/Untitled-100_0001.djvu

			186 


Zdana Brandtówna 


Histo rj a odkrycia zarazka duru brzusznego 


187 


dla tej choroby, czy też można je znaleźć t3.kże w przy- 
padkach innych chorób. VV tym celu zbadał 11 zwłok osób: 
zmarłych na różne choroby, między innemi zakaźne, lecz 
.ani w gruczołach limfatycznych, ani w innych narządach 
nie znalazł charakterystycznych dla duru brzusznego pa- 
łeczek. SądL	
			

/Untitled-101_0001.djvu

			188 


Zdana Bran.dt6wna 


Historia odkrycia zarazka duru brzusznego 


189 


Duże zasługi na polu dalszych badań nad zarazkami 
tyfusu położył młody lekarz niemiecki W. M e y e r. 
\V r. 1881 ogłosił on swą rozprawę doktorską p. t. "Unter- 
suchungen liber den Bacillus des Abdominaltyphus" , 
w której podaje wyniki badania 24 zwłok tyfusowych. Ba- 
dania wykonał pod kierunkiem C. F r i e d l a n d e r'a. 
Początkowo posługiwał się metodą badania soku wyciśnię- 
tego ze świeżych kawałków błony śluzowej jelit. ::\1aterjał 
wydobywał w ten sposób, że wycinał kawałki jelit, odpre- 
parowywał warstwę surowiczą i mięśniową, poczem dopiero 
brał do badania kawałki obrzmiałej błony śluzowej. Sok 
wyciśnięty z odcinka w ten sposób otrzymanego, umieszczał 
na szkiełku podstawowem, suszył i barwił według nwtody 
K o c h a fioletem goryczki. Postępując w ten sposób, otrzy- 
mywał na preparacie dobrze zabarwione bakterje, których 
wygląd zgadzał się z opisem bakteryj tyfusu podanem przez 
B r o w i c z a i E b e r t h'a. 
Ponieważ ta metoda mogła służyć jedynie do wykazania 
obecności pałeczek, nie zaś ich ilości i rozmieszczenia, 
1\1 e y e r posługiwał się także metodą badania skrawków, 
które najpierw umieszczał w alkoholu, następnie traktował 
skoncentrowanym kw. octowym i 5 % ługiem potasowym. 
Używając tego sposobu, otrzymywał wyraźny obraz bakteryj. 
\Y 14 wypadkach, z pośród 20 zbadanych, znalazł swoiste- 
bakterje, które opisuje jako laseczki różnej długości, dość 
szerokie, stępione na kOllCach, ostro konturowane, o zawar- 
tości jednolitej. Obecności zarodników nie stwierdził, jedynie 
zdawało mu się, że wewnątrz laseczek były miejsca, jakby 
wolne. Bakterje innych kształtów rzadko spotykał, tylko> 
w jednym przypadku widział podłużne, cienkie nitki, bardzo 
długie, które uważał za początkowe stadjum bakteryj tyfusu. 
Co zaś do związku zachodzącego między samą chorobąt 


a znajdowaniem się w narządach chorego opisanych bakte- 
ryj, to M e y e r wypowiedział zdanie, że należy je uważać 
stanowczo za przyczynę choroby, zwłaszcza że, p
dobnie jak 
E b e r t h, zauważył, iż występują one licznie we wczesnych 
stadjach choroby. 
Mimo odkrycia swoistego zarazka tyfusowego nie po- 
znano jeszcze wszystkich jego właściwości, do czego nie- 
zbędnym warunkiem było otrzymanie czystej jego hodowli. 
Rozwiązanie tego zadania zawdzięczamy G a f f k y'e m u 
wówczas lekarzowi sztabowemu, a później profesorowi 
w Giessen 1 ). Rezultaty swych badań, które stały się pod- 
waliną do współczesnej wiedzy o durze, ogłosił G a f f k Y 
w r. 1881 w pracy p. t. "Zur Aetiologie des Abdominal- 
t yphus" 2) . Zbadał on 28 przypadkó", tyfusu, przyczem 
w 26 otrzymał wynik dodatni. Do badania brał gruczoły 
krezkowe, śledzionę, wątrobę i nerki. Co zaś do badania 
ścian schorzałych jelit, to nie kładł na to specjalnego na- 
cisku, gdyż był zdania, że w tych miejscach spotykają się 
mikroby nieswoiste dla duru, które tylko utrudniają poszu- 
kiwania. Z badanych narządów sporządzał skrawki, odpo- 
wiednio je ustalał i barwił. Już przy małem powiększeniu 
wyraźnie występowały grupy bakteryj, a przy dużem można 
było zupełnie dokładnie określić wygląd poszczególnych 
mikrobów. Zgodnie z wynikami B r o w i c z a, E b e r t h'a 
i innych, G a f f k Y określa zarazki tyfusowe jako pałeczki 
krótkie, przeciętnie 5 razy tak długie jak szerokie, o zakoń- 
czeniach wyraźnie zaokrąglonych. W niektórych przypad- 


1) .T. P a g e L Biographisches Lexikon hervorragender Aerzte 
des XIX .Tahrhunderts. Berlin-Wien 1901. 
2) Mittheilungen aus dem Kaiserlichen Gesundheitsamte, II Bd. 
1884.
		

/Untitled-102_0001.djvu

			190 


Zdana Brandtówna 


Historja odkr)'cia zarazka duru brzusznf:go 


191 


kach spotykał nieco dłuższe włókna, jednakże przekonał się, 
że składały się one z kilku laseczek. Zarazki duru znaj- 
dował zwykle ułożone w grupy nieregularne. 
G a f f k y nietylko zgodnie z K o c h'e m stwierdził 
obecność zarazków także w nerkach i wątrobie, ale nawet 
sądził, że przy poszukivvaniu ich trzeba głównie kłaść nacisk 
na dokładne zbadanie śledziony, nerek i wątroby, a nie gru- 
czołów limfatycznych, które odgrywają w tym względzie 
drugorzędną rolę. 
Chcąc bliżej poznać właściwości zarazków tyfusowych, 
G a f f k Y hodował je na odpowiednich pożywkach. Korzy- 
stając z wprowadzenia przez K o c h'a stałych pożywek, 
użył ich do hodowania zarazków durowych i dzięki tej 
metodzie zdołał odkryć cechy, które mogły służyć do odróż- 
nienia zarazków tyfusu od innych mikrobów, zarówno cho- 
robotwórczych jak i niechorobotwórczych. Starał się uzy- 
skiwać materjał do hodO\,vli niezanieczyszczony. Pierwszą 
próbę hodowania zarazków duru brzusznego zrobił w roku 
1881. Materjał do badania wziął ze śledziony. Stwier- 
dziwszy w jednej części badanego materjału obecność pa- 
łeczek tyfusowych, drugą część zaszczepił na pożywkę stałą 
żelatynowo-peptonową. Po 24 godzinach ukazało się zmęt- 
nienie na powierzchni, a następnie wielka liczba małych 
okrągłych kolonij, bronzowo-żółtych. Badając pod mikro- 
skopem stwierdził, że te kolonje składały się z charak- 
terystycznych pałeczek, poruszających się wolniej lub 
szybciej. . 
Zachęcony pierwszem powodzeniem, wyhodował zarazki 
w 12 dalszych przypadkach tyfusu, przyczem stosował już 
inne pożywki, jak gotowane kartofle, surowicę krwi i t. d. 
Dzięki tym hodowlom, stwierdził następujące cechy laseczek 
tyfusu: 1) ruch, 2) mniej intensywne barwienie się bar- 


'sikami anilinowemi niż innych zarazków, 5) meroz- 
IJu"zczanie żelatyny, 4) nieuleganie zmianom w hodowli 
na różnych pożyw'kach i 5) tworzenie zarodników, najlepiej 
''Ii' ciepłocie 50--40 o C w )--4 dni po zaszcze'lieniu. Co do 
ostatniego punktu, to G a f f l;: y poświęcił mu szczególną 
uwagę. Doszedł do przekonania, że wewnątrz laseczek duru 
brzusznego rozwijają się w odpowiednich warWlkach zarod- 
niki, jako silnie błyszczące, okrągłe ciałka, zajmujące całą 
szerokość mikroba. To rzekome odkrycie zarodników zarazka 
duru brzusznego nie zostało stwierdzone przez późniejszych 
badaczy. 
G a f f k y starał się również otrzymać hodowlę bakteryj 
z kału chorych oraz z ich krwi, ale w pierwszym wypadku 
otrzymał wynik ujemny, w drugim bardzo niepewny. 
Co do swoistości znajdowć'-nych w durze brzusznym 
laseczek, nie miał G a f f k Y żadnej wątpliwości, choć 
eksperymentalnie ta rzecz nie była stwierdzona. 
Z tego krótkiego przeglądu przebiegu badań nad za- 
razkiem duru brzusznego, wynika bezsprzecznie, że zasługę 
odkrycia po raz pierwszy zarazka tyfusu brzusznego należy 
stanowczo przypisać B r o w i c z o w i. 
Praca jego była jednak mało znana. E b e r t h o niej 
wole nie wspomina. 1\'1 e y e r, opisując badania K l e i n'a, 
dodaje: "In demselben Jahre wurden von B r o w i c z im 
Herzfleisch. den Nif'ren, der 1\1ilz uud dem Oarmcanal an 
Abdominaltyphus Verstorbener, unbewegliche Stabchen- 
bacterien gefunden"l) , nif' podał jednak źródła skąd wziął 
tę wiadomość. G a f f k Y zaś pisze: ,;
ach einer '\litteilung 
in n i r c h - H i r s c II f e l d's Handbuch der pattologischen 


1) \ \. 
\1 e y e 1", !. e.
		

/Untitled-103_0001.djvu

			192 


Zdana Brandtówna 


llistoria orlhT.'cia zarazka duru hrzusznp{!() 


193 


Anatomie hat femer B r o w i c z im J ahre 1 875 im Herz- 
fleisch, den Nieren, der Milz und dem Darmcanal an AbdJ- 
minaltyphus Verstorbener unbewegliche Stabchenbacterieu 
gefunden"l) . 


'41 ,"f' 
.. ,,< :,t. 


. 
l' 


-'"I . 
'I 
 '\ ., 
" 
,'\ 
! ;L.- 


,\ 
l' 
, .. 


" 


Przeglądałam podręcznik B i r c h - II i r s c h f e l d'a 
z r. 1889. Na stronie 379 przy opisie zarazka duru brzusz- 
nego znajduje się zdanif': "Bacillus df's Abdominaltyphus 
,,"urde zuerst von E b e r t h und K l e b s in typhosen 
Erkrankung..;lH'rdf'll upr Ddnn
('hleimhaut, in der "\Elz und 
Leber am Typhus Verstorbener gefunden". O B r o w i c z u 
autor ncale nie wspomina. 'Vzmianka powtórzona prze? 
G a f f k y'e g o musiała znajdować się we w('ześniejszem 
wydaniu. 
v Ponie\vaż B r o w i c z pierwszy odkrył zarazek duru 
brzusznego, a po nim dopiero największe zasługi około zba- 
dania teuo mikro1)!l P ołożyli E b e l' t h i G a f f k y, przeto 
h v 
7arazek rzeczony powinien nosić miano lasecznika B l' 0- 
". i c z a - E b e r t h'a - G a f f k y'e g o. A już zgoła nie- 
właściwą jest rzeczą, jeżeli polscy bakterjolodzy piszą tylko 
o last'C'zniku E b e r t h'a lub E b e r t h'a - G a f f k y'e g o, 
a nazwisko polskiego uczonego całkiem pomijają. 
-"loże ta praca przyczyni się do przypomnienia me- 
słu'iznie zapomnianej zasługi Tadeusza B r o w i c z a na 
polu badali bakterjologji. Nie należy przytem zapominać, 
że praca znakomitego naszego uczonego została wydana 
przed ukazaniem się pierwszych prac p a s t e u r'a 
i K o c h'a nad zarazkiem wąglika, prac, które zapoczątku- 
wał.v okres świetnego rozwoju mikrobjologji lekarskiej. 


..ł....;"< 
- 



 


/(1., 
ióI 
,{ , 


1 

 
,ł, 


, 
, , 


" 



 


,.,y 


" "", 
, 
\, 



 


.! 


I 


.
.. 


. 
.J 
... 
 


tł .4ti 


J . 


.. 


PJŚ:\rIEXXICT\YO DOTYCZ1\CE ODKRYCIA I ZB"\DA
J \ 
ZARAZKA DURU BRZUSZNEGO. 


........... ...:. ...t. 


1. B r o w i c z T. Pasorzyty roślinne w durze jelitowym. Hoz- 
pra" y i sprawozdania z posiedzeń \Yydziału mat.-przyrod. Aka- 
demji LmiejęLności. T. I. 1874. 
2. E b e r t h, K. Der Bacillus des Ahdominaltyphus. Virchow'!; 
_-\rchiv. B(l. R1. Berlin 1 RH(L 


Tadeusz Browicz w stroju rektorskim 



) G a ff k y, L c. 


1:
		

/Untitled-104_0001.djvu

			194 


Zdana Brandtówna 


3. E b e r t h, K. :"Jeue Untersuchungen liber ocn Bacillus des 
Abdominaltyphus. Virchow's Archiv. Bd. 83. 1881. 
4. M e y e r, \V. Untersuchungen iiber den Baciilus des Abdomi- 
llaltyphus. Inaug.-Diss. Berlin 1881. 
5. K? c h: H. Zur Untersuchung von pathogenen Organismen. 

'htthelhmgen aus dem Kaiserlichen Gesundheitsamte. Bd. l. 
Berlin 1881. 
6. K l e b s. E. Der Bacillus des Abdominaltyphus und typhose 
Process. Archiv fUr experimentelle Pathologie und Pharmako- 
logie. Bd. XIII. 1881. 
7. G a f f k y, G. Zur Aetiologip des Abdominaltyphus. Mittheilun- 
gen aus dem Kaiserlicheu GesundheiLsamte. Bd. II. 1884. 


Z Zakładu historji i filozofji medycyny Uniw. Poznańskiego. 
Dyrektor: Prof. Dr. Adam \Vrzosek. 


ADAM WRZOSEK. 


HENRYK HOYER. 
(Z POWODU SETNEJ ROCZNICY URODZIN). 
W roku bieżącym przypada setna rocznica urodzin Hen- 
ryka H o y e r a (1854-1907), którego zaczęto 
nazywać, zwłaszcza w życiorysach nowszych, Henrykiem 
Fryderykiem (choć sam prace swoje naukowe podpisywał 
tylko pierwszem imieniem), a to dla odróżnienia go od jego 
syna, również Henryka, wybitnego uczonego, rzetelnie dla 
nauki zasłużonego. 
Henryk Fryderyk H o y e r to zjawisko zgoła niepo- 
spolite w dziejach naszej nauki: niestrudzony, sumienny, 
znakomity badacz, a zarazem pedagog tak wielkiej miary, 
iż nieczęsto podobnym pocblubić się mogą nawet wielkie 
uni wersytety. 
Urodzony w Inowrocławiu 26 kwietnia 1854 r. z ojca 
Ferdynanda i matki Heleny z Trzcińskich, rozpoczyna 
w 1855 studja medyczne we \Vrocławiu, a koiłczy je w czte- 
ry lata później w Berlinie, otrzymawszy dyplom doktora 
medycyny na podstawie wybornej pracy o budowie błony 
śluzowej nosal). Była to już druga jego praca naukowa, bo 
przed nią, choć w tymże 1857 r., wyszła inna (o pęche- 


l) De tunicae mucosae narium structura. Diss. - Inang. Bero- 
liui 1857, w 8-ce, str. 44 i 1 tab1. 


13*
		

/Untitled-105_0001.djvu

			Henryk Boyer 


197 


196 


Adam TJ7r:::.osek 


rzyku jajkonośnym ptakÓ,,-), także w czasie studjów uniwer- 
svteckich \yykonana, a wydrukO\yaua w jednem z naj poważ- 

iejszych czasopism naukowych l ,\. 
Tak pomyślnie, a przytem w tak młodym wieku rozpo- 
częta praca naukowa utorO\vała mu niebawem drogę do 
asystentury przy katedrze fizjologji wrniw. "Vrocławskim, 
którą zajmował slawn:v anatom i embrjolog Karol Bogusław 
R e i c h p r t. Stanowisko to objął II o y e r w 1 R-58 r. po 
odbyciu jednorocznej <;łUr
- 
bv wojskowej i po złożeniu 
\y tymże roku pallstwO\H'go 
egzaminu lekarskiego. J liŻ 
po roku, dzięki poleceniu 
pro£. R e i c h e r t a, po- 
wolano go do c\.kademji 
::\Iedyko Chirurgicznej 
'" arsza\yskiej. Dnia 1 paź- 
dziernika 18-19 r., zostaje 
zamianO\yan y profpsorem- 
adjunktem fizjologji i hi- 
stologji, mając zaledwie 23 
lat, a w r. 1862 profesorem 
zwyczajnym wspomnian.vch 
przedmiotów \y nowoot- 
,,-artej Szkole GłóWI1l:'j 
'Varszawskiej. 'V r. 1869 
slawna ta uczelnia, zaledwie po 7 -letniem istnieniu, 
uległa rusyfih.acji i została przekształcona na rosyjski 
uniwersytet. 'Ytedy to jednych profesorów Polaków usu- 


nięto z katedr. między innymi C h a l u b i ń s k i e g o 
i S z o k a I s k i e g o. - illl-ł.:m, jak np. II o y e l' o w i, 1'0- 
biUIw różne trudności. Pozostawiono go narazie na kate- 
drze, ale już nie w poprzednim charakterze profesora, lecz 
tylko jako pełniącego obO\yiązki profesora zwyczajnego hi- 
stologji, embrjologji i anatomji porównawczej. Katedrę 
mógł z powrotem otrzymać, lecz pod warunkiem, że na- 
uczy się po rosyjsku, aby w tym języku wykładać, i że uzy- 
ska stopielI' doktora medycyny w jednym z rosyjskich uni- 
wersytetóvv 1 ). Była to niesłychana szykana względem zna- 
komitego uczonego, posiadającego nietylko stopieli doktor- 
ski, lecz będącego już profesorem od 10 lat. Podobna szy- 
kana ze strony rusyfikatorskiego rządu rosyjskiego spotkała 
ojca okulistyki polskiej, także zwyczajnego profesora Szkoły 
Głównej, VViktora S z o k a I s k i e g o. Ponieważ posiadał 
on nietylko dwa doktoraty medycyny zagraniczne: jeden 
uzyskany w Niemczech, a drugi we Francji, lecz i doktorat 
otrzymany od Rady Lekarskiej w "Varszawie, po złożeniu 
tam egzaminów, więc poddano go tylko egzaminowi z języka 
rosyjskiego, prowadzonemu w tak złośliwy sposób, iż skoń- 
czył się on fatalnie dla S z o k a l s k i e g o, bo utratą ka- 
tedry. Szczęśliwiej poszło H o y e r o w i, który po uzyskaniu 
dyplomu doktora medycyny w Uniwersytecie Kijowskim 
w r. 1871 r., wrócił na katedrę uniwersytecką jako profe- 
sor zwyczajny. W Pniwersytecie "Varszawskim zmuszony 
był wykładać w języku rosyjskim. 'Ykrótce opanował go do 


"" 


, 


ł, 


... 
'ł 


" 


IIE
RYK HOYER 
w pierwszych latach profesury. 


1) Bron. B a r t k i e w i c z. Cesarsko-Królewska \Yarszawska 
Medyko-Chirurgiczna Akademja (1857-1862) i Wydział Lekarski 
Szkoły Głównej Warszawskiej (1862-1869). Tom II wydawnictwa: 
Szkoła Główna 'Warszawska. Kraków 1901, str. 190. 


1) r{'her £liI' Eifollikel der Yogel, namentlich der Tauben und 
lIiihner. ..\rch. f. Anat., Physiol. etc. \Vyc1awany przez Johannesa 
::\IiiHera. 1857 r. str. 52-60.
		

/Untitled-106_0001.djvu

			198 


Adam W Tzosek 


HenT)'k Hoyer 


199 


1) H. D o b r z y c k i. Uczczenie dwudziestopięcioletniej pra- 
cy na polu naukowem i nauczycieIskiem Profesora Henryka Fryde- 
ryka H o y era. Medycyna 1884 r. N. 52, str. 857-868. 
2) Nowiny Lekarskie 1907, N. 8, str. 455 (Nekrolog H. 
H o y e r a). 
8) H. Dobrzycki, L c. str. 867. 
4) J. N u s b a u m - fI i l a r o w i c z. Szlakami nauki ojczy- 
stej. Życiorysy znakomitych biologów polskich XVIII i XIX w. 
'Warszawa 1916, str. 140. 


konywane operacje nie mogły całkowicie poprawić wzroku, 
a tylko w części zapobiegły coraz gorszym następstwom 
chorobyl). - "V ogóle H o y e r niejednokrotnie ciężko za- 
padał na zdrowiu. W r. 1861 poraz pierwszy zachorował na 
zapalenie opłucny z obfitym wysiękiem. Wtedy rychło go 
wyleczył C h a ł u b i ń s k i 2 ). W 42 lata później powtór- 
nie zapadł na zapalenie opłucny, tym razem po przeciwnej 
stronie klatki piersiowej3). Pozatem chorował na gruźlicę 
kości. 
Dorobek naukowy II o y e r a na polu histologji jest tak 
znaczny, a zasługi jego jako nauczyciela histologji tak wiel- 
kie, iż mu się słusznie należy zaszczytny tytuł ojca histo- 
logji w Polsce. 
Odkrył on połączenie drobnych tętniczek z żyłami b
z 
pośrednictwa naczYll włosowatych; odkrył również ZakOJI- 
czenie nerwów w rogówce. Badania jego, zwłaszcza: bło11 y 
śluzowej jam nosowych, szpiku kostnego i naczyń włoso- 
watych w nim, tkanki łącznej, ciałek Paciniego, komórek 
zwojowych i śledziony posunęły rzetelnie naukę naprzód. 
Wykazał on, że tkanka łączna może w pewnych miejscach 
ciała ludzkiego występować w kształcie blaszek, pokrytych 
komórkami płaskiemi, podobnemi do komórek nabłonko- 
wych. - Badając budowę szpiku kostnego, udowodnił, iż 
wszystkie trzy odmiany jego budowy "różnią się tylko tem, 
że w szpiku czerwonym przeważają właściwe elementy 
szpikowe, ściśle związane z rolą krwiotwórczą tego narządu, 


tego stopnia, że i wykładał i pisał po rosyjsku poprawniel) . 
Oczywiście uczenie się całkiem obcego języka niemało za- 
brało mu drogiego czasu, przeznaczonego na badania nau- 
kowe. N a katedrze pozostał do sześćdziesiątego roku życia. 
Opuścił Uniwersytet Warszawski jako emeryt w r. 1894. 
Nie przestał jednak do końca życia pracować naukowo. 
Umarł 6 lipca 1907 r. w Warszawie po długich cierpieniach, 
z powodu gTIlźlicy kości, i tamże został pochowany na cmen- 
tarzu ewangelicko-augsburskim 2 ). 
Zasługi Hoyera na polu naukowem i nauczycieIskiem 
są wielorakie i niezwykle doniosłe. 
Jako badacz naukowy odznaczał się nadzwyczajną do- 
kładnością i wielkim krytycyzmem. Niewątpliwie najwięk- 
sze zasługi położył na polu umiłowanej przez siebie histo- 
logji, a także i związanej z nią poniekąd embrjologji. Naj- 
intensywniejszy okres badań jego w tych obu dziedzinach 
kończy się stosunkowo rychło, bo po dwudziestu kilku latach, 
gdy, mając około 50 lat i będąc jeszcze w pełni sił żywot- 
nych, zaczął niestety zapadać na oczy, któremi tyle pra- 
cował 3 ). W ciągu dalszych dwudziestu kilku lat życia mu- 
siał je coraz bardziej oszczędzać. Nie pozostało nic innego, 
jeno stopniowo wyrzec się prawie zupełnie badań mikrosko- 
powych, a nawet zaprzestać wszelkiej pracy naukowej wie- 
czorami przy sztucznem świetle 4 ), gdyż kilkakrotnie wy- 



 


l) 'Wł. 
1 a t l a k o w ski. Henryk H o ye r. Gazeta Lekar- 
ska 1884, N. 51, str. 1001 i Księga Pamiątkowa ofiaro,vana pro£. 
II. II o y e r o w i, 'Varszawa 1884, str. XXVII. 

) II. H o y e r. Uwagi nad piśmiennictwem lekarskiem 1'01- 
skiem. Gazeta Lekarska, 1903. 
 r. 35, 56, 37, str. 858. 
S) Ibid.
		

/Untitled-107_0001.djvu

			200 


Adam W rzosek 


Henryk Hoyer 


201 


1) Piotr S ł o n i ID ski. ,y stuletnią rocznicę urodzin Henryka 
Fryderyka H o y era. Medycyna, 1934, Nr. gO, str. 691--5. 
2) Ibid. 


,y miarę jak musiał coraz \vięcej oszczędzać oczy 
i wskutek tego mniej zajmmvać się badaniami mikroskopo- 
wemi, coraz więcej poświęcał czasu pracom z dziedziny kry- 
tyki nauko" ej i filozofji medycyny. '''tedy to pojawiają się 
liczne jego. pełne głębokiej treści prace, między innemi: 
,,0 metodzie badania naukowego" (1888), "lVIózg i myśl" 
(1894), "Obecne zapatrywania przyrodników na tak zwaną 
teorję Darwina" (1895), "Poglądy naukowe na czynniki, 
kierujące kształtowaniem się ustrojów" (1896), ,.0 meta- 
fizyce w przyrodoznawstwie" (1904) . Wszystkie te prace 
wydrukowane były we ,,\lV szechświecie". 
Gdy zasłużony na polu filozofji medycyny w Polsce 
Zygmunt K l' a m s z t Y k założył w l' 1897 r. "Krytykę 
Lekarską", oryginalny miesięcznik, jakiego żadne inne cza- 
sopiśmiennictwo lekarskie nie posiadało, ruch na polu filo- 
zofji i historji medycyny znacznie się u nas ożywił, zwłaszcza 
w Kongresówce. Czasopismo to, które przez 11 lat pogłę- 
biało kierunek filozoficzny w medycynie polskiej i szeroko 
uwzględniało historję medycyny, skupiło w gronie swoich 
.' pracowników naj tęższe ówczesne umysły wśród lekarzy pol- 
skich z H o y e l' e m na czele. Do współpracowników Kry- "- 
tyki Lekarskiej między innymi należeli: 'V. B i e g a 11 s k i, 
E. B i e l' n a c ki, T. D u n i n, Zygmunt Kra m s z t y l" 
Stan. K o P c z Y II S k i, Stan. I\ 1 ark i e w i c z, Henryk 

 u s b a u m, K. R Y c h l i il S k i, A. S o koł o w s ki, 
a z historyków medycyny: J. B i e l i II S k i, F. G i e- 
.d l' o Y ć, J. P e s z k e i inni. 
Ton "Krytyce Lekarskiej" nie \y małej mierze nadawał 
H o y e r, którego rozprawa p. t. "Zasadnicze pojęcia nau- 
kowe w świetle krytyki poznania" otwiera to \'"ydawnict\\'v, 
kreśląc i uzasadniając jego program. ,y następnych 7.:15 rocz- 
nikach zostały wydrukowane następujące jego prace: 


w żółtym zaś komórki te znikają i zostają zos1ąpiOJlf' przez 
komórki tłuszczowe, powstające z przf'kształcellia komórek 
gV';iazdkowatych. \Vreszcie \'" szpikn galaretowat.ym ginie 
tłuszcz, a na jego miejsce oczka siatki komórkmwj wypeł- 
niają się znaczną ilością istoty galaretowatej" 1) Do zasług 
H o y e l' a na polu bistologji należy również opracowanie 
nowej techniki nastrzykiwania naczyń krwionośnych, mia- 
nowicie barwnym roztworem szelah.u w alkoholu, i udosko- 
nalenie histologicznych inf'tod badania. Do dziś dnia histo- 
logowie stosują barwienie karminem amonowym, pikro- 
karminem, tioniną według przepisów II o y e l' a 2 ) . 
Drugą dziedziną nauki, w której H o y e l' pozostawił 
po sobie trwale ślady - to filozof ja medycyny. 
Kierunek filozoficzny w medycynie polsh.iej, świetnie 
przez Jędrzeja Ś n i a d e c h. i e g o rozpoczęty, uprawiany 
później przez Ferdynanda D w o l' z a c z k a, znalazł godnych 
przedstawicieli w trzech profesorach Szkoły Głównej \Var- 
szawskiej: S z o k a l s k i m, C h a ł u b i II S k i m i n o y e- 
r z e. Po raz pierwszy wystąpił H o y e r na tem polu w roku 
1867, drukując w redagowanym wówczas przez siebie Ty- 
godniku Lekarskim obszerną krytykę dziełka prof. S t l' u- 
v e g o ,,0 istnieniu duszy i jej udziale w chorobach umy- 
słowych". \V kilkoletnich odstępach potem ukazały się 
w druku dwie jego rozpravvy: jedna p. t. "Krytyczny pogląd 
na darwinizm" (Ateneum 1876), nadzwyczaj gruntownie 
i bezstronnie wykazująca wszystkie słabe i dodatnie strony 
tej teorji, - i druga p. t. "Pogląd na dawniejsze i tegoczesne 
podstawy nauki lekarskiej" (Ateneum 1879).
		

/Untitled-108_0001.djvu

			202 


Adam W rzosek 


Henrrk Hor er 


203 


,,0 krytyce lekarskiej" (1898), ,,0 znaczeniu wiedzy histo- 
rycznej" (1899), ,,0 pracowniach naukowych" (1905) 
i "Teorja a praktyka" (1906). Ostatnia została wydruko- 
wana na rok przed śmiercią H o y era. 
Wszystkie te prace znamionuje trzeźwa myśl, głęboka 
krytyka i styl spokojny, unikający wszelkich sztucznych 
efektów. "Varto przypomnieć przynajmniej niektóre waż- 
niejsze myśli w tych rozprawach zawarte i szeroko tam uza- 
sadnione. 
"Vtedy gdy darwinizm święcił wielkie tryumfy, pozy- 
skując wielu fanatycznych, a więc bezkrytycznych zwolen- 
ników, H o y e r nie wahał się wypowiedzieć poglądu, że 
teorja D a r w i n a, zwana także teorją ewolucji, albo teorją 
pochodzenia, jest tylko hipotezą, nad której przyjęciem lub 
odrzuceniem można dyskutować. Według H o y e r a "brak 
jej wszelkich warunków dla fundamentalnej reformy filozo- 
ficznych poglądów na świat" l) . - Gdyby nawet, mimo 
"wszelkich sprzeczności i niedostatków", teorję ewolucji 
uznać za zupełnie dowiedzioną, to i "wtedy potęga Stwórcy 
będzie się wydawała niemniej cudowną, jeżeli przypuścimy, 
iż świat powstał pod wpływem jego woli nie odrazu wedle 
schematu, przez tradycję podawanego, ale w niezmiernym 
przeciągu czasu", który "w porównaniu z wiecznością spro- 
wadza się do znaczenia jednej chwili". - Człowiek, zdaniem 
H o Y e r a jest istotą, która "tak we własnej duszy, jak 
, . 
i w cudownym mechaniźmie całego świata" poznaJe 
dł ' S ' "2 ) 
wszechwładn ą on tworcy . . 
" 
W czasach, gdy wielu lekarzy i przyrodników uważało 
materjalizm filozoficzny za najwłaściwszy światopogląd 


l zgóry odrzucało wszelką religję, jako przeżytek dawnych 
czasów, H o y e r potrafił zachować krytyczne stanowisko 
względem tych płytkich prądów umysłowych, pisząc: "Nie- 
ugiętą siłą logiki i przekonywującą potęgą faktów, samo- 
dzielna i niezależna nauka objęła powoli pod swoje pano- 
wanie całą dziedzinę czystego rozumu i doświadczenia 
i zamknęła religję we właściwych jej sferach wiary i moral- 
ności. VV poczuciu niespożytej swej siły i w zwycięzkim za- 
pędzie, stronnicy nauki zapuścili się jednak poza zakres od- 
graniczający naukę od wiary, zamierzając wstrząsnąć ostat- 
niemi podporami religji; wszystkie ich ataki okazały się na 
tern polu bezsilnemi, albowiem nauka potrafiła tylko ne- 
gować, ale nie stworzyła dotąd nic takiego, coby mogło 
ludzkości zastąpić wiarę"!). 
W innej zaś rozprawie, krytykując materjalizm, za- 
znacza że dot y chczasowe nasze wiadomości z fizyki, 
, " 
chemji i fizjologji bynajmniej nie wystarczają dla wytłuma- 
czenia naj istotniej szych zjawisk życiowych. Pogląd mecha- 
niczny żadną miarą nie zdoła wskazać czynników, tworzą- 
cych formę organiczną, uskuteczniających roznmażanie, 
wzrost, odnowę narządów i t. d. "2) . 
"V artykule ,,0 krytyce lekarskiej" podnosi, że na
er 
ważną jeset rzeczą dla lekarza, aby korzystał ze wszelkIch 
sposobów, rozwijających jego zdolności krytyczne 3 ). 
W rozprawie ,,0 znaczeniu wiedzy historycznej" pod- 
kreśla doniosłość znajomości historji nauk w ogólności, 
a szczególnie historji medycyny dla lekarzy, gdyż to ochroni 
ich "naj skuteczniej od zbaczania na drogi reklamy i blagi". 


l) H. H o y e r. Krytyczny pogląd na darwinizm. Ateneum 
1876, T. II, str. 189. 
2) Ibid. str. 190 i 193. 


l) H. H o y e r. Krytyczny pogląd na darwinizm, L c. str. 170. 
2) Zasadnicze pojęcie naukowe w świetle krytyki poznania
 
Krytyka Lekarska 1897 r. Nr. 1, str. a. 
8) Krytyka Lekarska 1898 r. Nr. 1, str. 22.
		

/Untitled-109_0001.djvu

			204 


Adam Wrzosek 


Henryk Hoyer 


205 


1) Krvtvka Lekarska J 899 r. Nr. 1, str. 3. 
2) II'- H o y e r. O pracowniach naukowych. Krytyka Lekarslw 
:1903 r. X 1-2, str. 10-14, 25-33. 


rE'go dotąd nie posiadała. Lubo dotacja roczna Zakładu i Ul 
czasów 
\kademji, i za czasów Szkoły Głównej była bard£o 
szczupła, urządzenie pracowni posuwało się naprzód dzięki 
zapobiegliv\'ości H o y e l' a i uzyskanej z trudem jednorazo- 
wej zapomodze na zakupno naj niezbędniej szych przyrządów 
i mikroskopu Hartnacka z imersją. Także za czasów ro- 
syj skiego L niwersytetu 'Varszawskiego, choć uposażenie 
pracowni było lepsze, niż dawniej, jednak sh.romne. "\limo 
tych trudnych warunkóvv, dzięki niezmordO\yanym zabiegom 
I-I o y e l' a, pracownia została należycie urządzona i wypo- 
sażona .,we wszelkie środki przez nO\voczesną naukę wyma- 
gane", stojąc "pod tym względem na wyżynie najlepszych 
pracowni histologicznych zagranicznych"!). 'V tej praco- 
'wni, w której l [ o y e r przebywał od rana do wieczora, 
stworzył on własną szkołę, z której vvyszły nietylko jego zna- 
komite prace, lecz i liczne prace jego uczniów. Długoletni 
asystent H o y e l' a, 'Vaclav. \1 a y z e l, wykonał tam w la- 
tach od 1875--1879 swoje sławne prace nad karjomitozą. 
Do uczniów H o y e l' a, prócz 1\'1 a y z l a, należeli: Józef 
N u s b a u m - H i l a l' o w i c z, później prof. zoologji 
w Pniw. Lwowskim; E. S t l' a s b u l' g e r, docent Szkoły 
Głóvvnej, a następnie sławny profesor botaniki w Bonn; 
Z. L a s k o V\T S k i, później znany profesor anatomji w Uni- 
'wersytecie Genewskim; wybitni lekarze warszawscy -- 
H. C z a j e w i c z, T. II e l' y n g, St. K o n d l' a t o w i c z, 
:M. Jak o w s ki, W. K a m o c k i i \vielu innych. 
H o y er, pisząc od r. 1872 w czasopiśmie "J ahres- 
berichte iiber die Fortschritte der Anatomie und Physio- 
logie" sprawozdania z prac polskich i rosyjskich z dziedziny 
anatomji, histologji i embrjologji, umieszczał tam także ob- 
szerne referaty z prac swoich uczniów, o ile nie były dru-- 


"Zapoznanie się z historją rozwoju medycyny uznać należy 
nietylko za pożyteczne, ale niezbędne, albowiem znajomość 
popełnianych davmiej błędów stanowi najskuteczniejszy śro- 
dek ochronny od powrotu na manowce, w znacznej części 
szczęśliwie już przebyte"!-). 
Obok znakomitej działalności naukowej H o y e l' a na- 
leży postawić niemniej świetną jego działalność pedago- 
giczną. I jedną i drugą rozwijał w niełatwych warunkach. 
Obdarzony jednak nieprzeciętnemi zdolnościami organiza- 
torskiemi, zdołał stopniowo usunąć wiele trudności. piętrzą- 
,cych się na drodze jego pracy naukovvej i nauczycielskiej. 
Powołany do \vykładów fizjologji i histologji nie miał z po- 
czątku w Akademj i "\Iedyko-Chirurgicznej 'Varszawskiej 
żadnej pracowni. ani żadnych przyrządów naukowych, 
prócz dwóch własnych małych mikroskopów. Dopiero po 
pewnym czasie otrzymał w Pałacu Staszica jeden mały po- 
koik i 300 rubli na urządzenie w nim pracowni. 'V Szkole 
'Głównej pracownia H o y e l' a, mieszcząca się w pałacu Ka- 
zimierzO\".skim. składała się w r. 1862 z jednej sali średnich 
.rozmiarów i z jednego pokoiku. Było to pomieszczenie dla 
dwóch zakładów (fizjologji i histologji) niedostateczne, a do 
tego dosyć ciemne. Po dwóch latach dostał H o y e l' obszerni! 
\vidną salę, nadającą się w zupełności do badal} mikroskopo- 
wych 2 ). - Nie pov';iększył się zakład jego z chwilą prze- 
'kształcenia Szkoły Głównej na Uniwersytet rosyjski, ale za- 
miast służyć fizjologji i histologji, odtąd służył histologji, 
,embrjologiO i i anatomji porównawczej, gdyż fizjologja otrzy- 
mała osobny zakład. \Vtedy też dopiero katedra, zajmowana 
przez H o y e l' a, otrzymała etat dla stałego asystenta, któ- 


1) J. Nusbaum-Hilarowicz, L c. str. 127.
		

/Untitled-10_0001.djvu

			8 


Leon Wachholz 


-1865 był zw. pro£. i dyrektorem klinik
 chorób wewnętrz- 
nych w Krakowie, a usunięty z katedry z przyClzyn politycz- 
nych przez r.z,ąd austrja'cki został póiniej wybrany pier- 
wszym autonomicznym prezydentem Krakowa. gdzie zmarł 
w mku 1878. 
DOBROWOLSKI StanIsław, ur. we Lwowie w r. 1873, 
został drem wszo n. lek. w r. 1897. Od r 1903 był do.c., od 
r. 1910 tytularnym pro£. położnictwa i girekologja U. J., Z:J.- 
razeln od r. 1907 proL Szkoły położnych w Krakowie, gdzie 
zmad w r. 1917. 
DOLASIŃSKI RudoU odbywał slucja w Krakowie od. 
:r. 1784-1792; nie ukończywszy swych studjów, wziął udział 
jako £z:tabslekarz gwardji pieszej w bitwach pod Racławicami 
i Szczekocinami. W r. 1804 zdobył w U. J stopiteń dra med 
poczem od 1805-1810 był tutaj nauczyc:elem chirurgji i po- 
łożnictwa dla chirurgów i akuszerek. W r. 1812 odbył kam- 
pani
 Napo!.zońską w Rosji jako lekarz wojskowy. Zmarł 
w r<:lku 1826. 
DOMAŃSKI Skmisław, ur. w Krakowie w r. 1844, uzy- 
skał 
topień dlTa med. w r. 1868, dra chirurgji w r. 1869, wu.. 
szcie magistra położ.f1i.c-Łwa w r. 1870 w Krakowie. Od r. 1871 
był doc., od r. 1879 był prof. na,dzw. hzpłatnym 
eurologji, 
a w r. 1914 ołrlzymał tytuł zw. pro£. r..eurologji w U. J. 
W r. 1915 ustąpił ze stanowiska profesorskiego, a w r. 1916 
zmarł w Kmkow:e. 
DOMAŃSKI Wawrzyniec, ur. w l. 1£07 w Bodzentynie 
(b. Król. Pol.), zdobywszy we Wiedniu dyplom lekarza we- 
terynaryjnego, uzyskał w Krakowie w r. 1834 stopień dra med. 
i chirurgji. Od r. 1842-1861 był nadzw. pro£. weterynalrji 
w U. J. Umarł w r. 1861. 
DROBA Stanisław Augustyn, ur. w r. 1870 w Tarnowcu 
kolo J2sła, został drem wszo n. lek. w Krakowie w 1896. 


.. 


?GCZf:t grona r.auczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


9 


Od roku 1904 był doc. bakterjol,ogji, późr.iej uzyskał pryma- 
rjat chorób zakaźnych w Szpitalu św. Łuarza, gdzie z.aka- 
ziws'
y s:ę od chof1eg-o n,osacizną, zmarł w r. 1913. 


GEGENBAUER, dr. med. był w U, J. z.astępcą prl)I. 
fizjologji i oklllistyki Vet t e r a po tegoż śmiel"lci w r. 1806. 
GILEWSKI Karol, m. w Czerniowcach w r. 1832, uzyskał 
w Wiedniu w r. 1856 doktoraty medycyny i chirurgji oraz 
magisterjat położnictwa. Od r. 1861-1865 był zw. proL me- 
dycyny sądowej U. J., a od 1865-1871 pro£. i dyrektorem 
kEniki chorób wewnętrznych. Zmarł w Kwkowie w r. 1871 
na tyfus plamisty. 
GIRTLER Sebastjan, Ull". w Kr.akowie w r. 1767, uzyskał 
stop:eń dra El. tamże w r. 1791, a stopień dra med. w Wie- 
.dniu 'W r. 1795. Od r. 1798-1811 był nad'IiW. prof., p'0czem 
usunięty z katedry przez Izbę Eduk. Księst\\	
			

/Untitled-110_0001.djvu

			206 


Adam JJ7rzosek 


Henryk Hoyer 


207 


kowane także w języku obcym, a to, aby przynajmmeJ 
w streszczeniu zapoznać z niemi świat naukowy zagraniczny. 
Pracownia H o y e r a "była zawsze przepełniona", 
pisze jeden z jego uczniów, Zygmunt Kra m s z t Y k, 
"oprócz młodych uczniów, którzy tam odbywali ćwiczenia 
elementarne, starsi studenci i młodsi lekarze licznie tu pra- 
cowali. Zasadą profesora było nie ułat\viać pracy swemi 
wskaz0wkami, ale pozostawiać każdemu samodzielność, aby 
wytężoną myślą, przez trudności i zawody, znajdowali wła- 
sną clrogę"l) . Nie znaczy to jednak, aby nie kontrolował 
prac uczniów i nie kierował niem i. "Od rana do wieczora 
zawsze w niej obecny, zawsze czynny, szybko przebiegał 
od jednego pracownika do drugiego... Szybkie bardzo, 
charakterystyczne ruchy jego, drobnym wykonywane kro- 
kiem, sprawiały - pisze N u s b a u m - H i l a r o w i c z - 
zawsze na nas uczniów wrażenie, iż H o y e r o w i szkoda 
każdej chwili, iż spieszy się, by nie uronić drogiego czasu. 
Dzięki przedziwnej umiejętności obchodzenia się z uczestni- 
kami pracowni, dzięki niezmiernie głębokiej wiedzy i gorą- 
cej miłości dla nauki, wpajał on w nich prawdziwe i szczere 
zamiłowanie do poważnej pracy i wyrabiał zmysł kry- 
"2 ) 
tyczny. 
Był także wybornym nauczycielem na katedrze, bo, choć 
:nie miał wielkiego daru słowa, to jednak wykłady jego były 
pełne treści, a przy tern wypowiadane z zapałem, podykto- 
wanym głębokiem umiłowaniem wykładanego przedmiotu 3 ) . 
Będąc tego przekonania, że do obowiązkow profesora 
uniwersytetu należą nietylko wykłady i prowadzenie ćwi- 


czeń w pracowni, lecz i dostarczenie studjującym podręczni- 
ków, zabrał się wkrótce po objęciu katedry do napisania 
podręcznika histologji, który wyszedł w 1862 1'.1). Jest to 
pierwszy polski podręcznik tej nauki. Napisanie takiego 
podręcznika, bez wzorów w piśmiennictwie ojczystem i bez 
ustalonego mianownictwa histologicznego polskiego, nie było 
rzeczą łatwą. Autor wywiązał się jednak z zadania zupełnie 
dobrze, dostarczając studjującej młodzieży sumiennie opra- 
cowane i sta
annie wydane dzieło. 
Ponieważ H o y e I' był w Akademji i Szkole Głównej 
nietylko profesorem histologji, lecz także fizjologji, więc 
i o dostarczenie uczniom podręcznika tej nauki także się po- 
starał. "Rył za sumienny na to - pisze D o b I' Z Y c ki -- 
aby napisani!:' oryginalnego dzieła o fizjologji przedsię- 
wziąć. Chociaż znający przedmiot gruntownie w całej jego 
rozciągłości, gdyż świadkami byliśmy ile wiwisekcyj i do- 
świadczeń fizjologicznych sam wykonał, oraz ile prac czysto 
fizjologicznych pod jego kierunkiem wykonanych zostało, 
nie chciał jednakże oryginalnego pisać dzieła. Rozumiał, że 
do tego celu potrzebaby samemu cały przedmiot przepra- 
cować, wyłącznie mu się poświęcić, potrzeba asystentów, 
olbrzymich środków pomocniczych, słowem potrzeba tego 
k . . d , b ł ,,2'\ 
wszyst lego. na czem mu Jeszcze po owczas z ywa o I. 
Wobec tego zachęcił jednego z lekarzy warszawskich, 
ucznia swego Szymona P o I' t n e I' a, aby przełożył z nie- 
mieckiego podręcznik fizjologji H e r m a n n'a, wydany 
w 1865 r., a zupełnie potrzebom studentów wystarczający. 
Już w dwa lata po wydaniu niemieckiem wyszedł ten pod- 


1) Zygmunt Kra m s z t Y k. Profesor Henryk H o y er. vVspo- 
ronienie pośmiertne. Krytyka Lekarska 1907, Nr. 7-8, str. 101. 
2) J. Nusbaum-Hilarowicz, L c. str. 127. 
3) Tamże, sLr. 128. 


l) Histologja ciała ludzkiego napisana przez Dr. H. H o ye r a, 
Adjunkta-profesora fizjologji C. K. \Varszawskiej Mec1.
Chirurgicz- 
TIej Akademii. \Varszawa 1862 r.. str. 320. Nakładem Akademji. 
2) n. D o b r z v c k i, L c. str. 862.
		

/Untitled-111_0001.djvu

			208 


Adam W rzosek 


Henryk Hoyer 


209 


ręcznik w przekładzie polskimI), zaopatrzony ki\kudziesięcill 
uzupełnieniami i sprostowaniami II o y e r a, uraz obszeruf! 
jego przedmuwą, \v której pisze, że każdy naukowo wy- 
kształcony lekarz po\yinien posiadać odpowiednie wiadomo- 
ści z fizyki i chemji. Ponieważ zaś w podręczniku II e r- 
111 a n n"a we ,,-stępie autora \yiadomości z fizyki zbyt krótko 
są potraktO\vane, przeto II o y e r uznał za rzecz wskazaną 
"dodać do . . . przedmowy drugą część", w której starał się 
"jasno i treści" ie roz\yinąć zasadni ue "iadomości z fizyki"'. 
'Varto zwrócić uwagę na te słowa, napisane w 1865 r., gdy 
niedoceniano jeszcze znaczenia fizyki i chemji dla medy- 
cyn:v. ,y kilkadziesiąt lat później podkreślał znów ścisły 
z\yiązek, zachodzący między medycyną a chemją i biologją. 
słusznie t\yierdząc, że ,,-ie\e im medycyna ma do zawdzię- 
czenia 2 ) . 
Jest to prawdziwą zasługą jego, że niejednokrotnie pod- 
nusił doniosłe znaczenie nauk biologicznych oraz fizyki 
i cllf'mji, jako podsta", na których się pO\'\ lIma opierać 
naukowa medycyna. Zasługa tern \viększa, że za czasó\\ 
Akademji \redyko-Chirurgicznej i Szkoły Głównej "\Var- 
szawskiej "za naj istotniejszy środek do zaznajomienia stu- 
dentów z nauką lekarską uznawano jeszcze wyłącznie tylk:) 
klinikę i łóżko chorego; teoretyczne zaś gałęzie służyły po- 
niekąd tylko jako dekoracje dodatko\-w, nadające medycynie 
zewnętrzny splendor nauko\vości". Badania teoretyczne 
uważano "raczej jako balast bezużyteczny, aniżeli jako fun- 


dament do oparcia na nim działalności praktycznej lekar- 
skiej". ,,'V ogóle przypisywano uprawiającym badania teore- 
t
czn
-n3ukowe wielką tępość umysłu, hołdowanie uroje- 
nIOm l brak zdolności odróżniania fałszu od prawdy" l) . 
Znamienny jest bardzo koniec przedmowy II o y e radu 
przekładu Fizjologji II e r m a n n'a, w którym pisze o O"el1- 
juszu Jędrzeja Ś n i a d e c k i e g o. Przedstawiwszy w tej ob- 
szer
ej przedmowie pokrótce podstawy biologji i fizjologji, 
temI słowy oddaje hołd największemu biologowi polskiemu: 
"Ogólne zarysy powyżej wyłożonej nauki znajdujemy już 
I?odane w słynnej «Teorji jestestw organicznych» Jędrzeja 
S n i a 
 
 c k i e g o, którego przenikliwy genjusz przewi- 
dywał JUZ dawno to, co dopiero w nowszych czasach na za- 
sadzie dokładnych poszukiwań śliślej zostało określone". 
.
hoć. od r. 1869 nie był już II o y e r profesorem fizjo- 

0?"Jl, to Jednak z tą nauką nic zerwał, interesując się nadal 
JeJ postępami, a nawet już jako profesor Uniw. Warszaw-- 
skiego podjął się, na prośbę redakcji Bibljoteki Umiejętności 

e
arsk

h, c
uwać nad przekładem obszernego podręcznika 
fIzJologJ1 D o n d e r s'a i wszystkie główne rozdziały za- 
opatrzyć przypiskami, zawiera)ącemi "treściwe zestawienie 
rezultatów nowszych prac na tem polu", co tembardziej byłu 
wskazane, ponieważ podręcznik D o n d e r s' a został wydany 
w 1859 r., a przekład polski dopiero w 1872. Włożył 

 rzec
y samej dużo pra
y w uzupełnienie licznemi przy- 
pIskamI tomu I przekładu-) 


1) Dr. L. H e r m a n n'a Rys fizjologji człowieka. Przełożył 
Sz
-mon p o r t n e r, lekarz prakt. \V \Yarszawie. Z dodaniem przed- 
mowy i wielu objaśniell przez Dr. H. II o y era. profesora z'ovy- 
czajnego w Szkole Głó'ovnej \Varszawskiej. \Varszawa 1865 r. 
XXV i 465. 
2) II. H o ye r. O metodzie badania naukowego. \Yarszawa 
1888, str. 13. (Odbitka ze .," szechświata"'). 


----- 


:) 
. .H o 
 e r. O pracowniach naukowych, L c. str. 13 i 14. 
). FIZ!ologJa. Przekład dzieła prof. dr. F. C. D o n d e r s'a 
"PhyslOlogle des Menschen" przez d-rów A. F a b i a n a i .L 
S t o c k m a n n a uzupełniony przez Pro£. Dr. H. H o y era. T. I 
(z 125 drzeworytami w tex;
ip). \Varsz:nva HJ72, str. II i 594. 


14
		

/Untitled-112_0001.djvu

			210 


.Adam T¥rzosek 


Henryk H oyer 


211 


W roku następnym, z Illlc)atyw.v i pod redakcją 
H o y e r a, wyszedł przekład krótkiego podręcznika embrjo- 
logji, napisanego przez V i e r o r d t' a l). H o y e r pisze 
w przedmowie, że przekład przejrzał nietylko w rękopisie
 
lecz i w korekcie, tak że za dokładność i ścisłość ręczyć może. 
Z powodu braku czasu zaniechał dodawania obszernych 
przypisków: tembardziej uważał to za zbyteczne, że ,
po 
ukończeniu obszernych studiów i samodzielnych poszuki- 
wań" zamierzał opracować embrjologję oryginalnie i obszer- 
niej. Niestety, ten zapowiedziany podręcznik nie wyszedł 
nigdy z druku. 
Przekłady polskie podręcznik6w: D o n d f' r s'a i V i e- 
r o r d t'a wyszły już wówczas, gdy w Pniw. 'Varsza\yskim 
niepodzielnie panował język rosyjski jako wykładowy. Przy- 
czynienie się H o y e r a do przetłómaczenia na język polski 
tych dwóch podręczników jest już nie tylko zasługą pedago- 
giczną, lecz i narodową, bo młodzieży polskiej, która z ka- 
tedr uniwersyteckich tylko obcą mowę słyszała, dano pod- 
ręczniki w ojczystym języku, aby, zaznajamiając ją z pol- 
skiem mianownictwem lekarskiem, ułatwić jej w przyszłości 
pisanie prac naukowych po polsku. 
Na tern nic ograniczyły się zasługi H o ye r a w dostar- 
czaniu studjującej młodzieży książek do nauki, bo w r. 1901 
wyszedł w \Varszawie podręcznik histologji napisany zbio- 
rowo pod redakcją II o y era. rcieszył się, gdy wszyscy 
współpracownicy wywiązali się należycie ze s}'Voich zadań, 
choć zdawał sobie sprawę z pewnych usterek. ,;:VIiałem 


1) Emhrjologja czyli krót1. i rys nauki o powsLawaniu i roz\\ oju 
ustroju ludzkiego wyjęty z Fizjologji Dr. K. Y i e r o r d t'a. Spol- 
szczył Jakóh N e u f e l d, student medycyny, pod przewodnictwem 
Dr. H o y e r (sic!), profesora histologji i embrjologji w r niwcrsy- 
tecie \Varszawskim. 'Warszawa 1873. str. VIII i 89. 


wprawdzie - pisze - przy redakcji i układaniu dzieła 
więcej pracy, aniżeli pewne koła lekarskie przypuszczają; 
zdawałem sobie dokładnie sprawę z jego wad i niedostatków, 
ale dla łatwo zrozumiałych przyczyn nie wspomniałem o tem 
w przedmowie. Za najważniejsze zadanie moje uważałem 
doprowadz
nie dzieła do skutku, dostarczenie studentom po- 
żytycznego i taniego podręcznika, przedstawiającego wiernie 
i w formie przystępnej najistotniejsze i najpewniejsze dane 
histologji, ale nie przyznawałem sobie prawa do głębiej 
sięgającego przerabiania artykułów i arbitralnego rozstrzy- 
gania kwestyj jeszcze wątpliwych"l). 
H o y e r nie przerwał działalności pedagogicznej i po 
ustąpieniu z katedry uniwersyteckiej. Wtedy właśnie objął 
kierownictwo istniejącej przy Towarzystwie Lekarskiem 
Warszawskiem pracowni naukowej, w której udzielał "chęt- 
nie pomocy młodym lekarzom, nabierającym dopiero po- 
czątkowej wprawy w badaniach mikroskopowych i bakte- 
rjologicznych"2). Były tam pozatern wykonywane przez 
lekarzy i przyrodników badania z dziedziny histologji pra- 
widłowej i patologicznej, z bakterjologji, fizjologji i chemji 
fizjologicznej. H o y e r nie szczędził czasu ani pracy, kie- 
rując pracownią, w której przebywał codziennie w stałych 
godzinach. 
W Towarzystwie Lekarskiem Warszawskiem położył 
duże zasługi. Był jednym z naj czynniejszych jego człon- 
ków 3 ). Niejednokrotnie na urząd prezesa wybierany, pełnił 
go przez kilka lat. Tow. Lekarskie Warszawskie było jakby 
jego pozauniwersytecką katedrą, z której nieraz rozsiewał 


1) H. H o y e 1". Uwagi nad piśmiennictwelll lekarskiem pol- 
skiem. Gazeta Lekarska L c. Str. 861. 
2) H. H o ye r. O pracowniach naukowych. L C., str. 29. 
8) VVI. ,M a t l a k o w ski. Gazeta Lekarska L c. sIr. 999. 
14.
		

/Untitled-113_0001.djvu

			212 


Adam Wrzosek 


Henryk Hoyer 


213 


1) W D o b r z y c k i, L c., str. 863. 
2) H. H o y e r. 1881-1905. Gazeta Lekarska 1906, Nr. l, 
str. 3. Tytuł artykułu, składający się z dwóch dat, oznacza dwudzie- 
stopięciolecie zreformowanej Gazety Lekarskiej. 


'wi,!zek prowadzenia dalej redakcji Tygodnika, uczyniłem to 
w dobrej wierze, że będę miał więcej pomocy i poparcia ze 
strony kolegów, mianowicie członków Wydziału; tymcza- 
sem zostałem w zupełności na koszu i jedynie tylko przy 
pomocy kilku młodych kolegów, dawnych moich uczniów, 
wlokę ten ciężar, nie przynoszący mi najmniejszej korzyści, 
owszem, zabierający mi dużo drogiego czasu. Pod jednym 
przynajmniej względem Tygodnik przysługuje się niemało 
krajowi: stoi on na warcie i czatuje na wszelkie blagi i kłam- 
stwa, a skoro się tylko ktoś odezwie z jakimś podejrzanym 
fabrykatem, to natychmiast nielitościwie okłada go chło- 
stami. Ostra krytyka i satyra jedynie są w stanie oczyścić 
naszą literdturę lekarską z wszelkich występujących z pre- 
temjami miernych, kłamliwych i blagierskich prac i otwo- 
rzyć pole prawdziwie lIaukowemu albo przynajmniej nau- 
kowo-praktycznemu piśmiennictwu. Oto jest nasz główny 
cel" l) . 
H o y e 1', dbały bardzo o to, aby medycyna polska nie 
pozostawała wtyle za zagraniczną, dokładał wiele starań, aby 
przeszczepiać na grunt swojski nietylko nowe zdobycze nau- 
kowe, ale i nowe kierunki badań naukowych. Doceniwszy 
zawczasu ogromne znaczenie bakterjologji dla medycyny, 
zwracał uwagę na tę nową naukę słowem i piórem, a wy- 
u.czywszy się, pierwszy na ziemiach polskich, metod bakte- 
I')ologicznego badania, wdrażał w nie lekarzy polskich. 
W ten sposób zapoczątkował w Polsce, głównie w Warszawie 
badania bakterjologiczne 2 ). ' 
, Był on nietylko teoretykiem. Interesowały go bardzo 
rowmeż zagadnienia medycyny praktycznej, a nawet zaj- 
mował się przez dłuższy czas wykonywaniem praktyki 
---.---- 


ziarna swej wiedzy i wpływał na utrzymanie wysokiego po- 
ziomu naukowego obrad. Za czasÓw jego prezesury ruch 
:naukowy w Towarzystwie bardzo się ożywił. 
Do działalności pedagogicznej H. H o y e l' a w najszer- 
szem tego słowa znaczeniu należy zaliczyć jego współudział 
w redagowaniu i wydawaniu czasopism lekarskich, za po- 
średnictwem których rozpowszechniał wśród lekarzy pol- 
skich nowe zdobycze naukowe. 
Był w 1'. 1867 i 1868 redaktorem wyłącznym Tygod- 
nika Lekarskiegol) . Podniósł jego poziom naukowy kosztem 
wielkiego nakładu pracy, gdyż sam wiele artykułów napi- 
sał, zwłaszcza wstępnych, i niemało streszczeń z prac ob- 
cych. W r. 1881 wstąpił do grona współwłaścicieli i współ- 
wydawców zreformowanej "Gazety Lekarskiej", która 
wtedy zmieniła swoją redakcję i program. Odtąd aż do 
końca życia był wiernym przyjacielem i wybitnym współ- 
pracownikiem tego czasopisma, wysoko dzierżącego sztandar 
:nauki i wybornie redagowanego. W ciągu kilkudziesięciu 
lat brał udział we wszystkich posiedzeniach Komitetu redak- 
cyjnego, z wyjątkiem tych, na których nie mógł być obecny 
z powodu wyjazdu z 'Varszawy lub chorob y 2). 
Podtrzymywanie polskich czasopism lekarskich i krze- 
wienie za ich pomocą ruchu naukowego wśród lekarzy 
a zarazem tępienie powierzchowności i blagi - uważał do 
pewnego stopnia za swoje posłannictwo. Dlatego tyle trudu 
i czasu im poświęcał. W liście do H. D o b l' Z Y c k i e g o, 
datowanym 10 listopada 1867 r., pisze o tern w następują- 
cych słowach: "Przyjmując na początku roku na siebie obo- 


1 ) H 
. D o b r z y c k i, L c., str. 864. 
2) J. N u s b a u m - II i l a r o w i c z, L c., str. 126.
		

/Untitled-114_0001.djvu

			214 


Adam Wrzosek 


Henryk Hoyer 


215 


lekarskiej!), przyczem nieraz odbywał konsylja z C h a ł u- 
b ., k . 2 ) 
In s "lm. 
Niema chyba, prócz H o y e r a, ani jednego uczonego 
w Polsce, któryby już za życia spotkał się z takiem uzna- 


,..; 


ł,;.,." 
'.1...'
>'1 

 .
 



 
:<,-
,>?'} 
.,
-JW 
-:.
 'f1i 
<'lo 


.. . 


niem swej działalności, jak on. Gdy w r. 1884 minęło ćwierć 
v\o-ieku jego działalności nauczycielskiej, wybitni lekarze 
warszawscy, współwłaściciele a zarazem współredaktorzy 
Gazety Lekarskiej, złożyli mu w hołdzie swoje prace w prze- 
pięknie wydanej Księdze Pamiątkowej, zawierającej na czele 
życiorys jubilata, skreślony utalentowanem piórem M a t l a- 
k o w s k i e g o. Nadto redakcje Gazety Lekarskiej i Medy- 
cyny poświęciły mu specjalne numery, w których z entu- 
zjazmem podnoszono wielkie zasługi jego naukowe i nau- 
czycielskie i piękny jego charakter. Potem przyszło uznanie 
i ze strony najwyższych instytucyj naukowych. Akademja 
Umiejętności zaliczyła go w poczet swych członków czyn- 
nych, Uniwersytet Jagiellmiski obdarzył go najwyższą god- 
nością, bo doktoratem honorowym, a liczne towarzystwa 
naukowe wybrały go na członka honorowego. W chórze 
uwielbienia dla II o y e r a, tak za jego życia jak i po śmierci, 
nie znalazł ani jeden zgrzyt. 'Wszystkie życiorysy jego sławią 
go jako niezwykłf'j miary uczonego, który zapisał się trwale 
w dziejach medycyny w Polsce. Dodać należy, że życiorysy 
te napisane zostały przeważnie przez znakomitych uczonych 
lub wybitnych lekarzy, którzy mogli sprawiedliwie ocenić 
dorobek całego pracowitego życia H o y e l' a. Dość wspo- 
mnieć, że do biografów jego należą między innymi: Henryk 
D o b l' Z Y c k i, Kazimierz K o s t a n e c k i, Stanisław K o ś- 
m i ń s k i, Zygmunt K l' a m s z t Y k, "Władysław M a t l a- 
k o w s k i, Henryk N u s b a u m, .Józef N u s b a u m - H i l a- 
r o w i c z i August ,V l' Z e Ś n i o w ski. 

apoleon C y b u l s k i w mowie wygłoszonej nad 
trumną II o y e r a nazwał go wzorpm niedoścignionym 
poświęcenia i pracy dla nauk?). 


. 'ih' 


L 


I. 

 


.
 
,-j;; 


:.; 
1:.. 


,.-::;
 
\
-' t. 



 


'J. 


).. 



 


.
,
 


,
. 


, /"'1'" 
/",,.;,..1 


""i..."- ' 
";IW"- 


o'. 
o., 


{ 


o.'--,
'" 


\
 :. . 


'.::

.': 


.

. 


. 

 (. . ."
,
..:
:--"
- 


1- 




. 


"". 


::., 


'.. 
.",
 
!(
 . 

 


'- 
"" 



 



 . 


HENRYK HOYER 
<\Vcdług portrelu Slo \Vitki:)wicza, reprodukowanego w 1884 r. 
w Księdze Pamiątkowej ku czci Hoyera). 


1) Nekrolog Henryka H o y era. ?\o,,"in
- Lekarskie 1907, 
zesz. 8, str. 455-459.
		

/Untitled-115_0001.djvu

			216 


Adam W rzosek 


H O Y e r istotnie może służyć za wzór uczonego. Uczeń 
znakomitych mistrzów - Johannesa M li 11 e r a, R e i- 
c h e r t D, V i r c h o w a, S c h o e n l e i n a, idzie ich śla- 
dami przez całe życie, mając jedyny cel - docieka- 
nie prawdy. Mimo niezbyt silnego zdrowia przez pół 
wieku pracuje wytrwale pod sżtandarem nauki, a jedno- 
cześnie dużo czasu poświęca na pracę pedagogiczną!). Każdą 
pracę, jakiej się podj ął, spełniał z niesłychaną rzetelnością. 
Żył nauką i dla nauki 2 ). Gdy w r. 1903 powrócił do zdrowia 
po długotrwałem zapaleniu opłucny, podziękował wszystkim 
kolegom, którzy go leczyli lub interesowali się jego wyzdro- 
wieniem, temi pięknemi słowy: "Postaram się wszystkim 
wywdzięczyć przez szczerą pracę dla nauki polskiej i społe- 
czeństwa lekarskiego, dopóki mi jeszcze sił starczy"3). Pięk- 
niej i rzewniej nie mógł podziękować ten już 69-letni uczony 
mocno życiem, pełnem trudu, sterany. Obietnicy dotrzymał, 
pracując dla nauki polskiej do końca życia. 


'1. Zakładu historji i filozofji medycyny Uniw. Poznańskiego. 
Dyrektor: Prof. Dr. Adam "\iVrzosek. 


ADAM WRZOSEK. 


ŻYCIE 1 DZIAŁALNOŚĆ NAUKO'V A ST A NISŁA"\V A 
TRZEBIŃSKIEGO. 


Jf/ydziałowi Lekarskiemu Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie 
poświęcam 
A.W. 


1) J. P r u s z y ii ski. Henryk H o y e r, jego działalność nau- 
kowa i profesorska. Gazeta Lekarska, 1908. )J. 29, sLr. 637-647. 
2) H. N u s b a u lll. Henryk II o y c r jako fi1ozoL Gaz. Lek. 
1903, N. 30, str. 659 -666. 
3) H. H o y e 1". "Cwagi nad pi
'nic:1łlirtwem lekarskielll pol- 
skiem, L c., str. 882. 


WSTĘP. 
(:.\
 
'
tanisław T r z e b i ń s k i był jednym z najsympatycz- 
;.Jf niej szych ludzi, jakich danem mi było w życiu poznać. 
Zbliżywszy się doń, nie mogłem nie odczuć uroku jego pięk- 
nej duszy, zahartowanej wielu nader bolesnemi ciosami, pod 
któremi inni zupełnieby upadli, zgorzknieli, stracili wszelką 
ochotę do życia i pracy. On jednak z dziwnie spokojnem 
poddaniem się wyrokom Opatrzności znosił wszystkie klę- 
ski, których mu życie nie szczędziło, osobliwie od czasu 
przewrotu bolszewickiego, który go zastał w rodzinnym ma- 
jątku na Wołyniu, gdy tam pojechał z Kijowa, gdzie część 
najbliższej rodziny pozostała. Nie złamał się, ani nawet nie 
ugiął pod ciężarem nieszczęść, lecz wierny swoim ideałom 
pracował wytrwale dla społeczeństwa. Co więcej, w ostat- 
nich latach życia, gdy otrzymał katedrę uniwersytecką 
w Wilnie, rozwinął tam z iście młodzieńczym zapałem i du- 
żym nakładem pracy swoją działalność naukową i nauczy- 
cielską. 
Zaraz po śmierci Stanisława T r z e b i ń s k i e g o 
w r. 1930, chciałem się zabrać do napisania życiorysu jego,
		

/Untitled-116_0001.djvu

			218 


Adam J-f/rzosek 


_ Zycie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 219 


aby, zamiast złożenia wieńca na świeżej mogile przyjaciela, 
uczcić w ten sposób pamięć jego. Pragnąłem skreślić jego 
sylwetkę duchową, choć może nieudolnem, lecz zaprawio- 
nem miłością i szacunkiem piórem, aby utrwalić w naszej 
literaturze biograficznej ślad jego życia, a zarazem złożyć 
moją pracę w upominku jego bliższej i dalszej rodzinie, 
przyjaciołom i uczniom. 
Mijał jednak miesiąc za miesiącem i rok za rokiem, 
a zabrać się do upragnionej pracy nie mogłem. Zbierałem 
jednak wciąż materjały do niej. 
Może i dobrze się stało, że dopiero teraz zabieram się do 
opisania kolei życia i przedstawienia charakteru Stanisława 
T l' Z e b i ń s k i e g o, gdyż powoli gromadziły się w moich 
rękach coraz cenniejsze materjały do tej pracy, zwłaszcza 
wiele ich przybyło, i to najważniejszych, w ubiegłym roku. 
Brak mi jeszcze trzech bardzo ważnych źródeł do wspomnia- 
nego życiorysu, mianowicie dziennika, który prof. T r z e- 
b i ń s k i spisywał po objęciu katedry w Uniwersytecie Ste- 
fana Batorego w \Vilnie, dalej wspomnień jego z pobytu 
w bolszewickiem więzieniu w Charkowie i wreszcie dzien- 
nika siostry jego ś. p. Jadwigi C z aj k o w s k i ej. Wspom-- 
nienia jego więzienne gdzieś zaginęły, również część dzien- 
nika siostry jego. J\loże się te rzeczy odnajdą, zanim zakoń- 
czę pisanie mej pracy, a nie wątpię, że do tego czasu otrzy- 
mam przyobiecany mi przez rodzinę dziennik jego. 
Nie chcąc już dłużej odkładać zamierzonej pracy zabie- 
ram się do niej, korzystając z materjałów, których zgroma- 
dziłem pokaźną liczbę, a są niemi: 1) prace prof. T l' Z e- 
b i ń s k i e g o drukowane i \V rękopisach pozostałe; 2) od- 
pis obszernego, z talentem skreślonego pamiętnika jego, za- 
wierającego 265 stronic maszynowego pisma; 3) kilkadzie- 
siąt listów jego, napisanych w latach 1880-1894, do przy- 


jaciela i kolegi gimnazjalnego Bernarda C h r z a n o w- 
s k i e g o, b. wiceministra i kuratora Okręgu Szkolnego 
Poznańskiego; 4) rękopisy artykułów jego napisanych 
,\y czasie pobytu w gimnazjum Poznańskiem do tajnego mie- 
sięcznika uczniowskiego, drukiem nie wydawanego; 
5) przeszło pół setki listów jego z ostatnich lat życia, pisa- 
nych do mnie; 6) duże dwie księgi protokółów posiedzeń 
Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Kijowie, którego był 
bardzo czynnym członkiem i przez pewien czas przewodni- 
czącym; 7) różne szczegóły z życia jego dostarczone mi 
przez rodzinę; 8) trzy obszerne zeszyty, zawierające różne 
zapiski jego, bruljony niektórych prac, lecz przeważnie no- 
tatki o ogromnej liczbie przeczytanych rozpraw i ksią- 
żek, zarówno treści naukowej jak beletrystycznej; pierwszy 
z tych zeszytów oznaczony piątką rzymską, a zawierający 
574 stron drobnego pisma, zaczęty został 28. VI. 1894, 
a ukończony prawdopodobnie w Wilnie w 1922 r.; dwa 
drugie zeszyty, oznaczone liczbami VI i VII, zawierające' 
stronic 276 i 280, są napisane w kilku ostatnich latach życia. 
Za łaskawe użyczenie mi tych materjałów należy się 
ode mnie szczera wdzięczność syno'\ovej ś. p. prof. T l' Z e- 
b i ń s k i e g o p. Kła d k o w e j (primo voto T l' Z e b i ,fI- 
s k i e jI, jego siostrze ciotf'cznej p. Wandzie z Podoskich 
K a m i e ń s k i e j, prof. Aleksandrowi S a f a r e w i l Z o w i 
w '\VilniC', dr. \larjanmyi Ł ą ż Y Ii S k i e m u w vVarszawie, 
p. dyrektorowi Gimnazjum św. :Marji ::Vlagdaleny w Pozna-o 
niu Benedyktowi B i [l k o w s k i e m u, a szczególnie sio- 
strzenicy prof. T r z e b i ń s k i e g o p. Zofji C z aj k o w- 

 k i e j i Czcigodnemu Panu Bernardowi C h r z a n o w- 
"k i e m u, który mi użyczył nietylko listów swego przyja- 
ciela, lecz i rękopisów jego uczniowskich artykułów, poświę-- 
conych rozbiormyi psalmów Kra s i Ii S k i e g o. Dzięki
		

/Untitled-117_0001.djvu

			220 


Adam 117 rzosek 


Zycie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 


221 


ROZDZIAŁ I. 


jedynaka, Adolfa, urodzonego w 181 g r., zrazu pod kie- 
runkiem domowego nauczyciela, a potem w kilku pen- 
sjach prywatnych, między imlemi w Pawłówce na Podolu 
i w KrzemieIicu, gdzie zawarł znajomość z późniejszym 
arcybiskupem F e l i ń s kim. ""ilV Krzemieńcu już wów- 
czas nie było sławnego Liceum, bo to były czasy po pow- 
staniu listopadowem. Ukończywszy prywatną edukację, 
powrócił do rodzinnej Porocłmi, gdzie pomagał w gospodar- 
stwie matce. "Były to zdaje się naj cięższe czasy jego życia". 
- pisze Stanisław T r z e b i ń s k i w Pamiętniku o swym 
ojcu. - "Skłonności ciągnęły młodego chłopca w innym kie- 
runku, interesował się on bardzo literaturą, sprawami spo- 
łecznemi i t. p., ale z tern trzeba się było kryć przed matką, 
która bez ustanku pędziła go do różnych gospodarskich za- 
jęć...". "Z tern wszystkiem czytał ojciec dużo, co tern god- 
niejsze uznania, że o książki wówczas było niełatwo...". 
"Literackie swe zajęcia uprawiał często - o ile to było lato 
- w lesie, dokąd go delegowano w rozmaitych celach, zre- 
sztą nic z literaturą wspólnego nie mających". Wuj jego, 
zacny Jan C z o s n o w s k i, widząc jak mu się lata mar- 
nują i pragnąc mu ułatwić życie więcej samodzielne, do- 
pomógł mu wziąć dzierżawę na Podolu. Gdy na tej dzier- 
żawie nadzwyczaj ciężką pracą zebrał trochę pieniędzy, 
znów mu wuj dopomógł do nabycia na Wołyniu niewielkiej 
wioski ł,ąki, bardzo zaniedbanej. Należało nietylko do- 
prowadzić gospodarstwo do lepszego stanu, lecz i spłacać 
dług, zaciągnięty na częściowe pokrycie ceny kupna. Dzięki 
niezwykłej pracowitości, wytrwałości i oszczędności nowego 
właściciela, majątek rychło zaczął się zmieniać donie- 
poznania. 
Mając już własny kawałek ziemi i własny dach nad gło- 
wą, ożenił się w 1860 r. z Anielą P o d o s k ą, nauczycielką' 


tej życzliwej pomocy mogę przystąpić do napisania życio- 
rysu pro£. T r z e b i ń s k i e g o bez obawy, że pominę 
wiele ważnych rzeczy z jego zacnego życia. 


Lata dziecięce i szkolne. 
Rodzina Stanisława T r z e b i ń s k i e g o pochodzi 
z Krakowskiego. Przodkowie jego, pieczętujący się herbem 
Jastrzębiec, nazywali się właściwie Trzebieńscy, a nie Trze- 
bińscy, gdyż gniazdem ich, według podalI rodzinnych, miał 
być jakiś TrzebielI w Krakowskiem. Przpnieśli się na Ruś, 
do Now£'go Korczyna prawdopodobnie w pierwszej połowie 
XV ET wieku. Oddawna używali przydomku Swosz. Pra- 
dziad Stanisława T r z e b i ń s k i e g o w ulcowskiej linji, 
Józef, był za S t a n i s ł a w a A u g u s t a chorążym, 
a następnie porucznikiem Kawalerji Narodowej. Przestał 
pełnić słu7bę wojskową z powodu ran "otrzymanych przy 
zdobywaniu jakiegoś hajdamackiego zasieku na ukrainnych 
Kresach"]). Syn jego Kajetan ożenił się na Wołyniu z cór- 
ką J 	
			

/Untitled-118_0001.djvu

			222 


Adam W rzosek 


Ż''y cie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 223 


.domową córki pp. R o h o z i Ił S k i c h w PopO\vcach. Oj- 
,ciec jej vViktor brał udział w 1831 w powstaniu Podolskiem. 
'uczestniczył w nieszczęśliwej bitwie pod Daszowem, po- 
tem przedarł się do Królestwa i służył w wojsku, ostatnio 
w korpusie R a m o r i n y. Z początku dobrze mu się powo- 
dziło na dzierżawach na Ukrainie; potem przeniósł się do 
Tamorudy w Płoskirowskiem, gdzie na dzierżawie wszystko 
.stracił; wreszcie zamieszkał tamże w domu od żydów wyna- 
jętym. N a domiar nieszczęścia zmarła mu wtedy żona, 
rC h r z ą s z c z e w s k a z domu, niewiasta nieprzeciętna, 
osierocając sześcioro dzieci, z których naj starsze liczyło około 
14.-15 lat. Ciężka była dola tych sierot, bo ojciec najcz'i- 
ściej był poza domem, jeżdżąc w różne strony, w nadziei. 
która się nigdy nie spełniła, że uda mu się wyplątać z cięż- 
"kiego położenia, w jakiem się znajdował. Utrata matki była 
-wielkim ciosem dla dzielnej córki Anieli, późniejszej matki 
'Stanisława T r z e b i ń s k i e g o, który w Pamiętniku, 
.wspomniawszy z szacunkiem o babce, skreślił wizerunek du- 
chowy matki w słowach pełnych uwielbienia: "Babka moja 
- pisze tam - wielkich cnót kobieta, a przy tern bardzo sta- 
-rannie wychowana i gruntownie wykształcona, od wczesnej 
młodości mej matki zajmowała się jej wychowaniem. a ziarna 
przez nią posiane padały na urodzajną glebę, kiedy osiero- 
-eona w tak młodym wieku, mogła ona przecież potem bez 
niczyjej pomocy nietylko kształcić się dalej sama, lecz jeszcze 
'także kształcić młodsze rodzeństwo. W istocie, myśląc o tern, 
"nieraz trudno mi poprostu zrozumieć w jaki sposób ta 
-12-letnia dziewczynka bez żadnej pomocy umiała nietylko 
rozwinąć umysł swój jak najwszechstronniej tak, że nie było 
kwestji ogólnej natury, któraby jej w żywy sposób nie inte- 
Tesowała i o której by nie wyrobiła sobie własnego i najczę- 

ciej słusznego zdania, lecz posiąść tyle wiadomości, które 
.zwykle się nabywa jedynie tylko pod kierunkiem licznych 


i zdolnych nauczycieli. Po polsku moja matka mówiła i pi_ 
sała .doskonale, również dobrze po francusku, historję i geo- 
grafJę znała tak, że pod koniec życia, ilekroć między nami 
wynikała jakaś kwest ja w tej sprawie, to po sprawdzeniu po- 
kazywało się, że ona miała rację; znała też język angielski 
o tyle, że mogła czytać łatwiejsze rzeczy, literaturę pol- 
ską i francuską posiadała wybornie, przyczern... sąd 
jej o wartości odnośnych literackich utworów opierał się 
nie na wyuczonych z podręczników określeniach, lecz posia- 
dał wszelkie cechy zdania samodzielnie w umyśle wypraco- 
wanego. Jeszcze godniejszą uwagi były wysokie zalety cha- 
rakteru, a więc przedewszystkiem niezwykła prawość, mi- 
łość do wszystkiego co piękne i szlachetne, wstręt do wszel- 
kiej nieprawdy, fałszu, hipokryzji, miłość bliźniego w jak 
naj szerszym sensie, nie cofająca się przed żadnem poświęcp- 
niem, zwłaszcza tam, gdzie chodziło o osoby, których ]os
r 
wchodziły lub wchodzić się zdawały w sferę jej obowiązków. 
Jeśli do tego dodamy jeszcze jedną z rzadszych cnót ludzkich 
, , 
to jest wdzięczność, nie kryjącą się nigdy za parawanikami 
fałszywego wstydu i nigdy nie podkopywaną wymówkami 
,'V rodzaju tych, że niema być za co wdzięcznym, bo dana 
osoba powiIllla była więcej dla nas zrobić, a wreszcie r07llm 
taki właśnie, o jaki się prosi w pacierzu słowami "Boże, daj 
mi rozum dobry"; łagodność pomimo dość żywego i nif'sły- 
chanie wrażliwego charakteru i wielką wyrozumiałość dla 
bliźnich, - to będziemy mieli nieudolnie coprawda, alf' 
myślę, że na ogół raczej więcej trafnie naszkicowany obraz 
duchowej istoty mej matki. Jest to rzeczą zupełnie natu- 
ralną, że każdy prawie człowiek, pisząc pamiętnik, pragnie 
pozostawić w nim o swych rodzicach jak najlepsze wspom- 
nienie i trudno komuś mieć za złe, jeśli w takim razie nawet 
z
rzeszy pewnym optymizmem. J'vInie się jednak zdaj",; Z'-, 
płSZąC te słowa, napewno nic nie przesadziłem".
		

/Untitled-119_0001.djvu

			224 


Adam JrT:W
tk 


Zyc
e i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 225 


Można zupehlą dać wiarę temu, co T r z e b i ń s k i 
napisał o matce, bo odznaczał się on wielką prawdomówno- 
ścią, bezstronnością i dokładnością we wszystkiem, o czem 
pisał, a zresztą spisywał swoje wspomnienia w 
O-t
 
i w 61-szym roku swego życia, kiedy zwykle umka SIę 
wszelkiej przesady i pustych frazesów, tak częstych w mło- 
dym wieku. 
Z takiego to zacnego gniazda pochodził Stanisław 
T r z e b i ń ski. Rodzina j ego była szeroko skoligacona 
w całej Polsce, zwłaszcza na Rusi, Wołyniu i Podolu, bo 
w linji ojcowskiej z Brezami, Bobrowskimi, Bratkowskimi, 
Brunickimi, Czosnowskimi, Falkowskimi, Hołowińskimi, 
Humieckimi, Jaroszyńskimi, Jełowickimi, Ledóchowskimi, 
Lenvalami, Pinińskimi, Poniatowskimi, Ponińskimi, Puzy- 
nami Raciborowskimi, Radzimińskimi, Rakowskimi, 
, .. .. 
Rudzkimi, Skarbkami, "'ilVeyssenhofami, Zeromsbml....- 
a w linji matczynej -- z Chrząszczewskimi, Dulskimi, Ka- 
mieńskimi, Krasickimi, Krechowieckimi, Leuieckimi, Mal- 
czewskimi, Michałowskimi, Moszyńskimi, Nazarkiewiczami, 
Podoskimi, Polami, Skłodowskimi, Sołtanami, Tomaszew- 
skimi, Pbyszami, "'ilVorcelami.... 
Stanisław T r z e b i ń s k i urodził się 26 września 
1861 r. w Popowcach na "VVołyniu, dokąd matka jego przy- 
jechała w odwiedziny, nie spodziewając się jeszcze w tym 
czasie rozwiązania. VV czesne dzieciństwo upłynęło mu 
w majątku rodziców Łąkach. Było ono sielskie wprawdzie, 
lecz bynajmniej nie anielskie, jak sam o tem w Pamiętniku 
ws p omina bo atmosfera domowa bywała nieraz dość ciężka 
, .. 
dla małego Stasia i młodszych odeń siostrzyczek Marym 
i Jadwini. Ojciec bowiem, odziedziczywszy po matce cha- 
rakter dość despotyczny, przytłaczał nim do p,
wnego stop- 
nia dzieci. Wychowany w twardej szkole swej matki, był 


wymagającym względem siebie i innych. Dużej prawości 
charakteru, wysokiego poczucia obowiązków rodzinnych 
i społecznych, wielkich zalet serca, nie potrafił się jednak 
wczuć w dusze dziecięce, stąd nieraz wymagania jego nie 
zawsze były dostosowane do psychiki dzecięcej, mimo że 
miał najlepsze chęci, aby dzieci wychowywać jak najstaran- 
niej na pożytecznych członków społeczeństvva. Nie roz- 
pieszczano ich v\' domu pp. T r z e b i ń s k i c h. Przyzwycza- 
jano je do prostego życia, karmiono niewybrednem jadłem, 
np. rano zamiast kawy lub herbaty dostawały obiad czeladny. 
l\'limo że matka swoją wyrozumiałością i serdecznym sto- 
sunkiem do dzieci łagodziła do pewnego stopnia, niezawsze 
całkiem słuszne, z dzisiejszego punktu widzenia psychologji 
wychowavvczej, postępowanie ojca z dziećmi, to jednak po- 
czątkowe tło życia pozostawiło w duszy Stanisława T r z e- 
b i II S k i e g o wspomnienie nieco ponurego, a zamało po- 
godnego i swobodnego dzieciństwa. 
Jako małe dziecko interesował się wszystkiem, co doty- 
czyło myślistwa, wojska i broni, i ta pasja dziecięca prze- 
trwała przez długie lata potem, mimo bynajmniej nie wo- 
jowniczego jego usposobienia. Lubił również bardzo słuc
ać 
opovviadań o bitwach, czytać o nich i na każdym znalez
o- 
nym kawałku papieru rysować żołnierzy, zresztą niezdarme, 
bo zdolności do rysunku nie miał. Nauczywszy się dość 
wcześnie cz y tać największą rozrywkę znajdował w książ- 
, b . 
kach. To zamiłowanie do lektury odziedziczył po o oJgu 
rodzicach i po dziadku ze strony ojca. Jedną z pierw- 
szych przeczytanych przezeń książek, była historja polska 
w 24 obrazkach przez A n c z y c a napisana. vVywarła 0.n a 
ogromny wpływ na dziecięcy umysł, rozbudziwszy w mm 
na całe życie wielkie zainteresowanie się dziejami oj czy- 
stemi. Daleko mniejsze wywarły nań wrażenie przeczytane 
15
		

/Untitled-11_0001.djvu

			Leon Wachholz 


Poczet grol'la nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 
---- ------
 - 


11 


10 


GODLEWSKI Emil. ur. w Holosku Wielkiem (Małopol
 
ska wschodnia) w r. 1875. uzyskał stopień dra wszo n. lek. 
w Krakowi!e w r. 1899. Od r. 1902 był doc., od r. 1906 nadzw. 
a od 1912 zw. pro£. biologji ,ogólnej i embrjologji. 
GOEBEL Karol, ur. W Krakowie w r 1845. uzyskał dy. 
plom dra med. w Kira'kowie w r. 1871, a dyplom magistra dell- 
tystyki w Wiedniu w r. 1873. Od r. 1877-1888 był doc. den.. 
tystyki. Zmarł w Krakowie w r. 1891. 
GRABOWSKI Kaz,imierz, ur. w Krakow:.e w r. 1844, uzy- 
skał dyplom dra med. w r. 1868 w Krakowie, dyplom magistra 
położnictwa w Wiedniu w r. 1869, a doktO!'at chimrgji w Kra- 
kowie w r. 1871. Od r. 1874-1892 był do;::. higjeny. W r. 1891 
wyjechał do Ameryki Północnej na stały pobyt. 


, 


HESCHL Ryszard, ur. w Wellsdorf w Styrji w r. 1824, 
został w r. 1849 dr. med. w Wiedniu. Od r. 1854 był prof.. 
anatomji w Ołomuńcu, od r. 1855-1861 pm£. zw. anatomji 
patolog. w U. J., od r. 1862 zastępcą pro£. kliniki! chorób we- 
wnętrznych w Grazu. od r. 1863-1875 tarn,że prof. zw. anat 
patoL, od r. 1875-1881 pro£. zw. tegoż przedmiotu w Wie- 
dniu, gdzie umarł w r. 1881. W Krakowie wykładał po n:e- 
miecku. 
HILDENBRAND Walenty. ur. w Wiedniu w r. 1763. uzy- 
skał dyplom dra med. tamże w r. 1784. Od r. 1793 był prof. 
i dyrektorem kliniki chorób wewnętrznych w U. L.. poczem 
objął tę samą katedrę w Krakowie od r. 1805-1806. Od 
r. 1807 był pro£. tychże przedmiotów w Wiedniu. Zmarł 
w r. 1818 tamże. 
HOROSZKIEWICZ Stefan, ur. we Lwowie w r. 1874, za- 
stał drem wszo n. lek. w r. 1898 w Krakowie. Od r. 1904 był 
doc., a od r. 1909 nadzw. pro£. medycyny sądowej w Krako- 
wie do r. 1921; odtąd jest pro f. zw. med, sąd. w Poznaniu. 


HACQUET Baltazar. ur. w Le Conquet w Bretanji 
w r. 1739, odbył studja w Rennes i Pont fi Mousson, gdzie 
uzysk,ał stopień dra fil. Studja lekarskie odbył w Montpelli,
" 
i w Paryżu, jednak nie uzyskał stopnia doktor'skiego. Wstą- 
piwszy do służby wojskowej austrjack
ej, był w r. 1762 chi J 
rurgiem i prosektorem szpitala wojskowego w Pradze, potem 
pro£. anatomji i chirurgji w Liceum w Lublan:e, od roku 
1788-1805 pro£. nauk przyrodniory;ch w U. L., wreszcie od 
r. 1805-1809 pro£. botaniki, zoologji i geologji w Krakowi
. 
Od r. 1810 pracuje j,ako emeryt w Wiedniu i um:era tamże 
w r. 1815. W zakresie badań fiz.jolograficznych całego południa 
Małopolski zasłużył się niespożycie. 
HECHELL Fryderyk Bogumir, ur. w Wilnie w r. 1795, 
został w r. 1813 magistrem fil. a w r. 1818 drem med. tamże. 
Od r. 1836--1851 jako uczeń C a s p r a w Berlinie był pro£. meJ 
dycyny sądowej, policji lekarskiej i historji medycyny w KiTa... 
kow:e. Poliglotta, właJdający 8-miu językami, zmarł w r. 1851. 


JAKUBOWSKI Józef, ur. W PińczO\vie w r. 1796, został 
drem med. w r. 1821 w Krakowi£. .a w r. 1832 bez konkursu 
pro£. patologji i terapji ogólnej. Ze stanowiska tego ustąp-;ł 
w r. 1834, .a zmarł w r. 1866. 
JAKUBOWSKI Maciej Leon, ur. w Krakow:e W r. 1837, 
został drem me,d. w r. 1861. drem chirurgji w r. 1862 w Kra- 
kowie, a magistrem położnictwa w r. 1862 w Wiedniu. Od 
r. 1873 był nadzw., !Zaś od r. 1895-1907 z;w. pro£. pedjatrji. 
Zmarł w Krakowie w r. 1915. 
JANIKOWSKI Stanisław, ur. w Wars.z.aw:e w r. 1833, 
uzyskał dyplom dra med. 'W Dorpacie w r. 1856. Od r. 
1866-1881 był pro£. zw. medycyny sądowej i rządowej. Zmarł 
w r. 1881 w Krakowie na dur plamisty. którego się nabawił
		

/Untitled-120_0001.djvu

			226 


Adam Wrzosek 


Życie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 227 


rówmez W dzieciństwie Wieczory pod lipą S i e m i e ń- 
s k i e g o i Pielgrzym w Dobromilu Marji z Czartoryskich 
W i r t e m b e r s k i e j. - Języka francuskiego uczyła go 
matka jak również innych przedmiotów, prócz języka rosyj- 
skiego, którego uczył go ojciec. Gdy miał lat 9 czy 10, za- 
czął się uczyć języka niemieckiego od nauczycielki Niemki, 
którą rodzice sprowadzili z zagranicy. - Uczucia religijne 
dziecka rozwijała matka, starając się przelać w duszę dziecka 
swoje uduchowione religijne wyobrażenia. 
"W drugiej połowie r. 1871 zaczął się nowy okres w ży- 
ciu T r z eLb i ń s k i e g o, bo początek kształcenia się poza 
domem rodzicielskim. Ojciec odwiózł 10-letniego Stasia do 
Krzemiellca. Umieścił go na pensji utrzymywanej przez 
pełną zalet umysłu i serca, p. B e a u p r e, żonę dobiega- 
jącego kresu swych dni dr. Antoniego B e a u p r e, wycho- 
wańca Uniwersytetu Wileńskiego, znanego lekarza w Krze- 
mieńcu g dzie rozpoczął był praktykę lekarską jeszcze za cza- 
, r 
sów istnienia Liceum Krzemienieckiego. Skazany na śmierc 
za udział w sprawie K o n a r s k i e g o i ułaskawiony, gdy 
już stał pod szubienicą w Kijowie, musiał potem odbyć karę 
ciężkich robót w Syberji, dokąd wraz z innymi skazańcami 
poprowadzono go piechotą. Po długich latach katorgi wró- 
cił, wskutek amnestji, do Krzemieńca już w późnym wieku 
i zajął się nauczaniem. W tym więc domu, owianym tra- 
dycją męczeństwa narodowego, pobierał nauki Sta
isł
w 
T r z e b i ń ski. Francuskiego uczyła go panna KamIla 
K o z i e r a d z k a, niemieckiego p. Ł a s k a, rodowita 
Niemka, i dr. B e a u p r e. Ponieważ ojciec życzył sobie 
dać synowi bardzo postępowe, jak na ówczesne czasy, wy- 
kształcenie, bo nie tylko umysłowe, lecz i rzemieślnicze, 
przeto uczęszczał on także do warsztatów, w których wyra- 
biano fortepiany. Nie mając jednak żadnych zdolności tech- 


nicznych, nie nauczył się nawet dobrze heblować. Nato- 
miast niemało skorzystał z wieczorków literackich, zorgani- 
zowanych w Krzemieilcu przez panią fi e a u p r e. U niej 
lub w którymś ze znajomych jej domów, zbierali się chłopcy 
i dziewczęta od 10 do 14 lat z towarzyszącemi im osobami 
starszemi; najpierw głośno czytano poezje polskie, poczem 
następował skromny posiłek, a czasem i tańce. N a tych wie- 
czorkach, które sprawiały Stasiowi T r z e b i il S k i e m u 
wielką przyjemność, zapoznał się on z utworami S y r o- 
k o m l i, P o l a, z przekładami O d Y ń c a. 
Przyjechawszy w początkach lata 1872 r. do domu, nip 
wrócił już do Krzemieńca, bo w tym czasie umarł dr. fi e a H- 
p r e. Kształcił się więc po dawnemu w domu. Było w nim 
dość gwarno, bo często przyjeżdżali w odwiedziny bliżsi 
i dalsi sąsiedzi, którzy ojca jego szanowali, a matkę 
i szanowali i lubili. Był też kiedyś raz w Łąkach ceniony 
wówczas literat Adam P ł u g (Antoni P i e t k i e w i c z) , 
który w jednym z sąsiednich dworów był przez pewie:1 czaS 
nauczycielem aomowynl. 
Rodzice, dbając o staranne wykształcenie jedynaka, nie 
chcieli go oddawać do rosyjskiej szkoły, obniżanej coraz bar- 
dziej przez rmyfikatorskie tendencje, metodami policyjnemi 
zaszczepiane. Ojciec, mający wielką cześć dla Kra s z e w- 
s k i e g o i uznający jego autorytet, zwykł był w ważnych 
okolicznościach zwracać się do niego o radę. Napisał więc 
do niego, prosząc o wskazówkę, gdzie kształcić syna. Gdy 
nadeszła odpowiedź Kra s z e w s k i e g o, doradzająca od- 
danie syna do szkoły w Poznaniu, zaczęto w Łąkach przy- 
gotowywać wszystko do dalekiej podróży. W końcu listo- 
pada 1872 r. oboje rodzice z synem i starszą córeczką wy- 
ruszyli wielkim powozem do W ołoczysk, skąd udali się ko- 
leją najpierw do Tarnopola, a stamtąd powozem przez Trem- 
15*
		

/Untitled-121_0001.djvu

			228 


Adam fj7 rzosek 


Życie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 229 


bowlę do Husiatyna w celu odwiedzenia mieszkających tam 
ojca i brata matki. Powróciwszy do Tarnopola, wyjechali 
do Poznania, zatrzymując się jeszcze po drodze we Lwowie 
i Krakowie. Do stolicy ''Vielkopolski dotarli w grudniu, po 
parotygodniowej bodaj podróży. Chociaż rok szkolny w zna- 
komitem Gimnazjum Poznańskiem św. 1\'Iarji :Magdaleny 
rozpoczął się był w jesieni na św. Michał, nie było szcze- 
gólnych trudności z umieszczeniem w nim Stanisława 
T r z e b i II S k i e g o w tak bardzo spóźnionym terminie. 
Złożył on examin wstępny, trwający zaledwie kilka minut, 
przed pro£. R. y m ark i e w i c z e m, zastępującym wów- 
czas chorego dyrektora gimnazjum. Examin odbył się w pry- 
watnem mieszkaniu R. y m ark i e w i c z a, poczem kandy- 
dat został przyjęty do naj niższej klasy gimnazjalnej t. zw. 
sexty. Musiał jednak w ciągu przypadających wtedy feryj 
Bożego Narodzenia nauczyć się, przy pomocy korepetytora, 
trochę łaciny, bo od początku roku szkolnego ten przed- 
miot był w jego klasie nauczany. Ojciec, bardzo oszczędny, 
ograniczający jak najbardziej wydatki niepotrzebne, potrafił 
być hojnym, gdy chodziło o tak ważną rzecz jak staranne 
kształc.enie syna. Aby mu zapewnić dobrą opiekę i pomoc 
w nauce, umieścił go u nauczyciela gimnazjalnego Karola 
S z y m a ń s k i e g o, gospodarza klasy, do której został syn 
przyjęty, płacąc za jego utrzymanie rocznie 300 talarów, 
co wówczas stanowiło niemały wydatek. Na stancji tej 
mieszkało i kilku innych gimnazjalnych uczniów z różnych 
klas. Rygor tam panował wielki. Bez pozwolenia nie wolno 
było z domu wychodzić. Przez cały czas przygotowywania 
się w domu do lekcyj, zadanych w ginmazjum, profesor 
S z y In a ń s k i siedział przy uczniach, pilnując ich i prze- 
słuchując z zadanych rzeczy. Chodził również z nimi na 
przechadzki. 


Do gimnazjum zaczął T r z e b i II S k i uczęszczać 
w styczniu 1873 r. Było ono wówczas prawie wyłącznie 
polskie. Nauka w niższych klasach odbywała się jeszcze po 
polsku. ''Vśród 28 nauczycieli zaledwie kilku było Niem- 
ców. Liczba uczniów w roku szkolnym 1872/73 wynosiła 
666, z tego 612 Polaków, a tylko 54 Niemców; według zaś 
wyznalI było: katolików 637, ewangelików 13 i żydów 16, 
czyli że do "Niemców należeli wszyscy żydzi, a nadto i pewna 
część katolików, zresztą bardzo nieznaczna. Kurs nauk gim- 
nazjalnych trwał 9 lat, nie licząc klasy przygotowawczej 
t. j. siódmej. Najwyższą była pierwsza z dwurocznym pro- 
gramem nauk, podobnie jak druga i trzecia. Każda z trzech 
najwyższych klas dzieliła się na dwie: wyższą i niższą. No- 
siły one odpowiednie nazwy, więc klasa I niższa (Unter- 
Prima), klasa T wyższa (Ober-Prima) i t. d. l ). 


1) 'Viadomości dotyczące Gimnazjum św. Marji Magdaleny 
zaczerpnąłem ze starannie wydawanych drukiem sprawozdań tej 
uczelni, zawierających zwykle najpierw pracę naukową jednego 
z profesorów, a potem sprawozdanie zestawione przez dyrektora. 
'Yydawnictwo to wychodziło w dwóch językach: w niemieckim 
i w polskim; np. pełny tytuł programu na r. szk. 1870/71 brzmi: 
Programm 
des 
Koniglichen Marien-Gymnasiums zu Posen 
fur das Schuljahr 1870/71. 
Inhalt: 1. Die Krimschen Sonette des Adam J\1ickiewicz 
vom Oberlehrer Joseph Moliński. 
2. Schulnachrichten vom Director Dr. Robert Enger. 
Program 
Królewskiego 
Gimnazymn Św. Marji Magdal. w Poznaniu 
na rok szkólny 1870/71. 
Zawiera 1. O sonetach krymskich Adama J\Iickiewicza przez 
N. W. Józefa :i\101ińskiego.
		

/Untitled-122_0001.djvu

			230 


Adam T? rzosek 


Zycie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 231 


Poziom naukowy gimnazjum był bardzo wysoki. Nau- 
czyciele dzielili się na kilka kategoryj: 1) nauc
ycieli wyż- 
szych (Oberlehrer) z tytułem profesora, 2) nauczycieli wyż- 
szych bez tego tytułu, 3) nauczycieli etatowych (Ordentl. 
Lehrer) , 4) nauczycieli pomocniczych (Hillfslehrer) , 
5) ka
dydatów do urzędu nauczycielskiego (Kandidat) . 
Nadto do grona nauczycielskiego należeli: nauczyciel religji 
(R.eligionslehrer), nauczyciel rysilllków (Technischer Leh- 
rer) i nauczyciel klasy przygotowawczej, noszący nazwę 
rektora (rector). Spora liczba nauczycieli Gimnazjum św. 
Marji Magdaleny posiadała tytuł doktorski. 
,'V klasie VI a, do której T r z e b i ń s k i został przv- 
jęty, było 36 uczniów. Nauczycielami jego w pien'.'szy
 
roku pobytu w gimnazjum byli: S z y m a ń s k i (łacina, 
rachunki), C Y b i c h o w s k i (polski), S P Y c h a ł o w i c z 
(niemiecki), F o r s t er (geograf ja) , Z i ę t k i e w i c z (ka- 
ligrafja) i S c h o n (rysunki, śpiew). "8' o r s t e r i S c h o n, 
choć Niemcy, wykładali jednak po polsku. Największv na- 
cisk kładziono na naukę języków: w VI klasie było 2 iekcje 
tygodniowo polskiego, 6 niemieckiego i 10 łaciny; w V kI. 
do tych języków przybywał francuski po 2 lekcje tygod- 
niowo, w IV-ej grecki po 5 godzin tygodniowo; w II-ej niż- 
szej hebrajski po 2 godziny tygodniowo, którego uczył nau- 
czyciel religji X. B i e l e w i c z. VV mniejszym zakresie niL; 
języki były uwzględni om' w programie nauczania: matema- 
tyka, fizyka, historja, geograf ja i nauki przyrodnicze. 
''V ostatniej np. klasie gimnazjalnej czyli wyższej pierwszej 


było tygodniowo lekcyj: łaciny 8, greckiego 6, niemiec- 
kiego 3, po 2 polskiego, francuskiego i hebrajskiego, mate
 
matyki 4, fizyki 2, religji 2 i historji 3, czyli na 34 lekcYJ 
tygodniowo aż 23 lekcyj języków. Najwięcej czasu poświę- 
cano nauce łaciny i uczono jej dobrze. Uczniowie trzech 
wyższych klas pisali na dany temat wypracowania łacińskie 
w domu i klasie, a prócz tego często "extemporalia". 
Ujemną stroną pedagogiczną szkoły było stosowanie 
larga manu kar cielesnych w niższych 
lasach. Zwo
enn
- 
kiem wielkim tych kar był np. nauczYCIel S z Y m a n SkI, 
u którego stał na stancji T r z e b i ń s k i, tak w Pa
ięt
 
niku opisujący swego nauczyciela: "Pro£' S z y m a n s k 
 
był to człowiek uczciwy i niegłupi, ale pedagog star
l 
daty, wierzący przedewszystkiem w wychowawcz
 zllacze
Ie 
trzcinki hiszpaIlskiej. Stała ona w klasie na okme w kącIe, 
ale tak często bywała w robocie, że trzeba ją była raz wraz 
zastępować świeżym exemplarzem. Najłagodniejszym w
- 
miarem kary były "gruszki", - dosyć bolesny dla delI- 
kwenta, ale też nieobojętny dla wykonawcy masaż głowy 
pięścią; następnie "łapy" - jedno lub 
ilka
rot

 

erz:- 
nie trzcinką na "vola manus"; a wreSZCIe nalczęsCIeJ 1 naJ- 
chętniej stusowane skórobicie, gdzie Bóg przykazał.. 
 t}L
 
celu delikwenta kładło się na kraju pulpitu ostatmeJ ławkI 
lewicy t. zw. "Arabie", przyczem nogi opadały na dół 
w prostopadłem położeniu, a odwrotna część medalu wypu- 
klała się w całej okazałości. Na tę odwrotną część spad
ła 
kilkakrotnie trzcinka, kierowana krzepką profesorską dłomą, 
przyczem zwykle wypowiadano humorem zabarwioną .allo- 
kucję. Następnie delikwent, zsiadłszy z Araba, odchodzIł na 
swe miejsce. S z y m a ń s k i w VP dawał łaciny 10 godzin 
a prócz tego 3 godziny arytmetyki, niekiedy więc wypa- 
dało mu po 3 godziny dziennie w tej klasie. Otóż byli ucz- 


2. \Viadomości szkólne prze3 Dyrektora Dr. R. Enger 
Posen, 1871. 
Hofbuchdruckerei von \V. Decker & Co. 
Od r. 1874, w którym w jesieni zaczęła się systematyczna ger- 
manizacja Gimnazjum, "Program" dm kowany był już tylko po nie- 
miecku.
		

/Untitled-123_0001.djvu

			232 


Adam T? rzosek 


Życie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 233 


niowie,... kt0rzy W takie dnie czasem po trzy razy musieli 
dosiadać Araba". - Gorszy jeszcze sposób karania uczniów 
wprowadzili nauczyciele, przybyli z Niemiec, mianowicie 
bicie po twarzy, szeroko w Niemczech stosowane. Do kar 
należało także wypraszanie z lekcji za drzwi i zatrzymy- 
wanie w klasie w godzinach pozaszkolnych, na godzinę 
lub dwie. 
T r z e b i ń s k i e m u szła nauka w gimnazjum od 
samego początku dobrze. Lubo wstąpił do najniższej klasy 
gimnazjalnej w ciągu roku szkolnego, nietylko odrobił 
wszelkie zaległości, ale nadto wyróżnił się. - ,'V Gimna- 
zjum św. Marji Magdaleny istniały dwie skromne funda- 
cje: X. K a m i e ń s k i e g o i X. Jak u b o w s k i e g o, od 
których procenty obracane były na zakup książek przeznaczo- 
nych na nagrody dla celujących uczniów. vVładza szkolna 
dodawała do tych procentów po kilkadziesiąt talarów rocznie, 
aby nie zabrakło pieniędzy na zakupienie nagród dla ucz- 
niów wszystkich klas. W każdej klasie przyznawano najwy- 
żej 4 nagrody, zwykle mniej, a cz<
sem ani jednej. Nagrody 
rozdawano we wrześniu, w czasie uroczystego popisu pu- 
blicznego, który trwał dwa lub trzy dni, przyczem ostatni 
dzień przeznaczony był na uroczyste rozdawanie świadectw 
dojrzałości. Popis uczniów wszystkich klas odbywał się z róż- 
nych przedmiotów i był urozmaicany deklamacjami nie- 
mieckiemi i polskiemi, przez uczniów wygłaszanemi. 
Pierwszy popis za czasów gimnazjalnych T r z e b i 11- 
ł 
S k i e g o odbył się 25, 26 i 27 września 1873 r. Z pewno- 
ścią wywarł on na niego duże wrażenie, gdyż w drugim 
dniu popisu otrzymał publicznie jako uczeń celujący na- 
grodę. Zapewne po raz pierwszy imię jego i nazvvisko zo- 
stały wydrukowane, a to w Sprawozdaniu gimnazjalnem za 


r. szk. 1873/74, w którem podano nazwiska nagrodzonych 
w poprzednim roku uczniów!). 
Popis wspomniany był pamiętnym w dziejach Gimnaz- 
jum Poznańskiego, bo na nim po raz ostatni przed germani- 
zacją szkoły, rozbrzmiewała głośno mowa polska przez 
wszystkie trzy dni. 'Vygłosili wtedy deklamacje polskie 
uczniowie: E. C h e ł m i c ki: "Rozmovva Michała" przez 
VV i t w i c k i e g o, Jan P a n i e ń s k i: "Nadziei nie trzeba 
tracić" przez K o c h a n o w s k i e g o, Bernard C h r z a- 
n o w s ki: "Czego chcesz od nas Panie" przez K o c h a n o w- 
s k i e g o Czesław C z o c h roń: ,.Łowy na niedźwiedzia" 
, . 
przez M i c k i e w i c z a, Józef P a l ę d z k i: "Młody ''Vltołd'' 
przez Kraszewskiego, Jan Grodzki: "Zemsta", 
ustęp z Jana Bieleckiego przez S ł o w a c k i e g
, a '
 os.tat- 
nim dniu na samo zakoIlczenie popisu wygłosIł abltuqent 
Stefan M i c h a ł o w s k i mowę polską o życiu i pismach 
vVincentego P o l a. Przed nim wygłosił mowę łacińską abi- 
turjent 1VIodest NI a r j a II s k i na temat: Graecia capta 
ferum victorem cepit et artes intulit agresti Latio (H o r a t. 
Epist. II. 1, 156) i abiturjent Franciszek S t e f a II s ki: 
P eber Homer und die homerischen Gedichte" 
" 
Na popisie w następnym roku już były tylko deklamacje 
niemieckie i dwie mowy abiturjentów: jedna łacińska, druga 
niemiecka. gdyż wtedy właśnie rozpoczynało się syst.em
- 
tyczne germanizowanie szkoły. Był to skutek wzmoż

Ia SIę 
szowinizmu niemieckiego po wojnie prusko-francuskIe). Za- 
częto przenosić do ."Jiemiec nauczycieli Polaków, a przysy- 


1) Programill des Koniglichen J\Iarien-Gymnasiuills zu P.osen 
fur das Schuljahr 1873/74 von Dr. August U P P e n k a m p Dlrec- 
tor. - Inhalt: 1. Argumentum libri secundi Ciceronis de Officiis ad 
exercitationes latine scribendi compositum vom Director. 2. Schul- 
nachrichten. Posen, 1874<, str. 29.
		

/Untitled-124_0001.djvu

			234 


Adam Jf7rzosek 


Zycie i działalność naukowa Stanisława T rzebińskiego 235 


łać na ich miejsce Niemców z odległych prowincyj. Wpro- 
wadzono język niemiecki jako wykładowy do wszystkich 
klas, pozostawiając w każdej klasie tylko po 2, godziny języka 
polskiego, i to jako nadobowiązkowego. "V programac
 
gimnazjalnych były wymieniane następujące podręczmkI 
do nauki tego języka: L u k a s z e w i c z a Przyjaciel dzieci, 
M o l i ń s k i e g o i S P Y c h a lo w i c z a ''Vypisy, 1\1 a- 
ł e c k i e g o Gramatyka, R. y m ark i e w i c z a Stylistyka, 
C e g i e l s k i e g o Poetyka i l\[ e h r i n g a Historja lite- 
ratury. . . 
]\IIimo germanizowania gimnazjum pozIOm Jego pozo- 
stał wysoki. T r z e b i ń s k i w swoim Pamiętniku wymie- 
nia następujących swoich nauczycieli Polaków: S z y m a ń- 
s k i e g o, ,y ojciecha Jar o c h o w s k i e g o, ,'V a r n k ę, 
L a s k o w s k i e gol), D a n y s z a, C y b i c h o w s k i e g o, 
Jer z y k o w s k i e g o, "'\1 o l i ń s k i e g o, K r z e s i ń- 
s k i e g o, K o l a n o w s k i e g o, Jak o w i c k i e g o, L i n d- 
n e r a, S z u l c a, 'V i t u s k i e g o, X. B i e l e w i c z a, 
i X. 1\1 i c h a l s k i e g o, który, po zawieszeniu nauki re- 
ligji w gimnazjum po wybuchnięciu Kulturkam
f

 urzą- 
dzał dla uczniów niższych klas prywatną naukę rehgJ1 w pa- 
łacu Działvńskich w rynku. O większości z tych nauczy- 
cieli zacho
vał T r z e b i ń s k i jak najh'pszą pamięć, zwła- 
szcza o Jar o c h o w s k i m, bracie znanego historyka, 
a z nauczycieli Niemców najdodatniejsze wrażenie wywarł 
na nim P r i E' m wykładając y języki starożytne i niemiecki. 
, . 
Wogóle na czasy gimnazjalne nie miał powodu narzekać. Ja- 
ko uczeIł, wyróżniający się zdolnościami i pilnością nie pod- 
legał karom cielesnym, prócz kilku "lap" otrzymanych 
w dwóch najniższych klasach, w których zresztą był celują- 


cym uczniem, bo w obu otrzymał nagrodę, jak również 
i w trzeciej zkolei klasie gimnazjalnej. Jeszcze parę lat 
udzielano uczniom nagród, lecz później zaniechano tego. 
T r z e b i ń s k i był jednak i w dalszych klasach dobrym 


..-
 


"
 
.... 
,
 


.; 


.... 


#"'. 
. .... .,,
 


. "".>, ......... 
.... ...
 


ST ANISLA W TRZEIHŃSKI 
jako uczeń gimnazjum 
(Ze zbiorów Bernarda Chrzanowskiego) 


1) Zapewne Stanisława, bo był drugi nauczvÓel tegoż _1a- 
'lwiska - Ignacy L a s k o w ski. 


uczniem, zwłaszcza celował w wypracowaniach. Nauczyciel 
niemieckiego P r i e m raz zrobił mu wielką przyjemność. 
czytając, przy zwracaniu wypracowań na temat: "Erst
		

/Untitled-125_0001.djvu

			236 


Adam W rzosek 


Zycie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 237 


wiege, dann wage, darauf wage", - znaczną część jego 
wypracowania "jako wzór rzeczowego i logicznego przed- 
stawienia przedmiotu"!). Natomiast do matematyki nie. 
miał zdolności, choć rzetelnie starał się jej nauczyć. "Już 
to do matematyki -- pisze w Pamiętniku - dziwnie mało 
byłem uzdolniony; wykuć twierdzenia matematyczne od 
biedy jeszcze było można, ale cała moja mądrość kOl'1czyla 
się tam, gdzie zaczynała się matematyczna wyobraźnia i z tej 
racji rozwiązywanie zadań i kostrukcja nastręczała mi za- 
wsze nie dające się prawie przezwyciężyć trudności". 
J\1imo coraz większego germanizowania gimnazjum 
stosunki między nauczycielami, przybyszami z Niemiec, 
a uczniami Polakami były nie najgorsze. T r z e b i.ń s k i 
nie zauważył w czasie całego pobytu w gimnazjum jakiejś 
wyraźnej niesprawiedliwości nauczycieli Kiemców wzglę- 
dem uczniów Polaków. Żadnych szykan polskości wówczas 
tam nie było. To też pro£. C y b i c h o w s k i, u którego 
T r z e b i II S k i mieszkał po śmierci pro£. S z y m a lI- 
s k i e g o, dziwił się po wyjściu "Pamiętników nauczyciela 
poznalIskiego" , jak mógł S i e n k i e w i c z tak niepraw- 
dziwe rzeczy pisać. Nie wiedział pro£. C y b i c h o w s k i, 
że ten tytuł nadany był przez wielkiego pisarza ze względu 
na cenzurę rosyjską i że należało w nim czytać zamiast 
"nauczyciela poznańskiego" - "warszawskiego". 
VV Gimnazjum Poznańskiem uchodziły wówczas płazem 
takie rzeczy, którcby pociągnęły za sobą suroV\;e represje 
w gimnazjach rosyjskich w Kongresówce. Coroczn'ie w Gim- 
nazjum św. ::.Ylarji Magdaleny były obchodzone urodziny 
\Vilhelma I. "Odbywał si
 w auli gimnazjalnej uroczysty 
akt - pisze w Pamiętniku T r z e b i ń s k i -- najprzód 


l) S. T r z e b i ń ski. Pamiętnik. Rps. 


-odczyt, zastosowany do okoliczności, potem zaś deklamacje 
i śpiewy chóralne. Nareszcie dyrektor wznosił okrzyk 
"Boch" za cesarza, a zebrani na sali powinni byli okrzyk 
ten trzykrotnie powtórzyć. vVielu uczniów Polaków. a do 
kOllca mego pobytu w Gimnazjum była tam zawsze ich 
większość, wstrzymywała się i naogół owe "Roch" wypa- 
dało nieco słabo. Nie podobało się to dyrektorowi D e i t e r- 
s o w i, który pewnego razu urządził z tej racji formalne 
śledztwo, badając uczniów z obu "prym", każdego zosobna, 
czy brali udział w okrzyku, a jeśli nie, to dlaczego tego nie 
uczynili. \Viększość odpowiedziała przezornie niż prawdzi- 
wie w twierdzącym sensie, - kilku tylko, między nimi Ber- 
nard C h r z a n o w s k i, mieli odwagę otwarcie przyznać 
się do tego, że nie krzyczeli ..Iloch" . Ja wtedy byłem w wyż- 
szej sekundzie i badaniu nie podlegałem... Śledztwo ograni- 
czono tylko do klasy najwyższej, a ci nieliczni, co powie- 
dzieli prawdę jak C h r z a n o w s k i, musieli tylko od dy- 
rektora wysłuchać ubolewania nad obałamuceniem politycz- 
nem, nie podlegając pozatem żadnym innym represjom". 
Życie koleżeńskie było w Gimnazjum św. Marji Magda- 
leny dobrze rozwinięte. Uczniowie Polacy wyższych i śn'd.. 
nich klas byli zorganizowani w nielegalne kółka samo- 
wykształceniowe; oczywiście, nie wszyscy. Zbierano się raz 
na tydzień, aby uczyć się historji i literatury polskiej, czy- 
tać ustępy z utworów poetyckich polskich, a czasem i dysku- 
sje polityczne prowadzić. Do kółek, prócz uczniów Gimna- 
zjum, należeli również uczniowie Szkoły Realnej. \V szyst- 
kie kółka poznańskie tworzyły Związek. Na walnych zebra- 
niach wybierano urzędników związkowych i redaktorów 
J\1iesięcznika, czytano sprawozdania o ruchu patrjotyczno- 
umysłowym wśród młodzieży, wygłaszano odczyty, dekla- 
:mowano, śpiewano i grano, jeśli był fortepian. Czasem od-
		

/Untitled-126_0001.djvu

			238 


Adam Wrzosek 


Zycie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 239 


bywały się majówki zwió{zkowe. Miesięcznik był wyda- 
wany przez parę lat, a tylko w jednym exemplarzu, wy- 
raźnie na czysto przepisanym. Do redakcji l\1iesięcznika 
należał oczywiście T r z e b i ń s k i, jako wyróżniający się 
wśród kolegów literackiemi zdolnościami. "Bywały tam - 
pisze T r z e b i ń s ki - artykuły rozumowane, opisy po- 
dróży, bpletrystyczne utwory różnego rodzaju. Kiedyś, wi- 
dząc się po kilkudziesięciu latach z K a s p r o w i c z e m 
w Zakopanem, przypomniało mi się, że ja mianowicie mam 
prawo uważania się za najwcześniejszego wydawcę jego- 
utworów, bo pierwsze jego wiersze - mojem zdaniem zre- 
sztą może lepsze, a z pewnością nie gorsze od wielu później- 
szych - przyjmowałem do ,Miesięcznika i tam przepisywa- 
łem. Pamiętam tytuły trzech, a nie znalazłem ich w później- 
szych wydaniach poezyj tego poety - "Eli, Eli, Lamma Sa- 
bachtani" , "Łabędź", "vViara, Nadzieja, :Miłość". ,'V Mie- 
sięczniku bywały też moje rzpczy. Raz umieściłem tam fan- 
tastyczno-symboliczną scenę, odbywającą się w grobach 
królewskich na ''Vawelu, której sensem było, że nadzieje 
narodu polskiego opierają się na młodzieży. Utwór ten, zdaje 
się, dosyć się podobał. Najciekawszą jednak część składową 
treści Miesięcznika stanowiły listy pisane do starszych 
uczniów gimnazjalnych przez abiturjentów, przebywają- 
cych już w wyższych zakładach naukowych"!). 
:Miesięcznik wychodził 8-10 razy w ciągu roku. Zdaje- 
się, iż nie dochował się do naszych czasów ani jeden jego- 
numer. A szkoda wielka, bo tak jak Archiwum Filomatów 
jest nieocenionem źródłem do poznania najlepszego odłamu 
młodzieży dawnego Uniw. \'Vileńskiego, tak Miesięcz- 
nik mógłby być takiem źródłem do poznania polskiej mło- 
dzieży poznańskich szkół średnich w siódmym dziesiątku lat 


ubiegłego stulecia. Szczęśliwym trafem dochował się bruljon 
rękopisu T r z e b i ń s k i e g o, zawierający rozbiór psal- 
mów Kra s i ń s k i e g o, nadziei i miłości 2 ). Rozbiór ten 
wyszedł w trzech numerach J\1iesięcznika: psalmu nadziei 
w jednym, a miłości w dwóch. Podaję go tu w całości jako 
ważny szczegół do charakterystyki T r z e b i ił S k i e g o, 
a poniekąd i jego kolegów ó\yczesnych. Artykuł napisany jest 
na kartkach różnej wielkości, gęsto zapisanych. Liczne prze- 
kreślenia i poprawki oraz często opuszczonp znaki pisarskie 
świadczą, iż był to tylko bruljon, który został później sta- 
rannie przepisany do ,Miesięcznika. Ze wstępu dowiadujemy 
się, iż przed T r z e b i ił S k i m inny autor napisał już roz- 
biór niektórych psalmów Kra s i ń s k i e g o. 


ROZBIÓR PSALMÓvV KRASIŃSKIEGO. 
\Y kilku przeszłych numerach :\'Iiesięcznika wychodził roz}>iór 
psalmów Krasińskiego, doprowadzony aż do psalmu nad
iei w
- 
łącznie. Dowiedziawszy się, że autor dla nawału pracy nIe moze 
dalej prowadzić zaczętej pracy, a nie chcąc aby ten piękny te
at 
został tylko w połowie opracowany, ośmielam się zamieścić w !\IIe- 
sięczniku dalszy ciąg tego rozhioru. vViem. jak słabą i nudną bę- 
dzie się musiała wydawać czytelnikom moja hazgranina po dosk3- 
nałej pracy mego poprzednika, dlatego też proszę zaraz z począl1\.lI 
o pobłażliwość, - jednakże miłohy mi było i nawet korzyśćby 
mnie i innym związkowym przyniosło, gdyby ktoś inaczej może za- 
patrujący się na znaczenie tego psalmu, zechciał zamieścić w l\1ie- 
sięczniku swoje zdanie co do tego. 


PSAV.VI NADZIEI. 
Psalm ten rozpoczyna się wezwaniem do czynu, bez którego 
wszelkie myśli i idee są tylko :zczemi mrzonkami; poeta przema- 


1) S. T r z e b i ń ski. Pamiętnik. Rps. 


2) Jak wspomniałem w przedmowie, rękopis ten znalazł wśród 
swoich papierów p. Bernard C h r z a n o w s k i, przyjaciel Stani- 
sława T r z e b i ń s k i e go.
		

/Untitled-127_0001.djvu

			240 


Życie i działalność naukowa S tanisława Trzebdiskiego 241 


Adam TV rzosek 


wia do swego nieszczęśliwego narodu, każe mu skończyć już llle- 
potrzebne żale i skargi, a zacząć nareszcie raz pracę, WZląC się 
z zap
ł
m do wydoskonalenia się, aby stać się godnym obiecanego 
Zba
vlclela, którego przyjście już niedalekie. A Zbawiciel ten, ten 
\
esJasz, p
 drugi raz zstępujący z niebieskiego swego dziedzictwa, 
azeby zamIeszkać pomiędzy ludźmi. uszlachetnić ich i uszczęśliwić, 
to wielka i szlachetna idea ostatecznego związania się rozerwanej 
lu.dzko.ści w jedną wielką rodzinę, kochającą się wzajemnie; idea 
mIłośCI chrześcijańskiej, ogarniającej wszystko. Ta wielka idea 
zstąpi najpierw nie do królów i mocarzy, nie trony ani korony 
wprowadzą ją najpierw w czyn, lecz niewinnie umęczony na trzy 
części przez wrogów rozdarty naród polski pierwszy ją poj
ie i wy- 
kon
; na
ód,. 
tóry, chociaż zemdlony i upadający pod nawałem 
srog

h. cl.erplen,. z
dawanych mu ręką katów, jednak ciągle w jej 
prz.YJ
CIe l s.pełlll
llle wierzy. Przeciwko tej idei "\v
lczy gruby ma- 
terJahzm z JedneJ, a krwawy, tyrański despotyzm z drugiej strony. 
Lecz zapory tych dwóch sił ręką stawiane nie są wieczne boska idea 
odni
s!e z"\,,>-:}:cięSh
O wreszcie nad ludzkicmi egoistycz
emi zabie- 
gamI I zstąpI pomlę
zy ludzi, aby ich odmłodzić i na nowe pchnąć 

ory. Boska posłanlllczka udoskonali ludzkość, uświęci ją, wyniesie 
Ją na szczebel 
osk.onałości duchowej, prawie boskiej, spowoduje 
Zmartwychwstallle l zupełne odrodzenie się ludzkości w miłości 
i wszelki:h cnotac
. .\Vtedy to udoskonalone duchy ludzkie opuszczą 
kruche cIał powłokI l złączą się znowu z duchem z któreuo wvszł y 
k ' ' b J , 
torego są cząstkami, z duchem boskim. Lecz przed tą chwilą muszą 
lud;Zkości du:hy, jak .wy
ej po"\
iedziano, wydoskonalić się, muszą się 
st
c g?dneml. złączeł:la 
lę z n
Jwyższym i naj doskonalszym duchem. 
V\ przod ł:łUSI cała ;len;I
, 
alllechawszy walk krwawych i bratobój- 
c
ych 
oJen, z
kwltnąc S.wlętym pokojem, wprzód musi cały okrąg 

Ie
skI .ogarnąc słowo boze; :łauka Cl
rystusowa, pełna miłości i po- 
SWlęc

Ia. I do teg
 szCZęSC,I
, do 
eJ doskonałości duchowej prze- 
wodm
l
m dla :ałeJ ludz,k
SCI będzIe naród polski, a tej wysokiej 
g.odnoscl dOStąpI on własme przez Swe cierpienie, doskonaląc się 
cIągle; naród polski pierwszy pojmie i wykonywać będzie Chrystu- 
sową .naukę w cał
j p
łni, 
ędzie zarodem przyszłego Zmartwych- 
w
tama .tych 
leł:łl
n l ludow, któ.re teraz mówią, że narodu pol- 
skIego mema, ze JUZ skonał. Taka Jest przyszłość nasza takie wiel- 
kie i wzniosłe narodu polskiego przeznaczenie i posłan
ictwo. Cho- 


ciaż WIęC nas teraz ze ,,"\oszechsLron CIsną hóle, choć nas dręczą 
tysiączne cierpienia, wzmesmy wzrok w górę, żyjmy nadzieją 
wzniosłej przyszłości. żyjmy ideą swego posłannictwa, rozwijajmy je 
po Bożej myśli. 
iech naszych serc nic przenika zwątpienie dla 
tego, że dzisiaj wszędzie podłość górą, taki stan rzeczy musi prze- 
minąć i przeminie, a na miejsce rierpień i boleści będzie dan duchom 
naszym tryumf wielki, będzie dane zwycięstwo cnoty nad wy- 
s tępkiem. 



ie powróri stara 1.1ęska 
Durhorn, duchom tryumf dan; 
Oto idzie moc zwycięska, 
Panujący idzie Pan. 
Psahn 1.0iICZV SIę ta1., jak się zaczyna, prześlicznym cztero- 
wierszem. 


Dość już długo, dość już długo 
Brzmiał na strunach wieszczów żal, 
Czas uderzyć w strunę drugą, 
\Y czynów stal. 


PS.\L:\I '\IIJ
OŚCI. 
I. 


Do zrozumienia psalmu miłości, koniecznem jest poznanie sto- 
wnków ówczesnych i okoliczności, 1.tóre poetę do jego napisania 
spowodowały. Było to około, a raczej przed rokiem 1846. Europa 
cała prawie znajdowała się w stanie gorączkowego wzburzenia. 
\Vszyst1.ie głowy opanowała piękna idea wolności i równości brater- 
skiej, niestety nieraz zupełnie fałszywie pojmowana i tłumaczona, 
tak jak i s
mego Chrystusa słowa nieraz ludzie fałszywie wykładali 
i w ich imię największych się dopuszczali zbrodni. Lud dotychczas 
w większej części Europy rządzony żelaznem samowładców berłem, 
podniósł głowę, obudził się z długiego snu i lada chwila mógł praw 
swych siłą dochodzić. Wogóle wszędzie tliły podziemne ognIe, 
a trony mocarzów europejskich trzęsły się w swych posadach, jak 
nigdy dotąd. Polska emigracja, mająca główne swe siedlisko w Pa- 
ryżu, dzieliła się, jak wiadomo, już oddawna na dwa główne stron- 
nictwa: tak zwane arystokratyczne i demokratyczne. Ostatnie porwane 
prądl'rn czasu w przekonaniu, że jedynie na drodze rewolucji można 
16
		

/Untitled-128_0001.djvu

			242 


Adam TY rzosek 


coś dla Polski zrobić, popierało całą duszą rewolucyjne dążności 
i agitacje w kraju. H.ozliczni emisarjusze wysłani do Polski mieli 
pobudzać lud do czynu, mieli wszystko do powstania przygotować. 
Tym razem chciano oprzeć się nie na szlachcie, jak zwykle dotych- 
czas, lecz na ludzie, którego emancypacja musiałaby równo z wybu- 
chem powstania we wszystkich dawnej Polski nastąpić dzielnicach. 
Były to bardzo piękne idee, szkoda tylko. że w demokratycznych 
emigracyjnych kołach posuwano się 78 daleko, potępiano szlachtę 
polską, przypisując jedynie jej prywatnym ambicjom nietylko upadek 
ojczyzny, lecz i nieudanie się wszystkich dotychczas dla jej ocalenia 
przedsięwziętych powstań. wogóle czyniono ją sprawczynią wszyst- 
kich nieszczęść i klęsk, spadłych kiedykolwiek na naszą ojczyznę. 
Była z pewnością w tych twierdzeniach prawda, lecz, jak zwykle się 
w takich razach dzieje, przedstawiano 'wszystko w czarniejszych 
kolorach, niż było w iSLocie. Ale wróćmy do rzeczy, otóż demokra- 
tyczna emigracja, a z nią demokracja krajowa, chciała szlachtę jako 
coś przeżytego, niedołężnego, nie umiejącego zastosować się do 
potrzeb czasowych. usunąć na drugi plan z widowni politycznej, 
a na jej miejsce wprowadzić nową, a dotychczas jeszcze nigdy nie 
użytą część składową: lud. Niestety nie pamiętano, że wtenczas 
jeszcze lud polski nie był dorósł wielkiego zadania, którego rozwią- 
zanie mu chciano poruczyć, że jeszcze dostatecznie nie dojrzał, ab) 
zrozumieć, co to jest wolność. \Vieszczy duch Krasińskiego przeczuł, 
że umysły włościan jeszcze są za ciemne, że jeszcze czas nie przy- 
szedł, że rozbudzać w ludzie ciemnym namiętności jest to zacze- 
piać lwa śpiącego. \Viedział on, że nie można niedojrzałemu tłumowi 
wpajać chociażby największych idei, ponieważ będzie on je sobi
 
zupełnie fałszywie tłumaczył, a do tego posądzał partję demokra- 
tyczną, że zechce użyć ludu do zupełnego zdeptania szlachty. Prze- 
widywania jego spełniły się, chociaż nie zupełnie tak, jak je sobie 
poeta w psalmie miłości wystawił. Nie emigracja demokratyczna 
bowiem, jak się to poeta obawiał, lecz podła polityka austrjackiego 
ministra K. Metternicha podżegała lud do mordowania szlachty, 
ażeby wytępić, niespokojny, do powstania się gotujący żywioł, a jeśli 
się agitacje polskich emisarjuszów do tego strasznego wybuchu przy- 
czyniły, to z pewnością zupełnie bezwiednie. Z tej zatem strony, jak 
wyżej powiedziano, za czarno przewidywał poeta i niesłusznie po- 
sądzał ziomków swych o zamiary zbrounicze, ktorych z pewnością 


Życie i działalność naukowa Stanislawa Trzebińskzego 243 


nie mieli, z drugiej jednak strony ziściły się straszne jego przewidy- 
wania. Lud, w którym wszyscy prawie ówcześni polscy patrjoci 
jedyne możliwe narzędzie do odbudowania ojczyzny widzieli i któ- 
rego jako już dojrzałego żywiołu do wywalczenia niepodległości użyć 
chcieli, okazał, że był jeszcze zupełnie niedojrzałym, niezdolnym do 
pojęcia jakiejkolwiek wyższej myśli. Pokaz
ło 
ię,. że t
n
e n
 tej 
samej się jeszcze oświaty stopie znajdował, Jak l pIerweJ, ze, azeby 
ma
y bezrozumne oświecić i do pojęcia idei wolności doprowadzić, 
trzeba pracy całych wieków. Pokazało się, jak nierozsądne były za- 
patrywania tych, którzy myśleli, że kilka słówek, miodowemi z
- 
prawnych obietnical11i. niestety nieraz bez dostatecznego poparcIa 
czynami, zdołają zniweczyć skutki stosunków kilkowiekowych, wy
 
tłumaczyć chłopu, który dotychczas widział po większej CZęŚCI 
w panu tylko nieprzyjaciela, a co najwięcej obojętnego właściciela, 
że teraz ich obu interesa ściśle są związane. To, na co potrzeba był f' 
najmniej lat kilkudziesięciu, chciano w kilku zaledwie uskutecznić, 
stąd zawód. Ziściło się staropolskie przysłowie "Co nagle, to po 
djable". Cesarski minister, widząc, że się na powstanie zanosi. przy- 
pomniał sobie, jak zręcznym manewrem niegdyś Katarzyna II po- 
zbyła się niedogodnych sobie żywiołów na Ukrainie i Podolu. Po 
całym kraju rozesłano tajnych instruktorów, którzy zaczęli lud pod- 
żegać przeciwko panom; tłumaczyli mu oni, że to się zupełnie z 
ol
 
cesarza zgadzać będzie, jeśli buntownicza szlachta pod chłopskIeml 
nożami polegnie, wystawili jak błogie będzie ich życie, kiedy, po 
zamordowaniu panów, włości tychże objąć i nic nie rohiąc żyć tak, 
jak panowie dotąd żyli, będą mogli. Na takich instruktorów wy- 
bierano głównie d:pnisjonowanych lub urlopowanych żołnierzy, 
którzy napół zniemczeni, a zwłaszcza utwierdzeni w ni
nawiści k.u 
panom, za doskonałe do czegoś podobnego służyli narzędzIe. - En: I - 
sarjusze polscy tu i tam wymówili słówko o wolności, o zwolnielllu 
od pańszczyzny i wszelkich ciężarów; przez to dolali jeszcze oliwy 
do ognia; - nie wiedzieli, że pracując nad pozyskaniem ludu dla 
sprawy narodowej, wręcz przeciwny osiągną skutek, że pomogą do 
wykucia noża, który na ich i na ich nieszczęśliwych ziomków piersi 
się obróci. Podeszła zima 1846. "Lisy i pasowyśka" krzyknęła dzika 
zgraja, błysnęły w chłopskich rękach noże i kosy, pGuniosły się cepy 
i kłonice, buchnęły płomienie z szlacheckich białych dworów i od 
16*
		

/Untitled-129_0001.djvu

			Ż'Y.c:i e i d ziq-łaZ,
o ść n.. 
uko wa Stanisława Trzebińskiego 245 


244 


Adam Jrrzosek 


źródeł \Yisły do Sanu krwi strumienie się polały i ofiar tysiące 
zaległo Czerwonej Rusi wsie i miasteczka. Lecz odwróćmy oczy od 
tych kn, awych scen, których opis nie należy zresztą właściwie do 
nasLego zadania, a przystąpmy nareszcie do samego psahml. 


cierpiała dotychczas za nią, ona broniła jej swą piersią. ona w łonie 
swem, jak westalka ogień święty utrzymywała, nigdy nie gasnącą 
iskrę miłości ojczyzny, ona stoi dotychczas bez pokoju na straży 
świętości narodowych. Jeśli jej zarzucają tyle błędów, tyle prze 
winień, to i któż jest bez winy? A czyż Le błędy nir zostały zmyte 
cierpieniem i poświęceniem bez granic? Niema kraju, niema miejsca. 
gdzieby polska szlachta nie siała swych kości i krwi swej hojnie nie 
przelewała. Bieleją się na Samosierry szczycie, na śnieżnych Sybiru 
polach, w piaskach Egiptu, na gruzach starej Romy jej kości, niem'l 
kątka ziemi, gdzieby ona za Ojczyznę nie ginęła, - i dlatego jej. 
a nie komu innemu należy się przywództwo w walce o wolność. - 
::"Jie zchłopić szlachtę powinno być nasze m zadaniem, bo szlachta 
polska jest nicią wiążącą przeszłość z teraźniejszością, jest jedyną 
obronicielką ducha narodowego i bez niej, jak ciało bez duszy, lud 
szybko zgnić i zaginąć musi, lecz uszlachetnić cały narórl przez 
moralne wzniesienie się, bo relem światów jest szlacheLnienie. - 
I Bóg sam od mglistych początków świata doskonalił ciągle. stop- 
niowo swe stworzenie. ludzkość. doskonali ją teraz i b«;dzie dosko- 
nalił, aż doprowadzi jej ducha do tego, że zrzuci więzy ciała krę- 
pujące ją dotychczas i żyć będzie czysto-duchowem świętem życiem. 
Taki więc, 1.tóry zbawienie ojczyzny na zniżenie części narodu, a nie 
na podniesienie i uszlachetnienie całego ogółu zasadza, kto nie- 
dojrzałe umysły ludu niezrozumiałemi dla niego słowami tumani. 
kLo go przed czasem ze snu przebudza i do czynu bez żadnego kie- 
rownictwa popycha, ten ujrzy zamiast odrodzenia, śmierć. a za- 
miast weselnych hymnów wolności krzyki rozbestwionych, mordu 
i łupieży żądających, tłumów usłyszy; ten złamie już nie ciało na- 
rodu, jak to wrogowie uczynili, lecz duch jego, a ta rana będzie 
stokroć gorsza. Tu przepowiada wieszczym duchem poeta przyszły 
zamęt i bezład, wywołany przez przywłaszczyciela imienia idei wol- 
ności, lecz nie przez ideę samą. Poleje się krew po całej ziemi, ludz- 
kość ogarnie szał mordu, "wezmą sztylet mdłe panienki jak różę 
do ręki", okropne przewroty zniszczą i zwalą w gruzy wszrll,i spo- 
łeczny porządek, lecz nie będzie to, jak wyżej powiedziano. smna 
idea, lecz tylko jej fałszywy prorok. Wśród tego ogólnego upodlenia 
Polska jedna wytrwa tylko na stanowisku cnoty. Polska nie splami 
swej białej męczeńskiej sukni, Polska nie obierze do swego zbawienia 
drogi podłej, Polska nie pójdzie do wolności i uszlachetnienia drogą 


II. 
. . 
IYŚ

 
rzewodn
ą tego psalmu jest jedna z naj ulubieńszych 
IdeI Kra
Il1skIego, to jest, że Polska powinna się starać odrodzić nie 
hrwawym morderczym, Rohespierowskim przewrotem nie okrucień- 
stwem; nie zabójstwe
. lecz zgodą i doskonaleniem si
 na wewnątrz, 
a wspolną.. .łec
 UCZCIWą, choćby nawet krwawą walką na zewnątrz 
z wrogamI IdeI wolności. Przeminął już ten czas P owiada on kied,- 
l " " J 
,,"o nosc 
eroryzmem osiągnąć myślano, kiedy w dziecinnych szałach 

'ozbestwlOne tłumy, błyszczącem fantomem uwiedzione, niszczyły 
I m?rdowa.ły;. t
 era stara i straszna, ten świat dawny z krwi i błota 
skonczył SIę .1UZ, te
az czas, żeby się ludziom oczy otworzyły, żeby 
n
rody przejrzały I zrozumiały, że tylko przez odrzucenie wszei- 
kIego brudu, wszelkiej podłości, niewolę znieść można' czas nareszcie 
ż
by nie 
wierzę wolności, jak dotychczas, to jest, ni
 rozbestwione: 
mczeł-ł-ł me kr
p:ljące. się zwierzęce namiętności, lecz żeby wstał 
człowIek wolnosc
, to jest 
dea wolności opartej na stosunku wzajem- 
nego posz
nowama praw l wspólnej miłości. Dlatego ci, którzy chcą 
lud, polskI na szlachtę polską podburzyć, despotyzm teroryzmem, 
zahojstwa morderstwem, okrucieństwa pastwieniem się, a zatem zło 
złem Z'\oyalczyć, ci mylą się, ci grzeszą strasznie przeciwko narodowi 
i ludz
ości, ci cho
iażby nie 
yli z rodu Moskalami, to będą :!Vlo- 
ska
amI- ::\-Iongołaml z czynu l z ducha, bo despotyzm a teroryzm 
to j
dn?, ho kto chce .
iałą, c
ystą szaLę Polski w grobie leżącej, 
krwIą l błotem splamlc, kto ją chce zbrodnią przeciw ludzkości 
zbaw
a
, ten przeklę
y.i g
u
i jak ,c
em
ężyciel-kat, tego umysł po- 

o
taje je
zcze.'" 
plesmałej 
lemnosCI, me znany mu wieczny rozwój 
sw
ata, 
1Ie. obja:vIOn
 m
l wIe
ka idea wolności. Genjusze, gdy zstę- 
pUją .w SV;I
t, m
 obIerają S?
le drogi krwią zbroczonej, nie stąpają 
do wlelkosCI po cIałach zwyclęzonych braci, prawdziwie wielkie dusze 
brzydzą się mordem, rzeź tylko słaby wybiera. 
Dalej przechodzi poeta do drugiej swej ulubionej idei, że tylko 
szlachta s
anąwszy na czele ludu może dla ojczyzny naszej wolność 
'''ywalczyc, a szlachta ma prawo do tego przywództwa, bo to ona
		

/Untitled-12_0001.djvu

			]2 


Leon Wachholz 


Poczet grona nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagieil. 


13 


w ktmice lekarskiej jaka komisarz rządawy przy egzaminach 
leka :'skich. 
JANISZEWSKI Tamasz, Ulr. w Warszawie w r. 1867, za- 
s
ał erem wszo n. lek. w r. 1896 W Krak{'wie i tu habilitawał 
się w r. 1915 z higjo£ny spałecznej, W r. 1930 powołana gO' na 
katedrę higjeny w Warszawie. 
JAśKIEWICZ Jan, ur. we Lwowie w r. 1749, zastał drem 
med. w Wiedniu w r. 1775, następnie pro t zw. chemji i histarji 
naturalnej w Krakowie ad r. 1780-1787. Zmarł w 11". 1809. 
JAWORSKI JÓiz.ef, ur. w Krakowie. został drem m£d. 
i chirurgj
 w Wilnie W r. 1810. Od r. 1810-1811 był zw. 
prat chirurgji tearetycmej i położnictwa w Kr.a:kawie. 
.JAWORSKI WALERY, ur. we F10rynce (w b. Galicji) 
'W r. 1849, zastał drem wszo n. lek. w r. 1880 W' Krakawie, po- 
tem dac. (w r. 1883), dalej prot nadzw. nauki a chorobach 
przewodu pokarmawegO' w r. 1889, prat tytuł. zwycz. w r. 
1895, wreszcie pr:ot z,w, i dyrektarem kliniki cha;rób wewnętrz- 
nych w r. 1906. W r. 1920 ustąpił z kateÓy z pawadu O'siąg- 
niętej granicy wieku, paczem zastał w r. 1921 pro£. hanoro- 
wym. Zmarł ;W Krak.awie w r. 1924. 
JORDAN Henryk, ur. w PJ1zemyślu w r. 1842, został 
dreJ!l med. w Krakawie w r. 1869, da<:. w r. 1881, pro£. na.dzw. 
połażn1dwa i ginekolagji w r. 1890, wres,zde zw. pro£. i dy- 
rektorem kliniki połażniczo-ginekalogi,cznej w r. lD95 i pełnił 
te 'o
8wiązki aż da swej śmierci w r. 1907. GłOl:ny filantr{)p. 



 


anat::Jmji parównawczej Wydz. lek. U. J. w r. 1878. Od r. 1881 
był zw. prat anat'amji w Szkole weteryna.ryjnej we Lwowie, 
a ad r. 1894 pierwszym prot zw. anatomji opisawej w\l:no- 
wiemego. Wydz. lek. U. L. Zmarł we Lwawie w r. 1912. 
KILJAN Ignacy, dr. med., lekarz S,pitala św. Łazarza 
w Krakawie, był tymczasowym prat kliniki lekarsk
ej U. J. 
ad 11". 1807-1809. 
KLECKI Karal, ur. w Radamiu w r. 1866, zastał drem 
med. w Darpacie w r. 1891, dac. w r. 1895, prot rio.dzw. pa- 
talogji agólnej i eksperymentalnej U. J. w r. 1898, a zw. prO'£. 
tychże przedmiotów w r. 1902. Pełnił swe .obawiązki aż dO' 
śmierci w r. 1931. 
KLECZKOWSKI Tadeusz, ur. w Warszawi:e w oT. 1884, 
zastał drem wsz.. n. lek. w Krakawie w r. 1908, a dac. aku- 
listyki w r. 1918. W r. 1921 przeniósł s:ę do. Pomania. 
KNOBLOCH J.erzy (pseudonim Allia) był ad roku 1805 
zastępcą prat medycyny sądowej i palicji lekarskiej w U. J., 
ad r. 1806-1809 był zw. pro£. tychże przedm
atów. Później 
zaś był fizykiem pawiatowym w Myślenicach i w Wadawicach. 
Zmarł w r. 1840 (?). 
KOPCZYŃSKI Ferdynand, ur. w r. 1827 w Baratyn:e 
(b. Galicja wsc:hadnia), ad 1855 r. dr. med. U. J., pO'.::;zem 
da r. 1859 był adjunktem kliniki charób wewn., w r 1860 zo- 
sta
 
yn:
-(
.r€m Szpitala św. Łazarza i pr'ot medyc
ny sąd,o- 
we) L polIcJI lek. Zmarł w r. 1861 W' mi{>s'zkaniu przyjacieh 
sweg
, znanegO' botanika: War s z e w i c.z a, inspektora Ogradu 
bota
llczno£ga, !?:am:eszkałego. tamże 
_ KOPERNICKI Izydar, ur. w Czyżówce (Ukraina) w r. 
182:>, zdabył dyplam lekarski w r 1849 w Ki' ) ' owi e ad r 1857 
-1863 bł' . ,. 
'" y tamze we Wydziale lekarskim prosektarem ana- 
tom)I I wy kI d . 
la a)ącym anatamję praktyczną, a nadtO' ad 1861 
--1863 wykładał w W d . l . . 
e y Zla e przyradn.czym an3.tam)ę ludl-' 


KADER Branisław, ur. w Wilnie 1863, zastał drem med. 
w Darpacie w r. 1891, pro£. zw. ch:rurgji i dyrektarem kliniki 
chirurgicznej U. J. w r. 1899. Od r. 1928 przeszedł w stan 
spaczynku. 
KADY J Henryk, ur, w Przemyślu w r. 1851, zastał drem 
wszo :D. l,ek. w Wiedniu W 'f. 1875, następr..ie doc. prywatnym
		

/Untitled-130_0001.djvu

			246 


Adam W rzosek 


Życie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 247 


zezwierzęcenia, chociaż wszystkie zwierzęta SWlata zechcą tego, 
choć wszystkie będą się starały zedrzeć z jej czoła męczeńską aureolę 
i białą niewinności szatę, by po niej w dziejach świata zostało nie 
wspomnienie niewinnie umęczonego ludu, lecz karta brudna, pełna 
zbrodni i podłości. Wszystkie podłe te usiłowania na nic się jednak 
nie zdadzą, bo ona żywa wielkim duchem, a oni umarli w brudnym 
materjaliźmie i zwierzęcej nikczemności. A gdy nareszcie te próby 
i pokusy się SkOl1cZą, wtedy nadejdzie wielki dzień wniebowzięcia 
i zwycięstwa. - Teraz następuje odmienna co do wiersza część 
psalmu, w której poeta zachęca swą ojczyznę, aby wytrwała do 
końca i przyobiecuje jej spełnienie wielkiego posłannictwa dziejo- 
wego pomiędzy ludami świata i wzniesienie się do wysoKości idei 
odwiecznych. - Hajdamackie rzućcie noże (tak kończy Krasiński), 
ażeby spróchniałe kości carycy nie skleiły się w grobie z radości. 
że Polska się zbrodnią splamiła, że się powtarzają sceny Humania, 
że lud polski znów szlachcie polskiej mord i śmierć niesie. Światem 
nie rządzi przypadek, nie ślepe pogańskie fatum obraca koło dzie- 
jowe, lecz wszechwładna Boska Opatrzność, przeprowadzająca kon- 
sekwentnie wszystko po swej świętej myśli. 
Nie przypadek rządzi w świecie, 
Nikt nie stawia gmachu z błota, 
A najwyższy rozum - cnota. 
Dlatego precz mordy, precz zbójeckie sztylety. Cnotą tylko 
możemy dojść do odr.-Jdzin, a jeśli krwią niewinną szatę ojczyzny 
zbroczycie, to wteoy będzie odrodzona Polska was przeklinać, bar- 
dziej jeszcze, niż wrogów, którzy jej ciało rozćwiartowali, boście się 
wy na jej święi:ego, nieskalanego ducha targnęli. - Lecz gdy czas 
wybawienia nadejdzie, gdy d
a tak długo męczonej godzina wolności 
wybije, wtenczas zbrójcie się, chwytajcie za ostre kosy i zardzewiałe 
szable przodków zdejmijcie ze ścian waszych domów, powstańcie 
wszyscy razem, szlachta z ludem, a prysną kajdany więźniów, roz- 
pękną się starych więzień i zamierzłych cytadeli mury, błyśnie dla 

as jutrznia wolności, a Pan Bóg z Nieba patrzący na walkę świętą, 
me odwróci od niej oczu. 
Przytoczony rozbiór psalmów Kra s i ń s k i e g o świad- 
czy dodatnio o dojrzałości autora i jego zdolnościach literac- 


kich, a także pośrednio i o poziomie miesięcznika, w którym 
artykuł jego został umieszczony. 
\tv czasie blisko dziewięcioletniego pobytu T r z e b i ll- 
S k i e g o w Gimnazjum św. "'\larji Magdaleny zaszły tam 
duże zmiany. \tV ostatnim jego roku ginmazjalnym, czyli 
w 1880/81, Niemców nauczycieli było już dwa razy więcej 
niż Polaków. Znacznie zwiększyła się również liczba ucz- 
niów Niemców i Żydów: w r. 1872/73 było ich bardzo 
mało, a natomiast Polaków kilkanaście razy więcej, a w r. szk. 
1880/81 było Polaków już tylko 338, a Niemców i Żydów 
aż 304, nadto 1 Słoweniec, według zaś wyznall: katolików- 
366, ewangelików - 131, wyznania mojżeszowego - 140. 
Niemczenie gimnazjum szybko więc posuwało się naprzód. 
Zbliżał się czas ukollczenie przez T r z e b i ń s k i e g o 
gimnazjum. Zaczęły się examina na świadectwo dojrza- 
łości, najpierw pisemne w pierwszej połowie sierpnia 1881 
roku. Przystąpiło do examinów 15 uczniów, świadectwa doj- 
rzałości otrzymało 13. Polacy składali 7 pisemnych cxa- 
min ów, inni 6, bo nie składali z języka polskiego. Ustnych 
examinów było pięć: z religji, łaciny, greckiego, ma- 
tematyki i z historji wraz z geograf ją. 
Examina pisemne polegały na tłumaczeniu textów nie- 
mieckich na łacinę, grecki i francuski, na rozwiązywaniu za- 
dalI matemat
Tcznych i na pisaniu wypracowań na zadane 
tematy: z niemieckiego (Du bist ein Mensch, erwag'es und 
bpdenk'es stets!), z łaciny (Multi clari viri tristem vitae exi- 
tum habuenmt) i z polskiego (lYlale se res habet, cum, quo d 
virtute effici debet, tentatur pecunia). Każdy z ex amina- 
torów przygotowywał trzy tematy, z których zapewne ko- 
misja examinacyjna wybierała jeden. Examinator z języka 
polskiego, prof. -łvI o l i ń s k i obok przyjętego tematu, po- 
danego wyżej, proponował jeszcze dwa inne: 1. Posse ex
		

/Untitled-131_0001.djvu

			_
dam TJ' r=osek 


Ż1 C le i działalność naukowa Stanisława Trzeblńskieg o 249 


248 


casa virum magnum exire. 2. 'V nieszczęściu człowiek 
,>wojej v\o'artości dowodzi. 
"\IV szystkie. wypracowania pisemne przechowywane Si! 
dotąd 
v Ardllwum Gimnazjum Św. ::\Iarji ::\lagdaleny oraz 
szcze?,ołowe protok
ły z examinów ustnych. Świadczą one 
o 
uzych. wyma

mach przy examinClch i naogół dość suro- 
weJ oceme wYlukow ich. 
T r z e b 
 11 s k ,i obawiał się tylko examinu pisemnego 
z ma.tem.atykI, ? kto,rJ:'m tak
 wzmianka znajduje się w jego 

amI
tmku: ..Sz
zęs
lem. me pamiętam już dobrze kto. po- 
sl.
da
ą
y \
ęch .
L
zro.wnany do tego rodzaju sprawek, w ja- 
kIs, J
lZ .mI ?1.lzeJ -ł:Ieznany sposób, dostał matematyczne 
zadanIa l to l Jego. l mnie, i zapewne jeszcze kilku innych 
ocaliło. Nie powiem nawet żebYm z rac J o i tego bąd ' . b , d ' 
. ',. z co ą z 
Iuepopra,"'nego sposobu przezwyciężenia examinacyjnvch 
trudnośCi doznawał szczególnych v\oyrzutów sumienia
'. Nad 
n
atematyką z
esz.tą pracował dużo i to go widocznie po- 
Iueką
 \y sumIemu rozgrzeszało ze sposobu w jaki odbył 
examIn z tego przedlniotu. . 
Stale ni
doc
niając swoich wiadomości i zdolności, prze- 
sadzał bezwIedme, gdy przypuszczał, że z powodu małych 
zdoln,o
ci do mate
atyki, mógłby nie dostać śvviadectwa doj- 
rz
łoscI, gdyby me zło.żył pomyślnie examinu z tego przed- 
mIOtu. Prawdopo

bme złożyłby go i bez nielegalnej po- 
mocy, bo bez takIej pomocy dawał sobie wcale dobrze radę 
z matematyką przez całe gimnazjum. A gdyby nawet ocena 
z :x.aminu ;wypadła uj
mnie? toby pewnie n
 ustnym exa- 
mIme. wyr
wnał, 
en medobor. 
reszt	
			

/Untitled-132_0001.djvu

			Adam Tf7rzosek 


qcie i działalność naukowa Stanisława Trzebińskiego 
 


250 


, 


/' 
f 


T r z e b i ń s k i na examina we fraku i cylindrze, i z bi- 
jącem sercem stawił się o 8-ej rano w swojej klasie. 'Vkrótce 
zjawił się dyrektor i oznajmił, że trzech uczniów na zasadzie 
dobrego wyniku examinów pisemnych zostało zwulnionych 
od examinów ustnych, mianowicie Stanisław T r z e b i ń- 
s k i, Bolesław Kry s i e w i c z i Jan P a n i e ń ski. Na tę 
decyzję wpłynął zapewne nietylko wynik examinów pisem- 
nych, lecz i dobry postęp ogólny w naukach w czasie pobytu 
w gimnazjum. Następnego dnia, t. j. 13 września 1881 przy- 
znano T r z e b i ń s k -j e m u świadectwo dojrzałości. W bru- 
ljonie tego świadectwa najbardziej podniesiono jego wy- 
bomą znajomość języka polskiego i historji literatury pol- 
skiej, tak że zasłużył sobie z polskiego na stopień celujący. 
Dobre stopnie otrzymał z religji, greckiego, historji i geo- 
grafji oraz matematyki, a dostateczne: z niemieckiego, 
łaciny, francuskiego i fizyki. Ze wszystkich trzynastu świa- 
dectw dojrzałości było to najlepsze. 
Pkoliczywszy chlubnie gimnazjum, opuszczał go z du- 
żym zapasem wiedzy, aby rozpocząć studja na wydzia
e 
lekarskim. Z pobytu w gimnazjum zachował z pewnośCią 
dużo przyjemnych wspomnień, zwłaszcza, że w groni
 

- 
legów znalazł kilku, z którymi zawarł serdeczną przYJazno 


chodzą często do wręcz przeciwnych wyników". Myśl t:ę 
rozwija jasno i dobrze na 7 stronach. Z 8 opracowań 4< 
a między niemi i T r z e b i ń s k i e g o, były ocenione jak
 
dobre, 3 jako dostateczne i 1 jako niedostateczne. 


"'. '*': 
.-- -- 


, , 
, 


;IifI' . 


STANISŁA W TRZEBlŃSKI 
 
(Fot. z 1881 r. ze zbiorów Bernarda 
Chrzanowskiego) 


':V mlesl
c, po examinach pisemnych naznaczony był 
termm .examm
w ustnych (na dzieli 12 września). Według. 
zwyczaju panującego w pruskich gimnazjach, wybrał się'
		

/Untitled-133_0001.djvu

			JIiclzał Sęd:::iwój (1556
1 
__ 253 
--
 
 


II. 


Tutaj za swoje zasługi na polu alch
mji został 
bda- 
rzony tytułem barona, cpsarskim listem dZIękczynnym l. mf'- 
dalem złotym. Nadto otrzymał godność radcy cesarskiego. 
N a jego CZf'ŚĆ kazał R u d 
 l.f n wmurować t
blic
 ma
- 
murową w ścianę hradczynskIego. pa
acu. z n.aplsem. "F
- 
ciat hoc quispiam alius quod feot SendIv
gI
s POIOl1.US . 
'iV r. 1 fi05 został zaproszony przez kSIęCia F r y d :- 
ryk a wirtemberskiego do Stuttgartu. Nad
vomy alchen
Ik 
księcia JVI ii. II e n f e l s z zawiści uknuł mt
ygę przecIw 
S ę d z i woj o V\' i i obrabował go ze. szkatu,łh z tynktur
, 
ważnych papierów i medalu cesarskiego. Skoro rzecz. SIę 
wydała, został 1\1 li 11 e n f e l s powieszony, a skradzIOne 
rzeczy oddano S ęd z i woj o w i. 
Około r. 1617 znalazł się u boku Cesarza F e r d y- 
n a n d a n, którf'Tllu podjął się urządzenia kopalii na Ślą- 
sku. Za usługi, wyświadczonI" cesarzowi został obdarzon
 
domem czynszowym w Ołomuńcu i wsią Krawarz Polski 
o milę od Opawy. gdzie dokonał burzliwego żywota 
w r. 1636 jako 80-letni starzec. . 
Postać ta interesowała i interesuje poza badaczamI 
historji nauk, także artystów, pisarzy dramatycznych i poe- 
tów POf'ta 'iVacław S z y m a n o w s k i napisał w r. 1859 
pięc'ioaktowy dramat wierszowy o S ę d z i 
v o j u. Józef 
Bogdan D z i e koń s k i wydał w r. 1.843, J-tomow
 
o- 
mans o nim. Druaie wydanie ukazało SIę w r. 1907. :\lIe- 
S l o k . . ł r 1907 P owieść P . t. 
czysław 
 m o a r s l naplsa w " . 
 . . . 
Poszukiwacz złota". 1\1 a t e j k o pOSWIęCIł mu Jeden ze 
" 
swych obrazów. , . . _. 
Co się tyczy pism S ę d z i woj a, to spuSCIzna hteracka 
po nim obejmuje przedewszystkiem dzieło p. t. "Novu;n 
L Ch '" Jest to zbiór dwunastu traktatO\'\T 
umen ynllcum. c .c lk ' 
. .. d . ł . tawa nIU .vsze -le g o 
o przyrodzIe, Jej Zła anIu, o pows . c . 
d . .. . . . ktyce spo rz ą dzall1 a kamIe- 
ro zaJu kamIenI, o gnICIu, o pra c 
 


EMILJA
 OSTACHOWSKI 


MICHAŁ SĘDZIWÓJ (15j6-1636) 
KARTKA Z DZIE.1Ó\V POLSKIEJ ALCHE:VUI. 


{Hzecz odczytana na VI Zjeździe polskich historyków i filozofów 
medycyny w Poznaniu 12 września 1933 r.) 

:1.il dz
ejach 
olskiej al
h.emji szczególne mi
sce zajmu
e 
'''Y;Y'J 
IIchał S ę d z I W o J, urodzony w r. 1 ')56 w okoh- 
cach Sącza. O jego młodości niewiele wiemy. Mając około 
lat 40, zetknął się ze starostą krzepickim ::VIikołajem W o 1- 
s k i m, późniejszym marszałkiem nadWOTIIym króla pol- 
skiego Z y g m u n t a III "\Vazy. Pomagał mu w jego alche- 
micznych robotach, poczem wyjechał z Polski V\' podróż do 
Niemiec, przebywając w Lipsku, J\l[arburgu i Dreźnie 
i obracając się w kołach niemieckich alchemików. Na dwo- 
rze elektora C h r y s t j a n a II w Dreźnie zapoznaje się 
ze słynnym Szkotem Aleksandrem S e t h o n i u s e m, 
zwanym ..Kosmopolitą". Vi,Tydobył go z więzienia, do któ- 
rego wtrącił go elektor, chcąc z niego wydobyć tajemnicę 
"kamienia filozoficznego" i przywiózł go do Polski, gdzie 
tenże zmarł w Krakowie w r. 1604. 
Odziedziczywszy po nim jedną uncję (55 gramów) "ka- 
mienia filozoficznego" i papiery alchemiczne, zwrócił na 
siebie ponownie uwagę W o l s k i e g o i został przedsta- 
'.viony królowi, wobec którego dokonał udatnej projekcji 
zamiany pieniądza srebmego w złoty. W r. 1604 wybrał 
się w podróż zagraniczną, po raz wtóry na dwór cesarza 
R u d o l f a II do Pragi.
		

/Untitled-134_0001.djvu

			254 


lvIichał Sędziwój (1556-1636) 


255 


Emiljan Ostachowski 


1) Naprzykład: :vlichaelis S e n d i v o g i i: Chymische Schrif- 
ten, Darinnen gar deutlich von dem Ursprung Ber
it und Yollen- 
dung des gebenpdeiten Steins der \Yeisen gahandelt wird. Nebst 
einem kurtzen V orbericht ans Licht gestellet durch Friederich 
Roth-Scholtzen, Silesia. Niirnberg 1718. 
2) Tad. E s t r e i c h e r: "Z dziejów alchemji" str. 20. Kra- 
ków 1927. Odbitka z "Przeglądu Powszechnego". ' 


tatów daje niedwuznacznie do zrozumienia, że jest w nich 
dużo sprzeczności i niejasności, których zapewne rozwikłać 
nip mógł, bo oto piszel) : "Nie wzburzaj się, iż czasami znaj- 
duje się sprzeczność w moich traktatach, wzorem zwyczaj- 
nym filozofów, potrzeba ci ich, gdy rozumiesz, że nie masz 
róży bez cierni". Jako próbkę stylu i sposobu ujęcia przed- 
miotu podam w polskiem tłómaczeniu z traktatu I-go zda- 
nie o przyrodzie 2 ) : "Przyroda zasię nie jest vvidzialna, cho- 
ciaż widomie działa; jest bowiem duchem lotnym, który 
w ciałach pełni swój urząd: miejsce i siedzibę swą ma 
w woli Boskiej. Nam na tern miejscu do niczego innego nie 
służy, jak tylko po to, byśmy jej miejsca znali, które jej sa- 
mej właściwsze są i bliższe; to jest, byśmy umieli łączyć 
rzecz z rzeczą podług Przyrody, iżby nie mieszało się 
drewno z człowiekiem, ani byk czyli zwierzę z metalem, 
lecz by rzecz każda w podobne sobie działała: wtedy tylko 
Przyroda zaświadczy swój urząd. l\1iejsce Przyrody nie 
inne, jak w woli Boga, jak to wyżej rzekliśmy". 
Niby to jaśniejsze przepisy podaje, kiedy mówi, jakimi 
mają być badacze przyrod y 3). "Badacze Przyrody takimi 
być winni, jaką jest sama Przyroda" rzetelni, prości, cierp- 
liwi, ete. i co najważniejsza, nabożni, Boga bojący się, bliź- 
niemu nie szkodzący. Potem mają pilnie rozważać, czy za- 
mierzenie ich zgadza się z Przyrodą; czy jest możebne; 
z przykładów jawiących uczyć się mają, z jakich mianowicie 
rzeczy co się staje, jak w jakiem naczyniu sprawuje Przy- 
roda. Gdy chcesz bowiem co z prosta zrobić, jak robi sama 
Przyroda, idź za Przyrodą; gdy znowu coś okazalszego za- 


ma ,czyli tynktury, wreszcie o własnościach tego kamie- 
ma l t. p. 'iVydane ono zostało po raz pierwszy w Pradze 
w. r. 1604, a później ukazywały się niemal co roku zagra- 
mcą nowe wydania w języku niemieckim, francuskim i an- 
gielskim. Polskie tłumaczenie ukazało się w r. 1923 w ksie- 
garni filozoficznej w \Varszawie. Przekładu dokonał dr. Jod. 
Owe 12 traktatów w "Novum Lumen" stanowią zasadni- 
czą teorję - rzecby można - jego sztuki i filozofji przy- 
rody. Dzieło to jednak nie jest oryginalną własnością na- 
szego alchemika, a tylko wydaniem, z pewną zapewne prze- 
róbką, pism S e t h o n i u s a. Pierwsza edycja ukazała się 
pod powyższym tytułem ("Novum Lumen Chymicum"), 

 wyraźnem 
aznaczeniem autorstwa S e t h o n i u s a, pod 
Jego pseudommem "Kosmopolita". Tytuł wydania pierw- 
szego brzmiał: ".Cosmopolitani Novum Lumen Chymicum 
e naturae fonte et manuali experientia depromptum et in 
duodecim tractatus divisum". Że później przypisyw
no te 
traktaty S ę d z i woj o w i, stało się to wskutek winy wy- 
dawców, którzy w różnych następnych wydaniach łaciń- 
skich czy też innojęzycznych, dołączyli do nich pisma 
S ę d z i v," o j a i pod wspólnym tytułem, jako chemiczne 
pisma Michała S ę d z i woj a, wydawali l) 
Jeśli chodzi o bliższą treść tych traktatów, to należy za- 
znaczyć, co już podkreślił pro£. T. E s t r e i c h e r 2 ). że 
są 
ne tak niejasne, iż wątpliwem jest, aby S ę d z i 
 6 j 
z mch cokolwiek skorzystał. Sam w konkluzji tych 12 trak- 


1) Michał S ę d z i w ó j. Nowe światło chemiczne. Przełożył 
z łaciny Dr. Jod. \Varszawa, Księgarnia filozoficzna, str. 27. 
2) :\1ichał S ę d z i w ó j. Op. cit. str. 7. 
3) Michał S ę d z i w ó j op. cit. str. 8.
		

/Untitled-135_0001.djvu

			256 


Emiljan Ostachowski 


lVIichał Sędziwój (1556-1636) 


257 


1) Tadeusz E s t r e i c h e r L c., str. 24. 
2) Najlepsze wydanie jego pism wszystkich u1.azało się w No- 
rymberdze u J. J. F l e i s c h m a n n a w r. 1766. "Bibljografja" 
K. E s t r e i c h e r a og. zb. t. XXVIII r. 1929 na str. 333-342 
wylicza ważniejszą literaturę i poszczególne wydania dzieł. 


sposób preparowania. Zdania jednak były podzielone co do 
tego, co ma być "materją pierwszą" (materia prima), 
z której powstać może "kamień filozoficzny". Jedni twier- 
dzili, że taką materją jest "merkurjusz" (rtęć), inni znowu, 
że siarka (sulphur). W gorączkowej wymianie zdań doszło 
do kłótni, którą zakończyła interwencja przyrody. Powstała 
bowiem burza i rozpędziła skłóconych alchemików, którzy 
ostatecznie nie doszli do żadnego porozumienia i nie uzgod- 
nili swojego postępowania. 'iVobec tego rozpoczęli wszyscy 
alchemicy na własną rękę preparować "kamie!l filozofi- 
czny" . Jeden z nich postanowił pracować nad tern, aby 
z "merkurjusza czyli rtęci"!) otrzymać "kamień filozofi- 
czny". Podobnie robili i inni, w skrytości i zawiści jeden 
przeciw drugiemu, używając do tego celu różnych mat er- 
jałów podstawowych. Niektórzy zgłębiali księgi G e b e r a, 
aby ostatecznie uzyskać pewną wskazówkę co do swego po- 
stępowania. 
Ów, który postanowił pracować nad rtęcią zabrał się 
do tego w ten sposób, że począł ją prażyć w naczyniu szkla- 
nem, jednak tak silnie, że rtęć się ulotniła. Próbował zatem 
illllych zabiegów, mieszając merkurjusza z i!memi substan- 
. . - - c - .' 1 
cjami, a nawet z odchodami zwierzęceml l ludzKlem1 7 Jec- 
nak bez żadnego rezultatu. 'Vreszcie merkurjusz męczony 
wciąż tym sposobem przez alchemika, począł go bła
ać 
o litość. 'iV "Dialogu" użala się merkurjusz na swoją me- 
dolę, jaką mu sprawiają alchemicy, którzy okrutnie z nim 
się ob-chodzą, prażąc go, mieszając z innemi substancjami 
i t. d. Alchemik, na te żale merkurjusza odpowiada, że sy- 
tuacja jego może się zmienić zasadniczo, że traktowanie 
jego będzie o wiele względniejsze, o ile on sam zdradzi spo- 


mierzasz, niż Przyroda, bacz na to, w czem i przez co SH
 
ulepsza, a zawsze niech staje się to w swem podobnem" . 
Oczywiście wiemy, że tego rodzaju sposób wyrażania 
się stał się obowiązującym dla wszystkich, którzy mieli 
aspiracje do wielkiej uczoności. Jasno się wyrażać, było 
to samo, co narazić się na miano nieuka, czy też profana 
tajemniczej wiedzy alchemicznej i pisma alchemików 
mniej zawiłe lub odznaczające się jasnością, jako nienau- 
kowe i mało cenione przeważnie do nas nie doszły. Tenl 
się też poczęści tłómaczy, dlaczego te i inne pisma wyda- 
wane przez S ę d z i woj a cieszyły się taką poc7ytnościi1, 
że naprzykład jak cytuje Tad. E s t r e i (" h e r 1 ), F e r- 
g u s o n w swojej "Bibliotheca Chernica" (G l a s g o w 
1906), wylicza 52 pozycyj, odnoszących się do S ę d z i- 
woj a, a wyliczenie bibljograficzne dzieł jego znajdują- 
cych się w zbiorze J a m e s'a Yo u n g'a o f K e 11 y zaj- 
muje 5 stron druku 4° 2). 
Do paryskiego wydania "Novum Lamen Chymicum" 
z r. 1608 dodał S ę d z i w ó j swój oryginalny "Dialogus 
Mercurii Alchymistae et Naturae" , a zaś do kolo!lskiego 
z r. 16.13 dodał: "Tractatus de Sulphure" . vV przedmowie 
do "Dialogu" autor informuje czytelnika, że posiada "ka- 
mień filozoficzny", potrafi go sporządzać, a w dialogu 
opowiada, jak pewnego razu zebrało się grono alchemików 
i radziło nad tern, w jaki sposób możnaby naj dogodniej spo- 
rządzić "kamień filozoficzny". W dyskusjach podnoszono 
na tern zebraniu, że każdy ma podać jawnie i jasno swój 


1) "Quecksilber oder 
lercurius" str. 77 wyd. niem. Norym- 
berga 1718 w zbiorze: "Michaelis Sendivogii Chymische Schriften". 
17
		

/Untitled-136_0001.djvu

			258 


Emiljan Ostachowski 
sób, w jaki .z niego 
ożna z.robić "kamień filozoficzny". 
A
e mp-r
urJusz szydzI z takIego nieuka, jakim jest alche- 
mIk pr.taJący go o radę? a kiedy ten opowiada mu, że jest 
alchemIkIem bardzo WZIętym na dworach książąt i królów 
me

Ul'j;ls
 oświa
cza, że bynajmniej to mu nie imponuje
 
!akIe 
swIadczeme doprowadza alchemika do wściekłości 
I Z wIększą energją rozpoczyna biednego merkurjusza 
"destylować, sublim?wać i kalcynować". W daje się w tę 
sp
awę przyro
a, wIdząc nielitościwe znęcanie się alche- 
mIka 
a
 SWOIm h:ore
, i bierze merkuriusza w obronę, 

vymysla]ąc .alchemIkowI od głupców i oświadczając że nie 
Jest prav:dzIwym alcheł:łikiem ten, który tak p
stępuje 
z m
rkurJusze
. v
 ZłOŚCI przepowiada alchemikowi smutny 
komec .na szubIemc
. Prawdziwi bowiem miłośnicy przy- 
rody. me obchodzą SIę tak bezlitośnie z jej tworami jak to 
czymą a
chemicy, których za karę spotyka smutny {os. 
Utwor ten,. będący bajką i opowieścią alchemika, jest 
pewnego rodzaJu satyrą na ówczesne stosunki w alchemicz- 
nym ś
_iecie. ,S ę d z i :v ó j, .U\
ażając ,się za wybitnego 
alch
mIka,. ktoremu mewątphwIe zawrociło głowę powo- 
dzeme w Jego podróży zagranicą starał się w t y m Dia- 
l" ć ł .' " 
ogu wys
ną na CZO, o, Jako znawca spraw i tajników 
przyrody, Jako ten, ktory umie tworz y ć kamień fil ozof 1 '- 
"'k" " 

zny , l -t.orego pO:Iad
 dostateczną ilość. Chodziło tutaj 
Jeszcze takze o zwroceme na siebie uwagi kół dworskich 

 
 g ł:n u n t a III.. Pisany był bowiem ten "Dialog" po 
smIerCl S. e 
 h o n I u 
 a, kiedy S ę d z i w ó j mieszkał 
W Krako
e 
 prowadZIł 
ystawne życie. Może i ta praca 
przy
zy
nła SIę do tego, ze udało mu się zwrócić ponownie 
na, SIe?Ie uwagę W o l s k i e g o, który go przedstawił 
kroIowI. 
. Traktat o siarce, wydany W r. 16Ej razem z innemi 
Il1smami w Kolonji, jest pewnego rodzaju przeróbką "No- 


iUichał Sędziwój (1556-1636) 


259 


vum Lumen". vi\! traktacie tym S ę d z i w ó j rozpisuje 
się szeroko o czterech elementach, to jest o ziemi, wodzie, 
powietrzu i ogniu, a o samej siarce stosunkowo mówi mało. 
Traktat ten jest podobnie niejasny, jak i "Novum Lumen", 
o stylu napuszonym, mającym pretensję do uczoności alche- 
micznej. Jako przykład tego stylu przytoczę w tłómaczeniu 
na podstawie wydania norymberskiego z r. 1718 na stronie 
104 opis elementu ziemi l ) : 
"Ziemia jest elementem bardzo godnym w swoich wła- 
snościach i wspaniałości. W tym elemencie mieszczą się 
trzy pozostałe, szczególnie jednak ogień. Ona jest najbar- 
dziej podatnym elementem, do ukrycia lub objawienia te- 
go, co jej powierzono. Jest ona gęsta i porowata, ciężka 
z powodu swej wielkości, lekka z powodu swej natury. Jest 
ona środkiem świata, a także i innych elementów, zaś przez 
jej punkty środkowe przechodzi oś całego świata i obu 
gwiazd biegunowych". 
Rozdział o siarce w tym traktacie zaczyna się od opisu 
własności siarki i stosunków mieszanin siarki z rtęcią, które 
to operacje mieszaninowe mają doprowadzić do wytwo- 
rzenia złota, względnie "kamienia filozoficznego". Tym 
sposobem powtarza autor właściwie rzeczy opowiadane przez 
alchemików, którzy sądzili, że własności zmienności metali 
w ogniu, spowodowane są obecnością siarki, zaś własności 
ciężaru i błyszczenia, powoduje w metalach obecność rtęci. 
VV dalszym ciągu znowu spotykamy nowy dialog po- 
mocnika owego alchemika, który już raz występował w dia- 
logu, między merkurjuszem a alchemikiem i naturą. Ow 
pomocnik niefortunnego alchemika, postanowił inną drogą 
postępować, a mianowicie starać się ze siarki uzyskać "ka- 


1) Mid1aelis Sendivogii "Chymisrhe Srhriftcn" Niirnl)
rg 
1718. 


u*
		

/Untitled-137_0001.djvu

			260 


Emiljan Ostachowski 


Zvlichał Sędziwój (1556-16J6) 


261 


mień filozoficzny". Przez szereg lat zatem siarkę topił, ae- 
stylował bądź samą, bądź też z illl1emi substancjami 7 ale nie 
uzyskał żadnych rezultatów. Raz znużony wybrał się r.ił 
przechadzk
, i znalazł się w ogrodzie, pełnym wspaniałych 
drzew, zwierząt, sadzawek i t. p., a kiedy znużony usiadł 
w cieniu drzewa usłyszał głos nieznany, który mu zaczął 
tłómaczyć, że przyczyną jego niepowodzenia przy robotach 
ze siarką jest to, że siarka znajduje się obecnie w niewoli 
u Saturna, który w żaden sposób nie pozwala jej być powolną 
działaniom alchemików, a to dlatego, że ci nie znają 
jej natury i nie umieją z nią się należycie obchodzić. Tylko 
niewielu alchemików i lekarzy umiało z siarką odpowiednio 
postępować, jak naprzykład A v i c e n n a, P a r a c e l s u s 
i dlatego im udawało się to, co się innym udać nie może. 
Alchemik błaga zatem Saturna, aby mu z łaski wyjątkowo 
podał tajemnicę przeróbki siarki na kamieI1. filozoficzny, 
ale zamiast odpowiedniej recepty zdarza mu się to, że zapada 
w głęboki sen, a w śnie tym otrzymuje w naczyniu szkla- 
nem gotowy preparat, a kiedy ucieszony z radości skacze, 
że ma nareszcie kamień filozoficzny, szkło się tłucze, - 
Saturn, który mu je podawał znika, a alchemik budzi się 
ze snu i staje wobec rzeczywistości, kt6r
j ostatecznie w ża- 
den sposób zaradzić nie może. 
Już te krótkie przykłady świadczą, że S ę d :: i w ć. ; 
w pismach swoich starał się być jaknajbardziej zagadkowym 
i tajemniczym i właściwie nic w nich nie podaje takiego, 
coby było w związku z jego praktyką chemIczną. V\Tidocznie 
nie uważał tego za stosowne, albo też oba\l\'iał się krytyki. 
Poza temi utworami przypisują mu jeszcze zbiór 51) li- 
stówo kamieniu filozoficznym, które uchodziły zawsze za 
nieClutentyczne i w przedmowach niektórych wydawców 
zaznaczono, że zostały one "zaanektowane" do dzieł S ę- 


d z i woj a. Pozatern miał jeszcze wydać kilka drobnych 
pIsm. 
J eżeiibyśmy chcieli bezstronnie ocenić stanowisko S ę- 
d z i woj a w dziejach alchemji, to musimy mieć na IJwa- 
dz£'. że n.auka ta, względnie sztuka, sprzęgła się nadzwy- 
czaj ściśle z kulturą. Alchemja nie była tylko jakąś gałęzią 
wiedzy, lecz także do pewnego stopnia prądem umysłowym, 
ktÓry"porywał w rozmaity sposób przez długie wieki społe- 
CZeI1.stwa Europy i obejmował najrozmaitsze typy ludzkie. 
Wyznawcy i promotorovv-ie alchemji rekrutowali się z ce- 
sarzów królów, włóczęgów. duchownych i lekarzy, a tylko 
nielicz
i i niezależni miłośnicy przyrody konkurowali, jeśli 
tak można powiedzieć, z powyższemi typami w tern zaJęCIu. 
Możnaby zatem podzielić alchemików na dwie grupy. Do 
pierwsz
j zaliczyćby należało tych, którzy uprawiah al- 
chemję z całkiem niskich pobudek materjalnych. Do d1Llgiej 
tych, u których pobudkę do zajmowania się nią st:,nowi 
czyste pragnienie wiedzy. Naszego alchemika moglibJśmy 
zaliczyć do pierwszej grupy. Nie wzbogacił on nauki żad- 
nym wartościowym przyczynkiem. Nie można go w żaden 
sposób zrównać czy to z A l b e r t e m W i e l k i m, . 
d- 
krywcą arsenu i teorji powinowactwa, czy to z B a .z y 11. m 
'V a L e n t y m, odkrywcą antymonu, czy wresZCIe z lll- 
nymi tego pokroju alchemikami. Nasz S ę d Z iw ó j od- 
znaczał się przedewszystkiem sprytem życiowym, który 
ostrzegał go przed każdem grożącem mu niebezpieczell- 
stwem z racji jego niebezpiecznego zawodu i kazał mu 
wczas opuszczać monarsze czy wielkopańskie dwory, a przy- 
tern pamiętać zawsze o swoich materjalnych in
eresac
. 
Nie wierzył zatem w prawdę uprawianej przez siebIe nauki, 
a stawał się w miarę lat i zmielll1ych kolei życia coraz ba1"-
		

/Untitled-138_0001.djvu

			262 


Emiljan Ostachowski 


dziej adeptem alchemicznej sztuki w znaczeniu ujemnemI) . 
"Bielił S ę d z i w ó j merkurjuszem złote pieniądze, 
które rzucając w ogień, na złoto zamieniał i takie prosto- 
dusznym ludziom na wartość sprzedawał" pisze o nim 
W i s z n i e w s k i w swojej książce p. t.: "Bacona metoda 
tłómaczenia natury z dodaniem wiadomości o S ę d z i- 

 o j u" ('iVarszawa, 1876). Należy tedy przyjąć, że jeśli 
SIę te eksperymenty "zamiany metali w złoto" udawały, to 
musiał S ę d z i w ó j posiadać pewne wiadomości chemi- 
czne, potrzebne do takich sztuczek, a więc musiał znać spo- 
soby amalgamowania złota, względnie srebra, i umieć te 
amalgamaty destylować, które przy takim procesie rozkła- 
dają się znowu na rtęć i srebro, względnie złoto. Nie były 
mu też obce i sposoby gómiczego wydobywania rud, ina- 
czej nie mógłby podjąć się urządzania kopahl.. Oczywiście 
wiadomości te u tego typu umysłu musiały być dyletanckie, 
nie odznaczające się żadną głębią. 
I Mim? wszystko był jed
ym znajgłośniejszych alchemi- 
kow swoJego czasu. ZdumIewał dwory monarsze i wielko- 
pańskie swemi doświadczeniami, i niewątpliwie propagował 
z
miłowanie do badań przyrodniczych, choć wytknięty 
kIerunek był fałszywy. Z dzisiejszego punktu widzenia był 
on jednak wytworem epoki, która miała swoje tendencje 
i pragnęła je zaspokoić. Gdyby się był nie zjawił, niewąt- 
pliwie istniałaby luka w dziejach naszej kultury. Swoją zaś 
obecnością bądź jak bądź zaakcentował łączność Polski 
z ówczesnemi prądami zachodnio-europejskiemi. 

 


III. 


FRYDERYK SKOBEL 


'j,YCIOR YS FLORJANA SA WICZE'VSKIEGO 


'Wydał Adam Wrzosek 


1) Czesław L e c h i c k i: "Mecenat Zygmunta III". \'Var- 
szawa 1932 ,str. 161. 


I. PRZEDMOW A WYDAWCY 
0t' 

. asłużony dla polskiego piśmiennictwa lekarskiego Fry- 
QJ" deryk S k o b e l (1806--1876), od r. 1834 przez lat 42 
aż do śmierci profesor Uniw. Jagiellońskiego, dużo trudu 
i czasu poświęcił na pisanie życiorysów wybitnych lekarzy 
polskich. Niektóre z tych życiorysów ogłosił drukiem 
za życia, mianowicie: Rafała C z e r w i a k o w s k i e g o, 
Fryderyka H e c h e II a, Sebastjana G i r t l e r a, Fran- 
ciszka K o s t e c k i e g o, Jerzego Chrystjana A r n o l d a, 
Ludwika G ą s i o r o w s k i e g o, Józefa Jak u b o w- 
s k i e g o i Ludwika B i e r k o w s k i e g o. 'iViększość 
jednak życiorysów przezeń napisanych, a przygotowa- 
nych jakby do słownika biograficznego lekarzy polskich, 
pozostała w rękopisie. Część niewydanych rękopisów 
S k o b l a udało mi się uratować po śmierci syna jego Sta- 
nisława, także lekarza. Wśród rękopisów wspomnianych 
znalazłem kilka niewydanych, które zamierzam kolejno wy- 
dnlliować w "Archiwum". Zaczynam od wydania życiorysu 
Florjana S a w i c z e w s k i e g o. 


... 


II. ŻYCIORYS FLORJANA SAWICZEWSKIEGO 
Florjan S a w i c z e w s k i med. i chir. dr., farmacji 
magister, urodził się w Krakowie 1797 r. dnia 4< maja. 
Nauki wszystkie odbył w kraju. Mianowicie od r. 1804 


r
		

/Untitled-139_0001.djvu

			Ż yciorys Florjana Sawiczewskiego 


265 


264 


F ryi!:!!!x.k Skobel 
uczęszczał do szkoły wydziałowej (niemieckiej) u św. Bar- 
bary w Krakowie, a potem do Liceum św. Anny tamże. Czy 
takowe skończył, nie mogłem się dowiedzieć. Wystąpiwszy 
z tegoż w r. 1812 poświęcił się zawodowi aptekarskiemu. 
Ktemu wstąpił do apteki swego ojca w Krakowie jako uczell, 
a po uzyskaniu stopnia podaptekarza uczęszczał do Uniwer- 
sytetu na nauki przepisane dla uczniów farmacji. W r. 1815 
otrzymał stopień magistra farmacji. Z tym stopniem pra- 
cował przez lat kilka w aptece ojca swego. Wreszcie za- 
pragnął nabycia wiadomości lekarskich. W tym celu zapisał 
się w poczet uczniów Szkoły Głównej Krakowskiej 
a w 8zczególności vVydziału Lekarskiego, gdzie, po odbyci
 
kursów ustawą przepisanych i po zdaniu egzaminów ścisłych 
otrz
mał stopie!1 doktora medycyny i chirurgji, ogłosiwsz; 
drukIem rozprawę, w języku łacińskim "de struma" (z 4 ry- 
cinami) Cracoviae 1824. 
Tegoż roku na wezwanie Senatu rządzącego vi\!. ]\1. 
Krakowa i j. 0.1) Z dnia 9 lipca pełnił zastępczo obowiązki 
f
zyka okręgowego. VY tymże samym roku wyjechał dnia 
1 lis.t.opad
 zagrar
icę" a?y wydoskonalić się w chemji i far- 
m
c)l. v
. szczegolnosCl 
częszczał w Paryżu na wykłady 
na)sławuIe)szych profesorow nauk przyrodniczych i farma- 
ceutycznych w 'VVydziale filozoficznym i lekarskim w tak 
zw. Kollegium francuskiem i w Szkole farmaceu
vczne ) ' 
J , 
a z nabytemi naukami i świadectwami po niespełna roku 
wrócił do Krakowa, wstępując po drodze do Berlina Mni- 
chowa 2 ) i "\Viednia. Tymczasem osierociała tu w Uniwersv- 
tecie k:atedra farmacji przez śmierć jego ojca Józefa. Rada 
'i\!ielka Uniwersytetu mianowała go dnia 20 października 
1825 r. bez konkursu profesorem zwyczajnym, a Senat rzą- 


dzący wydał mu patent na ten urzą
 po
 d
iem 28 paź- 
dziernika tegoż samego roku, a z drnem J lIstopada 
 82
 
Florjan S a w i c z e w s k i zaczął pełnić swe obowIązkI 
nauczycielskie. Gdy w r. 1830 przez śmierć prof. 
: lV
 a r- 
k o w s k i e g o opróżnioną została katedra chem)l, Se
at 
rządzący na polecenie vi\!ydziału lekarskiego 
oruczył S a- 
w i c z e w s k i e m u zastępowanie prof. chem)l. Zastęps
wo 
to trwało aż do r. 1833, w którym komisja reorganizacYJna, 
przeniósłszy katedrę chemji z vi\!ydziału ma
ematyczno- 
fizycznego do vVydziału lekarskiego, połączyła Ją 
 .katedn
 
farmacji a obowiązek wykładania jednej i drugIe) naukI 
włożyła 'stanowczo na prof. S a w i c z e w s k i e.? .0. vi\! r. 
szk. 1850/1 skutkiem przeniesienia katedry chem)lI farma
 
cji do vVydziału filozoficznego prof._ S a w. i c z e w s k I 
przeszedł do tegoż wydziału. W r. 18:) 1/2 pIastował god- 
ność Rektora Szkoły Głównej3). W tymże samym roku, 
skutkiem zamianowania C z y r n i a il s k i e g o pro f . nad- 
zwyczajnym chemji, S a w i c z e w s k i ja
o pro£. same! 
farmacji wrócił znowu do vVydziału lekarskIego. Odtąd az 
do r. 1857 w którym przeszedł na stan spoczynku, uwol- 
niony od obowiązkÓw reskryptem Senatu akad. dnia. 13 li- 
stopada 1817, wykładał już tylko samą farmakognozJę, a co 
trzecie półrocze bezpłatnie chemję sąd ową 4). 
vV ciągu swego nauczycielstwa S a 
 i c 
 e w s k i 
wydał następujące prace piśmiennicze: 1) DISS. maug. de 
struma. 2) Opisanie narządu parowego farmaceutyczł:ega, 
własnego pomysłu. 3) Rozprawa 
izjolog
czno-chemIczna 
o działaniu octanu morfiny na orgarnzm zWIerzęcy. 4) Roz- 
prawa o uprawie i użytku rośliny zwanej chenopodium 


1) "Nolnego Miasta Krakowa i jego okręgu (P. W.) 
2) ll,lonachium (P. W.) 


3) Uniwersytetu Jagiellońskiego (P. W.) . 
4) 'W półroczu letniem 1858 wykładać począłem takze 
kognozję. (Przypisek autora). 


farma-
		

/Untitled-13_0001.djvu

			14 


Leon Wachholz 


Poczet grona nauczycielskiego Vlydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


15 


ką i parównawczą; od r. 1864-1871 był arganizatarem muze- 
um anatamicznega 'W pawstającym Wydziale lekarskim w Bu- 
kareszcie; w r. 1876 atrzymał daktarat wsz, n. lek. w Kraka- 
wie. Od r. 1878 był dac., a ad r. 1886-1891 tyt.uhrnym pro.£. 
antr'Jpalagji w U. J. Cenne j,ega zbiary czaszek zwiedził V i r- 
e h a w. Zmad w r. 1891 w Krakawie. 
KORCZYŃSKI Edward h. Sas, ur. w Dabrami1u w r. 1844, 
uzyskał dypl-om dra med. i magistra pałażnictwa w r. 1868, 
a dra chirurgji w r. 1869 w Krakaw1e. Autadydakta, gdyż po 
racznej asystenturze przy klinice lekarskiej U. J. 'atrzymuje 
już pasadę prymarjusz,a addziału cha rób weW1l. Szpitala św. 
Lazarza w r. 1871, a w r. 1874 zostaje z,w. pro.£. i dyrektarem 
kliniki lek. Zmarł w r. 1905 w Krakawie. 
KORCZYŃSKI Ludamił h. Sas, krewniak pro.£. Edwarda, 
ur. w Karczówce (Małapalska) w r. 1867, zastał drem wszo 
n. lek. w r. 1890 w Kirakawie, patem dac. patalngji i ter. cha- 
rób wewn. w U. J. 'W r. 1896, wreszcie tytularnym pro£. 
w r. 1904. Autor licznych prac zwłaszcza z zakresu balnea- 
logj
 krajowej. 
KOSTANECKI Kaz:mierz TelesfDr, ur. w Myszakawie 
(b. Król. Pal.) w r. 1863, uzyskał stopień daktara med. i chir. 
w Berlinie w r. 1890. W r. 1892 objął jaka nadzw. pro.£. 
katedrę anatamji parównawczej w U. J., a w r. 1894 jaka zw. 
pro.£. katedrę anatamji opisowej. 
KOSTECKI "Prus" Franciszek, ur. w Tyrawie Wałaskiej 
'W r. 1758, zastał drem med. w r. 1788 w Krakawie. Od r. 
1791-1803, następnie ad 1809-1811 i wreszc:e od 1814-1817 
był pro.£. i dyrektarem klin
ki wewn. U. J. Zmarł w Krakawie 
w r. 1844. 
KOZŁOWSKI Józef zdabył stDpień dra med. w r. 1813 
w Krakawie, był pro£. anatomji apisawej i fizjalagji ad r. 1817 
,aż da r. 1835. Zmarł w r. 1856. 


KOZUBOWSKI Antani, ur, Wrr. 1805 w Brzastawej 
(b. Król. Pol.), uzyskał dyplam dra med. w r. 1833 W Wiirz- 
burgu, był ad r. 1835 praf. anatamji i fizjalogji, a ad r. 1848 
pro.£. wyłącznie anatomji apisawej. W okresie germanizac,ji 
Uniw. Jag., t. j. ad 1854-1861, wykładał pa palsku tylkO' 
jaka dacent anatamję parównawczą. Od r. 1861-1868 zaj- 
mował panownie katedrę anatamji apisowej. Zmarł w r. 1880. 
KOźNIEWSKI Tadeusz, ur. w Kwiryłach na Kaukazie 
w r. 1880, uz/yskał stopień dra WSIZ,. n. leh. w r. 1905 w Kra- 
kawie i tu był ,ad 1910 dac. farmakagnazji; od r. 1917 był wy- 
kładającym, a od 1919 pro..£. zw. chemji far'maceutycznej 
w Uniw. Warszawskim. Zmarł w r. 1921. 
KRZYSZTAŁOWICZ Franciszek, ur. w Krakawie w r. 
1868, został drem 'Wsz. n. lek. tutaj w r. 1892. Od tr. 1901 był 
dac., od r. 1906 tytularnym, od 1911 na d Z'W. , a ad 1917 zw. 
praf. chorÓb skórnych i wenerycznych w U. J. Od r. 1920 
objął tę samą katedrę w Uniw. Warsz. Zmarł w Warszawie 
w r. 1931. 
KRYDA Aleksander, ur. w Głagawie kała Rzeszawa, 
w r. 1827, zastał dlr'em med. W r. 1860 w Krakowie, poczem 
wykładał jaka dac. chemję taksykalagiczną od 1861-1873, 
potem usunął się IZ, Uniwersytetu i zamieszkał jaka lekarz- 
praktyk w Szczawnicy. 
KRYŃSKI Leon, ur. w Warszawie w r. 1866, uzyskał dy- 
plam dra wszo n. lek. w Krakawie w r. 1891. Od r. 1896 był 
dac., ?d r. .1901-1908 tytularnym pro.£. chirurgji. W r. 1908 
przemasł Się do. Wal'szawy, gdzie ad r. 1916 był wykładają- 
cym, a od ,1919-1931 zw. prO'£. anatamji chirurgicznej. 
k KWASNIEWSKI Józef Teafil, ur. w Staszawj,e w r. 1793, 
uzys ał dyplam d ra d . h . L d h B .. 
me . l c_ lr. w an s Ult w awarjl 
I w 
. .181
. Od r. 1835-1863 był pro.£. i dyrektarem kliniki pa- 
azmczeJ. Zmarł w r. 1867.
		

/Untitled-140_0001.djvu

			266 


Fryderyk Skobel 


Życiorys Florjana Sawiczewskiego 


267 


quinoa. 5) Rozprawa o nowym przezeń odróżnionym ga- 
tunku łoczygi: Lactuca cracoviensis z dwiema odmianami: 
L. cr. praecox et serotina (z 2 obrazkami). 6) Rzecz o naj- 
używańszych roślinach lekarskich, pod względem ich podo- 
oieństwa i różnic (z 19 tablicami litografowanemi) . 7) Wia- 
domość i rozbiór wody słonej krakowskiej. 'iVreszcie 8) Pa- 
llliętnik Farmaceutyczny Krakowski. Ten wydawał wła- 
snym nakładem w latach 1834, 1835 i 1836.3 tomy z wielu 
rycinami 5 ). Pismo to dla braku pokupu ustać musiało. 


Wiadomość niniejszą zebrałem z własnoręcznego biegu 
życia FI. S a w i c z e w s k i e g o po. d,,:,ak
oć (182.6 
i 1849 r.) składanego; które to pisma znajduJą SIę w ArchI- 
wum Szkoły Głównej. 
Dr. Skobel d. 29 grudnia 1863 r. 


5) Ponieważ autor podaje niedokładnie tytuły prac S a w i- 
.c z e w s k i e g o i nie wszystkie, przeto wypisuję je tutaj ze Słow- 
nika Koś m i ń s k i e g o (P. W.): 
1) De struma. Cracoviae. 182-1-, str. -1.8, 1 tabI. Diss. inaug. 
2) Rozprawa o skutkach i działaniu octanu morfiny w ekono- 
mji zwierzęcej. Część l-sza i 2-ga. (Rocz. Tuw. Nauk. K
ak. T. XI, 
1826, str. 345-388. T. XII, 1827, str. 306-342). 
_ 3) Aparat parowy farmaceutyczny, służący do robienia nalań 
(infusa), odwarów (dococta) i t. d. urządzony w pracowni chemicz- 
nej FI. S a w i c z e w s k i e g o. Kraków 1830, str. 8. - Toż w Pa- 
miętniku Umiejętności czystych i zastosowanych. T. III, zesz. 3, 
r. 1829. - Toż po niemiecku w Buchnera Repertorium fUr Phar- 
macie, T. XXXI, zesz. 3, 1829 i w czasopiśmie Laboratorium etc. 
lVeimar, 1830, zesz. 19 i 2/). 
4) 'Wiadomość o mączyńcu amerykailskim (Chenopodium Qui- 
noa) z uwagami nad innemi do tego rodzaju należącemi roślinami. 
(Roczn. Wydz. Lek. w Uniw. Jagiell. T. II, oddz. 2-gi 1839, 
-str. 32-43). 
5) \Viadomości Q łoczydze w ogólności a w szczególności 
Q łoczydze krakowskiej. (Tamże, T. III, oddz. 2-gi, 1840, 
-str. 49-66, 2 tb.). 
6) Wiadomości o wodzie słonej krakowskiej. (Tamże, T. VIII, 
1845, oddz. 2-i, str. 125-132). Streszczenie tej rO'zprawy znajduje 
-się w Tyg. Lek. 1850, nr. 50. 
7) WiadO'mość o początkach, własnościach i użytku istO'ty 
roślinnej zwanej Gutta-Percha. (Roczn. Tow. Nauk. Krak. po- 
czet 2-i, T. IV, 1849, str. 351-371). 


8) Opisanie najużywańszych roślin lekarskich pod względem 
ich podobieństwa i różnic. (Kraków, 1
50, str. .28, tabI. 13). 
9) Pamiętnik Farmaceutyczny Krakowski, wydawany przez 
Florjana S a w i c z e w s k i e g o. Kraków, T. I, 1834, k. nI. 5, 
:str. 384, tabI. 8. T. II, 1835, str. 376. T. III, 1836, str. 358.
		

/Untitled-141_0001.djvu

			IV. 


Wspomnienia z kliniki Billrotha 
egzamin". Dobrotliwy uśmiech, z jakim. n:nie p
żegnał, 
utwierdził mnie w przekonaniu, że nadZIeje mOJe będą 
:spełnione. , 
Egzamin, do którego stanęło 1 
 kandydatow na :rzy 
wolne miejsca, polegał na wyko
amu polecon
go zabIeg.u 
operacyjnego na zwłokach. Ja mIałem wykonac am
utaC)
 
uda w połowie. B i 11 r o t h, który przypatryv
ał 
Ię mej 
robocie, zauważył: "ot, tu jeszcze duże naczynIe n
e pod- 
wiazane". Panie Radco Dworu, odrzekłem, strącając po- 
dej
zany strzęp z powierzchni rany, to tylko odc
ne
 tę:nicf' 
którą przeciąłem powtórnie, prowadząc drugIe CIęCIe me 
zupełnie w tej samej płaszczyźnie, co 
ierws
e. "Dobrze", 
szepnął B i 11 r o t h, i odszedł patrzec na mnych operu- 
jących. . . . 
V\T kwadrans później oznajmił mi asystent KlunkI. 
r. 
'V o l f l e r któr y również był obecny przy egzammIe: 
, . 
.,Pan Radca Dworu przyjął pana jako elewa na swoJą 
Klinikę" . . 
Z uczuciem radości, że pragnienia moje się spełmły, 
objąłem nazajutrz nowe obowiązki. Na Klinice 
 i ll
 
r o t h a było, obok dwóch asystentów (w ow
m. czaSIe 
ylI 
nimi Dr. 'V ol fI er i Dr. Hacker), osmm elewow; 
obowiązkiem ich było badanie przedwstępne chor
ch, pi
- 
lęgnowanie ich na p
zydzielonyc-łł salach,. spIsywame 
historji choroby, badame drobnowIdowe w
CIętych przy 
operacjach guzów; do nich należało rówmeż utrzrn
- 
wanie w porządku narzędzi i opatrunków, specJaln
e 
przygotowanie gąbek, jakich jeszcze wtedy używano
 a kto- 
re w celu odkażenia moczono w mocnym rozczyme nad- 
manganianu potasowego i odbarwian
 podsia
czynem sodo- 
"''Vym' wreszcie do obowiązków elewow nalezało przygoto- 
wyw
nie jedwabiu, przechowywanego w rozczynie k
rbolu, 
później sublimatu. WyjałavviRnie zapomocą gorąca 1 goto- 


269 


PROF. DR. HILARY SCHRA!\liVr. 


VVSPOMNIENIA Z KLINIKI BILLROTHA. 


W j
dnym z. ostatnich 
ni w
ześnia ,r. 1881, mając 
k) lIst polecający od lVII kulI C z a, owczesnego kie- 
rownika oddziału chirurgicznego w Poliklinice vViederI- 
ski ej , a najprawdopodobniejszego następcy na katedrze chi- 
rurgji w Krakowie, opróżnionej po śmierci prof. B ryk a, 
udawałem się w godzinie popołudniowej do B i 11 r o t h a, 
aby mu się przedstawić jako aspirant na elewa (Operations- 
Zogling) na jego klinice. 
Już uplynęlo przeszlo 50 lat od tej chwili, a pozostaje 
ona tak żywo w mej pamięci, jakby to bylo wczoraj; nie. 
dziw, bo chwila ta rozstrzygnęla o calem mem przyszlem 
życiu. 
'Vrażenie, jakie zrobil na mnie B i 11 r o t h, bylo bar- 
dzo silne. Był wtedy w pełni sil, mial bowiem lat 52 (uro- 
dzony w r. 1829 w Bergen na wyspie Rugji); jego wspa- 
niala postać, szlachetna twarz, łagodny uśmiech, przejmu- 
jące spojrzenie, w którem przebijal genjusz, działały dziw- 
nie uspakająco i dodawaly otuchy każdemu, kto się udawał 
do niego z jakąkolwiek prośbą; wszystko to pozostawiło 
w mej pamięci niezatarte wspomnienia. 
B i] l r o t h przyjąl mnie z zwyklą sobie uprzejmością. 
Po przeczytaniu listu M i k u l i c z a, zapytal mnie o do- 
tychczasowe zajęcie, a po odpowiedzi, że byłem asystentem 
ś. p. prof. B ryk a, rzekł mi: "proszę przyjść jutro na.
		

/Untitled-142_0001.djvu

			270 


H. Schramm 


Wspomnienia z kliniki Billrotha 


271 


wania, wogóle postępowanie bezgnilne, było wówczas jesz- 
cze nieznane. Czynności te dzielili elewowie między siebie 
w ten sposób, że każdy z nich zajmował się pewnym działem 
przez miesiąc, poczem obejmował dział inny. W ten spo- 
sób mógł każdy w ciągu roku zapoznać się z zasadami pa- 
nującemi na Klinice. Wszystko to odbywało się pod bezpo- 
średnim nadzorem asystentów. B i 11 r o t h nie zajmował 
się temi szczegółami; również prowadzenie ambulatorjów 
i wykonywanie drobniejszych zabiegów operacyjnych od- 
bywało się pod kierownictwem asystentów. Tylko, gdy zda- 
rzył się jakiś przypadek więcej zajmujący, kazał sobie 
B iII r o t h przedstawiać historję choroby, ewentualnie 
preparat drobnowidowy, a przy tej sposobności nie pominął 
nigdy słów zachęty lub pochwały dla przedstawiającego 
elewa. Słowa te były najlepszą nagrodą i najpewniejszą 
zachętą do pracy, aby je znów można usłyszeć z ust uwiel- 
bianego profesora. 
N aturainie elewi bywali obecni na wykładach i podczas 
operacyj. N a wykłady B i l l r o t h a studenci nie uczęsz- 
czali bardzo licznie, bo B iII r o t h nie wykładał chirurgji 
systematycznie, jakby z podręcznika. Zapiski z jego wy- 
kładów nie mogły służyć n. p. do przygotowania się do 
egzaminu, a natomiast każdy przypadek służył jako pod- 
stawa do wykazania, jak należy chorego badać, jak wycią- 
gać należyte wnioski z wyniku badania w celu należytego 
rozpoznania, jaki i jak wykonać wskazany zabieg opera- 
cyjny i jakie postawić rokowanie. To też na wykładach 
B iII r o t h a było zawsze wielu lekarzy, przybywających 
z całego świata, aby usłyszeć tego, którego prace położyły 
nowe podwaliny dla nauki o chorobach c.hirurgicznych. 
Głosił też B i 11 r o t h zasadę
 że do operacji wolno się 
zabierać tylko, jeżeli ma się pewne szanse, że operacja się 
uda i chory odniesie z niej korzyść: "Operować bez takiej 


szansy znaczy tyle, co poniżać wspaniałą sztukę i wiedzę 
chirurgiczną. Ale gdzie miara, według której można oce- 
niać szanse udania się zabiegu? Jest nią nieustanne badanie 
naszej umiejętności, ścisłe obserwowanie własnych i cu- 
dz Jch spostrzeżeń i krytyczne ocenianie dotychczasowych 
naszych doświadczeń". 
Każdy Fyzypadek, zwłaszcza cięższy, omawiał B i lI- 
r o t h w czasie wykładu w nieobecności chorego, aby ten 
nie dowiedział się z jego ust o wątpliwem lub złem roko- 
\-vaniu. Zdarzyło się pewnego dnia, że na Klinikę zgłosił 
się chory z bardzo rozległem, rakowatern owrzodzeniem 
twarzy i przerzutami w gruczołach szyjnych. Był to przy- 
padek nie nadający się do operacji. 11 iII r o t h kazał za- 
pisać jakąś maść, pocieszając chorego, że pod nią owrzodze- 
nie się zagoi. Mimo to chory błagał o operacyjne leczenie 
cierpienia, gdyż próbował już różne maści bez skutku. Znu- 
dzony nieco B i 11 r o t h, wychodząc z sali wykładowej, 
szepnął do idącego za nim Dra W o l f] e r a: "Trzebaby 
chyba wyciąć przeszło połowę twarzy". Niestety, słowa te 
doszły do uszu chorego, który tego samego dnia utopił się 
w Dunaju. 'Viadomość o tern dotknęła bardzo przykro 
B iII r o t h a, który, omawiając przypadek w dniu na- 
stępnym, zwracał uwagę, jak oględnym i ostrożnym powi- 
nien być lekarz, aby choremu oszczędzać smutnej prawdy. 
Omawiając przypadki zakOliczone niepomyślnie, nie 
wahał się nigdy przyznać do popełnionej pomyłki, czy to 
w rozpoznaniu, czy leczeniu, bo jak mówił "tylko nędzni 
i próżni głupcy boją się przyznać do popełnionego błędu; 
kto czuje w sobie siłę, aby zrobić lepiej, ten nie wzdrygnie 
się przed przyznaniem się do błędu". 
Jako operator przedstawiał B i 11 r o t h typ odrębny 
a doskonały. Pamiętam, z jakim zachwytem patrzałem na 
niego podczas pierwszej operacji, którą widziałem na jego
		

/Untitled-143_0001.djvu

			272 


H. Schramm 


Wspomnienia z kliniki Billrotha 


273 


Klinice. Był to przypadek dużego wola. Każde poruszenie 
ręką, każde cięcie zdradzało naj doskonalszą technikę. Nigdy, 
nawet wtedy, gdy się zdawało, że życie chorego wisi na wło- 
sIm, nie tracił spokoju, w czasie naj cięższej nawet operacji 
nie widać było u niego zdenerwowania lub najlżejszego 
zniecierpliwienia. Pamiętam przypadek ciężkiej resekcji 
szczęki dolnej. Do potrzebnego wyjęcia zęba podał elew 
przez pomyłkę kleszcze do zębów górnych: "No, rzekł spo- 
kojnie B i 11 r o t h, zmusza mnie pan do wykonywania 
sztuczek" i zręcznym ruchem wyjął podanemi kleszczami 
ząb dolny. 
Do nowycn metod operacyjnych przygotowywano- się 
zapomocą doświadczell na zwierzętach. Tak było, gdy cho- 
dziło o wycięcie krtani, tak samo z zabiegami chirurgicz- 
nemi na przewodzie pokarmowym, jakie właśnie w czasie 
mojego pobytu na Klinice wprowadzał B iII r o t h i zdo- 
bywał nowe a tak wdzięczne pole dla działania chirurgicz- 
nego. "'Vlam tu na myśli operacje raka i wrzodu żołądka, ze- 
spolenie żołądkowo-jelitowe, wczesne leczenie operacyjne 
niedrożności jf'lit. Ileż to tysięcy ludzi zawdzięcza odzy- 
skanie zdrowia tym '''prowadzonym lub przynajmniej ulep- 
szonym przez B iII r o t h a zabiegom. 
Niezrównanym mistrzem był B i 11 r o t h w opera- 
cjach plastycznych: nieomylne prowadzenie cięć, tworzenie 
płatów, obliczenie ich żywotności zapewniały prawdziwie 
artystyczny wynik zabiegu. 
VV młodszych latach, jako profesor chirurgji w Zu- 
richu, dokąd został powołany w kwietniu r. 1860, był ope- 
ratorem bardzo odważnym. Jak sam pisze, mówiąc o lapa- 
rotomiach, operował z początku wszystkie przypadki bez 
względu na istniejące powikłania, uznając niejako za punkt 
honoru, aby objąć leczeniem nawet przypadki beznadziejne. 
"Miało to, mówi B i 11 r o t h. dobre i złe następstwa; do- 


bre polegały na tern, że uratowałem życie pewnej liczbie 
kobiet, o leczeniu których wielu chirurgów nawetby nie po- 
myślało, żem nabrał wprawy w technice operacyjnej i na- 
uczył się spokoju nawet w naj gorszych okolicznościach, co 
wyszło i będzie wychodziło na korzyść dla później operowa- 
nych; złą stroną było, że straciłem wiele z tych ciężkich 
przypadków". Nie dziw, że jeszcze po przybyciu do vVied- 
uia, dokąd został powołany z Zurichu w r. 1867 uchodził 
B i 11 r o t h za operatora zbyt pochopnego i zbyt odważ- 
nego, to też jego praktyka prywatna była z początku bardzo 
skromna; lecz wkrótce świetne wyniki operacyj na klinice 
rozniosły sławę młodego profesora daleko poza Wiedeń, 
poza granice Austrji, a nawet Europy. B iII r o t h zyskał 
imię operatora bardzo smniennego, ostrożnego, a przytem 
szczęśliwego. 
Przypominam sobie następujące zdarzenie z czasÓW 
mojej asystentury u M i k u l i c z a. Do ks. C z a r t 0- 
r y s k i e g o, u którego rozwinął się głęboki naciek zapalny 
na szyi, gdy chory a raczej jego rodzina nie mogła się zgo- 
dzić na operację, którą doradzał M i k u l i c z, wezwano 
B i 11 r o t h a na naradę. Po zbadaniu chorego orzekł B i lI- 
r o t h: ,.nie ma nic nagłego, lepiej nie śpieszyć się za- 
nadto". Rady posłuchano, po kilku dniach ropień wysunął 
się ku powierzchni, otwarto go małem cięciem, chory wy- 
zdrowiał; rodzina Czartoryskich wychwalała B i 11 r o t h a 
pod niebiosa. 
Postępowanie B i 11 r o t h a z chorymi klinicznymi 
odznaczało się dobrocią i łagodnością; podczas wizyt na sa- 
lach, jakie odbywał co kilka dni, znajdował dla każdego 
słowa pociechy i nadziei; to też chorzy go uwielbiali 
i z niecierpliwością oczekiwali jego pojawienia się znów 
na sali. 


18
		

/Untitled-144_0001.djvu

			274 


H. Schramm 


J-f7spomnieniq_z _kli17. iki J
illrctha 


275 


Dla studentów był B i 11 r o t h życzliwy i wyrozu- 
miały, pomagal im na każdym kroku, ile mógł, zyskując ich 
szacunek, uwielbienie i miłość. Dobroci tej doświadczyłem 
i na sobie; gdy po kilku tygodniach mego pobytu na kli- 
nice zapytał mnie raz \"0 l f l e r, dlaczego nie przychodzę 
na zebrania asystentów i elewów, które odbywały się co t y- 
dzielI w restauracji Riedhofa, odpowiedziałem, że brak 
mi na t.o pieniędzy i że może będę zmuszony dla braku fun- 
duszóv\ zrzec się posady elewa. Gdy \V o l f l e r przy ja- 
kiejś sposobności powiedział o tern B i 11 r o t h o w i, ten 
wpływem swym wyrobił dla mnie stypendjum vVydziału, 
które zapewniło mi dalszy spokojny pobyt w vViedniu. Kiedy 
w lutym r. 1882, podczas powstania w Bośni dostałem 
rozkaz mobilizacyjny i w ciągu 24 godzin miałem wyjechać 
do szpitala wojskowego w Spalato, na pożegnanie powie- 
dział mi B iii r o t h słowa: "wracaj pan zdrów, posada 
będzie czekała na pana". Takiem postępowaniem zyskiwał 
sobie B i 11 r o t h uwielbienie i wdzięczność tych, co mieli 
szczęście z nim się stykać. 
Dla asystentów swoich był B i 11 r o t h najwspanial- 
szym wzorem, najlepszym wychowawcą i prawdziwym 
opiekunem. VVszak w jednym z swych listów pisał: "Uwa- 
żam za swój obowiązek nietylko sam pracować, ale i młod- 
szych do pracy wychowywać, bo życie bez pracy i bez two- 
rzenia nie jest właściwie życiem". Zachęcał tE'Ż asystentów 
do pracy literackiej, bo jak pisał do lVI i k u l i c z a: nie 
tylko docendo, ale i scribendo discimus. 
 
Odbywał też z nimi ćwiczenia operacyjne na zwłokach, 
pokazywał metody operacyjne i najodpowiedniejsze cięcia, 
powołuj.!c się przytem często na metody ulubionego swego 
nauczyciela L a n g e n b e c k a, (u którego był asysten- 
tem w r. 1854). Omawiał z nimi każdy więcej zajmujący 


przypadek kliniczny, wypytywał o ich zapatrywaniE' i zdd- 
nie, do którego się nieraz zastosował, bo, jak pisał w jednym 
z swych listów: "jest to przyjemnie starać się o podziw 
u swych uczniów i kolegów, ale prawdziwem szczęściE'nl 
jest, jeżeli obok poważania zyska się także miłość swych 
młodych kolegów". 
O przyszłość swych asystentów troszczył się B i lI- 
r o. t h' i starał się po Ukollczonej asystenturze o uzyskanie 
dla nich odpowiedniego stanowiska. Dobrze znane są sta- 
rania jego o katedrę chirurgji w Krakowie dla M i k u- 
l i c z a. vVpływ B i 11 r o t h a w Ministerstwie przemógł 
nawet początkowy opór vVydziału Lekarskiego w KrakO\vie, 
z pewnością nie ze stratą, lecz z korzyścią dla nauki polskiej. 
Prawie wszyscy asystenci B i 11 r o t h a uzyskali ka- 
tedry na różnych Uniwersytetach. Dożył B i 11 r o 1 h speł- 
nienia swego pragnienia, że stworzył szkołę, "która tak 
w kierunku nauki, jak i w humanitarnym miała prowadzić 
dalej j ego starania i zamiary i tym sposobem stać się czemś 
stałem" . 
r ważam sobie za wielkie szczęście i zaszczyt, że mogę 
się zaliczyć do tej szkoły. 
Trwałe pamiątki pozostawił po sobie B i l l r o t h: 
obok 160 znakomitych prac naukowych ze wszystkich dzie- 
dzin chirurgji, dom Towarzystwa Lekarskiego \v VViedniu 
i, co może jeszcze ważniejsze, wzorowy szpital, tak zwane 
Rudolfinum, przeznaczony na ksztalcenie zawodowych pie- 
lęgniarek. Obie te instytucje powstały prawie wyłącznie 
usilnem staraniem i wpływami B i 11 r o t 11 a; którego 
imię pozostaniE' nazawsze z niemi związane. 
Gdy we wrześniu r. 1882 opuszczałem Klinikę vViedell- 
ską, aby jako asystent nowomianowanego profesora 1\1 i- 
k u l i c z a powrócić do Krakowa, pożegnał mnie B i lI- 
T o t h 
łowami: "Życzę panu powodzenia w dalsJ:em ży- 
1S"
		

/Untitled-145_0001.djvu

			276 


H. Schramm 


ciu". vVydał mi wtedy własnoręcznie napisane świadectwo 
z pobytu na jego klinice. Świadectwo to chowam jako dro- 
gą i cenną pamiątkct. 
VV późniejszych latach odwiedzałem często klinikę 
B i 11 r o t h a, aby u źródła zaczerpnąć świeżych wiado- 
mości i zachęty do pracy. Przyjmowano mnie jako dawnego 
elewa chętnie i z życzliwością pokazywano rzeczy nowe. Po 
raz ostatni widziałem B i l l r o t h a w r. 1892 z okazji 
uroczystego jubileuszu jego 25-letniej pracy nauczyciel- 
skiej. Na święto to zgromadzili się prawie wszyscy żyjący 
jeszcze byli asystenci i elewi, by złożyć hołd i słowa uwiel- 
bienia drogiemu mistrzowi. Cesarz do innych wielu orde- 
rów i odznak, jakie już posiadał B i l l r o t h, nadesłał 
w dniu tym wysoką a bardzo wyjątkowo udzielaną odznakę 
bonorową sztuki i umiejętności. 
Niestety nie był to już dawny B i II r o t h. Nurtujące 
go cierpienie wyryło aż nadto widoczne ślady. Już dawno 
musiał uczuwać ubywanie sił, bo już w r. 1885 pisał w li- 
ści
 do G e r s u n y'e go: "Życie moje było bardzo bogate. 
Otrzymałem dużo i równie chętnie dawałem, ile tylko mo- 
głem. Teraz się kończy, zanika cicho dla mnie, pięknie 
i harmonijnie, mam nadzieję, tak samo dla mej dobrej żo- 
ny, mych drogich dzieci i mych kochanych przyjaciół". 
Ale dopiero ciężkie zapalenie płuc, na jakie zapadł w r. 1887 7 
podcięło poważnie i tak nadwątlone już siły. 
Osłabienie serca wzmagało się. Mimo wszelkich środ- 
ków sprowadziło ostatecznie śmierć w dniu 2 lutego 1894 r. 
w Abbazji. 
Od tego czasu upłynęło lat 40. lVIimo to sława B i lI- 
r o t h a jako znakomitego lekarza, głębokiego myśliciela 
j dobrego człowieka nie zmalała. 


ODO BUJWID. 


EMIL ROUX I ALBERT CALMETTE. 
(ZE WSPO'\I
IEŃ OSOBlSTYCH).*) 
,,
., 

"
 ziwnem zrządzen
em los-Ł: w jednym tygodniu śm
erć 

 zabrała dwu na)znakomltszych badaczy francuskIch, 
obu naj poważniej szych pracowników Instytutu Pasteura 
w Paryżu. 
Emil R o u x, to jE'den z ostatnich towarzyszy prv'.; swego 
genjalnego mistrza P a s t e u r a. Zanim przejdę do 
moich osobistych wspomnień, a poznałE'm go jeszcze wtedy, 
gdy obaj byliśmy młody'mi badaczami na tern nowem polu 
nauki, niech mi wolno będzie skreślić wkrótkości bieg życia 
i prac' tego niepospolitego człowieka i badacza. 
Po ukończeniu studjów lekarskich w CJennont-Ferrand 
R o u x został asystentem slynnego już naÓWczas badacz
 
Emila D u c l a u x. VV Sorbonie obaj usilnie pracowalI 
nad nowemi odkryciami P a s t e u r a z dziedziny mikro- 
biologji zarazków, poczem prace te zostały przeniesione do 
Szkoły Normalnej, gdzie P a s t e u r posiadał swe skromne 
laboratorjum. Stało się to w r. 1878 i tam R o u x pozostał 
aż do czasu wybudowania Instytutu Pasteura. Pełen 
świętego ognia nauki młody wówczas badacz. 
oświęcił ca
y 
swój czas badaniom nad wytworami bakterYJ l otrzymamu 


*) Rzecz wygłoszona 28 kwietnia 1934 1". n
 u:oczystym O?- 
chodzie, zorganizowanym przez Uniwersytet PoznanskI ku uczczenIU 
pamięci R o u x i C a l m e t t e'a.
		

/Untitled-146_0001.djvu

			278 


Odo Bu;wid 
odporności na tej drodze. Badania te na czas pewIen po- 
rzuca, zwracając się do prac swego mistrza nad uodpornie- 
niem przeciwko zarazkowi wścieklizny, i pomaga mu 
\V uproszczeniu sposobów przechowania zarazka w rdzeniu 
króliczym. vV ITiE'długim czasie wspólnie z Ye r s i nOe m 
R o u x o
krY\'\"a jad - toksynę błoniczą i daje podwaliny 
do odkrYCIa antytoksyny przez B e h r i n g a; zresztą pra- 
cuje jednocześnie nad tym przedmiotem i podaje sposób 
wytwarzania surowicy przeciwbłoniczej. Z V a i L- 
I a r d"e m pracuje nad surowicą przeciwtężcową i zaraz 
potem nad surowicą przeciw jadom wężowym z C a l m e t- 
t e m, P h i s a l i x'e m i B e r t r a n d'e m. 
R o u x wspólnie z N o c a r d'e nI, B o r r e l'e m, D u- 
j a r d i n B a u m e t z'em i S a l i m b e n i m daje pod- 
stawy do badania zarazków przesączalnych. Po otrzymaniu 
nagrody Oziris, którą całkowicie poświęca dla celóv\- dal- 
s7ych badalI w [nstytucie Pasteura, R o u x wspólnie 
z '\1 i e c z n i k o \y e m wykonywa szereg prac nad do- 
świadc
alnym przymiotem. vV ciągu swej tJO-Ietniej nieu- 
stanneJ pracy w Instytucie PastE'ura R o u x jest jego du- 
d-łem tV\ 
rczym i wykonawcą zarazem wskazalI svvego wiel- 

lego 
Istrza. Tworzy nowe metody badania, wytwarza 
l buduje nowe przyrządy, pracujE' nad fotografowaniem mi- 
krobów i uzupełnia dawne sposoby przez nowe genjalne 
myśli. 
Kie można zapomnieć, że R o u x jednocześnie pracuje 
\v radzie sanitarnej - Conseil d'hygiene de l'Etat. w Ra- 
dzie J\.1iasta Paryża i Departamentu Sekwany, i wszędzie 
apostołuje nową wiedzę, opartą na znakomitych zdobyczach 
naukowych. VVychowanie profilaktyczno-higjeniczne mło- 
dziE'ż
\T znajduje \" nim pierwszego pioniera na nowych pod- 
,:;ta\vach. 


Emil ROLlx i Albert Calmette 


279 


R O u x przez cały przeciąg swej działalności w nov
o- 
zbudowanym Instytucie opiekuje się nim gorliwie. Jest l1le- 
l,iedy nawet budowniczym i organizatorem; gdy tego za- 
chodzi potrzeba. Instytut się rozrasta, zagarl1la coraz sz
rs7.e 
horyzonty. vVsz
dzie R o u x jest o

cny, służ.,!c rad
 l po- 
mocą. Sam n1ieszka w najskromnIeJszem mIeszkanIu 
a 
poddaszu nieledwie; nie ma żadnych pot
zeb własnych, n.te 
posiada rodziny; myśli jedynie i wyłączl1le o. ro
budow
l1lu 
dla ogólnego pożytku całej ludzkości tego \NlelkIego dZleł
. 
Jak asceta przez cały swój żYV\-ot nie zna odpoczynku: nU' 
korzysta z urlopów ani z podróży. 
Gdy stworzone zostały kursy mikrobiologji, na któr
 
zapis.vwali się z całego świata młodzi. i starsi adepci n
weJ 
nauki, R o u x był sprężyną, która Je w ruch wpr
wlał
. 
rkładał plan kursów i ćwiczell, a nawet j
 prow.a
zlł. NIe 
nazywał tych kursów świat zainteresowany maczeJ, Jak k
r- 
sami R o u x. Niema prawie nikogo 7. młodszych wybIt- 
niejszych badaczy, ktoby tych kursów nie wysłuchał 
i udziału w nich nie brał. 

\ gdy przyszła na Francję i świat cały klęska V\Tif'lk
ej 
vVojny wówczas R o u x uruchomił cały Instytut ;v .kle- 
runku wvtvvorzenia jak naj"..ięcej zbawczych środhmv dla 
nieszczęs
ych ofiar działalI wojny i skutków morderc
ych 
walk. Pracował z niezmordowanym zapałem i całkowItern 
oddaniem się tej wielkiej ofiarnej pracy dla dobra ojczyzny 
i ludzkości. 
Nie byłem obecny na pogrzebie mego przyjaciela. 
Z opisu tylko do\",iaduję się, że hołd Mu oddany 
odobn
 
był do tego jaki przed 40 laty cały naród francuski, a z mm 
wielu przyjaciół ze vyszystkich części świata całego o
da- 
.' . . P t -' Nie za p om nIa l1.e 
"..alI Jego mIstrzoWI a s e u r o v" 1. 
 
cłnvile dla wszystkich uczestnikó"..
		

/Untitled-147_0001.djvu

			280 


Odo Bu;wid 


Emil Rnux i Albert Calmette 


281 


A teraz przejdę do kilku osobistych wspomnielI. 
Poznałem Emila R o u x, gdy po raz pierwszy przy- 
byłem do Instytutu Pasteura w celu zapoznania się z me- 
todą zapobiegawczego leczenia wodowstrętu u ludzi po po- 
kąsaniu przez psy wścieklizną dotknięte. Te wspomnienia 
łączą się tak ściśle ze sobą, że nie mogę ich tutaj pominąć. 
Przybyłem do Paryża w myśli, że ujrzę P a s t e u r a i jego 
rozsławioną na cały świat metodę w jakimś wspaniałym 
gmachu, odpowiadającym doniosłości nowoodkrytej metody. 
Budynek Ecole był istotnie dosyć pokaźny. Ale to co w nim 
udzielono pracom P a s t e u r a było czemś zgoła dla mnie 
:niespodziewanem. 
Uderzał przedewszystkiem tłum ludzi stłoczonych 
w ciasnym przedpokoju, w którym, przed wejściem do wła- 
ściwego pokoju dla wykonywania szczepipll leczniczych, we 
drzwiach stał niskiego wzrostu, mocno już szpakowaty jego- 
mość, z krótko przystrzyżoną brodą, w ciemnym bireciku 
na głowie i odczytywał nazwiska przybyłych do szczepienia. 
Był to Pa s t e ur. Po odczytaniu nazwiska wchodził każdy 
z wywołanych do pokoju szczepiennego i podchodził do ;;t.)- 
lika, przy którym siedział lekarz szczepiący. Nie znale.TI 
wówczas P a s t e u r'a, nawet z wizerunku. Fotograf je zna- 
komitości, jakie dzisiaj spotykamy wszędzie, nie były tak 
jak dzisiaj rozpowszechnione. Zresztą należy dodać, że my 
Polacy bardziej wychowani wśród wpływów nauki nie- 
mieckiej' zwłaszcza o ile dotyczyło to medycyny, nie mie. 
liśmy sposobności poznać wizerunków ludzi tej miary co 
P a s t e u r, ludzi niedalekiej, ale nie obecnej jeszcze doby. 
Jeżeli chodziło o znanych u nas nawet mężów nauki, to \..y1i 
to tacy kliniciści jak C h a r c o t, których sława wszędzie 
głośno rozbrzmiewała. O P a s t e u r z e z ust :niemieckich 
mogliśmy słyszeć tylko rzeczy i odezwania, które nie 


.. 


bardzo wysoko ceniły naukę lekarską f
a
cuską. Pamiętnym 
był przecież zjazd lekarzy i przyrodmkow ': 
open

dze, 
gdzie Rob. K o c h zarzucił P a s t e u r o. w 
 meUmle)ętne 
posługiwanie się metodą badań rrz1 osłablamu zar
zka ",:ą
 
glika. Prawda, że cięta od
owledz. P a s t e u r a l wyIllkl 
metody przez niego podane), zachwIały mo
no autoryt:te
 
K o c h a tern nie mniej jednak pewne u)emlle wrazellla 
pozostał; i kazały czekać na potwierdzenie uzyskane przez 
innych badaczy. . . 
I tutaj po raz pierwszy poznałem SIę z R o u x. NIe był 
on nigdy wielomówny. Cała jel?o pr
cownia wr

 z pJ:a- 
cownią D u c l a u x mieściła SIę w )edn
, dosc zreszt.ą 
obszernym, pokoju, zapełnionym po br
egI prz!rządaJ?I. 
Rzucałv się w oczy pompy rtęciowe do fIltrowallla pły:now 
przez filtry glinkowe i do wyciągania powietrza .dla otrzy
 
mania próżni w balonach służących do otrzyman
a hodowlI 
na podłożu płynnem, jeszcze wówczas powszechnIe ,;zorem 
P a s t e u r a używanych. Przy jednym z przyrządow. stał 
pochylony nieco, dopasowując jakąś .rurk
, mł
dy, średlllego 
wzrostu człowiek o ostrych rysach l pOClągłe) twarzy, oko- 
lonej niewielkim zarostem o blond włosach. Zapytałem go 
o możność pracy :nad odkryciem P a s t e u r a celem po- 
znania zarazka choroby. . . 
Jakże Pan chce tu pracować, kiedy niema alll 
d
obmy 
miejsca nawet dla nas, stale tutaj zajętych. vVldzI Pa.
 
w jakich warunkach tu jesteśmy. :Może Pan zechce por
dzlc 
się dr. G r a n c h e r. On ma więcej miejsca w szpItalu 
dla dzieci, gdzie jest lekarzem. , 
I rzeczywiście li G r a n c h e r' a mogłem pracowa?, 
chodząc tam codziennie na ulicę Yaugirard, odległą o poł 
godziny drogi od Szkoły Normalnej.. .. , 
Nie często wówczas podczas mOIch pler
v
zy
h krok
w 
k l ., . d R O U X A ) . eszcze mnIe) słow zamle- 
'spoty -a Ismy sIę z r. .
		

/Untitled-148_0001.djvu

			282 


Odo Bu iwid 


Emil ROUL i "llbert Calmettc 


283 


niliśmy Z sobą. Na jego ręce tylko w niedługim czasie zło- 
żyłem mój skromny dar na mający się budować Instytut 
imienia P a s t e u r a. 
A dodać należy, że składki na Instytut płynęły bardzo 
skąpo z Francji, gdzie tylko Mme B o u c i c a li l t, wła- 
ścicielka wielkich magazynów, dala większą sumę. Głównie 
płynęły one z zagranicy. Największymi ofiarodawcami byli 
Don P e d r o, cesarz brazylijski, i A l e k s a n d e r lU, 
cesarz rosyjski. Plac od miasta Paryża, o ile mi wiadomo, 
trzeba było ze składek zakupić. Nie miał P a s t e 11 r nale- 
żytego uznania u swoich podówczas. 
Zwykła zresztą kolej życia wielkich wynalazcÓw. 
Spotykalem się natomiast częściej z dr. R o u x później, 
gdy potrafiłem zdobyć jego większe zaufanie. Z wielkiem 
zamiłowaniem pokazyvval mi nieraz różne nowowprowa- 
dzone metody do wykładów podczas słynnych w całym 
świecie kursów mikrobiologji dla lekarzy. ='Ja te kursy 
trzeba było się zapisywać nieraz na rok naprzód, tak silnie 
hyły uczęszczane. 'V ówczas często pisalem do ROlI x, po- 
lecając mu moich polskich kolegów i młodszych słuchaczy. 
Bywałem częstym gościem w Instytucie Pasteura, zwłaszcza 
gdy się zaczęly napaści na nową metodę, odmawiające jej 
nietylko wszelkiej podstawy naukowej, ale zarzucające dzia- 
lanie szkodliwe. Napaści te rozpoczęły się w samym Paryżu 
Zp strony znanych i cenionych klinicystów. jak P e t er. 
a przeniosly się do prasy lekarskiej niemieckiej. Profesor 
B i 11 r o t h, badacz z dziedziny chirurgji i jedeu z naj- 
bardziej znanych lekarzy w świecie naukowym, jeden z fila- 
rów szkoły wiedeńskiej, napisał artykul w "N eue Freie 
Presse" w 1886 r., w którym odmawia metodzie P a- 
s t e u r'a wszelkich podstaw i sławi prof. F l' i t s c h'a, 
swego kolegę z vVjedeńskiego Uniwersytetu. Profesor 


" 


FI' i t s c h. powiada, dodał nowy liść wawrzynu do nauko- 
wych triumfów szkoly wiedellskiej, demaskując pozbawioną 
\,"szelkiej podstawy metodę P a s t e u l' 'a, który może ma 
zasługi jako chemik, ale nie ma prawa do poczynań lekar- 
skich, przynoszących szkodę, zamiast pożytku. Takie insty- 
tuty powinny być corychlej zamknięte. I w istocie instytut 
wiedeński niedawno przez dr. U l m a n n'a w vViedniu 
otwarty, zamknięto. 
Instytut wiedeński na nowo otwarto dopiero po wizycie 
Ces. F r a n c i s z a J ó z e f a na vVystawie Lwowskiej, 
gdzie miałf'm sposobność przedstawić osobiście cesarzowi 
moje wyniki uzyskane zapomocą metody P a s t e u r'a 
w moim Zakładzie w Krakowie. Blisko godzinę rozpytywał 
mnie o różne szczegóły, poczem spytał namiestnika Kaz. 
B a d e n i e g o, obecnego w otoczeniu, z którem zwiedzał 
'Vystawę. dlaczego taki Instytut nie istnieje w 'Viedniu? 
Przy sposobności dodam, że Instytut w Berlinie powstał 
z inicjatywy prof. Rich. P f e i f f e r a, który, przejeż- 
dżając z Bombaju, gdzie badał dżumę, zawadził o Kraków 
i zabrał odemnie królika zaszczepionego wścieklizną kró- 
liczą, dla rozpoczęcia pracy w Berlinie. A jeszcze przedtem 
pro£. R. K o c h przysłal do mnie swego kuzyna z vVro- 
cławia do leczenia 
apobiegawczego po ukąszeniu. 
R o li x jeden z pierwszych mocno się zainteresował 
wprowadzoną przezemnie metodą szczepień wzmocnionych, 
które okazały się skuteczniejsze od pierwotnej, zbyt ostrożnej 
metody P a s t e u r'a. 
Dzieliłem się z nim memi spostrzeżeniami co do skutecz- 
ności surowicy przeciwbłoniczej i sposobami szczepienia 
koni. 
Pamiętnym byl dzień obchodu 70-lecia urodzin P a- 
s t e u r a w roku 1892.
		

/Untitled-149_0001.djvu

			284 


Odo Bujwid 


EmiZ Roux i AZbert Calmette 


285 


Smutek ogarniał jednak wówczas nas wszystkich, którzy 
widzieliśmy, że dni naszego mistrza już są policzone. 
A potem r. 1895. Pogrzeb P a s t e u r'a, w którym 
brali udział przedstawiciele całego uczonego świata. 
R o u x, który od wczesnej młodości nie odznaczał się 
silnem zdrowiem, coraz częściej zapadał na obostrzenia 
sprawy gruźliczej. J\;liewał częste krwioplucia i wówczas po 
kilka dni nie wychodził do zwykłych zajęć. Najwięcej pra- 
cował w administracji Zakładu. Gdy przyjeżdżałem do 
Paryża, najczęściej spotkać go mogłem w kancelarji In- 
stytutu. 
Ten miły uśmiech, jakim powitał mnie po raz ostatni 
przed paru laty - Ah vous voila - nie wyjdzie z mojej 
pamięci. Był wówczas blady, po świeżo przebytym napadzie 
choroby. Coś zdawało się mówić, że to już niedługo... 
A przecież, gdy zachorował jeden z jego współpracow- 
ników dr. P o żer s k i i musiał poddać się operacji, spo- 
tykałem się dr. R o u x codziennie u chorego, którego do- 
pytywał troskliwie o stan jego zdrowia i pilnował, aby mu 
czego nie brakło. 
Otaczał też swą opieką pracowników i służbę zakładu 
w Garches, gdzie cała prawie służba stajenna składała się 
z Polaków w liczbie około 20 osób. Ucieszył się, gdy dowie- 
dział się o moim zamiarze odwiedzenia ich i odbycia po- 
gadanki o Polsce. Obaj z dr. R a m o nOem, który mieszka 
na miejscu, prowadzi administrację i pracuje naukowo 
w Garches, postarali się o ułatwienie mi urządzenia paro- 
krotnych pogadanek, które były przez pracowników w Gar- 
ches pilnie wysłuchane. Wielu z nich dawno nic nie sły- 
szało o kraju i radzi byli słyszeć o postępach politycznych 
i gospodarczych. 
Ostatni list, jaki od R o u x otrzymałem, dotyczył 
prośby o starania w przyjęciu na jeden z uniwersytetów 


.. 


polskich młodego słuchacza medycyny z Odessy, wnuka zna- 
nego badacza B a r d a c h a. Niestety, starania moje vv tym 
kierunku nie dały mi dobrych wyników. 
Alberta C a l m e t t e'a poznałem znacznie później niż 
R o u x. gdyż zaczął on swe prace w Inst. P a s 1 e u r a 
w Paryżu dopiero w r. 1891 po swoim powrocie z podróży 
jako lekarz okrętowy. Już w r. 1883 wszedł on do służby 
w marynarce wojskowej i wówczas w Saigonie otworzył 
pierwszy Instytut Pasteurowski do szczepień i badań nau- 
kowych. Organizuje on tam szczepienia ospowe i przeciw 
wściekliźnie, bada naukowo fermentację opium, odkrywa 
Amylomyces R o u x i rozpoczyna prace nad jadami wężów, 
poczem pierwszy wytwarza suro\'vice przeciwjadowe. Jed- 
nocześnie wytwarza wespół z Y e r s i nOem i B o r r e l'em 
surowicę przeciwdżumową. ,Mianowany profesorem higjeny 
i bakterjologji w Lille, urządza tam Instytut Pastpurowski. 
Tu bada jad ospowy i dochodzi do własnych ciekawych wy- 
ników, otrzymując czysty jad ospowy na króliku. Jedno- 
cześnie wykonywa badania doświadczalne nad wodą kam..- 
łową i bada epidemję ankilostomiazy, szerzącą si
 w pół- 
nocno- francuskich kopalniach. 
Ale najważniejsze prace C a l m e t t e'a to są te, które 
oddawna wykonywał nad zarazkiem gruźliczym i jego dro- 
gami krążenia w ustroju. Jest on zwolennikiem tezy, że 
zarazek gruźliczy dostaje się do ustroju przeważnie drogą 
gruczołów chłonnych, nie zaś drogą płuc. 
Po wielu mozolnych dochodzeniach wespół z G u e- 
r i n'em wytwarza osłabiony trwale zarazek gruźlicy bydlę- 
C2j, który ma oddać nieocenione usługi w walce z tą chorobą 
społeczną. 
Otrzymuje dzięki zabiegom R o u x nowe gmachy, po- 
święcone wyłącznie badaniu BCG i wytwarzaniu szczepionki 
przeciwgruźliczej, która rozchodzi się szeroko po świecie.
		

/Untitled-14_0001.djvu

			16 


Leon W achholz 


Poczet grona nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


17 


LAMELLI Maciej uzyskał dyplDm dra med. w r. 1804 
w KI'akawie. Od 1806-1810 był prof. tearji medycyny i kli- 
niki lek. dla uczniów addziału chirurgicz,nega, Zmarl w r. 1810. 
LATKOWSKI Józef, ur. w KrakDwie w r. 1873, uzyskał 
dyplam dra wszo n. lek. w r. 1897. Od r. 1906 był dac, kliniki 
lek., ad r. zaś 1915 tytularnym, a od r. 1925 jest zw. prO'£. idy. 
rektarem kliniki lek. U. J. 
LEMBERGER Ignacy, ur. w Pradze (Czechy) w r. 1865, 
uzyskał w U. J. 'W r. 1886 dyplam magistra farmacji, a w r. 
1898 dyplam dra wszo n. lek. W r. 1900 został dac. farmaka- 
gnaz,ii w U. J. Zmarł w r. 1908. 
LEWKOWICZ Franciszek Ksawery, ur. w Krakowie 
w r. 1869, uzyskał tamże dyplam dra wszo n. lek. w r. 1895. Od 
r. 1903 był dDC., od r. 1907-1917 pro£. nadzw., ad 1917-1920 
tytularnym, a od 1920 rzearywistym zw. prO'£. i dyrektorem 
klill1i1{i chorób dzieci. 
LEWKOWICZ Sykstus, ur. w Szkudach na Żmudzi 
w r. 1775, uzyskał stapień dra med. W r. 1807 w Wilnie, Mia- 
nowany 'W r. 1815 pro£. klin
ki chirur1gicznej w Krakowie, 
objął tę katedrę w r. 1819, pawróciwszy z Hiszpanji, gdzie 
był lekar2Jem wojslk napoleańskich. Ustąpił z katedry w r, 1830, 
a zmarł w r. 1838. 
LINHARD Ignacy, Czech z pochodzenia, uzyskał dyplom 
dra med. w r. 1795 w Wiedniu. Od r. 1812-1813 był p:roL 
weterynarji w Krakawie, następnie zaś ad r. 1817-1822 był 
pro£. i dyrektarem kliniki lekarskiej. Zmarł nagle w r. 1822. 
LUCY Jan Nepamucen, leka!:?;, krakawski, był profesorem 
od r. 1775-1781. W r. 1781 był ostatnim dzi.ekanem staregO" 
Wydz. lekarskiegO' U. J. Zmarł w r. 1786. 


stopień dra wsz, n. lek. w r. 1879. Od r. 1882 był nadzw. prO'£. 
farmakalagji i farmakagnazji w Krakowie, następnie zw. prO'£.. 
tychże przedmiatów ad r. 1886--1924. Zmarł w r. 1924. 
LEPKOWSKI Wincenty, ur. w Krakawie w r. 1866, uzy- 
skał tutaj stap:eń dra wszo n. lek. w r. 1890. Od r. 1897 był. 
dac., ad r. 1905 nadzw., a od 1919 zw. prO'£. stamatalagji. 


LAZARSKI Józef, ur. w Jeleśni koła Żywca w r. 1851, 
zdobył dyplom magi'stra farmacji w r. 1875 w Wiedniu i tamże 


MACHEK Emanuel, ur. w Sambarze w r. 1852, uzyskał 
stapień dra wszo n. lek. w Wiedniu w r. 1877; był dac. Dku- 
listyki w Krakawie ad r. 1882-1884, pcc
em p.zeniósł się 
da Lwawa, gdzie od r. 1898-1922 był pro£. zw. okulistyki 
i dyrektarem kliniki acznej. Zmarł w ,r. 1
30 we Lwawie. 
M.ADUROWICZ Maurycy Antani Walenty h. Jelita Uf. 
w Kołamyi w r. 1831, zastał drem med, w r. 1855, drem chir. 
i mag. położnictwa w r. 1856 w Wiedniu. Od r. 1862 był dac., 
a od r. 1863-1893 prO'£. zw. pałożnictwa i ginekolagji w U. J. 
Zmarł w r. 1893 w Krakawie. 
MAJER Józef, ur. w r. 1808 w Krakawie, zdDbył dyplom 
dra med, i chir. w r. 1831 w U. J. Od r. 1833 był zast. prof.. 
od r. 1835 prO'£. instytucyj lekarskich (przedmiatów przezna- 
czonych dla lekarzy niższegO' rzędu), ad r. 1848 zw. prO'£. fiz- 
jalagji, którą wykładał z przerwą aż da r. 1877. W ckresie ger- 
man:zacji , to jest ad r. 1854-1861, wykłao.ał pa polsku (jakO' 
dacent) antrapalagję. Od, r. 1871 sŁał na czele PDl. Akademji 
Umiejętnaści jaka jej pierwszy prezes aż da chwili swej 
śmierci w r. 1899. 
MAJEWSKI Kazimierz, ur. wSiebieczowie kała Sakala 
w r. 1873, zastał drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1897. Od 
r. 1902 był dac., ad r. 1908 tytularnym, a od r. 1917 zw. pro£. 
okulistyki i dyrektarem kliniki acznej. 
MARCHLEWSKI Leon ur. we Włocławku w r. 1869, 
uzy,kal ,topień dm i'
hemjiJ
 Zurychu w r
 1892.
		

/Untitled-150_0001.djvu

			286 


Odo Bujwid 


Do ostatnich chwil życia pracuje bez odpoczynku nad 
swem odkryciem, chcąc dać jak najwięcej podstaw do jego 
szerokiego wystudjowania i zastosowania. 
C a l m e t t e'a nie znałem tak blisko jak R o u x. Przed 
laty dwudziestu, gdy rozpocząłem pracę nad badaniem 
jadów wężowych, dzieliłem się z C a l m e t t e'm memi spo- 
strzeżeniami i wówczas otrzymałem odelI znaczniejszą ilość 
jadu kobry, nad którym prowadziłem i prowadzę ba- 
dania. 
Po raz ostatni spotkałem się z C a l m e t t e'm podczas 
międzynarodowego Zjazdu Esperantystów w Paryżu. Był 
on zwolennikiem tego języka jako środka pomocniczego do 
stosunków międzynarodowych, uważając, że musi być do 
tego celu wprowadzony język łatwy, sztuczny, nie mający 
narodowej kultury. Nie może iJo\-.-iem żaden język natu- 
ralny, z powodu ambicyj narodowych i trudności języko- 
wych, być do tego celu zastosowany. 
VV imieniu jego jako dyrektora Instvtutu Pasteura 
z.ostałem zaszczycony przez niego do prze
1.awiania przed 
hczną rzeszą słuchaczy, zebranych ze 'wszech stron świata, 
o zasługach Instytutu Pasteura dla całej ludzkości. Tak 
wielkiej liczby słuchaczów nigdy przed tem nie widziała 
aula Instytutu przepełniona tak silnie, że wykład należało 
powtarzać po raz drugi dla tych, którzy nie mogli się dostać 
odrazu do sali wykładowej. 
Niewymowny żal ściska za serce, gdy się rozważy, ile 
straciła nauka światowa ze śmiercią obu tych nie zwykłych 
mężów wiedzy i nadludzkiej zasługi. 
Takich nieprędko ujrzy znowu śvviat naukowy i o'>lPro- 
cony Instytut Pasteura. . 


v. 


ADA?\1 WRZQSEK. 


DZIEsrr
CIOLECIE ARCHTWUM HISTORJI 
l FILOZOFJI MEDYCYNY ORAZ TIISTORJI NACK 
PRZYRODNICZYCH 
(1924 - 1933) . 

' 
';if' om XIII ,,,\rchiwum" za r. 1933 zamknął pierwsze jego dzie- 

 sięciolecie. \N tym czasie zyskało sobie ono sympatje wszyst- 
kich bcz wyjątku pracujących u nas na polu historji i filozofji medy- 
cyny, czego dowodem, że wśród współpracowników Archiwum nie 
zabrakło ani jednego z nich. 
Nie może się skarżyć Archiwum i na brak poparcia ze strony 
lekarzy, którzy stanowią ogromną większość prenumeratorów. 
Dzięki niezwykłej energji i zapobiegliwości pierwszego administra- 
Lora i współwydawcy Archiwum w latach 1924-5, ś. p. dr. Ro- 
mualda \N i e r z b i c k i e g o, odrazu zyskało ono ogromną liczbę 
prenumeratoniw, bo aż 345, których lista 70stała wydrukowana na 
koilCU pierwszego tomu. \Vśród nich było sporo lekarzy ze starszego 
pokolenia. Z biegiem czasu liczba tych naj starszych wiekiem prenu- 
meratorów stopniowo się zmniejszała wskutek śmierci, a na ich 
miejsce, niestety, rzadko tylko przybywali nowi prenumcratorzy 
z młodszego pokolenia lekarzy. Nie wiem czemu przypisać ten oh- 
jaw: czy mniejszemu zainteresowaniu się młodszych lekarzy wogólc 
czasopiśmiennictwem lekarskiem, CZy może małej przedsiębiorczości 
wydawnictwa w pozyskiwaniu sobie nowych prenumeratorów. Są- 
dzę, że winę zbyt małego dopływu nowycII prenumeratorów trzel)il 
w każdym razie położyć w pewnej mierze na karb redaktora ił za- 
razem wydawcy Archiwum, który ani w setnej części nie ma tych 
zdolności w zachęcaniu kolegów do prenumeraty, jaką miał ś. p. dr. 
\V i e r z h i c k i. Już w trzecim roku wydawania Archiwum liczba 
vrcnumeratorów spadła z pierwotnych 343 na 326. \Vteuy L. j.
		

/Untitled-151_0001.djvu

			288 


Adam fFrzcseJ,: 


Dziesięciolecie Archiwum historji i filozofji medycyny itd. 289 


w 1926 1'. najwięcej prenumeratorów mialI) .\.rchiwum w b. zaborze 
pruskim i na Górnym Śl;p:ku, Iw 1 Hi. 1\raLoJ\liu"l liczba prenumera- 
torów w b. zaborze rosyjskim wynosiła 132, a w b. zaborze austrjac- 
kim tylko 48. Najwięcej prenLlIłle
[JLonj\\ łYdo w Poznaniu. bo 
70; w 'Varszawie ich było 62, w Krakowie 20, w vVilnie 15, 
we Lwowie 14, w Łodzi i Bydgoszczy po 13, w Toruniu 6, w Ino- 
wrocławiu 5, w Łucku 4, w Lublinie i Brześciu nad Bugiem po 3, 
w Będzinie, Chełmie Lubelskim. Częstochowie, Dąbrowie Górni- 
czej, Kaliszu, Sosnowcu, Siedlcach, Jarocinie, Kcyni, Kościanie, 
Ostrowie, Pobiedziskach, Pleszewie, Strzelnie i 'Vierzbniku po 2, 
a w innych miejscowościach najwyżej po jednym. 
Stosunek między liczebnością prenumeratorów w różnych 
miejscowościach naogół utrzymał się dawny, lecz liczba ich w dal- 
szym ciągu się zmniejszała; obecnie wynosi już tylko 176. Do tak 
znacznego zmniejszenia się tej liczby przyczyniło się niewątpliwie 
powszechne narzekanie na kryzys, które zaczyna sobie zyskiwać 
miano "psychozy kryzysowej". '''ciąż słyszy się utyskiwania na 
trudne warunki ekonomiczne, i to nietylko z ust biedaków, ale i ludzi, 
którym wprawdzie gorzej się powodzi, niż przed kilku laty, ale by- 
najmniej nieźle. Pod wpływel11 tych ciągłych utyskiwań mówi się 
wiele o konieczności oszczędzania. Powstaje zaraz pytanie: na czem 
oszczędzać? Ponieważ dla wielu łatwiej jest obejść się bez książek 
i czasopism, niż bez kina, papierosa, kieliszka wina lub wódki, więc 
przedewszystkiem ofiarą oszczędności padają książki i czasopisma. 
Odczuwają to dotkliwie księgarze i wydawcy. Stykam się z nie- 
jednem czasopismem naukowem i wiem, że zmniejszenie się liczby 
prenumeratorów tych czasopism jest niestety zjawiskiem prawie 
powszechnem. 
Jestem członkiem Zarządu Poznańskiego Towarzystwa Przy- 
jacił Nauk, które rozwijało w przeszłości w bardzo trudnych wa- 
runkach swoją chlubną działalność naukową, dzięki tylko ofiarności 
prywatnej. Otóż nie mogę się nadziwić, gdy słyszę na posiedzeniach 
Zarządu, bynajmniej nierzadko, że ten lub ów członek Towarzystwa 
występuje z niego, ponieważ nie może już nadal płacić rocznie 
10 zł. składki. Gdy się uwzględni stanowiska ustępujących, ma się 
wrażenie, że wielu z nich ogarnęła ta nieszczęsna "psychoza kryzy- 
sowa", gdyż stan materjalny nie upoważnia ich aż do takie
 
oszczędonści. ' 


j 
J 
I 


Raz przypadkowo miałem jaskrawy dowód przesady w robieniu 
oszczędności na wydatki kulturalne, takie 
ak: należenie do towa- 
rzystw popierających naukę lub sztukę, prenumerowanie czasopism 
naukowych [ub artystycznych i t. p. Jeden z lekarzy prowincjonal- 
nych w \Vielkopolsce napisał przed kilku laty do administracji 
Archiwum list, iż z powodu uszczuplonych dochodów zmuszony 
jest odmówić sobie wydatku na prenumerowanie Archiwum, czyli 
12 zł. lub 24 zł. rocznie, zależnie od tego, czy został wydany w ciągu 
roku jeden lub dwa tomy. \Vłaśnie ten lekarz poszukiwał wówczas 
zastępcy na letnie miesiące. Traf zdarzył, że tym zastępcą został 
sLudent medycyny ostatniego roku, który był asystentem wolontar- 
juszem w kierowanym przezemnie Zakładzie Antropologji. Otóż ou 
tego studenta dowiedziałem się, że lekarz, który z powodu uszczuplo- 
nych dochodów odmówił prenumeraty Archiwum, zarabiał mie- 
sięcznie przeciętnie po 2000 zł. Widocznie zarabiał on przedtem 
więcej, może o jakie paręset złotych, ale bądź co bądź i uszczuplony 
dochód nie był jeszcze wówczas tak mały, żeby sobie odmówić pre- 
numerowania czasopisma naukowego. 
Są i tacy, którzy odmawiają prenumeratę dlatego, ponieważ, 
jak piszą, nie mają czasu na czytanie czasopisma, tak jak gdyby 
wydawcy domagali się koniecznie od prenumeratorów, aby abono- 
wane czasopismo czytali od deski do deski. Nie poczuwają się oni do 
moralnego obowiązku podtrzymywania prenumeratą czasopism na- 
ukowych, choćby nie mieli czasu ich czytać. 
A choć liczba prenumeratorów czasopism naukowych w obec- 
nych czasach częściej maleje niż wzrasta, jeszcze byłoby pół biedy, 
g
yby prenumeratorzy płacili abonament regularnie. Niektórzy po 

Ilka lat zalegają z opłatą i wcale lub niewiele pomaga posyłanie 
lm przez administrację prośb, aby choć drobnemi ratami uiszczali 
się z długu. Jeżeli się zważy, iż były lata, w których wydatki na 
Archiwum wynosiły po przeszło dziesięć tysięcy złotych, przy bar- 
dzo oszczędnej administracji i ocz'y\viście bezpłatnem redagowaniu, 
to łatwo zrozumieć, że w ciągu pierwszego dziesięciolecia nieraz 
Archiwum musiało się zadłużać, aby przynajmniej jeden tom rocz- 
nie wydać. Dmvniej Archiwum nietylko miało więcej płatnych 
prenumeratorów, ale również dochód z ogłoszeń, który wynosił po 
kilkaset złotych rocznie. Lecz od kilku lat i ten dochód zupełnic 
19
		

/Untitled-152_0001.djvu

			290 


Adam W rzosek 


Dziesięciolecie Archiwum histor i i i filozofj i medycyny itd. 291 


ustał. Obecnie prenumeratorzy pokrywają zaledwie połowę kosztów 
wydawnictwa. ..' . _ 
lVIimo to wszystko nie może SIę Archnvum us
a
zac na. brak 
poparcia nietylko moralnego ze strony współpra?own
kow,. ale, 
 ma- 
terjalnego zarówno ze strony prenumeratorow pk l roznych 
instytucyj. . . . . . 
Tyle zasłużony dla popierania n
u
l l szt
lkI polskI
J I:'undus z 
Kultury Narodowej dwukrotnie udzIelIł Arclllwm:l za
lłkow: raz 
wkrótce po jego założeniu, drugi raz w r. 1930. ;"-asa lm. rektora 
Józefa NI i a n o w s k i e g o przyznała w r. 1926 s. p. prof. J. 
 a- 
w i d z k i e III u zasiłek na pokrycie druku, wydanych przez mego 
w Archiwum listów Filipa \V a l t era. StarosLwo Krajowe w Po- 
znaniu dwukrotnie przyszło z pomocą naszemu wydawnictwu, udzie- 
lając raz (w r. 1927) 200 zł. subwencji j drugi raz 120 zł: (w r. 19
0). 
\V r. 1933 Senat Pniw. Poznańskiego przyznał Arcluwlllll zasIłe.k 
na wydrukowanie paru prac doktorskich wychowankó"v tego Um- 
wersytetll. 
\Vszystkim tym instytucjom należy si
 szczera wdzięcznoś
 od 
Archiwum, a nie mniej szczera i tym troskliwym. o byt czaso.plsma 
prenul11eratorom, którzy składali ofiary na w
dawanie. ArchIwum, 
choć nigdy nie zwracało się ono do żadnego z mch z 
rosbą o po
oc 
materjalną. Tern milsze są ich ofiary. Złożyli je w plen"sze
 dZIe- 
sięcioleciu Archiwum jednorazowo - Ś. p. dr. Romuald \\ l e r z- 
b i c k i, dr. Józef J a g i e l s k i, dr. Romuald Ed

ard ::\l.a t u- 
s z e w s k i, wszyscy trzej z Poznania; doc. dr. \\ltold. Z l e. m- 
b i c k i ze Lwowa, prof. dr. \Vładysław S z u m o w s k I Z Kra- 
kowa; dwukrotnie: pro f. dr. Henryk N u s b a u m z \Yarszaw
 i pro
. 
dr. Adam B e d n a r s k i ze Lwowa; corocznie zaś przysyłaJ
 zas
- 
łek: prof. dr. Franciszek G i e d r o y ć z \Varszawy i dr. "łodzl- 
mierz B u g i e l z Paryża. 
Nie można wreszcie pominąć milczeniem, że nie brak prenu- 
meratorÓw, którzy nadzwyczaj punktualnie przysyłają prenu
erat
, 
czasem na parę lat zgóry, i jeszcze raz wraz zapytują, czy me zale- 
gają przypadkiem z jej opłatą. .., . . 
Tyle życzliwości ze strony współpracowmkow,. roznych msty- 
tucyj i prenumeratorów dowodzi, że założenie Ar
hnvu
 było rz
- 
czą wskazaną i że spełnia ono, w miarę możnOŚCI, swoJe zadanIa 
rzetelnie. 


Ze strony Archiwum należy się również wdzięczność administra- 
torom czasopisma, którymi byli kolejno: Ś. p. dr. R. \V i e r z b i c k i, 
ś. p. Juljan Ć w i r k o - G o d y c k i i doc. dr. Michał Ć w i r k 0- 
G o d y c k i, po którym prowadzi administrację dotąd dr. Marja 
M a s t y ń ska. 
Pierwotnie był zamiar wydawania co kwartał zeszytu Archi- 
wum objętości około 10 arkuszy druku. Istotnie w pierwszych czte- 
rech latach wychodziło po cztery zeszyty, przyczem na I tom zło- 
żyły się wszystkie zeszyty z roku 1924, a w następnych trzech la- 
tach dwa zeszyty stanowiły jeden tom, wskutek czego w r. 1925, 
1926 i 1927 wyszło po 2 tomy; poczynając zaś od r. 1928 wychodzj 
tylko jeden tom rocznie, choć redakcja wciąż ma nadzieję, że bę- 
dzie mogła tak, jak dawniej, wydawać po 4 zeszyty rocznie czyli po 
2 tomy, zwłaszcza. że w tece redakcyjnej stale zalegają rękopisy, 
nieraz kilka lat czekając na wydrukowanie. Mimo, że nierzadko tak 
długo zalegają w redakcji różne prace ani jeden autor nie wycofa] 
nigdy z tego powodu rękopisu, rozumiejąc dobrą wolę redakcji, lecz 
trudne jej położenie. 
\V trzynastu tomach, wydrukowanych w latach 1924-1933, 
znajdują się prace 63 autorów, z których część była także współ- 
pracownikami w dziale sprawozdań i ocen; pozatern w tym dziale 
i w dziale sprawozdań ze zjazdów i z posiedzeń w towarzystwach 
naukowych zostały wydrukowane referaty i sprawozdania 12 in- 
nych osób. Razem więc liczba współpracowników doszła do 77. 
W działach historji medycyny i nauk przyrodniczych oraz filozofji 
medycyny umieścili swe prace: Dr. J. AJkiewicz, dr. J. Bączkiewicz, 
pro£. A. Bednarski, prof. J. Bielil1ski, pro£. S. Biernacki, doc. T. 
Bilikiewicz, dr. TV. Bonianka, dr. W. Z. Brauer, dr. A. Czajkowski, 
dr. L. Czarkowski, dr. L. Czyżewski, dr. T. Erecil1ski, dr. L. Fleck, 
dr. J. Fritz, pro£. A. Gałecki, pro£. F. Giedroyć, prof. A. Gluziński, 
dr. C. Gogołkiewicz, A. Goldschmied, dr. H. Higier, prof. I. 
Hoffman, dr. W. Janusz, dr. K. Kardaszewicz, dr. Z. Klukowski, 
A. Knot, K. Koralewski, T. Krzyszkowski, dr. J. KurczYl1ski, 
dr. J. Lachs, prof. E. Loth, X. E. Majkowski, dr. I. Marchwicki, 
dr. R. E. Matuszewski, prof. W. H. :iVlelanowski, sędzia J. Mio- 
duszewski, prof. B. Namysłowski, prof. H. Nusbaum, S. Olesza, 
pro£. gil11n. E. Ostachowski, dr. J. Pawiński, J. Sawlil1ski, prof. 
H. Schramm, prof. A. M. Skałkowski, dr. Z. SkibiI1ski, prof. K. Sła- 
19*
		

/Untitled-153_0001.djvu

			292 


Adam W rzosek 


Dziesięciolecie Archiwum historii i filozofji medycyny itd. 293 


wiński, dr. "\V. Sławiński, prof. Z. SOWiI1Ski. dr. R. Stasch, pro£. 
S. Szuman, prof. VV. Szumowski, dr. B. Świetłow, W. Świrski, prof. 
J. Talko-Hryncewicz, E. Tomaszewska, prof. S. Trzebil1ski, pro£. 
J. Tur, pro£. L. Wachholz, dr. R. vYierzbicki, prof. T. vViśniowski. 
dr. K. vVize, pro£. A. vVodziczko, pro£. A. vVrzosek, pro£. J. Za- 
widzki, doc. L. Zembrzuski i doc. W. Ziembicki. 
W dziale referatów z prac oraz w dziale sprawozdań ze zjazdów 
i z towarzystw naukowych byli współpracownikami: doc. T. Bili- 
kiewicz, Z. Brandtówna, dr. VV. Bugiel, doc. M. Ćwirko-Godycki, 
dr. S. Dzięciołówna, J. Fischer, dr. J. Fritz, W. Gajewski, pro£. 
F. Giedroyć, dr. H. Higier, pro£. I. Hoffman, dr. W. Janusz, F. Koń- 
czaI, O. Kurzejanka, J. Markiewicz, dr. M. Mastyńska, pro£. gimn. 
E. Ostachowski, J. Sawlil1ski, pro£. \V. Szumowski, Z. Targowska, 
"of. S. Trzebiński, dr. R. 'VVierzbicki, lek. E. Wojciechowski. prof. 
A. vVrzosek, pro£. J. Zawidzki i doc. L. Zembrzuski. VV tych działach 
najc?:ynniejszym współpracownikiem po redaktorze był ś. p. pro f. 
Stanisław Trzebiński. 
vVśród współpracowników było: z Poznania - 27, z vVarszawy 
_ 21, z Krakowa - 13, ze Lwowa - 7, z \Vilna - 3 i po jednym 
z Paryża, Dziekanki, Kalisza, Kocborowa, Szczebrzeszyna i Zako- 
panego. 
Zostało wydrukowanych prac: W dziale historji medycyny 
_ 101, historji nauk przyrodniczych - 14, filozofji medycyny 
_. 24, w dziale materjałów do historji medycyny i nauk przyrodni- 
czych - 25 i w dziale pamiętników, wspomnień i listów - 20. 
razem - 184. 
Archiwum, oprócz ilustracyj w tekscie, dodaje dla prenumera- 
torów jako bezpłatny dodatek portrety znakomitych lekarzy i przy- 
rodników polskich. 
Do r. 1933 włącznie wydało Archiwum następujące portrety: 
Tytusa Chałubil1skiego, Ludwika Gąsiorowskiego, Heljodora Świę- 
cickiego, Izydora Kopernickiego, Marji Skłodowskiej-Curie, \Vale- 
rego Jaworskiego, vViktora Szokalskiego, Józefa Dietla, Juljana 
Talko-Hryncewicza, Filipa vValtera i Sebastjana Petrycego. Trzy 
pierwsze są cynkotypowe, reszta rotograwjurowe. 
Gdy w 1925 r. zawiązało się w Poznaniu Towarzystwo Miło- 
śników historji medycyny i nauk przyrodniczych, Archiwum stało- 
się organem tego Towarzystwa, które zresztą nie udziela czasopismu. 


żadnych zapomóg, gdyż składka członka wynosi tylko 1 zł. i człon- 
ków jest niewielu. 
W r. 1933, a więc w dziesiątym istnienia Archiwum, Rada 
vVydziału Lekarskiego Uniw. Poznańskiego, uchwaliła na posie- 
dzeniu 15 marca uznać Archiwum za swój organ, w którym, 
w miarę możności, będą drukowane obszerne sprawozdania roczne 
z działalności Wydziału Lekarskiego na wzór sprawozdań 1Vydz. 
Lek. Uniwersytetu Stefana Batorego w vVilnie, drukowanych w or- 
ganie tego 'Wydziału "Pamiętniku vVileńskiego Tow. Lekarskiego". 
Z otuchą rozpoczynamy XIV tomem Archiwum drugie jego 
dziesięciolecie, które, daj Boże, żeby przyniosło plon i jeszcze lep- 
szy, i obfitszy, niż ubiegłe dziesięć lat wydawnictwa.
		

/Untitled-154_0001.djvu

			Sprawozd ania i oceny 


295 


VI. 
Sprawozdania i oceny. 


nego klasyfikowania tegoż. Prócz tego pożądaneby było popieranie 
w nich upodobalI kollekcjonerskich. w jakimkolwiek związku z histo- 
rją medycyn
' luh higjeny stojących. 
Po osiągnięciu przez nich pewnej wprawy w Lej dziedzinie, 
będzie czas na systematyczne studja, w których zakres wejśćby 
musiało oczywiście dokładne zapoznanie się z m
todologją badań 
historycznych. bez której dziś historyk medycyny obejść się nie może. 
,y La'kiem ujęciu kwestji, ciągle jeszcze otwartej, bezwątpienia 
jest trochę słuszności. Przynajmniej ja na podstawie wła
nych 
wspomnień, mogę stanowczO twierdzić, że w samej rzeczy naJ
oc- 
niej zostD.ło w mej pamięci właśnie to, co w taki okolicznośCIOwy 
sposób kiedyś usłyszałem. a przYJ?uszczam, że moja 
sych?lo
ja nie 
stanowi pod tym względem wyjątku. Cała truclnosć lezy Jed
ak 
w tern, że bez purównania łatwi
j ustanowić na każdym wyd
Iale 
lekarskim nauczanie historji medycyny, jako odrębnego przedmIOtu, 
niż dopruwadzić ogół wykładowców do tego, aby swych przedmio- 
tów właśnie takim historycznym sposobem nauczali. 
Jeżeli z owego dość obszernego, bo kilkanaście stronic obejmu- 
jącego artykułu G a r r i s o n a wnosićby m
żna, że nie. uważa OT} 
systemat}cznych wykładów historji medycyny za kome.czne d
a 
wszysLkich medyków, to nie wynika bynajmniej, 
by m181 .0.1 .H 
uważać za przedmiot drugorzędnej tylko wagi. CałkIem przecl\:vme. 
\:Vedług niego pod względem znaczenia z historją medycyny rywa
 
lizowaćby mogły chyba tylko: historja religij, sztuki, oraz .0gó.łneJ 
kultury. Zresztą może właściwiej by było stwierdzić, że do Wlen\.Ie
O 
działu historji kultury należy historja religij i sztuk
 i wr
szCle 
higjeny, którą autor zdaje się wyodrębniać, jako. przed.
lOt pomek.ąd 
w naszej epoce dominujący. Powołuje się on mlanow1cI,e na po
vle: 
dzenie Prezydenta L o w e 11 a, że w wieku XVII narod zWYCIęsln 
narzucał zwyciężonemu wyznanie, w XVIII swoje interesy han- 
dlowe, w XIX ustrój prawny, a w XX swą kanalizację. 

1iałbym tylko jeszcze jedno do zauważenia. Na stronie 7
4 
autor powołuje się na zdanie S u d h o f f a, że definitywne ustalen
e 
l 'akieo-oś faktu albo daty jest rzeczą daleko ważniejszą od sensacyr 
b ' l 
nych wypraCOWaI1, kwiecistych wywodów, albo bezrnys nego p
wta- 
rzania opinij II i P P ok r a t e s a, S y d e n h a m a, lub P a r e go. 
Otóż myliłby się, ktoby z tego wnioskował, że wszelkie usił
- 
wania, zdążające do odtworzenia ogólnych kierunków, podmalowama 


F. H. G a r r i s o n. 'Możliwości rozwoju historji medycyny
 
jako jednej z gałęzi nauczania lekarskiego. (Developmental possibi- 
lities in medical history as a branch of the medical Curriculum. 
llulletin of the ]\;"ew York Academy of Medicine, August 1929). 
Nauczanie historji medycyny w sposób zwykle dotychczas 
praktykowany, daje naogół słabe wyniki, nie mogąc obudzić do- 
statecznego zainteresowania się studentów, którym niedość wyraźnie 
staje przed oczyma związek tego przedmiotu z głównem zadaniem 
ich studjów. 
To też lepiej prowadzić narazie to nauczanie metodą naturalno- 
okolicznościową, korzystając w celu uczynienia odpowiedniej wy- 
cieczki w dziedzinę historyczną z każdej ze sposobności, nadarzają- 
cych się ciągle w biegu nauczania różnych innych lekarskich przed- 
miotów. Jeżeli więc - dajmy na to padło słowo "pectoriloquia". 
albo "aegophonia", trzeba przekonać się, czy studenci wiedzą, kto 
te objawy pierwszy zauważył, gdzie i kiedy to się stało. Mówiąc 
o zębach Hutchinsonowskich, albo o pigułkach Blauda, w podobny 
sposób należy zapytać i ewentualnie objaśnić, kto to byli: H u t- 
c h i n s o n i B l a u d. Tą drogą ogół słuchaczów, nawet bez syste- 
matycznego kursu historji medycyny, rozpoczynającego nauczanie 
od starożytnych Egipcjan i Hellenów, zdobędzie pewną liczbę faktów 
historycznych, wystarczających przeciętnemu lekarzowi. Ci z nich 
zaś, którzy w ciągu takiego nauczania wykażą ochotę i zdolności 
do gruntowniejszego zajęcia się przedmiotem, zauważą to sami 
i wówczas już rzeczą nauczyciela będzie rozwijać dalej te upodobania. 
Takich młodych ludzi wypadnie zaprawiać nietylko do opra- 
cowywania tematów lekarskich w związku z ich historją, lecz też 
do naukowego, systematycznego obchodzenia się z lekarską litera- 
tUlą, porządnego streszczania materjału piśmienniczego i umiejęt-
		

/Untitled-155_0001.djvu

			Sprawozdania i oceny 


Sprawozdania i oceny 


297 


296 


właściwego tła epoki, wykazywania związków przyczynowych po- 
między faktami już ustalonemi, jest stratą czasu w historji medy- 
cyny. Naturalnie o tern niema mowy. Równie nieodzowne jedno 
i drugie, zaniedbywanie zaś filozoficznych punktów widzenia w nau- 
czaniu tego przedmiotu i zredukowanie go do zapamiętywania 
suchych faktów byłoby powrotem do stanowisk, dawno i słusznie 
przez wszystkich już opuszczonych. t S. Trzebiński (\Vilno). 


Przewrót jakiego dokonały odkrycia naszej wielkiej uczonej 
w lecznictwie jest ogromny. Zastosowanie energji promieniotwór- 
czej jako czynnika wywołującego rcakcje biologiczne dało. nam .ś
o- 
dek. który może być ściśle stopniowany i dostosowywany Jednoh:le, 
co w m;dycynie jest niezmiernie ważne. vVydzielenie radu przez 
S k ł o d o w s 11. ą stanowi podłoże do całej naszej wiedzy o wnętrzu 
.atomów z których skłacla się również i tkanka żywa. Obecnie wieny, 
że przekształcenie jednego atomu na inny nie jest 
ikcją, ale zjawi- 
skiem odbywającem się rzeczywiście w przyr
dzle. J

ro atomu 
pierwiastków radjoaktywnych jest złożone z WIelU CZęsCl zWaI
ych 
protonami. "vVskutek wyrzucenia z atomu części składowy.ch jego 
jądra (protonów) powstaje nowy pierwiastek, czyli następuje prze- 
istoczenie się jednego pierwiastka w drugi". Dla celów teoretyczno- 
naukowych umiemy już atomy rozbijać i przeistaczać, może więc 
zdołamy wkrótce i w ustroju ludzkim przeobrażać a
omy,. s
ko- 
dliwe zamieniać na pożyteczne. "A wtedy w rzędzIe najwlęk- 
:szych dobroczYI1cÓW ludzkości zabłyśnie jeszcze wspanialsza aureola 
w
koło wielkiej postaci Marji S k ł o d o w s 11. i e j, która pierwsza 
.odkryła i otwarła wrota do nowego życia wśród szczęśliwszych wa- 
runków bytu. \Vtedy utkwi w pamięci ludzkiej po wsze czasy fa
t, 
że ludzkość najwięcej ma do zawdzięczenia przepotężnemu genJu- 
szowi. polskiemu". Zdana Brandtówna (Poznań). 


Stefan Kra m s z t Y k. Życie i dzieło Alfreda Grotiahna. 
Karta z dziejów medycyny społecznej. Odb. z \Varsz. Czasop. Lek. 
1933. R. X, nr. 5. Str. 20, 8°. 
Zmarły przed dwoma laty A l f r e d G r o t i a h n, profesor 
higjeny społecznej w Berlinie, był właściwym twórcą tej gałęzi 
nauki. Początkowo lekarz praktykujący, w r. 1912 został docentem, 
a w r. 1920 profesorem zwyczajnym higieny społecznej. Jego .dzia- 
łalność naukowa była bardzo różnorodna, ale wszelkie tematy obej- 
mował z punktu widzenia zagadnień społecznych. Zajmowały go 
najbardziej alkoholizm, walka z gruźlicą, eugenika, ,.patologja spo- 
łeczna", a nawet nie było mu obcem i szkolnictwo, w stosunku do 
którego wygłaszał śmiałe poglądy reformatorskie. Śmierć przerwała 
jego działalność naukową, nie dając mu możności ogłoszenia przy- 
gotowanych już prac. J1. JI.lastyńska (Poznań). 


1\1 a y e r, K. ił/aria Skłodowska. (vVspomnienie pośmiertne). 
Nowiny Lekarskie, 1934 r. nr. 19, str. 585-588. 
Autor oddaje hołd niezwykłym zaletom zmarłej naszej wielkiej 
rodaczki, podziwia "zadziwiające loty Jej ducha, te nowe, wspaniałe 
widnokręgi myśli, które Jej genjusz odkrył i przez całe życie aż do 
ostatniego tchnienia rozszerzał,... ten nigdy nie gasnący zapał, nie- 
przerwaną pracę, oddanie się całą duszą działalności naukowej". 
1\1arja S k ł o d o w s k a, mimo, że nie zabierała głosu w lite- 
raturze lekarskiej w sprawie zastosowania swych odkryć w medy- 
cynie, oddała jej nieocenione wprost usługi przez umożliwienie 
innym uczonym badań nad dzialaI'iem biologicznem ciał promie- 
niotwórczych. Dzięki współpracy i inicjatywie 1\1arji S k ł o d o w- 
s k i e j powstały liczne instytuty, w których wre praca nad udo- 
skonaleniem leczenia radjologicznego. 


L. P a d l e w ski. Zasługi Emila Roux na polu medycyny 
i biologii. Nowiny Lekarskie T. 46, r. 1934, zesz. 20, str. 61 
-62
. 
\V listopadzie 1933 r. zmarł wielki uczony francusk.l, .Er
lll 
R o u x, uczel1 P a s t e u r a i dyrektor Instytutu jego Iml
l1la. 
R o u x tak na polu naukowe m jak i społecznem położył l1lepo- 
mierne zasługi. W rzędzie wielkich uczonych postawiła. go pr
ca 
o toxynie błoniczej. Oddzielenie toxyn przez przesączał:"le od cml 
bakteryj i badanie własności tych jadów - to nowe drogI nauko
ve, 
wskazane przez R o u x w badaniu chorób zakaźnych. 
rugle
 
wielkiem odkryciem, dokonanem przez R o u x, było stwle
d
eł:"l
 
istnienia mikrobów, których nie można dojrzeć nawet najsl1l1lej 
powiększającemi mikroskopami, czyli tak zwanych nie':idzial
ych.' 
-zwanych także ultramikroskopowemi lub przesą.czalneml, pOl1lewaz 
:przechodzą przez sączki, zatrzymujące zwykłe mIkroby. Stworzył on 
technikę, potrzebną do badania mikrobów ultramIkroskopowych,
		

/Untitled-156_0001.djvu

			298 


Sprau'ozdania i oceny 


Sprawozdania i oceny 


299 


konstruując termoregulatory, probówki i kolbki. Okazało się, że 
pewne c.horoby zakaźne. jak odra, płonica i i. zostają wywołane 
przez te zarazki. Powstał nowy ważny dział mikrobiologji, zawdzię- 
czający swe powstanie R o u x. 
Pracując nad hodowlą laseczników gruźlicy, wprowadził wspól- 
nie z N o c a r d'e m glicerynę jako dodatek do pożywki, przez co 
ułatwił otrzymywanie hodowli tych zarazków. 
Prócz tych zasług położył nadto również R o u x niemałe jako 
pedagog, organizując pod swojem kierownictwem sławne na cały 
świat kursy l11ikrobiologji. Jako wielki higjenista Francji intereso- 
wał się szczególnie medycyną zapobiegawczą, organizując opiekę 
nad matką i dzieckiem i walkę z gruźlicą. 
Za życia P a s t e u r a R o u x był jego wiernYl11 uczniem, 
a jako lekarz poniekąd jego uzupełnieniem. Po śmierci P a s t e u r a 
stał się godnym jego następcą, dbając usilnie o rozwój Instytutu, 
noszącego imię jego mistrza. Imię Emila R o u x przejdzie do 
historji jako imię wielkiego uczonego i dobroczYlicy ludzkości. 
l1-1arja lYidemanówna (Poznań). 


dził też, że trzy postacie szpiku kostnego: czerwony, żółty i gala- 
retowaty, różnią się tylko formą, będąc tej samej budowy. Poza tern 
dał przyczynki do budowy błony śluzowej jamy nosowej u różnych 
zwierząt, on także pierwszy opisał zakoilczenia nerwowe w na- 
hłonku wielowarstwowym płaskim. Nie sposób też pominąć wpro- 
wadzonych przez niego metod barwienia preparatów mikroskopo- 
wvch, do dziś jeszcze stosowanych w histologji. 
Uniwersytet \Varszawski zawdzięcza mu utworzenie nowo- 
czesnej, we wszystkie środki zaopatrzonej pracowni naukowej, sto- 
jącej na równym poziomie z zagranicznemi, oraz wyszkolenie całej 
plejady uczniów, stworzenie własnej "szkoły", która kontynuowała 
jego badania. Z pośród jego uczniów wymienić należy przedewszyst- 
kiem \Y. IV! a y z l a, który jeden z pierwszych opisał podział mito- 
tyczny komórki. 11-1. Jlastyrlska (PoznalI). 


S ł o n i m s k i Piotr. TV stuletnią rocznicę urodzin Henryka 
Fryderyka Hoyera. Medycyna, R. 1934, nr. 20, str. 691-5. 
Pamięci wybitnego histologa, Henryka Fryderyka H o y e r a, 
w setną rocznicę jego urodzin, poświęca autor powyższy artykuł, 
przedstawiając działalność jego naukową i dydaktyczną. 
Henryk Fryderyk H o y e r, dzięki swym wielkim zdolnościom, 
wkrótce po ukończeniu studjów lekarskich w Berlinie, został w r. 
';'859 adjunktem w \Varszawskiej l\1edyko-Chirurgicznej Akademji, 
w r. 1860 profesorem nadzwyczajnym, w r. 1862 profesorem zwy- 
czajnym zrazu histologji i fizjologji doświadczalnej, a potem histo- 
logji, embrjologji i anatomji porównawczej w Szkcle Głównej 
w \lVarszawie, a po zwinięciu tejże, w Uniwersytecie Warszawskim. 
Na stanowis1.u tem pozostał aż do r. 1894, t. j. czasu' przejścia na 
emeryturę. 
Histologja polska zawdzięcza mu wiele. \V swoich pracach 
wykazał, że istnieją bezpośrednie połączenia między tętniczkami 
a żyłami bez pośrednictwa naczyń włosowatych, na końcach ostat- 
nich członków palców u człowieka i zwierząt, na końcu nosa u kota, 
psa i królika, oraz w ciałach jamistych narządów płciowych. Stwier- 



 


Prof. P. G a n t 11. o w ski. Z pobytu i pracy Roberta Kocha 
na polskiej ziemi, od r. 1869--1880. (Przyczynki do biografji 
i charakterystyki wielkiego badacza i uczonego, napisane w okresie 
IX Zjazdu ::\IiQdzynarodowego Związku Przeciwgruźliczego, odby- 
tego w \Varszawie we "vrześniu b. r.) Nowiny Lekarskie r. 1934 
nr. 21, str. 649-653. 
\V związku z odbytym w VVarszawie we wrzesnm 1934 T- 
lX Zjazdem Przeciwgruźliczym autor zwraca uwagę na nieznany 
może wszystkim fakt, że odkrywca zarazka gruźlicy R. K o c h 
przebywał przez przeszło 10 lat na ziemi polskiej i tu dokonał pierw- 
szych odkryć bakterjologicznych. 
R. K o c h osiedlił się na ziemiach polskich w r. 1869 jako 
młody jeszcze lekarz; uczynił to prawdobodnie z powodu wstrząsów 
politycznych w rodzinnym Hannowerze. Początkowo praktykował 
w Rakoniewicach, małe m miasteczku niedaleko VVolsztyna. \V ob- 
cem dlań środowisku wiodło się chwilowo K o c h o w i niezbyt do- 
brze, wkrótce jednak zyskał powodzenie, gdyż dał się poznać jako 
dobry lekarz oraz nauczył się języka polskiego. \V r. 1872 został 
fizykiem powiatu Babimostowskiego z siedzibą w Wolsztynie, gdzie 
też zamieszkał. Cieszył się tu opinją lekarza bardzo sumiennego, 
dobrego diagnosty, a "lekarze Polacy cenili wysoko jego lekarską 
etykę". Mimo, że miał znaczną praktykę prywatną i urzędniczą, 
pracował naukowo we własnem skromnem laboratorjum. Z okazji
		

/Untitled-157_0001.djvu

			300 


Sprawozdania i oceny 


Sprawozdania i oceny 
_. -------r 


301 


panującej w okolicy epidemji wąglika, K o c h badał laseczniki 
wąglika i odkrył ich zarodniki. \V czasie pobytu w Wolsztynie na- 
pisał w 1". 1876 i 1878 dwie prace: "Ue ber die Entwickelungs- 

eschichte des J\Iilzbranderregers; zur Aethiologie des :\-1ilzbrandes" 
i "Ue ber die Untersuchungen und Aethiologie der 'Vundinfektions- 
krankheiten" . 
\V r. 1880 K o c h został mianowany członkiem Urzędu Zdro- 
wia Rzeszy w Berlinie i opuścił nazawsze ziemię polską. na której 
wypracował podstawy naukowe dla swych przyszłych odkryć. 
Autor przypuszcza, że "K o c h opuszczał polskie dzielnice 
i polską ich ludność z uczuciem sprawiedliwej wdzięczności za to, 
że znalazł w tych stronach, aczkolwiek obcych mu tradycją, takie 
:spokojne i życzliwe środowisko, które mu dawało spokój wewnętrzny, 
niezbędny dla wszelkiej pracy naukowej". 
Pamiątką pobytu K o c h a na zięmiach polskich je
t żelazna 
tablica z odpowiednim napisem, umieszczona na frontowej ścianie 
domu, w którym mieszkał wielki uczony. \Vmurowanie tej tablicy 
nastąpiło na podstawie uchwały rady miejskiej w \Volsztynie, po- 
wziętej w 1". 1910, roku śmierci K o c ha. 
Zdana Brandtówna (PoZnał1). 


odkryciem "postawienie kwestji szczepienia ochronnego przeciw 
gruźlicy .na twardych, realnych podstawach i pchnięcie tej sprawy 
wreszcie na tory praktyczne". St. Tvligdalska (PoZnał1). 


Leon P a d l e w ski. Zasługi Alberta Calmette' a na polu bio- 
logji i medycyny. 
owiny Lekarskie 1954 1". T. 46, zesz. 22, 
:str. 681-5. 
Albert C a 1111 e t t e, jeden z najbardziej zdolnych i wybitnych 
uczniów E. R o u x, jako lekarz mar
-narki a następnie lekarz urzędu 
kolonjalnego w Azji i Afryce, mógł bardzo dohrze poznać choroby 
egzotyczne. Początkowo pracuje w Instytucie Pasteura, skąd wyjeż- 
dża do Saigonu, gdzie zakłada filję tego Instytutu, podobnie jak 
później filje w Lille i Algierze. "y r. 1908 został profesorem 
higjeny i bakterjologji w LilIe, a w r. 1919 zastępcą dyrektora 
Instytutu Pasteura w Paryżu i na tern stanowisku "Zaskoczyła go 
śmierć w 1933 r. 
Autor szczegółowo przedstawił wspaniałą działalność naukową 
C a l m e t t e'a, podnosząc szczególnie dwie największe jego zasługi 
naukowe: 1) stworzenie podstaw do wytwarzania surowicy przeciw 
jadowi żmij; 2) odkrycie, po wieloletniej pracy wspólnie z G u e- 
r i nOe m, niejadowitego zarazka gruźliczego oraz związane z tem 


Seweryn K r z e m i e n i e w ski. lUichał Boym jako botanik 
(w 275 rocznicę jego skonu). Kosmos 1934. T. 59, z. 1, str. 1-20. 
Autor w swej pracy przypomina zapomnianą piękną postać 
.!\lichała B o y m a, Jezuity, misjonarza polskiego, który pracował 
w Chinach w XVII w. Przedstawia nam jego życiorys i działalność, 
posługując się przy tern danemi, opublikowanemi przez R. C h a- 
b r i e w książce p. t. ".!\Iichel Hoym, J esuite polonais" . (Paryż 
1953 r.). Michał B o y m, pochodzący z rodu patrycjuszów hvow- 
skich, udał się jako .Tezuita-misjonarz do Chin, gdzie miał rozsze- 
rzać i utrwalać chrystjanizm na dworze cesarskim. Praca jego zo- 
stała przerwana naporem J\landżurów na Chiny i B o y m został 
wysłany w poselstwie do papieża, z prośbą o pomoc dla panującej 
dynastji Mingów. Po ciężkiej podróży, utrudnionej przeszkodami 
ze strony władz portugalskich, przybył do vvloch, gdzie spotkał się 
jednak z niechęcią i z niedowierzaniem. Po trzechletnich perype- 
tjach został przyjęty przez papieża, otrzymał od niego pisma do 
dworu chil1skiego i wyruszył w 1656 1". do Chin. Nie dotarł tam 
już jednak, SkOI1czył swe życie w 1659 r. u granic chil1skich. jako 
sterany losem, lecz niezłomny tułacz. 
Autor artykułu omawia następnie botaniczną działalność i spu- 
ściznę B o y m a, w głównej mierze jego najważniejsze dzieło "Flora 
sinensis", opublikowane w 1656 r. Zawiera ono opisy wielu roślin 
chiI1skich, z których niektóre były już znane w Europie z wypraw 
wcześniejszych podróżników, inne nie. B o y m uzupełnia opis każ- 
dej niemal rośliny wykazem chorób, w których ją w Chinach sto- 
sują. Zajmuje się przeważnie roślinami, które uderzały go właści- 
wościami, nie spotykanemi u roślin europejskich, bądź pokrojem, 
bądź sposobem owocowania, inne cechy traktując dość pobieżnie. 
K r z e m i e n i e w s k i prostuje wiele błędnych opinij o "Flora 
sinensis" i twierdzi, że dotychczas mylnie interpretowano opisy nie- 
których roślin. Stefanja Bolkowska (Poznań).
		

/Untitled-158_0001.djvu

			302 


Sprawozaania i oceny 


Wiadomości różne 


303 


. Bolesła.w. H r y n.i e w i e c k i. Udzial kobiety polskie; w roz- 
wOlu botamkL. CzasopIsmO przyrodnicze, 1933, z. 1-3, str. 1-17. 
W rozwoju botaniki w Polsce kobiety dopiero w ostatnich cza- 

a
h zaczęły odgrywać. dużą rolę. \V dawnej Polsce, mając zam- 
kmęty dostęp do naukI, mogły wpływać na jej rozwój, jedynie 
wte.d
, gdy. były na .wy
okiem stanowisku. Przedewszystkiem wspo- 
l1l
leC n,
lezy o wrbltne] protektorce wiedzy botanicznej na dworze 
krolewskIm, o .krolewnie A n n i e \V a z ó w n i e. Będąc, jak na 
o
e czasy,. kobIetą 'wybitnie :vykształconą, z zamiłowaniem oddaje 
SIę o
r
dm,c
wu, oraz. baua l koUekcjonuje w zielnikach rośliny 
o 
vł
scl\vOSCIach leczm
zych. Największą jej zasługą jest wydanie 
posł:mertne cenne
o dZIeła botanicznego dr. SZYl110na S y r e ń- 
s k l e g o (Syren]usza), profesora krakowskiego, p. t. Zielnik 
(w r. 1613). 
Drugą taką protektorką nauk przyrodniczych była księżna 

nna ! a b ł o n o w s k a (1727-1800), niezwykle zdolna, ener- 
glcz.na l wykształrona, potrafiła .
ądrze zorganizować administrację 
S":OlC
 dóbr, a będąc bardzo zamIłowaną w naul,ach przyrodniczych, 
wlelkI
 na tern polu położyła zasługi. Stworzyła w Siemiatyczach 
'
spa
1Iałe muzeum 'p.rzyrodnicze i bibljotekę. \Y szklarniach pro- 
wadzIła hodow,lę r
sl
n egzotycznych, a wydane przez nią dziełko 
,.Porząuek. ro
ot. mleslę.czł:1YC:ł ogrodnika..." przyczyniło się do roz- 
p0.w
zechmenIa l podnIes
en
a ogrodnictwa w Polsce. Inicjatywie 
kSlęzny J a b ł o n o w s k l e] należy przypisać działalność naukową 
ks. Krzysztofa K l u k a, zasłużonego przyrodnika polskiego. 
. \V . historji . botaniki w Polsce w (Jawniejszych czasach należy 
SIę, takze. wzmIanka Izabeli z Flemingów C z a r t o r y s k i e j, 
l


ra załozyła. park w P
lławach i napisała książkę p. t. "Myśli 
Ioz
1e o spos
b.le, za!dadanIa ogrodów". Ona to dała początek sado- 
':nIct
u włosClanskIemu w okolicy Puław i Kazimierza. - \V okre- 
SIe nIewoli kobiety P?lskie, dopóki nie mogły studjować na nni- 
wersy
etach, uczyły SIę same, popularyzowah- botanikę i zbierały 
mat
rJ8ł.y clo badań n.auk.owych. Jako uLal
ntowane popularyz';- 
torkI wIedzy przyrodnIcze] należy wymienić: lVlarję Z a l e s k ą 
autorkę "O
r
z
 świata roślinnego" oraz Zofję U r b a n o w s k ą: 
au
o
kę powlescl 
opularyzując!ch zjawiska przyrody. - \V ósmym 
dZIesIątku l
t uble?,łe?,o stuleCl.a zaczynają się ukazywać w druku 
prace botanIczne nIeWIast polskIch. \IV śród florystek polskich należy 


1 


przedewszystkiem wymienić l\.larję ze Skirmuntów T w a.r ,d o w. 
s k ą, a następnie J\1arję B e m p l ó w n ę, Annę 1\1 o c h l l n s k ą, 
Annę 1\1 i s s u n i a n k ę i Teklę S z y m o n o w i c z ó w n ę. Ba- 
daczom, przyrodnikom przy wydawaniu "Zielnika flory .polskiej" 
pomagało 8 kobiet. One to dostarczyły 2
 % c
łego mat
fJ
łu. 
Pierwszą kobietą, ltóra odbyła studIa unIwersyteckIe l praco- 
wała jako botaniczka w różnych pracowniach, była Gabrjel
 B a- 
1 i c k a-I w a n o w ska. - Pracownie pro£. E. G o cll e w s k I e g o 
sen. i pro£. R a c i b o r s k i e g o skupiały coraz więcej uczenic. 
\IV Polsce botanika prz
Tiąga obecnie niemałą liczbę kobiet na 
uniwersytet. \Viele z nich dochodzi w pracy do pow
żnych rez
l- 
tatów naukowvch. Z wvbitnych współczesn)ch botamczek polskIch 
należy wymie
ić ucze
icę pro£. G o d l e w s 11. i e g o dr. Hele.n ę 
K r z e m i e n i e w s k ą, pracującą wraz z mężem; dwie uczemce 
pro£. Raciborskiego: dr. Jadwig
 TVołoszyńską, wy- 
bitną znawczynię planktonu, profesorkę w Uniwersytecie Jagielloń- 
skim, i dr. Florę L i l i e n I e l d ó w n ę, dalej dr. :l\1arję S k a l i ń- 
s k ą, dr. Anielę K o z l o w s k ą, autorkę prac fitogeograficznych, 
Hannę C z e c z o t o w ą, Halinę R y P P o w ą, i \Vandę K o n o- 
p a c k ą. 
Liczba niewiast, pracujących na polu botaniki, stanowi w Polsce 
już 32 % ogółu botaników. Pod tym względem Polska zajmuje 
drugie miejsce, ustępując jedynie Unji Sowieckiej, gdzie kobiety 
stanowią 33 % botaników. Jeśli porównać stosunek liczby botaniczek 
do liczby ludności danego kraju, to pierwsze w tym względzie 
miejsce zajmie Holandja. Na całym świecie wśród 11.114 osób pra- 
-cujących w dziedzinie botaniki jest 1386 niewiast, czyli 12 % . 
Helena Wolff (Poznań). 


Janusz D o m a n i e w ski. Synoll'ymie der Namen von Vogeln 
im Werke "Histor;a Naturalna" von Pater Krzysztof Kluk. Acta 
ornithologica l\1usei Zoologici Polonici. T. I, nr. 2, \Varszawa 1933, 
stronice 19-78. 
Nakładem Państwowego J'vluzeum Zoologicznego ukazala się po 
niemiecku praca D o m a n i e w s k i e g o o synonimice nazw pta- 
ków w "Historji Naturalnej" X. Krzysztofa K l u k a, wydanej 
w \lVarszawie w 1779 r. K l u k, opisując ptaki, dawał im często 
nazwy nowe, choć istniały starsze, przeto z punktu widzenia pierw-
		

/Untitled-159_0001.djvu

			Sprawozdania i oceny 


TViadomości różne 


305 


304 


szeli.stwa nazwy K l u k a są synonimami. Należało te nazwy ziden- 
tyfikować z dawniejszemi, aby z jednej strony uporządkować syno- 
nimy, a z drugiej strony przez ujawnienie ich uchronić przyszłych 
badaczy od nadawania nazw zbędnych, bo już dawniej użytych. Tej 
żmudnej pracy podjął się D o m a n i e w s k i i wykazał przy tern, 
że niezaprzeczone prawo pierwszeństwo ma tylko jedna nazwa rodza- 
jowa K l u k a, mianowicie Tauraco dla gatunku, który C u v i e r- 
nazwał później Turacus. A. TVrzosek (Poznałi.). 


numerów, \V dziale ręl,opisów - 95, w dziale muzealnym (portrety, 
dawne narzędzia kkars1.ie, dyplomy, medale i różne rzeczy pamiąt- 
kowe) . - 4.10, w dziale lllebli - [59. - Bibljoteka im. rektora 
I feljodOI'a Ś,\"i
cicl,iego. znajdująca się w Zakładzie hist. i filoz. med. 
jako depoz)t. 7a""I(Ta 11">1 nUł-ilerÓW, \V tej liczbie wiele czaso- 
pIsm. 


* 


* 


* 


Dary dla .1rchiwllm. 
Jak w latach ubiegłych tak i w bieżącym pro£. dr. Franciszek 
(
 i e d r o y ć z \Varszawy i dr. 'Vłodzimierr B u g i e l z Parvża 
pamiętali o Archiwum, nadsyłając w darze: pierwszy 100 zł, drugi 
17 zł .50 gr. Za tę stałą pamięć o Archiwum, redakcja składa jak 
najserdenniejsze podziękowanie. 


VII. 
Wiadomości różne. 


Dalsze zamierzenia redakcji "Archiwum". 
Redakcja "Archiwum" dokłada starałi., aby od r. 1935 wy- 
r hodziło czasopismo tak, jak w pierwszych czterech latach, co. 
kwartał. Zeszyt kwartalny będzie zawierał od 8 do 10 arkuszy druku. 
Dwa zeszyty będą stanowiły tom. Cenę za zeszyt obniżamy na 5 zł, 
czyli na 10 zł za tom dla członków Tow. miłośników historji medy- 
cyny i nauk przyrodniczych w nadziei, że przez to może Archiwum 
zyska więcej odbiorców. Mimo obniżenia ceny, Archiwum nadal 
będzie wydawane na dobrym papierze. Oczywiście będzie można 
regularnie wydawać 4 zeszyty rocznie, zamiast dwóch, tylko wów- 
czas, gdy liczba prenumeratorów się powiększy, bo obecnie pokry- 
wają oni tylko połowę kosztów wydawnictwa. 


* 


* 


* 


Po::natlskie Tou;nr::ystwo miłośników historji medycyny nauk 
przyrodniczych. 
.PoznaIiskie Tow. miłośnikÓw historji medycyny i nauk przy- 
r
dl1lczych zwraca się do pn'numeratorów Archiwum z prośbą, aby 
SIę zapisywali w poczet członków tego T -wa. Składka roczna 1 zł. 
Adres: Pro£. A. \\rzosE'k, PoznaiI, Górna \Yilda 89. Członkowie 
T-wa korzystają ze zniżonej prenumeraty za Archiwum i mogą 
nahywać po zniżonej cenie wydawnictwa, znajdujące się na składzie 
'W administracji .\rchi"um, oraz same .\.rchiwum, począwszy od 
tomu XII, dopóki zapas starczy. Spis t) ch wyda'wnictw znajduje się 
na przedOsLatniPj stronic o1.ładki .\.rrhiwllm. 


* 


* 


* 


i'Vledal za pracę z historji medycyny. 
\V r. 1933/34 'Wydział Lekarski Uniw. Poznańskiego przy- 
znał medal bzronzowy asystentce wolontarjuszce Zakładu historji 
i filozofji medycyny p. Zdanie B r a n d t ó w n i e za pracę p. t. 
"Historja odkrycia zarazka duru brzusznego". 


* 


* 


* 


Zakład historii i filozofii medycyny w Uniwersytecie Poznańskim.. 
Zakład historji i filozofji medycyny w Uniwersytecie Poznań- 
skim [osiadał z końcem r. ak. 1933/34: 1) w dziale książek 3260; 


20
		

/Untitled-15_0001.djvu

			' 18 


Leon Wachholz 


Poczet gr ona nauczycielskiego Wydz . Lek. Uniw. JQg:ell. 


19 


W r. 1900 habilitował się z chemji we Wydz. fi1oz. U. J. Od 
roku 1906 objął katedrę chemji lekarskiej jako pro£. zw. 
MARS Antoni h. Noga, ur. w Chrząstowie (b. Kró1. Po1.) 
w r. 1851, został drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1875. Od 
r. 1881 był doc., od r. 1895-1897 zw. pro£. U. J. i Szkoly po- 
łożnych w Krakowie, a od r. 1897-1918 dyrektorem Kliniki 
położ.-ginekol. i profesorem zw. tychże przedmiotów w U. L. 
Zmarł w r. 1918. 
MAZIARSKI Stanisław, ur. w Tarnowie w r. 1873, zdo- 
był dyplom dra wszo n. lek. w U. J. w r. 1897. W r. 1901 zoo 
stał doc., w r. 1904 nadzw., a VI r. 1911 zw. pro£. histologji 
normalnej. 
MA YER Karol, ur. w Szilagy-Kraszno w r. 1882, został 
drem wszo n, lek. w U. J. w r. 1911. Od r. 1916 był doc. radjo- 
logji klinicznej, powołany potem w 'r. 1921 na katedrę odnośną 
w Poznaniu, jako pro£. nadzw. 
MAZURKIEWICZ Jan, ur. w Krasnym Dworze (Litwa) 
w r, 1871, został drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1896. Od 
r. 1909-1911 był doc. neurologji i psychjatrji w U. L., a od 
r. 1911-1919 doc. tychże przedmiotów w U. J., poczem objął 
katedrę psychjatrji klinicznej w Uniw. Warszawskim, jako 
pro£. zw. 
MIĘSOWICZ Erwin, ur. w Turce w r. 1875, zdobył dy- 
plom dra wszo n. lek. w U. J. w r. 1899. Od r. 1906 był doc., 
od r. 1911 tytularnym pro£. kliniki chorób wewnętrznych U, J. 
Zmarł w r. 1914. 
MIKULlCZ Jan, ur. w Czerniowcach (Bukowina) w r. 
1850, zdobył dyplom dra wszo n. lek. w Wiedniu w r. 1875, 
a stanowisko doc, chir. tamże w r. 1880. Od r. 1882-1887 był 
proł. zw. chirurgji i dyrektorem kliniki w U. J., potem 
w Uniw, w Królewcu i we Wrocławiu. Zmarł w r. 1905 we 


Wrocławiu jako światowej sławy proł. chirurgji w tamt
jszym 
Uniw. 


NEUHAUSER Franciszek, dr. med., lekarz obwodu kra- 
kowskiego, był od r. 1802-1804 zastępcą profesora Kliniki 
lekarskiej U. J., następnie dyrektorem studjum medycz: 10' 
chirurg. i zastępcą protomedyka we Lwowie, gdzie zmarł 
w r. 1820. 
NEUMANN Innocenty, dr. med., był od r. 1806-1809 
prm'2ktorem kat. anat. i wykładał zastępczo po śmierci pr0t 
Vet t e r a w r. 1807 anatomję. 
N£USSER Gustaw, dr. med., prymarjusz oddziału psy- 
chjatrycznego b. Szpitala św. Ducha w Krakowie, był doc. 
psychjatrji w U. J. od r. 1874-1880, t. j. do objęcia stano- 
w;ska dyrektora Zakładu psychjatrycznego wKulparkowie. 
Ur. w r. 1840, zmarł w r. 1904. 
NITSCH Roman, ur. w Podhybiu (pow. Wadowieki) w r. 
1873, został drem wszo n. lek. U. J. w r. 1899, doc. w r. 1907, 
a w r. 1915 nadzw. pro£. higjeny i bakterjologji. Od r. 1920 
jest proł. zw. bakterjologji w Uniw. Warszawskim. 
NOWACZYŃSKI Jan, ur. w Krzeszowicach w r. 1885, 
został drem wszo n. lek. U. J. w r. 1899 i następnie tamże 
w r. 1917 doc. diagnostyki lekarskiej. Zmarł w r. 1925. 
NOWAK Juljan Ignacy, ur. w Okocimie w r. 1865, zo- 
stał drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1893, a drem weterynarji 
w Akad. wet er. we Lwowie w r. 1911. Od r. 1897 był doc. 
anatomji pato1., od r. 1899 nadzw., a od r. 1906 zw. pro£. 
weterynarji w U. J., zarazem od r. 1915 także pro£. bakterjo- 
logji tamże. 
NOWOTNY Franciszek, ur. w Wieliczce w r. 1872, zo- 
ntał drem wszo n, lek. w U. J. VI r. 1897. Od r. 1910 był tytular- 
2*
		

/Untitled-160_0001.djvu

			T. XIV. 


Poznań 1984 


No 1-2. 


Re
umes des pnncipaux articles 


307 


Archives de l'histoire et de la philosophie 
de la lnedecine et de l'histoire 
des sciences naturelles. 


querait a Cracovie ses grad es acadćaliques a la Faculte de Medecine, 
ou ° c h o c k i a ele promu bachdier en 1628. licencie en 1629 et 
clocteur en mćdpcine dans la ml'me annel'. 


S. DETTLOFF 


-.+-- 


Un medecin polonais du Xl- I-e siecle oublie: Jlaciej Barski. 
C'est le grand merite cle I'auteur d'm'oir tirć de l'oubli un 
exceJ}ent medecin polonais du XYI -e siecle, J\Iaciej B a r s k i 
(1553-1591), mort jeune a Florence ou, dans un des plus grands 
hópitau'( de l'epoque. on lui a edifie un monument funeraire, 
existant encore aujourd'hui. B a r s k i avait ete medecin de cet 
hópital (Ospedale di S. 
laria Xuova in Firenze). Noml11e medecin 
du roi S i g i s m o n d III, il n'a pas pu quitter Florence pour aller 
en Pologne. arrete par une "febris anIta" a laquelle il succomba 
ił 38 ans. 


Resumes des principaux articIes. 


L. vV:\CHHOLZ 


Liste du corps enseignant de la Faculte de 
Iedecine 
de l'Universite de Cracovie, de 1780 li 1918. 
L"auteur s'est donne la pcine d'etablir une lis Le exacte de tous 
les professeurs, charges de cours ct professeurs supleants qui ont 
professe a l'Universite de Cracovie depuis la rćfonne de Koł ł ą t a j, 
c'est-a-dire depuis 1780 jusqu'au recouvreIllC'nt de l"indćpenclance 
de la Pologne, en 1918. La liste indique les donnćes biographiqnes 
les plus importantes; outre les nom et pr
nom elle donne aussi la 
date eL I,' lieu de la naissance, l'annee ou le professcur a conquis 
ses grades acad
rniques, cplle OlI il a commencć eL termine son acti- 
vite de professeur. l'endroit OlI il l'a cOIJtinuee, s'il y a lieu, et la 
date de sa nlOrt. L'allteur a Lrouve ces dates biographiques princi- 
palement dans Ips arrhives de l'lTnhersite de Crarovie, et aussi dans 
differen tps sources, in-łprimees. La listC' cite au total 16CJ IJ1Pl11bres 
du corps enseignant. dont 84 % etaient de la nationalite polunaise, 
98% de nationaliLć allemande (autrichienlle), 1,8 % tcheqlle ef 
3'% autres (fran\;aise, hollandaise. hongroise et italienne). Parmi 
les 139 Polonais qlle mentiol1lH' la liste, il y en avail 67 (47.85%) 
originaires de la Pologne anLrichienne (Cracovie excepLće), 27 
(19,28 %) (le Crarovie, 35 (2'1 '}o) de la Pologne russe. 6 U.2t\ 'j" ) 
de la Pologne prllssiennp el enfin 4 d'origine inconnuc. 


w. Z. BR
\UER 


La litterature obsthrique polonaise au XrIIJ-e siecle. 
.\pres un coup d'oeil general sur l'histoire de l'obstetrique au 
XYIII-e si&cle, l'auteur envisage l'etat de cette branche de la mede- 
cine en Pologne; ensuite apres une breve revue des livres obste- 
triques polonais publies avant le XYIII -e siecle il s'occupe en c1ćtail 
de la litterature medicale polonaise au XVIII -e siecle, en particulier 
des oeuvres de Jakób K o s t r z e w s k i Jan R o ż a ń s k i Józef 
B e r g e r d e L o n c h a m p s, Ludwik P e r z y n a et' Jakób 
1\1 i c h e l i s. 


T. OSTRO\\"SKI 
Sur les grades academiques de Gabriel Ochocki. 
En se basant sur ses recherrhes dans les archives l'allLeur Illonlre 
en detail, en citant "es cas de Gabriel () c h o c 1. i. COI1I11Il'I1L Oll (U/l- 


ZE
O
 WI,OCII 
L' attitude de Stanisław Staszic li l' egard de la medecine et ses 
merites comme l'un des organisateurs et directeur de la premiere 
haute ecole de medecine de Varsovie. 
S t a s z i c prenait beaucoup d'interet ił la medecine et exprimait 
ses opinions sur elle dans quelques unes des ses oeuvres. Ce n'est 
pourtant pas ce qui constitue son merite li l'egard de la medecine, 
mai s plutót la part tres active qu'il a prise dans l'organisation 
11 Varsovie en 1809 de la premiere faculte universitaire de mede- 
20*
		

/Untitled-161_0001.djvu

			308 


ResunuJs des principaux articles 


RtJ!.umes des principaux articles 


309 


cine, qu'il a dirigee jusqu'en 1817, c'est-ą--dire jusqu'a son inco?o
 
ration a I'Universite de Varsovie. Cornme presidenL de la SOClete 
des Amis des Sciences de Yarsovie il a considerahlement favorisć 
les recherches scientifiques de cette socićLć dans le domaiue de la 
mec1ecine. 


ZD \.N.\. BRANDTÓWNA 


TADEUSZ BILI1..IEVHCZ 
Les etwles medicales d' Adalbert Golemowski, medecin poznamen 
au commencement du XT'II-e siecle. 
Adalbert G o I e m o w s ki etudia la philosophie 11 l'Lniver- 
site de Cracovie. ou il obtint le doctorat es arts en 1596. \. peu 
pres en 1599 il' COll1men\;a ses etudes medicales 11 Paris et les cou- 
ronna en 1607 par le doctorat en medecine qu'il re\;ut gratuitement 
11 cause de sa pauvrete. Ses eludes sont decrites completement dans 
les comll1entaires inec1its de la Faculte de Mec1ecine de Paris et 
c'est sur ces riches sources que l'auteur s'appuye dans son travail. 
G o l e m o w s k i obtint SOll doctorat sans frais a condition qu'il 
renoncera a devenir docteur regent. Ensuite il revint a PoznaiI, ou 
il vecut COll1me medecin praticien. 


Histoire de la decouverte du bacille typhique. 

\prcs llne anal)"se des travaux concernant l'etiolngie de la 
fievre typhoide, en particulier de ceux de T. B r o w j c z (1874), 
K. Eberth (1880 et 1881), W. j\[eyer (1881). R. Koc h 
(1881). E. K l e b s (1881) et G. G a f f k Y (1884), l'anteur dćmontre 
que le premier savanL qui ait decouvert le virus de la ficvre typho"ide 
esl illrontestahlement l'excellent anatomopathologiste polonais Ta- 
deusz B r o w i c z. Ses recherches sur ceLte quesLion ont ap paru en 
[87j. dans les publications de I'Academie des Sciences cle Cracovie. 
Le virus de la ficvre t)"phoide devrait donc porter le nom de harille 
de B r o w i c z - R b e r t h - G a f f k y. 


A. WRZOSEK 


:\1. :\IASTYŃSKA 


Le centcnaire de la naissance de Henryk Hn,!-cr. 
Henryk H o y er (1834-1907) es I l'un des plus renommes 
savants polonais dans le domaine de la medecine a u XIX -e siecle. 
Depuis 1859 il a professe a Varsovil'; la physiologie et l'histologie, 
pujs l'histologie, l'embryologie et l'anatomie romparee jusqn'en 
1894, c'est-a-dire jusqu'au moment ou il prit sa retraite. .\ rOte de 
son activite pedagogique il s'adonna jusqu'a sa morl anx recherches 
scientifiques. Ił a ete non seulement un excellent professenr. sachant 
encourager les travaux scientifiques de ses ćlcves, mais aussi un 
savant ile merite, surtollt dans le domaine de l'hisLologie. II a aussi 
ecrit de nOl11breux travaux sur la philosophie de la medecine. 


U ne contribution {i l' histoire de la persecution de la culture p"Jlo- 
naise en Pologne prusienne : l' histoire du Congres des medecins et 
rzaturalistes polonais, qui devait avoir lieu a POZnalI en 1898. 
L'auteur decri! en deLail I'excellente organisation du Congres 
des nH
decins et naturalisLes polonais, convoquć a Poznań en 1898, 
dont l'ouverture devaiL avoir lieu le I-er aout. Lorsque tous les. 
prćparatifs etaient tennines et le programme du Congres aUait 
etre imprime, au de but du 11101S de juillet, a peine un 1110is avant 
l'ouverture, le Comite d'organisation re\,'ut de la presidence de la 
police nn ecrit inattendu. qui rendit impossible la tenue du Congres. 
Le monde scientifique polonais, represente par l'Acadćmie des 
Sciences, les universitćs et les socićtes scientifiques publia alors une- 
protestation, qui fuL transmise aux institulions plus importantes. 
11 l'etranger, reprouvant l'attilude du gouvernement prussiefi 
a l'egard de la science polonaise. 


E. OST ACIIOWSKT 
l1ichal Sędzizuój (1 'i 5 6-1636). 
Une page d'histoire de l'alc-himip polonajse. 
Le gentilhomme polonajs :\Iichał S ę d z j w Ó jajoni au 
XVII-e siecIe d'une grand e repntation aux cours europeennes, sur- 
to ut a celles du roi de Pologne S i g i s m o n d III, celles des 
empereurs R o d o l p h e n et F e r d i n a n d II et de l'ćleclenr 
C h r i s t i a n II. II esl l'antenr de quelques ecriLs: ,,
OVU111 Lum
ll 
Chymicum". "Dialogu s \fercllrii", ..TractaLlls de sulphure" £'1. 
d'autres.
		

/Untitled-162_0001.djvu

			310 


Resumes des principaux articles 


H. SCHRA2\L\I 


Souvenirs de la clinique de Biltroth. 
Le pro£. S c h r a m m, qui avait eLe assistanL a la clinique 
chi! urgique de Cracovie, s'etait rendu a Vienne, apres la morL de 
son chef, le prof. B ryk, en vue de continuer sa specialisation en 
chirurgie. Apres avoir subi devant B i 11 r o t h l'examen pratique 
de concours en chirurgie. il fut admis comme eleve dans sa clinique, 
01\ il travaiUa en 1881 et 1882. B i 11 r o t h avait alors sa plus 
haute renommee. :\Iaitre incomparable dans l'art operatoire. il etait 
en meme temps un exceUent pedagogue, plein de sollicitude pOllr 
les etmliants. Envers les malades il se distinguait par sa bonte et sa 
douce UT. - La silhouette de B i 11 r o t h, tracel' en 1110tS affectueux 
par le prof. S c h r a m m, represente ce grand chirurgien comme 
un homme peu com111un, bien au-dessus du niveau moyen. 


0# 


Wykaz abecadłowy nazwisk w tomie XIV. 


Adami P. 2. 
Adam1. ie,,'icz \Y. 3. 
Adamowir/, A. R7, 97. 
Albert Wielki 261. 
Albini J. 5. 
Ale'{ander III 282. 
.\lkiewicz J. 291. 
d'_\mboise J. 146-8. 
_\l1C7YC 225. 
Andrzej z Kobylina 59. 
Anna Jagiellon1.a ')6. 
Anna" azówna 302. 
Arbaud J. 1')1. 
Arnold J. 263. 
Arystoteles 39, 46. 
Au"gier du Fot 88, 92, 101. 
A, icenna 34. 260 


O. BCJWID 
Emile Roux et Albert Calmette. 
En presenLant ses souvenirs personnels le prof. B uj", i d met 
en relief les. grands merites scientifiques de R o u '( et dE' C a l- 
m e t t e, eminents savants et bienfaiteurs de l'humanite. dont les 
nOI1lS SIJ:J t un juste titre de gloire pOlU la science fran\;aise. 


Badrni K. 283. 
Badurski A. 3. 
Balicka-Iwano,"\ska G. 503. 
Balzer O. 177. 
Bałłaban S. 170. 
Bandrowski E. 177. 
Bandkil' 113. 
Baranows1.i I. 170. -1. 
Barmiski A. 3. 
Bardach 285. 
Baron II. 142, 14.6-8. l') l, 1')(). 
Barski _\. 55-6. 
Barski J. 53.-6. 


Bars1.i :\1. 54--6, 307. 
Bartkiewicz B. 138, 197. 
Baumetz Dujanlin 278. 
lJaurowicz A. 3. 170, 177. 
Bazil1 S. 148, 133-4. 
Ban-li Walenty 261. 
Hączkiewicz J. 291. 
13eaupre A. 226-7. 
Berk A. 4, 170. 
Bednarski A. 290-1. 
Brhril1g 278. 
Berger de Lon(g)charnps J. 87, 
92, 100-1, 307. 
Berson \I. 159. 
Bertrand 278. 
Biegmiski W. 170-1, 201. 
Bielewicz 230, 234. 
Bieliński J. 87. 100, 114-8, 
124-5, 127-132, 201, 291. 
Bierkowski L 4. 22, 263. 
Biernacki E. 170 20 l. 
Biernacki S. 291. 
Biesiadecki \. k 
Bili1.iewicz T. 139, 291 -2, 308. 
BiUroLh T. 268-276, 282, 310. 
Bińkowski B. 219. 
Birch-Hirschfeld 191-3. 
Blacuoa I-I. 154. 
l3lmnenstok L. 4. 
Bochenek A. 4. 
Bodmzyńs1.i \V. J.
		

/Untitled-163_0001.djvu

			312 


IV')"haz abecadłowy nazwish w tomie XIV 


H]
 a.

!!i0l!1X_!1.E:.zwisl£... u'-
o.rni
!
 == 313 


Boer 95. 
Bdkowska S. 301. 
Bonianka \IV. 291. 
Borowiecki S. 5. 
Borowski 44. 
Borrel 278, 285. 
Bossowski A. 5, 177. 
Boucek B. 171. 
Boucicault 2R2. 
Bouvart K. 151. 
Boym Michał 30 l. 
Brandt 132. 
Brandtówna Z. 179, 292. 297, 
300. 304. 309. 
Branicka z Poniatowskich 97 - 8. 
Braner \Y. 57. 291, 307. 
Brann S. 5, 177. 
Briotet J. 87 
R. 
Brodowicz J. 5. 
Browicz T. 5, 170. 177, 179, 
180,182- -3,187- -9, 191-'), 
309. 
Brudzewski K. 5. 
Bryk A. 6. 2ó8. 
Bugiel W. 290. 292, 30'). 
Bl1jwid 0.6,170,177,277. ')10. 
Buszek J. 6. 


Calmette A. 277-8, 285--6, 
300, 310. 
Cambon M. 6. 
Cadier 158. 
Casper 10. 
Cegielsl,i 2J4. 
Celiński 132. 
Ćermak J. 7. 
Ćerny 171. 
Chałuhiliski T. 197-8, 200, 
214. 292. 


Charcot 2S0. 
Charles C. 1-1-'). l ')1 -
. 
Chełmicki H. 233_ 
ChlulllSky '" 6. 
Chłapowski F. 162 -4, 170. 
Chodounsky 171. 
Chrzano\y,
,i D. .219, 23J. 235, 
237, 239, 250. 
ChrząszczewsI-a 222. 
Chr.\"Sljan II 252. 
Ciampi S. 54-5. 
Cipchllnowski S. G, 17G -7. 
Clerselicr G. J 4R. 
Colland F. 7. 
Corlif'n ,\. 156. 
Cordć :\ I. 7. 
COl1sinot .T. 1 t7 -9. 
Crantz 67-9, 7i. 
C7ujf'wirz H. 2()'). 
Cza j1.owsl,a J. n 8. 
C7aj1.owska Z. n 9. 
Czajkows1.i \. 291. 
Czarkowski L. 291. 
Czarno\\ski F. 177. 
Cyhichowski 230. 23'1-. 236. 
Cybulski ł'\. 7, 177, 215. 
Czarlons1.a hah. J02. 
Czecz K. 178. 
Czec70towa II. 303. 
C7ekicrs1.i 115, 132. 
Czprwiakm\ski n. 7. 102. 263. 
Cziachowski P. 59, 76. 
Czochron C. 2>:). 
Czosnows1.i .J. 220 - 1. 
Cl) rniańs1.i 26-5. 
Czyżewski L. 291. 
(
wirko-Go(hcJ, i J. 291. 
Ć\\-irko CfJrhd.i 
I. 291--.2. 


Dan} sz 234. 
Darwin K. 202. 
DeiLers 237. 
Delage 143, 150. 
Denifle 37. 
Dettloff S. 54, 307. 
De\enter 95. 
Dęhińs1.i B. 7. 
Dietl J. 7,292. 
Dobrocieski M. 140. 
Dobrowolski S. 8. 
Dobrzycki II. 198.207,212--3, 
215. 
Dolasiński R. 8. 
Domanie\,"ski J. 30'i--k 
Domallski S. 8, 177. 
Domański W. 8. 
Donders 209-210. 
DOl1jat 158. 
Droba S. 8. 
Drobnik T. 162-3. 165. 170. 
Duclaux E. 277, 281. 
Dufour P. 78. 
Dnjardin Baumelz 278. 
Dunin T. 201. 
Du Port F. 147. 150-2. 156. 
Dworzaczpk F. 200. 
Dziarkowski 114-5, 125, 
127-8, 131, 1')4. 
D7ipkoński B. 253. 
Dzięciołówna S. 292. 


Eberth K. 179. 180. 183-9. 
191-4, 309. 
Enger R. 229, 230. 
Ereciński T. 291. 
Estreicher K. 140, 148-9, lGO, 
256. 
Estreirher T. 254, 256. 


Fabian A. 209. 
Falęcki A. 140. 
Falimirz 57-8. 
Fauvelet K. 148. 
Felm
e Le A. 149. 
Feliński S. 221. 
Ferdynand II. 253. 
Ferguson 256. 
F.iałkowski 164. 
FinkeI L. 2, 77. 
Fischer G. 292. 
Fischer L. 2. 
Flatau E. 170-1. 
Fleck L. 291. 
Fleischmann J. 256. 
Font de la S. 1 H-S. 151. 
Foerster 230. 
Franciszek Józef T 26, 283. 
Freier 131. 
Frey 156. 
F'riedlaender C. 188. 
Fritsch 282-3. 
Fritz J. 291 -2. 
Fryderyk \Yirtemberski 253. 
Fuss l\-I. 60. 


GaHky G. l80, 186-7, 
189-194, 309. 
Gajewski W. 292. 
Galen 34, 40, 43-4, 49. 
Gałecki A. 291. 
Gantkowski P. 299. 
Garrison F. II. 294. 
Gąsioro\,"ski L. 2, 31, 59, 60, G6, 
R6, 97, 100, 263, 292. 
Geber 257. 
Gegenbauer 9. 
Gersuny 276.
		

/Untitled-164_0001.djvu

			314 


TV ykaz abecadłowy nazwisk w tomie XIJ 


IVykaz abecadłowy nazw isk W. tomie XIV 


Giedroyć F. 2, 31, 44, 76, 134, 
159, 201, 290-2, 305. 
Gilewski K. 9. 
Girtler S. 9, 263. 
Gliński K. 9. 
Gluzillski W. A. 9, 170, l i7, 
291. 
Godlewski E. iUD. lO. 
Godlewski E. sen. 177, 30.3. 
Goebel K. 10. 
Gogołkiewicz C. 291. 
Goldschmied A. 291. 
Golemowski J. 139. 
Golemowski W. 139-160, 308. 
Grabowski K. 10. 
Grancher 281. 
Grodzki 170, 233. 
Grodzicki J. 160. 
Grotjahn A. 296. 
Guerin D. 146-8. 
Guerin 285, 300. 
Giinther 179. 


Hacker 269. 
Hacquet B. 10. 
Haeser H. 67. 
Halban L. (BIumenstok) l.. 
Hardouyn de S. Jacques P. 148. 
Harvey 41-4. 
Haskovec 171. 
Hazon J. A. 153. 
HechelI F. 10, 263. 
Hellmann 172. 
Hemplówna 1\1. 303. 
Hermann L. 207-9. 
Heron E. 142, 144. 
Heryng T. 205. 
Heschl R. 11. 
Hevenoch 171. 


Higier H. 291-2. 
lIiIdebrand \Y. 11. 
Hilarowicz - Nusbaum J. 170, 
197, 205-6, 213, 215. 
Hippokrates 3--1.. 36, 47-8, 106, 
143. 
Hirsch A. 2. 
Hlava J. 171. 
Hoffman I. 291--2. 
Hojnacki 177. 
Horoszkiewicz S. 11. 
Horwat 166. 
Hoyer F. 195. 
HOjer H. iun. 177, 195. 
Hoyer H. sm. 19:5-216, 298, 
309. 
Hoyerowa H. 195. 
Hryniewiecki B. 302. 


Jerzykowski Stan. 170. 
Jerzykowski 234. 
Jocher A. 87. 
Jod 254-5. 
Jordan H. 12, 170, 177. 
Józef II 113. 


Kader B. 12. 
Kadyi H. 12. 
Kamieńska W. 219. 
Kamieński 232. 
Kamocki W. 205. 
Kapuściński B. 170. 
Kardaszewicz K. 291. 
Kasprowicz J. 238. 
Katarzyna II 243. 
Kiljan I. 13. 
Klebs E. 186-7, 192-4. 309. 
KIecki K. 13. 
KIecki W. 1 77. 
Kleczkowski T. 13. 
Klein 191. 
Kluk K. 302-4. 
Klukowski Z. 291. 
Kładkowa 219. 
Knobloch J. 13. 
Knot A. 291. 
Koch H.. 187-8, 190, 192-4, 
281, 283, 299-300, 309. 
Kochanowski J. 233. 
Koehler 164. 
Kolanowski 234. 
Kołłątaj H. 3, 52, 306. 
Konarski S. 226. 
Kondratowicz S. 205. 
Konopacka \V. 303. 
Konstanty W. X. 25. 
KończaI F. 292. 
Kopczyński F. 13. 


Jabłonowska A. 302. 
Jabot ;'IJ. 149. 1 '53, 1')'5, 158-9. 
J agielski B. 163. 
Jagielski J. 290. 
Jakowicki 234. 
Jakowski 
1. 205. 
Jakuhowski J. 11. 263. 
Jakubowski 1\I. 11,174.177. 
J anlOis C. 144. 
Janeczek S. 160. 
Janikowski S. li. 
Janiszewski T. 12. 
.T anowski 170. ł- 
Janusz \V. 291- -2. 
Jarochowski \Y. 234. 
Jaruntowski A. 163, 170-1.- 
Jasiński P. 160. 
Jaśkiewicz J. 12, 69. 
Jaworski W. 12, 177, 292. 
Jentys S. 177. 


315 


Kopczyński S. 201. 
Kopernicki I. 13, 292. 
Koralewski K. 291. 
Korczyński E. 14, 177. 
Korczyński L. 14. 
Kostanecki K. 14, 168, 170-1, 
174-7, 215. 
Kostecki F. 14, 263. 
Kostrzewski J. 60, 66-77, 
100-1, 307. 
Kośmiński S. 2, 31, 44, 59, 
76-7, 92, 98, 215, 266. 
Kozieradzka K. 226. 
Kozłowska A. 303. 
Kozłowski J. 14. 
Kozłowski K. 164. 
Kozubowski A. 15. 
Koźniewski T. 15. 
Kramsztyk St. 170. 
Kramsztyk Stefan 296. 
Kramsztyk Z. 170, 201, 206, 
215. 
KrasilIski Z. 219, 239, 242, 244, 
246, 249. 
Kraszewski J. I. 227, 253. 
Kraushar A. 133-6. 
Kremer 137. 
Krnczkiewicz B. 177. 
KrupilISki J. 67, 71-4. 
Krzesiński 234. 
Krzyształowicz F. 15. 
Kryda A. 15. 
Kryński L. 15, 170, 176-7. 
Krysiewicz B. 164,249, 251". 
Krzemienie,,,ska H. 303. 
Krzemieniewski S. "501. 
Krzyszkowski T. 291. 
KukuIski Z. 117. 
Kurczyński J. 291.
		

/Untitled-165_0001.djvu

			316 


TV rkaz abecadłowy nazwisk w tomie XIV 


TVXka::. abecadłowy' naz:wisk w tomie XI V 


Kurzejanka O. 292. 
Kwaśnicki A. 2, 170, 174, 
176-7. 
Kwaśniewski J. 15. 


Lachs J. 291. 
Lambert 165, 169. 
Lamelli M. 16. 
Lancicius N. 160. 
Langenbeck 274. 
Langmayer J. 88. 
Laskowski I. 234. 
Laskowski S. 234. 
Laskowski Z. 170, 205. 
Latkowski J. 16. 
Lechicki C. 262. 
Legrand N. 146. 
Lelewel J. 58. 
Lemberger I. 16. 
Lescaillon G. 154. 
Leśniewski C. 109. 
Lewkowicz F. 16. 
Lewkowicz S. 16. 
Lilienfelc1ówna F. 303. 
Lindner 234. 
Linhard S. 16. 
Lobenwein J. 87-8. 
Lobmacher 70. 
Longchamps Rerger de J. 87, 92, 
100-1, 307. 
Lotli E. 291. 
Luchin; A. 56. 
Lucy J. 16. 
Lusson W. 143. 


Łaska 226. 
Łazarsk' J. 16. 
Łazowski \V. 140. 
Łążyński ;\1. 219. 


317 


Łepkowski ". 17. 
Łuczkiewicz H. 67. 
Łukaszewicz 254. 


:\ILhal .\nioł 55. 
:\lichałowski S. 233. 
:\IIchelis J. 97-R, 100-1, 307. 
::\Iickiewicz A. 173, 229, 233. 
:\Iiecznikow 278. 
::\Iięsowicz E. 18. 
:\Iigdalska S. 301. 
"l\Iikulicz J. 18, 268, 273- 5. 
:\Iilewski 176. 
:\Iioduszewski J. 291. 
j\Iitkowski J. 40. 
:\lochlińska A. 303. 
:\Iolillski J. 229, 234, 247. 
'\ Iissunianka A. 303. 
:\Iorawski K. 34, 37, 50-1, 
175-6. 
:\IotL 169, 170. 
::\Iuczkowski J. HO. 
::\IlIse,:ati 112. 
\ Iiillellfels 253. 
::\Iiiller J. 216. 
:\hcielski F. 178. 
:\Iyron ::\1. 149. 


Machek E. 17, 177. 
Madurowicz i\ I. 17. 
Majer J. 17, 30, 5Q, 52, 76. 
Majewski K. 17. 
Majkowski E. 291. 
Malcz W. 170. 
Małecki A. 234. 
Marcetz H.. 148. 
J\lIarrhant J\I. 148. 
Marchlewski L. 17. 
Marchwirki I. 291. 
Marcinkowski K. 164. 
JVIarisrhler 170. 
Marja Teresa 61, 68 -9. 
J\larjallski \1. 233. 
1\Iarkiewicz J. 292. 
J\larkiewicz S. 201. 
Markowski J. 265. 
Mars A. 18, 177. 
Mastvńska M. 162, 291, 292, 
296, 299, 308. 
1\latejko J. 253. 
Matlakowski W. 197,211,213. 
Matuszewski R. E. 290. 291. 
Mayer K. 18, 296. 
Maziarski S. 18. 
Mazurkiewirz .T. 18. 
Mayzcl TV. 205, 299. 
MąCZYllSki J. 76. 
Meixner E. 1 71. 
Melanowski W. H. 291. 
Metternich K. 242. 
Meyer W. 188---9. 191. 1
H. 
309. 
Michalski 234. 


:'\ajmanowirz K. 40. 
'\amysłowski U. 291. 
:\apoleon 24. 
'\atanson \V. 17U-l, 177. 

ehring Z34. 
:\" encki :\ r. 1 79. 
Xeuhallser F. 19. 

eufeld J. 210. 
Keumann L 19. 
Neusser G. 19. 
Nitsch n. 19. 

orarc1 278, 29R. 

olliewicz 170. 
XmvarzVlis1.i J. 19. 
'\owak.T. 19, 170, 177. 


Nowicki K. 135. 
Nowotny F. 19. 
Nusbaum H. 170,201,215,290, 
291. 
Nusbaum - Hilarowicz J. 170. 
197, 205-6, 213, 215. 


Obdiński A. 20, 170. 
Ochocki G. 30-3, 38-53, 306. 
Ochorowicz J. 170. 
Odyniec 227. 
Oettinger J. 20, 33, 37. 
Olesza S. 291. 
Olszewski K. 177. 
Opolski W. 178. 
Orłowski J. 87. 
Orłowski S. 20. 
Ossoliński H. 141. 1--1.8. 
Ostachowski E. 252, 291--2, 
309. 
Ostrowski T. 30, 306. 


Quiqueheuf A. 149. 


Patlle,,'ski L. 297, 300. 
Pagel J. 189. 
Palacky 173. 
Palędzki J. 233. 
Panieliski J. 233, 251. 
Pararelsus 260. 
Parellski S. 20. 177. 
Pasteu
 192, 193, 277, 279 do 
284. 298. 
Paulmier P. 148. 
Pa"iński J. 291. 
Ppc1ro don 2R2. 
Pergen 69. 
Perzyna L. 76,92.97. 101,307. 
Pesz1.e J. 201.
		

/Untitled-166_0001.djvu

			318 


TV ykaz abecadłowy nazwisk w tomie XIV 


J! :'.:yka z abecadlowy nazwisk w tomie XIV 


Peter 282. 
Petryc" J. 40. 
Petr
'cf S. 30, 38- tO, 292. 
Pfeiffer H.. 283. 
Phisalix 278. 
PieniąLek P. 20. 171. 
Pietre N. 148-9. 
Pietkipwirz A. 227. 
Piętak 1 77. 
Piller A. 60. 72. 
Piltz J. 20. 
Piotrows1. i G. sen. 21. 
Piotrows1.i G. iun. 21. 
Pipan J. 44. 
Pląskowski R. 138. 
Pług A. 227. 
Podoska A. 221. 
Podoski W. 222. 
Pol W. 227. 233. 
Ponikło S. 21, 177. 
Port Du F. 147, 150-2, L'J6. 
Portner S. 207-8. 
Potocki J. 174. 
Potocki S. 115. 
Pożerski 284. 
Priem 234-5. 
Puschmann 34, 37. 
Puzyna J. 177. 


Raciborski M. 303. 
llarzyński J. 21, 176-7. 
Radlir'lski Z. 21. 
Radzikowski E. 170. 
Raimann J. 21. 
Rakwicz 163-4. 
Hamon 284. 
Ramorino 222. 
Rasp K. 21. 


Razes 3"k 
Rechberger 70. 
Recke V. der 173--4. 
lleddinghausen v. UH). 
lleichert K. 196.216. 
Reiss \Y. 21. 177. 
llenrki 170. 
Rhodius .\.. 22. 
Riolan 156. 
IlohoziIiscy 22Q. 
Rosner Alex. 22, 176--7. 
Rosner _\nt. 22. 
llostafiński .T. jH. 176-7. 
Hoszkmvski J. 170-1. 
Iloszkows1.i 177. 
lloux E. 277-282, 286, 297, 
298, 300, 310. 
Rożański J. 77-8. 81, 83, 
85-7, 101, 307. 
Rubeska 171. 
Rudolf II 252-3. 
Rudnicki A. 22. 
Rust J. 22. 
Rutkowski M. 22. 
Rzepecki 164. 
Rychliński K. 16R-9. 201. 
Ryppowa H. 303. 
Hydel L. 23. 
Rydygier L. 23,169-170,177. 
H.ymarkiewicz 228, 234. 


Scarpa 112. 
Schallgruber J. 23. 
Schivereck S. 23. 
Schoenlein 216. 
Schon 230. 
Srhramm H. 24. 268. 291, 310. 
Schultess J. 24. 
Secq Le R. 148. 
Sedey 77. 
Seguyn P. 149. 
Seńkowski M. 2. 
SeledYliski \Iv. 2. 
Sethonius A. 252, 254, 258. 
Sędziwój M. 252-262, 309. 
Siemieński 226. 
Sienkiewicz H. 236. 
Siennik M. 58. 
Sieradzki Vr. 24. 
Skalińska ::\1. 303. 
Skałkowski A. :\1. 291. 
Sblkowski B. 59, 66-7, 76, 
86-7. 
Skibiński Z. 291. 
Skłodowska Curie 1\1. 292, 296. 
297. 
Skobel F. 24. 76,263, 267. 
Skobel S. 263. 
SkrzycUewski B. 162-3. 
Sławikowski A. 24. 
Sławiński K. 291-2. 
Sławiński W. 292. 
Słonimski P. 200, 298. 
Słowarki J. 233. 
Smolarski M. 253. 
Smoleński S. 25. 
Soczyński K. 25, 59. 
Sokołowski A. 201. 
Sowiński Z. 292. 
Spaventi J. 68. 


Safarewicz A. 219. 
Salimbeni 278. 
Saucerotte 88, 90- 2. 
Sawiczewski F. 23, 263. 26')---7. 
Sawiczewski Józef 23. 26;1-. 
Sawiczewski Jul. 23. 
Sawliński J. 291-2. 


319 


Spiczyński H. 58. 
Spychałowicz 230, 234. 
Sroczyński F. 25, 177. 
Starzyński 2. 
Stasch R. 292. 
Staszic S. 103 -138, 307. 
Stefański F. 233. 
Stebelski P. 177. 
Steidele H. 71-3, 75, 101. 
Stockmann A. 209. 
Stopczański A. 25, 177. 
StOrck de 61, 69-70. 
Strasburger E. 205. 
Struve 200. 
Strzemills1.i I. 169-- J 70. 
Stummer J. 25. 
Sudhoff K. 44, 295. 
Swieten 68. 
Swietłow B. 292. 
Sybilla D. 60. 
Syreński (Syrenjusz) S. 302. 
Syrokomla 227. 
Syxt E. 140. 
Szaraniewicz I. 177. 
Szaster A. 25. 
Szaster J. 25. 
Szaster \Y. 25. 
Szrzerbiński W. 162-3, 165. 
Szokalski W. 197, 200. 2
J2. 
Szulc 234. 
Szuman S. 170. 292. 
Sznmlallski 170. 
Sznmowski \Y. 2, 30-l. :iH-- II. 
67 --74, 290, 292. 
Szymanowski W. 253. 
Szymański K. 228, 230 -I, J:'i l. 
Szymanowicz \V. 26. 
Szymonowiczówna T. 3()). 
Szyszkowski M. 48.
		

/Untitled-167_0001.djvu

			320 


TV ykaz abecadlowy nazwisk w tomie XIV 


JFy/:az abecadłowy nazwisk /li tom ie XIJ' __ 


321 


Śniadecki Jędrzej 200, 209. 
Święcicki H. 162-3, 166, 170, 
172, 292. 
ŚwitaIski L. 26. 
Świrski W. 292. 


Talko-Hryncewicz J. 292. 
Taquet H. 148. 
Targowska Z. 292. 
Te:chmann L. 26. 
Tissot 85. 
Th:ulius .T. 144. 
Tomaszewska E. 292. 
Tomaszewski 165. 
Tomorowicz 134. 
Toply 44. 
Treitz W. 26. 
Trzebicky R. 26, 177. 
Trzebińscy 225. 
Trzebińska J. 224. 
Trzebillska 1\1. 224. 
Trzebińska TV. 220. 
Trzehiński A. 221. 
Trzebiński J. 220. 
Trzebiński K. 220. 
Trzebiński S. 217-222, 22't do 
236, 25R-CJ, 2 t7-25J, 292, 
296. 
Tur J. 292. 
Turowski K. 104. 
Twardowska 
L 303. 


Uhma E. 1 7R. 
TJ"lmann 283. 
l 'ppenkamp A. 233. 
Prhanowska Z. 302. 


VaiUard 278. 
Vesaljusz 44. 


Vesely 171. 
Vetter A. 19, 26. 
Vierordt K. 210. 
Virchow R. 14, 183, 185. 21 G. 
Vives J. 145. 
Vlasak 1 71. 
Voigt C. 27. 
Volta 112. 


Wojciechwski E. 292. 
\V ojeliski :\1. 32- -3, 40, 4-3, 4.8. 
Wolff 115, 132. 
Wolnówna H. 304. 
Wolski j\1. 252, 268. 
W olstein 77. 
Wołoszyńska J. 303. 
Woźniakowski L 28. 
Wolfler 269, 271, 274. 
Wróblewski A. 170. 176-7. 
"V r7eśniowski A. 215. 
Wrzosek A. 2, 57, 103, ll1., 123. 
125,137,162,179,195. l17. 
263, 287, 292, 304, 309. 
vVHrzbach 2. 


Wachholz L. 1-2,27,177,292, 
303. 
\Vahlburg \V. 27. 
Walentowicz A. 27. 
Walter F. 292. 
Warnka 234. 
\Veichardt 85. 
\Vicherkiewirz B. 27, 169-170, 
172, 176-7. 
\Yickersheimer 34, 37, 51. 
\Viczl,owski J. 170. 
\Yidemanówna ::\I. 298. 
TVielewicki J. 139, 160. 
Wierzhirki R. 287, 290, 291-2 
Wierzejski A. 177. 
Więrkowski. :\1. 166--7. 1705. 
\"iniarz .\. 177. 
\Vinslow 76. 
\Yirtemllerska ks. ]VI. z C7artory- 
skich 226. 
\Yiszniewski 262. 
Wiśniowski T. 292. 
\Vitkiewirz S. 214. 
Witkowski 174, 176-7. 
'Vituski 234. 
\Vitwirki 253. 
Wize K. 292. 
\Viżeński J. 28. 
Włoch Z. 103, 307. 
y\, odzirzko A. 292. 


Yersin 278, 285. 
Young of Kelly J. 256. 


Zakrzewski F. 162- -3, 165, 170. 
Zaleska M. 302. 


Zarewicz A. 28, 177. 
Zawilski .f. 28. 
Zawidzki J. 290, :!92. 
Zembrzuski L. 2, 292: 
Zemeljusz 43. 
Zieleniewski M.j8
-'9, 75--7, 
83, 86, 100. 
Zielewi!'z L 162 -4. 
Ziemhicki W. 290. 292. 
Ziętkiewicz 230. 
Znatowicz B. 170. 
Zubrzvrki J. 28. 
Zygmunt I 139. 
Zygmunt III 55--6, 59, 252. 
258. 262, 307. 


Żerdziliski \IV. 29. 
Żuławski K. 29, In. 
Z.urakowski 179. 


r 
 


Druk UI,Olkzono 1.t. hlLrgo 193:1 r.
		

/Untitled-16_0001.djvu

			20 


Leon Wachholz 


Poczet grona nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


21 


OBAUŃSKI Alfred, ur. w Brzeżanach w r. 1843, zostal 
drem med. w r. 1868, zaś drem chirurgji i okulistyki w r. 1870 
w U. J. Od r. 1881 był doc., od r. 1883 tytularnym. od r. 1883 
rzeczywistym nadzw" a od r. 1897 zw. pro£. chirurgji i dyrek- 
torem kliniki chi-r. U. J. Zmarł w r. 1898. 
OETTlNGER Józef, ur. w Tarnowie w r. 1818, uzyskał 
dyplom dra med. w r. 1843, a dra chirurgji w r. 1850 w U. J. 
Od r. 1850 powierzone miał wykłady z historji med. Od 
r. 1873-1889 był nadzw. rzeczywistym prof. historji medy- 
cyny. Zmarł w Krakowie w r. 1895. 
ORŁOWSKI Stanisław, ur. w Lublinie w r. 1868, został 
drem med. w r. 1897 w Uniw. w Moskwie. W r. 1918 zosŁał 
doc. neurologji i psychjatrji w U. J., poczem przeniósł się do 
Warszawy, gdzie zmarł w r. 1923. 


PIOTROWSKI Gustaw, ur. w Tarnowie w r. 1833, uzy- 

kał dyplom dra med. w Uniw. w Wiedniu w r. 1857. Od 
r. 1860-1884, w którym zmarł, był zw. pro£. fizjologji i dy- 
rektorem Zakładu fizjol. U. J. 
PIOTROWSKI Gustaw (syn poprzedniego). ur, w Kra- 
kowie w r. 1864, został drem wszo n. lek. w r. 1888, W r. 1890 
został doc. fizjologji w . U. J., poczem.przeniósł się do Lwowa, 
gdzie w r. 1896 został pro£. fizjol. w Akad. Weterynaryjnej. 
Zmarł w r. 1905. 
PONIKŁO Stanisław Jan, ur. w r. 1854 w Nowym Sączu. 
zdobył dyplom dra wszo n. lek. w U. J. w r. 1877. Od r. 1881 
był doc., a od r, 1894 tytularnym pro£. epidemjologji w U. J. 
Zmarł w r. 1914. 


nym, a od 1915 rzeczywistym nadzw, pro£. otjatrji w U. J, 
Zmarł w r. 1924. 


PAREŃSKI Stanisław, ur. w Krakowie w r. 1843, uzyska! 
dyplom dra med. w r. 1868, a dra chirurgji w r. 1870 w Kra
 
kawie, wr,eszcie dyplom magis
ra położnictwa w r. 1871 
w Wiedniu. Jako docent (od r. 1872) i nadzw. pro£. diagnostyi
! 
 
lekarskiej (od r. 1884) wykładał w U, J. do 1913, w którym to 
roku zmarł nagle. 
PIENIĄżEK Przemysław h. Odrowąż, ur. w Warszawie 
w r. 1850, został drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1874. Od r. 
1879 był doc" od r. 1888 nadzw., a od r. 1916 zw. pro£. laryn- 
gologji w U. J. Zmarł w Krakowie w r. 1916. 
PILTZ Jan, ur. w Aleksandrowie (b. Król. Pol.) w r. 1870, 
uzyskał dyplom dra med. w Zurychu w r. 1895. Od r. 1905 
był nadzw" a od r. 1912-1930 zw. pro£. neurologji i psy- 
chjatrji i dyrektorem kliniki neurol.-psych. Zmarł w Krakowia 
w r. 1930. 


RACZYŃSKI Jan, ur. w Nowym SąC2.U w r. 1865, został 
drem wszo n. lek. w r. 1889. Od r. 1896 był doc" a od r. 1902 
nadzw. pro£. pedjatrji w U. J., poczem w r. 1904 objął katedrę 
we Lwowie. Zmarł tamże w r. 1918. 
RADUŃSKI Zygmunt, ur. w Warszawie w r. 1874, uzy- 
skał dyplom lekarski w Uniw. Kijowskim w 'r. 1899, a nostry- 
fikację dyplomu w U. J. w r. 1907. Od r. 1911-1920 był doc. 
chirurgji w U. J., zaś od r. 1920 został zw. prof. chirurgji 
w Uniw. Warszawskim. 
RAI MANN Jan Nepomucen, ur. we Freiwaldau (śląsk) 
w r. 1780, został drem med. w r. 1804 w Pradze. Od r. 
1805-1809 był pro£. farmakologji i klini!	
			

/Untitled-17_0001.djvu

			Leon W achholz 


\. 


Poczet grona nauczycielskiego Wydz. LIJk. Uniw. Jagiell. 


22 


23 


nadzw., a od r. 1904 zw. pro£. dermatologji i syfilidologj i 
w U. J. Zmarł w r. 1916. 
RHODIUS August Józef, dr. med., był proL botaniki 
i chemji w r. 1809, 
ROSNER Aleksander, ur. w Krakowie w r. 1867, został 
drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1890, Od r. 1895 był doc., od 
r. 1902 tytularnym, a od r. 1907 zw. pro£. położnictwa i gine- 
kologji i dyrektorem kliniki położ-ginekol. U. J. Zmarł nagle 
w r. 1930. 
ROSNER Antoni, ue w Tarnowie w r. 1831, został drem 
med. i chir. oraz mag. położ. w r. 1855 w Wiedniu. Od r. 1862 
był doc., od r. 1867 nadzw. pro£. dermat. i syfilidol., poczem 
w r. 1887 został tytularnym zwyczajnym, a od r. 1894 rzeczy- 
wistym zw. pro£. powyższych przedmiotów i dyrektorem od- 
nośnej kliniki w U. J. Zmarł nagle w r. 1896. 
RUDNICKI Adam Antoni uzyskał w 'r. 1808 dyplom dra 
weterynarji w Wiedniu, następn:e zaś stopień dra chirurgji 
VI r. 1811 i dyplom dra med. w r, 1819, oba w U. J. Od r. 1811 
wykładał w U. J. okulistykę, dentystykę i weterynarję. Oc. 
r. 1813 pełnił obowiązki fizyka m. Warszawy, gdzie zmarł 
w r. 1844. 
RUST Jan Nepomucen, ur. w Jaworniku (Śląsk) w r. 1775, 
zdobył dyplom dra chirurgji w Uniw. w Pradze w r. 1800. Od 
r. 1803-1809 był zw. prof. chirurgji i dyrektorem kliniki chir. 
w U. J" gdzie w r. 1808 uzyskał dyplom dra med. Od r. 1818 
był zw. prot chirurgji w Uniw. w Berlinie, a od r, 1822 był 
zarazem generalnym lekarzem sztabowym armji pruskiej. 
Z wdzięczności dla Polski :zajął się gorliwie wykształceniem 
Ludwika B i e r k o w s k i e g o, później
zego pro£. chir. 
w U. J. Zmarł w r. 1840. 
RUTKOWSKI Maksymiljan, ur. we Wielkiej Wsi (b. Król. 
Pol.) w r. 1867, został drem wszo n. lek. w r. 1892 w U. .J. 


Jako doc. chir. (od r. 1899) uzyskał w r. 1909 tytuł profesora, 
C' w r. 1919 został zw. pro£. chirurgji w tJ. J. 
RYDEL Lucjan, ur. w Strzelcach Wielkich (pow, Bochnia) 
w r. 1833, został drem med. w r. 1859, a drem chir. w r. 1861 
w Uniw. Wiedeńskim. Od r. 1866 był doc., od r. 1870-1895 
zw. pro£. i dyrektorem kliniki okulistycznej w U. J. Zmarł 
w r. 1895. 
RYDYGIER Ludwik, ur. w r. 1850 w ł'rusach Zachodnich, 
zestał drem med. i chir. w r. 1874. W r. 1878 został doc, 
chirurgji w. Uniw. w Jenie, zaś w r. 1887 zw. pro£. idyrekto. 
rem kliniki chirurgi-::znej U. J. Od r. 1897 aż do chwili śm
erci 
VI r. 1920 był proL i dyrektorem kliniki chir. w U. L. 


4 


SAWICZEWSKI Florian, ur. w Kra 1 ,{Cwie w r. 1797, zdo- 
był dyplom dra med. VI U. J. w r. 1824, Od r. 1825-1857 był 
zw. proL farmacji, farmakognozji i chemji. Zmarł w r. 1876. 
Był bratem Juljana. 
SA WICZEWSKI Józef, ur. w Zarzeczu (pow. Przemyśl), 
został magistrem farmacji VI U. J. w r. 1792. W r. 1809 został 
prof. farmacji i toxykologji w U. J. i pełnił te obowiązki do 
r. 1823. \VI r. 1818 otrzymał dyplom honorowy dra med. U. J. 
Zmarł w r. 1825. 
SAWICZEWSKI Juljan, ur. w Krakowie w r. 1795, uzy- 
skał dyplom dra med. i chir, w U. J. w r. 1818. Od r. 
1819-1835 był pro£. makrobiotyki, historji medycyny, medy- 
cyny sądowej, policji lekarskiej i weterynarji w U. J. Zmarł 
w r. 1854. Był zbieraczem melodyj ludowych (krakowiaków). 
SCHALLGRUBER Józef, dr. med., był proł. fizjologji 
i okulistyki w U. J. od r. 1808-1809. 
SCHIVERECK Sui bert Burhard, ur. w r. 1742 w Briton 
w We<>Halji, uzyskał dyplom dra med. w Wiedniu w r. 1775, 
poczem oył pro£. ;"hJlar.iki i chemji w I
nsbrucku do r. 1783,
		

/Untitled-18_0001.djvu

			Po::zet grona nauczycielskiego WJd:<. Lek. Uniw. Jagiell. 


25 


'24 


Leon Wachholz 


odtąd zaś prcf. tychże przedmiotów w U. L., a od r. 1805 
w U. J. Zmarł w Krakowie w r. 1806. 
SCHRAMM Hilary Paulin, ur. w lhrzęcinie (b. Król. 
Po1.) w r. 1857, został drem wszo n. lek. U. J, w r. 1880. 
W r. 1885 został doc. chirurgji w U. J., poczem przeniósł się 
.do Lwowa, gdzie w późniejszych latach został nadzw., a po- 
tcm zw. pro£. chirurgji. Od r. 1932 jest emerytem. 
SCHUL TESS Józef August, ur. w Wiedniu w r. 1773, uzy- 
skał tamże dyplom dra med. w r. 1796. Od r. 1806-1808 był 
prof. botaniki i chemji w U. J., w r. 1808 prot w Innsbru-:ku, 
gdzie go uwięziono za sprzyjanie polityczne N a p o l e o n o w l. 
Od r. 1811-1831 był pro£. W Uniw. w Landshut w Bawarji. 
Umarł w r. 1831. 
SE1irKOWSKI Michał h. Prawdzic, ur. w r. 1867 we Lwo- 
wie, gdzie 'Został drem fi1. W'L 1890. W r. 1895 uzyskał Vi U. J. 
dyplom dra wsz, n. lek. ,a w r. 1899 został tutilj doc. chemji 
sądowej i środków spożywczych. W r. 1929 mhnowana go zw. 
pro£. chemji lekarskiej w Uniw. Wileńskiem. 
SIERADZKI Włodzimierz, ur. w Wielicz::e w r. 1870, zo- 
stał drem wszo n, lek. w r. 1894, a doc. medycyny sądowej 
w r. 1898 w U. J. Od r. 1899 pozostaje na katedrze med. sąd, 
we Lwowie jako pro£. zw. 
SKOBEL Fryderyk Kazimierz, ur. w Warszawie w r. 1806, 
został w r. 1831 drem med. w U. J. Od r. 1833 został zastępcą 
profesora, a od 1833-1876 zajmował katedrę patologji i tera- 
pji ogólnej oraz farmakologji w U. J. jako prof. zw. Zmarł 
w r. 1876. 
SLA WIKOWSKI Antoni, ur. w r. 1796, uzyskał w Wie- 
dniu w 'L 1819 dyplom dra med. i magistra okulistyki. Od 
r. 1821-1851 był pro£. nadzw. okulistyki w Szkole chirurgów 
we Lwowie, a od r, 1851-1870 zw. pro£. okulistyki w U. J. 
Zmarł w r. 1870. 


SMOLE1irSKI Stanisław h. Zagłoba, ur. w Grabienicach 
(w Pło.::;kiem) w r. 1853, został drem wszo n. lek. w U. J. 
'IN r. 1878, a doc. hydroterapji tamże w r. 1885. Zmarł w r. 1890. 
SOCZYŃSKI Karol Teodor, ur. w r. 1781 w Krakowskiem, 
uzyskał dyplom dra med. w U. J. w r. 180&. Od r. 1831-1835 
był prof. chir. i położnictwa teoretycznego. Zmarł w r. 1862, 
SROCZY1irSKI Franciszek, ur. w Stanisławowie w r, 1862, 
został w U. J. drem wszo n. lek. w r. 1886, a doc. okulistyki 
w r. 1893, Zmarł w r. 1900, 
STOPCZAŃSKI Aleksander, ur. w Nowym Targu w r. 
1835, został drem med. w r. 1858 w Wiedniu, doc. chemji 
lekarskiej U. J. w r. 1364 i tutaj w dalszym ciągu nadzw. pro£. 
w r. 1868, a zw. w r. 1874. W r. 1906 przeszedł w stan spo- 
czynku, a zmarł w r. 1912. 
STUMMER Jan, ur. w Krakowie w r. 1784, został drem 
med. w U. J. w r. 1808. Od r. 1809-1813 był proł. anatom)i 
i fizjologji Vi U. J. W r; 1813 dostał się w bitwie pod Lipskiem 
do niewoli. W r. 1814 objął z powrotem wykłady w U. J. 
z anatomji, fizjologji i ch:rurgji praktycznej. W r. 1815 został 
z woli wielkiego x. K o n s t a n t c g onac:; elnikiem oddz:ału 
lekarskiego Ministerstwa Wojny w Wars:;.awie. W r. 1845 
zmarł tamże. 
SZASTER Antoni, ur. w Krakowie w r. 1759, został drem 
med. w r. 1789 w Bolonji. Od r. 1793-1805 był prał. farmacji 
i materji medycznej w U. J. Zmarł w r. 1839. 
SZASTER Jan, ur. w K1:'"akow
e w r. 1741, brat stryjeczny 
poprzedniego, został drem med. w r. 1780 w Erfurcie. Od r. 
1783-1793 był pro£. farmacji i materji medycznej w U. J. 
Zmarł w r. 1793. 
SZASTER Wincenty, ur. w Krakowie w r. 1757, został 
drem med. w r. 1778 w Bolonji. Był bratem Antoniego S z a- 
s tra. Od r. 1782-1803 był pro£. anatomji i fizjologji w U. J.
		

/Untitled-19_0001.djvu

			Poczet grona nauczycielskiego Wydz.. Lek. Uniw. Jagiel/. 


27 


26 


Leon W'lchholz 


Władał w piśmie i w słowie łaciną, greką, językiem niemiec- 
kim, francuskim i angielskim. Zmarł w T, 1816. 
SZYMONOWICZ Władysław, ur. w Tarnopolu w r. 1869, 
został drem wszo n. lek w U. J, w.r. 1893, potem tutaj doc. 
histologji normalnej w r. 1895, wre5zcie pro£. tejże nauki we 
Lwowie w r. 1896. 


VOIGT Christian August był pro£. zw. anatomji opisowej 
od r. 1855-1861 w U. J. Wykładał w języku niemieckim. 
Objął potem tę samą katedrę w Wiedniu. Urodził s:ę w r, 1809, 
zmarł w r. 1890. 


VETTER Alojzy Rudolf, ur. w Karlsberg w Karyntji 
w r. 1765, został drem med. w Wiedniu. Od r. 1803-1806 był 
pro£. anatomji i fizjobgji w U. J. Zmarł \II r. 1806. 


WACHHOLZ Leon Jan, ur. w Krakowie w r. 1867, zostal 
drem wszo n. lek. w r. 1890 w U. J., potem doc. medycyny sądo- 
Vlej w r. 1894. W r. szkolnym 1894/5 wykładał jako zastępca 
profesora medycynę sądową we Wydziale prawa U. L., po- 
czem pełnił te same obowiązki we Wydziale lekarskim i praw- 
n:czym w r. 1895/6 w u. J" gdzie w r. 1896 został nadzw., 
a w r. 1898 zw, pro£. medycyny sądowej i dyrektorem nowo- 
otwartego, przezeń urządzonego i w pierwsze polskie muzeum 
sądowolekarskie zaopatrzonego Zakładu medycyny sądowej 
w Collegium medicum. Od paźdz. 1933 przeszedł w stan spo- 
czynku, zachowując jednak nadal wykłady dla uczniów Wydz, 
prawa. 
WAHLBURG Wilhelm, ur. w Poznaniu w r. 1759 z ro- 
dziny szwedzkiej spolszczonej. Studja lekarskie odbył w Wie- 
dniu i w Krakowie i tu został drem med., a następnie nauczy- 
cielem kandydatów na magistrów chirurgji w r. 1802/3. Od r. 
1818 był pro£. akuszerji w Uniw. Warszawskim. Zmarł w War- 
szawie w r. 1823. 
WALENTOWICZ Andrzej, ur. w Krzeszowicach w r. 1850, 
został drem wszo n. lek w U. J. w r. 1884, tu się habilitował 
z weterynarji w r. 1889 i tu został nadzw. pro£. tejże nauki 
w r. 1892. Zmarł w r. 1897. 
WICHERKIEWICZ Bolesław, ur. w Kcyni (Poznańskie) 
w r. 1847, został drem med. i chir. w Berlinie w r. 1872. Od r. 
1895-1915 był zw. pro£. okulistyki w U. J, i dyrektorem od- 
nośnej kliniki. Zmarł w r. 1915. 


śWITALSKI Ludwik, ur. w Przeworslm w r. 1865, został 
drem wszo n. lek. w r. 1889 w U. J. i tutaj doc. położnictwa 
i ginekologji w r. 1898. Zmarł w r. 1900. 


TEICHMANN Ludwik, ur. w r. 1823 w Lublinie, został 
drem med., chir. i położnictwa w r. 1855 w Getyndze, a w r. 
1859 tamże doc. anatomji i fizjol. Od r. 1861-1868 był zw. 
pro£. anatomji patologicznej Vi U. J., a następnie do r. 1894 
prof. zw, anatomji opisowej i twórcą dotychczasowego teatru 
anatomicznego. Zma.l w r. 1895. 
TREITZ Wentzel, ur. w r. 1819 w I-Iostomie w Cu.::hach, 
został drem med. w Pradze w r. 1846. Od r. 1852-1855 był 
nadzw. pro£. anatomji patol. w U. J., poczem przeniósł się m. 
katedrę do Pragi w r. 1855. 
TRZEBICKY Rudolf, ur. w Kolosz:war w r: 1859, został 
drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1883, uzyskując za si:ale celu- 
jące studja pierścień brylantowy od F. a n c i s z k a J ó- 
z e f a I. Od r. 1886 byr doc. chirurgji w U. J., od r. 189') 
tytularnym prof., a od 1898-1903 nadzw. rzeczywistym prof. 
chirurgji. Zmarł w Krakowie Vi r. 1903.
		

/Untitled-1_0001.djvu

			ikl 
; . 
\ _, i 9
- u 
i . \ ( I I. Im l ' \ 
Tłr U . I' i 
 l ' c- 

 ,. t 
 . 
 
 
. :
f . 
 
 e ' -
 '. 
/ " .', ,\ , " , I 
, 
 \, I . 
HIHTOJR,JtI I FILOZOFJI 
MKDYt1YII:Y 


fll'ła
 
tiłll

q[1 

mlr 1
;
Bi1Q
II

I
 




p.iil
u 
in
B, '
fr.:Z

EJ'
 



 




'..
TnJ. 


I .e. r 


r,!J01 
r I
 1( V · 


}
 
1Z!

$
it 

 
 
\ t{JJ 

 ,

 
1'\1ft'PiKrX€*

 '\ 
 
"i'łlZ 


.....
f a..'IU 


A
		

/Untitled-20_0001.djvu

			28 


Leon Wachholz 


Poczet grona nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 



9 


WIżEŃSKI Józef był od r. 1809-1811 pro£. fizjologji, 
patologji, terapji ogólnej i higjeny w U. J., poczem usunięto 
go z katedry z powodu redukcji liczby profesorów przez Izbę 
Eduk. w Warszawie. 
WażNIAKOWSKI Ignacy, ur, w Biczycach {M.ałopolska) 
w r. 1779, został drem med. w Wiedniu w r. 1804, a magistrem 
położnictwa w r. 1809 w Krakowie. Od r. 1811-1829 był pro£. 
teorji położnictwa i ginekologji, w r. zaś 1823 był członkiem 
Wielkiej Rady U. J. Zmarł w r. 1875. 
WRZOSEK Adam, ur. w Zagórzu (b. Król. Polskie) 
w r. 1875, uzyskał dyplom dra med, i chir. w Berlinie 
VI r. 1898, w tymże roku dyplom lekarski w Uniw. Kijowskim, 
.a dyplom dra wszo n. lek w Krakowie w r. 1902. W r. 1905 
został w U. J. doc. patologji ogólnej i experymentalnej, a na- 
stępnie w r. 1910 nadzw. rzeczywistym pro£. tych przedmio- 
tów. W r. 1918 został mianowany organizatorem i dyrektorem 
Zakłedu patologji ogólnej i experymentalnej w Uniw. War- 
szawskim, a w r. 1920 zw, pro£. historji i filozofji medycyny 
oraz wykładającym ant-TOpologję w Uniw. Poznańskim. 


położnictwa i ginekologji. Od r. 1931 jest pro£. nadzw. tychże 
przedmiotó
 w U. J. 


żERDZIŃSKI Wojciech został drem med. i chir, w U. J. 
w r. 1807 i tu zastępował \V r. 1808 we wykładach pro£. .l{ u- 
s t a. Potcm był \'Je Lwowie pro£. Szkoły chirurgicznej. 
żUŁAWSKI Karol h. Szeliga, ur. w Limanowy w r. 1845, 
został w U. J. drem med. w r. 1870, drem chir. w r. 1880, 
wreszcie magistrem akuszerji w Wiedniu w r. 1872. Od r. 1886 
był doc. psychjatrji w U. J., 2.aś od r. 1897 tytularnym pro£. 
tejże nauki. Zmarł w r. 1914, 


ZAREWICZ Aleksander, ur. w Samborze w r. 1843, zo- 
-stał w r. 1868 w U. J. drem med., a w r. 1882 drem chir. Od 
r. 1884 był w U. J. doc. syfilidologji, zaś od r. 1896-1900 
tytularnym profesorem tejże nauki i dermatologji. Zmad 
w r. 1900. 
ZA WILSKI JULJAN, ur. w Tyśmienicy (b. Galicja wscho- 
dnia) w r. 1847, został drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1874. 
Od r. 1875 aż do śmierci swej w 'r. 1877 był w U. J. doc. 
fizjologji. 
ZUBRZYCKI January Juljan, ur. w Limanowy w r. 1885. 
został drem wszo n. lek. w U. J. w r. 1909, zaś w r. 1915 doc.
		

/Untitled-21_0001.djvu

			o stopniach medycznych Gabriela Ochockiego .31 


cała sama przez się jest ciekawa i charakterystyc.zna, zabra- 
łem się zachęcany przez pro£. S z u m a w s k i e g a da prze- 
rabienia tekstu i przedstawienia całej sprawy. 


Z Zakładu Historji Medycyny Uniw, Jagiel!. 
Dyrektor: PICI. Dr. W. Szumowski 


TADEUSZ OSTROWSKI 


II. 
Gą s i a r a w s k i, Kaś m i ń s kil G i e d r a y e) poda- 
ją następujące szczegóły biagraficzne a Gal rjelu O c h a c k i ID 
starszym: 
O c h a c k i uradził się w Krakawie. Stapnie na Wydziale 
artystów uzyskał tamże w latach 1620-1622. Był senjarem 
szkały przy kaściele Panny Marji, później zaś bursy filazo- 
fów. Dn. 28 marca 1628 r. atrzymał stapień bakałarza medy- 
cyny'), dnia zaś 18 stycznia 1629 r. licencjata medycyny. 
wreszcie w derpn;u tegaż raku, prawdapodabnie 30 sierpnia5
 
daktara medycyny"). Pa ukończeniu studjów na dwóch wy- 


o STOPNI AGH MEDYCZNYCH 
GABRJELA OCHOCKIEGO. 


{ROZPRAW A NA STOPIEŃ DOKTORA WSZECH NAUK LEKARSKICH, 
UZYSKANY W KRAKOWIE DN. 23 GRUDNIA 1932 ROKU). 


l. 
Q.,\......- 
.:wy archiwum uniwersyteckiem w Krakawie znajduje się 
J!j... księga "Prota.
O'llum Actarum et Canclusionum Facul- 
tatis Medicae ex annis 1612-1779"1). W księdze tej, prowa- 
dzanej wagóle niebardza skrupulatnie, a miejscami nawet 
wprast niedbale, znajduje się wyjątkawa nadzwy.-:zaj dakła- 
.dny apis egzaminów Gabrjela O c h a c k i e g a (starsuga) 
oraz całegO' pastępawania, jaki:.; tawarzyszyła nad:twaniu mU 
stapni medycznych. Częściawy tekst łaciński pratakółu, a mia- 
nawicie szczegóły, tyczące się uzyskania. przez O c h a c- 
k i e g a drugiegO' stapnia medycznegO', agłasił w raku 1839 
M a j e r 2 ), ale agłi)sił je in crudo, bez żadnych kamentarzy 
i bez żadnych wniasków. Panieważ wymieniany tekst jest 
rzadkim dokumentem, a nadawanIe stapni medycznych zwy- 
kle nie bywa wciągane da aktów tak skrupulatnie, nadtO' rzecz 


1) Bliższe szczegóły, tyczące .się tej księgi znajdują się w pracy 
proI. S z u m o w s k i e g o: ,,Sprawa Sebastjana Petrycego z Akademją 
Jag." (Archiwum Hist. i Fil. Med, tom VI, zesz. II, r. 1927). 
2) Rocznik Wy::lziału Lekarskiego U. J. toro II, 183') r., oddz. L, 
str. 61-65. 


3) G ą s i o r o woSk i. Zbiór Wiad-cmości do Hist. Sztuki Lek. 
w Połsce, t. II, 1853 r., str. 236, 460. 
Koś m i ń s k i. Słownik Lek,uzów Połskich 1883 r., str. 361. 
G i e d r o y ć. :Źródła Biogr.-Bibłjogr. do dziejów medycyny. 1911 r.. 
str. 561. Wszystkie trzy wymienione \\rydav,mictwa podają wiadomości po- 
-części nieśc:słe. Daty, które podaję w niniejszej pracy, zOtStały spraw- 
dzone według wymienionzj wyżej księgi protokół6w (Arch Senatu U. J. 
kod. 297) oraz według tekstu tez drukow3.llych O c h o c k i e go. 
0) Cytowane wydawnictwa błędnie podają, że prom:Jcja O ch o c- 
k i e g o na bakałarza medycyny odbyła się 22 grudnia 1628 r. 
5) O tej dacie będz'e je&zcze mowa niżej. 
"J Gąs i o r o w s k i podaje jako datę promocji U c h o ck ieg o 
na dra medycyny rok 1622. Data ta jest błędr.a. Wymienione źródło 
również błędnie podaje tezy, jakie przed promocją kandydat przedkh- 
dał do dysputy. Na stopień dra medycyny przedłc:iył bowiem O c h o c ki 
tuy: "De phrenitide", a nie "De .sympathia et anl
pathia mixtorum". DQ- 
wiaduj2my s:ę o tem z tytułów tez, gdzie dokł
dnie mamy wyszczegół- 
11l0ne, wśród jakich okoliczności o:łnośne tezy ł yły prze1J.1adane. Po- 
twierdzenie tych szczegółów znajdujemy w księdze protok-'Jłów, o czem 
niżej.
		

/Untitled-22_0001.djvu

			32 


Tadeusz Ostrowski 


O stopniach medycznych Gabrjela Ochockiego 


33 


działach w Kmkowie spędÓł jesz
ze parę lat na studjach 
w Padwie, gdzie był asesorem nacji polsk.ej. Po l'mHocie d") 
Krakowa zajmował się praktyką, wykładał na Wydziale Me- 
dycznym oraz brał udział w życiu publicznem. W r. 1634 zo- 
stał radcą krakowskim; k:Ikak-otnie był dziekanem Wydziału 
Me
ycznego. Dwukrotnie (w r. 1650 i 1659) piastował god- 
ność rektora Uniwersytetu. Umarł w r. 1673. Był to człowiek 
wybitny: już współcześni nazywali go "feniksem" (phoenix 
suo saeculo). 
Z czasów ubiegania się O c h o c k i e g o o stopnie nau- 
kowe na Wydziale medycmym pochodzą jego tezy druko- 
wane, które się dochowały do dziś dnia. Są one następujące: 
1. Quacstio de motu cordis, quae praesidente clarissimo et excell, 
viro d. Mathia Won i e i s k i, med
cin'?e doctore, ordinario anatomes 
professore, a M. Gabriele O c h o c k i, seniore ContubErnii Philos. pro 
obtinenda prima Facultatis Medicae [aurea, decid
tur et ad disputandum 
publice proponetur in Lectorio Supzriori. Anno Domi,ni 1628, mense 
Martio, die 28, hora 13. Cracoviae. W 4-ce, kart nieliczbowanych 4. (Ko- 
rzystałem z egzemplarza Bibljoteki Jagidlońskiej). 
2. Quaestio de tempera.71('nt.s, pro obtinenrla secunda medicae arHs 
laurea, a M. Gabriel.z O c h o c k i, Contubernii Philosoph, seniore, in 
Alma Acad. Cracov. ad disputandum proposita, praesidente clarissimo 
viro d. Mathia Won i e i s k i, phil. et med. doctore, an:itomes professare, 
A cademiae Procancellario, consule Cracov. etc. etc., decidctur et dispu- 
tabitur in Lectorio Superiori Majoris Collegii, Anno Domini 1'628, menS2 
Septembri, die 1'1, hora 12. Cra:oviae. W 4-ce, k. nI. 4. (Korzystałem 
z egz"mrlarza Biblj oteki Ossolińskich w
 Lwowie). 
3. Quc:estio de sympathic et adlpathia mixlorum a M. Gabr:ele 
O c h o c k i, )hil. doctore, in Alma Academia Cracoviensi proposita, 
cum in Aula Domini Jagellonis, in magno v:rorum gravissimorum et Aca- 
dem:ae totius consessu medicinae licentiatus renuntiaretur a clarissimo 
et excellentissimo viro d-no Mathia Won i e i s k i, phil. et med. doctore 
ar. professore, consu]e Cracovier..<>i etc. etc., anno 1629, mense J anuario, 
die (daty bnk). hora 15. Cracoviae. W 4-ce, k. nI. 4. (Korzystałem 
'i: egzemplarza Bibljoteki Jagiellońskiej). 


4. Qz.:aestio de phrenitide a M. Gabr;ele O c h o c k i, philosophiae 
doctore, medicinae [icentiato, in Alma Aca.d. Crac. proposita cum i.n 
aedibus Divae Virginis Circuli Cracoviensis, in magno summo:um viro- 
:rum concursu et Academiae totiu.'> consessu medicinae doctor renuntia- 
r
tur a clarissimo et excellentissimo viro domino D. Mathia Won i e i s ki 
phil. Et med. doctore et professore, Acad. Procancellario, consule Cra
 
cc>vien.s:, Anno 1629, mens e Aug. die (daty br.ak). Cracoviae, W 4-ce 
k nI. 5. (Korzystałem z egzemplarza Bibljoteki Jagiellońskiej). . 


III. 
O organizacji studjów i egzaminów na Wydziale Medycz.. 
n:m w Krakowie przed reformą kołłątajowską dowiadujemy 
SIę z ustaw Wydziału, które opublikował M a jer w latach 
1838-:-18447). W ten sposób znamy ustawy z r. 1433, 1525, 
1
36 1 1724. Najważniejsze są dla nas ustawy z r. 1536, po- 
meważ one obowiązywały w czasie, kiedy studjował medy- 
cynę.O c.h o c k i. .ustawy te, jak się wyraził O e t t i n g e r S ), 
,,
a
I
raJą przepISY, określające dokładny tryb nauki, obo- 
\\:ląZ
l profesorów, wybór dziekana, przedmioty wykładane 
ooowl ą zkowo ." .. k 
, CWlczellla z UCZi1laml, warun i przypuszczenia 
do egzaminów, celem kolejnego posuwania się na coraz wyż- 
sze stopnie naukowe, a w miarę tego i uzyskania pozwolenia 
do wykonawstwa lekarskiego". W odpowiednich artykułach 
t
czącyc
 s
ę pierwszego stopnia medycznego, t. j. bakala.: 
q
tu (pnma laurea), mamy dokładnie wymienione to wszy- 
st o, co potrzebne było do uzyskania teg:> tytułu. 
Prz
złY adept medycyny po odbyciu studjów na Wydziale 


tu wy
wolonych zapisywał się w poczet scholarów-medy- 
ow u dZIe kana, poczem przez dwa lata słuchał wykładów 9 ). 
2;' 
ocz. V
 L. tom I, 1838, oddz. I, str. 55; tom II, 1839, oddz ł- 
su. "' om . 1844, oddz. I, str. 36. 
) O e tt i n g e r Rys d h d ." W d . ł 
1878 str. 112. . aV,iIlYC ZleJOW y Ha u Lekarskiego U. J. 
, 
U) Ustawy Rocz. W. L., t. II, oddz. I; str. 32-33, 


3
		

/Untitled-23_0001.djvu

			34 


Tadeusz Ostrowski 


o stopniach medycznych Gabrjela Ochockiego 


35 


W tym czasie obowiązany był odbyć trzy dysputy,. j
ośli za'; 
już był magistrem sztuk wyzw
lanych, 
o tyl
a dWIe. ). 
y- 
:sputy te odbywały się publiczme, obecm na n
-:::h .bylI 
akLa.- 
rzy medycyny, były ane równacześnie ćwiczemaml, paplsami, 
. '11 ) 
egzammaml . 
W czasie swych studjów schalarawie-medycy zapazna- 
wali się z kananem A w i c e n ny, dziełami G a l e n a, afa- 
ryzmami H i p akr a t e s a, niekt6remi pismami R a z e s al"). 
W tym też zakresie dyskutowana i interpr'2
awana paglądy 
wymienianych auta rów. Dysputy te charakter
styczne s.ą dla 
hedniawiecza, które wielkie znaczenie przypIsywała dIalek- 
tyce. W arganizacji studjów medycznych w całej niemal Eu- 
rapie, w szczególnaści w Krakawie, średniawieczne paglądy 
panowały jeszcze w XVII, a nawet i XVIII w. Być maże zre- 
sztą, jak sądzi M a r a w s k i':<), na Wydziale Medycznym 
przypisywano dysputam mniejsze znaczenie, niż na innych 
wydziałach. 
Po dwóch latach studjów kandydat, dapełniwszy wszyst- 
kich ustawami przepisanych farmalnaści, mógł dapiera przy- 
stąpić da zdawania egzaminu na bakałarza medycyny. Pa zła- 
żeniu egzaminu i wpłaceniu pewnych apłat, które nie były 
ł . U ) 
wysakie, następawa a prornacJa . 


Bakałarzowi medycyny ptz,ysługiwały już pewne upra- 
wnienia. Wprawdzie nie walna mu jeszcze była praktykawa'ć 
i leczyć sama dzielnie, ale mógł ta czynić pad kierawnictwem 
doktarów medycyny"'). Brał też już udz.;ał w uczeniu sztuki 
lekarskiej mładszych ad sieb:.e schalarów-medyków. W tym 
celu abawiązany był mieć canajmniej dwa wykłady: w czasi
 
wielkiegO' postu i wakacyj, a uparać się musiał z tern w ciągu 
dwóch lat dalszych swaich studjów. 
Bakałarz medycyny, pragnąc uzyskać wyższy stapień 
medyczny, musiał przez dwa lata pa swojej prornacji na ba- 
kalarza dalej studjawać. Uczęszcza dalej na wykłady, sar.! 
wykłada, wresz.c.ie, w czasie tego dwulecia musi odbyć 
cztery dysputy. Jeżeli bakałarz nie był magistrem sztuk wy- 
zwalanych, to dadatkowo odbywał piątą dysput
'6). 
Drugim i zarazem najwyższym stapniem (secunda laureal 
był stapień daktara medycyny. Źródła średniowieczne ani 
późniejsze nie mówią a tern, żeby istniał jeszcu jakiś sto- 
pień pośredni i żeby tym spasobem doktarat był doJpiero trze- 
cim stopniem, tertia laurea. Jednakże życie i jegO' wymagania 
sprawiły, że taki paśredni stopień między bakalarja.tem a da- 
ktaratem pawstał i adgrywał dużą rolę. Była to t. zw. lice'l- 
cjatura. 
Ustawy krakawskie ze średniowieczną rozwlekłością pa- 
dają, jak ta bakałarz, pragnący się ubiegać o licencjaturę. 
musbł prosić dziekana o zwołanie czł(lr:l
ów Wydziału M'
- 
dycznego, jak musiał osobiście przyjść na posiedzenie, prosić 
profesorówodapuszczenie go da nowego egzaminu, jak ze- 
brani mieli dokładnie i szczegółowo zbadać pastępy kandy- 
data oraz zachowanie się jego w życiu prywatnem wreszÓe! 
wyznaczali pytania egzambacyjne. Pytań powin
:lO uyło by6 


10) u.stawy. Roczn. W. L. II, oddz. I. 32. 
") Tamże, II, 33 Por. P u & C h m a n n. Geschichte des Medicinische;
 
Unterrichts, 1889, str. 219 i in. 
12) Tamże, II, 28. Także P u s c h m a n n 1. c. str. 200 i in. 
13) M o r a w& ki. Historja Uniw. Jag. 1930, II, str. 385. 
14) O promocjach na stophń bakałarza medycyny w Uniwersytecie 
Paryskim podaje "poro szczegółów W i c ker s h e i m e r. Comment.aires 
de la Faculte de Medecine de l'Univ. de Paris. 1915, str. XX-XXV!. 
Mówi o nich także Morawski I. c., II, str. 37F, 385. 


15) Ustawy. Rocz. W. L., II, ::9. 
1
) Tamże, II, 34. 


3*
		

/Untitled-24_0001.djvu

			36 


Tadeusz Ostrowski 


O stopniach medycznych Gabriela Ochockiego 


37 


dwa, przyczem jedno z zakresu Aforyzmów H i p akr a. 
t e s a 17 ). Ba
ałarz, w ten sposób przez Wydział do zdawania 
egzaminu dopuszczony, udawał się teraz ze swoim przyszłym 
promotorem do wicekanclerza Uniwer
ytetul") 
 prosił g.; 
o pozwolenie zdawania egzaminu "pro c:octoratu". Po egza- 
minie. jeżeli ten wypadł pomyślnie, kandydat prosi znowU 
wice:mnclerza o pozwolenie promowar;ia się na doktora 
("supplicabit ab eodem dari sibi licentiam ad promovendum 
i.n docŁorem"19). Wicekanclerz, o ile kandydat odpowiadał 
wszelkim wymaganiom, przychylał się do jego prośby. Teraz 
dopiero kandydat składał przysięgę i uiszczał na ręce swego 
promoiora opłaty dla wicekanclerza i wszystkich egzamina- 
torów 20 ). Teraz też obowiązany był zaprosić wicekanclerza, 
promotora i swoich egzaminatorów na wino i cukry: "refec- 
tionem honestam in confectionibus et vino doctorandus 
facid"21) . 
W ten sposób bakałarz posuwał się o jeden stopień wyżej, 
otrzymywał licencjaturę. Odtąd nazywano go licencjatem. 
Miał już prawo zasiadać w Wydziale Medycznym, przyczem 
przepisy określał y 22), że otrzymuje ostatnie miejsce tuż za 
najmłods.zym członkiem Wydziału. Licencjaturę nadawano 
kandydatowi w aulj2"). Była to więc duża uroczystość, na 
którą zapraszano wszystkich doktorów i magistrów, podobnie 
jak i na innych wydziałach. 
Ale licencjatura to nie był jeszcze osiągnięty pełny druf.i 
stopień, pełna secunda laurea. T o była tylko "licentia", "po- 


zwoieme ubiegania się dalej o promach na doktora medy- 
cyny. Studja medyczne były już właściwl
 skończoOne. Licen- 
cjat już nie był obowiązany do słuchania wykładów ani, do 
składania nowych egzaminów. Uzyskanie doktoratu było te- 
raz raczej formą tylko. Sedno rzeczy leżało, zdaje się, prze- 
ważnie w wysokich kosztach związanycn z uzyskaniem dy- 
plomu doktorskiego. Zresztą w różnych czasach i w różnych 
uniwersytetach były różne zwyczaje i odcienie w upra- 
wnieniach 2 -1) . 
Promocja na stopień doktora medycyny była uwieńcze- 
niem trudów i prac licencjata. Licencjat medycyny, pragnąc 
uzyskać doktorat, prosił rektora o wyznaczenie dnia na 
promocj ę 2"). Przed promocją doktorską każdy licencjat, jak 
podaje O e t t i n g e r 26 ), winien był złożyć "wyi:lIll'anie w!i!ary 
rz.-katolickiej", innemi słowy, niekatolik nie mógł w owym 
czasie w Krakowie, jak zr l esztą i w wielu inn,ych miastach 
eurcpejskich, otrzymać stopnia doktora medycyny. W dniu 
promocji odbywała się nieodłączna dysputa i mowy pochwalne 
na cześć s,z.tuki lekarskvej, poczem kandydat olr,zymywał 10- 


17) Ustawy. Rocz. W. L., II, 35. 
lS) Tamże. 
19) Tamże. 
20) Tamże, II 3€? 
21) Tamże. 
22) TaC1że, II, 37. 
.") T amźe. 


") Np. M o r a woSk i (t. II, str. 381) określa licencjaturę jako 
prawo nauczania, podobnie interpretuje prawa związane ze stopniem 
licencjata D e D i f l e (Die Universitiiten d. MiUelalters, 1885 str. 814). 
<: t . ' 

 wlerdzając, że "pozwolenie nauczania udzieIał k,nclerz w7.ględnie wice- 
kanclerz", uważa on za licencjata tego, kto otrzyxr.ał pozwolenie naucza- 
llia od kanclerza uniwersytetu. W i c ker oS h e i'm e r (1. c., 5tr. XVII) 
pollaje , Że we Francji wielu lekarzy poprzestawało na licencjaturze i nie 
ubegało się o stopień doktora medycyny. P u s c h m a n n natomiast po- 
d.a;e. (1. c, ' str. 200). że "godność doktora medycyny mógł osiągnąć 
każdy, kto posiadał pozwolenie na wykonywanie praktyki lekarskiej", 
,.Licenz zur Praxis". Licencjaci, według niego, mieli te saIiIe uprawnie- 
nia w praktyce co doktorzy, nie mogli tylko być członkami wydziału 
medy-::znego, 
25) Ustawy. Rocz. W. L. , II, str. 37. 
26) Oettinger l. c'o str. 51.
		

/Untitled-25_0001.djvu

			38 


Tadeusz Ostrowski 


a stopniach medycznych Gab, fela Ochockiego 


39 


IV 


ciągnął ten szczegół najaw po upływie 2i lat w r. 1
15 dzie- 
kan Wydziału Medycznego Walenty F o n t a 
 
 s lwypro: 
d . ł 
eńo konsekwencje, przestał mIanowiCIe zapraszał:: 
wa 1:1 z n. E. . k 
P e t r y c e g o na posiedzenia Wych:	
			

/Untitled-26_0001.djvu

			o stopniach ;nedy;zr.ych Gabriela Ochockiego 


41 


40 


Tadeusz Ostrowski 


k i e g a na stapień bakałarza i pastanawiana, że na uroczystej 
prom'Ocji kandydat 'Odbędzie dysputę, jak tego wymagają 
ustawy. 
Pramacja O c h a c k i e g D na bakałarza medycyny 'Od- 
była się dap:era 28 marca 1628 r. 34 ), a więc po upływie zgórą 
9 miesięcy ad chwili złażenia egzaminu i "kreawania" go baka- 
łarzem. Dlaczega między kreawaniem a pramowaniem upłynął 
taki długi 'Okres czasu? Przypuszczać walna, że dwie akolicz- 
noki magły wpłynąć na ta 'Opóźnienie: pierwszą była apłat
 
taksy, dla mładega czławieka bądź ca bądź zawsze wysakiej; 
drugą - dysputa, jaką kandydat miał 'Odbyć padclZas pramocJi 
na bakałar:za. Wszak da dys-puty tr.zeba była S1ę przygotawać. 
Dysputa 'Odbyła się dnia 28 marca 1628 r. na temat "De 
matu cordis". Paprzedziła Dna uraczystą pramację. Tezy 
swaje, które stanowiły oś, dokała której toczyła się dyskusfa, 
O c h a c k i, jak wiemy, wydrukawał. 
Zanim przejdziemy da dalszego opisu prama<:ji O c h a c- 
k i e g a na bakałarza, musimy zwrócić uwagę na ta, że tezy 
O c h a c. k i e g a p. t. "Quaestia de matu cordis" ukazują si
 

 druku w raku 1628, raku w dziejach medycyny epokawym, 
ponieważ w tym właśnie raku sławny H a r v e y 'Ogłosił wieko- 
pamne swaje dzieła "De matu cardis et sanguinis in animali- 
bus", będące jednem z ważniejszych dzieł, jakie wogóle zna 
histarja medycyny. Wyrazy "De matu cardis" w tytułach pism 
i te same lata wydań mamy u H a r v e y'a i u O c h a c k i e g o. 
c.zy ta tyłka przypadkawy zbieg okoliczr.ości, czy też :inai2 
dzieła Ha' r v e y'a tak szybka nadeszła da Krakowa, że juz 
w tym samym roku młady bakałarz mógł na jega podstaWie 


Nie wiemy -dakładnie, kiedy zaczął O c h a c k i studjo- 
wać medycynę, w księdze protokólów bawiem mamy zanatc' 
wane dapiero jega starania z r. 1627 o stapień bakałarza me- 
dycyny, ad tego też zaczynają się szczegóły jego się t;yczące. 
Panieważ magistrem sztuk wyzwolanych zastał w r. 1622, 
zaczął więc studjawać medycynę prawdapadabnie międzv 
rak
em 1622 a 1627, najpóźniej w r. 1625, panieważ, jak ta już 
wyżej mówiano, a stapień bakałarza mażna się było ubiegać 
dapiera pa dwóch latach studjów. 
Czytamy"l), że 16 czerwca 1627 r. dziekan Krzysztaf 
N a j m a n a w i c z zwałał zebranie Wy,działu Medycznega"') I 
aby razpatrzeć prośbę O c h a c k i e g a, "który chce atrzymac 
stopień bakałarza", Zebrani, pa wysłuchaniu praśby, posta- 
nawili O c h a c k i e g a dapuścić da egzaminu i jednacześnie 
wyznaczyli mu dwa pytania egzaminacyjne: pierwsze z Ars 
Parn G a l e n a: "de signis calidi vel frigidi cerebri", drugie 
"de camplexianibus". Postanowiana też, że kandydat nn. być 
egzaminawany przez dziekana wraz z <:ałym Wydziałer.1 
(...per decanum cum tata facultate exammandum esse). Na- 
stępnega dnia, t. j. 17 czerwca, 'Odbył się egzamin. O c h a c k l, 
jak padaje pratakół"'), z wyznaczanych mu pytań zastał "do- 
kładnie i wystarczająoo przeegzaminowany" (diligenter et 
sufficienter fuit examinatus). Pa krótkiej naradZlie t "za jedna- 
myślną zgadą" prafesarów zastał przez dziekana natychmiast 
"kreawany" (creatus) bakałarzem medycyny. Wyznaczal'o 
pra£. Macieja Waj e ń s k i e g a da promawania O c h a '::- 


01) 1. c., str. rkp. :i. 
32) Wydział Medyczny skł-a-dał się wówczas z 4-rech członków. Wy- 
mienia ich wszystkich nasz protokół (str. 5) t. j. Krzysztofa N a j m a- 
1I0wicza, Jana Mitkowskieg(), Macieja Wojeńskiego i Jana. 
Innocentego P e t r y c e g o, syn;J. Sc:bastjana. 
33) 1. c., str. 2, 


34) 1. c., str. 4. Dokładnej daty promocji protokół nie wymienia. 
Czytamy tam tylko, że promocja O c h o c,k i (' g I) odbyła się w półroczu 
zimąwem w 1628 r. Datę promocji znajdujemy natomia..i wY,mie.n;on
 
\v tekście tez "De motu cordis u . .. .. '
		

/Untitled-27_0001.djvu

			42 


Tadeusz Ostrowski 


O stopniach medycznych Gabriela Ochockiego 


4J 


ułażyć swoje tezy da dysputy? Sz.czegół bądź co- bądź ważny 
w dziejach Akademji Jagiellańskiej. GdybY się udała wykazać. 
że O c h a c k i już w 1623 r. znał dzieła H a r v e y'a, świad- 
czyłaby ta a Akademji bardzO' karzystnie, znaczyłaby ta, że 
Akademia szła wciąż z pastępem nauki i że (Jdrazu acenił,l 
olbrzymie znaczenie nauki H a r v e y'a. 
Pisemka O c h a c k i e g a składa się z 4-ch kartek. Nie- 
ma tam żadnych długich wywadów ani wykładów, lecz je.>t li) 
tylkO' zbiór lapidarnych zdań, które autar padał jaka tezy d:). 
dysputy. Sam układ nagłów1ka świadczy, że padobne pisemka 
były zapewne rozdawane przed dysputą może nawet na klka 
dni naprzód, żeby się każdy mógł da dysputy przygatawać. 
Układ jest zupełnie !;:.chalastyczny: najpierw staw:a autar 
pytanie (quaestia) i na ta pytanie odpawiada w czterech zd.l- 
niach, "kankluzjach" (canclusiones), da każdej zaś konkluzji 
dadane są abjaśnienia (carallaria). 
W ten spasób znajdujemy najpierw pytanie: "Czy serc
 
się parusza naturalnie" "vi pulsifica", czy też dzięki kipiące} 
krwi i wrodz.anemu ciepłu?' ("car natllralit.er maveatur a vi 
pulsHica, an vero violenter a s:mguine ebulliente, caH:di innati 
gratia moveatur, nec ne?") W -pierwszej konkluzji autor 
twierdzi, że serce w abu fazach swegO' ruchu, tak w czasi.e 
skul'czu, jak i rozkurczu porusza się w sposób "naturalny" 
("Cor secundum utramque motus sui partem, diastolen, vide- 
licet atque systalen, naturaliter movetur"). W drugiej kon- 
kluzji autor dowodzi, że serce paruszane jest przez "siłę pul- 
sującą" ("Car a vi pulsifica movetur"). W trzeciej autor po- 
daje, że "kipiąca krew" w ruchu serca nie odgrywa żadnej 
roli ("Car a sanguine ebuIliente non movetur"). W ostatniej 
wreszcie kankluzji tw;erdzi, że serce porusza się też dzię- 
ki wrodzonemu ciepłu ("Car callidi innaii gratia move- 
tur"). Powyższe cztery konkluzi.e - dawady, dające odpo., 


\. 


wiedź na pytanie, czy serce się porusza w sposób naturalny, 
są sformuławane krótko i zwięźle. Oczywiście w dyspucIe 
ustnej, która miała nastąpić, można było te dowody dawolnie 
razwijać i interpretować. 
Wszystkie te pajęcia i akreślenia wyżej przytaczane 
tkwią je3zcze głębaka w średniawieczu i ówczesnym schalas- 
tycyzmie, mima że prądy adrodzenia w czasach, kiedy 
O c h o c ki studjował, żywo już nurtują na zachadzie. 
W objaśnieniach do kankluzji pierwszej czytamy tak: 
"ut sanguinis venosi in car attract:a, ita arteriasi a carde 
transmissiO' naturalis existit", ta znaczy: "zarówna przyciąga- 
nie krwi żylnej da serca, jak też przepędzanie krwi tętniczej 
od serca odbywa się w spasób naturalny". Zastanawiając się 
nad sensem tegO' zdania, można zauważyć, że jest w niem 
właściwie sformuławany cały prablem krążenia krwi. Kie- 
runek krwi w żyłach ad abwadu da .serca jest podany trafnie, 
ale wbrew nauce G a l e n a, który uznawał kierunek od- 
wrotny, t. j. od serca do abwodu. Skąd O c h a c k i ta wziął? 
Czyżby czytał już H a r v e y'a? Niestety, odpawiedź na to 
pytanie musi wypaść prze.::ząco. 
H a r v e y swą pracę a clynnaściach serca ujął ekspery. 
mentalnie. Gdyby O c h o c k i znał dzieła H a r v e y'a, 
inaczej by musiały wyglądać jegO' tezy. O żadnem ekspery- 
ment.owaniu w tezac:h O c h a c k i e g.o niem:a najmniejszej 
wzmianki 35 ) . 


35) W czasach kiedy O c h o c k i studjował medycynę, była na Uni- 
wersytecie Kr
kowskim k3tedra anatomji, niedawno założona dzięki za- 
pisowi Z e m e l j u s z a. Profesorem anatomj! był Woj e ń s k i , o czem 
wzmiankę napotykamy w naszym protokóle (str. 4) I gdzie Woj e ń- 
:o:.k i e g o protokólant tytułuje "anatomicus". Również w tezach "De motu 
cvrdis" i "De temperamentis" wymieniony jest W o j e ń s kij ako pro- 
fesor Zwycz1jny anatomji, "ord:narius Anatomes Professor", Nigdzie jed-
		

/Untitled-28_0001.djvu

			44 


Tadeusz Ostrowski 


() stopniach medycznych Gabrjela Ochockiego 


45 


t.ak się nie spotykamy z najmniejszą wzmianką o jl3..kiemikolwiek ekspe- 
rymentowaniu. Sekcje zwłok zapewne były wykonywan'Z. ale jak? Czy 
miały one potwierdzać naukę V e s a l jus z a. czy też jeszcze G a l e n a, 
nic o tern nie wiemy. . 
3U) O tern podaje .szClZegóły T o p l y w przedmow:e do niemiec- 
kiego przekładu pracy Ha l' v e y'a. S u d h o f f's Klassiker Bd. I. H a 1'- 
"e y. Die Bewegung d. Herzens und d. Blutes. 1628. iibersetł:t v. T o p l y, 
I eipzig 1910, str. 6. 
37) Rkp. 297. .str. 4. 
38) Koś m 'L ń s k i L c.. 390 i G i e d l' o Y ć I. c.. 608 podają o Jerzym 
p i p a n i e dość dużo 5zczegółów, między innemi, że został W'I!--r HIV 
\'. ;c. 1593 rektorem Akademii P,adewskiej. był więc niewątplIwie w Kra
 
kowie osobi.stością wybitną i obecność jego na promocji O c h o c k i e g o 
na stopień bakałarza podniosła znaczenie i powagę całeg::> aktu. 


" 


s k i m na czele, został ogłoszony (renuntiatus) bakałarzem 
medycyny. Uroczystość zakończyła się tradycyjnym pocz
- 
stunkiem, na który nowy bakałarz zaprosił obecnych. 
Charakterystyczny jest dopis,ek, jaki .zrobił protokólant, 
kończąc opis promocji bakałarskiej O c h o c k i e g 0 39 ). Oto 
składa życzenia nowemu bakałarzowi, by jaknajszybciej, po 
dwóch latach dalszych studjów uzyskał stopień doktora medy- 
cyny ("utinam decurso biennii studii meuici curricula eŁiam 
doctoratu... potiatur"). Promocję zaś O c h o c k i e g o uważa 
prctokólant za szczęśliwą wróżbę dla Wydziału Medycznego, 
O c h o c k i bowiem pierwszy po latach przerwy w działal- 
ności naukowej Wydziału i braku promocyj uroczyście się 
promował na bakałarza medycyny ("felix, faustumque sit et 
Facultati Medicae quae tot annis promotiones istas intermi- 
serat, et Domino baccalaureo qui nunc primum revocata an- 
tiqua consuetudine bono exemplo ałiis, pergit esse"). Ten do- 
pisek świadczy, że O c h {) c k i musiał się cieszyć specjalnemi 
względami. Że tak było, przekonamy się, rozpatrując dalsze 
postępy O c h o c k i e g o w studjach medycznych. 
W protokóle czytamy dalej4U), że O c h o c k i wziął na 
sieh:e wykłady letnie podczas wakacyj 1628 r. i że wykładał 
dwa razy dziennie skrót całej medycyny ("Epitomen medici- 
nae toiius O c h o c k i explicandam accepit pro diebus canicu- 
laribus, bis in die legit") . Wykłady te, jak protokólant skrzęt- 
nie notuje, cieszyły się dużą frekwencją i powodzeniem. Czy. 
tamy w protokóle, że "miał pełne audytorjum 'ku wielkiemu 
zadowoleniu wszystkich, ku ozdobie Uniwersytetu j ku włas- 
nej chwale" ("Lectorium habuit plenum auditorum summo cum 
omnium applausu, universitatis decore ac sui gloria"). 
Z czterech pr:zepisanych ustawą .dysput odbył O c h o c k i 
tylko jedną. W protokóle czytamy. że O c h o c k i przedłożył 


Dodać trzeba, że pierwsze wydanie dzieła H a r v e y'a 
ukazało się w r. 1628 we Frankfurcie z niezwykle wielką liczbą 
błędów drukarskich 3U ), co długi czas utrudniało rozpowszech- 
nienie nowej nauki. 
Trudno więc przypuścić, żeby przed promocją O c h o c- 
k i e g o. dn. 28 marca 1628 r. badania H a r v e y'a były ju
 
znane w Krakowie. Wspólność tematów i ten sam rok, w któ- 
rym obaj autorzy w tej samej sprawie zabrali głos, to tylko 
przypadkowy zbieg okoliczności. Co najwyżej, na dobro Aka- 
demji Kralkowskiej możemy zapis;ać, że i tuta,j wcześnie roz- 
trząsano ważny problem krążenia krwi, może nie tak szczę- 
śliwie i UIIl'iejętnie jak na zachodzie. ale zawsze z dużem za- 
in teresowaniem. 
Wracamy do naszego opisu uroczystej promocji O c h o c- 
kiego na bakałarza medycyny37). Otóż po dyspucie, w której 
brali udział obecpi doktorzy medycyny, między innemi Jerzy 
P i P a n, o którym protokólant ze specjalnym szacunki,em się 
wyraża "spectabilis"38). O c h o c k i "przy wielkim natłoku 
i muzyce" (in magno concursu et symphonia), wobec licznie 
zgromadzonych władz uniwersyteckich z rektorem B o r o w- 


39) L c., str. 4. 
40) L c.. str. 5.
		

/Untitled-29_0001.djvu

			46 


Tadeusz Ostrowski 


O stopniach medyczny!:h Gabriela Ochockiego. 


47 


d.ziekanowi Wydziału Medycznego swoją rozprawkę (quae- 
stionem) "De temperamentis" do oceny (examinandam). Na 
trzy dni pr.: ed terminem dysputy zapr,osił na nią O c h o c k i 
prof
30rów i doktorów medycyny. Dysputa ta odbyła się, jak 
zapisuje protokólant, w letniem półroczu 1628 r. Dokładny 
termin dysputy znajdujemy podany w tezach. Autor miał je 
przedłożyć i odbyć dyputę 11 wrze3nia 1628 r. 
Zewnętrznym swym wyglądem i układem nowe tezy naj- 
zupełnilej przypomina,ją tezy popr/.J:ednie "De motu c.ordis" 
Pod względem treści stoją niżej. Nie można się tam doszukać 
jakichś nowocześniejszych pojęć. Pełne są średniowieczm
j 
filozofji w duchu zniekszta.łoolneg.o. A l' Y s t o t e l e s a i śre- 
dniowieczn,yzh, sch.olastycznych dociekań. 
N:ljc
ekaws'zą hodaj rzeczą z całego tego pisemka to 
przedmowa, jaką O c h a c k i tezy swe zaopatr.zył. Jest .ona 
jednym hymnem pochwalnym na cześć profesorów i Wydziału 
Medycznego. Im poświęca i dedykuje tezy. Nazywa ich 
"ozdobą i chwałą Uniwersytetu i królestwa" ("gymnasii huius 
ornamenta ac regni decora"), Dziękuje za opiekę, za życzli- 
wość i rady. Widać z tej przedmowy, że O c h o c k i chciał 
sobie profesorów i cały Wydział Medyczny ująć i zjednać ich 
życzliwość. Dlaczego zaś na tej przychylności i życzliwości 
tak mu zależało? O tern dowiemy się wkrótce. Po dyspucie 
zaprosH O c h o c k i profesorów na win.o: "oblatione v
ni gene- 
-rosi ut mOrls et consuetud";nis est refecit". 
O c h o c k i zastał promowany n3. bakałarza medycyny 
28 marca 1628 r. W myśl obowiązujących ustaw mógł był za- 
cząć starania o uzyskanie następnego stopnia naukowega po 
dwóch latach, a więc dopiera. pod koniec półrocza zimowega 
1630 r. Tymczasem już pod datą 4 grudllia 1628 1'. protokó- 
lant zapisuje 41 ) starania O c h o c k i e g o a licencjaŁurę, 
a więc a wiele wcześniej, niżby się należało spodziewać. Co 


więcej, wiemy, że do tego czasu O c h o c k i .odbył z czterech 
przepisanych dysput dopiero jedną, również miał dopiero 
tylko jedep wykład dla sch.olarów-medyków, chociaż .ob.owią- 
zany był do dwóch. Mimo tych braków O c h o c k i, ufny 
widać w poparcie, wniósł prośbę o pozwolenie zdawania egzt1- 
minów na licencjata medycyny. Prośbę tę poparł krótką prze- 
mawą "bre vi atque ea accurata dictione", jaką wygłosił 
.osobiście na zebraniu Wydziału Medycznega, które zwołał 
dziekan tylko w celu "wysłuchania prośby O c h o c k i e g o" 
("ad audiendam petitionem G. O c h.o c ki"). Po tej prze- 
mowie O c h o c k i .opuścił salę .obrad. Obecni wzięli pod uwagę 
j ego szlachetne urodzen:ie 42 ), rozważono dotychczasowe za- 
chowanie się i prowadzenie, zastanawiano się w!"eszcie nad 
postępami, jakie poczynił w naukach medycznych ("nobili.a 
illius natalia prae .oculis habita, vita illius perpens"'-, discussi 
labores et in re medica progressus"). Ostatecznie Wydział 
prośbę O c h o c k i e g o załatwił przychylnie. Wyznaczenie 
terminu egzaminu pozostawiono dziekanowi. Zebrani uchwalili 
pytania, na które kandydat będz.:e miał odpowiadać w dniu 
egzaminu. Pytań tych miało być dwa: objaśnienie aforyzml1 
H i pa kra t e s a, "jak leczyć i poruszyć to, co jest prrzego- 
towan.2" (concocta medicari atque movere) oraz temat z dZlz' 
G a l e n a "an hypostasis urinarum in {l bribus sit effectu5 
causae IIl'orbificae nec ne", - oba pytania średniowieczno- 
scholastyczno-humoralne. Pytania te dziekan miał przedłożyć 
kandydatowi w wigilję egzaminu ("pridie examinis"). 
Ponieważ jednak O c h o c k i nie dopełnił wszystkich 
potrzebnych do ubiegania się o licencjaturę formalności, rada 
Wydziału Medycznego postanowiła go 
d nich zwolnić pad 
warunkiem, że kandydat wpłaci 11 florenów na bieżące 
wydatki Wydziału: ".ponieważ nie miał petnego dwulecia ani 


42) Był szlachcicem herbu Ostoja (K o ś m ; n s kił. L.) 


U) l. c., str. 6.
		

/Untitled-2_0001.djvu

			SPIS RZECZY W XIV TOMIE 


ARCHIWUM HISTORJI I FILOZOFJI MEDYCYNY 
ORAZ HISTORJI NAUK PRZYRODNICZYCH. 


l. IlISTORIA MEf)l
(,YNY. Str 
l. Dr. L e o n \V a c h h o l z, prof. hon. l11ed) cyny 
S1)rlowej w Uniw. Jagielloilsl,im. Poczet grona nauczy' 
cielskiego TVydziału Lekarskiego (T niw. J agielloń- 
skiego od r. 1780-1918 
2. Dr. T a d e u s z O s t r o w ski. O stopniach me- 
d:vcznych Gabrjela Ochockiego :':)0 
3. X. Dr. S z c z ę s n y D e t t l o f f. pro£. historji 
S7Lll1.i w l'niw. Poznańskim. JIaciej Barski, zapom- 
niany lekarz polski XVI wieku 51, 
'L Dr. \Y i t o l d Z y g f r y d B r a u e r. Polskie pi- 
5mipnnictll'0 połnżniczr Xl' II! loieku. (Dokońrzel1ie) 57 
,J. Dr. Z e n o n \Y ł o (" h. ,'J'tosunck Stallislau;a Sta- 
szica dn med)"cyn)" i zasługi jego jakn u'spółorp,rUliza- 
tora i przełożonego pierwszej akadcmickiej s:d'wly 1e 
karskiej w TYarszawic . 103 
G. Dr. T a d e u s z B i l i k i e \V i cz. Studja UJ Par) żu 
IJ'ojciecha GolcmoUJskic{!;o, lckarza pozll111iskicgo w po 
czątku XVIl wieku 131) 
7. Dr. NI a r j a :!VI a s L y il S k a, sLarsza asystenLka Za- 
kładu hislorji i [ilozofji med) cyny w Uniw. Poznail- 
s1.im. llistorja niedoszłego zjazdu lekarzy i 1Jrz)'Todlli. 
kuu' polskich w Poznaniu w 1898 r., jako przycz) nek 
do dziejów walki z kulturą polską ID b. zaborze pru 
skim I Gl 
S. Z d \] a n r a n d I ó ,... na. ']<,,	
			

/Untitled-30_0001.djvu

			I 
, 


48 


o stopniach medycznych Gabriela Ochockiego 


49 


Tadeusz OstrowskI 


dysput wszystkich, przeto w tej sprawie Wydział udzielił 
dyspensy, uC:lwaliwszy, że kandydat złoży na potrzeby 
Wydziału 11 florenów ("quoniam nec bienniu.n integrum 
habuit, nec disputationes cmnes, idcirco ea 
n re Facultas 
dispensavit ea lege ut necessitatibus praesentibus Facultatis 
f10renis undecem subveniret"). 
W niecałe trzy tygodnie po tej uchwale. t. j. 22 grudnia 
1628 roku odbyło się zebranie członków Wydziału Medycz- 
nego celem egzaminowania O c h o c k i e g o "pro secunda 
laurea Medicae Facultatis", przyczem protokół zaznacza, że 
8ię to odbyło z ramienia dziekana - "ex parte decani". Pod- 
czas egzaminu najpierw kandydat odpowiedział na zadane 
pytania. Odpowiedi?::i "panie zostały roztrząśnięte, przyczem 
niektórzy obecni doktorzy kandydatowi oponowali". Po egza- 
mi.nie O c h o c k i opuścił salę obrad, zebrani zaś członkowłe 
Wydziału zastanawiali się, "czy można mu pozwolić prosić 
wicekanclerza Akademji o otwarcie egzaminu" "pro secunda 
laurea Medicae Facultatis". Po naradzie "postanowiono 
jednomyślnie pozwolenia tego udzielić. ponieważ kandydat 
doskonale objaśniał H i p ok r a t e s a, rozwiązał zadane 
pytania i odpowiadał na zarzuty p. p. doktorów". 
Kanclerzem Akademji był wtedy Marcin S z y s z- 
k o W s k i, bi
kup krakowski. a wicekanclerzem znany nam 
już Woj e ń s k i, doktor medycyny i profesor Akademji 43 J. 
On to właśnie, jak wyżej mówiliśmy, promował O c h o c. 
k i e g o na bakałarza medycyny. Ponowne zebranie Wydziału 
medyc7nego tym jednak. razem już nie z ramienia dziekana, 
ale z ramienia wicekanclerza Akademji dla egzaminowania 
O c h o c k 
 e g o "pro secunda laurea Medicae Faculta.tis" 
odbyło się 4 stycznia 1629 r. Zebranie zagaił Woj e ń s k i 
i: odczytał pismo kanclerza Akademji. biskupa S z 
 s z- 


k o w s k i e g o. W piśmie tern kanclerz przelał swe prawa do 
egzaminowania O c h o c k i e g o na wicekanclerza. Po zazna- 
jomieniu się z treścią tego pisma obecni uznali, że zebranie 
jest prawomocne. poczem przystąpiono do p:mownego egza- 
minu. Kandydat najpierw objaśniał rozdział 77 "Artis Pa
'- 
va.e" G a l e n a ,,0 objawach serca chorego", de signis cOTdis 
patientis::, p-otem zaś odpowia.dał na pytanie, "czy w każdem 
biciu serca potrzebny jest upust krwi, czy też nie?" "an in 
omni palpitatione cordis phlebotomia compelal nec ne?" 
Pytania te otrzymał O c h o c k i od wicekanclerza w przed- 
dzień egzaminu. Nad odpowiedziami kandydata wywiązała 
się dyskusja. Zabierało w niej głos c?:t,2rech obecnych profe- 
sorów Wydziału Medycznego którzy oponowali kandydatowi. 
Po egzaminie O c h o c k i wyszedł, zebrani zaś jednogłośnie 
p03tanowili nadać O c h c c k i e m u licencjaturę. Poproszono 
więc kandyda'la z powrotem do sali, a wicekanclerz mianował 
go licencjatem medycyny ("procam:eUarii vo::e li.::entiatus 
medicinae est cre3.tus"). 
O c h o c k i po otrzymaniu lincencjatury "natychmiast 
poprosił o zaliczenie go w poczet czlonków Wydziału Medycz- 
nego, stosownie do statutów i praw Wydziału". (.....confestim 
pełiit novus lic,entiatus admitti se ad facultatem iuxta prae- 
scriptum legum ac iurium facultatis "). Prośbę tę zaraz rozpa- 
trzono' a ponieważ, zdaniem obecnych, nie bylo żadnych 
przeszkód, postanowiono O c h o c k i e g o w poczet Wydziału 
zaliczyć. niech, tylko "złoży przepisaną statutami przysięgę" 
("praevio iuramento in leg
bus descripto"), Przysięgę tę nowy 
Ecencjat zaraz złożył i zasiadł na wyznaczonem przez dzb- 
kan a miejscu. obok najmłodszego wledv doktora ("locum 
que... iuxta d. doctorem iuniorem tunc in f
cu1tate praesentem 
obtinuit"). Na zakończenie opisu tego egzaminu notuje proto- 


4') l. c. .str. 8. 


43) zob. Księga Protokółów, l. .c., str. 7. 


4
		

/Untitled-31_0001.djvu

			'50 


Tadeusz Ostrowski 


kolant, że kandydat po egzaminie uiścił taksę egzaminacyjną, 
natomiast ucztę, za zgodą obecnych, odłożył na dzień swei 
promocji na licencjata. 
Promocja odbyła się 18 stycznia 1629 r., a więc w dwa 
tygodnie pa opisanym wyżej egzaminie4!). Przebieg tej uroczy- 
stości opisał protokolant, opatrzywszy go przedtem szumnym 
nagłówkiem: "Licentia Doct.oratus in medicina excellenti vir,] 
G. O c h.o C k i, philosophiae do'C.t.ori... Fuit autem hU:U3 sulem- 
ni
atis modus eiusmodi atque ralio". 
O c h o c k i o godzinie 1S-tej rar.o ("hora decim'l. 
quinta"4f'), otoczony magistrami, bakałarzami oraz licznie z
' 
oraną młodzieżą, udał się do m:eszkania wicekanclerza, Stam- 
tąd wszyscy zebrani wraz z wicekanclerzem, przed którym 
"kroczyli bedel e z 1:;erłami", udali się do lektorjum teologów. 
Po przybyciu do lektorjum wicekanclerz, wśród oklasków ze 
strony licznych osób, przybyłych "na tak rzadką uroczystość" 
zasiadł na podjum. Kandydat przedstawił teraz swoje tezy 
"De sympathia et antipathia mixtorum"45). Czy była dyskusja, 
.o lem nic protokół nie wspomina. Natomiast czytamy, że wice- 
kanclerz wygłosił krótką przemowę o sporze i przyjaźni ("de 
lite atque amicitia"). Czynniki te w życiu ludzkiem odgry- 


o stopniach mećycznych Gabriela Ochockiego 


51 


wają ważną rolę, są "pierwszemi początkami i elementami 
życia ludzkego i wszystkich rzeczy" ("primis vitae humanae 
et rerum omnium initiis a tque elemenŁis"). Pouczał dalej wic
- 
kanclerz, jak naieży postępować w życb, czem się kierowa
 
i czego się trzymać. Przemowy tej nie skończył, lecz dopro- 
wadził ją do połowy, poczem wedle starego zwyczaju zwr-.)- 
cH się do licencjata, by dalej ją kontynuował. O c h o c k i 
"chętn:e podchwycił powierzone mu zadanie" i pięknie si
 
z niego wywiązał ("lubens iniunctum sibi munus licentiandu<; 
assumpsit cmnesque eius partes do do et subtili sermone 
explevit") . 
Po ukończeniu tej przemowy O c h o c k i złożył publi- 
cznie wyznanie w:ary4'), poczem wicekanclerz "ogłosił g3 
licencjatem medycyny"4R). "Zakończył tę część uroczystości 
bedel 49 ), cpowiadając wesołą bajkę, w której sprawę sporu 
i przyjaźni poruszył w sposób bardzo ucieszny" ("c.onclusit 
hanc negotii partem festiva fabulae recitatione bedellus, quam 
de lite atque amicitia iucundissime conceptam habebat"). 
\Vreszcie zabrał głos wicekanclerz, dziękując obecnym 
za przybycie na promocję. W czasie promocji "dawał się sł
- 
szeć śpiew i miłe tony fletni". Członków Uniwersytetu za- 
prosił po promocji licencjat "na wino i cukry" do przyległej 
sali. Doktorów zaś medycyny przyjmował wieczorem u siebh
 
(demi suae) sutą i wystawną ucztą ("solemni mensa et pran- 
dio Galenico"50). 


45) M o r a w s kiL c., II, str. 402 podaje, że czas liczono wówczas 
od zachodu słońca dnia poprzedniego. Lekcje w zimie zaczynały !Się 
o godz. 13-ej, trwały do 22-giej, "bo św:atło było drogiz". Jeżeli zachód 
dońca zimowy, od którEgo liczono godziny, ustanowiano na godz. s-tą, to 
godz. 13 przypadłaby na godz. 6-tą rano, 22-a na 3-cią popoł. W ten 
sposób, przyjmując zachód słońca w styczniu n'3. godz, s-tą popoł., wi- 
o?imy, że godz. 15, "hora decima quinta", to była nasza godz. 8-ma rano. 
46) W tezach tych zastanawia się O c h o c k i nad własnościami le- 
ków, nad ich "sympatją", czyli "pokrewieństwem do natury [udzkiej", 
czemu przypisuje działanie uzdrawiające leków; oraz nad ich "anty- 
patją", czyli "czemś, co jest przeciwne ciału ludzkiemu", a więc co po- 
,.o,duje chorobę. I te tezy oparte są li tylko na średniowie.:zmj 
medycynie. 


4,) Zob, wyżej str. 8. 
4") 1. c., !Str. 8. 
'0) Morawski II 1. c. 409, Wickersheimer 1. c., LIV-LVII 
rcd.ają .dużo ciekawych szcz
gółów o bedelach, którzy po promocjac
 
zabIerali głos i opowiadali okolicznościowe wesołe dykteryjki. 
. ,,5") U filozofów analogiczna uczta nazywała się "prandium Aristo- 
tehs (M o r a w s k i, II, .str. 381). 


4*
		

/Untitled-32_0001.djvu

			52 


Tadf:..
sz Ostrowski 


O stopniach medyczny,;:h Gabrjela Ochockie:ło 


1)3 




a opISIe tej promocji kończą się szuegóły, tyczące si
 
uzyskania przez O c h o c k i e g o stopm medyczaych. Bra& 
tu jeszcze tylko opisu promocji doktorskiej, a wypadało się 
spodziewać, po tern co dotychczas czytaliśmy, że będzie to 
opis barwmy i ciekawy. Przerzucając pożółkłe karty starego 
rękopisu, napotykamy Jeszcze kilkakrotnie na nazwiska 
O c h o c k i e g o. Są to już jednak tylko krótkie zapis
' 
o wyberze O c h o c k i e g o rajcą krakowskim oraz o kilka- 
krotnym wyborze go na dziekana Wyazic\fu Medycznego. 
Jeszcze raz spotykamy się z nazwiskkm O c h o c k i e g,.., 
na ostatnich kartach rękupisu 51 ). Znajdzie się tam "Wyka'
 
doktorów i profesorów medycyny w Uniwersytecie Kt'akow- 
skim od czasów naj dawniej szych aż do rdormy Koł ł ą t a- 
j a"'2). Zanotowane są tam dokładnie daty egzaminów i promo. 
cyj DE bakałarza, licencjata, wreszcie doktora medycyny. 
O doktoracie medycyny czytamy, że promocja odbyła się 
30 sierpnia 1629 r. w kościele Marjacklm. Na tezach "De 
phrenitide", wydrukowanych wtedy z okazji tej promocji, jest 
podane'Z), że promocja odbyła się w sierpniu 1629 r., bliż- 
szej da,ty niema. Czy .istotnie odbyła się 30-go? Być maiŻe, ale 
pewności mieć nie możemy, gdyż ta sama ręka podała tamże 
mylnie, że tezy na stopień doktorski dotyczyły tematu "De 
sympathia et antipathia mixtorum", co jest nieprawdą. 


v. 


czywistości. Przypomnijmy sobie jes,zcze raz najw'ażniejsz
 
daty egzaminów i stopni O c h o c k i e g o' 
S 
 f 17 czerwca 1627 baccalaureus creatus, 
.- =' ' l 28 marca 1628 baccalaureus promotw. 
a.!: 
f 22 grudnia 1628 egzamin na stopień licencjata przed Wydziałem 

 l , ex parte deca ni. 
=' 4 st y cznia 1629 cgzam:n na stopień licencjata przed Wydziałem 

 
0:1 ex parte vicecancellarii. 
1 I 4 stycznia 1629 licentiatu.. creatus. 

 18 .stycznia 1629 licentiatus ;promotus. 
'" l 30 sierpnia 1629 doctor medidnae promotus. 
W powyższym wykazie dat przedewszystkiem wpada 
w oczy różnica między "bakałarzem kreowanym" a "bakała- 
rzem promowanym", mamy bowiem 9-domiesię.::zny okr
s 
czasu między obiema datami. Dalej wpada w oczy, że przv 
uMeganiu się o drugi stop:eń naukowy, t. j. o doktorat (se\::un.- 
da laurea), mamy dwa egzamina i dwie promocje. Dwa egza- 
mina nie były przewidziane w ustawach. Ale wid'Jcznie Wy. 
dział sądził, że lepiej wprzód przeegzaminować kandydata 
mnizj oficjalnie, bez wicekanclerza, a dopiero potem zrobi
 
egzamin oficjalny. Dwie promocje świadczyły dobitnie, ŻZ 
licencjatura nie była tylkO' uprawnieniem da ubiegania si
 
o doktorat, ale że była prawdziwym stopJ"
em naukowym, pO. 
średnim między bakalarjatem a doktorate1Il Zresztą tak sam'), 
jak !icencjatowi brak pieniędzy przeszkadzał w uzyskanil 1 , 
zaraz doktoratu, tak sama zdarzało się, że "bakałarz krea- 
wany" nie miał funduszów na promocję ba!iałarską, mógł wię
 
W k1. sposób długi czas (O c h o c k i 9 miesięcy) pazostawa: 
"ba;:;c'łlaureus creatus, non promotus". CLY z teg.) wynikały 
jakie różnice w uprawnieniach? Zapewne, życie miało zawsze 
swojz wymagania, których ustawy nie magły w cdłości prz
- 
widz
eć. 


Omawiany protokół, szczegółowo podający krok za kro 
kiem egzamina i stopnie Gabrj ela O c h o c k i e g o, przed. 
stawia fragment z życia Akademji tak, jaK on wyglądał w rz
' 


51) Str. 16. 
52) Ogłosił go M a jer. Rocz. 'Vydz. Lek. 1839, .str. 44. 
53) Zob. wyżej .str. 2.
		

/Untitled-33_0001.djvu

			X. SZCZĘSNY D
TTLOFF. 


MACIEJ BARSKI, ZAPOMNIANY LEKARZ PCLSKI 
XVI WIEKU. 

rzeglądając kiedyś książkę Sebastjana C i a m p i'e g (I 
Gl p. t. Notizie di medici, maestri di muska e cantori, pittor:, 
alichitetti, scultori ed altri artisti italiani :p Polonia e P.ola'
cb;. 
in Italia" (Locca 1830), znalazłem tam (str. 44) wzmiankę 
o lekar.zu, o którym, jak się następnie przekonać mogłem. 
polska historja medycyny nigdzie nie wspomina. Jest nim 
Macizj B a r s ki (1553-1591), zmarły we Florencji a pos
a- 
da j ący tam okaz.ały nagrobek. 
Notatka C ia m p i'e g o, który powiada: "Si vede ił SUIJ 
monumento eon ritratto di marmo nel chiostro piccolo deI L. R 
Ospedale di S. Maria Nuova in Firenze". skusiła mnie pod. 
czas pobytu w tern m
eście do odszukania tego z:lbylku. Niz 
było to rzeczą zbyt prostą, ponieważ ani służba szpitalna 
a.ni lcka.ill'P. na.wet, zajęci w rozszerzonyn dziś dawnym tym 
głównym szpitalu florenck
m, nazwy "chi.ostro piccolo" już 
widocznie nie znali. Na dobry zaś artystycznie i rozm:aram i 
poważny pomnik ż'aden z nich, z,daje się, nigdy uwagi lli.
 
zwracał. Dla ni3.S ma on znaczenie poważnc, ponieważ od- 
słania nam przynajmniej rąbek tajemnicy życia i działalności 
naszl£go ziomka, zmarłcgo na obcej ziemi w dość dalekie1 
prz'esz.łośd. 
Cał,okształt przyśc.iennego nagrobka. z,ajmującego całe 
jedno pr.z.ęsło krużganku, przedstawia się i architektoniczni
 


. " 


] 


'I 


".., 
--- 



 
ę t . 


.' - 
!'J 


7 



. 

 


, 
 
;
 t 
,4' 

 ,
 


... 


p" .....- 


.-' 
t===== 


----::-i ' , 
.r'
-l"ł 
-

 "
.J 
.J ,. ,.» ;" 
. 
":", "!Ił i '1... 
.",,- (l! 
.,. oh .-.1 
- 
' . ' . 
,
 
.j 

; "!l 
'3. \ 
 . f.. .. '" 
"-:.i ;:r 
..Jr"
- f"'.J 


q 


.
 


<...... 


l 
_"" 

 .. 


". 
. 


" 
f 


'II 


MACIEJ BARSKI 
(1553-1590 


.. 

 


Jj
		

/Untitled-34_0001.djvu

			Maciej Barski, zapomniany lekarz polski XVI w!('ku 55 



 


i rzeźbiarsko jako jedno z poważniejsz)ch dzieł późneg,) 
cinquccenta. Są w niem widoczne wpływy twórcze, idące od 
nagrobka, wystawionego przez Giovanni'ego dell'O p e r a i in- 
nych M i c h a ł o w i A n i o ł o w i w S. Croce 1588 r., na c£Y 
wskazuje s,lczególn:e nietylko popiersie zmarłego, ale i ma.. 
lowane ujęcie partji górnej w motyw odsłaniających kotar
 
putti. 
Pod świetnego dłuta popiersiem B a r s k i e g o zamiesz- 
czono na czworokątnej tablicy następujący napis: 
D. O. M. 
'vlatthiae Cochlero Barski 
Eq. Polono, doet. physico. 
Qui cum hoc loco multis industriam 
Fidemq, suam comprobasset, 
Ad Sigism. III PolonOO'um Regen-. 
Provecturus gentiq. suae profuturus 
Febri acuta decessit. 
Joanmes Can. Cracoviensis Annae 
Jagielloniae Reginae Pol. Theologu« 
Et Andreas I. U. D. secr. regius 
Fratri opi. medioximo. 
Moestiss. poss. 
Vixit ann. XXXVIII. Obiit XV Kal. oet. 
Anno MDXCI. 
Quod vix una domus producit gens quoque rara, 
Hoc tulit una domus gensque poiona simul. 
Na cokole w bogato ornamentowanym kartuszu herb 
Rola, - na wstędze, przewijającej s'
ę porrze!z pióropusz nad 
szyszakiem herbowym, słowa "Succi,;a resurget". 
Napis ten, którego brzmienie - z błędami - przytacz l 
już C i a m p i, nie wspominający pozatem nic o herbie ani 
o malowanym otoku, podaje nam przynajmniej kilka wiado-
		

/Untitled-35_0001.djvu

			!i6 


X. Szczęsny Dettloff 


mości biograficznych o naszym lekarzu. Urodził się więc Ma- 
ciej B a r s k i (nie mogłem się dowiedzieć, c.o znac:zy OW) 

,Cochlem:;") w roku 1553. Był drugim z 3 6rac;., z którycn 
.J a n piastował godność kanonika krakow!>kiego i spow:edni- 
'ka kt-ćlowej A n n y J a g i e 11 {) n k i, A n d r z e j zaś, dok- 
tor 3bojga praw, był sekretarzem królewskim. Maciej saro 
był ł'owołany jako lekarz przyb-oczny na dwór Z y g m u n- 
i a I l I, kiedy uległ we Florencji o.wej "febris acuŁa". Cho- 
ciaż po.chwalne dla działalności jego lekarskiej słowa napis'.! 
nagr
bnego należałoby przyjąć z pewnem zasłrz,eżeniem, po- 
nieważ umieścili je tam bracia z.marłego, to jednak sam fakt, 
że Maciej praktykował w jednym z największych szpitali flo- 
renckich, i że postawić pozwolono w nim nagrobek z tym po- 
chwalnym napisem, daje pewność, iż młodo zmarły lekarz 
polski, istotnie odznaczać się musiał niepospolitą wiedzą 
fachową, Powołanie go na dwór królewski do Polski potwier- 
dza tę pewność w znaczniejszym, jeszcze stopniu. 
Tyle tylko podać mogę. Wartoby pos2perać po archiwa ClI 
florenckich, by dowiedzieć się czegoś wi(;,cej o niewątpliwie 
niep.)spolitym na'szym lekarzu, Ale to już rzecz historyków 
medycyny. 
Nadmhmić mi jeszcze wypada, ż£ zdjęcie fotograficzn
 
n.agrobka, który dotychczas nigdzie reprodukowany nie 
był, zawdzięczam uprzejmości p. adwokata Alberta Lu. 
c h i n i'e g o, dyrektora Istituto Fasdsta di cuHura we Flo- 
.rencji, który j,e dla mnie zrobić kaI.ał. 


Z Zakładu historji i filozofji medycyny w Uniw. Poznańskim. 
Dyrektor: Prof. Dr. Adam Wrzosek. 


WITOLD ZYGFRYD BRAUER. 
POLSKIE PJŚtv11ENNICTWO POŁOŻNICZE 
XVIII WIEKU 
ROZDZIAŁ III. 
POLSKIE PIśMIENNICTWO POŁOŻNICZE XVIII WIEKU, 

 1. Polskie xiqżki położnicze wydane przed XVIIIw. 

olskie piśmiennictwo położnicze zaczyna się w XVI stu- 


 leciu. W tym wieku i następnym jest tak szczupłe, że 
na palcach j e policzyć można. Jest to przedewszystkiem trak- 
tat ,,0 radz.eniu człowiec.zem", znajdujący się w t. zw. Z:dnikl 
S t e f a n a F a ] i m i r z a, wydanym w Krakowie w r. 1534. 
Traktat ten :;kłada się z dwóch części, zatytułowanych: 
l) ,,0 rodzeniu człowieczem, jako a kióremi obyczajami 
płód z żywota matek swoich wychodzi na świat i tudzież o przy- 

odach i o rozmaitych przypadłościach pań i niewiast, które 
miewajq przy rodzeniu dziatek swoich. I też o pomocach 
lekarskiemi rzeczami ku rychłemu lekkiemu plOrodzeni!J 
i k temu o sprawie i rzqdzeniu pań. brzemiennych, tak przed 
porodzeniem jako i po porodzeniu. Ale naprzód oznajmia roz- 
maite obyczaje rodzenia czlowieczego. A napierwej którym 
obyczajem płód w żywocie leży a wielq błonek bywa obleczon". 
2) ,,0 przyczynach rozmaitych porzucenia. Ta jest nie- 
donoszenia płodu, I zasie o lekarstwie ch naprzeciwko temu:"
		

/Untitled-36_0001.djvu

			Witold ZygIryd Bmuer 


Polskie piśmiennidwo położnicze XVIII wieku 


58 


59 


Pierwsza częsc zaopatrzona jest w drzeworyty przed- 
stawiające położenie płodu w macicy. Zielnik F a l i m i r z a 
nie jest dziełem oryginalnem, lecz zbiorem osobnych xiążek. 
przeważnie będących przekładami. Jak to ostatecznie wy- 
kazał J ó z e f R o s t a f i ń s k i, inne zielniki nasze z XVI stu- 
lecia, a w:ęc t. zw. Zielnik H i e r o n i m a S p i c z Y ń s k i z- 
g o, wydany w r. 1542 i 1556, oraz t. zw. Zielnik M a r c i n 3- 
S i e n n i k a, wydany w 1568 r" nie są wprawdzie dosłownym 
przedrukiem t. zw. Zielnika F a l i m i r z a, ale posiadają tę 
samą treść, inaczej tylko uszykowaną w poszczególnych czę- 
ściach które zostały ułożane w innym porządku. Więc trak- 
tatowi' ,,0 rodzen
u człowieczem i t. d." w Zielniku F a l i - 
m i r z a odpowiada w Zielniku S p i c z Y ń s k i e g o r':ndział 
tak samo zatytułowany, a w Zielniku Siennika rozdział p. t.: 
"Xięgi siódme ma j ące w sobie naukę jako brzemienne panie 
sprawiać s:ę mają nosząc płód: Jako się też ku rodzeniu 
i przy rodzeniu rządzić..:'43) Zresztą przed R o s t a f i ń s k i m 
już L e l e w e l w r. 1823, o cz.em R o s t a f i ń s k i wspomina, 
zwrócił mimochodem uwagę na podobieństwo treści wszystkich 
wspomnianych zielników, a Z i e l e n i e w s k i, porównawszy 
je, napisał: "Wszelkie późniejszych naszych zielnikarzy trak- 
taty, jak się naocznie :.: porównania S p i c z Y ń s k i e g o 
i 
 i e n n i k a z F a l i m i r z e m przekonaliśmy, są naśladow- 
niczem powtórzeniem F a l i m i r z a" 44 ). W innem miejscu 
zaznacza jednak Z i e l e n i e w s k i, że S i e n n i k nie był 
"prostym powtarzaczem S p i c z Y ń s k i e g o, lecz go "w wieiu 


miejscach poprawił, uczyniwszy przez to swój wykład o nauc
 
położniczej o wiele jaśniejszym i zrozumialszym". 4 ") 
W r. 1541 została wydrukowana w Krakowie xiążka 
A n d r z e j a z K o b y l i n a p. t. "Nauka ratowania polożnic" 
Należy ona do wielkich rzadkości bibljograficznych. Nie miał 
jej w ręku ani G ą s i o r o w s k i, ani Z i e l e n i e w s k i. Po.. 
dohno miał ją w swojej bibljotece dr. Kar o l S o c z Y ń s k i 
w Krakowie 46 ). Koś m i ń s k i podaje, że wyszły jeszcze dwa 
wydania tego dziełka: drugie w 1589 r., trzecie w r. 1618. 47 1 
W XVII w. ukazały się tylko dwie polskie publikacje z za- 
kresu położnictwa. W r. 1624 została wydana w Krakowie 
xiążka in 4° o 34 kartach nieliczbowanych, napisana przez 
Pietra Cil,iachowskiego, lekarza za Zygmunta In 
i gorliwego arjanina. Nosi tytuł ,,0 przypadkach bialych- 
JJ,lów brzemiennych polszczyzna". Szczegółowo streścił tę 
rzecz na kilku stronicach G ą s i o r o w s k i, wydając o niej 
pochlebny naogół sąd, ponieważ zaw,;e-ra w sobie "wiele do- 
brych i zdrowych przepisów". Napisana została popularnie 
"dla niewiast, nie dla lekarzy"48). 
Chwali ją również S k a ,ł k o w s k i: "Praca ta jest cie- 
kawą - pisze - ze względu na język, na zapatrywania ja- 
sne i zdrowe pisarza..... "W dziele tern pośród wielu zapa- 
trywań nieumiejętnych, raczej zabobonów, daje dużo rad do- 
brych swoim czytelniczkom" 49 ). 


45) Ibid. str. 75. 
4") Ibid. .str. 70, 
47) Koś m i ń s k i S t a n i s ław. Słownik lckarzów polskich. War- 
szawa 1883-8, str. 220. 
48) G ą s i o r o w s k i l. c. T. I. 1839 r., .sir, 352. 
49) B r o n i.s ł a w S kał k o w s k i. O krwotokach w położnidwi,ac 
Lwów 1898, str. 8. 


43) R o s t a f j, ń oS kiJ ó z e f. Porównanie tak zwanych zielników 
F a l i m i ! Z a, S p i c z y ń s k i e g o i S i e n n i k la,. Pamiętnik Wydz. 
rnat.-przyrodn. Akademji Umiejętności. 1888. T. XIV. 
U) Z i e l e n i e w.s k i l. c. .str. 57.
		

/Untitled-37_0001.djvu

			60 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piś;niennictwo położnicze XVIII wieku 


61 



 2. Jakób Kostrzewski. 
Poczet xiążek polskich XVIII w, z dziedziny położnictwa 
rozpoczyna: 
"Sztuka babienia ku nieuchronnej dzieci przy porodzie 
odbierajqcych potrzebie a niemniej ku miłemu rodzących po- 
żytkowi krótko i doskonale zebrana. Przez J. M. C. F. Jakuba 
KostrzewskieJJ,o wyzwolonych nauk i filozoFji doktora. Za do- 
kładnym J. C. K. A. M. Rozkazem. W Lwowie w drukarni 
AntonieJJ,o PilIera r. 1774, in 8-vo, str. XIV i 182. 
Autor tłumaczy się w przedmowie, iż opu
cił w swej 
xiążce opis chorób niewiast ciężarnych, rodzących i nowo- 
rodków, gdyż należą one do głębszej nauki lekarskiej j "ja 
zaś - pisze - niniejsze dzieło dla samych kobiet odbieraniem 


dzieci bawiących się, nakształt krótkiE:go opisania początki 
sztuki im potrzebnej w sobie zawierającego przedsięwziąłem, 
przeto oneż umyślnie opuściłem, gdyż w nich odbierająca nic 
crynić nie może i nie powinna; jakoż w podobnych okoliczno- 
ściach, a nadewszystko w porodach nienaturalnych, użycia na- 
rzędziów pa'trzebujących, lekarza, cyrulika lub babca pod przy- 
sięgą i sumieniem przywołać obowiązaną jest". Następnie 
wspomina, że napisał to dzieło z polecenia "Najpotężniejszej 
Cesarzowej Rzymskiej m,az królowej M a r j i T e r e s y" t a po 
budką do tego był d e S t o rek Potem pisze, ile go trudu ko- 
sztowało napisanie tej książki: 
"Niemało tęsknicy. ani mniej pracy w wykonaniu dzieh tego tak 
użytecznego i potrzebnego podjąć mi przyszło; gdy niemałym trudem .słów 
różnych wynajdować, onych znaczenie wykładać, wyrazów sztuce właści- 
wych z najwyborniejszych i najnowszych mowników wyczerpywać, tudzież 
nowe niekiedy wymyślać przymuszony byłem. Wszystko to jednak za 
powodem wspomnianego rozkazu i miłości Ojczyzny mojej dla ocalenia 
matek, dzieci i familij, przez nieumiejętność sztuki tej częstokroć śmierci 
f.a ofiarę wystawionych, przedsięwziąłem, zniosłem i nak01liec przemogłem. 
- Powstało stąd mniej podobno dokładne i mniej doskonałe dzieło, lecz 
i czasu krótkość i słów niekiedy właściwych sztuce niedostatek, dosko- 
n:łlsze uczynić ;nie dozwalało, - Uczyniłem, co mogłem, jako siły przy- 
puszczały; dokC'nałem, czego żaden przede mną przedsięwziąć nie ośmielił 
!Się; pokazałem niejaką drogę, aby podobnież insze lekarskiej nauki CzęŚCI, 
rćwnie potrzebne, językiem ojczystym wydane były." 
W końcu przedmowy autor zwraca sH
 do położnych, 
pISZąC: 
"Wam zaś, uczciwe niewlas,ty, odbieraniem dzieci b:łwiące się. krótkie 
to opisa.nie sztuki waszej zalecam. gdyż, pilnie one czytając, urzędowi 
waszemu i sumieniu za dosyć uczynicie. Na was albowiem tylu matek, 

ylu dzieci ocalenie zależy; na waszych polega rękach życie rodzącej 
I płodu wkrótce na świat zrodzonego; którego jednak stf\:łta, z waszej 
częstokroć nieostro . .. l b . db " h d . . ł h k 
znOSCl u zame anIa poc o ząca, SCIS ego rac un u 
przed Najwyższym Sędzią domagać się pewnie będzie." 


Drugiem dziełkiem położniczem polskiem XVII 'wieku 
jest wydane w Brzegu na śląsku po polsku i niemiecku p. t. 
"Prosta rada dla niewiast ciężarnych i rodzących, także i w 
innych slabościach, szcze.gólnie na wsi, do użytku. Wydana 
przez dwie malowiedzące niewiasty". (Gemeiner Rath ar! 
Schwangere unde Gepaerende etc.... Gestellet VOn zweien ein. 
faeltigen Frauen D. S. und M. F.). Litery D. S. są inicjałami 
autorki S y b i 11 i D o r o t y (1590-1625), xiężny na Lignicy 
i Brzegu, a "głoski N. F. oznaczają Małgorzatę F u s s, aku- 
szerkę nadworną i powiernicę xiężny". Wiadomość o tern 
dziełku zaczerpnął G ą s i o r o w s k i (T. I, str. 353) z "Ga- 
zety W. X. Po-znańskiego" (nr. 67 z 20 marca 1834). zazna- 
czając, że rzeczona xiążka rozdawana była bezpłatnie, a obec- 
nie jest "niezawodnie wielką bibljograficzną osobliwością". 
W XVIII stuleciu, poczynając od 1774 r., piśmiennictwo 
położnicze polskie więcej się rozwinęło, niż w dwóch ubległyÓ 
stuleciach.
		

/Untitled-38_0001.djvu

			Witold Zygfryd BTc:uer 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


63 


62 


Książka podzielona jest na 14 rozdziałów. 
W rozdziale I autor pisze ,,0 częśdach niew"'2ścich rOrdz

 
niu służących". Dzieli je na twarde i miękkie, spojone ze sobą 
chrząstkami i więzadłami, które nazywa "przepaskami", - 
Miednica składa się z czterech znaczniejszych części: z kości 
bezimiennej, z kości kuprzastej czyli "świątniczej" i k. guzicz- 
nej czyli ogonowej. Każdą z bezimiennych kości dzieli na trzy: 
gÓrną czyli "kiszkową lub strzewną"; przednią czyli "krokową 
lub haniebną łonową" i dolną-biodrową. W miednicy odróżnia 
3 płaszczyzny: wchodu, jamy i wychodu. - Części rodne 
miękkie dzieli na wewnętrzne i zewnętrzne, dając bardzo po- 
bieżny ich opis. Krocze nazywa "międzykrokiem", jajniki 
"jajecznikami" czyli "gniazdami jajecznemi lub jądrami bia- 
łogłowskiemi" . 
W rozdziale II mówi o poczęC)U; opisuje błDny płodDwe, 
azieląc je na wewnętrzną, "owczą lub płaszczykową albo 
przypotokiem" zwaną, i zewnętrzną-"żylistą", wkońcu daje 
.opis wód płodDwych, łDżyska i sznurka pępkowego. 
W rozdziale III traktuje ,,0 brzemienności albo ciężar- 
ności", dzieląc ją na "prawdziwą, fałszywą i zmieszaną", 
Fałszywą mamy wtedy, gdy w macicy zamiast płodu, rozwij
l 
się "zaśniad, sztuka mięsa, kule krwią lub wodą napełnione"! 
zmieszaną, gdy obok płodu rozwija się jeszcze jedna z wyżej 
wymienionych rzeczy, Mówiąc o znakach ciężarności, dzieli 
je na pewne i wątpliwe. - Pisząc o prawdziwych i fałszywych 
wodach, zaznacza, iż fałszywa woda znajduje się zewnątrz 
błon płodowych, może odejść każdego czasu bez następują- 
cego porodu i bólów porodowych, jest przeźroczysta, chust nie 
plami. - Jeżeli położne nie umieją odróżnić wód prawdziwych 
()d fałszywych, to "po wypłynięciu fałszywej wody, mając ją 
za prawdziwą, wszystkie do rodzenia przygotowania czynią, 


bó!e w brzemiennej różnemi sposobami wzbudzić usiłują, 
a tym błędem nie tylko brzemienną bez potrzeby męczą, ale 
częstokroć przed czasem rodzenie przyspieszają", - Podając 
opis położenia płodu w macicy, twierdzi, że naturalne poło- 
źenie jest wtedy, gdy "uda naprzeciw swego brzucha wgórę, 
nogi przeciw swego zadku, ręce na oczach ma założone i twa- 
rzą jest zwrócone do brzucha matki". Dopiero pod konkc 
ciąży, na skutek ciężaru głowy ulega ono 'Obrotowi twarzą 
i brzuchem ku kuprzastej kości matczynej. "Obrót ten dobrym 
dziecięcia obrotem, i położenie naturalnem nazywamy," Przy 
położeniach pośladkowych brakuje tego obrotu, - Na końcu 
rozdziału autor czyni wzmiankę o bólach porodowych, 
W rozdziale IV daje krótki, lecz bardzo dobry opis prawi- 
dłowego porodu; wylicza znaki bliskiego porodu i wskazuje, 
j ak akuszerka ma postępować. 
K o s t r z e w s k i naicży do bezwzględnych zwolenników 
z03tawienia siłom przyrody odejścia łożyska (które nazywa 
"poporodem") , gdyż wszelkie rękoczyny sprowadzić mogą 
"macicy zranienie, a stąd zapalenie, puchlizny i tym podobne 
nieszczęścia, śmierć nakoniec, - Natura je bowiem sama czyli 
prędzej czyli później 'Odłączy. Jakoż lub całe kawałkami, 
lub pod kształtem zgniłego i smrodliwego przeczyszczeni:t 
wyjdzie" (str. 46), - Dalej podaje wskazówki jak się m" 
niewiasta po porodzie zachować, jaką ma mieć dietę, przy- 
czem każe j ej dbać o codzienny stolec, 
Nie zgadza się z dawnem powiedzeniem "położnica trzy 
razy więcej pocić się, niżeli pić powinna", gdyż to prowadzi 
do wysypek, zwanych "wyrzutem położnic", Co do nowo- 
rodka, to radzi zmyć mazidło -skórne i unikać zbyt mocnego
		

/Untitled-39_0001.djvu

			64 


Witold Zygfryd Btauer 


Polskie piś:niennictwo położnicze XVIII wieku 


65 


zawijania. W celu przecLyszczenia poleca dać i1oworodkowi 
"syrop z manny i rabarbarowego soku". 
Rozdzial V zawiera opis ciężkich porodów, których przy- 
c
yną s
 ?rzeszkod: tak ze strony matki (np. miednica, mięk- 
lue CZęSCl rodne, medcstateczne siły) jak i dziecięcia. - D;) 
c
ężkiego porodu przyczynia się wąska lub zbyt szeroka mied- 
mca. Pr.zy wąskiej radzi cierpliwie czekać, a gdy poród długo 
nie następuje, wezwać cyrulika. Zbyt szeroka miednica mcźe 
być powodem wynicowania macicy. - Miękkie części rodne 
mogą u
ru
n
ć poród, mianowicie zbytnIa wielkość warg, ich 
nabrZmlaiłoscl krwiste lub wodne, "marszczki pachwy macicz- 

ej nabrzmiałe i zapalone". - Do przeszkód porodawych za- 
h


 także. skośne czyli kr.zyvve macicy położenie. Krzywe 
U!SCl
 macl
y w jamie miednicy nazywa "ukośnym poło- 
g
em . Mac
ca może zmienić swe położenie albo w płaszczyź- 
me czołowej al
o strzałkowej. W każdym poszczególnym 
przypadku podaje położnym sposoby jej reponowania. 
Do przeszkód ze strony dziecka .zalicza: ni.enaturalnc 
pałażenia, dalej zbytnią wielkość gławy, która w czas:e pa- 

adu przybiera "kańczaty" kształt. Pałażne zgadnie z przy- 
Jętym abyczajem starają się naprawić taką główkę po para- 
clzie, cisnąć ją "w akrąg". Zwyczaj ten autor gani, gdyż "stą.! 
kaduk, głuchaść, przy tępy i niedajrzały razum tudzież inne 
nieule
zane p.a
ha.dzą choraby" (str. 79). Inną p
zeszkodą pa- 
lOdu Jest aWlmęCle pępawiny daokała szyji. Radzi ją zdjąć, 
alba, padwiązawszy, przeciąć. Przy przerwaniu sznura pęp- 
kawega należy wykanać abrót i extrakcję, a jeśli tegO' nie 
mażna, paród ukończyć przy pomacy narzędzi. Z dalszych 
przeszkód wymi.enia zbytnią szerokaść barków, wypadnięcie 
J;ączki, puchlinę brzuszną i płód n:eżywy. 


W rozdziale VI, pisząc o paradze bliźniąt, zwraca uwagę; 
na ta, iż każde z bliźniąt ma swają błonę awczą i ł,ożyska, 
lecz płaszczykawą błonę wspólną. 
W rozdziale VII apisuje daść trafnie sposób extrakcji 
dziecka, gdy poród adbywa s:ę nóżkami. 
W rozdziale VIII pisze ,,0 paradzie zadku", adróżniając 
naturalne zadkawe pałożenie, gdy grzbiet' dziecka zwrócony 
jest w stranę brzucha matki, i nienaturalne połażenie, któremi 
są wszelkie inne. Przy naturalnem połażeniu ma akuszerka 
poród uskutecznić przy pomocy 2 palców zgiętych w postaci 
haka i włożonych w okolicę pachwinawą dziecka. Przy nie- 
naturalnych połażeniach, pa wyciągnięciu dziecka pa barki, 
powinna doprowadzić je do położenia naturalnego. 
W rozdziale IX wylicza cztery położenia twarzowe: kość 
cZiC1,łowa dziecięcia może być zwrócona: 1) do krokowych kaści 
matki, 2) do kuprzastej, 3) do kości kiszkowej prawej i 4) do 
lewej kości kiszkowej. Pierwsze dwa położenia uważa za na- 
turalne. Ponieważ wszystkie połnżenia twarzowe, nawet na- 
turalne, pociąga ją za sabą długatrwały i ciężki poród, przeto' 
radzi w każdym przypadku, o ile to jest możliwe, naprowa- 
dzić głowę da czaszkowego połażenia. Gdy tego uskutecznić 
nie można, radzi palec da ust dziecka włożyć i przy każdym 
bólu paciągać je ku sobie. Przy nienaturalnych położeniach 
twarzowych radzi wykonać obrót na nóżki. 
W rozdziale X jest cpis obrotu dziecka, przyczem autor 
zale.::a w niektórych razach t. zw. "postranne" t. j. angielskie 
ułożenie położnicy. 
Rozdzial XI zawiera uwagi o nie naturalnych poradach: 
wierzchołkiem głowy, szyją, grzbietem, baTkami, ramionami. 
"piersiami", brzuchem i powrózkiem pępkowym. We wszyst- 
kich tych przypadkach radzi wykanać obrót. Nienaturalne 
położenie płodu można poznać już z konfiguracji brzucha 
5
		

/Untitled-3_0001.djvu

			J. Dl". .\ d a 11l nr r z o h e k, pro f. historji i filozofji 
III!'d) ('yny w 1 ni\\. Pozllal1s1.im. lIenryk Hoyer. 
(\\ sl'lną rOCZ\lIl:ę lll"odl.i\l) . . . 
10. ProL ,\ d a III \\ l" z o S c k. Życir i działalność nau- 
kuu'a ".jtallisła!lJa Trzebi/Iskią';o. (Rol.dział I) 


II. /1/....'T()IU_l N_lf1K PRZl IW/J,\'lCZ}"ClI. 
1. E \lI i I j a II O s I ił C h o w ski. .1lichał Sędziwói 
(15,')6 - I (j36). Kartka z dl.il'jów polskiej alchcmji . 


III. 11 LTERJ.llX DO H/STORJl MEDYCYNY I NAUK 
PRZl> RODNICZYCH. 
l. F l" Y d e l" y k S k o h e L Żl'ciorYs FLoriana Sawiczew- 
skil"{!:o. \\ ydał fi.. d a III ,V r z o s c li. 


JT. IJ.IlIlJ
TUKl. JrSPOJ/.VIENI l LISTY. 
I. Dr. 11 i I a r y S c II l' ił III III. pro£. chirllrgji w Uni\\'. 
.Jana Kal.imiel"za wc L\\owie. Il'sflOntnienia z kliniki 
Billrot/1fI 

. Dr. () fi o H 11 j w id. 1'111. prof. higjeny w Uniw. 
.bgipUońs1.im. Fmil Renu; 1.lhert Calmełte. (Ze 
\\Sl'"ll\\lil'ł-l osobistych) 


V. D/WTJ,\E -IRTYKUŁY. 
1. ProL .-\ d a m 'V r z o s c k. Dzżpsięciolecie Archi- 
wum historii i filozofii medyc; n)" oraz historii nauk 
flrzl rodnicz,lch (1924-19JJ) 


VI. SPRAWOZDANIA I OCEN} 
J F. 1-. G a r r i s o n. "'\10żli\\ ości rozwoJu historji me- 
dycyny jako jednej z gałęzi n;
uczania lekarskiego. 
(S. T r z e h i ń s k i) 
2. S. Kra ll1 s z t y k. Życic i dzieło Alfreda Grotjahna. 
('\ r. :\I a s t y ń s k a) 
3. K.:\I a y er. Marja Skłodowska. (Z. B r a n d t ó w n a) 
l. L. P a d l e w ski. Zasługi Emila Roux na polu. me- 
dycyn) i biologji. (M. W i d e m a n ó w n a) 
3. P. S ł o n i m ski. vV stuletnią rocznicę urodzin 
I1enryl,a Fryderyka Hoyera CM. M a s t y ń s k a) 



 


Str. 


6. P. G a n t 1. o w s 1. i. Z pobytu i pracy RolwrLa Ko- 
cha na polskirj ziemi, od r. H\(j
) - 11'\1'10. (Z. B r a n d.- 
t ó w n a) . 
7. L. P a d le w s 1. i. Zaslugi .\lIl1'l'la Call1lt'll!,'a lIa 
polu biologji i llledycyny (S. \1 i g d a I s k a) . 
H. S. K r z c III i t' II i l' \V S l, i. \'lichal Boym jako bo- 
tanik (w 275 rocznicę jego skonu). (S. B o l k o w s k a) 
9. B. H r y n i e w i c l' k i. Udział kobiety polskiej 
w rozwoju boLaniki (H. \V o l f f ó w n a) 
10. J. Domanicwski. Synonimie der 
a!1lcn von 
Vogeln im \Verke "I1istorja Naturalna" von Pater 
Krzysztof Kluk (A. W r z o s e k) 
Vll. WL1DOJI0ŚCI ]{()'LNR 
VIII. STRESZCZENIA PU FlU\'CU,";Klj Pl{ J(' ()]u- 
GINALNYCH 
IX. SPIS ABECAIJLO/l 1 V,.JZlrlSK Ir TO,llIE \11/ 
ARCHIWllIl1 


Str-. 


195 



l)l) 


217 


-,00 


?jOl 


252 


302 


?j03 


JOl. 



63 


306 


<)11 


268 


277 


SOMMAIRE. 
I. HISTOlRE DE LI JIElJfX'ISE. 
1. Dr. L. \Y a {" h II o I z, prof. a 1"11niverhitt
 dc Cracovie. 
Liste du corps ellseżgnant dp la Facultć dl' .11 ćdccille de 
I'Universżtć de Crucnvir 
2. Dr. T. O s I r o w ski. ."'lIr [cs gradn aCfu/blli'/lws d,' 
Gabriel Ochocki 
3. Dr. 
. D (' t t l o f f, prol. 
l ['l ni\ ('rsite dl' Pozni,il. 
Un medecin polonuis du XT"I c siEclp nublie: llacil'i 
Barski . 
4, Dr. vV. B r a u e r. La litterature nhstPirique pulonaisl' 
au XVIII-e siecle . 
5. Dr. Z. \T ł IJ {" h. L' attitlidc dr Stanżsław ,'itaszic 
a l' {-gard de la mrdecine Pl \{"s II/pritcs cnmme L' Illl dn 
nrganisatelirs rt dirrcfeur dr /a prr11lil-rl' lwlltc rco/i' 
de medecinc 'I rarso/li,' 
6. Dr. T. B i l i h i e w i ('"1., proL agn\gć II l'Universit{. 
de Cracovie. Les Ptur/t's mrrlictl/t'.\ d' Ida/hert Gole 
nwwski, rnrdrcin f!0;:/W/llt"1/ all C(lIIIIIIt"lIU'//l('/lt rllI 
XV II -e siecLe 


] ,j
, 


287 


31) 


'j
 


294 


J. 


S7 


296 
296 


10j 


297 


298
		

/Untitled-40_0001.djvu

			(,6 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


67 


(szerokiego i wysoko stojącego), ale należy się upewnić VI roz- 
poznaniu zapomocą badania wewnętrznego. 
W rozdziale XII, pisząc o krwotokach, przyczynę ich 
up;łtruje w "odstaniu łożyska od macicy", a zarazem wzmian- 
kuje o czynnikach to odstawanie powodujących. Prócz tego 
,opisuje pokrótce ,łożysko prwdujące. 
W rozdziale XIII "o fałszywej ciężarności", określa, jaką 
,ciążę należy uważać za rzekomą; mianowicie taką, gdy w ma- 
cicy znajduje się "sztuka mięsa, płód niedonoszony albo za- 
śniad". który odchodzi zwykle między 2. a 3. miesiącem, może 
jednak ponad rok w macit;y przebywać i rosnąć. 
W rozdziale XIV wylicza przymioty, jakie mieć powinna 
dobra mamka. . 
Xiążka K o s t r z e w s k i e g o spoikała się z różnemi 
ocenami, naogół przychylnemi. G ą s i o r o w s k i pisze o niej 
tak (T. IV, 139): "Wogóle można śmiało o powyższej 
xiążce naszego autora powiedzieć, iż jako xiążka dla ucze- 
nia akuszerek. zważając przytem i na czas, kiedy była 
wydana, zawiera ogólne wprawdzie, lecz bardzo zdrowe prze- 
pisy, jak sobie akuszerka w każdym razie ma postąpić: bo też 
w szczegóły nie można się istotnie z babami zapuszczać, albo- 
wiem takowe im tylko głowy zawracają, jak mnie tego do- 
świadczenie nauczyło," 
S kał k o w s k i, podnosząc, że K o s t r z e w s k i dobrze 
-opisał poród nogami i rękoczyny stosowane do uwolnienia rą- 
czek i głowy, i przyznając podręcznikowi jego zalety. zarzu- 
ca jednak autorowi, że z usunięciem łożyska w niektórych 
razach zbyt długo zwłóczy. radząc czekać, aż "samo zgniłe 
i smrodliwe wyjdzie", Zdaniem S kał k o w s k i e g o zapa- 
trywania K o s t r z e w s k i e g o "w wielu rzeczach są jeszcze 
bardzo prymitywne"; jest u niego pomieszanie pojęć zdro- 
wych, słusznych z przestarzałemi. Np, według K o s t r z e w. 


s k i e g o najlepszemi okładami na części rodne po porodzie 
są jaja w maśle smażone""). S z u m o w s k i poczytuje za 
rzetelną zasługę K o s t r z e w s k i e m u, że bardzo mało 
poda j e wskazań do usuwania ręką łożyska, a co się tyczy 
konkn:
tnego zarzutu w tej sprawie S kał k o w s k i e g o, t
 
zdaniem S z u m o w s k i e g o "zaTZut ten. oczywiście słuszny 
ze stanowiska dzisiejszego położnictwa, trzeba skierować prze- 
ciwko całemu położnictwu XVIII wieku, mniej przeciwko 
xiążce K o s t r z e w s k i e g o". K o s t r z e W s k i, zaljmu- 
jąc stanowisko skrajnie wyczekujące w sprawie usuwania 
łożyska, był wyrazem radykalnej reakcji ówczesnej przeciwko 
zbyt częstemu, niepotrzebnemu, a nawet wręcz szkodliwemu 
usuwaniu go ręcznemu. Wtedy. gdy K o s t r z e w s k i pisał 
swój podręcznik, jeszcze ta zdrowa reakcja, aczkolwiek cza- 
f.em przesadna. nie zwyciężyła całkowicie. Jeszcze wielkiem 
powodzeniem cieszył s
ę podręcznik położnictwa dla akusze- 
rek, napisany przez C r a n t z a (1722-1797), profesora na 
Wydziale Lekarskim w Uniw. Wiedeńskim, najpierw położ- 
nictwa (od 1754 r.), a pntem (od 1756 r.) fizjologji i nauki 
o lekarstwach"l). Zasłużony ten dla nauki uczony wydał 
w 1756 r. w Wiedniu wspomniany podręcznik (Einleitun1J, in 
eine wahre und gegriindefe Hebammenkunsf), które wyszło 
jeszcze w dwóch wydaniach, w r. 1768 i 1770, oraz przełożone 
zostało na język włoski w 1768 r. i holenderski w 1772 r."2) 
"C r a n t z w sprawie odbierania łożyska - pisze S z u m o w- 
s k i - stoi jeszcze na starem stanowisku, które panowało 
w nauce przez 2000 lat, a które nakazywało z wyjmowaniem 


"0) S kał k o w s k i l. c. str. 12-3. 
"') S z u m o w s kiW. Galicja pod względem m.
dyczl1ym za Ję- 
drzeja Krupińskiego, pierwszego protomedyka (1772-1783). Lwów 
1907, str. 18. 
52) H a e s e l' H. H'lStorja medycyny. Przekład H. Ł u c z k i e w i c z a. 
T II. Warszawa 1886, na str. 653. 
5*
		

/Untitled-41_0001.djvu

			Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


69 


68 


Witold Zygfryd Brauer 


łożyska się spieszyć, inaczej bowiem ujście macky może 
się zamknąć i łożysko zostanie. Jeżeli tedy wkrótce po po- 
rodzie łeżysko samo nie odchodzi, nawet po Z1:!.stosowaniu 
łag.odnych zabiegów, jak pocieranie brzucha i t. p., C r a n t z 
zaleca włożyć rękę do m
cicy i łożysko od macicy tak ,j a'( 
skó,rkę od pomarańczy' oddzielić. Dla nas dzisiaj jest jasnem, 
- pisze dalej S z u m o w s k i - ile nieszczęść takie postępo- 
wanie mogło sprowadzać w czasach nieznających aseptyki. . . 
Ale w XVIII w. zaczynał już sobie wywalczać prawo oby- 
watelstwa nowy pogląd, wprowadzony głównie przez R u y- 
s c h a (1638-1731) i nakazujący postępowanie z łożyskiem 
wyczekujące. Ten nowy pogląd znajdujemy właśnie już 
u K o s t r z e w s k i e g 0,""3) 
Pragnąc należycie ocenić xiążkę K o s t r z e w s k i e g o, 
należy poznać jej genezę. 
Wkrótce, bo w kilka miesięcy, po przejściu Lwowa pod pa- 
nowanie austrjackie, cesa!"zowa M ar j a T e r e 3 a powzięh 
'IV grudniu 1772 r. zamiar, aby krajowcy uczyli się medycyny 
w Galicji. Zanim uniwersytet Z'OsŁan:e zorgan'iz.Jwany, mają 
być narazie urządzone wykłady z chirurgji i położnictwa. 
Przedwstępnemi pracami do zorganizowania wydziału lekar- 
skiego mieli się zająć dwaj lekarze władający językiem pol- 
skim: Jędrzej Krupiński i Jan Spaventi, upatrzeni 
na protomedyków: pierwszy do Lwowa, drugi do Przemyśla 
lub gdzieindz:ej. Obaj mieli zalecone przetłumaczyć na język 
polski C r a n t z a podręcznik położnictwa i xiążeczkę v a r. 
S w i e t e n a o leczeniu chorób w wojsku, a to w celu roz- 
powszechnienia ich w Galicji. Po otwarciu uniwersytetu we 
Lwowie obaj mieli zostać w nim profesorami"). Gdy w 1776 


zapytywalo Gubernjum Lwowskie K r u p i ń s k i e g o, dla- 
czego dotąd nie został przełożony podręcznik C r a n t z a n't 
język polski, odpowiedział, że, zamiast podręcznika tego, zo- 
stała wydana xiążka K o s t r z e w s k i e g o, napisana z po- 
lecenia cesarzowej, zakomunikowanego mu przez S t o e rek a. 
Dodaje, że K o s t r z e w s k i napisał swój podręcznik wedłu
 
wykładów położnictwa w Uniw. Wiedeńskim.;;") Uwaga ta 
całkiem zrozumiała, skoro s:ę zważy, że K o s t r z e w s k i 
wtedy, gdy pisał swój podręcznik, choć był już doktorem filo- 
zofji, nie był jednak jeszcze lekarzem. 
Gdy w r. 1773 M a r j a T e r e s a poleciła Antoniemu 
S t o e r c k o w i, stojącemu na czele Wydziału Lekarskieg:> 
w Uniw. Wiedeńskim, jako jego dyrektorowi, wyszukać dwóch 
władających językiem polskim kandydatów na katedry chemji 
i anatomji w przyszłym wydziale lekarskim we Lwowie, 
S t o e r c k, nie mogąc znaleźć nikogo odpowiedniego, zdecy- 
dował się wskazać jaklO kandydatów: na przyszłego profesora 
chemji Jana J. aś k i e w i c:z a rodem ze Lwowa 56 ), a na przy- 
szłego profesora anatomji K o s t r z e w s k i e g o, rodem 
z Warszawy, obu jeszcze studentów medycyny. CesarZOWi! 
wybór ten zatwierdziła i poleciła zawiadomić gubernatora 
Galicji P e r g e n a, że za rok będzie można rozpocząć wy- 
kłady anatomji i chemji, gdy wspomniani dwaj studenci otrzy- 
mają stopnie doktorskie. Dziwnem się wydaje, że już studen- 
tów medycyny desygnowano na profesorów i to zaraz, gdy 
ukończą studja; a jeszcze dziwniejszą się wydaje rzeczą, że 
jednemu z nich, który był przeznaczony na profesora ana- 
tomji, polecono napisać podręcz:nik położni.ctwa. Zapewne 
S t o e r c k, da j ąc mu to polecenie w imieniu cesarzowej, po- 


53) S z u m o w ski. Galicj a I. c. 288-90. 
M) Ibid. 33, 


55) S z u m o WoS k i, Galicja I. c. 89-90. 
5") Jaś k i e w i c z był od 1"782 r. profesorem chemji, zoologji, bota- 
niki i mineralogji w Krakowie.
		

/Untitled-42_0001.djvu

			70 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


71 


radził mu, aby się opierał na wykładach swoich profesorów' 
położnictwa L e b m a c h e r a i R e c h b e r g e r a, którzy 
zresztą żadnych pism drukiem nie ogłosili. Nielada więc miał 
zadania K o s t r z e w s k i do spełnienia w terminie niewiele 
dłuższym niż rok: kończyć studja medycyny, napisać rozpra- 
wę doktorską, przygotowywać się do examinów i do przy- 
szłego swego .zawodu, jako profesora anatomji, a pró.:z tego 
wszystkiego napisać podręcznik położnictwa w języku pol- 
skim, w którym mianownictwo położnicze nie było ugrunto- 
wane. Wywiązał się ze wszystkich zadań, bo już w roku na- 
stępnym podręcznik jego nietylko był napisany, lecz i wydru- 
kowany, a w maju roku 1775 doktoryzował się z medycyny, 
po złożonych examinach i wydrukowaniu po łacinie rozprawy 
de gratiola, to jest o własnościach leczniczych rc.śIiny koni- 
trudem zwanej. W latach 1773-5 szczególniej przykłada się 
do nauki anatomji;"). Katedry przyobiecanej nie dostał, bo 
wydzi
ł lekarski nie był jeszcze we Lwowie zorganizowany, 
natom1ast został w r. 1776 fizykiem obwodowym bełzkim. 
Poza niezbyt starannem wydaniem, spowodowanem 
prawdopodobnie okolicznością, że autor, mieszkając w Wie- 
dniu, nie mógł robić sarn korekty, niewiele xiążce K o- 
s t r z e w s k i e g o zarzucić można. S z u m o w s k i taki o niej 
wydaje sąd: "Xiążka K o s t r z e w s k i e g o wogóle może 
być zaliczona w poczet niezłych podręczników do nauki które 
miały n
;;8celu przyswojenie narodowi polskiemu medycyny 
zachodu ). Trudno o lepszą pochwałę dla podręcznika napi- 
sanego przez studenta medycyny. Snać S t 6 r c k nie przecenił 
zdolności młodego Polaka, którego już na ławie studenckiej 
upatrzył na przyszłego profesora uniwersytetu. Jak podaje 


.. 


S z u m o w s k i podręcznik K o s t r z e w s k i e g o był napi- 
sany także w języku niemieckim. Wydania niemieckiego ni{
 
mógł jednak nigdzie odnaleźć. 
K o s t r z e w s k i przysłużył się nadto p,olskiemu piśmien- 
nictwu położniczemu przekładem podręcznika położnictwa 
prcfesora Uniw. Wiedeńskiego Rafała S t e i d e l e g o. 
Nie wiadomo, dlaczego Gubernjum Lwowskie powierzyło 
w końcu r. 1776, bo w drugiej połowie listopada, prokJmedy- 
kowi K r u p i ń s k i e m u przełożenie dla uczennic położnic- 
twa we Lwowie podrę.
znika S t c i d e l e g o na p;olski, skoro 
przed dwcma laty rząd wydał był dla nich podręcznik K o- 
s t r z e w s k i e g o. Może podręcznik K o s t r z e w s k i e g (} 
w niewielkiej liczbie exemplarzy był wydany i wkrótce zostal 
wyczerpany; a może rząd chciał mieć w polskim przekładzie 
podręcznik profesora w:edeńskiego, jako autorytetu w nauce. 
A ponieważ, mimo polecenia rządu, podręcznik pro£. C r a n- 
t z a nie został swego czasu przez K r u p i ń s k i e g o prze- 
łożony, przeto rząd polecił mu przekład xiążki innego pro£. 
położnictwa w Wiedniu. I tym razem K r u p i ń s k i poleco- 
nego mu zadania nie spełnił, nie mając wielkiej ochoty do 
pracy tłumacza. Rozpoczął wprawdzie przekład podręcznika 
S t e i d e l e g o, ale wkrótc,e go zaniechał, powierzywszy od 
siebie to zadanie K o s t r z e w s k i e m u, jako posiadającemu 
więcej kwalifikacyj do tej pracy, i posławszy mu swój prze- 
kład początku podręcznika. K o s t r z e w s k i podjął się po. 
wierzonego mu zadania i wykonał je szybko, bo już w roku 
następnym ukazał się przekład wspomnianego podręczni- 
ka p. t. 
Rafala Jana Steidele, Anatomji, Chirurgji i Sztuki Ba- 
bienia Extraordynaryjnego publicznego Nauczyciela, Jego 
Cesarskich-Królewskich Mości Hiszpańskiego i świętej Trójcy 
zlqczonych Szpilalów uprzywilejowanego Cerulika Księga 


57) S z u m o w s kiW. Galicja, I. c. str, 113 
5") Ibid. 291.
		

/Untitled-43_0001.djvu

			72 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piś;nienniclwo położnicze XVIII wieku 


73 


i przyswajają sobie zupełnie przeciwne i fałszywe zasady"Gl). 
Skutek tego oświadczenia był dla wdowy po K r u p i ń s k i :a 
bardzo przykry. Zaczęto do-chodzić, kto był winien w tej spra- 
wie: czy korekt,or, którym był K r u p i ń s k i, czy drukarnia. 
Ponieważ drukarnia nie zachowala ani rękopisu przekładu, ani 
korekty drukarskiej, którą K r u p i ń s k i robił, przeto wino- 
wajcy nie znaleziono. Sprawa oparła się aż o cesarza. Zade- 
cydował on: "Polecić natychmiast Lwowskiemu Gubernjum oraz 
skarbowi pod ich własną odpowiedz:alnością odebrać pozo- 
stający jeszcze po zmarłym K r u p i ń s k i m dług 718 fI. 
52 kro Mu;:;i być również za tę szkodę, jaką skarb poniósł ,skut- 
kiem pełnej błędów korekty K r u p i ń s k i e g o, wytoczon
 
bez wszystkiego skarga przeciwko spadkobieroom. Nowe wy- 
danie tej tak pożyte.:;znej xiążki ma być zarządzone, przyczem 
dobrze trzeba uważać, żeby drugie wydanie nie było także 
z błędami. Do odb
oru poprzedniego wydania wcale się nie 
mieszać"G2). W ten sposób pierwsze wydanie zostało zdyskre- 
dytowane, przez co narażono .spadkobierców K r u p i ń s k i e- 
g o na duże straty, bo po wydrukowaniu w 1786 r. drugiego 
wydania podręcznika St e i d e l e g o w liczbie 500 exempla- 
rzy kosztem tylko 180 fl.(2) rozprzedawano je bardzo tanio, 
wobec czego reszta pierwszego nakładu skazana została na 
O1.akula turę. 
Tytuł drugiego wydania brzmi: 
Rafała Jana Steidele, chlrurgji i sztuki babienia w Po- 
wszechnym Chorych Domu publicznego nauczyciela Księga 
o Sztuce Babienia czyli dzieci -odbierania z przylqcz-onemi 
figurami po trzeci raz w Wiedniu wydana, którq teraz Jakób 
Kostrzewski, Filozofji i Medycyny w Akademji Wiedeńskie; 


o Sztuce Babienia z przyłqczonemi figurami w Wiedniu 1775 
wydana. Teraz przez Jakóba Kostrzewskiego, Filozofji i Me- 
dycyny Doktora, Jego Cesarskich Królewskich M ości w Kró- 
lestwach Galicji i Lodomerji Cyrkuła Bełzkiego Fizyka na 
ojczysty język przetłumaczona roku Pańskiego 1777. W Lwo- 
wie w Drukarni Ant. Pillera, C. K. Gub. Typogr. str. XXVI 
i 407 w 8-ce. Na końcu 17 stronic nienumerowanych, zawiera- 
jących objaśnienia 26 tablic rytych na miedzi"9). Po wydruko- 
waniu 1000 exemplarzy tego przekładu olbrzymim kosztem, 
bo 2000 fI. Gubernjum pole:;iło protomedykowi Krupiilskie- 
m u zająć się ich sprzedażą i składać sprawozdania oraz 
rachunki. Aby uniknąć tego kłopotliwego polecenia, wolał 
K r u p i ń SkI przejąć na własność cały nakład, przy.;::zem 
zawarł umowę z Gubernjum, że koszta nakładu zwróci skar- 
bowi państwa w 36 ratach kwartalnych, więc w ciągu 9 lat. 
Gdy już się rozeszła znaczna część nakładu, K r u p i ń s k 
 
w r. 1783 umarł, będąc jeszcze winien skarbowi 718 fI. 52 kro 
za nierozsprzedane exemplarze"O). W 1784 roku K o. 
s t r z e w s k i, zostaw3zy medykiem krajowym i zarazem 
profesorem fizjologji i materji medycznej w Uniwersyte- 
cie Lwowskim, wystąpił niespodzianie do rządu 'Z oświad- 
czeniem, że przekład xiążki S t e i d e l e g o jest pełen błędów, 
"że się wcale nie nadaje do użytku, gdyż w licznych miej- 
scach powypuszczano całe wiersze, w innych zaś poprzekrę- 
cano zupełnie myśli, tym sposobem kobiety, zamiast xiążką, 
dopomagać swojej pamięci, wprowadzane są tylko w błąd 


59) S z u m o w s k i podaje, zdaje się, mylnie, że przekład xiążki 
S t e i d e I e g o zaopatrzony był w 27 tablic. (Galicja l. c. str. 292). Przy- 
najmniej exemplarz, który miałem w ręku, posiada 26 tablic i objaśnienia 
tylko do tej liczby tablic. 
8U) S z u m o w ski. Galicja l. c. 197. 


8'1 S z u m o w s k i, Galicja l. c., 197-8. 
82) Ibid. 197-8.
		

/Untitled-44_0001.djvu

			74 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piś71iennictwQ pOłOżnicze XV 111 wieku 


75 


Nie będę się wdawał w rozbiór xiążki S t e i d e l e g o, 
jako właściw:e nie należącej do piśmiennictwa polskiego. 
Zresztą szczegółowo streścił i ocenił ją Z i e l e n i e w s k ;. 
S t e i d e l e g o uważa on za znakomitego przedstawiciela ów- 
czesnego położnictwa, a o K o s t r z e w s k i m jako tłumaczu 
r;isze, że położył niemałe zasługi dla słownictwa położniczego, 
"torując drogę w tej gałęzi nauki, u nas tak mało uprawia. 
nej""'). - Z pierwszego wydan
a przekładu przytoczę tylk) 
jeden ustęp, nie zmieniając pisowni i nie poprawiając błędów 
zecerskich, dla przykładu, jakim językiem i stylem został pod- 
ręcznik S t e i d e l e g o przetłumaczony: 
"Powułana będąc Odbieraiąca do Rodzącey n:>stępuiące z sobą m'et 
powinna narzędzia tak w naturalnych iako y nienaturalnych potrz'2bne 
porodach. 1. Krzesło do rodzeni
 z rzemiennemi pasami, aby w nim 
Rodząca w czasie od bolów wolnym na pół leżąc odpoczywać mogła. 
2 Nożyczki skrzywione n:ew zprzytępemi końcami dla oderznięcia po- 
nrozka pępkowego zwłaszcza, gdy tenże około szyi Dziecięcia obwiniony 
będzie. 3. Kilka. wąskich hsiemek do przewiązania powrozka pępkowego. 
Niesłużą tuta y wcale nici cieńkie, albo takowe .sznureczki, te bowicm 
powrozek pępkowy wraz z żyłami krew w .sobie zamykaiącemi prze- 
ciąwszy sprawićby mogły niebespieczny krwotok. 4. pęcherz z rurką do 
enemy bez ostrego y przytęp ego końca, żeby kątnicy nie lanił. 5. Wodk'3 
zieleniego ro,ga, lub Salmi:>ku świeżego pędzoną dla trzyźwienia Matki 
w słabościach będąc'zy, lub też Dziecięcia nowo n3.rodzonego gdy żadnego 
znaku życia, lub bardzo mało po sobie daie. 6. Sikawkę cynową do 
chrzenia DziecięÓa. 7. Kawał gąbki dębowey do podwiązania powrozka 
pępkowego, gdyby tenże w poródzie był zerwany. 8. Dwołokciową na 
dwa palce szeroką tkaną, albo 7. płotna zrobioną taśmę do zachwycenia 
nóg Dziecięcia w obrotach czynionych przy nienaturalnych porodach'-' 
(str. 99-100). 
Z przytoczonego ustępu wynika, że język przekładu jest 
naogół staranny, lecz korekta pozostawia nieco do życzenia 
("Wodke zieleniego rogu" zam:ast: wódkę z jeleniego rogu: 


Doktor Jego Cesarsko-Królewskiej Mości w Królestwach Ga- 
licji i Lodomerji bywszy Prowincjonalny Medyk i Fizjologii 
z Materjq M edykq w Akademji Lwowskiej Publiczny Ordy- 
nacyjny Nauczyciel. Na ojczysty język przetlómaczyl roku 
Pańskiego 1786. W Lwowie w Drukarni Józef y Pillerowi!j 
Wdowy J. C. K. Mci Najwyższych Rzqdów drukarki, str. 4,1 
nienum. i 438 w 8-ce"3). 
S z u m o w s k i, który zadał sobie trud porównania dru- 
giego wydania z pierwszem, pisze: "...Czytając pierwsze wy- 
danie, nie mogłem odnaleźć tych brakujących wierszy, na 
które się skarżył K o s t r z e w s k i. Całość korekty istotnie 
jest cokolwiek gorsza, niż w drugiem wydaniu. ale różn;.ca 
jest niewielka"64). Przytoczywszy ustępy z obu wydań, tak 
dalej pisze: "Z licznych przykładów możemy się przekonać, 
po pierwsze. że korekta 
ierwszego wydania nie jest wcale 
tak rażącą, żeby wydanie miało być całe nie do użytku, po, 
wtóre, że i korekta drugiego wydania nie jest wolna od błę- 
dów, chociaż dekret cesarski wyraźnie nakazywał na po- 
prawność wydania szczególną zwrócić uwagę i chociaż K o- 
s t r z e w s k ił jako oskarżyciel K r u p i ń s k i e g o i pewno, 
korektor drugiego wydania, musiał. żeby wykazać słuszność 
swojej skargi. nie szczędzić w korekcie pilności"65). Za błędy 
zecerskie, tak w pierwszem jak i drugiem wydaniu, prawdo- 
podobnie winę ponosiła drukarnia, znana z niedbale wykona- 
nych druków""). 
Zdaniem S z u m o w s k i e g o język drugiego wydania 
jest poprawniejszy niż pierwszego. t 


63) Tytuł II wydania cytuję według S z u m o w s k i e g o (Galicja,. 
292). Sam miałem w ręku tylk:> pierwsze wydanie. 
64) Szumowski, Galicja l. c. 199. 
65) Ibid. 200-1. 
66) Ibid. 202 


67) Z i e l e n i e w.s kiM. I. ('. 90.
		

/Untitled-45_0001.djvu

			Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


77 


/6 


Witold Zygfryd Brauer 


.,chrzenia" zamiast chrzcenia). Z i e I e n i e w s k i wspomina, 
że wyraz pierwiastka w znaczeniu niewiasty pierwszy raz 
w ciąży będącej, wprowadził K o s t r z e w ski. G i e d r o y Ć 
przy wyrazie pierw:astka podaje najpierw przykład z xiążki 
P e r z y n y, a potem z K o s t r z e w s k i e g o"S). P,onieważ 
wszystkie xiążki P e r z y n y są później wydane, niż pod- 
ręcznik K o s t r z e w s k i e g o i oba wydania przekładu xiążki 
S t e i d e l e go, przeto istotnie zasługa wprowadzenia tego 
wyrazu do mianownictwa polożI!iczego należałaby się K o- 
s t r z e w s k i e m u, gdyby nie był już dawniej wprowa- 
,d zony 69) . 
O życiu K o s t r z e w s k i oZ g o, który należał w XVIII 
wieku do liczby najlepiej wykształconych polskich lekarzy. 
wiemy bardz'O malo. Koś m i ń s k i (Słownik lekarzów pol- 
skich) nie podaje, ani kiedy się urodził, ani kiedy i gdzie 
umarł. Wiadomo tylko, że urodził się w Warszawie. Ojciec 
jego Chryzostom był doktorem medycyny Uniwersytetu 
w MontpelIier. podobno prace ,swe z zakresu anatomji po- 
syłał W i n s l o w o w i. jak utrzymuje Koś m i ń ski. 
W Warszawie był wziętym lekarzem. Dziad Jakóba K o- 
s t r z e w s k i e g o był aptekarzem i rajcą warszawskim. 
Sarn Jakób K o s t r z e w s k i otrzymał bardzo staranne wy- 
kształcenie. Będąc fizykiem bełzkim, został przez rząd wy- 
.słany w r. 1781 do Wiednia na studja weterynarji, które 


ukończył po upływie około dwóch lat. Do dyplomów dokton 
filozofji i medycyny, przybył mu więc dyplom weterynarza. 
Będąc na studjach weterynarji. przełożył z polecenia cesa- 
rza xiążkę W o I !> t e i n a na język polski. Przekład K o- 
s t r z e w s k i e g o zosłał wydrukowany w Wiedniu w 1782 r. 
p. t. Uwagi nad zarazami l>yd{a. z przyłqczonym Wraz wyłusz- 
czeniem zdania, zabijaniu bydła w zarazach zachwalonemu, 
przeciwnego. Nadto, jak Koś m i ń s k i podaje (str. 559). 
K o s t r z e w s k i przełożył z niemieckiego jeszcze dwa inne 
dziełka W o l s t e i n a z dziedziny weterynarji: jedno n:J 
łacinę, drugie na polski. Oba przekłady zostały wydrukowane 
\V r. 1785 we Lwowie. - Zostawszy w r. 1784 medykiem pro- 
wincjonalnym i profesorem fizjologji oraz materji medycznej. 
był w r. 1786 dziekanem i dyrektorem studjum medyczneg:> 
w Uniwersytecie Lwowskim'"). W tymże roku jego następcą 
na katedrze zostaje S e d e y. Opuściw
zy Lwów, przeniósł 
się do Zamościa"), gdzie z03tał lekarzem domu Z a m o y- 
ski ch'"). Finkei podaje r, 1798 jako datę śm:erci Ko- 
s t r z e w fi k i e g o, lecz ze znakiem zapytania'"). 


88) G i e d r o y ć Fr. Pol"ki SIownik Lekarski. T. II. 1933, .str. 30. 
89) Józef M a jer i Fryderyk S k o b e l w swoim nader starannie 
i na zasadach naukowych ułożonym "Słowniku anatomiczno-fizjologicz- 
Ilym", wydanym w "Roczniku Wydziału Lekarskiego w Uniwersytecie 
.!agiellońskim" (Kraków 1838, T. I, str. 1 - 320) podają, że już Ja!! 
M ą c z y ń s k i w swoim "Lexicon latino-polonicum", wydanym w 1564 r., 
pisze: "Primipara, pierwiastka, która pirwe dziecię rodzi". - C z i a- 
c h o w s k i w 1624 r. pisze o pierwliiastkach (S kał k o w s k i, l. c. str. 9). 



 3. Jan Rożański. 
J a n R o ż a ń s k i, doktor medycyny, przez długi czas 
mieszkał w Mohylowie nad Dniestrem, jak wspomina K o- 
ś m i ń s k i, gdzie założył szkołę akuszerek. Jakiego rodzaju 
była ta szkoła, o tern sarn autor pisze w przedmowie do "Sztuki 
babien:a", o czem niżej wzmiankę czynię. R o ż a ń ski. o któ- 
rego życiu prócz powyższych drobnych wiadomości, nic nie 
wierny, jest autorem następujących xiążek: 


'0) F i n k e l L. 1. c. str. 1 G4. 
") Ibid. 104. 
'2) Z i e l e n i e w s k i l. c. 85. 
73) F i n k e l l. c. 104.
		

/Untitled-46_0001.djvu

			78 


Witold Zygfryd Bra,.:::r 


Polskie piś:niennictwo położnicze XVIII wieku 


79 


l) Sztuka babienia, dzieło bardzo potrzebne nietylko od- 
bierajqcym po wsiach dzieci przy pologu, lecz też i wszystkim, 
którzy oddaleni będqc, nie majq sposobności poradzenia się 
i wzywania na ratunek w tej sztuce biegłych, gdyż za jej po' 
mocq pomyślnie ratować mogq położnice częstokroć dla nie- 
dostatku należytej pomocy na wielkie wystawione niebezpie- 
czeństwa. Z rozmaitych autorów francuskich i niemieckich 
zebrane przez J. P. Rożańskiego, w lekarskiej sztuce doktora, 
w Warszawie, w drukarni P. Dufour, Konsyljarza Nadwor. 
Drukarza J. K. Mci, i Dyrektora Drukarni Przeświet: Szkoły 
Rycerskiej. MDCCLXXXVI. r. in 8-vo, str. XV, 277 i regestr. 4. 
2) Toż. Warszawa, 1792, Dufour, in. 8-vo, str. XV, 277. 
3) O staranności koło kobiet Ood czasu rozwiqzania onych 
aż do końca połogu, tudzież o różnych chorobach, którym 
przez ten czasu przeciqg podlegajq. Przez autora sztuki b:;z- 
bienia nowo-przedrukowanej, Warszawa, Dufour, 1792, in 
8-vo, str. 4, 174, 3. 
W przedmowie do swej "Sztuki babienia", autor wyjaśnia, 
że do napisania jej nie wiodła go chęć sławy, zysku, nagrody 
przyobiecanej, wreszcie chluby, przypodobania się lub zale- 
cenia komu. lecz tylko miłość do współobywateli. Następnie 
opi,suje wielkie nieuctwo położnych, srogie ich obchodzenie 
się z niewiastami rodzącemi i stąd wynikające nieszczęścia. 
W dalszym ciągu oświadcza. że "xiążka ta nie jest dla uczo- 
nych w tej sztuce napisana, ale szczególnie dla nauki bab 
dzieci odbierających". 
Pod względem stylu i języka dzielo to poz.D3i:awia wiele 
do życzenia. Autor używa np. takich wyrazów, jak: pelvis,.os 
sacrum, os sa innominata, machina człowieka, wigor, meat, 
junktury, inflammacja, zioła mollifikujące itd., choć pragnie 
być zrozumiany przez wiejskie akuszerki, dla których prze- 
dewszystkiem tę pracę napisał. Z przedmowy dowiadujemy 


się równ:eż, iż autor w miejscu swego zamieszkania stworzył 
rodzaj szkoły dla akuszerek, o czem tak pisze: "Za rozkazem 
zwierzchności wszY3tkie baby do odbierania dzieci używane, 
w pewne czasy schodzą się do mnie i ja one nauczam, jakim 
sposobem w różnych przypadkach sobie postępować powinny. 
Żebym zaś to samo praktycznie ukazał, czego ich teoretycznie 
nauczam. zaleciłem im, aby mi .zawsze znać dały, k:edy im 
się jaka kobieta rodzić mająca trafi, abym onych sposobu przy- 
sposobienia niewiasty do zlężenia i jak .sobie z nią \V różnych 
przypadkach postępować mają, nauczył". 
Treść dzieła omawianego jest następująca: 
Część l. O odbieraniu dzieci w ogólności. 
Rozdział l. Opisanie zlężenia, różność onegoż w ogólności. 
Podział pDrodów na naturalne. ciężkie i nienaturalne jest 
w porównaniu z tern. co piszą współcześni autorzy, mocno 
przestarzały. - Rozdzial II. Powinności bab względem ich 
stanu. - W rozdziale tym, autor, pisząc o obowiązkach położ- 
nych, strofuje je za to, że pozwalają sobie używać cyrulickich 
instrumentÓw i dlatego o instrumentach tych nie chce nic pi- 
sać. - Rozdział III. O częściach rodzenia. - Cały ten roz- 
dział grzeszy wielką niedokładnością, zawiera bardzo dużo 
grubych błędów i niedbałą tenninologję. - Rozdział IV. 
O znakach poprzedzajqcych zlężenie i oneż oznajmujqcych. - 
Rozdział V. O dotknieniu podczas trwajqcych bólów. 
Jest tu mowa o stanie maci-::y przy poczęciu i jej "różno- 
ści" w przeciągu brzemienności; o sposobie poznania "sytua- 
cji" dziecięcia przez "dotknienie"; o stanie "gardła maciczne- 
go" w czasie porodzenia; o sposobie rozeznania niedołężności 
wnętrznego ułożenia kobiety brzemiennej prze? d.otknieni2. 
Część II. Onaturalnem, ciężkiem i pracowitem zlężeniu. 
Rozdział l. O zwyczajnem naturalnem zlężeniu. W roz- 
dziale tym autor opisuje poród naturalny bardzo nieu-
		

/Untitled-47_0001.djvu

			80 


Witold Zygfryd &cuer 


Polskie piś:niennictwo p ołożnicze XV/Il wiek:1 
-- 


81 


dolni e i niedokładnie w ten sposób: "Przy naturalnem zJę- 
żeniu, które jest najpospolitsze, gdy czaszka głowy dzie- 
cięcia prosto do gaTdła mac:cy dąży, dziecię twarzą do krzy- 
żów matki obrócone jest, wtenczas sama natura do tego skła- 
nia, i baba nic więcej do czynienia nie ma, tylko odebrać 
dziecię i o tern mieć staranie, gdy na świat przychodzi". 
Ustęp ,,0 sposobie wyciągnienia miejsca" jest jednym 
z nielicznych w tern dziele dobrze napisanych. Autor bardzo 
trafnie, jak na owe czasy, 0pisuje sposób r
cznego wydobycia 
łożyska. Rozdział II. O staraniu, które mieć potrzeba tak okola 
matki jako też około dziecięcia po porodzeniu. Mówi tu m. i. 
,,0 n
egodziwym zwycza:u bab, które pozostałą krew w sznu- 
rze pępkowym nazad w dziecię wpędzah, i oraz o potrzeb
e 
czasem tejże krwie wypuszczenia"; o urodzeniu słabych dzieci; 
G kąpaniu dzieci; przyczem poda je niewłaściwy sposób ką- 
pania ich w mieszaninie lia wina i 2ia wody, dodając, że 
"w kilka dni potrzeba dziecię w zimnej wodzie wymyć, bo s:ę 
przez to na siłach umacnia"; o "konserwowaniu" położnicy 
w czas"ie połogu a tern samem o uchronieniu jej od różnych 
przypadkÓw. - Rozdział III. O porodzeniu, kiedy nogami 
dziecię na świat wychodzi. Autor jest zwolennikiem czynnego 
ręcznego dopomagania nawet w tych przypadkach, gdzie tego 
nie zachodzi potrzeba. ° sposobach, jakie zaleca dla zwolnienia 
główki powiedzieć można, że nie należą wcale do trafnych. Pi- 
sze mianowicie tak (str. 83,84): "G!owa wielka, wiele trudności 
przy porodzeniu czynić zwykła: Te trudności żeby ułatwić, po- 
winna baba jednej ręki dwoma palcami za szczękę wziąć, 
drugą zaś, za kark trzymając, głową z jaknajwiększą ostroż- 
nością na tę i na ową stronę k:erując, wyciągać, gdy tymcza- 
sem inna kobieta ciałko dziecięcia trzymać będzie. Żeby 
szczęki spodniej nie wykręciła, albo nie złamała; coby się 
łatwo stać mogło, gdyby 
ilnje ciągnęła; z jak największ1, 


ostrożnością i powolnośc:ą to czynić powinna. Jeżeliby zaś 
tym sposobem głowy dobyć nie można było, rękę, którą Zlł 
kark trzymała, wziąć potrzeba za wierzch głowy, zawsze 
jednak za szczękę trzymając i tak sposobu szukać, .ieby gł.ow ę 
do pochwy ściągnąć, przez różne powolne ruszama. KobIeta, 
która resztę ciała dziecięcego trzymać będzie, powinna w tern 
powolnem ruszaniu i ciągnieniu babie dopomagać". 
Rozdział IV. O porodzeniu bliźniqt. - Cały ten rozdział 
jest jednym z dalszych dowodów niezbyt wielkiej znajomości 
rzeczy, o ktÓrej autor pisze. - Rozdział V. O urodzeniu 
dzieci ułomnych. - Rozdział VI. O ciężkiem i pracowitem 
zlężeniu dla wielkości głowy dziecięcia. - Rozdział VII. O po"' 
rodzeniu dężkiem przez szerokość plecy albo ramion. W ta- 
kich przypadkach autor radzi "pochwę macicy masłem. lub 
oliwą odwilżyć". - Rozdział VIII. O ciężkiem i pracowlte"! 
zlężeniu z przyczyny wodnej puchliny na dziecięciu będqceJ: 
_ Rozdział IX. O pracowitem porodzeniu z przyczyny tel, 
gdy sznur pępkowy pierwej niźli dziecię na świat pokazuje si5' 
Rozdział ten należy do lepiej napisanych. Podany spoSOb 
reponowania wypadniętej pępowiny jest całkiem traf
y. :-
 
Rozdział X. O ciqżkiem zlężeniu z przyczyny krotkoscl 
sznura pępkowego. - Rozdział Xl. O ciężkiem zlężeniu 
z przyczyny, że miejsce w kroku wprzód się pokazuje. 
Ten rozdział, poświęcony łożysku przodującemu, jest 
jednym z najlepszych w xiążce R o ż a ń s k i e g o. . "Poł
ż- 
nice - pisze on tam - w oczywistem zawsze są mebezple. 
czeństwie życia, kiedy miejsce wprzód przed dziecięciem 
W kroku okazuje się; ten bowiem przypadek z wielkiem za- 
krwawieniem jest zawsze złączony. Miejsce od dziecięcia 
łatwo rozeznać można, nie jest bowiem tak jak dziecię z człon- 
ków złożone, ale miętki.£ i gąbkowate". 


6
		

/Untitled-48_0001.djvu

			-82 


Witold Zygfryd Brau£T 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


83 


"Kiedy mIejSCe od macicy wcale jest oderwane, i dla 
samej tylko wielkości swojej z macicy wysunąć się może, baba 
powinna jako najprędzej one wyciągnąć, a potem o dobycie 
-dziecięcia staTać się. Kiedy zaś część tylko miejsca od macicy 
jest oderwana, baba rękę dobrze nasmarowaną w macicę wsu- 
nąć powinna, pęcherz rozerwać, wody wypuścić, a dziecię no- 
gami do porodzenia sposobić i oneż zwyczajnym sposobem 
wyciągnąć, a dopiero potem miejsce dobyć. Wielkiej jednak 
ostrożności przyłożyć powinna przy takich przypadkach, żeby 
\'II tak tkliwych i niebezpiecznych czynno3c:ach w czem nie 
pobłądziła". - Rozdzial XII. O pracowitem zlężeniu z przy- 
czyny wyprzedzającego zlężenie krwi plynienia. - Rozdzial 
XIII. O ciężkiem zlężeniu dla spazmów czyli kurczu, który 
matka w macicy cierpi. - Ma tu autor na myśli, zapewne rzu- 
cawkę porodową. Daje bardzo niewyraźny jej opis i zaleca 
w tych razach krew puścić. - Rozdzial XIV. O ciężkiem zlę- 
żeniu z przyczyny ruptury. - Rozdzial XV. O ciężkie m i pra- 
.co wiłem zlężeniu z przyczyny krzywej sytuacji m:.zcicy. - 
Część III. O zlężeniu naturze przeciwnem. - Rozdział I. 
O wiadomościach w powszechności zlężenia naturze przeciw- 
nego. - Rozdział II. O zlężeniu naturze przeciwnem, dla róż- 
nego głowy położenia. - Rozdział III. O ciężkiem i przeciw- 
nem naturze zlężeniu, gdy gl owa od tuluba jest odłqczona. -_ 
Rozdział IV. O dobyciu głowy dziecinnej od tułuba odłączo- 
nej, w macicy pozostalej. - Rozdział V. O zlężeniu, gdy dzie- 
cię głową, ale razem i ręką jedną lub obiema wraz pokazuje 
się. - Rozdzial VI. O zlężeniu, w którem dziecię wraz z gło- 
Wą, rękami, nogami w drodze porodzenia pokazuje się. - 
Rozdział VIl, O zlężeniu naturze przeciwnem, gdy dziecię 
pokazuje się nogami, których palce do góry, a pięty nadól do 
kości grzbietowej są obrócone. - Rozdzial VIII. O zlężeniu, 
kiedy dziecię nogami, ale krzywo, to jest goleniami w gardle 


macicy pokazuje się. - Rozdział IX. O zlężeniu, w którem 
dziecię ręką albo ramieniem pokazuje się. - Rozdział X. 
O zlężeniu, w którem dziecię grzbiet, brzuch, tyl, nogi czyli 
kolana, w drodze porodzenia pokazuje. - Rozdział XI. O spo- 
sobie, którym baba postępować powinna po ciężkiem i naturze 

przeciwiającem się zlężeniu. - Rozdział XII. O sposobie 
wyciągnienia fałszywego plodu i znakach, falszywy plód oka- 
zujących. - Rozdzial XIII. O sposobie, którym baba postę- 
pować powinna przy niewczesnem zlężeniu. - Określenia po- 
rodów nieprawidłowych, jak również pomoc, jaką w tych ra- 
zach autor zaleca, pozostawiają bardzo dużo do życze- 
nia. Bardzo trafnie scharakteryzował tę część pracy autora 
Z i e l e n i e w s k i, który pisze 74 ): "Część trzecia, w której 
autor podaje naukę o porodach nieprawidłowych, pomimo 
wielo
ci rozdziałów, a jeszcze większej liczby ustępów, nie- 
tylko nie wyczerpuje przedmiotu, ale nawet od prac poprzed- 
nio w naszej literaturze znanych, bardzo ma-ło lub wcale nic 
lepszego od nich nie zawiera". 
Część IV. O zlych konsekwencjach po z!ężeniu. - Roz- 
dział I. O zatrzymaniu czyszczenia potrzebnego po zlężeniu 
i o zapaleniu macicy. - W tym rozdziale autor zaleca upust 
krwi, bo "t'O jest najpewniejszem lekarstwem, żeby uniknąć 
zamulenia i zapalenie odwrócić, albo przynajmniej srogości 
jego przeszkodzić". - Rozdział II. O płynieniu krwi po zlę- 
żeniu. - Rozdzial III. O przypadkach z pokarmu pochodzq- 
cych. - Rozdzial IV. O fryzlach, czyli osypce albo purpura 
alba et rubra, jak nazywają doktorowie. - 
W xiążce swej R o ż a ń s k i wspomina o niektórych zwy- 
czajach i pr2'esądach dotyczących ciężarnych i położnic, któr
 
warto przytoczyć, jako przyczynek do zabobonów i medycyn y 


70) Z i e l e n i e w s k i l. c. 95-6. 


6*
		

/Untitled-49_0001.djvu

			84 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


85 


ludowej, We wstępie do swej "Sztuki babienia" pisTe: ..o fa:bo. 
waniu twarzy rodzącej kobiety miejscem z niej wydobytem dla 
uchronienia jej od uroków, toż o wyciąganiu po trzykroć na 
krzyż łokci do kolan", ° złym zwyczaju dawania położnky 
zaraz po porodzie wódki do picia, tak pisze: 
"Nadto schorzałym z boleści rodzenia, a bardziej przez nieumiejęt- 
ność bab zmęczonym położnicom, chcąc niby zaradzić. zamiast przyzwoi- 
tego ratunku, truciznę do bólów przyd3ją, gorzałką bowiem, z różnemi 
p
zyprawami, starym miodem, lub starem winem poją, i kumią polewką 
wI
ną z róż
e
i korzeniami, a mianowicie szafranem przyprawną, który 
w. Ich rozumlemu do rozweselenia .serca i uspokojenia bólów po ;>orodze- 
mu zwyczajnych służy", "Gdy stąd w większe słabości i niebezpieczeństwo 
wpada położnica, kładą jej rożen P od łóżko w łó z ' ko . '.' . k . 
, ' zas noz l sIe Ierę, 
Ja
 gdyby te od wzmag3jących się słabości, a naj osobliwiej od rżnięcia, 
ktore
o on
 same były przyczyną, położnicę uchronić miały, Przywła_ 
szczaJą sobIe przy tern doskonałość przepowiedzenia jak wiele J 'es r 
d" ł" . b d ,z_ze 

IecI. po 
z
Ica. mIe.ć ę z:e i że posiadają władzę przesz!wdz'i,nia, żeby 

IęCej dZiecI me mBła. Jakoż mnie .samemu - pisze autor _ słY3z,
ć 
SIę zdarzyło, że kobieta pewnCl, bałamuctwem baby przy sobie będącej 
oszukana, prosiła ją o zarz",dizenie, żeby więcej dzieci nie miała. Ta, chcąc 
us.k
tecznić .ż
d:3ni
 położnicy, a razem swoją doskonałość pokazać, 
mIeJsc
 z mej wYJęt.z w piec!! upiekła i część onego położnicy jeść 
kazała , 
, W samem zaś dziele, w rozdziale zatytułowanym ,,0 zwy- 
cZ
Ju.traktamentó
 i pijatyki podczas chrzcin", (str. 210-215) 
opIsuJe ten szkodhwy zwyczaj, 
"Ten to - pisze autor - jest w naszym kraju zwyczaj, że rodziny 
dziecięcia z traktamentarni i pijaństwem obchodzą. Ten zwyczaj j 3k 
szkodliwy jest położnicy, i dziecięciu niebezpieczny, tak od niepamiętnych 
czasów do kraju wprowadzony, Temu to zwyczajowi przypisać potrzeba 
te przypadki, które na położnicach częstokroć widzimy, ledwo nie we 
w.szystkie domy wprowadzonemu, Niech się przeto nikt nie dziwuje, gdy 
widzi .stan zły położnicy, bo wystawując sobie tę nieuchronną zarazę, 
przeświadczonym będzie o tych tak krytycznych dla położnic przy_ 
padkach..," 


"...Dważmy teraz przygotowanie do tych trakhmentów i pijatyk, 
'które zdają się na zgubę położnicy i dziecięcia być zarządzone, Dom cały 
c7ęstokroć dla przysposobienia miejsca dla gości przewra"ają, maszczą, 
bielą, a tern samem odbierają położnicy dobre powietrze, a wilgocią 
i waporami, które jeszcze bardziej przez napełnienie izby gościami, ze- 
psute byw3. napełniają. Zapacl:1 różnych potraw wzbudza apetyt położ- 
nicy, która, pozwoliwszy sobie. przebierze miarę w jedzeniu, Pokarm ten 
przez ostrość i wielość różnego korz.znia, onej wiele szkodzić powinien, 
zwłaszcza, gdy się do tego przymiesza cokolwiek trunku, do którego naj- 
-O
obliwiej prostacy położnicę siłować zwyklij przydaćże jeszcze różne 
komplementa i powinszowania, na które położnica sili się odpowiadać 
z podz:ękowaniem, której najmniejsze myśli natężenie zaszkodzić może; 
i!dy tymczasem prócz tego przyjęcie go-ści obejść się nie może, bez za- 
trudnienia żeby wszystkim dogodzić, i umartwienia. jeżeli gość który 
.r.ieukontentowany wyjdzie. Przyd:;ć ,:giełk, krzyk, hałas, bez którego 
ol'ejść się nie może, inaczej wnieść nie będzie można, tylko że zwyczaj 
'traktamentów na zgubę położnicy i dziecięcia jest wprowil.dzony. Dziecię 
bowiem wysysające pok3rm z piersi, który przez słabość kobiety je
t 
.zepsuty. chorować, czasem i umierać musi, 
Byłaby rz.zcz naj przyzwoitsza poniechać te traktamenta i pijatyki, 
:dbo przynajmniej te odprawiać wtenczas, kiedy położnica do sił swoich 
przyjdzie i niebezp:eczeństwu nie będzie podlegać", 
Rozdzial V, O rozpęklych brodawkach w piersiach. - 
Rozdzial VI, O zwyczaju traktamentów i pijatyk podczas 
chrzcin, - Rozdzial VII. O mamkach. (Ten rozdział jest 
przedrukowany z xiążki We i c h a r d t a). - Rozdzial VIII. 
O kqpaniu dzieci (według T i s s o t'a). - Rozdzial IX. Ogól- 
ne przestrogi w wychowaniu dzieci (z T i s s o fa wyjęte). - 
Druga xiążka R o ż a ń s k i e g o (,,0 staranności koło 
kobiet od czasu rozwiązania onych aż do końca połogu.....) jest 
uzupełnieniem pierwszej t j. "Sztuki babienia". Nie stoi ona 
na wysokości swego zadania, o czem świadczą chociażby tytuły 
ostatnich dzies:ęciu rozdziałów (XXI-XXX): ,,0 niedostatkll 
pokarmu. ° szkodliwym pokarmie. ° słabościach piersi położ- 
nicy, ° chorobach w powszechności, które z mlecznego zbioru
		

/Untitled-4_0001.djvu

			7. Dr. J\I. ;\1 a s t y ń ska. U ne contribution a l' histoire Page
 
de la persl?cution de la culture polonaise en Polugne 
pru.sienne: l' histoire du Conr;res des mcdecins et natu- 
rali
;tes polonais. qui dpvait avoir licu li Poznań en 1898 162 
8. Z. B r a n d t. I-listoire de la dccouverte du bacille 
typhiljue 179 
9. Dr. A. \V r z o s e k, prof. ił. l'l-nivcrsite de Pllzmlli. 
Le centenaire de la naissance tle Iienr)'k Ho.ver 193 
10. A. \V r z o s e k. Stanisłau- Tr:::ebirlski, sa vie et son 
oelLVre scientitiquc. (Chapitre I) Q 17 


II. IlISTOlRE DR SC1ENCRS NAT{lRELLES. 
l. E. O s L a c h o w ski. Michal Sęd:::iwJ; (1556-1636). 
Hill' page d'histoire de l"akhilllie polonaise 252 


III. MATERIAl'X POl'R SERrIR A L'I-IISTOlRE 
DE '- -1 llEIJECISE ET DE."" SCIEVCES NA- 
7TRELLES. 
l. F. S k (J h p I. Bingmphi,' de F. Sawicznnjki. Publiee 
par :\1.. 
\. \Yrzospk 263 
IV. 11£,'1101 RES f;T LETTltE-S. 
I. Dr. I T. S (" h r a m 111. pror. il l'Universite de Lwów. 
$'ouvf'l/in dr la dilliql/c de lJillroth 2lj8 
:2. Pruł-. U. B II j w id. Emilc Rozu et Albert Cal/llcttc 277 


r. PICrJTES COJIJIUNICATlUNS. 
I. .... ci ił III \Y r z o s e k. Archives de l' histoire et de la 
fJhilosofJhie de la mcdeci/le et de l' histoirc des sciellces 
naturelles (1924-19J3) 287 


T I. 
1'11. 
f/ I II. 


lJO( J EJIKVT SCIENTlFlQPE 
J .IRlA 
nRS[,JIES FR.-1N{,'AIS DE PRI,VCIfJAUX TRA- 
"',11 X 
l:VIJEY. ALPHABETIQLE 


2
q. 
3UI. 


IX. 


JOl) 
311
		

/Untitled-50_0001.djvu

			86 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piś;nienniclwo położnicze XVIII wieku 


87' 


k o W S k i - że (R o ż a ń s k i) przemawia za tern, aby matki 
swoje dzied same karmiły, dając im godny i zachęcający do' 
naśladowania przykład matki św. Ludwika" (S kał k o w- 
s kiL c. 13-14). 

 Józef Berger de Lonchamps. 
J ó z e f B e r g e r d e L o n c h a m P s, był doktorem 
nauk wyzwolonych, filozofji i medycyny. 
O nim A d a m o w i c z pisze, że się urodził w 1770 za- 
pewne w Galicji i że w r. 1789 jako uczeń celujący powlarzał 
naprzemian z innym celującym uczniem medycyny w Szkole' 
Głównej Litewskiej, Janem O r ł o w s k i m, łacińskie wy- 
kłady anatomji pro£. B r i o t e t a po polsku dla towarzyszów 
kontubernji chirurgów w Wilnie'fi). B i e l i ń s k i zaś utrzy
' 
muje, że B e r g e r d e L o n c h a m p s, spokrewniony z
 
na- 
komilym bibljografem Adamem J o c h e r e m, był najpIerW 
pcmocn:kiem przy polskich wykładach anatomji B r i o t e t a" 
przeznaczonych dla cyrulików, a potem pomocnikiem profe-' 
sara anatomji L o b e n w e i n a, który objął katedrę tego 
przedmiotu po B r i o t e c i e. Doktoryzował się z medycyny 
w 1799 r. Gdy żadnej katedry w Uniw. Wileńskim nie otrzy- 
mał, opuścił Wilno, zamieszkall w Mińsku Litewski
,_ gdzie 
zajmował się praktyką lekarską. Umarł tam w 1812 r."). 
Będąc jeszcze studentem medycyny, napisał dziełko p. t.: 
Nauka pol'ożnicza przez pytania i odpowiedzi po francu- 
tku napisana, a teraz wylożona po polsku przez Józefa 
e
- 
ger de Lonchamps, ucznia medycyny, nauk wyzwolonyc
 l fr
 
ltJzolji doktora, korrepetytora anatomji w Szkole Glowner 


po różnych miejscach pochodzą- O osiadaniu pokarmu, któm 
się zewnątrz na ciele znajdować może. O o
iadaniu pokarmu 
we wewnętrznych częściach ciała. O leczeniu osiadania po- 
karmu w błonach mózgu. O 03iadaniach pokarmu w wewnętrz- 
nych częściach piersi. O leczeniu zapalenia płuc i pleury, któr<,;: 
z osiadania pokarmu wyniknęły. O osiadaniu pokarmu w brzu- 
chu". Iluż to chorób źródłem ma być zatrzymanie pokarmu 
położnicy, czyli "osiadan:e" go w różnych miejscach org;l- 
nizmu! 
Zasłużony G ą s i o r o w s k i, bardzo pobłażliwy krytyk. 
który prawie ws.zystkich autorów chwali, "Sztukę babienia" 
nazywa xiążką ze wszech miar pochwały godną, a o drugiem 
dzielku R o ż a ń s k i e g o pisze, że podobnie jak "Sztuka ba
 
bieni,," jest "zrozumiałym i łatwym językiem napisana"'
'. 
Innego zdania jest Z i e l e n i e w s k i, ktćry dość surowy sąd 
o R o ż a ń s k i m jako autorze wydaje. Sąd Z i e l e n i e w- 
s k i e g o jest umotywowany, gdy G ą s i o r o w s k i e g o 
tylko gołosłowny. Co do mnie, to podzielam raczej zapatry- 
wanie Z i e l e n i e w s k i e g o, choć może sąd jeg,o jest cokol- 
wiek za surowy. 
S k a 
 k o w s k i, podobme jak G ą s i o r o w s k i, nie- 
ma,lo zalet znalazł w "Sztuce babienia" R o ż a ń s k i e g o, 
o której pi;;ze: "Xiążka ta napisana jasno dla akuszerek, za- 
wiera, jak na swój wiek, wiele poglądów, któreby" autorowi 
i w drugiej połowie XIX stulecia tylko zaszczyt mog,ly przy- 
nieść. Przestrzega tam bowiem autor przed mieszaniem się do 
normalnego przebiegu porodu po jednorazowem skonstatowa- 
n:u przez wewnętrzne badanie stanu normalnego, lradzi) zosta- 
wić resztę naturze, przestrzega czystości, mycia rąk, obcina- 
nia paznokci...... "Podnieść jeszcze muszę - pisze S k a ł- 


'5) G ą s i o r o w.s k i, IV, 141, 143. 


;e) A. F. A d a m o w i c z. Krótki rys początków i postępu anatomji 
w Polsce i Litwie. Wilno 1855, na str. 17. 
77) J. B i e l i ń s k L Stan nauk lekarskich za czasów Akldem
i 
Medyko-Chirurgicznej Wileń5kiej. Warszawa 1889. str. 326-7.
		

/Untitled-51_0001.djvu

			'88 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piś:niennictwo poloinicze XVllI wieku 


89 


W. X. L. za wiadomościq i aprobatq profesorów medycyny 
i chirurgji w akademji wileńskiej w Wilnie w Drukarni J. K, 
Mości przy Akademji roku 1789. in 8-uo str. XIV i 253, 1 tab. 
Dzieło składa się z dedykacji, przedmowy i pięciu czę
ci. 
Poświęcił je autor profesorom Józefowi L a n g m a y e r o VI:, 
Jakóbowi B r i o t e t o w i i Janowi Lo b e n we i 
 o w i jaka 
-dowód wdzięczności od ucznia dla swych nauczycieli za ich 
pracę, rady i nauki. W przedmowie podaje, że celem jeg) 
dzieła jest "ratowanie płci słabej w czasie rodzenia". Wy- 
jaśnia dalej, że dz
eło to przetłómaczył z francuskiego, pisząc: 
"Używamy z wdzięcznością dla poratowania cierpiącej ludz- 
kości, obserwacyj i przepisów ,sławnego w tej mierze J. P. 
A u g i e r d u F o t, który sztukę położniczą starał się tak 
pożytecznie we Francji dać poznać po miastach i wioskach". 
Prócz traktatu J. P. A u ń i e r d u F o t, umieśdiśmy uwagi 
" 6 
względem kobiet brzemiennych, połóg leżących, i wychowania 
niemowląt z opisaniem sposobów unikania zagęszczonych złyc'} 
zwyczajów, z szkodliwego przesądu idących, przez J. P. S a u- 
.c e r o t t e po francusku napisane", 
Następnie podaje, że opisze dwie operacje: t. zw. cesar- 
ską i synchondrotomję. 
Dz
eło dzieli się na pięć części. W części pierwszej opi- 
sana jest miednica, podział jej na wielką i małą, przyczem 
podane są jej rozmiary. Potem następuje opis części rodnycb 
wewnętrznych i zewnętrznych. Krocze nazwane jest "między. 
krokiem", który łatwo może ulec rozerwaniu wskutek niezręcz- 
ności akuszerki. - Trafnie wyłożone są uwagi okrwawieniac l l 
miesięcznych. Brzemienność podzielona jest na dobrą, złą i fał- 
szywą; pod złą należy rozumieć ciążę zewnątrzmaciczną. - 
Po opisie kolejnych zmian, jakie przechodzi macica przez cały 
czas ciąży, podana jest długość zwyczajna, waga i wymiary 
główki płodu. Z dwóch błon płodowych jedna nazwana jest 


"żylistą" , a druga "płaszczykową" , Przypadek brzeżnego przy- 
czepu pępow
ny tłumacz nazywa "rakietą". O znaczeniu wód 
płodowych podane jest mylne mniemanie, że "służą do po- 
karmu dziecka, nim się złoży doskonały kanał pępkowy", 
W rozdziale o pr.zyczynach rodzenia podzielone są one na: de- 
terminujące i skutkujące. Z naciskiem podkreślona jest po- 
trzeba podtrzymywania krocza. Wreszcie wyliczone są rodzaje 
porodów. Przy główce przodującej mogą być "trzy pozycje 
dobre i trzy niebezpieczne czyli trudne". 
W części drug:ej znajdują się najpierw wiadomości o po- 
winnokiach położnej. Potem opisane jest łóżko porodowe, 
z wykazaniem jego zalet i wyższości od stołka porodowego, 
dotąd niemal wyłącznie używanego. Następuje wyłuszczenie 
zasady wydobywania łożyska i rada, aby stosowa6 okłady 
z lodu na brzuch, jeżeli położnica w dalszym ciągu krwawi 
po odejściu i usunięciu łożyska. W końcu podane są wska- 
zówki, jakiem powinno był zachowanie się położnicy po po- 
rodzie i jaka dieta jest dla niej najodpowiedniejszą. 
W części trzeciej znajduje się wzmianka, że akuszerka 
"powinna mieć pazury oberznięte, ręce tłustością nasmaro- 
wane, rękawy od koszuli po.zachylane". 
W części tej podany jest opis kilkunastu rodzajów poło- 
żenia płodów, a prócz tego czterech pozycyj każdego położe- 
nia. Tak drobiazgowy podział, zgoła nieuzasadniony, jest od- 
b:ciem panujących wówczas poglądów w położnictwie. W ustę- 
pie o porodzie, przy którym najpierw rączka się pokazuje, 
dodaną jest uwaga: "zabrania się tu wszelkie ucinanie, incyzje 
etc. ramienia wyszłego, jako sposoby prawdziwie kryminalne", 
W części czwartej przedmiotem wykładu są przypadki po- 
rodu, w kiórych bez pomocy narzędzi obejść sio: nie możn'l 
oraz przypadki poronień, ')bumar-;ia dziecka w czasie porodu,
		

/Untitled-52_0001.djvu

			90 


Witold Zygfryd Brauer 


wyjmowania żywego dziecięcia z macicy zmarłej rodzącej, po- 
rodu bliźniąt i t. p. 
W części piątej po pobieżnem wyliczeniu chorób brze- 
miennych, podane są "Przestrogi i przepisy w różnych okoli
z- 
nośc:ach sztuki położniczej", ujęte w następujące zdama: 
1) Należy unikać puszczania krwi; 2) Można to tylko wtedy 
zrobić, gdy niewiasta jest krwista i ma zawroty głowy; 
3) Upust należy wykonać kilkakrotnie w małych ilościach, nie 
odrazu; 4) Nie trzeba puszczać krwi, gdy kobieta ma blednicę; 
5) Wskazaniem do upustu krwi ,są obrzęki; 6) Po upuście na- 
leży dać enemę; 7) Przy grożącem poronieniu ciężarna po- 
winna zachować spokój; trzeba dać jej zimny napój; 8) Nie- 
wiasty skłonne do poronień, w czasie ciąży nie powinny utrzy- 
mywać stosunków z mężem; 9) Konwulsje matki i krwawienia 
wymagają przyspieszenia porodu; 10) Nie należy zbyt często 
grzebać ręką w macicy; 11) Jeśli tylko można, należy zost
- 
wić poród siłom natury; 12) Nieodchodzące łożysko nalezy 
wydobyć ręcznie; 13) Przy istniejącej przepuklinie nal
ży 
w czasie bólów miejsce przepukliny uciskać; 14) Z dwoJga 
bliźniąt, starszem jest to, ktore pierwsze ukaże się w szparze 
sromowej, choćby tylko palcem, gdyż wiek dziecka liczy się 
od "dnia narodzenia, a nie od momentu poczęcia, który na- 
znaczyć jest niepodobna". Niektóre z tych rad są wcale trafne. 
Dalej następuje przekład traktatu Saucerotte'a o prze- 
sądach i szkodliwych praktykach w czasie brzemienności. 
W końcu książki znajdują się rozdzia,ly: o leczeniu niewiast 
w porze pokwitania, o operacji cesarskiej i o synchondrotomji. 
Słusznie tłumacz uczynił, że przy końcu xiążki umieEcił 
traktat S a u c e r o t t e'a o pr,zesądach i szkodliwych zwycza- 
jach w czasie brzemienności, porodu i połogu, jak. również 
wychowania niemowląt. Słuszniej by jeszcze postąpił, gdyby 


Polskie piś;niennictwo położnicze XVIII wieku 


gr 


. 


podał wiadomość o przesądach w Polsce i na Litwie panu- 
j ących. 
W częścl pierwszej, dotyczącej niewiast brzemiennych, 
S a u c ę r o t t e gani ich zwyczaj, płynący ze źle zrozumia- 
nego wstydu, ukrywania swej bn:emienn03ci przez ściskanie 
brzucha pasami, sznurówKami i t. d., co prowadzi do upor- 
czywych zatwardzeń iporcnień. - Występuje przeciw zwy- 
czajowi upustów krwi w połowie piątego, w siódmym i dz:e- 
wiątym miesiącu ciąży. - Środki wymiotne, rozwalniając
, 
enemy, kąpiele nie są, według niego, dla brzemiennych tak 
niebezpieczne, jak s:ę naogół o tern sądzi. - Nie widzi nic 
złego w zwyczaju, który każe niewiastom w ostatnich miesią- 
cach brzemienno£ci dużo przechadzać się. Natomiast gani zwy- 
czaj nieumiarkowania w jedzeniu, którym często grzeszą 11:0- 
biety brzemienne. Bardzo ostro przeciwstaw
a się zwycza- 
jowi "pomagania" przez akuszerkę rodzącej w ten sposób, że 
rękoma rozszerza pochwę i ujście maciczne. Rozprawia się 
energicznie ze zwyczajem ugniatania brzucha i wieszania nie- 
wiasty na rękach, celem przysp:eszenia porodu. Wreszcie' 
wskazuje na niebezpieczeństwa, jakie sprowadza zwyczaj wy- 
dobywanie ręcznie łożyska, tuż bezpośrednio po urodzeniu 
się dziecka. 
W części drugiej pisze: "Powszechny jest prawie pospól- 
stwu przesąd, że odmienienie czystej bielizny położnicy, po- 
w:ększy jej upławy, co jest wielkim błędem. Niektóre zaś- 
babki, albo do dozoru chorej wezwane niewiasty, ulegając temu 
mniemaniu, dają położnicy koszulę brudną i do łóżka prze- 
ścieradła takież". Autor wskazuje na niebezpieczeństwa ta- 
kiego nieochędóstwa. - Również sprzeciwia się zwyczajowI 
dawania położnicom wina i wódki. - Nie rozumie niczem nie
 
uzasadnionej bojaźni, stosowania enem położnicom, wskazując 
na ich potrzebę; radzi podawać "lekarstwa laxujące" i wy--
		

/Untitled-53_0001.djvu

			Y2 


Witold Zygfryd Bmu£' 


['olskie piśmiennictwo położnicze XV II! wieku 


93 


miotne. Gani "bankiety" wydawane z okazji chrzcin. Wyka- 
zuje złe skutki uciskania piersi i dawan:a pokarmu niemo- 
wlęciu dopiero na trzeci dzień. W końcu w sposób dosadny 
podkreśla z:llely karmienia niemowlęcia przez własną matkę 
i jest jego wielkim zwolennikiem. 
W części trzeciej omawia przesądy i złe zwyczaje w wy- 
chowaniu niemowląt. 
Wymienia tu przesąd ogólnie przyjęty, jakoby "płód" 
siedmiom
esięczny pewny był życia więcej, aniżeli "płód Pl) 
ośmiu miesiącach wydany" i wykazuje jego.absurdalność. Gani 
również zwyczaj ręcznego ugn:atania główki, zdeformowanej 
przez poród. Uważa za nie właściwy zwyczaj rozdzierania dzie_ 
cięciu "ścięgna po-djęzycznego pazurem wielkiego palca". 
Wskazuje też na szkodliwość zbytniego powij ania dzieci. Dalej 
wskazuje na niewłaściwość: podawania noworodkom po- 
karmów z kaszki; dawania im wieczorem, celem ich uspoko- 
jenia "wody makowej"; nadmiernego przegrzewania ich ciała 
przez zbyt szczelne nakrywanie. Autor jest zwolennikiem. aby 
niemowlęta letnią porą kąpać w zimnej wodz.:.e. 
Kończy tę część słowami: "O jakieby na rodzaj ludzki 
spłynęło szczęście, gdyby kiedyś przesąd rozumowi dał miej- 
sce, a uporczywa niewiadomość U3tąpiła przekonaniu, że zba- 
wienne jest zaszczepienie ospy, i one powszechnem uczyniło, 
zmniejszyłaby się liczba smutnych ofiar, a towarzystwu nad 
mniemanie wi",cej przysporz-yłoby się użytecznych członków"- 
Książka opracowana. a raczej spolszc,zona przez B e r- 
g e r d e L o n c h a m p s a stoi na wysokości swego zadania. 
choć autorzy pism, które zostały spolszczone: A u g i e r d ".1 
F o t i S a u c e r o t t e n:e należeli do rzędu pisarzy, którzy 
swe nazwiska utrwalili w dziejach położnictwa. 



 5. Ludwik Perzyna. 
L u d w i k P e r z y n d, ur. w Krakowie r. 1742, w r. 1786 
przyjął profesję w zgromadzeniu braci miłosierdzia w War- 
szawie i tu r. 1790 został lekarzem w szpitalu św. Jana Bo- 
żego. W r. 1793 objął dostojellstwo przeora w Kaliszu. Umarł 
w r. 1812 78 ). 
P e r z y n a był bodaj najpłodniejszym p.:.sarzem polskim 
na niwie medycyny w XVIII stuleciu. Napisał kilka xiążek, 
z których największem powodzeniem cieszyła się zatytułowana 
"Porządek życia VI czerstwości zdrowia w długie prowadzący 
lata". a wydrukowana w Kaliszu w 1789 r. Drugie wydanie 
tego dziełka wyszło w Supraślu w 1789 r., trzecie w Kaliszu 
w 1793 r., a czwarte w Łowiczu w 1799 r. 
Inne xiążki lekarskie P e r z y n y noszą tytuły: Anatomja 
(1790 r.), Nauka położna (1790 r.), Nauka cyrulicka (w trzech 
ternach. wydanych w r. 1792-3), Lekarz dla włościan 
(1793 r.). Prócz tych xiążek napisał broszurę 40-stronicową 
p. t. "Sposób urzędowych relacyj z wyprowadzonych wizyj 
czyli oględzin ciał ludzi" i "Homilia do swoich braci zakon- 
nych utwierdzając ich w wierze objawionej przeciw zaraźli- 
wym teraźniejszych deistów mowom" (Łowicz, 1796, str. 48 
in 8-vo). 
Xiążka P e r z y n y, która nas tutaj interesuj-e, nosi tytyuł: 
Nauka położna krótko zebrana cyrulikom położnym, jako też 
i babom, czyli kobietom, przy rozwiązaniu rodzących położnic 
służącym dla wiadomości bardzo potrzebna. Na pytania i od- 
powiedzi rozłożona. W Kaliszu w drukarni J. O. X. JW ci Pry- 
m.asa Arcybiskupa Gnieźnieńskiego. Roku Pańskiego 1790; 
in 8-vo , str. 141, nadto 6 przedmowy, 3 wstępu i 4 treki roz- 
działów. 


78) Koś fi i ń s k i, l. c. .sIr 381.
		

/Untitled-54_0001.djvu

			Polskie piś.7ziennictwo pclożnicze XVIII wieku 


95 


Witold Zygfryd Brauer 


9-1 


W "uwiadomieniu" czyli przedmowie autor p:sze: "Daw- 
nom ja podobne żądał oglądać dzieło, alem się dokładnej!o 
w polskim języku doczekać nie mógł. Przedsięwziąłem przeto 
Eam, lubo krótko, ale dokładnie, tę xiążeczkę, o tej nauce 
napisać, która sama z siebie nic nowego, ale wiela potrzeb- 
nego zawierać będzie". Zaznacza, że będzie nazywał: wyko- 
nywacza nauki położnej cyrulikiem położnym, niewiastę od- 
bierającą dzieci kobietą położną, białogłowę zaś rodzącą po- 
łożnicą. Następnie zachęca mężczyzn, aby się więcej niż do- 
tychczas położnictwem zajmować zaczęli, pisząc: "Nie mają 
się czego wstydzić nasi Polacy, lub odbieranie dzieci ,za nie- 
należącą robotę do mężczyzn poczytywać, bo to już ułatwiły 
inne narody i dowiodły, że mężczyzna w takowym razie ostroż- 
niejszym, mniej upartym, dowcipniejszym i zręczniejszym nad 
kobiety znajduje się. I lubo nam jeszcze aż dotychczas na 
takcwych schodzi cyrulikach, ,spodziewać się jednak potrzeba. 
że czas wszystko wywodzący i takowych nam wkrótce wyd.-l 
pomocników" . 
Po "uwiadomieniu" następuje wstęp, w którym autor wy- 
mienia przymioty, jakiemi odznaczać winny się osoby, pra- 
gnące poświęcić się nauce położnictwa. Treść samego dzieła 
jest następująca: W rozdziale I. ,,0 twardych niewieścich ro- 
dzenia członkach" podany jest krótki opis miednicy. W roZ- 
dziale II. ,,0 m:ękkich rodzenia członkach, i o cia-ŹY czyli zaj- 
ściu" autor podaje, w jaki sposób poznać można, czy dana 
niewiasta już rodziła, czy jeszcze nie. W rozdziale III. ,,0 od- 
mianie, której macica przez zajśde w ciążę podlega" opisuje 
trafnie kolejne zmiany macicy ciężarnej, nadto mówi o bło- 
nach płodowych, łożysku i pępow:nie. W rozdziale IV. ,,0 
a
 
kasaniu się cz-yli odbie-ra:niu dziecka" zakasaniem r:azywa 
..przejrz02nie czyli zrewidowanie wszystkich części, które we- 
wnątrz i naokoło pokrowca macicznego zdegają, przez w.':ci- 


bi02nie w niego jednego tub dwóch palców" posmarowanych 
"masłem niesclonem lub ciepłem mlekiem". W rozdziale tym 
opisane jest badanic wewnętrzne. W rozdziale V. ,,0 znaC'!:- 
nych odmianach w czasie ciąży, co miesiąc przypadających" 
pisze o usŁaniu mie3iączki, opuszcz02n:u szyjki macicznej, o po- 
większeniu suŁków, o ruchach płodu, o wyczuwaniu poszcze- 

ólnych czę
ci ciała płodu i t. d. W rozdziale VI. mówi o bó- 
lach porodowych, dzieląc ie na: 1) pierwiastkowe, 2) praw- 
dziwe, 3) fałszywe; w rozdziale VII. ,,0 powinnościach położ- 
nego cyrulika, lub takowej kobiety przy nadchodzących bólach 
położnych"; w rozdziale VIII. ,,0 sposobach rodzenia, przy- 
czem dzieli porody na "przyrodzone" czyli naturalne, i "prze- 
ciwpr.zyrodzone" czyli ńienaturaln'2, a nadto na lekkie i cięż- 
kie. - W rozdziale IX. ,,0 mac
cy prosto nad miednicą lub 
krzywo leżącej, jako przyczynie ciężkiego lub lekkiego rodze- 
nia" autor występuje jako zwolennik poglądów D e v e n t e r a, 
jeszcze wówczas nie obalonych przez B o e r a (1751-1835). 
W roz,dziale X. traktuje ,,0 rozmaitych położeniach płodu 
w macicy, jako przyczynach lekkiego, ciężkiego, lub niepodob- 
nego rodzenia". - W 1'Ozdziale XI. ,,0 znakach, przy wszczy- 
nających się już bólach lub mało co przed niemi, obiecujących 
lekkie lub ciężkie rodzenie" kładzie wielki nacisk na dokładne 
badanie wewnętrzne, pisząc: "położnica, któraby się nie dawała 
przed czasem rozwiązania swojego .z'rewidować, takową ży- 
czyłbym cyrulikowi położnemu lub kobiecie odbierać mającej, 
porzucić jej własnej woli, uchylić się od wszystkiego i odejść, 
aniżeli na siebie zaciągnąć winę, mogącego się trafić nieszczę- 
ścia". - W rozdziale XII. podaje w:adomości ,,0 znakach 
lekKiego lub ciężkiego rodzenia, które położny cyrulik lub po- 
łożna kobieta z wylania wody wnosić powinna". W roz- 
dziale XIII. ,,0 krwi 
szczaniu i enem dawaniu zaraz na 
początku odzywających się bólów" zaleca wykonać upust krwi
		

/Untitled-55_0001.djvu

			Pvlskie piśmiennictwo położnicze XVlIl wieku 


97 


96 


Witold Zygfryd Brauer 


u wszystkich pałożnic, z wyjątkiem tych, które są słabe i cho- 
rowite. - W rozdziale XIV. "O rozmaitych ułażeniach się po- 
łożnicy do rodzenia" wymienia cztery pazycje: 5tającą, sie- 
dzącą, leżącą i kolankowa-łakciową. - W rozdziale XV. 
"O przyrodzonem, czyli przyzwoite m radzeniu, a odejściu 
miejsca i zawiązaniu pępka" podaje opis ręcznego wydobycia 
łożyska. należący do cenniejszych ustępów xiążki. - Roz- 
dział XVI. "Zamyka w sobie różne napomnienia i nauki da 
tejże materji należące". J
st to badaj najlepszy raz dział z ca- 
łego dzieła, gdzie autor w 16 punktach daje trafne i cenne 
rady, położnictwa tyczące się: Nie zaleca wykonywać upu- 
stów krwi w początkach ciąży, lecz raczej przed samym po- 
radem, poradziwszy s:ę przedtem "doktora, nie żyda, nie cy- 
rulika, nie baby. nie biegusa ,zagranicznego, nie oszusta". - 
Nie radzi niewieście ciężarnej bez zasięgnięcia porady lekarza 
zażywać żadnych lekarstw, zwłaszcza wymiotnych. - Zaleca 
im spakój. wstrzymanie się od trunków, od gniewu i ciężkiej 
pracy. - Podaje sposoby usuwania zamartwicy noworodków. 
Kreśli trafnie dietę dla położnicy w połogu. - Przy obrzę- 
kach sromu poleca wilgotne okłady. - W krwataku po po- 
rodzie zachęca, aby "nie bab, ani żydów. ale doktora poradzie 
się", 
 Mówi o niebezpieczeń:otwie, jakiem grozi niewieśc:e 
zatrzymanie łożyska w cZd.sie poronienia. - Przy skłonności 
do częstych poronień, zaleca zimne kąpiele. - Podaje spo- 
soby, jak sobie radzić, gdy pępowina ulegnie przerwan:u, a ło- 
żysko pozostaje jeszcze w macicy. - Wylicza objawy. jakie 
daje obumarły płód. - Uważa, iż normalny poród nie powi- 
nien trwać dłużej niż 6 godzin, używanie jednak lekarstw 
pr,zyspieszających nazywa "zażywaniem samobójstwa", - 
Podaje wskazania i spasób rozczłonkowania płodu w żywocie 
matczynym. - Mówi o rłatan:u cesarskiem, czyli "wypor- 
hch", 


Wśród tych "napominań i nauk" znajduje si
 również 
takie: "Dziecko podług powszechniejszego lekarzów zdania. 
około 50 dnia od poczęcia 
ię swojego. przyjmuje duszę, jaka 
już zdolne rządzone być przez nią", 
Rozdział XVII. "zamyka w sabie .sposoby kuracji i dozoru 
kobiet ciężarnych, kobiet rodzących, położnic po porodzeniu 
i dzieci porodzonych", W rozdziale tym autor opisuje dolegli- 
wości i choroby niewiast ciężarnych, położnic i noworodków, 
podając równocześnie sposaby ich leczenia, które jednak z dzi- 
s:ejszego punktu widzenia nie mają żadnego znaczenia nauko- 
wego, a niektóre przepisy są wprost naiwne i śmieszne; tak 
np. na ból w piersiach i guzy w nich u kobiet ciężarnych każe 
usiekać drobno korzeni pietruszkowych, w urynie tejże nie- 

iasty ugotować, roztarłszy na płat, tern piersi okładać"; albo 
np. przy konwulsjach i mdłaściach kob:et ciężarnych zaleca 
.,wąchanie starych podeszew na węgle włożonych"! 
Praca więc P e r z. y n y niczem nadzwyczajnem ponad 
przeciętny poziam ówczesnych pism położniczych nie wybij:!. 
się. Jako popularny podręcznik dla pałożnych ma, obok pew- 
nych braków, zalet niemało, G ą s i o r o w s k i pisze, że 
xiążka ta "istotnie na po<:hwałę zasługuje"79), a A d a m G- 
w i c z chwali P e r z y n ę za to, że wszystkie jego dzieła me- 
dyczne są .,ze znajomością rzeczy wypracowane"SO). 

 6. Jakób Felix Michelis. 
Jak ó b F eili k s M i c h e li s za rządów pl1US1kich był 
w Białymstoku pierwszym asesorem chirurgji deputacji lekar- 
skiej i lekarzem B r a n i c k i e j. kasztelanowej krakowskiej; 
później. za rządów rosyjskich. został mianowany członkiem 
białostockiego lekarskiego wydziału i dyrektorem .szkoły aku- 


79) Gąsiorowski, IV, 147 . 
to) A d a ID o w i c z, l. c. str. 12. 


7
		

/Untitled-56_0001.djvu

			98 


Witold Zygfryd Brauer 


Polskie piśmiennictwo położnicze XVIII wieku 


99 


81) Kośmiński, I. c. str. 317. 


rzyć się może, że samo jaje bez zapłodnienia z jajecznika wy- 
rwać się i do macicy wejść może, macicę i brzuch powiększa. 
jak podczas prawdziwej brzemienności". Dalej trafnie wylicza 
znaki brzemienności, niepewne i pewne, a natomiast nieudolnie 
opisuje sposoby badania wewnętrznego. 
Porody dzieli na: niewczesne (przed 30 tygodniem ciąży), 
właściwe (w 40-tym tygodniu) i późne (po 40 tygodniach). 
a nadto na naturalne i nienaturalne. Bóle porodowe odróżnia 
prawdziwe od fałszywych i podaje podział prawdziwych na 
"l) przepowiadające, zwane posełkarni, 2) usposabiające, 
3) prawdziwe rodzące i 4) przerzynające". 
Do powinności położnej zalicza m, i. 1) zbieranie wywia- 
dów co do ciąży, wieku rodzącej i t. d.; 2) postaranie się 
o 2 niewiasty do pomocy; 3) zabranie do rodzącej niezbędnych 
rzeczy i narzędzi, do których zalicza: "poduszkę akuszerską, 
pęcherz lub seręgę do enemy, pomadę, masło niesolone. no- 
życzki o szerokich końcach, tasiemkę. nici z jedwabiu 1% 
łokcia długie na końcu z pętelką, małą szczoteczkę miękką, 
coś do wąchania rodzącej"; 4) zbadanie wewnętrzne ciężarnej, 
danie jej enemy, obmycie części rodnych. W,spominając o po- 
łożeniach rodzących, uważa pozycję leżącą za najlepszą 
ze wszystkich. Następnie pisze o tern. co ma czynić położna 
w czasie porodu, a co po porodzie, gdy łożysko jest "mo- 
cno przyrośnięte'. Radzi wówczas: "według najnowszych 
autorów" zostawić łożysko w macicy, które. ponieważ "zostaje 
w niem bieg krwi, zatem gnić nie może" i po pewnym czasie 
samo odej dzie. Autor nie podał nazwiska żadnego z tych 
.,najnowszych autorów". Którzy takie niedorzeczne rady da- 
wali. Pisząc o porodach ciężkich. poleca akuszerce przy wy- 
nicowaniu macicy po porodzie "tak długo rękę w pięść ulo- 


sz,eryjnej, założonzj w Biały:mstoku w r. 1811. (Szkoł.a ta 
istniała do r. 1837). Umarł w r. 1820 81 ). Jest autorem kilku 
xiąż.e
 i rozpraw, z których trzy dotyczą poł,ożnictwa, mia- 
nOwiCie: 
1) Krótka nauka dla akuszerek po prowincjach za naj- 

askawszq aprobatq i zezwoleniem Departamentów lekarskiego 
l skarbowego J.. K. Mci, p. N. M. przetłomaczona i wydana 
przez Jakuba FelŹxa de Miche/is, k')nsyljarza J. K. Mci, pierw- 
szego asesora chirurgji w deputacji medycynalnej, et sanitatis 
kamery Prus nowo-wschodnich w Białymstoku i chirurgo- 
lekarza J. O. z Xiqźqt Poniatowskich Branickiej, kasztelano- 
wej krakowskiej etc. Drukowana w Supraślu, przy Białym- 
stoku R. P. 1800, in 8-vo, str. 146 i IX. 
2) Rozprawa historyczna o sztuce położniczej, jej wzro- 
ście i potrzebie wydoskonalenia onej. Wilno, 1811, in 8-vo. 
str. 54. 
3) Nauka położnicza. Wilno, 1819, in 8-vo, T. I. str. IX, 
258, T. II. str. 285. 
Omawiać tu będziemy tylko pierwsze z przytoczonych 
dz:eł, jako wyszłe w r. 1800 więc jeszcze w ostatnim roku 
XVIII w. 
Autor we wstępie zaznacza. że napisał tę pracę, aby 
ona akuszerkom po prowincjach "to co się nauczyły w szkole, 
na nowo przypominała" i dodaje: "mając wzgląd na osoby. 
dla których się pisze, zachowała się stosowna krótkość i jas- 
ność do pojęcia onych". Po uwagach o przymiotach, które po- 
łożna mieć po
inna, p
sze o częściach rodnych niewia,sty. 
a przedewszystkJ.em o mIednicy (podając bardzo niedokładnie 
j 
j wymiary), a. następnie.) zewnętrznych organach płciowych. 
PiSZąC o brzemienności. takie m. i. zdanie wypowiada: "Zda- 


.,'" 
.
		

/Untitled-57_0001.djvu

			100 


Witold Zygtryd Brauer 


Polskie p:śmienmctwo polożnicze XVIII wieku 


101 


żoną (w macicy) utrzymywać, dopóki się około mej macica 
nie ściągnie". Cały ustęp o "naturalnych, lecz ciężkich rodze- 
niach" zawiera wiele niedorzecznych rad. Potem daje wska- 
zówki jak ma postępować położna w nieprawidłowych poro- 
dach. kiedy i jak wykonać różne obroty. 
Książka M i c h e l i s a, podzielona na 70 paragrafów, za- 
wiera niewątpliwie dużo pożytecznych rad dla położnych, stoi 
jednak niżej pod względem naukowym, aniżeli wcześniej wy- 
dane polskie podrę-::zniki położnictwa, zwłaszcza K o s t l' Z e w- 
s k i e g o i B e l' g e l' a d e L o n g c h a m p s a. G ą s i o r o w- 
s k i, chwalący z reguły lekarzy, którzy swemi pracami 
wzbogadi piśmienr..ictwo ojczyste, taką ocenę daje dziełkd 
M i c h e l i s a: "Zawiera ono tylko ogólne przepisy akuszerji 
i to jak najkrócej i jak naj jaśniej zebrane i opisane; więcej 
dla akuszerek po wsiach mieszkających. Porody nieregularne 
tylko te są opisane, które akuszerkom wolno robić, inne są 
całkiem opuszczone"S2). Z i e l e n i e w s k i natomiast, nie od- 
mawiając bynajmniej zalet xiążce M i c h e l i s a, zarzuca 
jednak autorowi, że nie korzystał ze współczesnych dzieł zna- 
komitych położników, a powtarza niektóre rzeczy, które zo- 
stały już w nauce odrzucone""). Wreszcie B i e l i ń s k i pisze 
o M i c h e l i s i e, że "położył wielkie zasługi we względz:c. 
nauki położniczej na Litwie"; ma jednak na myśli zasługi. 
które M i c h e l i s położył już w XIX stuleciu, jako kierownik 
szkoły położniczej w Białymstoku i autor różnych prac "" tym 
wieku wydanych s4 J. 


IV. ZAKOŃCZENIE. 
Rozpatrując bezstronnie polskie piśmiennictwo położni
 
cze do kOlka XVIII stuleda, niestety dojść musimy do nie- 
zbyt pocieszających wniosków. Wieki XVI i XVII nie dały 
piEmiennictwu nas.zemu, krom książek popularnie napisanych. 
ani jednego dzieła zaS'ługującego na nazwę samodzielnej 
pracy naukowej. Warunki pod tym względem zaczęły Sdę 
zmieniać dopiero na lepsze w ostatnich trzech dziesiątkach 
lat XVIII w. Lecz i wtedy nie ukazało się w druku ani jedno 
prawdziwie oryginalne dZIdo położnicze, bo w tym okresie 
czasu mieliśmy tylko podręczniki, przedew5zystkiem dla aku- 
szerek napisane, a do tego nie przez specjalistów położników. 
R o ż a ń s k i, M i c h e l i s i P e l' z y n a byli prowincjonal- 
nymi lekarzami, którzy musieli zajmować się praktyką we 
wszystkich działach medycyny. Pisząc swoje podręczniki, nie 
rozporządzali na TIliejscu dziełami obcych autorów, którzy 
w położnictwie przodowali. Z tego powodu xiążki ich nie' 
stoją we wszystkich szczegółach na wyżynie ówczesnej nauki. 
Najlepszy podręcznik polski położnictwa - K o s t r z e w- 
s k i e g o, choć odźwierciedla dobrze ówczesny stan nauki,. 
to jednak napisany przez studenta medycyny, nie mającego- 
własnego doświadczenia położniczego, jest tylko kompilacją.. 
opartą na obcych wzorach. na dziełach zagranicznych położ- 
ników i na wykładach profesorów wiedeńskich. Nie zasługuje 
przeto na nazwę dzieła oryginalnego w całem tego słowa zna- 
czeniu. 
Podręcznik S t e i d e l e g o przez K o s t l' Z e w s k i e g () 
przełożony i podręcznik A u g i e r d u F o t a "polszczony 
przez B e r g e l' a de L o n g c h a .fi p ,s a nie stan-owią również. 
dorobku oryginalnego w dziedzinie położnictwa polskiego. 


8') Gąsiorowski. IV, 149. 
83) Zieleniewski, l. c. 108-111. 
114) B i e I i ń s kiJ ó z e f. Stan nauk lekarskich za Cz:iSÓW Akademii 
Medyka-Chirurgicznej Wileńskiej. Warszawa 1889, sir 3.
'j.
		

/Untitled-58_0001.djvu

			102 


Witold Zygfryd Hrauer 


Jedynym człowiekiem w Polsce w XVIII st., który był 
powołany do pracy naukowej w zakresie położnictwa był Ra- 
fał C z e r w i a k o w s k i, gruntownie w położnictwie wy- 
kształcony, pierwszy polski profesor tego przedmiotu. Nie- 
stety. jego właśnie książki z zakresu położnictwa, pozostały 
w rękopisach, gdy jedynie książki położnicze współczesnych 
mu lekarzy prowincjonalnych, a nawet studentów medycyny, 
złożyły się na skromny nasz dorobek piśmienniczy w dzie- 
dzmte tak ważnej wśród nauk lekarskich, jaką jest po- 
łożmctwo. 


Z Zakładu historji i filozofji medycyny Uniw. Poznańskiego. 
Dyrektor: Pro£. Dr. Adam Wrzosek. 


ZENON WLOCH. 
STOSUNEK STANISŁAWA STASZICA DO MEDY- 
CYNY I ZASLUGI JEGO JAKO 'VSPÓŁORGANIZA- 
TORA I PRZEŁOŻONEGO PIERWSZEJ AKADEMIC- 
KIEJ SZKOŁY LEKARSKIEJ VV WARSZAWIE. 


ROZDZIAŁ I. 
Poglądy Staszica w latach 1785-1805 na medycynę 
//;0:::-..' i lekarzy. 
\..'?" I J - 
t;{ .

' życiu Stanisława Wawrzpka S t a s z i c a (1755- 

) 1826) tyle już napisano, zwłaszcza w setną rocznicę 
śmierci jego, iż zbyteczną byłoby rzeczą powtarzać najważ- 
niejsze daty z jego pełnego poświęcenia 1la Polski pracowi- 
tego żywota. 
Przechodzę przeto odrazu do tematu mej pracy. 
S t a s z i c, obdarzony umysłem wszechstronnym, inte- 
resował się także medycyną, wypowiadając niejednokrotnie 
swoje poglądy na sztukę lekarską i lekarzy w "Uwagach 
nad życiem Jana Zamoyskiego, kanclerza i hetmana wiel- 
kiego koronnego", wydanych po raz pierwszy w r. 1785, 
i w "Dzienniku podróży" z lat 1 789-18 O 5, wydanym 
z rękopisu w całości dopiero w przeszło sto lat po jego śmierci. 
W tym okresie swego życia, t. j. między 30 a 50-ym 
rokiem życia, osądzał S t a s z i c medycynę i lekarzy na- 
<>gół bardzo surowo. Potem, gdy zetknął się bliżej z medy-
		

/Untitled-59_0001.djvu

			104 


Zenon J.Vłoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 105 


1) Stanisław S t a s z i c. Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego, 
kanclerza i hetmana W. K. 'Wydanie Kaz. Józefa T u r o w s k i e g o. 
Kraków. 1861. Poglądy S t a s z i c a na medycynę i lekarzy znaj- 
dują się na str. 18-20 tego wydania. 


lekarstwo nie ma dosyć doświadczel1, aby miało swą teorię, 
aby było umiejętnością". Lekarze nie powinni się ki
r
w.
ć 
teoretycznem rozważaniem choroby, gdyż: "Tam gdzIe .ldz
: 
o życie człowieka, nigdy domysły, zawsze tylko OCZYWl.StOS.c 
waży". "Teoretyk, nie mogąc poznać choroby prawdzlweh 
prędko rozumowaniem wynajdzie chorobę domyślną, i po- 
rywczo pisze lekarstwo, czyli wyrok śmierci człowieka". Słu- 
sznie zauważa S t a s z i c, że przed przystąpieniem do le- 
czenia choroby powinno się ją poznać, w przeciwnym bo- 
wiem razie można raczej chorpmu zaszkodzić niż pomóc. Do- 
sadnie się przytem wyraża o lekarzach, którzy biorą się skwa- 
pliwie do leczenia, nie poznawszy choroby. Starają się oni 
zastąpić brak koniecznego lekarzowi doświadczenia czczem 
rozumowaniem. "Lekarze nadto wielkiem rozumowaniem 
wszystko popsuli", są słowa S t a s z i c a, po których wkrót- 
ce dodaje: "z doświadczenia mówię: lekarze niepoznanych 
chorób leczeniem najwięcej ludzi zabijają. Dopokąd lekarz 
doskonale choroby nie pozna, żadne lekarstwo nie jest w mo- 
. " 
cy Jego . 
Przeciwstawiając się bardzo kierunkowi spekulacyjnemu 
\V medycynie, pragnie zwrócić tern większą uwagę na po- 
trzebę praktycznego przygotowania lekarzy i zapobiec temu, 
by dochodzili oni do rozpoznawania chorób jedynie zapomocą. 
rOZUlllowanla. 
Trafności tym uwagom S t a s z i c a, odmówić nie mo- 
żna. A choć z medycyną bezpośrednio się nie stykał, jednak 
dostrzegał braki jej i słusznie je osądzał. Ale czasem unosił 
go temperament polemiczny i wówczas zbyt surowy sąd wy- 
dawał o medycynie, w czambuł ją potępiając. Nie mając za- 
ufania do ówczesnego lecznictwa, nie cofa się przed bardzO' 
ciężkim zarzutem, pisząc: "Dzisiejsza nauka lekarska więcej 
szkodzi, niżeli towarzystwom dobrego czyni. »Sama natura, 


cyną i lekarzami, jako współorganizator szkoły lekarskiej 
o akademickim poziomie, założonej w VVarszawie w 1'. 1809, 
pod niejednym względem zmienił swoje dawniejsze zapa- 
trywania na rolę medycyny i jej wykonawców. 
Zajmę się najpierw rozpatrzeniem poglądów S t a s z i c a 
na medycynę, zawartych w "Uwagach nad życiem Jana Za- 
moyskiego" . 
Pisząc tam o edukacji narodowej, oddziela nauczanie chi- 
rurgji od nauczania medycyny. Pierwsze umieszcza w pro- 
gramie szkół średnich, gdyż może być powszechnie stoso- 
wane. Natomiast innego zdania jest co do nauczania medy- 
cyny, "bo niedokładność tej nauki jeszcze nie pozwala aby 
, - 
tak powszechnie była uczoną"!). Medycyny należy uczyć 
w najwyższych szkołach. VV tych szkołach "można dawać tc 
wszystkie nauki, do których pojęcia, wykonania i wydosko- 
nalenia, potrzeba imaginacji lub dowcipu". "Do tych szkół 
chodzić nie wszystkim ma być pozwolono. Tylko wybrani 
tego światła uczestnikami będą. Imaginacja i dowcip są oso- 
bliwsze dary natury. Zwierzchność nad edukacją krajową 
tych, którym natura nie udzieliła podobnych przymiotów. 
nie powinna przypuszczać do nauk takowych. Z nich nie- 
tylko nieszczęśliwi, ale też nieużyteczni obywatele staną się". 
Nauka lekarska według S t a s z i c a powinna się opie- 
rać przedewszystkiem na doświadczeniu. "Niechaj jej nau- 
czyciele najmniej teorji dawają. Niechaj same tylko upoważ- 
nione 
oświ
dcz
ni
 będą tej nauki prawidłem". - Medy- 
cyna nIe moze mleć Jeszcze nawet swej teorji i nie może z tC£J"() 
względu być w całem tego słowa znaczeniu nauką: "Jeszc
e
		

/Untitled-5_0001.djvu

			NR. 13 


ALBUM LEKARZY I PRZynODNIKÓW POLSKICH 
WYDAWANY PRZEZ ARCHIWUM HISTOR]I I FILOZOF]I MEDYCYNY 
ORAZ HISTOR]I NAUK PRZYRODNICZYCH 



 - ," 


" 


HEXRYK HOYER 
(1834--1907)
		

/Untitled-60_0001.djvu

			106 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 107 


chorych uzdrawia«, mówi H i P o kra t e s. »Sztuka leka- 
rza tylko jej pomaga«. Jeszcze dotychczas ledwie nie codzien- 
nie trafia się, że ciężkie choroby leczone bywają przeciwnemi 
lekarstwy" . 
Bardzo ostro występuje S t a s z i c przeciw tym leka- 
rzom, któ
zy, .nie .mając odpowiednich wiadomości praktycz- 
ny
h, zaJmuJą. SIę na
czaniem medycyny: "Bogdaj by to 
kazd!, nau
zYClel teorp nauk lekarskich pomyślił..., że ile 
UCZ
llOW z Jego szkoły wychodzi, tyle uprzywilejowanych do 
kraju przybywa zabójców". Obok tych przesadnych słów 
wypowiada S t a s z i c paradoksalne twierdzenie: "To jes
 
pewn
, że z lekarzami pomnażają się choroby". Chcąc udo- 
wodmć powyższe twierdzenie, pisze: "VV Polsce w wojewódz- 
twie k
ak.ows
iem 
er
z jest najwięcej lekarzów, i tam już te- 
raz najWIęcej znajduje się chorób gatunków. Na Ukrainie 
lek
rzów nie
asz, i prócz cudzoziemskiego powietrza wielo- 
rakIch rodzaJow chorób niernasz" . Nie trudno w tem rozu- 
mowaniu dostrzec błąd logiczny. 
S t a 
 z i c w. swoich uwagach krytycznych o ówczesnej 
medycyme potępIa także szafowanie lekarstwami bo' Do- 
świadc.zenie ukazuje., że w wielkiej liczbie chory
h, t
{
 do 
zdrowIa przychodZI z tych, których samej naturze zosta- 
wiono, ile z t
ch, których. naj doskonalsi lekarze doglądali". 
A potem rzuClwszy pytame: "Cóż więc robią lekarze?" - 
ta
ą d
je odpowie
ź: "Jeszcze, ł:ie wiele dobrego. Oni tylko 

ne.szaJą urzą
zema Opat:zn,osCl, bo czasem utrzymują przy 
zycm tych, ktorzy zostawlem naturze umierać mieli a zabi- 

 ., , 
JaJą owych, ktorych natura byłaby uzdrowiła". 
Będąc zdania, że często sama natura uzdrawia bez pomo- 
cy lekarza i lekarstw, twierdzi, że "mniej ludzi zginie gdy 
lekarze 
r
ed. pozn
n
em słabości utrzymywać będą ch
rego 
skromnosClą zywnosCl, farbowaną wodą i nadzieją", niż po- 


"- 
I 


dając mu różne leki na chybił trafił. Trudno odmówić w za- 
sadzie słuszności temu zapatrywaniu S t a s z i c a, bo prze- 
cież lekarz powinien przedewszystkiem dbać o to, aby cho- 
remu nie zaszkodzić. Lepiej więc, jeżeli w przypadkach. 
w których jeszcze zupełnie choroby nie rozpoznał, ograniczy 
się do przepisów dietetycznych, przynajmniej narazie. 
Na szczególne podkreślenie zasługuje zwrócenie uwagi 
przez S t a s z i c a na doniosłą rolę czynników psychotera- 
peutycznych w lecznictwie. Teraz bardziej, aniżeli przed 
wiekiem, zdajemy sobie sprawę z tego, że S t a s z i c miał 
wiele słuszności, podkreślając duże znaczenie psychoterapji. 
Poczucie bowiem chorego i jego stan psychiczny niejedno- 
krotnie decydująco wpływają na przebieg choroby. Porusze- 
nie znaczenia psychotErapji przez S t a s z i c a, świadczy 
.() jego dużej spostrzegawczości, tembardziej, że wtedy nie 
brano tej kwestji w lecznictwie pod uwagę, a przynajmniej 
w takiej mierze, jak obecnie. "Imaginacja - pisze S t a- 
s z i c - bardzo wiele władnie zdrowiem ludzkiem. Nic nam 
bardziej nie szkodzi, jak wewnętrzna niespokojność i kło- 
poty. Czemże jest każdy kłopot, jeżeli nie imaginacją? Do- 
świadczenie powszechne lekarstw zaświadcza, że imaginacja 
wpływa bardzo wiele na leczenie chorych. Jest to przysłowie 
w lekarskiej nauce: wiara uzdrawia. Ta wiara jest skutkiem 
imaginacji. Natenczas imaginacja oddaje zmysłom ich spo- 
kojność, powraca czynnościom życia porządek, wszystko oży- 
wia przez nadzieję. Nadzieja jest życiem człowieka. Kto mu 
dać może pierwszą, ten mu powraca życie". 
Konsekwentnie z tem założeniem, żąda, aby nie czy- 
niono nic takiego co wpływa psychicznie źle na chorego, za- 
kłócając mu spokój, a przez to ujemnie oddziaływając na 
przebieg choroby. "Cóż to za zburzenie w chorym - pisze 
S t a s z i c - sprawić musi ten widok. Smutek i pomiesza-
		

/Untitled-61_0001.djvu

			108 


Zerwn W'łoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zaslltgi jego itd. lO'ł 


nie wszystkich; płacz żony, dzieci i krewnych' doktór ksi
dz 
, .. ' , 'l: , 
SWl
C
, grommce, sprzęty kościelne... Onby jeszcze był żył; 
te sl
uertelne nar
ędzia skróciły mu życie". Jest jednak, 
zdame
 . S t a s z l c a, wyjście z tego, ominięcie tych 
przykrosc
 d
a chorego: "Chciałbym - pisze, aby w po- 
czą
ku kazdeJ choroby był zwyczaj odprawiać s'powiedź. :'\ip- 
chaJ prawo nakaże pod karą lekarzom, aby się żadnej cllO- 
roby leczyć nie podejmowali, dopokąd chory spowiedzi ui£' 
odprawi" . 
, Bardzo ch
rakterystyczne wreszcie dla ówczesnych poglą- 
dow S.t a.s z l c a na medycynę, jest zapatrywanie jego na 
zagadmeme 
rzy
ostu ludności. Uważa mianowicie, że przy- 
rost ten, zal.ezy me od opieki lekarskiej, lecz od jakości rządu 

anego kr
J.u: "N
echaj nikt nie sądzi - są jego słowa, --- 
ze w 
nglJl, we ,l
rancji
 mnogość l
karzy ludność powięk- 
sza. ? yIko 
obroc rządu Jest tworzYClelką ludzi. Włochy tak 
są meludne Jak Polska, chociaż Włochy mają najwięcej leka- 
rzy. Obydwóch tych krajów nieludności przyczyną jest zły 
rząd. Polsk
 chociaż w każdym miasteczku i w każdej wsi l

 
karza osadzI, pomnoży choroby, ale nie powiększy ludności. 
dopokąd feudalnego rządu nie zatraci". ' 

 N a 'p0dsta:vie dzisiejszego stanu wiedzy twierdzenia 

 t a s 
 l C a me możemy uznać za trafne, a przynajmniej za 
zupełrne słusz
e, gdyż przyrost naturalny ludności zależy 
przede wszystkIe m o
 waru.nk.ów higjenicznych i poziomu 
k
lturaInego, lubo mewątphwle niemałą rolę odgrywają tu- 
taJ także urządzenia palistwowe. 
T ak bardzo negatywne ustosunkowanie się S t a s z i c a 
do :nedycyny, a głównie d
 l
karzy, ma swe głębokie podłoże 
w owczesn.ych stosunkach SWlata lekarskiego w Polsce. Będąc 
b
czny
 l 
ry:ycznym obserwatorem, zauważył, że lecze- 
nIem zajmują SIę bardzo często osoby do tego niepowołane, 


bez należytego wykształcenia lekarskiego, ze szkodą dla spo- 
łeczeństwa i nauki lekarskiej. Lekarzy z odpowiedniem przy- 
gotowaniem naukowem było w Polsce \V drugiej połowie 
XVIII stulecia stosunkowo niewielu, większość zaś wykony- 
wających praktykę, byli to cyrulicy i zwykli znachorzy 
oraz szarliłtani, żerujący na nieświadomości i dobrej wierzl' 
tłumów. Zdając sobie jednak sprawę z wielkiego znaczenia 
nauki wogóle, pragnął S t a s z i c także pomyślnego rozwoju 
nauki lekarskiej i odpowiedniego wykształcenia lekarzy, głó- 
wnie \V kierunku praktycznym, a nie teoretycznym. 
Jakby na potwierdzenie sentencji łacińskiej: sapienlis est 
mutare consilium, zmienił S t a s z i c zczasem zapatrywa- 
nie na medycynę i lekarzy. Interesując się ciągle medycyną, 
nieraz czyni luźne wzmianki o niej w "Dzienniku podróży" , 
spisanym w latach 1789 do 1805 1 ). Nie wyraża się już tam 
tak ujemnie o medycynie i lekarzach jak w ,.1 1 wagach nad 
życiem Jana Zamoyskiego". 
Zresztą w podróżach swoich zajmuje się szczególnie szpi- 
talnictwem. :Kie było prawie większego miasta, w któremby 
nie zwiedzal szpitali i przytułków. Nie kierował się zwykłą 
ciekawością, gdyż spotykamy się w "Dzienniku Podróży" 
z wieloma rzeczowemi i trafnemi uwagami, ujętemi bardzo 
krytycznie. Tak naprzykład opisuje szpital w Neapolu
): 
"Byłem oglądać kościół Nuncjata. Jest to kościół należący do 
fundacji podrzutków. Zgorzał. Nowy, nakształt kościoła 
ś. Piotra w miniaturze budowany. Piękny z marmuru krajo- 
wego". podczas zwiedzania tego szpitala uderzył S t a s z i c a 
duży nieład i nieporządek: "Widziałem tam chorych do 


l) Dziennik podróży Stanisława S t a s z i c a (1789-1805). 
Z rękopisów wydał Czesław L e ś n i e w 
 k i. Kraków. Nr..kładt'
n 
Polskiej Akademji Umiejętności 1931, stronic LXYI i 515. 
2) Tamże, str. 147-8.
		

/Untitled-62_0001.djvu

			110 


Zenon TVłoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi ;ego itd. 111 


trzech
et. Między temi. choremi było najwięcej żołnierzy, 
albowIem gelJf'ralna to Jest uwaga, że rząd tutajszy, mając 
pos
ać r
ą
lu żołnierskiego na północy, a nie chcąc ekspenso- 
wac na spItale, zapycha swojemi żołnierzami śpitale dawne, 
pr
ez, partyk
llarllych fundowane dla ubogich chorych miesz- 
kaucow, a me dla despotyzmu obrolIców. l\Iiędzy temi cho- 
re

i. zastał,em n,iep
rządek i. ni
'chlujstwo, ws
yscy prawie 
lez! II bez koszulI. Na dole wIdzIałem podrzutkI. Tamże też 
wielki zas,t<
łe
l ni
p
rządek, smrÓd. brud i nieznośny wrzask 
mamek; OZIeCI zas, Jak pomarłe, ledwo się ruszały. \Vidzia- 
łem . ze zg
ozą w jednym łożu dzieci umarłe wraz [z J żyją- 
cenll 
omI:szane. Dziurę, przez ktÓrą te nędzne dzieci pod- 
rzucaJą,. mlerz}:łem: nip ma piędzi szerokości i wysokości, jak 
gdyby.sH,
 lękalI przełożeni tego domu, żeby im rlużego, zdro- 
wego J CZPl"st" f'go nie przyniesiono dziecięcia, tylko same 
w
wi.ędki, k
óre dosyć suche, iż przez tę dziurę przelezą. Te 
dZ.lf'
I rozd
Ją p
 I,Jlamkach na ,,"sie. Od jednego płacą na 
mIeSIąc p
 ) karlJllow, a którym nie trafi się mamka, to w do- 
mu karmlOne. Zastałem w domn około 50 dzieci jeszcze nie 
rozdanych. Do cztŁ>rpch lub pięciu lat bawią dzieci przy 

amkach, po1ym wracają do śpitala. Lecz mało który chło- 
pI
C powrac
, gdyż .chłopcÓw różni rozbieraj,! ludzie, tylko 
dZIewczęta sIę zostaNo Jakoż chłopców już wychowanych, 
zostałych w domu, ledwo 10 znajduje się. a dzi.ewcząt do 600 
zastałem. Te w domu już na hmdacji zostają się, dopokąd im 
się, n
e trafi ZaI

ż.. Posagt
 bi.orą p
 100 dukatów neapoli- 
tanskICh, a gdy JeJ SIę zamąz me trafI, zustaje jako zakonnica 
'v domu". 


żach wiele szpitali, nie wypowiada się nigdzie ogólnie 
o szpitalnictwie, a tylko gdzip niegdzie dodaje uwagi kry- 
tyczne. Obszerniej wypowiada się jpdynie o szpitalnictwie 
vv Rzymie. Zarzuca mu wiele, pisząc: "Byłem w śpitalu 
św. Ducha. Zastałem około 400 chorych. PorządniPj jak 
w Neapolu, ale nie dosyć jeszcze porządnie. Łóżka zastałem 
tak zbite, iż z jednej strony trzy łóżka stoją wszerz i z dru- 
giej toż samo, a chory jeden drugiego głowę nogami sięga. 
Ten śpital miewa do tysiąca chorych [w J miesiącach junio, 
julio, augusto i w septembae, które są morem dla okolic 
rzymskich. Najwięcej chorych zastałem z febrami. Ale te te- 
raz jeszcze nie tak szkodliwe. jak w wspom[niaJnych mie- 
siącach". ... "Nigdzie tak wip1c ustaw miłosiernych i śpi ta- 
lów nie widziałem. jak w Rzymie. Ale te nie do syć rządnie 
utrzymane, nadto wiele próżniaków przy nich żywi się, 
przeto psuj ą wiele ludzi" . 1) 
Pomimo [ak bardzo rozwiniętego szpitalnictwa w Rzy- 
mie, widział tam na ulicach nagich kaleków, żyjących z że- 
braniny2) . 
\V Rzymie zwiedził także szpital des Incurables, który 
surowo krytykuje, pisząc: .,Zastałem 80 chorych. Między 
niemi najwięcej było choroby wpnerycznej. \V śpitalu bar- 
dzo nieczysto ; smród wielki. lł'ulldacja ta bogata, ale źle uło- 
żona. Bo przy śpitalu wielki kościół wymurowany i 12 kano- 
ników obsadzono, których taż fundacja żywić musi; więcej 
więc zjadają sami kapelani, niżeli ubodzy"3). 
Natomiast dość się podobał S t a s z.i c o vY i, ze względu 
na panujący w uim porządek, szpital w IVh
djolanie, do któ- 
rego przyłączone były wszystkie inne szpitale tego miasta. 


"Dziennik podróży" nie był przygotowany przez S t a- 
s z i c a do druku. Przed wydaniem go wprowadziłby za- 
pewne niejedne poprawki i poczynił dodatkowe uwagi. Tem 
się tłumaczy okoliczność, że, choć zwiedzał w swych podr6- 


1) Dziennik podróży, str. 191. 
2) Tamże, str. 226. 
") Tamże, str. 165.
		

/Untitled-63_0001.djvu

			112 


Zenon Tf7łoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. t 13 


Liczba chorych w nim wynosiła 1300; służby posiadał około 
300 osób. Do szpitala nadto należały: "dom podrzutków, 
dom chorób zaraźliwych w mieście, dom szalonych i dom 
l1iewyleczonych za miastpm"l). 
Tam, gdzie S t a s z i c z powodu jakichkolwiek prze- 
szkód nie mógł zwiedzić różnych instytucyj, stara się przy- 
llajmniej zebrać o nich informacje. ,y J\'1edjolanie, np. nie 
mogąc być w domu podrzutków, zebrał o nim bardzo do- 
kładne wiadomości od dr. ]\1 u s c a t i' e g o, który był leka- 
rzem w tym zakładzie. Odeli dowiedział się, że zakład miał 
w swej pieczy tysiąc kilkaset dzieci, które starano się umiesz- 
czać po wsiach u ll!amek. 'V domu podrzutków tylko te dzieci 
zostawały, dla których nie można było znaleźć na wsi ma- 
mek. ..Dzif'ci wszystkie> sypiają osobna. Gdy mame1. nic star- 
czy, dają im sać kozy". ... "I\a stu umiera \V pif'rwszym 
roku do 36" ... .., "Najwięcej dzieci wymicra lIa osp
' i lIa 
dyssynterję"2) . 
'V Genui robi ciekawe spostrzeżpnif', że "po wszystkich 
śpita1ach i fundacjach najwięcej dziewcz	
			

/Untitled-64_0001.djvu

			114 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 115 


docenia przygotowania praktycznego, które w medycynie 
powinno odgrywać najważniejszą rolę. 
Lecznictwo także wykazuje dużo braków. Za mało zwłas7- 
cza zwraca się uwagi na dietetykę i psychoterapję. 


ROZDZIAŁ n. 


Za założyciela tej uczelni uchodził zresztą S t a s z i c 
u współczesnych. Tak np. Jan \Vincenty B a n d t k i e w roz- 
prawie wydanej w r. 1817 p. t. ,,0 urządzeniach naukowych 
teraźniejszych", pisze, że S t a s z i c, "bacząc na cierpienia 
ludzkości przez niedostatek \,\' wojsku biegłych chirurgów 
i lekarzy, stał się twórcą dobroczynnym wydziału akademic- 
kiego nauk medycyny i chirurgji" 1) . 
Zasługa S t a s z i c a około utworzenia \Vydziału była 
tern większa, że VVarszawa nie miała dotąd wszechnicy, a no- 
\,Itopowstała Szkoła Lekarska, .\"raz z założoną w r. 1808 
Szkołą Prawa stała się później podwaliną Uniwersytetu 
\Varszawskiego. 
Księstwo \Varszawskie, którego stolicą była \Varszawa, 
istotnie nie posiadało dostatecznej liczby lekarzy i chirurgów, 
których bardzo potrzebowało, zwłaszcza ze względu na to- 
czące się wojny. Należy więc przypuścić, że w rzeczy samej 
i ten moment przyczynił się do tego, że S t a s z i c poparł 
inicjatywę założenia szkoły lekarskiej i otoczył ją pieczoło- 
witością. 
"\V drugiej połowie roku 1809, D z i ark o w s k i, 
VV o l f f i C z e k i e r s k i, lekarze warszawscy, odbywali 
pOl,lfne narady, zastanawiając się nad możliwością założenia 
szkoły lekarskiej. Czy w tych poufnych konferencjach brał 
udział S t a s z i c, nie wiadomo. Po odbyciu kilku posiedzeń, 
zwrócili się do Izby Edukacyjnej, wysyłając odpowiedni me- 
morjał na ręce Stanisława P o t o c k i e g o. Memorjał został 
wysłany przed dniem 22 września 1809 r., gdyż pod tą datą 
nadeszła przychylna odpowiedź, wzywająca \V o l f f a, 
D z i ark o w s k i e g o i C z e k i e r s k i e g o na konfe- 


Działalność Staszica jako współorganizatora IV ydziału 
Akademicko-Lekarskiego i zmiana poglądów jego na 
medycynę. 
Ogrom zasług S t a s z i c a dla medycyny, rozpoczyna 
się z chwilą założenia "Szkoly Nauk Lekarskich" w War- 
. 1 ) 
szaWIe . 
Zgodzić się należy z B i e l i li s k i m, który utrzymuje, 
że chociaż pierwszy D z i ark o w s k i rzucił myśl zalożenia 
Szkoły Lekarskiej w "\Varszawie, to jednak zasługą S t a- 
s z i c a było, że swoim dużym wpływem w rządzie poparł i.ę 
myśl i w ten sposób przyczynił się do jej urzeczywistnienia. 
"Słuszna więc nazywać S t a s z i c a twórcą Wydziału Aka- 
demicko- Lekarskiego" 2) . 


1) Nazwa szkoły z początku nie była ustalona. Nazywano i4:' 
Szkołą 'VVydziału Lekarskiego, Szkołą Facultatis Medicae, Szkołą Le- 
karską, 'VVydziałem Szkół Lekarskich, Szkołą Wydziału Lekarskiego. 
Ostatecznie utarła się nazwa \Vydział Akademicko-Lekarski, która 
się stała nazwą urzędową. (Pro£. A. vV r z o s e k. Zasługi S t a s z i c a 
dla rozwoju medycyny w Polsce. Odczyt wygłoszony 29 stycznia 
1926 r. na posiedzeniu 'VVydziału Lekarskiego PoznaIlskiego Tow. 
Przyjaciół Nauk w setną rocznicę śmierci S t a s z i c a. Rękopis). 
2) J. B i e l i ń ski. Założenie Wydziału Lekarskiego w War- 
szawie. Notatka historyczna. Krytyka Lekarska 1903, rok VII i 1904
 
rok VIII. Rozprawę tę, na którą często się powołuję, będę cytował 
w skróceniu tylko nazwiskiem autora z podaniem tomu Krytyki Le
 
karskiej i stronicy. T. VII, str. 136. 


1) J. Bieliński, T. VII, 136. 


8.
		

/Untitled-65_0001.djvu

			116 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 117 


rencję, łącznie z członkami delegowanymi z Izby Eduka- 
cyjnej!) . 
Pierwsza wspólna konferencja odbyła się 29 września. 
Uchwalono na niej kilka ważnych spraw natury organiza- 
cyjnej2). Brał w niej udział także S t a s z i c, jako delegat 
Izby, gdyż między podpisami protokółu figuruje na pierw- 
szem miejscu jego nazwisk0 3 ). 
Od tej chwili oddaje się S t a s z i c z całym zapałem 
i poświęceniem pracom przygotowawczym około założenia 
szkoły. Już 7 października odbyła się następna konferencja, 
na której postanowiono między innerni, "Że Izba wyda wcześ- 
nie obwieszczenie o rozpoczęciu się nauk w Szkole lekarskiej, 
w dniu 15 listopada, stosownie do podanego Jej planu"4). 
S t a s z i c musiał w tym czasie urobić już opinję Izby i być 
pewny przeprowadzenia tego projektu, co nie było zresztą 
dla niego tak trudne, miał bowiem duży wpływ w Izbie. 
\Vnoszę to stąd, że dopiero po odbytych konferencjach, prze- 
słano oba protokóły do Izby Edukacyjnej, która wysłała na 
skutek tego "reskrypt" do lekarzy, następującej treści: 
"Z zdanej sprawy od osób Izbie edukacyjnej, na konferencyą 
z osobami facultis medicae od Izby Edukacyjnej upro- 
szonych, przekonała się, o równie gorliwych zamiarach, jak 
i skutecznych do wykonania przedsięwziętych krokach osób 
facultatis Medicae, w założeniu Szkoły lekarskiej"5). Zupeł- 
nie wyraźnie więc zaznacza się tu wpływ S t a s z i c a na 

ę sprawę i jego zasługa w zrealizowaniu projekt
l założenia 
Szk,oły. 


S t a s z i c musiał bardzo wiele włożyć pracy w organi- 
zowanie Szkoły. Do otwarcia jej od chwili pierwszej konfe- 
rencji upłynęły zaledwie niecałe dwa miesiące, a trzeba było 
w tym czasie rozwiązać wiele spraw organizacyjnych, a szcze- 
gólnie finansowych, związanych z wyposażeniem naukowem, 
choćby minimalnem poszczególnych katedr. Na domiar złego, 
Księstwo \Varszawskie znajdO\vało się podówczas w nader 
ciężkiem położeniu ekonomicznem, a fundusze szkolne były 
zakwestjonowane. S t a s z i c jednak nie zrażał się tern i czy- 
nił bardzo wiele zabiegów, by jp uratować i przywrócić 
Izbie Edukacyjnej!). 
Istniała także trudność w zdobyciu dostatecznej liczby 
uczniów. Młodzież, mająca odpowiednie warunki materjalne 
studjowała zagranicą, lub też zapisywała się do Uniwersy
 
tetu Krakowskiego i \Vileilskiego; pozatern medycyna nie 
była w społeczeństwie poIskiem wówczas wysoko ceniona; 
nierzadko nawet uważano studja lekarskie za uwłaczające 
godności szlachcica. 
S t a s z i c, poświęcając swą pracę z takim zapałem 
or?anizo\\"aniu Szkoły lekarskiej, miał niewątpliwie głębokie 
zalnterpsO\vanie się medycyną, o czem świadczy jego ,,]VIowa 
przy zaprowadzeniu nauk lekarskich dnia 28. IV. 1810 1'."2). 
Mowę tę wygłosił z okazji uroczystej inauguracji VVydziału 
Akademicko-Lekarskiego, która się odbyła dopiero dnia 
28 kwietnia 1810 roku 3 ). Do tego czasu wykłady odbywały 
się już w dawnym budynku szkolnym pojezuickim, przy ulicy 
Jezuickiej pod nr. 73. Budynek ten został częściowo prze- 


1) J. fi i e l i ń s k i, T. VII, str. 136. 
2) Tamże, str. 139. 
3) Tamże, str. 140. 
.) Tamże, str. 140. 
5) Tamże, str. 160. 


1) J. B i e l i ń s k i, T. VII. str. 173. 
2) Pisma pedagogiczne St. S t a s z i c a. 'Wydał Zygm. Kuk u 1- 
ski. Lublin 1926, str. 125-134. 
') Wykłady rozpoczęły się już 15 listopada 1809 r.
		

/Untitled-66_0001.djvu

			118 


Zenon f Płoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 119 


1) J. B i e l i ń ski. Pierwsza Akademja Lekarska. Nowiny Le- 
karskie, 1906. 
. 2) S1. S t a s z i c. rv10wa przy zaprowadzeniu wydziału nauk 
lekarskich dnia 28. IV. 1810 roku. Pisma pedagogiczne St. S t a- 
s z i c a, l. c. str. 125. 


lepszem świetle. Jest zdania, że medycyna: "z wszystkich 
sztuk i nauk szczególniejszą na siebie rządów uwagę po- 
winna zwracać", a to dlatego, że "w nieskończonych przy- 
rodzenia z ludzkim rodzajem stosunkach ma dochodzić, ma 
odkrywać te stosunki, za pośrednictwem jakich caleje ludz- 
kie życie, zmniejszają się ludzkie cierpienia, nie władnieje 
nawet śmierć, przez nieprzyjaciół w pułki obrońców ojczy- 
zny miotana"!). Lecz nietylko dlatego, by zapewnić pomoc 
obrońcom ojczyzny, powinien się rząd zajmować medycyną, 
ale także z powodu jej społecznego charakteru, gdyż "ta 
nauka, co się tak blisko tycze życia, potrzebuje od rządów 
nieustannie czuwającej nad sobą opieki, któraby zachęcała, 
wzmacniała doskonałość; gnębiła, oddalała nieumiejętność, 
a tak cierpiącej ludzkości, coraz pewniejszą nadawała 
ufność"2) . 
Następnie omawia S t a s z i c dodatnie strony studjów 
lekarskich i wyniki jakich się spodziewa: "Tak z wszystkiemi 
swemi częściami tu zjednoczona lekarska umiejętność odpowie 
pewniej zamiarowi swojemu: będzie zgłębiać naturę w naj- 
<:udniejszem twórczej władzy dziele, będzie szukać, poznawać, 
ukryte zewnętrznego i wewnętrznego upostacenia części; 
będzie dociekać niepojętego ruchu, czucia i myślenia władzy; 
zapuści się w trzy wielkie natury działy: w ziemiach, w rośli- 
nach, w zwierzętach odkryje stosunki, najwięcej związku 
z życiem i z śmiercią mające; będzie śledzić, ścigać, tłumić 
i wytępiać skażeń życia zarazy, i do rozmnażania się ludności 
przeszkody"3). Nie odmawia więc jak dawniej lekarzom za- 
sługi w opanowywaniu chorób, lecz nawet przyznaje im 


robiony i przystosowany do nowych celów, którym miał 
służyć. Dzięki wytężonej pracy "Wydziału Lekarskiego z pre- 
zesem 'Vydziału S t a s z i c e m na czele, udało się dom 
opróżnić z lokatorów, którzy go jeszcze zamieszkiwali. Urzą- 
dzono audytorjum, teatr anatomiczny, pracownię chemiczną 
i fannaceutyczną. Dzięki ofiarności społeczeństwa, zaczęto 
zakładać bibljotekę, a profesorowie przygotowywali podręcz- 
niki szkolne do druku. ,V spólnemi siłami więc zorganizo- 
wano na tyle Wydział, że można było przystąpić do uroczy- 
stego otwarcia Szkoły!). 
Inauguracja odbyła się bardzo uroczyście w obecności 
ciała profesorskiego, Izby Edukacyjnej, przedstawicieli rządu 
i t. d. Pierwszy przemawiał S t a s z i c, dając wyraz swemu 
ówczesnemu poglądowi na naukę, a szczególnie na medy- 
cynę. 
Mowę rozpoczyna słowami: "Tylko w doskonaleniu 
władz umysłowych narodu, postępuje wzrost cywilizacji jego; 
tylko nauki, umiejętności i sztuki nadają społeczellstwu 
trwałą świetność"2). 
. . Jeśli się porówna mowę S t a s z i c a ze zdaniem jego 
o medycynie i lekarzach, zawartemi w "Uwagach nad ży- 
ciem Jana Z a m o y s k i e g o", to uderza ogromna zmiana 
w poglądach jego na medycynę. Zapatrywania S t a s z i c a 
na medycynę zmieniły się do niepoznania, zapewne pod 
wpływem bezpośredniego zetknięcia się ze światem lekar- 
skim i uczestniczenia na zebraniach 'Vydziału Lekarskiego. 
W mowie rzeczonej przedstawia naukę lekarską w jaknaj- 


1) Mowa, l. c. str. 125. 
2) Tamże, str. 126. 
8) Tamże, str. 129.
		

/Untitled-67_0001.djvu

			120 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi lego itd. 121 


wpływ na przyrost ludności, który uzależniał dawniej przede- 
wszystkiem od "dobroci rządów". 
Rozumie i podnosi społeczne znaczenie medycyny, 
w utrzymywaniu stosunków zdrowotnych narodu: "Często 
w swoich działaniach, spotykając się z administracji krajowej 
działaniem, potrafi oświecać rządców, jakich potrzeba prze- 
pisów dla zachowania powszechnego mieszkańców zdrowia. 
Ona w wielu wypadkach objaśni sądowych magistratur wąt- 
pliwość, wykaże zbrodnię, ocali niewinność i da wsparcie- 
moralności i prawdzie"I). 
Jednego tylko z dawniejszych zapatrywań S t a s z i (' 
słusznie nie zmienił, mianowicie o wielkiej szkodliwości leka- 
rzy nieuków, nie mających ani odpowiednich zdolności, ani 
należytego wykształcenia. Nie przebiera w słowach, piętnując 
ich a zarazem wyrażając nadzieję, że nowozałożona Szkoła 
lekarska, w przyszłości "wydając lekarz ów światłych, do- 
świadczonych, zniweczy ten empirystów motłoch, ten szarla- 
tanów tłum, który po naszych wsiach i po naszych miastach, 
nieznajomością chorób i nieumiejętnością przygotowania le- 
karstw, bezkarnie truje i zabija"2). 
S t a s z i c pragnie, aby Szkoła ta, na której czele posta- 
wiła go Izba Edukacyjna, wydawała nietylko lekarzy wy- 
kształconych, lecz i pełnych poświęcenia. Oto słowa jego wy- 
powiedziane w dniu uroczystego otwarcia uczelni: "Z tej 
szkoły wyjdą i ci, ludzie szanowni, co z światłem łącząc od- 
wagę, jedni pójdą nieustraszeni w środek walczących sze- 
regów, by uległych pod ranami zratować ojczyźnie rycerzów; 
drudzy, w okropnym czasie, gdzie zapowietrzona szerzy się 
zaraza, gdzie wszystkich ogarnia śmierci groza, kiedy 


wszyscy już ulegną pod powszechnym smutkiem i żalem, oni, 
zachowując moc ducha, nie tracąc przytomności, będą kro- 
czyć z rozwagą w pośrodek moru, tam oczepią to złe, którego 
każde tchnienie jest śmierci tchnieniem" l) . 
Dawniej w uniwersytetach w tak zw. wyższych studjach 
lekarskich nie uwzględniano zupełnie, albo tylko w małym 
stopniu chirurgję i położnictwo, uważając że są niepotrzebne 
dla lekarzy, a tylko dla chirurgów czyli lekarzy niższego 
rzędu, dawniej pospolicie w Polsce cyrulikami zwanych. 
I S t a s z i c dawniej był tego zdania, że chirurgji nie na- 
leży nauczać w tych samych szkołach, co medycynę, gdyż 
od kandydatów na studja lekarskie należy wymagać bezpo- 
równania większych kwalifikacyj niż od kandydatów na chi- 
rurgów. Zmienił jednak zcza
em swoje w tym względzie za- 
patrywanie do tego stopnia, że w cytowanej już kilkakrot- 
nie mowie inauguracyjnej dłuższy ustęp poświęcił jej obro- 
nie, podnosząc jej ogromne znaczenie. J\Iówiąc o nowozało- 
żonej uczelni, podkreśla, że "poprawiono w składzie tego in- 
stytutu zarzucane dawnym podobnym szkołom wady" ... "Tu 
połączono naukę leczenia wewnątrz z całą nauką leczenia ze- 
wnątrz. Chirurgja, ta w lekarskiej umiejętności część tak 
istotna, nie była nigdy oddzielaną u Egipcjan, ani u Gre- 
ków. Sławna Alexandryjska szkoła żadnej między niemi nie 
znała różnicy. - Dopiero gdy w Rzymie J u s t y II i a n 
nauki i szkół publicznych flllldusze oddał duchownym
 gdy 
wraz z innemi i nauk lekarskich szkoły objęte przez duchow- 
nych zostały; ci wyrzucili chirurgję pod pozorem, że kościół 
brzydzi się krwi przelewem. Przesąd ówczesnych wieków 
godny! Czyliż ocalenie życia człowiekowi może być obraź- 
liwym dla Bóstwa, Stwórcy człowieka? - Stało się: chirur- 


l) Mowa, str. 129. 
2) Tamże. 


1) Mowa, str. 129-130.
		

/Untitled-68_0001.djvu

			122 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 123 


gja, część W umiejętności lekarskiej najpotrzebniejsza, bo naj- 
powszechniej ludziom użyteczna, została z szkół publicznych 
wyrzuconą, wzgardzoną; zostawiono ją samym laikom. - 
Tak stamowany został cały lekarskich umiejętności postęp. 
Lecz oddział ten w rzeczy z siebie nierozdzielnej, jest 
przeciw dobremu rozsądkowi"... "Kilka wieków parła się 
prawda z błędem, światło z ciemnością. Nakoniec wydobyły 
się nauki z pod podległości uprzedzenia. Niezadługo w szko- 
łach głównych w Niemczech i w Anglji znowu chirurgja 
w umiejętność lekarską zwróconą została. - Podobnie i rząd 
nasz w zakładzie niniejszej szkoły, z naukami wewnętrznego 
leczenia połączył całą chirurgję, i lekarską, i ręczną (opera- 
cyjną) " .1). Dalej gani S t a s z i c reformę zaprowadzoną 
podczas wielkiej rewolucji we francuskich szkołach lekar- 
skich. Fmożliwiała ona otrzymywanie dyplomów lekarskich 
nietylko lekarzom istotnie zasługującym na nie, lecz także 
. d l "2 ) 
"nIe ou mm . 
Godzi się zwrócić uwagę również na ustęp mowy inau- 
guracyjnej S t a s z i c a, w którym wyłuszcza swoje zapatry- 
wania na powstawanie nowych chorób i na występowanie 
nowych powikłm'l w dawniej znanych chorobach. S t a s z i c 
sądził, że "w mierze, jak pomnażali się w towarzystwach lu- 
dzie, jak pomnażały się ich namiętności i żądze, tak również 
między nimi rozmnażała się chorób liczba; kiedy z wad na- 
szych wspołeczeństw wychodzące skażenia moralne i fizyczne 
wprowadzały i dotąd jeszcze coraz wprowadzają choroby 
nowe, zmieniają, przeistaczają choroby dawne,. nadając im 
wcale insze i coraz bardziej zastraszające wypadki (sympto- 
mata) i własności (charakter), zgoła odtąd jak natura w na- 


szym sposobie towarzyskiego życia nieustannie przymuszana 
i gwałcona, zdaje się oddalać od nas w miarę, jak my odda- 
lamy się od niej..."l). 
Charakteryzując działalność rządów zaborczych, z obu- 
rzeniem mówił S t a s z i c, że "w nieszczęsnym czasie, 
gdy zawistne nam rządy, jak imię, tak zabić usiłowały 
wszystko, co narodowem było, poburzono świetne przez kró- 
lów polskich dla oświecenia narodu założone instytuta, zni- 
szczono mądre Komis;i Edukacy;ne; ustawy; zaniedbano po 
kraju szkoły, oddalono nauczycieli w umiejętności biegłych 
i sprowadzonych z takim kosztem i staraniem przez . rząd 
polski. Stało się, że już w całym kraju nie było żadnej do 
umiejętności dokładnych, żadnej do praw i żadnej do lekar- 
skich nauk szkoły. Zagranicą, po obcych krainach oświecenia 
rodak szukać musiał"2) . - Z tym poglądem niezupełnie zga- 
dza się prof. A. 'V r z o s e k, nadmieniając w przypisku do 
swego niewydanego dotąd odczytu o zasługach S t a s z i c a 

na rozwoju medycyny w Polsce, że: "Co się tyczy nauczania 
medycyny, to taki stan był raczej w samych początkach dzia- 
łalności Komisji Edukacyjnej, a nie później, gdyż dzięki 
reformie Szkoły Głównej Koronnej i Szkoły Głównej Litew- 
skiej, dokonanej przez Komisję Edukacyjną, wydziały lekar- 
skie w tych uczelniach rozwijały się i nie upadły nawet po 
utracie bytu politycznego przez Rzeczpospolitą"3) . 
.Jest to jedyny niezupełnie ścisły ustęp w słynnej mowie 
S t a s z i c a, którą tak piękni!' koilCZY, zwracając się do stu- 
djującej młodzieży: "Nakoniec i to w zakładzie tej szkoły jest 
szczęsnem dla jej przyszłości godłem, że pierwsi rozpoczy- 
nający ją nauczyciele, wszyscy nie żadnym innym, jak tylko 


l) Mowa, L c. str. 130-1. 
2) Tamże, str. 133. 


l) Mowa, L c. str. 132. 
2) Tamże, str. 128. 
3) A. VV r z o s e k, L c.
		

/Untitled-69_0001.djvu

			124 


Zenon TVłoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 125 


ROZDZIAŁ III. 


działu. Na tern samem posiedzeniu S t a s z i c popierał żą- 
danie '7Vydziału, ażeby szpitale swojemi wozami przywoziły 
zwłoki i odwoziły ze sali sekcyjnej anatomW). Sprawa od- 
wożenia zwłok była długi czas bolączką 'V ydziału i dopiero 
po długich staraniach i wstawiennictwach, nawet Izhy, zo- 
stała pomyślnie rozwiązana. Na następnem posiedzeniu Izby, 
odbytem 26 stycznia 1810 r., wystąpił S t a s z i c z trzema 
wnioskami: po pierwsze, aby wyasygnować 'Vydziałowi 
10000 złp na niezbędne potrzeby Szkoły, związane z jej 
organizacją; po wtóre, aby rozpatrzeć projekt Wydziału co 
do pomieszczenia i utrzymywania stypendystów przybyłych 
z prowincji; po trzecie, by wyznaczyć miejsce na ogród bo- 
tanicznl) . 
Objęcie urzędu prezesa 'Vydziału przez S t a s z i c a na- 
stąpiło 17 stycznia 1810 roku. Wielkie to było poświęcenie 
ze strony S t a s z i c a, iż pomimo ogromu zajęć, podjął si
 
tego nowego obowiązku. Prof. A. W r z o s e k, podnosząc 
ten fakt, pisze: "Przyjęcie tego bądź co bądź kłopotliwego 
urzędu przez zajętego innemi pracami S t a s z i c a, dowodzi 
istotnie, że leżał mu na sercu postęp medycyny w Polsce i że 
dla tej sprawy gotów był poświęcić trudu niemało"3). 
Gdy S t a s z i c, jako przełożony 'Vydziału Lekarskiego, 
przybył po raz pierwszy na jego posiedzenie, powitał go 
dziekan D z i ark o w s k i temi słowy: 
"Pierwszy raz mieliśmy to szczęście J. W -go Pana wi- 
dzieć wspólnie z nami naradzającego się o potrzebnych dh 


czystym miłości ojczyzny powołani duchem, widząc ją 
w potrzebie, ofiarowali bezpłatnie swoją pracę. Uczniowie! 
uważajcie: Ci, którzy nadawać 'Vam będą umiejętnuści, jak 
ratować macie cierpiącą ludzkość, dają 'Vam przykład, jak 
każdy Polak powinien służyć krajowi w potrzebie. Jest to 
pierwsza, którą 'Vam ci zacni nauczyciele dali naukę. J'\ie 
zapominajcie jej nigdy !"l). 


Zasługi Staszica lU utrwaleniu Wydziału Akademicko- 
Lekarskiego. 
Izba Edukacyjna mianowała dnia 9. X. 1809 r. S t a- 
s z i.c a p,r
ze.sem 'Vydziału Akademickiego Lekarskieg0 2 ), 
czylI włascl\Vle rektorem tej nowej szkoły. B i e l i ń s k i tak 
oc
nia ten fak.t: "Powołanie S t a s z i c a na prezesa Wy- 
dZIału LekarskIego, miało i tę dobrą stronę, że on, będąc za- 
razem członkiem Izby Edukacyjnej, z większą łatwością mógł 
przeprowadzać przeróżne dezyderaty Szkoły i pozyskać dla 
l.lich zatwierdzenie Izby"3). Korzystając z tego uprzywile- 
]Q\ovanego stanowiska i mając pełne zrozumienie dla potrzeb 
110Wo
owstałej Szkoły, S t a s z i c istotnie przeprowadził 
\V Izb
e 


kacyjnej wiele s.praw, dotyczących początkow<'j 
orgamzac)ll dalszego rozwoJu 'Vydziału Lekarskiego. I tak 
na posiedzeniu Izby Edukacyjnej, odbytem 12 stycznia 1810 
roku, na wniosek jego uchwalono obrócić pieniądze ze- 
brane ze składek uczniowskich, na zakup książek dla 'Vy- 


l) :Mowa, L c. str. 134. 
2) Józef B i e l i li ski. KrÓlewski Uniwersytet 'Warszawski. 
\Varszawa, T. I. 1907 r., T. II, 1911 r., T. III, 1912 r., T. II. 
str. 505. 
S) Tam7e, tom n, str. 508. 


l) J. B i e l i ń ski. Królewski Uniwersytet vVarszawski. 1. d. 
str. 505. 
2) Tamże, tom II, str. 508. 
3) A. "\V r z o s e k, L c.
		

/Untitled-6_0001.djvu

			T. XIV. 


Poznln 1934. 


Zeszyt I-II. 


Archiwum historii i filozofii medycyny oraz historii 
nauk przyrodniczych 


J. 


PROF. DR. LEON W ACHHOLZ. 
POCZET GRONA NAUCZYCIELSKIEGO 
WYDZIAŁU LEKARSK. UNIW. JAGIELLOŃSKIEGO 
OD R. 1780-1918. 




.:._- 
 . 
 


 > 
A. 
:::d
 on
sz.y spi.s al
a'
e1yczny o
ejmuje wszy
t- 
li
 .,..;' 
. kIch nauczycIelI: d0centow, profeaorow, 

; I "-. ..,
. oraz. ich C1Zaso
y
h zastępców, którzy nau- 
-.... czah we WydzIale lek. U. J. od reformy 
...", " " Kołłątajo.wsbej, tj. od r. 1780 do. r. 1918. 
tj. de odzyskan'ia niepodległości. Spis ten. 
który stanie się pom'O
ny przy realizacji Iz'am:etzanego przez 
Polską Akademję Umiejętności wydawnictwa "Słownika bio- 
gr:aficznego", obejmuje główne daty biograficzne nauczycieli 
Wydz. lek U. J" a mianowicie: imię, nazwisko, miejsce i rek 
urodzen:-a, rak uzyskania stopnia akademickiego, raz .z:ajęcia 
i opuszczenia stanowiska nauczyci'elskiego, miejsce ewentual- 
nego dalszegO' pobytu i dalszej działalnO'ścl, wreszcie rok :z'ej- 
śc1a śmiertelnego. Daty biograficzne, w spisie podane, zaczer- 
pnięte są ze źródeł najpewniejsLych, a mianowicie: ze zbiorl1 
własnoręcznie przez adnośnych nauczycieli spisanych życiory- 
sÓw, zbioru znajdującegO' się częścią w Driekanacie Wydz. lek., 
częścią w Sekretarjacie Sc,natu i w .Archiwum U. J. i z od. 
n03nych urzędowych i pryw:a,tnych publikacyj jak z "Kroniki 
U. J:' (Kraków 1887), z Ro.;;zn
ków Wydz. lek. U. J. 
(1838-1845), z Roczników Tow. Nauk Krak.. z W u r z b a c h a 
l
		

/Untitled-70_0001.djvu

			126 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 127 


tegoż Wydziału szczegółach. Na tern to zaraz posiedzeniu, 
dałeś nam, aż nader widocznie poznać, Twe o dobro publiczne 
usiłowania. Od tego to dnia, od tej godziny, od tej, mówię 
szczęśliwej sesji, wszyscy nauczyciele pragnęli mieć J. \IV-go 
Pana za swego prezesa w czynnościach Wydziału; na sesjach 
zaś prześwietnej Izby jako wstawiciela do potrzeb jego" ... 
"Stało się już zadość życzeniom naszym: oto Cię już dziś 
J. 'V. Panie oglądamy jako swego przełożonego w gronie 
nauczycielów, a Twych prawdziwych czcicielów, pierwszy 
raz zasiadającego. Znane nam są aż nader dobrze liczne za- 
trudnienia do wysokiej dostojności jako radcy stanu przy- 
wiązane, równie nie są nam tajne prace prezesostwa Twego 
w Towarzyshyie Przyjaciół Nauk, w wydziałach jego fizyc:z- 
nym i literatury; cóż mówić o pracach, na które w domowem 
zaciszu, spoczynkowi należne poświęcasz godziny? Znowu 
Ci J. \V. Prezesie nowy urząd w 'Vydziale Akademicko- 
Lekarskim przymnoży trudów i starali, które towarzyszą po- 
czątkowemu jego urządzeniu. Lecz mąż nie żyjący już dla 
siebie, jak tylko dla dobra ogólnego i sławy narodu, mąż tak 
gorliwy o rozmnożenie powszechnego w kraju oświecenia, 
w
żs

 jest nad te wszystkie trudności i prace, które z po- 
dZIWiaJąCą do skutku doprowadza łatwością. J. 'V. Prezesie! 
Potrzeby tego 'Vydziału będą coraz liczniejsze dla pomna- 
żania innych jeszcze nauk niezaprzeczony i owszem najści- 
ślejszy związek z naukami lekarskiemi mających, już odtąd 
.Twojem będą staraniem. Znamy dobrze, że ich potrzebę przez 
obszerne Twe światło przenikasz, tern chętniej im zaradzić 
potrafisz im więcej mieć pragniesz 'Vydział ten do najwyż- 
szego udoskonalenIa doprowadzonym. Nauczyciele zaś w da- 
ninę tych prac, staralI, zabiegów i tmdów, ochoczo i owszem 
z największą radością gotowi są odstąpić i odstępują nawet 


wszystkich owoców prac swoich, a które nie mogą jak być 
dla serca Twojego nader miłemi"1). 
Lubo, jak utrzymuje' B i e l i II S k i, D z i ark o w s k i 
posiadał zdolność przemawiania i lubił mówić, nie można 
przypuścić, że posługiwał się w tym wypadku jedynie zwro- 
tami retorycznemi. \Vszyscy bowiem profesorowie Wy- 
działu, którym specjalnie jako lekarzom zależało na utwo- 
rzeniu szkoły lekarskiej, wiedzieli dobrze, że nowa uczelnia 
zawdzięcza byt swój przedewszystkiem S t a s z i c o w i. T o 
też mowa dziekana była zarazem szczerym wyrazem uczuć 
ich wszystkich. A nie było próżną przechwałką również 
zrzeczenie się dziekana w imieniu swojem i swych kolegó\v 
"wszystkich owoców prac swoich", albowiem do roku 1812, 
wszyscy profesorowie wykładali bezpłatnie, przyczem duży 
wpływ na to ich ofiarnl' i bezprzykładne w dziejach poświę- 
cenie się kształceniu młodzieży wywarł niewątpliwie S t a- 
s z I c. 
Po dziekanie przemawiali uczniowie, a w końcu krótko 
odpowiedział S t a s z i c, podnosząc zasługi profesorów 
w zainicjowaniu założenia 'Vydziału Lekarskiego i zachęca- 
jąc młodzież do pracy2) . 
Wydział Akademicko-Lekarski obejmował prócz medy- 
cyny także farmację. 'V pierwszym zaraz roku zapisało się 
na studja: 44 uczniów na medycynę i 14 na farmację. 
S t a s z i c, jako Prezes 'Vydziału Akademicko-Lekar- 
skiego, był nietylko zwierzchnikiem "Wydziału, lecz i troskli- 
wym jego opiekunem, a zwłaszcza rzecznikiem jego spraw 
w Izbie Edukacyjnej. Referował np. w Izbie projekt 'Vy- 


1) J. B i e l i ń ski. Królewski Uniwersytet Warszawski, t. II, 
str. 506-508. 
2) J. B i e l i ń ski. Pierwsza Akademia Lekarska w 'VVarsza- 
wie. Nowiny Lekarskie, 1906 r.
		

/Untitled-71_0001.djvu

			128 


Zenon TVłoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 129 


dz
ał
 W s
rawie stypendystów l) . Jako członek Izby intere- 
sUJe SIę proJektem dotyczącym kosztów utrzymania przysyła- 
nych d
 Warsz
wy k
ndydatów na studja lekarskie 2 ). Bie- 
rze udz
ał w posledzemu Wydziału, na którem układano plan 
wykła
ow na czwart.e zk
lei p
łrocze i określono liczbę godzin 

l
, kazdego prz
dr
llotu ). NIetylko zajmował się sprawami, 
sCls.ł e łączącemI SIę z nauczaniem na VVydziale. Na jego 

vm
se
 !zba p
zezna
zyła dom położony wtyle szkoły po- 
JezUIckIeJ na mIeszkame dla dziekana D z i ark o w s k i ('- 
g 0 4 ). 
Dzięki usilnym staraniom S t a s z i c a i \Vydziału no- 
\'\'.ozałożona uczelnia akademicka już po dwuletnif'm istnie- 
mu był
 zu
ełn.ie 
lrządzona5), a po + latach mogła już do- 
st.
rcz
c ,kraJowI pIe.rwszych wychowaiIców. Chcąc upamięt- 
mc dZ1Cn, wydawama przez 'Vydział dyploJl1fJW pierwszym 
wychowancom postanowili profesorowjp- urzadzić dla uczniów 
popi
 publiczn
, po 
tórYl11 .miałoby nastąpi'ć uroczyste wrę- 
-cz
n
e dypl0ł;n0:'" 
Ier\votnle wyznaczono na tę uroczystość 
dZlen 
 1. paZdZ1CrI:łIka 1813 roku. Z powodu jednak nie- 
ob
(:nosCl S. t 
 
 Z] c a ':" Warszawie, przf'łożono 1Q uroczy- 
stosc n
 dZIen J O . 
rudrua 1 R 13 roku. Przedtem "\V ydział 
przedłozył DyrekCJ l Eudukacyjne/') kilka projf'któw dyplo- 
1) .J. 11 i e I i ń ski. Założenie wHlziału lekarskiego w \Var- 
-szawie. Krytyka Lekarsl,a r. VII. str. 208. 
2) Tamże. sLr. 209. 
3) Tamże, str. 2')4. 

) Tamże, str. 255. . 
5) J. n i e l i ń ski. Pierwsza Akademja Lebnka w \Varsza- 
wie. Nowiny Lekarskie r. 1906. 
. 6) Dyrekcja Edukacyjna została ustanowiona 7. L 1812 r. 
I z tej okazji odbyła się także uroczystość w \Vydziale Akademicko- 
Lekarskim (J. B i e l i li ski. Pierwsza Akadem J ' a Lekarsk . HT - 
. N . a w ..ar 
$ZaWle. Towmy Lek. 1906). 


mów, które miały być wręczone koiIczącym nauki. Po po- 
wrocie S t a s z i c a do Warszawy, złożył on Dyrekcji także 
swój projekt dyplomu, który ostatecznie został przyjętyl). 
Zanim dano do druku zatwierdzony projekt dyplomu, S t a- 
s z i c jako prezydujący w Dyrekcji Edukacyjnej wydał roz- 
porządzenie, aby tylko na ten jeden raz wydać dyplomy, na- 
dające uczniom stopnie naukowe zależnie od odpowiedzi 2 ). 
Popisy uczniów trwały trzy tygodnie. 'Vedług zarządzenia 
S t a s z i c a, wydawano zależnie od odpowiedzi następujące 
dyplomy: 1) doktora, 2) magistra lub chirurga pierwszego 
rzędu, 3) chirurga drugiego rzędu czyli felczera. Powodem, 
dla którego S t a s z i c odstąpił "na ten jeden raz" od ogól- 
nie przyjętych przepisów uniwersyteckich, była chęć dania 
profesorom satysfakcji za to, że mimo ciężkich warunków 
doprowadzili cały kurs czteroletni do końca, a do tego w ści- 
Ele zgóry oznaczonym terminie. Z drugiej zaś strony pragnął 
także wynagrodzić młodzież, która pomimo trudnych nieraz 
warunków z powodzeniem dokończyła studjów 3 ) . 
Po odbytym popisie i wydaniu pierwszych dyplomów 
w dniu 30. XII. 1813 r. 18 uczniom i po otrzymaniu przez 
Dyrekcję Edukacji Publicznej sprawozdania dziekana Wy- 
działu o tern, nie omieszkał S t a s z i c wysłać do "profeso- 
rów Warszawskiego 'Vydziału Akademickiego Lekarskiego" 
pisma pod datą 6 mają 181+ r., w którem w imieniu Dy- 
rekcji Edukacyjnej oświadcza "szczególniejsze swoje ukon- 
tentowanie całemu gronu Profesorów tego 'Vydziału"4). 


1) J. B i e l i ń ski. Pierwsza Akademja Lekarska w'Warszawie. 
Nowiny Lek. 1906, str. 102. 
2) Tamże. 
Z) J. B i e l i 11 ski. Założenie wydziału lekarskiego w 1Vanza- 
wie. Krytyka Lekarska r. VIII, str. 178. 
4) Tamże, str. 246-7. 


9
		

/Untitled-72_0001.djvu

			130 


Zenon TVłoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 131 


N
stępn:go roku, po wprowadzeniu nowych przepisów 
egzamu
acYJnych, . wzorowanych na przepisach Wydziału 
LekarskIego w "?mwersytecie Krakowskim, w szczególności 
po wp
o
vadzemu .nowych wymagań dla ubiegających się 
o s
oplen doktorskI, powstało wśród młodzieży niezadowo- 
leme. M
odzież wniosła prośbę do dziekana o przesunięcie 
wy
onama r

?rządz
nia na jeden rok, gdyż chciała korzy- 
sta,c z przYWIleJow takIch, jakie mieli pierwsi wychowańcy, 
ktorzy dyplomy w r. 1813 otrzymali. Dziekan prośbę uznał 
za 
łusz.ną i z poparciem posłał ją S t a s z i c o w i. S t a- 
s z, l 
 Jednak, który w rozporządzeniu zeszłorocznem wy- 
razm: za
naczył, aby raz tylko jeden odstąpić od przepisów, 
oboWIązuJących w innych szkołach akademickich, i dawać 
dy.plomy wy
sz.ego lu
 niższego stopnia zależnie od odpowie- 
dZI na egzammłe, a me od szczególnych wymagań, okazał się 
konsekwentnym i niezłomnym. Na prośbie studentów i dzie- 
ka.łł
 napisał t.ylko trzy słowa: "Ad acta S t a s z i C"I). Mło- 
dz
e
 zaczęła SIę burzyć. Oświadczyła dziekanowi, że do egza- 
mmow według nowych przepisów nie przystąpi. Oczywiście 
sprawę przegrał
. C
terec? st
dentów, a wśród nich syn dzie- 
ka.na, d? .egzammu lstotme me przystąpiło i Wydział Lekar- 

kI op
sCl,ło. Reszta egzamina składała 2 ). Dyplomy doktorów 
l maglst
oW,. wydawane przez Wydział, podpisywał najpierw 
S t a s z I c Jako prezes Wydziału, a potem dziekan. 
Pomimo całkowiteg
 urządzenia Wydziału i biegu nul'- 
malne
o .prac, S t a s z 1 C w dalszym ciągu poświęcał dużo 
pracy 1 SIł szkole. W imieniu Dyrekcji Edukacji Narodu\-vej 


załatwia korespondencję z dziekanem l); zatwierdza jego no- 
minację i wyznacza mu pensj ę 2) ; mianuje F r e i e r a pro- 
fesorem zwyczajnym materji medycznej6); załatwia różne 
sprawy finansowe vVydziału 4 ); wyraża swe uznanie profeso- 
rom 'iVydziału 5 ); przesyła dziekanowi zatwierdzone nowe 
wzory dyplomów 6 ); zabiega o miejsce na ogród botaniczny 
dla roślin lekarskich, który wreszcie jego do pewnego stopnia 
staraniem zostaje założony7). 
S t a s z i c przez cały czas istnienia vVydziału Lekar- 
skiego Warszawskiego nie przestawał gorliwie się nim 
opiekować. 
Gdy w roku 1817 powstał Uniwersytet Warszawski, 
VV ydział Akademicko-Lekarski przeszedł w całości do niego 
i razem z nim trwał aż do upadku Fniwel'sytetu po powsta- 
niu listopadovvem. Dziekanem vVydziału Lekarskiego pozo- 
stał nadal D z i ark o w s k i, a S t a s z i c aż do wyboru 
rektora, był przewodniczącym Rady Ogólnej Uniwers
'- 
tetu 8 ) . 
Rzecz zrozumiała, że przyłączenie VV ydziału Lekarskiego 
do Uniwersytetu, musiało z konieczności wywołać pewną 
reorganizację jego, która nastąpiła najpierw 23 lipca 1821 


l) J. B i e l i ń ski. Założenie wydziału lekarskiego w Warsza- 
wie. Krytyka Lekarska r. VIII, str. 248 i 249 

) J. B i e l i ń ski. Pierwsza Akademja j
ekarska w Warsza- 
wie. Nowiny Lekarskie r. 1906, str. 103. 


l) J. H i e l i ń ski. Założenie wydziału lekarskiego w War- 
szawie. Krytyka Lekarska r. VIII, str. 43 i 74. 
2) Tamże, str. 181 -183. 
3) Tamże, str. 182-183. 
4) Tamże, str. 183-184. 
5) Tamże, str. 246-247. 
6) Tamże, str. 249. 
7) J. B i e l i ń ski. Królewski Uniwersytet Warszawski, t. l. 
str. 418 i 419. 

) Tamże, str. 14. 


9.
		

/Untitled-73_0001.djvu

			132 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i :zasługi jego itd. 133 


roku!). W trzy lata potem Komisja rządowa zatwierdziła 
wzór patentów dla lekarzy niższych czyli licencjatów 2 ). 
S t a s z i c jako minister stanu wystąpił, w imieniu Komisji 
spraw wewnętrznych i policji, z protestem przeciw zatwier- 
dzeniu dyplomów licencjatów. Brał on nawet udział w dy- 
skusjach na posiedzeniach \Vydziału Lekarskiego, na których 
przewodniczył 3 ). Ostatnim razem przewodniczył na posie- 
dzeniu Wydziału Lekarskiego 21 października 1825 r., więl. 
akurat na trzy miesiące przed śmiercią, i zabierał głos w dy- 
skusW). Z dyskusyj tych wyłonił się projekt nowej organi- 
zacji 'iVydziału Lekarskiego. Został on zatwie'rdzony 21 grud- 
nia 1825 r., lecz wprowadzony w życie już po śmierci S t a- 
s z i c a, który do kOllCa życia interesował się żywo rozwo- 
jem Wydziału Lekarskiego, do którego założenia walnie się 
przyczynił. 


jako ludzi nauki, pierwszych założycieli Szkoły Lekarskiej, 
pełnych poświęcenia i gorliwych w swej pracy dla kraju 1 ). 
Wprowadziwszy do Towarzystwa kilku lekarzy, podsunął 
im myśl zajęcia się badaniami choroby kołtunem zwanej. 
Omawiano tę sprawę na zebraniu dnia 1. XI. 1812 r. Po- 
stanowiono zjednoczyć wysiłki i prace' lekarzy z całej Polski 
w walce z tą rzekomą chorobą. Projekt powyższy nie docze- 
kał się jednak realizacji, gdyż ze względu na sytuację w kraju! 
został na później odłożony2). 
:"Ja zebraniu Towarzystwa w dniu 11. 1. 1814 r. zdaje 
S t a s z i c sprawę z działalności jego ,y ciągu czterech lat 
swej prezesury. W sprawozdaniu tern między innemi mówi 
także o medycynie, mianowicie, że grono lekarzy członków 
Towarzystwa, postanowiło zwracać szczególną uwagę i za- 
interesować się głębiej chorobami "krajowemi" . 'iV tym 
celu stworzono osobną deputację, mającą rozpatrywać i ba- 
dać spośoby leczenia i zapobiegania tym chorobom. We- 
zwano lekarzy z prowincji, aby swe uwagi na ten temat prze- 
syłali deputacji. Chorzy zaś na te choroby mogli się zgłaszać 
do lekarzy, członków Towarzystwa, za poprzedniem powia- 
domieniem prezesa Wydziału 3 ). Zorganizowano więc rodzaj 
poradni bezpłatnej, zyskując tym sposobem materjał do ba- 
dalI naukowych. 
S t a s z i c, jak wynika z niektórych jego przemówimi., 
żywo interesował się postępem nauk lekarskich, a nawet 
w wolnych chwilach od innych zajęć studjował niektóre 
z nich. JVIówił np. na jednem z zebralI Towarzystwa o wy- 


ROZDZIAL IV. 
Popieranie przez Staszica twórczości::. zakresu medycyny 
w Towarzystwie Przyjaciół Nauk. Testament Staszica. 
S t a s z i c, jako prezes Towarzystwa Przyjaciół Nauk, 
starał się szczególnie o popieranie nauk matematycznych, 
przyrodniczych i lekarskich. Osobliwą pieczą otaczał prace 
z zakresu medycyny i postarał się, aby członkami Towarzy- 
stwa zostali także lekarze, w szczególności profesorowie \Vy- 
działu Akademicko-Lekarskiego: W o l f f, B r a n d t, C z e- 
k i e r s k i i C e l i ń ski. S t a s z i c popierał ich kandyda- 
turę na członków Towarzystwa, scharakteryzowawszy ich 


1) J. B i e l i ń ski. Królewski 
litr. 73. 
2) Tamże, t. I. str. 75 
8) Tamże, t. I. str. 76. 
4) Tamże. t. I. str. 77. 


Uniwersytet \Varsz3.wski, t. 1. 


i 


1) A.. Kra u s h a r. \Varszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk 
(1800
1832). Kraków-Warszawa 1900-1905. Księga II.. t. t. 
str. 243. 
2) Tamże. Księga II, t. 1, str. 298, 301 i 306. 
3) Tamże. Księga II, t. 2, str. 51-52.
		

/Untitled-74_0001.djvu

			134 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i :zasługi jego itd. 135 


danej przez D z i ark o w s k i e g o fizjologji. Podnosząc 
jej ważność, twierdził, że anatomja, cbemja i fizyka nieby- 
wale przyczyniły się do jej rozwoju. Pod wpływem 
bodźców cbemicznych, czy też fizycznych mięśnie poruszają 
się nawet po śmierci zwierzęcia, a nerwy w tych samycb 
warunkach przewodzą czucie. Uczeni, których nazwiska wy- 
mienił, dowiedli, że w cztery i pół godziny po śmierci czło- 
wieka można wskrzeszać i pobudzać do skurczów serce, u żab 
i u żółwi potrafili to samo doświadczenie wykonać w 15 go- 
dzin po śmierci zwierząe). 
Omawiając na innem posiedzeniu Towarzystwa rozprawę 
doktora T o m o r o w i c z a "o życiu płodu, o jego początku, 
rozwijaniu się, wzroście i biegu krwi w czasie pobytu w ży- 
wocie matki", wyraził S t a s z i c zdanie, że wątpliwości 
autora co do krążenia krwi w płodzie są nieuzasadnione. 
\IV celu podtrzymania bowiem swego twierdzenia przytacza 
tylko trzy przypadki, co stanowczo jest za mało. Tego samego 
zresztą zdania był także Wydział Lekarski T owarzystwa 
) . 
Innym razem dość szczegółowo mówił S t a s z i c o tern, 
jakiemi zagadnieniami lekarskiemi Towarzystwo więcej 
się interesowało: "Choroby, które mniemaniem wielu le- 
karzy obcych i krajowych mają być wyłącznie właściwemi 
krajowi Polskiemu, jako to: choroba włosów, zwana plica 
polonica, choroba iskrzyca 3 ), zatrudniały członków szcze- 
gólniej biegłych w naukach lekarskich. Rozbierano o tych 
chorobach pisma rozmaitych uczonych lekarzy zagranicz- 
Dych i rodaków, tak w względzie oznaczenia przyczyn, jak 


w wyborze środków do ich leczenia"!). Dalej wspomina 
o krupie, czyli błonicy, mówiąc: "Krupa jedna z tych chorób, 
które po ospie, najwięcej i gwałtownie wytracają rodzaj 
ludzki, zwróciła na siebie w tymże czasie uwagę VV ydziału 
Umiejętności"2) . 
Prócz zagadnie!} czysto naukowycb, zajmowało się To- 
warzystwo za prezesury S t a s z i c a także popularyzowa- 
niem zasad higjeny, jak o tern świadczą słowa S t a s z i c a: 
"Wyznaczyliśmy nagrodę medalu złotego, wartości 50 czer- 
wonych złotych, pisarzowi, który naj dokładniejszą poda 
naukę ułożoną w sposobie naj stosowniejszym do pojęcia ludu, 
mającą za cel oświecić mieszkańców naszego kraju w tern, 
czego się strzec, co czynić w wszelkich względach mają dla 
zapobieżenia uszkodzeniu zdrowia i życia. Z odebranych kilku 
odpowiedzi jedna uwieńczoną i wydrukowaną została"3). 
W jednem ze swych dalszych sprawozdań wspomina 
S t a s z i c o badaniach wód mineralnych w celu ustalenia 
ich składu chemicznego, mianowicie wody z Grzybowa 
w Warszawie, z Goździkowa i Nałęczowa 4) . 
W okresie kiedy S t a s z i c był prezesem Towarzystwa 
powiększono bardzo znacznie bibljotekę lekarsk ą 6). 
Mówiąc o inicjatywie S t a s z i c a, której wiele wkładał 
w działalność Towarzystwa Przyjaciół Nauk, nie można po- 
minąć także jego poczynań w zachęcaniu studjującej mło- 
dzieży do pracy naukowej. Z wielką radością podaje Towa- 
rzystwu do wiadomości, że uczeń Wydziału Akademicko- 
Lekarskiego Klemens N o w i c k i napisał pracę "O chemi- 


1) Kra u s h a r, L c. Księga II, t. 2, str. 52-53. 
2) Tamże. Księga III, t. 4, str. 326. 
3) W G i e d r o y c i a Polskim Słowniku Lekarskim (War- 
szawa 1931-3) niema wyrazu iskrzyca, lecz tylko iskrzyk (carbun- 
culus). 


1) Kra u s h a r, L c. Księga III, t. 5, str. 179. 
2) Tamże. Księga III, t. 5, str. 179. 
3) Tamże. Księga III, t. 5, str. 180. 

) Tamże. Księga III, t. 5, str. 281. 
f;) Tamże. Księga III, t. 6, str. 66.
		

/Untitled-75_0001.djvu

			136 


Zenon Włoch 


Stosunek St. Staszica do medycyny i zasługi jego itd. 137 


1) Kra li s h a r, 1. c. Księga II, 1. 
, str. 
5. 
2) Tamże, k
jęga III, t. 5, str. 94. 


tej ziemi jest, aby dobrze czynił ludziom, aby swojemi czyn- 
nościami całego życia starał się ulepszać los swoich bliźnich, 
los drugich ludzi, aby nawet usiłował, by dobroczynne ich 
za życia skutki uszczęśliwiały jeszcze pokolenia następnych 
iudzi, ku dopełnieniu tego przeznaczenia dążyłem ciągle 
przez całe moje życie. vV tym jedynym zamiarze ze stałą 
gospodarczą oszczędnością zbierałem majątek, którym niniej- 
szą moją ostatnią wolą, stosovvnie jak mi tego prawa dozwa- 
lają tak rozporządzam". 
Zasada, że przeznaczeniem człowieka jest czynić do- 
brze ludziom, której się trzymał przez całe życie, zo- 
stała we wspaniały sposób wyrażona w testamencie, 
jakby chciał jeszcze z za grobu czynić dobrze. Zapisał 
bowiem S t a s z i c: " dwakroć sto tysięcy złotych polskich 
na Szpital Dzieciątka Jezus w Warszawie", a "sto tysięcy 
złotych polskich na fundusz utrzymania przy klinice Wy- 
działu lekarskiego w Uniwersytecie Królewsko-Warszawskim 
kilku osób chorujących na pomieszanie władz umysłowych, 
czyli tak zwanych pospolicie warjatów" . S t a s z i c, pisząc 
o kilku osobach, miał na myśli założenie kliniki psychja- 
trycznej, w owym bowiem czasie kliniki liczyły zaledwie po 
kilka do 12 łóżek, rzadko więcej. Fakt ten, że S t a s z i (' 
podówczas już myślał o założeniu kliniki psychjatrycznej, za- 
sługuje na specjalne podkreślenie. Jeszcze bowiem za życia 
jego obchodzono się bardzo źle z obłąkanymi. K r e m e r 
np. wspomina, że w roku 1839 w jednym ze szpitali w Genui 
widział obłąkanych zakutych w kajdanyl). 
Gdyby nie to, że testamentu S t a s z i c a niestety nie 
zdążono wykonać przed zamknięciem Uniwersytetu War- 
szawskiego po powstaniu listopadowem, Polska przodowa- 
łaby na polu zakładania klinik psychjatrycznych. Dopiero 


cznym składzie roślin" i przesłał ją Towarzystwul) . S t a- 
s z i c wyraził nadzieję, "że za przykładem pracowitego 
młodzieńca pójdą i jego koledzy, przykładając się gorliwie 
do nauk". Potem ten sam student nadesłał Towarzystwu 
rozprawę o rozbiorze wód mineralnych i sztucznem ich 
robieniu. W kilk<.. :at potem okazał S t a s z i c studjującej 
młodzieży wyjątkowy dowód swej życzliwości, gdy na 
posiedzeniu vVydziału Umiejętności postawił 18 paździer- 
nika 1820 wniosek, aby młodzieży uniwersyteckiej nietylko 
pozwolono brać udział w zebraniach wydziałowych, lecz na- 
wet przedstawiać swe prace naukowe 2 ). Był to nie zwykły 
wniosek w towarzystwie ściśle naukowem. Gdyby go kto 
inny postawił, możeby się spotkał z sprzeciwem a możeby 
, - 
się nawet ośmieszył. W ustach jednak S t a s z i c a był on 
dla wszystkich zrozumiały. Ten zapalony krzewiciel nauki 
i oświaty w Polsce pragnął wnioskiem swoim zwrócić uwagę 
młodzieży studjującej, aby się zawczasu zaprawiała do pracy 
naukowej, a przewodnikom jej - profesorom wskazać, że 
zachęcanie uczniów do pracy naukowej i ułatwianie im jej 
jest jednem z najważniejszych ich obowiązków. 
Uwiellczeniem poczciwego życia tego prawdziwego męża 
nauki, twórcy Wydziału Akademicko-Lekarskiego, człowieka
 
który, nie będąc lekarzem, wykazał niebywałe wprost zain- 
teresowanie się sprawami lekarskiemi, był pozostawiony 
przezeń testament. Słuszną jest rzeczą, a nawet obowiązkiem, 
wyznaczyć w historji medycyny temu testamentovyi poczesne 
miejsce, które mu się słusznie należy. Pięknemi słowy roz- 
poczyna S t a s z i c swój testament: "W imię Boga. Mocno 
przekonany będąc, iż głównym przeznaczeniem człowieka na 


1) A. W r z o s e k, 1. c.
		

/Untitled-76_0001.djvu

			138 


Zenon Włoch 


o wiele późnie
 pow.st
ła pierwsza klinika psychjatryczna 
w Polsce, a mIanOWICIe w Warszawie w 1862 r. w Aka- 
	
			

/Untitled-77_0001.djvu

			140 


Tadeusz Bilikiewicz 


Studja w Paryżu T-V. Golemowskiego, lek. po:::.n. i t. d. 141 


zakonnego 00. Jezuitów, passim; oraz: E s t r e i c h e r. XXII, 403;. 
wreszcie Vitae sanctorum et ilustrium virorum, rps. Bibl. Czartor. 
w Krakowie, Nr. 1266, str. 58. 
1) M u c z k o w s k i J.; Liber promotionum..., str. 245 i n.
 
,.Anno Domini MDXCIV, in decanatu secundo lVIgri Adami F a- 
l e c z k i, pro quartuali S. Luciae, Virg. et ,Mart., hi eximii adolescen- 
tes, rite et debite examinati, primae laureae insignia acceperunt, 
hocque ordine locati sunt:... Alb. G o l e m o v i u s..." Str. 
47:: 
"Anno Domini 
V[DXCVI, in decanatu Mgri Valentini Ł a z o w i i, 
Canonici S. Annal', post solennem diem Epiphaniarum, praesidente 
Examini Reverendissirno et clarissimo viro D. Nicolao D o b r o - 
c z i e s k i, J. U. D., Can. Crac. et Universitatis Crac. Procancellario, 
hi excellentes viri, in magna amplissimorum et doctissimorum viro- 
rum corona, Artium ingenuarum magistri et Philosophiae doctores 
renunciati sunt: ...Erasmus Leopoliensis (S i x t u s, M. D., senior 
contub. HyerusaI., colI. minor, tandem consul LeopoL, vir bonus et 
doctus)..., Alb. G o l e m o w s k y (M. D.)..." Dane w nawiasach 
dotyczą oczywiście późniejszego życia. 


Tyle tylko wiemy o tern, co porabiał vVojciech G o l e- 
m o w s k i przed udaniem się na studja do Paryża. :Może dla 
przybliżonego określenia jego wieku w czasie studjów kra- 
kowskich ma jakieś znaczenie fakt, iż przy otrzymaniu pierw- 

zych wawrzynów na wydziale artystów nazwany jest mło- 
dzieflCem (adolescrns). W ciągu dwóch lat od roku 1594 do 
1596, t. j. do daty uzyskania stopnia magistra i doktora filo- 
zofji zdołał jednak przedzierżgnąć się w męża (vir). Te 
szczegóły zapewne mają znaczenie nietylko formalne. 
J oto znika nam G o l e ID o w s k i z oczu, by wypłynąć 
dopiero w Paryżu. Kiedy się tam udał, dlaczego, za czyją po- 
mocą czy namową - nie wiemy. VV yprawa taka niemało 
musiała kosztować. Sam tych kosztów napewno nie był w sta- 
nie pokryć, wiemy bowiem, że był ubogi. Wszak tytułem 
ubóstwa zwolniony został, jak zobaczymy, w Paryżu z opłat 
za doktorat medycyny. Pozostają tylko domysły. Myśl biegnif' 
ku Hieronimowi O s s o l i ń s k i e m u, opatowi Cystersów 
koprzywnickich, wobec którego G o l e m o w s k i musiał się 
czuć zobowiązany, skoro mu dedykuje w r. l605 swą pierw- 
szą, drukiem wydaną, dysputę ad quodlibetariam. 
Przybył do Paryża mniejwięcej na 4 lata przed rokiem 
1603. Albowiem w roku szkolnym 1603-1604 spotykamy 
go poraz pierwszy w zachowanych w rękopisie protokółach 
vVydziału lekarskiego Uniwersytetu Paryskiego!). Z tego 


środowisko niewątpliwie skłoniło Wojciecha G o l e m o w- 
s k i e g o do wyboru dwóch katolickich uniwersytetów dla 
swych studjów: krakowskiego i paryskiego. 
Kraków gościł go w swych murach pod koniec XVI stu- 
lecia. Odbywał tutaj studja filozoficzne. W dniu 20 września 
roku 1394 za dziekanatu magistra Adama F a l ę c k i e g o 
otrzymał \V ojciech G o l e m o w s k i pierwsze wawrzyny na 
wydziale artystów. J ak w czasie późniejszych swych studjów 
zagranicą, tak już. i teraz odznaczał się ogromną pilnością 
\Y nauce. Dwa lata zaledwie upłynęły od pierwszych wawrzy- 
nów, a już otrzymuje stopień magistra oraz doktora filo- 
zofji. Było to w dniu 7 stycznia roku 1596, za dziekanatu 
magistra Walentego ł" a z o w s k i e g o. W tym samym cza- 
sie temi samemi godnościami uwieńczony zostaje Erazm 
S y x t, późniejsza polska znakomitość lekarska!). 


1) Commentaires de la Faculte de :\leuecine de Paris, lVIss. IX, 
f. 358 r. (ancien No. 323) :... "Die martis 4 a octobr. d.octores pridie 
per bidellos convocati conveniunt in scholas superiores hor
 
a a me- 
ridie et tertio statuunt novum examen candidatorum medlCIl1ae hoc 
mense octobri aperiendum esse. lisdem comitiis candidati medicinae 
rogant facultatem ut ad examen admittantur quibus singulis de una 
quaestione sigillatim interrogatis facuhas statuit eos ad examen 
admittendos, si modo per Literas magisterii in artibus et scedulas
		

/Untitled-78_0001.djvu

			142 


Tadeusz Bilikiewicz 


Studja w Paryżu W. Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 143 


to źródła głównie czerpiemy wiadomości o jego studjach 
w Paryżu. Było to za dziekanatu Egidjusza H e r o n. Pięciu 
kandydatów medycyny, wśród nich nasz Wojciech G o l e- 
m o w s k i, wniosło prośbę o dopuszczenie ich do egzaminu 
na bakałarzy medycyny. Prośba ta wpłynęła na posiedzenie 
Wydziału lekarskiego w dniu 4 paździemika 1603 roku 
i zgodnie z przepisami załatwiona została pomyślnie pod 
warunkiem, że kandydaci przedłożą dowód odbytego magi- 
sterjum filozoficznego, oraz poświadczenie od lektorów zwy- 
czajnych, iż uczęszczali pilnie na wykłady. Dowody te na 
następnem posiedzeniu wydziału w dniu 8-go października 
przedłożono i w ten sposób wszystkich pięciu kandydatów 
do egzaminów na bakałarzy dopuszczono!). 
Te obowiązkowe studja przed wniesieniem podania o do- 
puszczenie do bakalaureatu trwały o ile wiadomo cztery lata. 
Możnaby z tego z niejakiem prawdopodobiellstwem wnosić, 
że G o l e m o w s k i studja swoje w Paryżu rozpoczął w la- 
tach 1599-1600 2 ), oczywiście jeśli w stosunku do niego 


zastosowano obowiązujące przepisy z całą surowością, gdyż 
wyjątki nierzadko wprowadzano!). 
I oto nadszedł tydzień egzaminów. Począwszy od wtorku 
12 paździemika roku 1603, kandydaci poddawani byli ko- 
lejno egzaminom de rebus naturalibus, nonnaturalibus et 
praeter naturam, co odpowiadałoby mniej więcej fizjologji,. 
higjenie i patologji. Wreszcie w piątek tegoż tygodnia mała 
dyskusja na temat jednego z aforyzmów II i P P o kra t e s a, 
zadanego dnia poprzedniego, przyczem zazwyczaj dziekan 
oraz każdy z czterech egzaminatorów przez wysunięcie tez 
sprzecznych z treścią aforyzmu starał się wybadać bystrość 
oraz oczytanie kandydata. Nazajutrz w sobotę 16 paździer- 
nika zebrał się wydział i wysłuchawszy zdania egzaminato- 
rów, wypowiedzianego przez usta naj starszego z nich Wil- 
helma L u s s o ll, uznał na wniosek dziekana wszystkich 
pięciu kandydatów za dojrzałych do przyjęcia ad principium 
et baccalaureatum. Jako trzeci z rzędu wymieniony jest ::\-1a- 
gister Albertus G o l e m o w s k i Polonus Posnaniensis 2 )_ 


a lectoribus ordinariis medicinae in scholis subsignatas probarenL 
facultati tempus sui studii in medicina". Rps. Bibliotheque de la 
Fac. de ::\Ied. de Paris. 
1) Ibidem, f. 358 v.: "Die veneris 8 a eiusdem mensis octobr. 
doctores soli to more convocati conveniunt in scholas superiores hora 
secunda a meridie et quatuor candidatos qui superioribus comitiis 
supplicabant et quintum qui eodem ipso die supplicavit habere iustum 
tempus studii et quadriennium a magisterio in artibus iudicarunt, 
itaque eos quinque ad examen admittunt". 
2) O immatrykulacji f} o l e m o w s k i e g o brak wszelkich wia- 
domości zarówno w źródłach drukowanych jak rękopiśmiennych. 
:l.ródła te wymienione są dość szczegółowo w dopiskach ręcznych na 
egzemplarzu rezerwowym B a r o n a w Biblj. Nat. w Paryżu (p. n.). 
Przejrzałem je wszystkie z wynikiem ujemnym. 


1) Por. D e l a g e Anna, Histoire de la These de doctorat en 
medecine, Paris 1913. 
2) Comm. n' j. W., Mss. IX. f. 358v.: ,.Die lllartis 12 a eiusdelU' 
mensis et dielms sequentibus scilirel men:urii et jovis hora circiter 
secuuda a meridie usque ad quintarn et dimidiam candidati qui su- 
perioribus comitiis tempus sui studii facultati probaverant exami- 
llantur in superioribus scllOlis de rebus naturalibus, nonnaturalibus 
et praeter naturam. 
Die veneris hora a meridie prima aut circiter singuli candidati 
explicant aphorismum superiore die sibi propositum et ad obiectiones 
super eo aphorismo factas respondent. 
Die sabbatis 16 a eiusdem mensis octobr. doclores solito more 
pridie convocati conveniunt in scholas superiores circiter horaIll sep- 
timam matutinam [L 359 r.:] audituri examinatorum iudiciuIll de 
candidatis eadem hebdomade examinatis et probatis. lisdem comitiis 
Magister Guillelmus L u s s o n examinatorum antiquissimus suo C't
		

/Untitled-79_0001.djvu

			144 


Tadeusz Bilikiewicz 


Stud j a w Paryżu W: Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 145 


W dwa dni później, w poniedziałek 18 tegoż miesiąca 
świeżo upieczeni bakałarze uroczyście, w obliczu dziekana 
i doktorów, przysięgli na stare statuty, zobowiązując się 
w ten sposób zachowywać przepisy wydziału, a ponadto 
obronić cztery tezy, z tego trzy t. zw. quodlibetariae i jedną 
cardinalitia, wreszcie uczęszcza{ na wszystkie akty wy- 
działu!). Samo uzyskanie stopnia bakałarza związane było 
z niemałemi kosztami. Opłaty te G o l p m o w s k i uiścił 
w następującej wysokości: za anatomję i niezarejestrowane 
poświadczenia lektorów liwrów (franków) 12 i 16 sous; ty- 
tułem opłat za bakalarjat również 12 liwrów i 16 sous. wresz- 
. ' 
Cle na szkołę oraz przyozdobienie kaplicy, w miejsce dawnych 
opłat na cukier, który rozdawano doktorom, uiścił fi liwrów 
i 8 sous 2 ). Były to opłaty stosunkowo wysokie, z\'vłaszcza że, 


jak zobaczymy, bynajmniej na nich się nie kończyło. Od tych 
-opłat nie można było być zwolnionym. 
Teraz rozpoczął się dwuletni okres studjów, wymagany 
do czasu uzyskania licencjatury. Poza czterema tezami, o któ- 
rych była wzmianka wyżej, bakałarz musiał brać udział 
w szeregu dysput. Cała nauka wogóle - można powiedzieć 
bez zbytniej przesady - polegała na dysputowaniu. Jean 
Louis V i v e s powiedział w r. 1531 o szkole paryskiej: "On 
dispute avant le dlnez, on dispute apres le dlnez, on dispute 
en public, en particulier, en tout temps, en tout lieu". Na 
medycynie owych czasów w pełni ciążył duch scholastycz- 
nego średniowiecza. 
Z czterech tez, jakie w tym dwuletnim okresie musiał 
\Vojciech G o l e m o w s k i przedstawić i obronić, zachowały 


suorum collegarum nomine renuIltiat facultati quinque candidatos 
diebus superioribus tentatos et probatos sibi et suis collegis dignos 
videri qui ad principium et baccalaureatum recipiantur. Qua renUIl- 
tiatioIle audi ta facultas referente decano hos quinque candidatos ad 
principium et baccalaureatum admittit, quorum, sequuntur nomina: 
:Magister Stephanus d e l a F o n t Ahernus Claromontensis 
Magister Carolus J a m o i s Audimls 
Magister Albertus G o l e m o s c h y[!] Polonus Pausaniensis[!J 
:Magister Petrus l e C o n t e C a m e r a c e n s i s 
?vlagister Joannes T i x u l i u s Angolismensis [z Angouleme]". 
l) Comm. ... j. W., Mss. IX, f. 359 v.: "Die Lunae 18 a eius- 
dem meIlsis octob. festum divi Lucae solito more celebratur: vetera 
statuta solito more leguntur: novissime reformata propter temporis 
angustias et ipsorum prolixitatem legi eo die non potuerunt, a sacro, 
quod tardius est celebratum, [L 360 r.]: Bidelli fasces in manibus 
decani et doctorum more solito deponunt, qui ipsis redduntur. In prae- 
rlicta vetera statuta lecta iurant Baccalaurei..." 
2) Ibidem, L 364 r., W dziale zatytułowanym "H.atio accepti 

l expensi... in tertio decanatu Aegidii H e r o n... a die octava men- 


sis novemhr. aIlni 1603 ad diem sextum eiusdem mensis Ilovernhris 
anni 1604 reddita...", L 368 r.: 
"...A "\flag. Stephano d e l a F o Il t pro anatome et schedulis 
non registratis accepi duodecim libellas cum sexdecim soli dis - 
XII Lh XVI s." 
"... A mag. Alberto G o l e m o c h Y [!] pro simiIi causa accepi 
tantumderri - XII Lb XVI s." 
Dalej w dziale o nagłówku "Caput undecimum accepti ab Iis- 
{}em candidatis ad baccalaureatum admissis pro bursis baccalaurea- 
tus" czytamy: 
"Ab eodem mag. Claud. C h a r l e s Pro bursis baccalaurea- 
tus accepi duodecim libeUas et sexdecim solidos - - XII Lb XVI s." 
...L 368 v.: "A mag. Alberto G o l e m o s c h y [!] pro simiIi 
-causa accepi tantumdem - XII Lb XVI s." 
\Vreszcie w dziale o nagłówku "Caput duodecimum accepti ,-,b 
lisdem ad baccalaureatum admissis pro schola et sacelli ornamento 
loco sacchari quo d solebat distribui doctoribus" czytamy: "A mag. 
Claud. C h a r l e s loco sacchari distribui soliti accepi sex libellas 
cum octo solidis - VI Lb VIII s." 
...f. 369 v.: "A mag. Alberto G o l e m o s c h y [I] pro simi!j 
causa a(;cepi tantum
em -- VI Lb VIII s." 


lO
		

/Untitled-7_0001.djvu

			. __
!!Cz
 g"!!!!..
I!
!y
go Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


3 


2 


Leon Wachholz 


"Biographisches Lexikon", z "Schematismus des Konigrekhs 
Galizi,£n" (Lwów 1815-1841), z L. F i s c h e r a Biogrr. Lex. 
d. hervorrag, Ante (Berlill- Wiedeń 1932), 1:1:' A. H i r s c h a 
Biogr. Lex. (Wyd. I z r. 1887 i II z r. 1929), z F i n k l a- 
S t a r z y ń s k i e g o Hist. U. L. (Lwów 1894), z, W. S e r e- 
d y ń s k i e g o: Zapiski i dokum. do dziejów Lnstrukcji pub L 
w Polsce (Ar- 
perymentalnej w Krakowie aż do r. 1893, pocz,ero objął pry- 
marjat w Szpitalu Rotschildów w Wiedniu. Zmarł tamże 
w roku 1921. 
ALBINI Józef, narcdowo.ki włoskiej, ur. w Medjolanie, 
mianowany był pro£. na'dzw. w r. 1857, a pro£. zw. fizjologji 
w U. J. w r. 1858. Wykładał w języku niemieckim do. r. 1859, 
w którym opuś'cił Kraków. Wróciwszy do Włoch, został proi. 
fizjo.L w Parmie, a W ,T. 1860 pro£. tego.ż prz.edmi'Otu w Neapolu. 


-) Często powtarzające się nazwy uniwersytetów i wydziałów oraz 
tytuł,.. zostały wydrukowane w następujących skróceniach: U. J. (Uniwer- 
sytet Jagielloński), U. L. (Uniwersytzt Lwowski). wydz. lek. (wydział le- 


BADURSKI Andrzej, ur. w Krakowie w 1740, zdobył 
tytuł dra fi1. w r. 1758. Studja lekar;skie odbył w Bo- 
lonji, gdzie uzyskał doktorat med. w r. 1770, poczem zajął 

atedrę drugą we Wydz. lek. U. J. Wspólnie z H. Kołłąta- 
Jem był twórcą pierW's.z"ego klinicZillego Szpitala św. Barbary, 
a potem p:erwszym lekarzem i d)'1rektorem kliniki lekarski2j 
w Szpitalu św. Łazarza. Zmarł w r. 1789. 
BARAŃSKI Antoni, ur. w Lisku w r. 1850, zdobył dy- 
plon: dra w. n. lek. w Wiedniu w r. 1874, w' c.zasie w,Q'jny 
rosYJsko-tureckiej był lekarzem armji turecki.ej, od r. 1876- 
1879 odbył w Wiedniu studja weterynarskie i uzyskał dyplom 
lekarr
a wet. Od r. 1880-1881 wykładał weterynarję w Uni:w. 
Jag. Jako docent, poczem był od 1. X. 1881-1906 pro£. zw. 
w Szkole weL we Lwowie. Zmarł w r. 1915. 
BAUROWICZ Aleksander, ur. we Lwowje w r. 1867, od- 
był studja w Krakowie i tu został drem ws:z. n. lek. w r. 1892. 
W r. 1896 habilitował się z laryngologji, w r. 1908 otrz:Ylll.lł 
karski), prof zw nad ( f 
) ", zw. pro esor zwyczajny, nadzwyczajny), doc. (do- 
cent, dr. med (dol-to d ) d 
l k k' h ) l' . . r me ycyny. r. WSZo n. lek. (doktór wszech nauk 
e ars IC ,ar. fIl. (doktor filozofji). 


ADAMI Paw.el, rodem z Węgier, odbył studja prawnicze 
a następnie lekarskie w Wiedniu i tu zdobył w r. 1766 stopień 
dra med. Od r. 1775 był nauczycielem wele!l"ynarji w Un:w. 
Wiedeńskim. Od r. 1803-1809 był pro£. weterynarji w U. J.
') 


1-
		

/Untitled-80_0001.djvu

			146 


Tadeusz Bdikiewicz 


Studia w Paryżu W. Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 147 


się trzy, t. j. dwie quodlibetariae i jedna cardinalitia. Jak 
większość tez Wydziału lekarskiego w Paryżu, tak i te za- 
chowały się dzięki niebywałemu zmysłowi historycznemu 
H. Th. B a r o n a, dziekana tamże w XVIII wiekul) . Począł 
on kolekcjonować wszystkie tezy Wydziału, a nie mogąc czę- 
stokroć już zdobyć oryginałów do swych zbiorów, sporządził 
odpisy brakujących tez. Imponujący spis tych tez wydał na- 
stępnie drukiem 2 ). 
O trzech tych zachowanych tezach możemy sobie wyrobić 
sąd nietylko na podstawie protokółów Wydziału lekarskieg0 3 ) 


oraz katalogu B a r o n al), lecz przedewszystkiem z ich tre- 
ści. Odbyły się one w następującym porządku: Dnia 13 stycz- 
nia 1605 roku, za dziekanatu D u P o r t'a, odbyła się pierw- 
sza quodlibetaria pod przewodnictwem doktora Dionizego 
G u e r i n na temat "czy poznanie tętna jest dla lekarza ko- 
nieczne". Następna pod nazwą cardinalitia odbyła się 17 -go 
marca tegoż roku; przewodniczył jej Jakób d'A m b o i s e, 
lekarz królewski; chodziło tam o to, "czy z oczu może pocho- 
dzić zaraza". W reszcie trzecia pod nazwą quodlibetaria od- 


l) L e g r a n d Noe, La Collection des Theses de I'ancienne- 
Faculte de Mćdecine de Paris depuis 1539 et son Catalogue inedit 
jusq'en 1793. Documents sur I'hist. de la Fac. pendant la Revolu- 
tion, Bibl. hist. de la "France mćdieale" Nr. 50, Paris 1914, str. 14. 
2) B a r o n Hyacinthe-Theodore, Questionum medicarum... se- 
ries chronologica, cum Doctorum Praesidum et Baccalaureorum pro- 
pugnantium nominibus, Parisiis, apud J.-Th. Herissant, 1752. - 
Część druga zatyt. jest: Questionum medicarum, quae... in Actihus 
Vesperiarum, Doctoratus et Regentiae... agitatae sunt et discussae, 
ehronologica series altera, 1752. 
3) Comm. ... j. W., Mss. X, f. 5 v.: "Anno Domini 1605 Ja- 
nuarii die 13. de Quodlibetaria disserit extra ordinem, actl:ique- 
praeest M. Dionisius G u e r i n doctor medicus, respondente M. Al- 
berto G o l e m o u s c h y [!] Polono Posnaniensi, de sequenti quae- 
stione. An pulsuum cognitio necessaria medico?" 
...f. 6 r.: "Cardinalitiae disputationes. Die J ovis 17 Martii dis- 
putat de eardinalitia M. Albertus G o l e m o u s c h y Polonus Po- 
snaniensis, praeside M. Jacobo d'A m b o i s e regio medico, eodem- 
que medico parisiensi sub hac quaestione - An ab oculis contagio?" 
To samo innemi słowami powtórzone jest f. 7 v.: "Quaestio- 
nes cardinalitiae. Die Jovis 17 Martii M. Albertus G o l e m o u- 
s c h y Polonus de Cardinalitia quaestione respondit, Praeside- 
M. Jacobo d'A m b o i s e regio medico. Fuit autem haec, An ah 
oculis contagio?" 


Dalej również do G o l e m o w s k i e g o odnosi się zd
nie, 
wpisane ręką dziekana D u P o r t w dochodach za o
res o
. 6 
IStO- 
pada 1604 do 4 listopada 1605, f. 9 v.: "Pro Quodhbet.arns dISPU- 
tationibus nihil accepi, sed maior apparitor quo d aecepIt a Bacha- 
laureis, doctoribus disputantibus dispensavit". 
..J. 19 v.: "Die martis 13 mensis Januarii disputavit de Quod- 
libetaria M. Jaeobus C o u s i n o t respondente M. Alberto G o- 
l e m o u s c h i [!] Polono de hac quaestione: An plica epidemia 
Polonis?" Rzekoma data 13 stycznia powstała przez mylne prze- 
stawienie cyfr, naprawdę bowiem rzecz działa się 31 stycznia. No- 
tatka ta wpisana między jedną z 26 stycznia a następną z 23 lutego, 
dopisan
 została dopiero w styczniu 1607 roku przez ówczesne?o 
dziekana, naskutek osobnej prośby Jakóba C o u s i n o t, gdyż dZie- 
kan d u P o r t zapomniał rzecz tę wpisać. Por. tamże, f. 50 r.: 
"..Quarta petitio fuit magistri Jacobi C o u s i n o t, qui postulabat, 
ut in facultatis commentariis describeretur (quemadmodum solet) 
dies, in quo ipse de quodlibetaria quaestione in ordine disputavit, 
respondente magistro Alberto G o l e m o s c h Y [!] .Polono bacca- 
laureo, quod praetermissum est a praedicto lVI. FrancIsco D u p o r t 
decanatu novissime defuncto". 
l) B a r o n j. w.: ,,1605, Pr. Dion. G u e r i n. An pulsu

 
cognitio necessaria medico? aff. Bacc. Albert. G 
 l e m o 
 SkI . 
,,1605, Pr. Jac. d'Amboise. An ab ocuhs contaglO? aff. 
Bace. Albert. G o l e m o w s ki". 
,,1606, Pr. Jac. C o u s i n o t. An plica epidemica polonis? aff. 
Bacc. Albert. G o l e m o w s ki". 


10'"
		

/Untitled-81_0001.djvu

			148 


Tadeusz Bilikiewicz 


Studia w Paryżu TY. Golemuwskiegu, lek. pozn. i t. d. 149 


fonnatu in folio. Treść ich nie wybiega ponad pustą frazeo- 
logję i czysto słowne rozstrząsanie, według utartych wzorów 
scholastycznych. V crba magistri zdają się być jedynym skarb- 
cem wiedzy i mądrości paryskich studentów medycyny. \Vina 
jednakże, jak to przeważnie bywa, nie leżała po stronie umy- 
słowości uczniów. \Vszakże sam dobór tematów świadcz)' 
o nie zwykłym braku pomysłowości. Dysputowano na tematy 
niejednokrotnie tak błahe, iż zdumiewać się można, jak po- 
ważni skądinąd mężowie mogli sobie i drugim zaprzątal 
umysły sprawami do tego stopnia pozbawionemi życiowej do- 
niosłości. Dlatego nie mamy potrzeby szczegółowiej rozbiC'rać 
treści dysput G o l e m o w s k i e g o. 


była się 31 stycznia następnego roku, t. j. 1606, przewod- 
niczył jej zaś Jakób C o u s i no t. Temat tej dysputy dobrano. 
stosownie do narodowości G o l e m b w s k i e g o, miano- 
wicie "czy kołtun występuje epidemicznie u Polaków". 
Przyjrzyjmy się samym tym rozprawkom, aby wyrobić 
sobie pojęcie o poziomie i głębokości paryskich dysput na 
przelomie 16 i 1 7 stulecia. Nieznane te zupełnie E s t r e i- 
e h e r o w i druki l) i.ajmują wszystkiego jedną stronę dużego 


1) Tezy te, oprawione wraz z mnóstwem innych, znajdują się 
w Bibl. de la Fac. de Medecine de Paris, w dziale rękopisów, pod 
sygnaturą Mss. 73. l\-Iieszczą się w następujących miejscach zbioru: 
pierwf'za z wymienionych w tekście f. 359, druga f. 364, wreszcie 
trzecia, zachowana w odpisie B a r o n a, f. 374. Pierwsza przypisana 
jest, jak wzmiankowano wyżej, "Reverendissimo et Nobilissimo D. 
Domino IIieronyno de Ossolin O s s o l i n s k y, Abbati Coprivnicensi 
et S. R. !-'-laiestatis Secretario dignissimo etc. etc. D. Domino unice 
colendissimo - Albertus G o l e m o w s k y integerrimam salu- 
tem optat". Następuje teraz dość rozwlekła frazeologja, pełna uni- 
żonych wyrazów pod adresem opata O s s o l i li s k i e g o. Data: 
"Lutetiae Paris. Anno salutis 1605 (rom.)". Poczem dopiero nastę- 
puje sam tekst tezy: "Ad QuodliheLariam, Quaestio l\-ledica":Matu- 
tinis excutienda disputationibus, die Jovis XIII. JaI1Uarii in ScllOlis 
Medicorum Paris. lVI. Dionysio G u e r i n Doctore medico Prae- 
side. Estne pulsuum cognitio necessaria medico?" Następują uczone 
wywody, ujęte w pięć ustępów, które doprowadzają autora do wnio- 
sku: "Ergo pulsu um cognitio necessaria medico". Defendebat Alber- 
tus G o l e m o w s k y Polonus dioecesis Posnaniensis, anno salutis 
1605. Domini Doctores p.isputaturi: 1\1. Germanus C l e r s e l i e r, 
M. Robertus L e S e c q, M. Ricardus ::\1 a r c e t z, 1\1. Hieronymus 
T a q u e t, M. Simon B a z i n, M. Nicolaus, P i e t re, M.' Phi- 
Iippus H a r d o u y n d e S. J a c q u e s, M. Claudius F a u vel e t, 
1\1. Nicolaus 1\1 a r c h a n t", 1 str. in fol. Na odwrociu dopisek 
F
czny: "Albertus G o l e m o w s k y Polonus QuodL disput. Estne' 
puLuum cognitio'l\1edico necessaria, Praes. D. Dionysio G u e r i n 
IG05. Die Jovis 13 Januarii". 


Tytuł drugiej tezy, również nieznanej E s t r e i c h e r o w i, 
brzmi: "Ad Cardinalitiam, Quaestio :!V1edica, matutinis agitanda dis- 
putationibus in ScllOlis :'\ledicorum Paris. die Jovis 17. Martii, D. 
Jacoho dLA m b o y s e Doctore et :\ledico Regio moderatore sapien- 
tissimo, An ab oculis contagio?" Następują wywody, znowu ujęte 
w 5 ustępów, pozwalające autorowi na wniosek: "Ergo ab ocu]is 
contagio". "Defemlebat Albertus G o l e m o w s k Y POlOIlllS dioe- 
cesis Posnaniensis, anno salutis 1605". 1 str. in foL Na odwrociu 
dopisek ręczny: "Albert. G o l e m o u u s ki [!] Polon. Card. 
Disput. Die Jovis 17. :\.Jar. 1603, Pr.:XL Ja. Damboyse, An 
ab oculis contagio?" Dwie powyższe tezy są dnIkowane. 
Trzecia znajduje się w tymże samym zbiorze w odpisie ręcz- 
nvm: "Ad Quodlibetar. Quaestio 
Iedica matutinis agitanda dispu- 
tationibus in Srl101is \Iediconun Parisiensium 31 Januar. D. Jacobo 
C o u s i II o t S. :\1. \Ioderatore. An Plica Epidemia Polonis?" Po 
wywodach, zawartych w pięciu ustępach, dochodzi autor do wnio- 
sku: "Ergo Plica Epidemia Polonis" . "Afferebat Albertus G o ] e- 
m o u u s k i Polonus Dioeces. Posnaniensis, anno salutis 1606. D. 
Doctores disputaturi: :\1. :\"icolaus P i e t r e, :'\1. Petrus P a u ]- 
m i e r, M. Antonius Q u i li u e b e u f, :\1. Jacobus D'A m b o y s e 
Med. Reg., 1\1:. Jacobns C o u s i n o t Praeses, :VI. Petrus S e g u y D 
Pro£. Reg., :\1. Nicolaus J a b o t, M. Albertus L e F e b u r €. 
1\1. J\larcus 1\1 y r o n Med. Reg." 2 str. tegoż formatu co poprz('d- 
nie tezy, in fol.
		

/Untitled-82_0001.djvu

			150 


Tadeusz Bilikiewicz 


Stud;a w Paryżu W. Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 151 


Nadszedł rok szkolny 1605-1606, za dziekanatu Fran- 
ciszka D u P o r t. W maju roku 1606 uzyskał G o l e m o w- 
S k i stopień licencjata. Aczkolwiek źródła milczą o jego stu- 
djach w ciągu obowiązkowego dwulecia do uzyskania tej god- 
ności, to jednak wiemy!), ile to rozmaitych dziedzin przejść 
musiał bakałarz medycyny, ubiegający się o następny sto- 
pień. Około dwa miesiące po uzyskaniu bakalaureatu podda- 
wał się student egzaminowi z materji medycznej, który to 
egzamin opierał się na podstawach praktycznych, wchodzą- 
cych w zakres fannakognozji. Kandydat musiał mianowicie 
rozpoznawać leki rozstawione na stole. Egzamin ten trwał 
w ciągu tygodnia. Dopiero następnej zimy kandydat bronił 
dwóch tez, quodlibetariam et cardinalitiam, pierwszą z fizjo- 
logji, drugą z higjeny. Byłyby to pierwsze z omówionych po- 
wyżej tez G o l e m o w s k i e g o. Tejże samej zimy odby- 
wał się ponadto egzamin siedmiodniowy z anatomji. vV ciągu 
następnego roku bronił kandydat dwóch dalszych tez ad quod- 
libetariam; pierwsza dotyczyła patologji lub terapji - byłaby 
to właśnie teza G o l e m o w s k i e g o o kołtunie, druga do- 
tyczyła tylko chirurgji. Ta druga teza łączyła się z egzami- 
nem z chirurgji, wymaganym mimo, iż później lekarze ci 
bynajmniej nie wykonywali praktyki chirurgicznej. Egza- 
min ten pomyślany był llawskroś praktycznie. Oto kandydat 
musiał osobiście, w obecności vVydziału wykonać kilka ope- 
racyj na zwłokach. Ivlusiał więc i nasz G o l e m o w s k i 
'przejść wszystkie te etapy, by wreszcie dopiąć stopnia "bache- 
lier ernerite", po uzyskaniu którego w dwa miesiące musiał 
być egzaminowany przez wszystkich doktorów VVydziału 
z całej medycyny praktycznej. Dopiero wtedy przejść mógł 
do doniosłego aktu licencji, o którym źródła niemało szcze. 
gółów nam zachowały. 


Czytamy w protokółach Wydziału, że 7 maja 1606 roku 
licencjandzi w towarzystwie doktorów udali się do kanclerza 
Uniwersytetu, gdzie według zwyczaju dziekan Franciszek 
d u P o r t wygłosił panegiryczną mowę dla uproszenia kan- 
clerza o błogosławielistwo w dniu licencji. Było to połączone 
z przedstawieniem licencjandów kanclerzowi. VVe wtorek 9 
maja po południu odbyła się symboliczna uroczystość t. zw. 
paranymphus, gdzie mówca po wzniosłym wstępie na temat 
dostojeństwa medycyny wygłosił pochwalne słowa na cześć 
każdego z kandydatów zosobna. Nazajutrz po tym uroczy- 
stym akcie pięciu młodych ludzi pobłogosławionych zostało 
przez kanclerza i dopuszczonych do licencji, wśrÓd nich jako 
piąty z rzędu wymieniony jest vVojciech G o l e m o w s kil). 
Akt nadania licencji i błogosławieństvva kanclerskiego, 
odbywaj ący się w sali arcybiskupstvva, miał ogromne znacze- 
nie dla studjów lekarskich i dla praktyki lekarskiej. Dawał on 
bowiem la licence de lire, enseigner et professer la medecine 
llrbi et orbi. Uprawnienia te więc mało co różniły licencjata 


); , 
1) Por. D e l a g e Anna, j. w. 


1) Comm. ... j. W., \Jss. X. f. 21 1".: .,Licentia. Seplimo dic 
mensis maii Licentiandi celcbri docLorum sequenLia stant in aula 
Domini Cancellarii Divae Virginis, ubi soli to more Franciscus d u 
p o r t Decanus panegyricall1 hahet orationell1 pro impetranda benc- 
dictione die LicentiarulIl. 
Die Martis, 9° eiusdem lIlensis, pomeridianis horis in 'scholis 
lIledicis paranymphus Licentiandonun Laudes canit exordio prae- 
misso de medicinae dignitate. 
Die 10 recepti sunt ad Licentias et benedicLione donati a doc- 
tissimo et eloquentissimo procancellario quinque numero, eo qui 
sequitur ordine, 
Magister Claudius C h a r l e s, 
M. Carolus B o u v a r t, 
:\1. Stephanus d c l a F o n t, 
M. Georgius A r b a u d, 
M. Albertus G o l e m o u s c h y [t]" ,
		

/Untitled-83_0001.djvu

			152 


Tadeusz Bilikiewicz 


Stud;a w Paryżu W. Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 153 


od doktora medycyny. Opisana powyżej ceremonja, zwana 
compareat, kończyła się dysputą, polegającą na tern, iż kan- 
clerz zadawał pytanie temu z licencjatów, który otrzymał 
pienvszy ten stopień. Z naszej piątki zaszczyt ten padł na 
Klaudjusza C h a r l e s. On to odpowiadał na zadane 
przez kanclerza pytanie, dotyczące znowu zagadnienia 
nieocenionej wagi, a mianowicie "czy napoje należy przyj- 
, d k '''1 ) 
mowa c prze po annamI . 
U zyskanie tych najwyższych godności lekarskich zwią- 
zane było z dużemi kosztami, co dla niezamożnego G o l e- 
m o w s k i e g o stanowiło sprawę ogromnie dotkliwą. Nic 
też dziwnego, że już wcześnie począł on czynić kroki, by 
uzyskać zwolnienie od opłat. Czytamy w protokółach VVy- 
działu 2 ), że niedługo przed licencją, mianowicie 17 kwiet- 
nia, wniósł on prośbę o przyznanie mu praw ubóstwa co do 
doktoratu z tern, iż opłaty za licencjaturę uiści. VVydział 
zwolnił go też istotnie od opłat za doktorat, lecz pod wa- 
runkiem, iż zażąda tego dopiero po licencji. Było to stano- 
wisko bardzo słuszne, gdyż dodawało młodemu człowiekowi 
bodźca do dalszej pracy. Tak też się stało i G o l e m o w- 
s k i, jak czytamy w dziale wpływów za dziekanatu Fran- 
ciszka d u P o r e), wszystkie opłaty za licencję zapłacił. 


Powrócimy do tej sprawy, śledząc dalsze koleje studjów 
G o l e m o w s k i e g o. 
Aby uzyskać biret doktorski, trzeba było wnieść odpo- 
wie
nie podanie, a następnie obronić dwie dalsze tezy, jedną 
zwaną vesperł-ae i drugą doktorską. Pierwsza stanowiła akt, 
wyprzedzający o kilka dni doktorat, a miała na celu 
wprowadzenie adepta sztuki lekarskiej w obowiązki dostoj- 
nego zawodu, który ma pełnić. Jeden ze starszych doktorów 
Wydziału uświadomił o tern kandydata w specjalnej movvie, 
podnosząc doniosłość i wysoką godność lekarskiego zawodu 1 ). 
Potem dopiero kandydat odbywał dysputę na dwa zbliżone 
do siebie treścią tematy. Akt ten odbył G o l e m o w s k i 
we wtorek, 6 lutego roku 1607, za dziekanatu Mikołaja 
J a b o t. Przewodniczącym był magister Klaudjusz B a z i n 
profesor farmakologji 2 ), który przedłożył naszemu rodakowi 


1) Ibidem, f. 21 r.: "Eodem die mane paulo post decimaIn 
]\1. Claudius C h a r l e s, qui primo Licentiatus gradu petitus est 
Luculentiae respondit de ea quaestione a Dominu Procancellario. 
proposita: An potus cibo praemitti debeat?" 
2) Ibidem, f. 21 r.: "Paulo ante Licentias, nimirum 17 a men- 
sis Aprilis, M. Albertus G o l e m o u s c h y Polonus postulat sibi 
remitti ius doctoratus inopiae nomine: caeterum iura Licentiatus 
persoluturum. Remisit ea conditione facultas, ut post Licentias id 
postulet" . 
S) 'N ustępie "Pro bursis Licentiatus, Caput sextum" . Poprze- 
dzający zapłacili po 35 liwrów ("pro bursis Licentiatus accepi tri- 


ginta quinque Libellas"), tyleż i G o l e m o w s k i: "A l\Iagistro 
Alberto G o l e m o u s k y Polono, pro simili causa, parem summam. 
35 Lb." [Ibidem, f. 26 r.] 
A dalej w dziale "Caput septimum accepti a licentiatis pro 
iura praesentationis: A 1\'lagistro... pro iura praescntationis accepi 
tres libellas cum assibus decem - 3 Lb 10 s." 
f. 26 v.: "A 1\1. Alherto G o l e 111 o u s k y tantum dem -, 
3 Lb 10 s." 
\Vreszcie tamże w "Caput octavum accepti a Licentiamlis pro 
multis irrogatis" czytamy: "...A !\lagistro Alberto G o l e m o u s k y 
pro simiIi causa parem summam - 12 Lb." \Vszystko to są wpływ) 
za czasokres od 5 listopada 1605 do 4 listopada 1606. 
1) Por. H a z o n J.-A., Eloge historique de l'universite de Pa- 
cis (1770), str. 2. 
2) Comm. ... j. w., l\lss. X, f. 44 V., \V ustępie pod nagłówkiem 
"Vesperiae": "Die martis sexta mensis £ebruarii l\lagister Alberlus 
G o l e m o s c h Y [!] Polonus Licentiatus disputat de quaestione 
Vesperiarum praeside Magistro Claudio B a z i n doctore medico, 
qui quaestionem medicinae candidato proponit: [f. 45 r.] An pipe-
		

/Untitled-84_0001.djvu

			154 


Tadeusz Bilikiewicz 


Stu!!ia w Paryżu W. Golerrwwskiego, lek. pozn. i t. d. 155 
. 
ubóstwo!). Prośba ta wpłynęła 4 stycznia 1607 roku 2 ), 
a więc na przeszło tydzień przed wniesieniem podania o do- 
puszczenie go do wesperyj i doktoratu, co G o l e m o w s k i 
uczynił 13 stycznia 1607 roku. Prośba jego została przez 
Wydział jednomyślnie 3 ) wysłuchana; został zwolniony od 
wszelkich kosztów, związanych z wesperjami i doktoratem, 
mianowicie jako ubogi. Zastrzeżono tylko jeden jedyny wy- 
jątek od tego zwolnienia; dotyczył on trzydziestu sous na 
przyozdobienie kaplicy, które też doktorant musiał uiście). 


do dyskusji kwestję, "czy Polacy jadają pieprzne potrawy". 
Drugie pytanie zadał mu magister Henryk B l a c u o d, 
również wykładający farmakologję, a brzmiało ono: "czy 
Polacy pijają miód?" Osnowa tez nie grzeszyła WięC znowu 
zbytnią głębokością, a była wyrazem niewątpliwej uprzej- 
mości wobec polskiej narodowości G o l e m o w s k i e g o. 
Podobny przebieg miała dysputa doktorska, która odbyła 
się we wtorek, 13 lutego 1607 roku. Promotorem był wy- 
mieniony powyżej Klaudjusz B a z i n, dysputującymi dwaj 
doktorzy Henryk B l a c u o d i VVilhelm L e s c a i Ilon. 
Dysputa toczyła się na dwa tematy, przez dysputujących 
doktorów wysunięte: "czy najlepsze jest mleko kobiece wo- 
góle" , "czy też najlepsze jest mleko matczyne"!). 
\V ten sposób G o l e m o w s k i osiągnął wawrzyny do- 
ktora medycyny. Już wcześnie począł robić starania o zwol- 
nienie od opłat za wesperje i doktorat, powołując się na swe 


{ .\ I ulsa potu s ł 
\ll . . Polonis?" 
. Plpf'rata alImenLa 
1) Comm. ... j. W., Mss. X, L 45 r. W ustępie pod nagłówkiem 
,.Doctoratus": "Die !V1artis deÓma tertia mensis Februarii 1607. 
Magister .\lbertus G o l e m o u s k y Polonus Laurea appolinari in- 
signitur a magistro Claudio B a z i n doctore medico, qui magistro 
Henrico B l a c u o d doctori etiam medico hoc probIerna proponit: 
An Lac muliebre omnium optimum? Aliud pro i
em magister AI- 
bertus G o l e m fJ s c h y [I] magistro Gulielmo L e s c a i Ilon dat 
€xplicandum, An lac maternum omnium optimum?" B a r o n j. w., 
cz. II: ,,1607... Pro Doetoratu Eiusdem, XIII. Februar. 
I !\luliebre l. . " 
An Lac \ " I t f omnmm optImum? 
l\ a ernum 


1) Comm. .__ j. w' o :\lss. X, f. 49 v.: "Posterior super suppli- 
cationibus, quarum prima fuit Magistri Alberti G o l e m o s c h y 
Poloni in medicina Licentiati rogantis, ut faCllltas lIabita ratione 
suae paupertatis velit cum illo dispen
are d: s
ur
ptibus fie.ri solitis 
cum in Vesueriis tum in doctoratu, slcque IpSI hceat gratIs laurea 
doetorali insigniri". 
2) Ibidem, f. 50 r.: "...Secundo, censet Pacultas condonandos 
omnes sumptus, qui in Yesperiis et doctoratu exhiberi consueverunt 
pro bursis et doctoribus et caeteris eiusmodi dieto ::\ Iagistro Alberto 
G o l e m o s c h y Polono in eadem facultate licentiato, eumque 
doetorali laurea gratis paupertatis ergo insigniri vuli. [L 50 v.]: 
Exceptis triginta soli dis pro sacello dari sol iti s hocque in exemplum 
trahi vetat"... "Die sabbati decima tertia Januarii 1607, post sacrum 
1\lagister Albertus G o l e m o s c h y Polom.
 Mecli.cin
e !i.centiatus 
supplicat pro vesperiis et doetoratu, eius supphcatIom. fac
llt
s 
annuit, cereosque more solito in festo purificationis S. 
Ianae dlstn- 
buendos cen suit" . 
3) Ibidem, L 50 r.: "...De qui bu s propositis facultas unanimi 
consensu sic statuit..." 
4) Ibidem, L 72 r.: "Ratio accepti... in primo decanatu Nicolai 
J a b o 1... a die quarta mensis Novembris 1606. ad diem tertiam 
eiusdem mensis Novembris 1607..." L 76 r. [na marginesie lewym]: 
"Nihil", [poczel11]: A. Magistro Alberto G o l e m o 
 s c h y Polono 
pro Iure Vesperiarum accepi, quia gratis ad vespenas et doctora- 
tulU fuit a faculLate admissus ---;- NihiL 


rata alimenta Polonis? Alteram lVIagister Henricus B l a c li o d 
proponit eidem Magistro Alberto G o l e m o s c h v. An mulsa po- 
tus Polonis?" To samo podaje B a r o n j. W., cz. II: ,,1607... Pro 
Vesper. j\I. .\lherti G o l e m o u s c ki E!], Posnaniensis, Poloni, 
VI. Februar.
		

/Untitled-85_0001.djvu

			156 


Tadeusz Bilikiewicz 


Stud i a w Paryżu TV. Golemowskiego, lek. pozn. i t d. 157 


. 


[przekreśloneJ: .\b eodem pro sacello accepi triginta solidos. 
[poniżej]: ...A Magistro Alberto G o l e m o u s c h y Polono- 
pro bursis doctoratus - Nihil. 
Ab eodem pro sacello triginta solidos - XXX s." 
f. 76 v.: "Capu t duodecimum accepti extraordinarii in docto- 
ratibus... pro lura doctoratus... A 1\'lagistro Alberto G o l e m o 'I- 
s c h y Polono pro simiIi causa - Nihil". 
l) C o r l i e u A., L'anciennf' F'aculte de ::\Iedecine de Paris. 
Paris 1877, str. 65: "La vieiUe Faculte de Mćdecine n'accordait 
pas cette faveur (t. j. t. zw. fit credit) seulement aux etudiants fran- 
c;;ais; les etrangers purent en jouir egalement, comme nous le voyons. 
pour le Suisse F r e y, pour le Polonais G o l e m o s k i [I], rec;;us 
gratuitement". 
l\1iałem w Bibl. Nationale w Paryżu: Curieuses recherches sur 
les escholes en medecine de Paris et de Montpellier... par un ancien 
Docteur en :r\-1edecine de la FaculM de Paris (R i o l a n), Paris 1651, 
sLr. 268-269: "Nos Registres sont pleins de telles gratifications 
qlle nous avons fai t aux Franc;;ais et aux etrangers... Le Sieur F r e y, 
Suisse, sc;;avant Philosophe, ne paya rien, ny un Polonais nomme. 
G o l e m o s k i, n'a rien donne pour la Licence [wiemy, że to jest 
mylneJ et le Doctorat. Nous avons dans nos Constitutions imprimees 
un article qui porte en termes exprez, Ne pauperibus ad 1\ledicinae- 
gradus aditus intercudatur, bursal' pro Licentiis et Doctoratu Fa- 
cultati dehiLae remittantur iis qui manifeste pauperes erunt, si alio- 
quin constet eos doc
os et probos esse". 
2) Fakt ten powtórzony jest w dopiskach rękopiśmiennych na 
rezerw. egzemplarzu B a r o n a j. w. w Bibl. Nationale w Paryżu, 
str. 13: ,,1\1. Francisco d u P o r t, Decano, anno 1604 et 1605, 
mens. Novemhr. ...Albertus G o l e m o u s c k i [I], Polonus, Posna- 


zobowiązali dla zabezpieczenia interesów stanu lekarskiego 
we Francji. I tak musiał złożyć oświadczenie i przysięgę 
notarjalną tuż przed renuncjacją na doktora, t. j. 15 lutego 
1607 roku, że zrzeka się prawa przewodniczenia pierwszej 
quodlżbetarżae, który to zaszczyt przypadał w udziale każ- 
demu świeżo upieczonemu doktorowi; dalej zobowiązał się 
do nieubiegania się o żadne korzyści czy godności z tytulu 
swoich studjów w Paryżu. Pierwszy zaszczyt dostępny je<:t 
tylko dla kogoś, kto uzyskał stopień doctorżs regentżs, do 
czego potrzebne były dwa nowe akty: dysputa zwana pastżl- 
larża oraz właśnie przewodniczenie poza zwykłą kolejnością 
quodlżbetarżae. Co się tyczy praktycznego korzystania z uzy- 
skanych stopni lekarskich - miało się tu na myśli oczywi- 
ście teren Francji - to mógłby G o l e m o w s k i uzyskać 
te prawa tylko po uiszczeniu wszystkich opłat, od których 
został zwolniony. Jemu rzecz prosta na godnościach uniwer- 
syteckich czy innych korzyściach w Paryżu nie zależało, 
gdyż i tak nosił się z zamiarem, jak zaraz zobaczymy, po- 
wrotu do ojczyzny. To też z całą gotowością złożył wszystkie 
zobowiązania, jakich od niego wymagano, poczem ake) 


,;y ten sposób pilność G o l e m o w s k i e g o została spra- 
wiedli\vie nagrodzona. Zarazem zaś dano wyraz uznaniu 
uczoności i prawości naszego rodaka, gdyż tylko pod tym 
warunkiem przyznawano Francuzom lub cudzoziemcom 
przywileje ubóstwa l) . 
';Yzamian za zwolnienie od opłat tytułem ubóstwa 2 ) 
musiał jednakże G o l e m o w s k i wziąć na siebie szereg 


niensis. [Teraz następuje dopisek ręczny czerwonym atramentemJ: 
tit.[uloJ paupert.[atisJ admissus V.[oirJ Rep.[onseJ au lib.LeUe etc. 
1695, in 40J p.[ageJ 22". 
l) Comm. ... j. w., f. 51 r.: .,Extraict des Registrf's du Grand 
Conseil du Roy". [Na marginesie ręką dziekanaJ: "Declaration de 
l\1r. Albert G o l e m o s c h y". [Inną rękąJ: 
"Aujourdhuy Mardy auant midy treizieme jour de feburier 
}\1iUe six cellS sept est companI pardeuant les Nottaires du Roy au 
Chastelet de Paris soubsignez en leurs estudes M-r Albert G o l e- 
Ol o w s k y du diocese de Posnaij [!J au Royaulme de Pologne estant 
de present a Paris loge Rue des bons Enfans paroisse S1. Eustache 
Licetltie en la Faculte de Medecine en l'Universite de Paris, Lequel 
a dict et desclare, jure, et affirme, pour verite que gratuitement, et 
'sallS faire aulcun fraiz n'y auoir paye aulcuns droicts n'y sommeIJ
		

/Untitled-86_0001.djvu

			158 


Tadeusz Bilikiewicz 


Studia w Paryżu W. Golemowskiego, lek. pozn. i t. d. 159 


jego notarjalnego oświadczenia wpisany został do protokó- 
łów VVydziału, mianowicie w postaci wyciągu z rejestrów 
wielkiej rady królewskiej. W ten sposób G o l e m o w s k i 
zyskał wszystkie korzyści tytułu doktorskiego, z których 
w kraju mógł robić użytek, zrzekając się nie mających dlań 
żadnego znaczenia przywilejów, praw, zaszczytów i korzy- 
ści, płynących z godności doctoris regentis. 
Z dokmnentu tegol), sporządzonego przez notarjuszy 
królewskich D o u j a t i C a d i e r w Chatelet w Paryżu, 


de deniers accoustumez d'estre payez en tel cas a ladicte faculte- 
Messieurs les Doyen Docteurs regens d'jcelle faculte l'ont receu et 
admit en la Vesperise et Doctorerye en ladicte faculte qui se cele- 
brera ce matin publiquement et auec touttes les ceremonie s accou- 
stumez en tel cas dont il se tient oblige d'jcelle faculte l'en remer- 
c)Ter. [L 52 r.]: Et pour ce consent est accorde de ne pOllllOir 
a l'aduenir demander a estre receu Docteur Regent en ladicte faculte. 
n'y estre particippant des profficts, esmolumens, honneurs, Charges, 
droicts et privileges desquels les Docteurs regens d'jcelle faculte. 
ont accoustume de jouir que au preallable Ledict G o l e m o w s k y 
n'ayt entierellleut satisfaict aux droicts accoustumez estre payez 
a ladicte faculte lors de ladicte Vesperise [et] Doctorerie et regence- 
pour ce que aultrement les dicts sieurs de ladicte faClllte ne l'eussent 
receuz es dictes Vesperise et Doctorerie dont et desquelles choses sus- 
dictes NobIl' [skreślone "homme 1\1"] et scientifficque Personne- 
M-r Nicolas J a b o t Docteur Regent et doyen de ladicte faculte. 
a ce present et acceptant pour toutte ladicte faculte a requis le pre- 
sent acte pour seruir et ualloir li icelle faculte en temps et lieu ce 
que de raison. Ce fut faict et passe, requis et octroye l'an, jour- 
et lieu que dessus et ont lesdicts Sieurs comparans signe la minutte. 
du present acte. Signe en fin C a d i e r et D o u j a t". 
l) Poniżej dokumentu wpisał dziekan następującą wzmiankę, 
ibidem f. 52 r.: "Die martis decima tertia £ebruarii paulo antequaIIll 
M. Albertus G o l e m o s c h y Polonus doctor medicinae renuncia- 
retur, coram notariis Regiis D o u j a t et C a d i e r, decano prae- 
5ente, declarat se ad Vesperias, et doctoratulll admissum esse gratis,. 
eaque ratione nec posse, nec velle [52 v.:] primae quodlibetariae ut. 


w obecności dziekana Mikołaja J a b ot, występującego 
w imieniu całego Wydziału lekarskiego, dowiadujemy się 
ubocznie, gdzie nasz rodak mieszkał w Paryżu, przynaj- 
mniej pod koniec swych studjów. Było to na rue des bons 
enfants, w parafji św. Eustachego. 
Prawdopodobnie jeszcze tego samego roku 1607 G o l e- 
m o w s k i opuścił Paryż, następnego roku bowiem spoty- 
kamy go we Włoszech, wpisał się mianowicie do księgi 
zgromadzenia studentów Polaków Uniwersytetu Bolo{l- 
skiegol). Widocznie więc po ukończeniu studjów odbywał 
podróże, przyczem VVłochy szczególnie go pociągały. Bliż- 
szych szczegółów jednakże o charakterze jego pobytu we 
Włoszech brak nam zupełnie. Wolno chyba tylko wyrazić 
przypuszczenie, że to nie względy naukowe, lecz raczej tury- 
styczne skłoniły go do przedsięwzięcia tych podróży. 
Co czynił dalej? Już tylko bardzo niewiele wiadomości 
o nim się zachowało. VViemy, że wkrótce po ukończeniu 
studjów powrócił do rodzinnego Poznania i że tu osiadł na 
stałe, wykonywając praktykę lekarską. Już bowiem w roku 
1610 spotykamy go w Poznaniu w charakterze ławnika 2 ), 


novus doctor praeesse solet, praesidere, ut pridem doctor regens 
habeatur, aut ut emolumentorum aut dignitatum scholae particeps 
fiat, nisi omnibus expensis et sumptibus, qui in Vesperiis, doctoratu, 
et prima disputatione quodlibetaria exhiberi consueverunt prius 
abunde satisfecerit. Declarationis paulo ante descriptum est 
exemplar" . 
. 1) B e r s o h n M., Studenci Polacy na Uniwersytecie Boloń- 
skim .w. XVI i XVII wieku, Kraków 1894, cz. II: Album Polonorum 
per ClvItatem Bononiensem iter facientium ab anno 1600 ad annum 
1661, str. 27: "Albertus G o l e m o w s k i Doctor Medicus Anno 
1608" W . ' 
2. .pIsany pod tą datą sam jeden. 
) G I e d r o y ć F., Źródła biograficzno-bibljograficzne..., War- 
szawa 1911, str. 247.
		

/Untitled-87_0001.djvu

			160 


Tadeusz Bilikiewicz 


Studja w Paryżu TV. Gol !mowskiego, lek. po::.!! . i t. d. 
niu jako lekarz praktyk. Żadne ślady jego działal
ości c
y 
to praktycznej, czy piśmienniczej 
i
 zacho
ał
 SIę. Moze 
przyszłość pozwoli wykryć dalsze zrodła do zyclOrysu tego 
poznailskiego lekarza, który godnie reprezentował Polskę 
na Zachodzie Europy. 


161 


co dowodzi, że cieszył się szacunkiem ziomków. VVys1ępuje 
mianowicie 2 listopada 1610 jako jeden z świeckich świad- 
ków przy akcie sprawdzenia relikwij, przeniesionych 
z Rzymu do Polski przez Jezuitów. Pomiędzy specjalnie 
uproszonymi i zwołanymi świadkami spotykamy następują- 
cych lek arzy 1): J akóba G r o d z i c k i e g o, dalej ławni- 
kóv\" miasta Poznania vYojciecha G o l e m o w s k i e g o, 
oraz Pawła J a s i ń s k i e g o, ,,,,-reszcie aptekarza Sebastjana 
J a 11 e c z k a. Niewątpliwie, by być powołanym na świec- 
kiego świadka przy tego rodzaju akcie, trzeba było mieć 
osobiste stosunki z domem Jezuitów. Myśl biegnie znowu 
ku Jakóbowi G o l e m o w s k i e m u Jezuicie, zapewne 
bliskiemu krewnemu naszego lekarza 2 ). 
Dalsze losy ,y ojciecha G o l e m o w s k i e g o okryte 
są mgłą niepamięci. Prawdopodobnie żył i nadal w Pozna- 


l) Scriptores rerum polonicarum. Cracoviae 1889, tomus XIV: 
Ks. Jana \V i e 1 e w i c k i e g o T. J. Dziennik spraw domu zakon- 
nego 00. Jezuitów u św. Barbary VI Krakowie od r. 1609 do r. 1619, 
str. 31-32: "Intererant praesentes huic negotio (t. j. przy akcie 
depositionis testimonii R. P. Nicolai L a n c i c i i S. J. de et super 
yeritate Reliquiarum per ipsum ex urbe Romana in Poloniam trans- 
latarum) ...ex Saecularibus autem hi erant: ... Jacobus G r o d z i c k i 
:\Iediclnae Doctor, ...Albertus G o l e m o w s 1< i, Paulus J a s i ń- 
s k i, lVIedicinae Doctores Scabinique Civitatis Posnaniensis; Sebastia- 
nus J a n e c z e k, Pharmacopola, et alii ad praf'missa specialiter 
rogati ac vocati testes" . 
2) Ów Jakób G o l e m o w s k i, współczesny vVojciechowi, 
czynny był w Poznaniu. Jest on współautorem: J\oIinister delirans 
seu Colloquium Rhetorum Posnaniensium de Purgatorio... habitum 
Posnaniae 1600, colloquentibus nobilibus adolescentibus... Jacobo 
G o l e m o w s ki... eloquentiae studiosis... Posnaniae 1602. 
E s t r e i c h e r XXII, 403. Por. też rps. Bibl. Jag. Nr. 3630 
z r. 1628,- codex, zawierający rps. Jakóba G o l e m o w s k i e C( I) 
Soc. Jesu. 


11
		

/Untitled-88_0001.djvu

			Histor;a niedoszłe{!:o Zjazdu lekarzy i przyrodników itd. 163 


Z ZD1.ładu historji i filozofji medycyny Uniw. Poznańskiego. 
Dyrektor: Prof. dr. Adam \Vrzosek. 


który utworzył się 27 stycznia 1897 r., na zebraniu zwo- 
łanem przez Fr. C h ł a p o w s k i e g o. Członkami zostali: 
C h ł a p o w s k i, Ś w i ę c i c k i, D l' o b n i k, Z i e l e- 
w i c z, Z a k l' Z e w s k i, S k l' Z Y d l e w s k i, apt
karzc 
S z c z e l' b i Ił S k i i BoI. J a g i e l s k i, oraz prof. R a- 
k w i C Z1). Zczasem komitet zwiększył się znacznie przl:'z 
kooptację. Z chwilą zawiązania się Komitetu Zjazdowego, 
posiedzenia odbywały się regularnie co jakiś czas w gmachu 
Tow. Przyj. Nauk. 
Na przewodniczącego powołano Fr. C h ł a p o w- 
s k i e g o, zastępcą został S w i ę c i c k i, a sekretarzem 
aptekarz Szczerbiński 2 ). Lecz już w jesieni 1897 r. 
C h ł a p o w s k i złożył prezesurę, motywując swój krok 
tern, że zjazd odbędzie się w lecie 1898 r., w czasie, kiedy 
on stale ordynuje w Kissingen 3 ). Dnia 30. XI. 1897 r. prze- 
wodniczącym został obrany Ś w i ę c i c k i 4 ). Nieco jeszcze 
wcześniej, nastąpiła zmiana na stanowisku generalnego 
sekretarza. Aptekarz S z c z e l' b i ń s k i ustąpił 22. V 5 ); 
Komitet zaproponował na to stanowisko dra Fr. Z a k l' Z e w- 
s k i e g o, a skoro ten odmówił, powołano dra Artura J a- 
run towskiego li ). 
Na pierwszem posiedzeniu, nowopowstały Komitet po- 
dzielił się na sekcje, które miały zająć się pracą przygotJ- 
wawczą. Były to sekcje: wydawnicza, wystawowa i gospo- 
darcza 7). Później dodano do nich jeszcze jedną "dla miesz- 
kalI, uroczystości, zabaw i wycieczek"8). Sekcja wydawni- 
cza przygotowała specjalne wydawnictwa, które miały być 
rozdawane bezpłatnie uczestnikom zjazdu. Były to: Prze- 


MARJA MASTYŃSKA 
HISTORJA NIEDOSZŁEGO ZJAZDU LE,KARZY 
I PRZYRODNIKÓ\V POLSKICH VV POZNANIU 
\IV 1898 R., JAKO PRZYCZY
EK DO DZIEJÓ\V 
VV ALKI Z KPLTPRĄ POLSK1\ W B. ZABORZE 
PRUSKrVp). 
(Referat odczytany 14 września 1933 r. na VI Zjeździe polskich 
historyków i filozofów mcdycyny \V Poznaniu). 


(rtt',
 r. .1894 na VI] Zjeździe lekarzy i przyrodników pol- 
\..
1l
 skIch we Lwowie postanowiono następny zjazd od- 
być za trzy lata, a na miejsce zjazdu wybrano Poznań, który 
już raz, w r. 1884, gościł w swych murach podobny zjazd. 
Na posiedzeniu połączonych wydziałów: lekarskiego 
i przyrodniczego Tow. Przyj. Nauk w Poznaniu, referował 
25 marca 1896 r. sprawę przyszłego zjazdu dr. Fr. C h ł a- 
p o w ski. Zgodnie z jego propozycją utworzono komisję 
przygotowawczą, złożoną z 4 lekarzy, 2 inżynierów i 1 che- 
mika-aptekarza. W skład jej weszli: dr. Heljodor Ś w i ę- 
c i c k i, dr. Ignacy Z i e l e w i c z, dr. Tomasz D l' o b n i k, 
dr. Franciszek C h ł a p o w s k i, inżynierowie Z a k l' Z e w- 
s k i i B. S k l' Z Y d l e w s k i oraz aptekarz \V. S z c z e 1- 
b i ń s k i 2 ). Była ona zawiązkiem komitetu zjazdowego, 


l) Referat oparty jest na protokółach posiedzeń Komitetu Zjaz- 
dowego i korespondencji tegoż, oraz na protokółach posiedzell 
Komitetu Krakowskiego, utworzonego dla zredagowania protestu. - 
2) Protokóły posiedzeń komitetu. Posiedz. wstępne. Rkps Zakładu 
hist. i filoz. med. U. P. nr. 75 IV/l77. Posiedz. I. 


4 ') L c. Posiedz. I. - 2) Tamże. - 3) L c. Posiedz. IX. - 
) L c. Posiedz. X. - 5) l. c. Posiedz. V. - 6) L c. Posiedz. VI. --- 
'\ P " ł I 8 . 
lOSIe' z. . -- ) Drukowany program zjazdu, str. 4. 


11.
		

/Untitled-89_0001.djvu

			Marja lvlasty/tska 


Histurja niedoszłego Zir1zdu_ lekarzy i przyrodnikóu:
itd. 165 


164 


razem kosztował Przewodnik 208 mk. l ). Koszta uruku "Za- 
kładÓw ku podniesieniu zdrowotnuści" wyniosły 15 O mk. 2 ). 
O wiele większe koszta poniesiono ua druk programu. 'V y- 
danie 1000 egz. w oz(
obnej oprawie i 100 w zwyczajnej 
kosztowało 5 O 7,75 mk. 3) . 
Sekcja wystawowa zajmowała się przygotowaniem wy-- 
stawy lekarsko-przyrodniczej. 'Vystawa obejmo.wać miała 
sześć działów: 1) literaturę lekarską i przyrouniczą z ostat- 
nich 10 lat, 2) higjeuę, 3) naukę lekarską, 4) środki spo- 
żywcze i oużywcze, 5) balneologję, 6) nauki przyrod- 
nicze4't. Sekcji tej zrazu przewodniczył aptekarz S z c z (' r- 
b j 11 s k i, a gdy w gruuniu 1897 r. ustąpił, kierowali nią 
dr. D r o b n i k i inż. Z akr Z e w s kij). Na wystawę 
wynajęto przy ul. PiekaL'Y u L a m b e l' ta dwie sale: wielką 
i małą za kwotę 250 mk. 6 ). Za miejsce na wystawie mieli 
wystawcy płacić, Komitet zaś ze swej strony postarał się 
o bezpłatny transport na kolejach pruskich tych eksponatów, 
które nie zostałyby sprzedane 7 ) 
Skoro zaczęły napływać pierwsze zgłoszenia firm na 
wystawę, wyłoniła się kwest ja, czy mają być do udziału 
dopuszczune firmy zagraniczne (chodziło o niemieckie). 
Sprawę tę rozstrzygnięto przychylnie dla finu niemiec- 
kich8). Dla .wystawców przewidziane były nagrody w for- 
mie dyplomów na medale złoty, srebrny i bronzowyD). 
Udział w wystawie zgłaszały głównie firmy poznallskie; po- 
zatem kilka niemieckich (narzędzia chirurgiczne, aparnt) 
rentgenowskie 1 °) . 


'\'\'odnik po Poznaniu; "Zakłady ku podniesieniu zdnmot- 
Ilości m. Poznania", - broszura napisana przez dra C h ł a- 
p o w s k i e g o, dra K l' Y s i e w i c z a i inż. R z e p e c- 
k i e g o; dra K o e h l e l' a "Historja trądu w vVielko- 
polsce"; dra C h ł a p o w s k i e g o Katalog zbiorów przy- 
rodniczych Tow. Przyj. Nauk w Poznaniu; dra Z i e- 
l e w i c z a "Życiorys K. 1\1 a l' c i n k o '\" S k i e g o"; F i a 1- 
k o VII s k i e g o broszurka o teatrze polskim w Poznaniu 
i szereg sprawozdań jak Pomocy Koleżeńskiej. Bractwa 
Kwestarskiego (tyczące się żłóbków i kolonij wakacyjnych), 
opis stacji doświadczalnej w Żabiko'\vie, wreszcie podwójny 
nmner Nowin Lekarskichi) . 
Początkowo projektowano wydanie nowego przewod- 
nika po Poznaniu 2 ). Kiedy jednak główny współpracownilc 
prof. Rak '\'\0 i c z wycofał się, sekcja wydawnicza zakupiła 
przewodnik K. K o z ł o w s k i e g o, wydany przed kilku 
laty, do którego miano dołączyć dział sanitarno-higjeniczny 
z opisem odpowiednich zakładów 3 ). 'V chwili zakazu zja- 
zdu z początkiem lipca 1898 r., druk przewodnika, "Zakła- 
dów ku podniesieniu zdrowotności..." oraz programu zjaz- 
dowego był już na ukończeniu. Postanowiono druk ich 
ukończyć i następnie rozesłać owe broszury między tych 
uczestników zjazd
, którzy zgłosili odczyty, oraz wkładkę 
za kartę uczestnictwa zapłacili; pozostałą zaś liczbę egzem- 
plarzy przewodnika postanowił Komitet oddać do Towarzy- 
stwa Czy teIn Ludowych, a "Zakłady ku podniesieniu zdro- 
wotności..." 'Vydziałowi Lekarskiemu Tow. Przyj. Nauk 4 ). 
Za odkupiony Przewodnik K o z ł o w s k i e g o w licz- 
bie 500 egz., zapłacił Komitet 100 mk., za druk dołączo- 
nego tekstu, ogłoszeń, okładkę, zbroszurowanie - 108 mk.; 


1) Protokóły posiedzeń - Posiedz. XVI. - 2) 1. c. Posiedz. II 
i III. - B) posiedz. IX. - 4) Posiedz. XVII, XIX. 


1) Rachunki druk. Dziennika Pozn., sygn. 75 IV{176. -'- 
2) Tamże. _ B) Rachunek druk. T o m a s z e w s k i e g o, sygn. 'i'
 
IV{176. - 4) Program zjazdu, str. 77-8. 
) Protokóły posie- 
dzrń. Posiedz. XI. 6) Posiedz. XVI. - 7) Pismo Dyrekcji kolej. 
z 15. VI. 1898 r., sygn. 75 IV{121. - 8) Protokóły. Posiedz. VIII; 
Program, str. 77--8. - 9) Posiedz. XIII. - 10) Program, 1. c.
		

/Untitled-8_0001.djvu

			Leon Wachholz 


Poc;;d grona nauczycielskiego Wydz. Lek. Uniw. Jagiell. 


5 


4 


tytuł pro£., a w r. 1919 został nadzw. pro£. laryngologji i ot ja.... 
t.rji oraz dyrektorem odnośnej kliniki. 
BECK Adolf, ur. w Krakowie w r. 1863, drem wszo n. lek. 
został tutaj w r. 1890, habilitował się równ\eż tutaj z fiz'jo- 
logji w r. 1894, poczem objął od r. 1895 katedrę fizjologji 
w U. L. 
BIERKOWSKI Ludwik herbu Szreniawa, ur. w Pozna- 
niu w r. 1801, został drem fil. w Jenie w r. 1828, a drem med. 
i chirurgji w Lipsku w r. 1829. W r. 1831 uzyskał zwyczajną 
katedrę klin
ki chirurgi,eznej w Krakuwie i zajmował ją aż 
do śmierci swej w r. 1860. 
BIESIADECKI Alfred, ur. W Dukli w r. 1839, odbył stu- 
dja lekarskie we Wiedniu, gdz:e zdobył dyplom dra med., 
chirurgji i magistra położnictwa w r. 1862. Od r. 1868-1876 
był dy:rektorem Zakładu anatomji patologiomej U. J. i pro£. 
tejże. Od r. 1876 był protomedykiem przy Namiestnidwle 
we Lwowie, gdzie zmarł w r. 1889. 
BLUMENSTOK (HALBAN) Leon, ur. w Krakowie w r. 
1338, studja lekarsk:e odbył w Krakowi,e, tu uzy.skał doktorat 
L-"ed. w r. 1862. W r. 1869 habilitował się z medycyny sąd')- 
,"-,cj we Wydzi.ale prawniczym U. J., poczem był pro£. nadzw. 
Ledycyny sądowej w tymże Wydziale prawa od r. 1871-- 
1381. Wir. 1881 wstał zw. prot tego przedmiotu oraz dy- 
r.:.;ktcrem Zakła,du sądowo-lekarskiego we Wydziale lekar- 

:


m. W r. 1896 przeszedł w stan spoczynku, a ;mlla
ł 
w r. 1897. 
BOCHENEK Adam, ur. w Krakowie w r. 1875, uzyskał 
S"opi'eń dra wszo n. lek. w Krakowie w r. 1898. W r. 1901 był 
d:;ce:J.tem, od r. 1906 nadzw. pro£. anatomji opisowej 
e 
s=:;::z
gólnem uwzględnieniem anatomji topograficznej i an'l- 
tr:nji systemu nerwowego. Zmarł nagle w r. 1913. 


BODUSZYŃSKI Wojciech Jerzy, ur. w Rzeszowie w r. 
1768 zdobył doktorat med. w Wiedniu w r. 1797. Od r. 1811 
-1817 był pro£. zw. kliniki lekarskiej, a potem pro£. patologji 
i terapji ogólnej i higj.cny w Krakowie. Władał sześciu języ" 
karni w pi:śm:e i słowi.e. Zmarł w r. 1833. 
BOROWIECKI Stefan, ur. w Warszawie w r. 1881, no- 
stryfikował swój rosyjski dyplom lekarski w r. 1912 w Kra- 
kowie, gdzie habilitował się ,z neurologji i psychjatrji 
w r. 1917. W roku 1921 uzyskał katedrę tychże przedmiotów 
w Poz,naniu jako ptw£. nadzw. W r, 1923 został pr.of. zw. tamże. 
BOSSOWSKI Aleksander, ur. w Tenczynku w r. 185
, 
zosŁał drem wszo n. lekarskich w r. 1884 w Krakowie, hab'.1i- 
tował się tu z chirurgji klini,cznej w r. 1890, w r. 1904 otrzy- 
mał tytuł prof., a w r. 1921 został rzeczywistym nadzw. pf'o£. 
chilrurgji; zmarł w r. 1923 w Krakowie. 
BRAUN Stanisław, ur. w Jaszczwji koło Krosna w ro:":u 
1859, został drem wszo n. lek. w r. 1884, habilitował się 
z akuszerji i ginekologji w r. 1892. Od r. 1909 posia,dał tytuł 
pro£. tychże przedmiotów. Zmarł w Krakowie w r. 1922. 
BRODOWICZ Józef, ur. w Grzymałowie w r. 1790, od- 
był studja lekarskie w Wiedniu i tu zdobył dyplom dra med. 
w r. 1817. Od r. 1823-1850 był :'ZJW. prof. kli:n
ki lekarskiej 
U. J., którą przeniósł wraz z kEniką chirurgiczną do budynku 
uzy
kanego od rozwiązanej loży masońskiej. Zmarł w Kra- 
kowle'W r. 1885. 
d 
ROWICZ Tadeusz, ur. we Lwowie w r. 1847, zoshl 
rem wszo n. lek. w Krakowie w r. 1873. Od r. 1875 był dm:, 
od r. 1880 nadzw d 1882 192 . 
. h . I " . " a o r. - O zw. pro£. anatomiI 
I 15tO Oń ) 1 pat I . . 
6 .o oglCzne). Zmarł w Krakowie w r 1928 
BRUDZEWSKI K . . 
d . arol Roman h. Nałęcz, urodzony w Le- 
nogorze koło G . 
mezna w r. 1868 , został drem ws z n le :
 
w 1893 . . -.' 
L W Krakowie. W r. 1917 uzyskał docenturę oku-
		

/Untitled-90_0001.djvu

			166 


Marja 111astyńska 


Ilistorja niedoszłego Zjazdu lekarzy i przyrodników itd. 167 


Trzecią, bardzo ważną sekcją była gospodarcza; spoczy- 
wały na niej sprawy finansowe. Podskarbim zjazdu został 
dyrektor Banku Przemysłowców M. '"V i ę c k o w ski. Na 
pokrycie kosztów związanych z przygotowaniem zjazdu, 
postanowiono ściągnąć ze Lwowa pozostałe pieniądze z po- 
przedniego zjazdu, zwrócić się o subwencję do różnych 
instytucyj polskich i pobrać od poznańskich członków Ko- 
mitetu po 10 mk. I ). O subwencję zwrócono się 2 lipca 
1897 r. listownie do Koła Towarzyskiego, Resursy Obywa-o 
telskiej, Banku Ziemskiego, Tow. ubezpieczell "Vesta", 
Banku Przemysłowców i Spółki Bazarowej2). Na posiedze- 
niu plenarnem 18. IX. 1897 r. referował wyniki W i ę c- 
k o w ski. '"Vpłynęło wtedy do kasy 508,65 mk. ze Lwowa, 
300 od H o r wat a, 50 od Koła Towarzyskiego w Baza- 
rze, 20 od członków. Dyrekcja Spółki Bazarowej obiecała 
300 mk. i 6 pokoi ze śniadaniem. Bank Ziemski odmówił. 
W i ę c k o w s k i proponował, aby przez odezwy w dzien- 
nikach i przez prośby o subwencję zabiegać o dalsze zwięk- 
szenie funduszów zjazdowych 3 ). 
Na wiosnę 1898 r. Centralne Towarzystwo Rolnicze, 
zgłaszając swój udział na zjeździe obiecało złożyć 300 mk. 
Aby powiększyć fundusze Komitetu, postanowiono wtedy 
zwrócić się ponownie do Bazaru z prośbą o podwyższenie 
subwencW). Dyrekcja jednak odmówiła 5 ). Zwrócono się 
także do .:vIagistratu m. Poznania z prośbą o zasiłek i udzie- 
lenie budynku szkolnego na posiedzenia w czasie zjazdu. 
,"V sprawie tej konferował dr. Ś w i ę c i c k i z nadbunni- 
strzem, lecz ten nie dał jasnej odpowiedzi, radząc tylko, by 
Komitet na krótko przed zjazdem zwrócił sir; do Magi- 


stratnI). Kiedy zaś Komitet 20 maja 1898 r. wysłał odpo- 
wiednie pismo, podkreślając charakter naukowy zjazdu, 
Magistrat 26. VI. odpowiedział odmownie: ","Vir befinden 
uns zu unserem Bedauern nicht in der Lage dem Antrage 
stattzugeben"2) . 
Pewien dochód dostarczyć miały zjazdowi karty uczest- 
nictwa i bilety wstępu na wystawę. Dn. 28. I. 1898 r. 
ustalono wysokość opłaty za karty uczestnictwa, a to dla 
członków 20 mk., palI 5 mk. 3 ); później wprowadzono po- 
dzial na karty dla lekarzy i przyrodników po 20 mk., a dla 
innych uczestników po 10 mk. 4 ). 
Kiedy rząd pruski uniemożliwił odbycie zjazdu, posta- 
nowiono wkładki za karty uczestnictwa zwrócić, wszystkie 
zaś koszta związane z organizacją zjazdu, pokryć z fundu- 
szów Komitetu z tern, że o ileby te nie wystarczyły, człon- 
kowie Komitetu sami resztę zapł acą 5). Dnia 3. XI. 1898 r. 
odbyło się likwidacyjne posiedzenie Komitetu, na którem 
VV i ę c k o w s k i złożył sprawozdanie kasowe. Dochód wy- 
nosił 3500 mk. 20 f. Rozchód: 
zwrócona subwencja z ostatniego zjazdu 
zwrot opłat za karty uczestnictwa 
koszta zjazdu. . . . . . . . . . . 


678,57 mk. 
280,00 " 
174 1,63 " 
2700,20 mk. 
Pozostało więc Komitetowi 800 mk., które przeznaczono na 
"Nowiny Lekarskie"6). 
Komitet gospodarczy pamiętał także o przygotowaniu 
odpo.wiednich lokali na posiedzenia sekcyjne. Miały one od- 
bywać się w Resursie Obyw., w Bazarze (w sali Koła To- 


l) Protokóły... Posiedz. VI. 2) Protokóły posieaz. Posiedz. VI. - 
P) Posiedz. VIII-IX. 4) Posicdz. XIV. -- 5) List z 6. V. 1898 r.t 
sygn. 75 IV/llg. 


l) Posiedz. XIII-XIV. - 2) Bruljon pisma Komitetu i od- 
powiedź. Sygn. 75 IV/134. - 3) Posiedz. XII. - 4) Posiedz. XVI. - 
5) Protokóły posiedz. Posiedz. XVIII-XIX. - 6) Ostatnie posiedz.
		

/Untitled-91_0001.djvu

			168 


lIla rja Mast')"I lska 


lJi
to rja nicdus:-lą;o Zjazdu lekarzy i przyrodników itd. 169 


warzyskiego) , W hotelu Victoria i pałacu DziałYliskichi) . 
Na tern tle przyszło nawet do pewnej scysji między Komi- 
tetem a właścicielami Teatru Polskiego. Skoro ho,';iem Ko- 
mitet bez uprzedniego porozumienia się z Teatrem Polskim 
uchwalił, że tam będą odbywać się plenarne posiedzenia 
zjazdu, wystosowali właściciele tegoż list donosząc, że bu- 
dynek nie może być oddany Komitetowi, gdyż w czasie wa- 
kacyj ma być przeprowadzone gruntowne odnowienie oraz, 
że w tym czasie dyrekcja teatru nie dysponuje odpowiednią 
liczbą potrzebnej służby 2 i. Z zachowanej korespondencji 
w tej sprawie widać, że Komitet nie dawał wiary wyjaśnie- 
niom dyrekcji i że ostatecznie udało si<;, sprawę załatwić 
pomyślnie 3 ) . 
Z ustaleniem daty zjazdu miał Komitet dosyć kłopotów 
i trudności. Należało wynaleźć termin, któryby odpowiadał 
wszystkim 3 zaborom. Zielone 
więta 1898 r., przyjęte 
jako czas zjazdu na posiedzeniu odbytem 6. V. 1897 1'. przy 
udziale wszystkich lekarzy i przyroduików poznallskich 4 ), 
nie odpowiadały zaborowi austrjackiemu i rosyjskiemu. Pod 
wpływem interwencji dra R Y c h l i ń s k i e er o deleerata 
b' b 
Warsz. T ow. Lek., przesunięto w październiku 1897 1'. ter- 
min zjazdu na lipiec 1898 1'.5) Ale już na następnem po- 
siedzeniu wpłynęły zastrzeżenia ze strony profesorów Uni- 
wersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego:. Prof. K o s t a- 
n e c k i wystosował do Komitetu obszern y list oświadcza- 
. ' 
)ąc, że o ile data nie zostanie przesuniętą, profesorowie, 
mając egzaminy, nie będą mogli przyjechać. Komitet prze- 
szedł nad tern narazie do porządku 6). N a kilka miesięcy 
sprawa ucichła; lecz 26. IV. 1898 r. Komitet przesunął 


zjazd na prośby Tow. Lek. Warsz., Krakowsk. i VVileń- 
skiego, ustalając termin na 8-10. VIIIl). Jednak i ten 
nowy termin nie odpowiadał Krakowowi, a przy tern wyło- 
niła się sprawa lokalu wynajętego na wystawę w salach 
L a m b e l' t a, które były zajęte w tym czasie. Komitet 
jeszcze raz zmienił termin, ustalając zjazd na dnie od 1 do 
3 sierpnia 2 ). Późni('j postanoYliono przedłużyć zjazd o je- 
den dzień, z powodu wielkiej liczby zgłofzonych referatów 
lekarskich 3) . 
Przewidziano utworzenie 17 sekcyj, a mianowicie le- 
karskich 12, pozatern rolniczo-przyrodniczą, weterynaryjną, 
matematyczno- fizyczną, cherniczno- farmaceutyczną i geolo- 
giczno-botaniczną. Miały być następujące sekcje lekarskie: 
medycyny teoret., higjeny i medycyny sądowej, medycyny 
wewn., neurologji i psychjatrji, dermatologji i chorób we- 
nerycznych, ryno-laryngologji i otjatrji, pedjatrji, chi rur- 
gji, ginekologji, okulistyki, dentystyki, prasy lekarskiej4). 
O przyszłym zjeździe Komitet po raz pierwszy w lipcu 
1897 r. ogłosił odpowiednią odezwę w dziennikach polskich 
i czasopismach lekarskich, a także w kilku zagranicznych U ) 
(czeskich i 1 rosyjskien1.). Dla prowadzenia należytej pro- 
pagandy, na wiosnę 1898 r. zamianowani zostali komisa- 
rzami zjazdowymi: 'V i c h e l' k i e w i c z na Kraków, R y- 
d Y g i e r na Lwów, R Y c h l i ił s k i na VVarszawę, S t r z e- 
m i 11 s k i na \'\1ilno, 1\1 o t z na Paryż 6 ). 
Referatów zułoszono bardzo wiele. Pierwsze zaczęły na- 
LO 
pływać już w lecie 18977); w r. 1898 liczba ich szybko 
wzrastała: 14. V. było ich 101 8 ), a w chwili zakazu zjazdu 


1) Program zjazdu. str. 7-21. - 2) List z 28. V. 1898 i nast. 
Sygn. 75 IV/I07-9. - 3) Program, str. 6. - 4) Posiedz. IV. -- 
5) Posiedz. VIII. 6) List b. d. Sygn. 75 IV/15+; Posiedz. IX. 


1) Posiedz. XIV. - 2) Posiedz. XV. - 3) Posiedz. XVI. - 
4) Program zjazdu, str. 7-21. - 5) Posiedz. VI. - 6) Posiedz. XIV; 
Program str. 84. - ,) List Z i e m h y z 17. VII. 1897. Sygn. 75 
IV/59. - 8) Posiedz. XV.
		

/Untitled-92_0001.djvu

			170 


Mar!!l 
lllS tyńska 


Historja niedoszłego Zjazdu lekarzy i przyrodników itd. 171 


287. Taką cyfrę podaje wydrukowany program l) . Naj- 
więcej zgłoszono do sekcji chirurgicznej, bo aż 57, potem 
idą: medycyna teoret. (36), wewn. (31), okulistyka (25), 
ginekologja (24), dermatologja i choroby weneryczne (15), 
higjena i medycyna sądowa (14), neurologja z psychjatrją 
(14), ryno-Iaryngologja i otjatrja (10), pedjatrja (10), 
prasa lekarska (9), dentystyka (4), sekcja geologiczno- 
botaniczna (6), rolniczo-przyrodnicza (5), chemiczno-far- 
maceutyczna (4) , weterynaryjna (3), matematyczno- 
fizyczna (2) 2) . 
Tak wielka liczba zgłoszonych referatów świadczy o du- 
żem zainteresowaniu się zjazdem. Uderza jednak niewspół- 
miemy stosunek między liczbą referatów lekarskich i przy- 
rodniczych. Referaty między innymi zgłosili z Warszawy: 
prof. L B a r a n o w s k i, E. B i e l' n a c k i, J a n o w- 
s k i, St. Kra m s z t Y k, Z. K l' a m s z t Y k, W. M a 1 c z, 
H. N u :, L a li m, J. O c h o l' o w i c z, S z u m l a ń s k i, 
B. Znatowicz. Ze Lwowa: prof. S. Bałłaban, 
prof. A. B e c k, pro£. A. G l u z i ń s k i, M a l' i s c h- 
l e r, prof. N u s h a u m, E. R a d z i k o w s k i, R e n c k i, 
prof. Rydygier, J. Wiczkowski. Z Krakowa: 
B a u r o w i c z, prof. B l' o w i c z, prof. B u j w i d, prof. 
Jor d a n, prof. K o s t a n e c k i, doc. Z. Kry ń s k i, 
A. K w a ś n i c k i, prof. N a t a n s o n, doc. N o w ak, 
prof. O b a l i ń s k i, pro£. W i c h e l' k i e w i c z, A. W l' ó- 
b l e w ski. Z Poznania: Fr. C h ł a p o w s k i, D r o b n i k, 
G r o d z k i, J a l' u n t o w s k i, J e l' z y k o w s k i, B. K a- 
p u ś c i ń s k i, S. S z u li a n, H. Ś w i ę c i c ki, Fr. Z a- 
krzewski. Z Wilna: 1. Strzemiilski, mag. No- 
n i e w i c z. Z Częstochowy: B i e g a ń s k i, z Berlina 
E. F l a t a u, z Paryża B. 1\1 o t z, z Fryburga J. R o s z- 


k o w s kil). Z Genewy zapowiedział swój przyjazd prof. 
L a s k o w s k i, który zarazem miał być oficjalnym dele- 
gatem tamtejszego Uniwersytetu 2 ). Z Pragi zgłosili refe- 
raty: prof. J. H l a v a, dr. B. B o u c e k, dr. C e l' n y, 
prof. C h o d o u n s k y, doc. H a s k o v e c, dr. H e v e- 
n o c h, prof. E. 1\1 e i x n e r, prof. R u b e s k a, dr. V l a- 
s a k, dr. V e s e l y3) . 
Z początkiem lipca przygotowania były na ukończeniu. 
Delegaci poszczególnych pism i towarzystw lekarskich zo- 
stali już wyznaczeni 4 ) Napływały liczne zgłoszenia z pro- 
śbą o przygotowanie i wyszukanie mieszkań, czem się spe- 
cjalny komitet zajmował. Zjazd miał trwać 4 dni, od 1 do 
4 sierpnia. Pierwszego dnia przewidziane było po na- 
bożeństwie, publiczne plenarne posiedzenie z odczytami 
B a l' a n o w s k i e g o, K o s t a n e c k i e g o i N a t a n- 
s o n a, oraz otwarcie wystawy, a potem posiedzenia sek- 
cyjne, na które następne dwa dni były wyłącznie przezna- 
czone. - Dnia 4. VTT1. miało nastąpić zamknięcie zjazdu 
z wykładem B i e g a ń s k i e g o, F l a t a u a i J a l' u n- 
t o w s k i e g o na plenarnem posiedzeniu. 
Pomyślano także o uprzyjemnieniu czasu uczestnikom 
zjazdu; przewidziane były rauty, koncert i t. d.; planowano 
wspólną wycieczkę do Gniezna, Kruszwicy i Inowrocławia, 
a także na Śląsk do tamtejszych zakładów kąpielowych;. 
wreszcie zwiedzanie miasta i jego zabytków 5 ). 
W pierwszych dniach lipca (4-tego) otrzymał Komitet 
pismo z prezydjum policji z polecenia prezesa rejencji na- 
stępującej treści: "Podaję do wiadomości Wielmożnego 
Pana, że z ogólnych policyjnych względów niedopuszczal- 


l) Program, str. 21. - 2) TóImże. 


l) Program zjazdu. str. 5-21. - 2) List z 12. VI. i 6. VII. 
1898 r. Sygn. 75 IV/118-9. - 3) Program, str. 5-21.- 
4) Tamże, str. 82. 6) Program zjazdu, str. 5-6. 


..
		

/Untitled-93_0001.djvu

			172 


iUarja f\Jastyńska 


Historj a niedoszłego Zjazdu lekarzy i przyrodnikuw itd. 173 



) ,.Euer 1I0chwohlgeboren theile ich ergebeust mit, da ss aus 
allgemeinen polizeilichen Grundeu die Theiluahme vou Auslaudern 
au dem bevorstehendem Congresse poluischer Aerzte und Natur- 
forscheI' unzulassig erscheint uud das ich deshalb alle" Auslander, 
welche sich zu demselbeu erfinden sollten, im 'Veg
 polizeilicheu 
Zwanges des Landes verweisen wiirde. Ich stelle hieruach weitere 
Veranlassungen dem Ermessen des Komitees ergebeus erscheiuen 
v. H e 11 m a u n". Oryginał sygn. 75 IV/158 i tłum. w l)roteście, 
sygn. 75 IV/27. -- 2) Protokóły IJosiedz. XIII. - 3) Korespoudeucja, 
75 IV/127. 


Rząd pruski prO\yadził zdecydowaną politykę germani- 
zacyjną i chciał, by PoznalI wobec świata uchodził za mia- 
sto niemieckie. Pretekstem do zakazu był zapowiedziany 
liczny udział Czechów. Trzeba sobie uprzytomnić, że 
w czerwCU 1898 r. odbyły się w Pradze wielkie uroczystości 
ku czci P a l a c k y'e g o, a w Kra k o w i e ku czci ]\'1 i c- 
k i e w i c z a, w których uczestniczyli Polacy i Czesi. 
W obawie przed słowiańskiemi manifestacjami rząd pruski 
zakazał zjazd. W ten sposób sprawę przedstawił minister 
spraw wewn. von der R e c k e wobec Komitetul) ; tak krok 
rządu interpretowały dzienniki niemieckie, wyolbrzymiając 
i przedstawiając jakoby z udziału kilkunastu Czechów 
w zjeździe, mogło powstać prawdziwe niebezpieczeństwo 
dla Rzeszy i narodu niemieckiego. To też decyzję rządu 
powitały z zadowoleniem. Dnia 5 lipca w "Berliner Tage- 
blaU" ukazał się artykul p. t. "hands off", w którym autor 
zaznaczał, że na agitację panslawistyczną niema miejsca na 
ziemiach niemieckich 2 ). Przeciw zjazdowi podjudzały 
gwałtownie rząd dzienniki jak "Kolnische Zeitung", "Nord- 
deutsche_ allgem. Zeitung" i inne 3 ). Narazie Komitet pró- 
bował się ratować. O zakazie zjazdu wydano 5 lipca zawia- 
domienie bez żadnych komentarzy4), a na posiedzeniu te- 
goż dnia postanowiono zwrócić się do ministra spraw wewn. 
z prośbą _ o cofnięcie zakazu, zjazd odbyłby się wtedy we 
wrześniu"). Do mInistra wysłano obszernie umotywowane 
pismo, przedstawiając, że zjazd ma mieć wyłącznie charakter 
naukowy, i że obawy jakichkolwiek politycznych demon-- 
stracyj są nieuzasadnione, gdyż komitet czuwaĆ będzie nad 
tern, a jego cenzurze podlegają nawet wszelkie przemówi e- 


nem jest udział obcokrajowców w odbyć 
;Q mającym zJez- 
dzie lekarzy i przyrodników polskich, z tego powodu wszyscy 
obcokrajowcy, którzyby na ten zjazd przybyli, w drodze 
policyjnej za granice kraju wydaleni zostaną. Dalsze, stąd 
wynikające zarządzenia, pozostawiam Szanownemu Komi- 
tetowi. v. Hellmann"l) . 
Cios niespodziewany, a wymierzony w ostatniej uiemal 
chwili, gdy prace przygotowawcze były na ukolIczeniu, 
a program zjazdu w druku! Kiedy, z początkiem tegoż roku 
zapytywał dr. Ś w i ę c i c k i prezydjum policji o pozwole- 
nie na odbycie zjazdu, otrzymał uspokajającą odpowiedź, 
że wystarczy sprawę przedłożyć na krótko przed terminem 
zjazdu2'). Nie mniej wiedziano, że na zjazd wiadze patrzą 
niechętnie. Pewien niepokój o zjazd przebija się w liście 
pro f . 'V i c h e r k i e w i c z a do dra Ś w i ę c i c k i e g o 
z 30. VI. 1898 r., w którym tak pisze: "Hamburger Nach- 
richten buntuje przeciw zjazdowi. Pamiętajcie, że władza 
nie ma prawa zakazywać urządzać zjazd nauku
vy. Na tem 
opierajcie się, i nie dajcie się ustraszyć. Oczywiście unikaj- 
cie wszelkiej politycznej prowokacji i usuwajcie wszelki cielI 
politycznych tendencyj wobec zjazdu. Co na nim będzie, 
to już inna rzecz, ale w programie starannie wszystkieao 
unikać. Sapienti sat!"3j. '--' 


1) Odpowiedź ministra. Sygn. 75 IV/162. - 2) Wycinki z dzie;l- 
ników uiem. 75 IV/179. - 3) Tamże. - 4) Tamże. - 6) Pro- 
tokóły posiedz. Posiedz. XVII-XVIII.
		

/Untitled-94_0001.djvu

			174 


JJ-larja Mastyńska 


Historia niedoszłego Zjazdu lekarzy i przyrodników it
 
Przystępując do likwidacji odbył Komitet. ostatnie. po- 
siedzenie 23. XI. ze sprawozdaniem podskarbIego W I ę c- 
k o w s k i e g o; poczem papiery i dokumenty zjazdu ode- 
słano do Krakowa. 
Sprawę zredagowania pisemnego protestu, przeznaczo- 
ne g o dla całeao C y wilizowaneao świata, wobec tego bez- 
o b 
prawnego postąpienia rządu niemieckiego, ujął w swe n
ce 
Kraków. \V tym celu zawiązał się w lipcu 1898 r. spe- 
cjalny Komitet, złożony przeważnie z profesorów Uniwer- 
sytety Jagiellońskiego!). Na pieIwszem posiedzeniu 
przyjęto tekst protestu, ułożony przez prof. Kazimierza 
M o l' a w s k i e g o; dodano dOIł później uzupełnienia 
pro£. K o s t a n e c k i e g o. Protest postanowiono ogłosić 
po otrzymaniu odpowiedzi od ministra spraw wewn. przez 
Komitet zjazdowy w Poznaniu 2 ). 
Protest w ostrych słowach potępia niczem nieusprawie- 
dliwiony krok rządu pruskiego, a wywołany robotą "tej 
kuźni, w której pewien odłam społeczeństwa niemieckiego 
gotuje ciągle pociski na Polaków, w której wyrabiają się 
jady, podsycające bezustannie nienawiści rasowe. Robota ta 
wysila się na to, aby uczucia polskie na wszelki sposób 
obrażać i rozgoryczać, każdą myśl od Polaków wychodzącą 
paczyć i tłumić, każdą pracę polską niweczyć..." Zwracając 
się do Koła polskiego w Wiedniu, a przez nie do rządu 
austrjackiego, odezwa domaga się wystąpienia rządu 
w obronie praw swych obywateli, które zostały naruszone. 
Bo przeciw poddanym austrjackim, którzy w wielkiej licz- 
bie zg-łosili udział swój na zjazd, zwrócone było przede- 
wszystkiem postanowienie rządu pruskieg0 3 ). Tekst posta- 


ma i toasty przy projektowanym obiedzie. Podkreślano 
także korzyści materjalne, jakie miasto może osiągnąć 
z przyjazdu tak wielkiej liczby cudzoziemców!). "V odpo- 
wiedzi na to z dnia 19 lipca, minister spraw wewn. von der 
R e c k e, podtrzymywał zakaz policji w całej pełni, oświad- 
czając, że był on zupełnie uzasadniony, "gdyż zagraniczna 
prasa... publicznie wzywała do jak najliczniejszego udziału 
w kongresie, aby z niego w tej drodze zrobić punkt zborny 
dla całej Słowiańszczyzny. Ten' przebieg sprawy nie pozo- 
stawia żadnej wątpliwości, że w projektowanym zjeździe nie 
chodziło już tylko o kongres czysto naukowo-fachowy, ale 
że razem z nim miała być połączona polityczna manifesta- 
cja, w tendencji swej skierowana przeciw niemczyźnie"2). 
Nie pozostawało nic innego, jak zjazd odwołać. 
Oburzenie wśród społeczeństwa polskiego było ogromne. 
Zaraz po wydaniu zakazu otrzymał Komitet zaproszenie od 
grona lekarzy zakopialłskich do odbycia zjazdu w Zakopa- 
nem, a właściciel R ymanowa hr. J. P o t o c k i z leka- 
rzami zdrojowymi i właścicielami domów w zdrojowisku, 
zapraszał do siebie na początek września. vVreszcie Zjazd 
został zaproszony do Pragi 3 ). Komitet zdecydował się na 
Kraków, gdzie w roku jubileuszowym Fniwersytetu Ja- 
giellolłskiego postanowiono zjazd odbyć, a dokąd zapraszali 
Poznalł telegraficznie 28 lipca, dziekan VVydziału Lek. 
prof. K o s t a n e c k i, prezes Tow. Lek. prof. Jak u- 
b o w s k i, prezes Tow. Przyrodn. im. K o p e l' n i k:} 
prof. W i t k o w s k i i redaktor "Przeglądu. Lek." dr. 
K w a ś n i c k i 4 ) . 


1) Tekst wydrukowany w programie zjazdu, str. 85--7. - 
2) Tłum. w Programie, str. 87. - 3) Protokóły posiedz. Posietl7.. 
XVIII i telegramy, sygn. 75 IV/t72-5. -- 4) Posiedz. XIX; teł... 
gram 75 IV/175. 


1) Protokóły posiedzeń komitetu krakowsko protest. Posiedzenie 
wstępne. Sygn. 75 IV/54. - 2) Tamże. - 3) Protest. 75 IV/59.
		

/Untitled-95_0001.djvu

			_
 __...!!.l arj
JY!!!!!Lń 	
			

/Untitled-96_0001.djvu

			178 


Marja Mastyńska 


b l e w s k i imieniem Krakowskiego Oddziału Towarzystwa 
Przyrodników im. K o p e r n i k al), Fr. M y c i e l s k i i K. 
C z e c z imieniem Towarzystwa Rolniczego w Krakowie 2 ), 
wreszcie za Towarzystwo Lekarzy Galic. podpisali dr. 
E. U h m a i dr. W. O p o l ski. Dwaj ostatni podpisali 
tylko dla solidarności, gdyż Towarzystwu temu brzmienie 
protestu nie odpowiadało, jako zawierające pewne tendencje 
polityczne, a protest "powinien być jak naj krótszy, ściśle 
rzeczowy, bez żadnych wycieczek..." i nie odwoływać się do- 
rządu "ale wyłącznie do świata cyvvilizowanego"3). 
W pierwszych dniach sierpnia ukończono zbieranie 
podpisów i druk protestów, poczem rozeszły się one w cały 
świat, świadcząc o nowym gwałcie i brutalnych metodach 
walki, stosowanej przez rząd niemiecki przeciw polskości. 


Z Zakładu Hislorji i Filozofji l\Iedycyny Uniw. Poznańskiego. 
Dyrektor: Pro£. Dr. Adam \Vrzosek. 


ZDANA BRANDTÓWNA 


BISTORJA ODKRYCIA ZARAZKA DURU 
BRZeSZNEGO. 


W literaturze naukowej polskiej jak i zagramczne) po- 

 ; " . . k . E b l 
M!.- wtarza się zdanie, że uczony nIemIec l e r t l 
był pierwszym, który odkrył obecność swoistych laseczek 
w narządach chorych na tyfus brzuszny. Pogląd ten jednak 
nie jest zupełnie słuszny, gdyż zasługę zauważenia po raz 
pierwszy właściwych zarazków tufusu należy przypisać 
uczonemu polskiemu T. B r o w i c z o w i. Zwrócił na to 
uwagę przed 30 przeszło laty pro£. A. W r z o s e k, który 
w swym artykule pl. ,;\V sprawie podręczników lekarskich",. 
umieszczonym w "Krytyce Lekarskiej" 1) , wspominając 
o przekładzie przez dr. Żur a k o w s k i e g o na język 
polski "Bakterjologji" G ii. n t h e r a, wyraża żal, że tłu- 
macz nie wspomniał w przypiskach o pracach polskich. 
Przytaczam słowa pro f . W r z o s k a: "A szkoda, bo tu 
właśnie miał tłumacz bardzo dobrą sposobność przyporrmieć 
czytelnikom polskim, że i nasi uczeni dla postępu bakterjo- 
logji coś niecoś zrobili. Godziło się wspomnieć o pracach 
:\Iarcelego N e n c k i e g o, o rozprawce B r o w i c z a, 
który pierwszy odkrył zarazki duru brzusznego, lubo nie 


1) 75 IV/24. - 2) 75 IV/27. .- 3) 75 IV/20-1; 30. 


1) Krytyka Lekarska, r. 1903. str. 222. 


12*
		

/Untitled-97_0001.djvu

			180 


Zdana Brandtówna 


Historja odkrycia zarazka duru brzusznego 


181 


1) Tamże. 
2) G a f f k Y G. Zur Aetiologie des Abdominaltyphus. Mit- 
theilungen aus dem Kaiserl. Gesundheitsamte. Bd. II. 1884. 
3) B r o w i c z T. Pasorzyty roślinne w durze jelitowym. Roz- 
prawy i sprawozdania z posiedzeń Wydziału mat.-przyrod. Akademji 
Umiejętności. T. I. r. 1874, str. 37. 


miotami; stolec zrazu zatrzymany, nastąpił później. 
\'V czasie czterodniowego pobytu chorej w Szpitalu objawy 
powyżej przytoczone trwały nie zmiennie, gorączka wzmo- 
gła się do 40.5° C, przyłączyły się majaczenia, bezprzy- 
tomność. Dnia 24 marca chora zmarła". 
Sekcja wykonana następnego dnia wykazała: "Ciało 
kobiety wzrostu średniego, silnie zbudowanej, dobrze od- 
żywionej, włosy ciemne, powłoki ogólne blade. Kości 
czaszki cienkie, blade; opony prawidłowe; mózg wilgotny, 
ciastowaty; płuco lewe wolne, prawe w tylnych częściach 
zrośnięte z opłucną żebrową. Oba płuca przekrwione, 
obrzękłe, w tylnych częściach ściślejsze, bezpowietrzne, za- 
lewające się przy ucisku cieczą mętną z krwią zmieszaną. 
\V worku osierdzia około uncji płynu surowiczego. Serce 
rozkurczone, wiotkie; zastawki prawidłowe; miąższ serca 
blady, żółtawy, bardzo kruchy. Wątroba prawidłowej wiel- 
kości, torebka cienka, przeźroczysta; miąższ blado-brunatny, 
spójności prawidłowej. Śledziona cztery razy powiększona; 
torebka cienkd, naprężona; miąższ ciemno wiśniowy, wiotki. 
W miąższu śledziony znajduje się guziczek wielkości prusa, 
złożony z torebki wypełnionej suchą, wapnistą masą, 
w której mikroskop główkę wągra udowodnił. Nerki po- 
większone, torebka łatwo się oddziela od powierzchni gład- 
kiej ; na przekroju istota korowa szeroka, niedokrewna, 
blado żółtawa, soczysta, wiotka, piramidy dokładnie odgra- 
niczone. przekrwione. VV jamie Douglasa do pół funta 
płynu surovviczego z krwią zmieszanego. W otrzewnie. 
okrywającej tylną ścianę macicy, liczne drobne wynaczy- 
llionki. Macica powiększona... Żołądek skurczony, błona 
śluzowa przekrwiona, w części odźwiernikowej liczne w
- 
naczynionki. Błona śluzowa jelita biodrowego znaczme 
przekrwiona; gruczoły odosobnione i kępki Peyera na- 


otrzymał ich w czystej hodowli" l) . W przypiskach autar 
przytacza 2 najbardziej charakterystyczne wyjątki z pracy 
B r o w i c z a. 
Rozpatrując w porządku chronologicznym prace do- 
tyczące zarazka duru brzusznego, należy przedewszystkiem 
wspomnieć, że już w 1'. 1871, jak podaje G a f f k y
), 
v. R e c k l i n g h a u s e n wykrył w owrzodzeniach jelit 
zwłok tyfusowych kolonje mikrokoków, nie uważał ich jed- 
nak za przyczynę choroby. Nie można więc żadną miarą 
wymieniać R e c k l i n g h a u s e n a jako pierwszego od- 
krywcy zarazków duru brzusznego, zwłaszcza, że stwier- 
dzone przezeń ziarenkowce nie miały nic wspólnego z etjo- 
logją duru brzusznego. Pierwszą zatem pracą, zajmującą 
się zagadnieniem zarazka duru brzusznego, była rozprawa 
Tadeusza B r o w i c z a, późniejszego profesora anatomji 
patologicznej na Uniwersytecie JagiellOl'Iskim. Będąc jeszcze 
asystentem przy wspomnianej katedrze, ogłosił on w r. 1874" 
a więc na 6 lat przed odkryciem E b e r t h'a, pracę pl. "Paso- 
rzyty roślinne w durze j elitowym" 3) , w której podał wyniki 
sekcji zwłok chorej, zmarłej na tyfus brzuszny. Chora ta 
przybyła do Szpitala św. Łazarza dnia 18 marca z wszelkiemi 
objawami duru jelitowego: "ciepłota 40° C, tętno 152; 
osutka w kształcie różyczki na tułowiu, obrzmienie śle- 
dziony, sięgającej do dolnego brzegu ósmego żebra, kur- 
czenie i bolesność nad kątnicą, silne rozwolnienie. Choroba 
rozpoczęła się jednorazowym dreszczem, bólem głowy i wy-
		

/Untitled-98_0001.djvu

			182 


Zdana Brandtówna 


_ His! l!!.ja odkrycia zarazka duru brzusznego 


183 


ciekłe szaro różową masą. Bliżej kątnicy obrzmienie wspo- 
mnianych gruczołów znaczniejsze. Nad kilkoma kępkami 
Peyera i gruczołami odosobnionemi znajduje się cienka 
warstwa żółtawa, martwiejąca, zaledwie gdzieniegdzie od- 
dzielić się dająca. Gruczoły krezkowe wielkości orzecha lasko- 
wego, przekrwione soczyste" l) . 
Zmiany znalezione w sercu i nerkach skłoniły B r 0- 
w i c z a do przeprowadzenia badania mikroskopowego. 
"Badanie mikroskopowe wykazało w miąższu serca obfite 
wypełnienie włókien mięsnych kropelkami tłuszczu, zszere- 
gowanych w kształcie sznurka pereł, rozpad niektórych 
w płytki Bowmana, między włóknami zaś bardzo liczne, nie- 
ruchome twory, w kształcie pręcików krótkich. V\T nerkach 
komórki przybłonkowe powiększone, wypełnione ciemną, 
ziarnistą masą i twory powyższe, jednakże mniej liczne niż 
w sercu. Podobne twory znajdowały się w śledzionie 
i w treści jelit". 
Chcąc się przekonać o istocie znalezionych tworów, B r 0- 
w i c z umieścił preparaty z niemi w komorze wilgotnej 
i wtedy zauważył, że "twory te rozmnażały się, nadto 
w trzecim dniu hodowli wystąpiły twory nitkowate, długie, 
nierozgałęziające się, złożone z różańcowato ugrupowanych 
owalnych ciałf'k. Później pojawiły się mętwiki (vibriones) 
towarzyszące zawsze zgniliźnie". Z przytoczonych tu słów 
wynika, że B r o w i c z nietylko stwierdził w narządach 
chorych na tyfus obecność charakterystycznych tworów, 
ale i udowodnił, że są to twory żywe, bo rozmnażały się 
w sztucznej hodowli. Słusznie też uważa, że "udowodniolll' 
rozmnażanie się stanowić dopiero może o cesze pasorzytniej, 
gdyż odróżnienie drobnych ciałek podawanych w nie- 


których opisach jako pasorzyty, od ciałek powstałych z roz- 
padu jest wprost niemożliwe". Nie trzeba zapominać, że 
słowa te napisał B r o w i c z w 1874 r., kiedy metody ba- 
dania mikrobów bardzo wiele pozostawiały jeszcze do ży- 
czenIa. 
Zasługą dużą B r o w i c z a jest też określenie wyglądu 
zarazków durowych, gdyż opisuje je jako "twory w kształcie 
pręcików krótkich". 
Nie dość, że uczony nasz stwierdził wyżej podane fakty 
z wielką dokładnością, ale nadto w celu upewnienia się, czy 
istotnie mikroby przezeń odkryte są zarazkami duru brzusz- 
nego, zrobił kilka kontrolnych badałi, na podstawie których 
przekonał się, że w zwłokach osób zmarłych nie na tyfus 
brzuszny, lecz z powodu innych chorób, nie spotyka się od- 
krytego przezeń mikrobu. Co więcej, stwierdził vy przypadku 
duru jelitowego, obserwowanego w Krakowskiej Klinice 
chorób wewnętrznych, że opisywane przez niego twory 
w kształcie pręcików krótkich znajdowały się w stolcu 
świeżym w bardzo znacznej ilości. vV ten sposób stwierdził 
z dużem prawdopodobif'Iistwem, że odkryty przezell mikrob 
jest w rzeczy samej zarazkiem duru brzusznego. 
'7Vyniki badań B r o w i c z a zostały potwierdzone 
w zupełności przez Karola E b e r t h'a, uczonego niemiec- 
kiego. Prawdopodobnie nie znał on zupełnie pracy polskiego 
uczonego, gdyż nigdzie o niej nie wspomina. W r. 1880, 
gdy był profesorem anatomji patologicznej w Zurychu, 
ogłosił pracę p. t. "Der Bacillus des Abdominaltyphus"l), 
w której podaje wyniki badania zwłok zmarłych na tyfus 
brzuszny. vVśród zbadanych 23 zwłok, w 12 stwierdził 
obecność swoistych bakteryj, a mianowicie 12 razy w gru- 


l) B r o w i c z, 1. c. 


l) V i r c h o w's Archiv. Bd. 81.
		

/Untitled-99_0001.djvu

			184 


Zdana Brandtównll 


Historja odkrycia zarazka duru brzusznego 


185 


czołach limfatycznych i 6 razy w śledzionie. Śledziona 
w jednym wypadku nie była badana. 
Poszukiwania swe E b e r t h wykonał b. szczegółowo 
i starannie. Poszczególne gruczoły limfatyczne, małe ka- 
wałki śledziony, charakterystyczne odcinki jelit, a także 
kawałki innych organów, jak wątroby i nerek, umieszczał 
w osobnych naczyniach w alkoholu, często zmienianym, 
i w ten sposób je przechowywał do badań. Początkowo pró- 
bował barwić preparaty hematoksyliną, fioletem metylowym 
lub bronzem Bismarcka, jednakże nigdy nie otrzymywał 
dobrych wyników, gdyż bakterje tyfusowe b. słabo barwiły 
się temi odczynnikami. Po wielu próbach doszedł do prze- 
konania, że najlepsze rezultaty można otrzymać, traktując 
preparaty alkoholowe skoncentrowanym kw. octowym. Na 
przygotowanych w ten sposób preparatach, już przy słabem 
powiększeniu, widział kolonje bakteryj jako plamy o jDś- 
niejszem szarobronzowem zabarwieniu, o kształcie nieregu- 
larnym. W gruczołach kolonje te znajdowały się między 
komórkami, tylko kilka razy w naczyniach limfatycznych, 
w śledzionie zaś między elementami miąższu. Kolonje t,,\,O- 
rzyły rodzaj siatki, zwolna na obwodzie zacierającej się, 
nigdy zaś nie były ostro odgraniczone od otoczenia. 
Określenie kształtu poszczególnych bakteryj było tylko 
możliwe na obwodzie poszczególnych kolonij, gdzie mikro- 
organizmy leżały już bardziej luźno. E b e r t h określa 
bakterje tyfusu jako twory mniej więcej wielkości bakteryj 
gnilnych, o kształcie pałeczek, o końcach zaokrąglonych. 
Pałeczki te mają jednak kształt raczej wrzecionowaty 
(owoidy) niż cylindryczny. Obok pałeczek E b e r t h widział 
jeszcze drobne ciałka podobne do mikrokoków. 
Za szczególnie charakterystyczne cechy, mogące służyć 
do odróżnienia zarazków tyfusowych od bakteryj gnilnych, 


uważa E b e r t h następujące: bardzo słabe barwienie się 
zarazków różl1emi barwikami; delikatne ich kontury i znaj- 
dujące się często w ich wnętrzu małe, matowo błyszczące, 
porowate ciałka. 
E b e r t h zwrócił uwagę także na stosunek zachodzący 
między ilościową zawartością zarazków w narządach cho- 
rego, a długością trwania choroby. W tym celu badał bardzo 
dużą liczbę preparatów z każdego przypadku, poczem 
określał mniej więcej przeciętną ilościową zawartość za- 
razków, przyczem nie starał się wyróżnić poszczególnych 
bakteryj, a liczył tylko ilość kolonij w danym skrawku. Od- 
różniał 3 grupy: 1) grupę z małą zawartością zarazków: 
na 5-6 skrawków tylko --2 kolon je; 2) grupę u średniej 
zawartości zarazków: na ") skrawków 3 - 5 kolonij 
i 3) grupę o obfitej za" artości zarazków: w każdym 
skrawku 2 lub więcej kolonij. - Czasem kolonje w poszcze- 
gólnych shawkach były bardzo obfite. Na zasadzie tych 
badań doszedł do wniosku, że zwiększenie się liczby bakteryj 
bynajmniej nie stoi w związku z dłuższem trwaniem cho- 
roby; przeciwnie, w świeżych wypadkach tyfusu bakterje 
znajdowały się w większej ilości niż w starycll. Uważał to 
za dowód, że nie mużna bakteryj tyfusowych identyfikować 
z gnilnemi, gdyż w tym wypadku stosunek byłby od- 
wrotny. 
Na tych badaniach E b e r t h nie poprzestał, lecz 
w roku następnym ogłosił pracę p. t. "Neue "Cntersuchungen 
[[ber den Bacillus des Abdominaltyphus"1) , w której podał 
wyniki dalszych swych badalI. Przedewszystkiem, podobnie 
jak to zrobił już był B r o w i c z, starał się stwierdzić, czy 
znajdowane w wypadkach duru brzusznego twory są swoiste 


l) Virchow's Archiv. Bet 83.1881.
		

/Untitled-9_0001.djvu

			Leon Wachholz 


Poczd grona T:Guczycielskiego Wydz. L{k. Ur.iw. Jagiell. 


7 


6 


CAMBON Mare
, rodem Francu:>:, był leka.rzem prakty. 
kującym w Mons od 1778-1780. W r. 1785 wstał prosekt.)o 
rem przy ka,tedr.::e anatomji w Krakowie, zaś OId!T. 1802-1805' 
był nauczycielem anatomji i fizjologji dla chirurgów z wy- 
kła,dowym językiem polskim. 
CHLUMSKY Wacław, narodow:ości czeskiej, ur. w No- 
wym Dworze w Czechach w r. 1867, drem wszo n. lek. zost.ał 
w Pradz.e w r. 1895, habilitował się z chirurgj
 i ortopedji 
wir. 1901 w Krakowi,e i uzyskał tu w r. 1909 tytuł pro£. W rtOku 
1919 zestał pro£. chirul'gji :vi' Bratislawie w Słowacji. 
CIECHANOWSKI Stanisław Witalis, ur. w Kr,akowie 
w r. 1869, zost.ał drem wre. n. lek. w Krakowie w r. 1894, do:. 


w r. 1898, pro£. nadzw. anatomji patologicznej w r. 1900, ty- 
tularnym zwyczajnym w r. 1912, wreszcle !Tzeczywistym zwy- 
czajnym tegoż przedm
otu w r. 1919. 
COLLAND Fryderyk, ur. w Hall w r. 1754, uzyskał sto- 
pień magistra położnictwa w Wiedniu w r. 1782, a w r. 1784 
stopień dra med, tamż.e. Od r. 1803-1809 był pro£. po.łoż- 
nictwa w Krakowie, później w Wiedniu. Ogłosił brosz,urę 
o krakowskiej klinice położniczej. Zmarł w Wiedn:.u w r. 1815. 
CORDE Mikołaj, ur. w Holandji w r. 1745, pr:zybył jako 
chirurg do Wiednia, a stąd do Podgórza koło Krakowa. Od 
r. 1815-1819 wykładał chirurgję kliniczną w Krakowie. 
W r. 1818 otr,zymał honorowy doktorat U. J. Zmarł w r. 1821. 
tERMAK Jan, narodowoki czeskiej, ur. w r. 1828, był 
pro£. fizjologji od r. 1856-1858. Wykładalł po n:,emiecb. 
Od r. 1858 był pro£. fiz.jo.lo.gji w Pradze. Twórca, la
ryngologji. 
Zmad w r. 1871. 
CZERWIAKOWSKI Rafał Józef, ur. w r. 1743 koło 
Pińska. Został drem med. w Rzymie w .r. 1776. Od r. 1779 
-18')5 był zw. prof. chirurgji klinicznej l pOll.ożnictwa, a do 
r. 17.32 także anatomji w U. J. Zmarł w Krakowie w r. 1816. 
CYBULSKI Napoleon Nikodem, ur. w Święc:ańskiem na 
Litwie w r. 1854, zestal lekarzem Akademj; Medycznej W' Pe- 
tersburgu w r. 1880 i ta;mże w r. 1885 drem med. Od r. 1885 
-1919 był Zł\\'. pro£. fi
jologji, a przez szereg lat po.cząlko- 
wych także i histologji w Krakowie, gdzi,e 'zmarł w r. 1919. 


listyki, a od r. 1923 stanow
sko ordym>..tora oddzi3.łu o,:;znega 
Szpitala św. Łazarza. 
BRYK Antoni, urodzony w Dubiecku w r. 1820, doktorat 
med., chirurgji i położnictwa zdobył w r. 1846 w Wiedniu, 
Od r. 1852-1860 był pro£. zw. medycyny s.ąd-owej i rządo.w.ej, 
od r. zaś 1860-1881 pro£. zw. klinicznej chirurgji i dyrek
o- 
rem klin
ki chimrg:cmej. Zmarł w Krakowie w r. 1881. 
BUJWID Odo, ur. w Wilnie w r. 1857. Uzyskał dyplom 
lekarza w Warsz,awie w r. 1885. Od r. 1893 był nadzw. pro£. 
higjeny, od r. zaś 1899-1920 zw. prof. i dyrektorem Zakładu 
higjeny W r. 1920 ustąpił z katedry. 
BUSZEK Jan, ur. w Muszyni.e w r. 1845 był jeszcze jaka 
student OId 11'. 1869-1870 asystentem w klinice chorób ocz- 
nych. W r. 1870 zost.ał drem med., w t. 1871 dl1em chirurgji. 
a w r. 1874 magistrem położnictwa w U. J. Od r. 1871 był 
lekarzem miejskim, a od r. 1880 nacz,elnym lekarzem miej- 
skm (fizykiem). Od r. 1880-1889 wykla'dał jak.o zastępca 
profe:=:ora "policję weterynalryjną" we Wydz. lek. U. J, Zmarł 
w Krakowie w r. 1901. 


DĘBIŃSKI BolesIław, ur. w Siedlcach w r. 1868, uzv- 
skał cyplem dra med. w Paryżu w r. 1889, habiI:tował s':ę 
z.
edycyny wewnętrznej w r. 1918 w Kra
owie, poczem prze- 
mosłD

ą doc:llturę do Warszawy. Z:Iliarł tamże w r. 1921. 
TL Jozef, ur. w Podbieżu koło Sambora w r. 1804, 
uzyskał stopień dra med. w Wiedniu w :-, 1829. Od r. 1J3;if