Szkice i portrety

SZKICE I PORTRETY
>>>
ł 


" 


. 


.... 


.. 



 
I 


l 


\ 


Folo Ktłf'ol P(e1fndi, WtUS%4U71ł 


Pro/. Szymon Askenazy (19 2 3)
>>>
':) " 


s z y M O N A S K E N A Z Y 


SZKICE I PORTRETY 


(W Y D A N I E 


p O Ś M I E R T N E) 


WARSZAWA 


NAKŁADEM INSTYTUTU WYDA'VNICZEGO 
,,
IBLIOTEKA POLSKA li S. A. 


1937
>>>
J 
f 


... 


.. 
, f 
ł 


, 


- 
.-. 


 
. 


- ... 
-...... 



()y9
 


\Vszelkie prawa zastrzeżone 
Copyright by Instytut VVydawniczy "Biblioteka Polska" 
Warszawa 1937 


\ 


Drukiem Zakładów Graficznych :.Biblioteka Polska" w Byd
oszczy
>>>
PRZEDMOW A 


"Historja - pisał Szymon Askenazy w szkicu o Tadeuszu 
Korzonie - obok dostojeństwa swego w znaczeniu jednej z wiel- 
kich gałęzi wiedzy humanistycznej, jest równocześnie jednym 
z najpoważniejszych rodzajów służby publicznej. Zaś dla żad- 
nego bodaj narodu obecnemi czasy (rzecz pisana w I9 I2 roku) 
w takim nie jest nią stopniu, jak dla naszego, któremu pełna 
i dokładna własnej przeszłości wiadomość jest wraz lekarstwem, 
a kordjałem, przestrogą, a otuchą, jest żywym zgoła spółczynni- 
kiem bytowania wśród ciężkich teraźniejszości przepraw i grani- 
tową poręką zaćmionych przyszłości losów. Dużej miary hi- 
stotyk polski jest też czemś więcej jeszcze, niż prostym, uży- 
tecznym nauki swojej pracownikiem: jest dobrym, niezbędnym 
sługą narodu II. 
Taką była rola historji w Polsce w dobie, poprzedzającej 
wyzwolenie, i tak pojmował Askenazy powołanie własne. 


* 


* 


* 


Urodził się 24 grudnia 1867 r. w Zawichoście, potomek 
rodziny o wielowiekowych tradycjach, liczącej wśród protopla- 
stów, przybyłych niegdyś z Hiszpanji, znakomitego lekarza 
Zygmunta Augusta i zarazem wybitnego dyplomatę, Salomona 
Askenazego. 
Szkolne lata i uniwersyteckie spędził Askenazy w War- 
szawie. Obok studjów prawniczych podejmował historyczne; od 
zagadnień ustrojowych, teoryj i prądów politycznych przechodził 


.,
>>>
" 


ł 


VI 


SZYMON ASKENAZY 


dohistorji politycznej, przez nią porwany. Osiemnastoletnim mło- 
dzieńcem rozpoczął twórczość histotyczną rozprawą o Mablym 
(pisana 1885 r., ogłoszona 1886 r. w "Ateneum"). 
Ukończywszy w 1887 r. prawo w Warszawie (rozprawa 
o "Polityce encyklopedystów"), po dwuletniej tu praktyce 
sądowej, poświęcił się wyłącznie studj om histotycznym. W roku 
18 93, za radą Pawińskiego, udał się na uniwersytet do Getyngi, 
gdzie uzyskał w 1894 r. stopień doktorski cum laude, przyczem 
na dyplomie wywalczył sobie określenie narodowości: Polonus. 
Był uczniem Lehmanna, uczonego głębokiego i światłego, o wiel- 
kiej niezależności duchowej i prawości w sądach, o poglądzie 
bezstronnym nawet na sprawy polskie. Wpłynął on silnie na 
Askenazego, który długu wdzięczności dlań nigdy nie miał za- 
pomnieć; jego też pamięci poświęci ostatnią ze swoich prac dru- 
kowanych za życia, artykuł w "Kurjerze Warszawskim" z okazji 
zjazdu międzynarodowego histotyków 1933 roku, jakby pęk 
kwiatów, rzucony na odległy grób mistrza. 
Tom młodzieńczych "Studjów histotyczno-krytycznych" 
poszedł do druku w 1893 roku (wyd. 18 94). Jednocześnie ukazała 
się dysertacja doktorska: "Die letzte polnische Konigswahl" 
(Gottingen, 1894 r.). Za nią szły, drukowane w "Ateneum", 
\v "Bibljotece Warszawskiej" i w "Kwartalniku Histotycznym", 
liczne rozprawy dalsze; zczasem najważniejsze z nich zebrane 
będą w dwóch tomach "Dwóch stuleci", a pomniejsze, wraz 
z essayistycznemi artykułami "Tygodnika Ilustrowanego", 
różnych wydawnictw zbiorowych, przedmowami do wielu ksią- 
żek, złożą się na trzy tomy "Wczasów historycznych". W histo- 
rjografji polskiej błysła nowa gwiazda. 
Niezmiernie szybko zdobył Askenazy uznanie świata histo- 
rycznego. Rzecz znamienna, najbliższym się stał dwóm znako- 
mitym uczonym, ludz
om z doby styczniowej, z tych, którzy 
wiele się nauczyli, ale niczego nie chcieli zapomnieć, ani niczego 
się wyrzekać. Jednym był Tadeusz Korzon, z którym przyjaźń 
przetrwała, poprzez rozdźwięki w poglądach na Polskę napole- 
ońską, aż do zgonu czcigodnego dziejopisarza Kościuszki. Drugim 
był Tadeusz Wojciechowski, który, przy poparciu "czerwonego 
księcia" Adama Sapiehy, zaprosił Askenazego na Uniwersytet 
lwowski, habilitował w roku 1897, a później katedrę dlań wywal- 


lir
>>>
PRZEDMOWA 


VII 


czył. Wielu przedstawicieli możnych rodów wyróżniało go 
ostentacyjnie i otwierało mu naoścież archiwa rodzinne. Darzył 
go sympatją arcybiskup Popiel i w największej tajemnicy posłu- 
giwał się wiedzą i piórem uczonego różnowiercy w obronie Ko- 
ścioła katolickiego przeciw uciskowi rosyjskiemu. Zarazem zaś, 
nigdy nie zapierając się polskości i sprawy polskiej, zdołał jednak 
Askenazy znaleźć drogę do najwpływowszych sfer petersburskich. 
Minister spraw zagranicznych, kniaź Łobanow Rostowski, kazał 
otworzyć mu archiwum swego ministerjum. "Ten z góty przy- 
kład rozwarł niebawem inne archiwa petersburskie, potem 
moskiewskie i najniedostępniejsze dla Polaka warszawskie" - 
wśród nich nawet archiwum Sztabu Generalnego., Otwarły się 
tern samem możliwości, jakich nie mieli dotąd historycy polscy 
w zakresie dziejów nowożytnych. 


* 


* 


* 


Znamy pogląd Askenazego na powołanie historyka. Dodajmy 
co pisał o 
bercie Sorelu: ("Wczasy historyczne", II, 3 68 ) 
, ,Jest historykiem w pełnem pojęciu tego słowa, to znaczy 
w jedynie zdrowem, potrójnem a najściślej zespolonem pojęciu: 
naukowem, pisarskiem i obywatelskiem. Z takiego dopiero dosko- 
nałego zespołu wyrasta ów piękny owoc, jeden znajdojrzalszych, 
najwyborniejszych, jakie wydaje humanistyczne drzewo poznania: 
historja prawdziwa... Jednoczy on surową gruntowność badania, 
wytworną sztukę pisarską, niezawisłe zdanie moralno-dziej owe c c. 
Takim chciał mieć Askenazy własny swój zawód historyczny. 
Tylko, że w miejsce mglistego pojęcia obowiązku "obywatel- 
skiego" (tak wypadało wyrażać się za najlepszych czasów cen- 
zury) stawiał w rzeczywistości - jak widzieliśmy wyżej - inne, 
konkretniejsze: służby narodowej. 
Historyk ma ścisłą pracą badawczą dochodzić prawdy o prze- 
szłości; ma przez sztukę pisarską prawdę tę uczynić dostępną 
myślącemu ogółowi swoich współobywateli, możliwie ogółowi 
swoich współczesnych; ma przez to służyć dobru ogólnemu, 
z przeszłości wydobywać światła rozjaśniające teraźniejszość, 
wskazujące drogę w przyszłość. Ale biorąc na się zadanie mistrzy- 
ni życia, historja nie może cofać się przed zbadaniem dziejó\v
>>>
VIII 


SZYMON ASKEN AZY 


najnowszych, nie może czekać "aż się przedmiot świeży jak figa 
ucukruje, jak tytoń uleży". Właśnie zaś były to czasy, gdy 
historj ografja polska odwrócona była od dziejów naj nowszych. 
Kwest ja polska zdawała się zabita, przestała być aktualnem 
zagadnieniem międzynarodowem. Ale co najgorsze, przestała 
być zagadnieniem międzynarodowem w świadomości samych 
Polaków. Jeśli w dziedzinie historji wewnętrznej Polski doby 
rozbiorów Korzon wzniósł w latach dziewięćdziesiątych impo- 
nujący gmach swego wielkiego dzieła, to dzieje zewnętrzne Polski 
stanisławowskiej leżały odłogiem; cóż dopiero dzieje porozbio- 
rowe, od których odwrócono się z goryczą, ogarniając całe w po- 
tępieniu romantycznych złudzeń i liberum consPiro. Utarty 
był wśród historyków pogląd, że sprawy te do badania nauko- 
wego nie dojrzały. Zostawały dziedziną sporów pamiętnikar- 
skich i publicystycznych, narracji popularnej, patrjotycznych 
czytanek. 
W tę dziedzinę, zaniedbaną przez historj ografj ę naszą, 
wkroczył Askenazy przez swoje studja. Upomniał się o nią (nie 
po raz pierwszy) w roku 1900 na III Zjeździe Historyków Polskich 
w Krakowie: "Jest czas najwyższy wziąć się nareszcie na całej 
linji, z calem wytężeniem, z całym impetem do pełnej i szczerej 
roboty naukowej koło dziejów porozbiorowych. Są one u nas, 
i tylko u nas, ciągle uważane niemal za spółczesność, jeszcze nie- 
dojrzałą dla umiejętnych badań; są ciągle ostrożnie omijane, 
niby czysta, żarząca się polityka.... Tutaj jest pusty wyłom, 
który opatrzeć potrzeba... Potrzeba nas amprzod, i to główne, 
dla oświecenia własnego ogółu... Potrzeba powtóre, i to także 
dosyć ważne, dla oświecenia obcych. Europejska wytwórczość 
naukowa w zakresie dziejów t. zw. naj nowszych, t. j. odpowia- 
dających naszym porozbiorowym, ostatniemi czasy wzmogła 
się niesłychanie i wzmaga się coraz bardziej. N a szalę historyczne- 
go sądu o tych dziejach Niemcy, Rosjanie, Francuzi, rzucają 
bez przerwy całe łaszty imponujących wydawnictw i opracowań 
źródłowych największej wagi. My sami tylko nie kładziemy nic, 
albo prawie nic... Skutki takiego stanu rzeczy są oczywiście 
opłakane. Les absents ont touiours tort... W nauce, jak gdziein- 
dziej, trudno wymagać, zwłaszcza dzisiejszemi czasy, sprawiedli- 
wości zaocznej..." To był dla Askenazego punkt wyjścia olbrzy-
>>>
PRZEDMOW A 


IX 


miej pracy nad historją Polski ostatnich dwóch stuleci, przede- 
wszystldem nad historją naj nowszą. 
W 1900 roku ukazało się "Przymierze polsko-pruskie", przy- 
gotowane jeszcze w r. 1897, jako rozprawa habilitacyjna. Przed- 
tem, w szeregu rozpraw i szkiców z do by głównie saskiej i stani- 
sławowskiej, rzucił Askenazy na dzieje naszego upadku nowe 
światło. Po pierwsze, traktował je z większą, niż ktokolwiek 
z jego poprzedników, znajomością dorobku historjografji obcej 
i źródeł obcych. Po drugie, traktował je w ścisłym związku 
z historją powszechnoeuropejską, stosował stale ktyterja poró- 
wnawcze; . patrząc na upadającą Polskę, ogarniał odrazu wzrokiem 
stan wewnętrzny innych państw i społeczeństw współczesnych. 
Było panującym poglądem, że Polska upadła z własnej winy, 
że rozbioty były zasłużoną za nie karą. Z historj ografją pruską 
czy rosyjską schodziła się w treści, choć nie w pobudkach takiego 
wyroku, własna historjografja polska. Gdy Korzon wznosił 
przeciw tym poglądom gmach swoich "Dziejów wewnętrznych", 
Askenazy wskazywał na to, że objawy rozkładowe, u nas wystę- 
pując, występowały w innych współczesnych ustrojach pań- 
stwowych, w innych społeczeństwach; że Polska nie była wy- 
jątkiem; że było w niej wiele złego, ale wszystko to złe nie uzasad- 
niało wyroku zagłady, ani nie było jej główną causa efficiens; 
że główna przyczyna była gdzieindziej, nazewnątrz. I tutaj 
z potężnym materjałem dowodowym, wydzieranym obcym 
publikacjom i archiwom, demaskował systematyczną przez 
całe to stulecie robotę Rosji, zmierzającą do zawładnięcia Polski
 
robotę Prus, zmierzającą do jej rozszarpania; wyświetlał za- 
mierzenia, plany, zakusy dwóch głównych rozbiorców. Stwier- 
dzał, że powodzenie tych robót było uwarunkowane występnem 
wspólnictwem lub obojętnością innych mocarstw w związku 
z ogólnoświatową konstelacją polityczną, że upadek Polski był 
grzechem Europy i jej klęską.- 
"Przymierze polsko-pruskie" było całej tej serji studjów 
uwieńczeniem i zamknięciem. Było zarazem - wbrew Kalince - 
porywającą apologją polityki Sejmu Czteroletniego, podykto- 
wanej przez wolę narodową odzyskania niepodległości. 
Rzecz p. t. "Pożegnanie stulecia" (I901), o pierwszem trzy- 
dziestoleciu XIX w. (dalej iść nie pozwalały warunki cenzuralne),
>>>
x 


SZYMON ASKENAZY 


zaczynała się imponującym, syntetycznym wywodem o zewnętrz- 
nych przyczynach upadku Polski J z uwydatnieniem zasadniczej: 
śmiertelnej walki francusko-angielskiej i za tern idącej JJnie- 
obecności Europy". Otwierała zarazem serję prac z historji po- 
rozbiorowejJ oddawna poprzedzonych już mnóstwem pomniej- 
szych rozpraw i szkiców. Tak szkicem: JJZ działalności ministra 
Lubeckiego" (1897) Askenazy odsłonił walki J staczane przez tego 
patrona prądów ugodowych i pracy organicznej o samoistny 
byt państwowy Królestwa; w studjum JJZ działalności ministra 
Wielliorskiego" (1898) sięgnął w głąb dziejów wojskowych pol- 
skich lat 1812-1816 i dał ekspozycję dramatu wojska polskiego 
doby Kongresowej. Dojrzewały dalszeJ wielkie już dzieła z tejże 
doby między trzecim rozbiorem a rewolucją. Pierwszą z nich był 
JJKsiążę Józef Poniatowski" pierwsze wydanie 1905J czwarte 
19 22 J już poświęcone wojsku polskiemu). Historyk rozświetlił tu 
po raz pierwszy całość dziejów naszych doby napoleońskiej. Pi- 
sarz stanął u szczytu artyzmu. Patrjota dawał narodowi wizerunek 
bohatera J ku któremu żywiła Polska JJmiłujące upodobanie", 
i ukazał jak wśród kataklizmów dziejowych polot rycerski Po- 
laka wskazywał mu drogi do wyzwolenia i wielkości. Rehabilito- 
wał tę cechę duszy polskiej J potępioną tak surowo przez histo- 
ryków ostatnich dziesięcioleci; dowiódł J że ten polot rycerski 
trafniej niekiedy prowadził J aniżeli mądrość polityczna statystów. 
JJKsiążę Józef Poniatowski" była to podjęta w dziedzinie historji 
obrona idei zbrojnego czynu J przywracającego imię polskie 
i wskrzeszającego państwo. 
W roku 1907 w "Cambridge Modern History" J a zarazem jako 
książka osobna po polsku ukazała się syntetyczna J kompendjalna 
rzecz Askenazego: uR o s j a - P o l s k aJ 1815-1830", W na- 
stępnym zaś roku dwutomowa monografja uL u k a s i ń s kile. 
Po latach J w przedmowie do drugiegoJ pełnego jej wydania 
z r. 1929J wypowiedział się Askenazy o genezie obu tych dzieł: 
JJDuszno wtedy, niezdrowo było w Królestwie. Z popieliska 
krótkich złudzeń szło zwątpienie i rezygnacja. Carska Rosja 
po przebytem wstrząśnieniu znów niezmożoną stawała się potęgą. 
Nierozłączność z nią Polski stawała się aksjomatem J samorząd 
celem, zaś konstytucyjny ongi byt Kongresówki rajem utraconym 
i niedościgłym ideałem. Owóż wydało się potrzebnem uderzyć
>>>
PRZEDMOWA 


XI 


historycznie w tę fikcję i to a fortiori ponad samorządy czy 
autonomje, w sam najgómiejszy, przedstuletni jej punkt wyjścia. 
Trzeba było, inne odkładając prace, obnażyć do cna ów ideał, 
6w raj kongresowy... Tam, w naj czarniejszej głębi, w podziemiu 
nadnewskiem, w ręku wszechmocnego wroga, konający mówił 
wyznawca: p o l s k a k o n i e c z n i e m u s i b Y ć i b ę d zi e 
o d ł ą c z o n a o d R o s j i... n i e m o ż e b y ć n i e t y l k o 
P o d r z ą d e m, l e c z i P o d w P ł Y w e fi R o s j i U . 
Niebywałem, dodajmy, zarządzeniem losu przedśmiertne zapiski 
Łukasińskiego z tern wyznaniem wiary nieugiętej, z proroctwem, 
w którem zapowiadał wojnę światową, rewolucję proletarjacką 
i straszliwy upadek Rosji, przechowywane pod osobistą carską 
pieczęcią, zakomunikowano łaskawie historykowi polskiemu 
w urzędowym, uwierzytelnionym odpisie, sporządzonym przez 
władze carskie. A chociaż nie wszystko z tej zdumiewającej 
spuścizny męczennika mogło wejść do książki, i tak treścią 
ocierającej się niemal o zbrodnię stanu, treść ta była wyraźna. 
Nauka historyczna zadawała cios okropny złudzeniom neougodo- 
wym, neoslawistycznym, autonomistycznym, materjalistycznym 
teorjom organicznego wcielenia, wszystkiemu, czem dławiła się 
polska świadomość polityczna Igo7-Igo8 roku. 
Zdawna .studjował Askenazy genezę Królestwa Polskiego. 
Zdawna pociągała go wielka, na miarę antyczną postać księcia 
Adama. Wydał teraz jego dziennik osobisty z lat I8I3-I8I5, 
niesłychanie doniosły dla genezy dzieła kongresowego i rzucający 
snop światła na dalsze dzieła tego losy. Komentarz do zapisek 
Czartoryskiego uczynił z tej publikacji jakby nową monografję. 
Wrócił do tychże dziejów w związku z dziełem Smolki o "Polityce 
Lubeckiego U w dużej rozprawie "Na rozdrożu" o przełomowej 
dla Polski dobie pomiędzy katastrofą wojenną I8I2 roku, a zu- 
pełnym zalewem Księstwa prz
z Rosjan i wyjściem wQj
ka pol- 
skiego na Zachód. Wykazał tu, wbrew Smolce, trafność decyzji 
Poniatowskiego, pełną zasadność jego niewiary w intencje rosyj- 
skie co do kraju i wojska, rozczarowania własne w tym względzie 
księcia Adama. Raz jeszcze bił w przedstuletnią politykę ugody, 
rehabilitował przedstuletnie działania , ,ludzi szalonych u. 
Po szeregu doniosłych prac fragmentarycznych dojrzewał 
owoc studjów kilkunastoletnich, wielkie dzieło ° "Napoleonie
>>>
XII 


SZYMON ASKENAZY 


... 


ł 
i Polsce", przedstawiające losy Polski w dobie podobnego katakliz- 
mu światowego, losy kwestji polskiej, pogrzebanej, a wypływają- 
cej raz po razu na porządek dzienny, aż wreszcie, gdy wojna 
dosięgnęła ziem polskich, nagle narzucającej się światu; politykę 
mocarstw, odżegnujących się od natrętnego widma Polski; poli- 
tykę Francji rewolucyjnej i dyrektorjalnej, skłonnej wygrywać 
tylko atut Polski dla rozsadzenia koalicji i ułatwienia sobie od- 
rębnych układów pokojowych z tym lub owym z pośród roz- 
biorców; rolę mocarza, który mieczem rozdarł traktaty p odział owe t 
w Polsce ujrzał "klucz europejskiego sklepienia" i uznał, że odbu- 
dowanie jej jest wspólnym, powszechnym interesem Europy, 
która bez Polski nie ma granicy od Wschodu. Miało dzieło to 
uczyć o znaczeniu faktów dokonanych w dziele odbudowy pań- 
stwa, o znaczeniu zwłaszcza reprezentacji jego wojskowej na 
międzynarodowej widowni, o wadze miecza, rzuconego na szalę 
wydarzeń. Czyny Dąbrowskiego i Poniatowskiego, wydarte 
romantycznej legendzie, przestawały być szlachetną pomyłką, 
stawały się nauką i przykładem. 
Ukazało się największe dzieło Askenazego, częściowo w ostat- 
nim roku Wielkiej Wojny, w okupowanej Warszawie. W przy- 
danej przedmowie historyk podkreślał trwającą polityczną aktual- 
noŚĆ przedmiotu. "Z pokrewnych przesileń i zagadnień pokrewne 
płyną wskazówki". Ale podkreślał zarazem, że gorzkie wywody 
o stosunku Francji do upadku Polski pisane były przed wojną; 
że "nakreślone w pokojowym czasie, wobec Francji szczęśliwej, 
nie mogą one być źle zrozumiane w obliczu krwawiącej. I dalej - 
rzecz pisana w kwietniu, gdy Niemcy szli na Paryż - oddawał 
hołd "w szczęściu, a tembardziej w nieszczęściu, wielkiej przo- 
downicy świata nowożytnego i szczytnych wszechludzkich ideałów 
postępu, ładu, prawa i wolności". Tu na najwyższym moralnym 
poziomie stanął historyk, jako sędzia dziejów. 
Dzieło jego pozostało niedokończonem. Ku innym sprawom 
ciągnęła chwila dziej owa. W walce politycznej zrodziła się pro- 
pagandowa książka "Gdańsk i Polska" (Warszawa 19 1 9). Na 
marginesie "Uwag", w sprawie narodowej rzucanych w czasie 
wojny, powstały całe studja o stosunku państw rozbiorczych do 
sprawy polskiej w toku wojny światowej i w ogólności o ich poli- 
tyce, demaskując bezlitośnie, zawzięcie tajniki przedwojennej
>>>
PRZEDMOWA 


XIII 


. 


i wojennej gry politycznej Berlina i Piotrogrodu. Tak uzu- 
pełniony zbiór artykułów, szkiców, zapisek z czasów wojny, 
pomnik jasnowidztwa politycznego, najwznioślejszego patrjo- 
tyzmu i imponującej wiedzy o najwspółcześniejszej historji, 
a zarazem bojowego, namiętnego temperamentu politycznego, 
był ostatnią dużą książką Askenazego. Przyszły potem już tylko 
przepięknie wydane, z komentarzem rewelacyjnym, rękopisy 
młodzieńcze Napoleona zabłąkane do zbiorów Kórnickich, do 
Polski. 


* 


* 


* 


Znamionowała Askenazego jako badacza wielka rozległość 
horyzontów, niesłychana potęga pamięci, niezmożona energja 
w dociekaniu prawdy, prawdziwe wirtuozostwo w heurystyce. 
Ogarniał wielkie kompleksy zagadnień, a tern samem masy 
źródeł, rozrzuconych po całym świecie, piętrzące się tern bardziej 
im temat był chronologicznie bliższym. Genjalna intuicja po- 
zwalała mu wydzierać z tej powodzi źródeł, których systematycz- 
nie przerobić rzadko czas pozwalał, materjał poznawczy naj- 
cenniejszy; z śpiesznie przeglądanych dokumentów chwytać 
w lot treść naj istotniejszą. 
Jako historyk wnikał głęboko w odległe związki genetyczne; 
pojmował związki zjawisk ludnościowych, społecznych, gospo- 
darczych z politycznemi; wchodził myślą w ducha epoki i środo- 
wisk ludzkich, z któremi się myślowo zespalał. Odrzucał jedno- 
stronną tezę Sybla, że nie instytucje, ale osoblistości rozstrzy- 
gają o losach narodów, odrzucał teorję "bohaterów" Carlyle'a. 
Ale historja, byli to dla niego przedewszystkiem działający ludzie. 
Tych wskrzeszał w swoich dziełach, pragnąc ukazać ich, prawdzi- 
wych i żywych reprezentantów przeszłości. W tej sztuce \vskrze- 
szania był mistrzem. Historyk łączył się tutaj z wielkim artystą. 
Miał Askenazy rozległe zainteresowania i upodobania estetyczne; 
miał talent muzyczny, muzykę kochał i rozumiał; odczuwał 
bardzo silnie przyrodę, a doznawanym wrażeniom dawał poetycki 
prawie wyraz; znajomością literatury pięknej doróWlly\vał fi- 
lologom, starą polszczyznę smakował jak stare wino. Twórczość 
historyczna była dlań zarazem twórczością artystyczną, szkic 
czy monografja dziełem sztuki.
>>>
XIV 


SZYMON ASKENAZY 


II. 


. 


Wrażliwość artystyczna kazała mu oddzielać aparat dowo- 
dowy od wykładu, żadnemi odsyłaczami nie upstrzonego. Przy- 
pisy na końcu jego książek, od tekstu nieraz obszerniejsze, wska- 
zywały źródła bardzo niekiedy sumarycznie, nie ułatwiając nazbyt 
roboty krytykom i kontynuatorom; pełne były zato rewelacyj- 
nych szczegółów i tekstów, ostrych wycieczek polemicznych, 
dygresyj, wyrastających czasem w całe rozprawy. 
Styl jego, pełen uroczystej powagi w takiem "Pożegnaniu 
stulecia u, przechodził w "Księciu Józefie u w ton bohaterskiej 
powieści, w "Łukasińskim" nabierał posępnej tragicznej wymo- 
wy, stawał się rozlewnie epicznym w wielu miejscach "Napo- 
leona i Polski". Był swoisty, własny, niekiedy trudny, bo 'roz- 
sadzony przez treść, to znowu podbijający prostotą. Często 
zmuszony myśl swą przesłonić przed okiem czynowników rosyj- 
skich, czy urzędników pruskich, albo austrjackich, miał dar 
właściwy wielkim pisarzom naszym schyłku XIX wieku nawią- 
zywania nici porozumienia z czytelnikiem ponad literami tekstu, 
co nadawało niektórym kartom jego dzieł urok swoisty. Umiał 
Askenazy paru słowami, suchą enumeracją paru faktów czy 
dat pogrążyć czytelnika w zamyślenie lub jednem zdaniem 
wstrząsnąć nim do głębi. Stopniowo, coraz to bardziej przecho- 
dził w poważny, lapidarny, treścią i myślą nabrzmiały styl Tacyta. 


* 


* 


* 


Historyk był zarazem twórcą szkoły. Od 18g8 do 1914 roku 
wykładał we Lwowie (habilitowany 1897 r., profesorem nadzwy- 
czajnym 1902 L, zwyczajnym 1907 r., w tymże roku członkiem 
korespondentem a w 1910 r. członkiem czynnym Polskiej Aka- 
demji Umiejętności). Rola jego nauczycielska była rewelacyjna. 
Przewrót wywołał wykład z katedry uniwersyteckiej o rzeczach 
bliskich (od czasów saskich aż do mikołajowskich), aktualnością 
nabrzmiałych, dotąd przez naukę uniwersytecką w Polsce pra- 
wie nietykanych, traktowanych zaś przezeń z aparatem źródło- 
wym i krytycznym imponującym (bo wykładał zawsze jakby 
do młodszych kolegów-historyków, wtajemniczając w stan źró- 
deł i badań, wprowadzając w zagadnienia sporne), z metodą, 
nie ustępującą ścisłością egzegezy metodzie takich mistrzów
>>>
PRZEDMOW A 


xv 


historji średniowiecznej, jak sędziwy przyjaciel młodego nowo- 
żytnika, Tadeusz Wojciechowski. Działalność jego wychowawcza 
wychodziła poza wykłady i ćwiczenia seminaryjne. Niewyczerpa- 
ny był w radach, wskazówkach, nad pracującymi twórczo roz- 
taczał naj troskliwszą opiekę. Przez jego wykłady, przez roz- 
mowy jego z uczniami jak nić czerwona przewijało się pojęcie 
polskiej racji stanu. Siebie i swych młodych współpracowni- 
ków uważał za sługi żywej wciąż Rzeczypospolitej. Pracom ich 
stawiał cele naraz poznawcze i bojowe. Czynił ich uczestni- 
kami walki o sprawę polską, prowadzonej środkami, jakie daje 
nauka historyczna. Tak powstała szkoła historyczna Askena- 
zego. Stworzył od 1902 roku jako organ jej dużą publikację 
"Monografij w zakresie dziejów nowożytnych". Wydał w la- 
tach 1902-1919 osiemnaście tomów prac swoich uczniów; każdej 
z nich był nietylko troskliwym wydawcą, ale współtwórcą, nad 
każdą trawił mnóstwo drogocennego czasu, uzupełniając, popra- 
wiając, przystosowując do wymagań naukowych, nadając fonnę 
właściwą. Każdą poprzedził przedmową, wprowadzając w świat 
książkę, a najczęściej i jej autora. Z uczniów jego kilkunastu 
jest dotąd czynnych w dziedzinie historji. Niektórzy stworzyli 
szkoły własne, w których znać, mimo oddalenia w czasie i wszel- 
kich zaszły ch . odmian, działanie potężnego impulsu, jaki dał 
w zaczątku stulecia profesor lwowski swoim uczniom, od którego 
fala idzie dzisiaj przez trzecie już pokolenie historyków. 


* 


* 


* 


Z tego, co powiedziano wyżej, oblicze ideowe Askenazego 
występuje doŚĆ wyraźnie; niewiele do tego dodać potrzeba. 
Był Askenazy patrj otą polskim najwyższej próby. Kochał naród 
polski z calem jego dziedzictwem historji, tradycji, kultury. 
Nic, co polskie, nie było mu obce: ani sprawa opornych unitów, 
ani pruskich mazurów. Poglądów liberalno-zachowawczych, sta- 
rał się z największym objektywizmem ocenić przeszłość warstw, 
które tworzyły dzieje dawnej Polski. Na wylot przenikając 
grzechy ich stare, bronił ich jednak zawsze przed ryczałtowym 
wyrokiem potępiającym, pragnął, by wyzwoliły się z nich jeszcze 
wartości jak najwyższe na pożytek narodu. Starał się z drugiej
>>>
XVI 


SZYMON ASKENAZY 


... 


l 
strony przeniknąć położenie masy ludowej polskiej, jej sprawy 
gospodarcze i społeczne, prądy, nurtujące jej świadomość zbio- 
rową. W sprawach polityki zewnętrznej i wewnętrznej kryterjum 
był dlań interes narodowy, pojęty zawsze w duchu państwo- 
wym, jako polska racja stanu. Od szowinizmu był daleki. Ale 
nieustępliwym był i zawziętym, gdy szło o stan posiadania polski, 
o powagę Polski, o jej honor. 
W obronie sprawy polskiej umiał się w potrzebie narazić 
i wystąpić bez względu na zależność w swych badaniach 
od liberalizmu tylu dygnitarzy trzech mocarstw rozbiorowych. 
Czynił to niety1ko w dziełach historycznych, lecz także w śmia- 
łych wystąpieniach publicystycznych, że wymienimy "Uwagi 
nad listem Polaka (Sienkiewicza) do ministra rosyjskiego" (19 0 4), 
publikacje przeciwko oderwaniu Chełmszczyzny (1907), w obronie 
polskości uniwersytetu warszawskiego (1905). Gdy zaczynał się 
polski ruch wojskowy, zapładniało go myślowo w dużej mierze 
wszczepione przez Askenazego przekonanie o roli twórczej daw- 
nych legjonów. 


* 


* 


* 


Nadeszła wojna. Askenazy nie znalazł sobie miejsca w kraju. 
\Viedział, że Polska może powstać ty1koprzeciw Rosji. Nie wie- 
rzył, by mogła powstać z łaski Austro-Węgier i Niemiec. Za nic 
nie godził się z wątpliwem zjednoczeniem Polski przy wątpliwym 
samorządzie pod rosyjskiem panowaniem. Ale nie godził się 
również na wątpliwą niepodległość, okupioną przez nowy rozbiór 
na rzecz Niemiec. Nie godził się z żadną z dwu orjentacyj, ście- 
rających się w Polsce. J ak Sienkiewicz, Paderewski, Osuchowski 
poszedł na dobrowolną emigrację. Wraz z nimi znalazł się 
w Vevey w Komitecie Pomocy Ofiarom wojny, wraz z nimi 
stając ponad orjentacjami i obozami walczącemi w Polsce. Wraz 
z nimi upierał się przy rozwiązaniu sprawy polskiej integra1nem, 
pozornie nieskończenie odległem od rzeczywistości lat 19 1 5- 
19 1 7, przy Polsce niepodległej i zjednoczonej. "Nie jestem - 
powtarzał za Staszicem - ani pruskim, ani cesarskim, ani mo- 
skiewskim, ale jestem najprzywiązańszym stronnikiem narodu 
polskiego". W swych przez trzy rządy rozbiorowe ściganych
>>>
PRZEDMOW A 


XVII 


i konfiskowanych "Uwagach" (grudzień 1915) ogłosił rzecz o 
"Woli Narodowej", godną stanąć obok artykułów mickiewi- 
czowskiego , ,Pielgrzyma II. 
Rozumiał wagę i doniosłość wszystkich faktów dokonanych 
w dziedzinie budowy Państwa. Witał wszystko, co dźwigało 
sprawę polską jako międzynarodową. Buntował się przeciw 
wszystkiemu, co ściągało ją w dół, jako sprawę tego lub owego 
mocarstwa rozbiorowego. Gdy zaczęło się organizować państwo 
polskie, za Rady Regencyjnej, wrócił do kraju. Chciał być na 
miejscu, inspirować, radzić. Przyczynił się do znakomitych 
i odważnych posunięć Rady Regencyjnej w październiku 1918 ro- 
ku, gdy zrzuciła z siebie kuratelę okupancką. Doczekał się w War- 
szawie wyzwolenia. 
Na 'usługi Rzplitej zmartwychwstałej oddawał całą swą 
wiedzę ogromną, niebywałą znajomość zagadnień politycznych, 
czasów i ludzi, niebywałą orjentację w wielu środowiskach obcych 
i zaciętą, upartą wolę walki do upadłego o polską racj ę stanu. 
Danem mu było jako delegatowi polskiemu do Ligi Narodów 
(19 20 - 2 3) walczyć z świetnym wynikiem o trzy sprawy wielkie: 
o sprawę Wilna, o sprawę Śląska, a wreszcie o sprawę uznania 
granic Rzp li tej na Wschodzie. f. 
Od dwunastu lat nieczynny już w służbie publicznej, odzy- 
\vał się rzadko, krótkim artykułem czy odczytem; zachowywał 
wielką niezależność myśli i sądu, przejawiał właściwą mu wspa- 
niałą cywilną odwagę w mówieniu prawdy. Do ostatnich dni 
życia, Z łoża ciężkiej choroby wydzierał się do służby Polsce, 
jej racji stanu, jej bezpieczeństwu, jej przyszłości; chciał być 
użyteczny; czuł się potrzebny. Odszedł jak bojownik wielkiej 
sprawy z wizją dalszej, koniecznej o nią walki. 
Życie i twórczość jego streszczają się w słowach, wyrytych 
na grobowcu: "Walczył o Polskę niepodległą i zjednoczoną 
służył wyzwolonej". 


* 


* 


* 


Tom niniejszy przynosi część spuścizny wielkiego historyka, 
książkowemi wydaniami dzieł jego dotąd nie objętej: krótkie 
szkice i portrety historyczne, powstałe w różnym czasie, jako 
odczyty, artykuły, przedmowy. Kilka z pośród nich ukazuje się 
Szkice i portrety 2
>>>
XVIII 


SZYMON ASKENAZY 



 


tu po raz pierwszy, z rękopisów: ,,0 niektórych przedstulet- 
nich zagadnieniach odbudowy", "Przewodnicy myśli polskiej", 
"Anglja i Polska", "Czartoryski". Po raz też pierwszy ukaże się 
skreślony niegdyś przez cenzurę rosyjską szkic "Wiktor Hugo 
a Polska". Inne, rozproszone po czasopismach lub wydawni- 
ctwach zbiorowych, albo w osobnych broszurach, dawno wy- 
czerpane, badaczom tylko dzisiaj dostępne, domagały się ze- 
brania i oddania w ręce ogółu. Wybrano z pośród nich te, 
których treŚĆ ideowa i poznawcza nie została wchłonięta przez 
inne prace Autora, ani przekreślona przez ich postępy. 
Wśród pomieszczonych tutaj niejeden odczyt lub szkic należy 
do bezcennych klejnotów polskiego piśmiennictwa historyczpego. 
Nie okazało się możliwem wyposażenie ich w dowodowy materjał 
źródłowy tak, jakby uczynił to był sam Autor. Poprzestano na 
prz}1isach najzwięźlejszych, starając się dać zawsze wskazówkę 
co do proweniencji tekstu, ewentualnie jego biblj ografji, a także 
w wielu wypadkach, co do genezy utworu. 
Przygotowaniem "Szkiców i portretów" do druku zajęła 
się żona zmarłego, Felicja Askenazowa, wraz z córką Janiną, oraz 
grono dawnych uczniów profesora: Włodzimierz Dzwonkowski, 
Natalja Gąsiorowska, Janusz Iwaszkiewicz, Marjan Kukiel, 
Henryk Mościcki, Bronisław Pawłowski, Eugenjusz Wawrzkowicz. 
Oddają tę książkę w ręce czytelników w przeświadczeniu, że ma 
ona do wypełnienia służbę nietylko dla nauki polskiej, siejąc hojnie 
niespodziewane wiadomości, uderzające spostrzeżenia, zapładnia- 
jąc myśli, narzucając zagadnienia, pobudzając do badań, -lecz 
także, poprostu, dla narodu. Bo z szkiców tych, powstałych prze- 
ważnie na przedwiośniu niepodległości, przepojonych myślą 
o sprawie polskiej, czujną o nią troską, zawziętą wolą jej obrony, 
raz po razu bucha snop światła na przyszłość, rozświetlając drogi 
Rzplitej odbudowanej.
>>>
s 


z 


K 


I 


c 


E 


2*
>>>
1 
l 


t'
>>>
o NIEKTORYCH PRZEDSTULETNICH ZAGAD- 
NIENIACH ODBUDOWY RZECZYPOSPOLITEJ. 


I. 


Pierwszem zagadnieniem odnowy Polski było zagadnienie 
jej upadku. Był on przepowiadany oddawna. Znane są prze- 
strogi Modrzewskiego, Skargi, Jana Kazimierza. Lecz tak samo 
państwa sąsiednie miały sobie przepowiadaną zgubę. W XVIIw. 
Włoch Jovius głosił niechybny skon cesarsko-królewc;kiego 
żarłocznego, dwugłowego orła, lIche due becchi ha peT meglio 
divorar", a w XVIII w., w klęskowym początku Marji Teresy 
i końcu Józefa II, rozpadnięcie się Austrji powszechną było 
wyrocznią. Za Wielkiego Kurfiirsta zjawiło się głośne pro- 
roctwo, vaticinium lehninense, o zgubie Hohenzollernów i ich 
państwa, a sam Fryderyk Wielki w Testamencie politycznym 
bliskie wskazywał czasy, gdy "nie będzie mowy o Prusach i domu 
Brandenburskim". Już Iwan Groźny, gdy u Elżbiety w Anglji 
prosił schroniska, liczył się z upadkiem Rosji; liczono się z pełną jej 
zagładą w XVII w.; z jej rozkładem po śmierci Piotra W. Jeszcze 
car Paweł w słynne m zwierciadlanem widzeniu kilku tylko 
miał oglądać następców w koronie, a ostatniego brodatego 
mużyka z okrwawionym w ręku toporem. 


Odczyt wygłoszony na zebraniu ogólnem Warszawskiego Tow. 
Naukowego 1. XII. 1918 r. Rzecz nigdzie dotąd niedrukowana. Kró- 
ciutkie streszczenie podano w ..Roczniku Tow. Nauk. \Varsz." 1923, XI 
135- 6 .
>>>
4 


SZYM:ON ASKENAZY 


l 
Kassandrowe te przepowiednie, jak świadczy dzisiejszy 
właśnie dzień strasznego obrachunku, nie na samej tylko miały 
sprawdzić się Polsce. Jeśli na niej sprawdziły się naj wcześniej , to 
poprostu i głównie dlatego, że najbardziej była eksponowana, 
przez swój skład, położenie, otoczenie. To była przyczyna 
główna, causa elliciens. Do niej dopiero doszła pochodna: winy 
własne. W takiem też świetle i stopniowaniu widzieli tę spra- 
,vę ludzie Sejmu Wielkiego i powstania Kościuszkowskiego. Wi- 
dzieli prostym rozsądkiem naprzód walny, zewnętrzny, sąsiedzki 
czynnik przemocy. A potem nie zamykali też oczu na dodat- 
k;wy, wewnętrzny, spółczynnik grzechów. Obnażali Staszic 
i :({ołłątaj zbrodnie rozbiorców i obojętność dalszej Europy, 
. t 
choć wraz nie szczędzili gorzkiej prawdy narodowi za bezrząd 
państwowy, za krzywdę mieszczańską i chłopską. Sejm Wielki 
i Insurekcja przedewszystkiem szły do walki nazewnątrz, choć 
wraz wewnętr
ną gotowały naprawę. 
- - Zaniiast' tej prostej prawdy, podstawili rozbiorcy fałsz 
przeważnej 
ny w Polsce upadającej. Tej fikcji poczęści uległa 
przeczulona nieszczęściem dusza polska. Stąd doszło do samo- 
biczowania: Wystawiano Polskę jako ostatnią z narodów grzesz- 
nicę. To była wzniosła histerja, dogadzająca szlachetnym wy- 
brańcom; lecz to był owoc niewoli. Potem przyszła skrajność 
p:rzeciwna: samochwalstwo. Wystawiało się Polskę jako naj- 
pierwszą z narodów doskonałość. To prostaczy maksymalizm, 
dogadzający ciemnym tłumom; to również owoc niewoli. Wolna 
Polska 
ie chce być ani niższą od któregokolwiek z największych 
narodów 'świata, ani wyższą; chce być im równą. Nie trzeba 
jej ani pokuty, ani pochlebstwa. \ Trzeba męskiej samowiedzy 
swego prawa - i prawa 'do ojcowizny i obowiązku naprawy 
społecznych niedomagań swoich. 


" 


II. 


Z zagadnieniem historycznem wiązało się terytorjalne. 
Przedstuletni przewódcy Polski żądali oczywiście 'festitutionem 
in integ'fum. Wynikało to z ich pojmowania dziejów narodo- 
wych, jako bloku. Od tego pojęcia ostatnio silnie zboczono.
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOWY 


5 


Nie poprzestano na tern, że z postępem czasu można i należy ó,v 
blok okrzesać. Zaczęto rozłupywać go na dwoje. Zaczęto prze- 
ciwstawiać zbawczą ideę piastowską zgubnej jagiellońskiej 
i stosownie okrawać odnowę terytorja1ną. Jakgdyby dwóch 
wielkich Piastów Bolesławów nie zdobywało Kijowa. Jakgdyby 
Piastowie mazowieccy nie sprowadzali Krzyżaków. Jakgdyby 
Piast Kazimierz Wielki nie zrzekał się Śląska i Pomorza, nie 
zdobywał Chełmu i Lwowa. Jakgdyby Jagiełło krzyżackiego 
nie rozwalał Zakonu. Jakgdyby Jagiellończyk nie zdobywał 
Prus zachodnich i Gdańska. Lecz ten nawrót ku błogiemu Pia- 
stowstwu od niecnego Jagielloństwa, to nietylko jasna niedo- 
rzeczność, to znów płód niewoli. 
Tak samo rzecz się ma z płynącem stąd terytorjalnem 
pojęciem t. zw. etnograficznem. To jest twór najjaśniejszej 
Katarzyny II. Ona pojęcie to żywcem wcieliła w trzech po- 
działach. Odcięła Polskę etnograficzną, jedną trzecią Rzplitej 
z Warszawą, Krakowem, Poznaniem i Gdańskiem oddała Pru- 
som i Austrji, sobie zachowała dwie trzecie etnograficznie nie- 
polskie. Swój zabór słynne m etnograficznem uświęciła orzecze- 
niem ottorżennaia wozwratich. "Nie wzięłam - oświadczyła 
etnograficznie., wziąwszy pół miljona km. kw. - ani piędzi 
ziemi polskiej". Ta nauka wielkiej carowej nie poszła w las. 
Pogłębił ją najznamienniej słowianofil Jurij Samarin w swej 
słynnej rozprawie o Polsce w I863 r. Rozróżniał on tu między 
Polską narodowo-państwową, a Polską jako żywotnym czyn- 
nikiem kulturalnym, polonizmem. Pierwszą należy zamknąć 
wyłącznie w "granicach chłopskich". N ależy doprowadzić 
Polskę duchowo do takiego stanu wewnętrznego (wnutrenniawo 
sostojania,) by ona sama z tern etnograficznem swojem pogodziła 
się skurczeniem. Wówczas nastąpi "unieszkodliwienie" (obiezwreże- 
nie) polonizmu. I wówczas Rosja może spokojnie wyrzec się 
Królestwa Polskiego i pozwolić na nieporlległe państwo Polskie, 
pozbawione wszelkiej gwarancji trwałości (procznosti) i rozwoju. 
Przedstuletni wodzowie Polski nigdy tej prokrustowej nie 
uznawali etnografji. Nie kwitowali Piastem za Jagiellona ani 
naodwrót. Kościuszko wyzwolił wraz Kraków, Warszawę i Wil- 
no. Książę Józef odbierał Kraków i szturmował Smoleńsk. 
Dąbrowski odbierał Poznań i bronił Wilna. Fałszem jest jakoby
>>>
6 


SZYMON ASKENAZY 


l 
Sejm Czteroletni myślał oddawać Gdańsk i Toruń. Marszałek 
Małachowski naj mocniej potem dopominał się od Napoleona 
Prus Królewskich i Gdańska. O Gdańsk dla Polski po upadku 
Napoleona zabiegał Czartoryski. Sami Gdańszczanie jeszcze 
za kongresu Wiedeńskiego błagali Anglję i Francję o nieoddanie 
ich zpowrotem w ręce pruskie. Kollątaj żądał od Napoleona 
odboju Śląska i Litwy. Czartoryski życie swoje poświęcił sprawie 
odzyskania Litwy. Rewolucja listopadowa wybuchła nie o gwałty 
Konstantego, lecz o Litwę. Stary Kościuszko, skoro nie wróciło 
do Polski Wilno, nie chciał wrócić do kraju i wolał skonać 
samotnie na obczyźnie. 
. 
Rozumieli ci ludzie, że sprawa odbudowy Polski nie może 
być oparta na formule wyłącznie etnograficznej, ani nawet 
wyłącznie historycznej, lecz że oparta być musi na calej gamie, 
na kombinacjach czynników etnograficznych, historycznych, 
a wraz przyrodzonych geograficznych, kulturalnych, gospodar- 
czych, że tego węzła nie daje się martwą rozcinać formułą, 
lecz rozwiązany być winien żywem wyrozumieniem. 
Co znamionuje ujmowanie sprawy terytorjalnej przez 
tych ludzi wielkich, to jest, w przeciwieństwie do epigonów, ujmo- 
wanie jej pod kątem największego oporu. Oglądaliśmy ujmowanie 
jej pod kątem najmniejszego oporu, t. j. że liczący na od- 
budowę Polski przez Niemcy kwitowali z Poznańskiego, zaś 
liczący na odbudowę Polski przez Rosję kwitowali z Litwy, 
ba nawet z Galicji Wschodniej. Przystosowywano się. Z je- 
dnej strony propruskiej gadano o samych tylko hakatystach, 
jako wrogach Polski, - jakgdyby nie było Fryderyka i Jó- 
zefa, . Metternicha i Bismarcka, Hartmanów i Treitschków, 
Lamprechtów i Koppów. Z drugiej strony prorosyjskiej ga- 
dano o tak zwanej biurokracji; i to niby nie rosyjskiej na- 
wet lecz niemieckiej, jakgdyby w Polskę nie walili wszyscy 
od Piotra carowie, Repniny, Suworowy, Karamziny i Puszki- 
ny, Milutiny i Apuchtiny, Katkowy i Aksakowy, najrdzen- 
niej si Rosjanie. Inaczej ci przedstuletni: tam naodwrót, ci 
co chcieli rodnosić Polskę z Prusakiem, jak np. Dąbrowski, Wy- 
bicki, żądali od króla pruskiego insurekcji w Wielkopolsce, sej- 
mu w Poznaniu i wojska polskiego. Ci co szli z Rosją, jak 
Czartoryski, żądali nasampierw Litwy, linji Dźwiny i Dniepru.
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOVVY 


7 


Nie postało im w głowie za odnowę Polski przez Prusy kwi- 
tować z Poznania albo przez Rosję z Litwy i nawet Galicji 
Wschodniej. 


III. 


Z zagadnieniem terytorjaillem wiązało się narodowe. Naj- 
radykalniej rozcinał je największy owych czasów radykał - 
Kollątaj. Chciał pełnego ujednostajnienia, spławienia. Chciał 
unji, nie federacji. uW przyszłej Polsce - pisał - nikt nie będzie 
Litwinem, - ni Rusinem, ale wszyscy będą Polakami". 
Lecz i Kołłątaj chciał dojść do tego celu jedynie dla wspól- 
nego dobra, nie przemocą, lecz zgodą i równouprawnieniem 
ludów, jak ongi szlachty. Za pełnem równouprawnieniem Litwy 
i Rusi z Polską wszystkie najlepsze były głowy i_ serca. Ale 
wszyscy byli przeciw separatyzmowi. Dotyczyło to zwłaszcza 
sprawy Litwy. 
Separatyzm litewski nie z jednej jakiejś płynął abstrakcji, 
lecz z całego kompleksu zjawisk. Dwa były zgoła odmienne sepa- 
ratyzmy litewskie: prowincjonalny i plemienny. Pierwszy 
separatyzm litewski stał najmniej na rdzennych Litwinach, 
głównie zaś n
 osiadłych na Litwie Polakach i spolszczonych 
Białorusinach. Ten separatyzm w XVII w. służył Szwecji; przez 
Radziwillów i Sapiehów zmierzał ku oderwaniu od Korony; 
na przełomie XVIII i XIX w. służył Rosji i przez Kossakowskich 
i Ogińskich zmierzał ku podstawieniu unji z Rosją zamiast 
z Polską. Drugi separatyzm, specyficznie litewski, był wskroś 
zdobywczy względem całej Litwy i wszystkich jej części składo- 
wych. Patrimonium meum unum est, terra una et homines uni - 
ojcowizna moja jedną jest, ziemia i ludzie jedni. Tak o całej 
Litwie, wyższej i niższej, i wszelakich jej mieszkańcach wyrażał 
się Witold, jako zdobycznej całości. Ten rys przetrwał. Dzisiejsi 
Litwini - Lietuvisi, choć ich niespełna dwa miljony, całą 20 mi- 
ljonową Litwę mają za swoje patrimonium. A dalej ten separa- 
tyzm WitoIdowy, przeciwpolski, bywał nieraz prokrzyżacki. 
Ów Witold, wysławiany przez Lietuvisów, przeciwko wyklętym 
spolszczonym Jagiellonom, ów czarny Wilantas siadywał za 
biesiadnym stołem malborskim, jak ukazuje go Mickiewicz. 
I ten rys przetrwał.
>>>
8 


SZYMON ASKENAZY 



 


I 
Z prowincjonalnym separatyzmem spotykał się Kościuszko 
i ostro wystąpił przeciw usiłowaniom Rady rewolucyjnej wileń- 
skiej uniezależnienia się od warszawskiej i od krakowskiego 
aktu insurekcji, i charakterystyczne jest, iż Litwin Kościuszko 
broni tu wobec Wilna wyższych praw udzielnych Warszawy 
i Krakowa, gdy natomiast separatyzm litewski wyobraża wielko- 
polanin Jasiński. Te same objawy spotykają się potem w rewo- 
lucji 1831 i jeszcze 1863, gdy władze powstańcze litewskie, za- 
grożone stryczkiem i Sybirem, spierały się z warszawskiemi 
o granice W. Księstwa. 
Plemiennej Litwie najlepsi przedstuletni Polacy serdeczną 
okazywali życzliwość. Z boleścią widziano j ak p o trzecim roz- 
biorze Prusy do swoich Litwinów kalwińskich dobrali podwójną 
liczbę katolickich. Prastarym, przepięknym językiem litewskim, 
badanym odtąd w Królewcu, wychwalanym przez Kanta, żywo 
interesował się Czacki, ale stwierdzał brak charakterów pisem- 
nych litewskich i posługiwanie się ruszczyzną w dobie przed- 
jagiellońskiej, stwierdzał napis ruski na pieczątce Olgierda. 
O ginącym języku litewskim pamiętał uniwersytet wileński. Już 
od pierwszej połowy XVIII w. były ustały kazania litewskie 
w wileńskim kościele Św. Jana - dla braku słuchaczy. Obecnie 
w 1810 r. wydał uniwersytet wileński abecadło litewskie, kate- 
chizm, elementarz litewski dla szkół parafjalnych. Z wszechnicy 
wileńskiej wyszedł j ej magister, j eden z wcześniej szych j ej uczniów, 
historyk lietuvis Szymon Dowkont, wielki, szanowny patrjota, 
pracowity badacz, lecz niestety zanadto petersburską przesiąk- 
nięty służbą i ślepą do Polski ziejący nienawiścią. Z czułą nato- 
miast miłością młody jego kolega uniwersytecki Mickiewicz 
w litewskiej rozczytywał się historji i poezji, w starych dajnach 
ludowych i heksametrach Donałajtysa. Ale on też wskazał 
prawdziwe obręby litewszczyzny i słusznie przeczył zdobywczej 
litewskiej nad Litwą udzielności. Nie mogło o niej być mowy 
ze względu nietylko na polskość, lecz i na Białoruś i głębokie 
jej przeciwieństwo do litewszczyzny. Głębiej Radziwiłłom prze- 
ciwni bylijużChodkiewicze, niż nawet Tęczyńscy. Barbara Radzi- 
wiłłówna przytaczała stare litewskie przysłowie: , ,Rusin chrzczo- 
ny i wilk: chowany djabłu się godzi". W. Księstwo Litewskie - 
konkludował Mickiewicz - przestało być litewskiem; właściwy
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOVVY 


9 


naród litewski ujrzał się w dawnych swoich granicach, jak stru- 
myk po zbytecznym opada wylewie u . Nie przewidywał Mickie- 
wicz dzisiejszego godnego podziwu i sympatji odrodzenia się 
wolnej a niepospolitej mocy narodowej litewskiej. Ale słowa 
jego pozostały prawdą do dziś dnia. Dziś najwyższy od Polaka 
należy się szacunek i pełne prawa dla samoistnego cudownego 
odrodzenia narodu i mowy litewskiej. Ale od tej prawowiernej 
zmartwychwstałej litewszczyzny odróżnia się jej "zbyteczny 
wylewu, szczególnie zaś wyzyskanie go na przeciwpolskie młyny, 
pruski i rosyjski - jak praktykuje się przez Prusy od 186 3, 
a przez Rosję od 1888, a zwłaszcza od 19 0 4-5. 
Więcej od litewskiej ważyła sprawa ruska. Było Rusinów 
w Polsce dziesięćkroć więcej niż Litwinów. Zaś poza Polską, 
nie ułomek, jak Litwini w Prusach, lecz gros Rusinów było w Ro- 
sji. Czacki rachował w Polsce 1/4 wszystkich Rusinów. Niespełna 
1/ 12 była na Bukowinie i na Węgrzech, przeszło 2/3 w Rosji. 
W Rosji był klucz sprawy ruskiej. 
Myśl zebrania Rusi przy Polsce, przejęta myśl kijowsko- 
halicka, padła nieodwołalnie w XVII w. Ostatnia w tym duchu 
próba w początku XVIII W., mazepiństwo, musiała chybić. 
Odtąd polska .w tym względzie dążność mogła być tylko konser- 
wacyjną, a i ta musiała się wciąż kurczyć. 
Sprawa ruska przed stu laty dwoiste już tylko realne miała 
widoki: albo zebranie pełnej Rusi przy Rosji, albo przywrócenie 
pełnej odrębnej Rusi. 
Pierwsza stara myśl kijowsko-moskiewska, wznowiona przez 
Piotra Wielkiego, wcielona została przez Katarzynę II w drugim 
i trzecim rozbiorze. Pozostała podwójna luka austrjacka: Galicja 
Wschodnia ze Lwowem, wzięta przez Austrję w pierwszym 
rozbiorze oraz Słowianie węgierscy. O tym dodatkowym za- 
borze myślał Paweł już jako W. Książę, planował wyprawę na 
Lwów i Budapeszt. Przejął ten plan Aleksander I. W najpierw- 
szem piśmie politycznem rosyjskiem, petersburskim "Siewiernom 
Wiestnikie" w 1805 r. ukazała się najpierwsza rozprawa rosyjska 
o " Karp ato-Russach ", o uwolnieniu Rusinów galicyjskich z pod ja- 
rzma polskiego i złączeniu z Rosją. Poczęści wcielił tę myśl Ale- 
ksander w 1809 r. przez zabór kraju Tarnopolskiego, najpierwszej 
wschodnio-galicyjskiej zdobyczy rosyjskiej, utraconej na Kongre-
>>>
10 


SZYMON ASKENAZY 


... 


l 
sie Wiedeńskim. Za Mikołaja I Paskiewicz wypracował memorjał 
o zaborze Galicji Wschodniej; wtedy też założono tam partję mo- 
skalofilską. Robota ta, rozwinięta za Aleksandra II dla odparowa- 
nia autonomji galicyjskiej, wznowiona za Aleksandra III dla odpa- 
rowania akcji austrjackiej na Bałkanach, uwieńczona została za 
Mikołaja II okupacją rosyjską Lwowa. 
Druga myśl, przywrócenia Rusi, była tworem Potemkina, któ- 
ry miał wprawdzie poprzedników, ale on to jest naprawdę niezna- 
nym dotychczas ojcem nowożytnego ukrainizmu. On, licząc, że 
jeszcze przeżyje starszą Katarzynę, chcąc wyzwolić się od Rosji, 
od Pawła, któryby go niechybnie utrącił, on, Potemkin, kat Siczy, 
przed stu laty zgórą gotował udzielną pod sobą Ukrainę, przeciw 
Rosji, przeciw Polsce, a przy pomocy Austrji. Umarł przed 
Katarzyną, pewnie otruty, więc przed wykonaniem.. Ale myśl 
jego nie zaginęła. Wtajemniczony w nią cesarz Józef II, przejął 
ją na benefis austrjacki. Został on drugim ojcem nowożytnego 
ukrainizmu. Po nim przejął ją i rozwinął Stadion. Stąd poszło 
utworzenie metropolji unickiej we Lwowie w 1805 r., przeciw 
rosyjskiej \v Kijowie. Stąd w kampanji galicyjskiej 1809 r. pod- 
niesienie lojalnych Rusinów tamecznych, zwanych odtąd Tyrol- 
czykami Wschodu , przeciwko ks. Józefowi Poniatowskiemu. 
Podjęli to dalej: Metternich, Schmerling, Taaffe. Odziedziczyli 
wreszcie w wojnie obecnej hr. Berchtold, Czernin i Armee-Ober- 
kommando i stosowali przeciw Rosji w Kijowie i Brześciu, 
a ostatniemi jeszcze podrygi stosują w tej chwili przeciw Polsce 
we Lwowie. 
Tę prawdziwą przedstuletnią genealogję ukrainizmu urzę- 
dowego stwierdzam bez żadnej ujmy dla czystej idei wolnej 
Rusi, dla której każdy Polak żywić może tylko szczere spół- 
czucie i szacunek. 
Jakkolwiekbądź ukrainizm potemkinowsko-józefiński zban- 
krutował w tej wojnie do szczętu. Doprowadzony został do 
absurdu. Ukraina istotna, dniep rzańsk a , dziś żyć nie może bez 
Wielkorosji, ani ta bez niej; muszą też obiedwie do siebie wrócić. 
Wróci tedy (mutatis mutandis) dążność Piotra i Katarzyny. 
I dlatego też Lwowa oddać nie można, bo by się go oddało nie 
Rusi lecz Rosji. A jeżeli jest jeszcze sposób położenia jej pewnej 
przynajmniej tamy i ocalenia dla przyszłości wolnej Rusi, to nie-
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOVVY 


11 


inaczej - jak przy pomocy polskiej. Tu wiele zależeć będzie od 
Rusinów, jeśli czego na zawodach tej nauczyli się wojny, a wiele 
też - od Polaków. Nie brak pięknych w tym kierunku wskazań 
przedstuletnich. Wskazania W. Sejmu, który metropolicie Rostoc- 
kiemu, prymasowi obrządku unickiego, wyznaczył miejsce w se- 
nacie. Wskazania Ks. Warszawskiego, które wprowaąziło do senatu 
Ciechanowskiego, biskupa chełmskiego. Wskazania Kościuszki, 
który miał co najmniej tyleż krwi białoruskiej co polskiej, który, 
za Insurekcji ze szczególną miłością do unickiego i dyzunic- 
kiego przemawiał włościaństwa, który odbierał wtedy tajnych 
z kozaczyzny wysłańców i jeszcze starcem w Paryżu odbierał 
dalekie z nad Donu skargi kozackie na Moskwę. Wskazania 
Mickiewicza, który w piśmie do Przyjaciół Galicyjskich naka- 
zywał szanować duchowieństwo ruskie, dzieci duchownych 
greckich i lud ruski. Wskazania Adama Czartoryskiego, który, 
stuletnim prawie starcem, w ostatnie m przemówieniu wygnań- 
czem głosił rodakom, iż "dzisiejsza nasza mowa ojczysta utwo- 
rzyła się równie może z mazurskiego j ak i ruskiego narzecza" 
i że za najlepszych czasów historji naszej na sejmach polskich 
często słychiwano posłów i senatorów przemawiających w ję- 
zyku ruskim. . 
Podobne wskazania odnaleźć można spółcześnie i w sto- 
sunku do ludności niemieckiej na ziemiach Rzpli tej. Z naj- 
większą wyrozumiałością Dąbrowski w 18oą-07 r., zdobywając 
napowrót dzielnicę rozbiorową popruską, odzywał się w swych 
proklamacjach i swoich występował działaniach i zarządzeniach 
względem nietylko rdzennej, lecz i świeżo napływowej, skolo- 
nizowanej ludności niemieckiej. Ks. Józef za Księstwa War- 
szawskiego dobroć swoją rozciągał nawet na urzędników i woj- 
skowych popruskich, osłaniając ich od mściwości zasłużonej 
zapewne, lecz jego zdaniem charakterowi polskiemu nieprzy- 
stojnej. Tą też drogą za Królestwa Kongresowego, rewolucji 
listopadowej, a zwłaszcza od powstania listopadowego pozyskanie 
ewangelickich, z pochodzenia niemieckich, żywiołów dla wspólnej 
ojczyzny polskiej mogło znaczne poczynić postępy. Sprawa 
żydowska, choć specyficzne przedstawia trudności, w pokrewnym 
przecie duchu tolerancyjnym tykana była przez Sejm Cztero- 
letni i Insurekcję, przez Kościuszkę, co Berka do siebie dopuścił,
>>>
12 


SZYMON ASKENAZY 


... 


. 


Czackiego, co o żydach pisał, Łukasińskiego, co ich bronił, Mic- 
kiewicza, co im dał typ idealizowany. 
Słowem we wszystkich odmianach zagadnienia narodo- 
wościowego najskuteczniejszą okazała się niezawodna św. Au- 
gustyna reguła: in necessariis unitas , in dubiis libertas , in omnibus 
caritas. 


IV. 


" 


Zagadnienie rządu w królewskiej Republice polskiej stało 
na bezprzykładnem połączeniu ducha monarchicznego z duchem 
wolności. Kiedy Walezy w paryskiej Notre-Dame wobec po- 
słów polskich musiał zaprzysiąc Pacta conventa, z klauzulą, 
że w razie ich niedotrzymania, Polacy wolni będą -od posłu- 
szeństwa "ipso facto ab omni fide et obedientia liberi(fiant) " , 
Paryżanie po raz pierwszy, na 200 lat przed swoją rewolucją, 
usłyszeli polskie prawo rewolucyjne rokoszu, lecz zarazem stwier- 
dzał ze zdumieniem de Thou "nieopisany majestat króla pol- 
skiego i kult dla niego poddanych, póki prawnie rządzi", "incre- 
dibilis regis in Polonia malestas ac subditorum erga eum cultus, 
dum ex prescriPto legum regnare fudicatur". 
Monarchicznym był w Polsce lud i szlachta, aż do końca 
Rzplitej. Najdemokratyczniejszy w Rzplitej Sejm Czteroletni 
rozszerzył władzę królewską. Dlatego obaliła go oligarchia. 
Jedna oligarchia bała się absolutum dominium i tę obawę szczepiła 
szlachcie. Oligarchia targowicka była skroś republikańska. 
Szczęsny Potocki, który w Paryżu zapisał się do klubu Jako- 
binów, wnet potem w Petersburgu złożył projekt zniesienia 
tronu w Polsce i zaprowadzenia czystej republiki z kolejnym 
wyborem prezydenta. 
Przeciwnie, prawowity republikanin, wróg nieubłagany 
królów i panów, gospodarz Staszic, swą wiarę republikańską 
podporządkował interesowi narodowemu. Salus papuli suprema 
lex esto. "Dobro powszechne prawem nawyższem... Stan każdy 
reprezentujący naród - to słowa Staszica - powinien mieć 
na pierwszym celu nie siebie, ale naród. Powinien stanowić 
prawa nie o sobie jednym, ale o narodzie całym. Gdzie naród 
ocaleje, tani utrzyma się stan. Gdzie naród upadnie, tam stan
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOWY 


13 


zniszczeć musi". To słowo Staszica, syna ludu, stosuje się zarówno 
do stanu szlacheckiego jak każdego innego, mieszczańskiego, 
robotniczego, włościańskiego. Tak samo większy od Staszica, 
prawy republikanin dyktator Kościuszko wstrzymał się w In- 
surekcji od ogłoszenia republiki, choć mógł to jednem uczynić 
słowem. W akcie Insurekcji krakowskiej sprawę formy rządu 
przekazał Sejmowi Ustawodawczemu. Co więcej, aktem poła- 
nieckim uwalniając chłopa i ograniczając powinności, uwłaszcze- 
nie odłożył do Sejmu. A jednak Kościuszko chciał dla chłopa 
i wolności i równości, chciał równouprawnienia ludu w rządzie 
cywilnym i wojskowym, kazał potem w legjach uczyć szere- 
gowców, dopuszczać do szarż oficerskich, stosować wybory 
oficerskie. Chciał Kościuszko, aby w Polsce rządziła głowa 
ludowa, ale nie buty. Widział dwie rewolucje demokratyczneJ 
amerykańską i francuską, lecz ani w Kongresie filadeHskim, 
ani w Konwencji i w Komitecie Ocalenia Publicznego paryskie- 
go nie widział rządów tłumu. Widział Kościuszko arystokratę 
Washingtona z większą władzą od króla Jerzego III, jak dziś 
władża prezydenta Wilsona od Jerzego V. Co więcej, widział jak 
Robespierre posyłał na gilotynę nie tylko reakcyjnych arystokra- 
tów, lecz też i maksymalistycznych hebertystów, "pour crime de 
contrerevolution". A widział też przedtem najpierwszy maksyma- 
lizm rosyjski - Pugaczewszczyznę, demagogję ciemnego Wschodu, 
rządy mużyckich butów. Był Kościuszko, jak Staszic, Kollątaj, 
Sułkowski, wielkim w Polsce chorążym uświadomionej demo- 
kracji Zachodu w dziedzinie najtrudniejszych zagadnień poli- 
tycznych i społecznych chwili. 
Rzecz godna uwagi, że i Lelewel, skroś republikanin- 
demokrata, w 1831 r. był za monarchją i taki dla Rządu Naro- 
dowego wyrysował projekt herbu Królestwa, Orła i Pogoni pod 
koroną królewską. Ale tu wchodziły w grę względy zewnętrzne, 
teraz z gruntu zmienione, te same co dziś trzymają królewskość 
w Anglji, względy na trój królewską W. Brytanję i na Indje. 
W daleką przyszłość tych zagadnień jak zwykle naj głębiej wie- 
szczym wzrokiem sięgał Mickiewicz. Stwierdzał, że "jeszcze 
w czasie rewolucji listopadowej monarchizm konstytucyjny 
wyrażał życzenia mas narodowych". Uważał tytuł "króla pol- 
skiego, w. ks. litewskiego, ruskiego i pruskiego" za strasz-
>>>
14 


SZYMON ASKENAZY 


f 


nle]Szy dla despotów, niż ogłoszenie "Rzeczypospolitej". Ale 
dodawał: "Nie przesądzamy przyszłości". Usuwał "wszelkie 
dyskusje o przyszłej formie rządu". Dosyć jest nazywać przyszłą 
Polskę Rzeczpospolitą. W swej niezwykłej "Wielkiej wojnie 
przyszłości ", gdzie ukazywał kaźń króla pruskiego, po prze- 
granej wojnie, z sądowego wyroku zwycięzców - mówił on już 
o "proletarjuszach", o dwóch przeciwnych stronnictwach pro- 
letarjackich, i prżestrzegał przed skrajniejszem, żądającem dla 
"robotników i chłopów" "równości majątków i podziału 
gruntów", i to natychmiast, "bez dyskusji", t. j. "bez sejmu". 
Z drugiej strony przestrzegał, że "klasy wyższe... wielkie po- 
święcenie zrobić powinny i tern tylko się ocalą od nienawiści, 
która przeciw tym klasom obudza się w całej Europie... (i) od 
gwałtownego przywłaszczenia cudzej własności". ;,Nie lękam 
się jednak - konkludował Mickiewicz - wpływu demagogji 
w (Polsce)... Jakobini ...najsilniejsi, to jest najwięcej utalento- 
wani i najuczciwsi, mam nadzieję, że przejdą na republikanizm 
polski... masy (ludowe Polski) czują potrzebę silnego rządu... 
Dlatego myślę, że w Polsce prędzej niż gdzieindziej z'apro- 
wadzi się porządek i może będziemy wzorem dla innych krajów". 


v. 


W wszelakich zagadnieniach odnowy wypada zawsze wracać 
do Mickiewicza, naj młodszego i najgenjalniejszego z przedstawi- 
cielskich mistrzów narodu. Tak samo i w najnaglejszem zagadnie- 
niu międzynarodowem, którego nawet tknąć nie mogłem, on 
byłby niejednej udzielił nauki... 
Skoro jednak tylekroć wspominam Mickiewicza, nie mogę 
się opędzić, powstrzymać, od podzielenia się wspomnieniem 
ostatniego jego wielkiego święta, jakie obchodziliśmy tu, równo 
przed dwudziestoleciem. Było to w 18g8 r. Odsłaniali jego 
pomnik w stulecie. Dokoła nieprzeliczone stały tłumy - mil- 
czące. A wszędy, po Krakowskiem, pełno snuło się szpiclów 
moskiewskich. Wszędy po bramach i podwórzach schowani 
żołdacy i kozacy gotowi wypaść. A gdy spadała z posągu za- 
słona słychać było tylko wielkie milczenie. I naraz stała się
>>>
- 



 


4 


. 


, 


; 


" 


........,.
",.. 



 


. . . 


, 



 


" 



 
, 


----ł 


# 


f 


r 
\ 


, 


. 
. 


JI 


-' 



 


\ . 


4 

 


... 
0411: 
c.) 
'
 
ń 
- 
:s 
- 

 


-.... 
(\o') 
O 
o. 
'-f 
'- 


'" 
;: 
() 
- 
;: 

 



 
... 
0411: ... 
c.) 0411: 

 .
 c.) 
() 

 
=ł c.) () 
- 
0411: 
ń_ 

 ł-ł 
 
'.. \,)0411: 
\,) 
tI) 

 

 ...... CU 
ń 
i: 
ł-ł c.) 
c::s 
 
 
 

 CU 
:3 

 

 

 

 '" 
C'} 
 

 
 

 
..... 
 

 
C 

 
 
":: 
ń '- ń 
ł-ł 
 
 
V) ł-ł 
 
\,) 
= 
. 
 \,) 
 
'+-.. '" 
 
C 
 
 c.) 
ł... \,) 

 

 '.. ... 
() 

 

 
c.) c.) C 


 

 :3 ń 
\,) """"
 
ń 
CI) 

 
łoi) c.) 
=ł 
-:. 

 
 () 
CU 
 
 
." "",,-:R. 
..Q., 
ts" 

 

 

 

 

 


'.. 
0411: 
\,) 
'" 
\,) 
...... -ł-) 
CU () 
t
 

 
._0411: 

ń 
... 
 
\,)
 

 
 

:x:
>>>
ZAGADNIENIA ODBUDOWY 


15 


rzecz dziwna. Cały ten ogromny, milczący tłum cicho zapłakał. 
Kto to widział wtedy, nie zapomni nigdy. Zaświeciła łza 
w spracowanem oku Korzona... Cichą łzą zamgliła się piękna 
źrenica Sienkiewicza. Ktoś z obecnych wówczas powiedział: 
"Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni". 
Dziś to się iści. Wraca się ziemia. Wraca Polska. Ale 
czy za sprawą, za zasługą pokolenia naszego? Nie. To szczęsne 
i nieszczęsne pokolenie, rozdarte, bezbronne, miało widać są- 
dzone otrzymać, nie miało sądzone wywalczyć Polski. Polska 
schodzi do nas sama, wrócona prawowitą sukcesją przodków. 
Oni to, umarli, i ci co walczyli, co trwali, i ci co płakali, daro- 
wują żywym Polskę. 
To też cudem dziś dziedziczona Polska nie należy wyłącznie 
nawet do całego żyjącego dziś pokolenia naszego, lecz i do tych 
Polaków co jeszcze i do tych, co już nie żyją. I wtedy tylko 
pokolenie dzisiejsze sprosta wielkiemu swemu szczęściu i nie- 
zmiernej odpowiedzialności, skoro potrafi zarazem i na spół- 
czesnym postępie światowym i na odwiecznej ciągłości dziejowej 
narodu oprzeć zagadnienia odno,vy Polski. 


Szkice i portrety 


3
>>>
... 


1 
l 


. 
.. 


PRZEWODNICY MYSLI POLSKIEJ U WSTĘPU 
DOBY POROZBIOROWEJ 
1795- 181 5 


Pod sam koniec XVIII w. podzielono bez ostatka Rzeczpo- 
spolitą Polską. Podwakroć wprzódy imano się części, za trze- 
cim nawrotem całość rozebrano bez ostatka. Cios był piorunowy, 
choć przewidywany, choć stopniowo troiście wymierzany, działał 
przecie jakgdyby nagły dopust przeznaczenia, jakgdyby żywioło- 
wykataklizm. Onego wielkiego gmachu państwowego, który przez 
tyle wieków mieścił i chronił tyle pokoleń, w którym one spokojnie 
rodziły się, wzrastały i kładły do spoczynku, który był dla nich 
czemś równie wieczystem, równie koniecznem, jak ten nieboskłon, 
pod którym żyły, jak ten ląd, po którym stąpały, jak to powie- 
trze, które wdychały, -onego gmachu naraz nie stało. Zburzono 
strop wspólny, okrywający powszechność, zwalono starowne 
mury szczytowe, obejmujące ją i trzymające w skupieniu, - a na- 
tomiast nowe wewnątrz podźwignięto ściany, dzieląc to, co zawsze, 
co z przyrodzenia było jedno; przebito nowe zewnątrz wyloty, łą- 
cząc to, co zawsze, co z przyrodzenia było różne. Rzecz w tej postaci 
nie miała zgoła przykładu w przeszłości. Otwierała przyszłość zgoła 
niepojętą. Doświadczenie i przezornoŚĆ stały tu jednakowo bez- 
radne. Wyobrazić sobie rój pszczelny po nagłem zniszczeniu 


Jest to odczyt, nigdzie dotąd niedrukowany, a który miał być 
wygłoszony w r. 1918 w Poznaniu, jeszcze pod rządami pruskimi. 
z koniecznem stąd maskowaniem w niektórych miejscach wła
ciwej 
myśli przewodniej; z powodu sprzeciwu władz niemieckich nie do- 
szedł do skutku.
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


17 


ula, albo gromadę mrowią po nagłem rozrzuceniu mrowiska. 
Ale stanu owoczesnej duszy zbiorowej narodu nam dziś wyobra- 
zić sobie trudno. Myśmy już w nowych warunkach rodzili się, 
chowali i do nich zdążyli przystosować się. Wytworzyła się 
z biegiem czasu nowa nabyta odporność. Inaczej - w tamtym 
pierwszym momencie klęski przedstuletniej. Stąd też ten 
pierwszy moment był niesłychanie niebezpieczny. Nic nie 
było łatwi
jszego dla oszołomionych znienacka, dla nieprzygo- 
towanych, nieprzystosowanych, jak zbłąkać się, jak runąć 
w jedną z tych trzech rozwartych przepaści, gdzie na dnie cze- 
kała zmora trójmyślna, trój cielesna, a jednako bezduszna i bez- 
kształtna, zowiąca się: wynarodowienie. Wobec takiej groźby, 
w takiej potrzebie, więcej niż kiedykolwiek trzeba było bez- 
domnemu narodowi przewodników. Oni się znaleźli. Stawili 
się na posterunku. Przeprowadzili wiernie ogół od czasów 
swoich do dzisiej szych. Inne to były czasy i drogi. Inne były 
środki. i cele. Utożsamiać je z dzisiejszemi może tylko rozmy- 
ślna złośliwość. Wtedy chodziło nasamprzód o cele państwowe, 
o środki wojenne. Dzisiaj chodzi o cele społeczne, o środki 
czysto pokojowe. Dzisiaj chodzi o służbę w obrębie ściśle kultu- 
ralnym, na polu moralnem, umysłowem i gospodarczem. Ale 
to dzisiaj wyszło z tamtego wczora i ma obowiązek żywienia dla 
niego synowskiej pamięci. Ma oraz obowiązek czerpania z niego 
ojcowskiej nauki. Dobrze będzie - teraz i tutaj - spełnić ten 
podwójny obowiązek pietyzmu, przywołać niektóre z tamtych 
przedstuletnich duchów przewodnich i zaczerpnąć nieco z nie- 
zwietrzałego miodu ich mądrości i doświadczenia. 
Pochylmy nasamprzód głowy przed tym, który od naj- 
pierwszej chwili na miejscu najpierwszem przewodnictwo objął 
i wiernie utrzymał. Przed tym, którego imię teraz właśnie, 
w tym-właśnie roku, wypomina dzwonem jubileuszowym setna 
rocznica śmierci, - dowódcy Legjonów. A przed tym zarazem, 
którego imię nigdzie, wzdłuż i wszerz całegokrajudźwięczniejszem 
nie odbija się echem, jak tutaj właśnie, na tej szczególnie od 
niego umiłowanej, starej ziemi wielkopolskiej, gdzie on naj- 
chętniej, naiżyźniejsze zbierał żniwo i gdzie też jego sza- 
nowne spoczywają prochy. Nie jest przecież dla nas Jan 
Henryk Dąbrowski wobecnem naszem rozważaniu tylko żoł- 
..
 3. 


-..... 


'. 


- ł. 

,
>>>
... 


18 


SZYMON ASKENAZY 


1 
I 


nierzem, wodzem Legjonów, albo zdobywcą Poznania. Jest on 
czemś więcej. Jest nosicielem pewnej, jemu wyjątkowo wła- 
ściwej, w niego wyjątkowo wcielonej, idei przewodniej. Ta idea 
nazywa się: ocalenie publiczne. Salus populi, suprema lex. 
Dziwnemi drogami zaiste chadza niekiedy narodowa opatrz- 
noŚĆ. Spiritus flat ubi vult. Polska zasada ocalenia publicznego 
została wcielona naj bezwzględniej w tej postaci dziej owej, będącej 
napozór, nazewnątrz, tak daleką od przeciętnego rasowego typu 
kultury polskiej. Napozór z umysłowości swojej, nawet z wy- 
glądu, wydawał się Dąbrowski raczej napoły Niemcem. Ociężała, 
niezgrabna figura, twarz nieforemna, szeroka, nalana, mowa 
powolna i skąpa, nawet strój zwykle zaniedbany, wszystko 
raczej zdawało się wskazywać czystej krwi flegmatycznego, 
mieszczańskiego Niemca. Do końca życia trudno mu było prze- 
mawiać i pisać po polsku. W domu rodzicielskim, w pierwszej 
służbie wdrożył się do niemczyzny. Do rodziny, do najbliższych, 
w chwilach krytycznych wyrywała mu się naj snadniej niem- 
czyzna; nawet w pamiętnikach wojennych, gdzie mu chodziło 
o ścisłość, niemieckiego używał języka. Wykannił się na kulturze 
niemieckiej i zawsze przez całe życie, zaraz po własnej swojej 
polskiej macierzy, dla tamtej duchowej kannicielki niemiec- 
kiej szczerą zachował wdzięczność i przywiązanie. Nienawiści 
dla ducha niemieckiego nie było w nim ani śladu; przeciwnie, 
był głęboki szacunek. Ale - to była wdzięczność, to był sza- 
cunek dla prawdziwego ducha prawdziwych Niemiec. Nie dla 
rzekomej, fałszywej onego ducha reprezentacji, nie dla rzeko- 
mych samozwańczych onego sobowtórów, podszywających się 
pod wielkie imię niemieckości, a będących tylko jej zakałą, 
będących naprawdę zupełną jej negacją. Nie dla pojęć, rzeczy 
i ludzi krzyżackich albo fryderycj ańskich, nie dla twardego 
świata mistrzów i komturów zakonnych, albo dla mętnego świata 
Lucchesinich i Lombardów, Hertzbergów i Hoymów. Ale dla 
przeczystej sfery Herderów i Lessingów, Schillerów i Goeth ych, 
Bachów i Beethovenów. Ale dla onej harmonijnej sfery, gdzie 
, w zgodnym zespole głosom Gustawa i Kordjana odpowiadają 
głosy Egmonta i Wilhelma Tella, gdzie wolnej pieśni legjonowej 
albo rewolucyjnej Fantazji listopadowej odpowiada. republi- 
kańska Symfonja heroiczna, albo chór wolności z Fidelia: F"ei-
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


19 


heit, Freiheit. Ale dla wspaniałego twórczego geniusza rzetelnej 
niemieckiej kultury, która była zjednoczona naj ściślej z wszech- 
ludzkim wysiłkiem i dobytkiem cywilizacyjnym i swoją jasną 
i gorejącą pochodnią wiedzy i uczucia przyświecała własnemu, 
a i innym narodom, ku wspólnym celom piękna i dobra. Tę to 
prawdziwą kulturę niemiecką umiał zawsze uszanować wszystek 
naród polski, umiał od niej uczyć się i z niej czerpać. Niejedno 
też dobroczynnym jej zawdzięcza wpływom. Niejednego też 
jej zawdzięcza człowieka z pośród najlepszych synów wła- 
snych. Stąd to wprost już nawet z krwi niemieckiej przyszli do 
nas tacy obywatele jak Dekert, -tacy żołnierze jak Fiszer, tacy 
uczeni jak Lengnich i Lelewel, a i bliska tu postać Kremera. 
Wszakże naj znamienitszym, najbardziej uderzającym przykła- 
dem jest w tym względzie ten szczególny owoc dwustronnego 
doboru, ten człowiek z krwi polskiej, z kultury niemieckiej, 
Jan Henryk Dąbrowski. 
Jest w ofiarnem życiu Dąbrowskiego jeden drobny epizod, 
wymowny i znamienny ponad wszelki wyraz. W jednej po- 
tyczce z nieprzyjacielem niemieckim, w chwili, kiedy Dąbrow- 
ski, biorąc baterję nieprzyjacielską, obcinał szablą lont u nie- 
mieckiej armaty, niemiecka kula karabinowa trafia go w samą 
pierś, przebija mundur, lecz uderza w książkę, którą on nosił 
zawsze na sercu i która, wstrzymując i osłabiając pęd pocisku, 
ratuje życie generała. Jakaż była ta księga fortunna, która zacho- 
wała polskiego wodza od niemieckiej kuli? T o była książka nie- 
miecka. To była Schillera "Wojna trzydziestoletnia i oswobodze- 
nie Niderlandów u . Nosił ją jak talizman żołnierz wojen napoleoń- 
skich i oswobodzenia Polski. Wielki duch niemieckiego poety sta- 
nął widocznie pomiędzy wielkim Polakiem, broniącym niepodle- 
głości swego kraju, a śmiercią, przychodzącą z ręki niemieckiej. 
Jakaż w tem podniosła nauka. Jakież dla nas uspokojenie 
i pociecha. Jakież dla innych ostrzeżenie i wyrok. A więc 
można od dziecka umieć naj piękniej władać niemczyzną w sło- 
wie i piśmie - i być i pozostać z krwi i kości Polakiem? A więc 
można nie umieć składnie mówić po polsku, ani pisać ortogra- 
ficznie po polsku - i być i pozostać jednym z pierwszych 
wśród Polaków? A więc można tamto umieć, tego nie umieć 
- i uczynić się Janem Henrykiem Dąbrowskim?
>>>
20 


SZYMON ASKENAZY 


J 
t 
( 
I 


" 


Tak jest. To wszystko okazuje się możliwem. Co więcej, 
ten szczególniejszy przydatek niemieckości, na rodzimej, rdzen- 
nie polskiej podstawie, nietylko nie zaszkodził Dąbrowskiemu, 
lecz przeciwnie, dopiero przysposobił go należycie do specyficz- 
nego jego posłannictwa. Trzeba było właśnie tego osobli- 
wego doboru, tego połączenia systematycznej wytrzymałości 
niemieckiej ze sprężystą tęgością jego polskiej natury, ażeby 
uzdolnić go do udźwignięcia onej tak wielkiej, ale też tak wła- 
śnie ciężkiej, tak przygniatającej idei ocalenia publicznego. 
Powiedzieliśmy, że ta idea w tym jednym człowieku zna- 
lazła odrazu pełny i bezwzględny wyraz. W nim jednym, w tym 
kategorycznym i absolutnym sposobie. Równi mu albo i więksi 
miewali chwile słabości i zwątpienia. Poniatowski zwątpił po 
Targowicy, Kościuszko po Maciejowicach, inni po Campo- 
Formio, po Tylży albo po kongresie Wiedeńskim. On jeden nie 
wzruszył się, nie zwątpił ani na jedno mgnienie. Natychmiast 
po wzięciu Pragi stanął przed feldmarszałkiem Su,vorowem i mó- 
wił o odbudowie Polski udzielnej, choćby pod wielkim 
księciem. Nie dało się. Wtedy, nie tracąc czasu, poszedł do 
Berlina, stanął przed Najjaśniejszym Fryderykiem-Wilhel- 
mem II i mówił o odbudowie Polski udzielnej, choćby pod 
księciem pruskim. Tu już bliżej było skutku, lecz koniec końcem 
nie dało się znowu. Wtedy poszedł do Paryża, stanął przed 
Dyrektorjatem, przed generałem Bonapartem i mówił o odbu- 
dowaniu Polski udzielnej pod protektoratem Republiki Fran- 
cuskiej. Tutaj otrzymał przynajmniej legjony. Ale kiedy 
zaczęła się i tędy psować i zawodzić krwawa robota, wtedy 
zwrócił się pisemnie do Wiednia i ofiarował swoje ramię dla 
odbudowania Polski udzielnej, choćby pod arcyksięciem. Wszy- 
stko nie dopisało. Zniesione, zniweczone wreszcie legjony, właśnie 
dziś przed 100 laty, przez wpływy możnej, choć dalekiej ręki 
rosyjskiej. Najwytrwalsi legjoniści opuścili ręce i szeregi. On jeden 
pozostał na posterunku. Przemyśliwał nawet wtedy rzucić się 
z resztkami do Turcji i planował odbudowanie Polski udzielnej przy 
pomocy padyszacha i Porty Otomańskiej. On byłby rokował z sa- 
mym Lucyperem - byle była Polska. On też pierwszy przybiega 
po Jenie, ażeby wzruszyć tę dobrą dzielnicę wielkopolską i przy- 
łożyć się do stworzenia Księstwa. On później, po pogromie na-
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


21 


poleońskim, odnajduje się w Warszawie na czele Komitetu W ojsko- 
wego, ażeby stąd czuwać nad podejrzanemi targami kongresu Wie- 
deńskiego, ażeby przedewszystkiem na gwałt zreorganizować 
armję polską i ażeby, w jej imieniu, mocnem i groźnem słowem 
w samą porę przechylić szalę wahającej się decyzji Aleksandra 
i uratować przynajmniej Królestwo Kongresowe. Kiedy zaś 
nakoniec i ten twór, tymczasowy i ułomny, w ręku W. Ks. Kon- 
stantego i Aleksandra kruchą rokował istność, wtedy on jeden, 
stary, schorowany, umierający senator-wojewoda i generał jazdy 
Królestwa Polskiego, podał rękę młodym członkom Towarzystwa 
Warszawskiego, Krzyżanowskiemu, Prądzyńskiemu, podał im 
otuchę i mądrej nie odmówił rady i w swoim testamencie naka- 
zał tym młodym: "ożywić dzielność narodu i natchnąć go ufno- 
ścią we własne siły, jednocząc go dążnością, bez względu na 
różność rządów. CI 
Tak. To był człowiek z jednej bryły. On miał to, czego nie 
mieli inni, równi mu albo i więksi. Lecz czyliż na takich wyso- 
kościach wolno wdawać się w miary i równania? Czyli można, 
jak to czyniono nieraz, mierzyć i zrównywać Dąbrowskiego 
z Kościuszką, albo księciem Józefem i wyliczać, że on nie dorastał 
jednego, nie dorównywał drugiemu? Nie. On nie był mniejszym 
od nikogo z nich. On był poprostu inny. On innej odpowiadał 
potrzebie. On inny nosił obowiązek. Cnota narodowa - to 
Kościuszko. Honor narodowy - to książę Józef. Ocalenie pu- 
bliczne - to Dąbrowski. Nie znaczy to oczywiście, aby w nim 
nie było dosyć honoru i cnoty. Tak samo, jak nie znaczy, aby 
w tamtych nie było dążności ocalającej. Ale każdy z nich wy- 
obrażał w najwyższem napięciu jedną przedewszystkiem zasadę, 
sobie przedewszystkiem właściwą, sobie powierzoną. Nie mógł 
dopuścić żadnego kompromisu ze swoją cnotą republikańską 
Kościuszko, nie mógł on akceptować Napoleona, nie było mu 
wolno, - i cofnął się do Ameryki i do Szwajcarji. Nie mógł do- 
puścić żadnego kompromisu ze swoim honorem wojskowym 
Ks. Józef, nie mógł on akceptować Aleksandra, nie było mu 
wolno - i cofnął się do wód Elstery. Inaczej Dąbrowski. On 
jest od czarnej roboty. On nie stąpa w górnych blaskach ideal- 
nego symbolu. On siedzi, jak cyklop, w dymnej, huczącej kuźni 
ocalenia publicznego, gdzie nieustanne uderzenia jego młota
>>>
22 


SZYMON ASKENAZY 


1 


biją \v jeden takt: byle była Polska. Tego wszystkiego potrzeba 
wielkiemu narodowi. Potrzeba mu i tamtych górnych symbolów 
i takiego cyklopowego sługi: wielkiemu narodowi w różnych oko- 
licznościach, w różnych czasach różnych sług potrzeba. Na progu 
czasów i okoliczności porozbiorowej doby potrzeba było naj- 
bardziej tego wielkiego realisty, jakim był Dąbrowski. 
Realistyczna akcja, jaką na samem czele szykiem frontowym 
prowadził Dąbrowski, równocześnie na skrzydłach podejmowana 
była przez innych. Należy zwrócić tutaj uwagę na jedną miano- 
wicie nadzwyczajną stronę tej akcji. Dąbrowski wprawdzie 
o Polskę walczył kolejno z każdem z trzech mocarstw rozbioro- 
wych. Walczył z Austrją - we \Vłoszech, z Prusami - pod 
Gdańskiem, z Rosją - pod Moskwą. Ale on nie miał przesądów. 
On także kolejno z każdem z trzech mocarstw rokował o Polskę. 
Wspomniałem o jego rokowaniach z rządem Katarzyny II, Fry- 
deryka Willielma II, Franciszka I. Owóż tutaj właśnie jest jedna 
rzecz nadzwyczajna. Ta inicjatywa odnowicielska bynajmniej 
nie wychodziła z samej tylko strony polskiej. Ta inicjatywa, prze- 
ciwnie, wychodziła zarówno z drugiej strony, ze strony każdego 
z tych trzech mocarstw. Nawet w\Viedniu, gdzie wtedy najmniej 
było możności wykonania, ta myśl odnowicielska podnoszona 
była samorzutnie w otoczeniu Franciszka r przez męŻÓw stanu 
austrjackich, przez arcyksiążąt Karola i Ferdynanda, który nawet 
sam dla siebie przemyśliwał o koronie polskiej. W Petersburgu 
już za Pawła I najwytrawniejsze głowy stanu rosyjskie potępiały 
podziały dokonane za jego matki-Niemki, jako ciężki błąd 
przeciw prawdziwym interesom Rosji, zaś za Aleksandra I myśl 
podniesienia przyszłej Polski pod berłem rosyjskiem skrystalizo- 
wała się już jako ustalony systemat polityczny. Tutaj to na 
skrzydle rosyjskiem pośredniczącym przedstawicielem tej myśli 
został ks. Adam Czartoryski. Ale równocześnie, a właściwie 
jeszcze wcześniej, najwczeŚlliej, myśl odnowienia Polski wyłoniła 
się tam, gdzie ongi naj wcześniej była wynikła i sformułowała się 
najjaśniej myśl podziału - w Berlinie. Berlin, który wtedy po- 
siadał Warszawę, samem tem posiadaniem był pociągany przy- 
musowo ku pożądaniu całości. Zanim jeszcze nawet uskutecz- 
niony został trzeci podział, już w Berlinie najwytrawniejsze 
głowy stanu pruskie nawoływały do złączenia całej Polski pod
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


23 


berłem pruskiem. Tutaj, na skrzydle pruskiem, pośredniczącym 
przedstawicielem tej myśli został ks. Antoni Radziwill. On to 
pośredniczył między Dąbrowskim a Fryderykiem WiThelmem. 
On dla króla wypracował formalny projekt działania. Była tam 
mowa o poruszeniu Galicji i Litwy. Koronę polską przeznaczano 
bądź ks. Ludwikowi-Ferdynandowi pruskiemu, bądź samemu 
Fryderykowi WiThelmowi. Zapalali się do tych projektów naj- 
lepsi Prusacy. Pułkownik Massenbach wołał do króla: Każdy 
winien być za tern, kto tylko dobrze życzy Prosom, światu, sobie. 
A i naj tęższy pruski statysta, baron v. Stein, dawał poklask 
temu "wysoce roztropnemu plan?wi". Radził zarazem, jako krok 
przygotowawczy do wykonania tego planu, zmienić całe postępo- 
wanie ze "szlachetną nacją polską". Tę "nację - głosił - należy 
pielęgnować, . doskonalić jej indywidualność, a me gnębić jej 
i wciskać w nienawistne jej formy wątpliwej dobroci" (Die 
polnische Nation werde erzogen nach ihrer Individualitiit, ver- 
edelt, nicht unterdruckt und in ihr verhasste Formen von zwei- 
de-utiger Gute eingezwiingt). Było to wprawdzie już po Jenie. 
Ale było to przecież wyznanie samego Steina, Freiherrn 
v. Stein, jednego z głównych twórców Prus nowożytnych, któremu 
chyba nikt nie poważyłby się odmówić najpierwszego tytułu do 
pruskiego patrjotyzmu i pruskiego rozumu stanu. Cokolwiek- 
bądź, tyle jest rzeczą niezawodną, że te same trzy potęgi, co po- 
dzieliły Rzeczpospolitą Polską, natychmiast po dokonaniu dzieła, 
każda 'na własną rękę przemyśliwała nad odrobieniem tego 
dzieła, każda na swój sposób planowała, ba, spiskowała nad od- 
budową Polski. To jest odwet absolutnej mocy przyrodzonych 
praw dziejowych nad względną siłą dowolnych pra,v traktato- 
wych. To trzeba dobrze zapamiętać. Usiłowania polskie ku 
powróceniu kraju - w różnorodnej epoce wolno piętnować jak 
się komu podoba, wolno tych Dąbrowskich i Poniatowskich, tych 
Ignacych Potockich i Adamów Czartoryskich nazywać warchołami, 
czy też przestępcami stanu. Ale trzeba przyznać, że byli \v dobrem 
towarzystwie, w towarzystwie ministerjalnych i koronowanych 
głów wszystkich trzech mocarstw rozbiorowych. 
Dopiero w świetle tego nadzwyczajnego a najniewątpliwszego 
faktu, w ś'!ietle tajnych dążeń każdego z trzech mocarstw roz- 
biorowych do przywrócenia na swój wprawdzie benefis, ale
>>>
24 


SZYMON ASKENAZY 


i 
ł 
1 


zawsze do przywrócenia wszystkiej Polski - nabierają właści- 
wego znaczenia równoległe rokowania ugodowe ówczesnych 
przewodnich działaczów polskich. Jedynie w tern rzęsistem 
a niespodziewanem świetle te rokowania mogą i powinny być 
pojęte. Powiadam, rokowania ugodowe. Tak jest. Ci ludzie byli 
ugodowcy. Pierwsi ugodowcy. I - jeśli wyłączyć poniekąd 
Aleksandra margrabiego Wielopolskiego - po dziś dzień jedyni 
i ostatni ugodowcy prawdziwi. Prawdziwi: bo oni przystępowali 
do swojej czynności ugodowej tak, jak jedynie z prawa, z logiki, 
ze zdrowego ludzkiego rozsądku może być pojmowana jakąkol- 
wiek ugoda. Przystępowali, jak jedna strona umowna do umow- 
nego aktu dwustronnego. Ich pojęcie ugody, to nie było pojęcie 
darowizny, do której nikt imieniem p owszechności nie jest pełno- 
mocen. Nie powstało im w głowie poważyć się na taki nieprawy 
z gruntu, nieważny z gruntu akt darowizny, akt tytułem darow- 
nym, a titre gratuit. Oni ugadzali się. To znaczy: przystępowali 
do aktu spełna dwustronnego, tytułem wzajemnym, a titre onereux. 
Ofiarowali życzliwość narodową, czy to jak Czartoryski - 
Aleksandrowi, czy to jak Radziwill, mniej oględnie, Frydery- 
kowi Willielmowi. Ale za swoją ofertę oni żądali waloru. Żądali 
Polski. Zaś już tymczasem na rachunek tego waloru zbierali 
prawdziwie pożywne owoce dla ogółu, w którego imieniu 
działali; zbierali nie fikcję, nie liche odczepne, nie prywatę, ale 
realny, obszerny pożytek publiczny. Zbierali Towarzystwo Przy- 
jaciół Nauk Warszawskie. Zbierali Akademję Wileńską. Zbierali 
Szkołę Krzemieniecką. Zbierali polskie szkoły ludowe na Litwie 
i Rusi. Zbierali polską obsadę urzędową w guberniach północ- 
nych i południowo-zachódnich. I to wszystko-dopiero na rachu- 
nek. I to wszystko, nie dając jeszcze nieodwołalnie niczego. Tacy 
ugodowcy bodaj się na kamieniu rodzili. I tylko taką, nie żadną 
inną ugodę oni sankcjonowali na przyszłość przewodnim 
swoim przykładem. 
Jednakowoż, jakkolwiek wysokiej próby była tęgość tych 
rzetelnych męŻÓw ugodowych, jakkolwiek na zdrowej podwalinie 
ugruntowany był punkt wyjścia roztropnych ich usiłowań, prze- 
cież rzecz z samej swojej natury tego jest rodzaju, tak trudna 
i obosieczna, tak subtelna i śliska, że nawet dla nich łatwo stać 
się mogła niebezpieczną. Z samej natury tej drogi, nawet dla nich,
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


25 


to była droga na ostrzu klingi. Z samej natury tego zagadnienia, 
nawet dla nich, to było zagadnienie, niedopuszczające najIżej- 
szego uchybienia od najściślejszych wymagań naj ściślejszej 
równowagi i miary. W tych rzeczach miara i równowaga - to 
wszystko. O dokładną miarę, o pełną równowagę chodziło tu 
bezwarunkowo. Chodziło o to, aby wagi nie przechylił przed- 
wcześnie i zbytecznie ani Radziwiłł w Berlinie, ani Czartoryski 
w Petersburgu. Chodziło o to, aby być językiem wagi. Aby nie. 
rzucić się nie oględnie na jedną albo drugą szalę i wyzbyć się 
własnowolności wyboru. Aby nie ulec ani kuszeniu jednej, ani 
prowokacji drugiej strony. Aby nie zdać się na łaskę i niełaskę 
Fryderyka Willielma III, chociażby on nawet dał pozwolenie 
na Towarzystwo Przyjaciół Nauk i chociażby :paweł I uciskał 
silniej i posyłał feldjegrami szlachtę na Sybir. Ale także, aby nie 
zdać się na łaskę i niełaskę Aleksandra I, chociażby on nawet dal 
pozwolenie na pomnik Ks. Józefa Poniatowskiego i chociażby 
Vossczy Schroetter sprowadzali kolonistów z Westfalji i niemczyli 
gimnazjum Ivlarji Magdaleny. Chodziło koniecznie o to, by za- 
chować miarę, równowagę, spokój, zimną krew, aby nie oddać 
się nieodwołalnie, aby nie oddać swego prawa pierworodztwa za 
łyżkę soczewicy, za chwilowe zaspokojenie jakiej, chociażby 
słusznej potrzeby, za chwil0'"Y wybuch jakiego, choćby naj- 
słuszniejszego oburzenia, aby nie ubezwłasnowolnić, nie związać, 
nie zbłąkać, nie wypaczyć, ani w jednym, ani w drugim kierunku 
tej rzeczy, tak czułej, tak misternej, tak wrażliwej, tak łatwo 
ranionej, tak trudno uleczalnej, a tak drogocennej i świętej: 
sumienia narodowego, poczytalności narodowej, samowiedzy , 
narodowej. 
Owóż właściwa 
amowiedza narodowa w owej dobie przed 
stu laty, była jeszcze o ten cały stuletni rozwój młodszą od naszej 
spółczesnej, byłą o tyleż mniej dojrzałą, mniej skonsolidowaną, 
mniej obronną. Pod tym względem, pod \vzględem samej pod- 
stawowej idei samowiedzy narodowej, pod względem powszech- 
nego, konsekwentnego, jasnego uświadomienia, sformułowania, 
ustalenia tej idei w duszy każdego obywatela bez różnicy stanu 
i stronnictwa, jesteśmy dziś niewątpliwie starsi o całe stulecie XIX. 
Podobnie zresztą, jak i inne narody europejskie, które tak samo 
w ciągu tego XIX stulecia p od tym \vłaśnie ",.zględem wyd osk 0-
>>>
26 


SZYMON ASKENAZY 


f 
I 


naliły się i dojrzały. Dziś byłoby oczywiście niepodobieństwem, 
ażeby jak przed 100 laty, emigranci francuscy, w sojuszu z koalicją 
europejską, uderzali na Francję. Albo, ażeby Rheinbund nie- 
miecki, w sojuszu z Napoleonem, uderzał na Niemcy. Samo- 
wiedza narodowa wszędzie odtąd wyklarowała się i zmężniała. 
Wtedy przed 100 laty nie była jeszcze dosyć męską i klarowną. 
Nie była dostatecznie uświadomioną. Stąd też, jak organizm 
młodociany, nierozwinięty jeszcze w pełni, była podatniejszą do 
wyłamania się, do spaczenia. W tern tkwiło niebezpieczeństwo. 
W rzeczy samej tego niebezpieczeństwa niewszędzie też 
zdołali ustrzec się najroztropniejsi pośród przewodników ówcze- 
snych. Ks. Czartoryski i ks. Radziwiłł w niektórych momentach 
krytycznych pokrzyżowali się z ks. Józefem. Szczególnie 
pierwszy z nich, jakkolwiek sternik wytrawny, na swoim szlaku 
od strony rosyjskiej, był narażony na naj niebezpieczniejsze pod- 
wodne rafy, które niezawsze całkiem szczęśliwie zdołał ominąć. 
Natrafiał on z tej strony już wtedy za Aleksandra I na niebez- 
pieczne wiry słowianofilskie. N atrafiał na separatystyczne prądy 
litewski i ruski. W tern wszystkiem tkwiły groźby poważne i da- 
lekonośne. A tymczasem elementarne nawet pojęcia narodowe 
jeszcze były zmącone, chwiejne, nieukształtowane w najpierw- 
szych nawet i naj zasłużeńszych głowach - czyliż biskup Alber- 
trandy, przewodnik Towarzystwa Przyjaciół Nauk w pruskiej 
\Varszawie, nie zagajał swojej przemowy od oświadczenia, że 
naród polski nieodwołalnie "przelany w obcą narodów bryłę" ?.. 
Czyliż Tadeusz Czacki, przewodnik szkolnictwa w rosyjskiem 
Wilnie, nie otwierał wiekopomnego swego dzieła od oświadczenia, 
że nieodwołalnie "już naród polski jest wymazany z liczby na- 
rodów" ?.. Tak więc ci sami ludzie co naj dzielniej pełnili służbę 
narodową, z własnej swej służby nie zdawali sobie należycie 
sprawy. Takie pomieszanie pojęć mogło w swych skutkach wy- 
rządzić nieobliczone, niepowetowane szkody. Trzeba było z tern 
skończyć. Trzeba było koniecznie jasno zdefinjować i ustalić, 
jakgdyby chemicznie w czystym stanie osadzić raz na zawsze 
niewzruszone pierwiastki narodowej samowiedzy. 
Otóż ten arcyważny proces oczyszczający i klarujący do- 
konany został dla nas przez ludzi Księstwa Warszawskiego i w tern 
ich zkolei kapitalna zasługa przewodnia. Zrobili oni dla nas to
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


27 


samo, co dla Niemiec zrobili spółcześni ludzie doby wojen o nie- 
podległość (Befreiungskriege). Ustalili samowiedzę publiczną. 
Odpowiedział Albertrandyemu Hebdowski: "nie przelać polskiego 
dzwonu w pruską armatę". Odpowiedział Czackiemu Kniazie- 
wicz: "Polska wymazana jest dzisiaj z liczby mocarstw", nie 
narodów. Ustalono raz na zawsze dystynkcję pomiędzy nie- 
śmiertelnym przedmiotem narodowym, a przechodnim przed- 
miotem politycznym, pomiędzy wieczystą istotą, a zmienną 
powłoką. Wynikające stąd rozległe konsekwencje i żywotne 
zastosowania rozwinął natychmiast z jasnowidzącą potęgą, 
mocny, razem trzeźwy, bystry i lotny umysł Kollątaja. Przy- 
szedł stary, znużony, stojący nad grobem Kollątaj, wyzbyty 
ze swoich doktrynerskich zapędów, napojony spokojną, przed- 
śmiertną mądrością, przynosząc krajowi w darze swoje "Uwagi 
nad tą częścią Polski, którą zaczęto zwać Ks. \Varszawskiem". 
Już w samym tytule wznosił się świadomie ponad chwilowy 
twór polityczny do wyżyny powszechniejszej, kulturalnej całości. 
Położył na czele tych Uwag godło: Nil desperan-dum. Wystawił 
w nich ścisłe pojęcie "nacjonalizmu" polskiego, sięgające od pra- 
wego brzegu Odry do Dźwiny. To pojęcie nieistniejące państwo- 
wo, ale kulturalnie wykonalne, chce on mieć nawskroś zwartem 
i jednolitem. Wydala z niego wszelkie mętne pomysły federa- 
cyjne, wszelkie niejasne wyobrażenia jakiejś nie organicznej 
mieszaniny, jakiejś kultury politycznej. Wydala z niego przede- 
wszystkiem dwuznaczne hasła słowianofilskie. Zrywa z głosem 
"duchów prowincjonalizmu". Uznaje w nich i śmiele ogłasza za- 
przeczenie jednolitego ducha kultury polskiej. Powołuje wielką 
tradycję unji, zjednoczenia z Litwą, nie federacji, nie towarzystwa. 
Byłyby ,vewnętrzne porządki federacyjne - tak obwieszcza - 
dla ducha polskiego równym uciskiem, ró,vną rozpaczą, jak same 
zagraniczne czynności rozbiorowe. Ideał rozwoju kultury polskiej 
w tym silnym za\\riera obrazie: "nikt nie będzie więcej Litwinem, 
Wołyniakiem, Podolakiem, Kijowianinem, nikt Rusinem, ale 
wszyscy będą Polakami". To będzie, jego słowy, jedyne "przy- 
jemne hasło", jedyna "wielka reforma". \Vskazuje Rusinó\\ 
Księstwa, których biskup zasiada w senacie, Rusinów siedleck'ich 
i lubelskich, Rusinów-Polaków. uW kraju - po,viada - 
który dawniej zwaliśmy woje,vództwem ruskiem, lud pospolity
>>>
28 


SZYMON ASKENAZY 


naj piękniej mówi polszczyzną". Oparł się twardo Kollątaj już . 
zgóry przeciw rozkładowym pojęciom oportunistycznym i atomi- 
stycznym, jak gdyby już zgóry przewidział ich rozrost w opinji 
pod wpływem słowianofilskiej teorji emigracyjnego krótko- 
widztwa, wreszcie austrjackiej praktyki i przykładu. Stanął 
natomiast twardo Kollątaj przy dobroczynnej, tolerancyjnej) 
miłującej, ale spławiającej, jednoczącej tradycji, przy tradycji 
unji kulturalnej polskiej. Przypomniał rozliczne jej obowiązki, 
zaniedbania lub zgoła puszczenia w niepamięć najdalszych obo- 
wiązków. Przypomniał jej obowiązki dla ludu śląskiego. "Dja- 
lekt" śląskiej mowy - mówi ten wielki człowiek, ten wielki 
przewodnik, - to jest djalekt sieradzki". Kollątaj był pierw- 
szym, który już wtedy przypomniał o starej piastowskiej dziel- 
nicy. I znowu jak gdyby już z góry przenikliwym wzrokiem prze- 
bijał daleką przyszłość. W tej przyszłości, której dzisiaj jesteśmy 
świadkami, ruszyły naprzód wszystkie wielkie narody europejskie 
w szalonym ekspansywnym rozpędzie, rozparły daleko swoją 
władzę i wpływy, daleko poza naturalne swoje granice, daleko 
nawet poza lądy i morza. Skromniejsza nierównie i przyzwoitsza 
polskiej myśli ambicja, polskiej kultury obowiązek, nie drogą 
gwałtownego podboju, ale pokojowego odboju, nie orężem po- 
skramiać co cudze, ale rodzimą stronę przynosić między swoje: 
tutaj są polskie Finlandje, Kaukazy i 
longolje, tutaj nasze 
Szlezwigi, Lotaryngje, Kameruny, tutaj Bośnie i Hercegowiny, 
tutaj Sjamy, Erytreje i Transwaale. I tędy też, ku tym najbliż- 
szym swojskim strefom, ku pokojowym, swojskim pośród nich) 
odbojowym, restauracyjnym pracom, wskazała drogę przewidu- 
jąca rozwaga przedstuletniego przewodnika. 
Nie był zresztą w tym kierunku odosobnionym przewodnikiem 
Kollątaj. Na inny sposób, z mniejszą może konsekwencją 
w abstrakcji, lecz z dzielną w praktyce sprawnością, dotrzymy- 
wały inne pokrewne duchy bystremu polotowi myśli kollątajo- 
wych. Mnożyły się na Litwie i Rusi błogosławione prace edu- 
kacyjne Czartoryskiego i Czackiego. Obrócił Staszic osobliwą 
ojcowską pieczę na ludność ruską i unicką. Syn mieszczański. 
bliski ludu, został dobroczyńcą włościan hrubieszowskich, obda- 
rzył ich ziemią, wlał w nich swego ducha. Mniejsza zapewne, 
albo żadna, jeszcze była możność, od ściany zachodniej kulturalne
>>>
PRZEWODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


29 


podejmować dzieło, późniejszym dopiero zostawione czasom. Ale 
pamiętać należy, że i tutaj już wtedy ziarno zostało rzucone. Albo- 
wiem dla oceny wysiłków duchowych każdej epoki nietylko 
wschodzące w niej samej spółcześnie kłosy liczyć potrzeba, ale 
także rzucone przez nią, ukryte, ciche, w głębiach ziemnych do- 
piero puszczające nasiona. Potrzeba, obok widomego miernika 
zasługi, brać w rachubę oraz ów miernik niewidzia1ny narazie, 
który odsłania drugie zkolei pokolenie. "Z owoców ich poznacie 
je", mówi Pismo. Z dzieci poznacie ojców. Wtedy to, na po- 
czątku XIX stulecia, na dalekiej Litwie narodziło się królewskie 
dziecię jagiellońskie, prawy sukcesor Zygmunta Augusta, l\lickie- 
wicz. Ale wtedy także na ubogim Śląsku urodził się chłopski 
syn piastowski, skromny Paweł Stalmach. Tamten objawił się 
powszechności w błyskawicach genjuszu. Ten z pochylonem, 
uznojonem czołem, swojej biednej ściślejszej służył dzielnicy. 
Obadwaj dzieci duchowe jednej przewodniej epoki, obadwaj też 
spotkają się na kartach złotej narodowej księgi, gdzie obok 
wielkich klejnotów koronnych, wszelką sierocą ofiarę troskliwie 
zapisuje niemylna wdzięczna pamięć potomnych, zaś zapisuje 
naj troskliwiej owe ofiary najwyższej ceny, nie mające sobie 
ceny, jakie przychodzą wprost od ludu. 
Na sprawy ludu, na potrzeby ludu najbaczniejszą też 
wcześnie zwrócili uwagę pierwsi przewodnicy rozważanej doby. 
Sędziwy ks. Piramowicz i jego uczeń Ignacy Potocki: skromny 
pleban kurowski i były marszałek litewski, były prezydent i były 
sekretarz Towarzystwa Ksiąg Elementarnych, podali sobie ręce 
w zbawczej pracy nad oświeceniem ludu. Opracowali oni pierw- 
szą i jedyną wtedy Encyklopędję dla prostego ludu, wyprze- 
dzając wszystką Europę w świadomem dążeniu do edukacji mas 
wiejskich. W położeniu włościan w Ks. \Varszawskiem w tym 
czasie radykalna dokonała się zmiana. Konstytucja Kgęstwa 
i Kodeks Napoleoński zapewniły chłopu równość przed prawem 
i wolność osobistą. Ale Kodeks dał chłopu samą wolność bez 
ziemi. Pozostała pańszczyzna, zniesiona we Francji, a nie 
było drobnej własności ziemskiej, stworzonej we Francji przez 
Rewolucję. Ciemne, zbiedzone masy włościańskie, naraz usa- 
mowolnioneJ ruszyły się z miejsca, szukając lepszego bytu. 
Aleć były zamknięte w ciasne m kole Księstwa, w kraju jeszcze
>>>
'" 


J 


30 


SZY1trON ASKENAZY 


bez przemysłu, więc bez zarobku, i tracąc ojcowiznę, jeno zmie- 
niały dziedziców i powinności. Wyludniły się gospodarstwa, 
lud w wielu miejscach jeszcze zbiedniał. Podniosły się w jego 
obronie wymowne głosy, głosy za rozwinięciem kodeksu w kie- 
runku gospodarczym; pierwsze głosy w sprawie oczynszo- 
wania, w przyszłości - uwłaszczenia. Zaczęto pojmować, że 
trzeba koniecznie znieść pańszczyznę i do układu dzierżawnego 
między dziedzicem a włościaninem wnieść zobowiązanie dania 
zamiast zobowiązania czynienia, wnieść zamiast robocizny - 
opłatę czynszową. Nie miało sposobu Ks. Warszawskie w krót- 
kiem swem trwaniu, pod ciągłą nawałnicą wojenną, jąć się tej 
wielkiej spra\\y. Nie zdążył jej następnie rozwiązać sejm 183 1 r. 
pośrodku zawieruchy rewolucyjnej. Ale jeszcze przed samą 
ostatnią katastrofą krajową, w duchu już zapoczątkowanym 
za Księstwa, miało podjąć się uczciwie i szczerze warszawskie 
Towarzystwo Rolnicze - niestety, zapóźno. 
Wyprzedzała poniekąd i w tej sprawie arcyzawiłej i arcy- 
doniosłej usiłowania dalekiej przyszłości rozumna troska pierw- 
szych ludzi porozbiorowych. Wstawiał się za realnemi potrze- 
bami ludu Amilkar Kosiński, wstawiał się stary wielkopolanin 
vVybicki, co jeszcze przed ćwierć wieku był redagował Andrze- 
jowi Zamojskiemu względne dla włościaństwa artykuły Pro- 
jektu Praw - a już rwał się duszą ku potrzebom ludowym 
młody Lelewel i gorszył się na widok, jak opuszczone półwłóki 
do dworskiej przyłączano ziemi. Wszakże najmocniejsze akcenty 
wydobył wielki syn ludu, nadawca hrubieszowski, Stanisław 
Staszic: " Każdy kto żyje w towarzystwie, rolnikowi życie winien... 
Cokolwiek inne stany uczynią dla wieśniaka, uczynią dla kra- 
ju... Gdziekolwiek rolnik shańbiony, tego kraju szlachcic w po- 
gardzie" . Zaś zarazem swoją ognistą, zdrową, chłopską wy- 
mowę wręcz już obracając do ogółu: "Zamiast rozpraszać się 
po obcych stolicach - wołał Staszic - gromadźcie się w naro- 
dowe miasta. Tam działajcie na tę najtęższą sprężynę władz 
ludów: umysł narodowy". Aż w końcu, z chłopskim, prostym 
i jędrnym prawdy instynktem, wiekopomne, po wszystkie czasy 
ważne i przewodnie, rzekł wyrazy: "Paść może i naród wielki; 
zniszczeć nie może, tylko nikczemny".
>>>
PRZE'VODNICY MYŚLI POLSKIEJ 


31 


Ale dosyć. Niedosyć, nie tyle zapewne, ilebym mógł, ile- 
bym chciał, ilebym powinien powiedzieć, aby wyczerpać wszyst- 
kie zasługi tych postaci sterniczych, wyczerpać oraz wszystkie 
nauki, jakie nam oni zostawili w puściźnie. Ale o wyczerpaniu 
tych rzeczy tutaj i teraz nie może być mowy. Nie z wyczerpu- 
jącem też, nie z wymierzonem, wyuczonem przychodzę słowem, 
ale z tern, które samo się ciśnie na tern miejscu, pośród tych 
okoliczności i czasów. Inne to zgoła, powtarzam, okoliczności 
i czasy, niż tamte przedstuletnie. Inne w nich zgoła, czysto poko- 
jowe i czysto kulturalne zadania. Aliści te zadania dzisiejsze 
na swój sposób niemniej, jeśli nie więcej, poważne i ciężkie, 
niemniej, jeśli nie więcej, żywotne i śmiertelne, niż tamte z przed 
stulecia. Wtedy, przed stuleciem, było zagadnienie państwowe. 
Wtedy stało się wobec podziału Rzeczypospolitej, czyli, jak się 
wyraziłem, wobec zburzenia mieszkalnego gmachu państwo- 
wego. Teraz stoi się już wprost wobec bytowych zagadnień 
społecznych. Teraz nie chodzi już o utraconą formę mieszkalną, 
o utracony dach i mury państwowe. Chodzi o nagi byt fi- 
zyczny i moralny społeczeństwa. Chodzi o te dwie rzeczy rdzenne 
i istotne: po pierwsze, o samą ziemię, o tę glebę życiodajną, 
która grozi z pod nóg się usunąć, i powtóre o samo, utrzymujące 
przy życiu, jednolite samopoczucie spoleczne, które grozi roz- 
prysnąć się na swoje części składowe, rozlecieć się, rozpuścić na 
swoje pierwotne atomy. Opowiada legenda starożytna o Ante- 
uszu, synu ziemi, niepokonanym, póki się. stopą dotykał rodzi- 
cielki, i którego dopiero, uniósłszy go z ziemi, mógł zdławić Hera- 
kles. Taką anteuszową istotą jest wszelka społeczność: niezmo- 
żona pod żadnym herkulesowym uściskiem, póki na ziemi sv;o- 
jej wsparta, lecz od ziemi oderwana - bezsilna i śmiertelna. 
To jedno. To zwłaszcza dla tej wielkopolskiej dzielnicy niezmier- 
nie dziś doniosłe. A teraz drugie, równie ważne, z\vłaszcza dla 
dalszych kresów polskiej kultury. Opowiada Benvenuto Cel- 
lini o rozlicznych wymyślnych truciznach, praktykowanych \v do- 
bie Renesansu, i o jednej mianowicie, z nich wszystkich najsubtel- 
niejszej , najskuteczniejszej , na którą nie było leku ani zbawienia. 
Ta najpierwsza trucizna Renesansu, najzjadliwsza i bez ratunku 
zabójcza, to był pył stłuczonego djamentu. Takim djamentem 
jest w swojem zjednoczeniu łączne, jednolite samopoczucie 
Szkice i portrety 4
>>>
32 


SZY
łION ASKENAZY 


powszechnej całości, drogocenny, bezcenny djament: ale ono 
także jak ów renesansowy djament, rozprysłe, rozbite na miaz- 
gę, na drobne plemienne pyły, staje się zabójczą trucizną, która 
wżera się we wnętrzności społeczne, przenika je i rozdziera bez 
ratunku, śmiertelną sprawiając niemoc. Zaiste, wielkie to wszyst- 
ko i fundamentalne sprawy; niesłychana ich waga, niezmierna 
ich zawiłość; i nie trudniej też, jeśli niełatwiej jeszcze, do nich 
nie dorosnąć, w nich się nie opatrzeć, w nich się pobłąkać, jak 
w tamtych minionych sprawach przedstuletnich. Lecz jeszcze. 
przez to nie godzi się dopuścić do siebie obawy ani zwątpienia. 
Umiała młodsza o stulecie, dzielna przecie i jasna myśl polska, 
w przebytych ciężkich przeprawach znachodzić sobie przewod- 
ników, jakich jej było potrzeba: potrafi ona i w teraźniejszej 
uciążliwej dobie znaleźć sobie, wydać z siebie, z samej siebie 
zrodzić wiernych i roztropnych sterników, i potrafi, w ślad za 
nimi, męska, silna, doświadcwna, spokojna, dla tego i dla 
następnych pokoleń torować i ubezpieczać górną, aniemylną 
drogę postępu i rozwoju, wiodącą ku szczytom narodowych 
i 
przeznaczen.
>>>
ANGLJA A POLSKA 


I. 


Stara Anglja nie\viele troszczyła się o dawną Rzpltę Polską. 
Był to dla niej przedmiot zbyt odległy, egzotyczny, wykraczający 


Rękopis składa się z 4 oddzielnych części: 
I. Wykończona I część, 
2. Bruljony i szkice I części, 
3. Szkic i początki II i In części (A. a. P.) oraz luźne przypiski 
i notatki. 
Cały rękopis pochodzi z czasów pobytu w Montreux, pisany był 
przed zakończeniem wojny (na co wskazuje zwrot na str. 13: "dzisiej- 
szego ces. niemieckiego"), prawdopodobnie łącznie z ogłoszeniem arty- 
kułu na ten sam temat w Revue politique internationale. mai-juin 19 1 7. 
ale zarÓwno w porównaniu z tym artykułem, jak i przedmową do książki 
Eug. \Vawrzkowicza "Anglja a sprawa polska 1813-15" jest to rzecz 
znacznie szerzej ujęta i dokładniej potraktowana. 
Rekonstrukcja zupełna tych fragmentów w. znaczeniu dokończenia 
pracy zaczętej jest niemożliwa, gdyż w celu dokończenia trzebaby na- 
pisać rzecz przewyższającą rozmiarami 4-krotnie niemal rękopis, t. j. 
prowadzić dalej rzecz rozpoczętą przez następujące momenty: roz- 
biory, czasy napoleońskie, kongres wiedeński, rok 1830-31, czasy emI- 
gracji, wojnę krymską, rok 1863-64. Dopełnienie tak znaczne obcego 
pióra, rzeczowo i stylowo inaczej ujęte. odbiegałoby znacznie od rOz- 
poczętego artykułu. 
Fragment pozostawiony w rękopisie jest jednakże tak cenny, że 
ogłaszamy go, ograniczając się przytem do tekstu I części i początku 
II do słów ni tern wielką oddała mu usługę", gdyż dotąd tekst jest 
wykończony. Dalszą część naszkicowaną tylko i jeszcze nierozwi- 
niętą, dajemy w dalszym ciągu w na'wiasach i petitem. 


4* 


I
>>>
34. 


SZYl\10N ASI(E:NAZY 


poza właściwy widnokrąg jej ówczesnej polityki zagranicznej. 
Ośrodkiem głównym tej polityki, jak wiadomo, porrlimo przer\\' 
i zgód pozornych, była wtedy i na długo pozostała odnawiana 
ciągle rywalizacja z Francją. Ale stara Francja, przeciwnie, 
bardzo :wcześnie i żywo zajnlowała się Polską i wciągała ją 
w koło intere;ów swoich. Już za Franciszka I, potem za Hen- 
ryka IV, usiłowała związać ze sobą Polskę ścisłem przymierzem; 
osadziła na jej tronie Henryka Walezego, a i później próbowała 
osadzić tam książąt Conde lub Conti. Zachowała też prawie 
do końca pewien wpływ polityczny na rząd i sejrrlowanie, a więk- 
szy jeszcze kulturalny na społeczeństwo polskie. Jakkolwiek 
zaś ten stosunek Francji ancien 'Yegil1
e' u do Rzpltej Polskiej, 
z wielu \vzględów, w praktycznem swenl zastosowaniu podlega 
nader surowej krytyce, to jednak, w san1ej zasadzie, znamio- 
nował on ze strony francuskiej bądź co bądź szersze, dalej 
sięgające pojęcie solidarności międzynarodowej. Brak takiego 
pojęcia, w tyrrl przynaj
niej stopniu, i stąd nieró",
ie ciaśniej- 
szy widnokrąg międzynarodowy cechował natomiast ó"\vczesną 
Anglję. Tą cechą psychopolityczną głównie też tłumaczy się 
stały naogół, z przygodnemi tylko wyjątkami, indyferentyzm 
jej \vzględem Polski. Podobne stanowisko obojętne zajęła Anglja, 
jeszcze niedorozwinięta mocarstwowo, względem Rzpltej, bę- 
dącej wtedy, u szczytu potęgi, jednym z najpierwszych państw 
europejskich. l\:lusiało to a fortiori odbić się na późniejszej obo- 
jętnej postawie Anglji \vielkomocar;twowej \vzględem Polski 
upadającej. 
Stosunki dyplomatyczne polsko-angielskie w XVI i XVII 
wieku, ilościowo dość ożywione, jakościowo pozostały bezpłodne, 
nosiły charakter przeważnie formalny. Wprawdzie ze strony 
polskiej niejednokrotnie zwracano SIę do Anglji w twardych 
przeprawach, jakie z groźnymi sąsiadan1i swymi przechodziła 
Rzplta. Zwracano się z Krakowa do korony angielskiej, jak 
i do innych współczesnych monarchó\v chrześcijańskich, z wy- 
łuszczeniem ciężkich krzywd doznawanych od kf\vawej zachłan- 
ności Zakonu Krzyżackiego. Podobnież w późniejszym znów 
okresie, zaniepokojony rozmachem zdobywczym Iwana Groź- 
nego, ostatni z Jagiellonów przed ostatnią. z Tudorów prorocze 
swoje z tego powodu wynurzał obawy. "Nie możemy - pisał
>>>
ANGLJA A POLSKA 


35 


Zygmunt August do królowej Elżbiety (z Knyszyna 1567) - 
dopuścić handlu z Moskwą nietyIko dla własnych interes6w na- 
szych, ale też ze względu na dobro religji i wszystkiej społeczno- 
ści chrześcijańskiej", albowiem gwałtowny wzrost zbrojnej potęgi 
moskiewskiej musi obr6cić się "na wielkie pokrzywdzenie całego 
Chrześcijaństwa i to znacznie prędzej, aniżeli wielu dzisiaj przy- 
puszcza". Ze swej strony wkrótce potem mądry car Iwan Wa- 
syljewicz, który dopiero co w nieszczęśliwej z Polską wojnie był 
odwołał się, w imię tajnych widoków na unję kościelną Moskwy 
z Rzymem, do pośrednictwa papieża Grzegorza XIII i cesarza 
RudoHa II, zkolei, w imię powinowactwa wiary anglikańskiej 
a prawosławnej, odwołał się do Elżbiety, dopraszając się jej 
przymierza przeciw zwycięskiemu królowi polskiemu Stefanowi 
Batoremu. W tym celu wyprawiony do Anglji z poselstwem 
djak carski, Pisiemskij, na konferencji w Greenwichu (1583), 
ile tylko przez tłumacza wobec ministrów angielskich wysłowić 
się zdołał, jak naj mocniej przed nimi oskarżał Polskę, jako 
sojuszniczkę i służebnicę papieża i cesarza rzymskiego. 
W ogólności przecie ze strony angielskiej niebardzo wtedy 
reagowano na odgłosy pochodzące z dalekiej Sarmacji. W do- 
datku tymczasem ostatecznie zdobycie Anglji przez reformację 
a odzyskanie Polski przez katolicyzm jeszcze bardziej utrudniło 
głębsze porozumienie się obustronne. Niefortunnie wybrał 'się 
Jakób I, kiedy owoc swych roznlyślań teologicznych, swoje 
"Basilikon Doron" posłał do Warszawy w upominku Zygmun- 
towi III Wazie. Pobożny kr61 polski, wyczytawszy heretycki 
W}'\vód swego kuzyna angielskiego, iż mOJ)archowie niczyjej 
kościelnej nie podlegają jurysdykcji i są niby papieżami u siebie, 
tak się zgorszył i przeraził, że kosztowne dzieło rzucił do ognia, 
palącego się na kominku. W tym samym prawie czasie ukazały 
się w Krakowie łacińskie "Rozmowy" kanonika sandomierskiego 
Cichowskiego (1615), gdzie ]akób I nazwany był Juljanem 
Apostatą, cały dom Stuart6w za herezję srodze karcony, i navvet 
sprawcy spisku prochowego (Glt.npowder plot) wzięci w obronę. 
Natychmiast, imieniem obrażonego króla swego, poseł nadzwy- 
czajny angielski w Warszawie, sławetny John Dickinson, do 
samego Zygmunta z mocnym wystąpił protesten1, żądał spalenia 
tak niecnej książki publicznie na rynku krakowskim i surowego
>>>
.... 


36 


SZYMON ASKENAZY 


ukarania zuchwałego jej autora. Wszakże król polski, w odpo- 
wiedzi na kategoryczne to żądanie, przez zręczne pismo kancler- 
skie wymówił się grzecznie, z uwagi, że w Polsce cenzura ksiąg 
duchownych nie do tronu, lecz do Kościoła należy. 
Zacieśniły się nieco stosunki polsko-angielskie, nie bez \VPły- 
wów natury kościelno-politycznej, za Karola I. Pośredniczył on 
przy rozejmie między Polską a Gustawem Adolfem szwedzkim 
(I62g}. Negocjatorem-rozjerrlcą był tu doświadczony sir Thomas 
Roe, który. sam w Polsce bywał i w pismach swych życzliwie 
Polaków wspomina. Z niemniejszym też o Polsce szacunkiem 
odzywa się w swych relacjach inny współczesny poseł angielski, 
Francis Gordon, który w obozie polskim asystował świetnemu 
zwycięstwu Władysława IV pod Smoleńskiem. RÓ\\1Jlocześnie 
także i ze strony polskiej częste do Karola szły poselstwa od 
króla Władysława. I podobnież jak przedtem we Francji, na 
dworze Walezych, uczony Thuanus i jego współcześni podziwiali 
powagę, bogactwo i ukształcenie przybywających nad Sekwanę 
przedstawicieli Rzplitej, tak teraz w Anglji na d\vorze Stuartó"'
 
Fodziwiano świetność i ogładę delegacyj polskich, \vspaniałość 
darów, szczególnie przybranych w cudne rzędy koni, przywo- 
żonych dla króla Karola, kosztowne stroje i bronie posłów i ich 
świty, piękne ich oracje łacińskie, całą postawę i zachowanie 
się' roztropne, taktowne, poważne. "We wszystkiem Angielczy- 
kowie bardzo nas chwalą - zapisuje z ukontentowaniem jeden 
z tych właśnie ówczesnych do Anglji wysłańcó\v polskich - 
...jedno, że żałują między fraucymerem, iż koszul nie mamy 
a głowy golimy... zgoła in summa legacj a nasza królewska bardzo 
grata et iudicio omnium A nglorum rządna et splendida H . Szcze- 
gólniej zajmujące są zapiski podróżne Jana Zawadzkiego, sta- 
rosty świeckiego, który dwukrotnie od Władysława do Szkocji 
i Anglji posłował, przez Karola wielce był lubiany, i tak ży\vo 
i barwnie opisał nieszczęśliwego króla, wtedy jaśniejącego mło- 
dością, jak "pobożny, lubo w błędnej religji H , śpiewa psalmy 
po angielsku, albo jak "szybki nadzwyczaj w bieganiuH, za- 
bawia się grą w piłkę w ogrodzie pałacowym w Edynburgu. 
Z późniejszych elektów polskich oczywiście najwięcej stosun- 
kowo zajmowano się w Anglji Janem III Sobieskim. Gościł on 
u siebie w Żółkwi przez parę miesięcy posła Karola II i niejedno-
>>>
ANGLJA A POLSKA 


37 


krotnie bywał przedmiotem zabiegów dyplomatycznych dworu 
angielskiego. Lekarzowi przybocznemu Sobieskiego, Bernardowi 
O'Connor, który długie lata w Polsce strawił, zawdzięczamy 
też ciekawą "H istory ol Poland", ciekawszą zresztą pod wzglę- 
dem obyczajowym, niż ściśle historycznym. Ze szczerą sympatją 
ten przyrodnik-obserwator maluje Polaków, jasnej przeważ- 
nie cery i włosów, silnej budowy, wy trzymałych , długowiecz- 
nych, mężnych, gościnnych, wesołych. Co zaś w sobie oni mają 
najlepszego, to, zdaniem doktora Anglika, tej głównie zawdzię- 
czają okoliczności, że żyją wolni, albowiem "wolność, rozwe- 
selając umysł, pokrzepia i ciało Polaka". Z naciskiem podnosi 
też O'Connor niedość znaną na Zachodzie wysoką kulturę du- 
chową polską. "Od pierwszej młodości poświęcają się naukom... 
Nie zbywało im nigdy na filozofach, mówcach, matematykach, 
dziejopisach i poetach... Dziś w żadnym innym kraju tak dobrze 
nie władają łaciną, jak w Polsce". "Polacy - tak wyraża się 
wkońcu o charakterze narodowynl - otwarci i prawi, łątwiej 
dadzą się oszukać, niż oszukają sami". Zwycięstwo Sobieskiego 
pod Wiedniem, wywołując wszędy wielojęzyczną powódź rymo- 
twórczą, i w Anglji dostarczyło pobudki ogromnemu, niestraw- 
nemu poematowi Aleksandra Tylera (1685) 1). I dużo później 
jeszcze ten sam temat odsieczy wiedeńskiej, osobliwynl odświeżony 
sposobem przez polską uch\vałę kongresową wiedeńską, odnajdzie 
się w kunsztownym, wzorowanym na odzie Filicaji, sonecie 
W ordswortha (1816) "Siege ol V ienna raised by John Sobieski". 
Pomimo bezpłodności i bierności w dziedzinie właściwych 
stosunków politycznych między Anglją a Rzpltą, dość wcześnie 
atoli wytworzyły się pewne wydatniejsze punkty styczne polsko- 
brytańskie w dziedzinie kulturalno-społeczn
j. Wprawdzie głów- 
nem źródłem tryskających z zewnątrz twórczych vvpływów 
duchowych były dla Polski, jak i dla reszty Europy, w dobie 
Odrodzenia Włochy, a od XVII wieku Francja. Jednako\voż 
niejeden świetniejszy promień myśli angielskiej, zwłaszcza "" za- 


l) Aleksander Tyler ogłosił w 1685 ogronlny poemat o Janie Sobie- 
skinl na 155 str. z pełną biograf ją jego. 
0'1' like those cherttbins to Eden given 
With flaming sword to fence the t'l'ee oflife, 
G re at Sobieski' s hand cut off the st'l'ile. 


,
>>>
" 38 


SZYMON ASKENAZY 


kresie rozstrząsań o rzeczy publicznej, wrychle trafił do Polski; 
trafiali tam, acz niezbyt często, Fortescue, More (Morus), Bacon, 
Hobbes, Milton i nie pozostawali bez wpływu. Zaś zarazem i myśl 
polityczna polska, tak bujnie zwłaszcza w XVI rozkwitająca stu- 
leciu, wnet znalazła drogę do Anglji: znaleźli tam posłuch Mo- 
drzewski, Marycki, Goślicki 2) i inni, czytelnik6w, wielbicieli, na- 
wet tłumaczy angielskich. 
Znaną jest również ruchliwa w Anglji czynność roz- 
głośnego reformatora polskiego , Jana Laskiego, który przy 
przedwstępnem ustaleniu organizacji Kościoła anglikańskiego 
pomagał Cranmerowi, a i kłócił się z nim na ostre, Polak 
uczony i bystry, choć burzliwy i gwałtowny, jak określił go 
Burnet. Z drugiej strony już w pierwszej połowie XVI wieku 
upapiści" angielscy, szczególnie bracia zakonni, uciekając przed 
gwałtem prześladowczym Henryka VIII, chętnie chronili się 
do gościnnej Polski. We wtórej połowie tegoż wieku Szkoci 
katolicy, uciekając przed kalwińską zawziętością Johna Knoxa 
i surowością pierwotnego presbyterjanizmu, tłumnie uchodzili 
do Polskiej Rzpltej, będącej wtedy siedliskiem naj czystszej 
w Europie tolerancji religijnej i politycznej, bezpiecznem schro- 
nieniem wszelakich ofiar cierpiących za swe przekonania i wiarę. 
W mniejszych rozmiarach podobny wpływ prześladowanych 
za "papizmu lub rojalizm wychodźców z Anglji, Szkocji i Ir- 
landji do Polski ponowił się w stuleciu następnem, za rewolucji 
i rządów purytańskich. Odtąd dość liczn
 kolonje tych bez- 
domnych zbiegów brytyjskich umieściły się i przetrwały po 
rozlicznych kątach zar6wno Korony jak i Litwy. Dochowały 
się tam do dziś dnia niektóre zwłaszcza szlacheckie rody szkockie, 
zapędzone tak daleko przez przywiązanie do katolicyzmu albo 
Stuartów. 
. Rzplta polska, pomimo osławionej anarchicznej żyłki szla- 
checkiej, zawsze przenikniona była duchem głębokiego lega- 
lizmu, a i lojalizmu względem swych monarch6w, i to niety1ko 
 
względem dynastycznej powagi Piastów i Jagiellonów, lecz nawet 
naj słabszych kr616w elekcyjnych. To też w tym samym okresie, 


2) Goślickiego książka polityczna. wyd. po polsku 1568. po 
ang. Lond. 1598, potem 1607 i 1733. Jego połączenie zasad "lOłyalty 
and liberty".
>>>
ANGLJA A POLSKA 


39 


gdy w Anglji króla Stuarta wiedziono na szafot, Polska właśnie 
pod mizernym elektem Janem Kazimierzem dawała miarę wier- 
nego swego wytrwania przy Koronie. Owóż rzeczą jest wcale 
ciekawą, że wolna republika monarchiczna polska z przeraże- 
niem odżegnywała się od rewolucji angielskiej a szczególnie 
od ścięcia Karola 1. Spółczesny sejm warszawski za Jana Ka- 
zimierza wyznaczył nawet zasiłek specjalny na rzecz rodziny po- 
zostałej po straconym królu angielskim, do czego też przez osobną 
konstytucję sejmową opodatkował zamieszkałych w Polsce An- 
glików i Szkotów. W następstwie zbiegali jeszcze do Polski, aż 
za czasów saskich, zbiedzeni jakobici, zawsze ze współczuciem 
i staropolską przyjmowani gościnnością. Wówczas to, jak wiado- 
mo, wnuczka króla Jana Sobieskiego pretendentowi Jakóbowi 
Stuartowi oddała rękę. 
W bardziej realnej dziedzinie gospodarczej przez cały ten prze- 
ciąg czasu stosunki polsko-angielskie naogół słabem biły tętnem. 
W każdym razie daleko słabszem, niż wypadałoby z natury rzeczy, 
t. j. z naturalnej wzajemności wymiennej pomiędzy wyższą 
wytwórczością angielskiego rękodzielnictwa i przemysłu, arolnem 
i leśnem bogactwem Rzpltej polskiej. Najdawniejsze średnio- 
wieczne stacje i zakłady kupieckie angielskie w Polsce i na Litwie 
z biegiem czasu, zamiast rozwinąć się, zamarły. Po doszczętnem 
zgnieceniu krzyżactwa, handel zagraniczny Rzpltej zwracał się 
coraz wyłąc
niej w kierunku Holandji, poprzez główny przyrodzo- 
nych bogactw polsko-Ijtewskich nadmorski wylot, autonomiczny 
Gdańsk. Działo się to w znacznej mierze dzięki bardziej przed- 
siębiorczemu duchowi kupieckiemu Stanów Generalnych, góru- 
jącemu znakomicie ponad ociężałą powolnością angielską. Doszło 
do tego, że czasowo eksport i import polski drogą wodną faktycz- 
nie został prawie monopolem odbiorców, dostawców lub po- 
średników holenderskich. Jednakowoż od rozbicia ich potęgi 
morskiej przez Cromwella, a zwłaszcza od Aktu Nawigacyjnego, 
ożywiły się bezpośrednio stosunki handlowe polsko-angielskie. 
Ustalił się i rozwinął wywóz polskiego drzewa masztowego 
i pszenicy do Anglji oraz przywóz cieńszych sukien i t. p. wyro- 
bów angielskich do Polski. Wszelako i nadal wzajemny bilans 
handlowy trzymał się wciąż na znacznie niższym poziomie, niżby 
się należało przy prawidłowem wyzyskaniu ,varunków i interesó\v
>>>
40 


SZYMON ASKENAZY 


obustronnych. Rynek polski był ciągle uznawany w Anglji 
jako bardżo podrzędny, wyprzedzany nawet coraz więcej przez 
odleglejszy rynek rosyjski. 
Koniec końcem, jak się rzekło od pierwszego słowa, dawna 
Anglja, czy to Tudorów, Stuartów, Republiki, Orańczyka, czy 
w następstwie Hanowerczyków, o Polskę piastowską, jagiellońską 
czy elekcyjną dbała bardzo mało albo nie dbała wcale. Z taką to 
tradycją i predyspozycją bierności i zobojętnienia w rzeczach 
polskich stanęła Anglja w XVIII wieku wobec śmiertelnego 
przesilenia państwa polskiego. 


II. 


Pierwsze dotknięcie sprawy polskiej przez politykę angielską 
w XVIII wieku \vyraziło się epizodycznie w jak najopłakańszym 
sposobie. Było to w czasie wojny o sukcesję austryjacką, gdy 
po upadku Roberta Walpole'a objął rządy lord Carteret, póź- 
niejszy hr. Granville, głośny z talentów i erudycji przyjaciel 
Bentleya, a także ze zboczeń moralnych, napiętnowanych przez 
jego przeciwnika, Pitta Starszego. Carteret, wedle słów Fryde- 
ryka Wielkiego, nienawidził Francji, jak Hannibal Rzymu. Po- 
stanowił on za wszelką cenę oderwać od niej sprzymierzonego 
z nią wówczas króla pruskiego. W tym celu postanowił kupić go 
za cenę... polską. Wprawdzie neutralna Polska nic zgoła z całą 
tą wojną nie miała do czynienia. Ale to bynajmniej nie wzruszało 
Cartereta. Wiosną r. 1742, za pośrednictwem posła swego w Ha- 
dze lorda Staira, wzamian za odstąpienie Francji, zaofiarował 
on potajemnie Fryderykowi "przyrost z drugiej strony", t. j. 
z polskiej, a mianowicie "jeśli (Fryderyk) będzie uważał za 
stosowne rozszerzyć swoje granice od strony Prus polskich, to 
Jego Królewska l\Iość Brytyjska nie będzie mu stawiała 
przeszkód. " 
N ajtajniejsza ta propozycja, z wielkiem zajęciem przyjęta 
przez Fryderyka, nie mogła wówczas zostać urzeczywistnioną. Ale 
sam fakt wyniesienia jej z inicjatywy angielskiej jest niesłychaną, 
.... holesną niespodzianką. Była to w gruncie rzeczy ani mniej, ani
>>>
ANGLJA A POLSKA 


41 


więcej, jak tylko propozycja podziału neutralnej, niewinnej 
Polski, na trzydzieści lat przed rzeczywistym podziałem, pod 
adresem najgłośniejszego pruskiego inicjatora podziałowego, 
zrobiona przez naczelnika rządu angielskiego. Tem niecnem 
wystąpieniem swojem naraził Carteret honor narodu angielskiego 
i sam dowiódł, że słusznie nazwany został, przy innej okazji, przez 
Pitta "godnym potępienia, jedynyrrl ministrem, który opił się 
trunkiem, o jakim głosi poeta, aż do zapomnienia nazwy vv-łas- 
nego narodu U . 
Po tym fatalnyrrl epizodzie, dokonało się w następnym 
okresie wojny siedmioletniej pewne szczególniejsze zbliżenie poli- 
tyczne pomiędzy rządem angielskim a opozycją polityczną 
polską. Nastąpiło wielkie "odwrócenie aljansó\yU (renverse11lent 
des alliances), t. j. sprzymierzenie się śmiertelnych dotychczas 
wrogów, Francji i Austrji z Saksonją i Rosją przeciw Pru- 
som, z któremi natomiast sprzymierzyła się Anglja. Otóż od- 
biciem tej kardynalnej odmiany w Europie było "odwrócenie 
stronnictwU \v Polsce. Stronnictwo Potockich i spokrewnionych 
z nimi domów Radziwiłłó\y i innych, dotychczas trzymające ze 
zdetronizowanym królem Stanisławem Leszczyńskim, teściem Lud- 
wika XV, i z Francją, opozycyjne i przeciwne dworowi polsko- 
saskiemu Augusta III, obecnie, pozostając francuskiem, stało 
się dworskiem, królewskiem saskiem a \\łTaZ antypruskierrl. Prze- 
ciwnie, stronnictwo Czartoryskich i spowino\vaconych z nimi 
Poniatowskich i innych czyli t. Z\v. Familji, dotychczas dworskie, 
augustowskie, zamieniło się na opozycyjne, antysaskie, pozosta- 
jąc antyfrancuskiem. W tym ostatnim zaś charakterze Czarto- 
ryscy, izolowani w kraju, jako opozycja, poszukali oparcia na- 
zewnątrz w najtrwalszym żY'viole antyfrancuskim, t. j. \v Anglji, 
sojuszniczce pruskiej. Zwrot ku Anglji dokonany wówczas na 
własną rękę przez głowy "Familji", ks. l\lichała i Augusta Czar- 
toryskich, był bardzo doniosły w skutkach. Nadał on całemu na- 
strojowi tego domu i jego powinowactwu-stronnict\vu, Czarto- 
ryskim, Zamojskim, Lubomirskim, Sapiehom, kierunek anglo- 
filski na przeszło stulecie, pod względem kulturalno-politycznym. 
N arazie wyraziło się to w kształcie osobliwym: posel angielski 
\y Warszawie, przeznaczony do Petersburga, chevalier Williams, 
zaprzyjaźniony z Czartoryskimi, zabrał z sobą nad Newę ich 


- 


.. 


I
>>>
.. 42 


SZYMON ASI{ENAZY 


siostrzeńca, ładnego stolnika litewskiego Stanisława Augusta 
Poniatowskiego. Tam \v Petersburgu, szukając w obronie Fry- 
deryka, a przeciw cesarzowej Elżbiecie, sojuszniczce francuskiej, 
oparcia w otoczeniu w. księcia Piotra, Williams zapośredniczył 
w stosunku miłosno-politycznym pomiędzy jego żoną Katarzyną 
a swym pupilem polskim, Poniatowskim. Tym sposobem Anglja 
zapośredniczyła w związku między domem Czartoryskich a Rosją 
Katarzyny II. Anglja przyczyniła się do tego, by Polska nie 
wzięła udziału w wojnie siedmioletniej przeciw Fryderykowi 
i tern wielką oddała mu usługę... 


[Anglja 3) W WOJnIe siedmioletniej nieobliczone usługi oddała Fry- 
derykowi. On Jerzemu II oddawał (?): "Kochany wuj, którego niech 
... 
wszyscy djabli wezmą". A znienawidził zwłaszcza od odstąpienia go 
przez Anglję za Jerzego III i lorda Bute'a pod koniec wojny 
siedmioletniej. 
Anglja 4) w następnych latach pokojowych, \V okresie obojętnym 
dla spraw kontynentu a zwłaszcza polskich wchodzących w okres. 
Był (zimą 1767-68) w Warszawie słynny dyplomata angielski, 
James Harris, późniejszy earl of Malmesbury, widział rządy Repnina 
i upokorzenie Stanisława Augusta i Rzpltej, sprawę dyssydencką i przed- 
dzień konfederacji barskiej i opisał to. 
Papież Klemens XIII pisał wtedy (1767) do monarchów europej- 
skich okólnie: "Nie mam wojsk dla ratowania Polski. .. (ale) zaklinam 
Was na Pana i Zbawiciela Naszego: przyjdźcie w pomoc temu nie- 
szczęśliwemu narodowi... Jeżeli cierpi jeden członek ciała złączonego 
w imię Chrystusa, cierpią wraz z nim wszystkie członki" 5). 
Obojętność Anglji na tak ogromnej wagi sprawę kontynentalną 
jak podział Polski, liczącej wtedy około II.. miljona kilometrów kwa- 
dratowych, t. j. większej o połowę od dzisiejszego cesarstwa niemiec- 
kiego, musiała pomścić się prędzej czy później. Była ona bowiem za- 
przeczeniem elementarnej logiki nowożytnych stosunków międzynaro- 
dowych. Była zaprzeczeniem elementarnej prawdy, iż te stosunki 
stanowią jedną nierozdzielną całość organiczną; iż istnieje związek przy- 
rodzony pomiędzy sprawami kontynentalnej a morskiej i zamorskiej 
potęgi w systemacie mocarstw cywilizowanych, iż w tym systemacie 
niepodobna zrobić na jednym punkcie wyłomu i to jeszcze tak olbrzy- 
miego, jak podział Polski, ażeby nie wywrócić wzajemnej równowagi 


3) Dopisek interlinea: "Teorja Carlyle'a. Słowa Wellsa. Mackintosh". 
4) Dopisek interlinea: ,.Fryderyk - podziały". 
5) Dopisek: ,. To ze brane z listów Klemensa XIII 30. IV. i 7 6 7 do 
Ludwika XV, Karola III hiszpańskiego i Józefa II".
>>>
ANGLJA A POLSKA 


43 


wszystkich innych punktów wytycznych. Narazie wprawdzie Anglja 
nie dbała o skutki polskiego rozbioru, zajęta niebawem wielką walką 
kolonjalną amerykańską. Ale odosobnienie, w jakiem znalazła się podczas 
tej wojny, odbiło się bezpośrednio na dalszem osłabieniu jej stanowiska 
w Europie. Katarzyna skorzystała z tego i, popierając wolność Amery- 
kanów przeciw Anglji podczas wojny anglo-amerykańskiej, podjęła 
głośny projekt "zbrojnej neutralności", zmierzający do przełamania 
przewagi morskiej Vol. Brytanji. Zarazem skrystalizowała ostatecznie 
swój dojrzewający "grecki projekt"; kiedy Anglja straciła Amerykę, 
. Rosja zdobyła Krym. Zbliżała się do I{onstantynopola. Już w pierw- 
szej wojnie tureckiej I{atarzyny flota rosyjska Orłowa na morzu Śród- 
ziemnem. Teraz do drugiej wojny na wielką skalę; w. ks. Konstantyn, 
greckie mamki.... Proje1t wyprawy do Indyj, opracowany przez ks. 
Nassau, admirała rosyjskiego. Rzeczy te nie pozostały obce. 'Villiam 
Eton, wieloletni konsul angielski, odsłonił niebezpieczeństwo; zrozu- 
miał je Pitt. 'Vtedy Pitt zwrócił oczy na Polskę. \Vprawdzie Polacy 
walczyli z Anglją w Ameryce. Ale oni naprawdę za wolność: Kościuszko, 
Pułaski. . .]
>>>
ZE STOSUNKO\V POLSKO-PRUSKICH 


Nie było w Polsce upadającej powszechnego, wrogiego prze- 
ciw Prusom uprzedzenia. Nie było przeciw nim, mimo niejedną 
zapewne po temu, aż nadto wystarczającą pobudkę dziejową, 
powszechnego uczucia nienawistnej zawziętości i nieprze- 
jednanego żalu. Takie zresztą uczucie nie leżało na ogół w sa- 
mej naturze charakteru narodowego polskiego. Dobywało się 
ono conajwyżej w wielkich doraźnych, przepisanych przez naj- 
wyższy obo\viązek i nieodpartą konieczność, żywiołowych wy- 
buchach samozachowawczych. Pozatem przecie nie miało nigdy 
stałej, pełnej władzy nad nastrojem powszechności polskiej wzglę- 
dem jednego z naj zaciętszych nawet, naj twardszych krzy,vdzi- 
cieli sąsiedzkich. Ani też względem Prus. 
Tak więc już w stuleciu XVIII, w dobie Rzpltej upadającej, 
zamiast takiego uczucia, występowała owszem w Polsce od czasu 
do czasu, w rozlicznych okolicznościach i sposobie, skłonność 
do polubownego z Prusami porozumienia, do politycznego z niemi 
skojarzenia się, do szukania w nich oparcia przeciw Rosji. 
Raz po razie w tym mianowicie kierunku podejmowane 
były wtedy usiłowania. Leszczyński, ścigany przez Rosjan, 


Artykuł drukowany w Nr. 37 "Tygodnika Ilustrowanego" 
z 10. IX. 1910 r. w dobie szalejącej hakaty w zaborze pruskinl, nowych 
kredytów osadniczych, zakazów językowych, przepisów wywłaszczajct- 
cych. Jest on jakby pewne m uzupełnieniem artykułów "Polska a Eu- 
ropa" w "Uwagach" prof. ..\skenazego (19 2 4), str. 31-39. Do artykułu 
w "Tyg. Ilustr." dołączonych było 8 portretów królów pruskich i cesarzy 
niemieckich od Fryderyka 'Vilhelma I do Wilhelma II.
>>>
ZE STOSUNKÓW POLSKO-PRUSKICH 


45 


schronił się do Królewca, do Fryderyka Willielma l. Barzanie, 
gromieni przez Rosję, ofiarowali tron polski księciu pruskiemu 
Henrykowi, bratu Fryderyka II. Patrjoci Sejmu Wielkiego, 
zrzucając zawisłość od Rosji, zawarli przymierze obronne z Fry- 
derykiem Willielmem II. 
Trzykrotne te usiłowania, dotyczące trzech zkolei królów 
pruskich, zawiodły wszystkie z kretesem. Co więcej, wszystkie 
one przez tych królów przeciw Polsce były obracane. Insynuacja 
przedwstępnego podziału Polski, jako odszkodowanie za gościnę 
królewiecką, podsuniętą została Leszczyńskiemu przez Fryde- 
ryka Willielma I. Podział pierwszy Polski, jako uspokojenie 
rozruchu barskiego i jego skutków, wymędrkowany został przez 
Fryderyka II. Podział drugi Polski, jako nagroda za wydanie 
sprzymierzeńca polskiego, uskuteczniony został przez Fryderyka 
Willielma II. 
Pomimo tego ostatniego haniebnego zawodu, jeszcze w po- 
wstaniu Kościuszkowskiem, mierzące m w Rosję, zrazu raczej 
na neutralność, niż na nieprzyjacielskie Prus wdanie się liczono. 
I tym razem stało się inaczej, Prusy obległy a wnet potem, w trze- 
cim podziale Polski, zajęły niezdobytą przez siebie Warszawę. 
Lecz znowuż, mimo to wszystko, a poniekąd właśnie dlatego, 
tłumiąc więcej niż uzasadnione rekryminacje, powodując się 
wyższą narodową racją stanu, jeszcze ze strony polskiej nie 
porzucono myćli pój
cia ręka w rękę z Prusami. 
ie odrzekła 
się emigracja polska w Paryżu rewolucyjnym pójścia z rządem 
pruskim, który, osiedliwszy się w stolicy polskiej, równocześnie 
usunął się z koalicji i zbliżał do Republiki francuskiej. Wydatni 
emigranci, jak Wybicki i inni, przemawiając fikcyjnie imieniem 
"Kościuszki do narodu francuskiego", takiej mianowicie myśli 
restytucyjnej, opieranej na widokach pruskiego poparcia, da- 
wali wyraz śmiele, choć z mocną już u swoich spotykali się opo- 
zycją a przez tajnych agentów rosyjskich w Paryżu piętnowani 
byli jako zaprzedańcy pruscy. Ze swej strony Prusy podobnym 
widokom skwapliwie dostarczały pokarmu i zachęty. Generał 
:Madaliński był z honorami i pensją pruską ugaszczany w Magde- 
burgu; generał Dąbrowski przyjmowany w Berlinie na audjencji 
królewskiej i dopuszczany do rozwijania pomysłów zbrojnego, 
powstańczego odbudowania Polski przy pomocy pruskiej. Za
>>>
46 


SZYMON ASKENAZY 


wiedzą i upoważnieniem królewskiem, Antoni Radziwiłł, żonaty 
z Hohenzollemówną, prowadził korespondencję spiskową z emi- 
gracją polską, celem urzeczywistnienia podobnych pomysłów 
polsko-pruskich. 
Za następnego panowania Fryderyka-Wilhelma III, tego 
samego zakroju zamierzenia polsko-pruskie, popierane przez 
niedoszłego elekta polskiego, starego księcia Henryka pruskiego 
przez księżnę Luizę z Hohenzollernów Radziwillową, przez 
wielu wybitnych statystów i ,vojskowych pruskich, a po części 
przez samego króla, były poważnie brane na uwagę ze strony 
pol
kiej. Przeznaczano wtedy koronę polską bądź księciu Ludwi- 
ko,vi-Ferdynandowi pruskiemu, bądź samemu Fryderyk owi- 
Willielmowi III w postaci unji polsko-pruskiej. Była ch\vila, 
kiedy za wiedzą i zgodą królewską Radziwiłł układał projekty 
polskich pod egidą Prus legjonów, a Łubieński polskiej z nadania 
Prus konstytucji. I jeszcze po runięciu potęgi pruskiej pod 
Jeną, po dwakroć, w zdobytym Berlinie i na pobojowisku pod 
Eylau, rozważana była przez Napoleona I-go myśl połączenia 
Prus i Polski pod wspólnem berłem Hohenzollernów. 
Wszystkie te koncepcje polityczne znowuż nie dopisały, 
i ani nie doczekały się bezpośredniego wcielenia, ani też w po- 
średnim bodaj sposobie nie wyszły na pożyt
k interesom pol,;kinl. 
Rokowania berlińskie z generałami i politykami emigracji 
polskiej nie przeszkodziły w niczem rozgospodarowaniu się na 
samych p olskich dzielnicach Prus administracj i "'Togiej, złośli- 
wej i szkodliwej. Rokowania polsko-pruskie przed- i po-jenaj- 
skie nie przeszkodziły nieprzyjacielskiemu nawskroś stanowisku 
Prus zarówno względem samego utworzenia Księstwa Warsza- 
wskiego, jakoteż dalszej jego egzystencji i przemian. Jednako- 
woż to wszystko wciąż jeszcze nie wywoływało bynajmniej ze 
- strony polskiej jakiegoś odwetowego, nieprzejednanego nastroju 
ślepej nienawiści i zawziętości względem Prus. Jeden przykład 
niechaj starczy za inne: rząd pruski za wstępowanie do szeregó\\r 
warszawskich wyznaczył sąd polowy i karę śmierci; natomiast 
rząd polski płacił pensję inwalidom pruskim w Księstwie War- 
szawskiem, a nawet tych z nich, którzy niebawem w wojnie 
austrjackiej okazali się winnymi zdrady stanu i współdziałania 
z nieprzyjacielem, co najwyżej wydalał z Księstwa z wypłatą
>>>
ZE STOSUNKÓW POLSKO-PRUSKICH 


47 


całomiesięcznego wsparcia. W upadku Księstwa Warszawskiego 
Prusy brały udział wpływowy i czynny; wybrawszy z niego 
cenny odłam terytorjalny, Poznańskie, przyłożyły się do osła- 
bienia fundacji Królestwa Polskiego na Kongresie wiedeńskim. 
przyczyniały się odtąd systematycznie do podkopania normal- 
nego politycznego rozwoju Królestwa; wspomogły dzielnie 
zwalczenie przez Rosję rewolucji listopadowej; a po jej stłu- 
mieniu otworzyły wnet u siebie akcję represyjną w Wielldem 
Księstwie Poznańskiem. 
Pomimo tak ciężkich doświadczeń społeczeństwo polskie. 
nie wyparło się zgoła myśli wyciągnięcia dłoni pojednawczej 
Prusom. Zdawało się, że sposobna po temu pora nadeszła z obję- 
ciem rządów przez Fryderyka WiThelma IV. Nastąpiła istotnie 
napozór nowa era odrodzenia się ducha narodowego polskiego 
w azylu poznańskim, pod skrzydłem orła pruskiego. Nadeszła 
wreszcie doba rewolucji marcowej; spotęgowały się rzekome 
widoki polsko-pruskie; największy ongi polski Prus przeciwnik, 
sędziwy Adam Czartoryski, stawił się w Berlinie. Wnet jednak 
prysły pozory i złudzenia; reakcja na całej linji dotknęła w pierw- 
szym rzędzie spraw polskich, wraz z objęciem władzy a niebawem 
i tronu przez nowego pana, Willielma I. 
Nie znaczyło to jednak wcale, aby i pod tern panowaniem 
nie było zupełnie momentów takich, kiedy ewentualnośc zbliżenia 
się do Prus brana była w rachubę ze strony polskiej. Między 
innymi, jeden z takich momentów, prowokowany przez Bis- 
marcka, przypadł w czasie powstania styczniowego polskiego. 
Na dnie tkwiła tu atoli nie korzyść, lecz wprost już zabójcza 
strata polska, groźba rozpołowienia Królestwa Polskiego. Odtąd, 
przez dalsze ćwierćwiecze Willielma I, .dokonało się już tylko 
otwarte, coraz dalej postępujące rozwinięcie nieprzyjacielskiej 
względem żywiołu polskiego akcji administracyjno-politycznej 
rządu pruskiego. 
Po życzliwiej zapowiadających się, lecz przelotnych rządach 
Fryderyka III, rozpoczęło się panowanie WiThelma II od ponow- 
nego przyjaźniejszego Prus ku Polsce zwrotu. Główną zaś po- 
budkę przyczynową stanowił tutaj znowuż, jak swego czasu, 
równo przed stuleciem, w dobie Sejmu Wielkiego, zwrot ofen- 
sywny przeciw Rosji, uwydatniony w pierwszym roku tego pano- 
Szkice i portrety Ó
>>>
1 


48 


SZYMON ASKENAZY 


wania. Znowuż, jakgdyby śladem przedstuletnich rokowań 
sprzymierzeńczych polsko-pruskich roku 1789, zdawało się rodzić 
wyraziste zbliżenie polsko-pruskie roku 1889. Raz jeszcze wtedy 
ze strony pruskiej ujawniona została daleko, bardzo daleko w tym 
duchu idąca łatwość. I raz jeszcze ze strony pruskiej nastąpiła 
raptownie likwidacja i tem gwałtowniejszy nawrót w przeciwnym 
kierunku nieprzyjacielskim, trwający ze spotęgowanym coraz 
impetem aż do dziś dnia. 
Nie było w Polsce upadającej ani w porozbiorowej powszech- 
nego, nieprzejednanego przeciw Prusom uprzedzenia. Nie było 
przeciw nim uczucia ślepej, zawzinającej się nienawiści, właściwej 
narodom małynI, lecz obcej wielkiemu, jak polski, który ma 
prawo i moc nie przesądzać z góry na zawsze ani przY'5złego losu 
własnego, ani przyszłego swego względem innych stosunku. 
Była, owszem, ponawiana, nieraz aż za daleko posuwana gotowość 
do uciszenia w sobie naj mocniejszych, najsprawiedliwsz}'ch ku 
Prusom żalów czac;owych, przez pamięć na nie śmiertelną przy- 
szłość narodowego powołania. Aliści za każdym, bez żadnego 
dotychczas wyjątku, razem była ze strony Prus li tylko bądź 
niezdolność do należytego zrozumienia tej gotowości i należytego 
drugostronnego jej zadośćuczynienia, bądź też wręcz dążność do 
znieprawienia jej na krzywdę charakteru i interesu narodowego 
polskiego.
>>>
PROWOKACJA W PRZESZŁOSCI 


Jak wiadomo, wszystko już było. Niejedna nowoŚĆ naj- 
nowsza, wydająca się za specyficzny wykwit doby spółczesnej, 
najniespodziewaniej okazuje się, przy bliższem w rzecz wej- 
rzeniu, starą jak świat. Taką samą, pomimo wszelkich najaktu- 
a1niejszych pozorów, bardzo postarzałą, ba, wiekową, okazuje 
się również owa rzekomo najmłodsza córa czasów naszych, 
o której teraz tak głośno: prowokacja polityczna. Prezentuje 
się ona dziś, z zewnętrznego wyglądu i całego wzięcia się, na- 
wskroś nowocześnie, łyska elektrycznością, huczy dynamitem, 
operuje najbardziej udoskonalonemi zdobyczami zniszczenia 
i sugestji, lecz pod tern wyświeżonem przybraniem stare, dobrze 
znajome ukrywa oblicze. I dzisiejsi mistrze w sztuce prowoka- 
torskiej, jeśli łudzą się górnem poczuciem swego modernizmu, 
jeśli wmawiają sobie, iż w swoim zawodzie są artystami extra 
modern style, iż do swego fachu wprowadzili "nowy dreszcz", 
nowe nieznane dawniej sposoby, iż są twórcami oryginalnej 
metody i koncepcji policyjnej, muszą przygotować się na srogie 
rozczarowanie i pogodzić się z tą gorzką, upakarzającą prawdą, 
iż są w istocie niczem więcej, jak tylko pospolitymi naśladow- 
cami, kontynuatorami i następcami długiego szeregu takich 
samych, jak oni, poprzedników. Prowokacja, jak wszystko, ma 
swoje wieloliczne precedensa, swoją długą historję. 
Nie mogło być inaczej. Odkąd istnieje ludzkość, istnieje 
też ucisk, istnieje dążność do zniesienia tego ucisku, istnieje 


Tygodnik Ilustrowany Nr. 6 z 1910 r., str. 104. 


5*
>>>
'", 


50 


SZYMON ASKENAZY 


represja przeciw tej dążności, istnieją wszelakie, naj rozmaitsze 
tej represji formy zapobiegawcze i niszczące, a śród nich, na 
miejscu poczesnem, prowokacja. 
Forma zapewne najohydniejsza, a mimo to z dawien dawna 
jedna z najbardziej rozpowszechnionych, ze szczególniejszem 
upodobaniem uprawianych. Faworyzowana mianowicie tyleż 
przez wzgląd na przypisywaną jej wyjątkową skuteczność, ile 
dzięki osobliwej swojej naturze, wyjątkowo giętkiej i niepo- 
chwytnej, stąd tern dogodniejszej dla praktyk nader różnoli- 
tych, a ze wszech miar wymagających bezwzględnej dyskrecji. 
Przydatna naogół, jako narzędzie ciche, nie kompromitujące, 
a sprawne i nadzwyczaj wszechstronne, do całej, niezmiernie 
rozległej skali widoków i zamierzeń niejawnych, na użytek 
bądź tej naczelnej potęgi państwowej, pod której egidą bywa 
stosowaną, bądź też zwłaszcza samychże, używanych do jej 
zastosowania, organów wykonawczych. 
W rzeczy samej, niepospolicie obszernem i urozmaiconem 
przedstawia się to dziejowe koło objektów, a wraz i związanych 
z niemi potajemnych celów i dążeń wytycznych, gdzie w grę 
puszczana bywała prowokacja polityczna w wielkim stylu. Cho- 
dziło w niej to o zgubę danego ustroju państwowego, to zbioro- 
wiska społecznego, to nawet pojedyńczego możnego domu lub 
wydatnej postaci publicznej, a przy tern mianowicie o stworzenie 
jawnego pretekstu do represji, dla osłonięcia tajnej intencji 
rabunku czy pomsty. Chodziło znów kiedyindziej o określone, 
przewidywane lub wyczuwane, lecz bądź zarodkowe dopiero, 
bądź dojrzewające, a represyjnie niedostępne zjawisko opozy- 
cyjno-wyzwoleńcze, które należało co rychlej i co gwałtowniej 
pchnąć na czynne tory spiskowo-rewolucyjne, aby tern łacniej 
w przedwczesnym zdławić je wybuchu. Chodziło innym jeszcze 
razem o to, aby podobne zjawisko, już dojrzałe i czynne, we- 
wnętrznie doprowadzić do rozkładu i znieprawić w sobie samem, 
albo doprowadzić przez przesadę ad absurdu'lU i zohydzić w opinji. 
Chodziło wreszcie w niezliczonych wypadkach, nie dających się 
podciągnąć pod żaden ogólniejszy wspólny mianownik, o ży- 
wotne interesy owych organów wykonawczych, niecących pro- 
wokację i z niej żyjących, interesy doraźne, przygodne, nie- 
miłosierne, a z reguły będące w rozbieżności zupełnej, w prze- 


.
>>>
PROWOKACJA W PRZESZŁOŚCI 


51 


ciwieństwie biegunowem z rzeczywistemi interesami samej potęgi 
państwowej, z której ramienia oni swoją prowokatorską pełnili 
powinność. 
Do wysokiego stopnia udoskonalenia doprowadzone było 
rzemiosło prowokacyjne już w Rzymie starożytnym doby Ce- 
zarów. Pełno w tym względzie ciekawych, sensacyjnych rewe- 
lacyj mieści zwięzła, a wymowna wykładnia Tacyta. Odsłonięte 
tu zostają mimochodem, zwłaszcza w lapidarnych jego Annalach, 
różnorodne najwstrętniejsze wzoty klasyczne podziemnych ma- 
chinacyj tego właśnie gatunku, roztoczony obraz istnej orgji 
prowokatorskiej. Zaś śród występujących tam czynnie prowo- 
katorów wielkiej miaty, na których czele wszechwładny góruje 
Sejan, obok zawodowych agentów podrzędnych, nie brak również 
figur z najpierwszych domów rzymskich, wysokich dostojników 
państwowych, senatorów, nie brak i kobiet z najlepszego towa- 
rzystwa rzymskiego, a nawet i sam głęboki Tyberjusz niekiedy 
osobiście naj wyszukańszym, naj niebezpieczniejszym nie gardzi 
podstępem prowokacyjnym. 
Ale niema potrzeby cofać się aż tak daleko, do świata 
starożytnego, po wybitne przykłady dziejowe prowokacji, skoro 
aż nadto mamy ich pod ręką w dobie nowożytnej i śród bliskich 
bezpośrednio dotyczących nas stosunków histotycznych. Rzecz 
mianowicie ze wszech miar godna uwagi, że nawet do wielkich 
i ofiarnych poruszeń narodowych polskich w ostatnich dwóch 
stuleciach, jak konfederacja barska, powstanie Kościuszkowskie, 
rewolucja listopadowa, nie omieszkały raz po razie sięgać brudne 
i jadowite wpływy prowokatorskie. Ta okoliczność, oczywiście, 
nie może oddziaływać bynajmniej na ogólny sąd historyczny 
o owych żywiołowych porywach narodu, ani też nie była zdolna 
do zwichnięcia ich i zbrukariia, stanowiąc jedynie sztuczny, 
dodatkowy spółczynnik pochodny obok powodujących je wła- 
ściwych, głębszych i przyrodzonych czynników przyczynowych. 
Bądź co bądź jednak, ten fakt, dotychczas bardzo mało znany, 
sam przez się jest nader znamienny i nauczający i zasługuje na 
baczne uwzględnienie i pamięć. 
Już konfederacja barska, to ogromne skłębienie wypadków 
spiskowych, politycznych i wojennych, będące właściwie ciągle 
jeszcze jedną wielką niewiadomą, czekające po dziś dzień swego
>>>
ł 


52 


SZYMON ASKENAZY 


ścisłego historyka, naprzeciw wielu wspaniałych przejawów 
poświęcenia patrjotycznego i wysokiego napięcia ducha naro- 
dowego wystawia także długie, ciemne pasmo zdrady publicznej, 
kierowanej i karmionej z poza kordonu, a czynnej wewnątrz 
samych działań konfederackich, idącej powolnie na rękę wrogiej 
inicjatywie sąsiedzkiej wogóle, a prowokatorskiej w szczegól- 
ności. Pod tym względem pierwsze skrzyPce trzymały wtedy 
Prusy, w osobie niezrównanego w tych rzeczach mistrza, króla 
Fryderyka Wielkiego. Fryderyk, skojarzony podówczas naj- 
ściślejszym sojuszem z Katarzyną II, pochłoniętą przez wojnę 
turecką, założył sobie wyzyskać daną konjunkturę polityczną 
w ten sposób, aby przez nacisk, niedostrzegalnie wywierany 
na cesarzową, zmusić ją do zgody na pierwszy podział Polski. 
Podniecanie, podtrzymywanie na duchu konfederacji bar- 
skiej miało, między innemi, w pierwszym rzędzie służyć temu 
celowi. Nie zaniedbał też Fryderyk niczego w tym kierunku. 
Generalicja konfederacka potajemnie utrzymywana była z Ber- 
lina w nadziei interwencji ratunkowej z Zachodu, a nawet 
w ułudnych widokach osadzenia brata Fryderyka, ks. Henryka 
Pruskiego, na tronie polskim. Po obozach konfederackich 
przewijali się poprzebierani po cywilnemu oficerowie i agenci 
pruscy, zachęcając do wytrwania w walce, podobno nawet 
udzielając skazówek strategicznych i dostarczając broni. A rów- 
nocześnie w Petersburgu Fryderyk, cichy przyjaciel i instygator 
konfederacji, w naj czarniej szych barwach malował niebezpie- 
czeństwo konfederackie dla Rosji i Europy i, jako jedynego 
skutecznego środka do zażegnania tego niebezpieczeństwa, wzy- 
wał i żądał podziału Rzpltej. W całem tern postępowaniu 
wielkiego króla pruskiego, któremu godnie sekundowały w ni- 
niejszej jego robocie pewne oddańe mu duszą i ciałem wpływowe 
czynniki rosyjskie, niepodobna nie rozeznać wszelkich znamion 
typowych świadomej prowokacji politycznej. 
Pokrewne całkiem w swem założeniu i intencjach, aczkol- 
wiek na inną modłę stosowane i z innej wychodzące strony, 
dają się wykrywać znamiona w naj tajniej szych obrotach akcji 
sąsiedzkiej z doby powstania Kościuszki. Swiadek niepodej- 
rzany, a dobrze wtajemniczony w zakulisowe tej akcji sprężyny, 
były ambasador pełnomocny rosyjski w Warszawie, baron
>>>
PROWOKACJA VV PRZESZŁOŚCI 


53 


Sievers, wnet po wybuchu powstania, w piśmie poufnem do 
cesarzowej Katarzyny, wręcz oskarżał pewne sfery petersburskie, 
a mianowicie wszechwładną wtedy partję faworyta Zubowa, 
o rozmyślne sprowokowanie wybuchu, lub przynajmniej o roz- 
myślne zaniedbanie wszelkich zarządzeń zapobiegawczych. Da- 
wał on wyraźnie do zrozumienia, że w pewnych kierowniczych 
kołach nadnewskich poprostu życzono sobie powstania, aby 
znaleźć pożądaną sposobność do zgniecenia go, do ponownego 
ostatecznego rozbioru Rzpltej, a tern samem do nowego, obfit- 
szego jeszcze, niż przy dwóch poprzednich okazjach rozbioro- 
wych, obłowienia się, w drodze wywłaszczeń przymusowych 
i konfiskat, na dobrach donacyjnych polskich. W aktach Archi- 
wum Państwowego w Moskwie znajduje się sporo dokumentów, 
potwierdzających to oskarżenie Sieversa i istnienie wskazanych 
przez niego zamierzeń i praktyk prowokacyjnych. Wynika to, 
między innemi, z dochowanych w tern Archiwum ułamków se- 
kretnej korespondencji polskiej Płatona Zubowa, gdzie mieszczą 
się posyłane mu zawczasu, już w ciągu 1793 i początku 1794 r., 
przez tajnych informatorów najdokładniejsze doniesienia z War- 
szawy, Wilna, Drezna, Paryża, Konstantynopola o przygoto- 
waniach do planowanego dopiero powstania. Zaznaczyć należy, 
że śród tych informatorów nie brakło nazwisk polskich, które 
następnie odnajdują się na wybitnych nawet stanowiskach w cza- 
sie samej insurekcji; co zaś główna, ich doniesienia odznaczają 
się ścisłością drobnostkową, odsłaniają z zupełną precyzją naj- 
tajniejsze szczegóły przygotowań przedpowstańczych, podają 
długie listy imienne głównych działaczy, będących wtedy prze- 
ważnie pod ręką rosyjską, przez co znakomicie. zyskuje na prawdo- 
podobieństwie oskarżycielskie twierdzenie Sieversa, że powstanie 
można było ze strony rosyjskiej uprzedzić, lecz że tego nie 
uczyniono dlatego właśnie, że go sobie 
yczono. I w tern tkwiła 
pomyłka w niniejszym rachunku prowokatorskim; życzono sobie 
małej awantury wojskowo-rewolucyjnej, którą spodziewano się 
stłumić w mgnieniu oka; nie przewidywano, gdyż takich rzeczy 
nie przewidują, nie pojmują mózgi prowokatorskie - że gotuje 
się samorodne, żywiołowo powszechne powstanie narodowe. 
Taką samą najdosłowniej była pomyłka tajnej roboty pro- 
wokacyjnej, poprzedzającej wybuch rewolucji listopadowej.
>>>
ł 



 


54 


SZYMON ASKENAZY 


Pokazałem gdzieindziej, jaką rolę prowokacja polityczna ode- 
grała w okresie Królestwa Kongresowego, i zaznaczyłem zarazem 
jej współudział, w osobach Nowosilcowa, Rożnieckiego i kompanji 
we wrześniu, a w końcu i w wybuchu 1830 r. I tutaj również 
pomylono się o tyle, że zamiast burdy ulicznej, jakiej oczeki- 
wano, aby pod pozorem jej represji zawiesić konstytucję Kró- 
lestwa, utopić nadużycia własne, opanować W. Księcia Kon- 
stantego i przypodobać się Petersburgowi, wystrzeliło potężne 
poruszenie narodowe, ciężka wojna polsko-rosyjska, której wynik 
niejednokrotnie stawał się wcale wątpliwym. Dodać należy, 
że i tym razem w warszawskiej akcji prowokacyjnej dawała się 
dostrzegać czynna ręka pruska, w osobie pruskiego konsula 
generalnego w Warszawie, Schmidta, przyczem w grę wchodziły 
poniekąd te same pobudki, jakie ongi były kierowały akcją 
Fryderyk ową, z tą tylko odmianą, iż tym razem chodziło o po- 
dział Królestwa Polskiego między Rosję a Prusy, jak ongi 
Rzpltej. 
Za daleko zaprowadziłoby tutaj wdawanie się w bliższe szcze- 
góły, nigdzie bardziej kręte i zawiłe, jak w tych śliskich mate- 
rjałach prowokacyjnych. Niniejsze uwagi najogólniejsze mogłyby 
same przez się niejedno dać do myślenia zarówno czynnym. 
sprawcom, jak i biernym ofiarom prowokacji politycznej. 


.
>>>
SPRAWA DYSYDENCKA 
17 6 4- 1 7 66 


Jednym ze spółczynników walniejszych, poprzedzających 
i przygotowujących upadek państwa polskiego, jednym z gwoź- 
dzi do trumny Rzpltej, była w stuleciu XVIII sprawa dysy- 
dencka. Albo raczej, tern ona wtedy uczynioną została. Gdyż 
wtedy dopiero rozmyślnie i celowo takie właśnie nadano jej 
przeznaczenie, do takiego przysposobiono ją użytku, wypa- 
czając z gruntu pierwotną jej treść dziejową i duchową. Sprawa 
dysydencka dla Rzpltej XVI wieku była przedmiotem przede- 
wszystkiem wyznaniowym, była sprawą reformacji. W tern 
znaczeniu została nieodwołalnie rozstrzygniętą dla Polski w cią- 
gu wieku XVII na rzecz katolicyzmu. Wskrzeszenie jej w wieku 
XVIII, pod względem ściśle dysydenckim, było fikcją. Pod fikcją 
t. zw. sprawy dysydenckiej tkwiła naprawdę i naj istotniej 
dyzunicko-unicka. Pod tą zaś ostatecznie kryło się zagadnienie 
nietyle religijne, wewnątrz nurtujące, ile' czysto polityczne, 
z zewną trz narzucone: rozbiorowe. . 
Polska przedrozbiorowa była krajem różnowierców. Było 
w niej dysydentów właściwych 200 000, dyzunitów niespełna 
600 000, obok mi1jona żydów. Na ludność ogólną I2 miljonów 
nie byłby to jeszcze bynajmniej stosunek zatrważający, w po- 
równaniu z pozostałą masą dziesięciomiljonową ludności kato- 


Przedmowa do pracy M. Cecylji Łubieńskiej ..Sprawa dysydencka 
1764-1766", Monografje w zakresie dziejów nowożytnych, tom XIII. 
Warszawa 191 l.
>>>
ł 


56 


SZYMON ASKENAZY 


lickiej. Ale w tym rachunku mieściła się jedna ogromna a nie- 
zmiernie wątpliwa pozycja. Śród owych 10 miljonów katoli- 
ków było prawie 4 miljony unitów. Ta okoliczność kapitalna 
odrazu podważała cały rachunek, rzymskich katolików Pola- 
ków stawiała w mniejszości, groziła wywróceniem równowagi 
państwowo-narodowej. 
Unja miała być pomostem, po którym wszystek Wschód 
a w szczególności słowiański, winien był wnijść z powrotem do 
Kościoła. To była jej racja główna, jedyna. To była wielka kon- 
cepcja idealna Kościoła powszechnego. Lecz jako taka zawio- 
dła ona w zupełności. Tern samem zaś stawała w rozterce 
z realną w tej dziedzinie racją stanu polską. Ta wymagała po- 
prostu a nieodbicie jednego z dwojga. Albo pełnej religijnej 
jednolitości i zespolenia ludów polsko-litewsko-ruskich w czy- 
stej, niezmąconej, niewątlonej wierze apostolskiej rzymsko- 
katolickiej. Albo też przynajmniej rzeczywistego politycznego 
uobywatelenia i upaństwowienia prawosławia w obrębie dzier- 
żaw Rzpltej. Pierwsze, niezawodnie skuteczniejsze i nieskoń- 
czenie trudniejsze, przecie swego czasu zgoła nie było niepodo- 
bieństwem, jak świadczył ongi przykład magnaterji i szlachty 
rusko-litewskiej, jak bodaj jeszcze spółcześnie świadczy po- 
wrót masowy ludu na obrządek łaciński, nie grecki. Ale w każ- 
dym razie, jeśli nie pierwsze, to drugie było koniecznością abso- 
lutną. Unja, stąpając linją środkową, biegnącą pomiędzy oby- 
dwoma temi kierunkami, nie dopuszczała konsekwentnego pod- 
jęcia i uskutecznienia żadnego z nich. Nie ważyła się na pier- 
wszy. Nie była w zgodzie z drugim. Sama zawiódłszy wielkie 
nadzieje Kościoła powszechnego, musiała ostatecznie wyniki 
zawodne zostawić w spadku Rzpltej Polskiej. Niedotrzymawszy 
jako zamierzenie uniwersalne, znalazła się zamkniętą w grani- 
cach Rzpltej; a nie mając sposobu wykroczyć poza wschodnie 
jej krawędzie, pozostała wewną trz niej, j ak roślina egzotyczna 
w cieplarni, skazana na zagładę, skoro tylko runą rozbite prze- 
mocą cieplarniane ściany i skoro wówczas na nią samą uderzą 
niemiłosierne wichry wschodnie, mrożąc ją i wyrywając z ko- 
. 
rzenłem. 
Sprawy dyzunickie w Polsce wieku XVIII najściślej spla- 
tały się z unickiemi. Unici polscy w pewnej zaledwie części
>>>
SPRAWA DYSYDENCKA 


57 


doszli do istotnego nierozerwalnego zjednoczenia duchowego 
z Kościołem. W przeważnej większości byli z nim zjednoczeni 
w powierzchownym jeno, połowicznym, niegruntownym spo- 
sobie, gdy natomiast tysiączne węzły tradycji, obyczaju, krwi, 
życia codziennego, łączyły ich po staremu z rozsiadłymi śród 
nich dyzunitami. Ten ostatni, nierównie mniej liczny, lecz 
wciąż nader znaczny, półmiljonowy zgórą żywioł prawosławny 
w Polsce pozostał potężnym lewarem, zdolnym zawsze w dłoni 
nieprzyjacielskiej wzruszać i zachwiewać do głębi tamtą większą 
liczebnie, lecz nierównie mniej odporną masę blisko czteromi- 
ljonową unicką. A zarazem, co naj główniej sza, tędy, przez dyz- 
unitów polskich, wywierane było pośrednio na ich pobratymców 
unitów przemożne ciążenie, wychodzące z poza kordonu, od 
zwartego ogroniu powszechności prawosławnej, ześrodkowanej 
w ościenne m imperjum tosyjskiem. Tern więcej oczywiście 
zależało na tern, aby ustalić i stosować w Polsce politykę dyzu- 
nicką mocną i energiczną, a roztropną i życzliwą, zmierzającą 
konsekwentnie do bezwzględnego wyodrębnienia i wyzwolenia 
dyzunji polskiej od wszelkich wpływów obcych, do zupełnego 
pozyskania, zdobycia, ubezpieczenia jej po wszystkie czasy dla 
Rzpltej. 
Niestety, nie doszło zgoła do urzeczywistnienia najprost- 
szych nawet w tym kierunku wskazań kościelno-politycznych. 
Jednem z takich wskazań elementarnych było zniesienie za- 
wisłości hierarchicznej kleru prawosławnego polskiego od władzy 
patrjarchalnej i synodalnej moskiewskiej, w drodze chociażby 
bezpośredniego poddania go kompetencji patrjarchatu kon- 
stantynopolitańskiego. Lecz ta myśl zbawienna, popierana 
jeszcze przez Władysława IV, pokrzyżowana przez przeciwne 
ustawy fatalne - w rodzaju konstytucji sejmowej 1676 r., 
zakazuj ącej sub poena colli et conjiscatione bonorum wyznawcom 
religji greckiej, iżby relacji więcej do patrjarchy konstant y- 
nopolitańskiego nie mieli, jako pod nieprzyjacielem Krzyża św. 
mieszkającego, - zniszczała z kretesem, by zostać podjętą 
nanowo dopiero pod sam koniec, kiedy już było zapóźno, przez 
Sejm Czteroletni. Jakie zaś byłaby mogła znakomite oddać 
usługi, o tem przybliżone powziąć można pojęcie choćby z uło- 
żonego wtedy, w październiku 1790 r., spóźnionego listu paster-
>>>
" 


58 


SZYMON ASKENAZY 


skiego patrjarchy konstantynopolitańskiego do "wszystkich pra- 
wowiernych i prawdziwych chrześcijan tak duchownych jako 
i świeckich J. K. M. i Najjaśniejszej Rzpltej Polskiej tudzież 
W. Księstwa Litewskiego poddanych, którzy wyznajecie obrządki 
święte i wierzycie w naukę ewangeliczną naszego kościoła wschod- 
niego, wspólnej macierzy naszej, oraz w przykazania i ustawy 
siedmiu synodów powszechnych". "Z przerażeniem odebra- 
liśmy wiadomość - tak odzywał się tu patrjarcha, jako głowa 
kościoła wschodniego prawosławnego, do greków dyzunitów 
w Polsce, podżeganych wtedy przez Potemkina do drugiej haj- 
damaczyzny, - że nasi duchowni przełożeni wykonali przysięgę, 
przez którą obowiązali się być posłusznymi obcemu mocarstwu 
i pełnić te rozkazy, które widocznie miały w celu poruszenie 
ludu do nieposłuszeństwa i buntu przeciw władzy prawnie panu- 
jącej, jako też wzniecanie niesnasek w własnej ojczyźnie, co 
tym cięższym i ogromniejszym przed Bogiem jest występkiem, 
że bezbożność posunięto aż do używania na złe przez obmierzłą 
hipokryzję Jego imienia... Jest dawne nieodzowne prawo ko- 
ścielne, do nas duchownych ściągające się, które wyraźnie nam 
przepisuje, abyśmy się samemi tylko duchownemi rzeczami zaj- 
mowali, a nigdy w żaden sposób nie udawali się do spraw poli- 
tycznych, ponieważ nemo potest duobus dominis servire, Deo et 
mamonae... (Nakazuje się tedy) wszystkim wogóle duchownym 
(prawosławnym), tak wyższym jako i niższym, aby tymże sa- 
mym sposobem, jak cześć Bogu oddają, zachowywali posłuszeń- 
stwo i powolność rozkazom J. K. M. i Najjaśniejszej Rzpltej 
Polskiej, za których jedynie jako za prawną zwierzchność waszą 
winniście modły zanosić do Wszechmocnego Boga, a nie za obcych 
monarchów, jakoście przedtem czynili; pilnie na to zważając, 
abyście inakszem postępowaniem nie stali się przestępcami 
św. Ewangelji, ustaw Apstołów i M. Ojców i naszych nakoniec 
przestróg i napomnień pasterskich i synodalnych...". 
To wszystko miało przyjść po niewczasie. Pomścić się sro- 
dze musiało zaniedbanie niesłychane, prawie niepojęte. Kiedy 
w następstwie, po ostatnich rozbiorach, Prusy dostaną pod 
swoje berło trochę ludności prawosławnej w Białostockiem, 
w te pędy oderwą ją w zupełności od kompetencji eparchja1nej, 
słuckiej i synodalnej petersburskiej i poddadzą wprost naj wyż-
>>>
SPRAWA DYSYDENCKA 


59 


szej władzy duchownej patrjarchatu konstantynopolitańskiego. 
W imię samej zasady udzielności i porządku, dla kilku tysięcy 
swoich nowych poddanych prawosławnych, przeprowadzą Prusy 
natychmiast inowację prostą i konieczną, jakiej w imię najży- 
wotniejszych interesów swoich, dla kroci odwiecznej swojej 
ludności prawosławnej, nie umiała w ciągu stuleci uskutecznić 
Rzplta. Nie umiano naog6ł w Polsce - pomimo niektórych 
doraźnych na rzecz religji greckiej dodatniej szych uchwał sejmo- 
wych - wytworzyć i wprowadzić w wykonanie owej tak nie od- 
picie potrzebnej, dyktowanej przez najprostsze wymagania samo- 
zachowawcze, własnej celowej polityki dyzunickiej. Wyrzekając 
się zaś w tym arcyważnym przedmiocie inicjatywy własnej, 
doczekano się obcej, ościennej, której właśnie za wszelką cenę 
należało zapobiec; pozwolono na traktatowe wstawiennictwo 
gwarancyjne sąsiedzkie przeciw "uciśnieniu" polskich cerkwi, 
episkopij, monaster6w, archimandryj, ihumeństw, bractw 
i wszystkich ludzi błahoczestywej grecko-ruskiej religji; w zaśle- 
pieniu samob6jczem, a bez żadnej jeszcze wtedy, czasu paktów 
Grzymułtowskiego, konieczności ulegania przymusowi fizyczne- 
mu, pozwolono na tak niesłychanie doniosłe, nieobliczalne w dal- 
szych następstwach, wdanie się mocarstwa prawosławnego par 
excellence, w charakterze obrońcy, poręczyciela, superarbitra, 
do naj drażliwszej materji kościelno-politycznej, stanowiącej 
czysto wewnętrzną, udzielną sprawę państwa i narodu polskiego. 
A było to tem bardziej godnem ubolewania, tern bardziej nie- 
uzasadnionem i wręcz niedorzecznem, że wszak nasampierw 
w państwie i narodzie polskim, przy braku jakichkolwiek instynk- 
tów zawziętości religijnej, przy najpiękniejszych tradycjach 
tolerancji wyznaniowej, istniały wszelkie dane do istotnego 
prawno-politycznego przygarnięcia dyzunji; że następnie sam 
kości6ł prawosławny, będąc w Rosji owoczesnej pod bezwzględ- 
nym uciskiem władzy świeckiej, w beznadziejnym z nią zatargu, 
w zupełnem od niej poddaństwie, tem snadniej nadawał się do 
takiego przygarnięcia w Rzpltej. W świetle tego dziej owego 
paradoksu - Piotr, niweczący patrjarchat prawosławny rosyj- 
ski, albo Katarzyna, sekularyzująca majątek cerkwi prawo- 
sławnej rosyjskiej, protektorami prawosławia polskiego, - do- 
piero z całą, w oczy bijącą jasnością występują ciężkie błędy
>>>
ł 



 


60 


SZYMON ASKENAZY 


kościelno-polityczne, popełnione przez Rzpltę w rzeczach dyz- 
unickich. 
Te błędy podwójnie były doniosłe, podwójnie opłakane, 
gdyż taki lub inny obrót tamtoczesny owych rzeczy dyzunickich 
koniec końcem decydował zarazem o losie przyszłym unickich. 
Ale tutaj właśnie, w nierozłącznym splocie obu spraw, tkwił 
fatalny circulus vitiosus. Jedynie dobra polityka względem 
dyzunji mogła zabezpieczyć byt unji. Ale samo środkujące poło- 
żenie unji stawało na przeszkodzie takiej polityce. 
Położenie unji w stuleciu XVIII, u kresu spokojnego jej 
rozwoju a w przededniu okrutnych czekających ją ciosów, pomi- 
mo zasadniczego zjednoczenia i zrównania z obrządkiem łaciń- 
skim, pomimo nieprzerwanych prawie do końca ilościowych 
postępów misyjnych, przecie pod względem jakościowym, ściśle 
faktycznym, zarówno kościelno-duchowym, jak polityczno- 
społecznym, pozostawiało wiele do życzenia. Duchowieństwo 
unickie, od episkopatu aż do braci zakonnej i parochów, dale- 
kiem było, w stosunku do łacińskiego, od tej istotnej równości 
apostolskiej, jaka odpowiadałaby pierwotnej myśli jednoczącej 
Kościoła. Żyło ono i działało w warunkach niezadowalających, 
niejasnych, nieustatkowanych, przebywało naogół w rzeczy- 
wistości na niższym od posłannictwa swego poziomie, jakgdyby 
w stanie jakiejś nieokreślonej, a niemniej bardzo wyraźnej i do- 
tkliwej diminutio capitis. Odbijało się to szkodliwie na jego 
powadze, poniekąd na samej nawet egzystencji, wywołującej 
zjawiska anormalne, rozgoryczenie wydalonych z Senatu bisku- 
pów, zatargi rozkładowe w łonie bazyljanów, fatalne obsadzenie 
parochij, przeważnie niby dziedzicznym, przez popowiczów, 
sposobem, niemal zawsze przez osoby małego powołania dusz- 
pasterskiego, wobec zupełnej prawie niemożności innego wy- 
boru, skoro powszechnie "certos proventus ex beneficiis nie mają, 
akcydensa mizerne, w roli szukają chleba", żyją z posagów 
żoninych, roboty gospodarskiej własnej, żony i dzieci. W poło- 
wie wieku XVIII, w dobie najwyższego liczębnie wzrostu unji 
w Polsce, poprostu trudno, prawie niepodobna było o godnych 
kandydatów do stanu duchownego. "Skądże na tych subjekta 
mieć będą ichmość ks. biskupi? - żałośnie zapytuje pismo unic- 
kie, skreślone w otwierającej się właśnie chwili przełomowej,
>>>
SPRAVVA DYSYDENCKA 


61 


po wstąpieniu na tron Stanisława Augusta, w 1764 r. - nie 
z szlachty, bo ci naprzód widząc dotychczas dość, aż zanadto 
poniżony i coraz na większe a większe uciemiężliwsze wzgardy 
przychodzący stan duchownych unickich, jak od naj gorszej 
rzeczy, honorowi ich ubliżającej, stronić od niego będą; powtóre, 
widząc i doskonale wiedząc wielką szczupłość fundacji parochij 
ruskich, w stanie świeckim dalszego szczęścia z honorem dla 
siebie szukać, jak do kapłańskiego, ze wszech miar obrzydzo- 
nego, zabierać się; nie z chłopów, bo ci adstricti glebae i przez 
prostotę do tak wysokiego charakteru i funkcji, sumienie 
ciężkiemi obowiązkami obligującej, niesposobni... II Oczywiście 
zaś widok podobnych niepomyślnych warunków wewnętrznych 
bytowania unji nie mógł bynajmniej na pozostały w Rzpltej, 
bądź co bądź znaczny jec;zcze a najopomiejszy żywioł dyzunicki 
oddziaływać zachęcająco, przyciągająco, jakby to zapewne, z tego 
punktu widzenia, nierównie snadniej nawet potrafił swego czasu 
czysty, niezróżniczkowany katolicyzm rzymski. A zarazem 
duchowieństwo unickie, nie będąc w pożądanej harmonji z góru- 
jącem nad niem łacińskiem, stawało w stosunku wręcz wrogim, 
nieprzejednanym do dyzunickiego, ponad którem dzierżyło 
samo i zachować sobie życzyło, życzyć z natury rzeczy musiało 
stanowisko wywyższone. 
Nadomiar dla tych wszystkich, tak zawile i rozbieżnie 
układających się stosunków, podczas nadchodzącego już w dru- 
giej połowie wieku XVIII klęskowego ich przesilenia, brakło 
należytej korektywy ze strony dwóch najbardziej powołanych 
do tego czynników: episkopatu łacińskiego i magnaterji kreso- 
wej. Pierwszy z nich, z nieliczne mi zaszczytne mi wyjątkami, 
przechodząc podówczas, w opłakanej dobie Podoskich, Ostrow- 
skich, Młodziejowskich, Siestrzeńcewiczów e tutti quanti, okres 
głębokiego upadku, skąd dopiero w następne m stuleciu miał się 
odradzającym wydobyć wysiłkiem, nie okazywał wtedy bynaj- 
mniej ani właściwego zrozumienia, ani serca dla unji. Drugi, 
również w przeważnej większości naówczas moralnie i politycznie 
do gruntu zdegenerowany, nie był zgoła przygotowanym ani 
uzdolnionym już nietylko do użytecznego pokierowania, lecz 
nawet do rozumnego przejęcia się i zainteresowania sprawą 
unicką, cóż dopiero dyzunicką. A jadnakowoż mimo to i wtedy
>>>
62 


SZYMON ASKENAZY 


znajdowali się statyści pierwszorzędni, czuwający na poste- 
runkach naczelnych Rzpltej, jak dwaj ówcześni kanclerze ko- 
ronny i litewski, Michał Czartoryski i Andrzej Zamojski, któ- 
rzy z doskonałą świadomością uprzytomniali sobie całą wagę 
i grozę obu tych sprawa w szczególności dyzunickiej, i wzno- 
sili się w ich pojmowaniu do szczytnych zasad tradycyjnego 
ducha tolerancji i rzetelnego rozumu stanu polskiego. "Żebyś 
abhinc w djecezji swojej - takie mądre i silne zalecenie bisku- 
powi unickiemu przemyskiemu, Atanazemu Szeptyckiemu, po- 
syłał w I765 r. Zamojski - dał bacznoŚĆ na swoje kapłany i lud 
utrzymywał od pokazywania nienawiści ku dyzunitom, a tem- 
bardziej od prześladowania ich, przymuszania do unji, cerkwie 
bezprawnie imże odbierać nie dozwalał i na miejsce upadają- 
cych stawiać innych albo reperować konserwacji potrzebują- 
cych nie bronił... Wszakże wiara nasza święta dość ma powabów 
i słodkości jarzma Chrystusowego i dobrowolne tylko ofiary 
przyjmować zaleca; na cóż dobroć i doskonałość jej kazić niepo- 
rządną o nią żarliwością ?u. 
Aliści w tym samym czasie już były przy robocie przemożne 
wrogie siły obce, nie dopuszczając spokojnego, organicznego 
uzdrowienia wewnętrznego stosunków wyznaniowych polskich, 
lecz wprost przeciwnie, przez gwałtowne, mechaniczne z ze- 
wnątrz targanie, zmierzając rozmyślnie do zjątrzenia ich i zatru- 
cia, w ostatecznym zaś wyniku do wyzyskania na pożytek własny 
a zgubę Rzpltej. Raz po razie dawniejszemi jeszcze napoczy- 
nana czasy, nareszcie w porze sposobnej dojrzała przemyślna 
ta robota, odkąd ześrodkowaną została w sprzymierzonych ręku 
Fryderyka II i Katarzyny II. Odtąd, od początku panowania 
Stanisława-Augusta, weszła sprawa t. zw. dysydencka w ostre 
stadjum przełomowe. l\liarę istotnego charakteru i dążności otwie- 
rającego się przesilenia dawało już samo użyte do niego narzę- 
dzie główne, Jerzy Koniski, który niedarmo trzymał do chrztu 
przyszłego feldmarszałka Paskiewicza ks. Warszawskiego, tym 
sposobem symbolicznie niejako wychylając się z rozkładowych 
robót wyznaniowo-kościelnych wieku XVII! aż do ośrodka ni- 
weczących działań wojenno-politycznych XIX. W rzeczy samej, 
cała owa akcja, podejmowana wtedy społem przez króla pru- 
skiego i imperatorową rosyjską pod znakiem czystej, bezinte-
>>>
SPRAWA DYSYDENCKA 


63 


resownej zasady tolerancji religijnej, pod hasłem ludzkiego, 
platonicznego współczucia dla krzywdzonych przez Kościół 
w Polsce panujący współwyznawców swoich, czy to protestan- 
ckich czy unicko-dyzunickich, miała wyłącznie na widoku na- 
wskroś realistyczne, protekcyjne i zaborcze cele polityczne, nie 
dbając oczywiście bynajmniej' o rzekomą, wysuwaną przed 
światem dla pozoru zasadę tolerancyjną i równie mało dbając 
o istotne dobro rzekomych współwyznawczych swoich pupilów. 
Fryderyk II poprostu nie życzył sobie wcale równouprawnienia 
dysydentów-ewangelików w Polsce, o które tak ostentacyjnie 
się upominał; obawiał się, że powstrzymałoby ono emigrację 
żywiołów dysydenckich do Prus, na której wiele mu zależało; 
obawiał się wogóle, aby w Polsce nie było za dobrze owym ko- 
chanym dysydentom, których on kochał nie poto, aby im po- 
móc, lecz aby ich zabrać. W najpoufniejszych instrukcjach, 
posyłanych z Berlina rezydentowi pruskiemu w Warszawie, 
Benoitowi, odkrywał Fryderyk to najtajniejsze życzenie swoje 
niedojścia tolerancyjnych, nap ozór oficjalnie przez siebie popie- 
ranych projektów prawodawczych na rzecz dysydentów i zalecał 
sekretne użycie "wiadomych ludzi u , to jest zaprzedanych sobie 
posłów, celem obalenia tychże projektów. Równocześnie z Pe- 
tersburga, imieniem Katarzyny, ówczesny kierownik jej poli- 
tyki, zimny realista Panin najpoufniej oświecał ambasadora ro- 
syjskiego w Warszawie, Repnina, że cała akcja dysydencko- 
dyzunicka podjętą została przez imperatorową "nie w myśli 
rozpowszechnienia w Polsce wiary naszej i protestanckiej, lecz 
w myśli pozyskania dla nas tym sposobem raz na zawsze nowej 
i trwałej partji... dzięki przyswojonemu nam na wieczne czasy 
protektoratowi"; zastrzegał się stanowczo przeciw wszelkiej 
istotnej poprawie doli ludności prawosławnej w Polsce, - którą 
zresztą w tejże korespondencji poufnej tenże Panin nazywał 
pogardliwie "podli spółwyznawcy nasiu (podły je naszi edino- 
wiercy), - gdyż przyczyniłoby się to tylko do większego jeszcze 
wzmożenia dotychczasowej, bardzo już znacznej emigracji 
i stałego zbiegostwa włościan rosyjskich do Rzpltej; oświadczał 
się w szczególności przeciw popieraniu unitów, których uważać 
należy "zgoła za odszczepieńców od wiary naszej u ( otnjud/ 
otszczepiency),. kategorycznie zabraniał projektowanego wpro- 
Szkice i portret. y 6
>>>
'" 


64 


SZYMON ASKENAZY 


wadzenia dwóch biskupów unickich do Senatu polskiego, co 
byłoby nadzwyczaj "przykrem" (Prikro), i przepisywał, wobec 
podobnej "przykrej" ewentualności, raczej zrzec się zupełnie 
postawionego pierwotnie przez Rosję postulatu wprowadzenia 
do Senatu biskupa prawosławnego białoruskiego; w ogólności 
nakazywał ograniczać się jeno do pozornej, starannie unikać 
rzeczywistej, skutecznej pomocy dla wszelkiego gatunku dysy- 
dentów polskich, którzy łatwo stać się mogą "z protegowanych 
dzisiejszych spółzawodnikami w przyszłości: albowiem pomiędzy 
towarzystwami politycznemi w pewnem znaczeniu nie masz 
miejsca ani dla żalu za doznane krzywdy, ani dla wdzięczności 
za minione dobrodziejstwa". Z takich to nielitościwie trzeźwych 
wychodząc założeń, pod maską humanitarnej obłudy takie 
twarde, prostolinijne kryjąc dążenia przemocy i zaboru, wtar- 
gnęła sprzymierzeńcza interwencja ościenna do arcytrudnych 
już z samej swojej natury, do aż nadto już w samych sobie powikła- 
nych, skołatanych, zaognionych spraw dysydenckich polskich, 
aby wzią
 je w ręce po swojemu i ukuć z nich broń zabójczą, 
która niezadługo, krwawem hajdamackiem znaczona piętnem, 
ugodzi w samo serce konającej Rzpltej Polskiej i jeszcze przez 
lat półtorasta, aż do dnia dzisiejszego, nie przestanie godzić 
w serce dźwigającego ciężkie brzemię swoich przeznaczeń narodu 
polskiego.
>>>
KOSCIOŁ KATOLICKI A KATARZYNA II 
(177 2 - 1 7 8 4) 


Podział Polski, pojęciowo zamknięty w sobie moment poli- 
tyczno-dziejowy, przecie rzeczowo, w czynnościach i skutkach 
podziałowych, dwie zgoła odrębne wystawia strony: sprawę 
rozbioru tetytorjum, oraz rozkładu organizmu Rzpltej Polskiej. 
Pierwsza sprawa, rozstrzygnięta przez czyn dokonany samych że 
podziałów, łamiąc doraźnie zewnętrzną postać państwa polskiego, 
pozostawiała wszakże widoki doraźnej zzewnątrz restytucji 
w przyszłej sposobnej po temu okoliczności i porze. Druga nato- 
miast, dopiero z chwilą podziałową napoczynana, na dłuższą 
z konieczności obliczoną metę, zmierzając do kolejnego przekształ- 
cenia samej wewnętrznej istoty ustroju społeczno-narodowego 
polskiego, w miarę swoich postępów podcinała widoki ewolucyj- 
nego kiedykolwiek odrodzenia nawewnątrz, zamykała nieod- 
wołalnie, grzebała przyszłość. Ta wtóra operacja pochodna, 
będąc tamtej pierwotnej i przyczynowej wYnikiem jeno i rozwi- 
nięciem, mniej napozór od niej pokaźna i uderzająca, bo nie 
z wierzchu ani raptem, lecz w rdzeniu i stopniowo dokonywana, 
właśnie jednak dlatego głębsze jeszcze poniekąd od tamtej i nie- 
równie donioślejsze posiadała znaczenie. 
Nauka historyczna a wraz i świadomość publiczna polska 
z obu rzeczonych procesów dziejowych zaledwo pierwszy, ze- 


Przedmowa do monografji Macieja Loreta "Kościół katolicki 
a Katarzyna II", Monografje w zakresie dziejów nowożytnych, tom XII. 
Warszawa 1910. 


6*
>>>
ł 


66 


SZYMON ASKENAZY 


wnętrzny, lepiej i jaśniej rozeznawać, trzeźwiej i bardziej przed- 
miotowo zdawać sobie z niego sprawę zaczyna. Jak w rzeczy- 
wistości, nie wedle takiej lub innej, ułożonej ex post tezy historjo- 
zoficznej, lecz realnym trybem spółczesnych wydarzeń, doszło 
do podziałów Polski; jak dalece górujące w tern zjawisku fatalne 
czynniki międzynarodowe splatały się z opłakanemi spółczynni- 
kami domowemi i przez nie warunkowane były; w jakim stosunku 
rozłożyć należy płynące z jednych a drugich przesłanki musu 
a winy, i, co za tem idzie, w jakim postawić wnioski poczytal- 
ności swojej a obcej; j akiemi sposoby dzieło podziałowe dyploma- 
tycznie, politycznie i demarkacyjnie poczęte, prowadzone i usku- 
tecznione zostało, - to są wszystko przedmioty znaczne, zawiłe 
i trudne, do których ledwo przystępuje na własną rękę samodzielne 
badanie polskie i z któremi spełna uporać się niełacną będzie 
dlań rzeczą. Ale gorzej jeszcze ma się z owym drugim procesem 
wewnętrznym, o jakim mowa. Ów proces arcyważny, otwiera- 
jący się na pierwszym podziale, a odtąd, od półtora blisko wieku 
coraz szersze i głębsze zataczający kręgi, odrabiający, przez prze- 
ciąg tego półtorastoletniego nieprzerwanego swego trwania, 
we wręcz przeciwnym kierunku, całą uprzednią odwieczną robotę 
ustrojową polską, niezamknięty w istocie aż do dziś dnia, sprawił 
albo gotuje nie proste już tylko gwałtowne oderwanie samych 
zabranych przez rozbiory dzielnic państwowo-terytorjalnych, 
lecz zupełną, ze szczętem i na zawsze, niepowetowaną zatratę 
wrośniętej w nich starodawnie, a teraz usuwanej bezwzględnie, 
albo przynajmniej podważanej i osłabianej, podwaliny zasiedle- 
nia się, zagospodarowania i posiadania społeczno-narodowego, 
w pierwszym rzędzie na najmniej odpornych kresach, w Kraju 
Północno- i Południowo-Zachodnim, Prusach Zachodnich, Galicji 
Wschodniej, poniekąd zaś z kolei, w miarę możności, równie 
i w rdzennych ośrodkach b. Rzpltej. Ze stanowiska racji stanu 
mocarstw podziałowych była to dla nich niewątpliwie sprawa 
wagi kardynalnej, była właściwą dopiero treścią i sankcją bez- 
pośrednią faktu podziałowego. Została też przez nie podjęta 
natychmiast po załatwieniu się ze stroną techniczną podziałów 
i prowadzona odtąd niezmordowanie, z konsekwencją żelazną, 
a w znaczeniu i sposobie jaknajwszechstronniejszym. Ta akcja, 
odrazu jaśnie ustalona w swych linjach wytycznych, a krok za
>>>
KOŚCIÓŁ KATOLICKI A KATARZYNA II 67 


. 


krokiem urzeczywistniana w systematycznem zastosowaniu 
p rak tycznem, ogarnęła odtąd, w rzeczy samej, jaknajwszech- 
stronniej wszelkie bez wyjątku główne dziedziny życia społeczno- 
narodowego w dzielnicach rozbiorowych wogóle, a pierwszoroz- 
biorowych, bo kresowych, w szczególności, czy to w zakresie 
materjalnym czy moralnym, gospodarczym i prawnym, admini- 
stracyjnym i stanowym, wychowawczym i kościelnym, w jedna- 
kowym naogół duchu i sensie, choć w rozmaitym stopniu i tempie, 
stosownie do rozmaitych okoliczności i warunków w każdej po.. 
szczególnie dziedzinie i dzielnicy. 
Owóż cała ta następcza, przychodząca tuż po fakcie mecha- 
nicznego wcielenia podziałowego, rozległa i wnikliwa czynność 
organicznego wchłaniania podziałowego, jakkolwiek skroś jedno- 
lita w celowym swoim rozmachu i napięciu, różniczkowała się 
przecie przedmiotowo i czasowo na mniej widoczne, nieraz prawie 
niedostrzegalne, bo rozrzucone i ciągłe, a tern skuteczniejsze 
składniki: i dlatego pozostała też jaknajmniej znaną. Wiemy 
zaledwo, jak Polskę podzielono między trzy mocarstwa ościenne, 
ale jak ją z niemi jęto spajać, jednoczyć, utożsamiać, - o tern, 
z wyjątkiem dorywczych jeno gdzie niegdzie wiadomości, żadnego 
naprawdę w całości, konkretnego, porządnego, ścisłego nie mamy 
. . 
PO] ęCla. 
Wytworzenie sobie takiego pojęcia na dokładnej podstawie 
źródłowej jest bez wątpienia potrzebą pod każdym względem, 
naukowym zarówno jak publicznym, wręcz nieodbitą. Punkt 
wyjścia stanowić przytern winien oczywiście sam zaczątek onego 
procesu, przyPadający zaraz po pierwszym podziale i będący 
zasadniczo i praktycznie wskaźnikiem i wzorem, będący tu mo- 
mentem genetycznym wszystkiej podejmowanej następnie w tym 
samym kierunku roboty. O ile zaś nadto chodzi w szczególności 
o pierwotną dzielnicę polsko-rosyjską, to znowuż z rozlicznych 
dziedzin, na jakie roztaczała się ta robota, miejsce najwydat- 
niejsze należy się dziedzinie kościelnej. 
W istocie, nazajutrz po dopełnionym rozbiorze, a z chwilą 
przystąpienia każdego z trzech państw rozbiorowych do owej 
operacji wchłaniającej względem odpowiednich swoich nabytków, 
w odmiennem zgoła położeniu znalazła się Rosja, aniżeli Prusy 
i Austrja. Te dwa ostatnie mocarstwa, rozrządzając wyższą
>>>
68 


SZYMON ASKENAZY 


kulturą prawno-państwową i udoskonalonym aparatem admini- 
stracyjnym, mogły natychmiast i bezpośrednio zużytkować tę 
swoją przewagę na wziętej ziemi polskiej w stosownych dziedzi- 
nach zarządu, sądownictwa, gospodarstwa i wychowania publicz- 
nego, a jakkolwiek nie zaniedbywały również i kościelnej, to 
raczej w dopełniającym do tamtych sposobie. Przeciwnie, Rosja 
ówczesna, samą siłą fizyczną przodując w dziele rozbiorowem, 
biorąc górę i nad dzieloną Rzpltą i nad dwiema potęgami spół- 
dzielczemi, lecz niższa i od tamtej i od tych obu pod względem 
swego niedorozwinięcia kulturalnego, prawnopolitycznego i admi- 
nistracyjnego, nie mogła zrazu nadążyć na tej drodze i musiała, 
wprost na odwró t , nie zaniedbując zresztą i owych dziedzin, na 
których ześrodkowały się głównie asymilacyjne wysiłki pruskie 
i austrjackie, punkt ciężkości analogicznych usiłowań własnych 
obrócić na kościelną. 
Za takim mianowicie specyficznym obrotem dążeń jedno- 
czących Rosji w obrębie pierwszego już jej działu polskiego prze- 
mawiała jedna nadomiar okoliczność kapitalna, stanowiąca sama 
przez się więcej niż kompensatę przewag Prus i Austrji pod wzglę- 
dem wyższej ich dojrzałości i sprawności państwowo-admini- 
stracyjnej - t. j. szczególnie pomyślne dla owych dążeń ustosun- 
kowanie wyznaniowe ludności na zabranych przez Rosję ziemiach 
Rzpltej. Było tu, w granicach pierwszorozbiorowej dzielnicy 
rosyjskiej, około 100000 łacinników, 800000 unitów, 300 000 pra- 
wosławnych. Z samego już takiego stosunku ilościowego wyni- 
kało dla ówczesnego rządu rosyjskiego proste i dobitne wskazanie 
jego polityki kościelnej na tych ziemiach. Wprawdzie do Kościoła 
katolickiego należała tym sposobem właściwie znakomita więk- 
szoŚĆ przyłączonej ludności, do goo 000 dusz, ale istotna, nie- 
wzruszona w tem zawartość mieściła się naprawdę głównie 
w liczbie owych stukroć katolików obrządku łacińskiego, kiedy 
natomiast ośmkroć katolików obrządku greckiego stanowiło 
żywioł nieustatkowany religijnie a tem bardziej narodowościowo 
i pod obydwoma względami w wysokim stopniu podatny dla 
wpływów konwersyjnych, pociągany tędy z dawna ciśnieniem 
pokrewnych sobie z krwi, stanu i ducha masy trzechkroć prawo- 
sławnych, a odcięty teraz od oddziaływania katolickiej Rzpltej 
i poddany bezpośredniemu oddziaływaniu olbrzymiego imperjum
>>>
KOŚCIÓŁ KATOLICKI A KATARZYNA II 69 


prawosławnego i potężnej władzy rządowej rosyjskiej. Na tern 
też odtąd polegało tutaj sedno rzeczy: na takiej orjentacji ko- 
ścielno-politycznej rządu i takiej z jego ramienia organizacji 
Kościoła katolickiego w dzielnicy rozbiorowej rosyjskiej, aby, 
przecinając nazewnątrz węzły łączące go z Rzpltą i rozluźniając 
łączące go z Rzymem, spowodować nawewnątrz osłabienie 
i zanik węzłów łączących obadwa obrządki łaciński i grecki 
w łonie samego Kościoła polskiego i tym sposobem przygotować 
co rychlejsze zupełne oderwanie unji od katolicyzmu i polskości, 
oraz pozyskanie jej dla cerkwi i państwowości rosyjskiej. 
Pod znakiem powyższej idei przewodniej począł się i ukształ- 
tował stosunek Kościoła katolickiego a Katarzyny II, we wstęp- 
nym zaraz, a decydującym dla dalszej przyszłości, okresie 
177 2 - 1 7 8 4 r., t. j. od pierwszego podziału Polski aż do utwo- 
rzenia pierwszej metropolji katolickiej pod berłem rosyjskiem. 
Przystępując do zbadania doniosłego tego przedmiotu, autor 
monografji niniejszej, który niepoślednie swoje uzdolnienie 
badawcze poświęcił z zupełnem oddaniem się umiłowanym stu- 
djom specjalnym nad nowoczesnemi dziejami Kościoła w Polsce, 
miał do pokonania zadanie żmudne i draźliwe. Żmudne - gdyż, 
nie mając żadnych właściwie, w znaczeniu ściśle naukowem, 
poprzedników na tern niemal zgoła nietkniętem polu badania, 
wszędzie prawie musiał sięgać wprost do źródeł archiwalnych, 
których wydobycie, a nawet sama przystępność była połączoną 
z pewnemi utrudnieniami natury technicznej. Drażliwe - gdyż 
przedmiot, sam przez się bardzo poważny, nastręczał nadomiar 
co kroku szczegóły nad wyraz smutne i opłakane, pod kątem 
widzenia naj prostszych, najprawowitszych postulatów moralno- 
dziejowych ze stanowiska tyleż interesu Kościoła co i Polski. 
Wynikało to poniekąd z samej natury rzeczy, wynikało 
między innemi z tego fatalnego zbiegu okoliczności, iż okres 
pierwszego podziału Polski był zarazem epoką jednego z naj- 
ostrzejszych przesileń, przez jakie wtedy przechodził Kościół 
powszechny. Jeden z wydatnych momentów tego przesilenia, 
kasata zakonu 00. jezuitów, miał też w kierunku nader niepo- 
myślnym odbić się na przebiegu niniejszego wstępnego stadjum 
sprawy kościelno-politycznej w Rosji za Katarzyny II. Autor 
sposobem ściśle przedmiotowym, poruszając dotkliwe te kompli-
>>>
ł 


70 


SZYMON ASKENAZY 


kacje podczas doby najmniej przezroczystej w wielostronnych 
dziejach Towarzystwa Jezusowego, bo obejmującej okres jego 
istności i działania wręcz zaprzeczony przez najwyższą w Kościele 
władzę, ograniczył się do czysto rzeczowego stwierdzenia tego 
stosunku faktycznego i płynących stąd niepożądanych kon- 
sekwencyj dla ówczesnej niezdrowej postawy Towarzystwa 
względem Stolicy Apostolskiej oraz spraw polsko-rosyjskich. 
Podobnież, bez żadnych zgóry powziętych uprzedzeń, ale też 
nigdzie pod korcem przykrej nie chowając prawdy, tej najlepszej 
win i błędów lekarki, nakreślił haniebne albo marne rysy takich, 
jak metropolita Siestrzencewicz, znikczemniałych i występ- 
nych, albo też tylko niedorastających wysokiego swego powołania 
i ciężkiej tamtoczesnej Kościoła i kraju potrzeby, grzeszących 
słabością lub obojętnością, dostojników duchownych. Z tern 
większem natomiast zamiłowaniem zatrzymał się nad wizerun- 
kiem takiej, jak metropolita Smogorzewski, czystej i pięknej 
postaci, wiernego syna Kościoła i Rzpltej. Razem dał pracę 
spokojną i staranną, która, utrafiając w naglącą na tern właśnie 
polu potrzebę naukową, - podobnież, jak to czyni w całkiem 
równoległym zakresie dla dzielnicy rozbiorowej austrjackiej 
nowe szacowne dzieło ks. Chotkowskiego o Historji politycznej 
Kościoła w Galicji 1772-1780, - stanowić będzie solidny punkt 
oparcia dla dalszych poszukiwań nad dziejami kościelno-politycz- 
nemi ziem polskich pod berłem rosyjskiem. 
Rzecz prosta, autor, zmuszony przeważnie po raz pierwszy 
dop
ero torować tutaj ścieżki naukowemu badaniu, nie miał 
sposobu wyczerpać wszystkich, nastręczających się p o drodze, 
spraw i zagadnień i wiele z nich, niektóre nawet bardzo wydatne, 
musiał pozostawić na uboczu. Do takich przedmiotów poszcze- 
gólnych, które domagałyby się całkiem odrębnego roztrząsania 
monograficznego, między innemi należą niezawodnie rzeczy 
bazyljańskie w kordonie rozbiorowym rosyjskim. Dzieje nowo- 
czesne zakonu św. Bazylego W., wysoce interesujące w opłaka- 
nych, tragicznych niekiedy, a tak ciemnych, zakrytych, mało lub 
źle wiadomych istotnych perypetjach swoich, stykających się 
w pewnych punktach kapitalnych z subtelną działalnością 
00. jezuitów, te dzieje stopniowej, przymusowej, nieuchronnej 
dekadencji zakonu, to są naprawdę dzieje upadku unj
. Był też
>>>
KOŚCIÓŁ KATOLICKI A KATARZYNA II 71 


uierwszy zaraz podział Polski widomym znakiem bazyljańskiej 
.... 
zaguby, tam mianowicie, gdzie wtedy nasampierw pod obce 
panowanie odeszły klasztory bazyljańskie, t. j. w Galicji i na 
Białej Rusi. Wiadomo, że wnet wszystkie główne i zasobniejsze 
z tych klasztorów galicyjskich od rządu austrjackiego na skarb 
zabrano, że nawet starożytną cerkiew Świętojurską we Lwowie 
z całym placem klasztornym oddano fałszywemu opiekunowi 
a zawziętemu w istocie prześladowcy zakonu, "zawsze - jak 
w leżącej przed nami, a pochodzącej z powierzonych nam cennych 
papierów bazyljańskich, poufnej kronice klęsk zakonnych, cichej 
skardze spisywanej dla potomnycq. w sekrecie mniszej celi, 
z gorzkim wyrzutem stary spółczesny żalił się superior, - przeciw 
Bazyljanom godzącemu", biskupowi lwowskiemu, późniejszemu 
metropolicie Leonowi Szep
yckiemu, dzięki usilnym jego tajnym 
w Wiedniu staraniom a możnym i szkodliwym tam protekcjom. 
Ale gorzej jeszcze dziać się miało zakonowi na Białorusi, gdzie 
los jego nierozłącznie był związany z ułożoną już zgóry sprawą 
podważenia i zniesienia unji. Wprawdzie odeszłe do Rosji klaszto- 
ry bazyljańskie narazie zostawiono pod zarządem prowincjała 
litewskiego a naczelnem władaniem protoarchimandryty-generała 
zakonu. Ale wnet ciężkie zaczęły się kłopoty i uciśnienia, zwła- 
szcza odkąd zacny Smogorzewski wI779r., pozmarłym Szeptyckim 
obejmując metropolję ruską, odjechał arcybiskupstwo połockie, 
odmawiając powrotu, by pozostać w Rzpltej, i gdy po nim 
rządy duchowne na Białorusi oddała Katarzyna w uległe ręce 
Lissowskiego. Napróżno kapituła generalna, odprawiona w Toro- 
kanach w I7Bo r. pod osobistą prezydencją Smogorzewskiego, 
a przy udziale wszystkich zebranych zagranicznych superiorów 
wokalnych, na długich, dwumiesięcznych obradach podjęła 
usiłowania ratunkowe, poprawiła i zatwierdziła kodeks konsty- 
tucyj bazyljańskich, obrała protoarchimandrytą dzielnego Józefa 
Morgulca, późniejszego opata mieleckiego, zaprowadziła nowy 
podział prowincjonalny, z nową osobną prowincją białoruską. 
Nie mogło to powstrzymać ciosu, jaki niebawem w zakon uderzył, 
kiedy Ukazem Katarzyny ze stycznia I7B5 r. - "czyli z samego 
tylko, jak pisze kronikarz bazyljański, krajowego rządu woli, 
czy też z intryg tamecznych naszych mnichów, co pewniejsza" - 
po raz pierwszy od istnienia zakonu bazyljanie białoruscy wyłą-
>>>
72 


SZYMON ASKENAZY 


czeni zostali od władzy generalskiej protoarchimandryty i pod- 
dani zwyczajnej władzy djecezjalnej miejscowej, a tern samem 
prowincja białoruska od ciała zakonu oderwana. Okazały się 
fatalne tego skutki na następnej kapitule generalnej w Żydy- 
czynie, w 1788 r., już za śmiertelnej Smogorzewskiego choroby, 
gdzie nie stawił się, pod surowym Katarzyny zakazem, żaden 
przedstawiciel zakonny z Białorusi, a gdzie natomiast z natchnie- 
nia Lissowskiego na obrady kapitulne wyniesioną została "kwe- 
stja" znamienna: iż "byłoby zgodniej dla unickiego wyznania na 
Białej rusi z wyznaniem religji tam panującej, aby skasować 
święta Corporis Christi i św. ]ózafata". Wprawdzie zaraz jedno- 
myślnie orzekła kapituła, że "o tern rezonować nie jest jej prz
d- 
miotem, a gdyby tak stało się, byłoby wprost z wielkim przesą- 
dem dla unickiego wyznania" i nawet nie dopuściła wpisania 
tego wniosku do akt kapitu1nyc
, - bądźcobądź jednak, była 
to już zapowiedź wyraźna tych następstw klęskowych, jakie 
najb1iższa gotowała przyszłość. Niepodobna, niestety, na tern 
miejscu wdawać się w szczegółowe wyłuszczenie tej tak doniosłej 
i zajmującej materji bazyljańskiej, która, jak się rzekło, zasługi- 
wałaby zewszechmiar na opracowanie samoistne, i, jak tuszyć 
należy, niedługo na nie czekać powinna. 
Autor monografji niniejszej, nie mogąc zbaczać ku podob- 
nym, ważnym niezawodnie lecz raczej specjalnym materjom, 
mając sobie wyznaczo
y cel zarazem powszechniejszy rzeczowo 
a chronologicznie ściślejszy, t. j. nakreślenie dróg wytycznych 
polityki kościelnej Katarzyny II i stosunku do niej Stolicy Apo- 
stolskiej między pierwszym rozbiorem Rzpltej a założeniem archi- 
djecezji mohylowskiej, oparł się w swoich poszukiwaniach, obok 
archiwów krajowych, jak zbiory X. X. Czartoryskich i Ossoliń- 
skich w Krakowie i we Lwowie, przeważnie na najgłówniejszych 
a nader w tej mierze obfitych źródłach Archiwum Watykańskiego. 
Nie mógł, niestety, dla powodów od siebie niezawisłych, uzupełnić 
swoich studjów watykańskich przez osobiste zbadanie równo- 
ległych zbiorów archiwalnych rosyjskich w Moskwie, Wilnie, 
Kijowie, lecz, ile tylko się dało, zastąpił te braki przez wyzyskanie 
odpowiednich materjałów na podstawie wyczerpującego uwzględ- 
nienia istniejących w tym zakresie publikacyj źródłowych.
>>>
KOŚCIÓŁ KATOLICKI A KATARZYNA II 


73 


(Pewne uzupełnienia ze starych druków rosyjskich i polskich daje 
do Loreta Henryk Mościcki w swych "Dziejach Porozbiorowych Litwy 
i Rusi''. rozdział I "Białoruś pod berłem Katarzyny II". Daje on cha- 
rakterystykę kleru ówczesnego (Massalskiego, Smogorzewskiego, Sie- 
strzencewicza, Konisskiego i in.) i działalności jezuitów na Białejrusi, 
opisuje utworzenie ..biskupstwa białoruskiego" i arcybiskupstwa mohy- 
lowskiego, pobyt Katarzyny w Połocku i Mohylowie i przesadzanie się 
jezuitów w kulcie dla niej, otwarcie przez nich nowicjatu i drukarni 
w Połocku, wreszcie opisuje walkę z Unią i ..nawrócenie" się na prawo- 
sławie 117 116 unitów po pierwszym rozbiorze, do r. 1784. Ciekawa 
jest strona ilustracyjna: portrety Siestrzencewicza, Konisskiego, Mel- 
chizedecha Znaczko-Jaworskiego, Wiktora Sadkowskiego, Smogorzew- 
skiego, Rostockiego, Massalskiego, Czerniewicza, widok zewnętrzny i we- 
wnętrzny kolegium jezuickiego w Połocku, reprodukcja medalu Kata- 
rzyny II na pamiątkę rozbioru Polski z napisem w otoku: "Ottorżennaja 
wozuratich". Przypisek wydawców).
>>>
ł 


DAUDIBERT .CAILLE 
(179 6 ) 


o mizernym tym awanturniku zaprzeszłowiecznym i po- 
ciesznej jego awanturze parysko-berlińskiej głucho było dotych- 
czas w dziejach. Jednakowoż pan Daudibert Caille dziś właśnie 
ma słuszne prawo żądać J aby ciemna jego figura i tragikomiczna 
przygoda wydobyte zostały z niepamięci. Ma on obecnie pewien 
tytuł do aktualności. Ma jedyną bodaj okazję wejścia teraz 
do historji J teraz albo nigdy. Albowiem - rzecz zgoła nieznana 
ani historykom ani historykom niemieckim, francuskim a za- 
pewne i marokańskim - pan Charles Etienne dJAudibert Caille 
to był swego czasu J ani mniej ani więcej J jeno najpierwszy 
urzędowy przedstawiciel dyPlomatyczny Prus w Marokku. Mógł 
on powołać się na autentyczny JJpatent" Fryderyka Wielkiego 
z dnia 9 marca 17 8 4 r'J mianujący go JJkonsulem generalnym 
Jegomości Króla pruskiego w państwach Jegomości Cesarza 
marokańskiego". Trudno chyba o aktualniejszą godność w chwili 
obecnejJ kiedy w gabinetach mocarstw i na szpaltach dziennikar- 
skich o niczem innem niema mOWYJ jak o Tangerach J Fezach 
i Agadirach. I niezgorszy dowcip historyczny tkwi w samym 
tym zabawnym szczególe J iż taką godność w krainie afrykańskiejJ 
o którą niedawno toczył się zażarty djalog pomiędzy p. de 
Selves a p. Kiderlen-Waechterem J o którą udzierają się z sobą 


Szkic d:rukowany w .. Tygodniku IlustrowanymU, 1912, II, 
Nr. 38, str. 786--7. Por. Napoleon i Polska, Warsz. 1818, I, 133-5; 
materjał źródłowy wskazany tamże, 270-4.
>>>
DAUDIBERT CAILLE 


75 


Francja i Prusy, piastował ongi najpierw Francuz rodowity 
imieniem największego korowanego Prusaka. Aliści dla nas 
pozatem inny jeszcze dowcip dziejowy kryje się tutaj w tej 
bardziej jeszcze nieoczekiwanej okoliczności, iż przedmiotem 
właściwym szczególniej szej afery przedstuletniej, w której rolę 
główną odegrał ten dziwaczny dygnitarz francusko-prusko- 
marokański, była - Polska. 
Rzecz działa się w czasie, gdy dopełniał się trzeci, osta- 
teczny rozbiór Rzplitej polskiej. Rozbiór ten, jak wiadomo, 
ułożony był pierwotnie samowtór między Rosją a Austrją, poza 
plecami Prus, które później dopiero doń przystąpiły, zaskoczone 
przez fakt dokonany, ale zarazem, mocno niezadowolone z wy- 
znaczonego sobie działu, zawzięcie targowały się o nową demar- 
kację podziałową, zwłaszcza od strony austrjackiej, gdzie między 
innemi zawzięcie dopominały się dla siebie Krakowa. Równo- 
cześnie niemal z wynikłemi stąd zatargami z Rosją i Austrją 
Prusy, po wystąpieniu swojem z koalicji i zawarciu oddzielnego 
pokoju bazylejskiego z Francją, były stanęły na stopie przyja- 
cielskiej, prawie sprzymierzeńczej względem Republiki fran- 
cuskiej. A na tej Republice, wciąż niepokonanej i naprzód 
prącej, opierały się wszak podówczas główne widoki emigracji 
powstańczej polskiej, która, po upadku insurekcji Kościuszki, 
swoją kwaterę główną założyła w Paryżu rewolucyjnym a przez 
liczne kanały tajemne utrzymywała ścisłą styczność z ujarzmio- 
nym, rozdartym krajem. 
Owóż, wśród takich warunków powstała w kraju a poczęści 
i na emigracji śmiała myśl odnowienia, choć na inną poniekąd 
modłę wedle zmienionych okoliczności, niedawnej , z przed lat 
kilku, koncepcji Sejmu Czteroletniego, myśl zbliżenia się do 
Prus, sprzęgnięcia się z Prusami, celem wygrania ich na rzecz 
Polski przeciw dwom pozostałym mocarstwom rozbiorowym, 
a to mianowicie przy pośredniczącem poparciu dyPlomatycznem 
a bodaj i czynnym współudziale zbrojnym Francji republikań- 
skiej. Próby, z rÓżnych stron w tym kierunku wszczynane, 
znalazły sobie niebawem wyraz dobitny w wystąpieniu tajnem 
generała Henryka Dąbrowskiego, który, wybierając się na Za- 
chód po robotę legjonową, wypracował nasamprzód formalny 
projekt wspólnej akcji powstańczo-wojennej polsko-pruskiej,
>>>
76 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


skierowanej przeciw Rosji i Austrji, przesłał go we wrześniu 
1795 r. na ręce posła francuskiego przy dworze berlińskim, 
Caillarda, dla przedłożenia go rządowi pruskiemu, następnie 
zaś w marcu 1796 r. osobiście zjawił się w Berlinie i ustnie roz- 
wijał ten projekt niezwykły na cztery oczy na audjencji poufnej 
przed królem Fryderykiem Willie1mem II. Wszelako te usiło- 
wania, podejmowane przez Dąbrowskiego, Wybickiego i innych 
wybitnych patrjotów, nie wzięły skutku, spotykając się z ostrożną 
wstrzemięźliwością Prus, które nie zrywając bynajmniej tych 
nici tajemnych, nawiązanych z republikanami francuskimi i pol- 
skimi, równocześnie prowadziły dalej swoj e natarczywe targi 
demarkacyjne ze wspólnikami rozbiorowymi, dworami peters- 
burskim i wiedeńskim. Z drugiej zaś strony, w łonie samego 
społeczeństwa polskiego, te usiłowania spotykały się zrazu 
z najbezwzględniejszem potępieniem, z gwałtowną opozycją 
t. zw. jakobinów polskich, trzymających prym w głównym 
ościennym ośrodku emigracyjnym, t. zw. Deputacji polskiej 
w Paryżu. Ta opozycja poczęści wcale słusznie ostrzegała przed 
zdradliwą polityką pruską, przed śliską drogą paktów berliń- 
skich, gdzie dopiero co tak okrutnie potknął się Sejm Cztero- 
letni. Lecz, obok tych pobudek ideowych, jakobini polscy 
w znacznej mierze sprzeciwiali się projektowanej nowej akcji 
polsko-pruskiej także i dla pobudek czysto konkurencyjnych 
dla tego głównie powodu, iż sami w jej zapoczątkowaniu kierowni- 
czego nie mieli udziału. Nie wahali tedy tych swoich współbraci, 
choćby i naj zasłużeńszych patrjotów, ale konkurentów w rato- 
waniu ojczyzny, piętnować jako zdrajców sprawy narodowej, 
a nawet oskarżać ich przed rządem francuskim jako "Prusaków", 
zaprzedanych dworowi berlińskiemu. 
Mimo to wszystko, pomimo rezerwy rządowej pruskiej 
i krzyków "jakobińskich" polskich, napoczęta konferencja polsko- 
pruska nie schodziła z porządku dziennego, a co więcej, 
znalazła poniekąd uznanie i pewne poparcie ze strony Dyrekto- 
rjatu i ministerjum francuskiego. Dąbrowski, przybywszy do 
Paryża, przedstawił jesienią 1796 r. dyrektorowi Rewbellowi 
i ministrowi spraw zagranicznych Delacroix stosowne memorjały, 
rozwijające szczegółowo tę samą myśl odbudowania Polski prze- 
ciw Rosji i Austrji przy politycznym i militarnym współudziale
>>>
DAUDIBERT CAILLE 


77 


Prus. Niedość na tem J wszedł on w stosunek bezpośredni z posłem 
pruskim w ParyżuJ Sandozem J któremu doręczył 29 paździer- 
nika 1796 r. obszerną notęJ górującą w projekcie zwołania odro- 
czonego przed czterema laty Sejmu Wielkiego z marszałkiem 
Stanisławem Małachowskim i Kazimierzem Nestorem Sapiehą. 
na czele J celem podniesienia Rzplitej polskiej pod egidą pruską. 
Taki obrót. rzeczy uderzył naj mocniej dotychczasowych 
nieprzej ednanych przeciwników inicj atywy J zazdrośnie strze- 
gących berła reprezentacji polskiej JJjakobinów" emigracyjnych. 
Zaniepokojeni do żywegoJ iż sprawa porozumienia polsko- 
pruskiego może zostać urzeczywistnioną wbrew nim i bez nich J 
a tern samem w ręce jej inicjatorów może przejść kierunek całej 
związanej z nią wielkiej akcji narodowej J postanowili oni za- 
wczasu uprzedzić podobną ewentualność i sami w swoje ręce 
wziąć tamtą inicjatywęJ potępianą przez nich pótYJ póki przez 
innych była prowadzona. W tym celu oni zkolei skomunikowali 
się obecnie z ministrem DelacroixJ proponując wysłanie do 
Berlina umyślnego tajnego wysłańca J któryJmając od nich J 
t. j. od DeputacjiJ stosowne pełnomocnictwo oficjalneJ rozpo- 
cząłby na tej zasadzie rokowania poufne z rządem pruskim. 
Delacroix chętnie udzielił na to zgodYJ poczemJ za wspólnem 
porozumieniem J wybrany został do tej drażliwej misji były 
konsul generalny pruski w Marokku J Audibert Caille. Wy- 
brany on został właśnie ze względu na swoje dawniejsze stosunki 
agenta dyplomatycznego pruskiego; był utrzymywał poprzednio 
korespondencję z byłymi ministrami pruskimi Hertzbergiem 
i Finckensteinem; potem J po opuszczeniu konsulatu w MarokkuJ 
włócząc się po Hiszpanji J poznał się osobiście z obecnym posłem 
pruskim w ParyżuJ Sandozem J był też polecony do misji niniej- 
szej przez swego przyjaciela J obecnego szefa Trzeciego wydziału 
politycznego we francuskiem ministerjum spraw zagranicznych J 
Derchego; chętnie też został akceptowany przez Deputację 
polską. 
Deputacja polska w ParyżuJ a mianowicie działający w jej 
imieniu trzej wybitni emigranci JJjakobińscy"; Djonizy Mniew- 
ski, "senator polski" J Gabrjel Taszycki J "generał-major armji 
polskiej"J i Franciszek Dmochowski J "członek departamentu 
edukacji narodowej"J doręczyli "obywatelowi Karolowi Stefa-
>>>
ół, 78 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


nowi Audibert Caille", byłemu konsulowi generalnemu pru- 
skiemu w Marokku, trzy akty pełnomocne, datowane, albo 
raczej zapewne nieco antydatowane w Paryżu 30 września 
i 2 października 1796 r. Występowali oni tutaj, jako "wybrani 
i upoważnieni przez swych współobywateli", mocą uchwał 
22 sierpnia 1795 r. oraz 23 i 28 lipca 1796 r., do "prowizorycz- 
nego wykonywania władzy narodowej i rokowania z zaprzy- 
jaźnionemi mocarstwami względem przywrócenia bytu drogiej 
naszej ojczyźnie". Na tej podstawie wyznaczali obecnie, jako 
pełnomocnika swego do rokowania z Jegomością królem pru- 
skim, "obywatela Daudibert Caille, męża nader roztropnego, 
zaszczyconego wielokrotnie zaufaniem rządu francuskiego, jak 
również i Wielkiego Fryderyka, który mianował go w r. 17 8 4 
konsulem swoim w cesarstwie rnarokańskiem". Upoważniali 
wysłańca do porozumiewania się z monarchą i rządem pruskim 
względem podniesienia całej Polski przeciw Rosji i Austrji, 
do zawarcia odpowiednich układów, oraz do zobowiązania się, 
iż w takim razie, on, obywatel "Daudibert Caille, w rzeczonym 
(pełnomocnym) charakterze swoim zobowiązałby (engagerait) 
naród polski do ogłoszenia królem polskim księcia domu pa- 
nującego pruskiego". Prócz tych wspaniałych umocowań, były 
konsul pruski w Marokku zażądał jednak innych jeszcze poręk, 
na jakich zapewne więcej mu zależało, niż na odbudowaniu 
Polski: wziął od Deputacji nieco gotówki, zobowiązanie wypła- 
cania mu po 1 500 lirów miesięcznie przez cały czas trwania 
jego misji oraz ponadto 3 300 jednorazowej bonifikacji. Po- 
zatem dostał jeszcze wprost od francuskiego ministerjum spraw 
zagranicznych 5760 lirów na drogę. Tak zaopatrzony, zgłosił 
się jeszcze na wyjezdnem do Sandoza, uprzedził go o swej wy- 
prawie do Berlina - choć podobno nie przyznał się do istotnego 
celu wyprawy - poczern, w początku listopada 179 6 r., w to- 
warzystwie "sekretarza", niejakiego Maraboulle'a, opuścił Paryż, 
udając się, na Wesel, do Berlina. 
Daudibert Caille przybył do Berlina 9 listopada 179 6 r. 
z rana, stanął w hotelu Stadt Rom i tegoż dnia zwrócił się li- 
stownie do pruskiego ministra spraw zagranicznych, hr. Haug- 
witza, żądając widzenia się, gdyż ma "uczynić propozycje naj- 
większej wagi dla sławy i interesu Jegomości króla pruskiego".
>>>
DAUDIBERT CAILLE 


79 


Tegoż dnia był również u posła francuskiego w Berlinie, Caillarda, 
któremu jednak uczynił tylko "połowiczne wynurzenie" (demi- 
conlidence) o swojej misji. Nazajutrz zgłosił się do niego 
agent przysłany od Haugwitza dla bliższego wybadania go. 
Nie mogąc doczekać się żądanej audjencji, Daudibert Caille po 
paru dniach posłał Haugwitzowi w kopji swoje niezwykłe pełno- 
mocnictwa, otrzymane od Deputacji polskiej w Paryżu. Haug- 
witz 14 listopada doniósł królowi Fryderykowi Willielmowi II 
o tej, jak wyraził się, "efronterji", zasługującej na najsurowszą 
odprawę. "Ten Audibert, o którego pięknej misji mi donosisz 
- odpisał król Haugwitzowi nazajutrz, 15 listopada - to wi- 
docznie jest warjat (Iou) i masz słuszność zupełną, że należy 
go wypędzić". Niezwłocznie też przedsięwzięte zostały odpo- 
wiednie · zarządzenia. Z polecenia Haugwitza tegoż dnia I5 li- 
stopada o 4 po południu dyrektor policji berlińskiej i prezydent 
miasta, radca wojenny Eisenberg, stawił się w Hotelu Rzym- 
skim i zakomunikował Daudibertowi rozkaz, aby natychmiast 
w towarzystwie urzędnika policyjnego opuścił Berlin i wyniósł 
się za granicę pruską. Niefortunny emisarjusz oczywiście pró- 
bował bronić się; powołał się na posła francuskiego, Caillarda; 
lecz sprowadzony w tejże chwili z poselstwa sekretarz legacyjny 
Dodun, nie tylko odmówił wzięcia w obronę tego podejrzanego 
kompatrjoty, ale nawet wyparł się wszelkiej z nim znajomości. 
Skończyło się na tern, że tegoż dnia Daudibert razem ze swoim 
"sekretarzem" Maraboullem, w asystencji agenta policyjnego 
wyekspedj owany został z Berlina i nie oparł się aż wAltonie. 
Epilogiem tej afery były długoletnie jeszcze natarczywe pretensje 
o odszkodowanie pieniężne, z jakiemi nacierał on następnie na 
swoich mocodawców, Deputację polską w Paryżu. 
Rząd pruski uznał za rzecz dla siebie najpilniejszą zrzucić 
z siebie wszelką odpowiedzialność za misję Daudiberta. Już 
18 listopada 1796 r. pospieszył Fryderyk WiThelm II w piśmie 
gabinetowem do posła swego w Petersburgu, generała Tauentziena, 
ostentacyjnie umyć ręce wobec Rosji z powodu tej misji i zwią- 
zanego z nią projektu odbudowania Polski przy pomocy Prus. 
"Projekt podobny - pisał król pruski - mógł powstać jedynie 
w głowie umysłowo pomieszanej... i zasługuje na głęboką po- 
gardę" . Jednocześnie polecił zakomunikować rządowi peters- 
Szkice i portrety 7
>>>
.... 
80 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


burskiemu W odpisie pełnomocnictwa paryskie Daudiberta J 
JJniedorzeczne piśmidła (absurdes pancartes) J jako zwyczajne 
curiosum". W tym samym duchu pisał król równocześnie do 
posła swego w WiedniuJ Lucchesiniego J dla oczyszczenia się 
przed Austrją. 
Wreszcie o całej tej aferze ministerjum pruskieJ hr. Haug- 
witz J Finckenstein i Alvensleben J wystosowali notę zbiorową 
do Sandoza do Paryża J wyrażając przekonanieJ JJ iż rząd fran- 
cuski nie miał naj1żejszego udziału w tej śmiesznej wyprawie" 
(cetle ridicule equipee). W rzeczywistości było inaczej J o czem 
zapewne dobrze wiedziano w Berlinie; z obu stron uznano za 
właściwe udać J że zaszło nieporozumienie. Jednakowoż ze strony 
francuskiej poufnie dano do zrozumienia J że bezwzględność, 
z jaką w Berlinie postąpiono sobie z Daudibertem !;prawiia 
w Paryżu przykre wrażenie. Żadnych skutków dalszych incydent 
ten nie miał, mieć nie mógł. Deputacji polskiej w Paryżu po- 
został niesmak, kłopoty i ta osobliwsza zasługaJ iż odbudowania 
PolskiJ którego nie chciała powierzyć Dąbrowskim i Wybickim, 
chciała dokonać przez najpierwszego konsula generalnego pru- 
skiego w Marokku.
>>>
Z PRZESZŁOSCI CZARNOGORZA 
(1806) 


Dziwnemi drogami chadza nieraz fortuna dziejowa. Naj- 
dziwniejszemi podobno w onym tak rozległym a tak różnolitym 
świecie słowiańskim, gdzie teraz podobno swojej straconej for- 
tuny dosługiwać się mamy. Zdegradowana, wyrodna córa sło- 
wiańska, Polska, ongi w tym świecie na miejscu najpierwszem, 
dziś kłopotać się musi, aby jej dozwolono koczować na wozie 
Drzymały albo zachować kąt łaskawy obok artelu w magistracie 
warszawskim 1). Wywyższone, cnotliwe dziecię słowiańskie, Czar- 
nogórze, w tym świecie zawsze na miejscu ostatniem, dziś przy- 
wdziewa koronę królewską. 
Wchodzić w głębie dziejów czarnogórskich zgoła przekracza 
nasze kompetencje. Między inne mi już dla tej przyczyny, że 
należą one nietyle do historji, ile do poezji. Te dzieje nie są też 
dokumentnie wiadome nikomu z historyków europejskich, z wy- 
jątkiem czarnogórskich. A to znowuż dla tej przyczyny, że ci 
rdzenni montenegryńscy dziejopisowie są urodzonymi poetami. 
I od nich to niemal wyłącznie, z drugiej dopiero ręki, od tych 
wymownych Andryczów, Władowiczów, Gopcewiczów, Meda- 
kowicz6w, czerpiemy w Europie wszystką niemal wiedzę naszą 
o arcywspaniałej, arcysławnej przeszłości czarnogórskiej. Od 
nich, na ich wiarę, i ich obfitych, barwnych raczej niż skromnych, 
a wszędzie nadzwyczajnych opowieści, informujemy się o tym 
niezr6wnan ym, nieprzerwanym łańcuchu prześwietnych, nad- 
"Tygodnik Ilustrowanycc, Nr. 402 z 1910 r., str. 802. 
l) Głośna była wtedy, w 1910 r., sprawa tworzenia artelu do robót 
miejskich z robotników, sprowadzanych z Rosji. 


7*
>>>
il 


82 


SZYl\fON AS!(ENAZY 


ludzkich czynów heroizmu, jaki w szeregu stuleci wystawia 
historja Czarnogórza. Dowiadujemy się o akcjach, w niemy po- 
dziw wprawiających, gdzie garstka niezwyciężonych Czarnogór- 
ców, w kilkunastu lub kilkudziesięciu lub co najwyżej w kilku- 
set, wycina w pień pięćdziesiąt tysięcy, sto tysięcy, ba I trzysta 
tysięcy tureckiego janczarstwa. Słyszymy o bohaterach takich, 
że w porównaniu z nimi Leonidas i Scypion, Roland i Cyd, 
Ryszard Lwie Serce i Bayard, Sobieski i Karol Szwedzki, Ney 
i Poniatowski, wydają się nędznym pomiotem zajęczym. Oglą- 
damy ponadto tych góralskich Tytanów, jak łączą najgórniejsze 
męstwo z najszczytniejszą cnotą, z prostotą patrjarchalną, 
z wzruszającą czystością i niewinnością obyczajów pierwotnych. 
Te rzeczy nie ulegają najmniejszej wątpliwości. Tak mianowicie 
donoszą jednozgodnie o Czarnogórcach źródła najpewniejsze, 
bo pochodzące od samychże Czarnogórców. 
Co prawda, istnieją także pewne doniesienia nieco odmiennej 
treści, pochodzące ze źródeł obcych: tureckich, weneckich, fran- 
cuskich, rosyjskich, austrjackich. Płyną one naogół dosyć skąpo, 
znamionują widoczny brak należytego zainteresowania dla całej 
znamienitej egzystencji dziejowej Czarnogórza, i tern samem, 
ilościowo nawet, odbijają rażąco od bogatych epopei historycz- 
nych rodzinnego czarnogórskiego pióra. A już zgroza powiedzieć, 
jak bardzo odbijają jakościowo, swojem niedelikatnem, niesym- 
patycznem i niezawodnie nawskroś potwarczem traktowaniem 
sławnych dziejów Czarnogórza. Jeśliby wierzyć tym detrakto- 
rom cudzoziemskim, wśród których, niestety, najboleśniejszych 
rewelacyj dostarczają niektóre sprawozdania urzędowe dawniej- 
szych, od XVIII wieku, agentów rosyjskich w Czarnogórzu - 
możnaby wytworzyć sobie przykre złudzenia, jakoby tam, w nie- 
przystępnym zakątku bałkańskim, zamiast wielkiego, bohater- 
skiego narodu czarnogórskiego, kwiatu i chwały Słowiańszczyzny, 
było tylko jakieś, mieszanej krwi serbsko-albańskiej, ciemne, 
chytre, dzikie plemię pastuchów góralskich, a zamiast prze- 
dziwnych cudów męstwa i wzorów cnoty, były tylko odwieczne 
wyprawy i utarczki rozbójnicze z sąsiadami, umowy najmickie 
z Wenecją, wypraszane kornie a naprzemiany datki z Wiednia 
i Petersburga, wymuszane gwałtem okupy od ludności okolicznej, 
porywane stada baranie, obcinane głowy i kiesy, wewnętrzne
>>>
Z PRZESZŁOŚCI CZARNOGÓRZA 


83 


zatargi, denuncjacje i bijatyki, słowem obraz zgoła niepodobny 
do tamtej, odmalowanej przez samychże Czarnogórców, naj- 
wiarogodniejszej podniosłej rzeczywistości dziejowej. Dość po- 
wiedzieć, że kiedy w dobie napoleońskiej Francuzi, po zajęciu 
Dalmacji, zostali sąsiadami Czarnogórza, Napoleon I poważył 
się rozkazać marszałkowi Marmontowi, aby dzielnych Czarno- 
górców traktował jako zwyczajnych zbójów przydrożnych 
i chwytanych poprostu obwieszał, - zarządzenie, które zapewniło 
wtedy spokój, ale aż nadto świadczyło o zupełnem zapoznaniu 
istotnego charakteru i godności narodu czarnogórskiego. 
Skonfudowanie podobnych niewątpliwych potwarzy po- 
zostawić należy oczywiście historykom czarnogórskim, włada- 
jącym równie sprawnie piórem, jak ich przodkowie kandżarem. 
Na tern miejscu chcielibyśmy tylko podać wzmiankę o pewnym 
epizodzie historycznym, gdzie ze sprawami czarnogórców wy- 
padło zetknąć się mężowi stanu polskiego, Adamowi ks. Czarto- 
ryskiemu, w czasie piastowania przez niego kierownictwa rosyj- 
skiem ministerjum spraw zagranicznych. 
Jak wiadomo, Czarnogórze, rządzone pierwotnie przez 
szczególniejszego rodzaju teokrację wojenną, elekcyjnych swoich 
władyków, wcześnie weszło przez nich w nader zażyłe stosunki 
religijno-politycznej zawisłości od Rosji. Zwłaszcza zaś, odkąd 
z początkiem XVIII wieku utrwaliła się na stolcu metropoli- 
talnym, zrazu elekcyjnie jeszcze, potem, ze stryja na synowca, 
sukcesyjnie, rodzina hercegowińska władyków Niegoszów, te 
stosunki zacieśniły się na stałe. Jeździli odtąd władycy obowiąz- 
kowo do Petersburga i Moskwy, brali stałe zasiłki rządowe rosyj- 
skie, skromne wprawdzie, bo jeszcze za 
lżbiety Piotrówny 
tysiąc rubli srebrem rocznie wynoszące. Aliści zepsuła się ta 
piękna harmonja za Katarzyny II. Objął wtedy rządy w Czarno- 
górzu "cesarz wszechrosyjski Piotr III", t. j. osobliwy awanturnik 
swojskiego chowu, Stefan Małyj, podający się za uratowanego 
od zguby małżonka Katarzyny i uznany za takiego przez Czarno- 
górców. Dzięki niemu Czarnogórze odmówiło wzięcia udziału 
w pierwszej wojnie tureckiej Katarzyny. Daremne były wszelkie 
starania cesarzowej, aby skłonić Czarnogórców do wydania 
w jej ręce samozwańca. Wprawdzie w końcu drażliwa ta kwest ja 
została załatwiona w ten sposób, że pozyskany wierny lirnik
>>>
ł- 


ł 


84 


SZYMON ASKENAZY 


pseudo-cesarza, spoiwszy go, ubił toporem i ujechał z uciętą 
jego głową. Ale cały ten niemiły incydent pociągnął za sobą 
skutki opłakane, gdyż pozbawił Czarnogórców łaski imperatoro- 
wej, oraz wypłaty tysiącrublowego subsydjum. 
Napróżno tę klęskę narodową usiłował zażegnać archiman- 
dryta-koadjutor, Piotr Piotrowlcz Niegosz, późniejszy niebawem 
władyka, mąż do wielkich powołany przeznaczeń, przez pół 
wieku sternik losów Czarnogórza, "Wielki Władyka" za życia, 
a po śmierci kanonizowany oficjalnie przez jednomyślną uchwałę 
narodu czarnogórskiego, wedle przejętej tam praktyki kanoniza- 
cyjnej w drodze głosowania powszechnego, słynącego odtąd pod 
imieniem , ,Świętego Piotra" . Jeździł on napróżno do Peters- 
burga, był tam odpalony przez Potemkina, podkopywany przez 
własnego rodaka, ówczesnego faworyta, Serba Zorycza, nie był 
nawet przyjęty przez Katarzynę, i z rozpaczy udał się do Wiednia, 
dla ułożenia tam tajnej umowy subsydjalnej, mającej oddać 
Czarnogórze w bezpośrednią od Austrji zawisłość. Smutne te 
stosunki zostały wprawdzie chwilowo naprawione dzięki szczodro- 
ści Pawła I, który w myśl swojej zasady wytycznej czynienia 
naopak swej poprzedniczce, nakazał wypłacać "narodowi czarno- 
górskiemu, na "dowód łaski Naszej, corocznie dukatów tysiąc". 
Aliści niebawem nowa przyszła klęska. Po objęciu tronu przez 
Aleksandra I, władyka Piotr dla złożenia mu powinnego hołdu 
wyprawił do Petersburga archimandrytę Wukoticza, który 
atoli przy tej sposobności wniósł do cesarza i do świętobliwego 
Synodu doniesienie, jakoby jego władyka otrzymane z Rosji 
kosztowności cerkiewne spieniężał i wraz z wypłacanym mu za- 
silldem na własny obracał użytek. Skutkiem tego, na mocy 
uchwały świętobliwego Synodu i Ukazu Najwyższego (z paź- 
dziernika 18 0 3 r.), postanowiono pozbawić Wielkiego Władykę 
dostojności metropolitalnej, wsadzić go na jeden z okrętów rosyj- 
skich w Catarro i posłać na Sybir. Wykonania tej drażliwej 
misji, przy pomocy Wukoticza, podjął się drugi wybitny Czarno- 
górzec, Iwelicz, używany w służbie dyplomatycznej rosyjskiej. 
Na szczęście, uważny władyka Piotr, ostrzeżony zawczasu, nie 
skorzystał z uprzejmego zaproszenia Iwelicza do obejrzenia 
owego okrętu rosyjskiego, a natomiast posłał do Petersburga 
obszerne wyjaśnienie, skąd wynikało, iż archimandryta Wuko-
>>>
Z PRZESZŁOŚCI CZARNOGÓRZA 


85 


ticz, który tak niegodnie zdradził jego zaufanie, był uprzednio 
w Wenecji skazany sądownie za kradzież, oraz że jego oskarżenia 
przeciw władyce były złośliwą potwarzą, pozbawioną wszelkiej 
podstawy. Bądź co bądź, ta odmowa metropolity zastosowania 
się do zapadłych w Petersburgu ukazów, wywarła tam wrażenie 
niemiłe. Wynikało stąd fatalne przesilenie polityczne, powodując 
zupełne narazi e zerwanie pomiędzy Czarnogórzem a Rosją, 
a tern samem grożąc podpadnięciem Czarnogórza w niezdrową 
sferę szkodliwych wpływów austrjackich albo francuskich. 
W tym to czasie kierunek polityki zagranicznej rosyjskiej 
przeszedł w ręce Adama Czartoryskiego. Owóż jednym z punktów 
walnych programu politycznego Czartoryskiego, jako ministra 
rosyjskiego, było wszechstronne zajęcie się Rosji sprawą słowiań- 
ską. Należy tu powiedzieć ogólnie, - gdyż ten przedmiot gdzie- 
indziej szczegółowo wyłuszczony będzie, - że w polityce słowiań- 
skiej Czartoryskiego wiele było stron śliskich, słabych i błędnych. 
Choć natychmiast z naciskiem dodać należy, że te strony, krytyce 
podlegające, innej zgoła były natury, aniżeli nowoczesne pomysły 
słowiańskie, poniżej wszelkiej krytyki będące. Żeby te po- 
mysły statystów nowoczesnych stawiać w paragon z tamtemi 
zamierzeniami Czartoryskiego, o tern wcale nie może być mowy. 
Byłaby to dla niego zbyt wielka krzywda i despekt. On sprawę 
słowiańską pojmował jako corollarium sprawy polsko-rosyjskiej, 
a nie naodwrót. On przez rozwarte na oścież wrota sprawy 
polskiej pragnął wyprowadzić słowiańską. Ale on nie myślał 
sprawy polskiej przeszwarcować przez komin słowiańskiej, kędy 
mogłaby ona tylko zbrukać się, lecz nigdy przecisnąć. On te 
rzeczy brał od głowy a nie od ogona. Owóż Czartoryski, obok 
układnych z Aleksandrem głównych, zasadniczych zamierzeń 
polskich, informując również cesarza w materjach słowiańskich, 
między innemi zwrócił mu w szczególności uwagę na Czarnogórze. 
"Ze względu na samo położenie geograficzne Czarnogórza, 
Bośnji i Hercegowiny - pisał Czartoryski w obszernym memo- 
rjale, złożonym Aleksandrowi I - wydaje się nieodzownem za- 
opiekować się z troskliwością największą losem ludów chrześci- 
jańskich, tam zamieszkałych, a okazujących oddawna, skutkiem 
pochodzenia swego i wyznania wiele przywiązania do Rosji... 
Na dworze petersburskim ciąży poniekąd obowiązek zajęcia się
>>>
86 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


.
 


ich losem, w obecnej zwłaszcza dobie..." Wyróżniał przy tern 
ks. Adam i na pierwszem stawiał miejscu Czarnogórze. "Między 
temi ludami - pisał - zasługują Czarnogórcy na osobliwsze 
nimi zainteresowanie się i troskliwość. Nie mając innych środ- 
ków obrony prócz swego męstwa, ducha swobody i przyrody 
swego kraju, Czarnogórcy potrafili zachować po dziś dzień swoją 
niepodległość, pomimo licznych najazdów tureckich oraz intryg... 
dworu wiedeńskiego, zmierzających do zburzenia tej egzystencji 
politycznej, jaką Czarnogórcy sami sobie stworzyli". Wreszcie 
uznał Czartoryski za wskazane wziąć energicznie w obronę 
samego władykę Piotra, będącego wtedy, po rzeczonem przykrem 
intermezzo, nienajlepiej zapisanym w Petersburgu. "Uczucia 
osobiste obecnego metropolity Niegosza - twierdził Czarto- 
ryski - i jego przywiązanie do Rosji nie mogą podlegać żadnemu 
podejrzeniu... Umiał on nie tylko oprzeć się wszelkim intrygom 
dworu wiedeńskiego, który wszelkiemi sposoby usiłował prze- 
ciągnąć go na swoją stronę, lecz świeżo właśnie dał dowód nie- 
dwuznaczny swego do Rosji przywiązania, wzywając naród 
czarnogórski do złożenia uroczystej przysięgi na wierność W. C. M. 
i dopraszając się nowej organizacji pod wyłączną protekcją 
rosyj ską II. 
Wdanie się życzliwe Czartoryskiego wywołało skutek po- 
myślny. Władyka Piotr odzyskał zaufanie i wypłatę zawieszo- 
nych subsydjów, odegrał rolę wydatną w dalszej polityce wschod- 
niej Aleksandra I, utrzymał się następnie w łasce Mikołaja I 
i utrwalił gruntownie, dla przyszłych pokoleń, niczem odtąd 
niezmąconą, ciągnącą się do dziś dnia, harmonję rosyjsko-czarno- 
górską. Położoną w tym względzie przez Czartoryskiego ważną 
zasługę umiał też wdzięcznem sercem ocenić metropolita czarno- 
górski, póki polski jego dobroczyńca piastował wpływową god- 
ność ministerjalną w Petersburgu. Tej wdzięczności zachował 
się dowód namacalny pod postacią szeregu najpowolniejszych 
listów jego do Czartoryskiego. Te listy w tej chwili leżą przed 
nami w oryginale, i samym charakterystycznym tonem swoim, 
w obecnej właśnie chwili, szczególniejsze wywołują wrażenie i do 
rozlicznych mogłyby zachęcać refleksyj. 
"Jaśnie Oświecony Książę, Miłościwy Panie, Adamie Ada- 
mowiczu - pisał Wielki Władyka Piotr Święty Niegosz do
>>>
Z PRZESZŁOŚCI CZARNOGÓRZA 


87 


Czartoryskiego w październiku 1806 roku - za okazane przez 
Światłość Waszą mnie i narodowi, władzy pasterskiej mojej po- 
wierzonemu, naj gorliwsze wstawiennictwo i życzliwość (usierd- 
niejszeje chodatajstwo i blagożelanje) pozostajemy obowiązani 
na wieki wieków wdzięcznością najczu1szą. Dopraszam się 
naj uniżeniej (wsieniżajsze) Światłości Waszej, abyś i nadal za 
pomyślnością narodu tego przed Najjaśniejszym Cesarzem wsta- 
wiać się raczył. Nader bowiem potrzebne jest dla nas wstawien- 
nictwo i pośrednictwo Światłości Waszej, bez którego my udosko- 
naleni być nie możemy (biez kojewo my usowierszenstowany 
byt'nie możem). Prosząc tedy najpokorniej Światłość Wa.5zą, 
iżbyś był wstawiennikiem dobrym, mam honor pozostawać z naj- 
głębszym wysoko-poważaniem na życie moje (s gluboczajszim 
wysokopoczitanjem po wiek maj), Światłości Waszej, Miłościwego 
Pana sługa najpokorniejszy, metropolita czarnogórski, Piotr 
Piotrowicz Niegosz" . 
Inne pisma z interesującej tej korespondencji na inne m 
ogłosimy miejscu. Tymczasem epizod niniejszy ofiarujemy bez- 
interesownie nowoczesnym statystom słowiańskim, w tej ufności, 
że z powyższych dawniejszych zasług słowiańskich męża stanu 
polskiego potrafią oni niechybnie misterną sztuką dyplomatycz- 
ną wykrzesać nowe skuteczne argumenty na rzecz pomyślnego 
rozwiązania sprawy polsko-rosyjskiej wogóle, a kwestji artelu 
miejskiego warszawskiego w szczególności.
>>>
.. 


j 


WIDOKI POLSKO-GALICYjSKIE ROSJI 
W 1809 R. 


Wiadomo, że Aleksander I, na pierwszą wieść o postępach 
wojsk polskich pod ks. Józefem Poniatowskim w Galicji, pchnął 
tam natychmiast w jego ślady silny, dwakroć liczniejszy od całej 
operującej armji Księstwa Warszawskiego, korpus rosyjski pod 
ks. Sergjuszem Golicynem. Wiadomo również, że od tej chwili, 
t. j. od wkroczenia Rosjan do Galicji, 3 czerwca 180 9 r., aż do 
końca wojny jednem z dążeń naczelnych rosyjskich było zabez- 
pieczenie sobie wyłączne i możliwie zupełne zdobyczy galicyjskiej. 
Nie są jednak należycie wiadome premissy głębsze ówczesnych 
w tym kierunku krętych zamierzeń i działań rosyjskich. Zyskują 
one wiele na jasności w świetle poniższych, nieznanych dotych- 
czas w brzmieniu autentycznem, świadectw poufnych. 
"Najjaśniejszy Panie! - pisał Golicyn, w dwa tygodnie 
niespełna po wtargnięciu do Galicji, ze swej kwatery głównej 
w Lublinie, do Aleksandra d. 16 czerwca 18091) - Gorliwość 
prowadziła pióro moje przy nakreśleniu załączonego przy niniej- 
szem pisma. Szczęśliwym poczytywać się będę, jeśli myśli moje 
zaszczycone będą słabą bodaj uwagą Waszej Cesarskiej Mościli. 
Wspomniany załącznik brzmiał: "Zwracając baczenie moje na 


Art. ogłoszony w "Księdze Pamiątkowej Uniwersytetu Lwowskiego". 
Lwów, 1912. 
l) Golicyn do Aleksandra (kwatera główna) Lublin 4/ 16 czerwca, 
otrzymane w Petersburgu 11/23 czerwca 1809. Arch. spr. zagr.. Petersb. 
Campagne Autriche. exped. Nr. 340. Por. Bogdanowicz. Hist. panow. 
Aleks. L. II (1869). 444; Askenazy. Ks. J6z. Poniatowski (19 0 5). 17 6 .
>>>
WIDOKI POLSKO-GALICYJSKIE ROSJI 89 


utrzymanie w spokoju mieszkańców Galicji i zabieżenie wszyst- 
kiemu, co mogłoby rozdmuchać tlejącą pod popiołem iskrę po- 
wstańczą, znajduję jeden tylko i to najpewniejszy sposób do 
uspokojenia umysłów oraz do przywrócenia, wbrew wszelkiej 
przeciwnej polityce, posłuszeństwa i ciszy w całej byłej Polsce. 
Ani jednego niema Polaka, któryby nie marzył (bredił) o odbudo- 
waniu swojej ojczyzny, co zresztą całkiem jest naturaillem, któż 
bowiem nie pragnąłby, aby ta ziemia, na której się urodził, na- 
leżała do jednej władzy, uznawanej już przez przodków? Kró- 
lestwo polskie, podzielone między trzy mocarstwa, pozostawiło 
w łonie (niedrie) swojem wielu dość znacznych obywateli, którzy 
skutkiem owego podziału ucierpieli zarówno pod względem ma- 
jątkowym, jako też osobistych zaszczytów swoich. Wielu opuściło 
nawet swą ojczyznę i w nadziei odbudowania jej poświęciło i po- 
święca obcemu mocarstwu, utrzymującemu ich w tej nadziei, 
nie tylko grosz ostatni, ale i życie. Ci wszyscy używają rozlicz- 
nych sposobów, aby upewnić lud o urzeczywistnieniu gorącego 
ich pragnienia, skutkiem czego przy najmniejszej okazji wy- 
buchają bunty. 
"By doprowadzić do równowagi wszystkie umysły, by ustalić 
wszędzie spokojność, do tego koniecznie potrzebny im jest król, 
wszakże nie król śród nich samych obierany, który mógłby zostać 
wasalem jakiegokolwiek silnego mocarstwa, lecz władca, który 
z dostojeństwa i wpływu swego w całej Europie posiadałby 
wszelkie sposoby do zapewnienia szacunku temu królestwu. 
Starałem się poznać opinję powszechną mieszkańców tego kraju. 
Zaprawdę wszyscy dobrze myślący Polacy łakną (żażdut) tej 
chwili, kiedy królem ich proklamowany będzie Aleksander 
cesarz wszechrosyjski. 
"Nie wchodząc w odleglejsze widoki polityczne, zdałoby się 
wedle mego pojęcia: czemuby nie przyjąć godności ofiarowanej 
jednomyślnie przez cały naród?, a to tembardziej, że w ten spo- 
sób zapewnia się pomyślność dość obszernego królestwa, stawa- 
jącego się, pod inną tylko formą, niczem innem, jak prowincją 
rosyjską. Nie widzę też, aby i w przyszłości mogła jakakolwiek 
wyniknąć stąd szkoda, jeżeli Monarcha, przyjąwszy godność 
króla polskiego, postanowi na wieczne czasy: iż hosudarowie 
rosyjscy są urodzonymi królami polskimi, uprawnionymi do
>>>
" 


I 


90 


SZYMON ASKENAZY 


wyznaczania w zastępstwie swojem, do zarządzania tern kró- 
lestwem, namiestników, rządzących imieniem i umocowaniem 
hosudarów wszechrosyjskich. 
"Krolestwo rzeczone zostałoby złożone z wszystkiej byłej 
Polski, wyłączając wszakże Białoruś oraz ziemie, wchodzące 
w skład gubernji kijowskiej i podolskiej. 
"Bez żadnego wątpienia to królestwo mogłoby utrzymy- 
wać 100 000 wojsko i wszystkich urzędników potrzebnych do 
jego administracji, ponadto zaś oddawać znaczną część docho- 
dów swoich do skarbu cesarskiego. 
"J eśliby powyższe nakreślone w krótkości myśli mogły zostać 
zaszczycone uwagą Najwyższą, w takim razie, ponieważ od 
czasu ostatniej rewolucji cieszę się zaufaniem Polaków, mógłbym 
spożytkować cały wpływ swój na urzeczywistnienie tej spra- 
wy, działając przytern, jak rozumie się samo przez się, skrytemi 
wielce sposoby, i zdaje się, że uzyskałbym wyznaczenie Deputacji 
celem dopraszania się tej łaski u Waszej Cesarskiej Mości ". 
Golicyn do tych doniosłych wynurzeń czuł się upoważnio- 
nym przez tajne instrukcje, otrzymane przed wkroczeniem do 
Galicji, a zalecające mu wyraźnie zagarnięcie tej dzielnicy 
w jak naj szerszym zakresie. Słusznie więc mógł przypuszczać, 
świadom zresztą planów puławskich Aleksandra z 1805 r., iż 
utrafiał obecnie w sedno jego intencji. Prócz tego, jak się zdaje, 
bardzo brał w rachubę ludność wschodnio-galicyjską ruską, był 
też podobno zachęcany przez pewne miejscowe wpływy ma- 
gnackie, a w końcu najpewniej sam dla siebie rezerwował godność 
pierwszego w przyszłości namiestnika rosyjskiego w Polsce. 
Jednakowoż projekt jego, jakkolwiek silne widocznie wywarł 
wrażenie na Aleksandrze, został na razie uchylony przez cesarza. 
Pismo Golicyna nadeszło do Petersburga 23 czerwca, rozważane 
było przez dni kilka, poczem wywołało odpowiedź odmowną 
wprawdzie, lecz z treści swej i sposobu motywowania ze wszech 
miar dającą do myślenia. Zredagowana przez ministra spra,". 
zagranicznych, ks. Mikołaja Rumiancewa, poprawiona własno- 
ręcznie przez Aleksandra i opatrzona sakramentalną jego de- 
kretacją: "tak ma być" (byt' po siemu), przekazana następnie 
ministrowi wojny hr. Aleksemu Arakczejewowi do wyekspedjo- 
wania na ręce Golicyna, odpowiedź ta może być uważana za
>>>
WIDOKI POLSKO-GALICYJSKIE ROSJI 91 


wyraz autentyczny, przynajmniej na niniejszą właśnie chwilę, 
tak zmiennej, umykającej się, prawie niepochwytnej myśli rze- 
czywistej Aleksandra w sprawie polsko-galicyjskiej. 
"Najjaśniejszy Pan - głosiła tą rezolucja, imieniem cesar- 
skiem przez Rumiancewa za pośrednictwem Arakczejewa udzie- 
lona Golicynowi na powyższe jego pismo 2) - z przychylnością 
raczył przyjąć wykład myśli JOPana w przedmiocie przywró- 
cenia (wozstanowlenia) byłego królestwa Polskiego i przyłącze- 
nia go na wieczne czasy do cesarstwa rosyjskiego. Znajdując 
w tym projekcie nowy dowód gorliwości Pańskiej dla Monarchy 
i Ojczyzny, Jego Cesarska Mość rozkazał mi wyłuszczyć JOPanu 
z otwartością zupełną uwagi następujące. 
"J akkolwiek zachęcającem wydaje się nabycie Polski w cał- 
kowitym jej obszarze, jednakowoż Jego Cesarska Mość, nie 
dając się porwać blaskiem takiego nabytku, raczy szczególniejszą 
kierować uwagę na skutki takiego kroku dla samejże Rosji. 
Owóż pod tym względem narzucają się same przez się rozmy- 
ślania następujące: W razie przywrócenia Królestwa Polskiego 
w składzie jego pierwotnym, czyliż nie powinny odejść od Rosji 
rozliczne prowincje, uprzednio do Polski należące? czyliż można 
polegać na stałości narodu polskiego? i czyliż, pod samym pozo- 
rem ich pragnień polskich zjednoczenia się obecnie pod berłem 
Jego Cesarskiej Mości, nie kryje się raczej zamysł tern dogodniej- 
szego odzyskania przyPadłej nam w udziale części Polski, a na- 
stępnie zupełnego oderwania się od nas? Lecz gdyby nawet do 
tego nie doszło, to czyliż nie istnieją żywe, naoczne przykła:lY, 
wykazujące, jak słabym i niepewnym bywa związek między 
państwami, zostającemi pod jedną władzą, lecz różniącemi się 
nazwą i prawodawstwem, i to bez względu na dawność czasu, 
która, zdawałoby się, winna była zjednoczyć je niepodzielnie 
i nierozłącznie po wszystkie wieki we wszelkich okolicznościach. 
Czyliż jawnym tego dowodem nie są same Węgry, którym 
wprawdzie niejednokrotnie zawdzięczała Austrja swój ratunek, 
a przez które jednakowoż też sama Austrja w rozmaitych do- 
niosłych dla siebie okolicznościach bywała nieraz zawiedziona 


2) Rumiancew do Golicyna. Petersburg, 15/27 czerwca 1809. Cam- 
.
pagne Autriche. expedition Nr. 9. Arch. pet. j. w.
>>>
... 


92 


SZYMON ASKENAZY 


w oczekiwaniach swoich i z zupełną traktowana obojętnością? 
Najdobitniejszego potwierdzenia tej prawdy dostarcza przykład 
Irlandji, która dla nieprzyjaciół Anglji we wszystkich wojnach 
najpierwszą była podporą przez powstania mieszkańców swoich 
i której administracja jest powodem kłopotów nieustannych 
rządu wielkobrytańskiego, aczkolwiek długi już szereg wieków 
minął od czasu przyłączenia jej do Anglji. Wprost przeciwnie 
natomiast widzimy w ojczyźnie naszej całe prowincje, jak na- 
przykład wszystka Białoruś, które weszły w skład cesarstwa od 
tejże Polski, a które w krótkim przeciągu czasu zapomniały i ję- 
zyka swego i pochodzenia, i pod każdym względem stały się 
rosyjskiemi. Niema powodu nie żywić nadziei, że inne prowincje 
polskie, przyłączone następnie do Rosji, pójdą za tym przykła- 
dem spółrodaków swoich, zwłaszcza zaś, skoro wygaśnie to po- 
kolenie, w którego oczach dokonały się ostatnie wypadki i któ- 
remu jeszcze marzy się blask tronu udzielnego. 
"Przywrócenie Królestwa Polskiego i przyłączenie go do 
cesarstwa rosyjskiego będzie miało ten skutek oczywisty i bez- 
pośredni, że związek między mocarstwami, które od podziału 
Polski są z samej natury rzeczy zainteresowane obecnie w udzie- 
laniu sobie wzajemnego poparcia, zostanie wówczas zniszczony 
w zupełności. 
"Takie są przyczyny, dla których Jego Cesarska Mość, zado- 
walając się przypadłą nam od byłej Polski dzielnicą, pragnie 
raczej zą.chować ją w stanie jej teraźniejszym i nie raczy uzna- 
wać za pożyteczne dla cesarstwa przyłączenie Polski w poprzednim 
jej składzie, nie mówiąc już o tern, jak dalece byłoby niezgodnem 
z honorem, godnością ani też z bezpieczeństwem Rosji, gdyby 
do pomysłu przywrócenia Królstwa Polskiego wejść miało połą- 
czenie z niem kraju białoruskiego oraz części przeznaczonych 
do składu gubernij kijowskiej i podolskiej. . 
"Z tern wszystkie m atoli, przy ogólniejszem wejrzeniu na 
obecną sytuację europejską, której dotychczas niepodobna 
nazwać inaczej, jak problematyczną (gadatelnym), oraz w ocze- 
kiwaniu dalszego wyjaśnienia się wypadków z większą jasnością 
i dokładnością, Jego Cesarska Mość, biorąc z jednej strony na 
uwagę przełożenie JOPana, iż podchlebiając nadziejom Polaków 
na przywrócenie ich ojczyzny i powszechnemu ich pragnieniu
>>>
WIDOKI POLSKO-GALICYJSKIE ROSJI 93 


dostanie się pod berło Najjaśniejszego Pana, można utrzymać 
ich w spokojności i ustalić śród nich ciszę i posłuszeństwo, z dru- 
giej zaś strony, że w przeciwnym razie, gdyby nadomiar udało 
im się w ciągu wojny niniejszej okazać ważne usługi Francji, 
zwróciliby się oni do cesarza Napoleona z żądaniem utworzenia 
oddzielnego państwa z księstwa warszawskiego oraz obojga 
księstw galicyjskich, co dla nas nader byłoby niedogodnem 3) - . 
zezwala, aby ]OPan, przeświadczywszy się wprzódy w jak naj- 
pełniejszym sposobie, iż magnaci warszawscy.i galicyjscy mają 
prostą i mocną wolę wstąpienia pod berło Najjaśniejszego Pana, 
uczynił im pod ręką i z własnego swojego na pozór natchnienia 
stosowną insynuację, iż, jeśli oni rzeczywiście pragną z wielkiego 
księstwa warszawskiego oraz księstw galicyjskich ustanowić 
państwo oddzielne pod nazwą królestwa polskiego i powierzyć 
jego berło na wieczne czasy Najjaśniejszemu Panu i jego na- 
stępcom, to Pan prawie jesteś pewien, że taki ich krok i odpo- 
wiednie przełożenie nie okazałyby się nieskutecznemi i że Pan 
ze swej strony podejmujesz się zostać gorliwym wstawiennikiem 
(chodatajem), przyrzekając donieść o takowem ich pragnieniu 
Najjaśniejszemu Panu i wyprosić naj łaskawszą Jego zgodę, 
aby im dozwolonem było wyprawić w tym celu deputację do 
Najwyższego Dworu" 4). 
W jaki sposób Golicyn usiłował odtąd, latem t. r., już po bi- 
twie pod Wagram i zawieszeniu broni, stosować się w Galicji 
do inspirowanej mu w powyższych wskazaniach cesarskich, tak 
niezmiernie śliskiej i dwulicowej metody postępowania, szerzyć 
dwuznaczne "insynuacje", podsuwać wysłanie "deputacji" 
do Petersburga, słowem rozdwajać i obłąkiwać. miejscową opinję 
publiczną polską - w to wchodzić na tern miejscu niema po- 
trzeby. Stwierdzić natomiast należy, że wobec przedłużającego 
się przesilenia, wynikłego skutkiem obstrukcji rozmyślnej waustro- 
francuskich rokowaniach pokojowych altenburskich, Golicyn, 
przeświadczywszy się o małej skuteczności przepisanych mu 


8) Sześć ostatnich słów wpisał Aleksander własnoręcznie do minuty 
zamiast słów pierwotnych: "czemu trudno byłoby sprzeciwić się". 
') In lin
 dopisano ręką Rumiancewa: .,Proszę J OPana, odłą- 
czywszy depeszę niniejszą od innych, chować ją pod własnym kluczem 
Pańskim .. .
>>>
.... 


ł 


94 


SZYMON ASKENAZY 


z Petersburga obosiecznych działań czysto dylatoryjnych, uznał 
za stosowne jesienią t. r. wrócić ponownie do swoich pierwotnych 
śmielszych przełożeń czerwcowych, dotyczących zaboru całej 
Galicji i utworzenia królestwa polskiego pod berłem rosyjskiem. 
"Najjaśniejszy Panie! - pisał Golicyn do Aleksandra z Tar- 
nowa w połowie września 5) - Zapatrując się na czasy obecne 
i rozgrywające się wypadki nadzwyczajne okiem rzetelnego syna 
ojczyzny, dla którego świętą jest rzeczą sława Monarchy i po- 
myślność Rosji, :rozmyślałem o sposobach zabezpieczenia Rosji 
od złej mocy zewnętrznej, tak bardzo dziś rozpanoszonej w Euro- 
pie. Mniemałem wprawdzie, że Rosja, państwo obszerne i silne, 
rozrządzające wielką obfitością środków, zawsze potrafi siłą 
odeprzeć spiknięte przeciw niej potęgi; mimo to jednak przyszło 
mi na myśl, czyli nie możnaby takiej wynaleźć rzeczy, aby wro- 
gów Rosji pozbawić wszelkiej możności szkodzenia jej najprze- 
myślniejszym nawet .sposobem; zarazem zaś sądziłem, że póki 
była Polska pozostanie w obecnem położeniu swojem, póty bę- 
dzie ona ciągłym kamieniem obrazy i jabłkiem niezgody. Wro- 
gowie nasi korzystać będą dla swoich celów z rozpalonej wyobraźni 
Polaków, a Rosja wiecznie z tej strony będzie nieubezpieczona. 
Jedno tylko rozwiązanie przedstawiało się umysłowi mojemu: 
aby Polskę na wieczne czasy przyłączyć do imperjum rosyj- 
skiego. 
"Miałem szczęście kilka miesięcy temu przełożyć naj p od- 
dańsze zdanie moje w tym przedmiocie pod rozpoznanie Waszej 
Cesarskiej Mości, i ile mi wiadomo ze skierowanej do mnie w tej 
mierze odezwy ministra spraw zagranicznych, Wasza Cesarska 
Mość, przyjąwszy przełożenie moje z właściwem Sobie miło- 
sierdziem, raczyłeś wyrazić niejakim sposobem (niekotorym 
obrazom) 6) zgodę Najwyższą na przywrócenie pod berłem Wa- 
szej Cesarskiej Mości królestwa polskiego, składać się mającego 


6) Golicyn do Aleksandra, kwatera główna, Tarnów 5/17 września 
1809. Campagne Autriche, expedition Nr. 45 Arch. pet, j. w. 
6) Nieokreślony ten zwrot daje się również przetłumaczyć: II w nie- 
jakiej mierze", II W niejakim stopniu"; widocznie Golicyn przybierał 
pozór, jak gdyby w krętem piśmie Rumiancewa wyczytał nie tyle od- 
mowę, ile "niejaką" zgodę cesarską, aby mieć tytuł do niniejszego po- 
nownego swego wystąpienia.
>>>
WIDOKI POLSKO-GALICYJSKIE ROSJI 95 


z obojga Galicji oraz księstwa warszawskiego, byleby tylko oni 
(Polacy) własną swoją w tym względzie wyrazili zgodę. 
"Nie spuszczając tedy niczego z uwagi, starałem się wyba- 
dać opinję publiczną tego narodu, podniecając przytem wszel- 
kiemi sposoby płomienne ich pragnienie przywrócenia królestwa 
pod władzą Waszej Cesarskiej Mości. Obecnie pragną tego nie 
tylko wszyscy dobrze myślący obywatele, ale i wojsko gotowe 
jest złożyć przysięgę wierności Waszej Cesarskiej Mości, skoro 
tylko raczysz przyjąć godność króla polskiego. Mam o tern wia- 
domoŚĆ od wielu wyższych oficerów armji polskiej, a jest to 
w rzeczy samej wielce prawdopodobnem, jeśli bowiem sprawy 
tego narodu nie ulegną zmianie, to armję warszawską czeka per- 
spektywa San-Dominga, Hiszpanji lub czegoś podobnego. 
"Starałem się i starać się nie przestanę skłonić ich do wy- 
prawienia deputacji do Waszej Cesarskiej Mości. Wstrzymuje 
ich obawa otrzymania odmowy, oraz groźba skutków fatalnych, 
z zemsty za krok podobny dla nich wyniknąć mogących. Twier- 
dzą oni, że raz już oddawali siebie Waszej Cesarskiej Mości, 
ale błaganie ich wysłuchane nie zostało. Wybacz mi, Najmiło- 
ściwszy Panie, że ośmielę się wyrzec, iż jeśli do planów Waszej 
Cesarskiej Mości wchodzi korona polska, to epoka teraźniejsza 
najsposobniejszą do tego jest porą. Należy skorzystać z chwili 
i z opinji publicznej. Złym może jestem politykiem i nie widzę 
rzeczy w należy tern świetle, ale będąc prawdziwie przywiązanym 
do Waszej Cesarskiej Mości, mniemam, że nie może to również 
sprzeciwiać się związkom politycznym z innemi mocarstwami 
europejskiemi, gdyż jeżeli cesarz Francuzów może być królem 
Włoch, to któż wzbroni Monarsze rosyjskiemu być królem pol- 
skim, a to tern bardziej, gdy nie ręką zbrojną sięgnie On po tę 
koronę, lecz przyjmie ją składaną sobie przez sam naród, pra- 
gnący płomiennie zostać poddanym Cara tak miłosiernego". 
"Zdaniem mojem należałoby skorzystać z odbywającego się 
obecnie kongresu względem pokoju między Francją a Austrją. 
Gdybyś wasza Cesarska MoŚĆ raczył posłać tam osobę zaufaną 
z oświadczeniem bezwarunkowem (niepremiennym predłoże- 
niem), że życzysz sobie dla zabezpieczenia Rosji przyjąć godność 
króla polskiego, przyłączając to królestwo na wieczne czasy do 
państwa rosyjskiego, to prawie niechybni.e ręczyć mogę, że wola 
Szkice j portrety 8
>>>
" 


ł 


96 


SZYMON ASKENAZY 


Waszej Cesarskiej Mości zostałaby przyjęta bez zastrzeżeń 
(bezotgoworoczno), gdyż ile mi wiadomo, cesarz Napoleon w ta- 
kiem znajduje się położeniu, że na wszystkie propozycje zgodzić 
się musi, jeśli nie zechce zerwać tak nieodbicie mu potrzebnego 
sojuszu z Rosją, zaś cesarzowi austrjackiemu, który widocznie, 
jak wątpić niepodobna, oboje Galicyi utracić musi, daleko przy- 
jemniej będzie widzieć te ziemie w prawem władaniu Waszej 
Cesarskiej Mości, aniżeli oddać je w ręce któregokolwiek z człon- 
ków rodziny cesarza Napoleona. Prócz tego Wasza Cesarska 
MoŚĆ wypróbujesz zarazem w ten sposób wiernoŚĆ sojusznika 
Swego, który, jeśli nie działa przeciw pożytkowi Rosji, to po- 
winien bez wątpienia zgodzić się na takie ze wszech miar spra- 
wiedliwe żądanieH. - 
Nalegania Golicyna nie mogły wziąć skutku, przychodziły 
zresztą zapóźno. Powyższe pismo jego tarnowskie nadeszło do 
Petersburga w końcu września, a tymczasem już w początku 
października dobiegła pomyślnego kresu pacyfikacja schon- 
bruńska. 


.
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


W r. 1796, w chwili gdy były jeszcze w biegu czynności 
demarkacyjne trzeciego, zupełnego Polski podziału, na dwóch 
krańcach Europy o konającej Polsce toczyły się dwie rozmowy 
ważne. W pałacu nadnewskim przed Polakiem zakładnikiem 
wynurzył się W. ks. Aleksander. W obozowisku lombardzkiem 
Polak żołnierz odwoływał się do generała Bonapartego. W. Książę, 
wszczynając rzecz z własnego natchnienia, odkrywał, iż "boleje 
nad Polską, pragnie ją widzieć szczęśliwą" J gotów zostać jej 
wskrzesicielem. Generał, zagadnięty skierowanym do siebie 
apelem, rzekł: "Cóż mam odpowiedzieć? cóż obiecywać?... 
Podział Polski jest dziełem niecnem, które utrzymać się nie 
może... Ale... Polacy nie powinni polegać na pomocy obcej... 
Wszystkie głoszone im piękne słowa nie doprowadzą do niczego... 
Naród, ujarzmiony przez sąsiadów, nie może podnieść się inaczej, 
jak z bronią w ręku". 
Rozmowa, wtedy napoczęta równolegle między Polską 
a Aleksandrem i Napoleonem, doprowadziła w końcu między 
nimi obydwoma do rozstrzygającej rozprawy 1812 r. W tamtym 
kilkunastoletnim djalogu podwójnym tkwiła już imPlicite istota 
główna tego epilogu. 
W owej chwili początkowej aż do 1801 r. Aleksander był 
jeszcze niczem. Bonaparte już przebywał pierwszy etap swego 


o sprawie polskiej w 'r. I8I2, odczyt wygloszony na publicznem 
posiedzeniu Akademii Umiejętności dnia 23 maja I9I2 r., Kraków 19 12 .- 
Tutaj tekst niezmieniony. 


8*
>>>
ł 


98 


SZYMON ASKENAZY 


do Polski stosunku. Był tu zrazu stroną bierną. Sułkowski, 
Dąbrowski, legjoniści do niego przyszli. On ich, jak Aleksander, 
nie szukał. Myśllegjonową przyjął nieufnie, zrealizował wy- 
łącznie po wojskowemu. "Czuje on nieszczęście nasze, - pisał 
Dąbrowski - życzy nam dobrze", ale w "dyPlomatykę" o odbu- 
dowanie Polski wdawać się nie chce; trzeba o tern gadać w Pa- 
ryżu, w dyrektorjacie. Niebawem, kiedy dopiero ekwipowali 
się legjoniści, ruszył bez nich na Wiedeń i zawarł rozejm w Leoben. 
Wzruszająca jest ufność, jaką doń mimo to żywiono. " Ociec" , 
"tatulo", nazywa go Wybicki, "Bonapart en avant, a my galopem 
staruszki za nim", do Polski. Ale tej spes contra spem tych kocha- 
nych, ofiarnych wygnańców on żadnym fałszem nie nie
ił. 
Nie pozwolił na wyprawę legj onową do kraju, i dobrze zrobił: 
byłaby niechybnie skończyła się rzezią jak wołoska, jak później 
partyzanckie polistopadowe. Podczas rokowań P ok oj owych w Pas- 
seriano Kniaziewiczowi, przybyłemu z mową o nowej w Pol- 
sce rewolucji, zamknął usta pytaniem; "jakie są wasze środki i res- 
sursa ?"; i jeszcze w sam przeddzień podpisania pokoju w Cam- 
poformio wezwał do siebie Dąbrowskiego i jasno przełożył mu 
konieczność pacyfikacji. Poczem oddalił się, umywał ręce, zosta- 
wiał dwie silne i zabezpieczone legje, sam bez nich rzucił się 
w ryzyko egipskie. Wróciwszy w półtora roku, znalazł legje 
rozbite przez Trebbię i Mantuę. Zastał Kościuszkę, z którym 
przecie, zwłaszcza po zamachu konsularnym, nie mógł dojść 
do ładu; witany natomiast jak zbawiciel przez Kniaziewicza 
i Dąbrowskiego, wspomógł ich dzielnie w stworzeniu legji nad- 
dunajskiej, wznowieniu włoskiej. Sam zresztą znowuż bez nich 
odprawił kampanję pod Marengo i zaraz wszczął rokowania 
pokojowe z Austrją, zamknięte traktatem lunewilskim. Z kolei 
szedł do pokoju z Rosją, do przyjaźni z Pawłem. Wtedy nasam- 
pierw pomyślał o rozwiązaniu sprawy polskiej przez oddanie 
jej w ręce Rosji. Wybadywał w tym względzie Kościuszkę, 
oczywiście daremnie. Inni byli skłonniej si; niektórzy, i to bardzo 
zasłużone głowy emigracji, już wołali: "niech żyje Bonaparte, 
niech żyje Paweł l..., niech kogo chcą zrobią królem polskim, 
aby Polska była i my jej dziatwa z nią szczęśliwa". Nagle, 
z zamordowaniem Pawła, wystąpił na widownię Aleksander. 
,
>>>
. 


o SPRAWIE POLSKIEJ VV R. 1812 


99 


Aleksander I zaczął od powołania Adama Czartoryskiego, 
powierzenia mu polityki zagranicznej rosyjskiej i edukacji naro- 
dowej polskiej. Lecz zarazem poza jego plecami sam zawarł 
pierwszy swój traktat międzynarodowy, pokój 1801 r. z Bona- 
partem, gdzie mieścił się artykuł zabójczy dla emigracji polskiej 
we Francji, wzbraniający jej wszelkich nadal przeciw Rosji dzia- 
łań. Ten to artykuł feralny był wyrokiem śmierci legj onów, 
powodem istotnym wyprawienia ich na S. Domingo. Był doj- 
rzałym odrazu znakiem stałej odtąd dążności Aleksandra: do 
wyparcia się Polski przez Napoleona. Dopełniwszy na własną 
rękę tego aktu polityki realnej, dopiero po programową do 
Czartoryskiego zwrócił się cesarz. Wyłożył ją ks. Adam w rzeczy 
najpoufniejszej ,,0 systemacie politycznym, jakiego winna trzy- 
mać się Rosja". Za przeciwników naturalnych Rosji uznawał 
Austrję i Prusy, sprzężone przez błąd największy polityki rosyj- 
skiej, podział Polski. Austrja, pokątnie inspirowana przez Prusy, 
sięgnąć może od Galicji po Wołyń, Podole, Ukrainę, od Węgier 
po Bośnię i Czarnogórze. Celem zaszachowania Austrji zalecał 
zajęcie się Słowianami południowymi, federację na Bałkanach, 
. poparcie zjednoczenia Włoch. Głównego atoli wroga wskazy- 
wał w Prusach, sięgających z Warszawy po część Litwy, Żmudź, 
Kurlandję. W konkluzji radził: odebranie Prusom Warszawy 
z całą ich dzielnicą polską oraz skupienie Polski przy Rosji, 
bądź przez unję pod Aleksandrem, bądź najlepiej przez "rein- 
tegrację" pod W. Ks. Konstantym, - który zresztą, nawiasem, 
już wtedy za przykładem cesarza kochał się w Polce, Helenie 
Lubomirskiej z Równego i chciał z nią się żenić; są listy jego do 
niej i jej matki z Sosnowskich, w której kochał się Kościuszko, jest 
i portret jego dla tych pań pędzla Orłowskiego: młody Konstanty 
Pawłowicz w stroju krakowskim, tylko mu kosę na sztorc dać 
do ręki. Rdzeń całej koncepcji Czartoryskiego był w tern, że 
on chciał ją urzeczywistnić nie przez walkę Aleksandra z Napo- 
leonem, lecz przez obustronne za cenę Polski ich porozumienie 
ponad głową Austrji i Prus. Rzecz, aprobowana przez Aleksandra, 
dojrzała w r. 1805, wobec trzeciej koalicji. Cesarz stanął w Pu- 
ławach, gdzie w hołdzie wskrzesicielowi mieli jednoczyć się 
wszyscy, gdzie czekał Potocki Ignacy, dokąd spieszył z Biało- 
cerkwi Branicki Ksawery, dokąd wołano z Warszawy Ponia-
>>>
'" 


ł 


100 


SZYMON ASKENAZY 


towskiego Józefa. Wygotowane już były dwa maqifesty: wypo- 
wiadający wojnę Prusom i ogłaszający Królestwo Polskie pod 
Aleksandrem. W ostatniej chwili on się cofnął. Zamiast z orę- 
żem do Warszawy poszedł z różdżką oliwną do Berlina, zaprzy- 
siągł sojusz z Prusami u trumny Fryderyka Wielkiego. Poczem 
pospieszył na Morawy, na Austerlitz. Nastąpiła czwarta z kolei 
koalicja i porażka Prus pod Jeną. Przez powalone Prusy droga 
na Zamek warszawski, kędy Aleksandra prowadził Czartoryski, 
otwierała się przed Napoleonem. 
Napoleon po zniesieniu legji nie tykał się Polski. Użycia 
jej już w kampanji 1805 r., sprowokowania powstania, doradzał 
Murat, mierzący do korony polskiej. Obiegała wtedy odezwa 
"Wielkiego Napoleona do obywateli Sarmatów", nędzny falsy- 
fikat domorosłych spiskowców. Niczego w tym kierunku on 
wtedy nie uczynił. Prowokacyjne, nikczemne a małostkowe, 
nie jego to były sposoby. Dopiero w kampanji następnej, zmu- 
szony po Prusach rozprawić się z Rosją, chwycił za broń polską. 
Czynił to z musu, z dużą zresztą nieufnością. Wezwawszy 
Kościuszkę, odebrał od niego odmowę i przypisał ją wpływom 
Aleksandra i Czartoryskiego. Stanął wreszcie na ziemi polskiej - 
w Międzyrzeczu, na miejscu, gdzie potem chciał pomnik wznieść 
Dąbrowski - zjechał do Warszawy. Nie głaskał, nie łudził, 
mówił rzeczy twarde, brutalne, żądał 40 000 zbrojnych i chleba. 
Odbył swą "pierwszą kampanję polską", nadzwyczaj ciężką, 
nadzwyczaj niepopularną i w Paryżu i w armji francuskiej, 
był chwilowo po Iławie, o włos od zguby, odegrał się pod Fried- 
landem, i przystanął nad Niemnem, wyciągnął rękę w Tylży 
do Aleksandra. 
Aleksander już w tej kampanji rozpętał wszystkie moce 
nacjonalizmu i ortodoksji rosyjskiej. Wypuścił straszny od 
Synodu manifest, ogłaszający Napoleona Antychrystem, potwo- 
rem apokaliptycznym, arcydzieło redakcji liberała N owosilcowa, 
który wynalazł u św. Jana słowo o "królu aniele przepaści..., 
któremu imię Apollion" , Napoleon. Pojawiły się ziejące niena- 
wiścią ku wszystkiemu co europejskie, "wszystkiej drjani za- 
morskiej", "Mowy z czerwonego ganku Kremlińskiego" Siły 
Sidorowicza i Siły Andrejewicza, których autorem był Rostop- 
czyn. Ukazały się zrobione na urząd odezwy "Kozaka zapo-
>>>
o SPRAVVIE POLSKIEJ W R. 1812 


101 


roskiego Twerdowskaho": "pohanyj synu Bonapart..., kolys' 
takijże byw Kostiuszka!" A tu zgłaszał się ide
sta Czartoryski 
i przekładał znów po dwa
roć, zimą 1806 i wiosną 1807 r., swą 
myśl odbudowania Polski. Aleksander wchodził w rzecz, ściągał 
Polaków do swej kwatery, odchęcał ich tedy od francuskiej, 
od dywersji na swoich tyłach, aż wreszcie sam znaglony został 
do kapitulacji w Tylży. Tutaj z Napoleonem doszedł do doraźnego 
w sprawie polskiej kompromisu, wcielonego w okrawku Polski 
bez nazwy Polski, w Księstwie Warszawskiem. Wprawdzie 
miał sobie tutaj ofiarowane od Napoleona rozwiązanie odmienne, 
to samo na inny sposób, jak ofiarowane od Czartoryskiego, 
koronę polską. Ale on odmówił, nie ważył się. Bał się różnych 
rzeczy, a przedewszystkiem bał się samejże Rosji. 
Kompromisowy twór tylżycki winien był zginąć z kretesem 
już czasu najbliższej wojny austrjackiej 1809 r. Aleksander, 
fałszywy sojusznik napoleoński, przez wodza rzekomych swych 
posiłków, Golicyna, wznawiał u Sanguszków w Tarnowie scenę 
odegraną u Czartoryskich w Puławach. Cudem prawie z opresji 
wyratowało się Księstwo Warszawskie, uchyliło pokusę rosyjską, 
samo prawy sobie odbój wywalczyło galicyjski, ubezpieczony 
w pokoju schoenbruńskim. Odtąd wojna o Polskę między 
sprzymierzeńcami tylżyckimi była nieuniknioną, była jeno 
kwest ją czasu. Aleksander, zakosztowaw,;zy Galicji a ledwo 
kęs z niej uniósłszy, we wzroście Księstwa widział wtórny etap 
wskrzesicielski a widział bliską już zapowiedź trzeciego, utraty 
Litwy i Rusi, skoro nadomiar za pokojem schoenbruńskim 
poszło małżeństwo austrjackie Napoleona. "Zdawało się, - 
lapidarnie głosił dogorywający w Tulczynie, we wrogim Tulczynie, 
stary, budzący się z półobłąkania Trembecki - że postać miała 
zginąć nasza. Lew ją kłem, słoń ogromem, wół rogiem odstrasza. 
Ale ten, co z natury powziął rozum w podział, zjadł woła, siadł 
na słonia, lwią się skórą odział". Po rozdarciu Prus, najgroźniej- 
szym właśnie w rzeczy polskiej wydał się Aleksandrowi Napoleon, 
odkąd ślubnym habsburskim okrył się związkiem. W samej 
rzeczy wnet po tym ślubie mądry Austrjak-rzeczoznawca, 
Radetzky, radził w "szczerym i wiecznym z Francją sojuszu U 
obrócić się przeciw Rosji i wykazywał dobitnie, iż "odbudowanie 
Polski może być tylko pożytecznem dla Austrji". Nie brakło
>>>
.... 


ł 


102 


SZYMON ASKENAZY 


zresztą i austrjackich do korony polskiej kandydatów, jak 
arcyksiążę pal
tyn, Maksymiljan, Ferdynand albo Karol. Ale- 
ksander zawczasu troskał się o zabieżenie groźbie od strony 
austrjackiej. Pomyślał mianowicie w tym celu o hasłach sło- 
wiańskich. Były one wówczas odmiennie tykane przez Czarto- 
ryskiego i Potockiego Jana po stronie Aleksandra, a przez 
Aleksandra Sapiehę po stronie Napoleona, który był wszak od 
Schoenbrunnu wielkim monarchą południowo-słowiańskim, od- 
bierał zgłoszenia wiernopoddańcze od władyki czarnogórskiego 
i Karageorgja serbskiego, ale ze słowiaństwem na ogół się nie 
liczył a już bynajmniej w Polakach Słowian nie szukał - bo 
też naprawdę nie byłby jeszcze znalazł. Taki nawet późniejszy 
marzyciel związku "wszystkich słowiańskiego szczepu gałęzi H 
a srogi "Gaulolatynów H pogromca, Staszic, teraz jeszcze był 
zapalonym napoleonistą i żądał dla Polski "króla-b oh atera U , 
Murata. W dobie wyprawy moskiewskiej conajwyżej bezimienne 
natchnienie płatnego wileńskiego rymopisa śmiało słowiańską 
pieśni kadeckiej odzywać się parafrazą: "Święta miłości wiary, 
cara i ojczyzny, Tyś zabytek odwiecznej Słowianów puścizny... 
Sam tylko Aleksander monarcha Słowaków, rosyjski imperator 
oraz król Polaków H . Na to w Polsce nie było oddźwięku. Lecz 
Aleksander słowiaństwem godził głównie' w Austrję, na którą 
wprost słowiańską gotował nawałę W. samem przededniu wojny 
moskiewskiej, podniesienie Serbji i Czarnogórza, uderzenie na 
Bukowinę, "zdobycie Bośni, Dalmacji, Ch oIWacji H , wzniesienie 
niepodległego "carstwa" południowo-słowiańskiego, jak brzmiały 
instrukcje jego wileńskie dla Czyczagowa, wodza armji nad- 
dunajskiej, gdzie zresztą pełno było Polaków, których więcej 
zginęło wtedy w służbie rosyjskiej na Bałkanach i Kaukazie, 
niż we francuskiej na Apeninach i w Hiszpanji. Rzecz nie wzięła 
skutku, gdyż Austrja, sprzymierzywszy się z Napoleonem, 
tajnej poręki przeciwnej udzieliła "p. Reigersberg H , jak nazywa 
się kwatera główna Aleksandra w korespondencji sekretnej, 
biegnącej tam przez całą wyprawę moskiewską od "p. Ried- 
miiller u , t. j. od Burgu, przez. Galicję i forpoczty; gdyż wodzowi 
swemu na Wołyniu, Schwarzenbergowi, wzorem ongi Golicyna, 
wykrętną przepisała nieczynność; gdyż starannie zakneblowała 
Galicję; gdyż wzdrygnęła się przed odrodzeniem Polski. Tak
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


103 


więc środki zaradcze słowiańskie przeciw Austrji okazały się 
zbytecznemi: ale zawczasu porządnie wygotowane, wycelowane 
one były. 
Bezpośrednią akcję zaradczą wcześniej jeszcze rozwinął 
Aleksander w samej Polsce, w zwiększonem Księstwie, w nowej 
zwłaszcza jego połaci poaustrjackiej, mieszczącej wszak to, co 
się dziś zowie Chełmszczyzną a co z galicyjskich, zamojskiego, 
lubelskiego, siedleckiego weszło cyrkułów. Bystry Prusak, 
Zerboni, późniejszy wielkorządca poznański, siedząc w I8II r. 
w Warszawie a mając na swym żołdzie ministra policji Księstwa, 
stwierdzał wyraźnie, iż właśnie pod naciskiem departamentów 
pogalicyjskich rosną w Księstwie wpływy rosyjskie. Wtedy też 
wyszła od Aleksandra, przez Czartoryskiego i Zamojskiego, 
nowa próba kusicielska, przyczem z mgły dobroczynnej przy- 
najmniej jakaś uchwytna wyłoniła się oferta cesarska: linja 
Dźwiny, Berezyny, Dniepru granicą, Białoruś i Ukraina przy 
Rosji, pięć gubemji, grodzieńska, wileńska, mińska, wołyńska, 
podolska, z białostockiem do Polski - myśl późniejsza kon- 
gresowa. Kiedy ponętne te pokusy rozbiły się o Warszawę, 
dalsze odtąd przez cesarza ześrodkowane zostały w Wilnie, 
za pośrednictwem Ogińskiego i towarzyszów, jeszcze bardziej 
obosieczne i bałamutne. W ogólności w całem ujmowaniu 
tych rzeczy przez Aleksandra dają się rozeznać, acz niezawsze 
ściśle rozgraniczyć, tak są płynne, zlewne, trzy rodzaje, trzy 
fazy: pierwsza, z Czartoryskim I796, do I805 r., samozłudne 
igranie pięknem myśli własnej; druga, z Czartoryskim, Sanguszką, 
Ogińskim I806, I807, 9, II, I2 r., świadome, celowe z musu 
tumanienie; trzecia, na serjo, w dobie kongresowej. Wszystka 
akcja polska Aleksandra przed samą wojną I8I2 r. do drugiego, 
tumaniącego należała gatunku. Ciągnął ku sobie miodem obietnic 
a wraz zaganiał batem represji; podejrzaną szlachtę sekwestrem 
i konfiskatą gnębił, nieszlachtę oddaniem w sołdaty i zesłaniem, 
a wraz wysłuchiwał łaskawie projektów konstytucyjnych przy- 
szłego W. Księstwa Litewskiego, przyszłego Królestwa Polskiego. 
Imał się zaś tych sposobów twardych i zdradnych nie dlatego 
zgoła, iżby Polsce źle życzył, iżby żywił do niej nienawiść. 
Owszem, miał do niej po dawnemu pewną raczej sympatję, 
pewien pociąg ludzki i cywilizacyjny. Ale on się bał. Bał się 


.
>>>
... 


I 
ł 


104 


SZYMON ASKENAZY 


różnych rzeczy, Francji, Austrji, wojny, Napoleona, ale nade- 
wszystko, najmocniej bał się Rosji. 
Rosji i Rosjan aż nadto miał powodu tIWOŻYĆ się Aleksander. 
Dźwigał śmierć Pawła a przynosił Austerlitz i Friedland. Za 
śmierć Piotra III okupiła się Katarzyna potrójnym Polski 
podziałem, zaborem Krymu, szeregiem sukcesów ciągłych; 
gdyby raz p otknęła się mocniej, byłaby zginęła niech ybnie 
i prędzej bodaj z ręki Nikity Panina niż Pugaczewa. Aleksander 
jeszcze się nie okupił. Jeszcze samowładcą naprawdę on nie był; 
zostanie nim dopiero po wyprawie moskiewskiej, po triumfalnym 
z Paryża powrocie, i wtedy zaledwo będzie mógł ważyć się na 
okroj one Królestwo Polskie. Ale teraz jeszcze przekładał mu 
prawdomówny sekretarz stanu Sperański, że "w Rosji niemasz 
wcale monarchji", lecz jest władniejsza od monarchy potęga, 
mixtum compositum naj zatwardzialszych tradycyj odwiecznych 
moskiewskich i praktyk przedstuletnich petersburskich, czyn- 
ników bojarsko-pańszczyźnianych a urzędniczo-biurokratycznych, 
sprzęgniętych spólnotą ducha i interesu. Te żywioły pospołu 
czuły się zagrożonymi przez Napoleona jako człowieka Zachodu, 
przez idące od niego do projektów reformy Sperańskiego powiewy 
ustawodawcze i uwłaszczające, przez narzuconą od niego, do- 
tkliwą zwłaszcza dla wielkich właścicieli ziemskich, blokadę 
kontynentalną, wreszcie - przez widmo powstającej z. jego 
ręki Polski. A byli to też niepomału statyści, donatarjusze, 
urzędnicy, związani osobiście z zaborem polskim, nowi wielcy 
posesjonaci i biurokraci rosyjscy w t. zw. dziś Kraju Północno- 
i Południowo-Zachodnim. Owóż wszystka ta ogromna moc 
wstecznictwa, już raz spuszczona ze smyczy przed Tylżą, IWała 
teraz pęta tylżyckie, parła niewstrzymanie do wojny i nakazywała 
ją Aleksandrowi. Nacjonalizm rosyjski w zaczepnej, wręcz I 
rewolucyjnej postawie podnosił się przeciw tronowi, groził' 
"uderzeniem na Petersburg" w odezwie "Rostopczyna i M os- 
kwiczów u do cesarza, wymuszał na nim zesłanie Sperańskiego, 
narzucał nienawistnych mu ludzi do rządu, wnet wstrętnego 
mu Kutuzowa narzuci na wodza, samego monarchę brał w kura- 
telę, przez zamach stanu skryty i niekIWawy, lecz zdolny każdej 
chwili ponurą tradycyjną potoczyć się koleją, obejmował w istocie 
dyktaturę przedwojenną i wojenną. Zaś sprężynę jedną z naj-
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


105 


skuteczniejszych, najpopularniejszych stanowiła tu żywiołowa 
nienawiść do Polski. Dostojny głosiciel żądań reakcji, uczony 
Karamzin, w surowej admonicji, złożonej przed wojną cesarzowi, 
o "Rosji starożytnej i nowoczesnej", nietylko za skrajnem 
starorosyjskiem oświadczał się zacofaństwem, bronił świętej 
pańszczyzny, twierdził, że Rosji nie trzeba konstytucji lecz 
50 tęgich gubernatorów, potępiał nawet w czambuł reformy 
Piotra Wielkiego, lecz zarazem wypominał Samozwańca "kato- 
lika", "chytre plany Zygmuntowe" , "Polaków... tyranizują;ych 
Moskwę imieniem Władysława", wielbił zasługi rozbiorowe 
Katarzyny, "niechaj cudzoziemcy - wołał - opłakują podział 
Polski, myśmy wzięli swoj e ", a gromy ciskał na niecne dzieło 
tylżyckie, albowiem "Polska pod żadną postacią, żadnem mianem 
być nie może..., i lepiejby zgodzić się, iżby Napoleon wziął 
Śląsk, sam Berlin, niźli uznać Księstwo Warszawskie". A Ka- 
ramzin, wysługujący się teraz Rostopczynowi i ultrasom mo- 
skiewskim, to był wszak niedawny liberał, uczeń Roussa, mason, 
ba, republikanin. Od liberalizmu rosyjskiego do nacj onalizmu 
jakże bliska prowadziła droga, kędy już przebierał się inny 
głośny liberał, rzekomy przyjaciel Czartoryskiego i Polski, 
N owosilcow. Zresztą liberał rzetelny, Sperański, wróg Czar- 
toryskiego, pospołu z Aleksandrem prowadzący na lód Ogińskiego 
i kompanję, równie był dalekim od sprzyjania Polsce, jak po- 
krewni mu duchem późniejsi mężowie postępowi Komitetu 
Urządzającego. Ale napróżno znów Czartoryski szukał przeciw 
Sperańskiemu oparcia u górnej magnaterji rosyjskiej, z polską 
potargowicką styczność mającej, lecz oddającej się koniec 
końcem pod skrajną komendę nacjonalistyczną i antyPolską. 
"Radziby - tak już pośród wojny postrzegła się o tych nawet 
arystokratycznych przyjaciołach rosyjskich Szczęsnowa Po- 
tocka - widzieć nas wszystkich osiedlonych na Syberji a siebie 
w Polsce". Tak samo było na dworze, gdzie, z wyjątkiem jedynej 
bodaj młodej cesarzowej, Elżbiety Aleksiejówny, przeciw Polsce 
byli wszyscy, i cesarzowa wdowa, Marja Teodorówna, i W. Ks. 
Konstanty, wypierający się teraz swego w Tylży udziału, i W. 
,Ks. Katarzyna Pawłówna, forytowana przez projektowiczów 
litewskich na namiestnikową Litwy, nawet królowę polską, 
-a. przez reakcjonistów rosyjskich, na wypadek strącenia Ale-
>>>
r
 


ł 
, 
I 


106 


SZYMON ASKENAZY 


ksandra, przeznaczona na sukcesorkę po bracie, nową Katarzynę II. 
Tak samo było w piśmiennictwie, gdzie pierwsze jask6łki prasy 
perjodycznej "Goniec Europejski" w Petersburgu i "Rosyjski" 
w Moskwie, jednakowo wrogim z gruntu, różnym ledwo w od- 
cieniach, względem Polski odzywały się głosem. To było żywio- 
łowe, powszechne, w tern łączyli się wszyscy, na to nie było 
sposobu. Próżny tu był wszelki apel w imię rozumu stanu, 
a już najdaremniejszy w imię sumienia i popełnionej krzywdy. 
Przeciwnie, jakgdyby wedle słowa Seneki, pertinaciores lecit 
iniquitas irae, jakgdyby zawziętości nieprzejednanej jeszcze 
krzywdzicielska przydawała samowiedza. Pod takiem to nie- 
przejednanego postanowienia znakiem zstępowała Rosja w szranki 
wielkiej wojny z Napoleonem. 
Napoleon w tę wojnę nielekkiem wchodził sercem. "Wiem- 
mówił w r. 1809 do Ignacego Potockiego - że odbudowanie 
Polski przywróciłoby równowagę w Europie, ale... wojna w kraju 
waszym trudna dla moich Francuzów, ...mają oni wstręt do 
kampanji północnych, słowem, nie chcę ściągnąć na siebie walki 
wieczystej z Rosją". "Bądźcie roztropni - mówił w r. 1810 
do Stanisława Zamojskiego - ...jesteście szalone pałki, chcecie 
pokłócić mnie z Rosją - tu nagle, jakby tknięty wspomnieniem 
krwawych śniegów Iławy i przeczuciem Berezyny, wstrząsnął 
się i rzekł - nie ogląda się po dwakroć krainy umarłych, on ne 
voit pas deux lois le 'Tivage des morts". "Gdyby chcieli tego 
(Rosjanie) - mówił w r. 1811 do Józefa Poniatowskiego - 
dałbym Polskę W. Ks. Konstantemu, lecz po dwóch tygodniach 
on (Konstanty) musiałby prosić mnie o posiłki przeciw Rosji". 
Gotów był do ustępstw naj dalszych, prowadził beznadziejne 
rokowania z Aleksandrem, aż zaskoczony niemal jego ofensywą 
w Księstwie, musiał wreszcie podjąć własną na Litwie. Podej- 
mował ją z ogromnym aparatem militarnym a w połowicznym 
nawskroś sposobie politycznym.. Zabierał Austrję układem 
mieszczącym cesję tajną lecz gwarancję jawną Galicji. Zamiast 
znowu ukazać się osobiście w Warszawie, posłał tam zastępcę, 
nie żołnierza nawet, lecz księdza-bałamuta. Zamiast pchnąć 
razem wszystką rozrządzalną siłę zbrojną polską, dyzlokował 
ją, rozstrzelił, zobojętnił. Oparciem się z południa na niepewnych 
posiłkach austrjackich wyrzekał się z tej strony akcji powstań-
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


107 


czej. Wyrzekał się naogół zrewolucjonizowania od siebie po- 
wszechności zaboru rosyjskiego. Czynił to wszystko świadomie, 
z umysłu, by zachować swobodę działania w miarę okoliczności. 
Warował sobie możność uczynienia czegoś pośredniego, co nie- 
koniecznie równałoby się bezwzględnej restitutio in integrum 
w postaci przedrozbiorowej i przyparciu Aleksandra do muru, 
lecz w jakimś kształcie kompromisowym, dopełniającym Tylżę 
i Schoenbrunn, zostawiałoby otwór do zgody i sankcji monarchy 
rosyjskiego. Nadawał całej wyprawie piętno nietyle pojedynku 
wojennego o Polskę, ile zbrojnej o Polskę negocjacji. I tu prze- 
rachował się, pomylił z gruntu politycznie a stąd i militarnie. 
Nie pojął, że o żadnem rozwiązaniu polubownem nie mogło tu 
"być mowy, że Aleksander nigdy nie wybaczył ani Tylży ani 
Schoenbrunnu, że wybaczyć nie mógł, gdyż za nim stała i parła 
go niewybaczająca, nieprzejednana Rosja, że ona nie dozwa- 
lała mu folgi ani kompromisu, że szła na przebój, narodowo, 
bezwzględnie, i że tak samo na nią iŚĆ było potrzeba. 
To był błąd straszny. Ale czyliż dla zabójczego tego błędu 
cesarskiego nie była jeszcze możliwą na miejscu swoista ko- 
rektywa polska? Czyliż tędy mianowicie nie zdawał się mimo- 
woli wskazywać sam Napoleon, kiedy zaraz na wstępie frasobli- 
wie odzywał się w Wilnie do deputacji warszawskiej: "W tych 
krainach odległych i obszernych przedewszystkiem na wy- 
siłku jednomyślnym okrywającej je ludności budować winniście 
widoki pomyślności waszej... Niechaj Litwa, Żmudź, (Biało- 
ruś), Wołyń, Ukraina, Podole tego samego okażą ducha, jaki 
oglądałem w Wielkopolsce, a Opatrzność uwieńczy powodzeniem 
świętość sprawy waszej". Czyliż samorz:utny, jednolity poryw 
narodowy, jak świeżo 1809 r. w Galicji, tak teraz na Litwie 
i Rusi nie był mocen sprostować najlepiej, unieść z sobą obłęd- 
nych założeń Napoleona, ocalając i jego i Polskę? Odpowiedź 
przy największej polskiej spoczywała dzielnicy, której postawa 
więcej niż kiedykolwiek teraz o losie stanowiła całości. 
Polska w tej chwili ilościowo taki przedstawiała widok: 
skurczony zabór pruski mieścił ponad miljon mieszkańców 
i 600 mil kw., około 1/ 20 obszaru Rzpltej; austrjacki - ponad 
3 miljony i 1200 mil kw., około 1/ 12 ; te dwa ułomki nie wchodziły 
w rachubę. Księstwo Warszawskie, wyrosłe na ostatnich dzia-
>>>
'" 


108 


SZYMON ASKENAZY 


łach pruskich i austrjackim, zawierało 4 miljony mieszkańców 
i 2800 mil kw., około 1/6 Rzpltej. Rosja, utrzymawszy w garści 
wszystkie trzy swoje działy z przydatkiem białostockim od Prus 
i tarnopolskim od Austrji, dzierżyła przeszło 8 milj on6w miesz- 
kańców i półdziewiąta tysięcy mil kw., z górą 2/3 Rzpltej. Rzecz 
więc szła między tym ogromem a Warszawą. Tam była masa, 
tu był duch. 
Niezawodnie, że w zaborze rosyjskim duch znacznie osłabł. 
Część Litwy, klinem górnym Księstwu naj bliższa, dodatni sta- 
nowiła wyjątek, dla powodów głębszych. Kordon wschodni 
Księstwa, do dziś dnia niezmieniony jeszcze Królestwa, to był 
z wstawką białostocką kordon ściśle trzeciopodziałowy. Otóż, 
gdy drugopodziałowy, jeszcze od bezsilnej Rzpltej, stał na zasa- 
dzie etnograficznej, ten przeciwnie już od silnych Prus i Austrji 
oparty przez Rosję na zasadzie militarnej, biegnąc linją Niemna- 
i Bugu, zagarniał zwartą ludność rdzennie polską, zwłaszcza 
gęsto rozsiadłą w zaniemeńskiej połaci południowej województwa 
trockiego, od Grodna do Kowna, w zachodniej części woje- 
wództw wileńskiego, nowogrodzkiego, brzesko-litewskiego, do 
czego od Tylży doszli Podlasiacy białostoccy. W tym promieniu 
jeszcze działo się dobrze: stąd młodzież.zaścianków szlacheckich 
"skakała kryć się w Niemnie... Opuszczała rodziców i ziemię 
kochaną, I dobra, które na skarb carski zabierano"; tutaj wiernie 
trwali mężowie i starcy doby Majowej i insurekcyjnej. Ale im 
dalej, tern było gorzej; w promieniu szerszym, sięgającym pierw- 
szego podziału, widomie przygasała pamięć i otucha. Wzwycza- 
jano się po czterdziestoleciu do rządów rosyjskich. Zachowano 
Statut, sądy i marszałków obieralnych, podatki niewiele pod- 
wyższone. Zyskiwano na wprowadzonem przez rząd i dona- 
tarjuszów rosyjskich obciążeniu włościanina, na wzroście robo- 
cizny, przekształconej z podymnej na poduszną. Z trwogą na- 
tomiast zapatrywano się na niepomierne wymogi skarbowe 
Księstwa, na usamowolnienie kodeksowe chłopa warszawskiego. 
Uginano się od Tylży pod pierwszym dzielonym z Księstwem 
darem napoleońskim, blokadą kontynentalną, przecinającą wy- 
wóz masztów, klepek, smoły, żywicy, potażu, konopi litewskich, 
a bydeł i zbóż ukrainnych. Wiedziano o odmowie Kościuszki, 
danej Napoleonowi i z nią się liczono. Nieruchomość Litwy
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


109 


w poprzedniej kampanji, gdzie zdobyto się tylko na spóźnioną 
i gołosłowną deputację tajną litewską do Tylży, była jednym 
ze spółczynników, iż Napoleon po Frieillandzie nie przekro- 
czył Niemna. Dlatego też teraz prawił Litwinom ksiądz ber- 
nardyn, że "niedość gościa czekać, nie dość i zaprosić... Napoleon, 
sam wszystkich pobiwszy nareszcie, powie: Obejdę się ja bez 
was, kto jesteście?" Dochodził zadawniony separatyzm li- 
tewski; wnet upominać się będą u Napoleona o odrębne od war- 
szawskich władze konfederackie, aż im zniecierpliwiony rzeknie: 
"sam waszym jestem regimentarzem H . Dochodził zamęt, spra- 
wiony przez obosieczne Ogińskiego z bracią roboty, styczne 
w gruncie z dawnym Kossakowskich zamysłem podstawienia 
na miejsce starej z Koroną - nowej z carstwem unji; lepsza 
teraz intencja nie zmieniała pewnika, iż czuciem zbiorowem 
targać bezkarnie nie wolno; przygotowany przez tych ludzi 
wjazd triumfalny Aleksandra do Wilna tuż przed wjazdem 
Napoleona - to się ciężko mścić musiało. 
N aj gorzej było na Rusi. A na niej zależało tak wiele. Stąd 
przyszła zguba Rzpltej, tu teraz mogło być ocalenie. Tu był 
klucz do Litwy i reszty Galicji. Tędy zresztą szedł także szlak 
jedyny do kozaczyzny. Kozacy nie byli zadowoleni z Aleksandra: 
łamano z Petersburga ostatnie samorządne ich poręki, rozgospo- 
darowano się w kancelarji wojskowej atamańskiej, zabierano 
ziemie staniczne, osiedlano nienawistnych kolonistów , ,Moska- 
lów". Onego już czasu, za insurekcji, chadzali od Dońców tajni 
wysłańcy do "pana Kostiuszki", którego oni potrosze mieli 
za swego, i do którego obecnie, już po wzięciu Paryża, stawi 
się z respektem powinnym stary ataman Płatow, tak wsławiony 
w kampanji moskiewskiej, a przecie przez cały jej przeciąg 
I bacznie miany na oku przez Kutuzowa, podejrzywany o zdradę, 
pod sekretnym trzymany dozorem. Przez woj ewództwa ruskie 
prowadziła również droga powrotna wojsk rosyjskich z nad Du- 
naju. Pod każdym więc względem ta najbogatsza dzielnica 
kresowa Rzpltej wyjątkowego teraz była znaczenia. Ale przy- 
stęp do niej był najtrudniejszy duchowo. Do niej to głównie 
wyciągała teraz dłoń Konfederacja Generalna warszawska, 
oddając niepamięci wszelkie w "przeszłości powody do... rozdzia- 
łu (i)... niezgody pomiędzy jednoczącą się rodziną". Siła wciąż
>>>
... 


ł 
, 


110 


SZYMON ASKENAZY 


w tej stronie była przy przeżytkach i epigonach onej fa- 
talnej przeszłości targowickiej, starej partji rosyjskiej. Tutaj 
wciąż większość była Potockich, nie wyłączając niepospolitego 
Jana; tutaj wszyscy niemal Lubomirscy. Stara hetmano- 
wa Branicka, główna w Wiedniu sprężyna zneutralizowania 
Austrji, osobiście wstrzymała Schwarzenberga od przekroczenia 
Styru. Stary hetman Ksawery, zjechawszy na kontrakty przed- 
wojenne kijowskie, lInie jestem Francuzem ani Moskalem, - 
tłumaczył pytającej go, co poczynać, szlachcie, - bom się Po- 
lakiem urodził, nie jestem Polakiem, bo Polski niema", radził 
tedy obojętność. Dalej szedł syn Szczęsnego, Stanisław, gotu- 
jąc po staremu na Ukrainie i Wołyniu konfederację prze{;iw 
Generalnej warszawskiej. Na tyłach wojsk polskich, ciągnących 
na Moskwę, młody Witt, syn pani Szczęsnowej, najeżdżał lu- 
belskie i siedleckie na czele kozaków nadwornych tulczyńskich 
i białocerkiewskich. A wieluż poza tern było szkodników lub 
zbłąkanych skali najrozmaitszej, których próżnoby wyliczać. 
A jednak, pomimo warunków tak niepomyślnych i ciężkich, 
na tych kresach Rzpltej była, żyła Polska. W cichości i męce 
czekało tu wyzwolenia, pracowało dla Polski niemało wiernych 
jej synów. Urzędnik do szczególnych poruczeń sekretnych 
w guberniach polskich południowych, radca stanu Arkadjusz 
Stołypin, donosił ciągle przed wojną o nader czynnej w tych 
stronach robocie tajnej patrjotycznej, o "najniebezpieczniejszym 
ze wszystkich... przez chytrość umysłu swego" Czackim Tadeuszu, 
o Chodkiewiczu Aleksandrze, Kniaziewiczu, Tarnowskim i innych 
podobnie myślących. Wielu z nich z chwilą wybuchu wojny 
pospieszyło krew oddać sprawie narodowej. A i w kołach mniej 
gorliwych, czy bardziej zaćmionych wciąż tliło się niewygasłe 
dla tej sprawy uczucie, które w młodszem zwłaszcza pokoleniu 
niewstrzymane m przez żadne względy wnet wystrzeliło płomie- 
niem. Stanęli z narodem, obok Józefa Poniatowskiego, Ludwika 
Paca, Aleksandxa Sapiehy, Konstantego Czartoryskiego, Ra- 
dziwiłłów Dominika i Michała, również i syn konsyljarza targo- 
wickiego Eustachy Sanguszko, i syn Szczęsnego Włodzimierz, 
i synowie Jana, prości, ku zgorszeniu starego Dobrzyńskiego 
Maćka, żołnierze, Artur i Alfred Potoccy. I nie samej tu jeno 
szukać reassekuracji, gdyż był niezawodnie i prosty poryw ser-
>>>
o SPRAWIE POLSKIEJ W R. 1812 


111 


deczny. Nie szukać naogół w tych rzeczach samej winy osób, 
ale naj główniej nieszczęścia kraju. "Położenie Polaków - 
jak z goryczą piołunową żalił się ks. Józef - jest bezprzykładne 
w dziejach; ich klęską jest, mianowicie, iż są skazani chować 
w sercu niby dwa naraz sumienia". Klątwa naj straszniej sza: 
rozdarcie psychiczne po fizycznem, rozbiór dusz po rozbiorze 
ziemi. A jeśli byli i winni, - wieleż ofiar zgoła bezwinnych, 
poniewo1nych, niewymownie żałosnych. Kiedy pierwszego, w po- 
chodzie na Moskwę, regularnego rosyjskiego ubito żołnierza, 
w jego tornistrze znaleziono książkę do nabożeństwa polską. 
Pod zielonym armejskim mundurem rosyjskim, przebite lancą 
polską, krwawiło się biedne, czyste serce polskie. 
Litwa, nie mając w Rusi oparcia, sama rozpołowiona, 
w czterech ledwo departamentach, białostockim, grodzieńskim, 
wileńskim, mińskim, istotnie przez N ap ole ona urządzona, dała 
mu wszystkiego do 19.000 ludzi, skąd część tylko, ekwipowana 
późno i z biedą, mogła w głównej uczestniczyć wyprawie. Ten 
odłam szczupły a naj tęższy Litwy sprawił się bez zarzutu, wytrwał 
i w pogromie, piękną złożył z siebie ofiarę. Większą, całopalną 
złożyło Księstwo Warszawskie; wystawiło do 80 tysięcy linjo- 
wego żołnierza na wyprawę moskiewską, a razem z zadatkiem 
na lipską, zakładami i gwardjami, do 100 tysięcy; dało krew 
ogromnej większości tych ludzi i drogą głowę ks. Józefa. Korona 
ścisła, przy Warszawie, Krakowie, Poznaniu, zrobiła wszystko 
co mogła; zaświeciła wzorem wysiłku, jaki raz jeszcze po dwu- 
dziestoleciu przy samej podejmie Warszawie; wzorem przo- 
downiczym dla młodszej braci litewsko-ruski
j, godnym swego 
w ofierze starszeństwa. Poważnie stanęła w dziejach powszech- 
nych przy prowadzącym ją wielkim człowieku, którego błędu 
udźwignąć nie zdołała. 
Nigdy większym jak wtedy, pomimo tego błędu, nie był 
Napoleon. Pomylił się, nie oszukał. Chybił w sposobie, w kształ- 
cie, nie w treści rdzennej zamierzenia. Kiedy zapowiadał światu 
"otwierającą się wtórą kampanję polską", kiedy w czapce i pła- 
szczu ułańskim polskim przeprawiał się przez Niemen i napotka- 
nemu na progu Litwy księdzu mówił: "winieneś modlić się za 
mnie jako Polak i jako katolik", - nie kłamał, mówił prawdę. 
Chciał Polski, - zapewne nie przez czułość dobroczyńcy, 
Szkice i portrety 9
>>>
I 


112 


SZYMON ASKENAZY 


uchowaj Boże narody słabe od miłosierdzia potężnych, - lecz 
przez wysoką rację stanu Europejczyka, w przeświadczeniu, 
iż "bez odbudowania tego królestwa Europa z tej strony pozo- 
staje bez granic (sans jrontieres)", iż "czy na tronie polskim 
zasiędzie król pruski, arcyksiążę austrjacki, czy ktobądź inny", 
zawszeć nieodzowna przywrócić ten , ,klucz sklepienia" (clej 
de la voute) domu europejskiego dla dobra i bezpieczeństwa 
powszechności tego domu mieszkańców. Tej prawdzie on po 
wsze czasy oddał świadectwo, nie czcze m słowem, lecz czynem 
ogromnym; cokolwiekbądź, on to wtedy postawił sprawę polską, 
jak nikt przed nim od śmierci Rzpltej, jak nikt po dziś dzień; 
on to wielkość tej sprawy zademonstrował Europie w potokach 
krwi jej własnej, w gromach burzy i zniszczenia, we własnym 
swoim upadku, i w poświęceniu narodu polskiego, jego to ręką, 
przez legjony i Księstwo, trójpodziałowemu wydartego bagnisku 
i rzuconego w śmiertelną próbę niniejszą. Naród wytrzymał: 
stratę materjalną odrobił, zysk moralny zachował i do swej 
wieczystej spuścizny dziejowej, jako wkład szacowny przeszłości, 
ważny na przyszłość wniósł rok 1812.
>>>
POWROT NAPOLEONA Z MOSKWY 


Według zapisek Wąsowicza 
Porucznik trzeciego szwadronu szwoleżerów polskich gwardji 
cesarskiej, Stanisław Wąsowicz, od początku kampanji moskiew- 
skiej znajdował się w otoczeniu najbliższem Napoleona. 2 czerwca 
1812 roku przybył z nim do Torunia, 8 do Gdańska, wyprzedzi- 
wszy go następnie 9 w Elblągu, 10 W Królewcu, dopuszczony 
22 do stołu cesarza w Żygieńcu, został detaszowany jako tłumacz 
polowy do jego boku (interprete pres de l'Empereur J. 24 towa- 
rzyszył mu przy przejściu Niemna, 25 stanął z nim w Kownie. 
28 w Wilnie. Tutaj, w Wihrie, rozkazem 4 lipca został na stałe 
w charakterze oficera ordynansowego i tłumacza, "zaliczony do 
Domu wojskowego J. C. M. i Jego osoby" (attache a la Maison 


Tygodnik Ilustrowany, 191 l, II, 996-8 (Nr. 50). (Prz. wyd.) 
Za podstawę służą: I. Agenda 014 tablettes de poche pour l'annle I8I2 
(a. Paris, 1812, ans XX et XXI), t. j. kalendarzyk kieszonkowy, 
który przez cały przeciąg kampanji miał przy sobie Wąsowicz i gdzie 
ściśle spółcześnie jak naj krótsze notaty zapisywał ołówkiem z dnia na 
dzień; oraz 2. własnoręczny jego pamiętnik Relation de mon voyage 
avec l'Empereur Napoleon, pisany /racta pagina jego ręką, a obok kopjo- 
wany z pewnem,i zmianami stylistycznemi ręką pani Anny z Tyszkie- 
wiczów Potockiej- Wąsowiczowej. Zaznaczam, że wiadomość o tym 
ostatnim, będącym obecnie w mojem posiadaniu dokumencie, podana 
świeżo przez S c h u e r m a n s a, ltinlraire glnlr. de Napollon (Paris, 
1911), 373, jest nieścisła; cały pamiętnik w oryginale pisany w języku fran- 
Cuskim, nie polskim. Por. B o u r g o i n g, Souvenirs militaires (Paris, 
1864), 229, sq. (Prz. Ask.) Por. też C a u l a i n c o u r t, M Imoires, 
Paris 1933. II, 199-212, 259-75, 282-9, 323-6,333-9,346-53. (P. w.). 
. 
9*
>>>
ł 
I 


114 


SZYMON ASKENAZY 


militaire de S. M. I. et a Sa personne). Wyszedł z cesarzem z Wilna 
w nocy 16, był z nim 19 w Głębokiem, 25 w Ostrownie, 28 w Wi- 
tebsku aż do 13 sierpnia, nazajutrz 14 pod Krasnem, 16 pod 
Smoleńskiem, skąd 25 z nim wyszedł, 28 wStawiszczach, 3 0 
w Wiaźmie, 31 w Czatach, 1 września w Gżatsku, 5 pod Boro- 
dinem, 9 pod Możajskiem, 14 w Moskwie. Wyszedł z cesarzem 
z Moskwy 19 października w drogę powrotną, 25 był przy nim 
podczas niespodzianego ataku kozaków na trakcie kałuskim, 27 
w Wereji, 28 w Uspienskiem, 9 listopada zpowrotem w Smo- 
leńsku, 15 w Krasnem, 17 w Ladach, 18 u ks. Franciszkowej 
Lubomirskiej w Dąbrownie
 19 po przejściu Dniepru w Orszy, 
26 pod Studzianką, 27 przy przeprawie przez Berezynę, 28 w bi- 
twie nad Berezyną. Nazajutrz stanął z cesarzem u Tyszkiewiczów 
w Kamieniu, 30 u Dominika Tyszkiewicza wPleszczenicach, 
1 grudnia u Bohdanowicza w Stajkach, 2 u Wołodkiewicza w Sie- 
liszczach, 3 u Ogińskiego Michała w Mołodecznej, 4 na noclegu 
u Kociełła w Bienicy. 
Wyruszywszy nazajutrz, 5 grudnia, w sobotę o 9 rano 
z Bienicy, Napoleon tegoż dnia o 2 po południu przybył do 
Smorgoń, gdzie sam ze sztabem naczelnym stanął we dworze 
Przeciszewskiego; gwardja, "wciąż jeszcze piękna", rozlokowała 
się W miasteczku. Polacy, będący w otoczeniu cesarskiem, a trzy- 
mający się zazwyczaj razem, oddzielnie od Francuzów 1), zdążyli 
jeszcze wśród powszechnegorozgardjaszu zdobyć dla siebie nędzną 
karczmę, gdzie zaraz roztasowali się i rzucili się chciwie na zna- 
lezione tam "na szczęście" (Par un bonheur extreme) resztki 
wiktuałów, byli bowiem zupełnie wyczerpani z głodu. Śród tych 
zbiedzonych głodomorów polskich, oprócz Wąsowicza, znajdo- 
wali się w tej chwili w karczmie smorgońskiej między innymi: 
Eustachy Sanguszko, Dominik Radziwiłł, Ludwik Pac, Win- 
centy Krasiński, Józef Kossakowski. Ściemniało już zupełnie, 
kiedy nagle wezwano Wąsowicza do cesarza. Pierwsze słowa Na- 
poleona były: "Czy masz buty futrzane?" Wąsowicz odparł, 
iż "nie ma żadnych", gdyż w istocie był prawie bosy. Cesarz 
rzekł: "Każę ci dać skórę niedźwiedzią; weź swój płaszcz, każ 


1) ..Nous autres Polonais attaches a. la Maison de rempereur. nous 
faisions presque toujours une coterie a part et logions ensemble autant 
que possible u (Prz. Ask.).
>>>
POWRÓT NAPOLEONA Z MOSKWY 


115 



 


sobie dać jeŚĆ; pojedziemy natychmiast z Caulaincourtem do 
Wilna; ale śpiesz się i nikomu nie gadaj słowa". Wąsowicz po- 
biegł do karczmy po płaszcz; po chwili, gdy wrócił do kwatery 
cesarskiej, zastał już przed bramą zaprzężoną karetę i małe sanki. 
Po śpiesznie spożytym obiedzie natychmiast ruszono w drogę. 
Była godzina 8 wieczór. Wąsowicz jechał przodem w saniach 
z berejterem (Piqueur) cesarskim, Amaudru; dalej szły trzy 
karety: w pierwszej znajdował się cesarz z wielkim koniuszym 
Caulaincourtem ks. Vicenzy i mamelukiem Roustamem na koźle, 
w drugiej wielki marszałek Duroc ks. Friaulu i adjutant cesarski, 
generał Mouton hr. Lobau, w trzeciej pułkownik szaserów kon- 
nych gwardji generał hr. Lefebvre-Desnouettes z kamerdynerem 
cesarskim i dwoma służącymi. Wąsowicz, nie wtajemniczony 
przez cesarza, myślał pierwotnie, że idzie tylko o dotarcie do 
Wilna; dopiero w drodze objaśnił go Amaudru, że cesarz udaje 
się prosto do Paryża. 
Wyprzedziwszy w lekkich swych saniach ciężkie pojazdy- 
cesarskie, Wąsowicz na godzinę przed niemi przybył do Oszmiany. 
Zastał tu wśród nocy obozujący w pełnem uzbrojeniu oddział 
piechoty niemieckiej pod komenderującym w mieście generałem 
wirtemberskim, a zarazem oddział szwoleżerów gwardji i lansje 
rów 7-g o pułku nadwiślańskiego, świeżo prowadzonych z Gdań 
ska do armji przez szefa szwadronu, Seweryna Fredrę, pod do- 
wództwem pułkownika Ignacego Stokowskiego, na wypoczętych 
koniach, w dzielnej postawie. "Choć noc była bardzo ciemna - 
opowiada Wąsowicz -lecz przy świetle ogni biwakowych (jeźdźcy 
polscy) świetny (superbe) wystawiali widok, j.akgdyby z innego 
przybywali świata". Wirtemberczyk, uprzedzony o oczekiwane m 
przybyciu cesarza, oświadczył, że o dalszej jeździe mowy być 
nie może, gdyż co chwila oczekiwać należy ataku przeważających 
sił rosyjskich, 6.000 kozaków z artylerją, znajdujących się w po- 
bliżu. Wtem nadjechały pojazdy cesarskie. Była godzina I po 
północy. Napoleon w swej karecie spał snem głębokim. Wąso- 
wicz obudził go i doniósł o stanie rzeczy. Cesarz nie okazał zanie- 
pokojenia (ne parut pas troubli); spytał tylko, czy jest kawa- 
lerja, a usłyszawszy, że jest 200 Polaków, rzekł: "To dobrze 
(c'est bon), otwórz, wysiądę". Zaczęto się naradzać. Wszyscy 
obecni generałowie stanowczo oświadczyli się przeciw kpnty-
>>>
116 


SZYMON ASKENAZY 


nuowaniu podróży W nocy, wobec tak blizkiego niebezpieczeń- 
stwa. Cesarz, wbrew tym ostrzeżeniom, postanowił ruszyć dalej. 
Wyznaczył do eskorty swojej setkę lansjerów, kazał im siąść na 
koń, Stokowskiemu polecił trzymać się tuż przy drzwiczkach 
swojej karety. "Jeśli będziemy atakowani, - odezwał się - 
Polacy są odważni, potrafią mnie obronić". Kazał przeprządz, 
Roustamowi przesiąść do sanek, do swojej karety na kozioł wziął 
generała Lefebvre-Desnouettes i Wąsowicza. Sam siadłszy do 
pojazdu, zawołał do lansjerów eskorty: , ,Liczę na was wszyst- 
kich, naprzód I Uwaga na prawo i lewo". Wąsowiczowi podał 
parę pistoletów i rzekł: "Na wypadek niechybnego niebezpie- 
czeństwa (danger certain), żabij mnie raczej, ale nie daj mnie 
wziąć żywcem". Wąsowicz poprosił o pozwolenie przetłumaczenia 
tych słów po polsku lansjerom. Ci, wysłuchawszy słów cesarskich, 
okrzyknęli się jednym głosem: , ,Damy się prędzej porąbać, niż 
pozwolimy zbliżyć się do cesarza". Ruszono w drogę. Była go- 
dzina 2 po północy. 
Świeże konie rączym ruszyły kłusem. Cesarz wkrótce usnął. 
Spał spokojnie, jak u siebie w Tuilerjach, jak tylekroć przy 
grzmocie dział na polu bitwy. Nikt prócz niego nie zmrużył oka. 
Na koźle karety cesarskiej Lefebre-Desnouettes i Wąsowicz czu- 
wali z palcem na cynglu. Niebo było zupełnie czyste; księżyc 
w pełni jasne rozlewał światło. Ta okoliczność znacznie zwiększała 
niebezpieczeństwo, gdyż w białem, śnieżne m polu ostrą linją 
odcinał się ciemny korowód pojazdów i eskorty, a zewsząd do- 
koła na daleką odległość świeciły ogniska placówek nieprzyjaciel- 
skich. Mróz trzaskający dochodził 35 stopni Celsjusza; dął silny 
wiatr. Już o parę mil za Oszmianą połowa lansjerów polskich 
pozostała w tyle. Kiedy o świcie 6 grudnia dojechano do Rów- 
nopola, było ich już tylko 36; reszta bądź zginęła po drodze od 
mrozu, bądź dostała się w ręce kozaków. Ta pieIWsza noc była 
naj cięższa i naj straszniejsza. 
W Równopolu zluzowani zostali Polacy przez oddział gwardji 
neapolitańskiej pod dowództwem ks. Rocca-Romana, który 
objął konwój aż do stacji następnej w Miednikach. Tutaj oczeki- 
wał przybyły z Wilna minister spraw zagranicznych Maret ks. 
Bassano, wsiadł na miejsce Caulaincourta do karety cesarza i to- 
warzyszył mu aż do Wilna, . zdając po drodze raport ze spraw
>>>
POWRÓT NAPOLEONA Z MOSKWY 


117 


swego wydziału. Dla ostrożności przed samem Wilnem odesłano 
zpowrotem eskortę, okrążono miasto i zatrzymano się około 
wpół do jedenastej przed południem na przedmieściu dla spo- 
życia śniadania. Tutaj cesarz oświadczył swą wolę obrócenia 
dalszej drogi powrotnej nie przez podejrzane, zabierające się już 
do odstępstwa Prusy, lecz przez Warszawę i Drezno. "Żywię 
zaufanie zupełne - rzekł - do ludności polskiej, a rad będę 
ujrzeć przyjaciela mego, króla saskiego". 
Po godzinnym ledwo wypoczynku puszczono się w dalszą 
drogę. Zatrzymano się 90piero wieczorem w Rumszyszkach, 
gdzie cesarz zjadł obiad i zostawił sto napoleondorów. Nazajutrz, 
7 grudnia, ominąwszy szczęśliwie podjazd kozacki, dojechano 
do Kowna. Po przeprzęgu i śniadaniu przeprawiano się przez 
Niemen; tegoż dnia przed wieczorem, zboczywszy nieco z drogi, 
dojechano do Marjampola, gdzie cesarz był na obiedzie u Miku- 
licz a i zostawił 150 napoleondorów, poczem dalej ruszono w kie- 
runku Sejn. 8 grudnia przed południem zatrzymano się na śnia- 
daniu w Sejnach, wieczorem na obiedzie w Augustowie. Droga 
stawała się coraz uciążliwszą z powodu wielkich zasp śnieżnych. 
9 grudnia z rana do Grajewa dotarła już tylko kareta cesarska 
i sanie; dwa pozostałe powozy utkwiły w drodze. Okazało się 
niepodobieństwem wlec się dalej po głębokim śniegu ciężką ka- 
rocą cesarską. Na szczęście udało się Wąsowiczowi zdobyć wy- 
godny powóz (berline), umontowany na łyżwach; właścicielowi, 
który ofiarował go darmo, cesarz, nie przyjmując podarunku, 
rozkazał wypłacić 1000 dukatówl). Do tego ekwipażu wsiedli obec- 
nie z cesarzem Caulaincourt i Wąsowicz; Rouątam umieścił się na 
koźle 2 ), Lefebvre-Desnouettes podążył z tyłu na świeżych saniach. 
Wieczorem tegoż dnia dojechano na obiad do Łomży. Nazajutrz 
przez Maków dojechano do Pułtuska, gdzie krótko zatrzymano 
się na śniadanie i skąd wprost już ruszono do Warszawy. 
Tegoż dnia, 10 grudnia w czwartek po południu, przeje- 
chawszy most praski, stanął Napoleon w Warszawie. Cesarz 


1) Właścicielem był \Vilczewski. brat podprefekta szczuczyńskiego. 
nie Wybicki. jak mylnie podają relacje francuskie. Zob. Watzdorff 
do Senffta. Warsz.. 12 grud. 1812. Arch. Drezd. (P. w.). 
2) Zdaje się mylne; Roustam jechał innemi saniami i został.w tyle: 
M itnoit'es de Roustam. Revue Rett'ospective. VIII. 157 (P. w.).
>>>
ł.. 


118 


SZYl\ION ASKENAZY 


zaraz za mostem wysiadł z pojazdu. Miał na sobie wielką, otu- 
lającą go całkowicie szubę, krytą aksamitem zielonym, tego 
samego koloru szeroki kołpak albo raczej kaptur futrzany, spa- 
dający na twarz, był prawie nie do poznania. Niepoznany też 
przez nikogo z przechodniów postępował przodem z Wąsowiczem. 
Caulaincourt i Lefebvre-Desnouettes trzymali się z tyłu wpewnem 
oddaleniu. Cesarz szedł Krakowskiem Przedmieściem, następnie 
skręcił na Trębacką i stamtąd bocznem wejściem wszedł do Ho- 
telu Angielskiego. Tutaj zaraz sprowadzony został przez Cau- 
laincourta z pobliskiego pałacu Briihl;wskiego ambasador fran- 
cuski w Warszawie, ks. Pradt, arcybiskup mechliński; po krót- 
kiej rozmowie odesłał go cesarz, spożył obiad, poczem przyjął 
jeszcze prezesa Rady ministrów Księstwa Warszawskiego, Sta- 
nisława Potockiego, i ministra skarbu, Tadeusza Matuszewica. 
Tegoż dnia o 7 wieczorem puścił się w dalszą drogę. 
Nazajutrz, II grudnia, zatrzymano się na śniadaniu w Kut- 
nie, na obiedzie w Łęczycy w Hotelu Saskim. 12 grudnia doje- 
chano późnym wieczorem do Głogowa, gdzie zatrzymano się 
u tamecznego komendanta francuskiego. W nocy z 13 na 14 
grudnia o 2 przybył cesarz do Drezna i stanął w pałacu amba- 
sadora francuskiego, Serry, przy Pirnastrasse. Wąsowicz, po- 
słany do zamku królewskiego, zbudził Fryderyka Augusta i spro- 
wadził go do Napoleona. Cesarz i król uściskali się serdecznie. 
Napoleon z całą otwartością stwierdził ogrom doznanej klęski, 
nie ukrywając własnych popełnionych błędów l). Prosił następnie 
króla o udzielenie Wąsowiczowi orderu wojskowego polskiego, 
jako "oficerowi, służącemu mi z równym honorem jak roztrop- 
nością" 2). 14 grudnia, o 8-ej z rana, w nowym, wygodnym po- 


l) ..Apres lui avoir parle beaucoup avec franchise sur les details de 
cette malheureuse campagne et lui avoir depeint la vraie miscre et la 
ruine de son armee. illui avoua a plusieurs reprises les fautes qu'il avait 
faites" (P. Ask.). 
2) uIll'a bien merite. c'est un officier qui me sert ave c autant d'hon- 
neur que d'intelligence et dont je suis trcs content u . W rzeczy samej 
już 21 grudnia order został doręczony Wąsowiczowi z polecenia Fryderyka- 
Augusta w Paryżu przez posła saskiego Rivicra. Wkrótce potem. 29 grud- 
nia. 
ąsowicz posunięty na kapitana. Poprzednio. jeszcze w czasie 
kampanji. 8 października był otrzymał legję honorową (P. Ask.).
>>>
POWRÓT NAPOLEONA Z MOSKWY 


119 


wozie króla saskiego ruszono dalej i zatrzymano się dopiero 
w Lipsku, w oberży na przedmieściu. Wąsowiczowi zlecono udać 
się do miasta, dla zakupienia w księgarniach romansów, gdyż 
była to "jedyna lektura cesarza w jego podróżach" 3). Sp r owa.. 
dzono konsula francuskiego, Theremina, którego cesarz wypy- 
tywał szczegółowo o Lipsk i jego mieszkańców, przepisując starać 
się o utrzymanie z nimi stosunków jak najlepszych, jakgdyby 
"miał przeczucie, że będzie ich potrzebował". Popędzono dalej 
w nocy przez Weimar, gdzie nazajutrz 15 grudnia z rana na pocz- 
cie pił kawę, a sprowadzonemu posłowi francuskiemu przy dworze 
weimarskim, Saint-Aignanowi, polecił przeprosić księcia wei- 
marskiego, "a szczególnie księżnę", Marję Pawłównę, rodzoną 
siostrą cesarza Aleksandra, że nie może się z nimi widzieć. Wie- 
czorem tegoż dnia zatrzymano się w Erfurcie. 16 grudnia, po 
krótkim postoju w Hanau, przeprawiwszy się łódką przez Ren, 
stanął cesarz o 10 wieczór w Moguncji, już w granicach cesarstwa. 
Tutaj widział się z komendantem twierdzy, starym marszałkiem 
Kellermannem, hr. Valmy, odmówił jednak przyjęcia ofiaro- 
wanej przez niego eskorty. "Skoro z całą głową - rzekł - prze- 
dostałem się przez Prusy i Niemcy, nie stracę jej we Francji" 4). 
Odtąd, czując się na ziemi francuskiej, stał się widocznie weselszy, 
rozmowniejszy, opowiadał o swej młodości, miłostkach, pierw- 
szych swoich początkach jako prostego oficera artylerji. Odtąd 
też podróż z nadzwyczajną odbywała się szybkością, gdyż teraz 
prawie wszędzie poznawano go na stacjach pocztowych. 17 grud- 
nia zatrzymano się na śniadaniu w Saint-Avold, na obiad 
w Verdun. 
Ostatniego dnia podróży, 18 grudnia, w piątek przed po- 
łudniem dojechano do Chateau- Thierry, gdzie cesarz przebrał 
się, zrzucił frak zielony szaserów konnych, zwyczajny swój strój 
w czasie kampanji, i włożył mundur grenadjerów gwardji. Na 
następnej stacji w 
leaux złamał się powóz; wypadło wziąć t. zw. 
chaise de poste, to jest prosty dwukołowiec; nie było już nawet 


3) ..J'etais encore charge de lui acheter des romans. car c'etait la 
seule lecture de rEmpereur dans ses voyages" (P. Ask.). 
ł) ..Si rai parcouru la Prusse en gardant ma tete sur mon cou. je 
ne la perdrai pas en France". Pamiętać należy. że było to świeżo po 
Odkryciu spisku generała Maleta w Paryżu (P. Ask.).
>>>
120 


SZYMON ASKENAZY 


czem opłacić poczty; fundusz cesarski podróżny wyczerpany był 
do cna; cesarz, Caulaincourt, Wąsowicz i Roustam złożyli wszyst- 
ko, co mieli przy sobie: było tego 80 franków. Ale oto już mijano 
rogatki Paryża; zajechano pędem przed Tuilerje. Gwardzista, 
stojący na warcie przed bramą pałacową, bagnetem wzbronił 
wejścia podejrzanym nieznajomym. Na zapewnienie Wąsowicza, 
że to cesarz, roześmiał się stary wiarus: "Wolne to żarty. Dziś 
czytałem w Monitorze, że cesarz jest w Smoleńsku. Zresztą - 
dodał - zwrÓĆcie się do kapitana, gdyż bez jego rozkazu nie 
wpuszczę, choćby to był sam cesarz". Zjawił się kapitan, na 
widok cesarza rozwarły się wrota, wszczęło się w pałacu nieopisa- 
ne zamieszanie, które cesarz wnet uśmierzył, aby nie budzić 
spoczywającej już cesarzowej Marji Luizy; a działo się to właśnie 
w wilję dnia jej urodzin. Napoleon sam udał się do jej aparta- 
mentów. 
Była godzina wpół do dwunastej w nocy. Cała podróż ze 
Smorgoń do Paryża trwała dni trzynaście.
>>>
APETYTY PRUSKIE 


Było to w r. 1813. Rosja, odbiwszy wyprawę moskiewską 
Napoleona, w ślad za zdziesiątkowaną Wielką Armją francuską 
pchnęła wojska swoje ku Zachodowi i zajęła niemi nasampierw całe 
Księstwo Warszawskie. Było ono wtedy niewątpliwie zdobyczą 
wojenną rosyjską. Ważyła się wprawdzie dopiero sprawa arcy- 
doniosła: co się z Księstwem stanie, czy będzie ono pochłonięte, 
zdeptane, rzucone na pastwę nienawiści i dzikości, poddane wcie- 
leniu i konfiskatom, czy też będzie obrócone na podwalinę jedy- 
-nie zdrowej koncepcji politycznej, Królestwa Polskiego przy 
Rosji? Ale tyle nie ulegało wątpliwości, że Księstwo było w tej 
chwili wyłącznie w ręku samej Rosji, okupowane przez armję 
rosyjską, rządzone z Warszawy przez ustanowiony tam z ramie- 
nia Aleksandra I Rząd Tymczasowy oraz generał-gubernatora 
rosyjskiego. Tam to sprawa przyszłych losów kraju ważyła się 
właściwie między Rosją a Polską. Owóż do tej sprawy odrazu 
wmieszały się Prusy. . 
Prusy, zdawałoby się, w owej chwili żadnego zgoła nie 
miały realnego ani moralnego tytułu do jakichkolwiek uroszczeń 
zdobywczych. Wczora dopiero złamane przez Napoleona, były 
się z nim sprzymierzyły i pospołu z nim ruszyły na Rosję. Były 
politycznie, materjalnie, militarnie zrujnowane i skompromito- 
wane ze szczętem, były niczem. Straciły wszystko: objętość 
terytorjalną i ludnościową, równowagę skarbową, zbrojność, 
tradycję sławy Fryderykowej, tradycję przyjaźni rosyjskiej, 


"Tygodnik Ilustrowany" 19 0 9 r.. nr. 3 2 .
>>>
\ 


ł 


122 


SZYMON ASKENAZY 


lecz zachowały rzecz jedną: apetyt zdobywczy i to szczególnie 
na ziemie polskie. Wstając dopiero co z nicości, dopiero co otrzą- 
sając się ze swojej roli sojusznika Napoleona przeciw Rosji 
i przechodząc do roli sojusznika Rosji przeciw Napoleonowi, 
w tern samem mgnieniu już wyciągały długie ręce po ziemiewar- 
szawskie, będące w niewątpliwem Rosji posiadaniu. A czyniły 
to z natręctwem, butą, bezceremonialnością, poprostu nadzwy- 
czajną, uderzającą nie tylko Polaków, lecz wprawiającą w zdu- 
mienie nawet miejscowe władze rosyjskie. Żywe, kapitalne 
wcielenie tych rozbudzonych tak nagle apetytów pruskich, obok 
wielu świadectw pokrewnych, stanowi pan szambelan von 
Troschke i jego ówczesne przeprawy. - 
W początku października 1813 r. naczelnik obłastny depar- 
tamentu bydgoskiego, radca kolegjalny Merder, doniósł gene- 
rał-gubernatorowi warszawskiemu, senatorowi Łanskojowi, iż 
w departamencie pojawił się jakiś pruski szambelan i baron 
v. Troschke, który objeżdża kraj, wydaje proklamacje, zbiera 
broń i rekruta dla rządu pruskiego, wprowadza komendy pruskie, 
rekwirujące prowiant i ludzi, słowem, pod nosem władz cywil- 
nych i wojskowych rosyjskich gospodaruje całkiem jak u siebie. 
Do raportu dołączone były dowody. A więc odpis paszportu,. 
wydanego owemu Troschkemu' przez kanclerza pruskiego, ks. 
Hardenberga, gdzie mieściło się upoważnienie do zbierania 
w Księstwie Warszawskiem "wszelkiego rodzaju broni i montur, 
jakoteż młodych ludzi zdatnych do służby wojskowej". A więc 
skargi obywateli polskich, napadniętych w swoich dworach przez 
oddziały pruskie, dopełniające czynności rekwizycyjnych. A więc 
wreszcie drukowaną proklamację w języku niemieckim, obwiesz- 
czającą, iż "Ja, Karol-Antoni-Ferdynand baron cesarstwa 
(Reichsjreiherr) von Troschke, oberoficer armji pruskiej i rze- 
czywisty szambelan Króla JM. pruskiego, właściciel Orła Czer- 
wonego i innych orderów", wzywa wszelakich mieszkańców 
Księstwa Warszawskiego do zaciągnięcia się do szeregów pru- 
skich oraz' do dobrowolnych dostarczeń w naturze lub goto- 
wiźnie na rzecz rządu pruskiego. Wszystko to chyba doŚĆ 
było niezwykłem. Niezwykłym był toupet niewiadomego za- 
granicznego wysłańca, operującego w ten sposób w cudzym 
kraju. Zanim jednak jeszcze nadeszła do Warszawy powyższa
>>>
APETYTY PRUSKIE 


123 


relacja oszołomionego naczelnika departamentu bydgoskiego, 
dzielny szambelan pruski już zdążył przenieść pole swej 
działalności do sąsiedniego departamentu poznańskiego. 
Objechawszy nasampierw pomniejsze miasteczka i kolo- 
nje niemieckie w tym departamencie i poczyniwszy wszędzie 
stosowne imieniem rządu pruskiego zarządzenia, v. Troschke 
przybył do Poznania. Tu zgłosił się do miejscowego komen- 
danta rosyjskiego, pułkownika Bułgarina, oraz do obłastnego 
naczelnika departamentu poznańskiego, radcy kolegjalnego 
Mikłaszewicza, przedstawił się jako "generał i minister pruski", 
oświadczył, iż ma upoważnienie piśmienne od cesarza Aleksan- 

a I i wodza naczelnego armij rosyjskich, Barclaya de TolIy, 
zażądał dla siebie koni i odwachu honorowego z 30 żołnierzy 
rosyjskich przed swoją kwaterą. Zaczął rozdawać swoje pro- 
klamacje, zbierać składki, broń i ochotników, wzywać do siebie 
mieszkańców miasta i okolicy. Między innymi, wezwał też do 
siebie poclrabina synagogi poznańskiej, Michała-Jakóba Peyzera, 
miał z nim wcale charakterystyczną rozmowę, zaprotokółowaną 
następnie w zeznaniu Peyzera przed zastępcą prefekta poznań- 
skiego, Moszczeńskim, wygrażał Żydom poznańskim za ich 
zachowanie się wobec władz polskich i rosyjskich, krzyczał, że 
" Żydzi winni temu, iż tutejsza ulica, dawniej Willielmowską 
zwana, nosi nazwisko ulicy Napoleona", kazał poclrabinowi prze- 
łożyć swoją proklamację starszym Kahału poznańskiego i skło- 
nić gminę żydowską poznańską do posług dla rządu pruskiego. 
Obłastny naczelnik i komendant, zaniepokojeni tą gospodarką 
samowolną Troschkego w powierzonem im mieście, wezwali go 
do siebie, celem zażądania od niego wyjaśnień. Okazało się 
wtedy, że Troschke owych upoważnień Aleksandra i Barclaya, 
na jakie się powoływał, przedstawić nie mógł; tłómaczył się, 
iż je spalił. Okazało się również, że swoje proklamacje, dato- 
wane rzekomo z Prus, kazał on potajemnie wydrukować w liczbie 
300 egzemplarzy w drukami poznańskiej Deckera, z fałszywe m 
miejscem datowania. Wobec tego władze rosyjskie uznały za 
konieczne opieczętować papiery Troschkego i wyprawić go 
pod eskortą do Warszawy do dyspozycji generał-gubernatora 
Łanskoja. Ale Prusak nie stracił bynajmniej kontenansu. 
Oświadczył on komendantowi Bułgarinowi , iż on , ,nie zna służby" ,
>>>
124 


SZYMON ASKENAZY 


a naczelnikowi Mikłaszewiczowi rzekł, "uderzając po swoJeJ 
szpadzie, iż on nie potrzebuje słuchać się władzy rosyjskiej", 
chciał też pierwotnie siłą sprzeciwić się opieczętowaniu papierów 
swoich. Z największą też trudnością czynność ta została doko- 
naną i sam Troschke wraz z papierami odesłany do Warszawy. 
"Gdybym go nie wysłał do W. Ekscelencji - pisał z tego powodu 
strapiony Mikłaszewicz do Łanskoja - nie byłoby prawie 
sposobu pomiarkować (uniat') go..., gdyż osobiście tak jest bez- 
czelny" (liczno tak dierzok). 
W Warszawie zaczęły się nowe kłopoty z Troschkem. Po 
bliższem zbadaniu rzeczy okazało się, że był istotnie baronem, 
szambelanem, bogatym obywatelem śląskim, który z własnej 
ochoty, a za cichą zgodą kanclerza pruskiego, podjął się owej 
drażliwej misji rek ognoskuj ącej i rekwirującej na ziemiach 
polskich. Wobec Łanskoja stawiał się równie hardo, jak wobec 
jego podwładnych, żądał "wolnej kwatery stosownej do mojej 
rangi", podwód na 14 koni, natychmiastowego wydania sobie 
paszportu i pozwolenia na wyjazd, groził skargami przed swoim 
królem, a nawet przed cesarzem Aleksandrem za swoje zatrzy- 
manie i t. d. Łanskoj widział się z nim osobiście i odrazu roz- 
poznał w nim nieuprawnionego, samozwańczego obcego agenta, 
a jednak obchodził się z nim z całą delikatnością, aczkolwiek - 
jak donosił generał-gubernator w ostrożnych słowach zarządza- 
jącemu Kancelarją cesarską, wszechwładnemu Arakczejewowi, 
którego stosunki pruskie były znane - "z rozmów moich 
z p. Troschke ani też z papierów, przez niego okazywanych, 
niczego zasadniczego (osnowatielnawo) wymiarkować nie mo- 
głem". Zaczęły się też wnet do generał-gubernatora warszaw- 
skiego syPać wpływowe wstawiennictwa za zacnym v. Troschkem, 
przychodziły reklamujące go pisma od gubernatora wojennego 
wrocławskiego, generała v. Gaudy, od gubernatora prowincji 
śląskiej Merckla, wreszcie przyszło pismo od Arakczejewa, 
zalecające względność dla dobrze myślącego i dobrze urodzo- 
nego Prusaka. Skończyło się na tem, że wszystkie sprawki 
Troschkego zostały puszczone w niepamięć, a sam on triumfal- 
nie opuścił Warszawę l). 
l) Dieło generał-gubernatora Gercogstwa Warsza wskago Łanskog o , 
n-o 2088, O Karnmergerie Troszkie: Łanskoj do Aleksandra I, Warsz.
>>>
APETYTY PRUSKIE 


125 


Tak działo się w r. 1813. Czy dzisiaj, po minionych stu 
latach, te rzeczy zasadniczej uległy odmianie, o tern raczej 
powątpiewaćby można. 


25 paźdz./6 listop. 1813; załączony raport kolleżsk. sowietnika Mikła- 
szewicza do Łanskoja, Poznań, b. d. i pismo zast. prefekta departamentu 
poznańskiego 
foszczeńskiego do Mikłaszewicza, Poznań b. d. (Arch. 
Akt Dawnych) (Prz. Ask.). 


..
>>>
"' 


ZJAZD W PUŁAWACH W R. 1814 


Bywają zjazdy a zjazdy. Dziś podobno, celem podźwi- 
gnięcia sprawy polsko-rosyjskiej, zjeżdżać się nam zaleca z Jego 
Sijatielstwem, hr. BobryńsĘ:im, na łaskawem komomem cze- 
skiem czy bułgarskiem, w Pradze czy bodaj aż w Sofji. Onego 
czasu, przed stuleciem niespełna, zjeżdżaliśmy się na własnych 
śmieciach, u siebie w domu, w Puławach, z Aleksandrem 1. 
Jesienią roku 1814 zgromadzić się miał w Wiedniu wielki 
Kongres mocarstw, na którym winna była dokonać się, w spadku 
po Napoleonie, powszechna rekonstrukcja Europy, a zarazem, 
na miejscu naczelnem, winna była znaleźć rozwiązanie sprawa 
polska. Zarówno pod pierwszym względem, ogólno-europej- 
skim, jakoteż zwłaszcza pod drugim, specyficznie polskim, rola 
przewodnia na Kongresie przypadała głównemu sukcesorowi 
potęgi napoleońskiej, a zarazem predestynowanemu królowi 
polskiemu Aleksandrowi I. 
Szkic p. t. Zjazd w Pulawach drukowany był w .,Tygodniku 
Illustrowanym" 1910 r., nr. 35. Wyraźna tu na wstępie aluzja do ów- 
czesnych prób polityki "neosłowiańskiej", kongresów w Pradze, w lipcu 
1908 i w Sofji. w lipcu 1910 r. (gdzie Polacy nie brali już udziału). Ostrze 
tej aluzji redakcja "Tygodnika" starała się stępić i zasłonić własnym. 
następującym dopiskiem: 
"VV chwili, gdy numer ten oddajemy pod prasę, Poznań, prastary 
gród piastowski, o który niegdyś nie ośmieliły się pokusić żelazne za- 
stępy niemieckie Henryka II i Fryderyka Barbarossy, podejmuje w swych 
murach trzeciego z kolei cesarza zjednoczonych Niemiec. Nie od rzeczy 
więc będzie przypomnieć dziś inne odwiedziny na ziemi naszej. w innych 
okolicznościach dziejowych i w innym nastroju, piórem znakomitego 
historyka opowiedziane".
>>>
I 
J 


. "" 
,,- 
 
j...... 
""I:
"tf 


'I 


11'1 


-
 '\ 
.
, l 
:".

.,.
 Ił- 
. -'.,.; :
 :...... 

,.. t, !.
f'" 
-ł=:.,:; 
'" oI'
 


.. 
t:i' 

...,.: 
 
.
g 


ł 


i 


t 


... 


....... 


" II, 
'Ą 


........ . 


,\ 


- 


ł 
ł 
j 


I 

 
ł 


j 


,,
 


Litografia. Tow. oPieki Jł4d %QbytkcUlti. JYMuaU'a 



 
.......... 


.... 


I 
J 

 

p " 
j 


.......,tr 


li 



 

I
."
 
 
.
.,.ł;.. . 

..
C'.. . 
,.r;"" 
t. . 
 " 
. 


, 
o"" 


-
ł: 


.... 




 
,'" 
.s. 
-= 
'
 
... 


- 


I 


, 


Aleksander I 
w mundurze polskim. z ręką tJa konstytucji Królestwa Polskiego
>>>
ZJAZD W PUŁAWACH VV. R. 1814 


127 


Rzc czą było naj oczywiściej dla samejże Rosji potrzebną 
i ważną, aby Aleksander, udając się z Petersburga do Wi
dnia 
na tak doniosłe obrady kongresowe, zatrzymał się po drodze 
na ziemi polskiej i tutaj zawczasu osobiście z miejscowem zet.. 
knął się i porozumiał społeczeństwem. Zrozumiano to w Pe- 
tersburgu, gdzie wtedy, pomimo świeżych bezprzykładnych 
sukcesów rosyjskich a okrutnych klęsk polskich, dobrze zdawa- 
no sobie sprawę z tej głębszej konieczności dziejowo-politycznej, 
iż zwycięska Rosja z pobitą Polską bądź co bądź liczyć się musi, 
że jej poprostu zbrutalizować, pogwałcić, choćby i mogła, przecie 
nie powinna, a to przedewszystkiem w dobrze pojętym interesie 
własnym. Zaraz też, w początku września tegoż roku, dano 
znać z Petersburga do Warszawy, że cesarz drogę do Wiednia 
zamierza obrócić na Puławy i że pragnie spotkać się z przedsta- 
wicielami ogółu polskiego. 
Zjazd ten puławski r. 1814 z rozlicznych względów był in- 
teresujący. Strona czysto polityczna, dotycząca ówczesnego 
położenia Księstwa Warszawskiego i trwającej w niem okupacji 
rosyjskiej, a przedewszystkiem związana bezpośrednio z pre- 
cedensami Kongresu wiedeńskiego, na innem miejscu wyłuszczo- 
na będzie. Ale i strona czysto zewnętrzna, towarzyska - jak- 
kolwiek nigdy tego rodzaju objawów formalnych, choćby naj- 
bardziej ujmujących, przeceniać nie trzeba, lecz liczyć się z ukry- 
tym pod niemi stanem faktycznym - nie pozbawiona jest pe- 
wnego znaczenia sympatycznego, a nawet, w sensie porównaw- 
czym, mogłaby się wydać wcale nauczającą. Porównać wartoby 
dziś, kiedy pierwszy lepszy dygnitarz ministerjalny, poselski 
czy gazeciarski sprawia sobie tanią satysfakcję ciskania ordy- 
narnej obelgi bezbronnemu społeczeństwu polskiemu, - jak 
onego czasu to społeczeństwo, choć i wtedy z wytrąconą z ręki 
bronią stało pod obuchem fizycznej przemocy, było bądź co bądź 
w zetknięciu osobistem traktowane przez zwycięskiego, naj- 
potężniejszego podówczas w Europie monarchę. . 
Aleksander I-szy wyjechał z Petersburga w środę 14 wrze- 
śnia roku 1814, o godzinie 6 wieczór i, po kilkugodzinnym' tylko 
popasie w Wilnie, stanął w poniedziałek, 19 t. m. o II zrana 
w Brześciu. Tutaj oczekiwała go wyprawiona z Warszawy, imie- 
niem Księstwa Warszawskiego, deputacja cywilna, z senatorem.. 
Szkice i portrety 10
>>>
128 


SZYMON ASKENAZY 


kasztelanem Onufrym Kickim. oraz wojskowa, z generałem I 
Antonim ks. Sułkowskim na czele. W odpowiedzi na pozdrowie- 
nie deputacji wygłosił monarcha życzliwą, krótką zresztą i bar- 
dzo oględną, w nader elastycznych zwrotach, przemowę, w któ- 
rej wyraził, "iż wielkie dzieło jego nie jest jeszcze ukończone, 
los Polski niezupełnie jeszcze ustalony; gdy będzie widział Po- 
laków szczęśliwych, znajdzie w tern... największą dla siebie na- 
grodę za wszystkie prace i trudy podjęte". Z. Brześcia tegoż 
dnia przed wieczorem zjechał na obiad do Konstantego Czarto- 
ryskiego do Międzyrzecza, gdzie był oczekiwany przez feldmar- 
szałka Barclaya de Tolly. Stąd na noc udał się do Kocka, aby 
nazajutrz w południe stawić się w Puławach. W pałacu pu- 
ławskim zgromadził się tymczasem cały dom Czartoryskich, 
oprócz tylko głowy domu, starego, schorowanego księcia gene- 
rała ziem podolskich, który, być może także dla innych jeszcze 
niż sam wiek i zdrowie, powodów, ze względu na podejrzliwość 
dworu wiedeńskiego, jako poddany i feldmarszałek austrjacki, 
wolał pozostać w Sieniawie. Zebrało się też liczne grono pań: 
stara księżna Izabela Czartoryska z córkami, księżną Wirtem- 
berską i Stanisławową Zamojską, wojewodzina wileńska Michało- 
wa Radziwillowa, Rozalja Rzewuska, Zofia Matuszewicówna 
i wiele innych. Z panów, oprócz Adama i Konstantego Czarto- 
ryskich i ich szwagra Zamojskiego, stawili się: Antoni Radzi- 
wiłł, niebawem namiestnik przyszłego W. Księstwa Poznańskie- 
go, a wtedy jeszcze kandydat na senatora-wojewodę przyszłego 
Królestwa Polskiego, minister skarbu Księstwa Warszawskiego 
Tadeusz Matuszewic z synem, głośnym później dyplomatą 
rosyjskim, Maciej Jabłonowski, Aleksander Linowski, J. K. Sza- 
niawski, oraz generałowie: Antoni Sułkowski, Wincenty Krasiń- 
ski i Franciszek Paszkowski. Było razem osób około 70. 
We wtorek, 20 września, przed samem południem zjechał 
do Puław Aleksander, poprzedzony przez ks. Adama, który 
był wyjechał na jego spotkanie. W pięknej alei pałacowej zgro- 
madziły się tłumy okolicznego ludu wiejskiego, przed bramą 
stanęły kahały lubelski, puławski, kazimierski wraz z deputacją 
od kahału warszawskiego, w dziedzińcu czekała deputacja 
miast
 .Warszawy. Cesarz ukazał się w pojeździe otwartym, 
w towarzystwie generał-adjutanta Wołkońskiego, za nim je-
>>>
ZJAZD W PUŁAWACH W R. 1814 


129 


chał lekarz przyboczny, Anglik Wylie, i służba; przybyli również 
z cesarzem feldmarszałek Barclay de Tolly i Nowosilcow. Mo- 
narcha, powitany u schodów przez rodzinę Czartoryskich, uści- 
skał serdecznie książąt i Zamojskiego, ucałował rękę księżny 
Izabeli i, podawszy jej ramię, udał się na górę, gdzie w t. zw. 
złotej sali przyjął deputację miasta Warszawy. . Nastąpiły dal- 
sze prezentacje, poczem cesarz udał się do przeznaczonego sobie 
pokoju na naradę z ks. Adamem i Nowosilcowem, następnie 
zeszedł do księżny i dam. Obiad podano przy stole cesarskim 
na osób 36 i obok przy drugim na 42 osób, przyczem cesarz 
wyraźnie zastrzegł, że "żadnej różnicy w osobach, które mu były 
prezentowane, czynić nie każe, i dozwala, aby kto chciał, siadał 
u stołu". Podczas obiadu pito zdrowie monarchy, który odpo- 
wiedział, wznosząc zdrowie księżny gospodyni. Po obiedzie, 
złożywszy wizytę w apartamencie księżny Wirtemberskiej, 
cesarz znów wziął do swego pokoju na naradę ks. Adama i No- 
wosilcowa, tym razem przy udziale Barclaya do Tolly. O 9 wie- 
czór zeszedł na dół do księżny Izabeli na. herbatę, gdzie zebrali 
się najwybitniejsi goście; przed północą udał- się na spoczynek. 
Ponieważ nie miał ze sobą żadnej zgoła eskorty, "przeto strze- 
gąc od wypadku, na złotej sali - obok sypialni cesarskiej - 
siedział całą noc majordom Pawłowski, a pod oknami pilnowało 
czterech ludzi pałacowych": nigdy zapewne w życiu Aleksander I 
nie miał tak skromnej straży i nigdy może nie spał bezpieczniej. 
Nazajutrz, w środę 21 września, cesarz wstał o 7 rano, ubrał 
się po cywilnemu we frak angielski, i, po dłuższej konferencji 
z Barclayem, N owosilcowem i ks. Adamem, zeszedł o 10 do księ- 
żny generałowej, gdzie już zebrane były panie; w ich towarzyst- 
wie udał się następnie na przechadzkę po pięknym parku pała- 
cowym, obszedł Sybillę, domek gotycki, groty, z zajęciem oglą- 
dał zebrane tu cenne pamiątki, zwłaszcza narodowe. "Prze- 
chodził w tym momencie pułk kozaków przez Puławy, lecz 
(cesarz) nie tylko ich nie chciał widzieć, ale nawet rozkazał, 
aby dalej śpiesznie postępował". Do parku wszystkich wpuścić 
kazał bez różnicy stanu; brał osobiście petycje, jakie mu licznie 
były podawane, między innemi także przez włościan i żydów, 
i oddawał je generał-adjutantowi Wołkońskiemu. Śniadanie 
na pokojach księżny "jadł smaczno i w przedziwnym humorze". 
10*
>>>
130 


SZYMON ASKENAZY . 


I 
Do Konstantego Czartoryskiego - którego położenie, jako 4 
dawniejszego, z musu, oficera rosyjskiego, a potem, z własnego 
wyboru pułkownika armji polskiej, w szeregach napoleońskich, 
mogło obecnie poniekąd być drażliwem - odezwał się: "Kocha- 
łem cię zawsze, ale szanuję cię jeszcze więcej, odkąd walczyłeś 
za ojczyznę". . ° pierwszej z południa poszedł do siebie na górę, 
na parogodzinną znowuż naradę z k;. Adamem i N owosilcowem; 
następnie kazał do gabinetu swego przywołać jeszcze Zamojskie- 
go, Matuszewica i Linowskiego. Szczegółowe sprawozdanie 
z tej interesującej narady, która trwała aż do 5 po południu 
(Precis), ręką Matuszewica spisane, na innem miejscu ogłoszo- 
ne będziel). Na obiedzie, gdzie cesarz ukazał się w mundurze, 
znów wzno;zono jego zdrowie, na co on odpowiedział w słowach 
serdecznych, pijąc zdrowie całego obecnego zgromadzenia pol- 
skiego. Rewizytował po obiedzie księżnę Izabelę Wirtemberską, 
panią Zamojską i ks. Adama w ich pokojach. Wieczorem, po 
krótkim u siebie wypoczynku, przed 10 zeszedł na herbatę do 
księżny Izabeli; tu w licznem towarzystwie parę godzin na swo- 
bodnej spędził gawędzie, mówił o minionej ciężkiej kampanji, 
wspominał czasy młodzieńcze, pierwsze zbliżenie się przyjaciel- 
skie z ks. Adamem w Petersburgu i t. d. ° wpół do 12 pożegnał 
się, zakazując, aby go odprowadzano. Wrócił do siebie i kazał 
do gabinetu swego wezwać generałów: Sułkowskiego, Krasiń- 
skiego i Paszkowskiego, z którymi aż po północ życzliwie o losach 
armji polskiej się naradzał. . O północy zaprzężono pojazdy, 
zapalono kagańce od pałacu aż do Wisły. Wyekspedjowawszy 
jeszcze kurjera do Petersburga, Aleksander o wpół do 2 po pół.. 
nocy siadł do powozu; "a nie zastawszy nikogo - jak był wy- 
raźnie nakazał - znać było po nim nie tylko zadziwienie, ale 
i nieukontentowanie". Kiedy jednak dojechał do Wisły, miłą 
miał niespodziankę, gdyż, wbrew zakazowi, czekała go tu oczy- 
wiście cała rodzina Czartoryskich i wielu z gości. Ozwały się 
w ciszy nocnej głośne wiwaty na cześć Aleksandra, który wi- 
docznie był bardzo zadowolony z tej uprzejmej siurpryzy po- 
żegnalnej, a z wielką żegnając się serdecznością, pokazał zebra- 
nym kokardę białą, jaką nosił przypiętą do kapelusza: "Od cza- 


l) Zob. ..Miscellanea i dokumenty". str. 3 6 9.
>>>
ZJAZD W PUŁAWACH W R. 1814 


131 


su - rzekł - jak mam ukontentowanie dowodzić Polakami 
i nimi się interesować, dołożyłem do kokardy mojej kolor biały". 
Znów ozwały się głośne wiwaty; cesarz ruszył dalej na Chodczę 
do Krakowa, gdzie na krótki tylko zatrzymał się postój; stąd 
na Berno morawskie obrócił drogę do Wiednia. Nazajutrz wy- 
jechali w ślad 
a nim z Puław ks. Radziwiłł i Szaniawski, 23 wrze- 
śnia ks. Adam Czartoryski również pośpieszył do Wiednia, 
gdzie miał zostać prawą ręką Aleksandra w zawziętej walce 
kongresowej o założenie, rozgraniczenie i urządzenie Królestwa 
Polskiego.
>>>
ł- 


ZAŁOZENIE KROLESTW A POLSKIEGO 
W 1815 R. 


Dn. 8 lutego 1813 r. o godzinie 4 popoł. deputacja stołeczne- 
go miasta Warszawy, z przedstawicieli municipalności, władz pre- 
fekturalnych, kupiectwa i duchowieństwa, stawiła się na rozkaz 
z chlebem i solą w obozie rosyjskim pod Mokotowem. Ten sam 
urzędnik, co niegdyś w 1794 r. przynosić musiał klucze miasta 
Suworowowi dla cesarzowej Katarzyny II, składał je obecnie 
Miłoradowicz owi , przesłane natychmiast do kwatery głównej do 
Płocka na ręce cesarza Aleksandra I. Tragedja dziejowa na pozór 
była ta sama. Ale inną była jej istota. Dzieje postąpiły naprzód 
wbrew naj mocniejszej ludzkiej przemocy. To nie była repe- 
tycja, to była niezawiśle od szczerości lub nieszczerości aktorów, 
rdzenna postępowa odmiana akcji historycznej. Inną już była 
nawet sama scenerja. Wystrzegała się tym razem Rosja bru- 
talnej roli prostego zdobywcy, unikała okropnych remini- 
scencji zeszłowiecznych, cofała się przed oklWawionem widmem 
strony praskiej, okrążała dokoła Warszawę, przychodziła z roz- 
mysłu od rogatki mokotowskiej i wolskiej, nie scytyjskim Suwo- 
rowowskim, lecz europejskim, Napoleońskim traktem, nie od 
północy, lecz od Zachodu. Poprzednio, przed niespełna dwu- 
dziestoleciem, zdobytą szturmem i rzezią stolicę Rzpltej Rosja 


Za podstawę przyjęto tekst rękopiśmienny tego szkicu. zapewne 
z 1906 r., z późniejszemi. licznemi poprawkami, oraz śladami 
cenzorskiego ołówka; rzecz była drukowana w formie okaleczonej 
przez cenzurę w Tygodniku Ilustrowanym, 1906. nr. 18-22. Ustęp 
końcowy odrzucono. zgodnie z zaznaczoną na rękopisie intencją autora.
>>>
ZAl.,OZENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 133 


po krótkiem władaniu była wydała Prusakom: teraz sadowiła się 
tutaj na stałe, zakładała Królestwo Polskie. Sprawa polska 
w nową wstępowała fazę. 
Rozwiązanie sprawy polskiej przez trzy podziały, dokonane 
w ciągu ćwierćwiecza 1772-1797 r. okazało się zgoła nietrwa- 
lem. Było ono, pomimo już wszelkich względów prawno-moral- 
nych, pod względem czysto logicznym oparte na fikcji. Przy- 
roda i dzieje stworzyły Polskę: papier traktatowy 1797 r., zamy- 
kający podziały, orzekał, że Polski odtąd niema i nie będzie, 
że samo jej imię odtąd i po wszystkie czasy zgładzone zostaje" 
z oblicza ziemi: des a present et pour toujours supprime. Nagie 
fakty wnet zadały kłam temu orzeczeniu. Przyszedł czwarty i piąty 
podział, powstało Księstwo Warszawskie. Sprawa polska w ca- 
łości musiała zostać wznowioną od zarania XIX w.; nie zam- 
knięta nigdy dla Polaków, ani dla Europy, została otwartą dla 
samych że mocarstw rozbiorowych, a przedewszystkiem dla 
naczelnego śród nich, dla Rosji. 
Sprawa polska zajmowała cesarza Aleksandra I przez cały' 
niemal przeciąg jego panowania. Przeświadczony zawczasu 
o niepodobieństwie utrzymania odziedziczonej fikcji podzia- 
łowej, rozważał on kilkakrotnie rozległe plany odbudowania 
Polski. Czynił to przed każdem wielkiem przesileniem swoich 
rządów, swego państwa i Europy, w tern trafnem poczuciu, 
że sprawa polska jest to sprawa europejska, i że od niej losy 
Rosji są zawisłe. Naprzód, jesienią 1805 r., przed Austerlitzem, 
myślał o odebraniu dzielnicy pruskiej i ogłoszeniu się w Warsza- 
wie królem polskim przy przywróconej Konstytucji 3 Maja. Po- 
tem, zimą 1806 i wiosną 1807, przed Friedlandem, z pewnemi 
modyfikacjami, powracał do tej myśli, tym razem planowanej 
głównie na podstawie bezpośrednio rozrz
dzalnych gubemij. 
zachodnich, przez obwołanie się królem polskim w Wilnie_o 
Następnie, latem 1809 r. przed Wagramem, otwierał ogólnikowo 
widoki odnowicielskie, tym razem ze szczególne m uwzględnie-: 
niem dzielnicy austrjackiej. Dalej, zimą 1810/11; przed wy- 
prawą moskiewską, ofiarował się stworzyć Królestwo Polskie 
z Księstwa Warszawskiego oraz prowincyj zachodnich, prócz 
Białorusi, z granicą Berezyny, Dźwiny i Dniepru. Nareszcie, 
w chwili obecnej, zająwszy Księstwo, stanął przed koncepcją
>>>
134 


, :.SZYMON ASKENAZY 


I 


całkiem konkretną: konstytucyjne Królestwo Polskie, oparte 
zrazu na .Księstwie, (a w bliższej lub dalszej przyszłości na przy- 
łączonych doń pięciu guberniach litewskich: grodzieńskiej, 
wileńskiej, mińskiej, wołyńskiej, podolskiej, z obwodem biało- 
stockim). Teraz też, przy walnem przeobrażeniu stosunków 
światowych na Kongresie Wiedeńskim 1814/15 r., zwycięzca 
i arbiter Europy miał czynem rozstrzygnąć to wielkie zagadnienie 
polskie, którego po tylekroć imał się myślą. 
Aliści między czynem a myślą daleka była droga - i tru- 
dna. Troiście trudna: ze względu na Europę, na Rosję, na na- 
turę samego Aleksandra. 
Koncepcja polska cesarza stała na podwójnem założeniu 
terytorjalnem: Księstwa i Litwy, a stąd rodziła podwójną tru- 
dnoŚĆ polityczną: od Europy i od Rosji. 
. 
Europa, z którą obecnie szedł ramię w ramię Aleksander 
przez pobojowisko lipskie do zdobytego Paryża, a z którą zara- 
zem miał targować się o Polskę na kongresie Wiedeńskim, to 
była Europa stara, zaprzeszłowieczna, zmartwychwstająca na 
gruzach rewolucyjnej i napoleońskiej. Nie zapomniała ona ni- 
czego, nie nauczyła się niczego, żyła starym trupim duchem 
zaprzeszłowiecznym, to też w sprawie polskiej dopominała się 
wręcz powrotu do uświęconej zasady podziałowej i sprzeciwiła 
się stanowczo tamtej odnowicielskiej koncepcji. Sprzeciwiła 
się przez ślepotę, obawę, chciwość i nienawiść. A więc mocar- 
stwa zachodnie, Francja i Anglja, sprzeciwiły się przez ślepotę. 
Nie pojęły one tej prostej prawdy, że w tym wypadku więcej 
znaczyło mniej, pars maior toto, że dać więcej Polski do Rosji 
znaczyło tę Polskę lepiej ubezpieczyć od imperjum a tern samem 
i Europę i samąże przyszłą kulturę rosyjską lepiej ubezpieczyć 
od dotychczasowej Rosji imperjalistycznej i zaborczej. Sprzeci- 
wiła się następnie Austrja przez obawę. Obawiała się nie tylko 
o Galicję, lecz o wszystkie pod swojem berłem narodowości sło- 
wiańskie, obawiała się o Wschód, dotąd Rosja pogodzona z Polską 
mogłaby znów skierować swe kroki, obawiała się uznania wolnego 
narodu polskiego w chwili, gdy sama zabierała się pod swe jarzmo 
ugiąć nieszczęśliwy naród włoski. Wreszcie, przez chciwość i nie- 
nawiŚĆ sprzeciwiły się Prusy. Prusy napozór dały się kupić Alek- 
sandrowi dla jego. widoków polskich za sowitą nagrodę, t. j.
>>>
ZAŁO
ENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 135 


za Saksonję, wzamian za swój dawny udział w Księstwie War- 
szawskiem. Ale zastrzegały sobie zaraz zwrot w naturze takiej 
części Księstwa, która stanowiłaby łącznik międy Prusami 
Wschodniemi a Śląskiem. To jedno już zapowiadało dotkliwe 
okrojenie przyszłego Królestwa Polskiego, zarwanie Poznania, 
Bydgoszczy, Torunia. Lecz w rzeczywistości miały Prusy 
w odwodzie inną jeszcze, nierównie rozleglejszą kombinację, 
t. .j. granicę Knesebecka, jednego z ówczesnych swoich nego- 
cjatorów z Aleksandrem, t. j. granicę Pilicy, Wisły i Narwi, 
zarywającą, oprócz Poznańskiego, nadomiar całą dzisiejszą 
gubernję kaliską i piotrkowską, większą część warszawskiej, 
połowę łomżyńskiej. Otóż wraz w obu tych kierunkach mane- 
wrowały Prusy. Godziły się one napozór na zamysły Aleksan- 
dra i obiecywały uszczuplić ów płat łączący, ujmowany z Polski, 
byle zyskać tern gorliwsze poparcie Rosji dla swych uroszczeń 
saskich; -a zarazem przed mocarstwami zachodniemi denuncjo- 
wały polską politykę cesarza, przyrzekały pomiarkować swe 
pretensje saskie w miarę większych zwrotów warszawskich. 
Niedość na tern. Prusy pod adresem Polaków oświadczały się 
z gorącą sympatją dla ich dążeń do niepodległości i zachęcały 
ich, podniecały ich nadzieje; a zarazem na wszelki sposób szko- 
dziły P11sce u Aleksandra, naj mocniej odradzały mu odnowę, za- 
lecały proste wcielenie, denuncjowały gotujące się rzekomo prze- 
ciwko niemu nowe powstanie polskie. Pruski generał komende- 
rujący w Prusiech Wschodnich, Zachodnich i Litewskich, v. Billow, 
posyłał do Warszawy, do dowódcy armji okupacyjnej rosyj- 
skiej, przyjacielskie denuncjacje na obywateli, księży, urzędni- 
ków warszawskich, mających napaść znienacka na załogi ro- 
syjskie, spalić magazyny, podnieść sztandar insurekcji i spra- 
wić jakieś nowe nieszpory sycylijskie. Nadprezydent pruski 
z Królewca takie same ostrzeżenie słał uczynnie do policji ro- 
syjskiej w Warszawie, donosząc, że Polacy się zbroją, szykują 
już buty, siodła, nawet trąby powstańcze. Z królewskiego mi- 
nisterjum policji w Berlinie zasypywano podobnemi donosami 
władze cywilne i wojskowe w Warszawie, podawano nazwiska 
i adresy rzekomych przyszłych powstańców polskich. 
Owóż w obu tych kierunkach jednocześnie manewrowały 
Prusy. Cel Prus był jasny: dostać w każdym razie najwięcej
>>>
136 


SZYMON ASKENAZY 


I 


z Saksonji i wraz najwięcej z Księstwa; jeśli się tylko da, całą 
Saksonję i granicę Knesebeckowską; okroić w każdym razie 
jak naj silniej przyszłe Królestwo Polskie; jeśli się tylko da, zadu- 
sić j e przed urodzeniem. 
Tak więc naprzeciw-opór jawny trzech wielkich mocarstw: 
Austrji, Anglji, Francji, dochodzący aż do tajnego między 
niemi sojuszu, aż do groźby wojny z Rosją o Polskę, przeciw 
Polsce. A znów pod samym bokiem - połowiczna zgoda Prus, 
w najwyższym stopniu podejrzana, idąca w parze z ich krecią 
robotą antypolską. Taki był wtedy stan sprawy Królestwa od 
strony zewnętrznej, europejskiej. 
Położenie od wewnętrznej strony, rosyjskiej, nie było by- 
najmniej pomyślniejsze. N aczelną w społeczeństwie rosyjskiem 
potęgą był wtedy i na długą jeszcze metę pozostał żywioł star
- 
rosyjski, a międzynarodowy, nacjonalistyczny a reakcyjny, 
mixtum compositum najbardziej zatęchłych odwiecznych tradycyj 
moskiewskich i najbardziej skostniałych stuletnich praktyk 
petersburskich, bojarsko-pańszczyźnianych i oligarchiczno-biuro- 
kratycznych. Ta ogromna moc wstecznictwa z równą zaciekło- 
ścią i wstrętem powstawała przeciw wszelkiej reformie wewnętrz- 
nej imperjum i przeciw wszelkim ustępstwom dla Polski, powo- 
dując się w obu kierunkach przedewszystkiem brutalnym naka- 
zem interesu własnego. Naprzód chodziło tym ludziom ozacho": 
wanie swojej władzy i dochodów w rządzie i administracji pań- 
stwowej. Następnie, byli to w znacznej części bądź nowego auto- 
ramentu posesjonaci b. Rzpltej, zbogaceni na ponawianych 
potrzykroć konfiskatach w prowincjach polskich, donatarjusze 
niezmiernych włości, owego miljona tylko samych dusz męskich, 
rozdanych przez Katarzynę II w trzech podziałach, bądź też 
działacze cywilni i wojskowi, siedzący w tych prowincjach na 
tłustych prokonsularnych urzędach, a wszyscy nadzwyczaj w tern 
zainteresowani, ażeby tam w Kraju Północno i Południowo-Za- 
chodnim został utrzymany bez żadnej zmiany pierwotny system 
czysto zdobywczy, będący źródłem i poręką ich stanu posiada- 
nia, władania i wyzysku. Te to żywioły w przededniu wojny 
w I8I2 r., kiedy Aleksander z zaufanym doradcą Sperańskim 
zajmował się nieziszczonemi projektami refonnatorskiemi dla 
Rosji i autonomicznemi dla Litwy, postawiły swoje veto stanow-
>>>
ZAŁOZENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 137 


cze, narzuciły cesarzowi swoją wolę przez jedyny w swoim ro- 
dzaju zamach stanu tajemny, niekrwawy, a przecież wysoce zna- 
mienny, podały przez patrjotycznego Rostopczyna groźne ulti- 
matum od "prawdziwych Rosjan U od"Moskwitjan U , dopraszając 
się wierno-poddańczo, aby raczył ich usłuchać, bo inaczej - 
bo inaczej oni pójdą na Petersburg, pójdą na niego. On uległ, 
Sperańskiego poświęcił i zesłał, reform się wyparł, reakcjoni- 
stów poszedł do steru, ale im tego nie zapomniał. 
Wtedy pojąć musiał słowa Sperańskiego, położone do jego 
zapiski programowej, iż w Rosji naprawdę "nie masz monarchji t - t , 
gdyż jest tylko sekwestrująca ją na swoje dobro potęga oligar- 
chiczno-biurokratyczna. Wtedy uświadomić sobie także musiał 
głębszą doniosłość własnych, tak chwiejnie piastowanych za- 
mierzeń reformatorskich względem Rosji i regeneracyjnych dla 
Polski, oraz zachodzący pomiędzy niemi głębszy związek orga- 
niczny. Uzmysłowić sobie musiał jaśniej niż kiedykolwiek, że 
te zamierzenia z samej swej istoty nie były zgoła dowolną funkcją 
jego zachcianki i łaski filantropijnej, lecz rodziły się z nakazu 
niezawisłej racji stanu wyzwoleńczej, wyłaniającej się odrębnie 
z nieprzedawnionych praw Polski, a warunkującej zarazem 
przyszłą postępową ewolucję Rosji. Wtedy ustalić się w nim 
musiała ta myśl, ta potrzeba, którą później wyrazi na cztery 
oczy przed Tadeuszem Kościuszką, a później przed W. Ks. 
Konstantym: mieć z Polski "swoje Węgryu. I tutaj, pod 
obuchem majoryzującej go reakcji, był punkt wyjścia tego 
osobliwego zwrotu, który bezpośrednio spokrewni i powiąże 
Aleksandra z tworzącemi się za jego wiedzą i milczącą aprobatą 
pierwszemi zaczątkami późniejszej organizacji Dekabrystów, 
a nawet pierwszej tajnej organizacji narodowej Łukasińskiego 
i towarzyszy. 
W tern wszystkie m przebijała się jedna bardzo prosta praw- 
da: iż nieprzyjaciele naprawy Rosji musieli być nieprzyjaciółmi 
odnowy Polski. Nie mogło być inaczej. Rozbiory stały na bez- 
prawnej zasadzie wcielenia, odnowa stanąć mogła tylko na legal- 
nej zasadzie konstytucyjnej. Zaś prawny związek z Królestwem 
konstytucyjnem pociągał za sobą konieczność liberalnej reformy 
Cesarstwa. Tym sposobem sprawa polska wnosiła do samego 
wnętrza Rosji zagadnienie ustawodawcze. Już dawniej, przed
>>>
138 


SZYMON ASKENAZY 


dziesięcioleciem, Polak-zakładnik w Petersburgu, ks. Adam 
Czartoryski, pierwszy przy młodym Aleksandrze przedstawiciel 
praw dziejowych narodu polskiego, został przed nim również 
rzecznikiem praw ludzkich narodu rosyjskiego. Najpierwszy też 
zarys konstytucji rosyjskiej został już wtedy, przed stuleciem, 
w 1804 r. zredagowany przez tego Polaka. A później znowuż, 
pierwszy pełny projekt konstytucji rosyjskiej ułożony będzie tu 
w Warszawie pod okiem samego Aleksandra, spisany niemal do- 
słownie z konstytucji Królestwa. Tak to, szczególne m losów 
zrządzeniem, od zabranych więźniów do zwycięskich niewolników 
przychodziła dobra wieść swobody. Tak, mocą wyższego, dobro- 
czynnego odwetu, Graecia capta ferum victorem cePit, ujarzmiona 
Grecja wygórowała nad przemożnym Rzymem, przynosząc mu 
najcenniejszy owoc kultury, podając ideę wolności. A jeśli ją 
w końcu odepchnięto, jeśli gliniana konstytucja Królestwa rozbić 
się musiała w końcu o żelazny absolutyzm Imperjum, ucierpiała 
na tern zapewne okrutnie Polska, lecz straciła zarówno, straciła 
nieskończenie na duchu i ciele, straciła na czasie całe długie, 
nękające stulecie - Rosja. 
Jakkolwiek bądź, w niniejszej dobie przełomowej między 
1813 a 1815 r., nazajutrz po wyprawie moskiewskiej, po rozbiciu 
Zachodu i Francji, po przegnaniu Polaków z Kremla do Warsza- 
wy, żywioł nacjonalistyczno-reakcyjny miał w Rosji górę na 
całej linji, ziejąc nienawiścią ku wszystkiemu, co zachodnie, 
a zwłaszcza co polskie. Nie chciano tu słyszeć oczywiście o ustę- 
powaniu bodaj piędzi Litwy, a powstawano gwałtownie przeciw 
ustanowieniu Królestwa na samem terytorjum Księstwa War- 
szawskiego. Upominano się po dawnemu o nagrody i zyski na- 
macalne dla zwycięzców, t. j. o proste wcielenie zajętych ziem 
warszawskich, ze zwykłemi skutkami konfiskat i rządów zdo- 
bywczych. Takie było zdanie feldmarszałka Kutuzowa i całej gene- 
ralicji. Takie sfer urzędniczych, faworyta cesarskiego Arakcze- 
jewa (który chciał zacząć od konfiskaty całej Radziwiłłowszczyzny 
na rzecz kawalerów orderu św. Jerzego i Włodzimierza), kan- 
clerza Rumiancewa, komendanta Moskwy Rostopczyna, sekre- 
tarza państwa Szyszkowa, prezesa Rady Państwa i Komitetu 
ministrów Sałtykowa, prezesa Komisji Prawodawczej Łopu- 
china, wszystkich, słowem, wybitniejszych dostojników i sta-
>>>
ZAŁOŻENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 139 


. 
tystów. Takie - cesarzowej matki, Marji Teodorówny, w. 
księżen i dworu. W. ks. Konstanty żądał poprostu, aby nad 
Wisłę posłać gubernatorów i wicegubernatorów, postawić na 
czele wielkorządcę Rosjanina "et gouverner li la russe u . Łopuchin 
na głos wołał: "jeśli cesarz przywróci Polskę, nie radzę mu wracać 
do Petersburgau. Nawet ówczesny najcelniejszy przedstawiciel 
umysłowości rosyjskiej, Karamzin, w podawanych cesarzowi fa- 
talnych memorjałach, gdzie dowodził, że Rosji "nie trzeba ża- 
dnej konstytucji, starczy 50 dobrych gubernatorów" i oświad- 
czał się przeciw usamowolnieniu włościan rosyjskich, równo 
cześnie ze mściwych przesłanek historycznych wywodził potę- 
pienie wszelkich ustępstw dla Polski i jako jedyne panaceum dla 
sprawy polsko-rosyjskiej stawiał dzieło rozbiorowe Wielkiej 
Katarzyny i szturm Pragi. W podobnym duchu oświadczała się 
opinja publiczna za pośrednictwem stawiającej wtedy pierwsze 
kroki prasy rosyjskiej. Zaraz w pierwszym numerze ówczesnego 
"Syna Otieczestwa U ukazała się ohydna piosenka żołnierska 
przeciw Polsce, zapowiadająca za wzięcie Kremla krwawy odwet 
w Warszawie. Jed.nem słowem - od góry do dołu wiał ze strony 
rosyjskiej ostry wiatr uprzedzenia i nieprzyjaźni, zdolny, jeśli 
nie odrazu"zdmuchnąć i zabić doszczętnie, to przynajmniej zwa- 
rzyć a w znacznej mierze zmarnować kiełkujące intencje Aleksan- 
dra w sprawie polskiej. 
Były tedy poważne trudności od Europy, były od Rosji - ale 
były nadomiar inne, w samej naturze psychicznej Aleksandra 
leżące, w owych skrajnych sprzecznościach, w jego samotnej 
duszy ukrytych. Odgadł go zdaleka poeta, odgadł w tej dobie 
kongresowej lord Byron, kiedy w nielitościwych stancach pokazał 
go, jak naprzemiany to rozpływa się łagodną, liberalną rosą, to 
znów ścina twardym, samowładnym lodem, jak kokietuje z wolno- 
ścią, postępem, narodami, nawet Niebem, jak szlachetnie przy- 
wraca wolność Polakom, pod warunkiem, aby z niej nie ważyli 
się czynić użytku. Była istotnie w Aleksandrze i szlachetna am- 
bicja i przenikliwy rozum; pociągało go do rzeczy szlachetnych 
i rozumnych. Ale był też i rządził najczęściej ślepy, posępny in- 
stynkt bezpośredniej, bezwzględnej władzy. Na samem dnie jego 
autokratyczJ?ej duszy spoczywała ta najtajniejsza tendencja, aby 
własne autokratyczne chcenie zazdrośnie, jaknajdłużej utrzy-
>>>
140 


SZYMON ASKENAZY 


I 
. 


. 
mać w stanie potencjonalnym, aby strzałę własnej decyzji utrzy- 
mać jaknajdłużej na napiętej cięciwie swojej woli samowładnej, 
bo raz wypuszczona utraci swoją od niego zawisłość. Z takiej 
tendencji wrodzonej, skoro nadto dochodził do niej, jak obecnie, 
uzasadniony niepokój wobec piętrzących się zewsząd trudności, 
wynikać musiała niebezpieczna chwiejność i dwulicowość poli- 
tyki polskiej cesarza. Miał on ulubione przysłowie: ,,7 razy od- 
mierzyć, dopiero za ósmym ukroić U I - albo też nie ukroić wcale. 
Odrazu też w zgoła odmiennej postaci objawiła się obecnie teorja 
i praktyka cesarza w rzeczach polskich. Chciał w teorji konsty- 
tucyjnego Królestwa Polskiego. Ale tymczasem w praktyce 
ścisnął nielitościwie Księstwo Warszawskie, oddał je pod ferułę 
nie ograniczonych , nieodpowiedzialnych rządów cywilno-wojsko- 
wych. Dozór naczelny nad krajem powierzył w ręce żołnierskie 
Kutuzowa, potem Arakczejewa. Administrację oddał Radzie 
Najwyższej Tymczasowej pod nieprzyjaznym generał-guber- 
natorem rosyjskim, a przy wybitnym udziale człowieka,. który 
miał zostać złym duchem kraju - Nowosilcowa. Władze pol- 
skie zostawiono, ale zalano kraj urzędnikami rosyjskimi z kom- 
petencją wyjątkową. Zapanował wszechwładnie ucisk i wyzysk 
policyjno-militarny. Aleksander pozwalał na wszystko, a nie 
sankcjonował. Rzecz nadzwyczaj godna uwagi, że kiedy następnie 
Rada Najwyższa zwróciła się do niego po dekret, zatwierdza- 
jący jej wieloliczne czynności, cesarz wręcz odmówił, tak, że ten 
rząd przeszło dwuletni w kraju naszym nie uzyskał nigdy sankcji 
monarszej. 
Śród takich warunków było rzeczą niezbędną, aby Polska 
przy cesarzu miała swego rzecznika i o brońcę. Został nim 
Adam Czartoryski. Z własnego popędu, niewezwany, zaraz 
w 18 1 3 r. podwakroć biegał on do kwatery cesarskiej, i za każ- 
dym razem nie najmilej przyjęty, wracał bez rezulatatu, "w zu- 
pełnej melancholji" . Zgasły już oddawna gorące porywy mło- 
dzieńcze, jakie ongi łączyły tych dwóch ludzi tak różnych. 
Potworzyły się między nimi dyskretne, a niezmiernie drażliwe 
rozdźwięki osobiste. Stanęła smutna postać dostojnej, a nie- 
szczęśliwej kobiety. Pogłębiły się zarazem zasadnicze rozdźwięki 
polityczne z doby Księstwa Warszawskiego i napoleońskiej. 
Wiedział już Czartoryski, że nie tyle do serca ile do głowy cesa-
>>>
ZAŁ02ENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 141 


rzaodwołaćsięmoże, że nie tyle z jego obietnicą, ile z racją stanu 
liczyć się winien, że na wszelkie od niego niespodzianki przy- 
gotowanym być musi. Dla dobrowolnego rzecznika Polski teraz 
właśnie spoczywało tu niebezpieczeństwo wielkie. Idąc cesarzowi 
na rękę, a nie będąc pewnym jego ostatecznej decyzji pomyślnej, 
ryzykował swój honor obywatelski. dostał się też w tym czasie 
pokilkakroć na drogę nadzwyczaj śliską i popełnił kilka kroków 
zgoła fałszywych. Ale założyć rąk nie mógł, bo w tej służbie dla 
swoich niktby go zastąpić nie potrafił. Pragnął przynajmniej 
pokryć swą odpowiedzialność, obejrzał się za mandatem i myślał 
znaleźć go w deputacji, w adresie poddańczym od narodu. 
Ale w narodzie znalazła się odmowa. Odmówiły niezawisłe Rady 
departamentowe. Kraj był wzięty siłą, lecz wciąż jeszcze z prawa 
miał konstytucję warszawską i prawego władcę, księcia war- 
szawskiego. Nie chciano też, oddając się zgóry na łaskę cesarza, 
łamać przysięgi, zejść z prawnego stanowiska. "Jest Król, 
jest Konstytucja - takiej ostrej odmowy udzieliła Rada sie- 
dlecka - zatem Rada departamentowa dopuściłaby się bez- 
prawia, plamiącego Naród w oczach świata, gdyby zez,voliła 
na krok do niej nienaIeżący". "Bracia i synowie nasi - tak 
w podobńej odprawie mówiła Rada lubelska, ukazując trupa 
Poniatowskiego - te to krwawe ofiary powinności poznają, 
że życie ich cenić umiemy, a honoru przez nich zasłużonego 
niestałością naszą nie obrażamy", obstajemy przeto "w po- 
ważne m i spokojnem ponoszeniu wszelkich wypadków". To 
było jedynie trafne. Zapewne: z jednej strony był zwycięski 
monarcha, z drugiej - podbity naród; lecz właśnie dlatego 
nasampierw winien był zdeklarować się monarcha; naród 
wieczny, ma czas. Nie trzeba było wtedy narodowego zgóry 
zadatku, kapitulacyjnego adresu, ani deputacyj, nie trzeba, 
nie wolno było skazić lub choćby tylko narazić tej rzeczy tak 
lotnej, tak czułej, tak łatwo ranionej, tak trudno uleczalnej, 
a tak drogocennej; sumienia narodowego, powagi narodowej. 
J ,Poważne i spokojne ponoszenie wszelkich wypadków", to była 
istotnie jedyna postawa, bezbronnemu narodowi w takiej chwili 
przechodniej właściwa. 
Ale tembardziej niezbędnym był rzecznik. Tylko - bez 
formalnego mandatu. Naród takich mandatów w takiem wyjąt-
>>>
142 


SZYMON ASKENAZY 


t 
, 


kowem położeniu nie wydaje, bo sam musi zawsze mieć ręce 
wolne. I właściwie w podobnym wypadku nie mandatarjuszów 
z pełną mocą potrzeba narodowi, ale sług godnych, ofiarnych, 
działających s1łb spe rati, a na podstawie jedynego w tym razie 
dopuszczalnego mandatu: wielkiego sumienia obywatelskiego 
i rzetelnej krajowej zasługi. Takim też został teraz Czartoryski. 
Po raz trzeci w początku 1814 r. udał się do cesarza, odprawia- 
jącego kampanję francuską. Tym razem z lepszym trafił doń 
skutkiem. Pozostał przy jego boku w Paryżu i Londynie, towa- 
rzyszył mu następnie w Wiedniu. Z czujnością i gorliwością 
niezmordowaną przekładał mu sprawy narodowe, zarówno 
w zasadniczym jak i aktualnym zakresie. Wstawiał się za wojskiem 
polskiem, przyjętem też i uznanem przez cesarza i odesłanem 
do kraju tambour battant. Uzyskał doniosłe ulgi administracyjne 
i finansowe dla Księstwa Warszawskiego i Litwy. Uzyskał 
wreszcie po długich i trudnych konferencjach z cesarzem, ukaz 
powierzający opracowanie przyszłego zarządu cywilnego w kraju 
polskiemu Komitetowi Reformy. 
W całej niniejszej akcji Czartoryskiego ponad wszelką 
pochwałę jest jego rozumna troskliwość o sprawy główne: tery- 
torjalną (nie przestawał się upominać o pięć gubernij i o Biało- 
stockie), kulturalną i ustawodawczą. Natomiast podnieść należy 
pewne błędy zasadnicze. Nie znał Księstwa Warszawskiego, 
a względem jego instytucyj żywił uprzedzenie, jako Litwin 
i antagonista Napoleona. Stąd stanął w stosunku negatywnym, 
a poniekąd i wstecznym do prawodawstwa i administracji 
warszawskiej i taki też nastrój narzucił Komitetowi Reformy. 
Komitet, obradujący pod prezydencją N owosilcowa , miał sobie 
między innemi wprost zalecone zniesienie całej kodyfikacji 
napoleońskiej. Zasługą jest niepożytą ówczesnych światłych 
prawników warszawskich, że tego nie dopuścili. Zamiast przy- 
łożyć rękę do zburzenia prawodawstwa francuskiego, do czego 
ich powołano, wzięli je energicznie w obronę. Uczynił to znako- 
mity prokurator naczelny Wyczechowski w świetnej Opinji, 
gdzie solidaryzując się nietylko z francuskiem prawem o rzeczach, 
lecz też o osobach, stwierdzał, że właśnie dlatego, iż jest ono 
"wypływem nowych wyobrażeń filozofji i skutkiem Rewolucji 
francuskiej", winno być zachowane; w podobnym duchu po-
>>>
- 
-- 


,l 



 


- 


. 


.
 '- 
. '" .
 

 
.' 
, 
 


.. 


.\fal. M o,,,.ie,. 1806 


- t 


t 


\ 


. , 
J · 


.. 


" 


(.. 


" , 
_'4_ 1 ..:. 
-\ 



 - 
.... 


(' 
, 
J 
.., .... ...
 \ 

 ,. 
, ::- 
ł .. , 
- 
\ 

 


t1 
:) 
- 
I 
:ot;. 
-1.1: 

E , 
... 


" 


- 


-- 

 


Cesarzowa Elżbieta (r779- r82 S)
>>>
ZAŁ02ENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 143 


stępowym oświadczył się wytrawny sędzia apelacyjny Bień- 
kowski w gruntownych Uwagach; do tego samego wniosku 
w wyczerpującym memorjale przyłączył się uczony profesor 
romanista Bandtkie. Zapewne, że Czartoryski, obok uprze- 
dzeń, miał też na myśli przez zniesienie Kodeksu zbliżyć 
Litwę z Księstwem Warszawskiem. Ale to był miecz obo
 
sieczny. Droga zbliżenia winna była iŚĆ naodwrót, ze Wschodu 
ku Zachodowi, w kierunku tego europejskiego postępu, którego 
widomym znakiem, którego jedną z dźwigni był dla tego kraju 
Kodeks francuski, będąc zarazem tym silnym cementem, tą 
umacniającą sypkie grunta rośliną, która przez rozrosłe z niej 
silne konary cywilne, hipoteczne, kredytowe, zespaja tę wyspę 
ziemi koronnej i oderwaniu integralnych jej cząstek aż po dziś- 
dzień naj skuteczniej zabiega. 
, Prace nad reformą cywilną musiały przed wszystkiem 
innem spotkać się ze sprawą najwyższej wagi, ogromu, ale 
i trudności: włościańską. Wcześnie, zaraz wiosną 1814 r., 
podniósł się w tej sprawie głos najszanowniejszy i najpierwszy - 
Tadeusza Kościuszki. W piśmie własnoręcznem do Aleksandra 
położył on na samem czele, narówni z kwest ją samego bytu 
narodu, kwestję bytu włościaństwa polskiego, żądając reformy 
nieodwłocznej, w terminie nie dłuższym nad jedno dziesięciolecie. 
Były Naczelnik powstania narodowego występował tu jako 
nieprzedawniony Naczelnik narodu. Z tego to naj pewniej 
pierwszego poczęcia Kościuszki, zajął się zkolei Czartoryski, 
Rada Tymczasowa i Komitet Reformy prawno-społeczną dolą 
włościanina w ogólności, w szczególności zaś sprawą oczynszo- 
wania i uwłaszczenia. Póki ten lud włościański - głosiła odezwa 
Czartoryskiego - "smutna niedola uciskać będzie", II póki stan 
właścicielski, stan szlachecki sam swemi rękami przy pomocy 
Rządu z korzeniem nie wyrwie z ziemi polskiej tych fałszywych 
zasad, z których cała podległość i nędza włościan swój biorą 
początek", "póty nas Europa o nałogi anarchiczne i winy obra- 
żonej ludzKości oskarżać nie przestanie". "Trzeba zacząć, 
trzeba postawić krok pierwszy i pewny do zbawiennej odmiany 
włościanów; na tej tylko drodze trafi Naród polski do dobrego 
bytu i swojej wewnętrznej szczęśliwości". W przedmiocie tak 
ważnym uznano za właściwe zasięgnąć opinji całego kraju. 
Szkice i portrety 11 


,
>>>
144"; 


SZYMON ASKENAZY 


ł 
t 


N-a szczegółowy kwestj onarjusz urzędowy rozesłany w tej mierze 
jesienią 1814 r. do obywatelstwa i władz, nadeszły odpowiedzi 
nader liczne i ciekawe. Mieściły one sporo wskazówek poży- 
tecznych, dawały bez żadnego wyjątku wyraz życzliwości dla 
potrzeb ludu, lecz przeważnie wyraz niedostateczny , niekiedy 
wprost platoniczny, sposobem filantropijnych półśrodków, omi- 
jając jądro sprawy. Można powiedzieć naogół: nie były na 
wysokości zagadnienia. . Najgorzej pod tym względem przed- 
stawiały się responsa departamentów po-austrjackich, zwłaszcza 
ze stron krakowskich i kieleckich. Przeciwnie, z departamentów 
po-pruskich niejeden głos w wyższym obywatelskim odzywał sie 
duchu. Tak już na samem czele prezydent m. Warszawy, stary 
\Vęgrzecki, po swojemu, t. j. po dziwacku, ostro domagał się 
gruntownej naprawy ciężkiej doli chłopskiej, wbrew "dawnym 
błędom i uprzedzeniom pod tytułem staropolskości". Dobitnie 
i węzłowato mówił za uwłaszczeniem sędzia pokoju z Łomżyń- 
skiego, Dąbrowski, powołując się na argumenta żywe: ma 
w sąsiedztwie chłopa kowala w Świecku, trzymającego w zastawie 
dobra szlacheckie, drugiego chłopa szewca w Rzędzianach, 
żonatego z dobrą szlachcianką, obu gospodarzy przykładnych. 
Ks. Ladoch z Poznańskiego, od lat 20 na wsi siedzący i orzący 
pospołu z chłopem, prostą i mocną za ludem zakładał obronę. 
Podobnież - choć nieco dyplomatyczniej, odzywał się Sąd 
Apelacyjny warszawski, rozliczne z Bydgoskiego i Kaliskiego 
głosy. To były głosy sumienia i mądrości obywatelskiej. Nie- 
stety, nie miały tym razem' żadnego praktycznego skutku. 
Skończyło się na kwestjonarjuszu. Sprawa urządzenia włościan 
jeszcze przez okrągłe pół wieku miała czekać swojej kolei i wre- 
szcie zostać rozwiązaną w 1864 r. nie "swemi rękoma" jak 
nawoływał Czartoryski w 1814 f., lecz cudzemi. Ale sama inicja- 
tywa niniejsz
 pozostaje wysoce znamienną. Przychodząc 
bezpośrednio z ramienia Kościuszki, jako echo powstańczego 
Uniwersału połanieckiego, utrzymuje ona ciągłość pomiędzy 
tamtym testamentem umierającej Rzplitej polskiej, a niniejszą 
dobą zaranną rodzącego się Królestwa Polskiego. Przycho- 
dziła obecnie w chwili narodzin Królestwa, a odezwie się ponownie 
w chwili jego agonji, na wiosennych rozprawach Sejmu rewolu- 
cyjnego 1831 r. Był w tern znak nowych czasów. Był wyraz
>>>
ZAŁOZENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 145 


instynktu samozachowawczego, tryskającego z tej wielkiej 
nowożytnej prawdy, że do ratowania sprawy narodowej powołany. 
jest odtąd nie sam naród szlachecki, ale naród całkowity, zaś 
nasamprzód lud włościański. Włościaństwo, nie będące, oczy- 
wiście, wszystkiem w narodzie, nie w sensie chłopomańskim j a- 
kiejś nieomylnej , nadp.rzyrodzonej potęgi, jakiejś "potęgi i basta", 
nie będące samo przez się kierowniczym mózgiem narodu, ale 
będące jego kręgosłupem, będące fundamentem jego życia, nie- 
wyczerpanym zasobem statecznej siły żywiołowej, defensywnej, 
naj sposobniej szej nietylko do chwilowego wysiłku zbrojnego, 
lecz przedewszystkiem do mozolnej, codziennej a wieczystej 
walki pokojowej, twarda opoka, o którą połamią się najostrzejsze 
zęby akcji wynaradawiającej i wywłaszczającej, jak w samem 
Królestwie, tak w częściach od Królestwa oderwanych, w Poznań- 
skiem i aż gdzieś na Śląsku, śród warunków naj gorszych , aż po 
dzień dzisiejszy. \V tern też znaczeniu retrospektywnem, tamta 
samorzutna, choć narazie bezpłodna inicjatywa w sprawie 
włościańskiej, zjawiająca się tutaj, przy kładzeniu pierwszych 
dopiero fundamentów pod nową budowę Królestwa Polskiego, 
stanowi bądź co bądź dodatni moment narodowego uświado- 
. . 
mIerna. 
W tym samym czasie wynurzyła się również inna sprawa, 
mniejszej oczywiście wagi, lecz na swój sposób też bardzo ważna: 
żydowska. Żydzi na terytorjum Księstwa Warszawskiego sta- 
nowili przeszło 10 % ludności. Teraz, wnet po objęciu kraju 
przez Rosję, a jeszcze przed ustaleniem jego losów, rozpoczęli 
oni, t. j. ówcześni kahalni ich przewódcy, akcję na własną rękę. 
Zwrócili się do Nowosilcowa, kupili go, przez 
ego trafili dow. ks. 
Konstantego, stąd do samego Aleksandra. Wyprawioną została 
poufna deputacja z 3 przedstawicieli warszawskiej gminy staro- 
zakonnych, która uzyskała audjencję u cesarza w Paryżu i Pe- 
tersburgu, potem za pierwszej jego bytności w War
zawie. Ci 
3 deputaci złożyli cesarzowi adres i petycję w języku francuskim. 
Przedstawiali bolesną nędzę ludu izraelickiego, dopraszali się 
zniesienia rozlicznych nader uciążliwych ograniczeń religijnych, 
podatkowych, mieszkaniowych, przemysłowo-handlowych. Osobno 
wniesiono petycję od 26 postępowych rodzin żydowskich w War- 
szawie o przyznanie im pełnych praw obywatelskich. Nie ulega 
11*
>>>
146 


SZYMON ASKENAZY 


I 


wątpliwości, że stan ówczesny Żydów polskich był okropny, 
że ten lud był pogrążony w nędzy, ciemnocie i pogardzie i ko- 
niecznie domagał się naprawy, a właściwie ratunku. Wszystkie 
niemal te prośby były całkiem słuszne. Ale obrana droga i forma 
były fatalne. Powoływano się w tych suplikach na wyjątkowe 
"przywiązanie Żydów do Rosji, które im (tutaj, w Polsce) poczy- 
tywane jest za zbrodnię", dopraszano się "przyrównania do 
szczęśliwych Żydów rosyjskich", wysławiano szczęśliwość Żydów 
niemieckich, a oskarżano osobli\vy ucisk polski. To wszystko 
było złe. Co więcej, - było zewszechmiar nieroztropne. N owo- 
silcow wziął pieniądze od żydów, poparł ich narazie, ale wnet 
potem w tajnych swoich relacjach będzie ich zaciekle denuncjował 
u cesarza; W.Ks. Konstanty (który, jak wiadomo, zwykł był 
mawiać, że dwojaki gatunek ludzi ma on w szczególnem obrzy- 
dzeniu: Żydów i uczonych - z połączeniem obu tych abomi- 
nacyj, z uczonym Żydem, na szczęście jeszcze wtedy nie przy- 
chodziło mu spotykać się) będzie ich później prześladował 
okrutnie przez cały czas trwania Królestwa Kongresowego, a cesarz 
Aleksander (skoro tylko obecnie, na kongresie Wiedeńskim, zała- 
twi z Rothschildem pożyczkę) o nich zapomni. Zaś kraj, z któ- 
rym po wieki żyć im przeznaczono, weźmie im za złe ich akcję 
separacyjną i na pierwszym zaraz sejmie Królestwa przeciw nim 
się obróci. A przecież w tym samym czasie, kiedy oni ze swemi 
petycjami chodzili do cesarza, - w tym kraju, obok ślepych, 
fanatycznych wrogów żydostwa, nie brakło też światłych oby- 
wateli, którzy w duchu haseł Wielkiego Sejmu, naj czystszych 
zasad tolerancji oraz przewidującego rozumu stanu, zapatrywali 
się na sprawę żydowską. Tak więc w tej samej porze Czartoryski 
śród tylokrotnych swych zatrudnień znalazł czas na własnoręczne 
obszerne "Uwagi" tyczące się "starozakonnych", zamykające się 
na wniosku, że należy dopuścić ich udo wszystkich praw obywa- 
telskich,. . .. usuwać to wszystko, co żydów drażni i uniża, od 
innych obywateli odłącza, a przeciwnie, udzielić im to, co ich 
przybliżyć, połączyć, i tak zjednoczyć z chrześcijańskimi miesz- 
kańcami może, aby (wyjąwszy opinii względem Najwyższej 
Istoty, którą Rząd każdy sprawiedliwy szanuje), żadna różnica 
istotna między jednegoż państwa poddanymi nie zachodziła". 


..
>>>
ZAŁ02ENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO 147 


W tym samym przychylnym duchu oświadczali się ówcześny 
tymczasowy minister spraw wewnętrznych Sob, olewski były 
minister sprawiedliwości Łubieński, księża kanonicy Łętowski 
i Szaniawski, prezydent Węgrzecki, wreszcie człowiek wtedy 
jeszcze nieznany, a w najszlachetniejszem pojęciu znaczący, 
major Walerjan Łukasiński, który, śród niebezpiecznych pierw- 
szych swoich robót patrjotycznych, wcześnie obrócił serdeczną 
troskę, nie na bogaczów wprawdzie żydowskich, ale na tę czarną, 
nieszczęśliwą, wyniszczoną i niszczącą biedotę żydowską, z któ- 
rej chciał uczynić zdrowych obywateli polskich. Był więc punkt 
oparcia w kraju samym, i tutaj też należało przyłożyć dźwignię, 
nie po Paryżach i Petersburgach ozłocone obnosić skargi, nie sztu- 
kami i daleką chodzić protekcją, ale u siebie, we własnym domu 
żydowskim uczynić porządek i z własnem polskiem porozumieć 
się społeczeństwem. 
Ważyła się tymczasem sprawa polska na kongresie Wiedeń- 
skim śród burz ustawicznych. Opierały się naprzód mocarstwa 
samej idei nowego Królestwa, potem największe czyniły trudności 
celem móżliwego okrojenia jego terytorjum. Pomiędzy złą wolą 
Austrji, Anglji, Francji, a złą wiarą Prus, trzeba było krok za kro- 
kiem wywalczać każdą prawie milę kwadratową, ,vytargowywać 
każdy niemal tysiąc głów polskich. Była chwila, kiedy o mały 
włos nie doszło do zerwania zupełnego tych targów, do nowej 
wojny o Polskę. Nareszcie, wiosną 1815 r. po niezmiernych tru- 
dnościach doszło do ladajakiego kompromisu, na podstawie 
ustępstw bardzo ciężkich. Wypadło poświęcić około 1/4 Księ- 
stwa Warszawskiego, t. j. całe obecne Ppznańskie, a nawet 
nieco więcej, oraz Kraków z okręgiem, zgodzić się na dzisiej- 
sze kuse, ułamko,ve granice Królestwa, z ludnością ówczesną 
niespełna 3 miljonów. Na dniu pamiętnym 3 
faja 1 81 5 r. 
podpisane zostały traktaty, stanowiące Konstytucyjne Kró- 
lestwo Polskie. Warował jednak Aleksander nadanie Kró- 
lestwu w przyszłości "takiej rozciągłości wewnętrznej, jaką 
za stosowną uzna", t. j. warował jego rozszerzenie od wschodu, 
ewentualnie przyłączenie części Litwy, w pierwszym rzędzie 
Białostockiego. Ogłoszoną została niebawem w Warszawie z wiel- 
ką świetnością ustawa nowego Królestwa, dany mu nowy Rząd 


..
>>>
ł 


148 


SZY
tON ASKENAZY 


Tymczasowy polski, nakreślone liberalne Zasady ogólne przyszłej 
Konstytucji, mającej ostatecznie byt jego ustalić. 
W połowie listopada 1815 r., w niedzielę z południa, odbył się 
uroc
yście pierwszy wjazd Aleksandra I do Warszawy. Monarcha 
w mundurze polskim, z orderem Orła Białego, wjechał konno, 
od rogatki Mokotowskiej, Alejami Ujazdowskiemi, bramą try- 
umfalną na placu odtąd zwanym Aleksandra, przez ustrojone 
świą tecznie ulice, śród bicia dzwonów, witany serdecznie przez 
wyległe gęsto tłumy, wojsko, władze, duchowieństwo, - przed 
Bernardynami na Krakowskiem odebrał błogosławieństwo bisku- 
pie, - stanął kwaterą na Zamku Królewskim. Najgłówniejszą 
sprawą, rozstrzygniętą w czasie tego pierwszego 3 tygodniowego 
pobytu, było nadanie zapowiedzianej karty konstytucyjnej. 
Było kilka długich projektów ustawodawczych, opracowanych 
w Warszawie, w rozwinięciu pierwotnych ogólnych Zasad kon- 
stytucyj nych. Ale Aleksander już zdążył poniekąd oddalić się od 
liberalizmu tych zasad. Ostatecznie złożony został teraz monarsze 
przez Czartoryskiego nowy, zwięzły projekt konstytucyjny. Alek- 
sander osobiście zajął się jego re\vizją. Poczynił na nim własno- 
ręcznie ołówkiem liczne i obszerne zmiany, nadzwyczaj znamienne, 
bardzo wnikliwe, głęboko obmyślane, i głęboko też wrzynające 
się w sam rdzeń, w samego ducha ustawy, tworząc w niej szczerby 
rozległe, kędy w przyszłości mogłaby wtargnąć swobodnie jego 
wola samowładna. Należy stwierdzić, że te ograniczające, ście- 
śniafące modyfikacje wprowadził król osobiście, że zatem nie- 
podobna zrzucić ich na osobistości drugorzędne, na W. I(s. 
Konstantego albo Nowosilcowa, lecz że sam król odpowiedzial- 
ność za nie ponosić musi. Uskutecznienie tych zmian powie- 
rzył monarcha, z odejściem Czartoryskiego, Sobolewskiemu, 
poczem położył swój podpis na Karcie Konstytucyj nej , za- 
wieszając jej ogłoszenie aż do swego wyjazdu z Warszawy. 
Z tern wszystkiem, Konstytucja, jak na okoliczności i cza- 
sy, była dziełem cennem. Ubezpieczała, przynajmniej w teorji, 
naczelne prawa człowieka i obywatela, wywalczone przez 
Wielką Rewolucję. Pod wieloma względami, zwłaszcza pod 
wyborczym, stanowiąc zasadę wyborów bezpośrednich przy 
umiarkowanym cenzusie, była najliberalniejszą ze wszystkich 
ustaw sobie spółczesnych. Przewyższała pod tym względem
>>>
ZAŁOZENIE KRÓLESTVlA POLSKIEGO 149 


zarówno Anglję jak i Francję restauracyjną. Dawała Królestwu, 
przy 3 miljonowej ludności, około 100 tysięcy bezpośrednich 
wyborców, t. j. w stosunku do zaludnienia prawie 10 razy tyle, 
ile wtedy miała Francja przy plutokratycznym cenzusie swej 
świeżej Charte 1814 r., a dawała Królestwu przeszło 300 razy 
tyle bezpośrednich wyborców niż mamy dziś, po upływie stulecia, 
na podstawie aktów konstytucyjnych 19°5/6 roku. Co zaś najważ- 
niejsze, Konstytucja Królestwa wszelkim sposobem zabezpieczała 
narodowość, czyniąc język polski jedynym prawnym organem, 
obywatela polskiego jedynym prawnym podmiotem życia 
publicznego, warując polskość sądownictwa, zarz
du, oświaty 
i zachowując broń polską: 
Obrzęd ogłoszenia Konstytucji, wstrzymany jeszcze przez 
3 tygodnie po wyjeździe Aleksandra, aż do wyjścia ostatnich 
wojsk rosyjskich z kraju, odbył się w samą Wilję 1815 r. a zara- 
zem w dzień urodzin Aleksandra, w wielkiej sali senatorskiej 
na Zamku Królewskim. Stąd poważnym pochodem udano się 
do Katedry św. Jana, gdzie złożona była przysięga Aleksandrowi, 
,dla wysłuchania nabożeństwa i dziękczynnego T.e Deum. Wieleż 
dziękczynień, wieleż przysiąg w najbliższej tylko przeszłości 
słychiwały te stare farne mury. Przysięgę na Konstytucję 3 maja. 
Na Najjaśniejszą Konfederację Targowicką. Na władzę pełno- 
mocną Najwyższego Naczelnika. Na Fryderyka. Willielma' III 
i dom Hohenzollernów. Na Fryderyka Augusta IV i dom 
Wettynów. Teraz wreszcie na Aleksandra I i dom Romanowów. 
To wszystko zaledwo w ciągu paru dziesięcioleci, zanim nawet 
jedno bodaj zmęczone pokolenie zdążyło zejść pod ziemię. 
Cóż sądzić o porządku światowym, który gwałtem do podob- 
nych prowadził potworności, który w tak niesłychanej kolei 
.- 
prowadził do przymusowego poniżenia naj świętszych rzeczy 
ludzkich i boskich? pbecnie inny nareszcie, zdawało się na- 
stawał porządek. W jakiej mierze istotnie na inne, zdrowsze 
nawróci tory i na nich w zdrowiu się utrwali,' - o tern żywe 
doświadczenia dziejowe same tylko orzec mogły i niebawem 
niemiłosiernie" orzekły. 


! .
>>>
ł 


FRYDERYK GENTZ A POLSKA 
(1794 - 18 3 1 ) 


Na przełomie XVIII i XIX wieku, w zmąconej dobie przejś- 
cia a zarazem walki na śmierć i życie pomiędzy starym a nowym 
porządkiem wszechrzeczy, ze strony ancien regimu, zagrożo- 
nego w powszechnej swojej istności, obalonego doszczętnie we 
Francji, lecz broniącego się zawzięcie w Europie, pomimo pew- 
nych ustępstw przymusowych statecznie nawracającego od 
rewolucji do restauracji, raz po razie przechodzącego od o'ł?rony 
do odboju, zmobilizowanó w tych ciężkich zapasach niety1ko 
wszystką rozporządzalną siłę fizyczną, lecz spróbowano również - 
w pewnej mierze obejrzeć się za sukursem duchowym. Ów czyn- 
mk duchowy, tak lekceważony dotychczas przez sceptycznych 
i realistycznych nawskroś polityków starej daty ze szkoły 
Fryderyka lub Katarzyny, Choiseula lub Kaunitza, objawił 
wszak aż nadto namacalnie zawartą w sobie niezmierną moc 
I 
twórczą i druzgocącą, i niety1ko w zakresie społeczno-państwo- 
wym, ale również i w dziedzinie stosunków międzynarodowych 
okazał się potężniejszym od czynników czysto materjalnych, 
z j akiemi w tej dziedzinie dotychczas wyłącznie liczyć się miano 
w zwyczaju. To też żałosna po niewczasie skarga stereotypowa: 
cJest la faute a VoUaire, cJest la faute a Rousseau, nie schodząca 
z ust zaskoczonej przez swą nagłą ruinę emigracji francuskiej, 


Przedmowa wydawcy do pracy E m i 1 a K i P y Fryderyk Gentz 
a Polska, Monografje w zakresie dziejów nowożytnych, tom XV, War- 
szawa 191 I.
>>>
FRYDERYK GENTZ A POLSKA 


151 


powtarzaną bywała na rozmaitą nutę również i w gabinetach 
mocarstw koalicyjnych. Ustaliło się tam niebawem przeświad- 
czenie, iż, niezawiśle od akcji dyPlomatyczno-militarnej, wartoby 
też na swój sposób pomyśleć i o polityczno-duchowej, że naprze- 
ciw wielkich chorążych myśli rewolucyjnej opłaciłoby się wysta- 
wić bodaj małych agentów myśli restauracyjnej. Takich agentów 
wnet zewsząd jęto werbować, a gdy sowitej dla nich nie szczę- 
dzono nagrody, wnet do tej nowej służby liczni zbiegać się po- 
częli ochotnicy. Sród nich jednym z naj wybi tniej szych, naj- 
ruchliwszych, najgłośniejszych swego czasu, a naprawdę z nich 
wszystkich okaz naj ciekawszy tyleż ze stanowiska dziejowo- 
politycznego, ile z ogólnoludzkiego, psychologicznego punktu 
widzenia, był niewątpliwie Fryderyk Gentz. 
Napoły literat, napoły polityk, w gruncie rzeczy postać 
zaledwo drugorzędna i w literaturze i polityce, Gentz mimo to 
ściągnął na siebie nierównie więcej uwagi, niż wielu spółczesnych 
mu, pokrewnego naogół zakroju, a nieskończenie górujących 
nad nim pisarzów i męŻÓw stanu. O Humboldtcie albo de Mai- 
strze, o Hardenbergu albo nawet o samym Metternichu, ani 
w przyb1iłeniu tyle nie pisano, co o Gentzu. Istnieje o nim, 
i do dziś dnia wciąż się pomnaża, cała obszerna literatura edy- 
torsko-biograficzna. Dawniejszemi już czasy, prawie nazajutrz 
po jego śmierci, wydaniem ogromnej po nim spuścizny pi- 
sarskiej, dziennikowej i listownej, oraz oświetleniem jego żywota 
i działalności, w wielotomowych poczęści publikacjach, zajęli 
się Vamhagen, Schlesier, Prokesch-Osten, Mendelssohn-Bar- 
tholdy, Schmidt-Weissenfels, Klinckowstrom i in. Od niedawna, 
po dłuższej przerwie, raz jeszcze w piśmiennictwie nauk 0- 
wem niemieckiem wznowiła się i we wzmożonem tempie trwa 
obecnie istna gorączka "gentzowska". Obok najnowszych roz- 
ległych prac źródłowych, podjętych nad Gentzem przez przed- 
wcześnie zmarłego kolegę naszego z czasów uniwersyteckich 
getyngeńskich, ś. p. Wittichena (znanego z uczciwych swych 
badań nad przymierzem polsko-pruskiem), pojawiły się i bez 
przerwy ukazują się coraz nowe, poczęści wcale cenne i z pod 
pierwszorzędnego pióra, przyczynki do życiorysu i działalności 
Gentza, ogłaszane przez pp. Fourniera, Beera, Sterna, Bailleugo, 
Guglię, Kircheisena, Doerriesa, Spiessa, Zahna i wielu innych.
>>>
152 


SZYMON ASKENAZY 


, 


"\ 


Jest to wprost powódź dokumentów i studjów, zapewno nie- 
zawsze jednakowo ważnych ani nawet potrzebnych, lecz bądź 
co bądź dobitnie świadczących o nadzwyczajnem zaintereso- 
,vaniu, jakie dziś jeszcze budzi ten literacko-polityczny miesza- 
niec, który ani jako literat, ani jako polityk nic nadzwyczajnego 
nie wyobrażał i nie sprawił, który pod względem intelektual- 
nym nie miał w sobie nic rzeczywiście imponującego, pod wzglę- 
dem moralnym tyle miał wręcz odpychającego, a który z tern 
wszystkiem, po kilkudziesięciu jeszcze leciech, gdy już ani śla- 
du nie pozostało z usiłowań jego i używających go potęg, nie 
przestaje wywierać takiej siły przyciągającej na badaczów 
nowoczesnych. 
Sekret tego zjawiska spoczywa niezawodnie w pewnych, 
szczególnie zajmujących stronach dość niezwykłego zagadnienia 
psychologicznego, jakie, przy bliższe m wejrzeniu, przedstawia 
błyskotliwa indywidualność Gentza. Typ intelektualisty-za- 
przańca, kondotjera pisarskiego, oddającego siebie, swoje prze- 
konania i swój talent pisarski na usługi możnej sprawy, czynił 
on to z przeraźliwie jasną świadomością całej lichoty tej spra- 
wy i swych chlebodawców, a zarazem całej lichoty własnych 
pobudek i poczynań w przyjętej na siebie służbie. Jeden z ojców 
nowożytnego dziennikarstwa politycznego, w specyficznem, 
urzędowem i półurzędowem znaczeniu słowa, prototyp "gadzi- 
nowca u , zdawał on sobie jaknajdokładniej sprawę, im wyżej 
podnosił się na szczeblach wygody życiowej i rozgłosu, iż równo- 
cześnie spadał moralnie pod względem duchowym i obywatel- 
skim, jako człowiek i publicysta. Tej okrutnej samowiedzy 
dawał on wyraz w jedynym swego rodzaju dokumencie, we 
własnoręcznym, poufnym, dla samego siebie przez lat kilkadzie- 
siąt prowadzonym dzienniku, gdzie ten cynik i epikurejczyk, 
doradca monarchów i ministrów, prawa ręka Metternicha, jak 
gdyby ulegając mimowoli jakiemuś tajnemu kategorycznemu 
imperatywowi własnego sumienia, składał z dnia na dzień naj- 
dobitniejsze, najbardziej kompromitujące i bezlitosne świade- 
ctwo marności i nędzy moralnej swojej i protektorów swoich. 
W tym niezmiernie nauczającym dzienniku, uzupełnionym po- 
części przez rozległą korespondencję, z którym pewne pokre- 
wieństwo posiada chyba tylko ohydny dzienniczek Bajkowa, osła-
>>>
FRYDERYK GENTZ A POLSKA 


153 


wionego pomocnika Nowosilcowa, w formie mniej brutalnej, bar- 
dziej wyszukanej i subtelnej, a tern dotkliwszej, obnażony został 
proces rozkładowy, dokonywujący się w głowie i sercu ducho- 
wego sprzedawczyka, - nie samego tylko Gentza, lecz całego 
typu ludzi podobnego zakroju ikarjery. Rzecby można, że on 
jeden, najbardziej może z nich utalentowany i fortunny, ich 
wszystkich zdemaskował raz na zawsze, - i przez to właśnie 
tak wyjątkowo stał się interesującym. Dygnitarz poważny, 
namaszczony obrońca tronu i ołtarza, okazuje się skończonym 
niedowiarkiem politycznym i religijnym, pospolitym sybarytą, 
szukającym szczęścia w winie, grze, kobietach, szukającym 
przedewszystkiem pieniędzy, niezbędnych do zaspokojenia tych 
potrójnych potrzeb najgłówniejszych. Ok
uje się zarazem 
typowym snobem literackim, który, dostawszy się dzięki s\voim 
talentom pisarskim do t. zw. wielkiego świata, gdzie te jego 
talenty są potrzebne do interesów politycznych i odpowiednio 
opłacane, traci zupełnie głowę, godność, nawet poczucie dobre- 
go smaku i pospolitej śmieszności, wspinając się do płaskich 
wyżyn pańskości a tern samem do lokajskiego osuwając się po- 
ziomu. Co zaś w tern wszystkiem najkapitalniejszego, to owa 
czysto literacka autokrytyka, którą Gentz, niby pochodnię, 
zabierał ze sobą po naj skrytszych manowcach, sam oświetla- 
jąc dobrowolnie naj wstydliwsze swoje mizerje. M eliora probare, 
deteriora sequi, to było jego hasło; a ilekroć w myśl tej zasady 
naj świadomiej jaką nową popełnił nikczemność, wystarczało 
mu zupełnie, że ją sumiennie do dziennika zapisał i należycie 
potępił. Zapisywał tu jako "nader godne uwagi U (sehr merk- 
wurdig), iż jednocześnie wypadło mu wziąć pieniądze od lorda 
Carysforta za pamflet angielski przeciw Prusom i od hr. Haug- 
vlitza za pamflet pruski przeciw Anglji. Zapisywał naj dokładniej 
.kubany brane z Londynu, Berlina, Petersburga, Wiednia, od 
przełożonych gmin żydowskich, od Rothschildów, od ,vielkich 
panów i pań, za wysługi publiczne i prywatne najrozmaitszcgo 
gatunku. Zapisywał noce, spędzone na hazardzie, \vybryki 
rozpusty, nawet zboczenia przeciwne naturze, a tuż obok, w tym 
samym wierszu, wyszczególniał powierzane sobie, i w przerwach 
między temi dystrakcjami sporządzane, doniosłe prace publi- 
cystyczno-polityczne, manifesty nawołujące do walki z niecną
>>>
, 


ł 


154 


SZYMON ASKENAZY 


uzurpacją napoleońską, odezwy w imię naj świętszych tradycyj 
i haseł, memorjały w sprawie przywrócenia pogwałconej równo- 
wagi międzynarodowej i uzdrowienia zarażonej chorobą wieku 
opinji publicznej europejskiej, akty oskarżenia przeciw wino- 
wajcom tej zarazy, trucicielom ducha pokoleń nowożytnych. 
I nic znowuż zabawniejszego, jak kiedy sam przed sobą, w dzien- 
nikowym monologu, z dziwnie bezwstydną prostotą 'vypierał 
się tych oficjalnych, obowiązkowych pojęć, kiedy np. pocichu 
stwierdzał wielkość Napoleona i mizerotę jego przeciwników, 
albo kiedy na stronie piętnował zimny i chciwy cynizm uczestni- 
ków kongresów wiedeńskich i świętych przymierzy, albo kiedy 
w tej samej chwili, gdy dopominał się publicznie naj surowszego 
zakazu szkodliwych pism Heinego, privatissime wyznawał, 
iż "nie może wprost oderwać sięu od "szatańskiego U poety 
i w sekrecie lIPO dwadzieścia pięć razyu odczytuje jego wiersze. 
Wpływowy publicysta, będący przez lat kilkadziesiąt dla 
opinji europejskiej głównym porte-voix polityki koalicyjnej 
i restauracyjnej, miewał też w tym swoim charakterze urzędo- 
Wynl i półurzędowym wielokrotnie do czynienia ze sprawą, która 
dla onej polityki, w rozlicznych jej odmianach pod koniec XVIII 
i początek XIX wieku, tak wydatne posiadała znaczenie, ze 
sprawą polską. Ten Szlązak, urodzony w 1764 a zmarły w 1 8 3 2 L, 
patrzył się zbliska na upadek Polski, na trzykrotne jej próby 
odrodzenia za Kościuszki, Księstwa Warszawskiego, Rewolucji 
listopadowej, i sporządzał z urzędu nekrologi dla niej i apologie 
dla jej grabarzy. Wydało się pożądanem, wśród powodzi spół- 
czesnej literatury o Gentzu, zająć się również źródłowem oświe- 
tleniem tej mianowicie poszczególnej strony jego działalności 
publicznej. I ujawniły się przytem rzeczy wcale ciekawe. Uka- 
zał się początkujący Gentz, jako jedno z narzędzi haniebnej 
gospodarki sławetnego Hoyma i towarzyszów, w służbie admi- 
nistracyjnej pruskiej na świeżo zabranych ziemiach polskich. 
Ukazał się następnie jako giętki djalektyk, mający, w tonie 
pozornego współczucia i humanitarnej nagany, wyperswa- 
dować spółczesnej opinji publicznej niemieckiej niepożąda- 
ne jej sympatje dla czystej ofiary i tragicznego nieszczęścia 
Kościuszki. Ukazał się dalej jako oddany rzekomo doradca 
i korespondent Adama Czartoryskiego za jego ministerjum ro-
>>>
FRYDERYK GENTZ A POLSKA 


155 


syjskiego, ba, nawet na profesora uniwersytetu wileńskiego 
proponowany księciu-kuratorowi, od którego jedną ręką pobiera 
natrętnie wypraszane zasiłki pieniężne, gdy równocześnie dru- 
gą skwapliwie podaje do pomocy podziemnym machinacjom 
naj zawziętszych wrogów polskiego męża stanu. Ukazuje się 
potem jeszcze jako gładki polityczny stylista, usiłujący w okrą- 
głych a nieszczerych frazesach sformułować i wytłomaczyć 
oportunistyczną taktykę Kongresu wiedeńskiego w tak spornej 
a ostatecznie tak sfuszerowanej sprawie repartycji polsko-saskiej 
i założenia Królestwa Polskiego, - przyczem zresztą, w sekret- 
nym dzienniku, obok udziału swego w poważnych pracach kon- 
gresowych nad losem Europy i Polski, nie przepomina pod tą 
samą datą wypisywać spółczesnych swoich perypetyj " serc owych u 
z młodym kamerdynerem. Ukazał się nareszcie jako dyplo- 
matyczna mouche du coche w dobie rewolucji listopadowej, kiedy, 
pośród chwiania się szali wypadków na terenie wojny polsko- 
rosyjskiej , tyle na decyzji Austrji zawisło, daleko więcej w grun- 
cie rzeczy, niż na decyzji Francji, której platoniczne sympatje 
nieskończenie mniej zaważyć tu mogły, aniżeli interwencja 
ościennej potęgi habsburskiej. Gentz oczywiście, wraz ze swoim 
protektorem Metternichem, był naprawdę od początku do koń- 
ca przeciwnikiem jakiegokolwiek skute{:znego wdania się ratun- 
kowego czy to Paryża, czy też tern mniej Wiednia; co więcej, 
jako płatna kreatura domu Rothschildów, zaangażowanego 
świeżo w szeregu ogromnych pożyczek państwowych, między 
innemi rosyjskiej, a stąd zainteresowanego najżywiej w utrzy- 
maniu pokoju powszechnego i corychlejszem zwycięstwie Rosji, 
musiał on w tym samym gardłować duchu. Ale pomimo to, 
z właściwą sobie dwoistością myślenia, pozwalał on sobie na 
niewinne kokietowanie ze sprzyjającemi Polsce prądami, wystę- 
pującemi wtedy w opinji wiedeńskiej a nawet po części w pewnych 
kołach dworskich w Hofburgu, i tern aż dał powód, że do niego 
to, starego w rzeczach polskich szkodnika, zwrócono się podów- 
czas ze strony rewolucyjnej polskiej, w złudnej nadziei, aby za 
jego pośrednictwem wpłynąć na postanowienia gabinetu wie- 
deńskiego. Ponieważ na te próżne starania wiedeńskie dość 
znaczną w Warszawie przeznaczono kwotę, mogło więc i tą szcze- 
gólną, rewolucyjną drogą wpłynąć co nieco do zasilanej tyloma
>>>
11\ 


1 


156 


SZYMON ASKENAZY 


najrozmaitszemi drogami, a wiecznie suchej, dziurawej kieszeni 
starego Gentza. Nie obeszło się przytem bez epizodu z wyższej 
komedji: "kochliwy do deski grobowej 6s-letni Gentz był wtedy 
ognistym kochankiem tytularnym słynnej tancerki, Ig-Ietniej 
Fanny Elssler, której wypadło w sprawie naszej odegrać sui 
generis rolę polityczną; a mianowicie młody, 2s-letni ks. Konstan- 
ty Czartoryski miał sobie, wedle dochowanej tradycji ustnej, 
powierzoną misję pozyskania ładnej balet
icy,. celem pozyska- 
nia przez nią Gentza, celem pozyskania przez niego Metterni- 
cha, - skomplikowaną misję, z której pierwszego jedynie, przy-- 
jemniejszego etapu udało mu się w zupełności wywiązać.
>>>
WOLNOSC DRUKU 
\V KROLESTWIE KONGRESOWEl\tI 
1815-183° 


Ta książka mówi o wolności druku, uroczyście zawarowanej 
konstytucyjnemu Królestwu Kongresowemu. Ale była ona 
poręczona Królestwu Polskiemu, niewzruszalnie sprzężonemu 
z ówczesnelJl Cesarstwem Rosyjskiem. Tern samem badanie 
niniejsze stało się książką o niewoli druku, o cenzurze. Nie 
mogło być inaczej, skoro skrawek państwowy pobitej Polski, 
z jej tradycją "libertatis sentiendi u , dostał się pod wpływ i władzę 
państwowego ogromu zwycięskiej Wszechrosji, z jej tradycją 
"słowa i diela u . Taki stosunek, w ognistych mowach bankie- 
towych i czułych artykułach dziennikarskich, może być idealizo- 
wany naj dowolniej , wystawiany jako sielankowe zamknięcie 
bratobójczego sporu, nawet jako dozgonne śluby długo rozłączonej 
i nareszcie skojarzonej na zawsze pary kochanków, a w każdym 
razie jako rękojmia niezakłóconej nadal. ery 'pojednania, miłości 
i szczęśliwości zobopólnej. Prawda zgoła odmienne, surowsze 
ukazuje oblicze. W najlepszym razie podobny związek przy- 
musowy dwóch tak rdzennie różnych duchem narodów, musiał 
pociągnąć za sobą wielorakie ostre tarcia obustronne, w szczegól..: 
ności zaś nadmierne. i z biegiem czasu coraz bardziej rosnące 


Przedmowa do monografji N a t al j i G ą s i o r o w s k i ej" Wol- 
ność druku w Królestwie Kongresowem. 1815-1830". ł.Ionografje w za- 
kresie dziejów nowożytnych. Wydawca Szymon Askenazy. XXIII tom. 
Warszawa 1916. Drukowana nadto w Świecie. r, 1916.
>>>
ł 


158 


SZYMON ASKENAZY 


ciśnienie kolosu rosyjskiego na ułomek polski. Żadne formuły 
teoretyczne niezdolne były sprostować takiego faktycznego 
stosunku, i nawet znaczne ustępstwa w literze konstytucyjnej 
nie potrafiły wyrównać rażącej niespółmierności sił a stąd sta- 
nowczego przeważenia szali po stronie rosyjskiej. Polska okale- 
czona i podwładna nie mogła żadną miarą podnieść ku sobie 
Rosji, nieskończenie przemożnej stanowiskiem i ciężarem ga- 
tunkowym. Tedy naodwrót, musiała Rosja ściągnąć ku sobie 
Polskę. To proste prawo fizyczne ujawniło nieuniknione swe 
skutki w rozlicznych kierunkach wzajemnego oddziaływania 
i współżycia politycznego, przez krótki przeciąg trwania Kró- 
lestwa Kongresowego. Znalazło ono sobie, między innemi, 
zastosowanie bezwzględne w dziedzinie wolności słowa druko- 
wanego. 
Oczywiście przewaga państwowości rosyjskiej w sposób 
szczególnie dotkliwy uwydatniła się w tej właśnie dziedzinie, 
gdzie godziła w tak żywotny i wrażliwy nerw piśmienniczy myśli 
narodowej polskiej. Wpływy obce musiały tu sięgnąć tern głębiej, 
iż wobec istniejącej bądźcobądź w poręczeniu konstytucyjnem 
przeszkody do nałożenia z zewnątrz kagańca, wypadło z koniecz- 
ności uciekać się do pośredników swojskich, wnosząc rozkład 
wewnątrz samego społeczeństwa. Tą drogą okólną poszedł 
w sprawie cenzuralnej Nowosilcow, zły duch Królestwa Kon- 
gresowego a wyborny znawca ludzi, rzeczy i słabości polskich. 
Zaczął on od budzenia wśród ogółu polskiego, a zwłaszcza ducho- 
wieństwa, nienaturalnych i nieuzasadnionych obaw przed wolną 
prasą i piśmiennictwem rodzimem. Tu jednak zderzył się z po- 
ważnym i wpływowym przeciwnikiem, głową oświecenia publicz- 
nego w Królestwie, ministrem Stanisławem Potockim. Potocki 
miał zresztą do powetowania własną w tej sprawie pierwotną 
słabość i ustępliwość, zaskoczony zrazu i pociągnięty w kierunku 
niekonstytucyjnym przez przebiegłą taktykę N owosilcowa. Z tem 
większą przeto żywością i energją, postrzegłszy się na niej, 
zahamować ją postanowił. Przeciw wyssanym z palca zmorom 
wywrotowym, a naprawdę pospolitym pretekstom, mającym 
upozorować dokonywane już lub planowane gwałty cenzuralne, 
z mocnym i zręcznym wystąpił protestem. Na fałszywe postrachy
>>>
" 


......-.... 


, 


- ..\ 


..... -- 


':- -- 


_ _'o 1 


-.,- 


,. 

 .- 


..0:.', 


. . 


Książ, Aleksander Lubecki 


.
>>>
WOLNOŚĆ DRUKU W KRÓLESTWIE KONGRESOWEM 159 


N ow osilc owa, brane gdzieś z zagranicy, głównie z Francji opo- 
zycyjnej, odpowiadał prostern powołaniem się na spokojny, 
umiarkowany nastrój, właściwy spółczesnej umysłowości polskiej. 
"Któż u nas - zapytywał - bluźni przeciw Bogu? Któż obraża 
monarchę? Kto znieważa r
ąd? Kto narusza spokojność pu- 
bliczną? Powstająca dopiero literatura więcej zachęcenia niż 
karcenia potrzebuje". Do najwymowniejszych za swobodą 
druku głosów europejskich, zaliczyć można te piękne, skierowane 
przeciw zamachom N owosilcowa, urzędowne memorjały ministe- 
rjalne, gdzie, przechodząc dzieje ludów cywilizowanych a kończąc 
na polskich, wybitny statysta polski a umysł wysokiej kultury 
wypowiadał się w obronie wolnej myśli, słowa i pisma. Ale tem 
stanowiskiem swojem Potocki, w wielu innych też sprawach 
poróżniony z N owosilcowem, naraził mu się z kretesem. N owo- 
silcow odtąd przedsięwziął nieodwołalnie obalić go i zgubić. 
Sam może nie potrafiłby tego dokonać z magnatem i wysokim 
dostojnikiem rządowym polskim, dobrze położonym u monarchy, 
Aleksandra I. Postanowił tedy użyć w tym celu pomocy - 
polskiej. Poprzednio już podobnież był użył tegoż samego 
Stanisława Potpckiego do podważenia u tronu i odsadzenia od 
władzy nienawistnego sobie Adama Czartoryskiego. Obecnie, 
do wywrócenia znienawidzonego z kolei Potockiego, użył pomocy 
rzymsko-katolickiego 
piskopatu Królestwa. W dobie porozbio- 
rowej zdarzyło się, niestety, aż potrzykroć, iż episkopat polski 
przeciw przodującym polskim zwracał się, albo raczej zwracany 
bywał, statystom. To były trzy najsmutniejsze poniekąd, 
bo domowe, zatargi kościelno-polityczne, z ministrem wyznań 
i oświecenia, Stanisławem Potockim, z naczelnikiem rządu 
cywilnego, Aleksandrem Wielopolskim, z namiestnikiem gali- 
cyjskim, Michałem Bobrzyńskim. Niezawodnie, we wszystkich 
trzech wypadkach, pewne błędy lub przynajmniej niezręczności, 
zarówno treści ogólniejszej, jakoteż w szczególności względem 
duchowieństwa, były popełniane ze strony tych mężów stanu. 
Ale walka, wydana im przez episkopat, we wszystkich trzech 
wypadkach, najniezawodniej nie wyszła na pożytek ani kraju, 
ani Kościoła. A to, między innemi, już dla tego prostego powodu, 
iż wkraczając na teren tego rodzaju walki czysto politycznej, 
Szkice i portrety 12
>>>
160 


SZYMON ASKENAZY 


ł 
f 


nieprzysposobiony do niej, bo innemu wszak, wyższemu powo- 
łaniu poświęcony, episkopat polski, chcąc niechcąc musiał 
stawać się powolnem narzędziem w ręku postronnych czynników 
świeckich. W wypadku niniejszym objawiło się to w postaci 
jaknajbardziej dotkliwej i pożałowania godnej. Gdyż jakie- 
kolwiek, naj surowsze bodaj zarzuty zechcianoby wytoczyć 
przeciw rządowej i choćby nawet pisarskiej działalności Potoc- 
kiego, zawszeć rzeczą bolesną i niczem niedającą się usprawie- 
dliwić pozostanie fakt, iż od biskupów polskich, przeciw ministro- 
wi polskiemu, podawane były, z natchnienia rosyjskiego komi- 
sarza, N owo silc owa, memorj ały oskarżycielskie na ręce rosyjskiego 
bądźcobądź, monarchy, Aleksandra. 
Po utrąceniu Potockiego, w osobie jego następcy, osławionego 
, ,ministra zaciemnienia publicznego ", Stanisława Grabowskiego, 
i haniebnej pamięci naczelnika cenzury, Kalasantego Szaniaw- 
skiego, znalazł Nowosilcow, jak wiadomo, sprawnych pachołków 
i dozorców zakneblowanej prasy i literatury polskiej. Rzeczą 
jest ze wszech miar znamienną, jak mocno wryła się w pamięci 
piśmiennictwa naszego, nacechowana piętnem wyjątkowej ohydy, 
ta dziesięcioletnia niewola cenzuralna warszawska doby kongre- 
sowej. A to nie dlatego, iżby ona przedmiotowo była najcięższą, 
lecz dlatego, że podmiotowo była najobrzydliwszą. Miewaliśmy 
później cenzurę w nierównie pospolitszym kształcie i ostrzejszym 
gatunku, tę zwłaszcza, jaka nastała po stłumieniu powstania 
styczniowego i przetrwała aż do :loby najnowszej. Ale tę obcą 
cenzurę brutalną i prostacką jeszcze łatwiej stosunkowo można 
było 2nosić. Były też na nią poniekąd, w naj gorszej potrzebie, 
jakieś doraźne lekarstwa i sposoby, czasem protekcja, rubel 
albo nawet butelka, czasem zręczność, kontrabanda albo nawet 
impozycja. Samo jej prostactwo podawało ją w pogardę, okry- 
wało śmiesznością, a przedewszystkiem trzymało ją, jak nieczystą 
pianę, na samej jen
 powierzchni, nie dozwalało jej przenikać 
w głąb narodowego życia umysłowego. Owóż nieskończenie 
gorszą od prostackiej policyjnej, jest przemądra polityczna 
cenzura. Cenzura samodzielna, samorzutna, ambitna, z pretensją 
do rozumu stanu, do sternictwa, do przenikania wewnątrz ducha
>>>
WOLNOŚĆ DRUKU W KRÓLESTWIE KONGRESOWEM 161 


publicznego, do przerabiania go i pokierowania wedle swego 
widzimisię, wedle założonej programowo myśli i woli własnej. 
Taka właśnie maskarada policjantów cenzuralnych, poprzebie- 
ranych za polityków, uczyniła cenzurę warszawską Nowosilcowa 
i kompanji tak pamiętnym, wprost nie do zniesienia, odstrasza- 
jącym po ws?ystkie czasy, przykładem duchowego pogwałcenia, 
i, co więcej, duchowej demoralizacji. 


12*
>>>
, 


ł 


KOMPANJA KRYMSKA MICKIEWICZA 


Z wielkiem zajęciem przeczytałem nadzwyczaj zajmujący 
artykuł p. Fiłosofowa, świadczący o nader głębokiem, subtelńem 
i wprost niezwykłem u nie-Polaka wyczuciu dotyczących Mickie- 
wicza zagadnień psychicznych. 


Dmitrij Fiłosofow ogłosił dłuższy artykuł w nr. nr. 11-13 i 17- 20 
lI M oiwy" p. t. .. Prof. J uljusz Kleiner i "Droga do Rosji", z okazji 
świeżo wydanego dzieła prof. Kleinera o Mickiewiczu. Nawiązując do 
broszury prof. Wacława Lednickiego ..Droga do Rosji". Fiłosofow 
zwraca u wagę na zaniedbanie przez polskich uczonych studjów nad 
rosyjską epoką Mickiewicza. Wszystkie liczne i bezcenne materjały 
archiwalne, wydane po rewolucji 1905 r.. uchodzą uwagi polskich uczo- 
nych. Fiłosofow wykazuje również szereg błędów i zaniedbań w dziele 
prof. Kleinera. Zdumiewająca jest. powiada Fiłosofow. uporczywa 
nieznajomość, jaką zdradzają polscy uczeni. nietylko badań puszkini- 
stów rosyjskich. którzy Odesę tej epoki i jej towarzystwo. nie wyłączając 
kompanów krymskich Mickiewicza (m. in. Sobańskiej i gen. Witta), 
do gruntu opracowali, ale też danych. przytoczonych przez pro£. Aske- 
nazego w II wyd. ..Łukasińskiego". Wynika z nich. że na dalsze losy 
Mickiewicza i możność jego wyjazdu zagranicę wywarł niewątpliwy 
wpływ raport policyjny gen. \Vitta do cesarza, przedstawiający poetę 
jako niewinnego baranka. Temuż raportowi zawdzięczał zapewne Mickie- 
wicz, iż nie został wplątany do procesu dekabrystów. pomimo że bunt 
dekabrystów wybuchł w 6 tygodni po powrocie Mickiewicza z Krymu 
a Mickiewicz przyjechał do Odesy z listami polecającemi Rylejewa 
i Bestużewa. - II Wiadomości Literackie" w nr. 6 z dn. I I. II. 1934 r. 
streściły wywody Fiłosofowa a zarazem redaktor ich, p. Mieczysław 
Grydzewski. zwrócił się w sprawie tego artykułu do prof. Askenazeg o . 
który udzielił mu wyjaśnień, wydrukowanych w tymże numerze 
"Wiadomości Literackich". które obecnie przedrukowujemy.
>>>
KOMPANJA KRYMSKA MICKIEWICZA 163 


OgraniczanI się do paru uwag rzeczowych o podróży krym- 
skiej. Próżno z jej powodu aż przedstuletnie skądbądź literackie 
ściągać precedensa, dyliżansowy zdrój kastaJski pastora Sterne' a, 
domowy spacer generał-majora de Maistra, lub niepokoić smutny 
cień Radiszczewa. Wycieczki na półwysep taurycki były w tym 
czasie rzeczą dość zwyczajną. Nieco wcześniej jeździła tam z licz- 
ną świtą urzędowa faworyta carska, Czetwertyńska-Naryszki- 
nowa, z córką swoją i rzekomo cesarza (a naprawdę pono jego 
adjutanta Ożarowskiego). Zaś spółcześnie niemal z pobytem tam 
Mickiewicza, na przedśmiertną do Krymu wyprawę, pod koniec 
września 1825 r., zjechał z małżonką sam cesarz. Wedle wszel- 
kiego też prawdopodobieństwa, właśnie w związku z tą podróżą 
carską generał-lejtnant Witt, dowódca korpusu rezerwowego 
w Elizawetgradzie i kurator liceum odeskiego imienia Richelieugo, 
piastując tajny nadzór policyjny w gubernjach południowych, 
przedsięwziął tegoż lata, tuż przed przybyciem cara, poufny 
ochronny objazd taurycki, osłoniony dla niepoznaki pozorem 
towarzyskiej wycieczki. 
Uczestniczyli w niej - jak powszechnie wiadomo, chociażby 
z "Żywota Adama Mickiewicza" przez syna Władysława (w no- 
wem pięknem wydaniu Poznańskiego Towarzystwa Naukowego) 
- Witt, Hieronimostwo Sobańscy, Henryk Rzewuski, Boszniak 
i "niedobrany do tej kompanji" Mickiewicz. Tak wyraziłem się 
w "Łukasińskim", w przypisku do spółczesnych spraw spisko- 
\vych polsko-rosyjskich, tędy incydentalnie do niniejszej pociąg- 
nięty dyskusji. 
Kompanja w rzeczy samej była nieciekawa. Jan Witt, syn 
Szczęsnowej Potockiej z pierwszego jej małżeństwa, był jednym 
z naj wyszukańszych, pod dobroduszną ogładą, łotrów. WyPę- 
dzony z wojska przez w. ks. Konstantego za tchórzostwo pod 
Austerlitzem, zręczny karjerowicz i dworak, szpieg z zamiłowa- 
nia, krewniackiemi poparty wpływy, wtarł się do łask Aleksan- 
dra, był używany do pokątnych przeciw Napoleonowi i Księstwu 
Warszawskiemu robót, następnie zaś w pokrewnej dziedzinie 
na niniejsze służbowe awansował stanowisko. Odegra później 
rolę złowrogą przy upadku rewolucji listopadowej i obejmie spra- 
wy wewnętrzne w Warszawie za Paskiewicza. "Syn generała 
polskiego, z matki Greczynki, - mówi o nim w "Literaturze
>>>
i\ 164 


SZYMON ASKENAZY 


słowiańskiej U Mickiewicz, - nie wiedział nawet, do jakiego na- 
rodu należał, jaką religję wyznaje u . On też pierwszy, jako nad- 
policjant kresów południowych, wziął na spytki jadącego do 
Odesy Mickiewicza. Mickiewicz i Jeżowski - pisał Franciszek 
Malewski do sióstr Marji i Zofji z Petersburga, 23 stycznia 1825 r. 
- "jadą ze mną do Elizawetgradu, gdzie muszą czekać na rozpo- 
rządzenie generała Witt... Trzeba, aby Zosia nauczyła się pio- 
senki "Jean de Paris" i aby ją śpiewała" (tak zwano urodzonego 
w Paryżu Jana Witta). Przystojny generał, kobieciarz zawołany, 
żył wtedy od dość dawna z Karoliną z Rzewuskich Hieronimową 
Sobańską. Pani śliczna, pusta, bardzo łatwa, wyrachowana, 
przewrotna, warta absolucji za trochę rozkoszy danej poe
ie. 
O prostackim Hieronimie Sobańskim, nie wchodząc w szczegóły, 
starczy stwierdzić, że był bardzo wyrozumiałym mężem. , ,Człek 
źle wychowany, dzik, pijak, że nie powiem więcej", takw"Kon- 
federatach barskich" Mickiewicza żali się na małżonka , ,hrabina 
Karolina" , chroniąc się pod skrzydła rozkochanego , ,generał- 
gubernatora" Witta, "opiekuna mego u . 
Co się tyczy brata pani Sobańskiej, Henryka Rzewuskiego, 
aż nadto wiadomo, jak niski był poziom moralny tego świetnego 
pisarza. Cynik skończony, został płatnym fagasem przy Paskie- 
wiczu, przez którego był używany w różnych bardzo śliskich 
misj ach. N ie tykaj ąc nader drażliwych finansowych, ograniczę 
się do wskazania dla przykładu pewnej misji politycznej, celem 
skuszenia Chłopickiego do przybycia z Krakowa do Warszawy 
do Paskiewicza. 
W tej to sprawie pisał własnoręcznie Rzewuski do Lucjana 
Siemieńskiego z Warszawy 3 sierpnia 1849 r.: "U nas tu nic nowe- 
go. Książę Namiestnik wyjechał na kilka niedziel na przegląd 
korpusów, któremi dowodzi. Tęskno nam bez niego, a zwłaszcza 
mnie, przywykłemu codziennie stawić się przed Nim. Kiedy 
opowiadałem przed Nim rozmaite szczegóły mojego pobytu 
w Krakowie, gdy Mu oświadczyłem, że widywałem generała 
Chłopickiego, on mnie powiedział: "Proszę cię... namów go, 
żeby mnie nawiedził. Przyjmę go z otwartemi ramionami. Bę- 
dziemy z nim mówili o naszem rzemiośle, zaproś go w mojem 
imieniu do Warszawyu... Bądź łaskaw wyrozumieć go, czy taki 
list ode mnie przyjąłby łaskawie i czyby determinował się choć
>>>
KOMPANIA KRYMSKA MICKIEWICZA 165 


na dni kilka przyjechać do Warszawy, skoro Książę do niej po- 
wróci". Działo Słę to w chwili rozgromienia przez wojska Paskie- 
wicza bronionej przez Dembińskiego i Bema rewolucji węgierskiej. 
Pozostaje najmniej znany Boszniak. Tak mało znany, że 
nawet uczony historyk rosyjski, generał Szylder , - zacny przy- 
jaciel, wspomagający mnie w pierwszych nad Newą pracach 
archiwalnych, autor znakomitej źródłowej biografji Aleksandra I, 
wydanej w 18g8r., - przedstawiając najpierwsze wykrycie spisku 
przyszłych dekabrystów latem 1825, przypisywał je podawnemu 
denuncjacji listownej podoficera pułku ułanów ukraińskich, An- 
ghka rodem, Sherwooda, wyekspedjowanego następnie, na 
rozkaz cesarski, przez Witta do dowódcy kolonij wojskowych, 
generała Arakczejewa, a stamtąd do Petersburga. Owóż Mickie- 
wicz lepszą w tej mierze od Szyldera posiadał wiadomość. "Witt 
przed doniesieniem Sherwooda - mówi w "Literaturze słowiań- 
skiej" - miał już o spisku wiadomość, podaną sobie przez jednego 
agenta, którego żadne pismo urzędowe, żadne zdanie sprawy 
ze śledztwa nie wymie
a. Zdrajca ten, przebieglejszy od samego 
nawet szpiega w romansie Coopera, nazywał się Boszniak... Ucho- 
dził za literata. i pod tytułem naturalisty towarzyszył wszędzie 
Wittowi". Jest to "doktór, agent dyplomatyczny moskiewski, 
chód bojaźliwy, spojrzenie skośne, ubranie napoły cywilne a woj- 
s
owe, w peruce, okularach, wielka teka .pod pachą", z "Kon- 
federatów barskich", szpiegujący wielomównych, lecz zbyt 
ostrożnych Polaków. "A że dla Ekscelencji (Witta) Pani Hrabina 
(Karolina) wiele ma przyjaźni, Przeto byłoby może arcypoży- 
,tecznie... Gdyby na siebie wzięła otrzymanie. 
 Choćby -jednego 
tylko pojaśnienia, jedn.ęj poszlaki, Gdyby chciała mnie do tego 
użyć, lub się radami mojemi posłużyć". Aleksander Karłowicz 
Boszniak, ur. 1786, major opołczenja 1807, urzędnik departa- 
mentu spr
w wewnętrznych 1808, potem sekretarz przyboczny 
i age
t zaufany Witta, wysłany był przez niego w kwietniu 1825 r. 
dla wyśledzenia konspiracji wojskowej rosyjskiej. Potrafił 
też istotnie wlot zyskać sobie zaufanie wybitnych jej działaczów; 
sam został czlonkiem Towarzystwa Południowego; miał nawet 
czelność ofiarować im pr
ystąpienie Witta, pragnącego jakoby 
tym sposobem "przywrócić sobie reputację przez TowarzystwoU
 
na co z zachwytem zgodził się Pestel, czemu jednak sprzeciwili 


.
>>>
" 166 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


się podejrzliwsi Wołkoński i Juszniewski; poczem już w maju 
t. r. zdał pierwszy szczegółowy raport Wittowi. W następstwie, 
po katastrofie dekabrystów, był dla pozoru pociągnięty do 
petersburskiego w ich sprawie śledztwa, jako członek związku, 
poczem otrzymał od Mikołaja pensję dożywotnią 5 tys. rb., zrobił 
karjerę, został po wojnie tureckiej wiceprezesem Dywanu Moł- 
dawsko-Wołoskiego przy hr. Kisielewie, żonatym z Szczęsnówną, 
przyrodnią siostrą Witta. Skolei, podczas wojny polsko-rosyjskiej 
znajdował się znowu przy boku swego protektora Witta. Wtedy 
to zamordowali go, mszcząc się za wydanie dekabrystów, oficero- 
wie rosyjscy, przyczem za jednym zamachem zgładzono stan- 
greta i .kamerdynera Boszniaka. Wiadomość tę znalazłem dawniej 
w aktach kwatermistrzostwa rosyjskiego w petersburskim W ojen- 
no-Uczonom Archiwie. Zabójstwo Boszniaka zostało dopiero 
przed kilku laty ujawnione w urzędowem wydawnictwie sowiec- 
kiem 11M aterialy po istorii diekabristow" pod redakcją Pokrow- 
skiego (t. VIII, Leningrad 1925). Przy ostatecznem urzędowem 
ustalaniu personaljów osób, które znajdowały się w Związkach 
Południowym i Północnym, prowokator Boszniak zyskał taką 
notę: "Służąc w czasie wojny polskiej 1831 r. z pożytkiem dla 
ojczyzny, nieoczekiwanie, wraz ze stangretem i kamerdynerem, 
został w czasie podróży sposobem zbrodniczym zastrzelony za 
wykrycie spisku w r. 1825". Dodać należy, że niezawiśle od swej 
roli politycznej Boszniak zajmował się z upodobaniem literaturą. 
W r. 1830 wydał w Moskwie drukiem romans w czterech częściach 
"I akób Skupalow" , oraz "Dniewnik zapisok o putieszestwii 
w raznych oblastiach Zapadnoi i Poludiennoi Rossiii". Tego 
ostatniego utworu, niestety, nie miałem w ręku, a interesuję się 
niem w przypuszczeniu, że być może zawiera swoisty opis podróży 
krymskiej. 
Los Mickiewicza w taką rzucił kompanję. Na to nie było 
rady. To go nawet może od ostatecznej uchroniło zguby. W kilka 
miesięcy po podróży krymskiej, wraz z klęską dekabrystów, na- 
stąpiła również katastrofa naszego Towarzystwa Patrjotycznego. 
Stało się to, w związku bezpośrednim z wywiadem Witta, w sty- 
czniu 1826 r. Aresztowany był przez niego osobiście w Kijowie 
ks. Antoni J abłonowski, dobry przyjaciel pani Sobańskiej, który, 
zawieziony do Petersburga, wydał przed Mikołajem kilkudzie-
>>>
KO MPANjA KRYMSKA MICKIEWICZA 167 


SlęclU Polaków należących do warszawskiego Towarzystwa Pa- 
trj otycznego (między innymi Emira Rzewuskiego) i odsłonił roko- 
wania tegoż Towarzystwa ze Związkiem Południowym rosyjskim. 
Następnie, wysłany do Warszawy na śledztwo, wydał i tu mnó- 
stwo osób. Wtedy to został spoliczkowany podczas konfrontacji 
przez porucznika Sabińskiego, który powiesił się tejże nocy w celi 
u Karmelitów na krawacie. 
Dostojna kompanja krymska, podczas tych niebawnych 
tragicznych w Petersburgu i Warszawie przepraw, być może, 
osłoniła Mickiewicza. On sam siłą rzeczy już wtedy pod wallen- 
rodycznym znalazł się przymusem.
>>>
I 


WIKTOR HUGO A POLSKA 


Wielki poeta, którego stuletni jubileusz obchodzi dziś uro- 
czyście Francja i Europa, wielkie swoje serce zawsze otwierał na 
ścieżaj dla spraw i rzeczy polskich. Niejedno szczytne w tym 
względzie świadectwo złożył we wspaniałem swojem dziele poetyc- 
kiem. Tam poszukiwać tych świadectw i we wdzięcznej utrwalać 
je pamięci jest rzeczą naszych badaczów literatury, jest ich 
obowiązkiem. Ale duch tej miary, jak Wiktor Hugo, był nie- 
tylko zjawiskiem literackiem, lecz był także wybitnem zjawiskiem 
historycznem. To też w ścisłym naszym zakresie historycznym 
poczuwamy się do obowiązku uwydatnienia pewnych szczegółów, 
pewnych rysów, bliżej nas obchodzących w tej szlachetnej postaci. 
Mamy właśnie pod ręką naj nowszy, autentyczny zbiór przemó- 
wień i wystąpień publicznych Wiktora Hugo. Wydaje się ze 
wszech miar stosownem, w obecnej chwili jubileuszowej, wydobyć 
stąd niektóre momenty, ściślej związane z przedmiotami dzisiej- 
szemi treści polskiej. 


Jest to recenzja Askenazego z 4-tomowego wydawnictwa zbio- 
rowego dzieł W i k t o r a H u g o. obejmującego ..Actes et paroles" za 
lata 1841-7°. Omawia w niej profesor lwowski stosunek Wiktora Hugo 
do Polski, a szczególnie mowę jego w senacie francuskim z powodu 
rzezi galicyjskiej w 1846 r. Recenzja ta. przeznaczona w 1902 r.. w loo-let- 
nią rocznicę urodzin francuskiego poety. dla ..Biblioteki Warszawskiej", 
została całkowicie skreślona przez cenzora w korekcie czerwonym atra- 
mentem i w druku się nie ukazała. Szczególnie pastwił się cenzor nad 
drugą połową mowy poety. poczynając od tego ustępu. gdzie Hugo mówi, 
że tylko dwa narody w cywilizacji europejskiej odgrywały rolę bez- 
interesowną: Francja i Polska.
>>>
WIKTOR HUGO A POLSKA 


169 


Wiktor Hugo, już pod koniec Restauracji otrząsnąwszy się 
z pierwotnych legitymistycznych zapałów, rozgrzany natomiast 
dla nowych haseł rewolucji lipcowej, od początku mieszczańskiej 
monarchji lipcowej, która na swoje dobro zlikwidowała rowolucję, 
stanął na stopie wojennej względem rządu Ludwika-Filipa. 
Cenzura orleańska kładła zakaz po zakazie na burzliwych trage- 
djach młodego poety. Poeta, w burzliwszych jeszcze przemówie- 
niach sądowych przed Trybunałem cywilnym paryskim - w słyn- 
nej zwłaszcza mowie z powodu zakazu "Le roi s' amuse" - nie- 
tylko skarżył i zwalał cenzuralne wyroki, lecz nadto piętnował 
nielitościwie wszystką politykę rządu. Zaś, obok wewnętrznej, 
francuskiej, jeszcze gwałtowniej piętnował zagraniczną, europej- 
ską politykę Ludwika-Filipa. N aprzeciw tej małostkowej, hipo- 
kryckiej, trwożliwej polityki Orleansa, wystawiał w lapidarnych, 
poetyckich wyrazach, niezatartą jeszcze w pamięci Francji i świata 
wielką, imponującą, odnowicielską politykę Napoleona. "On 
także wydawał despotyczne dekrety o Komedji Francuskiej. 
Ale jego teatralne dekrety datowane były z Moskwy". Ostrożny 
rząd orleański uznał za naj właściwsze ugłaskać woj owniczego 
romantyka. Podano mu gałązkę oliwną pod postacią parowskiego 
dyplomu. Zamiast nazbyt krasomówczego wieszcza, spodziewano 
się mieć odtąd milczącego dyskretnie para Francji. Omylono się 
jednak w rachubie. Przy najpierwszej nadarzonej okazji gorące 
serce poety odrazu wzięło na kieł, i porwało chłodną głowę pa- 
rowską. 
Owóż tę mianowicie okazję, a zarazem pierwsze przemówienie 
Wiktora Hugo we francuskiej Izbie parów wywołała sprawa pol- 
ska. Było to w 1846 roku. Niesłychane wypadki galicyjskie 
w lutym tego roku poruszyły do głębi europejską opinję publiczną. 
Niesłychany pomysł Metternichowski w całej objawił się ohydzie. 
Francuskim ministrem spraw zagranicznych był wtedy Guizot. 
Uczony minister-historyk, a przede\vszystkiem posłuszny wiel- 
biciel pani Lieven, jeden tylko pozostał całkiem ślepy i głuchy na 
zajścia galicyjskie. On nie chciał o nich nic wiedzieć, a tern bardziej 
nie chciał urzędownie ich tykać. Byłby wolał najlepiej przejść 
nad niemi poprostu do porządku dziennego. Na nieszczęście, 
trudno było zamknąć usta wszystkim członkom parlamentu. Przy 
rozprawach nad budżetem wydatków tajnych, szlachetny Mon-
>>>
170 


SZYMON 'ASKENAZY 


ł 


--. 


talembert W mocnych sło\vach podniósł rzeczy galicyjskie. Poparł 
go książę Ney. Guizot w swojej zręcznej odpowiedzi na interpe- 
lację spróbował wywinąć się po ministerjalnemu. Tłómaczył 
obszernie, że nie wypada wtrącać się do obojętnych spraw cudzych, 
że należy "powstrzymywać swoje uczucia dla dobra uprawnio- 
nych interesów własnego kraj Ud, że lepiej dać całkiem pokój 
Austrji, Metternichowi i wogóle Polakom, gdyż w ten sposób, sie- 
dząc cicho, wyświadczy się im największą przysługę i okaże się 
"najwięcej powagi, moralności, a nawet ludzkości II. Wtedy to, po 
tym dyplomatycznym \vywodzie Guizota, na sesji 19 marca 
18 4 6 roku, nagle najniespodziewaniej, z mównicy Izby parów 
zabrał głos Wiktor Hugo. Jeśli Montalembert przemawiał w du- 
chu naj prostszych nauk chrześcijańskich, jeśli Ney poruszył 
strunę napoleońską, - Wiktor Hugo odezwał się w imię rdzennych 
tradycyj francuskich i europejskich. "Powiem słów niewiele. 
Ulegam nieprzepartej sile, która ciągnie mnie na tę mównicę. 
Sprawa, wyniesiona przed wasze zgromadzenie, nie jest to sprawa 
zwyczajna. Z wewnętrznej swojej istoty góruje ona wysoko 
ponad ogółem sporów politycznych. Czyliż nie czujecie wszyscy, 
że ta sprawa posiada swoją samoistną wielkość, sobie tylko wła- 
ściwą? Albowiem chodzi tutaj o samą cywilizację, którą poniżono 
przez pewne czyny, dokonane gdzieś w zakątku Europy.... 
Upewniają nas, że nie płacono chłopom galicyjskim; wypierają 
się tego. Lecz tyle pewna, że ich prowokowano, że ich zachęcano... 
Odczuwam w sobie szlachetne poruszenie wszystkiej Francji. 
Niepodobna, ażeby stamtąd zwracano się do nas napróżno. Dwa 
tylko narody, w ciągu czterech wieków, odgrywały w cywilizacji 
europejskiej rolę skroś bezinteresowną: Francja i Polska. Zapa- 
miętajcie to sobie, mości parowie. Francja rozpraszala mroki, 
Polska odpierała niebezpieczeństwo. Francja szerzyła ideje, 
Polska trzymała straż na kresach . Jeżeli naród francuski był 
misjonarzem cywilizacji europejskiej, naród polski był jej ryce- 
rzem... Takie rzeczy, moi panowie, nie mogą zatrzeć się w pa- 
mięci Europy. Naród, który trudził się dla innych narodów, jest 
jak mąż cnotliwy, który znój własny przynosił w ofierze dla dobra 
bliźnich: należy mu się z prawa życzliwość i wdzięczność po- 
wszechna, należy się szacunek w nieszczęściu; i chociażby taki 
naród, nie rządząc się nigdy egoizmem, idąc za\vsze za górnym
>>>
. 


'VIKTOR HUGO A POLSKA 


171 


popędem szlachetnym swoich instyktów, zesłabł i zmalał poli- 
tycznie, przecież na wieki pozostaje wielkim narodem... Niechaj 
tedy przemówi Francja, a Europa niechaj słucha i rozważy. 
Ongi klątwa Rzymu mocną była wyłączać mocarstwa z rzędu 
świata religijnego. Niechaj dziś potępienie Francji wydali win- 
nych z towarzystwa uspołecznionej ludzkości". 
Rzecz prosta, te piękne antytezy, te gromy poetyckie nie 
wywróciły Guizota, n;e zniweczyły Metternicha. Gabinet fran- 
cuski pozostał ściśle neutralnym w sprawie galicyjskiej. Rząd 
wiedeński spokojnie dokonał wcielenia Rzpltej krakowskiej. 
Bądź co bądź jednak donośny gł-Os z paryskiej mównicy parow- 
skiej nie przebrzmiał bez echa. Z korespondencji Metternicha 
przekonać się można, jak niemile dotknęły kanclerza austrjac- 
kiego niedelikatne rozprawy francuskie. Z drugiej strony, w kilka 
dni zaraz po tych rozprawach, pod bezpośredniem ich wraże- 
niem, Guizot w depeszy z dnia 23 marca 1846 roku do hr. Fla- 
hauta, ówczesnego posła francuskiego w Wiedniu, upoważnił 
go przynajmniej do wydawania paszportów Galicjanom, szuka- 
jącym schronienia we Francji. Zaś po nieco dłuższym namyśle, 
a oczywiście już po niewczasie, w depeszy z 3 grudnia tegoż roku 
do tegoż posła, uczony dziejopis "Cywilizacji europejskiejU, 
a lichy kierownik polityki francuskiej, jakim był Guizot, zdobył 
się na formalny, zgoła zresztą nieskuteczny protest przeciw wcie- 
leniu Krakowa. Wiktor Hugo odtąd niejednokrotnie jeszcze 
zabierał głos publicznie w rozlicznych okolicznościach, bezpo- 
średnio nas dotyczących. Sam już będąc na wygnaniu, po za- 
machu grudniowym Napoleona III, na dorocznych polskich ban- 
kietach zazwyczaj piękne wygłaszał przemówienia, albo też ser- 
deczne posyłał akcesy. Po raz ostatni odezwał się przed czterdzie- 
stu paru laty, podczas ciężkich przejść krajowych, w tym sa- 
mym niezmiennie duchu sympatycznym, silnym i podniosłym. 
Dziś, w setną rocznicę jego naródzin, można pochylić głowę nie- 
tylko przed wielkim poetyckim genjuszem francuskim, lecz także 
przed wielką i czystą duszą europejską Wiktora Hugo.
>>>
. 


ł 


, 


Z NIEDA \VNEJ PRZESZŁOSCI 


Wypadki rosyjskie 1905/6 r. - jakże niedawna to przeszłość, 
a jakże dziś wydaje się daleką. Zaś bardziej jeszcze od samych 
wypadków wydaje się dziś odległą psychika owoczesna. Wbrew 
zasadzie, iż "historja nie zna przeskoków", historia non facit saltus, 
możnaby zaiste mniemać, że w tem właśnie przesileniu wyjątko- 
wem, nastroje publiczne w Rosji rap t ownemi zmieniały się 
skokami. Dotyczy to, między innemi, również i nastrojów w spra- 
wie polskiej. Tern bardziej byłoby pożądanem, aby spostrzeżenia 
i doświadczenia, poczynione podówczas przez świadków naj- 
powołańszych, t. j. czynnych przedstawicieli politycznych naszych, 
działających onego czasu na terenie rosyjskim, zostały zacho- 
wane w postaci autentycznej, dla własnej pamięci i nauki naszej. 
Niechaj narazie wolno będzie zgoła niepowołanemu, przygod- 
nemu zupełnie świadkowi, zapisać na tern miejscu jeden drobny, 
lecz symptomatyczny epizod. 


Artykuł drukowany w dwóch numerach" Tygodnika Illustrowanego" 
24 i 25 z dn. 12 i 
9. VI. 1909 r., omawia zapiskę (łłotice), złożoną 
przez prof. Askenazego w końcu 1905 r. na ręce gen.-adjutanta gen. 
piechoty Ottona von Richtera, członka Rady Państwa i zarządzającego 
wydziałem próśb na imię Najwyższe. Zapiska ta była jakby uzupeł- 
nieniem wydanych w tymże roku przez Askenazego "Uwag z powodu 
listu Polaka do ministt'a t'osyjskiego. Kraków 1905 (wyd. franc. "Obser- 
vations a pt'opos de la lettre d'un Polonais a un ministre t'usse, Paris 19 0 5). 
Zwracała głównie uwagę na przedstawicielstwo polskie do Dumy i na 
sprawę szkolną w Królestwie. Przyczyniła się do pomyślnego wówczas 
rozstrzygnięcia kwestji mandatów poselskich z Królestwa.
>>>
Z NIEDAWNEJ PRZESZŁOŚCI 


173 


Pod koniec lata IgOS r. bawiłem w Petersburgu; rozpo- 
czynałem w archiwach tamecznych studja źródłowe nad Łuka- 
sińskim i Założeniem Królestwa Polskiego. Śród wielu światłych 
i życzliwych Rosjan, którzy w niełatwych tych poszukiwaniach 
z chętną przychodzili mi pomocą, naj skuteczniejszego poparcia 
doznałem wtedy ze strony generał-adjutanta Ottona v. Richtera. 
Przy pierwszem widzeniu się powiedział mi: "żywię oddawna 
szczere sympatje dla Polski, mam nawet dla niej obowiązki, gdyż 
właściwie - dodał z uśmiechem - jestem dzieckiem waszej 
rewolucji listopadowej cc. Objaśnił mnie mianowicie, że urodził 
się w Warszawie, w 1830 r., na krótko przed wybuchem rewolucji. 
W rzeczy samej, ojciec jego, generał-lejtnant Borys v. Richter, 
rodem ze starej szlach ty inflanckiej, był za Królestwa Kongreso- 
wego dowódcą gwardji rosyjskiej, konsystującej w Warszawie; 
ceniony przez W. Księcia Konstantego, cieszył się on zarazem 
zasłużonym szacunkiem w towarzystwie warszawskiem i ko- 
łach wojskowych polskich; wieczorem 29 listopada 18 3 0 r., 
znajdując się na przedstawieniu w Teatrze Narodowym, został 
uwięziony przez młodzież rewolucyjną. Generał-adjutant Rich ter 
z wysokiem uznaniem wspominał o rycerskiej uprzejmości, oka- 
zanej wtedy jego ojcu i całej rodzinie w czasie niewoli przez wła- 
dze rewolucyjne polskie, a w szczególności przez dyktatora Chło- 
pickiego, oraz prezesa Rządu Narodowego, Adama ks. Czar- 
toryskiego. 
Sam on służył pierwotnie, za cesarza Mikołaja I, w huzarach 
gwardji, uczestniczył w kampanjach węgierskiej i sewastopolskiej 
i w walkach na Kaukazie. Za cesarza Aleksandra II, jako fli- 
geladjutant i naczelnik sztabu gwardji, był wysłany w 1866 r., 
podczas wojny prusko-austrjackiej, w misji . poufnej , z pismem 
odręcznem monarchy do cesarza Franciszka-Józefa; w 1871 r. 
został generał-adjutantem i dowódcą dywizji, w 1879 roku do- 
wódcą korpusu. Za cesarza Aleksandra III, mianowany generałem 
piechoty i członkiem Rady Państwa, był od 1881 r. komenderu- 
jącym Główną Kwaterą J. C. M., a od 1883 r. zarządzał wydziałem 
próśb na imię Najwyższe; na tem ostatniem stanowisku często- 
kroć szlachetnem odznaczył się wstawiennictwem za nieszczę- 
śliwymi petentami polskimi w trudnej owoczesnej dobie. Od- 
tąd zaliczony był do generał-adjutantów, asystujących przy
>>>
... 


ł 


174 


SZYMON ASKENAZY 


osobie Najjaśniejszego Pana, powszechnem otoczony poważa- 
niem dla nieskazitelnego charakteru i światłego sposobu my- 
ślenia. Pomimo podeszłego wieku niezmiernie uczynny, intere- 
sujący się żywo przeszłością dziejową, dzięki rozległym swoim 
stosunkom ułatwił mi on w istocie przystęp do niektórych naj-o 
ważniejszych, a dotychczas zamkniętych przede mną zbiorów 
archiwalnych petersburskich. 
Na parę dni przed wyjazdem udałem się, razem z bawiącym 
wtedy w Petersburgu ś. p. Adamem ordynatem Krasińskim, do 
generała Richtera, by podziękować mu za doznaną pomoc. . Roz- 
mowa zeszła wnet na grunt bardziej aktualny od moich badań 
przedstuletnich, a mianowicie na palącą wówczas sprawę zakwe- 
stjonowania, przez pierwotny manifest o Dumie Państwowej, 
ilości mandatów poselskich, a nawet samego terminu czynności 
przedstawicielskiej Królestwa Polskiego. Hr. Krasiński rozumnie 
i pięknie, we właściwym sobie tonie szlachetnym, oświetlił tę 
sprawę arcyważną. Zapytany zkolei przez gospodarza, co myślę 
w tej materji, mogłem oczywiście tylko potwierdzić trafne wy- 
wody ordynata; zarazem jednak dałem się pociągnąć przez sam 
przedmiot do wyłuszczenia szeregu cisnących się na usta uwag 
ogólniejszych o położeniu naszem w powszechności i całym do- 
tychczasowym zakroju polityki polskiej rządu. Być może, nieco 
się uniosłem; pamiętam, że na wychodnem ordynat wyraził mi 
obawę, czyli życzliwego gospodarza bądź co bądź nie mogły urazić 
tak gorzkie, niestety, wynurzenia. 
Wyznać muszę, że również nie byłem wolny od podobnej 
obawy, kiedy we dwa dni potem, w przeddzień wyjazdu z Pe- 
tersburga, odebrałem kartkę od generała Richtera, proszącą 
o przybycie do niego tegoż dnia między 6--'l popołudniu. Zasta- 
łem generała samego. Powiedział mi, że to, co usłyszał zeszłym 
razem, dało mu do myślenia; że te rzeczy, dla nas widocznie 
zwyczajne, są przecie mniej znane w Petersburgu; że powinnyby 
jednak, jego zdaniem, być dokładnie wiadome i uwzględnione 
"w miejscu wyższem" , "miarodawczem'" (użył kilkakrotnie 
wyrażenia: "en lieu superieur", lieu competentU), do czego mia- 
nowicie pragnąłby przyłożyć się osobiście. , ,Ale - dodał - je- 
stem człowiek stary, i wielu powołanych tu przez pana szczegółów, 
na których zależy najwięcej, moj a stara głowa nie zapamięta."
>>>
Z NIEDAWNEJ PRZESZŁOŚCI 


175 


Wyraził tedy życzenie, abym poprzednie uwagi ustne złożył 
w formie zapiski, którą on mógłby niezwłocznie przedstawić 
w owem "miejscu kompetentnemU; prosił przy tern o taką samą 
w tej zapisce, jak i w poprzedniej rozmowie, otwartość zupełną, 
ręcząc słowem za wszelkie skutki. Podkreślił zarazem z naciskiem 
własne najlepsze dla Polski życzenia; oświadczył, że zarówno 
w odbytych kampanjach, jakoteż w czasie pokoju, jako dowódca 
dywizyjny i korpuśny, w podkomendnych sobie Polakach nau- 
czył się cenić najwyborniejszy materjał żołnierski i oficerski; 
wreszcie wyraził przekonanie, że sanacja sprawy polskiej w duchu 
liberalnym pierwszorzędnej jest wagi dla całej polityki wewnętrz- 
nej i zewnętrznej Rosji, i że w tej sprawie, jak każdej innej, 
"służąc prawdzie i sprawiedliwości, spodziewa się najlepiej służyć 
S\\Temu monarsze i Rosji U (, ,c' est ma conviction intime, que dans 
votre ajjaire, comme en toute chose, ie ne saurais mieux servir 
la cause de mon Empereur et de la Russie, qu'en servant celle de 
la iustice et de la verite"). 
Odpowiedziałem, że z powodu wyjazdu, którego odłożyć 
nie mogę, niepodobna mi służyć żądanem pismem natychmiast, 
że jednak nadeślę je niezwłocznie z Warszawy. Zastrzegłem 
zresztą, że będzie to w każdym razie li tylko wyraz czysto oso- 
bistej opinji prywatnego człowieka, nie zajmującego się polityką 
i nie mającego zgoła żadnego tytułu do przemawiania w czy jem- 
kolwiek innem, jak własnem, imieniu. Istotnie, zaraz po po- 
wrocie do Warszawy, w końcu sierpnia t. r., nakreśliłem żądaną 
zapiskę (notice) i posłałem na ręce generała Richtera, przy liście, 
stwierdzającym wyraźnie, że czynię to, 
tosując się do jego 
życzenia ("me con,jorlnant au desir eXpri11te par V. E."), a nie 
z własnej, niepowołanej inicjatywy. 
Zapiska na wstępie podkreślała fakt, iż ze strony rządu, 
w istniejącem przesileniu państwowem, , ,sprawa polska wogóle, 
a Królestwa Polskiego w szczególności, zostaje rozmyślnie odsu- 
waną na plan dalszy. Zostaje zniwelowaną do pojęcia jednej 
z \vielu, przeciętnej kwestji administracyjnej. Rzuconą między 
rozliczne kwest je " kresowe U , "inorodcze u , finlandzką, ormiań- 
ską, łotyską, żydowską i t. d., stawianą spółrzędnie z niemi, 
albo nawet na szarym poza niemi końcu. 


Szkice i portrety 


13
>>>
1\ 


ł 


176 


SZYMON ASKENAZY 


"Jest to błąd zasadniczy. Co gorzej, jest to szkodliwa i nie- 
bezpieczna fikcja. Sprawa polska, jak była zawsze, tak obecnie, 
w wyższym jeszcze, niż kiedykolwiek stopniu, przedstawia się 
dla Rosji, jako pierwszorzędna, całkiem a part sprawa polityczna. 
Taką jest ona na mocy wszystkich swoich starodawnych prece- 
densów. Taką zwłaszcza na mocy przewidywanej przyszłej ew
 
lucji międzynarodowej. Taką wreszcie na mocy prostego fak- 
tycznego stanu rzeczy. 
"Cała Finlandja ma dwa i pół miljona mieszkańców, roz- 
rzuconych na przestrzeni blisko 300.000 wiorst kw. Królestwo 
Polskie ma przeszło II miljonów mieszkańców, siedzących 
zwartą masą na 111.000 wiorst kw. Czyli ma ludność 4 razy 
większą, gęstość zaludnienia 12 razy większą. Helsingforś ma 
80.000 mieszkańców, Warszawa blisko 800 tysięcy. 
"Sucha linja pograniczna Rosji Europejskiej wynosi ogółem 
4. 000 wiorst; z tego połowa, około 2.000 wiorst, przypada na 
Królestwo Polskie i przyległe, dawniej polskie, gubernie pół- 
nocno- i południowo-zachodnie. Nadto, kiedy pozostała demar- 
kacja dotyka sąsiadów drugorzędnych (Rumunji, Szwecji, Nor- 
wegji), tutaj dotyka ona najpotężniejszych, Prus i Austrji... 
"Przeszło 10 proc. ogólnego składu armji rosyjskiej, zgórą 
100 tys. ludzi na stopie pokojowej, 300 tys. na wojennej, stano- 
wią katolicy, t. j. Polacy. Samo Królestwo Polskie daje corocznie 
około 2S tys. wyborowego rekruta. Dochody państwowe z Kró- 
lestwa wynoszą corocznie około półtorasta miljonów rubli... 
"N arod polski liczy dziś ogółem przeszło 20 milj onów. 
Z tego prawie 2/3 są pod berłem rosyjskiem. Naród ten, fizy- 
cznie, materjalnie i duchowo, znajduje się obecnie, pomimo 
najcięższych warunków bytu, w stadjum rosnącej żywotności 
i stałego rozwoju. Krzepki i jędrny, dostarcza doskonałego 
robotnika i żołnierza, płodny, wedle brutalnej skargi kanclerza 
niemieckiego, "jak króliki", a mocno odporny na zdrowiu, przy 
jednej z najwyższych w Europie stopie urodzeń, a umiarkowanej 
śmiertelności, rozmnaża się w wyjątkowo pomyślnym stosunku. 
Pracowity i obrotny, rośnie szybko w zamożność, i to w najszer- 
szych swych warstwach: bogaci się szczególnie w stanie włościań- 
skim, postępującym zarówno w samowiedzy narodowej i gospO- 
darczej i z coraz poważniejszemi funduszami przystępującym do
>>>
z NIEDAWNEJ PRZESZŁOŚCI 


177 


parcelacji; bogaci się w stanie mieszczańskim na solidnej i ener. 
gicznej przedsiębiorczości wytwórczej i handlowej, zwłaszcza na 
intensywnym przemyśle fabrycznym, reprezentującym dziś w Kró- 
lestwie Polskiem produkcję roczną wartości przeszło pół miljarda 
rubli. Wreszcie, przy coraz pełniejszem zespoleniu wszelkich 
warstw i stanów w jednolitem poczuciu narodowem, nie uroniwszy 
nic z nabytków wielowiekowej kultury, na wysokim poziomie 
utrzymując piśmiennictwo i naukę swojską, dotrzymuje kroku 
Europie i zachowuje miejsce naczelne śród Słowiańszczyzny 
zachodniej. 
, ,Naród ten jest, jak był, jednym z kilku wielkich narodów 
rodziny europejskiej . Jest kluczem do Zachodu. Jest kluczem 
do Słowiańszczyzny. Dziś, jak przed go laty, jak w chwili przej.. 
ŚCia Warszawy pod berło rosyjskie, jest to dla Rosji z tej strony, 
wedle wyrażenia Nap oleona I, "klucz sklepienny" (lIla cle! de 
voute). CI A sercem tego narodu jest Królestwo Polskie..." 
Po tych uwagach wstępnych wyrażony był pogląd na za- 
wodne widoki poprawy w rządzeniu Królestwem w ciągu ostat- 
niego dziesięciolecia, pod kilkoma zmieniającymi się rychło, 
a bez żadnych śladów rzetelnego postępu, naczelnikami kraju: 
hr. Szuwałowem, ks. Imeretyńskim, generałami Czertkowem 
i Maksymowiczem. Zkolei uwydatnionem zostało zupełne zlekce- 
ważenie, albo raczej pominięcie sprawy polskiej w tych nawet 
najogólniejszych nowatorskich zamierzeniach rządowych, jakie 
weszły na porządek dzienny pod przymusem wynikłego po ostat- 
niej wojnie przesilenia. W tern miejscu dotknięte zostały świeże 
przeszkody, stawiane od pierwszego już kroku prawidłowej reali- 
zacji praw przedstawicielskich Królestwa. . 
"Manifest o Dumie Państwowej, przewidując pozytywnie 
udział SO gubernij wewnętrznych i zachodnich, oraz obwodu 
Wojska Dońskiego przed P9łową stycznia 1906 roku i określając 
dla nich stałą cyfrową normę elektorską - udział Królestwa 
natomiast, pod względem terminu i normy liczebnej pozostawił 
W zawieszeniu. Co więcej, zapowiedziane zostały w tej mierze 
"osobne przepisy" dla Królestwa, stawianego tu w położeniu 
wyjątkowem, a mianowicie stawianego imiennie na jednej linji 
z obwodem Uralskim, Turgajskim, Syberją, Kaukazem, Kra- 
jem Stepowym i Turkiestańskim, oraz "koczującymi inorodea... 
13*
>>>
ł 
, 


178 


SZYMON ASKENAZY 


mi IC. Samo takie zestawienie ludności Królestwa, w doniosłym 
akcie ustawodawczym, narówni z Czukczami i Samojedami 
mogłoby nie wydawać się zbyt szczęśliwe m natchnieniem polityki 
nowatorskiej... Udział w Dumie dla Królestwa nie jest celem, 
lecz dopiero jednym z najpierwszych środków do poprawy swoich 
ciężkich warunków bytu. Leży on conajmniej tyleż w interesie 
państwa, co Królestwa. Tern bardziej winien być oparty na za- 
sadzie absolutnej sprawiedliwości, a więc równocze'Sności i równo- 
mierności bezwzględnej. .. 
,,50 wspomnianych gubernij Cesarstwa z obwodem Doń- 
skim liczą około IOO miljonów mieszkańców i otrzymują 4I2 po- 
słów, wedle stopy przeciętnej I na 250 tysięcy ludności. Kró- 
lestwo z ludnością przeszło II miljonów, winnoby tedy otrzy- 
mać conajmniej około 40 posłów. Tak wypadałoby z samego 
stosunku gęstości zaludnienia, wyższej w Królestwie w przecię- 
ciu 4-5 razy, niż w rzeczonych gubernjach Cesarstwa... Gu- 
bernja ołoniecka, z ludnością przeszło 25 razy mniejszą od Kró- 
lestwa, otrzymuje 3 posłów; permska, z gęstością zaludnienia 
przeszło IO razy mniejszą, niż w Królestwie, otrzymuje I3 po- 
słów; miasta Astrachań i Samara, z ludnością 6-7 razy mniej- 
szą od Warszawy, otrzymują po I pośle. Stosunki te występują 
sposobem bardziej jeszcze rażącym, jeśli uwzględnić liczbę wy- 
borców z tytułu podatku mieszkanio\\"ego... 
"Należałoby tu zre'Sztą, być może, brać również w rachubę 
niektóre inne, dalsze zapewne, lecz nieobojętne względy moralno- 
polityczne. Królestwo posiada podobno to, czego brak wy- 
przedzającym je urzędownie 50 gubernjom wraz z obwodem 
Dońskim: posiada, obok dawniejszych przedstuletnich tradycyj 
parlamentarnych, bliższą tradycję 15-letnich liberalnych urzą- 
dzeń reprezentacyjnych już pod berłem rosyjskiemAleksandraI 
i Mikołaja l. Posiada zarazem, tuż o miedzę, spółczesny żywy 
przykład reprezentacji ziem polskich w przedstawicielstwie cen- 
tralnem Austrji, Niemiec, Prus. Około 4 miljonów Polaków 
galicyjskich posyła do Reichsrathu wiedeńskiego 70 posłów. Około 
3 miljon6w Polaków poznańskich posyła do parlamentu niemiec- 
kiego I5 i do Sejmu pruskiego I3 posłów polskich. Jakkolwiek 
zaś odmienne byłyby tam stosunki, niepodobna przecież całkiem
>>>
Z NIEDAWNE J PRZESZŁOŚCI 


179 


ignorować skali porównawczej, jaką stąd wysnuwać sobie musi 
opinj a publiczna Królestwa... II 
W dalszym ciągu systematyczne usunięcie Królestwa poza 
nawias wszelkiej specyficznej dlań akcji refDrmatorskiej w spół- 
czesnym programie politycznym rządu poddawane było bliższe- 
mu oświetleniu. Wskazane zostało, że nawet akt tak dobroczyn- 
ny, jak ogólny edykt tolerancyjny, wydany był przedewszystkiem 
ze względu na wielomiljonową masę starowierców rosyjskich 
i poniekąd tylko przygodnie (" incidemment, pour ainsi dire t '), 
wyszedł także na dobro unitów Królestwa. Z powodu świeżych 
ulg specyficznych dla innych części państwa, czy to w prawie 
poborowem finlandzkiem, czy w majątku kościelnym ormiań- 
skim, czy w niemieckiej szkole nadbałtyckiej, zaznaczonem 
zostało, że Królestwo wita z sympatją każdą taką folgę dla 
innych i dalszego słusznego uwzględnienia ich potrzeb szczerze 
im życzy, że atoli nie może ono nie odczuwać z głęboką goryczą, 
iż, samo w największej będąc potrzebie, naj mniejszego nie do- 
znaje uwzględnienia, i to w sprawach najbardziej nawet 
palących. 
Jako najnaglejsza sprawa tego rodzaju, została tutaj wska- 
zana sprawa szkolna w Królestwie. "Sprawa ta, poza obrębem 
("sans prejudice") ogólniejszych potrzeb Królestwa, jako całości 
politycznej i administracyjnej, jest dziś dla niego zagadnieniem 
najżywotniejszem, a rozwiązanie jej w szerokim duchu reforma- 
torskim będzie pro bierzem mądrości całej dalszej dyrektywy 
państwowej w sprawie polskiej. Polegać ono może jedynie na 
przywróceniu społeczeństwu polskiemu w Królestwie szkoły, 
jaką miało u siebie od wieków, jaką zach.owało jeszcze pod ber- 
łem rosyjskiem, aż do poprzedniego pokolenia, szkoły, każdemu 
wielkiemu kulturalnemu narodowi niezbędnej i przykazanej przez 
niepisane prawo przyrodzone i publiczne, pełnej szkoły polskiej, 
od początkowej, przez średnią, aż do wyższej, znależytem 
w niej uwzględnieniem wykładu języka, piśmiennictwa, prawa 
i historji rosyjskiej... II 
Następowało szczegółowsze rozważenie kwestji szkolnej, 
poczem pokrótce jeszcze poruszone były niektóre najogólniejsze 
materje pokrewnej natury. Wreszcie dotknięte zostały powody 
i wpływy faktyczne, tamujące dotychczas wszelką skuteczną
>>>
I 


180 


SZYMON ASKENAZY 


poprawę stanu rzeczy w Kr6lestwie, a co za tern idzie, wszelką 
istotną poprawę stosunków polsko-rosyjskich. Śr6d tych wpły- 
wów miejsce wydatne przyznane było pruskim. 
"Jest rzeczą zrozumiałą, że w trudne m położeniu, wywo- 
łanem przez nieszczęśliwą wojnę, Rosja może narazie odczuwać 
potrzebę przymusowego liczenia się z Prusami. Ale po minięciu 
obecnego kryzysu, inne wielkie zagadnienia, czasowo zawieszone, 
wnet tem dobitniej do praw swoich powr6cą. Wyniki ostatniej 
wojny tak czy owak przyłożą się wkońcu do przesunięcia punktu 
ciężkości polityki rosyjskiej, ze skrajnego Wschodu azjatyckiego, 
w kierunku bliższego Wschodu i Zachodu europejskiego. Tu zaś 
wszelka droga prowadzi z konieczności przez Kr6lestwo Polskie. 
J byłoby już rzeczą zgoła niezrozumiałą, gdyby Rosja, ze wZglę- 
d6w doraźnych na potężnego sąsiada pruskiego, dała się przezeń 
ostatecznie pociągnąć do fałszywej z gruntu orjentacji w sprawie 
polskiej, a tem samem do zamknięcia sobie na długo,. jeśli nie 
na zawsze, jedynej drogi ku prawidłowemu jej rozwiązaniu". 
Na b1iższem rozwinięciu uwagi powyższej -przyczem wskazano 
ochybne wyniki tępicielskiej polityki polskiej Prus w Poznań- 
skiem, na Śląsku i Mazurach, zmuszonej właśnie dlatego szukać 
sobie ratunku w utrzymaniu za wszelką cenę status quo represyjnej 
polityki polskiej Rosji w Królestwie, - wyczerpywała się zawar- 
toŚĆ zapiski. 
Wkrótce potem odebrałem z Petersburga list od generała 
Rich tera J gdzie, powołując się na dokonane tymczasem pomyślne 
rozstrzygnięcie kwestji mandatów poselskich z Królestwa, wy- 
rażał wdzięczność za dostarczoną mu zapiskę; której wywody, 
przez siebie podzielane, podał do wiadomości w "miejscu właści- 
wem. 
Pozwoliłem podać sobie drobny fakt powyższy, jako ilu- 
strację onych raptownych przerzut6w wstecznych, występują- 
cych ostatniemi czasy w Rosji szczeg6lnie w rzeczach polskich. 
Dostojnik wojskowy rosyjski, kt6ry zasłyszane niemal przypad- 
kiem, ze strony ptyWatnej, szczere uwagi w sprawie polskiej, 
chwyta skwapliwie i z własnej pobudki stara się spożytkować, 
powodowany wyłącznie sumieniem i dbałością o rzetelny interes 
państwowy, - jakże to mocno odbija od chwili obecnej, kiedy 
odpowiedzialne czynniki rządowe i, co więcej, parlamentarne
>>>
Z NIEDAWNEJ PRZESZŁOŚCI 


181 


rosyjskie okazują się z zasady głuchemi na głos społeczeństwa 
polskiego. Dwa wręcz przeciwne pojęcia na tak bliskiej tutaj 
stykają się mecie w samej że Rosji, w c;amychże kołach górują- 
cych tamecznych: które z nich obu lepiej odpowiada już nietylko 
oczywistej słuszności, lecz prostemu rozumowi stanu, - nie 
może być wątpliwem.
>>>
ł 


o SLĄSK, o BYT 
I. 
Od dłuższego już czasu działa w Berlinie wielki plebiscy- 
towy komitet Śląski. N a jego czele stoi prezydent parlamentu 
niemieckiego, p. Fehrenbach. W jednym z wydziałów tego 
Komitetu, finansowym, przewodniczy znany bankier berliński, 
p. Mendelssohn. W innym, prasowym, przewodniczy pierwszy 
poeta niemiecki, p. Hauptmann. Propagandą na miejscu 
kierują celniejsi przedstawiciele rządzącej socjaldemokracji nie- 
mieckiej i związków zawodowych śląskich. Ręka w rękę z nimi 
pracują najmożniejsi przedstawiciele wielkiego przemysłu i wiel- 
kiej własności niemieckiej na Śląsku. Spółpracuje też miejsco- 
we duchowieństwo niemieckie pod episkopalną dyrektywą 
wrocławską. Znikają tu różnice partyjne i partykularne. Wia- 
domo, jak przy zduszeniu powstania polskiego na Śląsku szła 
na wyścigi lewica socj alistyczna niemiecka z haka tystyczną 
prawicą. Podobna zgodność panuje teraz przy przygotowaniach 
plebiscytowych. Dzięki temu berliński komitet Śląski rozporzą- 
dza potężnemi środkami i potężną rozwija działalność. Ma on 
za sobą poparcie społeczne i rządowe całych prawie Prus i zna- 
cznej części Niemiec. 
Niemcy, a zwłaszcza Prusy, świadome są niezmiernej wagi 
sprawy śląskiej. I to nie od dziś dopiero. Potęga zaczepna Prus 


Artykuł. ogłoszony w nr. 27 z dn. 27. I. 1920 r. ..Kut'jet'a War- 
szawskiego". przed plebiscytem na Śląsku i przed nominacją prof. Aske- 
nazego na delegata polskiego przy Lidze Narodów w Genewie. kiedy 
właśnie sprawa ratowania Śląska Górnego została złożona w jego ręce.
>>>
o ŚLĄSK, O BYT 


183 


i pruskich Niemiec w znacznej mierze stanęła na Śląsku. Twórca 
tej potęgi, Fryderyk Wielki, dwie zaczepne prowadził wojny 
dla zdobycia Śląska. Dla utrzymania go prowadził trzecią, 
siedmioletnią. Dopiero zmocnione zaborem Śląska, mogły Prusy 
jąć się rozbioru Polski. Napoleon chciał po Jeni_e, lecz nie zdą- 
żył odebrać im i oddać Śląska Polsce. Pobłądził ciężko. Za- 
pewniali go Prusacy, że "prędzej oddaliby Berlin, niż Śląsk". 
Mieli rację. To też swój odwet na Napoleonie zaczęli ze Śląska. 
Tutaj \vydał Fryderyk Willielm swój odwetowy manifest i za- 
warł zwycięskie odwetowe z Rosją przeciw Francji przymierze. 
Podobnież i później bez Śląska nie byłaby możliwą Sadowa, 
ani też Sedan. Aż wreszcie ostatnia wojna światowa odkryła 
w całej pełni ogromne polityczno-militarne Śląska znaczenie. 
Jenerał Ludendorff w swych pamiętnikach powielekroć z naj- 
większym stwierdza to naciskiem. Chlubi się, że dla osłony 
Śląska chciał oderwać od Kongresówki całą poł
ć zachodnią 
wraz z Zagłębiem dąbrowskiem. Gdyż bez Śląska Górnego, 
bez "oberschlesisches Kohlenbecken u , nie byłaby do pomyślenia, 
w przededniu tej wojny, przepotężna zbrojność Niemiec. Nie 
byłaby do pomyślenia, w przeciągu tej wojny, dwufrontowa 
zaczepna ich strategja. I nie byłaby do pomyślenia, po przegra- 
niu przez nie tej wojny, ich odegranie się, pomszczenie. Bez pol- 
skiego Śląska pobite pruskie Niemcy nie mogą wziąć odwetu. 


. 


II. 


Bez Śląska Polska nie może żyć. l\logła żyć dawna, rolnicza 
Rzplita, w starym układzie europejskim.. Nie potrafi młoda, 
przemysłowa Polska, w nowożytnym zespole światowym. Bez 
Śląska ona nie \vyżyje, nie wydoła swemu odrodzeniu, znaglona 
do ogromnych polityczno-gospodarczych zadań organizacyjnych. 
Nie wyżyje, nie poradzi swemu samozachowaniu, ściśnięta 
między dwa polityczno-gospodarcze kolosy: niemiecki a rosyj- 
ski. Do organizacji i obrony potrzebuje nieodbicie polskiej 
ziemi śląskiej i przyrodzonych jej bogactw. Potrzebuje jej 
węgla. Produkcja roczna węgla górnośląskiego wynosi 50 mil- 
jonów ton, co, przy sześciokrotnym wzroście ceny, stanowi około 
25 miljardów marek polskich. Dochodzi nadto górnośląska
>>>
'
 


ł 


184 


SZYMON ASKENAZY 


produkcja żelaza, przeszło półtora miljona ton cynku i t. p. 
Od tego naprawdę zależy waluta polska. W obecne m stadjum 
nie ocalą j ej żadne środki czysto finansowe. Rozstrzygnie o niej 
Śląsk. Jeśli otrzymamy należny nam z natury, z prawa i z wy- 
raźnego brzmienia traktatu wersalskiego, Śląsk Górny, a i Cie- 
szyński, nasza waluta odrazu automatycznie skoczy w górę 
i stopniowo się uzdrowi. Jeśli, przez jakiekolwiek wybiegi, 
nie otrzymamy go, ona niewstrzymanie runie w nicość. Zaś od 
niej zależą główne nasze funkcje państwowe, poczynając od 
najelementarniejszych, przemysło\vych, komunikacyjnych, apro- 
wizacyjnych i t. p. Z odzyskaniem Śląska ruszą one z martwego 
punktu, rozjaśnią się, rozwiną, rozmachną. Bez niego wszystko 
dalej zawikła się, zahamuje lub wręcz stanie, nawet w końcu 
siła zbrojna l). 


III 


Niemcy to wiedzą. Dlatego dziś największą ich troską 
sprawa śląska. Nie żałują dla niej niczego. Rzucają tam wiel- 
kie pieniądze, ostatnie zapasy żywności, najtęższe siły admini- 
stracyjne i agitacyjne. Ogołocą się, ogłodzą, byle tameczny 
wygrać plebiscyt. Zaś nawet na wypadek przegranej, już z góry 
zaradcze stosują sposoby. Wysuwają myśl o odrębnem ślą- 
skiem "państwie węglowemU, o "coal - state". Kuszą niem 
anglików i amerykanów. Ofiarują się, za zapłatę śląską, do 
walki z bolszewizmem rosyjskim. Byle tylko nie dopuścić 
urzeczywistnienia śląskich artykułów 88 -go trakta tu wersal- 
skiego. Byle nie dopuścić przewidzianego w tych artykułach 
przejścia Śląska do Polski. Byle tym sposobem nie dopuścić 
konsolidacji Polski, a tern samem konsolidacji pokoj owych 
wyników wojny światowej. 
I my to wiemy. Wszystko, co się wyżej rzekło, to pewniki, 
każdemu Polakowi znane, cóż dopiero rządowi. Polscy ministro- 
wie przemysłu i handlu, kolei, pracy, aprowizacji, spraw wewnę- 
trznych, zagranicznych, wojny, nie mogą nie dręczyć się nie- 
ustannie zmorą sprawy śląskiej. Nie może nie dręczyć się nią 


1) Słuszność tezy Askenazego stwierdziło życie; 85 % wywozU pol. 
.:3 ki ego stanowią dziś produkty śląskiego zagłębia węglowego.
>>>
o ŚLĄSK. O BYT 


185 


całe społeczeństwo polskie, bez różnicy dzielnic, stronnictw, 
stanów. Czy jednak niesłychanej doniosłości tej sprawy istotnie 
odpowiada dotychczasowe czynne pogotowie rządu i ogółu pol- 
skiego? Czy odpowiada ono rozwijanej w tym względzie prze- 
zorności i energji niemieckiej? Czy ta jedyna siła żywa, jaką 
tam rozporządzamy, ubogi, pracujący polski lud śląski, naprze- 
ciw potężnej, wszechstronnej akcji prusko-niemieckiej, odbiera 
należytą, zorganizowaną pomoc duchową, materjalną, poli- 
tyczną od stołecznej Warszawy, od polskiej macierzy, od pol- 
skiego rządu? Czas największy o tern pomyśleć, gdy nadchodzi 
traktatowa okupacja Śląska, a za nią traktatowy plebiscyt. 
Społeczeństwo i rząd polski niezmierną w tej chwili dźwigają 
odpowiedzialność za bliski wynik sprawy śląskiej. Śród naj- 
ważniejszych dziś spraw Rzplitej niernasz nad tę ważniejszej. 
Idzie o polski Śląsk, a wraz - o byt Polski.
>>>
.... 


ł 


\ 


PRZElVIOWIENIE NA GROBIE KOSCIUSZKI W SO- 
LURZE 17. X. 1921 O ODRODZENIU ° JC.ZYZNY. 


Przed czterema laty, w ten sam ranek jesienny 19 1 7 r., 
na tern samem miejscu, obchodziliśmy setną rocznicę zgonu 
Tadeusza Kościuszki. Stała nas tu, na cichym cmentarzysku 
solurskim, nie bez nadziei, lecz w ciężkiej jeszcze trosce, garstka 
polskich wygnańców. Już gdzieś hen na widnokręgu zdawała 
się blada świtać zorza. Lecz jeszcze dookoła gęste zalegały ciem- 
ności. Te same ciemności, śród jakich On, stary Naczelnik, tu 
na wygnaniu opuszczoną, stroskaną głowę do wiecznego złożył 
spoczynku. Obrał śmierć na obcej ziemi, w wolnej Szwajcarji, 
ponad powrót do rozdartej niewolonej ojczyzny. Marzył wrócić 
do całej i wolnej, za którą walczył i krwawił i w którą wierzył do 
końca. 
Dziś, po kilku ledwo leciech, znów stawamy garstką na tym 
cmentarzyku, nie bezdomni już wygnańcy, lecz obywatele od- 
rodzonej niepodległej Rzeczypospoli tej. Marzenie Kościuszki 
stało się jawą. Jego postawa niezłomna, dziecinna wiara zwy- 
ciężyła najmędrszą niewiarę. To była wiara najlepszego Polaka, 
najlepszego człowieka, w dwie rzeczy wielkie: w ojczyznę i \v ludz- 
kość. Odrodzenie Polski dowiodło poprawy, postępu jej samej 
i świata. Ten świat, który jeszcze przed stuleciem, zostawiając 



Iowa, wygłoszona w 104 rocznicę zgonu Kościuszki przy grobie 
jego w Solurze. drukowana była tylko po francusku p. t. Discout's pro- 
nonce a Solout'e sut' la tombe de T hadee Kościuszko. Ze I7 octobt'e I9 2I , 
iou'l' annivet'sai'l'e de sa mO'l't. Geneve. Atar ed. 1921. str. 18+ l. Z re- 
produkcją miniatury. wykonanej z natury w 1792 przez Tymowskieg o .
>>>
PRZEMÓWIENIE NA GROBIE KOŚCIUSZKI W SOLURZE 187 


Polskę pod obcem panowaniem, zamknął powrót do niej Ko- 
ściuszce, teraz wreszcie zdobył się dla niej a i dla siebie na wielki 
akt restytucji, sprawiedliwości, oczyszczenia. A wszędy przy- 
tern zakiełkowały ziarna, jego, Kościuszki, ongi ręką rzucone. 
Wyzwoliła Polskę odwieczna jej sojuszniczka, wielka, nieśmier- 
telna sta.rsza jej siostrzyca, Francja, gdzie on się kształcił, gdzie 
dla powstania szukał pomocy i która wczoraj jeszcze, w naj- 
cięższej potrzebie nadbiegła sama jedna Polsce z pomocą. Wy- 
zwoliła Ameryka, za której swobodę on krew przelewał. Wy- 
zwoliła Anglja, gdzie on gościł i dla siebie i Polski zdobywał 
spółczucie i szacunek, stara Polski przyjaciółka i odbiorczyni 
jej bogactw przyrodzonych, zawsze w dobrobycie Polski inte- 
resowana, nigdy z nią w żadnym nie będąca zatargu. Dla tych 
wielkich narodów, dla udziału ich w wielkiem dziele naszego 
wyzwolenia, niewygasłą wdzięczność zachowa Polska. 
Lecz w tern dziele Polska niepomału własnym uczestniczyła 
wysiłkiem. Niezłomnie w ciągu wojny światowej najcięższe 
wytrzymała próby. Nie uległa pod carskim, krzyżackim, ra- 
 
kuskim gwałtem, ani pokusą. Przelała własnej krwi co niemiara, 
w każdej z trzech dzielnic, popruskiej , poaustrjackiej, a najwięcej 
w porosyjskiej, w ściślejszej Kościuszki ojczyźnie. Pod Jego 
następcą, jak on Polakiem-Litwinem, powetowała Maciejowice 
i Pragę. Obroniła najbliższą Jego sercu Litwę. I niechybnie 
w tej chwili śmiertelną Jego rocznicę obchodzi z pietyzmem i za 
Jego modli się duszę wolne \Vilno. Wolne, choć jeszcze nie 
ubezpieczone, lecz z otuchą w przyszłość patrzące. I tu sprawdzi 
się, sprawdzić się musi, wiara Kościuszki.w ludzkość, \v świat 
Zachodu. Ten świat mógł chwilowo niedość trafnie jeszcze ocenić, 
czem jest Wilno, czem ojczyzna Kościuszki dla Polski. Lecz 
wzniosła instytucja Ligi Narodów, tak bardzo odpowiadająca 
wszechludzkim ideałom Kościuszki, bojownika braterstwa ludów, 
najniezawodniej ponad chwilo\ve wzniesie się nieporozumienie, 
i wierna \vielkiej \VYtycznej swej zasadzie samostanowienia ludzi 
wolnych, pozwoli ludowi Wileńszczyzny, wolnie, samorzutnie, 
bez niczyjego obcego wpł)"vu, o \vłasnym orzec losie. Swobodne, 
nieskrępowane Wilno potrafi bezpośrednio bratersko porozu - 
mieć się z Warszawą, a tern samem dopiero otworzy drogę do 
bezpośredniego braterskiego porozumienia \Varszawy z Ko\v- 


\
>>>
ł 


188 


SZYMON ASKENAZY 


nem, z tamecznym ludem litewskim. Ten lud ocknie się wtedy 
i pójdzie nie za głosem teraźniejszych fałszywych swych proro- 
ków nienawiści, lecz za głosem miłości Kościuszki. 
Jakkolwiekbądź nie jest najgorszą wróżbą sprawiedliwego 
wykończenia rubieży Polski od Wschodu dokonY'Vtljące się 
obecnie ostateczne ustalenie jej granicy zachodniej. Zamyka 
się, nie bez ciężkiej straty i bólu, lecz zamyka wreszcie otwarta 
rana śląska. I tutaj trafimy na ślady Kościuszki. Tędy, ziemią 
śląską, przedzie.rał się on z towarzyszami, gotując powstanie. 
Zaś naj znakomitszy jego współp.racownik, największy i naj- 
demokratyczniejszy mąż stanu ginącej Rzeczypospolitej, Koł- 
łątaj, w sławnem piśmie o widokach Narodu, pierwszy upómniał 
się o powrócenie starej piastowskiej dzielnicy śląskiej do ciała 
Polski. Zapewne, uchwała Ligi Narodów o Śląsku, dotychczas 
nieznana, wedle głoszonych wieści, daleko odbiega od upraw- 
nionych aspiracyj Polski i ludu górnośląskiego. Znaczna część 
tego ludu, niestety, jest podobno skazaną na pozostanie pod 
obcem panowaniem. Gdyby tak być miało, gdyby Polska tych 
wiernych miała stracić synów, byłby to cios dla niej jeden z naj- 
dotkliwszych. Tyle w każdym razie tuszyć trzeba, że o losie 
tych wydziedziczonych nie zapomniano, że im przynajmniej 
wszelkie należne mniejszościom zapewniono prawa i poręki, lecz 
gdyby nawet tak być miało, nie będziemy winili Ligi Na.rodów, 
któ.ra doniosłą tę sprawę tak późno, w tak obciążonej otrzymała 
sukcesji, i z pełną bezstronnością nie najlepszego, lecz najmniej 
złego, kompromisowego, szukać musiała rozwiązania. Polska 
wszystko zapewne uczyni, aby słuszny swój żal przezwyciężyć, 
aby nawet przed takiem pochylić się rozwiązaniem, aby dać do- 
wód szacunku dla Ligi Narodów i wielkich mocarstw, dowód po- 
święcenia dla europejskiej i światowej harmonji, dowód niezbity, 
że przedewszystkiem łaknie ostatecznej konsolidacji swych 
granic, stosunków dobrego sąsiedztwa i trwałego pokoju. 
Polskę w dziejowym jej rozwoju zawsze rozumne cechowało 
umiarkowanie. Nigdy ona zdobywczej nie prowadziła wojny,. 
nigdy inaczej jak do obrony nie brała oręża. Nigdy zaborczą 
nie plamiła się chciwością. A jednak dziś spotyka się z potwarzą 
zachłanności i chęci podboju. Z potwarzą tern osobliwszą, b(} 
szerzoną przez naj zachłanniej szych, najmilitamiejszych sąsia-
>>>
PRZEMÓWIENIE NA GROBIE KOŚCIUSZKI W SOLURZE 189 


dów z Zachodu i Wschodu. I oto zewsząd słychać zarzut, że 
Polska staje się zbyt wielką, większą od innych państw odro- 
dzonych. Zapewne, tak jest. Lecz czyliż jej w tern wina ?.. Na- 
rody, jak ludzie, z woli przyrody i dziejów, większego lub mniej- 
szego rodzą się i urastają wzrostu. Czyliż słuszniejszy naród lub 
człowieka za wielkość winić można? Czyliż wolno prokrustowym 
przykrawać go sposobem? Oto co mówią fakty: Polska przed- 
podziałowa obejmowała 750 tysięcy km. kw., na których dziś 
żyje blisko 60 milj. ludności. Obecna Rzplta, już wraz z częścią 
Śląska, liczyłaby około 300 tys. km. kw. i 28 milj. mieszkańców.. 
t. j. mniej niż połowę. I na tern poprzestaje. 
Niczego więcej nie pragnie Polska, jak być nareszcie w umiar- 
kowanych tych granicach, w skończonym domu własnym, pod 
dachem własnym, i w dobrem ze wszystkimi dokoła sąsiedztwie.. 
zagospodarować się pracą pokojową dla dobra Narodu. I nie- 
jednego już dotychczas taką dokonała pracą. Kraj, w ogromnej 
części przez wojnę zdeptany, cały jest w orce, siewie, żniwie. 
Lud włościański polski szybko uporał się z wojenną ruiną swej 
ziemi. Lud robotniczy skupił się dokoła ocalałych z rozmyślnej 
najeźdźczej ruiny ognisk przemysłowych. Dokonała się duża 
robota prowodawcza i administracyjna. Stanęła Ustawa kon- 
stytucyjna. Znacznie postąpiło scalenie państwowe i duchowe 
trój dzielnicowej Rzpltej. Niektóre dziedziny zarządu wnet na 
wysokim stanęły stopniu. Sądownictwo w duchu najlepszych 
polskich i zachodnich poszło tradycyj. Kolejnictwo w naj- 
trudniejszych warunkach rosnącym podoływa wymaganiom. 
Szkolnictwo w miarę możności dotrzymuje. kroku żywiołowemu 
ku oświacie pędowi ogółu. Są też zapewne dziedziny arcyważne.. 
dotkliwie jeszcze szwankujące, a wśród nich najważniejsza skar- 
bowa. Odzwyczaić się dopiero wypadnie ludowi polskiemu od 
dawnego błędu szlach ty polskiej, nieskąpiącej państwu krwi 
a skąpiącej mienia. Wzwyczaić się do tego, że jedynym sposo- 
bem bogacenia obywateli jest bogacenie Rzpltej, iż za wolnoŚć. 
i niepodległość płacić potrzeba. Lecz w tej żywotnej i trudnej 
sprawie skarbowej winny też Rzpltej, tak wielkiemi naturalne mi 
uposażonej b ogactwy , a tak docna ze złota odartej przez roz- 
biorców, p.rzyjść z czynną i techniczną pomocą te mocarstwa 
Zachodu, które powołały ją do życia. Winny to uczynić nietylko-
>>>
190 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


w jej, lecz we własnym interesie, w interesie gospodarki europej- 
skiej i światowej, której Polska jednym z celniejszych staje się 
czynników. 
Lecz dość na tern. Poza brzegi tej chwili i miejsca wylewa 
się ten wielki przedmiot, co nam dusze zapełnia: odrodzenie 
Ojczyzny. Co za szczęście o tej rzeczy wielkiej, cudownej na 
grobie i w rocznicę rozpamiętywać Kościuszki. Wstała z mar- 
twych Najjaśniejsza Rzeczpospolita, taka, jakiej On pragnął, 
cała, wolna, niepodległa, praworządna, ludowa, pokojowa, żyje, 
działa, pracuje, zarabia na szczęście swych dzieci i szacunek 
świata, a duch Tadeusza Kościuszki jej błogosławi.
>>>
p o R 


T R E T Y 


Szkice i portrety 


14
>>>

>>>
WASHINGTON 


I 


Gdy obchodzono stulecie urodzin Washingtona, Warszawa 
polistopadowa w niemej była żałobie. Dziś dwóchsetlecie może 
święcić stolica Rzpli tej. 


Przemówienie, wygłoszone w 200 rocznicę urodzin 'Vashingtona 
w sali ratuszowej w'Varszawie i potem wydrukowane w..Kurjerze \Var- 
szawskim". nr. 59 z dn. 28. II. 1932. str. 9--10. Był to ostatni odczyt, 
wypowiedziany przez Askenazego. Trudno o lepszy dowód nadzwyczajnej 
sumienności Profesora. jak materjał, zebrany do tego odczytu i przecho- 
wywany w spuściźnie po nim. Gdy każdy inny historyk skonstruowałby 
go na podstawie jednej nowej i dobrej monografji w języku francuskim, 
niemieckim czy angielskim. Askenazy sprowadził do niego wszystkie 
najnowsze monografje o Washingtonie w liczbie kilkunastu. studjował 
wielotomowe zbiory papierów i listów Washingtona i Jeffersona i zosta- 
wił kilkadziesiąt kartek. zapisanych drobniutkiem pismem, cytat i stre- 
szczeń z tych dzieł. 'Vidać z nich. że prof. Askenazy przestudjował skru- 
pulatnie następującą nowszą literaturę amerykańską do 'Vashingtona: 
Was h i n g t o n, Wt'ilings, ed. Washington Ford. N. York. Putnam, 
14 tomów. 1889--93. - W o o d r o w \V i l s o n. Lile ol Geot'ge Washing- 
ton. N. York. Hasper. 1896. - J o h n M o r s e. Thomes fef/et'son, 
American Statesman Library ed.. Boston, 1898. - The Wt'itings ol 
Th. f ef/et'son collected and edited by Paul Leicester Ford. t. I-X, 
New York. Putnam's Sous 1893-99. - B o we r s. fef/et'son and Ha- 
milton. the stuggli for dem ocr ac y in anexa (Boston. 1925). - J. F r a n k- 
I i n J a fi e s o n. A met'ican RefJolution comitted asa social mOfJement, 
Princeton. Univ. Press. 1926. - S a m u e l F l a g g B e r n i s. 
Amet'ican Sect'etat'ies ol State and theit' diplomacy. N. York. Knopf. 1927, 
dwa tomy. - G e o r g e Was h i n g t o n. The Image and the J.lafł. 
14*
>>>
194 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


Pochodził, w czwartem pokoleniu, z będącej koŚĆcem Sta- 
nów, farmerskiej rzeszy wychodźczej. Z małych początków, 
młodszy syn niebogatej rodziny, party umiłowaniem i głodem 
ziemi, doszedł do rzadkiej tam wtedy, dwustowłókowej for- 
tuny. Bitny osadnik wirgiński, nad linją wypadową indjańskie- 
go pogranicza, jakgdyby zatrącał naszą szlachtą kresową, osia- 
dłą z pługiem i bronią nad Czarnym szlakiem ukrainnym. Jego 
djarjusze gospodarcze, o nowatorskiej, zamiast tytoniu, uprawie 
pszenicy, obsiewanej naszem podobno ziarnem, o 1,llubionej stad- 
ninie, polowaniach z gończemi, ciągłych utarczkach granicznych, 
mają trochę posmak staropolskich domowych raptularzy. 
Tęgi rolnik, był też nader przemyślnym kupcem. Z piasto- 
wanego zaszczytnie dowództwa milicji wirgińskiej ustąpił, po 
minionej wojennej potrzebie. Wcześnie rodzinne założył ognisko: 
niezgojoną tajną ranę serca zasklepił rozsądnem, dostatniem 
małżeństwem. Odtąd lat kilkanaście, na ziemiańskich zajęciach, 
w prowincjona1nem wirgińskiem spędził środowisku. 
Charakter swój, zamłodu dość nierówny, drażliwy, po- 
rywczy, potrafił zczasem, siłą trzeźwej woli, uczynić nawskroś 
zwartym, odpornym, opanowanym. Był, w późniejszych zwła- 
szcza leciech, zamknięty, skryty, zawsze bardzo cienki. Umysł 
miał nielotny, a solidny, arcyścisły. Urodzony realista, wciąż 
jak naj ściślej obliczał, kalkulował rzeczy, czynniki materja1ne 
i duchowe. Ostatnim, przedśmiertnym jego odruchem będzie 
spokojne liczenie własnego gasnącego pulsu. 
Był wzrostu słusznego, blisko dwóch metrów. Budowa 
ciężka a jędrna, bez tłuszczu, koścista i muskularna; duża ręka 
i stopa; twarz pociągła, nos wydatny, szczęka mocna, bystre 
oko szaro-niebieskie. 


II. 


W dojrzałym już, po czterdziestce, wieku, do właściwych 
sobie, górnych przeznaczeń porwany został przez zbrojny za- 


By W. E. W o o d war d. - C o r b i n. The Unknown Washington. 
N. York. Scribnes. 1930. - The Letters ol Lalayette and J efferson. VVith 
an Introduction and Notes by Gilbert C h i n a r d. Baltimore 193 0 . 
- N o r w o o d Y o u n g. Georges Washington. Duckworth. London. 193 2 .
>>>
WASHINGTON 


195 


targ kolonji z metropolją. Złagodziły świeże badania amery- 
kańskie sąd o formalnej, prawnej w tym zatargu winie londyń- 
skiego rządu: pozostała rdzenna wina polityczna, napiętnowana 
w proroczem ostrzeżeniu starego Pitta, iż nie o pergaminy tam 
szło, lecz o duszę zamorskiego ludu; pozostała sroga nauka, 
przyświecająca dziś dominjalnej polityce brytyjskiej. Nie ży- 
wił Washington ślepej wrogości do starej wyspiarskiej macierzy, 
dla której zawsze pewien synowski zachowa sentyment. Nie 
należał do twórców rewolucji; został jej zbawcą. 
Powołany naj szczęśliwszym wyborem na wodza naczel- 
nego, podźwignął brzemię niezmiernej odpowiedzialności za wy- 
nik nierównej walki. Naprzeciw regularnej bojowej przemocy 
angielskiej, miał zbierane krótkim zaciągiem, topniejące też 
znienacka, niesforne, nieopatrzone wojska powstańcze. Miał 
przełożoną sobie władzę kongresową, w rzeczach wojennych 
ciemną, nieporadną, a nieufną, impozycyjną, od której ciągłych 
doznawał przeszkód, hamulców, afrontów. 01 podwładnych 
sobie jenerałów niejednej też ciężkiej doświadczał biedy, aż do 
osławionej jeneralskiej "kabały", celem pogrążenia go, utrące- 
nia, a nieraz nawet aż do prostej zdrady. Męczył się okrutnym 
dylematem: zostać i stracić reputację; odejść i zgubić sprawę. 
Wpierwszem, najgorszem trzechleciu po kruchym kroczył lo- 
dzie, gdzie co chwila mogło zapaść się wszystko. Odkąd docze- 
kał się francuskiego sojuszu i sukursu, mimo wielu jeszcze tru- 
dności, na twardym stanął gruncie. Aż wkońcu, po stanowczem. 
kapitulacyjnem porażeniu Anglików, ostatecznie przechyliła się 
szala. Wtedy to, zwycięskiego wodza zaskoczyło poufne od 
wojska wezwanie objęcia korony królewskiej. Odtrącił tę po- 
kusę, którą w groźnym odpisie nazwał największą dla kraju 
i siebie zniewagą. 
Ustały tymczasem kroki wojenne, wkrótce wyzwoleńczy 
nastąpił pokój. Złożył Washington dowództwo, w cudnej zwię- 
złej odezwie pożegnalnej do Kongresu. Składał mu, jako swemu 
rozkazodawcy, powinną podziękę, polecał zasługi armji i spra- 
wę narodową - przemilczając co wszystko odeń wycierpiał, 
przemilczając zgoła o sobie. Poczem cofnął się do wiejskiego 
swego w Mount-Vernon ustronia.
>>>
196 


SZYMON ASKENAZY 


III 
Wnet przecie u steru niemniej ważnej, cywilnej musiał 
stanąć służby. Młody Związek przytłoczyło ostre przesilenie 
powojenne, ustrojowe i gospodarcze, wątłość nie utrwal onej 
jeszcze ośrodkowej więzi, anarchiczne u dołu wstrząsy. Naza- 
jutrz po zdobyciu niepodległości, haniebna wynurzyła się groźba 
wewnętrznego rozkładu, upadku. Na czele Konwencji federalnej 
przewodniczył Washington ratunkowej pracy ustawodawczej. 
Śród powszechnego zamętu pojęć, skrajnych staropurytańskich 
tradycyj "ojców-pielgrzymów", nowych haseł światoburczej 
nauki Roussa, postępowych dążeń kiełkującej partji przedde- 
mokratycznej , bliższych sobie zachowawczych przedrepubli- 
kańskiej , ówczesnej federalistowskiej, - pewną ręką przywiądł 
do szczęśliwego końca dzieło konstytucyjne, na którem spo- 
częła do dziś dnia pomyślność Stanów Zjednoczonych. 
Obrany pierwszym prezydentem, przeprowadził konsty- 
tucję przez ogniową próbę życia. Rzekomy, jak go wówczas 
oskarżano, monarchista, monokrata, objawił się ostoją Repu- 
bliki. Kartę konstytucyjną miał za świętość; ,za jej opokę - 
niezawisły wymiar sprawiedliwości. Był za władzą ludu, dla 
ludu, nie przez sam lud, za wolnem dwuizbowem przedstawiciel- 
stwem i egzekutywą silną i legalną. Był w rządzeniu wielkim 
gentlemanem. Wprowadził do swego rządu przeciwników swoich; 
głównego z nich, wirgińskiego swojaka, jeffersona, zrobił mini- 
strem spraw zagranicznych. Szanował cudze przekonania; 
szanował siebie. Szanował nadewszystko swój naród, który go 
zrodził i wyniósł. Swoją, zdwojoną ponownym wyborem pre- 
zydenturę uczynił wzorem dla wszystkich następnych. , ,Była 
w nim - zaświadczy jego wielki następca i antagonista, J efferson, - 
rzetelność naj czystsza, sprawiedliwość nieugięta. Żadne po- 
budki interesu ani pokrewieństwa, przyjaźni ani nienawiści, 
nie były zdolne spaczyć jego postanowień... W całym wojsko- 
wym i cywilnym swoim zawodzie zawsze był naj skrupulatniej 
posłuszny prawom krajowym". 
Z wygaśnięciem wtórej kadencji, po wspaniałej znów odezwie 
pożegnalnej, odszedł na resztę życia do domu swego. Nie prze- 
stawał jednak i nadal czuwać stamtąd nad Unją, którą ostatnim 
i eszcze wysiłkiem od grożącej wojennej uchronił za \vieruch y.
>>>
\VASHINGTON 


197 


IV 
Stykają się z sobą dwóchsetne rocznice urodzin, święto- 
wana dziś, szczęsna, jasna, pierwszego prezydenta Stanów, 
i mrokiem, smutkiem spowita, ostatniego króla Rzplitej. Washing- 
ton bardzo długo nic o Polsce nie wiedział. Nie wiedział nawet, 
że w rodzimej puszczy wirgińskiej, zanim tam jeszcze jego wy- 
lądowali przodkowie, już sprowadzeni z borów naszych robotni- 
cy polscy uczyli pierwszych kolonistów sztuki pędzenia smoły 
i dziegciu, wyrobu potażu i ługu z popiołów drzewnych. Dowie- 
dział się o Polsce dopiero, gdy w ogniu walki o niepodległość 
przyszli doń z odsieczą Polacy. Przyszedł naprzód samotny 
Kościuszko; potem z towarzyszami Pułaski; wreszcie polscy, 
pod Mieszkowskim, ochotnicy najpierwszej francuskiej legji cudzo- 
ziemskiej . To byli synowie ziemi, świeżo złupionej przez pielW- 
szych rozbiorców. Zaś równocześnie widział Washington 
wrogie szeregi angielskie, pełne najemnego niemieckiego żoł- 
dactwa. Widział Fryderyka, odpychającego z wstrętem posel- 
stwo buntowników amerykańskich. Widział Katarzynę, ofia- 
rującą Anglji korpus posiłkowy przeciw tym buntownikom; 
i z tlWOgą dopytywał się Kongresu: "czyli już nadchodzą 
Rosjanie ?" 
Odtąd stale interesował się Polską. Sledził z współczuciem 
wysiłki Wielkiego sejmu i Insurekcji. Po jej upadku, serdecznie 
witał i zapraszał do siebie Kościuszkę, za jego ostatniej w Ame- 
ryce bytności. 


V 
Wkrótce potem zgasł Washington. Smierć jego zespoliła 
naród amerykański w jedynej czci dla "Ojca ojczyzny". A wraz 
i obcym uprzytomniła narodom, czem on był dla świata. He- 
roldem jego wielkości został młody z przeciwnego bieguna mo- 
carz. "Washington umarł - głosił lapidarny rozkaz dzienny Pierw- 
szego konsula Bonapartydo armji francuskiej. - Ten wielki czło- 
wiek bił się przeciw tyranom. Imię jego pozostanie drogiem na 
zawsze dla wszystkich ludzi wolnych obojga światów". 
Byli wtedy razem w Paryżu, targani między nadzieją 
a troską, wodzowie tułacze, Kościuszko, Dąbrowski, Kniazie- 
wicz. Na wieŚĆ o zgonie Washingtona nałożyli żałobę. To samo
>>>
198 


SZYMON ASKENAZY 


l 


uczynili wszyscy polscy w Paryżu wygnańcy. Do legji polskiej 
we Włoszech poszedł Dąbrowskiego rozkaz przypięcia odznak 
żałobnych i okrycia kirem sztandarów. 


VI. 
Minęło zgórą stulecie. Wyrosła Unja na największą ziemską 
potęgę. Trwała w rozdarciu i niewoli Polska. A gdy nareszcie 
nadeszła godzina jej odrodzenia, wydzwoniona została w ojczy- 
źnie Washingtona. Entuzjastyczny jego biograf, naśladowca, na- 
stępca, śród wynikłych z wielkiej wojny dziejowych obowiązków 
swoich, nie przepomniał o obowiązku dla sprawy polskiej. W imię 
tego J co wyzwolił i zjednoczył Stany, podniósł Wilson hasło 
wyzwolonej, zjednoczonej Rzplitej. Z pokojowem swern .po- 
słannictwem, wypłynął z Nowego Jorku do Europy na obranym 
przez siebie statku G e o r g e Was h i n.g t o n. Odprawił wjazd 
swój do Paryża w sam, obrany przez siebie, dzień śmierci Washing- 
tona. Pod jego egidą uskutecznił powszechną pacyfikację i naj,.. 
walniejsze w gruncie jej dzieło, odbudowę Polski. 
Wznosi się, w amerykańskiej jego imienia stolicy, nad Po- 
tomakiem, potężny obelisk Ojca Stanów Zjednoczonych. Wznosi 
się, na londyńskiem Trafalgar Square, posąg szczytnego zwy- 
cięzcy Wielkiej Brytanji. Washington, tern czem był dla swoich, 
a czern dla nas swego kiedyś natchnie następcę, sam sobie wy- 
stawił pomnik w sercach Polaków.
>>>
J 



 


, 


-łł/ 


.. 


" 


Jerzy IVashington (I796 ) 


" 


. 



 
... 


Ą.... 



 


Wł. Toihi,.y E1JlIIns
>>>
FRYDERYK I W ASHIN GTON 
( I g02 ) 


Willielm II zawiadomił telegraficznie prezydenta Stanów 
Zjednoczonych, że daruje narodowi amerykańskiemu posąg- 
spiżowy Fryderyka Wielkiego dla ustawienia na placu publicznytIL 
w Waszyngtonie. 
Rozliczne już czyny, a bardziej słowa, nieprzewidziane, 
nieprawdopodobne, oswoiły świat cywilizowany z nieobliczalną 
postacią dzisiejszego cesarza niemieckiego, króla pruskiego. 
Widziano, jak chrześcijański władca europejski rzucał groźbę- 
Hunna pogańskiej Azji. Widziano, jak udzielny mocarz 
germański korzył się nieproszony przed wszechrosyjskim ma- 


Artykuł podyktowany oburzeniem z powodu ofiarowania przez 
cesarza 'Vilhelma II pomnika Fryderyka II Stanom Zjednoczonym 
z życzeniem. aby pomnik ten stanął na głównym placu w'Vaszyngtonie, 
obok pomnika. postawionego 'Vashingtonowi. Artykuł ten wydrukowany 
był 24. V. 1902 r. w krakowskim . ,Czasie". W obawie jednak przed 
konfiskatą, cenzura redakcyjna skróciła tekst naj drażliwszego ustępu,.. 
który został zredukowany z I 5 wierszy maszynowego pisma do 5, tak 
że zostały z niego tylko słowa: .,Rozliczne już czyny. a bardziej słowa 
niespodziane oswoiły świat cywilizowany z postacią dzisiejszego cesarza 
niemieckiego, króla pruskiego. Aliści. jak się okazuje, nie doceniono- 
imaginacji Wilhelma II. Oto powziął pomysł zgoła nowy i sensacyjny
 
iście monumentalny. Znalazł dar stosowny dla wolnej 
\meryki: Jerzemu 
Waszyngtonowi godnego wyznaczył towarzysza: spiżowego Fryderyka. 
Wielkiego". Artykuł został przetelegrafowany do Ameryki. gdzie, udzie- 
lony w przekładzie redakcjom pism. wywołał liczne głosy prasy w tej 
Spra wie.
>>>
200 


SZYMON ASKENAZY 


t 
. 


r,,, 


jestatem. Widziano, jak konstytucyjny monarcha nowoczesny 
deptał opinję publiczną własnego narodu i poręczone prawa 
całego szczepu swoich poddanych. Nieraz na taki widok bu- 
rzyło się w samych Niemczech poczucie sumienia i godności; 
i sami zniecierpliwieni Niemcy po piętnujące porównanie się- 
gali aż do naj krwawszych stronic Tacyta i Swentoniusza. Za- 
granica przestała się dziwić. Przestano brać na serjo te wszy- 
stkie efektowne występy monarsze. Przyjmowano je za- 
ledwie z uśmiechem, częściej z lekceważącą nieuwagą. Otrza- 
skano się z koronowanym improwizatorem, Guillaume l'ines- 
sable. Po tylu toastach, depeszach, obrazach, oracjach, podró- 
żach, kazaniach, nie spodziewano się żadnego wyższego konceptu 
najjaśniejszej tężyzny. Aliści, jak się okazuje, nie doceniono 
imaginacji Willielma II. Oto zdobył się na koncept zgoła nowy 
i sensacyjny, na pomysł iście monumentalny. Znalazł dar 
stosowny dla wolnej Ameryki, godnego towarzysza Jerzemu 
Waszyngtonowi - spiżowego Fryderyka Wielkiego. 
Czem dla nas był Fryderyk II - tłumaczyć niema potrzeby. 
Czem on był dla świata - wytłumaczył -oddawna naj dobitniej 
wielki dziejopis angielski, najpoczytniejszy podobno, po biblji, 
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. - " Podejrzliwy, 
wzgardliwy i złośliwy tyran cc (a tyrant suspicious, disdainful 
and malevolent) - tak w czterech wyrazach streszcza lord 
Macaulay duszę Fryderyka - "utrwalony w pamięci ludzkiej 
przez łupiestwa, złą wiarę i rząd despotyczny", a nadewszystko, 
przez , ,ową wielką, zyskowną zbrodnię: pierwszy podział Pol- 
ski"... "Na głowę Fryderyka spada wszystka krew, przelana 
w ciągu straszliwej, długoletniej wojny we wszystkich częściach 
świata, krew Anglików, zniesionych pod Fontenoy, krew górali 
szkockich wyrżniętych pod Culloden. Jego nikczemność (wicked- 
ness) sprowadziła klęskę na dalekie krainy, gdzie samo imię Prus 
było nieznane; i dla tego, żeby on mógł zrabować swego sąsiada, 
spokojne plemiona czerwonoskórych musiały skalpować się naw- 
zajem nad Wielkiemi Jeziorami Ameryki Północnef'. 
Taki jest o Fryderyku sprawiedliwy wyrok Macaulaya. 
Ale może to tylko Anglik sądzi tak surowo? Może Amerykanie 
mają jakieś szczególniejsze obowiązki wdzięczności dla Wiel- 
kiego Fryderyka?
>>>
FRYDERYK I VVASHINGTON 


201 


Stary Fryderyk II w rzeczy samej powitał z radością walkę 
Stanów amerykańskich przeciwko metropolji angielskiej. Wszakże 
bynajmniej nie dlatego, aby im spółczuwał, aby wierzył w spra- 
wę wolności. W tym człowieku nie było iskry spółczucia, ani 
wiary. W prywatnych swoich wynurzeniach żartował sobie 
zjadliwie z federacji amerykańskiej, jak przed paru laty z kon- 
federacji barskiej. Wszak ten sam Pułaski, oplwany przez niego 
w ohydnym rymowanym paszkwilu, prowadził teraz kawalerję 
hołyszów amerykańskich. - Bawiło króla to bohaterstwo broni 
"insurgentów" z Baru i z Filadelfji. "Oni wrócą do tego samego 
stanu, co przed wojną, tylko z większemi długami et, tak jeszcze 
pod sam koniec szydził z Amerykanów Fryderyk na poufnych 
gawędach z Lucchesinim (23 paźdz. 1780 r.). Król pru
ki nie 
wierzył w tryumf dobrej sprawy. Ale mściwie zacierał ręce na 
widok tych rozpaczliwych walk wyzwoleńczych, jak mniemał, 
beznadziejnych: on poprostu radował się mściwie z kłopotów 
znienawidzonej Anglji, której nigdy nie wybaczył odstąpienia 
go w wojnie siedmioletniej. Samym walczącym Stanom, o któ- 
rych porażce ostatecznej nie wątpił, oczywiście wszelkiej odmó- 
wił pomocy. On nie pomagał słabszym. Owszem, z landgrafem 
heskim, głównym dostawcą rekruta dla Anglików, zawarł po- 
cichu kartel werbunkowy. Swoją drogą, z Amerykanami robił 
dobre interesa, sprzedawał im za drogie pieniądze wysortowaną 
broń i wybrakowane konie, a skoro jednak wkońcu wygrali, po- 
śpieszył zawrzeć z nimi dogodny traktat handlowy. Nic więcej. 
Pomocy bezinteresownej niechajby udzielali lekkomyślni Fran- 
cuzi, albo bodaj szaleni Polacy. Robić konkurencję Lafayettom 
albo Kościuszkom nie było rzeczą Fryderyka. 
Amerykanie współczesni nie żyWili też żadnych złudzeń 
względem osoby i zasad króla pruskiego. Ocenili go według 
zasług. Ocenił naj lepiej sam Jerzy Washington. Wielki Ame- 
rykanin śpieszył wyrażać Kościuszce "uwielbienie i szacunek H , 
swoją głęboką wdzięczność i sympatję dla nieszczęśliwej Polski. 
Ale dla Prus, dla Fryderyka, zgoła odmienne piastował uczucia. 
"Król pruski - pisał Washington do Lafayetta (10 maja 1786 T. 
Washingt. writings) - rządzi jak tyran nad miljonami podda- 
nych... Tysiące ludzi padło na pobojowiskach dla zaspokojenia
>>>
202 


SZYMON ASKENAZY 


jego ambicji, albo dla obrony jego niesprawiedliwych, tyrań- 
skich czynów". 
Washington za życia odżegnywał się od Fryderyka. Dzisiaj 
ślepa, bezmierna pycha waży się pośmiertnie stawić obok siebie 
ich obu. Próżny trud, próżna śmiałość. Na progu doby nowo- 
czesnej postawiła Opatrzność te dwie postaci: przeczystą,. 
w przyszłość wpatrzoną, Washingtona, symbol sprawiedliwości 
i cnoty, pokrzepienie znękanych narodów - oraz posępną Fry- 
deryka, odwróconą ku przeszłości, wcielenie gwałtu i krzywdy 
dziejowej. Pomiędzy tymi dwoma jest przepaść. Nie pokryją 
jej żadne cesarskie depesze. Mógł Wilhelm II niedawno darową.ć 
sułtanowi imitację laski Fryderyka, sławnej trzciny, którą on 
zwykł był ćwiczyć rekrutów. To był dar, może stosowny dla 
żywego Abdul Hamida. Ale dla cienia Washingtona mniej sto- 

ownym jest darem spiżowy pruski antenat. Jeśli przyjmą ten 
dar wolni Amerykanie, wypadnie im wprzódy okryć kirem te 
wszystkie miejsca swojej rozległej ojczyzny, gdzie w ich obronie 
wydał ostatnie tchnienie Pułaski, gdzie w krwawym pocie trudził 
się Kościuszko, a wypadnie także na" całym obszarze Sta- 
nów Zjednoczonych zasłonić posągi Jerzego Washingtona.
>>>
IGNACY POTOCKI 
(sylwetka) 


Przewodniczył naczelnie narodowi w jednem z najwalniej- 
szych przesileń, w dobie Ustawy Majowej. Uczestniczył przy- 
gotowawczo i kierowniczo w następnem, potężniejszem jeszcze 
przesileniu, Insurekcji Kościuszko,vskiej. W jednym i drugim 
przypadku całą swoją wystawił osobę i pogrążył ją doszczętnie 
w ruinie obu tych wielkich przedsięwzięć i zgonie Rzpltej. 
Prosty ten fakt już sam przez się wyznacza postaci Ignacego 
Potockiego wysokie, nieśmiertelne stanowisko w dziejach naro- 
dowych. 
A jednak tej postaci dotychczas dobrze nie znamy. Zapadła 
się, jakgdyby przywalona przez nieszczęście publiczne, którego 
jedną z najpierwszych była ofiar. Ostatni, który bliżej starł się 
z historycznym jej cieniem, był znakomity dziejopis Sejmu 
Czteroletniego. Osobliwe przecie było to spotkanie. Zdawałoby 
się, iż badacz i sędzia dzieł sejmowych, przystępując jeno do 
rzeczy, winien był nasampierw stanąć oko w oko z człowiekiem, 
będącym istotną Sejmu Wielkiego duszą i sprężyną, nasampierw 
jego to właśnie pełny ukazać i oświetlić wizerunek. Stało się 
wprost naopak. Ksiądz Kalinka Ignacemu Potockiemu, jak 
tylko mógł, najdłużej schodził z drogi. Nie mial do niego serca. 
Nie kwapił się do jego portretu. Tylu innych wprzódy, nierównie 


..Tygodnik Illustrowany". 1911 r., nr. nr. 42 i 43. - Przedmowa 
do Monografij w zakresie dziejów nowożytnych, wyd. S. Askenazy, 
t. XXI, Ignacy Potocki, cz. J {I 75Q--I 788) przez K. 1\1. l\Iorawskiego.
>>>
204 


SZYMON ASKENAZY 


1 


mnIe] godnych albo nawet zgoła podrzędnych działaczów. raz 
po razie barwne i celne kreślił wizerunki: Szczęsnego Potockiego. 
Ksawerego Branickiego, Kazimierza Nestora Sapiehy, Jacka 
Małachowskiego. Przed tą jedną postacią górującą, przed Igna- 
cym Potockim, rzekłbyś, wzdragał się, cofał, bokiem ledwo, 
podjazdem go zarywał, i dopiero pod sam koniec, niemal pod 
przymusem, sąd doraźny nad nim uczynił. 
"Zalety jego - w takich sąd ów wypadł słowach - skut- 
kiem wad i niedostatków zbyt często marniały i, co gorsza, obra- 
cały się na niekorzyść sprawy, której służył tak wytlWale... 
Każdym krokiem i każdem słowem dawał znać, że czuje się nie- 
skończenie wyższym nad resztę stworzenia. Jest on ciekawym 
przykładem, jak dalece korzystne a nigdy niezachwiane o sobie 
mniemanie może wpłynąć na opinję drugich. Wówczas i długo 
później uchodził on za najlepszą w Polsce głowę, za niezrówna- 
nego statystę; w rzeczywistości zaś był to ideolog, najmniej 
praktyczny z ludzi wybitnych owego czasu. Lubił snuć plany 
rozległe, nieraz bardzo sztuczne i skomplikowane; przy nich 
stał z uporem, w nich szukał sławy dla siebie..., przy tern wszyst- 
kiem do pracy leniwy, w działaniu powolny, ze sfery marzeń na 
pole realne niechętnie schodził, przez brak ścisłości w myśleniu 
i przez wstręt do krytycznej rachuby nigdy nie umiał albo nie 
raczył wybierać środków, które jedynie były odpowiednie do 
wykonania tychże planów. Palony (był) od samej młodości 
nieugaszoną żądzą znaczenia, odegrania pielWszej roli w Rzpltej... 
A nie było to w nim skutkiem ambicji chciwej władzy, była 
tylko chęć rozgłosu i klasku; gdy później władzę osiągnął, użyć 
jej nie kwapił się, rad na laurach zasypiał... Kaprawdę mówiąc... 
jedno powinno zostać doświadczenie, że ludzie tej miary jak 
Ignacy, których duch wiecznie niespokojny, których bodźcem 
bywa nie tak cicha i rzetelna miłość dobra, jak chęć wzbudzenia 
podziwu i stawiania dla siebie pomników, im więcej miewają 
blasku i ujmujących pozorów, tern bardziej stają się, i wtedy 
gdy są w opozycji, i wtedy kiedy przychodzą do steru, nie siłą 
lecz klęską kraju". Wysłuchawszy takiego twardego, niemiło- 
siernego wyroku, możnaby zaiste pomyśleć, że zaszło tu chyba 
jakieś nieporozumienie, że mianowicie zaszła pomyłka co do 
osoby podsądnego, że ten pyszałek, leniwiec, uparciuch, fan-
>>>
IGNACY POTOCKI 


205 


tasta, zarówno klęskowy dla narodu, gdy jegQ majowej oponuje 
się woli, jak gdy jego losy samowładną targowicką steruje dło- 
nią, to snadź Szczęsny, nie Ignacy Potocki. Tyle, bądźcobądź
 
pewna, że wyrok to skroś mylny, niesprawiedliwy, nieważny,. 
zupełnej kasacie ulegający. .. 
Oczywiście nie znaczy to jeszcze bynajmniej, ażeby podob- 
nemu w czambuł potępieniu przeciwstawiać równie przesadną 
apoteozę Ignacego Potockiego. Nie był on napewno bez skazy
 
nie był Katonem, nie był wymarzonem uosobieniem bezwzględ- 
nej, zrównoważonej, jednakiej od początku do końca, cnoty 
prywatnej i publicznej. To był z krwi i kości syn swojej doby,. 
nienajcnotliwszej pono, saskiej i stanisławowskiej. Pośrodku 
pierwszej się rodził, przez całą drugą przebrnął. Był też nie- 
pomału grzesznik na modłę tamtoczesną. Był lekki, namiętny
 
piękny, lubił grę, wino, kobiety. Przedewszystkiem zaś był 
magnat, był "królewięlC, żył i oddychał w zatrutej atmosferze 
możnowładczych instynktów sobkostwa, prywaty, pychy,. 
intrygi, spółzawodnictwa. Chował się, kształcił, działał w za- 
trutem środowisku butnych, a służalczych, niesfornych i śle- 
pych oligarchów owoczesnych, depcących własnego monarchę,. 
płaszczących się przed obcymi, a zwaśnionych pomiędzy sobą,. 
nienawidzących się śmiertelnie, pożerających się nawzajem 
w samobójczem obłąkaniu rywalizacyj nem, kiedy już kraj po- 
żerali sąsiedzi. Że, znajdując 
ię z urodzenia w samem siedlisku 
najostrzejszych objawów tak powszechnej i zadawnionej cho- 
roby, przejął się nią poniekąd Ignacy, nienawidzący i nienawi- 
dzony też naj mocniej w najbliższem sobie kole magnackiem - 
czyż dziwota, czyż nawet mogło być inaczej? I czyliż, zapy- 
taćby można bez ujmy dla niewątpliwej dobrej woli księdza Ka- 
linki, czyliż sam surowy sędzia-dziejopis, umysł samodzielny 
i rozważny, tak nielitościwie, tak jednostronnie potępiając 
Ignacego Potockiego, nie był w pewnej mierze pod nieświado- 
mem zapewne wrażeniem wpływów psychicznych, będących 
dalekim odgłosem tamtych przedstuletnich nienawiści rodowych 
i krewniackich, jakie onego czasu dzieliły Radzyń i Wilanów 
od Zamku królewskiego, od Puław, Białocerkwi i Tulczyna? 
W rzeczy samej, żadnemu nie podpada wątpieniu, iż w pierw- 
szym zwłaszcza, przygotowawczym okresie życia i działalności
>>>
206 


SZYMON ASKENAZY 


, 
ł 


ił 


Ignacego Potocki,ego górowały na całej linji owe zewsząd ogar- 
niające go i cisnące nań rozkładowe czynniki oligarchiczne, 
skierowane mianowicie nasamprzód przeciw królowi Poniatow- 
skiemu. Tędy szło wrogie oddziaływanie wszystkiej bez wyjątku, 
potężnej a zwartej zrazu, solidarnej Po t occzyzny, godząc pier- 
wotnie we wszystką właściwie Familję, niebawem zaś ześrodko- 
wując się głównie na osobie Stanisława-Augusta i jego braci. 
Pokój napoły zawarty między domem Potockich a rdzeniem 
Familji, odkąd za jej dziedziczki, Lubomirskie, wnuczki Au- 
gusta Czartoryskiego, wyswatani zostali bracia Potoccy; wojna 
odtąd tern zażartsza wspólnemi siłami wydana królowi. Prowa- 
dzona ta wojna pod natchnieniem mściwej teściowej, marszał- 
kowej Lubomirskiej, kuzynki i nie gdy kochanki, zaczem nieu- 
błaganej przeciwniczki królewskiej; prowadzona pod kierunkiem 
Ksawerego Branickiego, ongi przyjaciela królewskiego, z łaski 
królewskiej hetmana, zaczem, wedle starodawnych tradycji 
walki buławy z koroną, najzawziętszego wroga królewskiego. 
W tej pierwszej epoce oglądamy młodego Ignacego pod egidą 
"- 
swych krewniaków Potockich, pod opieką teściów Lubomirskich, 
pod suggestją powinowatych Czartoryskich, a ręka w rękę z men- 
torem Branickim, wichrzącym w kraju, kłaniającym się impe- 
ratorowej, jeżdżącym z supliką lub donosem do Petersburga 
i jeszcze po dziesięcioleciu do Kijowa, oglądamy go na drodze 
fatalnej, przez tylu nędznych lub zaślepionych wydeptanej po- 
przedników, przez tylu jeszcze następców wypróbowanej, a wio- 
dącej niechybnie do hańby i zguby. Ale on potrafi zatrzymać 
się i zejść wporę. Co więcej, wtedy nawet, gdy jeszcze po tej 
drodze niebezpiecznej włóczył się albo raczej włóczony bywał, 
on już umiał daleko poza jej widnokrąg przenikliwem wybiegać 
spojrzeniem, a umiał i czynem rozumnym w zdrowsze zbaczać 
strony, na zagon użytecznej pracy domowej. 
Tak więc, kiedy jeszcze za pierwszej petersburskiej swojej 
wyprawy, pospołu z wytrawnym niby przewodnikiem swoim 
na gruncie nadnewskim, Branickim, a wedle przemądrych niby 
skazówek swoich mocodawców familijnych i partyjnych Lubo- 
mirskich, Czartoryskich, Potockich, kręte a bezpłodne podej- 
mował tam intrygi, już własnem, nierównie wytrawniejszem 
i mędrsze m wiedziony poczuciem, niedoświadczony młodzieniec
>>>
MaI. J6zl/ Plulte 


-- 


'\ 


.--. 


I - 
, .. 
. 
t 
f . 
"- .

. 
. . 
\ .
. . 
ł... 


J 



 



 
l
 
Jf 


.. 


400 


ł 

 


.. 


ł 
, 



'\ł' 


, 


Ral14S3 M. Ul 4rSZ4'tD)' 


l gnacy Potocki
>>>
IGNACY POTOCKI 


207 


dwudziestokilkoletni takie głębsze, trafiające w samo sedno 
zapisywał nad Newą spostrzeżenia: "Rzecz prawie niepojęta.. 
niewiadom ość (w Petersburgu) rządu, interesów i osób narodu 
naszego... Rzecz więc atoli pewna, że (Rosja), sprzykrzywszy 
sobie przez fałszywe posłów swoich raporta Polskę, straci ją bez 
żadnych dla siebie zysków, albo z nikczemnym zyskiem, po- 
dobnym do tego, który przez ostatni podział przyjąć musiała". 
Jakże wiele do myślenia w znaczeniu historycznem dają te proste 
słowa, które o lat kilkanaście wyprzedzają a poniekąd zgóry już 
oświetlają późniejszy zwrot Ignacego Potockiego ku Prusom, 
po utraceniu wszelkiej wiary w możność dojścia do ładu z Rosją. 
Jakże wiele do myślenia dają nawet w znaczeniu czysto aktual- 
nem, dziś jeszcze, po upływie półtora stulecia, gdy wciąż ta 
sama w Petersburgu głęboka, niepoprawna, "prawie niep oj ęta U , 
rzeczy polskich panuje nieznajomość, gdy niejako na wzór tam- 
toczesny, naśladowany wszak jeszcze przez Mikołaja I, który 
w 18 3 1 r., "sprzykrzywszy sobie" 'Królestwo Polskie, wyrażał 
na piśmie gotowość odstąpienia go Prusom, podobnież i dzisiaj 
tylu domorosłych statystów petersburskich, wystawiając ,,fał- 
szywe raporta U rozmaitych "posłów swoich" warszawskich czy 
chełmskich, zdaje się zmierzać do "zbrzydzenia sobie Polski" 
i do "stracenia" jej, za ladajakim "zyskiem U , na rzecz wyczeku- 
jącego cierpliwie zachodniego sąsiada. W tym samym również 
czasie młody Ignacy, któremu przed wyjazdem z Warszawy arcy- 
przemyślni jego nauczyciele i kierownicy partyjni kładli w głowę 
tę przewodnią skazówkę taktyczną, iż cała sztuka powodzenia je- 
go misji petersburskiej na tym głównie polega manewrze, aby 
jak najmocniej uwydatnić w Petersburgu zupełną względem Rosji 
lojalność własnych dążeń i widoków stronniczych oraz zupełną 
ich zgodność i harmonję z prawowitym i politycznym interesem 
rosyjskim - rozejrzawszy się naocznie w Petersburgu, przy- 
patrzywszy się zbliska tamecznym stosunkom, nastrojom a zwła- 
szcza samym decydującym mocarzom rządowym, w takich 
sceptycznych wyrazach odzywał się stamtąd o wątpliwym 
sukcesie zaleconej sobie taktyki: "Popisujemy się prawami, 
interesami Rosjan, przed dworem, który pra,," naszych nie sza- 
nuje, który o interesach swoich często zapomina i .bardziej słu- 
cha pasyj swoich, niż rozsądnego rozumu". 
Iożnaby niezawod- 
Szkice i portrety 15
>>>
208 


SZYMON ASKENAZY 


nie w takim poglądzie dopatrzeć się gorzkiej prawdy, niety1ko 
w sensie historycznym i odniesieniu do wypadków XVIII wieku, 
lecz bodaj poniekąd i we względzie wcale aktualnym i zastoso- 
waniu do spraw polsko-rosyjskich XX stulecia. 
Oczywiście w wyższym jeszcze stopniu od tego rodzaju wcze- 
snych a samorzutnych świadectw wyższości myślowej Ignacego 
Potockiego, musi mu na jego dobro być policzona, w tym naj- 
słabszym pierwszym okresie życiowym, wczesna a wybitna jego 
działalność obywatelska na czele Komisji edukacyjnej. 
W następnej dopiero epoce życiowej, krótkiej, sześcioletniej 
zaledwo, a mieszczącej istotną treść i wartość niepożytą dziejowe- 
go powołania Ignacego, miała jego indywidualność publiczna w ca- 
łej objawić się pełni. Z dwóch podokresów składających tę n.?pię- 
trzoną wielkiemi wypadkami epokę a obejmujących zkolei sprawy 
Sejmu Czteroletniego i Insurekcji, pierwszy dotychczas wiadomy 
jest przeważnie z obszernej wykładni ogólnej Kalinki. Jedna- 
kowoż ta, jakkolwiek szacowna, lecz o ile zwłaszcza osoby Igna- 
cego dotycze, nawskroś nieprzychylna i uprzedzona wykładnia 
dziś już starczyć żadną miarą nie może i zarówno pod względem 
pojęciowym jak i czysto źródłowym wymaga rdzennej rewizji 
i uzupełnienia. Jeszcze mniej uczyniono dotychczas dla rozwid- 
nienia roli niepospolitej, odegranej przez Ignacego w InsurekcjI. 
Tutaj nierównie jeszcze trudniejsze i niezwyk1ejsze było jego sta- 
nowisko, kiedy nawet wielu najwybitniejszych i naj gorliwszych 
jego współpracowników z doby Sejmu Wielkiego, jak chociażby 
zacny Stanisław Małachowski, przerażonych wybrykami rewo- 
lucji francuskiej, nie uznało za właściwe przystąpić osobiście do 
rewolucyjnego w Polsce przedsięwzięcia; kiedy Czartoryscy, wy- 
suwając Kościuszkę, sami przecie w ostrożnej pozostawali rezer- 
wie; kiedy wreszcie występujący na widownię "jakóbini polscy" 
w gruncie rzeczy nawet idącym z nimi "arystokratom", w razie 
najlepszym, na wypadek tryumfu sprawy rewolucyjnej, zdawali 
się gotować koniec końcem los Filipów Egalite, Lauzunów i innych 
nawróconych ci-devant francuskich. Wszystko to jednak nie 
powstrzymało Ignacego od rzucenia siebie bez zastrzeżeń w wir 
i na pastwę wypadków insurekcyjnych. Jedyna to też niemal 
była osoba wielkiego magnata, jedyne prawie z pocztu butnych 
"królewiąt" wielkie nazwisko, jakie śród tylu skromniejszych
>>>
IGNACY POTOCKI 


209 


albo zgoła nieznanych szlacheckich i mieszczańskich ukazało się 
na czele sprawy powstańczej i pozostało tam aż do końca. Gdyż 
w tym końcu straszliwym., w godzinie klęski i próby najcięższej, 
z głową podniesioną wYtrwał Ignacy Potocki. Podobnież jak 
o parę lat wcześniej, gdy już dzieła Majowego waliła się budowa, 
stanął z poważnem upomnieniem przed zdradzieckim sojuszni- 
kiem pruskim, przed obliczem Fryderyka-WiThelma II, tak samo 
teraz, wobec katastrofy powstania po rzezi Pragi, Ignacy spokoj- 
nie przeprawia się przez Wisłę do ociekającego krwią obozu Suwo- 
rowa i do groźnego zwycięzcy nieustraszoną statysty i patrjoty, 
nie poddańczą zdającego się na łaskę niewolnika, odzywa się mową. 
"Czyliż nie godziłoby się po tylu doświadczeniach - były słowa 
Ignacego Potockiego, wyrzeczone wtedy, onego okropnego wie- 
czora listopadowego 1794 r., na Pradze do Suworowa, a górujące 
w śmiałej propozycji korony polskiej dla młodego W. Księcia 
Konstantego - innego nareszcie względem Polski jąć się syste- 
ma tu, inne do nas zastosować rządy (regimes), oprzeć się nareszcie 
na swobodnej i dobrowolnej wierze naszej (se reposer en/in sur 
notre /oi libre et volontaire?)" Pomyśleć jeno, jaka to była chwila, 
gdy wszystko syPało się w gruzy, gdy hasło "ratuj się kto może" 
rozbrzmiewało w powietrzu, gdy osłupiała Warszawa w drżeniu 
czekała wyroku praskiego pogromcy, - a ocenić wyniosłą postawę 
męża stanu polskiego i rzec o nim przynależne mu rzymskie: 
impavidum /erient ruinae. 
Taką samą niezachwianą i godną postawę zachował następnie 
w okolicznościach rozpaczliwych, kiedy tak łatwo było ugiąć się, 
złamać albo splamić, w więzieniu i na indagacjach petersburskich. 
Obszerne zeznania śledcze Ignacego Potockiego w Petersburgu, 
aczkolwiek niejeden w nich szczegół ulega krytyce pod kątem 
widzenia wyjątkowej sytuacji zeznającego i obowiązkowej w po- 
dobnych warunkach restrykcji, naogół przecie tylko zaszczyt 
mu przynoszą i wyróżniają się dodatnio i w treści i w formie od 
spółczesnych wynurzeń zeznawczych wielu jego towarzyszów 
niedoli, daleko mniej, niż on, narażonych a daleko bardziej dba- 
łych o wywinięcie się od odpowiedzialności. Te górne, imponu- 
jące cechy charakteru i umysłowości Ignacego zostały też należy- 
cie ocenione przez świadków i znawcóW najpowołańszych, przez 
wrogów, a więc przedewszystkiem przez ówczesnych rządcó,v 
15*
>>>
210 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


petersburskich, w których ręku on teraz się znalazł. Wielowładny 
Bezborodko, zaraz po przywiezieniu Ignacego z Warszawy ka- 
zawszy go sobie sprowadzić, uderzony siłą duchową tego nie- 
zwykłego więźnia, po odbytej z nim rozmowie w takich słowach 
streścił swoje o nim wrażenia: "poprostu mąż stanu (Prjamo go- 
sudarstwiennyj czelowiek, chotia nie posljednij plut)" . DoŚĆ 
przeciwstawić te dwie opinje: pośmiertny sąd księdza Kalinki, 
który wyzuwa wielki cień Ignacego Potockiego z wszelkiej istotnej 
wyższości męża stanu, a spółczesny sąd kanclerza Bezborodki, 
który stojącemu przed nim bezbronnemu, pokonanemu przeciw- 
nikowi tę wyższość przyznać jest zmuszony, -aby rozeznać odrazu, 
gdzie jest słuszność i prawda. 
Rozpoczynał się w tym czasie dla Ignacego, po pierwszym 
zmąconym, po drugim heroicznym, trzeci klęskowy okres życio- 
wy. Okres piętnastoletni, napełniony nieszczęściem, prześlado- 
waniem, osamotnieniem, chorobą, prawie ubóstwem, zaprawiony 
goryczą piołunową i smutkiem beznadziejnym, wiodącym do śmier- 
ci przedwczesnej. Człowiek, który z rządami trzech mocarstw 
ościennych był traktował jak równy z równym, który w myśli 
ratowania kraju był ofiaro\vał koronę polską księciu pruskiemu, 
arcyksięciu austrjackiemu, w. księciu rosyjskiemu, teraz od wszyst- 
kich tych trzech rządów został ogłoszony zbrodniarzem stanu, ści- 
gany bez miłosierdzia, pozbawiony wolności i majątku. Zaszczytna 
ta dlań surowoŚĆ łączyła się przecie u samychże prześladowców 
z mimowolnym dla prześladowanej znakomitej ofiary szacunkiem. 
Dał wyraz lapidarny temu szacunkowi cesarz Paweł I, kiedy 
wnet po wstąpieniu na tron, w pierwszym szlachetnym odruchu 
darując wolność Ignacemu, ku zgrozie przerażonych takiem po- 
gwałceniem etykiety dworaków, ku oburzeniu zatrwożonych 
posłów Prus i Austrji, porwał więźnia w objęcia i ucałował go 
w usta ze słowami: "oto jak należy uściskać takiego, jak Pan, 
człowieka (voila comme on embrasse un homme comme vous)". 
Gdy następnie Ignacy, wydobywszy się z Petersburga, gdzie 
mimo łaskę cesarską wypadło mu doświadczyć zawziętej niena- 
wiści dworaków i biurokratów tamecznych, zamierzał w początku 
1797 r. udać się do Berlina, aby osobiście upomnieć się u Fryderyka 
WiThe1ma II, łaskawego ongi przyjaciela i aljanta, zwrotu dóbr 
skonfiskowanych w obwodzie białostockim, wstrzymany został
>>>
. IGNACY POTOCKI 


211 


W-o Królewcu prz
z rozkaz gabinetowy berliński, wzbraniający 
mu . przyjazdu do dzierżaw pruskich; a choć dozwolono mu 
VI roku następnym przyjazdu do t. zw. Prus Nowowschodnich, 
lecz, dzięki jadowitej, denuncjacyjnej opinji ministrów Alvens- 
lebena i Schroettera, utrzymano konfiskatę starostwa kidulskiego 
i zakaz bezwarunkowy przyjazdu do Berlina. Przyszła nareszcie 
kolej prześladowcza również i na rząd austrjacki, kiedy latem 
t. r. schorowanego Ignacego uwięziono na kuracji w Bardyowie, 
sprowadzono do Krakowa i tam długiej i męczącej poddano in- 
dagacji. O nowe tym razem chodziło zbrodnie, o zeszłoroczne 
w Karlsbadzie widzenie się z wysłańcami legj onów i emigracji 
paryskiej, z generałem Wojczyńskim, Michałem Kochanowskim 
i innymi, a mianowicie o tajne uczestnictwo Ignacego, niegdy 
przewodnika Wielkiego Sejmu, pospołu z marszałkiem Stanisła- 
wem Małachowskim, w sprawie wskrzeszenia Sejmu aż w Medjo- 
lanie pod osłoną broni legjonowej. 
Po zwolnieniu z tej ostatniej opresji austrjackiej, wysia- 
dując u siebie w cichym, ubogim niemal Kurowie, osamotniony 
zupełnie po dawniejszej stracie małżonki a świeżej jedynego uko- 
chanego dziecka, niszczącą nękany niemocą, przecie raz po razie 
budził się z odrętwienia Ignacy, ilekroć potężny nowożytny po- 
wiew dziejowy przynosił nowe przesilenia losów narodowych. 
Tak więc jesienią 1805 r. stanął w Puławach przed Aleksandrem I, 
przybywającym tam po raz pierwszy z ułudą odbudowania 
Polski. Tak w latach następnych w Tylży i za początków Księ- 
stwa Warszawskiego, aczkolwiek sam, przez pamięć na przewodni 
jego udział w Insurekcji a także, być może, przez wzgląd na dane 
Pawłowi a wiadome Aleksandrowi JJ
łowo honoru", oddalony od 
rządów warszawskich, nieraz przecie, w donioślejszych sprawach 
ogólnych, kierującemu tam bratu Stanisławowi światłą w pomoc 
przychodził radą. Tak wreszcie, zelektryzowany widokiem na- 
ocznym świetnych kampanij galicyjskich sukcesów, porwał się 
raz jeszcze ostatnim zapasem przedśmiertnej energji, aby 'v Wied- 
niu przed panem świata, przed Napoleonem, raz jeszcze pod- 
nieść głos mocny za Polską, i aby w służbie Polski tam na ob- 
czyźnie spracowanego, stroskanego, a najpewniej skróconego 
skrytobójczą ręką trucicielską, dokonać żywota.
>>>
ł 


212 


SZYMON ASKENAZY 


Dla magnaterji polskiej, która, niestety, tyle do narodowej 
przyłożyła się zguby, był jednym z niewielu najpoważniejszych, 
rehabilitujących przed narodem wstawienników; był zaszczytem 
domu Potockich; był wielkim Polakiem.
>>>
TADEUSZ KOSCIUSZKO 
174 6 - 181 7 


..But should we wish to warm us on our way 
Through Poland. there is Kosciuszko's name 
Might scatter fire through ice. like Hekla.s flame cc 
Lord Byron. Don Juan. GanIli X. 


I 


POCZĄTKI 
Tadeusz Kościuszko urodził się 1746 r., w części Rzplitej 
Polskiej zwanej Wielkiem Księstwem Litewskiem, województwie 
brzeskiem, dzisiejszej gubernji grodzieńskiej. Pochodził ze 
szlachty miernej, choć starodawnej, znanej od XV wieku. Była 
to rodzina, bliska krwią tuziemczego białoruskiego ludu; wy- 
niesiona stamtąd służbą książęcą litewską; lecz, przez ciągłe 
z Polkami małżeństwa i polskie wpływy kulturalne, ciałem i du- 
szą spolszczona. Po praszczurach prawosławnych, jednym kal- 
winie, miał od XVII wieku przodków wyłącznie katolików 
łacińskich. Już w tern pochodzeniu tkwił zakład centralnego 
jego w narodzie stanowiska. Tkwił w zarodzie jednoczący jego 


Odczyt. który miał być ale nie był wygłoszony na wielkim obcho- 
dzie kościuszkowskim w Londynie w setną rocznicę zgonu. Wydany 
w broszurze. Warszawa w październiku 1917, str. 33. nakło E. Wende 
i Spółka (wł. Ludwik Fiszer). z zezwoleniem cenzury niemieckiej z dnia 
24. X. 19 1 7. 


.
>>>
ł 


214 


SZYMON ASKENAZY 


stosunek do wszystkich dzieci wspólnej macierzy, Rzplitej Pol- 
skiej, bez różnicy plemienia, wyznania, stanu. A więc do Litwi- 
nów, Białorusinów, Rusinów, narówni z rdzennymi Polakami; 
do unitów, dyzunitów, dysydentów, narówni z łacinnikami; do 
chłopów i mieszczan, narówni ze szlachtą. Przyszły Naczelnik 
mógł nietylko sprawiedliwą mądrością, lecz wprost przyrodzo- 
nym doborem, mieć ich wszystkich za jednako sobie bliskich, 
sam im wszystkim podobnie być bliskim. 
Za młodu straciwszy ojca, dziedziczył szczupłą posiadłość 
ziemską. Rodzina jego, po szlachecku od sąsiedzkiej zawisła 
magnaterji, należała ostatnio do klienteli książąt Czartoryskich. 
Ich wpływowi on sam w pewnej podlegał mierze. Pierwsze nauki 
pobierał na Litwie u księży Pijarów, światłych spółzawodników 
edukacji jezuickiej. Dostał się potem, 1765, do Warszawy, do 
nowozałożonej przez króla Stanisława Augusta Szkoły Kadetów. 
W jej komendancie, kuzynie królewskim, Czartoryskim, życzli- 
wego miał opiekuna. Najwięcej jednak własnej zawdzięczał 
pracy samouka. Po trzech latach wyszedł od kadetów z szarżą 
kapitańską. W tym czasie cięż,ką przebył przeprawę sercową. 
Pokochał córkę możnego pana i miał jej wzajemność; lecz chu- 
dopachołek wzgardzony był przez jej rodziców. Na sobie i uko- 
chanej poznał klątwę nierówności stanów, nawet pod pozorną 
równością szlachecką. Przedsięwziął oddalić się; podążył 
17 6 9 r. po naukę do Paryża. 
Wyjeżdżał z kraju w przededniu pierwszej klęski podzia- 
łowej. N a oczach j ego dotychczas ku niej staczał się naród. 
Dzieckiem widział wojska carskie gospodarujące na Litwie, za 
wojny Siedmioletniej, gdy neutralność Rzplitej gwałciły prze- 
marsze pruskie i rosyjskie. Widział młodzieniec, za ostatniego 
w Polsce bezkrólewia, 1764, Rosjan ciągnących przez Litwę ku 
Warszawie, dla o.sadzenia na tronie Poniatowskiego. Widział 
potem kadet, jak poseł carowej porywał nocą z Warszawy, 17 6 7, 
opornych senatorów polskich w niewolę rosyjską. Widział, jak 
sejm warszawski, 1768, pod rosyjskim bagnetem uchwalał carską 
porękę anarchji polskiej. Widział wreszcie, 1768-g, konfede- 
rację barską, podnoszącą oręż przeciw Rosji; rzeź Polaków na 
Ukrainie z poduszczenia carowej; wybuch wojny rosyjsko-turec- 
kiej o Polskę; pierwszą grabież austrjacką ziemi polskiej. Głę-
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


215 


boko te ojczyzny odczuwał niedole. Rozczytany w Plutarchu, 
marzył kiedyś jak Tymoleon "wrócić narodowi wolność. nic z niej 
sobie nie biorąc". Tymczasem jednak pozostał biernym. W impre- 
ozie barskiej, godzącej bardziej w króla niż Rosję, łączącej szczytny 
patrjotyzm ze stronnicze m zacofaństwem, nie było dlań miejsca. 
W przeżytku staropolskim, konfederacji szlacheckiej, nie było 
miejsce wodza Insurekcji narodowej, Polski nowożytnej. 
W Paryżu wstąpił zrazu do Królewskiej Akademji malar- 
stwa. Miał pewien talent, łatwo chwytał zarys krajobrazu i po- 
dobieństwo portretowe. Lecz wnet poznał swój brak żywszego 
do sztuki powołania. Uczył się inżynierji wojskowej i cywilnej 
u głośnych specjalistów, gospodarki społecznej u fizjokratów 
francuskich. Popadł też pod Rous':)a urok uczuciowy i poję- 
ciowy, choć jego doktrynę wrodzonym prostym miarkował rozsąd- 
kiem. Spotkał w Paryżu ży\ve dla Polski spółczucie, t. j. dla 
Barzan, którym posiłki dawał Choiseul a rady Rousseau. Poznał 
wraz żywość i wątłość tych sympatyj francuskich, do których 
sam po ćwierci odwoła się wieku. 
Z pięcioletniej wracając wędrówki, 1774, zastał jeszcze 
Sejm warszawski przy ratyfikacji pierwszego podziału. Zarazem 
ostatnie szczęścia tracił widoki, gdy z magnatem, wbrew jej woli, 
zaręczano bogdankę. W ciężkim smutku ponownie, 1775, kraj 
opuścił. Wtem, słysząc, iż kolonje amerykańskie wszczęły 
walkę wyzwoleńczą, postanowił im pomóc. Stwarzał nowy 
wzór polskiej zasługi. Niegdyś Zachodu przed barbarzyństwem 
wolna broniła Polska; odtąd syny niewolnej biegli bronić obce 
ludy przeciw tyranji. Będą odtąd, błędni rycerze \volności, 
zdała od własnej w kajdanach ojczyzny, przelewać krew za 
swobodę Amerykanów, Francuzów, Włochów, Greków, Węgrów, 
samychże ciemięzców swoich, za rewolucję niemiecką, austrja- 
cką, rosyjską. To nieraz jawnem będzie ':)zaleństwem, lecz wiecz- 
nie zaszczytem imienia Polaka. Zaś drogę tędy nasamprzód 
swym przykładem wskazał Kościuszko. 
II 
W OBRONIE AMERYKI 
Przypłynął, 1776, do Ameryki, jeszcze w swem powstaniu 
samotnej, dopiero co głoszącej Deklarację Niepodległości, pierw-
>>>
..... 


216 


SZYMON ASKENAZY 


szy obrońca Polak, jeden z pierwszych europejskich, na rok 
nawet przed Lafayettem. Groza nierównej walki, dŻikość przy- 
rody, obca ludzi i rzeczy postać, zamiast przygnębić, owszem 
zachwyciły go i całą tęgość wzniosłej roznieciły duszy. Odrazu też 
ocenił siłę czystej sprawy amerykańskiej, mianej wtedy w Euro- 
pie za szaloną, straconą, i z pełną do niej wiarą w swych do domu 
odzywał się listach. Jeden z tych listów do publicznej dostał się 
wiadomości: po raz pierwszy wówczas Gazette de Le'Yde podała 
światu nazwisko młodego "szlachcica polskiego, oficera w służbie 
Kolonij Zjednoczonych Amerykańskich, pana Kościuszki". 
Zyskawszy od Kongresu stopień pułkownika inżynierji, 
wszedł w służbę czynną w wojsku północnem pod generałem 
Gates'em. W kampanji nad Hudsonem przeciw Burgoyne'owi. 
1777, sam wybrał i oszańcował stanowisko pod Saratogą. Tern 
głównie, wedle świadectwa Gates'a, przyczynił się do kapitu- 
lacji Burgoyne'a, sukcesu, który, w ciężkiej chwili odwrotu 
Washingtona i upadku Filadelfji, uratował Stany. Polecony 
przez Washingtona jako "mąż wiedzy i zasługi", miał sobie 
powierzoną fortyfikację West Point. Uczynił ważny ten punkt 
niezdobytym i strzegł -tgo czujnie. 
Gdy dojrzewał i doszedł sojusz z Francją, zaczęli stamtąd 
do Ameryki przybywać. inni ochotnicy Polacy. Byli to polscy 
oficerowie huzarów najpierwszej francuskiej Legj i cudzoziemskiej: 
Mieszkowski, Grabowski, Uzdowski i inni. Przedewszystkiem 
zaś był Pułaski, wódz barski, który znalazł tu śmierć bohaterską 
w szalonej szarży pod Savannah. Dzielnych rodaków przewyż- 
szał wszakże Kościuszko stanowiskiem wręcz odrębnem. Wy- 
odrębniała go samorzutność jego służby, a zwłaszcza wyższy 
ton duszy, na surową modłę nowych czasów i Nowego Świata. 
Rodzaj jego cnoty dobrze z pierwotnem kolonjalnem godził się 
pmytaństwem. "Kościuszko - pisał o nim Washington - 
lepiej jest przystosowany do genjuszu i ducha naszego ludu lt . 
Zżył się istotnie z Amerykanami i żywo brał do serca, obok 
wojennych. i wewnętrzne ich sprawy i przeprawy. Umiał zresztą 
zachować się z wielkim taktem śród zatargów tamecznych. 
Choć bliski osobiście Gates'a, a nawet sekundant jego w poli- 
tycznym pojedynku, trzymał się przecie zdala od osławionej 
"kabały" jego przyjaciół przeciw Washington' owi. Ostre tarcia,
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


217 


jakich był świadkiem, zamorska odmiana walki toryzmu z wi- 
gizmem, spory kongresowe, spółzawodnictwa generalskie, intrygi 
a nawet zdrady, użyteczną były mu nauką. W okrzyczanej 
za warcholstwo Polsce, on tak ostrych zgrzytów nigdy za swego 
nie dopuści Naczelnictwa. 
Uzyskawszy, 1780, przeniesienie z West Point do armji 
czynnej południowej, wydatny miał udział, jako jej kwater- 
mistrz, pod generałem Greene'm, w trudnych walkach, 1781--2, 
w Wirginji i Obojgu Karolinach. Po zawarciu pokoju, 1783, 
otrzymał od Kongresu stopień generała brygady "za długie, 
wierne i użyteczne służby". Obrany był członkiem Towarzy- 
stwa Cyncynatów, którego godło: "Omnia reliquit servare 
Rempublicam" (Wszystko porzucić dla ochrony Rzplitej), 
naj czyściej miał wcielić. Opuszczając Amerykę, 1784, obok 
pewnych pojęć polityczno-wojskowych, mniej w Starym Świe- 
cie skutecznych, zabrał skarb doświadczenia, hartu, powagi, 
w jego osobie bezcenny dla Polski. 


. 
. 


III 


.. .. 
GENERAŁ POLSKI 


Po powrocie jak Cyncynat osiadł na roli, gospodarzył w za- 
kątku litewskim, dziedzicznych swych Siechnowicach. Wrócił 
biedniejszy niż wyjechał, nawet bez zaległego od Stanów żołdu, 
zadłużony na odbytą wyprawę. Zyskana u obcych wiedza i za- 
sługa stawiała go na świeczniku u swoich. Lecz do służby kra- 
jowej nie było pola, gdyż pod poręką carską naprawdę krajo- 
wego nie było wojska. Czuł się zresztą bardziej obywatelem niż 
żołnierzem. Przeciwnik wojsk "regularnych i zawerbowanych 
gwałtem", radził Polsce "uformowanie milicji" wzorem ame- 
rykańskim. Lecz i o tern oczywiście pod pięścią rosyjską 
nie mogło być mowy. Tak lat kilka w bezczynności strawić 
wypadło. 
Ledwo jednak Sejm Wielki, rosyjskie I"\vąc pęta, uchwalił 
stutysięczną armję narodową, stawił się do niej Kościuszko. 
Mianowany 1789 r. generał-majorem, konsystował od 1790 r.
>>>
218 


SZYMON ASKENAZY 


na Podolu i Ukrainie, z wojskiem broniącem tej krawędzi naj- 
bardziej zagrożonej niechybną pomstą Katarzyny. Był tu pod- 
porą i zastępcą młodego wodza, ks. Józefa Poniatowskiego. 
Uzdatnić do odporu nieliczne i niewprawne oddziały, to ciężkie 
zadanie spadło głównie na Kościuszkę, celującego w sztabie 
polskim wyrobieniem technicznem i wojennem. Zdobył on sobie 
miłość i zaufanie kolegów i żołnierza. Ćwiczył najzaniedbańsze 
bronie główne, piechotę i artylerję, uruchomiał i opatrywał wojsko, 
nadał mu dopiero bitność. Miał na to czasu niewiele. Już w rok 
po Ustawie Trzeciego l\tIaja znalazł się wobec najazdu wojsk 
carowej. Ta nieszczęśliwa kampanja ukrainna 1792, przeciw 
potrójnej przewadze, jeśli zaszczytną była dla broni polskiej 
pod ks. Józefem, to nienajmniej dzięki Kościuszce. On tó stale 
w straży tylnej nad przymusowym czuwał odwrotem, umiejętnie 
i ostro trzymając nieprzyjaciela w respekcie. Jeszcze przy 
beznadziejnej obronie przeprawy przez Bug pod Dubienką 
przemożnemu pościgowi krwawo się odciął. Czujny i twardy 
generał, o brzmiącem znajomo imieniu "Kostiuszka", zabobonną 
cześć budząc w żołnierzu rosyjskim, głośnym został między 
kozaczym i rusińskim ludem. Całej Polsce on już wtedy stał 
się znanym i drogim. 
\Vtem, pośrodku kampanji, rażony był wraz z wojskiem 
zdradą króla, wydającego naród i Ustawę Katarzynie. Właśnie 
odeń posunięty na generał-lejtnanta, natychmiast podał się 
do dymisji, pospołu z ks. Józefem. Został też obok niego naj- 
popularniejszym w narodzie człowiekiem. Wygórował nawet 
nad dotychczasowym wodzem, nieobciążony, jak ten synowiec 
Stanisława Augusta, nazwiskiem króla-zdrajcy. Zaczął wyra- 
stać na męża przyszłości. Czciło go bez zastrzeżeń wojsko i War- 
szawa; wysuwali Czartoryscy, zrzucając kuzynostwo Ponia- 
towskich; wołała schroniona zagranicą emigracja Sejmu Wiel- 
kiego. Zwróciła nań uWagę Rewolucja francuska. Zgromadze- 
nie Prawodawcze paryskie nadało mu, wraz z Washingtonem 
i innemi znakomitościami, honorowe obywatelstwo francuskie, 
jako "obrońcy ludów przeciw despotom". On, cichy, skromny, 
w pokorze ducha tę nagłą przyjmował sławę, namaszczenie na 
najwyższą władzę i ofiarę obywatelską.
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


219 


IV 
POSTAĆ 


"Ił fut la Pologne elle-meme. Ił fut. entre tous. 
eminemment bon. La bonte extraordinaire qui 
fut entre lui. a eu des effets infiniment favora- 
bIes a l'avenir de sa patrie. Elle lui a gagnć le 
coeur de toutes les nations. ...convaincues que 
l'absolue bonte humaine s'est trouvee dans un 
Polonais' , . 
Michelet. Kosciuszko. Les legendes du Nord. 


W chwili, gdy miał stanąć na czele narodu, był już życiowo 
na schyłku, blisko pięćdziesiątki. A szedł, rzecz młodzi kipiącej 
właściwsza, niecić i prowadzić rewolucję. Lecz on \volę dojrzałą 
z nie ostygłem kojarzył sercem. Człowiek z jednej bryły, miał 
przecie skalę duszy rozległą i bardzo różnolitą. Z trzeźwą męską 
determinacją łączył łzawą rzewność prawie niewieścią; smętek 
melancholijny z żartobliwym, pogodnym humorem; wielką skrom- 
ność z wysokiem, drażliwe m swej godności pojęciem l). Przy- 
stępny i wyrozumiały, umiał zamykać się w sobie, zacinać \v po- 
trzebie; niby łatwy, dający sobą powodować, bywał najtrud- 
niejszym, najniezawiślejszym z ludzi. Głowa raczej solidna niż 
lotna, rozważał powoli, sięgał głęboko, wnioskował z nieprzeła- 
maną stałością. l\iyślał prosto a wyrażał się zawile; lecz nagle 
w samo sedno lapidarne m utrafiał słowem. Jeśli w pewnych nie 
rozeznawał się rzeczach, kiedyindziej rzadką objawiał intuicję. 
Mniej znał się na ludziach, podejrzliwość litewską i ciężkie do- 
świadczenia z wrodzoną splatając ufnością i wiarą serdeczną. 
Dobroć gołębia z bohaterską prostotą cechowały go może naj- 
osobiściej. Razem w jego postaci wydoskonalił się i wykwitnął 
oświecony Litwin-Polak, gatunek ludzki jeden z naj\vyborniej- 
szych jakie polska wydała ziemia, szanujący i miłujący rzeczy 
czyste i dobre, wiedzę, piękno, przyrodę, ludzkość, sprawiedli- 
woŚĆ, honor, wolność, a nadewszystko ojczyznę. 
Wartość swą pod niepokaźnym krył wyglądem. Był wzro- 
stu małego, napoz6r wątły, a składnej, silnej budowy, rasowych 


l) Nota marginalna ołówkiem: rubaszność. dziwactwo. zaciętość.
>>>
220 


SZYMON ASKENAZY 


ramion i nóg, muskularny, wytrzymały, i mimo ran i bólów 
żylnych zręczny i ruchawy aż do zgonu. Głos miał dźwięczny, 
donośny, póki zębów nie stracił, włosy ciemne, gęste aż pod 
śniegiem starości. Rysów był nieregularnych, mieszanego lu- 
dowego raczej niż przeciętnego szlacheckiego typu; a wypię- 
knionych przeciągłem, słodkiem wejrzeniem niewielkich, głębo- 
kich oczu, jaśniejących 'v chwili wzruszenia blaskiem źrenicy 
tak widnym, iż twarz całą zdawał się oświecać. 


v 


NACZELNIK NARODU 


Już Polska bezwładnie drugi znosiła podział, gdy do swego 
posłannictwa przystępował Kościuszko. Przez rok przeszło 
tułał się po Niemczech, Francji, 'Vłoszech, pod imieniem, które 
wybrał: "pan Bieda", śledzony, ścigany spiskowiec. Nic mniej 
jego otwartej, prawej, arcypolskiej nie odpowiadało duszy. 
Lecz, jak śledzona, ścigana odtąd wiek przeszło Polska, był do 
tego zmuszony, największy jej spiskowiec. Udał się, 1793, tajnie 
do Paryża, by pomoc, ongi Ameryce daną przez Bourbona, 
zapewnić Polsce od Rewolucji. Żądał posiłków, broni, funduszów, 
przez flotę francuską na Kurlandję lub Krym, dla przyszłego 
powstania polskiego. Chciał je oprzeć na wojsku, jeszcze do 50 
tysięcy liczącem; na rządzie republikańskim i ludowładczym. 
Próżno jednak rokował z Żyrondą, Górą, Brissotem i Robes- 
pierrem, łudzony lub wręcz odstręczany. Chciano tam wprawdzie 
powstania w Polsce, lecz nie dla jej zbawienia, owszem choćby 
kosztem jej zguby, byle jako dogodnej dla Francji dywersji. 
WyPadło wrócić z niczem, dzieło powstańcze na własną goto- 
wać rękę. Zamiast pomocy, była jeno prowokacja obca, od 
Francji z potrzeby odsieczy, od samych że rozbiorców z chęc' 
dokończenia grabieży. Tymczasem w gwałconym kraju spisko- 
wa gorączka czynu stykała się z beznadziejną rezygnacją. Na 
samem nawet wychodztwie jedności nie było. Z takim splotem 
przeszkód i sideł targał się Kościuszko. Odkładał raz po razie 
hasło, dla braku przygotowań i sił. Lecz odwlekany spisek po- 
czynał się odkrywać. Co więcej, pękała główna jego sprężyna.
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


221 


Powstanie to w swem poczęciu i istocie było nie tyle cywilnem, 
partyzanckiem, jak barskie i styczniowe, ile, jak listopadowe, 
wojskowem, regulamem. Owóż Rosja obecnie przymusową 
redukcją, jak 1830 r. mobilizacją, groziła zabrać wojsko. Ta 
groźba w obu wypadkach przyśpieszyła wybuch. 
Rankiem wiosennym 1794, w nielicznej świcie, przy jednym 
bataljonie piechoty polskiej, Kościuszko na rynku Krakowskim 
wezwał naród do broni. Uchylił zarówno konfederację szlachecką, 
jak wojskowe pronunciamento. Ogłosił akt powstania "obywa- 
telów i mieszkańców" województwa krakowskiego, stanowiący 
jego Naczelnikiem Najwyższym. Wydał odezwy do wojska, oby- 
watelstwa, duchowieństwa i, z właściwą sobie czułością, do ko- 
biet polskich. Wykonał przysięgę, iż użyje władzy "jedynie dla 
obrony całości granic, odzyskania samowładno
i Narodu i ugrun- 
towania powszechnej wolności". Święte trójhasło: Wolność, 
Całość, Niepodległość, wpoił nazawsze pokoleniom Polaków. 
Cichy, z szarego gminu człowiek, lecz wielki Polski imieniem i pra- 
wem, rzucał rękawicę trzem potęgom rozbiorczym. Właściwie, 
w akcie powstańczym, gromiąc Rosję i Prusy, milczał o Austrji, 
nieuczestniczącej w drugim rozbiorze. Zrazu nawet w samą tylko 
mierzył Rosję. Był łudzony z Wiednia życzliwością Austrji, 
a z Paryża i Berlina neutralnością Prus. Wnet zmuszony dobyć 
oręża, zniósł pod Racławicami Rosjan, wiodąc na działa trzystu 
chłopów krakowskich z kosami na sztorc. Tu dopiero myśl PO\v- 
stania ciałem zrobił, stąd iskrę do Warszawy i Wilna rzucił. Co 
więcej, w włościańskiej odtąd sukmanie, przyszłość Polski wsparł 
o granit, o lud. 
Dotychczas działał sam. J ego kierownicy, lepsi odeń poli- 
tycy, ksiądz Kollątaj i Ignacy Potocki, jeszcze wtedy nie przybyli 
z wychodztwa. Sam, bez nich, spełnił dwa czyny twórcze, kra- 
kowski i racławicki. Zaczynał prawie z niczem. I aż do końca 
ogromne cierpieć będzie braki. Wojska mógł mieć część tylko, 
gdyż blisko połowę przedtem zdążono zarwać lub rozpuścić. Nie 
miał go ani w tej liczbie, ani z tą tradycją, by jego kadry, jak w re- 
wolucyjnej Francji spółczesnej, zdołały wchłonąć zbrojny naród. 
Zawiodła go też nietylko myśl milicji ochotniczej na wzór amery- 
kański, lecz i konskrypcja rewolucyjna na sposób francuski. Nie 
miał za sobą episkopatu, jeno niższy raczej kler i zakonników.
>>>
ł 


222 


SZYMON ASKENAZY 


Nie miał magnaterji, prócz pań, trochy młodzieży i ograniczonej 
pomocy tajnej paru domów. Mógł liczyć na księżnę Izabelę Czarto- 
ryską, ks. Wirtemberską, kanclerzynę Zamoyską, Julję Potocką, 
Urszulę Tarnowską i inne. Miał ks. Józefa, Eustachego Sangu- 
szkę, wbrew woli rodziców; ale już młodego ks. Adama Czarto- 
ryskiego, chcć się rwał do powstania, nie puściła rodzina. Miał 
wprawdzie mieszczaństwo, zdolne do tęgiego rozmachu, lecz nawet 
w Warszawie nie dość jeszcze wtedy wyrobione narodowo. Miał 
zrazu garnących się ochotnie Krakusów i Kurpiów, lecz naogół 
w niedojrzałym jeszcze ludzie musiał szukać kantonisty zamiast 
ochotnika. Ostatecznie, bądźcobądź, główne oparcie miał w szlach- 
cie, poczęści i w możniejszej, dającej wzór ofiarności wielkim 
panom, przedewszystkiem zaś w miernej i ubogiej, skąd on sam 
wyszedł, która krew i ducha dała kiedyś na budowę, a teraz i po- 
tem na odkupienie Rzplitej. Inne braki samo jego rodziło stano- 
wisko. Nie mógł, jak Washington, oprzeć się na Kongresie, jak 
rewolucja francuska na Konwencji, jak listopadowa na Sejmie. 
Musiał wyłączyć z powstania Sejm Wielki. Musiał wyrzec się 
czynnego poparcia wielu naj zacniej szych tego Sejmu mężów, 
którzy, jak sam zasłużony marszałek l\'Iałachowski, wzdrygali się 
na rewolucję, przerażeni wybrykami francuskiej. Z drugiej strony 
on sam posunął się naprzód, poza sankcje sejmo,ve, pod niejednym 
względem polityczno-społecznym. To wszystko razem niezmiernie 
zwiększało trudności, niebezpieczeństwa i osobistą jego odpowie- 
dziaillosć. Poradzić z tern wszystkiem, na to bodaj czy byłaby 
starczyła żywiołowa, bezwzględna, nadludzka siła geniuszu. On 
tylko prostą swoją, bardzo rodzimą i bardzo ludzką przynosił 
cnotę. I właśnie tą prostą indywidualnością swoją wycisnął na 
powstaniu swe osobiste piętno nieśmiertelne. 
Jeśli Trzeci Maj był testamęntem starej Polski, Powstanie 
Narodowe było ewangelją nowożytnej. Ustawę Majową, choć 
dzielnie jej bronił w kampanji ukrainnej, Kościuszko miał za 
niedość demokratyczną, niedość o lud troskliwą. Teraz uniwersa- 
łem połanieckim zniósł poddaństwo, ogłosił chłopa wolnym. Wy- 
przedził dla całej Polski wyzwolenie ludu, dane dopiero przez Na- 
poleona samemu Księstwu Warszawskiemu. Zmniejszył też robo- 
cizny, uznał w zasadzie chłopską "własność posiadanego gruntu": 
lecz, jak później Napoleon, cofnął się przed uwłaszczeniem. Strzec
>>>
l 


I" 
I 



 


,\Itd. Jol'" Trumbull 


\, ,'" 


...... 


'- 


'" 


\. 


r 


POTtTet oujny. robiony fi) A H,uyce 


Tade.usz Kościuszko
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


223 


się musiał żakerji, do której, jak za Baru i Sejmu zeszłego, znów 
szczuła Rosja. Liczyć się też musiał z pomocą obywatelstwa i kle- 
ru, tak wprost, jak pośrednim ich na lud wpływem. Nieraz mu 
tę wstrzemięźliwość wyrzucano jako słabość; mawiano, iż Polsce 
trzebaby "Suili". On nim być ani chciał ani mógł. Czy przez 
rewolucję agrarną ocaliłby powstanie? niewiadomo; a mógłby 
\v jej chaosie utopić społeczność. Uniwersałem połanieckim 

rawdzie mas ludowych doraźnie nie porwał; lecz wystawił dro- 
. 
gowskaz i jasne przed światem świadectwo dobrej woli narodu. 
Obok włościańskiej, wielorakich też innych trudnych spraw 
Rzplitej w szlachetnym i mądrym tykał sposobie. Zagrzewał 
a miarkował patrjotyczne mieszczaństwo wyzwolonej Warszawy. 
Pociągał nawet ciemne żydostwo stworzeniem własnego pułku 
do obrony kraju. Zrażonych dysydentów szczerym pełnej tole- 
rancji zyskiwał głosem. Ujmował zacięte duchowieństwo dyzu- 
nickie, "niewolników moskiewskich, z nami szanownych kapła- 
nów", a przez nich lud prawosławny i kozaczy. Serdecznie a moc- 
no Litwę swoją zachęcał i przed zgubnym przestrzegał separa- 
tyzmem. "Polska bez Was o Was radzić nie będzie, zapyta się 
Was samych, co waszą zdoła ugruntować szczęśliwość": temi słowy 
dla Kurlandji i Łotwy, dla innorodczych Rzplitej żywiołów, no- 
wożytną samookreślenia stanowił zasadę. Naj piękniej zaś, jak 
nikt inny, do całego Narodu z dyktatorską powagą a wraz z po- 
ufałym synowskim przemawiał respektem. "Narodzie - wołał - 
racz poznać swą siłę". O sobie samym naj rzadziej i za,vsze w naj- 
czystszym, najcichszym wspominał duchu. "Chce zniszczyć Nie- 
przyjaciela. Czynie niektóre dyspozycye tym czasem a zostawuie 
prawo stanowienia Narodowi. Niech ustanowi taki Rząd iak się 
iemu podobać będzie. Rzuce broń w izbie Seymowey bez żadnego 
interesu osobistego, tylko abym użył w domku małym spokoy- 
ności aż do śmierci i bawił się ogródkiem". "O mnie nie trzeba 
myśleć, ia skącze z Oyczyzną moią. Gdy będzie szczęsną, i ia 
z nią będę; nie, to i życie moie niepotrzebne iey". "Niech nikt, 
kto cnotliwy, nie pragnie władzy. Złożono ią w moim ręku na 
ten moment krytyczny; wyznaie iż iey konca tak szczyrze pragne, 
iak samego zbawienia Narodu". 
Tymczasem był wciąż o włos od zguby. Przez złudę pruską 
wpadłszy pod Szczekocinami między wojska Katarzyny a Fry- 
Szkice i portrety 16
>>>
-, . 


224 


SZYMON ASKENAZY 


deryka-Wilhelma, ciężkiej doznał porażki. Ledwo uszedł z pobo- 
jowiska; chciał podobno zginąć. Lecz wnet z tern większą podniósł 
się energją. Odtąd jawnie już był sam ze swym narodem. Po 
berlińskiej niebawem i wiedeńska prysła złuda. . Kościuszko, acz 
republikanin, gotów był, dla zbawienia kraju, koronę polską oddać 
Habsburgom. Ale ostatecznie, obok Rosji i Prus, uderzyła nań 
Austrja. Francja Robespierra i Thermidora zarówno odmawiała 
pomocy. W takich warunkach Kościuszko bronił Litwy, niecił 
ruchawkę na Wołyniu i w Kurlandji, wszczynał dywersję w Wiel- 
kopolsce. Sam przez dwa miesiące bronił skutecznie Warszawy 
przed Prusakami, zmuszonymi wreszcie zwinąć oblężenie. Po- 
stawił ogółem na nogi do 80 tysięcy zbrojnych. Trzymał się 
przeszło pół roku przeciw łącznej trój rozbiorczej sile. N akoniec, 
fatalnej daty jesiennej pobity pod Maciejowicami, schodząc 
ostatni z pola, może znów nie chcąc przeżyć porażki, padł w mil- 
czeniu, ciężko w głowę ranny, a za nim wrychle runęło powstanie. 


: 


VI 


JENIEC I TUŁACZ 


"Hope. for a season. bade theworld farewell. 
And Freedom shriek'd, as Kosciuszko fell". 
Thomas CamPbell, The PaU oJ' Poland. 


Porwany nad Newę, w twierdzy petropawłowskiej był 
poddany indagacji karnej, nie jaĘ wódz, nie jak jeniec wojenny, 
lecz jak zbrodzień stanu. Chciała zeń dobyć mściwa carowa 
dowody spólnictwa rewolucji francuskiej, rządów Berlina i Wie- 
dnia, wielkich panów i dam polskich, nawet biednym kozaków 
dońskich. On niczego, nikogo nie wydał; udzielił zeznań oględ- 
nych i godnych. Lecz udręki więzienne i śledcze przebrały 
miarę fizycznej jego odporności, wstrząśnionej ranami i straszną 
męką myśli o swej klęsce i narodowem nieszczęściu. Rozcho- 
rował się śmiertelnie. Ledwo. odratowany, przeniesiony do 
Petersburga, wegetował tam dwa lata w zamknięciu, osłabieniu 
i głębokiem przygnębieniu.
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


225 


Nagle, z końcem 1796, po zgonie Katarzyny, ujrzał Pawła 
wchodzącego w otoczeniu Wielkich Książąt, by przywrócić mu 
wolność. Pierwszym jego odruchem było wyprosić ją u cara 
dla kilkunastu tysięcy Polaków, trzymanych w kajdanach 
rosyjskich i na Syberji. Zyskał dla nich amnestję: lecz schorzały, 
wyczerpany, dał się skłonić wzamian do uznania władzy Pawła. 
Ten akt wyłudzony na wdzięczności, wzruszeniu, przeczuleniu 
Kościuszki, zaciążył zmorą na jego wysokiej samowiedzy wodza 
narodu. Zażądał zaraz od Pawła pozwolenia wyjazdu do Ameryki, 
i obsyPany nieproszonemi jego dary, śpiesznie opuścił Rosję. 
Po drodze, w Szwecji i Anglji, był z czcią witany przez ludność, 
lecz bacznie też śledzony przez poselstwa rosyjskie. Wtedy, 
w drodze, zasłyszał o cudach broni francuskiej we Włoszech 
i tworzonych tam pod Bonapartem Legjach polskich. Ciągnęło 
go do Paryża, do zwycięskiej Republiki, pod której skrzydłem 
zdały się nowe dla Polski otwierać widoki. Lecz wstrzymywały 
zbyt świeże względy petersburskie i obawa zaszkodzenia dopeł- 
nianej akcji amnestyjnej. Udał się tedy Kościuszko do Ameryki, 
z myślą wszakże rychłego do Francji nawrotu. 
Przybywszy 1797 do Filadelfji, pośpieszył stamtąd o tym 
zamiarze uprzedzić władze francuskie. Tymczasem spoczął nieco 
na wywalczonej i jego trudem wolnej ziemi amerykańskiej. 
Serdecznie przywitany przez Washingtona, wyrzekł się jednak 
osobistego z nim widzenia. Trzymał się natomiast bliższych 
dawniejszych przyjaciół. Zastał w Stanach zatarg wewnętrzny, 
na tle zewnętrznem, partji umiarkowanej i anglofilskiej, dokąd 
zaliczano Washingtona, ze skrajną i frank ofilską , pod gorącym 
Jeffersonem. Spór z Francją, o surowszą neutralność Stanów 
względem Anglji, obostrzył się niebawem aż prawie do zerwania. 
Wobec groźby wojny francusko-amerykańskiej, która zamknę- 
łaby go za Oceanem, Kościuszko nie chciał tam swego przedłużać 
pobytu. Miał on też pono, od ściślejszych swych przyjaciół 
amerykańskich, pomóc w Paryżu do złagodzenia zatargu 
dwóch wielkich republik. Kryć się jednak bardzo musiał. Śle- 
dzony nawet w Ameryce przez agentów Rosji i koalicji, mógł 
być pochwycony w drodze powrotnej. Na samem wyjezdnem 
jeszcze o dobrym pomyślał uczynku. Pomyślał o najnieszczę- 
śliwszych czarnych w ludzkości braciach. Sporządził testament, 
16*
>>>
226 


SZYl\iON ASKENAZY 


gdzie przyznany sobie od !{ongresu żołd zaległy przeznaczał 
po swej śmierci na wykup murzynów i kształcenie ich na ludzi 
wolnych. Poczem najtajniej, za wiedzą jednego tylko ]effersona, 
swego wykonawcy testamentowego, odpłynął do Europy. 
Zjawił się w Paryżu, 1798, między zawodem a nadzieją 
Polaków, pokojowym końcem pierwszej koalicji a wybuchem 
drugiej. Przybyciem swem ściągnął na siebie oczy świata. 
Najpierw od petersburskiej wyzwolił się zmory. Pismem otwar- 
tern i zwrotem darów zerwał z Pawłem. Rozpętał tern złość 
i strach trójdzielców. Wnet wyszły tam nakazy ścigania go 
i chwytania. W Paryżu natomiast, gdzie odtąd lat kilkanaście 
miał spędzić, gościnnego doznał przyjęcia. Na wieŚĆ jego powrotu 
drgnęły Legje polskie w Rzymie i Mantui. Bijąc się za Francję 
4 dla Polski, były one znękane zawartym pokojem i odjazdem 
Bonapartego. Teraz ożyły na widok zmartwychwstałego starego 
Naczelnika. Pochyliły przed nim swe sztandary, oddały się pod 
jego rozkazy. Kościuszko te sieroty odnalezione witał, rzeźwił 
serdecznie i pod ojcowską brał pieczę. Ofiarowanej sobie przez 
rząd francuski komendy i pensji nie przyjął. Został moralnym 
jeno wodzem i opiekunem Legji. Popierał u Dyrektorjatu; 
prócz obu włoskich, wspomógł twór nowej, nadreńskiej. Lecz 
wkrótce, 1799, zaskoczony był klęską upragnionej drugiej ,vojny 
koalicyjnej. Ujrzał drogie swe Legje rozbite nad Trebbią i pod N ovi 
ręką kata swej niegdy insurekcji, Suworowa. Widział Republikę 
francuską wyzutą ze swych zwycięstw, zagrożoną najazdem. 
I spotkał się z przybywającym na jej sukurs Bonapartem. 
Bonaparte, wróciwszy z Egiptu, pośpieszył złożyć hołd 
Kościuszce, odwiedzić go w skromnem jego mieszkaniu paryskiem. 
Lecz ci dwaj ludzie, genjusz a cnota, od pierwszego odepchnęli 
się wejrzenia. Porozumienie między nimi byłoby w interesie 
Polski, Francji, Europy. Tembardziej było zwalczane przez 
żywioły partyjne polskie, opozycyjne francuskie, koalicyjne 
europejskie. Co główna, niebawem zamach Brumaire'a wzniósł 
ścianę nieprzebytą między Najwyższym Naczelnikiem - Cyn- 
cynatem a Pierwszym Konsulem - Cezarem. Nadomiar, po 
swem zerwaniu z carem, Kościuszko niezmiernie był dotknięty 
zbliżeniem Bonapartego do Pawła. Wtedy to, 1800, zwątpiwszy 
w pomoc francuską, przemyśliwał nawet o nowem samoistnem
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


227 


powstaniu polskiem. Dał tej myśli wyraz w programowem 
piśmie do rodaków o wybiciu się na wolność własną siłą. Wszedł 
też w styczność ze związkami tajnemi w Polsce. Na szczęście 
ten zwrot rozpaczny wstrzymało, 1801, objęcie rządów przez 
Aleksandra I, pod przychylnym Polsce znakiem. Młody car 
starał się zdala ująć sobie Kościuszkę, przez bliskich mu Polaków, 
Szwajcarów, Amerykanów, pozornym swym liberalizmem. Zaś 
jak przedtem żal do Pawła, tak odtąd niejaka wiara w Aleksandra 
odstręczała od Napoleona, grzebiącego republikę pod swym 
tronem cesarskim. 
Odtąd, zwłaszcza pod wpływem prac Czartoryskiego, po- 
wiernika i ministra Aleksandra, nastąpił pewien przełom w po- 
jęciach Kościuszki. Brał on teraz pod uwagę widoki odnowy 
Polski z tamtej raczej, koalicyjnej strony, przez Rosję. Ale 
próba Czartoryskiego w tym duchu za trzeciej koalicji, 1 80 5, 
padła pod Austerlitzem. N atomiast w następnej wojnie koali- 
cyjnej, po rozbiciu Prus, wejście Francuzów do Polski zdawało 
się ziszczać pierwotne widoki wyzwoleńcze polskie. Wówczas, 
1806, ze zdobytego Berlina Napoleon wezwał Kościuszkę do 
stanięcia na czele powstających rodaków. Ale dawny Naczelnik 
nie miał zaufania do gwiazdy zdobywcy, ani do obietnic niewier- 
nego syna republiki. Odmówił wezwaniu i w Paryżu pozostał. 
Czy swem przybyciem całą zapalając Polskę, byłby nietylko 
wsparł Napoleona, lecz i sforsował mu rękę w sprawie polskiej? 
Czy zamiast połowicznej, na promie pośród Niemna, tylżyckiej 
kreacji Księstwa Warszawskiego, byłby go porwał poza Niemen; 
ku odbudowie państwa polskiego? Tego przesądzać niepodobna. 
Zresztą Kościuszko swe uczestnictwo w pierwszej kampanji 
polskiej Napoleona przeciw Prusom uzależriiał od wyraźnych 
jego zobowiązań na rzecz całej Polski. W każdym razie, odmową 
swego udziału w tej kampanji, zrzekł się udziału w drugiej, 180 9, 
przeciw Austrji, i trzeciej, 1812, przeciw Rosji. W inne dłonie, 
Józefa Poniatowskiego, odstępował czynne dowództwo narodowe. 
W tej rezygnacji, płynącej z naj czystszych natchnień sumienia, 
był wielki tragizm duchowy. 
Po klęsce Napoleona, śmierci ks. Józefa, upadku Księstwa 
Warszawskiego, na ratunek ginącej sprawy polskiej znów stary, 
siedemdziesięcioletni stawił się Kościuszko. Przed Aleksandrem,
>>>
228 


SZYMON ASKENAZY 


którego w. księciem był żegnał 'v Petersburgu a oglądał panem 
świata w Paryżu, 1814, wprowadzony przez Czartoryskiego, 
upomniał się o Polskę. Żądał przywrócenia jej przynajmniej 
w większości dawnych granic, z wolnym rządem i uwłaszczanem 
włościaństwem. Od cara, śród oznak czci najwyższej, usłyszał 
przyrzeczenia wspaniale, lecz poufne, niepochwytne, słowne. 
Potem długo nic odeń nie słyszał, gdy Polskę na stole sekcyjnym 
wiedeńskiego krajano Kongresu. Naraz, 1815, wnet po pioruno- 
wym powrocie Napoleona z Elby, odebrał naglące wezwanie 
carskie do Wiednia, do udziału w odrodzeniu Polski. Opuścił 
napoleoński znów Paryż i Francję Studniową. Od spotkanego 
po drodze Aleksandra niczem zbyty, w Wiedniu z ust Czarto- 
ryskiego gorzką poznał prawdę. Poznał nędzne kongresowe 
o Polsce uchwały. Zrywały one skroś zwielIdem Kościuszkow- 
skiem trój hasłem powstańczem: W olność, Całość, Niepodległość. 
Stanowiły, zamiast niepodległości, wspólne berło rosyjskie; 
zamiast wolności, samowładztwo pozorowane konstytucją; co 
naj gorsza, zamiast całości, Kongresówkę, mniejszą o jedną 
czwartą od Księstwa Warszawskiego, bez Krakowa i Poznania, 
a też bez Wilna, bez przyrzeczonej Litwy. Zawód był okrutny. 
Aleksander dawał mniej od Napoleona. Rozumiał Kościuszko, 
że z tym zawodem pogodzić się narazie musi spółczesne pokolenie 
polskie. Lecz czuł, iż godzić się nie może on, Naczelnik Najwyższy, 
symbol wiecznych praw i dążeń narodu. Otrząsnął się z pokus 
Aleksandra i samozłud Czartoryskiego. Na swój sposób godnie 
dopełnił ks. Józefa. Jeśli ten przed poddaniem się carowi wolał 
schronić się na dno Elstery, on przed łaską cara wolał schronić 
się na tułactwo. Odmówił służb i zaszczytów w znów dzielonej 
Polsce. Nie chciał nawet swym powrotem sankcjonować nowego 
jej podziału. Sam na dozgonne skazał się wygnanie. Do Francji 
bourbońskiej wracać nie chciał. Osiadł w jedynej europejskiej 
republice, wolnej Szwajcarji. Tu, w podniosłem obcowaniu 
z górską przyrodą, śród dzieł dobroczynnych dla miejscowego 
biednego ludu, a przedewszystkiem śród nieodstępnych rozmyślań 
o losie Polski, pozostałe mu jeszcze dwulecie ofiarnego spędził 
żywota. I tu, zdala od ojczyzny, między obcymi, bez niczyjej 
polskiej przy swem łożu śmierlelnem twarzy ni mowy, a w tern 
właśnie osamotnieniu najwiemiejszy Polsce, największy wtedy
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


229 


Polak, smutnego jesiennego wieczora 1817, dziś przed stuleciem, 
ostatnie tchnienie przeczystej wydał duszy. 


VI 


ŚWIADEK POLSKI 


II J'entends le signal des batailles. 
Et le chant de tes funerailles 
Est un hymne de liberte. 
Tombez , voiles funebres. 
La Pologne sort. des tenebres". 
C asi mir D ela vig ne. Dies irae de Kosciuszko. 


..Poland! o'er which the avenging angel pass'd. 
But left thee as he found thee. still a waste, 
Forgetting all th y still enduring claim , 
Thy lotted people and extinguish 'd name. 
Thy sigh for freedom. thy long flowing tear. 
That sound. that crashes in the tyrant's ear- 
Kosciuszko I" 
Lord Byron. The Age ot Bronze. 


Świętej sprawy zmartwychwstania Polski, pierwszy za życia 
sługa, wielkim świadkiem pośmiertnym został Kościuszko do 
dziś dnia. 
Świadectwo jego dlatego jest tak ważne, że on naj pełniej 
wcielał swój naród. Wszystko w nim, zalety i braki, na to się 
składało. Nawet skromna napozór jego indywidualność, zamiast 
świetnem gasić sobkostwem, podnosiła skupione w nim cechy 
zbiorowości. Napoleon wysiłkiem Francji własny wyniósł walor; 
Kościuszko własnym wysiłkiem walor Polski. Jego wielkość 
w tern właśnie, iż nie jest jego osobistą, lecz Polski. Bez tego 
niepodobna pojąć roli jego dziejowej. Wszak on wojskowym 
ni politycznym nie był genjuszem. Po wygranej Racławic, 
przegrał Szczekociny i Maciejowice. Mylił się tylekroć na rzeczach 
i ludziach. A jednak o niego, bezsilnego, biednego starca, jeszcze 
spierali się Napoleon i Aleksander, najwięksi mocarze świata. 
A jednak on został jednym z nieśmiertelnych bohate
ów ludz- 
kości. Czemu? Bo imię jego jest Polska. Cała Polska, nie
>>>
230 


SZYMON ASKENAZY 


etnograficzna tylko, gdzie jego nie stała kolebka. Mają go za 
swego i Polacy ściślejsi, i Litwini. l\1:ieli pono za swego i Rusini: 
zbiegali doń za powstania Dońcy, i jeszcze w Paryżu ich ataman 
Płatow chodził do starego "pana Kostiuszki" skarżyć się cicho 
na krzywdy kozactwa od 
1:oskwy. Był republikanin Kościuszko 
niekoronowanym królem wszystkiej Rzplitej Polskiej. Prawy 
następca Jagiellonów, wznowił i uświęcił państwową po nich 
Unję; jak ją po nim zkolei jego wznowi i uświęci następca, inny 
wielki Polak-Litwin, król niekoronowany, Mickiewicz. 
Idealne pojęcie całości Polski ujmował wszakże Kościuszko 
z właściwą dozą realizmu. Wprawdzie Napoleonowi mówił 
o granicy od Rygi do Odesy; Aleksandrowi o linji Dźwiny 
i Dniepru. Lecz gotów był do koniecznych ustępstw, byle znów 
nie ponad pewną dopuszczalną miarę. Odrzucił rozwiązanie 
Kongresu wiedeńskiego, bo przekraczało tę miarę. Przyjąłby 
ostatecznie - jego są słowa - "większą część narodową, jeśli 
nie można całej: ale nie naj mniej szą, którą nazwano pompa- 
tycznie Królestwem Polskiem" Kongresowem. Gdyż, dodawał, 
"imię samo nie stanowi narodu, lecz wielkość ziemi z obywatelami". 
Streszczał on tu nieodbity przedwstępny postulat istotnej odnowy 
polskiej: minimum objętości terytorjalnej i ludnościowej. 
Określał je wówczas przed Aleksandrem na ,,10 albo II miljonów 
ludzi" J t. j. około 2/3 przedpodziałowej Polski, czyli dziś na 
około 30 miljonów. Dziś zapewne wypadłoby precyzować 
ilościowo i jakościowo nieco odmiennie. Ale sam wytyczny 
postulat Kościuszki pozostaje wciąż w mocy. Pozostaje w mocy 
konieczność silnego minimum objętości, by Polska mogła na- 
prawdę odrodzić się wolną, nieporlległą, wprost do życia zdolną. 
Kościuszko świadczy jednak nietylko o prawie Polski. 
Świadczy o czemś więcej jeszcze, o jej charakterze narodowym. 
A więc o tern, jak ona tego wróconego sobie prawa zażyje. Nigdy 
takie świadectwo donioślejszem nie było, jak dziś właśnie, gdy 
o charakter narodów, o spoczywającą w nim groźbę lub rękojmię, 
rozbić się lub oprzeć może trwałe uspokojenie walczącej ludzkości. 
Kościuszko, cor cordium, dał za swym narodem taką naj czystszą 
rękojmię moralną. "On był - rzekł o nim szlachetny Francuz, 
Michelet, co z cudzoziemców pojął go naj głębiej - samą Polską. 
On był, najbardziej ze wszystkich, nawskroś dobry. Dobroć
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO 


231 


nadzwyczajna, jaka w nim była, miała skutki niezmiernie dla 
przyszłości jego ojczyzny dodatnie. Zyskała sobie ona serce 
wszystkich narodów, przeświadczonych, iż bezwzględna dobroć 
ludzka wcieliła się w Polaku". 
. Tak dziś, w setną rocznicę zgonu, żywym wstawiennikiem 
za Polskę jawi się Kościuszko. Tak dziś, w straszną godzinę 
wszechdziejowego sądu, jego duchem cuci się i zasłania Polska 
cierpiąca, pustoszona, krwawiąca, a nieśmiertelna, i da Bóg 
szczęśliwsza niż przed stuleciem, gdy chylił głowę Zachód przed 
jej męką i cieniem zgasłego jej Naczelnika: 


"Którego imię brzmi gromem w uchu tyranów- 
Kościuszko !tt
>>>
'c, 


KSIĄZĘ ]OZEF PONIATOWSKI 


I 


Kiedy dziś przed stuleciem kończyła się bitwa pod Lipskiem, 
źle było z ziemią polską, zewsząd mrowiem zwycięskiego obsiadłą 
nieprzyjaciela; źle z duszą polską. 
Doznano cieleśnie, a zwłaszcza ducho,vo, wstrząśnienia 
jednego z najstraszniejszych, jakie przedtem czy potem, w walce 
o odbój narodowy, na kraj spadły. Pod znakiem rozpaczy 
podejmowane były ongi przedsięwzięcia barskie i kościuszkowskie; 
później - listopadowe i styczniowe. Pod znakiem niechybnego 
napozór tryumfu - wczorajsza wyprawa do Moskwy. I oto ze 
szczytu najgórniejszych widoków nagle strącony został naród 
w otchłań nicości. Nietylko upływ kIWi, po tym wysiłku ogrom- 
nym, był niesłychany, większy niż kiedykolwiek poprzednio 
lub następnie. Lecz okrutniejsze niż kiedykolwiek, po tym 
piorunowym zawodzie, było oszołomienie moralne. Gdzie była 
prawda? gdzie wyjście i ratunek? W zaległej naraz nieprzebitej 
pomroce poomacku szukali drogi zbawienia, błąkali się, zderzali 
i różnili w zdaniu najlepsi Polacy. Jeden z najlepszych, Czarto- 
ryski Adam, na pierwszą wiadomość o klęsce lipskiej, zapisał 
w Dzienniku: "Wielkie zwycięstwo pod Lipskiem. Nieboracy 
nasi. Co też książę Poniatowski sobie pomyślał?" Aliści, tuż za 


Książę f6zef Poniatowski, t I9 paidziernika I8 I 3, przem6wienis 
w setną rocznicę zgonu na obchodzie w Starym Teatrze w Krakowie. 
druk. Krak6w-\Varszawa. październik 1913. nakło E. VVende VVarszawa 
i H. Altenberg Lwów.
>>>
KSIĄ2Ę JÓZEF PONIA TOVVSKI 


233 


pierwszą nadbiegła wieść druga: że on zginął; i błyskawicą 
jarzącą rozświeciła ciemności samowiedzy narodowej. "Śmierć 
księcia Józefa - zapisuje teraz w najżywszem poruszeniu tenże 
sam Czartoryski - ...co za żal... Kraj polski krepą okryty... 
Spać nie można... widzi (się) zawsze księcia na placu, we krwi, 
w mundurze jego... Smutek okropny... Chciał ginąć; przeszyty 
kilkakrotnie... Przykład śmierci najpiękniejszy do naśladowania; 
niech wiecznie w pamięci żyj e et. 
Ten mimowolny nawrót szlachetnego przeciwnika poli- 
tycznego wiernie odbijał uczucia ogółu. Naród drgnął, zrozumiał 
i zatwierdził. Zgon umiłowanego syna szarpnął trzewiami 
polskiej macierzy; ale ostremu bólowi towarzyszył odruch 
pewności nieomylnej, że dokonało się to, co było powinno, i że 
on tego dokonał imieniem i dla dobra narodu. I jakkolwiek 
już wcześniej nauczono się kochać księcia Józefa, odtąd dopiero 
odczuto spełna, czem on był dla Polski, odkąd go nie stało. 


II 


Urodził się na wysokim, wielkopańskim szczeblu społecznym, 
na stopniach walącego się tronu polskiego. A zarazem -wświet- 
nej stolicy, w cieniu wspaniałego tronu jednego z rozbiorców 
Polski. Nie dosięgały tam do dziecka odgłosy bezkrólewia, Baru, 
podziału. Wprzęgnięty młodzieniec do służby cesarskiej, krew 
nasampierw przelewał za sprawę cudzą. 
Czyniono mu potem nieraz gorzki stąd wyrzut; wypominano, 
że zaczął jako oficer austrjacki a skończył jako marszałek fran- 
cuski. ]akgdyby w tym samym czasie Dąbrowski Hemyk nie mu- 
siał przez lat dwadzieścia sługiwać jako szwoleżer i gwardzista saski 
i bić się pod komendą fryderycjańską. Jakgdyby Rymkiewicz 
Franciszek nie musiał trawić lat dwunastu w starotulskim 
pułku piechoty, bić się pod komendą suworowowską a ginąć 
pod francuską. Jakgdyby nawet Kościuszko Tadeusz nie za- 
czynał jako oficer amerykański a kończył jako obywatel szwaj- 
carski. Darmo tu winować; takie już były losy kraju. Pospołu 
z chłopem galicyjskim, za cesarza, na Turka szedł książę Józef. 
Ale on, co więcej, dostał się niety1ko w cudze ryzy służbowe, 
lecz pod wpływ cudzej kultury wysokiej i ujmującej. ObcoŚĆ
>>>
234 


SZYMON ASKENAZY 


i wrogość otaczającego środowiska kryła się dla niego pod ułudą 
powinowactwa i łaski. Tam najułudniejsze ciągały go pozory 
obowiązków szlachetnych: honoru wojskowego, wdzięczności, 
lojalności. Stamtąd bił blask i potęga. A z kraju zalatywały 
mroki i bieda. Jakże mizerną po Wiedniu wydać się musiała 
Warszawa; po Burgu - Zamek; po majestacie l\1:arji Teresy - 
szych Stanisława Augusta; po lśniącej zbroi Habsburgów - 
zardzewiały oręż Rzplitej. 
Siłą takiego to bijącego w oczy przeciwieństwa, odpolszcze- 
nie samorzutne, poza poniewolnem, wdzierać się mogło już 
wtedy do świeżych odłamów rozbiorowych, a potem do wszystkiej 
podzielonej Polski. Pociąg do potęgi, fortuny a przeto i mądrości 
wrogiej, i ukorzenie się przed nią w duchu; odraza do nędzy, 
klęski a przeto i winy rodzimej, i zaparcie się jej w duchu: stale 
odtąd nad ogółem polskim unosić się pędzie ta fatalna podnieta 
do samobójczego grzechu wynarodowienia. A do nikogo, dzięki 
uprzywilejowanemu jego stanowisku, nie podstępowała ona tak 
często, tak nęcąco i w postaci tak wielorakiej, jak do księcia 
Józefa. Podstąpiła doń w tym kształcie austrjackim naj wcześniej 
i może naj wnikliwiej , sprzymierzona z młodością jego bezbronną, 
słodzona miodem pierwszego kochania, -lecz, po ciężkiej walce 
wewnętrznej, odtrąconą została. To była pierwsza jego próba 
. . 
I pIerwsza wygrana. 


III 


Zerwawszy ukwiecone kajdany obczyzny, książę Józef na 
pierwsze wezwanie Sejmowi Wielkiemu się stawił; powołanie 
swoje życiowe i dziejowe odnalazł; żołnierzem i wodzem polskim 
ostał. Pracował gorliwie nad urządzeniem odradzającej się siły 
zbrojnej narodowej; złączył się z Ustawą Majową; w jej obronie 
na przemożnego ruszył nieprzyjaciela; nie uratował jej, - ale 
kampanją swoją ukrainną pokrył hańbę litewskiej, ocalił honor 
kraju. Od zadziwionych weteranów rosyjskich, nawykłych do 
rozpędzania kup konfederackich, a znienacka obalonych pod 
Zieleńcami impetem bataljonów polskich, osobiście przez niego 
w ogień prowadzonych, z szacunkiem przezwany został: s m i e- 
l y j r e b i o n ok, śmiałe dziecię. Przymusił do szacunku
>>>
KSIĄ2Ę JÓZEF PONIATOVVSKI 


235 


młodą śmiałością swoją; odkrzesał z popiołów iskrę starownej 
siły bojowej polskiej, nie w przeżytkowem pojęciu szlacheckiego 
rębactwa, lecz w nowożytnem regularnych szyków wojennych. 
'[ymczasem padła sprawa narodowa; górę wzięła przewaga 
rosyjska i zbrodnia targowicka. Do pogodzenia się z czynem 
dokonanym, do ugięcia się przed koniecznością, do rozsądku, 
a naprawdę do przeniewierstwa, przynaglany był książę Józef 
najsilniejszym naciskiem, błaganiem króla dobroczyńcy, namową 
najbliższej rodziny, względami na przyszłość własną. To była 
druga twarda próba w młodem jego życiu. Wytrzymał ją bez 
drgnienia; wyzuł się wszystkiego, stanowiska, majątku; czysty, 
wiemy sobie, z kraju niewolonego wyszedł. 


IV 


Aliści, wnet po jego odejściu, nastąpił w kraju wielki czyn 
Insurekcji. Raptownie dojrzała ona i wybłysła bez niego, 
ponad nim. Nie z winy narodu, ani też księcia, tak się stało. 
Na czele rewolucji polskiej, niepomału uwarunkowanej przez 
spółczesną'rfrancuską, niepodobieństwem było postawić księcia 
krwi; a zwłaszcza splamionej grzechem królewskim krwi i imie- 
nia Poniatowskich. Ale jakkolwiek konieczne, to wyłączenie 
i degradacja strasznym były ciosem dla bezwinnej duszy księ- 
cia Józefa. 
Nadomiar, z zawodu i urodzenia, raczej żołnierz regularny 
i zachowawca, musiał on żywić pewną niewiarę do oręża rewo- 
lucji, pewne uprzedzenie do jej ducha. Podobnie uprzedzonych 
było wtedy wielu, i to naj zacniej szych ; dlatego brakło w Insu- 
rekcji mnóstwa naj zasłużeńszych mężów - \Vielkiego Sejmu; 
a brakło tam niemal zupełnie najpierwszych nazwisk wielko- 
pańskich. Działo się zaś tak nie bez powodów bardzo poważ- 
nych i wcale zrozumiałych. Do absentowania się, do nieczy- 
nienia, zazwyczaj tysiąc bywa powodów, nawet zasadnych, 
nawet roztropnych; do przyczynienia się, wystawienia siebie - 
tylko jeden, i zawsze ten sam: niemiłosierny głos obo\viązku. 
Posłuchał go i tym razem książę Józef. To była jego pró- 
ba trzecia. N aprzód był poświęcił pierwszą miłość i szczęście 
osobiste. Potem poświęcił karjerę i względy rodzinne. Teraz
>>>
ł, 


236 


SZYMON ASKENAZY 


poświęcał dumę i przekonanie polityczne. Ukorzył się przed 
wolą narodu, przybiegł dzielić jego losy, wczoraj wódz, dziś 
podkomendny, wczoraj z uwielbieniem żegnany, dziś z po- 
dejrzliwą witany niechęcią. "Powiedz mnie szczerze - pytał 
Kościuszko prezydenta miasta Warszawy - słyszałem, że 
obywatele nie chcą iŚĆ do księcia; jeśli to prawda, oddalę gO...H. 
W takich to warunkach cierpiał, bił się, pełnił swą powinność 
książę Józef, aż do upadku Insurekcji. 


v 


Po zupełnym rozbiorze Polski, długie dziesięciolecie wieku 
męskiego strawić, stracić wypadło księciu w pruskiej Warszawie. 
Był to smutny, jałowy okres sennej bezwładności dla niego, jak 
i dla kraju. 
Ale wybiła godzina orzeźwienia i czynu, kiedy nad Wisłę 
zleciały orły napoleońskie. Dla księcia była to godzina ponownej 
próby. Od obecnego swego monarchy a łaskawcy, króla pru- 
skiego, wezwany został, pod zaklęciem na rycerską swoją lo- 
jalność, do posługi zbrojnej przeciw Napoleonowi. W tym sa- 
mym kierunku pociągany był równocześnie od strony sojuszni- 
czej rosyjskiej i czekającej w odwodzie austrjackiej. Wszędzie 
tam on był pętany troistym splotem zobowiązań i względów. 
Dźwigał na sobie wcieloną zmorę trójlojalizmu. \V trzech równo- 
cześnie armjach zaliczony był jako generał austrjacki, rosyjski, 
pruski. A był magnat, w trzech równocześnie posesjonowany 
kordonach. Na podobieństwo wszystkich, ówczesnych i póź- 
niejszych, magnatów polskich, był w sposobie wyjątkowym 
i bezpośrednim, osobiście i rnaterjalnie, zawisły od rządów 
rozbiorczych. 
Magnaterji polskiej, od upadku kraju, nad wyraz trudne 
przypadło stanowi
ko, lecz niezmiernie też doniosłe obowiązki. 
Obowiązki świętsze, niż gdziekolwiek, gdyż dostojeństwo swoje 
i dostatki nie łasce samowładnego pana, ale winna hojnej ponad 
wszelką miarę dobroci Rzpltej. Większe, niż gdziekolwiek 
śród szczęśliwszych niepodległych ludów, obowiązki dla zbiedzo- 
nego swego narodu, który ani mocen prawowitą działać repre- 
zentacją, ani rozwinąć zasobów zbiorowości, i tembardziej jest
>>>
KSIĄZĘ JÓZEF PONIATOWSKI 


237 


w prawie żądać dla siebie najwyższej dbałości i ofiary od obsy.. 
panych przez siebie możnych swoich. Atoli stąd właśnie dla 
nich wielki wynikał hamulec i szkopuł, że w tern ściślejszą po- 
padli zawisłość od rządów obcych, siłą tych mianowicie dóbr 
swoich doczesnych, - których strata zresztą nietylko ich pry- 
watną, lecz publiczną byłaby stratą, ubytkiem poważnych wa- 
lorów i posterunków narodowych. Magnaterja polska wobec 
takiego to zgoła niełatwego stanęła dylematu, kędy trudniej jej 
było, niż przez ucho igielne, wnijść do królestwa pełnej zasługi 
obywatelskiej. 
Ale wnijść przecie było można: pokazał to książę Józef, 
i przedewszystkiem ludziom swego pokazał stanu. "Gdzie są 
wielkie rody wasze? - tak piorunował Napoleon na opusto- 
szałym od nich Zamku warszawskim - Gdzie są wasi Potoccy, 
Czartoryscy, Zamojscy, wasi Sapiehowie, Radziwiłłowie? Ci 
ludzie wszyscy od stóp do głów oddani są Rosji! Wasz Czartory- 
ski pisał do Kościuszki, aby nie przybywał tu (do mnie) do Pol- 
ski!" Na te wyrzuty, za nich wszystkich, osobą swoją odpowie- 
dział książę Józef. Odepchnął tamte, przybrane pochlebstwem 
a podszyte groźbą, zaprosiny pruskie do obozu koalicji. Wy- 
rzekł się podsuwanego sobie z kolei najwygodniejszego wyjścia: 
bierności, nieczynu. Całego siebie rzucił na szalę. Uznał wolę 
narodu w sprzężeniu swych losów ze sprawą Napoleona; oddał 
się pod jego rozkazy; został ministrem wojny i wodzem naczel- 
nym Księstwa Warszawskiego. 


VI 


Nad powierzoną sobie najwalniejszą 'poręką przyszłości, 
wojskiem warszawskiem, czuwał odtąd z troskliwością umie- 
jętną i żarliwą. Z dojrzałą decyzją męską, raz opowiedziawszy 
się za Księstwem, stanął przy twórcy jego i opiekunie. Nie uni- 
żył się przecie, jak wtedy tylu innych, przed wszechmocą cezara. 
Zachował względem niego postawę godną; zawsze, w szczęściu 
czy nieszczęściu, równą. Nie był ślepy na jego błędy i wady. 
Musiało Poniatowskiego, przy jego urodzeniu, wychowaniu, 
pojęciach, razić niejedno w Napoleonie; niejedno też w jego poli- 
tyczne m i prawnopaństwowem dziele książęco-warszawskiem.
>>>
238 


SZYMON ASKENAZY 


Ale podziwiał jego genjusz; wdzięczny mu był za to, co on jedyny 
dla Polski uczynił; ufny w to, co on jeden dla niej jeszcze uczynić 
był zdolen. 
Do nowych, postępowych instytucyj Księstwa Warszaw- 
skiego przystosował się z posłuszeństwem wewnętrznem, z kar- 
nością nie żołnierską tylko lecz obywatelską; a zarazem z dużą 
oględnością i umiarkowaniem. Trzymał się zdala od ostrych 
zatargów i przeciwieństw, zrodzonych na tle nowożytnych, 
dobroczynnych naogół, lecz przyswajanych zrazu nie bez tarcia, 
urządzeń i stosunkó,v. Nie wojował ani z kodeksem, ani z ewan- 
gelją; i kiedyś będą mogli społem Stanisław Potocki i ksiądz 
Woronicz oddać mu jednakie hołdy pozgonne. Rzecz dla niego 
znamienna: on właściwie nigdy do żadnego nie należał stron- 
nictwa. Nie był w gruncie ani ślepym regalistą zamłodu, ani 
teraz ślepym napoleonistą; nigdy nie był ani wstecznikiem, 
ani radykałem. Nie zaliczał się do żadnego z obozów partyj- 
nych, rozdzierających schyłkową Rzpltę, emigrację i Księstwo. 
Należał do obozu Polski. 
Coprawda, dlatego też, sam nie mając partji własnej, mie- 
wał w każdej niechętnych. Byli tam ludzie tak źli, że okrzyczeli 
go za Austrjaka, Prusaka, Moskala, wroga swego własnego na- 
rodu; a byli tak ciemni, że okrzyczeli go za czynnego masona, 
wroga swej wiary rodowitej. Czynili to ludzie, niewarci pyłu 
stóp jego, ani jako patrjoci przed Polską, ani jako chrześcijanie 
przed Bogiem. Ale choć dokuczali mu oni nieraz, dbał o nich 
niewiele; miał dla nich "panieństwo pogardy" i zapomnienie. 
Gorzej było, że przez nich, przy wyjątkowo trudnem położeniu 
swojem, bratanek Stanisława Augusta, syn Austrjaczki, rze- 
komy pupil pruski i rosyjski, nieprędko jeszcze mógł odzyskać 
utraconego z winy okoliczności pełnego zaufania rodaków. 
Wciąż jeszcze podejrzliwie, prawie nieprzyjaźnie, boczyła się 
na niego Warszawa i Księstwo. On to znosił z bólem wyrozumia- 
łym i cierpliwym. I tę również dał naukę, że niewolno Polakowi, 
choćby za krzywdę naj oczywistszą, ze swoim prawować się 
narodem, zgoryczonym przez nieszczęścia bez miary, nauczO- 
nym nieufności przez przymus okrutnych doświadczeń i ciągłej 
walki o istność. Znał swój naród; wiedział, że krzywdę mimo- 
wolną on wynagrodzi z lichwą sercem całem; że ma smak cnoty
>>>
...., 



 


.. 


... 


" 


.. 



td. Cteil R. (portret allgi
lski) 


WI. Ministra 5tanislart'a Palka. H'a,sZ4rQ 


Ks£ążę Józef Poniato'wski (I793)
>>>
KSIĄZĘ JÓZEF PONIATOWSKI 


239 


niemy lny i na niej wkońcu poznać się musi; że ma uniesienie 
sprawiedliwości i wdzięczności. I spokojnie czekał pory pięknego 
odwetu. 


VII 


Doczekał się w warunkach naj niep omyślniej szych , zasko- 
czony opanowaniem Księstwa Warszawskiego przez dwakroć 
przeważające wojsko austrjackie. Wbrew przestrodze rozumu, 
wiedziony szalonym porywem honoru, a naprawdę trafnym 
instynktem zbawczym, stawił im czoło, z bagnetem w ręku 
dotrzymał im placu. Już tutaj, właśnie z doznanej krzywdy 
szlachetna dlań wytrysła nagroda. Bo kto wie? może nie byłby 
się zdo był na szczytne szaleństwo Raszyna, gdyby nie właśnie 
dźgająca ostroga narodowego uprzedzenia. Ale choć odniósł 
wielką wygranę moralną, Warszawy ocalić nie był w stanie; 
a opuszczając ją, słysz ć musiał rozlegające się dokoła przekleń- 
stwa obłąkanego ludu, wyrzucającego mu zdradę. 
Niebawem wszakże rehabilitację swoją, rozpoczętą na polu 
raszyńskiem, uwieńczył wspaniałą wyprawą galicyjską. Do 
jednej, wyzwolonej przez Napoleona, przydał wtórą, wyzwo- 
loną przez siebie dzielnicę; tern samem zbliżył widoki wyzwo- 
lenia trzeciej. Runęła żywiołowo ku niemu fala radosnej naro- 
dowej skruchy. Powrócono do niego i pokochano go na zawsze. 
Jakkolwiek fortunna wyprawa galicyjska była szczytem 
słonecznym dla księcia Józefa, to jednak i do niej ostre wrzy- 
nały się cienie. I tutaj nie darowała mu nieodstępna od jego kro- 
ków pokusa. Z dwóch stron jednocześnie, od austrjackiego 
przeciwnika i od rzekomego sprzymierzeńca rosyjskiego, ude- 
rzono doń wtedy podmową natarczywą a mądrą, grającą na jego 
patrjotyzmie i jego ambicji. W Napoleonie, odbudowcy Polski, 
wystawiano mu jej zdrajcę; w sobie, rozbiorcach Polski, wysta- 
wiano jej wybawców; zaś do przynęty wybawicielskiej dokła- 
dano najświetniejszą osobistą: korony królewskiej dla księcia 
Józefa. Wzdrygnęła się w nim prawoŚĆ; żachnął prosty rozsą- 
dek; bez trudu rozeznał się w tym fałszu, tern mamidle, za któ- 
rem czyhała zguba pewna i haniebna. A bez żadnego też wa- 
hania cofnął ręce od podsuwanej sobie królewskiej purpury. 
Szkice i portrety 17
>>>
240 


SZYMON ASKENAZY 


Nie pożądał jej nigdy, na podobieństwo ambitnych oligarchów 
zgasłej Rzpltej, wydzierających sobie ongi władzę najwyższą. 
On rwał się do najwyższej służby, nie wzorem tych dawnych 
polskich królewiąt, lecz wzorem tego, "co to nie przyszedł, 
aby mu służono, ale aby służył i dał duszę swą okupem za wielu". 


VIII 


Jakim wtedy, już niedaleko kresu, w tej nie najgórniej- 
szej jeszcze, lecz naj szczęśliwszej zawodu publicznego dobie, 
posiadł go i pokochał Kraków, dojrzałym, dorodnym, pięknym 
z ciała i ducha, takim wrył się, w tradycji na zawsze ulubieniec 
Polski. Ale opisywać go zbyteczna; znamy go wszyscy. Miał 
w sobie, jak ów ulubieniec Rzymu, Germanik, nobilitatetn 
ducis, decorem, ...patientiam, comitatem, per seria, per iocos 
eundem animum; , ,szlachetność wodza, okazałość, .. .cierpli- 
wość, ludzkość, jednaką w powadze i igraszkach duszę". Za- 
pewne: wytykano mu nieraz, że był jako człowiek nie bez grzechu, 
jako wódz nie bez błędu. Ale był najniezawodniej obywatel 
bez skazy. Dał z siebie przykład i nazbyt ospałym, wciąż dzwo- 
niącym na poddańczą trwogę, i nazbyt krewkim, dzwoniącym 
ciągle na ruchawkę powstańczą. Pokazał, jak trudno być do- 
brym naprawdę Polakiem; iż niedość chcieć nim być - trzeba 
umieć. Nie leżało zresztą bynajmniej znaczenie jego narodowe 
w samym jeno, właściwym mu, zakresie czysto militarnym, 
choć kształcił się w nim i dojrzewał bezustanku. Nie wygóro- 
wał przecie samą tylko zaletą wojenną; żył w czasach wojen- 
nych, obfitujących w świetne jej dokoła wzory. Cnota orężna 
była w nim jedynie naczyniem wyższej obywatelskiej. Tej to 
on naj główniej uczył się aż do zgonu; i przez nią, wychowując 
w niej siebie, został jednym z wychowawców narodu. 
Był z tern wszystkiem człowiek bardzo prosty. Był przy- 
stępny_, niezapamiętały, miłosierny, człowiek bardzo dobry. 
Przy · wrodzonym temperamencie bardzo żywym, bujnym, 
aż nadczułym, był sensat, miał dużo zdrowego, jak sam mawiał, 
chłopskiego rozsądku. A wszelkie wrodzone słabości pokry- 
wała, gasiła jedna cecha górująca: prawość. Z całą prostotą 
swoją łączył wzięcie się wspaniałe, zmuszające do liczenia się
>>>
KSIĄZĘ JÓZEF PONIATOWSKI 


241 


z nim i szacunku. Był w nim urok, pogoda i pańskość Polski. 
Stąd była jej nieodparta siła przyciągająca. 
Kochali go też niety1ko naj bliżsi rodacy. Szli do niego 
łatwo, z zaciągiem, ofiarą, akcesem, nieufni Litwini. Ciągnął 
do niego chętnie ociężały lud ruski. Zamłodu biegli na wyścigi 
mołojcy kozaccy aż daleko z Zadnieprza służyć u jego boku. 
Pieśń ulubioną żołnierską: "Daj nam Boże doczekać tej pory. 
By do ataku pochylić propory", ułożył "ksiądz ruski w obozie 
Jaśnie Oświeconego książęcia Józefa Ponia towskiego i na czeŚĆ 
Jego"; a potem za Księstwa Warszawskiego życzliwej jego 
oddawać się będzie protekcji biskup unicki chełmski, pasterz 
"dobrego i przywiązanego do ojczyzny narodu roksolańskiego..., 
który niegdyś jednem imieniem wszystkich zaszczycał się Po- 
laków". Wielbili Żydzi polscy łaskawego dla nich księcia, opła- 
kiwali go i między swoje włożyli legendy. Wielbili go Niemcy 
polscy; po królewsku u siebie ugaszczali go Gdańszczanie; i na- 
wet od kolonistów Holendrów, nawet od byłych urzędników 
pruskich, których skrzywdzić nie pozwolił, zwany będzie "anio- 
łem opiekuńczym..., godnym wiecznej czci i wdzięczności". 
Znała go wszystka ziemia polska, którą on wszystką zmierzył 
stopą własną od brzega do brzega. Widziała go Korona i Litwa, 
Ruś i Inflanty, Pomorze i Śląsk; widziała naocznie u siebie 
Warszawa i Kraków, Wilno i Poznań, Lwów i Kijów, Mitawa 
i Cieszyn, Gdańsk i Smoleńsk. A miewał on też w polu przeciw 
sobie siłę rakuską, brandenburską, moskiewską, nawet z początku 
Turka i Tatara, nawet pod sam koniec Szweda, wszelakiego 
nieprzyjaciela Rzpltej, jakgdyby nacechowany symbolicznie 
odbiciem jej losów. 


IX 


Nastąpiła wyprawa do Moskwy. W przededniu jej książę 
Józef, przez szanownego obywatela a kuzyna, Czartoryskiego, 
znowuż miał sobie przyniesione do Warszawy dawne obietnice 
rosyjskie; a już w marszu na Litwę znowuż imieniem impera- 
torskiem ofiarowaną koronę polską. Uchylił raz jeszcze tamtą 
złudę; odżegnał się od tego kuszenia. OdbYl wyprawę moskiew- 
ską, spisawszy uprzednio testament; z sercem ściśnionem, gdyż 
17*
>>>
242 


SZYMON ASKENAZY 


widział ją założoną politycznie i wojskowo wbrew lepszemu 
przekonaniu swemu; ale z postanowieniem prostern, odwagą 
sobie właściwą, dojrzewającym talentem. Z myślą batoro
ą 
w duszy, na rumaku karym, prowadził swoich aż pod same, 
ziejące ogniem, mury Smoleńska; dorównał najtęższym wy- 
siłkom Wielkiej Armji pod Borodinem; wyprzedził ją pod Czary- 
kowem, ratował pod Woronowem. Okazał w zwycięstwie szla- 
chetną dla nieprzyjaciół ludzkość, germanikową mansuetudo 
in hostes. Wzbronił naj surowiej wszelkich gwałtów i rabunku 
w zdobytej rosyjskiej stolicy; i czemprędzej wywiódł z niej 
swych ludzi, których też nawet ihumeństwo monasterów mo- 
skiewskich uznało za jedynych w Wielkiej Armji "prawdziwych 
chrześcijan". Okazał zkolei w okropnym odwrocie rzadki 
spokój i wytrzymałość. PrzyProwadził zpowrotem do Warsza- 
wy ocalone orły i działa polskie. 
Ale tutaj w domu zastał rozprzężenie i upadek ducha zu- 
pełny. A zastał już nawiązane od rządu Księstwa, od powa- 
żnych i bliskich sobie mężów, tajne układy kapitulacyjne z Ro- 
sją. Ocenił odrazu, jak one były niegodne, niewczesne i próżne; 
zatamował je sam jeden wolą stanowczą. Uczynił natomiast 
rzecz jedyną, jaka była do zrobienia: zbroił się. Zebrał gorączko- 
wo, ile się dało, szczątków straconej armji i świeżych zaciągów; 
a unikając wydania ich na łup nadciągającej nawale nieprzy- 
jacielskiej , w ostatniej już godzinie, z niemi i z przymuszonym 
rządem, odstąpił z Warszawy do Krakowa. 


x 


Tutaj, w starym Krakowie, gdzie naj słodszej obywatela 
zaznał pociechy, teraz spijał gorycz determinacji przedśmiertnej. 
Zewsząd nadciągali i otaczali go Rosjanie ze swe mi posiłkami 
pruskiemi; z boku parli Austrjacy, gotujący się do złącze- 
nia z koalicją. A tu srożej jeszcze nacierali nań swoi. Żądano 
od niego, by w Krakowie wytrwał, lub do Warszawy wrócił, 
w każdym razie w kraju pozostał, żeby pogodzić się z Rosją. 
Żądano tego w imię nadziei pokładanych w łasce imperatorskiej. 
Odsłaniano mu rąbek starań tajnych pod adresem Rosji; oka- 
zywano własnoręczne pismo carskie. Ale on w tych staraniach
>>>
I{SIĄZĘ JÓZEF PONIATOWSKI 


243 


nie widział nic, prócz życzeń pobożnych i apelu do miłosierdzia 
zwycięzcy; w tern piśmie nic, prócz pochlebstw mglistych i wy- 
raźnego wezwania do złożenia broni. Odpowiadał dotkliwie 
a mądrze: "Mocny się nie uniża, gdy ofiaruje; słaby upadla się, 
kiedy prosi ". 
Wtedy w inną uderzono strunę. Poruszono głowy gorące; 
rzucono hasła bitne; i w imię tych haseł żądano od niego, by 
w Krakowie wytrwał, lub na Warszawę ruszył, w każdym razie 
w kraju pozostał, żeby walczyć z Rosją. Ale on wiedział, że ma 
kilkanaście tysięcy zaledwo wojska, przeważnie nowozaciężnych; 
że nie ma ładunków działowych; że mu się to w ręku rozejdzie, 
w kraju opanowanym, zniszczonym, znękanym, bez oparcia 
żadnego, bez szans żadnych przeciw niezmierzonej przemocy. 
Odpowiadał dotkliwie a mądrze: "To są widoki pozorne..., 
które na chwilę tylko dogodziłyby opinji popularnej, a potem 
przez zły skutek nie znalazłyby w niej samej aprobaty". 
Przenikał jaśnie, że pod pozorem pomyślnej ugody chodziło 
o kapitulację; że pod pozorem rozpacznej walki chodziło znów 
o kapitulację: a tej on nie chciał, ani też rozumiał, w czem ona 
ratować mogłaby Polskę. Miał słuszność zupełną. Nie podnie- 
sienie Polski, lecz ostateczne jej pogrzebanie miano podówczas 
na widoku w obozie koalicyjnym; powrót, z pewną tylko odmia- 
ną, do starego, trzeciego jej podziału; nierównie bliższe w tej 
chwili rozwiązanie, aniżeli późniejsze kongresowe. I jeżeli co- 
kolwiek, w braku siły oręża, mogło obecnie przyśpieszyć tamto 
najgorsze rozwiązanie trzeciopodziałowe, a oddalić to, stosun- 
kowo nieskończenie lepsze, kongresowe, to słabość ducha, do- 
browolna kapitulacja. Porywany tedy najpotężniejszemi wpły- 
wy, książę Józef własną mocą im się oparł; z matni kapitula- 
cyjnej się wydarł; z bronią polską z kraju wyszedł, na ostatnią 
dla kraj u służbę. 


XI 


Kiedy książę z resztkami wojska polskiego stawił się w Sak- 
sonji przy Napoleonie, trwała jeszcze cisza rozejmu po świe- 
żych, przelotnych wygranych francuskich. Ale niebawem, 
po przystąpieniu Austrji do koalicji, wznowiła się rozprawa,
>>>
ł, 


244 


SZYMON ASKENAZY 


całkiem już nierówna, zgoła beznadziejna. Bez nadziei, a ze 
spokojem niezłomnym, uczestniczył książę w kolejnych zmaga- 
niach się wojennych, staczających się szybko ku końcowemu 
rozstrzygnięciu, walce narodów pod Lipskiem. Wiadomo, jak 
bił się tutaj, - nie jako jedyny z cudzoziemców marszałek 
Wielkiej Armji, lecz gardzący tym zaszczytem wódz naczelny 
korpusu polskiego; jak uderzał, odpierał, osłaniał i krwawił; 
i jak nareszcie, po kilkudniowych nadludzkich wysiłkach, po 
doszczętnej już przegranej, stanął w obliczu śmierci. 


XII 
W tym jednym, najostateczniejszym momencie ścisnęło 
się, zogniskowało i pojaśniło przedziwnie całe przeznaczenie 
i posłannictwo narodowe księcia Józefa. W szarudze jesiennej, 
w ścielących się dymach i ogniu, śród grzmotu dział, trzasku 
ręcznej broni, huku pękającego mostu, jęku rannych, krzyku 
tonących, wściekłego zamieszania ucieczki i pościgu, odcięty 
od uchodzącej annji napoleońskiej, - on stał na koniu spie- 
nionym, osłabły śmiertelnie, zgorączkowany, zziębły, prze- 
mokły, okrwawiony cały, mdlejący z ran, znużenia i rozpaczy. 
Ale czemuż tej oddawać się rozpaczy? Czem był dla niego 
ten pobity Napoleon, te wojska pierzchające, czem cała ta tra- 
gedja przegranej? Jakże łatwo jednem poruszeniem on mógł 
dla siebie znaleźć z niej wyjście i ratunek. Tylko - jak zakli- 
nali go nieliczni jeszcze przy nim towarzysze - zawrócić konia, 
dać się poznać; tylko - ze szpadą spuszczoną stanąć przed 
Aleksandrem. Tam nie groziło mu nic. Nie trzeba mu tam 
było nawet przebaczenia,. jak Sanguszkom, Radziwiłłom i innym 
z rosyjskiego kordonu. Tam czekało go przyjęcie pochlebne, 
łaskawość dobrotliwa najczarowniejszego z monarchów 
któremu bardzo jeszcze mógł być użytecznym... Chirurga car- 
skiegp dla księcia pana! wina ze stołu carskiego, służby, karety 
dla rannego księcia pana!... Dla ojczyzny wszak uczynił on 
wszystko, oddał wszystko; do oddania miał już tylko nagie 
życie. A życie on znał, lubił, umiał go używać. Dobiegł ledwo 
pięćdziesiątki; mógł długie jeszcze lata pędzić w beztrosce 
i zbytku. Tam czekały go Łazienki, Blacha, Jabłonna; osoby
>>>
KSIĄ2Ę JÓZEF PONIATOVVSKI 


245 


kochane, przyjaciele... A potem - czekała wizyta oficjalna 
na Zamku u prezesa Rady Najwyższej Tymczasowej, generał- 
gubernatora warszawskiego Łanskoja; u wiceprezesa, Jego 
Ekscelencji senatora N owosilcowa. Potem - przyjęcie uro- 
czyste Najjaśniejszego Pana Aleksandra I przy łuku tryum- 
falnym na Placu Trzech Krzyży. Parada na Placu Saskim pod 
Wielkim Księciem Konstantym. Asysta przy koronacji Miko- 
łaja... To wszystko, i wiele więcej, będzie musiał naród. Ale 
trzeba było, żeby ktoś, i to ktoś bardzo w narodzie wydatny, 
tego nie chciał; aby niechceniem swojem po wszystkie czasy 
okazał, że ten naród stary i wielki można podbić, ale poniżyć 
go, umniejszyć, znieprawić niepodobna. Książę Józef nie chciał. 
Nie chciał schylić karku. Wspięła się w nim prawość, pańskość, 
udzielność niepodległej Polski. Rzekł:" Trzeba umrzeć mężnie! II 
Rzucił się naprzód i zginął. 
Póki Polska Polską, imię jego żyć będzie.
>>>
'.. 


\ 


GENERAŁ MICHAŁ SOKOLNICKI 
-.... 
(r76o-r8rs) 


Konająca Rzplta zdążyła jeszcze wydać z siebie parę gene- 
racji ludzi wyższej miary i tęgości duchowej, zdolnych zgon jej 
okryć znakiem poświęce
ia i honoru, a tern samem ze zgonu 
państwa wynieść zakład przyszłości narodu. Rozróżnićby tu 
można trzy mianowicie, kroczące tuż za sobą, niemal obok siebie, 
generacje: przedrozbiorową, rozbiorową, porozbiorową, trzy 
styczne etapy mężów, młodzieńców a dzieci schyłkowej doby 
ośmnastowiecznej Sejmu Czteroletniego i Powstania Kościuszki, 
przesuwające się z biegiem czasów do myśli i czynu Księstwa 
Warszawskiego i Królestwa Kongresowego, i podające sobie 
dłonie do kolejnego spółpracownictwa ratunkowego i odrodzi- 
cielskiego. To spółpracownictwo wobec warunków owoczesnych 
roztaczać się musiało, z samej natury rzeczy, w dwojakiej zwłasz- 
cza dziedzinie, politycznej i wojskowej. Tak więc w zakresie 
politycznym dopełniali się zkolei statyści należący z urodzenia 
do Rzpltej niepodzielnej, jak Potocki Ignacy (ur. 1751), dzie- 
lonej, jak Czartoryski Adam (1770), podzielonej, jak Lelewel 
(1786). Tak znowuż w zakresie wojskowym troistemi ogniwy 
utrzymywali łączność nieprzerwaną żołnierze pokolenia Kościusz- 
ki (1746), Zajączka (1752), Dąbrowskiego (1755), Sokolnickiego 
(1760), Kniaziewicza (1762), Poniatowskiego Józefa (1763), 


1) Przedmowa wyda wc y do prac y M i c h a ł a S o k o l n i c k i e g o 
.,Genet'al Michal Sokolnicki", Monografje w zakresie dziejów nowożytnych. 
t. XI, VVarszawa 1912.
>>>
- 


--- - 
-- 


, 


- 


... 


'\ 



 



 
, 


o. 


. " 

 "
\ -. l 
-.
 
\V' 
 
. 
}
" 
· ',. i1\o:
 f \. 
 . '.. ,.. 
... 
.... -.:
:
.
 
 '
 j 
 ' .,
 \)
. 
i

af '
h__ - 
., .. '4
 
, I 
\v 
',e"!"l:"f "'
......--, 
( , 
 
 - t 
 ... 
:: 
ł 
 
 , \ 
'." _ _ j ł 
.
 
 ł 
.. I 
 
 ł 
 ,r - 
.. 

..... #.1 
I ,.9t81.:ł ... --: -'.t ' \ G ... 
 
, 
, 
{ ..:.' -..
 fi _ ' t-. 
\i\.\t....
 


. \. ...- J t '. 
"ł 
 
 I '\ . 
.... ...: ł 
 
., ." 
 1 
' . fł ' 
.
t . 
' - 

 t ......- . . - .,,' 


. 
\ . ł 1 .... ., I 
""\ .., ..... 
)).I 
..., ""ć..--....- ;:jf
r
, 

 \ ł 

) 
.t' . 
 
 
" . 
 
 
"'.., \ \\\,.,i./ I' 
\'..\'ł {
 


" 


I 


,,- 


Li-togr.Jja 


Gen. ].t! ichal Sokolnicki
>>>
GENERAŁ MICHAŁ SOKOLNICKI 


247 


pokolenia Sułkowskiego Józefa (1770), Chłopickiego (177 1 ), 
pokolenia Skrzyneckiego (1786), Chrzanowskiego (1788), Dem- 
bińskiego (1791), Prądzyńskiego (1792). 
Ludzie to oczywiście niezmiernie różnolici i różnowarci. 
Składały się na tę różnowartość, obok czynnika generacyjnego, 
uwarunkowanego przez kolejność chronologiczną ich pojawienia 
się na widowni dziejowej, czynniki mniej więcej indywiduali- 
styczne, pochodzenie, wychowanie, a przedewszystkiem sam 
gatunek kruszcu duchowego, jaki każdy z nich z sobą przynosił. 
Pozostali też w tyle jedni, inni wygórowali dziejowo, wybiegali 
daleko naprzód poza swoje pokolenie. Najstarszy wiekiem z wy- 
mienionych tu mężów wojskowych, Kościuszko, umiał przecie, 
niezawiśle od przodującego swego stanowiska narodowego, pod- 
nieść nasampierw z wiekowego upadku broń polską, wrócić jej 
ostrze i hart, oczyścić ją z rdzy nieczynu i nieuctwa, przygoto- 
wać do przyjęcia udoskonaleń nowoczesnych, do odzyskania 
rozmachu, do wytrzymania nadciągających prób najwyższych. 
Jednakowoż, mimo całą rozmaitość skali psychicznej i histo- 
rycznej, wszyscy oniemal ci ludzie naogół w swoim rodzaju nie- 
pospolici i wszyscy prawie, acz w odmiennym stopniu i sposobie, 
upamiętnienia dziejowego warci. 
Ma śród nich swój kąt odrębny i zasługuje na kartę własną 
generał Sokolnicki Michał. Wielkopolanin, z rodziny poważnej, 
styczność z pańskiemi mającej, wychowanek Szkoły Kadetów 
warszawskiej, wychowawca Sułkowskiego Józefa, nauczyciel 
Szkoły rycerskiej wileńskiej, inżynier wykwalifikowany, do 
studjów militarnych fachowych przez całe życie skłonny, do 
pogłębiania ich ze źródeł spółczesnej umiejętności technicznej 
Zachodu pochopny i zdatny, bardzo ruchliwy umysłowo, nie- 
mniej rzutki i sprawny w akcji orężnej, dużo posiadał danych 
po temu, aby stać się jednym z działaczów wybitniejszych od- 
rodzenia i zmodernizowania wojskowości polskiej. Uczestniczył 
energicznie w fatalnej kampanji lite,vskiej 1792 r., odznaczył 
się w insurekcj i Kościuszkowskiej, z własnej woli towarzyszył 
przyjacielowi, prezydentowi miasta Warszawy, Zakrzewskiemu 
Ignacemu, w niewoli petersburskiej, zbliżył się tam do Potoc- 
kiego Ignacego, po objęciu rządów przez Pawła i wypuszczeniu 
więźniów, do Francji wyszedł. Swojej dobrej woli i talentów
>>>
248 


SZYMON ASKENAZY 


niepowszednich świadom, a nawet wygórowanego raczej o nich 
pojęcia, zbyt wielkiej, niespółmiernej aż z niemi ambicji, w gło- 
wie zdolnej lecz nieporządnej, nieustatkowanej , w imaginacj i 
bujnej, zbyt bujnej, coraz nowe snując projekty, nieraz trafnieina 
czasie,często bez gruntu, przeważnie bez niezbędnego wykończenia, 
zasypywał niemi Dyrektorjat paryski. Gdy w Paryżu ani u rzą- 
du, ani tern mniej śród tamecznej emigracj i polskiej pożądanego 
nie znalazł oparcia, usiłował szukać go w domu, w opinji i orga- 
nizacji tajnej krajowej, lecz również bezskutecznie; gdy z pla- 
nem swoim pierwotnym legji nadreńskiej, którą pod imieniem 
ograniczonego Mada1ińskiego sam spodziewał się kierować, do- 
znał zawodu, z żalem na drugorzędną zdecydował się rolę, pod- 
dał się komendzie Kniaziewicza, wnet płodną organizacyjną 
i dzielną bojową rozwinął działalność, wytrwał na stanowisku 
po wycofaniu się wodza, przeprowadził legję do Włoch, aż 
w końcu, po dotkliwych jeszcze zawodach i przeprawach, sam 
wycofać się musiał. Na pierwsze hasło "wojny polskiej" w 1806 r. 
pośpiesznie się stawił, wszedł następnie do armji Księstwa War- 
szawskiego, trawił się tu we właściwych sobie zatargach i tarciach 
zawodowych, aby nareszcie w kampanji austrjackiej 1809 r. 
znaleźć pole do ujawnienia swych zdolności istotnych, swego 
świetnego impetu wojennego. Ta chwila, wzięcia Góry i Sando- 
mierza, to moment górujący w życiu Sokolnickiego, to zarazem 
wydatny z jego ręki akt historyczny, gdyż wyłom wtedy przez 
niego dokonany otworzył dopiero możność zdobycia i zdwoje- 
nia Księstwa. Ale wkrótce tchnienie niezaspokojonej ambicji, 
nieodstępnie trawiące poczucie niedocenionych, n ienagrodz 0- 
nych należycie zasług, popędy spółzawodnictwa, rozżalenia, 
goryczy, zwichnęły karj erę kraj ową generała. Przeniósł się na 
stałe do Paryża, do boku Napoleona, został jednym z bliższych 
jego pomocników w gotującej się wielkiej wyprawie moskiewskiej 
1812 r., towarzyszył mu w tej wyprawie, uczestniczył w ważnej 
służbie wywiadowczej, okazał właściwą sobie, ponad wszelkie 
pochwały, brawurę, nie okazał wszakże wymaganych na powie- 
rzonem mu stanowisku zalet infonnacyjnych, zawiódł raczej 
pod tym względem położone w sobie zaufanie. Zaświecił nato- 
miast ponownie w kampanji saskiej 1813 r. niezrównaną energją 
i sprawnością czynnego w ogniu dowództwa lekką jazdą, bił się
>>>
GENERAŁ MICHAŁ SOKOLNICKI 


249 


do końca w kampanj i francuskiej 1814 r., wszedł wreszcie do 
armji Królestwa Polskiego, aby zginąć przedwcześnie, w poko- 
jowym czasie, od nieszczęśliwego wypadku, na Placu Saskim 
w 
arszawie. 
Niewątpliwie w umysłowości generała dają się przy bHższem 
wejrzeniu rozeznać wady znaczne, odbijające się poniekąd skazą 
szkodliwą również i na pewnych rysach jego charakteru. 
ada 
główna, rdzenna: brak ścisłości prawdziwej, głębszej, przeni- 
kającej od ogółu do szczegółów, a zastępowanej u niego zbyt często 
przez ścisłość pozorną, powierzchowną, przez samą jeno kon- 
cepcję błyskotliwą, nieraz fonnalną tylko, słowną, niewytrzy- 
mującą sprawdzianu i rachunku. Mylił się skutkiem tego często- 
kroć w sądzie o rzeczach i ludziach i mimowoli w błąd wprowadzał, 
a niekiedy i krzywdził inny
h; mylił się też co do siebie samego, 
przeceniając własne swoje, najrzetelniejsze nawet zalety i zasługi 
i tą przesadą sam sobie dopiero największą czyniąc ujmę. Tak 
więc, przez niewłaściwą dla człowieka jego miary autosuggestję 
samochwalczą, rozwodził się wielokrotnie już przejazdem w Ber- 
linie wiosną 1797 r., potem bez końca w Paryżu, o swej rzeko- 
mej "niewoli" petersburskiej, choć nikt go tam naprawdę nie 
więził, choć z własnej, nieprzymuszonej woli, szlachetną zresztą 
wiedziony pobudką, znalazł się na bruku nadnewskim. Tak 
znowuż, przez jeszcze niewłaściwszą antytezę rywalizacyjną, 
o służbie i czynnościach swoich zdając sprawę rządowi francuskie- 
mu, wyrządzał ubocznie krzywdę takim, jak Kniaziewicz i Po- 
niatowski, przełożonym swoim a spółzawodnikom. Tak kiedy- 
indziej, przez skłonność wrodzoną do fantazjowania politycz- 
nego z piórem w ręku, pod wrażeniem zasłyszanych w Peters- 
burgu powieści bajecznych o mniemanym testamencie politycz- 
nym Piotra 
ielkiego, - o którym w literaturze i korespondencj i 
dyplomatycznej XVIII wieku pełno znachodzi się wzmianek, 
o którym twierdzi pozytywnie pewna relacja saska (1786), iż 
manuskrypt oryginalny trzymany jest w "tajnym portfelu" Ka- 
tarzyny II, o którym później (1790) szeroko rozpowiada 
Anglik Eton w głośnej swej książce, i który wreszcie wypisany 
zostaje w 
arszawie (1794) wprost z imaginacji w kilkunastu 
artykułach przez emigranta Francuza, niejakiego Tombeura, - 
zajął się z całą powagą, a w najściślejszej podobno zależności od
>>>
250 


SZYMON ASKENAZY 


tej ostatniej wersj i warszawskiej, wyłożeniem na piśmie i szcze- 
gółowem wymotywowaniem tej fikcji, dostarczając tym sposo- 
bem podstawy do falsyfikatu, ogłoszonego następnie przez Na- 
poleona i kołacącego się odtąd po świecie do dziś dnia. Tak na- 
koniec, przez najmniej świadome a najbardziej niepożądane tej 
samej fatalnej nieścisłości zboczenie, w memorjałach składanych 
Napoleonowi w przededniu decydującej o losach świata i Polski 
wyprawy do Moskwy, obok trafnych pomysłów dywersji od ściany 
południowo-zachodniej, udzielał pełno wiadomości i wskazań 
zgoła omylnych, lekkomyślnie i nieprawdziwie deprecjonował 
zdolność odporną Rosji, obniżał naj dowolniej ilość i jakość roz- 
porządzalnych jej sił militarnych, obiecywał "powszechne po- 
wstanie" Kozaków, powszechną insurekcję Wołynia, Podola, 
Ukrainy, dzielił zgóry skórę na niedźwiedziu, układał fanta- 
styczny rozbiór "federacyjny" Rosji europejskiej wraz z samym 
Petersburgiem, słowem, ofiarował złudne dzieło wyobraźni i pu- 
stego frazesu, gdzie wymagane były premissy realne trzeźwego 
rachunku i gruntownej znajomości przeciwnika. I podobnież 
w następstwie, już pośrodku toczącej się kampanj i, zupełnie 
nieprzygotowany do powierzonej sobie doniosłej służby wywia- 
dowczej, bez znajomości języka, geografji, planów sytuacyj- 
nych rosyjskich, dostarczał raportów z placu boju rojących się 
od nieporozumień najgrubszych, gdzie pomieszane bywają naj- 
opaczniej miejscowości, pułki i dowódcy rosyjscy, gdzie Arak- 
czejew występuje jako nazwa geograficzna, gdzie ani jedno pra- 
wie nazwisko najwybitniejszych nawet generałów nieprzyjaciel- 
skich nie jest wypisane dokładnie, gdzie Baggowut figuruje 
jako "Baggoush" a sam wódz naczelny Kutuzow jako "Kutscoff". 
Zresztą widocznie nie umiał wcale zorganizować w 1812 r. pra- 
wiąłowej i pewnej obsługi wywiadowczej; polegał głównie na 
kreaturach takich, jak oficer żandannerji Vandernoot, później- 
szy szpieg W. Ks. Konstantego, albo na przygodnych doniesie- 
niach żydów litewskich, zyskanych wtedy zupełnie dla Aleksan- 
dra; natomiast w samej jeszcze palącej się Moskwie tracił drogi 
czas na wyczerpującem indagowaniu zabłąkanego tam sługi Sta- 
nisława Augusta, nikczemnego Friesego, i dobywaniu z niego 
przedawnionych sekretów królewskich. Cenniejsze nierównie 
jego raporty z 1813 r. były przeważnie owocem dobrych infor-
>>>
GENERAŁ MICHAŁ SOKOLNICKI 


251 


macyj, ofiarowanych samorzutnie przez młodego Grabowskiego. 
Zasłużył sobie też podówczas Sokolnicki na surową opinję wice- 
króla Eugenjusza, iż jego raporty są "zawsze wielceprzesadzone u , 
tedy na wiarę niezasługujące. 
Aliści, rozwiódłszy się tak obszernie, w imię bezstronności 
najsurowszej, nad wadami i błędami generała, godzi się tern 
dobitniej podnieść niepowszednie jego zalety i zasługi. Zupełne 
oddanie się sprawie narodowej, odwaga w tym gatunku najwyż- 
szym, która nie mierzy niebezpieczeństwa, lecz wprost je dla 
swojej osoby za nieistniejące uznaje, tęgość bojowa pierwszo- 
rzędna, niezłomna w ogniu energja i zabiegliwość zaczepna i od- 
porna zarówno, świetny błysk twórczego, śmiałego, pomysło- 
wego talentu strategicznego, przyrodzony do kultury nowo- 
żytnej, europejskiej, militarnej i powszechnej, pociąg, we- 
wnętrzne z nią powinowactwo, zdatność i łatwość przyswojenia 
sobie jej ducha i zdobyczy, -te piękne i bogate cechy, zdobiące 
generała Sokolnickiego, czynią z niego bądźcobądź indywi- 
dualność zajmującą i wydatną w owym łańcuchu silnych figur 
wojennych, spinającym zbrojny epilog Rzpltej z dziejami oręż- 
nemi Królestwa Kongresowego.
>>>
CZARTORYSKI 


I 


W setną rocznicę Królestwa Kongresowegol) godzi się wspo- 
mnieć o polskim jego sprawcy, Adamie Czartoryskim. Godzi 
się tern bardziej, że przypada ona pomiędzy zapomnianą nie- 
dawną (1911) rocznicą półwieczną zgonu, a bliską (1920), w rów- 
nem może zapomnieniu, półtorawieczną urodzin księcia Adama. 
Gdyż ten człowiek, dziś przesłaniany mgłą niepamięci, żył lat 
prawie sto, zaś odkąd mógł i póki mógł, służył Polsce. Służył 


Czartoryski: szkic nieukończony. pisany w r. 1915; w czystopisie 
zachowane ustępy I i II, w bruljonach rozdz. III, VI, VII, VIII. VVy- 
padło zrekonstruować całość, posługując się głównie rękopisem wcześniej- 
szym, z 1900 r., biografji ks. Adama, drukowanej w formie okaleczonej 
przez cenzurę w Albumie biograficznym zasłużonych Polaków wieku XIX, 
VVarszawa 1901. I, 248--255; gdy jednak warunki cenzuralne zg6ry 
już krępowały tam swobodę wypowiedzenia się historyka, gdy poza tem 
badania jego póiniejsze niejedną rzecz jemu samemu w innem odtąd 
ukazały świetle, zastąpiono niektóre ustępy lu b poszczególne zwroty 
zaczerpniętemi z innych pism autora. Tak zbudowano rozdz. IV. IX, 
X, XI. Ostatni wreszcie rozdz. XII wzięto, jako lapidarne zamknięcie 
całości. z artykułu o ks. Adamie w "Portretach polskich", Lwów 19 1 1. 
Tak pojęta rekonstrukcja niezawodnie grzeszy pewną dowolnością 
w wyborze sformułowań, nierównością ujęcia i stylu poszczególnych 
ustępów, dokonana jednak została wyłącznie ze słów samego autora 
i odtwarza wiernie jego pogląd na Czartoryskiego w r. 1915 r., z per- 
spektywy stulecia Królestwa Kongresowego. a zarazem z perspektywy 
dobrowolnego wygnania w czasie wielkiej wojny. 
l) Maj 19 1 5.
>>>
CZARTORYSKI 


253 


śród piorunujących doli narodowej katastrof i gorszych do prze- 
brnięcia martwych zaciszy; w obliczu kilku skroś odmiennych 
duchem pokoleń, którym dotrzymywać musiał kroku. W tym 
długoletnim jego trudzie były zapewne, być musiały, falowania, 
potknięcia, nieraz znaczne, w sposobach i widokach doraźnych. 
Nie było drgnienia w pobudce pierwotnej i celu wytycznym; nie 
było zwątpienia ani znużenia; nie było żalu do losu, mimo tylu 
doznanych zawodów, ani do społeczeństwa, mimo niejednej 
doznanej krzywdy. Tak służyć niepodobna fortunnej, tak 
tylko nękanej można Ojczyźnie. Upornego tego wysiłku, rozło- 
żonego na taką czasów metę i takie dziejów koleje, zadziwiającą 
jest ciągłość, wszechstronność, stateczność, rzec można: wielkość. 
Człowiek ten nie był z przyrodzenia wielkim; stał się nim przez 
wielkość sprawy i swojej dla niej służby. ł 


II 


Syn generała ziem podolskich i Fleminżanki, urodził się 177 0 
w pałacu Błękitnym w Warszawie. Długo jednak pozostanie ra- 
czej obcym rodzinnemu miastu, stolicy Rzpltej i Księstwa; 
napoły tylko zżyć się zdoła ze stolicą Królestwa. Wpłynęły na 
to, obok osobistych losów życiowych, same już czynniki rodowe. 
Dom Czartoryskich, starożytnej krwi rusko-litewskiej, z burz- 
liwych na Litwie przepraw chwilowo pod Moskwę schronio- 
ny, wnet przecie prawowitej jagiellońskiej wrócony władzy, 
łaską jej wyróżniony za ochotne w dziele Unji posługi, wszedł 
w poczet senatorski i koligacje pańskie Rzpltej. Wszakże mię- 
dzy właściwą magnaterją nie był zrazu liczony i jeszcze w XVII 
wieku pod radziwillowską chadzał protekcją. Dopiero w XVIII w. 


" 


Co do rozdz. I-VII. por. Napoleon i Polska, VVarszawa 19 1 8-9. II, 
195-7. 3 2 4 i III 183-4, 228--3 0 , 23 2 -3, 346-5 0 , 354- 6 , 4 20 . 4 2 3-4; 
U wag i, VVarszawa 1924, 357-383; Książę Józef Poniatowski, War- 
szawa 1922, 101, 117-9. 245-6, 254-5; rozdz. VIII-X: Ksiąlę 
Józef Poniatowski, 186-7. 205-14. 278-80. 284-7; Polska i EUf'opa 
(Bib!. Warsz. 1909); Na f'ozdf'olu (Bib!. Warsz. 1911); Uwagi j. W.; 
rozdz. XI: Polska i EUf'opa (j. w.); Łukasiński. 'Varsz. 1929. I, 179. 
18 4-9 i 413-5. VV wymienionych też miejscach wskazane główne 
źródła.
>>>
254 


SZYMON ASKENAZY 


wyrósł raptownie głową, tęgością i szczęściem dwóch dziadów 
ks. Adama i siostry ich Poniatowskiej, matki króla. Odtąd 
wzniosła się Familja na najpierwsze fortuny i splendoru stopnie, 
wtargnęła do zamkniętego koła królewiąt Rzpltej. Dwa stąd 
niebawem poszły skutki. Rozgorzała przeciw przybyszom 
zawzięta rywalizacja starszego możnowładztwa; zaś do samejże 
Familji zapadła myśl o tronie. Już za obu saskich bezkrólewi 
wynurzały się kandydatury elekcyjne dziada i ojca ks. Adama, 
on sam wcześnie był w rodzinie predestynowany do korony. 
Ta klątwa oligarchów polskich, pogoń za poniewieraną przez 
nich koroną, czterykroć ziszczona niefortunnie lub klęskowo 
w XVII i XVIII wieku, odtąd wręcz nieziszczalna, bo nie- 
współmierna z krajową i europejską odmianą czasów i grozą 
okoliczności, miała poniewolnym serwitutem dziedzicznym za- 
ciężyć na ks. Adamie. Miała, naprzekór właściwej jego naturze 
i powołaniu, utrudnić jego stanowisko i prace, zaszkodzić mu 
u Aleksandra, u Napoleona, w Księstwie Warszawskiem, Kró- 
lestwie Kongresowem, rewolucji listopadowej, na emigracji, 
u swoich i obcych. 
Przyszedł na świat i spędził dzieciństwo pod rosyjskim na- 
stępców Repnina prokonsulatem. Dokoła przewalała się łuna 
barska, zatrącała o stolicę, o Zamek, dogasała pod gruzami pierw- 
szego podziału. Zwikłane i ciężkie było położenie Czartory- 
skich. Byli poza Barem a w asekuracyjnej z nim styczności, 
ściśnięci między królem a konfederacją, Moskwą a narodem. 
Byli poza sprawą podziałową, a pod nieodpartern jej brzemieniem. 
Dziad Adama, wojewoda ruski ks. August, imieniem zabieranej 
dzielnicy wyłączony z sejmu rozbiorowego, przyglądać mu się 
z Wilanowa bezczynnie musiał. Pradziad macierzysty, kanclerz 
litewski ks. Michał, wraz z wujem Lubomirskim w delegacji 
sejmowej, musiał u kresu życia kłaŚĆ podpis na akcie rozbioro- 
wym i na łożu śmiertelnem sam siebie przed zgromadzoną wino- 
wać rodziną. Twarde, ostrzegawcze wróżby spływały tedy na 
dziecięcą głowę wnuka. Raz po razie potem, za wojny 179 2 , 
insurekcji 1794, powstań 1806 i 1809, konfederacji 1812, rewo- 
lucji 1830, wstawać przed nim będzie ten sam, w innym wciąż 
kształcie, okrutny dylemat, z jakim podówczas starła się Fa- 
milja. Wyszła jeszcze obronną stąd ręką, uchroniła fortunę,
>>>
.. 


-'," 


MaI. RlłstefH w Wilnie. zJJu 


O,.d. Zamojskich. W4rSJ'4tL/4 (ole;. na dr.ewie) 


Książ
 ..4dam Czartoryski
>>>
CZARTORYSKI 


255 


nie tracąc godności, lecz uroniła na długo przednią w narodzie 
powagę. Znalazła się w odosobnieniu nawewnątrz i nazewnątrz, 
bez oparcia w opinji, dworze, Rosji. Po śmierci starych książąt 
i działach spadkowych, mniej rządna poszła gospodarka ma- 
jątkowa, mniej sensowna. polityczna. Z pieniackich pałacu 
Błękitnego z Zamkiem niesnasek wyjdzie później chłód szkodliwy 
między ks. Adamem a kuzynem Józefem Poniatowskim, z ro- 
dzinnych tarć wilanowsko-puławskich rozdźwięk przekorny mię- 
dzy nim ,a kuzynem Stanisławem Potockim. Tymczasem rozpad 
dziadowskiej polityki rodowej, próżne, nieskładne o nową zabiegi, 
nowe powikłania koligacyjne i stronnicze, zagraniczne wyjazdy 
rodziców, musiały odbić się na całem tle nastrojowem i wycho- 
wawczem wstępnej doby życiowej pierworodnego syna. Po- 
mimo pierworodztwa był zrazu opuszczony. Zaraz po jego uro- 
dzeniu, śród ciężkich przepraw publicznych i niezmiernie draż- 
liwych domowych, rodzice wyjechali zagranicę na lat kilka, 
chcieli się nawet wysprzedać i wyemigrować. Dziecko rosło 
same, wbrew modnym z pozoru, nie z istoty w świecie wielko- 
pańskim głębokim wskazaniom Emila o niemowlęctwie. 
Od wczesnej młodości, już ze względu na pokładane w nim 
wielkie widoki familijne, był on w domu szczególną otoczony pie- 
czołowitością. Z trojga rodzeństwa, w bracie Konstantym, 
żywszym, prostszym, apolitycznym, mimo dużą usposobień 
różnicę, miał oddanego, w trudnych zwłaszcza chwilach, przy- 
jaciela. W siostrze naj starszej , czułej, nieszczęśliwej Marji 
księżnie Wirtemberskiej bliższą powiernicę, niż w młodszej, 
słynnej z urody i ułożenia Zofji ordynat owej Zamojskiej. Wpływ 
rodziców, bardzo wydatny a przy długowieczności obojga tern 
trwalszy, w rozbieżnym występował sposobie. Ojciec, dobro- 
tliwy, ukształcony, słabej zresztą myśli i głowy, w biernym 
raczej, nieraz trafnie hamującym oddziaływał duchu. Od matki, 
Izabelli - "Sybilli", twórcze szczepiły się pierwiastki, podniety 
czynne, promieniała egzaltacja patrjotyczna Polki wielkiego 
serca, a padały też głębokie cienie wielkoświatowej damy doby stani- 
sławowskiej . Na popielisku kobiecych przeżyć i udręk, przed- 
miotem gorączkowych, niespokojnych trosk macierzyńskich 
stawał się dorastający syn ukochany. Niepokoił ją, "wydoby- 
wał łzy z oczu" obejściem niedość "przyjemnem i tkliwem" , 


Szkice i portrety 


18
>>>
256 


SZYMON ASKENAZY 


a "powierzchownością chłodną", zamkniętą, milczącą "mizan- 
tropa albo egoisty". Pod chmurnemi te mi pozory szlachetną 
chował nadczułość i serdeczne do rodziców przywiązanie. On 
ich jednak o całą przerastał głowę, ponad ich obumarłą wyra- 
stał epokę, nosił piętno nowe i nowego pokolenia. 
Wychowanie otrzymał doŚĆ niejednolite pod sprzecznym, 
pedancko-sentymentalnym kierunkiem rodzicielskim, od bardzo 
różnowartych swojskich i cudzoziemskich metrów, lecz prze- 
pojone zdrowem tchnieniem narodowem, staranne i wielostronne. 
Poznał gI-untownie dzieje, piśmiennictwo, prawo publiczne pol- 
skie. Poznał porządnie historję powszechną, nauki kameralne, 
literaturę klasyczną, języki. Polszczyzną w słowie i piśmie z siłą 
i smakiem władał, a nawet nieraz w zdatnym próbował się wier- 
szu. Umiał w rodowitym litewskim rozczytać się statucie, i z ru- 
skim swych włości ludem, z kozactwem granowskiem składnie 
się rozmówić. Po rosyjsku wysławiał się tak biegle, że starczyło 
w obcowaniu towarzyskiem i czynnościach rządowych. Posłu- 
giwał się nieposzlakowaną, subtelną francuszczyzną dyplomaty- 
czną i literacką. Niezgorszy łacinnik, poprawnie mówił i pisał po 
niemiecku, angielsku, włosku i chętnie, wśród dopustów polityki 
i serca, szukał wytchnienia u Catulla, Goethego, Shakespeara 
i Tassa. Wszystko razem wzięte, była to edukacja i kultura zgoła 
niepowszednia. I zwłaszcza w świecie wielkopańskim, do którego 
należał, a który wszędzie, prócz Anglji, pozostał w tyle za po- 
stępem czasu, z podobnym poziomem umysłowym dziś jeszcze 
rzadko spotkać się można. Było to przecie zasługą nietyle wy- 
chowania, ile swoistości duchowej ks. Adama. Tkwiły w nim 
wrodzone nakazy obowiązku, odpowiedzialności, samokrytyki, 
doskonalenia się, pracy. Tkwiły już w chłopięciu, dotIWały 
u starca. Z zachowanych jego szkolnych seksternów, notatek, 
wypisów, widać, jak pilnie pracował nad sobą zamłodu. A nie 
zaniechał tej pracy w dojrzałym i sędziwym wieku. Uczył się 
całe życie. W Petersburgu dygnitarz i mąż stanu douczał się 
gorliwie, wypełniał luki ogólnego swego wykształcenia, zwłasz- 
cza fachowej wiedzy politycznej, sporządzał wyciągi z dzieł histo- 
rycznych, filozoficznych, ekonomicznych, prawnych. Czynił 
to w czasie, gdy był przeciążony robotą państwową, którą stale, 
zamiast składać na podwładnych, brał na siebie osobiście. Jego
>>>
CZARTORYSKI 


257 


sumienność, nieznana w urzędach nadnewskich, uderzała Ro- 
sjan i posłów zagranicznych, donoszących ze zdziwieniem o tym 
niezwykłym ministrze, zapracowanym codzień po kilkanaście 
godzin z rzędu, zwykle późno w noc. Tak samo bywało i w na- 
stępnych, szczególnie w przełomowych okresach, za doby kon- 
gresowej wiedeńskiej, rewolucyjnej warszawskiej, nawet emi- 
gracyjnej paryskiej. W krakowskiem archiwum rodzinnem i rzą- 
dowych petersburskich i warszawskich dochował się poprostu 
ogrom zapisek, sprawozdań, listów, instrukcyj, projektów, 
rozpraw, dzienników, memorjałów, własną jego ręką kreślo- 
nych, przedewszystkiem w zakresie wielkiej dyPlomacji, na- 
rodowej i europejskiej, a także polityki w najszerszem znaczeniu 
tego słowa, w rzeczach ustawodawczych, administracyjnych, 
wyznaniowych, oświatowych, narodowościowych, społecznych, 
gospodarczych, skarbowych i t. d. Można, rzecz prosta i należy 
krytycznie oceniać wyrażone w tych pismach poczynania i po- 
glądy, rozpoznawać wieloliczne w nich, zasadnicze i rzeczowe 
braki, błędy, złudy. Lecz niepodobna nie uchylić czoła przed 
skupioną w tej niezmiernej rękopiśmiennej puściźnie troską i wal- 
ką o Polskę. Jest to, już po wyłączeniu wtrętów ministerjalnych 
rosyjskich, zawsze zresztą ze swojską sprzęgłych pobudką, bo- 
gata skarbnica doniosłych, a w pewnej mierze do dziś dnia ży- 
wotnych nauk i wskazań zewnętrznej i wewnętrznej racji stanu 
polskiej. 


III 


W r. 1786 wyprawiono młodzieńca na wojaż zagraniczny, 
do Niemiec, i Francji, dla pierwszego otarcia się w świecie. Po 
krótkim do kraju nawrocie, znów w 1789 r. wywiozła go zagranicę 
matka, niezbyt zbudowana pokojową względem króla postawą 
Sejmu Czteroletniego i dominującą na tym sejmie rolą Ignacego 
Potockiego. Po ogłoszeniu i zagrożeniu Konstytucji 3 Maja, 
stawił się książę Adam w szeregach jej obrońców, odbył fatalną 
kampanję litewską 1792 r. pod dowództwem szwagra, księcia 
wirtemberskiego, którego haniebnej zdrady zrozpaczonym był 
świadkiem; sam bił się dobrze, wysłużył sobie krzyż virtuti mi- 
litari. Po zwycięstwie Targowicy do dymisji się podał i znów do 
18*
>>>
258 


SZYMON ASKENAZY 


Anglji oddalił. Na wieŚĆ o powstaniu Kościuszki 1794 r. do kraju 
pośpieszył, lecz zatrzymany po drodze przez Austrję, nie uczest- 
niczył w walce. Tymczasem po upadku insurekcji w jego rodzi- 
ców uderzyła zemsta Katarzyny II. Konfiskata ich dóbr z car- 
skiego ukazu oznaczała zupełną ruinę dla starych Czartoryskich. 
Zarazem twardszą od samej kary kondycję ułaskawienia posta- 
wiła imperatorowa: zażądała przysłania sobie dwóch młodych 
Czartoryskich, Adama i Konstantego na zakładników do Pe- 
tersburga. Z boleścią największą ulegając przymusowi, pożegnała 
synów ks.Izabella, oddając ich opiece jedynego Rosjanina, do 
którego pomocy odwołać się mogła w tej okropnej potrzebie, 
niegdyś wszechwładnego wielkorządcy w Warszawie, teraz do- 
zorcy zdetronizowanego Stanisława Augusta w Grodnie. Stary 
ks. Repnin z sercem i delikatnością przyjął młodzieńców, zajął 
się nimi gorąco i opatrzonych najlepszemi poleceniami 
wyprawił w drogę do Petersburga. 
Wiosną 1795 r. ks. Adam z bratem przybył do Petersburga. 
Była stolica nadnewska już wtedy w rysach głównych taką, jaką 
inny, większy Adam ujrzy po latach trzydziestu; był to już 
ten ogrom przytłoczony, ta jednostajność nakaźna, te dysonanse 
gwałtowne, ta świetność oślepiająca i ta ponura groza, wyryte 
w nieśmiertelnej wizji Mickiewicza. Świat w tern mieście naj- 
górniejszy, dokąd wypadło wejść ks. Adamowi, w owej właśnie 
chwili, pod koniec rządów imperatorowej, wyobrażał kompli- 
kacje wyjątkowe, potrójne. Trzy były naraz dwory obok siebie, 
przeciw sobie: dwór siedemdziesięcioletniej Katarzyny II, pa- 
nującej od tak dawna tytułem faktu dokonanego; dwór pięć- 
dziesięcioletniego w. ks. Pawła, czekającego ciągle na prawy 
tron po ojcu, zabrany przez matkę; dwór osiemnastoletniego 
w. ks. Aleksandra, czekającego swej kolei po babce i ojcu. Wtedy 
to właśnie, w ostatnim roku życia i rządów, Katarzyna posta- 
nowiła pozbawić Pawła korony, przelać sukcesję na Aleksandra; 
uprzedziła o tern wnuka i sporządziła już odpowiedni tajny akt 
testamentu. Paweł o tern wiedział, podejrzewał i własną matkę 
i własnego syna i zmusił Aleksandra do tajnej przysięgi wierno- 
poddańczej, w której jego, jeszcze za życia Katarzyny, uznawał 
monarchą. Te dwa akty nadzwyczajną dają sygnaturę niesły- 
chanemu ówczesnemu położeniu, które prędzej czy później
>>>
CZARTORYSKI 


259 



 


musiało straszliwą wyładować się katastrofą. Po tym obcym, 
podminowanym gruncie z niepokojem, ze smutkiem stąpał 
młody ks. Adam. Znalazł on zresztą nad N ewą liczną rzeszę 
rozgoszczonych tu już na dobre rodaków -nie tych, co w peters- 
burskich wtedy siedzieli więzieniach, jak Kościuszko, Potocki 
Ignacy, Zakrzewski, Kapostas, Kiliński, ale tych, co po petersbur- 
skich tłoczyli się salonach, kancelarjach i przedpokojach. Była 
to pierwsza kolonja polska w Petersburgu, pierwsi protoplaści 
nowej odmiany Polaków. Znalazły się tu najpierwsze w kraju 
nazwiska, naczelne targowiczany a i wiele innych; napływało 
to co dnia z polskiego południa do rosyjskiej stolicy, panowie 
i panie, a nietylko z musu i dla ratunku, lecz z pożądliwości, 
próżności i pychy, po zarobki i honory, po tytuły i małżeństwa, 
po stosunki i wpływy w tym nowym świecie, do którego ci po- 
grobowcy Rzpltej, skróciwszy świeżej po niej 
ałoby, rwali się 
z pośpiechem, dezynwolturą zdumiewającą, deklarując się czar- 
no na białem już nietylko wiernopoddanymi, lecz wprost Rosja- 
nami. Trzebaż to powiedzieć: ten okres dziesięcioletni, zaraz 
po trzecim podziale a przed Księstwem Warszawskiem, był 
najniebezpieczniejszy pod względem wynarodowienia - nie 
dla Polski, bo takiego nigdy być nie mogło niebezpieczeństwa - 
lecz dla górnego w Polsce stanu, który w tych latach najmocniej 
się potknął i dopiero za Księstwa i Królestwa w służbie naro- 
dowej w pewnej przynajmniej mierze zrehabilitować się zdołał. 
Zaś jednym z naczelnych przewodnik6w na tej drodze reha- 
bilitacyjnej miał zostać ks. Adam. 


IV 



Iinął rok cały na petersburskim bruku. Wtem, z wiosną 
1796 r. zaszedł wypadek przełomowego znaczenia dla całej 
przyszłości ks. Adama. Był on swego czasu przedstawiony 
w. ks. Aleksandrowi Pa,vłowiczowi, od kt6rego zawsze dozna- 
wał łaskawego obejścia, nie mając zresztą sposobności ani poznać 
go, ani zejść się z nim bliżej. Pewnego razu, spotkawszy go przy- 
padkiem, Aleksander rozkazał mu stawić się oznaczonego dnia 
i godziny w pałacu Tauryckim, gdzie przemieszkiwał z młodą 
małżonką, w. ks. Elżbietą. "Od tego dnia i rozmowy - powiada
>>>
260 


SZYMON ASKENAZY 


w "Pamiętnikach (( ks. Adam - rozpoczęło się moj e serdeczne 
oddanie się w. księciu, mogę powiedzieć, że się rozpoczęła przy- 
jaźń nasza, jej pobudki i cały szereg szczęsnych i nieszczęsnych 
wypadków, których łańcuch trwa dotąd i przez długie lata da 
się postrzegać... Rozmowa trwała godzin trzy. W. książę po- 
wiedział mi, że moje i brata postępowanie, nasze poddanie się 
trybowi życia, który dla nas nieprzyjemnym być musiał, spo- 
kój i obojętność zjednały nam jego szacunek i zaufanie, że miał 
sympatję dla uczuć naszych, odgadywał je i powiedział, że 
czuł potrzebę odkryć nam swój rzeczywisty sposób myślenia, 
że nie "mógł znieść tej myśli, iż moglibyśmy go sądzić inaczej 
niż na to istotnie zasługiwał. Powiedział mi wtenczas, iż nie 
podzielał wcale pojęć i doktryn gabinetu, że dalekim jest od po- 
dzielenia polityki swojej babki, że jej zasady potępia, że naj- 
lepsze nosi w duszy życzenia dla Polski. Wyznał mi, że miłuje 
wolność, że ona się wszystkim ludziom jednakowo należy... 
Przebiegając podczas tej rozmowy wzdłuż i wpoprzek ogród 
Taurycki, spotkaliśmy kilka razy w. księżnę.. Powiedział mi, 
że żona była powiernicą j ego myśli, że ona jedna znała i podzie- 
lała jego uczucia, że oprócz niej ja byłem pierwszą i jedyną oso- 
bą, której mówił o tern, że mogę więc pojąć, jak rozkosznie 
będzie mu odtąd mieć kogoś, z kim będzie mógł mówić otwarcie, 
z zaufaniem zupełnem. Rozmowę tę przerywały wylewy przy- 
jaźni jego, a zadziwienia i wdzięczności z mojej strony, obok 
zapewnień zupełnego poświęcenia... Odszedłem wzruszony do 
głębi, nie wiedząc, czy to był sen, czy rzeczywistość. Podbił 
mnie łatwy do zrozumienia urok. W. książę zdał mi się być 
jakąś uprzywilejowaną istotą, zesłaną na ziemię przez Opatrzność 
dla szczęścia rodu ludzkiego i moj ej ojczyzny. Powziąłem do 
niego przywiązanie bez granic, a uczucie, jakiem mnie natchnął 
w tej pierwszej chwili, przetrwało upadek wielkich kolejno złu- 
dzeń, jakie obudził wtenczas, oparło się wszystkim ciosom, 
jakie mi później on sam zadał i nigdy we mnie całkiem nie zga- 
sło". - Osiemnastoletniego w. księcia z dwudziestosześcioletnim 
ks. Adamem połączył od tej chwili węzeł najściślejszej przy- 
jaźni. Czy jednakże młodszy przyjaciel odsłonił przed starszym 
\v tych nawet chwilach uniesienia, wszystkie ciężary, jakie, 
naówczas przytłaczały mu duszę? Czy mianowicie powierzył
>>>
CZARTORYSKI 


261 


mu tajemnicę doniosłych wypadków z września tegoż 1796 f., 
swojej rozmowy z cesarzową, wyznania przed ojcem, przy- 
sięgi przed Arakczejewem? Raczej powątpiewać należy, skoro 
o tych wszystkich rzeczach niezmiernej wagi, odkrytych w naj- 
nowszych dopiero czasach przez badania rosyjskie, nie zostało 
ani śladu we wspomnieniach księcia Adama. Uwydatniły się 
tutaj, tak wcześnie, ukryte głębie w charakterze Aleksandra, 
nad wybuchowem wylaniem górująca nieufna rozwaga, wstrze- 
mięźliwa i odporna rezerwa nad porywczem i pozornie bez- 
bronnem uniesieniem. Wynikły stąd szczególniejsze stosunki, 
niewolne zresztą niebawem od pewnych stron nadzwyczaj draż- 
liwych. A mianowicie, obok ścisłej przyjaźni z Aleksandrem, 
i to pono za jego wiedzą i zgodą, nawiązał się stosunek miłosny 
między młodym ks. Adamem a półdziecinną jeszcze, śliczną, 
szlachetną w. księżną Elżbietą. Natomiast Aleksander, nie 
mając serca do żony, której nie był wart, związał się z bawiącą 
na dworze petersburskim piękną Polką, córką jednego z powie- 
szonych w czasie insurekcj i warszawskiej zdrajcó,v, Marją 
z Czetwertyńskich Naryszkinową. Pomimo tak zawiłych 
i niebezpiecznych okoliczności, serdeczny stosunek przyjaciel- 
ski pomiędzy ks. Adamem a w. księciem Aleksandrem, w ciągu 
następnego roku stopniowo wciąż jeszcze się zacieśniał, zwła- 
szcza ze zmianą panowania po śmierci Katarzyny i objęciem 
rządów przez cesarza Pawła, który przyjacielowi syna z początku 
wyraźną objawiał życzliwość. Był Czartoryski przy koronacji 
w Moskwie obecnym, z radością widział uwolnionych przez 
Pawła rodaków, z upokorzeniem był świadkiem opłakanego 
końca Stanisława Augusta w Petersburgu. Nie goniąc bynaj- 
mniej za wyłącznością wpływu, w tym to czasie, podczas koro- 
nacji Pawła w Moskwie, za zezwoleniem w. księcia, do sekretu 
jego wspaniałych i liberalnych zamysłów przypuścił dwóch 
młodych swych przyjaciół Rosjan: Pawła hr. Strogonowa, gło- 
wę istotnie zapaloną i szlachetną i Mikołaja Nowosilcowa, duszę 
niską, upodloną i ambitną, biorącą na siebie pozory zupełnej 
bezinteresowności i niezłomnych zasad prawa i postępu, czło- 
wieka, na którym w przyszłości tak ciężko miał zawieść się 
Czartoryski. Razem we czworo, odbywano narady, tajne "kon- 
ferencje", gdzie najwyższe zagadnienia społeczne, państwowe
>>>
262 


SZYMON ASKENAZY 


i międzynarodowe roztrząsano sposobem zgoła akademickim 
i niepłodnym. 
Paweł w następcy swoim, pierworodnym w. księciu Ale- 
ksandrze, ciągle widział przeznaczonego sobie wolą nieboszczki 
matki zastępcę. Roztaczał baczność nieufną nad dworem wiel- 
koksiążęcym. Przestrzeżony został, podobno najpierw przez 
wszechwiedzącego O. Grubera, o zachodzących tam bardzo nie- 
zwykłych stosunkach. Przecinając szaloną tę miłostkę, uprze- 
dzając przewidywane już stąd skutki, Paweł nagle wyprawił 
Czartoryskiego na dalekie poselskie wygnanie, do dworu sardyń- 
skiego. We Florencji posłowi cesarskiemu od króla Karola Ema- 
nuela III i królowej Klotyidy naj lepsze zgotowano przyj ęcie. 
Lata, tutaj nasamprzód, później na południu Włoch, a nie bez 
żywszych niektórych wrażeń spędzone, do najnieczynniejszych 
zapewne, lecz może najpogodniejszych w życiu ks. Adama na- 
leżą. Dzięki temu też włoskiemu swemu zesłaniu uchroniony 
został od obecności przy niebezpiecznych powikłaniach i okrop- 
nych wkońcu przeprawach, gotujących się nad Newą. Pozo- 
stał i nadal, z Włoch, z obojgiem, z w. księciem i z Elżbietą, w ko- 
respondencji. Mimo to jednak nie był on zgoła wtajemniczony 
w poważne sprawy konspiracyjne, które Aleksander, znacznie 
od niego młodszy, lecz już znacznie trzeźwiejszy, prowadził 
samorzutnie z wytrawnymi w tych robotach Rosjanami. W Nea- 
polu znienacka trafiła go wiadomość o zejściu Pawła i pisany 
w tydzień potem list cesarza Aleksandra, krótki, gorączkowy, 
wzywający go do natychmiastowego powrotu do Petersburga 
(29 marca 1801 r.). Natychmiast pośpieszył w drogę. 


v 


Nad Newą zastał Czartoryski położenie niewyjaśnione jesz- 
cze, nieutrwalone. Jak mogł uspokajał monarchę, podnosił 
go na duchu. Towarzyszył mu na koronację do Moskwy. Po 
powrocie do Petersburga, na życzenie cesarza, odnowił prze- 
rwane "korespondencje" poufne, dokąd oprócz Czartoryskiego, 
Strogonowa i Nowosilcowa przyjęty niebawem Wiktor hr. Ko- 
czub ej , siostrzeniec kanclerza Bezborodki, Małorus-arystokrata, 
giętki, praktyczny, ambitny, były poseł w Stambule, gdzie
>>>
CZARTORYSKI 


263 


polską śledził kolonję, niebardzo Polsce życzliwy. Nie były to 
już dawniejsze wielkoksiążęce rozprawy platoniczne i bezcelowe, 
lecz rodzaj pierwszorzędnej, prywatnej rady przybocznej, "ko- 
mitet ocalenia publicznego", jak żartobliwie wyrażał się Aleksan- 
der, stałe zebrania, odbywające się regularnie, dwa do trzech 
razy w tygodniu, gdzie roztrząsano sprawy i stanowiono uchwały 
pierwszorzędnej wagi dla całego kierunku spraw państwowych, 
a nawet europejskich. Przy tej robocie czysto już politycznej, 
nie marzycielskiej już, jak dawniej, niesłychanie trudnem i draż- 
liwem stawało się położenie księcia Adama. Od pierwszej chwili, 
wedle słów jego własnych, czuł się "rośliną egzotyczną na obcy 
grunt przesadzoną", od pierwszej też chwili, wedle słów świad- 
ków bezstronnych, Rosjan, walczyć musiał z niezmordowaną, 
nieubłaganą koalicją podstępu, denuncjacji i potwarzy. Wówczas 
już duchy zawistne, podejrzliwe i niskie, niezdolne uwierzyć w har- 
towną trwałość niepokalanych zasad sumienia i honoru, bo nie- 
zdolne ich odczuwać i pojąć, przypięły do osoby księcia Adama 
potwarczą tradycję fałszywego "wallenrodyzmu", którym on 
się brzydził najbardziej, którego nawet pozorom, kosztem naj- 
większych poświęceń, zdaleka z drogi schodził. Tradycję 
oskarżycielską, gorliwie z zagranicy podsycaną przez wszyst- 
kich nieszczerych Rosji przyjaciół, a szczerych Polski i Czarto- 
ryskiego wrogów, ustaloną doniedawna w nauce (Sołowiew), 
nawet piśmiennictwie rosyjskiem (Tołstoj), ostatniemi dopiero 
czasy przez sprawiedliwszych badaczów rosyjskich za fałszywą 
uznano i odrzucono (Traczewskij, Szylder). Oddano nareszcie 
czystym Czartoryskiego pobudkom należne, acz spóźnione uzna- 
nie, na które on zresztą czekać nie miał potrzeby, mając przeciw 
sobie gołosłowne jeno podejrzenia i wyrzuty takichJl jak Morkow, 
Rostopczyn, Budberg albo Alopeus, kreatur, za sobą zaś ma- 
jąc takich jak Koczubej, Kisjelew, Woroncowowie, patrjotów 
rosyjskich, samego cesarza Aleksandra naj zaszczytniejsze świa- 
dectwa, a przedewszystkiem zachowane piśmienne pomniki 
całej swojej w Petersburgu nieskazitelnej działalności politycznej. 
Działalność ta nasamprzód, sposobem nieurzędowym, w tam- 
tej radzie prywatnej, wyraziła się pod postacią rozumnego udziału 
w zbawiennych reformach wewnętrznych, zapoczątkowanych 
podówczas w dziedzinie administracji, prawodawstwa, oświaty.
>>>
264 


SZYMON ASKENAZY 


Jednak, po zaprowadzeniu ministerjów przez ukaz wrześniowy 
1802 r., długo wzdragał się wstępować do rządu Czartoryski; 
ofiarowaną sobie zrazu od cesarza tekę spraw zagranicznych 
odstąpił Koczubejowi; dopiero w 1803 r., po objęciu przez tego 
ostatniego spraw wewnętrznych, poddał się ponawianym usilnym 
naleganiom Aleksandra, został towarzyszem ministra spraw 
zagranicznych przy kanclerzu A. R. Woroncowie, po którym 
niebawem, z początkiem następnego roku, lecz ciągle w tytule 
towarzysza objął zarząd naczelny tego ministerjum. Dwa prze- 
cież, za zgodą cesarską, kardynalne położył warunki: że będzie 
zwolniony od pobierania pensji i orderów, oraz, iż zachowa swo- 
bodę postępowania, gdyby żywotne potrzeby jego kraju nie 
dały się pogodzić z powinnościami urzędu. Gdyż jedynie w prze- 
świadczeniu, iż obiedwie pogodzić się dadzą, omylnem może, 
lecz niezawodnie najszczerszem, tak trudnych i niewdzięcznych 
podejmował się obowiązków. 
Utrzymywał go w tern przeświadczeniu, zdawał się je po- 
dzielać sam Aleksander, nie skąpiąc przekonywających w tym 
względzie dowodów. J liŻ dawniej, przy jego pomocy, mógł Czarto- 
ryski osładzać niedolę zapomnianych na dalekim Wschodzie, 
a nawet więzionych w Spielbergu, rozproszonych na wychodźtwie 
rodaków. Obecnie obok obowiązków ministra, inne, bliższe swemu 
sercu miał sobie powierzone. Mianowany kuratorem okręgu 
naukowego wileńskiego (15 kwietnia 1803) ujął w swoje ręce 
ster wychowania publicznego w ośmiu gubernjach zachodnich, 
t. j. na całej przestrzeni przyłączonych wówczas do Rosji ziem 
dawnej Rzpltej. Zarazem szereg dobroczynnych uchwał monar- 
szych, pamiętne ukazy edukacyjne z tegoż roku, ustalały organi- 
zację władz i zakładów wychowawczych na Litwie i Rusi, języ- 
kiem wykładowym we wszystkich bez wyjątku szkołach ogła- 
szały ojczysty, poddawały je wszystkie jednolitej opiece Aka- 
demji wileńskiej. Mógł na takich zasadach rozległą a owocną 
działalność rozwinąć Czartoryski, mając nadto przydanego sobie 
nieoszacowanego pomocnika w wizytatorze szkolnym dla trzech 
gubernji południowych, kijowskiej, podolskiej i wołyńskiej, Ta- 
deuszu Czackim. W rzeczy samej, z dwudziestoletniego jego 
kuratorstwa kraj obfitego doczekał się plonu. Pomnożono w tym 
okresie liczbę szkół okręgu wileńskiego do czterystu pięćdzie-
>>>
CZARTORYSKI 


265 


SlęCIU, uczących do tysiąca, uczniów do dwudziestu kilku ty- 
sięcy; stworzono takie zakłady, jak szkoła krzemieniecka, gim- 
nazjum podolskie; zaś nadewszystko niezapomniana Akademja 
wileńska, wyniesiona na nieznany dotychczas blasku i świetności 
stopień, uczyniona, z nauki, co główna, z ducha, koroną zaiste 
całej budowy, uczyniona duchową macierzą mickiewiczowskiej 
generacji. Po wszystkie czasy we wdzięcznej pamięci swoich 
utrwalił się ten dzieł niepożytych sprawca, "a co dziwniejsza, na- 
wet od obcych wziął późny hołd zasługi: z ogłoszonych dzisiaj 
suchych dokumentów urzędowych, jego postać z taką wyłoniła 
się powagą, iż od wszystkiej prasy rosyjskiej doby dzisiejszej 
ogłoszony został jedynym godnym naśladowaniem wzorem rzetel- 
nego opiekuna nauki i szkolnictwa l). W tym samym atoli cza- 
sie, kiedy obszerne pole płodnej pracy domowej otwierało się 
przed nowym kuratorem wileńskim, trudniejsze nieskończenie 
t;adania czekały petersburskiego ministra spraw zagranicznych. 


VI 


Polacy cieszą się opinją machjawelskich dyplomatów. 
To jest za takich każą nam uchodzić dobrzy sąsiedzi, z którymi 
najwięcej dyplomatyzować nam wypadło i do których przy tej 
sposobności straciliśmy wszystko, co tylko było do stracenia. 
Wzamian za to od tych sąsiadów nieboraków, którzy naD) 
wszystko zabrali, możemy nasłuchać się dosyta dwuznacznych 
komplementów o naszych nadzwyczajnych uzdolnieniach, prze- 
biegłości, finezj i, wprost maestrj i dyplomatycznej. Dlatego też 
oni muszą z nami tak mieć się na baczności, patrzeć nam na 
palce, aby uniknąć zastawianych przez nas tak misternie 
sideł "intrygi polskiej u, w które tak łatwo mógłby uwikłać się 
prostoduszny, Bogu ducha winny Rosjanin albo Niemiec. To się 
do tego stopnia utarło, że czasem my sami z pewnem upodoba- 
niem zaczynamy wierzyć w nasze pod tym względem kwali- 
fikacj e. W rzeczywistości nie masz na świecie gorszych od nas 


l) Zbi61' materjal6w do dziej6w oświaty w Rosji. II, 1802-1804 
(Petersburg. wyd. Ministerjum Oświaty. 18 97).
>>>
266 


SZYMON ASKENAZY 


dyplomat6w. Do dyplomacji nowoczesnej, będącej par excel- 
lence sztuką ukrywania i urzeczywistniania własnych zamierzeń 
politycznych, odgadywania i pokrzyżowania cudzych, stoją- 
cej wyrachowaniem, niedowierzaniem, konsekwencją, trzeź- 
wością i bezwzględnością - poprostu nie mamy talentu. To tro- 
chę sprytu jaki posiadamy w tym kierunku, zazwyczaj wy- 
datkujemy całkowicie na potrzeby wewnętrzne, w zatargach 
domowych, swarach osobistych i stronniczych, przeciw sobie 
samym. Ilekroć zaś wypadnie nam działać nazewnątrz, tyle 
razy - a zwłaszcza wtedy, kiedy pożal się Boże, zachciewa 
się nam udawać chytrych - dajemy niechybnie wyprowadzić 
się w pole. Rosjanin szczera dusza, Niemiec uczuciowiec, 
Austrjak poczciwina, Francuz lekkoduch, Anglik niezgrabiasz, 
Włoch zapaleniec, wszyscy oni w dobie nowoczesnej wydali 
swoich: Bestużewów i Panin6w, Fryderyków Wielkich i Bis- 
marcków, Mettemichów i Talleyrand6w, Beaconsfield6w i Ca- 
vourów - tylko przechytrzy Polacy żadnym podobnym nie 
pochlubią się graczem. Jednego tylko w tej dziedzinie poważne- 
go mamy przedstawiciela, który mniej od nich był szczęśliwym, 
lecz bardziej szanownym, który nie był, jak oni, zawodowcem, 
lecz jak sam się nazwał "błędnym rycerzem dyplomacji" - 
księcia Adama Czartoryskiego. 
Zaraz po objęciu czynności (w początku 1803 r.) Czartoryski 
wygotował własnoręczny, dla osobistej tylko wiadomości samego 
Aleksandra, najpoufniejszy memorjał programowy ,,0 systemie 
politycznym, jakiego winna trzymać się Rosja". Ogromny ten, 
nieznany dotychczas operat daje klucz do całej jego później- 
szej działalności ministerjalnej. Formułował tu nasamprz6d 
Czartoryski rodzaj wyznania wiary o polityce międzynarodowej 
w- ogólności. Stanowi on jako zasadę naczelną, iż w polityce 
istnieje "harmonja przyrodzona pomiędzy prawami słuszności 
a interesem", iż krzywda i gwałt, po przechodnich tryumfach, 
koniec końcem mszczą się na krzywdzicielach i gwałcicielach, 
iż porządek moralny koniec końcem okazuje się najpraktyczniej- 
szy , a polityczna moralność najużyteczniejszą przedewszystkiem 
dla tego, który ją uprawia. Uzdrowienie w tym duchu polityki 
zewnętrznej rosyjskiej wiązał z równoległem uzdrowieniem 
wewnętrz nem, podług dwóch zkolei wskazań naczelnych:
>>>
CZARTORYSKI 


267 


poszanowanie praw narodowości, oraz ustanowienie konstytu- 
cyjnego sposobu rządzenia. Z ogólnych sylogizmów powyższych 
bezpośrednio wysnuwał szczegółowy rozbiór stosunków zagra- 
nicznych Rosji. Wnioskował więc naprzód, iż Rosja winna 
nietylko dążyć do stałego z Anglją porozumienia, lecz na niej 
się wzorować i liczyć z opinją publiczną angielską. Przeciwnie, 
za naturalnych wrogów Rosji uznawał Austrję i Prusy, sprzę- 
żone między sobą przez największy błąd polityki rosyjskiej, 
przez podział Polski. Austrja pokątnie inspirowana przez Prusy, 
sięgnąć może w sposobnej chwili z jednej strony, z Galicji, po 
Podole, Wołyń, Ukrainę, z drugiej, od Węgier, po kraj Bośniaków 
(Serbję) i Czarną Górę. Tu szczegółowo rozwijał Czartoryski 
swój plan wschodniej polityki Rosj i: nie zabór bezpośredni, 
lecz federacja drobnych państewek bałkańskich pod protekto- 
ratem rosyjskim. Celem zaszachowania Austrji na Bałkanach 
przychodził tu z innym, wtedy zgoła nowym pomysłem. Rosja 
winna sprzyjać zjednoczeniu Włoch i użyć ich przeciw Austrji. 
Jeśli pomyślimy, że to wszystko było pisane przeszło sto lat 
temu, podziwiać można dalekowidztwo tych przewidywań 
Czartoryskiego. I jeszcze się zarzuca, że był złym ministrem 
rosyjskim. Był może aż nadto dobrym, choć na inny nieco 
sposób, niż pp. Izwolskij albo Bobrińskij. Nareszcie, we właściwej 
konkludującej części memorjału, traktował Czartoryski o Pru- 
sach, a zarazem o sprawie polskiej. Piętnował w Prusach naj- 
niebezpieczniejszego wroga Rosji. Piętnował całą zachłanność 
i hypokryzję, z jaką Prusy, związawszy się z Francją rewolucyjną 
i napoleońską, wygrywały ją przeciw Anglji, z jaką również 
wygrywały Austrję przeciw Rosji, a znowuż wygrywały przeciw 
Austrji fałszywą swoją dla Rosji przyjaźń. Oddanie Prusom 
Warszawy i serca Polski piętnował jako zbrodnię nietylko 
przeciw Polsce, lecz i przeciw bezpieczeństwu Rosj i. Odsłaniał 
widoki zaborcze pruskie na część Litwy, Żmudź, Kurlandję. 
Stąd wyprowadzał ostatecznie konkluzję dwoistą: konieczność 
ode brania Prusom Warszawy wraz z ich dzielnicą polską, a następ- 
nie - skupienia wszystkiej Polski przy Rosji, bądź w drodze 
,.reintegracj i U , t. j. pod w. ks. Konstantym (przyczem rzecz 
godna uwagi, już tutaj, w 1803 r. przewidywano jego ekskluzję 
od korony cesarskiej rosyjskiej); bądź też w drodze unj i realnej
>>>
268 


SZYMON ASKENAZY 


pod wspólnem berłem samego Aleksandra. Ale jak to usku- 
tecznić? Na to odpowiada Czartoryski: za zgodą Anglji, oraz - 
punkt niezmiernej wagi - za zgodą Francji. W tym ostatnim 
punkcie mieścił się sekret najtajniejszy polityki Czartoryskiego. 
Chciał on nie pojedynku Aleksandra z Napoleonem, lecz prze- 
ciwnie, chciał za taką cenę obustronnego pokojowego porozu- 
mienia ponad głową Austrji i Prus. Wyobrażał sobie mianowicie 
dla Rosji pożądaną kolej wypadków w następującym sposobie: 
przy najbliższem posiedzeniu między Austrją i Francją zmusić 
Prusy do wyjścia z hipokryckiej ich dwulicowości i złączenia 
się z Francją, następnie, nieawiśle od rozprawy austro-fran- 
cuskiej, uderzyć na Prusy, zgnieść je, stanąć mocną nogą w War- 
szawie, wreszcie, po porażce Prus przez Rosję a Austrji prze
 
Francję, przeprowadzić bezpośrednio pacyfikację z Napoleonem 
za cenę zdobycia dla Rosji Królestwa Polskiego. To jest słynny 
MordPlan Czartoryskis gegen Preussen. Cokolwiekby sądzić o tej 
koncepcji, tyle pewna, że wśród ówczesnych warunków, wycho- 
dziła ona zarówno od dobrego Polaka i od dobrego rosyjskiego 
ministra spraw zagranicznych. Zyskała też w całej rozciągłości 
zupełną aprobatę Aleksandra. 


VII 


Dwa lata jednak wypadło czekać, zanim dojrzała pora spo- 
sobna do urzeczywistnienia ego planu. Stało się to jesienią 
1805 r., wobec trzeciej wojny koalicyjnej przeciw Francji. Dwie 
armje rosyjskie wyruszyły w pole. Jedna w 50 tysięcy miała 
uderzyć na Warszawę, druga, 100 tysięcy, z Grodna wkroczyć 
do Prus Wschodnich, dwie dalsze armje rezerwowe - poprzeć 
pierwsze natarcie. Równocześnie Aleksander w towarzystwie 
Czartoryskiego przybył z Petersburga do austrjackich wtedy Pu- 
ław. Tu zabawił dwa tygodnie w gościnie domu Czartoryskich, 
przy ogromnym zjeździe najvvybitniejszych obywateli polskich, 
sprowadzonych z Warszawy i całej dzielnicy pruskiej, witających 
go już jako króla polskiego, składających mu adresy wiernopod- 
dańcze okryte setkami podpisów. Wygotowane już były i apro- 
bowane przez cesarza dwa akty: manifest, wypowiadający wojnę 
Prusom i manifest, ogłaszający przywrócenie Królestwa Polskiego 


""
>>>
CZARTORYSKI 


269 


pod Aleksandrem. Oczekiwano tylko hasła od cesarza i marszu 
na Warszawę armji rosyjskiej, na której czele sam Aleksander 
miał wjechać do swej polskiej stolicy. Czartoryski, zapracowany 
niesłychanie, myślał o wszystkiem i pełen był otuchy. Ale robota 
jego już zewsząd była tajnie podkopywana u cesarza. Była pod- 
kopywana przez wpływy nacjonalistów rosyjskich w świcie ce- 
sarskiej. Była zdradzana w Berlinie przez tamtejszego posła ro- 
syjskiego. Wtedy to mianowicie, z podwójnego źródła rosyj- 
skiego i pruskiego, trafiła do podejrzliwego Aleksandra zatruta 
denuncjacja przeciw Czartoryskiemu, iż on radzi po zdradziecku, 
po wallenrodowsku, iż całym swoim planem on dybie na zgubę 
cesarza i Rosji, iż pragnie rozmyślnie pogrążyć Rosję w wojnę 
z Prusami i Francją, a narazić Austrję i Anglję, aby ostatecznie 
z katastrofy Rosji wyłowić dla siebie samego koronę polską. Ioto 
nagle śród tych wyczekiwań puławskich, w Czartoryskiego uderzył 
piorun. Aleksander oświadczył mu, że zrzeka się ataku na Prusy, 
że zamiast z orężem do Warszawy udaje się z różdżką oliwną do 
Berlina. 
Okropną była ta droga do Berlina dla ks. Adama. 
Iusiał 
on tam towarzyszyć cesarzowi, bo ten wyraźnie tak chciał, chciał 
go mieć ze sobą, jako widomego winowajcę, kusiciela, intryganta 
polskiego, na którego głowę mógł składać, wobec swego ukocha- 
nego brata Fryderyka Williehna III i pięknej królowej Luizy, 
wyłączną odpowiedzialność za ów plan "morderczy". Musiał 
Czartoryski być świadkiem zbratania się obu monarchów w Pocz- 
damie przy trumnie Fryderyka Wielkiego. 
Iusiał, na rozkaz 
cesarza, położyć swój podpis na poczdamskiej konwencji sprzy- 
mierzeńczej Rosji z Prusami, on, który wczqra, na rozkaz cesarza 
był pisał puławski manifest wojenny Rosji przeciw Prusom. A nie 
wolno mu było unieść się, bryznąć żalem i wyrzutem w oczy ce- 
sarzowi, nie wolno było cisnąć teki ministerjalnej natychmiast, 
za sam zawód w sprawie polskiej, aby właśnie tym sposobem naj- 
jadowitszej nie potwierdzić denuncjacji, aby nie zaszkodzić tej 
sprawie na przyszłość. Tak w Berlinie aż do dna kielich goryczy 
wychylić musiał Czartoryski. 
Wnet jednak same dzieje wzięły surowy za niego odwet. 
Wprost z Berlina Aleksander pojechał na Morawy, zamiast roz- 
prawy z Prusami na rozprawę z Napoleonem. Napróżno Czart 0-
>>>
ł. 


270 


SZYMON ASKENAZY 


ryski w ostatniej jeszcze chwili zaklinał, ostrzegał przed bitwą 
walną. Nie słuchano go, bitwę wydano. Ta bitwa - to Auster- 
litz. Tego dnia grudniowego, na płaskowzgórzu górującem nad 
austerlicką równiną, śród świetnej świty wojskowej otaczającej 
Aleksandra, na szarym końcu, w czarnym surducie, stał konno, 
milczący, sponiewierany Czartoryski. Widział on lekkomyślną 
pewność zwycięstwa, widział pierwsze zarządzenia, zaczęte po- 
ruszenia wojsk koalicyjnych - a wtem ujrzał piorunujące ude- 
rzenie boga wojny, raptowne pchnięcie piechoty napoleońskiej, 
rozbijającej jak taranem środek armji związkowej, wściekłe ataki 
kirasjerów francuskich, zmiatających przed sobą niezwyciężoną 
dotąd gwardję rosyjską; ujrzał zamięszanie, popłoch, porażkę, 
wreszcie niewstrzymaną ucieczkę. Przy zapadającym szybko 
zimowym zmroku, trzeba było pomyśleć o bezpieczeństwie Ale- 
ksandra. Świta jego się rozpierzchła, został przy nim tylko Czar- 
toryski z doktorem Anglikiem, berajterem i dwoma lejbkozakami. 
Tak bieżono przed się w ciemności, zrazu galopem, potem stępa, 
gdyż cesarzowi zrobiło się słabo. Musiał zsiadać po kilkakrotnie 
z konia, nie mówił nic, miał spojrzenie błędne, czasem nawet pła- 
kał. Czartoryski, również milcząc, cucił go winem, podawał krople 
opium. Ta noc grudniowa - powiadał później - była jak noc 
z króla Leara, kiedy wicher huczy w mrokach, walą się królestwa, 
a królowie po otwartem błąkają się polu. 
Wrócono do Petersburga. Czartoryski był winniejszy niż 
kiedykolwiek, bo wszak okazało się, iż on miał rację. To jest wina 
naj rzadziej wybaczana przez monarchów. Miał rację, kiedy 
ostrzegał przed Austerlitzem, miał więcej jeszcze racji, kiedy 
ostrzegał przed Prusami. Prusy, niewiele bacząc na przysięgi 
poczdamskie, nazajutrz po Austerlitzu sprzymierzyły się z Napo- 
leonem i kazały sobie zapłacić Hannowerem. Sprawdzały się 
wszystkie przewidywania Czartoryskiego. Już od kwietnia 1806 r. 
dopraszał się on dymisji i wyznaczenia na jego miejsce Rosjanina. 
Jest szereg pism jego do cesarza z tego czasu w tonie tak gwał- 
townym, że poprostu widać, iż ten człowiek, tak panujący nad 
sobą, doprowadzony był do ostateczności. W czerwcu nareszcie 
Aleksander udzielił mu żądanej dymisji, ale zastąpił go nie przez 
Rosjanina, lecz przez Niemca, prusofila, bar. Budberga. Zamiast 
pokoju, doradzanego przez Czartoryskiego, doszło do nowej,
>>>
CZARTORYSKI 


271 


czwartej koalicji, tym razem łącznie z Prusami, które nareszcie 
udało się pchnąć do zdradzenia z kolei Francji i wypowiedzenia 
wojny Napoleonowi. To miała być rehabilitacja prusofilskiej 
polityki Aleksandra. Ale pociecha trwała niedługo. Prusy ledwo 
chwyciły za oręż jak porażone zostały śmiertelnie pod Jeną., 
Francuzi wkraczali do Berlina, Poznania, Warszawy. Do War- 
szawy, dokąd przed rokiem chciał wprowadzić Aleksandra Czar- 
toryski, teraz wjeżdżał tryumfalnie' Napoleon. 
Zaczęła się kampanja poIska 1806-7 r. Rosji, ciągle pro- 
wadzonej na pasku polityki pour Ze roi de Prusse, wypadło teraz, 
po Jenie, ratować ginące Prusy, które przed rokiem, po Auster- 
litzu, były wydały Rosję. Czartoryski, choć w niełasce, w cha- 
rakterze prywatnym, pobiegł wiosną 1807 r. za Aleksandrem na 
plac boju. Powziął on śmiałą myśl urzeczywistnienia puławskiego 
planu w odmiennej z gruntu sytuacjL Wszak w tej sytuacji naj- 
istotniejszym był fakt zgniecenia Prus, odebrania im Warszawy 
wraz z ich dzielnicą polską, tyle tylko, że zamiast Rosji, dokonał 
tego Napoleon. Radził tedy Czartoryski skorzystać z kłopotów 
francuskich podczas ciężkiej kampanji zimowej, o bwołać Ale- 
ksandra królem polskim, i dojść na tej zasadzie do tej samej pacy- 
fikacji z Napoleonem, jaka była planowana w Puławach. Śmiałą 
tę myśl z całą siłą przekonania popierał Czartoryski w kwaterze 
głównej w Bartoszycach, przekonał do niej nawet generalicję 
rosyjską, nie przekonał podejrzliwego Aleksandra, podniecanego 
przez Prusy do wytrwania w walce. Tak doczekał się nowej wal- 
nej porażki: Friedlandu. Teraz trzeba było prosić o pok6j bez 
kondycyj. Nastąpił zjazd Aleksandra z Napoleonem w Tylży. 
Stanęło Księstwo Warszawskie pod egidą Napoleona. Aleksander 
umywał ręce od Polski. Runęły wszystkie prace i nadzieje Czarto- 
ryskiego. 


VIII 


Czartoryski na zjeździe w Tylży nie był obecny. Rzecz 
szczególna, że ci dwaj ludzie, Napoleon i Czartoryski, nigdyoso- 
biście się nie spotkali, nigdy też na sobie się nie poznali. Na- 
poleon miał Czartoryskiego za tajnego kandydata do korony 
polskiej, za zawziętego nieprzyjaciela Francji, wiecznego pod- 
szczuwacza Rosji do wojny z Francją. Nie wiedział on, gdyż 
Szkice i portrety 19
>>>
lłL 


272 


SZYMON ASKENAZY 


ukrywał to przed nim Aleksander, że Czartoryski pragnął Polskę 
mieć przy Rosji i to w drodze pokojowego z Francją porozu- 
mienia. Z drugiej strony Czartoryski nie wiedział, gdyż przed 
nim znów ukrywał to Aleksander, że Napoleon zaraz w Tylży 
podjął samorzutnie jego myśl własną, że zaofiarował Aleksandrowi 
całą Polskę z koroną królewską, że Aleksander tę ofertę odrzucił. 
Tak więc Czartoryski miał Napoleona za zabójcę tej swojej 
myśli, za fałszywego przyjaciela a rzeczywistego wroga Polski. 
To była pomyłka. Nie przewidywał wtedy Czartoryski, że on 
sam kiedyś na wygnaniu emigracyjnem żyć będzie pod osłoną 
drugiego cesarstwa napoleońskiego, że o rękę własnej jego 
eórki - Izy, później Działyńskiej - konkurować będzie Na- 
poleon III, że widoki polskie kiedyś już tylko bodaj o cień 
wielkiego, o małego wypadnie oprzeć Napoleona. 
Gorszy niż poprzednio, po Austerlitzu, był teraz, po Tylży, 
powrót Czartoryskiego do Petersburga, gorsze, bo nawskroś 
fałszywe było j ego położenie tutaj, nietylko wobec cesarza, lecz 
co ważniejsze, wobec kraju własnego. Tam w kraju ożyło i tęt- 
niło pełnią narodowego życia Księstwo Warszawskie. Tam 
stanęli na czele owi kuzynowie Czartoryskiego z Zamku i z Wila- 
nowa: Józef Poniatowski na czele armji, Stanisław Potocki 
na czele rządu. Tam, bez Czartoryskiego, wbrew Czartoryskiemu, 
odradzała się Polska. Tam też przeciw niemu podnosiła się opinja 
jako przeciw zbiegowi, prawie przeniewiercy. On, w czystości 
polskiego swego sumienia, odczuwał to tern boleśniej, iż nie 
mógł się bronić, musiał milczeć. I jedynie w poufnych ówczesnych 
listach do matki wyrywał mu się nieraz przejmujący okrzyk, 
świadczący o ostrości tego bólu. Swoją karjerę polityczną uważał 
on wtedy za zamkniętą. W Petersburgu odepchnięty przez 
Aleksandra i opinję rosyjską, w Warszawie - przez Napoleona 
i opinję polską, poddawał się uczuciu przymusowej rezygnacji. 
Czuł się nieszczęśliwym, osamotnionym, a poczuł, że już nie jest 
młodym. Pomyślał nieco o swojem szczęściu. Latem tegoż roku, 
wracając do Petersburga, poznał po drodze w Mitawie mło- 
dziutką Dorotę Birenównę, księżniczkę Kurlandzką. Dziwna to 
była para zakochanych: on dochodził czterdziestu lat, ona była 
dzieckiem piętnastoletniem - ale już z tej ślicznej, czarnowłosej, 
upartej główki, z ciemnych, aż nadto mądrych oczu, cała, pełna
>>>
CZARTORYSKI 


273 


wyzierała kobieta. Książę Adam w Mitawie zasiedział się dwa 
tygodnie, był smutny, nic prawie nie mówił z księżniczką, tylko 
się na nią patrzył. Ona poprostu postanowiła zostać jego żoną, 
on liczył się z różnicą wieku i ze swoją rodziną, a głównie z matką. 
Księżna Izabella miała inne zamiary dla syna, który był jej 
duszą, j ej królem. Czy liż świeżo książę Antoni Radziwiłł, syn 
wojewodziny wileńskiej, nie poślubił Luizy Hohenzollernówny 
pruskiej? Księżna Izabella z Puław, wojewodzina wiletlska 
z Nieborowa, dwie gwiazdy kolejne z czasów Stanisława Augusta, 
to były najzażylsze, naj czulsze przyjaciółki, to znaczy, że te panie 
się nienawidziły. Trudno było pogodzić się z myślą, że kiedy 
tamta znalazła dla syna księżniczkę krwi królewskiej, własny 
syn miałby poprzestać na Birenównie, wnuczce koniucha Anny 
Iwanówny. Księżna Izabella miała na widoku dla syna arcy- 
księżniczkę austrjacką. Jedna tylko starsza siostra Marja, tak 
nieszczęśliwa z Wirtemberczykiem, sprzyjała wyborowi ks. Adama 
N iedość na tern: rzecz doszła wiadomości Aleksandra. Cesarz 
nie chciał małżeństwa Czartoryskiego z księżniczką Kurlandji, 
od lat niewielu dopiero wcielonej do Rosji, a jedną 
 najbogat- 
szych w Europie dziedziczek. Wdał się osobiście; sam zjechał 
do domu Birenównej i wprost nakazał wydać córkę za siostrzeńca 
Talleyranda, któremu tern małżeństwem zapłacił hojnie, a tanio 
za zdradzenie Napoleona. Mała broniła się uparcie, ona chciała 
swego księcia Adama, ale użyto przeciw niej najzręczniejszego 
sposobu dyplomatycznego, oddalono ją od Czartoryskiego, nie 
doręczano j ego listów, wreszcie udzielono j ej fałszywej wiadomości 
o jego zaręczynach z inną w Warszawie. Koniec końcem została 
wydana zamąż, wywieziona do Paryża, została lwicą salonów 
paryskich, zasłużyła wyszukaną swoją perwersją na oburzenie 
pani George Sand, a na podziw Balzaca l), figurowała wśród 
naj okrutniejszych aktorek jego "Komedji ludzkiej", jako pani 


. 1) Księżna Dino. jako bohaterka balzakowska. występuje pod nazwi- 
skiem Cadignan (Diane d'Uxelles. duchesse de 
iaufrigneuse. princesse 
de) w Comedie humaine w powieściach: Les secrets de la princesse de 
Cadignan. Le cabinet des antiques. Splendeurs et nłisM'es des courtisanes. 
La duchesse de Langeais. A utre etude de jem me. Modeste .J.Yignotł. Memoires 
de deux ieunes mariees,' pod nazwiskiem Langeais (Antoinette de Navar- 
reins. duchesse de) w powieściach La duchesse de Langeais i Le pere Goriot. 
19
>>>
274 


SZYMON ASKENAZY 


Cadignan i pani de Langeais - ale nie zapomniała nigdy księcia 
Adama. I on jej nie zapomniał, zachował starannie w swoich 
papierach najdrobniejsze jej liściki, wszystkie świadectwa jej 
dziecinnego o nim roj enia. Różne postacie kolejno staną jeszcze 
po jego drodze, ale to była ostatnia jego głębsza sercowa prze- 
prawa. Il vient un age - (zapisał sobie wtedy książę Adam) - 
il vient un age, DUł la Plus belle mattresse, que puisse servir un 
homme (d'honneur), c'est sa nation - Nadchodzi wiek, kiedy 
najpiękniejsza kochanka, jakiej służyć może człowiek honoru, 
to jego ojczyzna. Ta naj czystsza namiętność odtąd ,coraz wy- 
łączniej całe jego następne zapełnia życie. 
Tymczasem dłuższy pobyt w Petersburgu stawał się zgoła 
niemożliwym dla Czartoryskiego. Stosunek Aleksandra do 
Polski wchodził w fazę naj drażliwszą. Wybuchła wojna francusko- 
austrjacka 1809 r. Ks. Józef powiódł oręż Księstwa Warszaw- 
skiego na zdobywczą kampanję galicyjską. Aleksander, pozorny 
tylżycki sprzymierzeniec Napoleona, w te pędy wyprawił armję 
rosyjską do Galicji, rzekomo dla pomagania Polakom, istotnie 
zaś w najpodstępniejszej roli skrytego wroga, krzyżować ich 
postępy. Napoleon przeniknąwszy tę taktykę, naprzód przez 
pokój z Austrją zawarty, podwojenie Księstwa Warszawskiego 
przez jego zdobycze galicyjskie, następnie zaś, przez małżeństwo 
z Austrją, z Marją Ludwiką austrjacką, stanął w groźnej przeciw 
Rosji postawie. Odtąd pojednanie między Aleksandrem a Na- 
poleonem stawało się niemożliwem, a przedmiotem tego pojed- 
nania była już jawnie sprawa polska. Teraz strwożony, odoso- 
bniony Aleksander przypomniał sobie Czartoryskiego, wezwał 
go i odbył z nim szereg rozmów poufnych, jakich nie prowadzili 
już od lat kilku. Cesarz - zauważył Czartoryski - był widocznie 
podniecony, trawiony niepokojem, miał to samo spojrzenie 
błędne, co w nocy po Austerlitz. Przyznawał się do winy, do 
błędów popełnionych w Puławach i Bartoszycach, przyznawał 
trafność niesłuchanych _ wtedy rad Czartoryskiego i wreszcie, 
spuszczając oczy, spytał: czyli niema sposobu odzyskać zaufania 
Polaków, odwrócić ich od Napoleona, skłonić ku Rosji? Ale 
nie powiedział mu jednego wyraźnego słowa, co on dla nich 
uczynić jest gotów.. Pełno tu było niedomówień, śliskich, nie- 
bezpiecznych. Ale Czartoryski wybornie zrozumiał, czego od
>>>
CZARTORYSKI 


275 


niego żądano: aby bez żadnej kontrporęki, dla ogólnikowych 
jeno widoków, pomógł rozbić, obłąkać, znieprawić opinję kra- 
jową. Od tego się uchylił. "Najjaśniejszy Panie - rzekł krótko, 
również nie precyzując swej myśli, lecz wiedząc, że będzie dosko- 
nale zrozumiany - żywię głębokie przekonanie, że człowiek, 
który nie jest oddany swej ojczyźnie, wart jest pogardy. Wyprzeć 
się swej religj i, swoich rodziców, swoj ej ojczyzny - to są rzeczy 
jednakowo wzgardy godne. Najważniejszym dla mnie zawsze 
było nakazem, abym zachował własny dla siebie szacunek. 
Możesz Wasza Cesarska Mość skonfiskować moje dobra i kazać 
mnie rostrzelać - ale chcę, abyś musiał oddać mi sprawiedliwość, 
że byłem człowiekiem uczciwym". Odmowa była jasna. Wkrótce 
potem, wiosną 1810 r. Czartoryski opuścił Petersburg - p o 
r a z o s t a t n i. 


IX 


Niebawem ciężko dotknęło Czartoryskiego zaczęte śledztwo 
przeciw Czackiemu i spowodowało prośbę o dymisję z kurator- 
stw
 wileńskiego. W odpowiedzi odebrał najniespodziewańsze, 
najzaufańsze, naj łaskawsze pismo cesarskie, ważnego dziejo- 
wego znaczenia (list z 7 stycznia 1811 r.), gdzie z nadzwyczajną 
otwartością odsłaniał przed nim Aleksander niewzruszone po- 
stanowienie śmiertelnej z Napoleonem rozprawy, spowiadał 
się z sił swoich i planów strategicznych, żądał zaś natomiast 
najobszemiejszego spółdziałania w ziemiach polskich, a w szcze- 
gólności w Księstwie Warszawskiem. Od Czartoryskiego żądał 
wysondowania 'v tym względzie mężów zaufania Księstwa. 
Czartoryski odpowiedział natychmiast, podejmując się wyko- 
nania, nie bez pewnych zresztą poważnych zastrzeżeń i wątpli- 
wości, wyrażonych dość jasno i otwarcie. Poczem w pierwszych 
dniach lutego (1811) udał się do Warszawy, gdzie doszło go nastę- 
pnie drugie, dopełniające pismo Aleksandra, przeznaczone do 
rozprószenia podniesionych w jego odpowiedzi wątpliwości, 
z dokładnem podaniem zgromadzonej nad granicą Księstwa 
zbrojnej potęgi rosyjskiej, gotowej w każdej chwili do uderzenia 
na Napoleona. Czartoryski pokazał Poniatowskiemu odebrane 
pisma i przełożył mu życzenia i widoki cesarskie. Ks. Józef udzie-
>>>
276 


SZYMON ASKENAZY 


lił odpowiedzi przeczącej. Skutkiem tej jego stanowczej. odmowy 
misja Czartoryskiego odrazu padła, o czem tenże, wróciwszy 
do Puław w początku marca, zaraz uwiadomił monarchę. 
Nadszedł wielki rok 1812. W chwili, gdy, zdawało się, wątpić 
pie było sposobu o tryumfie Napoleona, klęsce Aleksandra, książę 
Adam sam z sobą ciężką stoczywszy walkę, postanowił nie pod- 
nosić ręki na dawnego przyjaciela i pana, który jeszcze być nim 
nie przestał. W szIachetnem piśmie 40 Matuszewica (10 czerwca 
I8IZ) piękny dał wyraz swym podniosłym pobudkom "Gdy- 
by - pisał tutaj - przeznaczenia mojej ojczyzny były jeszcze 
niepewne, gdyby dla jej zbawienia trzeba było poświęcić najwięcej 
szanowane względy, nie powinienbym się wahać... Ale któż 
może wątpić o skutkach tej walki, któż nie widzi, że wszystkie 
prawdopodobieństwa genjuszowi zwycięstwa zwycięstwo rokują? 
- Przeciwnie Aleksandrowi wszystkie grożą nieszczęścia. By- 
łożby więc szlachetnie i byłożby do usprawiedliwienia przydawać 
nieprzymuszonym pośpiechem do tylu niechybnych klęsk gorycz, 
jakąby uczuł na widok niewdzięczności człowieka, którego szcze- 
gó1niejszemi obsypywał względy?'H Nie przestawał zarazem 
kołatać o dymisję w Petersburgu. Stale odmawiał jej Aleksan- 
der, ale z zupełnem uznaniem dla nieskazitelnego charakteru 
przyjaciela, w tych nawet chwilach krytycznych oświadczał 
się "oddanym mu dozgonnie całą duszą i sercem". 
Z przymusowej bezczynności wkrótce wyrwała Czarto- 
ryskiego katastrofa napoleońska. Od wybuchnięcia tajonego 
wciąż, a już w całej pełni istniejącego przesilenia t. j. od chwili 
jak z pod Moskwy coraz fatallliejsze, a coraz dokładniejsze jęły 
nadchodzić wieści, uwaga sterników politycznych Warszawy 
poczynała obracać się ku jedynej w tych okolicznościach, o ile 
chodziłoby o nawrót w kierunku Rosji, postaci pośredniczącej 
Czartoryskiego. Decyzja ostateczna zapadła pod koniec listo- 
pada. Zredagowano rodzaj pełnomocnictwa dla ks. Adama do 
traktowania z Aleksandrem imieniem Konfederacji i rządu war- 
szawskiego, na podstawie połączenia z Rosją, lecz bez wcielenia, 
sposobem unji, pod berłem Aleksandra, Księstwa Warszawskiego, 
zjednoczonego z Litwą, przy zmodyfikowanej konstytucji Trze- 
ciego Maja, albo też warszawskiej, przy pewnych porękach dla 
administracji, juryzdykcji, armji polskiej.
>>>
CZARTORYSKI 


277 


x 


Natychmiast, z Sieniawy, podniósł Czartoryski głos za nie- 
szczęśliwym krajem. Nie miał czasu do stracenia. Na teatrze 
wielkiej walki światowej, rozgrywającej się już prawie wyłącznie 
na ziemi polskiej, rzeczy wojenne i polityczne zawrotnym toczyły 
się pędem. Czartoryski, z samotnego sieniawskiego zamku, winien 
był za tym nadążyć rozpędem, nie chybić pory i sposobu rato- 
wania zagrożonej śmiertelnie sprawy polskiej. Winien był 
tajne zalecenia swoich konfidentów warszawskich przeobrazić 
na czyn nieodwołalny. Winien był, nietyle ich własnem, ile Polski 
imieniem dokonać radykalnego zwrotu w polityce narodowej, 
wystąpić z apelem wprost do Aleksandra. To był krok największej 
odpowiedzialności. Zdawał sobie z tego sprawę Czartoryski. 
To też jakkolwiek inicjatywa warszawska zasadniczo jego własnym 
wieloletnim, prorosyjskim odpowiadała dążeniom, to jednako- 
woż nie poprzestał on bynajmniej na prostem jeno akceptowa- 
niu jej i przekazaniu dosłownem Aleksandrowi. Przeciwnie, 
poddał ją ścisłej, przedmiotowej krytyce ze stanowiska interesu 
narodowego i światowego w danej chwili położenia. Rozwijał 
ofiarowaną z Warszawy myśl unji dynastycznej z pewnem nawet 
zabarwieniem realnej, pomiędzy Polską a Rosją, pod wspólnem 
berłem Aleksandra I i jego następców na tronie carskim. Aliści, 
wywiązując się tym sposobem z właściwych, nadesłanych sobie 
z Warszawy, zleceń ugodowych, zarazem uznał za niezbędne 
znacznie poza nie wykroczyć, śmiało uzupełnić je i rozszerzyć 
w wyższym interesie narodowym i w myśl własnego wyższego 
ujęcia rzeczy. Opracował samodzielnie swe w tejże materji po- 
glądy i zredagował je w kształcie drugiego operatu, odno- 
sząc go do hypotezy bliskiego pokoju, którego wielkie korzyści 
nie wymagają udowodnienia i którego nieodwłoczna konieczność 
mogłaby dać się odczuć wszystkim wojującym mocarstwom. 
Wysuwał myśl, polegającą na ułatwieniu, we właściwym czasie, 
porozumienia w sprawach polskich, przez nadanie Polsce króla 
w osobie w. księcia Michała. Kardynalna różnica, zarówno między 
tonem jak i treścią, zarówno przesłanką, jak wnioskiem, oferty 
warszawskiej a sieniawskiej, wprost biła w oczy. Warszawa 
zwracała się do Aleksandra wyłącznie, jako do tryumfującego
>>>
278 


SZYMON ASKENAZY 


teraz mocarza i zdobyw-cy, stanowiącego samowładnie o losach 
Polski. Ofiarowała zwycięskiemu carowi, pod pewnemi warun- 
kami konstytucyj nemi , przyłączenie Księstwa Warszawskiego 
do Rosji. Sieniawa natomiast zwracała się do Aleksandra, jako 
polityka, zmuszonego liczyć się z przyszłością, z pobitym zrazu 
lecz nie zniszczonym jeszcze przeciwnikiem Napoleonem, oraz 
inne mi również mocarstwami, a w każdym razie nie mającego 
ani tytułu, ani fizycznej możności załatwienia sprawy polskiej 
prostym, na własną rękę czynem zdobywczym. Żądała tedy od 
zwycięskiego cara Sieniawa wydania Litwy, celem przyłączenia 
jej do Księstwa Warszawskiego, wzamian jedynie za sekundo- 
geniturę rosyjską. Warszawa godziła się na podległą unję Polski 
z Rosją. Sieniawa, w zgodnym z Rosją duchu i.sposobie, stawiała 
bądź co bądź hasło Polski niepodległej. 
Ale tymczasem ministrowie warszawscy postanowili spró- 
bować drogi bezpośredniej do cesarza. Aleksander otrzymał tę 
drugą ekspedycję warszawską 15 stycznia 1813 r., tj. w cztery dni 
po otrzymaniu pierwszej od Czartoryskiego. Dostrzegł oczywiście 
cesarz różnicę kapitalną in Plus, zachodzącą pomiędzy skromniej- 
szą ofertą warszawską a szerszą Czartoryskiego, rozpoznał śmiałą 
rękę korektorską ks. Adama i odpisując mu, w naj łaskawszych 
zresztą wyrazach - gdyż na nim i na Polsce wiele mu wtedy za- 
leżało - nie omieszkał przecie równocześnie załączyć odpisu ode- 
branej od Mostowskiego posyłki, dając tern do zrozumienia, że 
przejrzał istotę rzeczy, że zarazem wie doskonale, iż całą roz- 
poczętą akcję na tańszych, niż stawiane przez Czartoryskiego, 
prowadzić może warunkach. 
Z ciężkiem sercem Czartoryski pośpieszył do Kalisza, celem 
pokrzyżowanIa podejrzanych rokowań prusko-rosyjskich, z tem 
większym niepokojem udawał się do Reichenbachu, celem przeciw- 
działania groźniejszej jeszcze grze austrjacko-prusko-rosyjskiej. 
Odprawiony z niczem z Reichenbachu, jak przedtem był wypę- 
dzony z Kalisza, w drugiej połowie sierpnia 1813 r. powrócił do 
Warszawy. Niewiele, nic właściwie skutecznego nie miał tu do 
roboty. Wkrótce przeświadczywszy się o bezcelowości dłuższego 
swego tam pobytu, a trzymając się zresztą otrzymanej od Aleksan- 
dra wskazówki, wyjechał stąd, już w drugiej połowie sierpnia, do 
siebie do Puław. Zresztą i tutal nie pozostał bezczynnym: owszem
>>>
" 


- 


Książ, Adam Czartoryski
>>>
CZARTORYSKI 


279 


przedsięwziął na własną rękę i nie bez własnego poważnego ryzy- 
ka doniosłą próbę poruszenia opinji angielskiej i zainteresowania 
jej dla sprawy polskiej przez umyślnego, wyprawionego do Anglji 
wysłańca. Zrozumieć można ciężkie przygnębienie, jakie ogarnęło 
go na wieść o porażce lipskiej i tragicznym Poniatowskiego zgonie. 
Zarazem pojął, iż wobec katastrofy lipskiej i zgonu wodza pol- 
skiego, przyszła znowuż na niego samego kolej nieodwłocznego 
działania. Nie tracąc czasu opuścił ciche puławskie schronienie, 
udając się po raz trzeci na walną, tym razem nareszcie skuteczną 
wyprawę ratunkową ku Zachodowi, popędził za ciągnącym na 
Paryż cesarzem. Dopadł Aleksandra w Chaumont. Znowuż nie- 
szczególnie zrazu przyj ęty, tym razem przecie z lepszem, niż 
w Kaliszu i Reichenbachu, działać mógł szczęściem. Mógł odezwać 
się do głębszej stacji stanu, poniekąd nawet odzyskać dawne za- 
ufanie Aleksandra. Mógł dzięki temu zyskać jego aprobatę na 
najważniejsze zasady wytyczne dalszego postępowania w sprawie 
polskiej, skreślone jego ręką w Chaumont w arcydoniosłym me- 
morjale i w pewnej mierze niezwłocznie wprowadzone w wykonanie 
pod postacią ukazu, ustanawiającego Komitet Reformy w War- 
szawie,z przyznaną w nim rolą przewodnią samego Czartoryskiego. 
Ale była to dopiero część, i to początkowa dopiero, wielkiej roboty. 
Od pierwszej chwili wjazdu Aleksandra do Paryża sprawa 
polska, zrazu sposobem milczącym, stanęła jednak jaknajwybit- 
niej na porzadku dziennym. Aleksander zgłaszającym się do niego 
Polakom, a szczególnie sędziwemu Naczelnikowi, wielką okazywał 
życzliwość, większe otwierał nadzieje, ale czynił to po swojemu, 
sposobem ogólnikowym, niestanowczym, nieobowiązującym, zo- 
stawiając narazie wszystko ciągle w zawieszeniu. Tern potrzeb- 
niejszym okazał się przy jego boku w Paryżu czynny Czartoryski, 
znający cesarza tak dobrze, a tak dokładnie przenikający wszystkie 
trudności i niebezpieczeństwa, jakie wciąż jeszcze nietylko nie 
były usunięte, lecz zagrażały dopiero, bardziej niż kiedykolwiek, 
pomyślnemu rozwiązaniu realnemu sprawy polskiej. W początku 
czerwca 1 81 4 r. cesarz Aleksander w to,varzystwie króla pruskiego 
i licznej świty udał się z Paryża do Londynu. Czartoryski podą- 
żył do Londynu za cesarzem, niczego nie zaniedbał, aby osobiście, 
za tej bytności w Anglj i, wpłynąć na statystów angielskich w du- 
chu naj korzystniejszym dla sprawy polskiej.
>>>
280 


SZYMON ASKENAZY 


Podczas pobytu na dalekim Zachodzie, Czartoryski w pol- 
skiej swej robocie przedewszystkiem był natrafiał na oporność 
lub złą wolę wielkich mocarstw. Teraz, wracając do kraju, musiał 
spotkać się z inną przeszkodą, polegającą na uprzedzeniach opinji 
publicznej rosyjskiej. W jesieni nastąpiła bytność cesarza w Pu- 
ławach, długa i doniosła narada. Po cesarzu, 23 września wieczo- 
rem wyjechał do Wiednia książe Adam. Tutaj, gdzie już tym- 
czasem z całego świata koronowane zjeżdżały się głowy, czekały 
go na samym wstępie silne a bolesne wrażenia osobiste. Na zmianę 
im przychodziły coraz nowe kłopoty i troski publiczne. Tu Czarto- 
ryski wobec naj drażliwszych, naj zawilszych , najtrudniejszych 
stawał zagadnień. W przeciągu ubiegłych lat dziesięciu odwró- 
ciło się z gruntu położenie. Dzieło wielkie, którego przed laty 
dziesięciu myślał był dokonać przy pomocy Anglji, za zgodą Au- 
strji, a wbrew Prusom - podejmował obecnie przy pomocy Prus, 
wbrew Austrji, przeciw Anglji. Istotny sprawy polskiej przedsta- 
wiciel i obrońca na kongresie wiedeńskim uzyskał tu częściowy 
przynajmniej wysiłków swych owoc, Królestwo Polskie. 


XI 


Czartoryski, pozostawiony w Wiedniu dla ukończenia ostat- 
nich formalnych robót kongresowych, w początku lipca 1815 r. 
powrócił stąd do Warszawy. Wrócił wyczerpany niepomiernym 
wysiłkiem, a znalazł w Warszawie nowe trudności i niebezpie- 
czeństwa; nie znalazł zadośćuczynienia za dokonane swe prace, 
spotkał się natomiast z surową krytyką i ciężkim wyrzutem, iż 
nie uczynił więcej. Głównym jednak kamieniem obrazy było 
stanowisko, zajęte od pierwszej chwili przez w. księcia Konstan- 
tego, nowego wodza naczelnego armji polskiej, a już faktycznego 
wielkorządcę Królestwa. Stanowisko to było na całej linji wręcz 
nieprzyjazne, a zagrażało tembardziej przyszłości kraju, że nie 
były jeszcze ugruntowane podstawy bytu konstytucyjnego Kró- 
lestwa; znane były dopiero w ogólnikowym zarysie "Zasady kon- 
stytucji", lecz sama konstytucja pozostała w zawieszeniu aż do 
przybycia monarchy. Czartoryski odrazu w najtrudniejszem 
znalazł się położeniu. Nie czuł za sobą dostatecznie mocnego 
oparcia opinj i publicznej krajowej, dla której on był jeszcze wtedy
>>>
CZARTORYSKI 


281 


człowiekiem nowym. Dostrzegać już poczynał ciężką pomyłkę' 
jaką był popełnił, kładąc pełne zaufanie w osobie starego przy- 
jaciela z czasów petersburskich, Nowosilcowa, poczynającego 
obecnie zdejmować maskę i obejmującego już swoją rolę graba- 
rza Królestwa Polskiego i Polski. Wreszcie stawał do niebez- 
pieczn
j z w. księciem Konstantym walki, której nikt podejmować 
nie śmiał, a którą on, z właściwem sobie zaparciem się, wziął na 
siebie, odkrywając przed Aleksandrem szkodliwe zboczenia 
w. księcia i nawet poważając się wprost żądać j ego odwołania. Krok 
śmiały i niewątpliwie dyktowany Czartoryskiemu przez czyste 
pojęcie obowiązku obywatelskiego, miał wszakże przeciw sobie 
okoliczności bardzo poważne; nie mógł doprowadzić do celu, 
a musiał wpłynąć na podkopanie całego położenia ks. Adama 
w przyszłości i uniemożliwić ten udział wybitny, jeżeli nie na- 
czelny w rządzie, jaki z natury jemuby przypaść był winien. 
W tym samym czasie gorączkowa praca w Komitecie Reformy 
warszawskim, w Radzie Stanu, a przedewszystkiem roboty 
przygotowawcze około projektu konstytucyjnego pocWaniały 
księcia Adama.. 
Pobyt Aleksandra w Warszawie, od połowy listopada do 
początku grudnia 1815 r., przyniósł rozwiązanie spraw doniosłości 
najwyższej, ostateczną redakcję i nadanie karty konstytucyjnej, 
oraz wyznaczenie składu rządowego w Królestwie Polskiem. 
Spoczęły i tym razem prace najwalniejsze na barkach Czarto- 
ryskiego, a spotkała go teraz, przy samym końcu położonych 
trudów, niespodzianka ciężka, choć właściwie przewidzieć się 
dająca: ominęło go namiestnikostwo, a tern samem wszelki 
właściwy w rządzie udział. Po roku zapisywał w swym dzienniku 
rozmyślania retrospektywne: uW takim razie usunąć się trzeba, 
mając przeciw sobie w. księcia, namiestnika, Nowosilcowa, i na- 
koniec cesarza, nareszcie całą publiczność warszawską, a oziębłych 
przyjaciół, którzy sami nie są lepiej położeni. Usunąć się trzeba..." 
Obdarzony godnością senatora, wojewody i członka Rady 
Administracyjnej, był Czartoryski w cichej niełasce. Nie prze- 
stawał jednak być czynnym. Wyparowany z Królestwa, pozostał 
jeszcze jako kurator wileński, czynnym na Litwie, bardziej po- 
niekąd, niż ktokolwiek inny, za Litwę i jej losy odpowiedzialny. 
N ie wahał się raz po razie zwracać się do cesarza pisemnie z ot\var-
>>>
282 


SZYMON ASKENAZY 


tem, odważnem jak zwykle, wstawiennictwem w zagrożonych 
naj żywotniej szych interesach Królestwa i narodu. Podjął walkę 
z prowokatorstwem Nowosilcowa, z arbitralnością w. ks. Kon- 
stantego, naraził się na niełaskę, wreszcie na cios naj dotkliwszy , 
dymisję z kuratorstwa wileńskiego. Przedtem w Wołosowcach 
w. październiku 1823 r. w rozmowie "krótkiej" i "naglonej" na 
cztery oczy z Aleksandrem poruszył naj boleśniejsze zagadnienia 
zasadnicze i to po swojemu w słowach jasnych i mocnych. "Cały 
kraj - tak na tem ostatniem przed śmiercią widzeniu się mówił 
Aleksandrowi Czartoryski - czuje, że W. C. M. już mu dobrze 
nie życzysz. Kraj nie ma więcej zaufania do uczuć W. C. M. Kraj 
obawia się, że wszystko będzie zniszczone, co mu dałeś i dostrzega 
to dzieło zniszczenia w dokonanych już gwałtach". Takim to- 
nem jeden tylko: Czartoryski mógł przemawiać do najpotęż- 
. . , . . 
nle]Szego na SWleCle pana. 


XII 


Nici przyjaźni, zerwane z Aleksandrem, nie mogły, rzecz 
prosta, nawiązać się z Mikołajem. Natomiast nawiązać się 
miały pod koniec osobliwsze stosunki pewnej poufałości z w. ks. 
Konstantym, odkąd ten samą siłą rzeczy stawał się obroń- 
cą Królestwa przeciw imperjum. Wyrósł zarazem Czartory- 
ski na głowę opinji krajowej przez śmiałe swoje zachowanie 
się kierownicze w sprawie Sądu Sejmowego (1827-1828 r.). 
O. gotującej się rewolucji był zawczasu uprzedzony, a jakkol- 
wiek nie zdążył już, jak miał na myśli, choćby po części zabezpie- 
czyć się materjalnie, nie powstrzymał przecie wybuchu 29 li- 
stopada i sam stanął na jego czele, jako prezes Wydziału wyko- 
nawczego Rady Administracyjnej, potem Rządu Tymczaso- 
wego (grudzień 1830 r.), wreszcie nowego rządu (styczeń 1 8 3 1 r.). 
Całe brzemię ogromnego politycznego zadania spadło na 
barki Czartoryskiego i na nim spoczęło niemal do samego końca. 
Nieograniczona miłość kraju, wysokie poczucie godności oso- 
bistej, te dwa dominujące w nim czynniki cnoty publicznej 
i prywatnej, starczyły aż nadto na człowieka, na obywatela 
wielkiej i niep osp olitej miary, którego rzeczą nigdy nie było 
paktować z tern P odwój nem własnem pojęciem obowiązku
>>>
CZARTORYSKI 


283 


i honoru. Lecz nie starczyło jeszcze na wielkiego praktycznego 
statystę nowoczesnego. Tym naprawdę nie był Czartoryski. 
Wyrozumiały dla innych, w sobie nieufny, nie narzucał swego zda- 
nia, nie brał za nieodpowiedzialności, a brał ją za cudze, za innych. 
Brakło mu wiary w samego siebie, brakło raptownej be
zględ- 
ności czynu, jaką daje taka wiara. Nic w nim nie było stalo- 
wego błysku imperatywnej woli, nie było jędrnego impetu kie- 
rowniczego ducha. Był z tych kierowników, co to rzekną: 
wodzem ich jestem, tedy za nimi podążam - fe suis leur chef, 
donc fe dois les suivre. Szedł też za obowiązkiem z ofiarnością 
zupełną, z czystego poświęcenia, bez ufności w rzecz. 
Dołóżmy j
szcze jeden szczegół drobny, a wcale znamienny. 
W samem przededniu wielkich wypadków, tegoż 1830 roku, 
ukazała się w Marsylji anonimowa gruba książka: "Rzecz 
o Dyplomacji z rękopisu Filhellena" . W niepodpisanym liście 
do fikcyjnego wydawcy francuskiego tyle tylko donosił o sobie 
niewiadomy autor, że wybiera się z pomocą walczącym o nie- 
podległość Grekom, że spieszy, ,en preux chevalier, na tej ostatniej 
wyprawie krzyżowefe, życie położyć w obronie dobrej sprawy 
i że pragnie przed zgonem zostawić Europie swój niniejszy du- 
chowy testament. "Wycofawszy się od spraw publicznych 
w 1816 roku, odtąd poświęciłem się studjom. W minionej burzy 
dziejowej byłem świadkiem naocznym klęsk, sprowadzonych 
przez dyplomację. To też pragnę wyświadczyć przysługę ludz- 
kości, kreśląc myśli o refonnie tej umiejętności dyplomatycznej, 
która tak blisko dotyczy szczęścia rodzaju ludzkiego, a jednak 
dotychczas jakgdyby była stworzona jedynie dla wzmożenia 
nieszczęść ludzkich cc. Rzecz prosta, pod zamkniętą filhelleńską 
przyłbicą ukrywał się nikt inny, tylko ów polski "chevalier 
errant en allaires d' EtatU, ukrywał się ks. Adam Czartoryski, 
ze wszystkiemi zaletami i przywarami swojej umysłowości, ze 
wszystkiemi prawdami i błędami swego sądu o rzeczach, ze 
wszystkiemi zwłaszcza porywami i złudzeniami swojej wyobraźni; 
ukrywał się myśliciel i marzyciel, który za krótką chwilę, wy- 
darty znienacka i nielitościwie ze swoich pięknych teorji o ba- 
jecznej "dyplomacji, jaka być powinna cc , znajdzie się naraz, 
skłopotany czynny sternik rozpaczliwej sprawy krajowej, na- 
przeciw tej rzeczywistej praktyki dyplomatycznej i politycznej,
>>>
284 


SZYMON ASKENAZY 


t 


jaka rządziła i rządzi w Europie nowożytnej. Był z tych ludzi, 
którzy są zaszczytem swoich narodów, lecz nie są ich ratunkiem. 
Nie objawił się mężem zbawczym, jakiego wymagało poło- 
żenie i jakiego wtedy nie wydał naród, lecz objawił się, we wszyst- 
kich tego roku straszliwych przejściach, najlepszej woli i wiary, 
stałości niezachwianej i zupełnego poświęcenia obywatelem. 
Na wygnaniu odtąd, w Paryżu, w zacisznej dzielnicy, sta- 
rożytnym pałacu Lambert, zamieszkał z małżonką, "dobrą przy- 
jaciółką", Anna z ks. Sapiehów (poślubioną w 1817 r.), dwojgiem 
mlodych synów i córką. Rozwijał stąd rozległą jeszcze naro- 
dową działalność, polityczną i oświecającą. Na dorocznych ze- 
braniach emigracyjnych podnosił z powagą naczelne sprawy 
domowe i światowe, żadnej z losem narodu splecionej nie 
spuszczając z oka, zalecając sprawiedli\\90ść dla Rusinów (listo- 
pad 1845 r.), bacząc na odległe rzeczy azjatyckie, czujny, gor- 
liwy, niestrudzony. Wypadki 1846 r. spowodowały czasową 
konfiskatę resztek jego fortuny w Galicji, o monecie, z jego wize- 
runkiem wybitej, rozgłośnie wtedy obwieszczał ks. Metternich. 
Wypadki rewolucyjne 1848 r. sprowadziły starca blisko ośmdzie- 
sięcioletniego do Berlina, gdzie daremne za Polską czynił sta- 
rania. W Paryżu drugiego Cesarstwa, z chwilą wybuchu wojny 
krymskiej, do nowych czuł się odrodzonym widoków. W mar- 
cu 1856 r., kiedy nad jednym jeszcze za Polską siedział memorja- 
łem politycznym, przerwały mu pisanie wystrzały działowe, 
zwiastujące zawarcie pokoju; wyczerpany opadł na krzesło, lecz 
otrząsnął się i rzekł: "Do drugiego razu". W istocie, aż do sa- 
mego końca nie przestawał troskać się i trudzić sprawami swego 
narodu, nasłuchiwać gorączkowo wieści, idących z kraju. Za 
ostatnich jeszcze dni życia poruszony był do głębi odgłosem 
gotujących się w Warszawie przemian. Pod koniec czerw- 
ca 1861 r. witał osobiście obszerną przemową deputację an- 
gielskiego Towarzystwa Przyjaciół Polski. Po dniach kilku- 
nastu, 15 lipca 186I r., zgasł w dziewięćdziesiątym drugim roku 
życia, pełen nadziei, pod znakiem dewizy rodowej swego domu: 
"Bądź co bądź, le iour viendra u .
>>>
LIST SOŁTYKA 


I 
Śród wielu obywateli niepospolitych, jakich wydała ciężka 
a świetna doba klęsk i porywów narodowych pomiędzy upad- 
kiem Rzpltej a Kongresówki, swoiście wyróżnia się interesująca, 
dotychczas nie doŚĆ znana postać Stanisława Sołtyka. Uderza 
ona wyobraźnię, ale i głębszą ściąga uwagę. To byłby właści- 
wie, z pewną licencją poetycką, białowłosy prezes spiskowy, 
w zgromadzeniu podziemnem pod katedrą św. Jana, z Kordiana. 
Ale co więcej, podając rękę poprzedzającej go i następującej 
po nim generacji, to był typowy w kolei czasów i przepraw na- 
rodowych działacz-ogniwo. Cechą górującą tego ruchliwego 
ośmdziesięcioletniego działacza, na którego prace, przeważnie 
w cieniu, przygotowawczo a milcząco snowane, kilka z rzędu 
patrzyło pokoleń, stanowił mianowicie jego charakter i wpływ 
łączący, spajający, przeszczepiający, w stosunku do owych 
zmieniających się pokoleń. Ten człowiek, mało znaczny w rzą- 
dzie politycznym, stojąc poza główną akcją Baru, Insurekcji, 
Legionów, Księstwa, czy Rewolucji, jednakowoż po swojemu 
doŚĆ wydatny w rządzie duchowym, wyobrażał poniekąd, prze- 
nosił i przekazywał nierozerwalną ciągłość tradycji wyzwo- 
leńczej, od pobudki konfederackiej barskiej aż do kościuszkow- 
skiej, i od tej, przez legj onową i książęco-warszawską, aż do 
listopadowej. 


List Soltyka. szkic drukowany w IJ Tygodniku Ilustrowanym" 1912, 
I. 28-9 (nr. 2).
>>>
286 


SZYMON ASKENAZY 


ł 


Urodzony w 1753 r., kasztelanic warszawski, synowiec 
biskupa krakowskiego Kajetana, sławnego przez wystąpienie swoje 
przeciw Rosji i gwałtowne do Rosji porwanie, Stanisław Sołtyk 
od nieszczęśliwego stryja infułata pierwsze, o całem dalszem sta- 
nowiące w życiu, odebrał popędy i natchnienia publiczne. Akt 
protestu i ofiary biskupa, wyższy nieskończenie ponad wartość 
jego osobistą, często przeceniany, nieraz przecież i niedoceniany 
bywa; z poza marnych rysów biograficznych, wspólnych bisku- 
powi z marną epoką, nieraz przez anachronistyczną ciasnotę 
widzenia historycznego prześlepianą bywa, jak las z poza drzew, 
tego aktu symboliczna a niemniej istotna i skuteczna doniosłość 
dziejowa. Okazuje się to namacalnie na osobie Stanisława Soł- 
tyka, gdyż cała jego późniejsza działalność publiczna miała 
swój właściwy punkt wyjścia w żywym i w sY:JIlbolicznym zarazem 
biskupie krakowskim, który go z całej rodziny wyjątkowem 
wyróżniał przywiązaniem, który z wygnania swego w Kałudze 
dla niego pisał "instrukcję" wychowawczą (r. 177 1 ), który mu 
w testamencie (r. 1781) cały swój znaczny zapisał majątek, 
i który nawet pod koniec, już umysłowo zamroczony, jemu 
przeznaczał w przyszłości ni mniej ni więcej jak koronę polSką. 
Wychowanek i sukcesor biskupa, kształcony w kole pojęć 
barskich, naprzód w kraju, potem we Francji, gdzie lat kilka 
spędził i kulturą francuską się przejął, następnie, po przymuso- 
wej i nieszczerej kapitulacji Barzan przed dworem, obdarzony 
urzędem podstolego w. k., którego wnet zrzec się pośpieszył, 
Stanisław Sołtyk, w dojrzałym już wieku, jako poseł woje- 
wództwa krakowskiego, zasiadł w Sejmie Czteroletnim. Uczestni- 
c
ył później w przygotowaniach do insurekcji, lecz w lipcu 
1794 r. aresztowany był w Wiedniu i tam do września t. r., po- 
tem w Neustadt w odosobnieniu więziony, gdzie pocieszać się 
mógł tylko optymistyczną-fikcją "fałszywego filozofa Panglossa" , 
jak zapisał w dochowanym z tych czasów więziennych Dzienniku 
własnoręcznym. Wydostawszy się na wolność, wnet żywy 
wziął udział w usiłowaniach emigracyjnych, ze sprawą legjo- 
nową związanych i w tajnych a rezykownych tych robotach, 
sięgających od Paryża do Stambułu, pod przybranem nazwi- 
skiem wybitną odgrywał rolę. \Vzięty z kolei w obroty przez 
Prusaków, długo więziony, doświadczył całej skali prześlado-
>>>
LIST SOl..TYKA 


287 


wania politycznego, gdy chwilowo nawet ukochaną małżonkę, 
Karolinę z Sapiehów, I-O voto Teodorową Potocką, widział 
traktowaną niby zakładnicę i spółwinną, dobra swoje w sekwestr 
wzięte, konfiskatą zagrożolle. Kiedy wreszcie po doznanych 
zawodach, po zniknięciu ostatnich widoków legjonowych wobec 
pacyfikacji powszechnej 1801 f., wypadło z musu ukorzyć się 
i pogodzić z losem, Sołtyk zamieszkał w powróconych sobie 
dobrach, w Chlewiskach, o mil kilka od Radomia. Oddał się 
z zapałem i energją pracy, jakbyśmy dziś powiedzieli, "orga- 
nicznej", podnosił gospodarstwo rolne w pięknym swoim majątku, 
rozwinął istniejące oddawna w Chlewiskach zakłady żelazne, 
udoskonalił dobywanie miejscowej rudy, dającej dobry ga- 
tunek żelaza, postawił wielki piec, wyrabiał i wywoził duże 
ilości surowca, został jednym z najpierwszych większych prze- 
mysłowców w kraju naszym. Często dojeżdżając do pruskiej 
Warszawy, założył nadto w stolicy, razem z Czackim, Walickim, 
Drzewieckim, Towarzystwo Handlowe (1802 r.), mające głó- 
wnie na celu eksport wyrobów krajowych drogą morską, na 
Odessę, zagranicę. Należał również do założycieli Towarzystwa 
Przyjaciół Nauk warszawskiego; a sam, umysł wysokiej kultury, 
przy pomocy ukształconej małżonki, w domu swoim pod fila- 
rami przy ulicy Miodowej za zimowych swych w stolicy pobytów 
zbierał towarzystwo uczonych i pisarzów, jak Albertrandy, 
Czacki, Staszyc, Osiński i wielu innych, poniekąd w opozycji 
do lekkohnyślnego nastroju, jaki wtedy, za czasow pruskich, 
wychodził na miasto z Pod Blachy, od towarzystwa ks. Józefa. 
Nadszedł rok 1806. Wszystko nagle ożyło. Francuzi po- 
jawili się w Warszawie. Sołtyk, mianowany przez Murata 
członkiem Najwyższej Izby Sprawiedliwości, nie mógł jednak 
przez rok blisko żadną miarą dostać się do stolicy, internowany 
rozmyślnie w Chlewiskach przez władze austrjackie. Dopiero 
po Tylży, w październiku 1807 r., dostał się nareszcie za kordon 
Księstwa Warszawskiego. "Pierwszy widok słupów, noszących 
kolory narodowe, - czytamy w liście jego do żony - ujrza- 
nych po drugiej stronie Pilicy, uczynił na mnie wrażenie, któ- 
rego opisać nie umiem. Kazałem zatrzymać powóz i oddałem 
się kontemplacji takiego słupa, jakgdyby to był obraz Rafaela". 
W Warszawie zajął stanowisko wydatne; został marszałkiem 


Szkice i portrety 


20 


.
>>>
288 


SZYMON ASKENAZY 


sejmu 1811 r.; w katastrofie- 1812-13 r. stał wiernie przy prawej 
władzy i sprawie narodowej. Senator kasztelan Królestwa 
Kongresowego, wybitnie wpływał na obrady sejmowe, szcze- 
gólnie w r. 1825; a w krytycznej dla kraju chwili nie wahał się, 
mimo wieku sędziwego, wziąć udziału poważnego w działaniach 
tajnych Towarzystwa Patrjotycznego. Uwięziony w r. 1826, 
długo w zamknięciu trzymany, uwolniony wprawdzie przez Sąd 
Sejmowy, wyszedł przecie z tych przepraw ciężkich zupełnie zła- 
many, przyciśnięty wiekiem sędziwym a ciężką dotknięty cho- 
robą. Tak doczekał się rowolucji listopadowej, a wkrótce potem 
sparaliżowany, zrozpaczony, doczekawszy się jej upadku i osta
 
tecznej kraju ruiny, długo przeżyć jej niezdolny, zmarł w r. 18 32. 
Z tego zajmującego, obfitującego w wypadki żywota wyj
 
mujemy narazie jeden epizod: kiedy mianowicie, na przełomie 
1806 a 1807 r., Sołtyk, trzymany przymusem w Chlewiskach, 
całem sercem napróżno wyrywał się do uwolnionej Warszawy. 
Dochowały się z tego czasu listy jego do żony, przebywającej wtedy 
z dziećmi we Francji, w Tuluzie, potem w Paryżu. Z tych listów 
bez wyjątku interesujących, jeden szczególnie wydaje się być 
godnym zachowania w pamięci. szerszego ogółu. 


II 


Było to w końcu grudnia 1806 r. Sołtyk, odebrawszy wia- 
domoŚĆ o wypadkach warszawskich, o swojej nominacji przez 
Murata, przywiezionej mu potajemnie do Chlewisk przez przy- 
jaciela Zabłockiego, - gdyż wszelkie komunikacje pocztowe 
pomiędzy Warszawą a Galicją były przecięte a.wszystkie listy 
interceptowane przez władze austrjackie, - udał się natychmiast 
do Radomia, aby od tamecznego urzędu cyrkułowego otrzymać 
paszport na wyjazd do Warszawy. Jakkolwiek przedstawił 
tam oryginalny dyplom nominacyjny Murata i jakkolwiek 
Austrja urzędownie trwała wtedy w stanie zupełnego z Francją 
pokoju, paszportu jednak nie 'udzielono, tłómacząc się, że jest 
to sprawa od decyzji władz wyższych zawisła; prośbę o paszport 
skierowano z Radomia do gubernium krajowego do Lwowa, 
skąd zkolei zwrócono się po opinję do Wiednia. Rząd wiedeń- 
ski, jak się wyżej rzekło, miał w końcu wydać decyzję wręc
>>>
LIST SOł..TYKA 


289 


odmowną i naj surowiej wzbronić Sołtykowi opuszczenia Chle- 
wisk, pod grozbą sekwestru (Einziehung) całego majątku 
(dekret wiedeński zakomunikowany ze Lwowa 15 stycznia 
180 7 r.). Tymczasem Sołtyk otrzymał z Radomia (27 grudnia 
1806 r.) zawiadomienie oficjalne, że podanie jego o paszport , 
wniesione do władzy cyrkułowej radomskiej (13 grudnia t. r. , ), 
poszło przez Lwów do Wiednia, i że aż do otrzymania stamtąd 
odpowiedzi nie może być mowy o jego wyjeździe do Warszawy. 
Przygnębienie Sołtyka nie miało granic.. "Wiedzieć, że 
Napoleon jest tak blisko, i nie módz ujrzeć tego Wielkiego Czło- 
wieka et, nie mieć możności uczestniczenia w pracach wskrzesi- 
cieiskich warszawskich - z tą myślą trudno mu było się pogo- 
dzić. Z największą niecierpliwością wysiadując w opustoszałym 
domu, bolesnym uczuciom swoim piękny dał wyraz w następu- 
jącym liście do żony, pisanym pod sam koniec roku, w powa- 
żnem skupieniu rozmyślań noworocznych: 
. "Pojutrze przypada dzień noworoczny, kiedy wedle zwy- 
czaju mego rozglądam się wstecz na rok miniony i na ten idący 
Rok Nowy. Jakaż zmiana zdumiewająca w życiu mojem! 
Byłem z Tobą i dziećmi, licznym otoczony dworem... Życie 
moje w najpełniejszej ubiegało spokojności. Szczęście moje 
rodzinne tak było wielkie, jak tylko wymarzyć podobna. Mał- 
żonka, droga memu sercu, tysiącem szanownych zalet ozdobna; 
dwoje wdzięcznych dziatek (Konstancja, później za Łempickim, 
senatorem kasztelanem Królestwa Polskiego, i Roman, później 
poseł sejmowy i generał), poręka pogodnej dla nas starości. Wiele 
dobrobytu, dostatku, a bez wystawności, bez przesadnego zbytku;. 
wszyscy domownicy nasi szczęśliwi i szczęścia swego pewni. 
Podjęte przezemnie przedsięwzięcia gospodarcze, na roztropno- 
ści wsparte, prowadzone z rozwagą, wszystkie pomyślnym uwień- 
czone sukcesem... Ten stan pogody albo raczej indolencji, w któ- 
rym trwałem, czasem tylko ożywiała gorliwość, z jaką swoje 
pełniłem obowiązki opiekuńcze (względem nieletnich Radzi- 
wiłłów i Sieroszewskich)... Zdawać się mogło, że egzystencja 
podobna winna była czynić mnie szczęśliwym; że, licząc już 
lat 54 wieku, żadnych więcej pragnień żywić nie byłem powinien. 
"Jednakowoż to szczęście moje było tylko pozornem. Myśl 
o Ojczyźnie mojej, poniżonej, rozdartej, ujarzmionej, zatruwała 
20.
>>>
290 


SZYMON ASKENAZY 


mi każdą chwilę żywota. Udana wesołość ukrywała przed Tobą, 
przed dziećmi, przed przyjaciółmi, prawdziwe uczucia mego 
serca, które zawsze tajny zapełniał smutek. 
"Wielkie wypadki, od dwóch miesięcy dokonane, Wielki 
Człowiek (Napoleon), jawiący się w dzielnicach naszych, wielką 
zapowiadają odmianę. Ten widok pochłania wszystkie moce 
dusze mojej. Droga Karolino, drogie dziatki, nie jesteście już 
dla mnie niczem więcej, jak ziemskim jeno przedmiotem. 
Wybaczcie mi to wyznanie: ale byłem Polakiem, zanim mał- 
żonkiem, zanim ojcem zostałem. Uczucia naj żywszego patrjo- 
tyzmu, w jakich przez szanownego stryja (biskupa krakowskiego, 
Kajetana Sołtyka) chowany byłem, wzmogły się jeszcze dzięki 
samym nawet okolicznościom nieszczęsnym, jakich przez dłu- 
gie lata doświadczyć mi wypadło. Długo więziony, całego 
pozbawiony mienia, przecież za samą tylko wzdychałem Oj- 
czyzną. 
"Pod jakiemiż teraz wróżbami przychodzi rozpoczynać 
ten Rok Nowy, jakież nadzieje rodzą się w mem sercu, jakież 
trwogi odczuwam o urzeczywistnienie tych nadziei! Egzystencja 
moja jest mi ciężarem. Jestem tutaj jakgdyby uwięziony, nie 
mogę opuścić tej okolicy. Wyznać Ci muszę, że kiedy byłem 
aresztowany w Wiedniu, później więziony przez rząd pruski, 
czułem owszem pewne z tego ukontentowanie, iż mnie prze- 
śladują, iż mnie więżą, w chwili ówczesnej, kiedy nieszczęsną 
Ojczyznę moją dzielono. Ale w chwili obecnej, kiedy wskrze- 
szenie Ojczyzny jest bliskie, a ja powoływany jestem do objęcia 
stanowiska... teraz mieć sobie wzbronione stawić się tam, gdzie 
mnie wzywa obowiązek, jest to boleść, której oddać Ci jestem 
. d In CI 
nlez o y... 
Tak w przymusowem odosobnieniu, w samotni cichego 
dworu wiejskiego, przed sobą samym i naj bliższymi swymi, 
nie na pokaz, lecz z nieodpartego wewnętrznego imperatywu 
duchowego, czynił porachunek noworoczny człowiek już stary, 
spracowany, zasłużony, a wyrywający się do czekającej go je- 
szcze długiej męki i służby publicznej. T o świadectwo listowne 
jest nie tylko ciekawym przyczynkiem do życiorysu poważnej, wy- 
bitnej postaci historycznej. Jest ono czemś więcej jeszcze. 
Jest piękną nauką, zwłaszcza dla możnych w kraju naszym
>>>
LIST SOŁTYKA 


291 


ludzi, do których z urodzenia, stanowiska, fortuny należał Sołtyk 
Stanisław. Wykłada ono lapidarnie tę prawdę prostą, oczy- 
wistą a przecie niezawsze, nawet dość rzadko, istotnie w całej 
odczuwaną i stosowaną w pełni: iż dla obywatela, zwłaszcza dla 
możnego obywatela cierpiącego narodu, nie doŚĆ cnoty pry- 
watnej, lecz wymaganą jest od niego najwyższa, publiczna; iż nie 
dość, aby on był dobrym, przykładnym ojcem rodziny, dobrym, 
skrzętnym gospodarzem, lecz trzeba, aby nadewszystko tętniło 
w nim żywiołowe poczucie bezpośredniej bezwzględnej jedności 
z losami sprawy narodowej i ofiarna gotowość całkowitego 
w każdej chwili oddania się na jej usługi. 


Na egzemplarzu uwaga ręką autora: IISoltyk nie miał cnoty pry- 
watnej"; odesłanie do N i e m c e w i c z a. Pamiętniki, Poznań. I, 
270--2. Por. też Instrukcje i depesze rezydentów francuskich w WarSza- 
wie I807-I8I3. Kraków 19 1 4. I. 412. 415-6. 481. - Sołtyk był wy- 
sunięty 1811 r. na marszałka sejmu przez Łubieńskiego. wbrew zdaniu 
Rady Ministrów. jako homo regius, z myślą o zmianie rządu i w związku 
z zamierzonem zas
ąpieniem Potockiego Łubieńskim. - Rola Sołtyka 
wcześniejsza. w dobie insurekcyjnej i legjonowej. jako II \Veigtynow- 
skiego": Napoleon i Polska. Warszawa 1918, I-II.
>>>
f 


..c. 


. LEOPOLD KRONENBERG 


W dziejoWym rozwoju Polski wybitnie szwankował czynnik 
gospodarczy. N ie odpowiadał on naogół wielkości politycznej 
i wojennej państwa, ani też nieprzebranym bogactwom przy- 
rodzonym ziemi i tęgości roboczej szczepu polskiego. Tak 
zazwyczaj bywało za Polski niepodległej, zwłaszcza w schyłkowej 
j ej epoce. Lecz zaniedbany ten czynnik szczególniejszej nabierał 
wagi dla Polski w dobie porozbiorowej. Praca i ewolucja gospo- 
darcza była odtąd, mimo wszelkich przeszkód politycznych, 
bądźcobądź, acz w ścieśnionym zakresie, stosunkowo jeszcze 
naj przystępniej sza, naj wykonalniej sza. Zaś zarazem w tej 
właśnie dobie nowożytnej i najnowszej ów czynnik gospodarczy, 
zarówno w trzech państwach rozbiorczych, do których Polska 
została wcielona, jak i w całym świecie cywilizowanym, wysuwał 
się na czoło i wyrastał do nieznanej nigdy przedtem potęgi 
i wpływu. Tembardziej niezbędnymi w tej mianowicie dzie- 
dzinie stawali się dla Polski porozbiorowej działacze-przodownicy 
iprzewodnicy wyższej miary, czuwający nad tak doniosłą funkcją 
samozachowawczą życia narodowego, nad ochroną i rozwojem 
sił gospodarczych Polski rozdartej i jarzmionej, a tern samem 
stwarzający trwałą podstawę i rezerwę jej sił politycznych na 
dalszą przyszłość. Jednym z najznakomitszych był Leopold 
Kronenberg. 
Urodził się roku wyprawy moskiewskiej, wielkich nadziei, 
większych zawodów, gdy wygórowała i spadła gwiazda napoleoń- 


Przedmowa do monografji zbiorowej: "Leopold Kronenberg". War- 
szawa 1922. Wyd. Wychowańców b. Szkoły Handlowej im. L. Kr.
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


293 


skaJ pociągając za sobą w przepaść sprawę polską. Urodził się 
w Warszawie (24 marca 1812) z miejscowej rodziny kupieckiej. 
Tkwiło w tern już zgóry i uzdatnienie i utrudnienie przyszłej 
niepospolitej j ego działalności. Uzdatnienie - gdyż pochodził 
z ludu, przeważnie przysposobionego od wieków do wyjątkowej 
w interesach obrotności. Utrudnienie - gdyż szło o spożytko- 
wanie jej dla wyższych intetesów Polski. Że, przełamując tę 
trudność społeczną, spożytkował tamtą zdatność intelektualną 
na dobro narodu polskiego, w tern była samorodna, osobista 
Kronenberga zasługa. A był w tern też wyraz tej moralnej siły 
asymilacyjnej, jaka tkwi w Polsce nawet niewolonej i pozwala 
jej, choć niębędącej w całości skroś jednolitym blokiem narodowo- 
państwowym, opanowywać . jednak stopniowo" naturalnym po- 
kojowym trybem, najbar.dziej zróżniczko
ane swe składniki i ku 
wspólnemu. wieść ce
owi. 
 . 
Ojciec, Samuel Kronenberg, właściciel domu banko- 
wego w Warszawie, już w dobie J{sięstwa Warszawskiego 
i Królestwa Kongres
wego nale
 śród innych spółwyznawców 
do ukształceńszych i szczerze polszczących się obywateli stolicy. 
Należał też do wolnomularstwa polskiego, skupiającego oweJIli 
czasy wszelkie żywioły patrjotyczne. Zasiadał też w najwpły- 
wowszych lożach Tarczy Północnej, i kapitulnej Świątyni 
Temidy J obok ministrów jak Matuszewic i Sobolewski, 
oficerów jak Prądzyński i Krzyżanowski, gdzie wyższe 
,wolnomularskie piastował stopnie. Po jego śmierci (1826) 
pozostała wdowa, Tekla ze Schwartzów Kronenbergowa, nie- 
wiasta energiczna, matka troskliwą., objęła kierunek spraw 
majątkowych i wychowania dzieci, dwóch córek i pięciu synów, 
z których' trzecim był Leopold. Otrzymał on edukację 
staranną, czysto polską. Młodym jeszcze chłopcem wstąpił (1828) 
do szkoły, przygotowawczej warszawskiego. Instytutu Poli- 
technicznego; odbył tu pod kierunkiem dyrektora Garbińskiego 
kurs nauk w,ąddziale handlowym4 Zkolei wyprawiony zosta! 
przez matkę do Hamburga (I
29), do głośnej wtedy Akademji 
praktyczno-handlowej, skąd następnie (1831) p
zeszedł na 
. wydział techniczny Uniwersytetu berlińskiego. Otarł,się o kul- 
turę zachodnią, uczył się z wyróżnioną w jego świadectwach 
szkolnych gorliwością, dobrze. poznał języki, zetknął się ,z euro-
>>>
... 294 


SZYMON ASKENAZY 


pejskiem życiem gosp, odarczem udoskonalił praktyczne cechy 
i zakrój swej umysłowości. Tak przygotowany, dwudziestoletni 
ledwo młodzieniec, wrócił do kraju (1832), nazajutrz po kata- 
strofie listopadowej do nowej Warszawy paskiewiczowskiej. 
Otwierała się podówczas, po równoczesnym zawodzie rewo- 
lucj i lipcowej francuskiej a listopadowej polskiej, nowa w całej 
Europie, orleańsko-mikołajowska, twarda, wychłodzona, wy- 
trzeźwiona docna epoka. Niemniej jak z autokratycznego 
Petersburga Mikołaja I, tak na swój sposób i z burżuazyjnego 
Paryża Ludwika Filipa szło to bezwzględne wytrzeźwienie 
z górnych światoburczych, wyzwoleńczych haseł rewolucyjnych, 
zastępowanych przez bardziej poziome a praktyczne. Zagadnie- 
nia gospodarcze, a zwłaszcza finansowe, wystąpiły na plan 
najpierwszy. Najpraktyczniejsze, lapidarne teraz wydano hasło: 
"Enrichissez-vous" . Francja rządowa stała się źywem jego 
wcieleniem. Na czele pierwszego ministerjum Ludwika Filipa 
stanął bankier Laffitte; na czele drugiego bankier Casimir 
Perier. Francja społeczna tych czasów, jak odmalował ją 
Ba1zac, w tym samym poszła kierunku. Po zamknięciu doby 
wielkich wojen i przewrotów główną dźwignię potęgi uznano 
w pieniądzu. 
Powszechny ten w Europie ówczesnej nastrój musiał szcze- 
gólniejszym sposobem odbić się na złamanej, zniszczonej War- 
szawie polistopadowej. Naczelne czynniki narodowe opuściły ją 
i ginęły w oddali: Na Wschodzie marły szczątki armji polskiej, 
z musu zdobywając Mikołajowi Kaukaz i Turkiestan. Na Zacho- 
dzie wymierała emigracja, daremnie przypominając się krajowi 
przez beznadziejne wyprawy partyzanckie. Zaś w wegetującej 
Warszawie swobodnie odbywać się mogło rządowe i półurzędowe 
"bogacenie się" kosztem bezbronnego kraju, wydanego na pastwę 
nowych władców, z Księciem Warszawskim na czele. W istocie 
sam Namiestnik Paskiewicz był sprzedajny, podobnie jak i jego 
małżonka, z Gribojedów księżna Namiestnikowa, jak najwpły- 
wowsi członkowie Rady Administracyjnej w rodzaju Storożenki, 
jak sekretarze stanu i t. d. Pod taką egidą wykonywał się 
bezkarny, bezcer€monjalny rabunek głównych gałęzi skarbowego 
zarządu Kongresówki. Była w tern zresztą poczęści pewna 
głębsza myśl przewodnia. Była zgodna tendencja Petersburga
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


295 


i Berlina ku podcięciu wyrosłej pod Lubeckim polskiej 
samodzielności skarbowo-gospodarczej i inicjatywy przemysłowo- 
handlowej, ubicia jej konkurencji z wytwórczością rosyjską 
z jednej a pruską z drugiej strony, zepchnięcia Kongresówki 
na poziom biernej kolonji rolniczej. Z takiej korzystając ten- 
dencji i skwapliwie jej służąc, pełno po Warszawie ówczesnej 
uwijało się aferzystów, obławiając się przy udziale miejscowych 
i petersburskich władz, a nienajmniej też niektórych finansistów 
berlińskich, kosztem najbardziej dochodowych dziedzin krajo- 
wego gospodarstwa publicznego. 
Takie stosunki zastał w Warszawie po swym powrocie młody 
Kronenberg. Zastał tyjących dzięki podobnym stosunkom 
"nowych bogaczów". Miał dla nich i ich sposobów dorobkowych 
głęboką pogardę. Czuł się wyższym od nich tyleż zdatnością, 
co charakterem. Postanowił przedewszystkiem wygórować nad 
nimi tyleż większą fortuną, ile lepszą drogą zrobienia jej. Wtedy 
to najpierw życiowa zbudziła się w nim ambicja. Wystąpiła 
odrazu z całą właściwą mu energją, twardością, temperamentem 
bojowym człowieka czynu i urodzonego realisty. Ale ta jego 
ambicja miała swoje szczeble, po których kolejno wznosiła się 
i uszlachetniała. Trzy mianowicie takie postępowe przechodził 
stopnie: ambicję stworzenia sobie narzędzia pracy przez zdobycie 
znacznej fortuny; wytworzenia poważnej sytuacj i społecznej; 
podjęcia skutecznej służby narodowej. 
Zaraz po powrocie zapisany do księgi kupców warszawskich 
(1833), otworzył dom bankowy, z początku skromny, lecz solid- 
nym i sumiennym sposobem prowadzenia wnet zyskujący 
sobie zaufanie, zwłaszcza w kołach ziemiańskich. Niebawem, 
do spółki z zaprzyjaźnionym poważnym kupcem, Matyasem 
Rosenem, mógł większe podejmować operacje. Wówczas 
też przez senatora generała Adama Ożarowskiego trafił 
osobiście do Namiestnika Paskiewicza. Po kilku już leciech 
(1840) czuł się dość silnym, by stanąć do konkurencji 
o owładniętą przez starych wygów. liwerunkowych dzierżawę 
tabaczną. Wprawdzie zrazu uległ, lecz mógł wstąpić do spółki 
dzierżawnej, zaś już w roku następnym, jako członek ekono- 
miczny, objąć naczelny jej zarząd (1841). Dla poznania obcych 
wzorów administracji tabacznej udał się zagranicę ( 18 43), skąd
>>>
296 


SZYMON ASKENAZY 


przywiózł nowe maszyny i ulepszenia organizacyjne całej gospo- 
darki dzierżawnej. Była to dotychczas, wedle zwykłej paskie- 
wiczowskiej reguły, gospodarka równie licha jak rabunkowa. 
Kronenberg w krótkim czasie umiał znakomicie udosko- 
nalić ją technicznie, a zarazem podnieść dochodowo. Umiał 
zapewnić znaczne, stałe i postępowe nadal zwiększenie tabacznych 
wpływów skarbu. Dał nowy, nieznany w ówczesnym świecie 
dzierżawców i dostawców, przykład świadomego podporządko- 
wania i uzależnienia swego interesu osobistego od wyższego 
interesu skarbu. Zaimponował i konkurentom i rządowi. Miał 
też odtąd raz po razie przedłużaną sobie tę dzierżawę. Okazał 
się w niej niezastąpionym, niezbędnym i pozostał wkońcu wy- 
łącznym administratorem tabacznym Królestwa, aż do osta- 
tecznej zamiany metody dzierżawczej na banderolową. Admi- 
nistracja tabaczna stała się podwaliną dużej j ego fortuny, dużej 
u rządu powagi i pierwszorzędnej w życiu gospodarczem _kraju 
roli i znaczenia. 
Już ustatkowany majątkowo, a poniekąd i społecznie, za- 
łożył ognisko rodzinne. Poślubił (1846) Różę Leównę, również 
wyznania ewangelicko-reformowanego, córkę znanego lekarza, 
siostrę późniejszego wieloletniego redaktora II Gazety Polskiej'" 
Miał z nią trzech synów i dwie córki. W tym czasie stracił 
matkę (1848). Jednocześnie nieustannie rozszerzał swoją dzia- 
łalność. Rozwijał stosunki swego domu bankowego zagranicą 
i w kraju, w szczególności ze sferami rolniczemi. Sam już w tym 
czasie nabył większy majątek w Łowickiem i zaczął prowadzić 
;ukrownię (1843). W roku głodowym (1847) wyróżniony został 
przez władze krajowe za "bezinteresowną przysługę w podjęciu 
i dokonaniu dostawy zboża do magazynów rządowych". Tegoż 
roku wezwany był do Petersburga przez ministra skarbu, hr. 
Wronczenkę, dla udzielenia wskazówek rzeczoznawcy wzglę- 
dem reorganizacji administracji tabacznej w Cesarstwie. W Pe- 
tersburgu zbliżył się do ministra sekretarza stanu Królestwa 
Polskiego, Turkułła, wybitnych zdolności, choć małego 
charakteru człowieka. Miał w nim odtąd chętnego, a wpływo- 
wego u władz centralnych informatora i pośrednika. Podczas 
wystawy powszechnej londyńskiej (1851) prze
 Turkułła otrzy- 
mał od hr. Wronczenki misję do Londynu celem zdania sprawy
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


297 


o wystawie wogóle, a eksponatach rosyjskich w szczególności. 
Złożył sprawozdanie treściwe, ciekawe, a dla wystawców i okazów 
rosyjskich, z wyjątkiem tylko skór i płócien, bardzo surowe. 
Dzięki rosnącym interesom, podróżom do Rosji i zagranicę, 
mógł znacznie powiększyć swój widnokrąg, stosunki i wpływy. 
Postępował szybko naprzód, dojrzewał, rozszerzał i urozmaicał 
sferę swego zainteręsowania i działalności. Ale wciąż koncen- 
trował ją w kraju samym. Wspólnie z Rosenem zawarł umowę 
z Towarzystwem Kredytowem Ziemskiem o konwersję listów 
zastawnych (1852). Jednocześnie coraz większą uwagę poczynał 
zwracać na uprzemysłowienie kraju, a przedewszystkiem na 
jego potrzeby komunikacyjne i dobywcze. Postanowił zająć 
się kolejnictwem i kopalnictwem krajowem. Kilkakrotnie, przy 
pomocy Turkułła, przed i po wojnie krymskiej (1850, 1854, 18 5 6 ) 
konkurował o dokończenie kolei Warszawsko-Petersburskiej. 
Starał się również o dokończenie lub też o eksploatację, o długo- 
letnią dzierżawę kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Występował 
O budowę odnogi kolejowej do Katowic. "Uważam - oświad- 
czał w jednem z pism z tego powodu - interes dróg polskich 
za daleko lepszy i więcej wartujący od interesu dróg Cesarstwa". 
Zarazem żywo interesował się kopalnictwem i hutnictwem 
Królestwa, już podnoszącem się dzięki Staszicowi i Lubec- 
kiemu w dobie Kongresowej, lecz rozmyślnie utrącanem od- 
tąd i marnowanem przez rządy paskiewiczowskie. Czynił usilne 
starania o otrzymanie większych dzierżaw górniczych w Kie- 
leckiem. W związku z tak rozległemi pomysłami czuł nieodbitą 
potrzebę stworzenia silnej pomocniczej organizacj i finansowej. 
Myślał oprzeć ją na poważnych siłach krajowych i życzliwych 
zagranicznych. Myślał mianowicie, z obejściem spekulacji miej- 
scowej i sprzężonej z nią berlińskiej, odwołać się do lepszych 
żywiołów magnackich polskich i finansjery francuskiej. W tym 
duchu wystąpił z projektem Banku Komandytowego, do którego 
założycieli wprowadził Andrzeja Zamojskiego, Aleksandra i Wła- 
dysława Branickich, Aleksandra Przeździeckiego i in. lVIógł też 
liczyć na poparcie kapitalistów francuskich, z którymi już w pewne 
osobiste wszedł stosunki, jak ze starym Jamesem Rothschildem, 
Pereire, Fouldem i innymi kierownikami ówczesnego rynku pa- 
rys.kiego. WOQec znanej wrogości Mikołaja dla tego rynku,
>>>
"- 
298 


SZYMON ASKENAZY 


a zwłaszcza Rotschildów, teraz dopiero po śmierci cesarza i Pas- 
kiewicza podobne projekty wydawały się możliwe. . Popierał 
je energicznie Kronenberg przez ks. Gorczakowa w War- 
szawie i przez własne i pomocne wielkopańskie w Petersburgu 
stosunki. Ale wszystko okazało się daremnem. Raz jeszcze 
pobity został przez przeciwne zadomowione wpływy spekula- 
cyjne warszawskie, przez idące im na rękę biurokratyczne peters- 
burskie i związane z niemi naj ściślej prusko-śląsko-berlińskie 
czynniki finansowe. Z żalem obywatela raczej niż finansisty 
odczuł Kronenberg to niepowodzenie. "Wszystkie te projekty 
_ pisał Turkullowi (1856) - mają przedewszystkiem na celu 
dobro publiczne, dobro kraju, i na ostatniem jedynie miejscu 
zapewnienie zysku kapitalistom". 
Tymczasem, po krymskiem upokorzeniu Rosji, zniknięciu 
kata Polski, Mikołaja, objęciu rządów przez młodego Aleksandra, 
nowa doba wiosenna zdawała się nad znękanem wschodzić Kró- 
lestwem. W przebudzeniu, odrodzeniu narodowem Warszawy, 
wraz z wybijającą się na czoło rolą inteligencji i mieszczaństwa, 
znalazł i Kronenberg czynne swe powołanie społeczno-poli- 
tyczne. Oddawna już znana postać warszawska, w najrozmait- 
szym, prywatnym i półurzędowym sposobie, uczestniczył on 
w małych i dużych sprawach stołecznego i publicznego życia. 
Wnosił dobrą swą wolę, sumienność, energję do Towarzystwa 
Dobroczynnego (od 1849), do wpływowej wtedy w opinji Resursy 
Kupieckiej (1851), jako sędzia-zastępca z wyboru do Trybu- 
nału Handlowego (1854), do Komisji umorzenia długu państwo- 
wego ( 18 5 6 ), do Rady Przemysłowej przy Komisji Spraw We- 
wnętrznych i Duchownych (1857) i t. d. Zbliżył się też do nau- 
kowych i literackich kół warszawskich. Śród dotychczasowej 
natężonej pracy czysto praktycznej, przecież w miarę możności 
nie zaniedbywał swej kultury umysłowej, dokształcał się do- 
raźnem samouctwem, starał się lepiej poznać języki i piśmien- 
nictwo francuskie i niemieckie. Z młodości pozostały mu pewne 
szczególniejsze w tym realiście, bankierze, przemysłowcu, roman- 
tyczne naleciałości. Wedle świadectwa Kraszewskiego lubował 
się zwłaszcza w marzycielskim Jean-Paulu i czułym Boernem; 
a dziwnym znów kontrastem, rozczytywał się w przyrodniczych 
pismach Claude Bernarda, balzakowskiego dr. "Bianchona". 


.
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


299 


Lecz najsilniej pono oddziaływał nań Balzac, malarz tej gene- 
racji i tej komedji ludzkiej, do której on sam należał. To też 
w poufnej jego korespondencji nieraz balzakowskie spotykają 
się cytacje; pod przezwiskiem "Gobsecka" wrogi miejscowy wy- 
stępuje współzawodnik, a i inne, męskie i kobiece, odbite z tych 
kart powieściowych i paryskich, warszawskie przewijają się 
cienie. Jednak głównym punktem wyjścia zainteresowania Kro- 
nenberga dla piśmiennictwa, a zwłaszcza dziennikarstwa miej- 
scowego, były przedewszystkiem palące sprawy publiczne. 
O takich też sprawach prawie wyłącznie była mowa na po- 
obiednich zebraniach niedzielnych w j ego domu, gdzie literaci 
i publicyści spotykali się z działaczami społecznymi oraz cel- 
niejszymi, jak J. T. Lubomirski, Branicki i iqni, przedstawi- 
cielami arystokracji. Bliższe zetknięcie się Kronenberga z pi- 
sarzami tak rozlicznej miary, jak Michał Gliszczyński albo 
J. I. Kraszewski, również odbywało się zazwyczaj nie dla pobudek 
akademickich, lecz na takiem właśnie tle aktualnych zagadnień 
i potrzeb publicznych. 
W ówczesnej przełomowej epoce przedpowstańczej, kiedy 
kraj stopniowo dopiero z ćwierćwiekowego budził się odrętwienia, 
wcześnie trafił do Kronenberga i silnie nań wpłynął najznako- 
mitszy głową i sercem budziciel, Edward Jurgens. On to za- 
szczepił mu niezłomną swą wiarę w niechybne, choć stopniowe 
raczej niż gwałtowne i natychmiastowe, wyzwolenie narodu 
z obcego jarzma. On również zaszczepił mu głęboką swą wiarę 
w oświatę, jako główną dźwignię narodowej przyszłości. Pod 
wpływem Jurgensa powziął Kronenberg (1858) śmiałą myśl 
starania się, przez petersburskie swe stosunki, o przywrócenie 
Uniwersytetu polskiego w Wilnie. Zredagował nawet przy udziale 
ks. Łubieńskiego, późniejszego biskupa augustowskiego, statut 
przyszłej wileńskiej wszechnicy, który, w przekładzie rosyjskim 
znanego publicysty Arseniewa, złożył w petersburskiem mini- 
sterjum oświecenia. Projekt ten oczywiście pozostał bez skutku. 
Wkrótce potem, w początku następnego roku ( 18 59), ostry za- 
targ społeczny, wywołany przez znane wystąpienia "Gazety 
Warszawskiej", pochłonął całą Kronenberga uwagę. Zajął się 
tą sprawą z właściwym sobie temperamentem, prosto, bezwzględ- 
nie mierząc do celu. . Naprzód, przez sekretarza stanu Enocha
>>>
'
300 


SZYMON ASKENAZY 


postarał się wpłynąć na zamknięcie jątrzącej dyskusji. Zarazem, 
świadom prasowej potęgi, dla przeciwstawienia "Gazecie War- 
szawskiej", nabył przemianowaną później z "Codziennej", a za- 
raz gruntownie zreorganizowaną przez siebie, "Gazetę Polską". 
Zaś w tern, jak w każdem innem przedsięwzięciu, w wielkim 
działając stylu, powierzył redakcję pisma najznakomitszemu 
pisarzowi ówczesnemu, J. I. Kraszewskiemu. "Główna redakcja 
przy Panu pozostaje;-tak w pierwszem w tej sprawie piśmie 
do Kraszewskiego zwięźle streszczał ofiarowany układ - ... 
każden z nas powinien mieć veto przeciw artykułom;... wszelkie 
wybory osób, korespondentów wspólne; zajęcia administracyjne 
i cały ciężar finansowy do mnie należy jako właściciela pisma; ... 
... kontrakt trzyletni". Sam zresztą żywo interesował się czysto 
polityczną stroną pisma. "Polityce w "Gazecie" -pisał Kraszew- 
skiemu, kazałem dać barwę ostrzejszą i wyraźniejszą. Z tego 
też powodu zapisałem Times, w którym często można znaleźć 
jędrne artykuły przeciw Austrj i, a jako stamtąd wyjęte, przez 
cenzurę puszczane być mogą". Kraszewski po pewnem waha- 
niu dał zgodę. Przybył z Żytomierza do Warszawy i objął redak- 
cję doraźnie (1859), a z początkiem następnego roku (1860) stale. 
Prowadził odtąd pismo przez blisko trzechlecie w ścisłem z Kro- 
nenbergiem porozumieniu. Stosunek obustronny pozostał oso- 
biście najprzyjaźniejszy w późniejszym jeszcze czasie, aż do 
śmierci Kronenberga. Redakcyjnie jednak już po dwuleciu (od 
1862) stosunek ten stopniowemu ulegał zwichnięciu pod wpły- 
wem rosnących powikłań politycznych krajowych i różnego ich 
oddziaływania na dwie tak odmienne indywidualności. 
W obostrzającem się tymczasem z dnia na dzień położeniu 
stolicy, w okresie coraz poważniejszych manifestacyj, a zwłaszcza 
po wypadkach lutowych (1861), należał Kronenberg do uznanych 
już i obdarzonych zaufaniem publicznem przedstawicieli miasta. 
]akoczłonek Delegacji warszawskiej uczestniczył z arcybiskupem 
Fijałkowskim, Andrzejem Zamojskim, Małachowskim, Ch a- 
lubińskim, Szlenkierem i in., w konferencjach u Namiestnika 
ks. Gorczakowa. Podczas burzliwych czasem wewnątrz samej 
Delegacji sporów, azwyczaj z umiarkowaniem i zdrowym wy- 
stępował rozsądkiem. Kiedy razu jednego któryś z gorętszych 
delegatów radził nie wdawać się w żadne z rządem rozprawy
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


301 


i stać poprostu przy niewzruszonem haśle Polski od morza do 
morza, "Ja jestem kupcem - odezwał się spokojnie Kronen- 
berg - i trzymam się tej zasady: od złego dłużnika bierze się 
wszystko, co daje, i dalej się upomina". Był jednocześnie człon- 
kiem delegacji Towarzystwa Rolniczego w sprawie oczynszo- 
wania. Był też powołany przez Namiestnika do udzielenia opinji 
o projekcie Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych w kwestji 
włościańskiej. Osobiście skłaniał się raczej ku radykalniejszej 
w Komitecie Towarzystwa Rolniczego dążności, za uwłaszcze- 
niem pełnem i szybkiem, i ubolewał nad bardziej zachowawczem 
w tym względzie stanowiskiem Andrzeja Zamojskiego, Ludwika 
Górskiego, Popiela. Z drugiej znów strony, podobnież, jak i S$1 
Jurgens, był on od początku zasadniczo przeciwny gwałtow- 
nym, prącym ku wybuchowi powstańczemu nastrojom i środ- 
kom. Natomiast duży miał zrazu respekt i zaufanie do obejmu- 
jącego władzę Wielopolskiego. Skłonny też był pierwotnie do 
szczerego poparcia początkowych trudnych wysiłków niepopu- 
larnej polityki margrabiego. Podczas zatargu z Towarzystwem 
Rolniczem (wiosną 1861), miał nawet podobno zamiar dogodze- 
nia Wielopolskiemu w swej "Gazecie" przeciw Towarzystwu. 
W ostatniej jednak chwili, w przeddzień rozwiązującego Towa- 
rzystwo dekretu, wystąpienie to zostało zaniechane, zapewne 
skutkiem biernego oporu Kraszewskiego. Pierwsza to była 
poważniejsza między redaktorem a wydawcą scysja, która 
zresztą w niczem zobopólnej nie zakłóciła harmonji, gdyż Kro'= 
nenberg nie mógł nie liczyć się z wrażliwością Kraszewskiego 
na opinję publiczną. Co się tyczy margrabiego, to i nadal inte- 
resował się on silną indywidualnością Kronenberga. Z dużem 
też przed nim nieraz wynurzał się zaufaniem, jak np. w zapi- 
sanej w dzienniku Wielopolskiego, silnej rozprawie z Kronen- 
bergiem u Tomasza Potockiego (w październiku 1861) o sprawie 
włościańskiej i żydowskiej. 
Jednakowoż dalszy rozwój wypadków, rozpalający się 
stopniowo nastrój narodowy, a nienajmniej też błędy Naczelnika 
Rządu Cywilnego czyniły coraz trudniejszem jego położenie 
i pozbawiały go poparcia nawet sprzyjających mu w zasa- 
dzie, umiarkowanych czynników. Odbiło się to niebawem 
i na postawie Kronenberga. Zarówno z przekonań społecz-
>>>
. 
302 


SZYMON ASKENAZY 


nych, jak i z praktycznego zakroju swego umysłu, był on 
w gruncie pociągany ku reformatorskiej i porozumiewawczej 
akcji Wielopolskiego. Trzymał z nim poniekąd jeszcze w cią- 
gu 1862, lecz z rosnącem zwątpieniem w jego sukces i z coraz 
większą wstrzemięźliwością i ostrożnością w miarę coraz ostrzej- 
szych form toczonej przeciw margrabiemu walki. Zaś już pod 
koniec tego roku poczynał wyraźnie odstawać od niego, ulega- 
jąc stopniowo, choć nie bez silnego wewnętrznego oporu, prze- 
możnej fali opinji powszechnej. 
Było rzeczą ze wszech miar charakterystyczną dla Kronen- 
berga, że wśród pochłaniającej wszystkich burzy politycznej 
nie zaniedbał on sprawy gospodarczej ogólnego znaczenia. 
Była to sprawa kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Oddawna już, 
jak wspomniano, zajmowała go ona żywo. Chciał sam na 
niej rękę położyć i przeprowadzić sanację wadliwej, arbitralnej 
jej gospodarki. Chciał w tym celu wysadzić sprawców tej gospo- 
darki, starych swych współzawodników, składających Zarząd 
kolei. Owóż obecnie, latem tegoż 1862 r., wymierzył silne ude- 
rzenie na Zarząd, i to zarazem na zgromadzeniu ogólnem akcjo- 
narjuszów, i na łamach swojej "Gazety Polskiej", poddając 
ostrej krytyce niesumienną i nie obywatelską eksploatację kolei. 
Nie obalił Zarządu, lecz go zachwiał w opinji, przygotował 
grunt do późniejszej pełnej wygranej, do opanowania i reformy 
tej kolei. Była to zresztą już jedna z ostatnich celniejszych 
akcji, przeprowadzonych przezeń w "Gazecie Polskiej" przY 
udziale Kraszewskiego. W istocie, dłuższa ich obu współpraca 
stawała się coraz trudniejszą skutkiem różnicy nietyle stosunku 
każdego z nich, ile stopniowania tego stosunku względem Wie- 
lopolskiego. Jeśli odosobnienie margrabiego wpływało z bie- 
giem czasu i na Kronenberga, to nierównie mocniej odbiło się 
to na daleko mniej opornym Kraszewskim. Z tej różnicy w stop- 
niowaniu wynikły dalsze niedomówienia i rozdźwięki redak- 
cyjne. Już wiosną tegoż roku chciał Kraszewski porzucić re- 
dakcję. Wstrzymany przez Kronenberga, jednak przestał podpi- 
sywać "Gazetę Polską u od jesieni, aż wreszcie ustąpił zupełnie 
z redakcji pod koniec roku (1862), poczem wkrótce opuścił 
Warszawę. Jednocześnie Kronenberg uzyskał od Wielopolskiego
>>>
MaJ. Ltopold lIorowil1i 


1 1 
\\j 


Wlasllośł ba,.. L. K ,onenbeTgtl 


Baron Leopold Kronenberg
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


303 


prawo urzędowego kierowania " Gazetą", jako redaktor odpo- 
wiedzialny, od początku 1863. 
Już jednak styczniowe wybuchało powstanie. Kronenberg 
ostatecznie odsunął się od margrabiego. Ze smutkiem śledził 
ostatnie tragiczne szamotanie się "Hofmana", jak w poufnych 
z tej doby listach nazywał Wielopolskiego. "Mówią - pisał 
w kwietniu 1863 - że Rofman weźmie dymisję, co daj Boże 
jak najprędzej". Mimo to ze strony powstańczej był oskarżany 
o tajne z margrabią związki. W tym samym czasie, w początku 
kwietnia otrzymał od Rządu Narodowego pierwsze "ostrzeże- 
nie", z powodu, że, "jak to Rządowi Narodowemu wiadomem jest, 
utrzymuje stosunki ze znanym całemu krajowi i wyjętym z pod 
prawa zdrajcą Wielopolskim". W miesiąc potem, w początku 
maja, otrzymał drugie podobne ostrzeżenie, grożące "najsu- 
rowszą odpowiedzialnością". Nie przeszkadzało to zresztą 
Kronenbergowi, jak widać ze spółczesnej jego korespondencji 
ze schronionym do Drezna Kraszewskim, sprzyjać w duszy 
rozpaczliwym wysiłkom zbrojnego powstania. Podobno nawet 
miał podjąć się znegocjowania pierwszej, siedmiomiljonowej 
pożyczki przymusowej wewnętrznej, ustanowionej przez Rząd 
Narodowy, na podstawie obligacji bez podpisu, i prowadzenia 
księgi długu. W każdym razie, choć w ówczesnych listach odda- 
wał należny hołd "Boskiej wytrwałości" narodu oraz pełnej 
poświęcenia akcji władz powstańczych, to jednak, właściwym 
sobie realistycznym zmysłem, zawczasu przeniknął całą bezna- 
dziejność tej akcji, w której widział, "wychodzenie na widoczną 
rzeź". Wkr6tce też, nie chcąc być dłużej jej świadkiem, posta- 
nowił wyjechać z kraju. Nie bez trudu, dzięki poparciu Wielo- 
polskiego w końcu czerwca 1863, zamiast żądanego rocznego, 
uzyskał od W. Ks. Konstantego dwumiesięczny pasport zagra- 
niczny. W przeddzień wyjazdu udał się potajemnie do ówczesne- 
go kierownika wydziału skarbu Rządu Narodowego, Henryka 
Wohla, i doręczył mu pół mi1jona zlp. "Sprawa stracona - 
rzekł - daję to na ratowanie ludzi". 
Przez ten, przeszło całoroczny, wraz z rodziną, nawp6ł 
przymusowy pobyt zagranicą, w Austrji, Niemczech, Holandji, 
Belgji, Francji, bierny zdaleka widz dokonywującej się w kraju 
agonji powstania, był Kronenberg naocznym świadkiem znanej 
Szkice i portrety 21
>>>
:lIC, 
304 


SZYMON ASKENAZY 


sobie dotychczas tylko ze słyszenia dyplomatyczno-politycznej 
akcj i emigracyjnej. Z początku żywo zainteresował się tą go- 
rączkową, wszechstronną, sprawną nap ozór akcją. Był w nią 
wtajemniczony przez Kraszewskiego w Dreznie, ks. Władysława 
Czartoryskiego i starego Lacha-Szyrmę z Londynu, i t. d. W spół- 
czesnej korespondencj i ciągle też mowa o tej ruchliwej polityce 
emigracyjnej, obracającej się po dawnemu głównie dokoła 
oczekiwanej ratunkowej interwencji mocarstw zachodnich, 
a zwłaszcza Napoleona III. Mowa tam także o niemniej próżnych 
a nieskończenie ryzykowniejszych próbach ubocznych, podejmo- 
wanych w Berlinie u hr. Bismarcka. Mowa również o podno- 
szonych już wtedy przez pewne koła emigracyjne niedorzecznych 
a nadzwyczaj obosiecznych kombinacjach rezygnacyjno-zamien- 
nych, mających polegać na wydobyciu, wykupieniu "katolickich 
prowincyj 1itewskich" od Rosji, za oddanie jej wzamian "Rusi 
galicyjskiej u. Kronenberg ograniczał się w swych listach prze- 
ważnie do zapisywania, brania do wiadomości tych prób i po- 
mysłów, nietyle sam wypowiadając się o nich, ile raczej prosząc, 
szczególnie Kraszewskiego, o udzielenie o nich opinji i pojaśnień. 
Osobiście najwidoczniej mało orjentował się w tej obcej sobie 
dziedzinie zagadnień i powikłań czysto politycznych. A była ona 
obca tembardziej nawskroś trzeźwej, realistycznej jego umysło- 
wości, że wszak cała ta dyplomatyczna robota emigracyjna 
stała na samozłudzie i fikcji. Gorzką tę .prawdę niebawem 
jasno przejrzał Kronenberg. Przejrzał też nieodwłoczną koniecz- 
ność likwidacji przegranej walki orężnej w kraju i bałamutnej 
papierowej na wychodztwie. " Prz ek onanie silne mam - 
powtarzał raz po razie już od wiosny 1864 - że emigrowanie 
gubi ludzi i jest zgubą dla kraju... Nasza sprawa nie ustaje, 
choć powstania niema... Kraj powstania nie chce; obywatele 
adresy podpisują; inteligencja w innej fazie sprawy chce dla niej 
pracować". Tę nową "fazę pracy" określał jako "organizującą". 
Jeden z najpierwszych występował z tern nowem i niepopularnem 
wtedy na wychodztwie hasłem podjęcia corychlej, na gruzach 
popowstańczych, roboty "organizacyjnej u, tak popularnej potem 
pod nazwą "organicznej u. Wnet też, jak dla innych, tak 
przedewszystkiem dla siebie, praktyczne wyciągnął stąd wnioski. 
Próżniacza, śród pustych nadziei i bajek, po obczyźnie włóczęga 
i
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


305 


była nie do zniesienia dla tego człowieka czynu i pracy. N ie- 
skuteczność, daremność wysiłków publicznych czy prywatnych 
była nie do zniesienia dla tego realisty . Jeśli przed rokiem, 
mając wysiłki zbrojne powstania za nieskuteczne i daremne, 
wyszedł z kraju zagranicę, to teraz, mając za takie tembardziej 

achody dyplomatyczne emigracji, postanowił nieodwołalnie 
wrócić do kraju. 
Uczynił to jednak po swoj emu. Chciał wrócić nie z łaski, 
z pokorą, bezczynnie i żałośnie, z założonemi czy załamanemi 
rękoma, lecz z siłą, wpływem, do gotowego wielkiego warsztatu. 
Schwycił w lot nadarzającą się właśnie po temu sposobność, 
zamierzane przez rząd połączenie kolejowe Warszawy z Brześciem. 
Sam skrępowany jeszcze półemigracyjnem swem położeniem, 
użył naprzód w tym celu pomocy bawiącego czasowo zagranicą 
Jana Blocha, młodego, zdolnego człowieka, który, dorobiwszy 
się na budowlach kolei Petersburskiej, świeżo poślubił jego 
synowicę, zaś jako znawca stosunków administracyjnych rosyj- 
skich, a zwłaszcza kolejowych, chętnie podjął się pośrednictwa. 
Przez Blocha, latem 1864, złożył Kronenberg w Warszawie 
ofertę na budowę kolei Warszawsko-Terespolskiej. Zadanie 
było niełatwe wobec wrogiego uprzedzenia nowych władz ro- 
syjskich. Wypadło przez Blocha i innemi też drogami wszelkie 
sprężyny w ruch puścić; a nie było też sposobu ominąć wpływo- 
wych w Warszawie ówczesnej generałów, Trepowa, generał- 
policmajstra warszawskiego, i Minckwitza, szefa sztabu namiest- 
nikowskiego. Gdy jednak oczekiwany wynik zanadto się poczynał 
odwlekać, Kronenberg, zniecierpliwiony, niespokojny też o istotną 
spółdziałania Blocha skuteczność, odwołał się wprost do zagra- 
nicznych, petersburskich i warszawski
h swych stosunków, 
zyskał pozwolenie powrotu i nagle, pod koniec lata, sam zjechał 
do Warszawy. Tu w mgnieniu oka opanował sytuację, trafił 
zaraz osobiście do Namiestnika hr. Berga, umiejętnie poradził 
sobie i z nim i z władzami petersburskiemi, i już w najbliższych 
tygodniach koncesję Terespolską na dogodnych uzyskał warun- 
kach, pozostawiających mu pod \vzględem konstrukcyjnym 
i administracyjnym szeroką swobodę działania. Od pierwszej 
chwili miał rozumną ambicję przeprowadzenia powierzonej sobie 
budowy sposobem zdrowym, w Rosji niepraktykowanym, dobrze, 
21*
>>>
306 


SZYMON ASKENAZY 


tanio, szybko. Z niezmordowaną energją potrójnego tego dopiął 
celu, i w trzy lata niespełna technicznie i finansowo wzorową 
istotnie postawił kolej. 
Odtąd u Namiestnika, a i u następnego wielkorządcy kraju 
miał wpływy ustalone, z których tyleż w publicznym korzystał 
interesie, co dla dobra prowadzonych przez siebie instytucyj. 
Nie mogła mu tego darować rozpanoszona w Warszawie sfora 
czynników rosyjskich. "Potężny finansista - tak jeden z nich 
znienawidzonego opisywał Kronenberga - ostry, lekceważący, 
z drwiąco chytrym uśmiechem na ustach, zaczął bardzo często 
zaglądać do Zamku... Nieraz, gdy oba audjencjalne salony na 
Zamku były zapełnione lśniącemi mundurami, których właściciele 
szeregowali się wyciągnięci jak struny, wśród ciżby generałów, 
pułkowników i innych dygnitarzy, w wytartym surducie, z ka- 
peluszem lub czapką futrzaną pod pachą, przeci$ał się mieszcza- 
nin bez "czynu", Kronenberg i, spoglądając na oczekujących 
nawpół pogardliwie, nawpół sarkastycznie, 
awsze uzyskiwał 
przed innymi wstęp do gabinetu Namiestnika c,'. Mi
o czynownic- 
two rosyjskie dość powodów nietylko za okazy.waną sobie wzgar- 
. 
dę nienawidzieć Kronenberga, lecz nienajmniej też za celową, 
a ostrożną i zręczną obywatelską j ego działalność. Przedewszyst- 
kiem objęła ona troskliwie kolej Terespolską. Uzyskawszy prawo 
obsadzenia stanowisk na tej kolei wedle własnego naogół uznania, 
bez zbytniej interwencji władz, korzystał szeroko z tego prawa 
jako prezes Rady Zarządzającej na rzęcz żywiołu polskiego. 
Więc wprowadzał ludzi poważnych jak Ludwika Górskiego, 
Tomasza Zamojskiego i in., do Rady; pełno ludzi zasłużonych, 
zwłaszcza ofiar powstania, powracających z Sybiru zesłańców, 
po kolejowych umieszczał urzędach. Nie bez powodu też tę kolej 
nazywano podówczas "sybirską koleją". Zresztą to samo i po 
innych swych później czynił kolejach, bankach i wszelakich 
stwarzanych przez siebie instytucjach. Oczywiście zaś czynił to 
zwłaszcza w redakcj i swej "Gazety Polsk iej u
 którą znacznym 
nakładem, mimo dużych trudności cenzuralnych, i nadal jako 
poważną publicystyczną utrzymał placówkę. Zapewniał tym 
sposob
m liczne skromne schroniska, a poczęści i bezpośrednią 
użyteczną działalność publiczną, ludziom takiej miary, jak
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


307 


Tadeusz Korzon, Dyonizy Henkiel, Władysław Bogusławski, 
Aleksander Krajewski i wielu innych. 
Tymczasem, w trudnych popowstańczych warunkach kra- 
jowych, z coraz większym rozwijała się rozmachem twórcza 
działalność gospodarcza Kronenberga. Pierwszy po powrocie 
sukces terespolski był dlań tylko punktem wyjścia, podniety 
i środkie
 do dalszych. Takim dalszym walnym sukcesem 
uwieńczbną została ponowna, po tamtej nieudanej 1862 r., kam- 
panja jego w sprawie kolei Warszawsko-Wiedeńskiej (1869). 
Musiał wprawdzie tym razem Kronenberg, licząc się z wyższą 
siłą okoliczności, przeciw wrogim petersbursko-berlińskim w tej 
sprawie czynnikom sam użyć pewnych pomocniczych specyfików 
. 
berlińskich i petersburskich. Jednakowoż, zmuszony uderzyć 
nie wprost, lecz pod przekątną, uderzył tern skuteczniej. Sprawę 
na całej linji wygrał, kolej Warszawsko-Wiedeńską opanował, 
a wnet radykalnie oczyścił, odniemczył, i, mimo narzuconych 
mu potem więzów formalnych, faktycznie spolszczył. Odbywało 
się to zresztą ciągle wśród tarć z wrogiem i takiej akcj i czynnikami. 
Między innemi, ta akcja polszcząca Kronenberga na kolei War- 
szawsko-Wiedeńskiej była stale przedmiotem tajnych denuncja- 
cyj ze strony ówczesnego konsula generalnego niemieckiego 
w Warszawie, barona Rechenberga, składanych na ręce miejsco- 
wych władz namiestnikowskich. Równocześnie i drugą dawniej- 
szą, bankową przegranę szczęśliwie, i to podwójnie, mógł po- 
wetować. Założył naprzód (1869) Bank Dyskontowy w Peters- 
burgu, czem znacznie swoje tameczne wzmocnił stanowisko. 
Założył następnie (1870) Bank Handlowy w Warszawie, naczelną 
w następstwie pod względem rozmiarów i rodzaju działalności 
instytucję bankową polską. W tym samym czasie widział naj- 
starszego syna, bijącego się na ochotnika w armji francuskiej 
przeciw Prusakom. Sam zresztą, choć pod naciskiem rosnącej 
ekonomicznie zawisłości Rosj i i Królestwa od Niemiec, chcąc 
nie chcąc, razem z innymi finansowo z Berlinem bardzo liczyć 
się musiał, wszakże, skoro tylko mógł, do Paryża zjeżdżał i aż 
do końca żywe dla Francji zachował sympatje. 
W najbliższych latach starzejący się Kronenberg przykrą 
ze znanym sobie oddawna Blochem o kolej Nadwiślańską od- 
prawić musiał walkę (1873-4). Wprawdzie wziął w niej górę,
>>>
.
 


308 


S'ZYMON ASKENAZY' 


lecz nie bez trudu i w doŚĆ niepomyślnych warunkach. Zaś 
w następnej zaraz walce o kolej Brzesko-Kijowsko-Odeską osta- 
tecznie wolał dać za wygraną twardemu, młodszemu o lat dwa- 
dzieścia, a obrotniejszemu na gruncie nadnewskim przeciwni- 
kowi. Jak żywo rywalizacyjne te przeprawy dotknęły Kronen- 
berga, jaką niemal dlań stały się obsesją, o tern świadczy jedyne, 
pozostałe po nim w druku francuskim pismo o zakroju literackim 
( 18 73), gdzie nie pozbawiona pewnych cech balzakowskich cha- 
rakterystyka stosunków i ludzi warszawskich wciąż koło tam- 
tych obraca się przepraw. W tym samym czasie i w pewnym 
z tem związku szczególniejszy przypadł incydens, gdy Kronen- 
berg, chcąc dla kraju i siebie zyskać niezbędne w opinji peters- 
burskiej poparcie, z porady życzliwego Rosjanina, Lichaczewa, 
wiceprezesa Sądu Okręgowego w Petersburgu, umyślił stworzyć 
w stolicy państwa stosowną, przychylną Polsce, publicystyczną 
placówkę rosyjską. W tym celu umożliwił materjalnie założenie 
dziennika "Nowoje Wremia", gdzie reprezentantem jego został 
Lichaczew, strzegąc' liberalnego i propolskiego nastroju pisma, 
które wszakże w następstwie, po śmierci Lichaczewa i spłacie 
Kronenberga, jak wiadomo, we wręcz przeciwnym, reakcyjnym 
i antypolskim poszło kierunku. 
Nie na śliskim jednak, nieobliczalnym a zawsze skroś mu 
obcym terenie petersburskim, lecz na rodzimym polskim, war- 
szawskim, jak od samych swych była ześrodkowana zaczątków, 
tak niezmordowanie, mimo późnego wieku, wciąż poszerzała 
się i pogłębiała wszechstronna Kronenberga działalność. Nie 
przestawał on z niesłabnącą ścisłą i czujną uwagą doglądać roz- 
woju dotychczasowych, stworzonych i prowadzonych przez 
siebie wielkich instytucyj i przedsięwzięć przemysłowo-finanso- 
wych. A zarazem długi szereg nowych bądź sam powoływał 
do życia, bądź w ich inicjowaniu i realizacji pierwszorzędny 
organizacyjny i kierowniczy brał udział. Tak było ze stworzo- 
nem przezeń Warszawskiem Towarzystwem Ubezpieczeń od 
Ognia; z zapoczątkowanem przez przyjaznego mu ks. J. T. 
Lubomirskiego Towarzystwem Kredytowem miasta Warszawy; 
z Warszawskiem Towarzystwem Wzajemnego Kredytu; z Kasą 
Przemy
łowców Warszawskich; z refonną Urzędu Starszych 
kupiectwa warszawskiego; z utworzeniem Komitetu Giełdowego
>>>
LEOPOLD KRONENBERG 


309 


warszawskiego; z urządzeniem szkół technicznych przy kolei 
Terespolskiej i Wiedeńskiej; z otwarciem, po uzyskaniu niełat- 
wej zgody kuratora Wittego i ministra oświaty Deljanowa, 
szkoły prywatnej handlowej; z założeniem Warszawskiego To- 
warzystwa Fabryk Cukru, Warszawskiego Towarzystwa Kopalń 
Węgla i Zakładów Hutniczych i t. p. I jeszcze przed samą 
śmiercią zajmowała go żywo sprawa banku hyPotecznego, głów- 
nie dla potrzeb rolnictwa i miast prowincjonalnych Królestwa. 
Do powstania i uruchomienia rzeczonych instytucyj stary 
Kronenberg, jak zamłodu, przykładał się nie na pokaz, nie samem 
tylko swojem śród założycieli imieniem, lecz bezpośrednim facho- 
wym współudziałem doradczym i czynnym. Taka już była jego 
natura, nakazująca mu aż do końca, we właściwej mu dziedzi- 
nie gospodarczej, dążyć stale do wielkiej i realnej akcji i władzy 
osobistej, okupywanej wielkim osobistym wysiłkiem i odpowie- 
dzialnością. "Była to - jak trafnie określił go Tomasz Za- 
mojski - natura silna, twórcza, pewna siebie, harda, namiętna", 
nawykła "za tylu innych pracować, za tylu innych starczyć, 
na tyle nagłych i ważnych dwoić się przedsięwzięć". Obciążał 
się tym sposobem Kronenberg coraz nowemi wciąż obowiązka- 
mi, wydatkował się, wypalał ponad miarę wyczerpanych już 
sił, zwątlonych wiekiem, chorobą i chronicznem przepracowa- 
niem. Tak wreszcie 5 kwietnia 1878 r. spracowanego dokonał 
żywota. 
Dopełnił bezpośredniego swego powołania, jako jeden z naj- 
znakomitszych budowniczych ekonomicznej przyszłości kraju, 
tern samem zaś pośrednio, w dobie niewoli, chroniąc mądrze 
i twardo jedną z naj walniej szych poręk przyszłego politycznego 
odrodzenia Narodu. .
>>>
... 


TADEUSZ WOJCIECHOWSKI 


Wczoraj, 21 listopada, zgasł we Lwowie, w 81 roku życia, 
Tadeusz Wojciechowski. Straciła w nim Polska jednego z naj- 
celniejszych uczonych, naj zasłużeńszych wychowawców, naj- 
czystszyćh obywateli. Urodzony 1838 r., uczestnik powsta- 
nia 1863 r., wcześnie poświęcił się badaniu zaczątkowych dzie- 
jów narodowych. Już w pierwszej większej pracy "Chrobacja, 
rozbiór starożytności słowiańskich" (1873). dotykając najtru- 
dniejszych zagadnień doby przedhistorycznej Polski, dał miarę 
samodzielnej i głębokiej swej umysłowości badawczej. Nastąpił 
szereg cennych a treściwych i oryginalnych rozpraw, "O roczni- 
kach polskich re (1880), "O Piaście i piaście" (1895) i in. W ju- 
bileuszowym 1900 r. ukazało się obszerne dzieło o "Kościele 
Katedralnym w Krakowie", nagrodzone przez Akademję Umie- 
ł jętności. Ale najdojrzalszym może, najosobistszym tworem 
Wojciechowskiego było dziewięć jego "Szkiców historycznych 
jedynastego wieku" (1904), w zwyczajnej skromnej, zwięzłej, 
jędrnej szacie, przemyślane arcydzieło intuicji i krytycyzmu 
dziejopisarskiego. Umiał zresztą Wojciechowski, gdy chciał nie- 
mal równie głęboko wnikać do nowożytnych dziejów narodo- 
wych, jak wykazał w świetnej rozprawie o "Elekcji Leszczyń- 
skiego" (1888). Przyświecała mu w pracy dążność do poszu- 
kiwania prawdy bezwzględnej. niecofająca się przed najtrudniej- 
szemi a i najdrażliwszemi zagadnieniami dziejowemi. Starczy 


"Ta.deusz Wojciechowski" - wspomnienie pozgonne. Kur. Warsz. 
23/XI. 19 1 9. Nr. 3 2 4. Str. 13.
>>>
Folo l/ ".MU. Lwófl/ 


_. 



 


,.. .. 
,... 
-
 


. . lO 
. 


. . 
.. 


at" ... . 
. .. . 
-. 
.. 
. .. 
. .. 
-. 
... -. 
... . 
· J.. · 
. ..... 
.. - 
. .. -. 
.......c 
ł-.... 
. . .... 
. 
" # 
. 


Prol. 1'ad eusz IVojciechowski
>>>
TADEUSZ WOJCIECHOWSKI 


311 


przypomnieć rozgłośne onego czasu badania ,,0 strąceniu i ze- 
gnaniu Bolesława II". Nikt ściślej od niego cyceronowskiej nie 
wypełniał zasady; ne quid vel'i non audeat historia. A przyświe- 
cała mu też przez życie całe spokojna, równa, a tem czulsza, tern 
głębsza miłość ojczyzny. Przez szereg lat wykładając historję 
polską na uniwersytecie lwowskim, zaszczytem był Wszechnicy, 
otoczony szacunkiem kolegów i serdeczną miłością młodzieży 
akademickiej, która widziała w nim uosobienie prawości uczo- 
nego i Polaka. W 190... roku, nawpół oślepły, musiał opuścić 
katedrę. Ale i nadal, choć już tylko przy pomocy głośnej lek- 
tury i dyktanda, pracował bez wytchnienia. 
Jeszcze w 1917 r. ogłosił w Kwartalniku Historycznym 
dziesiąty "szkic jedynastego wieku". Ostatnie lata życia naj- 
cięższem ludzkiem nawiedziły go strapieniem. Śmierć zabrała 
mu ukochaną córkę, potem małżonkę, długoletnią towarzyszkę 
życia, potem przyjaciół najbliższych Stanisława Tarnowskiego, 
Ludwika Kubalę. W roku zeszłym, w kole uczonych i uczniów 
obchodzono cicho Bo-tą rocznicę jego urodzin. Od kilku mie- 
sięcy śmiertelną złożony chorobą, ale wciąż cudownie jasną 
zachowując głowę i pełną pogodę ducha, do ostatniego tchnienia 
z najżywszem zainteresowaniem śledził sprawy naukowe i pu- 
bliczne, szczęśliwym się mieniąc, że było mu dane doczekać się 
odrodzenia narodu. Pozostanie po nim trwała, wzniosła pa- 
mięć wielkiego prawego uczonego polskiego. 


-- 


Profesor Wojciechowski mocno zaważył na sprawie powierzenia 
katedry historji Polski na Uniwersytecie Lwowskim Profesorowi Aske- 
nazemu, jako swemu następcy. Najwyższemu uznaniu dla twórczości 
Askenazego dają świadectwo listy \V ojciechowskiego. króciutkie. ale 
jakże wymowne! Szczególnie wzruszający jest. list ostatni z przechowa- 
nej korespondencji, gdzie napół niewidomy starzec pismem prawie 
nieczytelnem donosi o swym zach wycie. prawie łzy wyciskającem wra- 
żeniu. jakie wywołało w nim Askenazego przemówienie w setną rocznicę 
zgonu księcia Józefa Poniatowskiego. 
\Vyjątki z listów Wojciechowskiego do Askenazego: 
... . .1.. yczenia pełnego na całe życie szczęścia. którego pragnę dla 
Pana z całego serca. jako doskonałego i znaczniejszego syna spólnej 
Matki. dla której pracujemy" - 25/ 1 . 19 10 . 
..Pańska robota idzie zawsze tak dzielnie i szybko, że widocznie 
jest nad nią błogosławieństwo boskie". - 4/ VIII . 19 10 .
>>>
312 


SZYMON ASKENAZY 


,,2e przysięga Kośc. mistrzowsko-misternie ułożona i napisana. to 
nic nowego. Ale nie pamiętam. żeby mnie coś równie zasmuciło i zgnę- 
biło. jak ta. To był dopiero tinis Poloniae. Prawie ulgę sprawiło mi 
teraz to. co przypominam. że czytałem kiedyś u Briicknera (Catherina 
u Onckena) a co mnie wtedy napełniało złością: że Katarzyna mówiła 

zy pisała o Kościuszce: on l'a tro'UvA comme 'Un sot I Ogłu- 
pienie jest w tym wypadku niemal ratunkiem. Mówimy tu nieraz 
z Finklem o drogim nam Szymonie. A zwłaszcza z powodu rosnącego 
tutaj sjonizmu. Nietylko rośnie ale i pogł
bia się. Przypuszczamy. że 
to jeden z powodów. dla których Pan przyłożył rękę do Kwartalnika. 
a może i sam go założył. Mówimy z Finklem. że z tego powodu dozna 
Pan nieraz jeszcze bolesnych przykrości. a może już doznał". - 16/111. 
1913 r. 
..Po przeczytaniu Pańskiego odczytu przez córkę. sam go drugi raz. 
jak mogłem. wyślepiłem. Jestem nietylko zachwycony. ale i głęboko 
wzruszony; prawie chciało mi się płakać nad tamtą śmiercią. Oczy- 
wiście. że Pan to powtórzy w Napoleonie. .. Równie zachwycony Ku- 
bala" . - 7/XII. 19 1 3. 


.
>>>
TADEUSZ KORZON 


50-lecie pracy naukowej 


Historja, obok dostojeństwa swego w znaczeniu jednej 
z wielkich gałęzi wiedzy humanistycznej, jest równocześnie 
jednym z najpoważniejszych rodzajów służby publicznej. Zaś 
dla żadnego bodaj narodu obecnemi czasy w takim nie jest nią 
stopniu, jak dla naszego, któremu pełna i dokładna własnej 
przeszłości wiadomość jest wraz lekarstwem a kordjałem, prze- 
strogą a otuchą, jest żywym zgoła spółczynnikiem bytowania 
śród ciężkich teraźniejszości przepraw i granitową poręką za- 
ćmionych przyszłości losów. Dużej miary hisforyk polski jest 
też czemś więcej jeszcze, niż prostym, użytecznym nauki swojej 
pracownikiem: jest dobrym, niezbędnym sługą narodu. 
Taką wysoką godność podwójną niepospolitego uczonego 
a obywatela piastuje Tadeusz Korzon, którego pięćdziesięcio- 
letniej wysilonej pracy naukowej, a zarazem ściśle równoległej 
w czasie i sposobie, wiernej, niezmordo\vanej służby narodowej 
pięćdziesięcioletnia dobiega epoka. Rodzina Korzonów oddawna 
na Białorusi, w l\lińszczyźnie osiadła. Dziad, Jan Korzon, 
towarzysz chorągwi petyhorskiej, świadkiem był nieszczęsnej 
kampanji litewskiej 1792 r. w obronie Ustawy majowej i za- 
biegłych 1794 r. w głąb Litwy daremnych usiłowań Insurekcji 
Kościuszkowskiej. Ojciec, Adam, po pogromie wyprawy mo- 


Tygodnik Ilustrowany. Rok 1912. Nr. 17. 18 i 19. Str. 34 2 -3. 
3 62 -3. 3 88 . ..Tadeusz Korzon" Kurier Warszawski. Rok 19 1 9. Nr. 69 
- wspomnienie pozgonne.
>>>
.
 


314 


SZYMON ASKENAZY 


skiewskiej 1812 r. i wojny rewolucyjnej 1831 r., zaślubiwszy 
Henrjettę z Łowaszyńskich, na skromnym urzędzie tłomacza, 
registratora, sekretarza "gubernskiego H ciche w Mińsku pędził 
życie, chowając drogie tradycje narodowe w zamkniętem kole 
ogniska rodzinnego. Tutaj, w starym Mińsku, w najdawniej- 
szej miasta dzielnicy, w domu drewnianym u stóp wzgórza, na 
którem wznosi się klasztor bernardyński, urodził się (29 paź- 
dziernika) 9 listopada 1839 r. dzisiejszy jubilat. Ochrzczony 
w kościele katedralnym mińskim (12 stycznia 1840 r.) przez 
wikarjusza katedry, ks. Szymona Strumiłłę, otrzymał imiona 
Tadeusz-Sylwester; kmotrami byli dr. Daniel Spasowicz z sę- 
dziną Anną Owsianową, przy asyście sędziego powiatowego 
mińskiego, Jakóba Arcieszewskiego, i porucznikowej Petruse- 
wiczowej. Byli to wszystko ludzie, wyobrażający co lepsze ży- 
wioły społeczności miejscowej polskiej, zgnębionej ostrym wi- 
chrem wydarzeń, przytłoczonej ciężką chmurą ówczesnych wa- 
runków życiowych, a przecie strzegącej w sercu niezmiennie 
światło myśli i uczucia narodowego. A czasy dla Litwy wtedy 
były trudne, coraz trudniejsze w tamtej ponurej drugiej połowie 
rządów Mikołaja l. Tegoż właśnie 1839 r. nastąpiło zniesienie 
urzędowne Unji na Litwie i Rusi; otwierała się doba raptownego 
wcielania w czyn wyroku 
agłady; a równocześnie szły ostre 
. 
represje polityczne, ze sprawą Szymona Konarskiego związane, 
a przy coraz innej okazji, pod coraz innym pozorem odradza- 
jące się, rozdmuchiwane, przenikające do najda1szycb zakątków 
kraju i najściślejszych dziedzin życia prywatnego. Śród takich 
warunków spłynęło dzieciństwo Tadeusza Korzona; nie podda- 
wał się im wszakże bynajmniej; owszem, mocą przyrodzonej, 
przeciw uciskowi reakcj i, naturom tęgim właściwej, a pod dobro- 
czynną osłoną zacnej atmosfery rodzinnej, tem har.towniejszą 
sobie wyrabiał odporność i tern jędrniejsze zdrowie duchowe. 
Oddany w 1850 r. do klasy III gimnazjum rządowego miń- 
skiego, przebywszy lat kilka pod surową, pleniącą bacznie 
wszelki przejaw polskości, ferułą wychowawczą, po ukończeniu 
kursu gimnazjalnego w tym zakładzie, wstąpił w sierpniu 1855 r. 
na wydział prawny uniwersytetu moskiewskiego. Po ćwierć- 
wiekowem zamknięciu jedynych dwóch uczelni polskich, war- 
szawskiej i ,vileńskiej, z konieczności znaczny był napływ mło-
>>>
TADEUSZ KORZON 


315 


dzieży polskiej na studja uniwerstyteckie do Moskwy. Liczono 
tu wtedy studentów Polaków do 600, liczba, jak na stosunki 
ówczesne, ogromna. Najmniej stosunkowo było koroniarzy, 
t. j. właściwie kongresowiaków, ciągnących przeważnie do 
Dorpatu, gdzie ruchliwą stanowili kolonję, oraz do Petersburga 
na urządzone tam dla Królestwa Polskiego wyższe kursa prawne; 
sporo było Wołyniaków i Podolaków, którzy atoli znowuż gro- 
madzili się głównie na uniwerstytecie św. Włodzimierza w Ki- 
jowie; gros natomiast ówczesnej studenterji polskiej w Moskwie 
stanowili młodzi przybysze z Litwy właściwej, czyli z gubernij 
t. zw. Kraju północno-zachodniego. Jednoczyły się przecie 
i tamte kategorje rodaków, wyższej naogół ogłady zewnętrznej, 
bo większej zamożności, kongresowo-podolska, i ta najliczniejsza, 
a z reguły naj uboższa, ściśle litewska, we wspólnej, całkiem 
zresztą luźnej organizacj i koleżeńskiej, w "Ogóle" studenckim 
polskim w Moskwie, a zarazem, co główna, w nierozdzielnej 
wspólnocie duchowej, krzepiąc się razem wspomnieniem dziejów 
ojczystych, natchnieniem Dziadów, Kordjana i Nieboskiej, 
wskazaniami Trentowskiego, Kremera, Libelta. Były to czasy 
zapowiadającej się w całem państwie nowej "wiosny", gdy, po 
długiej zimie twardych rządów Mikołaja I, otwierały się pełne 
pięknych obietnic początki panowania Aleksandra II. Widziano 
i witano w Moskwie wracających z dalekiego Wschodu wygnań- 
ców, braci Dalewskich, Tokarzewskiego, Krajewskiego Ale- 
ksandra, śpieszących do kraju na krótkie wytchnienie i nowe 
ciężkie próby. Żył tern szlachetnem, podnieconem, nadziejnem 
życiem koleżeńskiem młody Korzon, a śród kolegów najbliższych 
dość miał ludziniepospolitych, co niebawem oddać się mieliw ofierze 
sprawie albo na usługi wiedzy narodowej, jak Dłuski-Jabłonowski, 
Chmielowski Konrad, Limanowski Bolesław, Karłowicz Jan, 
Bukowski Henryk, wierny do zgonu przyjaciel. Sam sumiennie 
prowadząc studja swe zawodowe, ukończył Korzon wydział 
prawny w 18 59 r. ze stopniem kandydata praw, po napisaniu 
rozprawy na wyznaczony temat p. t. "Pogląd porównawczy na 
procedury karne francuską i angielską II, która odznaczona została 
medalem złotym i ogłoszona drukiem w wydawnictwie naukowem 
ministerjum sprawiedliwości. Zwróciwszy na siebie tą pracą 
uwagę profesorów, mial sobie otwarte widoki karjery naukowej 
-;.
>>>
'" 
316 


SZYMON ASKENAZY 


W Rosji, uczynioną propozycję wyjazdu stypendjalnego zagra- 
nicę celem objęcia następnie katedry, otrzymał już nawet dobrze 
płatną nominację nauczycielską do wykładu historji w kor- 
pusie kadetów w Moskwie; lecz na obczyźnie żyć i pracować 
on nie chciał, nie mógł; i ku zdumieniu życzliwych swych prze- 
łożonych Rosjan postarał się o przeniesienie na skromną, o po- 
łowę mniej płatną posadę nauczyciela historji w gimnazjum 
kowieńskiem. Na tern stanowisku, w trudnych wciąż zatargach 
z władzą gimnazjalną miejscową, półtora roku wytrwał. W mar- 
cu I86I r., gdy rozpoczęły się przygotowania do wielkiej re- 
formy włościańskiej w Cesarstwie, objął przy gubernatorze ko- 
wieńskim, generał-majorze Chomińskim, jako urzędnik bez- 
płatny do szczególnych poruczeń, obowiązki sekretarza Czaso- 
wej Komisji gubernialnej do spraw włościańskich, usiłując 
w dobrym duchu polskim przyłożyć się do dzieła usamowol- 
nienia i uwłaszczenia ludu litewskiego. 
Pobyt ten blisko trzecWetni w starem Kownie miał w życiu 
Korzona doniosłość przełomową: obok ciężkiej próby, związanej 
z losem powszechnym sprawy publicznej, przyniósł mu też naj- 
wyższe szczęście osobiste, dał mu wybraną i dobraną, z własnym 
duchem jego najdoskonalej zestrojoną, niezrównaną towarzyszkę 
na drogę żywota i pracy. Była nią Jadwiga Kulwieciówna, 
córka Tadeusza i Tekli ze Swolkeniów, urodzona 22 lipca I837 
roku w Skorulach w Kowieńskiem, po stracie ojca chowana w do- 
mu matki, niepospolitej kobiety i Polki, zamężnej powtórnie za 
rejentem Józefatern Jurewiczem, w Poginiach o mil kilka szosą 
kiejdańską od Kowna, potem w samem Kownie, gdzie poznał 
ją i pokochał Korzon. Niebawem jednak sielankę uczucia dla 
obojga młodych boleśnie zakłócił tragizm wypadków krajowych. 
Wydarzenia spółczesne warszawskie żywem odbiły się echem 
śród polskiej społeczności Kowna; lecz pierwsze zaraz naj skrom- 
niejsze tego objawy, parę zgromadzeń, nabożeństwo, procesja 
przez Niemen na ziemię Królestwa, spotkały się z represją gwał- 
towną ze strony nowego wojowniczego gubernatora kowieńskiego, 
kontradmirała Krygiera; wnet zaczęły się śledztwa i areszty; 
na jakimś podrzuconym dokumencie znaleziono dopiski kompro- 
mitujące, kreślone ręką nieznaną, . a przez mściwego guberna- 
tora bez żadnych. dowodów przypisane Korzonowi, który auto-
>>>
TADEUSZ KORZON 


317 


rem ich rzeczywiście nie był wcale. Był on wtedy chory obłożnie; 
wzięty został natychmiast w październiku 1861 r. pod areszt 
domowy, potem przeniesiony do miejscowego więzienia dla prze- 
stępców politycznych, u Karmelitów, ogółem przez 10 miesięcy 
w ścisłem trzymany zamknięciu. Dzięki staraniom zawziętego 
Krygiera, który umyślnie jeździł w tej sprawie ze skargą na 
niewinnego zgoła podsądnego do generał-gubernatora Nazimowa 
do Wilna, został w końcu postawiony przed sąd polowy i po 
krótkiej procedurze w lipcu 1862 roku skazany na śmierć. Wy- 
rok wymagał wszakże zatwierdzenia w Petersburgu, gdzie na 
szczęście spostrzeżono krzyczące nieścisłości proceduralne, wyrok 
śmierci skasowano i zamieniono na zesłanie pięcioletnie do Oren- 
burga. Wtedy to, wprost po wyjściu z więzienia, a przed samem 
zesłaniem, odbył się w kościele August janów w Kownie ślub 
Korzona z Jadwigą Kulwieciówną, w sam dzień jej imienin
 
26 października 1862 r. Równocześnie i z drugiej strony ciężkie 
strapienie spadło na młodą parę, gdy matka narzeczonej, Tekla 
Kulwieć-]urewiczowa, za działalność polityczną skazana została 
na roboty ciężkie i konfiskatę majątku; wierny mąż, ]urewicz
 
towarzyszył jej na zesłanie; lecz po drodze, w t. zw. więzieniu 
przesyłkowem w Kazaniu, rozchorowawszy się na tyfus, zmarli 
oboje, pochowani na cmentarzu kazańskim, w 1864 roku. Tym- 
czasem Korzonowie wprost z ślubu udali się również na drogę 
.wygnania, w asyście dość wyrozumiałego zresztą żandarma
 
który względem powierzonych swej pieczy nowożeńców z pew- 
nym liberalizmem stosował daną sobie lapidarną instrukcję: 
"z oka nie spuszczać, lecz na pięty nie następować" (po piatam 
nie chodit', no s glaz nie spuskat'). Po krótkiem zatrzymaniu 
się w Ufie, stanąwszy na pobyt stały w Orenburgu, w ciężkiem 
położeniu znalazł się tutaj Korzon z młodą żoną, delikatnego 
zdrowia, wstrząśniętą do głębi śmiercią matki, której z ostatnią 
nie mogła przyjść posługą, nękany nadto dotkliwą biedą ma- 
terjalną, wyprawiony z domu bez żadnego zasiłku, a mając sobie 
wyznaczoną jedynie sakramentalną kompetencję rządową, ze- 
słańcom żonatym stanu szlacheckiego na utrzymanie przyna- 
leżną, w kwocie 20 kop. srebrem na dobę. 
Zamieszkał w suterynie, ratował się, za skromniejsze oczy- 
wiście wynagrodzenie, dawaniem lekcyj młodym Orenburczykom
>>>
318 


SZYMON ASKENAZY 


oraz malowaniem portretów dostojników miejscowych, pragną- 
cych uwieńczyć swe rysy najtańszym również kosztem; docho- 
wało się stąd parę widoków i typów orenburskich, będących 
cenną tych czasów pamiątką. Niebawem jednak i ten skromny 
zasiłek zarobkowy przecięty został, gdy, na skutek kilku wyda- 
rzonych w okolicy wypadków podpalenia, ówczesny generał- 
gubernator orenburski, Bezak, zwaliwszy, rzecz prosta, odpo- 
wiedzialność na Bogu ducha winnych zesłańców polskich, wszel- 
kiego z nimi obcowania zakazał jak naj surowiej wszystkim pod- 
władnym sobie urzędnikom, co poniekąd równało się wyrokowi 
nędzy dla ekskomunikowanych Polaków. Znosił przykre te 
przeprawy z pogodą niezmąconą, ze spokojnym humorem litew- 
skim Korzon, utrzymując na duchu zagnanych wtedy do Oren- 
burga spółuczestników niedoli, wśród których sporo zacnych 
znalazło się ludzi z różnych stron Polski, jak Kostrowicki Adam 
z Litwy, Szumowski Aleksander z Wołynia, Brzozowski Jan 
z Ukrainy i inni. 
Tutaj, w Orenburgu, urodziła się Korzonowi w roku 18 6 3 
córka naj starsza, zaślubiona w następstwie niezapomnianemu 
Prószyńskiemu-Promykowi; tutaj też miał smutek utracenia 
urodzonego w roku następnym synka, którego w czasie choroby 
matki, przy braku środków, ratować nie było sposobu. Na- 
reszcie, latem 186] roku, z upłynieniem terminu zesłania, mógł 
opuścić Orenburg, wyjechał z rodziną tarantasem do Samary, 
dalej statkiem popłynąwszy do Kazania, stawić się musiał w Pe- 
tersburgu, skąd dopiero powrócić mógł do kraju, do krewnych 
żony w Suwalskie; wnet jednak usunięty stamtąd, jeszcze na 
przeciąg dwuletni został internowany w Piotrkowie, gdzie pod 
trwającym nadal dozorem, śród okoliczności krępujących, wciąż 
jeszcze trudny był sposób życia. Nareszcie, we wrześniu 186 9 r. 
ostatecznie zwolniony, przeniósł się do Warszawy, gdzie znaleźć 
miał w końcu możność pójścia za przyrodzonem powołaniem 
swoJem. 
Powołaniem tern była historja. Prawnik wykwalifikowany, 
przecie nie ku praktycznemu wyzyskaniu tego zawodu, lecz ku 
szerokim widnokręgom czystych, a zarówno dla wiedzy, jak 
i dla narodu doniosłych, badań dziejowych pociągany był przez 
głębsze przysposobienie całej umysłowości swojej. Pierwszego
>>>
" 



 


Z IOlo'''jlii 


, 


'-" 


. 


. 


.. . 


--. 


-, 
. "' 


" 


T ade11sz Korzon 


...
>>>
TADEUSZ KORZON 


319 


zewnętrznego w tym kierunku impulsu dostarczyły skromne 
zajęcia pedagogiczne, rozpoczęte z konieczności w Orenburgu 
i Piotrkowie, a kontynuowane następnie w coraz szerszym i po- 
żyteczniejszym sposobie i z coraz większem pogłębieniem w War- 
szawie. Jako nauczyciel historji w zakładach naukowych war- 
szawskich, bądź żeńskich, bądź w Szkole handlowej Kronen- 
berga, bądź w wybitnych domach prywatnych, stał się wrycWe 
Korzon pierwszorzędnym, jedynym na swój sposób krzewicielem 
rzetelnej, gruntownej, przetrawionej i przemyślanej wiedzy hi- 
storycznej w szerokich warstwach społeczeństwa, pozbawionych 
w tym właśnie czasie wsze1kich wyższych tej wiedzy świateł, 
zwłaszcza w zakresie dziejów ojczystych. Był to nauczyciel 
szczególniejszy, zgoła wyjątkowy, który, spotykając w warun- 
kach otaczających największe do prawidłowej działalności nau- 
kowej przeszkody, nie mając do rozporządzenia ani katedry, 
ani uniwersytetu, ani tych instytucyj i środków pomocniczych, 
z jakich gdzieindziej każdy badacz historyczny swobodnie ko-- 
rzysta, ograniczony do udzielania wiadomości w obrębie naucza- 
nia średniego, a i w tym ciasnym obrębie krępowany niepomału, 
na dotkliwe narażony przeciwności, jednakowoż sam równo- 
cześnie umiał schodzić nieustannie do bezpośrednich drobnost- 
kowych studjów źródłowych i wznosić się do samoistnych wiel- 
kich koncepcyj w badaniu dziejopisarskiem. Wkrótce też, nie- 
zawiśle od natężonej działalności wychowawczej, rozwinął obfitą 
a szacowną produkcję piśmienniczą. 
W najbliższym już czasie po osiedleniu się w Warszawie, 
w rozprawie o "Historykach pozytywistach'( (1870 r.) dał Korzon 
pogląd rzeczowy na panującą wtedy \vszechwładnie w umysło- 
wości warszawskiej historjografję Buckla-Drapera, interesującą 
w założeniu, lecz w zastosowaniu swem przedwczesną, pseudo- 
historyczną; w rzeczy o "Ludziach przedhistorycznych" ( 18 7 1 r.) 
rzucił głębsze myśli metodycznego opracowania swojskiego tej 
trudnej gałęzi badawczej; w studjach o "Mezopotamji i Iranie", 
o "Ranku filozofji greckiej" (1872-3) rachował się z najnowszemi 
wtedy wynikami poszukiwań zachodnich. Zarazem w "Kursie 
historji wieków średnich" (1872 r.) dał pracę pedagogiczną, 
podówczas wręcz niezbędną, stanowiącą pierwszy etap tych 
solidnych, a coraz bardziej \v następstwie udoskonalonych 
22 


Szkice i portrety
>>>
320 


SZYMON ASKENAZY 


podręczników, jakie odtąd z jego ręki otrzymywać miało naucza- 
nie średnie krajowe, nieu
tępujących zgoła odpowiednim tego 
rodzaju pracom niemieckim i francuskim, a nawet przewyż- 
szających je poniekąd dzięki szczęśliwemu skojarzeniu bogactwa 
treści i ścisłości naukowej z pożądaną przejrzystością i celową 
systematycznością pedagogiczną wykładni. 
Do tej samej kategorji należała "Historja starożytna spo- 
sobem elementarnym wyłożona" (1876 r.), której głębsze przez 
autora przygotowanie i przemyślenie wykazywał jednocześnie 
piękny odczyt publiczny, pierwszy, który z trybuny publicznej 
dał poznać Korzona szerszym kołom publiczności warszawskiej, 
"O życiu umysłowem Grecji" (1876 r.). W innym zkolei od- 
czycie publicznym, o stanowisku "Historyka wobec swego 
narodu i wobec ludzkości" (1878 r.), złożył najogólniejsze swoje 
wyznanie wiary historycznej. Już wtedy, w całym sposobie eru- 
dycyjnego jego dojrzewania drogą nieustannego wszechstronnego 
samouctwa historycznego wysokiej miary i napięcia, uwydatniała 
się w nim poważna dążność do traktowania dziejów ojczystych 
samoistnie wprawdzie i gruntownie, lecz na tle szerokiego rozej- 
rzenia się w dziejach powszechnych, tern samem zaś zdrowa dążność 
do porównawczej oceny przeszłości narodowej, zgłębianej z objek- 
tywizmem zupełnym, czysto źródłowym, z prawdomównością 
bezwzględną, w razie potrzeby bodaj nieubłaganą, lecz wciąż 
na zasadzie ścisłego zestawienia myślowego z równoległemi 
gdzieindziej zjawiskami. Wyłonić się stąd musiała, w treści 
i konkluzjach badania, koncepcja historyczna, bardziej zrówno- 
ważona i przedmiotowa, a zarazem prawdziwsza i sprawiedliwsza 
od metody historycznej, ograniczającej się do samobiczującej 
autokrytyki polityczno-dziejopisarskiej w zamkniętem jeno kole 
klęsk i przewinień własnego narodu. 
Taką koncepcję niebawem miał wcielić Korzon w dziele 
p omnik owem , stanowiącem epokę w jego działalności naukowej 
a wraz i w historj ografji nowożytnej polskiej, w znakomitych 
swoich "Wewnętrznych dziejach Polski za Stanisława Augusta, 
17 6 4- 1 794 r., badaniach historycznych ze stanowiska ekono- 
micznego i administracyjnego", wydanych staraniem Akademji 
Umiejętności Krakowskiej (1882-1886 r., wydanie drugie 
18 97- 18 99 r.). Pierwszą pobudkę do podjęcia i wykonania
>>>
TADEUSZ KORZON 


321 


wielkiej tej pracy dała okoliczność stosunkowo drobna, lecz 
sposobem nader charakterystycznym uwydatniająca. cechę gó- 
rującą umysłowości Korzona, jego wysoką w rzeczach nauki 
sumiennoŚĆ. 
Miał on mianowicie powierzony sobie w Szkole handlowej 
Kronenberga, przez światłego jej dyrektora Przystańskiego, 
wykład historji handlu w Polsce; gdy zaś w ważnym tym przed- 
miocie, oprócz powtarzanych ogólnikowo wiadomości niewy- 
starczających i niedokładnych, nie znajdował żadnych danych 
konkretnych i na wiarę zasługujących, postanowił dla swoich 
zrazu celów wykładowych sam zgromadzić i uporządkować 
odpowiedni materjał źródłowy. Przedsięwziął tedy pierwotnie 
zbadać w tym kierunku dziesięciolecie 1782-1792 r.; a sięgnąwszy 
wnet nie tylko do całej rozporządzalnej literatury przedmiotu, 
lecz zapuściwszy się zarazem w rozległe, wyczerpujące rzecz do 
dna badania archiwalne, od jednego rozmachu, kontynuowanego 
w wieloletnim trudzie, stworzył przełomowe swoje "Dzieje 
wewnętrzne", obejmujące całokształt internów Polski w ciągu 
panowania Stanisława Augusta, a otwierające także szerokie 
widnokręgi wstecz i naprzód na wszystką dobę schyłkową Rzeczy- 
pospolitej, a nawet na sprawy porozbiorowe. Niepodobna na 
tern miejscu w części bodaj wyłuszczyć ani ogromnej zawartości 
źródłowej tego dzieła, stanowiącego niewyczerpaną wprost 
kopalnię encyklopedyczną informacyj w zakresie życia gospo- 
darczo-społecznego dawnej Polski, i to informacyj nawskroś 
pozytywnych, ofiarowanych w ostatecznej postaci rzeczowej 
i cyfrowej, przeprowadzonych skrupulatnie przez laboratorjum 
ścisłej analizy krytycznej, ani tych wszystkich postępów uświa- 
domienia historycznego, jakie w całym szeregu kapitalnych 
zagadnień społeczno-dziej owych spłynęły stąd na naukę histo- 
ryczną i na ogół oświecony polc:;ki. Dowiedzieliśmy się tu po raz 
pierwszy dokładnie od Korzona rzeczy tak elementarnych a tak 
niezbędnych, jak tego, ilu nas właściwie było ogółem w chwili 
upadku Rzeczypospolitej, jaki w zasadniczych szczegółach 
układ społeczeństwa pod względem stanowym, wyznaniowym, 
narodowościowym, jaka w głównych gałęziach służby publicznej 
budowa i funkcjonowanie istotne organów państwowych, jakie 
położenie gospodarcze, służbowe, militarne Rzeczypospolitej na 
22*
>>>
ł 


322 


SZYMON ASKENAZY 



 


schyłku jej bytowania, jaka w rzeczywistości, w złem i dobrem, 
zostawiona nam przez nią prawdziwa puścizna przedmiotowa 
i duchowa. Dowiedzieliśmy się poraz pierwszy dokładnie, jakie 
były koleje, jakie zasługi i braki wielkiej roboty odnowicielskiej, 
podjętej w drugiej połowie doby Stanisława Augusta, zwłaszcza 
przez Sejm Czteroletni. Dowiedzieliśmy się wreszcie po raz 
pierwszy dokładnie, na jakie wysiłki i ofiary zdobył się naród 
w największym porywie ratunkowym, czasu insurekcji Ko- 
ściuszki. Wynik ostateczny tych poszukiwań, tych zupełnych 
wprost pod wieloma względami odkryć, przychodzących w samą 
porę dla uzupełnienia, a po części dla zrównoważenia i sprosto- 
wania odpowiednich, równie znakomitych, lecz nierównie mniej 
bezstronnych badań dziejowych księdza Kalinki, górujących 
przeważnie w wynikach nazbyt ujemnych, w nazbyt pochopnem 
kajaniu się za grzechy własne, w stwierdzeniu nazbyt wyłącznej 
korrelacji przyczynowej pomiędzy temi grzechami a spadłem 
na naród pokaraniem dziejowem, polegał na przywróceniu 
narodowi samowiedzy jego moralno-dziejowego w przeszłości 
równouprawnienia śród rodziny szczęśliwszych, lecz nie cnotliw- 
szych bynajmniej od siebie ludów europejskich, a tern samem 
na podniesieniu jego moralno-politycznej na przyszłość otuchy. 
"Dokonało się - głosiło wymowne "Zamknięcie" obszernej 
ankiety "Dziejów wewnętrznych" - zadziwiające przeobrażenie, 
przebudowanie, pewnie przetworzenie Polski. Jest to twier- 
dzenie stanowczo dla nauki zdobyte, bo udowodnione rachun- 
kiem, szeregami liczb, wydobytych ze wszystkich sfer działalności 
materjalnej, tudzież zupełną bezwyjątkową zgodnością różno- 
rodnych objawów działalności intelektualnej. Z dawnej odwiecz- 
nej budowy narodowej pozostały jednak nietkniętemi jej ka- 
mienie węgielne: poszanowanie osoby, własności, wolności oby- 
watelskiej, obyczaje samorządu i miano Rzeczypospolitej. Z po- 
środka mocarstw urosłych na sztuce dręczenia ukazała się znowu 
postać znana niegdyś ludom z unji Jagiellońskiej, zarysowana 
trafnie przez najwydatniejszego przedstawiciela niniejszej epoki, 
Kościuszkę, w słowach: "Nie może być żaden naród skłonniejszym 
do uczynienia dobrze każdemu, jak naród polski, kiedy tylko 
sam swoją wolę uczynić może".... Społeczeństwo (polskie) 
wyszło z analizy oczyszczonem z wielu zarzutów, jakiemi je
>>>
TADEUSZ KORZON 


323 


dotychczas obarczano... Stwierdza się też niezwykłem w dziejach 
zjawiskiem, że... wśród udręczeń ciała i ducha... jakich nie zna 
historja powszechna od epoki Faraonów egipskich, zdobywców 
asyryjskich i naj straszniej szych cezarów rzymskich, Polacy 
w XIX wieku ukazywali się czynnymi na wszystkich polach 
wśród narodów żywych, wołali i wołają: " Jesteśmy". Ten 
mocny akord s u r s u m c o r d a, brzmiący nie dźwiękiem 
pustego frazesu lecz siłą przekonywającą udowodnionej prawdy, 
ujmuje treść i wartość niepożytą najcelniejszego, naj dojrzalszego 
dzieła naukowego Korzona. 
Ukończenie tej rozległej pracy, pochłaniającej niemal wy- 
łącznie czas i siły j ego w ciągu szeregu lat, pozwoliło mu znowu 
rzucić w większej obfitości liczne rozprawy i studja pomniejsze, 
treści najrozmaitszej, a bez wyjątku przynoszące bądź cenne 
wskazania metodyczne, bądź szacowne przyczynki źródłowe. 
Na wyróżnienie zasługuje referat o "Błędach historjografji 
naszej w budowaniu dziej6\v Polski", złożony na zjeździe histo- 
rykó\v polskich we Lwowie (1890 r.), gdzie antyteza Korzona 
w niektórych punktach zasadniczych do założeń t. zw. szkoły 
krakowskiej stała się punktem wyjścia ożywionej a nauczającej 
z wielu względów dyskusj i. Równocześnie stałe spółpracownictwo 
Korzona w Ateneum, Bibljotece Warszawskiej, a zwłaszcza 
K\vartalniku Historycznym lwowskim ozdobiło te wydawnictwa 
uczone szeregiem jego rozpraw umiejętnych zarazem a żywem, 
poczytnem zawsze kreślonych piórem, a śród których godzi się 
podnieść zwłaszcza parokrotne energiczne odprawy, udzielone 
we właściwym mu, spokojnym a wytrawnym duchu, rusińsko- 
rosyjsk im apologetom chmielnicczyzny i koliszczyzny . Już jednak 
w tym samym czasie zdążył się zaprząc do nowej większej 
roboty i w tak szybkiem stosunkowo wykończyć ją tempie, iż 
jasnem było, że nietylko była owocem zwykłej mu energji ba- 
dawczej, ale także wyjątkowego umiłowania przedmiotu bada- 
nia. Ta praca, "Kościuszko, biograf ja z dokumentów wysnuta" 
( 18 94, II wyd. 1906 r.), to był wtóry dar drogocenny, jaki nauka 
i społeczeństwo odebrało z rąk Korzona, a cokolwiek dalsze po- 
szukiwania mogły przynieść jeszcze nowego do oświetlenia po- 
staci Naczelnika, to oprzeć się już będą mogły na mocnych 
fundamentach życiorysowych, tutaj z całem staraniem i pie-
>>>
t 


324 


SZYMON ASKENAZY 


tyzmem głębokim wzniesionych. W innym, mniejszym nierów- 
nie zakresie, tern samem zacnego pietyzmu dyktowany uczuciem, 
nakreślony został przez Korzona zwięzły "Pogląd na działalność 
naukową Joachima Lelewela" (1897 r.), gdzie między innemi 
z naciskiem podniesioną została dążność lelewelowska do równo- 
ległego objęcia dziejów krajowych a powszechnych i powtórzone 
słowa znamienne wielkiego dziejopisa: "Kto wzgardzi ogólną 
rodu ludzkiego działalnością, (ten) dzieje własnego narodu nie- 
wiernie odda, a przodków swoich raz próżnem uwielbieniem 
obarczy, inny raz mimowolnie ich skrzywdzi". Wierny też tej 
zasadzie, choćby w skromnej dziedzinie edukacyjnej średniej, 
prowadził Korzon nadal wydanie wzorowych podręczników 
swoich, zamkniętych w serj i kompletnej przerobionej "Historj i 
wieków średnich" (1884, 1893 r.), "Historji nowożytnej", część 
pierwsza do 1648 r. (1889, 1901 r.) i druga do 177 8 r. (19 0 3), 
oraz "Historji nowoczesnej" od 1788 do 1805 L, uzupełnionej 
latopisem XIX stulecia. (1906 r.). W tym samym zaś czasie, 
w dziedzinie ściślejszych swych badań czysto naukowych nad 
przeszłością narodową, cofnąwszy się wstecz o stulecie, z przer- 
wanego przez siebie XVIII wieku sięgnąwszy do tak mało opra- 
cowanego XVII, wystąpił z wielką trzytomową pracą biogra- 
ficzną źródłową o "Doli i niedoli Jana Sobieskiego" (1898 r.), 
gdzie postać wspaniałą późniejszego zwycięzcy z pod Wiednia 
we wstępnej, przedkoronacyjnej dobie życia, z serdeczną od- 
malował sympatją i skrupulatnością drobiazgową. 
Regestrując najpobieżniejszym, możliwym na tern miejscu 
sposobem celniejsze tylko przejawy tej niepospolitej zarówno 
pod względem ilościowym i jakościowym, produktywności nau- 
kowej, niepodobna spuszczać z uwagi, że rozwijała się ona w prze- 
ważnej mierze śród okoliczności niekoniecznie pomyślnych, albo 
raczej wręcz obciążających i hamujących, a wynikających z sa- 
mego opłakanego położenia kraju, pozbawionego zgoła możności 
wyniesienia najwybitniejszych swoich sił naukowych na przy- 
należne im stanowiska kierownicze w edukacji narodowej. Samą 
nawet umiłowaną działalność pedagogiczną w skromnym za- 
kresie nauczania średniego wypadło przerwać, gdy znalazł się 
inspektor szkolny J Kryłow J który z autorytetem bezapelacyj- 
nego rzeczoznawcy uznał za właściwe orzec, iż Korzon "licho
>>>
TADEUSZ KORZON 


325 


(płocho) wykłada swój przedmiotU, t. j. historję. Wypadło 
czas jakiś chwycić się nadarzonego zajęcia zarobkowego w biurze 
zarządu b. kolei Nadwiślańskiej. Wreszcie, w 18 97 r. trafnym 
i obywatelskim wyborem, powołany został Korzon na opróżnione 
po zgonie Józefa Przyborowskiego stanowisko dyrektora bibljo- 
teki ordynacji Zamojskich, gdzie w poważnem otoczeniu ksiąg, 
dokumentów i pamiątek dziejowych znalazł przynajmniej pod 
starość stosowną dla siebie atmosferę, godną indywidualności 
swojej oprawę. I tutaj zresztą z sumiennością sobie wrodzoną 
zabrał się natychmiast do pracy obowiązkowej i systematycz- 
nej, uporządkował stosownie zbiory, zinwentaryzował rozumowo 
znaczną część rękopisów, do całej instytucji, jednej z najpierw- 
szych w Polsce, wprowadził ład wzorowy, z równym dla niej 
samej, jak i dla korzystających z niej badaczów pożytkiem. 
W poważnych murach bibljoteki ordynackiej w powadze, 
spokoju, a nieustannej wciąż pracy toczyło się odtąd życie Ko- 
rzona. Ale to życie prywatnego człowieka oddawna się stało 
cenną cząstką, szacownym spółczynnikiem życia duchowego 
Warszawy i nauki polskiej. Oddawna w gościnnym domu Ko- 
rzonów co tygodnia, naprzód w czwartki, potem w środy, zbie- 
rali się starzy i młodzi, pragnący w ciemnej i zimnej dobie losów 
kraj owych ogrzać się i oświecić u tego ogniska wiedzy i serdecz- 
ności staropolskiej. Przychodzili tu sędziwi weterani sprawy 
narodowej, jak Krajewski Aleksander; gęsto zwłaszcza zbierała 
się u znakomitego bliższego spółrodaka swego przybywająca 
do stolicy koronnej Litwa; często ukazywali się uczeni goście 
galicyjscy, sprzęgnięci naj ściślej z autorem dzieł niepospolitych, 
pod egidą akademicką krakowską \vydanych, z członkiem wy- 
bitnym wydziału historyczno-filozoficznego Akademj i Umiejęt- 
ności (korespondentem od 1888, zwyczajnym od 1903 r.); a zawsze 
szczególnie ciepłego pewni być mogli przyjęcia pracownicy naj- 
młodsi, początkujący, stawiający pierwsze dopiero kroki na 
polu służby naukowej, zwłaszcza historycznej. I niechaj wolno 
będzie wzmiankować, że do tych nowicjuszów należał swego 
czasu również i piszący te słowa, iż również spotkał się tutaj 
z wczesną, a ożywczą zachętą, której pamięci wdzięcznem sercem 
piastować nie przestanie. A dodać zaraz się godzi, że na szla- 
chetny i pociągający nastrój duchowych tych zebrań, obok po- 
.....
>>>
ł 


326 


SZYMON ASKENAZY 


wagi gopodarza, w harmonijnym zestroju składała się serdeczna 
i rozumna dobroć zacnej małżonki, dzielnej jego towarzyszki, 
doradczyni, spółpracowniczki życiowej. Raz jeszcze sądzonem 
jej było usłyszeć niby późne echo dawnych, z przed czterdzie. 
stolecia, przepraw i wzruszeń kowieńskich i orenburskich, kiedy 
w 1901 r. - przy dość niezwyczajnej podobno okazji, w związku 
bezpośrednim z odmową, wyraźną odmową, udzieloną przez 
młodzież akademicką polską warszawską na ofertę studenterji 
petersburskiej podczas tamecznych zaburzeń uniwersyteckich, 
względem uskutecznienia solidarnego bezrobocia uniwersytec- 
kiego (zabastowki) - spadła na Korzona nagła rewizja, zaczem 
w roku następnym poszło skazanie na areszt domowy. Podko- 
pane już zdrowie Jadwigi Korzonowej niedługo już wytrwać 
miało; zmarła w Warszawie 8 maja 1905 r., osierocając sędzi- 
wego małżonka i liczną już gromadkę rodzinną, a zostawiając 
żal serdeczny i trwałą cnót swoich pamięć w szerokiem kole 
bliższych i dalszych przyjaciół. 
Cios to był dla Korzona w życiu największy, ból niewy- 
mowny, niezgojony odtąd, niezłagod.zony nawet przez panaceum 
mijającego czasu. A w tej samej zarazem dobie do bólu osobistego 
przyłączyło się ciężkie strapienie publiczne, gdy równocześnie 
przeżywać wypadło otwierający się okres nietylko dotkliwych 
nad wyraz, bądźcobądź przecie wypróbowanych już dawniej, 
dobrze z przeszłości znajomych dopustów z zewnątrz na kraj 
spadających, ale także nowych zgoła zjawisk klęskowych, roz- 
dzierających samo wnętrze społeczności, ujawniających nieby- 
wały, niesłychany rozgardjasz, rozstrzelenie, rozprzężenie naj- 
istotniejszych, niewzruszonych dotychczas założeń samozacho- 
wawczych narodu. Głęboko odczuł, odcierpiał wstrząsające te 
przeprawy Korzon, a wypocznienie po nich, lekarstwo duchowe 
znalazł znowuż w tern intensywniejszym nawrocie do pracy 
naukowej, do zatopienia się w dziejach dawnej chwały i ofiary 
narodowej. Ze spółczesnego targowiska krzyżujących się haseł 
i sporów fakcyjnych, z krzykliwego rozgwaru miedzi brzęczącej 
słów pustych, ratował się do tej w szczególności dziedziny histo- 
rycznej, gdzie rozlegały się zdaleka surowe echa czystej stali 
czynów, do historji militarnej polskiej. Tak powstało najnowsze 
obszerne dzieło Korzona, trzytomowe "Dzieje wojen i wojsko-
>>>
TADEUSZ KORZON 


327 


wości w Polsce", zdumiewający zaiste dowód niepożytej skrzęt- 
ności badawczej i żywotności pisarskiej siedemdziesięcioletniego 
zgórą starca. 
Cztery wielkie dzieła zasadnicze, o Dziejach wewnętrznych 
za Stanisława Augusta, o Kościuszce, o Sobieskim, o Wojsko-- 
wości polskiej, doskonały kompleks podręcznikowy, mnogość 
nieprzebrana pism pomniejszych - oto co pięćdziesięcioletnia r 
niestrudzona, zawsze jednakowo przeczystem, a młodem źródłem 
bijąca praca przyniosła już dotychczas nauce i wszystkiemu 
ogółowi polskiemu, jednoczącemu się w niniejszą rocznicę jubileu- 
szową w hołdzie powinnym respektu i wdzięczności dla sędziwego 
historyka narodowego. 
Piękne życie, piękny plon l). 


1) Askenazego z Korzonem łączył stosunek serdecznej przyjaźni 
i poważania, o czem świadczy m. i. pozostała korespondencja. Korzon 
uważał Askenazego za swego kontynuatora. Ofiarowując dzieło swoje 
.. Wewnętt'zne dzieje Polski". zamieścił w niem dedykację: ..Szymonowi 
Askenazemu kontynuatorowi swemu T. Korzon" . I6/XII 1896. W związ- 
ku z rokiem jubileuszowym Korzona pozostaje list jego do Askenazego 
z 4 sierpnia 1912 roku. Przytaczamy z niego następujący fragment: 
.....Korzystając z dobrych warunków bytu i swobody napisałem 
" Mój Pamiętnik Pt'zedhistot''Jczn'J'' z takiem wyjaśnieniem: ..Tytuł 
niniejszy może nasunąć przypuszczenie, że będę mówił o prahistorji.. 
o tych okresach. kiedy po ziemi chodziły mamuty. Chociaż młodzi 
postępowcy porównywują żartobliwie staruszków z temi kopalnemi 
zwierzętami. winienem zwrócić ich uwagę. że w owej epoce nie żyłem 
jeszcze. więc i do pamiętnika nicbym wpisać nie mógł. Historycy zawo- 
dowi wyznaczyli tylko 50 lat na całą działalność moją i obdarzyli mię 
zaszczytami jubileuszowemi w roku bieżącym I9 I2 - m . Otóż ja dla 
sprostowania kilku pomyłek. jakie się do ich naj pochlebniej szych dla 
mnie artykułów wkradły i dla oświetlenia kilku niejasnych sytuacyj 
podam teraz informacje z czasów poprzedzających moje występy pod 
firmą historyka, kiedy nie byłem znany publiczności z druków historycz- 
nych. Będzie to niebardzo pospolity referat o warunkach, w jakich 
Polak wyrabiał się na historyka w XIX wieku. Napisane teraz rozdziały 
obejmują wspomnienia kowieńskie. proces polityczny i wygnanie tak 
orenburskie. jak piotrkowskie. ...Możnaby to dać do miesięcznika lub 
tygodnika - ale jakiego? VVarszawskich nie śmiałbym narazić na 
proces prasowy przypuszczalnie za wzniecanie pogardy czy nienawiści 
do rządu. Trzebaby chyba wpraszać się do galicyjskich. Mam też na 
myśli wydanie w oddzielnej broszurze albo tomiku łącznie z drukowanemi 
"
>>>
ł 


ł 


B28 


SZYMON ASKENAZY 


dawniej rozdziałami o czasach szkolnych i uniwersyteckich. Ofiarowałbym 
chętnie nakład z własnego trzosa, ale księgarze zwykle zaprzepaszczają 
to wszystko. co nie jest ich wydawnictwem". 
W liście z d. I stycznia 1918 roku Korzon pisze o sobie m. L: 
.....przeczytał z zadowoleniem rzecz o Kościuszce... chciałby pokazać 
swój projekt napisu w Szlisselburgu dla Łukasińskiego". (Przyp. wyd.).
>>>
FRYDERYK MASSON 


I 


Historjografja Napoleona I rozrasta się do rozmiarów coraz 
ogromniejszych. W najnowszem zestawieniu, zresztą rozpoczę- 
tej dopiero, niedostatecznej z wielu względów i zgoła nie wy- 
czerpującej przedmiotu, niemieckiej "Bibljografji napoleoń- 
skiej" F. M. Kircheiąena, podana została, wliczając zarówno 
opracowania i źródła, na przeszło 70000 numerów. W olbrzy- 
miem tern piśmiennictwie napoleońskiem możnaby, pod pewnym 
kątem widzenia, w kolei chronologicznej rozróżnić zgrubsza 
kilka wielkich załomów, jakgdyby etapów rozwojowych. 
Pierwszy wyobrażała sama doba napoleońska, mieszcząc 
w sobie najwcześniejszą i najdalej posuniętą dwoistą skrajność 
historjograficzną: bałwochwalst\"lo bezwzględne obok bezgra- 
nicznej kalumnji. Tamto wszędzie, gdzie i póki władał Napoleon; 
tę wszędzie, dokąd on nie dotarł albo skąd został wyparty. Ży- 
ciorysy apologetyczne zaraz po pierws
ych zwycięstwach włoskich 
młodego generała ukazywać się poczynają we Francji, Włoszech, 
Niemczech; mnożą się znakomicie za Konsulatu; stają się obo- 
wiązkowe za Cesarstwa. Wcześnie też, wyprzedzając samą 


Przedmowa do wyboru szkiców tego autora p. t. Przed stu laty. 
przekład Emi1ji Leszczyńskiej. Lwów-Warszawa 19 11 , i w..Tygodniku 
Ilustrowanym" 191 I. nr. 36. str. 7 0 4- 6 . 
Masson. ur. 1847. zm. 1923. członek Akademji 19 0 4. sekretarz 
Akademji 19 1 9- 2 3. czołowy wśród napoleonistów francuskich; ma- 
terjały po nim tworzą ..tond Masson" w Bibliotheque Thiers w Paryżu. 
....
>>>
ł 


" 


330 


SZYMON ASKENAZY 


osobę cesarza, trafiają one także na niewyzwoloną jeszcze przez 
niego ziemię polską. Tutaj zawczasu już, na długo jeszcze przed 
powstaniem Księstwa Warszawskiego, entuzjastyczni biografo- 
wie polscy, o ile to było możliwe pod cenzurą trójpodziałową, 
starają się wystawiać rodakom wielkość nowego bohatera Za- 
chodu, twórcy legjonów polskich; a czynią to \v osobliwszym 
nieraz sposobie, jak np. poczciwy ksiądz Grzegorz Kniaziewicz, 
proboszcz katedry wileńskiej, który w swoim życiorysie "Neopto- 
lema BonapartylI, wydanym w roku 1802, prezentuje go prze- 
dewszystkiem jako bardzo dobrego "szlachcica Korsykana" , 
przeniknionego "powinnym szacunkiem dla Jego Świątobli- 
wości PapieżalI . Równolegle zaś na gruncie koalicyjnym, w Anglji, 
Rosji, Austrji, Prusiech, a i w obrębie odpowiednich dzielnic 
rozbiorowych polskich, z natchnienia rządowego powstaje naj- 
gwałtowniejsza literatura antynapoleońska. Miarę jej nastroju 
daje chociażby odezwa św. Synodu rosyjskiego z grudnia 1 80 5 L, 
głoszona z urzędu po cerkwiach co niedziela i święto, a przed- 
stawiająca "Bonapartęll jako wcielonego Antychrysta, który 
oddaje cześć boską bałwanom i ladacznicom, zaprzysiągł Alkoran, 
zwołał Sanhedryn żydowski dla ponowienia wyroku na Chrystusa, 
wreszcie "o zgrozo niesłychana, przechodząca wszelkie zbrodnie, 
sam siebie ogłosił zbawicielem". W pewnym, dość oczywiście 
słabym stosunkowo stopniu, wpływy tego kierunku zohydza- 
jącego wystąpiły zwłaszcza w Galicji \v r. 1809 oraz na Litwie 
w r. 1812 - 13. 
W następnej dobie Restauracji i monarchji lipcowej a za- 
razem Królestwa Kongresowego i emigracj i polistopadowej, 
zrazu, rzecz prosta, wziął na całej linj i górę prąd nawskroś nega- 
tywny. Na upadłego cesarza rzuciła się zajadle chmara pisarzy 
i pismaków zwycięskiej koalicji, którym przyszło w te pędy 
z gorlhvą pomocą sporo renegatów, dawnych sług cesarskich, 
\v rodzaju byłego ambasadora w Warszawie, księdza Pradta, 
albo byłego sekretarza przybocznego przy generale Bonapartem, 
Bourrienna, używanego ongi przez Sułkowskiego i Dąbrowskiego 
w interesach legjipolskich. Ale niebawem w przeciwnym wręcz 
kierunku tern silniejsza ujawniła się reakcja w obronie osoby 
i czynów napoleońskich. Znalazła ona w sobie wyraz w roz- 
głośnych apologetycznych pismach ze św. Heleny, we \vspaniałem 


,
>>>
FRYDERYK MASSON 


331 


wydawnictwie byłych oficerów Wielkiej Armji o jej "Kampa- 
n jach i zdobyczach fi, w powodzi pamiętników woj ennych, w obszer- 
nem dziele historycznem zacnego Bignona, ongi posła w Warszawie 
i Wilnie, mianowanego niejako z urzędu historjografem obrończym 
Cesarstwa przez wolę ostatnią więźnia ze św. Heleny. W Kró- 
lestwie Kongresowem równocześnie sympatje napoleońskie, głę- 
boko zapadłe w serca dawnych żołnierzy byłego Księstwa, in- 
teligencji a nawet usamowolnionego ludu wiejskiego, nie mogły 
dla względów cenzuralnych z pełną występować swobodą. Potem 
zaś na emigracji, pod wpływem bądź to Adama Czartoryskiego, 
niegdyś długoletniego przeciwnika cesarskiego, bądź też rady- 
kalniej zabaf\vionych żywiołów republikańsko-demokratycznych, 
wytworzył się nastrój dla Napoleona raczej nieprzychylny, 
ze sporą, coprawda, liczbą wybitnych wyjątków, wśród któ- 
rych najwybitniejszym oczywiście pozostał Mickie\vicz. 
Przejście piśmienniczo-naukowe do fazy następnej w lite- 
raturze napoleońskiej stanowiło wielkie dzieło Thiersa o dzie- 
jach Konsulatu i Cesarstwa. Oparte na materjale źródłowym, 
jak na owe czasy, poważnym, a ponadto na niektórych pierw- 
szorzędnych a zamierających już relacjach ustnych, pisane 
żywo, przejrzyście, barwnie, spopularyzowało ono w szerokich 
warstwach we Francj i i zagranicą, pozbawionych już tradycj i 
żywej, całokształt oddalającej się szybko, wkraczającej w dzie- 
dziny legendowe, przeszłości napoleońskiej. Szwankowało zre- 
sztą to obszerne, na dużą skalę zakrojone dzieło pod niejednym 
względem zasadniczym; wyraźnie dawało się \v niem odczuwać 
bardzo n ieró\Vllomierne , częstokroć wprost powierzchowne 
zużytkowanie materjału źródłowego; wyraźnie też występowało 
zbytnie poddawanie się osobistej sugestji starego Talleyranda, 
który młodemu Thiersowi z rozmyślną uczynnością słownych 
udzielał pojaśnień, aby zawczasu oszukać przyszłość, jak był 
oszukiwał przeszłość; a nie brakło także, między innemi, pewnych 
niesprawiedliwości i błędó\v, wynikających z pewnych nieprzy- 
chylnych uprzedzeń autorskich względem Polski. W nieskończe- 
nie wyższym jeszcze stopniu, wprost już przełomowe znaczenie 
dla dalszej historjografji napoleońskiej posiadało podjęte na- 
stępnie za drugiego Cesarstwa, na mocy dekretu Napoleona III 
z 18 54 r., pomnikowe wydawnict\vo Korespondencji Napoleona I, 


, 


.
>>>
t 
i 


332 


SZYMON ASKENAZY 


którego tom wstępny ukazał się w r. 1858, a ostatni w samym 
przededniu nowej druzgoczącej katastrofy napoleońskiej, wojny 
prusko-francuskiej w r. 1870. Pomimo wad nadzwyczaj dotkli- 
wych, cechujących to wydawnictwo, trzymane w duchu czysto 
urzędowym, poddawane przez cesarską komisję wydawniczą 
systematycznej, bezwzględnej, często niedorzecznej "epuracj i", 
której rozmiary dziś dopiero, \vobec mnóstwa już ogłoszonych 
i wciąż jeszcze pojawiających się publikacyj uzupełniających, 
mieszczących tysiące ineditów napoleońskich, dają się nale- 
życie ocenić, bądźcobądź trzydzieści tomów "Korespondencji" 
stało się i pozostaje po dziś dzień punktem wyjścia wszelkich 
dalszych prac o Napoleonie I. Zresztą \v tym samym cząsie 
również i prąd ujemny w stosunku do osoby i polityki napole- 
ońskiej zachował swoje prawa, między innemi w rozgłośnej 
historji-pamflecie Lanfreya naj dobitniejszy znajduje sobie wyraz. 
W naj nowszym, sięgającym do dziś dnia okresie, za współ- 
czesnej trzeciej Rzeczypospolitej, z początku znowuż zapanował, 
zapanować musiał, taki mianowicie ujemny, potępiający kieru- 
nek w historjografji napoleońskiej we Francji. Za Napoleona 
. 
Małego, który o nową straszliwą porażkę przyprawił naród 
francuski, i to nie tylko za zewnętrzne-ale i wewnętrzne objawy 
tej porażki, nie tylko za Sedan ale i za Komunę, pociągnięty 
został do odpowiedzialności Napoleon Wielki. W takim miano- 
wicie kierunku poszło znakomite dzieło Taine'a o Źródłach 
Francji współczesnej, poczęte nie tyle w myśli czysto histo- 
rycznej, ile z pobudek troski obywatelskiej, mające na celu nie 
tyle objektywne zbadanie przeszłości, ile logiczne wyprowadze- 
nie z niej klęsk teraźniejszości, a tern samem wyprowadzenie 
nauk politycznych dla przyszłości. Z takiego, zrozumiałego 
skądinąd, dyktowanego przez szlachetną gorliwość patrjotyczną, 
lecz nawskroś niehistorycznego wyszedłszy założenia, T aine 
w swoich konkluzjach, jak było zgóry do przewidzenia, dopro- 
wadzony został do wydania jak najsurowszego wyroku na Na- 
poleona I i całą jego działalność, lecz koniec końcem, pomimo 
włożonego w swoje badania historyczne, albo raczej w swoją 
rozległą historyczno-polityczną ankietę, znacznego wysiłku nauko- 
wego, zupełnie przecie chybił pod względem ściśle naukowym, 


.
>>>
FRYDERYK MASSON 


333 


nie uchwycił zgoła ani istotnej indywidualności duchowej ce- 
sarza, ani jego istotnej roli dziejowej. 
Wnet jednak przeciw koncepcji potępiającej Taine'a, bez- 
względnej, wyjaskrawionej, a trzymającej się głównie jego po- 
tężnym talentem pisarskim, nastąpił raz jeszcze zwrot stanowczy 
i, jak się zdaje, ostateczny. Ostateczny podobno tym razem, - 
albowiem płynie on obecnie z całej pełni rozwartych naoścież 
i wyczerpanych do dna źródeł archiwalnych, a płynie przytem 
naraz ze stron naj rozmaitszych, najprzeciwniej szych , z takich 
zwłaszcza, których zgodność w tym samym jednolitym zwrocie 
dodatnim posiada szczególniejszą, przekonywającą a fortiori, 
decydującą wprost doniosłość. W rzeczy samej, naj nowszy 
 
a naogół na całej linji rehabilitujący Napoleona I, zwrot histo- 
rj ograficzny wyszedł z tej mianowicie strony, skąd dotychczas 
stale inicjowany i zasilany bywał kierunek oskarżycielski - 
ze strony koalicyjnej. Wyszedł od przedstuletnich śmiertelnych 
wrogów cesarza, od Anglików, Prusaków, Rosjan. 
Nowożytni uczeni i politycy angielscy tej miary, jak Brow- 
ning albo lord Rosebery nie zawahali się wziąć z zapałem w obro- 
nę Napoleona i otwarcie. odsłonić ciężkich win, wobec niego 
ongi przez Anglję popełnionych. W Prusiech nowożytnych, 
które pod względem militarnym, w osobie Moltkego i jego współ- 
pracowników; tak skutecznie skorzystały z wielkich wzorów 
strategj i napoleońskiej, a i pod niejednym względem politycznym, 
po zdobyciu górującej w Europie roli mocarstwowej, stanęły po- 
niekąd w analogicznych do pierwszego Cesarstwa warunkach, 
genjusz wojskowy i polityczny Napoleona znalazł sprawiedli- 
wych sędziów, a nawet wprost gorących admiratorów nauko- 
wych, w osobie badaczów takich, jak Delbriick, Goltz, Bleibtreu, 
Roloff, Lenz, Lehmann i wielu innych. W Rosji wsp6łczesnej, 
gdzie, coprawda, nasamprzód w znacznej mierze naskutek 
pobudek raczej aktualnych, zrodzonych z nowego aljansu franko- 
rosyjskiego, zwrócono oczy ku tylżyckiemu precedensowi tego 
sojuszu, wytworzyła się ostatniemi czasy cała, nawskroś od- 
mienna od dawnej, ziejącej tendencją i nienawiścią, czysto przed- 
miotowa i źródłowa literatura napoleońska, której przedstawi- 
cielami zostali tak wybitni uczeni, jak Szylder,Traczewskij i wielu 
innych, a wśród nich badacze, posiadający wyjątkową możność
>>>
ł 


334 


SZYMON ASKENAZY 


sięgnięcia do głębi źródeł dziejowych, jak W. Książę Mikołaj 
M ichaj łowicz , i która też naogół, w ostatecznych swoich wyni- 
kach, \v dodatniem świetle postawiła Napoleona, a nawet 
równocześnie w nader uj emnem "'J7sta wiła j ego przeciwnika 
i pogromcę, Aleksandra. 
Takiemu, zgoła nieoczekiwanemu zwrotowi historjografj i 
zagranicznej, koalicyjnej, odpowiadała ściśle równoległa reakcja 
na rzecz Napoleona w piśmiennictwie historycznem francuskiem. 
Wbrew bezwzględnym konkluzjom antynapoleońskim, górują- 
cym w końcowych tomach \vielkiej ankiety Tainowskiej, naj- 
znakomitszy uczeń i przyjaciel Taine'a, Sorel, w szeroko za- 
kreślonej swej pracy o Europie a Rewolucj i Francuskiej, pracy, 
będącej w zakresie zagadnień polityki zagranicznej odpowied- 
nikiem, dopełniającym wy,vody Źródeł Francji współczesnej 
w zakresie zagadnień polityki wewnętrznej, doszedł pod koniec 
do wniosków wręcz przeciwnych, usprawiedliwiających akcję 
europejską cesarza, a na,vet całkiem solidaryzujących się z nią 
w wielu punktach najważniejszych. Jednocześnie, jakgdyby 
to leżało już w powietrzu i czekało jeno pierwszej, bodaj naj- 
błahszej pobudki - jak np. liche i kłamliwe Pamiętniki Marbota 
albo karykaturalne sylwetki Caran d'Ache'a - dla wydobycia 
się na jaw, nastąpiło we Francji niby szczególniejsze odrodzenie 
popularności cesarza i całej doby napoleońskiej. Otworzyły 
się upusty niezliczonych wydawnictw pamiętnikarskich i doku- 
mentowych, dotyczących tej doby, wśród których -miejsce 
naczelne zajęły rozległe publikacje treści czysto wojskowej, z inic- 
jatywy francuskiego Sztabu Generalnego. Zarazem zaś wystąpił 
cały szereg pierwszorzędnych uczonych specjalistów, odznaczają- 
- cych się tyleż dużym talentem pisarskim, co wszechstronną grun- 
townością badawczą, jak Masson, Vandal, Chuquet, Houssaye 
i inni, którzy w licznych cennych, po części świetnych opracowa- 
niach' opartych na poważnym aparacie źródłowym i krytycznym, 
zajęli się wyświetleniem rozlicznych stron i momentów osoby 
i działalności Napoleona, z wynikiem, zapewne rozmaitym nie- 
kiedy w szczegółach, lecz w ogólnej sumie niewątpliwie nawskroś 
dodatnim dla postaci i roli dziejowej cesarza.
>>>
FRYDERYK MASSON 


335 


II 


Najdawniejszym i najpłodniejszym pracownikiem w tym 
szeregu współczesnych badaczów napoleońskich jest wymieniony 
na czele p. Fryderyk Masson, którego ostatnie pisma pomniejsze, 
a raczej wybór tych pism leży przed nami w starannym, doko- 
nanym z umiejętnością i zamiłowaniem, przekładzie polskim. 
Mając mówić o p. Massonie, nie bez powodu wdaliśmy się w po- 
wyższy przydługi wywód ogólniejszy o historjografji Napoleona. 
Jest to, jak mniemalibyśmy, w intencji, w duchu tego uczonego 
napoleońskiego entuzjasty, który nie sobą, lecz wyłącznie dzie- 
jowym swoim bohaterem jest zajęty, składając mu w ofierze całą 
swą osobowość pisarską, usuwając ją z zasady na plan drugi, 
pragnąc widzieć w sobie prostego tylko szeregowca wielkiej armj i 
historjograficznej, idącej śladami wielkiego cesarza. I w tern 
właśnie nieograniczonem poświęceniu się dla sprawy Napoleona 
na polu nauki, jak ongi przed stu laty na polu bitew, leży 
oryginalna cecha indywidualności dziejopisarskiej p. Massona. 
Urodzony w r. 1847 ze starej, czysto francuskiej, paryskiej 
rodziny mieszczańskiej, syn jedyny dobrego patrjoty a gorliwego 
republikanina, p. Fryderyk Masson już w niemowlęctwie utracił 
ojca, który jako szef bataljonu gwardji republikańskiej zginął 
w straszliwej wojnie domowej w czerwcu 1848 r. na ulicach Pa- 
ryża, "poległ - jak głosi jego nagrobek - walcząc za porządek 
publiczny u . Chowany w rodzinnej tradycj i i zasadach republi- 
kańskich, korzystając z drobnej pensji, wyznaczonej przez drugą 
Rzeczpospolitą dzieciom poległych jej obrońców, osierocony mło- 
dzieniec, już za drugiego Cesarstwa objąwszy stanowisko urzędni- 
ka w Archiwum Ministerjum Spraw Zagranicznych, potem bibljo- 
tekarza, wcześnie zyskawszy tym sposobem przystęp do wielkiego 
zbiornika materjałów historycznych, pozostał przecie wierny 
odziedziczonym przekonaniom, wyznawał konstytucję jakobiń- 
ską 1793 roku, był zaciętym przeciwnikiem koronowanego sprawcy 
zamachu grudniowego, rozczytywał się w "Chatiments U Wiktora 
Hugo, słowem był jak naj dalej od myśli zostania kiedykolwiek 
szermierzem sprawy napoleońskiej. Tak doczekał się wojny pru- 
skiej 18 7 0 r. Niesłychana klęska narodowa uderzyła weń, jak 
piorun, i od jednego zamachu wywróciła wszystkie jego pojęcia. 
23 


Szkice i portrety
>>>
1i\ 


336 


SZYl\ION ASKENAZY 


Akt obalenia drugiego Cesarstwa i ogłoszenia trzeciej Republiki 
w obliczu nieprzyjaciela wydał mu się aktem sromoty i nierozumu, 
zdeptaniem najpierwszych w takiej chwili obowiązków patrjo- 
tycznych. Temu przeświadczeniu, którego oczywiście można 
zgoła nie podzielać, dał wyraz natychmiast, z właściwym sobie 
porywczym, lecz lojalnym impetem: ,,\vtedy to, 4 września 1870r. 
_ czytamy w otrzymanym od niego liście prywatnym - po raz 
pierwszy zawołałem: Vive l'Empereul(. 
Dotychczasowy przeciwnik panującego Cesarstwa uczynił 
się nagle stronnikiem upadającego; w tym, chociażby nieuzasad- 
nionym, odruchu obywatela przebijał bądź co bądź ów duch 
czystej, śmiałej lojalności, jaki odtąd, mimo pewne zboczenia, 
miał stale cechować uczonego. Zaciągnąwszy się do szeregów 
w obronie ginącego kraju, p. Masson, na widok okropności 
Komuny, dalszych porażek, upokarzającego wreszcie pokoju, 
utwierdził jeszcze w sobie nową swoją wiarę w "ewangeljęCC napo- 
leońską. Pojmował ją zrazu w aktualniejszem znaczeniu poli- 
tycznem. Przyłączył się do powstałego na gruzach drugiego 
Cesarstwa obozu bonapartystycznego, pracującego nad bezpo- 
średnią restauracją napoleońską, służył wiernie wygnanemu 
Napoleonowi III, potem jego synowi, potem jego kuzynom. 
Ale wnet okazało się, że dla czystego człowieka, dla dobrego 
Francuza, a przedewszystkiem dla niepospolitego badacza, za- 
patrzonego w wielką przeszłość francuską, utożsamienie się 
z tymi ludźmi i ich robotą nie było podobieństwem. Okazało 
się, że p. Masson nie był, w gruncie rzeczy, wcale bonapartystą 
w aktualnym sensie słowa, lecz był tylko napoleonistą, w histo- 
rycznem słowa znaczeniu. 
Okazało się, że poza mamą epigonową postacią Napoleona III 
i jego bliższej lub dalszej kompanji familijnej, z jaką sprzęgnięty 
został docześnie polityk, wyrastała granitowa postać Napo- 
leona I, ku której siłą nieprzepartą dozgonnie pociągnięty zo- 
stał historyk. 
I tak stał się p. Fryderyk Masson naj gorliwszym, najpłodniej- 
szym, niezmordowanym obrońcą genjalnego Korsykanina, gene- 
rała rewolucyjnego, Pierwszego Konsula, cesarza, wygnańca 
ze św. Heleny. Całe swoje życie odtąd zadaniu texnu poświęcił. 
Całą jego działalnoŚĆ naukową - z wyjątkiem paru tylko prac 
I
>>>
FRYDERYK MASSON 


337 


treści postronnej, jak szacowna i pożyteczna rzecz o "Departa- 
mencie Spraw Zagranicznych", jak zajmujące studjum o kardyna- 
le Bernisie i t. p. - zapełniły, zakrojone na dużą skalę, "Studja 
napoleońskie", idące z uczonym pietyzmem krok w krok tropem 
Napoleona I, od jego naj dawniej szych początków, odsłoniętych 
sposobem zgoła nieoczekiwanym, na podstawie nowych źródeł 
pierwszorzędnych, w ciekawej książce o "Nieznanym Napoleonie", 
aż do tragicznego jego kresu, oświetlonego znowuż w sposób 
całkiem oryginalny, szeregiem łącznych przyczynków mono- 
graficznych, w badaniach, obracających się "Dokoła św. Heleny". 
To, co znajdujemy W tych kilkudziesięciu tomach Etudes 
napoteoniennes, to nie jest t. zw. wielka historja w utartem zna- 
czeniu słowa, nie historja polityki i wojen Napoleona I, ale to są, 
bądź w drobniejszych ułamkach, bądź w szerszem ujęciu, dzieje 
bezpośrednie, poufne, jego osoby, jego rodziny, jego współpra- 
cowników. P. Masson żywi raczej niejakie uprzedzenie do owej 
"wielkiej"historji, a nawet do wielkich archiwów, gdzie "z wyjąt- 
kiem papierów osobistych, policyjnych oraz niektórych doku- 
mentów, uratowanych trafem od systematycznego zniszczenia, 
znajduje się jedynie historja, spreparowana dla użytku współ- 
czesnych lub potomnych, materjały dla ksiąg Błękitnych, Bia- 
łych lub Żółtych, tematy dla urzędowych dysertacyj historjogra- 
fów patentowanych". Niewątpliwie w tych słowach p. Massona 
mieści się pewna, a nawet spora doza przesady, ale zawiera się też 
część prawdy, zazwyczaj zapoznawanej a wcale dobitnie zado- 
kumentowanej a contrario w jego pismach własnych, które, acz nie 
tykają się wcale owych, tylekroć istotnie aż do bezpłodności 
uprawianych dziedzin historjografji "patentowanej", jednako- 
woż w skromniejszym swoim, ściśle osobistym zakresie tak dużo 
przynoszą nowego, tak wielce nieraz ułatwiają i rozwidniają 
drogę badaczów szerszego zakroju. 
Skutkiem takiego specyficznego stanowiska p. Massona, 
jego odpornej a niekiedy i zaczepnej postawy względem cechu 
historyków zawodowych, skutkiem także pewnych właściwości 
jego metody pisarskiej, np. zupełnego z zasady unikania wszel- 
kich wskazówek źródłowych, wreszcie skutkiem wciąż dekla- 
rowanej przezeń otwarcie i ogniście naczelnej jego idei prze- 
wodniej, nie ogranicz onego uwielbienia i wprost zupełnego oddania 
23*
>>>
" 


ł 
ł 


338 


SZYMON ASKENAZY 


się postaci dziejowej Napoleona, rzeczywiste, niepoślednie zalety 
jego wieloletniej pracy historycznej długo nie były należycie 
cenione i właściwie dopiero ostatniemi czasy, pomimo pewnych 
nieuniknionych zastrzeżeń krytycznych, zdobyły sobie słuszne 
uznanie świata naukowego. W r. 1903 p. Masson wybrany został, 
po zmarłym Gastonie Paris, członkiem Akademji Francuskiej; 
a cnoć witający go akademik Brunetiere nie omieszkał, w le- 
gitymistycznym duchu części tego uczonego zgromadzenia, 
umieścić w swojej mowie recepcyjnej niektórych osobliwszych, 
cechowanych szczególną sullisance, zwrotów przycinkowych pod 
adresem nowego kandydata, jednakowoż ten wybór spotkał 
się z ogólnym poklaskiem zarówno specjalistów, jak i szerszej 
publiczności nie tylko we Francji, lecz i poza jej granicami. 
P. Masson w rozległych swoich poszukiwaniach, rzecz prosta, 
niejednokrotnie miał do czynienia z postaciami i sprawami polskie- 
mi, tak ściśle wszak złączonemi z epopeją napoleońską. . Okazał 
on w tych wypadkach zupełną bezstronność i rzetelną dla nas 
sympatję. Nie mogło być zresztą inaczej, gdyż ten lojalny miło- 
śnik prawdy nie mógł nie oddać i tutaj hołdu tej prawdzie oczy- 
wistej, w oczy bijącej, iż Polska była, w szczęściu zarówno jak 
i w nieszczęściu, naj pewniejszą, najwiemiejszą sojuszniczką 
wielkiego cesarza. Ten uczony starzec, wysoki, barczysty, nadzwy- 
czaj żywy, w słowie, spojrzeniu, ruchach, pełen jeszcze ognia, 
marsowej postaci jakgdyby wysłużonego oficera gwardji napo- 
leońskiej, wiemy tradycjom swego cesarza, zachował też uczucia 
tradycyjnego wielkiego naszego sojusznika. Mile witamy niniej- 
szą nową jego książkę w szacie polskiej, aniespracowanemu 
autorowi najdłuższej jeszcze i naj owocniejszej życzymy działal- 
ności na tak umiłowanej przezeń niwie dziej opisarstwa napo- 
leońskiego.
>>>
WSPOMNIENIE O PRAWYM HISTORYKU 


I 


W 1893 r. robiłem doktorat w Getyndze. Wybrałem ten 
uniwersytet ze względu na czołowe jego, uświęcone od Schloezera 
aż do Waitza, w dyscyplinie historycznej stanowisko. Ze 
względu też na półangielskie jego niepodległe tradycje, uświęcone 
przez przedstuletni przeciw królewskiemu bezprawiu protest 
i e x o d u s siedmiu profesorów, z historykami Dahlmannem 
i Gervinusem na czele. Zaś nienajmniej ze względu na starodawny 
tej wszechnicy przychylny do Polski stosunek. Tędy, życzliwej 
akademickiej doznając pomocy, polscy z ginącej Rzplitej uchodź- 
cy przedostawali się do rewolucyjnego Paryża, naprzód Sułkowski, 
liczni potem legjoniści. Tędy ciągnęli do Francj i rozbitki rewo- 
lucji listopadowej; a śród nich, unikając gotowanej sobie przez 
uczonych kolegów owacj i, przemknął się Lelewel, chyłkiem jeno 
do sławnej, zasobnej w p o lon ic a zaglądnąwszy bibljoteki. 
Sporo też tutaj, zwłaszcza za Kongresówki, studjowało Polaków, 
m. in. przyszły naczelnik rządu, Wielopolski; później kilku 
wybitnych historyków, m. in. Pawiński. 
Pawiński wielce był rad z mego do Getyngi wyjazdu i na 
wiatyk opowiedział mi następujące ostatnie swe tam przeżycie. 


Artykuł powyższy był ogłoszony w Kurierze Warszawskim 
23 sierpnia 1933 r. Nr. 232. str. 4-6. w tłumaczeniu francuskiem. p. t. 
"En memoire d'un grand historien" w "Pologne Literaire", Nr. 87. 
str. 3, z drobnemi zmianami. o charakterze uzupełnień dla czytelnika 
niepolskiego.
>>>
" 


t 


340 


SZYMON ASKENAZY 


Było to w czerwcu 1866 r., na prelekcji Waitza. Nagle przez 
otwarte okna audytorjum wpadł huczny odgłos bębnów, tłumiąc 
wykład profesora o pragermańskich zasadach ustawodawstwa, 
plemiennej niezawisłości i swobody. To były zwycięskie wojska 
pruskie, wkraczające do miasta po bitwie pod Langensa1zą, 
gdzie cała armja hanowerska z niewidomym królem Jerzym 
dostała się do niewoli. Waitz, wstrząśniony do głębi, powstał. 
"Niezdolen jestem mówić. dalej - drżącym wyrzekł głosem - 
lecz zapamiętajcie sobie panowie tę chwilę nieszczęsną, gdyż 
nowa odtąd, ciężka dla Niemiec i Europy nastaje epoka." 
W Getyndze zastałem na katedrze dziejów średniowiecznych 
Weilanda, nowożytnych - KIuckhohna, wytrawnych badaczów, 
przezacnych nauczycieli, wzorowo prowadzących wykłady, 
a zwłaszcza ćwiczenia seminaryjne. Osieroconą po wtórym 
z nich, zmarłym w lecie 1893 r., katedrę nowożytną od zimowego 
semestru t. r. objął mąż wyższej miary, Max Lehmann. 
1vliał on już wtedy za sobą wydatny dorobek naukowy. Za- 
cząwszy, utartym szlakiem, od średniowiecza, wnet przerzucił 
się całkiem do nowożytnictwa. Rzadką przytem okazał wszech- 
stronność, zgłębiając porówno sprawy treści wojskowej, politycz- 
nej, prawnej, kościelnej. Potrójnego też dorobił się doktoratu: 
filozofji (historji), prawa, teologji. Pełnokrwisty, rodem z Ber- 
lina, Prusak, przedewszystkiem przystąpił do militarno-politycz- 
nych dziejów pruskich XVIII i XIX wieku. Z niezwykłą w no- 
wicjuszu przystąpił dojrzałością i impetem. W mnóstwie sypnię- 
tych jednym tchem, zwięzłych, jędrnych rozpraw i przyczynków, 
odrazu objawił się wybornym, bezwzględnie ścisłym, źródłowym 
badaczem, a wraz pierwszorzędnym, hamującym się więzią 
krytyczną, świetnym, ognistym pisarzem. Odrazu też na czoło 
swych wysunął się rówieśników i baczną naczelnych fachowców 
zwrócił na siebie uwagę. 
Było to nazajutrz po Sadowie i Sedanie. Swoisty w triumfie 
udział miała karna historjografja pruska. Była rozbudowana 
od półwieku przez szereg dostojnych, jak Preuss, Pertz, Ranke, 
Droysen, Duncker, Sybel, Treitschke, działaczów, z urzędowem 
przeważnie piętnem, "historjografów królewskiego domu bran- 
denburskiego" i "państwa pruskiego", dyrektoró\\
 archiwów 
tajnych, tajnych radców, ekscelencje. Była ważnym, sprawnym
>>>
WSPOMNIENIE O PRAWYM HISTORYKU 341 


spółczynnikiem podjazdowej zrazu z Austrją, Francją, Polską, 
Kościołem walki i zwycięskiego wreszcie wysiłku Prus o hegemonję 
w Niemczech i Europie. Sama zarazem, własnym umiejętnym 
wysiłkiem, zdobyła sobie rodzaj hegemonj i w dziejopisarstwie 
niemieckiem i europejskiem. Ten erudycyjny swój prymat, 
wzorem kanclerskiego na Wilhelmstrasse i sztabowego na Konigs- 
platzu, w następnem półwieczu aż do światowej dochowa wojny. 
Owóż młody Lehmann, jak się rzekło, wcześnie był należycie 
oceniony i wyróżniony przez ówczesnych czujnych tej szkoły hi- 
storyczno-pruskiej kierowników. Był przez nich upatrzony na 
przyszłego j ej bitnego paladyna i wodza. Z troskliwą czułością 
Treitschke jego aż nadto, jak mniemał, prawowierną, wrzącą pod- 
nosił i miarkował dzielność. Szczególnie jednak zajął się nim i za- 
opiekował przodujący w berlińskim świecie historycznym pisarz 
i działacz, zaprzyjaźniony z Bismarckiem, naukowo i politycznie 
nader czynny i wpływowy Sybel. Już w 1875 r. przekazał mu 
redakcję, później współwydawnictwo założonej przez siebie 
"Historische Zeitschrift", naczelnej po dziś dzień w tej dziedzinie 
placówki. Równocześnie wprowadził go do zarządu Tajnego ar- 
chiwum pruskiego. Uzyskał powierzenie mu wielkiej rządowej 
publikacj i źródeł o "Prusach a Kościele katolickim", mającej 
'\vybitnie polityczne śród rozpętanego wtedy K u l t u r k a m p f u 
znaczenie. Nie było wątpliwości: przed obiecującym, ledwo trzy- 
dziestoletnim historykiem wspaniała, zawrotna, wiodąca na 
oficjalne szczyty otwierała się karjera. 
Stało się inaczej. Ten człowiek nie szukał karjery. Szukał 
tylko prawdy. To musiało go zgubić. "Było coś lwiego \v jego 
naturze - westchnie kiedyś o zmarłym straceńcu porzucone 
przezeń "Czasopismo Historyczne" - obok najwyższej spraw- 
ności duchowej, najwyższa namiętność płomiennego, etycznego 
uniesienia..., co też zaprowadziło go na bezdroża". Najniespo- 
dzianiej w najgłębsze bezdroża skoczył śmiałą nogą LehmanD. 
W pierwszej większej pracy, dwutomowym życiorysie "Scharn- 
horsta", - twórcy potylżyckiej reorganizacji zbrojnej pruskiej, 
na której dzisiejsi powersalskiej wzoruią się spra\,,"cy, - obnażył 
całą marność, trwożliwość, obłudę Fryderyka Wilhelma III i jego 
ministrów, rozwalając \v niwecz uświęconą legendę rzekomych 
",onczas zasługpatrjotycznych korony pruskipj, walnego jej odtąd
>>>
t 


342 


SZYMON ASKENAZY 


. 
tytułu do objęcia niemieck iej. Pomruk zgrozy po lojalnej 
dziejopisarskiej poszedł rzeszy. Ale wspaniałe narodowe tchnie- 
nie dzieła jeszcze osłoniło autora. Niebawem w innei on gorzej 
naraził się sprawie. Po pojawieniu się szeregu tomów, "Prus 
a Kościoła", wyniesiono ze strony centrum katolickiego, pod- 
czas rozpraw budżetowych w sejmie pruskim, ostrą interpe- 
lację z powodu wyraźnie tendencyjnych w tern wydawnictwie 
przemilczeń i braków w zakresie naj drażliwszych z drugiej połowy 
XVIII wieku przeciwkoście1nych zarządzeń królewskich. Na- 
tychmiast w publicznem oświadczeniu stwierdził Lehmann, iż 
uczyniony mu z trybuny zarzut należy skierować pod adresem 
władz wyższych (t. j. ks. Bismarcka), krępujących naukową swo- 
bodę wydawcy. - 
Dojrzał teraz do zbrodni głównej: podniesienia ręki na Wiel- 
kiego Fryderyka, i co więcej, na najczystszą jego za wojny sied- 
mioletniej chwałę. Król był nie winowajcą, lecz ofiarą tej wojny; 
jeśli on ją marszem na Drezno zaczął, uczynił to pod przymusem 
odparowania w ostatniej chwili zabójczego, napastniczego ciosu 
przemożnej koalicji austrjacko-francusko-rosyjskiej. Taką była 
od blisko półtora wieku powszechnie niemal w dziejopisarstwie 
niemieckiem i obcem przyjęta teza. Przyjął ją bez zastrzeżeń nawet 
tak surowy dla Fryderyka Macaulay i w tym jednym wypadku 
pełną królowi dał absolucję. Owóż Lehmann, na podstawie nowych 
wyczerpujących puszukiwań źródłowych, całą tę tezę ze szczętem 
zburzył. Natomiast raz na zawsze niezbicie ustalił, że Fryderyk 
w tej wojnie, jak w poprzednich śląskich, był tylko napastnikiem, 
że wszczął ją, pod pozorem rzekomej, nieistotnej groźby koali- 
cyjnej, dla zdobycia jak wprzódy Śląska, tak tym razem Sak- 
sonji. Rzecz była wagi osobliwej, i to nietylko pod historycznym, 
lecz bardziej jeszcze politycznym względem. Fryderykowy 
z 175 6 r. precedens zwalenia na przeciwników własnej odpowie- 
dzialności napastniczej został przejęty przez rząd berliński prze- 
ciw Austrji w 1866 i Francji w 1870 L, zanim będzie w światowej 
użyty wojnie. Na pierwszą, jeszcze przed ich ujawnieniem, wieść 
o przewrotnych wynikach badawczych Lehmanna, kategorycznie 
zażądał od niego Sybel poniechania tak zgubnej imprezy. Leh- 
mann odmówił. Wtedy Sybel w swem czasopiśmie umieścił za- 
pobiegawczą a van t l a l e t t r e przeciw herezjom swego
>>>
rrflP'v 


Ił. 


". " 


"' 


" 



\. 
(j 


Pro/. Max Lehmann 


Z /otocrlJtii
>>>
WSPOMNIENIE O PRAWYM HISTORYKU 343 


współwydawcy, jaskrawą, apologetyczna, półurzędowego pióra, 
rozprawę. Na tern tle do zupełnego między nimi doszło zerwania. 
Lehmann ustąpił z "Historische Zeitschrift", z archiwum, z wy- 
dawnictwa prusko-kościelnego. Wycofał się zrazU na profesurę 
do Lipska, potem na stałe do Getyngi. 
Tutaj szybko wykończył i ogłosił miażdżącą "Genezę wojny 
siedmioletniej", arcydzieło siły dowodowej i pisarskiej. Rzuciła 
się na nie zajadła sfora gorliwych ratowników legendy, niezdoJnych 
przecie wzruszyć, ani bodaj poszczerbić granitowej wykładni 
mistrza. Była mowa o wytoczeniu mu postępowania dyscypli- 
narnego, co mogło grozić utratą katedry, czemu jednak nawet 
srogi dyktator uniwersytecki, Althoff, się sprzeciwił. Lehmann 
tak mało zresztą o tę dbał burzę, że tegoż 1894 r. pośpieszył nowe 
na siebie ściągnąć gromy. W starożytnej getyngeńskiej Akademj i 
nauk wystąpił z przemówieniem publicznem o "Prusach a Polsce". 
Mówił o udziale Ottonów w dźwignieniu kościelnych podwalin 
rolski, a pomorskich mieszczan niemieckich w j ej walce 
przeciw krzyżactwu. O tolerancj i Jagiellonów dla protestantyzmu 
i łaskawej ich dla Hohenzollernów protekcj i. A potem o zabor- 
czych na Polskę widokach wielkiego elektora, urzeczywistnio- 
nych przez jego prawnuków. O pierwszym podziale, dokonanym 
przez Fryderyka, na stale względem niego lojalnej Rzpltej; o dru- 
gim - przez pruskiego jej sprzymierzeńca. Zaś na zamknięcie, - 
w obliczu poznańskiej Komisji kolonizacyjnej - o rozpętanej 
po trzecim podziale na wydartych najrdzenniejszych z Warszawą 
ziemiach polskich, grzesznej, z "Bożą w każdym narodzie myślą" 
sprzecznej akcj i osiedleńczej i niemczącej, która musiała jenajską 
zakończyć się katastrofą. 
Wśród takich okoliczności wypadło mi poznać się z Lehman- 
nem. Jedynemu śród słuchaczów i seminarzystów swoich cudzo- 
ziemcowi od początku coraz zażylszą okazywał życzliwość. Z ra- 
dością przyjął inauguralną o ostatniej polskiej elekcji pracę. Na 
samem, po doktoracie, wyjezdnem poradził mi, będącą w druku 
rozprawę dopełnić jeszcze z Tajnego archiwum w Berlinie. Opa- 
trzył mnie w stosowne od siebie świadectwo i z lapidarną otwar- 
tością o swej niegdyś przyjaźni i następnem z dyrektorem archi- 
wum, Syblem, zorj entował poróżnieniu.
>>>
'"C. 


t 


344 


SZYMON ASKENAZY 


W gmachu archhvalnym na Klosterstrasse nie zastałem ciężko 
chorego Sybla. Jego zastępca, Bailleu, odczytawszy z respektem 
pismo Lehmanna, zapewnił mnie, że od jutra będę mógł pracować. 
Nazajutrz jednak oświadczył, że ekscelencja dyrektor pragnie 
wprzódy mnie poznać i prosi do siebie. W pięknej willi Sybla 
w Thiergartenie, przywitał mnie, zapadły w fotelu, sterany starzec, 
wyniosła przecie, choć śmiertelnem znaczona cierpieniem, groźna 
głowa. "Czego właściwie - spytał - szuka Pan w naszych aktach 
do tej elekcji, która dla Fryderyka była rzeczą zgoła podrzędną, 
wyłącznem zaś politycznem dziełem Katarzyny dla opanowania 
Polski?" Odparłem, że było wręcz przeciwnie, że carowa, małego 
jeszcze o polityce pojęcia, miała kobiecą raczej ambicję wyniesienia 
kochanka; że natomiast dla Fryderyka był to krok kapitalny do 
podziału Polski, wzamian za straconą Saksonję. "To są błędne- 
zawołał z uniesieniem - pomysły Lehmannowskie u . Wszczęła 
się dziwna przy jego stanie, burzliwa przez bitą godzinę dysputa. 
Wreszcie, zmęczony, rzekł: "To jest bezcelowe. Jesteś Pan, razem 
z Lehmannem, na zupełnie fałszywej drodze. Ale nie mogę mu 
odmówić. Każę zaraz otworzyć Panu archiwum". 


II 


Odtrącony od wielkiego ołtarza prawowiernej historjografji 
berlińskiej, wyklęty przez nią Lehmann z niezmąconą pogodą 
ducha w getyngeńskiem zaciszu do najce1niejszego swego zabrał 
się dzieła. Zajął się mianowicie górującą w dziejach pruskich 
za doby napoleońskiej, postacią znakomitego męża stanu, Steina. 
Tej pracy pełne następne dziesięciolecie wszechstronnych po- 
święcił badań. Jako dojrzały ich owoc, ogłosił w roku 1905 f. pom- 
nikową w trzech tomach biografję " Steina u , rozwidniającą za- 
razem całokształt tamtoczesnych dziejów pruskich i europejskich, 
naj świetniejszy w tej dziedzinie utwór niemieckiego historycznego 
piśmiennictwa. Wydał jeszcze w 1911 r. piękny zbiór "Rozpraw 
i przemówień". W 1914 r., przed samą wojną, w studjum o kali- 
skiem "Przymierzu prusko-rosyjskiem", zrobił ostateczny obra- 
chunek z Dunckerem, Rankem, Droysenem, Treitschkem, czwór- 
ką filarów dworackiej legendy "wyzwoleńczej u. Odtąd zamilkł.
>>>
WSPOMNIENIE O PRAWYM HISTORYKU 345 


Utrzymywałem z nim, zwłaszcza od objęcia wykładów 
lwo,,:skich, stałą, choć z długiemi przerwy, styczność i korespon- 
dencJę. Paczka przedwojennych jego listów zaginęła w War- 
szawie, zapewne podczas rewizji mieszkania we wrześniu 1915 r., 
za mej zagranicą bytności, przez władze niemieckie, zachował 
się tylko jeden, śród innych zawieruszony papierów, list z 31 sier- 
pnia 1905 r. Mieścił się w nim, po dotyczącej "Steina", w związ- 
ku z "Ks. Józefem", wymianie myśli, następujący - z powodu 
nowych niesłychanych gwałtów przeciw osadnictwu polskiemu 
w Poznańskiem i odpowiednich brutalnych w sejmie pruskim 
wystąpień świeżo uksiążęconego kanclerza Biilowa - końcowy 
ustęp: "Z jakiemi uczuciami musiał Pan śledzić wypadki tego 
lata i jesieni. Wiadomo Panu, co o naszej polskiej polityce są- 
dzę. Czyliż mam pragnąć, abym dożył jeszcze nieszczęsnego 
wyniku, jaki niezawodnie będzie miała"? 
Przez zawieruchę wojenną rzucony do Vevey, tam z podzi- 
wem czytałem słynne Es ist nicht wahr, przeczący wszel- 
kiej winie Niemiec w wybuchu i prowadzeniu wojny manifest 9
 
duchowych wybrańców niemieckich A n d i e K u l t u r we l t. 
Śród położonych pod nim, głośnych w nauce, jak Brentano, Lamp- 
recht, Lenz, Schmoller, Wilamowitz i in. nazwisk, nie było Leh- 
manna. Pozostał więc sobą. To też, po zajęciu Warszawy, napisa- 
łem do niego, odwołując się do getyngeńskiej jego o Prusach 
a Polsce przemowy, i bez ogródek wskazując dotkliwe dotychczas 
okupacyjne uciski w zachodniej połaci, rozlewające się teraz 
na resztę Królestwa. W odpowiedzi z 19 sierpnia 19 1 5 r., po 
napomknieniu o krępującej go cenzurze wojennej, tak się wy- 
rażał: "Może Pan być pewien, że wyrzeczonemu przed 20 laty 
słowu ani na jedną nie sprzeniewierzyłem się ch,vilę i obecnie 
również dla jego urzeczywistnienia w skromnym swoim dzia- 
łam zakresie, pospołu z kilku przyjaciółmi. Niestety liczba 
przeciwników (Widersacher) jest bardzo, bardzo wielka, i z nie- 
pokoj em zapatruję się na dalszy obrót rzeczy. Wiadomości 
Pańskie, za które serdecznie dziękuję, były mi przed chwilą 
potwierdzone przez Hansa Delbriicka... Nieszczęsna ta wojna 
ciężką dla mej duszy jest męką... Czyżby mial to być 
koniec ludzkiej kultury?.. Znam dobrze Vevey i bardzo je
>>>
... 


t 


346 


SZYMON ASKENAZY 


kocham, już przez pamięć na "Nową Heloizę" i wielkiego Jana 
Jakóba". 
W następnym liście z 17 października 1915 r. pisał: "...Dziś, 
jak już potylekroć, prośba o wskazówkę... Gdzie mógłbym, w do- 
stępnym mi języku, znaleźć wszelakie przyczynki o bohaterze 
waszym, Kościuszce? Może dałoby się, po przywróceniu pokoju, 
stworzyć dzieło, które wielkiego tego, do całej ludzkości należącego 
człowieka, ku zbudowaniu wszystkich ludzi, odmalowałoby tak, 
jak on na to sobie zasłużył. Gdybym był młodszy, dziś jeszcze 
nauczyłbym się po polsku, aby módz godnie tego dokonać". 
W piśmie z 30 kwietnia 1916 r., stwierdzając konfiskatę nie- 
których obustronnych naszych listów, mimo to następujące, 
niesłychanie w takich warunkach śmiałe nakreślił wyrazy: 
"Czyż nie nadeszła teraz nareszcie chwila, aby odrobić krzywdę 
177 2 r.? (da s Unrech t von 1772 gu t zu machen; 
t. j. przywrócić Polskę w granicach przed pierwszym podziałem, 
zatem z calem Poznańskiem, Pomorzem, Warmją i Gdańskiem). 
Niestety, jest nas tylko bardzo dobrana garstka, która się z takiemi 
nosi myślami, a przeto raczej do piątego, niestety, może dojść po- 
działu. Jakże mial słuszność wielkiniemieckipoeta: "Jest tokląt- 
wa złego czynu..." l) W następnem piśmie z 9 maja 1916 r. do tej 
samej arcyśmiałej powracał myśli: "Ach, gdybym mógł ujrzeć 
I9 16 odmienione na 1771 (wen n ic h 19 I 6 s ich in 177 I 
wandeln sa he"). 
W liście z 14 września 1916 r. pisał: "...Utworzyła się śród 
nas organizacja przeciw aneksjom, pod nazwą: Centrala prawa 
narodów. Nasz manifest był temi dniami ogłoszony w "Journal 
de Gencve", jest więc Panu dostępny... Już zaczęły się sypać 
obelgi, na które zresztą byliśmy przygotowani". Na tern, wi- 
.docznie za wdaniem się zniecierpliwionej cenzury, dalsza nasza 
podczas wojny korespondencja uległa przerwaniu. 
Sród powoj ennych przemian i zajęć nie doszło już do jej 
wznowienia. Aż po latach, za śląskie i gdańskie sprawy tęgo 
w prasie niemieckiej szarpany, odebrałem serdeczne, aprobujące 
działalność genewską, ostatnie z 2 kwietnia 1922 r. pismo stare- 
go mistrza. 


l) "że wciąż dalsze złe płodzić musi" - Schiller w "W a II e n- 
steinie".
>>>
WSPOMNIENIE O PRAWYM HISTORYKU 347 


Tegoż roku ogłosił Lehmann, w getyngeńskim związkowym 
zbiorze akademickim, klarowny, przedzgonny "Rys autobjo- 
graficzny". Podjętą jeszcze poważną pracę z dziejów sądownictwa 
pruskiego, musiał skutkiem ciężkiej porzucić choroby. Zgasł 
84-letni, 8 października 1929 r. Odszedł z nim wielki historyk, 
prawy Niemiec, dobry Europejczyk, jeden z tych, co uszlachet- 
niają naukę i godzą narody 2). 


2) Dane biograficzne na podstawie własnoręcznej notatki Lehmanna. 
przesłanej Askenazemu i zużytkowanej przezeń w artykule w Wielkiej 
Encyklopedji Powszechnej Illustrowanej, Serja I. tom 43-4. str. 142-3. 
rok 1910: Max Ludwig Eduard Lehmann. UL 19 maja 1845 r. w Berlinie. 
kształcił się w szkole przy seminarjum szkół miejskich oraz w gimnazjum 
Joachimsthal. studjował od 1863-6 w Berlinie. Królewcu. Bonn, po- 
nownie w Berlinie. gdzie w początku 1867 r. doktoryzował się na pod- 
sta wie dysertacji ..De A nnalibus qui vocantur Colonienses maximi 
quaestiones criticae". Od 1868-75 pracował jako nauczyciel gimnazjalny 
w Berlinie. Od 1875-88 urzędował w Tajnem Archiwum Stanu w Ber- 
linie. W 1889 został docentem w Akademji wojskowej berlińskiej, 
w r. 1887 mianowany członkiem Akademji Umiejętności. W l. 18 75-93 
był redaktorem ..Historische Zeitschrift". W r. 1888 został profesorem 
zwyczajnym historji w uniwersytecie. najprzód w Marburgu. w 18 93 
w Lipsku. od semestru zimowego tegoż roku w Getyndze. 
Z wydawnictw naukowych na pierwszym planie stoi publikacja: 
IIPf'eussen und die katholische Kirche". 1640-1797. t. I-VII ( 18 7 8 -93). 
Z innych publikacyj edytorskich zasługuje głównie na uwagę Dziennik 
Steina z epoki Kongresu Wiedeńskiego. Pierwszem dziełem naracyjnem 
był 2-tomowy życiorys Scharnhorsta (1886-7). odznaczający się grun- 
towną wiedzą i talentem pisarskim. W rozprawie ,.Friedrich der Gr. 
und der Urspf'ung des 7-jahrigen Krieges" (1894) L. wykazywał wbrew 
panującej legendzie zaczepny ze strony Fryderyka charakter tej wojny. 
co wywołało ostre i liczne przeciw niemu ataki polemiczne. W odczycie 
..Prusy i Polska" w (Preussische jahrbucher. 18 94 r.) dał zarys polityki 
pruskiej względem Polski od początku aż do doby spółczesnej. połączony 
z surowym o niej sądem. Owocem wieloletniej pracy było 3-tomowe 
dzieło o Steinie (1902-4). ..dzieło tyleż dla ogromu włożonej w nie 
wiedzy, ile sztuki konstrukcyjnej i naratorskiej podziwu godne". ..W oso- 
bie Lehmanna uznać należy najczystszego. najświetniejszego w dobie 
obecnej żyjącego przedstawiciela nauki historycznej niemieckiej" (Ask. 
w Encyk1.). Poza powyższemi pracami wyszły: Knesebeck und Schon 
( 18 75), Stein. Scharnhorst und Schon (1877). Gustav Adolf ( 18 95). oraz 
liczne prace rozsiane po czasopismach. głównie w ..Histor. Zeitschrift". 
W r. 19 21 Lehmann przeszedł w stan spoczynku. Zmarł 8 paźdz. 19 2 9 r.
>>>
348 


S.lYMON ASKENAZY 


Listy przedwojenne Lehmanna do Askenazego zostały odnalezione 
w pozostałych papierach po zgonie Profesora. Ogółem w puściźnie 
Askenazego znajduje się 17 listów Lehmanna, pierwszy z dn. 30 grud- 
nia 1900, ostatni z dn. 2 kwietnia 1922 r. Ogłoszone zostały w całości 
w ..Pologne Littet'ait'e". 1936. Nr. 116--120. 
..Do naszej korespondencji. Utrzymywałem, zwłaszcza od objęcia 
wykładów we Lwowie stałą, acz z dużemi przerwami, styczność i ko- 
respondencję z Lehmannem, aż do wielkiej wojny... ...Zwracałem się 
do niego, zawsze skutecznie. w sprawie prac swoich. Służyłem mu 
w pochłaniających go wówczas rozległych poszukiwaniach o znakomi- 
tym patrjocie niemieckim Steinie. niektóremi odpowiedniemi źródłami 
petersburskiemi" (Notatka w puściźnie Askenazego). 
Przytaczamy z listów Lehmanna ważniejsze charakterystyczne 
fragmenty: 
..Ich gebe mir zwar die grosste lVIiihe, meine Schiiler zur Gerechtig- 
keit zu erziehen. aber was vermag au ch der eifrigste Lehrer gegen das 
Milieu?" (mowa tu o szowiniźmie) 30/XII 19 00 . 
..Ihre historisch-politischen Betrachtungen iiber Stein haben Ein- 
druck auf mich gemacht. und Sie werden die Spur in meinem Buche 
finden" - 17/111 1901. 
..Haben Sie vielen herzlichen Dank fiir Ihre interessante Sendung
 
von der ich nicht unterlassen werde Gebrauch zu machen" - 3 0 / VI 19 01 . 
..Heute habe ich das erste Manuscript des zweiten Bandes (Stein) 
in die Druckerei geschickt... die Hakatisten werden sich griindlich 
argern. 'Vas fiir eine Gesellschaft. um nicht einen schlimmeren Aus- 
druck zu brauchen l" - 30/X 19 02 . 
..Mit welchen Empfindungen werden Sie den Ereignissen dieses 
Sommers und Herbstes gefolgt sein. 'Vie ich iiber unsere Polen-Politik 
urtheile. wissen Sie. Soll ich wunschen. den unseligen Ausgang. den sie 
sicher haben wird. zu erleben?" - 31/XII 19 0 5 (ustęp przytoczony 
w tłumaczeniu w tekście). 
..Es ist mir eine grosse Freude. Ihnen jetzt auch schriftlich zu 
erklaren
 wie sehr ich Sie schatze. Sie haben sich das Thema zu Ihrer 
Dissertation ohne mein Zuthun gesucht und es ohne meine BeihiUe vor- 
trefflich bearbeitet: wahrlich ein seltener Falll Bei Ihrer ferneren 
wissenschaft1ichen Thatigkeit muss ich den Vorbehalt machen. dass ich 
der polnischen Sprache nicht machtig bin. aber so weit ich Ihnen zu 
folgen im Stande gewesen bin, habe ich den guten Eindruck. den ich von 
Ihren wissenschaft1ichen Anfangen erhalten. weiter und weiter bestatigt 
gefunden. Ich wiinsche Ihnen aufrichtig. dass Sie bald in die Stellung 
gelangen, die jeder akademische Docent erstrebt und erstreben muss" . - 
8/VII 1906. 
.. Viel ist von einem stillen Gelehrtenleben nicht zu berichten... 
Was Inhalt und Tendenz des Lebens betrifft, so werden Sie bemerkt
>>>
WSPOMNIENIE O PRA \VY
I HISTORYKU 349 


haben. dass ich von Jahr zu Jahr mehr in den Kampf wider Chauvinismus 
und Byzantinismus gedrangt worden bin... Dieselben Gegner storen 
auch sonst meinen Seelenfrieden: die Hakatisten mit ihrer Verblendung 
tlnd Grausamkeit. Es giebt auch im geistigen Leben der Nationen Epi- 
demien; man muss sie hinnehmen und auf die kommende Generation 
hoffen. deren Bildung. Gott sei Dank. mit von uns abhangt u . - 27/ IX 
19 08 . 
II Vor den wuthenden Angriffen, die gegen mich und aucb gegen 
Delbriick wegen meines Buches uber Stein gerichtet sind. werden Sie 
Notiz genommen haben. Die Preussen wollen alles sich selbst verdankt 
haben: das ist der Refrain der Widersacher. Im Grunde sehr nahe ver- 
wandt der thorichten und abscheulichen Glaubensformel der Hakatisten 
. 
unter der Ihre Landsleute zu lejden haben. Und leider keine Aussicht 
aut Besserung!" - 8/1 1909. 
JlBesonders ergriffen hat mich. dass Siei versteht sich mit der dem 
Vaterlande schuldigen Achtung. die inmitten des eigenen Volkes began- 
genen Fehler nicht vertuschen: getreu dem Grundsatz. der das A und O 
unserer Wissenschaft ist: erst die Wahrheit und die Gerechtigkeit, dann 
alles Andere u . - 29/V 1912 (po otrzymaniu egzemplarza ..Księcia 
Józefa U). 
.. Sie konnen sich vorstellen. mit welchem Interesse ich Spectator 
iiber den Hakatismus gelesen habe. ...Dass Sie sich wohl befinden, be- 
kundet Ihre Leistungskraft. Mogen Sie so, fortfahren. moge der Erfolg 
nicht ausbleiben". - 18/XII 1912. 
..Sie durfen uberzeugt sein. da ss ich dem vor .lO J ahren in den 
Preussischen Jahrbiichern niedergelegten Worte, an das Sie mich erin- 
nern. auch nicht einen Augenblick untreu geworden bin; ich wirke auch 
jetzt fur dessen Verwirklichung an meinem bescheidenen Theile. zusam- 
men mit einigen Freunden. Leider ist die Zahl der Widersacher sehr 
'sehr gross. und ich sehe dem Ausgang mit Besorgniss entgegen... Kor- 
perlich geht es mir. trotz der 70 Lebensjahre. ganz gut; seeliscb dage- 
gen leide ich unter diesem entsetzlichsten aller Kriege auf das schwerste. 
Quo usque tandem? Soll das das Ende der menschlichen Kultur sein?U 
- 19/VII1 1915 (ustęp podany w tekście). 
Wo finde ich in einer mir verstandlichen S p rache mehr uber Ibren 
.. 
Helden. und ist es nicht moglich nach \Viedereinkehr des Friedens ein 
\Verk zu schaffen. das diesen grossen. der Menschheit angehorenden 
1tenschen allen Menschen malt so wie er es verdient. \\Tare ich junger. 
ich lernte. um das zu konnen. noch heute polnisch" . - 1 7/ X 19 1 5 (po- 
dany w tekście). 
.. 'Vare nicht endlich jetzt der Moment gekommen" das Unrecht 
von 177 2 gut zu machen? Aber leider ist es eine sehr erlesene Schaar. 
die sich mit solchen Gedanken tragt. und so wird es wohl lei der zu einer 
5 Theilung kommen. Wie sehr hatte der grosse deutsche Poet Recht: 
Das ist der Fluch der bosen That u . - 3 0 / V1 19 16 (podany w tekście). 
,.
>>>
'" 


ł 
ł 


350 


SZYMON ASKENAZY 


.. Wirklich vergass ich auf Stunden den Jammer ringsum. aber 
eben nur auf Stunden. Und wieviel mehr haben Sie zu leiden I Doch 
werden Sie sich mit mir freuen. dass bei uns eine antianexionistische 
Organisation zu Stande gekommen ist: Centrale Volkerrecht... Die 
Beschimpfungen haben bereits begonnen: wir waren darauf gefasst"- 
14/ IX 1916 (podany w tekście). 
liSie diirfen iiberzeugt sein. dass auch ich der alte geblieben bin: 
sowohl im Colleg wie in der neuen Ausgabe meines Stein habe ich mich 
iiber 1772. 1793. 1795 und 1814 nicht anders gea.ussert aIs damaIs. da 
ich die Freude hatte Sie vor mir zu sehen. hoffentlich tragen nun die 
Verstandigen hiiben und driiben dazu bei. die Spannung zwischen zwei 
N ationen. die doch auf einander angewiesen sind. zu losen. .. Dass Sie 
sich nach Hause sehnen zu den Ihrigen. begreife ich vollkommen; im 
Interesse unserer Nationen wiirde ich aber wiinschen, dass Sie noch lange 
an Ihrer gegenwartigen Stellung blieben. wo sich doch sehr viel Gutes 
thun Hisst". - 2/IV 1922. Przyp. wyd.
>>>
GŁOS NAUKI 


Było to latem I866 r., - opowiadał nam ś. p. Pawiński, 
naowczas student getyngeński - nazajutrz po bitwie pod Langen- 
salzą, gdzie cała armja hannowerska, razem z niewidomym kró- 
lem Jerzym, dostała się do niewoli pruskiej. W Getyndze, w starej 
auli uniwersyteckiej, odbywała się ostatnia prelekcja znakomitego 
mistrza, Muratorego niemieckiego, Jerzego Waitza. Naraz przez 
otwarte okna audytorjum wpadł hałaśliwy odgłos bębnów, 
tłumiąc słowa profesora, wykładającego dzieje pragermańskiego 
ustawodawstwa, pragermańskiej niezawisłości plemiennej, pra- 
germańskiej swobody. To były wojska pruskie, wkraczające 
do miasta. Waitz; głęboko wzruszony, powstał. "Niezdole!1 
jestem mówić dalej - wyrzekł do słuchaczów - lecz zapamię- 
tajcie, panowie, tę chwilę nieszczęśliwą, albowiem z nią nastaje 
nowa, ciężka epoka dla Niemiec i Europy". W ten to sposób, 
w osobie najwybitniejszego swego przedstawiciela, stara wszechni- 
ca getyngeńska powitała i odgadła nowy porządek rzeczy, usta- 
lenie hegemonji pruskiej w Niemczech i Europie. 
Ukryty w odległym zakątku Westfalji, śród cichych gór 
HaI.:zu, stary uniwersytet w Getyndze poważne i zacne pielęgnuje 
tradycje. Tutaj, za dawniejszych czasów welfickich i hanno- 
werskich, znajdowała schronienie niepodległa myśl naukowa 
i obywatelska. Tutaj, za dzisiejszych czasów hohenzollernowskich 


II Bibl joteka Warszawska", 1897. II. 521-532. Recenzja 
wydawnictwa: M a x L e h m a n n "P1'eussen und Polen" . 
Rede gehalten in der offentlichen Sitzung der Kg!. Gesellschaft der 
Wissenschaften zu Goettingen. 


Szkice i portrety 


24
>>>
'" 


ł 


35
 


SZYMON ASKENAZY 


i pruskich, odzywa się z katedry uczciwy głos bezstronności nau- 
kowej i politycznej. Kiedy, przed sześćdziesięciu laty, po \vygaś- 
nięciu unji Hannoweru z Anglją, ks. Kumberlandzki, obejmując 
rządy, zawiesił zaprzysiężoną konstytucję i ogłosił się panem 
absolutnym, jedna w całym kraju wszechnica getyngeńska od- 
powiedziała na zamach stanu otwartym protestem: nastąpiło 
słynne exodus uniwersyteckie, siedmiu najcelniejszych profesorów, 
z historykiem Gervinusem na czele, opuściło uniwersytet, od- 
mawiając złożenia przysięgi niekonstytucyjnemu królowi, Erne- 
stowi-Augustowi. Kiedy, przed trzydziestu laty, skutkiem 
nieszczęśliwej wojny prusko-austrjackiej, nastąpił zabór Hanno- 
weru do Prus, znowuż w Getyndze znaleźli się profesorowie, 
co nie chcieli poddać swego sumienia sile dokonanego faktu, 
i na placu publicznym, wobec zgromadzonych władz i ludności, 
odmówili złożenia przysięgi niepraw owitemu królowi, Wilhelmowi. 
\V sprawach, bezpośrednio nas obchodzących, wszechnica 
getyngeńska, z pełną świadomością obowiązków pierwszorzędnej 
instytucji cywilizacyjnej i europejskiej, na swój sposób nie pozosta- 
ła obojętną. Już w zeszłem stuleciu, z żywe zainteresowaniem 
i sympatją śledziła losy upadającej Rzpltej polskiej. Głośny 
historyk owoczesny, August-Ludwik Schl6zer, który naprzód 
w Petersburgu przyglądał się zbliska działalności politycznej 
cesarzo\vej Katarzyny, później, powróciwszy do. Getyngi, nie 
spuszcza z oka wypadków nadzwyczajnych, rozgrywających się 
na wschodzie. Dowody tego zainteresowania i sympatji znajdu- 
jemy zarówno w rocznikach "Uczonych wiadomości getyngeń- 
skich" z drugiej połowy zeszłego wieku, jakoteż w samych zbio- 
rach słynnej bibljoteki uniwersyteckiej, gdzie dział polski, w po- 
równaniu z inne mi księgozbiorami zagranicznemi, jest reprezen- 
towany wyjątkowo różnostronnie i obficie. Istniejące w tym 
względzie od tak dawna tradycje przetrwały aż do czasów nowszych 
i przypomniane zostały w chwili, nader dla nas ciężkiej, podczas 
przejść nieszczęśliwych, jakie przeżyło Królestwo Polskie w prze- 
dedniu i podczas powstania styczniowego. Wiadomo, iż wten- 
czas to, równolegle z nieprzyjazną dla nas akcją dyplomatyczną, 
w europejskiem piśmiennictwie historycznem rozpoczęła się istna 
naganka na całą naszą przeszłość narodową i polityczną. Wiado- 
mo, iż tę nagankę z największą zaciekłością - a wypadałoby
>>>
GŁOS NAUKI 


353 


dodać: z usłużnością największą - prowadzili dziejopisowie 
pruscy. WyPrzedzając historjografów zawodowych, wnuk 
tamtego getyngeńskiego profesora, Schlozera, uszlachcony dyplo- 
mata berliński, Kurt v. Schlozer, najpierwszy wystąpił z jado- 
witym pamfletem o pierwszym podziale Polski. Wtedy znowuż 
w o bronie prawdy i słuszności zabrała głos Getynga. Ten sam 
Waitz, odnawiając tradycje uczciwych swych poprzedników 
na katedrze historji, w imieniu historyka Schlozera surowo skar- 
cił von Schlozera, radcę ambasady, i w imieniu czystej nauki 
dziejowej, wbrew mętnym pseudonaukowym apologjom, wy- 
dał stanowczy wyrok potępienia na całą zeszłowieczną politykę 
rozkładową i rozbiorową. Wystąpienie Waitza pozostało od- 
osobnionem. Zakrzyczano go, podano w wątpliwość jego kom- 
petencję uczonego, a nawet jego uczucia niemieckiego patrjoty. 
Prąd przeciwny zbyt już był silny. Pruska szkoła dziejopisarska
 
szkoła Droysenów, Hausserów, Syblów, wzięła górę, ustaliła 
w badaniach historycznych tendencję pogardliwą i potępiającą 
względem całej przeszłości naszej, ustaliła w opinji publicznej 
tendencję wrogą i tępicielską względem samego bytu naszego. 
Przeciw tego rodzaju tendencjom, budowanym tyleż na 
nienawiści politycznej, ile na fałszach naukowych, a coraz po- 
głębiającym swój wpływ opłakany już nie tylko w zakresie dziejo- 
pisarstwa, lecz w dziedzinie naj istotniej szych życiowych sto- 
sunkó\v Niemiec dzisiejszych, raz jeszcze, po dłuższej przerwie, 
odezwał się spokojny a stanowczy protest, na posiedzeniu Aka- 
demji Nauk w Getyndze. Takim protestem jest piękne przemó- 
wienie akademickie profesora Lehmanna o "Prusach a Polsce". 
Prof. 
lax Lehmann oddawna zajmuje stanowisko zaszczytne 
w spółczesnem dziejopisarstwie niemieckiem i europejskiem. 
Badacz, niezwykle gruntowny i ścisły w różnorodnych swoich 
poszukiwaniach, zawsze zajmujących i zawsze źródłowych, nie 
jest on wszakże uczonym na sposób arcymistrza Rankego, co 
to, pod pozorem bezwarunkowej bezstronności transcendentalnego 
historyka dziejów powszechnych, pogrąża się w bezwarunkową 
o bojętność krytyczno-moralną urzędowego historj ografa pruskie- 
go, i z urzędowym fatalizmem uchyla czoła przed każdym faktem 
dokonanym. Pisarz i stylista zdolny, a dobry Niemiec, jest on 
24*
>>>
" 


354 


SZYMON ASKENAZY 


wszakże jednocześnie również dalekim od gwałtownych wybu- 
chów uniesienia i od ultrapatrj otycznej namiętności Haussera 
albo Sybla. 
Wprawdzie w znakomitej monografji o reorganizatorze 
armji pruskiej w okresie Napoleońskim, "Scharnhorście", która 
ustaliła reputację naukową p. Lehmanna, napotykają się jeszcze 
niektóre godne pożałowania wybryki pióra pod adresem "nik- 
czemnego Korsykanina", - lecz, nasamprzód, są to wybryki 
nader nieliczne, zwłaszcza w porównaniu z rozpowszechnionym 
w literaturze niemieckiej sposobem traktowania cesarza-pogromcy; 
powtóre zaś, zostały one rzetelnie okupione przez ścisłą i bez- 
względną metodę badania, śmiałą i prawdomówną metodę wnio- 
skowania, jaka cechuje całą tę niepospolitą pracę, z której istot- 
nie wielu rzeczy nauczyć się można. Tutaj, po raz pierwszy 
w spółczesnem piśmiennictwie historycznem niemieckiem, pisarz 
niemiecki poważył się w imię prawdy przeciw legendzie zdjąć 
aureolę prawości, bezinteresowności i patrj otyzmu z "oswobo- 
dzicielskiej" polityki pruskiej w ogólności, a w szczególności 
z polityki króla Fryderyka Willielma III, w okresie Napoleońskim, 
tej polityki jakoby narodowej i niemieckiej, mającej jakoby 
stanowić tytuł pierwszorzędny dla usprawiedliwienia roli przo- 
dującej państwa pruskiego i dynastji Hohenzollernów w Rzeszy 
i narodzie niemieckim. A mianowicie, dwa przedewszystkiem 
momenty najdraźliwsze: postępowanie Prus w 18 0 5 r. podczas 
kampanji austrjackiej, i w I8I2 r. podczas rosyjskiej, zdra- 
dzieckie ich zachowanie się względem Austrji w pierwszym wy- 
padku, względem Francji w drugim, zupełne nadto w obu wy- 
padkach poświęcenie przez dyplomację królewską interesu naro- 
dowego dla interesów dynastycznych, - te szczegóły, tak zaj- 
mujące i ważne, a dla Niemca, dla Prusaka, tak przykre i dotkliwe, 
zostały przez autora "Scharnhorsta" w sposób sumienny i wy- 
starczający oświetlone. 
Od tych doniosłych badań nad epoką Napoleońską prze- 
rzucił się p. Lehmann do innych, rozleglejszych poszukiwań, 
niemniej ciekawych, a dla nas osobliwie nauczających. Objął 
kierunek naczelny wielkiego wydawnictwa źródeł, podjętego 
przez pruski Zarząd archiwów państwowych, a dotyczącego 
stosunków "Prus a Kościoła katolickiego od 1640 roku". Żmudna
>>>
GŁOS NAUKI 


355 


ta pra
a, przez lat kilkanaście prowadzona przez wydawcę z nie- 
POSp?
t
 nakładem staranności i erudycji, przed dwoma laty 
szczęsliWle doprowadzona do końca, wzbogaciła naukę szeregiem 
woluminów, nieposzlakowanych pod względem edytorskim, a za- 
wierających nadzwyczaj obfity, przeważnie niedostępny do- 
tychczas, materjał źródłowy do dziejów Kościoła katolickiego 
na ziemiach pruskich, od czasów Wielkiego Elektora, aż do wieku 
bieżącego. Jeśli cały ten ogromny materjał okazał się jeszcze 
niezupełnie wyczerpującym, jeśli okazały się w nim pewne luki 
i opuszczenia, nie stało się to przecież bynajmniej z winy na- 
czelnego wydawcy. Kiedy po pojawieniu się pierwszych tomów 
"Prus i Kościoła katolickiego", w sejmie pruskim, podczas roz- 
praw budżetowych, ze strony centrum katolickiego zwrócono 
uwagę na takie opuszczenia rozmyślne, dotyczące naj ciekawszych 
a naj drażliwszych epizodów walki kościelnej w Prusach w XVIII 
stuleciu, - p. Lehmann, w odpowiedzi publicznej na uczynione 
mu z trybuny zarzuty, wyraźnie wykazał, iż należało je skiero- 
wać nie pod jego adresem, lecz pod adresem władz, które zawczasu 
nałożyły odpowiedni hamulec na działalność edytorską uczonego 
a zbyt prawdomównego wydawcy. Jednak, mimo owe wymu- 
szone braki, w ogólnym wyniku, cenny zbiór dokumentów, ogło- 
szonych w rzeczonem wydawnictwie, w zupełności wystarcza, 
aby zadać ciężki cios ustalonej legendzie o wzorowej tolerancj i 
religijnej w państwie pruskiem, gdzie jakoby, podług wyrzecze- 
nia Wielkiego króla, "jeder kann nach seiner Fafon selig werden". 
Okazu j e się z tych dokumentów, że w rzeczywistości było zgoła 
inaczej, że w szczególności było tam inaczej, poczynając od pano- 
wania Fryderyka II, od zaboru Śląska, od zagarnięcia woje- 
wództw pruskich, że ten sam "oświecony" przyjaciel Voltaire'a, 
który w Rzpltej polskiej, w imię tolerancji religijnej, jak naj- 
goręcej brał w obronę dyssydentów,jednocześnie, u siebie w domu, 
w imię racji stanu, jak naj bezwzględniej obchodził się ze swoją 
ludnością i duchowieństwem katolickiem, że tak samo poczynali 
sobie j ego następcy, że zatem walka kościelna w Prusach, której 
świadkami byliśmy w dobie spółczesnej, nie była zjawiskiem 
przypadkowem, wyjątkowem, lecz przeciwnie, była konsekwent
 
nym wytworem dziejowym ogółu dotyc
czasowych 
rady
y] 
pruskich w dziedzinie kościelno-polityczne]. Jasnem Jest, Jak
>>>
" 


ł 


356 


SZYMON ASKENAZY 


wielką doniosłość posiadają te sprawy w szczególności dla historji 
naszej porozbiorowej, gdyż dzieje katolicyzmu \v Prusach, 
zwłaszcza od drugiej połowy zeszłego \vieku, od epoki Fryde- 
ryka II, to są dzieje polskości w Prusach. Niewątpliwie też 
znakomitemu wydawnictwu p. Lehmanna o "Prusach i Kościele 
katolickim" należy się baczna a wdzięczna uwaga historjografji 
polskiej, która zaczyna dopiero wyzyskiwać należycie tak bogate 
i ważne źródło autentycznych a nowych informacyj. 
Z dalszej działalności naukowej profesora Lehmanna zasłu- 
guje na wzmiankę jego współredaktorstwo przy berlińskiej 
uHistorische Zeitschrijt", skąd jednak zmuszony był wycofać się 
niebawem, skutkiem ustawicznych nieporozumień z redaktorem 
głównym, nieboszczykiem Syblem, którego poglądów na za- 
danie czasopisma historycznego w szczególności, a dziejopisarstwa 
wógóle, żadną miarą nie umiał, ani też pragnął, sobie przyswoić. 
Ostatnią większą pracą profesora Lehmanna było studjum o "Po- 
czątku wojny siedmioletniej". Jak wiadomo, po dziś dzień usta- 
lony był pogląd, uznawany nawet przez naj surowszych histo- 
ryków Fryderyka II-go, iż w tym jednym wypadku, przy wy- 
buchu wojny siedmioletniej, miał on prawo po swojej stronie, 
iż znajdował się "r położeniu koniecznej obrony, iż do rozpo- 
częcia kroków wojennych był zmuszony, iż, wkraczając sam 
pierwszy zbrojnie do Saksonji, tylko uprzedził nieodwołalną na- 
paść koalicji europejskiej na Prusy. Owóż obecnie, prof. Leh- 
mann ostatecznie obrócił w niwecz tę legendę. Wykazał nie- 
zbicie, że i ta wojna, jak wszystkie inne, które prowadził Fry- 
deryk, była zarówno z istoty swojej, jak i podług myśli króla, 
nie obronną bynajmniej, lecz napastniczą, zdobywczą, w całem 
znaczeniu słowa. Tę tezę uważamy za naj zupełniej zasadną 
i dostatecznie udowodnioną przez autora; zachowujemy sobie 
zresztą gdzieindziej do niej powrócić i wesprzeć ją ze źródeł, 
które dla autora były niedostępne. Ta teza niespodziana, wy- 
łożona z niepospolitą ścisłością i erudycją, wywołała niebywałą 
burzę w świecie naukowym niemieckim i najgwałtowniejsze 
napaści ściągnęła na autora; jeden tylko przyjaciel, prof. Del- 
briick z Berlina, ośmielił się stanąć w jego obronie. Nie pomylimy 
się też zapewne, wyrażając przypuszczenie, iż kiedy, po śmierci 
Sybla, na doniosłe stanowisko dyrektora archiwów pruskich po-
>>>
GŁOS NAUKI 


357 


wołano apologetę Fryderykowego, prof. Kosera, zamiast naj- 
właściwszego kandydata, pro£. Lehmanna, Fryderykowego oskar- 
życiela, uczyniono to przedewszystkiem pod wpływem nieukon- 
tentowania z niezależnegopisarza , ,Początku woj ny siedmioletniej 'e. 
Tak przedstawia się dotychczasowa działalność wybitnego 
badacza, w którym pragnęlibyśmy widzieć przedstawiciela nowe- 
go, lepszego zwrotu w nowożytnem dziejopisarstwie niemieckiem, 
sprowadzonem przez ostatnich swych przewodników. na bez- 
droża wojującej tendencji politycznej. Tern większe musi budzić 
zainteresowanie, jak w myśli takiego uczonego i pisarza przedsta- 
wiają się, ze stanowiska dziejowego rozwoju, stosunki wzajemne 
pomiędzy , ,Prusami a Polską". 
"Zasada, głoszona przez polityków nowoczesnych, jakoby, 
skutkiem geograficznego ugrupowania się narodowości, Polacy 
i Niemcy skazani byli na wieczną między sobą walkę i niena- 
wiść, - nie znajduje zgoła potwierdzenia w dziejach". Od ta- 
kiego oświadczenia rozpoczyna prelegent swój wykład. Uzasadnia 
j e i tłómaczy przez treściwy przegląd stosunków obustronnych 
obu narodów, z najogólniejszego stanowiska historycznego. 
W wiekach średnich o pojęciu sprzeczności narodowościo- 
wych, w rozumieniu dzisiejszem, nie może być mowy. Ustępuje 
ono na drugi plan przed rozleglejszem pojęciem Respublica chri- 
stiana, bądź uosobionem w postaci Imperium, bądź w postaci 
Ecclesia, jedności najwyższej władzy świeckiej, lub jedności naj- 
wyższej władzy duchownej w chrześcijaństwie. Wtedy to Nie- 
miec, cesarz Otton, rzuca podwaliny Kościoła polskiego, wtedy 
Polak, Konrad mazowiecki, otwiera przystęp zakonowi niemiec- 
kiemu. Jeszcze wyraźniej zatarły się sprzeczności czysto na- 
rodowościowe w późniejszym okresie, w epoce reformacj i. Polska, 
ze wszystkich owoczesnych państw europejskich stosując w jak- 
najszerszych granicach zasadę tolerancj i religijnej, udzieliła 
opieki i przytułku wierzeniom protestanckim, przychodzącym 
z Zachodu, a prześladowanym na Zachodzie. Ta okoliczność 
"stała się niesłychanie ważną (unbeschreiblich wichtig) zarówno 
dla państwa pruskiego, jako też wogóle dla narodu niemieckiego". 
Jest to wyznanie, które tutaj, w tej formie dobitnej, 
o raz 
pierwszy wypowiedziane zostało przez usta protestanta: N le
ca
 
Prusaka. Albowiem nieinaczej , jak dzięki zezwolenIu, dzIękI
>>>
ł 



 


358 


SZYMON ASKENAZY 


Rzpltej polskiej, "ród naszych królów pruskich mógł odbyć 
wjazd do Królewca". 
Dopiero w następnym, XVII wieku, za rządów Wielkiego 
Elektora, z j ego samoistnej inicjatywy, bynajmniej nie z inicja- 
tywy Rzpltej, która ciągle, aż do tej chwili, nie występowała 
względem słabej Brandenburgj i z roli przyjacielskiej i opiekuńczej 
możniejszego mocarstwa, rozpoczęły się głębokie zatargi i walka 
rzeczywista pomiędzy dwoma sąsiadami. "Fryderyk Wilhehn 
był pierwszym, który powziął plan wielkich nabytków w ziemiach 
polskich dla Brandenburgj i". Przemyśliwał już nietylko nad 
"usadowieniem się na obu brzegach Wisły", nad zaborem "krain 
nad Wartą i Notecią", lecz nawet nad zagarnięciem W. Księstwa 
litewskiego. Jak wiadomo, w ostatecznym rezultacie tego tylko 
dopiął, iż zrzucił się ostatecznie z zawisłości lennej od Rzpltej. 
Atoli naj zupełniej opacznie w tym akcie historycznym, jak 
wogóle w całej polityce polskiej Wielkiego Elektora, doszukuje 
się historjografja pruska mniemanych dążeń powszechno-nie- 
mieckich. Takich dążeń niema tutaj ani śladu; są tylko dążenia 
ściśle brandenburskie, a nawet raczej tylko ściśle dynastyczne. 
Niezbity tego dowód stanowi instrukcja Fryderyka Wilhehna do 
posła brandenburskiego w Warszawie, ukrywana dotychczas, 
ogłoszona zaledwie przed paru laty, instrukcja niezmiernie cie- 
kawa, "której wszakże, dziwnym bardzo sposobem, - nie za- 
niedbuje z zarzutem wytknąć prof. Lehmann, - żaden z uczo- 
nych, mających dostęp do tajnego archiwum berlińskiego, do- 
tychczas nie dostrzegł, albo też nie zużytkowal c c . W tej instrukcj i 
Elektor zobowiązywał się, wzamian za zapewnienie sobie korony 
polskiej, powrócić Prusy książęce pod lenne zwierzchnictwo 
Rzpltej. Tym sposobem, dla względów czysto osobistych i dy- 
nastycznych, twórca potęgi pruskiej wyrażał gotowość zupełnego 
cofnięcia tego mianowicie aktu, który był jakoby wyrazem jego 
dążeń powszechno-niemieckich. Nie pozostaje tedy nic innego, 
jak politykę pruską względem Rzpltej polskiej, od pierwszej 
chwili, kiedy wkracza na tory szerszej akcji zdobywczej, 
uznać za pozbawioną wszelkiej wyższej cechy narodowościowej, 
i sprowadzić do poziomu zwykłej rywalizacj i międzymocarstwowej . 
Taki charakter polskiej polityki domu i państwa pruskiego 
z zupełną już jasnością występuje na jaw w następnem stuleciu
>>>
GŁOS NAUKI 


359 


XVIII. "Nauka dziejowa musi zdobyć się na to wyznanie: 
iż zmilitaryzowane, naprężające każdy nerw, każdy muskuł, 
państwo Fryderyka Wilhelma I i Fryderyka II wyzyskało 
Polskę na swoją korzyść (ausgebeutet hat zu seinem V ortheil) u. 
Jest to znowu wyznanie, w tej formie jasnej i uczciwej, uczynione 
po raz pierwszy przez wybitnego historyka pruskiego. "Znaczną 
część rekrutów cudzoziemskich, napełniających w owym czasie 
pułki pruskie, stanowili Polacy. Wytwórczość przemysłowa 
Prus, sama zabezpieczona przez wysokie cła ochronne, znajdowała 
w Polsce, pozbawionej przemysłu, chętnych i pewnych odbiorców, 
a zarazem otrzymywała z Polski liczne produkty surowe: Polska 
stała się czemś w rodzaju kolonji pruskieju. 
Taki był stosunek Prus względem Rzpltej w przeddzień 
rozbiorów. Był z wyłączną korzyścią dla strony pruskiej, z wy- 
łączną stratą dla polskiej. Nareszcie nastąpił pierwszy podział. 
Jakie były teraz zasady rządzenia, stosowane przez władze 
pruskie, w nabytych już na własność ziemiach polskich? Fry- 
deryk II nasamprzód postawił zasadę wytyczną, iż należy tutaj 
"coraz bardziej mieszać Niemców z miejscową ludnością polską" . 
Jednocześnie mocno wziął w karby miejscowe duchowieństwo 
katolickie. "Jakkolwiek osobiście król okazywał zupełną obo- 
jętność pod względem religijnym, i aczkolwiek bardzo był daleki 
od polityki narodowo-niemieckiej u, jednakże nie omieszkał 
"popierać nad Wisłą i Notecią protestantyzmu i niemieckości u . 
Temi krótkiemi uwagami zbywa prelegent całą gospodarkę 
administracyjną Fryderyka II w krajach pierwszego podziału. 
Są to uwagi niezawodnie słuszne, lecz musimy zauważyć, iż 
w tym wypadku są niewystarczające. Czternastoletnia gospo- 
darka Fryderyka II w ziemiach przyłączonych, która pod nie- 
jednym względem aż do czasów dzisiejszych stała się busolą dla 
późniejszej gospodarki pruskiej w dzielnicach polskich, zasłu- 
giwałaby ze wszechmiar na szczegółowe przedstawienie, na bez- 
względniejsze oraz potępienie, aniżeli to uczynił prelegent, któremu 
zresztą w tern miejscu możnaby słusznie zarzucić nietylko zbytnią 
lakoniczno ść, lecz nawet niektóre faktyczne niedokładności l). 
l) Tak np.. między innemi. twierdzi p. L., bez wskazania źródła. 
iż ..Fryderyk II nie wykluczał nauczycieli Polaków: z liczby 17 0 posad 
nauczycielskich. które nakazał zaprowadzić w r. 177 6 . połowa przezna-
>>>
\ 


t 


360 


SZYMON ASKENAZY 


Ze śmiercią Fryderyka II nastąpiła nowa, "a nader krótko- 
trwałau, odmiana w polityce pruskiej względem sprawy polskiej. 
"Fryderyk Wilhelm II i jego minister, Herzberg, usiłowali tę 
sprawę rozwiązać przez ścisłe przymierze z Rzpltąu. Lecz 
prawie natychmiast, podejmując krucjatę przeciw Francji 
re,,,"olucyjnej, "Prusy, zupełnie niespodziewanym zwrotem, za- 
żądały dla siebie indemnizacji kosztem tego samego państwa, 
któremu przed ch\vilą były poręczyły nietykalność terytorjalną. 
Tym sposobem doszedł drugi podział Polski. u Mamy tu w pro- 
stych, nied\\"Uznacznych wyrazach, jedno jeszcze ważne wy- 
znanie, mamy jasne i dobitne streszczenie polityki pruskiej 
'v okresie sejmu czteroletniego, której istotny przebieg zaciemnio- 
ny został nietylko przez tendencyjnych dziejopisów pruskich, 
lecz nawet przez nieporadną historjografię polską. 
Na mocy drugiego i trzeciego podziału, Prusy otrzymały 
no,ve ogromne nabytki w ziemiach rozczłonkowanej Rzpltej. 
Do Prus Zachodnich przyłączone zostały t. zw. Nowe Prusy 
Wschodnie (N eu-Ost- Pre'ltssen), oraz Prusy Południowe (Sud- 
preussen) wraz z rdzeniem dzisiejszego Królestwa Polskiego, 
z 
Iazowszem, z Warszawą. Piętnastoletnie rządy pruskie na 
tych rozległych obszarach poddane zostają przez prelegenta 
surowej a zasłużonej krytyce. Wydano w Berlinie hasło, iż 
"mieszkańców nowej przyłączonej pro\\"incj i-t. j. w rzeczy- 
wistości nieomal nowego przyłączonego państwa, nie wiele 
mniejszego od całych Prus dotychczaso\\yrch, - należy uczynić 
prawdziwymi Prusakami U . Rozprawiano dużo o zbawiennych 
reformach, o ucywilizowaniu polskiego barbarzyństwa, o dobro- 
dziejstwach kultury pruskiej dla upośledzonej ludności owych 
nowych Prus Wschodnich, Zachodnich, Południowych. W Tzeczy 
samej, minister V oss, objąwszy zarząd krajów polskich, "zabrał 


czoną była dla nauczycieli katolików". Tutaj prelegent mógł mieć na 
myśli jedynie rozkaz gabinetowy Fryderyka z dnia 7 lutego 1776 r. 
Owóż istotnie. w wykonaniu tego rozkazu królewskiego. mianowano 
w Prusach Zachodnich, z liczby ogólnej 187 nauczycieli. 127 katolików; 
lecz było śród nich 44 katolików-Niemców. umyślnie sprowadzonych ze 
Śląska; prócz tego 60 Niemców ewangelików sprowadzono z Halli; 
tym sposobem mianowano na posady nauczycielskie tylko 83 katolików 
Polaków na 104 Niemców.
>>>
GŁOS NAUKI 


361 


się do zastosowania w nowych prowincjach wszelkich środków 
, , 
wyprobowanych w innych częściach państwa, dla zwiększenia 
t. zw. szczęśliwości mieszkańców. u A więc przystąpił do po- 
głębiania rzek, budowania kanałów, urządzenia ksiąg hypotecz- 
nych, ogłaszania premjów rolniczych i t. p. Poza tą dziedziną 
potrzeb czysto materjalnych, dla których forsownie wyciskano 
fundusze z wyniszczonego kraju, nie została podjętą żadna 
głębsza praca reformatorska, w zakresie naj istotniejszych potrzeb 
narodowych, społecznych, duchowych zabranego kraju i ludności. 
Ograniczono się do tego, iż niektóre instytucje administracyjne 
pruskie, czysto biurokratyczne i czysto centralistyczne, prze- 
niesiono żywcem do kraju, nawykłego do naj rozleglejszej , nad- 
miernie rozwiniętej, formy samorządu miejscowego. Nie tykano 
spraw najważniejszych, najbardziej palących, które zostały już 
poruszone przez sejm czteroletni. "Król (Fryderyk Wilhelm II) 
oświadczył się stanowczo przeciw zniesieniu poddaństwa i wzbro- 
nił nabywania dóbr rycerskich przez osoby stanu mieszczań- 
skiego u . Starano się zachowywać pozory wielkiej względności 
dla szlachty i arystokracj i polskiej, i w drodze specjalnych dla 
niej łask królewskich pozyskać specjalne, oparte na interesie 
stanowym, przywiązanie j ej dla tronu. Jednocześnie w cichości, 
a z należytą konsekwencją, starano się prowadzić dalej robotę 
zniemczenia, sprusaczenia kraju. Używano do tego dwóch głów- 
nie sposobów: konfiskaty i kolonizacji. Skorzystano z powstania 
I794 r., aby w jaknajszerszych granicach uskutecznić konfiskatę 
starostw i dóbr duchownych. Zarazem, z niemałym nakładem, 
kosztem przeszło mi1jona talarów, sprowadzono z Prus i osadzono 
na skonfiskowanych gruntach przeszło tysiąc rodzin osadników 
niemieckich. Cała ta robota, w ostatecznym rezultacie, naj- 
zupełniej chybiła. "I niestety, niepodobna twierdzić, że nie było 
w tern winy administracji pruskiej. Organa rządowe, prze- 
znaczone do wypełnienia misj i cywilizacyjnej, były w znacznej 
części do tego niezdatne, a nawet wprost osobiście nie- 
godne. Król Fryderyk Wilhelm III, powróciwszy z objazdu 
prowincyj polskich, sam oświadczył swoim ministrom: iż znacz
a 
.część urzędników wyzyskuje swoją władzę dla dokonywanIa 
gwałtów na mieszkańcach, zamiast używać jej dla obrony 
uciśnionych H . W dodatku, "powaga rządu znacznie została na
>>>
I 


362 


SZYMON ASKENAZY 


szwank narażoną przez formalny handel konfiskowanemi dobrami 
starościńskiemi, jaki prowadziły władze miejscowe u . Skutki 
takiego stanu rzeczy były do przewidzenia. Już j eden z pierwszych 
wielkorządców prowincyj polskich, Hoym, był zmuszony "oświad- 
czyć z rezygnacją, iż naród polski pozostaje uporczywie nie- 
chętnym dla usiłowań pruskichu; podług doniesień z Warszawy, 
" szlachta, duchowieństwo, mieszczanie, żydzi i włościanie, 
wszystka ludność w Prusach, objawia najwyższe niezadowolenie", 
i wszędzie, ogromnej większości narodu "przyświeca nadzieja 
zupełnego oswobodzenia od rządów pruskich cc . 
Nadzieja taka, jak wiadomo, w jak najkrótszym czasie, 
w roku 1806, po katastrofie jenajskiej, została urzeczywistnioną. 
Wiadomo, jak entuzjastyczne przyjęcie zgotowały ówczesne 
Prusy polskie, ówczesna Warszawa oswobodzicielskim orłom 
Napoleońskim. Wówczas to, po niewczasie, zrozumiano w Pru- 
sach całą błędność dotychczasowej względem Polaków polityki. 
"Naród polski - tak, już po niewczasie, już podczas narad 
tylżyckich między Aleksandrem I a Napoleonem, pisał pruski 
mąż stanu w memorjale dla króla pruskiego, - można zadowolnić, 
dając mu ustawę, która zabezpieczyłaby jego godność narodową 
i jego byt indywidualnyu. Były to pojęcia zupełnie nowe, zry- 
wające 
 całym systematem polityki Wielkiego Elektora, Wiel- 
kiego Fryderyka, Fryderyka Wilhelma II. "Reformator Prus 
nowożytnych, znakomity Stein, wyrzeka się myśli powszechnego, 
jednostajnego, przychodzącego z góry, uszczęśliwienia ludności 
przez państwo, a natomiast stawia zasadę swobodnego rozwoju 
i udoskonalenia właściwości przyrodzonych każdej grupy naro- 
dowościowej. Tę to zasadę uznaje on za istotną podwalinę 
wszelkiego uspołecznienia. Zaś, w zastosowaniu do monarchj i 
pruskiej i prowincyj polskich, prowadziła ona z konieczności 
do unji osobistej. Stein żądał, aby Fryderyk Wilhelm III 
przyjął tytuł króla polskiego, uwłaszczył włościan polskich, 
rozszerzył prawa mieszczaństwa, zaprowadził ustawę stanową, 
deputowanym od stanów otworzył przystęp do obradujących 
kollegjów krajowych. Oczywiście miał przy tern na widoku 
przyswojenie Prusom, w stosunku do Polski, urządzeń istnieją- 
cych pomiędzy Austrją a Królestwem węgierskiemu. Ale było 
za późno. Zupełnie innym torem poszły wypadki dziejowe.
>>>
GŁOS NAUKI 


363 


Z odłamów działu. pruskiego powstało Księstwo Warszawskie. 
Z gruzów Księstwa wzniosło się Królestwo kongresowe. Wy- 
tworzyły się inne stosunki, które, w głównych zarysach, prze- 
trwały do dnia dzisiejszego. 
Tak przedstawia się, w treści najważniejszej, tok wykładu 
prof. Lehmanna. To krótkie przedstawienie rzeczy powinno, 
zdaniem prelegenta, "wystarczyć do udowodnienia błędności tezy 
o wiecznym i koniecznym antagonizmie pomiędzy Niemcami 
i Polakami u . Powinno zarazem przypomnieć tę wielką prawdę, 
iż "w każdej narodowości przejawia się duch Bożyu, iż zatem 
pogwałcenie każdej narodowości jest świętokradztwem. Nie 
można przesądzać, o ile taka argumentacja i takie przypomnienie 
trafi do przekonania rządzących i opinj i publicznej w Niemczech 
dzisiejszych. W każdym razie, uważaliśmy za swój obowiązek 
zapisać na tern miejscu, w czasopiśmie polskiem, ten głos 
sumienia i prawdy, przychodzący z Niemiec.
>>>
ł 


.....
>>>
MISCELLANEA I DOKUMENTY
>>>
.
>>>
NAPOLEON A LITWINI PRZED WOJNĄ 1812 


Napoleon stosunkowo późno i mało z Litwinami miał do czynienia. 
W legjonach nasampierw stykał się głównie z Wielkopolanami, jak: 
Sułkowski Józef. Dąbrowski Jan Henryk. Kosiński AmiIkar, Sokolnicki 
Michał. Wybicki Józef. Z koroniarzy przeważnie składało się ciało 
oficerskie legjonów. zaś szeregowców niemal wyłącznie dostarczała Ga- 
licja ze zbiegów i więźniów austrjackich. Trafiała wprawdzie i młodzież 
litewska wcześnie do legjonów; niejeden tu ..chłopiec... skakał kryć 
się w Niemnie" na lat kilkanaście przed p. Tadeuszem. nie do pruskiej 
jeszcze Warszawy. lecz do wolnego dążąc Medjolanu. Dochował się prze- 
śliczny list pożegnalny jednego takiego chłopca, uciekającego z Litwy 
rządów Repnina do Bonaparty na ziemię włoską; i wart ogłoszenia 
ten list nieszczęśliwego Stasia Judyckiego. syna generała. pisany z Wilna 
w godzinę ucieczki. we wrześniu 1797 r.. a pochwycony przez Bułha- 
kowa. gubernatora wileńskiego. Powstrzymany został jednak niebawem 
dopływ z Litwy do legjonów przez czujny dozór władz miejscowych. 
a wnet zgoła przecięty przez doszczętne rozbicie związków tajnych 
litewskich. utrzymujących styczność z emigracją paryską i włoską. 
przez u więzienie i zesłanie głównych przywódców wileńskich: Nartow- 
skiego Jana. księdza Ciecierskiego i towarzyszy; odnalezione niedawno 
przez piszącego akta ich procesu też zewszechmiar ogłoszenia warte. 
Ucichła Litwa za Pawła; potem w jego następcy, Aleksandrze. widziała 
piekuna. może odnowiciela; mniej nierównie od Korony na zachodniego 
oglądała się cesarza. 
Po powrocie z Egiptu spotkał się Napoleon osobiście z najpierw- 
szym Litwinem. oraz przedstawicielem Polski. z osiadłym od 179 8 r. 
w Paryżu Tadeuszem Kościuszką. Ale stosunek wzajemny stał się 
odrazu niepr zyjaznym. Republikanin Kościuszko nie wybaczył zama- 
Jako dopełnienie szkicu ..
 sI?rawie polskiej w 1812 .r
k
" co do 
stosunku wzajemnego Napoleona I LItwy przytaczamy tu nInIeJszy arty- 
kuł Sz. Askenazego. drukowany w ..Kurjerze Litewskim" 1/14 stycz- 
nia 1912. 


Szkice i portrety 


25
>>>
ł 
, 


368 


SZYMON ASKENAZY 


chu 18 brumaira republikanowi Bonapartemu; w odpornej odtąd po- 
stawie stanął wobec pierwszego konsula i cesarza. Napoleon ze swej 
strony z nieufnością odtąd zapatrywał się na Litwę. Dawnego dyplo- 
matę emigracji Ogińskiego Michała, dawnego generała legjonów Knia- 
ziewicza Karola, widział powracających pod berło rosyjskie, widział 
pogodzonego z niem dawnego Naczelnika Wawrzeckiego Tomasza, po- 
godzoną wszystką Litwę pod przewodem kuratora wileńskiego a mi- 
nistra rosyjskiego Czartoryskiego Adama. 
Nadszedł rok 1806 i pierwsza kampanja polska Napoleona. We- 
zwany przez niego Kościuszko stawienia się odmówił. Był to błąd, 
płynący z pobudek najczystszych. ale był błąd ciężki. Ten błąd. być 
może, zdecydował wtedy faktycznie o losie Litwy. 
Wobec odmowy Kościuszki, wobec przeważających na Litwie 
wpływów Czartoryskiego. nie miał Napoleon sposobu trafienia wtedy 
przez dość pewnych i dość silnych ludzi na Litwę. Pierwszą stamtąd 
wiadomość poprzez ostro strzeżony kordon przyniósł mu... Krasiński 
Wincenty, w grudniu 1806 r. Donosił o "zapale niezmiernym w grodzień- 
skiem i mińskiem" (list W. Krasińskiego do J. H. Dąbrowskiego, 27 grud- 
nia 1806 r.), ale na tych ogólnikach niewiele można było polegać. Ra- 
zem z W. Krasińskim jako przedstawiciel Litwy stawił się w kwaterze 
cesarskiej Sapieha Aleksander (ur. 1772 r. w Paryżu, um. 8 września 
1812 L W Dereczynie), dobrej woli. dużego ukształcenia. ale głowa słaba p 
małej na Litwie wziętości. Nie widząc Kościuszki, trzymali się w re- 
zerwie Litwini. Odezwali się dopiero w lutym 1807 r., po porażce Na- 
poleona pod !ławą. widząc umykające się widoki ratunku; posłali wtedy 
starego Konopkę do Warszawy na zwiady, kiedy Napoleon nie miał 
żadnej pozytywnej potemu możności, obezwładniony przez rzeź iław- 
ską, zmuszony przed własną natychmiastową bronić się zgubą. Po po- 
prawieniu się położenia Napoleona. po wzięciu Gdańska wkońcu maja 
t. L, wyprawili Litwini starego przyjaciela Kościuszki, Sierakowskiego 
Józefa do Warszawy, celem porozumienia się względem powstania 
Litwy. Równocześnie Napoleon w czerwcu t. r. na własną rękę pró- 
bował trafić na Litwę: użył do tego Tyszkiewicza Tadeusza, którego 
wysłał za Niemen, i Potockiego Feliksa z Rosi (ur. 3 I sierpnia 1777 r. p 
um. 27 lutego 181 I L, żonaty z Zofją z Niesiołowskich). Wszystko to było 
już zapóźno: Sierakowski przybył z Potockim Stanisławem do Napo- 
leona do Tylży już po nawiązaniu przedwstępnych układów pokojo- 
wych z Aleksandrem. W pokoju tylżyckim powstało Księstwo War- 
szawskie z samego działu pruskiego. Litwa całkiem pominięta i jeszcze 
przez nabytek białostocki zwiększona i utwierdzona w swej odrębności 
została. 
Te precedensa są arcyważne. Wywarły one wpływ stanowczy 
a opłakany na późniejsze fatalne rozdwojenie Litwy względem Na- 
poleona oraz na jego rozdwojony względem Litwy stosunek podczas 
..drugiej wojny polskiej", wielkiej wyprawy moskiewskiej 1812 L
>>>
NARADA ALEKSANDRA I. Z POLAKAMI W PULAWACH 
w f. 1814 


(Por. ..Zjazd w Puławach w r. 1814") 
P r c c i s d e c e q u i s'e s t d i t e t t r a i t e d a n s l e 
C a b i n e t d e S. M. l'E m p e r e u r A l e x a n d r e lor s q u'i l 
a d a i g n e y a p p e l e r 1vI r Z a m o y s k i, L i n o w s k i e t 
M a t u s z e w i c. l e 21 S e p t. 1814 a P u ł a w y l). 
Les trois personnes appelees. en entrant dans le Cabinet de S. M. 
y trouverent le Prince Adam Czartoryski et Mr. de Novosilzoff; l'Empe- 
reur leur annon
a qu 'il voulait causer avec eux du sort de leur patrie
 de 
l'oeuvre de recreer le Pologne, et ił commen
a aussitót a developper 
la situation dans laquelle les choses se trouvent dans ce moment. Ił 
y a a vaincre deux genres d'obstacles. ceux qui viennent de la part des 
voisins de la Pologne, et ceux qui prcsentent les opinions de la nation 
russe. et les mcnagements que le Souverain juge convenable d'observer 
A cet egard. Quant aux premiers... le consentement de la Prusse peut 
tre 
envisage comme assure, moyennant un sacrifice. celui d'abandonner 
a la Prusse certaine portion du Duche de Varsovie qu'elle demande pour 
corriger ce que la frontiere actuelle offre de defectueux. le pays enfin 
qui se trouve entre la Prusse et la Silesie comme dans l'ou- 
verture du compas. L'opposition de l'Autriche est jusqu'ici plus for- 
melle et plus obstinee; mais comme l'Empereur a resolu de montrer dans 
cette negociation autant de fermete que de moderation, ił n'est pas 
a presumer que l' Autriche veille ou puisse risquer une levee de bouclier; 
d
apres les derniers rapports et nouvelles, elle ne pretend plus conte- 
ster que l'Empereur garde le Duche de Varsovie conquis par ses armees. 
mais ce qu'elle craint surtout, c'est le nom de Pologne et un Etat con- 
stitu
 separement qui porterait ce nom. Or, l'Empereur compte ecarter 
toute discussion pareille, en ne souffrant pas que qui ce soit s
arroge le 


l) Kopja rękCłs Adama Skałkowskiego (z oryginału ręką Tadeuszą. 
Matuszewica) w papierach po Sz. Askenazym. 
25*
>>>
370 


SZYMON ASKENAZY 


d.roit de s.immiscer dans les arrangements interieurs de ses Etats. ił 
ne s'expliquera pas du tout sur ce qu.il compte faire ou ne pas faire la. 
dessus. ił insistera sur une cession pure et simple degagee de toute clause 
ou condition et se conservera de cette maniere l'avantage d'avoir ses 
coudees tout a. fait franches; on (devra?) respecter son droit d.indepen- 
dance. il est tout decide a les defendre par ses armes et a tirer son epee. 
Quant aux opinions de la nation russe au sujet d'une Pologne annexee 
a la Russie... les anciens prejuges semblent considerablement diminues et 
quant a leur force et quant a leur etendue. et en y procedant avec pru- 
dence. mesure. et menagement convenable. on peut arriver au but, san s 
blesser ces opinions. L'Empereur a reussi de m
me dans une semblable con- 
joncture. lorsqu .apres avoir acquis la Finlande, il y a joint la Finlande 
Russe anciennement possedee et assimile c elle-ci, quant au regime ad- 
ministratif. a celui dont jouissait en vertu de ses loix la province nouvel- 
lement acquise. L'Empereur se propose d.observer maintenant a peu-pres 
la meme marche pour former une Pologne constitutionelle. autant du 
Duche de Varsovie actuellement acquis que de Provinces polonaises 
appartenantes deja a son Empire. L'Empereur a daigne nous demander 
de s'en rapporter a lui entierement. de lui accorder toute notre con- 
fiance. de le laisser faire et agir d'apr
s le plan qu'il a con
u. pour nous 
conduire d.autant plus surement a un etat de bonheur solide et nSel. 
Dans cette conversation dont on a tache de ne tirer ici que ressence, 
l'Empereur a parle avec une clarte parfaite, de maniere a faire convenir 
ceux qui avaient le bonheur de rentendre. qu'il a egalement bien saisi 
rensemble et les details, egalement bien apprecie les obstacles et les moyens 
de les surmonter, que ses idees sur la marche a tenir. et en general et 
par rapport a chaque circonstance particuliere. loin d'etre le fruit d'une 
volonte ephemere. sont bien muries par la reflexion; ce qui domine dans 
sa maniere de s'enoncer. ce qui en fait le caractere distinctif. c.est cette 
elevation de sentiments et de principes qui le place bien au dessus de 
tous les mouvements de passion commune, de toutes suggestions de la 
vanite. de l'amour propre, de la vengeance, c'est cette bonte si franche 
et si touchante que ceux qui ne ront vu de pres ne pourront jamais 
s'en former une juste idee; c'est le desir du bien. le plus sinc
re et le plus 
constant. d'un bien auquel ił donne une latitude proportionnee a la 
hauteur de sa noble generosite et a l'etendue de ses moyens de puissance. 
de sorte que le bien qu'il desire pour ses peuples ne cesse pas d'etre un 
bien pour tout le genre humain. 
Lorsque l'Empereur s'est arrete, Mr Matuszewic qui par hasard 
s'est trouve place le plus pr
s de lui. atache d'exprimer combien tous 
les Polonais sont penetres de reconnaissance pour les bienfaits deja. 
re
us, comme pour ceux que la bonte de S. M. leur permet d.esperer. 
qu'on ne saurait rien ajouter a la confiance qu.ils mettent dans sa pro- 
tection; quant a. ceux qui ont l'honneur de se trouver en sa presence, 
etant du nom bre des individus designes par S. M. pour preparer les
>>>
NARADA ALEKSANDRA I. Z POLAKAMI 


371 


projets de differentes reformes. ils desireraient connaitre plus positi- 
vement ses intentions a ce sujet, pour marcher avec plus d'assurance 
et suivre dans leur travail ulterieur la direction qui leur sera indiquee. 
Alors le Prince Adam a remis a Mr Matuszewic le projet de bases 
constitutionnelles prepare par quelques membres du comite et presente 
la veille par le Prince Adam, en engageant Mr Matuszewic avec l'agre- 
men t de S.M. a relire haut cette piece en sa presence. Cette lecture amena 
en effet des eclaircissements tres interessants. 
Dans le preambule S. M. n'observa qu'un seul terme impropre qui 
sera facilement remplace: c'st la phrase: les violences ont cesse avec 
Je "efus: resistance ici vaut mieux que refus; mais a la fin il a formelle- 
ment ordonne de nommer les Polonais a la place des habitants du Duche. 
A l'article I-O S. M. remarque qu 'on pouvait se rapprocher par le 
fait de la Constitution du 3 de Mai, mais qu'il valait mieux ne pas la 
nommer ici. surtout par menagement pour la Russie. 011 les gens ne la 
connaissent pas du tout, et 011 elle sonne maI aux oreilles de ceux 
qui la connaissent, ou qui en ont entendu parler dans le temps. 
A l'article 2-0 S. M. faisant aussi attention a l'impression que cet 
article pourrait produire en Russie. en desirait une autre redaction; 
celle-ci avait dej a ete preparee par le Prince Adam et obtint l'approba- 
tion de l'Empereur. 
A l'article 3-0 S. M. jugea que lai cardinale n'etait pas une expression 
assez generalement usitee. l'epithete fondamentale sera substituee a l'autre: 
A l'article 11 S. M. s'est expliquee assez au lon g sur l'idee de sub- 
stituer des colleges a des individus portant le nom de ministres, et ne 
l'approuva pas: ił prevoyait dans la creation des colleges des lenteurs 
et des divergeances. tandis que la marche administrative demande de 
la celerite et de la vigueur. il prevoyait que la responsabilite s'affaiblirait 
jusqu'a devenir nulle, car la on elle pese sur plusieurs individus.ordinaire-: 
ment elle ne lie personne. Ił a temoigne de la repugnance a cette mani
re 
de sauter alternativement d'un extr
me a l'autre. et de rayer des mini- 
stres ici, parcequ'ił y en a en France. Mr de Novosiltzoff ayant ici fait 
mention que Mr Matuszewic avait soutenu la m
me opinion dans le Co- 
mite, celui-ci en cn convenant s'est cru oblige d'ajouter, qu'il s'est soumis 
de bonne grace a l'opinion des ces collegues. que cependant ił ne croyait 
pas impossible d'arranger (en redigeant les organisations particuli
res) 
la chose de mani
re a conserver les colleges qui semblent assez generale- 
ment desires, sans nuire ala marche prompte de l'administration, en n'ad- 
mettant de discussions collegiales que pour la preparation des projets, et 
en renfor
ant les attributions du ministre pour le charger seul et du soin 
d'activer l'execution et de la responsabilite. S. M. apr
s avoir attenti- 
vement ecoute les observations faites par le Prince Adam, Mr. de Nova- 
silzoff. Zamoyski et Linowski, parut adherer au milieu 1 ) propose par Mr 
Matuszewic et sans exclure formellement l'idee des coll
ges, elle recom- 
1) Miejsce niezrozumiałe. prawd. moyen (Pn;yp. wyd.).
>>>
.
 


ł 


372 


SZYl\ION ASKENAZY 


manda iterativement d'avoir soin de ne pas affaiblir l'action du gouver- 
nement. Sur la representation faite a S. M.. que la partie de l'instruction 
publique etait celle qui admettait la discussion plus que toutes les autres 
parties administratives, Elle daigna consentir a la crc
ation d'une com- 
mission semblable a celle qui a autrefois existe en Pologne. Elle consentit 
de meme a ce qu'i! n'y eut plus de Ministre de la Justice et a ce que ses 
attributions soyent transferees au Tribunal Supr
me. Elle ordonna de 
dire a la place de ce qui etait redige a la fin de cet article: Le ministre 
secretaire d'Etat residera constamment aupr
s de notre personne. Au 
milieu de cette discussion lorsque le Prince Adam a dit, que les titres de 
Ministres semblaient trop pompeux pour un pays aussi peu etendu et 
aussi pauvre que le Duche, l'Empereur a repondu "Vous savez donc qu'il 
aura dix a onze millions d'habitants". 
A l'article 12 S. M. a observe que cet artic1e devra etre change 
d'apr
s les nouvelles frontieres qui seront donnees a la Pologne. 
A l'article 13 S. M. a encore releve le mot de commission autant par 
fait des inconvenients qu 'elle envisage dans la creation des colleges pour 
l'administration. que parceque ce mode si different de celui qui existe 
aujourd'hui dans les Provinces polono-russes, sera pour elle une g
ne 
de plus dans l'execution du plan d'assimiler insensiblement le regime ad- 
ministratif de ces Provinces a celui du Duche, pour les fondre au premier 
jour dans un seul et meme syst
me. On a observe a l'Empereur qu'ici 
aussi les attributions du President peuvent 
tre renforcees. qu'on peut 
le nommer Marszałek, qu 'il remplacera alors le Gou verneur et les com- 
missions remplaceront les Gubiernskie Uprawlenje. A cette occasion Mr 
Matuszewic a dit, que le point de vue de preparer de maniere pour ainsi 
dire l'assimilation future du gouvernement entre le Duche et les autres 
Provinces polonaises, etait on ne peut pas plus prckieux et important, 
qu'en redigeant tous les projets de reforme on doit l'avoir present a la 
pensee. mais il est nouveau pour les membres du Comite, jusqu'ici ils ne 
pouvaient porter leur attention vers ce point. ils desiraient vivement ala 
verite, mais n'osaient prevoir ce grand bienfait. lei l'Empereur a recom- 
mande de chercher a tirer parti de toutes les analogies qui se trouvaient 
entre les magistratures et institutions administratives dans le Duche 
et dans les provinces polono-russes. Sous ce rapport il envisagait comme 
une rencontre heureuse qu'il y eut un Senat chez nous et en Russie. 
..Je desirerait, dit S. M., une telle combinaison et un tel arrangement 
I 
de choses, que les autorites russes et polonaises tant civiles que militaires 
puissent traiter entre elles reciproquement comme de fr
re a fr
re". 
A l'article 26 S. M. a protest e formellement contre cet article, Elle 
en jugeait la redaction derogataire pour ainsi dire a la dignite de l'armee 
polonaise, et ordonna qu 'elle fut changee de maniere a lui garantir tout 
ce qui tient a sa nationalite, mais qu'au lieu de figurer en quelque sorte 
sous la forme de milices, les milices ne doivent y figurer que c omme un 
supplement de force militaire a employer en cas de besoin. A cette occa-
>>>
NARADA ALEKSANDRA I. Z POLAKAMI 


373 


sion S. M. a daigne reiterer ce qu'elle avait deja assure, savoir: que 
toutes les depenses de l'Etat miłitaires et eiviłes seraient strictement 
proportionnees aux moyens d'un pays qui a si grand besoin de respirer. 
A l'article 29 S. M. ordonna de changer les mots qui le commen- 
cent et le Prince Adam a note le changement indique par S. M., savoir: 
Le clerge catholique romain et le clergć du rit grec uni: c'est aussi un 
juste menagement pour l'oreille des Russes. 
A l'article 34 S. M. a consenti a ce que les premieres lignes qui 
designaient les raisons pour lesquelles les Juifs ne peuvent pas encore 
etre admis a. l'entiere jouissance des droits civiłs, soyent omises, cette 
exclusion se trouvant implieitement dans les lignes qui suivent. Mr 
Linowski ayant releve et explique comment et pourquoi les Juifs dont 
ce pays est inonde, deviennent pour nous une sorte de fleau plus affi- 
geant que partout ailleurs; qu'ailleurs les Juifs sont des hommes comme 
les autres, mais iei ce n'est que le ramassis de la gueuserie la plus viłe et 
la plus dangereuse etc. l'Empereur a repondu que les Juifs donnent 
a peu-pres le meme embarras partout, qu 'on s'en est beaucoup occupe 
en Russie. sans reussir atteindre le but d'utiłite qu 'on s'etait promis, 
ąu'ił semble qu'on n'y parviendra qu'en cherchant dans l'esprit de leur 
religion, dans les usages m emes et les pratiques qui les isolent les moyens 
de les utiliser. Enfin, dans la conclusion S. M. a encore daigne ordonner 
que les habitants du Duche de Varsovie fissent place aux Polonais. A cette 
occasion elle a bien voulu expliquer et detailler a nouveaux frais ses 
intentions et ses resolutions si bienfaisantes, si magnanimes et si sages 
a la fois. que nous etions tous penetres au supreme degre d'admiration 
et de reconnaissance. L'Empereur a ordonne d'ajouter un nouvel artic1e qui 
doit dire. que la Pologne sera lice a jamais a la Russie autant dans la per- 
sonne du Souverain actuel, que dans celles de ses successeurs. "C'est 
juste, a-t-il dit, et utile aux deux pays. et en meme temp s cela fera tom- 
ber une des objections. que quelques Russes mettent en avant pour atta- 
quer une Pologne separement c onstituee. iłs disent qu 'elle ne tiendrait 
a la Russie qu'autant que je viverai, et qu'elle pourrait s'en detacher 
lorsque je ne serai plus; ił faut que cela ne puisse pas se dire". Mr Za- 
moyski ayant dit: ..ił faut dec1arer que la Pologne fera partie integrante 
de l'Empire Russe", l'Emp. a repondu linon pas integrante, mais annexee, 
attachee sous le mcme souverain et inseparable a jamais". Lorsque le 
Prince Adam a exprime notre inquietude sur le danger de voir revenir 
les J esuites.I'Empereur a repondu que cette crainte est tout-a-fait gratuite, 
que les Jesuites n'avaient pas de plus grand antagoniste que lui. Ił a fini 
par ces mots: II Voiła , Messieurs, un premier travaił national. ił sera 
suivi de beaucoup d'autres, et j'espere qu'avec votre cooperation, j'aurai 
le bonheur de faire votre bonheur". N ous etions si fort emus et atten- 
dris qu'aucun de nous n'a trouve d'autre maniere de lui exprimer. no
re 
reconnaissance, qu'en protestant qu'il n'existait pas de termes qUI PUIS- 
sent l'exprimer.
>>>
... 


I 


ZAGROŻENIE KODEKSU NAPOLEONA 
PRZY UTWORZENIU KRÓLESTWA POLSKIEGO 


Kodeks Napoleona w dobie tworzenia Królestwa, 1813-15. był 
narażony na groźbę zniesienia. bardzo poważną. 
Kodeks. w chwili upadku Księstwa Warszawskiego i zajęcia go przez 
Rosjan. miał przeciw sobie opozycję silną a różnorodną. Składały się na 
nią głównie: z jednej strony żywioły zachowawcze b. Księstwa, zwłaszcza 
z departamentów po-austrjackich, skąd weszli więksi posesorowie mag- 
naccy; z drugiej, duchowieństwo, przeciwne kodeksowi dla względów 
kościelno-politycznych. Ks. Adam Czartoryski zsolidaryzował się z tą 
opozycją. Obcy on był instytucjom Księstwa. Kodeksu nie znał, przeciw 
wszystkiemu. cO napoleońskie, był przekonany z zasady. Ale powodował 
się także, i to przedewszystkiem. pobudką wyższego rzędu. Zależało mu 
na wcieleniu do przyszłego Królestwa gubernij zachodnich. a uznawał za 
niemożliwe rozciągnąć na nie instytucyj kodeksowych Księstwa; pragnął 
tedy nowej, opartej o Statut litewski, ogólnej kodyfikacji polskiej. Tak, 
czy owak. Czartoryski, główny wtedy doradca Aleksandra I w sprawach 
fundacji prawno-państwowej Królestwa, wręcz przeciw Kodeksowi się 
oświadczył i zrazu pociągnął za sobą monarchę. 
W memorjale własnoręcznym. złożonym osobiście Aleksandrowi 
w Chaumont, 7/19 lutego 1814 r., po wyczerpujących z nim konferencjach 
Czartoryski pisał: "...Le Code de Napoleon civil et de procedure judiciaire 
doit et peut s'abolir immediatement. en y substituant interimalement 
les lois polonaises et le Statut, ainsi que les formes usitees avant l'intro- 
duction de la procedure fran«;aise... La legislation civile et l'administra- 


Gazeta Sądowa Wat'szawska. Warszawa, dnia 28 maja 19 08 roku. 
Rok XXXVI. Nr. 22. Str. 333 (Numer jubileuszowy. poświęcony hi- 
storji Kodeksu Napoleona). 
O przeciwnikach Kodeksu artykuły w tymże numerze: Dziś 
a pt'zed stu lat". S. Posnera. Str. 337 i in.. oraz Pt'zeciwnic" Kodeksu. 
J. J. Litauera. Str. 3 6 3 i n.
>>>
ZAGROlENIE KODEKSU NAPOLEONA 


375 


tion du Duche ayant une fois acquis l'esprit et la forme qu'elles doivent 
conserver, la volonte de S. M. 1. est de joindre successivement au Duche 
les huit gou vernements polonais, en commen
ant par les plus voisins..." 
W myśl niektórych wniosków memorjału niniejszego oraz następ- 
nych referatów Czartoryskiego, Aleksander wydał na jego ręce w Paryżu. 
19 Maja 181 4 roku, ukaz Najwyższy wraz z dołączoną do niego "Note", 
upoważniający go do zwołania w Warszawie Komitetu Reformy "pour 
preparer... le travail de changement que je veux faire dans la Regie du 
Duche". Dołączona do ukazu Nota, obejmująca "Objets dont le Comite 
doit s'occuper". przepisywała między innemi: "Le Code Napoleon civil 
et de procedure judiciaire devrait etre aboli le plus tót possible. On 
pourrait interimalement y substituer les lois polonaises. le Statut de 
Lithuanie. ainsi que les form es judiciaires usitees avant l'introduction 
de la procedure fran
aise. Le Comite discutera si les codes doivent etre 
abolis entierement ou en partie. et a quelle epoque cette abolition pourrait 
avoir lieu. Ił proposera aussi un plan et la composition d'une Commission 
separee a creer qui sera chargee de la redaction d'un nouveau Code civil.. 
criminel et de procedure, de meme que de l'organisation de£initive de 
l'ordre judiciaire..." 
Przepisaną przez ukaz powyższą pracą kodyfikacyjną zajęła się- 
Sekcja sądowa Komitetu Reformy. zrazu w składzie: Grabowski radca 
stanu. Bieńkowski sędzia apelacyjny, Szaniawski prokurator sądu ka- 
sacyjnego, wzmocnionym później w drodze kooptacji. Obszerne te ro- 
boty kodyfikacyjne, dokonywane w ciągu 1814-15 r.. a których ciężar 
główny spoczywał na Bieńkowskim, nie mogą na tem miejscu uledz bliż- 
szemu rozstrząsaniu. Zaznaczyć natomiast należy, że zarówno sam Bień- 
kowski. jakoteż i inni celniejsi prawnicy. których zdania w tym czasie 
zasięgał Czartoryski. jako to: Stanisław Węgrzecki, Wincenty Bandtkie. 
Antoni Wyczechowski. w obszernych wywodach pisemnych występowali 
w obronie kodeksu. 
Po utworzeniu Królestwa na Kongresie wiedeńskim 3 Maja 18 1 5 r.. 
Aleksander w wydanych w \Viedniu. 25 Maja 1 81 5 r., ..Bases de la con- 
stitution du Royaume de Pologne" w 9 8 przepisał: "Les lois civiles 
et criminelles actuellement en vigueur... continueront d'etre obligatoires 
aussi longtemps. que les nouveaux Codes, dont nous avons ordonne 
la redaction. n'auront re
u la sanction et la publication necessaires 
pour leur faire acquerir force de loi..." 
Przed przybyciem Aleksandra do Warszawy zredagowanie projektu 
konstytucji Królestwa powierzone zostało Ludwikowi Platerowi. W wy- 
gotowanym przez niego projekcie 
 422 miał takie brzmienie: ..Aż do 
ustanowienia nowej księgi praw cywilnych i kryminalnych, prawodaw- 
stwo teraźniejsze zachowa się z niektóremi odmianami". 
Po przybyciu Aleksandra w listopadzie 181 5 r. w
racowany zo
tał 
nowy projekt konstytucji, głównie przez CzartoryskIego, przy 
dzl
le 
Stanisława potockiego i in. 'V tym projekcie. po 
 15 8 (odpoWlada)ą-
>>>
ł 


376 


SZYMON ASKENAZY 


-cym, z pewnemi modyfikacjami. artykułowi 161 konstytucji nadanej), 
szły następujące dwa 

: 
 159 "Le Code de procedure provisoire sera 
.egalement statue par le Roi apr
s avoir ete discute au Conseil d'Etat. 

 160. Les nouveaux Codes civil. criminel. de commerce et de procedure 
fixe, seront soumis a l 'approbation de la di
te. Les Codes actuels resteront 
provisoirement en vigueur. avec des modifications sur lesquelles le Roi 
statuera apr
s avoir pris l'avis du Conseil d'Etat". Projekt ten. opatrzony 
własnoręcznemi in mat'gine ołówkiem uwagami Aleksandra, wedle jego 
wskazówek przerobiony został w formie ostatecznej przez Ignacego Sobo- 
lewskiego. przyczem obadwa powyższe SS 159 i 160 zupełnie zostały 
usunięte. Tem samem Kodeks Napoleona w ostatniej chwili pozostawiony 
był w mocy.
>>>
DO CHARAKTERYSTYKI LUBECKIEGO 


Barwne i zajmujące artykuły. ogłaszane w r. b. przez prof. St. 
Smolkę w ,.Bibljotece Warszawskiej". "Przeglądzie Historycznym" 
i ,.Przeglądzie Polskim". skierowały u wagę szerszego ogółu na postać 
najwybitniejszego ministra Królestwa Kongresowego. Z niecierpliwością 
oczekiwać należy zapowiedzianego większego dzieła. z którego dopiero 
wydatne poznaliśmy fragmenty. a w którem z wytrawnej ręki autora 
otrzymamy zapewne nie tylko pełny i artystyczny wizerunek Lubeckiego, 
lecz tem samem nowy poważny przyczynek do 2/3 dziejów Królestwa. 
a może i do wcześniejszych dziejów Litwy i Księstwa VVarszawskiego. 
Chętnie też korzystamy z zainteresowania, wywołanego ciekawemi stu- 
djami prof. Smolki. aby podzielić się niektóremi postrzeżeniami. odno- 
towanemi przez nas bądź w związku z dawniejszą naszą pracą mono- 
graficzną o , ,Działalności ministra Lu beckiego" . bądź też w związku 
z poszukiwaniami natury ogólniejszej. dotyczącemi dziejów Królestwa. 
Lubecki przedstawia objekt nadzwyczaj nauczający dla psycho- 
logji historyczno-politycznej, w jednym zwłaszcza szczególniejszynl 
względzie. Wyobraża on mianowicie. z całą doskonałością eksperymen- 
talnego procesu, typowy przykład wzajemnego oddziaływania. poniekąd 
przeciwdziałania. poniekąd w końcu harmonijnego zespolenia czynników 
litewsko-polskich w dobie porozbiorowej. Przynosił z sobą tęgość natury 
litewskiej, górującą nad lżejszym z reguły, powierzchowniejszym nieraz, 
choć może i lotniejszym nastrojem natury koroniarskiej, i lepiej też 
uzdatnioną do ujęcia. skaptowania i pokojowego pohamowania lepiej 
sobie znanej natury rosyjskiej. a tym sposobem do gładszego ułatwienia 
modus vivendi polsko-rosyjskiego. Ale przynosił też najopłakańsze skutki 
rozkładowych wpływów moralno-politycznych, jakie w dobie podziało- 
wej zostały przez Rosję zaszczepione na Litwie i tam wrychle niebez- 
pieczne puściły korzenie. Był pierwotnie na drodze złej i zgubnej, na 
tej samej drodze, na której w poprzedniem pokoleniu targowickie wyrosły 
. 


Kwa"t. Hist., 1906. XX, str. 511-520 i odbitka. str. 8.
>>>
378 


SZYMON ASKENAZY 


chwasty. na której wystrzeliły zatrute. choć niezawodnie też wyższe 
talenty Kossakowskich. na drodze podstawienia nowej zabójczej unji 
litewsko-rosyjskiej w miejsce historycznej polsko-litewskiej. Z tej drogi 
nawróciła go. uratowała dopiero Warszawa. Królestwo Kongresowe. 
Winno Królestwo zasłużoną Lubeckiemu wdzięczność. Ale i on głęboką 
wdzięczność winien Królestwu. On ocalił jego finanse: ono ocaliło jego 
ducha. 
..Nie podejmujemy się - pisaliśmy swego czasu - apologji Lubec- 
kiego. W jego administracji. jego polityce. jego życiu są rzeczy potę. 
pienia godne. Są wybitne luki w jego dużej inteligencji. są wybitniejsze 
szczerby w jego mocnym charakterze... Miał nie tylko niższy ideał od 
ks. Adama (Czartoryskiego). miał od margrabiego (Wielopolskiego) 
niższą ambicję. Z obywatela. z męża stanu. sam siebie zdegradował 
na urzędnika" l). Na tem samem stanowisku stoimy po dziś dzień. Po- 
mijając już nawet młodość Lubeckiego. jego edukację petersburską. 
służbę Suworowowską. należy podnieść jego udział w śliskich. a w osta- 
tecznym wyniku szkodliwych bez kwestji robotach Ogińskiego w 1811 
i 1812 r. Umiał on wtedy zyskać sobie wyjątkowe zaufanie Aleksandra. 
jak świadczy sprowadzenie go do Kalisza w lutym 1813 r. Rola jego 
wtedy bardzo była drażliwa: występował poprostu jako narzędzie ce. 
sarskie i jako konkurent Czartoryskiego. A była to konkurencja in 
minus. Czarstoryskiego. który wtedy nieproszony przybył do I{alisza, 
cesarz wprost wygonił; Lubeckiego zatrzymał. a nawet mianował człon- 
kiem Najwyższej Rady Tymczasowej warszawskiej. Istnieje z tego czasu 
obszerny memorjał Lubeckiego o Księstwie. ciekawy. wnikliwy. lecz 
interesom przyszłego Królestwa nieodpowiadający. Sam ukaz 13 marca 
181 3 r. o Radzie Najwyższej. podpisany przez Kutuzowa. konfirmowany 
przez Aleksandra. był zapewne redagowany w Kaliszu przy bezpośred. 
nim udziale Lubeckiego. a są tam rzeczy fatalne, będące wyrazem intencyj 
rusyfikacyjno-policyjnych. panujących wtedy w sztabie głównym. Zo- 
stał też Lubecki zaufanym pośrednikiem między Kutuzowem a Łan- 
skojem. prezesem Rady 2). 'V samej Radzie. jako kierownik wydziału 
spraw wewnętrznych. miał wraz z Łanskojem i Nowosilcowem styczność 
bezpośrednią z najdrażliwszemi sprawami natury policyjnej. Wtedy to, 
jak się zdaje. zaskarbił sobie ufność Nowosilcowa. Wtedy też zraził sobie 
opinję Warszawy. W Rządzie Tymczasowym Królestwa już doświad- 
czał skutków tej. zasłużonej podówczas. niepopularności, a zarazem zro- 
zumiałego odwetu Czartoryskiego. który tymczasem innemi. niż'Lubecki, 
wyższemi sposoby wrócił do zaufania Aleksadra i kierowniczego w kraju 
stanowiska. Nie chciano też mieć Lubeckiego w warszawskim Komi- 


l) Z działalności min. Lubeckiego (1897). 2 sq.; Dwa stulecia, 3 6 5. 
2) Kutuzow do Łanskoja, 21 marca. 28 marca (własnor.): ..Bliższe 
szczegóły \v tej mierze (szło o Komitet C
ntralny) objaśni Panu osobiście rz. 
r. st. ks. Lubecki. któremu dać w tym względzie wiarę". I kwietnia 181 3 
(własnor.): ..Ks. Lubecki objaśni panu odemnie wiele rzeczy ustnie".
>>>
DO CHARAKTERYSTYKI LUBECKIEGO 


379 


tecie Reformy i trzeba było dopiero interwencji prezesa Nowosi1cowa. 
aby na drugiej sesji Komitetu został ..zaproszony J. O. X. Lu becki. jako 
dyrygujący ministerjum spraw wewnętrznych. dla udzielenia potrzeb- 
nych informacyj w rzeczach administracji krajowej" 3). Nie chciano go 
następnie mieć w rządzie konstytucyjnym Królestwa. nie chciał ani 
Czartoryski. ani opinja. Odsunięty do ważnych zapewne. lecz bądź co 
bądź drugorzędnych interesów likwidacyjnych. wrócił Lubecki do rządu 
w drugim dopiero okresie dziejów Królestwa. po zainaugurowaniu już 
ery wręcz reakcyjnej. zaprowadzeniu cenzury. rozpoczęciu procesów 
politycznych. Wrócił w tym samym czasie. kiedy do wydziału oświe- 
cenia i wyznań wzięto Stan. Grabowskiego. a wyniesienie swoje do steru 
wydziału skarbu w znacznej mierze zawdzięczał. podobnież jak Gra- 
bowski. Nowosilcowowi. który spodziewał się znaleźć w nim sprawne 
a powolne narzędzie reakcyjne. W rzeczy samej. Lubecki pierwotnie 
zdawał się w zupełności sprawdzać te nadzieje i jak najkarniej szedł 
na rękę Nowosilcowowi. Była wtedy na wokandzie pierwsza sprawa 
polityczna, Piątkiewicza i towarzyszów. owa sprawa studencka. ..do- 
minikańska" I gdzie potem wplątany był i Mochnacki i gdzie tak mizernie 
się spisał '). Owóż kiedy chodziło o oddanie pod sąd 3 oskarżonych 
studentów. w Radzie Administracyjnej oczywiście zaopinjowano. że tych 
dzieciuchów należy oddać pod sąd zwyczajny. podsędkowy. gdyż nic 
więcej im nie wykazano ponad zwykły co najwyżej występek kompeten- 
cyjny policji poprawczej. Oparł się z furją Nowosilcow. dowodząc. że 
chodzi tu o przestępstwo stanu. że zatem. wedle 
 151 konstytucji. wy- 
magany jest sąd nadzwyczajny: t. j. na podstawie konstytucji żądał sądu 
niekonstytucyjnego. gdyż ustawy o Sądzie Najwyższym jeszcze nie było. 
Nie ulegała mu jednak Rada Administracyjna, oponował żywo minister 
sprawiedliwości. Wtem na posiedzenie Rady wszedł Lubecki. Poinfor- 
mowany przez N owosiłcowa o przedmiocie dyskusji. natychmiast wziął 
jego stronę i to z taką swadą. że przymusił Radę do zaakceptowania. 
w zasadzie owej pierwszej. haniebnej pamięci. nadzwyczajnej Komisji 
śledczej 6). 
Copra wda. wkrótce potem Lu becki potrafił wyzwolić się od fatalnej 
kurateli N owosilcowa i wielki swój talent obrócić przeciw niemu z całym 
właściwym sobie impetem. a ku największemu pożytkowi kraju. Odtąd 
też został naprawdę znakomitym statystą polskim. Ale zwrot ten naj- 


S) Protokóły Komit. Reformy. sesja II. 7 lipc.a 1 81 4. ., . 
') Fatalne zeznanie Mochnackiego zna
e 
am ]e.st w 
YPISI
 rosYJ- 
skim z oryginału; brzmienie jego (kompromItU).ące mIędzy InnymI Bent- 
kowskiego) jest tego rodzaju. że każe uznać )eg: obronę. P.olak Sum.. 
N. 18 z 24 grud. 1830. Dzieła, I. 300. 3 28 sq.
 za nIewystarczaJącą. . 
6) Posiedzenie Rady Administr. 2 styczm
 1822; raport Now:sIlc
wa 
do Aleksandra I. 26 grudnia 1821 7 stycznIa 
822:. ..(Lu
ec
{l) de
e- 
loppa mes idees avec une justesse et une clarte. qUI ne I
Is
aIent nen 
a desirer. et finit par proposer qu'ił faut nommer une CommIsSlon (extra- 
ordinaire)" .
>>>
.. 


ł 
ł 


380 


SZYMON ASKENAZY 


niezawodniej nietyle w jakichciś Konradowych popędach w duszy mi- 
nistra miał swoje źródło. ile raczej. w znacznej przynajmniej mierze. 
pod dodatnim naciskiem opinji publicznej Królestwa dokonany zOstał. 
Nie umniejsza to późniejszych niepospolitych zasług Lu beckiego. lecz 
przy ocenie jego postaci historycznej uwzględnione być musi. 
Co myślimy o roli Lubeckiego podczas rewolucji. a w szczególności 
o jego wyprawie petersburskiej. - to pokrótce wyraziliśmy gdzieindziej. 
Stronę publiczną tej roli w pierwszych dniach rewolucyjnych stawiamy 
bardzo wysoko; względem strony osobistej musieliśmy poważne poczynić 
zastrzeżenia 8). Dalecy jesteśmy od pisania się na nielitościwe epigra- 
maty. jakie wtedy na rachunek jego misji petersburskiej fabrykowano 
w kuźnicy ..Nowej Polski" 7). Ale mniemamy. że niejedno w jego taktyce 
ówczesnej podpada surowej krytyce. Kładziem y poniżej urzędowy pro- 
tokół jego audjencji u Mikołaja II jako przyczynek zarówno do cha- 
rakterystyki Lubeckiego. jako też do oceny sytuacji w tej chwili tra- 
gicznej 8). 
..S. 
1. l'Empereur ayant juge necessaire de recevoir le pce Lubecki 
ministre des finances du Royaume de Pologne en presence de quelques 
personnes qu'il daigne honorer de Sa haute confiance. le 14 decembre ont 
cte reunis au palais particulier: S. A. I. Mgr. le Gd. Duc Michel. le ma- 
rechal cte Diebitch Zabalkansky. le ministre de la Cour pce Wolkonsky
 
le general d'infanterie cte Tolstoy. le vice-chancelier cte Nesselrode et le 
ministre secretaire dletat du Royaume de Pologne cte Grabowski. Les- 
quels ayant ete introduits dans le cabinet de l'Empereur. S. M. fit appeler 
le pce Lubecki et lui demanda. quel etait le motif qui l'avait determine 
a se rendre a St. Petersbourg? Le pce fit a cette question en su bstance 
la reponse suivante: ..Je suis venu. Sire. pour m'acquitter d'une com- 
mission dont m'a chargee Votre Conseil d'Administration. 11 a desire
 
qu'un temoin oculaire rendit compte a V. M. des evenements qui ont 
surpris la capitale du Royaume de Pologne au milieu d'une tranquillite 
profonde. de Lui exposer la situation du pays a la suite de ces mcmes 
evenements et de L'informer de la marche que le Conseil d' Administration 
a cru devoir suivre dans ces graves et sanglantes circonstances. Ce fut 
dans la soiree du 29 novembre que la revolte eclata. Au moment. ob nous 
nous y attendions le moins. des coups de fusil partirent dans plusieurs 
quartiers de la ville et nous fiimes avertis que des bandes armees par- 


tS) ..Zabiegi dyplom. polskie 1830-31''. Bibl. warsz.. CCXL VII 
(wrzesień 1902). 420 sq. 
7) Nowa Polska, 8 stycznia 1831. Nr. 4: ..Ks. Lubecki rozwiódł się 
z Polską. ale nie z żoną. bo pisał. ażeby przyjechała do Petersburga. 
Gdy się zastanawiano w pewnej kompanji nad poselstwem ks. Lubec- 
kiego do Rosji. trafne jeden z obecnych zrobił przypomnienie. że gdy 
Noe wysłał kruka dla dowiedzenia się. czy potop już ustał, ptak ten nie 
powrócił" . 
8) Archiwum ministerjum spr. zagr. w Petersburgu. Na oryginale- 
in margine ręką Mikołaja ołówkiem: ..m'en parler".
>>>
DO CHARAKTERYSTYKI LUBECKIEGO 


381 


couraient les rues et attaquaient a la fois le Belvedbre et r Arsenał. Dans 
ce premier moment de trouble et d'agitation tout le monde ne songea 
d'abord qu'a sa surete personnelle. bientót cependant on sentit la ne- 
cessite de se reunir et les membres du Conseił prirent la resolution de se. 
rendre immediatement chez le president cte Sobolewski. Ce ne fut 
qu 'entre minuit et 2 heures que je parvins a traverser la foule. En arri- 
vant chez le cte Sobolewski. j'y trouvai le pce Czartoryski". 
..De quel droit y etait-ił?" demanda l'Empereur. 
.,Ił est membre du Conseil". dit le pce. 
..n est singulier" - repliqua rEmpereur - IIqu 'iI s'en soit souvenu 
dans ce moment; ił n'assistait jamais au Conseil". 
.,Celui-ci reuni" - poursuivit le pce - ..nous deliberames sur les. 
mesures les plus urgentes a prendre. n fut arrcte que le Conseił se ren- 
forcerait de quelques individus connus pour jouir d'une grande popularite- 
et dont rassistance pouvait ctre utile pour conserver le Gouvernement 
du Roi et pour retablir la tranquillite de la capitale" . 
" Quels etaient ces individus?". demanda I'Empereur. 
.,Mess. Kochanowski, Pac. Michel Radziwiłł. Dembowski. Ostrowski 
et Lelewel". 
.,n est assez particulier. que votre choix soit tombe juste sur des 
personnes que vous saviez ctre taxees dans mon opinion. Vous la con- 
naissiez ainsi que mes sentiments a leur egard. Je vous les ai plus d'une 
fois enonces". 
lISire" - repondit le pce - .,iłs etaient populaires. nous avons 
pense que leur influence pouvait seule contribuer a arrcter et a reprimer 
le mou vement. Cette mesure prise, ił fut decide au Conseil que le pce 
Czartoryski et moi nous nous rendrions aupres de Mgr. le Gd. Duc. pour 
le conjurer de se mettre a notre tcte et d'aviser conjointement avec le 
Conseil aux moyens de faire rentrer la populace dans l'ordre. N ous 
parUmes de suite et nous trouvames Mgr. au bivouac pres du Belve- 
dbre. Mais S. A. I. nous declara qu'Elle ne pouvait acquiescer a la pro- 
position du Conseił. qu'Elle ne se mclerait pas de raffaire et ne ferait 
point agir les troupes qui ravaient rejoint. Nous nous trouvions ainsi 
abandonnes a nous-mcmes et sans disposer d'aucune force miłitaire; 
neanmoins nous n'etions domines que par runique sentiment d'empccher 
de plus grands malheurs et de maitriser le mou vement populaire" . 
.,Mon frere" - dit alors l'Empereur - .,a parfaitement bien fait;. 
les instructions de feu l'Empereur Alexandre lui defendaient , en cas 
d'emeute , de faire tirer les troupes russes sur les Polonais" 9). 
..Pendant ce temps" - reprit le pce - ..l'insurrection s'etait accrue 
au plus haut. au plus alarmant degre. L'arsenal force et pille. plus de 
50 mille hommes de la populace etaient armes , des troupes s'y etaient 


9) Jestto nader ciekawy a dotychczas. zgoła nieznan
 szczeg?ł.: równie 
zastanawiającem jest samo to zarządze
le Alek
an
ra. Jako tez I ta oko-- 
liczność. że pozostało ono w mocy po Jego śmiercI.
>>>
... 


1 


382 


SZYMON ASKENAZY 


rallies. et cette tourbe. prise de vin. menac;ait de massacrer tous ceux 
.qui voulaient s'opposer a leur volonte. Plusieurs generaux ont ete victi- 
mes de leurs efforts pour rappeler les troupes a l'ordre. d'autres ont ete 
forces. le pistolet a la gorge de se mettre a leur tete. Des clubs se for- 
merent et usurperent le pouvoir. C.est au peril de nos jours que nous 
rentrames. le pce Czartoryski et moi. au Conseil. La nous apprimes que 
la Banque etait dans le plus grand danger. Notre devoir etait de la sauver 
et nous resoliimes de nous y transporter tous. Ce fut avec une peine 
infinie que nous y parvinmes a travers une populace effrenee dont 6 mille 
hotpmes armes nous precedaient et suivaient de pres. Ce fut alors que 
le general Chłopicki nous rejoignit. Nous l'engageames a se mettre 
a la tete de la force armee. Il n'y consentit qu' a la condition que tous 
les actes du pouvoir ne fussent rendus qu.au nom de V. ?vI. Mais bientot 
nou.s diimes nous convaincre que les moyens dont nous disposions etaient 
insuffisants. que la populace revoltc
e devenait d'heure en heure plus 
nombreuse et plus menac;ante. Ił ne nous resta d.autre ressource que de 
prier le Gd. Duc de renvoyer les regiments polonais qui l'avaient rejoint. 
Je redigeai un ecrit pour en faire part a S. A. I. et pour l'avertir en mcme 
temps. que les rebelles avaient forme le dessein audacieux de l'attaquer 
et que des nombreux moyens de corruption avaient ete employes non 
sans succes. ce qu. Elle ignorait peut-etre. auprbs de celles des troupes 
polonaises qui l'entouraient encore. Bloque en quelque sorte dans la 
Banque. le Conseil ne savait comment faire parvenir cet ecrit au Gd. 
Duc. Son aide de-camp le cte Zamoyski y parut et fut charge de le lui 
porter. Peu apres une nouvelle deputation. composee du pce Czartoryski. 
du cte Ostrowski et de moi. se rendit au pres de ]\!gr. pour regler a vec 
S. A. I. tout ce qui avait rapport au renvoi des troupes russes vers la 
frontiere. mesure a laquelle Mgr. le Gd. Duc venait de donner son con- 
sentement. En effet. les troupes polonaises rentrerent en ville; dans leur 
marche elles rencontrerent une masse de peuple qui s'avanc;ait dej a pour 
attaquer le Gd. Duc. mais qui. voyant revenir les regiments polonais. 
les accompagnerent jusqu.a la place situee devant la Banque. en voci- 
ferant contre les generaux Krasiński et Kurnatowski et en exigeant qu .iłs 
Ieur fussent livres. Ce n.est qu 'avec beaucoup de peine et en deployant 
la plus grande energie. que le gl. Chłopicki parvint a leur sauver la vie. 
La meme exasperation se manifesta dans le peuple contre plusieurs 
membres du Conseil d' Administration; j'etais du nom bre et no
s fumes 
bliges de nous demettre de nos fonctions. Un gouvernement provisoire 
s.organisa. Ił etait compose de mess. le pce Czartoryski. Ostrowski. cte 
Pac. Kochanowski et Lelewel; mais son action etait trop faible encore 
pour reprimer la revolte. Alors on conc;ut l'idee de nommer dictateur le 
gl. Chłopicki et depuis l'ordre et la tranquillite commencent a se retablir 
par l'effet des mesures vigoureuses qu'ił a prises". 
..Mais tous ces actes" - observa l'Em pereur - ..sont des actes 
illegaux. C.est votre Souverain seul qui a le droit de faire des nomina-
>>>
DO CHARAKTERYSTYKI LUBECKIEGO 


383 


tions. de changer la composition de Son Conseil. d'accorder meme des 
demissions a ceux qui. comme vous, ont cru devoir se retirer. Le Conseil 
d' Administration n'a pas fait son devoir. Les membres auraient dft 
perir plutót que de ceder aux volontes d'une tourbe de factieux". 
S. M. demanda au pce. quelles etaient les causes de cette revolution 
et les griefs que la Nation elevait contre le Gouvernement? 
Le pce chercha a son tour a justifier sa conduite et celle de ses coll
- 
gues; il protesta. qu'ils avaient fait tout ce qui pouvait dependre d'eux 
dans une situation, ou ils etaient constamment places sous le poignard 
des assassins; qu'il fallait considerer que l'armee n'etait pas a leurs 
ordres. qu'ils ont dft se borner a appeler a leurs secours des regiments 
cantonnes hors de la ville et que l'un de ces regiments, que son chef 
le gl. Szembek avait voulu amener au Gd. Duc. s'etait refuse a suivre 
ses ordres et avait rejoint les insurges. 
lci l'Empereur demanda au pce. pourquoi le gl. Szembek n'avait pas 
imite l'exemple du gl. Trembicki qui s'etait fait massacrer plutót que de 
prendre le commandement d'un regiment revolte? Le pce attribua aux 
circonstances l'impossibilite dans laquelle le cte Szembek s'est trouve 
d'empecher cette defection; et passant ensuite aux plaintes de la Nation 
contre le Gouvernement, ił dit: 
..Les accusations portent principalement sur ce que I. il n'a ete fait 
droit a aucune des plaintes portees a la Diete dans la voie des petitions; 
2. de ce que le meme Conseil d' Administration. contre lequel ces rec1a- 
mations etaient dirigees. se trouvait investi du pouvoir de les examiner 
et de les decider; 3. de ce que des malversations avaient eu lieu dans 
les administrations dependantes de la municipalite de Varsovie; 4. enfin 
on accusait les hommes qui entouraient Mgr. le Gd. Duc et aux quels ił 
avait confie la direction de la police secrete. d'avoir par leur calomnies 
provoque des persecutions injustes dont beaucoup d'individus ont eu 
a souffrir. Telles sont les causes d'un mocontentement general qui s'est 
manifeste a la suite d'une revolte, uniquement tramee par des bas-officiers 
et des etudiants". 
Apr
s avoir ecoute l'enumeration de ces griefs. l'Empereur objecta 
au premicr. que la marche legale avait tot;1jours ete observee. parceque 
a chaque Diete ił avait ete toujours rendu compte du resultat de l'exa- 
men des petitions presentees a la session precedente. Que quant au 
J.esordre et aux abus qui s'etaient glisses dans l'administration de la mu- 
nicipalite de Varsovie, c'etait la premiere fois qui Ił en entendait parler. 
Que tout le tort en retombait sur le Conseil d'Administration qui, malgre 
Ses illjonctions reiterees de Lui faire son rapport sur toutes les circon- 
. stances dignes de Son attention et de Sa sollicitude. avait juge a propos 
de passer sous silence un fait aussi important. S. M. en ayant rendu 
personnellement responsable le pce Lu becki, celui-ci crut devoir obs
r
er J 
que cette affaire ćtait plus specialement du ressor
 de la C.o
mlssl
n 
de l'interieur que de ses propres attributions. sur qUOl S. l\t. IUl flt senbr. 
26 


SzktCe i portrety
>>>
, 
t 


384 


SZYMON ASKENAZY 


qu'ił pouvait alleguer ce fait comme ministre des finances. mais comme 
membre du Conseił ił n.en etait pas moins responsable de n.avoir pas 
proteste contre ce qu.ił avait trouve d.illegaI 10 ). 
Revenant en suite a l'objet de sa mission. le pce Lu becki assura que 
toutes les autorites qui. par suite de la revolution. se trouvaient aujourd- 
hui a la tete du pouvoir dans le Royaume de Pologne. continuaient a agir 
au nom de l'Empereur et ne formaient d'autres voeux que de voir la 
Constitution executee sans reserve et dans toute son etendue. 
..Et que signifient" - dit alors l'Empereur - ..ces aigles renversees 
et la pretention de voir les anciennes provinces polonaises reunies a la 
Pologne ?" 
..Cette demande" - repondit le pce Lubecki - "a etć articulee dans 
le rapport du Gouvernement Provisoire non comme un voeu sur lequel on 
insistait. mais comme un espoir que la Nation nourrit et dont i! a cru devoir 
rendre compte a V. M. Quant aux aigles. elles ont ete abattues dans un pre- 
mier moment d.effervescence par des hommes exaltes et peut etre ivres". 
L.Empereur prit alors un paquet qui etait sur Sa table a l'adresse 
du pce Lubecki et. en montrant les armes du dictateur dont i! etait cache- 
te. S. M. lui dit: ..Celui-Ia. etait-ił ivre aussi ?" Le pce Lubecki l'ouvrit 
et fit lecture d.une lettre du gl. Chłopicki que ce paquet renfermait. Cette 
lecture achevee l'Empereur demanda au pce Lubecki s'i! avait encore 
quelque chose a Lui dire. s'il avait lu Sa proclamation 11) et quelle etait 


10) Chodzi tu o niesłychane nadużycia w Wydziale kwaterunkowynl 
m. Warszawy; brali stąd Rożniecki i Kuruta po 60.000 złp. rocznie. 
Gendre 40.000. i t. d. Była o tern mowa jeszcze w jednej petycji na sejm 
182 5 r.. którą jednak wtedy ubito. Sam Lubecki w 1829 r. żądał w Radzie 
Administr. przekazania funduszu kwaterunkowego do Komisji skarbu. - 
bezskutecznie. Jeśli teraz o tej sprawie. skandalicznej zapewne. lecz 
bądź co bądź podrzędnej. wzmiankował przed Mikołajem jako o jednej 
z przyczyn rewolucji. to widocznie była ta aluzja do spisku prowoka- 
torskiego. inscenizowanego przed samym wybuchem przez Rożnieckiego 
(przy pomocy szpiega Petrykowskiego) dla odwrócenia uwagi od śledztwa. 
wszczętego przez W. Ks. Konstantego latem 1830 r. z powodu owych 
nadużyć kwaterunkowych. a które przychodząc zaraz po dopiero co za- 
padłym wyroku Sądu Apelacyjnego (7 kwietnia 1830) w ohydnej sprawie 
Birnbauma. mogło Rożnieckiego zgubić do reszty. Z drugiej jednak 
strony. codzienna korespondencja Lubeckiego z Rożnieckim w 1830. 
odkryta W. Ks. Konstantemu przez Schleya. zdawałaby się wskazywać 
dobre między nimi stosunki; a daje też do myślenia niewątpliwy fakt 
zniszczenia części opieczętowanych papierów Rożnieckiego w Banku 
pod samym nosem władz rewolucyjnych. między 3 a 5 grudnia 18 3 0 r.. 
przez urzędnika Komisji skarbu. Co się wreszcie tyczy zapewnienia 
Mikołaja. iż o rzeczonych nadużyciach municypalnych ..po raz pierw- 
szy słyszy". wydaje się ono dość dziwnem wobec faktu. że w tajnych 
relacjach. posyłanych mu z Warszawy przez pułkownika żandarmerji 
Sassa. na ręce szefa żandarmów gen. Benckendorfa. były dokładne w tym 
względzie informacje; zresztą jednak nie byłaby wyłączoną możliwość. 
iż Rożniecki mógł wpłynąć przez Benckendorfa na zatajenie tych infor- 
macyj przed monarchą. 
U) Proklamacja do Polaków 17 grudnia.
>>>
DO CHARAKTERYSTYKI LUBECKIEGO 


385 


son opinion personnelle sur cette piece? .,Sire" - repondit le pce Lu- 
becki - lila proclamation n'est pas suffisante; une idee fixe domine la 
Nation; elle craint qu'on veut profiter de cette revolte pour lui eter la 
Charte. La proclamation ne dćtruit pas cette crainte". 
Sur cette reponse S. M. se tourna vers le cte Diebitch et dit: "Donc. 
c'est la guerre. Marechal. vous partirez immediatement". 
Relacja powyższa wymagałaby obszernego komentarza. a nawet 
korektury. Jest to dokument sporządzony bezpośrednio pod okiem Mi- 
kołaja. opatrzony jego adnotacją i posiadający cechę wiarogodności 
względem tego. co zawiera. Ale jest to zarazem preparat. przeznaczony 
widocznie dla określonego celu. zapewne dla ewentualnego poufnego 
zużytkowania przy którym z dworów (niedarmo odnalazł się w Archi- 
wum spraw zagranicznych) - a więc budzący wątpliwości względem 
tego. co przemilcza 12). Ograniczamy się narazie do prostego podania 
tekstu. Bądź co bądź i w tem świadectwie mieści się potwierdzenie nie- 
chybnego faktu. że Lubecki nie był w istocie pełnym ambasadorem 
rewolucji. Inna rzecz - czy taki ambasador miałby wogóle cokolwiek 
do zrobienia w Petersburgu wobec fałszywej z gruntu orjentacji. nadanej 
w Warszawie sprawie rewolucyjnej w pierwszym okresie kunktatorskim? 
Ale roztrząsanie tych zagadnień zaprowadziłoby nas tu za daleko. 


12) Audjencja, jak wiadomo skądinąd. trwała półtory godziny. więc 
nie wyczerpuje jej ilościowo protokół. 


, 


26*
>>>
'
 


, 
ł 


.
>>>
l 


INDEKS 


Abdul-Hamid 202 
Aksakow 6 
Albertrandy 26. 27. 287 
Aleksander I 9, 21. 22. 24. 26, 
84-86. 88--107. 10 9. 119. 121. 
12 3. 12 4. 126- 1 49. 159. 160. 163. 
165, 17 8 . 211. 225. 227-230. 
254. 258--264. 266. 268--280. 
282. 334. 362. 3 6 7--37 6 . 37 8 . 
379. 3 81 , 399 
...- 
Aleksander II lO. 25. 173, 29 8 , 315 


leksander III lO. 173 
Alopeus 263 
Altenberg H. 232 
Alvensleben 80. 211 
Amaudru berejter 115 
Andrycz 81 
Anna Iwanówna 273 
A puch tin 6 
Arakczejew hr. Aleksy 9 0 . 91. 12 4. 
138. 140. 165. 25 0 . 261 
Archetti nuncjusz 73 
Arcieszewski Jakób 3 1 4 
Arsenjew 299 
Atar wydawca 186 
August III 41. 


Bach 18 
Bacon 38 
Baggowut gen. ros. 25 0 
Bailleu. historyk 15 1 . 344 
Bajkow 152 
Balzac 273. 299 
Bandtkie Wincenty 143. 375 


Barbara Radziwiłłówna 8 
Barclay de Tolly gen. 123. 128. 
12 9 
Ba yard 82 
Bazyli Wielki 70 
Beaconsfield (lord Disraeli) 266 
Beer 151 
Beethoven 18 
Bem gen. 165 
Benckendod gen.. szef żandarmerji. 
3 8 4 
Bent1ey 40 
Bentkowski 379 
Berchtold hr. 10 
Berek J oselowicz l l 
Berg hr. namiestnik 3 0 5 
Bernis kardynał 337 
Bestużew 162, 266 
Bezak gen.-gub. orenburski 3 18 
Bez borodko kanclerz 210. 26 3 
Bieńkowski sędzia apel. 143. 375 
Bignon 33 l 
Birenówna Dorota. księżniczka kur- 
. landzka 253. 273 
Birnbaum 3 8 4 
Bismarck 6. 266. 3 0 4. 34 1 , 342- 
Bleibtreu 333 
Bloch Jan 3 0 4, 3 0 7 
Bobrinskij hr. 126. 26 7 
Bobrzyński Michał. namiestnik Gal.. 
159 
Boerne 29 8 
Bogdanowicz 88 
Bogusławski Władysław 3 0 7 
Bohdanowicz 1 14 
Bolesław Chrobry 5
>>>
, 



 


l 


388 


SZYMON ASKENAZY 


Bolesław Śmiały 5. 3 1 I 
Bonaparte ob. Napoleon I 
Boszniak Aleksander 163. 165 
Bourgoing 113 
Bourrienne 33 0 
Bowers 193 
Branicka Ksawerowa hetmanowa 
110 
Branicki 299 
Branicki Aleksander 297 
Branicki Władysław 297 
Branicki Ksawery hetman 99. 110. 
204. 206 
Brentano 345 
Brissot 220 
Browning 333. 
Briickner Aleksander prof. 3 12 
Brunetiere 33 8 
Brzozowski Jan 3 18 
Buckle 319 
Budberg bar. 263. 27 1 
Bukowski Henryk 3 1 5 
Biilow von. gen. pruski 135 
Biilow kanclerz 345 
Bułgarin pułk. 123 
Bułhakow. gu b. wileński 3 6 7 
Burgoyne gen. ang. 216 
Burnet 38 
Bute lord 42 
Byron 139. 21 3. 229 


Caillard. poseł franc. w Berlinie 7 6 . 
79 
Campbell Tomasz 224 
Caran d' Ache 334 
Carlyle 42 
Carteret lord hr. GranviIle 40--4 1 
Carysfort lord 153 
Catullus 256 
Caulaincourt 113. 115- 120 
Cavour 266 
Cellini Benvenuto 3 1 
Chału biński Tytus dr. 300 


... 


Chinard 194 
Chłopicki gen. 164. 173. 247. 382. 
3 8 4 
Chmielowski Konrad 3 1 5 
Chodkiewicz Aleksander 110 
Chodkiewicze 8 
Choiseul 150. 2 1 5 
Chom.iński gen.. gub. kowieński 3 16 
Chotkowski. ksiądz 7 0 
Chrzanowski Wojciech gen. 247 
Chuquet 334 
Cichowski. kanonik sandom. 35 
Ciechanowski. biskup chełmski I I 
Ciecierski. ksiądz 3 6 7 
Claude Bernard 29 8 
Conde ks. 34 
Conti ks. 34 
Cooper 165 
Corbin 194 
Cranmer 3 8 
Cromwell 39 
Cyd 82 
Czacki Tadeusz 8. 9. 26-28. I lO, 
265. 275. 28 7 
Czartoryscy 41. 72. 101. 129. 206, 
214. 218. 237. 253 
Czartoryska Anna z Sapiehów 28 4 
Czartoryska Izabella 128-- 1 3 0 ,222. 
253. 255- 6 . 273 
Czartoryski Adam. gen. ziem po. 
dolskich 214. 253-5 
Czartoryski Adam. ros. min. spraw 
zagr.. prezes Rządu Narodowego 
6. II. 22-3. 25- 6 . 28. 47. 83. 
85--6. 97. 99. 100-- 10 3. 10 5. 
128-131. 13 8 . 14 0 . 14 2 --44. 
146. 148. 154. 159. 173. 222. 
227. 228. 232--3. 237. 24 1 . 24 6 . 
252--284.331.368-9.371--375. 
379-382. 399 
Czartoryski August 41. 206. 254 
Czartory
ki Konstanty 110, 128, 
130. 156, 255. 25 8 
Czartoryski Michał 4 1 . 62. 254 
Czal'toryski Władysław 3 0 4
>>>
INDEKS 


389 


Czerniewicz jezuita 73 
Czernin 10 
Czertkow gen.-gub. warsz. 177 
Czetwertyńska-Naryszkinowa Ma- 
rja 163. 261 
Czetwertyński 261 
Czyczagow adm. 102 


Dahlmann 339 
Dalewscy braci
 315 
Daudibert Caille Karol Stefan 74. 
80 
Dowkont Szymon 8 
Dąbrowski Jan Henryk gen. 5, 6, 
II. 17-23. 45. 75- 6 . 80. 97- 8 . 
100, 197- 8 . 233. 24 6 . 33 0 . 
3 6 7- 8 
Dąbrowski. sędzia pokoju 144 
Decker 123 
Dekert 19 
Delacroix 76-77 
Dela vigne Kazimierz 229 
Delbriick Hans prof. 333. 345. 35 6 
Deljanow. ros. min. oświaty 3 0 9 
Dembiński Henryk gen. 16 5. 247 
Dembowski 3 81 
Dickinson John 35 
Dino księżna 253. 273 
Dłuski- Jabłonowski 3 1 5 
Dmochowski Franciszek 77 
Dodun 79 
Daerries 15 1 
Donałajtys 8 
Draper 3 1 9 
Droysen 340. 344. 353 
Drzewiecki 28 7 
Duncker 34 0 . 344 
Duroc ks. Friulu 115 
Dybicz (Diebitsch) feldm. 380. 3 8 5 
Dymitr Samozwaniec 1 0 5 
Działyńska Iza z Czartoryskich 27 2 


Egmont 18 
Eisenberg 79 


EIssler Fanny 156 
Elżbieta. królowa angielska 35 
Elżbieta Aleksiejówna 105. 163. 
260--262. 399 
Elżbieta Piotrówna 3. 4 2 . 83 
Enoch sekr. stanu 299 
Ernest August ks. kumberlandzki. 
król Hanoweru 352 
Eton 249 
Eugenjusz Beauharnais. wicekról 
Włoch 251 


Fehrenbach 182 
Ferdynand arcyks. austrjacki 22. 
102. 
Fijałkowski arcyb. 3 00 
Filip Orleański 208 
Fiłosofow Dymitr 162 
Finckenstein 77. 80 
FinkeI Ludwik pro£. 3 12 
Fiszer gen. 19 
Fiszer Ludwik księgarz 213. 23 2 
Flagg Bernis Samuel 193 
Flahaut hr. poseł fr. w Wiedniu 17 1 
Fortescue 3 8 
Fould 297 
Fournier 15 1 
Franciszek I cesarz austr. 22 
Franciszek I król franc. 34 
Franciszek Józef cesarz austr. 173 
Franklin Jameson J. 193 
Friese 25 0 
Fredro Seweryn 115 
Fryderyk I Barbarossa. cesarz 
niem. 126 
Fryderyk II pruski 3. 6. 4 0 . 4 2 . 45. 
52. 54. 62. 63. 15 0 . 18 3. 197. 
199-202. 266. 269. 34 2 -4. 
347. 355-7. 359-360. 3 62 -3. 
Fryderyk III 47 
Fryderyk August IV. król saski. 
w. ks. warszawski 118. 149 
Fryderyk Wilhelm. .. wielki elek- 
tor" 3. 355. 35 8 . 3 62
>>>
.
 


390 


SZYMON ASKENAZY 


Fryderyk Wilhelm I pruski 44, 
45. 359 
Fryderyk \Vilhelm II pruski 20, 
22--24, 45, 7 6 , 78, 209- 210 , 
223. 3 60 , 3 62 
Fryderyk Wilhelm III pruski 25, 
45. 122, 149, 18 3, 269, 279, 34 1 . 
354, 361. 3 62 
Fryderyk Wilhelm IV pruski 47 


Garbiński dyrektor 293 
Garrampi nuncjusz 73 
Gates gen. 216 
Gaud von gen.. gub. woj. wrocł. 12 4 
Gąsiorowska Natalja prof. 157 
Gendre gen. ros. 3 8 4 
Gentz Fryderyk 150- 1 5 6 
George Sand 273 
Gervinus 339, 35 2 
Gliszczyński łvfichał 299 
Goethe 25 6 
Golicyn ks. Sergjusz 88. 90--1, 
93--4, 9 6 . 101--2 
Goltz 333 
Gopcewicz 81 
Gorczakow ks.. namiestnik, 29 8 , 
300. 301, 3 06 
Gordon Francis 3 6 
Górski Ludwik 301. 3 06 
Goślicki 3 8 
Grabowski 25 1 
Grabowski oficer huzarów 216 
Grabowski Stanisław, min. oświaty 
160, 375, 379 
Grabowski Stefan, sekretarz stanu 
Królestwa 3 80 
Greene gen. 21 7 
Gru ber jezuita 262 
Grydzewski Mieczysław redaktor 
162 
Grzegorz XIII 35 
Grzymułtowski 59 
Guglia 15 1 
Guizot 169, 17 0 , 17 1 
Gustaw Adolf, 3 6 , 347 


Habsburgowie 224, 234 
Hannibal 4 0 
Hardenberg ks. kanclerz 122, 15 1 
Harris James earl of MaInlesbury 
4 2 
Hartman 8 
Haugwitz hr. 78-80, 153 
Hauptmann 182 
Ha.usser 353-4 
Hebdowski 27 
Heine 154 
Henkiel Dyonizy 3 0 7 
Henryk ks. pruski 45. 52 
Henryk II cesarz 126 
Henryk IV francuski 34 
Henryk VIII angielski 3 8 
Henryk 'Valezy 12, 34 
Herder 18 
Hertzberg 18. 77, 3 60 
Hobbes 3 8 
Hohenzollernowie 4 6 , 149. 343. 354 
Hoym 18. 154. 3 61 
Hugo Wiktor 168-171. 335 
Humboldt 15 1 
Houssaye 334 


Imeretyński. gen.-gub. warszawski 
177 
Iwan Grotny 3, 34. 35 
Iwelicz 84 
Izwolski 267 


Jabłonowski ks. Antoni 166 
J abłonowski Maciej 128 
Jagiellonowie 7, 34, 3 8 , 23 0 
Jakób I 35 
Jan Kazimierz król 3. 39 
Jan III Sobieski 3 6 , 37. 82, 3 2 4, 
3 2 7 
Jasiński J akó b gen. 8 
Jaworski Melchizedech 73 
Jean-Paul 29 8 
J efferson 193, 19 6 , 225 
J er
y król hanowerski 35 1 


"
>>>
INDEKS 


391 


Jerzy II 42 
Jerzy III 13. 42 
Jerzy V 13 
J eżowski 16 4 
J ovius 3 
Józafat św. 72 
Józef arcyks. palatyn. 101 
Józef II cesarz 3, 6, lO. 42 
Judycki Stanisław 367 
Juljan Apostata 35 
Jurewicz Józefat 316 
Jurgens Edward 299, 3 01 
Juszniewski, dekabrysta 166 


Kalinka ksiądz, historyk 203, 205, 
208. 210, 322 
Kapostas. bankier, spiskowiec 259 
Karageorgij 102 
!{aramzin 6, 10 5. 139 
Karłowicz Jan 3 1 5 
Karol arc yksiążę 22, 102 
Karol I angielski 3 6 , 39 
Karol II 36 
Karol III hiszpański 42 
Karol XII szwedzki 82 
Karol Emanuel III sardyński 262 
Katarzyna II 5, 9, 10, 22, 4 2 . 
52, 53. 59. 62. 63. 65, 69. 7 1 , 7 2 . 
73. 83, 84, 104--106. 13 2 , 13 6 , 
139. 15 0 . 197, 21 4, 218, 223. 
225, 249. 25 8 . 259, 261. 3 12 , 
344. 35 2 
Katarzyna Pawłówna 10 5 
Katon 205 
Kaunitz 15 0 
Kicki Onufry. senator-kasztelan 128 
Kiderlen- Waechter 74 
Kilinski 259 
l{ipa Emil. historyk 15 0 
Kircheisen 15 1 , 3 2 9 
Kisielew hr. 166, 26 3 
Kisielewowa z Potockich 166 
Kleiner Juljusz pro£. 162 
Klemens XIII 4 2 


Klinckowstrom 151 
Klotylda królowa sardyńska 262 
Kluckhohn 340 
Knesebeck gen. pruski 135. 136. 
. 
347 
Kniaziewicz gen. 27. 98, 110, 197, 
24 6 , 24 8 . 249. 3 68 
Kniaziewicz Grzegorz, ksiądz 330 
Knox John 3 8 
Kochanowski Michał. senator 21 I 
 
3 81 , 3 82 
Kociełł 114 
Koczu bej hr. Wiktor 263. 264 
Kołłątaj Hugo 4, 6. 7. 13, 28, 221 
Konarski Szymon 314 
Koniski Jerzy 62, 73 
Konopka gen. 368 
Konrad mazowiecki 357 
Konstanty Mikołajewicz w. ks. 303 
Konstanty Pawłowicz w. ks. 6. 21. 
54,99,105.106.137. 139, 145--6
 
14 8 . 16 3, 173. 2 0 9. 225. 245, 25 0 . 
268, 280-1. 381-4 
Kopp 6 
Korzon Adam 313 
Korzon Jan 3 1 3 
Korzon Tadeusz 35. 3 0 7. 3 1 3-3 28 , 
399 
Korzonowa Henrjetta z Łowa- 
szyńskich 3 1 4 
Korzonowa Jadwiga z Kulwieciów 
3 16 . 317. 3 26 
Kościuszko Tadeusz S. 6. 8. I I.. 
13,20,21,27.45,5 2 . 75.98--lol
 
108. 109. 137, 143. 144. 149p 
154. 186--190. 197. 201-2. 208.. 
213--231, 233, 23 6 . 246--7.. 
258--9. 279. 3 12 . 3 22 --3. 3 2 7.. 
346. 3 6 7- 8 , 399 
Koser pro£. 357 
Kosiński Amilkar gen. 3 0 . 3 6 7 
Kossakowscy 7. 1 0 9. 37 8 
Kossakowski Józef 114 
Kostrowicki Adam 3 18 
Krajewski Aleksander 3 0 7. 3 1 5. 3 2 5
>>>
" 


SZYMON ASKENAZY 


392 


Krasiński Adam 174 
Krasiński Wincenty gen. 114, 128, 
130, 368, 3 82 
Kraszewski Józef Ignac y 298-3 0 4 
Kreiner 19, 3 1 5 
Kronenberg Leopold 29 2 -3 0 9. 3 1 9, 
3 21 , 399 
Kronenberg Samuel 293 
Kronenbergowa Róża z Leów 296 
Kronenbergowa Tekla ze Sch war- 
tzów 293 
Krygier kontradmirał, gub. ko- 
wieński 3 16 , 3 1 7 
Krzyżanowski 2 l, 293 
Kubala Ludwik, historyk 3 11 - 2 
Kulwieć Tadeusz 3 1 6--7 
Kulwieć- Jurewiczowa Tekla ze 
Swolkeniów 316-7 
Kurnatowski gen. 3 82 
Kuruta gen. 3 8 4 
Kutuzow feldm. 10 4. 10 9, 13 8 , 
14 0 , 25 0 , 37 8 


Lach-Szyrma 304 
Ladoch ksiądz 144 
Lafayette gen. 201, 216 
Lafitte bankier 294 
Lamprecht prof. 6, 345 
Lanfrey 332 
Lauzun 208 
Lednicki Wacław prof. 162 
Lefebvre-Desnouettes hr. gen. 
115- 18 
Lehmann Max prof. 333. 339-35 1 , 
353--4, 356-8, 3 62 -399 
Lelewel 13, 19. 3 0 . 24 6 , 3 2 4, 339, 
3 81 -- 2 
Lengnich 19 
Lenz 333, 345 
Leonidas 82 
Lessing 18 
Leszczyńska Emilja 3 2 9 
Libelt 315 
Lichaczew, wiceprezes sądu okr. 
3 08 


Lieven księżna 169 
Limanowski Bolesław, historyk 3 1 5 
Linowski Aleksander 128. 13 0 , 369, 
37 1 
Lissowski 7 1-2 
Litauer J. J., adwokat 374 
Lombard J. VV., tajny radca gabi- 
netowy 18 
Loret Maciej, historyk 65. 73 
Lubecki Aleksander ks., minister 
295, 297, 377--3 8 5. 399 
Lubomirscy 41. 110, 206 
. 
L u bomirska marszałkowa 206 
Lubomirska Franciszkowa 114 
Lubomirska Helena 99 
Lubomirska Ludwika z Sosnow- 
skich 99 
Lu bomirski ks. J. Tad. 299. 3 08 
Lubomirski Stanisław 254 
Lucchesini G. 18, 80, 201 
Ludendorff gen. 183 
Ludwik XV 41--2, 220 
Ludwik- Ferdynand ks. pruski 23. 
4 6 
Ludwik- Filip król 169. 294 
Luiza, królowa pruska 2 6 9 


Łanskoj gen.-gu b. 12 3-5. 245, 37 8 
Łaski Jan 3 8 
Łempicka Konstancja z Sołtyków 
2 8 9 
Łętowski, kanonik 147 
Łopuchin 138--9 
Łubieńska Cecylja 55 
Łubieński. min. spraw. 4 6 , 147, 
29 1 
Łubieński ksiądz, biskup augu- 
stowski 299 
Łukasiński Walerjan 12. 137, 147. 
162, 163. 173. 3 28 


Macaula y Thomas, historyk 200, 
34 2 
Mackintosh James. historyk 4 2 
Madaliński gen. 45. 24 8 
.
>>>
INDEKS 


393 


Maistre Joseph de. filozof 15 l. 
16 3 
Malet Claude Fran
ois de. gen. 119 
Maksymiljan arcyks. 102 
Maksymowicz. gen.-gub. warsz. 177 
Malewska Marja 164 
Malewska Zofja 164 
Malewski Franciszek 164 
Małachowski 300 
Małachowski Jacek 20 4 
Małachowski Stanisław 6. 77. 208. 
211. 222 
Mara boulle 7 8 
Marbot Antoine bar. de. gen. 334 
Maret Hugues Bernard ks. Bassano. 
min. 116 
Marja Ludwika 120. 274 
Marja Pawłówna 119 
Marja Teodorówna 10 5. 139 
Marja Teresa 3. 234 

armont Auguste-Frederic-Louis 
de. ks. Raguzy. marsz. 83 
Marycki Szymon.' prof. Ak.. krak. 
3 8 . 
l\Iassalski biskup 73 
Massenbach pułk. 23 
Masson Fryderyk. historyk 3 2 g-- 
33 8 . 
Matuszewic Tadeusz. min. skarbu 
118. 128. 130. 27 6 . 293. 3 6 9. 
370-37 2 
Matuszewic Wincenty 128 
Matuszewicówna Zofja 128 
Medakowicz 81 
Mendelsohn 182 
Mendelsohn-Bartholdy 15 1 
Merckel. gub. prow. śląskiej 12 4 
Merder. radca kolegjalny 122-3 
Metternich 6. lO. 15 1 - 2 . 155- 6 . 
169-171. 266. 2 8 4 
Michał w. ks. 277. 3 80 
Michelet. historyk 2 1 9. 23 0 
Mickiewicz Adam 7-9. 11-14. 
162-167. 230. 25 8 . 33 1 
Mickiewicz '\Vładysław 1 6 3 


Mieszkowski 147. 216 
Mikłaszewicz. radca kolego 123-125 
Mikołaj I 10. 86. 166. 173. 178. 
20 7. 245. 282. 294. 297- 8 . 3 1 4. 
3 1 5. 3 8 0-5 
Mikołaj II 10 
Mikołaj Michajłowicz w. ks.. histo- 
ryk 334 
Milton 38 
Milutin 6 
Miłoradowicz gen. 132 
Minckwitz. szef sztabu namiestni- 
ka Królestwa 3 0 5 
Młodziejowski 61 
Mniewski Djonizy. gen. ziemiański 
77 
Mochnacki Maurycy 379 
Modrzewski Frycz 3. 3 8 
Moltke 333 
Montalembert 169. 170 
Morawski K. M. 2
3 
Morgulec Józef 7 I 
Morkow 263 
Morse John 193 
Morus (More) 3 8 
Mościcki Henryk. historyk 73 
Mostowski Tadeusz 27 8 
Moszczeński. zast. pref. pozn. 12 3. 
125 
Mouton hr. Lobau 115 
Murat. marsz. 100. 102. 28 7- 8 
Muratori Lodovico Antonio. ar- 
cheolog 35 1 


Napoleon I 6. 20. 26. 4 6 . 83. 
95-101. 104--109. 111-- 12 3. 
126. 142. 163. 169. 17
 18 3. 
197. 211. 222. 225- 2 3 0 . 236--7. 
239. 243-4. 24 8 . 25 2 . 268. 
270-2. 274-6. 28g--29 1 . 3 12 . 
32g--338. 354. 362. 3 6 7-9. 37 1 . 
374 
Napoleon III 17 1 . 27 2 . 33 1 -- 2 . 
33 6 
Nartowski Jan 3 6 7
>>>
ł 


394 


SZYMON ASKENAZY 


Nazimow. gen.-gub. wileński 3 1 7 
Nesselrode Karol Robert hr.. kan- 
clerz 3 80 
N ey. marszałek 82. 
Ney. syn marszałka 17 0 
Niegosz Piotr Piotrowicz (św. Piotr) 
84. 86-7. 102 
Niegosze 83 
Niemcewicz 29 1 
N orwood Y ou ng 194 
Nowosilcow M. M. 4. 5. 54. 100. 10 5. 
129-130. 14 0 . 142. 145. 14 8 . 
153, 158-160. 245. 262-3. 281. 
282 


O'Connor Bernard. lekarz 37 
Ogińscy 7 
Ogiński Michał 10 3. 10 5. 10 9. 114. 
3 68 . 37 8 
Oncken 3 12 
Orłowski malatz 99 
Osiński 287 
Osolińsc y 72 
Ostrowski 61. 3 81 - 2 
Otton III 357 
Ottonowie 343 
Owsianowa. sędzina 3 1 4 
Ożarowski gen.-adj.. senator 16 3. 
295 


Pac Ludwik gen. 110. 114. 3 81 - 2 
Panin Nikita 63. 104. 266 
Paris Gaston, filolog 33 8 
Paskiewicz. namiestnik 10. 62. 
16 3-5. 294-5. 297 
Paskiewiczowa z Gribojedowów ks. 
namiestnikowa 294 
Paszkowski Józef. gen. 128. 13 0 
Patrjarcha konstantynopolitański 
(179 0 r.) 58 
Paweł I car 3. 9. 10. 22. 25. 84. 
98.104.210.225--7.247.258-9. 
261-2 
Pa wiński Adolf. historyk 339, 35 I 


Pawłowski. majordom ks. Czarto-- 
ryskich 129 
Pereire 297 
perier Casimir. bankier 294 
Pertz 34 0 
Petrusewiczowa porucznikowa 3 1 4 
Petrykowski. szpieg 3 8 4 
Peyzer Michał Jakób. podrabin 12 3 
Piastowie 3 8 
Piątkiewicz Ludwik 379 
Piotr I Wielki 3. 6, 9, 10. 59. 10 5.. 
249 
Piotr II 42 
Piotr III 83. 10 4 
Piramowicz Grzegorz. ksiądz 29 
Pisiemskij. djak 35 
Pitt starszy 4 0 . 4 1 
Plater Ludwik 375 
Plutarch 2 1 5 
Płatow, ataman 10 9, 23 0 
Podoski 61 
Pokrowski 166 
Poniatowscy 41. 218 
Poniatowska 254 
Poniatowski Józef ks. 5. 10. II. 
20. 21. 23. 25-6. 82. 88-9. 106.. 
110--111. 141. 218. 222. 227- 8 . 
232-46. 249. 25 2 . 255. 27 2 , 
274-5.279.287.311.345.349,399 
Popiel 3 01 
Posner 374 
Potemkin Gregorij ks. 10. 58. 84 
Potoccy 41. 110. 206. 237 
Potocka Julja 222 
Potocka Szczęsnowa 10 5. 16 3 
Potocka- VV ąsowiczowa Anna z Tysz- 
kiewiczów 113 
Potocka Zofja Feliksowa z Ńiesio-- 
łowskich 368 
Potocki Alfred. syn Jana 110 
Potocki Artur. syn Jana 110 
Potocki Feliks 3 68 
Potocki Jan 102. 110 
Potocki Ignacy 23. 29. 99. 106. 
203.-212.221.246--7.257--9,399
>>>
INDEKS 


395 


Potocki Stanisław min. 118, 158- 
160. 211, 23 8 . 255, 27 2 , 291, 
3 68 , 375 
Potocki Stanisław, syn Szczęsnego. 
110 
Potocki Szczęsny 12, 204-5 
Potocki Tomasz 301 
Potocki \Vłodzimierz, syn Szczęs- 
nego 110 
Pradt. arcyb. mechliński 118, 330 
Prądzyńskilgnacy.gen.21.247,293 
Preuss 340 
Prokesch-Osten 151 
Prószyńska z !{orzonów 318 
Prószyński-Promyk 318 
Przeciszewski I 14 
Przeździecki Aleksander 297 
Przyborowski Józef 3 2 5 
Przystański. dyrektor 321 
Pugaczew 13, 10 4 
Pułaski I{azimierz 197, 201, 216 
Puszkin 6 


Radetzky 101 . 
Radiszczew 163 
Radziwiłł Antoni 23-26. 46, 128, 
273 
Radziwiłł Dominik I lO. 114 
Radziwiłł Michał I lO. 3 81 
Radziwiłłowa Luiza z Hohenzoller- 
nów 46, 273 
Radziwiłłowa Michałowa, woj ewo- 
dzina wileńska 128. 273 
Radziwiłłowie 7. 8.4 1 , 237. 244, 2 8 9 
Ranke 34 0 , 344, 353 
Rechenberg baron, konsul niemiecki 
w \V arsza wie 3 0 7 
Repnin 6. 42, 63, 254. 25 8 
Rewbell J ean-Fran;ois. członek 
Dyrektorjatu 7 6 
Richter Borys, gen.-Iejtnant 173 
Richter Otton von. gen.-adj.. gen. 
piechoty 172-5. 180 
Riviere, poseł saski \V Paryżu 118 


Robespierre 220, 224 
Rocca-Romana ks. 116 
Roe sir Thomas 36 
Roland 82 
Roloff 333 
Romanowowie 149 
Rosebery 333 
Rosen 297 
Rostocki. prymas unicki II, 73 
Rostopczyn 100, 104-5. 137-8. 
26 3, 
Rothschild 146, 153. 155, 29 8 
Rothschild James 297 
Rousseau 10 5, 150, 21 5, 346 
Roustam mameluk 115-117, 120 
Rożniecki gen. 54. 3 8 4 
Rudolf II cesarz 35 
Rumiancew hr. l\-likołaj 9 0 , 91. 
93-4, 13 8 
Rylejew 162 
Rymkiewicz Franciszek, gen. 233 
Ryszard Lwie Serce 82 
Rzewuska Roza1ja Emirowa \Vacła- 
wowa 128 
Rzewuski Henryk 163, 16 4 
Rzewuski \Vacław Emir 167 


. 
, 
j 


Sabiński. porucznik 16 7 
Sadkowski \Viktor 73 
Sagramosa, nuncjusz 73 
Saint-Aignan, poseł fr. przy d ,,:orze 
wej marskim I 19 
Sałtykow Mikołaj hr. 13 8 
Samarin Jurij 5 
Sandoz 77-8, 80 
Sanguszko Eustachy 103. 110, 114. 
222 
Sanguszkowie 101. 244 
Sapieha Aleksander 102, I lO. 3 68 
Sapieha Kazimierz Nestor 77, 20 4 
Sapiehowie 7, 4 1 , 237 
Sass. pułk. żand. 3 8 4 
Scharnhorst 34 1 , 347. 354 
Schiller I 8. 19
>>>
.. 


396 


SZYMON ASKENAZY 


Schlesier 15 1 
Schley Mateusz szpieg 3 8 4 
Scbloezer August Ludwik 339, 
35 2 -3 
Schloezer Kurt v. 353 
Schmelling 10 
Schmoller 345 
Schmidt, konsul pruski w Warsza- 
wie 54 
Schmidt- W eissenfels 15 l 
Schon 347 
Schretter 25 
Schroetter. min. 211 
Schuermans 113 
Schwarzenberg ks. 102, 110 
Sc ypion 82 
Sejan 51 
Selves de 74 
Seneka 106 
Senfft 117 
Serra, amb. fr. w Dreznie 118 
Shakespeare 256 
Sherwood podoficer 165 
Sienkiewicz 15 
Siemieński Lucjan 164 
Sierakowski Józef 3 68 
Sieroszewscy 289 
Siestrzencewicz 61, 7 0 , 73 
Sievers 53 
Skałkowski Adam, prof. 369 
Skarga 3 
Skrzynecki gen. 247 
Smogorzewski, metropolita 70-73 
Smolka, prof. 377 
Sobańska Karolina 162-166 
Sobańs-ki Hieronim 163-4 
Sobolewski Ignacy. minister 147, 
14 8 . 293. 37 6 . 3 81 
Sokolnicki Michał, generał 246--5 1 . 
3 6 7, 399 
Sokolnicki Michał, historyk 246 
Sołowiew 263 
Sołtyk Kajetan, biskup krakowski 
286, 290 
Sołtyk Roman, gen. 289 


Sołtyk Stanisław 285-291 
Sołtykowa Karolina Stanisławowa 
z Sapiehów, 1° voto Teodorowa 
Potocka 287-8. 290 
Sorel Albert. historyk 334 
Spasowicz dr. Daniel 314 
Speranskij 10 4, lOS. 136--7 
Spiess 15 1 
Stadion hr. 10 
Stair lord 40 
Stalmach Paweł 29 
Stanisław August król 42. 58
 
61-2. 206. 214, 218. 234, 238
 
250. 25 8 . 261. 320-2. 327 
Stanisław Leszczyński król 41
 
44-5. 3 10 
Staszic 4. 12-3. 28. 3 0 . 102, 28 7. 297 
Stefan Batory 35 
Stefan Małyj 83 
Stein Henryk bar. v. 23. 344-5
 
347-9. 3 62 
Stern 15 1 
Sterne 163 
Stokowski Ignacy 115-6 
Stołypin Arkadjusz 110 
Storożenko 294 
Strogonow hr. Paweł 261. 263 
Strumiło Szymon. ksiądz 3 1 4 
Stuarci 35-6. 4 0 
Stuart Jakób 39 
Sulla 223 
Sułkowski Antoni. gen. 128, 13 0 
Sułkowski Józef 13. 9 8 , 247, 330
 
339. 3 6 7 
Suworow 6. 20. 132. 209. 226 
Swentonjusz 200 
Sybel Heinrich v.. historyk 340-4
 
353-4. 35 6 
Szaniawski Józef Kalasanty 128
 
13 1 . 160. 375 
Szaniawski. kanonik 147 
Szeptycki Atanazy. biskup prze- 
myski 62 
Szeptycki Leon. metropolita 7 1 
Szlenł:ier 300
>>>
INDEKS 


397 


Szumowski Aleksander 318 
Szuwałow. gen.-gub. warsz. 177 
Szylder. historyk 16 5. 26 3. 333 
Szyszkow 138 
Taaffe Edward. min. 10 
Tacyt SI. 200 
Taine 332-4 
Talleyrand 266. 331 
Tarnowska Urszula 222 
Tarnowski Marcin. pułk. 110 
Tarnowski Stanisław. pro£. 311 
Tass 256 
Taszycki Gabrjel 77 
Tauentzien. gen. 79 
Tell Wilhelm 18 
Tęczyńscy 8 . 
Theremin. konsul franc. w Lipsku 
119 
Thiers 331 
Thou de (Thuanus) 12. 36 
Tokarzewski 3 1 5 
Tołstoj 263 
Tołstoj. gen. piechoty 3 80 
Tom beur 249 
Traczewskij. historyk 
63. 333 
Treitschke Heinrich v. 6. 34
1.344 
Trembecki 101 
Trembicki. gen. 3 8 3 
Trentowski 3 1 S 
Trepow. gen.-policmajster warsz. 
3 0 5 
Troschke baron Karol Antoni Fer- 
dynand 122- 12 4 
Tudorzy 34. 4 0 
TurkuU. min. sekr. stanu Kr. Polsko 
296--8 
Tyberjusz 51 
Tylor Aleksander 37 
Tymoleon 2 1 5 
Tymowski. malarz 186 
Tyszkiewicz Dominik 114 
Tyszkiewicz Tadeusz 3 68 
Tyszkiewiczowie 114 
Uzdowski. oficer 216 


Vandal Albert. historyk. 334 
Vandernoot. oficer żand. 250 
Varnhagen 15 l 
Voltaire 15 0 . 355 
Voss 2S. 360 


Waitz Jerzy 339. 340. 35 1 . 353 
Walezjusze 36 
Walpole Robert 40 
Washington Jerzy 13. 193-202, 
216. 222. 225. 399 
Watzdorff 117 
Wawrzecki Tomasz 187. 368 
Wawrzkowicz Eugenjusz 33 
Wąsowicz Stanisław 113-120 
Wąsowiczowa ob. Potocka 
Weiland 340 
VV ells 42 
Wende E. i Sp. 213. 232 
Wettyni 149 
Węgrzecki Stanisław. prezydent 
m. Warszawy 144. 147 
Wielopolski margr. Aleksander 24, 
159. 3 01 -3. 339. 37 8 
Wilamowitz 345 
Wilczewski 117 
Wilhelm I 47. 35 2 
Wilhelm II 44. 47. 199. 200. 20Z 
Wilhelm Orański 4 0 
Williams Sir Charles Hanbury.. 
poseł angielski 4 1 . 4 2 
Wilson Woodrow 13. 193 
VVirtemberska ks. Marja z Czarto- 
ryskich 128-130. 222. 255. 273- 
Wirtemberski ks.. gen. 25 8 
VVitold w. ks. lit. 7 
Witt Jan gen. 110. 162-6 
Witte Sergjusz. min. 3 0 9 
Wittichen 15 1 
Władowicz 81 
Władysław Jagiełło 5 
Władysław IV 3 6 . 57. 10 5 
W ohl Henryk 3 0 3 
Wojciechowski Tadeusz. prof. 3 10 , 
3 11 . 3 12 . 399
>>>
" 


398 


SZYMON ASKENAZY 


Wojczyński Stanisław gen. 21 I 
'Vołkoński Piotr ks., gen.-adj. 128, 
129. 3 80 
\Vołkoński Sergjusz ks.. deka- 
brysta 166 
W ołodkiewicz I 14 
Woodward W. E. 194 
Wordsworth VVilliam. poeta 37 
W oroncow Aleksander. kanclerz 26 4 
W oroncowowie 26 3 
Woronicz Jan Paweł, arcyb. 23 8 
Wronczenkohr.. minister skarbu 296 
'Vukoticz, archimandryta 84 
Wybicki Józef 6. 45. 76. 80, 9 8 . 
117. 3 6 7 
'V yczechowski Antoni. prokurator 
14 2 . 375 
Wylie, lekarz 129 


Zabłocki 288 
Zahn 151 
Zajączek gen. 24 6 
Zakrzewski Ignacy 247, 259 
Zamojscy 4 1 . 237 
Zamojska Zofja Stanisławowa 
z Czartoryskich 128. 13 0 , 255 
Zamojski Andrzej 30. 62. 297, 
3 0 0-1 
Zamojski Stanisław 103. 106. 
128-130. 3 6 9. 37 1 
Zamojski Tomasz 3 06 . 3 0 9 
Zawadzki Jan. starosta świecki 3 6 
Zerboni 103 
Zorycz 84 
Zu bow Płaton 53 
Zygmunt August 35 
Zygmunt III 35. 10 5 


. 


t"
>>>
SPIS ILUSTRACYJ 


Prof. Szymon Askenazy (1923) . . . . . . . . . . 


Prof. Szymon Askenazy z grupą pierwszych swoich 
uniwersytecie lwowskim (19 0 3) .... 


uczniów na 


. . . . . . 


Aleksander I . . 


Cesarzowa Elżbieta (1779- 182 5) 


............... 


Książę Aleksander Lu becki . 


........ 


Jerzy \Vashington (179 6 ) 


. .. . . . . . . . 


....... 


Ignacy Potocki . . 


.............. 


Tadeusz Kościuszko 


. . . .. . . 


Książę Józef Poniatowski (1793) 


. . . . .. 


......... 


Gen. Michał S okolnic ki 


. .. . . . 


.. .. . . 


. . . .. 


Książę Adanl Czartoryski 


............ 


Książę Adam Czartoryski 


....... 


. . . . 


. . . 


Baron Leopold Kronenberg 


. . . . . . 


Prof. Tadeusz \V ojciechowski . 


. . . . . 


. . . . 


. . . . 


Tadeusz Korzon 


. . . 


. . . . . 


. . . . 


Prof. Max Lehmann 


. . . . 


. . . . . 


. . . . 


Str. 
III 


15 


12 7 


143 


159 


199 


20 7 


. 223 


. 239 


247 


255 


279 


3 0 3 


3 11 


3 1 9 


343 


27 


Szkice i portret)'.
>>>
.
 


ł 


.
>>>
SPIS RZECZY 


Przedmowa 


..... ............... 


Str. 
V 


SZKICE 


1. O niektórych przedstuletnich zagadnieniach odbudowy Rzeczy- 
pospolitej. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 3 
2. Przewodnicy myśli polskiej u wstępu doby porozbiorowej 
1795- 181 5 . . . . . . . .. .... ... 16 
3. A ngl j a a Polska ..... ........... 33 
4. Ze stosunków polsko-pruskich . .. ... 44 
5. Prowokacja w przeszłości . .. ... 49 
6. Sprawa dysydencka 1764-1766. . .... .. 55 
7. Kościół katolicki a I{atarzyna II (177 2 - 1 7 8 4) . 65 
8. Daudibert Caille (1796) .. . . . . . . . . . 74 
9. Z przeszłości Czarnogórza (1806) . . . . . . . 81 
JO. VVidoki polsko-galicyjskie Rosji w 1809 r. . . . . . 88 
I I. O sprawie polskiej w r. 1812. . . . . . . . . . . . . 97 
12. Powrót Napoleona z Moskwy (według zapisek Wąsowicza) . . 113 
13 . Apetyty pruskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 121 
14. Zjazd w Puławach w r. 1814 . . . . . . . . 126 
15. Założenie Królestwa Polskiego w T. 1815 . .. .. 13 2 
16. Fryderyk Gentz a Polska (1794-1831) . .. ..... 150 
17. Wolność druku w Królestwie Kongresowem 181 5-3 0 . . 157 
18. Kompanja krymska Mickiewicza . . . . . . . 162 
19. VViktor Hugo a Polska . .. .., . . . . . 168 
20. Z niedawnej przeszłości . . . . . . . .. .. 17 2 
21. O Śląsk. o byt . . . . . . . . . . . . . . . 182 
22. Przenlówienie na grobie Kościuszki w Solurze 17. X. 19 21 
o Odrodzeniu Ojczyzny . . . . . . . . . . 186 
27*
>>>
'
 


402 


SZYMON ASKENAZY 


23. 
24. 
25. 
26. 
27. 
28. 
29. 
3°. 
31. 
3 2 . 
33. 
34. 
35. 
3 6 . 


Str. 


PORTRETY 


. . . . 


. . . . 193 
. . . . . . 199 
. 20 3 
21 3 
. . . . . . . 23 2 
. . 24 6 
. . . . . . . 25 2 
. 28 5 
. 29 2 
310 
. 3 1 3 
3 2 9 
. 339 
. 35 1 


'Vashington. . . . . . . . . . . . . . . . . 
Fryderyk i VVashington 
Ignacy Potocki . . . . 
Tadeusz I{ościuszko . . . . 
I{siążę Józef Poniatowski . . . 
Generał 
lichał Sokolnic ki . . . . . . . . . . 
Czartoryski . . . . . . . . . . 
List Sołtyka . . . . .. ....... 
Leopold Kronenberg. . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Tadeusz ,V ojciechowski. ............ 
Tadeusz I{orzon (50-lecie pracy naukowej) ....... 
Fryderyk 
Iasson . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Wspomnienie o prawym historyku (
lax Lehmann) . . . . 
Głos nauki (Lehnlann. Prusy i Polska) . . . . . 


. . . . . 



lISCELLANEA I DOKUIvIENTY 


37. Napoleon a Litwini przed wojną 1812 r. . . . . . .. 3 6 7 
3 8 . Narada Aleksandra I z Polakami w Puławach w r. 1814 (do- 
datek do nr 15: Zjazd w Puławach w r. 181 4) . . . . . · 3 6 9 
39. Zagrożenie I{odeksu Napoleona przy utworzeniu Królestwa 
Polskiego . . . . . . . . . . . . . 374 
40. Do charakterystyki Lu beckiego ...... ..... 377 
Indeks . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3 8 7 
Spis ilustracyj . . . . . . . . . 399 


.
>>>