniwer- 
sytetu w Białymstoku (dawniej Filii Uni- 
wersytetu Warszawskiego). Brała udział 
w projektowaniu czterech międzynarodo- 
wych konferencji z cykJu "Wilno i...", któ- 
re odbyły się w latach 1989-2000 w Bia- 
łymstoku, jak również w redagowaniu od 


16 


1991 r. białostockiej serii "Biblioteka Pa- 
mięci i Myśli" (formalnie członkiem Ko- 
mitetu Redakcyjnego została w 1997 r.). 
W ramach tej serii była współautorką i 
współredaktorką książki "Wilno jako ogni- 
sko oświaty w latach próby (1939-1945)", 
wydanej przez Oddział Białostocki Tow. 
Literackiego im. A Mickiewicza w 1991 r. 
- zebrała i zweryfikowała większość doku- 
mentacji i materiałów wspomnieniowych. 
Z wielkim oddaniem pomagała w porząd- 
kowaniu relacji i danych do książki Aliny 
Ulińskiej pt. "Liceum im. J.J. Śniadeckich 
w Wilnie" (wyd. w 1996 r.) oraz wopraco- 
waniu redakcyjnym książki Anieli Dziewul- 
skiej-Łosiowej pt. "Konwój strzela bez 
uprzedzenia", poświęconej Polkom z wię- 
zień i łagrów sowieckich z lat 1944-56. Ma 
też swój udział redaktorski w tomie "Mó- 
wią, o Panie, żeś nas upokorzył..." tejże 
autorki. Opublikowała obszerny artykuł 
"Nazaret Wileński" w wydaniu zbiorowym 
"Wilno i Wileńszczyzna jako krajobraz i 
środowisko wielu kultur" (t. I Białystok. 
1992 r.). 
Pani Marta wykazywała się też talen- 
tem artystycznym, przejawiającym się na 
polu fotografii. Uprawiała ją w duchu 
szkoły krajobrazowej Jana Bułhaka, po- 
szerzając o delikatne akcenty symbolicz- 
ne. Jej prace zdobią niejedno mieszkanie 
rodziny i przyjaciół. 
Była zamiłowaną turystką. Oboje z 
mężem Eugeniuszem jako młodzi ludzie 
odbyli m.in. wielką wyprawę wzdłuż pasa 
Kresów Wschodnich - od Wilna po Gor- 
gany, preferując zwłaszcza wędrówki ro- 
werowe i wodniackie. Po wojnie stale spę- 
dzali wakacje na jeziorach Mazurskich, a 
później długo jeszcze Pani Marta upra- 
wiała piesze wędrówki. 
Przez całe życie była osobą wyczuloną 


na potrzeby innych. Dyskretnie pomaga- 
ła wielu ludziom, wspierała finansowo 
instytucje charytatywne i kulturalne, np. 
Fundację "SOS", Krakowskie Hospicjum, 
Fundację Szkolną im. St. Staszica w S0- 
snowcu - bez wszelkiego rozgłosu, z wła- 
ściwą sobie skromnością. 
Ta wysoka, szczupła, elegancka, o dłu- 
gich, gładko uczesanych włosach i ujmu- 
jącej powierzchowności kobieta, typowa 
przedstawicielka polskich Kresów potra- 
fiła przeżyć świadomie swoje życie. Sen- 
sem tego życia uczyniła przydatność in- 
nym. Obdzielała ich swoim ciepłym uśmie- 
chem, pełną delikatności dobrocią, mą- 
drością, głębokim szacunkiem dla każde- 
go. Niezauważalnie uszlachetniała innych 
swoją prawością. 
Wiedziała, że dobro realizuje się tylko 
w konkretnych czynach. Nie stawiała wy- 
magań dla siebie, nikt nie słyszał z Jej ust 
skargi, choć utrata bliskich, samotność w 
ostatnich latach i starszy wiek mogłyby Ją 
usprawiedliwiać. Z niezmienną serdecz- 
nością w szarych oczach i humorem wita- 
ła licznych swoich przyjaciół. Zawsze, do 
ostatnich dni rozumiała współczesną po- 
stać świata i zawsze byli przy Niej młodsi, 
którym pomagała ją zrozumieć. 
Do prawdziwego spotkania z Nią trze- 
ba było dojrzewać. 
Była darem dla wielu. 
Przeszła przez życie świetlistym szla- 
kiem, wskazując nam kierunek drogi, chcąc 
nas zagarnąć razem. 
Obyśmy potrafili, my, którzyś my Ją zna- 
li, podążyć za Nią! 
Obyśmy potrafili sprawić, by szlaku 
tego nie zarosła trawa niepamięci! 
Barbara Reszko 
l) Dane z archiwum rodzinnego w zbiorach ar- 
chiwalnych Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. 


Danuta Brodowska 


Pożegnanie Marty Skorko-Barańskiei, 
z domu Zdroiewskiei* 


W imieniu koleżanek, byłych uczen- 
nic gimnazjum i liceum im. Księcia Ada- 
ma Jerzego Czartoryskiego w Wilnie, że- 
gnam Panią Martę Skorko-Barańską z 
domu Zdrojewską - naszą ostatnią z 
grona nauczycielek. 
Bóg dał Jej długie i piękne życie. 
Po ukończeniu studiów w zakresie fi- 
zyki na wydziale matematyczno-przyrod- 
niczym Uniwersytetu Stefana Batorego, 
zaledwie 21-noletnia, została nauczyciel- 
ką w naszej szkole. 
Swoją urodą, postawą, wdziękiem i 
elegancją oraz wielką kompetencją stwa- 
rzała niepowtarzalną atmosferę w kla- 
sie. 
Umiała także utrzymać dyscyplinę i 
powodować wie1kie zainteresowanie 
przedmiotem fizyki. 
Uczennice lubiły ją, kochały i szano- 
wały. 


Te, które miały szczęście, że była ich 
wychowawczynią, wspominały ją przy 
każdej okazji, wyróżniając spośród in- 
nych wykładowczyń. 
Trzeba powiedzieć, że miałyśmy kom- 
plet wspaniałych, młodych nauczycielek, 
niewiele stosunkowo od nas starszych. 
Były to panie: Bronisław
 Orłowska - 
polonistka, Wanda Zwolska - historyk, 
no i przede wszystkim Ona Marta wów- 
czas Skorkowa. To dzięki Nim zachowa- 
łyśmy do dzisiaj zainteresowanie wiedzą 
i chęć czynnego uczestniczenia w życiu. I 
wielkie Im dzięki za to... 


Żegnamy ostatnią z Was! 
Pani Marto spoczywaj w Bogu. 


. Wygłoszone nad grobem, podczas pogrzebu 
w dniu 29 stycznia 2001 r. w Warszawie, w części 
katolickiej Cmentarza Prawosławnego przy ul. Wo
 
skiej 1.40a (kwatera 85, rząd l, grób 16).
		

/wr_2001_nr3_065000021_0001.djvu

			Stanislaw Krasucki 


Zbroiny wysiłek Wilna i Ziemi Wileńskiei 
(XXVIII) 


Społeczeństwo wyzwolonych tere- 
nów zachowywało się niezwykle dziel- 
nie i ofiarnie. Ogromna większość męż- 
czyzn pełniła służbę wojskową, prze- 
ważnie w Dywizji Litewsko-Białoru- 
skiej, a wiele kobiet i dziewcząt kreso- 
wych z poświęceniem pracowało w szpi- 
talach, zakładach kwatermistrzowskich 
i innych instytucjach dla wojska. Zdo- 
bywały one sobie placówki od służby w 
żołnierskich kantynach i kuchniach aż 
do służby kurierskiej i wywiadowczej na 
terenach zajętych przez wojska nieprzy- 
jacielskie, rozwijając ideę walki zbroj- 
nej o Polskę na wschodnich krańcach 
Rzeczypospolitej. 
Linia frontu litewsko-białoruskiego 
po wyzwoleniu Wilna oraz ziemi wileń- 
skiej i białoruskiej rozgraniczała rozle- 
głe tereny ziem dawnej Rzeczypospoli- 
tej Wielu narodów sztucznym podzia- 
łem przez pozycje zajęte przez wojska 
obu walczących stron. Sterroryzowana 
przez bolszewików ludność masowo 
garnęła się do Polski, na tereny wyzwo- 
lone przez polskie oddziały. Czyż moż- 
na mieć za złe ich dowódcom, że zaj- 
mowali się tragicznym losem tych 
uchodźców nawet czasami kosztem 
spraw czysto wojskowych, natury tak- 
tycznej, organizacyjnej, czy też z 
uszczerbkiem dla szczupłego zaopa- 
trzenia własnych żołnierzy? 


Rozwój i finał wojny na wschodzie. Dal- 
sze losy Ziemi Wileńskiej. 
Po zwycięskim zakończeniu walk w 
Małopolsce Wschodniej i doprowadze- 
niu do stanu, w którym dalsza przy- 
szłość tej ziemi rozstrzygnąć się miała 
na płaszczyźnie prawa międzynarodo- 
wego, nadszedł czas na uaktywnienie 
działań na froncie północnym w dąże- 
niu do rozstrzygnięcia zabezpieczające- 
go polski stan posiadania i trwały po- 
kój na kresach północno-wschodnich. 
Pierwszy, podstawowy okres tworzenia 
polskiej siły zbrojnej zbliżał się ku koń- 
cowi. W połowie lipca 1919 roku Na- 
czelne Dowództwo miało do dyspozy- 
cji na froncie i w garnizonach wewnątrz 
kraju siły jak na ówczesne warunki dość 
poważne i przeważnie ujęte już w więk- 
sze jednostki organizacyjne (dywizje 
piechoty, brygady kawalerii). W sumie 
było już dwadzieścia dywizji piechoty i 
cztery brygady kawalerii (o niezupełnie 
jeszcze zakończonej organizacji). Wy- 
konana została duża praca nad unifi- 
kacją jednostek wywodzących się z roz- 
maitych źródeł, jak zasady i metody 


wyszkolenia, regulamin walki, organi- 
zacja sztabów i dowodzenia. Rozbudo- 
wie uległy też jednostki kresowe, wcho- 
dzące w skład frontu północnego. Na- 
stąpiła reorganizacja formacji Dywizji 
Litewsko-Białoruskiej. Z istniejących 
już pułków o rodowodzie ziem litew- 
sko-białoruskich utworzono dwie czte- 
ropułkowe dywizje. W skład I Litew- 
sko-Białoruskiej Dywizji Strzelców we- 
szły pułki: wileński, miński, grodzień- 
ski i organizujący się - nowogródzki. 
Skład 2. Litewsko-Białoruskiej Dywizji 
Strzelców stanowiły pułki: słucki, ko- 
wieński, białostocki i lidzki. Z formacji 
ziem litewsko-białoruskich podjęły swą 
organizację cztery pułki kawalerii: 10 
Pułk Ułanów Litewskich (formowany 
przy Dywizji Litewsko-Białoruskiej i w 
pierwszym okresie walczący praktycznie 
w jej składzie pod dowództwem płk. 
Władysława Obuch-Woszczatyńskie- 
go), 13. Pułk Ułanów Wileńskich (po- 
wstały z oddziałów samoobrony, które 
pod koniec grudnia 1918 złączyły się w 
Wilnie pod nazwą l. Pułku Ułanów Wi- 
leńskich. Pułk organizowali i dowodzili 
nim kolejno wielcy partyzanci-zagoń- 
czycy Ziemi Wileńskiej mjr Władysław 
Dąbrowski i rtm. Jerzy Dąbrowski), 23. 
Pułk Ułanów Grodzieńskich (powsta- 
ły z rozmaitych formacji wileńsko-bia- 
łoruskich, m.in. jazdy dywizyjnej Dywi- 
zji Litewsko-Białoruskiej, oddziału 
zwiadowców, oddziału obrony Wilna. 
Dowódca pułku - rtm. Bronisław Szal- 
kiewicz, a następnie ppłk Łada Zabłoc- 
ki). Ponadto formowany był jeszcze 
Pułk Jazdy Tatarskiej, złożony z polskich 
Tatarów, których nie brakło na Ziemi 
Wileńskiej. Wierni Rzeczypospolitej 
służyli jak w dawnych latach pod swo- 
imi znakami, w swojej wierze i zwycza- 
jach. Na linię frontu wyszli już w kwiet- 
niu 1919 roku. Pierwszym dowódcą 
pułku był płk Roman Falkowski, a jed- 
nym z dalszych - słynny kawalerzysta 
mjr Wilhelm Światołdycz-Kisiel. Tak 
więc udział elementu kresowego z Zie- 
mi Wileńskiej i Białoruskiej w tworzą- 
cych się polskich siłach zbrojnych był 
od samego początku znaczący i w spo- 
sób widoczny świadczył, że ziemie te po 
tylu latach niewoli i wytężonej rusyfika- 
cji nadal ciążą do swej polskiej Macie- 
rzy. 
Za szybkim i zdecydowanym podję- 
ciem działań na froncie wschodnim 
przemawiały czynniki polityczne i woj- 
skowe, ściślej mówiąc - strategiczne. Cel 
wojny, jakim było trwałe odepchnięcie 


Rosji Sowieckiej na wschód i wyegze- 
kwowanie praw Polski do części ziem, 
zajętych przez wojska sowieckie, nie był 
jeszcze zrealizowany. Józef Piłsudski 
zmierzał do wypełnienia tego, co uwa- 
żał za wielką misję dziejową odradzają- 
cej się Polski - odpowiedzialność za 
losy ludności w granicach dawnej Rze- 
czypospolitej i danie im możliwości swo- 
bodnego stanowienia o swoim losie. 
Uważał, że musi brać na swe barki cię- 
żar wykonania tej misji. Były to zamie- 
rzenia na miarę wielkich ludzi epoki i 
Piłsudski nigdy się ich nie obawiał. W 
tej sytuacji względy strategiczne wyma- 
gały w pierwszej kolejności opanowa- 
nia magistrali kolejowej Połock - Mo- 
łodeczno - Mińsk - Baranowicze - Łu- 
niniec - Sarny - Równe - Lwów i dale- 
kie odepchnięcie podstaw operacyjnych 
czerwonych aż za magistralę kolejową 
Orsza - Żłobin - Mozyrz - Korosteń. 
Tak więc rozstrzygnięcie operacji nastą- 
pić miało głównie na froncie północ- 
nym. Przewidywano jednocześnie ope- 
rację na Wołyniu celem wyrównania li- 
nii frontu z linią w Galicji, wcześniej 
wysuniętą bardziej na wschód. W rze- 
czywistości ofensywa na froncie litew- 
sko-białoruskim rozpoczęła się wcze- 
śniej. 


c.d.n. 


Józef Bujnowski (1910-2001 ) 
jako badacz 
literatury polskiej 


dokończenie ze sIr. 2 


o piśmiennictwie Zofii Romanowiczowej 
("Pamiętnik Literacki", Londyn, 1989 
t. 14 s. 142-152); przemówienie wygło- 
szone 25 listopada 1991 r. przy wręcza- 
niu nagrody Florianowi Śmiei (druk. - 
ibid., 1992 t.17 s.124-134). Od 1991 był 
Bujnowski członkiem PEN Clubu. 
Wziął udział w ankiecie na temat aktu- 
alności Norwida pisma "Ethos" wypo- 
wiedzią Jeden z kanonów poetyki Norwi- 
da (1992 R. 5 nr 4(20) s. 139-142). 
W PUNO pracował przez dziesiątki 
lat z całym oddaniem; przewodził Wy- 
działowi Humanistycznemu jako dzie- 
kan (od 1978 ponownie do 1995 r.). 
Wieczór ku czci Bujnowskiego odbył się 
w Londynie 23 września 1997 r. Prof. 
Alicja Moskalowa wygłosiła wykład Jó- 
zef Bujnowski - poeta i naukowiec w cza- 
sie inauguracji r. akad. w PUNO (15 
października 1998 r.). Przypomniała swe 
dawniejsze już słowa, że prof. Bujnow- 
ski był "jednym z filarów kultury na emi- 
gracji", że był "świetnym promotorem, 
nauczycielem i profesorem". Podkreśli- 
ła, że w tym poglądzie nie jest odosob- 
niona, inni jego uczniowie "też tak czują 
i myślą". Bujnowski zmarł w Londynie 
15 lutego 2001 r. i tam został pochowa- 
ny. 


17
		

/wr_2001_nr3_065000022_0001.djvu

			Co warto przeczytać i przemyśleć 


Przeszłość i Pamięć 
Biuletyn Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa 



 Przeszło
 i Pami
ć 


....,. R..ł,. 
 PuUtd w.Ik I 
 


.... .,,.,,- 


.....,. f.... ł-- 


-- 
. 
 PO lBJIl1Im\Oł 

. łł.-1'CIImJINIA
"_ 
. DIWA PC..łGJ lfIl"ifA D..JN.!Iu:I:Io 


k 1 .--- 

\. 

ł .. 
/ 


. 


'''''.1 , 
'.. ., 
r 
. 
 .' 
'jA 
--;;. 


\ 
n' 


. . 
-.. 


_.- 


Mam przed sobą trzy kolejne nume- 
ry Biule.tynu - styczeń-luty-marzec Nu- 
mer 1/14/2000, kwiecień-maj-czerwiec 
Numer 2/15/2000 oraz lipiec-sierpień- 
wrzesień Numer 3/16/2000. W poszcze- 
gólnych numerach, obejmujących bar- 
dzo bogatą i zróżnicowaną tematykę, 
znajdujemy takie pozycje, jak: 
Pamiqtki po Herbul1ach 
Śifldami Powstania Styczniowego w Wilnie 
Dwa Pomniki Jana [(jlińskiego 
Charków 1940-2000 
Rosja 60 iflt po Katyniu 
Cmentarze Zołnierzy Armii Polskiej w 
Kirgizji 
Pomniki Bitwy Pod Ostrołękq 1831 r. 
Katyń Miednoje 1940-2000 
Pomniki Dowborczy/Ww 
Jym, Co Za Polskość Gdańska 
Polskie Groby w Kairze. 
No cóż, w tych lakonicznych, hasło- 
wych tytułach mieści się ogrom historii 
Polski i polskich dróg, jakże najczęściej 
mocno skomplikowanych, a często też 
tak tragicznych. Mieści się też wielkość i 
chwała Polski, polskiego narodu, jego 
powstańczych zrywów, trudnych dróg do 
niepodległości, walki o jej utrzymanie, 
kiedy dwa zbrodnicze systemy totalitar- 
ne, brunatny i czerwony zawarły diabel- 
ski pakt o wymazanie naszego kraju z 
mapy Europy i świata. 
Wyszczególnione pozycje przedsta- 
wione są niezwykle sugestywnie, prze- 
mawiające do ludzkiej wyobraźni, prze- 
noszące w klimat tamtych czasów. Jeśli 
kroczymy śladami Powstania Stycznio- 
wego w Wilnie i na Ziemi Wileńskiej, to 
widzimy niepowtarzalną atmosferę roku 
1863, do którego odnosił się Józef Pi- 


18 


łsudski, wołając z swej belwederskiej 
samotni "Wielkości, gdzie twoje imię" i 
znalazł tę wielkość w istocie powstań- 
czego Rządu Narodowego, który nie- 
znany z miejsca istnienia, był tak szano- 
wany i tak słuchany, że podziw i zazdrość 
wzbudzać mógł we wszystkich krajach i 
u wszystkich narodów. 
Ślady Powstania Styczniowego zacho- 
wały się po dziś dzień w Wilnie i Ziemi 
Wileńskiej, tak obficie zroszonej krwią 
poległych w walkach powstańczych i 
ofiar barbarzyńskich represji rosyjskie- 
go imperializmu, którego ponurym sym- 
bolem był niesławnej pamięci Michał 
Murawiew-Wieszatiel, opatrznościowy 
mąż ówczesnej rosyjskiej orientacji i ra- 
cji stanu... Przywołuje się pamięć Zyg- 
munta Sierakowskiego, utalentowane- 
go dowódcy, naczelnika powstańczych 
sił zbrojnych, który podejmował próby 
rozszerzenia powstania na Żmudź, mło- 
dego księdza Stanisława Iszory, Wincen- 
tego Konstantyna Kalinowskiego i wie- 
lu innych, dla których miejscem straceń 
był plac Łukiski, a upamiętniły czyn po- 
wstańczy tablice w wileńskich kościołach 
i cmentarzach. Mimo to jednak, jak 
stwierdza autorka pozycji "Śladami Po- 
wstania Styczniowego w Wilnie", istnie- 
jące aktualnie upamiętnienia powstania 
w Wilnie przedstawiają się bardzo 
skromnie, a w sposób tendencyjny po- 
mijane są podstawowe przyczyny i cele 
powstania. 
Jakby koresponduje z omawianą po- 
zycją inna, nosząca tytuł "Mogiła ofiar 
rzezi Pragi". Nie należy tu zapominać, 
że twórcą rzezi bezbronnej ludności Pra- 
gi podczas Powstania Kościuszkowskie- 
go był nikt inny jak Aleksander Suwo- 
row, skąd inąd znakomity wódz, czczo- 
ny w dziejach Rosji jako narodowy bo- 
hater. Wydał on rozkaz rzezi bezbron- 
nej ludności, a jego żołnierze bardzo 
gorliwie wypełniali dyrektywy swego 
wodza. W tym kontekście nie dziwi też 
ani nie zaskakuje Katyń Miednoje... To 
wszystko tworzy pewną tragicznie-logicz- 
ną całość. 
Raz jeszcze podkreślić warto suge- 
stywne, nawiązujące bezpośredni kon- 
takt z czytelnikiem przedstawianie hi- 
storycznych faktów. Jeśli się czyta "Po- 
mniki bitwy pod Ostrołęką 1831 r.", to 
jakby widziało się, jak pułk czwarty idzie 
na bagnety, jak szarżuje brygada kawa- 
lerii Kickiego, słyszy się huk armat 
Bema, który ostatecznie ratuje trudną 
sytuację armii polskiej. 
Trudno jest wyszczególnić i opisać 
wszystkie pozycje tych niezwykle boga- 
tych i wartościowych pod względem for- 


my i treści pozycji przedstawionych Biu- 
letynów. Ich tematyka jest bardzo bo- 
gata i zróżnicowana. Sięga czasów daw- 
niejszych, powstań narodowych i tych 
ostatnich, czasów II wojny światowej i 
skutków konferencji jałtańskiej. Sięga 



 Przeszło
 i Pami
ć 


BluIftyn Rady OchI'Oll)' Piomlfd Walk I Męar601w11 



 _(leJł-- 


1.łiltM"-"'" ....... 


w_ 
. kAm MIł:UNCUF IWO-ZDDD 
. POMNIK OOWBORC"L' KOW 
. TYM. ('O V. POt3Ko.ę.:" G!MI	
			

/wr_2001_nr3_065000023_0001.djvu

			"Reminiscenci e " 
Michała Kondratowicza* 


MICHAŁ KONDRATOWlCl 


;.8 INISCEN ł-'J
 
i inne wiersze 


- 
_w_ 
-*- 


Poezja Michała Kondratowicza na 
pewno znajdzie zwolenników u tych czy- 
telników, których korzenie - podobnie jak 
autora wierszy - to Wilno i jego okolice. 
Każdy z sentymentem wspomina dzieciń- 
stwo i młodość, zwłaszcza wówczas, gdy 
los kazał mu opuścić gniazdo, a historia 
pozostawiła je poza granicami kraju. Owe 
wspomnienia, których tytuł brzmi ade- 
kwatnie do treści: "Reminiscencje" stają 
się tytułem całego tomiku. Ów tytuł na- 
biera wielorakiego znaczenia. To powrót 
"...do tych pagórków leśnych, do tych łąk 
zielonych, szeroko nad błękitnym Nie- 
mnem rozciągnionych..." nie tylko dlate- 
go, że jak Adam Mickiewicz w "Panu Ta- 
deuszu" Kondratowicz opisuje te same 
ziemie, ten sam pejzaż, lecz świadomie na- 


wiązuje do formy zastosowanej przez 
wieszcza, przekazując własne wrażenia i 
przeżycia w formie trzynastozgłoskowca. 
"Reminiscencje" wpisują również wspo- 
mnienia dzieciństwa w historię - tę dawną 
i tę współczesną. Te właśnie cechy spra- 
wiają, że poezja Michała Kondratowicza 
zainteresować może każdego, komu wraż- 
liwość pozwala na poddanie się nastrojo- 
wi wiersza bez względu na miejsce, z któ- 
rego pochodzi. 
Bardzo interesujące są również zawar- 
te w tym samym tomiku Triolety rn-io- 
let* * to specjalna forma krótkiego, ośmio- 
wersowego utworu o specyficznym rytmie 
i układzie rymów). W taką właśnie formę 
autor "oprawił" znane przysłowia i po- 
rzekadła, niekiedy nieco zmieniając, nie- 
kiedy potęgując ich potoczną wymowę. To 
przybliża i uatrakcyjnia "powiedzonka", 
wzbogacające niegdyś nasze rozmowy, dziś 
coraz rzadziej używane. Może ta nowa 
forma ocali je od zapomnienia? Pomóc w 
tym może lekkość formy, refleksyjna za- 
duma i poczucie humoru. 
Tomik wierszy Michała Kondratowicza 
ilustrują barwne reprodukcje obrazów 
autorstwa jego córki - Marii. Istnieje pew- 
na więź (nie tylko rodzinna) między za- 
prezentowaną poezją a malarstwem. Ob- 
razy (głównie pejzaże) współgrają w na- 
stroju z poezją. Drzewa, pola,jezioro, cza- 
sem jakaś pusta droga... Człowieka tam 
nie ma, choć są jego ślady. Oświetlone 
wieczorem domy, puste wnętrze, w któ- 
rym firanka zdaje się jeszcze poruszać po 
czyimś odejściu... 
To malarstwo jest piękne w kolorze, 
nastrojowe, świadomie też nawiązuje do 


twórczości kolorystów z początku XX wie- 
ku, podobnie, jak zaprezentowana we 
wspólnym tomiku poezja "wpisana" zo- 
stała w ściśle określone ramy wcześniej 
stosowanej formy. 


Janina Stasiak 


· Towarzystwo Miłośników Wilno i Ziemi Wileń- 
skiej oddzioł w Bydgoszczy. .Biblioteka Wileńskich 
Rozmaitośct. Serio B nr 33 
*. triolet - zwrotko ośmiowierszowo o schema- 
cie rymowym: abaaabab, w której wiersz pierwszy 
powtarza się po trzecim i szóstym. o drugi po siód- 
mym (Słownik Wyrazów Obcych). 


Początki sowietyzacii * 
1939-1946 


Ten zbiór 18 opracowań przedstawia 
drastyczne metody używane przez Sowie- 
ty w celu wyrugowania polskości na tere- 
nach zagarniętych we wrześniu 1939 r., jak 
również w celu opanowania polskości. 
Jedną z metod zastosowanych była "po- 
moc" powstańczej Warszawie, która spo- 
wodowała jeszcze większe straty. 
Pisząc o Sikorskim, Andersie i Miko- 
łajczyku przedstawia autor próby współ- 
pracy z Sowietami i niespełnione nadzieje 
z tym związane. 
W Wprowadzeniu krytykuje autor biu- 
rokratyczne metody stosowane przez ro- 
syjskie Stowarzyszenie "Memoriał", jak 
również przez polski Ośrodek "Karta" w 
celu ustalenia ilości Polaków i polskich 
obywateli w Sowietach podczas drugiej 
wojny światowej. Przeciwstawia tym me- 
todom emigracyjne szacunki ilościowe 
oparte na szerszych podstawach i pod- 
kreśla chaotyczność sowieckich dokumen- 
tów. co uniemożliwia obliczenia ilościowe. 


* Zbigniew S. Siemaszko, Początki sowietyzacji 
1939.??2 Londyn, s. 296 


dr Zenowiusz Ponarski (Toronto) 
Kaszubskie Wilno w Kanadzie 


Powiat bobruj ski miał swoje Wilno, fol- 
wark leżący ok. 25 km od Bobrujska, na Bia- 
łorusi. Prowincja kanadyjska Ontario posiada 
własne Wilno, leżące na ontaryjskich Kaszu- 
bach. Dzieje tego Wilna są następujące. Daw- 
niej osada nazywała się Hagarty i w 1885 r. 
powstała tam pielWsza poczta, którą należało 
jakoś nazwać. Poczmistrz Adam Princ zapro- 
ponował - Princ Vi Ile. Mieszkańcy jednak z 
nim się nie zgodzili i jak głosi tradycja, na 
cześć ówczesnego księdza proboszcza Włady- 
sława Dembskiego, pochodzącego z Wileńsz- 
czyzny, nazwali osadę Wilno. I tak powstało 
jeszcze jedno Wilno na amerykańskim konty- 
nencie. 
Dowiadujemy się o tym z pięknie \\>}'danej 
w Toronto w roku 2000 publikacji pl. "Gdy 
wspominam Kaszuby...". Pisarz zamieszkały 
w Toronto, Stanisław Stolarczyk, \\>}'dał już 
kilka interesujących książek. "Kaszuby" to 
trzecia jego książka o Kanadzie, i druga z serii 


"Notes kanadyjski". Napisana jest zajmująco 
i posiada liczne zdjęcia i dokumenty. Autor 
zajmuje się głównie kaszubskim skupiskiem w 
Kanadzie i jego dniem dzisiejszym. A przy 
okazji pisze o ontaryjskim Wilnie, które jest 
ściśle powiązane z Kaszubami Czytamy u Sto- 
larczyka: 
"Wchodzę w Wilnie do tawerny, której 
szczyt zdobi orzeł w koronie trzymający w szpo- 
nach dwa kufle piwa, i siadam do stołu razem z 
potomkami tych, którzy przeszło sto czter- 
dzieści lat temu doszli w te okolice. Pijemy 
hojnie. - pisze autor - Płyną opowieści. Leje się 
piwo... Mam już na sobie białą koszulkę z wi- 
zerunkiem z tym samym orłem, który zdobi 
wejście do tawerny z dużym napisem" Wilno" 
i wykaligrafowaną infonnacją: CanadasOldest 
Polish Thvern, WI1no, Ontario". 
Dowiadujemy się wiele ciekawostek o Wil- 
nie, o budowie kościoła i, że obecnie, po stu 
latach, parafia w Wilnie jednoczy szeŚĆ gmin 


samorządo\\>}'ch i wsi, a parafianie należą do 
wielu narodowości, że 2,5 km na południoW) 
wschód jest najstarszy cmentarz polski w Ka- 
nadzie. 
Wilno kojarzy się nie tylko z przeszłością. 
Tutaj latem 1952 roku odbył się I Złaz harce- 
rzy polskich w Kanadzie. Uczestniczyły w nim 
drużyny z Montrealu, Ottawy, Toronto, S. 
Katharines, Niagara Falls i liczni goście. 
Po tej imprezie odbywają stale na Kaszu- 
bach zloty harcerskie, z udziałem kanadyj- 
skich i amerykańskich drużyn, a harcerze i 
przybyli goście zazwyczaj odwiedzają swoje 
Wilno. 
Interesującą książkę autor kończy wier- 
szem poetki torontońskiej, Thmary Hetmań- 
skiej, która pisze: 
I zda mi się że jestem w Polsce 
Że jestem z tobą mamo. 
I jakaś rzewnOść na serce się kladzie 
- Kaszuby, Krzyż, Wilno - w Kanadzie. 
Należy się wdzięczność Stanisławowi Sto- 
larczykowi, że pisząc o Kaszubach w Kana- 
dzie, przybliżył nam Wilno, leżące gdzieś za 
oceanem. 


19
		

/wr_2001_nr3_065000024_0001.djvu

			Lektury Wileńskie 


Aleksander Srebrakowaki 



 .. "jł 

 
.. 
ł 
'lO 


POLACY 
W LITE\VSKIEJ SRR 
1944.1989 


---- 


Dr Aleksander Srebrakowski jest ad- 
iunktem w Zakładzie Historii Europy 
Wschodniej, w Instytucie Historycznym 
Uniwersytetu Wrocławskiego. Zaintere- 
sowania badawcze autora obejmują histo- 
rię Polaków na terenach Związku Ra- 
dzieckiego, historię Kresów Wschodnich 
i dzieje Polonii. Jest autorem książki:Sejm 
Wileński 1922 roku. Idea i jej realizacja, 
Wrocław 1993 (dodruk 1995) oraz wspó- 
łautorem, wraz ze Stanisławem Ciesiel- 
skim i Grzegorzem Hryciukiem, pozycji: 
Masowe deportacje radzieckie w okresie II 


wojny JwiaJowej, Wrocław 1993 (wyd. li, 
zmienione i rozszerzone, Wrocław 1994). 
Opublikował także wiele artykułów histo- 
rycznych o Polakach w ZSRR oraz o pol- 
skich zabytkach na terenie Kresów 
Wschodnich. Oprócz tego przygotował kil- 
ka wystaw historycznych, między innymi 
"Wilno Mickiewiczowi" (1989) o historii bu- 
dowy pomników Adama Mickiewicza w 
Wilnie oraz "Wileńscy Włóczędzy" (1995) 
poświęconej historii Akademickiego Klu- 
bu Włóczęgów Wileńskich. Współpraco- 
wał także przy realizacji kilku historycznych 
filmów dokumentalnych dla lVP. 
Polacy w Litewskiej SRR 1944-1989 dr. 
Aleksandra Srebrakowskiego to pierwsza 
próba całościowego przedstawienia spo- 
łeczności polskiej na Litwie w czasach 
Komunistycznych kiedy Kraj ten był jed- 
ną z republik ZSRR. Podczas promocji, 
która odbyła się kilka dni temu w Warsza- 
wie wybitny znawca spraw polsko-litew- 
skich prof. Piotr Łossowski bardzo wyso- 
ko ocenił bogactwo wykorzystanych źró- 
deł i wielką rzetelność w przedstawieniu 
tego trudnego tematu przez autora. W 
książce opartej na źródłach polskich i li- 
tewskich znajdziemy dokladną dokumen- 
tację różnych sfer życia Polaków zamiesz- 
kałych na Litwie za czasów sowieckich. 
Obszerny pierwszy rozdział w sposób 
bardzo przejrzysty ukazuje historię Pola- 
ków na Litwie od czasów średniowiecza do 
zakończenia II wojny światowej. W dru- 
gim poruszona jest bolesna sprawa prze- 
siedleń od wieków tam zamieszkałych ty- 
sięcy naszych Rodaków na wschód i na za- 
chód w latach 1944-1959 r. Kolejne następ- 
ne rozdziały przynoszą informację o licz- 


bie, rozmieszczeniu, strukturze zawodowej 
i szkolnictwie z uwzględnieniem problemów 
nurtujących środowiska Polskie. Wopar- 
ciu o prasę i źródła Litewskie autor obala 
wiele mitów krążących na temat polskiej 
mniejszości nie unikając jednocześnie spraw 
litewskiego szowinizmu, rusyfikacji i wyna- 
radawiania się Polaków. Obszerny rozdział 
poświęcony jest też działalności Kościoła 
katolickiego na Litwie, który mimo szykan 
i represji sowieckich był ostoją polskiego 
języka i kultury. Rozdział ostatni ukazuje 
polskie problemy na tle litewskiego odro- 
dzenia narodowego po roku 1987. 
Obszerne aneksy, indeks i bibliografia 
otwierają duże możliwości do indywidual- 
nych badań uważnego czytelnika. Drobnym 
mankamentem tej publikacji jest marna 
jakość zdjęć zamieszczonych w tekście. 
Osobiście odebrałem tę książkę bar- 
dzo emocjonalnie bo w części zjawisk w 
niej opisywanych w pierwszych lO-ciu la- 
tach mojego życia uczestniczyłem miesz- 
kając "tam". Byłem chrzczony w widnieją- 
cym na okladce kościele św. Rafała przez 
przyjaciela moich Rodziców legendarne- 
go ks. Pawła Bekisza, później obok na ul. 
Wiłkomierskiej chodziłem do polskiej 
szkoły opisanej w książce, w której dzięki 
odwadze Rodziców uniknąłem "zaszczy- 
tu" noszenia pionierskiej chusty. Na tym 
samym widniejącym na okładce moście 
musiałem się z Mamą zatrzymać gdy za- 
wyły syreny obwieszczające zgon "Wielkie- 
go Ojca Narodów". Potem już były tylko 
kilkuletnie starania i upragniony od 1945 
r. wyjazd do wymarzonej Polski. 


Ryszard Mackiewicz. Warszawa 


Kazimierz Macur 
Pożegnanie (17111915 30 I 2001) 


Gdyby istniała jakaś Wielka Księga 
Zasług dla Gdańska - nazwisko architek- 
ta i konserwatora Kazimierza Macura za- 
pisano by w niej złotymi literami. Był jed- 
nym z tych, którym nasze miasto zawdzię- 
cza najwięcej: dźwignięcie się z ruin i odzy- 
skane piękno. Temu zadaniu poświęcił 
Pan Kazimierz całe swoje długie życie, 
ogromną wiedzę i talent, a także serce. 
Ratowanie zabytków było bowiem Jego 
fachem, powołaniem, miłością przez 65 
lat. Najpierw w rodzinnym Wilnie, a po 
wojnie w Gdańsku. I choć formalnie w 
1980 roku przeszedł na emeryturę, ak- 
tywny zawodowo pozostał do końca, 
współpracując z synem Andrzejem, także 
architektem-konserwatorem. Niedawno 
skończył projekt rekonstrukcji sieni w ka- 
mieniczce na elbląskiej Starówce i myślał 
o następnych zleceniach. 
W 1995 roku Kazimierz Macur obcho- 
dził osiemdziesiąte urodziny. Z tej okazji 
Stowarzyszenie Konserwatorów Zabyt- 
ków, którego był honorowym członkiem, 
wydało katalog Jego prac. Obejmował on 
80 pozycji, z tego 53 zrealizowane dla 


20 


Gdańska, a wśród nich Ratusz G!ówny, 
kościół Mariacki, Dwór Artusa, Zuraw, 
Zbrojownia, niemal wszystkie miejskie 
bramy i baszty. Takim dorobkiem nie może 
poszczycić się nikt inny. 
"Jego ręka i myśl przywróciły dawną 
świetność wielu obiektom, a już hełmy 
wieżowe prawie wszystkie rekonstruowa- 
ne były według Jego projektów. Dumny 
jestem, że dane mi było terminować u ta- 
kiego mistrza" - wspomina jeden z wybit- 
nych architektów i jest to ocena ze wszech 
miar zasłużona. Tym trudniejsze, bole- 
śniejsze było dla Niego to, że zlekceważo- 
no Jego twórczy wysiłek i nie uwzględnio- 
no go w, podpisanym w 1994 roku, Akcie 
Erekcyjnym odbudowy Wielkiego Pieca w 
Dworze Artusa. Ciężko to przeżył. 
Podczas pracy nad drugim tomem 
Wspomnień z odbudowy Głównego Miasta, 
w którym nie mogło oczywiście zabraknąć 
relacji Kazimierza Macura, spytałam go, 
którą z realizacji uważa za swój największy 
sukces. Odpowiedzlał: Sukcesem mojego 
życia jest nie jakiś konkretny obiekt (choć 
miałem wyjątkowe szczęście pracować nad 


zabytkami najwyższej klasy), lecz sam fakt 
udziału w wielkim przedsięwzięciu kon- 
serwatorskim, jakim było podniesienie z 
gruzów Głównego Miasta. Jest to sukces 
zbiorowy, ale mam w nim swoją cząstkę i 
jestem z niej dumny. Należę do pokolenia 
ludzi, którzy przeżyli największy kataklizm 
wojenny i zostali pozbawieni ziemi rodzin- 
nej, ale którym dane było przywracać do 
życia jeden z najpiękniejszych zespołów 
zabytkowych świata. My - kresowiacy - zna- 
leźliśmy w Gdańsku swoje nowe miejsce 
na ziemi i w jego odbudowę wkladaliśmy 
ogrom pracy i entuzjazmu. Dlatego mogę 
bez przesady powiedzieć, że życie miałem 
ciekawe i nie brakuje mi powodów do sa- 
tysfakcji. 
Thldno uwierzyć, że nie zrobi już żadne- 
go projektu, że rejestr Jego konserwator- 
skich dokonań został zamknięty. Umarł 30 
stycznia. Pozostanie na zawsze nie tylko w 
pamięci najbliższych, także w historii, ar- 
chitekturze, wskrzeszonym pięknie Gdań- 
ska. 


Izabella Greczanik-Filipp 


Ś.p. Kazimierz Macurwspółpracował 
z "Wileńskimi Rozmaitościami" niemal 
od ich narodzin. 
Cześć Jego pamięci!
		

/wr_2001_nr3_065000025_0001.djvu

			Michał Odlanicki-Poczobutt 


Działalność Towarzystwa Miłośników 
Wilna i Ziemi Wileńskiei Oddziału 
w Krakowie w latach 2000-2001 


W sprawozdaniu opublikowanym w 
2000 roku l przedstawiono powołanie w 
1990 roku Krakowskiego Oddziału To- 
warzystwa Miłośników Wilna i Ziemi 
Wileńskiej2 oraz program i działalność 
Oddziału ze szczególnym uwzględnie- 
niem prac wykonanych w 1999 roku. 
W dzialalności Oddziału Towarzy- 
stwa w Krakowie realizowane są nastę- 
pujące zadania: 
- pogłębianie wśród członków i sympa- 
tyków Towarzystwa znajomości histo- 
rii oraz wiedzy o obecnym stanie na- 
uki, oświaty, kultury, a także o życiu 
społecznym i gospodarczym Polaków 
w Wilnie, na Wileńszczyźnie i w innych 
rejonach Wschodu, 
- rozszerzanie naszej więzi z Polakami 
na Wschodzie, 
- udzielanie pomocy Uniwersytetowi 
Polskiemu w Wilnie, utworzonemu w 
1991 roku i zarejestrowanemu w 1998 
roku przez Urząd Miasta Wilna pod 
nazwą {}niversitas Studiorum Polo- 
na Vilnensis, 
- organizowanie pomocy szkołom, in- 
stytucjom i organizacjom polskim, a 
także potrzebującym wsparcia po- 
szczególnym rodakom na Wschodzie. 
Zadania Oddziału Towarzystwa są 
wykonywane przez członków Towarzy- 
stwa, przy poparciu i cennej pomocy 
sympatyków Towarzystwa, Polskiej Aka- 
demii Umiejętności, Polskiej Akademii 
Nauk Oddziału w Krakowie, wyższych 
uczelni, instytutów resortowych, przed- 
siębiorstw oraz organizacji naukowych, 
technicznych i społecznych. 
Do Krakowskiego Oddziału Towa- 
rzystwa należy obecnie 446 członków 
(IV 2001), zamieszkałych w Krakowie, 
a także w różnych regionach kraju i 
Europy Zachodniej oraz w Kanadzie i 
Stanach Zjednoczonych Ameryki PÓ- 
łnocnej. 
Obowiązki Prezydium Zarządu Od- 
działu pełnią: prezes prof. Michał Od- 
lanicki-Poczobutt, wiceprezes dr Danu- 
ta Sadkowska, sekretarz art. piast. Da- 
nuta Zwarycz, skarbnicy mgr Olga i Ja- 
nusz Andruszkiewiczowie, bibliotekarz 
mgr inż. Bolesław Kowalski. Kapela- 
nem Oddziału jest ks. Grzegorz Wi- 
śniowski. 
Zarząd Oddziału Towarzystwa pe- 
łni dyżury i organizuje uroczystości 
okolicznościowe i zebrania ogólne w 
pierwszy i trzeci piątek każdego mie- 
siąca w udostępnionych nieodpłatnie 
auli i salach 24 lub 26 w gmachu Pol- 
skiej Akademii Umiejętności przy ul. 


Sławkowskiej 17 w Krakowie. W sali 26 
Zarząd prowadzi bibliotekę książek, 
czasopism oraz informacji o Kresach 
Wschodnich. 
Na podkreślenie zasługują progra- 
my trzech uroczystości, organizowa- 
nych w ciągu roku. 
W marcu obchodzimy uroczyście 
Dzień Św. Kazimierza, wspominając 
tradycję Wileńskiego "Kaziuka". Pro- 
gram każdej uroczystości obejmuje 
Mszę Św. z kazaniem w kościele Św. 
Kazimierza przy ul. Reformackiej 4 w 
Krakowie, a następnie uroczyste zebra- 
nie w auli Polskiej Akademii Umiejęt- 
ności. Na zebraniu w dniu 3 marca 2000 
roku dr Danuta Sadkowska wygłosiła 
referat pt. "Uroczystości św. Kazimie- 
rza w Wilnie", a w dniu 9 marca 2001 
roku Kapelan ks. Grzegorz Wiśniow- 
ski i mgr inż. arch. Michał WędziagoI- 
ski przedstawili wrażenia z podróży do 
Wilna w referacie pl. "Kaziuk" we wspó- 
łczesnym Wilnie. 
We wrześniu, w rocznicę najazdu 
Związku Radzieckiego na Polskę 17 
września 1939 roku, czcimy pamięć Po- 
laków Męczenników, uwięzionych, de- 
portowanych do obozów na nieludzkiej 
ziemi, pomordowanych. W dniu 17 
września 2000 roku, po wysłuchaniu 
Mszy Św. w kościele Św. Kazimierza w 
intencji Polaków zmarłych na Wscho- 
dzie, członkowie Towarzystwa złożyli 
kwiaty pod Krzyżem Katyńskim przy ko- 
ściele Sw. Idziego pod Wawelem. 
W grudniu, w rocznicę urodzin Ada- 
ma Mickiewicza, lub w listopadzie w 
rocznicę śmierci Poety, Oddział Towa- 
rzystwa organizuje Uroczystości Mic- 
kiewiczowskie. W dniu 15 grudnia 2000 
roku członkowie i sympatycy Towarzy- 
stwa złożyli kwiaty pod pomnikiem Po- 
ety na Rynku Głównym, następnie 
uczestniczyli we Mszy Św. odprawionej 
w intencji Poety przez Kapelana ks. 
Grzegorza Wiśniowskiego w kościele 
Św. Kazimierza, a po Mszy Św. przeszli 
do auli Polskiej Akademii Umiejętno- 
ści na uroczyste zebranie, na którym 
prof. dr hab. Marian Thtara wygłosił 
odczyt pt. "Adam Mickiewicz poeta wi- 
leński". 
Programy zebrań uroczystości obej- 
mują recytacje utworów poetów wileń- 
skich w interpretacji Marii Przybylskiej, 
aktorki teatrów krakowskich. 
Na zebraniach ogólnych Oddziału 
Towarzystwa w pierwszy i trzeci piątek 
każdego miesiąca wygłaszane są refe- 
raty o tematyce związanej przede 


wszystkim z Wilnem i Kresami Wschod- 
nimi, a także załatwiane są sprawy or- 
ganizacyjne Oddziału. 
Przytoczymy tytuły referatów wygło- 
szonych od stycznia 2000 roku: 
Mgr Janusz Andruszkiewicz: Kraków- 
miasto, w którym żyjemy. Część 'Y. 
Jan Paweł Gawlik: Wilno oczyma Lwo- 
wianina. 
Dr Janusz Kamocki: Pochodzenie 
mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny. 
Red. Jan Malinowski: Miejsce Zofij 
Bohdanowiczowej w dziejach Kultu 
Ostrobramskiego. 
Mgr inż. Piotr Korpanty: Wycieczka śla- 
dami Adama Mickiewicza. 
Mgr inż. Kazimierz Kromin: Białystok 
- Wersal Podlaski. 
Dr hab. Andrzej Romanowski: Kultu- 
ra polska w Wilnie przed I wojną świa- 
tową. 
Dr Danuta Sadkowska: Interpretacja 
rzeźb w Kościele Świętych Piotra i Pa- 
wła w Wilnie. 
Prof. dr hab. Marian Tatara: Pokłosie 
rocznicowe Juliusza Słowackiego. 
Prof. dr hab. Andrzej Sas-Uhrynowski: 
Polsko-litewska współpraca geodezyj- 
na. 
Prof. dr hab. Marian Zgórniak: Powsta- 
nie Listopadowe 1830/1831 na Litwie. 
W ramach akcji pomocy Polakom na 
Wschodzie zbieramy i przekazujemy 
pieniądze, książki, pomoce naukowe i 
dydaktyczne, sprzęt biurowy, odzież, 
żywność, lekarstwa, środki czystości. 
W przekazywaniu darów do Wilna i 
innych rejonów Wschodu korzystamy 
ze szczególnie cennej pomocy Stowa- 
rzyszenia Kresy (ul. Sw. Marka 6, 31- 
010 Kraków). 
Pomagamy przede wszystkim Uni- 
wersytetowi Polskiemu w Wilnie, który 
umożliwia studia wyższe i utrwalanie 
tożsamości narodowej młodzieży pol- 
skiej z Wilna i Kresów Wschodnich. 
Rektorem Uniwersytetu jest prof. dr 
hab. Romuald Brazis. 
Uniwersytet Polski w Wilnie nie 
może prowadzić studiów magisterskich, 
ani nadawać stopni i tytułów nauko- 
wych. Absolwenci Uniwersytetu otrzy- 
mują licencjat i mogą podejmować stu- 
dia magisterskie, a następnie dokto- 
ranckie na wyższych uczelniach w Pol- 
sce. Stopnie i tytuły naukowe uzyskane 
w Polsce są uznawane na Litwie. 
Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy 
w 1992 roku w Krakowie zwrócił się do 
wszystkich Polaków z apelem o organi- 
zowanie pomocy Uniwersytetowi Pol- 
skiemu w Wilnie. 
Nawiązując do apelu Polonii, zwra- 
camy się do społeczeństwa w kraju z 
zaproszeniem do wstępowania do To- 
warzystwa Miłośników Wilna i Ziemi 
Wileńskiej oraz wspierania realizacji 
programów pomocy Uniwersytetowi 
Polskiemu w Wilnie i Polakom na 
Wschodzie. 


21
		

/wr_2001_nr3_065000026_0001.djvu

			Zarząd Oddziału Towarzystwa w 
Krakowie uprzejmie prosi o wpłacanie 
darów pieniężnych na fundusz pomo- 
cy Uniwersytetowi Polskiemu w Wilnie, 
szkołom i organizacjom polskim oraz 
potrzebującym wsparcia Polakom na 
Wschodzie.] Należy podkreślić, iż Za- 
rząd Oddziału ogranicza wydatki orga- 
nizacyjne i około 90 % wpłaconych skła- 
dek członkowskich przekazuje na fun- 
dusz pomocy Uniwersytetowi Polskie- 
mu w Wilnie i Polakom na Wschodzie. 4 


Przypisy 
I Michol Odlanickł-Poczobu": Działalność Towo- 
rzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej w Kra- 
kowie. .Czy stowarzyszenia sq dzisiaj potrzebne? 
Tradycje i teraźniejszość na przykładzie stowarzy. 
szeń dziolajqcych na terenie Południowej Polski.. 
Polska Akademia Umiejętności, Kraków 2000. Str. 
205-208. 
2 Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileń- 
skiej, utworzone w 1988 roku z siedzibq Zarządu 
Głównego w Toruniu. ma w kraju 21 oddziałów 
regionalnych. 
3 Składki członkowskie i dary pieniężne przyjmu- 
jq Skarbnicy Oddziału Towarzystwa mgr Olga i Ja- 
nusz Andruszkiewiczowie podczas zebrań Oddzia- 
łu w pierwszy i trzeci piqtek każdego miesiqca w 
godzinach 17-19 w gmachu Polskiej Akademii Umie- 
jętności przy ul. Sławkowskiej 17 oraz w terminach 
uzgodnionych telefonicznie (0121633 08 84. Wp/o- 
ty można także przekazywać na konto bankowe 
Oddziału Towarzystwa: PKO BP I O. Kraków 
10202892-164210-270-1-111, Tow. Miłośników 
Wilna i Z.W.O. Kraków. ul. Pomorska 6/8. 30-039 
Kraków. 
4 Według stanu w kwietniu 2001 roku Zarzqd 
Oddziału Towarzystwa w Kralcowie zebrał w 2001 
roku ok. 3.000 zł do przekazania w formie daru dla 
Uniwersytetu Polskiego w Wilnie. 


Doktor Zofia 
Wasilewska-Świdowa 


dokończenie ze str. 14 


tejszego sanatorium dziecięcego. Tam 
też 21.04.1968 r. zmarła na skutek wy- 
padku. Spadła ze schodów, już bardzo 
źle widziała. Pochowana została w Che- 
łmży. Dzieci ani bliższej rodziny nie mia- 
ła. Przyjaciele, znajomi, a przede 
wszystkim byli wychowankowie z bursy 
na Antokolu ufundowali tablicę epita- 
fijną w kościele św. Antoniego przy uL 
Senatorskiej w Warszawie. (Prawy kruż- 
ganek, po prawej stronie przy końcu, 
licząc od wejścia.) 
Doktor Swidowa była odznaczona 
Krzyżem Niepodległości i Złotym Krzy- 
żem Zasługi w dwudziestoleciu, a po 
wojnie krzyżem partyzanckim i odzna- 
ką lotniczą Dęblina. To ostatnie ze 
względu na Jej wielkie zasługi w akcji 
fundowania i przesłania do Londynu 
sztandaru dla Polskich lotników od 
Wilnian. 
Pani Doktor była w Wilnie osobą 
znaną, cenioną, cieszącą się szacunkiem 
i sympatią. Zasługuje w pełni na pa- 
mięć. 


Kaziuk 2001 w Łodzi 


Po raz dwunasty w Łodzi Towarzystwo 
Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej zor- 
ganizowało Kaziuka. Jest sprawą oczywi- 
stą, że ma on wymiarsymooliczny, aIeważne 
jest podt:rzym)Wanie wileńskiej tradycji. Jak 
zwykle impreza odbyła się w Sali Teatral- 
nej przy kościele 00. Jezuitów w Łodzi. 
To był wielki wysiłek organizacyjny, w któ- 
rym wzięli udział wszyscy członkowie Za- 
rządu Oddziału oraz wiele osób rdzen- 
nych wilnian lub tych, dla których stara 
tradycja Kaziuka jest bliska sercu. 
Przez kilka godzin imprezy przez Salę 
Teatralną, pięknie udekorowaną w duchu 
wileńskim, przewinęło się wiele setek osób 
zainteresowanych imprezą. Przyszli, mimo 
że tego dnia pogoda była fatalna. Na fre- 
kwencję miało zapewne spory wpływ na- 
głośnienie jej w miejscowych mediach oraz 
plakatach na budynku Sali Teatralnej. 
Właściwie wszystkie stoiska cieszyły się 
wielkim powodzeniem. Cały zapas wileń- 
skich palm, serc kaziukowych, obwarzan- 
ków, sękacza i innych drobnych przed- 
miotów przypominających Wileńszczy- 
znę, został sprzedany. Ogromnym zain- 
teresowaniem cieszyło się stoisko z książ- 
kami. Większość pozycji dotyczyła spraw 


kresowych. "Bellona" zaoferowała ok. 80 
tytułów i przeważająca częsć z nich zosta- 
ła wyprzedana. Artyści plastycy wystawiali 
i sprzedawali swoje obrazy i rzeźby. 
Wszystkie losy z loterii, a wiele fantów 
było bardzo atrakcyjnych, też poszło jak 
przysłowiowe świeże bułeczki. 
W bardzo gustownie udekorowanej 
Kawiarence Kaziukowej spotykali się Kre- 
sowiacy, ale nie tylko, aby pogawędzić o 
dawnych czasach lub spotkać się z przyja- 
ciółmi. Rozmowy toczyły się przy kawie, 
herbacie, sokach owocowych i bogatym 
wyborze słodyczy. 
Cały dochód będzie przeznaczony dla 
polskich szkół i na Klub żołnierzy Wrze- 
sień 39 na Wileńszczyźnie. 
Impreza spotkała się ze sporym zainte- 
resowaniem mediów. Zjawiło się kilku 
dziennikarzy prasy miejscowej, Telewizja 
Toya, Radio Plus, Radio E<;ka, Radio Łódź. 
Mimo sporego nakładu pracy organi- 
zatorzy czyli Towarzystwo Miłośników 
Wilna i Ziemi Wileńskiej miało pełną sa- 
tysfakcję, że Wileński Kaziuk w 2001 udał 
. się nadspodziewanie dobrze. 


Władysław Korowajczyk 


Listy do redakcii 
Otrzymaliśmy następujący list od p. 
Konstantego TukaUy z Poznania. Z 
pewnością zainteresuje on wielu spo- 
śród czytelników WR. 
Szanowny Panie Redaktorze, 
w numerze 2(64) 2001 do bardzo cieka- 
wego artykułu H Dubowika została załą- 
czona fotografia z 1941 grupy ministrantów 
i księży z kościoła Jw. Jakuba w Wilnie. Na 
tym zdjęciu znalazłem siebie. Stoję po lewej 
stronie księdza Dmochowskiego. Ksiądz 
Dmochowski siedzi z lt?Wej strony w płasz- 
czu z pochyloną lekko w prawo głową. Na- 
zwisko księdza Dmochowskiego (naszego 
katechety) uleciało z pamięci Henia Dubo- 
wilca. Po 61 latach napłynęła fala wspo- 
mnień. Fotografia była wykonana kilka ty- 
godni przed masowymi wywózkami Pola- 
ków. Przekrój społeczny ministrantów był 
różny. Pochodzili z rodzin bardzo biednych 
przeważnie, ale było 2 braci Jyszkiewiczów 
(Andrzej Siedzi oparty o kolana ks. Zaha- 
renki). Byłoby niesłychanie ciekawie dowie- 
dzieć się o losach wojennych i powojennych 
tych przedwcześnie doj1Zilłych młodych chłop- 


cow. Stars
 o ile nie byli wywiezien
 wszyscy 
poszli w 1944 r. do AK. [lu ich przeżyło obie 
okupacje? Kto z nich na zawsze wyemigro- 
wał? Kto w ra11Ulch pseudorepatriacji (wszak 
była to wywózka na zachód - ucieczka od 
potwornego systemu sowieckiego) osiedlił się 
na ziemiach zachodnich? Historia zgr011Ul- 
dzonych na fotografii chłopców jest historią 
wilnian, którzy musieli opuścić kochane 
miasto i rozproszyli się po całym świecie. 
Byłoby bardzo przyjemnie, gdyby c
 co jesz- 
cze żyją spotkali się (najlepiej w kościele św. 
Jakuba) i opowiedzieli o swoim życiu. Na- 
uki podczas lekcji religii i na spotkaniach 
ministrantów pod opiekq ks. Wqsowicza na 
zawsze kierowały naszym postępowaniem i 
wpoiły w nas idee humanitaryzmu, patrio- 
tyzmu i tolerancji. Wilno było miastem wie- 
lu narodowości i religii. Wszystkie nacje jed- 
nak żyły w zgodzie, co stwarzało niepowta- 
rzalny klimat tego miejsca. Dopiero wrogo- 
wie postarali się, by społeczeństwo Wilna 
skłócić. W Wilnie były kościoły katolickie, 
cerkwie, bóżnica, meczet, sobór luterański i 
nikomu to nie wadziło... 
Z wyrazami głębokiego szacunku 
(-) Konstanty Tukałło 


, 


22 


Biblioteka Wileńskich Rozmaitości 


W przygotowaniu: 
_ Marii Mackiewicz-WojciechowiczZwiązek Wolnych Polaków. Około 94 str. Szcze- 
gółowe wspomnienia siostry założyciela jednej z najwcześniejszych wileńskich orga- 
nizacji konspiracyjnych 
- Krzysztof Maciej Mianowski Dwadzieścia młodych lat w Wilnie. Wspomnienia 
znanego już czytelnikom BWR autora Na złamanie karku oraz wydanego także 
przez nas tomiku opowiadań W srebrzystej krainie. 
- Kazimierz Iwanowski Niedaleko Holszan. Część druga wspomnień wydanych 
również w BWR pt. Wspomnienia z kresowej młodości
		

/wr_2001_nr3_065000027_0001.djvu

			Towarzystwo Przyiaciół Grodna i Wilna 
działa! 


Zarząd Krajowy TPGiW informuje o działalności swoich oddziałów 
w roku 2000/2001 


Stwierdzamy z satysfakcją, iż Oddzia- 
ły naszego Towarzystwa rozpoczęły nowy 
wiek i trzecie Tysiąclecie z energią i efek- 
tywnie. Dożyliśmy milenijnego przełomu 
i mimo lat naszych z sercem gorącym, 
oddanym sprawom Kresów i pozostałym 
tam rodakom. 
Oddział w Ostrołęce wydał wspania- 
ły kalendarz dla ZPnB w Grodnie, 
Nieliczne Koło w Gdańsku wydruko- 
wało barwne cegiełki, zbiera środki na 
wystawę o Grodnie w oliwskim muzeum 
i pomoc młodzieży na Białorusi, 
Oddział lubelski wydał bardzo ładną 


broszurę z okazji rocznicy Marszałka Pi- 
łsudskiego, zorganizował spotkanie no- 
woroczne z udziałem władz i organizacji, 
Oddział w Ełku, organizuje z rozma- 
chem już po raz l2-ty Święto "Kaziuka" z 
udziałem zespołów z Wileńszczyzny i 
sympozjum naukowe na temat znacze- 
nia Kościoła na wschodzie, z licznym 
udziałem młodzieży, 
Niewielki Oddział w Węgorzewie dzia- 
ła aktywnie wśród Polaków z Kazachsta- 
nu osiadłych w Rosji, w Obwodzie Kali- 
ningradzkim, czyli w rejonie Królewca, 
Oddział w Łomży energicznie zajmu- 


je się zagadnieniami odległymi od nasze- 
go obszaru zainteresowań - Wołyniem, 
Wysłano wiele darów i upominków 
świątecznych do zaprzyjaźnionych szkół, 
Wszystkie Oddziały zorganizowały 
uroczyste spotkania przy opłatku, 
Jak co roku przystąpiono do organi- 
zowania wycieczek na Kresy i akcji kolo- 
DIJneJ. 
Nawet Zarząd Krajowy (kilka osób) 
tak, jak w roku ubiegłym, ma zamiar zor- 
ganizować kolonie letnie we Wrocławiu i 
Górach Sowich dla dzieci z Białorusi i to 
w liczbie 45! Mobilizujmy nasze siły i czyń- 
my dobro! 
Wszyscy czcimy dziś pamięć sybiraków 
w 61 rocznicę rozpoczęcia masowych de- 
portacji ludności polskiej w głąb b. ZSRR 
(w Wilnie i okolicy nastąpiło to później, 
po czerwcu 1940 roku). 
Prezes Ryszard Filipowicz 


Z ARCHIWUM FOTOGRAFICZNEGO 


... 

 
- '" .. \
 .. , 
... w 

£ - ,
 
, 
- 
. 
. -.. " 
... ..a .. ,. 
.. - 
," -
 
 
 ... . '. " 
'ł' \ ,,
 ..... . 
, 
.. oC.. 
=- . ... 


....... 


-\. ... 
.... .:
 
, ..... 
. .....,---.. 
.. .. 
.. 
"- 
II: 


- 



 



 
4,1" 

 
..... . 


'I 


. ) 
... 
\ I' . 
'- 
 
.
 . 

 


" 



 
<. 
 . 
,,\)' , 
:." - ( 
, .. 
'.-< 
, )." 




\' 

 

 
- 



, 


.. 

 
.
 
 



 



 


....
 

 
- :- 


... 


.. 

 


,.:, 
..o()', 
. 
i}: '¥I I 
 ;( "JI , 
ł
. 4f"'
\. 
. 
. '
"
-:t .r..:. . 

. 
:;.>/ .. . ...:.. )p.
 
 ,
'\ 
.. 

 ,.
.'J. '
""fi:.- \ 

/' II - .. to ,OJ 
., '... 


. 


" 


¥ 


... 
...,. 



. 


\.$,. 
-. \. 


,. " 
· l i 
 
J . 


. 


1 



' 


... 

 


...... :';'" 


)- 


Klasa lIa Gimnazjum im. Ks. AJ. Czartoryskiego w Wilnie. Czerwiec 1939 r. 


... 


. 
-r-ł 


'f 


-- 


41' 


Od lewej 
Od góry: Janka Kiłdanowiczówna, Wenia Starczewska, Marysia Zarembianka, Zosia Mazgielówna, Anna Rosińska, Lodka Barszczew- 
ska, Irka Balcewiczówna, Zosia Pieślakówna, (?) Różycka 
Drugi rząd: Irka Pasińska, Lonia Korejwianka, Irka Szulcówna, Lilka Jasińska, Stenia Kuleszanka, Tania (?), (?) Chmielewska, (?) 
Syrojciówna, Hala Biedrzycka, Janka Andraszówna, Janka Perkowska, Irka Stoikówna, Lusia Lebiedziówna, Irka Jarmołowiczówna, 
Hala Pawlicka, Czesia Łuszakiewiczówna, Irka Wirpszanka, Irka Łukaszewiczówna 
Trzeci rząd: Hanka Marhbudanka, Władka Piekarska 
Czwarty rząd (siedzą): Irka Fiodorowiczówna, Wanda Dukaiska, Hanka Banachówna, Pela Kotekówna, Marysia Sarecka, Wanda 
Grygielewiczówna, Basia Kosińska 
Nauczycielki w drugim rzędzie: NN (nauczycielka j. niemieckiego), Janina Butkowska (polonistka), Jasiewiczówna (j. francuski), 
Podczaska (matematyka), Wanda Zwolska (historia) 
Fot. przysłała i opisała pani Anna Rosińska 


.,... 


" 


23
		

/wr_2001_nr3_065000028_0001.djvu

			Z ARCHIWUM FOTOGRAFICZNEGO 


. 
\ 
. .. 
&. ,
 ,. .. 
... , 
/" ,. "f . 
<. ... .. 
"- .. y1 . --- 
. .. . .. , 

 '''' ł 
. . 
\ .... v f. .. 
1 .. 
.. . 
, .. 
. . . 
. .. 
'"'- 
 
- 
I 
, 
. 
, , 
\.1 
 
\ 
, . 
 
.. 


Studniówka kI. VIII Gimn. im. Króla Zygmunta Augusta 2 lutego 1937 r. z udziałem uczennic Gimn. im. Elizy Orzeszkowej, Gimn. im. Ks. 
AJ. Czartoryskiego, Gimn. SS. Nazaretanek oraz uczniów Gimn. 00. Jezuitów 


,'!').. . 


fn. 


- 


t1. ., 

 
.. 
.... .. 
\ 

 "'" 
, . ,
 
J \ 
.. .. ... .. 
..
 .. 
\ 
f., 
.ł "" \ 


J 


, 


.. 


... f 


24