/krajna_i_naklo00001_0001.djvu

			..... ....
 1IIr. 


- - 'l 


.. 


... 


Krajna i Nakło 


Studja i rozprawy 


wydane z okazji 


pięćdziesięciolecia gimnazjum 


Imienia Bolesława Krzywoustego 


w Nakle 


'W . 
. 
 
t / .- - \ 
:!]
 
 
rn 
 ... 
....1 
. : 
;!


A
 I 
.: 

:: I - 
 

. - 
 
.. .... 
ę"! 't.. ;0:- 
l' l" 


... 


Nakładem Wydziału Powiatowego w Wyrzysku 
Drukiem W, Mall.cklego w Naklę
		

/krajna_i_naklo00002_0001.djvu

			1V159
9 


..
		

/krajna_i_naklo00003_0001.djvu

			Przedmowa. 


. 


Wychodząca na światło dzienne Księga pamiątkowa, dziejom 
Krajny i Nakła poś,vi
cona, zawdzięcza swe powstanie jubileuszowi 
gimnazjum nakielskiego, które w r. 1926 święci pięćdziesięciolecie 
swego istnienia jako zakład pełny, obdarzony prawem wydawania 
świadectw dojrzałości. 
Zamiar święcenia jubileuszu gimnazjum uroczystym obchodem, 
wypłynął na jednem z posiedzeń Towarzystwa Przyjaciół Gimna- 
zjum jeszcze w r. 1924, za kierownictwa prof. A. Topolskiego. Jego 
następca, obecny dyrektor gimnazjum, objął po prof. Topolskim 
prócz obowiązkó\\1' urzędowych także obo\viązek moralny przy- 
gotowania obchodu. Przy oma\vianiu sposobów upamiętnienia 
uroczystości jubileuszowej ks. proboszcz I. Geppert, członek Komi- 
tetu obchodowego, rzucił myśl wydania Księgi pamiątkowej, na 
którą złożyćby się miały prócz kroniki zakładu, przygotowywanej 
niezależnie od Komitetu przez gimnazjum, praca \vnioskodawcy, 
omawiająca dzieje ziemi nakielskiej aż do pier\\rszego rozbioru 
i rozprawa burmistrza miasta, p. T. Bobowskiego, p. t. "Co się 
działo w Nakle i okolicy od czasów pierwszego rozbioru Polski 
aż do dni ostatnich"? Gdy burmistrz miasta podjął się napisania 
pracy na wspomniany temat, a nauczyciel gimnazjum, p. F. Marci- 
niak zgłosił gotowość opracowania kroniki zakładu, myśl wydania 
Ksi
gi pamiątkowej dojrzała. Wydruko\vania księgi podjął się 
z oby\vatelską gotowością \vłaściciel miejscowej drukarni, p. Malicki. 
Lecz ofiarny trud wymienionych pracowników nie mógłby 
przyodziać się \v szatę druko\vanego słowa, gdyby nie pomoc 
finansowa, udzielona wyda\vnictwu przez Wydział Po\\riato\vy, na 
wniosek p. Starosty Wuyka, i poparcie Rady Miejskiej oraz 
Magistratu miasta Nakła. Jako dyrektor gimnazjum nakielskiego, 
którego jubileusz zjednoczył tyle objawów oby\vatelskiej gorli- 
wości i dobrej \\Toli, składam na tem miejscu Szanownym Autorom, 
Panu Staroście i Przedsta\vicielshvom pO\\1'iatu i miasta najgo- 
rętsze podziękowanie.
		

/krajna_i_naklo00004_0001.djvu

			IV 


oJ 


Piszący te słowa otrzymał od Komitetu redakcyj nego za- 
szczytne \vezwanie do napisania przedmowy. Znaleźć się w jednym 
szeregu z obywatelami, którzy swój drogi czas poświęcili uparnięt- 
nieniu jubileuszu zakładu, to obo\viązek wdzięczny. Nastręczały 
się jednak skrupuły, że autorem przedmowy powinien być nietylko 
fachowy badacz dziej ów ojczystych, ale także znawca powiatu 
i miasta. Niepokoje krytycyzmu uspokoiła jednak myśl, że 
autor przedmowy jako członek Komitetu najbardziej interesowany 
nie po\vinien być krytykiem. Brak innego kandydata i świadomość, 
że współudział \\
 omawianej pracy jest niejako obowiązkiem 
urzędowym, przyczyniły się również do rozwiania skrupułów. 
Pozostawiając zatem ocenę rozpraw historykom, staję na stanowisku 
ciekawego dziejó\v ojczystych czytelnika wogóle, a obywatela 
Krajny i Nakła \v szczególności i podejmuję się wyznaczopego 
mi zadania. 
Księgę pamiątkową zaczyna rozprawa ks. I. Gepperta. 
Szanowny Autor objął w rozprawie ogromny okres czasu od 
mrokó\v przedhistorycznych, aż do pierwszego rozbioru Polski. 
\ Rzecz podzielił na pięć części. W części I. omawia na \vstępie 
nazwę, obszar, vrłaściwości, rzeki i jeziora Krajny, przyczeln 
osobny ustęp poświęca czoło\vemu grodowi tej ziemi, Nakłu. 
Dzieje Krajny i Nakła zaczynają czasy od wypłynięcia 
Polski na \vido\vnię dziejową. Autor podkreśla, że wiara Chrystu- 
sowa zawitała na Krajnie już za Mieszka I. Dzieło ojca pro\vadzi 
dalej Bolesła\v Chrobry. Dalsze karty poświęca ks. Geppert 
zwycięstwom Bolesława Krzywoustego pod Nakłem. W części 
I-ej podobnie jak \ve \vszystkich następnych przedstawia także 
stosunki we\vnętrzne. 
Część Il. mówi o Krajnie i Nakle od r. 1139-1295. 
----- 
W \virze bratobójczych \vojen, toczonych \v dobie podziału 
Polski przez POt01l1ków Krzywoustego, zatracono lnyśl polityczną 
Bolesławów i zmarno\vano O\VOc \vieloletniego trudu zdoby\vcy 
Pomorza. Krajna znlienia panów raz po raz. Zaślepienie i nie- 
nawiść \vzajemną Piastowiczów wyzyskują ulniejętnie Krzyżacy. 
Pod grozą ich najazdów pozostaje Krajna i Nakło od r. 1295-1349. 
Część III. przedstawia dzieje Krajny od r. 1349 -- 1466. 
Część IV. poświęcona dziejom od r. 1466-1772, obejnluje 
wojny szwedzkie, zamieszki wewnętrzne, zabór pruski, konfede- 


..
		

/krajna_i_naklo00005_0001.djvu

			v 


rację barską na Krajnie i pogląd na stosunki kościelne. W części 
tej autor doszedł do r. 1821, przekroczył zatem ramy wytknięte 
dyspozycją, z wielkim jednak pożytkiem dla historji tej ziemi. 
Część V. \vreszcie mówi o kasztelanji nakielskiej i jej 
kasztelanach, o starostwie i starostach nakielskich, nakoniec 
o probostwie i proboszczach \v Nakle, których \vylicza na pod- 
stawie dokumentów od wieku XIV. do czasów ostatnich. 
Autor ogarnął myślą badawczą olbrzymie pasmo dziejów 
i mnóstwo postaci. \V długitn szeregu osób wysu\vają się na 
czoło, prócz wspomnianych tylko Mieszka I. i Bolesława Chrobrego, 
świetlane postaci zwycięzcy z pod Nakła i zdobywcy Krajny 
i Pomorza, Bolesława Krzy\voustego, zjednoczyciela Polski, 
Włallysława Łokietka, który nadał miastu prawo magdeburskie, 
króla - gospodarza i budowniczego, Kazimierza Wielkiego, 
pogromców Zakor
u: Władysława Jagiełły i Kazimierza Jagielloń- 
czyka, Zygmunta Starego i Jana Sobieskiego. Prócz książąt 
i królów zasługują na pamięć \vybitni kasztelani nakielscy jak: 
Trojan Pałuka z czasó\v Łokietka, Wincenty Grano\vski, po 
którym \vdowa została żoną Władysława Jagiełły i Maciej Dona- 
borski. Nie brak także godnych pamięci dostojnikó\v ducho\\r- 
nych. Dobrodziejami tej ziemi są arcybiskupi: Jan Łaski, t\vórca 
archidiakonatu kamieńskiego w r. 1512, Wa\vrzyniec Gembicki, 
który archidiakonat kamieński w r. 1617 zreorganizował, i Maciej 
Łubieński, który go \v r. 1651 utworzeniem kolegjaty uświetnił. 
"Mężem wyjątkowym i wobec kościoła dobrze zasłużonym" był 
ks. Stanisław Trzebnic, archidiakon kamieński. 
Obok świateł są i cienie. Pomijając \vatkę Grzymalitów 
z Nałęczami, wspomnieć tu można z \vieku XV. osławionego 
burzyciela pokoju, Włodka Donaborskiego, a z \vieku XVII. Jana 
Kujata. Na osobną uwagę zasługuje arcyciekawa postać mło- 
dzieńczego straceńca - łotrzyka, Żbiko\vskiego czy Roszko\vskiego 
z czasów konfederacji barskiej, przemawiająca 1nimo wszystko 
do wyobraźni fantazją junacką i zadzierzystością. 
Po przeczytaniu całości \vidzimy, że ziemia ta graniczna, 
odwiecznie polska, wystawiona na niebezpieczei1shvo niemieckie, 
była częstym terenem walk z Brandenburczykami, przedewszyst- 
kiem zaś z zakonenl krzyżackim. Ileż to razy padała l(rajna 
ofiarą najazdu, pozosta\viającego po sobie ruiny i pustkowia. 
W walkach z krzy
akami brało udział nietylko rycershvo kraińskie,
		

/krajna_i_naklo00006_0001.djvu

			* 


VI 


- 


ale i chłopi jak np. po bitwie nad rzeczką Wierszą, pod Dąbkami. 
Dola i niedola Polski, pomijając lata, w których Krajna jako ziemia 
kresowa stawała się z konieczności terenem wojny, nawet 
w dobie potęgi państwa, odbijały się na dziejach tej ziemi. 
Słusznie autor podnosi z uznaniem wierność Kraj niaków 
dla Łokietka, okazaną na zjeździe w Byszewie w r. 1306. Oto 
jego słowa: "Krok ten świadczy dobrze o Krajniakach, którzy na 
rubieży kraju mieszkając doskonale rozumieli doniosłość konso- 
. lidacji państwa polskiego i konieczność stawienia czoła Niemcom". 
Niestety w dobie osłabienia państwa po czasach saskich, wskutek 
przyczyn zewnętrznych i wewnętrznych, fala niemieckiego zalewu 
posunęła się kosztem Polski na wschód a graniczna ziemia kra- 
ińska padła pierwsza ofiarą pruskiej chciwości. 
Autor dokonał trudu wielkiego. Ileż trzeba było \vłożyć 
mrówczej pracy i benedyktyńskiej cierpliwości, ażeby z szeregu 
źródeł historycznych i dzieł zebrać drobne nieraz szczegóły, do- 
tyczące dziej ów ze Nnętrznych i wewnętrznych tej ziemi, ułożyć 
je w chronologicznym porządku, sh
lorzyć z nich w granicach 
możliwości obraz danego czasu, oddzieliwszy poprzednio prawdę 
od błędu. Historyk niejedno \v pracy autora uzupełni lub 
sprostuje, z\vłaszcza tam, gdzie sam autor daje tylko hipotezę. 
Sprostowania te jednak i uzupełnienia nie umniejszą istotnej 
wartości rozprawy. Jest ona jako rozprawa źródłowa ze względu 
na:rścisłość i sumienność w zebraniu źródeł oraz ich wyzyskaniu, 
-: ze \vzględu na przedmiotowość w przedstawieniu, ze względu 
wreszcie na swój przedmiot w tym zakresie i w tych granicach 
czasu dotychczas nieznany - poważnym, naukowym przyczyn- 
kiem w naszej literaturze historycznej. 
..;, * 
"* o)£- 
Rozprawa druga, napisana przez p. T. Bobowskiego, jest 
poświęcona dziejom 
 Krajny i Nakła po r. 1772. Przeważnie 
mówi autor o Nakle, którego historję doprowadza do dni ostat- 
nich. Po przedsta\vieniu chytrości i obłudy Fryderyka II. i jego 
, 
urzędników w przygoto\vaniu pierwszego rozbioru, autor odsłania 
istotną przyczynę inwazji pruskiej, poczem daje obraz rządów 
pruskich po pierwszym rozbiorze. Następnie opisuje stosunki 
miejscowe za czasów Księst\va Warszawskiego, powtórną niewolę, 
wzmagający się z biegiem lat ucisk pruski, skutkiem którego 
stan polskiego posiadania coraz bardziej malej e, a wreszcie walkę 
obronną Polaków po r. 1870 aż do ostatnich dni panowania 


..
		

/krajna_i_naklo00007_0001.djvu

			VII 


- 


pruskiego. Rozprawę zamykają rozdziały o pracy miejscowej 
w odrodzonej Polsce i teraźniejszym stanie miasta. 
Po raz to pierwszy nietylko na podstawie ogłoszonych 
drukiem źródeł, ale także na podstawie dokumentów, wydobytych 
z archiwum miejskiego, co szczególniej wartość rozprawy podnosi, 
przedstawiono dzieje Nakła w czasach zaborczych. Jasny i prosty 
styl autora nabrzmiewa niekiedy gniewem i bolesną ironją wobec 
stwierdzonych dokumentami objawów chytrości, obłudy lub cy- 
nicznego bezprawia rządców pruskich. Chociaż obraz zamożności 
polskiej w dobie rozbioru przedstawiony został zbyt różowo, to 
jednak oświetlenie po\vodów napaści pruskiej na Polskę, ich 
gospodarki na zagarniętych świeżo ziemiach, oraz polityki pruskiej 
wobec Polakó\v uznać należy za zupełnie słuszne. Jakżeż zna- 
mienny dla ducha rządów pruskich jest program zarządzeń 
politycznych i kulturalnych na Krajnie, przedłożony Fryderyko'.vi 
przez prezesa Domharda, jak tragikomicznie i typowo zarazem 
przedstawia się gorliwość germanizatorska majora Sackena. 
Przejściowe czasy Księstwa Warsza\vskiego nie wprowadziły 
zasadniczej zmiany. Nader pouczające jest pozosta\vienie na Kraj- 
nie w tym okresie gromady bezrobotnych urzędników niemieckich, 
utrzymywanych przez Berlin pod \varunkiem pozostania na straży 
interesó\v pruskich, aż do nadejścia lepszych czasów. W okresie 
ponownej nie\voli, polskość wszędzie prześladowana, kurczy się 
i podupada. Porównanie statystyki ludności Nakła z r. 1810 
i z r. 1871 jest tego wyraźnym dowodem. 
Wzmożenie ucisku po r. 1870 wywołuje \\F społeczeństwie 
żywiołową siłę oporu w obronie ziemi, języka i duszy polskiej. 
Skutki tej walki obronnej budzą z biegiem lat niepokój Niemcó\v 
i z.niewalają ich, jak np. burmistrza Nakła Riedla, do wystawienia 
chlubnego świadectwa solidarności i praco\vitości Polaków. Z biją- 
cem sercem czytamy ustępy poświęcone kapłanom polskim, 
notowanym w księgach · policyjnych za patrjotyzln, dzielnym 
Polkom, które, narażając się na kary, szerzyły zapomocą tajnego 
nauczania znajomość języka polskiego i kult ojczystych dziejów', 
- lub opis manifestacji uczuć narodowych przy u\volnieniu 
z więzienia p. Bolewskiego. 
Komu sąd p. Bobowskiego o rządach pruskich wydałby się 
zbyt ostry, ten niech przestudjuje dzieło prof. Józefa Buzka 
p. t. "Historja polityki narodowościowej rządu pruskiego \\Fobec
		

/krajna_i_naklo00008_0001.djvu

			VIII 



 


Polaków od traktatów wiedeńskich do ustaw wyjątkowych 
z r. 1908", lub, w braku czasu na studja dłuższe, krótką rozprawę 
prof. Franciszka Bujaka p. t. "Warunki rozwoju ekonoJ11icznego 
w zaborze pruskim i austrjackitn", drukowaną \v dziele zbioro- 
wem p. t. "Polska \v kulturze po\vszechnej" (cz. I. r. 1918). 
Podkreśliwszy jako znamię polityki pruskiej wobec Polaków 
bez\vzględny egoizm, ocenia ją prof. Bujak na str. 323-324 
wymienionej rozprawy w tych słowach: "Wszystko co dobrego 
doznali Polacy pod panowaniem pruskie m, musiało im przypaść 
w udziale, albowiem 1. nie było sposobu ich odsunąć od pewnych 
korzyści, które swym mieszkańcom daje \vielkie państwo o wy- 
sokiej kulturze materjalnej i umysło\vej albo, 2. choćby się może 
takie sposoby znalazły, to jednak w interesie państwa pruskiego 
leżało dopuszczenie do owych korzyści i ziemi i ludności polskiej. 
Te korzyści są przymusowemi ustępstwami na rzecz Polaków, 
ale tego nie może strawić nieza\vistna dusza pruska". Zdanie 
powyższe uzasadnia ten uczony w ciągu dalszym wymienionej 
pracy, roz\vażając walkę o ziemię oraz o społeczne znaczenie 
szlachty od Fryderyka Wielkiego do Flottwella, uwłaszczenie 
\vłościan, pożyteczne wprawdzie, ale przeprowadzone dla nich 
w sposób niekorzystny, politykę handlo\vą i przemysłową, za- 
bójczą dla polskiego przemysłu i handlu, politykę komunikacyjną, 
a \vreszcie bezwzględny ucisk Polaków po r. 1870. 
Karty ostatnie rozprawy p. Bobowskiego, przedstawiające 
pracę mieszkańców Nakła w wolnej Ojczyźnie, stwierdzają ko- 
lumnami cyfr, że mimo przeżywanego przesilenia nie uroniliśmy 
nic z nabytków przeszłości, przeciwnie, w niejednym dziale 
okazaliśmy postęp i rozwój, dając przez to dowód, że umiemy 
twórczo pracować dla przyszłości. Otuchę stąd płynącą \vzn1acnia 
statystyka ludności z dnia l. XII. 1925, wykazująca na ogólną 
ilość 10.184 mieszkańców - 9.108 Polaków. 
Krew ś. p. Nadskakuły i Balcerzaka nie wsiąkła \v tę drogą 
ziem ię nadarmo. 
Rozprawa p. Bobowskiego, ze względu na obrany okres 
czasu dla szerszych warstw społeczeństwa nader aktualna, będzie 
niewątpliwie czytana z żywem zajęciem przez każdego oś\vieco- 
nego obywatela miasta i Krajny, a dla orjentacji we współcze- 
snych stosunkach miejskich stanie się dla ogółu miejscowego 
jedynem w swoim rodzaju i cennem źródłem. 


* 


* 


* 


..
		

/krajna_i_naklo00009_0001.djvu

			IX 


Praca p. Marciniaka nasuwa nieco uwag na temat pruskiej 
polityki szkolnej. W systemie germanizatorskim - pierwszo
 
rzędnym środkiem, stosowanym plzez rząd pruski od czasów Fryde- 
ryka Wielkiego począwszy, była także szkoła. Autorzy patrjo- 
tycznych książek niemieckich unoszą się nad roz\vojem szkolnictwa 
na ziemiach zabranych, przyczem podkreślają wysoką wartość 
szkolnictwa pruskiego \vobec stanu szkół w Polsce. W świetle 
faktów rzecz przedstawia się nieco inaczej. 


... 
Rzucając okiem wstecz na szkolnictwo niższe w Polsce 
przed pier\vszym rozbiorem, przyznać musimy, że przedstawiało 
się ono istotnie smutno. Ale czy znacznie lepiej było podów- 
czas w Prusach? Za czasów Fryderyka II. szkolnictwo ludowe 
cieszyło się bardzo nieznacznem tylko poparciem państwa. 
Wprawdzie Fryderyk II. wydał "Regulamin powszechnych szkul 
wiejskich", ale regulamin ten nie wszedł przeważnie w 7 vcie, 
wskutek niechęci pastorów, władz miejscowych i właścicieU dttbr 
Król pO\\Tierzał naukę \v szkółkach istniejących inwalidom
 kt 5rzy 
niewątpliwie nie odznaczali się kwalifikacja mi pedagogif'znemi. 
Interesował się szkołami ludo\vemi o tyle, o ile mogły. mu 
dostarczyć umiejących czytąć i pisać podoficeró\v. -C. płaty 
szkolne uiszczane przez rodziców zape\vniały nauczycl
1owi 
mniejszy dochód niż parobkowi. 
Lepiej rozwija się szkolnictwo ludowe na świeżo oderwanym 
. 
od Austrji Sląsku, dzięki ks. Janowi Felbigerowi J oraz wśród 
ludności protestanckiej Prus, dzięki działalności szlachcica Eber- 
harda Rochowa. Pamiętajmy jednak, 
e książki Rochowa, 
przeznaczone dla nauczycieli, wyszły dopiero w r. 1772, a więc 
na rok przed utworzeniem Komisji Edukacyjnej, która sprawą 
szkolnictwa ludu zajmowała się żywo już od r. 1773. Wiadomo 
także, jak trosklhvą opieką otoczył oświatę ludu sekretarz Ko- 
misji Edukacyjnej, autor "Powinności nauczyciela w szkołach 
parafjalnych", ks. Gr2egorz Piratnowicz. 
Prawda, że w zachodnich częściach Polski było zaledwie 
sto kilkadziesiąt szkółek parafjalnych. Prawda i to, że przez 
dłuższy czas wysiłki Komisji około oświaty ludu spotykały się 
u nas z niezrozumienieln i niechęcią szlachty, a niejednokrotnie 
z obojętnością duchowieństwa. Przyznać również musimy, że 
Prusacy nieco \vcześniej od nas rozwinęli szkolnictwo ludowe 
i \\Tcześniej od Polaków zrozun1ieli potrzebę szkoły ludo\vej. Ale
		

/krajna_i_naklo00010_0001.djvu

			11 


x 


tet stwierdzić należy, że roz\vój szkolnictwa ludowego na zie- 
miach zabranych miał za cel główny germanizację. Wiemy 
również, że Polacy Księstwa Warszawskiego \v trosce o rozwój 
oświaty ludu nietylko nie dali się Prusakom prześcignąć ale, jak 
wynika ze statystyki, zosta\vili ich nawet poza sobą. Znane są 
na tem polu zasługi Sł. Staszica i St. Potockiego. 
Tworząc szkoły elementarne w celu zniemczenia ludu 
polskiego na ziemiach zabranych w r. 1773, Fryderyk niszczył 
równocześnie polskie szkoły średnie. Jedne przestały istnieć, 
inne po wprowadzeniu języka niemieckiego i historji pruskiej 
zamieniono na niższe szkółki. 
Po śmierci Fryderyka ludność polska nie ma również mo- 
żności kształcenia się w języku ojczystym. Nowe zabory przy- 
noszą nowe klęski dla istniejących tutaj wyższych szkół średnich, 
choć ich \vartość sami pedagogowie pruscy wysoko cenili. Oto 
Gedicke, człowiek uczciwy i bezstronny, wizytator pruski szkół 
w Kaliszu, Rydzynie, Warszawie i t. d. uznał w sprawozdaniu 
swem z r. 1802, że szkoły te są dobrze prowadzone. Podkreślał 
zwłaszcza wysoki poziom matematyki i językóvl obcych, zalecał 
zachowanie w szkołach polskich języka ojczystego, choć wytykał 
zarazem nadmiar szkół średnich w stosunku do elementarnych, 
a w sposobie nauczania przewagę metody pamięciowej. Ró\vnież 
wizytator na Mazowszu i Podlasiu, radca ZolIner, uznawał ustawy 
Komisji Edukacyjnej za wyborne, a stan szkół, zwłaszcza pijar- 
skich, za dodatni. 
Mimo tych sprawozdań ministerstwo wiele szkół zwijało. 
W zapędach germanizatorskich wysyłano zdolniejszych kandyda- 
tów na pruskie uni wersytety i do niemieckich pedagogów. 
Wśród nich Jeziorowski, przyszły kierownik seminarjum nauczy- 
cielskiego w Poznaniu, został posłany do Pestalozzego, do Burg- 
dorf. Wiedzę pedagogiczną nabytą u Niemców spożytkowywały 
te jednostki potem w szkolnictwie Księstwa Warszawskiego. 
W ostatecznym wyniku szkolnictwo średnie z 24 dawnych 
zakładów we wszystkich trzech zaborach pruskich przed Księstwem 
Warszawskiem zostało ograniczone do 8 i zniemczone. Znau.. 
czycieli jednych zatrzymano po poddaniu ich egzaminom z języka 
niemieckiego, innych usunięto. . Tworzono też nowe ośrodki 
.szkolne niemczenia. Dr. Stanisław Kot w s\vej "Historji Wycho- 
wania", której wymienione i następne uwagi o szkolnictwie na 


...
		

/krajna_i_naklo00011_0001.djvu

			XI 


. 


ziemiach pruskiego zaboru zawdzięczam, tak określa tej polityki 
szkolnej przed Księstwem Warszawskiem rezultaty: "Zamykanie 
dawnych polskich szkół, germanizacja pozostałych, zakładanie 
nowych, czysto niemieckich, usunięcie języka polskiego jako 
wykładowego, zastąpienie historji polskiej, brandenbursko-pruską, 
przepełnienie programów językami, wreszcie zużytkowanie na 
germanizację polskiego funduszu szkolnego, który zresztą wzorowo 
uporządkowali Prusacy". Nic dziwnego, że społeczeństwo polskie 
szkoły te bojkotowało. 
Na szczęście przyszedł pogrom Prus pod Jeną i w następ- 
stwie utworzenie Księstwa Warszawskiego. Trwało ono jednak 
zbyt krótko, by Izba Edukacyjna, a następnie Dyrekcja Eduka- 
cyjna miały możność tworzenia szkolnictwa średniego od pod- 
staw. Przejęto zatem szkoły pruskie, wprowadzając tylko do 
nich język i ducha polskiego, utrzymano nawet większość nie- 
mieckich nauczycieli. Za przykładem Prusaków zwrócono jednak 
szczególną uwagę na szkolnictwo elementarne. Ustawa p. t. 
"Urządzenie szkół miejskich i wiejskich elementarnych" powiada: 
"Żadne miasto, miasteczko ani wieś nie ma zosta\vać bez po- 
trzebnej dla siebie szkoły". Liczba 146 szkół, odziedziczonych 
po Prusakach, dzięki gorliwej działalności Izby zwiększyła się 
o blisko 500 nowych szkół elementarnych. Na pamięć zasługuje 
również spolszczenie seminarjum \v Poznaniu. 
Germanizacja lat późniejszych jest społeczeństwu tutejszemu 
dobrze znana. Jakkolwiek polityka szkolna Prus miała stadja 
ostrzejsze i łagodniejsze, zależnie od polityki wewnętrznej i sto- 
sunków międzynarodowych, to jednak nie traciła nigdy z oczu 
celu głównego, jakim było zniemczenie Polaków i nigdy nie 
wyrzekła się odpowiednich w tym celu środków. Po zwycięstwie 
nad Francją bezwzględność w systemie niemczenia coraz bardziej 
się zaostrza. W r. 1873 wprowadzono w szkolnictwie elemen- 
tarnem język niemiecki jako wykłado\vy. Język polski, tolero- 
wany zrazu tylko w 3 zakładach średnich poznańskich, doznaje 
z biegiem lat coraz to większych ograniczeń aż w r. 1900 staje 
się dla Polaków owocem zakazanym. Znane jest również rozpo- 
rządzenie z r. 1873 o wykładzie religji \\. języku niemieckim, 
które spotkało się z oporem władz kościelnych. 
Szczególniejszej "opieki" dozna\vało także szkolnict\\ro lu- 
dowe. Najpierw pozwolono inspektorom na zaprowadzenie
		

/krajna_i_naklo00012_0001.djvu

			XII 


... 


nięmieckiego wykładu religji do szkół, \\1 których przynajmniej 
poło\\Ta uczniów mó\viła po niemiecku. Dowodem tępienia ducha 
polskiego w szkole ludo\vej jest prawo o strajkach i karach 
szkolnych, rozporządzenie, usu\vające naukę polskiego czytania 
i pisania we wszystkich szkołach elelnentarnych, a wreszcie 
w r. 1901 wprowadzenie \vykładu religji \v języku niemieckim 
na średnim i wyższym stopniu szkoły elementarnej, z czego 
wyniknął strajk 100.000 dzieci i proces \vrzesiński. Politykę 
szkolną pruską wieńczy godnie rozporządzenie z r. 1907, uza- 
leżniające przyjmowanie do szkoły nawet dzieci 6-1etnich od 
znajomości języka niemieckiego. 
Szkolnictwo Krajny, objęte systemetn pruskim, stanowi 
jedno z ognhv tego łańcucha, którym rząd chciał zdusić życie 
polskie. Gimnazjum nakielskie, w którem statystyka ucznió\v 
jest z jednej strony \vyrazem statystyki ludności Nakła, a z dru- 
giej wynikiem niechęci społeczeństwa polskiego do ducha tej 
szkoły, miało być także placówką germanizacyjną. Nie dzhv, 

e nauczyciel tej miary, jak ś. p. dr. Antoni Danysz, był nabytkiem 
dla pruskiego zakładu niepożądanym i wkrótce musiał Nakło 
opuścić. W pruskiem gronie trudna ale zaszczytna rola przypa- 
dała polskiemu prefektowi. Świadectwo cnoty i zasługi wysta- 
wiają mu niekiedy pruskie akta policyjne. Uczniowie, którzy 
w szlachetnej żądzy wiedzy czerpali ją z konieczności w murach 
nakielskiej uczelni, rozszerzali umysł nauką, ale zamykali duszę · 
przed wpływami wychowawczemi tej szkoły. Zasługę olbrzymią 
w utrzymaniu polskości młodzieży ma duchowieilstwo polskie 
tego zaboru i dom rodzinny, który stał się twierdzą nie do zdo- 
bycia na\vet dla pruskiej potęgi. 
W gimnazjum nakielskiem chlubną kartę jako odczynnik 
przeciwko niemczeniu zdobyło sobie To.warzyst\vO Tomasza Zana, 
przed ćwierć wiekiem założone, działające tajnie pod przewod- 
nictwem Bolewskich, Dettloffów, Codrowów, Pietrykowskich. 
Oni to grolnadzili młodzież gimnazjalną na tajne zebrania, po- 
święcone nauce ojczystego języka, literatury, historji, oni też 
wdrażali w dusze hasła filomatów i filaretów: "Ojczyzna, nauka, 
cnota", budzili solidarność i gotowość do ofiar dla świętej sprawy. 
Jeden z nich ś. p. Codrow w bitwie pod Szubinem zasady, 
głoszone \v gronie tajnych wychowanków, stwierdził ofiarą życia 
dla Ojczyzny. 


..
		

/krajna_i_naklo00013_0001.djvu

			XIII 


Zamykając uwagi, które nasuwały się przy czytaniu po- 
szczególnych rozpraw, pragnę jeszcze wyrazić kilka myśli o książce 
tej jako całości oraz o jej znaczeniu. 
Jako dzieło zbiorowe ma ona charakter niejednolity. Złożyli 
się przecież na nią różni autorowie, z których każdy opracowy- 
wał swój przedmiot w różnych granicach czasu oraz w odmiennych 
warunkach życia i zawodowej pracy. Niejednolitość książki, 
zasadniczo niepożądana, zasługuje na usprawiedliwienie tern bar- 
dziej, że nawet dzieła zbiorowe uczonych specjalistów jak np. 
"Historja polityczna Polski", stanowiąca część Encyklopedji, 
wydawanej przez Polską Akademję Umiejętności, spotyka się 
z krytycznemi zdaniami uczonych z tego \vłaśnie powodu. Niech 
więc Czytelnik wybaczy, że niejeden szczegół w toku rozpraw 
się powtórzy, niejeden inaczej będzie oświetlony, niech łagodnie 
osądzi pewne niedociągnięcia, drobne sprzeczności i luki. \Vysił- 
kiem ludzi dobrej \voli shvorzona nie rości sobie Księga pamiąt- 
kowa pretensji ani do \vszechstronnego wyczerpania materjału, 
ani do doskonałości \v jego metodycznem ujęciu. Daje, co może. 
Pomijając usterki języko\ve tu i ó\vdzie \vidoczne, jako należące 
do formy, można przy ocenie treści zauważyć, iż dzieje Krajny 
w okresie niewoli u\vzględniają mimo szerokiego tytułu. prze- 
ważnie historję Nakła, że zarys szkolnictwa miejscowego dopro- 
wadzono tylko do r. 1772, że z kart księgi, poś\vięconych czasom 
po pierwszym rozbiorze, przema\viają do nas przedewszystkiem 
miasta i mieszczanie, z pOlninięciem wsi. Istotnie lud \viejski 
Krajny czeka dopiero na s\\Tego badacza. Czy jednak wobec 
wymienionych i ewentualnie innych jeszcze braków 1110żna bez 
\vahania i zastrzeżeń kuć ostrze zarzutó\v przechv autorom? 
Pozostawiając odpo\\Tiedź na to pytanie spra\viedlhvości i rozwadze 
Czytelnika, pragnę zwrócić uwagę na \varunki pracy naukowej, 
czy popularno-naukowej, \v pro\\Tincjonalnem miasteczku, jak 
również na fakt, że wiele spraw i zja\visk vr książce tej pominiętych 
lub ogólniko\vo tylko zaznaczonych czeka dopiero na studja 
mozolne specjalistów. 
W zakresie historji np. nie wyzyskano jeszcze dotąd 
należycie aktów grodzkich. Wymienione przez księdza Gepperta 
postaci wichrzycieli i łotrzyków lnoże zachęcą badaczy do zebrania 
niewątplhvie bogatego, a bardzo cieka\vego materjału, z którego 
stworzyćby można na \vzór "Prawem i le\vem" Łozitlskiego - 
osobne dzieło. Ciekawą i godną zbadania jest ta zielnia także
		

/krajna_i_naklo00014_0001.djvu

			'" 


XIV 


pod innemi względami. Autor "Mowy ludu polskiego", prof. Nitsch, 
i prof. Szober niejednokrotnie o Krajnie wspominają przy oma- 
wianiu gwar polskich. Dialekt krajniacki, należący do grupy 
dialektów wielkopolskich, stanowi ogniwo pośrednie między 
właściwym wielkopolskim a borowiackim dialektem. Zauważyć 
też trzeba, że uczeni zaznaczają różnicę wymowy ludowej 
w Krajnie wschodniej a zachodniej. Wdzięcznym przedmiotem 
badania może być także słownichvo ludowe na I(rajnie, zwłaszcza 
w dziedzinie gospodarstwa wiejskiego, i cały materjał kultury 
ludowej, wchodzący w zakres badań ludoznawczych. Miejscowa 
flora ma także swoje osobliwości. Dość wspomnieć piękny, 
żółto kwitnący, miłek wiosenny, który doznaje specjalnej ochrony, 
i stepową ostnicę (Stipa pennata) l). Prof. Szafer i jego uczniowie 
mogliby w tym względzie niejedno powiedzieć. Na florę kopalną 
mógłby zwrócić uwagę p. Jan Zabłocki, który badał florę trzecio- 
rzędową z Chodzieży. 
Na podstawie badań naukowych z różnych zakresów wiedzy 
będzie można kiedyś stworzyć książkę popularno - naukową, 
w której ziemia Krajny z osobliwościami kopalnemi oraz z szatą 
roślinną i jej ludność, zarówno miejska jak wiejska, dadzą się 
poznać w zwięzłem, barwnem a przystępnem opo\viadaniu. 
Oby wymienione poprzednio a, jak widzimy, przeważnie 
usprawiedliwione niedostatki tej książki, pobudziły pracowników 
naukowych do ich usunięcia przez studja specjalne nad tą zielnią. 
Są także braki inne. Ciężkie warunki w dobie przeżywa- 
nego przesilenia gospodarczego uniemożliwiły uzupełnienie wy- 
dawnictwa istotnie potrzebnemi dodatkami lub przyozdobienie 
go ilustracjami. Niema na końcu księgi spisu imion i miejscowości, 
niema mapy Krajny i Nakła, niema odbitek ciekawych doku- 
mentó\v i pieczęci. Pominięto też z konieczności sprostowanie 
omyłek druku. 
Mimo to jednak książka ta ma znaczenie niemałe. Pomijając 
zaznaczone już w przedmowie znaczenie jej w pewnym zakresie 
jako przyczynku naukowego, uznać ją można za pierwszą w ojczy- 
stym języku próbę historji lokalnej, obejmującą długie pasmo 
wiekó\\" od zarania naszych dziejów do chwili obecnej. Wartość 
jej pod tym względem uwydatnia się przedewszystkiem na tle 
odpo w iedn iej literatury obcej i polskiej. Ze skruchą wyznać 
1) Na wymienione rośliny zwróciła mi uprzejmie uwa
ę nauczy- 
cielka przyrodoznawstwa w tutejszym zakładzie, p. Zofja Pułczyńska. 


...
		

/krajna_i_naklo00015_0001.djvu

			xv 


musimy, że Prusacy, chociaż zaborcy, potrzebę przedstawienia 
historji ziem zabranych odczuli i zrozumieli wcześniej niż Polacy, 
odwieczni tych krain posiadacze i dziedzice. Do pracy nad dziejami 
miejscowemi pobudzał ich nietylko popęd do wiedzy i do zna- 
jomości gruntownej środowiska, w którem żyli, ale także potrzeba 
propagandy patrjotyzmu pruskiego. Jak wynika z książki G. Kor- 
nera uważali oni ziemie zabrane za część integralną pruskiej 
ojczyzny, a choć byli świadomi, że np. ziemia nadnotecka nie 
może się równać pod względem piękności z uroczą krainą nad- 
reńską, to przecież odczuwali swoiste piękno tych okolic i szeregiem 
\\iydawnictw wzmacniaii i pogłębiali związek duchowy pruskich 
przybyszów z zagarniętym krajem. W toku rozpraw wymienione 
zostały prócz książki Kornera, także prace Goerkego o powiecie 
złotowskim i Heidricha o Nakle. Znamieniem ich jest tenden- 
cyjność. Nawet cenne wydawnictwo dr. H. Wuttkego nie jest 
od niej wolne, jak to wynika z przedmowy. 
W naszej literaturze poza rozprawą dra Calliera, który 
opierając się częściowo na pracy Pawińskiego mówi o powiecie 
nakielskim w w. XVI. ale nie przedstawia jego dziejów wewnę- 
trznych, nie okazała się książka przedmiotowi temu poświęcona. 
Praca p. Lauferskiego, czytana niedawno w Poznaniu, nie wyszła 
jeszcze w druku. Polak miejscowy nie miał dotychczas książki 
o dziejach swojej ziemi rodzinnej. Otrzymuje ją dopiero dzisiaj. 
Kraj na, Nakło i szkoła są jej przedmiotem. Przedstawiciel 
miejscowego duchowieńshva, bunnistrz miasta i nauczyciel gim- 
nazjum, dają tu dowód wzajemnej troski obywatelskiej o młodzież 
szkolną. Już samo zestawienie temató\v rozpraw, jak również 
autorów jest jakby symbolem tego związku duchowego, jaki od 
czasu wskrzeszenia Polski łączy ludność Krajny i Nakła z polską 
szkołą. 
Lecz nietylko znaczenie symboliczne ma ta księga. Jako 
źródło znajomości dziejów miejscowych przyczyni się ona do 
pogłębienia patrjotyzmu mieszkańców Krajny i wzmocni ich 
przywiązanie do rodzinnej ziemi. Powinien się z nią zapoznać 
każdy miejscowy nauczyciel, każdy urzędnik, ksiądz, ziemianin, 
uczeń klas wyższych i każdy oświecony tej ziemi obywatel. 
Dziś, kiedy programy szkolne i uczeni pedagogowie zalecają 
przy nauce wielu przedmiotów uwzględnianie najbliższej okolicy, 
nauczyciel historji, obo\viązany do roz\vijania w uczniach znlysłu 
historycznego i pogł
biania czynnika oby\vatelskiego przy nau-
		

/krajna_i_naklo00016_0001.djvu

			'OJ 


XVI 


czaniu tego przedmiotu, znajdzie \v tej książce bardzo cenny dla 
nauki materjał. Jak zaś strony rodzinne utr\valają się w palnięci 
dziecka i jaki stanowią skarb dla duszy \v latach późniejszych, 
tego dowodzą np. życiorysy naszych wieszczów i wyraźne ś\\Tia- 
dectwa w ich pismach. Wiadomo, czenl była dla Mickiewicza 
ziemia nowogrodzka, unieśmiertelniona potem w Panu Tadeuszu 
wiadomo również, z jaką rzewnością wspominał Słowacki stary 
zamek, koronujący górę rodzinnego lniasteczka, Krzemieńca. 
Wielką przysługę odda zarazem ta książka działaczom 
oświatowym w ich pracy nad ludem miejscowym. 
Po przeczytaniu tej księgi wlewa się w serce otucha. Na 
tej ziemi granicznej, której znaczenie i powołanie tak trafnie 
wyraża herb Nakła, mimo \vojen, mimo straszliwych najazdów 
mimo klęsk żywioło\vych i morów, mimo straszniejszej nade- 
wszystko stupięćdziesięcioletniej niewoli, naród polski nietylko 
się ostał, ale nawet dzięki uŚ\\Tiadomieniu narodowemu, dzięki 
pracy, oszczędności i solidarności - z\vyciężył i jako p o p u l u s 
v i c t o r doczekał się zasłużonej wolności. 
Świadomi tego zwycięstwa jak również dróg do niego 
wiodących pracujmy w 2godnenl współdziałaniu dotnu i szkoły 
nad przekazaniem cnót, zdobytych przez naród w przeszłości - 
młodzieży naszej. Niech - wedle słó\\T Mickiewicza - wszystko, 
cokolwiek w historji naszej "było świętego, prawdzhvego i wiel- 
kiego", znajdzie się w duszach młodego pokolenia "jako ziarno 
usiewne, jako żywotność, jako siła"; - siła do skutecznej walki 
w obronie kreso\vych gniazd i do wytrwałej, zgodnej, twórczej 
pracy nad rozszerzeniem i postępem kultury ducho\vej i mater- 
jalnej narodu. 
N a k ł o, w czer\vcu 1926. 


[f;ygmunf Q!o!akowski 
dyrektor gimnazjum. 


"
		

/krajna_i_naklo00017_0001.djvu

			OZIE E 
.. 


ZIEMI NAKIELSKIEJ 


, 


AŻ DO PIERWSZEGO ROZBIORU 


POLSKI 


SKRESLIŁ 


KS. IGNACY GEPPERT 


PROBOSZCZ NAKIELSKI. 


. . 


1926 


. .
		

/krajna_i_naklo00018_0001.djvu

			. 


.. 


Prawa autorskie zastrzeżone. 


ł 
.. J : ł 
s 


. .
		

/krajna_i_naklo00019_0001.djvu

			.. 


-. 


Część pierwsza. 


KRAJNA, 
JEJ NAZWA, OBSZAR I WŁAŚCIWOŚCI. 
. . 


Kraina, Krajna zachodzi częściej u Słowian jako określenie 
geograficzne i oznacza obszar położony na rubieży państwa. 
Za do\vód niechaj starczy przypomnienie takiej nazwy w Alpach, 
o
az .wszys
kim Polakom dobrze znanej Ukrainy. . 
Lechici zwali I) Krajną tę część s\\
oich dzierża\\
, która 
odłączała Wielkopolan od Pomorza. .:: 
.. . 
. - 
Dokumentarnie nazwy tej użył książe polski Przemysła\v II. 
na przy\vileju \vydanym w Pyzdrach dnia 19 listopada 1286 roku, 
gdzie przytacza terytorjum z\\
ane "Crayen"2), nie oz..naczając 
atoli bliżej jego granic. W raportach komturów tucholskiego 
i człuchowskiego, wysyłanych do wielkiego Mistrza Krzyżackiego, 
sąsiedni teren polski bY\\Ta stale nazywany Krajną 3). -
. 
. . 
Uczeni badacze dziejów polskich utrzynlują, iż nazw'a 
ta odnosi się do obszaró\v położonych na północ od .Noteci, 
zamkniętych od wschodu Vlisłą - od ujścia Brdy aż do Swiecia, 
- na zachód zaś rzeczką Chudą czyli Głdą, którą Niemcy 
przez\vali Kiiddow; północną granicę I(rajny oznaczano wscho- 
dnim dopływem Ckudej, z\vanym Dobrzynka, oraz zachodnim 
dopływem Brdy, noszącym nazwę Kamionka. 
" Lud polski nazY\\Ta Krajną, obszar położony na północ od 
Noteci, którego wschodnią granicę stano\vi Brda i jej dopłY\\1 
Kamionka, zachodnią Chuda, \vpadająca do Noteci naprzech\" 
Ujścia, a północną tak z\vane. Kociew"ie czyli Koszene\vje. 
Mieszkańców tegoż terytorjum nazy\\"ają sąsiedzi Krajniakami. 
Profesor CaUier ustala granicę Krajny \\
 następujący 'spo
ób: 
od południa Noteć, od zachodu Chuda czyli GIda, od północy 
Dobrzynka i Kamionka, od wschodu Plitwica i Brda między 
ujściami Sępolny i Kamionki. 


l) Ks. I{ujot. Dzieje Prus kr6Iewsl	
			

/krajna_i_naklo00020_0001.djvu

			... 


"ł:: 
(t 
. -. . 
 


4 


Wydawcy kodeksu dyplomatycznego wielkopolskiego do- 
kładniej jeszcze oznaczają wschodnią granicę Krajny, podając 
nalV et poszczególne miejscowości, które za czasów piastowskich 
i później przynależały do ziemi kraińskiej. Krajnę i ziemię wy- 
szogrodzką (bydgoską) "rożgraniczał, począwszy od najdawniej- 
szych czasów, strumień Plitwica, wypłyvtający niedaleko od 
ujścia Sępolny pod wsią Lachowem, a płynący następnie przez 
szereg jezior; przed ujściem. do 
Rokitki, powyżej Wierzchucina, 
opuszcza go je
nak granica, spuszczając się ku południowi, tak, 
że wsie Samsieczno, Sitno i Słupów po stronie nakielskiej, a Strze- 
lewo po stronie wyszogrodzkiej pozostaje l)". -:- '"Zdaje się, 
że ziemia nakielska wchodziła zrazu brzegami Noteci o kilka mil 
klinem w Kujawy,
 bo w roku 1299 liczono jeszcze do niej Ry- 
narz
w (dypl. nr. 825), kiedy leżące na przeciwnym brzegu pod 
Nakłem Polichno w roku 1394 już do powiatu gnieźnieńskiego 
należało (dypl. nt. .1952)". - 
-. ioo .... 

 .. Co do Polichna 2), to miejsco\vOŚĆ ta, stanowiąc później 
cz'ęś
 dóbr, tworzących uposażenie starosty nakielskiego, stale 
zaliczoną bywa do ziemi kraińskiej. 
, 
 Najqiesłuszniej w świecie usiłuje się starą nazwę Krajna 
zastąpić nowem określeniem "Obwód nadnotecki", a Krajniakom 
wymyśla się dzisiaj często od "netzbrudrów" 3). Są to twory 
i wymysły pruskie, które ani historycznie, ani terytorjalnie. nie 
odpowiadają prastarej Krajnie i od wieków tamże zamieszkałym 
Krajniakom. 
Ośrodkiem Krajny był od dawienda\vna powiat nakielski, 
zwany też powiatem "kraińskim," który to przydop1ek przycze- 
pio
o także i do iri
ych oznaczeń topograficznych (Runo\vo 
Kraińskie). Na odwrót znowuż nazywano obwodem \vzględnie 
.ziemią nakielską całą Krajnę, to znaczy dzisiejszy cały powiat 
wyrzyski h i złotowski, większą część powiatu sępolińskiego 
i zachodnią połać powiatu bydgoskiego aż do Rynarzewa. 
W op0'Yiadaniu swem uwzglę
niać będę ten \vłaśnie (Jbszar. 
. 
- Pod względem geologicznym, Krajna na
dręcza sporo 
ciekawych zagadnień. Ogromna wklęsłość, oddzielająca Wielko- 
t . polskę od Krajny, zwana dzisiaj porzeczem Noteci, - to prastare 
I . ło
ysko Wisły. Nie wdając się w uczone dociekania na temat 
ł : czasu . przyczyn z tak zwanej epoki dyluwialnej, stwierdzam 

 dzisiaj jut ogólnie przyjęty fakt, że Pra- Wisła 4) płynęła kiedyś 
w .kierunku zachodnim około Wyszogrodu, Bydgoszczy, Nakła, 


-. 


J) Kodeks dyp1. wlkp. IV., str. 568. 

) Tamże str. 577. - 
8). "Netzbrudrami" zwano w r. 1848- niemieckie oddziały ocho- 
tnicze, złożone z kolonistów z nad Noteci, które pomagały tłumić pol
ki 
ruch pow
tańczy. . .. J'
j - ...
- £..4 -- . h .)1 

) Dr. Lissauer u, Conventz. Das Weichseldelta. Leipzig 1881 i inne,
		

/krajna_i_naklo00021_0001.djvu

			- 
') 
łożyskiem Noteci, dolnej Warty, zabierała z sobą Odrę i łożYS1d
:
 
Sp rewy docierała do Łaby (Elby), wpadając pod Hamburgiem 
do morza północnego. Wymogi nowoczesnej komunikacji zmu
 
siły człowieka, iż przez budowę kanałów przywrócił drogę 
wodną, na
naczoną przez samą przyrodę w czasach, kiedy w tych 
stronach jeszcze nie było żywej istoty ludzkiej. 
Ta
że okolica na południe od. Sępolna .1), po Więcbork 
i Łobżenicę, nie jest bez głębszego znaczenia pod względem 
geologicznym. Jestto obszerne zastoisko 2), powstałe stąd, te 
olbrzymi lodowiec, topniejąc po\voli, utworzył bąrdzo znacznych 
rozmiarów jezioro, którego wody odpływały łoźe-m dzisiejszej 
Łobzonki do Pra- Wisły. Tem się tłumaczy głęboka, miej
cami 
charakter jarów i kotlin nosząca wklęsłość, którą płynie 
Łobzonka. 
 
... 
Prócz \vody każdy lodowiec, skoro zaczął topnieć, pozo- 
.stawił na kończynach swoich przez długie czasy z sobą zabierane 
.głazy i żwiry. W takie rozsypiska 3), -. wykazujące bezładnie 
porozrzucane kamienie, obfituje również nasza Krajna. 
 
Napotykane przy rozkopywaniu gruntów skamieniałości, 
wskazują na to, że w czasach przedhistorycznych żyły w naszych 
stronach całkiem inne zwierzęta, a ziemię pokrywała zupełnie 
inna roślinność, niźli to dzisiaj widzimy. Mianowicie często 
z piasków wygrzebywany bursztyn dostarcza mnóstwo poucza- 
jących dowodów. Poszczególne bryłki bursztynowe zawierają 
nieraz owady, odciski i resztki roślin, których czasy historyczne 
nie notują. Sam bursztyn jest żywicą ongiś gromadnie u nas 
rosnących świerkó'.V bursztyno
ych 4). 
Zbierany głównie nad Bałtykiem - bursztyn stał się nietylko 
skarbem nieprzepłaconym, lecz da\vał więcej sposobności -4 sty.. 
kania się ze światem cywiiizowanym, niż inne produkty naszej 
północy. Z dalekich południowych krain posuwały się drużyny 
kupieckie ku brzegom morza bałtyckiego. Główna droga prowa- 
dziła na Gniezno, W ągrówiec, a dalej albo na lewo do Wy-rzyska 
pod Złotów i Człuchów, albo na prawo do Szubina i 
akła, 
przechodząc w jednym i drugim wypadku przez Krajnę. ! :--.... 

 
Znalezione pod Szubinem 37 monet, pochodzących z Ał-en 
i Orchomenos, oraz liczne urny, pośród nich takie, które rys
l1- 
. kową ozdobą zdradzają wpływy greckie - urny twarzowe"'::- 
\\Tskazują dowodnie na to, iż nasze strony - - wła"śnie dzięki 
bursztynowi - były dostępne cywilizacyjnym wpływom Gr
ków 
i Rzymian 5). Urny twarzowe \vykopal1o \V Białośliwiu, Kistrzynku, 
..;>.... .... 


... 


1) Dzieje Prus królewskich str. 27 i dalsze. 
2) Stausee, Staubecken. 
 
3) Blockstreuung. 
4) Pinus succifera. 
6) Dzieje Prus królewskich str. 81 i dalsze. 


....
		

/krajna_i_naklo00022_0001.djvu

			6 


Wysoce, Więcborku, \Vielo\viczu, Sępolnie i \v innych miejsco- 
\vo
ciach.' Pochodzą one z tak z\vanej epoki hallstackiej czyli 
bronzo\vej młodszej. Pakt usuwania zmarłych przez spalenie, 
sposób zakładania grobowisk, oraz przedmioty w urnach i grobo- 
wiskach znachodzone, do\vodzą niezbicie, że Kraj na przecho- 
dziła te same fazy cywilizacyjne, co Pałuki i Kujawy, - czyli, 
że od wie
ó\\T była złączona, z Wielkopolską i przez Wielkopolan 
zamieszkała. 
Nieznaczne różnice dźwiękowe, zachodzące w gwarze uiy- 
\vanej przez lud naz\\Tanych tych dzielnic wielkopolskich, na- 
prowadzają na słuszny domysł, iź poza ogólno-polską historją 
każda. połać Wielkopolski żyła do pewnego stopnia własnen1 
życiem, to znaczy, że posiadała \vłasne dzieje. 
;. 
Otót przedmiotem dalszego opo\viadania niniejszego mają 
być losy i dzieje naszej Krajny, która przez długie lata była 
rodzajem buforu pomiędzy Polską piastowską z jednej, a Pomorzetn 
z drugiej strony. Po zagarnięciu Prus książęcych przez Krzyżaków, 
a po nich przez Kurfyrstów brandenburskich, Krajna stała się 
terenem transitowym pomiędzy Rzeszą niemiecką a kolonją pruską. 
Od czasów traktatu wersalskiego (28. VI. 1919) Krajna - acz nie 
w całości - jest 
ntegralną częścią korytarza, który łączy Polskę 
z morzem bałtyckiem. 


KRAIŃSKIE RZEKI I JEZIORA. 


, 


I 


Ogronlna wklęsłość, ciągnąca się na południu Krajny, jest 
pozostałem łoźem Pra- Wisły, która tędy ku zachodowi płynąc, 
zabierała z sobą \vody wszystkich rzek i strumyków kraińskich, 
wykązujących jeszcze za dni naszych zdecydowany kierunek po- 
łuąniowy. Gdy wskutek podniesienia się terenu pomiędzy Byd- 
goszczą a Nakłem, Wisła za\vróciła ku północy l), Brda, która" do 
Pra-Wisły uchodziła pod Prądami, - miejscowością, leżącą dzisiaj 
nad leniwo płY1)ącym kanałem bydgoskim, - wyżłobiła sobie 
w starem łożysku Wisły drogę ku Wyszogrodowi i płynie w dal- 
szym biegu na nieznacznej przestrzeni w kierunku wschodnim. 
lnne_ rzeki kraińskie natomiast zachowały swój bieg z północy 
ku południowi i uchodzą do Noteci, płynącej korytem Pra- Wisły 
na zachód. Rokitka, Łobzonka, Chuda i kilka drobniejszych stru- 
mykąw, na przykład Sleska, Rudnica i Kolce pod Nakłem, są 
tego. najlepszym dowodem. Wprawdzie kraińskie dopływy Brdy 
(Kamionka i Sępolna) płyną przewaźnie w kierunku wschQdnim, 
a lewe dopływy Chudej (Dobrzynka, Krzywa Struga, Smoła, Pęka- 
wnica, Głomnica) kierują się ku zachodowi, lecz ostateczny bieg 
ich wodom nadaje Brda względnie Chuda. Rzut oka na mapę 
Krajny z oznaczeniem biegu wspomnianych rzek przekona kaidego, 


1) Roczniki Tow. Nauk. w Toruniu. Roczn. XX., str. 59.
		

/krajna_i_naklo00023_0001.djvu

			ł-- 


1 


-.- 


; ':ł. 


te l1ajwy
sze wzniesienia terenowe, tworzące przełęcz wód .kraiń. 
skich, znajdują się na przestrzeni pomiędzy Oronowem a Wic:c- 
borkiem. Jezioro Mochel \v pobliżu Kamienia leży 114 metr6\\F I), 
jezioro pod SępolnetTI 112, a jezioro więcborskie 109 metróW 
ponad poziolnem morza. Naj wyższe \vzgórza na Krajnie, poło
ol1e 
\V pobliżu I(rzy\vej strugi, wznoszą się 208 metrów po"riad poziom 
ITIorski. Ponieważ Noteć dzisiejsza wskutek kanalizacji prawie 
całkiem inaczej wygląda, aniżeli Noteć z przed stu pięćdziesięciu lat, 
a pozateIn 'Jol źródłach, ujściu i większości swego biegu znajduje 
się poza właściwą Krajną, ponieważ Brda na nieznacznej . tylko 
przestrzeni trąca teren kraiński, przeto głó\vną uwagę zwrócić 
należy na Chudą, która tworzy granicę Krajny na zachodzie. 
Chuda, Chudda, Kudda, Kudowa, Gwda, Wda, Oda, Gwida, 
Gnida, GIda, Fali n , Walny, Walni, Valim, Kiiddo\v, Kida, Kied
 
- prawy dopływ Noteci - wypływa z jeziora wierzchowskiego 
na północ od Szczecinka na terenie Pomorza nadodrzańskieg<;>,. 
przepły\va jezioro FaUn, oblewa Lądyczek, Orodną wieś; Krępę, 
Dobrzycę, Piłę, Motylewo i przy Ujściu wpada do rwteci 
). ,Długość 
biegu od źródeł do ujścia wynosi 146,7 kilometró\v, przeciętna 

 ,o: 
 szerokość 15 metró\v. Zródła Chudej leżą 149 metrów, ujście 
48,4 metry ponad poziomem morza. Rzeka posiada zatem dość 
\ znaczny spad, wynoszący metrów 1 00,6. Wody Chudej wyko- 


 rzystano jako siłę do pędzenia młynów, tartak6w 7 papierni i wy- 
.. :twarzania siły elektrycznej. 
-I 
. ) 
" Aczkolwiek prawe dopływy Chudej, już poza terenem kraiń- 
skim płynące, nie należą do niniejszej pracy; to jednak ze względu 
na zacierające się coraz bardziej nazwy polskie warto je przytoczyć. 
Są to "rzeczki: Staro młyńska struga (AUmiihle), Czarna struga, 
Buczka, Plitnica, Krępska struga i Lubianka. 


t" . 


. . , 
....- . 
( 


Z lewej strony do Chudej wpadają następujące dopływy 
kraińskie: Dobrzynka, Krzywa struga, Smoła, Pękawnica i Ołom- 
nica. Rzeczkę o naz\vie Strzeczna (Stresin), \vypływającą z jeziora 
człuchowskiego, a uchodzącą również do Chudej, pomijam jako 
poza terenem kraińskim będącą. . - 
a) Dobrzynka, Dobiernica, Dabernicza, Debrnicz, Debbrinze, 
Dobrynka, Dobrinka - powstaje pod l\'\osiną na połu
nie od Człu- 
, chowa, przepływa pod Prydlądem jezioro Sukowskie; a pod Lą- 
dyczkiem jezioro Kwiecko i wpada do Chudej. Długość biegu 
. wynosi 35 kilometrów, przeciętn,a szerokość 8 metró:w. Zródła 
Dobrzynki znajdują się 166 metrów, ujście zaś 106 m.
trów'ponad 
morzem; spad Dobrzynki \vynosi zatem 60 metrów.- Lewy do- 
pływ Dobrzynki tworzy rzeczka Niemoniec (Nemonicz). 


l) Goerke: Der Kreis Flatow t str. 5. 

) Callier: Powiat nakielgki, str. 12. Goerl(e: Der Kreis Fłatow, str. 8..
		

/krajna_i_naklo00024_0001.djvu

			8 


-- 


. . 
. b) Krzywa struga (Krummes Fliess) bierz
 początek w Ra- 
(łownicy, ricJ1odzi}do Chudej na wschód Jastrówia, ma długości 
16 kilomet
6w,
 sżerokości 1 
 metra, spadu 25 metró\v; w starych 

okumentach 'nosi nazwę Radecznica. 
. . 
. ;.." .' 
 ć) S
óła. (Pechfli
ss) nastaje pod Górzną na północ-zachód 
.od Złotowa, płynie. VI kierunku południowo-zachodnim i uchodżi 
do Gp.udej.. °t
kże w. pobliżu Jastrowia. Długość biegu wynosi 
.9. kilometrów, a przeciętna szerokość 2 metry. 
lo .
 '. d) Pęk
wnica (Pankawnitz, Pankawenz) bierze początek pod 
1arnó
ką, . mija Krajenkę i uchodzi pomiędzy Krępą i Dobrzycą 
do Chudej na północ od .Piły. Długość biegu wynosi 17 kilo- 
J)1
!r
)V, średąja 
zerokość 1,5 metra, spad 33 metry. 
" -- ;.... --- t !. S ....- . ..\. ... '( .. 

 : . '
'. e) Qłompica (Glumia), Głumia, Brzuchownica (?) powstaje 
t.w.
Głąbskti, p:rzyjmuje rzeczkę Kócuń, oblewa Prochy, Złotó\\T 
i "Krajenkę; 
chodzi 
o Chudej na pó:noc-\vschód od Piły, je
t 
.p2 Islp1. <;lługa, przeciętnie 5 metrów szeroka i posiadą spadu 
"49 _ metrów.' Do Głoinnicy wpaduje Wiśniewka, maj-ąca 7 klm. 

długości, o Smia dó\vka 5 klm. długości i Kocuń (Kozumf1ie
s). 
:KQ<;uń wypływa_ z jeziora zakrze\vskiego, przepły\va j
zipra Wierz- 
:chołek (Wierzchojek), sławiano\vskie, bługowskie,. buntowskie, 
kocuńskie, 

hodzi', podK
ajenką do Głomnicy, 'posiada długości 
.4-2 kilQ}11ęJry, ś.-edniej szerokości 4 "metry, spadu 22, obraca \viele 
młynów, a' w okolicy Krajenki zrasza znaczne obszary łąk. 

.:

_. 2) Łobzon

, Łobżepka, Stołuń, Stallune, Nieca, Nica bierze 
. póczątęk z kilku ź'ióde-ł pod Gronowem, nosi także nazwę °Kaszub.ka 
wzglęqnie. Sypnie
N
a, płynie \\' kierunku poludnio\vym na Mały 
J Wielk
 Buczek, Rudę Polską, Łobżenicę,' Mały i Wielki Koście- 
rzyn, Wyrzysk i 'uchbdz
 .do Noteci w pobliżu Zelazna. Ludność 
nazywa Łobzonkę w górnytTI biegu Stołuniem, w średnim Niecą, 
; w dolnym. Łoł?zon
ą. Długo$ć biegu tej rzeki. wynosi 81 kilo- 

metrów, spad 99 metrów, położenie źródeł ponad morzem 150 mtr. 
o Niegdyś ." .spl
\viano Łobzonką wielkie masy drze\va. " Z lewego 
brzegu \Y'p-adają do Łbbzonki Jlonka, Lubcza i Rudna. 
a) Jlonka, Giling, Gillingfluss bierze początek pod RadońskJ,em 
"na 
achód Sępólna, łączy się z Juchaczem w pobliżu Sypniewa 
"i uchodzi do Łobzonki. 
.... ...a..." ..;, 
.:. _:.... b) Luł?cza, Lubsia, Lubsie wypływa z jeziora tejże nazwy, 
pp.. ząchpd od Więcborka położonego, oblewa Dzwierzchno i -wpada 
'. do o J:.obzonki na _ p
łudnie od Łobżenicy. Jej długość wynosi 
.; przeszło 18 kilometrów, spad 21 metrów. 
. . 
. "_ c) Rudna, \yyerscha, Wiersza, Wierzcha, Wier cbna, - takie 
Orla - powstaje ze spływu pomniejszych strumieni na południe od 
Sępólna, przepływa jeziora więcborskie, rościmińskie, oblewa Orle, 
o
 Wyrzę, J3roniewo, Radzice, 'K.-aczki, uchodzi poniżej Wyrzyska 
do Łobzonki: - 


\
		

/krajna_i_naklo00025_0001.djvu

			-=--- 


9 


-- 


3) 
o
itka wypły\va z jeziora VI -pobli
u .Runowa i Więc- 
borka, oblewa Pęperzyn, Zabartowo, Wiele, Mroczę, Krukówek, 
)ść 
- tych jezior nosi nazwę miejscowo$
i, Jsjóre znajdują 
j
ę przy U\cJ1. 
_ Inne.. posiadają własne starodawne nazwy, które 4tr.wa
ić wart
.. 
I tak w pobliżu Kamionki leży jezioro Brzuchowo czy Brzuc4ą
...a, 
26 hektarów obszaru, 10 metrów głębi, z którego wypływ!l.p awy 
. dopływ Kamionki - Brzuchownica. O Gogolinie był
 już W
ttij
nka, 

 tak samo i o K wiecku (K wiczko, K \vyczko). : Piskorzydół z
aj4#je 
się gdzieś w pobliżu Złotowa, Smo19nek w pQbliżu Wj
ęcQgr.kaJ 
Szczodrze w okolicy Złotowa, Lubcza qaje początek: ątr1}<:l
. 
 łej 
samej nazwy. Prócz tego istnieją jeziora: {3aba pod 
ypniewem, 
Cierzeniec, Jeziorko, Koniczek, Koźlinek,
 Kopcze pqd Rictdkowe1J1. 
Łapionek, Leszczyk, Popówko pod Zakrzewem, Lińsk9 p
d.-
 Ce- 
rekwicą Małą, Miska, Piaszczanek, Suchoda, Zielonek,. Zyąó.wka .ltd. 
Lud polski przechował te nazwy jako zabytek
 starodawnych c a- 
sów. Należy je z pietyzmem prze


ać późniejszym pokąleniom. 
To samo dotyczy nazw bardzo licznych u nas. bagie11, .parowów, 
pastwisk i łąk. . .
		

/krajna_i_naklo00026_0001.djvu

			--- tO - 


: KRAIŃSKI GRÓD CZOŁOWY NAKŁO.' " 
"'" 
f Nie ślepy przypadek zrządził, iż wspomniane ju
 głó\vne 
drogi z Pałuk idące, tuż za Notecią przechodziły przez kraiński 
Osiek pod Wyrzyskiem i przez kraiński gród Nakło. 
"Osiekam i nazy\vano waro\vne schroniska, zakładane z reguły 
w pobliżu głównych gościńców, bądź to na wyniesieniach, bądź 
te
 na ur\viskach \vzględnie półwyspach I). Urządzano \varownię 
w półkole, \vygiętą stronę za\vsze ku gościńcowi obracając, któryn1 
nieprzyjaciel mógł nadchodzić. Przy zakładaniu osieków bardzo 
zwatano na bliskość stojącej lub płynącej \vody, dającej nieraz 
pewną obronę z boku lub z tyłu, niemniej łat\\Tość dowozu 
;1ywności lub ucieczki czołnalni w razie pogromu, a zawsze 
mo
ność dostania potrzebnej wody do picia i do przyrządzenia 
. posiłku". Kto zna poło
enie Osieka, ten rozumie doskonale jego 
pierwotne przeznaczenie. 
Uczeni odrótniają od zwykłych osieków te, na których 
dziedzińcu wzniesiono obronną budo\vlę z drzewa, to jest gród. 
. Nazywano je też po\vszechnie grodami, a samo wzniesienie z ziemi, 
grodziskieln. Bywa ono przedewszystkiem obszerniejsze i nie 
\v półkole, lecz całem kołem zatoczone. Stawiano je bądź to 
na 
ztucznych kopcach, bądź też na urwiskach, bądź też na wy
 
Jliesionych kOllczynach półwyspu. Grody i grodziska wyznaczano 
tam, gdzie w obronie kraju chciano zebrać większą siłę wojenną, 
a także i tam, gdzie panujący lub jego urzędnik stale przemiesz- 
;kiwał. Szczególnie często znachodzą się na pograniczu, gdzie 
przewidywano napady nieprzyjacielskie. Napady te szły zaz\vy- 
czaj jedną i tą samą drogą. Przy niej też z czasem stawał:naj- 
warowniejszy i najobszerniejszy gród, zwany czołem ziemi. 
Katdy gród czyli zamek 2) miał swego grododzierżcę, który 
jako pełnomocnik panującego z'ł'ał się włódarzem (vlodarius) :i) 
1 W .zastępstwie swego pana wykonywał władzę sądową, wojsko\vą 
,. i administracyjną \v całej okolicy. Gdy z czasem grody podzie- 
. 10no na ważniejsze i mniej ważne i gdy nastąpił rozdział pomiędzy 
.wzwyt nazwanemi władzami, włódarzy grodów ważniejszych 
czyli czołowych nazwano kasztelanami, pozostawiając im dowództwo · 
nad siłą zbrojną, tak grodu jak i całej okolicy, oraz godność 
senatorską, - zaś grododzierżców pomniejszych zamków nazwano 
starostami, obdzielając ich władzą sądowniczą i policyjną. 
Miejsce, w którem drugi główny trakt z Pałuk przecinał 
łote Pra- Wisły \vykorzystane przez Noteć, z natury rzeczy \vy
 
. magało silnego obwarowania. To też stanął tam warowny gród, 
zwany Nakło. Dokumenty stare wykazują rozmaitość tej nazwy 


i 


j 


l) Dzieje Prus kr6Iew
kich, str. 140. 

) Castell um. 
3) Księga rzeczy polskich, str. 102.
		

/krajna_i_naklo00027_0001.djvu

			- "II - 


pod względem graficznym. Pisano Nake1 (1136), de Nacle (1233), 
de Nakil (1283), in Nakel (1426), Nakiel 1 )(1578) a nawet Nakieł. 
Nazwa sama zachodzi nie tylko na północ od Noteci, lecz 
tak
e i \v innych częściach Polski. Po\viaty włoszczowski, by- 
tomski, kartuski, ostrowski mają swoje Nakła. Nakielno (Klein- 
Nakel) zachodzi w powiecie \vałeckim, Nakielec \v powiecie słup- 
skim, Nakielnica w powiecie łódzkitn, Nakły w powieci ostro- 
łęckim. W wieku XII. istniał gród Nakło pod Kołobrzegiem.. 4 
Żaden dzisiejszy wyraz polski nazwy tej nie wyjaśnia. To 
też nic dziwnego, że uczeni starali się rzeczoną nazwę wywieść 
z innych języków. Byli tacy, co Nakło uważali za identyczne 
z miejscowością askaukalis,2) wspomnianą przez geografa Ptole- 
meusza, piszącego w drugiem stuleciu po narodzeniu Pana Jezusa. 
Inni znowuż dopatrywali się pokre\vieństwa z hebrajskim wyrazem 
nachal, oznaczającym strumyk. Były dyrektor gimnazjum na- 
kielskiego, profesor Heidrich utrzymuje, że Nakło wywodzi się od 
na-koło, przyczem koło tłumaczy na Pfahl. Całość miała ozna- ( 
czać miej scowość, zbudo\vaną na kołach czyli kłodach wbitych 
piono\vo \v spód wody czy też błota. Budo\vle takie zachodziły 
dość często, szczególniej w południowej Europie, i noszą naz\vę 
palafitó\v czyli na\\rodzisk. W Polsce, a szczególniej na Pomorzu 3), 
nieliczne dotąd wykryto nawodziska, do których Nakła żadną 
miarą zaliczać nie można. Fakt, iz w pobliżu 4) dawniejszego 
grodziska nakielskiego napotyka się w ziemi na dębo\ve" kłody 
i bier\viona, nie dowodzi niczego więcej, jak tylko, że miejsce 
to było bardzo silnie ludzką sztuką umocnione i obwarowane, 
co zresztą wszystkie prawie kroniki jednozgodnie głoszą. - Poza- 
tern dalsze opowiadanie dowiedzie, iż gród nakielski - otoczony J 
był fosą i kłodami, które podtrzymywały obronny wał o źnacznej ł 
wysokości. 
Zdaje się nie ulegać wątpliwości, iż nazwa Nakło sięga poza 
początki języka polskiego i pochodzi z czasó\v, w których nie 
było różnicy pomiędzy czeskim, słowackim, polskim itd. Język 
) 
staroczeski zna wyrazy nakel oraz nakle. W. nowoczeskim za- 
chodzi nakli, a w chorwackim naklja. Wyrazy przytoczone ozna- 
czają wyspę, namulisko, mieliznę, miejsce, gdzie można wyląd
wać. 
Jeszcze dzisiaj używa się nazwy "kieł" jako oznaczenie 
przy rzece poumieszczanych słupów, do których flisacy i szku- 
ciarze przywiązują swoje łodzie. 
Nakło nie znaczy zatem nic innego, jak miejsce, gdzie 
można było czołno spokojnie założyć "na kieł" i wylądować 


1) Ks. Stanisław Kozierowski. Badanie nazw topograficznych. 
2) Prof. R. Heidrich 1910. Die Stadt Nakel und ihre Geschichte. 
3) Dzieje Prus królewskich, str. 145. 
4) Rutsch, Chronik und Beschreibung von Nakel 1875, str. 10. 
5) Badania topograficzne oraz Dzieje Prus królewskich. 


! 
I 
l 


} I
		

/krajna_i_naklo00028_0001.djvu

			w
ględnię -przeprawić się .przez r

kę i błota. Położęnie grodu l) 
i miasta ąajzupełl1ięj uspra\viedlhvia tę naz
ę. 
 · -.. . 
.. .,-'J .4 _ 
. \ 
 


.; , .Dawniejszy rynek garncarski, z\vany dzisiaj, niewiedzieć 
li dlac
ego, placem Mieczysława, jest historycznYln terenem, gdzie 
.szukać należy J1ajsta:r
zych ut\vierdze(1 i budowli grodu nakiel- 
ski
gQ. Nieznaczn
 to wyniesienie posiada wszystkie \varunki, jakie 
de.cydowąły przy oznaczeniu tpiejsca pod osiek względnie gród. 
Tędy prowadził trakt handlowy, idący z Wągrówca na Szubin 
. przez NakIp 2) do Rąciąża i Bytowa, którą to drogę nazwano 
L W ,c
a
.
ch W
ad y s l a \va 
asko1J ogiego "cżarną talną". Do jakiego 
,

9pniii Noteć;" do 'niej wpadające strumyki, oraz ogromne nie. 
gdu wskazuJe pa to, że był tam niegdy$ p
zekop, który całkiem 
" zaą-ł.y\<
ł k.oJo wód otaczających wyniesienie. '-Po przez przekop 

 czyli f9 s ę prowadził zapewpe most zwodzony.- ' 
-?
.. .
 ". 
_Pisarz a{abski Al.Bekri 4) mówi ogólnie o Słowianach z wieku 
: 
i
siątego, że chcąc zbudować sobie gród waro\vny; "kierują 
"s]ę" ku. 
ąkQm, otoczohym _ wodami i trzciną; tam oznaczają miejsce 

 pkrigłe albo czworo
ątn
, wedle kształtu i rozmiar
ów, jakie chcą 
"nadać grodowi. Naokoło wykopują rów, a' ziemię z niego sypią 
na wał, utwierdzając wał deskami i kołami, póki: ściana nie 
:.dojdzię "z.amięrzpnęj \Vy
okości. Odmierza się zatem i brama 

 z dogodn
j stroqy, a do ni,ej podchodzi się na drewnianym moście". 

 Gr d 
akiels
i p
siadął dwi
 bramy, I?oł

n!?wil i pół
o
ną. 
, ," Ponieważ pier\Votpy gród) był z drzewa i z drzewa slfładały 
\ sic: [takt,e . u.twj
rd
e!Jia, przeto po licznych pożogach ni
sposób 
.,.


j.ę!"
łt 
i
jaj rozmiarów jego. Piekosiński 5) utrzym-uje, że 
ta 
cz3ŚÓ
W Chrobrego grody rupieżowe, do których zalicza także 
.nasze Nakło', były obsadzone łzałogą liczącą-
od.300 .do 500 wojów. 

a pomieszczenie tylut ludzi musiały być obliczone' odnośne 
.;- budowle- również i \v Nakle. . 
. . 
 11.. Z' 


I) Alęx. BrUckner. Dzieje języka polskiego. 
2) Dzieje Prus królewskich, str. 827. 
. · 8) Akta kościoM nakielskiegó. { 
. ot) Księga rzeczy polsłdch, str. 101. _ 
6) Piekosiński. Rycerstwo 'polskie, tom II., str. 16 i dalsze. 
. I . 

f
		

/krajna_i_naklo00029_0001.djvu

			- 13 


J . 
Pod psłoną gr
dów, ludzie osiedlali, się bardzo_ cJfęłpię. 
Tam odby

_ły" ..się też targowisk
.. 
P? 
wycięskiej.. wyprąwie 
o
adzano )ent
w dokoła grodu czylI na ogr
d
ch!, Przy groda
f1
' 
WIęC U stop gor zamkowych, powstawały pIerwsze miasta 
 któte 
z tego powoąu także grodami nazywano. Taki był Ctetbet 
wątpienia początek miasta Nakła
 Polskie grody i podegro!lzia miały 
dość długo charakter czysto słowiańskich warowni książ
cyc
. 
Dopiero.. od napływu niemieckich osadników w wieku XIII. 
przekształciły się one na miasta w znaczeniu zachoQniem. Dzieje 
m
as.ta Nakła .\vykażą, że i. tutaj nie inaczej było. M 
-, r · r'
., . 
Aczkolwiek Nakło, najbardziej na południe wY
1Jni
te, fWQ- 
rzyło czołowy gród na Krajnie, to jednak nie należy wątpić. o tetrl t 
że' takich utwierdzeń było więcej ną północ od Nołęci.. _ Uczeni 
badacze dziejów utrzymują, że miejsc0'YQśc;i Złołpw, K:a
ień. 

y
oka, Łobżenica, Raciąż i t. d. wykazują 'znamiona prastary
i) 
mieJsc obronnych. - ,- 
. - 


. '".oS_ .... .. 


KRAJ NA I NAKŁO W CZASACH PIASTOWSKICH 
AŻ DO BOLESŁAWA KRZYWOUSTEGO
' 


-'. . 
Jakiego bożka czczono \v Nakle za czasów pogańskich, "nie 
wiadomo. Jedynie to jest pewną rzeczą, że pierwotni Sło\y

nie 
posiadali wspólne bóstwa i wierzenia. Z listu św. Bruno"I1a 1) 
do Henryka II. wynika, że naród Lucisów (Łużyczan) cz
ił bożka 
Zuarasiz -- Zwarożyca, którego wymienia także kronika 
ij

ska. 
W późniejszych tekstach ruskich z wieku XIV. do XVI. wspomina 
się wręcz kult ognia, "któremu się pod stodołą modlą, nazywając 
go Swarożycem..:' Swarożyc - waT ---:- ogień -. słońce - byłby 
zatem młody Swaróg, a w tym razie Swaróg uważany był za 'ś\via-łło 
wogóle. Inne przez Długosza podawane imiona bożków 
 slo'.. 
o/iańskich jak Jesse, Łada, Pogoda i t. d. okazały się mrzonką 2). 
Ze kult Swaroga znany był na POtnorzu,' tego do\vod
ą naz\vy 
lokalne. Pomiędzy Starogardem, a Tczewem jest miej
£Q\v9&
 
. Swarożyn 3), wspomniana w dokumencie z roku 1205. SwarpźYt1 
jedynie od Swaroga pochodzić może. Zapewne nie ślepy pr
y" 
padek zrządził, iż \v .miejsco\vości S\\Tornegacie, 4) poł.o
Oi1.
j 
wśród głuchej niegdyś puszczy, 18 km od Raciąża,. w wiek.u . xn
. 
PCłw stał kościół i klasztor reguły_ S\v. Augustyna. Wiadomą j
st 
bowiem rzeczą, że pierwsi misjonarze z\vykle łam zakładali siedzi
ę'" 
". misji, gdzie znajdowało się ognisko pogańskiego kultu, z który
 
walczyli. . . .-, 
 
",- -.: 


l) Dzieje Prus kr61ewskich, str. 210
 .. '. . ,. _ 

) Alex. Briickner. Encyklopedja PoIska" IV.,' 2-155. 
:> T Dzieie Pr t uS 9 k 5 r 7 6Iew
kich, 
tr. 2J 1_
 _:... . _
 . _. _ ..
'.. . 
) amze, s r. . 


,
		

/krajna_i_naklo00030_0001.djvu

			4 - 


li 


Jeżeli Słowianie, a wśród nich Polanie i POlTIorzanie, uprawiali 
kult ognia l), natenczas niewątpliwie i mieszkańcy grodu oraz 
miasta Nakła nie inne mieli wierzenia, a to temwięcej, że \vśród 
bagnisk i wodnistych mieszkając łąk, dobroczynny wpływ ognia 
najlepiej umieli ocenić. 
<- 
Wierzenia te ustąpiły przed światłem wiary chrześcijańskiej, 
chociaż podświadome wspomnienia ich bardzo dalekiem echem 
drgają w naszych tradycyjnych obchodach podczas nocy święto- 
jańskiej. 
Wiara Chrystusowa przyszła na Pomorze z panowaniem 
polskiem. Jedno i drugie nie mogło żadną miarą pominąć 
Krainy i Nakła. 
. .. "Poląka \v dobie przyjęcia chrześcijaństwa była krajem 
bardzo niewielkim 2). Krakó,v stanowił osobne księsh\To Wiśliczan 
i. był przez jakiś czas \v posiadaniu Bolesła\va czeskiego (r. 936-967). 
Sląsk przynależał do Czech. O Mazowszu nie wiedzieć, jak się 
rządziło; tyle jest pe\vnego, że Mieszka panem swoim jeszcze nie 
uznawało. Pomorze nie było podbite". 
. 
 
. . - 
Pierwotna Polska mieszkowa - to księstwo maleńkie, nie 
dorównY\\Tające obszarem temu Pomorzu, które później Bolesła\v 
K
zy,vousJY podbił. Atoli tern wyżej sta\viać i podzh\Tiać trzeba 
bystrość umysłu i żadną nauką nie nabytą zręczność pierwszych 
.chrześcijańskich Piastó\v, którzy z nie\vieUdego szczepu zdołali 
.stworzyć rozległe chrześcijańskie państwo. 
nA szczep - to w owych czasach nie pano\\Tie rada, tern 
mniej niezliczony i nieobliczony gmin, lecz książę samowładny." 
Mając w pamięci odległe od ówczesnego cywilizowanego świata 
położenie Polski i ciasne jej granice, tern więcej podzhviać należy 
jasny rozum Mieszka, zmierzającego do celu pe\vnie już od samego 
początku rządów, objętych w roku 962, który to cel ostatecznie 
zrealizowany został w roku 966 po ślubie z czeską Dubrawką. 
Niespodziewane, bo nieobliczone dary spłynęły na Polskę 
z chrześcijańst\vem. Od razu prawie szczep lechicki Polan stał 
się narodem, a jego organizln społeczny przeistoczył się w r"l.ńshvo. 
. Tym krokiem Polska 3) "przyłączyła się do grona pańshv Europy 
zachodniej, jako córa kościoła rzymsko-katolickiego i zwolenniczka 
0. wszystkich idei, które się przesunęły \v kolei \vieków ponad 
tym łacińsko-germańskim światenl. W szeregu pracowników 
około wolności, cywilizacji i światła stanęła jako ochotnik.- 
równy równytTI. Od tej też pory zwróciła się uwaga dalszego 
świata na tego nowego uczestnika pracy i trudu, tak iż akta jego 


l) Porównaj: Mit kruszwicki. Dr. Antoni Czubryńsld, Krał{ów 1915. 
') Dzi
je Prus królewskich. 
3) A. Małecki. Z Przeszłości I. str. 13. 


..
		

/krajna_i_naklo00031_0001.djvu

			-... 



z
ałania 
aczęły być. zap
sywane w wielkim protokóle dziejo
ym 
JUz od tej pory pamiętne] - nasamprzód ręką postronnych, nie- 
zadługo potem i ręką krajowców".. 
Ponieważ mo
na dokumentarnie 1) stwierdzić, że pod koniec 
rządów mieszkowych, całe Pomorze nale
ało do Polski, przeto 
wszystkie wzwyż wyliczone dobrodziejstwa przypadły w udziale 
tak
e, a mo
e nawet w pierwszym rzędzie naszej Kraj nie, która 
przecież łączyła Polskę z Pomorzem. Kto głosił wiar
 chrześci. 
jańską na Krajnie, jak lą przyjmowano, gdzie zakładano pierwsże 
kościoły, o tem wszystkiem nie mamy żadnej pisemnej wiado. 
mości. Jedynie kościół parafjalny w Sadkach 2) szczyci się tern, 
że założony został krótko po roku 1000 przez Bolesława Chrobrego. 
Aczkolwiek uposażenie kościoła nakielskiego odnieść należy. do 
czasów Bolesława Krzywoustego, to jednak nie ulega 
adnej wątpli- 
wości, że mieszkańcy grodu i miasta Nakła już przed-Krzywoustym 
byli chrześcijanami. Na stokach dawniejszego grodziska nakielskiego 
szukać należy miejsca, gdzie głoszono naukę Chrystusową i ochrz- 
cono pierwszych nakielszczan. W obrębie grodu lub w bezpośredniej 
bliskości znajdować się musiał kościołek, gdzie modlił się pia- 
stowski grododzierżca i jego chrześcijańskie \voje. Dalszy tok 
opowiadania bowiem udowodni, że ile razy jest mowa o bitwie 
z poganami pod Nakłem, tyle razy kronikarz poz\vala' domyślać 
się, iż ci poganie byli posiłkowe m \vojskiem, przybyłem z głębi 
Pomorza i to głównie zachodniego. Gall i Długosz 3) wspominają 
pod rokiem 1013, o jesiennej wyprawie Bolesława Chrobrego do 
ziemi kaszubskiej i innych osad Ponlorzan, przyczem ostatni 
\vyraźnie mówi, że celem tej wyprawy było "niższe PO!llorze 
Kaszubskie." 4) Ponieważ spóźniona pora nie sprzyjała dalekiej 
wyprawie - naonczas nie prowadzono \vojny podczas zimy -, 
przeto!uspra\viedliwionYln będzie domysł, iż Bolesław poskromnił 
wtenczas kaszubskie plemię zatnieszkujące zachodnią Kraj nę, 
miano\vicie późniejszy pO\\Tiat złotow'ski 5). D\vadzieścia lat później, 
w roku 1033, Mieszko II. odniósł ostatnie swoje przed śmiercią 
zwycięstwo nad Pomorcami podobno w okolicy Koszalina 
(Coslin). 

amieszanie i reakcj a ży\viołó\v pogańskich w czasie sześcio- 
letniego bezkrólewia, jakie po śn1ierci tego nieszczęślhvego króla 
nastąpiło, umożliw'iły Pomorzu przesunięcie granic laż do.Noteci 
i obsadzenie Nakła. Podobno Ka
imierz Odnowiciel takte 
poskramnia ł Pomorzan, lecz pewnie tylko \v walce odpąr
ej, 
. I) Odnośną literaturę podają: Dzieje Prus królewskich str. 214. 
j Naruszewicz tom IV.. str. 172. 
2) Brevis descriptio Ecclesiarum 1888. 

) Naruszewicz tom IV. str. 115 i 175. 
ł) Pomeraniam inferiorem cassubiensem.' . 
li) Patrz Dzieje Prus królewskich str. 195, oraz Starożytna _Polska 
BaIińskiego tom I. str.. 159. 


.. J a {,
-; 
l '.
		

/krajna_i_naklo00032_0001.djvu

			.
 


- 16 - 


g
y ich napotkał po stronie Masława. Bolesław II. Smiały (1058-79) 
panował: jeszcze na _Pomorzu gdańskiem. Do,vodzi tego zapis, 
dający bli
ej nieokreślonemu . biskupsty.ru, wszystkie przewozy 
przę
 -Wtsłę od ujścia Bzury aż do morza. Stosunek ten zmienił 
s.lę jednak po niepomy
lnej dla króla bitwie pod Oradcem I) 
(Oraetz), na Sląsku czeskitn (1062). Reakcja, jaka wybu1:hła 
pono\vnie, gdy ęolesław II. po zbrodni dokonanej na biskupie 
ktąkowskim opuścił kraj, oraz słabe rządy Władysła\va Hermana 
C.to
-1102) poz\voliły Pomorzu utrzymać linję Noteci i gród 
Nakło, z I którego czyniono liczne wycieczki rabun
owe. Przykrę 
śąąie4
two .z.m
.siło wreszcie piastowskich władców Polski do 
t>bdjęc
a enęrgi
znych 'krokó.w celem odzyskania tego, co 
łtawniej do nich nale:tało. Trzydziestoletnie uporczywe . i przy 
. zmienne.m szczęściu prowadzone w.alki przywr"óciły wreszcie 

powąnJe . 
oIski :Ona całem Pomorzu, nie wyłączając Krajny 
ł 

akła.. Gród nakielski odgrywał rolę tak ważną, iż na2.ywano 
go
klucż
m do cąłej Polski 2). Zmagania te trwały od 1091 do 1121\ 
Po pierwszym, zdaje się nie koniecznie fortunnym ataku, wymie- 
.f19nym . poprzez polską warownię Ujście w Pomorze zachodnie, 
nastąpił w roku -1092 drugi cios polski, godząc tym razem 
głównie w gród kr
iński Nakło. . 
. Władysła\v Herman, ówczesny władca polski, zgromadiił 
znaczne '\Tajsko, w skład którego wchodził także najemny 
:tołnierz: z Czech i Węgier. Walki wstępne, poprzedzone naj- 
prawdopodobniej zbudowaniem przejścia poprzez błota note
kie 
od-:'strony dzisiejszego Paterka, oraz gromadzenie zbrojnych, 
trwały przez całe lato 3). Około św. Michała przystąpiono do 
szturmu, . który - jednak spełzł na niczem, a to wskutek braku 
oblężniczych machin, będących na ówczas tern, czem dzisiaj 
jest ćię!ka artylerja. Wobec tego armja polska otoczyła gród 
nakielski w zamiarze wygłodzenia oblężonych. Atoli jesienna 
pora "nie .sprzyjała i temu przedsięwzięciu. Prócz tego dziwne 
jakoweś zjawy i mary trwożyły \vojsko polskie, które składało 
się. .widocznie z elementów zabobonnych i nie bardzo odważnych. 
Jut poprzednie niepowodzenia przypisywano tym, którzy warmji 
pol
kiej posty łamali. Teraz znowuż widywano często w nocy 
'pr
y -: ś\vietle księżyca zbrojne jakieś hufce, które konno zbliżały 
się" -do obozu polskiego. Biorąc one zjawy za prawdziwe wojsko, 
-:tołnierze . porywali "za broń i z cieniami wyprawiali harce. 
Mówiono w obozie polskim, że są to skutki czarów, z któremi 
Pómorzanie doskonale mieli być obeznani. Długosz popłoch ten 

 p
zypisuje cieniom rzucanym od czatowników polskich, stojących 
I na" sfraży, które wśród mgły z mokradeł nadnoteckich powstałej, 
przy niepewnem świetle księ
yca trunkami odurzonym Węgrom 


," - 


.1) Szujski. Dzieje Polski tom I., str. 79. Dzieje Prus kr61., str. 2M. 
".2) Rocittik wielkopolski monument. Pol. hist. tom. III., str. 24. 
3) Gall i Kronika Wielkopolska. .- 


..
		

/krajna_i_naklo00033_0001.djvu

			, 


-- 17 -- 


i Czechom wydawały się czemś nadziemskiem o kształtach ludzkich. 
Cokolwiek bądź było, to pewne, że Pomorzanie doskonale o tych 
strachach wiedzieli i świetnie to wykorzystać zdołali. Gdy bowiem 
razu pewnego Polacy znowuż uganiali się po polu za onemi 
zjawami, załoga pomorska urządziła wycieczkę, napadła obóz, 
zrabowała go, przygotowania do szturmu poniszczyła i popaliła. 
Wobec tak jawnego niepowodzenia, złego usposobienia warmji 
i zbliżającej się zimy, Władysław Herman odstąpił od dalszego 
zdo bywania Nakła. . 
Następnego roku pono\viono wyprawę na Pomorze, lecz 
nie kuszono się więcej o zdobycie grodu nakielskiego. Ogniem 
i mieczem pustosząc kraj, wojsko polskie dokazało tyle, że Pomo- 
rzanie za powszechnem całego narodu żądaniem prosili o pokój, 
jak utrzymuje Naruszewicz 1). "Władysław zwoławszy starszyznę 
pomorską, przywódzców buntu śmiercią pokarał, gmino\vi prze- 
baczył, a odebra\vszy przysięgę wierności, \vrócił
do Gniezna". 
A jednak napady i \vojna nie usta\vały, gdyż w roku 1093 
czytamy o nowych \valkach. D\va lata później trzeba było 
Pomorcom odbierać bardzo znacznie w stronę południa 
 wysu- 
nięty Międzyrzecz, gdyż domysł, jakoby to była jakaś dzisiaj 
już nieistniejąca warownia nad Notecią, nikłe ma poparcie. 
Starzejącego się Władysława Hermana zastępuje coraz częściej 
na tych \\ryprawach młody Bolesła\v Krzy\vousty, któremu też 
przypadło w udziale zadanie zupełnego i tr\vałego zdobycia 
i nawrócenia pomorskich krain. 


ZWYCIĘSTWA BOLESŁAWA I(RZYWOUSTEGO 
POD NAI(ŁEM. 
Wojny pomorskie stanowią treść panowania Bolesława Krzy- 
\voustego i mają podwójne znaczenie chrześcijańskich i zdobyw- 
czych poczynań. Ciągną się one przez całe panowanie Krzywo- 
ustego a kończą zawojo\vaniem i nawróceniem Pomorza. Owczesna 
Europa rozbrzmiewała hasłami wojny krzyżowej o Jerozolimę, 
co walkę każdą z jakimbądź narodem pogańskinl czyniło nie- 
zmiernie popularną. A przecież Pomorze, luianowicie zachodnie, 
nie było jeszcze ochrzcone. PozatelTI dziedziczny interes:" Piastó\v 
oraz państ\vo\va konieczność oparcia się o morze usprawiedli
viała 
ofiary ponoszone \v tej potrzebie. A \vreszcie POlnorzanie. do- 
l	
			

/krajna_i_naklo00034_0001.djvu

			11 


- 18 - 


Więc w latach 1102, 1104 i 1105 szły polskie hufce w stronę 
morza bałtyckiego, docierając aż pod Białogród i Kołobrzeg 
(Kolberg), przyczem za\vojo\vano zachodnią część I(rajny. Rok 1106 
stał się punktem z\vrotnym \v tej wojnie i \vywołał w umyśle króla 
polskiego niezłomną ,volę, aby stanowczy kr
s położyć rozbojom 
złego pomorskiego sąsiada. Otóż Bolesła\v Krzywousty bawił tegoż 
roku u jakiegoś pana VI pobliżu granicy pomorskiej na konsekracji 
kościoła. Po obrzędach kościelnych król znudzhvszy sobie ucztę, 
udał się na łowy z niewielką świtą. Rozrywka jednak mało że 
mu na złe nie wyszła, gdyż znienacka \vpadł pOlniędzy Pomorzan, 
którzy właśnie \vracali z łupieskiej wyprawy po Polsce. Broniąc 
. się, a następnie zaczepiając, Bolesła\v dostał się \v nien1ałe opały. 
Na\vet konia pod ninI ubito. Ktoś z otoczenia podał mu s\\Tego. 
Ostatecznie król \valczył tak długo, aż biesiadnicy z odsieczą 
nadbiegli. 
Ponie\vaż zachodnia część Krajny, a dalej Czarnków, WielelI, 
Santok były w tym czasie bądźto obsadzone przez siły polskie, 
bądźteż \v inny sposób przez Polakó\v zaszachowane, przeto 
należy przypuszczać, że łupieżcy, którzy napadU samego króla, 
\vyszli z twierdzy nakielskiej. 
Napewno zaś stalntąd wyszła inna wyprawa pOlnorska, 
która zapędziwszy się aż pod Kalisz, dobre mU 20 od Nakła, 
w Spicymierzu dopadła drugiego w Polsce dostojnika, arcybiskupa 
gnieźnieńskiego Marcina. Gdy doniesiono o napadzie ponlorskinl, 
archidyakon arcybiskupi \vyszedł, aby się przekonać, czyby jeszcze 
ujść można. Najezdnicy, nieznając arcypasterza, pojmali archi- 
dyakona i uprowadzili z sobą, podczas gdy arcybiskup ukrył się 
na wieży, a jego kapelan za ołtarzem. Fakt, iż Pomorcy wnet 
pojmanego kapłana 1) puścili, że kontentując się zabraniem kosz- 
towności kościelnych, samej świątyni nie spalili, poz\vala na do- 
lnysł, iż byli to przynajmniej \\T większości chrześcijanie. 
Następstwem tego rodzaju zajść była powszechna wojna 
przeciwko Pomorzu. Sciągały się narodowe wojska. Wez\\rano 
mocą uczynionego przymierza na pomoc Rusinów. Dla pomno- 
żenia liczby najęto za pieniądze Węgrów. Uspokoiwszy Czechó\v 
i poskromniwszy buntowniczego Zbigniewa, Bolesław postano\vił 
zdobyć Nakło, z którego utrapienie szło na Polskę. Długosz 2) 
kładzie tę wyprawę na rok 1113, opowiadając przy tern, że wojsku 
polskiemu, które zbierało się pod I(ruświcą, pokazał się na tanl- 
tejszyrn kościele Ś\v. Wita jakiś młodzieniec w jasności nieznanej, 
popro\vadził je prosto do Nakła, a zbliżając się do miasta, jabłko 
złote, które trzymał w ręku, rzucił do zalnku na znak przyszłego 
wzięcia. Ponie\\'aż jednak starszy kronikarz Marcin Gall, który 
l) Gall II. 45. 
2) Naruszewicz. Historja Narodu Pol
kiego, tom V., str. 199. 
Dzkje Prus kr6Jewfkich, str. 256. 


"
		

/krajna_i_naklo00035_0001.djvu

			po- 19 -- 


swoje dzieło zakończył na wojnie niemieckiej w roku 1110, opisał 
dokładnie zdobycie Nakła, przeto większość historyków polskich 
zgodziła się na to, iż wyprawa ta odbyła się w roku 1109 1). 
W dzień św. Wa\vrzyńca, dnia 10 sierpnia, przypadła walna, 
chociaż jeszcze nie rozstrzygająca bitwa pod Nakłem. Nieszczę- 
ściem Pomorzan było, że ufając sobie, a niechcąc stracić tak waż- 
nego grodu, na bitwę się zgodzili. Gall sam jeden, bez wątpienia 
nie bezstronny, opisuje te zapasy. Oto jego opowiadanie według 
tłumaczenia Ks. Kujota, autora Dziejów Prus królewskich: 
"Na pograniczu Polski i Pomorza leży gród Nakło --- Nakel- 
z\vany, bagnami i ręką ludzką warowny. Wojowniczy król kusił 
się zdobyć go bronią i machinami. Oblegani \vidzieli, że nie 
oprą się takiej liczbie i od panów swoich daremno oczekiwali 
pomocy. Wreszcie prosili o zawieszenie broni i umówili się 
z królem o dzień, w którym przyrzekli poddać siebie i twierdzę, 
gdyby od swoich pomocy nie dostali. Król przystał na. zawie- 
szenie broni, lecz nie zaniechał przyspasabiać się do zdobywania 
miasta. Tymczasem wysłańcy obleganych spotkali się z wojskiem 
pomorskiem i donieśli o układzie. Osłupieni Pomorza1}ię przy- 
sięgli wszyscy umrzeć za ojczyznę albo zwyciężyć Polaków. 
. Więc odesłali konie, ażeby równe niebezpieczeństwo wszystkim 
ufności i męstwa dodało. I"-Jie szli - też drogą ani ścieżką, lecz 
śladem zwierzyny na przełaj lasów. Tak pojawili się przed 
umówionym dniem, w uroczystość św. Wawrzyńca, jak myszy 
polne \vychylające się z nor swoich. Lecz podobnię te
 zginęli, 
jak sami mówili, nie z ręki ludzkiej, lecz bożej. Chwalebny jest 
Bóg \v świętych swoich, albowiem był to dzień $w. Wawrzyńca; 
w ową godzinę zaś chrześcijanie \vychodzili ze mszy św., gdy 
właśnie nagle ukazały się w pobliżu zastępy barbarzyńców. 
Sw. Wawrzyńcze, wspomagaj lud chrześcijański! - Co czyn.ić? 
Gdzie się obrócić chrześcijanom? Wróg niespodziany już nad- 
szedł; naszych mało, nieprzyjaciół wielu! Na ucieczkę już 
zapóźno, a i tak nigdy ona nie była po myśli Bolesława. 
Sw. Wawrzyńcze, powstrzymaj nawałę napastników r - Więc 
Bolesław garstkę wojów, którą miał przy sobie, ustawił we dwa 
hufce; jednym dowodził sam, drugim chorąży jego Skarbimir. 
Część jeszcze szukała paszy dla koni lub 
ywności, część da\vała 
baczenie na drogi i ścieżki, któremiby wróg nadchodził. Bolesław 
niezwłocznie sprawia szyki i krótko tak do nich przelna\via: 
"Poczucie obowiązku, groźne niebezpieczeństw'o i miłość ojczyzny 
niech się wymowniej do was odezwie niż ja, niezwyciężeni 
mę
owie! Dziś za łaską Boga i za wstawieniem się Wawrzyńca św., 
Pomorzan bałwochwalstwo i \vysokie o sobie rozumienie IIaszemi 
lnieczarni zostanie zgładzone". Na tern kończąc, począł \v koło 
obchodz ić nieprzyjaciół, bo włócznie s\voje obrócone na naszych 
l) Rocznik Małopolski wyraźnie rok t 109 wymienia. Monum. Pol. 
hist., tom III., str. 150. 


2-'+
		

/krajna_i_naklo00036_0001.djvu

			- 20 
 


.. 


tak oparli o ziemię i tak gęsto stanęli, że chyba tylko sztuką do 
nich się było można dobrać. Jak się bowiem rzekło, wszyscy 
byli piesi i nie jak chrześcijanie do bitwy ustawieni, lecz jak 
wilki zasadzające się na owce, jedno kolano mieli oparte o ziemię. 
Podczas gdy niestrudzony Bolesław w obliczu \vrogów tanI i na- 
powrót raczej latał niż biegał, Skarbimir na przeciwnej stronie 
znalazł miej sce, którem się między nich m ógł wcisnąć. Gdy tak 
poganie byli przerwani i otoczeni, opierali się najprzód mę
nie, 
a następnie przyciśnieni uciekać poczęli. Z chrzęścij an padł ta\ll 
niejeden zacny mąż, u nieprzyjaciół zaś z czterdziestu tysięcy 
została ledwie czwarta część przy życiu.' Bogiem się świadczę, 
który taką klęskę dopuścił, i św. Wawrzyńcem, który ją wyprosił, 

e obecni dziwowali się, jakim sposobem mniej niż tysiąc 
. wojowników w tak krótkim czasie taką klęskę zadać zdołało. 
Albowiem podobno sami Pomorzanie naliczyli swoich poległych 
dwadzieścia siedem tysięcy ludzi, a ci, którzy się w bagna zapędzili, 
także śmierci nie uszli. Oblegani zaś widząc, że wszystką nadziej ę 
stracili i że skądinąd nie mogli się pomocy spodziewać, poddali 
miasto. Król darował im 
ycie. Lecz także załogi sześciu innych 
grodów na tę \viadomość poddały siebie i hvierdze swoje" l). 
Tyle Gall, nadworny kronikarz i kapelan zwycięzcy z pod 
Nakła. Barwną i żywą formę opowiadania zapożyczył wspomniany 
pisarz od tych, którzy opisywali wyprawy krzyżowe. Również 
i znaki nadziemskie, a prawdopodobnie i cyfry podane, są skut- 

iem wzorowania się na autorach opisów walk, jakie krzyżo\\rcy 
staczali w ziemi świętej z wyznawcami Mahometa. Gdzie należy 

zukać pola codopiero opowiedzianej bitwy, w której bądź co 
bądź znaczne siły brały udział, trudno dzisiaj odgadnąć. Kronika 
Bogufała, raczej wielkopolska, powtórzywszy opis bitwy za Gallem, 
dodaje: "Klęski tej niewątpliwem świadectwem aż do dzisiejszego 
dnia są gromady usypane z kości niegrzebanych, do gór podobne" · 
Stamtąd wiadomość ta przeszła do "Geografji powszechnej" 
Łubieńskiego i podręczników szkolnych. Atoli ani nazwy topo- 
graficzne w pobliżu Nakła, ani też nic innego nie wskazują 
właściwego pobojowiska. Na terenie dzisiejszego miasta Nakła 
znachodzą się coprawda bardzo liczne kości, ależ groby kilkunastu 
tysięcy poległych, pochowanych chociażby w mogiłach wspólnych, 
musiały zająć znaczny obszar. Prócz tego dziwną rzeczą jest, iż 
załoga grodu, widząc przybyłą odsiecz zmagającą się w śmiertelnej 
walce u stóp warowni, nie pospieszyła z pomocą. Przecież 
szczupła garstka wojów, jaką w tej chwili rozporządzał Bolesław, 
musiałaby była ulec, gdyby ją wzięto we dwa ognie!! Miejscowość 
Samoklęski, położona po stronie wielkopolskiej opodal Nakła, 
niestety nie dowodzi niczego. W prawdziwej i pierwotnej szacie 
brzmi o na bowiem Sowo klęski 2) i oznacza miejsce pełne ptactwa, 
l) Gall III, t. 
3) Ks. Kozierowski. Bądanią nazw topograficznych. 


\ 


"
		

/krajna_i_naklo00037_0001.djvu

			- 21 


mianOWiCie sów i kląsek czyli kląsawek. Także bogufałowe 
" wzgórza" nie wiele pomogą jako wskazówka, gdy
 jest ich po 
obu stronach Noteci bardzo dużo i mają zupełnie inne pocho.. 
dzenie. Jedynie wzmianka o św. Wawrzyńcu może napro\Vadzić 
na jakieś ślady. Jeżeli bowiem Polacy zwycięstwo swoje przy- 
pisywali pomocy i orędownictwu tegoż świętego młodzieńca, 
natenczas król, który w latach późniejszych wielką okazywał 
pobożność, niewątpliwie dał dowód swej wdzięczności. Wizytacje 
kościoła parafjalnego mówią, iż \v Nakle l) istnieje kościół od 
roku 1136, zbudowany przez książąt wielkopolskich. Patronem 
kościoła i parafji jest św. Wawrzyniec 2). Dzisiejszy kościół parą" 
fjalny nie stoi na tern samem miejscu co pier\votny; a czy pi
r- 
\votny kościół z wszelką pewnością mógł być zbudowany na 
o\vem pobojowisku, trudno dowieść. 
Co się stało z grodem i miastem po onej bitwie, o tern 
doszły nas wiadomości sprzeczne. Naruszewicz, opierając się na 
Długoszu, t\vierdzi, że "król pamiętny na tylokrotne przewinienią, 
zburzył i spalił" zamek i miasto 3). To samo utrzymuje bezi- 
mienny autor żywota św. Ottona Bamberskiego, nie powiad
 
atoli, po które m zdobyciu Nakła to się stało. 
l) Korytkowski. Brevis descriptio, str. 115. 
2) Gall opisał bitwę nakielską nietylko prozą, ale także wierszem, 
który tutaj przytaczamy według Monumenta Pol. hlst. tom 1., str. 461. 
. Bolezlavus obsidebat castrum antiquissimum, 
Viris, armis et naturae situ munitissimum, 
Et ad dampnum sui regni periculosissimum. 
Pomerani venientes obsessis succurrere, 
In incautos obsessores properant irruere, 
Sed inani spe decepti sunt acti corruere. 
Per opaca deviando cuncti fere pedites, 
Fugiendi ne spem ponant in caballis milites, 
Ex occulto per ignotos emersere tramites. 
Bolezlavus dux armatus cum paucis militibus, 
Scarbimirus palatinus cum collateralibus, 
Septingenti conflixere cum triginta milibus. 
N amque nocte praecedente fecerant excubias, 
Et audito quod venirent, miserant insi dias ; 
Sic habebat dux transmis
as huc et illuc copias. 
IIIi vero recurvati ordinaverunt proelium, 
Hastis suis circumquaque plectentes ericium, 
Nec procedunt catervatim, sed stant per circinnium. 
Bolezlavus dux de tali causa satis callidus, 
Transgirando vertit eos usquequaque providus, 
Ut vir audax, bellicosus atque laudis 8vidus. 
Scarbimirus ex adverso se confert in medios, 
Et hortatur et confortat ad pugnandum socios: 
Tales
 inquit, Pomerani, non sensistis gladios! 
Sed quid plura? terga vertunt Pomerani proe1io, 
Neque fuit super illos tanta caedes .alio, 
Septem castra conquisivit dux de belli praemio. 
In hiis collaudemus Deumet sanctum Laurentium, 
Oie cuius sacrosancto factum est hoc proe1ium, 
Inde sibi fiat ibi dignum aedificium. 
3) Historja Nar. Polskiego, tom V. str. 204.
		

/krajna_i_naklo00038_0001.djvu

			- 22 - 


Gall, współczesny wypadkom opowiadanYin, nic nie mówI 
o zburzeniu grodu nakielskiego. Ponieważ w kilka lat później 
Bolesław pqnownie oblegał zamek nakielski, przeto przypuszczać 
należy, 
e w roku 1109 Nakło nie zostało zburzone. Przemawia za 
tern dalej nietylko fakt, że Bolesław pozostawił w Nakle swego 
zaufanego Swiatopełka, ale też i ta okoliczność, iż Piastowie 
zawsze za własność polską rubieżowy ten gród uwa
ali. A własności 
swej. nikt samowolnie i bez potrzeby nie niszczy. 
Niestety Bolesław Krzywousty nie miał szczęścia przy 
wyborze swoich namiestników. Słuchali go dopóty, dopóki 
był w pobliżu. Gdy się oddalił, wnet się buntowali. 
: . Tak robił brat królewski Zbigniew, tak zrobił dawniej 
Masław na rv\azo)V'szu, a świeżo Skarbimir w Czarnkowie. Nie 
inaczej postąpił Swiatopełk w Nakle. 
, 
Jakiego pochodzenia był ów Swiatopełk, o tern różni różnie 
mówią. Autor Dziejów Prus królewskich utrzymuje, że 
był to syn Swiatobora l), księcia na Pomorzu gdańskiem, przy- 
czem opiera się na kronikach pomorskich. . Naruszewicz zaś 
pfzeczy 2) temu stanowczo i twierdzi, że ów Swiatopełk był uro- 
dzonym Polakiem z rodu Gryfów i że \vłaśnie dla tego został 
rządcą bli
szego Pomorza, gdyż p
nkowie i książęta pomorscy 
nie budzili żadnego zaufania. Powołuje się przy tern na świa- 
dectwo już nietylko współczesnego Galla, lecz przytac
a 
słowa Bogufała, który opis wyprawy nakielskiej z roku 1109 
kończy temi słowy: 3) "Odtąd Nakło oraz i inne grody, któremi 
z łaski królewskiej zarządzali Pomorzanie, postanowiono nie 
powierzać już nigdy tym
e". 
Samuela Nakielskiego "Miechovia ", a głównie Piekosińskiego 
rozprawa o rycerstwie polskiem dostarczają dość do\vodów na 
wykazanie pokrewieństwa pomiędzy Piastami, Gryfitami polskimi 
i rodem książąt pomorskich. Wszystkie te rody w'ywodzą się 
z jednego, wspólnego, wielkiego rodu Gryfów czyli Dragó\\T 
(Drache) ł). Wynika z tego, że ów 
wiatopełk był "rodem bliski 
Bolesławowi" 0) bez względu na to, czy pochodził z książęcej 
rodziny pomorskiej, czy też z polskiej familji Gryfów. 
Jeśli ani brat ani urodzeni Polacy nie dochowali Bolesła\\Towi 
wiary, to có
 można było żądać od shołdowanego obcego księcia, 
władającego prowincją graniczną?! To też już w trzy lata później 
wojsko polskie znowuż oblegało nakielską warownię. Oblężenie 
trwało od św. Michała aż do Bożego Narodzenia 1112 r. Atoli 


Dzieje Prus królewskich, str. 255. 
Historja Narodu Polskiego, tom. V. 245. 
Monumenta Poloniae hist., tom II., str. 504. 
Piekosiński. Rycerstwo Polskie, Tom 1., str. 175 i da1sze. 
6enere propinquus. Gal1. 


'fi' 


"
		

/krajna_i_naklo00039_0001.djvu

			-- 


gród miał liczną załogę i tak był opatrzony \v żywność i broń, 
ż
 cały r
k byłby się mó
ł opierać. . 
esienną porą zaś oblężnicy 
lue mogli zatoczyć machIn, bo drogI l pola były grzęskie. Jed_lo 
i drugie wyzyskał Swiatopełk. "Poddać się niechciał, natomiast 
pr2ez przyjaciół i powierników czynił u Bolesława zabiegi o zgodę, 
ofiarując znaczny okup". Z początku król nie da\\Tał się nakłonić. 
Szwank odniesiony pod Nakłem z postrzału bardziej go jeszcze 
do zemsty rozjątrzył. Wreszcie przyjął propozycję Swiatopełka, 
głównie ze względu na niestosowną porę oraz na \vrzenie, jakie ł 
spostrzeżono w armji, zmuszonej obozować wśród bagnisk i mo- ł 
kradeł. Swiatopełk ofiarował znaczną sumę pieniędzy, rodzonego 
syna jako zakładnika i obiecał straży swej poruczone grody 
i miasta zachować w posłuszeństwie. Bolesław przyjął warunki, 
zaprzestał oblegania, a pomszczenie \vstydu s\\Tego odłożył na 
później. 
Jednak S\viatopełk i tynl razenI nie dotrzymał przyrzeczeń, 
nie sta\vił się na roki królewskie, ani też nie tłumaczył się z opie- 
szałości. Król \vybrał się zatem pono\vnie na \vojnę, tym razem 
nad samą Wisłę, a \vięc na \vschodnią Krajnę. "Pomysł był 
nIądry. Od dawnych lat toczyły się \vszystkie w'alki między 
obu szczepami na linji Noteci i Warty. Wschodni Pomorzanie 
obwarowali tu Nakło tak starannie, że chyba szczęśli\\Tym przy- 
padkiem albo \vygłodzeniem załogi można je było zdobyć. Zamiast 
tutaj darmo czas tracić, \volał Bolesła\v nad Wisłą szczęścia 
spróbować, gdzie przyroda tak \\Tieikich przeszkód nie czyniła 
i gdzie POl11orzanie może mniej baczni byli". 
U wejścia do Pomorza leżał na stromej górze nad- \Visłą 
obronny Wyszogród, którego ostatnie ślady dziś jeszcze podle 
dworca kolejowego \v Fordonie \vidać. Tu podążył Bolesław. 
Historyk jego poczytał mu za szczególną ch\\?ałę, że wyprzedzając 
\\?ojsko, z niewielu \vybranymi pod hvierdzę pospieszył. Nie 
dłużej jak tydzień trwało oblężenie, poczem załoga, widocznie 
zaskoczona, prosiła o wolność osobistą. Otrzyma\vszy zgodę 
króle\vską na ten \varunek kapitulacji, opuściła \varownię, którą 
zajęły \\Tojska polskie. Naprawhvszy \vały, uszkodzone \\Tskutek 
szturmu, Bolesław pozostawił w Wyszogrodzie swoją załogę 
i ruszył z resztą \vojska na zdobywanie Swiecia. Gdy i ta 
twierdza padła, król udał się pod Nakło, gdzie znajdował się 
sam Swiatopełk 1). Jeszcze lepiej się opatrzyło Nakło \\T środki 
obrony i ży\vności, niżeli \\Y roku przeszłym. Obecność samego 
Swiatopełka, dodawała obroflcoln męshva i \\Tytr\\Tałości. Ponie'N3ż 
szturmem nie można było wejść do \varowni, Bolesław postanowił 
przeprowadzić oblężenie \vedług ówczesnej taktyki \vojennej. 
Kazał więc zbudować wieże z drzewa, które \vysokością przewyż- 
szały wały t\\Tierdzy. Faszyną zarzuciwszy ro\vy i przekopy, 
1) RO
Z!1ik Malo;Jo
ski wymienia rok l11J Monum. Pol. hist., 
tom III., str. 150.
		

/krajna_i_naklo00040_0001.djvu

			l' 
 


-"dzielące polskie wojska od warowni, podsunął wie
e pod sam 
\vał obronny i stamtąd wszelkiego rodzaju pociskami raził oblę- 
żonych. Z niemniejszą odwagą broniła sie załoga pomorska, 
szkodząc naszym ciskaniem grotów i kamieni lub lejąc wrzącą 
smołę. Często wypadłszy z zamku, napadali z\vłaszcza na tych, 
ktorzy do obozu polskiego spro\vadzali żywność i inne potrzeby 
szturn10we. Największą zaś szkodę wyrządzili wtenczas, gdy 
upatrzywszy niedbalstwo straży i dogodny wiatr do rozdmuchania 
pożaru, rozniecili ogień na wałach, od którego zapaliły się z drzewa 
zbudowane \vieże oblężnicze. Fortel ten udał się oblężonym 
trzy razy. Przy czwartej próbie Polacy zdołali zapobiec zniszczeniu 
swych machin oblężniczych. Z defenzywy przeszedłszy do 
ataku, zajęli wnet wały i szańce. Nieprzyjaciel bronił się dalej 
w mieście, wysyłając równocześnie gońców do króla z prośbą 
o łaskę pod \\Tarunkiem, że wolno mu będzie -- podobnie jak 
t6 się stało w Wyszogrodzie - opuścić miasto z bronią w ręku. 
Król nie zgodził się na taką warunkową kapitulację i dobywał 
dalej samej twierdzy. Wres2.cie wśród oblężonych wybuchł 
bunt przeciwko spra\\Tcy \\Tszelkiego nieszczęścia. Załoga 
i mieszcianie wydali Swiatopełka królowi, który wzamian za to 
nie mścił się na nich. Odebrawszy S\viatopełkowi zarząd nad 
Nakłem i Krajną, a na wieczyste go skazawszy więzienie, 
Bolesław zostawił w Nakle silną załogę polską i wrócił do kraju 1). 
Lecz mimo \vszystkie z\vycięstwa, nie tu kres boju o Pomorze, 
Krajnę i Nakło. Od roku 1119 do 1121 wrzała sroga \valka 
o posiadanie Pomorza zachodniego. Zachodnią I	
			

/krajna_i_naklo00041_0001.djvu

			-25- 



 trzy lat
 po b
twie l). Aczkolwiek nie podzielam zdania, 
Jakoby KraJna dopIero w roku 1124 przyjęła chrześcijaństwo 
za sprawą św. Ottona, aczkolwiek wiem, że w okolicach Koło- 
brzegu istniało dr.ugie Nak
o, zdobyt
 i zburzone przez Bolesława 
w roku 1121, to Jednak nIe mogę SIę oprzeć wrażeniu że owa 
sławna i pamiętna bitwa, która zadecydowała o losach Pomorza 
zacho
niego? stoczoną zost
ła gdzi
ś na Krajnie w bliższej czy 
dalszej okohcy Nakła. Moze w z\vlązku z tą ostateczną nakielską 
rozprawą orężną stoi wzmianka Rocznika świętokrzyskiego, który 
pod rokiem 1122 notuje śmierć zadaną Swiatopełkowi, księciu 
Pomorzan zachodnich, o którym dziejopisarze nic dokładniejszego 
po\viedzieć nie umieją 2). 
Jakkolwiekbądź rzeczy się miały, to jedno najmniejszej nie 
ulega wątplhvości, it w ciągu długiej wojny o Pomorze nasza 
Krajna oraz naj bliższa okolica Nakła była widownią ciężkich l 
zmagań i wydarzeń o dziejowe m znaczeniu, samo zaś Nakło 
stanowiło niezmiernie ważny punkt strategiczny, którym pozo- 
stanie jeszcze i \v następnych stuleciach. 


STOSUNKI 
WYZNANIOWE, ETNOGRAFICZNE I GOSPODARCZE 
NA KRAJNIE ZA CZASÓW KRZYWOUSTEGO. 


Po zawojowani u Pomorza zachodniego zwycięzca pragnął 
kraj podbity pozyskać dla chrześcijaństwa. W tym celu Bolesław 
zwrócił się do dalekiego Bam bergu, do biskupa Ottona, który 
za Władysława Hermana dość długo bawił w Polsce. Herbord, 
towarzysz Ottona v,'" czasie misji, po\viada, że Olton nauczył się 
\v Polsce krajowego języka 3). Dnia 27 maja roku 1124 wyruszył 
biskup bamberski z Gniezna \v podróż na Pomorze. Droga 
prowadziła przez Ujście i dalej traktem, który Bolesław już 
poprzednio dla swoich wojsk był przygotował. O nawracaniu 
bliższego Pomorza, mianowicie Krajny, kroniki milczą. Wprawdzie 
Antoni Małecki, jedyny uczony polski, który się sprawą- na\vró- 
cenia Pomorza \vschodniego i Krajny zajmował, utrzymuje, 
e 
"nadnoteckie powiaty były do ziem wielkopolskich wcielone od 
chwili ostatecznego podboju swego (bitwy pod Nakłem) i od 
tego czasu już poprzechodziły na łono kościoła, przyjmując wiarę 
z rąk misjonarzy z poznańskiej, gnieźnieńskiej i kruświckiej ł 
dyecezji 
). " Gdyby tak było, to pocóż zapraszał Bolesław 
biskupa obcego na misję pomorską? Wystarczyło przeciet wy- 
słać tych s amych duchownych na Pomorze zachodnie, którzy - 
1) Monum.-. Pol. hist. tom II., str. 76. 
2) Monum. Pol. hist. tom. II., str. 774. 
8) Monum. Pol. hist. tom II., str. 126. 
4) Z przeszło
ci. I. 26.
		

/krajna_i_naklo00042_0001.djvu

			2{j - 


.. 


I 


w'edług przypuszczenia powyższego - codopiero pracę swoją 
na Krajnie ukończyli! Nie stało się to jednak, bo takich misjo- 
narzy nie było, a nie było z tej przyczyny, że Krajna była od 
dawna chrześcijańską. 
Nie sprzeciwia się temu, iż Gall w kronice swojej zna 
tylko pogańskich Pomorzan. I ci, co pod Nakłem zostali pobici, 
byli podług niego poganami. Ponieważ Pomorzan zawsze wspie- 
rali bądź to Prusacy bądź też mieszkańcy nadodrzańskich ziem 
- jedni i. drudzy byli podówczas jeszcze bah\Tochwalcami, - 
przeto w potrzebie llakielskiej nie\vątpliwie poganie brali udział. 
Poza tern Gall, wzorując się na opisach walk Krzyżowców z wy- 
znawcami Islamu, chciał Bolesławowi dodać splendoru i chwały, 
nazywając przeciwnikó\v jego poganami. Ze wśród tych "pogan" 
było dużo chrześcijan, dowodzi chociażby ten szczegół, iż biskup 
Otton utajonych wyznawców Chrystusa napotkał na Pomorzu 
zachodniem nawet \v rodzinie tamtejszych książąt l). - 
Przywilej wydany arcybiskupstwu gnieźnieńskiemu przez 
papieża Inocentego II. z lipca roku 1136, stwierdza i zatwierdza 
granicę archidyecezji, obejmującą także Nakło i całe terytorjum 
aż do Plihvicy 2). Na zachodzie Krajny granicę arcybiskupstwa 
stanowiła rzeczka Chuda 3) (Kiiddow). Na.jdalej wysunięty punkt 
północny obejmował wieś Borzyszków pod Bytowem. U\vzglę- 
dniając fakt, że w czasach Krzywoustego pomiędzy Byto\\Tem 
a właściwą Krajną ciągnęła się ogromna i głucha puszcza, przy- 
chodzi mi stwierdzić, iż Krajna w tych granicach, w jakich ją 
\vyżej oznaczyłem, była niewątplhvie ujęta organizacją kościelną 
już \v roku 1136. 
Potwierdzają to także daty założenia niektórych kościołów 
\v naszych stronach. Wspolnniałem już o tern, że kościół \v Sadkach, 
pod \vez\vaniem Ś\v. Wojciecha, szczyci się, że został zbudowany 
na rozkaz Bolesława Chrobrego krótko po roku 1000. O kościele 
nakielskim utrzymują, że pO\\Tstał z inicjatywy książąt polskich 
w roku 1136, na którą to datę WZ\vyż wspomniany przy\viiej 
Inocentego II. zapewne nie jest bez \\Tpływ'u .). Dlaczego jednak 
mówi się przy tem o "książętach polskich", miasto powiedzieć 
poprostu: Krzywousty Bolesław go fundował? Otóż dlatego, że 
za czasów Bolesława III. kościół \v Nakle już istniał. Do\vodzi 
t
go . Bogufał, który opowiada między innerni, że "gdy \vojska 
Bolesławowe dokoła kościoła św. Wawrzyńca tejże nocy \v spokoju 
spoczywały, nic złego z strony Pomorzan nie przeczU\\Tając, 
donieSiono i t. d" ;:). Wcześniejszy Gall temu nietylko nie przeczy, 
- 1) P-atrz:1Żywot św. Ottona. Monum. Po) hist., tom. II. 
2) Kodeks dyplom. wlkp. tom. I., str. 10. 
3) Korytkowski, Arcybiskupi. Tom I., str. 52. 
4) Korytkowski. Brevis descriptio. 
5) Monum. PoJ. hist., tom. II. 505. 


,
		

/krajna_i_naklo00043_0001.djvu

			- 
27 


ale zdaje się pohvierdzać słowami: "onej godziny zgromadzeni 
chrześcijanie wych
dzili ze sumy" 1). Jeśli wychodzili ze sumy, 
to owa suma musIała się była odprawić w jakichś ubikacjach 
względnie w. kościele. Wierszowany opis bitwy nakielskiej tegoż 
samego kronikarza wyraża życzenie, aby w Nakle stanął gmach 
godny św. Wawrzyńca 2 .) Gdyby w Nakle przedtem kościoła 
nie było, byłby Gall niewątpliwie inaczej się wyraził. 
Wynika z tego, że już przed rokiem 1109 Nakło posiadało 
\\Tłasną chrześcijańską świątynię pod wezwaniem św. Wawrzyńca, 
zbudowaną przez poprzednikóvt Bolesła\va Krzywoustego. 
Na ogół kościoły poświęcone czci św. Wa\\TrzYllca sięgają zara-. 
nia czasów chrześcijańskich w Polsce. O kościele św. Wa\vrzyńca 
\v Mąkowarsku kraińskim wiemy tyie, że pochodzi z bardzo 
dawnych czasów 3 ).. Płocki kościół Ś\\T. Wawrzyńca wspomina 
przy\vilej Bolesława Smiałego z roku 1065 4 ). W Gnieźnie kościół 
tegoż świętego datuje się z doby pano\\Tania Bolesława Chrobrego ó ). 
W Koźminie czczą św. WawrzYllca od roku 993, jak tego dowodzi 
napis na ścianie 6). Kult świętego dyakona rzymskiego w Polsce 
tłumaczy się tern, że Ś\v. Wawrzyńcowi poś\\Tięconą była katedra 
\v Merseburgu, gdzie pierw'si chrześcijańscy Piastowie często 
przebywali i skąd brali także misjonarzy 7). Biskup pomorski 
Reinborn pochodził z Merseburga. 
Reasumując poprzednie \vywody, niechaj mi wolno będzie 
stwierdzić, iż Nakło i najbliższa okolica była chrześcijańską 
dawno przed za\vojowaniem Pomorza przez Bol
sława III. O ile 
przy niektórych kościołach zachodzą daty z pierw'szej połowy 
dwunastego stulecia, to mogą one jedynie oznaczać rok odbu- 
dO\\TY tychże świątyń, których zape\\Tne nie ominęły skutki zaciętej 
\valki o śnlierć i życie, staczanej na północ od Noteci. Nie 
zmienia tego faktu okoliczność, że pomiędzy \vyzna\vcami 
Chrystusa tu i owdzie mieszkali z\ltolennicy da\\Tnych bogóv{ 
pogańskich, co zresztą wobec lesistego charakteru i kresowego 
położenia tej dzie1nicy nie może nikogo zadzi\\Tić. Do najstar- 
szych kościołów na I(rajnie należy zaliczać Sadki, Nakło, Łobźe- 
nicę i Cerek\\
icę 
), z których N akło może sięga czasó\v 
Mieszka 1., zwanego w urzędowych pismach kościelnych nksię- 
ciem polskim". 
Pod względem etnograficznynl Krajna przynależ
ła w dobi
 "' 
pier\\Tszych Piastó\v niewątplhvie do Pomorza. Z WielkopolskI 


J) MOllum. Pol. hist. I. 464. . .. .. . . . . 
2) !\\onum. Pol. hist. I. 402. Inde slbl fIat Ibl dlgnnm aedlflclum. 
3) Korytkowski. Brevis descriptio 64. 
4) Monum. Pol. hist. I. 561. 
5) Korytkowski, str.55. 
ft) Tamże str. 111. 
'7) Monum. Pol. hist. I. 198. . 
8) Goerke. Der Kreis Flatow 792.
		

/krajna_i_naklo00044_0001.djvu

			- 28 
 



 


napływały nieliczne żywioły. Byli to albo duchowni, albo 

ołnierze, albo zbiegowie. Ducho\vni przychodzili krzewić wiarę 
chrześcijańską. Zołnierzy posyłał król polski jako załogę twierdz 
nadnoteckich i stróżów polskiego panowania. Zbiegowie rekru- 
towali się z tych, co pr
ed mściwością prawa uchodzili, bądź 
to dla tego, że narazili się panującemu, bądź też dla tego, 
iż niechcieli przyjąć nowej wiary. Ogromne lasy i głuche 
puszcze chroniły tych ostatnich i na zagładę skazane bożyszcza 
pogańskie przed okiem chrześcijańskich \vładcó\v. Wśród nad- 
granicznych kniei przyczajeni, czekali z\volennicy starego bał- 
wochwalczego porządku na sposobność tryumfalnego pOVlrotu 
do kraju, z którego uchodzić musieli przed krzyżem. Tern się 
tłumaczą reakcyjne pory\\"y i wstrząsy po śmierci Mieszka II. 
i pod koniec życia Bolesła\va Smiałego. Uchodźcy pogańscy 
odgrywali niewątpliwie wielką rolę w walkach z Polakami, 
a wojnię nadawali charakter niez\vykłej zaciętości. Zresztą 
polscy przybysze w niczem nie \vyróżniali się od tubylczej 
ludności, gdyż w owych czasach poszczególne narzecza sło- 
wiańskie dopiero zaczęły się rozwijać w odrębne języki. Dowodzi 
tego chociażby przykład biskupa Ottona, który uważał, iż zna- 
jomość języka używanego w Polsce \vystarczy, aby z powodzeniem 
apostołować na zachodniem Pomorzu. 
Pewną odrębność szczepową notują kronikarze u tych 
mieszkańców Krajny, którzy zajmowali dzisiejszy powiat zło- 
towski i dalej na zachód. Należeli oni do szczepu Kaszubów, 
czego do\vodzi między innemi nazwa rzeczki Łobzonki, którą 
nazywają także Kaszubką l), gdyż przepływa obszar zamieszkały 
przez kraińskich Kaszubów. Znaczenie wyrazu Kaszuba zostanie 
zapewne nazawsze tajemnicą. Jak wielkopolskie Kujawy 
i Pałuki, jak Krajna i Mazury, tak i Kaszuby oznaczały jakąś 
część lechickiego kraju i narodu różniącego się od sąsiednich 
okolic, chociaż dzisiaj nie wiemy, co było powodem nadania 
tej osobnej nazwy. Czy nazwa ta oznaczać miała jakieś 
przezwisko, czy co innego, - tego dojść nie można. Zgadzają 
się na ogół wszyscy, że znana powszechnie próba, przywiedziona 
przez autora kroniki wielkopolskiej, najzupełniej jest chybiona. 
Pisze on, że Kaszubi długich i przestronnych szat używali, 
które z konieczności \v guby zakładali, czyli kasali i stąd nazwę 
swoją wzięli, "bo hubą po słowiańsku fałda czyli marszczka na 
szatach się nazywa" 2). Lepszego jednak, a tem mniej powszech- 
nie przyjętego wywodu do tego czasu nikt nie podał. 
Jakie na Krajnie były stosunki gospodarcze w tej pierwszej 
epoce historycznej, trudno dzisiaj stwierdzić wobec braku jakich- 
kolwiek wiarogodnych zapisków. Ze istniały jakieś siohl, osady 


l) Słownik geograficzny. 
2) Monum. Pol. hist. II. 470. 


"
		

/krajna_i_naklo00045_0001.djvu

			- 29 -.- 


i miasta, tego dowodzą opowiedziane codopiero dzieje nawrócenia 
i zawojowania tejże dzielnicy. Główną rolę odgrywało staro- 
dawne Nakło, które Gall nazywał grodem, Bogufał zaś miastem 
(urbs). Wnioskując z tego, co się o Nakle poprzednio już 
powiadało, musiało to być dość znaczne miasto na owe czasy. 
Wspomnianych przez Galla sześciu innych grodów, które po 
bitwie nakielskiej wpadły w ręce Krz.y\voustego, uczeni dopatrują 
się w miejscowościach Wyszogród pod Fordonem l), Szczytno 
pod Człuchowem, Raciąż w powiecie tucholskim, Kamień, 
Wysoka i Proch. Ponieważ pod osłoną grodu znajdowała się 
zazwyczaj liczniej zamieszkała osada, \vzwyż nazwane miejsco- 
wości oznaczałyby pewne ośrodki gospodarcze na Krajnie. 
Opis podróży św. Ottona oraz fakt, że wojska polskie 
w pochodzie posuwały się albo z biegiem Wisły, albo siekierą na 
północ musiały sobie torować drogę, usprawiedliwia wniosek, iż 
pomiędzy Krajną a właściwem Pomorzem szumiała ogromna l 
odwieczna puszcza, której wyloty południowe miejscami dochodziły 
do samej Noteci. Czy i w jakiej mierze zajmowała się ludność f 
kraińska rolnictwem w owe czasy, nie wiedzieć. W przeważnej 
mierze żywiono się zapewnie z tego, co przyniosło polowanie i 
rybołóstwo. Liczne jeziora i rzeki nęciły do tego, a zwierzyna, 
wychodząc z kniei i lasów, \vprost zmuszała ludność, aby w \\'łasnej 
obronie zajmowała się łowami. 
Trzydziestoletnia walka pokryła Krajnę zgliszczami i wylu- 
dniła cały obszar. W miejsce pomordowanych \vzględnie w nie\volę 
uprowadzonych tubylców zaczęła napływać z Wielkopolski fala 
osadników, która posuwając się od południa ku północy, rozsze- 
rzała i stwierdzała stan polskiego posiadania
 Wielkopolskim 
przybyszom prze\vodniczyły odnogi pałućkich rodów szlacheckjch 
oraz potomko\vie z innych słowiańskich krajów wygnanych rod

.n. 


... 


1) Quandt. Da
 Land on der N@tze. (Baltische Studien, roc-znik t5, 
zeszyt I, str. 179.
		

/krajna_i_naklo00046_0001.djvu

			¥ 


Część druga. 


( 


., 


KRAJNA I NAKŁO 
W CZASIE OD 1139 DO 1295 ROKU. 


Półtora wieku ciężkich utrapień i zamętu spowodowanego 
podziałem Polski pomiędzy synó\v I(rzywoustego, a bardziej 
jeszcze zupełny prawie zanik polityczny tnyśli Bolesła\vó\v dał 
się srodze \\'e znaki całej Polsce, a więc i naszej Krajnie. Wśród 
bratobójczych wojen, jakie z sobą staczali potonlkowie wielkiego 
zdobywcy Pomorza, zginęła \viększa część jego sukcesów. I(rajna 
zmieniała \1/ tym czasie często swoich panó\v. 
Umierając w roku 1139 podzielił Bolesła\v państ\\'o swoje 
pomiędzy czterech synów. Wielkopolska z Krajną i Pomorze 
dostały się Mieszkowi III. (staremu)1). Zdaje się jednak, że w Polsce 
istniał podówczas spór o prawo zwierzchnictwa nad Pomorzem. 
Z jednej strony pretendował do tego książę krakowski jako pier\vszy 
pomiędzy Piasto\viczami, z drugiej strony sięgał po nie Mieszko 
Stary, nawiązując z panami pomorskimi bardzo bliskie stosunki 
powinowactwa. I(rajna prżynależała jednak zawsze do Wielko- 
polski, dzieląc bądź to wspólną dolę z ziemią kaliską 2), bądź też 
samodzielną tworząc jednostkę administracyjną z Nakłem jako 
ośrodkiem. Stosunki zadzierżgnięte przez Mieszka Starego z Po- 
morzem oraz względny spokój panujący w drugiej połowie 
t dwunastego stulecia nad Notecią sprzyjały osadnictwu polskiemu 
I na Kraj nie. Wprawdzie gdzieś na północy toczyły się walki 
2. Niemcami i Duńczykami, lecz było to nad Bałtykiem. Polska 
nie miała ochoty ani sił, aby tam praw swoich przypilno\vać. 
Szlak Bolesława III. zarósł, a puszcza ogromna oddzielała tamten 
plac boju od Krajny i Polski. 
. Niepopularny Mieszko. III. został w roku 1179 przez własnych 
synów wyzuty z swego dziedzictwa. Teściowi na pomoc po- 
spieszył Bogusła\v pomorski, który ciągnąc pod Gniezno, nie- 
I wątpliwie o Krajnę się otarł. Po śmierci Mieszka Starego 1201 
przeszła Wielkopolska w posiadanie jego syna Władysława z przy- 
domkiem Laskonogi. Tenże z racji opiekuństwa nad dziećmi 


1) Szujski, Dzieje Polski, I. 102. 
2) Kodeks dyp1. wlkp., IV. 586. 


,
		

/krajna_i_naklo00047_0001.djvu

			. 


- 31 - 


brata swego Ottona zarządzał także ziemią kaliską, do której l 
przyłączona była Krajna wraz z Nakłem. Właściwy dziedzic t- 
Kalisza i Nakła Władysław z przydomkiem Odonicz albo Plwacz, 
nie mogąc się doczekać wydania przez stryja administrowanego 
dziedzictwa, sam zbrojno sięgnął po Kalisz w roku 121-1. Aby 
sobie zapewnić pOlTIOC papieża, Odonicz oddał siebie' i swoje 
dziedzictwo pod opiekę św. Piotra czyli stolicy Apostolskiej. 
Bulla Inocentego III. z 13 maja roku 1211, biorąca osobę księcia 
i jego wszelkie dobra pod opiekę kościoła, odnosi się zatem 
także i do I(rajny. Atoli na takie załahvienie sprawy nie godzi! się 
stryj. Wybuchła więc wojna pomiędzy Laskonogiem a Odoniczem, 
podczas której Odonicz, ożeniony z Helingą, córką księcia. po- 
morskiego Swiatopełka, z Krajny, graniczącej z Pomorzem, uczynił 
swoją podstawę operacyjną, opierając się głównie o Nakło i Ujście.- 
Mocą układu, jaki zawarto w Kcyni 1), dnia 30 października 1223, 
w dzień św. Andrzeja apostoła, Odonicz otrzymał na własność 
część ziemi gnieźnieńskiej, Nakło i Ujście, poczem zaczął się 
pisać ksfęciem na Ujściu. W przyznanych sobie dzielnicach 
spra\vowali obaj książęta \vielkopolscy rządy aż do roku 1227. 
Władysław Odonicz darował dnia 5 września 1224 kawalerom 
niemieckim 2) Marji Panny t. j. Krzyżakom 500 włók nad jeziorem 
Izbiczem w pustej okolicy Szczecinka --- Neu Stettin. Roku 
następnego Cystersi z Lubiąża (Leubus)3) i z Heinrichau otrzymali 
wielki obszar na Krajnie, położony pomiędzy Złoto\vem, Łobżenicą 
i Więcborkiem - mniej więcej dzisiejszy klucz złoto\vski - celem 
rozkolonizowania go pOlniędzy osadników niemieckich. Oba do- 
kumenty wystawione są w Nakle. Wynika z tego, ie tutaj 
przemieszkiwał Władysław Odonicz i jego dwór. 
Atoli pokój dwu Władysławów wielkopolskich był tylko 
pozorem. W lecie roku 1227, tak opowiada kronika wielkopolska
), 
Laskonogi nO\\Te przeciwko synowcowi przedsięwziął kroki i obległ 
go w Ujściu, lecz na głowę pobity z Wielkopolski ustąpić musiał. 
Bitwa pod Ujściem stoczoną została w dzień rozesłania Apo
tołó\v 
t. j. 15 lipca. Następstwa klęski Laskonogiego zostały \vyolbrzy- 
mione śmiercią Leszka Białego, który tegoż roku jesienią stracił 
życie w Marcinkowie pod Gąsawą, - nie bez winy Odonicza. 
Wprawdzie kronika wielkopolska a za nią lTInóshvo historykó\v, 
zabójstwo przypisują Swiatopełko\\Ti pomorskiemu, - ale - zdaje 
się całkiem niesłusznie ó). Są bówiem historyczne do\vody na to, 
że w całej tej brudnej sprawie maczał kr\va\vą rękę Władysław. 
Odonicz. Tak opowiada kronika polska 6), ułożona na Sląsku, 


1) Kodeks dypl. wlkp., III. nr. 2024. 
2) Pr. Urk. I. nr. 109. 
B) Kodeks dypJ. wlkp., I. nr. 110. 
4) Monum. Pol. hist. II. 554. 
5) Dzieje Prus królewskich, str. 494. 
6) Monum. Pol. hist. III. 468.
		

/krajna_i_naklo00048_0001.djvu

			oł 


- 32 - 


. 


że Odonicz zwabił książąt na obleganie Nakła, które z nim 
\v zmowie będący Swiatopełk trzYlnał. Podczas wycieczki oblę- 
żonych nastąpiła śmierć Leszka. Kronika książąt polskich przenosi 
napad zdradziecki pod Nakło, zdradę przypisuje atoli wyraźnie 
samemut OdoniczQwi 1).- Najdawniejsze współczesne albo blisko 
współczesne roczniki winią samego Odonicza o zabójstwo Leszka. 
.Rocznik krótki krakowski powiada: książę krakowski Leszko 
podsh:pnie zabity jest na wiecu od syna księcia Odona 2 ). Kalendarz 
kapitulny krakowski donosi pod 24 listopada 1227: książę Leszko 
umarł, którego zabił syn Odona 3). Dopiero później sze roczniki, 
pisane w czasie, kiedy potomkowie Odonicza niemal całą zawła- 
dnęli Polską, przypisały śmierć Leszka Białego intrygom i zemście 
pomorskiego Swiatopełka. Odtąd błędna ta wieść utrzymuje się 
powszechnie. A przecież chyba w Krakowie najlepiej wiedziano, 
kto zabił księcia krakowskiego. Do zdania, że Odonicz odpowiada 
za śmierć seniora krako\vskiego, przychyla się też autor mono- 
grafji poświęconej Henrykowi Brodatemu 4), który o mało, że nie 
poległ również w Gąsawie pod raz ami Odoniczowych siepaczy. 
Zresztą i nemezys dziejowa zdaje się pohvierdzać winę Odonicza. 
Albowiem w niespełna 70 lat później w taki sam sposób, to jest 
z ręki skrytobójców, skończył wnuk Odonicza, Przemysław II, 
gdy stanął u kresu marzeń swoich i nadziei odnowienia Polski 
Krzywoustego. 
To jedno zdaje się być pewne, że zdradliwy plan ukuto 
w Nakle i że ludzie - może pomorskiego pochodzenia - wysłani 
z Nakła, zamiar Odonicza wykonali, gdyż inaczej nie byłby 
zrozumiały fakt, że wszystkie nierąal kroniki z gwałto\vną śmiercią 
Leszka w ten lub inny sposób łączą wzmiankę o Nakle. 
I o cóż tu chodziło? Chodziło o przywrócenie myśli - poli- 
tycznej Bolesławów, - myśli, którą później podjął i urzeczywistnił 
wnuk Odonicza Przemysław II. 
Władysław Laskonogi, urodzony pomiędzy 1161 a 1174, od 
roku 1208 wdowiec i bezdzietny, starzał się. Musiał sobie szukać 
i obrać dziedzica i spadkobiercę. Nie miał nim być Władysław 
Odonicz, który bądź co bądź po śmierci stryja naj większe ll1iał 
preteRsje do Księstwa poznańskiego. Laskonogi nie cierpiał 
swego przekornego synowca, który mu niejedną klęskę zadał. 
A może i tradycje ojca - Mieszka Starego - i wspomnienia 
-krótkich coprawda rządów krakowskich wpłynęły na układ, który 
stanął pomiędzy Władysławem Laskonogim a Leszkiem Białynl 
w przedmiocie dziedziczenia wzajemnego. Gdzie i kiedy taka 
ugoda stanę ta, nie wiemy. Że jednak była i\ że trzeba się z nią 
1) Monum. Pol. hist. III. 485. 
2) Tamże, II. 805. 
8) Tamte, II. 958. 
') Stan. Smolka, Henryk Brodaty, 57.
		

/krajna_i_naklo00049_0001.djvu

			..- 33 -- 



 


poważnie liczyć, tego do\\rodzi dokument z roku 1228; \\" którym 
Laskonogi o sierocie Bolesławie Leszko\viczu tak się wyraża: 
Ja i ojciec jego przysięgliśmy, że gdyby który z nas umarł 
zostawiając potomshvo, ten, który go przeżyje, miał potomstwo 
to przybrać za \vłasne i we wszystkie m posta\vić na dziedzica 
swego, gdyby własnego nie miał. To samo \\T przeciwnym razie 
stać się miało, jednak tak, aby każdego z nas pra\vo 
T zupełności 
było zachowane 1). 
Uprzytomniwszy sobie, że ugodę na przeżycie zawierali 
z sobą z jednej strony samotny i bezdzietny starzec a z dl ugiej 
młody - trzydziestoletni Lesz
k, posiadający kilkunastomiesięcz- 
nego syna, - zrozumiemy odrazu, komu ona \vychodziła na 
dobro. Po śmierci Laskonogiego Leszek albo syn jego wszedłby 
w posiadanie przynajmniej poło\vy starego dziedzichva ojCÓ\V 
i za
rładnąłby całą Małopolską i Wielkopolską, o ileby się ona 
v.r ręku Laskonogiego znajdowała. 
Ugody zaś takiej, obopólną przysięgą stwierdzonej, w o\vych 
latach pomyśleć nie nlożna bez wieca. Byłaby tylko poło'Yiczną, 
niezupełną, gdyż niedostawałoby jej przyzwolenia i poręczenia 
pokrewnych książąt i tych panó\v, których ona obchodziła, to 
jest biskupów i najwyższych urzędników obu księstw. Z\vołano 
\vięc taki \viec czyli zjazd wszystkich piasto\viczó\v i biskupó\v 
do Gąsa\\TY. Dla zebranych tamże książąt i panó\v wiec ten 
miał pierwszorzędne znaczenie. Skutkiem uch\vały, którą tam 
Laskonogi i Leszek zaprzysięgli, miało \\r najbliższem pokoleniu 
Piastó\v około tronu krakowskiego skojarzyć się silne pańshvo. 
Ponie\vaż droga gwałtu zastoso\vana \vobec Odonicza - jedynej 
groźnej przeszkody - pod Ujściem zupełnie chybiła celu, przeto 
pozostały układy. W tej też myśli zebrali się. \viecownicy \v drugiej 
połowie listopada 1227 w Odoniczo\vem księstw'ie, niejako \v domu 
iego, choć w neutralnym, klasztornym 2) majątku. Nieza\vodnie 
j Odonicz znalazł się lniędzy nimi. Gdy j
dnak umo\va już 
stanęła i obie strony ją zaprzysięgły, por\vał się na nich i prze- 
widzianego dziedzica po stryju przypra\\Tił o śmierć, którą zadał 
może przez najętych zbiró\v pomorskich, symulujących napad. 
Fakt, iż zwycięski pod UjścienI, Odonicz popadł \\T roku 1228 
w nie\volę Laskonogiego i że tenże Laskonogi uzyskał od panó\v 
nlałopolskich zgodę na objęcie opiekuńst\\ra nad tnłodziutkim 
Leszko\viczenl J również przetna\viałby za donlysłenl \vz\\"yi 
\vyłuszczonym. Wmieszanie się Konrada rnazo\\Tieckiego oddało 
przewagę Odoniczo\vi. Władysła\v Laskonogi nUlsiał uchodzić 
z \Vielkopolski na Sląsk, gdzie ulnarł \V roku 1231 u Henryka 


J) Kodeks dypl. wll	
			

/krajna_i_naklo00050_0001.djvu

			- 34 -- 


J 


Brodatego. Odtąd Odonicz obją\vszy całą Wielkopolskę, nazywał 
się Władysła\vem młodszym księciem Polski, albo też Władysławem 
z bożej l) łaski księcien1 Polski. 
Za przysługi świadczone przez Swiatopełka Władysław 
odwdzięczył się ustąpieniem Krajny. W roku 1235 odbY\\Tał się 
w Nakle jakiś zjazd czy wiec, w którym udział brali Odonicz, 
Swiatopełk, arcybiskup gnieźnieński Fulkon czyli Pełka z dworem 
licznym, kasztelan gnieźnieński Bogumił i inni. Dowodzi tego 2) 
przywilej wystawiony w Nakle dnia 23 stycznia 1235. 
Dwa lata później Swiatopełk, obdzielając arcybiskupstwo 
gnieźnieńskie dobrami Oruzewo 3), Mochle 4) i Orel ó), położone mi 
około I
amienia na Kraj nie, mó\vi, że znajdują się one w grani- 
cach jego posiadłości - in dominio meo sitas. Odnośny 6) przy- 
wilej sporządzono dnia 26 grudnia 1237 w Słupsku. A więc 
jeszcze przed śmiercią Odonicza (1239) nad Notecią wróciły 
stosunki z przed stu lat, z czasów Władysła\va Hermana i z pier\vszych 
lat Krzywoustego. 
Noteć tworzyła granicę pomiędzy Polską a Pomorzein. 
Wyszogród (Fordol1), Nakło a nawet Bydgoszcz uznawały rządy 
pomorskie. Wpra\vdzie Bydgoszcz powróciła \v posiadanie 
prawowitego dziedzica Kazimierza Kuja\vskiego w roku 1239 1 ), atoli 
cała dalsza Krajna pozostała przy Swiatopełku. 
Równocześnie na dVlu krańcach Polski pojawili si
 poraz 
pierwszy \vrogowie, którzy na setki lat zatrudniać będą zbrojne 
siły kraju: na południu Tatarzy i Mongoli, na północy bracia 
krzyżo\vi. 
Podczas gdy na po
udniu Polacy, przech\Tstawiając się 
najazdowi pogańskie
u, pod Lignicą ulegli, na północy stanęli 
oni po stronie tych, którzy \llZmOcnhvszy się na siłach, stali się 
z czasem śmiertelnym wrogiem Polski. Z\volna bowienl bracia 
Zakonu niemieckiego gromadzili koło siebie tych \vszystkich 
Piastowiczóvl, którym ,ve znaki się dał 
\viatopełk pomorski 8). 
Więc w jednym obozie znaleźli si
 Krzyżacy, Konrad mazo\viecki, 
młodsi bracia S\viatopełka Sambor i Racibor a \vreszcie synowie 
Odonicza Przemysław t Bolesław 9), chowani na d\vorze pomor- 


1) Dzieje Prus królewskich str. 487, oraz Kodel	
			

/krajna_i_naklo00051_0001.djvu

			.")0 -- 


skitn. Odoniczowie byli zapewne urażeni zaborem Nakła i Krajny. 
Do sprzyn1ierzonych przyłączyli się później także książęta kujawscy. 
\Vojna, jaka wnet Vv
ybuchła pomiędzy Swiatopełkiem a ko- 
aljantami, toczyła się częściowo na Krajnie. W roku 1243 1 ) 
Krzyżacy złączeni z synami Odonicza, zdobyli Nakło i zwrócili 
Przemysławo\vi \vielkopolskiemu. Walki zakończyły się dla 
Pomorza niepon1yślnie. Wyszogród, Nakło i Bydgoszcz wróciły 
do Polsld. Nakło w szczególności podlegało początkowo Prze- 
mysławowi. W roku 1249 nastąpił atoli no\vy układ pomiędzy 
synami Władysława Odonicza 2). Starszy Przemysła\v \vziął KaUsz 
i Poznań, młodszy Bolesław Pobożny otrzymał Gniezno, Biechów, 
Ostrów, Nakło, Ujście, Czarnków i Srem. Atoli i ten stan rzeczy 
okazał się nietrwałym. W roku 1250 3) Przemysław' pojmał brata 
Bolesła\va, zanIknął go do \vięzienia, a posiadłość jego zagarnął 
dla siebie. Dopiero gdy pano\vie duchowni i ś\vieccy ujęli się 
za pokrzy\vdzonY111, PrzenIysła\v u\volnił brata, oddał mu część 
zagrabionych dóbr; Krajnę i Nakło jednak zachował dla siebie. I 
Atoli \vłaśnie te posiadłości za Notecią stały się pO\VOdelTI 
\vojny, która \vybuchła pOlniędzy Przemysła\vetn, a Swiatopełkien1. 
Pod rokiem 1255 podaje rocznik wielkopolski, co następuje: 
"W noc Ś\V'. Michała Archanioła, Mśchvój '), syn S\viatopełka 
pOl11orskiego, przez zdradę kusznika zajął gród obronny Nakło, 
który jest kluczem do całej Polski. Gdy \viadoll10śĆ o tern prędko 
doszła Przemysła\va, do którego gród należał, ten zebrawszy 
\vojsko własne i brata Bolesława, \vspólnie z Kazinlierzem, księ- 
ciem łęczyckim, go oblegli. Bolesła\v \Vstydihvy krako\vski zaś, 
syn Leszka (Białego), przysłał \v pomoc tysiąc ludzi; Ziemo\Jtit, 
syn księcia Konrada i brat Kazimierza - ośmset. Przemysła\\" 
i Kazimierz, \vidząc obronność grodu a nie mając łat\\"ego przy- 
stępu, obawiając się też zdrady od s\\"oich ludzi, \vystawili tuż 
nad drogą, naprzech\" polskiej branlY, na zachodniej stronie gród 
dla zabezpieczenia Polski, ażeby jej stąd bronić Inożna. Jakoż 
obrona udała się dosyć dobrze, bo Pomorzanie z starego grodu 
nie zdołali Polski grabieżą na\\
iedzać, a na\vet z \vielkinl tylko 
trudem i strachem zbierali \\r pobliżu innych stan nic polskich 
drzewo. Więc zostawili w grodzie załogę i \vrócili do domu. 
Załogi zaś z nowego grodu czy gródka i z starego Nakła często 
wyzy\vały się do boju i \valczyły z sobą, a za pomocą Bożą 
Polacy wielu Pomorzan \v łyka brali i życia pozbawiali". 
"Za grzechy zaś zdarzyło się, że pe\\"nego dnia, gdy z now'ego 
i ze starego grodu naprzechv sobie \\ryszli i stoczyli bih\Tę, Polacy 
Ponlorzan z\vyciężyli. Między nimi poległ znany rycerz polski 


" ]) Monum. Pol. hist. III. 10. 
2) SzujsIii. Dzieje Polski str. 148. 
8) Monum. Pol. hist. III. 17. 
4J Monum. Pol. hist. III. 24. 


3*
		

/krajna_i_naklo00052_0001.djvu

			- ;jlj -- 


.... 


Hemramus i dzielny Pakosław
 syn Sczedrzyka, który u Przemy- 
sława w wielkich był łaskacH. Jednak powiadają, że więcej było 
Pomorzan ranionych i zabitych". 
"Roku 1256 książę Przemysław z wojskiem swojem i z ryce- 
rzami brata Bolesława i z księciem Kazimierzem znowuż zebrali 
się w Nakle. Tam złożywszy radę doświadczonych mężów, 
posunęli się pod gród pomorski Raciąż z\vany. Otoczyw.szy go, 
wojsko podłożyło zewsząd ogień, aby stróże grodu strachem 
przejęci \v ręce go Przemysława wydali. Ci jednak bronili się 
mężnie i jako mężowie, którzy księciu swemu przyrzekli \vierność, 
poddać grodu nie chcieli, póki gwałtowny płomiefl nie objął 
całego grodu z ludźmi w nim zebranymi. Gdy Polacy widzieli, 
że Pomorzan już rozpacz pobierała, rzucili się w ogień, i kogo 
kto mógł, mężczyzn, niewiasty lub dzieci zabierali \v niewolę. 
Między nimi wzięty został kasztelan Sokół, \vojski i chorąży. 
Ci dostali się \v ręce księcia Przemysława. Mienie ludzi tych 
w części się spaliło; czego zaś ogień nie pożarł, to zabrali 
Polacy. Wiele się tanI dorosłych i dzieci spaiiło i wiele dobytku, 
albowiem z obawy przed Polakami, Pomorzanie bardzo licznie się 
tam z rodzinami i chudobą schronili". 
"Tegoż roku w poście Swiatopełk, syno\vie i brat jego 
zebra\vszy szczupłe wojsko, żeby do starego Nakła zawieść 
ży\vność, gdy pod nowym grodem stanął, spróbował, czyby go 
jakkolwiek zdobyć nie mógł, choć załoga w nim była znaczna. 
N aradzi wszy się z swoimi, kazał naciąć drze\va sosno\\rego i z niego 
narobić łuczywa, ażeby gród zapalić. Gdy jednak Pomorzanie 
narąbane drzewo do przekopu rzucili i \\Tidzieli, że nie dosyć go 
mieli, trzeba im było wrócić, żeby \viększym zapasem przekop 
zapełnić. \Vtenczas Polacy, jako byli roztropni i w wielu rzeczach 
doświadczeni, gdy widzieli, że drzewo w przekopie jeszcze nie 
było podpalone, wyszli zbrojnie z grodu, narzędziami ku temu 
sposobnemi odrzucili drzewo i podpalili, zaczem bez szkody 
spłonęło. Pomorzanie, gdy przebiegłość i zaradność ich spostrzegli, 
zaniechali rzucania drzewa i mężnie zbliżyli się do grodu z szczy- 
tami i plecionkami, z poza których procami i kamieniami a nawet 
kuszami zdobywać go poczęli. Dobrotlhvy Pan Bóg jednak nie 
opuścił słusznej sprawy Polaków broniących dziedzictwa swego, 
które im Pomorzanie przemocą zabierali. I nIówiono, że wtenczas 
dwudziestu Pomorzan pod grodem było zabitych a czterdziestu 
ranionych, pomiędzy nimi niejeden na śmierć. Bitwa zaś tego 
dnia zaczęła się przed południem a trwała do komplety (koło 
godziny 6-ej wieczorem). Tak książę Swiatopełk, strachvszy trochę 
ludzi, zawstydzony odstąpił". 
Nastę"pnie powiada Rocznik, jak po dniach krzyżowych 
Pomorzanie ze starego grodu wyszli. Natychmiast ruszyła za 
nimi załoga z nowego grodu. Tego pragnął S\\riatopełk, który
		

/krajna_i_naklo00053_0001.djvu

			-- 37 -- 


się za -górami powyżej swego grodu ukrywał. Gdy już Polacy 
garstkę tamtych zwyciężyli, wpadł na nich, i chociaż mężnie się 
bronili, jednych trupem położył, innych zabrał do niewoli. 
"Między tymi byli - dodaje Rocznik - rycerz pewien Mścisła\v 
i inni, których nazwisk dla pospiechu tutaj nie zapisujemy". 
W lecie tegoż roku (1256) ukończyła się wojna o Krajnę 
układem. Rocznikarz tak go opisuje \v szczegółach: "W wigilię 
św. Jakóba Apostoła (24 lipca) przybył książę Przemysła\v z pa- 
nami swymi do wsi swojej Kcyni, żeby począć układy celem 
odzyskania grodu swego Nakła, który wtenczas był w ręku 
Swiatopełka pomorskiego. Do niego przybył wielebny brat 
Poppo 1), kawaler domu niemieckiego, z Przemysławem przez 
matkę jego w czwartym stopniu spokrewniony. Przybył na to, 
ażeby między Przemysławem i Swiatopełkiem pośredniczyć 
\v sprawie pokoju i odzyskania grodu. Swiatopełk też, który 
N akło trzymał przemocą, ze swej strony także polecił Popponowi, 
obiecując uznać \vszystko, coby zostało postanowione. Brat Poppo 
zatem przybywszy do Przemysława, oświadczył mu, że Swiatopełk 
za wydanie Nakła żąda pięćdziesiąt grzywien srebra, pokój zaś 
zacho\vać obiecuje, zaręczając, że na przyszłość z księstwa Prze- 
mysła\\ra niczego sobie nie przywłaszczy ani uroszczeń do Nakła 
mieć nie będzie, że jak Przelnysława ojciec kasztelanję tą i gród 
posiadał, tak i on ją w pokoju ma trzymać. Tedy Przemysław 
wziął na uwagę, że kraj jego wskutek grodu o\vego niebardzo 
na tern ucierpiał, że Pomorzanie trzymali Nakło; jednak obawiał 
się stąd przyszłych nieprzewidzialnych \vypadków. Więc za radą 
roztropnych mężów obiecał uroczyście, przez tegoż Poppona 
zachować pokój i zapłacić owe pięćdziesiąt grzy\vien. Po ukoń- 
czeniu układów tych za pośrednictwem wspomnianego Poppona 
spotkali się obaj książęta, Przemysław i S\viatopełk, między starym 
a nowym grodem, z bardzo małemi orszakami, bez mieczó\v 
i zupełnie bezbronni. Skoro się zobaczyli, pocało\vali się i siedząc 
ua koniach mówili o sprawach s\x'
oich. Gdy pokój został posta- 
nowiony, Przemysław \vrocił do obozu s\vego, Swiatopełk do 
starego Nakła. Nazajutrz zaś, to jest. \v salD dzień św. Jakóba 
Apostoła (25 lipca), Przenlysław udał się z panami do starego 
grodu. Tam przyjął go życzliwie S\viatopełk. Obaj zaprzysięgli 
pokój i gród nakielski został Przemysła\vowi z\vrócony". 
Swiatopełk, aby go tak znaczny pieniądz 2) nie chybił, 
domagał się zakładników. Przemysła\v, mający dobrą \volę 
spełnić przyrzeczenie, dał mu z pOlniędzy synó\\F panów s\\Toich 
dziewięciu zakładników, ażeby żadnej nie miał \vątplhvości. 
Imiona ich są następujące: Dzierżykraj, Dobrogost syn Wincentego, 
Włodzimierz syn Prandoty, Jakób z Cierznielina bratanek biskupa 


1) Poppo d'Oster był mistrzem prowincji pruskiej Zakonu krzyżac- 
kiego od 1255-1247. 
2) 50 grzywien równało się 25 funtom srebra.
		

/krajna_i_naklo00054_0001.djvu

			- 38 - 


poznańskiego Bogufała, Janusz Dobsto\\ricz Z Pniew, Samson 
Gnie\vomiro\vicz, Dzierżko Jaracze\vicz, Mraczek Przedsła\vicz 
i Sędzi\vój Zbiluto\vicz. 
Takie jest opowiadanie Rocznika, barwne i widocznie 
z opo\\riadań świadkó\v naocznych zaczerpnięto, chociaż o niepo- 
\vodzeniu sprzymierzonych książąt wielkopolskich w pierwszym 
roku \vojny pod Nakłem tylko domyśleć się pozwala. 
Wspomniany w opowiadaniu gród Raciąż, za czasów nie- f , l" 
mieckich Reetz l) zwany, - to dziś piaszczysty ostrów w miałkien1 l 
t . 
jeziorze, przynależny do majętności rodziny Jantów-Połcżyńskich 2). U 
Podle grodziska dawna droga, u ludzi "czarną tamą" zwana, idzie 
\vąskim przesnlykiem nIiędzy jeziorem grodoweln a sąsiedniem 
większem, zwanenl Przyżarcz. Czarna tama łączyła Nakło 
z Raciążem a pośrednio z Gdańskiem na północ, z Bytowem na 
zachód. Gród nad nią położony był na znacznej, blisko dzie.. 
sięciolniłowej przestrzeni od Swiecia aż do Szczytna za Człucho\vem 
jedyną znaczniejszą obroną kraju, a zarazem - jak tamte dwa - 
czołenl okolicy, która się od niego nazywała kasztelanją raciąską. 
Wiarogodna zatem jest wiadomość rocznikarza, że znaczna się 
\v nim schroniła ludność. 
Stary gród
nakielski, zdobyty przez Mśchvoja a z po\vodzenietn 
broniony przez S\viatopełka, wznosił się na dzisiejszem wzgórzu 
zatnko\vem, zajmującem tak zwany rynek garncarski - plac 
Mieczysłavra - i przyległe tereny dzisiaj zabudowane. 
No\vy gród polski, zbudowany na zachód od tamtego, znaj- 
do\vał się naj prawdopodobniej na miejscu, gdzie dzisiaj wznosi 
się probost\vo i budynki plebańskie. W ogrodach proboszczowskich 
widoczne są ślady częścio\vo sztucznego nasypu, którego półkole 
zwraca się w stronę wzgórza zamkowego. 
Takz\vana \vojna o Nakło skończyła si
 bez znaczniejszych 
dalszych \valk i spustoszeń. Od tego czasy ani Swiatopełk ani 
syn jego i następca Iv\ści\voj II. nie sięgali po Nakło. 
Nie długo cieszył się Przemysław odzyskanem Nakłem, 
gdyż już w roku 1257 pożegnał się z tym światem. Był to jeden 
z dzielniejszych i uczciwszych książąt s\vego czasu, który umiał 
powściągnąć nieprzyjaciół tak wewnętrznych jak postronnych. 
Z żony Elźbiety szląskiej, córki Henryka Pobożnego, zosta\vił 
jednego syna Przemysława, który się po jego śmierci urodził 
(Pogrobo\viec). Brat Bolesła\v Pobożny objął rządy całej Wiel- 
kopolski i opiekę nad pozostałą wdową i synem. 


1) Goerke. Der Kreis Flatow str. 65. 
2) Dzieje Prus królewskich 827.
		

/krajna_i_naklo00055_0001.djvu

			-
 


. 


Niewątpliwie, z nominacji Bolesława zarządzał Krajną 
kasztelan nakielski Swiętosław, którego podpisy na dokumentach 
zaczynają się ujawniać od roku 1260 l). 
Aczkolwiek na zachodzie Krajny toczyły się zacięte \valki 
z margrabiami Brandenburgji a na wschodzie w pobliskiej 
Bydgoszczy 2) też nie zawsze był spokój, to jednak powaga 
Bolesława Pobożnego trzymała zdala od kasztelanji nakielskiej 
\vszelką za\vieruchę \vojenną. 
W roku 1279 umarł Bolesław Pobożny, nie pozostawiając 
męskiego potomka. Cała Wielkopolska przeszła \v ręce Prze- 
mysława II. Pogrobowca. Za jego też rządó\v \vróciło Pomorze 
do Polski, - nie podbojem zmuszone, lecz z własnej woli 
i chętnie. Dnia 15 lutego roku 1282 B) Mściwoj II. aktem daro- 
wizny między żywynli ustano\vił Przemysła\va II. następcą swoim. 
Niewątpliwie spra\va sukcesji była przedmiotem obrad na wiecu 4) 
odbytym \v Nakle w miesiącu \vrześniu 1284 roku 0). Jeśli 
\vyrażenia, użyte w aktach urzędowych, Inają znaczenie dosłowne, 
to należałoby przypuszczać, że w Nakle nastąpiła adopcja Prze- 
nlysława II. z strony sędzi\vego już Mściwoja. Tenie bo\viem 
używa odnośnie księcia wielkopolskiego słów "najmilszy nasz 
synaczek" - filiollus noster carissinlus 6)! ! Z dokumentu, który 
mówi o \viecu czyli zjeździe nakielskim, \vynika, iż kasztelanem 
na Krajnie był wtenczas Zbilut. Zresztą \vłaśnie Nakło częściej 
widocznie oglądało sędziwego Mśchvoja II. i młodego Przemysła\va, 
albowiem Przemysław shvierdza po śmierci Mśchvoja, zmarłego 
24 grudnia 1294 f., że "ukochany przyjaciel jego Iv\śchvoj 
niedługo przed ślniercią \v Nakle całą gorącością serca i łzy 
Oliwę, miejsce pogrzebu książąt pomorskich, \vierl1ej i pilnej 
opiece jego polecił" 7). 
Po złączeniu Pomorza z Wielkopolską można było przystą- 
pić do odno\vienia potęgi Polski przez \vłożenie korony na głov{ę 
tego, który większą część dzierża\\F Chrobrego i I(rzy\voustego 
pod swemi zjednoczył rządami. Był nim Przeluysła\v II. 
Niestrudzonymi zwolennikatni koronacji byli Z111arły Mściwój8), 
u Kiarysek w Gnieźnie przeby\vająca Jolenta, wdo\va po księciu 
kaliskim, i arcybiskup gnieźniei1ski Jakób, którego "celerll życ!a , 
była walka na zabój z przemożną niemczyzną, powstrzYlnanle 
jej naporu na zietnie polskie, a który naj\valniejszy środek 
1) Kodeks dypl. wlkp. nr. 554. 
2) Szujski. Dzieje Polski 166. 
8) Dzieje Prus królewskich 1048. 
4) colloquium. 
5) Kodeks dypJ. wlkp. nr. 54.1. 
ts) Tamże. 
7) Dzieje Prus królewskich str. 1137. 

) Tamże 1150.
		

/krajna_i_naklo00056_0001.djvu

			/ 


- 4U -=- 


i taran przechvko niej widział w zjednoczeniu się Polski "1). Gdy 
stosunki ułożyły się korzystnie i z Wacławem czeskitn i z Wła- 
dysławem Łokietkiem,Przemysław uwieńczył skroń swoją diademem 
krótewskiIll \v Gnieźnie w uroczystość męczennikó\\T Jana i Pa\vła 
dnia 26 czerwca roku 1295 2 ). Radość i znaczenie dziejo\ve tego 
wydarzenia streszcza doskonale napis umieszczony \v otoku kró- 
le\vskiej piecz
ci króla Przemysława: Wrócił sam Pan Bóg znaki 
z\vycięskie Polakom - Reddidit ipse Deus victricia signa Polonis! 


, 
ł 


KRAJNA I NAKŁO 
POD GROZĄ NAJAZDÓW KRZYŻACKICH 1295-1349. 
Radość z odrodzenia i połączenia Polski nie trwała długo. 
Od\vieczny wróg Słowian - Nielncy - czuli doskonale, że 
nadchodzi okres decydującej walki. Pomorze 19nęło przecież 
do Polski głó\vnie z oba\vy przed nie\volą teutońską. Wszakżeż 
na \vschodzie Zakon niemiecki czyhał na sched
 pomorską, na 
zachodzie zaś, margrabiowie brandenburscy przygoto\vywali zabór. 
Tynlczasenl Przemysław sprzątnął jednym i drugim pomorski 
kąsek z przed nosa. Zemsta wyszła z Brandenburgji. Narzę- 
dziem stali się \\Tielkopolscy Zarębowie i Nałęcze. Upatrzono 
ch\vi1ę, gdy krój nic złego nie przeczuwając, zjechał do Rogoźna, 
gdzie z to\varzyszami przy biesiadzie sobie podochocił. Zbro- 
dniarze podsunęli się w małych oddziałach, osaczyli dom napeł- · 
niony opojonem rycerstwem, a napadłszy Przemysława - zamor- 
do\vali. Stało się to \v ranek popielcowy 10 lutego 1296 r. 
Nagła śmierć Przemysława poruszyła na nowo chchvość 
obcych i krajowych książąt i wznieciła no\ve zamieszki i współ- 
zawodnictwo. Z walk tych wypłynął Władysław Łokietek, syn 
Kazimierza Kuja\vskiego, jako bohater narodowy, dziedzic poli- 
tycznej lnyśli Przemysława i wskrzesiciel Ojczyzny. 
Kraj na i f Nako uznało wraz z całą Wielkopolską rządy 
Władysła\va. Tędy przechodził prawdopodobnie Łokietek, gdy 
zdążał na pomoc Kaszubom, których najechał książe szczeciński 
Bogusław. Wyprawa skończyła się niepomyślnie dla oręża 
polskiego. Wnet nastąpiły dalsze klęski. W roku 1300 Wielko- 
polska wraz z Krajną dostała się pod berło Wacława czeskiego. 
Krótko przedtem \v roku 1299 -- pra\vdopodobnie w ostatnich 
dniach 
maja - Władysła\v Łokietek dokumentem \vydanym 
\v Radziejo\vie 3) pozwolił miasto Nakło zreformować i urządzić 
według pra\va magdeburskiego. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, 
że właśnie najb1iższa: okolica Nakła dochowała wierności wygna- 
nemu 
król owi, a to dzięki członkom rodu Pałukó\\T j), którzy 
1) Ptaśnik. 
2) Monum Pol. hist. III. 40. 
3) Kodeks dyplom. wlkp. 11., nr. 810. 
f) Dzieje Prus królewsldch 1210.
		

/krajna_i_naklo00057_0001.djvu

			- 41 - 


gęsto osiedli w pobliżu Nakła, Kcyni, Wągró\\!'ca i Znina. Głównie 
synowie Swiętosława Pałuki, Henryk z Rynarzewa i Sędziwój l), 
oraz ich kre\vny Trojan, kasztelan nakielski, żywili wiarę w po- 
wrót małego króla. Gdy to rzeczywiście nastąpiło, Krajna od 
razu stanęła przy Łokietku, jak tego dowodzi zjazd odbyty 
w Bysze\vie w pierwszych dniach grudnia roku 1306. Krok ten 
świadczy dobrze o Krajniakach, którzy na rubieży kraju mie- 
szkając, doskonale rozumieli doniosłość konsolidacji państw'a 
polskiego i konieczność wspólnego frontu celem stawienia czoła 
Niemcom. Podczas gdy Wielkopolska upierała się jeszcze przy J 
Henryku głogo\\rskim, Pomorze i Krajna obwołały Łokietka f 
księcietTI s\voim 2). Łączność tych dwu dzielnic zacieśnił Władysław 
\v ten sposób, że \\Tojewodą trze\vskim zamianował Swiętosława l 
Pałukę z rodu Trojana, który mu Nakło był wydał 3). 


. 
Spodziewana z Niemcami \valka nie długo wybuchła. 
Bezpośredni powód do niej nastręczyła zdrada pomorskiego 
rodu Swięców, którzy w dniu 17 lipca 1307 oddali Pomorze 
Brandenburczykon1 bez względu na to, że prawowitym dziedzicem 
i panem był kto inny. Już następnego roku wkroczyli margra- 
biowie Otton i \Valdemar do d2,ierżaw pomorskich od zachodu j); 
od \\rschodu zaś przywołana pomoc krzyżacka wnet zamieniła 
się \v srogi najazd. Tuż Ba granicy Kraj ny położona Tuchola, 
uznawała panowanie S\\!'ięców oraz ich protektorów branden- 
burskich 5). Aczkolwiek napad brandenburski dość prędko został 
zlikwido\vany, to jednak margrabio\vie zatrzymali w posiadaniu 
swojem znaczny obszar na zachodzie Krajny nad rzeczką Chudą 6). 
Tucholę zaś i inne grody zagrabił Warcisław książe szczeciński7). 
Resztę Pomorza zajęli Krzyżacy, którzy w międzyczasie tak od ". 
margrabiów jako i od synó\\T Henryka głogo\\
skiego wykupili 
\vszystkie uroszczenia i pretensje do Pomorza. 
Mimo \vojny, najazdy i wyroki papieskie faktyczną granicą 
pomiędzy Pomorzem,. trzymanem przez Krzyżaków, a Krajną 
przyłączoną znowu do Wielkopolski, stanowiły rzeczki Kamionka 
i Dobrzynka. Tern samem Polska została odcięta od morza 
i pozbawiona jednej z rdzennych dzielnic. Wobec takiego stanu 
rzeczy Krajna i Nakło nabrały szczególniejszego znaczenia. 
Liczył się z tern Łokietek, skoro na obwód nakielski naznaczył 
wojewodę w osobie Niemiry 8), da\vniejszego podkomorzego 
w Swieciu, t ego san1ego, który \v sprawie nadchodzących do Pomorza 
1) Kodeks dypl. wlkp. II. nr. 906. 
2) Dzieje Prus królewskich 1217. 
R) Tamże str. 1222. 
4) Kodeks dyplom. wlkp. II. nr. 865. 
5) Dzieje Prus królewskich str. 1240. 
6) Goerke. Der Kreis Flatow 68. 
7) Szujsld. Dzieje Polski. 
8) Kodeks dyplom. wlkp. nr. 957.
		

/krajna_i_naklo00058_0001.djvu

			- 42 - 


11 


margrabiów posłował do niego w roku 1308 r. W otoczeniu 
Niemiry, wojewody nakielskiego, znaleźli się Borzysław, syn 
Mścina z Pomorza, i zape\vne inni Pomorzanie, których z kraju 
wygnała mściwośt krzyżacka. Gdy margrabio\vie brandenburscy 
nie ustawali w zabiegach swoich o zdobycie zachodniej Krajny 
i zachodniego Pomorza, gdy l1a\vet zaczęli zdradzać zaborcze 
zamiary wobec Wielkopolski, zaradny król zwrócił szczególniejszą 
uwagę na to groźne niebezpieczeńshvo. 


W lipcu roku 1324 Łokietek bawił osobiście \v Nakle 
w otoczeniu najprzedniejszych dygnitarzy państwa, jak tego 
dowodzi \vyrok l) zapadły na zamku nakielskim w sprawie spornej 
pomiędzy arcybiskupem gnieźnieńskim Janisławem a Janem 
Wyscieliczem. Widocznie radzono \v Nakle nad sprawą bardzo 
ważną. Przedmiotetll tych narad był naj prawdopodobniej traktat 
sformułowany następnego roku również w Nakle, który pociągnął 
za sobą doniosłe zmiany. Wspólny wróg zmusił książąt Pomorza 
nadodrzańskiego i króla polskiego nietylko do zaniechania daw- 
niejszych \vaśni, ale do zawarcia ścisłego przymierza. Pomiędzy 
królem polskim z jednej a książętami Warcisła\vem IV., Ottonem I. 
i Barnimem, synem Ottona, z drugiej strony stanęła \v Nakle 2) 
dnia 18 czerwca roku 1325 następującej treści umo\va: l(ról 
polski gwarantuje książętom Pomorza zachodniego zbrojną pOlllOC 
przechvko każdem u nieprzyjacielo\vi. Gdyby \vięc posiadłości 
pomorskie zostaiy ptzez kogokolwiek zaatakowane, Władysła\v 
. 
..;.-.._. . winien ująć się za sprzYlnierzonymi i napastnika przestrzedz 
przed następstwami bądź to pisemnie bądź też przez posłów. 
Jeśliby przestroga pożądanego skutku nie odniosła, tedy król 
polski wysyła \vojska swoje na pomoc i utrzymuje je \vłasnym 
kosztem.. Skoroby jednak walka odbywała się na terenie książąt 
pomorskich, to koszt utrzymania posiłków polskich spadnie na 
skarb pomorski. Wszelka zdobycz, a także okup za pojmanych 
jeńców i zakładników, miały pójść na opędzenie wspólnych 
potrzeb armji sprzymierzonych. Gdyby owocem przymierza miał 
być zbrojny konflikt z margrabią brandenburskim, natenczas 
przewidziano następujący podział zdobyczy. Wszelkie miasta 
i zamki, położone na zachód od rzeki Drawy, miały przypaść 
książętom Pomorza nadodrzańskiego. Miejscowości zaś znajdu- 
jące się po wschodniej stronie naz\vanej rzeki, wrócą do dzierżaw 
polskich jako bezprawnie niegdyś przez Waldemara zagrabione. 
Pozatern Łokietek zobowiązuje się nie przyj mować pod swoją 
opiekę nikogo, któryby umknął do Polski z terytorjó\v bądź to 
obecnie przez książąt pomorskich dzierżonych, bądź też na przy- 
szłość im przypaść mających. Końcowy artykuł umowy nakielskiej 
stwierdza, że przymierze polsko-pomorskie nie kieruje się ani 


l) Kodeks dypI. wlkp. II. nr. 1040. 
2) Naruszewicz. Hi
torja Narodu Polsldego. Tom. VIII. 186.
		

/krajna_i_naklo00059_0001.djvu

			- 43 - 


przeciwko książętom kujawskim, mazowieckim, dobrzyńskim 
i szląskinI, ani też przeciwko królo\vi węgierskiemu. 
Aczkohviek ostrze traktatu nakielskiego wyraźnie kieruje 
się w stronę margrabió\v brandenburskich, to jednak pomiędzy 
linjami można wyczytać nied\vuznacznie, że może być obrócone 
także przeciwko Krzyżakom. Już \v roku 1326 armja polska, 
posiłkowana przez W ęgró\v, Litwinow i Rusinó\v, \vkroczyła do 
Brandenburgji. Następstwem tej bardzo krwawej wyprawy było 
odzyskanie zachodniej Krajny z Wałczem i innemi miejsco- 
wościami. 
I(rzyżacy naj\vidoczniej powzięli \viadomość o zamiarach 
sprzymierzonych odnośnie dzierżaw, jakie zajmo\vali. Już 1326 
starali się przeciągnąć Warcisława na S\voją stronę, przyczem 
zdradzili specjalny apetyt na Nakło l). I .. 
W roku 1328 najechali I(rajnę, oblegli gród nakielski, 
zdobyli go i spalili. Ponieważ krótko przedtem -- \v kwietniu 1326 
- padła na nich kląhva z ust papieża Jana XXII., przeto rycerze l 
zakonni nie oszczędzili niczego. Pojnlali przy tej sposobności 
dowódcę grodu nakielskiego Henryka, z którym jakieś osobne 
mieli porachunki. Rok 1329 2) przyniósł nowy najazd krzyżo\vych 
rycerzy pod wodzą komandora Lutterburga. Nakło spłonęło \ 
\vtenczas doszczętnie a cała Krajna pokryła się zgliszczami. I 
Wreszcie \v roku 1331 nastąpiła no\va grabież pod \vodzą Teode- 
ryka z Altenburga za radą zdradzieckiego Wincentego z Szamotuł. 
I tym razem nieoszczędzono Nakła ani Krajny 3). W czasie tych 
naj azdó\v spłonął także kościół \v Nakle, co wyraźnie stwierdza 
\vyrok sądu naznaczonego przez papieża celem rozpatrzenia 
krzy\vd \vyrządzonych Polsce ł). Nic dziwnego, że po tylu klęskach 
rozgoryczony Łokietek kazał po bit\vie pod Płowcami (27. IX. 1331) 
ściąć bezlitośnie \vszystkich pojmanych jeńców krzyżackich. 
Po śmierci bohaterskiego króla Władysłav,"a (2. lIt 1333) nastąpił 
pewien okres spokojniejszy. Krajnę u\vażali I(rzyżacy do pewnego 
stopniu za S\voją zdobycz, gdyż układając się w roku 1343 
z królem Kazimierzem w I(aliszu, zażądali kompletnej rezygnacji 
z Pomorza;-\v zamian za co przyrzekali oddać między innemi \ l 
także Kraj nę (ziemię bydgoską). Pokój przyszedł rzeczy\viście 
do skutku. Jedno tylko duchowieńsh\ro polskie ograniczyło 
udział S\vój \v pertraktacjach kaliskich do prostego poś\viadczenia 
swej przytomności przy akcie, gdyż pokój tego rodzaju u\vażało 
za haniebny. Układ kaliski został zatwierdzony d\voma doku.. 
mentami, z których pierwszy króla Kazimierza dnia 14 czer\vca 1349 
w . Trzęsacz u 0), drugi przez \vielkiego mistrza Henryka Dusmera 
1) Kodeks dypl. wlkp. II. nr. 1071. 
2) Szujski Dzieje Polski I. 222. 
U) Tamże 225. 
f) Tamże 252. 
5) Kodeks dyplom. wJkp. II. nr. 1280.
		

/krajna_i_naklo00060_0001.djvu

			>I 


- 44 - 


dnia 23 czerwca 1349 \v Malborgu \vydanym został l). Według 
rzeczonych dokumentów' północną granicę I(raj ny a zarazem 
Polski stano\viła rzeczka Dobrzynka na całej długości, następnie 
I(amionka at do Brdy, potem Brda aż do Ujścia Sępolny. Tu 
stykała się Kraj na i ziemia wyszogrodzka, której granice również 
dokładnie się ustala, a która pozostać miała przy Polsce. 
Z chwilą zawarcia pokoju z Krzyżakami Krajna nie mogła 
mieć urzędowego charakteru przyszłej bazy operacyj nej. Stąd 
też po Nienlirze o \vojewodach nakielskich głucho. Kasztelanja 
/ nakielska zaczyna wchodzić w pewnego rodzaju zależność od 
\vojewódzhva kaliskiego. 

 


ł 


WYZNANIOWE, 
NARODOWOŚCIOWE. I GOSPODARCZE WARUNKI 
W CZASIE OD 1139-1349. 
Jeżeli w okresie pierwszym zwolennicy bałwochwalshva nie- 
tylko istnieli, ale tworzyli znaczną siłę, która w krytycznych 
momentach starała się zawładnąć sterenl państwa i przywrócić 
dawny porządek rzeczy, to okres drugi naj zupełniejszą wskazuje 
przewagę zasad chrześcijańskic!1. Szczególnie klasztory \vykazały 
ogromną siłę cywilizacyjną. Zyli wtenczas \v Polsce i działali 
św. Jacek i błogosławiony Czesław, św. Jadwiga i Salomea, 
błogosławiona Jolenta i wielu innych świątobliwych mężó\v 
i niewiast. Zakon krzyżacki również z początku \vykazywał dużo 
zrozumienia dla prawdziwie chrześcijańskich zasad. Oddźwięk 
tego znajdujemy w konwencjach ustalonych na \vypadek wojny, 
mianowicie pomiędzy chrześcijanami. Przyrzekano i przyznawano 
nietykalność wszystkiemu, coby się w danej chwili znalazło 
w kościołach 2), na cmentarzach i \v majątkach kościelnych. 
Zobowiązywano się niebrać w niewolę dzieci niżej lat d\vunastu, 
nie zabierać dziewcząt, kobiet i osób duchownych. Obiecano 
nie łupić bezbronnych. Zasady WZ\vyż wyłuszczone miały być 
zastosowane przedewszystkiem w wojnie z Swiatopełkiem 
pomorskim, toczonej w znacznej mierze na terytorjum kra- 
ińskiem. 
Granice archidyecezji gnieźnieńskiej były wysunięte znacznie 
poza Dobrzynkę i Kamionkę i obejmowały aż do końca XIII. 
wieku także kasztelanię słupską (Stolpe) 3), gdzie z ramienia 
arcybiskupstwa rządy duchowne sprawował jeden lub dwóch 
archidyakonów, niekiedy nawet z sakrą biskupią. Z poduszczenia 
Krzyżaków biskup kamiński Henryk siłą zbrojną wydarł arcy- 
biskupstwu kasztelanję słupską, poturbował i poranił duchownych 
1) Kodeks dyp1. wlkp. nr. 1290. 
2) Dziej
 Prus królewskich 695. 
8) Korytkowski. Arcybiskupi gnieźnieńscy. 


.
		

/krajna_i_naklo00061_0001.djvu

			45 - 


opierających się gwałto,vi, a dochody i rządy przywłaszczył 
sobie. Gdy arcybiskup zaniósł skargę do papieża, chciwy 
i okrutny KrL.yżak v.r szacie biskupiej najechał dobra arcybiskupie 
na Krajnie położone i spustoszył Wawrzyszkowo, Cerekwicę itd. 1). 
Z klasztorów Cystersi z Łekna (1143) i z Byszewa (1285) 
silny wywierali wpły'v w kierunku utwierdzenia Krajny w \vierze 
chrześcijańskiej nie tyle bezpośrednią działalnością, gdyż przynaj- 
mniej Łekno leży bezsprzecznie poza granicami obszaru kraińskiego 
ile raczej przez swoich przemożnych protektorów z rodu Pałuków, 
z których wielu dzierzyło i urzędy i majątki nad Notecią. . Orga- 
nizacja kościelna na Krajnie postępowała, zaznaczając się głó\vnie 
zakładaniem nowych parafij i budo'\"ą nowych chrześcijańskich 
świątyń. Czasów tych sięgają kościoły w Łobżenicy (1141), 
Tucholi (1287) 2), Człucho,vie (1365) i wielu innych miejscowościach. 
N ajazdy krzyżackie zniszczyły te pomniki pierwszych 
chrześcijańskich dobrodziejó\v do tego stopnia, że trudno dzisiaj 
stwierdzić czas ich powstania. Późniejsze dokumenty świadczą, . 
że paraf je kraińskie v.." znacznej ,viększości sięgają czasó\v nie- 
pamiętnych i bardzo da,vnych. Najprawdopodobniej po,vstały 
one - miano\vicie po wsiach - w czasie od 1139-1349. 
Dawniej dość jednolita ludność sło\viańska Krajny zaczęła 
w tym \vłaśnie okresie odczuwać znaczny bardzo dopływ żywiołu 
niemieckiego. Aczkolwiek przywilej, nadający Cystersoln lubiąskim 
-znaczny SZlnat Krajny celem rozkolonizo,vania go pomięd
y 
Niemcó\\T, lnocno jest podejrzany, to jednak nie ulega \vątpli\vości, 
że obszar pomiędzy Łobżenicą, Więcborkiem i Złotowem, gdzie 
dawniej głucha szumiała puszcza, został około roku 1250 zamieniony 
w urodzajne grunta i to przy ponlocy napływowej ludności 
rolniczej pochodzenia niemieckiego 3). To samo dotyczy Zabartowa, 
które od 1279 do 1288 było ,vłasnością kon,ventu cysterskiego 
w Lądzie 4), poczem przeszło w posiadanie arcybiskupstwa 
gnieźnieńskiego i złączone zostało z dawniej już otrzymanemi 
dobrami. \Vielki luistrz krzyżacki Ludolf Kunig nietylko zatwierdził 
kościołowi gnieźnieńskiemu stan posiadania na Kraj nie, ale 
v.." roku 1344 zaokrąglił go, dodając ,vsie Sucha i Lubie\vo 
(Lu bów) ó). 
Cystersi byszewscy skolonizo\\"ani 'v roku .1286 Bysze,vo 6)! 
Wierzchucin, Popiele\vo i Lucznlin. W roku 1325 otrzytnah ' 
potwierdzenie wszystkich przy,vilei a pra\\"o osadzenia Niemców 
zostało im rozszerzone na Runo,vo, Tuszkowo, Samsieczno, 
.1) Goerke. Der Kreis .Flatow. 70. 
2) Pommerellisches Urkundenbuch nr. 580. 
B) Kodeks dypl. wll{p. I. nr. 116, 147, 152, 153, 157. 
4) Tamże nr. 488, 630 i 631. 
:J} Tamże II. 1236. 
6) Schmidt. Deutschtlltn im LancIe, POien str. 89
		

/krajna_i_naklo00062_0001.djvu

			, ( 
ł 
ł 


f 
 
f 



 


46 -- 


Mąko\varsk, Sitno, Krąpie\vo i Słupowo 1). Za przykładem du- 
chow'nych poszli wnet panowie świeccy i zaczęli posiadłościom 
swoim nadawać prawa niemieckie (magdeburskie), a to ze względu 
na przypływ niemieckiej ludności. W roku 1299 zgodził się 
król Władysław na taki stan rzeczy \v miejsco\vości Rynarzewo, 
przynależnej do Krajny a będącej \vłasnością Henryka Swiętosła- 
wicza 2). Margrabiowie brandenburscy byli szczególniejszymi 
opiekunami i propagatorami niemieckieg0 3 ) osadnictwa, mianowicie 
nad rzeką Chudą, uważając kolonistóv." niemieckich za pionierów 
przyszłego na tych zienliach panowania swego. Wreszcie 
i królowie polscy nabrali przekonania do kolonistó\\T niemieckich 
i zaczęli rozdawać przy\vileje na wsie i miasta, mające się rządzić 
pra\\Tem niemi ec
 iem czyli magdeburskiem, Z kraińskich miast 
przywilej taki otrzynlało Nakło \v oku 1299. Ponieważ fakt 
ten spro\vadził zasadnicze zmiany w ustroju miasta, należy go 
omó\vić osobno. Inne miasta na Krajnie otrzymały nie wiedzieć 
kiedy pra\\To magdeburskie; l(amień dopiero \v roku 1360, 
a Mrocza 1393. Wraz z ustrojenl niektóre miejscowości zmie- 
niły się narodo\vościo\vo do tego stopnia
 że jeszcze później 
uchodziły za organizmy niemieckie. Łobżenica naprzykład 
w roku 1438 korespondowała z Gdańskiem w języku niemieckim 4). 
Przytoczony \vyżej traktat nakielski z roku 1325 nasuwa uspra- 
\viedliwione przypuszczenie, iż Krajna gościła sporo ucikinierów 
z Pomorza nadodrzańskiego, skoro o nich upominają się książęta 
szczecińscy. Wyniesienie byłego podkomorzego \\T S\vieciu - 
Nielniry - na no\vo kreowane stano\visko \vojewody nakielskiego 
\vskazuje na to, że po zajęciu Ponl0rza zachodniego przez Krzy- 
żaków, Krajna roiła się od Pomorzan, czekających na ch\vilę 
po\vrotu do swoich ojcowizn. Wielu pewnie pozostało w ziemi 
kraińskiej na stałe. Z polskich rodzin główną rolę grali prze- 
możni Pałukowie, których za wielkie przysługi \vynagrodził król 
Władysław Łokietek w roku 1308 darowizną majątku Wieszki 0), 
w pobliżu Nakła położonego. Prócz Pałuków, a może jeszcze 
przed nimi, należy \vymienić ród Bosutó\\T, wyvvodzący się po- 
dobno z Czech i przybyły stamtąd \vra2. z księżną Dubra\\Tką 
do Polski. Osiadły od czasów niepamiętnych na Włościborzu 
i Komierowie a pieczętujący się herbem Pomian, ród Bosutó\V- 
Komierowskich 6) oddał i Nakłu i Krajnie i całej Polsce znaczne 
usługi 7). Z dokumentu wydanego przez Przemysła\va II. dnia 


J) Kodeks dyplom. włl	
			

/krajna_i_naklo00063_0001.djvu

			- 47 - 


23 k\vietnia 1288 wynika, że prócz naz\vanych już wyżej miejsco- I 
\vości na Krajnie istniały \vtenczas osady: Suchoręczek, Wiele, 
Pęperzyn, Skoraczewo, Mrocza, Wierzchucin królewski i Wierz- 

hucin szlachecki, Wiskidno, Łącko, Sienno, Dębo\vo, Samostrzell) 
i inne. Aczkolwiek przy\vilej, wydany przez Bolesława 2) \v r. 1260 
na Wysokę, doszedł nas w odpisie bardzo niedokładnym, to I 
jednak dowodzi on niezbicie, że miejscowość ta była już wtenczas 
zamieszkałą osadą. 
N apłY\\T ludności osadniczej, \vśród której sporo było 
rzemieślników i postępowych rolników, nie pozostał bez wpły\vu 
na gospodarczy ustrój kraju. Stosunek do niemieckich ośrodkó
- 
cy\vilizacyjnych, podtrzymywany przez \vęzły pokrewieństwa i po- 
trzeby natury pra\vniczej, umożliwiały prędki dopły\v no\vych 
sił w miarę, gdy dawniejsze wymierały lub niewystarczały. 
Rozumne zarządzenia króla Kazimierza dopełniały i uzupełniały 
\varunki, wśród których po\vstawał dobrobyt, rodził się postęp 
i utrwalał spokój. Polska przygoto\vywała się do \valnej roz- 
prawy z Krzyżakami i do zajęcia stanowiska lnocarstwowego 
w Europie. 


NAI,ŁO 
OTRZYMUJE PRAWO MAGDEBURSKIE. 


"W imię PaIlskie amen 3). Wszelkie czyny z czasem 
łah\To się zacierają, gdy się ich pismem i ś\viadkó\\T pieczęcianIi 
nie utr\vali ku wiecznej rzeczy palniątce. Stąd też my Władysła\v, 
z łaski Bożej książę polski, pOInorski, kuja\vski, łęczycki i sieradzki 
podajemy niniejszem do \viadomości wszystkim tak współczesnym 
jako też potomnym, że z dobrej \voli naszej oddaliśmy i pole.. 
leciliślny nam \viernemu Piotro\vi z Dusden założenie naszego 
miasta Nakła \vedług normy pra\va magdeburskiego na łanach 
stu rzeczon emu nliastu przyległych. Z racji \vybraniectw'a jako też 
a podżogę oporu SwiaŁopełka wydano królowi. Pomiędzy zabitymi jeń- 
cami Polacy odnaleźli po zajeciu grodu także ciało Michała Bo?uty 
z Komierowa, które przewieziono do Komierowa i tamże pochowano. 
Pod koniec trzynastego wieku prawnuk w Nakle zabitego Michala wy.. 
budował w Komierowie kościół pod wezwaniem św. Michała, 
dzie 
umieszczono tablicę z następującym napi
em: "Sobiesława Bo
uty, Piotr, 
Michał synowie, jeden na \Vlościborzu, drugi Komierowie, od Wladysława 
w Plocku za waleczne sprawy, zyskali miecz rycer
ki za wić do Wie.;. 
niawy. Pojmany od POl11orzan i w Nakle zabity. \V tych ten rycerz 
okopach, ta jego mogiła, i tym go pamięć wnuka grobowcem wslawiła. n 
Wspomniany kościół dekretem orcybisluIpa \VawrzYłlca Gembickiego 
dnia 50 stycznia 1617 oddano pod nadzór proboszczowi w Sępólnie. 
Ks. kanonik Trzebnic znalazł 
o w roku 1653 w administracji plebana 
z Wałdowa. Patrz Fontes Tow. Naukowe
o w Toruniu XI. 1907 i XII. 1908. 
1) Kodel	
			

/krajna_i_naklo00064_0001.djvu

			- 48 - 



 


sołect\\Ta daro\\Taliśtny mu wszelkie jatki rzeźnickie; piekarskie 
i szewieckie oraz łaźnie, ile tylko zdoła założyć, tudzież rzekę 
Noteć płynącą podle miasta, aż do pół lnili w górę i pół lnili 
\v dół, wraz z wszystkiemi obecnemi i przyszłemi pożytkamI, 
każdy trzeci grosz z kar sądowych \vpływający, każdy siódmy 
\ łan \volny, każdą trzecią zwierzynę ułowioną na polach przymiej- 
skich a wreszcie przekazaliśmy mu pół mili zarośli i lasu 
t \v kierunku Gniezna położonych, skąd mieszczanie drzewo i co 
jeszcze trzeba, pobierać mogą. A \vszystko to posiadać ma 
tytułem' dziedzicznej \vłasności a ró\vnież i dzieci jego, czy to 
już zrodzone, czy też dopiero na ś\viat przyjść mające na równi 
z wszystkimi prawnymi spadkobiercalni. Młyn natomiast położony 
przy zamku i rybołóstwo tamże zostawujemy dla siebie, a także 
d\vie jatki rzeźnickie, które należeć będą do naszych dochodów 
stołowych. Wszystkim zaś nlieszkańcom, przybywającym do 
miasta oraz miejscowości, którą rzeczony nasz wybraniec założy, 
darowujemy zupełną i od \vszelkich opłat wolną s\vobodę na 
lat czternaście, po upływie których mieszczanie nasi tylko takie 
daniny nam odda\vać lnają, do jakich inne miasta, \vśród naszych 
dzierżaw na pra\vie magdeburskiem założone, zobo\viązane zostały. 
Natomiast rolnicy odda\vać będą każdego roku po cztery miary 
pszenicy, cztery miary żyta, cztery miary o\vsa i trzy skojce 
srebra z każdego łanu. Jest ró\vnież wolą naszą, aby ludność 
napływająca do rzeczonego lniasta, korzystała po wieczne czasy 
z tych samych praw i ustaw, z których i w sądach i gdzieindziej 
korzystają inne nasze miasta według prawa magdeburskiego 
założone. Wójt niechaj przeto sądzi wszystkie spra\\TY do 
naszego sądu należące, tak więkSze, jak i mniejsze i rozstrzyga 
według obyczajn magdeburskiego, w czem żadnej nie ma doznawać 
przeszkody. Aby zaś w'szystko to mogło na zawsze pozostać 
nie\vzruszone i trwałe, oraz aby tenże \vójt nasz mógł do\volnie 
s\voje wójtostwo sprzedać, zamienić i z niem, co zechce, zrobić, 
nadajemy temuż dokumen.t niniejszy, pieczęcią naszą opatrzony. 
Działo się \v mieście naszem Radziejow'ie w obecności 
następujących panów: Bronisza wojewody, Macieja sędyka, 
Woj sława podskarbiego, Andrzeja włódarza ziemi kujawskiej 
oraz wielu innych wiarogodnych osób. Dan tamże wśród oktawy 
Wniebowstąpienia Pańskiego przez kanclerza naszego Pa\vła 
roku 1299". 


Pr
ywi1ej rozróżnia niedwuznacznie stare miasto już istnie- 
jące i no\vą osadę mającą dopiero powstać. Mieszkańcy miasta 
dawnego, mieszczącego się na \vyniesieniu dokoła zamku, stają 
się również uczestnikami udogodnień \vynikających z prawa 
magdeburskiego, zostają wyjęci z pod jurysdykcji urzędników 
_ królewskich a podporządkowani władzy wójta. U stóp górnego 
miasta bezpośrednio za fosą od strony północnej \vymierzono
		

/krajna_i_naklo00065_0001.djvu

			- 49 - 


nowy rynek. Na rynku postawiono krzyż, do którego przymo- 
cowano ręka\vicę królewską w dowód króle\vskiego przyzwolenia. 
Następnie przedłużono krańcowe linje rynku czyli targowiska 
jako ulice, przy których wyznaczano poszczególne place budo- 
wlane. Pod prostym kątem przecinające się ulice nada,vały 
miastu wygląd szacho,vnicy. Cały obszar miejski otaczano 
w końcu płotem z drzewa i głębokim rowem lub też - o ile '\ 
na to starczyło - dość \vysokim murem. Ponieważ \v Nakle 
kościół już istniał najpra\vdopodobniej w pobliżu zanlku, przeto 
w dolnem mieście z publicznych gmachó\v zbudowano najpierw 
ra tusz. 


Obszar, którYITI dyspono,vał Piotr z Dusden, obejmował 
łanó\v sto. Łan była to wogóle przestrzeń ziemi, którą można 
było upra,vić jedną parą \vołó\v, a \vięc gospodarstwo obliczone 
na utrzymanie jednej rodziny kmiecej. Na ogół zgadzają się 
uczeni na to, że łan równa się 60 do 75 morgom magde- 
burskim. Piotr z Dusden otrzymał zatem około 6000 morgó\v 
ziemi, z czego dla siebie mógł zużyć około 14 łanów czyli 
nlniejwięcej około 850 morgó\\T magdeburskich. Miastu przy- 
było przeszło 80 samodzielnych jednostek gospodarczych, nie 
licząc tych, którzy tylko rzemiosłem się zajmov.rali. Miejsca 
gdzie pierwszy ,vójt nakielski, niewątplhvie sam Piotr z Dusden, 
mieszkał, należy szukać w pobliżu rynku. Talu też, pomiędzy 
ulicą Ogrodo,vą a szkołą żydowską, znajduje się posiadłość 
z\vana ogólnie \Vójtostwem. 
Pod względem prawnym przy\vilej Łokietka nada\vał miastu 
wielką s\vobodę samorządo\\"ą 1), to jest \vłasny rząd Vt magistracie 
i radzie i własne sądy. Magistrat składał się z ,vójta, którego 
urząd był doży,votny i dziedziczny - oraz z kilku wybieralnych 
ławników. Wszystkie sprawy natury adnlinistracyjnej i policyjnej, 
a także ustana,vianie i sprawdzanie miar i wag, należało do 
magistratu. Wójt i ławnicy \vykony\vali ró\vnież władzę sądo- 
wniczą i ferowali prawomocne \vyroki tak w sprawach cywilnych 
jako też i karnych. Za działalność S\voją ,vójt odpov.."iadał tylko 
przed królem. Prócz Piotra z Dusden dzieje \vspominają jeszcze 
Wojsła\va Dębniczyca (z Dębo\va?) jako \vójta nakielskiego 2). 
Obok \vójta i magistratu istniała jeszcze rada jako instytucja 
samorządo\va, składająca się z 4--8 radnych \vybieranych przez 
o
ywateli miejskich. Urząd burmistrza był 'v tym czasie jeszcze 
nIeznany. 
Po upły\vie czternastu lat wchodził vt życie podatek na 
rzecz skarbu królewskiego i to po cztery miary pszenicy, tyleż 
żyta i niemniej owsa z łanu, do czego dochodziły jeszcze tr7Y 


J) 2 - Schmidt. Da
 Deut
chtl1m im Lande Posen. 
2) Kodeks dypI. wlkp., II. nr. 1090. 


4
		

/krajna_i_naklo00066_0001.djvu

			-- 50 -- 


skojce czyli 6 ówczesnych groszy gotówką 1). Był to zatem 
podatek gruntowy. Jeśli się uwzględni, że administracja miejska 
i kościół także podatki pobierali, to pewnie śruba podatkowa 
w czasach dawniejszych tak samo dokuczała obywatelom, jak 
za dni naszych. 


Część trzecia. 
1349-1466. 


KRAJNA JAKO ZASTAW I LENNO. 


l 


Po
ój trzęsacki, przezorne rządy króla Kazimierza i praco- 
witość o nowy ustrój miejski opartego mieszczaństwa nakielskiego 
sprawiły, że gród i miasto Nakło nietylko całkiem się odbudo\vały, 
lecz nabrały poważnego znaczenia i wartości 2 ). Król chłopków, 
który Polskę zastał drewnianą a zosta\\"ił murowaną, podźwignął 
zamek nakielski i z Nakła stworzył bardzo silną murowaną 
twierdzę. Budowa zamkó\v, pałaców i mIast pochłaniała jednak 
ogromne sumy, których skarb królewski nie zawsze mógł 
dostarczyć. W takich razach trzeba było się zapożyczyć u ma- 
jętnych obywateli. Około roku 1358 król Kazimierz pożyc2.ył 
znaczną kwotę od arcybiskupa Jarosława Bogorji z Skotnik 
Skotnickiego. Istnieje dokument, datowany z Brześcia Kujawskiego 
dnia 19 lipca 1358 roku, stwierdzający, że król Kazimierz winien 
arcybiskupowi gnieźnieńskiemu przeszło tysiąc marek, to jest 
przeszło pięć centnarów srebra 3). Aby arcybiskupowi zape\vnić 
I zwrot tak znacznej sumy, król oddał Skotnickieą1u zamek Nakło 
ł wraz z całym powiatem w zastaw. Ponie\vaż arcybiskupstwo 
posiadało na Krajnie znaczne majątki, które niepokoił wciąż 
jeszcze wojowniczy biskup kamiński, przeto Jarosław Skotnicki, 
korzystając z uprawnień, jakie mu zastaw dawał, częściej zaglądał 
do Nakła. Dowodzi tego pomiędzy innemi dokument z roku 
1363 lo) wystawiony na zamku nakielskitn, \v którym arcybiskup 
w charakterze opiekuna i rządcy kasztelanji nakielskiej zatwierdził 
sprzedaż połowy majątku Wyskidno pod Koronowem położonego. 
Z przywileju rzeczonego wynika, że arcybiskupa]
 \v::sprawach 
związanych z zarządzaniem ziemią nakielską zastępował burgrabia 


]) 24 skojce == 1 marka == 1/2 funta srebra. 
2) Szujski. Dzieje Polski I. 258. 
lł) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1586. · 
4) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1500.
		

/krajna_i_naklo00067_0001.djvu

			- 51 - 


Jan, rezydujący w Nakle l), któremu do pomocy dodany był 
Jakób wożny (nlinisterialis). Ponieważ od roku 1352 do 1365 
zachodzą wzmianki o kasztelanie nakielskim Sędziwoju z Czarn- 
kowa 2), przeto należy przypuszczać, że Krajna została arcybisku- 
powi w zastaw oddana za \viedzą i przyz\voleniem tegoż Sędziwoja. 
Jarosła\v Skotnicki przywilejem danym \v Brześciu dnia 11 lutego 
roku 1359 zamienił \\,ieś Wawrzyszkowo na miasto z ustrojem 
magdeburskim 3), powierzając przeprowadzenie odnośnych czyn- 
ności Tomaszowi z Radżmina. Zarządzenie arcybiskupa potwierdził 
król Kazimierz dokumentem wydanym w Łowiczu dnia 25 czer- 
\\'ca 1360 roku 4), przyczem no\vo powstałe miasto otrzymało 
naz\vę Kamień. Aby na przyszłość zapobiec pustoszeniu majątków 
kościelnych na Kraj nie, Skotnicki wzniósł w Kamieniu zamek 
obronny. Kasztelan tegoż zamku kamieńskiego występuje obok 
kasztelana nakielskiego 0). W roku 1370 arcybiskup spłacił 
spadkobierców Tomasza z Radżlnina, a wójtostwo kamieńskie 
sprzedał Hermanowi zwanemu Templin 6). 
W roku 1343 Elżbieta, córka króla Kazimierza, wyszła za- 
nIąż za księcia szczecińskiego Bogusła\va V. Dnia 28 lutego 
tegoż roku stanął \v Poznaniu układ pomiędzy królem Kazimierzem 
a Bogusławem V. o charakterze zaczepno-odpornym, skierowany 
głó\vnie przechvko Krzyżakom 'ł). Tatnże pomieszczono także 
osobną umo\V'ę odnoszącą się do posagu i dochodó\v przyszłej 
księżny &zczecii1skiej, które do pe\vnego stopnia zabezpieczone 
być musiały, pra\vdopodobnie na posiadłościach kraińskich. 
Krajna bo\viem za\vsze jeszcze w administracji do pe\\Tnego 
stopnia osobne zajmowała stano\visko. Aczkol\viek \\Tykupiona 
z rąk arcybiskupa Jarosła\va i własnego posiadająca kasztelana 
\v osobie Mikołaja, kasztelanja nakielska uie \veszła jeszcze 
całkiem \v skład \voje\vódzhva kaliskiego, lecz pozosta\vała pod 
specj alną opieką starosty generalnego Wielkopolski, jak tego I 
do\vodzi przywilej datowany z Szubina, dnia 11 maja roku 1375 8). 
Tenże generalny starosta Wielkopolski \v roku 1388 pisze się 
wojewodą kaliskim, starostą krakowskinl i "ziemi nakielskiej guber- 
natorem".9) Ziemię dobrzyńską, kuja\vską, łęczycką i sieradzką , 
a także Krajnę uważał Kazimierz za \vłasność i dziedzict\vo 
gałęzi Piastów kujawskich, do której należał 10). To też dzielnice 


1) W roku 1426 burgrabią zam)nl nakielskiego był Wincenty 
z Niemna. Kodeks dypl. wlkp., V. 453. 
2) Kodeks dypl. wlkp. 111., nr. 1313, 1318, 1370, 1474, 1476, 1510, 
1530, 1539. 
ił) Tamże III. nr. 1398. 
4) Tamże 111., nr. 1433 
j) Tamże 111., nr. 1627. 
6) Tamże 111. 1665. 
7) Naruszewicz. Historja Narodu Polskiego, tom. IX., str. 100. 
H) Kodeks dypl. wlkp. 111., nr. 1719. 

) Tamże 111., nr. 1870. 
10) Moraczew.ski. Dzieje Polski 196.. 


4* 


l 
I
		

/krajna_i_naklo00068_0001.djvu

			11 


52 - 


szły najczęściej pod zastaw i niemi rozporządził król w testa- 
mencie swoim. Bydgoszcz, Wielatowo (Złotowo) l), Wałcz, wszystko 
grody położone na pograniczu Krajny, dostały się wraz z innemi 
dzielnicami wnukowi Kazimierza a synowi Elźbiety i Bogusława, 
noszącemu również imię Kazimierz, w zdrobnieniu Kaźko. Zanim 
jednak woli testatora stało się zadość, upłynęły lata, w ciągu 
których Krajna była terenem bratobójczej walki pomiędzy Nałę- 
czanami i Grzymalitami. 
Już dawniej - w roku 1352 - Sędziwój z Czarnkowa z przy- 
domkiem Nakielski 2), brał udział 'v konfederacji 3) Macieja Bor- 
kowicza, wojewody poznańskiego, który w następstwie swej do 
króla opozycji skazany został na śmierć głodową. Sędziwój 
sam dostał się w ciężkie opały wskutek skargi wytoczonej mu 
przed królem \v roku 1364 przez Wincentego z Słopanowa, który 
kasztelana nakielskiego oskarżył o zabójstwo i zdradę stanu '. Gdy 
po śmierci Kazimierza (t 31. XI. 1370) wybuchły nieporozumienia, 
spory a wreszcie zbrojne zatargi pomiędzy z\volennikanli Ludwika 
węgierskiego a poplecznikami Ziemowita mazowieckiego z rodu 
Piastów, nastały dla Krajny ciężkie czasy. Złotowski powiat był 
od roku 1371-1377 pod zarządem księcia szczecińskiego Kazi- 
mierza ó ). Po nim objął administrację zachodniej Krajny Władysław 
Opolczyk (1377 - 1391). Wedele 6), Borkowicze, Czarnkowscy, 
Ostenowie i inni niepokoili całą okolicę nad rzeką Chudą. 
Po śmierci Ludwika (t 1382) walki przeniosły się do ,vschodniej 
Krajny i całej Wielkopolski, przybierając charakter kr\vawego 
sporu pomiędzy rodami Nałęczów i Grzymalitów. Nałęczowie 
trzymali z Ziemowitem mazowieckim, Grzymalici zaś oświadczali 
się za córkami Ludwika. 
Zamek nakielski znajdował się wtenczas w ręku kasztelana 
1 Sędziwoja Swid\vy z Szamotuł, zwolennika Nałęczów, po stronie 
f których opowiedział się początkowo także arcybiskup Bodzanta, 
posiadający bardzo znaczne dobra na Krajnie. Grzymała z Ole- 
śnicy (pod Smoguleem), Andrzej z Szaradowa (Wszeradowo pod 
Kcynią), Wierzbięta z Smogulca i Teodoryk z Margonina -- 
wszystko Grzymalici - tworzyli jeden obóz, zaś Sędzimir 
z Radzicza, Mikołaj z Sępólna, Jaśko Czodliński z Wałdowa, Mikołaj 
J. z Saldna - drugi 7). Podczas gdy właściwy kasztelan nakielski 
Sędziwój Swidwa uganiał się za Grzymalitami \v okolicy Wronek 
i Poznania, Nakło przechodziło z rąk do rąk, przeważnie bez 


1) Dzieje Prus królewskich, mapa Pomorza. 
2) Kodeks dyp1. wlkp. 111., nr. 1510 
9) Tamże nr. 1515. 
ł) Tamże nr. 1510. 
5) Goerke. Der Kreis Flatow 72. 
6) Od nich pochodzi Wedelland - Wedelkie - okoto 00 mil kw. 
na zach6d od Chudej. 
'i) Monum Pol. hist. II. 727 i dalsze.
		

/krajna_i_naklo00069_0001.djvu

			u 


rozlewu krwi. Najpierw posiadali je wzwyż nazwani Grzymalici, 
którzy z Nakła łupieżce zapuszczali zagony, głównie w kierunku 
żnińskich dóbr arcybiskupich 1). Przy tej sposobności w marcu 
1383 złupili majętność sędyka kaliskiego Mikołaja z Chomiąży, 
zwanego przez współczesnych krwawy djabeł 2). W czerwcu 
tegoż roku wyszła z Nakła nowa \vyprawa w kierunku -Znina, 
która skończyła się złupieniem dalej na południowym wschodzie 
położonego miasteczka Gębie, będącego podówczas w rękach 
Ziemowita. Zdobycz z obydwu wypraw sprowadzono przeważnie 
do Nakła. Pod koniec czerwca rozeszła się wieść, że arcybiskl;1p 
Bodzanta opuścił szeregi zwolennikó\v księcia mazowieckiego. 
Wnet Sędzimir z Raózicza wraz z towarzyszami zapragnął mieć 
ostoję w zamku kamieńskim. Wmówiwszy \v mieszczan i załogę, 
że arcybiskup został godności pozbawiony i z kraju wypędzony, 
opano\vali miasto i zamek. W odwecie zato Grzymalici wzwyż 
nazwani podeszli zbrojno pod gród Lossów czyli Losburg albo 
Włościborz, zbudowany niedawno przez Arnolda z Wałdowa 
i oblegali go przez tydzień. Straciwszy Janka, syna Przecława 
z Margonina i nic nie wskórawszy, wrócili Andrzej, Grzymała 
i Wierzbięta do Nakła. Po drodze zburzono doszczętnie Wą- 
sowno to jest Więcbork, posiadłość M.arka z Pęperzyna. W Nakle 
pochowano zabitego Janka. 
. Ponie\vaż wyprawę pod Włościbórz popierali ludzie z pod 
Znina, Arnold z Wałdowa wyprawił się na Znin, złupił Gołańcz, 
a po ustąpieniu Grzymalitó\v z pod Włościborza, krwawy 
brał od\vet na tych Krajniakach, którzy popierali Nałęczó\v. 
Ostatecznie skończyło się na tern, że niektórzy Nałęcze po- 
godzili się z niektórymi Grzynlalitami i \vspólnie łupili majątki 
swych osobistych \vrogó\\" oraz dobra kościelne. Jesienią 1383 
roku w jednym obozie spotykają się Peregryn 3), starosta \vielko- 
polski i Wincenty, wojewoda poznański, i Sędzhvój S\\rid\va, 
kasztelan nakielski, i Arnold z Wałdowa i Pałuczanie. Wspólnemi 
siłami grabili majątki arcybiskupie a najechawszy Gniezno, zajęli 
kwatery w pałacu arcybiskupim i Jnieszkaniach księży kanoników. 
Wreszcie Sędziwój S\\Tidwa zabrał się do najpospolitszych roz... 
bojów i rabunków 4). W czasie tych \vichrzeń odbywały się 
zjazdy \v Starczynowie (8. III.. 1383), \v Brześciu, \v Krakowie, 
w Radomsku, w Sądczu i innych miejscowościach, celem za- 
pewnienia skołatanej Ojczyźnie praworządnej \vładzy najwyższej. 
Po nie udałem poselstwie poważanego ogólnie Sędziwoja z Szubina 
postanowiono w Radomsku wysłać do Elźbiety \vęgierskiej szlach- 
cica z Krajny rodem, Przecława z Wą\velna Wą\velskiego fi). 


1) Monum Pol. hist. II. 728. - 
2) Pisał się także Mikołajem z Wenecji. Cfr. kodeks dypl. wlkp. III. 
nr. 1996. 
8) Monum. Pol. hist. 11. 748. 
5) Tamże 11, str. 754. 
5) Monum. Pol. hist. II. 754. Szujski. Dzieje Polski l. 281.
		

/krajna_i_naklo00070_0001.djvu

			DL! 


'.; 


Ody tenże z niczem powrócił i gdy rycerstwo zebrane 
\v Sądczu uradziło po raz ostatni zwrócić się z prośbą do 
\vęgierskiego dw'oru, zaprotestował Przecław z Wąwelna, przy- 
pominając, że raz już dano sobie słowo nie posyłać nikogo do 
Węgier, skoroby jego legacja skutku nie odniosła. "Robicie mnie 
i siebie kłamcami" rzekł i tyle sprawił, że całą uchwa
ę i po- 
selstwo od\\Tołano, a co więcej zakazano komukolwiek na dWÓI 
Elźbiety się uda\vać. Wystąpienie Przecława z Wąwelna Wąwel- 
skiego jest pier\\rszym przykładem l) osławionego liberum veto, 
jakie w dziejach polskich się napotyka. 
Po długiem wyczekiwaniu przybyła wreszcie do Polski. 
Jadwiga. Związek małżeński pomiędzy Jadwigą i Jagiełłą oznacza 
wojnę na śmierć i życie z Zakonem krzyżackim. 
Geograficzne położenie Krajny wskazuje na to, że ziemia 
nakielska musiała stać się jednym z licznych placów boju. 
Zrozumiał to widocznie Jagiełło, skoro nawiązując do po- 
lityki Łokietka i Kazimierza Wielkiego, szukał porozumienia 
z książętami szczecińskimi, których dzierżawy odgraniczały po- 
siadłości krzyżackie od reszty Niemiec. Celem zabezpieczenia 
przyjaźni i uregulowania schedy po Kazimierzach, Władysław 
Jagiełło nadał Nakło księciu Warcisławowi szczecińskiemu w lenno. 
Stosunek prawno-państwowy pomiędzy królem polskim a lenni- 
kiem tegoż, księciem szczecińskim, unormował traktat 2) zawarty 
w Pyzdrach dnia 2 listopada 1390 roku. Warcisław, książę 
szczeciński, pomorski, kaszubski, dziedziczny pan na Sła\vji i Rugji, 
wyznaje, że królowi polskiemu i Koronie polskiej złożył przy- 
sięgę hołdowniczą, co także uczynić mają i powinni bracia jego 
Bogusław i Barnim. Dalej przyrzeka Warcisław, iż króla polskiego 
wspierać będzie wszelkiego rodzaju środkami i z pomocą po- 
spieszy na wypadek wojny z Zakonem krzyżackim. Przez po- 
siadłości swoj e książę szczeciński nie przepuści żadnych posiłków 
do Prus ani też nie zezwoli poddanym swoim na wspieranie 
Krzyżaków pod jakimbądź pozorem. W końcu Warcisław zobo- 
wiązuje się zwrócić królestwu polskiemu twierdzę Nakło z całym 
powiatem pod \varunkiem, że otrzyma Bydgoszcz wraz z miastem - 
i powiatem, jako darowiznę zapisaną książętom szczecińskim 
przez króla Kazimierza Wielkiego. Ponieważ Bydgoszcz była 
w posiadaniu Władysława Opolczyka, który ją w tymże właśnie 
roku wyznaczył na posag dla córki swej Jadwigi, przeto 
Warcisław zarządzał Krajną, zachowując ludność przy dawniej- 
szych prawach a urzędników dobierając z pośród obywateli 
polskich. Dokument spisany w Krakowie dnia 3 marca 1393 
stwierdza 3) że Nakło było jeszcze na tych samych warunkach 


1) Szujski. Dzieje Polski 1., gtr. 281. 
2, Kodel	
			

/krajna_i_naklo00071_0001.djvu

			'-' '-' 


w posiadaniu Warci sława, który tam swego burgrabię. trzymał. 
Warcisław umarł w roku 1394. Zdaje się, i
 z jego śmiercią I 
Nakło i Krajna wróciły do korony polskiej, aby przy niej 
pozostać aż do pierwszego rozbioru. 


WIELKA WOJNA Z KRZYŻAKAMI. 
1400 -:- 1466. 
Na prośbę znakomitych panów wybrał się Władysław 
z Jadwigą do Wielkopolski w gronie poważnych rycerzy kra- 
kowskich i sandomirskich, aby tamże zupełny przywrócić spokój. 
Gdy w Gnieźnie dworzanie zabrali bydło kmieciom dóbr kapi- 
tulnych l) i gdy z tego powodu groził poważny zatarg z ducho- 
wieństwem, Jad\viga pogodziła powaśnionych i spowodowała, 

e biednym ludziom zabrany dobytek pooddawano, przyczem 
wypowiedziała one pamiętne słowa: "a któż im łzy po\vróci? ł" 
Domarat z Pierzchna i inni Grzymalici musieli się pogodzić 
z Wincentym \vojewodą poznańskin1, Sędziwojem Swidwą 2), 
kasztelanem nakielskim i resztą Nałęczów. Znany nam Mikołaj 
z przydomkiem kr\vawy djabeł powędro\vał do więzienia. Niektóre 
grody i gniazda rozbójnicze poburzono. 
Wrócił spokój \\r Wielkopolsce, \vrócił też i na Krajnie. 
Polska gotowała się do walnej rozpra\vy z Krzyżakami, z którymi 
coraz trudniej było sąsiadować Jagielle. Słowa prorocze, wypo- 
wiedziane na zjeździe inowrocławskim w roku 1397 pod adresem 
wiarołomnego Zakonu, ziściły się po śmierci Jadwigi (t 17lipca1399). 
Zaczęło się na zachód od rzeczki Chudej okola Drahimia 
i Drezdenka S), gdzie powstały zbrojne zatargi graniczne już 
w roku 1407. Poselstwu, \v skład którego wchodził również 
kasztelan nakielski Wincenty z Granowa '), mającemu upomnieć 
się u Krzyżakó\v o bezprawny zabór statków załadowanych zbożem, 
Krzyżacy odpowiedzieli szyderstwem. Gdy w sprawie zatargu 
o Zmudź Polacy doradzali układy, Wielki Mistrz groził wojną. 
Wobec tego oś\viadczył prymas Mikołaj Kurowski: Nie gróź ł- 
bo jeśli ty do Litwy --- to my do Prus wkroczymy. Na to 
odpowiedział chytry i zarozumiały Krzyżak: "Dziękuję ci, ojcze 
przewielebny, żeś nli odkrył zamiary króla twego. Twoją 
otwartością objaśniony i upewniony raczej na głowę samą niż na 
członki cios mój wymierzę; \volę ja nawiedzić ziemię osiadłą, 
aniżeli pustą, - miasta i włości aniżeli pustynie. . Zamierzoną 
przeciw Litwie wojnę na Polskę obrócę, łatwiej bowiem mnie 


1) Moraczewsld. Dzieje Polski I. 238. 
2) Przydomek familijny od zamku Świdwin pod Szamotułami, gdzie 
dzi
 klasztor Reformatów. Kodeks dypl. wlkp. III. str. 125. 
8) Szujski. Dzieje Polski, II. 27. · 
') Tamże.
		

/krajna_i_naklo00072_0001.djvu

			J 


I 


lJU 


'.. 


. i "Zakonowi memu godzić na głowę aniżeli podcinać nogi 1). M 
Formalne wypowiedzenie \vojny zostało królowi doręczone 
14 sierpnia 1409. 
Granica polska na północ od Noteci wykazywała podwójną 
linję obronną oznaczoną zamkami. Pier\\Tsza linja - to zamki 
Wyszogród; Kamień, Złotó\v, 'wtóra _. Bydgoszcz,- Nakło, Ujście. 
Po stronie krzyżackiej najbliżej granicy kraińskiej były zamki 
Człuchów, Tuchola, Raciąż, - za nim silnie uhvierdzone Chojnice, 
stanowiące węzeł łącznikowy Prus z Rzeszą niemiecką. . Komtu- 
ro\vte człuchowscy Gamerad von Pintzenau i tucholski Henryk 
von Schwelborn najechali w końcu sierpnia roku 1409 Krajnę 2), 
zburzyli Kamień i Sępolno, próbowali zdobyć Nillo 3), które 
się atoli oparło; podszedłszy pod Bydgoszcz (Braaborg), zdobyli 
gród i miasto i osaczyli swoimi ludźmi. Wnet, około św. Michała 
nadszedł sam król z wojskiem i po tygodniowem oblężeniu zmusił 
kastel bydgoski do kapitulacji, przyznając załodze krzyżackiej 
swobodne opuszczenie bronionego grodu 4). Roku następnego 
nastąpiła ofenzywa z strony polskiej także na froncie kraińskim. 
Maciej z Wąsosza Donaborski, dziedzic Złotowa i Krajenki, sta- 
rosta nakielski, zgromadziwszy znaczne siły - pra\vdopodobnie 
z pospolitego ruszenia szlachty kraińskiej głównie złożone- 
wtargnął na Pomorze. 


W okolicy Człuchowa przyszło do bitwy dnia 13 lipca. 
Krzyżakami dowodził Michał Kochmajster Sternberg, zarządca 
Nowej Marchji. Polacy ponieśli klęskę, stracili Jarosława 
Potulickiego z lwna, którego tamci zabrali do niewoli. Gdy 
potęga Zakonu na polach grunwaldzkich legła u stóp zwycięskiego 
Jagiełły, ożywił się ponownie front kraiński. Tuchola wpadła w ręce 
polskie a zwycięzca z pod Człuchowa Michał Kochmajster Sternberg 
został pobity pod Koronowem (Wielki Łąck) 10 października 1410. 
Niestety Polacy nie umieli wykorzystać swej zwycięskiej przewagi 
nad chytrymi mnichami. Nowy Wielki Mistrz Henryk Plauen 
l1ratował Zakon od ostatecznej zagłady. Energja jego udzieliła 
się Krzyżakom także na odcinku kraińskim. Podstępem odebrali 
Tucholę bronioną przez Janusza z Brzozogłów. Pospieszył 
z odsieczą Piotr Szafraniec i stoczył pod murami tucholskiego 
zamku szczęśliwą bitwę, lecz grodu nie zdobył. I tym razem 
nie umiano wykorzystać zwycięstwa. Władysła T b
iący 
w Inow cławiu, udał się do Szubina na wieść, że wojsko polskie 

ofa się z Tucholi ku Nakłu i Wielkopolsce, aby pójść do domu. 
-Niestety przybył za późno. Zjadłszy więc obiad w Szubinie, 
wrócił na dzień Wszystkich Swiętych do Inowrocławia. 


.1) Korytkowski. Arcybiskupi. Tom I., str. 782. 
2) Goerke. Der Kreis Fłatow, str. 74. 
3) Monum. Pol. hist., tom. II. 864. 
4) Tamże. 


,
		

/krajna_i_naklo00073_0001.djvu

			- Ol -- 


Za\varto rozejm w Raciążu 1) i zatwierdzono pod Złotoryją, 
lecz nie nadługo. Znany Michał Kochmajster Sternberg, wypu- 
szczony z niewoli polskiej, postarał się o u\vięzienie Wielkiego 
Mistrza Henryka Plauen. Sam zająwszy jego miejsce, \vszczął 
nową wojnę z Polską roku 1414. Znowuż niemieccy rycerze 
krzyżowi wtargnęli na Krajnę, spalili Kamień, Sępolno, Koronowo 
i zniszczyli cały kraj około Bydgoszczy i Solca 2). I tym razem 
skończono na dwuletnim rozejnlie, poczem zaczęły się beznadziejne 
pertraktacje, sądy, rozprawy i zjazdy. Wreszcie w roku 1422 
chwycono po raz trzeci za oręż. Po raz trzeci Krzyżacy wpadli 
do Krajny, idąc od strony Człuchowa. Po raz trzeci spłonął 
Kamień i Sępolno, a okoliczni mieszkańcy potracili swój dobytek. 
Przyciśnięci nad rzeką Dr\vęcą, Krzyżacy zawarli ostatecznie 
pokój nad jeziorem Mielnem w roku 1422. 
Zaprzysiężonego pokoju wiarołomny Zakon nie dochował. 
Korzystając z t.1ieporozumień, jakie po śmierci księcia Witołda 
(t 27. 10. 1430) pomiędzy Polską a Litwą \vybuchły, wpadli 
Krzyżacy na I(ujawy, łupiąc, paląc i mordując, przyczem wyna- 
gradzali podpalaczy. 
Już po zawartym pod Łuckiem rozejmie, uznanym takie 
przez Wielkiego Mistrza, najechały wojska inflanckie na Krajnę. 
Dowodził nimi lnarszałek Teodoryk Kroe i komtur tucholski. 
Łobżenica wpadła \v ręce najezdców. Nad rzeczką Wierszą 
(Łobzonką) 3) pod Dąbkami starły się- siły krzyżackie z nadcho- 
dzącą odsieczą polską dnia 4) 13 września roku 1431. Hufcami 
polskimi dowodzili Jan Jarogniewski, Bartosz Wissemburg 
i Dobrogost Koliński. Z pieśnią ojczystą Bogarodzica na ustach 
rzucili się Polacy [na inflantczyków z zadziwiającem męshvem 
i zapałem. Pod ciosami zemstą dyszącego chłopshva kraińskiego 
zachwiały się zastępy nieprzyjaciół. I(rzyżackie wojska poszły 
\v rozsypkę. Teodoryk Kroe i siedmiu komturów dostali się do 
niewoli, komtur tucholski poległ. Niedobitki krzyżackie, które 
pierzchły z pod Dąbków, wyginęły z rąk mśchvego chłopstwa 
przez poprzednie najazdy srodze pokrzY\\Tdzonego. Zdobyte na 
nieprzyjacielu cztery chorągwie złożono w kościele krakowskim. 
Roku następnego Polacy podjęli ofenzywę na całym froncie 
kraińskim. Nad rzeką Chudą opero\\Tały pomocnicze oddziały 
Hussytów pod dowództwenl Jana Czapka głównie \v kierunku 
i na terenie Nowej Marchji (Neumark). Na wschodzie przekro- 
czyły granicę główne siły polskie pod dowództ\\Tem Mikołaja 
z Michałowa, kasztelana i i starosty krakowskiego. W centrum 
na Tucholę i Chojnice uderzyli Wielkopolanie. Pod Chojnicami 
połączyły s ię polskie oddziały, a strachvszy sześć tygodni na 
l) Na Kujawach. 
2) Goerke. Der Kreis Flatow, 74. 
3) Grunwald. Alhum jubileuszowy, str. 248 
4) OrzeIski. Dzieje. Polsld, II. 269. -
		

/krajna_i_naklo00074_0001.djvu

			....,.... tJO 


bezowocnem sztunnowaniu doskonale utwierdzonej warowni, 
posunęły się na północ i dotarły aż do Gdańska i Bałtyku. Po 
dłuższym rozejmie i po morderczej bit\vie nad rzeką Swiętą na 
Litwie (około Wiłkomierza Vl r. 1435), już za czasów regencji, 
sprawującej rządy króleshva polskiego po śmierci Władysława 
Jagiełły (t 31. 5. 1434) \v itnieniu nieletniego Władysława III., 
stanął pokój w Brześciu I(ujawskim (5. 1. 1435), gdzie Wielki 
Mistrz prócz innych zobowiązań przyrzekł pokoju z Polską nie 
zrywać, chociażby mu to na\vet cesarz lub papież nakazać miał. 
Mimo wszelkie traktaty, zobo\\Tiązania i przysięgi pokój 
pomiędzy zaborami i cudzą krzywdą żyjącyn1 Zakonem a potęż- 
niejącą Polską nie był, nie mógł być trwały. Już w roku 1454 
na pograniczu krzyżacko-polskieln rozlegał się ponownie szczęk 
broni. Wojna rozpoczęła się powstaniem nękanej ludności 
pOlTIorskiej przeciwko Zakonowi. Gdy Zakon siłą zapragnął przy- 
wrócić ład, Polska ujęła się za krzy\vdzonym srodze narodem 
pomorskim. Dnia 6 marca 1454 król Kazimierz Jagiellończyk 
\vydał wiekopomny akt wcielenia Prus do Polski. Zanim jednak 
granica z nad Dobrzynki, Kamionki i Brdy przesuniętą została 
na brzeg Bałtyku, na Krajnie popłynęło dużo krwi i łez. Po 
stronie krzyżackiej nieznliernie \vażną rolę \v tej wojnie odegrało 
miasto Chojnice, tworzące pewnego rodzaju węzeł łącznikowy 
pomiędzy cesarstwem niemieckiem a posiadłościami Zakonu. 
Na wieść, że znaczne wojska pospieszają z Nielniec w szybkich 
pochodach na pomoc Zakonowi, król Kazimierz wez\vał jaknajspiesz- 
niej pospolite ruszenie z Wielkopolski, aby się zebrało na l(rajnie 
i pod Chojnicami przecięło drogę posiłkom niemieckim. W lniej- 
scowości Cerekwica na dawnej granicy krzyżacko-polskiej, dwie 
mile od Chojnic zebrało się około 40000 szlachty. Zamek tu- 
cholski już poprzednio wpadł w ręce Mikołaja z Szarleja l). Chojnic 
bronił Henryk Plauen. Sytuacja bojowa była tego rodzaju, że 
wojnę można było wzięciem Chojnic zakończyć od razu. Tym- 
czasem w Cerekwicy \vszczął się pomiędzy szlachtą jeden 
z najsmutniejszych ruchów, przypominający wojnę kokoszą za 
Zygmunta. Szlachta wielkopolska, rojna, burzliwa, jęła krzyczeć 
11a króla, żeby potwierdził przywileje i ograniczył \vładzą ma- 
gnatów, gdyż inaczej do boju nie pójdzie. Król płonąc chęcią 
zakończenia wojny, żądanie zaspokoił i wydał sławny przywilej 
cerekwieki, który jako w niewłaściwem miejscu wymuszony, 
później zniesiony został i nie poszedł do zbioru praw - volu- 
mina legum. 
Gdy wreszcie wojsko stanęło pod Chojnicami, radzono, aby 
stojące w Schivelbein zaciężne hufce krzyżackie pod Rudolfem 
ksi,.ciem żegańskim z rodu Piastów, hrabiami Gleichen, Montfort 
i Bernardem Szum bergiem \vpuścić do fortecy i ogłodzić, spro- 
wadziwszy resztę wojsk polskich, oblęgających \v tym czasie 
1) Szujski. Dzieje Polski II. 90 i dalsze.
		

/krajna_i_naklo00075_0001.djvu

			iJ
 


Malborg. Nadeszły atoli posiłki liie\vskie w liczbie 5000. Jan 
Koniecpolski, Łukasz Górka i inni napierali się do boju, przechwa. 
lając się, że batami swoich woźniców rozpędzą nieprzyjaciół. 
Na otwartem polu pod murami t\vierdzy sprawiono szyki do 
boju dnia 18 września 1454. Zaled\vie jednak \vojska krzyżackie 
się ukazały, strach opanował armję polską. Tymczasem nie- 
przyjaciel rozwinął się v.,r ordynku bojowym i uderzył na chorągwie 
polskie. Z początku szczęściło się orężowi polskiemu. Rudolf 
żegański padł. Pierwsze zastępy krzyżackie zachwiały się. Nie- 
zgoda wodzów, bagnisty teren walki a wreszcie gwałtowna 
wycieczka oblężonych w kastelu chojnickim I(rzyżakó\v zamieniła 
początko\\TY sukces w klęskę jaką kroniki polskie rzadko zapi- 
sywały. Król sam walczył nieustraszenie ; jak mógł, zapobiegał 
rozsypce, przywoływał do porządku, rzucał się w największy 
ukrop walki i ustąpił z pola dopiero za usilnem naleganiem 
przybocznej straży przeważnie z Lihvinó\v złożonej. Cały obóz, 
niezliczona ilość jeńców, a pomiędzy nimi dwaj niefortunni 
wodzowie Łukasz Górka i Mikołaj z Szarleja wpadli w ręce 
I(rzyżakó\v. POl11iędzy poległymi byli Piotr z Szczekocin, Jan 
Za\visza, syn Za\viszy Czarnego, Jan Rydzyński, Jan Dąbrowski 
i wielu innych. Ale i nieprzyjaciel miał straty bardzo ciężkie 
i nie mógł pościgu przeprowadzić w należytych rozmiarach. Po 
raz pier\vszy uciekała cała armja przez Nakło ku południowi. 
I(ról zaciął się, mó\viąc: postaram się, aby nieprzyjaciel długo 
szczęściem się nie cieszył! 
Podczas gdy król, dotrzymując obietnicy, po zmiennych 
walkach, dnia 8 czerwca 1458 roku wkraczał uroczyście do 
Malborga, front kraiński potrzymywał w tych latach Włodko 
Donaborski, dziedziczny pan na Złotowie i Krajence i kasztelan 
nakielski. W zamian za zburzoną przez rohnistrza krzyżackiego 
Kacpra Nostitza Łobżenicę - Donaborski zapuszczał zagony 
w głąb nieprzyjacielskiego kraju. Oparty o zamki l) Zlotów, Nakło 
i Tucholę, kasztelan nakielski, ożeniony z księżną raciborską 
z rodu Piastów, zawarł z królem Kazimierzem osobny pakt, upo- 
ważniający go do zaciągania obcego żołnierza i prowadzenia 
\vojny na koszt i rachunek Rzeczypospolitej. Gdy wskutek 
nieuchwalenia podatków skarb nie \vypłacał Donaborskiemu 
należnych kwot, tenże sanI sobie pomagał, najeżdżając i łupiąc 
na Krajnie położone dobra arcybiskupie i wielkopańskie (1459). 
Celem przechowania z łupieży pochodzących skarbów, Donaborski 
zbudował na zamku złotowskim osobną basztę ś\\Tiętego Mikołaja. 
Pretensje jego do skarbu Rzeczypospolitej dochodziły 19000 
dukatów. Skargi arcybiskupa i możnowładców przebrzmiewały 
bez echa, gdyż król przyznać ITIusiał, że \vobec niepatrjotyczl1ego 
skępsh\T3 stanó\v system Donaborskiego nie był bez racji. Wy- 


1) Goerke. Der Kreis Flatow srr. 7S i 202.
		

/krajna_i_naklo00076_0001.djvu

			- uv - 


I 


rozumiałość króle\vską Włodko źle jednakże zrozumiał, gdyż 
wnet zaczął się kumać z. Krzyżakami, zawierać z nimi osobne 
umowy i marzyć o udzielneITI księst\vie złotowskiem czy kraińskiem. 
Upokorzył się jednak, gdy król zamierzał go ukarać i w tym 
celu znaczniejsze siły \vysłał na Krajnę. 
Niespokojny i do intryg skłonny umysł Donaborskiego nie 
długo wytrwał przy wierności wobec króla. To też doszło do 
tego, że. \v roku 1465 kasztelan nakielski gromadził wojsko, aby 
.zmierzyć się z królem polskim. 
Wreszcie Kazimierz Jagiellończyk postanowił skończyć 
wojnę z Zakonem. 
W tym celu skierował \vszystkie siły na Krajnę w kierunku 
Chojnic. Po zdobyciu Człuchowa, Hammersteinu i Starogardu 
zjednoczyły się wszystkie siły polskie pod Chojnicami. Do robót 
oblężniczych sprowadzono całe gromady ludu z Krajny, Pałuk 
i Kujaw; zamek chojnicki otoczono pierścieniem szańcó\v czy- 
niących wszelką ucieczkę i \vycieczkę niemożliwą. Pozatern 
. spalono oblężonym \vszystkie zapasy nagromadzone. Wobec 
takich zarządzeń hvierdza chojnicka poddała się dnia 28 wrze- 
śnia 1466. 
. Zakon był pokonany całkowicie. Od zupełnej aneksji 
. dzierżaw krzyżackich \vstrzymał króla legat papieski, wrodzona 
'Polakom dobroć oraz pokora Wielkiego Mistrza, który w odzieży l) 
nędzarza stawił się przed Kazimierzem. Dnia 19 października 
roku 1466 podpisano w gmachu giełdy toruńskiej traktat pokojowy 
i zaprzysiężono go obustronnie w ręce legata papieskiego. 
Bezpośrednie niebezpieczeństwo krzyżackie zostało usunięte 
z nad Dobrzynki, Kamionki i Brdy. Przyszła kolej i na zuchwa- 
łego Włodka z Donaborza Donaborskiego, który już po zawarciu 
pokoju ponownie zaczął wichrzyć na Krajnie i nieprawnie opłaty 
ściągał z całego powiatu nakielskiego 2). Dnia 3 maja 1467 roku 
pojmany i oddany w ręce Piotra SzamotuIskiego, który z Włodkiem 
osobiste zdaje się miał porachunki, Donaborski został w I(aliszu 
osądzony na śmierć i tamże publicznie ścięty dnia 14 maja 1467 
roku. Prócz Donaborskiego łotrzykował na I	
			

/krajna_i_naklo00077_0001.djvu

			. 


.-- 61 -- 


POGLĄD NA STOSUNKI KOŚCIELNE, 
NARODOWOŚCIOWE I GOSPODARCZE. 
Codopiero nakreślone zdarzenia dziejowe, których widownią / 1 
była Krajna, w zupełności usprawiedliwiły pewnego rodzaju 
odrębność, jaką powiat nakielski zajmo\vał wśród administracji 
polskiej przez cały wiek czternasty. Dla uzupełnienia w tej 
mierze pobieżnie tylko naszkicowanego obrazu należy dodać, 
że po Niemirze, który tytułował się wojewodą nakielskim 1), 
w roku 1328 Henryk Pałuka pisał się "opiekunem grodu 
nakielskiego 2)". W roku 1360 Kazimierz Wielki rozróżnia \ł: ukła- 
dach z Jarosławem arcybiskupem gnieźnieńskim o wybieranie 
dziesięcin mieszkańców Krajny od mieszkańcó\v Wielkopolski 8). 
Tenże arcybiskup \v roku 1363 do innych swoich godności 
dodaje tytuł "opiekuna i rządcy kasztelanji nakielskiej "4). Sędziwój 
Pałuka, starosta generalny Wielkopolski, ma w roku 1375 ziemię 
nakielską "w zarządzie 5)". Trzynaście lat później tenże Sędziwój, 
będąc starostą krakowskim i \voje\vodą kaliskim, dodaje, iż jest 
"nakielskiej ziemi gubernatorem 6)". Po \vstąpieniu na tron 
Władysława Jagiełły administrację Polski uregulowano. Do woje-- 
wództ\va kaliskiego należały po\viaty nakielski, kcyński, gnieź- 
nieński, koniński, pyzdrski, kaliski i ostrzeszowski 7). -l 
Główną cechą po\viatu było początkow'o wykonywanie spra \v 
juryzdykcyjnych \v sądach ziemskich, złożonych z mniejszych dygni- 
tarzy i ziemian do nich powołanych, którym prze\vodniczył sędzia 
wojewódzki. Sądy te zajmo\vały się spra\vami lnniejszej \vagi. 
Sprawy \vażne należały do sądó\\T, złożonych z naj\\Tyższych- 
dostojników duchownych i ś\\Tieckich pod prze\\"odnict\\"em sta- 
rosty wielkopolskiego lub samego króla. Sądy takie odbY\\Tały 
się w Nakle. Sędzhvój, sędzia obw'odu nakielskiego zah\Tierdził 
\v Nakle sprzedaż lniejscowości Dębogóra, osady położonej gdzieś \ 
nad rzeczką Sępolną \v pobliżu' miasteczka Sępolna 8). Miejsco- l 
wość ta, za czasó,,". I	
			

/krajna_i_naklo00078_0001.djvu

			62 - 


ł 


nakielskiego". W roku 1363 prze\vodniczył sądom nakielskim 
arcybiskub Jarosłav." Skotnicki na mocy osobnego upoważnienia 
z strony króla Kazimierza l). Trzydzieści dziewięć lat \\rcześniej 
W Nakle sądzono w przytomności i pod przewodnictwem króla 
Władysława Łokietka, jak do\vodzi przywilej wydany \v Nakle 
dnia 18 czerwca 1324 roku dotyczący miejscowości Pszczółczyn 
pod Rynarzevtem 2). W roku 1426 dnia 24 września znowuż 
sądzono w Nakle sprawy ważne przy udziale najwyższych do- 
stojników wojewódzkich 3). 
Pod względem kościelnym rzuca na stosunki kraińskie 
bardzo dużo światła dekret arcybiskupa Jarosława, dato\vany 
z Znina dnia 8 listopada 1374 roku 4). Ponieważ mieszkańcy 
niektórych miejscov.Tości odmówili płacenia dziesięcin na rzecz 
konwentu 00. Cystersów w Byszewie, przeto arcybiskup upo\vażnił 
rządców parafji \v Gostyczynie, Drzewianowie, Dębowie, Sam- 
f siecznie, Wierzchucinie i W ą\velnie do rzucenia klątwy kościelnej 
na opornych płatnikó\v. Wynika z tego, iż nazwane miejscowości 
posiadały \v tym czasie kościoły swoje i hvorzyły ośrodki kościelnej 
organizacji. Kląt\vą zagrożono lnieszkańcom Bralewnicy, Przyrowy, 
Karczewa, Swiniarzewa, Mirucina, Tuszko\va, Sanlsieczynka i Gliszcza. 
O kościele nakielskim cieka\vą \viadoIność przynosi przy- 
wilej \vydan y \v Krakowie dnia l marca 1354 roku ó). Król 
Kazimierz potwierdzając kościołowi gnieźnieńskiemu posiadane 
dobra i majętności, równocześnie odno\vił przy\vilej na miejs- 
cowość Koniotopa, przynależną do kościoła \v Nakle. Poraz 
\vtóry \vspomina Koniotopę dokument dato\vany \\T Zninie dnia 
26 stycznia roku 1370 6 ). Otóż dobra Koniotopę pod Nakłem 
i Z\vleczą pod Seceminem w ziemi krako\vskiej arcybiskup 
oddał królowi w zalnian za majętność Gogółko\vo położoną tuż 
przy Zninie. Wyda\vca kodeksu dyplomatycznego objaśnia, że 
osada Koniotopa znikła 7). Zdanie to podziela uczony badacz 
nazw topograficznych archidyecezji gnieźnieńskiej 8). Tymczasem 
nazwę Koniotopa znają urzędowe mapy sytuacyjne majętności 
I państwo\vej Trzeciewnica pod Nakłenl. Uży\va jej dziś tamtejsza 
ludność na oznaczenie części łąki smużnej pomiędzy Slesinem 
a Trzeciewnicą (pomiędzy toreln kolejowem Nakło-Slesin a
szosą 
Trzeciewnica-Slesin). Dalszy ciąg tego SIn ugu \v kierunku pół- 
nocnym nosi nazwę Kaczewnik, a jeszcze dalej Kocia Paro\va. 
Ponie\vaż nazwa Cietrze\vnica 9), z czego później drogą lnetatezy 
----------- 


J) Kodeks dypl. wlkp., III. nr. 1500. 
2) Tamże III. str. 75 i 546. 
3) Tamże II. nr. 1040. 
4) Tamże V. nr. 453. 
5) Tamże III. nr. 1710. 
6) Tamże tom. III., nr. 1554. 
i) Tamże nr. 1627. 

) Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Naul{. Poznańsl	
			

/krajna_i_naklo00079_0001.djvu

			-.. 63 - 


. 
pierwszych zgłosek zrobiło się Trzeciewnica, zachodzi dopiero 
w wieku szesnastym, przeto nieulega wątpliwości, że conajmniej 
część dzisiejszej Trzeciewnicy to zaginiona Koniotopa. Przemawia 
zatem położenie (blisko Nakła) i przynależność do dóbr królew- 
skich względnie państwowych aż po dziś dzień. Z przywilej u 
krakowskiego wynika, iż miejsco\\TOŚĆ Koniotopa musiała być 
zamieszkałą, skoro król waruje sobie, że poddani tej wsi kościelnej 
powinni nadal pomagać przy ewentualnej reperacji względnie 
budowie grodu w Nakle 1). 
Dzięki posiadaniu Koniotopy kościół nakielski był do pewnego 
stopnia złączony z kapitułą metropolitalną gnieźnieńską, przy 
której istniał, niewiedzieć od kiedy, kanonikat fundi Nakło. 
Wynika to z dekretu redukującego kanonikaty gnieźnieńskie, 
wydanego dnia 25 kwietnia 1354 roku w Gnieźnie 2). Arcybiskup 
Jarosław Bogorja 
kotnicki mocą tegoż dekretu złączył pomiędzy 
innemi kanonikat fundi Nakło z prebendą, którą wówczas trzymał 
Bogusław Scholastyk. Z czasem kanonikat fundi Nakło zaginął 
zupełnie. Stało się to na skutek o\vej zamiany Vt roku 1370 
dokonanej na wieś Gogółko\vo, która to miejscowość włączoną 
została do arcybiskupich dóbr klucza żnińskiego. 
Właśchvy kościół parafjalny \v Nakle miał w tym czasie 
swoj e własne uposażenie w roli \vydzielonej z obszaru, który 
oddany został \v roku 1299 Piotro\vi z Dusden. Nie\vątplhvie po 
zniszczeniu miasta przez Krzyżakó\v podczas \\rojny z Władysławem 
Łokietkiem Kazimierz Wielki, odbudo\vując Nakło, podź\
,rignął 
też i kościół parafjalny na \vzgórzu zamkowym od strony połud- 
niowej podówczas się znajdujący. Przywilej na urządzenie \\Tsi 
Wyskidno \vedług ustroju niemieckiego z roku 1351 \vspomina 
prócz plebanó\v z Bysze\va, Łącka i Wałdo\\Ta także S\viętosła\va, 
proboszcza nakielskiego 3). 
Z innych kościołów zwraca szczególniejszą uwagę świątynia 
parafjalna w Sępolnie, erygowana i hojnie \vyposażona okołu 
roku 1360 przez Hektora z Pakości 4), który pra\vo prezento\vania 
proboszcza na toż beneficium oddał Bożogrobo\vcom \v Gnieźnie ó). 
W Kamieniu kościół po\vstał po roku 1359, dŹ\\Tignięty szczodro- 
blh
,rością arcybiskupa Jarosła\va 6). Stalntąd pochodzili kanonicy 
gnieźnieńscy Bartold (1381 r.) 7 i Witold (1384 r.) 8) W Więcborku 
już istniejący kościół, przy którynI \V roku 1405 urzędo\\Tał 


1) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 15...J)4, str. 71. 
2) Tamże 111. nr. 1322, oraz Korytko\V
ki Prałaci i Kanonicy l. str. 49. 
3) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1393. 
4) Tamże 111. nr. 1417. 
5) Tamże 1447. 
8) Tamże 111. nr. 1598. 
7) Tamże III. nr. 1786. 
I) Tamże 111. nr. 1820.
		

/krajna_i_naklo00080_0001.djvu

			. 


....-- 64 - 


pleban Aleksy, został lepiej udato\vany przez Sędziwoja tejże 
miejscowości dziedzicznego pana 1). 
Ustrój kościelny został \v tynl okresie ulepszony o tyle,
 
iż pomiędzy archidyakonatem a paraf ją powstał nowy twór admi
 
nistracyjny z\vany dekanatem. Dekanaty 2) powstały z obwodów' 
grodzkich.. Być może, że początkowo miały te same granice" 
co kasztelanje. Wynika z tego, że najstarszynl dekanatem kra- 
r ińskim jest dekanat nakielski, przynależny w tym czasokresie 
do aTchidyakonatu gnieźnieńskiego. 
Pod względem narodowościowym stosunki na I(rajnie uległy 
w czasie szerzenia się osadnictwa, opartego na pra\vie magde- 
burskiem, tak wielki In zmianom, iż stan taki zagrażał polskiemu 
charakterowi całej tej okolicy. Podejrzany i pra\vdopodobnie 
nieautentyczny przywilej Kazimierza Wielkiego 3) z roku 1366 (!) 
nadaje braciom Guntersbergom miasteczko Wysokę z przyległelni 
dobrami, razem blisko 18 mil kwadratowych. Jeśli Gunters- 
bergowie, protego\\Talli przez margrabió\v brandenburskich, rzeczy- 
wiście byli \v posiadaniu tak znacznych włości na Krajnie, to 
można sobie \vyobrazić, jak potężną ostoję 111iała \v nich nie ln- 
czyzna.. Za Piotrem z Dusden, Hernlanetn Templin i innymi 
\vybrańcami 4), - jak ich zwano, - szły całe gromady Nielncó\v 
l na Krajnę, osiedlając się \v Nakle, Kamieniu, Wiskidnie i t. d.. 
Wpły\vowi niemieckich osadników należy przypisać nienIczenie 
J polskich naz\v. Sępolno zaczyna się nazywać Sempelborg 0), 
Wąsowno przyjlnuje nazwę Więcbork G), Włościbórz - Lossborg 
i t. d. Do jakiego stopnia staropolskie nazwy poszły w zapom- 
nienie i poniewierkę, dowodzi nazwa Złotó\v, z czego Niemcy 
zrobili Flatow, co w polskiem znowuż przybrało formę \Vlató\v- 
Wielatów. Rzeczka Chuda, przez NielnCÓ\V źle wymawiana 
i jeszcze gorzej wypisywana, doczekała sie z czasetn drugiej 
nazwy polskiej Guda, Gwda, Głda 7). Arnold z Wałdowa, który 
\V. roku 1393 nadał prawo magdeburskie miejsco\vości Mrocza, 
uchodził wprost za rycerza nielnieckiego 8). Nic dziwnego, że 
Łobżenica jeszcze \v roku 1438 korespondowała z Gdańskie m 
\v języku niemieckim 9). Jak Krakó\v, Poznań i inne lniasta, tak 
też pewnie i Nakło przez dłuższy czas prowadziło sw'oje księgi 
I radzieckie \\T języku niemieckil1I i przeży\vało spory językowe 
\v kościele i szkole. Ze takie spory w miejscowościach o ludności 
I mieszanej były, tego dowodzą synodalne ustawy kościelne. 
1) Fontes XII. str. 250. 
2) Ks. Kamil Kantak. Dzieje ko
cioła 11., str. 156. 
8) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1537. 
4) locator. 
5) Sempolbork. 
6) Wiemczeborl{. . 
,) Kodeks. dyp1. wlkp. IV. str. 567, przypisek. 

) Schmidt. Das Deutschtum im Lande Posen, str. 218. 
9) Tamże str. 502.
		

/krajna_i_naklo00081_0001.djvu

			65 - 


Synod łęczycki 1) nakazał w roku 1257, aby tam, gdzie przy 
kościele istnieje szkoła, nie ustanawiano nauczycielami Niemcó\v, 
którym język polski jest obcy. Nakaz ten został w ostrzejszej 
formie powtórzony w roku 1285 a w trzydzieści lat ponownie 
przypomniany. Niewątpliwie rozporządzenie to znalazło zasto- 
sowanie także w Nakle, gdyżiprzywilej wydany w roku 1405 
kościołowi w Więcborku, przyznający proboszczowi 2 ) prawo wyboru 
nauczyciela, dowodzi, że kraińskim miejscowościom- znany był 
zwyczaj utrzymywania szkół przy kościele. Ponieważ 
szkoły 
takie istniały do\vodnie w wieku siedelnnastym na Krajnie, należy 
powstanie ich naznaczyć na czas największego rozk\\Titu miejskiego 
ustroju samorządo\vego, który przypada na czasy, L Kazimierza 
Wielkiego i pier\\Tszych Jagiellonów. 
Napływ nielnieckiej ludności osadniczej, niebezpieczny pod l 
względem narodowościo\vynl, okazał się bardzo korzystnym dla 
podniesienia gospodarczej \vydajności kraju. No\vi ludzie o no- 
\vych poglądach, sposobach i zasobach przynieśli do Polski dużo 
pier\viastków cywilizacyjnych, no\ve ulepszone ll1etody gospo- 
darcze i znie\volili tubylczą ludność do szlachetnego \vspółza- 
\vodnict\va. Nie inaczej było na l	
			

/krajna_i_naklo00082_0001.djvu

			66 - 


Wewnętrzy ustrój miasta nietylko, że dawno był już wy- 
kończony, ale zaczął do pewnego stopnia nie \vystarczać. Nic 
nie słychać o wójcie, który widocznie powoli tracił na znaczeniu 
i wpływach. O cechach, też żadnej nie posiadamy wzmianki, 
a przecież nie należy przypuszczać, aby nakielscy rzemieślnicy 
byli wówczas gorsi od rzemieślników innych miast. Pewne 
zrzeszenia musiały na miejscu istnieć, chociażby dla obrony 
miasta, którą mieszczanie wraz z załogą zamku w czasie wielkiej 
wojny umieli przeprowadzić z powodzeniem. Pewnie w tym 
też czasie ustalił się herb miasta, wykazujący zbrojnego rycerza 
w otwartej bramie, ponad którą trzy baszty sterczą. Poza Nakłem, 
Kamieniem i już da\vniej przytoczonemi miejscowościami przepro- 
wadzono magdeburski ustrój w Mąkowarsku 1) 1306 r., w Tuszkowie 
i Runowie 1315 r., \v Samsiecznie, Dzidnie, Krąpiewie i Słupowie 
1325 r., w Wielkim Łącku 1358 r. Gumnowice, Slesin i Minikowo 
wspomina dokument 2) wystawiony w Nakle dnia 18 listopada 1386 r. 
Broniewo i Maleczyno -- Małocin - zamieniano w Gnieźnie 
dnia 10 stycznia 1405 na inne majątki położone bliżej Gniezna 3). 
Nazwy Dębno, Dębowo, Dębówko, Olsze\vka, Dąbki, Dębionek 
i t. d. wskazują na to, że po\vstały na miejscu, gdzie pod ciosami 
siekier padły lasy. Z ogromnej puszczy, rozgraniczającej Pomorze 
i Krajnę, zostały resztki około Tucholi. Wojna z Krzyżakami 
przerwała pracę cywilizacyjną i rozwój gospodarczy na Krajnie. 
Za cenę ogromnych spustoszeń i wielkich strat w ludziach, granicę 
Państwa polskiego przesunięto z nad Dobrzynki, Kamionki i Srdy 
nad brzegi morza bałtyckiego. 


- 


l) Kodeks dyp1. wJkp. oraz Schmidt: Das Deutschtum im Lande Po:::.en. 
2) Kodeks dyp1. wlkp. III. nr. 1858. 
8) Tamże V. nr. 67.
		

/krajna_i_naklo00083_0001.djvu

			. 


Część czWarta. 
1466 - 1772. 


WOJNY SZWEDZKIE - ZAMIESZKI WEWNĘTRZNE 
. ZABÓR PRUSKI. 
z ch\vilą za\\Tarcia pokoju toruńskiego Krajna straciła zna- 
czenie s\voje jako zagrożony teren graniczny. Zda\vaćby się 
nlogło, że odtąd \v powiecie nakielskim zapano\vał błogi pokój, era 
roz\\Toju i dobrobytu. Jeżeli taki okres rzeczywiście istniał na tem 
pograniczu, to nie był on długi. Z jednej strony bowienl \vojna, 
pro\\Tadzona w- tej okolicy, pozosta\viła po sobie dużo ży\viołó\v 
niepewnych, trzymających się stale granicy pańshva, przez którą 
z łatwością było można uciec i tYłn sposobeln ujść przed zasłużoną 
karą; z drugiej strony no\ve czasy przyniosły no\ve klęski, jako to: 
\\Talki \vyznanio\ve, bunty krajo\ve, najazdy szwedzkie, przemarsze 
\vojsk cudzoziemskich a \\Treszcie aneksją ze strony Prus. 
A wszystko to przeplatała groza poja\viającej się dość często 
zarazy lTIOrowej, a niekiedy nawet klęski ży\vioło\\Te. 
Pojawienie się na \vojennYln terenie kraińskim pOlnocniczych 
wojsk husyckich pociągnęło za sobą osiedlanie tychże po skoń- 
czonej \vojnie na opustoszałych obszarach ze strony nIagnatÓ\\T, 
pragnących tYlD sposoben1 przywrócić względnie podnieść \\Tartość 
zniszczonych przez obcego i s\vojego żołnierza majątkó\\T. Tubylcza 
ludność jednak krzy\vem spoglądała okiem na przybyszó\v innej 
wiary i innych obyczaj Ó\v. Nieliczne gromadki tych inno\\Tiercó\v 
zwiększyły się z ch\vilą, gdy nauka l\1arcina Lutra zaczęła szerzyć 
się po I	
			

/krajna_i_naklo00084_0001.djvu

			-- 68 - 


zabijając i raniąc jego domowników 1). Echa takich zajść i nie- 
pokojów na Krajnie brzmią zresztą wyraźnie w dekrecie erekcyj- 
nym archidyakonatu kamieńskiego, który przytacza się na innem 
miejscu. Arcybiskup stwierdza tamże, iż archidyakon gnieźnieński 
nie może na Krajnie s\vej władzy \vykonywać "dla złości kilku 
niedobrych i rozbójniczych lu.dzi". 
Pozatem i gdzieindziej \\ralki wyznaniowe kończyły się 
rozlewem krwi. Około roku 1555 proboszcz chojnicki Jan Schnitke 
został zabity na cmentarzu 2). Dębno do dzisiejszego dnia ponosi 
karę za to, że kiedyś tamże zabito duchownego 3), przyczem po- 
dobno pry\vata poważnie zaciążyła na szali. Kostko\vie, Wałdo\vscy 
i inni dzierżawcy dóbr kościelnych klucza kamieńskiego tak długo 
byli wiernymi katolikami, dopókąd nie żądano od nich dzierżawy'). 
Gdy mieli płacić, przechodzili na stronę innowierców i stawiali 
opór. Zbrojna rewindykacja krzywd Przyjemskiego na dobrach 
mroteckich, należących do Kostków, oraz krwawy zatarg pomiędzy 
Kościeleckimi a Górką, - o czem obszerniej na innem miejscu - 
z pewnością nie przyczyniły się do utwierdzenia pokoju na Krajnie. 
Z początkiem siedemnastego stulecia pojawił się rozbójniczy 
a\vanturnik w osobie Jana Kujata fi), który złupił Falmierowo, 
Hamer, Złotowo, Krajenkę oraz Jastrowo. W ślady jego poszła 
kobieta, nieznanego bliżej nazwiska, łupiąc i rabując na prze- 
strzeni pomiędzy Jastrowem a Piłą. Skazana w Pile, Złotowie 
i Jastrowie na śmierć, została ułaskawioną przez starostę nakiel:- 
skiego.. W roku 1605 dosięgła ją \vreszcie ręka kata jastrowskiego. 
Skoro już mowa o wyrokach śmierci, dokonanych na nie- 
wiastach, należy \vspomnieć o spaleniu kobiety 6), posądzonej 
o czary, na jednym z znaczniejszych pagórkó\v pod Krzywą Wsią. 
Domniemana czarownica wśród płomieni świadczyła się Bogiem, 
że jest niewinną. Gdy ogień zgasł, wyrosła na tern miejscu 
nie podobna ani do krza, ani do drzewa roślina, która od \viekó\v 
nie po\viększa się ani zmniejsza. Działo się to \v pobliżu Grodna 
- Bergelau. 
Interesy wyznaniowe i prywatne, przemycane mniej lub 
więcej zgrabnie pod płaszczykiem dobra publicznego, doprowadziły 
w kraju do smutnej pamięci rokoszu Zebrzydowskiego i brato- 
bójczej bitwy pod Guzowenl (6. VII. 1607), co nie pozostało bez 
ujemnego \vpływu na kraińskie pogranicze. Wszakżeż do grona 
głównych inicjatorów tegoż buntu przynależni Zygmunt Grudziński, 
lebrzydowski i zięć jego Maciej Smogulecki, starosta bydgoski, 
albo wprost pochodzili z Krajny, albo tutaj posiadali majątki 


1) Korytkowski. Arcybiskui gnieźnielh.cy tom. II. 599. 
2) Fontes XII., str. 242 adnotacja. 
8) Korytkowski. Brevis descriptio, str. 62. 
4) Korytkowski. Arcybiskupi, tom 1., 
tr. 91- 
5) Goerke. Der Kreis Flatow 80. 
6) CalJier. Powiat nakielski, str. 10.
		

/krajna_i_naklo00085_0001.djvu

			- 69 - 


, 


olbrzymie, przyj aciół, gracjClJ.istó w i 1icL.i1ą służbę. Niemcewicz 
wskazuje na Macieja Smoguleckiego 1), człowieka bystrego, prze- 
biegłego i ambitnego, jako na złego ducha całego z królem 
zatargu. Smogulecki ze Smogulca miał wielkie wzięcie pomiędzy 
szlachtą wielkopolską, wśród której miał odegrać rolę głównego 
przeci w królowi podżegacza, co też sumiennie spełnił. 
Zaledwie przebrzmiały echa wojny domowej, na Krajnie 
pojawiły się poraz pier\vszy nieprzyjacielskie \vojska szwedzkie, 
\vystępujące w roli opiekunów protestanckiego innowierstwa. 
Z dalekich Inflant sz\vedzko-polska wojna zaczęła przenosić 
si
 do Prus, Pomorza i Wielkopolski. W latach 1611 do 1629 
żołnierze Gusta\va Adolfa zapuszczali swoje zagony aż do Noteci 
pustosząc Pruski Frydląd, Sępolno, \v końcu Bydgoszcz. Szwe- 
dami dowodzili Teuffel i Streif. Z polskiej strony przedsięwzięte 
środki obrony dopro\vadziły po licznych drobnych utarczkach do 
zupełnego zlik\vidowania szwedzkich oddziałów na Krajnie. 
Wojna, oraz nieodstępna w tych czasach jej towarzyszka- 
zaraza morowa - \vyludniły niektóre miejsco\vości do tego stopnia, 
że zaledwie wspomnienie po nich pozostało. Według podania 
w Więcborku pozostały tylko cztery rodziny 2). Osiedla Swidwie 
i Orozdo\vo pod Sępolnem już nigdy się nie dźwignęły po 
zniszczeniu od Szwedów doznanem. 
Gorszego jeszcze spustoszenia doznał powiat nakielski za 
czasów drugiej wojny sz\vedzkiej w latach 1655-1660
 Szwedzi 
pod Arwidem Witembergiem, Koenigsmarkiem i Wiirzem stanęli 
dnia 20 lipca 1655 r. \v Falkenbergu na granicy polskiej a na- 
zajutrz wkroczyli \v okolicę Wałcza (Deutsch Krone) i Piły. Pod 
Ujściem czekało na Szwedó\v pospolite ruszenie w liczbie około 
30.000 celem bronienia przepra\vy przez Noteć. Przewodzili mu 
Krzysztof Opaliński wojewoda poznański, znany nieprzyjaciel 
króle\vski, I(arol Grudziński \vojewoda kaliski, dziedzic Złoto\va 
i Krajenki, człowiek młody i niestateczny, -- Jakób Rozdrażewski 
\vojewoda inowrocławski, Maksymiljan Miasko\vski międzyrzecki, 
Piotr Gębicki Krzywiński kasztelanowie, wreszcie Piotr Opaliński 
wojewoda podlaski, który się z hufcem swoim do brata przyłączył. 
Z\vykły \v pospolitych ruszeniach nieład, ambicja dowodzenia 
mieszały i obóz pod Ujściem. 
 
Onia 24 lipca Szwedzi pod \vodzą Konnida Marderfelda 
spłoszyli przednią straż polską pod Piłą. Grudziński \vdał się 
pod wieczór tegoż dnia \v nieszczęśliwą utarczkę i został przez 
Witemberga pobity. Opowiadają, że jakiś sługus Opalińskiego 
powiaty kaliskie do tego stopnia na Grudzińskiego poburzył, i
 
niechciały pod Grudzińskim \valczyć a słuchały tylko Opalińskiego. 
Wobec fak tu, że Opaliński srodze przyciśniętemu wojewodzie 
l) Niemcewicz. Dzieje panowania Zygmunta 111., tom I1. J str. 5. 
2) Goerke. Der Kreis Flatow 89. 


- 


tS6
		

/krajna_i_naklo00086_0001.djvu

			-- 70 - 


kaliskiemu pomocy niedał, Grudziński musiał pierwszy wejść 
z \vrogiem \v układy. \V nocy z 24 na 25 lipca Szwedzi zaszli 
tył pospolitelnu ruszeniu, \'1 którem powstała panika. Gdy ranek 
zaś\vitał, Opaliński i Grudziński udali się na rozmowę z \Viirzem, 
przy boku którego znalazł się zdrajca Radziejowski. Po ich 
po\vrocie złożono radę senatorów. Wahano się jeszcze, wsty- 
dzono się; - wreszcie wymowa Opalińskiego odniosła z\vycięstwo. 
Nastąpiła kapitulacja zbrojnych sił polskich. Na mocy spisanej 
dnia 25 lipca umowy Szwedzi przeszli Noteć a pospolite ruszenie 
się rozeszło. 
Następshvem tego slnutnego wypadku było poddanie się 
Sz\vedom całej I(rajny \vraz zamkami \v Złotowie, Kamieniu 
i w Nakle. Niektórzy utrzymują na\vet, że król szwedzki Karol 
Gustaw, który \v pier\vszych dniach sierpnia tegoż roku poja\\rił 
się na granicy polskiej, był gościem Grudzińskiego w Złoto\vie 1), 
co jednak nie bardzo jest prawdopodobną rzeczą. Grudziński 
zresztą nie długo \vytr\vał przy Szwedach. Tyrańskie rządy 
Karola Gusta\va, okrucieńshva generałów szwedzkich, cudowna 
obrona jasnogórskiego klasztoru a \vreszcie nagła śmierć Krzysztofa 
Opalińskiego, który dręczony wyrzutami sumienia, okropny krzyk 
wydając, skonał nagle dn. 7 stycznia 1656 r., sprawiły, że młody 
\\Toje\voda kaliski upamiętał się, Sz\vedów odstąpił a przyłączył 
się do po\vstania narodo\vego, któremu potem znaczne oddawał 
przysługi. Zwrot ten nie został bez wpływu na stosunki \'1 po- 
\viecie kraińskilu, gdzie Grudziński posiadał bardzo znaczne dobra. 
Jeśli Sz\vedzi dotąd ze \vzględu na wojewodę kaliskiego okazywali 
pewną powściągliwość, to odtąd zaczęły się rabunki, grabieże 
i \vszelkiego rodzaju gwałty na bezbronnej ludności kraińskiej. 
Z szczególniejszą zaciekłością rabowano lub niszczono dokumenty 
o \vartości historycznej. Przy tej okazji zaginęły bezpowrotnie 
prawie wszystkie akta kościelne, jak to wyraźnie stwierdza po 
szwedzkiej woj nie kronikarz kościoła sadkowskiego. Nic przeto 
dziwnego, że gnębieni krajniacy garnęli się chętnie i licznie pod 
f sztandary Zegockiego, Grudzińskiego i Piotra Opalińskiego, którzy 
\v Wielkopolsce z Szwedami pro\vadzili szczęśliwą partyzantkę. 
ł W maju 1656 z Nakła 2) wypędzono Szwedów przy pomocy 
Czarnieckiego, który z Bydgoszczy kierował walką, posiłkując 
kilkuset ludźmi zbrojny poryw nakielskiego mieszczaństwa 
i okolicznej szlachty. Zdaje się, że nie długo cieszyli się 
nakielszczanie odzyskaną swobodą, gdyż jeszcze w tym -samym 
roku Bydgoszcz poraz \vtóry \\'padła \'1 ręce skandynawskiego 
\vroga 3), który z pewnością nie popełnił tej nieostrożności, aby 
na tyłach pozosta\viony gród nakielski tworzył ostoję zbroj nej 
siły polskiej. Gdy w roku 1657 Karol Gusta\v ustąpić musiał 
z Polski, N akło i folwarki przynależne do starostwa nakielskiego 
1) Goerke. Der Kreis Flatow. 84. 
2) Szujsld. Tom III. 390. 
M) Balińsld. Starożytna Polska str. 522.
		

/krajna_i_naklo00087_0001.djvu

			- 71 


zostały tak gruntownie zniszczone, le zaledwie można było 
stwierdzić, gdzie stały. Uchodzący przez Krajnę król szwedzki 
zniszczył i spalił także siedzibę Grudzińskich w Złotowie dnia 
28 czerwca 1657 roku 1), za co wojewoda kaliski nie omieszkał 
pomścić się na pozostałych w Polsce Szwedach, bijąc ich pod 
Dębnicą i pod Toruniem. Kamień i północna Krajna jeszcze 
\v następnych dwuch latach ucierpiały od Szwedów, którzy 
z Chojnic ją pustoszyli. Pokój oliwski (3. 5. 1660) zakończył 
okres nieszczęść i klęsk, jakich cała Polska doznała od zamorskich 
najezdców. 
- 


Następują czterdzieści lat pokoju, podczas którego ludność 
kraińska mogła odbudo\vać zniszczone domostwa i podźwignąć 
w zgliszczach leżące sioła i miasta. Z początkiem ośmnastego 
stulecia wybuchła trzecia woina szwedzka (1700 - 1721), która 
zno\vuż na powiat kraiński sprowadziła ogroln nieszczęść i klęsk. 
Wprawdzie w pierwszych latach Sz\vedzi na ogół bardzo 
względnie obchodzili się z ludnością zachodnich \vojewództw, 
gdzie niechęć do Sasó\v była tak znaczna, iż \Vielkopolanie 
chętniej widzieli Szwedów niż poddanych i wojska Augusta II. 
Prymas kardynał Michał Radziejo\vski nie taił się całkiem z anty. 
pat ją do króla polskiego. Sz\vedzi uważali go z tego powodu 
za s\vego poplecznika i sojusznika, co na zewnątrz wyrażali 
w ten sposób, że oszczędzali majątki należące do arcybiskupa 
gnieźnieńskiego. Na Krajnie Kamie{l i dobra do tegoż klucza 
przynależne, były tynI sposobem ochronione przed zdziershvalni 
szwedzkiego żołnierza. 
Nie zwalniało to jednak inne majątki od obo\viązku dostar- 
czania żywności dla armji sz\vedzkiej. Z rozkazu generała Rehn- 
schiolda 2) wezwał dowódca jazdy szwedzkiej pułkownik - Jakób 
Bierenschiold pismem z dnia 12 czerwca 1703 roku \vszystkich 
posiedzicieli kraińskich, aby niez\\Tłocznie dostarczyli ży\vności ( 

 do obozu szwedzkiego pod Toruniem się znajdującego, gdyż 
w przechvnym razie sam zacznie żywność \\rybierać. Od roku 
1704 zaczęła Krajna rozbrzmiewać szczękiem oręża i odgłosami 
walk, jakie tutaj sprzymierLeni Sasi, Moskale i Polacy prowadzili 
przeciwko Szwedom. Zakrzewo, Złotó\\7, Wąsosz, Sępolno a nie- 
wątpliwie Kamień i Nakło doznały strasznych skutkó\v tej wojny. 
Po zburzeniu Torunia Karol III., zdążając ku północy, przechodził 
około Sępolna przez Krajnę. Nasyp pod Wielkie m Wiśnie\vkiem 
jest podobno pozostałością po sZ\\Tedzkim obozie z tego czasu. 
W ślad za wojskami przyszła lnOrO\Va zaraza, która trzy lata 
(1709-1711) tr\vając, wyludniała miasta i \\Tsie całe. Ludność 
nękana wojskiem cudzem i swojem, dziesiątko\vana chorobami, 
uciekała \v głąb leśną i tam żyła z dnia na dzień, zaniedbując 


1) Goerke. Der Kreis Flatow, 83 
2) Goerke. Der Kreis Flatow 84
		

/krajna_i_naklo00088_0001.djvu

			..- 72 


rolnich\To i rękodzieła i dziczejąc. W latach 1716 i 1717 nowe 
oddziały Moskali przechodziły przez pO\\Tiat nakielsld, udając się 
\v stronę Meklemburgji, Pomeranji i Danji, zno\vuż z \vielkiem 
dla miejsco\vej ludności udręczeniem. Z ksiąg kościelnych oraz 
f z licznych dokumentów prY\\Tatnych 1) \vynika, że okres trzeciej 
\vojny 
szwedzkiej był dla po\viatu nakielskiego czasem nieby- 
wałych dotąd nieszczęść i klęsk. I(oniec \vojny poz\volił zaledwie 
odetchnąć nieszczęślhvej Ojczyźnie naszej. Na-zabliźnienie ran 2a- 
danych Polsce czasu już nie starczyło, gdyż z chwilą gdy August II. 
zamknął oczy (t 1. II. 1733), odżyły pretensje Stanisława Lesz- 
czyńskiego, \'1 obronie którego stanął pomiędzy innymi Gdańsk. 
I znowuż Moskale nawiedzili nasze strony, zwalczani przez 
zwolenników 2) Leszczyńsldego, którymi do\vodził Jan Tarło 
\voje\voda lubelski. Jedni i drudzy srodze zaciążyli nad biedną 
Krajną. Pod Tucholą spotkali się Moskale pod generałem 
Zagreskim z Polakami pod wojewodą lubelskim. Zamiast do 
bitwy przyszło do parlamentowania, \v którem Moskale Polaków 
wywiedli w pole. Właściwy bój, \v którym Tarło uległ, stoczony 
został na Pomorzu \v okolicy Lauenburga. 
Szwedzi, Moskale, Sasi, \vojska brandenburskie, w ostatnich 
\\Tojnach w Polsce bobrujące, znajdo\\Tali naturalnych sojuszników 
\\Tśród tych obywateli polskich, z którymi łączyła ich wspólność 
\viary i -- co zatem szło - wspólna niechęć a navvet nienawiść 
do wyznania katolickiego. 
Po odejściu tamtych polscy katolicy postanowili pozbyć 
się wewnętrznych \vrogów i wytępić innowierstwo. Nastąpił 
\vięc nowy okres nieszczęsnych walk religijnych, które na I(rajnie, 
gdzie zawsze po\vażny odsetek ludności był pochodzenia nie- 
I I mieckiego, nosiły równocześnie znamiona walki narodowościowej. 
Z tych czasów pochodzi znany dwuwiersz: Stoi djabeł na przy- 
piecku, gada pacierz po niemiecku. Jeśli w piętnastern i szesnastem 
stuleciu protestanci zabierali katolikom kościoły, to w wieku 
ośmnastym działo się na odwrót w powiecie nakielskim. Taki 
stan rzeczy oraz kr\\Ta\ve zajścia w niedalekim Toruniu, rozgry- 
\vające się na podłożu wyznaniowem, nie tnogły przyczynić się 
do uspokojenia utnysłó\v ciężko udręczonej ludności na Krajnie. 
, 
Pozatem wybuchły krwawe zatargi rodzinne. Dobrowolscy 
zaczęli zbrojnie dochodzić rzekomych pra\v do majątku Pokrzy- 
wnica wobec Rolbieckich. Gdy na skutek skargi Rolbieckich 
o gwałt trybunał piotrkowski skazał na śmierć Dobrowolską 
i \\Tyrok wykonał, Dobrowolscy napadli zbrojno Pokrzy\vnicę 
i zamordowali 3) tamże plebana śmiełowskiego ks. Kazimierza 
Rolbieckiego. Działo się to w roku 1748. 


l) Goerke. Der Kreis Flatow 85. 
2) Goerke. Der Kreis Flatow 86. Szujsld. Dzieje Polski IV. 505. 
B) Archiwum kościoła w Sadkach.
		

/krajna_i_naklo00089_0001.djvu

			73 - 


Siedmioletnia \\Tojna (1756-1763) spro\vadziła w nasze 
strony ponownie Moskali, którzy poprzez I(rajnę maszerowali 
w stronę Srandenburgji i z powrotem. W Bydgoszczy dla nich 
założony magazyn żywnościowy dał powód pruskiemu generałowi 
nazwiskiem Dohna, aby wkroczyć do powiatu nakielskiego celem 
zniszczenia bydgoskich zapasów. Bezkarność tak zuch\\Tałego 
kroku sprawiła, że Prusacy usadowili się w Łobżenicy, skupując 
na Krajnie dla armji Fryderyka II. zboże, za które płacili fałszywą 
monetą, bitą \v Dreznie, co oznaczało dalsze zubożenie miesl- 
kańców I(rajny. Pozatem dO\\Tódcy pruscy namo\vą a także gwał- 
tem zabierali chłopów polskich do pułków pruskich. W ślad 
zatem poszło, że na Krajnie i \\T pobliskich powiatach werbował 
żołnierzy każdy, kto chciał i mógł. Poplecznik Potockiego U 
Karło\vski 1) zbierał szlachtę przechvko Czartoryskim, Malcze\vski 
okrzyknięty regimentarzem na woje\vództwo kaliskie, gromadził 
zbrojne siły na rzecz konfederató\\T barskich. To samo czynił 
niejakiś Roszkowski czy też Zbikowski. A każdy z nich rowno- 
cześnie gnębił lud \viejski, zabierając ży\vność i dobytek. Do- 
dajmy do tego rozmaite klęski żY\\Tioło\ve, przechvko którym 
naonczas nie znano wystarczających środkó\v zapobiegawczych, 
a otrzymamy obraz pełen grozy. Nic dziwnego, że ludność 
kraińską ogarnęło \\' tych \varunkach zupełne zobojętnienie na 
\vszelkie przewroty polityczne. 


KONFEDERACJA BARSKA NA KRAJNIE. 
Jędrzej I(ito\vicz, konfederat barski, a później zakonnik 
i autor, \\Tspolnina w pałuiętnikach s\voich, że w październiku 
roku 1768 wielkopolscy z\volennicy I(onfederacji barskiej stoczyli 
między innemi niepomyślną z Moskalami potyczkę pod Łobżeni cą 2). 
Wiadomość tę pohvierdzają źródła niemieckie, podając nazwisko 
dowódcy, który nazywał się podobno Roszko\vski 3) i który srodze 
dał się we znaki innowiercom w okolicy Łobżenicy. Husarzy 
pruscy z regimentu BeUinga rozproszyli oddział Roszko\vskiego 
a jego samego odprowadzili do pruskiej t\\Tierdzy Kistrzyn 4). 
Ponieważ inny pamiętnikarz polski, opisując dzieje konfederacji 
barskiej, rozwodzi się szeroko o niejakimś Zbiko\vskim, którego 
niektórzy wręcz. marszałkiem konfederató\\' kraińskich mianują, 
ponie\\'aż tenże Zbikowski cieka\vą miał a\vanturę z bellingowskimi 
huzurami, przeto zachodzi pra\\'dopodobieństwo, że Roszko\vski 
i Zbiko\\Tski jest jedną i tą samą osobistością. Niestety egzemplarz 
pamiętnika, z którego \\'yjęto opo\\Tieść o Zbikowskim, jest 


1) Pamiętniki Kitowicza. Karłowski oskarżony o napaść na stryja 
swego, uszedł do klasztoru Karmelitów w Kcyni, skad zabrany i przed 
sąd 
kapturowy stawiony, został s}{azany na śmierć i rozstrzelany. 
2 } Skarbiec historji polskiej 1., str. 7I. 
8 Goerke. Der Kreis Flatow J str. 00. 
-!] Tamże.
		

/krajna_i_naklo00090_0001.djvu

			- 74 - 


. 
uszkodzony i nie posiada karty tytułowej. Dlatego trudno było 
ustalić autora. Oto, co o Zbikowskim opo\viada bezimienny dla 
nas pamiętnikarz. 
nZbiko\vski, jakiego był urodzenia, nie wiadolTIo. Był to 
chłopczyna mały, szczupły, chuderlawy, włosó\v płowych z war- 
koczem, lat około szesnaście mający; serca był \vielkiego, lubo 
sił z przyczyny lat młodych i z przyczyny kompleksyi słabych. 
Uszedłszy ze szkół, przystał za Węgrzynka czyli huzarka do 
Zakrze\vskiego, regimentarza kujawskiego. 
Gdy jednego razu konfederaci rozmaitych po\viatów z kon- 
federacyą kujawską złączeni, podstąphvszy pod Toruń, udawali, 
jakoby chcieli miasta doby\vać i tymczasem stanęli obozem na 
Dybowie, miasteczku o Wisłę rzekę odległeln od Torunia, 
Rossyanie zaś wyszedłszy naprzeciw nim z miasta, stanęli na 
kępie, \v środku Wisły leżącej, Zbikowski nająwszy sobie jednego 
prz
woźnika, podczas nocy ciemnej napłynął pod kępę, na której 
byli Rossyanie.' Uloko\vawszy się za krzakieln, \vypalił z karabina 
ku kępie i natychmiast popłynął \v inne miejsce. Rossyanie 
rozumiejąc, że się konfederaci cichaczem do nich na łodziach 
skradają, jedni \v tę stronę, skąd był \vystrzał Zbikowskiego, 
rzęsisto z karabinków palili, a drudzy z drugiej strony mieli się 
na pogotowiu do przyjęcia konfederatów w mniemaniu, że ci 
z tyłu do nich się skradają. Póki Rossyanie strzelali, póty 
Zbikowski cicho w czołnie leżał, a gdy strzelać przestali, znowu 
Zbikowski z innego -łniejsca do kępy wypalił. To Rossyanie 
znowu w tamto miejsce ogień rzęsisty sypali: i tak przez całą 
noc draźnił się z Rossyanami, aż nareszcie nadedniem, Rossyanie 
nie mogąc pomiarkować coby to było, a obawiając się jakiej 
zdrady, rejtero\\Tali się do miasta i Vl niem się zamknęli. Zbikowski 
też powrócił na Dybowo do swoich konfederatów, którzy, 
jako nie mieli woli atakować Torunia, bo i aparatu wojennego 
do takiego przedsięwzięcia nie mieli, tylko jedynie chcieli 
Rossyan wywabić z murów i spotkać się z nimi w polu; 
tak, gdy ci zamknęli się w mieście, konfederaci też poszli 
w swoją stronę. 
Po tej akcyi, w chłopcu młodym dosyć wielkiej aż do 
zadziwienia, Zbikowski miał wielką o sobie opinią u reginlentarza, 
tak dalece, że go czasem 
T kilkanaście koni wysłał na podjazdy, 
acz m u się na tych wypra\\rach nigdy spotkać z nieprzyjacielem 
nie zdarzyło. Lecz takie zaufanie w nim regimentarza posłużyło 
mu, że sobie namówił kilkunastu konfederatów i z nimi zdezer- 
tował. Zmyślił sobie patent na rotmistrzostwo i ordynans do 
wybierania podatków, za pomocą których zrekrutował 50 koni 
dobrze oporządzonych, z któremi chodząc po Krajnie i Pałukach, 
tudzież nad granicą brandenburską, płukał wioski i miasta, oso- 
bliwie lutrów i kalwinów.
		

/krajna_i_naklo00091_0001.djvu

			- 75 - 


. 
Dowiedziawszy się, że generał pruski Belling w jednej wsi 
brandenburskiej, nad granicą polską leżącej, ma piękne rumaki 
na stajni, wpadł do niej i wziął mu kilka co najlepszych. 
Generał Belling, niedaleko od tej wsi w jednem miasteczku 
garnizonem stojący, dowiedziawszy się o tej swojej szkodzie, 
poszedł za nim w 300 koni w pogoń, mniemając, że jakiego 
tęgiego ściga nieprzyjaciela. Dognał go w Gołańczy, miasteczku 
polskiem, opasał z nhn austeryą, w której Zbikowski z ludźmi 
swymi popasy\vał. Bronił się Zbikowski strzelaniem przez dziury 
w ścianach powycinane. Lecz gdy huzarowie jedni, dając także 
ognia z karabinków do austeryi, drudzy zsiadłszy z koni wybili 
wrota i hurmem wpadli wewnątrz austeryi, garstka ludzi Zbikow- 
skiego, zatłumiona mnogością huzarów poddała się, a Zbikowskiego, 
skazanego od s\voich, jeden huzar pruski przez urągowisko 
porwawszy za pas na konia, jak barana przywiózł do generała, 
opodal austeryi stojącego. Generał Belling wszystkich zabranych 
poprowadził z sobą do Brandenburgii, straciwszy \v tym ataku 
jedenastu huzarów i zrąbawszy na śmierć w pier\\Tszym impecie 
kilku ludzi Zbikowskiego. Jego zaś san1ego, jako dziwotwora 
odwagi posłał królo,vi do Berlina, któremu przypatrując się król 
pruski, nie chciał wierzyć łatwo, aby tak nikczemny chłopczyna 
miał taką od\vagę i do rabunku chciwość. Przeznaczył go potem 
za fenrycha (co znaczy podchorążego) do tegoż samego Bellingow- 
skiego regimentu. Ale Zbikowski niemając ochoty być żołnierzem, 
tylko rabusiem, podał memoryał do generało\vej Skórzewskiej, 
damy polskiej, \v Berlinie przesiadującej, z rozumu wysokiego 
i \vierszó\v gładkich francuzkich, które umiała robić, wielkie 
względy u króla pruskiego mającej, dopraszając się w tym 
memoryale, aby mu wolność od służby pruskiej wyrobiła, jako 
potrzebującemu szkolnej edukacyi, z której uszedł, a do której 
'chce powrócić, żałując za popełnioną płochość S\\Toją i za smutek 
rodziców którego ich nabawił. Na instancyą tej damy został 
wolno puszczony i z p.ogróżką cuchthauzu, jeżeliby drugi raz 
dostał się w ręce pruskie. 
. 


Lecz Zbiko\vski, ledwo po\vrócił do Polski, zebrał znowu 
kilkanaście koni, z którymi jak pier\vej biegał po kraju. A że 
na niego skargi różne o rabunki i zabieranie pieniędzy z komor 
Rzeczypospolitej pozachodziły do izby konsyliarskiej poznańskiej, 
więc 
alcze\vski, marszałek tejże izby i konfederacyi \\Tielko- 
polskiej, przysłał Morawskiemu, pułko\vniko\vi już \vtenczas 
w Gnieźnie stojącemu, ordynans na złapania Zbikowskiego. 
Nikt go nieznał w całym pułku Mora,vskiego, przeto z czynów 
jego biorąc miarę Mora\vski i mając go za jakiego potężnego 
rabusia, wysłał na niego Bętkowskiego, porucznika, tego samego, 
który zabił Szczygła, w 50 koni huzaró\\T s\\'oich najlepszych. 
Bętkowski, ścigając Zbiko\\Tskiego przez d\\?a tygodnie, doszedł 
go \v Bydgoszczy, jedenaście tylko koni mającego. Ci znagła
		

/krajna_i_naklo00092_0001.djvu

			...- 



76 


w jednym dom1i- napadllieni, dali się zabrać bez oporu, lecz 
sam Zbiko\\7ski zniknął zabierającYln ludzi jego w okamgnieniu. 
Przeszperawszy Bętkowski najmniejszy kącik owego domu, gdy 
niemógł znaleźć Zbiko\vskiego, a był dobrze u\viadomiony, 
e 
się w nim znajduje z swoimi ludźmi, mając porozumienie, że go 
gospodarz przekrył, kazał go rozciągnąć pod plagi. Gospodarz 
przestraszony:-tym"i
zamachem. na swoją skórę, nieczekając aż mu 
krajać zaczną, pokazał Zbiko\vskiego, na rynnie między dachami 
przyczajonego. Jeden z huzarów wlazł na rynnę i sprowadził 
na dół Zbikowskiego. Bętko\vski, który sobie in1aginował, że 
obaczy jakiego tęgiego draba, gdy obaczył chłopczynę (jak mówią) 
ni \v pięć ni w dziewięć, naśmia\vszy się do woli z niego, kazał 
mu dać po dziecięcemu rózgami, a potem wsadziwszy w łańcuszki, 
przyprowadził do pułko\vnika Morawskiego, w Poznaniu natenczas 
stojącego, po zgasłej izbie konsyliarskiej, przeczuwającej bliskie 
nadc
ągnienie Rossyan. Jakoż i Morawski, uwiadomiony od 
szpiegó\v o małej ich odległości od Poznania, wyniósł się z niego, 
niemając potrzebnych narzędzi do bronienia murów i obawiając 
się, aby od dyssydentó\v, licznych w tem mieście, a sprzyja- 
jących Rossyanom, jako swoim protektorom, nie był zdradzony. 
Zbiko\vski tedy w łańcuszkach z innymi aresztantami popro\va- 
dzony za jedną dy\vizyą konfederacką do Tarnowy, wsi mil dwie 
od Poznania odległej, gdy Rossyanie, cotylko stanąwszy w Po- 
znaniu, wyprawili podjazd kozacki za tąż dywizyą i zaczęła się 
bit\va,:' niebędąc podczas wrzawy i \vsi. zapalonej od kozaków 
strzeżonym, uszedł z drugimi z aresztu. 
Chcąc sobie napra\vić imię przeszłem łotrostwem splamione, 
udał się do Zaremby, już natenczas w randze regimentarza 
generalnego konfederacyi \vielkopolskiej będącego. Był przy nim 
z pół roku naksztaU towarzysza rękodajnego, a oraz pokojowca. 
Jednego razu mieszczanie piotrkowscy dali znać Zarembie, 
w Kiślach, mil dwie od Piotrkowa, dobrach swoich, będącemu, 

e jacyś ludzie z ordynansem Puławskiego przyjechali do \vsi 
miejskiej, rozkazując sobie szafować futeraż, woły, baraf1y i inne 
żywności. Zaremba wtenczas niemiał przy sobie nikogo z ludzi 
wojskowych, powysyławszy przodem dywizye konfederackie ku 
Wielkiejpolsce, za któremi sam się wybierał z czeladzią służącą. 
Zaczem Zbikowskiemu, na tę wyprawę ochotę mającemu, kazał 
dotrzeć na miejsce skargi, dowiedzieć się, coby tam za ludzie 
byli, i czy jem imieniem powiaty do Zarem by należące nachodzili. 
Lecz Zbikowski miasto badania rzeczy, zmówiwszy się z pod- 
starościm, który dawał znać, i czterech szewczyków' z Piotrkowa 
dobrawszy, opalonemi kijami miasto dzidów uzbrojonych, wpadł 
obces na owych ludzi za stołem w karczmie przy kartach i go- 
rzałce siedzących, najprzód wystrzelił na wstępnem między nich 
z pistoletu, a potem z szablą w ręku i z owymi szewczykatni · 
stąnąwszy im na karku, wołając akcentem rossyjskim: "poddajcie
		

/krajna_i_naklo00093_0001.djvu

			- 77 - 


się, bo was wszystkich pozabijam!" tak ich odurzył, iż owi ludzie, 
nieobejrza\vszy się na nikczemną posturę nachodzącego siebie 
i małą garstkę przy nim będącą, mniemając ich być Kozakami 
poprzebieranymi dla łatwiejszego podejścia i że za tymi kilku 
większa komenda rossyjska ciągnie, dali się po\viązać w postronki, 
\v pasy i pokłaść w dyby. Przyprowadził ich Zbiko\vski po- 
wiązan ych na wozach pod tąż samą strażą, z którą ich za brał, 
do Zaremby, w Burzeninie natenczas stojącego. 
Ledwo niepozdychali od wstydu i żalu owi brańcy: jedenastu 
ludzi słusznych, między którymi był jeden wachmistrz od 
Mirowskich, zabranych przez Puła\vskiego \v Krakowie, posta\vieni 
na wozach v,r dybach i postronkach pod strażą sześciu zbieranej" 
drużyny z opalonemi kijami. Na to dziwowisko \vysypała się 
cała rzesza konfederacka, przy Zarembie będąca. Zaremba, \vy- 
słuchawszy ich spra\vy, gdy uznał, iż ordynans Puławskiego 
pokazany, acz nie\\"yrażający miejsca zakresu, niebył zmyślony, 
połajawszy ich, że się ważyli pod jego stacyą zapuszczać po 
futeraż, a oraz naurąga\vszy się z nich, że ludzie \vojskowi 
w liczbie jedenastu, bronią słuszną opatrzeni, dali się zabrać 
jednemu chłopcu i kilku szewczykom z kijami, kazał ich wolno 
puścić, broń i konie za nimi przypro\\radzone oddać, zdobycz 
kieszonkową Zbikowskiemu za sprawność daro\vawszy. 
Po tem rycerskiem dziele stęsknhvszy sobie Zbiko\\"ski 
przy boku Zaremby, \v kilka niedziel uszedł od niego, i znowu 
dawniejszym z\vyczajem z kilku ur\viszami bujał po kraju. A na- 
padłszy podobnież na kilku oder\vańcóv,T, \v jednym domu 
biesiadujących, chcąc ich tak jak owych pier\vszych powiązać 
i obedrzeć, gdy wpadł między nich z małą garstką s\voich, 
z pistoletem i szablą, cięty Vl gło\\"ę śmiertelnie od jednego, 
marnie zginął, godzien lepszego losu i chwalebniejszej śmierci, 
gdyby jćj był \v polu marsowem, nie po kątach szukał." 


POGLĄD NA STOSUNKI 
I(OŚCIELNE, NARODOWOŚCIOWE i GOSPODARCZE. 


Aż do piętnastego stulecia lnożna było mó\vić i rozpra\viać 
o jednej wierze, jednej narodo\vości i jednym systemie gospo. I 
darczym na l(rajnie, gdyż różnic \vyznanio\\Tych aż do pojawienia 
się husytó\V faktycznie nie było żadnych; narodo\\Tościo\\"e 
różnice aczkohviek były, to. jednak przytępiał je \\"pły\\r jednego 
i tego satnego kościoła. Zycie gospQdarcze toczyło się doŚĆ 
prostym i łagodnym biegieln. Gdy na I(rajnę za\vitało różno- 
wierstv.."o, gdy pojawili się żydzi, gdy \v każdym nlieście obok 
kościoła katolickiego Po\\rstał zbór niekatolicki i synagoga, życie 
mieszkańców pov,riatu nakielskiego zaczęło się kompli
o\\"ać.
		

/krajna_i_naklo00094_0001.djvu

			- 78 -- 


Liczniej zachowane źródła poz\valają wglądnąć głębiej w poszcze- 
gólne zjawiska. Stąd też należy traktować osobno sprawy 
wyznaniowe, które \v tym okresie wykazują bardzo silne zabar- 
wienie narodowościo\\Te. 
Zagrożony przez inno\viercó\\T kościół rzynlsko-katolicki 
przedsię\vziął cały szereg zarządzeń, opartych głó\vnie o archidy- 
akonat i kapitułę kamieńską i stanltąd biorących inicjatywę. Tym 
zarządzeniom przeci\\rstawiali się innowiercy i żydzi, pośród 
których ogromną większość tworzyły ży\vioły niepolskie. Idąc 
vt tym kierunku należy mówić: 
a) o archidyakonacie kamieńskim, 
b) o kapitule kamieńskiej, 
c) o wyznaniach niekatolickich na Krajnie, 
d) 9 żydach na Kraj nie, 
e) o stosunkach gospodarczych na Krajnie. 
Szkólnict\vo i ogólny stan oświaty \v po\viecie nakielskinl 
tworzy osobną rozprawę. 


DZIEJE ARCHIDY AKONA TU I(AMIEŃSI(IEGO. 


Najda\vniejszy kościelny dokument, wspominający Nakło 
i okoiicę nad rzeką Plitwicą, stano\vi bulla papieża Innocentego 11. 1 ), 
\vydana \v Pizie dnia 7 lipca roku 1136, w której na prośby 
arcybiskupa Jakóba z Znina tenże papież potwierdził \vszelkie 
ówczesne kościoła gnieźnieńskiego posiadłości. Z znanego 
l procesu Kazimierza \Vielkiego naprzechv Krzyżakom z roku 1339 
I wynika, że granica archidyecezji gnieźnieńskiej sięgała daleko 
na północ i obejmo\vała tak z\vaną kasztelanję słupską z miastem 
Słupsk (Stolpe), opierając się aż o Bałtyk. Trudno dzisiaj ustalić, 
czy \v czasacą, kiedy Krajna była przedmiotem sporó\\T pomiędzy 
pomorskimi a \vielkopolskimi książętanli, jurysdykcję kościelną 
w tych stronach imieniem arcybiskupów gnieźnieńskich wyko- 
nywał archidyakon gnieźnieński czy też archidyakon słupski. 
Faktem jest, że podburzany przez Krzyżakó\v biskup Henryk 
z Kamienia nad Bałtykiem położonego, zbrojne \vycieczki czynił 
nie tylko w stronę Słupska, ale .przekraczał nawet Kamionkę, 
zapędzając się w głąb Krajny. Ponie\vaż Henryk wojował 
głó\vnie z archidyakonaJni słupskimi, przeto sądzićby należało, 
że wpływy tych archidyakonów sięgały aż pod Nakło. Przemawia 
za tem także dekret Szymona kanonika łęczyckiego, który 
w roku 1415 pisze się wikarjuszem arcybiskupim i "oficjałem 
r kamieńskim dla obwodó\v archidyecezji gnieźnieńskiej położonych 
w nakielsk iem i na Pomorzu "2). 
1) Kodeks dypl. wlkp. 
2) Fontes XI. str. 8.
		

/krajna_i_naklo00095_0001.djvu

			- 1';1 


Gdy mimo usilne zabiegi arcybiskupów gnieźnieńskich 
kasztelanja słupska weszła w skład diecezji kamińskiej, Krajna 
 
przypadła archidyakonatowi gnieźnieńskiemu, który zajmował 
część zachodnio-południową dawnego Pomorza, całe Pałuki J 
z ziemią kcyńską, żnińską i gnieźnieńską, oraz część wschodnią 
województ\\Ta kaliskiego i na przestrzeni 29 mil długości a pra\vie 
10 mil szerokości, począwszy od wsi Borzyszkowa pod Byto\vem 
na Pomorzu aż do Konina i Tuliszko\va, wykazywał 236 kościołów 
parafjalnych. W roku 1512 arcybiskup Jan Łaski, lnając \vzgląd 
na zbytnią rozległość archidyakonatu gnieźnieńskiego, z po\\"odu 
której archidyakonowie obowiązków swoich należycie spełniać 
nie mogli, w porozumieniu z kapitułą metropolitalną utworzył 
no\vy archidyakonat kamieński, przyłączając do niego 57 kościołów 
należących dotąd do archidyakonatu gnieźnieńskiego. Odnośny 
dokument erekcyjny wydany został w Gnieźnie dnia 20 paździer- 
nika roku 15121) i \\,. tłumaczeniu polskiem brzmi, jak następuje: 
"W imię Pańskie alnen. I(u \viecznej rzeczy pamiątce. 
Jan Łaski ze zmiło\vania Bożego arcybiskup gnieźnieński i prymas. 
Ponie\\Taż z zrozpamiętywania po\vierzonego nam urzędu \vynika 
konieczność bacznego zwracania uwagi naszej taln, gdzie zba- 
wieniu dusz grożą niebezpieczeńst\va, które jako szkodlhve 
zapobieglhvie uchylać mamy obo\viązek, przeto niniejszem 
oznajmiamy \Vszynl i poszczególnym, których to dotyczy, tak 
w teraźniejszości jak i w przyszłości, jako po \vyniesieniu nas 
aczkoh\Tiek niezasłużenie dzięki łaska\\Tości Bożej i Stolicy Apo- 
stolskiej do szczytnej godności arcybiskupiej shvierdziliśmy, że 
dekanaty nakielski, sempoliński, chojnicki i tucholski do archi- 
dyakonatu gnieźnieńskiego przynależne a na pograniczu tegoż 
przesławnego polskiego króleshva położone, znacznego \V dusz- 
pastershvie doznały zaniedbania i że dla braku odpo\viednich 
osób administracja oraz \vymiar sprawiedliwości bardzo sz\vankuje 
\\1 tamtych stronach, \vskutek czego tak ducho\vni jako też 
i świeccy prowadzą życie rozwiozłe i gorszące a niema, ktoby 
ich zato skarcił, gdyż archidyakon kościoła gnieźnieńskiego nie 
może tamdotąd z \vizytacją dotrzeć dla złości kilku niedobrych 
> i rozbójniczych ludzi. 
Celem przy\vrócenia Elepszego stanu rzeczy w tamtych 
stronach stoso\vnie do po\vierzonego nam Iwysokiego 
zadania 
oraz aby \vróciła sprawiedliwość i jedność, aby ducho\\Tnych 
i świeckich do popraVvTY znie\volić{.i
od\\Tieść od życia gor
zącego 
i grzesznego, aby nieposłusznych.:i.
opornych skarcić-
a.:tbłędy 
\vykorzenić, erygujemy po \vysłuchaniu opinji prześ\vietnej kapituły 
naszej a \v szczególności po zasiągnięciu rady czcigodnego 
Jana z Łuko\\Ta, archidyakona rzeczonego naszego kościoła, 
archidyakonat kamieński przy kościele gnieźnieńskin1 i \v imię 


... 


. 
1] Fontes XI. str. ł. oraz Korytkowski. Arcybiskupi. Tom I.t str. 612.
		

/krajna_i_naklo00096_0001.djvu

			- OV - . 


. 


Pańskie niniejszeln ustana\VianlY. Do tego archidyakonatu wcielamy 
parafjalny kościół \v Kalllieniu po \vieczne czasy i darowujemy 
\ 
raz z \\Tszystkiemi i poszczególnemi dochodami i użytkami, 
które każdorazo\vy archidyakon posiadać, pobierać i użytkować 
niezaprzeczalne będzie nliał pra\vo. Z racji fundacyjnej nazna. 
czamy i darowujemy rzeczonenlU archidyakonatowi 20 grzywien l) 
nlonety polskiej w czynszach i dziesięcinach pieniężnych arcy- 
biskupiego klucza kamieńskiego, któt e to grzywien dwadzieścia 
każdorazowy archidyakon sobie każdego roku pobrać będzie. 
upo\vażniony po zebraniu czynszów i rzeczonych dziesięcin, do 
której to czynności samegoż każdorazo\
tego archidyakona jako 
u\vierzytelnionego kolektora głó\vnego i specjalnego na cały 
naz\vany obwód naznaczyliśmy. 
Prócz tego przyznajemy dziesięcinę rybną z wszystkich 
jeziór naszych \v kluczu kamień&kim położonych, o ile i ile razy 
na tychże jeziorach połó\v się dokony\va, którą każdorazo\vy 
archidyaKon s\vobodnie pobierać będzie. Tenże władny będzie 
pozatem celen} opędzenia codziennego życia potrzeb utrzymywać 
\vłasnego rybaka, któryby na jeziorze naszelll, z\vanem Mochel, 
każdego czasu i bez jakiejkolwiek przeszkody \vykonywał rybo- 
łóst\vo za pOlll0Cą małych' statkó\\T jakoto słabnicy, zabrodni, 
żakó\v i węcierzy. 
, 
Ustępujemy również i pomniejsze łowiectwo na dziczyznę 
i ptactwo -- \vyją\vszy jelenie i sarny - \v naszych lasach, 
puszczach i rolach arcybiskupich na rzecz tegoż archidyakona. 
Łąka także nad Kamionką, z którejby rokrocznie na dwa stogi 
siana kosić i sprzątnąć można, aby na zawsze archidyakono\\'i 
była wymierzoną i \vyznaczoną, rozkazaliśmy naszemu kasztela- 
nowi v.
 I(amieniu. Dalej \vyznaczamy archidyakonowi \volny 
\vyręb w lasach arcybiskupich i drzewobranie na budo\vę i opał. 
Jurysdykcję posiadać będzie tenże archidyakon w tej samej 
mierze, co archidyakon naszego kościoła gnieźnieńskiego. A po- 
nie\vaż przy tymże kościele \v Gnieźnie rzeczony archidyakonat 
ustanawiamy, przeto słuszną jest rzeczą, aby każdoczasowy archi- 
dyakon używał stroju prałatów i kanoników gnieźnieńskich 
przysługującego im na mocy zwyczaju i przywilejów, a więc 
krótkiego płaszczyka z kapturem (almucium) i komży, i aby 
zasiadał na ró\vni z nimi w stalach, gdzie luiejsce będzie ostatnie 
po naj młodszYlll kanoniku, ale przed proboszczami kolegjaty św. 
Jerzego tudzież św. Jana, wreszcie aby mógł odprawiać msze św. 
przy wielkim ołtarzu, który to przywilej przysługuje także 
nazwanym proboszczom. 
Aby jednak niniejsza ordynacja nasza porządnie była za- 
cho\vana, stanowimy, że tenże archidyakonat nie komu innemu, 
lecz litylko doktoro\vi względnie licencjatowi albo bakałarzowi 
l) tj. 10 funtów srebra. 


"
		

/krajna_i_naklo00097_0001.djvu

			-- 8i. 
 


. 
prawa kanonicznego lub też mężowi skądinąd dobrze wykształco- 
nemu i sposobnemu ma być powierzoną. Prawo patronackie nad 
rzeczonym archidyakonatem ustępujemy każdoczasowemu burgrabi 
uniejowskienlu, który na wypadek wakansu, powstałego wskutek 
rezygnacji względnie śmierci, zaproponuje osobistość odpowiednią 
według PO\vyższych wskazówek. Ktoby zaś przez siedmiolecie 
w obrębie rzeczonego archidyakonatu przemieszkiwał, ten posiadać 
ma w następnych siedmiu latach pierwszeństwo do opróżnionego 
archidyakonatu względnie prepozytury w każdym z kolegjackich 
kościołów gnieźnieńskiej dyecezji, na co otrzyma od nas względnie 
następców naszych prezentę, skoro tylko miejsce zawakuje. 
Ponadto mianujemy tegoż każdorazowego archidyakona 
oficjałem na cały obwód, dając mu władzę i prawo rozgrzeszenia 
w wypadkach zwyczajnych nam zastrzeżonych, powierzania tejże 
\vładzy kapłanom zajętym w duszpasterstwie lub też gdzieindziej, 
byle sposobnym, naznaczania pokuty za przestępstwa, ile razy tego 
zajdzie potrzeba, oraz uroczystego przyjmowania do kościoła tych, 
co publiczne złożyli zadośćuczynienie, na dzień wielkiego czwartku 
w otoczeniu innych kapłanów lub inny dzień, gdyby tego zaszła 
potrzeba, przyjmowania rezygnacyj z beneficjó\v z\viązanych 
z duszpasterstwem i bez duszpasterstwa na cały rzeczony ob\vód, 
ogłaszania wakansów i odda\vania w komendę tak spraw ducho- 
wych jako też materjalnych lecz tylko na pół roku, z obowiązkiem 
odsyłania do nas \v swoim czasie tych, co mają być instytuowani. 
Dalej upoważnialny go do udzielania indultów na odpra- 
wianie mszy św. przy ołtarzach przenośnych (portatylach), na 
udzielanie sakramentó\v św. paraf janom \v kościołach no\vowznie- 
sionych. lub w jakikohviek sposób sprofanowanych oraz w ubi- 
kacjach przyzwoitych i \vobec osób tego godnych, gdy st\vierdzi 
się istotną i uzasadnioną potrzebę,-tak jednak, aby to nie było 
ze szkodą kościoła parafjalnego, do którego odnośne miejsca 
względnie osoby przynależą, i do udzielania dyspensy osobom 
chorym i słabowitym na pożywanie potraw lnięsnych .i nabiału 
w dni postne. 
Pozatem upełnomocniamy tegoż oficjała, aby przy wsze- 
lakich sprawach kościelnych, małżeńskich, cywilnych, karnych. 
świeckich i innych mocą prawa czy też zwyczaju pod jurysdykcją 
naszą podpadających, k\votę 20 grzywien nie przekraczających, 
toczących się lub w przyszłości toczonych pomiędzy jakiemikolwiek 
osobami ducho\vnemi czyli też świeckiemi bez względu na stan, 
stopień czy położenie był \vładny przepro\vadzać śledztwo, 
badania, dochodzenia, fero\vać wyroki tymczasowe \\Tzględnie 
ostateczne przy zachowaniu tego, co zachować należy, aby mógł 
ogłaszać wyroki i takowe wykony\vać, aby sprzeciwiających si
 
i opornych do posłuchu \vobec prawa klątwami i karami kościel- 
oemi przyniewolić był mocen, aby zbrodnie, wykroczenia, prze- 
stępstwa i zgorszenia wS2ystkich osób duchownych i świeckich 
6 


.
		

/krajna_i_naklo00098_0001.djvu

			- ł32 - 


podlegających rzeczonemu archidyakonatowi i oficjalshvu kamień- 
skiemu bez względu na to, gdzieby przebywali, karcił i zgodnie 
z przepisami naszej prowincji kościelnej oraz \v miarę przewinień 
lub zboczel1 cenzurami kościelnemi i karami ścigał, z urzędu 
mając taki obo\\riązek. 
Wszelakie postępowania proceso\ve polecalny jemu prowa- 
dzić prawnie i prawidłowo przeciwko \vszystkim duchownym 
i świeckim, przyczem wolno mu rzucać klątwy, takowe obostrzać, 
ogłaszać, zdejmować zupełnie lub warunkowo, usta\vy prowin- 
cjonalne przechvko zabójcom księży i kleryków, przeciwko gwał- 
cicielom i łupieżcom dóbr i osób kościelnych wymierzone 
stoso\vać i komu należy, do wykonania i egzekucji poda\vać. 
. 
Zeznania, zobowiązania i zapisy, wszelakiego rodzaju umowy 
oraz pra\vne czynności władny jest przyjmować i podejmo\vać; 
testamenty i wyrazy ostatniej \voli wszystkich mieszkańców, 
prawidłowo sporządzone, aż do wzwyż nazwanej k\voty może 
spra\vdzać, zatwierdzać i \v ordynacje ujmować, słowem \vszystkie 

ałat
viać czynności prawne, które z oficjalstwem są złączone 
1 zWiązane. 
Przyrzekamy temuż każdoczasowemu archidyakonowi i ofic- 
jało\vi naszemu w Kamieniu, że jego nakazy i cokolwiekby 
wzwyż nazwanych ramach prawnych przedsiębrał, byle zgodnie 
z ustawami, - zatwierdzimy i za obowiązujące uznamy \vobec 
wszystkich, którzy \v tamtych stronach jurysdykcji naszej podlegają. 
Stano\vimy także, aby każdoczesny archidyakon W archidy- 
akonacie i oficjalshvie swojenl i to \v Kamieniu mieszkał osobiście 
i stale, wyjąwszy wypadek panowania tamże morowej zarazy, 
chorób zakaźnych lub niepokojów, co gdyby nastąpiło, może 
archidyakon na czas ich trwania usunąć się z nazwanej miej sco- 
wości a nawet poza granicę archidyakonatu i oficjalshva uchodzić. 
Wolno mu będzie również \v czasie żniw i poboru dziesięcin 
wydalić się do swoich beneficjów, jeśliby takowe rzeczony archi- 
dyakon posiadał, a także do innych miejsc, byleby z po\vodów 
prawnych i słusznych, o każdej innej porze i w czasie wypoczynku 
v.ryjechać pod warunkiem, że od chwili opuszczenia archidyako- 
natu nie upłynie więcej niż miesiąc jeden oraz z tem, iż spra\vy 
przez nas jemu poruczone w międzyczasie nie będą zaniedbywane, 
co osięgnie się łatwo tym sposobem, iż na nlocy niniejszego 
upoważnienia naszego tenże archidyakon \\rładny będzie zamia- 
no\vać sobie zastępcę w osobie odpowiedniego i przez burgrabię 
uniejowskiego zaproponowanego męża, posiapającego kwalifikacje, 
jakie wyżej oznaczono. Oświadczamy wreszcie i stanowimy, 
aby \vszystkie te zarządzenia posiadały obowiązującą siłę na 
wieczne czasy, co wszystko razem i każde w szczególności 


..
		

/krajna_i_naklo00099_0001.djvu

			- 00 


niniejszym dokumentem objęte dla większej pewności spisać 
poleciliśmy i podpisać przez niżej podpisanego notarjusza naszego 
oraz zaopatrzeć naszą i naszej prześwietnej kapituły gnieźnień- 
skiej pieczęciami. 
Dan w Gnieźnie roku 1512 w dziewiątym roku panowania 
ojca św. Juljusza II. w obecności Mikołaja z Kościelca Koście- 
leckiego, biskupa chełmskiego i dziekana, Jana Łukowskiego 
archidyakona, Bartłomiej a Koźmińskiego kustosza, Zygmunta 
z Kamienia, Wincentego z Łagiewnik wikarjusza in spirituaiibus 
i oficjała generalnego, Pawła Chodakowskiego, Andrzeja Ciesiel- 
skiego, Macieja Kijowskiego, Klemensa Buczyńskiego, Jana 
Grota z Rudy doktora praw, Szczęsnego Naropińskiego, Jana 
Busińskiego, Jana z Lesznicy św. teologji profesora i Jana 
Rybieńskiego prałató\v i kanoników naszego kościoła gnieźnień- 
skiego zgromadzonych na kapitułę generalną \v dniu przeniesienia 
św. Wojciecha i zwołanych uderzeniem dz\vonu." 
Powyższy przywilej został dnia 23 k\vietnia 1517 roku 1) 
przez arcybiskupa Jana Łaskiego nietylko pono\viony, ale jeszcze 
rozszerzony a dochody archidyakona po\viększone o 20 grzy\vien 
pruskich, \vziętych z majątku Zabno, zakupionego przez arcy- 
biskupstwo. Z tegoż dokumentu \vynika, że pierwszym archi- 
dyakonem kamieńskim był Paweł z Łobżenicy, naonczas proboszcz 
kościelecki, wychowany na dworze arcybiskupa Zbigniewa 
Oleśnickiego. Przywilej Łaskiego ponowił i zatwierdził arcy- 
biskup Jakób Uchański dnia 17 czerwca roku 1578 2 ). 
Na mocy PO\vyższej ordynacji urzędo\\Tali archidyakoni 
kamieńscy z górą lat trzysta. Dopiero bulla, rozpoczynająca się 
słowami de salute animarUlll z roku 1821, położyła kres archi- 
dyakol1atowi kamieńskielnu, dzieląc go pomiędzy dyecezje 
chełmińską i gnieźnieńską. W ciągu trzechsetletniego istnienia 
s\vego archidyakonat kamieński doznał grunto\vnej reorganizacji 
za czasów arcybiskupa Wawrzyńca Oembickiego w roku 1611, 
a uświetniony został erygowaniem kolegjaty, i kapituły kamieńskiej 
w roku 1651 przez arcybiskupa Macieja Łubieńskiego. 
W roku 1616 delegat arcybiskupi Ks. Rogacze\vski, kanonik 
włocławski i poznański, doktór praw obojga, odprawił - pra- 
wdopodobnie \V Kanlieniu - synod z ducho\vieństwem całego 
archidyakonatu. Następstwenl tego synodu był dekret 3) z dnia 
30 stycznia roku 1617, skierowany do archidyakona Jana Deren- 
gowskiego, mocą którego arcybiskup Wa\vrzyniec Gelnbicki 
zarządził złączenie kościołó\v o małej dotacji i nikłej ilości dusz. 
- Złączon o \\rtenczas pomiędzy innemi z No\vą Cerk\vią Pawło\vo 
1) Fontes XI. 7. 
2) Fontes XliI. str. 465. 
B) Fontes XI. str. 12. 


6*
		

/krajna_i_naklo00100_0001.djvu

			- --łJT - 


i Powałki - Lichno\vo i Sła\vęcin - Zamarte, Ogorzeliny i Blaum- 
fel d - z Wąwelnem kościół wiele\\Ticki - Klunją i Zalesie - 
proboszczo\vi sępolińskiemu oddano także kościół \\
 Komie- 
ro\vie - Sławianowo i Skicz - Zakrze\vu dodano kościółki 
w Głomsku, Wiśniewce i Potulicach - Wyrzę przyłączono do 
Mroczy - Mościska do Wysoki - Samsieczno do Slesina itd. 
Zwiększono natomiast ilość dekanatów,- hvorząc nowy dekanat 
łobżenicki i hamersztyński. ' 
Naj\vięcej nas interesujące dekanaty nakielski i łobżenicki 
wykazywały następujące paraf je : do Nakła przynależały kościoły 
w Nakle, Sadkach, Dembo\vie, Glisnie (sic), Wyrzysku, Krostko- 
wie, Kosztowie, Gromadnie, Tłukomiu, Miasteczku, Morzewie, 
Wysoce, Mościskach, Głubczynie, Sła\vianowie i Bługowie; 
do Łobżenicy przyłączono z nakielskiego dekanatu wydzielone 
kościoły w Łobżenicy, Luchowie, Dzierznie, Sypniewie, Zakrzewie 
z kaplicami w Potulicach 'i Debrznie, dalej kościoły w Buczku, 
Batorowie, GronQwie, Złotowie, Skiczu i Krajence. Dekanaty 
sępoliński i tucholski pozostały niezmienione. 
W dalszym ciągu rzeczony dekret znosi częścio\vo rozpo- 
rządzenie arcybiskupa Baranowskiego, który zabronił dobra 
- kościelne puszczać w dzierżawę inno\viercom, co poz\vala domyśleć 
się, że niektóre okolice archidyakonatu kamieńskiego w tym 
czasie były całkiem prawie zalane ludnością niekatolicką, - pod- 
trzymuje natomiast a na\vet obostrza przepis, mocą którego 
proboszczowie zobowiązani byli utrzYlnywać dwóch chłopców 
i przysposabiać ich do służby Bożej. Troska o starość i schyłek 
życia kapłańskiego znalazła na rzeczonym synodzie wyraz w prośbie, 
aby arcybiskup pomyślał o stworzeniu pewnego schroniska dla 
kapłanó\v, którzy dla sędziwego wieku lub niemocy z beneficj Ó\v 
ustąpić są zniewoleni. Zyczenie to jako też żale duchowieństwa 
na krzy\vdy doznawane od innowierców, a w szczególności od 
dziedzica łobżenickiego Krotowskiego, przyrzekł arcypasterz roz- 
patrzeć życzliwie i w miarę możności takowym zaradzić. 
W roku 1619 troskliwy arcypasterz sam przybył na Krajnę 
i odbył wizytację głównie tych kościołów, które odebrano z po- 
wrotem z rąk heretyckich l). SIadami Gembickiego poszedł arcy- 
biskup Maciej Łubieński, który przybywszy w roku 1647 do 
archidyakonatu kamieńskiego, zwołał całe duchowieńst\vo do 
Kamienia na dzień 21 sierpnia celem odbycia synodu partykular- 
nego, gdzie uchwalono i wydano nader \vażne i dla całej tej przez 
innowierców zagrożonej okolicy bardzo zba\vienne rozporządzenia. 
Ponadto dekretem w Skierniewicach dnia 9 stycznia 1651 r. 
wydanym Łubieński wyniósł parafjalny kościół kamieński do 
godności kolegjaty i ustanowił przy nim kapitułę złożoną z czterech 
prałatur i ośmiu kanot.1ikatów. Archidyakon kamień ski miał 


.... 


1) Fontes. 


.
		

/krajna_i_naklo00101_0001.djvu

			.0 


zapewnione miejsce drugie t. j. pomiędzy proboszczem a dzie- 
kanem rzeczonej kapituły. Pierwotny statut kolegjacki, zębem 
czas
 uszkodzony, uzupełnił podczas swej wizytacji arcybiskup 
Stanisław Szembek \v roku 1719. Po pier\vszym rozbiorze granice 
archidyakonatu zostały w pewnej mierze rozszerzone. Dekanaty 
kcyński i żniński przyłączono do kamieńskiego archidyakonatu, 
tworząc zeń arcybiskupią delegaturę dla tej części archidyecezji 
gnieźnieńskiej, która dostała się pod panowanie Prus. 
Aczkohviek archidyakon i oficjał kamieński z urzędu wchodził 
do grona kapituły gnieźnieńskiej, to jednak akta kapituły metro- 
politalnej l) przechowały wzmianki zaledwie o kilku archidyakonach 
kamieńskich, którzy się w katedrze gnieźnieńskiej instalo\vali. 
Ze początkowo się wszyscy instalowali, nie ulega \vątplhvości, 
gdyż każde nowe prawo ściśle wykonywane być zwykło. 
Z późniejszych archidyakonó\v niezawodnie wielu, unikając kosz- 
townych podróży do Gniezna i znacznych opłat instalacyjnych, 
nie kusiło się o czczy honor, do którego zmuszeni być nie mogli. 
Wogóle cztery tylko zapisano do akt kapitulnych instalacje archi- 
dyakonó\v kamief1skich i to: Stanisława Trzebnica w roku 1649, 
Józefa Erazma Platera \v roku 1720, Józefa Chylińskiego w roku 
1742 i Jakóba Antoniego Rolbieckiego \v roku 1761. rv\etro- 
politalna kapituła gnieźnieńska utrzymywała ścisłe stosunki 
z archidyakonami kamieńskimi, szczególniej po nabyciu od arcy- 
biskupa Karnkowskiego dóbr Gruczna i Kozielca \v pobliżu 
Kamienia położonych, nad któremi po\vierzała im częstokroć 
opiekę, poruczała załat\vianie na miejscu rozmaitych spra\v bądź 
granicznych, bądź dzierża\vnych lub lustracyj nych i niemałą za- 
wdzięczała im pomoc. Najuczynniejszym i najprzychylniejszym 
\v tej mierze okazał się ks. Plater, który podczas za\vieruch 
\vojennych znakomite oddawał jej usługi, jak ś\viadczy pismo 
kapituły gnieźnieńskiej z dnia 23 kwietnia roku 1726, przecho- 
wane w archiwum kapitulnem. 
Jakkolwiek archidyakonat i oficjalsh\To kamieńskie mocą 
dekretu erekcyjnego złączone być tniały w jednej osobie, to 
jednak z biegiem czasu wyrobiła się inna praktyka, jak tego 
do\vodzi spór pomiędzy Walerym Wilczyńskim, f kanonikiem 
kolegjaty św. Jerzego na zanIku gnieźnieńskim, a archidyakonem 
kamieńskinI Le\valdt Jezierskin1 2 ); tenże jeszcze za życia archi- 
dyakona Stanisława Trzebnica objął oficjalshvo, któremu Trzebnic 
dla sędziwego wieku podołać już nie mógł. Przykład ten znalazł 
naślado\vcó\V do tego stopnia, iż prędzej ustał archidyakonat 
aniżeli oficjalshvo kalnieńskie, j ak się z dalszego opo\viadania 
\vykaże. 


.1) Korytkowsld. Prałaci i Kanonicy I. 115. 
2) Fontes XIII. str. 521.
		

/krajna_i_naklo00102_0001.djvu

			- 86 - 


Kolejność, w jakiej archidyakono\\Tie kamieńscy po sobie 
następowali, jest na skutek zaginięcia znacznej części aktów 
konsystorza kamieńskiego 1) w czasie od 1512 do 1649 dość 
wątpliwą. Pierwszym archidyakonem i oficjałem kamieńskim 
był wspomniany już Paweł z Łobżenicy, proboszcz kościelecki, 
o którym nie wiedzieć, kiedy umarł. Po nim nastąpił zdaje się 
ks. Andrzej Tyrbach około roku 1525. Pod koniec szesnastego 
wieku i w pierwszych latach siedmnastego stulecia urząd ten 
piastował ks. Florjan Maliszewski, kanonik uniejowski. Po nim 
nastąpił ks. Jan Gleisen Derengowski, który umarł około roku 1627. 
Następcą jego był ks. Mateusz Rautenberg, o którym tylko tyle 
stwierdzić można, że dnia 31 marca roku 1628 dokonał \vizytacji 
\v Mroczy. Około roku 1741 rozstał się z tym światem archi- 
dyakon kamieński ks. BarUiński 2), po którym nastąpił ks. Stanisław 
Trzebnic, doktór pra\v obojga, protonotarjusz apostolski i proboszcz 
w Tucholi. Trzebnic pochodził z człuchowskiego powiatu i urodził 
się prawdopodobnie w Blumenfeldzie z ojca Samuela i matki 
Barbary z Węglikowskich Trzebniców. 
Dokładnej daty urodzenia, przyjęcia święceń kapłańskich, 
a nawet objęcia dostojnego urzędu archidyakona kamieńskiego nie 
można stwierdzić. Jakkolwiek \\Tątpić niema po\V'odu, że archi- 
dyakonem kamieńskim został najpóźniej w roku 1642, to jednak do- 
wody pisane na to datują z roku 1649. Słusznie mÓ\\Tią o nim akta 
kapituły kamieńskiej, że był to "mąż wyjątkowy i wobec kościoła 
dobrze zasłużony"3). W latach 1653 1654 Trzebnic z\vizytował 
i opisał cały archidyakonat kamieński. Czem dla resztyarchi- 
dyecezji gnieźnieńskiej jest liber beneficiorum Jana Łaskiego, 
tern dla archidyakonatu kamieńskiego jest visitatio Trebniciana, 
to znaczy niesłychanie ważnym dokumentem prawnym, histo- 
rycznym, topograficznym, a na\vet ling\vistycznym. Sterany 
pracami, Trzebnic zrzekł się oficjalstwa, zatrzymując sobie godność 
archidyakona aż do śmierci, która nastąpiła dnia 3 lipca 1689 r. 
Pochowany został w podziemiach kościoła kamieńskiego, gdzie 
już przedtem prochy swoich rodziców, przeniesione z Chojnic, 
był do wiecznego spoczynku złożył. 
Następcą jego został ks. Remigjusz Michał Lewaldt Jezierski, 
który jeszcze za życia archidyakona Trzebnica piastował oficjal- 
stwo kamieńskie. Potomek starożytnego rodu Lewaldtów herbu 
Rogala, ks. Remigjusz urodził się pra\vdopodobnie w roku 1643. 
Po śmierci ks. Jana Banera otrzymał probostwo chojnickie, 
a w roku 1676 także dziekaństwo przy kapitule kamieńskiej. 
W dwa lata później zamianowany oficjałem kamieńskinI, objął 


1) Fontes XI. str. 10. 
2) Tamże str. 515. 
8) vir exemplaris et bene meritus de Ecc1esia.
		

/krajna_i_naklo00103_0001.djvu

			- Ul 


ks. Lew?ldt Jezierski po swoim poprzedniku nietylko probostwo 
tucholskIe, ale w roku 1689 także godność archidyakona 
k8mieńskiego. 
Idąc śladami ks. Trzebnica, no\vy archidyakon odprawił 
wizytację \v całym archidyakonacie, której wynik pisemny 
pod nazwą visitatio generalisI) przechowuje się obecnie w archhvum 
pelplińskiem. W roku 1710 ks. Le\valdt Jezierski do s\vych 
godności dawniejszych dodaje tytuł katedralnego kanonika gnie- 
źnieńskiego, w trzy lata później sekretarza Jego Królewskiej 
Mości. Wskutek niedopatrzenia z strony kancelarji arcybiskupiej 
otrzymał wspomniany już wyżej kanonik kolegjaty św. Jerzego 
ks. Wilczyński nominację na oficjała kamieńskiego za życia 
ks. Lewaldt Jezierskiego i wbrew przepisom ordynacji erekcyjnej. 
Wynikły z tego spór zlikwidowano nieba\vem. Na skutek moro\vej 
zarazy, grasującej w Kamieniu \v roku 1711, siedzibę archidyako- 
natu przeniesiono czasowo do Cerekwicy, gdzie spłonęły bardzo 
\vażne i cenne dokumenty. Kapituła kamieńska domagała się 
od egzekutorów testanIentu ks. Lewaldt Jezierskiego, aby postarali 
się o u\vierzytelnione odpisy spalonych dokumentó\v, ale zdaje 
się napróżno 2). Umarł ks. Jezierski dnia 12 grudnia 1713 roku. 
Ówczesny arcybiskup gnieźnieński ks. Stanisław z Słupó\v 
Szembek pisnlem z dnia 28 lutego 1714 roku osierocony archi- 
dyakonat kamieński powierzył ks. Józefo\vi Erazmo\vi Platerowi 
kanoniko\vi ryskiemu. Nowy archidyakon kamieński pochodził 
niewątpliwie z niemieckiej szlachty osiadłej na Łohvie. Jakim 
sposobeln dostał się do Polski, różni różnie mó\\rią. Niemiecki 
pisarz Goedke utrzymuje, że Józef Erazm Plater na skutek jakiegoś 
zajścia podczas wojny szwedzko-polskiej porzucił i rzemiosło 
wojenne i wyznanie protestanckie, \\T którem był wzrósł, został 
katolikiem i przywdział suknię duchowną. Według Niesieckiego a ) 
Platero\vie przyjęci zostali do grona szlachty polskiej \\T roku 1558 
na równi z Denhofami, Flemingami, W olfami \vywodzącymi się 
z Łohvy. 
Instalację w kapitule kanlieńskiej ks. Plater przeprowadził 
dnia 14 lnaja 1714 roku. Pięć lat później archidyakon to\varzyszył 
arcybiskupowi Szembeko\vi w podróży \vizytacyjnej po Kraj nie, 
a \v roku 1720 instalo\vał się \v katedrze gnieźnieńskiej. Odtąd 
i Plater i jego następcy uży\vają tytułu nIetropolitalne.go kanoni

 
gnieźnieńskiego. W roku 1721 ks. Plater zrzekł SIę godnoscl 
kanonika ryskiego (inflanckiego), a w roku 1723 
akże probosh
a 
chojnickiego, otrzymawszy probostwo \v TucholI. Umarł dnIa 
19 lipca 1741 roku. 


1) sub siglo IV. 28. Fontes XIII. str. 521. 
2) Fontes XI. 54. 
B) Herbarz Polski I. p. 569.
		

/krajna_i_naklo00104_0001.djvu

			vv 


Następcą jego został ks. Józef Jakób Chyliński, kanclerz 
kruświcki i proboszcz gniewkowski, który instalował się w Ka- 
mieniu 31 stycznia, a w Gnieźnie 21 marca roku 1742. U marł 
w Toruniu dnia 25 stycznia 1758 a pochowany został w Gniewkowie. 
Już w lipcu tegoż samego roku instalował się w Kamieniu 
nowy archidyakon ks. Jan Tadeusz Kiedrowski, kanonik gnie- 
źnieński i członek kapituły kamieńskiej. Kiedrowski pochodził 
z miejscowości Łąki położonej w powiecie człuchowskim. Ojciec 
archidyakona Franciszek Pasenta Kiedrowski, dziedzic na Łąkach, 
umarł dnia 12 grudnia 1760 roku, licząc lat blisko 90. W pięć 
dni później pożegnał się z tym światem archidyakon i oficjał 
kamieński ks. Jan Tadeusz Kiedrowski. 
Po Kiedrowskim archidyakonat kamieński objął ks. Jakób 
Antoni Rolbiecki na mocy prezenty udzielonej mu \v Skiernie- 
wicach dnia 23 grudnia 1760 roku. W Kamieniu instalował się 
dnia 14 maja a w Gnieźnie 12 lipca 1761. Ks. Jakób był piątym 
z rzędu synem Andrzeja i Katarzyny z Rakowskich Rolbieckich 
i ujrzał światło dzienne albo \v Stypurczu pod Swornegaciem 
albo w Brzeźnie, które to majątki należały do Rolbieckich. Brat 
Jakóba, imieniem Kazimierz, był także duchownym i piastował 
godność protonotarjusza apostolskiego, kanonika łęczyckiego, dzie- 
kana nakielskiego oraz proboszcza w Smiło\vie. Ks. Jakób Rol- 
biecki pracował aż do roku 1748 w kancelarji prymasowskiej 
i dzierżył probostwo w Słupach. Dnia 10 lipca 1748 otrzymał 
probostwo chojnickie. Umarł 17 czerwca roku 1776. 
Po jego śmierci kapituła kamieńska zaproponowała na sta- 
nowisko archidyakona ks. Antoniego Sikorskiego, zaświadczając, 
że jest to mąż "wobec kościoła dobrze a \vobec całej archi- 
dyecezji gnieźnieńskiej bardzo dobrze zasłużony". 
Ówczesny arcybiskup gnieźnieński ks. Jan Gabrjel Podowski, 
bawiący we Frankfurcie nad Menem, przychylił się do tej pro- 
pozycji, wskutek czego ks. Sikorski - po zatwierdzeniu go przez 
rząd pruski - instalował się w Kamieniu dnia 12listopada r. 1778. 
Zakusy i machinacje zaborczego rządu pruskiego, idące w kie- 
runku zagrabienia dóbr kościelnych i ograniczenia swobody 
katolickiego kościoła, nie ułatwiały ks. Sikorskiemu urzędowania. 
Dekretem w Skierniewicach dnia 12 lutego 1780 roku wydanym 
wyposażył go arcybiskup Ostrowski władzą metropolitalną dla 
tych części archidyecezji gnieźnieńskiej, które podlegały rządom 
pruskim. Były to dekanaty: człuchowski, tucholski, łobżenicki, 
więcborski, nakielski, dekretem arcybiskupim z dnia 30 czer\vca 
roku 1780 nowo utworzony dekanat kcyński oraz zreformowany 
dekanat żniński. Jako oficjał generalny i delegat arcybiskupi 
ks. Sikorski wizytował kościoły całego archidyakonatu, niosąc 
pociech
 strwo
onym katolikom.
		

/krajna_i_naklo00105_0001.djvu

			- 89 - 


W roku 1788 strudzony archidyakon złożył oficjalstwo 
generalne, otrzymawszy z rąk arcybiskupa Michała Poniatowskiego 
nominację na sędziego delegowanego dla spraw ducho\\Tnych 
drugiej instancji. Dnia 29 lutego 1792 umarł ks. Antoni Sikorski 
archidyakon kamień ski, doktór praw obojga, kanonik metropoli- 
talny gnieźnieński, katedralny ryski i proboszcz tucholski. 
Już od roku 1788 oficjalstwo generalne na archidyakol1at 
kamieński dzierżył proboszcz smogulecki ks. Wojciech Józef 
Szeinert, honoro\vy kanonik poznański i łęczycki. Ponieważ 
dobra kapituły kamieńskiej przez rząd pruski były zasek\vestro- 
wane a ks. Sikorski jako archidyakon rezydencji swej w Kamieniu 
nie opuścił, - ks. Szeinert przeniósł \v roku 1789 siedzibę 
oficjalstwa z Kamienia do Wysoki. Po uprzedniem zezwoleniu 
zachodniopruskiej rejencji kamień ski oficjał generalny zamienił 
proboshvo smoguleckie na beneficjum \v Smiłowie, do czego 
dołączył w roku 1791 proboshvo w Chojnicach, skąd trzy lata 
później przeniósł się do Tucholi jako proboszcz. 
Zamiano\vany przez arcybiskupa Poniatowskiego archidya- 
konem kamieńskim, instalował się \v I(amieniu dnia 27 sierpnia 
roku 1792, pisząc się odtąd metropolitalnynl gnieźnieńskim, 
katedralnym poznańskim i kolegjackim łęczyckim kanonikiem, 
archidyakoneln i generalnym oficjałetn kamieńskim, proboszczem 
tucholskim i plebanem śmiłowskim, do czego \v roku 1795 do- 
dano jeszcze opachvo korono\vskie. Przez no\vego arcybiskupa 
Krasickiego na oficjalstwie generalne m zahvierdzony, ks. Szeinert 
zrzekł się \v roku 1797 probostwa w Smiłowie, a \v maju na- 
stępnego roku złożył oficjaishvo generalne, zatrzymując sobie 
archidyakonat aż do roku 1817. 
TymczasowYITI następcą na oficjalstwie kamieńskiem został 
proboszcz szubiński ks. Antoni Tuszyński, który przez pe\vien 
czas urzędował w pałacu w Nieżychowie, należącym do biskupa 
chełmińskiego hr. Rydzyńskiego, a następnie \v Zakrze\vie. 
Gdy ks. Tuszyński umarł w Szubinie dnia 25 lutego r. 1808, 
oficj ałem "książęco-arcybiskupiego konsystorza kanlieńskiego" 
zamianowano proboszcza więcborskiego ks. I(sawerego Trzebia- 
to\vskiego, który siedzibę na
wanego konsystorza przeniósł do 
Więcborka. W roku 1817 dnia 3 lutego ostatni archidyakon ka- 
mień ski ks. Szeinert zgłosił rezygnację. U marł dnia 30 sierpnia 
1828 jako opat korono\vski i proboszcz tucholski. 
Jeszcze za życia Trzebiato\vskiego, który skończył jako 
kanonik gnieźnieński S\\Tój ży\vot w roku 1823, oficjałem kamień- 
skinl został proboszcz chojnicki ks. Marcin Thiede. A gdy tenże 
pożegnał ten świat, oficjalstwo objął ks. Józef Krall, proboszcz 
sypniewski. Wobec dokonanego podziału archidyakonatu ka- 
Inieńskiego pOlniędzy archidyecezją gnieźnieńską a biskupst\\TO 
chełmińskie, ks. Krall był zape\vne tylko likwidatorenl oficjalsh\.a
		

/krajna_i_naklo00106_0001.djvu

			- 90 - 


kamieńskiego. Do dyecezji chełmińskiej odpadło 31 kościołów, 
obejmujące dwa całe dawniejsze dekanaty: człuchowski i tucholski, 
tudzież część dekanatów: więcborskiego i łobżenickiego. Przy 
archidyecezji gnieźnieńskiej utrzymał się dekanat nakielski oraz 
część dekanatu łobżenickicgo, która przez dłuższy czas złączon ą 
była z dekanatem bydgoskim. Dość samodzielna organizacj a 
kościelna, w ramach archidyakonatu kamieńskiego z górą lat 
trzysta istniejąca, oraz pod naciskiem zaborczego rządu \v czasie 
pomiędzy pierwszym a drugitn rozbiorem w tym obwodzie prze- 
prowadzona redukcja świąt uroczystych długo jeszcze uwydatniała 
się w kalendarzach kościelnych (tak zwanych rubrycelach), gdzie 
pod nagłó\vkielTI Całnense notowano pe\vne OdITIiany, obowią- 
zujące w parafjach, które niegdyś do tegoż archidyakonatu przy- 
należały. 


KAPITUŁA KAMIEŃSI	
			

/krajna_i_naklo00107_0001.djvu

			- 91 - 


Za przykładenI dygnitarzy kościelnych szli także świeccy 
dostojnicy. W gronie szczególniejszych dobrodziejów kolegjaty 
kamieńskiej zapisano niezatartemi głoskami nazwiska: Kalksztejn- 
Stolińskiego, Jakóba Weyhera malborskiego wojewody, Albe.rta 
Stanisława Radziwiłła i żony jego Krystyny Anny z Lubomirskich 
książąt na Ołyce i Nieś\Atieżu i innych, przyczem zaznaczyć 
wypada, że niemal wszyscy fundatorowie dążyli do tego, aby 
fundacjami swemi podnieść lub utwierdzić nabożeństwo i cześć 
do Najświętszej Marji Panny. 
Wdzięczna kapituła kamieńska uprosiła Jakóba Weyhera, 
hrabiego dworu cesarskiego i Stanisława Radziwiłła, księcia na 
Ołyce i Nieświeżu, na protektoró\\T s\voich. Po nich urząd ten 
przeszedł na Piotra Tuchołkę, pisarza ziemskiego przy wojewódzhvie 
pomorskiem i Jana Komoro\vskiego, starostę jasinieckiego. 
Ostatnim patroneln i protektorenl kapituły kamieńskiej był Jan 
Potulicki, starosta borzecho\vski, który zmarł w roku 1726 jako 
\\Tojewoda brzesko-kujawski. 
Z czterech prałatów kolegjackich dwu było urodzonymi 
kanonikami metropolitalnej kapituły gnieźnieńskiej, a mianowicie 
proboszcz i archidyakon. Obyd\vaj winni byli posiadać akade- 
micki stopień z studjum pra\v, przyczem proboszcz, będący 
kanonikiem gnieźnielIskim fundi Jezierzany, nie koniecznie 
musiał się wykazać klejnotem szlacheckim. Nauka i stopień doktora 
obojga pra\v zastąpiły w tym \vypadku pochodzenie szlacheckie. 
Począ\vszy od Jerzego Myszko\\Tskiego l) kanonikat fundi 
Jezierzany zajnIowali mężowie, z których \vielu zaży\vało głośnej 
sławy naukowej. O archidyakonach kamieńskich mówi się 
obszernie na innem miejscu. Dodać wypada, że w razie wakansu 
arcybiskupowi przysłughvało prawo zaprezentowania odpo\viednich 
kandydatów na proboszcza i archidyakona, jak to vvyraźnie 
stwierdza ordynacja arcybiskupa Łubieńskiego 2) z roku 1651. 
Innych członków kapituły kamieńskiej \vybierało pozostałe grono 
kapitulne na w tym celu z\\Tołanej sesji, która \vinna się była 
odbyć w czwartek, - przyczem urodzonymi kandydatalni na 
opróżnione miejsce byli dziekani i proboszczo\vie archidyakonatu 
kamieńskiego 3). Dwa razy w roku kapituła kanlieńska zbierała 
się \v Kamieniu celem odbycia sesji generalnej, a miano\vicie na 
uroczystość św. apostołó\v Piotra i Pa\vła oraz w ś\vięto Oczy- 
szczenia N. M. P. 
Do prałató\v zaliczano także dziekana i kustosza. Funda- 
torem prałatury dziekańskiej był \\Tłaśchvie ojciec znanego archi- 
dyakona k amieńskiego ks. Trzebnica imieniem Samuel '), który 
1) t 1545. 
2) Fontes XIII. 50L 
8) Tamże 497. 
4) Tamże str. 466. 


.
		

/krajna_i_naklo00108_0001.djvu

			11 


-- 92 -- 


zapisał 1200 ówczesnych złotych, opartych na dobrach Szczytno, 
Lisowo i Płaszczyce, celem zużycia tej kwoty na jakąśkolwiek 
pobożną fundację. Spadkobiercy, a głó\vnie wspomniany archi- 
dyakon, przeznaczyli rzeczony legat na utrzymanie dziekana 
kapituły kamieńskiej, którym po myśli fundatorów powinien być 
każdorazowy proboszcz chojnicki. 
Prałat-kustosz natomiast pobierał procenta od 2000 złotych, 
darowanych przez malborskiego \vojewodę Jakóba Weyhera, 
a zabezpieczonych na majątku Dybrzno (Debrzno), położonym 
w powiecie nakielskim. 
Pierwszy kanonikat dotację swoją zawdzięczał głównie 
archidyakonowi ks. Piotrowi BarUińskiemu oraz Udalrykowi hr. 
Szafgoczowi, zdaje się po\vinowatemu malborskiego wojewody 
Weyhera. 
Na drugi kanonikat łożył przedewszystkiem książę Albert 
Stanisław Radziwiłł oraz żona j ego Krystyna Anna z Lubomirskich, 
którzy z fundacją połączyli obo\viązek głoszenia sło\va Bożego 
w tucholskim kościele parafjalnym. 
Trzeci kanonikat nosił naz\vę fundi Weyher, co dostatecznie 
tłulnaczy pochodzenie jego uposażenia. 
Czwarty kanonik powinien po myśli fundatora ks. Macieja 
Dulciusa pochodzić z dekanatu człucho\vskiego i \vładać językiem 
niemieckim. 
Piąty kanonikat miał dostać się każdorazowemu proboszczo\vi 
hamersztyńskiemu, jak sobie zastrzegł fundator ks. Arnold Eyman, 
dziekan i proboszcz hanlersztyński. 
Fundatorem szóstej kanonji był proboszcz smogulecki 
ks. Andrzej Małachowski, podczas gdy siódmy kanonik otrzymy- 
wał procent od sumy legowanej przez ks. Piotra Przyłuskiego. 
Wreszcie kanonik óSlny miał pobierać odsetki od 5000 
złotych, zapisanych na majątku Zelasko\vo, daro\vanych przez 
arcybiskupa Macieja Łubieńskiego z tern, aby użyto\vnik tegoż 
legatu mieszkał stale w I(amieniu i wykładał teologję moralną 
klerykom pochodzenia niemieckiego w mającenI talnże powstać 
seminarj um 1). 
Pozatern na potrzeby stołowe w Kamieniu rezydujących 
kanonikó\v przeznaczone były dochody z majątku Bischofftumb, 
położonego w powiecie człuchowskim. Majątek ten, obejmujący 
60 łanó\v, darował \v roku 1408 ó\vczesny Mistrz Zakonu krzy- 
żackiego Ulrich Jungingen kościoło\vi baldeburskiemu. Ks. Arnold 
Eynlan proboszcz hamersztyński i baldeburski przeznaczył go za 
zezwolenieln arcybiskupa Macieja ł...ubieńskiego na wzwyż ozna- 
czony cel \v roku 1649. I(apituła kanlieI1ska jednak z tej daro- 
1) Korytkowski. Arcybiskupi IV. str. 55.
		

/krajna_i_naklo00109_0001.djvu

			-9"3- 


wizny więcej miała utrapienia, niżli pożytku, gdyż położony 
nad samą granicą brandenburską, dostał się wraz z najbliższą 
okolicą jako zastaw pod panowanie brandenburskich Hohencol- 
lernó\v, którzy wzięli go w sekwestr a dochodów z niego kapitule 
nie wypłacali. 
Głównym inicjatorem i zarazem pierwszym proboszczem 
kapituły kamieńskiej był ks. Mateusz Judycki l), archidyakon 
pomorski, oficjał gdański, kanonik gnieźnieński, kuja\vski i war- 
miński, prałat uczony, w teologji i prawie kanonicznem nad- 
zwyczaj biegły, względelTI kościoła wielce zasłużony. W roku 
1639 wydał zapewne z polecenia Macieja Łubieńskiego, naonczas 
biskupa kujawskiego, u którego w wielkie m był po\vażaniu, bardzo 
cenne dziełko p. t.: Rituale Sacramentorum ac aliarum Ecclesiae 
caeremoniarum pro dioecesi Pomeraniae in breve opusculum re- 
dactum, drukowane w Gdańsku. 
Pozatenl ks. Judycki znany jest głównie z tego, że przez 
lat siedmnaście jeździł do Rzymu i zabiegał tamże około kano- 
nizacji błogosławionego Bogumiła, niegdyś arcybiskupa gnieźnień- 
skiego, narażając się przy tern na niewygody dalekich podróży 
i na przykrości, wywołane oszczerstwami ludzi złych i za\\ristnych. 
Jego też jest zasługą, że pierwszy kanonik kamieński, mający 
stale rezydo\vać w Kamieniu, jako promotor bractw różańcowych 
z urzędu szerzył te bractwa po całym archidyakonacie i uczył 
wiernych odmawiać różaniec. Umarł dnia 20 kwietnia roku 1667, 
szczerze żało\vany przez wszystkich, którzy go bliżej poznać mieli 
sposobność. 
Po ks. Judyckim prepozyturę kamieńską wraz z gnieźnieńską 
kanonją fundi Jezierzany objął ks. Stanisław Dzianott 2), 
biskup fesseński, sufragan kijowski, proboszcz kanoników regu- 
larnych grobu Chrystuso\vego \v Gnieźnie, oficjał generalny 
gnieźnieński i pomorski, archiprezbyter malborski, kustosz gene- 
ralny kanonikó\v regularnych w Miecho\vie i doktór teologji. 
Pochodził z familji włoskiej osiadłej w Polsce. Od roku 1659 
rezydował pra\vie stale \v Gnieźnie, zastępując z upoważnienia 
arcybiskupa chorego sufragana gnieźnieńskiego ks. biskupa Kaspra 
Trzemeskiego. W tym charakterze konsekrował dnia 24 lutego 
roku 1660 kościół parafjalny 
T Runowie. W Kamieniu był na 
sesji kapitulnej dnia 2 lutego 1672. Umarł nagle \v Poznaniu 
\\T roku 1673 i talnże pocho\vany. Następcą jego w Gnieźnie 
i w Kamieniu został ks. Antoni Ferdynand Lupini 3), kanonik 
płocki, łucki i łowicki, protonotarjusz apostolski, doktór obojga 
praw, instalo\\rany 29 marca roku 1674. Dziełem tego zdolnego 
. - - 
. 


1) Korytkowski. Prałaci i Kanonicy II., str. 195. 
2) Tamże I. str. 242. Fontes XIII. str. 51 t. 
H) Tamże II. 491. Fontes Xll1. str. 511.
		

/krajna_i_naklo00110_0001.djvu

			4 


i poważanego prałata jest do ozi
 l
lniejący grobowiec św. Woj- 
ciecha, wystawiony w katedrze gnieźnieńskiej \v miejsce da\vnego, 
który zezasem, pożarem oraz rabunkiem Szwedów został zniszczony. 
Ks. Lupini przeniósł się do \vieczności w roku 1682. 
Po Lupininl nastąpił ks. Franciszek Augustyn HappelI) 
czyli Appel, kanonik guttstadtski, archiprezbyter i oficjał elbląski, 
doktór obojga praw. W Gnieźnie instalował się dnia 3 \vrześnia, 
w Kamieniu 27 listopada roku 1682. Umarł zapewne w końcu 
roku 1690, gdyż w styczniu roku następnego objął po niln 
kanonję i probostwo kamieńskie ks. Mateusz Kazimierz Orłowski, 
kanonik ło\vicki i tarnowski, archidyakon kurzelowski, scholastyk 
\viślicki i proboszcz kościoła parafjalnego w Małogoszczu, doktór 
nauk wyzwolonych, filozofji i praw obojga. Z usług tak uczonego 
prałata korzystali arcybiskupi Andrzej Olszo\vski, Stefan Wydżga 
i kardynał Radziejowski, posyłając go z poselstwy do Rzymu 
i gdzieindziej. W Kamieniu instalował się przez zastępcę dnia 
29 stycznia roku 1691. Umarł \\T Łowiczu dnia 21 lutego r. 1697 2 ) 
w 62 roku wieku swego; pochowany w tamtejszej kolegjacie, 
gdzie ma pomnik z bardzo szumnym napisem. 
Po zgonie ks. Orłowskiego infułatem kamieńskim, został 
ks. Aleksander Mostowski, prałat uczony i zacny, który bardzo 
prędko przeniósł się na inną kanonję gnieźnieńską, udowodniwszy 
szlachechvo swoje. Następcą jego tak w Gnieźnie jako też 
w Kamieniu został ks. Jan Kazimierz Witkowski 3), kustosz ło- 
wicki, archidyakon kurzelowski, protonotarjusz apostolski, obojga 
praw doktór, urodzony w roku 1645. Instalował się \v Kamieniu 
przez zastępcę dnia 13 maja 1698. Zacny ten prałat przebywał 
stal
 przy boku kardynała Radziejo\vskiego a po tegoż śmierci 
dzielił tułaczy los arcybiskupa Szembeka aż do jego po\vrotu 
z wygnania w roku 1712. Mąż w obejściu In iły, zdolny, praco- 
wity, przestrzegacz prawa i słuszności, na kościoły hojny, pożegnał 
się z doczesnością w Łowiczu dnia 21 grudnia 1718, pochowany 
w kolegjacie tamtejszej, gdzie mu synowiec wystawił nagrobek. 
Kapitule kamieńskiej złożył w darze infułę ozdobioną herbem 
Godzięba. 
Na opróźnioną godność kanonika fundi Jezierzany i pro- 
boszcza-infułata kamieńskiego zaprezentował ówczesny arcybiskup 

zembek ks. Jana Wilhelma Robertsona '), archidyakona poznań- 
skiego, kustosza łowickiego, kanonika warszawskiego i doktora 
obojga praw, który instalował się w Kamieniu dnia 3 sierpnia 
roku 1719 w czasie wizytacji arcybiskupiej. Był to prałat zasłu- 
żony na p olu szkolnictwa i kaznodziejstwa, cnotliwy, przykładny 
1) Korytkowski. Prałaci i Kanonicy I. str. 19. 
2) Tamże II 1., str. 175. 
8) Tamże IV., str. 574. Fontes XIII. 512. 
4) Tamże III. str. 371. Fontes XIII. 512.
		

/krajna_i_naklo00111_0001.djvu

			::1tJ 


i o chwałę Bożą gorliwy, w pełnieniu obo\viązków sumienny, 
nauki niepośledniej, której do\vody zostawił \v pismach swoich 
drukiem ogłoszonych. Umarł w Gnieźnie dnia 20 listopada 
roku 1753, pochowany w restaurowanej przez siebie kaplicy dok- 
torów. Koadjutorem ks. Robertsona był za przyzwoleniem Stolicy 
Apostolskiej od roku 1740 ks. Teodor Howel 1 ) z prawem następstwa, 
czego się jednak nie doczekał, gdyż umarł krótko przed Robert- 
sonem. Zatem następcą Robertsona został ks. Paweł Kosicki 2) 
kanonik kurzelowski, dziekan łowicki, pleban makowski i zła- 
kowski, z obowiązkiem złożenia w przeciągu roku dyplomu doktor- 
skiego. Instalował się w Gnieźnie dnia 13 grudnia 1753, w Kamie- 
niu przez zastępcę dnia 28 lutego roku 1754. Był to prałat 
niezmiernie pracowity, który ogromne zasługi położył około dóbr 
arcybiskupich jako generalny ekonom, około katedry gnieźnień- 
skiej jako doradca przy restauracji tejże po ostatniej pożodze, 
około zajl110wanych przez siebie prebend jako budo\vniczy nowych 
świątyń i mieszkań. I(ilkunastoletnią, natężoną i prawie ludzkie 
siły przechodzącą pracę przepłacił sześcioletniem cierpieniem, 
z którego \vybawiła go śmierć dnia 4 czerwca roku 1778. Umarł 
w Łowiczu i pochowany w tamtejszej kolegjacie. 
Ponieważ dobra kapituły kamieńskiej krótko po pierwszym 
rozbiorze Polski uległy sek\vestracji, przeto o instalowaniu się 
kanoników gnieźnieńskich po zgonie ks. Kosickiego na proboshvo 
kamieńskie akta kapitulne milczą. Za czasów arcybiskupa Ignacego 
Raczyńskiego kanonikiem gnieźnieńskim fundi Jezierzany był 
ks. Marcin Schmidt 2), który używał jeszcze tytułu proboszcza- 
infułata kamieńskiego. 
W roku 1811 kanonję doktoralną fundi Jezierzany wraz 
z prepozyturą kanlieńską objął ks. Eugenjusz Roesier 3) dziekan 
archikolegjaty łęczyckiej, proboszcz w Miłosławiu i Winnejgórze. 
Arcybiskup Raczyński, znając jego zdolności administracyjne 
i ekonomiczne, a przytem sumienność i prawość, mianował go 
generalnym pełnomocnikiem swoim i komisarzem dóbr arcy- 
biskupich, które urzędy pełnił z wielką roztropnością i biegłością, 
zajęty ciągłemi podróżami i korespondencjami w celu obronienia 
od zaboru resztki dóbr rzeczonych po rozbiorach kraju pozosta- 
łych i zabezpieczenia innych dochodów arcybiskupich. Na jednej 
z takich podróży umarł nagle w Berlinie, tkni
ty paraliżem dnia 
15 listopada roku 1818. 
W międzyczasie lnocą króle\\Tskiego edyktu z dn. 30 paź- 
dziernika roku 1810 kolegjata kamieńska uległa konfiskacie. 
Gdy mimo to pozostali kanonicy z\vykłe \v dzień św. Piotra 
i Pawła i na Matkę Boską Gromniczną odbywali sesje kapitulne, 


1) Korytkowski. Pralaci i kanonicy II. 
tr. 175. Fontes XIII. 512. 

) Tamże II. str. 503. Tamże XI1I. 512. 
8) Tamże IV. 
tr. 69. Tamże XIII. 515.
		

/krajna_i_naklo00112_0001.djvu

			.. 


- -gt> - 


. - 
pojawił się dnia 29 czerwca roku 1
20 w I	
			

/krajna_i_naklo00113_0001.djvu

			- - 97 


z rodu Donaborskich 1) a nazwisko biorących od głównej swej 
siedziby Białośliwia. Za sprawą Jana Białośliwskiego, dziedzica 
Sypniewa, kościół sypniewski 2) został katolikom zabrany i oddany 
braciom czeskim. 


Dopiero w roku 1622 łobżenicki kościół parafjalny 8) po- 
wrócił w posiadanie katolików i został dnia 2 października 
ponownie konsekrowany przez ówczesnego sufragana gnieźnień- 
skiego ks. Andrzeja Wilczyńskiego, biskupa teodozjańskiego. 
Ogromna radość i liczny udział katolików świadczył, że mimo 
utratę świątyni katolicyzm nigdy zupełnie nie został zniszczony 
w posiadłościach kraińskich panó\v, którzy przejściowo czepiali 
się innowierstwa. Zaznaczyć bowiem wypada, iż husyci, którzy na 
Krajnę napły\vać zaczęli naj prawdopodobniej po utracie głó\vnego 
punktu oparcia w Wielkopolsce, to jest warowni w Zbąszyniu 4), 
otrzymali wnet sukurs w zwolennikach takzwanej reformacji 
Marcina Lutra. No\vinki tegoż niemieckiego innowatora tem 
łatwiej znalazły w tych stronach zwolennikó\v, że Krajna zawsze 
spory posiadała odsetek ludności mówiącej po niemiecku. Jak 
w Niemczech 00. August janie, do których zgromadzenia należał 
Luter, pierwszych jego nauce dostarczyli teologów i ducho\vnych, 
tak też kraińskich lutrów jęli w nowej \vierze uhvierdzać głównie 
August janie zbiegli z klasztoru chojnickiego 5). Już w roku 1530 
dom 00. August janów w Chojnicach był do tego stopnia opu- 
stoszały, że Chojniczanie prosili króla Augusta, aby im pozwolił 
zająć gmachy poklasztorne i obrócić na cele użyteczności pu- 
blicznej. Rzecz zrozumiała, że wobec ogromnej przewagi kato- 
licyzmu kraińscy zwolennicy Lutra szukali łączności z resztkami 
tutaj zamieszkał.ych braci czeskich. Duchowni odnośnych sekt 
wnet uzgodnili zasady i katechizmy swoje, a poplecznicy Husa 
i Lutra występowali odtąd z\varcie i jednolicie przeci\vko kościo- 
łowi rzyrnsko-katolickiemu. Z pomiędzy dygnitarzy państwo\vych 
opiekował się adherentami reformacji starosta człuchowski 
Stanisław Lataiski 6), dziedziczny pan na Łabiszynie. Po husycie 
Stanisławie Ostrorogu Sępolno i Więcbork otrzymały w szesnastem 
stuleciu no\vego pana w osobie Mikołaja Zebrzydowskiego, który 
hołdował reformacji luterskiej i w majątkach swoich lutrów nie- 
mieckiego pochodzenia troskliwie osadzał 7). Dzieło lutrzenia 
dóbr sępolińskich i więcborskich prowadziła dalej Anna Kon- 
stancja Weyherówna, I. voto Czarnkowska, II. voto Brezina, 
dziedziczka Sępolna i Więcborka a zagorzała luterka. 
1) Korytkowski. Prałaci i Kanonicy str. 507, oraz Łukaszewicz. 
a ko
ciołach braci czeskich. 
2) Tamże. 
8) Fontes Xtt. 286. 
4) Szujski. Dzieje Polski II. 72. 
5) Fontes XII. str. 28. 
6) Tamże XI. str. 163. 
7) Goerke. Der Kreis FJatow, str. 86. 


7
		

/krajna_i_naklo00114_0001.djvu

			- 98 --- 


Na pograniczu Krajny zasiedziałe niemieckie rody Borków, 
Weyheró\v, Kleystó\v, Goltzów, Glazenappó\v itd. ró\vnież uległy 
pokusom reformacji i przyjęły luteranizm. Gdy w roku 1570 
przyszło w Sandomierzu do po\vszechnego synodu polskich 
braci czeskich, polskich lutró\v _ i kalwinó\v, ugodę podpisali 
przedstawiciele także kraitlskich rodzin Białoślhvskich,Grudzińskich, 
Zychlińskich i Witosławskich 1). 
Z pomniejszych zwolenników refórmacji na Krą.jnie należy 
zanotować Niemojewskiego 2) z Krąpie\va i kalwina Stanisława 
Ostrowskiego 8) z Gumnowic, którzy jeszcze w drugiej połowie 
siedmnastego wieku uprzykrzali się duchowieńst\vu rzymsko- 
katolickiemu. 
Wobec poparcia z strony magnatów, władających ogromnemi 
obszarami na Krajnie, innowiershvo rozszerzyło się bardzo pośród 
Krajniaków. Opis wizytacyjny Ks. Maliszewskiego archidyakona 
i oficjała kamieńskiego st\vierdza \v roku 1590, iż z dekanató\v 
kraińskich tylko dekanat nakielski 4) stoi twardo przy wyznaniu 
rzymsko-katolickie m, podczas gdy dekanaty człuchowski i sępo- 
liński prawie całkiem przes:t.ły do obozu witemberskiego nowin- 
karza. Jeśli jednak się uwzględni, że aż do roku 1817 dziekan 
nakielski miał nadzór także nad kościołami przydzielonemi 
dopiero w tymże roku do nowout\vorzonego dekanatu łobżenic- 
kiego, to łatwo poznać, że raport wizytacyjny odnośnie czystości 
wiary w dekanacie nakielskin1 należy rozumieć z zastrzeżeniem. 
Wszakżeż Łobżenica dopiero, 1622 odzyskała swój katolicki 
kościół I Nawet w samym Kamieniu 0), posiadłości arcybiskupiej, 
\vładze kościelne nie mogły z skutkiem \vystąpić przeciwko tym, 
co łamali i g\vałcili przepisy i prawo rzymsko-katolickiego 
kościoła. Luterskie pisma i katechizmy rozpowszechniano bardzo 
gorlhvie ; .zbywało natomiast na rozprawach katolickich, a nawet 
na mszałach i brewiarzach 6). 
Gdy związek innowierców czyli dysydentów polskich uznany 
został formalnie przez Sejm w roku 1573, katolicyzm w Polsce 
znalazł się w położeniu bardzo niebezpiecznem. 
Bezpośrednio na Krajnie względnie tuż nad kraińską granicą 
położone kościoły katolickie zabrali innowiercy w następujących 
miejscowościach: w Chojnicach i Człuchowie, dalej w Stenbornie 
(Steinborn), Mosinach (Mossin), Damnicy (Damnitz), Lichtenhagen, 
Jącznikach (Jenznick), Breznie (Briesen), Frydlandzie (Fridland), 


1) Goerke. Der Kreis Flatow 87. 
2) Fontes XII. str. 269. 
B) Tamże XII. str. 265. 
4) Tamże XII. str. 259. 
5) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 87. 
6) Tamże.
		

/krajna_i_naklo00115_0001.djvu

			- 99 - 


Han1ersztynie (Hammerstein) i Hanzwołdzie, (Hansfelde), Domy- 
sławiu (Datnslaff), Łoży (Loosen), Kramsku (Krummensee), 
Szczytnie (Zietten), Konarzynie, Trudnie, Lipce i kilku innych 1). 
Pozatem niektóre rodziny szlacheckie utrzymywały po dworach 
prywatne domy modlitwy dla swojej i swoich luterskich współ- 
wyznawców wygody - naprzykład w Czernicy, Oockowicach, 
Elzanowie, Orabowie, Darznie i t. d. 2 ). Odzie nie można było 
zagarnąć kościoła, tam z reguły musiano poprzestać na domowych 
nabożeństwach. Smierć Stanisława Latelskiego (t 1598) umo- 
tli wiła arcybiskupowi Karnkowskiemu podjęcie starań celem 
odzyskania katolikom zabranych kościołów, co też przy życzliwe m 
poparciu króla Zygmunta III. z początkiem siedmnastego wieku 
uskuteczniono. Aczkolwiek protestanton1 kraińskim z końcem 
szesnastego stulecia w sukurs przyszli ró\vnież protestanccy 
Szkoci 8), którzy zamieszkali głównie w Chojnicach, Nakle, Ło- 
bżenicy i innych miastach, aczkohviek wielmoże z rodziny 
Grudzińskich, Oafczyńskich i Zebrzydo\vskich ') gorliwie osiedlali 
protestanckich Niemców \v swoich dobrach, mianowicie w okolicy 
Złoto\va, Kraj enki, Więcborka i Sępolna, aczkolwiek i kalwinizm 
zdobył sobie na Krajnie zwolenników w osobach Ostrowskiego 
z Gumnowic i kilku innych, - to jednakowoż katolicyzm Z v. r y- 
ciężał w tych stronach dzięki mądrym a stanowczym zarządzeniom 
arcybiskupów gnieźniet1skich i pomocy króla Zygmunta III. 
Erygowany w roku 15126) przez arcybiskupa Jana Łaskiego archi- 
dyakonat kamień ski, do którego cała Krajna przynależała, utrwaiony, 
lepiej podzielony i grunto\vnie zreformowany w roku 1617 przez 
arcybiskupa Wawrzyńca Gembieckiego, administrowany przez archi- 
dyakonów gorliwych i pracowitych, wśród których ks. Jan Deren- 
gowski naj wybitniejszym zdaje się być szermierzem w \valce 
o prawa kościoła katolickiego, poszczycić się mógł w roku 1653 
tem, że stosunkowo już tylko mały procent inno\viercó\\T posiada. 
Wizytacja ks. kanonika Trzebnica, dokonana w roku \vzwyż na- 
zwanym, wykazuje innowiercó\v w niewielu miejscowościach. 
Do najdawniejszych parafij protestanckich należy Łobżenica, 
gdzie już w roku 1548 powstała gmina bra
i czeskich a w na- 
stępnym osobne zrzeszenie luterskie 6) ; obie gminy zlały się 
w jedną parafję protestancką przed rokiem 1572 i zawładnęły 
tak kościołem parafjalnym 7), jako też kościołem św. Anny, 
wznoszącym się przed bramą miasta a prawnie przynależnym 
do zgromadzenia św. Franciszka. Dzięki poparciu Krotoskich, 
't których jeden \v podziemiach kościoła łob
enickiego obrał 


l) Fontes XII., str. 162. 
2) Tamże. 
8) W llttke. 
4) Goerl{e. Der Kreis Flatow, str. 88. 
5) F ontes XI. 1. 
8) Die Stadt Nakel und ihre Geschichte, str. 45. 
7) Fontes XII., 
tr. 286 i dalsze. 


7*
		

/krajna_i_naklo00116_0001.djvu

			- 100 - 


sobie miejsce \viecznego spoczynkul), cała Łobżenica była pod 
wpływem innowierców \\T końcu szesnastego stulecia. Jedynie 
klasztor "na Górce łobżenickiej" 00. Bernadynów stanowił 
wysepkę katolicką i był ostoją w'iernych katolików. W roku 1622 
łobżenicki kościół parafjalny wrócił' w posiadanie katolików. 
Natomiast kościół św. Anny jeszcze w roku 1653 znajdo\vał się 
\v rękach innowierców 2), którzy przeczuwając, że wnet trzeba 
będzie i to zwrócić prawowitemu posiedzicielowi, zawczasu wy- 
jednali sobie przywilej na pobudowanie własnego zboru ze 
szkodą interesów kościoła katolickiego. Aż do pierwszego roz- 
bioru Polski wszyscy protestanci całego obszaru, który tworzy 
dzisiejszy powiat wyrzyski, przynależeli organizacyjnie do gminy 
łobżenickiej i jeździli talndotąd chociażby raz na rok - w wielki 
piątek - na nabożeństwo. Gdy Krajna przeszła pod panowanie 
protestanckich Prus i gdy napływać zaczęli luterscy osadnicy, 
ogromna pod \\Tzględem terytorjalnym gmina łobżenicka została 
podzielona. Z kolei powstawały gminy i zbory protestanckie 
w Miasteczku 1778, w Mroczy 1787, w Grabowie 1790, w Nakle 
1790 i t. d. 3 ). 
Pierwotny protestantyzm w Więcborku i Sępolnie nie 
utrzymał się tak długo jak w Łobżenicy. Natomiast do klucza 
\vięcborskiego przynależny Pęperzyn 4) hvorzył główny ośrodek 
propagandy luterskiej w północnej Krajnie. Pod koniec siedm- 
nastego wieku (1671-1688) urzędował w Pęperzynie pastor pro- 
testancki Wawrzyniec Bugges, który opiekował się protestantami 
także \v Więcborku i Sępolnie. W roku 1739 zbór \v Pęperzynie 
został zamknięty i wszelkie publiczne nabożeństwa luterskie 
zostały surowo wzbronione. Dopiero \v roku 1784 pęperzyńska 
gmina protestancka odzyskała pełną swobodę i pobudowała nowy 
zbór. W tym czasie nastąpiło usamodzielnienie gmin w Więc- 
borku i Sępolnie. Protestanci więcborscy otrzymali w roku 1772 
pozwolenie na odpra\vianie swoich nabożeństw w starym i opusz- 
czonYln już zamku hr. Michała Potulickiego 0), do którego wówczas 
tniasto Więcbork należało. Sępolińscy lutrzy posiadali własny 
dom modlitwy już na początku siedmnastego stulecia 6). 
W roku 1620 zburzono ten zbór mimo oporu protestanckich 
mieszczan, którzy ustąpili dopiero wtenczas, gdy pojawiła się 
zbrojna straż dziedzica. Protestanci z Sępolna uczęszczali na- 
stępnie na nabożeństwa do pobliskiej miejscowości z\vanej Zboże 
(Griinlinde). Wnet jednak sprowadzili sobie ponownie pastora, 
który \v r oku 16627) Z pewnością zamieszkiwał w Sępolnie. 
1) Fontes XII., str. 287. 
2) Tamże 291. 
3) Heidrich. Die Stadt Nakel, str. 45. 
4) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 674. 
5) Tamże str. 648. 
6) Tamże, str. 699. 
7) Tamże.
		

/krajna_i_naklo00117_0001.djvu

			- 101 - 


Po rozbiorze Polski pozwolono im!na odpra\vianie nabożeństwa 
w nowo wybudowanym ratuszu tak długo, dopókąd sobie 
własnego nie wybudują zboru. 
Poza Łobżenicą trzymali się protestanci hardo i twardo 
\v Złotowie, dokąd sprowadził ich i przy\vilejami opatrLył Zygmunt 
Grudziński, dziedzic miasta i klucza złotowskiego. Wbrew prawu 
od roku 1632 istniejącemu, według którego nie było \volno budować 
no\vych zborów luterskich, miano\vicie z wieżą i dzwonami, 
Grudziński poz\volił i ułatwił wzniesienie dość obszernego gmachu, 
który służył protestantom za miejsce, gdzie odprawiano nabo- 
żeństwa luterskie. Zbór złoto\vski posiadał dzwony, organy 
i własny cmentarz. Przechowała się też wiadomość o pastorze 
luterskim z tych czasów, który nazy\vał się Dawid Trampe. Za 
jego urzędo\vania spłonął zbór w roku 1652. Ośm lat później 
protestanci złotowscy posiadali nowy gmach, w którym zbierali 
się na nabożeńshva. Przywilej Zygmunta Grudzińskiego 
z 24 maja r. 1642 potwierdził Andrzej Karol Grudziński 17 listo- 
pada r. 1663, zape\vniając protestantó\v złoto\vskich o s\vej 
przychylności i opiece także pod \vzględem religijnyn1. Pomiędzy 
złoto\\Tskitni a łobżenickimi protestantami istniały bardzo zażyłe 
stosunki. Gdy duchowny luterski Stefan Roemer (Romanus) 
nie tnógł utrzymać się \v Złoto\vie, przeniósł się do Łobżenicy, 
skąd około roku 1663 zno\vuż \vrócił do Złoto\va. Za jego 
urzędo\vania odbył się \\r Złotowie około roku 1681 synod pro- 
testancki 1), któremu prze\vodniczył wspomiany Roemer. W roku 
1706 dnia 13 czer\vca zno\vuż zbór złoto\vski stał się pastwą 
płomieni. I zno\vuż wbre\v konstytucji sej mo\vej z roku 1699, 
zabraniającej odbudo\vy niekatolickich kościołów, zbór złoto\vski 
podź\vignął się dzięki protekcji księżnej Czartoryskiej, dziedziczki 
Złoto\va, aczkohviek liczba protestantó\v tamże była stosunko\vo 
nikła, bo zaled\vie 375 dusz osięgająca 2). Nadmienić \vypada, 
że pastoro\\Tie I złotow.scy \vykonywali czynności jurysdykcyjne 
nad o\vieczkami s\vego \vyznania, spra\vując chrzty, śluby,. 
pogrzeby i pro\vadząc \vłasne księgi tnetrykalne, czego nie było 
\\Tolno czynić kaznodziejom protestanckim po innych miejsco- 
\vościach, naprzykład \v Sępolnie 3). 
Zaraza, która \v latach 17 ł O i 1711 \vyludniła ZłotO\\TO 
i okolicę, dała się straszliwie we znaki inno\\Tiercotn złoto\vskim, 
zabierając im dwu 
predykantó\v Gerharda Bugesa i Krystjana 
Mildesa. 
Około roku 1736 wybuchły wśród pO\\Toli wzrastającej 
protestanckiej glniny złotowskiej poważne niepokoje, z czego 
skorzystał ó\\Tczesny archidyakon kamieński ks. Erazm Plater 
1) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 415. 
2) Tamże str. 413. 
U) Tamże str. 699.
		

/krajna_i_naklo00118_0001.djvu

			- lU:l 1- 


i - oparty o istniejące ustawy sejmowe - spowodował zamknięcie 
i konfiskatę zboru w. Złotowie. Odtąd i złotowscy protestanci 
korzystali z religijnych posług księży katolickich przy chrztach, 
ślubach, pogrzebach, - co zresztą działo się z reguły niemal 
wszędzie tam, gdzie nie było osobnej prawnie uznanej gminy 
protestanckiej. Rozbiór Polski stał się początkiem nowego 
rozkwitu protestanckiego zboru złotowskiego, który w ostatnich 
latach przynależenia do Polski ciągle biadał na ucisk i prześla- 
dowania (Ecclesia pressa). Należy podkreślić fakt, że z pierwszym 
szczupłym oddziałem pruskich \vojsk okupacyjnych przybył do 
Złoto\va także pastor protestancki nazwiskiem Jan Fryderyk 
Bluhm, który znowuż pierwsze luterskie nabożeństwo odprawił 
pod gołem niebem. Wślad za wkraczającymi dragonami 
Fryderyka II. szedł pastor Peterson z Walachsee (Pomorze nad- 
odrzańskie) jako \vizytator protestanckich gmin na Krajnie. 
W gronie kraińskich zboró\v i gmin protestanckich wcale 
niepoślednie miejsce zajmowała Krajenka. Już w roku 1569 l) 
po\vstała tamże za zezwoleniem Kościeleckiego, do którego Kra- 
jenka należała, osobna gmina luterska. Wnet stanął też osobny 
zbór dla luterskich Niemców w Krajence osiadłych. W roku 1688 
ówczesny dziedzic Krajenki Działyński wybudo\vał w miejsce 
dawnej protestanckiej świątyni, która spłonęła, nowy zbór luterski 
mimo sprzeciwu duchowieństwa katolickiego i \vbrew obowiązu- 
jącemu pra\\Tu. Gdy i ten strawiła pożoga, zwątpienie ogarnęło 
protestantó\v w Krajence. Atoli dbały o dochody swoje dziedzic 
pozwolił pokryjomu na własną rękę postawić nowy dom mo- 
dlitwy, który jednak \v pierwszej połowie ośmnastego stulecia 
zamknięty został narówni z zborami \v Sępolnie, Złotowie i kilku 
innych miejscowościach. Przywilej z roku 1732 nakazywał, aby 
luterscy mieszkańcy Krajenki nie uchylali się od udziału w pu- 
blicznych nabożeństwach odprawianych każdej niedzieli i święta 
w tamtejszyn1 kościele katolickim. Czy i w jakiej mierze czyniono 
temu nakazowi zadość, - niewiadomo. Dość, że już w r. 1788 
w Krajence pojawił się znowu kaznodzieja luterski. Książę Suł- 
kowski, w którego posiadaniu znajdowała się podówczas ta miej- 
scowość, ofiarował ponownie budzącej się gminie protestanckiej 
plac budowlany pod zbór, który też nieba\vem wysta\viono. 
Do najbardziej zlutrzonych miejscowości zaliczyć należy 
osiedla około Smiłowa. Wizytacja ks. kanonika Trzebnica wspo- 
mina o zborach protestanckich \v Kaczorach 2), Pleciminie 3), 
i Skórce ł). czkolwiek zbory wymienione \v roku 1653 były 
zamknięte i nieczynne, to jednak ludność tych miejscowości 


1) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 481. 
2) Fontes XII. str. 552. 
8) Tamże str. 551. 
') Tamże str. 550.
		

/krajna_i_naklo00119_0001.djvu

			103 - 


pozostała przy wyznaniu luterskie m i - miasto brać udział 
w nabożeństwach katolickich w Smiło\vie - zbierała się bądź to 
prywatnie po domach, bądź też przy byłym zborze celem wysłu- 
chania słowa Bożego, które odczytywał zwykle nauczyciel z pod- 
ręcznika ułożonego notabene przez autora katolickiego l) I W d<;>- 
brach głupczyńskich zbory protestanckie istniały \v miejscowościach 
Paruszka 2) iSokolna 3), które ró\vnież zamknięto na mocy ustaw 
sej mowych. Prócz tego w roku 1653 mieszkali protestanci 
w miejsco\vościach Sitno 4), Lipka 5), Rudno 6) iRadzicz 7). 
I w Nakle luteranizm musiał oddawna mieć swoich zwo-- 
lenników, aczkolwiek nie mieli oni odwagi złączyć się w osobną 
gminę, a to ze względu na \vładze państwowe rezydujące \v grodzie 
nakielskim. O protestanckich Szkotach, wypędzonych w siedm- 
nastem stuleciu 8) z Nakła za innowiershvo, była już wzmianka. 
Przypuszczać należy, że zamorscy przybysze innej wiary, 
innego języka i innych obyczajów nie byliby osiedlali się \v miej- 
sco\vości całkiem obcej, gdyby tam nie było ludzi, z którymi 
nie łączyło ich chociażby religijne \vyznanie. Wynika z tego, że 
jeszcze przed przybyciem Szkotó\v w Nakle już istnieli prote- 
stanci, prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego. W \vieku 
ośmnastym było ich sporo w parafji nakielskiej. Nie mając na 
lniejscu własnego duchownego, protestanci korzystali przy chrztach, 
ślubach i pogrzebach z posług ducho\vieńshva katolickiego. 
Miejsco\ve księgi kościoła parafjalnego zanotowały naprzykład 
w miesiącu marcu roku 1754 chrztó\v 8, pomiędzy temi 5 lu- 
terskich, z czego 4 z Karnówka a 1 z Olsze\\rka. W roku 1776 
zapisano \'1 parafji ślubów 14, z których 8 na niekatolików przy- 
padało. W roku 1782 stosunek ten wyraża się w cyfrach 23 
katolickich, 11 protestanckich. Ośm lat później zapisano \v Nakle 
ogółem 53 chrztó\v, \v tej liczbie 16 luterskich.. 
Fryderyk II, zagarnąwszy Krajnę i część Wielkopolski, 
zajął się gorlhvie protestantami. W roku 1772 przeznaczył 
4 ducho\vnych dla ob\vodu nadnoteckiego 9) i to dla Więcborka, 
Sępolna Bydgoszczy i 
argonina. Pozatem przeznaczył cztery 
stodoły fiskalne jako don1Y modlihvy. W Nakle zamiast stodoły 
przeznaczono na - ten cel stajnię. To też od roku 1772 \'1 księgach 
kościelnych czyta się następujące zapiski: I	
			

/krajna_i_naklo00120_0001.djvu

			-- 104 - 


11 


W roku 1775 urządził Maciej Guderian l) \\T dobrach kró- 
le\vskich Polichno, w pobliżu Nakła położonych, osobną kaplicę 
pr-otestancką. Cztery razy w roku odprawiali tamże przyjezdni 
pastorowie luterskie nabożeństwa, w których brali udział inno-- 
wiercy z całej okolicy, - także z Nakła. 
Dwanaście lat później wyznaczono na rynku nakielskim 
miejsce, gdzie miał stanąć zbór protestancki. W roku 1799 po- 
wstała protestancka gmina nakielska, do której przydzielono 
lutrów z Nakła i pobliskich wiosek razem 329 dusz 2). Ponie- 
waż zboru jeszcze nie było, nabożeństwa odprawiały się w dawnej 
szkole protestanckiej (narożnik ulicy Dąbrowskiego i Hallera). 
Właściwy zbór protestancki (stary) w rynku oddano do użytku 
publicznego dopiero 16 maja 1824 r. Gdy gmina wzrastała, 
pobudowano nowy, okazały zbór przy ulicy Ks. Skargi (Wilhelma) 
w roku 1887, który do dziś służy lutrom jako świątynia. 
Pozałem nakielska gmina protestancka posiadała i posiada 
jeszcze osobne domy modlihvy \v Olszewce (Erlau) i Karnowie 
(\Vertheim). W roku 1899 przynależało do protestanckiej gminy 
w Nakle 7542 dusz, którym prze\vodniczyło trzech pastorów. 
Pod względem kościelno-administracyjnym nakielscy pro- 
testanci zaliczają się do dyecezji łobżenickiej S). Narodowościowo 
przynalezą wszyscy do szczepu germańskiego. Nieliczny 
y\vioł 
czeski, szkocki i polski rozpłynął się z czasem zupełnie w nie- 
mieckiej większości. Zaznac yć wypada, iż protestantyzm kra- 
iński był zawsze doskonałym szermierzem germanizmu. Uni- 
fikacyjne zabiegi króla prusk
ego Fryderyka Wilhelma, zdążające 
do połączenia poszczególnych sekt protestanckich \v jedno pro- 
testanckie wyznanie państwowe, odniosły na Krajnie wręcz prze- 
ciwny skutek. Gdy za polskich czasów bracia czescy, wyznawcy 
Lutra a nawet Kalwina utworzyć zdołali jeden obóz, to po 
rozbiorze Polski nietylko, że tej jedności doszukać się nie można, 
ąle przeciwnie - w łonie samegoż protestantyzmu powstał 
poważny rozłam. Widocznym tego dowodem jest istniejący od 
roku 1852 osobny zbór staroluterski, przy którym w roku 1895 
powstała samodzielna gmina staroluterska w Nakle. Pozatem 
Nakło posiada także baptistów, rozporządzających własną kaplicą, 
kilku badaczy Pisma świętego i pojedyńczych zwolenników kilku 
innych sekt protestanckich. 


ŻYDZI NA KRAJNIE I W NAKLE. 
Pierwsze historyczne ślady pobytu żydów w Polsce sięgają 
roku 1085 . Przy\vilej Bolesława, wydany w Kaliszu dnia 
1) Heidrich. Die Stadt Nakel str. 46. 
2) Archiwum kościoła nakielskiego. 
U) Heidrich. Die Stadt NakeJ, str. 47.
		

/krajna_i_naklo00121_0001.djvu

			-- lU5 - 


16 sierpnia 1264 roku, normuje prawa i obo\viązki starozakonnych 
wobec Polakó\v i Polski l). Król Kazimierz Wielki nietylko po- 
twierdził przywilej Bolesławowy, ale tamże za\varte zarządzenia 
rozszerzył i dokładniej określił w roku 1334 2 ). Siadami tychże"- 
władców idąc, potwierdzali przywilej e względnie nowe nadawali 
żydom królowie Kazimierz Jagiellończyk roku 1447, Zygmunt 
August r. 1548, Stefan Batory r. 1580, Zygmunt III. r. 1592 
i inni. Ustawodawstwo kościelne również zajmowało się kwest ją 
żydowską na ziemiach polskich 3), normując głównie stosunek 
synów Izraela do wyznawców Chrystusa Pana. Krajna i miasta 
królewskie oparte o ustrój magdeburski, dość długo nie \Vpuszczały 
żydó\v w swoje mury. Dopiero około roku 1500 żydzi pojawiają 
się na północ od Noteci w miastach Złotowie i Nakle 4) i od razu 
opanowują handel a później rzemiosło. Gdy w roku 1515 Nakło 
spłonęło, zgorzała ró\vnież synagoga i 21 domów żydo\vskich 5). 
Fakt posiadania przez żydów cnI en tarza poza miastem na terytorjum 
wiejskiej gminy Bielawy oraz grupowanie się starozakonnych 
tuż przy starem nIieście u stóp zamkowego \vzgórza nasuwa 
domysł, że mieszczańshvo i \vładze miejskie inaczej się na kwestję 
żydowską zapatrywały, aniżeli starosta i organy po\viatowe, które 
zdaje się otaczały pe\vną opieką hebrajskich przybyszó\v.. Usta\vo- 
dawstwo synodalne, \vychodząc z założenia stwierdzającego na 
wskroś chrześcijański ustrój naszych średnio\viecznych miast 
i miasteczek, dążyło z jednej strony do położenia tamy progre- 
sy\vnemu zażydzaniu miejskich i \viejskich parafij, z drugiej 
strony nakładało kary na tych chrześcijan, którzy \v jakikolwiek 
sposób sprzyjali żydom. A \vięc żyd, kupujący domoshvo po 
chrześcijańskin} posiedzicielu, winien był proboszczo\vi rzymsko- 
katolickiego kościoła płacić pewne odszkodowanie \vedług uznania 
kompetentnego biskupa. Pozatem \v poszczególnych miastach 
mogła jedna tylko istnieć bóżnica, około której grupo\vać się 
miały mieszkania żydowskie 6). Każdy żyd po\vinien na \\Tierzchniej 
szacie nosić ka\vałek czer\vonego sukna jako znamię swej rasowej 
i \vyznanio\\Tej odrębności. Chrześcijanom niewolno było dzielić 
z żydami ani domó\v, ani stołu, ani zaba\v, ani łaźni pod grozą 
ciężkich kar kościelnych. W szczególności wzbronione było 
naj mo\vanie sług chrześcijańskich. 
Gdy kapłan zdążał z Najświętszynl Sakramentem do chorego 
w pobliżu donlosf\v żydow.skich, żydzi znie\voleni byli na głos 
dz\vonka c ofnąć się z ulicy do s\voich sklepów lub mieszkań 7) 
1) Kodeks dyplom. wlkp. I., nr. 605. 
2) Tamże, III. nr. 1368. .' . 
3) Decretales pro Regno Polo111ae III., tJt. VI., str. 96 1 dalsze. 
4) Goerke. Der Kreis Flatow 8I. 
5) Heidrich. Die Stadt Nakel und ihre Geschichte, str. 48. 
6) Con
titutiones synodorum, str. 265. . 
") Na tle tego właśnie zarządzenia przyszło w Sępolnie w r. 1756 
do zatargu i bójki ulicznej pomiędzy katolikami a żydami, którzy podczas 
procesji na ulicy pozostawszy, urągJiwem zachowaniem się sprowokowali
		

/krajna_i_naklo00122_0001.djvu

			.- 106 - 



,.. 


i tam zamknąwszy drzwi i okna, przeczekać, aż kapłan przejdzie. 
Za niedozwolone obco\vanie cielesne z żydem groziło chrześci- 
jańskiej dziewczynie lub kobiecie prócz inrtych kar wypędzenie 
z miasta bez pra\va po\vrotu kiedykohviek. Słowem żydzi mieli 
być odgraniczeni od społeczeństwa chrześcijańskiego, co pojmo- 
wano nawet tak, że dzielnicę żydo\vską oddzielano płotami, ro\vami 
względnie murem od reszty chrześcijańskich domostw. Zdaje się, 
że w Nakle ulica Poznańska, dzisiaj Hallera, była istotnie od 
reszty miasta odgraniczona starą zamkową fosą. Za tą fosą 
znajdowała się bóżnica i całe żydowskie ghetto. Po spaleniu 
miasta przez Szwedów, Nakielszczanie uzyskali w roku 1661 
prawo przeniesienia dzielnicy żydowskiej na inne miejsce, jak 
dowodzi dokument lustracyjny zachowany w archiwum nakiel- 
skiego kościoła. 
Sprytny umysł żydów umiał wykorzystać nawet tak znaczne 
ograniczenia prawne \v kierunku tern intenzywniejszego podtrzy- 
mywania odrębności raso\vej i religijnej, opartej głównie na tal- 
mudzie. To też znajomość talmudu doszła \vśród polskich ży- 
dów do nieby\vałej \\1 innych krajach doskonałości. Naród hebrajski 
do dziś zacho\vał swoje odrębne wierzenia, z\vyczaje i język. 
Wypadki przejścia na chrześcijanizm były stosunko\vo rzadkie, 
chociaż \vychrztoln uśmiechały się znaczne kor2yści materjalne 
a na\vet bardzo często i klejnot szlachecki l). I(sięgi lnatrykalne 
kościoła nakielskiego wykazują w wieku ośmnastYln d\vuch czy 
trzech kanwertytów-żydó\v. 
W roku 1774 było na I(rajnie 6% żydó\v 2), mieszkających 
głównie po miastach. Najwięcej żydó\v posiadał Złotó\v, bo 
przeszło połowę wszystkich mieszkańców. W Nakle mieszkało 
8 rodzin żydowąkich 3), obejnlujących razetn 77 głów na ogólną 
liczbę 566 ludności 4). W Sępolnie zachodzą żydzi dopiero po 
roku 1644 fi). W czasie rozbiorów Sępolno liczyło 1504 miesz- 
kańców, \v teIn 673 starozakonnych, którzy posiadali własną 
bóżnicę. 
Dó najbardziej zażydzonych n1iejsco\vości na I(rajnie na- 
leżał Więcbork 6), którego posiedziciele zdaje się żydom szcze- 
gólniej sprzyjali. Miasteczko I(rajeuka posiadała \v roku 1783 
250/0 żydów. Kamień, będący w posiadaniu arcybiskupów 


chrześcijan. Miejscowy dziedzic Alek
ander Potulicki wymierzył żydom 
karę łagodną. Natomiast trybunał piotrkowski $I	
			

/krajna_i_naklo00123_0001.djvu

			--- 107 - 


gnieźnieńskich, wolny był całkiem od synó\v Izraela. Napływ 
zwolenników wyznania mojżeszowego rozpoczął się tam dopiero 
z nastaniem rządów pruskich i konfiskatą klucza kamieńskiego 
na rzecz skarbu. W Nakle istniało prawne ograniczenie z roku 
1601, które żydom tylko w pewnym stopniu pozwalało na osie- 
dlanie się. Nakielska gmina żydowska zaczęła \vzrastać szybko, 
gdy król pruski Fryderyk zniósł rzeczone ograniczenia 1) i gdy 
rozpoczęta budowa kanału bydgoskiego otwierała widoki dosko- 
nałych konj unktur gospodarczych. 
. 
W braku instytucyj kredytowych, któreby nadmiar gotówki. 
umiały odpowiednio wyzyskać, paraf je katolickie lokowały często 
swoje kapitały na synagogach żydowskich. I tak synagoga złb- 
towska obciążoną była znacznemi kwotami na rzecz kościołó\v 
katolickich w Kamieniu, Mroczy i Dzwiersznie, kaplic w Wałczu, 
Pile i Ujściu, oraz bractwa różańcowego w Krajence 2). Także 
bóżnica sępolińska wykazywała znaczne.i zapisy na dobro 
kościoła katolickiego tamże 3). T o samo działo się i w Nakle '). 
Przy bóżnicy istniała zazwyczaj szkoła żydowska. Niekiedy 
zamożniejsi żydzi utrzymywali osobnego nauczyciela prywatnego, 
który uczył głó\vnie na podsta\vie talmudu. Szkoły symultanne 
czy parytetyczne były do dziewiętnastego \vieku zupełnie u nas 
nieznane. Parafj alne zaś szkoły wyznaniowe nie przyj mo\vały 
uczniów innego wyznania. Także po wsiach żydzi utrzymywali 
często \\Tłasnego nauczyciela 5). W Nakle istniał dowodnie 
żydowski pedagog w roku 1772 6). 
Jeśli nakielska gmina żydowska, złożona z 8 rodzin, miała 
osobnego nauczyciela, to tem pewniej posiadały go gminy 
znacznie liczniejsze jak Złotó\v, Więcbork lub Krajenka. 
Do roku 1824 7) żydo\vskieIdziec(
\v Nakle pobierały naukę 
prywatnie. W latach od 1824 do 1844 uczęszczały do szkoły 
protestanckiej. Gdy nakielska gmina
żydo\vska \vzrosła do 930 
głó\v 8), \vybudo\vano osobny gmach szkolny, \v którym uczyło 
się około 220 dzieci \v \vieku ,szkolnym. \V miarę odpływu 
zgermanizowanego i zbogaconego elementu żydo\vskiego \v strony 
czysto niemieckie, gmina żydo\yska zaczęła maleć. W roku 1910 
szkoła żydo\vska \v Nakle posiadała 9 ucznió\\
. Obecnie dzieci 
żydowskie znowuż pobierają naukę szkolną razem z protestantami. 


1) Heidrich. Die Stadt,=Nakel und ihre Geschichte. 
2) Goerke. Der Kreis Fłatow, str. 426. 

) Tamże str. 69t. 
4) Archiwum kościelne. 
5) Heidrich. Die Stadt Nakel und ihre Geschichte, str. 62. 
6) Tamże. 
') Tamże. 
8) Tamże str. 48.
		

/krajna_i_naklo00124_0001.djvu

			- lU
 - 


Podobnie jak w Nakle układały się i po innych miastach l) 
Krajny stosunki szkolne, dotyczące ludności żydowskiej. Naj- 
częściej dzieci żydowskie uczęszczały razem z innemi dziećmi 
do szkół powszechnych o charakterze symultannym. 
Większa ilość rodzin żydowskich posyłała dzieci swoje do 
szkół średnich, gimnazjów, liceó\v, pensyj i t. d. Lepiej przy- 
gotowani żydzi wnet opano\vali niemal całe życie gospodarczo- 
kupieckie, o czem ś\Jtiadczą dzisiaj jeszcze istniejące firmy. Byli 
też i tacy, którYln na Krajnie było za ciasno. Szli więc do innych 
krajów i tam zostawali miljonerami jak naprzykład Dawid Bischofs- 
werder 2) rodem z Więcborka. Inni zostawali lekarzami, ad\voka- 
tarni i t. d. 
Z chwilą przebudzenia się żywiołu polskiego, gdy pojawiły 
się pierwsze polskie spółdzielnie, gdy i Niemcy zaczęli się orga- 
nizować do \valki gospodarczej, element żydo\vski na I(rajnie 
począł się cofać, kurczyć i odpływ'ać ku zachodo\vi. Nie od 
rzeczy będzie zaznaczyć, że \vszyscy żydzi bez wyjątku na całej 
Krajnie zgermanizo\vali się, przyjmując język niemiecki \v życiu 
codziennem. Wyszło to PolakolTI na dobre po \vojnie europej- 
skiej i traktacie wersalskim, mocą którego wschodnia część Krajny 
\veszła \\P skład dzierżaw polskich. Zniemczeni żydzi wypro\va- 
dzili się do Niemiec jako do swojej \vłaśchvej ojczyzny. W roku 
1923 zlikwido\vano żydowskie gminy \vyznaniowe w Wyrzysku 
i Mroczy a bóżnice obrócono na inne cele. Synagoga l1akielska 
jest nieczynną dla braku dostatecznej ilości starozakonnych. 


STOSUNKI GOSPODARCZE NA KRAJNIE W CZASIE 
OD 1466 - 1772. 
Zachowane podatkowe rejestry poboro\ve, wizytacje kościelne 
oraz księgi grodzkie i akta miejskie, p02walają nam odtworzyć 
\v przybliżeniu obraz stosunkó\v gospodarczych, jakie na Krajnie 
panowały w ostatnich trzystu latach przynależności tej połaci 
kraju do Rzeczypospolitej Polskiej. Do n aj starszych rejestrów 

aliczyć należy wykaz dziesięcin kościelnych 3), sporządzony 
także dla Krajny \v latach 1510 i 1511 pod okiem i nadzorem 
arcybiskupa Jana Łaskiego. Według starodawnych układó\v 
qziesięcina wytyczna \v kasztelanji nakielskiej zamienioną została 
na pieniężną \v ten sposób, że z każdego łanu albo \vłóki opła- 
cano do skarbu arcybiskupiego po 6 groszy. Rejestr rzeczony, 
podając w poszczególnych parafjach i miejscowościach ilość 
łanów, z których opłacano dziesięcinę, podaje zarazem dość do- 
kładnie obszar roli będącej w uprawie i pod pługietn. Uzupeł- 
nienie wspo mnianego rejestru tworzy opis wizytacyjny sporządzony 
J) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 427, 657, 707. 
2) Tamże 
tr. 635. 
S) Arcybiskupi Gnieźnieńscy, tom.. 1., str. 92 i 94.
		

/krajna_i_naklo00125_0001.djvu

			- 109 - 


w latach 1653 i 1654 'przez ks kanonika Trzebnica a w równej 
mierze uwzględniający dziesięciny kościelne także \vedług łanów 
będących w uprawie. Do tego dochodzą rejestry poborowe l) 
sporządzone przez kaliski urząd wojewódzki w latach 1578 i 1618, 
wykazujące na przestrzeni powiatu nakielskiego 10 miast, 41 pa- 
rafij i 173 wsi. Księgi sądowe zienlskie dla powiatu kraińskiego, 
fragmenty ksiąg sądowych miejskich, archiwa parafjalne i lustracje 
starostwa nakielskiego uzupełniają do pewnego stopnia kościelne 
i \vojewódzkie rejestry poborowe. 
Na podsta\vie rzeczonych dokumentów przychodzi się do 
wniosku, że \v wieku XV. i XVI. miasta rozwijały się naogół 
lepiej aniżeli wsie. Jak \vszędzie \v Polsce, tak i na Krajnie 
ludność miast uzupełąiała się w tej dobie \v znacznej części 
z drobnej szlachty oraz kmieci, którzy jeszcze posiadali resztkę 
osobistej wolności. Pierwsi, jako zamożniejsi, garnęli się głównie 
do stanu kupieckiego, drudzy zaś prawdopodobnie do rzemiosła. 
W wieku XVII. następuje niekorzystna zmiana. Rozwój 
gospodarstwa folwarcznego celem produkowania zboża na eksport 
spowodował zmniejszenie osobistej wolności kmiecia, wpro- 
wadził przymusową pracę chłopów czyli tak z\vane pańszczyzny 
i przyhvierdził lud wiejski do roli, co znowuż zmniejszyło a później 
całkiem zatamo\vało dopły\v ludności \viejskiej do miast. Miasta 
jednak nie mogą obejść się bez immigracji. To też nie lnając dopły- 
wu ludności z kraju, brały ją znowuż - jak to dawniej byw'ało - 
z zagranicy -- z Czech, Szkocji, Niemiec - często bardzo 
w postaci niemieckich żydó\v, którzy na Krajnie pojawiają się 
dopiero w wieku XVI. Klęski żywiołowe, moro\va zaraza a wreszcie 
wojny szwedzkie zadały cios śmiertelny rozwojo\vi miast kraiń- 
skich, niszcząc w równej mierze także i wsie. 
Najlepiej urządzoneln i według prawa magdeburskiego 2) 
zorganizowanem miasteln na I	
			

/krajna_i_naklo00126_0001.djvu

			'8 


. - 110 - 


dniowe (czwartki), na pobieranie podatku od sukna importowanego 
celem zapewnienia zbytu dla sukna \vyrobu miejsco\vego, na 
ściąganie opłat od przekupek, na pobór siana z króle\vskich łąk 
nadnoteckich oraz pewnego rodzaju monopol na warzenie piwa 

w obrębie jednej lnili wokół l11iasta jednak bez uszczerbku dla 
praw szlachty zamieszkałej na tejże przestrzeni. Rzeczony przy\vilej 
potwierdzili król Jan Sobieski w roku 1683 i August II. w roku 1720. 
Na skutek wspomnianych udogodnień Nakło dźwignęło się 
z upadku. 
Powstały cechy piwowarów, rybakó\v, krawców, szewców 
i rzeźników, którym przywileje króle\vskie zapewniały s\vobodne 
wykonywanie odnośnego zawodu. 


* 


* 


* 


Istnienie cechów wspomnianych potwierdza i lustracja sta- 
rostwa z roku 1661 i wizytacja kościoła z roku 1741. Niewąt- 
pliwie każdy cech posiadał pierwotnie własny statut, według 
którego się rządził i dbał o zawodo\ve interesy swoich członków. 
Lustracja z roku 1661 stwierdza, że piselnne te zabytki nakiel- 
skich cechó\v spłonęły podczas pożogi wszczętej w Nakle przez 
Szwedów w ciągu drugiej wojny szwedzkiej. Wyjąwszy cech 
piwowarski żadne inne bractwo zawodowe nie zdobyło się na 
wznowienie pisemnego' statutu, \vskutek czego po rozbiorach 
cechy nakielskie tnusiały przyjąć narzucone przez rząd zaborczy 
wzory pruskie statutu cechowego, datujące jeszcze z czasów 
\vielkiego kurfyrsta. 
Dzięki zabiegom starosty nakielskiego StaJ.1isława Bnińskiego 
magistrat nakielski ułożył i zatwierdził dnia 26 listopada 1725 r. 
nowy. statut dla cechu piwowarskiego w Nakle, \vzorując się 
przy tern głównie na urządzeniach takiegoż bractwa w Pile. 
Statut ten został zatwierdzony przez królów polskich Augusta II. 
roku 1726 i Stanisława Augusta roku 1766. Gdy zaborczy rząd 
pruski i piwowarom nakielskim pragnął własny narzucić statut, 
przywilej rzeczony został w roku 1794 przetłómaczony na język 
niemiecki i przechował się \v ternie tłómaczeniu przy parafjalnym 
;kościele \v Nakle. Treść tegoż statutu jest następująca: 
Ówczesny burmistrz nakielski Franciszek Józef Dawczyński, 
wójt Paweł Kalaciński, radcy Walenty Liskiewicz, Kazimierz 
Tomaszewski, Andrzej Kubalewski, ławnicy Franciszek Linkiewicz, 
Tomasz Skieczyński, Paweł Szukalik uchwalili i ogłosili, że: 
katdy piwowar, pragnący przystąpić do cechu, musi być wyznania 
rzymsko-katolickiego i winien się zobowiązać do sumiennego 
posłuchu wobec magistratu nakielskiego i władz lniejskich 
w ramach i granicach prawa miejskiego i już przedtem musi 
być obywatelem nakielskim. Na wstępie nowy członek składa 
do skarbony brackiej dwa złote a 12 funtów. wosku na chwałę
		

/krajna_i_naklo00127_0001.djvu

			- 111 


Bożą, zaś dla wspqłbraci wydaje 4 beczki piwa i wieczerzę 
(kolację). Swieżo przystępujący członek spełnia na zebraniach 
dopóty posługę wobec starszych braci, dopóki go inny brat nie 
zluzuje. Co kwartał winni \vszyscy bracia i siostry brać udział 
\v nabożeństwie żałobne m za zmarłych członków i to pod grozą 
kary 6 groszy. W razie śmierci któregokolwiek członka pozo- 
stali członkowie mają obowiązek - znowuż pod grozą kary 
l funta wosku - zwłoki nieboszczyka odprowadzić do kościoła 
i być tamże na nabożeństwie. 
Posiedzenia cech odby\vać będzie co kwartał, przy której 
to okazji należy się uiścić z zwykłej składki w kwocie gr 3. 
Członka, który honor swój splamił poważnym występkiem, starsi 
wykluczą z bractwa. Jeźliby na skutek okazanej poprawy i za 
wstawieniem się poważnych członków znowuż do bractwa przyjęty 
został, nie może od razu ani w sądzie zasiadać ani świadectwa 
składać. Siostra bractwa piwowarskiego może po śmierci swego 
męża, o ile był członkiem cechu, pozostać nadal w bractwie 
i wolno jej tak długo piwo warzyć, dopókąd nie wyjdzie za 
innego. Jeśli tnąż drugi będzie pochodzenia zamiejscowego, 
musi się wkupić do cechu złożeniem całkowitego wstępnego;- 
o ile zaś będzie synem obywatela nakielskiego, korzystać ma 
z daleko idących ulg, które jeszcze większego dosięgną stopnia, 
gdyby tenże drugi mąż już był członkiem bractwa. 
Nieczłonkom cechu piwowarskiego nie wolno \varzyć piwa 
pod grozą konfiskaty całego zapasu na rzecz cechu i oddania 
\vinnego pod sąd magistracki do ukarania. Ci zaś, którzy od 
dawiendawna w mieście gorzałkę palą i po karczmach sprzedają, 
mogą to czynić nadal - pod warunkiem, że zgłaszać się będą 
na kwartalnych zebraniach phvowarów i złożą po groszy 12 do 
kasy tegoż cechu. Zydom, którzy osiedliwszy się w Nakle, 
wbrew królewskim przywilejom szynkują piwem i gorzałką, 
zabrania się tego na przyszłość. W razie oporu z ich strony 
cech wytoczy spór przed sądy królewskie. Gdyby żydzi lub 
ktokolwiek inny posiadał i sprzeda\vał piwo lub gorzałkę za- 
miejscowego wyrobu, cech będzie władny skonfiskować cały 
za pas za wiedzą burmistrza. 
Zagrożenia karne pod adresem tych członków, którzyby 
zalegali z opłatami cechowemi, z\vlekali z przystąpieniem do 
bractwa, oddawali się nałogom opilshva, pieniactwa lub wszete- 
czeńshva, zaniedby\vali się w za\\
odzie swoim, nieprzystojnie 
i nieprzyzwoicie zachowali się. na posied
e.nia
h czy to wobec 
braci czy tet starszych cechu ltd. uzupełnIają cIekawy obraz ów- 
czesnego życia \vśród nakielskich phvo\varów. 
Każdego roku cech \\Tybierał swoich cechmistrzów' prostą 
większością głosó\v. Wybrani zostali zatwierdzani przez magist-
		

/krajna_i_naklo00128_0001.djvu

			"ł 


- 112 - 


rat po złożeniu temuż przepisanej przysięgi. Urząd.... winni byli 
sprawować po myśli statutu bez urazy lub niechęci wobec kogo- 
kol wiek. 


* 


* 


* 


. 


W roku 1623 Zygmunt III. w po\vrocie swoim z Gdańska 
z królo\\Tą i synem Władysławem przyjmowany był w Nakle od 
Stefana Gembickiego kasztelana rogozińskiego 1). Liczne pożary, 
morowa zaraza, wojny szwedzkie oraz brak dopły\vu przedsię- 
biorczej ludności ze wsi zniszczyły dobrobyt i rozwój grodu 
nadnoteckiego. W chwili przejścia pod pano\vanie Prus Nakło 
liczyło zaledwie 556 mieszkańców, wtem 77 żydów, a domów 100. 
Zamka \varownego, ratusza, baszt obronnych da\vno nie było. 
Herb Nakła wykazywał rycerza zbrojnego w otwartej bramie - 
znamię przypominające herb Grzymalitów. 
Jeśli gospodarcze walory Nakła pewnego rodzaju oparcie 
znajdowały \\F królewskich urzędach w tern mieście rezydujących 
(kasztelanja, starostwo, sądy ziemskie i grodz
ie), to znowuż na 
północy położony Kamień miał takąż samą ostoję w urzędach 
arcybiskupich z tą miejscowością związanych. Arcybiskupi gnie- 
źnieńscy urządzili z niego nietylko ośrodek całego klucza, obej- 
mującego 12 wsi, liczne jeziora, rozległe lasy, oraz 7 folwarków, 
ale naznaczyli Kamień na rezydencję dla archidyakona i oficjała 
kamieńskiego oraz dla swego kasztelana, budując tamże zamek 
warowny z wieżą 2) która przetr\\Fała rok 1721. W roku 1685 
istniała jeszcze część owego zamku, kamienicą zwana z dwoma 
wielkiemi sklepami, a nad temi mająca dwa wielkie pokoje na 
przyjęcie arcybiskupa. Obok tej kamienicy stała wspomniana 
wieża, w której urządzone były trzy więzienia dla przestępców. 
Opodal tych budynków stał osobny dwór drewniany dla dzierżaw- 
ców lub rejentów, składający się z dwóch pokoi, alkierza, komory, 
kuchni i czeladnicy, wystawiony w drugiej połowie wieku XVII. 
Za nim ciągnęły się ku rzece obszerne budynki folwarczne. 
Nad samą rzeką stał browar przestronny wraz z gorzelnią, który 
dostarczał trunków na 17 karcz m pańskich. 
Miasto Kamień miało \v roku 1686 osiadłości 42, zaś 1721 
już tylko 41, płaciło rocznego czynszu 115 zł, gr 10, za pastwisko 
40 korcy słodu, od zacierów piwnych przeszło 30 korcy. Rze- 

nicy obowiązani byli dawać do dworu 2 kamienie łoju. Na każdy 
przyjazd arcybiskupa powinni byli dostarczyć do kuchni wołu 
ruskiego i cielę holenderskie. M.iasto posiadało przywilej kró- 
lewski na dwa jarmarki i targi każdej soboty. W roku 1774 
Kamień liczył mieszkańców 395, domów około 80. Zydó\\F 
i protestantów nie było w Kamieniu aż do roku 1772. Imieniem 


1) Starożytna Polska Balińskiego I. str. 157. 
2) Goerke. Der Kreis Flatow 739 i d. Arcybisł	
			

/krajna_i_naklo00129_0001.djvu

			-r- ó- 


, 


arcybiskupa gnieźnieńskiego zarządzał zamkiem i sprawował 
zwierzchnią władzę nad miastem kasztelan arcybiskupi, występu- 
jący obok królewskiego kasztelana nakielskiego. W tym cha- 
rakterze urzędowali w Kamieniu: l) Gotard 1358, Wincenty 
z Rozdrażewa i Kępy 1364-1366, Janusz z Starczynowa 
1367-1372, Andrzej 1375, Jędrzej Swieradowski herbu Orzymała 
1383, Sędzimir 1385, Albert starosta międzyrzecki 1390, Andrzej 
Donaborski 1420, Dobrogost Ostroróg z Koleń dziedzic Sępolna 
1422-1436, Dobiesław Ostroróg 1443, Mikołaj Łącki 1563 2 
Lwowski Marcin 1590, Padniewski Marcin 1596, Mikołaj Mie- 
lewski 1607, Olbracht Baranowski 1632, Tolibowski 1670, Siemia- 
nowski Marcin 1683, Stanisław Potocki 1702, Stefan Brodzicki 
1737-1742, Stefan Petryko\vski 1749, Stanisław Kossakowski 
17 49-1754, Józef Potocki 1761-1771, Pro kop Szaniecki 1777, 
Kazimierz I(ierski 1784, Makary Gorzeński 1785. Arcybiskup 
gnieźnieński Gabryel Podoski był ostatnim, który korzystał bez 
ograniczeń z klucza kamieńskiego. 
Herb tniasta Kamienia wyobrażał wieżę ostro zakończoną, 
z której u góry wyrastały dwie boczne wieżyczki. 
W gronie kraiń.skich miast należy na trzeciem nliejscu po- 
stawić Łobżenicę, która w dziejach powiatu nakielskiego wyróżnia 
się głównie tern, że była ostoją ruchu przeciwkatolickich obozów, 
co nie pozostało bez wpływu na rozwój, znaczenie i dobrobyt 
tej miejscowości. Łobżenica była miastem szlacheckiem. Nale- 
żała \vraz z całym kluczem łobżel1ickim kolejno do Łobżeńskich, . 
Ostrorogów, Krotowskich, Sieniawskich, Grudzińskich, Korzbok- 
Łąckich, Radolińskich, Rydzyńskich i Łochockich, którzy sprzedali 
majętność tę Ebersom. .......,.-' 
Ustrój oraz transsumpty statutu lniejskiego z roku 1693 
i 1731 wykazują, że Łobżenica również opierała się na prawie 
magdeburskiem w pier\votnem założeniu swojem. Wpływy 
niemieckie, podsycane przez protestantyzm z Niemiec idący, 
były w Łobżenicy dość silne, - silniejsze niż w innych miastach 
kraińskich. Przypływ ludności szkockiej wyznania protestanckiego 
w XV. stuleciu sprawił, że Łobżenica powit:kszyła się o przed.. 
mieście zwane małem Gdańskiem lub Nowem M.iastem i że wy- 
ró
niła się przemysłem tkackim oraz klockowemi wyrobami. 
Słynęło też i piwo łobżenickie. W roku 1510 były \v Łobżenicy 
42 łany pod pługiem. Z czasem rolnictwo cofało się, a wzrastał 
przemysł zgrupowany w cechach 2), o których wspomina wizy- 
tacja ks. Trzebnica z r. 1653. Z tejże wizytacji \vynika, że miasto 
posiadało bramy 8) i - co zatem idzie - także mury obronne. 


l) Kodeks dypl. wlkp. T0I11IV. Goerke der Kreis Flatow str. 746. 
Karol Sienkiewicz. Skarbiec historji polskiej II. 256. 
2) Fontes XII., str. 
u8. 
S) Tamże str. 291. 


. 


8
		

/krajna_i_naklo00130_0001.djvu

			- 
- 


.11-ł- - 


1ł 


. 
Poszczególnych baszt w razie napadu broniły ku temu wyzna- 
czone cechy, których członkowie nabierali potrzebnych wojsko- 
wych \viadomości \v bractwie kurko\Veln, zatwierdzone m przez 
króla Jana Sobieskiego w roku 1693. Pod koniec XIII. stulecia 
Łobżenica posiadała 500 domostw. Wojna szwedzka, pożary 
" częste, walki religijne i inne ogólne krajowe nieszczęścia spra- 
\viły, że \v roku 1771 Łobżenica posiadała domostw 195 i 1319 
111ieszkańców. 
Herb nliasta wykazywał na tle białem odyńca skaczącego 
po zielonej łące. 
Z pozostałych lniast kraińskich - bez \vyjątku szlacheckich - 
na wyróżnienie zasługuje Złotów, położony na rubiezy powiatu 
nakielskiego. Był kolejno własnością Donaborskich, Kościelec- 
kich, Łabiskich, Potulickich Grudzińskich i Działyńskich wraz 
z ogromnym kluczem. 
I tam organizacja miasta wykazuje ustrój magdeburski, co 
zresztą stwierdzają statuty miejskie z lat 1665 i 1736. W roku 
1510 było \v uprawie mieszczan łanów 40, zaś w roku 1653 już 
tylko 37. Natomiast rzemiosła, zgrupowane w cechach, wyka- 
zują znaczny wzrost i rozwój. Obrona miasta spoczywała w ręku 
dziedziców, którzy wybudowali i utrzymywali tamże zamek 
z załogą, zburzony przez króla szwedzkiego Karola Gustawa 
dn. 28. VI. 1657 r. Przy tej okazji spłonął cały Złotów. Wskutek 
już przy innych miastach kraińskich wyłuszczonych nieszczęść 
ogólno-krajowych Złotów zmalał do tego stopnia, że w roku 
1774 liczył mieszkańców 1980, w czem 1072 osoby wyznania 
żydo\vskiego. - 
Herb miasta wyobraża jelenia kroczącego wśród drzew. 
Dzieje i upadek innych miast kraińskich toczyły się tym 
salnym torem, który stwierdziliśmy przy Ztotowie.' . Sępolno, 
Więcbork, Krajenka, Miasteczko (Mysocze), Mrocza i Wysoka 
były miastami szlacheckielni, posiadały ustrój magdeburski i two- 
rzyły ośrodki większych latyfundyj. 
Przy niektórych - Krajence i Więcborku - wznosiły się 
niegdyś obronne zamki. W życiu gospodarczem miejscowości te 
większej roli nie odegrały. Wojewódzkie rejestry. poboro\ve 
zaliczają do Krajny także miasto Lądyczek l), lecz niesłusznie, 
gdyż Lądyczek należał do województwa pomorskiego. Mapa 
Zanoniego \vykazuje w pobliżu ujścia Dobrzynki do Chudej 
miejscowość zwaną Stare Miasto, której nie znają dokumenty 
z późniejszych czasów. Wynika z tego, że w ciągu wieków 
zanikały nawet całe miasta. Inne - jak Sępolno 2) -- przenosiły 
się na miejsce wygodniejsze. 


1) Ca1lier. Powiat Nakielski 26. 
2) Goerkc. Der Kreis Flatow 684. 


.
		

/krajna_i_naklo00131_0001.djvu

			- Ti,", - 


o ile chodzi o wiejski obszar rolny na I(rajnie, to zgóry 
zaznaczyć wypada, że przynależał. on albo do królewszczyzn, 
zgrupowanych głównie pod Nakłem (Sadki, Trzeciewnica, Karnowo, 
Olsz ewka, Lubaszcz i Polichno), albo do stołowych dóbr arcy- . J 
biskupich klucza kamieńskiego, albo też do magnackich fortun 
złączonych \v klucze: Złotów, Krajenka, Łobżenica, Sypniewo, - 
Debrzno, Głupczyn, Grono\vo, Buczek, Batorowo, Radownica, 
Więcbork, Sępolno, Dębno, Witosław, Samostrzel i t. d. Jedno- 
wiosko\vych posiedzicieli zdaje się nie było wielu na Krajnie. 
Kapituły poznańska i gnieźnieńska, z których pier\vsza posiadała 
niegdyś Wyrzę l) a druga Koniotopę pod Nakłem, wnet wyzbyły 
się tych posiadłości, zamieniając je na majątki bliżej Poznania 
i Gniezna położone. Jedynie konwent 00. Cystersów w Koro- 
nowie oraz kolegjum Jezuickie w Bydgoszczy utrzymały się przy 
swoich dobrach na Krajnie. Do 00. Cystersów należały majątki: 
Wyskidno, Witkowo, Wilcza, Wierzchnin Królewsld, Słupowo, 
Mąkowarsk, Łącko Wielkie i inne 2). Jezuici bydgoscy posiadali 
Slesin a). 00. Franciszkanie w Górce pod Łobżenicą należeli do 
zakonu żebrzącego i nie posiadali nic. Gdy jednak naj bliższa 
ok olica oraz miasto samo prżejęło się protestantyzmem, ówczesny 
sędzia nakielski Zygmunt Raczyński obdarzył w pierwszej połowie 
XVII. stulecia klasztor łobżenicki kilku \vłókami roii. Z tego 
powodu nazwał się fundatorem klasztoru VI Łobżenicy'). Z Lu- 
brańca przez Smogulecką do Wysoki w roku 1695 spro\vadzeni 
kanonicy regularni reguły św. Augustyna 5 ) utrzymyv/ali się głó\vnie 
z dochodów, które pobierali z ról proboszczowskich przynależnych 
do parafjalnego kościoła, przekazanego im przez arcybiskupa 
Teodora Potockiego. 
Pozatern znaczne obszary znajdo\v
ły się \v posiadAniu 
kmieci, którzy na początku czasokresu, o którym mo\\ra, posiadali 
jeszcze \v dużej mierze wolność osobistą i t\\
orzyli pod \vzglę- 
dem gospodarczym czynnik bardzo dodatni. Arcybiskupi rejestr 
poboro\vy z roku 1510 wspomina zaledwie kilka miejscowości 
\V powiecie nakielskim, z których dziesięciny nie wpływały, gdyż 
były przez dawniejszych mieszkańców opuszczone. Naieżały d
 
nich: Witówka w parafji zakrzewskiej, Izdebki i Topola w parafJl 
Dz\vierszno, Słupowa \V parafji Drzewiano\vskiej, Witunia i Sml- 
łowo w parafji więcborskiej 6). Natomiast wizytacja ks. kanonika 
Trzebnica z roku 1653 ujawnia prawie w każdej parafji jeżeii 
nie całkiem opustoszałe, to przynajmniej liczebnie b
r
zo osł,a-: 
bione osiedla kmiecie. Jako częścio\vo opustoszałe mleJsCO\VOSCl 


1) Callier. Powiat Nakielski J str. 50. 
2) Tamże. 
8) Fontes XII. str. 284. 
4) Cfr. Napis pomnikowy w katedrze poznańskiej w kaplicy św. 
Cecylji. 
5) Archiwum ko
cio1a w SadJ(3Cl', 
6) Arcybiskupi gnieźnieńscy I. 93, 


8*
		

/krajna_i_naklo00132_0001.djvu

			-=::- .l 16&.&. -- 


w pobliżu Nakła rzeczony dokulnent \vymienia: Olszewkę, Kar- 
nowo, Trzecie\vnicę, Suchary, Samsieczno, Drążno, Wąwelno, 
Dziekciarnię, Trzeboń, Lucho\vo i t. d. 1 ). Nadmienić wypada, 

e opuszczone role zaz\vyczaj włączano do obszaru dworskiego, 
względnie t\vorzono z nich nowe folwarki - mianowicie tam, 
gdzie wszyscy kmiecie opuścili swoj e osiedla. Inne miejscowości, 
dawniej opuszczone, zostały pono\vnie zaludnione i osadzone, 
jak naprzykład wspomniane WZ\\"yż Wytunia i Sm iłowo. Ustawo- 
dawst\vo, idące coraz bardziej na rękę szlachcie a coraz srodzej 
przyciskające stan kmieci, wojny, zakaźne choroby oraz klęski 
żywiołowe nie sprzyjały rozwojowi drobniejszych włości. Wszelki 
brak kredytów oraz Jnało postępo\ve metody gospodarcze - jeśli 
wolno tak mó\vić o tamtych czasach - nie poz\valały dźwignąć 
się temu, który raz czy to wskutek nieurodzaju, moru wśród 
inwentarza, pożaru, czy też wskutek wojennej zawieruchy pod- 
upadł i zubożał. Taki szedł bezwzględnie "pod pana" jako 
"zaciężnik" . Częste klęski ży\viołowe były powodem ruiny nieraz 
bardzo zamożnych ludzi. Tern bardziej dokuczały i ciążyły mniej 
zasobnej ludności. Prócz cyklonu, który w roku 1574 nawiedził 
w straszliwy sposób po\viat nakielski 2), trapiły kraj polski bardzo 
ciężkie zimy, z natury rzeczy szczególnie rolnikom bardzo dając 
się we znaki. Kronikarz 00. Reformatów w Pakości 3) pisze 
o zimach z tego czasokresu, co następuje: 
r "W roku 1459 były tak srogie mrozy, że można było 
przejść pieszo i konno z Danji przez lód do Lubeki i Stralsundu 
I i z Inflant i Re\vla do Danji i Sz\vecji. 1554 wymarzły wszystkie 
ł stawy w Prusiech. 1573 dnia 10 maja \vszystkie lasy okryte 
I jeszcze były śniegiem i lodem. 1643 zima tak była ciągła, że 
ł około Wielkiejnocy ptaki w po\vietrzu umarzały. 1709 około 
dnia 15 marca takie jeszcze były mrozy, że ślina, nim na ziemię 
upadła, w lód się zalnieniała; w początku maja jeżdżono po 
morzu bałtyckie m ; w Niemczech, Anglji, Francji, Węgrzech 
umarzło wiele ludzi i bydła; ziemia jeszcze w maju nie roztajała 
i wszystkie oziminy musiały być poorane i jarzyną zasiane. 
1740 podróżni umarzali na wozach z końmi, inni przybY\\Tali 
nieżywi do bram nliast tak, jak na sankach siedzieli. Zwierzęta 
w borach, szczury i myszy umarzały po domach, skóra pękała 
się ludziom na twarzy jak gdyby od spalenia; sło\vem nie można 
było młócić, bydła poić i do boru jechać bez niebezpieczeństwa; 
wszystkie drzewa wymarzły; przez morze bałtyckie i północne 
przewożono wielkie ciężary. Nawet żegluga na Oceanie była 
wstrzymana, a w Czechach wymarzły wszystkie stawy. Bydło 
trzymano na paszy w stajniach przez 30 niedziel. Srogie zimy 
panowały te
 w latach 1766, 1767 i 1771". 


f 


1) Fontes XII. 
2) OrzeIski. Dzieje Polski II. 14. 
8) Archiwum pakoskie. 


.""" . :ł#
		

/krajna_i_naklo00133_0001.djvu

			- 117 - 


. Jeżeli do opisanych klęsk, jakie zima w roku 1709 przy- 
niosła, dodamy, że przypadły one na czas sz\vedzkiego najazdu. 
i że wszystkiemu towarzyszyła morowa zaraza, której w owych 
czasach nie umiano zwalczać skutecznie, natenczas zrozumiemy 
cały ogrom nieszczęść, jaki z\valił się na kraj i go \vyludnił na 
bardzo znacznych przestrzeniach. 
Poza rolnict\vem ludność kraińska upra\viała jeszcze prze- 
mysł domowy, wyrabiając płótno. Wynika to z obo\viązków, 
jakie mieli poddani i kmiecie w arcybiskupich dobrach klucza 
kamieńskiego. Prócz innych danin musieli dostarczać rocznie 
160 sztuk przędzy 1). Jeśli \veźmiemy pod uwagę, że w kluczu 
kamieńskim istniało 17 karczm 2) -- na l miasto, 7 fohvarkó\v 
i 12 wsi -, natenczas śmiało przyjąć można jako pe\vnik, że 
każda wieś posiadała S\voją \vłasną karczmę, a każdy większy 
majątek swój bro\var przeważnie z gorzelnią połączony. Pohvierdza 
to częścio\vo \vizytacja ks. kanonika Trzebnica, który dość często 
ll1Ó\vi o karczmach. Zatem na Krajnie kwitło gorzelnichvo; - 
ale było też \vielkie opilshvo, co z pewnością nie przyczyniało 
się do podniesienia dobrobytu \vśród ludności. Na ogół biorąc, 
Krajna posiadała \v latach od 1466 do 1771 bardzo zamożnych 
ludzi, ale też nie\vątplhvie ogromnie dużo biedy. W powiecie 
nakielskim zamieszkała rodzina Grudzińskich herbu Grzymała, 
mogła około 1653 roku poszczycić się tem, że prócz innych 
majątkó\v dziedziczyła na Krajnie klucze: Złotów, Krajenkę, Ło- 
bżenicę, Radownicę, Falmiero\vo, Witosła\v i Samostrzel. Szcze- 
gólnie dobrym gospodarzem był Andrzej Karol Grudziński, który 
posiadał 8 nliast i 736 \vsi. On to zapisał do swego gospo- 
darczego notatnika \viersz: Kochane Fahniero\vo - kupiło mi 
Złotowo - a Złotowo Łobżenicę. A za Łobżenicę - kupiłem 
Radownicę ! Stany królestwa polskiego przelękły sie do tego 
stopnia fortuny Grudzińskich, że zabroniły osobną konstytucją 
sejmo\vą naby\vania no\vych dóbr tejże rodzinie. 3) Pod koniec 
siedtnnastego stulecia część kraińskich dóbr Grudzińskim przy- 
należnych, dostała się w posiadanie Działyńskich herby Ogończyk, 
którzy pozatern posiadali jeszcze dobra pakoskie, kornickie, 
wrzesińskie, bnińskie i t. d. 
Jasną jest rzeczą, że naz\vani magnaci nie gospodarowali 
satni na \vszystkich swoich dobrach. Znaczna część majątków 
kraińskich była w dzierża\vie. Arcybiskupi gnieźnieńscy stale 
wydzierża\viali dobra do kamitlskiego klucza przynależne, gdyż 
dla zbytniej odległości od Gniezna trudno było niemi zarządzać. 
Z tych samych powodów czyniło to samo \\Tielu magnató\v, 
których główna fortuna i siedziba znajdowały się poza powiatem 
kraińskitn. Jeśli posiedzicielem zienlskinl vt tytn czasie nlógł 
1) Korytkowski. Arcybiskupi gnieźnień8cy tom I.. 
tr. 9t. 
2) Tamże str. 00. 
8) Notices sur les familles nobles de la Pologne str. 71. 


. 


4
		

/krajna_i_naklo00134_0001.djvu

			___.-..:a. -- -- - 


118 -... 


być tylko szlachcic, to dzierżawcą nlógł być także człowiek bez 
· herbu i klejnotu szlacheckiego. 
W roku 1730 arcybiskupie dobra kamieńskie zadzierżawili 
właśni poddani arcybiskupi 1), pragnąc się uwolnić od zdzierstw 
i uciemięrzenia, jakich doznawali od dotychczasowych dzierżawcóvl 
rzeczonego klucza. Aczkohviek opłata dzierżawna była dość 
znaczna i lata obfitowały w klęski żywiołowe, naz\vani trzymali 
rzeczone dobra przez lat kilkanaście i z czynszu uiszczali się 
rzetelnie. 
Zbyt daleko byśmy zaszli, gdybyśmy chcieli rozważyć ren- 
towność gospodarstw kraińskich w latach od 1466-1771. Brak 
nam bo\viem prawie wszystkich danych. Pozatern i pieniądz 
ulegał częstym wahaniom a na\\Tet zmianom nietylko co do sVlej 
siły nabywczej, ale nawet co do nazwy. To zdaje się być pewną 
rzeczą, że rolnik ó\vczesny copra\vda nie wiele czynił nakładó\v 
\v gospodarstwie, ale zato zbierał też bezporóvlnania daleko mniej, 
aniżeli dzisiejszy gospodarz. 
Bardzo nieznaczne wymogi życiowe, bral< obdłużenia, 
a wreszcie pomoc dziedzica, W. którego. interesie było, aby za- 
trzymać pewną ilość włościan .na swoich dobrach jako tanią 
i całkiem powolną siłę roboczą, pozwalały ó\VCZeSnenlU stano\vi 
l	
			

/krajna_i_naklo00135_0001.djvu

			119 - 


Część piąta. 


o KASZTELANJI NAI	
			

/krajna_i_naklo00136_0001.djvu

			- l '2tf --- 


bez wyjątku musiały być pierwotnie wsie narokowe, a więc też 
i pod Nakłem, chociaż nazw wyżej wymienionych Krajna niezna. 
Na spra\vę naroku czyli aprowizacji grodu nakielskiego rzuca 
ciekawie ś\\Tiatło układ 1) zawarty w roku 1234 pomiędzy Władys- 
ławem Odoniczem a Henrykiem Brodatym, z której to umowy 
wynika, że wsie narokowe, do kastelu nakielskiego przynależne, 
znajdowały się aż po le\vej stronie Warty, a więc w Wielkopolsce 
i w bardzo znacznej odległości od Nakła. Niestety dokumenty, 
odnoszące się do rzeczonej umowy, nie zachowały nazw miej- 
scowości zamieszkałych przez naroczników grodu nakielskiego. 
W miarę rozrostu państwa polskiego grody rubieżowe 
stawały się grodami śródkrajowemi, traciły na znaczeniu i wartości 
a często zanikały zupełnie. Kastel nakielski posiadał ogromne 
znaczenie w czasach wojen pomorskich i krzyżackich. W roku 
1571 zaliczono Nakło już do kasztelanji mniejszych bez względu 
na to, że kasztelanja ta pochodziła z czasów najdawniejszych. 
W chwili rozbioru Polski z kast elu nakielskiego istniały zaledwie 
szczątki, których dzisiaj nikt się już nie doszuka. Dodać należy, 
iż naj starsze dokumenty kasztelanów zwią komesami (Comes), 
co odpowiadało polskiemu "Pan". 
Pierwszym kasztelanem nakielskim, którego imiennie zapi- 
sała historja, był Swiatopełk, znany z dziejów wojen Bolesła\va 
Krzywoustego z Pomorzanami. Tam niechaj szuka, ktoby za- 
pragnął dowiedzieć się bliższych szczegółów o tym kasztelanie. 
Około roku 1253 dokumenta wspominają o kasztelanie nakielskim 
imieniem Serwcy 2), który gród Nakło dzierżył z ramienia Władys- 
ława Odonicza. Od 1256 do 1268 urząd ten spoczywał w ręku 
Swiatosława 8) Drogomirowicza z rodu Pałuków, który grodu 
nakielskiego strzegł dla Przemysława I. i Bolesła\va książąt 
wielkopolskich. Na zjeździe książąt polskich, odbytym w roku 
1278 w Lądzie, obecnym był kasztelan nakielski imieniem Andrzej4.), 
który pozostawił po sobie dwuch synów Stanisława i Wojciecha ó ). 
Od roku 1283 kasztelanem nakielskim pisze się Zbilud 6) (Zbluton), 
syn Straszona, dobrodzieja łekińskiego klasztoru, a rodzic Strasz- 
kona - także z rodu Pałuków. Ostatni dokument, który wspo- 
mina Zbiluda, datuje z roku 1292. 
Niemieccy pisarze wspominają pod rokiem 1295 Sędziwoja 7) 
jako kasztelana nakielskiego. Od roku 1302 godność kasztelana 
nakielskiego piastował Trojan Pałuka 8), który cały obwód na- 


- 
1) Kodeks dypl. wlkp. I. nr. 168 i 175. 
2) Kodeks dypl. wlkp. I. nr. 146 i 152. 
8) Tamże nr. 554, 540, 567, 452. 
4) Tamże nr. 482. 
6} Tamże nr. 554. 
6) Tamże nr. 521, 544, 567, 620, 659, 670, 685. 
7) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 171. 
8) Kodeks dypl.. wlkp. nr. 856 i 906.
		

/krajna_i_naklo00137_0001.djvu

			- 121 


kielski zachował wiernie. przy królu Władysławie Łokietku 
i który jeszcze \v roku 1306 \v charakterze kasztelana nakielskiego 
brał udział w zjeździe byszewskim. Po nim nastąpił Sła\vnik 
Swiętosławowicz także z rodu Pałuków, który w dwa lata później 
już nie był pomiędzy żyjącymi. Albo\viem w roku 1308 1 ) W'«i- 
dysław Łokietek obdarował jego synó\v Swiętosława, Maci
ja 
i Zbiluta wsią Wieszki, położoną pod Nakłem, pr
yczem oSła.. 
wniku mó\vi się jako o zmarłym. Wyróżnienie nazwanych 
synów Sławnika wskazuje na to, że Łokietek poczuwał się do 
szczególniejszej \vdzięczności wobec byłego kasztelana nakielskiego. 
Czem Sławnik zobowiązał sobie s\vego króla, nie \viedzieć.. Być 
może, że poległ w obronie Krajny w walkach, jakie w tycp 
stronach wybuchły po zdradzie Svtięców w roku ł 307. 
Że nadnoteckie posiadłości były w tym czasie pow'ażnie 
zagrożone, dO\\Todzi fakt zamianowania dla ziemi nakielskiej \voje- 
\\Tody w osobie Niemiry, dawniejszego podkomorzego w Swieciu, 
o czem świadczy przyw'ilej 2) z roku 1310. Aczkolwiek następca 
Niemiry - Henryk 3) nazywa się znOV1Uż tylko kasztelahem 
nakielskim, to jednak niez\vykły objaw, iż obok niego \vystępuje 
osobny sędyk w osobie jego rodzonego brata Sędziwoja 4.), wska- 
zuje na \vyjątko\ve stanowisko, jakie kraińska kasztelanja zajmo\vała 
w administracji łokietkowego państwa. 
Po Henryku otrzymał kasztelanję nakielską Sławnik z 00- 
łańczyo). W roku 1327 grodem nakielskim zarzą
ał Zbilut 6 ), 
który w charakterze kasztelana nakielskiego po raz ostatni \vidni
je 
na dokumencie g\varantującym preliminarja pokojowe z Krzyia- 
kami w Kaliszu \v roku 1343 ułożone. Pr2.ytaczany jako kasz- 
telan nakielski około roku 1338 Wacław Donaborski 7), nie\viedzieć 
jakim sposobem dostał się na to stanowisko za życia Zbiluta. 
\V roku 1346 kasztelanem l1akielskim pisze się Benjamin S). 
Na zjeździe Wielkopolan odbytym dnia 2 \vrześnia 1352 roku 9), 
obecny był jako kasztelan nakielski Sędziwój Czarnkowski 
herbu Nałęcz, który ostatni raz w tym charakterze występuje 
w roku 1365 1 °). Z oskarżenia, jakie przechvko temuż Sędzhvojo\vi 
z przydomkiem N akielski, \vytoczył przed królem Kazimierzem 
Wincenty Słopanowski 11), wynika, że był on zwolennikiem osła- 
wionego Macieja Borko\vicza, w'rogiem Pałuków i bliskim kre- 
\vnym Ben jamina s\vego poprzednika na kasztelanji nakielskiej, 
l) Kodeks dypl. wlkp. II. nr. 919. 
2) Tamże nr. 957. 
8) Tamże nr. 1002. 
') Tamże nr. 997. 
5) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 171. 
6) Kodeks dyplom. wll{p. nr. 1083, 1105, 1144, 1211, 1215, 1221. 
7) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 171. 
8) Kodeks dyplom. wll{p. nr. 1249. · 
U) Tamże nr. 1515. 
10) Tamże 1545. 
łJ) Tamże 1510.
		

/krajna_i_naklo00138_0001.djvu

			--- 1"2'2-=. 


'Ił 


którego podobno w sposób zdradziec
i życia pozbawił. W drugiej 
połowie roku 1365 pisze się kasztelanem nakielskim Mikołaj 
z Chomiąży, którego nazwisko \vidnieje na stosunkowo bardzo 
znacznej liczbie dokumentó\v aż do roku 1377 1 ). Jan z Czarnkowa 
z rodu Nałęczów zajmuje kasztelanję nakielską około roku 1382 2 ). 
Po nim nąstępuje Sędziwój, od dziedzicznego zamku Swidwin 3) 
Svtidwą zwany, znany herszt Nałęczów \v walce z Grzymalitami. 
Po ra
 ostatni Sędziwój S\vidwa występuje w charakterze kasz- 
telana nakielskiego na przywileju wystawionym przez królową 
Jadwigę .'N. grudniu roku 1385 4 ). 
Aż do roku 1386 zajmował Sędziwój senatorskie krzesło, 
przynależne kasztelanom nakielskim, podczas gdy sanla kasztelanja 
nakielska dostała się najpierw jako zasta\v w posiadanie. arcy- 
biskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorji ze Skotnik Skotnic- 
kiego, a następnie jako lenno \y ręce Warcisła\va, księcia szcze- 
cińskiego. 
Około roku 1400 kasztelanem nakielskim pisał się Maciej 
I(oc ;;), który nie wiedzieć, jakim sposobeln, dostał się na Krajnę'-- 
Dokumenta i przy\vileje bo
ienl ś\viadczą, że od roku 1387 aż 
do 14096) kasztelanja nakielska należała się Wincentemu z Gra- 
no\va Oranowskiemu herbu Leliwa, senatoro\\Ti zażywającemu. 
\Vó\vczas bardzo \vielkiej po\vagi, który jeszcze \v latach 1407 
i 14097) w charakterze kasztelana nakielskiego chodził \vraz 
z arcybiskupem gnieźnieńskim \'1 poselstwie do Krzyżaków. 
Wielka \vojna spowodowała, że Grano\vski został generałern 
Wielkopolski, zaś kasztelanja nakielska dostała się Maciejowi 
z przydomkiem Kot 8). 
-Więcej. głośnym stał się Maciej z Wąsosza Donaborski 
herbu- Topór, który znaczne na I(rajnie posiadając dobra, pro- 
wadził partyzanckie walki z Krzyżaka mi i \v okolicy Człuchowa 
poniósł porażkę. Kasztelanem nakielskim został około roku 1419)9. 
Od 1421 pisał się sędykiem \\Tzględnie woje\vodą kali ski t:J1 a po 
roku: 1450 woje\vodą ino\vrocła\vskim. Następcą jego na kasz- 
eUanji kraińskiej został Bartosz (Bartłol11iej) Gostyński herbu 
Gryżyna, który tytułu tego używał nape\vno \\r roku 1436. 
Po nim nastąpił Maciej Borek z Osieczna herbu Pomian 10) 
około r9!	
			

/krajna_i_naklo00139_0001.djvu

			"123 


osławiony Władko (Władysław) Donaborski, syn Andrzeja, dzie- 
dzic rozległych dóbr złotowskich i kraińskich, rycerz zawołany, 
a przez żonę skoligacony z książętami na Raciborzu. Z potęgą 
tego kreso\vego możnowładcy, umiejącego gronladzić majątki 
i pieniądze, liczyli się tak nieprzyjacielscy Krzyżacy jako też 
polscy współobywatele i stany Rzeczypospolitej, wobec których 
siłą dochodził swoich pra\v i uroszczeń. Dziedziczny zamek 
Donabórz na Pałukach i gród nakielski Władko ubezpieczył do 
tego stopnia, że trzeba było groźby z strony wojsk królewskich, 
aby zmusić go do uległości i posłuszeństwa. Naraziwszy się 
arcybiskupowi gnieźnieńskiemu, wojevvodzie kaliskiemu i kaszte- 
lanowi sieradzkiemu, których nlajątki najeżdżał i pustoszył, Włodko 
Donaborski został u\vięziony i jako burzyciel pokoju ścięty 
w Kaliszu dnia 14 maja 1467 roku na rozkaz generała Wielko- 
polski Piotra Szamotuiskiego. 
Po Donaborskim kasztelania nakielska dostała się Maciejo\vi 
z Słupów Wałdo\vskiemu, którego następcą około roku 1505 
został Piotr Górski herbu Łodzia. Z ch\vilą przesunięcia granicy 
pańshva z nad Kamionki i Dobrzynki nad morze bałtyckie, zna- 
czenie grodu nakielskiego i kasztelanji kraińskiej zaczęło upadać, 
co nie zostało bez \Vpł'y\VU na personalny dobór urzędników 
pańshvo\\Tych \vyznaczonych dla I(rajny. O kasztelanję nakielską 
ubiegają się członkowie mniej znacznych rodó\v. Natomiast 
starostwo nakielskie nabiera takiego znaczenia, że starają się 
o nie pierwsze rodziny w kraju. Około roku 1540 dzieje zno- 
wuż notują jakiegoś Donaborskiego kasztelanem nakielskim. 
Pod koniec piętnastego wieku potęga, wpływy i -majątki Dona- 
borskich przechodzą na Kościeleckich herbu Ogończyk, z których 
Janus
 był kasztelanenl nakielskim około roku 1546. Po nim 
nastąpił na kasztelanji nakielskiej Wacła\v Zaremba. O Franciszku 
Rusockim herbu Korab, który dzierżył kasztelanję nakielską po 
roku 1561, dzieje zanotowały niewiele. W końcu roku 1575, 
Rusocldego już dawno nie było pomiędzy żyjącymi l). Następcą 
jego był Nikodem Łekiński herbu Nałęcz, czło\viek mądry 
i \vpły\vowy, który \v ostatnich latach panowania Zygmunta 
Augusta znaczną odgrywał rolę jako refonnator skarbu i 
och

ó\
 
królewskich. Po ucieczce Henryka Walezego z Polski Łeklnskl 
podzielał zdanie tych, co pragnęli Piasta, to jest Polaka, osadzić 
na tronie polskinl. Gdy na tym punkcie do zgody nie doszło, 
kasztelan nakielski oddał glos na cesarza niemieckiego Ernesta 2), 
przyczem kierował się głó\\Tnie \vzględami na dobro kościoła 
katolickiego. Ponie\vaż wbre\v jego i innych głosonI koronę 
otrzymał Stefan Batory, Nikodem Łekiński \vycofał się zupełnie 
z życia publicznego i osiadł \\T dziedzicznym I?ajątku Łekno. pod 
Wągrówcelll, gdzie też życia dokonał nazajutrz po Popielcu 


1) OrzeIski. Dzieje Polsl{i J II. str. 518. 
2) Tamże, str. 239. 


.:
		

/krajna_i_naklo00140_0001.djvu

			... 


- 
124 - 


roku 1576, licząc lat 54, jak głosi napis grobowy dotąd \v kościele 
łekińskim \vidoczny. 
Równocześnie z Łekińskim ubiegał się o kasztelanję 
nakielską Gabryel Złotko\vski 1) który na sejmie elekcyjnym 
w roku 1573 przedłożył omyłkowo z kancelarji królewskiej wy- 
dany dyplom. Ponieważ jednak dyplom Łekińskiego był starszej 
daty, ponieważ Łekiński już da\\Tniej w charakterze kasztelana 
nakielskiego brał udział \v obradach sejmowych, czego o Złot- 
kowskim nie można było shvierdzić, przeto marszałek pozwolił 
tylko Łekińskiemu przema\\Tiać i głosować, odsyłając Złotko\vskiego 
do wyroku przyszłego króla. 
Wiekopomnego znaczenia sej m, odbyty \v roku 1569 
w Lublinie, zat\vierdziwszy unję Lihvy z Polską, ustalił także 
porządek, w jakim senatorowie mieli zasiadać w senacie. Kaszte- 
lanowie, którzy nlocą s\vego urzędu \vchodzi1i \v skład senatu, 
podzieleni zostali na \viększych i mniejszych. Pomiędzy kaszte- 
lanami mniejszymi 2) figuruje także kasztelan nakielski. Temsa- 
mem proces cofania się po\vagi tej niegdyś rubieżo\vej, od pokoju 
toruńskiego (1466) wybitnie śródkrajo\vej placó\vki, dobiegł 
s\vego kresu i został prawnie zahvierdzo n y. 
Po śmierci Łekińskiego król Stefan Batory oddał kasztelanję 
nakielską Stefano\vi Grodeńskielnu 3) w roku 1576, który \v d\va 
lata później ustąpił miejsca Jano\vi Grodzińskiemu 4) herbu 
Łabądź. W latach 1581-1591 urząd ten spoczywał w ręku 
Stefana Grudzińskiego herbu Grzymała, członl	
			

/krajna_i_naklo00141_0001.djvu

			- '
;ltJ - 


czyńskim 1) herbu Topór, który około roku 1640 pisał się kaszte- 
lanem nakielskinl, nastąpił Jan Grudziński herbu Grzymała. Po 
nim gród nakielski przypadł Przecła\V'o\vi Leszczyńskiemu herbu 
Wieniawa, który po kilku latach przeniósł się na kasztelanję 
w Sremie. W czasie najazdu szwedzkiego kasztelanję nakielską 
dzierżył Mikołaj z Tuszkowa Chrząsto\vski herbu Łodzia. W latach 
od 1664 do 1737 kolejność kasztelanów nakielskich jest dość 
wątpliwą. Tyle tylko można stwierdzić, że \v tych latach urzę- 
dowali Władysław Rogaliński herbu Łodzia, Jan Leopold Opa- 
liński także Łodzią się pieczętujący, Lubchowski herbu Leszczyc, 
Aleksander Zaleski herbu Dołęga i Jan Gembicki herbu Nałęcz. 
W roku 1 i 37 kasztelanem nakielskim był Kąsinowski, po którym 
nastąpił Antoni Szembek herbu Szembek, członek możnowładczej 
rodziny, szczycącej się tem, że wydała w jednym \vieku (XVIII) 
aż siedmiu biskupów 2). Kasztelan nakielski również przywdział 
suknię duchowną po śmierci s\vej żony Franciszki Iwańskiej 
herbu Jastrzębiec, robiąc miejsce Karolowi Grudzińskiemu w roku 
1749. Od 1756 do 1775 urząd kasztelana nakielskiego sprawował 
Antoni Gaje\vski. Polskie źródła 3 ) podają jeszcze Młodziejowskiego 
Ludwika (t 1787) i Zakrzewskiego Władysława jako kasztelanów 
nakielskich. Ponie\vaż w tym czasie cała Krajna podlegała już 
rządom pruskim, należy przypuszczać, że Młodziejowski i Zakrze- 
wski nosili tylko dla tego tytuł kasztelanów nakielskich, iż zaj- 
mowali \v senacie krzesła dla tegoż urzędu przeznaczone. 


o STAROSTWIE I STAROSTACH NAKIELSKICH. 


Mówiąc o grodzie czołowym na Krajnie, trzeba było \vspom- 
nieć o grododzierżcy albo włódarzu, który \v grodzie czyli zamku 
jako pełnomocnik swego pana sprawował najwyższą władzę 
w wojsku, sądach i administracji. W miarę powstawania ludniej- 
szych osiedli nietylko przy grodzie, ale także w bliższej i dalszej 
okolicy, władza grodzierżcy czyli kasztelana rozszerzała się, kom- 
plikowała i \vymagała osobnego aparatu urzędniczego. Pod ko- 
niec ery piastowskiej nastąpiło rozłączenie spraw wojskowych 
od spraw sądowych i administracyjnych. Pierwsze wr
z z god- 
nością senatorską pozostały przy kasztelanach; dla drugIch utw
- 
rzono nowy urząd starostwem zwany. W Nakle była kasztelan]a; 
pod koniec czternastego wieku powstało też i starostwo. 
Starostwa były dwojakie: grodowe i niegrodo\v
. D? atry- 
bucyj starostwa grodowego należało czuwać nad bezpleczenstwem 
zamku królewskiego i całego powiatu, powściąga.ć gwałty, .karać 
kradzieże i rozboje. W tych obrębach władza Jego rozciągała 


1) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 172. 
2) Korytkowski. Arcybiskupi gnieźnieńscy, tom IV. str. 546. 
H) Skarbiec hist. polskiej przez Karola Sienkiewicza, Tom II. str. 255.
		

/krajna_i_naklo00142_0001.djvu

			Ol 


- f2 


się nietylko na chłopów i mieszczan, nie mających praw magdebur- 
skich, ale także i na szlachtę. Zatem poszło, że przy starostwach po- 
wstały sądy. Szczegółowy opis rozwoju sądownichv
 w dawnej 
Polsce wychodzi poza ramy niniejszej pracy. Starczy wspomnieć, 
że był czas, gdzie na zamku nakielskim sądził sam król naprzy- 
kład Władysław Łokietek 1), \vzględnie w zastępstwie króla spe- 
cjalnie do tego delegowany pełnomocnik 2), że tamże sądy 
spra\\Towali bądź to osobni sędziowie 3) (Sędziwój), zastępowani 
niekiedy przez podsędków') (Wojciech), bądź też kasztelanowie, 
że wreszcie w Nakle odbywały się sądy wiecowe 5) (colloquia) 
lnianowicie od czasó\v Przemysława Il. Za pano\vania K.azimierza 
Jagiellończyka ustały sądy kasztelańskie a nastały sądy starościń- 
skie (grodzkie) 6), do których należały cztery przestępstwa: zgwał- 
cenie, rozbój, pożoga i najazd. W tyn1 też czasie zaczęły działać 
sądy ziemskie 7), złożone z sędziego, podsędka i pisarza. Zasia- 
dały one w pe\vnych terminach, kadencjami zwanych; sądziły 
nietylko sprawy, ale przyjmowały także akta czyli czynności 
dobrej woli, a więc te same sprawy, które teraz załatwiają no- 
tarjusze czy rejenci. Dokumenty tego rodzaju czynności dobrej 
woli przechowy\vano \v aktach grodzkich 
). I gród nakielski po- 
siadał także akta grodzkie, które obecnie przechowują się w woje- 
wódzkiem archiwum w Poznaniu i tworzą bardzo \vażne źródło dla 
każdego badacza przeszłości dawniejszego powiatu nakielskiego. 
.. 
W miarę zozwoju rolnictwa dobra książęce i królewskie 
łączono po kilka folwarków \v takzwane klucze. W tych dobrach 
zatrzymanych stale na własność panującego, królowie i książęta 
mieli swoich namiestników czyli rządcó\v, których także starostami 
nazywano. Ponieważ nie mieli ani grodu ani \vładzy sądowej, 
przeto nosili nazwę starostów niegrodowych. Wzmiankowani 
niekiedy starosto\vie kan1ieński i złotowski należą do starostów 
niegrodowych na Krajnie. Należy ich uważać za pełnomocników 
8rcybiskupa \v Kamieniu i dziedziców klucza złotowskiego 
w Złotowie. Starostwa grodowe były z pochodzenia starsze 
i nadawały wyższą godność, podczas gdy starostwa niegrodo\ve 
pochodziły z czasów późniejszych i były dochodniejsze. 
Na sejmach postanowiono, że starostwa mają być wy- 
nagrodzeniem za zasługi względem kraju i zaczęto je nazywać 
chlebem dobrze zasłużonych 
). Zasada była doskonała, lecz 
ułomno
ć ludzka wnet ją zepsuła. Starostami zostawali często 
1) Kodeks dyplom. wlkp. II. nr. 1040. 
2) Tamże III. nr. 1500. 
8) Tamże II. nr. 997, 1002. 
4) Tamże II., nr. 1090. 
5) Tamże IV., nr. 2060, 20tH. 
6) Iudicia capitanealia. 
7) Iudicia terrestria. 
8) Acta castrensia. 
9) Panis bene merentium.
		

/krajna_i_naklo00143_0001.djvu

			127 - 


. .. 
niekoniecznie zasłużeni, ale z\vykle najmożniejsi lub '- wielcy 
krzykacze. Starosta z dóbr sobie oddanych obowiązany był 
płacić do skarbu część czwartą dochodu, czyli tak zwaną k\vartę, 
na utrzYlnanie \vojska Rzeczypospolitej. Pozatern. był 
 panem 
pra\vie dziedzicznYIn, gdyż po śmierci starosty \vdowa mogła 
dochody z starostwa zatrzymać \v dożywociu. Dla wykazania 
kwarty sporządzano bardzo szczegółowe i dokładne opisy starostw 
czyli tak zwane lustracje, a mianowicie w latach 1569, 1616, 
1660, 1765. Król Zygmunt III. podzielił wszystkie królewszczyzny 
na dwie kategorje, t. j. na starost\va do rozdawania, do których 
należało Nakło, i na ekonomje czyli dobra stołowe, przeznaczone 
na wyłączny dochód króla. Zastępcą starosty był podstarosta l) 
względnie surogat albo burgrabia. Wszyscy urzędnicy powiato\vi 
rekrutowali się wyłącznie ze szlachty. . 
Za czasó\v piastowskich starosta nie miał wpływu na gminy 
rządzące się prawem magdeburskiem. Wynika z tego, że miasto 
Nakło początkowo rząd£iło się i sądy spra\vowało niezależnie od 
starosty nakielskiego. Wójt i ławnicy a później burmistrz i ła- 
\vnicy sprawo\vali sądy nad mieszczanami. Wyroki ich można 
było zaskarżyć w sądzie asesorskim czyli kanclerskim, gdzie 
zasiadali asesorowie z kancelarji królewskiej i od stanów, a na- 
stępnie \v sądzie relacyjnynl, gdzie zasiadał król z senatorami 
i ministrami a spra\vę przedsta\viał reprendarz. Ponie\\Taż jednak 
mi
zczanie nie umieli przypilnować praw s\voich i dopuścili do 
tego, że \Vójtostwa przeszły w posiadanie króló\v wraz .z przy- 
wilejami \vójtÓ\V, miasta dostały się powoli pod \vładzę starostó\v. 
Taki też był przebieg ustosunkovvania się staroshva do samo- 
rządowych władz miejskich w Nakle. 
W roku 1578 na terenie po\viatu nakielskiego leżało 10 miast 2): 
Kamień, Krajenka, Łobżenica, Miasteczko, Mrocza, Nakło, Sępolno, 
Więcbork, Wysoka i Złotów. Pozatenl po\viat obejmował 41 parafji 
i 173 wsi; obie te liczby są przybliżone, gdyż \vsi było niewąt- 
pliwie daleko \vięcej, jak do\vodzą \vizytacje. kościelne. Podług 
obliczeń A. Pawińskiego 3) po\viat nakielski obej mował \v szesna- 
stem stuleciu 56 mil kwadratowych i był pod względem obszaru 
czwartym w rzędzie powiató\v wielkopolskich; - mniejszy od 
kaliskiego, był o sześć mil k\vadratowych większy od gnieźnień- 
skiego, graniczył od północy z wojewódzhvem pomorskietn, od 
zachodu 2. powiatem wałeckin
 i poznańskim, od połudn}a. z kcy
- 
skim, od wschodu z bydgoskIm. Pod względem admInIstracYJ- 
nym powiat nakielski, obejmujący całą Krajnę historyczną, sta- 
nowił pier\votnie osobną jednostkę administracyjną, za Jagiello
ów 
\vszedł w skład woje\\Tództwa kaliskiego i pozostał przy nIem 


.",- . 


1) Vicecapitaneus, surrogatus. 
2) Callier: powiat naldel
ld, str. I. 
S) Zr6dła dziejowe tom XII. Pol
ka XVL wicIn' pod względem geogra. 
ficzno-stnt} stycznym opisana przez Adolfa Pa\Viń
ldego. \Varszawa 1885.
		

/krajna_i_naklo00144_0001.djvu

			.. 


- 
 - 


( 


a
 do rozbiorów, chociai niektórzy miasto I(amień po roku 1768 
zaliczają błędnie do nowo uhvorzonego \voje\vództwa gnieźnień- 
skiego 1). Prócz lasó\v, jezior i rzek należały do królewszczyzn 
następujące wsie: Brody (Brodna), Karnowo, Olszewka, Sadki, 
Skórka (Schoenfelde), Trzecie\vnica (Hohenberg), Polichno, 
i Zelgniew. W roku 1661 uposażenie starosty nakielskiego- 
tworzyły następujące królewszczyzny: majętność Nakło i wój- 
tostwo tamże, Olszewka, Sadki, Lubaszcz z lasem \v Rozwarzynie, 
Karnowo, Cietrzewnica, Polichno, oraz młyny w NaTde, Rudkach 
i Bielawach. Dochód z nazwanych posiadłości ustalono wtenczas 
na 643 zł groszy 29. 2 ) W aktach kościoła nakielskiego przechował 
się odpis protokółu lustracyjnego z roku .l.fifil.-który przytaczam 
jako niezmiernie ciekawy dokulnent, rzucający jaskra\ve światło 
na ",iasto Nakło i najbliższą okolicę. 
Actum in castro naclensi feria sexta in crastino festi sanctae 
Mariae Magdalenae anno Domini millesimo sexcentesimo octua- 
gesimo tertio. Ad officium actaque praesentia capitanealia ca- 
strensia naclensia personaliter veniens nobilis Lucas Antonius 
duorum nominum Iwanowski nomine generosi Francisci Bie- 
niecki camerarii terrestris radomiensis obtulit ad acticandum et 
actis hisce ingrosandum lustrationem authenticam tam capitane- 
atus naclensis quam et advocatiae ex libris lustrationum palati- 
natits calisiensis in thesauro Regni existentibus depromptam 
manuque generosi Casimiri Kowalkowski, subdapiferi dobrinensis, 
notarii thesauri Regni subscriptam, sanam, salvam et illaesam 
omnique suspitionis nota carenten1, de eo ut sequitur tenore: 
W Województwie Kaliskiem starostwo' nakielskie. 
Tego starostwa jest posesorem Imć Pan Korzbok-Łącki, sta- 
rosta nakielski, et hoc vigore privilegii piae memoriae oHm Sacrae 
Majestatis Vladislai quarti de data Leponi die vigesima quinta 
mensis Maii anno Domini 1639 post mortern generosi Smogulecki, 
anterioris eiusdem loci capitanei, gratiose a sacra regia Majestate 
supra eundem capitaneatum cum villis eodem spectantibus, tum 
et alterius privilegii super advocatiam naclensem przez tego
 
. świętej pamięci króla Jegomościa Władysława cz\vartego sub 
eodem actu et die ut supra Leponi collati. Vigore quorum privi- 
legiorum acceptatam intromissionem pokazał ex actis castrensibus 
bydgostiensibus de actu feria quinta post dominicam lnvocavit 
quadragesimalem (1. 111.) anno domini 1640. Sam Imć pan sta- 
rosta tu nie rezyduje dla spalonego zamku, który funditus przez 
Szwedów ogniem zrujnowany; tylko mury \vypalone stoją bez 
nakrycia. 


1 
l 


Miasto Nakło. 
To miasteczko funditus przez Szwedów spalone i wszystkie 
budynki folwarkowe do zamku należące ogniem są oraz do 


1) Baliński. Starożytna Polska 1., str. 198. 
2) Rutsch Chronik 
 Beschreibung von Nake), str. 76. 


l 


. ')
		

/krajna_i_naklo00145_0001.djvu

			-- 129 


szczętu znIeSione. Prawa żadnego nie pokazali mieszczanie 
twierdząc, iż im podczas ognia wszystkie pogorzały. Bywało 
osiadłości \v tern miasteczku według opisania przeszłych lustracji 
in numero 186; teraz zaś po spaleniu poczęli się mieszczankowie 
budować i ad praesens jest osiadłych w małych domkach 
i chatkach mieszkających numero 34. Zydowskich domów by- 
wało antiquitus numero 21 i bóżnica jedna; teraz żadnego niernasz. 
Pokazano od Imć pana starosty iuramentun1 in iudiciis castrensibus 
posnaniensibus causarum officii de actu feria secunda post festum 
Sancti Martini Pontificis (18. XI.) in anno 1658 przez 
amegoż 
Imć pana Jana Korzboka starostę nakielskiego respectu solutionis 
triennalis quartae praestitum. Pokazano ł także dekret ex actis 
castrensibus radomiensibus in iudiciis tribunalis radomiensibus 
de actu feria secunda in crastino festi conceptionis Beatissimae 
Mariae Virginis (9. XII.) codem anno 1658 ex instantia instigatoris 
Regni tum ex dilatatione thesauri ab una ad eundem generosum 
capitaneum naclensem respectu persolutionis quartae triennalis 
ferowany. Nadto ukazali ex actis castrensibus naclensibus ob- 
dukcją desolationis przez \voźnego i szlachtę villarum ad eundem 
capitaneatum spectantium per miiites exercitus lmperatoris illatae 
de actu feria sexta post festum conceptionis Beatisin1ae 1V\ariae 
Virginis (12. XII.) in anno 1659 uczynioną, którą to obdukcję 
poddani ze \vsió\v iuran1ento corporali con1probarunt. Pokazali 
także mieszczanie tniasteczka tego iurament przez tnieszczany 
coram actis castrensibus l1acIensibus super desolationeln oppidi 
eiusdem de actu feria tertia post dominicam Palmarun1 (23. IV.) 
anno Domini 1660 uczyniony. Czynszu płacą ś\viątecznego 
z domu po groszy 2, facit florenó\v 2 groszy 8. Ci mieszczanie 
mieli pod sobą osiadłych \vłók nUlnero trzydzieści cztery; teraz 
tylko nun1ero sześć i to potrosze tylko roli pozasie\vali. _.Da\\TaĆ 
powinni byli z \\Tłóki jednej po d\V3naście \vierteli pszenicy, 
O\\Tsa similiter po d\vanaście \vierteli. Mając słuszny respekt na 
tako\vą ich \vielką dezolacją i że tych włók niecałych ob 
defectum sieją,tedy naznaczamy, aby po sześć \vierteli ps
e
icy, 
owsa similiter do zan1ku quodannis odda\vali dotąd, pakl ad 
pristinum statum nie przyjdą. Przychodzi tedy z tych numero 
sześć pszenicy sepnej wierteli numero trzydzieści sześć per flo- 
renum unum czyni fI. 36; o\ysa similiter \\Tierteli numero 36, po 
jedenaście groszy, czyni U. 13 gr. 24. Z ról w Gaju \vykopanych, 
których potrosze zasie\vają, płacą na rok do za
ku. f L 
? gr. 12; 
Item z ról na lniejskitn bOI u \vykopanych pO\V
nnl. bY
l . da\vac 
kapłonó\\T per duodeceln; te
az p
nie\:aż tych. roI nl
 SI
Ją, te
y 
ich \\T pro\\Tent nie wy\vodzlmy l lnleszczan
e pł.ac
ć Ich 
l
 
powinni. Bór miejski, na . któryn1 .lnie
zczanle. nu ell . przywileJ 
S\vój osobny, także super hberanI plscat
onem ln.._ flUVIO Noteć! 
a iż ten przy\vilej z innetni przY\Vilejalnl zg..orzał, 
a co ĘOtO\:Tl 
byli iural11entUtn praestare, jednakże t
n bor et lIbera. plscaho 
in actu lustrationis anni 1629 jest opisany, przy tymze borze 
· 9
		

/krajna_i_naklo00146_0001.djvu

			-- .1vV - 



 cale ich zacho\vujemy. Z ogrodó\v nad Sleską, z Kalugi i Rudnicy 
dawali antiquitus na rok po fł. 28 gr. 7. Teraz tylko ledwie 
trzecią część tych ogrodów zasiewają. Zaczem ordynujemy, aby 
z nich ad praesens annuatim płacili fI. 10. Miary słodowe, co 
l11ieszczanie powinni byli dawać od dziewięci ćwiercień po trzy 
wiertele słodu wymiaru, teraz dla wielkiego zniszczenia tego 
miasteczka, ponieważ tak wielkich słodów nie zalewają, lecz 
tylko po sześć ć\viercień, da\vać powinni po dwa wiertela słodu, 
którego podług dostatecznej ink\vizycji i regestró\v czopowych 
konfrontacji i weryfikacji dosta\va się na rok citra vel ultra 
wierteli numero 48 po fi. 1, facił fI. 48. 
Cło zamko\ve. Cło, które teraz trzyma sławetny Jwanek 
mieszczanin nakielski za kontraktem z Imć panem starostą na- 
kielskim postanowionym, dawa harendy rocznej z niego fł. 180. 
Jarmarki. Twierdzili mieszczanie, iż mieli przy\vileje na jar- 
marki, od króló\v Imció\v onym nadane. Lecz im przy innych pra- 
\vach pogorzały, co chcieli juramentern komprobować. Pierwszy 
jarmark na dzień Nowego lata, drugi na Gromnicę, trzeci na 
czwartek po Białej niedzieli, czwarty na Nawiedzenie N. M. P., 
piąty na Ś\v. Bartłomiej, szósty na św. Jadwigę, w które miesz- 
czanie eksakcje jarmarczne \vybierać pro necessitatibus eiusdem 
oppidi po\vinni; które to jarmarki in actu supra 
cripto lustrati- 
onis anno Domini 1629 są konnotowane. Tedy ich przy nich 
zachowujemy. 
Cech szewski. Pokazali konfirmacją króla Imć Władysława 
czwartego ordynacji cechu ich między sobą dla porządku nale- 
żytego postano\vionej de data Varsaviae vigesima Januarii anno 
Domini 1641 nadaną, przy którym porządku onych cale za- 
cho\vujen1Y. Było antiquitus sze\\Tców numero 8; teraz tylko 
numero 4. Po\vinni płacić według dawnych zwyczajów i opisania 
przeszłych lustracji każdy z osoby swej po groszy 16, facił 
fł. 2 gr. 4. Twierdzili także, że inne cechy mieli także ordynacj e 
cechów swoich przywilejami królów Imció\v zatwierdzone jako 
piwowarski, rybacki, kra\\Tiecki, . - które także przez ogień są 
spalone, i na to przysiąc gotowi byli. Iż nam to constat ex 
inquisitione, przy tychże ordynacjach, z\vyczajach i innych kon- 
firmacjach onych cale zachowujemy. 
Rybacy. Bywało przedtem rybaków numero trzy, a teraz 
tylko jeden. Płacili quondam po fi. 14 gr. 15 każdy na rok. 
Teraźniejszy zaś rybak podług niniejszego spustoszenia po\vinien 
będzie płacić annuatim po fI. 10; który to czynsz fi. 10 na rok 
zapłaciwszy, już żadnych innych obroków dawać zamkowi nie 
powinien będzie i zamek się ich też upominać niema, \vyjąwszy 
to, jeźliby ich więcej Jllogło być; tedy od nich wolne oDrokó\\F 
postano\vienie penes arcem in posterum zastawać ma. 
Wójtostwo na \vłókach 4 zasiadło i młyn ma rzeczny Bie- 
lawy cum piscina circa idem molendinum. Tego wójtost\va jest
		

/krajna_i_naklo00147_0001.djvu

			- 131 - 


poses
rem I

 p
n starosta naki.elski. Za osobnym przy\vilejem, 
Jako SH
 wyze] opisał, młyn na Bielawach ab antiquo do wójtostwa 
należący. Do tegoż wójtoshva należy ten młyn na Bielawach, 
lecz spalony przez Szwedy i pusto stoi, z którego dawano 
przedtem paktu żyta ć\viertni numero 40 miary bydgoskiej. 
Praco\vity Walenty Więcborski za okupnem prawem jest tego 
młyna albo raczej tylko pustego placu dziedzicem, który ponie- 
waż się circa modernam lustrationeln submitto\vał proprio sumptu 
et impensis wystawić, tedy bacząc to być cum maiori Reipublicae 
także i Imć pana starosty commodo et proventu, ten młyn 
poz\\Talamy mu de novo zbudować. Respectu tego, który będzie 
musiał koszt łożyć na wystawienie jego, a data praesentium 
computando powagą naszą Iustratorską od płacenia wyżej mia- 
nowanego paktu ć\viertni 40 do czterech lat po sobie idących 
onego uwalniamy. Po \vejściu zaś tych lat nizej opisany pakt 
do zamku cale płacić będzie powinien. 
Młyny. Młyn pod miastem na rzece Noteci; był o dwuch 
kołach; teraz cale przez ogień zniesiony. Da\vano z niego żyta 
ć\viercień numero 30. Teraz pusto stoi. Drugi młyn na tejże 
rzece ex antiquo pusto stał a teraz spalony. Trzeci młyn rudzki 
rzeczny pod Gajem, z drugiej strony Nakła leżący, przez Sz\vedów' 
spalony, który młyn uczchvy Michał KoUewski prawem okupnem 
trzymał per ius od przeszłego antecesora dzierża\vcy tegoż młyna 
acq uisitum. Oś\viadczał się tenże I(otlewski, iż na ten młyn 
miał pra\va i przywileje, któremi sumy oryginalnej przyznane 
ll1U było tak za samo kupno jako i przybudynek złotych polskich 
600; lecz lnu sub tempus incendii wszystkie pra,va i dokulnenta 
pogorzały, co iuramento corporali gotów był cOlnprobare. Zaczem 
go przy tychże prawach et circa praefatUl11 eiusdem molendini 
fundum ac aliis agris, emolumentis et attinentiis konserwujelny ; 
z którego młyna przed spaleniem do zal11ku nakielskiego da\vał 
paktu żyta miary bydgoskiej ćwiercień numero 60, pszenicy 
similiter miary tako\vejże \vierteli numero 12, a wieprzów po\vinien 
był na rok ukarmić d\vuch. Ten młyn ponieważ do szczętu spa- 
lony i tylko ledwie miejsce znać, kędy by\vał, a przeznaczony 
młynarz submittował się, iż na temże miejscu chce inny proprio 
sumptu et itnpensis zbudować, u\vaży\vszy tedy teraźniejszych 
ścisłość czasów i jego ochotę w przynluażaniu prowentów po- 
mienionych z tego młyna Rzeczypospolitej i Imć panu staroście, 
które in futurunl oddawać będą pow'inne, i słuszny mając na 
tako\ve koszty jego respekt, które, de novo ten Inłyn budując, 
łożyć będzie musiał, chcąc i innych do podobnej 'v budowaniu 
spalonych nlłynó\\Y ochoty pobudzić, powagą naszą lustratorską 
a data praesentium cOlllputando do lat trzech po sobie idących 
od płacenia pomienionego paktu onego cum successoribus ipsius 
uwalniamy; po których trzech latach \vyjściu ten zupełny pakt 
do zamku odda\vać będzie powinien. 


9*
		

/krajna_i_naklo00148_0001.djvu

			-- 132 - 


Pod\vodne pieniądze. Na podwodne pieniądze, które in 
simplo płacą annuatim do Skarbu Jego Królewskiej Mości na 
pocztę złotych 3 groszy 20, kwitów żadnych nie pokazali, które 
twierdzą, iż im przy innych prawach pogorzały. 
Koronacyjne pieniądze. O tych dali sprawę, iż ich nigdy 
nie płacili. 
Wóz \\Tojenny. Tego także nie z\vykli wypra\vo\\TaĆ, tylko 
wybrańca jednego, na którego przy miejskich gruntach jest ab 
antiquo wydzielona rola, lecz teraz od \vielu lat pusto leży: 
Żydzi. Żydów ani Szkotó\v, którzy przedtem bywali, teraz 
żadnego niernasz. Za \vzniesieniem do nas przez mieszczanków 
gorącej instancji vvzględem niewiernych żydów, in quantum by 
się w tern miasteczku in successu temporis fundować i sado\vić 
chcieli, ordynujeJny, aby im nie w tej ulicy, kędy swoje domy 
i rezydencje ante exortum sueticum bellu m i spaleniem tego 
n1iasta mie\vali, lecz ex iustissimis rationibus idque propter reve- 
Tentiam maiorem Divini Cultus inne place, lecz żeby to z ich 
ukrzywdzenieITI niebyło, na innym miejskim gruncie iuxta illoruln 
anteriores possesiones mieszkania aby \vymierzyli: którzy jednak 
tylko handle im z\vyczajne odprawo wać powinni będą, nic 
chrześcijanom w ich kupiect\\1'ach polskich, osobliwie w prasoI- 
stwie (?) i szynkowaniu śledzi żadnego praeiudiciuJll i przeszkody 
czynić nie powinni. 


Wsi do tego starost\va należące. 
\V i e ś O l s z o \v k a o granicę z Nakłem. Bywało antiquitus 
w tej wsi kmieci na półwłóczkach siedzących numero 10; teraz 
ich tylko numero 3. Płacą czynszu na rok: po groszy 22, facit 
fI. 2 gr. 6; - po dwu kapłonów - przychodzi numero 6 po 
gr. 8, facił zł. 1 groszy 18, - jajec po 30 kop numero półtora 
po gr. 10, facit gr. 15. Chałupników numero 4; czynszu żadnego 
nie płacą, tylko robociznę według dawnego zwyczaju odprawują. 
I(tniecie także robić podług opisania przeszłych lustracji powinni. 
Crescentia folwarkowa exclusa decima et aliis excludendis. 
Żyta kop 20, plon 4, wymłot 80, wysie\v 30, \vychó\v 25, reszta 
25, taksa po groszy 23, facit fI. 19 gr. 5. Pszenicy kop numero 
6, plon 3, \vymłot 18, wysie\v 5, \vychó\v 3, reszta 10, po fł. 1, 
facit fI. 10. Jęczmienia kop 12, plon 4, wymłot 48, \vysie\v 14, 
wychów 6, reszta 28, taksa po groszy 23, facił fi. 21 gr. 24. O\vsa 
kop 6, plon 6, \vymłot 36, wysiew 12, wychów 10, reszta 14, 
taksa po 11 gr., facił fJ. 3 gr. 11. Tatarki kop 2, plon 3, wy- 
młot 6, wysiew półtora, wychów d\va, reszta półtrzecia, taksa 
po gr. 23, facił fI. 1 gr. 28. Siana wozów 50, wychów 20, reszta 
30, taksa per. fI. unum, facił fI. 30.
		

/krajna_i_naklo00149_0001.djvu

			133 -. 


W i e ś S a d k i. Ta wieś zasiadła na włókach numero 24 ; 
bywało kmieci włócznych antiquitus numero 24; teraz po wojnie 
szwedzkiej tylko jest numero 7 poddanych, których teraźniejszy 
hnć pan starosta dopiero \v przeszłym roku sprzężajem swym 
własnym założył Czynszu płacą na rok po H. 1 gr. 10, facit 
fI. 9 gr. 10; kapłonów po dwóch dawają, - prowent kapłonów 14 
po gr. 8, facit fł. 3 gr. 22; jajec po numero 30, prowent kop 
półczwarty, po gr. 10 facit fł. 1 gr. 5. Z pewnych no\vin, które 
poddani zasiewają, kopczyzny dostawa się annuatim, którą 
na pieniądze redukujemy citra vel ultra fI. 10. Robociznę powinni 
odprawować podług dawnych zwyczajó\\' i opisania przeszłych 
lustracji. Płocieunik jest l, którego przy dawnym czynszu za- 
Cho\Vujen1Y, który na rok powinien płacić po fł. 30; zaciągu po- 
winien podczas żniwa na rok 12 dni odprawo\vać i do strzyżenia 
owiec usługować. Kaczmarz jest 1, który ex antiquo czynszo\vał, 
lecz go na kmiecia obrócono. Chałupników numero 3 czynszu 
nie płacą, tylko robociznę odprawo\vać po\vinni. Crescentia 
folwarkowa exclusis excludendis: żyta kop 20, plon 4, \vymłot 
80, wysie\v 30, wychów 25, reszta 25, taksa po gr. 23, facit 
fł. 19 gr. 5; pszenicy kop 4, plon 3, \vymłot 12, wysie\\' 4, \vy- 
chów 2, reszta 6, taksa po h. 1, facit fi. 6; jęczmienia kop 12, 
plon 4, wymłot 48, \vysie\v 14, \vychów 6, reszta 28, taksa po 
gr. 23, facił fI. 21 gr. 14; o\vsa kop 6, plon 6, \vymłot 36, \vysie\v 
12, wychó\v 10, reszta 14, taksa per gr. 12, facit fI. 3 (?) gr. 11 ; 
grochu kop 2, plon 2, wymłot 4, wysie\v 1, \vychó\v 1, reszta 2, 
taksa per fł. 1 gr. 6, facił fł. 2 gr. 12. Siana \VOZÓW 50, wychów 
20, reszta 30, taksa per fł. 1, facit 30. Młyn zagajewski o d\vuch 
kołach lnącznych walnych by\vał na rzece z jezior bieżącej; da- 
\vano z niego antiquitus łaszt paktu ll1iary bydgoskiej; teraz dla 
spustoszenia ponie\vaż tylko jedno ma koło i to nieustawicznie 
miele, dlatego postanaw'iamy z niego paktu żyta ć\viercień numero 
20, po fł. 3 gr. 2, facił 61 gr. 10, - wieprzów karmnych na rok 
2 per fI. 6, facit 12 f L 
W i e ś L u b a s z c z cunI silva ozwarzyn. Podług opisania 
przeszłych lustracji \V tej \viosce by\vał antiquitus rataj jeden 
i zagrodnik a trzecia chałupa pusta. Zadnej ad praesens osiadłości 
niernasz i wszystkie grunta pusto odłogami leżą. Circa eiusdem 
villae lustrationem generosus Rudolphus Węgorzewski nomine 
Magnifici Andreae de Osowasień Oso\vski capitanei \vschoviensis 
protestatus est solemniter ex eo, quia eadem villa Lubaszcz cum aHa 
viUa Rozwarzyn nescitur, qua ratione est avulsa a capitaneatu 
wschoviet.1si: proinde iteruln atque iterum de nullitate possesionis 
praedictarum viUarum modernorum possesorunl reprotestante 
nobili Hiacyntho Łosiatiński nomine Magnifici Capitanei Naclensis 
respectu bonorum in possesione eiusdem ad praesens existen- 
tium de nullitate superius iUatae protestationis ac de legitima 
possesione eiusdem Magnifici Capitanei iuxta privilegium suum 
vigoreque illius in bonis hisce hucusque continuata, ratione quorum 


}
		

/krajna_i_naklo00150_0001.djvu

			l 


", 


- 134 


nulla unquam nec ipsi magnifico capitaneo nec antecessoribus 
eius mota est actio. 
\V i e ś I( a r n o w o. Bywało \v tej wsi kmieci numero 6, 
teraz tylko jeden; czynszu daje annuatinl gr. 22, kapłonów nu- 
mero 2 po gr. 8, facit gr. 16; jajec po 30, facił gr. 5; robocizny 
odprawuje d\va dni w tydzień swoim własnym sprzężajem. 
Folwark przy tej wsi by\vał. Ten folwark podczas wojny spu- 
stoszał i ad praesens spustoszony stoi i grunta wszystkie odło- 
giem leżą. 
\V i e ś C i e t r z e w n i c a. Bywało w tej wsi antiquitus kmieci 
osiadłych numero 16; teraz dla spustoszenia tylko jest ich numero 5. 
Płacą czynszu na rok po gr. 22, facit fI. trzy gr. 20, -- kapłonów 
po dwu ch, provenit nunlero 10 - fI. 2 gr. 20, - jajec po 60, kop 
numero 5, po gr. 10, facit fi. 1 gr 20. Młyn bywał, lecz od \vielu 
lat zgorzały pusto grunt leży. Folwark w tej wsi był także, który 
teraźniejszy Imć pan starosta wielkim kosztem wystawił był; 
lecz wszystkie budynki tak samego dworu jako też folwarczne 
gmachy, obory, stodoły, owczarnie przez Sz\vedów są ogniem 
zniesione i teraz led\vo znać, kędy ten folwark bywał. 
W i e ś P o l i k n o. W tej wsi bywało kmieci numero 4, 
teraz żadnego niernasz, tylko zagrodnikó\v numero 4. Płacą 
czynszu po gr. 22, facił fł. 2 gr. 28, - kapłonów po dwuch, pro- 
venit numero 8, facit fI. 2 gr. 4, - jajec po' 30, kop numero 2, 
facił gr. 20; sprzążaju zupełnego nie nlają,
 tylko po jednym 
własnym wole i gdy robociznę dworowi odpra\vują, sprzęgać się 
dwaj muszą. Folwark ab immemorabili tempore spustoszał, 
grunta wszystkie puste ichrostarni różnenIi pozarastałe leżą. 
Sumlna summarum \vszystkich dochodów starostwa nakiel- 
skiego wynosi fI. 643 gr. 29, - a to oprócz dwuch młynów, które się 
niżej opisują. Z tej sumy na pana podstarościego, pisarza pro- 
wentowego i czeladź folwarkową universaliter salariorum annuatim 
deducuntur fł. 143 gr. 29. Restat suma fi 500, od której przy-' 
chodzi kwarty sim plo fI. 100; utriusque quartae novae et veteris 
efficit fI. 200, którą do skarbu Rzeczypospolitej na każde Swiątki 
w Rawie iuxta -praescriptum legum publicarum płacić nakazujemy. 
Reszta zaś podług kwitu przeszłorocznego kwarcianego ex moderna 
taxa inferetur. Ażeśmy dla przymnożenia prowentów publicz- 
nych ile z dóbr przez wojnę szwedzką opustoszonych jako się 
wyżej opisało, dwuch młynarzów, którzy się po spaleniu szwedz- 
kiem młyny budować swoim własnym kosztem na tychże zgo- 
rzałych i pustych placach submittowali, do lat trzech po sobie 
idących od płacenia paktu. z nich ab antiquo płacić powinnego 
uwolnili, tedy dopiero na S\viątki w roku da Bóg przyszłym 1665 
maior q uota kwarty respektem tego paktu, którego od tych 
obudwuch młynarzó\v annuatim żyta miary bydgoskiej ćwiercień 
100 pszenicy wierteli 12 a wieprzó\v dwuch proveniet, do skarbu 
Rzeczypospolitej płacić będzie quodannis należącą, którą Ichmowie
		

/krajna_i_naklo00151_0001.djvu

			!t)i) 


panowie deputaci rawscy cum officialibus thesauri iuxta moder- 
nam annonae nostram lustrationem taxam ordinabunt. 
Ex libris lustrationum palatinatus calisiensis anni 1661 in 
thesauro Regni existentibus extractum et datum Varsaviae die 
octava mensis Julii anno Domini 1683. 


* 


* 


* 


Wyliczając starostów po\viatu nakielskiego, niektórzy pisarzel) 
kładą na pierwsze m miejscu Henryka czyli Hendryka, który około 
roku 1329 zarządzać miał ziemią nakielską. Niewątpliwie jest to 
ten sam Henryk, który pod koniec Łokietkowego panowania 
władał grodem nakielskim i srodze zaciążył nad Krzyżakami po 
Krajnie i Wielkopolsce plądrującymi. Należy go \vięc zaliczyć 
do grona kasztelanów nakielskich. Nie\vątpliwie tego właśnie 
Henryka dotyczy wiadomość podawana przez źródła pruskie, 
że uprawiał rozbój i \v okolicy dzisiejszej Trzeciewnicy łupił 
kupców toruńskich. Gdy pokrzy\vdzeni kupcy z Torunia zbrojno 
przyszli upominać się o zwrot zabranego mienia, dostali krwawą 
odprawę w pobliżu dzisiejszej cukrowni 2). 
Przywilej wydany w roku 1380 na rzecz klasztoru łekiń- 
skieg0 3 ), który mocą tegoż przywileju wszedł w posiadanie wsi 
Swinarzewo pod Mroczą położonej, do\vodzi, że staroshvo nakiel- 
skie było w tym czasie przy Sędzhvoju z Szubina, naonczas 
staroście krakowskim. Około roku 1389 \vspominany Ekard 4:), 
może dworzanin Władysława Opolczyka, nie wiedzieć, czy Krajnę 
wogóle kiedykolwiek oglądał. Układ zawarty w Nakle dnia 
24 czerwca roku 1391 pomiędzy opatem bysze\vskim a bliżej 
nieznanym Wawrzyńcem Proszątko\viczem ó) \vpro\vadza na wi- 
downię dziejową pierwszego rzeczywistego starost
 nakielskiego 
w osobie Czesława Bonina, dziedzica na Jeleńcu. Po nim na- 
kielski urząd starościński przeszedł na możno\vładczą rodzinę ł..o 
Donaborskich i pozostawał przy niej przez zgórą pół \vieku. 
Maciej Donaborski, dziedziczny pan na Donaborzu (pod Gryle- 
\vem na Pałukach), Złotowie, Krajence i Wąsoszu, herbu Topór 
albo Starz a, był starostą nakielskim około 1410 roku. W dziewięć 
lat później Maciej Donaborski został kasztelanem nakielskim, 
starostwo zaś przypadło Andrzejowi Donaborskiemu, który już 
w roku 1431 pisze się wojewodą kaliskim. Po nim urzędował 
w Nakle w charakterze starosty Wincenty Ostroróg od 1454 do 
1457 roku 6 ). Około 1457 urząd ten dzierżył znany nam Włodko 
1) Goerke. Der Kreis Flatow, str. 174. - Rutsch. Chronik \Ind 
Beschreibung von Nakel. 

) Rutsch str. 11. 
8) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1780. 
4) Goerke str. 174. 
5) Kodeks dypl. wlkp. III. nr. 1909. 
6) Roczniki Tow. Przyj. Nauk. tom XVIII., str. 115.
		

/krajna_i_naklo00152_0001.djvu

			Donaborski. Postarawszy się także o kasztelanię nakielską, 
Włodko stał się potęgą, z którą liczyli się i Krzyżacy i stany 
Królestwa Polskiego. Rutsch wspomina, oparty na źródłach po- 
morskich, że nliasta Frydląd i Hamersztyn \vyłamały się \v tym 
czasie 
 pod tyrailskiej władzy Nakła, a poddały się królowi 
polskienlu. Wskazy\vałoby to na ambitną machinację Włodka, 
o której mo\va na innem miejscu. Po tragicznej śmierci tego 
królika kraińskiego (został ścięty \v I(aliszu 14. 5. 1467) starostwo 
nakielskie otrzymał Jan Górski. Pod koniec piętnastego stulecia 
powiatem nakielskim zarządzał znowuż członek rodziny Dona- 
borskich, imieniem Jan z przydomkiem starszy, będący równo- 
cześnie kasztelanem w Rogoźnie. \V roku 1554 staroshvo na- 
kielskie było przy Andrzeju Małachowskim dziedzicu na I(onarach. 
Około 1558 można rodzina Grudzińskich w osobie Macieja 
z Grudna Grudzińskiego herbu Grzymała weszła w posiadanie 
starostwa nakielskiego. Po nim objął urząd ten spo\vinowacony 
z Grudzińskimi Stauisła\v Kościelecki, który w roku 1573 pro- 
\vadził kr\vawe spory z Stanisła\vem hr. Górką, naonczas starostą 
w Ujściu. Za jego urzędo\vania Krajna została nawiedziona 
straszną klęską żywiołową l). Roku 1574 w nocy z 23 na 24 
sierpnia "nadciągnęła z zachodu straszna na\vałnica z deszczem 
i gradem, zrównała mnóstwo budo\vli z ziemią, powy\\rracała 
Z korzeniami ogrolnne drzewa, pozabijała w wielu miejscach 
ludzi i bydło, zniszczyła resztki zboża niezżętego i takiego strachu 
naba\viła, że sądzono, iż już nastał dzień ostateczny. W innych 
stronach Polski i w Warszawie nic podobnego nie zaszło." 
Stanisła\v Kościelecki zaży\vał znacznego poważania. wśród 
szlachty wielkopolskiej, która na zjeździe odbytytTI \v Srodzie 
dn. 2 marca 1572 wyznaczyła go do grona rotmistrzów, mających 
zaciągać wojsko na czas bezkrólewia 2). Jemu też polecono zająć 
miasto Mroczę, przynależne do rodziny Kostkó\v, a to \\T odwecie 
za krzywdy \vyrządzone przez tychże I(ostków 3 ) Pierśnickiemu 
i Przyjemskiernu, obywatelom wielkopolskim, posiadającym ma- 
jątki w Prusach królewskich. Rodzina Kościeleckich utrzymała 
się przy starostwie nakielskiem aż do końca szesnastego wieku, 
gdyż z nakielskish ksiąg grodzkich 4) wynika, że około 1588 
starostą w Nakle był Krzysztof z Kościelca Kościelecki. 
Z początkiem siedmnastego stulecia starostwo nakielskie 
dostało się Smoguleckim ze Smogulca herbu Grzymała. Około 
roku 1613 Marcin Franciszek Smogulecki zarządzał po\viatem 
kraińskim. N astępca jego Mikołaj Snl0gulecki 5), ze starosty 
nakielskieg o zostawszy jezuitą, udał się \v charakterze misjonarza 
1) OrzeIski. Dzieje Pol
ki, tom II., str. 14. 
2) Tamże tom. I., str. 257. 
9) Tamże str. 58. 
4) Fontes XII., str. 529 i 557. 
5) Pamiętniki p. Kamertona, str. 249 dopisek.
		

/krajna_i_naklo00153_0001.djvu

			do Indyj i Chin w roku 1639 i zakończył życie \v Makao około 
1646 roku. W pier\\Tszej połowie siedmnastego stulecia staro- 
stwem nakielskiem zarządzał Jakób z Smogulca Smogulecki 
widocznie następca Mikołaja Smoguleckiego ; w roku 1653 JakÓb 
Smogulecki już nie żył l), a dochody ze staroshva pobierała po- 
nim wdowa - ; urząd był przy Janie Korzbok-Łąckim 2). 
Z początkiem ośmnastego stulecia staroshvo nakielskie prze.. 
szło w ręce Bniński których Stanisław' z Snina Bniński 
około roku 1717, zaś Albert Bnińskich około 1736 zarządzali 
ziemią kraińską. Możnowładcza i na I(rajnie bogato uposażona 
rodzina Działyńskich herbu Okończyk dostarczyła Bnińskim na- 
stępcy na staroshvie nakielskiem \v osobie Augustyna z Działyna 
Działyńskiego, który około 1737 władał powiatem nakielskim. 
Następcą jego był Jakób Działyński, jak wynika z akt kościoła 
sadkowskiego, który powinien był być budowany przez tego 
starostę z racji posiadania królewszczyzny w Sadkach. Andrzej 
Małachowski dzierżył jako przedostatni, zaś Kacper Rogaliński 
jako ostatni starosta rządy w po\viecie nakielskim czyli kraińskim 
za czasów przynależności tej ziemi do dawnej Rzeczypospolitej 
polskiej. Rogaliński jeszcze przed \vyborem Stanisła\va Ponia- 
towskiego 3) okazał dużo zlnysłu politycznego, przeczuwając 
zwycięstwo stronnictwa Czartoryskich. 


o PROBOSTWIE l PROBOSZCZACH NAKIELSKICH. 
Kościół Ś\v. Wa\vrzyńca \v Nakie był nie\vątplhvie nieźle 
uposażony już przez sanlych fundatorów. Bolesła\\T Krzy\vousty 
zdaje się zwiększył uposażenie jego \\T do\vód \vdzięczności za 
zwycięstwo odniesione pod Nakłem \\9 dzień Ś\v. Wawrzyńca. 
Taki bowiem był zwyczaj u króló\v i książąt \v one czasy, 
a niema pO\\Todu przypuszczać, że Bolesła\\T Krzywousty, który 
dla rozszerzenia chrześcijal1shva duże podejlTIował ofiary, po 
bihvie nakielskiej postąpił inaczej. W każdym razie Nakło da- 
\vało kościoło\vi tak znaczne dochody, że było źródłem utrzymania 
dla jednego z członkó\v metropolitalnej kapituły gnieźnieńskiej, 
przy której aż do t 354 istniał osobny kanonikat fundi Nakło. 
O losach tegoż kanonikatu i jego źródle dochodó\v była mowa 
\v rozdziale traktującym o stosunkach kościelnych, narodo\\Toś- 
ciowych i gospodarczych w czasie \vojen z Krzyżakami. 
Niezależnie od prebendy gnieźnieńskiej fundi Nakło kościoł 
parafjalny \\9 Nakle posiadał naj\vidoczniej \vłasne role i grunta, 
oraz dziesięciny składające się na uposażenie służbo\\Te ducho- 
\\Tieńshva r ezydującego na miejscu. Utartym z\vyczajem kościół 
l) Visitatio Trebnitiana - Fontes XII., str. 559. 
2) Rutsch, 
tr. 14. 
8) Szujsld. Dzieje Polski IV. str. 3S0.
		

/krajna_i_naklo00154_0001.djvu

			l
O 


parfycypo\vał pewnie także \v podziale gruntów oddanych w roku 
1299 Piotrowi Dusden na cele kolonizacyjne. 
Wizytacja ks. kanonika Trzebnica z roku 1653 stwierdza, 
iż uposażenie proboszcza nakielskiego stanowią orne łany dwa 
w każdem polu, cztery łąki na błotach noteckich, kilka ogrodów, 
kilka niezabudowanych placów, dom na przedmieściu św. Krzyża 
oraz dziesięciny z 32 łanów miejskich, z Olszewki (od 4 osadników), 
Karnówka (8 osadników), Karnowa (3 osadników), Cietrzewnicy 
(4 osadników), Chrząstowa (3 osadników) i dwu młynów l). 
W Olszewce, Karnówku i Trzeciewnicy opustoszało kilka osad; 
tytułem odszkodowania za odpadłą dziesięcinę starosta nakielski 
wypłacał proboszczo\vi nakielskiemu rocznie 100 złotych. Po- 
nie\vaż z każdego łanu płacono dziesięcin po trzy korce pszenicy 
i tyleż o\vsa, młyny zaś tylko po trzy korce pszenicy, przeto 
proboszcz pobierał rocznie 168 korcy pszenicy, 162 korcy o\vsaj 
prócz tego obs!e\vał i użytko\vał \vspomniane wzwyż orne łany 
kościelne. 
Dla ks. wikarego nie było w Nakle osobnego uposażenia. 
Natomiast organista był użytkownikiem jednego łanu ornej roli, 
podarowanego na ten cel kościołowi przez pewnego mieszczanina 
około roku 1630 2 ). 
Kościół sukursalny 3), pod wez\vaniem św. Stanisława biskupa 
i męczennika na przedmieściu się znajdujący, prócz domu dla 
duchownego, nie posiadał dalszego uposażenia. Promotorja 
Matki Boskiej Różańcowej, erygo\vana w roku 1750, posiadała 
własny dom przy dzisiejszej ulicy Hallera i uposażenie w kapi- 
tałach. 
Zapiski z połowy ośmnastego stulecia dowodzą 4), że wspo- 
mnianych pól miejskich było trzy, z których pierwsze graniczyło 
z Karnowem, wtóre z Chrząstowem i Olszewką a trzecie z Lu- 
baszezem. Do probostwa należały po dwa łany w pierwszem 
i drugiem polu a cztery łany w trzeciem ; ta część gruntów 
kościelnych, granicząca bezpośrednio z Lubaszczem, nosiła nazwę 
Dalka. Organista posiadał także trzy łany. 
Na błotach noteckich probostwo posiadało sześć łąk, z tego 
dwie 'przy rzeczce Polichniance, dwie na "okolu" przy moście 
przez Noteć prowadzącym, jedną na "małem okolu" i jedną 
podle tamy - zwaną "wymiarek". Organistówka była również 
uposażona Vl jedną łąkę. 
Ogrodów proboszczowskich było trzy. Prócz tego należał 
plac "na p iaskach" przeznaczony na wzniesienie budynków gos- 
1) Fontes XII., str. 344. 
2) Tamże nr. 546. 
3) Tamże nr. 547. 
4) Archiwum parafjalne, lib. bapt. oddział I. tol. I. 


...
		

/krajna_i_naklo00155_0001.djvu

			;jy - 


podarczych. Pozatem probostwo korzystało z wolnego pastwiska 
w lasach za Paterkiem położonych oraz z bezpłatnego drzewobrania. 
Gdy w czasie najazdu Szwedów pod Karolem Gustawem całe 
Nakło, a więc i kościół \vraz z budynkami gospodarczemi, obró- 
cono w perzynę, cech piwowarów uchwałą z dnia 
4 sierpnia 1661 f. 
pozwolił proboszczowi "robić piwo na każdy kwartał - cztery 
razy v: 
ok -, a
y na tak ciężką ru!nę była zapomóżka". Z tego 
przywlleJu, potwlerdzonego przez krola Augusta III. dnia 22. 3. 1762, 
z czasem powstało prawo propinacji na rzecz probostwa nakiel- 
skiego l). 
Do organistówki przynależał ogród jeden, położony po- 
między tak zwaną "Płóską" a strumykiem "Kolce". 
Aczkolwiek w zapiskach codopiero przytoczonych niema 
wzmianki o dziesięcinach, to jednak wiem skądinąd, że pro-- 
boszcz nakielski je pobierał przez cały ośmnasty wiek i w pier- 
wszej połowie dziewiętnastego. Komasacja gruntów, przeprowa- 
dzona przez zaborczy rząd pruski w pierwszej poło\vie ubiegłego 
stulecia, uszczupliła znacznie posiadłości kościoła nakielskiego.' 
W roku 1852 składały się na uposażenie proboszcza w Nakle 
następujące realności: 213 morgów roli nad szosą do Wyrzyska 
położonych, 35 morgów roli na Paterku uzyskanych za pastwisko, 
86 morgó\v łąki nad Notecią, 16 mórg ogrodów i 7 placów bu- 
dowlanych w mieście. Dziesięciny zostały spłacone ryczałtowo. 
Na niektórych posiadłościach ciążą do dziś dnia, lecz tylko jako 
prosty zapis hipoteczny - bez dalszych upra\vnień na rzecz 
probostwa. 
Przy organistó\vce ostało się 76 morgów roli i 25 morgó\v 
łąk jako uposażenie dla sług kościelnych. 
Obecny stan \vykazuje dalsze straty. Odpadły d\va place 
budowlane przy ul. Dąbrowskiego na korzyść katolickiej gminy 
szkolnej, która tamże wzniosła gmach szkolny. Organistó\vka. 
straciła S\vój ogród i dom mieszkalny. Z abluicji dziesięcin 
nagromadzone kapitały zniszczały na skutek \vojną świato\vą 
wywołanej deprecjacji i dewaluacji marko\vych znaków obie- 
gowych. Listy zastawne i pożyczki państ\vowe stały się ś\vistkami 
papieru! 
Stosownie do przepisów prawa kościelnego administracja 
majątku beneficjalnego spoczy\vała \\
 dawniejszych \viekach 
\v ręku każdorazowego proboszcza oraz dwóch zaprzysiężonych. 
paraf jan noszących miano prowizoró\v. W roku 1653 paraf jan 
reprezentowali Andrzej Zak i Maciej Szukała 2); pod koniec ośmna- _ 
stego \vieku prowizoralui byli Andrzej Sm!lkalski i Kaźmier
 
Dęmczyńsk i 3). Od roku 1875 (ustawa z dnla 20. 6.) zarządzali. 
1) Archiwum parafjalne. 
2) Fontes Xli. 546. 
8) Archiwum pnrafjalne.
		

/krajna_i_naklo00156_0001.djvu

			.a. .I. '-' 


majątkiem kościelnym przez paraf jan wybierani członkowie dozoru 
kościelnego z każdoczesnym proboszczenl na czele oraz przed- 
stawiciele paraf jan, złączeni w reprezentacji parafjalnej. Na sku- 
tek zawartego z Stolicą Apostolską konkordatu z roku 1925 
władze nadzorcze przepowadzarją obecnie pe\vne reformy w za- 
rządzie majątkiem kościelnym. 
Aczkolwiek parafję nakielską zaliczać należy do najstarszych 
w archidyecezji gnieźnieńskiej, to jednak dokładny katalog 
rządców kościoła w Nakle zestawić można zaledwie dla dwóch 
ostatnich stuleci. Czy kapłan imieniem Dobiesław, występujący 
jako świadek w procesie przeciwko Krzyżakom o wynagrodzenie 
szkód w roku 1329 w Nakle poczynionych, był rządcą kościoła 
nakielskiego, trudno stwierdzić. Najdawniejszym proboszczem 
nakielskim, którego imienie oznaczyć można, był Swiętosław, 
podpisujący \v charakterze świadka przywilej dla wsi Wiskidno 
 
w roku 1358 1 ). Z przywileju wydanego w roku 1607 kościoło\vi 
nakielskiemu \v sprawie dziesięcin wynika, że w Nakle dusz- 
pasterzował około roku 1521 proboszcz imieniem Albert 2), zaś 
blisko sto lat później t. j. w roku 1607 zarządzał kościołem na- 
kielskim ks. Adam z Karnowa. W roku 1621 probostwo nakiel- 
skie dzierżył ks. Jakób Bielicki 3), po któryn1 nastąpił ks. Szymon 
Brzeźnic, zmarły już w początkach roku 1625. 


1) Kodeks dypl. wlkp. III., nr. 1593. 
2) Archiwum parafjalne. 
Plorianus Maliszewski archidiaconus et officialis camenensis, canoni- 
cus uniejoviensi
. Universis et singuli
, cuiuscumque status et conditionis 
seu praeeminentiae fuerint, infrascriptas litteras visuris, lecturis, audituris 
domini s, beneficiis et fautoribus carissimis post debitam officiorum comen- 
dationem, notum facimus per praesentes, quomodo coram nobis Cameni 
in loco solitae residentiae hora audientiae consueta praesentibus actis et 
notario Consistorii nostri Camenensis comparuit venerabilis Adamus 
de Carnovo, modernus parochus investitus naclensis producendo anti- 
quum librum missaliorum Ecclesiae naclensis scriptura integra, in- 
violata sine uHa falsi suspicione, a tergo primae paginae huius prioris 
libri asserente contenta talibus verbis ut sequitur. Anno Domini 1521 
ego Albertus plebanus in Nakel pro tempore existens recognosco et 
manu mea propria significo, quod dominus plebanus meus antecessor 
decimas percipiebat, quae spectant pro parochiali Ecclesia naclen
i, ex 
Lubasz, ex Olsoffka (sic), ex Conotopia (nunc villa deserta), ex Chrza- 
stowo, ex Carnowko minori manipulares. Haec ita asservata iuxta inven- 
tarium aliae praedictae Ecclesiae suppelectilis se ad manus recepisse 
asserebat praedictus Dominus plebanus naclensis et iuramento corporali 
mediante comprobavit; actis Consistorii Camenensis ingro3sari et prae- 
sentes testimoniales litteras sibi inde extradi cum debita instantia in 
hodierno termino rogavit, quod ei concessum est iuste nimirum petenti 
praesentibus ad ea testibus Andrea Krainensi vicario camenensi, Matthia 
naclensi commendario cerequiensi, Alberto Janocio scholirectore came- 
nensi, Joanne Kacki, Joanne Krakoviensi familiaribus Domini Officialis. 
In cuius rei fidem sigiIlum nostrum est subimpressum, Datum Cameni 
die 20 Augusti anno 1607. 
3) Fontes XIII. pag. XXXVIII.
		

/krajna_i_naklo00157_0001.djvu

			- 141 - 


Po długich sporach i niemiłych procesach probostwo na- 
kielskie objął ks. Stefan Cichy 1), wycho\vanek ks. Brzeźnica 
i były \vikarjusz mrotecki. Wizytator archidyakonatu kamień- 
skiego ks. kanonik Trzebnic zastał w roku 1653 ks. Melchiora 
Łęczyca 2) na stanowisku proboszcza i dziekana nakielskiego, 
mającego współpraco\vnika w osobie ks. Stanisła\va Nakłowicza. 
Ks. Łęczyc zmarł w roku 1670 3 ), przetrwawszy srogi najazd 
Szwedó\\T. Po nim nastąpił ks. Maciej Ordoszew'ski, od 1672 
. do 1698 piastując godność proboszcza i dziekana nakielskiego. 
Od 1698 do 1730 paraf ją nakielską zarządzał ks. Maciej 
Antoni Gruszczyński. Od roku 1626 napotyka się także nazwiska 
ksks. wikarjuszów. Ks. Gruszczyńskiemu pomagali w duszpaster- 
stwie kolejno ksks. M.aciej Koto\vski, Paweł Głomski i Andrzej 
Przyradzki. Po śmierci ks. Gruszczyńskiego osierocony kościół na- 
kielski otrzYlnał no\vego proboszcza \v osobie ks. Stanisła\va Załus- 
kowskiego, kanonika poznańskiego, którego wyręczali kolejno 
ksks. Bartłomiej Cichocki, Stanisła\v Sztolcmann, Antoni Szt1kalski. 
Kacper Wydrysze\vski, Jan Oalmał1 póżniejszy pleban w Runo\vie, 
Michał Sytowski, Michał Mi1ski, późniejszy proboszcz \v Ryna- 
rzewie i przejściowo ko
nendarz parafji pakoskiej, i inni. Dnia 
27 czer\vca roku 1741 bawił \v Nakle ó\vczesny arcybiskup 
gnieźnieński ks. Krzysztof Szelnbek. Za czasó\v ks. kanonika 
Załusko\vskiego po\vstała przy kościele Ś\v. Wa\vrzyńca osobna 
prebenda, fundo\vana przez ksks. Tomasza Szukaiskiego zabar- 
towskiego i Jana Dalmana runo\vskiego plebanów. Zadaniem 
tegoż prebendarza, którego na przyszłość prezento\vać miał 
Magistrat nakielski, było: podtrzyma\vać i rozszerzać \vśród pa- 
rafjan cześć do Matki Boskiej Różańco\vej. Dokument erekcyjny 
datuje z dnia 28 k\vietnia 1752 roku. Kapitały rzeczonej prebendy 
były ulokowane częścio\\To na gruntach miejskich nakielskich, 
częścio\vo zaś na synagogach łobżenickiej i sępolińskiej. Z. do- 
kumentów wizytacyjnych wynika, iż kaplica Matki Boskiej 
Różańcowej początko\vo była dobrze udotowana i \v osobne 
przybory kościelne zaopatrzona. Tv\ieszkanie dla prebendarza 
- tak z\vana promotorja - znajdo\vało się na placu przy dzi- 
siejszej ulicy Hallera, który to plac jeszcze obecnie jest w posia- 
daniu kościoła. Tam też szukać należy miejsca, gdzie stał farny 
kościół pod \vezwaniem św. Wawrzyńca z kaplicą Matki Boskiej 
Różańco\vej. Kościół ten \v roku 1762 na\viedzony został pożarenl 
a w cztery lata później przedstawiał obraz zupełnej ruiny, jak 
stwierdza \vizytacyjny opis ks. l	
			

/krajna_i_naklo00158_0001.djvu

			....&'-ł' 
- - 142 


kościoła pod wezwaniem św. Stanisława biskupa i męczennika, 
wznoszącego się na placu, gdzie obecnie stoi parafjalny kościół 
nakielski. Wobec zniszczenia panującego w dobrach, hvorzących 
uposażenie starostwa nakielskiego, ówczesny starosta Jakób 
Działyński mimo starań ks. Złotnickiego, uponlnień króla i nun- 
cjatury, nie poczuwał się do obowiązków kolatorskich ani wobec 
kościoła \v Sadkach, ani wobec fary w Nakle. To też farny 
kościół nakielski a także kaplica św. I(rzyża, zbudowana niegdyś 
na tak zwanem "nowem mieście", zniknęły z powierzchni ziemi. 
Ks. kan. Złotnickiemu pomagali w duszpasterstwie ksks. wikar- 
jusze: Franciszek Stobiński, Michał Budziński, Michał Krygier 
- późniejszy pleban \\T Dembowie - Walenty Krygier, Floren- 
tyn Jurecki, Jakób Ettner oraz 00. Dominikanie z konwentu 
żnińskiego. Umarł ks. Złotnicki dnia 26 czerwca roku 1774. 
Czasy, w których zarządzał paraf ją nakielską, były nad \vyraz 
smutne. Za jego rządów z Krajny i Nakła ustąpiły władze polskie. 
Niebawem urzędy pruskie zaczęły ograniczać wolność kościoła. 
Rozporządzenie króla pruskiego z dn. 16. XI. 1773 nakazało 
prowadzenie ksiąg kościelnych \vedług schematu przystosowanego 
de celów świeckich. Aczkolwiek obywatelstwo kraińskie wystą- 
piło z łacińskim wierszem l) na po\vitanie przez Nakło przejeż- 
dżającego króla Fryderyka II., to jednak fakt ten nieodwrócił 
ani sekwestracji majątków kościelnych, ani też nie po\vstrzymał 
napły\vu protestanckich Niemców w nasze strony. W obrębie 
parafji było wtenczas katolikó\v 719, protestantó\v 329, których 
pod względem religijnym do pewnego stopnia obsługi\v"ało du- 
cho\vieństwo katolickie. 
Od roku 1775 proboszczem pakieIskim był ks. Wawrzyniec 
Jan Nepomucen Rzekaczewski, piastujący równocześnie godność 
dziekana kcyńskiego, proboszcza w Gołańczy a od roku 1799 
także kustosza 2) kamieńskiego. Ks. Rzekacze\vski urodził się 
w roku 1728 w Wałczu, ś\vięcenia przyjął w roku 1756 w Po- 
znaniu, prezentę na Nakło otrzymał od króla pruskiego w listo- 
padzie 1714 r. Umarł \v roku 1805. 
Następcą jego został ks. Jan Florjan Thilman. Ks. Rzeka- 


1) Wiersz ten przechował się w archiw. kościoła w Sadkach i brzmi: 
Marte fores, an pace fores, rex maxime, maior? 
Lis de te parta grandis utrique fuit. 
lVlarsait: aeternos circumspiceo Princeps actus; 
Omnes iure meo vindico solus ego. 
Magna facit, quaecumque facit, hoc agit unul11: 
Aut pugnat vincitque aut nova bella parat. 
Pax ait: immensas circumspice Sarmatis oras 
Pacis quaesitas artubus esse suas. 
Libera colla iugum sine caede subire docere 
Hic labor - hoc opus est - hoc Friderice tuum est. 
Causa utrimque bona est; Litem dicidimus o Rex. 
Marteque maior eri!', Paceque maior eris. 
2) Fgntes XIII., str. 529. 


I
		

/krajna_i_naklo00159_0001.djvu

			r.a- 


... ..- 


czewski był ostatnim kustoszem kapituły kamieńskiej. Ks. Thilman 
należał do ostatnich kanoników tejże kapituły; kościołem na- 
kielskim zarządzał do roku 1842. Umarł dnia 12 listopada 1842. 
Gdzie spoczy\vają zwłoki poprzednich proboszczów nakiel- 
skich, nie wiadomo. Na dawnym cmentarzu grzebalnym przy 
kościele znajdują się w miejscu, gdzie niegdyś stała świątynia 
sukursalna, dwa kamienie grobowe
 kryjące zwłoki dwu wybitnych 
duszpasterzy nakielskich. Na jednym z nich widnieje następujący 
napis: "Tu spoczywają zwłoki śp. ks. Jana Florjana Thilmana, 
Kanonika I(amieńskiego i Metropolitalnego Poznańskiego, dzie- 
kana dekanatu nakielskiego i bydgoskiego, proboszcza nakielskiego, 
dźwierzyńskiego, ka\valera orderu orła czerwonego etc.' etc., 
który po 67 -miu latach pielgrzymki ziemskiej przeniósł się dnia 
12 listopada r. 1842 w pokoju i z przygoto\vaniem chrześcijańskiem 
do życia wiecznego, będąc tu na ziemi od pozostałych paraf jan 
i familji szczerze żało\vany i opłakiwany. Uroń pobożny czy- 
telniku kilka łez nad tern cichem mieszkanien1 zwłok jego i po- 
módl się z uczuciem gorącego nabożeńsh\"a za duszę jego. 
Pokój czcigodnym popiołolll jego a zbawienie \vieczne duszy, 
która się z niemi rozstała". 
Ks. Thilmanowi pomagali \v duszpastersh\Tie \\Tikarjusze 
ksks. Melchior Witko\vski, Klemens Wroński, Franciszek Cwi- 
kliński i Paweł Marachowski. 
Po zgonie ks. Thilnlana duszpasterstw'o \V Nakle spra\vo\\"ał 
komisarycznie reformata O. Hipolit Walkusz. Pod koniec roku 
1843 \vładza duchowna powierzyła parafję nakielską no\vemu 
proboszczowi \\F osobie ks. Franciszka Borgjasza Pankaua. 
Ks. Pankau znalazł się wobec trudnego zadania budo\vy no\vego 
kościoła \V miejsce da\vnej, dre\vnianej świątyni - szczupłej 
i oddawna do upadku się chylącej. 
W roku 1847 kościół był tak dalece gotÓ\\T, że mógł być 
konsekrowany, czego dnia 10 października dokonał ówczesny 
sufragan gnieźnieński ks. biskup Anzelm Brodziszewski. W cztery 
lsta później ks. Pankau zrezygno\vał z proboshva nakielskiego 
i przeniósł się w inne strony. Po krótkiej przer\vie przybył 
w roku 1851 nowy proboszcz do Nakła. Był nim ks. Wiktor 
Wroński, który \v parafji nakielskiej zaledwie rok pracując, padł 
ofiarą grasującej po całej Krajnie cholery dn. 12 listopada 1852. 
Młody, zaied\vie 28 lat liczący duszpasterz pozosta\\Tił po sobie 
chlubne wspolTInienie. Z\vłoki jego pocho\vano obok grobu 
ks. Thilmana, a na płycie grobo\\Tej \vyryto następujący napis: 
"Powołany z władzy nlojej, przybyłem \v te strony, 
By mell1 apostolshvenl dobić się korony. 
] zaledv{o rozpocząłem siać tu sło\yo Boże, 
A znalazłem \\Fśród nIej pracy ciernie, głogi, róże. 
Ciernie, głóg, w'szystko zło -- moi to nieprzyjaciele,
		

/krajna_i_naklo00160_0001.djvu

			144 


A me róże - to dziateczki \v szkole i V- T kościele. - 
Ukochałem ja dziateczki i paraf jan duszą, 
Za co kogo te wspotnnienia do łez poruszą. 
Ale drogie mi owieczki utulcie łZYA\vaSze, 
Bo \vyroki Najwyższego nie \vyroki nasze. 
Jemu się tak podobało wezwać mnie do siebie, 
Lecz miejcież nadzieję, .:..-- zobaczym się \v niebie. 
Tu spoczy\vają zwłoki ś. p. ks. Wiktora Wrońskiego. Po jedno- 
letnich ale chwalebnych trudach padł gorliwy kapłan na odku- 
pienie całego pokolenia ofiarą cholery dn. 12 listopada 1842,- 
lat 28 mając". 
Osieroconą parafję objął w komendę najpierw ks. Tomasz 
Oczkiewicz a po nim od roku 1853 ks. Bernard George. \Vłaściwy 
proboszcz przybył do Nakła dopiero \v roku 1856 \v osobie 
ks. Teodora Hennera. 
Ks. Henner, urodzony \v roku 1819, na kapłana \vyś\vięcony 
1849, krótko po \vizytacji ó\vczesJ1ego arcybiskupa Mieczysława 
hr. Halki Ledóchowskiego, odbytej dn. 26 k\vietnia roku 1869, 
ustąpił lniejsca ks. Roberto\vi Salubergero\vi. W czasie od roku 
1856 do 1870 pomagali \v duszpastershvie jako \vikarjusze ksks. 
\Vysocki, I(olany, Kaęłdkie\vicz, I(la\vitter i Mil1dak. I(s. Sam- 
berger zarządzał paraf ją nakielską przeszło 30 lat, był prócz tego 
nauczycielem religji przy lniejsco\Venl gimnazjum, piasto\vał 
godność dziekana \v dekanacie a \vreszcie zaliczony został do 
grona członków metropolitalnej kapituły poznal1skiej jako kanonik 
honoro\vy. W duszpasterstwie wyręczali go kolejno ksks. wikar- 
jusze: Drews, Bronisz i Kowalski. Mając lat 70, zrezygnował 
spraco\vany kapłan z trudó\v proboszcza nakielskiego i przeniósł 
się do Gniezna, gdzie też życia swego dokonał w roku 1908. 
\Vakującą posadę w Nakle objął ks. Wincenty Mierzyński, który 
zarządzał paraf ją nakielską przez lat 19, cierpkie nieraz przeży- 
wając chwile. Pomagali mu \v pracy duszpasterskiej v-Tikarjusze 
ksks. Krzewiński, Jauksz, Mazurkiewicz, Bielski, Pałkowski 
i Wacho\viak. Ks. Mierzyńskiemu danem było oglądać od\vrót 
\vładz pruskich, opuszczających Nakło i Krajnę \vschodnią na 
zawsze. Dnia 15 lutego roku 1921 umarł ostatni, przez zaborczy 
rząd pruski na Nakło prezentowany proboszcz. Rodzina zabrała 
zwłoki jego i pogrzebała \v rodzinnynl grobo\vcu \v Wrześni. 
Od maja 1921 urzęduje \v Nakle jako proboszcz ks. Ignacy 
Geppert, urodzony 20 stycznia 1884 a na kapłana wyświęcony 
dnia 22 stycznia 1911 roku. Za jego rządó\v szczupły i zanie- 
dbany kościół parafjalny został według planu architekta Rogera 
Sławskiego rozbudowany kosztem patrona tj. Rządu Polskiego 
i paraf jan. Dekretem z dnia 22 lipca 1925 paraf ja ... nakielska 
została podzielona na parafję św. Wawrzyńca (starą) i parafję 
Ś\v. Stanisła\va biskupa i męczennika. Każda paraf ja liczy przeszło 
6000 wiernych. 


'-
		

/krajna_i_naklo00161_0001.djvu

			CO SIĘ DZIAŁO 


W NAKLE I OKOLICY 


OD CZASÓW PIERWSZEGO ROZBIORU POLSKI 
DO DNI OSTATNICH 


NAPISAŁ 


TEODOR BOBOWSI{I 


BURMISTRZ NAKIELSKI. 


. . 


1926 


. .
		

/krajna_i_naklo00162_0001.djvu

			. 


. 


Prawa autorskie zastrzeżone.
		

/krajna_i_naklo00163_0001.djvu

			ROZDZIAŁ I. 


KRAJNA W OSTATNICH CZASACH 
RRZEDROZBIOROWYCH. 


Chciwie i zawistnie od lat dawnych spoglądali Niemcy na 
zamożne, urodzajne i piękne okolice nad brzegami Noteci, Brdy, 
Warty i Gopła. 
Zyzna zienlia dawała aż nazbyt zboża, ziemniakó\v, warzyw 
i innych płodów, dziewicze lasy dostarczały bez miary drzewa 
na opał, budo\vę i wszelki użytek, w lasach mnogość z\vierzyny 
różnego rodzaju do łowó\v zapraszała myśliwych, rzeki i jeziora 
ryb mnóstwo napędzały do sieci rybackiej, na łąkach w bujnej 
trawie pasły się stada koni, bydła rogatego i owiec, po sadach 
i ogrodach drze\va uginały się od OWOCÓ\V, z licznych pasiek 
słynny płynął napój, miód polski, zdrowy i wyborny. 
Taka to była Krajna nadnotecka w onych czasach, gdy ją 
przebiegły i chciwy Fryderyk pruski, \v porozumieniu z carycą 
Katarzyną i cesarzową Marją Teresą, przemocą oderwał od 
macierzy polskiej i \vcielił do s\vego kraju. 
Pisali mężo\\Tie nienlieccy i piszą, że ziemia nadnotecka, r 
gdy ją Fryderyk zabierał, była biedna i wyniszczona, że miesz- 
kańcy żyli w nędzy i cielnnocie, a wsie i miasta znajdo\vały się 
w zaniedbani u i gruzach. 
Wysłannicy Fryderyka, przeróżni radcowie \vojenni i po- 
datkowi, g\vałtem narzucani ludo\vi polskiemu grabieżcy, ciemię- 
życiele i germanizatorzy, \v s\vych raportach urzęllo\vych przed- 
sta\viali Krajnę w bar\vach najciemniejszych i naj brzydszych, 
a czynili to rozlnyślnie dla otumanienia Europy i upozoro\vania 
słuszności dokonanego bezpra\via, ró\vnież celem dostarczenia 
pseudo-historykom niemieckinl lnaterjału do tendencyjnych \vy- 
praco\vań o szerzeniu przez Prusaków kultury, postępu i dobrobytu 
\v "barbarzyńskim" kraju polskim. 
Posłuchajmy jakiemi sło\vy sam Fryderyk, \vładca prus
i, 
usiłuje przed światem oczyścić się z haniebnego postępO\Vanla 
wobec Polski. Pisze on \\r rozkazie gabineto\vym z dnia 
25 marca 1 872 roku l). 
l) Czasopismo niemieckiego towarzystwa historycznego, rocznik 
t-szy, str. 51. 


10*
		

/krajna_i_naklo00164_0001.djvu

			- 148 


,. 


"Jest ogólnie wiadomem, że naród polski nie zaprzestał 
sąsiednim mocarshvom, z\vłaszcza pańshvu pruskiemu, da\vać 
częstych po\vodo\v do słusznego niezado\volenia. Wbrew \vszelkim 
regułom dobrego sąsiedzhva u r z ą d z a . 11 a p a d y n akr a j 
p r u s k i, n i e p o k o i i m a l t r e t u j e p o d d a 11 y c h p r u s k i c h, 
Odlna\via iln należnej satysfakcji; naród polski zajmuje się bez- 
ustannie szkodliwenli planami (przygoto\vaniem konstytucji - 
u\vaga autora), którelni draźni sąsiednie mocarshva. Pozosta\vać 
biernym \vidzenl znaczyłoby sprzechviać się regułom zdro\vej 
dyplomacji pańshvowej". 
Ileż prze\vrotności i fałszu lnieści się w tym jednYln ustępie 
edyktu jego króle\vsko-pruskiej mości! 
Jeżeli niesłusznie może politykę i dyplomacj
 nazy\vają 
sztuką lub szkołą chytrości i obłudy, to znów całkiem słusznie 
za nIistrzoshvo \v tej sztuce Niemcy nadali Fryderykowi przy- 
domek "wielkiego", bo \vielkim był pod \vzgl
dem \viarołomstwa 
i prze\vrotn ości. 
Do\\rody słuszności tego ostrego sądu znajdują się w mater- 
jałach historycznych, odnoszących się do owych czasów, kiedy 
Prusacy, granic patl.stwa polskiego nie respektując, pier\vsze 
bezpra\\ria rozpoczęli na ziemi polskiej nad Notecią, reguły są- 
siedzkie g\vałcili, pra\va narodó\v łamali, lud polski napadali, 
uciskali i obdzierali z TIlienia i ży\vności. 
Nie daleko nan1 sięgać po do\vody. 
Ał\ąż nieiniecki M a t e u s z R e d In a 11, osadnik \v Folsztynie 
nad Notecią, który \viele lat przed Fryderykiem z NienIiec przybył 
do Polski, osiadł nad Notecią i miał się tu bardzo dobrze tak 
długo, aż nie przyszli do Krajny żołdacy pruscy w 1770 roku 
po zakup zboża polskiego dla króla pruskiego, napisał pamiętnik 
o pobycie nieproszonych gości i popełnianych bezpra\viach l). 
Ponliędzy inn
mi pisze on wyraźnie: 
,,\V jesieni 1770 roku otrzynlaliśmy Prusakó\v (die preussen) 
na k\vatery, nlusieliśmy ich ży\vić i codziennie dawać 15 groszy 
na osobę na phvo (birgeld) i co 24 godziny 3 berlińskie miary 
o\vsa, siana i sieczki. K\vatero\vali u nas jedni do l maja 1771 r. 
drudzy do Ś\v. Michała 1771 r. Mieli oni własny chleb (z pol- 
skiej lnąki), ale musieliśmy im da\vać mleko, piwo i warzy\va. 
Był w tym roku nieurodzaj, susza \vielka panowała, bo na wiosn ę 
przez 12 tygodni deszcz nie padał, zaś latem każdego dnia prze- 
pady\vało. Prusacy zabierali żnhvo i gromadzili \v s\vych maga- 
zynach, przez to powstała taka nędza, że l u d z i e n i e m i e l i 
k a wał k a c h l e b a, na\vet za pieniądze dostać go nie było 
można. 


1) Historische Monat
bHHter, rocznik t-szy, sto 53.
		

/krajna_i_naklo00165_0001.djvu

			W grudniu 1771 r. lnusieliśl1lY dostarczyć z każdej huby 
d\vie ćwiercie o\vsa i ć\vierć żyta. W lutYITI 1772 r. każda huba 
pod grozą ostrej egzekucji dać ITIusiała 10 talarów, ćwierć żyta, 
trzy ćwierci e owsa- -i".wó
 siana i . dziennie -S flQrenó\v na jedzenie 
i picie. W kwietniu i maju ITIusieliśmy z zapełnionych magazy- 
nó\v pruskich odwozić zboże do Noteci na szkuty, poczenI je 
Prusacy w y w o z i l i do kra j u b r a 11 d e n b u r s k i e g o (ins 
brandenburgische Land). 
W tym czasie bardzo dużo wycierpieliśmy, tenI więcej, że 
p r u s a c y k a t o \v a l i b i e d n y c h l u d z i. Przez całe lato 
sz\vadron dragonów lTIajora Zabelzitza musieliśmy żyw'ić i podczas 
tej drożyzny chleb im dostarczać i paszę dla koni. 
Dnia 16 sierpnia 1772 roku kraj polski nad Notecią prze- 
robiono na pruski (dosło\vnie: Den 16. August ist dieser art 
Pohlen an dies seyt der Netze preusch genIacht \\"orden). 
W 1773 r. nałożono nanI króle\vską kontrybucję (pruską) z huby 
po 6 talaró\v" . . . . i t. d. 
W prostYln i szczerYITI pamiętniku chłopa niemieckiego 
znajdujelTIY tak dosadną i wyraźną odpo\viedź na perfidny edykt 
Fryderyka II, że nie trzeba naITI szukać dalszych dokunIentÓ\V 
dziejowych do rozsądzenia kwestji: kto był ofiarą, a kto katelTI, 
kto napastnikiem i łupieżcą, a kto napadniętYITI i srod1e po- 
krzywdzonYITI ! 


ROZDZIAŁ II. 


SZPIEGOSTWO PRUSI(IE 
NA I(RAJNIE I PRZYGOTO\V ANIE DO INWAZJI. 


Sieć pajęczą intryg z \vyraźnyul celenl ubez\\"ładnienia 
i rozbioru Polski snuto \v Berlinie od 1769 roku pod osobiste m 
kiero\vnichvell1 Fryderyka II, bardzo sprytnego pająka. Jego 
pomocnik DOlTIhard, prezydent pruski \v Króle\vcu, już \V 1769 r. 
przy ponIocy sfory szpiegó\\" i \vy\viado\vcó\\" sporządził urzędo\\TY 
raport o stosunkach, \vartości i \vydajności finanso\\"ej \\Toje\\Tódz!\\T 
polskich, \\"chodzących \v sferę interesów pruskich 1). 
\V pier\vszych dniach stycznia 1771 roku Fryderyk II \vysłał 
do Petersburga brata s\\rego Henryka .z tajną 111isją. skłonieni
 
Rosji do \\Tspółdziałania przy napadzIe na Pols
ę l okupacJ
 
terytorj6\v polskich. Nietrudno było pozyskać dwor petersburskI 
o aprobaty zaborczych projektó\\" Fryderyka, to też książę Henryk, 


1) Publikacje archiwum kr61.-pru
ldego, tom 84, str. 20.
		

/krajna_i_naklo00166_0001.djvu

			.. 


-- 150 - 


wróciwszy do Berlina, tTIógł królowi pruskiemu dostarczyć dużo 
materjałó\\T i wskazówek do kontynuacji zbrodniczych planów. 
Mając wolną rękę natychmiast Vl lutym 1771 roku Fryderyk 
tajnym reskryptem gabinetowym wspolnnianemu Domhardowi 
polecił rozpocząć zbieranie dokładnych danych o stanie gospo- 
darczym, majątkowym i dochodowym, a przedewszystkiem o sile 
i możliw'ości podatkowej najpierw biskupshva wannińskiego, na- 
stępnie województw malborskiego, chehnińskiego i pomorskiego, 
przykazując mu zachowanie n aj ś c i ś l e j s z e j t a j e nl n i c y l). 
W październiku 1771 roku tajnym reskryptem gabinetowym 
nakazuje Domhardowi pospieszne przygotowania do zajęcia 
Warmji, zielni malborskiej i chełmińskiej i Ponlorza polskiego, 
zwłaszcza zaleca natychmiastowe wyznaczenie urzędników do 
poboru podatków, akcyz i kontrybucyj, gdyż potrzebne są pie- 
niądze - dosłownie: "denn wir miissen Oeld haben" 2). 
W słowach "musi lny mieć pieniądze", napisanych' 
osobiście przez Fryderyka, znajdujelny prawdę historyczną o po- 
wodach napaści pruskiej na Polskę. Pustki w skarbcu berlińskitn, 
nędza żywnościowa wśród ludności brandenburskiej i pożądanie 
cudzego dobra --- to główne motywy zabiegó\v Fryderykowych 
około przyłączenia do Prus kilku urodzajnych i zamożnych woje- 
wództw Rzeczypospolitej Polskiej. 
Sprytnego powiernika i \vywiadowcę dla obwodu nadnotec- 
kiego, zwanego Krajną, znalazł Fryderyk w osobie Baltazara 
Brenckenhoffa, właściciela wioski w pobliżu granicy polskiej, 
obdarzonego tytułem pruskiego tajnego radcy finanso\vego. 
Zlecił telnuż Baltazarowi wypośrodkowanie - pod ręką, poufnie, 
bez rozgłosu - ile z Pomorza i Krajny można rocznie wycisnąć 
dochodóv; (Reven ues) 
). 
Radca Baltazar Brenckenhoff, przybrawszy sobie do ponlocy 
gromadę szpiegó\v, w sześciu tygodniach zebrał szczegóły o Kraj- 
nie i Pomorzu, o stanie starostw, miast i wsi, jakie podatki 
i dochody będzie lnożna z nich osiągnąć, o liczbie i zamożności 
mieszkańców, SłOWelTI wszystko, co pragnął \viedzieć król pruski. 
W sprawozdaniu z dnia 27 marca 1772 r. pochwalił się Brencken- 
hoff, że p o d p r e t e k s t e m z a k u p Ó \v Z b o ż a \vszystko 
zbadał dokładnie i wszystkich dobrze \vyegzaminował bez zwró- 
cenia uwagi lub podejrzeń, znalazł nawet protekcję generałowej 
Skórzewskiej z Łabiszyna, której obiecał służyć dobrą radą przy 


1) Pub1ikationen aus den Kg1- Preuss. Staat
archiven, tom 84, 
str. 5-12, nr. 1-20. 
2) In
trukcja kr6lew
ka dla prezydenta Domharda z dn. B. 10. 1771 r. 
(Beitrage zur Kunde Preussens, tom IV., str. 515). 
8) Oryginał dokumentu znajduje sią w łajnem archiwum państwowem 
w Berlinie, R. 7 B. Nr. 5 I.
		

/krajna_i_naklo00167_0001.djvu

			.-. 151 - 


zabezpieczeniu jej posiadłości nad Notecią od częstych powodzi. 
Baltazar Bre.ncke
hoff zap
wnił 
ryderyka, że na Krajnie i Po- 
m"orzu będzIe mogł rocznIe. wycIsnąć p r z e s z ł o ITI i l j o n t a l a-_ 
r o w podatków, ceł, 
kcyz, kontrybucyj; prócz dochodó\v z dóbr 
kościelnych i skarbowych, .z lasów i innych źródeł \vymyślonych 
przez królewsko-pruskich urzędników l). 
Po załat\\Tieniu skrytych przygotowań wystosował Fryderyk 
l sierpnia 1772 roku rozkaz gabineto\vy, polecający Brencken- 
hoffo\vi zajęcie Krajny \v dniu 13 września 1772 roku i wytknięcie 
nowej granicy pomięózy Polską a Prusami. Ponownie rozkazem 
z dnia 7 \vrześnia 1772 roku nakazał temuż zausznikowi zająć 
obszary nad Notecią na rzecz Prus i zlecił mu administrację 
finansową tak nazwanego "dystryktu noteckiego" 2). 
Zawarty \v Petersburgu 15 stycznia 1772 roku traktat 
lniędzy Fryderykiem pruskim a carycą Katarzyną iure caduco 
przysądził Krajnę Prusakonl vt następujący sposób: 
Artykuł II. " . . . król pruski otrzymuje także obszar \Vielko- 
polski po swej stronie Noteci (t. j. po prawym brzegu - uwaga 
autora) \vzdłuż tej rzeki od granicy No\vej Marchji (brandenbur- 
skiej) do Wisły przy Fordonie i Solcu \v tern zrozumieniu, że 
Noteć hvorzyć będzie granicę pańshva króla pruskiego i rzeka 
ta lTIa zupełnie (t. j. \v szerokości koryta) należeć do niego". 
W oryginale francuskitn: 
Article II. " . . . le district de la Orande Pologne en de\a 
de la Netze en longeant cette riviere depuis la frontiere de la 
Nouvelle Marche jusqu'a la Vistule pres de Vordon et Solitz, 
de sorte que la Netze fasse la frontiere des Etats de Sa Majeste 
le roi de Prusse et que cette riviere lui appartiel1ne en entier"3). 
Rok później, dnia 18 września 1773 roku, haniebny traktat 
o pierwszym rozbiorze Polski, wymyślony dla nadania akto\\,i 
bezprawia formy pra\vnej, podpisany został \v Warsza\\,ie przez 
pełnomocnika pruskiego Benoita i przez 95 dygnitarzy i posłów 
polskich. WYlTIiana dokumentó\\T ratyfikacyjnych lniędzy królem 
polskim Stanisła\vem AugustelTI Poniato\vskitTI a królenl pruskim 
Fryderykietn II nastąpiła \v Warsza\vie 19 listopada 1773 roku. 
Jak NielTIcy \vogóle po \vszystkie czasy do dni dzisiejszych, 
tak Prusacy szczególnie dr\\.ili sobie z \vszelkich traktató\\. i pod- 
pisy\vali je bez skrupułu dla otulnanienia świata cyw.ilizow.ane
o 
i uspokoje nia głosu sUlllienia mocarstw neutralnych, chocIaż 
1) Sprawozdanie Brencken.hoffa znajduje si
 w !ajnem archiwum 
w Berlinie R. 7. B. Nr. 51., zamieszczone w pubhJ	
			

/krajna_i_naklo00168_0001.djvu

			- 152 - 


z góry mieli postanowienie niedotrzynlania żadnych zobowiązań, 
zagwarantowanych w onych traktatach lub umowach 
 między- 
narodowych. I, ' 
- II'" 
Nie przemawia . z tych' słów antagonizm narodowy lub 
uprzedzenie do Niemcó\v recte Prusakó\v, bynajlnniej, raczej 
głos mają tutaj ich \\rłasne niemieckie dokunlenty rządowe, re- 
skrypty królewskie, rozkazy gabineto\ve i instrukcj e nlinisterj alne, 
w których znajdujemy dostateczne ś\viadechva wiarołomstwa, 
nienawiści i eksterminacyjnej polityki germańskiej. 
Linją graniczną w lnyśl traktatu nliała być Noteć od granicy 
brandenburskiej przez Nakło do Rynarzewa, stanltąd prosto do 
Solca nad Wisłą. Słuszność przysłowia, że przy jedzeniu przy- 
chodzi apetyt, znalazła pełne zastosowanie u Prusaków, gdy 
, zabierali Krajnę. 
Jeszcze nie zdążył uschnąć atralnent na traktacie Fryderyka 
i Katarzyny, a już minister pruski Hertzberg da\vał instrukcje 
Brenckenhoffowi, jak daleko ma posunąć granicę poza Noteć 
bez zważania na Hnję wytkniętą \v cyrografie petersbuskim. 
"Trzeba być bezczelnym i brać jak najwięcej" 
- pisał Hertzberg do Brenckenhoffa i zalecał mu zabrać lniasta 
Wieleń, Czarnków, Ujście, Łabiszyn z szerokienli okolicami po 
lewej stronie Noteci 1). 


ROZDZIAŁ III. 


WOLNE KRÓLEWSKIE MIASTO NAKŁO 
DOSTAJE SIĘ W NIEWOLĘ PRUSKĄ. 


Baltazar Brenckenhoff chętnie skorzystał z instrukcji ber- 
lińskiej i bił słupy graniczne daleko po lewym brzegu Noteci, 
zabierając nliasta, wsie, grody, zamki, kasztelanje, starostwa 
polskie w poddaństwo pruskie. 
Za szczupłe są ralny tej rozprawy, ażeby tłomaczyć po\vody 
dziwnego obj awu bierności i braku oporu ze strony w'ładz 
i mieszkańcó\v polskich. Snadno było Brenckenhoffo\vi krajać 
ziemię polską, gdy nliał już tutaj załogi pruskie pod dowódz!\vem 
Kikeritzó\v, Lideritzów, Itzenblitzów, Zabelzitzów, Czetteritzó\v 
i innych "ritzó\v" raubritterów, których zawczasu nasłał Fryderyk 
do Krajny dla rekwizycyj zboża, bydła i dalszych potrzeb biedy 
brandenburskiej. Ludność polska pra\vie zaskoczona została do- 
konanym f aktem niesłychanego bezprawia i uległa przemocy, bo 
1) Publikacje z archiwów pru
kich. Ljp
k 1009, str. 60. 


f
		

/krajna_i_naklo00169_0001.djvu

			-- 153 - 


inaczej stojące w pogoto\viu przy granicy brandenburskiej zbrojne 
pułki pruskie byłyby rozpoczęły krwa\vą pohulankę i grabież 
na ziemi polskiej. 
Rozpoczął pracę Brenckenhoff programo\vo \v dniu 13 \vrze- 
śnia 1772 roku przy granicy brandenburskiej naprzeciw ujścia 

 D r a w y do Noteci po lewej stronie tej rzeki pod \vsią C h e ł s t e In, 
gdzie \vbił pier\vszy słup graniczny z napisem "Koniglich preu- 
ssisches Territorium" i ogłosił lnieszkańcom suro\vy zakaz naru- 
szania, posuv.'"ania, niszczenia lub innego objawu nieposzano\van!a 
znaków Fryderyka II pod grozą wysokiej grzy\vny i cięzkiego 
. . . 
WIęZIenIa. 
Posu\vając się \vzdłuż Noteci dotarł dnia 15 września 1772 r. 
do N a kła \v to\varzyshvie oddziału dragonów Czitteritza z trę- 
baczeln na czele, otrąbił po lnieście sw'e przybycie, a \vezv.rawszy 
władze i lnieszczan do zgrolnadzenia się na no\vym rynku (gd
ie 
dzisiaj ratusz») \vygłaszał patent królevlsko-pruski o zajęciu Krajny 
na \\9łasność Fryderyka II i \vbił słup malowany W pasy biało- 
czarne z tablicą, na której się rozpościerał orzeł czarny z zakrzy- 
wionYIn, sępitn dziobem, rozwartym do kąsania i żeru. Napis 
nad orłenl "Koniglich preussisches Territorium" objaśniał miesz- 
kańcó\v, że minęły czasy złotej \volności i rozpoczyna się ciężki 
okres nie\voli. 
Z Nakła przeszedł znowu na le\vy brzeg Noteci i ustawiał 
biało-czarne słupy, \vytykając granicę \vedług s\vego \vidzimisię, 
zabrał R y n a r z e \v, Ł a b i s z y n a nawet B a r c i n, stamtąd do- 
piero skręcił \V stronę Solca, gdzie pod \vsią P r z y ł u b i e In na 
wzgórzu zakończył osoblhvą robotę zatknięciem ostatniego pala 
pruskiego ned brzegiem polskiej Wisły. 
Raźno się u\vijał Brenckenhoff, bo już 21 sierpnia 1772 r. 
z Przyłubia \vysłał do Fryderyka obszerne spra\\'ozdanie o \\7yko- 
nCłniu zlecenia, chełpiąc się, że zagarnął nietylko \V traktacie 
\vyznaczone obszary po pra\vej stronie Noteci, lecz po myśli 
jego królewsko-pruskiej mości oder\vał od Polski części palaty- 
nató\v (\voje\vódzhv) ino\vrocła\vskiego, kaliskiego i poznańskiego l). 
Dla oznaczenia no\\"ej granicy \vbił 353 słupy, podzielił zabrane 
obszary na trzy ob\vody: 11 a k i e l s k i, b Y d g o s k i i "" a ł e c ki, 
ustano\vił naczelnikó\v tych okręgó\v, usunął urzędników polskich, 
\V ich lniejsce osadził Niemcó\v, których do Polski szła \vielka 
rzesza, głodna chleba i zysku. 
Do ob\vodu nakielskiego przyłączono dzie\vięć lniast, z któ- 
rych sześć, t. j. Nakło, Mrocza, \Vyrzysk, 
Łobżenica, \Vysoka 
i Miasteczko należą dzisiaj do po\viatu \\"yrzysldego, jedno t. j. 


l) Publikacje pruskiego zarządu archiwalnego) tom 83,. nr. 92. 
Lipsk 1909.
		

/krajna_i_naklo00170_0001.djvu

			". 


- 154 


Kamień jest \v po\viecie sępolińskitn, a dalsze dwa t. j. Krajenka 
i Złotowo znajdują się w sąsiednim, niewyzwolonynl powiecie 
złotowskim (pod Prusakiem). 
Fryderyk II dokonawszy aneksji Krajny, zbierał dokładne 
szczegóły o swej - jak się wyrażał - akwizycji i w tym celu 
nasyłał różnych radców, z których zwłaszcza radca wojenny 
Ladwig w sprawozdaniu swem z dnia 9 listopada 1772 roku 
skrytykował ustrój sądownict\\'a po miastach "dystryktu notec- 
kiego" 1), następnie radca sądowy Berndt w sprawozdaniu s\vem 
z dnia 7 kwietnia 1773 r. opisał po swojelTIU miasta i miesz- 
kańców na Krajnie 2). 
Oczy\viście radcowie jeden i drugi, jak już w rozdziale I. 
powiedziano, w swych relacjach starali się przedstawić zajęte 
miasta, wsie i dwory, ziemię i ludzi, ich stan, byt i urządzenia, 
w jak najgorszetn świetle, bo tego \vYInagał łahvo zrozumiały 
interes Fryderyka i jego zauszników, to też trzeba nam zachować 
wielką przezorność przy czerpaniu danych z tych tendencyjnych 
żródeł i stosować do nich odpowiednie remonstracje. 


ROZDZIAŁ IV. 


MONOGRAFJE MIAST NA KRAJNIE : 
NAKŁA, MROCZY, WYRZYSKA, ŁOBŻENICY, WYSOKI, 
MIASTECZKA, KAMIENIA, SĘPÓLNA I \VIĘCBORKA 
Z 1772 ROKU. 
N A K Ł O. 
Wolne miasto królewskie, należało do powiatu nakielskiego, 
podlegało władzy starosty nakielskiego o tyle, że \vybór bur- 
mistrza i sędziego zatwierdzany był przez starostę. 
Mieszczanie prezentowali z pośród siebie kandydatów na 
burmistrza i sędziego, ich nominacja należała do starosty. Władzę 
miejską przedstawiali: burmistrz pierwszy i drugi (noszący w Na- 
kle tytułyp rezydenta i wiceprezydenta), 3 senatorów magistrackich, 
sędzia (judex), 3 asesorów sądowych i pisarz miejski. Burmistrza 
i sędziego wybierano na rok jeden, innych na czas nieograni- 
czony lub dożywotni. Burmistrz wybrany z pośród mieszczan, 
pełnił urzą d honoris causa bez dochodó\v, jedynie lTIiał przywilej 
l) Tajne archiwum w Berlinie R. H. B. nr. 55. Publikacje pruskiego 
zarządu archiw. tom 83, nr. 672. 
2, Tajne archiwum w Berlinie R. 7. B. nr. 51. Publikacje, tom 85, 
nr. 675. Lipsk 1909.
		

/krajna_i_naklo00171_0001.djvu

			łba 


wolności podatkowej, pisarz miejski pobierał roczną kwotę na 
wydatki kancelaryjne i miał użytek z kilku lnórg roli miejskiej, 
również woźny miejski otrzymywał małe \vynagrodzenie pie- 
niężne (salarium), wolne mieszkanie i umundurowanie. Radcy 
(senatorowie) i ła\vnicy (asesorowie) otrzymywali za kaide po- 
siedzenie 12 groszy. Miasto rządziło się prawem magdeburskiem. 
Sądów były trzy rodzaje. S ą d m a g i s t r a c k i, złożony 
z burmistrza, jego zastępcy i trzech senatorów, załatwiał skargi, 
wnioski i spory policyjne, procederowe, opiekuńcze i pienjężne, 
o ile one dotyczyły zasiedziałych mieszczan. Z pod jurysdykcji 
magistratu wyłączone były sprawy szlachty i żydów. Magistrat 
nakielski miał ius gladii t. j. prawo wyrokowania \v sprawach 
kryminalnych o życiu i śmierci oskarżonego o popełnienie zbrodni 
(crimen) bez "konfirmacji" starosty lub możności wniesienia 
"remedjum" do wyższej instancji. Grzywny brał magistrat do 
kasy miejskiej. 
S ą d a s e s o r s k i pod przewodnictwem palestranta rozpa- 
trywał trudniejsze, \vięcej zawikłane spory prawne, załahviał 
spra\vy hipoteczne, testamentowe i separacyjne, utrzymywał 
księgi własności nierucholnej, przecho\vywał akta, wyroki i rejestry. 
Instancją apelacyjną był sąd starościński albo grodzki 
w Nakle Uudicia castrensia), który także rozpatrywał sprawy 
szlachty i żydó\\T. Ci ostatni podlegali sądo\vi grodzkiemu z tej 
racji, że osiedleni po miastach na podstawie osobnych przy\vilejów 
nie byli zaliczani do obY\\Tateli miejskich. W sądzie grodzkim 
przechowy\vano ważniejsze dokumenty, przy\vileje, wyroki, kon- 
trakty, umo\vy, rejestry szlachty i ich majętności. .. 
Przy zajęciu Nakła \v 1772 r. Prusacy opieczętowali i za- 
brali jedną skrzynię dokumentów magistrackich u burmistrza 
Bartłomieja Biniakowskiego, jedną skrzynię aktó\v sądu asesor- 
skiego u sędziego Józefa Doktorowicza i 248 foljantó\v archiwum 
grodzkiego, skasowali sądy i zakazali dalszego \vykony\\:rania 
aktów sprawiedliwości. 
\V mieście znajdo\\Tało się zabudo\vań mieszkalnych 96, 
mieszkańców Polaków 420, nie\vielka liczba Niemcó\\T i 77 żydów, 
Rzemiosło różnego rodzaju miało tu tęgich przedsta\\Ticieli. Na 
mocy osobnych przyw'ilejó\v króle\vskich istniały bra
t\\"a 
 cechy 
piwo\varó\\", rzeźnikó\v, obuwnikó\v, krawców, kuśnIerzy I garn- 
carzy, zwanych także zdunami; \\"spólny przY\\Tilej miał skombi- 
nowany cech kowali, stolarzy, po\vroźnikó\v, ślusarzy, kołodziejów 
i tokarzy; było także 2 sukiennikó\v bez przy\vileju. Cech phvo- 
warów liczył 14 członków, obdarzony był szczególnemi preroga- 
ty\vami, da\vał też skarbowi i lniastu sute opłaty, Z\\Tane podatkiem 
czopowym.
		

/krajna_i_naklo00172_0001.djvu

			- ....n. 
-- J. u v 



 


Zanlieszkhvały w Nakle Vv- 1772 r. następujące rodl.iny 
obywatelskie: 
BinJa}ro\vski (burmistrz i rolnik), Biniakowska (wdo\va z ro- 
ąziną), Gucewski, Lisko\vski, Doktorowicz (sędzia i piwowar), 
Sucharski, Raczkie\vicz, Wyrwiński, Zimniecki, Kozimiński, Mar- 
kie\vicz, Brukopka, Dapczyński, Zablo\va (wdo\va), Durecki, Wełna, 

obiecki, .Pęcko\\Tski, Sokil11icki, Junka, Marugowski, Durecka 
(y;dowa), Prokop, Słomo\vicz, Dy\valski, Muzolf, Jakubo\vski, 
Bauch, Sobiegrajski, Górski, Pasterski, Lichno\vski, Czarnecki, 
Mruczko\vicz, Adamski, Marzycki, Rulaziński, Stężycki, Witecki, 
Muszyński, Smukielski, Cichowicz, Pinderski, Brze
i, Radzi- 
kowski, Pieczyński, '"SkrLycki, Cypański, Kaszubik:-Rosiński, Terlik, 
Lubacki, Dymziński,\ Figler, Meler, Wolszlegier, Odoro\vski, 
Grabowski, Lipska (wdo\va), Samocki, Szulc, Smukie\vicz, Jani- 
ko\vski, Zielachowski, Dłomo\vicz, ChtnieISld, Biedro\vski, W od- 
kowski, Zaw'adzki, Kałaciński, Pole\\Tczyńska, ŁebczYl1ski, Gruby- 
ko\vski, KraszYlIski, K \VaSill ski, Ludzicki, Liskie\vicz, Cybato\vski, 
Cyrajewski, Dorugalska, Ferlecki, Dymczyi1ski, Wróble\vicz, 
Fiko\vski, \Vegner, Majonka, Mulitlski, Cieb, Blulna, Pła cz kowski, 
Ziemiśląk, Chylikowski, DU\\Tski, Cybato\vski, Pa\vlicki. N a p r z e d- 
m i e ś c i u: So\viński, Budnicki, Zabel, Załdo\vski, Reziłka, Hertma- 
nowski, Meler, Ostrożewski, Ogrowski, DapczYl1ski. N a \V ó j- 
t o s t w i e : Orłowski, SzynIon, DOIl1ka. N a g r u n c i e z a ln- 
k o \v y m: Królikowski (\viceregent), wdo\va Rysno\va, Brzeziński, 
\vdo\va Cymbalina. N a g r u n c i e koś c i e l n y nI: Ks. Złotnicki 
(proboszcz), Oswałko\vski (organista), Jan (kościelny i grabarz). , 
Prócz tego mieszkało na przednlieściu kilkanaście rodzin żydow- 
skich, a \v tnieście salnenl i na przednIieściu zatllieszkiwały ro- 
dziny komornicze i służebne bez pra\v oby\vatelskich, dlatego 
nie \vylicza ich osobno statystyka z 1772 roku l). 
\ 
. Powyższy inlienny spis oby\vateli daje niezbity dowód, 
że Nakło było tniastem \ upełnie polskienI, handel i rzemiosła 
należały do Polakó\v, zarząd miasta i sądownichvo sprawo\vali 
Polacy, obrady toczyły się w...... języku polskim, protokóły, doku- 
menty, umo\vy spisywano w języku polskim 
). 


M R O C Z A. 


Miasto szjacheckie, należało do \vielkiego pisarza koronnego 
Małacho\vskiego i znajdo\
lało się pod jego opieką i \vładzą. 
Mieszczanie prezento\vali 6 kandydatów na burmistrza i sędziego. 
Nominacja należała do dziedzica. BUf111istrz lniano\vał radcó\v 
magistrackich, sędzia ła\vników' sądo\vych, l11ieszczanie \vybierali 


1) Zeit
chrift der Historischen Gesellschaft. Roczni1< VIII., str. 204. 
2) Sprawozdanie radcy pruskiego Berndta z dnia 7 Invietnia 1775 r. 
Puł.1ikacje z archiwów prusldch, tom 85, nr. 675. Lipsk 1909.
		

/krajna_i_naklo00173_0001.djvu

			- 157 - 


pisarza miejskiego. Za każdą sesję otrzymywali radcowie 
i ła wn
cy po 16 groszy. 
Sąd był magistracki i osobny ławniczy, oba 
kompetencjami jak w Nakle, różnica była tylko, że 
mógł \vnieść apelacj ę do dziedzica, który rozstrzygał 
nalibus" i "in secunda instantia". 
Obrady toczyły się i protokóły spisywano \v języku polskim. 
Jedną skrzynię aktów i dokumentów miejskich zabrali Pru- 
sacy u burmistrza Pawła Wielickiego. Mieszkańcy miasta trudnili 
się rzemiosłem, rolnichvem i handlem. - Miasto liczyło 385 
mieszkańcó\v \v 92 donlach. N a przedtnieściu mieszkali dysy- 
denci w liczbie 113 i 6 rodzin żydowskich. - Statystyka pruska 
z 1773 roku nie \vymienia naz\visk oby\vateli. 


obdarzone 
zasądzony 
. .. 
"In cnml- 


W Y R Z Y S 1(. 
Miasto szlacheckie, było własnością hrabió\v \Verbno-Ry- 
dzyńskich. Wszelkie zabudo\vania, role i łąki należały do dziedzica, 
który od mieszczan pobierał opłaty dzierża\vne za mieszkania 
i rolę, jedynie burmistrz mieszkał darmo w osobnym domu, 
a sędzia płacił połowę dzierża\vy. - Mieszkańcy \v poło\vie byli 
rolnikami i uprawiali ziemię, dzierżawioną od dziedzica, w poło\vie 
trudnili się rzemiosłem i mieli osobne uprzywilejo\vane cechy 
sukiennikó\v i szewcó\v, inni rzetnieślnicy, jak kowale, bednarze, 
garncarze, kołodzieje, tokarze hvorzyli jeden \vspólllY uprzY\\Ti- 
lejowany cech. 
Dzierża\vy za mieszkania płacili rzemieślnicy rocznie po 
3 guldeny, rolnicy po 5 guldenó\v, prócz tego mieli obo\viązek 
w czasie żniw pomagać na polach d\\'orskich. Rzemieślnicy 
mogli się wymó\vić od pańszczyzny przez dostarczenie odpo- 
\viedniej \vartości to\varów sw'ego \\ryrobu. Rodziny żydo\vskie 
płaciły dzierżawy 9 guldenó\v rocznie. Chałupnicy tnusieli do- 
starczać d\voro\vi d\vie osoby i d\va konie do prac w polu. Do 
dziedzica należał \vielki bro\var z \vyłącznYln przy\vilejem \varzenia 
phva dla całego miasta. \V nlieście były tylko d\vie gospody 
d\vorskie, których dzierżawcy mieli obo\viązek sprzeda\vać tylko 
piwo dworskie. 
Zarząd nliasta składał się z burmistrza, 2 senatoró\v, sędziego, 
2 asesoró\v i pisarza miejskiego, pełniącego zarazetl1 czynności 
organisty przy kościele parafjalnYln. I(olegjum magistracko- 
sądowe na wspólnych posiedzeniach zajmo\vało się tylko lżej- 
szemi prze\vinienialni. Oskarżenia kryminalne, jak 
o podpalenie., 
rozbój, zg\vałcenie i t. d. odsyłano razem z. dehkwentem do 
Łobżenicy, gdzie \vyroko\vało liczniejsze kolegJum sądo\ve. 
Radca sądowy B
rndt \V s'.vel11 sprawoz

niu z ? 7 k\vie- 
tnia 1773 roku o stanIC sądO\VOIChva na KraJ111e z \vlelką dozą
		

/krajna_i_naklo00174_0001.djvu

			-- Ib 


.
 


ironji powiada, że ławnicy miejscy w Wyrzysku na zapytanie, 
jakie stosują podsta\vy prawne przy ferowaniu \\Tyroków odpo- 
\viedzieli: "rozstrzygamy sprawy, jak Bóg do rozsądku naszego 
przemawia". Z wyjaśnienia tego Niemcy asumpt wzięli do 
ośmieszenia polskiego sądownictwa miejskiego onych czasów, 
chociat i dzisiaj u nas i u nich istnieją sądy ławnicze i przy- 
sięgłych, gdzie czynnik obywatelski współdziała, a nawet decy- 
duje przy ferowaniu wyrokó\v i to jak ongi - nie według usta- 
lonych norm, lecz w każdym poszczególnym wypadku, jak Bóg 
nakazuje i do rozumu przema\via, bo ustawa karna tylko segre- 
guje przestępstwa i zbrodnie i nonnuje wymiar kary, zaś uznanie 
karygodności czynu i ocenę rozmiarów przestępstwa lub unie- 
winnienie oskartonego pozostawiono rozsądko\vi i sumienności 
wyrokujących sędziów. 
Od orzeczeń sądu miejskiego mógł delikwent \vnieść ape- 
lację do dziedzica, który "in secunda instantia" rozstrzygał 
ostatecznie i brał w tych wypadkach grzy\vny. Kary pieniężne 
i opłaty za sesje, pobrane przez kolegjum nlagistracko-asesorjalne, 
zaraz po posiedzeniu w gospodzie dworskiej zużywano na na- 
pitek i przekąskę, co było jedynem wynagrodzeniem za zmudy 
i trudy. 
Objazdowy radca pruski Zillmer \v 1772 roku sporządził 
w Wyrzysku spis obywateli napły\vowych, noszących nazwiska 
niemieckie, pomijając zupełnie zasiedziałych Polakó\\T, stąd spis 
taki nie ma wartości kronikarskiej i nie\vart opublikowania. 
Przytaczam kilka naz\visk o brzmieniu polskienI: KryszYlIski, 
Kazimierz, Masionka, Ze ała, Tomek, Kryzek, Szczepan, Mierot, 
Masie\vski, Beliński. 
Dokumenty i przywilej e miejskie oraz akta sądowe, prze- 
chowane u burmistrza w okutej skrzyni, opieczęto\vali i zabrali 
Prusacy. 


Ł O B Ż E N I C A. 
Miasto szlacheckie, było w 1772 roku \vłasnością rodziny 
Radolińskich. Władzę miejską i jurysdykcję \vykony\vali burmistrz 
pierwszy i drugi, pięciu senatorów, dwóch sędziów, pięciu ase- 
sorów i pisarz miejski, człowiek edukowany, zajmujący się pióren1 
zawodowo. Magistrat w razie potrzeby zbierał się u burmistrza, 
załatwiał sprawy municypalne, sądo\vnichvo procederowe, opie- 
kuńcze i drobne injuria oraz "primam notionem" sprawy krymi- 
nalne. Sąd asesorjalny miał posiedzenia co piątek u sędziego, 
rozstrzygał spra\vy gruntowe, dziedziczne, separacyjne i tru- 
dniejsze procesy cywilne. Apelacje \vnoszono do dziedzica, który 
rozstrzygał ostatecznie, prócz tego wykonalność \vyroków krymi- 
nalnych zaletną była od jego konfirmacji. 
Mieszczanie zajmo\vali się rękodzielnictwem i handlem. 
Osobne przywileje miały cechy sukienników, szewców, krawcó\'
,
		

/krajna_i_naklo00175_0001.djvu

			tJ 


garncarzy, piekarzy, stolarzy, bednarzy, kowali, ślusarzy kuśnierzy 
kołodziejów i piwowarów. Magistrat z swego grona' wyznaczał 
dla każde
o c
chu a.seso
a z głosem dor
dczym. Znajdowali się 
w Łobżenlcy 1 rzemieślniCY żydowscy, Jak kuśnierze krawcy 
rzeźnicy, posamenternicy i golarze. " 
W Łobżenicy ludność żydowska była dość liczna, bo obej- 
mowała przeszło 60 rodzin, które prócz podatków opłacały dzie- 
dzicowi rocznie 1000 tymfów dzierżawy za zajmowane mieszkania. 
Handel ku wielkiej szkodzie mieszczaństwa zagarnęli żydzi, \vy- 
kupywali w okolicy wełnę, skóry, zbote, bydło i inne artykuły, 
dając drogą zamiany towary, jakich nie miała a potrzebowała wieś. 
Łobżenica w 1772 r. według opisu objazdowego radcy 
Zillmera liczyła 540 mieszkańców Polaków i Niemców, około 
300 dusz żydowskich, 115 domó\v mieszkalnych, dwa kościoły 
katolickie, szpital miejski, szkołę polską i niemiecką, klasztor 
Franciszkanów i szereg budynków dworskich. Mieszczanie od 
zajmo\vaRych mieszkań płacili dzierża\vę d\voro\vi i musieli 
w czasie żniw pomagać przy sprzęcie na gruntach dworskich. 
Do miasta należał folwark Rataje, z którego dochody wpływały 
do kasy kameralnej. 
Właścicielami Łobżenicy byli w 15 wieku Łobżeńscy, na. 
stępnie Ostrorogo\vie. Córka Jakóba Ostroroga, generała wieI. 
kopoiskiego, gdy \vyszła za Jana Krotowskiego, \voje\vodę ino- 
wrocła\vskiego, otrzymała w \vianie miasto Łobżenicę, następnie 
objął spadek Andrzej Kroto\yski, kasztelan kaliski, który na mocy 
przy\vileju króla Zyglnunta III w pierwszym i drugim dziesiątku 
17 wieku założył m e n n i c ę ł o b ż e n i c k ą, bił denary i ternary, 
ówczesne zdawkowe pieniądze polskie. Po śmierci Andrzeja 
Krotowskiego córka jego Zofja wyszła za Mikołaja Sienia\vskiego, 
krojczego koronnego, biorąc w spadku Łobżenicę. Sieniawski 
w dalszym ciągu wybijał pieniądze, chociaż w 1627 roku \vyszedł 
w Polsce zakaz \vybijania drobnej monety \\' mennicach pry- 
\\'atnych. Widocznie dużo było \v obiegu pieniędzy łobżenickich, 
skoro w 1631 roku osobny dekret królewski przestrzegał przed 
bezwartościowemi "k\vartnikami" łobżenickiemi. 
Spis obywateli z 1772 roku za\viera następujące nazwiska 
polskie: Bartkiewicz, Wilichowski, Binie\vski vel Biniakowski, 
Stanysz, Piękusin, Dobrowolski, Forto\vska, Mirucki, Rymarkiewicz, 
Drochna, Czapkowski, Kopiewski, Barcz, Tymo\vski, Za\\rała, Ró- 
żewicz, Siemiński, Rychwelski, Stemborski, Sowiński, Krzężkie- 
wicz, Bilewski, Zimowska, Stachenkiewicz, K wieciński, B
szewi
z, 
Dux, Kloc, Ciewski, Zynka, Górakiewicz, Paradowsk
, Sohn, 
Kreczmer, Kurko\vska, Batkowski, Dołamaj, Grochowski, Chro- 
ściewicz, Bilecki, Pszczeliński, Zayda, Duszyńs
i, Urba!1, Cyra, 
Chęcitlski, WOJciechowski, Czapliński, \Vybroskl, B
, Blela\vska l 
Melerska. 


,..--\ 
..
		

/krajna_i_naklo00176_0001.djvu

			- 11m -- 


Praesidentia Lobsinensis: Pityilski, Rynkie\vicz, (educator 
Polonorum), Zystor (educator Germanorum), Potysze\vski, Kró- 
likowski. 
Klasztor Pranciszkanó\v: Gwardjan Czarliński, 13 Patres, 
15 Fratres, 9 Pamuli. 
Dokumenty i akta magistrackie i sądowe, przecho\vywane 
w 2 skrzyniach w kościele parafjalnym, opieczęto\vali i zabrali 
Prusacy. 


WYSOKA. 
Miasto szlacheckie, własność pisarza koronnego Raczyńskiego, 
podlegało zupełnie dziedzico\vi. 
Władzę miejską i sądową sprawo\vali: burnlistrz, 2 sena- 
torów, sędzia, 2 asesoró\v i pisarz miejski. . 
Mieszczanie prezento\vali z pośród siebie 4 kandydató\v, z tych 
dziedzic \vyznaczał burmistrza i sędziego na jeden rok, innych 
członków magistratu i sądu \vybierano na czas nieograniczony. 
Burmistrz, sędzia i pisarz nie opłacali podatkó\v. 
Magistrat i sąd odbywali \vspólne posiedzenia, rozpatrywali 
i załatwiali spra\vy kancelaryjne, procedero\ve, spadko\ve, krymi- 
nalne, o ile ich \vartość lub grzy\vna przenosiła 10 zł. Dro- 
bniejsze skargi o znie\\'agę, uraz cielesny, długi do 10 złotych 
załatwiał "private" bUfInistrz. Grzywnami dzielili się po poło\\'ie 
magistrat i burmistrz. Rozpra\vy toczyły się i protokóły spisy- 
wane w języku polskim. Wyroki, skazujące delik\venta na cięższe 
grzywny lub więzienie, magistrat był obo\viązany przedkładać 
dziedzicowi do aprobaty i ostatecznego rozstrzygnięcia, takte 
»salva apellatione". 
Jedna część mieszkańcó\v zajmo\vała się rolnichvem na 
roli \vłasnej lub dzierża\vionej od dziedzica, inni zatrudniali się 
rzemiosłem krawieckie m, obu wniczenl, garncarskie m i kuśnierskiem, 
wszyscy zaś opłacali dziedzico\vi dzierża\vę za zajmowane nliesz- 
kania, prócz tego od św. Jana do kOl1ca żnhv dostarczali jedną 
osobę do pracy d\vorskiej w polu. 
Obserwowany był w Wysoce zwyczaj, \vpro\vadzony \v 1722 r. 
przez ówczesną dziedziczkę Apolinarę Tuczyńską, obo\\'iązujący 
burmistrza, sędziego i in nych członków magistratu i palestry do 
ś P i e w a n i a g o. d z i n e k co niedzielę w kościele parafjalnym 
na mszy porannej. 
Był \v Wysoce klasztor Augustynów, do którego należała 
wieś klasztorna Dębówka, obszaru przeszło 2000 morgó\v, zabrana 
w 1773 roku przez Fryderyka II dla szkatuły królewsko-pruskiej. 
Prusacy w 1772 roku naliczyli \v Wysoce 316 mieszkańców 
narodo\vości polskiej i niemieckiej, kilkudziesięciu żydó\v, 42 dOlny 
mieszkalne, 59 koni, 25 wołów, 58 krów, 109 o\viec i 70 i kilka
		

/krajna_i_naklo00177_0001.djvu

			- 


161 - 


-- 


sztuk trzody chlewnej. Spis mieszczan z 1772 roku \vykazuje 
następujące naz\viska polskie:' 
aJjcki, Pazder.ski, Czyżka, Lipecki, 
Panjer, Koziński, Janka, Radło\vski, Popraiski, Zykie\vic.z, Trzciński, 
Ceraje\vski, Pucki, Matczyński, Strosze\\Tski, Jabłoński; R
 
Janecki, Paterski, Ga\valski, Spiewaczyński, Sawieki, Wieczorek. 

 - - 

 - 
Jedną skrzynię aktó\v i dokuIuentÓ\v nliejskich i sądo\vyc
 
?abrali Prusacy z domu burmistrza. 


MIASTECZKO. 


\Vłaścicielem tego lniasta szlacheckiego \V 1772 rokti był 
ks. biskup Krzysztof Szembek, który-piastując godność koadjutora 
diecezji chełnlińskiej 
 stałą miał siedzibę _ \v Chełnlnie, tu zaś 
rządy odda\vał pełnolnocniko\\ri lub dzierża\vcy. Władzę "miejską 
zarazeln sądo\\rą spra\vo\vali: burmistrz, sędzia, 2 senatoró\v 
nlagistrackich i 2 asesoró\\" sądowych. Spra \vy miejskie i proce- 
so\ve rozpatrY\\Tali i wyroki fero\vali na \vspólnych posiedzeniach, 
grzy\vną pobraną od delik\ventó\v dzielili si
 albo zaraz po po- 
siedzeniu urządzali sobie poczęstne \\.. gospodzie d\vorskiej, prze- 
siadując aż do pozbycia się ostatniego grosza. Wyroki \\' spra- 
wach \vażniejszych odsyłali do zatwierdzenia dziedzico\vi, _ kt
ry 
ró\vnież był decydującą instancją apelacyjną \v z\vykłych pro- 
cesach. Wszelkie obrady toczyły się \v języku polskinI. 
Mieszkańcó\v liczyło !v\iasteczko \\' 1772 r. 324, prze\vażnie 
Polaków', dOlnów 61, z tych 4 należały do probostw'a, k0ni tylko 6, 
krów 49, o\viec 84, innej trzody 66 sztuk. Zydó\v tu \vó\vczas 
nie było. Mieszczanie zajmo\vali się prze\\'ażnie rolnictw'etn, 
dzii\vięciu sukiennikó\\T hvorzyło osobny uprzy\vilejo\vany cech, 
jedno \vspólne'brachvo lnieli sze\vcy, kra\\Tcy, garncarze i 111urarze. 
Phvo\varó\v nie było, gdyż \\Tarzeniem piw'a zajlno\\rał się d
iedzic, 
który je sprzeda\vał mieszkańcom \v d\\Tóch g.ospodach d\\'
rskic? 
Za użytek d0111Ó\V, ogrodów i roli oby\vatele opłacali dzie- 
dzico\vi dzierżaw'ę od 3 do 8 talaró\v rocznie, jedynie burmistrz 
nie płacił dzierża\vy ani podatków' i użytko\vał 5 morgó\\' ziemi, 
inni dostojnicy pełnili urzędy honoris causa, za to byli upra\vnieni 
dQ dzielenia się ściągniętą grzywną. 
Prusacy powiadają, że nie znaleźli \\' Miasteczku żadnych 
akto\v lub dokunlentów, bo uch\\Tały i \\.yroki zapadały ustnie 
podług rozsądku i słuszności. 
Przywileje i akta J11iejslde - \\'edług zeznania lnieszczanina 
\Vieczorka - luiały się znajdo\vać \v archi\\'U111 grodzkiell1 \\' Nakle. 
J 1
		

/krajna_i_naklo00178_0001.djvu

			- 162 - 


K A M I E Ń. 


Miasto biskupie, należało od niepamiętnych czasów do 
dóbr stoło\\Tych prymasa, arcybiskupa gnieźnieńskiego.. Już 
w 1319 roku dochody z Kamienia i dóbr przyległych pobierała 
kapituła gnieźnieńska na swe potrzeby. Władzę miejską repre- 
zentowali: burmistrz, 3 senatorów, sędzia, 3 asesoró\v i pisarz 
miejski. Mieszczanie przedstawiali z pośród siebie listę kandy- 
datów, poczem komisarz arcybiskupi (starosta, capitaneus) zała- 
t\viał nominacje na poszczególne urzędy. Burmistrza i sędziego 
zatwierdzał na rok jeden, inni spra\vowali urzędy "in perpetuam". 
Wszyscy urzędnicy otrzymywali skromne "salarium" pieniężne 
i rolę do użytku. 
Sądo\vnictwo policyjne, procedero\ve opiekuńcze i spadkowe 
wykonywał magistrat, sprawy grunto\ve, separacyjne i trudniejsze 
cywilne załahviał sąd asesorjalny. Magistrat zbierał się na po- 
siedzenia co środę, sesje sądowe odby\vały się \V' każdy piątek. 
Rozprawiano i wyroko\\Tano vłt języku polskim. Odwołania 
od orzeczeń magistratu i sądu \vnoszono do komisarza arcybisku- 
piego, który rozstrzygał- ostatecznie. W sprawach kryminalnych 
ferowano wyroki "in nomine" kapituły gnieźnieńskiej, przyznając 
i tu delikwentowi pra\vo zgłoszenia rewizji do kompetentnej 
władzy arcybiskupiej, jedynie były zamknięte dalsze środki 
prawne dla wyroków śmierci, gdyż takich władza kościelna nie 
wygłasza ani zatwierdza (ecclesia non sitit sanguinem). 
Radca objazdowy Zil1mer w swym protokóle wizytacyjnym 
z dnia 19 września 1772 roku opisuje, że sąd miej sld w Ka- 
mieniu dnia 15 września 1772 roku ukarał śmiercią przez po- 
wieszenie pewnego włóczęgę, któremu udowodniono kradzież 
koni \\T Kamieniu i usiło\vane podpalenie miasta Sępólna. 
Za dekrety pobierał bunnistrz 4 grosze, opłata sądo\va za 
napisanie aktu hipotecznego \vynosiła 20 groszy, woźny miejski 
za dostarczenie pozwu "pro citatione" otrzymywał 6 groszy, 
miał także darmo mieszkanie, ogród i liberję. Pobrane od za- 
sądzonych grzywny dzielono na trzy ró\vne części, jedną brał 
magistrat, drugą kościół, trzecią szpital. 
Statystyka pruska z 1772 roku \vykazuje 395 mieszkańców, 
70 i kilka domów mieszkalnych, przy każdym domu był ogród 
i kawał roli, to też każdy mieszczanin trudnił się rolnictwem. 
Szewców było 17, kra\vcó\v 7, kołodziejów 2, po jednym garn- 
carzu i kowalu. Na mocy dawnego przy\vileju każdy mieszczanin 
mógł w \vłasnym domu warzyć piwa tyle, ile tylko chciał, ponadto 
z przyi.egłego lasu, z\vanego Dąbrową, otrzymywali mieszczanie 
drzewo do budowli i na opał i dzielili się sianem z łąk dąbro\vskich.
		

/krajna_i_naklo00179_0001.djvu

			- 163 - 


Dokumenty i akta, umieszczone w dwóch szafach, Prusacy 
zabrali u burmistrza Róże\vicza i oddali urzędnikowi pruskiemu 
Schmidowi, świeżo upieczonenlu administratoro\\Ti dóbr arcybi- 
skupich, zamienionych pospiesznie na domeny Fryderyka II. 


SĘPÓLNO. 
Miasto szlacheckie, należało do rodziny Potulickich. Władzę 
miejską i sądową spraw.o\\Tali: bunnistrz, 4 senatoró\v, sędzia, 
4 asesorów. i pisarz miejski. Burmistrza i sędziego mianował 
dziedzic, senatoró\v wyznaczał burmistrz, asesorów dobierał sędzia, 
pisarza nliejskiego \vybierali lnieszczanie. Bunnistrz, sędzia 

 i pisarz luiejski wolnynli byli od \\Tszelkich podatków i służebności. 
Magistrat rozstrzygał spory procedero\ve, opiekuńcze, spad- 
kowe i injurja, gdy sąd asesorjalny zajmował się procesami 
więcej skompliko\vanemi. Apelację n10żna było \\Tnieść do dzie- 
dzica, który rozstrzygał jako druga i ostatnia instancja. Opłatę 
pobieraną od zasądzonych pro session e i pro extracta dzielili 
się bunnistrz, sędzia i pisarz lniejski, grzy\vny płynęły do szka- 
tuły dziedzica. 
Miasto było \v 1772 roku dość obszerne, liczyło 129 dOlnÓ\V 
i 1504 mieszkańcó\v, \v dalszych 90 domach rozpostarli się żydzi 
\v pokaźnej liczbie 678 osób. Mieszczanie zajmo\vali się prze- 
\vażnie rolnictwem, ale była także znaczna ilość rzenlieślników', 
\vśród nich sze\vcy \v liczbie 24 t\\Torzyli osobny cech, dalej 
sukiennicy, kta\vcy, ko\vale, bednarze, stolarze mieii tutaj dobrych 
Juistrzó\v. Niestety, handel \vszelki zagarnęli żydzi, \vyzyskh\Tali 
ludność nliasta i okolicy, utrudniali zasiedziałym mieszkańcom 
rozwój i dorobek i tak się rozn1noży1i, że Vl 1826 roku na ogólną 
liczbę 2640 mieszkańcó\v naliczono 1318 żydó\\T. 
Rolnicy opłacali dziedzicowi dzierżawę i dostarczali rąk 
i zaprzęgów do prac d\vorskich, rzemieślnicy lnusieli \v czasie 
żniw odrabiać 5 dni pańszczyzny i płacili dziedzico\\Ti czynszu 
2 talary za każde ognisko. Garncarze i bednarze \v nliejsce 
czynszu i pracy dostarczali d\\roro\vi przedmioty s\vego \\ryrobu. 
D\\rie skrzynie dokumentó\v luiejskich i jedną skrzynię 
aktów sądo\vych zabrali Prusacy u bunnistrza i sędziego. 


WIĘCBORK. 
Miasto szlacheckie, należąło \v 1772 roku do hrabiego 
Aleksandra Hilarego Potulickiego, generała koronnego starosty 
borzechowskiego. Dziedzic nlianował burnlistrza i sędziego, bur- 
 
J11istrz po\voły\vał do lnagistratu d\\róch senatoró\\T, a sędzia do ko- 
 
legj um sądo\vego d\vóch asesorów, pisarza lniejskiego \\rybierali . 
11*
		

/krajna_i_naklo00180_0001.djvu

			- 164 
 


obywatele. Burmistrz i sędzia nie płacili podatkó\v i \volnymi 
byli od czynszów dworskich za użytkowanie kilku 111órg roli i łąki. 
Kompetencje magistratu i sądu były jak \v Sępólnie z tą 
jednak różnicą, że opłaty, pobierane od stron "pro sessione et 
decreto" rozdzielane były \v różnych częściach na członków ko- 
legjum. Woźny miejski otrzymywał "pro citatione et convoca- 
tione" jeden grosz za każde doręczenie. Grzywny opłacali 
delikwenci do skarbca dziedzicowego. 
Mieszkańcy \vyróżniali się kilku klasami społecznemi, nlia- 
nowicie pierwsze miejsce zajmo\\Tali kupcy i rzemieślnicy, drugie 
rolnicy, trzecie \vyrobnicy, z\vani także sielężnikami i gajowni- 
kami, na czwarte m miejscu byli żydzi, trudniący się handlem 
obnośnym, lichwą i faktorsh\Tem. Podobnie jak \v Sępólnie 
żydzi i tutaj się rozpanoszyli ku \vielkiej krzywdzie zasiedziałej 
ludności. 
W 1772 roku obejmował Więcbork 86 zabudo\vań miesz- 
kainych i 528 mieszkańców, prze\\Tażnie Polakó\v. 
Liczby żydów statystyka pruska nie podaje, nlusiało ich 
jednak być dużo, jeżeli radca pruski Bernet \v s\vem spra\voz- 
daniu objazdowem z dnia 7 k\vietnia 1772 roku wyraża się 
o Więcborku bardzo ujemnie i twierdzi między innemi, że nędzne 
to miasto jest zapełnione żydami "ein elender Ort voller Juden 1)". 
Na północno 
- wschodnim krańcu miasta jeszcze 1772 roku 
stał stary zamek rycerski, zbudo\vany \v 16 \vieku przez ówcze- 
snego dziedzica Kacpra Zebrzydo\vskiego. Chociaż opustoszały 
i nadgryziony zębem czasu, mury miał mocne i mógł był służyć 
potrzebie publicznej, to też zbyt łaska\\TY Aleksander PotuIicki 
ofiarował go Prusakom \v 1773 roku na pomieszczenie sądu 
okręgowego, jednak chciwy Fryderyk pruski, gdy tniał wyznaczyć 
pieniądze na rekonstrukcję gmachu, projekt odroczył ad calen.. 
das graecas. 
Miejskie dokumenty przecho\vywał burmistrz w jednej 
skrzyni, papiery sądowe były przechowywane u sędziego. Przy 
zajęciu miasta w 1772 roku jedne i drugie opieczętowali i zabrali 
Prusacy. 


ROZDZIAŁ v. 


POCZĄTKI PANOWANIA PRUSI	
			

/krajna_i_naklo00181_0001.djvu

			- 165 - 


brzegów Renu i murów Ratyzbony, Mogun"cji i Akwizgranu przez 
dawniejsze sło\viailskie ziemie nad Łabą, Odrą, Szpre\vą, Ha\velą 
do polskiej Wisły. Nie mógł Fryderyk pruski na schyłku tS-go 
\vieku \v swe m parciu na Wschód stosować barbarzyńskiej me- 
tody cesarza Henryka Ptasznika i margrabiego braniborskiego 
Gerona, tych okrutnych i kr\vawych katów słowiańszczyzny po- 
łabskiej i zaodrzańskiej, nie mógł - jak oni - w pień wycinać, 
wieszać lub w niewolę pędzić ludu \volnego, za to z bezwzględną 
brutalnością niszczył \vłasność polską duchową i materjalną, po.. 
sługując się najróżniejszemi godziwemi i niegodziwemi środkami. 
Rozkazy jego gabineto\ve, orędzia i instrukcje królewskie 
przepełnione są nienawiścią i uprzedzeniem do wszystkiego, co 
nosiło nazwę lub znanlię polskości. Wstyd powtarzać wy
ażenia, 
jakiemi znie\vażał naród nasz i wszelkie stany polskie, od włościan 
i mieszczan do ducho\vieństwa i szlachty. Pano\vanie swe na 
Krajnie rozpoczął od kasowania sądów i urzędów polskich z ró\vno- 
czeSllem usuwaniem starostów, burmistrzów, sędziów i innych 
przedstawicieli władzy państwo\vej lub samorządo\vej, zabierał 
dobra skarbowe, starościńskie, biskupie i klasztorne na własność 
swej szkatuły królewskiej, oddając je następnie w dzierżawę lub 
administracj ę swym zausznikom, \vsie szlacheckie drogą ekspro- 
prjacji \vykupywał za bezcen, parcelo\vał i tworzył osady, które 
rozdawał Niemcom, importowanym z lV\eklenburgji, Szwabji, 
Wyrtembergji, Turyngji, Badenji i innych siedzib germańskich; 
do miast polskich napędzał rzemieślnikó\v z głębi Niemiec, prze- 
\vażnie partaczy i próżniakó\v, których się tam chętnie pozby- 
\vano, jako element uciążliwy i nieużyteczny. 
Przechodził do nas proletarjat niemiecki, zwabiany reklamą 
pełną obietnic, zarazem i poch\vał dla ziemi naszej. Całym ma- 
jątkiem takiego proletarjusza była nieodstępna fajka \v ustach 
i mały tobołek pod pachą. Fryderyk płacił ich podróże i \vyży- 
wienie, następnie, gdy przyszli na miejsce przeznaczenia, sta\viał 
dla nich mieszkania, dostarczał in1 inwentarz ży\\ry i martwy 
i zboże na zasie\vy, u\\ralniał od podatkó\\T i obo\viązku służby 
wojskowej. 
Pieniądze na tę działalność kolonizacyjną zdobY\\Tał Fryderyk 
. przy pomocy kontrybucyj, akcyz, podatkó\v i ceł \\'yciskanych 
z ludności polskiej. Kmiecie musieli płacić kontrybucji _ 33 proc., 
dziedzice polscy 25 procent, klasztory i ducho\V'ieńst\\"o 50 proc. 
dochodu, jedynie Nielllcy, o ile byli \vłaścicielami dóbr, płacić 
mieli tylko 20 procent, w rzeczy\vistości płacili tylko 5 procent 
lub zgoła nic. W nliastach nałożono na obywateli różpe podatki, 
jak pogłó\vne, Czopo\ve, poradlne, targowe, podymne i tak zwane 
hyberna, czyli podatek chlebo\\"y za u\\rolnienie obywateli od 
kwaterunku wojskowego w czasie zimo\vym, prócz tego wszelkie 
artykuły codziennego użytku obciążone były akcyzami i cłami. 


..
		

/krajna_i_naklo00182_0001.djvu

			¥ 


- 166 - 


Spieszyli do kraju polskiego - pominą\vszy licznych urzęd- 
nikó\v i kupcó\v - chłopi i rzemieślnicy, nl110żąc się z roku na 
rok, najpier\v pojedyńczo, potem partjanli, ostatecznie wielkiemi 
gromadami 1). Taki był natłok tej biedy giermańskiej, tyle oni 
mieli żądań i pretensyj, tyle nasyłali Fryderykowi życzeń i zażaleń, 
że musiał on dla nich ustanowić osobnych opiekunó\\r, na- 
z\\ranych "Kolonisteninspektoren" i "I(olonistenunterinspektoren", 
których rzeczą było łagodzić i .uśmierzać animusz lub ferment 
\vśród gości z Zachodu. 
I(ronikarze niemieccy z przykrością przytaczają, że jednemu 
z tych Kolonisteninspektoró\v, rozdrażnionemu zuch\vałością no\vej 
gromady przybyszó\v, \vyr\vał się historyczny okrzyk: "C z a r t 
i c h t u s p r o \va d z ił! "2) Kronikarze piszą, że król pruski do- 
\viedział się o tej zniewadze majestatu, nie wspominają jednak 
czy i w jaki sposób został ukarany prawdomó\vny urzędnik. 
Do budo\\TY kanału nakielsko-bydgoskiego spro\vadzono 
6 tysięcy robotników z prowincji saskiej, Anhaltu i Turyngji, 
gdzie \vówczas \vielki głód pano\vał. Wszystkich tych robotników 
częścią \\T czasie budowy kanału, częścią po ukończeniu, obda- 
rowano ziemią \vydziedziczonej szlachty polskiej, t\vorząc no\ve 
zwarte osady niemieckie do dzisiaj istniejące na I(rajnie. 
Furja teutońska opanowała tak dalece Fryderyka i jego 
służalcó\\r, że na wyścigi \vytnyślali sposoby i środki wynarodo- 
\vienia, \vy\vłaszczenia i usuwania Polaków. Fryderyk nietylko 
5urowo zabronił oddawać PolakolTI dzierżawy dóbr skarbowych, 
starościńskich, biskupich i klasztornych, lecz ponadto osobnym 
rozkazem gabineto\vynl polecił naczelnemu prezesowi Domhar- 
dowi przypilnować, żeby komisarze, radcy, inspektorzy pruscy 
starali się wyrugować jak najwięcej Polaków i ich miejsce za- 
pełniali Niemcami 3). 
Rekord \v wyścigach osiągnął wspomniany Domhard, głó\vny 
powiernik Fryderyka i wykonawca jego eksperymentów anty- 
polskich. Przedłożył on s\vemu \\rładcy następujący "program 
zarządzeń politycznych i kulturalnych" na Krajnie. 
1. Radcowie ziemscy (landraci), magistraty lub sądy pod 
grozą grzywny 100 talarów nie śmią Polako\vi lub Polce udzielić · 
zezwolenia na zawarcie ślubu aż się z u p e ł n i e d o b r z e nauczą 
mówić p o n i e m i e c k u, a od 1782 r. takie czytać po nielniecku. 
1) Dr. Baer. Westpreussen unter Friedrich d. Gr. Lipsk 1909, tom 
I. str. 518. 
2) Dr. Baer. Westpreussen unter Friedrich d. Gr. tom I., str. 528. 
Dosłownie: "Der TeufeJ habe sie verschrieben!" 
3) Dr. M. Baer. Westpreussen unter Friedrich d. Gr., tom I. 
tr. 
517. Dosłownie: "wir woJJen deutsche Leute aus dem Reiche nehmen" 
soviel wie wir nur bekommen und dorten unterbringen k6nnen, damit 
wir das poJnische Zeug mehr los werden".
		

/krajna_i_naklo00183_0001.djvu

			, , 


- 167 - 


. 


. 2. Szefowie pułków otrzymują rozkaz, aby swym podwład- 
nym żołnierzom polskiej narodowości odmó\vili urIoPÓ\V i ze- 
zwoleń ślubnych, aż się nauczą dobrze po niemiecku. 
3. N a u c z y c i e l e p o l s c y zostaną pozbawieni prawa na- 
uczania, jeżeli w terminie półrocznym nie nauczą się z u p e ł n i e 
d o b r z e mówić, czytać i pisać p o n i e m i e c k u. 
4. 1< s i ą ż k i d o n a b o żeń s t wa, używane przez ludność 
polską, muszą być drukowane tak, ażeby obok polskiego tekstu 
znajdował się także niemiecki. 
5. W szkołach ma być czytana codziennie n i e m i e c k a 
b i b l j a celem wykorzenienia przesądów (katolickich! - uwaga 
autora) i zmniejszenia ślepego p r z y \v i ą z a n i a do "i n t o l e- 
r a n c k i c h" k s i ę żylI) 
- . . 
Prądy humanitarne i liberalne Zachodu, \vojna napoleońska 
i kongres wiedeński przeszkodziły \vykonaniu "kulturalnego" 
programu Domharda i Fryderyka, za to system wrogi i niespra- 
wiedliwy pozostał niezmieniony do ostatnich dni pano\vania 
pruskiego na Krajnie. 
Do jakich absurdów dochodziła gorliwosć urzędników przy 
niemczeniu kraju i Polaków, dowodzi jeszcze sprawozdanie m a- 
j o r a S a c k e n a z 16 k\vietnia 1773 r. o zajęcu pe\vnej części 
wojewódzhva ino\vrocła\vskiego na rzecz króla pruskiego. Mąż 
ten pruski nietylko \vszelkie polskie nazwy \vsi i miast poprze- 
\vracał lecz i rodo\ve naz\viska szlachty i mieszczan par force 
przerobił na niemieckie, np. Dąm bski - Eich, Działyński - 
Schalin, Radomicki - Radomin, Trzciński - Rohr, Mieczkowski 
- Sch\vertmann, Lubieński - Liebmann itd. 2). 
Śmieszne i smutne równocześnie! 


ROZDZIAŁ VI. 


URZĘDY PRUSKIE l URZĘDNICY NA KRAJNIE. 


Po oderwaniu Krajny od Rzeczypospolitej Polskiej Prusacy 
najpierw utworzyli 3 powiaty adlninistracyjne: nakielski, \vałecki 
i bydgoski. W nakielskim rządził radca Zillmer, \V - wałeckim 
radca Spalding, w bydgoskim radca Schonborn. Nad nimi pa- 
nowali wyższy radca Baltazar Brenckenhoff i jego zastępca radca 
Gaudi. Wszyscy oni nosili tytuły Kgl. preuss. Kriegs- und 
Domanenrate" . 


1) Zeitschrift der hist. Gesellschaft d. Prov. Po
en, tom 10, str. 261. 
2) Westpreussen unter Friedrich d. Gr. Lipsk 1909 - tom I. str, 48.
		

/krajna_i_naklo00184_0001.djvu

			- 168 - 


. .:. Radco\vie powiato\vi na podsta\vie instrukcji królewsko- 
pruskiej rozpoczęli. lustrację po\vierzonych sobie obwodó\v, 
z\vłaszcza po miastach i wsiach rejestro\vali mieszkańców i ich 
inwentarz, rolę, budynki, dobra starościńskie, skarbo\ve, koś(:ielne, 
klasztorne i nliejskie, gospodarst\va \vłościańskie, łano\ve i gra- 
cjalne, (panes bene merentium), proklamo\vali rządy i pra\V3 · 
pruskie, rozszerzali odez\vy Fryderyka II »do no\vych poddanych»;' 
przybijali \v każdej lniejsco\\"ości orły pruskie, nakazując respekt 
dla nich, zamykali staroshva, magistraty i sądy, zabierali ich akta, 
dokunlenty i archiwa, usuwali burmistrzó\v, sędzió\v, asesoró\v
 
sellatorÓ\v i innych urzędników pols kich, wpro\vadzając \v ich 
miejsce Niemcó\v \vięcej jak potrzeba, jednem sło\vem gorączko\vo 
praco\vali nad sprusaczeniem I(rajny po myśli i woli króla 
pruskiego. . 
. Pruski mate
jał urzędniczy widocznie nie był "prima», gdyż 
pan radca Gaudi, \vyższy komisarz króle\vski dla po\viatów 
nakielskiego, \vałeckiego i bydg<;>skiego, bardzo się gnie\vał na" 
swych kolegó\v po\viato\\Tych i refero\vał naj\vyższemu komisa- 
rzo\vi Domhardo\vi, że są n i c n i e war c i i P r a \v i e \v s z Y s c y 
dojrzali do \vyrzucenia 1 ). Wnet też wypędzono dotych- 
czaso\vych landrató\\T i przysłano do po\viatu nakielskiego radcę 
Borcka, do po\viatu bydgoskiego radcę Oppelna, do powiatu 
\vałeckiego radcę Sackena, tego co tak śmiesznie przekręcał 
naz\vy.polskie. Okropne musiały być rządy pruskich naczelników 
powiato\vych na I	
			

/krajna_i_naklo00185_0001.djvu

			- 169 - 


. . 
Po\viat ino\vrocła\vski obejulował urzędy okręgowe: 1no\vro- 
cla\v, Gnie\vko\vo, Pakość, Kruszwica, Noteć i 1'1\0gi1no z mia- 
stami: Inowrocław, Krusz\vica, Gniewkowo, Znin,' Mogilno
 
Strzelno, Gąsa\va, Gębice, Pakość, Wilatowo (teraz \vieś) i Kwie- 
ciszewo (teraz \vieś). 
Po\viat kamietlski obejmo\vał urzędy okręgo\ve: Kamień, 
Grabionna, I n t 
 Y b u c y j 
\v 1773 roku \vyciśnięto z dóbr duchov{nych 13524 talary, z dóbr 
szlacheckich, Jniast i \vsi 78935 talaró\v, z innych źródeł 14080 
talarów, razetn 106539 talaró\v, na o\ve czasy ogromne sumy, 
d z i s i e j s z e m il j o n y, prócz tego zagarnął Fryderyk całe 
dochody z dóbr koronnych i starościńskich, tak zVlanej kr-óle\v"': 
szczyzny. Dalsze wielkie sumy przyniosły akcyzy i podatki 
o różnych nazwach. Statystyka ta, czerpana z źródeł niemieckich, 
kłam zadaje twierdzeniom Niemcó\\T, że Fryderyk oder\vał od 
Polski ziemię zniszczoną, biedną i nic nie \vartą. 


Podział Krajny na ob\vody administracyjne uległ \v nastę- 
pnych latach kilku zmianom. Otóż powiaty bydgoski, ino\vro- 
cławski, kamiel1ski i \\Tałecki \v całości doczekały się I(sięshva 
Warsza\vskiego, utworzonego na podsta\vie traktatu tylżyckiego 
z dnia 9 lipca 1807 roku. Traktat tyłżycki części po\viatu ka- 
mieńskiego i wałeckiego z miastami I(amieniem i Wałczem 
pozosta\vił Prusakom, jednakże okrojone po\viaty kamieński 
i \valecki, oraz bydgoski i inowrocła\vski podporządkowano bez 
zl11iany naz\v prefekturze departanlentu bydgoskiego, zaś dla 
poszczególnych powiató\v \\"yznaczono polskich podprefektó\\T 
\v miejsce dotychczaso\vych pruskich radcó\v ziemskich albo 
landratów. 


." 
Po niespełna ośmiu latach istnienia Księshva Warsza\\"skiego, 
gdy gwiazda Napoleona zgasła pod Lipskiem, kongres \viedeński 
\V 1815 r. znów przyznał PrUSakOlTI całą Krajnę, \vtedy też oni 
zorganizo\va1i tak zwany ob\vód regencyjny bydgoski, podzielony 
na 6 po\viató\v: \v y r z y s k i, bydgoski, czarnko\\9ski, \vągro\viecki. 
inowrocławski i gnieźnieński. Po\viaty kamieński i \\rałecki przy- 
dzielono do ob\vodu regencyjnego kwidzYl1skiego. ..
		

/krajna_i_naklo00186_0001.djvu

			- 10- 


Do po\viatu \vytzyskiego należały miasta: Wyrzysk, Łob
e- 
nica, Wysol{a, Miasteczko, I(cynia, Gołańcz, Szamocin i Margonin. 
Miasta Nakło i 1V1rocza należały do po\viatu bydgoskiego. 
Z dnieITI l stycznia 1818 roku podzielono ob\vód regen- 
cyjny bydgoski na 9 pow'iató\v: wyrzyski, bydgoski, szubiński, 
wągrówiecki, chodzieski, nlogileński, czarnko\vski, ino\vrocławski 
i gnieźnieński. Powiat \vyrzyski odstąpił lniasta Szamocin 
i 1\1argonin po\viato\vi chodzieskiemu, . lniasto I(cynię powiatowi 
szubińskiemu, miasto Gołańcz \vągró\vieckielnu, za to otrzymał 
miasta Nakło i Mroczę, \vyłączone z powiatu bydgoskiego. Od 
o\vego czasu do dni ostatnich obszar powiatu \vyrzyskiego po- 
został bez zmiany. 


ROZDZIAŁ VII. 


AKT HOMAGJALNY W MALBORGU. 
UDZIAŁ PRZEDSTAWICIELI KRAJNY W TEJ IMPREZIE. 


Manifestem z 13 \vrześnia 
 roku Fryderyk II wezwał 
wszystkie stany polskie: ducho\Vlenstwo, szlachtę, mieszczan 
i włościan na ziemiach codopiero oder\vanych od Rzeczypospolitej 
i \vcielonych do Prus do złożenia przysięgi homagjalnej, czyli 
hołdu \viernopoddailczego i \vyznaczył ku temu dzień 27 września 
1772 ro1«l \v MaIborgu na zamku krzyżackim. Później, gdy 
zdołał dla siebie urwać części Kuja\v i Pałuk, wyznaczył drugi 
termin na 22 maja 1775 roku \v Ino\vrocławiu, dokąd zwoływał 
nowo zdObytych ,,\vasali" i tych, co do Malborga nie poszli. 
Dwie intencje lTIiał Fryderyk, gdy \vpadł na pomysł wy- 
muszenia homagjum od przedsta\vicieli ducho\vieństwa, szlachty, 
miast i \viosek, najpierw chciał wysondować sentyment ludności 
polskiej do nowego rządu, następnie i to było celem głó\vnym, 
spodziewał się znaleść pretekst do k o n f i s k a t y d ó b r koroll
 
nych, szlacheckich i ducho\vnych, gdyż sprytnie przypuszczał, 

e prze\vażna część ducho\vieńsłwa i szlachty nie uderzy czołem 
przed jego obrazem na zamku krzyżackim w Malborgu. 
(Na sali hołdowniczej \v zamku malborskim ustawiono tron 
z obrazem Fryde.ryka II i przed tern obliczem królewskie m od- 
bierano "homagjum ".)---- - 
Jak \llielkim mistrzem intrygi był Fryderyk II wykazuje 
jego instrukcja gabinetowa z 6 czerwca 1772 roku, w której 
prezydentowi Domhardowi poleca s kry t ą a g i t a c j ę \vśród 
wojewodów i starostów dla nakłonienia ich do opozycji i wstrzy- 
mania się od udziału w imprezie malborskiej, bo objaw taki -
		

/krajna_i_naklo00187_0001.djvu

			-=-171 


jak się bez ogródki wyrażał - st\vorzy upra\vnienie natychmia- 
stowej konfiskaty dóbr \voje\vódzkich i starościńskich l). Napły- 
\vające do Ą1alborga stany, głównie z biskupstwa \varmińskiego, 
biskupstwa chełmińskiego, województ\va malborskiego, ziemi 
pomorskiej i kaszubskiej, podzielono na oddziały duchowne 
i ś\vieckie, katolickie i luterskie. Małą liczbę hołdo\vnikó\v do- 
starczyła Krajna, bo samej szlachty brakło około 40, kilkanaście 
miast nie wysłało delegatów z powodu braku pieniędzy na po- 
dróż, duchow'ieństwo katolickie wysłało po jednynl delegacie 
z każdego dekanatu. To też wysoki komisarz pruski na Krajnie, 
Baltazar Brenckenhoff, wysłał do Berlina 19 listopada 1772 roku 
zażalenie na n i e p o s ł u s z e ń s t \v o ikr n ą b r n ość s z l a c h t Y 
i d u c h o w i e ń s t \v a ob\vodu nadnoteckiego. Polecał zastoso- 
wanie k..a.nf.iska1¥ "r i innych represalij wobec opornych 
patrjotów polskich. 
Osobiście byli w Malborgu : 
z miasta N a kła: burmistrz Bartłomiej Biniako\vski i sędzia 
Józef Doktoro\vicz, 
z nliasta M r o c z y: burmistrz Pa\veł Wielecki i sędzia 
Michał Kowalewski, 
nliasta W y r z y s k, W Y s o k a i M i a s t e c z k o nie wysłały 
delegatóvl, ul1ie\vinniając się brakiem gotówki \v kasie miejskiej. 
Magistraty tych miast podpisały przysięgę hołdowniczą \\p lutym 
1773 roku przed komisarzem pruskiITI Salomonem z Piły, 
z miasta Ł o b ż e n i c y: burmistrz Jan Lubenau i sędzia 
Jan Stęborski, 
z miasta W i e l e n i a : burmistrz Józef Minka i ła\vnik 
Krystjan Reich, 
z JTIiasta P i ł y: burmistrz Wa\vrzyniec ," Staszic i ła\vnik 
Krzysztof Cylcdorf, - 
z miasta Wał c z a : burmistrz Jakób Duszyński i sędzia 
Kazimierz Gołacki, 
z miasta S ę p ó l n a: burmistrz Szubert, 
z miasta W i ę c b o r k a: burmistrz Szlip, 
z miasta K a nl i e n i a: burmistrz Róże\vicz, 
z miasta Z ł o t o \v a: burmistrz Maciej I	
			

/krajna_i_naklo00188_0001.djvu

			- 172 -- 



 . - 
Ducho\vieństwo reprezento\vali delegaci' .dekanató\\' nakiel- 
skiego, łobżenickiego, \vięcborskiego i \vałeckiego. Po jednym 
zastępcy \vysłali: Ojco\vie Jezuici z \Vałcza, Ojcowie Jezuici 
z Bydgoszczy, klasztor Cystersów \v Korono\vie, Ojcowie Refor- 
maci z Łabiszyna, ks. proboszcz bydgoski i ks. proboszcz \vieleński. 
Spisy hołdo\vnikó\v nlalborskich \vymieniają także kilkunastu 
sołtysów, między innymi z Polichna, Lubaszcza, I	
			

/krajna_i_naklo00189_0001.djvu

			173 - 


nad wsiami i ekononljami dzierżył I g n a c y T war d o w s k i. 
Jeden i drugi. nie przeby\vali \v Nakle, lecz \vyręczali się 
burgrabiatni i rejentanli. Sąd ziemski (iudicium terrestre) \v N
kle 
podlegał sędziemu (iu4ex) T o m a s z o \v i W rób l e \v s k i e m u. 
Starostę grodzkiego \v wszelkich spra\vach \\ryręczał bnrgrabia 
nakielski (vicecapital1eus vel burgravius) P i o t r Trą m p c z Y ń s k i. 
Sędzia ziemski miał do pomocy rejenta grodzkiego (actuarius) 
I g n a c e g o G u z o w s k i e g o. Prezydentem miasta (konsul) był 
obywatel B a r t ł o m i e j B i n i a k o \v S k i, rolnik z zawodu. 
Sędzią miejskinI (podsędkiem - subiudex) był J ó z e f D o k t 0- 
. 
r o w 1 C z. 
Nieba\\reln po uroczystościach malborskich, dokąd jeszcze 
Prusacy napęd
ili dotychczasowych przedstawicieli administraćji 
państwo\vej i miejskiej, objęli rządy grodzkie i miejskie audytor 
Plehn, radca Wabeser, burmistrz Schroeter, sędzia i \vójt Wolff, 
urzędnik akcyzo\vy Natz, poborca podatko\vy Damm, urzędnik 
komunikacji Reiss, inspektor solny (Salzinsp
ktor) Baehr, kon- 
troler celny Hauchdeck i t. d. i t. d. 
. 
W 1775 roku ulnieszczono \v Nakle sz\vadron huzaró\v 
pułku Usedoma, co było nielnałą udręką dla mieszczan, gdyż 
żołnierzy rozk\vatero\vano na mieście, prócz tego nałożono na 
mieszczan osobny podatek ser\viso\vy. Na czele sz\vadronu stał 
pułko\vnik Reppert. 
Archhvum miejskie z o\vych czasów jest bardzo skromne, 
bo zaled\vie trzy foljanty zdołały się ukryć na strychu przed 
\vandalizluenl \\"ładcó\\r miasta i nlagistratu. \V 1859 roku, gdy 
regencja bydgoska zażądała odesłania do archh\rUnl państ\vo\\rego 
aktó\v wartości historycznej, oś\viadczył magistrat l1akielski, żę 
stare akta już da\vniej zostały sprzedane kupcom do o\vijania 
to\varów l). 
Z o\vych urato\\'anych foljantó\v do\\riadujemy się, że 
pier\vszym pruskinI burnlistrzem \\T Nakle był niejakiś S c h r o e t e r, 
który urzędo\vał od 1773 do 1776 roku. Po nim nastąpił 
B u r g v.; e d e l, którenlu przydano do ponlocy kalkulatora Mau- 
hopfa i konlisarycznych senatoró\v Wolffa, \Vagnera i Zuko\\rskiego 
oraz ła\vnikó\v J ahnkego, \V ollschlaegera i Odoro\\-skiego. 
Burmistrz Berg\\redel nie \\
ładał językienl polskim, to też 
nielitośchvie kaleczył naz\\'iska, pisząc: Schil11an tzki (Szymański), 
Schlonl0\vitz (Słonl0\vicz), Sobigraiski (\\
do\va Sobiegrajska), 
n a\vet koleg
 s\\rego \v nlagistracie senatora Zuko\vskiego pisał 

Schuko\vski" . 
Pusta była kasa tnagistracka za czasó\v Schroetera i Burg- 
wedla i po prostu mó\viąc bieda \\'yłaziła \\'"szystkiemj. bokami. 
1) Dr. \Varschauer. "Die Sttidtirchen Archive", str. 159. - Lipsk 1901. 
Ił . . - - ...
		

/krajna_i_naklo00190_0001.djvu

			-- 174 - 


. 



 
Prusacy trapili miasto podatkalni, ostatki \vyciskali na potrzeby . 
Fryderyka, opłaty za \varzenie phva i palenie oko\vity oraz 
grunto\Jte, budynko\ve i wyszynko\ve zabierali na rzecz skarbu 
pruskiego, a na domiar utrapienia \v i ę k s z Y l a s po le\vej 
stronie Noteci, należący do majątku miejskiego, odebrali miesz- 
czanom i przyłączyli do majątkó\v króla pruskiego. 
Zadłużał się Magistrat na różne strony i tak u proboszcza 
nakielskiego, ks. prałata Złotnickiego, wziął pożyczkę 2000 tymfów 
polskich, z\valoryzowanych później na 400 talarów pruskich; 
od Stanisła\vskiego, dziedzica Gumnowic, pożyczył 60 talaró\v, 
dając \v zasta\v łąkę zwaną Wymiarki; oby\vatele Bembenek, 
Jahnke i Smoczkie\vicz poratowali biedę miejską gotó\vką, biorąc 
w zastaw' i użytek łąki . miejskie, oznaczone naz\vami Dolna, 
Sta\vna i Rudnica. 
Skromnie się reprezento\vał majątek nliejski \v 1777 roku 
gdy burmistrz Burgwedel sporządzał budżet komunalny i spis 
"pertynencji" kanIery nakielskiej. 
Prócz łąk zastawionych za\viera spis: ka\\Tał roli o 3 szeflach 
\vysie\vu, ka\\Tał roli o 8 szeflach \vysie\vu, kawał roli o jednYITI 
szef1u \vysie\Jlu i łąkę na "Okolu", rolę i łąkę pisarza lniej skiego, 
rolę i łąkę burmistrzo\vską. Jeden tylko budynek był \vłasnością 
miejską i to dom zamieszkały przez pastucha, który bydło wy- 
pędzał na \vspólne pastwisko. 
Do miasta należały o b s z e r n e p a s t \v i s k a na przestrzeni 
od Bielaw do Występu po le\vej stronie Noteci. Były one 
\vspólną \vłasnością mieszczan, wsp
lnie też pasły się tu stada 
bydła pod nadzorem pastucha miejskiego. Mieszczanie opłacali 
da\vniej "pash\Tisko\ve" do kasy miejskiej, dopiero za czasów 
Burgwedla stanowczo oświadczyli, że na nlocy da\vnego przy- 
wilej u mają prawo bezpłatnie uży\vać past\viska. Spór toczył 
się bardzo długo, aż ostatecznie w 1826 roku geonletra rządowy 
K wiram na \vniosek mieszczan nakielskich pornierzył sporne 
obszary! poczem nastąpiła separacja opisana szczegóło\vo w akcie 
recesyjnym na 420 stronach foljo. 
Do ruchomego majątku miejskiego zaliczano: skrzynię okutą 
do przecho\vywania dokunlentów, repozytorjum, 4 strzelby, szefel 
berliński, \vagę z ciężarkami, łokieć żelazny, skrzypce hiszpańskie 
i bęben. Do ostatniego instrumentu dodana jest u\vaga, że 
służy on w razie pożaru do alarmu i do z\voływania mieszczan 
przy publicznenl odczyty\vaniu rozporządzell urzędo\vych. 
Lata 1773 do 1775 nazwać lTIOŻna "interregnum", gdyż 
prezydenf' Bartłomiej Biniako\vski, urażony pruskiem lekceważe- 
niem autorytetu prezydjalnego i senatorskiego, usunął si<: od
		

/krajna_i_naklo00191_0001.djvu

			- 175 - 


spraw publicznych i poświęcił się całkiem rolnictwu, a sędzia 
Doktorowicz z nakazu pruskiego pożegnał jurysdykcję i zajął się 
ulubione m warzeniem piwa. Wtedy to mieszczanie podzielili 
się "pertynencjami" miejskiemi, co im nietrudno poszło, bo mieli 
je w dzierżawie. Nasłany na burmistrza Schroeter nie mógł się 
zorjentować \v ówczesnej zagmatwanej "reformie rolnej" i uznał 
status praesens, za co przyjmo\vał podobno dowody wdzięcz- 
ności tak sute, że z początkiem 1776 roku usunięto go za 
za zbytnią gorlhvość \v służbie i zamianowano burmistrzem 
B u r g wed l a. 
Sprawiedliw'ość trzeba oddać Burg\vedlo\vi, że energicznie 
upominał się u \\Fładz pruskich o las miejski, wspomniany \v do- 
kumencie fundacyjnym Władysława Łokietka z 1299 r. i w przy- 
wilejach królewskich z 1520, 1683 i 1720 r. 
W swem sprawozdaniu z 12 listopada 1778 r. zaznaczył on 
wyraźnie: 
"las kameralny albo miejski o d n i e p a m i"ę t n y c h 
c z a s ó w należy do nliasta, został atoli n i e p r a w' n i e 
w czasie ak\vizycji zabrany i przyłączony do aktu (ma 
znaczyć do spisu dóbr pańshvo\vych). Miasto byłoby da\vno 
dochodziło s\vych słusznych pra\v, niestety mieszczanie 
i kamelarja miejska nie mają potrzebnych środkó\v na wy- 
datki proceso\\Te, jednako\\Tol rezer\\Fują sobie "quaevis 
competentis iuris "1). 
O procesie miasta z fiskusetTI - 1857 - 1872 wspom- 
nimy później. 
Budżet gn1inny z 1777 roku przedsta\\Tiał się niew'esoło, 
gdyi dochody obliczano na 115 talaró\\T, \vydatki na 190 talarów'; 
niedobór 75 talaró\v \\"yró\vnany został no\\'ą pożyczką. 
W dochodach znajdujemy opłaty budynko\ve, ogrodo\ve, 
targo\\Fe, pastw'isko\\Fe, mieszczańskie, dzierża\vy łąk i roli, od 
wyszynku piw'a i \vina i kary policyjne. 
W wydatkach głó\vne miejsce zaj mują pensje burmistrza, 
senatora, \\roźnego luiejsldego, stróża nocnego, komisarza rzą- 
dowego i kalkulatora. Drobne k\\"oty wyznaczone były na 
sprzęty, materjały biuro\ve i opał izby radzieckiej \v mieszkaniu 
burmistrza. 
Ratusza nie było, dlatego \\rszelkie posiedzenia lnagistratu 
odby\\rały się u burmistrza. Da\\Tniejszy okazały ratusz spalił 
się w 1762 roku podczas \vielkiego pożaru, jaki l1a\viedził tTIiasto 
i zniszczył prawie poło\\Fę dOlnÓ\v. Zniszczały Wó\\Fczas stare 
k sięgi i do kumenty Iniejskie i tylko aktonI grodzkinl ,z3\\Tdzię- 
1) Archiwum micjsJ{ie w NakJe, rocznik 1778. 


lO
		

/krajna_i_naklo00192_0001.djvu

			_o. 176 


ol 


czarny mnóstwo \viadorności kronikarskich o Nakle z czasow 
przedrozbioro\vych. 
. Mieszczanie \V o\vych latach trudnili się prze\vażnie rol- 
i1ichvem i hodowlą bydła. Statystyka z 1792 roku dowodzi, że 
Jnieszczan posiadających budynki i grunta było 146. Utrzymywal
 
oni 176 koni, 104 \\yoły, 158 kró\v i 547 o\viec i kóz. Poczesne 
miejsce zajmo\vał bunnistrz Burgwedel, którego in\ventarz ży\vy 
składał się z 7 koni, 8 \vołó\v i 3 kró\v, za co płacił podatku 
paste\vnego półtora talara. Nie ustępo\vał mu senator Mischke . 
(zape\vne Miska), który nliał 6 koni, 8 \vołó\v i 4 krowy. 
W o\vczarni Pedzińskiego naliczono I 6 baranów i 85 owiec, 
owczarz Szulc utrzymywał stale 150 i kilka o\viec. Prócz mieszczan 
każdy urzędnik ba\vił się hodo\vlą kró\v i owiec, nav{et sędzia 
Koch miał 2 konie, 2 kro\vy i kilka o\vjec. 
1. . Jak wyżej \vspomniano \vszystek in\ventarz 1uiał dostatek 
paszy na \vielkich pashviskach miejskich nad Notecią ob.szanl 
1295 morgów. Paszy zimo\\yej dostarczały łąki lniejskie, które 
także były \vspólną \vłasnością nlieszczan. 
Rejestry nakielskie począ\vszy od 1791 roku \\rykazują silny 
przypły\v ludności żydowskiej, nie mó\\riąc o Niemcach, których 
importowano jako krze\vicieli kultury teutoflsldej. Chociaż bio- 
grafowie niemieccy hvierdzą o Fryderyku II, że bardzo niecier- 
piał .żydów, jednakże pod jego pano\Vanieln błogo było przy- 
byszom selnickim, rozmnażali się swobodnie i po\voli poczęli 
zdobywać pra\v"a mieszczan posesjonatów a później nawet wpły- 
wo\ve stanowiska w magistracie i reprezentacji, co za\vdzięczali 
głó\vnie zasadzie urzędnikó\v pruskich, że pieniądz żydov{ski 
"non olet". 
Pośród nazwisk polskich i nienlieckich przewijają się 
w rejestrach nakielskich starozakonne naz\vy jak Jacob, Marcus, 
Moses, Chaym, Raffel, Levin, Itzig, Smul, Elias, Abrahaln, Mi- 
chel, Josef, Job, Sloinle, Salomon, Jochem, Jude, Ephraim itd. 
W późniejszych rejestrlłch żydzi mają już po\vażne naz\\'iska 
niemieckie, np. Fuchs, Baer, \Volff, Hirsch, Loe\ve, Katz, Seelig, 
Herrmann, Baerwald, Bernstein, Rubin, Dawidson, Jacobsohn, 
Abrahamsohn, Schmuchler, Kallmann, Perlitz, Lesser itd. Dalszy 
dopły\v żydoshva \vykazują dane statystyczne z 1830 roku i lat 
następnych. Urośli oni do liczby jednej trzeciej ludności miasta 
Nakła. 
W wspomnianych rejestrach niemiłosiernie są pokaleczone 
nazwiska mieszczan polskich, np. pisano Symny zamiast Zimny, 
Bigalke zamiast Biegaiski, Schebka zamiast Rzepka, Glatk.e za- 
miast Gładki, Schimek zamiast Szymek i \viele innych dzh\rolągów, 
tworzonych już to rozmyślnie w celach gennanizacyjnych, już 
też dla braku znajomości języka polskiego. Zważmy, że od 1798 r.
		

/krajna_i_naklo00193_0001.djvu

			- 177 - 


do czasu ut\vorzenia Ksi
stwa Warsla\vskiego l1UejSCa \v magi- 
stracie zajęli Nietllcy z Zachodu Burg\\redel, Zion, Malzaht.1, 
Mischke i Etter. Polaków, chociaż stano\viii 80 procent lud- 
ności, usunięto zupełnie z kolegjuin nlagistrackiego. 


ROZDZIAŁ IX. 


CZASY I
SIĘSTW A WARSZAWSKIEGO. 


Traktat pokojowy, zawarty \'1 Tylży dnia 9 lipca 1807 roku 
ponliędzy Napoleoneln a królem Fryderykiem Wilhelmem i carem 
Aleksandrem, przyłączył \viększą część I(rajny do no\vo ut\VO- 
rzonego Księshva Warsza\vskiego. Burmistrz Burgwedel, wystra- 
szony klęskanli króla pruskiego i dezorganizacją kraju, zrzekł się 
burmistrzoshva nakielskiego pod pretekstelTI słabości fizycznej 
i przepraco\vania urnysło\vego. Ró\vnocześnie spłoszeni pogrometn 
wojsk pruskich zgłosili rezygnację senatoro\vie Zion i Etter. 
Bardzo się zJuarhvił tą dezercją dyrektor pruski \v Byd- 
goszczy pan Grisano\vski (Nienliec) i gorzkie \vyrzuty czynił 
Burg\vedlo\vi, nie nlógł go jednak skłonić do daiszego urzędo- 
\vania. Bez upo\vażnienia przełożonej \vładzy i \vbre\v obo\\Tią- 
zującynl wówczas przepisonl Burg\\redel z\vołał nlieszczan na 
naradę \'1 sprawie \vyboru no\vego lnagistratu. 
Większością głosó\v \vybrano na senatoró\\T panó\v Feliksa 
L i c h n o \V s k i e g o i Mateusza S z y 11 o \V S k i e g o. 
Z poprzedniego kolegjum pozostał senator Mischke, który 
był katolikiem i da \\rniej pisał się Misl	
			

/krajna_i_naklo00194_0001.djvu

			-- 178 - 


Dyr ktorjum Generalne, działające imieniem KOlnisji Rządzącej 
w Warszawie, przesłało dnia 16 lipca 1807 r. Izbie bydgoskiej 
"instrument" notTIinacji tymczaso\vego Magistratu Narodowego 
miasta Nakła, i to z burmistrza i pisarza Wolfa, senatorów 
Lichnowskiego i Miskiego. 
Izba Administracyjna nakazała W o1fo\vi, ażeby natychmiast 
do Bydgoszczy zjechał i przed deputowanym ku temu konsyl- 
jarzem Bocheńskim, przysięgę służbową złożył, a potem, \vróciwszy 
do domu, od innych członkó\\T Magistratu równą przysięgę odebrał. 
Dekret podpisali. komisarze rządowi Grabowski, Glisczyński 
i Działyński. 
Udał się tedy Wolf do Bydgoszczy, gdzie "coram Commissario" 
następującą przysięgę złożył: 
"Przysięgam Bogu WszechmogącetTIu jako włożone na mnie 
obo\viązki Iv\agistratu sumiennie i ściśle pełnić, również Najja- 
śniejszemu Panu Fryderykowi Augustowi, Królowi Saskiemu, 
Książęciu Warszawskiemu i wszystkim zwierzchnim Władzom 
przez Niego postanowionym wierność i posłuszeńshvo zacho\vy- 
wać będę. W szczególności zaś \vszelkiego starania przyłożę, żeby 
zasady policyjne dla Magistratów lniast Narodo\vych pod dnieJn 
14 maja r. b. przez Komisję Rządzącą uchwalone w mieście 
urzędowania mego do skutku zawsze przy\vodzone były. Tak lni 
Boże dopolnóż!" 
Nadto uroczyście oświadczył, że pełen jest uszanowania 
dla Rządu i przejęty p a t r j o t Y c z n ą c h ę c i ą służenia współ- 
obywatelom Narodowego Miasta Nakła, co osobnym protokółem 
uwieczniono i zaopatrzono podpisami Wolfa i konsyljarza 
Bocheńskiego 1). 
Prócz nominacyj dla siebie i senatorów otrzymał WoH 
"Regulamin dla Magistratów Miast Narodo\vych" z dnia 14 maja 1807 
wprowadzony rozkazem Ministerstwa Policji na całym obszarze 
Księshva Warszawskiego. Ciekawe zawierał przepisy Ó\v regu- 
Jamią, niestety, dla szczupłości miejsca nie mogę go przytoczyć, 
choć wart tego. 
Z czasów przynależności Krajny do Księst\va Warsza\vskiego 
podnieść nam trzeba objaw ani nowy ani osobliwy, a jednak 
ciekawy. Otóż od pierwszych do ostatnich dni pano\vania 
Fryderyka Augusta, króla saskiego i księcia \varszawskiego, 
Niemcy na Kraj nie nie chcieli z rąk wypuścić zdobyczy mater- 
jalnych i administracyjnych, osiągniętych pod berłem pruskiem. 
Nakło podzielone było na dwa wrogie obozy, jeden pruski 
pod dowództwem burmistrza W olfa, stąd s t r o n n i c t w e m 


1) Archiwum miasta Nakła J rocznik 1807.
		

/krajna_i_naklo00195_0001.djvu

			- 179 - 


"w i l k ó w" z\vany, drugi polski pod władzą mieszczan Ziem- 
nieckiego, Stefańskiego i Prokopa zwał się s t r o n n i c t w e m 
n a r o d o we m. Ostry antagonizm ujawnił się przy wyborze 
senatorów i radnych. 
Dekret Izby Administracyjnej z dnia 12 listopada 1807 r. 
wezwał mieszczan l1akielskich do złożenia przysięgi homagjalnej 
i dokonania \vyboru Magistratu. Termin ku temu \vyznaczono 
na 21 listopada 1807 r. \v kościele katolickim. Posłuszni we- 

waniu zja\vili się mieszczanie Polacy i Niemcy o godz. 10 rano 
w kościele parafjalnym, gdzie ich podzielono na grupę katolicką 
i luterańską. Najpier\v zgromadzili się przed ołtarzem katolicy 
(bez \vyjątku Polacy). Ks. prob. Thielmann odczytał im po 
polsku następującą rotę przysięgi: . 
"Przysięgam Bogu Wszechłl1ogącemu, iż N
jjaśniejszemu 
Panu Fryderyko\vi Augustowi, królowi saskiemu i książęciu 
warszawskielllu \viernytl1 i posłusznym chcę być. Gdybym 
miał być po\\rołany do jakiego urzędu, chcę tenże wiernie 
i poczciwie podług mi nadanych przepisów sprawo\vać, 
\vszelką szkodę i uszczerbek czy do Osoby Najjaśniejszego 
Monarchy czy też do kraju ściągające się ile możności 
mojej obowiązuję się od\vrócić. Tak mi dopolnóż Panie 
Boże \vszechmogący do \viecznego zbawienia przez zasługi 
N. M. Panny i \vszystkich S\viętych. Amen". 
Mieszczanie przysięgę "more catholico" złożyli. 
Następnie przystąpili do ołtarza luteranie. Rotę przysięgi 
odczytał im burmistrz Wolf po niell1iecku, poczenl oni "l11ore 
lutherano" zaprzysiężeni zostali. Zydzi tego salnego dnia \v sy- 
nagodze przed rabinem przysięgę złożyli. 
Po ukoiiczeniu uroczystości przystąpiono do \\ryboru 3 se- 
natorów i 3 starszych Juiasta. Polacy byli \v znacznej \viększości, 
jednak fortele i machinacje W olfa przechylały zwycięstwo na 
stronę niemiecką. Wtedy nlieszczanin Z i e 111 n i e c k i \vniósł 
energiczny protest przech\r \vażności \vyboróv{. PodniesionYl11 
głosel11 wołał: 
"lny, ll1ieszczanie, żądamy stanowczo ustanov-rienia k a t o- 
l i c k i e g o 111 a g i s t r a t u, ró\vnież donlagamy się zamiano\\Tania 
innego burnlistrza i sędziego. Dopóki to nie nastąpi \\Tstrzy- 
mamy się od głosu. Dalej żądamy oddania mieszczanom 1 a s u 
m i e j s k i e g o, za branego przez rząd pruski, oraz z\volnienia od 
licznych podatkó\\r. Nie będzienlY z\\rażali na Izbę Administra- 
cyjną \v Bydgoszczy, która zrobiła Wolfa bunnistrzem, lecz 
wyślemy delegat6\\T \\rprost do Warsza\vy i tam przepro\\Tadzimy 
naszą słuszną spraw
 l) 


1) Archiwum miasta Nakła, rocznik 1801, Generalia. 


12*
		

/krajna_i_naklo00196_0001.djvu

			- - 180 - 


li! 


Tumult po\vstał w kościele, cofnęli się polscy mieszczanie 
od \vyboró\v, pozostała garść Niemcó\v oddała głosy na Baumana, 
Fromho1za, Lopsa, Ruffa i Lucksa. 
Daremnie starał się umitygować zagnie\vanych narodowców 
ks. prob. Thielman, daremnie Wolf ofiaro\\'ał im kOlnpromis, 
niepokój \vzn1agał się, aż w końcu \vezwano mieszczan do 
opuszczeuia kościoła. 
Part ja "v.rilkó\v" \vysłała czcmprędzej do Izby Administra- 
cyjnej \vniosel{ o zahvierdzenie \vYlnienionych Nieluców na se- 
natorów i radnych. Podpisali \vniosek piekarze Riks, Jalbe, 
Nessel, Bell, Hellem, I(lodschey, ko\val Focht, murarz Flotau 
i Sepols. 
Burmistrz Wolf z swej strony dnia 11 grudnia 1807 roku 
o przebiegu wyboró\v złożył Izbie raport, \v którYITI brzydko 
nawymyślał Zimnieckienlu i Prokopo\vi, nazwał buntownikanli 
i pro\vokatorami, a na\vet stano\vczo żądał ich u\vięzienia i osa- 
	
			

/krajna_i_naklo00197_0001.djvu

			- 181 - 


"Przed zaborem Dystryktu nad Notecią mieli Właściciele 
Possessyi \v Mieście Nakle wolność \vszelkich sposobó\v do 
utrzynlywania się swego używać, iako to pro\vadzeniem Handlu, 
bicia bydła, pieczenia chleba y tern podobniey. Późniey zaś, 
gdy nastali \v Nakle n i e m i e c c y P i e kar z e zbroniono miesz- 
kańcom tutejszym wypiekania chleba na sprzedaż, tym sposobem 
ostatni sposób do życia wielu odebrano. Lecz gdy ta p o ż ą d a n a 
o d m i a 11 a R z ą d u nastąpiła y my znowu oddychać zaczęliśmy 
do utraconych S w o b o d Y Y W o l n o ś c i O Y c z y 2, ny n a s z e y, 
przysposobiliśmy się \v mąkę i iuż blisko 3 k\vartały piekliśmy 
chleb y sprzedawali. Teraz, gdy nowych Piekarzy nastało do 
Nakła o b c Y c h N i e In c Ó \v, zabrania nanI burmistrz Wulf 
pieczenia Chleba y z pOlnocą żołnierzy Francuskich zabrał nam 
Chleb, który na sprzedaż \vynieśliśmy na Rynek. Prosimy nay- 
pokorniey, aby Prze św. Izba Adln. Pubie raczyła naganić temuż 
Burmistrzo\vi Wulfov.ri tako\vy postępek, a naln pozv.'olić, abyśmy 
p rzy z w r Ó c o n e y O Y c z Y ź n i e P r a \v a nI i y W o l n o ś c i ą 
d a \v n ą n a s z ą \vypiekanienI chleba na sprzedaż cieszyć się 
mogli" 1). 
Prefekt departamentu bydgoskiego, hr. Skórze\\'ski, dekretem 
z dnia 18 grudnia 1807 r. nakazał Wolfo\vi niez\vłocznie złożyć 
raport a suplikantów nie ścigać do czasu rozstrzygnięcia spra\\'y. 
Mimo tego nieustraszony Wolf \v dniu 17 lutego 1808 r. ., 
ob\vinionych mieszczan pozwał przed sąd magistracki i postarał 
się o zasądzenie ich na grzy\vnę po jednynl taiarze, co SPO\VO- 
do wało pono\\"ną skargę zasądzonych do prefektury. 
W olf zdążył dopiero 29 lutego 1808 roku \vygotO\\TaĆ raport 
pełen zarzutów kazuistycznych i po\\'ołyv.'aii na przy\\'i1eje pruskie, 
nadane profesjonistonl niemieckim, czenI urażona Izba Admini- 
stracyjna już 4 lnarca 1808 r. za\viadolniła Wolta, że słanov.'czo 
popiera z a s a d ę \v o l n o ś c i II a n d l u i p r o f e s y j, 
"bo im \\'ięcey \Viktuałó\v y Chleba \v Mieście, tern też 
dla Publiczności lepiey, czego y Rząd Polski y Francuski pozv.'ala". 
Z tych przyczyn prefekt u\\Tolnił lnieszczan od \\'iny i kary 
i da\vniejszą \volność zarobko\vania ilu nadał. Jeszcze raz starał 
się Wolf swoje racje uzasadnić i przepro\vadzić i jeszcze raz 
w dniu 9 nlarca 1808 f. otrzYlnał rezolucj ę, \v której prefekt 
G1isczyński stanowczo i \vyraźnie mu napisał: 
"gdy z ducha Konstytucyi y Prawa I(rajo\vego godzhvy 
zarobek każdel11u jest doz\volony - a zatenl ani Miasto ani 
Publiczność na tern nic nie traci, że \vięcej \\T mieście Wiktuałó\\' 
się znajduje. Przeto nie tnoże Magistrat \vzbraniać wypieku 


, 
l) Acta gpecialia l\1agi
trattt z 1807 roku.
		

/krajna_i_naklo00198_0001.djvu

			-- 182 - 


Chleba mieyscowyn1 OSOOOI11, czuwać tua tylko, ażeby mieszkańcy 
\v Nakle \vypiekali Chleb podług Wagi y Taxy \v ró\vney dobroci, 
iak uczone Maystry". 
Bardzo pobłażliwy prefekt długo tolerował nielojalność 
Wolfa, gdy jednak tnnożyły się zażalenia na jego stronnicze 
i afektami pruskiemi nastrojone urzędo\vanie, nadesłał 111U ostatnie 
pouczenie, które WoH zrozumiał i o z\volnienie poprosił, co 
prefekt chętnie przyjął do \viadomości. Równocześnie otrzymał 
terminatkę konfident \Volfa senator i kamelarz Baumann, który 
przy rachunkach mało z\vażał na cztery działania arytmetyczne 
i dlatego zapewne nikomu sprawozdań rachunkowych składać 
nie chciał. 
Burmistrzem zamianowany został urzędnik prefektury pan 
S z y ITI a ń s k i, kamelarzem i senatoretu pan L e n c ki. 


ROZDZIAŁ X. 
O LUDNOŚCI, PROFESJACH, POSESJACH 
I MAJĄTKU MIASTA W 1810 ROKU. 


Bunnistrz Szytuański wespół z katuelarzen1 Lenckim ener- 
gicznie się zabrali do pracy adlninistracyjnej, gospodarstw'o miej- 
skie uporządkowali, nowe rejestry założyli, budżet opracowali, 
statystykę gospodarczą sporządzili, jednem słowem nieporządną 
gospodarkę pruską do ładu i składu doprowadzili, co na ich 
pochwałę tutaj się wspomina. 
Kamelarz Lencki dużo miał kłopotu z administracją kasową, 
bowiem usuniętego Baumana ani groźbą ani prośbą nie było 
można nakłonić do zdania rachunków z czasu ubiegłego. Znie- 
cierpliwiony Lencki wysłał do podprefektury zażalenie, \v którem 
podniósł, że Baumann luimo kilkakrotnych wezwań nie dostarcza 
rachunków, aktó\v i dowodów z 1807 i 1808 r. Podprefekt Win- 
nicki dnia 22 sierpnia 1809 r. Baumanowi nakazał, ażeby oddał 
wszelkie raptularze i akta pod grozą grzy\vny. 
Przy studjowaniu aktów miejskich z _ czasów Księstwa War- 
sza\vskiego odnosi się wrażenie, na\vet pewność, że żywioł nie- 
miecki, nasłany przez Fryderyka II, nie uznawał autorytetu 
ó\vczesnego rządu francusko-sasko-polskiego i lekceważył roz- 
porządzenia \vładz polskich. Niestety, kierowały się władze nasze 
zbytnią tolerancją i delikatnością, co wycho\vańcy Fryderyka 
za słabość i chwiejność uważali. 
Taki Baumann ani myślał usłuchać nakazu podprefekta 
(starosty), zbył milczenietu jeden nakaz i drugi, nawet na we-
		

/krajna_i_naklo00199_0001.djvu

			- 183 - 


zwanie Głównej Izby Rachunkowej z dnia 16 listopada 1810 t. 
nie odpo\viedział. Dopiero kiedyś po zlik\vidowaniu Księst\va 
Warsza\vskiego \v 1816 roku zniewoliła go regencja pruska do 
złożenia rachunków. Sprawozdanie Baumana nie było zbyt 
jasne, więc dużo jeszcze papieru spotrzebo\vano na rezolucje 
i tTIonita zanim w 1818 roku nowo kreowany landrat powiatu 
wyrzyskiego p. Bukowiecki, po strąceniu wątpliwych pozycyj, 
zdołał mu udzielić absolutorjum. 
Stan N a r o d o we g o M i a s t a N a kła w 1810 r., gdy admi- 
nistrację sprawowali Polacy, przedstawiał się jak następuje: 
W mieście znajdowały się 63 domy duże, 34 średnie, 
65 domów małych, 27 zamieszkałych lepianek, oznaczonych 
naz\vą "budy", 82 stodoły, 187 stajen, 7 śpichlerzy, 4 osobne 
browary, razem 189 budynkó\v mieszkalnych i 280 budynków 
gospodarczych. Ludności było 1277 osób, z tych 818 Polaków, 
345 Niemców i 114 żydów. l 
Do mieszczan należały \vspólne pastwiska obszaru 1295 
morgów i ogrody własne obszaru 12669 prętów k\vadratowych. 
Pastwiska po obu stronach Noteci na przestrzeni od Biela\v 
i Paterka do Występu, Rudek i Trzeciewnicy, podzielone były 
na skotarskie, owczarskie, końskie, świllskie i gęsie, znaczy to, 
że każdy rodzaj trzody miał osobne pastwisko. Stały pastuch 
nliejski miał opiekę nad stadem krów i wołów, \vypędzanych 
na pastwiska wspólne. 
Własnością gminy miejskiej były łąki różnych roznliaró\v, ł 
odróżniane nazwami Wymiarki, Stadniko\va, Dolna, Stawna, 
Rudnica, na Okolu wójtowskiem, na Okolu żydo\vskiem. Prócz 
łąk należały do gnliny obszary ziemi ornej, których rozmiar 
i \vartość oceniano \\"edług korcó\v wysie\vu, np. rola na Górkach 
z \vysiewem 12 korcy, rola na Okolu z wysie\vem 8 korcy i t. d. 
Do ruchol110Ści miejskich, wymienionych już \v rozdziale VIII, 
dopisano łańcuch policyjny do krępo\vania przestępców, grze- 
chotkę dla stróża nocnego i chorągiew targo\vą. Ta ostatnia 
rozwinięta podczas targu na rynku do pe\vnej godziny była 
znakiem dla handlarzy, że nie \volno im \vykupY\\Tać to\varó\v. 
Pobierano na rzecz komuny podatki polowe (na meljorację 
p ashvisk), mieszczańskie (za nadanie praw oby\vatelskich), targo\\re 
(za stanowiska na targach), handlowe (za uprawianie handlu), 
majsterskie (za uzyskanie tytułu mistrza), \vyszynko\\"e (od bro- 
warów i gospód), komornicze (od chałupnikó\v bez praw oby- 
watelskich). 
Pomiędzy licznymi przemysłowcami zajmują pierwsze miejsce 
piwowarzy w liczbie 14, następnie 12 piekarzy, 12 sze\vcó\v, 
8 krawców, 6 rzeźnikó\\T, 4 bedgarzy, 4 stolarzy, 4 ko\vali, 
dalej wylicza statystyka rzemieślników innych za\\"odów, jak
		

/krajna_i_naklo00200_0001.djvu

			- 184 - 


ślusarzy, zdunów, murar2.Y, luaiarzy, cieśli, tokarzy, kotlarzy, 
kuśnierzy, garbarzy, siodiarzy, po\vroźnikó\v, tnłynarzy, także 
rybakó\v, kominiarzy, kapelusznikó\v, kilkunastu kupcó\v, trzech 
szynkarzy, jedną aptekę i jednego chirurga. Bractwa osobne 
mieli piekarze, młynarze, kra\vcy, nlurarze, szewcy i kowale. 
I(upcy i rzemieślnicy mieszkali \v śródtnieściu, rolnicy i chałup- 
nicy (budnicy) na przedJl1ieściach bydgoskim i łobżenickim. 
N a Paterku lniejskim zamieszkiv. 1 ało 42 chałupnikó\v, zapisanych 
\\T rejestrze mieszkańcó\v 

akła. 
Prócz mieszczan, utrzymujących się z pracy rąk \vłasnych, 
przeby\vało w Nakle dużo bezrobotnych urzędników niemieckich, 
których ży\vił Berlin pod \varunkiem, że pozostaną na straży 
\\Tschodniej, aż minie huragan napoleoński. Stąd \v rejestrach 
z 1810 r. znajdujemy całą awangardę germańską przy pełnych 
tytułach z krótkitn a wynl0\Vnym dodatkiem "ex", np. ex-oficjant, 
ex-rendant, ex-kontroler, ex-aktuarjusz, ex-sędzia, ex-akcyźnik, 
ex-inspektor i t. d. Wszyscy oni wspólnie z niemieckim rze- 
mieślnikiem i osadnikiem h\TOrzy1i ja\vną i zuchwałą irredentę, co 
czekała załaluania się na błędnej konstrukcji i słabych funda- 
mentach zbudo\vanego gmachu Napoleona. 


ROZDZIAŁ XI. 


ZIEMIA NAI	
			

/krajna_i_naklo00201_0001.djvu

			- 185 - 


-- Wkrótce pojawia się tkliwa odezwa księcia warsza\vskiego, 
króla saskiego Fryderyka Augusta z dnia 22 maja 1815 roku, 
zaopatrzona takim \vstępen1: 
"Przez Traktat z dnia 18 maja 1815 r. w skutek ustano- 
wionego przez \vielkie Mocarst\va na Kongresie Wiedeńskim 
Podziału kraiów, zrzekliślTIY si
 possessyi Xięshva Warszawskiego, 
a uwolnienie poddanych od przysięgi iest naturalnYITI skutkiem 
takowego zrzeczenia się" - itd. 1). 
W dniu 22 czerwca 1815 roku ukazuje się list z\vołujący 
mieszkańcó\v \V. I(s. Poznańskiego na zgromadzenia powiatowe 
"dla \vybrania Deputowanych do złożenia przysięgi hołdu dzie- 
dzicznego". Mają się stawić \v Poznaniu \v dniu 4 sierpnia 1815 r. 
"Obywatele i Mieszkańcy Stanu szlacheckiego osobiście lub przez 
deplttO\Vanych, tak iednak, aby z każdego Po\viatu naYlTIniey 
cztery osoby z Szlachty, cztery z Ducho\vnych i Pasterzy i sześć 
SołtysÓ\V z \vsió\v, od Magistrató\v zaś każdego Miasta Burmistrz 
lub Radny do PO\vyższego hołdu od Kraiu umoco\vani i \vysłani 
zostali". List podpisał "Namiestnik Króla v.. r Wielkie m Xięshvie 
Poznańskiem, A. Radziwiłł". 
Departament bydgoski w 1815 roku, gdy pono\vnie dosłał 
się \v ręce pruskie, obejlTIOwał powiaty bydgoski, inowrocławski, 
kamieński i wałecki. Wybory delegató\v na sejmik hołdo\vniczy 
odbyły się dla tych pO\\Tiató\v \v Bydgoszczy, Ino\vrocła\viu, Wy- 
rzysku i Pile. Już wó\vczas upatrzono Wyrzysk jako siedzibę 
\vładz nov..Tego powiatu wyrzyskiego, uhvorzonego \V 1815 roku 
z części po\viató\v bydgoskiego, katnieńskiego i wałeckiego. 
Miasta N a k ł o i M r o c z a należały do po\viatu bydgoskiego, 
dopiero przy dalszej reorganizacji po\viató\v obv..rodu bydgoskiego, 
dokonanej l stycznia 1818 r., dostały się po\viato\vi \vyrzyskiemu. 
SZefelTI powiatu bydgoskiego (landratem) był p. I( l o c z - 
k i e \\"' i c z, szefem powiatu \vyrzyskiego p. B u k o \v i e c k i. 
Na dzień 18 lipca 1815 roku z\vołano l11ieszczan nakielskich 
celem dokonania \vyboru deputo\vanego na sejmik hołdo\vniczy 
\v Poznaniu. Głosy padły na radcę miejskiego (senatora) Łuka- 
sza I(rz y\vińskiego, którego rzeczą teraz było pojechać do Po- 
znania na 4 sierpnia 1815 roku i złożyć przysięgę \vierności 
królowi pruskiemu imienienl Jniasta Nakła. Rota przysięgi, 
podpisana przez I(rzy\vitlskiego i d\\"óch komisarzy pruskich, 
obejtnuje trzy strony druku foljo z tej przyczyny, że \vyliczono 
\v niej wszystkich kre\vnych i powino\vatych domu HohenzoUerów 2). 
Burmistrz Z a r e m b a z po\vodó\v politycznych został usu- 
nięty z urzędu dnia l października 1816 roku. l(iero\v'nich\To 


J) Zbiór publikacji z 1815 roku. Archiwum miejslde w Nakle. 
2) Oryginał zachowany jest w archiwum miasta Nakła, rocznik 
aktów 1815.
		

/krajna_i_naklo00202_0001.djvu

			- 186 - 


Magistratu objął niejakiś H e i n r i c II s, którego podpisy znajdują 
sic: w aktach do końca lnarca 1817 roku. 
W dniu l kwietnia 1817 r. zajął krzesło bunnistrza no\vy 
tn-łż z Zachodu Jak ó b B e c ker, który otrzytnał notninację 
pruską na długoletnie urzędowanie i rzeczywiście pracował 
w Nakle do 1836 roku. W czasach jego działalności (1817-1836) 
bardzo się rozmnożyli i rozwielmożnili \v Nakle N i e tn c y 
i ż y d z i. Jednych i drugich tnocno forytowano, pierwszych 
sprowadzano z różnych państewek nietnieckich i zasilano gotó\vką, 
drugim nadawano prawa i koncesje tak obszerne, że stali się 
groźnymi konkurentatni ludności chrześcijańskiej, zwłaszcza 
polskiej. Nietncy i żydzi ąolidarnie pracowali nad zniszczenietn 
mieszczaństwa polskiego, przyczetn ja\vną i silną potnocą służyły 
iłn władze pruskie, pańshvowe i kotnunalne. 
W latach 1817-1820 toczyła się w Nakle woj na żyd o wska. 
Dwie organizacje żydowskie, jedna złożona z rodzin zasiedziałych, 
druga z nowoprzybyłych, wiodły spór o pra\vo własności cmen- 
tarza żydowskiego. Pierwsi wykazywali, że ich rodziny p r z e s z ł o 
2 O O l a t zamieszkują w Nakle, stąd tnają pierwszeńst\vo do 
synagogi i cmentarza, drudzy uhvorzyli bractwo pogrzebowe 
i z tego tytułu rościli sobie pra\vo opieki nad cmentarzetn 
żydowskim. Gdy przyszło do czynnej walki wkroczyły władze 
i uśmierzyły zapał wojenny setnitów. W aktach Magistratu 
zachowały się z czasów owej wojny autentyki nakreślone pismem 
i językietn hebrajskim oraz opatrzone długitn szeregietn podpisów 
hebrajskich. _ 
W 1820 roku zorganizowana zosiała w Nakle s tr aż p o żar na. 
W mieście znajdowały się dwie sikawki, jedna miejska u ła\vnika 
Krzymińskiego, druga królewska w budynku tnagazynowytn, 
sześć stągwi do wody na kołach, sześć drabin ognio\vych i sześć 
drągów opatrzonych hakatni. Stągwie rozmieszczone były po 
dwie na starYln i nowym rynku i w ulicy Berlińskiej. Do każdej 
sikawki było wyznaczonych 6 par koni, do każdej kufy po 3 konie. 
Do obrony w razie pożaru powołanych było 112 tnieszczan, 
z tych 36 do obsługi sikawek, 6 do haków, 10 do drabin 
a pozostali tworzyli kotnpanję ratunkową i rezerwową. Statut 
straży pożarnej obejmował 116 paragrafów l). 
Jak tnało ceniono, a na\vet. roztnyślnie niszczono zabytki 
i dokumenty historyczne świadczy tnały epizod z 1821 roku. 
Otóż mieszczanin Biniakowski zobaczył u swego krewniaka 
Arendarskiego stary arkusz papieru, zapisany łaciną i zaopatrzony 
wielką pieczę ci ą królewską. Zaniósł go do radcy miejskiego 


. 


1) Akta Magistratu, rocznik 1820.
		

/krajna_i_naklo00203_0001.djvu

			- 187 - 


.......... 
--- 


Krzywińskiego, który uzna!, ze arkusz jest częścią o r y g i n a ł u 
p r z y \v i l e j u m i a s t a N a kła z l 520 r. Udał się zaraz do 
Arendarskiego, u którego \v skrzyni znalazły si
 dalsze
. karty 
dokumentu. Arendarska oświadczyła, że z n a l a z ł a róż n e 
p a p i e r y obok domu, gdzie przódy mieszkał burmistrz, zabrała 
je i włożyła do skrzyni. Burmistrz Becker obwinił Arendarskiego 
o kradzież dokumentów miejskich i wysłał do sądu w Łobżenicy 
wniosek o ukaranie, jednak dla braku dowodów sąd sprawę 
umorzył. Akta Magistratu nie wspominają, dokąd następnie się 
zabłąkały pozostałości oryginalnego przywileju miejskiego l). 
Dla objaśnienia dodaję, że procesy nakielskie wytaczano 
przed sądem w Łobżenicy, ponieważ w Nakle od czasó\v an
ksji 
pruskiej sądu nie było. 
T a r y f a t a r g o waz 1828 roku wykazuje następujące 
ceny: wieprzowiny funt 30 fen., woło\viny funt 16 fen., masła 
funt 48 fen., litr \vódki 60 fen., litr piwa 12 fen., szefel żyta 
l tal., szefel pszenicy 2 talary, chleba funt 6 fen. 
N a b u d o \V' ę koś c i o ł a k a t o l i c k i e g o rozpoczęli 
mieszczanie zbierać ofiary w 1820 r. Pierwsza lista ofiar z dnia 
l grudnia 1819 r. zawiera nazwiska 90 mieszczan, którzy pod- 
pisali kwotę 960 talaró\v. Chęci mieli jak najlepsze, ale czasy 
były tak utrapione, że kilka lat minęło zanim dopełnili zobo- 
\\riązań, niektórych nawet egzekuty\vnie zmuszono do zapłacenia 
deklarowanej kwoty. 
A potrzeba budowy musiała być w'ielka, skoro pisarz 
lniejski Erdmann, luter troskihvy o dobro katolików, doniósł 
Starostwu w Wyrzysku, że kruchta grozi za\valeniem i w razie 
jakiegoś \vstrząśnienia mogłoby być narażone życie i zdro\vie 
paraf jan katolickich 2). 
Dopiero w 1839 roku sporządzono urzędo\vą repartycj ę 
podatków na budowę kościoła parafjalnego. 
Wyznaczono na koszty budo\vy 7359 talaróvl 
podwody i usługi ręczne paraf jan 1320 JJ 
potrzebna. gotówka 6039 talaró\\T 
Fiskus jako patron płacił 2U13 JJ 
na parafan rozłożono . 4026 talarów. 
Do listy repartycyjnej wpisano 162 rodziny z Nakła, 56 rodzin 
z Trzeciewnicy, 34 rodziny z Paterka, 17 rodzin z Chrząsto\va 
i 15 rodzin z Występu, razem 284 rodziny. Budo\\1ę świątyni 
rozpoczęto w 1842 r., a ukończono ją i oddano po konsekracji 
do użytku wiernych w 1847 r. 3 ). 


1) Archiwum miejskie. Acta Generalia, rocznik 1821. 
2, Acta specialia Magistratu w Nakle. 
8) Oryginał repartycji znajduje sie przy aktach Magistratu, rocz. 1
. 
. .
		

/krajna_i_naklo00204_0001.djvu

			- 188 - 


ił 


. 


ROZDZIAŁ XII. 


UPADEK MIESZCZAŃST\VA POLSI	
			

/krajna_i_naklo00205_0001.djvu

			- 189 - 


nie nIógł nic łożyć na po\viększenie lub ulepszenie przedsię- 
biorstwa, z' drugiej strony otrzymał n i e b e z p i e c z n y c h r y \v a l i 
N i e m c ó w i ż y d ó w, których gromady przypływały do miast 
i zdoby\vały sobie rynek pracy. Niemców \vyposażały i prote- 
gowały \vładze pruskie, żydó\v \vspierali współplemieńcy, przytem 
oni sami niezrównanymi byii w sztuce zwabiania publiczności. 
Poczchvy nasz lnieszczanin lat wiele nauki potrzebował, zanim 
doszedł do dzisiejszej umiejętności skutecznego współzawodnictwa 
na każdem polu. Trzeci powód to b i e r n ość społeczeństwa 
polskiego, o b o jęt n ość dla spraw narodowych i ekonomicznych, 
a p a t j a zupełna, nieledwie letarg i poddanie się racji mocniej- 
szego. Polski stan średni przechodził \V o\vych latach kryzys 
ciężką, choroblhvą, niebezpieczną. 
Zapiski kronikarskie mó\\"ią nam, że w 18.42..-r.oku było 
\V Nakle 971 Polakó\v., 929 NienICÓ\V, 930 żydó\v, razem 2830 
nlieszkańcó\v. 


. 


Handel i rzelniosło opal1owaii Niemcy i żydzi. Na ogólną 
liczbę 69 kupcó\v i handlarzy nienIniej jak 58 było żydów. 
Handleln koni zajlno\vało się 8 żydó\v, zbożenl handlo\vało 21 
żydó\v, innymi produktalni i to\varanli 29 żydó\v. Osobne bract\\To 
kra\vieckie hvorzy1i żydzi w liczbie 24, piekarst\\Tem trudniło się 
6 żydó\v, prócz tego byli tu. żydzi mydlarze, kuśnierze, jeden 
lekarz, jeden cukiernik, jeden introligator, jeden powroźnik, 
jeden szklarz, a niemniej jak 15 żydó\v miało \\Tyszynki piwa 
i \vódki. 
Dużo kłopotu miał z żydami bunnistrz I( a u l f u s s, który 
\v 1836 r. objął ster lniasta po Beckerze. Obszerny protokół 
skreślił o z a b u r z e n i a c h ż y d o \v S k i c h, skiero\\Tanych przeciw 
ludności chrześcija11skiej. W Nakle nlieli żydzi S\voją dzielnicę 
"ghetto", gdzie pano\\"ali \vszech,,"ładnie a n a\vet Posu\\"ali się 
do napasto\vania tuieszczan, znie\vażali ich okrzykami i ""y- 
z\viskalni. Wez\vany do potnocy policjant został przez motłoch 
znieważony i poturbo\vany. MinIo ukarania głó\vnych \vino\\rajcó\v 
po\vtarzały się napaści i \vrzaski, dopiero po użyciu silniejszych 
środkó\v ograniczyli się żydzi do atakó\v z \vnętrza domoshv. 
Burnlistrz \vystoso\vał do rabina ostre pisnlo, \'1 którem 
\vytyka żydonI, że nie zasługują na łaski królewskie, bo za na- 
dane im pra\va i s\vobody \\TSzczynają bunty i s\\ra\vole a na\\Tet 
targnęli się na osobę przedsta\viciela \\Tładzy. Grozi żydoln, że 
będą karani chłostą i \vięzieniem, jeżeli nie przesŁaną zakłócać 
spokoju i porządku publicznego 1). 
Przytoczony epizod \\'yr\\
ałenl z archhvuul dia udo\\"odnienia 
jak dalece ży\vioły obce się rozpanoszyły \v polskiell1 tnieście 
Nakle. 


1) Archiwum l\'1.agistratu. Sprawy żydowskie 18
-18'" .
		

/krajna_i_naklo00206_0001.djvu

			- 190 - 


Jeszcze silniej występuje p r z e \v a g a o b c o p l e In i e ń c óW 
\V l 853 r. Wtedy Iniasto liczyło 1189 Polaków, 1218 Niemcó\\T, 
i 1160 żydów, razem 3567 tnieszkańców. W Magistracie nie 
zasiadał ani jeden Polak, \v Radzie miejskiej było 2 Polakó\v 
(Wi1iński i Podgórski), 9 Niemcó\v i 7 żydó\v, znaczy to, że 
Polacy wpra\vdzie ilościowo przedstawiali siłę jednej trzeciej 
ludności, lecz ekonomicznie zajlno\vali skromną jedną dzie\viątą 
część. Wniosek taki ma słuszną podstawę właśnie \\T onej 
dwójce radnych. PrzYPolnnijlny sobie, że według stare
 systełl1u 
pruskiego przy wyborach do rad miejskich odnosili z\vycięshvo 
ci, co największe mieli dochody i najwyższe płacili podatki, 
a \vięc \v tym \vypadku Niemcy i żydzi. 
Przy zbieraniu danych statystycznych z szóstego dziesiątka 
lat ubiegłego \vieku uja\\Tniają si
 cieka\ve szczegóły o 'ówczesnych 
s t o s u n k a c h g o s p o d a r c z y c h nliasta Nakła. Podpada 
najpierw liczba 51 \v y s Z y n k ó w, z których tylko 4 były 
polskie, 26 żydo\vskich i 21 niemieckich. N a 70 lnieszkańców 
przypadał jeden \vyszynk (dzisiaj jeden na 350 mieszkańców). 
Dalej podziwiatny bardzo roz\vinięty h a n d e l z b o ż e m, zmo- 
nopolizo\vany \v ręku 32 kupcó\v żydo\vskich (dzisiaj mamy 
4 polskie przedsiębiorstwa zbożowe). Wielkie śpichlerze w starej 
dzielnicy ś\viadczą o Ininionej ś\vietności handlu żydo\vskiego. 
Kupiech\Tem zajmowało się 91 pryncypałów i 60 subjektó\v; 
kra\\Tcó\v było 40 mistrzó\v i 30 czeladników; szewców 26 lnistrzów 
i 15 czeladnikó\v; rzeźników 14 lnistrzów i 10 czeladników; 
piekarzy 10 lnistrzów i 10 czeladników; stolarzy 9 nlistrzó\\T 
i 8 czeladników; ślusarzy 7 lnistrzów i 10 czeladnikó\v; ko\vali 
8 tnistrzó\v i 9 czeladnikó\v; bednarzy 5 mistrzó\v i 4 czeladników; 
cieśli 2 mistrzó\v i 32 czeladnikó\v; budo\vniczych 3 mistrzó\v 
i 40 czeladników; 2 kotlarzy, 2 blacharzy, 2 tokarzy, 3 powroź- 
nikó\v, 1 kapelusznik, 1 lnydlarz, 3 zegarmistrzów, 6 siodlarzy, 
3 kuśnierzy, 2 browary, 4 cegielnie, 2 \viatraki, 2 księgarnie, 
1 drukarnia, l introligatornia, 1 apteka. 
RolnictweiTI zajmo\vało się 42 mieszczan przy pomocy 
62 parobków i 76 dziewczyn. 
W latach 1843-1853 s z k o l n i c t wodoznało znacznych 
ulepszeń. Katolicka gmina szkolna na gruncie uzyskanym od 
gminy kościelnej pobudowała szkołę, \v której urządzono 3 klasy 
i 3 mieszkania dla nauczycieli. Budynek ten przy uiicy Dąbro- 
wskiego służy dzisiaj organizacjom harcerskim do zbiór
k. 
Niemcy wybudo\vali sobie szkołę przy ulicy Stodołowej 
(dzisiaj Sienkiewicza), urządzili w niej 4 klasy i mieszkania dla 
4 nauczycieli. W budynku tym mieści się teraz żłóbek i kuchnia 
ludowa. 
Żydzi lnieli \vłasną szkołę z 3 klasa mi przy ul. Bydgoskiej, 
gdzie teraz ochronka katolicka się znajduje. 


,
		

/krajna_i_naklo00207_0001.djvu

			- 1
1 - 


Istniała także wyższa szkoła chłopców pod kierownictwem 
rektora Richtera i \vyższa szkoła dziewcząt pod dyrekcją panny 
Osten-Sacken. .. Przy szkole katolickiej otwarto dla dzie\\Tcząt 
naukę robót ręcznych i gospodarstwa domowego. 
Statystyka wyznaniowa i szkolna z 1848 r. daje nam takie 
szczegóły: Jeden kościół katolicki, proboszcz ks. Pankau, kato- 
lików 1119. Jedna szkoła katolicka, dwie klasy, nauczyciele 
Thielmann i Przybyłowicz, do szkoły uczęszcza 120 chłopc6\\T 
i 80 dziewcząt. Jeden kościół luterski, pastor Luks, luteranó\v 
1112, jedna szkoła luterska, dwie klasy, nauczyciele Heecke I. i II. 
do szkoły uczęszćza 131 chłopców i 130 dziewcząt. Jedna syna- 
goga i l modlite\vnia talmudystów, rabin Henoch, żydó\v 955, jedna 
szkoła żydowska, dwie klasy, nauczyciele Heymann i Bock, do 
szkoły uczęszcza 67 chłopców i 68 dziewcząt. Glnina polskich 
dysyden tów liczy 60 dusz (razem z okolicą), uczęszczają do 
kościoła w Polichnie, dba o nich pastor Schlossmann z Byd- 
goszczy, ich dzieci uczęszczają do szkoły ewangielickiej. Do 
\vyższej szkoły Richtera uczęszcza 12 chłopców i f) dziewcząt. 
W 1848 r. wykończono budowę r a t u s z a. Kamień \vęgielny 
w dniu 29 maja 1845 r. położył król Fryderyk Wilheltn IV., 
który si
 tu znalazł z okazji \vizytacyj okolic dotkniętych klęską 
powodzi. Tenże był \v Nakle gościem już w czerwcu 1842 r. 
gdy jechał z \vizytą do Petersburga. \Vtedy deszcz bardzo padał, 
dla tego nie wysiadł z powozu, raczył jednak \vychylić kielich 
madery na pomyślność tniasta Nakła 1). 


ROZDZIAŁ XIII. 
PROCES O LAS MIEJSKI. 
SPÓR O PATEREK MIEJSKI. 


A. L a s n a k i e l s ki. 
Przed kilkudziesie:;ciu laty ojco\vie miasta dużo narobili 
sobie ambarasu, \vszczynając proces z fiskusem pruskim o las 
miejski na Paterku. Nie tnożna W' zapiskach kronikarskich po- 
minąć tego procesu, ponieważ za\viera on część dziejów Juiasta 
a zaprzątał gło\vy jurystów przez okrągłe 25 lat, bo rozpoczęty 
1857 roku dopiero 1872 r. zakończył się - niestety, klęską 
Magistratu, poczetn akta procesowe znikły na poddaszu ratusZO\\Tem 
w ostatnim najcielnniejszym kąciku, skąd teraz dopiero po latach 
pięćdziesięciu \vydobyto je na światło dzienne jako tnaterjał 
kronikarski. 


1) Acta specialia Magistratu, rocznik 1842. 


I 


...
		

/krajna_i_naklo00208_0001.djvu

			.t. - 


W 1778 r. bunnistrz Burg\\Tedel zapo\viedział rządo\vi prus- 
kiell1U, że mieszczanie - skoro pieniądze na ten cel zbiorą - 
\vszelkich środków pra\vnych użyją, ażeby odzyskać las nliejski, 
nieprawnie przyłączony do ekonomyj króla pruskiego. 
W 1787 r. leśnik Wackermann z Paterka wysłał do Urzędu 
leśnego w Bydgoszczy skargę na mieszczan nakielskich, że 
jeszcze z a c z a s Ó \v P o l s k i c h (noch zu Pohlsche Zeyten) 
część lasu nakielskiego przy Paterku miejskinI wycięli, \vykarczo- 
wali i chałupnikó\v tam osadzili. 
Magistrat wez\vany do udzielenia \vyjaśnień odpisał hardo: 
"skoro mieszczanie za dawnych czasó\v kawał lasu wyrąbali 
i chałupnikó\v taln osadzili, widocznie do tego słuszne pra\\To- 
nlieli, bo las zdawienda\vna do posesji miejskich należał, 
a dopiero od czasu "ak\vizycji" BlieszczanOln odjęty 
ostał." 


Obrażona "Jego Króle\vskiej Mości W oienna I(atneralna 
Delegacya \v distryktach nad Notecią" nadesłała Magistrato\vi 
nakaz ogłoszenia "loco publico " w języku polskim i niemieckinI: 
"Publicandum dla Distryktó\v nad Notecią \\Tzględem \vy- 
stępkó\v boronl y lasom uczynionich, y Kar na to ustano\vionich. 

 14. I(to, nie lnaiąc od Nas Salnych albo od Departamentu 
Łowczego, Naszego Generalnego a Nay\vyższego Direktorium 
\v Interessach Financyalnych, \Voyskowych y Ekonomicznych 
na to I(onsensu, roli \v boru doby\va, \viną Piąciudziesiąt Tala- 
ró\v, albo trzech miesięczną Karą festunkową ma być skarany." 
Po takiej przestrodze zalnilkli nlieszczanie na długie lata. 
Dopiero w 1857 r., gdy proboszcz nakielski \vygrał proces 
o użytek drzewa z lasu miejskiego przy Paterku, uważali, że 
nadszedł czas podniesienia pretensj i do rządu pruskiego o zwrot 
lasu. Usiło\vali iść najpier\v drogą ugodo\vą i petycję wysłali 
do ministershva ekonomyj króle\vskich o dobrowolne oddanie 
miastu lasu lub przyznanie mieszczanom pra\va bezpłatnego po- 
bierania drze\va. Po otrzymaniu odmo\vnej odpo\viedzi upełno- 
mocnili ad\\Tokata Geislera \v Bydgoszczy do wniesienia skargi. 
Magistrat oparł skargę na przy\vilejach, nadanych miastu 
przez królów polskich, z\vłaszcza 
1. na przy\vileju fundacyjnYln Władysława Łokietka z 1299 r. 
\v którYln Piotr z Dusdenu otrzynluje polecenie rozbu- 
do\vy miasta I
akła nad Notecią przy istniejącym grodzie 
nakielskinl. Piotro\vi z Dusdcnu prócz innych dobro- 
dziejst\v, wyznaczył Łokietek pół miii lasu \v kierunku 
Gniezna z zastrzeżeniem. że l!lieszczanie drze\vo wszelkie 
, 
na użytek brać będą 1110gli,
		

/krajna_i_naklo00209_0001.djvu

			- 193 - 


2. na przywileju Zygnlunta I z 1520 r., który zapewnia 
mieszczanom nakielskim, wszystkinl razern i każdeulu 
z osobna, teraźniejszytn i przyszłym, prawo własności 
i użytku lasów i zarośli z dawien dawna do miasta Nakła 
bezsprzecznie należących, 
3. na przywileju Jana Sobieskiego z 1683 r., który zatwier- 
dza i rozszerza dawniej sze przywilej e, 
4. na przy\vileju Augusta II z 1720 r., w którym wyraźnie 
przyznano mieszczanom prawo własności lasu miejskiego 
przy Paterku. 
Nie uwzględnił przywilejów Sąd okręgo\vy w Bydgoszczy 
i rozstrzygnął na niekorzyść miasta, motywując wyrok brakietn 
dowodów, że dzisiejszy las fiskalny przy PateTku identyczny jest 
z lasem, jaki w latach 1520 i 1720 należał do miasta. Wyrok 
mówi, że kiedyś po obu stronach Noteci były lasy i zarośla, 
które tnieszczanie \vycięli i na rolę upra\vną lub łąki zamienili. 
Magistrat wniósł apelację do Sądu okręgo\vego w Bydgoszczy, 
który ró\vnież rozstrzygnął na niekorzyść tniasta, ale z innych 
po\vodów. Sędzio\\Tie II instancji po zagłębieniu się Vl przy\vileje 
przyszli do przekonania, że w 1299 r. zaszła umo\va pomiędzy 
królem Łokietkietn a Piotrem z Dusdenu, mieszczanie zaś mogii 
fościć prawa do owego Piotra ergo roszczenia mieszczan do 
fiskusa nie mają podstawy prawnej. 
Dalej powiada wyrok: Przywileje z 1520, 1683 i 1720 
mówią o lesie należącym do miasta, czyli o w ł a s n o ś c i m i e j- 
s k i ej, tynlczasem Magistrat skarży o s e r w i t u t l e ś n y na 
zasadzie przywileju z 1299 r. Więc i pod tYtn względem skarga 
jest błędnie uzasadniona. Wiadomem jest także, że \v 1772 r., 
gdy dystrykt notecki zajmo\vali Prusacy, należały lasy nakielskie 
do dóbr starościńskich i stąd przyłączono je do ekonomij kró- 
le\vskich. 
Magistrat do instancji trzeciej nie poszedł i na tern ukoń- 
czył się proces. Jeszcze raz \v 1872 f., sto i kilku lnieszczan 
uchwaliło rozpocząć spór z fiskusem o ser\vitut leśny, skończyło 
się jednak na napisaniu programu, który Vl aktach Magistratu 
cierpliwie czeka na no\vych ochotnikó\v proceso\vych i preten- 
dentów do ser\vitutu leśnego. 


B. P A T E R E I( M I E J S K I. 
Trzy były Paterki przy Nakle: miejski, \viejski i d\vorski. 
Około 1850 r. liczył Paterek miejski 635 nlieszkańcó\v i 76 dOnlÓ\\r 
Inieszkalnych, Paterek wiejski, oznaczony także naz\vą "separunki 
paterkowskie", liczył 63 lnieszkańcó\v i 11 dOlTIÓ\V, Paterek dw.orski 
179 tnieszkańców i 17 dOlnów. 


13
		

/krajna_i_naklo00210_0001.djvu

			- 194 -. 


.. 


W 1869 r. powstał pomiędzy Nakłem a Paterkietn nliejskim 

pór o zapłacenie kosztów leczenia ubogiej wdowy Hessowej. 
Regencja bydgoska na podstawie aktów rozstrzygnęła, że Paterek 
tniejski, pobudow'any na terytorjum miejskietn, od niepamiętnych 
lat pod względem konlunalnym i policyjnym należy do gminy 
nakielskiej i jest przedtnieściem tniasta Nakła. 
W starych dokunlentach znajdują się dowody, że granice 
miasta Nakła sięgały daleko poza Paterkietn aż pod Wieszki; 
miasto samo rozległe było bardzo i rozbudowane po obu stronach 
Noteci, liczyło przed wojnami szwedzkielni p r z e s z ł o t r z y 
t Y s i ą c e mieszkańców. W ojJ:1Y, oblężenia, zaraza i pożary 
zniszczyły miasto do szczętu, że tylko 10 nędznych domów po- 
zostało. W ówczas to wielki las nakielski stał się "niczyją rzeczą" 
i staroście pod zarząd i opiekę oddany został db czasu aż się 
znowu znajdą mieszczanie, sukcesorzy starych praw i przywilejów. 
Gdy burze i klęski minęły i względny spokój zapanował 
na Kraj nie, rozproszeni mieszczanie nakielscy opuścili gąszcze 
leśne, wyszli z kryjówek, nowe życie tworzyli na zgliszczach 
i pustko\viach, odbudowę miasta na prawy brzeg Noteci prze- 
nieśli, po le\vym brzegu rataj ów i komornikó\v osadzili, wydzie- 
lając iłn po kilka i kilkanaście morgów ziemi jako dzierża\vy 
wieczyste z warunkiem opłacania miastu podatków poradlnych 
i podytnnych. I takim sposobetn na ojcowiźnie miejskiej po\vstał 
Paterek - miejskim nazwany, bo do miasta należał, a ponieważ 
z biegiem czasu zaludnił się pokaźnie przeto senatorowie magi- 
straccy osobnego sołtysa tam ustano\vili, którego rzeczą było 
porządku pilno\vać i podatki dla Magistratu pobierać. 
Jeszcze w 1870 r. Magistrat \vłaścicieIi na Paterku miejskitn 
do płacenia podatków wezwał. Zapisano w repartycji 167 pła- 
tników, z tych było 81 Polaków, 87 Niemców i jeden żyd - 
Itzig Jacob - jedyny kupiec i szynkarz, gdyż wszyscy inni 
żywili się z roli i najmu. Mieszkańcy Paterka, naciskani o za- 
płacenie podatku, zanieśli prośbę do naczelnego prezesa w Po- 
znaniu o wyłączenie ich z miasta i utworzenie osobnej gminy 
wiejskiej z trzech P
terków, podnieśli przy tern, że już od 1854 r. 
wybierają sobie sołtysa i ławników, których landrat zatwierdzał. 
Regencja bydgoska, bardzo zadziwiona takim stanem rzeczy, 
unie\vażniła nieprawnie dokonane wybory i zahvierdzenia, gdy 
jednak miasto spowodowane przez regencję do zajęcia stano\viska, 
chętnie raz na zawsze wyrzekło się s\vego Paterka, została bez 
prze
zkód utworzona samodzielna gmina w dzisiejszych granicach. 


ROZDZIAŁ XIV. 
OBRONA I PRACA POLSI	
			

/krajna_i_naklo00211_0001.djvu

			-- 195 - 


zjednoczonych Niemiec, ich Bismarck ujął \v s\ve ręce rzeczy\vistą 
władzę cesarshva. Upojony sukcesami wojennemi i dyploma- 
tycznemi, podniecony żądzą rozszerzenia \yładzy, zaślepiony pychą 
i nienawiścią rozpoczął Bismarck zajadłą \valkę z Rzymem 
i Polską. 
Wysiiał się strasznie i chwytał wszelkich środków, by 
zniszczyć lub ukrócić władzę papieża nad kościołem katolickim 
\v Prusiech, ale ataki rozbiły się o solidarną i niewzruszoną 
opozycję kleru i społeczeńshva katolickiego. Od kilku księży 
odszczepieńców, tak z\vanych proboszczó\V pańshvowych, odsunął 
się lud polski jak od trędowatych, ustawy majowe stały się 
bezwartościo\vym świstkiem papieru, Rzym odniósł triumf i zwy- 
ci
stwo - Bismarck klęskę i kompromitację. . 
Tern zajadlej rzucił się na Polaków, którym słusznie przy- 
pisY\\Tał główną winę swej klęski w walce z Watykanem. Polakom 
w zaborze pruskim stawiono aUernaty\vę: albo zostaniecie Niem- 
cami albo was \vyt
pimy. Rzucone .Polakom \v t\\Tarz hasło 
pruskie "ausrotten" ocuciło i najoboj
tniejszych, ucisk \vy\vołał t 
opór, na ustawy \vyjątkowe i bezpra\via odpo\viedziano ohvartą 
 
i zaciętą walkę gospodarczą i kulturalną. 
W jednym z poprzednich rozdziałó\1l pra\vda historyczna 
kazała nanl otwarcie powiedzieć, że dla lnieszczańsh\ya naszego 
istniał okres zwątpienia, słabości i zaniku sił hvórczych. Zda\vało 
się, że hegemonja niemiecka z\vycięży i zepchnie nas do roii 
parjasów, że siły nasze fizyczne będą się \vysługi \vały \\Trogom, 
że wolny kupiec i rzemieślnik pójdzie na robotnika do niell1iec- 
kich lub zydowskich \varsztatów pracy, a wtedy hartmanowskie 
"ausrotten 
 spełni się na polskim stanie średnim. 
Dowody tych objawó\v - o ile chodzi o Nakło i okolicę- 
znajdujemy w aktach Magistratu, zwłaszcza \V sekretnych (Geheim- 
akten), gdzie skwapliwie zapisywano każdą zdobycz nielniecką 
lub stratę polską i referowano sz
 r ło TO V ższ Tła m 
pruskim o ruchu narodo\vym i gospodarczym \V o ozie polskim. 
Urzędowa statystyka niemiecka podaje o miastach po\viatu 
wyrzyskiego następujące cyfry: 
ROK l 8 5 8. 


Miasta Polakó\v Nie nI c Ó\\Y Żydó\\T Razem 
Nakło 1482 1592 1050 4124 
Łobżenica 729 1272 718 2719 
Mrocza 568 589 216 1373 
Wysoka 541 526 103 1170 
Wyrzysk 327 522 95 944 
Miasteczko 359 509 93 961 
13*
		

/krajna_i_naklo00212_0001.djvu

			- 196 - 


.. 


ROK 1871. 


Miasta 


Polaków Niemców Żydów 


Razem 


Nakło 1677 2786 982 5445 
Łobzenica 862 1270 579 2711 
Mrocza 697 727 213 1637 
Wysoka 581 477 58 1116 
Wyrzysk 376 489 90 955 
Miastecżko 263 641 75 979 
Znaczny przyrost Niemców w Nakle wskazuje na stanowcze 
usiłowania zgermanizowania tego miasta i wyparcia Polaków. 
Wszelkiemi siłami i środkami zwabiano tudotąd niemieckich 
kupców, rzemieślników, adwokatów, lekarzy a zwłaszcza urzęd- 
ników. Dalsze wZlnocnienie niemczyzny wykazuje 


ROK 1 8 9 O. 
Polaków 2420, Niemców 4200, zydów 580, razem 7200. 
Od 1890 roku poczyna się w Nakle objawiać silny napływ 
ludności polskiej i doskonałe jej współzawodnictwo z Niemcami 
i zydami na polu handlu i mniejszego przemysłu. 
Przyjemne cyfry urzędowe daje nam 


ROK l 9 O 5. 
Polaków 3752, Niemcó\v 4080, żydów 344, razenI 8176. 
Przyrost Polaków 1352, ubytek Niemców 120, ubytek 
żydów 236. Podpada w PO\vyższych tabelkach zmniejszająca się 
stale liczba żydów. Objaw ten tłomaczymy najpier\v wrodzoną 
skłonnością żydowską do emigracji, następnie było im tu coraz 
niewygodniej wśród silnie wzrastającej ludności polskiej. Doro- 
bieni na handlu i spekulacji uciekali na zachód do większych 
miast niemieckich, co tylko na korzyść naszą wyjść mogło, bo 
opróżnione przez nich placówki pilnie zdoby\vali Polacy, tworząc 
świezy, zdrowy i praco\vity stan średni. 
Daremnie rząd pruski i Ostmarkenverein wymyślali sposoby 
zniszczenia Polaków, daremnie władze państwowe i komunalne 
utrudniały polską pracę kulturalną i gospodarczą, posługując się 
nawet szpiegostwem i denuncjacją, czego dowody poniżej przy- 
taczamy, lud polski uderzony obuchem pruskim, dotknięty do 
żywego w swych najświętszych uczuciach narodowych i religijnych, 
ławą ruszył na przeciwnika i - walkę \\Tygrał. Niech zno\\ru 
mówią cyfry urz
dowe
		

/krajna_i_naklo00213_0001.djvu

			- 197 - 


HANDEL, PRZEMYSŁ, RZEMIOSŁO - ROK 1890. 
Polacy 72 I Niemcy 171 I zydzi 87 I Razem 330. 
ROK 1 9 05. 
Polacy 152 Niemcy 158 tydzi 62 
W ciągu lat 15 polskich przedsiębiorstw 
mieckich upadło 13, żydowskich upadło 25. 
Bardzo zaniepokojony i skłopotany burmistrz nakielski 
Riedel obszerne poufne sprawozdanie n
pisał do władz pruskich 
o wzrastającem niebezpieczeństwię polskiem \v Nakle, prosząc 
usilnie o ratunek i obronę Jtuciśnion
 emczyzny. 
Nazwiskami i cyframi u dowodnił znaczny rozwój polskiego 
handlu i przemysłu, chwalił solidarnych, pracowitych i oszczęd- 
nych Polaków, ganił opieszałych i wygodnych Niemców, obwiniał 
r6zne urzędy niemieckie o popieranie Polaków, nawet landratowi 
wyrzyskiemu poczytał za gruby występek, że bielenie kamieni 
przy szosach powierzył malarzowi polskiemu. 
Gniew burmistrza skierował się naj silniej przeciw ducho- 
wieństwu polskiemu, które nazwał p o tęż n e m n i e b e z p i e- 
c z e ń s t we m dla niemczyzny. (Dosłownie: Die polnische 
Oeistlichkeit ist fur das Deutschtum eine gefahrliche Macht). 
Nie oszczędził nauczycieli Polaków, których obwinił o p o l s k i e 
s y m p a t j e, umyślne odsuwanie się od rodzin niemieckich 
i politykow-anie w polskich lokalach przy szklance piwa. 
Sprawozdanie obejmuje 7 obszernych stron z dodatko\\'ym 
spisem urzędników polskiej narodo\vości, \\.. którym prócz kilku 
nauczycieli i kilku listowych umieszczeni są: ks. prob. Samberger J 
ks. wikary Kowalski, organista Dimmich i kościelny Maciejewski. 
W końcu domaga się burmistrz energicznego zastoso\vania 
środków i sposobó\v wskazanych przez Ostmarkenverein 1). 
Przestraszony prezes regencji bydgoskiej po przeczytaniu 
sprawozdania zażądał natychmiastowego nadesłania rejestru przed- 
siębiorstw polskich i niemieckich celem rozpoczęcia dalszych 
represyj wobec "zuch\vałej" agitacji polskiej. . 
Szpiegostwo i denuncjacje zabierały dużo czasu burmistrzowi. 
Miał on nakaz śledzenia urzędników i obywateli polskich, 
towarzystw i zebrań polskich, księży i nabożeństw katolickich. 
Akta polityczne Magistratu zawierają szereg zdarzeń zasługujących 
na opublikowanie. 
W 1901 r. ks. w i kar y K o wal s k i, nauczyciel religji przy 
gimnazjum nakielskiem, starał się o probostwo w Nakle, oprót- 


Razem 372. 
przybyło 80, nie- 


1) Tajne akto nokielskie, 1890-1910.
		

/krajna_i_naklo00214_0001.djvu

			- 198 - 


nione prze2 emerytowanego ks. proboszcza Sambergera. Urzędowy 
\vywiad o działalności politycznej ks. Kowalskiego wykrył, ze 
jest on gorliwym Polakiem, że wywiera wpływ na paraf jan pod 
\vzględem narodowo-polskim, że bierze udział w zebraniach 
i wycieczkach to\varzyshv polskich. Skutkiem tego nie nadaje 
się na proboszcza. Władza miejska wyraziła życzenie, ażeby 
proboszczem zamianowano k s i ę d z a u m i ark o w a n e g o 
i P o kor n e g o, bo inaczej polskość jeszcze więcej się rozsze- 
rzać będzie. Rzecz jasna, że przy takiem świadectwie ks. Ko- 
\v'alski został skreślony z listy kandydatów l). 
W 1903 r. na k s. \v i kar e g o K r z e w i ń s k i e g o policja 
wysłała skargę do \vładz pruskich, że jest p r a w d z i w y m P o- 
l a k i e m (ein ech ter Pole), przebywa w kołach polskich, a nawet 
przy \vyborach do sej mu oddał głos na kandydata polskiego. 
Na indeksie osób podejrzanych znajdował się także ks. dr. 
F e l i k s D e t t l o f f. Do prezydjum policji w Poznaniu wysłano 
urzędo\ve za\viadomienie, że ks. dr. D e t t l o f f pochodzi z rodziny 
o stano\,.rczym charakterze polskim, ojciec jego Wiktor Dettloff 
zajmuje się nawet agitacją polską. Osobno podkreślono, że 
ks. dr. Dettloff w 1912 r. odprawił nabożeństwo na intencję 
zjazdu śpie\vaków w Nakle, co uważano za popieranie podej- 
rzanej agitacji polskiej. 
Siecią szpiego\vską otoczyli Prusacy także nabożeństwa 
i praktyki katolickie w parafjach polskich. Kilka faktów: 
W listopadzie 1901 r. naczelny prezes prow. poznańskiej 
Bitter nakazał śledzić czy p r z y p o g r z e b a c h urzędników 
i obywateli Niemców wyznania katolickiego nad grobem prze- 
mo\vy i śpie\vy odprawiane są w języku niemieckim. - Policja 
nakielska raportowała, że w czasie konduktów tałobnych i na 
cmentarzu księża śpie\vają po łacinie. Trudno było policji do- 
wiedzieć się, czy urzędnicy i niemieccy katolicy 
ąda1i od pro- 
boszcza niemieckich modlitw, śpiewów i przemów załobnych. 
W nlaju 1905 r. otrzymała policja nakielska nakaz śledzenia, 
czy wieczorne n a b o ż e II s t wam a j o we i czerwcowe odby- 
wają się w języku niemieckim. Policja stwierdziła, 
e raz 
w tygodniu jest niemieckie nabożeństwo wieczorne. 
W tymże roku dopytywała się regencja o publiczne p r o- 
c e s j e B o ż e g o C i a ł a w Nakle, czy przechodzą ulicami miasta, 
czy są \vzniesione ołtarze, czy udzielono zezwolenie policyjne, 
dla czego zezwolono na procesję. Policja odpowiedziała, ze 
ostatnia publiczna procesja odbyła się 18 czerwca 1871 r. 
Wiemy z ust ży\vych świadków, że publicznych procesyj 
zaniechano w Nakle z powodu obrazającego uczucia katolickie 
zachowy\va nia się ludności luterskiej i żydowskiej. 
1) Akta polityczne M8
istr8tu, 1900-1910.
		

/krajna_i_naklo00215_0001.djvu

			- 199 - 


W lipcu 1905 r. naczelny prezes Waldow nadesłał policji 
w Nakle nakaz śledzenia, czy księża w niedzielł: z ambony 
czytają w modlitwie powszechnej no\vy dodatek "ochraniaj, 
Boże, synów naszego ludu, walczących za ojczyznę (I) w dalekich 
krajach". Policja po kilkakrotne m podsłuchiwaniu raportowała, 
że dodatek bywa wygłaszany. 
. 
Bardzo gorliwie śledzono, czy kazania i nauki księży polskich 
nie zawierały zdań przychylnych polskiej pracy narodowej. 
Każdy objaw sympatji dla sprawy polskiej był powodem 
umieszczenia kapłana polskiego w rejestrze politycznie podejrza- 
nych przestępców. 
Szczegółów takich mnóshvo możnaby wydobyć na jaw 
z zbioru niemieckich aktó\v politycznych. \Vyżej przytoczone 
zapewne dostatecznie wyjaśniają, jakiemi drogami dążyła polityka 
pruska do upragnionego celu, do zniszczenia Polaków duchowo 
i materj alnie. 


ROZDZIAŁ xv. 


WALKA O IDEAŁY NARODOWE. 
DWA SZKICE Z DZIEJÓW NAKŁA. 
l. 
Był to nieprzyjemny, dżdżysty dzień listopadowy 1900 roku. 
Zmrok zapadł na ulicach miasta Nakła, latarnie gazovle migotliwe 
światło rzucały na przechodnió\v, wicher przejmujący \\rypędzał 
ludzi z ulic, to też l1a\vet zwykle dość ożywiona ulica Berlińska, 
(Dąbrowskiego) dzisiaj mało gości miała. 
Jeden tylko mężczyzna, otulony ciemnym płaszczem, na 
krótkiej przestrzeni naprzechv domu Dettloffów przechadzał się 
jak żołnierz na odwachu. Snać niechciał być poznany, bo koł- 
nierz płaszcza podniósł wysoko i kapelusz \vcisnął na oczy, 
nadto w ciemną bramę się usu\vał, gdy jaki przechodzień \v oczy 
mu chciał zajrzeć. 
Wzrok tajemniczego męża skierowany był w bramę domu 
Dettloffów, która raz po raz się otwierała, żeby wpuścić do 
wnętrza drobne postacie chłopców i dzie\vcząt, nadbiegających 
z różnych stron miasta. Dzieciaki, zanim do domu weszły, 
oglądały się trwożliwie, jak czynią ludzie ścigani lub prześla- 
dowani przez skrytych nieprzyjaciół. Nieznajomy naliczył 11 
dzieci. 
Zegar miejski wydzwonił godzinę szóstą. Dalszy dobry 
k\vadrans mąż tajetnniczy dreptał w jedną i drugą stronę, jedną
		

/krajna_i_naklo00216_0001.djvu

			- 200 -- 


.. 


jeszcze spóźnioną dziewczynkę odprowadził wzrokiem do bramy, 
poczem ostrożnie wślizgnął się do dOtnu, gdzie codopiero dziew- 
czynka weszła, a znał widać rozkład, gdyż bez wahania, po 
cichutku, na palcach przeszedł sień i znalazł się na ciemnem 
podwórzu. 
PrzystaJ).ął i słuchał... 
la oknami jednego mieszkania, słychać było gwar, kilka- 
naście głosó\v dziecięcych odmawiało. polskie Ojcze nasz, do 
uszu nieznajomego doszły wyrazy "i odpuść nam nasze winy, 
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Dzieci odmówiły 
jeszcze "Zdrowaś Marja" i "Pod Twoją obronę", następnie na- 
stała chwila ciszy. 
Głos kobiecy wezwał jedną dziewczynkę do wygłoszenia 
\viersza "A czy znasz ty, bracie młody", potem jeden chłopczyk 
deklamo\vał "Co ty jesteś? Polak mały". Oba dzieciaki otrzy- 
mały poch\vały. Teraz nauczycielka nakazała rozłożyć elelnentarz 
i tabliczki. Słyszał mąż tajeInniczy szelest kart przewracanych 
i lekki stukot tabliczek. 
Nie zajmowała go piękna nauka czytania i pi5ania polskiego, 
gdyż mruczał niecierpliwie i \vspinał się do okien, zaglądał 
z różnych stron, nic jednak zobaczyć nie 111Ógł, bo ciemne za- 
słony starannie zakrywały okna, ani jednej szczeliny nie pozo- 
sta\viono dla cieka\vego szpiega. 
- Schocksch\vernot ł - zaklął zniecierpliwiony, opuścił 
stano\visko i wyszedł na ulicę, gdzie znów po drugiej stronie 
przydeptywał z nogi na nogę. 
Na długą cierpliwość go narażono, bo dopiero po upływie 
półtorej godziny z dOlnu obserwo\vanego ostrożnie pojedyńczo 
wychylały się dzieciaki i rozbiegały na różne strony. 
Jedna dziewczynka skierowała się w ulicę Kościelną. Za 
nią podążył nieznajomy. 
- Ty, tuała! - zawołał po polsku. 
- Co, panie? - zapytała dziewczynka, mierząc nieznajo- 
mego ciekawym wzrokiem. 
- Jaką ty książkę niesiesz? - pytał ostrym tonem. 
-- A poco pan się pyta? - odparła i zabierała się do 
ucieczki. 
Nieznajomy doskoczył, schwycił dziewczynkę za ramię, 
wydarł jej z ręki książkę i chciał się spiesznie oddalić. 
. 
Na krzyk dziewczynki nadbiegło dwóch przechodzących 
właśnie robotników. 
- . Co tu się dzieje? - zapyłał jeden zatrzymując tajem- 
niczego mę
a. 


ł
		

/krajna_i_naklo00217_0001.djvu

			-- 201 - 


- On mi elementarz porwał - wykrzyknęła płaczliwie dziew- 
czynka. . 
- Ich bin der Polizeiwachtmeister Stenger - powiedział 
czło\viek w czarnym płaszczu i odsłonił lnundur policyjny. 
- Polizeispitzel! - rzucił mu w oczy drugi robotnik. 
Stenger szybko \vydobył piszczałkę i gwizdnął przeraźlhvie, 
co znaczyło, że woła pomocy. 
- Ztuykaj, bo jak my ci gwizdniemy, to zębami pluć 
będziesz I - zawołał. robotnik. 
- Schockschwernot! - zaklął znów Stenger i począł szybko 
uchodzić ku ratuszowi. 
Tu w izbie policyjnej obszerny napisał raport i zdobyty 
elementarz do niego dołączył. 
Po trzech dniach w szkole katolickiej rozpoczęły się pruskie 
indagacje przy pomocy trzciny. Inspektor szkolny Sachse naj- 
gorliwszemu nauczycielowi, zwanemu Hunold, powierzył prze- 
prowadzenie śledzhva. Rozdzielano plagi i areszty, pisano pro- 
tokóły, konfiskowano poznańskie elementarze "z aniołkiem., 
wysyłano "berichty" do inspektora, landrata, regencji i ministra. 
Hunold okazał się godnym zaufania, bo w 10 dniach wy- 
chwytał prawie wszystkich małych przestępcó\V, przepłoszył ich 
i nauczył, że ciężkie m przewinieniem jest uczyć się czytać i pisać 
po polsku. Jakiemi środkami się posługiwał nie wspominają 
akta polityczne, znają jednak te środki ci wszyscy, co do szkoły 
pruskiej w on ych czasach uczęszczać m usieli. Dość na te m, 
że Hunold w dniu 25 listopada 1900 r. wręczył inspektorowi 
Sachsemu rejestr obejmujący nazwiska 74 dzieci polskich, obwi- 
nionych o stawianie oporu zarządzeniom \\Tładz pruskich. 
Inspektor szkolny Sachse w dniu 26 stycznia 1901 roku 
raportował królewskiej regencji w Bydgoszczy, że u panny 
Dettloffówny odbywa się zorganizowana nauka czytania i pisania 
polskiego oddziałami 2 razy tygodniowo po 2 godziny. Mniejszą 
liczbę dzieci uczą panna Biniako\vska, 
 . ) panna Tucholska 
i panna Dywelska. Prócz tego \v wielu nIewyśledzonych miejscach 
schodzą się dzieci na naukę j
zyka polskiego. Dzieci mimo kar 
nie chcą zdradzić owych miejsc. Młodzież pozaszkolna uczy się 
w kilku miejscach śpiewó\\T, deklalnacyj, historji i innych n i e- 
b e z p i e c z n y c h w i a d o m o ś c i. Dziwi wielce inspektora, że 
nie pobierano od dzieci żadnych opłat za naukę, dlatego podej- 
rzywa, że jakaś t a j n a o r g a n i z a c j a kieruje ruchem polskim 
i opłaca prywatną naukę języka polskiego. 
Inspektor usilnie uprasza regencję o zastoso\vanie ostrych 
środków przeciw agitatorom polskim, którzy niweczą wysiłki
		

/krajna_i_naklo00218_0001.djvu

			-202- 


władz i szkół w sprawie wycho\vania nlłodzieży "polskiego języka tJ 
(polnischer Zunge) na dobrych Niemcó\v i wiernych poddanych 
pruskich l). 
Szkic powyższy, skreślony na podstawie dokumentów miej- 
skich, \vinien ś\viadczyć po \\Tszystkie czasy jakie prześladowania 
znosiło mieszcza(lstwo za pracę nad przekazaniem dzieciom 
języka ojczystego. 


2. 
Na placu \Volności naprzeciw gll1achu sądo\vego w dniu 
29 października 1902 roku od godziny 4 po południu zaczęły się 
zbierać gromady Inieszczan różnego \vieku i stanu, mężczyźni, 
kobiety, młodzież szkolna, kupcy, rzemieślnicy, robotnicy, krótko 
mówiąc \vszystkie \varstwy. 
Rozprawiali żywo, gestykulowali gorączkowo, gorętsza mło- 
dzież pięście ukazywała, liczne panie i dziewczęta pęki k\viatów 
miały w ręce, a wszyscy kierowali wzrok ku zakratowanym 
oknom więziennym, jakby stamtąd jakiegoś ważnego zdarzenia 
oczekiwali. 
Tłum zwiększał się
 co lTIinutę, z dziesiątek rosły setki, 
zdenerwo\vanie objawiało się w rozmowach, odbijało na twarzach. 
Naraz pojawili się na placu wachmistrz Stenger i policjanci 
Luedke i Bergau. Wachmistrz z trwogą spojrzał na setki ludu, 
nadrobił gestą minę, a mając po bokach umundurowanych towa- 
rzyszów, ruszył ku najbliższej gromadzie. 
Urzędowym tonem zakomenderował: 
- W imieniu pra\va wzywam do rozejścia się! 
Zaczepiona gromada ustąpiła kilka kroków. 
- Nie ustępować - krzyknął głos z tłumu. 
- Wzywam do rozejścia się! - wrzeszczał wachmistrz. 
Z ró
nych stron posypały się okrzyki gniewne. Tłumy 
nie ruszały się z miejsca. - 
Wachmistrz pomyślał zapewne "nec Hercules contra piures", 
cofnął się więc w stronę sądu, wyjął nieuchronny notes urz
dowy 
i kilka minut zapisywał pilnie. 
Krótko przed godziną piątą zajechał powóz przed gmach 
vlięzienny. Z powozu wyszedł starszy mężczyzna. 
- Niech żyje pan Bolewski - rozległ się okrzyk. 
- Niech żyje! - powtórzyły tłumy. 
Policjant Luedke zbliżył się do Bolewskiego. 
- Niech pan każe tłumowi się rozejść - powiedział roz- . 
kazującym tonem. 
1) Akta polityczne Magistratu w Nakle 1900-1910.
		

/krajna_i_naklo00219_0001.djvu

			-- 203 - 


- Nie mam do tego prawa ani chęci - odparł spokojnie 
. 
zaczepiony. 
- To pan zapewne spowodował to zbiegowisko - rzekł 
ostro policjant. 
- Nikogo tudotąd nie prosiłem i proszę mi dać spokój - 
podniesionym głosem odpowiedział Bolewski. 
Wtem otvtarła się brama więzienna. Wyszedł na wolność 
zmizerowany akademik, student medycyny Bolewski z Samostrzela. 
Sądy pruskie skazały go na dłuższą kaźń więzienną z
 
nale
enie do "Związku młodzieży polskiej w Niemczech", za 
mężną obronę, pielęgnowanie i krzewienie ideałów narodowych. 
Tłumy otoczyły PO\VÓz, w którym zasiadł bohater, burza 
okrzykó\v zagrzmiała, rozległa się gromkiem echem po Kraj nie, 
deszcz kwiatów posypał się na powóz i zapełnił jego wnętrze. 
- Niech żyje szermierz! 
- Bóg ci dopomógł - - - Bóg Polsce pomoże! 
- Niech żyje Polska! 
Wśród takich niemilknących okrzykó\v ogromny pochód 
ruszył w ulicę miasta, towarzysząc powozowi do lokalu Binia- 
kowskiego, gdzie na cześć Bolewskiego i młodzieży akademickiej 
odbył się \vieczór patrjotyczny. 
Był to dzień publicznej manifestacji narodo\vej. Wszystkie 
stany solidarnie złożyły świadect\vo s\vych uczuć i przekonań, 
swej gotowości do dalszej walki z wrogieIn. 
Wieść radosna o tej świetnej manifestacji rozbiegła się po 
Krajnie i rozbudziła ducha narodowego w szerokich warstwach 
społeczeństwa polskiego. 
Szły znowu raporty do władz o niebezpieczeństwie i groźnej 
agitacji przeciw-państwowej. Ośmnaście osób zapisano do re- 
jestru karnego za urządzanie zaburzeń publicznych, znaczną liczbę 
umieszczono na spisie nieprzyjaciół państwa pruskiego, lecz 
największą boleścią i zgryzotą dla serc pruskich był wielki 
udział dziatwy szkolnej i lnłodzieży pozaszkolnej w demonstracji 
polskiej 1). 


ROZDZIAŁ XVI. 
OSTATKI PANOWANIA PRUSKIEGO. 
. 
Król pruski Wilhelm II od młodości marzył o czynach 
wiekopomn ych, o sła\vie Aleksandrów i Karoló\v Wielkich, 
1) Akta po1itycznt? Magistratu, 1002 r.
		

/krajna_i_naklo00220_0001.djvu

			-
04- 


. 


o podboju świata na lądzie i morzu, a ponieważ pokojową poli.. 
tyką i dyplomacją nie było można lnarzeń urzeczy\vistnić, przeto 
gdy przyszedł do władzy, długie lata czynił przygotowania do 
orężnej rozprawy z narodami Europy, Ameryki i Azji, sojuszni- 
ków sobie jednał, obiecując im udział w łupach i zdobyczach 
terytorjaln ych. 
Zdawało mu się \v 1914 roku, że dostatecznie jest przygo- 
towany, zbrodnia w Serajewie posłużyła mu do przekonania 
Austrji o potrzebie zbrojnej inter\vencji, ruszył więc pełnym 
impetem na Wschód, Zachód i Południe. Jak drugi Atyla, wódz 
Hunów, lub Gąsiorek, wódz Wandalów, znaczył swą drogę łuną 
po
arów, spustoszeniem siedzib ludzkich, grabieżą i niezliczonemi 
mogiłami poległych i pomordowanych. 
Zapewniał on naród swój, że w sześciu miesiącach u stóp 
jego pełzać będzie Francja i Rosja, a z\vycięskie sztandary nie- 
mieckie po\viewać będą w Paryżu i Warszawie. Cztery lata 
bałamucił lud niemiecki, obdzierał kraj własny z n1ienia i żyw- 
ności, najlepsze siły ludzki
 słał na śnlierć oczywistą. 
Straszne klęski niemieckie na wszystkich Iron tach w 1918 r. 
zdjęły łuskę z oczu okłatny\vanego ludu, kraj począł gwałto\vnie 
domagać się zakończenia wojny, zbuntowali się żołnierze i wy- 
powiadali posłuszeństwo swym dowódcom, ostatecznie Niemcy 
zdały się na łaskę i niełaskę zwycięskiej koalicji. 
Zdetronizowany Wilhelm z rodziną, dnia 11 listopada 1918 r. 
uszedł do Holandji. Razem z nim przekroczyło granicę neutral- 
nej Holandji 40 jenerałów niemieckich. Goniły ich złorzeczenia 
ci
zko upokorzonego ludu niemieckiego. 
W tym samym czasie niemiecki minister spraw zagranicz- 
nych dr. Solf słał do Wilsona i koalicji pokorne prośby o zła- 
godzenie warunków pokoju. 
Rok 1918 od samego początku zapowiadał Polsce całej 
a więc i Krajnie nową erę wolności. Następstwem rewolucji 
rosyjskiej w 1917 roku było utworzenie Królestwa Polskiego, 
w którem przejściowo gospodarzyły władze niemieckie. Powoli 
i przezornie władzę naczelną objęła polska Rada Regencyjna, 
rzeczywiste rządy sprawowała Rada Ministrów. Urzędy państwowe 
nosiły tytuł królewsko-polskich i działały w imieniu Korony 
Polskiej. 
Wprawdzie Niemcy, zawierając z Sowietami pokój w Brześciu 
Litewskim, położyli warunek, te poszczególne narodowości 
rosyjskiego imperjum mają drogą plebiscytu stanowić o swej 
przynależności lub niezależności państwowej, Polacy jednak 
w b. zaborze rosyjskim o swej niezależności państwowej już 
zadecydowali.
		

/krajna_i_naklo00221_0001.djvu

			-- 205 - 


Jaki los miał spotkać Polaków w b. zaborze pruskim w razie 
zwycięstwa Niemiec, otwarcie wypowiedzieli ministrowie pruscy 
na posiedzeniu sejmu pruskiego w dniu 6 marca 1918 r. z okazji 
interpelacji posła Seydy w sprawie przyłączenia Chełmszczyzny 
do Ukrainy. Wiceprezes pruskiej rady ministrów, dr. Friedberg, 
oświadczył: 
"N i e z n a m p o l s k i e j n a r o d o wo Ś c i w P r u s i e c h, 
"nie z na m pruskich Polaków, wiem tylko, że 
"In a m y P r u s a k ó \v m Ó w i ą c Y c h P o P o l s k u. P o l i- 
"tyka rządu pruskiego nie przestanie dążyć 
"d o p r z e r o b i e n i a P r u s ak ó w m ó w i ą c y c h P o 
"p o l s k u n a p r a w d z i w Y c h P r u s a k ów". 1) 
Minister rolnict\va Eisenhard-Rothe zapewnił, że rząd pruski 
rozszerzy działalność komisji kolonizacyjnej. celem wzmocnienia 
niemczyzny w prowincjach poznańskiej i zachodnio-pruskiej. 
Posłowie niemieccy brawa bili ministrom za ich oświad- 
czenie antypolskie. 
W owynl czasie Prusacy nie wyjąwszy ministrów, obałamu- 
ceni zwycięskiemi spra\vozdaniami niemieckiego sztabu general- 
nego, wierzyli jeszcze niezach\vianie w wszechmoc oręża nie- 
mieckiego, dla tego tak zuchwale odzy\vali się do Polaków. 
W głównej kwaterze niemieckiej uch\valili nawet Królest\\-o 
Polskie, tj. były zabór rosyjski, przyłączyć do Rzeszy Niemieckiej 
jako osobne państewko, któremu miał królować jeden z książąt 
rodu Hohenzollernów. 
Klęski na froncie francuskim i re\volty wojskowe w listo- 
padzie 1918 r. wy\vróciły cały dotychczasowy porządek państwowy. 
Władzę rządzącą i \vykona\vczą przywłaszczyły sobie r a d y 
ż o ł n i e r s k i e i r o b o t n i c z e. 
Taka rada żołnierska i robotnicza powstała w Nakle 11 listo- 
pada 1918 r., \vywiesiła na ratuszu czerwony sztandar i ogłosiła 
odezwę do mieszkańców, żądając posłuchu, spokoju i porządku. 
Polacy bardzo dobrze pilno\vali naszych interesó\\", wpro- 
wadzili do owej Rady większość polską, pilnie śledzili wszelkie 
poczynania niemieckie, \vykorzysty\vali sw'e \vpływ'y na dobro 
ludności polskiej. Zarząd nliasta spra\vowała Rada razem z Ma- 
gistratem, wszelkie odezwy i zarządzenia podpisywali \vspólnie. 
Między innenli ukazało się 27 listopada 1918 r. rozporządzenie 
nadające Polakom s\vobodę \vY\\Tieszania sztandaró\v narodo\vych 
czerwono-białych i noszenia \vszelakich odznak polskich. 
Demobilizacja arnlji nieluieckiej przygnała do Nakła 29-go 
listopada i 21 grudnia 1918 r. d\\ra rozproszone pułki pospolitego 
1) Sprawozdania z posiedzeti sejmu pruskiego. 1918. 


ł 
,
		

/krajna_i_naklo00222_0001.djvu

			-206- 


.. 


ruszenia z taborami, karabinami maszynowemi, alllunicją, zapasami 
Inunduró\v, obu\via, bielizny, kożuchów a nawet kolekcją instru- 
mentów muzycznych dla całej kapeli. Wszystko to złożono 
w magazynach podwórzowych przy rynku, gdzie dzisiaj Hotel 
Wielkopolski. Z powodu niewypłacania żołdu i niedostatecznej 
aprowizacji przestali żołnierze dbać o rygor, z\valniali się sami 
- i rozchodzili na wszystkie strony, zabierając z magazynó\v tyle, 
ile każdy mógł unieść. Szerzyły się kradzieże, pasershva, nie- 
uczciwości. Widzieli to Polacy i chętnie byliby przeszkodzili 
rozkradaniu wartościo\vych zapasów, nie mieli jednak dostatecznej 


. - 
1 Po ogłoszeniu niepodległości w dniu 27 gru.dnia 1918 r. 
w Poznaniu, Gnieźnie i innych miastach, Nakło postanowiło 
również w y z w o l i ć s i ę z P o d p a n o w a n i a p r u s k i e g o. 
Na poufnem zebraniu nlężów zaufania \v dniu 1 stycznia 1919r. 
zastanawiano się nad sposobami \vykonania zamiaró\v. \V tym 
czasie obiegały po mieście wersje, że od Kcyni, już os\vobodzonej, 
dążą do Nakła siine oddziały powstańcó\v. 
Przestraszeni Prusacy zebrali się spiesznie w ratuszu na 
narad
 i uchwalili o d d a ć P o l a k o m m i a s t o z zastrzeżeniem 
bezpieczeństwa życia i mienia niemieckiego. 
O uchwale Prusaków zawiadomił burmistrz Dittrich radc
 
miejskiego Okopińskiego. Obywatele polscy natychmiast poczy- 
nili potrzebne zarządzenia. Uhvorzyli oddział milicji miejskiej, 
komendę wojskową oddali poruczniko\vi Bartkowskielnu, zajęli 
magazyn \vojskowy, d\\Torzec, poczt
, mosty i inne ważne miejsca, 
zarząd miasta oddali polskiej Radzie Ludowej. W podobny 
sposób os\vobodziła si
 Mrocza. 
Swoją drogą miejscowi Prusacy skrytemi drogami starali 
si
 o pomoc w Bydgoszczy, Pile i Więcborku, gdzie obozowały 
silpe' oddziały niemieckiej straży granicznej z\vanej "grenzschutz". 
Były to zuchwałe \vatahy łupieżców w mundurach pruskich, zbie- 
ranina ludzi podejrzanej konduity, dezerterów bez jutra, wyrzut- 
ków społeczeństwa. Z takich szumowin rząd pruski formował 
straże graniczne w powiatach kresowych, opłacał je i szeroką 
swobod
 im zostawiał w działalności "strażniczej". 
Przyszła wiadomość do Nakła dnia 4 stycznia 1919 r., że 
groźna straż graniczna, zaopatrzona w dwa działa, posuwa się 
od Więcborka n a M r o c z ę. Tamtejszy słaby oddział straży 
obywatelskiej nie mógł wdać się w walkę z dobrze uz1?rojonym 
grentzschut2em, ten tedy bez oporu zajął Mroczę i począł się 
posuwać ku Nakłu. 
L. . Nasi powstańcy, zasileni kompanją jarocińską, postanowili 
lwyrzucić straż graniczną z Mroczy. Wysłali naprzód patrol
		

/krajna_i_naklo00223_0001.djvu

			-- 2 


z zleceniem wypośrodkowania siły i stanowiska wroga. Patrol 
napotkał Prusaków grasujących w Drążnie, gdzie po dokonaniu 
różnych szelmostw i złodziejstw, zabierali się do podpalenia wsi. 
Spostrzegłszy polskich wywiadowców, obrzucili' ich gradem kul, 
poczem się spiesznie cofnęli co Mroczy. Jeden z naszych wy- 
wiadowców, 21-letni J ó z e f B a l c e r z a k, ugodzony kulą, poległ 
śmiercią bohaterską. Powstańcy nakielscy ruszyli na Mroczę, 
stoczyli przy cegielni mroteckiej zaciętą walkę i zmusili wroga 
do ustąpienia z miasta. Niemcy nacierani bez przerwy przez 
powstańców w popłochu uciekali ku Więcborkowi. Po oczysz- 
czeniu Mroczy oddziały powstańcó,,' wróciły do Nakła. Straty 
polskie w tej pierwszej większej potyczce były: jeden zabity 
i kilku rannych. Dla rannych na zawołanie urządzono ambulans 
wojskowy w domu Banku Ludowego przy rynku, poległego 
bohatera pochowano z przynależnemi honorami. 
Krótkie tniały być dni wolności. Siły polskie za słabe 
były, ażeby się móc oprzeć nacierającym z różnych stron od- 
o działom grenzschutzu. Rada Ludowa po głębokiej rozwadze 
postanowiła przystąpić narazie do ugody z Prusakami i w tym 
celu delegacja, złożona z Polaków i Niemcó\v, dnia 9 stycznia 1919 
wyjechała do Bydgoszczy, gdzie po długich i trudnych targach 
podpisano umo\vę, mocą której pieczę o bezpieczeństwo i spo- 
kój w mieście objąć miała s t r a ż o b Y wat e l s k a, ut\vorzona 
z równej liczby Polaków i Niemców. Komendantem miał być 
Niemiec, jego zastępcą Polak. Zastrzegły sobie strony, że do 
miasta nie \vejdą ani polskie oddziały po\vstańcze, ani pruski 
grenzsch utz. 
Bezczelne i obelży\ve trakto\vanie polskich parlamentarzy 
z Nakła przez Prusaków w Bydgoszczy było p r z e d s m a k i e m 
p i e kła, jakie urządzono Polakom w ostatnich miesiącach pano- 
wania pruskiego. 
Przewidzieli mieszczanie polscy, że się nieba\vem rozpocznie 
prześladowanie, ucisk i grabież, dla tego starali śię najpierw 
uratować z tak z\vanego arsenału pozostałe zapasy przyboró\v 
wojennych. Nocami pod konwojem powstańcó\v \vy\voziIi je 
poza linję detnarkacyjną do I	
			

/krajna_i_naklo00224_0001.djvu

			- I.U
 -- 


ł 
ł 
I 
! 
1 


. 
władzę nąd miastem, \vznosili okrzyki triumfu, w oczy rzucali 
groźby mieszczańst\vu polskiemu. Po kilku dniach zamianowali 
komendantenl zajadłego wroga Polakó\v, niejakiegoś Reichen- 
bacha, sprowadzili n a j g o r s z y o d d z i a ł g r e n z s c h u t z u 
pod dowódzhveIn prawdzhvego watażki Abrama, utworzyli nie- 
miecką radę ludo\\Tą, której jedyną czyn lością było s z P i e g o - 
s t w o i d e n u n c j o w a n i e l u d n o ś c i p o l s k i e j. 
Po domach polskich urządzali Abramczycy re\\rizje połączone 
z grabieżą, aresztowali Polaków podejrzanych o sprzyjanie 
powstańcom, \vysyłali ich do obozu koncentracyjnego \\T .Altdanlie, 
gdzie internowani srogie musieli znosić katusze. Znalezione 
przy rewizjach i \\Tychwytane w różny sposób polskie sztandary, 
godła, obrazy narodo\ve, odznaki itp. nagromadzili na rynku, 
stos z nich ułożyli i jako trofea \vojenne spalili wśród \vrzasków, 
śpiewów i przemów urągliwych. 
W dniu 4 lutego AbralTICzycy, zasileni kompanją kulomio- 
tową i ochotnikami z miasta i okolicy, przeszli na lewy brzeg 
Noteci i poczęli się posuwać ku Kcyni. Spełniło się wkrótce. 
ich pragnienie dokazania czynó\v bohaterskich, napotkali bo- 
wiem na silny oddział po\vstańców, który ich tak przyjął gorąco, 
tak szczerze wziął \\T obroty, że na wyścigi uciekali, porzucając 
broń, tłomoki i \vszystko, co mogło utrudniać ucieczkę. Polacy 
zdobyli 6 armat, 20 karabinó\v tnaszyno\vych, kilka miotaczy 
min, mnóstwo broni, amunicji, lnaterjałów, koni i jeńców, po- 
czem usado\vili się na dobre \v aterku i odtąd linję demarka- 
cyjną tworzyła rzeka Noteć l) 
Watahy grenzschutzu da\vały się we znaki Polakom dość 
długo jeszcze. Niejeden sklep, niejeden dom polski ograbili, 
spustoszyli, zmarnowali. Największe zbiegowisko urządzili 
w dniu przyjazdu dziennikarzy angielskich i amerykańskich, 
2 czerwca 1919 r. Szano\\Tni ci pano\vie urządzili objazd tery- 
torjów, które dawniej należały i znowu należeć miały do Państwa 
Polskiego. Zbiegli się do Nakła Niemcy z całego powiatu, la- 
menty, skargi i żale wytoczyli przed dziennikarzal11i, w ratuszu 
wręczyli im sfałszo\vaną statystykę ludności i podrobione podpisy 
Polaków, pragnących rzekomo należeć do Prus. Nikt z obywa- 
teli polskich dostępu nie miał do dziennikarzy, stąd nietrudno 
było wmówić obcym ludziom, że tu tylko Niemcy zamieszkują. 
Kłamstwa i fałsze ukorono\vali Prusacy ohydną zbrodnią. 
Gdy na dworcu przy odjeździe żegnali owych dziennikarzy 
obłudnemi owacjami, naraz niespodzianie zabrzmiał polski okrzyk 
"N i e c h żyj e k o a l i c ja" "N i e c h żyj e P o l s k a !" Wściekli 
Prusacy rzucili się w pogoń za śmiałym Polakienl, którym był 
młody stolarz A n t o n i N a d s k a kuł a, zburzyli jego pracownię, 


\ 


\ 


- 


l) Wojenne sprawozdanie sytuacyjne sztabu polsk. z 4 lutego 1919. 


.-
		

/krajna_i_naklo00225_0001.djvu

			209 -- 


przy tej sposobności złupili i zdemolowali skkP Cic he
 Nad- 
skakułę odstawili do więzienia sądowego, sram tąd bez sądu 
i wyroku wywlekli na plac Wolności i tu go zamordowali ""r naj- 
okrutniejszy sposób. Pashvili się nad nim, bili, kopali, kłuli tak 
długo, aż ciało jego zamienili na nieforemną masę. 
Nawet ludność niemiecka zatrwożyła się tą zbrodnią i zażą- 
dała wycofania z Nakła dzikiego oddziału Abramczyków, co na- 
stąpiło 19 lipca 1919 r. Polacy odetchnęli swobodniej, rozpoczęli 
znowu pracę organizacyjną, obrali nową Radę Ludową i wyzna- 
czyli mężów zaufania do współpracy w różnych urzędach pań- 
stwowych i samorządo\vych. 
Wpływ konferencji pokojowej w Wersalu daje się już 
odczuć w życiu publicznem, język polski zdobywa sobie równo- 
uprawnienie, polska Rada Ludowa wspólnie z Magistratem zaj- 
muje się administracją miejską. Mimo tego działalność luieszczan 
polskich napotykała ciągle jeszcze na trudności, ponie\vaż oddział 
pruskiej straży granicznej do ostatniej chwili obozował w mieście 
i Polakoll1 przykrości wyrządzał. Dopiero w dniu 20 stycznia 1920 
o godzinie 9 rano ostatnia wataha pruska opuściła miasto. 
Nakło odetchnęło wolnością. 


ROZDZIAŁ XVII. 


PRACA POLSKA W WOLNEJ RZECZYPOSPOLITEJ. 


Dniem historycznym dla Nakła i okolicy pozostanie środa, 
20 stycznia 1920 r. W dniu tym o godzinie 9 rano ostatni 
maruderzy pruscy osła\\'ionych formacyj grenzschutzu uchodzili 
z miasta \vesoło, wykrzykując ochrypłemi głosami jakieś ochocze 
piosenki operetko\ve. Wyszli ulicą Dąbro\vskiego na ż\viró\vkę 
ku Sadkom, zginęli \v przestrzeni n a z a w s z e . . . 
W tej ch\vili na mieście rozpoczęły się ż\va\ve przygoto- 
wania na przyjęcie innych gości, dawno upragnionych i oczeki- 
wanych. Szybko strojono kamienice zielenią, \vy\\"ieszano cho- 
rągwie llarodo\ve, usta\viano bramy triulnfalne. Na ulice \\'ysy- 
pały się gromady oby\vateli i młodzieży, ukazały się sto\\"arzy- 
szenia z sztandaranli, g\varno i wesoło kiero\\rali się wszyscy 
ulicą Hallera (Poznańską) ku Paterkowi. 
O godzinie 11 przed południem ukazały się \\ oddali 
szeregi 5 - g o p u ł k u S t r z e l c Ó \V W i el k o P o l s k i c h. Przy 
wejściu do lniasta obok mostu noteckiego przedsta\\"iciele 
mieszcza(lstwa witają serdecznie Zwiastunó\v Wolności, prezes 
14
		

/krajna_i_naklo00226_0001.djvu

			- 210 - 


. 


Rady Ludowej ks. P a ł k o w s ki przyjiTIuje ich po polsku: 
chlebem i solą, sędziwy obywatel W i k t o r D e t t lo f f przemawia 
do sztabu wzruszonemi słowy, inni znów szczerze zapewniają, 
że lud \\'szystek niecierpliwie wyczekhvał chwili wkroczenia v.:ojsk 
polskich i oswobodzenia z niewoli pruskiej. Chór H a r m o n j i 
odśpiewał marsz Muśniekiego i Rotę, poczem wśród niemi1knących 
radosnych okrzyków pułk otoczony tłumami ludu zajął miasto 
i włączył je n a n o w o i n a z a w s z e d o N a j jaś n i e j s z ej 
R z e c z y p o s p o l i t ej. 
Następnego dnia na rynku ks. proboszcz Mierzyński od- 
prawił uroczyste nabożeństwo na podziękowanie Bogu za wyzwo- 
lenie narodu polskiego z długiej niewoli. Po odśpiewaniu "Te 
Deunl laudamus " ogromny pochód ruszył na cmentarz, gdzie 
oddano hołd bohaterom poległym za wolność Ojczyzny i od- 
prawiono modły za spokój ich dusz. 
Tymczasowy zarząd po\viatu \vyrzyskiego objął p. dr. N 0- 
wa k o w s k i z Szczerbina, kierownictwo Magistratu w Nakle 
p. C h m a r z y ń s k i, kierownictwo gimnazj um \v Nakle ks. P a ł- 
k o w s k i. Rozkazem pułkownika Jasińskiego roz\viązane zostały 
w obwodzie nadnoteckim wszelkie rady robotnicze i urzędnicze, 
różne wydziały społeczno-polityczne i inne pozostałości z czasów 
pruskich. 
W \vielkiem zaniedbaniu i nieporządku pozostawili Prusacy 
wszelkie urzędy, biura i instytucje publiczne, a uczynili to 
umyślnie, żeby Polakom narobić kłopotu i utrudnić urzędowanie. 
Ważniejsze akta i dokumenty częścią usunęli i wy\vieźli, częścią 
zupełnie zniszczyli, co łahvo wykonać mogli, bo do ostatniego 
czasu grenzschutz im pomagał w rozkradaniu własności publicznej. 
W bardzo trudnych warunkach rozpoczynały pracę władze 
i urzędy polskie; pustki były w kasach, ostatnie zap3sy gotówki 
zabrali niesumienni urzędnicy, np. \v Nakle rendant Schirmer 
okradł Kasę Komunalną i wy\viózł do Niemiec przeszło 20,000 mk.; 
z skarbca Bractwa Strzeleckiego skradli Niemcy i wywieźli cenne 
insygnia, które były własnością tegoż Brachva; w innych insty- 
tucjach pozabierali mnóstwo wartościowych przedluiotów; każdy 
uciekinier na własną rękę i dla siebie zabierał, co jakąkolwiek 
wartość przedstawiało. 
Wszystkie te szelmostwa nie zdołały wstrzymać prawidło\vej 
pracy organizacyjnej urzędów i urzędników polskich. No\vicjusze 
nasi przy dobrej woli, \vytężeniu sił i chętnej działalności szybko 
się uporali z trudnościami i doskonale utrzymywali w ruchu 
powierzone sobie aparaty pracy urzędowej i publicznej. Zrazu 
szło tępo, z czasem coraz lepiej, aż doszliśmy do zupełnego 
ładu i dobrej sprawności w urzędach i urzędowaniu.
		

/krajna_i_naklo00227_0001.djvu

			-- 211 -- 


Liczba ludności polskiej rosła zadziwiająco, do handlu 
i przemysłu garnęli się Polacy z takim zapałem, że wkrótce wy- 
parli żydów całkiem i Niemców w znacznej liczbie. Swiadczą 
o ten1 następujące cyfry: 


I 
I 
Handel, przemysł, rzemiosło: 
1910 187 181 69 437 
1925 376 48 4 428 
\V latach 1914-1919 \v Magistracie i Radzie miejskiej nie 
zasiadał ani jeden Polak. W 1919 roku, gdy w Wersalu koalicja 
zadecydo\vała o przyłącl.eniu powiatu wyrzyskiego do Polski, 
wpuścili Niemcy do Iv1agistratu kupca O k o P i ń s k i e g o, którego 
rola początkowo musiała być bierna \vobec 
pano\vania grenz- 
schutzu. Od 8 lipca 1919 r. polska Rada Ludo\va bierze udział 
w posiedzeniach Rady miejskiej. Od 20 stycznia do 4 \\Trześnia 1920 
tymczasowe władze miejskie spra\vowały adnlinistrację komunalną. 
. . 
Z dniem 4 \vrześnia 1920 r. rozpoczęło się urzędo\vanie 
komisarycznego Magistratu, do którego w'ydelegowani zostali 
pp. Chnlarzyński, Okopiński, Różdżyński, Różański i Argelander, 
oraz komisarycznej Rady Miejskiej, do której weszli pp. Binia- 
kowski,. Bury; Czułkowski, Dąbrowski, Garstka, Gąsioro\\Tski, 
Kledzik, Dr. Maje\vski, Mroczek, Niezgódzki, Orzechowski , Po- 
krzy\vitlski, Pieczyński, So\vitlski, Zacharlde\vicz, Bauer, Herr nla lln, 
Kaeding. 
Dnia 17 lutego 1921 r. \vpro\vadzony został na urząd 
konlisarycznego burmistrza p. J a n C i e ś l a \\T s k i z Torunia, 
który na teIn stanowisku gorliwie i sumiennie praco\\Tał. do końca 
czerwca 1923 r. 


1910 
1921 
1924 
1926 


3701 
5214 
8155 
9108 


Niemcy Żydzi Razem 
4628 298 8627 
2774 126 8114 
1063 58 9276 
1028 48 10184 


Nakło 


Polacy 


W dniu 5 lipca 1923 r. objął stanowisko kOtnisaryczne 
burmistrz T e o d o r B o b o \v S k i z Wąbrzeźna. Zainstalo\\"any 
na bunnistrza etatow'ego i zaprzysiężony został na publicznem 
posiedzeniu Rady Miejskiej dnia 3 grudnia 1925 r. przez pana 
starostę Wuyka z Wyrzyska. 
Pierwsze \\'ybory do Rady Miejskiej na podsta\vie nowej 
ordynacji wyborczej odbyły się 6 listopada 1921 r. Wyborcy 
rozdzielili się na 3 part je, miano\\'icie: Narodo\vą Partję Robot- 
niczą, Partję Komitetu Oby\vatelskiego i Niemców. Z listy N. P. R. 
14*
		

/krajna_i_naklo00228_0001.djvu

			. 


- 212 - 


weszli do Rady Miejskiej: Stachowiak, Cich y, Wojciechowski, 
Bury, Bogaczyk, Gremblewski, Brózi, Pe fer , K"ę dzierski, z listy 
Komitetu Obywatelskiego: Dr. Majewski, Różański, Różdżyński, 
Pokrzywiński, Gąsiorowski, Kryszkiewicz, insp. Michalski, z listy 
niemieckiej Tschinkel i Hempel. 
Narodowa Part ja Robotnicza wniosła protest przeciw waż- 
ności wyborów. Sąd Administracyjny uznał słuszność protestu 
i wybory unieważnił. Skutkiem tego odbyły się 6 kwietnia 1924r. 
nowe wybory. Wyborcy znów zgłosili 3 listy kandydatów i to: 
dwie polskie, jedną niemiecką. 
Lista pierwsza polska, Zjednoczonego Komitetu Wyborczego, 
przeprowadziła 11 radnych, lista druga, Komitetu Obywatelskiego, 
uzyskała 6 radnych, lista trzecia, niemiecka, zdobyła sobie jed- 
nego radnego. Do Rady Miejskiej wesl.li obywatele: Bawarski, 
Bogaczyk, Bury, Frąckowiak, Gąsiorowski, ks. prob. Geppert, 
Hoffmann, Kędzierski, Kryszkiewicz, Dr. Majewski, Malicki, 
Mindak, Mroczek, Pieprz, Sajdakowski, Szudrowicz, Zych ski, 
T schinkel. 
Kadencja tejże Rady kończyła się w grudniu 1925 r. Wy- 
bory nowej Rady naznaczono na 4 października 1925 r. Tym 
razem wyborcy. podzielili się na 7 stronnictw i zgłosili 7 list 
kandydatów, mianowicie: I. Wolnego Związku Klasowego, II. Na- 
rodowej Partji Robotniczej, III. Komitetu Obywatelskiego, 
IV. Stronnictwa Rzemieślniczego, V. Klubu Obywatelskiego, 
VI. Piastowców, VII. Niemców. Zyskali: I. lista 2 radnych, 
II. lista 4 radnych, III. lista 4 radnych, IV. lista 4 radnych, 
5. lista l radnego, VI. lista 2 radnych, VII. lista l radnego. 
W nowej Radzie zasiadają następujący obywatele: Bawarski, 
Bernat, Bogaczyk, Buba, Budnik, Chilla, Cichy, ks. prob. Geppert, 
Hoffmann, Janowski, Kędzierski, Kowalski, Kryszkiewicz, Mindak, 
Pawlak, Rewo1iński, Szych, Tschinkel. 
Kolegjum Magistratu tworzą obywatele: Burmistrz Bobo\vski, 
wiceburmistrz Wincenty Robiński, ławnicy Wincenty Mroczek, 
Antoni Wardziński, Leon Frąckowiak i Stanisław Różański. 
Myliłby się grubo, ktoby sądził, że takie rozbicie miesz- 
czaństwa na grupy polityczne i gospodarcze, taka partyzantka 
domowa działa destruktywnie na pracę komunalną. Ani ździe- 
bełka. Wszystkie kółka i kółeczka machiny administracyjnej 
pracują 2.kuratnie i pilnie, powiedzieć można wzorowo, jak 
w zegarku dobrze pielęgnowanym, zaopatrzonym w wyborny 
mechanizm. 
Przedsiębiorstwa komunalne i zakłady użyteczności publicznej 
jak lecznica miejska, gazownia, rzeźnia, zakłady wodociągowe 
i kanalizacyjne, Miejska Kasa Oszczędności itd. załatwiają swe
		

/krajna_i_naklo00229_0001.djvu

			- 213 - 


zadania sprawnie i korzystnie, lepiej jak za czasów pruskich, 
bo nie mają niedoborów, chociaż za pracę swą stosunkowo niskie 
biorą opłaty np. za mtr. kub. wody 20 gr., za mtr. kub. gazu 
25 griitd. 
Wprawdzie zachodzą w Radzie Miejskiej różnice zdań 
i poglądów na drogi i środki dozorowania, wykonywania lub 
ulepszania administracji, czujność jednak, dogląd i pieczołowitość 
Radnych oraz zainteresowanie się gospodarstwem komunalnem 
objawia się u \vszystkich w równej mierze. Wszyscy chcą 
i pragną dobra miasta, kraju i narodu, co sprawiedliwie podnieść 
należy. 
Jak wszędzie tak i tutaj pojawiają się tarcia partykularne 
i dyskusje partyjne, zaznaczyć jednak trzeba, że jesteśmy zawsze 
i stanowczo zgodni i solidarni w najważniejszej sprawie naro- 
dowej, mianowicie: 
Gdyby zaszła potrzeba obrony wolności naszej i całości 
granic Rzeczypospolitej pójdziemy pod jednem hasłem i wspól- 
nym sztandarem na wroga po staropolsku - ławą! 


ROZDZIAŁ XVIII. 


TERAŹNIEJSZY STAN MIASTA NAKŁA. 


Miasto Nakło zajmuje obszar 7091 morgów, z tych jest 
własnością komuny 596 morgów, częścią wydzierżawionych, 
częścią użytkowanych na \vlasne potrzeby gospodarcze. 
Na obszarze miejskim znajduje się 408 budynkó\v miesz- 
kalnych w zwartym kompleksie i 65 domów rozrzuconych na 
osadach podmiejskich, razem 473 budynki mieszkalne. 
W ręku Polaków znajduje się zabudowań mieszkalnych 397, 
w ręku Nietnców' i żydów 76. 
Liczba nlieszkańcóv." wzrasta stale. Wykazują to następu- 
jące liczby: 
W dniu 1. 1. 1925 r. liczyliśmy Polaków 
Niemcó\v 


razem 


8255 
1091 
9346 


Od l. 1. do l. 12. 1925 r. przybyło 
a) przez urodzenie: Polaków 
Niemców 


195 
8 
9549 


.
		

/krajna_i_naklo00230_0001.djvu

			.b) przez przyprowadzkę: Polaków 
Niemców 
stan l. 1. 25 i przyrost razem 
W ciągu 1925 roku ubyło: 
a) przez śmierć: Polakó\v 
Niemców 
b) przez opuszczenie nliasta: 
Polaków 
Niemców 
ubytek razem 
Zatem liczba ludności l. 12. 1925 r. 
i to Polaków 9108 
Niemców 1076 
Żydzi w liczbie 48 osób zaliczeni są do Niemcó\v, gdyż posłu- 
gują się w domu i publicznie tylko językiem niemieckim. 
Przyrost ludności od l. 1. do 1. 12. 25 r. \vynosi 838 osób. 
Uprawnionych do głosowania przy wyborach do rady 
miejskiej było 


- 214 - 


1250 
13 
10812 


74 
9 


520 
25 
628 
10184 


3880 wyborców 
4757 \\Tyborców 
877 wyborców 
1797 wyborców 
2700 wyborców 
903 wyborców 


w 1924 r. 
w 1925 r. 
przyrost 
Głosowało w 1924 r. 
\\T 1925 r. 
więcej 
Wyborców Polaków głosowało 2483 . 
Niemców i żydów 217 
Wybrano 17 radnych Polaków i l Niemca. 
Przedsiębiorstw fabrycznych, handlowych, rzemieślniczych 
i wolnych zawodów, opłacających podatek przemysłowy, liczymy 
428, ich właścicieli w liczbie 376 zaliczamy do Polaków, w liczbie 
52 do Niemców i żydów. 


PODATKI. 
Pobierane na podstawie uchwalonych i zatwierdzonych 
statutów miejskich podatki gminne przyniosły \v 1924 roku: 
1. od nabycia nieruchomości 10.447 zł 
2. od zabaw i widowisk 7.409 zł 
3. od psów 3.288 zł 
4. od prawa polowania 480 zł 
Razel11: 21.624 zł
		

/krajna_i_naklo00231_0001.djvu

			- 215 - 


31.362 zł 
26.701 zł 
2.581 zł 
14.979 zł 
9.561 zł 
Razem: 85.184 zł 
W preliminarzu na 1924 r. przewidziany był dochód z po 
datków gminnych i pańshvowych 79.225 zł 
rzeczywisty dochód 106.808 zł 
Więcej: 27.583 zł 
Nad\vyżka ta powstała głó\vnie z udziału gminnego \v po- 
datku przemysłowym i alkoholowym, który przyniósł znacznie 
więcej jak preliminowano, natomiast z podatku dochodowego 
wpłynęło 5.800 zł mniej, niż przewidziano \v preliminarzu. 
Dla orjentacji podajemy liczby porównawcze z budżetu 
miasta Nakła w 1913 r., a więc w roku normalnym przedwojennym, 
gdy handel i przemysł był \v pełnynl roz\\Toju i wszystkie pro- 
dukty i wyroby były tanie w stosunku do cen dzisiejszych. 
Budżet w 1913 r. ustalony był w dochodach i wydatkach 
na 336.000 l11k. budżet w 1925 r. obliczony był w dochodach 
i wydatkach na 224.000 zł., tj. 112.000 zł mniej. 
Dochód podatkó\v pośrednich i bezpośrednich w 1913 r. 
na rzecz miasta wynosił 187.345 mk. tj. przy 8.000 mieszkańcach 
po 22 mk. na głowę. 
W 1925 r. obliczono dochód z tychże podatkó\v 90,775 zł, 
tj. 9 zł i 7 groszy na gło\vę. Obciążenie oby\vateli na rzecz 
gminy jest w stosunku do 1913 r. o 96.570 złotych mniejsze. 
Uposażenie urzędników i praco\vnikó\v gminnych w 1913 r. 
wynosiło 45.295 mk., a przeliczone na dzisiejszą wartość 55.700 
złotych; w 1925 r. pobory \vynoszą 28.380 zł, a \vięc złotych 
27.000 mniej, niż w 1913 r. 
Za to małe wydatki na robotników prze\viduje budżet 
w 1913 r. Zatrudniano wó\yczas całkiem 6 robotników, z tych 
jednego \"1 rzeźni, dwuch przy kanalizacji, jednego przy ""odo- 
ciągach i d\vuch przy różnych potrzebach. Dzisiaj zatrudniamy 
52 robotników. 
Wydatek na robotników \vyniósł \v całym 1913 roku tyle, 
co dzisiaj w jednym tniesiącu, tj. da\vniej rocznie 5.000 mk., 
teraz 65.000 zł. Tygodniowo wypłaca się robotnikom od 1.200 
do 1.600 złotych. Prócz tego w budżecie gazo\vni na opłacanie 
robotników wyznacza się 13.900 złotych. 


Udział gminy w podatkach państwowych 
następujące dochody: 
l. z podatku przemysłowego 
2. " dochodowego 
3. " gruntowego 
4. " alkoholowego 
5. " krajo\vego 


przyniósł miastu
		

/krajna_i_naklo00232_0001.djvu

			- 216 - 


. 


Cyfry te dowodzą, że gmina \v granicach możliwości daje 
pracę i zarobek robotnikolTI i stara się o zmniejszenie liczby 
bezro botn ych. 


LECZNICA MIEJSKA 
zbudo\vana 1893 roku urządzona jest na 28 łóżek. Zdarzają się 
tygodnie, gdzie szpital nie może pomieścić chorych. Wobec 
z\viększającej się liczby ludności, wykazuje się potrzeba powięk- 
szenia zakładu przez budowę drugiego piętra. 


RZEŹNIA 
zbudowana 1912 roku kosztem 330.000 marek. Rok 1924 przy- 
niósł nad\vyżkę dochodó\v 8011 zł 4 gr., do funduszu zapaso- 
wego przeniesiono 8.000 zł. Nadwyżka ta po\vstała skutkiem 
uboju kilku tysięcy sztuk ś\viń na eksport. Z tego san1ego 
źródła jest i w 1925 roku znaczna nadwyżka. Fundusze zapaso\ve 
przeznaczone są na urządzenie przy rzeźni c i e p ł Y c h kąp i e l i, 
natryskó\v i łaźni parowej. 
W 1925 roku po lO-letniej przerwie uruchomiono chłodnię 
i to przyczyniło się do nadzwyczajnych dochodów, gdyż ekspor- 
terzy, mając do dyspozycji chłodnię, mogli mięso zamrozić 
i następnie \vysyłać. 
Opłaty za ubój i rewizję mięsa w rzeźni miejskiej były 
\V 1913 r. wyższe, jak dzisiaj. 
1913 1926 
Za ubój większego bydła pobierano 7,60 mk. 5,- zł 
"' Za ubój cielaka, owcy, kozy 1,20 mk. 1,50 zł 
Za ubój świni 4,75 mk. 3,50 zł 
od sztuki. Dodatko\vo pobierano za badanie mięsa i puszukiwanie 
trychin 50 do 75 fenigó\v od sztuki. Dzisiaj nie pobiera się 
opłat dodatkowych. 


WODOCIĄGI 
rozgałęzione są na przestrzeni 13 kilometrów. Oddane zostały 
do użytku publicznego \v 1904 r. Koszta budowy rurociągów, 
wieży ciśnień, stacji pomp i filtrów wynosiły 252.000 mk. 
Zamknięcie rachunku zakładów wodociągo\vych w 1924 roku 
wykazało nadwyżkę 2605 złotych, z której utworzono fundusz 
zapasowy w wysokości 2500 zł. Prawdopodobnie i 1925 rok 
przyniesie nadwyżkę, co umożliwi dokonanie różnych ulepszeń 
i rozszerzenie rur wodociągowych na nowo przyłączone dzielnice 
miejskie. Korzystne rezultaty finansowe zakładó\v wodociągowych
		

/krajna_i_naklo00233_0001.djvu

			217 


polegają na rekonstrukcji maszyn zapędowych i aparatów. Skut- 
kiem poczynionych ulepszeń zInniejszył się znacznie wydatek na 
materjały opałowe. Gdy dawniej zużyto dziennie 7-8 centnarów 
koksu, dzisiaj wystarczają przeciętnie 4 centnary, przez co 
oszczędza się w całym roku tyle, że pozostaje nadwyżka, chociaż 
pobiera się tylko 20 gr za metr kubiczny \vody. 
W 1913 roku wynosił dochód za wodę 28.000 marek, kon- 
sumenci płacili 40 fen. za metr kubiczny. Budżet 1925 r. za\viera 
dochodu za wodę tylko 13.233 zł, co odpo\viada cenie 20 gr 
za metr kub. przy roczneln zużyciu 75000 mtr. kub. 
Budżet zakładów wodociągowych w 1913 wynosił 31.650 mk., 
w 1925 r. 15.093 złote. 


KANALIZACJA 
rozgałęziona na przestrzeni 12 km., oddana do użytku 1907 r. 
Koszta budo\vy wynosiły 366.000 mk. 
Na 1925 r. obliczono dochody i wydatki kanalizacyjne na 
8430 złotych, tj. 50% podatku budynkowego według matrykuły 
katastralnej. 
W 1926 roku została nowo uruchomiona stacja czyszczenia 
fe kalij miejskich. Dotąd przy ujściu kanałów miejskich do Noteci 
gromadziły się nieczystości, które utrudniały odpływ brudnej 
wody. Niedogodności te zostały usunięte przez uruchomienie 
stacji czyszczenia fekalij. 


GAZOWNIA. 


Przedsiębiorstwo to od czasu ujęcia w 1923 r. administracji 
przez \vładze miejskie rozwija się pomyślnie. Uregulowano' za.. 
wikłane stosunki finansowe, ustalono cenę gazu na 25 groszy 
za mtr. kubiczny, pobudowano w 1925 r. no\vy piec sześcioretor- 
towy, a Vl ostatnim czasie dokonano remontu aparatów i budyn- 
ków. Oświetlenie jest lepsze przez zastosowanie silniejszego 
tłoku. Przystąpiono także do pomnożenia liczby latarń ulicznych 
celem ulepszenia oświetlenia miasta. 
Konsumpcja gazu znacznia \vzrasta, przeto przystąpi się do 
odbudowy trzeciego pieca, który za czasów administracji nie- 
mieckiej został zrujnowany. 


OPIEKA SPOŁECZNA. 
Miejski Wydział Opieki Społecznej ma coraz więcej kło- 
potów. Jeżeli poprzednio mówiono o znacznym przyroście
		

/krajna_i_naklo00234_0001.djvu

			- 218 - 


.. 


ludności, to na tem miejscu trzeba stwierdzić, że napływa do 
miasta ludność uboga, bez zasobó\v i bez pracy. 
Zarząd nliejski nie jest w możności zapobiec tenlU napły- 
wowi proletarjatu, gdyż wolności osiedlania się nie można krę- 
pować lub po\vstrzymywać ustawami \vyjątko\vemi. 
Wpra\\rdzie jest kontrola nad prL.ybyszami i jeżeli się okaże 
potrzeba udzielenia wsparcia przed upły\vem roku od dnia przy- 
bycia do miasta, bywa zgłaszana pretensja do gminy, gdzie 
ubogi poprzednio zamieszkiwał, jednak mało kiedy nowi ludzie 
\V pierwszych 12 miesiącach przychodzą z prośbą o pomoc, a po 
upływie roku musi miasto ponosić cały ciężar opieki. 
Starania o złagodzenie nędzy idą \v kilku kierunkach. 
Najważniejszem zadaniem Opieki Społecznej jest znaleźć i dać 
pracę robotnikom, zwłaszcza tym, co mają do \vyży\vienia rodzinę. 
Projektowane są roboty celowe, jak brukowanie nowych 
ulic, napra\va starych brukó\v, budowa domó\v nlieszkalnych dla 
robotników i urzędników. Bank Gospodarst\\ra Krajow.ego, dokąd 
już w pierwszych dniach września 1925 r. wysłane były wnioski, 
oparte na ustawie o rozbudo\\rie miast, zobowiązał się udzielić 
kwotę 30000 złotych, z funduszów własnych doda się kilka 
tysięcy złotych i rozpocznie prace produktywne. 
Orugiem \vażnem zadaniem Opieki Społecznej jest dożywianie 
bezrobotnej ubogiej ludności. W tym celu kuchnia ludowa 
od 15 grudnia do l k\vietnia rozdaje darmo obiady. 
Dalszym krokiem jest urządzenie żłóbka otwartego, gdzie 
matki mogą na cały dzień oddać s\ve dzieci w opiekę, jeżeli 
sanle mają pracę poza domem. Dzieci znajdują tam schronienie 
pod dozorem opiekunki, otrzymują pożywienie i zajęte są w od- 
po\viedni sposób. 


ZDROWOTNOŚĆ PUBLICZNA. 


Pod względem higjeny publicznej miasto dorosło nowo- 
czesnym wymaganiom. Przedewszystkiem jest zdrowa woda, wydo- 
bywana z niewyczerpanych siedmiu źródeł podziemnych. Kanały 
odprowadzają wszelkie nieczystości za miasto do stacji czyszczenia 
fekalij, stąd przefiltrowane uchodzą do Noteci. Nowo urządzone 
łazienki i plaże nad Notecią w latowych miesiącach bardzo licznych 
mają gości. Publiczne łaźnie zimowe są w przygotowaniu. 
Czyszczenia ulic i placów dokonywa 28 stałych praco\vników; 
do wywożenia śmieci ma miasto własne konie i wozy. Miejska 
Komisja Sanitarna ma zadanie kotrolować nlieszkania i podwórza 
pod względem porządku i czystości.
		

/krajna_i_naklo00235_0001.djvu

			- 219 - 


SZKOLNICTWO. 


Szkolnictwo w Nakle znajduje się w pełnym rozwoju. 
Jest tutaj 
l. Państwowe Gimnazjum Humanistyczne 
imienia Bolesława Krzywoustego, ośmioklasowe. 
2. S z koł a W y d z i a ł o ważeńska, sześcioklaso\\Ta. 
3. S z koł a P o w s z e c h n a C h ł o p c ów, siedmioklasowa. 
4. S z koł a P o w s z e c h n a D z i e w c z ą t, siedmioklasowa. 
5. S z koł a D o k s z t a ł c a j ą c a dla męskiej młodzieży 
pozaszkolnej. 
. 
Swiadczenia gminy miejskiej na cele szkolnictwa są nastę- 
. 
pUJące: 
Dla gimnazjum subwencja na podstawie umowy 
z 1876 roku 7380,- zł 
dla szkoły wydziałowej 11500,- JJ 
dla szkoły powszechnej chłopcó\v 6000,- JJ 
dla szkoły powszechnej dziewcząt 6000,- " 
dla szkoły powszechnej ewangelickiej 3000,- JJ 
na potrzeby rzeczowe szkoły dokształcającej 1500,- " 
Razem rocznie 35380,- zł 
Osobna część księgi pamiątkowej daje szczegółowy opis 
działalności zakładów nauko\vych, dla tego tutaj wystarczą po- 
wyższe wzmianki. 


ROZDZIAŁ XIX. 


STOWARZYSZENIA POLSKIE W NAKLE. 
, 


1872. Powstaje T o war z y s t woP r z e m y s ł o \v e, jako 
najpierwsze w Nakle, zatem matką jest miejscowych towarzyshv 
polskich. Istnieje i pracuje wzoro\vo. 
1876. C z Y t e l n i a L u d o w a rozpoczyna swą działalność, 
przyczynia się ogromnie do szerzenia oświaty wśród ludu i mło- 
dzieży. Istnieje i działa dodatnio. 
. 
1889. T o \v a r z y s t woP a ń M i ł o s i e r dz i a Ś\V". W i n- 
c e n t e g o ił P a u l o rozpoczyna \vielkie dzieło charytatywne, 
wyszukuje, odwiedza i wspiera naj uboższych bez \\'ytchnienia od 
początku do dni dzisiejszych. 
1891. T o war z y s t w o Ś p i e \\P u H a r m o n j a \\Tielkie 
ma zasługi, gdyż pieśń polską za czasó\v prześlado\vania pielę- 
gnowało, krzewiło i przekazywało następcom. Istnieje i wy- 
pełnia S\\Te zadanie.
		

/krajna_i_naklo00236_0001.djvu

			220 - 


. 


1896. T o \v a r z y s t w o G i m n a s t y c z n e S o kół, znie- 
na\vidzone przez Prusaków, pod ścisłą obser\vacją policyjną 
pracowało wytrwale, ażeby w zdrowem ciele był silny duch 
polski. Cześć tym, co nieustraszeni groźbami nieprzyjaciół spo- 
sobili młodzież do walki. Istnieje i obja\via znaczną żywotność. 
Zaznacza się, że osobne akta utrzymywała władza pruska 
o 80 kołach 1). 
1902. B a n k L u d o w y, spółdzielnia z nieograniczoną 
odpowiedzialnością. Rozpoczyna swą działalność na polu gospo- - 
darczem, zbiera oszczędności polskie, udziela pożyczek polskiemu 
kupcowi i rzemieślnikowi, przyczynia się ogromnie do rozwoju 
naszego handlu i przemysłu. Był solą w oku dla Prusaków, 
czego dowodem, że zakazali urzędnikom należeć do Banku Lu- 
dowego. Istnieje i pracuje normalnie w n1iarę środków. 
1905. R o l n i k, spółdzielnia z ograniczoną odpowie- 
dzialnością ma wielkie zasługi, gdyż handel ziep1iopłodami, wy- 
zyskiwany przez żydów, ujął w swe ręce, lichwie kres położył 
i wielu rolnikó\v z żydowskich kleszczy wyratował. Istnieje 
i pracuje doskonale. 
1905. K a t o l i c k i e T o war z y s t w o R o b o t n i k ó w 
p o l s k i c h, skupia w sobie rozproszone gromady robotników 
polskich, łowionych przez organizacje przewrotowe i bezbożne, 
umacnia \v nich przywiązanie do wiary i narodowości. Istnieje 
i pracuje z \vielkim pożytkiem. 
1906. C z y t e l n i a d l a K o b i e t rozpoczyna dzielne 
przeciwdziałanie prądoln germanizatorskim, wnosi do świata 
kobiecego miłość Ojczyzny i języka, krzewi kulturę narodową 
i wiarę w lepszą przyszłość. Istnieje i pracuje bez wytchnienia, 
ma bibljołekę 900-tonl0wą. 
1908. 1< ó ł koR o l n i c z e jest dalszem ogniwem w łań- 
cuchu placówek polskich, tnających na celu podniesienie oświaty 
i dobrobytu w różnych warstwach społeczeństwa polskiego. 
Znaczenie i zasługi kółek rolniczych znane są wszystkim. Istnieje 
i odby\\
a regularne posiedzenia oraz lustracje gospodarstw. 
1910. Towarzystwo Młodych Przemysłowców 
tworzy się celem skupienia i wychowania młodszych rzemieślni- 
ków. Gdy stare T owarzystwo Przemysłowe było ogniskieln 
wszystkich Polakó\v, młode wzięło sobie zadanie pracować prze- 
dewszystkiem dla warstwy rzemieślniczej, dla tego w 1923 roku 
przybrało nazwę Towarzystwa Rzemieślników. Istnieje i okazuje 
wielką tywołność. 
1913. T o war z y s t w o W ę d kar z y rozpoczęło uprawiać 
sport rybołóstwa. Do dzisiaj ma licznych zwolenników i członków. 


1) Akta policyjne "Sokolverein" 1896-1914.
		

/krajna_i_naklo00237_0001.djvu

			221 - 


1918. Towarzystwo Kupców Samodzielnych 
powstaje jako poważna organizacja zawodowa, mająca na celu 
strzeżenie interesów i powagi stanu kupieckiego. Istnieje i znaczny 
wpływ wywiera na sprawy handlowe. 
1920. T o war z y s t w o U c z e s t n i k ó w P o w s t a n i a 
tworzy się z tych mężów, co na ochotnika chwycili za broń, 
ażeby oczyścić ziemię naszą z wrogiego żołdactwa. Istnieje 
i należy do osobnego związku poznańskiego. 
1920. Z w i ą z e k P r a c o w n i k ó w P o c z t o w Y c h skupia 
w sobie urzędników, zatrudnionych przy poczcie i telegrafie. 
Ma na celu obronę spra\v zawodowych wzmocnienie przywiąza- 
nia do państwowości polskiej. 
1920. T o war z y s t w o R e s t a u r a t o rów łączy kolegó\\" 
w jedno grono celem obrony interesów zawodowych i podniesienia 
godności stanu. 
1920. Z w i ą z e k D r u ż y n K o n d u k t o r s k i c h ma na 
celu utrzymywanie ducha koleżeńskiego i szerzenie zasad pra- 
worządności państwowej. 
1920. T o war z y s t \v o 11\ e t a l o w c Ó w utworzyło się 
z praco\vników fabrycznych, ma na celu obronę spraw zarobko- 
wych i utrzymywanie solidarności zawodowej. 
1920. D r u ż y n a H a r c e r s k a i m. 1\'\ i c k i e w i c z a, zgro- 
madziła rozproszoną młodzież pozaszkolną i zaczęła w nich 
szczepić \vzniosłe zasady i hasła harcerskie. Są one bardzo po- 
ważne, dla tego większa część młodzieży nie chce się wyrzec 
szerokiej wolności i stroni od harcerstwa, dużo jednak mło- 
dzieńców otrzymało zdrowe wychowanie \v tej szkole ku pożyt- 
kowi społeczeństwa. Drużyna istnieje i \vypełnia swe zadanie. 
1921. T o war z y s t \v o N a u c z y c i e l i Szkół Po\vszech- 
nych ma na celu utrzymywanie łączności koleżeńskiej, wzmo- 
cnienie godności stanu nauczycielskiego i pracę nad podnie- 
sieniem zadań szkolnictwa powszechnego. 
t 921. T o war z y s t w o b. H a 11 e r c z y k Ó w, jest organi- 
zacją byłych wojaków armji Hallera, ma na celu pielęgno,vanie 
koleże11shva i ducha narodow'ego. 
1921. T o war z y s t w o I n wal i d ó w Woj e n n y c h, jest 
oddziałem ogólnego związku na Rzeczpospolitą, dąży do popra- 
wienia bytu in\\'alidó\\' \vojennych oraz \vdó\\" i sierót po pole- 
głych żołnierzach, udziela im rady i ponlocy. Pracuje dodatnio 
i zasługuje na szerokie poparcie. 
1922. T o \v a r z y s t w o H a n d lo \v C Ó w, przedtem To,\ya- 
rzystwo Młodzieży Kupieckiej, jest oddziałem z\viązku to\\'arzystw 
młodzieży kupieckiej, skupia \v sobie rnłodzież l11ęską i żeńską 
wszelkich gałęzi handlo\\Tych, rozszerza \\
śród członków' ś\\Tia- 
domość zawodo\\Tą i kulturalną, odby\va regularnie s\ve zebrania.
		

/krajna_i_naklo00238_0001.djvu

			- 221. 


- 


. 


1922. Kół k o T e n i s o \ve, lna na celu upra\vianie sportu 
tenisowego, urządza gry na miej skich placach tenisowych, stara 
się o roz\vój tego zdro\vego sportu. 
1922. Towarzystwo Lokatorów, zajęło się obroną 
spraw lokatorów i łagodzeniem względnie ugodowem załatwianienl - 
sporó\v z gospodarzami. Wobec nowej ustawy o ochronie lo- 
katorów zmniejszyła się działalność tego towarzystwa. 
1922. T o war z y s t \v o W łaś c i c i e l i D o m ó w, utwo- 
rzyło się z \vłaścicieli kamienic, celem solidarnej obrony swych 
interesów. 
1923. Z w i ą z e k M a s z y n i s t ó w K o l e j o w y c h, jest 
organizacją za\vodo\vą, która ma na celu obronę interesów człon- 
ków i pielęgnowanie łączności koleżeńskiej. 
1923. T o \va r z y s t w o S P i e \v u "J e d n ość", tworzą 
miłośnicy pieśni polskiej celem kształcenia się \v śpie,\
ie i wyko- 
nywaniu utworó\v na chór męski. Rozwija się i na występach 
publicznych \vykazuje S\vą pracę. 
1923. K l u b S p
 o r t o \v y "C z a r n i ", za\viązał się z ama- 
toró\v gry w piłkę nożną. Urządza często ćwiczenia, popisy 
i za\\Tody, staje też do walki z inne mi drużynami tego sportu. 
1924. Koł o N a u c z y c i e l i S z koł Y S r e d n i e j, za\vią- 
zało się przy gimnazjum, ma na celu podniesienie po\\
agi swego 
stanu, pielęgnowanie koleżeńshva, pogłębianie spraw szkolnictwa 
średniego. 
1924. T o war z y s t \v o K o l e jar z y, skupia praco\vników 
kolejo\vych celem pouczania ich o sprawach zawodo\vych i za- 
rob
owych, wpły\va na dobre stosunki między członkan1i, krzewi 
w swem gronie oświatę narodową. 
1924. Koł o O f i c e r Ó \v R e z e r w y, powstaje jako po- 
ważna organizacja o charakterze wojskowym z wyraźny.tn celem 
dalszego pełnienia służby narodowej na stanowisku cywilnym 
dla dobra Ojczyzny z gotowością oddania się na usługi armji, 
gdyby tego zaszła potrzeba. 
1924. Koł o P o d o f i c er ó w R e z e r w y jest spójnią 
b. podoficeró\\T armji polskiej, ożywia w nich ducha wojskowego, 
utrzymuje łączność koleżeńską i działa dużo w kierunku kultu- 
ralnym. 
1924. T o war z y s t woP r z y j a c i ó ł H a r c e r s t w a po- 
wstało przy szkole wydziałowej z zadaniem otoczenia opieką 
żeńskiej drużyny harcerskiej i udzielania jej pomocy materjalnej. - 
, 
1924. D r u ż y n a H a r c e r s k a G i m n a z j a l n a kształci 
młodzież gimnazjalną \v cnotach harcerskich, pracuje nad r02WO- 
jem fizycznym i moralnym swych wychowańcó\v, okazuje \vielką 
żywotność.
		

/krajna_i_naklo00239_0001.djvu

			- 223 - 


1924. Towarzystwo Powstańców i Wojaków 
skupia wszystkich, co ochotniczo lub obowiązkowo pełnili już 
służbę narodową w kadrach powstańczych lub armji regularnej, 
rozbudza ducha narodowego, podtrzymuje godność wojskową 
i łączność żołnierską. 
1924. Z w i ą z e kUr z ę d n i k ó w K o l e j o w y c h łączy 
w swem kole stałych urzędników P. K. P., ma na celu obronę 
interesów swego stanu, utrzymywanie jedności koleżeńskiej 
i krzewienie kultury. 
1924. T o war z y s t woP r z y j a c i ó ł G i m n a z j u m 
powstało, gdy zachodziła potrzeba niesienia pomocy materjalnej 
tutejszemu gimnazjuJn. Członkami są przeważnie rodzice uczniów 
tegoż zakładu. Towarzystwo spełnia w dalszym ciągu swe 
ustawo\ve zadania. 
1924. T o war z y s t w o U r z ę d n i k Ó w P a ń s t w o w y c h 
i K o m u n a l n y c h powstało celem rozbudzenia życia towarzy- 
skiego wśród urzędnikó\\r, podniesienia ich wykształcenia zawo- 
dowego i_ ogólnego, obrony interesów ekonomicznych. Towa- 
rzystwo narazie nie obja\via działalności. 
1925. Drużyna Harcerzy im. Nadskakuły powstaje 
staraniem Towarzystwa Uczestników Powstania, gromadzi młodzież 
robotniczą, uczy ich subordynacji, \vpaja zalety harcerskie. 
. 
1925. T o war z y s t w o d l a wal k i z g r u ź l i c ą, naj- 
młodsze w obszernem gronie towarzystw, ma zadanie szerzenia 
wiadomości o niebezpieczeństwie gruźlicy i o środkach \valki 
z tym wrogiem ludzkości. 
Prócz powyżej opisanych sto\\Tarzyszeń polskich, zasługują 
na osobne wyszczególnienie: 
. B r a c t w o S t r z e l e c k i e, już za czasów króla Jana So- 
bieskiego zacne i cenione, przez tegoż króla nowym przY\\Tilejem 
obdarżone, przez pewien okres czasu skutkiem upadku miasta 
w zapomnienie poszło, teraz zreformowane, na \vznowienie 
dawnej powagi i świetrrości zasługuje. 
O c h o t n i c z a S t r a ż P o żar n a, za czasó\\T zaborczych 
założona, pod polskim rządeIn roz\\Tija się pomyślnie i zadania 
swe spełnia doskonale, czego dowody mamy, gdy walkę z nie- 
bezpiecznYIn ży\viołen1 stacza, a pożaro\vi roz\vinąć się nie po- 
zwala. Uznanie i poparcie lnieszczatlSh\Ta jej się należy. 
Dalej istnieją tu i pracują: Komitet Po\viato\vy Towarzyst\\Ta 
Pomocy Nauko\vej In1. Marcinko\vskiego, Oddział Czer\vonego 
Krzyża, Rada Wychowania Fizycznego, Oddział Ligi Obrony 
Po\vietrznej Pańsh\Ta, To\varzysh\To Obrony I(resó\v Zachodnich. 
Organizacje te 111ają grupy po\viato\\Te i lokalne.
		

/krajna_i_naklo00240_0001.djvu

			- 224 - 


. 


ROZDZIAŁ XX. 


CHRONOLOGICZNY BIEG WYDARZEŃ W NAI,LE. 


Rok. N a k ł o, N a k i e ł, N a k l a m, bardzo stara osada nad 
Czasy Notecią przy drodze handlowej, \viodącej od Południa 
H

:
ta z obozó\v rZYlnskich Celemantia (Szomolyan) i Carnuntum 
ć:łaro
z. przez bagna i lasy nadnoteckie do Bałtyku. Przy Nakle 
do 
su

 wyprawy kupieckie i wojenne przepra\viały się przez 

C;;



a. Noteć na Północ do siedzib słowiańskich Pomorcó\v 
i Prusakó\\T. 
996 Bolesław Chrobry buduje gród nakielski nad Notecią dla 
umocnienia i obrony granic Polski przeciw Pomorzanom. 
1090 Hołdownicy Polski, POlnorzanie i Prusacy, bunt podnoszq, 
zamki pograniczne pustoszą, także gród nakielski zdo- 
bywają. 
1091. Władysław Herman, król polski, 24 czerwca 1091 przeciw 
Pomorzanom występuje, zamki i miejsca obronne zabiera, 
gród nakiel
ki garnizoneln narodowym obsadza. 
1092. Pomorzanie napadają na. zamki pograniczne, starostów 
lnordują, gród nakielski zabierają. 
1092. Władysła\v Herman wyprawę czyni przeciw Pomorzanom, 
bije ich nad Notecią, Qblężenie Nakła rozpoczyna. Po- 
morza nie uporczywie bronią grodu. Wojska polskie dla 
słot i mrozów oblężenia zaprzestają i nic nie wskórawszy 
do domu wracają. 
1093. Władysław Herman nową wypra\vę na Pomorzan urządza, 
do hołdu ich zmusza, lecz Nakło jako gród lenny im 
pozostawia. 
109
. Zgraja Pomorzan wypada z Nakła do Spicymierza, tam 
bawiącego arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina ograbia 
i archidiakona Mikołaja uwozi. 
1099. Nakło jest zamkiem warownym i miastem ludnem, naj- 
potężniejszem schronieniem Pomorzan. S\viadczy o tem 
kronikarz Marcin Oallus: "Castrum Nakiel in confinio 
Pomeraniae et Poloniae paludibus et opere finnum ". 
Historyk Długosz świadczy na karcie 395: "Oppidunl 
NakieI, quod tum a Pomeranis tenebatur, et ex quo 
plurima regno inferebantur damna. - Nakiel ea tempestate 
principalis urbs" (Naruszewicz, tom V). 
1109. Bolesław Krzywousty w miesiącu lipcu rozpoczyna 
oblężenie Nakła, siły Pomorzan łamie, 10 sierpnia lniasto 
i zamek zdobywa, ośm tysięcy ludu w niewolę zabiera, 
zarząd grodu Swiatopełkowi oddaje.
		

/krajna_i_naklo00241_0001.djvu

			1112. 


1120. 


1225. 


1233. 


1239. 


1243. 


1255. 


1255. 


1256. 


1299. 


1324. 
1325. 


1328. 
1329. 


1358. 


,-- -- 


-225- 


Bolesław Krży\vousty drugi raz oblęga Nakło. Pomorzanie 
w silnej warowni trzy miesiące. wytrzymują natarcia 
wojsk polskich. Dowódca załogi, Swiatopełk pomorski, 
korzy się przed królem, trybut mu składa, syna własnego 
za zakładnika oddaje, wierność królowi przysięga. Woj5ka 
polskie zaprzestają oblężenia. 
, 
Swiatopełk, dowódca grodu l1akielskiego, drugi raz rokosz 
podnosi. Bolesław Krzywousty trzeci raz wojskami 
Nakło otacza, po kilku szturmach zamku dobywa, Swia- 
łopełka do niewoli bierze, w twierdzy nową silną załogę 
zostawia. 
Władysław, książę wielkopolski, zakonnikom z Lubiąża 
śląskiego, pustkowia pod Nakłem na odbudowę miasta 
nadaje. 
Książę Władysław mieszczanom nakielskim przywileje 
nadaje, od wszeikich danin ich uwalnia. 
Swiatopełk, książę pomorski, otrzymuje Nakło i \vłącza 
je do Pomorza. 
Przemysław,książę wielkopolski, zdobywa Nakło i umieszcza 
w warowni swą załogę. 
Mściwój, syn Swiatopełka, zdradzieckim sposobem bierze 
Nakło, przyłącza je znó\v do księstwa pomorskiego. 
Książę Przemysław buduje po zachodniej stronie Nakła 
nowy zamek przeci\\' Pomorzanom. Są tedy dwa 
zamki, stary w rękach Pomorzan, nowy \\' rękach Polakó\v. 
Załogi obu zamkó\v częste utarczki z sobą staczają. 
Przemysław i Mściwój rozejm czynią. Mściwój, książę 
pomorski, opuszcza Nakło; miasto i \varo\vnię otrzymuje 
Przemysław, książę wielkopolski. 
Władysław Łokietek nadaje Piotrowi z Dusdenu prawo 
budowania miasta przy grodzie nakielskim. Obok sta- 
rostwa powstaje \vójtostwo nakielskie. 
Władysław Łokietek odbywa sądy \v grodzie nakielskim. 
Zjazd książąt polskich i pomorskich w grodzie nakielskim. 
Zawarcie unlowy odpornej przeciw' Krzyżakom i Bran- 
denburczykom. 
Krzyżacy napadają Nakło, łupią miasto, podpalają zamek. 
Krzyżacy drugi raz uderzają na Nakło, mordują miesz- 
kańców, wycinają załogę, wzniecają pożary \v mieście. 
Kazimierz Wielki odbudo\vane i silnie utwierdzone Nakła 
oddaje w zastaw arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. 
15
		

/krajna_i_naklo00242_0001.djvu

			226 - 


... 


1390. Władysław Jagiełło przyznaje księciu pomorskiemu 
Wracisławowi prawo lenne nad Nakłem za udzieloną 
pOlnoc orężną. 
1409. Krzyżacy trzeci raz czynią wyprawę na Nakło. Tym 
razem sromotnie odpędzeni nic nie zyskują. 
1430. Toruniacy urządzają wypra\vę na Nakło dla pomszczenia 
napadów, jakie łupieżca Henrieus z Nakła wykonał na 
na kupcach toruńskich przy przeprawie przez Noteć. 
Pod Trzeciewnicą ponoszą T oruniacy klęskę. 
1430. Krzyżacy czwarty raz pod wodzą komtura człuchowskiego 
zdobywają Nakło. Przychodzi z pomocą wojsko polskie, 
wypiera Krzyżaków, zadając im ciężkie straty. 
1466.- Za panowania Kazimierza Jagiellończyka Nakło otrzymuje 
liczne przywileje, rozwija się i zaludnia, otrzYlTIuje sąd 
grodzki i ziemski. I(asztelanem jest Włodko Donaborski. 
1500. Nakło szeroko rozbudowane, lTIa przedmieście (suburbium) 
targi roczne, zakłady sukiennicze, łaźnię, łąki, las własny, 
rybołóst\vo, browary, własną miarę nakielską. 
1515. Wielki pożar niszczy znaczną część miasta. W pożarze 
giną dokumenty miejskie. 
1520. Dnia 3 stycznia król Zygnlunt I mieszczanom nakielsldm 
dawne przywileje, wolności i prawa odnawia; nowe do- 
kumenty w miejsce utraconych przez pożar miastu wy- 
pisuje. 
1586. W Nakle osiedlają się Szkoci, są początkowo skromni, 
później zagarniają sobie różne gałęzie kupiectwa. 
1620. Król Zygmunt III z królową i synem Władysławem 
przebywają w Nakle. 
1655. Sz\vedzi pierwszy raz wchodzą do Nakła, łupią miasto 
i gród, ludność srodze krzywdzą. 
1656. Mieszczanie, okoliczna szlachta i kmiecie wspólnemi 
siłami uderzają na Szwedów, wypędzają ich z miasta 
i ziemi nakielskiej. 
1657. Sz\vedzi wielką siłą nachodzą Nakło, niszczą miasto 
i gród, siedziby ludzkie po złupieniu z ziemią ró\vnają. 
1678. Zaraza pierwszy raz nawiedza Nakło. Większa część 
mieszkańców ginie od morowego powietrza. 
1702. Wielki pożar niszczy miasto i w zgliszcza obraca znaczną 
liczbę domostw. 
1704. Szwedzi trzeci raz wchodzą do Nakła, znów popełniają 
łupieztwa i zbrodnie, podpalają dużo domów. 


..
		

/krajna_i_naklo00243_0001.djvu

			1710. 


1716. 


1 i 20. 


1722. 


1758. 


1762. 


1766. 


1770. 


1772. 


1806. 


1807. 


1808. 


1815. 


1824. 
1831. 
1833. 


1842. 


1845. 
1847. 


- 227 - 


Moro\ve powietrze drugi raz zabiera liczne ofiary, miasto 
pustoszeje, kto lnoże ucieka przed zarazą w gąszcze 
leśne, ażeby tam odczekać aż minie dopust Boży. 
Moskale obozują w mieście, wyciskają z mieszczan kon- 
trybucję, wychodzą 1717 roku. 
Król August II zatwierdza i rozszerza przywileje mieszczan 
nakielskich, a zaginione w czasie napadów i pożarów 
dokumenty miejskie nowo sporządza i miastu przekazuje. 
Pożar znów niszczy wielką część miasta i dużo mieszczan 
do upadku przyprowadza. 
Moskale obozują w Nakle i okolicy, dobytek i ży\vność 
ludziom zabierają, przez co miasto bardzo ubożeje. 
Straszny pożar nawiedza miasto, wiele budynkó\v zamienia 
w ruiny, ratusz z \vszelkiemi księgami i dokumentami 
miejskiemi ulega zniszczeniu. 
Król Stanisław August odnawia i zatwierdza przywileje 
miejskie, nowo sporządzone dokumenty miastu do po- 
szanowania oddaje. 
Prusacy grasują na Krajnie, komendy pruskie miesz- 
kańcom ostatki zboża i żywności biorą, fałszywe mi pie- 
niędzmi ludzi częstują. 
Fryderyk II pruski przemocą Nakło do 'państwa swego 
przyłącza, las miejski i ziemie starościńskie sobie zabiera. 
Do Nakła wchodzą Francuzi, rządy pruskie znoszą. 
W Nakle legjony polskie miejsce zborne mają. 
Nakło z niewoli pruskiej \vyzwolone, do Księstwa War- 
szawskiego \vłączone. Mieszczanie przysięgę księciu 
warszawskiemu składają. 
Nakło otrzymuje burmistrza Polaka. Czynności urzędowe 
odbywają się w języku polskim. 
Nakło popada drugi raz w niewol
 pruską. Niemcy 
obejmują urzędy, Polaków zewsząd usuwają. 
EVlangelicy budują kościół na rynku. Śladu po nim niema. 
Cholera na\viedza Nakło i zabiera przeszło 80 ofiar. 
Pożar niszczy \\r Nakle 59 zabudowań, prze\vażnie 
gospodarczych. 
Król pruski Fryderyk Wilhelm IV do Petersburga jedzie 
przez Nakło i tu kilka minut owacje przyjmuje. 
Nakło liczy 941 Polaków, 929 niemców, 930 
yd6\v. 
Nowy kościół katolicki \v I\jakle konsekruje ks. biskup 
Brodziszewski. 


15*
		

/krajna_i_naklo00244_0001.djvu

			1848. 
1848. 


1849. 


1851. 


1852. 
1855. 
1856. 


1866. 


1868. 


1873. 
1874. 
1876. 


1881. 


1887. 


1894. 


1893. 


1907. 


1910. 


1912. 


- 228 - 


-ł 


Budowa ratusza ukończona. 
Cholera znów pojawia się w Nakle. Tym razem 114 
osób pada ofiarą epidemji. 
Polacy kończą budowę osobnej szkoły katolickiej. NielTIcy 
również otrzYlTIują osobny nowy budynek szkolny. 
Ot\varcie komunikacji kolejowej z Bydgoszczy do Piły. 
Pierwszy pociąg rusza 1 sierpnia. 
Cholera trzeci raz grasuje \v Nakle i zabiera liczne ofiary. 
Żydzi kończą budowę nowej synagogi. 
Magistrat oddaje do użytku nowo pobudowany szpital 
(dzisiaj przytułek dla starców). 
Powstają pierwsze trzy klasy gimnazjalne (seksta, kwinta, 
kwarta), jako pier\\Tszy krok do utworzenia progimnazjum). 
Gazownię w Nakle oddano do użytku publicznego. Po- 
budował gazownię hrabia Potulicki z Potulic. W 1881 r. 
nabył gazownię aptekarz Wittke, sprzedał ją następnie 
to\varzystwu akcyjnemu w Berlinie. Od \vrześnia 1923 r. 
znajduje się gazownia w' zarządzie miejskim. 
Po utworzeniu dalszych klas powstaje progimnazjulTI. 
Magistrat kończy budowę gmachu gimnazjalnego. 
Gimnazjum otrzymuje charakter zakładu pa11stwowego. 
Pruskie kolegjum szkolne w Poznaniu przejmuje od 
miasta na rzecz państwa budynki i urządzenia zakładu. 
Towarzystwo akcyjne buduje cukrownię w Rudkach przy 
Nakle. 
E\vangelicy posta\viają sobie nowy kościół przy ulicy 
I(s. Skargi (dawniej Wilhelma). 
Polacy kończą budowę nowej szkoły katolickiej przy 
ul. Dąbrowskiego. 
Magistrat otwiera nowo wybudowaną lecznicę miejską 
przy alejach Mickiewicza. 
Zarząd miejski kończy budowę zakładów wodociągowych 
i kanalizacyjnych, oddaje je mieszkańcom do użytku. 
Staroluteranie kończą budowę swego kościoła przy ulicy 
Bydgoskiej. Gmina staroluterska liczyła około 700 dusz 
z miasta i okolicy; dzisiaj dla braku dusz kościółek 
zamknięty. 
Bramy swe otwiera nowo wybudowana okazała rzeźnia 
miejska. 


.
		

/krajna_i_naklo00245_0001.djvu

			. 


1918. Dwa pułki pruskie załatwiają w Nakle swą demobilizację, 
broń i amunicję składają w arsenale, inne zapasy w ma- 
gazynach. 
1919. Dnia l stycznia Polacy ogłaszają niepodległość Nakła. 
Powstańcy zabierają arsenał i magazyny, Rada ludowa 
obejmuje ratusz, pocztę, dworzec i inne gmachy publiczne. 
1919. Dnia 4 stycznia powstańcy nakielscy biją grenzschutz 
pruski w Mroczy. Prusacy uciekają w stronę Więcborka. 
1919. Dnia 10 stycznia na mocy rozejmu Prusacy znów zabie- 
rają Nakło i w niem się panoszą. 
1919. Dnia 4 lutego wataha pruska z Nakła \vyrusza przeciw 
powstańcom \v Kcyni. Powstańcy zadają Prusakom 
ciężką klęskę i ścigają ich aż pod Nakło. 
1919. Dnia 2 czerwca Antoni Nadskakuła w Nakle zamordo- 
\vany przez pruski grenzschutz. 
1920. Dnia 20 stycznia: oswobodzenie Nakła z niewoli pruskiej. 
Do miasta wchodzi \vojsko polskie, Polacy obejmują 
zarząd wszelkich urzędó\v, zakładó\v i instytucyj państ- 
\vo\vych i komunalnych. 
1922. Szybko i bez trudności odzyskuje Nakło da\vny charakter 
czysto polski, a mieszczaństwo polskie przychodzi do 
należnego m u prawa i znaczenia. 


.
		

/krajna_i_naklo00246_0001.djvu

			. 


. f 


. -.. 


-
		

/krajna_i_naklo00247_0001.djvu

			HISTORJA 


, 
PANSTWO\VEGO GIMNAZJUM · 


IM. BOLESLA W A KRZYWOUSTEGO 


. 
l 


SZKOLNICTWA NA KRAJNIE. 


SKREŚLIŁ 


FRANCISZEI{ MARCINIAI{ 


NAUCZYCIEL GIMNAZJALNY. 


. . 


1926 


. .
		

/krajna_i_naklo00248_0001.djvu

			11 


. I. 


Prawa autorskie zastrzeżone.
		

/krajna_i_naklo00249_0001.djvu

			Część trzecia. 


HISTORJA GIMNAZJUM. 


Zakład nasz zawdzięcza swoje powstanie inicjatywie kilku 
obywateli, którzy pod prze\vodnictwem księgarza KaUmanna 
w roku 1861 zeszli si
 w ratuszu i uchwalili domagania się utwo- 
rzenia średniego zakładu nauko\vego z strony \V"ładz miejskich. 
Ogół obywateli jednak uważał, że miasto nie b
dzie mogło 
sprostać ciężarom podobnym i dlatego sprawa upadła. Krótko 
potem udała się delegacja tych samych obywateli do Bydgoszczy, 
ążeby u regencji tamtejszej uzyskać subwencję dla nowej szkoły. 
Owczesny prezes regencji v. Schleinitz i radca szkolny Kunge 
przyjęli delegację bardzo przychylnie i przyobiecali pokaźną 
subwencję, gdy miasto przystąpi do założenia szkoły. Rada 
miejska jednak i teraz \vniosek o założenie szkoły odrzuciła 
i spravla zdawała się już na zawsze pogrzebaną. 


Lecz niezmordowani inicjatorzy nie spoczęli. Nie mogąc 
już liczyć na pomoc miejską, postano\vili o własnych siłach 
potrzebną szkołę ut\\Torzyć. \V tynl celu uhvorzyli spółkę, której 
celem miał'o być utworzenie tak zw. wyższej szkoły dla chłopców 
i dziewcząt. Wszyscy członko\vie zobo\viązali się solidarnie do 
utrzymania zakładu. Na początek postano,viono zaangażować 
trzy siły męskie i jedną żeńską. Wreszcie l lnaja 1862 nastą- 
piło ohvarcie szkoły składającej się z dwóch klas męskich, od- 
powiadających mniej,vięcej d\vom pier\vszym klasom gimnazjalnym. 
Prócz tego istniała jedna klasa mieszana odpo\viadająca klasie 
wstępnej i jedna osobna żeńska. Już w czer\vcu tego samego 
roku utworzono drugą klasę żeńską, dla której zaangażowano 
jeszcze jedną siłę nauczycielską. 


Początkowo szybko ztnieniali się kiero\vnicy, aż \V"reszcie 
objął zakład Dr. Wfndt oddany duszą i ciałem novtej szkol<ł. 
Jego to staranionI szczególnie należy przypisać, że Rada Miejska 
i Magistrat \\Treszcie ucłnvalili przejąć zakład na swój etat jako 
symuUanną \V"yższą szkołę dla chłopcó\v i dzie\vcząt, jednak bez 
ściśle określonego charakteru religijnego. Uch\vała korporacyj 
Jniejskich zostaje zah\Tierdzoną przez regencję bydgoską jednak 
z zaznaczenienI, że nauka religji po\vinna być obo\viązko\\Ta dla 
wszystkich wyznań.
		

/krajna_i_naklo00250_0001.djvu

			-- 2:J4 - 


.. 


W październiku 1866 roku następuje już przejęcie szkoły 
przez władze miejskie. Róv{nocześnie z przejęciem szkoły przez 
miasto nastąpiło przeniesienie zakładu z ulicy Berlińskiej na 
ulicę Policyj ną. 
Nowy kierownik szkoły Dr. WolU nosił się już z zamiarem 
zaprowadzenia klasy czwartej tj. tercji, lecz nastąpiło z pewnych 
powodów zawieszenie Dr. Wolffa w urzędowaniu i projekt został 
na dłuższy czas odłożony. Przez trzy lata niema zakład faktycz- 
nego kierownika, wskutek czego 
zakład znacznie podupadł i groził 
mu nawet zupełny upadek. 
Chociaż regencja bydgoska w swojem zezwoleniu na prze- 
jęcie zakładu przez miasto podkreśliła, że szkoła przy swoim 
symultannym charakterze powinna się kierować tolerancją wobec 
wszystkich wyznań, to jednak uczuć dzieci katolickich nie bardzo 
szanowano. Okazało to się podczas uroczystości z okazji urodzin 
królewskich, przy której to sposobności jeden z nauczycieli 
w s\voim przemó\\Tieniu starał si
 zohydzić najwyższe instytucje 
kościoła katolickiego. Sprawą tą zajął się ówczesny ks. prob. 
Henner, który odniósł się do konsystorza arcybiskupiego, gdy 
protest jego założony u Magistratu nie odniósł skutku. Dzięki 
interwencji konsystorza sprawa została zakończona w myśl jego 
żądań. Lecz sprawa ta miała jeszcze dalsze skutki. I(onsystorz 
zaintereso\vawszy się już szkołą tutejszą, spowodował ks. prob. 
Hennera o postaranie się uzyskania poz\volenia na udzielanie 
religji, \vychodząc z założenia, że dzieciom polskim należy umo- 
żliwić chociaż częściowy wykład religji w języku ojczystym. 
Zyczeniu konsystorza stało si
 zadość. Lekcje relijgi obejmuje 
ks. prob. Henner a po nim ks. prob. Samberger. 
W kwietniu 1870 roku obejmuje kierownictwo Dr. KKnze, 
który po krótkim już czasie zdołał tak stosunki unormo\vać, iż 
z początkiem października można było już przystąpić do utwo- 
rzenia planowanej tercji. W przyszłym roku Rada Miejska 
uchwaliła już nowe powiększenie zakładu przez dodanie nowej 
klasy t. j. sekundy. Równocześnie pod wpływem kierownika 
zakładu począł Magistrat czynić starania o nadanie zakładowi 
charakteru progimnazjum. 
Regencja bydgoska, za której pośrednictwenl wniosek po- 
wyższy mógł tylko być wysłanym do Ministerstwa Oświaty, 
przyobiecała swoje pośrednictwo tylko wówczas, jeżeli miasto 
postara się dla zakładu o dogodniejsze ubikacje. Tak Rada 
Miejska jak i Magistrat uchwalili wybudowanie nowego gmachu, 
któryby obejmował równocześnie oddział męski i żel1ski, z oso- 
bnemi jednak wejściami i z osobnym wewnętrznym podziałeln. 
Na podstawie tego, \vysłało miasto delegacj
 do Min. Oświaty, 
które przyobiecało spra\\Tę pomyślnie załatwić. Już po dziesięciu
		

/krajna_i_naklo00251_0001.djvu

			-235- 


dniach, 22 marca 1872 roku .oddano już nadzór nad zakładem 
prowincjonalnemu kolegjum szkolnemu w Poznaniu. Tern samem 
jeżeli nie oficjalnie, to jednak faktycznie dotychczasowa wyższa 
szkoła dla chłopców staje się progimnazjum. Równocześnie 
została odłączona wyższa szkoła dla dziewcząt, która została pod 
nadzorem regencji bydgoskiej. 
Oficjalne uznanie tutejszej szkoły jako progimnazjum nastą- 
piło 12 czerwca 1873 roku. Równocześnie uzyskało ono prawo 
wystawiania świadectw uprawniających do wojskowej służby 
jednorocznej. Lecz ani miasto ani kierownictwo zakładu nie 
spoczęło w pracy nad dalszem powiększeniem zakładu. Miasto 
spełniając swoje przyrzeczenie, wybudowało własnym kosztem 
gmach, \v którym do dzisiaj się gimnazjum znajduje. 
Równocześnie toczyły się pertraktacje z władzami państwo 
wemi o przejęcie zakładu przez państwo, co też wreszcie 31 sier- 
pnia 1876 nastąpiło. Miasto zrezygnowało z wszystkich swoich praw 
do nowowybudowanego budynku i dopłaciło 2000 mk na odno- 
wienie względnie uzupełnienie inwentarza. Równocześnie zobowią- 
zało się miasto dopłacać rocznie 6000 mk na utrzymanie zakładu 
i 600 mk na udzielanie języka angielskiego. W międzyczasie 
zostało w tym samym roku progimnazjum, które zdołało liczbę 
klas powiększyć do pełnej liczby t. j. do prymy, przekształcone 
gimnazjum tak, że na l kwietnia 1876 r. odbył się pierwszy egza- 
min maturalny, pod przewodnictwem radcy szkolnego Dr. Poltego. 
Pierwszymi maturzystami byli Reinhold, Krepp, późniejszy adwokat 
w Pile i Jan Matthes, późniejszy lekarz powiatowy w Obornikach. 
W czasie przej ęcia zakładu przez władze państwo\V'e, zakład 
liczył 173 uczniów w sześciu klasach (od sekty do prymy). 
Obie tercje, obie sekundy i obie prymy były złączone. Grono 
składało się z dyrektora i ośtniu sił nauczycielskich. Prócz tego 
były dwie siły dochodzące i to nauczyciel religji żydowskiej 
i nauczyciel gimnastyki. Przy zakładzie istniała szkoła przygo- 
towa\vcza z jednym nauczycielem. 
Religji katolickiej wogóle nie uczono. Wspomniany ks. prob. 
Sam berger uczył tylko do roku 1873. Prawie przez cały czas 
jego urzędowania były starcia między nim a ó'Nczesnym rektorem 
Dr. Kunzem, które zakończyły się ,wreszcie jawnym zatargiem, 
który oparł się o prowincjonalne Kolegjum Szkolne. Pośrednim 
powodem był język nauczania religji. Ks. prob. Samberger 
znużony owym sporem a dalej tłumacząc się wzmożoną pracą 
duszpasterską wobec braku \\
ikar.1usza, zrezygnował z dalszego 
urzędowania. Przez trzy lata (1878 - 1881) uczył nauczyciel 
szkoly katolickiej Mentko\vski, lecz tylko w trzech najniższych 
klasach, t. j. od seksty do k\varty. Wyższe klasy były wogóle 
nauki religji pozbawione. Dopiero \\T roku 1881 podjął się na
		

/krajna_i_naklo00252_0001.djvu

			- 236 - 



. 


nowo ks. proboszcz Samberger uczenia religji, tak że przez kilka 
lat wszystkie klasy mają lekcje religji. Lecz stan ten długo nie 
przetrwał, bo już w roku 1885 ponownie ks. Samberger swój 
urząd złożył. 
Znowu tylko trzy klasy najniższe korzystały z lekcji religji, 
której udzielał ponownie Mentkowski. Dziwnem może się wy- 
dawać, że nie w całym zakładzie udzielano lekcji religji, lecz 
tylko v.;r klasach najniższych. Stan podobny istniał \v wszystkich 
gimnazjach, do których uczęszczała młodzież polska i który 
stał w z\viązku z rozporządzeniem ks. arcyb. Ledócho\vskiego 
z roku 1875, a który dozwolił tylko w sekundzie i prymie na 
udzielanie religji w języku niemieckim. We wszystkich innych 
klasach domagał się języka polskiego. Rząd niemiecki na po- 
dobne żądanie nie chciał się zgodzić i anormalny stan ten 
przetrwał do roku 1887. Ks. arcybiskup Dinder zgodził się 
wówczas na żądanie rządu pruskiego, lecz wymógł, że w trzech 
naj niższych klasach dozwolono posługiv.rania się językiem polskim 
przy wytłumaczaniu katechizmu i historji Ś\\T. Znając skąd inąd 
zapatry\vania ks. prob. Sambergera o konieczności posłughvania 
się w nauce religji językiem polskim (sprawozdanie do Konsy- 
storza z wizytacji szkół elementarnych \v s\vej parafji) należy 
przypuszczać, że na jego ustąpienie wpłynęły powyższe okoli- 
czności. Gdy jednak rozporządzeniem ks. arcyb. Dindera punkt 
sporny usunięto, poczęli się rodzice domagać nauki re li gj i także 
i w klasach wyższych i pod \vpływem konsystorza ks. proboszcz 
Samberger przyjął w roku 1890 znowu obowiązki nauczyciela 
religji, ażeby już w następnym roku ustąpić miejsca swojemu 
nowem u wikarj uszo\\Ti ks. Broniszowi. 
Z upaństwowieniem zakładu, następuje nowy okres w historji 
naszego zakładu. Losy jego uniezależnione od \vpływu \vładz 
miejskich, lecz miasto jednak nie przestało się intereso\vać swoją 
placówką naukową, założoną z takim trudem i nakładem kosztów. 
Dotychczasowy kierownik zakładu Schneider, został przeniesiony 
jako dyrektor do gimnazjum państwowego w Srenlie a jego 
miejsce zajął jako pierwszy dyrektor państv.rowego gimnazjum 
Dr. Richter, dotychczasowy profesor gimnazjalny w Sremie. 
Dr. Richter kierował zakładem do swojej śmierci t. j. do listo- 
pada 1890 roku. Z urodzenia był on prawdopodobnie katolikiem, 
ponieważ uczęszczał do gimnazjum tumskiego w Pelplinie a do- 
piero później przeszedł na protestantyzm, którego był gorliwym 
wyznawcą l). Nie mniej gorliwym wyznawcą protestantyzmu 
był i jego następca profesor Heidrich, który był na czele zakładu 
przez 13 lat (do października 1903). Za czasów jego kierownictwa 
obchodził zakład uroczyście 25-lecie swego upaństwo\vienia. 


1) Porówn. sprawozdania ówczesnego ks. proboszcza nakielskiego 
ks. dziekana Sambergera do Konsystorza.
		

/krajna_i_naklo00253_0001.djvu

			- 237 - 


Po jego ustąpieniu zastępował go najstarszy profesor lic. Dr. Schu- 
mann. W styczniu 1904 przybył jako dyrektor Paweł lv\ahna, 
który z powodu rozstroju nerwowego jednak już w roku 1908 
ustąpił. Zno\vu aż do końca roku szkolnego objął zastępczo 
kierownichvo lic. Dr. Schumann aż do objęcia dyrektury przez 
Zielonkę, który już w latach 1897-1904 jako nauczyciel gimna- 
zjalny przy tutejszym zakładzie pracował. W październiku 1912 r. 
został jednak przesiedlony do Schleusingen a urzędowanie jego 
objął ostatni dyrektor niemiecki Dr. Muth. Także i grono nau- 
czycielskie w ciągu tych kilkudziesięciu lat ulegało częstem zmia- 
nom. Między innemi uczył tutaj przez krótki czas w roku 1878 
niedawno zmarły profesor pedagogji na uniwersytecie poznańskim 
Dr. Antoni Danysz. Z nauczycieli polskich należałoby jeszcze 
wymienić Szasteckiego (1877), Michało_wskiego (1879), Wolińskiego 
(1880), I(ukułkę (1889) i Dr. Huhsa (1904) obecnego profesora 
przy gitnnazjum św. Marji Magdaleny w Poznaniu. Wszyscy 
urzędowali tutaj jednak zaledwie po kilka miesięcy. Jako nauczy- 
ciele religji pracowali w zakładzie X. dziekan Sanlberger, nauczyciel 
szkoły powszechnej Mentkowski (w roku 1878-81 i 1885-90) 
X. Bronisz 1891-95, X. Kowalski 1895-1902, X. I(rze\viński 1902-06, 
X. J auksz 1906-13, X. Mazurkiewicz Karol 1913, X. Bielski 
i X. Pałkowski. 
Liczba uczniów w ciągu istnienia zakładu ulegała rocznym 
wahaniom. Już w roku 1878 rozdzielono tercję na wyższą 
i niższą, a \v dziesięć lat później także i sekundę tak, że zakład 
posiadał ośm klas. Nowego podziału dokonano w roku 1913, 
dzieląc prYIl1ę na niższą i wyższą. Zakład uzyskał więc pełną 
liczbę klas. Z po\vodu \vielkiej frekwencji podzielono tak
e 
i sekstę w roku 1914 na dwie części a i b, a w następnych 
latach wskutek tego także i następne klasy. Najniższe liczby 
wykazyv{ał rok 1897, gdzie zakład liczył tylko 163 uczniów, 
a naj\vyższą w roku 1914 t. j. 290 uczniów. W następnych latach 
liczba uczniów znowu zmalała, znacznie zmniejsza się liczba 
uczniów \v klasach \vyższych. Stan podobny można jedynie 
wytłunlaczyć wpływenl wojny. Co do narodowości to trudno 
określić stan faktyczny. W publicznych rocznych sprawozdaniach 
podano tylko w czterech liczbę ucznió\v narodowości polskiej 
(1906-09). Lecz mniejwięcej można ustalić ilość Polakó\\' 
z statystyki wyznaniowej. Nape'ń'no mały procent odpada 
na prawdzi'ńTych Niemców - Katolików. Pierwszy program 
z roku 1877 wykazuje katolików 19, protestantó\v 113, żydó\v 53, 
przypuszczalna ilość Polakóv
" 15, - z roku 1887 \vykazuje: 
katolików 25, protestantów 131, żydów 55, przypuszczalna liczba 
Polaków 20, - z roku 1890 wykazuje: katolików 52, prołestan.. 
tów 139, żydó\v 53, przypuszczalna liczba Polakó\v 45, - z roku 
1897 \vykazuje: katolikó\v 54, protestantó\v 10, żydów 27, przy- 
puszczalną. liczba Polaków 46, - z roku 1900 wykazuj e: katoli- 
ków 63, protestantów 98, żydów 24, przypuszczalna liczba
		

/krajna_i_naklo00254_0001.djvu

			-238- 


'C 


Polaków 56, - z roku 1906 wykazuje katolików 79, protestan- 
tów 144, żydów 30, urzędowo podana liczba Polaków 59 pra\vdopo- 
dobnie 69, - z roku 1910 \vykazuje katolików 79, protestantów 125, 

ydów 63, przypuszczalna liczba Polaków 69, - z roku 1914 
wykazuje: katolików 120, protestantów 154, żydów 16, przy- 
puszczalna liczba Polaków 110. Jak z powyższego wynika to 
liczba katolików stale się zwiększała a liczba żydów natolniast 
się zmniejszała. Liczba protestantów jest stosunkowo luniejwięcej 
ta sama. Jak już wspomniałem dane co do narodowości znajdują 
się tylko w latach 1906-09. W roku 1906: 59 Polaków, w roku 
1907: 60 Polaków, w roku 1908: 64 Polaków, w roku 1909: 70 
Polaków. Napewno jednak jeszcze wielu było takich, którzy 
z nieuzasadnionych powodów podali jako swą narodowość nie- 
miecką. Dowodem tego są stare arkusze archiwalne pozosta\vione 
przez Niemców. 


Gmach w którym się jeszcze dzisiaj zakład mieści, wybu- 
dowało miasto w roku 1874. Wobec coraz większej frekwencji 
uczniów okazał się on za szczupłym, lecz popiero w roku 1900 
rozbudowano go w kierunku ulicy Jackowskiego. Uzyskano 
w ten sposób cztery nowe pokoje, które umożliwiły racjonal- 
niejszy podział klas, pracowni i pomocy naukowych. Dotkliwie 
odczuwano także brak sali gimnastycznej. Lekcje gimnastyki 
odbywały się w pierwszych latach tylko w miesiącach letnich. 
Energicznem przedstawieniom tut. wtadz szkolnych należy za- 
wdzięczać, że w ro
u 1881 wybudowano na boisku szkolnem 
salę gimnastyczną. Na ówczesne warunki odpowiadała nowa 
sala wszelkim wymaganiom, dzisiaj jednak sala nie wystarcza 
wobec zmienionych warunków a szczególnie wobec znacznie 
większych wymogów wychowania fizycznego. 


Mimo rozbudowania, o którem już wspomniałem, gmach 
szkolny zawsze jeszcze nie wystarczał. Częściowe wewnętrzne 
przebudowy uskuteczniono w roku 1906 a krótko przed wojną 
w maju 1914 przystąpiono do nowej przybudo\vy w kierunku 
południowym. Dla ułatwienia przebudowy przedłużono nawet 
wakacje letnie do 10 sierpnia, do którego to czasu rozbudowa 
miała być już ukończona. Wybuch wojny przerwał jednak pracę, 
tak że ukończono ją dopiero w grudniu. Dzięki tej rozbudowie 
uzyskano dwie nowe klasy i gabinet fizyczny. Równocześnie 
powiększono salę śpiewu i połączono szerokiemi drzwiami z aulą. 
Na drugiem piętrze urządzono salę rysunkową i zarazem gabinet 
dla nauczyciela rysunków. Równocześnie można było wreszcie 
tak
e dla porządkowego urządzić mieszkanie \vygodniejsze niż 
dotychczas w piwnicy. Długi korytarz umożliwił swobodne po- 
ruszanie się uczniom, gdy niepogoda nie dozwalała przerwy 
spędzić na boisku. Wielkim udogodnieniem było także zapro- 
wadzenie ogrzewania centralnego.
		

/krajna_i_naklo00255_0001.djvu

			-- 239 - 


Do gimnazj um należy mieszkanie służbowe dyrektora. Przez 
długi czas znajdowało się ono w zakładzie na pierwszym piętrze. 
Stan ten wobec coraz większego braku sal szkolnych okazał się 
niemożliwym. Po kilkakrotnych przedstawieniach u władz prze- 
łożonych uzyskano wreszcie potrzebne fundusze i przystąpiono 
do budowy osobnego mieszkania służbowego przy dzisiejszych 
plantach Mickiewicza (w r. 1912). 
Plany naukowe obowiązywały w zakładzie naszym takie 
same jak i w innych podobnych uczelniach. Zmiany nastąpiły 
w roku 1889 i 1892. W roku 1893 zniesiono dotychczasowe 
publiczne egzaminy odbywające się pod koniec roku. Nawet 
języka polskiego uczono przez pe\vien czas w gimnazjum nakiel- 
skiem lecz niedługo bo zaledwie od 1893-1899. Już w roku 
1897 zniesiono kurs niższy a w roku 1899 także i kurs wy
szy 
pod pozorenI braku jednej siły, którą Dr. Tetzlaff uczący języka 
polskiego musiał zastąpić. Powody były prawdopobobnie inne. 
W następujących dwu ch programach znajdujemy tylko krótką 
wzmiankę "Polnischer Unterricht wurde in diesem Jahre nicht 
erteiit., a wreszcie i to opuszczono. Jako podręcznik używano 
"Nowy wybór prozy i poezji" Molińskiego i Spychałowicza. 
Liczba uczniów uczących się języka polskiego \vynosiła od 27-35. 
Nową zmianę w programie wprowadzono w roku 1911. 
Zamiast dawniejszych pełnych godzin wpro\vadzono lekcje 45- 
minuto\ve. Z wyjątkiem gimnastyki wszystkie lekcje odbywały 
się przed obiadem, tak \\Tielu uczniom z okolicy ulnożliwiano 
dojeżdżanie. Ró\vnocześnie zaprowadzono dodatkowe plany 
realne. Uczniowie od niższej tercji począwszy mogli zamiast 
języka greckiego uczyć się języka angielskiego, francuskiego 
i matematyki (3 godz. angielskiego, l godz. dodatkowo francus- 
kiego, 1 godz. dodatkowo maternatyki i l godz. rachunkowości 
kupieckiej). Praktyczny plan ten zaprowadzono początkowo tylko 
w niższej tercji a w następnych latach stopniowo i w klasach 
wyższych. Podczas wojny plany nauki z konieczności lnusiały 
uledz pewnym zmianom wskutek braku sił i częstych przymuso- 
wych wakacyj z braku opału. Uczniom, którzy wstąpili do 
służby wojskowej czyniono różne udogodnienia przyznając im 
świadectwa dojrzałości lub zaprowadzając egzaminy uproszczone. 
Bardzo \\Tainemi dla zakładu są pomoce naukowe. Przy 
przejęciu zakładu przez państwo były one bardzo skromne, tak 
że miasto zobowiązało się dopłacić 2000,- mk. na ich uzupeł- 
nienie. W dalszych latach ciągle powiększano je z funduszów 
rocznie na ten cel przez państwo przeznaczanych. W ten sposób 
znacznie zwiększyły się zbiory przyrodnicze, fizykalne i bibljoteka 
tak nauczycielska jak i uczniowska. 
Zbiory fizykalne zostały w roku 1876 wzbogacone kilku apa- 
ratami zlikwidowanego wówczas gilu l1azjum trzemeszeilskiego. 
Takie fortepian znajdujący się jeszcze w zakładzie pochodzi z czasów
		

/krajna_i_naklo00256_0001.djvu

			., 


240 - 


dawniejszych (z roku 1900). Zbiory bibljotekalne oczy\viście 
utrzymywane były \v duchu v

ysokiego patrjotyzmu nieluieckiego 
i bezgranicznej bałwochwalczej czci dla Hohenzollernó\v. Aula 
i klasy szkolne udekorowane były obrazami cesarzy i ich palady- 
nów, które już z początkiem re\volucji powróciły tatn, skąd 
przyszły. Jedynie biust Bismarka "poz\vo1iło" ministerstwo oświaty 
w Berlinie odkupić ówczesnemu dyrektoro\vi Dr. Muthowi. 
W zbiorach przyrodniczych i fizykalnych przejęto wiele aparatów 
poniszczonych zdaje się że z rozmysłem a niewykluczone, że 
zbiory zostały nawet uszczuplone. 
W ciągu swego istnienia zakład nasz obchodził najróżniejsze 
uroczystości. Zalożony jako placówka germanizacyjna musiał 
z obo\viązku święcić wszystkie uroczystości patrjotyczne jak 
Kaisergeburtstagi, Sedany i inne dni pamiątkowe. Odbywały się one 
na z\vykłą modłę pruską. Ośrodkiem każdej uroczystości były 
mowy pełne wdzięczności "za szczęście przynależenia do państ\va 
pruskiego i pełne podzi\vu dla panującego domu a szczególnie 
jego ostatniego przedstawiciela". Pominlo że charakter zakładu 
nie był protestanckim lecz symultannym obchodzono także 
i wszystkie uroczystości protestanckie. Ponievfaż podobne uro- 
czystości znane są z innych o
olicznośći nie \varto ich bliżej 
opisywać. Lecz o jednej uroczystości należy wspomnieć i to 
o obchodzie 25-lecia upaństwowienia zakładu. 
Z inicjatywy ówczesnego dyrektora profesora Heidricha 
utworzył się komitet uroczystościowy, który jako dzień obchodu 
wyznaczył 20 kwietnia 1901 rokn. Z obchodem połączono 
zjazd byłych ucznió\v gimnazjum nakielskiego. Uroczystość 
i zjazd odbyły się z wielką okazałością. Obywatele miasta zaofia- 
rowali liczne kwatery dla gości pozamiejscowych, ułatwiając 
w ten sposób pracę komisji kwaterunkowej. Miasto i zakład 
były udekorowane licznemi chorągwiami i bramami triumfall1emi. 
W auli odbyła się uroczysta akademj a, przyczem nie opuszczono 
sposobności wynoszenia zasług Hohenzolernó\v a szczególnie 
Fryderyka II, któremu Nakło zawdzięcza nie swój wzrost i zna- 
czenie, bo i pod rządami polskiemi przy zmianie warunków one 
osiągnąć by się dały, lecz gwałtowne oderwanie od Rzeczypospo.. 
litej i początek swojego zr:iemczenia. Podczas akademji składali 
życzenia zakładowi przedstawiciele przełożonych władz szkolnych, 
powiatu, miasta i byłych uczniów. Miasto złożyło przy tej spo- 
sobności na cele gimnazjuln 500 mk. a byli uczniowie 831,25 mk. 
Następnie odbył się \vspólny obiad w sali "Hotelu du Nord JJ 
(dzisiaj Hotel Polonja) a \vieczorem wspólna uroczystość w Strzel- 
nicy. Z okazji tej uroczystości wydano także "Festschrift JJ , na 
którą złożyły się "Historja Nakła od roku 1772-1806" Historja 
progimnazjum" i "Pier\vsze 25 lat gimnazjum nakielskiego. 
Dwie ostatnie prace służyły częściowo jako źródła do niniej szej 
pracy.
		

/krajna_i_naklo00257_0001.djvu

			- 241 - 


Wielką pomocą dla młodzieży jak nie mniej dla zakładu 
samego są stypendja. Tak teraz jak i dawniej ustawowo dozwo- 
lona liczba zwolnień nigdy nie wystarcza, ażeby uczniom zdol- 
nym i faktycznie potrzebującym przyjść z pomocą i z tego 
powodu rada pedagogiczna często nie może podań podobnych 
uczniów uwzględnić. Dla tego każdy zakład powinien się starać 
o stypendja, które umożliwią pomoc uczniom niezamożnym. 
Tutejszy zakład stypendja swoje posiadał. Najstarszą instytucją 
zapomogową, którą zakład dysponował jest fundusz im. Baerwalda 
zało
ony w roku 1875, z którego za jednego zupełnie a za 
drugiego do połowy można było opłacić czesne. Także i gim- 
nazjum samo starało się o utworzenie podobnego własnego 
funduszu. Akcję zapoczątkowano w roku 1876 szeregiem wy- 
kładów naukowych. Fundusz corocznie się powiększał z składek 
uczniowskich a szczególnie z większych datków. abiturjentów. 
Także i dochód pozostały z obchodu 25-1ecia w wysokości 
919,85 mk. przekazano owemu funduszowi. Po uzyskaniu kwoty 
mniejwięcej 3300 mk, poczęto od roku 1903 udzielać zapomogi 
rocznej w wysokości 100 mk. Niestety tak pierw.szy jak i drugi 
fundusz przepadł dla nas. Przy zlik\vido\vaniu władz niemieckich 
przekazał ówczesny dyrektor Dr. Muth fundusze owe na rozkaz 
Berlina szkole realnej w Trzciance. 


T. T. Z. 


Zakład nasz, jak już wspomniałem, został założony jako 
placówka germanizacyjna. Założyciele jego nie spodzie\vali się, 
że młodzież polska jednak nie pozwoli się zniemczyć i skutecznie 
odeprze wszelkie w tym kierunku idące zamierzenia swych \vy- 
chowawców a nawet walcząc z nimi wydrze z ich szpon niejedną 
duszę polską, którą oni już uważali jako S\voją. W tych murach, 
z których wykluczone było sło\vo polskie powstało tajne I(ółko 
Towarzystwa Tomasza Zana, zwane krótko T. T. Z. Dokładnej 
daty powstania owego kółka i jego początkowych dziejó\\T nie- 
stety nie mogę podać. Opierając się na krótkie m spra\vozdaniu 
byłego ucznia naszego zakładu p. Tadeusza Pietryko\vskiego nie 
mogę dalej wstecz sięgnąć jak do roku 1909. Może przygoto- 
wujący się zjazd byłych uczniów zdoła \\Tyświetlić historję 
powstania i początkowego roz\voju T. T. Z. Naturalnie 
musiano prace swoje okryć jaknajgłębszą tajemnicą. Mając in- 
formacje o istniejących podobnych tajnych to\varzyshvach przy 
innych zakładach, starali się i tutejsi profesoro\\Tie a szczególnie 
prof. Rummel wpaść na ślad kółka, co się jednak nie udało, nie 
CZaSelTI dla tego, że rl10że tutaj mniej intensY\\Tnie praco\vano 
jak gdzieindziej, bo istnieją do\\rody bardzo intensy\vnej pracy 
sięgającej aż do roku 1918, lecz dla tego że stOSO\\Tano \\T \\
yborze 
członków bardzo wielką ostrożność \vciągając do pracy tylko 
pewnych kolegów, a dalej że i pracę prowadzono z \\'ielką 
16
		

/krajna_i_naklo00258_0001.djvu

			- 242 - 


.. 


ostrożnością. W razie wykrycia T. T. Z. w jakimś innym za- 
kładzie lnusiano oczywiście wobec łączności wszystkich kół liczyć 
się z e\ventualnem śledzhvem w Nakle i wó\vczas przerywano 
pracę zacierając równocześnie wszelkie ślady. Gdy jednak nie- 
bezpieczeństwo minęło to znowu pracę podejmowano i to pracę 
intensywniejszą, chcąc po\vetować czas stracony. 
Celem Towarzystwa Tomasza Zana była \vzajemna praca 
nad uświadomieniem narodowem_przez uczenie się gramatyki, lite- 
ratury, historji i geografji ojczystej. Zasługi T. T. Z. około 
polskości na Krajnie a nawet na Pomorzu nie ulegają wątpliwości. 
Często uczeń wstępując nawet języka polskiego nie znał, lecz 
pilnie obserwowany, później wciągnięty do pracy w kółku, stawał 
się dobrym Polakienl. 
I(ółko tutejsze utrzymywało kontakt z Poznaniem, skąd 
często przyjeżdżali delegaci, kontrolując pracę i udzielając wska- 
zówek na przyszłość. Raz poraz odbyły się zjazdy w większych 
polskich środowiskach jak Poznań, Gniezno i Ostrów, dokąd 
znowu stąd wyjeżdżali delegaci. Palniętano także o uroczystoś- 
ciach narodo\\Tych, urządzając skromne obchody. Dzisiaj dla 
nas zdawają się one skromne lecz na ówczesne czasy musiały 
one właśnie dla tej skromności i tajności dla obecnych bardzo 
być podniosłe. Urządzenie obchodu, na którym grolIladzono się 
w większej ilości przedstawiało najtrudniejszą pracę ze względu 
na władze szkolne, przed któremi należało się ukrywać. O ile 
nie można było się zebrać gdzieś w prywatnem mieszkaniu, 
wówczas wychodzono \vCZesnYln rankienl do lasku miejskiego. 
Na ogół jednak starano się wynaleźć dom pewny, dokąd się 
wtajemniczeni schodzili i tutaj śpiewem, deklamacjami, produk- 
cjami muzycznemi i wykładem wypełniano \vieczorek. Jak po- 
dobne \vieczorki wyglądały wskazuje program z 23 paździer- 
nika 1911 r.: 


W i e c z o rek N a r o d o wy. 
Program: 
l. Muzyka: ,Fantazja (fortepian). 
2. Wiersz: S\vięta n1iłości kochanej ojczyzny. 
3. Wiersz: Przysięga dziewic polskich. 
4. Wiersz: O matko Polsko ł 
5. Muzyka: Parole d'amour (skrzypce). 
6. Wykład. 
7. Recytacja: Oni... 
8. Spiew: Kujawiak. 
9. Wiersz: Pieśń na dzisiaj. 
10. Muzyka La Madonne. 
Niejedna uroczystość urządzona dzisiaj jawnie i pr7Y naj- 
dalej idącem poparciu nie może się \vykazać często tak obfitym 
programem.
		

/krajna_i_naklo00259_0001.djvu

			- 243 - 


Uroczystościami luniejszemi były przyjęcia nowych członków. 
Dokony\vały się one także z p ewną uroczystością w obecności 
jednak tylko kilku starszych członków, zazwyczaj członkó\v 
zarządu. Po zwróceniu kandydatowi uwagi na cele koła i stosunek 
do władz szkolnych i niebezpieczeństwa wynikające z przynale- 
żenia do tajnej organizacji następowała przysięga. Oficjalnej 
listy członków nie było. Każdy członek posiadał tylko swój 
numer. Członkowie dzielili się na 3 działy. Pozatern istniał 
dział 4, do którego należeli kandydaci, którzy jednak o - istnieniu 
koła nic nie wiedzieli. 
Celem Towarzystwa było także poznanie kraju ojczystego. 
Dla tego też w programie znajdowały się wycieczki krajoznawcze, 
które odbywano corocznie w czasie wielkich wakacyj \\Tedług 
programu opracowanego przez Poznań. Nie zada\valniano się 
tylko poznaniem Wielkopolski lecz pamiętano o Sląsku, Mazurach, 
Warmji i Małopolsce. Królestwo kongresowe było z łat\vo 
zrozumiałych pO\\Todów dla naszych uczniów zamknięte. Przy 
tej sposobności poznawano się z kolegami z innych zakładó\v 
i takie poznanie i \vymiana myśli tnogły tylko przynieść korzyść 
\v wspólnej pracy. 
Idąc w ślady innych zakładó\v stworzono i tutaj zastęp 
harcerski pod kierownictwem Kazimierza Rybki. Osobny zastęp 
pod kierownictwem Jana Sławińskiego mieli dojeżdżający z I	
			

/krajna_i_naklo00260_0001.djvu

			- 244 


. 


wielu uczniów - na szczęście przeważnie Niemcy - do- 
dobrowolnie wstąpili do wojska lub też przymusowo do służby 
wojskowej zostali po\vołani. Także i kilku nauczycieli zostało 
zmuszonych do opuszczenia zakładu. Rodzice młodszych poza- 
miejscowych uczniów nie posyłali w wielu wypadkach swoich 
dzieci do Nakła z opawy przed in\vazją moskiewską. Inni znów 
zatrzymywali synów w domu pod pozorem pracy na roli. Później 
bardzo często posługiwano się uczniami w agitacjach patrjotycz- 
nych jak n. p. gdy chodziło o pożyczk
 wojenną. Celem przy- 
gotowania wojskowego młodzieży przedpoborowej zmuszano ją 
do ćwiczeń w hufcach szkolnych. Po zaprowadzeniu przymuso- 
wej cywilnej służby nie omieszkano i tutaj zatrudniać młodzieży 
szkolnej. Z tych wszystkich powodów nauka musiała ucierpieć. 
Oczywiście nie wątpiono, że to wszystko robi się dla tego, ażeby 
zapewnić "Vaterlandowi" ostateczne zwycięstwo, o którem nie 
wątpiono. Wielką więc niespodzianką była klęska Niemiec 
i ucieczka Wilhelma. W ogłoszeniach i rozporządzeniach. widać 
bezradność. W korespondencji znajdują się częste zapytywania 
władz przełożonych jak w tym lub owym przypadku postąpić. 


Dotychczasowemu prowincjonalnemu kolegjum szkolnemu 
dodano kontrolerów Polaków, których zarządzenia dochodziły 
także do Nakła. Dyrektor na pozór lojalnie stosował się do 
owych rozporządzeń, lecz poprzednio wysyłał je do regencji 
bydgoskiej i dopiero po tamtejszem zatwierdzeniu przeprowadzał 
je w Nakle. Nawet nie waha się przed mylnem informowaniem 
swoich władz podając na żądanie Poznania, iż liczba ucznióvl 
wynosi ogółem 290 a Polaków 91, podczas gdy katalog wyka- 
zuje uczniów 280 a Polaków 113. Gdy Prowincjonalne Kolegjum 
Szkolne nakazało zaprowadzenie nauki języka polskiego, wó\vczas 
do tego dyrektor się nie zastosował, prawdopodobnie znowu na 
rozkaz regencji bydgoskiej, której rozkazy bardzo skwapli- 
wie wypełniał. W międzyczasie wybuchło powstanie grudniowe. 
Wojsko polskie pędząc Niemców przed sobą dotarło do Noteci. 
Paterek zajęty przez 7 komp. 10 p. Strz. Wlkp. pozostał w rę- 
kach polskich a Nakło przez rok jeszcze miało znosić niewolę 
niemi
cką. W Nakle gnieździł się jeszcze "Grenzschutz". Bu- 
dynki zakładu zajęte zostały częściowo przez żołdakó\\r, którzy 
naturalnie w nich gospodarzyli po swojemu. Ucierpiał także 
szałas wioślarski, do którego kilkakrotnie Grenzschutz włamał się 
i go zniszczył, jak to podaje dyr. Muth w sprawozdaniu swojem 
do P. S. C. w Berlinie dnia 29 sierpnia 1919. Wskutek odcięcia 
od Poznania kończy się korespondencja z władzami poznańskiemi, 
chociaż stosunkowo późno, bo dopiero 19 maja. Odtąd dyrekcja 
odnosi się stale do berlińskiego prowincjonalnego kolegjum 
szkolnego wzgl. do regencji bydgoskiej. Wyjątkowo zbłądziło 
tudotąd 4 sierpnia pismo poznańskich władz szkolnych dotyczące 
planów w nauce geografji, które dyrektor wciąga do dziennik
		

/krajna_i_naklo00261_0001.djvu

			-- 245 - 


z uwagą - "polnisch". Prusak nie mógł pojąć jak może do niego 
władza zwracać się w języku polskim. 
W międzyczasie stało się pewnem, że Nakło zostanie przy- 
łączone do Polski, że dotychczasowe "Konigliches Gymnasium" 
stanie się państwowem gimnazjum polskiem. Należało więc 
wszystko uczynić, ażeby swoim następcom jakn2jwięcej pracę 
utrudnić. W tym celu wysłano wszelkie akta urzędowe a nawet 
książki kasowe do Berlina, a fundusze prywatne jak fundusz 
stypendjalny i kasę klubu wioślarskiego przekazano szkole realnej 
w Trzciance. Załatwiwszy to wszystko dyr. Muth opuścił 
w październiku jako pierwszy Nakło, przenosząc się do Emden. 
Pozostali nauczyciele urzędują jeszcze nadal pod kiero- 
wnictwem początkowo prof. Rummela a później wyższego nau- 
czyciela Springa, mianowanego w grudniu komisarycznym dy- 
rektorem. Niedługo jednak cieszył się swoją władz
, ponieważ 
8 grudnia rozpoczęły się już wakacje, przyspieszone z powodu 
braku opału, a w czasie wakacyj władze polskie mianowały tym- 
czasowym kiero\vnikiem ks. Pałkowskiego. Naturalnie nie ipo- 
dobało się to bardzo nauczycielom niemieckim a szczególnie 
p. Springowi który przy różnych sposobnościach próbuje opo- 
nować lecz bezskutecznie. Teraz dopiero rozpoczynają się lekcje 
języka polskiego. Dnia 19 marca zakład obchodził pierwszą 
uroczystość polską, dzień imienin Naczelnika Państwa Józefa 
Piłsudskiego. O godz. 9 odbyło się nabożeństwo dla wszystkich 
uczniów katolickich a następnie uroczystość szkolna w auli. 
W tej sali, w której dotychczas zbierano się ażeby uczcić jakiś 
dzień pamiątkowy z historji Hohenzollernów, poraz pierwszy 
uczczono władzę polską i poraz pierwszy zabrzmiał tutaj hymn 
polski "Boże coś Polskę", który jedynie może w duchu nucił 
sobie dawniej członek T. T. Z. Nie proszono już o przywrócenie 
wolności, bo ona już była, lecz proszono o jej zachowanie, pro- 
szono o to, ażeby nie powróciły znowu czasy, w których w tych 
m urach lżono wszystko co polskie, w których dążono do tego, 
ażeby z duszy dziecka wszystko co polskie wyrwać. Zdaje się, 
że dzień ten musiał wszystkim biorącym udział w uroczystości 
na cało życie pozostać w pamięci. 
Rządy niemieckie, o ile je jeszcze tak nazwać można, do- 
biegały do końca. W połowie przyby\\ra już pierwszy nauczyciel 
jezyka polskiego profesor Wiśnio\vski, przekazany tudotąd z Wą- 
grówca. Od nowego roku szkolnego, tj. od k\vietnia gimnazjum 
nasze miało już być zupełnie spolszczone. W tym celu nastą- 
piło wypowiedzenie posad dotychczasowym nauczycielom nie- 
mieckim. Jedynie p. Torka oświadczył gotowość pozostania 
nadal w służbie polskiej. Zdaje się, że i p. Spring miał zamiar 
tutaj pozostać, uzależnił to jednak od oddania mu dyrektury, 
co naturalnie ze względu na dobro zakładu nastąpić nie mogło.
		

/krajna_i_naklo00262_0001.djvu

			-246- 


Pier\\Tszym dyrektorem polskim mianowało Kuratorjum 
Okręgu Szkolnego prof. Augustyńskiego Jana. Przeją\vszy zakład 
9 kwietnia od ks. Pałkowskiego zamianowanego katechetą 
\v Bydgoszczy nowy dyrektor rozpoczyna pracę w bardzo trud- 
nych warunkach. Grono całe składało się tylko z czterech sił 
i to prof. Wiśniowskiego Bronisława, ks. prefekta Szukaiskiego 
Alfonsa, Mindaka Jana i Torki Wojciecha. Poważne usługi oddał 
p. Mindak, który przebywając jako emerytowany nauczyciel 
\v Nakle i pracując wiele społecznie zyskał sobie w mieście 
poważanie i pOLnał stosunki tak, że \v wielu przypadkach mógł _ 
służyć radą i pomocą nowemu dyrektorowi nie znającemu tutej- 
szych stosunków. 
Nowy rok szkolny rozpoczął się 15 kwietnia uroczystem 
nabożeńshvem, w które m wzięli udział wszyscy nauczyciele 
i ucznio\\Tie. Następnie odbyło się \\T auli wobec uczniów i za- 
proszonej publiczności uroczysto otwarcie roku szkolnego, pier- 
\vszego w wolnej i zjednoczonej ojczyźnie. 
rv1ając tylko cztery siły do dyspozycji rozpoczyna dyr. Augu- 
styński mimo to pracę i to w 9 klasach. (Wprawdzie niema 
\vyższej prymy, lecz za to istnieje jeszcze przy zakładzie septyma 
tj. klasa wstępna). Lekcje odby\vają się w zmniejszonej liczbie, 
a w wielu wypadkach trzeba dwie lub nawet kilka klas łączyć. 
Właściwie niema jeszcze stałego rozkładu wzgl. planu nauki 
ponieważ spodzie\vano się ciągle jeszcze uzupełnienia grona. 
Lekcje podzielono tak, że dyrektor objął jęz. łaciński i grecki, 
X. pref. Szukaiski religję, jęz. łaciński i historję, prof. Wiśniowski 
jęz. polski, łaciński i grecki, p. Mindak jęz. polski, matematykę 
i historję, p. Torka matematykę, przyrodę, historję, śpiew i gim- 
nastykę. Pod koniec kwietnia grono się powiększa, ponieważ 
żona ówczesnego państ. nadleśniczego p. Szulisławska obejmuje 
lekcje matematyki i przyrody, a z początkiem maja obejmuje 
p. Drabiński, lekcje polskiego, matematyki i historji. W ten 
sposób dyr. Augustyński dawał sobie radę aż do rozpoczęcia 
rzeczy\vistego roku szkolnego t. j. do l września. 
W myśl rozporządzenia departamentu W. R. O. P. ówczes- 
nego Ministerstwa dla byłej dzielnicy pruskiej zaprowadza się 
z początkiem maja dla klas nowe nazwy porządkowe tak, 
e 
dawniejszą sekstę nazwano klasą pierwszą a prymę klasą ósmą." 
W ten sposób zostały .ostatnie ślady niewoli zatarte. Zakład liczy 
pod koniec kwietnia' już 146 uczniów. Najpoważniej przedstawia 
się klasa pier\vsza licząca 45 wycho\vankó\v. Gimnazjum bierze 
udział w \vszystkich uroczystościach narodowych i obchodach 
patrjotycznych. W dniu 3 maja urządza w auli skromną uro- 
czystość szkolną a następnie uczestniczy \\' ogólnym obchodzie, 
zainicjowanym przez komitet miejski. Oprócz tego na gorące 
wez\vanie s\veg9 dyrektora składa młodzież pokaźną sumę na
		

/krajna_i_naklo00263_0001.djvu

			- 247 -- 


Tow. Czy t. Lud. Nowością był także udział całego gimnazjum 
wraz z nauczycielami \v uroczystej procesji w dzień Bożego Ciała, 
co poprzednio przepisy pruskich władz wyraźnie zabraniały. 
Dzięki energji dyr. Augustyńskiego powstaje zaczątek bibljo- 
teki uczniowskiej i już w połowie maja przystąpiono do jej 
ohvarcia, umożli\\Tiając młodzieży lekturę dzieł polskich. Nadzór 
nad bibljoteką obejmuje prof. Wiśnio\vski. 
Okres od kwietnia do czerwca włącznie był właściwie 
wstępem wzgl. przygotowaniem do rzeczywistego nowego roku 
szkolnego który w całej Polsce miał się rozpocząć z dniem 
1 \vrześnia. Dla lepszego przygotowania młodzieży z języka 
polskiego urządza dyrekcja specjalny kurs wakacyjny pod kie- 
rownictwem prof. Wiśniowskiego. 
W okresie d\vulniesięcznych wakacyj letnich stara się dyrektor 
o pozyskanie nowych sił fachowych teIn \vięcej potrzebnych, że 
na podstawie egzaminów wstępnych liczba uczniów znacznie się 
powiększyła. Naj poważniej przedstawia się klasa pierwsza, którą 
trzeba było podzielić na trzy oddziały. Także i w innych klasach 
wzrosła liczba uczniów. Starania dyrekcji odniosły pożądany 
skutek i z nowyn] rokiem szkolnyn1 powiększa się grono o siedem 
nowych sił. Natomiast ustąpili z poprzednio uczących p. Szuli- 
sławska ze względu na zdrowie l) i p. Torka, który powrócił do 
służby niemieckiej. Jako nowi członkowie \veszli \v skład grona: 
p. Gapiński Czesław jako nauczyciel techniczny, p. Monkiewicz 
Kazimierz dotychczasowy dyrektor gimnazjum sw. Jad\vigi 
w Minsku, ewakuowanego podczas najazdu bolsze\vickiego, 
p. Niedbaiska Marja, nauczycielka szkoły ludowej im. Ś\v. Wojciecha 
w Inowrocławiu, p. Pułczyński, naucz. gimnazjalny z No\\"ego Sącza, 
p. Slączkówna, p. prof. Topolski z gimnazjum \v Piotrkowie, 
p. Dr. Marja W otkówna i p. prof. Za\virowski Józef z gimnazjum 
w Jaśle. Ogółem posiadał więc zakład 13 sił wraz z dyrektorem 
na 11 klas (z klasą wstępną). 
(lasa siódma i ósn]a początkowo 
jeszcze złączone, zostały z dniem l lutego 1921 rozdzielone. Od 
nowego roku szkolnego rozpoczęto regularną naukę \vedług 
planów ogólnych. 
Bardzo poważne i piękne uroczystości obchodził nasz za- 
kład w listopadzie. W porozumieniu z \vyższemi w'ładzami 
szkolnemi oddano gimnazjum nasze pod opiekę Ś\v. Stanisława 
Kostki. Uroczysty akt odbył się w dzień swiętego patrona. 
Dnia poprzedniego przystąpili wszyscy ucznio\\Fie do spo\viedzi 
a w dniu następnym do Komunji św. Przed wielkin] ołtarzem 
ustawiono obraz patrona, bogato ubrany przez starszych ucznió\v. 
W pięknie udekoronowanej auli odbyła się następnie uro- 
czystość szkolna, podczas której v." serdecznych słowach 


1) Zmarła dnia 21 czerwca 1921 r.
		

/krajna_i_naklo00264_0001.djvu

			- 248 - 


skierowanych do obecnych rodziców jak i uczniów dyrektor 
Augustyński wskazał na znaczenie szkoły polskiej. Ró\vnocześnie 
odbyło się poświęcenie zakładu tak, że szkoła nasza nawiązała 
do swojej starej tradycji narodowej przerwanej przez zaborców. 
Przy tej sposobności powstał projekt, ażeby na miejscu gdzie 
się dawniej znajdowały portrety Hohenzollernów zawiesić obraz 
świętego patrona. 
Myśl ta została zrealizowana dopiero 28 maja 1922 r. 
z okazji tej sporządzono akt erekcyjny, niżej podany, który 
wykazuje fundatorów i tych, którzy się do stworzenia obrazu 
przyczynili. W akcie tym jest zawarta również myśl przewodnia 
polskiego grona nauczycielskiego. 


* 


* 


* 


"Po wcieleniu Nakła w obręb Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 
Polskiej, co stało się na mocy Traktatu Wersalskiego w stycz- 
niu 1920 r., przez wkroczenie wojsk polskich z generałem 
Józefem Hallerem na czele, objął od l kwietnia 1920 r. kierow- 
nictwo państwo\vego gimnazjum nakielskiego - jako kresowej 
placó\\Tki oś\viatowej - z ramienia Władz polskich Jan Augustyński, 
pierwszy polski dyrektor tego zakładu. Powierzone jego opiece 
ginlnazjum zaczęło szybko zatracać ślady pruskiej kultury, ustę- 
pując miejsce pierwiastkom nawskroś narodowym i tradycji 
polskiej szkoły z czasów Komisji Edukacji Narodowej. 
Ponieważ polskie ideały narodowe łączą się ściśle z wiarą 
katolicką, było więc dążeniem dyrektora i wychowawców utrwalić 
w duszach młodzieży zasady katolickie i narodowe przez budzenie 
i pogłębianie uczuć norodowo - religijnych i dla tego w dniu 
13 listopada 1920, jako uroczystość św. Stanisława Kostki, którego 
obrano patronem zakładu i jako takiego w tym dniu właśnie 
czczono, dokonano uroczystego aktu poświęcenia zakładu przy 
udziale grona nauczycielskiego, uczniów i obywatelstwa miejsco- 
wego oraz okolicznego, postanawiając równocz{lluie rozpocząć 
starania celem ufundowania obrazu św. Stanisława Kostki, patrona 
młodzieży gimnazjalnej. 
Na miejscu dawnych wielkości wrażej potęgi pruskiej, 
postanowiono zawiesić w auli obraz świętego Młodzieniaszka, 
uosobienie czystości, niewinności, dobroci i pobożności, jako 
ideał godny naśladowania. 
Myśl ta podówczas przez dyrektora rzucona, znalazła po- 
. datny grunt wśród młodzieży i oby.watelstwa. 
Przy różnych okolicznościach młodzież chętnie składała 
ofiary na obraz swego patrona, a również od rodziców uczniów 
lub osób, którym wychowanie młodzieży nie było obojętne, 
płyn ęły ofiary.
		

/krajna_i_naklo00265_0001.djvu

			- 249 - 


Gdy już składki znaczniej
zq osiągnęły wysokość, podjął 
się wykonania obrazu artysta malarz Marjan Faczyński, nauczy- 
ciel rysunków w gimnazjum w Nakle i dzięki jego pełnej poświę- 
cenia pracy, mógł odbyć się w dniu 28 maja 1922 roku akt 
konsekracji obrazu Patrona zakładu, stanowiąc w dziejach w tu- 
tejszej polskiej szkoły kresowej jedną z chwil najwznioślejszych. 
Reasumując cały przebieg prac przygotowawczych poprze- 
dzających uroczystość poświęcenia obraz u św. Stanisława Kostki, 
w auli gimnazjum w Nakle, stwierdza się na trwałą rzeczy 
pamiątkę, że 
1. Projektodawcą i wytrwałym krzewicielem ziszczenia się myśli 
ufundowania obrazu był profesor Jan Augustyński, pierwszy 
polski dyrektor gimnazjum w Nakle. 
2. Wykonawcą artystycznym, któremu stworzenie obrazu 
szczególnie leżało na sercu był Marjan Faczyński, artysta 
malarz i nauczyciel rysunków \v gimnazjum w Nakle. 
3. Fundatorem i wykonawcą pięknej ramy dębowej do obrazu 
był obywatel miasta Nakła Antoni Czechowski, mistrz sto- 
larski, który w ten sposób walnie przyczynił się do umniej- 
szenia trosk pieniężnych dyrektora - jako projektoda\vcy. 
Był to czyn prawdziwie obywatelski, gdyż w powojennych 
czasach wybujałego egoizmu i materjalizmu znalazł się 
człowiek o tak wysokiem poczuciu obywatelskości. 
4. Głównym fundatorem obrazu była młodzież zakładu, która 
składkami w różnej formie, jak dochodami z koncertó\\r 
i przedstawień przez siebie na ten cel urządzanych, oraz 
przy różnych sposobnościach składała swe szczupłe oszczę- 
dności i w krótkim czasie, bo w przeciągu półtora roku, 
dopięła urzeczywistnienia projektu. 
5. Do ofiarodawcó\V na wymieniony cel należeli ró\vnież nie- 
którzy obywatele miasta Nakła i okolicy, którzy datkami 
pieniężnemi przyczynili się znacznie do powstania obrazu. 
Wielkość obrazu, lnalO\Vanego na płótnie i przedstawiającego 
w postawie klęczącej młodzieńca, który wyobraża Ś\v. Stanisława 
Kostkę wpatrzonego w wizję Najświętszej Bogarodzicy, wynosi 
w szerokości 160 cnI a na wysokość 195 cm. 
Aktu poświęcenia dokonał ks. prefekt Alfons Szukaiski 
wobec licznie zgromadzonej młodzieży zakładu, Grona nauczy- 
cielskiego in corpore, oraz przedstawicieli wszystkich kulturalnych 
Stowarzyszeń miejscowych, rodzicó\\T uczniów i obywatelstwa 
tak miejscowego jak i okolicznego. 
Koszta obrazu: 
materjał.. . 21.500 Mkp. 
wykona"nie . . 100.000 Ił 
razem. . . 121.500 Mkp.
		

/krajna_i_naklo00266_0001.djvu

			ol 


-250- 


Przy docho\vaniu umowy zawartej swego czasu przez 
dyrektora Jana Augustyńskiego z artystą - malarzem Marjanem 
Faczyńskim, ustalono wymienioną \vysokość kosztów, oraz zagwa- 
rantowano zastrzeżenie praw autorskich. 
Działo się w Nakle nad Notecią A. D. 1922 w miesiącu maju 28 
dnia, co niniejszem stwierdzają poniżej położone podpisy dyrek- 
tora gimnazjum, grona nauczycielskiego oraz innych świadków". 
(podpisy) 


* 


* 


* 


W tym samym miesiącu (listopadzie 1920) urządziło gimna- 
zj um jeszcze drugą uroczystość i to ku czci bohaterów powstania 
listopadowego. Apel skiero\vany do uczniów i ich rodziców 
odniósł pożądany skutek. Sala Strzelnicy była przepełniona, bo 
przecież por3z pierwszy polska szkoła występowała publicznie, 
czcząc polskich bohateró\v. Połowę czystego dochodu oddano 
na budowę grobu dla tutejszych poległych powstańców a pozo- 
stałą część przeznaczono na bibljotekę dla uczniów. 
Jeszcze raz w tym roku roku młodzież nasza miała spo- 
sobność okazania swego patrjotyzmu i s\vej ofiarności i to przez 
wzięcie udziału w zbiorze podarków gwiazdkowych dla żołnierzy, 
przebywających na froncie wschodnim. Dzięki zachęcie i poparciu 
tak grona jak i dyrekcji, składka w darze i gotówce przyniosła 
pokaźny wynik. Podziękowanie władz szkolnych i Białego 
Krzyża było dla młodzieży cennem wynagrodzeniem. 
Klasy 7 i 8 były dotychczas złączone. Wobec różnego 
jednak materjału naukowego nie było to korzystnem i dla tego 
rozdzielono za pozwolenieIn I(uratorjum obie klasy z dnietn 
l lutego. W tym samym czasie zaszła jeszcze inna zmiana. 
W związku z planowanem przekształceniem naszego zakładu na 
ginlnazjum humanistyczne zastosowano już plan nauk hUtl1ani- 
stycznych w jednym z oddziałów klasy pierwszej. 
W marcu odbyły się poraz pierwszy rekolekcje dla młodzieży. 
Jako kaznodzieję uprosił X. prefekt Szukaski X. Bartynowskiego 
T. J. profesora seminarjum duchownego w Żytomierzu, przeby- 
wającego od czasu ewakuacji w Gnieźnie. 

 
Jako przełożony naszego zakładu odbył p. radca Dr. W ęc- 
kowski, wizytator Okręgu Szkolnego Poznailskiego, kilkudniową 
wizytację. Wizytacja zakończyła się konferencją, w której p. Radca 
wypowiedział swoje spostrzeżenia i zachęcił grono do dalszej 
owocnej pracy dla dobra młodzieży. 
Pod koniec roku odbyła się pod przewodnictwem p. Radcy 
Dr. Węckowskiego pierwsza polska matura. 
Rok szkolny zakończył się 25 czerwca uroczystem nabo- 

eństwem dziękczynnem w tutejszYln kościele parafjalnytn.
		

/krajna_i_naklo00267_0001.djvu

			- 251 
 



 


Z nowym rokiem szkolnym przekształcono pięć niższych 
klas na typ hUlnanistyczny, który co rok obejmował nową wyższą 
klasę, tak że od roku 1924 w całem gimnazjum obowiązuje typ 
jednolity. Nowy rok szkolny przyniósł także zmiany w gronie 
nauczycieiskiem, które się powiększyło o trzy nowe siły: z tutejszej 
szkoły wydziało\\"ej \vstąpiła do grona p. Zofja Pułćzyńska, 
nauczycielka przyrody z pańshvowego gimnazjum \\T Gostyninie 
p. Marjan Faczyński nauczyciel rysunków i robót ręcznych 
i p. Franciszek Marciniak, nauczyciel historji. Jako siła kontrak- 
to\va objął X. Ignacy Wachowiak lekcje religji \\T trzech oddziałach 
klasy pierwszej. Z początkiem października opuścił zakład 
p: prof. Monkiewicz przeniesiony do Kuratorjum wileńskiego. 
Tak jak w roku poprzednim tak i w tym roku zakład 
urządził uroczysty publiczny obchód ku czci bohaterów powstania 
listopadowego. Program składał się z deklamacji, śpiewu gry 
na fortepjanie, skrzypcach i przedstawieniu "Warszawianki", 
Wyspiańskiego. Przedstawianie poprzedził wykład ucznia 8 klasy 
Nowickiego o znaczeniu powstania listopadowego i myśli prze- 
wodniej "Warsza\vianki". Dochód z PO\vyższego wieczorku 
przeznaczono częściowo na obraz św. Stanisława Kostki a 20.000 
przekazano jako dar młodzieży na potrzeby skarbu polskiego. 
Miłem wynagrodzenienl dla uczniów było podzięko\vanie i uznanie 
p. Ministra Skarbu za to, że - jak pisze p. dyr. Augustyński 
w swoim okólniku - młodzież nasza w lnyśl patrjotycznych 
tradycyj wielkopolskiej ziemi trafnie odczuła pier\\rszy obowiązek 
obywatela Polaka wobec s\vego państ\\Ta. 
W ciągu roku jeszcze kilkakrotnie młodzież okazała swoją 
ofiarność urządzając zbiórkę na kolegó\v swoich \\T internacie 
kresowym, na repatrjantó\v, fundując za 30.000 mk. jedną cegiełkę 
Wawelską, składając 10.000 mk. na polskie gitnnazjum w Gdańsku 
i zbierając na obraz św. Stanisława. Liczne te składki świadczą 
o odczuciu przez lnłodzież potrzeb naszej budującej się pańsh\To- 
wości i daje rękojmię, że młodzież przyz\\"yczajona zawczasu do 
ofiarności, później po \\rejściu W życje samodzielne, będzie 
czynnikieul poświęcenia i patrjotyzmu. Do tego samego celu 
dążyły różne uroczystości, obchody i wykłady jak uroczyste 
nabożeństwa dziękczynne z pO\\Todu przyłączenia Wileńszczyzny 
do Macierzy, obchód ku czci naszych rodakó\v Vl Ameryce, v-ty- 
kłady o powstaniach, Górnym Sląsku, Warsza\vie, Krako\\"ie, 
o zabytkach budownichva i rzeźby polskiej (trzy ostatnie z prze- 
zroczami) itd. 
Stan zdrowotny przedstawiał się nie bardzo ponlyślnie. 
Szczególnie silnie szerzyła się z po\vodu ostrej zimy "hiszpanka". 
Dyrekcja zarządziła nawet zatnknięcie zakładu na dwa tygodnie 
(od 25. l. do 6. II.). 
Miłą i zarazem pożyteczną rozry\\ ką dla młodzieży była 
dwudniowa wycieczka do Poznania, w której wzięło udział
		

/krajna_i_naklo00268_0001.djvu

			- 252 - 


przeszło 100 uczniów pod kierownichvem dyrektora i kilku człon- 
ków grona. Głównym celem wycieczki było zwiedzenie Targów 
Poznańskich. Pozatem zwiedzono katedrę, stary ratusz, były 
zamek cesarski i ogród zoologiczny, a \vieczorem wzięto udział 
w przedstawieniu Dziadów Vl Teatrze Wielkim. 
Niepomyślnie rozpoczął się rok szkolny 1922/23. Z grona 
ubyli p. prof. Wiśniowski, przeniesiony na własne życzenie do 
Jarosławia, p. Dr. Wotkówna, przeniesiona do Lwowa i p. Slącz- 
kówna, przeniesiona do Poznania. Ponieważ Kuratorjum natych- 
miast zastępców przekazać nie mogło, dlatego \v porozumieniu 
z Kuratorjum nie uczono języka polskiego \v klasach 6, 7 i 8, 
języka francuskiego w klasach 7 i 8, a geografji w klasach 4, 
5, 6, 7 i 8. 
Stan ten anormalny przetr\vał do l grudni!, do przybycia 
p. Wiktora Łazarewicza, który objął lekcje języka polskiego 
i geografji w klasach niższych, umożliwiając pp. Zawirowskiemu 
i Marciniakowi uczenie tych przedmiotów w klasach wyższych. 
Poprzednio już, 11 listopada przybyła z Petersburga p. Wanda 
Szapowska i objęła lekcje języka francuskiego w całym zakładzie 
a p. Niedbalska została przeniesioną d9 gimnazjum państwowego 
w Gnieźnie. W ciągu roku zaszły jeszcze dalsze zmiany. W po- 
łowie marca został p. Łazarewicz bezterminowo urlopowany 
z powodu choroby, a z końcem marca p. Zawirowski przeniesiony 
do Ostrowa. Lekcje po nim objął częściowo p. Dr. Zdzisław 
Leitgeber, dotychczasowy nauczyciel gimnazjalny w Sremie 
i p. Kazimierz Giżyński, który przybył z gimnazjum miejskiego' 
w Srodzie. Równocześnie wstąpił w skład grona p. Konstanty 
Borucki, uczący poprzednio w gimnazjum państwowem w Kościanie 
i objął lekcje matematyki i fizyki. Z początkiem roku szkolnego 
rozpoczął urzędowanie p. Dr. Falkowski Adolf jako lekarz szkolny. 
Poza temi przeszkodami lekcje odbywały się normalnie. 
Ks. prefekt Szukaiski dbając o moralny rozwój powierzonej 
sobie młodzieży, urządził w tym roku znowu rekolekcje, upro- 
siwszy jako kaznodzieję ks. prałatu Okoniewskiego - dzisiej- 
szego biskupa chełmińskiego. 
Z końcem roku szkolnego opuścił zakład p. dyr. Augustyński, 
przeniesiony w tym samym charakterze służbowym do Grudziądza. 
Zasługi dyr. Augustyńskiego wobec zakła
u są wielkie. 
Rozpoczął on pracę w bardzo trudnych warunkach. Przybywając 
do Nakła z Małopolski nie znał zupełnie tutejszych stosunków 
lecz szybko zdołał sobie zjednać ogólny szacunek i poważanie 
oraz synlpatję. Nie było żadnej akcji społecznej, do której 
by się nie przyłączył. Obywatele Nakła p
miętają jeszcze 
jego piękne i patrjotyczne przemówienia z okazji różnych ob- 
chodów narodowych. Objąwszy zakład zniemczony, szybko
		

/krajna_i_naklo00269_0001.djvu

			-253- 


, 


zdołał go spolszczyć i uporządkować. Z początkiem jego urzę- 
dowania liczył zakład dziesięć oddziałów z których kilka trzeba 
było połączyć z powodu zbyt małej liczby uczniów a po trzy- 
letniej pracy zostawił oddziałów dwanaście. Dzięki jego zabie- 
gom zdołano stworzyć z niczego polską bibljotekę uczniowską. 
Dla powierzonej sobie młodzieży był wychowawcą wyrozumiałym, 
lecz gdy zaszła tego potrzeba, umiał także być surowym. 
Równocześnie zaszła zmiana na stanowisku prefekta, spo- 
wodowana ustąpieniem ks. Szukaiskiego, który powrócił do 
pracy duszpasterskiej w parafji, obejmując probostwo w Karminie. 
Kierownictwo zakładu objął tymczasowo z polecenia Kura- 
torjum najstarszy członek grona p. prof. Topolski. Jako prefekt 
przybył ks. Antoni Bajerlein dotychczasowy prefekt przy gim- 
nazj um państwowem w Lesznie. Dalszych, zmian w ciągu roku 
już nie było i praca mogła regularnie postępować. 
Wskutek wyczerpania się kredytów przeznaczonych dla . 
naszego zakładu poczęło zagrażać niebezpieczeństwo jeżeli nie 
zupełnego to przynajlnniej częściowego zamknięcia zakładu dla 
braku opału. Dzięki zapobiegliwości p. prof. Topolskiego zdołano 
uzyskać pomoc tutejszych obywateli, tak że praca mogła być 
kontynuowana. Ofiarność obywateli na tern się nie skończyła. 
Raz zainteresowani losami ginlnazjum postanowili je nadal wspierać 
i w tym celu utworzyli "Towarzystwo Przyjaciół Gimnazjum 
w Nakle". 
Wspaniale wypadł w tym roku tradycyjny już wieczorek 
listopadowy, którego urządzeniem zajął się sam kiero\\Fnik zakładu. 
Spiewy i deklamacje udały się dobrze a najlepiej udała się scena 
więzienna z III. części "Dziadów" \\T której oznaczył się w roli 
Konrada uczeń 8 kI. Czarkowski, deklamując z prawdziwem 
odczuciem Improwizację. 
Bardzo korzystnie udał się też koncert poznańskiego "Echa", 
urządzony staraniem istniejącego przy gimnazjum Tow. Nauczy- 
cieli Szkół Wyższych i Srednich. 
Z początkiem roku szkolnego 1924/25 opuścił nasz zakład 
p. prof. Topolski, zostawszy dyrektorem państwowego seminarjum 
nauczycielskiego w Prużanie. RÓ\\Fnocześnie straciło gimnazjum 
dzielnego i sumiennego nauczyciela filologji klasycznej p. Gi- 
żyńskiego przeniesionego do Trzemeszna. 
Dyrek torem gimnazjum został p. prof. Zygmunt Polako\vski l) 
1) Zygm. Polakow
ki urodził 
ię 28 kwietnia 1883 w Nowosi6łkach, 
pow. złotowskim. Po ukończeniu gimnazjum klasycznego w Przemy
lu 
w roku 1902 studjuje do rolnI 1906 j. polski i filologję klasyczna na 
uniwersytecie Jana Kazimierza w Lwowie. Początkowo uczy jako soplent 
w szkole realnej w Lwowie a następnie po złożeniu egzaminu kwalif!.
		

/krajna_i_naklo00270_0001.djvu

			\I 


- 254 - 


wprowadzony w urzędowanie 4 września przez p. radcę Dr. Węc- 
kowskiego. 
Nowy dyrektor objął zakład uszczuplony. Z powodu zbyt 
małej liczby uczniów została zamknięta klasa szósta. Stan ten 
potrwać musi niestety 3 lata - do roku 1927 - aż znowu 
pełna liczba klas będzie osiągnięta. 
Po odejściu p. prof. Topolskiego objęła lekcje matematyki 
i fizyki p. Julja Nowosielska. Równocześnie rozpoczęła pracę 
p. Grzybówna obejmując lekcje francuskiego, historji i częściowo 
geografji w klasach niższych. Jednak już 25 listopada została 
zmuszona ze względów familijnych Nakło opuścić. 
Zamiast zwykłego obchodu listopadowego urządzono w tym 
roku wieczór mickiewiczowski. Po przemó\vieniu ucznia klasy 
B-ej Czajki Mieczysława o hvórczości Mickiewicza, deklamacjach 
i śpiewie odbyło się przedsta\\Tienie "Rady" według "Pana Ta- 
deusza". Dzięki ofiarnej" pracy p. Paczyńskiego uroczystość 
wypadła bardzo dobrze. 
Poza zwykłemi uroczystościami narodowemi obchodzono 
palnięć ISO-lecia założenia Komisji Edukacji Narodowej im. 
St. Konarskiego, Dr. Karola Marcinkowskiego w z\viązku z prze- 
niesieniem jego z\vłok do kościoła Ś\v. \V ojciecha, Henryka 
Sienkiewicza z okazji przeniesienia jego zwłok do Warszawy itp. 
Rok szkolny 1925/26 nie przyniósł pO\\Tażniejszych zmian 
w gronie. Jedynie p. Nowosielska ustąpiła a miejsce jej zajął 
p. Jan Szczurkiewicz, absolwent politechniki lwo\vskiej. 
P. Szczurkie\vicz okazał się nietylko dzielnYln fizykiem 
i matematykiem ale także i muzykiem. Dzięki jemu poczęła się 
świetnie rozwijać tworząca się orkiestra szkolna, której produkcje 
muzyczne urozmaiciły już kilkakrotnie nasze uroczystości szkolne. 
W dniu 3 maja mógł się już nasz zespół muzyczny publicznie 
popisywać. Dla po\viększenia funduszu orkiestralnego urządzono 
w czasie \vielkiego postu szereg wykładó\v z przezroczami, do 
czego się przyczynili pp. Pułczyński, Paczyński i Marciniak. 
Także i tutaj występowała podczas przerw orkiestra. 
W listopadzie odbyły się poraz trzeci trzydniowe rekolekcj e 
zakończone wspólną spowiedzią i komunją Ś\v. w dzień patrona 
naszego zakładu, św. Stanisława Kostki. 
Na wniosek grona nauczycielskiego nadało Min. W. R. 
i O. P. tutejszemu ginlnazjUITl naz\vę "Gimnazjum Państwowe 
im. Bolesła wa Krzywoustego". 
kacyjnego w roku 1909 jako nauczyciel stały i profesor w Złoczowie. 
Od październiJ	
			

/krajna_i_naklo00271_0001.djvu

			-255- 


W ostatnim roku śmierć okrutna wydarła nam dwuch uczniów. 
W kwietniu zmarł chorujący już od dłuższego czasu uczeń 
klasy trzeciej Franciszek Niedźwiecki. Niestety nie mogliśmy 
go odprowadzić do grobu, ponieważ pogrzeb odbył się poza 
Nakłem. Jedynie delegacja klasy trzeciej wzięła w nim udział 
i złożyła na jego grobie w imieniu kolegów wieniec. Dyrektor 
wysłał \v imieniu swoim i grona telegram kondolencyjny. Na- 
stępnego dnia odbyło się w kościele parafjalnym nabożeństwo 
żałobne, w którem wzięła udział cała młodzież wraz z dyrektorem 
i gronem. 
Drugi wypadek śnlierci był straszniejszy. Rano 29 maja 1926 
dowiedzieliśmy się, że Albin Murach, uczeń klasy szóstej, nagle 
zakończył swoje nlłode życie na udar serca. Smierć jego wy- 
warła tym \viększy żal, że był to bez przesady najlepszy i naj- 
pilniejszy uczeń. Oznaczał się wielką skromnością, pilnością 
i pobożnością. Cały zakład z dyrektorem i gronem na czele 
wziął udział \v przeniesieniu jego zwłok do kostnicy przy szpi- 
talu miejskim, skąd je rodzina przeniosła następnie do stron 
rodzinnych. Nad trulnną przelllówił ks. pref. Bajerlein, stawiając 
go jako wzór wszystkim uczniom. 
Pamięć o jednym i drugim zmarłym między kolegami 
i wychowawcami nie zaginie! 
Requiescant in pace! 
Rok obecny jest rokiem jubileuszowynI. Pół wieku minęło 
jak nasze gitnnazjum stało się zakładenl państwowym. W tych 
piedziesięciu latach przechodził on różne koleje. W tych \vszyst- 
kich latach corocznie wysyłał \v życie no\ve pokolenia, mogące 
współpracować nad ogólnym roz\Vojenl ludzkości. To jest przecież 
zadanietn szkoły średniej. tącząc się z szkołą po\\"szechną, pro- 
wadzi ona ucznió\v swoich celowo w życie ogólno - ludzkie, 
zapoznając ich z zdobyczarni ducha ludzkiego i dzi
ki temu 
umożliwia im \vydatniejszą pracę. Lecz ta nauka i korzyści 
z tej nauki nie lnają być tylko ich własnością, lecz pO\\Tinien 
się dzielić z braćJni nlniej \vykształconelni. Niech ci wi
cej 
wykształceni będą ich wodzatni. W tynl kierunku niechaj nasz 
zakład pracuje jak \\T najdalsze lata ku korzyści s\\Tego założyciela 
miasta Nakła jak i całej naszej Ojczyzny! 


ORGANIZACJE I I(LUBY W GIMNAZJUM. 
KLUB WIOŚLARSKI. 
Gimnazjalny klub wioślarski powstał \v roku 1908. Wojna 
podcięła jego dalszy rozwój. 
Polski klub wioślarski podjął prac
 dopiero \.\T \\"rześniu 1920, 
a własciwie po ukonstytuowaniu się pier\vszego zarz

tn
		

/krajna_i_naklo00272_0001.djvu

			.. 


-256- 


w maju 1921 roku. Własnością klubu były trzy łodzie, które 
wymagały koniecznej naprawy. Z braku jednak funduszów, 
odstąpiono jedną łódź firnlie, która si
 reperacji podjęła. Ode- 
brawszy już łodzie napra\\rione, rozpoczął klub żywszą działalność. 
Dwa razy w tygodniu odbywały się przYlnusowe ćwiczenia. 
Sprawozdanie za rok 1924 wykazuje 4279 km jazdy, tak że 
przeciętnie każdy członek jeździł 204 km. Obecnie liczy klub 
10 członkó\\T. Majątek stanowią dwie łodzie (czwórki) Krakus 
i Wanda i jedna pojedynka. Opiekunem klubu jest p. Pułczyński. 


HUFIEC SZKOLNY. 


Hufiec szkolny istnieje przy tutejszym zakładzie od 22 wrze- 
śnia 1922 r. Powstał on z inicjatywy władz wojskowych. Zada- 
niem jego jest przygotowanie młodzieży do służby wojskowej. 
Cwiczenia odbywają się pod kierownictwem oficerów i instruk- 
torów wojskowych. Kilka razy do roku odbywają się ostre 
strzelania na strzelnicy tutejszego Bract\\Ta Strzeleckiego. W ciągu 
ćwiczeń uczniowie zapoznawają się z ogólną służbą strzelecką, 
musztrą, grenadjerką, organizacją armji itd. Od Jl1arCa już władza 
wojskowa nie przysyła swoich instruktorów z powodu wyczer- 
pania kredytów. Pracę prowadzi samodzielnie opiekun hufca 
ppor. rez. Marciniak. Podczas przeglądu organizacyj półwojsko- 
wych wyraził p. gen. Thomee hufcowi swoje uznanie. Według 
opinji P. K. U. w Bydgoszczy jest tutejszy hufiec szkolny najlep- 
szym na jej terenie. Kierownikiem i komendantem hufca miano- 
wanym przez D. O. K. VIII. i przez Kuratorjum Okręgu Szkolnego 
Poznańskiego jest p. Marciniak. 


SAMOPOMOC. 


Samopomoc zawiązała się w roku 1922. Celem jej jest 
pośredniczenie przy zakupie książek i materjałów szkolnych 
przy małym zysku. Dochody mają być obrócone na wspoma- 
ganie mniej zamożn ych uczniów. Samopomoc pracuje samo- 
dzielnie przy kontroli opiekuna, którym od jej założenia jest 
p. Marciniak. 


KLUB SPORTOWY "NOTEĆ". 
Klub sportowy powstał 9 września 1922 r. Celem jego 
jest pielęgnowanie sportu i lekkiej atletyki. Wobec jednak 
ogólnego zamiłowania do gry w piłkę nożną zaniedbano upra- 
wianie innych sportó\,. \vzgl. lekkiej atletyki. Opiekunem Klubu 
jest p. Marciniak.
		

/krajna_i_naklo00273_0001.djvu

			- 257 - 


INTROLIGA TORNIA. 
Introligatornia założoną została \v początkach roku szkolnego 
1924/25. Na lokal dla niej przyznała Dyrekcja jedną z dawniej- 
szych klas na parterze gmachu gimnazjalnego, wolnych skutkiem 
redukcji klas. Koszty instalacji elektrycznej jak i zakupu pierw- 
szych drobnych przyrządów i materjałów poniosło Tow. Przyj. Gimn. 
Uczniowie zawiązali, celem odbywania dyżurów, prowadzenia 
ksiąg kasowych i ewidencyjnych itd., kółko introligatorskie ze 
statutem przez siebie ułożonym i zatwierdzonym przez Dyrekcję. 
Zarząd kółka składa się: z administratora, jego zastępcy, skarbnika 
i 10 instruktorów, których zadanieiTI jest, uczyć kolegów opra- 
wiania książek i pilnować porządku w czasie do oprawiania 
przeznaczonym. Każdy instruktor odbywa swój dyżur kolejno 
przez 2 dni. Jako zapłatę pobiera się od ucznió\v 75 gr od 
opra\\TY jednej książki t. j. sumę potrzebną na pokrycie wydatków' 
z małą nadwyżką. Z drobnych zyskó\v dokupiono niektóre 
przyrządy i uzupełniono zapasy materjałó\v. 
W ciągu roku szkolnego 1924/25 oprawili sobie uczniowie 
około 400 książek. 
Wielką trudność przedstawiała z początku sprawa krajania 
książek. Trzeba było z tern z\\Trócić się do p. Malickiego, który 
życzliwie i bezintereso\vnie zez\volił uCZni0111 dokony\\'ać krajania 
\V oznaczonYln czasie na lnaszynie w swojej pracov{ni. Przyrządy, 
jakie introligatornia w tym celu nabyła z początku, okazały się 
niepraktycznel11i. Przyszedł \\Ttedy z pomocą p. Wardziński, który 
bezinteresownie ofiarował szkole przyrząd do krajania przez siebie 
skonstruowany, w użyciu znacznie praktyczniejszy aniżeli pierwszy. 
Wszelkich trudó\v w tym względzie pozbyła się introliga- 
tornia przez okazyjny zakup metalo\vej maszyny do krajania za 
sumę 500 zł. Występ publiczny listopado\\TY przyspożył na ten 
cel 200 zł, resztę pokryło To\v. Przyj. GinIn. In\\Tentarz intro- 
ligatorni składał się \v dniu 15. 3. 26. z 4 pras, 4 zszy\\'aczek, 
caJego szeregu drobnych przyrządów' i materjału, \vartości około 
40 złotych. · 
Stan kasy \vykazy\vał \V tym terminie: \V dochodach 37,81 zł 
\\T rozchodach 3,35 zł 
Saldo 34,46 zł 
OpiekuneI11 i kiero\vnikiem introligatorni od jej założenia 
jest X. pref. Bajerlein, który uczniów oprawiania książek nauczył. 


SODALICJA MARJAŃSKA. 
Sodalicja Marjańska przy naszenl gitnnazjum PO\\Tstała 
w kwietniu 1923 r. Założycieletn jej jest ó\\Tczesny prefekt 
X. prob. Szukaiski. Akt agregacyjny nastąpił 22 września 1923 r.J 
17
		

/krajna_i_naklo00274_0001.djvu

			.. 


-258- 


erekcyjny 9 stycznia 1924 f. W Rzymie zaś została zatwierdzona 
22 lnarca 1924 r. W dniu formalnego utworzenia Sodalicji 
przystąpiło 20 członków. Zebrania odbywają się co miesiąc, 
poprzedza je zebranie konsulty. W pierwszą niedzielę każdego 
miesiąca odprawia się nabożeństwo sodalicyjne. W ubiegłych 
wielkich wakacj ach odbyli Sodaliści pod kierownictw'en} X. Mode- 
ratora wycieczkę do Częstochowy i Krako\va. Sprawozdanie 
z ubiegłego roku \vykazuje zebrań ogólnych 9, zebrań konsulty 10, 
zebrań wyborczych l i referatów 18. 
Bibljoteka sodalicyjna skompletowana dzięki ofiarności 
X. Szukalskiego i sodalisa Witolda Chmarzyńskiego liczy 0

Qłc 
70 tomów. Jej powiększenie oraz zakupienie sztandaru to cel 
najbliższy sodalisów. Celem ogólnym jest, jak to pięknie sekretarz 
w swoim sprawozdaniu podał, udoskonalenie charakterów Soda- 
lisów-Polaków, którzy tak jak ich przodkowie, \vierni c
ciciele 
Marji, mają jej bronić słowem, czynem i życiem nawet, gdyby 
tego zaszła potrzeba. 


. 


ł
		

/krajna_i_naklo00275_0001.djvu

			- 259 


NAUCZYCIELE, KTÓRZY PRACUJĄ WZGLĘDNIE 
PRACOWALI PRZY TUTEJSZYM ZAKŁADZIE. 


Augustyński Jan, dyrektor, od l kwietnia 1920 do 31 sierpnia 1923, 
Polakowski ZygJTIunt, dyrektor, od l września 1924, 
Topolski Aleksander od l września 1920 do l października r. 1924 
(w roku szkolnym 1923/24 był kierownikiem zakładu), 
Ks. pref. Szukaiski Alfons, od l kwietnia 1920 do 31 sierpnia 1923, 
Mindak Jan od l kwietnia 1920, 
Torka Walenty, od l kwietnia 1920 do 31 sierpnia 1920, 
Wiśniowski Bronisła\v, od 14 n1arca 1920 do 31 sierpnia 1922, 
Szulisławska Elźbieta, od 28 kwietnia 1920 do 31 sierpnia 1920, 
Drabiński Juljan, od 4 maja 1920 do 31 sierpnia 1924, 
Gapi(lski Czesław, od l września 1920, 
Monkiewicz Konstanty, od l listopada 1920 do 1 paźdz. 1921, 
Niedbalska Marja, od l września 1920 do 11 listopada 1922, 
Pułczyński Władysław. od l \\Trześnia 1920, 
Slączkówna Irena, od l września 1920 do 31 sierpnia 1922, 
Dr. Wotkówna Marja, od l września 1920 do 31 sierpnia 1922, 
Za wirowski Józef, od l września 1920 do 1 marca 1923, 
Faczyt1ski Marjan od 1 września 1921, 
Pułczyńska Zofja, 1 września 1921, 
Marciniak Franciszek od l września 1921, 
Ks. Wachowiak Ignacy, od l \vrześnia 1921 do 31 czerwca 1922, 
Szapowska Wanda od 11 listopada 1922, 
Łazarewicz Wiktor, od 1 grudnia 1922do 13 marca 1223, 
Dr. Leitgeber Zdzisła\v od l marca 1923, 
Borucki Konstanty od l kwietnia 1923 do 31 sierpnia 1923, 
Oiżyński I	
			

/krajna_i_naklo00276_0001.djvu

			ol 


-260- 


MATURZYŚCI Z ROKU 1921. 


l. Orydyk Jó
ef *), ur. 13. l. 1901, Rymanów pow. sanocki, prawo. 
2. Korpolewski Czesła\v*), ur. 23. I. 1901, Mrocza, p. \vyrzyski, med. 
3. No\vicki Józef *), ur. 3. II. 1902, Ameryka, p. mogileński, pra\vo. 
4. OlszYlIski Otton, Uf. 5. VII. 1900, Łódź, lnedycyna. 
5. Waszak Władysł., ur. 29. V. 1900, Kacze\vo, p. nieszawski, politech. 
6. Naskręcka Stanisł. ur. 16. XI. 1900, Zytniki (Kijów), (eksternistka). 


\ 


MATURZYŚCI Z ROKU 1922. 


. 
1. Andruszkiewicz Ryszard, ur.- 13. III. 1902, Nowosiołki, pow. 
białostocki, akademja handlowa. 
2. Baczyński Adam, ur. 22. XI. 1903, Rzeszów, politechnika. 
3. Ciechanowski Piotr, ur. 15.IV. ] 904, Lubotyn, p. kolski, ak ad. hand. 
4. Laczkowski Ks.*), ur. 7. XI. 1902, Bruchhausen (Westfalja), teolog. 
5. Nowicki Klemens *) ur. 15. III. 1903, Trzemeszno, pow. mo- 
gileński, prawo. 
6. Pruszyński A.*), ur. 29. V. 1903, Spiczyńce (Kijów), akad. hand. 
7. Przyszczypko\vski Antoni, ur. 16. VII. 1902, Nakło, filozof ja. 
8. Roehr Jan *), ur. 6. XII. 1903, Iv\onasterzyska, p. buczacki, prawo. 
9. Gniot Jozef, ur. 1. II. 1902, Dembno, p. \vyrzyski, rolnictwo. 
10. Cehakó\vna Helena, ur. 12. II. 1902, Stanisławów, (eksternistka). 
11. Stryszyk Ignacy, ur. 30. I. 1899, Wielkie Lutomy (Pomorze), 
(eksternista). 


-.. 


MATURZYŚCI Z ROKU 1923. 
VBrząkała Wiktor*), ur. 5. III. 1904, Radawnic
J..p. złot wski teolo g.. 

. Curzytek Franciszek*) ur. 1. IV. 1904, Lwów, politechnika. 
3. Laczkowski Maksymiljan, ur. 31. VIII. 1905, Rheinhausen 
(Nadrenja), prawo. 
4. Maje\vski Witold, ur. 18. X. 1905, Nakło, prawo. 
5. Modzelewski Cz., ur. 21. VIII. 1901, Grzędy-Łomża, ekonotnja. 
6. Niemczyk Bolesław *), ur. 16. I. 1903, Zdziechowo J pow. sę- 
poleński, teologja. 
7. Ostrowski Karol *), ur. 16. VI. 1902, Mrocza, p. wyrzyski, prawo. 
8. Pieczyński Alojzy *), ur. 6. XII. 1903, Nakło, prawo. 
9. Rigall Aleksy, ur. 26. V. 1904, Rogowo, pow. żniński, prawo. 
10. Siebers Feliks, ur. 23. VII. 1904, I\vno, p. szubiński, ekonomja. 
11. Szlenk Antoni, Uf. 17. I. 1902, Grodziec, p. bedziński, ak ad. hand. 
12. Turski St. *), ur. 6. V. 1902, Smogulec, p. wągrowiec, filozof ja. 
13. Witkowski Bronisław, ur. 18. VIII. 1903, Oborniki, ekonomja. 
M. Wyborski Fr. *), 14. X. 1904, Markowice, p. strzelitiski, prawo. 
15. Za grodzki Fr.*), ur. 3. XII. 1903, Raszewy, p. jarociński, prawo. 
16. Zychski Bronisław *), ur. 5. IX. 1903, Witkowo, prawo. 


*) Zwolniony od egzaminu ustnego.
		

/krajna_i_naklo00277_0001.djvu

			- 261 - 


MA TURZYSCI Z ROKU 1924. 


l. Berndt Paweł *), ur. 9. l. 1905, Więcbork, fi1ozotja. 
2. Borowski Paweł *), ur. 25. I. 1906, Nakło, pr
o. 
3. Chmarzyński Witold *), ur. 10. VII. 1905, Nakło, akad. handl. 
4. Czarkowski Zygmunt, ur. 17. X. 1900, Warszawa, zawód scen. 
5. Kawczyński Hipolit, ur. 21. VII. 1906, Trzeciewnica, pow. 
wyrzyski, prawo. 
6. Łubkowski Bronisła\v ur. 12. XI. 1904, Rozwadów, p. niski, prawo. 
7. Musiał Stanisław, ur. 6. V. 1903, Broniewo, p. wyrzyski, teologja. 
8. Rywolt Marjan, ur. 13.111. 1903, Zabartowo, p. wyrzyski. teologja. 
9. Waberski Edward, ur. 8. X. 1903, Gniezno, akad. handlowa. 
G. Weimann Ludwik. ur. 6. XII. 1905, Samostrzel, p. wyrzyski, naucz. 
11. Wnuk Walenty*), ur. 31. V. 1903, Anieliny, p. wyrzyski, prawo. 


MATURZYSCI Z ROKU 1925. 


1. Bandurski Albin, ur. 18. XI. 1905, Nakło, medycyna. 
2. Czajka Mieczysław*), ur. 15.1. 1906, Glesno, p. wyrzyski, prawo. 
3. Pawlak Wiktor, ur. 9. X. 1904, Krzepiszyn, p. szubiński, -agronomja. 
4. Sikora Czesław*), ur. 22. XI. 1903, Izabela,-p. \vyrzyski, ekonomja. 
5. Szrajda Stanisław, Uf. 4. XI. 1905,- KroI. Wierzchucin, PO\v. 
bydgoski, wojskowość. 
6. Sulek Henryk *), ur. 1. I. 1907, Witosław, p. wyrzyski, przyroda. 
7. Szymański Marjan *), ur. 23. I. 1908, Nakło, ekonomja. 
8. Wardziński Jerzy *), 30. 1. 1905, Bydgoszcz, ekonomja. 
9. Zygmano\vski Edmund, ur. 28. VIII. 1905, Nakło, pra\vo. 


MA TURZYSCI Z ROKU 1926. 


l. Czerwiński Czesła \\r. 
2. Holec Sylwester. 
3. Morcinek Roch. 
4. Pasternacki Mieczysław. 
5. Pa\vłowski Łucjan. 
6. Wenderlich Czesław. 
7 nuk Mieczysław. 
Jako eksterniści: 
l. Priedenberżanka Alwina. 
2. Piszczek Alojzy. 
3. Strzeliński Mirosław. 


*) Zwolniony od egzaminu ustnego.
		

/krajna_i_naklo00278_0001.djvu

			'Ił 


- 262 - 


KRÓTKI ZARYS HISTORJI SZKOLNICTWA 
NA KRAJNIE. 


Probierzetn wartości moralnej każdego narodu jest oświata. 
Naród, który ją lekce\vaży nie może być nigdy narodem kul- 
turalnym. Podstawą oświaty jest szkolnictwo. Ze stanu szkol- 
nictwa sądzimy ostanie oświaty. 
W Polsce od dawna zwrócono u\vagę na szkolnictwo, 
a zajęło się niem duchowieństwo. Dlatego też rozporządzenia 
władz duchownych, sprawozdania z wizytacyj parafjalnych są 
dzisiaj dla nas najbogatszem źródłem. Najobszerniejsze dane 
dotyczące szkolnictwa na Krajnie znajdujemy w sprawozdaniu 
ks. kanonika Trzebnica o wizytacji parafij w archidiakonacie 
kamieńskim w roku 1653. Wspomina on w O\\Tem sprawozdaniu 
o przeszło 30 szkołach. Wziąwszy pod uwagę że liczba lud- 
ności \\" Krajnie nie była tak \\Tielką jak dzisiaj, to wynika, że 
stan szkolnichva na ó\vczesne stosunki nie był tak bardzo złym, 
jak to twierdzą źródła niemieckie. Do tych szkół, o których 
mówi spra\vozdanie ks. Trzebnica należy doliczyć jeszcze szkoły 
innych \vyznań, tak że liczba \v ogólności się powiększy. 
Jak wszędzie, tak i u nas na Krajnie szkolnictwo było 
wyznaniowem i stało pod opieką duchowieństwa. Od dawna 
już ducho\vieństwo zrozumiało cel i zadania szkoły, która miała 
stać na straży religji i polskości. Gdy wskutek kolonizacji na 
pra\vie niemieckie m germanizacja poczęła zagrażać Polakoln, WÓ\V- 
czas duchovvieńshvo stanęło \v obronie polskości szkół. Synod 
łęczycki z roku 1257 \vyraźnie zabraniał nauczania w szkołach 
nauczycieloln-Niemcom. Zakaz ten został powtórzony w roku 
1285 a w trzydzieści lat później ponowiony lecz już w ostrzej- 
szej formie. 
Nie mniej baczną uwagę zwracało duchowieństwo na szkoły 
w okresie szerzenia się reformacji. Synod z roku 1575 zagroził 
surowemi karami rodzicom, którzyby posyłali swe dzieci do 
szkół heretyckich. W dwa .lata później domaga się, ażeby'każdy 
nauczyciel przed objęciem posady złozył wyznanie wiary. 
Nadzór nad szkołami mieli z urzędu scholastycy, którzy 
szkoły wyższe badali osobiście a w niższych zastępowani byli 
przez proboszczów 1), na których znowu spoczywał obowiązek 
dwukrotnego przynajmniej w roku przeprowadzenia rewizji. 
Archidiakon był obowiązany stwierdzać, czy pleban swój obo- 
wiązek spełnił, a nawet ukarać go, o ile go zaniedbał. Nawet 
w stosunku do nauczycieli prywatnych był proboszcz upra\vniony 
do nadzoru. 


1) Prov. 1584.
		

/krajna_i_naklo00279_0001.djvu

			- 263 - 


Zdarzało się czasem że fundusze, przeznaczone na utrzy- 
manie szkoły, zużywano na cele inne, szczególnie w parafjach, 
które przez dłuższy czas pozbawione były proboszcza. Podob- 
nym nadużyciom starano się zapobiedz, nakładając na podwładne 
organa nadzorujące obowiązek dopilnowania, ażeby fundusze 
szkolne rzeczy\viście tylko na szkoły obrócono. Proboszczowi, 
w którego parafji podobne nadużycie by się zdarzyło, groziła 
surowa kara 1). 
Ażeby zapewnić seminarjom duchownym dostateczny dopływ 
kandydatów do stanu duchownego i ażeby chłopcom zdolnym 
i zasługującym umożliwić dalsze kształcenie się każdy proboszcz 
był obowiązany wyszukać dwuch zdolnych i skromnych uczniów 
w swojej szkole parafjalnej i tak ich przygotować, ażeby mogli 
\vstąpić do zakładu diecezjalnego. Dia tych uczniów, którzy 
pochodzili z rodzin niemieckich istniał tego rodzaju zakład przy- 
gotowawczy w Kamieniu, założony i uposażony przez arcybiskupa 
gnieźnieńskiego Macieja Łubieńskiego. Po upadku powyższej 
fundacji przeniesiono seminarjum kamieńskie do Choj nic i oddano 
pod opiekę 00. Jezuitom. 


Jak już wspomniałem, szkoły tutejsze były parafjalnemi. 
Niektóre z nich stały na gruncie własnym a niektóre na probo- 
szczowskitn. Własny grunt posiadały między innemi szkoły 
w Runowie, Mroczy, Samsiecznie, Drzewiano\vie, Zakrzewie, 
Głupczynie, Wysoce, Sadkach i Krostko\\Tie. Na gruncie kościel- 
nym znajdowały się szkoły w Nakle, Smiło\\Tie, Morzewie, Dem- 
bo\vie, Miasteczku, Łobżenicy i Zabarto\vie 2). Budynek szkolny 
nie był bardzo obszernym. Przeważnie znajdo\vała się \v nim 
jedna izba, która służyła nauczycielo\vi jako lnieszkanie i uczelnia. 
Często odbywały się lekcje w kościele. Niektóre szkoły były 
obszerniejsze. Szkoła \v Łobżenicy posiadała trzy izby z których 
jedna służyła jako sala szkolna. Osobny pokój lekcyjny znajdo- 
wał się w szkole mroteckiej. Większe zabudowania były także 
\v Złoto\vie, składające się z d\vuch izb i komory i V.,T Sadkach, 
składające się z jednego pokoju i komory. Do utrzymania 
szkoły był zobowiązany proboszcz lub dziedzic albo też paraf janie 
względnie mieszka11cy danej osady. 
Co do osoby nauczyciela to informacje nasze są także 
skromne. Zazwyczaj był on zarazem organistą. Przypuszczać 
należy, że stopień \\Tykształcenia nauczycieli miejskich był \\'yżs
y 
niż nauczycieli \viejskich. Także i uposażenie było rozmaite. 
Każda prawie szkoła posiadała rolę, której użytnikiem był nau- 
czyciel. Do tego dochodziły pobory \v gotó\\Tce, przeciętnie 
4 złote kwartalnie, pobory \v naturze około d\vuch korcy k\\Tar- 
tainie i a kcydensa, o ile nauczyciel był zarazem organistą. 
1) Syn 1561. 2) Ks. Trzebnic. 


"'
		

/krajna_i_naklo00280_0001.djvu

			- 264 - 


Wysokie pobory w gotówce pobierał nauczyciel w Łobżenicy. 
Magistrat obowiązany był mu wypłacać 10 złotych kwartalnie 
prócz innych jeszcze akcydensów. Pewną opłatę wnosiły także 
i dzieci, a ich rodzice zobowiązani byli kolejno utrzymywać na- 
uczyciela l). Niektórzy z proboszczów byli obowiązani do po- 
dejmowania w niedziele i święta swego nauczyciela obiadem 
jak np. w Sadkach, Nakle i Miasteczku 2). W Gleśnie, w Sadkach 
i w Dembowie nauczyciel pobierał w czasie żniw rodzaj podatku 
snopkowego z wszystkich ról zasianych. Ciekawe wynagrodzenie 
pobierał nauczyciel w Mroczy. Na wielkanoc odbierał z Drze- 
wianowa beczkę piwa, za co jednak co niedzielę i święta powi- 
nien był śpiewać w kościele pieśń "Bogu Rodzica". W ogólności 
uposażenie nauczycieli było dobre. Andrzej z Tucholi, rektor 
w Zabartowie, własnym nawet kosztem odbudował spalony bu- 
dynek szkolny. 
Przymusu szkolnego nie było wówczas jeszcze. Do szkoły 
chodził, kto chciał lub też kogo rodzice do tego zmusili. Napewno 
większa frekwencja była w miastach a mniejsza na wsiach. 
W Łobżenicy właściciel miasta J. St. Radoliński w wspomnianym 
już poprzednio przywileju poleca mistrzom nie przyjmować 
w naukę uczniów, zanim nie wykażą, że umieją czytać i pisać. 
Czego w owych dawnych szkołach uczono, to dzisiaj dokładnie 
nie wiadomo. W szkołach wiejskich prawdopodobnie zadawal- 
niano się nauką religji, czytania, pisania, rachunków i śpiewu 
kościelnego. W miastach poziom nauki był prawdopodobnie 
wyższy. Nauczyciel w Łobżenicy posiadał nawet stopień akade- 
micki "baccalaureus", a w Nakle wcale ładnie brzmiące nazwisko 
łacińskie Tiquius. Pastoralis Maciejow. przewiduje jako materjał 
naukowy dla młodszych modlitwę pańską, zdrowaś Marj a, wierzę 
w Boga, dziesięc przykazań, pięć przykazań kościelnych, a dla 
starszych cały katechizm na pamięć i sposób służenia do mszy św. 
Pozatern domaga się wspomniany przepis "gramaticam et alias 
triviales artes cum humanioribus litteris pro aetate et captu dis- 
centium" to znaczy elementarne wiadomości językowe i naukę 
stylu kancelaryjnego- o tyle o ile dany uczeń mógł naukę tę 
pojąć. 
Według sprawozdania ks. kanonika Trzebnica szkoły posia- 
dały: Sępólno, Mrocza, I Wierzchucin, Mąkowarsk, Wałdowo, 
Sypniewo, Zakrzewo, Miasteczko, Sadki, Zabartowo, Samsieczno" 
W ą\\Telnó, Pruszcz, Slesin, Dzwierszno, Złotowo, Wysoka, Glesno, 
Runowo, Drzewianowo, Łącko, Klunia, Łobżenica, Słowian owo, 
Krajenka, Kosztowo, Wyrzysk, Głupczyn, Porażka, Sokolna, 
Buczek, Nakło, Smiełowo, Morzewo, Dembowo, Krostkowo. 


1) Przywilej miasta Łobżenicy z roku 1751. 

!) Ks. Trzebnic. 


.
		

/krajna_i_naklo00281_0001.djvu

			-- 265 - 


... 


- 
Prócz wyżej podanych szkół katolickich istniały jeszcze 
szkoły innych wyznań. 
W czasie prześladowań religijnych na zachodzie \vielu pro- 
testantów schroniło się do Polski. Także i Krajna ich przyjęła, 
jak o tern świadczą liczne kolonje holenderskie. W kolonjach 
swoich posiadali często swojego nauczyciela. Między innetni 
znajdowała się szkoła protestancka w Oh
zewce, gdzie starosta 
nakielski Andrzej Małachowski przeznaczył dla nauczyciela 
9 morgów roli l). 
Nauczyciel protestancki był to zwyczajny rzemieślnik, który 
podupadłszy materjalnie szukał schronienia na wsi i jeżeli umiał 
czytać i pisać, mógł już uczyć dzieci. Mimo braku wykształcenia 
był on jednak po\vażaną osobą, ponieważ tam, gdzie nie było 
pastora, on go zastępował. Po większej części musiała gmina 
swojego nauczyciela utrzymywać. 
Poważną szkołę protestancką posiadała Łobżenica, która 
prze
 długi czas była ostoją protestantyzmu na Krajnie. Później 
jednak szkoła owa utraciła swoje znaczenie. Przywilej miasta 
Łobżenicy z roku 1731 \viększej uwagi jej nie poświęca, lecz 
wspomina tylko o niej, że po\vinna być ogr odzona. 
Ks. Trzebnic wspomina także o szkole protestanckiej w Pa- 
rażce, gdzie nauczycielem był Adam Spikennann, którego utrzy- 
mywała gnlina. 
Także i żydzi posiadali swoje szkoły przy każdej bó
nicy, 
gdzie nauczyciel uczył na podstawie talmudu. Jeżeli Nakło po- 
siadające w roku 1772 tylko ośm rodzin żydo\vskich miało swojego 
nauczyciela, to go napewno także inne miasta posiadały. 
Tak \vyglądało w ogólności szkolnictwo na Krajnie w czasie 
zaboru ziemi naszej przez rząd pruski. 
Reformy Komisji Edukacyjnej nie znalazły już tutaj zastoso. 
sowania, ponieważ już w pierwszym rozbiorze Krajna stała się 
łupem zaborczych Prusaków. Na ogół, jak \vidzieliśmy, stosunki 
oświatowe nie były złe. Zródła niemieckie jednak to wszystko 
pomijają a nawet przedstawiają po większej części tak, jakby na 
Krajnie wogóle szkolnictwa nie było. 
Okres, w którym nastąpił pierwszy rozbiór Polsld jest prze. 
łomowym w historji naszego szkolnictwa. W następnYln roku 
już powstaje KOlnisja Edukacji Narodo\vej, która całe szkolnictwo 
miała zreformować i ulepszyć. Niestety dla I(rajny było jut 


1) E. Schmidt. "Dns Dcutschtum im Land£' Posen".
		

/krajna_i_naklo00282_0001.djvu

			- 
bo - 



 
zapóźno. Lecz za to niechaj dzisiaj szkoły nasze pracują \v myśl 
idei, która przyświecała twórcotn I(omisji Edukacyjnej, a którzy 
mówią w \vydanych przez siebie instrukcjach, że zadanietTI szkoły 
jest "oświecanie ludu koło religji, powinności stanu jego, około 
przemysłu i robót, gdyż każdy lepiej, dokładniej' wykona obo- 
· \viązki s\voje, kiedy jako czło\viek rozumny \v nich pro\vadzony 
będzie, kiedy go nauczą, \v jaki sposób ma najlepiej używać 
władz ciała i ducha". A dalej z drugiej strony, niech i nauczyciel 
będzie tern \v społeczeństwie, czem go cliciała mieć Komisja 
Edukacyjna uważając go za najpożyteczniejszego w społeczeństwie, 
mówiąc: "Nauczycielom powierza Ojczyzna z zaufaniem s\voje 
dzieci, im też \vszyscy cześć i poważanie okazywać \vinni". 


KONIEC. 


..