/Archiwum_001_05_165_0001.djvu

			London, 
28th August! 4th September 1977 
RePa'ed at the G.P.O. u . 
 


Rok XXXII nr 34/35 (1639/1640) 
10 stron cena 75p. 


Londyn, 28 sierpnia!4 września 1977 


Założyciel: Mieczysław Grydzewski 


'( 


TYGODNIK 


Redakcja i Administracja 
67, Great Russell Street, LODdoo WCIB 3BS 
tel. Ol 242-3644 
Prenumerata kwartalna £5, w Stanach Zjedno- 
czonych i Kanadzie $12.50. w Belgii 400 fr. belg
 
we Francji 45 fr., w Niemczech 27 DM, w 
Szwajcarii 30 fr. szw., we Włoszech 7.000 lir. 
w innych krajach równowartość $12.50 - Zmia- 
na adreSu - 20p. lub $0.40. - Dopłata za pre- 
nwneratę; lotniczą $5 lub £2.50 kwartalnie. 
Ogłoszenia J cal x l szpalta £3 lub $6.00 - 
Czeki na]ety wystawiać na ,,\VIADOMOSCJ" 


WACŁAW JĘDRZEJEWICZ 


KRONIKA 


. 
ZYCIA 


KWIECIEŃ 


OaWlllo przemyśliwana przez Pił- 
sudskiego wyprawa na Wilno (patrz 
roZlIIlowa z Wasilew.skim z 6 lutego 
1919) zaczęła :;ię realizować. 7 kwiet- 
nia Piłsudski napisał list do gen. 
Szeptyckie
, dowódcy wojsk operu- 
cych na Litwie i Białorusi że sam 
obejmie dowództwo nad tą' operacją. 
Motywy , 
o były następujące: 1) W 
Wjlnie jest mnóstwo zagadnień natu- 
ry poli,tycznej, które trzeba będzie 
rozstrzygać na mie;sOll. 2) Operacja 
będzie wykonana przez wojsko, któ- 
rego zasadniczym elementem będą 
dawni legioniści, a fakt że Piłsudski 
sam będzie dowodził, dobrze wpłynie 
na powodzenie operaoj'i. 3) "Choć 
- jak l'isze Piłsudski - to może 
najm.niejsze, operacja ta jest zisz- 
czeniem moich personalnych czysto 
marzeń i zadowoleniem może naj- 
większym ze wszystkich zadowoleń, 
jrukie spotkały mnie w dotychczaso- 
wej karierze" 
Dalej pi:::e o sprawach operacyj- 
nych i rol.i gen. Szept yck i ego w tej 
akcji. 
"Niepodleglość" (po wznowieniu) 
tom 7, 24-8. 


Również. 7 kwietnia Piłsudski na- 
pisał list do gen. Iwaszkiewicza, 
który go prosił o mvolnienie z do- 
wództwa frontu galicyjskiego, a to 
z powodu ingerencj.i czynni,ków mię- 
dzyl11arodowych i obcych misji, żą- 
dających przerwania waIk z Ukraiń- 
cami. 
Piłsudski nie przyjął dymisji gen. 
Iwaszkiewicza, dał mu jedynie urlop. 
Rozumie że generał napotkał wiele 
przesz,kód wewnętrznych, lecz Pił- 
sudski byłby "bardzo zobowiąza- 
nym gdyby Generał zechciał niezra- 
żać się przeszkodami, czy też po- 
o
,uł się słabym wobec sieci wielkich 
i drobnych intryg, dużych i małych 
ukłuć, plotek i obmów 
zel'kiego 
rodzaju. Jest to zwykły sos, którym 
są oblan
 wszystkie sprawy polskie. 
Powtarzam. nie trzeba się tym zra- 
żać, 
t robić swoje, jak nakazuje 
proste żołnierskie sumienie i twardy 
obowiązek". 


Ibid. 30-2. 


8 kwietnia Piłsudski przyjął \\o 
Belwederze delegację Naczelnej Ra- 
dy AdwO'katów w osobach prezesa 
Antoniego Ponikow
kiegOl, wicepre- 
zesa Henryka Konica, sekretarza H. 
Kurmana i mecenasa Stanisława 
Szczepkowskiego. 
"Gazeta Warszawska" nr. 98. 


Także tego dnia były przyjęte de- 
legacje ziemii Grodzieńskiej i Cie- 
szyńskiej, ta ostatnia w składzie po- 
słów T. Regera i J. Kantora. 
"Monitor" 9 kwietnia. 


Również 8 kwietnia Piłsudski 
\\ysłał dwa listy do Paryża: jeden 
do Leona Wasilewskiego, drugi do 
Paderewskiego, który od 4 kwietnia 
przybywał tam jako drugi, obok 
Dmowskiego, delega,t Pol.ski na kon- 
ferencję pokojową. 
W liście da Wasilewskiego pisze 
(myś.ląc o wyprawie na Wilno): ,.przy- 
puszczam, że w najrbl.iższych czasach 
będę mógł otworzyć trochę drz,wi do 
polityki związanej z Litwą i Białoru- 
sią. Znasz moje pod tym względem 
poglądy polegające na tym, że nie 
chcę być ani imperialistą, ani fede- 
ralistą, dopóki nie mam możno&ci 
mówienia w tych spra:wach z jaką 
taką powagą - no i rewolwerem w 
kieszeni". Ale przechyla się do stro- 
ny federa].istów. Widzi trudności ze 
strony Litwinów i myśli, że może po- 
mógłby w tej sprawie nacisk na 
nich Ze strony Łotyszów. Przypu- 
szcza że Ameryka i Anglia po- 
parłyby taką federację, która w po- 
staci Libawy i Rygi dała rekompen- 
satę za wątpliwy Gdańsk. Poteca Wa- 
si.lewskiemu naciskać Łotyszów przez 
Estończyków i mówić o tym z Pa- 
derewskim "który jest wściekłym fe- 
deralistą, ale człowiekiem o względ- 
nie słabym charakterze, poddającym 
się wpływom, i bard;z;o się obawiam, 
Że różne niecnoty imperiatistyczne 
mogą często sprowadzić go z cier- 
niowej ścieżki, prowadzącej do raju 
federalistycznego". 
Pisma Zbiorowe, tom V, 72-4. 


W długim li
ie do Paderewskie- 
go z 8 'kwietnia Piłsudski porusza 
sprawę żądania przez aliantów za- 
wieszenia broni z Ukraińcami i c::ze- 

kie zamiary ponownego zaatako- 
Wania Polski. TrudnOOci przewiezie- 
nia wojsk Hallera przez Gdańsk wy- 
wołały w Polsce uczucie wielkiej de- 
pr
p, ZM
a warun
 
iaich 
do "utrzymania porządku wewnętrz- 


*> Wy.jątek z dwutomowej pracy bę- 
........ d
 obecni. w druku. 


. 
JOZEFA 
Wyprama 


, 1 t ' 
\ l ) 
 
9 . ,'/ /11 
\ 
t- 
\ I 


na 


.JC 
 ..... . .. 
(Q .. \
: 
-..$_ __1.. -f. 1" 
'.... 
J ./ . 
I":;A 
.. . -zkańców Wielkiego 


"Monitor" 29 kwietnia. 


27 kwietnia Piłsudski złożył hołd 
w Ostrej Bramie. Tadeusz Święcicki 
w niewydanych ,swych wspomnie- 
niach opisuje, że stał na tym nabo- 
żeństwie o kilka kroków od Piłsud- 
skiego. X. Oleszczuk, wikary Ostro- 
bramskj, przemawiał z balkonu. ,.Z 
dołu oopowiadał mu tylko wielki 
szloch tego tłumu, klęozącego na 
uticy. Spojrzałem na Komendanta. 
Stał twarzą zwrócany do obrazu, o- 
party na szabli, nasrożony i... spod 
nasrożonych brwi ciężka łza spły- 
nęła mu na wąsy. Śmigły za nim 
miał jakby jakiś nerwowy tick w 
twarzy. Twarz drgała i też łzy cie- 
kły mu po twarzy. A Belina beczał 
po prostu jak smarkacz..." 
Patrz K. Okulicz: Brzask, dzień 
i zmierzch na ziemiach Litwy 
historycznej. (W): Pamiętnik 
Wileński. 


Po zakończeniu tej fazy działań 
wojennych, Pihudski wydał w Lidzie 
28 kwietnia rozkaz do wojska. Pod- 
kreślił, że w niespełna dwa tygod'nie 
żołnierze męstwem ,9wym i dzielno- 

ią zmienili stosunki na wschodzie 
Polski. Zdobyto ważme punkty woj- 
skowe, jak Lida, Baranowicze i mic- 
kiewiczowski Nowogródek, a przede 
wszystkim stolicę kraju - Wilno. 
Dziękując w imieniu OjczY1zny za 
pracę żołnierza, podk:reśJił zasługi 
generałów Szeptyckiego i Śmigłego- 
Rydza, a przede wszystkim ppłka 
BeHny-Prażmorws.kiego i mjra Pisko- 
ra za naJ'piękniejszy czyn, dokonany 
w tej wojnie przez polską jazdę. 
Dziękował również mjr. Janowi 
Brzozowskiemu za sprawność kolei, 
która odegrała wielką rolę w te,j 
operacj'i. 


Pisma Zbioruwe, V, 77-8. 


Tegoż dnia (28 kwietnia) Niemcy 
opuścili Grodno, które zajęły oddzia- 
ły pols
ie. 
Waclaw Jędrzejewicz: J. Pil
lld- 
ski we wspomnieniach... (W): 
"Na Antenie" nr. 58//968. 


1919 


roku.) 


29 kwietnia wcześnie rano Piłsud- 
ski powrócił do Warszawy. Dwo- 
rzec wiedeński był udekorowany, en- 

jastyczne tłumy witały Naczel- 
nego Wodza. Na dworcu powitał go 
gen. J6zef Haller, którego wojska 
powróoiły z Francji, armia ta liczy- 
ła około 50,000 żołnierzy. Piłsudski 
krótko mu powIedział: "Dziękuję, 
generale" i dalej rozmawiał z wita- 
jącym go gen. Henrysem. Haller zdą- 
żył jeSlzcze dodać, że jeden z jego 
pułków oczekuje przegl:ldu, o czym 
Piłsudski nie był poinformowany. 
Przegląd i defilada w Alejach Jero- 
zolimskich wypadły bardzo dobrze, 
po czym piłsudski odjechał powozem 
do Belwederu wśród tłumów ludzi 
na ulicach, obsypany kwiatami. 
Gen. Haller bardzo zmartwiony 
tym chłodnym przyjęciem, wrócił do 
hotelu Polonia, gdzie zamieszkał. i 
poł
ył snę do łóżka. W południe 
przybył adiutant z Beł\\ooeifu z za- 
prOlSZeniem na obiad tegoż wieczo- 
rn. Tam Piłsudski wytłumaczył że 
może Haller poczuł się urażony tym 
krótkim przyjęciem, ale dodał, śmie- 
jąc się, że jest to dyplom3lCja. Gen. 
Haler wrócił po obiedzie rozpromie- 
niony i zachwycony że wszys.tko u- 
kłada się jak najlepiej. 


"Monitor" 30 kwietnia: J. Hal- 
ler: Pamiętniki, 199: relacja gen. 
Tadeusza MalinowsJ..iego, uw- 
czesnego lldiutcmta gen. Hallera, 
udzielona autorowi w Londynie 
31 maja 1974 r. 


MAJ 


2 maja poseł Stanów Zjednoczo- 
nych Hugh Simons Gibson złożył 
Naczelnikowi Państwa na uroczystej 
audiencji w Be1wedeI1ze swe listy 
uwierzytelniające. Był on pierwszym 
dyplomatą formalnie akredytowanym 
przy rządzie polskim, to też zastoso- 
wano dla niego po raz pierwszy pro- 
tokół eskorty ułanów, przejazdu w 
powozie Naczelnika Państwa .i t.p. 
Gib
on mówił po angietsku, Piłsud- 
ski odpowiadał po polsku. 


,Monitor" 5 maja. 


Tegoż dnia Piłsudski udzielił wy- 
wiadu korespondentowi dziennika 
paryskiego "Journal des Debats". 
Chod2Jiło o sprawę Wileń..zczyzny. 
Piłsud
ki podkreśl.ił swoją zasadę że 
ludnoŚć powinna sama stanowić o 
swoim losie. Zasadę tę przyjął i 
Sejm (uchwałą z 4 kwietnia. W.J.) 
Jest to zasada wolnowi. Dlatego za- 
miast zarządu wojskowego wprowa- 
dził na tych ziemiach zarząd cywil- 
ny. Na pytanie korespondenta, czy 
idealnym rozwią.zaniem dla Polski 
byłaby unia z całą Litwą historycz- 
ną, Piłsudski odpowiedział, że do 
tego należy dążyć. Z Białorusinami 
Polacy porozumieliby się łatwo. z 
Li1Jwą sprawa jest trudniejsza. W 
razie unii Polska zgodziłaby się na 
pazostawienie przy Litwie obszaró\\ 
polskich z Wilnem. Wilna chcą wszy- 
scy, Piłsudski chce z niego zrobić 
łącznika, a nie przedmiot sporu. Da- 
lej P.iłsudski omówił rolę misji fran- 
cuskiej odnośnie do armij gen. Hal- 
lera. Dzięki gen. Henrysowi doszło 
do całkowitego porozumienia. Pił- 
sudski chwalił nadzwyczajny takt 
generała. 


Pisma, V, 78-9. 


4 maja Piłsudski napisał li
t do 
Paderewskiego do Paryża. Dzięko- 
wał w nim za powinszowania z po- 
wodu aperacji wileńskiej, która była 
dla niego odpoczynkiem po pracy 
warszaw.-kiej. Podaje fa,kty przyjmo- 
wania wojsk polskich przez ludność 
WileńszczyzDly i. mia'st. ..Znaczni.e 
gorzej było z Żydami, którzy prz}' 
panowaniu bolszewickim byli war- 
stwą rządzącą. Z wielkim trudem 
wstrzymałem pogrom, który wisiał 
w powietrzu..." Dalej omówił swą 
odezwę do ludności i politykę Lit- 
winów którzy, opierając się na Niem- 
caoh, chcą mieć w swym państ\\ie 


- 


w 


-A 


następnym 


numerze: 


który ukaże się za d"a tygodnie m.in.: 
]6 Listów JANA LECHONIA do JULIUSZA SAKOWSKIEGO (1952- J956) 


JAN KOTT: Zagadka S:łekspira 
KAZIMIERZ ZDZIECHOWSKI: Książę poetów - Oskar Miłosz (z przekładami CZESŁAWA 
MIŁOSZA) 


- 


10 stron 


- 


---., - 


( 1867.1935) 


f ' I "
l 



." i. 
-t; 
. .' ..''{: 
 ... 
H,
,
 , .",. 
.:::: ';; i 

 - 
" -:ti<": 1
I{f; .. ' 
:
 ..>. j I t f
 
'" '
.. .A 
. ,r ' ł ' 
FłI
 
 JI K ,
 .
, Tt . . I. Ił :' . . 
:f
 
I!'ł\ ł ' ł
 
-. . 
 J 
i 
r
 
 
 . 
 I -t 
j.- ,
't;;iłfr 

- " Iftl
!. 
:'
 
. 'I!"IU 
a I ._ . i to ł.\( 

; 
t i
ł}f: \" , , .4 x! 
.MI ';'-:1 ... -t 

. . .1_ ..." 


całe Kowieńskie, Grodzieńskie. Wi- 
len
kiej i niewielką azęść Mińszczyzny. 
a w dodatku całe Su\\alskie. Re- 
sztę Białorusi, jak endecy, oddają 
Moskalom. Po zajęciu przez wojska 
polskie Wilna i Grodna, Litwini zało- 
żyli protest. Pertraktaoje z nimi pro- 
wadzi gen. Szeptycki. 
Piłsudski prosi Paderewskiego o 
pomoc w jego planach co do propo- 
no\\anej przez niego linii demarka- 
cyjnej. Omawia t,tkże propolskie za- 
chowanie się Białorusinów w Grod- 
nie. Rody białoruskie nie chcą po- 
działu Białorusi I proszą o pomoc 
Polski. 


I bid. 80-5; L. Wasilewski: JÓzel 
Piłsudski jakim go znałem, 18/- 
192. 


Tegaż 4 maja Piłsudski wysłał takl.e 
list do Wasilewskiego, załączając mu 
odpis li<;tu do Paderewskiego. Pod- 
kreśla, by starał się o Łotwę: ,.Jest 
to, powtarzam. najprostsza droga do 
złamania oporu Litwinów'". Poza 
tym omawiał sprawę nominacji po- 
słów proponowanych przez Padere- 
wskiego. 
9 maja Piłsud
ki rozmawiał z ame- 
rykańskim posłem Gibsonem. Mówił 
mu że Polacy są jak dzieci: bawią 
się zaba,wk;1 - Rzeczypospolitą, za- 
bawką - wojoskiem. zaba,wką - Sej- 
mem... ,,Ja się nie bawię, więc oni 
tego nie roromieją. W sprawach dla 
mnie ważnych oni nie U\\ażają mnie 
za Polaka". Gibson był pod wra- 
żeniem zdrowego sensu Piłsudskiego 
w sprawach politycznych, umiarko- 
wania i uczciwosci. 


Z_ J. Gqsiorowski: J. Piłsudski 
in the light nI American report.I'. 
1919-22. 


Zapewne w tym czasie zgłosił się 
do Belwederu za pośrednictJwem gen. 
Rozwadowskiego ameryk'ański kapi- 
tan lotnictwa, M. C. Cooper. Prze- 
bywał on jw: w Polsce od pe\\ nego 
czasu i, będąc w misji żywnościo- 
wej Hoovera, dostarczał do oblężo- 
nego Lwowa żywnoŚĆ. W tradycji 
jego rodziny pozo!>tała pamięć iż je- 
go pradziad udzielił pom{Jcy śmier- 
telnie rannemu pod Savannah Kazi- 
mierzowi Pułaskiemu. Tera,z Cooper, 
nawiązując do tej tradycji. pragnął 
złożyć dymisję warmii amer}kań- 


-r 


.... 


,. ; ---
 


n. 



 - 

 
. 
'--r 
[:ł 
r 
... "'-... 



 
--l .- 


= I --
' i . I. 

. 
-
:_ _,_ł. 


Ł
 
 
. 


.- 


lę, po czym wstał i u(cisnął mi rę- 
kę". Cooper został przyjęty do pol- 
skiego lotnictwa i odznaczył się w 
eskadrze Kościuszkowskiej. 
E. Karolevitz i R. S. Fenn: 
Flight ol EaRles /6; J. Weis.v: 
Eskadra Kościuszkowska. 


Trzeba zaJlJnaczyć, że w tym cza- 
sie Piłsudski nie posiadał jeszcze ran- 
gi marszałka. 
18 maja Piłsudski udzielił wywia- 
du kores,pondentowi dziennika szwaj- 
carskiego "Journal de Geneve". 0- 
mó\\ iw&zy wojskową stronę zdobycia 
Wi.lna, podkreślił niebezpieczeństwo 
\\ pł}"Wów niemieckich na Litwie i w 
Suwalszczyźnie, gdzie j
zcze znaj- 
duje się 50.000 wojsk niemieckich. 
Polityka Berlina polega na rozbu- 
dowaniu nienawiści pomiędzy Lit- 
winami i Polakami. Co do bolsze- 
wizmu, to z daleka przedstawia on 
dla biednych i uciśnionych nadzieję 
lepszego jutra i uczucie zemsty soc- 
jalnej. Lecz nie obawia się tego dla 
Polski. "Nasi robotnicy ,>ą socjali- 
stami ale są też zaciekłymi Pohka- 
mi". Gdy będzie przeprowall"l':llla re- 
forma socjalna, Polska prleł.
ur;i się 
z XVIII do xx wieku. Mówią mu, 
Że to jest s.kok zbyt daleki. Jednak 
jc
t konieczny, gdyż trzeba udzielić 
ludziom nieco więcej. sprawiedli,wo- 
sci 
połecznej. Ustrój bolszewicki 
jest zaprzeczeniem idei socjali.styc.z- 
nej. ..Nie ma nic bardziej kompro- 
mitującego dla socjalizmu, niż bol- 
szewizm". 
Piłsudski szerzej omó\\ ił działal- 
ność bolszewików w Wilnie. Żaden 
powaŻJny socjalista nie pokusi się 
o obronę teorii Lenina, gdy zoba- 
czy w oswobodzonych miastach 
{Jgrom nędz i .spustoszen. spowo- 
dowdnych przez zbrodnicze szaleń- 
st\\O bolszewików. 


Pisma Zbiorowe, V, 87- 


23 maja Piłsudski wydał rozkaz o 
odznakach wojska polskiego wpro- 
\\adzając srebrne węży'ki na kołnie- 
rzach mundur.ów oficerów i żołnie- 
rzy. 
Tego dnia Piłsudski i Paderewski 
roz:mawiali z nieoficjatnym przed- 
stawicie.Jem Lit\\y, dr. Jurgisem Szau- 
Iysem, poprzednio posłem litew- 
skim w Berlinie. Szauly
 już od 
kwietnia był w Warsza\\ie sondując 


. 


Ulica Ostrobramsl.a (z Jlbumu WilcL)ńskiego) 


- 



kiej i w,stąpić do polskiego lotni- 
ctwa. 
Na aUdiencji w Bel\\ederze kpt. 
Cooper prooił PiłsudskiegO' o przyję- 
cie do wojska pobkiego. Tu nastą- 
piło nieporozumienie: Naczelnik 
Państwa zrozumiał, że kpt. Cooper 
zgłasza się jako najemnik, a takich 
nie chciał widzeć warmii polskiej. 
Lecz oburzony Cooper ośwadc.zył, 
że nie pmyjmie żadnego arwansu z 
wyjątkiem zdobytego na polu walki 
Ofarz. innego żołdu, niż polscy ofi- 
cerowie. Cooper później zanotował: 
"Płomienne, prze.nikliwe oczy Mar- 
szałka spojnały na mnie przez chwi- 


- 


sytuację w stosunku do Litwy. W 
rozmowie Piłsudski i Paderewski 
starali się przekonac Szaulysa do 
idei federacji w zamian za koncesje 
terytorialne, lecz Szaulys to odrzu- 
cił. 


T. Katelbach: 
Moja misja kowieńska, 69. 


Wacław Jędnejewicz. 


Oba zdjęcia pochodzą 1. "Pami(;tni- 
ka Wilet1skiego", (wyd. polska Fun- 
dacja Kulturalna, Londyn). 


....
		

/Archiwum_001_05_166_0001.djvu

			2 


ABRAHAM BRUMBERG 


WIADOUO.CI 


PRZED SADEM HISTORII 

 


- 


-'-- 


-- 


-- 


JUSTYNA JEDLICKA 


M 


. 
I 


,V MIEśCIE tym ZlaWiSfle jest wil- i owO'. Z pakzenia nikt nie 
Jepnie. 
gOć i mgła. ChropDwate, ciem- Sicdłzą tera,z \\ r6żach, pudrach, 
ne mury staJrY'ch kamien,it pachną w gl'ad'ko wygo
cni, pachnący i prze- 
lecie przesta.lą sta,rą czekoladą. czeku
ą d06tojnie, w stylu. Bo mja- 
Lepki słodkawy zapach zmieniał się ..to to ma właśnie styl. Pachnący 
w za1eŻllośQi od pory roku. W1'OSif1ą, 
rochę starą szufł<1dą ale ZIa tO' pełen 
która przychod.z'i, tU'taj wcześnie staroświeck,iej ku[
llilzj'i, której za.z- 
wia.tr miesza z nim woń pęcm,ieją- doros.zczą inni. l chcą naśladować. 
cej ziemi i młodych liści.. Dużo tu Próbują. Ale od razu widać, że to 
paTków .i długich kasztanowych alei, nie to. Nadgorliwość statystów za- 
ktore wie<:zoramjl przy św
etle z,ie1o- mienia dobrą S.Zitu'k.e: w pwwincjon,al- 
nycb reflektorów wyglądają jak kw
- l!1ą farsę. Ale miesz,kańcy mi'aJsJta 
tnące sady. MiastO' kochaliśmy są pobłażliwi i skirytą wyniosłość 
wszyscy, mOŻe dIa,tego, że w nasrzych opina rękaIWiczka staroświeckiej 
oczach odchodziło w prrzesZJł.ość. żół- grzeczności. 
te przekrwawiOll1e kłęby dymu z po. Latcm ludzie siiedzą na bia1lych 
bJLi:sOOicb fiabryk wilatr l!"1Ozdimllchuje krzesdkach przyokrągłych sto'I'ikach 
cienką warstwą po niebie, które wi- osłoniętych dużymi kolorowymi pa- 
si ocięŻJałe nad ratuszem li, koBdo- rasolami, jedzą lody i piją soki w 
łM11.i i jak stary werrniks rozmazJUj.e wysDki'ch cienkich szJkJ:aln!kJach. Patił1Zą 
ostrOŚć kształtów i barw. Nowocrzes- na oswDjone Dpasłe gołębie, którym 
nlOŚĆ ma tuta9 J)0wry .sItaobili.zacji. nie bardz'O chce się już nalwet la1ać. 
Ulegają jej tudzie o umysłach sła- G.ołębie podohod
l blisko i wyd:zio- 
bych i sercach trwOlŻJHrwycb. ludfZJie bują z wycnągniętej dłoOii ziama i 
nauczeni pr7JC,z czas cierp
rilwośc,i, któ- 'Okruchy chleba. Spędzają cały czas 
ra obrażała nas gdyż wyczuwa'liśmy na ziemi i niechętnie usuwają się 
w nne
 nie mądrość lecz tJrwogę. W spod nóg śpieszących p'rzechodlni.ów. 
ciągu dnia życ!ie w mieście toc'zy się Możn.a także patnzeć na d7Jiew c zęt:a. 
normalnym trybem chOC'i'aż na wąs- Najlladniejsze w kraju. Uśmiec ha 9ą 
kich, krętych ulicach, w sta,rych bra- się przyjaźnie, mięk.ko i itkie ław- 
ce twarze. Robią zdlięc;ja, z zadar- ki w parku były zajęte. By'I'O parno 
tymi głowami oglądają stare kamie- i wilgotnie. Od wielu dni nie soadła 
l!11-ce, odwiedzają chłodne, barokowe nawet kropla deszc;zu ch.ociaż za- 
Ikościoły, przystają na małych pl a- mglone niebo cLai
o w żółtoOści bu- 
cytaiCh i Iliżąc ŻÓłtawe ja'k niebo lody rzę. Przy s,to'liku pod paiJ"asoIem cze- 
patr:zą uważrnie na pomnika ludzi, kałam na Magdę. Zawiesiste poturd- 
których nazwiska :mane są 'Oiawet nie opadło na ..kwell" i kleiło krótkie 
tym, krtórzy j'll!Ź: draw.n.o prrzesrta,li c;zy- cienie d.D rozgrzanych kamiennych 
tywaĆ książki. Mia
o ma prawie płyt. Magda przyszła punktualnie. 
ty1e kawiarni co ko
iołów. Jedne Zbliżała się do mnje energicznym 
przy drugich. Sta,rym zwyczajem. że- krokiem macha.f<1C prz)'1jaźnie ręką. 
by można ZM3iz po mszy na Imrwę. Przy lodach, pytam mimochodem, 
CZiasem wydaje się, Że nikt tuta,j, nie normalnie: 
pracuje tyl,ko ..iedzi przy kawie i - No i co? 
czeka. Niekoniecznie na coś co - Nic. wie.sz jak to jes.t. Trudno 
przyjdzde od raro, zaralZ. Coś wiel- się ro'ZeZJnać - móW!i Magda i za- 
kiego, nie. Czeka Slię beZJwol!Jnie, po- nurza bły2'!O!Ilą pew- nDwą kulkę lodów. RoroziDbtI1e ją, 
nością, że wszystko mmJl1a przecze- przYgll1:iata, Drzyklepuje i cała tym 
hć. Wszystko. Widać to na tych zajęta z głową pochyloną, dalej: 
twarzach, k't'Ófe pat,rzył y już na tO' - Chcę wyjechać. Na fOk, dO' 


a 


s 


Paryża. Są trudności ale waJczę. - 
Uśmiecha sOę - Konsul był bMOOo 
plfzychyJny. Kulturalny pan. Dałam 
mu J.i&t ę swoich prac. Chyba był 
trochę zdrriwiony, Że instytut nie po- 
maga.. Wiesz ja'k to je,st u nas w in.- 
stytucie. Chc,ielirby tylko nie wiedzą 
;Iaik. Najważniejsze, Że mam dojście. 
Wiesz co t'O jest? 
- Wiem - mówię - pewnie, że 
wjem. A Maciek? 
- Maciek? - dziwi się M a.gda , 
- Z Maók,jem widujemy się dwa 
raZy na miesiąc. Jest baroZJO zajęty. 
Robi różne flłljne pl'zedistawietll!ia. 
TylJlko, że 10 daIelClO. Ta1kie malrżeń- 
stwo najlepsze, mówię ci. 
- Może - myślę głośno - mo- 
że. - I żeby mowu wrócić do tam- 
tego, pytam' 
- By},iście z Maćkiem zawsze na 
przodzie. Teraz tez'! 
MiJciZ)'my pof'ZJez chwilę, kończymy 
lody, zaparlamy prapierosy. Magda 
ogląda się wokół powoloi, l\1Iiby nic. 
Widzę ją tera.z z profilu, który wyo- 
strza jej pła
ą, bi2.al!1ltyńską twarrz. 
- Więc? - pytam l1JatarciZ)'wie. 
- Czy wy jesteście w tym czy nie? 
- Raczrej nie - mówi - mało 
cz;u,u. 
DZJiwi ę sję głośno. 
- Czasru? - pYltam - zaM15rze na 
takie rzeczy Illieliście crzas a temrz 
już nie? 
Magda śmieje się wyrozumiale. 
- Stara - mówi - 00 ty wiesz:. 
Pa.tof'1zysrz n.a to wszystko z innej 
pe'rspelk.tywy. Wydłuż,onej,. W takiej 
perr'Slpektywie wSiZy
k'O proporcjonal- 
nie się zwięr!iedzieć niż stać. W śrOdku 
o- 
il"ąco i lepko i cZJUć zapach topią ce 1 
się ceraty. Tel!1 przy lcierroWlnicy jest 
młody choc
aż na grubym błyszczą- 
cym teraz od potu kar:!n1 to już wfedy kiedy 
podobooJlJił dla kolejki i SZJUkał pa- 
saiŻerra, wrachl'lljąc ..ię pr'Ly tym zwi- 
niętą w ruloni,k gazetą. Teraz siedzi 
tJrochę niedJbale, tak jakby ten facet 
przy kiocOWlIllicy był jego poryrwatnym 
szoferem i zwraca się trO'ohę talk 
jakby d>o niego i trochę d.o mnie. 
Samoch6d wydDbywa się z miasta 
powolii a jla z tyłu nachyltOna nieco 
do prrodu paJtrzę na iych drwóch. 
Wielki Ga,tsby jakby to wyczuwa, 
,od'Wlraca glowę w moją storonę i 
uśmiec,ha się gr
ie. n
e obowią- 
2JUjąoo. Twarz ma deJirkatOią, mięlkką, 
.oozy niebieskie pmwie pl'ZerlJl'Oczyste 
i wąskie kościste ręce, w których 
dalej trzyma ten rulonik z ga.zety. 
Wiem już że ta'kie twarze z niedo- 
określonym uśmiechem noszą tudzle, 
którrych na1większą siłą jest ich sła- 
boŚĆ i że czasem może trwać bardzo 
długo, ca,łymi latami zanim pDtrafi' 
się te dwie rzeczy roZlróŻJll,ić. I nagle 
w tym samoclhodzie, w ktOCy.m nie 
m

na nawet O>kaZJując głową na pustą szosę. - 


o 


- Skąd p3!n to ma? - pytam. 
- DalWa'li na. rynku - odpowia- 
da nie podnosząc znad kartki gło- 
wy. Słucham dalej, i nie wiem jak 
to na prawdę jest. Czy on czyta to 
dla mn.ie i dla tego face
a przy k,ie- 
rowl11licy CZy ty,l'ko dla ml!1ie? Słu- 
cham dalej i myśJ,ę, że to nie musi 
mnie interesować. Tak jak Magdę. 
Z dlrugiej jednalk strony juiŻ wiem. 
że byłby to ten sam per's'Pckltyrwis- 
tycrwy skrót ja'k u Magdy. Więc 
kiedy już skończył czytać, składa 
kartkę i sięga po pol'tfel. nachylam 
się w jego strone: szybko, żeby 2Izisia'j umyłem bo norma,lnie zaba- 
brall1y jest.em farbami. 
- Co z tym mają wspó1nego 
farrby'! 
- rMa
ą, mają - za.pewnia 
ma1ą tO' że nie mUSZe wycierać por- 
tek po biurnch i czek:ać na awal!1'iik. 
Widzi pani - dorzuca - ja się sam 
awansuję. 
- Mógłby pan - dOTadzam - 
chodrz'ić w dżil!1lSach. Jak wszylsCY 
irnni, żeby nie ods,tawać tak. Na 
biało. 
- W diinsach - mówi - cho- 
d
 teraz nie tyiliko srtudelllci. Co pal!1 
o tym myś1:il! - pyta tego faceta 
przy k,ierrownicy. 
A tamten. widzę to w tusterku. 
u
miecha się jaik.o
 nijako a ja wca
e 
rnlie wiem czy on ma d!żilltsy CZy nie. 
Nie zauwaŻyłam nra początku jak 
wsi'adaJ.iŚimy do samochodu a teraz 
n,ie wypada mi się podl!1osić i spraw- 
drzać. Ho jakby miał. to wszystko 
byłDby ZJnOWU slkomIDlikowa'l1e. Więc 
wotę już myśleć, że nie ma, chowam 
kartkę do tDrebki i opieI:am się wy- 
godnie osiedrzenie. 
- No teJfalZ jest już wszystko w 
porząd1tk:a i wymuszan,ie przyz- :lJ<)StaJl.j skaroni na doży1WOtJJlie wię- jego jed}'ll1a nadziej,a we współpracy 
 go nieke
czącym się przesłucha- IlinO'W5>kich !łJparatcrz}1k.ów oraz ,jch 
przykuwają naszą UlWagę ,nieza- mentami w ogłoSfZJOnej w r. 1941 je- nawania się" ("Russian Purge and Iljen,je. W r. 1960. tO' jest w cztery rz tym,j, kt6rzy go trrz;yImają pod ktu- r\1'lrOITI. ObecDle cciem tych prZJesłu- sowieckich (a także Wl'>chodnio-nie- 
Je!ŻlI1lie od. tego ile o nłch crzYlt:an,jśmy. go pu,wieści "Ciem/l1JOŚć w połudll1'i,e". the Extr1actirotn of Confe...siol1!") F. łata po przemówieniu Ohruszczowa crzem. Loebl Wliclokrrotnie ws!mlZoUije oha'ń byłe ułill;en
e - wspóll11ie z mieokiah) :zJWOlernnik6w - W miarrę 
Do takich wydarzeń należą procesy Jej t.ragiczny bohater Rubaszow, w Becka i W. Godinla (1951), Olparrte re na XX Zjeździe, LoebJ.()lWlj ,,'PiI'Z.eba- że nie milałlO to filic wsp6,]rnego I"ÓW- sowlieakoimi "mentorami" - ostatecrz- postępu czecho
w:ackiej "wiosny"- 
pokazowe cry stahnO'Wi
kiej. Gdy w dużym stopniu wzo.rowalOY na Bu- osobisrtych przeżyciach i rozmowach CZOll.o" i wypuszc2Jono go z więzae- nież z tak ZWall1Y\111 "prdłniem mó2'Jgu''' nego teIG'!tu aktu oskarienia (któ,ry, stawam się ona czyrnl!1ik i em jedno- 
!aLach trzydziestych wsxy.scy prZy ja- charinie, po wielu miesiącaoh dia- z l'iC'2Jnymi Dfiarami GU'łl1lgu, jasno nia, a,le dopiero w .r. 1963 rostał cał- - czyli tą drugą, wysrrokaJtlą i mod- rz powodu prz)"byWall1lia 1!10w)'Ch o- czącym ich w dążeniu dO' przy/1a 1968 Loebl przybył do St. Zjedn. .. . IIJdk:stll ZerzJ\1Jall1>i'a. ktÓire mia.ło byt zł.o- ebecnej, gdiy słolWa te są p
sane, 
żali samych siebie i jedni drugich o dzil się na wyświadczenie "osta'tJniej, nic wspólnego z f!łJktem, że setki i i wylkt.arla. Dbecnie w College'u imie- ..Loebt, WI
 00. robI, gdy sta- 7Jooe w clJa:si.e f1ozpra.wy. Tego ostat- Oustav HusaJk, który sam spędził 
najba'rdzieJ groteskowe i ohyd,ne przysługi swej partii": w świeoie 7Ja- tysiące ludzi, zarówno komunistów nia Vass"d'ra. S2Jkic jego przeżyć moż- witał opor. w. sledztwle
 gdy .roprze- niego ll'LL'iiał się wyucrzyć na pa- blisko 9 lat w więzJien
u za ,
wac- 
2Jbrodlnrie (Zimowa w celu wmoieszarn
:a 
rożonym Drzez barba,r:zyństwo hit- jak i Oiiekom'uni
>rtów, pil"ZylZJniało się ,na ZJnra'lieŹć w ksi
lżce "SeII1denced aJtld czaił. o
kał:zenl
 i uplocał SIę przy mięć, słowO' w słowo, każdej pauzy k.i bUil"Żiuazyjll1y nacjonaIirzm" i kM- 
tłuczooego sZlkła dO' "masla rDbot- lemWl"kie Ziwiązek SDwiecka .i - w do tego Że bylj "sZipiegami, szikodini- Toried" (,,
a2'Jarny i posta
io[1'Y przed swej. rTIrleW1,IlIOiOSCl1 - za . 00 g
, bro- 
 . nirb
 tlo dl.a, pr:zypoml!1lienn.a sDbie rry s
leDi
,je za
iał swyclh rodla- 
nicrzego" jest jedną z tych, które braku czegoś lepszego - Stallin są 'k:a,ITIJi i sabotażystami", słowem, zo- 6ąd.em"), wydanej 'w r. 1969. Zawie- 
a

e ukaral!1o. Był .tez. doslk?lmle Jakiegos szczegołu. Uc
yt SlJę tego kęw ze nIe będeJie ]J'OWTotu do Dkf1e- 
ml1!ie zalWSZe nrajha,rdlziej iJl1Itrygowa- jedYiIl'l alternatywą dla świ'at:a, któ- 
tało ZJmusZJOl1ych do przY21I1anira. się ra onra TÓWlrtież skrróooną tJl'ochę sw
adlom tego co robi, tciedy _ Się W tak długo, aż jego reżyserzy nabyJoi su "fabrykacj,j" i "wyimaginowa- 
ły), reakcja świaltowej opinli.i była, 7,,(: remu grozi zagłada. Reżym sowiec- [ó:mymi metoodJmi udrękj, stJOSDW UZJI1a- za,jść. "P,rz;estępstwa", do 'których on tysemicrkim. Tym rn.zem chodzi o 
Sowieckim Joseph E. Da'Vie.s, uwie- ofiarne, aby oczyścić parrtię i wsk1l7.e- dla cdów "wychowa.wczvch". Je.
li O1ych 2Il1ajdu
e się także w wyŻej n
l
 swej OOzsllrnoocl w. danej SYltua- i współoskarżeni przyzn:awaH się, sygnatariuszy "Kwrty 77". Manifest 
:rzyły owym oskiarieniom j, same- sić wia,rę w Pierwsrzego (Stahna), 0- zgadzadi SJię wziąć udilJiał w tych ŻJa- .wymien:i,onej ksiąŻCe Londona., ikitóra CJ'I. "Był to p

hologICZlnY 
111JOCik.- ,skJom"troO'rwane był} na tzw. "zasa- ten, podpisa,ny przez ponad 500 wy- 
oskarż.ennom tak, jak foodamelltJalliś- raz wzmocn:ić ZSSR IW OibLiczru z,bJ.i- łoo.nych i w
rętnych przedstawrie- w :T. 1970 ZJDStała prwrobirona na ou:t, 'kItóry"parra1rIZJD w ał oały opor 
arz dozie intelrpretacj,i": każdy niewinny b
tnych ilt1ltelClktual
.stów. jels.t drolku- 
ci wierzą Biblii. Inni prz;y1;aczaJi żając
 się ostatecznej I'OZIprawy miach, to dJatego że Oiie mogli dłu- WlSltrząsa:jący film (reż. Oosta-Gav- na. z.a
 . Ale po co było w og
le crz)"n tendencyjnoie int
rpretOlW'ano: j
- mentern umilatrkow:myrn. Opiwje on 
maksvmy w rodzaóu: ,.nie ma dymu "dobr'a ze złem"... żej wytrz}'ll11Jać i z:achowa1,i jakiś .9ro- .ras). Jedinakże Dbecłna relacja. LoebLa ?p lełrać SIę. wobec talk O'be'ZJ\\i;ad:n la - ko przestępczy, kazde posumęcle tłumienie praw człowieka i praw 
bez O'gnia ". Pamiętlam mojego profe- 'd' ł. m
k nad1zJie'i że mOŻe zosLaną oszczę- wy!roomUta się kitującą iSlZCZeJ10ścią ,i Jąc
o nacl

u? Po. co. 
y
 probo- pDJi>tycZJne osądzano jaklO błędne, na- koolStyttJCy1jnych w Czechosłowacji 
sora na uniwersytecie, który, pt'Owa- d. Je

<'lkże 
owo ,z . ogi os
onY l lOh .. po dzelni. Nawet Bucharrirn którrego za- szcrzeg6łowym Dpisem nie tylko tor- ,,:ac IsamDOOj.stwa <]ark 1 n:nil1'l, włącz- wet jeśli było ono W . s
oim CZiaJSlie OParz; wzywa dO' dliałogu z władzami, 
.
J\,.. I . ruglej wro
rnle sWJa
olweJ relaOj'l z' nie Ze S1al11-sk y 'm I Londonem ) po t . _;1- PoIl ."'1-I.. h . . . 
dząc kurs na temat SOWlt:ll;lJ\Jle
 po 1-. ..ch. . _. . chrowalni e na procesie w 
. 1938 (za- tur. jakim go poddawano, lecz talkże . . . , ." _ . za wleJULJone pr'Zez hulUIT'O, I C a- pnzy czym wyrraZJnole wyrzelka Się 
tyki, uroczyście wyjaśnilał że wpraw- P b rzez yć w SlOWleckl . Wlę h ,zlen'ra
h .
 przeczanie ni.ekt6rym rulJjbat1'"d0iej 0- jego wła'<;rnych procesów myślowych co było 
t.erplec .tyłe na.JIWSLrętJnleJ- rnk'teryzowal!1lO je ja'ko OSDbisty .,SlPi- wsze'l
ich :zJamiarów "d
ała,Iności 
. k . 
'.. , ()I OZJach kDnc'entracY'Jnyc', relaCJII b . . . .. Zy"cYJne". a J\A1!lJ..ak OlęZ I JCS 
sach moskiewskich były patClntowa- LI IZl" 
 
 d wIe 'u p
'a o Sl
 prokma.trorla w pojedynki słowne, dy- dla ktiÓt'yoh w końcu, po dwóch l)a- bólu, a. me, 
P?Jlrzec '
 ra.
 w ocz
 mooIGie'Wskliej - jra
 ZJWyozajll1ą zdlf1a- odór p>rzeszłości. tak trwałe .są "za- 
nymi łxz.dlllrami i pDwi'nni'
y Z nlieu- 
 SWOI
 czasie 10k

:a'lt. tP
 skursy histJorycrme i fi'].Qes" era I el esa, o
 alr- waM1}'1m r.OPOW'I
. ."a h u
za 
 
 
Jrol1llilfityc
'e łxllnł.alu- WIeka, któ
y przez całe życie kła- 
nl .me od za ość a 
erp DW l a
, t 
....' n t le 
.synl1' l '?W
 k z resz ą spoecze ż n- 
rOZ1mmrtyou 'lJW. "POPilI Zr'U'w to . . . b ' . '-.... "" k swych przeżyć. Je na: ze w oouatJmc l kil'. W Wlęztenll'u Loebla me ma ZJad- mat Ale oZliałała tu nade wszystko ze TIlezg 111 pog ą ow o ,.a- swa, CJZy I ja o ,.p:l,rszywegD y- 
. ... . h . t 1 ,",leOila ze OIJ,szeIW
cy na FdJw'le ex", ar- t k . d . k . ....". f . dr d b.elkt""'''".. . t n. t t sa- da " 
Im minie} Się o nIiC porw'le, ym e- .L k . I .. t:: Ik . . _ la: aoh u :alZla:ły Się ,wIe S1ąnI'<1 na- 'I1ego "wyra InowaJtlego, bog>Op-o IOb- Loeblla wiam w m enua w os OrwaC'Jll, r a ,1I. a y moz,na y'ł.o znowu prze.prDwa- 
J h ł .ł d t Wd I Sl
 D .WU!1\ z gorącego pralg I M M. d . ... ' . . h k . h hod . d ., 1m d l SI ik 
t O t n De N ":e y ,. og 
I a k ra t ł:nrt PO d .y- nien.ia "poll1J
wnego połączenia Slię z ka. ł;:ugena ,.Loeb a ł " y 

 
n iDyml, prymq
ywnym
 i. brutalnymi dł
go mógł u.waŻać swego 
iw- t 
1)lt1IIl h yc r' h S d I Im Jest o ecme wyso Im urzę nt- 
- Popatrzec? - py am. 
'Ię szo 
II. osi arzonyc.. zy zonO'. z kiem Departramernltu Stanu. 
_ Talk - odpowiada powoli - żydblWSik'leJ wvmolWv Jednego z mch 
zbierają się dzisiaj na zamlm. (Gem.inderat Wskazywano 
na "ś,wia- (przed,ruk za zgodą Autora) 
l wyciąga ze swojej jasnej płó- towe żydostwo" i "miedrzynarodbwy - 
cielnJOe
 marYUlarrki cienki skórzany syjonilZm" jako na głównych wrogów 
portfel. Wy
muje z n,jego kartkę z.ło
 socja]i.zrnu i Zwią7ku Sowieckiego. 
żoną w C'lJWOfO, prostuje ją staran- _ _, _
,_ _ ____.OH v-	
			

/Archiwum_001_05_167_0001.djvu

			Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


JERZY R. KRZYŻANOWSKI 


WIADOMO'CI 


3 


N AJTRUDNIFJ jest oderwać si'ę 
i spadać samotnie na dnD nocy, 
w niewiadome czekające u kresu lo- 
tu. Potem już będzie dob[Ze: pod- 
chwycą cię mocne dłODlie, otoczą 
przyj.ame twarze, zapachnie ZJiemia, 
do której tęsknilłcl pmez trzy nie- 
s]Qończenie długie lata. Potem bę- 
dzie sPOkój i cism majowej nocy, 
będą pewtn,ie słowiki ,i wysokie, księ- 
ŻYCOwe niebo. pod któlfYm szumieć 
będzie rodzimy, pod1krakowski las, 
doj.rzewające ZJbożem pota. i bęcl2'Jie 
zapach, za,pach tej ziemi... Zabaw- 
ne, najtepiej pamięta się zapachy, 
jeszcze te z ooeciństwa - poran- 
ny dym nad nisko teżącą mgiełką, 
świeży chteb, gęsty zaduoh sieni nim 
otworzysz d'l'ZWi na chł6d .poran- 
ka. .. Wid'Oki wraooją w pamięci 0- 
brazami Chełmońskiego a zapach ZJO- 
staje, własne. przez nikogo 'I1ie na- 
rzuoone, zapam
ętanie. I to wczesne, 
najwcześn,jejsze. Nie pamięta się - 
CiZy n.ie chce się pamiętać'! - m- 
pachu potu, prochu, zgtiszcz, jluż 
nie tych, ja'lcimi na pelW'no mus 1 ały- 
by pachn
eć obrazy Kossaka i utu- 
bionego Bmndta lecz tych najśwież- 
szych, sprzed trzech tato Więc j

 
dziSiejszej nocy będz,ie to nawet 
Brandt a me Che1moński.._ Wszy1rt- 
ko jedmo, ZJDbaczymy. Najważniej- 
sze,
Że będzie to już tam, u sie, 
 dZW1ęczała "': 
tylko jego wojsko aJe Polskę, roz:u- 
h. c;osta.tma . r
 ze starymi 
mie pan? Polskę! przy}!lCJołnu,. a ]lUZ w
ótce wszystko 
_ Daję panu - ciągnął po krót- to 
OZOStaltli
 J?OO'1 meprzekra::zatną 
lciej przernie _ oficjatny malJld:at na 
anlcą, odejdzie . w pr
osc tak 
beZJpośrediThie kDmun
kOlWaI\1ie się ze Jak zapad'ły w Olą Dsł:at!11e cztery 
mną, ponad głOlWami władz w WaII"- lata - W.arsł;awa,_ Łódz:. LwóW, 
szawie. Formalnie będzie pan za- Buzułu
. Pah1ewJ,. 

zll-
abat, 
stępcą Komendanta Głów.nego i po- 
st
1e te prLYSł:ąi11R<.I.. Jedynej dro- 
zostanie pan pod jego rozkazami, 
'. ktDrą starał. SIę .Is(: przez całe 
ale podtegać pan będZie bezpDŚred- ZYCIe.. "Hez wr.:Sl,
dal11a na przys
- 
nio mnie. Wybrałem pana. pułkDw- ku .mep<>?ległosć: dodał "': myśh, 
niku, bo wiem, że jest. palll wiernym "am na 
dnym Inn
. Mo
 .t
,lko 
kontynuatorem idei Ma'l"szałka, że z małymI przerwamI w podl!"OZY . 
przeszedił pan więcej, niż któr}'lkol- "kiedy będzie pa;n w Warszawie", Byleby but był 
wiek z tudzi sied,zących w Wars.za- mówił major Czapski zapatrzywszy 
wie. Jest pan w dodalku !cta.bow- się gdzieś w przestrzeń AdriatYku, 
cem z prawd:ł;iwego zda'l"Zen,ja, czegD ,.czy nie zapomni pan dać mać mo- - Ech, Władku -' pomyŚą.lł wy- 
niestety nie da się powied7Jieć o nie- jej siostrze? Tyje tylko, że ży
ę... ciągając z !cieszeni kombinezO'nu pła- 
których z tych generałów od kawa- Adres pan pam1ęlta, prawda?" "Pa- ską maniereczk ę - Z'OlStałbyś z na- 
lerik1ch tOWll1Y skok maszyny gdy poszły w 
wale,rzystów, dchociemnych, jak orłów wysokości, w ich c,ieniu spały dół zasDbniki, zielDne światełko syg- 
przywykli nazywać się od niedawna. zielone już zapewne upła
y i hale, na
u i przeciągłe "go" wykidajłY, u- 
A teraz leciał, jeden spośród nich, gdzieś nawet błysnęło mroc.zne oko d
ie wiatru w ściągniętą aŻ do 
zawieszony nad nieznaną, obcą je- rozbudronego na mDment księżycem bolu twarz, os1epienie ciemnością i 
SZCZe zlem!ą obojętnie uśpioną pod stawu. Na niektórych zboczach leżał szarpnIęcIe 
dochronowych sze- 
skrzydłami bombowca. jeszcze śnlieg połySlkując !lUStrzJaI\1ą leIk... ... . . 
_ Na lewD Budapeszt - orroa1- martwotą. MUSIała tam tlf1WIaĆ 10- ŁoskDt srlmkow odpł
ął gdiZles. w 
mił wyszed,łszy z kabiny pilotów gromna cisza m
jDwej nocy, pełna IlOC .razem . z d?brze 
Idoczną mlę- 
dispatcher, po
poliC'ie 1JWanYI wykri- oczekiwania i na.d2Jiei, kojąca i obie- dzy Jasn
l. gwl
zdaml m
szy[1ą
 zo- 
dajlą. Zaciągał z l!Wowska, z twarzy cująca s'ZCzę
ie WleC1J11ego spoczyn- s
ała d:z.lwnl.e 
Icha chWIIla mIędzy 
nie schodZJił mu uśmiech rOZJrad.orwa- ku po trudach najdaJszej wędró'Wlki. mebe'
. a Zlfllmą. k
ca rytmem 
nia. - PDkaz fajerwertców za dM'- Przesuwały się z woLna w coraz to lJWab"IGlJąceg o . wahad, a. 
erokC? 
mochę. innej perspektywie profilów i grani, ł"OZT'ZJUcon
 półk?le las
w z 
I
łyny 
Zerwali się wY'Patrywać. Za me- odsłaniały swe nieznane Db1icza i u pobrzernł domkamI: .gtosc:
le 
tat10wym płatem sk,r!zydła rozświetli- :onów zapadały w cień. U podnóża Dtw
.rty 
1"ą:g 
amy I nIesplZ1e- 
.to się niebo nożycam,i reflektorów, gór, po drugiej już <,tronde, jak płyt- 
a
łle. bllslo, znaJomy SrlJum sosen. 
wolno szły w górę koJorOlWe srz:nu- ka niwka spała w zupełnej ciem noś- J
kże Iif]ny od suche.
 s
ele
tu włos- 
reczki pooisków, pękł jeden a potem ci zakopiań"ka dolina. kich. palm. I br ła JUZ ZIemIa, twar- 
drugi i dziesiąty S2J1'aJpnet. Zapach- PróbowaJI;i rozp07J\1aW a ć i nazywać da I mlOOD!a., WIlgo
n
 zroszo:oą tra- 
n
a!ło znowu wojną, daleką i barw- poszczególne szczyty, ale pOza strze- 
, pachną
a w

s.nJe ta
 Jak pa- 
ną. jakby nierzeczywistą w swej gącymn wejścia do gór Ha\\oraniem m
ętał.. I medaleh zza CienIła krza- 
złudnej urodzie. i Muraniem wszystkie wyglądały po- ków meufny głos: 
. ład . d 00' d . h T d - Kuba? 
- Jak to 
'a WOjence me.... -: o oe, Opl
1O .po _.c "':'11, g Y sa.- _ J u k ? _ od, p owiedlZia'ł odze- 
zanucił rotmIstrz zwany J abłOimą I moIot pocihyl1ł SIę kierując w SJta-onę lJ"e . 
urwał. Zbyt świeże były w oczach KIakowa. wystąpiły wyraźn,je Gar- wem. '. .. . h 
obrazy ubiegłegD tygodnia, trupie łuch i Łomnica niby królewska para Wy.bl
gh .t
eJ, m
grn
1 
 
y\ 
mury wyni'OIsłego opactwa na wzgó- nad postTzępionym. łańcuchem ka- Sltar:osw
eckYc cy,,:n k nyc 
 aruac. 
rzu k
awiącym czerwonymi maka- miennyoh pOddJanych. obclągn
ę
ych WOiJIS ow!ml pasa
-lI
 
mi, zbyt długie gz,nury Só\Jfintarek _ Jesteśmy nad PDtSką _ poWlie- a .przeclez t
k .bard
o dob
 majO 
wwożących do bazy ludzkie oierpie- dział Okulidki i spojrzał na zegarek. ml od 
, dz
olństw'l, 
 plerwSlZYC
 
nie by nazywać tę rzeźnię wojenką _ Godzina zerO, zero jeden. mł 
I
.CZYC 
spomruen, z. naj- 
i widz.ieć w iIlJiej cokDlw,iek ła.dnegO'. A wtedy kapitan Zgoda, lewą rę- wczes.noeJszych. glmnazJa,lnych J

 
,,Just a job", jak m:aw.iali przedziv.:- ką przytrzym'\JJjąc się ściany maszy- 
6w. K!łJncI
ste, spryt:ne c 
 
nie rzeczowi w tych sprawach Angll- ny, stanął przed mm i, zasalutDwał, kl. tacy 00 .to d I narOZJfa
;:t 
 d ą 
cy. O czym tu śpiewać, czy nawet nie tak jak tD robili warmii całą na 
eselu J 
 pracy J ym,. I o 
mówić? Od prowadza.1 i więc tylko ręką, ale po polsku, przykładając dłu
lego . 
adlaDl
 
ł 
'OIgu ::;3.:.. 
wzrokiem ni1mące za statec;zm:iikem dwa palce do gumIOwego hełm:u. NaJba
d:z'le'Jo swo
.:zdz. o. e, r t m
- 
maszyny wido\\isko, rvzbudzeni ze _ Jako na,dstarszy stopniem oficer ne gęby, trochę .. 
wlone a 
oc ę 
swych samotnych rozmyśilań, spręże- naszej ekipy - powjedział wyraż- bez
ze1ne 
' wo
 Dwa bf k ne
 
ni z nagła i czujn1. nie _ po-m.natam sobie pogratJuilować polowka z unem? rugI ys a ma 
_ TD już chyba n:iedaJeko - pan'll aW'di11S1Jl. panie generale. t10Wą l
fą k.a'l"ablnu,. twaJ'"d
.. ła
y 
_ . A . tak t. . g enerałem pomagają mewprawnle UWOIIf11C ę 
stwier&ił któryś obol]ęt[lle. WIęc .' zos aJe Silę ...."" b .. 
 uprzęży szetek' zbierać zieloną 
_ .i ał godrzink _ u- Po trzydrZ1estu latach S'UL y po Z I ._ 
!eszcze. n 
 ą ę . . . twierdzon.....,,., trzema ranami i rzę- czasze spad ochl'Oillu , prowa
zą .uwaz 
spDkoIł wykidajło. - A
e spac JUz d rd y
' h b t k po bOj ' ach nie przez trawę, zatrzymują SIę tył- 
. d . ź b . em o erOWYc .are e. , . . .. H 
nIe ra 
ę: ł:x' no 1'0 
 SIę.. dowództwach i służbach, pułkaeih, 
o na chwlI
lę b.y po
brZJec J
k a- 
.0żY
Iah Się z 
C:>
, zaczęl! 

 d iz'ach i szta.bach, teraz, w pierw- hfax 
d
e. !?Ilę W Jeszcze JedmYJ!1 
wladac COlTaz głosn
eJ, potem JUZ Je fV! I. . owegD d nioa zawieszo- nia.wrOCle I jaJk z łopotem rO'Z!kwl- 
. . kb . b ył !>ZeJ mInUCie n , . d L__. t 
den przez drugiego, Ja y nl
 o ty l ące metrów nad progiem tają następne spa; OCmv u )', a po em 
, . be. . l eszcze ny t1rzy s . .. lko d ch 
WOkDł nOCY I ?' 
J C d ląg 
 J czekającego 'kirajiU, do którego \Wa- Jest JU
 ty . 
11Il
 lk : rze d 'W' bry zapa 
ziemi pod rytm
czme TgaJąc.ą 

 il """ bnwiu i z dwoma trawy I Zlem
, I WIJe 1, o spD'" 
ł . kby . l .esza£ ledzieh ca W cyw D..m U k .. 
d ogą, Ja CIąg eJ. s. lweram' w kieszeniach, jest ge- OJ. 
w Brindisi przy sto\.iku oflcei1"sklegD rewo ł N .t . 
7r-7PO swe '; a nnii A p6źnie} jeszcze był stukot kół 
nera em. le zn.a J
) . . n

ł<>, ł 
kaS)"l1a.. . . choć wie, że też nie nosi. mUllld
- drabmIast
go, .. .Y"'.wne
 S orną wo
 
_ Ale musieli się chłopalki uc
e-. . wiidZJiał jeszcze swych Dfi- zu po lesnych korzenoa
. zad
 
STZ'jć, kiedy im wieczorem "Mewa" 


w 
e nie zna ich nazwisk, nie ]i- ny pęd i krągłe zady slwkó'w przed 


czy na lepszą broń niż ciążące pOd 
pachami Colty i spoczywające pod 
pokładem maszylt1y Steny. Wraca d10 
kradu, cichociemny generał podziem- 
negD wojska, które nie ma błysku 
pułkowych fanfar i generalskich wę- 
żyków na paradnym mundourze. Po 
trzydziestu latach wieme
 słuŻby... 
- Dziękuję paJIliU - powiedział i 
kolejno ściska:ł dłonic wsrz}'lstlkich 
2JfZJ1]1tJk6rw grnItulując i im awa.nlSÓW. 
Jakkolwiek DflcjaLnie Dtrzymać je 
w
y miełi dopiero po dotarciu 
do WarS7J!łJWy, ten moment uznali 
między sobą za powrót do domu. 
Stąd było już niedaleko. dD War- 
szawy czy doką.dkOlIwiek iI1ld2Jiej, 
gdZie rzuci rozkaz c;q;y meprzew'i- 
dziany los, tam 
Ie ich poprzed- 
nicy watczylj w szeregach ..Wachla - 
rza", w Smoleńsku, Mińsku czy Wi- 
tebsku, gazlie rozhi
ali pińSllde wię- 
zienie uwa1niając pojmanych kDle- 
gów, gdZe docierali na Łotwę i Lit- 
We czy biH się w partyzanckich od- 
działach na Wołyni'll, na Wileńsz- 
czy:hnie, pod Lublil1lem, w Święto- 
krzyskich Góraoh, gdzie prrz.e.prowa- 
dzafi sza.JeńcZQ śm.pó1me wakzyJ.i... 
Dopie,ro wej
le do iwy nOlWego Żiot- 
nierza przerwało monolog generała 
i otNeź",iło zastuchanyph w jego 
słowa partyzantów. Przybyły zamd- 
dDwał się porucmikowi, wyznaczył 
nowyd1 wartkJrwtlikólw\ IlJaiS(łD!Utował 
i wyszedł. 
- Do6ć rui!. chłopcy, na dzisiaj:. 
CZ3S zobaczyć jak słońce wstaje nad 
polską ziemdą. 
Chłód przedswitu podrzJiałał jak 
zimny prysł;nic, spełzi dreszczem po 
plecach. prremył zJmęclZJOne dymem 
oczy. Wieś spała jeszcze, niebo wol- 
no rozjaśniał'<> się nad bł-lJOiZorwym 
la..łciem, budZJ1ły się pierwsze ptałci. 
Stał
l w powietrzu cisza oczekiwania 
na nowy dzień, bym jeszcze świe- 
ż
ć ustępującej nocy i rzeik	
			

/Archiwum_001_05_168_0001.djvu

			1 


LEOPOLD TYRMAND 


14 marca. 
Na Bielam.ach, turniej obłudy i za- 
kłamania. Zawodnicy biją wszelkie 
retkordy. Ministe.r Sołwrski, grabaIrZ 
polskiej kuJtury o lisiej twarzy wiej- 
skiego szewca, powiedzli.ał, że "bę- 
dzie zwalczał próby komendmowania 

ulką i admmistracyjne wtrącanie 
się do procesów twórczych". Roman 
Zambrowski. kdil"Zeł z małomiastecz- 
kowego ohederu, ujalwnił, że rady 
nCiJrodowe nie pOchodzą z wyborów, 
ale nie wyjaśnił skąd pochodzą: po 
co w takim razie nieusta,nne wybory 
do rad narodowych. Niejaki No- 
wak, delegat z OpolszczyzJIly, m6wił 
o przywiązaniu i paJtriotyomie Opo- 
lan; "Ludność Opolszczyroy", po- 
wied2!iał, "wyciągnęła naukę z histo- 
rii swej walki z germanizacją....., co 
raCJ'a, bo od paru lalt wszyscy się 
tam podają za Niemców. Ioiaząc, że 
może nastąpią jakieś repa1!riacje z 
komunistycznej macierzy. Hilary 
Minc, od gosp(xbrki, mówi.ł o nie- 
bywa,łych su:kcesach w produkcji 
azotniaków i cUlkierków i solennie 
przyrzekł, w imieniu polskiego pro- 
letariatu, gigantyczną produkcję 
scyzoryków. Aleksa,nder ZalwadZJki. 
zasłużony ubiak upo2Jowany na 
poczciwego pediatrę, m.ówił o p,ra- 
worządności: z równym powodze- 
niem mógł referować .,kuteczJność 
szarego mydła jako l'ekd,rstwa na 
raka; bezpra.wie nazwał "wyższym, 
ideowo-politYCZinym i organizacyj- 
nym, administracyjnym i wychowaw- 
czym poziomOOl dY'kta
ury proleta- 
riatu". Tyle jeśli ch
i o kiikanaś- 


- 


- 


40 LAT TEMl1 
WIADOMOSCI 
LITERACKI!; 


WARSZAWA, 29 SIERPNIA 1937 


. Mariusz Dia,wn w arty,kule ..CeJi.ne 
- maszyna piekielna" dzieli się 
wrażeniami z lektury książki o cha- 
rakterze autobiograficznym Louis- 
Ferdinand Celme p,t. "Smierć na 
kredyt", (al1torYZioWaity przekład z 
francuSkiego dr. P. Starka. Lwów, 
.,Globus ", 1937). Tematem 'książki 
są losy chłopca Ferdynanda, który 
"gdyby urodził się Iwśród Cyganów. 
gd.zie rodzice uczą dzieci pra.wdy 
o sztuce życia i zdobywaniu chle- 
ba - byłby najlepszym synem .. 
Ale Ferdyntf1d urodził się w środo- 
wisku, gd
ie wychowanie jest ha- 
mulcem i dla instynktu i dla rozu- 
mu, gdz.ie czlowie!' żyje bez po- 
wietr:M, bez ruchu. w imię zasad 
!>tworzonych przeciwko niemu, wie- 
rząc że zapewni mu to wyższy sto- 
pień w hiera,rchti społecznej". Po 
róŻinych perypetiach Ferdynand zo- 
staje wysłany do szkoły angielskiej 
gdzie się buntuje, wałkoni, ale pod- 
gląda życie - "Pragnie wiedzieć ile 
jest blagi w tern co ma pokIask 
świata". Na swobodzie dOJofZewa - 
kontynuuje Dawn. Nie wytrzymuje 
3ed.na!k dłużej i wraca do Francji 
ale "nie jest już WrogI ani obo- 
jętny czyte,lnikowi. Na swobodzie 
nabrał dzalwnego uroku. PrzestaUśmy 
st050wać do niego z:wykłą mjarę". 
. Antoni Sobański w ramach dyskusji 
..PIsarze polscy o kwestii żydow- 
skiej" pisze: .... .:współżycle trwaJą- 
ce od wIeków a tylko chwilowo 
gwałtownie zaognione, co do któ- 
"'ego istnieje pewność że radykalnie 
:zmienione nie będzie - moż,na 
uznać za "kwestię "1 Uwa,żam że nie, 
i przeto tWllerdzę, że k"estii ży- 
dowskie; nie ma". 
. Pod tyltułem ..Półtora stulecia dyplo- 
maqji polsko - angielskiej" Wacła\\ 
Bomwy pisze, że jeszcze przed Grun- 
waldem był poseł polski w Lomdy- 
nie i że już wtedy Jagiełło był 
wciągnięty do korespondenCJi dyplo- 
moatycznCjj i występował obok cesa
 
"'oM jako mediator pomiędz} Hen- 
rykiem V a 'królem francuskIm w 
okresie wzno"iOllej "woj.ny stulet- 
niej ". 
Henryk VIII, podczas pobytu po- 
sła polskiego w Londynie z misją 
uzyskania przychyLności dwor6w za- 
granicroych w Slprawie spOru polsko- 
krzyżackiego, me tylko przysyła po 
posła polskiego DantY5zka powóz 
o
miokonny ale udziela mu piętnaś- 
cie minut trwającej poufnej au- 
diencji. 
Nie obyło się jednak bez za- 
baJwnej gaffy - kont ynu u.j e W1acław 
Borowy - któl ej taktowni Anglicy 
nie dali nawet odczuć. Zygmunt Au- 
gust w związku z ,zaślubinami MafiI 
Tudor z Filipem II hiszpańskim wy- 
słał do Lontd}nu WOjciecha Krys- 
kiego, starostę dObrzańskiego, jako 
"człowieka wysoce wykwmmych 
manier, swietnego mówcę, jednego 
z tY'Ch jakich natura rzadko a rzad- 
ko na śWiat puszcza". MI'" joa K,rys- 
kiego była d'woJaka. Oczek.iJwa,no na- 
rodzin potom/ka król/'wlSkiego 
trzeba więc było przy.gotować gra- 
tulaoje. W tym slamym jednak cza- 
sie umarła ll1ia,tka Fj.J,ipa II - co 
wymagało kondolencji. Poł6g królo- 
wej tymczasem opóźniał się I jeszcze 
me doslzedł do sku'tku, kiedy - kon- 
tynuuje Borowy - Kryski otrzymał 
publkzną audiencję u króla. Kry- 
ski a.lbo roztargniony, albo źle po_ 
informowany - rtaJjpierw wyraził 
kondolencje, a potem, z całym spo- 
Iwjem i ku zabaw,ie obeCJIych prze 
szedł do gl'a.tl1laC
I, jak gdyby ocze- 
kiwany poród stał się już faktem. 


- 


ole tysięcy otwarrtych i tajnych pro- 
cesów pol ityclZn ych, w których ska- 
zywano na śmierć i więzienie ludzi 
mających za
trzeżenia Co do komu- 
nistyczJDej władzy. że JUŻ nie 
wspomnimy o milionach are
towań. 
rewilzjt, najŚĆ na mieszkania. kotłów, 
śledztw, przesłuchań, tortur, wbija- 
nia drzazg pOd paznokcie, prewen- 
cyjnych a.resztów trwdjących latami, 
nadprzyrodzonych ZJnlknięć ludzi, 
otwie.rania korespondenCJi, inwigila- 
cji, SZipiegowania, de,nUlncjaCJi, dono- 
sów - co, jak p:Jwledzia'ł, było "naj- 
głębiej pOję
Ym intere.'ifm kT'dJu i 
mas pracujących". Popad go gorą- 
co mej.aki Franciszek Jóźwl,aik-Wi- 
told, szef kontroli pCiJrtYJne
 o wy- 
glądzie inkast;jnta elektrown
. który 
nieoczekiwanie wynalazł jak wieI'u, 
teraz już "zdemaskowalnych", agen- 
tów sanacYjnej policj'i, dWÓTkaay, 
p.rzedwojenlllY'Ch szpiclów i ta
lniaków 
wstąpiło do PZPR i pomogło wła- 
dzy ludowej w ugruntowaniu jej. 
zdobyczy, Co moiągnęliśmy przełom w na- 
strojach za1logi"' i znaczy to, że Dół 
fabryki are
ztowano. "Rolnlicy uzna- 
li wyżsrość gos,podalrki zespcl1orw l e.j"' 
znaczy, Że puszczon,o z torbami kil- 
ka WSI przy pomocy rabunoko\Vych 
świddczeń. odsypów, Dodatków. 
Mnie się naj ba rd.zierj podoba termin 
,.wąski pmk,tY'Cyzm", co oznacza, że 
dźwig pOlrtowy musi mieć wmonto- 
wane popiersie Stalind. zaś inżynie- 
rowie, którzy wyrażą wątpliw05Ć w 
takie ulep
zenie grzeszą "wą
lkim 
praktycyzmem". Ale nienajgorszy 
był ów sekreta.rz partyjny z Łodzi, 
który ska.rżył si. na e,ndeckie wpły- 
wy w przemyśle włókienniczym. T 
pomyśleć, Że ja Za\V:>ze miałem cn- 
delków za spryciarzy i obskurant.ów, 
a tu taka siła duchowa. po piętna- 
stu latach nIebytu Stronnictwo Na- 
rodowe ma takie wpływy! To ci 
ideologia! 


15 marca. 


Nudzi mnie już ZjMA! i do..yć o 
nim. Trzeba się unie1zależni ć od ga- 
zetowego harmideru. 
Widziałem dZiś śliczny film ame- 
rykański .,Little Fugitlve", nic spec- 
jatnego się nie dzieje. pięcioletni 
chłopiec kręci się po ('oney Tsla,nd. 
Szczeniak jest piegowaty i blond i 
nie można go nie lubieć od pierw- 
szego wejrzenia. To wszystko. Jak 
wiełe. 
Wypiąć się na Pol"kę? Jakoś me- 
moż1i'we. Dlaczego? Nikt do.kładnie 
nie wie, ale jakOś nilkt tego nie robi. 
Francuz czy Anglik bez ustanku wy- 
pinają się, z całkowitą swobodą, na 
F,raJncję czy Anglię, i pozostają 
Francuzami i A'I"1glikami, dobrymi 
synami narodu, nawet lepszymi 
przez fakt owego wY'rięcia 
ie na 
OIjclZyznę, z których inni Francuzi 
i Anglicy są dumni, obdarzają ich 
sła1wą, pomnikami i nazwami ulic. 
2:adnemu Polakowi jeszcze si
 coś 
takiego nie udało. W Pol
ce wypi- 
'nać się można na politykę, sto- 
sunki społeczne i na poszczególnych 
Pola'ków. Na polską lite'raturę JUŻ 


WIADOMO'CI 


D",'- lENNIK 1954 *J 


nie lza, z tym raczej ostroŻ'Jnie. A 
od Po,lski walra. D'uczego? BOI to 
czystość i idea, czystość idei i idea 
czystości. Ucz}'lniono z Polski jakąś 
gamoniowatą świętoŚć i nawet ci, co 
uSILme powtalrzali, że peI:no tu skur- 
wyrsynów, brudu i tępoty, ul'Oc!ZYś- 
cie zaznacza.li. że Pol
ka to 00 inne- 
go. Ale co? PoIska wrooność, pol- 
skie draństwo, polska małość to jed- 
no, a Polska to drugie. Dziwn,a aryt- 
metyka. 
Małość Polaków. i to tych najlep- 
szych, o najwzniośllejszych preten- 
sjach ducha i umysłu, jest w ich łat- 
wości ranienia się nawzajem, w per- 
manCJn
lnej gotowości do wyrządzania 
sDbie wzajemnych, bezmyślnych, ta- 
niutkich. bezużytecznych, zby,tccz- 
nych krzywd. Nawet po'wszednie 
współzależności na,ycone są w Pols- 
ce jakimś specyflc.ZJnym fał
cm i 
egoizmem. Jako siedemnastolatka 
we FrancjI uderzyła mme ost.roŻlność 
z jaką moi francuscy rówieśnicy od- 
dzielali kolerżeństwo od przy}aźni. 
Coś im mówiło, że przyjaźń to rzecz 
wyjątkowa i trudna, jak miłość, po- 
winna !>tarczyć na długo, dobierać 
ją trzeba przezornie i nie nadużywać 
jej imienia. W Polsce jest się przy- 
jaoielem po ćwi:i,rt.ce wódki. Co to 
warte? Po czym Polak na tym właś- 
nie polega, iż czuJe się zawsze za- 
pomn.lanym przez Polaków. 
Dziewczyna o spieczonych pod 
szmilnką wargach nie poka.zała się 
więcej. Znaczy to chyba, że wszyst- 
ko w porządku. Przynajmniej tak 
chcę wielrzyć. 
Dostałem dziś list oJ matki, wy- 
szła po raz trzeci ZJa mąż. powodzi 
się jej. dobrze. Na fotografii, jaką 
plrzy'slalła, uśmiecha się pani piękna, 
Uirok i kobiecość z lat trzydziestych, 
z przedwojennej Małej Ziemiańskiej. 
elega1noja niedzielnego przed'południa 
z warszawskiej Hagateli. Kocham 
moją matk? lecz ty le I.lt żYjemy z 
dala od siebie, Że nie odczuwamy 
potoazne] potrzeby rodzinil1lości. 
Jest w .tym nawet jakaś wartość: 
nasze wzajemne uczucia nie są prak- 
tykowane doraźnie, "rzeto ładniej 
zalfysoowane, pełną 
oddaną, wyrozumiałą, dającą miłość 
w zamian La niezwykłe natężeme mi- 
łości - jedyne co 01cleC miał do 
zaofiarowania w na,pra-wdę przed- 
nim gatunku. A teraz, coraz c.z.ęściej, 
opadają mnie spóźnione tkliwoścI, 
nieznane mi przedtem. Chciałbym, 
aby żył i abym ja mógł mu coś dać. 
być dlań kimś dobrym i wa,rtościo- 
wym, czego nie odczuwa,lem gdy 
byłem z nim w jego domu. Matka 
kocha mnie balrdzo, wiem o tym, 
skłonna jest dla mnie, i możc tyt'ko 
dla mnie, do r.óżnych wyrzeczeń i 
wysiłków; pamiętam dobrze manife- 
stacje te
 oddania, jego ciepło. 
Lecz mme gnębi prześwi,adczenie, 
zrodzone ni eda'wn o, że ojciec potrze- 
bował mnie balfdziej. Matka ma w 
sobie, i LaWSZe miała. natUlfaln:, po- 
godę i beztroskę kobiety Ś\\ lado.mej 
swej u.rO'dy i i'nstynktowną wiedzę o 
tym dokąd cnr, witalność i awan- 
taiŻe kobiecości mogą Zia.pr'Owadzlić 
kobietę. Mimo cięŻ!kich chwil i bo- 
lesnych niepowodzeń, mama kroczy- 
ła przez życie lekką stopą, jak by 
pl,"Wnol
ć. że w końcu zrea'lizuje to 
o co jej najbalfd.z'i.ej chodzi, była 
wrodzoną. immanentną przesłanką jej 
losu. Ja tego pOi niej me odziedzi- 
czyłem. Jestem raczej synem mego 
ojca, kt6ry Im bardziej czegoś choia,ł 
tym ba.rdziej nie mógł tego od życia 
dostać, mimo, że pracował ciężko 
i nigdy, pod brzemieniem najgor- 
szych ułrapień, nie .,przeniewierzył 
się swym stalndard(Jm pflzyz:woitości 
i dobroci. być może naiwnym i płyt- 
kim. 
Zaniosło mnie dziś do Bitkow!ikie- 
go. To mój kmwiec. Ja wiem, zda- 
nie brzmi jak z Wodehouse'a. jak- 
bym j,a był z Klubu Trutniów na 
PalI MaIl. a Bitkowski na Sayille 
Row. nie w malowniczej rUInie na 
Złotej. Ale to prawda, Bitkowski 
jest: m o i m k,rawcem i Z!ostanie 
wyjaśnione dlaczego. 
Już w r. 1946 zaczęliśmy z Wojt- 
kiem rozglądać sie za możliwościa- 
mi renesansu garderoby. w jakiś 
godniej'izy sposób niż wojenne oka- 
zie. czy ma
azyny UNRRA. Nawet 
nie pamiętam kto nalfaił nam Bit- 
kowszczaka, lecz od razu docenili<- 
my w nim nieprzeciętne wallory. 
Wła
nie usamodZiieU,nia,ł się, niepozor- 
ny czeladniCZY>nq z Bm'a.!<.owa czy 
Słodowca. który postanowIł zdobyć 
Warszawę. Postanowiliśmy mu w 
tym pomóc i Bitkower pasował jak 
ulał do obydwu postanowień. Je
t 


ohuderlawY, o nteswlezym oddechu, 
zawsze uśmiechnięty ale tak, że nie 
można się zorieniować czy chyt.rze, 
czy głupkowato. Zamieszkał Jak Się 
rzekło na Złote
., w szczątku kamie- 
nicy, która odpo.wiednio spopulary- 
zowana mogłaby biegać za propa- 
gandową kwintesencję zniszczenia. 
jako miażdżące oskarżenie niemiec- 
kiego barba.rzyństwa: do salonu Bit- 
kow..kiego wchodzi się po niezwykl,e 
długiej desce, zawieszonej nad prze- 
paścią i ugin.aJjącej się pl'z,erażająco 
jak bambusowe mosty w malajskich 
dżunglach Wiclkość Bitkowera po- 
lega na tym, że w przeci.wicń..łwie do 
wszystkich na świec,ie 
ra.wc6w nig- 
dy nie wypowiada wła!>llego zdania 
ani nie dziwi się niczemu. Na ogół 
Ikra'wcy, gdy im coś ZleciĆ, reagują 
pod każdą szerokoścą geograficZJną 
identyc2jnie. "Co się pan maJrtwi?" 
- oświadczają. "Już j
 panu zrobię, 
pan będzie zadowolony. Ja wiem 
jak, nie potrzebuje mi paon mówić. 
Kto tu jest krawcem pan czy ja? Kto 
ma wiedzieć lepiej? WszystJko będzjie 
w porządku i jak trzeba...... Plo 
czym otrzymuje się gotowe dzieło i 
na ogół wszystko jest zupełnie nie 
tak jak się chciało i jak trzeba. Ina- 
cze;, Bitkowski. Gdybym powiedział: 
.,Panie BitkowSiki kochany. zrobi mi 
paln 
podnie z tej boskiej, szarej 
gabardyny, tylko na l.eWYIffi kolanie 
nie zapomni pan wstawić różowej 
laty..." - odpowiedziałby bez wa- 
hania i zdziwienia: ,Jasne, panie 
TYlrmand. To może całkiem intere- 
SU
ąCD wyglądać". I zimno wyciąłbY 
dziurę w samym środku nogawki, 
po czym wszył ja'kąbądź różową 
szmatę, co dla nOl'ma.l'nego krawca 
równałoby się morder
twu własnego 
dziecka. Ten rodzaj stoickiej nieza- 
wodności cZY'ni zeń postać nietUlZin- 
kową i o:ZJnacza, że uczucia nie ima- 
ją się go wcale, i to zadecydowało 
o karierze. Realizując nasze nieZJro- 
zumiałe dla rzemieśl'ni'ka ze Słodow- 
ca kaprysy Bi,tkowski ubrał Wojtka 
i mnie w ki'
ka uderz3J;
lcych k.rea- 
cji. Zanim się obejrzał, przez buja- 
jącą dechę zaczęli sunąć klienci jak 
mrówki: zar.ówno Brzoz()l\\ski jak ja 
należymy do 'Osób ZJllanych w szero- 
kich kołach muzyków jaezowych, 
skorumpowanych sportowców, hula- 
szczej inicjatywy prywatnej. dzienni- 
karzy, czar:nogiełdrzi.a,rzy. za.możn,iej- 
sZY'Ch pływak6w i bokserów. alko- 
holików - światowców i uf>zędniczej 
cyganerii i to okazali si f ludz,ie łak- 
nący Bitkowera jak !>pragniony wo- 
dy. Dopóki nie przerw;\Jllo sto
;un- 
ków L cudzoziemcamj za SIalina, 
zdążyliśmy jeszcze go sprzedać ikilku 
dyplomatom. Amerykamom i Fran- 
cuzom, popadającym w ekstazę na 
widok jego cen: t a k a robota koSlZ- 
tuje kwcie w Palryżu czy Nowym 
Jorku. Zaś Bitko\Vski rósł pod na- 
szym delikatnym lecz sta'nlowczym 
kierownictwem na pierw,2jorzędnego 
fachowca. pcawdziwą gwiazdę no- 
życ, tym bardziej, że smyk'a1łę do 
kroju miał od zacrania, co od razu 
zauważyliśmy i za Co nam chwała. 
Po trzech latach ś,/epego posłuszeń- 
stwa i spełnia,nia naszych wymagań, 
kupił sobie pl/ac w WaWirze, posta- 
wił domek, utył. zaczął pić jalrzę- 
biak, C;zy1i popadł w wyrafi,noowanie. 
Kiedykolwiek kt6ryś z nas zajdzie. 
za ob'italunkiem. czy z przyCZVIrlJ to- 
warzyskich, od ra.zu zaprasza dlO za- 
kładu gaslr'onomicznego pana Wiśni 
przy ulicy Żelaznej. ZaCzyna wz.no- 
sić się ponad prymitywny materia- 
lizm, pożąda satysfakcji ideowych - 
miaJnowicie odmówił stam,owczo przy- 
stąpienia da knwieckiej spółdzie
'nti. 
ozyli wydał walikę reżymowi w imię 
indywidualizmu i niezawisłości jed- 
nostki. Jako niezłomny palftyzant 
kapitalizmu melinuje utłuczone na 
swych krawieckich sukcesach dolary 
i czeka na wojnę. PonadtO' wykazu' 
je piękną cnotę wdzięczności: nieu- 
stannie powtarza. że uszyje mi wszys- 
tkc co zechc.., bez grosza honolfa- 
rium, n3 - jak m6wi - "pI zyszłoś- 
ciową hipotekę". Często zan
zę mu 
drobia7gi do przeróbek. oł
cę lub 
nie płacę, zależy czy mam pienią- 
d
e i ochotę. co Bitkows'ki, czlek 
uczuć i honoru, przyjmuje bez zmru- 
żenia oka. Natomia,t przepadam za 
wysiadywaniem w ie
o oracowni. w 
połatalf1ei po bombach kuchni. zdob- 
nej w ogiromne wi'ktoriańskie tremo, 
w którym odzwierciadlaja si
. przy- 
miarki. pO'iród grzejących się żela- 
zek i "dusIz", chao,u skrawków, resz- 
tek, guzików. za\\ skiego półśw iatk3 uli- 
cznych kombinatmów , samochodo- 
wych macherów. szulerów kan:ia- 
nych i wYtŚci, g<1Wych s'rrawia, że 
wysiadują tu po
żni notable m i - 
I i e u, bo niby dokąd mogą w cią- 
gu dn,ia udać si;: na rozhowory? Bi,t- 
koW'ski sied'zi na kuchelnlf1vm piecu 
i szyje, zasłuchani terminat'orzy kłu- 
ją się w Dalce, a po kuchni przele- 
wają sie mOwy i gadki o numerach. 
s'kO'kach. oodrywkach. Dziś tematem 
był niejaki Szaniawski, afelrzysrt:a- 
weteran, pijak ; 
derasta, po'itrach 
Słuiewca. Płynąc na fali rewolucji 
i w imię wyrównywania krzywd lu- 
du, Szaniawsk; ;Jatn.ro,niony ZIOStał 
na posadzie i'11'ka.se r ,ta Artos'u, fakt 
równający się pOV":erze>niu szakalowi 
kierownictwa og-ródka jordanowS'kie- 
gO' dla kózel{. Toteż gdy kiJka ty- 
godni temu szedł ra.nkiem do biura, 
eskortowany prZe7 kas
erkę in
ytu- 


CJoI l niosąc w teczce 195.000 ZJłotyoh 
wprost z banku, ktoś znalazł się we 
właściwym c,zasie i prawidłowym 
miejscu przed weJgciem do Artosu 
na opustoszałej klatce schodowej, 
zawołał ,.Rę\:e d'o góry!" i wyjął 
SzaniawskIemu torbę z forsą spod 
pachy. Szaniawski jakoby zaczął Stę 
bohatersko szamotać, lecz rozległ się 
strzał, który nir ugodził nikogo, o- 
pó>r ustał. llilpastni'k zbiegł po scho- 
dach st:t1zeta
ąc j.eszcze dwa razy w 
otwierające Się drzwi masalrskiego 
'>klepu na pa,rlerze, bezbłędnie wbiegł 
na podwórze, nie na ulicę, przesa- 
dzIił niski murek i tyle go widzia- 
no. SzaiD1awsikj powędrował do pu- 
dła za udział w sfingowanym nałpa- 
dZJie, ale pUsL<--'Zono go. bo podobno, 
jak mówił, ZJostalł draśnięty w biodro, 
co, ku jego niekłamanemu zachwy- 
towi. badało kilku młodych leką.rzy. 
To, że robOla była nadana nie ulega 
wątpl,iwości dla nikogo w dorzeczu 
ulicy Kmchma.lnej, fachowcy twielr- 
dzą, ze palrtner Sza[!iaws'kiego miał 
tylko straszak, tak zwaną "piąt:kę", 
toteż noe mógł nikomu W)'1rZądzić 
krzywdy, zaś rana na biodrze jest 
wynikiem nieustannej onanii głów- 
nego bohatera zda,rzen,ia. Najzabaw- 
niejsze jed.na'k. Że w owym domu na 
PUłaskle'j, gd.lle mieszczą się bIUra 
AlI"tow.. mies:zJkJa gjlIólW'1 od owodząc Y 
Milicji Obywatelskiej" genetrał Ko- 
rzeniewski, oraz wielu wyższych ofi- 
cerów sił porz;ldkowych. Są tO' tu- 
dzie najlegalmicj zaopatrzeni w bTrszta- 
cie na Towarowej i opowiadał dziś 
o handlu wozami. Ró;Żjni Angl,icy. 
Amerykanie, SzwajcalfZY, dyplomaci 
i dziennikarze, sprowadzają niectone 
wOIZY dila wła:smego użytku. ktÓre 
mają prawo opytać na wo].nym ryn- 
ku. trafiając za to kołosalne hopy. 
Dobrze przechodzony Austin lub 
HiIlmaill leci dZJiś za ponad 30.000 
zJ1otych. Specjaliści, jak zakład 
Szklarzyka, dbają o to. że-by jego 
wnętrzności były w porządku, na- 
tomlalSt Jeszcze poddają go ,.polskiej 
kosmetyce", czy>niąc .!{(J ozdobnie 
brudnym i 7łachanym aby nie rzucał 
SIę w oczy urzędnikom skruJ'lbowym 
i wyglądał jak łup z ostatniej woj- 
ny. Za tak podgotorwa'J1ą srztukę bio- 
rą około 50.000 złotych i ktientów, 
jak utrzyil11uje SZJldarzyk, Jest co nie- 
mia.ra. Spytałem go kto, n,a litość 
Boską, ma dziś talką forsę. SDojrza
 
na mnie z pol'itowanoiem i odparł: 
.,Frajerzyna z pdna. przed kilku 
dniami właśnie rządowi ludzie zwi- 
nęli jednego moj.ego klienta. Nakry- 
li u niego 700.000 złotych w zło- 
tych 'dlwudzie<;1kach' i moie drugie 
tyle \V papierowych doI,arach, miał 
słabość do monet. Tyrało na niego 
s,iedem warsztatów d,rohnorrzemy"ło- 
wych na siedem lipnych nazwisk, 
każdy wyrabiali jedną cV;Ść do l:ze 
goś tam, ósmy. na jegO własne naz- 
wisko, montował do kupy jakąś ca- 
łość. Proste i genia.ltne, nie? Człe- 
czyna miesZJkał na Sa..kiej Kępie. 
mIał ogródek. zrobił sobie sD
cjalną 
cysternę ze stalowej blachy i mie- 
dzi, zakopat między grząd'kami 
Tylko rurka wvsta\Va
a z ziemi, 
przez którą dorzucał nowe 'dwu- 
dziestki' i złote ruble. Ktoś podpa- 
trzył, zakapował i nam przepadł 
amat-or na Morrisy po pięćdziesią- 
taku. Znajd;l się inni...". 


S7k 1 arzvk tlO przedsiębiorca, ale 
ma dobrY gust. Spytał mnie co bym 
sobie załatwił gdybym mia
 diziadźki. 
Od'Pa,rłem. że mOje marzenie to sta- 
re BMW-DX z 1925 roku, na cien- 
kich oponach t sZDrychowych kołach. 
Drapieżne oko SzklaTzy'ka zaszło 
rorzozuleniem. "Pan wie co dobre", 
pow'iedział. "Pa.n nie z tych komu- 
n
'itycznych świniopasów co dziś za 
filmy i książki dostają Drzvdziały na 
dwutakty. TFY, DKW. Tandeta tek- 
tura, fiber. takic ich samochody jak 
to CO piszą w gazetach. Jak pan 
zachachmęci jakie
 oieniądze..." - 
rozmarzył się. "to ja D,mu taką ga- 
blotę wygotuje. że i.zba skarbowa 
;zaplłaclz,e na jej widok i jesZ)cze pa- 
nu dopłaci n3 garażO'Wal!l
e i części 
w imię rozwoju muzeałnictwa.. ". 


Siedzę w domu i myślę, Że Bit- 
kowscy, Szklarzyki i ich sprawy to 
zabawne, nawet fraoujące. ale czy 
wystaorczy? Czytam ten dziennik i 
oośród oarady ludzI i faktów mój 
natrętnie eksponowany tytuł d'o sa- 
motności i f.rustracji wyda ie sie nre- 
ten.,jlo>nal>nY, nierzete1ny. śmieszny. 
A przecież. jeraz popadam w 
banały o ilu'ljach teatru doczesno
ki, 


Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


o niezJn'OŚnie wyeksploatowanych re- 
laojach ml.ędzy warstwa,mi życia, o 
sprzecZ1l1Jościach różmych rzecZYWI
tO- 
ści, chociaż ubieram je w wjaro- 
godniejsze słowa. Jak inacze1 upie- 
rać się przy tym o czym wiem, że 
jest plJ"aiWdą? Wrogiem nas wszyst- 
kich je..t okollc:mość. że fiJloZJofia i 
liter
tura, drążąc od tysiącleci czło- 
wieka i byt, otworzyły głębie tak 
przepastone. że mrok i echo są jedy- 
Itlą odpowiedzią ola nasze wołamia. 
Także I moim wrogiem, teraz tu. w 
tym karykaroralnym pokoiku, gdzJie 
nie ma nikogo prócz mnie, i chyba 
mgdy nie będzie, mimo obfitości 
przelotnych wizY't. Zza otwartego 
okna dochodzi pl'asła,ry walc ..Na 
sopkach Mandżurii", ktoś gra na a- 
kordeonie. Ta melodia j'akoś upew- 
nia mnie, że czegoś od życia chcia- 

em i czegoś nie dostałem. I chyba 
już nie dostanę. RaczJej smutnO'. 


16 marca. 


Widziałem meksykań'iki film .,La 
Paloma". Sprawy miłośc.i i fasoli. 
zemsty i kukurydzy. Ale także c.ię- 
żaru piękności kobiety. U nas mkt 
o tym nie myśli, a problem ma czci- 
godlną proweniencję. choćby Nata- 
sza ROSitowa. W komuni'Zmie nie 
piękność kobiety jest zagadnieniem, 
lecz prolongata tej piękności Q L.! t 
pięć. 
Na zjeździe ponury blondyn naZ- 
wiskiem Zenon Nowak mówił przez 
wiele godzin o rol,nictwie. Pow iedział 
wszystko, prócz tego jak się dzieje
 
że kr!łJj, który w swej JOOO-Iebnoej 
historii, w trakcie I1.aIJdłuższyd1 i rlIaj- 
ok rUl1:ni ej szych wojen, nigdy nie ZJ.1Z- 
nał klęski głodu. dzi
 'ipro\Vadza 
zboże z zagranicy. Ale wprowadził 
nowy termin. gospodarny średniak. 
Co to znaczy'! To kułak, któremu 
musimy dać żyć abyśmy mogti wy- 
żyć. 
Późnym wieciZorem bylI Zbyszek 
Herbert, zły i śpiący. powiedział, że, 
jak sprawy stoją, obawia. się, iż cze- 
ka go wielka kariera w Centralnym 
Zarządzie "f1Orrfowisk. Może się to 
okazać katastrofą. albowiem pokusa 
dużych zarobków i urLopów w Dusz- 
nikach-Zd,roju jes.t nie do prze0\\'Y- 
ciężenia. 


17 marca 


Złamał mi się grzebień. Kupiłem 
nowy, w reprezentacY'jnej, państwo- 
wej d rogelli i , w Alejach Ujazdows- 
kich, recIe Stalim. Dziś raTho pró- 
bowałem UŻYć go w celu uczesania 
się. Poraniłem sobie cZ1aszkę w krwa- 
we bruzdy. PopatrzYIłem uważniej na 
grzebień: na oko zwykły grzebień, 
niebrzydki. z plastyku. w seledyno- 
wo-morskim kolorze. KosZJtował 8 
złOItych, drożej niż obiad u Litera- 
t.ów, Z tym, że obiad można zjeść 
bez niebezpiec7Cństwa dla zdrowia. 
CZy producenci wiedzą. że kaleczy? 
Chyba tak, o ile próbują go i nie 
mają czaszek ze stali. Co zatem 
sprawia. że grzebień. którego pro- 
dukcja jest D3 ogól łaiwiejs'za cd 
traktoru. me nadaie się do użytku? 
Czy traktory nada,ią się do użytku 
me wiem, i nie wpływa to. na moje 
samopoczucie, a1e o grzebienIU wjem. 
że zepsuł mi słoneczny poranek. 
KOmuniści nazywają to brakorób- 
stwem i wakzą 7 tym P'fzy pomocy 
policji, sądów. propal?andy. politycz- 
nych kampanii, radia, prasy, oers
 
wazji i gróźb. -\ mimo to stalówkI 
nie pi
z.ą. kuchnie nie gctują. ,zuf- 
1ady Sle nie otwierają. proszk; do 
prania -nie piorą lecz DIarnią. Jak 
z'łzwyczaj, komUlt1iści nie potlr:lfią 
wyjaśnić tych osobliwości inaczej niż 
błędami praktyki: winny jest ziewa- 
.hlCY przy pracy. czyN jeszcze socj'l- 
listycznie nie wychowan
 robotnik. 
Ekspli-kacje idą czasami dalej i cza- 
sem o"azuje <;ię, że w,ld 1 Jwy wyrób 
grzebieni jeslt zakusem WToga klaso- 

ego, który w ten sposób dąży do 
obalenia władzy Tudowej.. Że ziewa- 
nie w ..kaIi narodowej może mieć 
pI7yczynę w tt:'orii. to komunistom 
wydaje sie nieprawdopodobne. Zre- 
,zrtą wszYSItko zgadza się w świato- 
poglądlZie naukowym: robotnik zie- 
wa, bo go nakłonił do tego wróg 
klasowy. 
Takie rozumowanie n
e jest cał- 
kiem bez oodstaw i w iSlocie dowo- 
dzi przeni'kliwośc; komunistów. 
Wróg klasorwy istnieje. jest nim ca- 
łe społeczeństwo. Niby nonsen' . ale 
tylko dla marksisty. człowiek nor- 
malny widzi, że 1est to konkrelt i.ak 
granit. Że nikt o tym nie mówi WJa- 
domo dlaczego. zresZJtą CO tu mó- 
WIC o kamieniacl1, q i tyle. Społe- 
c7eństwo wynajduie formy wrogości 
tak za,wiłe i nieświadlOme, że sla.ją 
się prawem natury. Wyobrażam so- 
bie u
mieszek faceta. który wvpro- 
dukowaił mój Qrzebień, na myśl. że 
ktoś bedZJie sie nim czesał: gdYby 
dorwied
iał ,ie." że użył 
o Bierut. 
uznałby swe życit" za sPdnione. Ta- 
ka utylitarna a,narchia. oacZ1kująca 
na naw07ie nienawiści, którego tu 
nigdy nie zbraknie. Drzesądza los ko- 
munizmu w historii. Osobiście- 
nigdy nie gaSZe 
wiatła wychodząc 
z 'k10zetu. mój, odruch ekonO'micz- 
nego protestu, mały ombotaż. Milio- 
ny 1udzi robi na pewn,o to samo, z 
tV'ch samych powoo,ów, na te,i SI3- 

ej ;arzowiną. Był to referat o 
osmoz:ie i omnipotencji; kto prze- 
czytał go uważnie. zrowmiał że 
zadaniem partii jest być wszędzie 
jak powietrze, i móc wszystko, iak 
natura i I:os. 


Przemawiał też Jakub Bennan, o 
twarzy przystojnego żydowskieg() 
bankowca w średnim wieku. Jest to 
wszechll1lOony rezyde[!
 Kremla w 
Polsce. DomagaJ? s
ę zwiększenia wy. 
siłku. entuzjazmu, zapału. Czyli fa- 
natyzmu. Jeśli ten kto jest wszędzie 
i może ws!Zystko chce w dodatku oli 
IUJdrzi wszystkiego - to czym ma 
być życie? 


Leopold Tyrmand. 


*) Por. nr nr 1447/8/9, 1486/1487, 
1499'1500. 1513, 1524, 1.528, 1540/41, 
1543, 1551/52, 1583, 1595, 1597; 1603. 
1615, 1621, 1623, 1624, 1626, 1631 i 
1636 "Wjladomo
ci ".
		

/Archiwum_001_05_169_0001.djvu

			Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


WIADOM08CI 


5 


BIBLIOTEKA Nal1'ooowa w WaJr- MARIA DANILEWICZ ZIELIŃSKA pierach. Działo się tak w świątek 
szawie istnieje i działa od r. i piątek, w każdej porze roku, bo na 
1928 i za kilkanaście miesięcy cele- K A O W S K I E .. norma
ne urlopy z reguły nie wy jeż- 
bI10wać będ.z.ie 50-lecie z re.aJlllą tym 7"7 dżal. Gromadził równolegle mate- 
razem peI1spektywą rychłego przenie- ria!y do historii rÓŻJI1ych dziedzin 
sienia doO już budujących się gma- .. staropolskiego życia kultura!inego i 
ohów. W okresie międz} wojennym, "77 obyczajowego. Nie d l ,a siebie. Nie- 
gdy byłam jej pracowniczką, rozrzu- wielu jest i byk> uczonych o więk- 
oona była pod róiŻJnymi adresami, kO'- Z cyklu " B e z do mn e bibli o t e karstw o " tt) szej lub zbJ.iiOll1ej szc;zJodrobliWiOŚci 
rzystając z cudzych, udiostępniOll1ych i bezil1lteresowności. Z wyni1ków ba- 
jej czasowo IO'kali. O dwu adresach: dań Piekarskiego korzystać mogli na 
'na Rakowieckiej i w Aiejach Ujaz- F'ł"anc. Pfanhaus
, uczeń Vogla i He l ell1a Lukaszev.ska), ktorych wy-Iegow z ław uniwersyteckich, płat- Pełnia obrazu wymagała jednak dy- \\ niej jak w zwierciadle światła gorąco, przed ogło>ZeIliem ich dru- 
dowskich pisałam już popa-zednio. Bacciarellego. 
uska.no dość przypadkowo z ław nych z zasiłków Fl.lJI1duszu Pracy. gresji o trudno6ciach, które najwy- bibliotec2Jl1yoh żyrandoli. kiem (- to przychodziło mu naj- 
Trzecim ad,resem Biblioteki Naro- Prz-ez salę "Szarą" przech()dz!iło uniwersyteckich lub innych bibliotek Otrqmywali oni jeśli mnie pamięć raźniej wystąpiły w latach 1930-- . Nie mogę uzmysłowić sobie jasno, trudniej! -) nie tylko uczeni i przy- 
uowej był pałac potockio?, 
ny się do naroiŻ.nego salonu, będącego w.arszaw&kich. Należałam do tej nie myli po 150 zł. miesięcznie, tzn. 1936. kto i kiedy nazwał go pierwszy jaciele aJe i zastraszeni młodzi stu- 
dziś raczej pałacem Tysz1oeWIczow, jakby przedłużooiem sali "Białej" i właśnie grupy. Mieliśmy, w najlep- pelliSje głodowe. Było WŚiród nich DO' zacierania różnic dZielnico- "Mistrzem" - aleśmy tak wSZyscy denci i s,tudentk.i, poszukujący ma- 
mieszczący się w sąsiedztwie kościO'- przyległej sali z.wanej "Pompejań- szym razie, bardZJO skromne przygo- wielu wybitnie zdolnych "bez:robot- wych przyczynili się w dużym stop- o nim mówili. Czy dlatego, że ude- teriałów do prac magisterskich. Ze 
ła Wizytek przy Kl1akowskim przed- ską" z typowymi dla kOńca XVIII towanie biblioteka,rskie a więc 1fU- nych" późniejszych naukowców lub niu odwiedz.ający często Ki-akow- rzała nas niehywała biegłość bib1ioO słynnych kartotek Piekarskiego ko- 
mieściu pod nrem 32. Był on ró,,:
 w. maUowidJ:ami ścienll1ymi utnyma- dymentamą znajomość podstaw ka- !pisauzy np. Fraoosrz.ek Siedlecki, kie Przedmieście profesorow.ie, a więc tekarskiego .rzemiosła i sv.obodna a rzystać mógł dosłownie każdy, kto 
nocześnie siedzibą Polskiej AkademII nymi w kolorze bwistoczerwonym. talogowania i sporządzall1ia opisów AdoO
f Rudin,icki, Józef Jasnki". Grupa dakcji Polskiego SłoWlIllilka Biogra- kich? W Kralrowie nazyWano go wane były u pobliskiego LO'urse'a 
waJny był przez Ludwi'ka. Tyszk,iew l - Warsza'wy. herbarzami itp.). We znaki dawał się bibliotekarzy przybyłych spod Wa- £icznego. W Dziale Sta.rych Druków m;ród kOleg6w "Kaziu Pieka.rsiki", albo w pięknej salce restaUlracj'i ,.Pod 
cza ożooionego z bratamcą krolew- Z sali "Szarej" wchodziło się przez nadto brak instrukcji luttalogD\\ej, welu (z wyjątkiem Tade'llsza Mikul- pracO'wała jego ulubiona uczenica co uważaliśmy za oczywisty despekt. Złotą Kaczką" ozdobionej stampol- 
ską, KO'nstancją z Poniatowskich. ="
: zamaskowane wąskie drzwiczki. dD nad którą pracował wówc;zas Józef skiego, nieco SZJIucznego "Krakow.ia- Alodia Kawecka-Gryc7JO'wa; ja mia- W Bibliotece Jagiellońskiej nazywa-skimi maksymami wyboru Piekar- 
torami planów byli: majorr i.n:żym
er\l bO'gato ozdO'bionej "turecikimi" ma- Grycz przy pomO'cy Wł.adY'5ławy nina", który na Rakowieckiej z miej- łam st..
le na warsztaClie jakiś bio- nO' go praoowni'kiool luksusowym skiegO'. 
wojskowej StaniiSław Za
adzki i Ja!l 10widłall11i łazienki, w której - jak Borkowskiej - i równie doOtkliwy sca zbratał się z młodszą generacją, gram zamówiony przez Słownik z ("Luxusarbeiter"). bo nie uznawał "Mistrz" był, fonna l m.ie, żonaty 
Chrys1:ian Kamset:zeJr, ktore
o nazw
- don()śnym scenicznym szeptem zwykł brak tab
ic klasyfikacyjnych, których zdO'był sympatię kolegów - i oże- inicj,atywy właśnie prof. Kota. W pracy systematycZJnej i "użytkowej", i dzieciaty, ale w W.arszawie zjawił 
sko związane jest z Zamk!em Kro- informować zwiedzających dyr. Ste- otacz..1.ć się lubił pięknymi i kosz- się sam. Żona - o wyglądzie staro- 
lewskim i pałacem Lazien'kO'wskim. fan Demb} - "Gucio" Potocki z Wi- U ---l townymi przedmiotami, potrzebował świ-eckiej dziedzic7Jki - odwiedzała 
PO'niewaŻ wnętrza zawdzięczały SIWO- lanowa kąpał "Herrnankę" w szam- h
 ,., 
'
 
 - więcej: wymagał, tła dla sw
j go niekiedy, przyjeżxlżając na krótko 
ją urodę temu O'statniemu, w
ąż
 je paI11ie. Frrywolne dekoracje ścian by- ,
, , , ___1 "'... .' _ -- ..ił wspaniałej postaci a brzydził SIę "ze wsi" o niepsrecy7JOwalnym bliżej 
we wspomnieniu z jegO' nazwl'
klem. ły wymarzO'nym tłem tych zabiegów. . 
" 
 . .... '1\.' ""'"'_ łt I "" wszelkimi objawami biurokI'acj'i. Nie adresie. Pojawiała się i mikała jak 
Dwie sale na pierwszym ptętrze: Z łazienki wchodziło się do tzw. , m
..J. - . . 
 - dbał o awanSe i stopnie naukowe. meteOir. Piekarski gdzieś mieszkał, a 
d'awna s,ata Stołowa, pO'tocznie zwa- pokoju "Białego", dawnej sypialni: :-- ). ' . .
 ą - _,. --_ . " 5.:t' .
 Przychodziły do niego same. Prof. raczej gdzieś nocował. Jakoś sie od- 
na za moich czasów "balową" ze wybitej jasną ,tkaniną nienajgorzej . . . __ - .... :. 
 . Ignacy ChrzanO'wski wymusił np. na żywia1ł, załabwiał sprawunki, odwie- 
względu na łożę diJ.a o
kiestry na zachowaną. PracO'wałam tam przez , 1 -- - ..........:...,.. ,nim uzyskanie doktDratu na pod: dzał dentystę czy le-kaTza. TO' wszys- 
wysokości norma
nego pIętra (sala dłuższy czas, katalO'gując rękopisy _
 & =J. 
J
 t'lf' :1. '1' '1' 
;-...:.:: 
 stawie pracy o pierwszej drukarni tko nie liczyło się i odbywało w 
była b. wy
oka), - i t daw h ny,
s n a
o W I!1. ) tzw. "nO'wsze
:..a w s-u::z. pod ególności pa b - _t , _ _ _ ,,
i-A. L;.1 L
ł' ll,l Il 
l hl: . :-' FlO'ri.ana Ung ł ler d a l W t I(,rak l 
e. R pa OZ- OSGbli\\ie be pośpieszn
...ł-s

b, 
tęP("l h - 
(,.Sala GO'ścJLnna" ze s 31ryc. piW. '
 piery ZamoY""lch z z,amcza i ., . _ -- C\ Q . _ t" prawę napisa a ego ty
, że .
 wało WO' c spraw hv\.nme ważnyc . 
miały świetnie zachowaną I umlel
t- wa,rtO'śoiorwe rękopisy po ks. Igna- sjonoOwał go temat, bez intencjI A ważne były stall"e księgi, ich au- 
nie odrestaurowaną białą szt$ate
lę cym PO'I k owsk im, które tTap'ły. d? przed<;tawienia jej. jako rozprawy tkiej. Ale wietki profesm: je, O'praJWY, proweniencje, exlibrisy. 
ty, g
landY, owoce, instrumenty mn- D,lej wiodła d,_ do oficyn, w 
." '1= _ a " .:r; J:'::;' _, choi,' u.'wie'nić jegn n,zwi"'iem , kablogi i bi bling" "e. 
zycroe, zwiewne postac,ie 
ancerek któr}'ICh na pierwszym piętrze um
e- _ 1'i _ ..!lh ( -ł 
 

.::. . f!! Uf . J- -&,::_1';; 
- . .' tak już wspaniałą lis
ę swych wy- U podłoża tego zaintert:.Sowan1a 
wypełniały pię
nych proPOl1"CJi pros- szczanO' zbiory muzyczne, pozostają- .,.... J
"'- -. .J"::'" - ,p- - ,-: _ ' _ ' " ' f _1 _j . - ..' chowank?w. Pron:ocJ'
 doktO'rs
a tkwił u Pie:kar
kiego stan pe,rma- 
tokąty, przedzietone lustrami i wsp'3;- Ce pod O'pieką dra Juliana PuJ.ikow- '--;;,[- 
 t ".__ _ ,
 - '.- 
, " :
 Piekarskiego 
'PamlętDl
Jna była 
e- nen,tne g oO Dlśnieln
a pOlI
kim Odro- 
k . ik P I 
.. J:. , 
. r ł#" , d odz d 
niałymi marmurDwymi oml l n aml. skiego, gmł1ltownie Zlniemczonego 0- ____' -... 
 I . ł . ynym w. sWOim r. aju wy a\\nlC- dzeniem i przeświadczenie, że Jest to 
Urządzatiśmy w ( tych M s
lac ki h wy

- laka Na pa:rter
 ulOkO f WaJTIlO G z b cz ł a- :::: ł ł 
 .\ J 1 J 
' d tw k e":l: J k,Slęg f ą G Pa

tko k W to 
 r 'pod< po 
e ł - okres niedostatecznie zbadany. Stąd 
wy bibliO'tec:zme np. IC ewicz,o,
- JSem: po śmierc'l pro. a rie a 
 i 
 JI 
" . a CJą .oze 
 f!'.....a,. ej w, . - podelśeie nie tylkO' uczonego ale i 
ską w 100-Lecie pierwszego wydan
a Korbuta, cenną biblio- mało zn.any rozdział historii ksią:lJki 
parterowych pokojach mieszczących ....... w Anglii, wypadło mi nostryfikować go, świadczy pośrednio, iż we wcze- potach 
per
ckich. I wYdJa.
mczych, w Polsce międ:z;ywoj.ennej. 
Dział StaJrych Druków. Na tym dyplO'm zawodDWY, z przyjemnością snym zespole pracowników Biblio- - a miał Ich wIele, .gdyz wbrew W r. t923 zawiązanoO w Krakowie 
właśnie dziedzińcu suszy-ł.iśmy tekko mogłam skonstatować ce1DwoŚć i po- teki Narodowej nie brakło obiecują- 
,?zorom polegał raczej n
 w
chu, rowarzy
two Miłośni'ków Książki 
Z]amDknięte wotuminy, przerażeni ziom wymagań, bo ZJasób wiedzy wy- cego narybku. Nie ulega wątpl.iwoŚ- mz. 
yslem
tycwych 
O'szuku\\a.n'ach. pod prezesurą Kazimierza Witkie- 
stra,tami, któr-e wydają mi się dziś niesiony z Wa,rszawy pomógł mi ci, że w wielu wy;padkach nie po- Gosclem niemal codzlelllnym był 
 ...... j wicza (stryja Witkacego) WyłO'niło 
nieW1a1l1e wspomnienia wobec tego, .,. . walnie w zdawaniu egzaminów z trudzOl11o się by pomóc w zawodoO- okresach pobytów w 
ursz.:wle umlo ściślejszy .,Zakon Bibliofil6w", 
co iuż nadCiągało. przedmiotów bibliO'tekarskich. \\ym starcie a niekiedy świadO'mie pI1of. Wacław Bor
, prze ywaJą
y którego Kapituła nadawała wybrań- 
NajbaJI"dziej upamiętniło mi się go przyhamowywano. w O . wych latach wl.el
 w L
ndynle, C o m D r der Białe g o Kruka za zasłu- 
D . I Trudność przygotowywania się do l d k t t r 
jednak pierwsze piętro. wie w!e - ł pel Bibli,oltekarze k rako\\sc y P rzesied- a mem
 '
mowm ..em "":I
 a O'. gi na P 0hu krzewienia znawstwa sta- 
kie sate fronwwe przedzielone były tr" egzaminu polega a na zu nym Jan MIchalskI, z ktGrego blblrotekl h k . . 'ł" <1 . h Z 
b I d " bośrednim .. ... braku odpowiednich podręczni.ków w leni do Wars.zawy widtLieli w nas ł . t . k rz y staliśmy } '.ak z ryc sląg l mi 06CI o mc . " a- 
satą " i.3Jr ową z ez-p. . . J ' ęzy ku poLskim. Poza zarysIOm teorii materiał surowy, nie nadający się do po O'm
 yczneJ D "on" wypracował skomplikowany 
wejściem z pięknej klatki s:hodO' k weJ natycbm ' l 
 stO'wego włączenl ' a W pO' - wlasneJ. . . sys t em g O'..t_""' cl ' I . szczebli , mocnO 
k bibliografii Wierczyńskiego i drobny- ... ł UIIl
 
oświet!twa. BYł. !nIC- 
k 'd ał się ongiś... piec. Na czynmeJ5zych człO'nkO'w KomisJI Re- lewita, "Nauce Pol
kiej", encykl oO - Tzw. popularnIe ,.
ra
O'w 
tano- woluntariuszek, rekrut:u
ących 
ę nych przez Bernarda. Wapowskle
o. jatorem wydal\\"mctw, wYlstaw. I 
- 
ad 
aj O'W ewnętrzne wyohodziła windykacyjnej, działające,j w RO'sji w pediach, historriach uiflh
ersytetó.w wił. zwartą klikę odcln
Jącą Się. od przeważnie z przedst
lcłe.lek ro
zm Piekars
i 
yd
był je z 
prawy ks
ę- ciec,lek, 
!>Zą tyc
 ,Poczyn.ań I CZ
j= 
f o worze. :roni klattk' schodowej) wykonaniu pO'5tanowień Traktatu i towarzystw naukowych ItP. Duzą reszty persO'nelu. w. sPO'sob lodowato arystokratyczmych, któ
h zbl'
ry gi z.a.wlerająceJ akta sa.lm bochens- nym strozem własclw
go IC
 P?'Zi
O 
PI:?l p
a
eJ horwa
a sala l w kola- 
domości"). ..Początki Bibl. Narodowej" 
(nT. 1134/'i). ..Kątem w SGH. WaT- 
s'ZI3ws1ca Bibliloteka Narodowa w lataoh 
1930-1939" (n.r. 1400) i ,.R:mnerswil" 
w W'a.rszawie (nr. 1627 i 1628/9), 


. 


....
		

/Archiwum_001_05_170_0001.djvu

			fi 


WIADOMOSCI 


Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


kartoteki - i w tej fQrmie pochło- miarem podatków. Tl1"yb życia włM- liła Alodia Kawecka-Gryczowa, u- wQjny jakby dwa współnę0 y Z perSiOne li 
I' 10 'I, o. Staryoh I?'ł:łkówo I nliemal do per- 
kar,sklego. ne były z osobami StaiI1.
s}.awa Kost- t l o . t h k rt t I. rą toletrował. Reszta me usłyszała od sonetu BiblIoteki za,J.iczyć można 
ł . . f .. l . . b . I na lzowamem um 'orwanyc a o eJ\.. . . 
Z czasem sta Się meo ICJa nym a ki PotockIego, rota JegQ - gna- . P o . ł o. ll1lego ani słQwa, poza zdawkowym prof. Starusławę Sawioką, ktÓd"a 0- 
bezinteresownym pośrednikiem w cego, syna - Aleksandra g wnuka 
y 
aoo d wa l no f o wO k Jm ł e wy

 y P Je J "Dzień dobry" lub zwięzłym wyło- pracowywała rękopisy iluminowane 
h k . bO ó A . . Al k d 
,aramem a SZe ascy u y serII ,,0- . o d h o.. . o 
6prawac h pr d ,ze azyw l an k lao. z :

 w (A ugu l .sta d ozeD1 ) onego p t z k o h e' 
 k Tą lonia TYPogi1'aJphica saecuLi sedeci- zemem spraw urzę owyc . ze zblorQw BIbhoteki Nal1'od'owe} a 
prywatl11Yc o ko e, CJ'I panscwo- eksan ryną z o oc IC , cor ą o.. . . o 
wych w ramach rozliczeń podaJtko- Stanisława SeptYma i Katarzymy z l11i1: . . zM}'lsy dZ1eJ6w dr
kall'l1
 staro- 
wych, sprzedaży tub przekazów de- Branickich. Po bezpotomnej śmierci poJ
kl
 z terenu całej Rzec
pos- 
pozytowych. Taką właśnie rolę ode- tej .ostaltniej Wilanów przeszedł do pohteJ: monu
en
alny ka
a,log m
- 
grał w Podzamczu, gdy Franciszek Branickich a w Qkresie Dwudziesto- lJ1abuł?,w znatlduJ
cyc
 s
ę obecnIe 
Zamoyski sprzedał Bibliotece Narodo- lecia bYlł własnQścią Adama. Branic- w 
blwach PQ1'Sikich ! WIele 
o
nlo- 
wej pokaźną część archiwum rodzin- kiego. Gdy bardzo mu dojadł kry- graflcZlllycn opr<łc
an Z dZI
Jó
 
nego, obejmującego w najstars'Z)'ch zys gospodarczy sprzedał lub usiło- kult
ry staropolskiej. Za ..moich 
złożach fragmelJ1l1y archiwum domo- wał sprzedać część ZJnajdujących się c
sorw, przed r. 1939 .opracow
ła 
wego XX Czalrtoryskich, wiążące się w pałacu wiIa'nowskim zbiorów. W m;l. katalQ
 slt
rych drukow 
 Z1l:>'IO- 
z Izabelą z Flemingów Adamową If. 1929 wybuchł na tym tle skandat, ro,:,. 
OIf
I
cklch xx. POll11nsklcho 
Kazimierzową CzartOIryską, której gdyŻ na sprzedaż został wystawiony 
ZIS Jest JUZ eme;rytką z profesors- 
c6rka, Zofia. poślubiła pradziadka szczególnie cenny dywan perski z klm, dobrze zasłuzonym tytułem. 
Franciszka, Ordynata Stanisława, XVI w. Udało się zat,rzyl111ać go w Pod okiem Piekarskiego i Gryczo- 
dając poprzez liczne potom- PQlsce w zamian za anulowanie dłu- wej wdrażalł się do przyszłej świet- 
stwo - początek wielu liniom zn
w g6w Brall1ickich z tytułu zaległych Dej naukowej kariery Tadeusz Mi- 
po wiktoriańsku szeroko rozgałęZ1o- podatków. W końcOWym oklfes,ie peu- kulski, raz po raz odrywany do 
nym. Stosy kQrespondencji rodzinnej traktacji właściciel Wilanowa p
e- "Korbutianum" - to znów do Wi- 
dochowane w P.odzamczu, które ka- kazał PQnadlto Państwu w 'fo 1932 lanowa. W czasie tych wypadów, 
tologow.ałarn, były świetnym wpro- 11 obrazó.w i dw.a serw.isy z porce- pozornie dorrywczych, zdobył rudy- 
wadzeniem w życie domowe auYSlto- lany "belwederskiej,", które przeka- men-ta wiedzy o cało'ksZJtałcie pro- 
kracji PQlskiej w XIX w. Porząd- zamo na Zamek Królewski w War blemów PQlskiego Oświeccnia. Druki 
kując je. właśnie na Krakowskim szawie, - a nadto księgozbiór pa- XVII-wieczme opraclowywał Kazi- 
Przedmieściu i pod ok'iean "Mistrza", łacowy, który na skutek starań Pie- mierz Budzyko Obaj, zmarli przed- 
robiłam 1110tatki z myślą o wyzyska- karskiego "powierzolJ1o opiece" Bi- wcześnie: Mikulski jalko profesor 
oiu ich w formie opowieści biQgra- blioteki Narodowej. Kolekcja biblio- UniJwersytetu Wrocławskiego J twór- ZespÓł pracowników Biblioteki 
fi.cznych, do czego ZJachęcał mnie tecZJl1a obejm?w.ała około 5.0.000 t. ca 
koły badań nad XVIII wiekiem, Nail'
owej 
ięksrz.ył si
 i ZJmieni'ł 
nie byle lcto, bo - Wacław Berent. oraz olbrzYffi1e l bo cenne zbIory gra- Budzyk _ jako prof. Uniwersytetu IW Ciągu lO-lecIa pł-ZJOOwoJeooego. Na 
Puzepadło wszystko - .i notJaltki i sa- fiki, pochodzące w głównYlm zrębie WarszawSIkiego. krótko przed wrze'śniem zaczęli pra- 
me rękopisy. Przypomnę więc tylko, z zakupów braci potoc,kich we Fran- W r' h "Krokowskiego" oować: Elżbieta LutQstańska-Wider- 
że np. były tam autografy IiIstów cji, Włoszech i Holandii. OsŁa.tnia . _
_. ły o I
yna b co f o kt ' _ szalowa, AnieIa BUNówna, Zygmunt 
. FI . . ......
 ki o P t k . h W O I Al k m'h:M;I Się z lOry gra Iczne, o M v Ś o k k o o o 
Izabeh z emmgow CL ) 1t.. 
.
 .'1. ",.,..,,, ,/ 

i: 

 ,,, 
..., - ,..- 
...... 


""-_,1 


t, 
'""i 



, i T 


" 



 


,""'fI; 
..;t"'
 .:1" 
. -. / 
tt:... _
 .. 
-::::::::::: - 
_.. 
........... 
 


J'" 1, 


;;rł
'i' 


" 

. 


.. 
...- c__ 


...'1; 


" 

: 

.,".-... 


i. 


, , 


;{Ji 
ł 


..' 
\
:!
 


" 


:.._ , J. 
'w , 
1*- 
.i- 


'h 


lit 
i -;::. 


t 
/. 


, J 


j" 


t 
t 


-.. 


I 
" 'I 
",.,-1 .' .. 

""'i"".# 
-.., 


Ił. 


'" 


..- '- 
- 


" 1,1
 
.. 
o
 

''''ł- 
;::..... 
 coraz mnie.j może si ę Qbrazić, o-d y w pewnej 
.. h " h 1 b nadal d'oŚWiadcz3my WIl"a;z z calym 
'W prywa.onyc ręll\.ac, ecrz; tym pie- chwiH odwróci si ę ""'w,jan i pokaże 

,t o o ..1, bi o Y- światem jej długotrwałych następstW. 
CZUll'owicleJ u'O °eralJ1e I wypieszcza- mu naJWie z r. 1572 grozi 
"...paniom wesołym - srogim ka- 
Il'aniem utopienia, albowiem stąd 
rwszelkie niezdrowie, zbytki i france 
'Przychodzą, skąd naj czystszego pa- 
chołka takowe choroby złamią i 
wnilWecz obrócą no Hetman Krzy'Sz- 
tof Radziwiłł - kontynuuje SilVJa - 
rprzema.w.ia kate
orycZl1ie ale i ma- 
lownic:w: - "uogdyby się jaka 
wszetecznica znalazła, ma być ręką 
katowską r6zgami sieczona i wy- 
ś,więcona" . 


Tymon Terlecki w eseju "Peguy" 
rwywodzi, że modlitwa jest to "je- 
d}'1!lY wyraz nieogral1
czony. Jest to 
łaska tych ktbrym nie dano łask.i... 
jest to sztuka niemych, głuchych, śle- 
pych li bezrekich". 


. Stanisław Mackie'wiocz omawia "Po- 
czątkd Konfederacji Barskiej". 


- 


o polonicach 
amerykańsko · 
sowieckich 


W nowojorskim "Nowym Russkim 
Słowie" z 17 mada br. recenzja pa- 
Tyskiego korespondern1a Wejdle z wy- 
stawy maJlarstwa polskiego w Pa,ryżu. 
Wejdle gani ..Szał" Podkowińskiego, 
z przekąsem odzywa się o Matejceo 
Chwali natomiast Malczewskiego i 
Wyspiańskiego Kończy laurką dla 
Józefa Czapsikiego. Cytuje też kilka 
wystawionych szkiców Norwida. któ- 
re porównuje do rysunków Puszkina 
i Baudelaire'a. Mnie wydaje się, że 
Norwid jako rysownik stał wyżej, ze- 
sl\awiłbym go racze
 z Lermontowym. 
Nota beue, największy zbiór rysunków 
Lermontowa posiada Uniwersytet Co- 
lumbia. Więcei niż wszystkie rosyj- 
skie biblioteki razem wzięte. 


* 


Znamy w sferach filatelist6w amery. 
kańSlkich - t,ZW. temaJtyków (religia, 
s2Jtuki piękne), autor cykli artyku- 
łów Da temat "Christianity on stamps 
ot Poland", "Polish art on stamps" 
i t.p. Józef L. Brodowski opubliko- 
wał w kwietniowym (I 72) numerze 
dwumiesięcznikia "Coros .. artykuł 
"Pagan Gods of the Slavs n O figu- 
ruOącJ'lm na jednym ze znaczków pol- 
Stkich posągu Światowida, malezionym 
w r. 1848 w wodach Zbrucza w oko- 
licy H usiatyna i przechowywanym 
obecnie w Muzeum Archeologicznym 
w Kmk.owie. 


Zasugerowałem Brodowskiemu, by 
się zainteresował z kolei t.2Jw. "drzwia- 
mi płockimi" figurującymi na 1)nacz- 
ku wYPl!lSzczonej przez pocztę PRL 
pocztówki z cyklu "Ochrona zabyt- 
ków". Pisał o tych drzwiach w swo- 
im czasie Joachim Lelewel. Zostały 
one z3lffiów.ione i zrobione w latach 
1152-56 w Magdeburgu na zamówie- 
nie biskupa płockiego Aleksandra, 
którego podobizna figuruje na tych 
drzwilach. 


I wszyslllw byłoby w porządku. 
gdyby te drzwi znajdowały się w 
PłoC'ku. Ale - są one jednym z 
upiększeń ... SobQfu św. Zofii w 
N o w g o II' o d z i e . Jak tam tra- 
fiły? 
Bardzo prostą odpowiedź daje pol- 
ski korespondent miesięcznika "Fiła- 
teIija SSSR" p. Cezary Rudzińsiki. W 
grudniowym numerze tego miesięczni- 
ka, pisząc o ,.dr1JWiach" wysunął on 
tezę, że to płocczanie ofiarowali je no- 
wgorodzia.nom w celu przyjaznego 
us,posobienia tych ootatllich dO' sie- 
bie. Ciekaw jes.tem, czy Brodowski si
 
z tym zgodzi, czy też wysunie przy- 
puszczenie grabieży. 


Bohdan Kawecki 


- 


STARANNY MASZYNOPIS 


ZACHĘCA DO CZYTANlAI 


......,jIj....
		

/Archiwum_001_05_171_0001.djvu

			RYSZARD KIERSNOWSKI 


Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


DO Walna przyjechałem 3 paź- 
- dZiernika 1939. JakD jeniiec so- 
wieoki uciekłem z konwDju z Rom- 
kiem G.rzymałą z "Gazert;y Polskiej", 
gdy kozacy na kDniach prowad:zJiLi 
kolumnę PDlakó"" na w'iChód. po 
różnych perypetiaoh zdołaliśmy zła- 
pać pociąg towarowy do KowIa na 
dworcu w Lidzie. Żołnierze sowiec- 
cy wyłapvwalli Polaków w mundu- 
rach - jakoś udało się nam pr7e- 
myoić. 
Talk. więc dotarliśmy do zjIlajo- 
mych kątów. Idąc ulicą Zamkową 
posłyszałem w tłumie dźwięki "Bo- 
że COŚ PDlskę" - to dwóch dzia- 
dów grało melodię I,.. harmoniIi; 
serce ścisnęło mi się i ch\\-yciło mn.ie 
ZJa gardło. 
W !;t;a,rej żydowskiiej dz,ielnlcy 
znaleźliśmy jdkieś ubrania, mundu- 
ry schowaliśmy do worka, przerzu- 
conego przez ramię. Co dalej robić"! 
Pełno sowieokiegv wo
ska wsz
dzie 
- gd:zJie znaleźć dach l1iad głową i 
co jeść? Rada w radę pos1:anowlill.ś- 
my zapisać się n'!. u.niwersytet Ste- 
fana Batorego. ja'ko stude.t1Ci mo- 
gliśmy się wy'legltymować. Byhmy 
wprawdzie nie tak dawno studen- 
tami rl1a uniwersYtecie warsza'\\skim 
ale co t.o szkodlil,ł
? Postanowiliśmy 
iść do fotografa żeby zrobić zdję- 
oia do legitymacji. 
W poczeka!ni u fotografa siedzi'a- 
ły dwie pensjonaiJ"ki: 
- Panowie niech lepiej n.ogi cho- 
wają bo buty was zdiradzaj.ą. Czyś- 
cie się bili z Niemcami? - powie- 
działa jedna. 
- Biliśmy się z Rosjanami. W tej 
torbie mamy płaszcze woj 'ik owe. 
Trzeba je będzie ufarhować i guzi- 
ki zmienić. 
- Niech panowie nam 
mundury, wiemy gdZJie jest 
nia, i guZJiki z orzełkam.i 
jemy. 
Zaj.rzah do torby: 
- A to co .to? Krew!... Czy pan 
był mnmy"l 
- Nie, to krew z 'I1OiSa, 
C\ waLnęli mnie kolbą w 
Złapali nas pod t<..owlem. 
romtrzelać. Długa his
oiJ"i,a. 


dadzą 
farbialf- 
od'pru- 


Ukraiń- 
tv.arz. 
Chc.ieli 


- 



- 


40 LAT TE/Ul' 
WIADOMOSCI 
LłTBACKł
 


WARSZAWA. 5 WRZEśNIA 1937 


· Nume.r prz}no.si wiadomość o wyda- 
niu nakładem Jarosława l\\as
kie- 
wicza i "Wiadomości Literaokich" 
listów Fryderyka Chopina w o['ra- 
cowaniu Henry'ka Opieńskiego.. Jed 
nocześnie Wand.a Melcer w arty- 
kule p.t. ,.Pomnik Chopina z drzew 
i kwiatów.'.. bo.gato ilustrowan}m 
fotografiami, opowiada historię Ze- 
]oazowej Woli - miejsca urodzin 
Chopina - folwarlzta. Nic nie 
szkodziło, Że dom był ZJimny i ""il- 
gotny ali były też bomby smle- 
chu i bomby oklasków - aŻ gmach 
się trząsł. Uważ,lliśmy ze 
zczep- 


ciem żeby nie WPaść w klownostwo, 
w szarżę - żeby utrzymać się na 
granicy grat.esk l i satyn. Wybu- 
chem rndości publiczność witała ka- 
żde zjawienie się Jadzi Czerwińskiej 
w jej świetnYCh charakterystycz- 
nych piosenkach, l rodzY'I1k,ach sen- 
tymentalnyoh. 
Czerwińska wyrosła w nas.zym 
kabarrecie na świet.ną pieŚiniark ę i 
di.few,e. Pi,osen'koi b\ły pióra Hema- 
rra i moje. Hemar był bardzo zdol- 
nym reżyserem. umiał podrzucać 
właściwy tan, ciemaować piosenki, 
milał świetne pomysły. 
Zaczęliśmy życie Le.(ltru abjaw,o- 
wegD, od jednego do drugiego o- 
bozu wojskowego. J a'I< Anglia sze- 
roka wszędzie znaidowały się obozy 
PKPR, gd.zic nasza publiclJnoŚć mie- 
szkała w słynmch "beczkach śmie- 
chu" z falistej blachy. Ale była 
ta publiczność wyborowa, t,ak zwa- 
na "wdZJięczna" publiczność. Reago-- 
wali na każdy do\\-cip, cieszyli się 
każdym pojdwieniem Wincuka i 
SZC'lJepcia, i mieli swoje ulubione 
piosenki Jadlii Czerwió."kiej: "Alba- 
tI'(X"" (Hem'art "Werona.', "Amor, 
amDr" (Kiersnowski). Glińo;ki szalał 
przy fDrtepianie, przytupywalł, grał 
wspaniałe kuja\\-iaki. oberta6y, hra..: 
ŻJo
nlie,rskJa wrzała jak w ulu. I 
his, his, wciąż mało. 
Kiedv wracaliśmy z obozó"" kole- 
ją a pora byla kolacyjna, \,;szyscy:;- 
my szli do wagonu restauracyjnego. 
prócz Hemara. Nic nie jadł: 
- Moja Kaia czeka na mnie z 
kurą. 
- Ale ty się głodzi',;z. 
- Mówmy o czym innym. 
- O czym? 
- Na prz)kład o teorii bez- 
względności tubki pasty do zębów. 
Ciśn.iet<;z - a tu nic. 
Czasail11i Hemar zapraszał do 
Szóstki na występy go6cln-ne. Zja- 
wiała stlę Zosia Terne z ulubiony- 
mi piosenkami z ,.Qui pro Quo", 
których widownia słuchała urzeczo- 
ma. i słychać by,ło płacz na sali. 
"Kiedy znów zakwitJną białe bzy", 
,.Telefoni,'lltka..... 
Inni "made iln 'Qui pro Quo''': 
LaW1ińlski i Tom, filary, asy mOl\1o- 
logu i skeczu. 
Pewnego dnia czelkaliśm\ w Cam- 
bridge na połącz..enie do miejscowoś- 
ci gdzie majowalł się polski obóz. 
Postano'wiliśmy skorzystać z okazji 
i z\';iedzić miasto. Gdy spotkaliśmy 
Się v.szyscy llIa peronie nasi humo- 
ryści przyszli na pociąg w studenc- 
kich czapkach _ szalikach. Na ma- 
rynarkach mieli nal'illywki .,Olm- 
bridge". Gdy pociąg zajechał na 
King" Cross w Londmie Lawiń"ki 
wyciągnął z futerału śkrrzYPce i za- 
czął glrać skoczną mek ie. 
"Dwie gitary". "Śnieg", ..Pędzi 
ohłopiec trójką koni", piosenki An- 
drzeja Własta i Jerzego Boczkow- 
skiego. Mam nuty z jego fatogra- 


.. 


, t' 


,; 


"'ł'.., , 


ła W} borowa. Szczepcio był wzru- . W 

ny. bo dostał kwiat, na scenie 
za piosenkę o L\\ owie. 
- WidzL
z ja:k ciebie lubią 
powiedZliał Hema.r. 
- Ej t.am - odparł Szczepcio 
ja i tak jestem zły, mnie to \\-szyStkD 
duj,i i te kwi!iity jak na pogrzebie _ .. 
- COś źk 7 t'\\omli nerwamI? 
zapytał Hemar. 
Mnie wszystko duji... Bo ja 
jadę do PoLs.ki. 
- W Polsce I wowa nie zrnaj- 
dzie
. 
- Ty piszeSL M3Irian piosenki... 
że niby nadZJieja, tęsknot.a, ja to 
śpie\';am, a ta nadzieja t.o jest NIC, 
plsa:nie. tylko mgła. Jak pojadę to 
poczUJę pod nogami po]'ską ziemi.ę. 
- Widzisz Szczepcio mÓ\\ ił 
Hemar - ty mówilsz, że nadzieja to 
NIC i mgła, a to wlaśn,ie z takiej 
mgły w\1rosła kiedyś POiJ.ska ze Lwo- 
wem i Wilnem. Napisałem kiedy
 
wiersz .,Inwokac.ira" i zakończyłem, . 
ze "Sztandar jest ważmy. me dłoń 
CD drze\\-ce trzyma". W.ięc Slltandar 
jest waŻJny. a my go Szczepcio tT1Zy- 
mamy w I Dndvnie w In
ytucie Si- 
kor
'kiego, a każd,l lwa\\-ska piosen- 
ka to w\żej podnOsi ten sztanda.r. 
Nadzieia musi być, mllJSi karmić nas, 
aż wyrośnie na mocny dąb. Szczep- 
cio kochany ty z twoimi piosen- 
kami je,teś w
ród na" due.ej rargi. 
MoŻe jelitem w randze gene- 


rala. 


Na s\:enie jesteś generałem. 
- A ja i tak wrócę do Polski - 
zakończył Szczepcio. ZłaDał za klam- 
kę drz
i \'; przedziale: 
- Mari3n, jak mą je"zcze coś po- 
wi
z, jak mnie będ'Ziesz odmawiał, 
to wy'kocze z pociągu. jak Boga ko' 
cham! 


Odci'lgnęF{my go od dawi. 
Na i Wajda pojechał do Polski. 
Znalazł posadę \\- Warszawie, w ra- 
diu. Ale nie czul się dobrze. Pew- 
nego dnu'! wys.iadaljąC z ta,klSlówki 
umarł nagle. Pęknięcie naczyn
a w 
mózgu (tak 
alllO Jak światope}k 
Karpiński). Tak więc straciłem p
rt- 
nera. Ciężko nam było na sercI!. 
Szóstka się jakoś rozwiala, \';SZ\-S 
tka zaczęło iŚĆ kuławo. 
Hemarrowi oiągle rodZIły się w 
głowie nowe pomysły. I zadecydo- 
wał: 
- Ter,\z j,lk nie ma Szczepcia zro- 
bim \ Rysiu !:łZOpkę. 
Napisali.śmy jol we trójkę: Hem
lT, 
1<...iersnowski i Tadeusz Wittlin. Wy- 
'itawioma byh jesienlią 1947. 
Prze,zła wszystkie oczekiwania, 
"tala się \';ielkim sukcesem. Wzięli 
w n'lej udział: JadiZia Czerwińska, 
Kcnrad TotTI i Z,imand. Akompa- 
nio\';ał Bernard Czaplicki. 
Tylc razy wIJziałem HemaiJ"a jak 
czytał na "cenie swoje wiersze, że 
pewnego razu nap
sałem \\-iers:z o 
Hemaae. Naślado\';ałem j.ego ruchy i 
akcent, zrobiłem jego parodię. He- 
maT się sam szcz,erze uśmi
lł i w na- 
gTodc d,lł mi tomik swoich \\-ier- 

zy ; serdecznym uściskiem. 
Oto pa.rę zwrotek tego wiersza 
pt. ,.Hemar w krzywym zW.iercia- 
d'le" . 


".. 


- 


& 


"-1'., 


... 


, 


.. .. 


Hnal "iczoru w "O!:nisku". Stoją od lewej: Kier..llowski, Teres" 
"IIowakcmsk", Hem
lr, Wladll Majewska, Jerzy Kropiwnicki. 


fią, wyglądał ja.k bardzo przysto;:1Y 
!iimant. w latach dwudZJiestYch. A te- 
raz stJworzył śmiesznego typka Cu- 
kiersalca na scenie w Bialym Orle. 
Oczywi
cie nikt nie dOlrównał La- 
wińskiemu w monolagach, b\ ł n,ie- 
zapomnia,ny. Kto raz sl-ysrzał, ten bę- 
dzie pamiętał jego In,p. "Brydż" 
..."bo ja się brzydiz.ę brydżem..... 
Kiedyś Hemar zapyta,ł mnie 
nigdy nie wicdz:;:łem czy mówi na 
'ierio CZ\ żartem: 
- Pawiedz mi RY',iu napra\\dę: 
czy ty jCl'Jteś Białoru'iinl.'111 czy Lit. 
wi,nem? 
- PowiedL mi Marian. czy je
.teś 
Polakiem c.zy Żydem'? 
- Polakiem ale t;,ię jeszcze nie 
pr-zyjęło. . 
W r. 1947 zaczęto myśleć o zl'lk- 
widowan.iu obozów PKPR (Palski 
Korpus Przysposobienia i Rozmiesz- 
crenia). Byh. nacIs.k.i ze s.tlrony .,Pol- 
ski Ludowej", obiecywanD bezpie- 
czeńsbwo, wielu żołnierzy tęslwiło 
do rodz.
ny i uało się s.kusić, wy- 
jeżdżali do Gdyni, gdzie ich wita- 
no z orkiestmmi wojskowymi. 
Wracaliśmy wła
nie ze szpitala 
wojskowego Iscoyd pod Whirtchurch 
w Shropshire. BY'li
my tam prZ\:jmo- 
wani entuzjastycznie pTlJeZ siostry i 
lekwrz} i tych ,>pOlŚ.ród pacje:1tów, 
którzy moglli wstać. Publiczno.;ć by- 


HEMAR U KRZY" YM 
ZWIERCIADLE 


TWl/l z Z1wjoma na sali. 
Wid;::. Rzecz zwy/..ła. A przeCIe;:: 
Między numi kw konta/..t. 
Coś ".i!: wią:e, coś plecie, 
Coś co 1I'.fpólnie cza.l"ami 
Narze myśli przenika - 
Pół-freudowski knl/takcik 
Widza i rutyn'ka. 


U.vmkcha.I.Z sir drogi wichu, 
Gel y słowami się pie.I';::czę, 
Gdy docil/am, lub czasem 
Na J..im.v łatkę I/mieszczę. 


Uś,mechllSZ 
'ię i "'yśli
z 
O kughl/zu - Hemarze 
Który dum J.. i układa 
Z przywor Il/dzJ..ich i zdarz"". 
Takie bańki mydlone 
Dla 'lam I.dlenia uczu 
Heml/r 
 my.vlisz - huduje 
Po l1Iistrzow
ku! Uroczo! 


l 
.iedzisz uśmiechnięty 
Przyjacielski, łaskawie, 
Bo .mm Heli/ar po wiec/ział, 
Ze White-Eagle nie w Warszawie, 
Że nie przvjdą pn niego 
Agenci NKWD 
A najwyżej Ol' p();dzil', 


25 LA T TElł1l T 
W[ł2M)])@!M\Q)
cg!ł 


LONDY:\I, 7-14 "RZEśNIA 1952 


podwójnym numerze 336/337 
pierwsza stro.oa iest poświęcona na 
przedruk odr-zytu Jana Lechonia 
"Literatu.ra polska i I.iteratura w 
Polsce" wygłoszonego na wieczorze 
POlskie-go Instytutu Naukowego w 
Nowym Jorku. Celem odczytu _ 
mówi Lechoń - nie jest ani "bia,- 
danie nad materiall1ą nędzą kul- 
tury polskiej na emigracji ani szu- 
kanie jakichś dotąd niewypróbo- 
wa.nych Ie-ków" natomiast by "do- 
ciec do paru Drawd 711\lrówno po- 
cieszających jak napawających tro- 
ską ale przez to właśnie że prawd, 
ileż bardziej oży\\ czych od najba.r- 
dziej do otuchy wzywających fra- 
zesów". 


· Stanisław l\1ackie\\ icz kontynuuje cykl 
artykułów pod ogólnym tytułem 
"Stanislaw August" - "Konfede- 
racja barska zgubiła Polskę". 


Tymon Terlecki w a,rty1kule pt. "Kos- 
sowski of Aylesford" pisze o pra- 
cach Adama Kossows,kiego w kla- 
sztorze łc,arme-litów w Aylesford, 
gdzie "pielgrz}m i turysta co krok 
natyka l1a 
Iady Kossowkriego". 
W}m
eniając szereg głównych prac 
- widkie obrazy w sali kapituły 
i wielobarwne glazurowane terako- 
ty w ogrodzie przyklatał". Fryling sta- 
ra się o.dpowiedzieć sobie l1a py- 
tanie - kiedy był po raz pierw- 
szy w teatrze .- z uwagi na to że 
..za lwowskiei dyre'kcjoi Tadeusza 
Pawlikowskieg.)_. każda niemal 
bytn{)Ść w teatrze była wtedy 
pierwsza". Uspokaja go profesor 
S
a'nisław Stroński "że po raz 
pierw
zy w teatrze można byt wie- 
le razy". 


. X. Kamll Kantak wypow,ia.da się l1a 
temat lektury "Książka o Troc- 
kim" napisanej przez Victora Ser- 
ge'a, znanego trockistę i byłe&,o 
więiJllia G.P.U. Serge "Zwalcza 
Stalina... w marxizmie widzi przy- 
szłość świata, wierzy w Marxa ja- 
ko. proroka, w TroC'kiego jako 
	
			

/Archiwum_001_05_172_0001.djvu

			8 


Kunegunda 


z 


Bratanicy mOjej Annlie-Kune- Osąd klfollJi.karza XIV w. bardzo 
gundzie pośwu roma'nltyzmu. 
Dla nas, Polaków, dotarcie do źró- 
deł posltad staje się o tyle ważne że 
lpost.ać Kunegundy z Kynastu, przybli- 
ża ją do dziejów, jakże tragicznych 
dla Sląska. Niemiecki poeta-iklasyk wi- 
dział ją olciem realisty, jako 
ykłe 
dziecko epołGi. Gęślarz, trubadur, ry- 
cerz, polski kmieć czy nawet kroni- 
karz, widział w jrga sześć razy. 
Największy fizyczny wysiłek Cesa- 
rza przypadł pod Borodino, Już 6 
września oglądając pole przyszłej bit- 
wy o brzasku wyrnszył na Emhelli i był 
w siodle do 9 ramo. Po obiedzie, o 2 po 
południ	
			

/Archiwum_001_05_173_0001.djvu

			Nr 1639/1640, 28th August/4th September 1977 


Intelektualiści 


w "Wu.adomościach" z 29 maJa 1977 
(I1r 1626) ukazał się artykuł Józefa 1.0- 
bodowskiego pt. "Hegel czy momJiSity- 
ka ". Autor nawiązuje do dyskusji mię- 
dzy Czesławem Miłoszem a GustaJWem 
Her[ia1g-Grudzińsk
m na temat. Co 
powoduje że tylu iiI1telektualist6w 'do- 

USlOwywało i dOSQjlUlsowuje do ko- 
munizmu ". Na to pytanie daje najlep- 
8IZą jaką znam odpow.iedZ prof. Fried- 
rich von Hayek w artykule "The ii!l- 
teUectuals and socia1ism". Arty!kuł ten 
był umieszczony w amery1kań1slkoim piś- 
mie ''The Univel"Slirty of ChircaglO Law 
Review" w numerze n
. 3 r. 1949. Fakt 
że Ha}'lek pisze o socjaH.zmie a p. 1.0- 
bocIowskii o komurn.i-zmie jest tu nie- 
istotny pooffeważ chodzi o zagadnnenie 
przyjmowania przez illltelektu3'l.i&tów 
świ3Jt'Opogj!ądów, które podda.ne obiek- 
tywnej am.ałia. jest długi, a więc wyjątki. któ- 
re 'podaję nie mogą przedstawić cało- 
bzJtałtu OIPim.iJi aU1tora. Mam jednak na- 
d2Ji,eję ze wyhrałem myśli najist1omiej- 
sze i m6w:iąoe same za siebie. Tmma- 
cze.nile jest moje. 
,.T}'Ipowy .illltelektuali,s.ta nie pot.rzebu- 
je posiadać specjalnyoh wiadomości z 
żadJnej dzied2Jiny; nie musi być nawet 

31lnie inteJoigellltny, gdyi jego fun.k- 
CiJ\3 polega na pośrednilOZenłu w szerze- 
niu ide,i. To co kwa:liifrikuje go do tego 
zada,nia jest umie,jętność łatwego mó- 
w:iel1ia i pisan
a na wiele tematów oraz 
slamowisko lub przyzrwyczaóen
e,' któ1"e 
umożlirwia mu zapo:Zillawanie się z no- 
wymi ideami woześniej od tych, do któ- 
rych się Zwraca ". "Musimy zrozu- 
mieć diwie rzeczy: Po pierwsze inte- 
lelktJualiści lIa ogół oceniają specyficz- 
lI1e zalgadnienia w świetle ogolnych ideI; 
po dm
e oharakterysrtyczne błędy każ- 
dej epoki są często pochodnymi 
prawd" które epoka ta przyniosła. Błę- 
dy te polegają na fałszywym zas-tos-o- 
,:aniu nowych uogólmeń, które okazały 
SIę słuszne w nie/których tylko dziedzi- 
nach życia. Należyte rozważenie tych 
fakt6w na.s.unąć musi konkluzję że oba- 
lenie tY'Ch błędów pociągać będzie często 
konieczność dalsze1 pI1acy intelektualnej, 
lI1 ł eJk.iedy w kwestiach bardzo abstrak- 
cy]ll1yoh, kt6re wydawać się będą mogły 
odKfu,lone od praktY'croych problemórw." 


,,,Najba.rdzJiej być może charakterystY- 
CZną cechą intelekrtualistów jest to że 
DCeII1iają nowe idee nie według i'ch spe- 
oyfi=ycl1 zalet. a,le sItJosowll1ie do łat- 
wośoj z jaką można dopasować je do 
prz}'ljęt}ch już ogólnych pojęć, do ich 
Wlizji świata którą uważają za nOW1OCZe- 
Sną luli> pootępową. Dzięki talki.emu 
Wjpłyrwowoi idei na inltel.ektuaWisltów, siła 
ich działania w kierull1iklu dobra czy 
zła odnośnie do jakiegokolwiek zagad- 
nienia j,est proporcjonalna do stopllia 
uogólllloień, ahSltrakcyj,ności i nieprecy- 
zy}ności w sposobie ich podania. Po- 
niewatŻ intelektuali.sta wie mało o po- 
&2)oz:ególnych zagadn.ieniach, kierować 
się będ'Zlie w wyborze swoich 'Op[m.ij 
Zgodll1oocią ich z jego illll1
mi po,głąda- 
mi, tak aby jego wizja świata nie była 
zalkłócooa. Ta sele.kcja wśród corarz. to 
pojawiaJących się nowych idei stwa.rza 
oha
akterysi1yczny klimat w opinii pub- 
licznej. Ten 'Wel1anschaung' danego 0- 
kre
;u czasu sprzyjać będzie łatwemu 
p.
jmowa:no.u lub odrzUcai!l,iu pI'.zez in- 
te1eikltuałis.tów wniosków dotyczących 
zagadnień których nre będą naprrow- 
dę rozumieli." "Talki klimat jest w isto- 
cie w każdym okrresae CZJa'su zbiorem 
pewnych ogólnych założeń, przy pomo- 
cy których intelektuaJ,ista ocenia waż- 
ność nowych idei i op;lIii. Zał
że
ia. t
 
polegarlą głównie na ocenie najrwazmej 
szych, jego zdaniem, osiągnięć naulko- 
Wych, a następnie zastosowall1:e, ich a 
więc wymi,ków pracy specjalistów, na 
innych polach działania. Łatwo przyto- 
CZYć długą }i.Sltę t.akioh intełektua,lnych 
mód i frazesów, k,tóre w ciągu d'wn lub 
trzech generacj.i kolejno oranowały u- 
mysły intelektual.ist6w. Czy było to "po- 
dejście historycZIl1e", czy teoria ewolu- 
cj;i, czy XIX-wiecz,lly determinizm i 
wiara w przemożny wpływ środowirsika 


- 




-.- - 


lI"JAJLEPSZYM 


UPOMINKIEM 


NA KAŻDĄ OKAZJĘ 


JEST NłEW Ą TPLlWlE 


kwartalna, 


półroczna 


lub 


roczna 


prenumerata 


WIADOMOSC." 
" 


- 


w pIV.eairwiieństIwie do dzied:zJicrzn'OŚoi, 
az;y wr
e teoria W7jgJlęoo.oki lub wia- 
ra w potęgę podświad'Omości - każda 
z tych ogblnych koncepcji była używa- 
na jako kamień probierc
, przy które- 
go pomocy lI10we zdobycze w r6riJnych 
dziedzina.ch nauki były sprawdzane. 
Wydaje się że im mniej dokładne lub 
Zf07JUmiałe są te teorie, tYlffi szerszy ich 
w:pły.w. Na przy1kład wi.ara że zorgani- 
2JOWana koO'l1ltlrola i Ś'M.adoma ongaJILiza- 
oja jest talkże i w sprawach społecmych 
2J3JW5
 lepsza od sporutaJniCZJllych pro- 
oesÓM\ które nn.e są kierWJied2lieć o teorii, że 
ka:żdy pomądek: Qrarty na z góry na- 
.r=oonym planie mUlSli być lepszy od 
reziUJitatu równowagi rrnędzy dwoma 
przeoiJwstawnymi s.iłamii." 
..,Nie ule.ga wątpl:iwości że sposób w 
jalkJi człowieJc w ciągu ostatnich stu lat 
nauczył się organizorwać g.,iły natury, 
wpłymął w dużym stopniu na powSrta.nne 
wiary że podobna kont.rola sił społecz- 
iI1ych przymesi,e ludzJiom pop.rawę ich 
bytu. Ba.rdw powszechne jest przeko- 
narne że wprowadzenie techniki iniy- 
n
.eI'Y'.il1ej do kierowania wszy&tkimi for- 
mamr luoqJkrierl 3JktY'lwmośd zgodnie z 
Uedll1ym przemyślanym planem, przym,je- 
sie społeczeństwu podobny sukces jaik 
w problemach czysto tecłmiJcznych. Po- 
gląd ten wydaje s.ię na tyle prawdopo- 
dobny, że mógł uwieść większość umy- 
słów, które zachwycone były zdobY'C1Ja- 
mi nauk technoIO!?iicznych." 
"SrpekUJla.cje na teroM możliwości 
zupcllnej rek.om;tmłkcji Slpołeczeństwa 
daJją ilJ1telektual1stom pokarm. duchowy 
przyjmowan.y dużo chętniej od bardzJiej 
praktycznego i na kr6tką metę pomyś- 
looego pl'ogmmu tych. którzy d
 do 
5ItOplJWoweu poprawy istniejącego po- 
rzą.d'ku. Specjal:noe socjalistyczna myśl 
zawdzięaz.a swoją popularność wśród 
młoOOieży właśnie temu wirzjonorslkie- 
mu charakterowi. Od.w
 wy!ka:z;aoo w 
utopijnych spekulacjaoh jest, z tego 
punktu widzenia, źródłem siły dJa soc- 
jalistów, si
y, k,tórej nies.tety brakuje tra- 
dycy
memu LiberalizmowL Ta różnica 
działa na tkorzyść socjalizmu nie tyltko 
dlatego że spekulacja na ogóll1e tematy 
umożliwia grę imaginacji tym, którzy 
nie są obciążeni duZą wiedzą dotyczą- 
cą fakt6rw współczeSil1ego życi\3'_ Zaspa- 
kaja ona również, zlllpełnie zresztą słu- 
lSrLIlą chęc :zJroz.umienia raojonalnych pod- 
staJW porządJku s.połecmego oraz możli- 
wość znalezienia ujścia dla konstruik- 
tywnego zapału. Natu-ra intelektualisty 
I>prarwia źe nie interesują go technk2l1e 
detale i praktyczne trUoo.ośd. P.rzema- 
wiaDą do n.ie
o tyliko szel'okie w
je i 
ułuda Zf07Jumien1a ca.łości porządku 
s.połecznego co ma jakoby zapewnić 
system planowania." 
Definkja illltelektua'HstÓIW poda.na 
przez Hayka jest, jak każda def'inil'Cja, 
trochę aJrbitralTIa. Ale Ha'Yek przedsta- 
wił tu tę klasę ludzi, którzy wbrew po- 
ZOrom, nde chą, a'lb.o nie portrrafią, myś- 
leć samodzielnde. 


Stefan Brykczynski 


WIADOMOśCI 


l) 


z 


CZASOPISM 


KRAJOWYCH 


MATURY 


Co roku można się dowiedzieć z 
prasy cOŚ o temataoh prac matural- 
nyoh. Tym razem Stanisław Bortnow- 
ski pisał o tym w ,,1:yoiu Literac- 
kim". Wynika z jego uwag, zresztą 
krytycmych, że kuratoria s:lJkolne po- 
dały międZy innymi takie tematy do 
pracy z polskiego: 
"Uzasadnij, dlaczego literatura sta- 
ropolska może być s7Jkołą patriotyz- 
mu dła dzisiejszego Polalka. 
Jalcie cenne uwagi i wskazania 
przekazałi naszym czasom Jan Kocha- 
nowski i Ignacy Kraskki? 
Jakie wartości poznawcze, społecz- 
ne i artystyczne stanowią o tym że 
twórczość Bolesława Prusa jest 
am 
dziś b1iska1 
Dzięki ja.kJim wart.ościom w swoJeJ 

órczości stał się Henryk Sienkie- 
wicz bliski W5zySitkim Polalkom? 
Czym nas zadziwia, urzeka i wzru- 
sza poezja... (tu wiele nazwisk). 
Wykaż na podstawie znanych Ci u- 
tworów, że Stefan Żeromski ma pra- 
wo do naszego szacUJlJku i miłości. 
Siła, W:ielkość i piękno postaci re- 
woluqjonistÓlw w naszej literaturze. 
Który ze współczesnych autorów 
polskich i obcych wywarł największy 
wpływ na twój StOSUllek do życia i w 
czym wyraża się Lo oddziałyrwanie? 
Wyikaż w j
i Slposób polska poe- 
zja i proza XX wieku przyczyniła się 
do zwycięstwa ideałów sOCÓalistycz- 
nych w Polsce Ludowej." 
Glosator ze swej strony zapropono- 
wałby następujące tematy: 
Wykaż, że literatura podbija nie- 
kiedy naajonaHstycznego bębenka i 
prowadzi do ekscesów zwłaszcza kie- 
dy jest dobra. ' 
,podaj przykłady wodolejstwa u Bo- 
lesława Prusa. 
Pokaż na przykładzie Jana Chryzo- 
stoma Paska I drwóch wybranych 
przez siebie autorów, że można być 
skończonym durniem i utalentowanym 
pisarzem. 
Dlaczego 
poezji nud2Ji1 
Czym irytuje dzisiaj Stefan Żerom- 
śki? 
Ukaż przykłady protestu pisarzy 
przeciwko komunizmowi w dziesiej- 
szej literaturze, przebijające się mimo 
wszystko przez cenzurę. 


olbrzymia 


większość 


POLONISTYKA 


Ten sam autor, Bortnowslci, p.isze w 
innym numerze "Życia Literackiego" 
o "polonistyce w obłędzie". Relacjo- 
nuje 011 wypowiedzi studenta filolo- 
gii, który mówił: 
,,spodziewałem się, że na uniwer- 
sytecie będ2liemy czytać teksty lite- 
rackie: my naiwnie, prowadzący za- 
jęcia asystent inaczej, .on nas uświa- 
domi, zdame po zdał1iu, odkryje w 
słowie nowy sens, pokaże Tuwimow- 
ski 'strumień prawdy żywiący i żyzny 
z mojej pięiknej ojczyooy-polszczyzny'." 


-
 


Niedziela 


Co niedzielę i w każdy świątecz- 
ny dzień jeżdzili wszyscy całym dwo- 
rem mierzejewskim do kościoła pa- 
I1afiatlnego w pobliskim o trzy w,jor- 
stwy "troszy()ie. Jechał ob.owiązkowo 
cały dw6r, a służba dworska parobcy 
li': rodzinami szli per pedes apostolo- 


rulD. 
Na majdanie panowała zupełna ci- 
sza odświętniię o przyjęcie spełnia wszystkie wy- 
magania, otrzyma zawliadom.ienie o. 
dQPuszczeniu do egzamillu wstępnego. 
Szkoły średnie zgłaszają trzech swo- 
ich najlepszyoh wychowanków zwol- 
nionych z egzaminu. 
Zmieniła się nieco lista 
w. kie- 
runlk.ów deficytowych, na które rady 
pedagogiC'llle mogą kierować jednego 
z prymusów. Zamiast geodezji i kar- 
tografiO. proponuje sil; im inżynierię 
materiałową, nie fi
ru
ą na niej ki e- 
rullki rolnicze". 
Jest "dużo chętnych na studia spo- 
łeczno-humanistyczne; mniej lIa ki e- 
runkli ścisłe". 
Uniwersytet śląski ma 100 miejsc 
na prawie, napłynęło 700 zgłoszeń. 
"P'Opularne są nauki polityczne: 120 
miejs,c - 500 z,głoszeń. Wielu mło- 
dych wybrało psychologię". 
Na 1iście deficytowej figuruje wy- 
chowanie techniczne (1) i fizyka. 
Na Uniwersyteoie im. Kopernika 
"na fizyce czeka 120 miejsc, a wpły- 
nęło 70 zgłoszeń. NajwięceJ teczek 
znajduje się w dziekanacie wydziału 
,prawa ". 
"Największa polska uczelnia, poli- "Try.buna Ludu" podała garść in- 
technika Warszawska, zakończyła po- formacji o Ogrodzie SaS/kim, który 


I co się okazało1 "Owszem, czyta- 
my, bardzo dUŻo czytamy, aJe na za- 
jęoiach zadaje nam się lekturę wy- 
łącznie złoZoną z opracowań. Utwór 
jest gdzieś w podświadomOOci. Nie 
wolno l1aDl wyrazić własnego zdania, 
mU5imy być w zgodzie z obowiązu- 
jącymi poglądami, z sądem kogoś tam, 
kogo nie znamy, ale czyj autorytet 
jest bezwzględny i despotyczny. Pisarz 
jest w tym procederze niewaŻllY, o 
jego dziele tylko się mówi pośrednio, 
bez egzemplarza w ręku"_ 
.,zobowiązuje się nas do zdawania 
kol.okwium z przeczytanych lektur, 
ale na prawdziwym egzaminie będzie- 
my recytować bogaJtą bibliografię z 
ćwiczeń. W kontJatktach z literaturą 
przestaje być ważna literatura nato- 
mias4 liczy się zespół sądów d dziele 
literackim. " 
Potem 
S7Jtałoony już poloni8ta 
robi karierę w swoim fachu: ,Jm 
więcej udzirwień i neologizmów sło- 
wotw6czych (sic), tym wil;ksza szan- 
sa na stworzeoie własnej szkoły in- 
terpretacji, kompliku
ącej to, co do- 
tychczas było takie proste". 
Najgroźniejszy w tym W'SZ}'1itkim 
uest zakaz wygłaszania własnego zda- 
nia, oborw1iązek bez
ględnej zgodno- 
ści z tym, co mówi profesor i pod- 
ręcznilk. Powiększa to jeszcze schizo- 
frenię narodową: jedno się myśli, co 
il1nego się mówi. 


NABÓR CZYLI REKRUTACJA 


wołyrw-anie komisji rekrutacyjnY'Ch, ra- 
zem z filią w Płocku przyjmie okoł.o 
2800 nowych wychowanków. 


WYPOWIEDŹ ROKU 


..Pszenica lIa cele wypiekowe musi 
cha,ra:k
eryzować się dużą zawartością 
glutenu oraz białka wysolkorozpusz- 
czalnego. (Andrze.j Bujnicki w "Ty- 
godniku DemokratYCZl1ym"). 
Mówi się dużo D "pollution" rzek, 
mórz, ziemi i p.owietrza. Szkoda że się 
nikt nie troszczy o ekologię języka. 
Zacytowana wyżej wypowiedź pra- 
sowa nie jest wyjątkowa, czyli "UIli- 
kalna", choć zasłwglUje na wyr6żnie- 
nie. ,,1:ywocik literaoki" wyłowił taki 
kwiatek: ,.Rzeszowszczyzna jest za- 
głębiem produkcyjnym truskawek ". 
ÓWiea-ći-nteli.genta poznaje się po tym, 
że wymyśli takie właśnie manie za- 
miast powiedzieć: "Truskawki 
pra- 
wia s.ię głównie w Rzeszowszczyi- 
lIie ". Za to zaśmiecenie języka - i 
umysłu! - odpowiedzialność ponosi 
w duże;j mierze tak zwana inteligencja 
techniCZlla, a przynajmniej jej część. 
Nie douczeni osobnicy na przykład 
rwymyśJukienkach, tyLko niekie- bramę, sklepioną w postaci baszty 
dy, bardzo rzadko, widziało się na zamkowe;j; wokół kościoła biegła wy- 
starszych wiekiem mężczyznach sta- soka kamienna ściana., kryta cze.rwo- 
ro
ieckie czamary, długie z szarego ną dach6wocą. 
sukna samodziałowego, obszyte sza- Rozkołysały się kościeJne dzwony i 
merunIkiem po bokach, i kapelu- długo biły na sumę, wes-zliśmy do ko- 
sze słomialle. Kobiety i dziewczęta ścioła, towarzystwo lIasze już się 
idące na piechotę, z zasady szły na znacznie powiększyło, ponieważ doje- 
bosaka, niosąc trzewiki na kiju przez chaIi i inlli ziemianie - kola toro- 
plecy, albo w ręku. Tuż przed sa- wie, jak Glirllkowie, Czarnowscy, Gro- 
mym kościołem trzewiki nakładały chows.cy i inni. Kościół cały już był 
na n'Ogi. nabity ludem stojącym, zwartym tłu- 
Wszyscy idący i jadący pozdrawiali mem w nawie koocielnej, a wielu 
przejeżdżający wolant z \Iierzpjt'\\"a młodszych mężczyzn stało ieszcze lIa 
słowami: "Niech będzie pochwalony Je- podwórzu. 
zus ChryShłS" i zdjęciem maciejówki z Dziadkowie moi z rodziną zajęli 
ukłooem, na co Dziadek odpowiadał miejsca, wchodząc przez zakrystię w 
z powagą SW}'JIl dOlllośnym basem: pierwszych ławach kolatorskich, któ- 
"Na wieki wieków amen" i dooo- rych było cztery - po dwie 7 każdej 
wał, s-postrzegłszy kogoś znajomego: s,trony przy oharzu głównym - 7<1- 
..Jak się macie Macieju?" siedliśmy w pierwszej ławie po pra- 
Na młodego studenta-mojego wuja, wej stronie prezbiterium. Dziadek 
jako, ze był bardzo postawny słusz- mój wydobył z kieszeni surduta ro. 
nego iWZil"ostu, przYSt'OjllY, blo
dyn z gowe okula.ry, długo je przecierał, ro7
 
niebieskimi ocmmi, gapiły się młod- łożył przed sobą książkę do nabo- 
sze dziewuchy, strzelając oczami żeństwa i zatopił się w modlitwie. 
wcale niedwuznacznie. Zajeżdżaliś- Przed lIami z boku stał tłum nie- 
my przed plebanię, był to obszerny wiast i mężczyzJn, 
bity i falujący; 
dworek z kilk'Oma włókami dobrej było pamo w kościele i unosił się La- 
ziemi i z dużym sadem owocowym. pach ciał ludzkich. Twarze wszyst- 
Ks5ądz prob05zo:z And'fZJej T.ru!;z- kich obecnych w kościele były sku- 
kowski - dawał .on ślub moim ro- pione. Ro
legły się głośne dźwięki 
dzicom w swoim kościele - z oby- organów; lIa dźwięk d7Jwonka wyszła 
dwoma wi'kiaJrymi, bo Tr05zyn był du- procesja czterech ministrantów w bia- 
żą parafią - witał nas na progu gan- łych komżach, a za nimi proboszcz 
ku. Do sumy było je5zcze daJeko, z Truszkowski i rozpoczęła się śpiewa- 
pół godziny, a więc następorwała du- na suma niedzielna; aSystowwi cele- 
m pogawędka, ja zaś biegłem, jak branci, dwaj wikarzy. 
szalOllY do stajni proboszcza, aby Ceremoniał śpiewanej mszy św. 
obejrzeć jego konie, o których mó- wywierał na mnie od najmłodszych 
wiono w całej okolicy. że są wypa- lat w.ielkie wra.żenie i bardzo sHne 
siooe, jak hipopotamy, z racj.i nad- - w szczególllości Podniesienie i 0- 
!;yłanych paez pie Chrystusie i 
Najświętszej Pannie Maryi, szlochał 
bez wyjąt'ku cały kościół. W ławach 
kod.atorSk
ch nie
iasty po clichutku _ 
obcierały łzy chusteczkami. <. 
Następowały w końcu sumy supli- 
kacje i narzucona m.odlitwa za cesa- 
rza RoS/ji i Króla Polskiego, przed 
którą całe ziemiaństwo i inteligencja 
opuszczaLi kośoiół przez zakrystię, a 
włościanie wycofywali się powoli, ale 
tłumnie przez główne drzwi kościoła. 
Było to w roku 1903. 
Suma kończyła się rychło popołud- 
niu i proboszcz Twsz!kowski trady- 
cyjnie Z	
			

/Archiwum_001_05_174_0001.djvu

			L 


10 


K 


N 


R 


o 


I 


K 


A 


"Jubileuszowy" numer sprzed 42 lat 
w maju 1935 red. Grydzewski zamówił u sWY'Ch dwóch współpmcownilków AnJtoniego Sobańskiego 
i FelilcBa Topolskieg.o reportaŻ z londyńskich uroczystości srebrnego jUibileUis:w króla Jerzego. V. So- 
bański zapamiętały anglofil z "patriotycznym" wzruszeniem pisał, Topoo1ski, ('WII:edy po I'31Z pierwszy 
w LondY'll'ie) - r}'SOW1ał. Reportaż u.kazał się w trzech częściach: "Wzruszenia rojalistyczne" 
23 
czerwca), ,,Defjo[ada królewska" (14 Hpca) i "Lojalne &mły" (4 sierpnia). Poniżej: strona "W1a- 
domooci Literaokkh" z począił;kiem reportaJiu. 


Cena 80 g ro.z., 


KOLUM NA
A STYKI 


SĄ tacy, którzy wotą góry od mo- Co nad nimi?" W ten sp0s6b drzie- Dęło ZJa sobą natychmiastowe prze- 
ma. Ja do nich nie należę. Kwe- ciak w swoim osobiSltyl111 milkrrokos- miany idoo],ogicme. GdybV kO!11ll.cl 
stia gustu. Lubię g611"y na swój spo- mosie zaczyil1a przciywać dlzieje od- udało się udo\VlOĆ1lI1.ić że Koperni.
 Wydano amnestię i zwotniono z 
sób, choĆ rzadko miałem z nimi do wiecznego konfliktu, w 'kMTY'm myśl popełnił błąd, Il1)usiataby nas1ąplc więzienia 
tMnich 5 robotników, za- 
czynielllia. W d'
eciństwie - na Kau- lu&ka starła się z Objawieniem, a takie rewizja ideologiC'ZJl1Y'Ch nas- sąd
>nych na długie lata za udział 
kazi e, ale barrdzo k,rótko. Potem - fi1cm)fia z teologią. tępstw. w strajkowych manifestacjach w Ra- 
pra
tyQllie tyle, co nic. Pinmeje by- Jeszcze przez dłuższy cmts nie do- ROZ1Wój nauk empirycznych umoż- domiu i w U.rsusie, w r. 1976. Rów. 
ły przelotną all1egdotą, w pa.ru od- chodziło do separacji. Jeszcze w XIIIIiwił powstanie doktiryny mal"ksis- nocześnie zwolniono ich 9 "społecz- 
cinlkach. Dopiero his7jpańskie Gre- w usiłowan o jej zapobiec i przez towskiej. Ale po upływie kilkudzie- 
. . nych" obrońców, ar
owanych w 
dos. DolilIla Tormesu, dzika. baln.tzjo dtuŻJS'Ly CZas to się udawało, tym sięoiu tat okazało się że determinIzm maju b.:r. Amnestię ,,-
głoszono pod 
rzadko 7JaLtudniona, WSiPaniałe, CZM"- baJ1"dziei że na straż y podwaŻionego w przy rodlz.ie nie istnieje, a tym 
r naciskiem opinii puh'licznej, kraj 0- 
no-zielone lasY, a w nich - bracia w swych -n.A""'".wach, ale wciąż je- samym główny fundament marksis- 
. lfVU"'L.a kł wej. i międzynarodowej, która po- 
wilcy, pstrągi w strumieniach, wyże} 
r:ze zach- to wtooy powstał, jakże bzdul1DY slo- ZachM. wyb'fał wo'lllość. Uma.rł warmii. 
rozum.jenia z morzem 1 łacmskle gan - .,mroki ś.redntiorwieczat". En- ParyZu, w r. 1967. Z:woI:nieni ,:zJ:OInlkowie KOR 
Mare Nostrum staje się ta.kże na- cyMopedyśd nie pozostawili na 
i:m Zapisy Wa
a są. w. wietu miejsca
h 
wiadCZyiJi na konfeą-encji prasow
j 
SlUchej nitki. Wszystko, bez WYJąt- kontrowersyjne. opinie i oceny me- że _ w przeciwieńSItwie do robotm- 
szy
. jeden z pięlmiejszych fu-agmen- ku, byłO' w nim Złe, głupie. barba- słuszne, ate i
 więcej ciekawych, trow _ traktowano ich w 
ooztwie 
t6rw "Popioł6rw" uwa,zam spo
kal!1
e 'fZyńsk,ie. Ta plota dożyła aż. do na- cetlnyoh, naWt:t odkll"yWczych. .W przylJWoicie. Amnestia jest wyII1ikiem 
Krzysztofa COOlI"Y z morzem. Nie szych cmsów. .' pewnym fragmencie, cha'fakteI?'zuJ
 poli
yc7Jllego realizmu i może być 
mam pod ręką. powieWi, by zac
o- I oto wiei)( XIX, a po mm w Je- sow1ookich komulllistów. powiedział wstępnym krokiem do dialogu po. 
wać cJJ06by killka ZJdań. a1e parnIę. szcze większym stopniu XX 
dkl}"- że znajdują się oni Jak gdyby pod m
ędzy wła3zami i społeczeństwem. 
tam. j'ak wietkie wrażen.ie l
ktura. te- ły w tym pO'ga.rdrza.nym śroomowle- hipTllOZą historii. Jest ona wsrzechpo- Aby to nastąpiło trzeba załatwić 
go 
ragmel!1ltu kiedyś n
 .mn'ie u
zy- czu ISJtotlne waift
i, nadaj'ące się .do tężna i nie tytko nie na.I'
ży, IlIe wol- wstępnie trzy sprawy: 
.oiła. Z:naczlnie wcze.
le' spędziłem wykorzystania nIe tylko czysto ht
- no sie jej prze c iwstawIa c. J
s1 to 1. Wyjaśnić zgodnie z prawdą w 
kHka lat mego dzieciństwa nad mo- rackiego. A w samym romantyzml.e uwaga słuszna i na tym właśme po- jakich waronikach nastąpiła 
ierć 
nem ałe to b
o MOIfZe AZJoW5Ikie, -. bo to ?n .za
zątkował . tę rewl- Jega de1el'ministycZille bałwochwals- Pyjasa i kto jest za nią odpowie- 
wiec ' mik
oIko
jne. p'£a'wie caJ
korwi- 2Jję - obaa.wlł}: Się tendenQe. Slprz
- two maiI'ksi'stów. Tym samym rola dziaLny; 
cie zamknięte ze wszystkich stron, czne ze sobą. nJeralZ wyk1ucza'Jące 
lę człowieka w dziejach zo<;t:aJa srrr owa - 2. UJaJwnić i ukarać policjantów, 
ta:k płytkie i zamutone że Rq,ymia.nie 'Wz!1jjemnie. . Romantyzm powstał Ja- rl'zona do zera. którzy znęoaJ.i się nad robotnikami 
- nie bez SłuSZl100ci daJi mu na!mVę ko bunt nowoczŁ:snego prometeusza Kiedyś. barozo juz dawno te:ł1U, po straJku w Radomiu i w Ursusie: 
mot Meockidl. przecIW bogom, I oto m
 p
ykład przeczytałem u któregoś 
 
Wle
- 3. Us:..... " Jak doro
nie
z, dowiesz się". be "
"d yo menie , nie t y liko d
atego ze 

y.", Kazimierz Wierzyn:skis. Ge'rda Le r ,",,"'U 
., ZIl"O'1JUlI11ies'Z. jak doja-:zejesz". Oczy- urodziła S l . e z mor;>kiej piany. lecz 
P VerJ"lg, Wie n 1977; str. 168. .. 
wista , dziecku to nie wystarcza. re- Ze . oonadto b y ła """"tirwą opiekun."ą 
Mosaic. A Journa,J for the Compa- ,,_., 
duj, CZy pórniej, przvchcrlzi kryzys, ra,tive Study of Literature and Ideas żeglarzy, więc teraz, gdy teniwym 
gdy ślepa wiara. podparta autoryte- Published by the Universi'ly of Mani- sDojifzeniem ogarniam kolorowe ża- 
tem sta.rszych, wati się w grurz:y. gdv . g łe ry backich łodzi. snujące sie na 
t t ł toba Press. X/3. Sha'kespeare Today. 
- że porw oł.am się na y U znanej hO"'77""'cie , btiskość bogini jest nie- 
Jan Kolt. The Tempest, or Repetition. 'J
" 
powł
i Jana Parand
ie;o -:- The Jewish QU';łifterly. Vol. 25. No wątpliwa. ! wystarczy mocniej 7..1.- 
"niebo" staje "w płomlemach. cisnąć powiek.i, aby ją ujtreeć w ca- 
L,_" . b 2 / 921 Summer 1977. 
Pierwsze zaglfOwnie prZYC11lIuur.l1 ar- łei uroo
ie 
dzo wczfŚ1ie. ..Dobrze, to jest ho- Konti.nent 12. Literatum'Y'j, obscze- J 
k ., stwienno-roJi.tiozeskij i religioznyj żur- 
Krzysztof Rowl ' n ' skl . lf}'Zont, a co daJ
i? T.a d Ż ć e ? "mO;:Z 'b e o .. nał. Kontinent Verlag GmbH, 1977; - 
To d1aczego go me wl a. l"'\. I . 
(Londyn). "A jak się gwiazdy kończą, to ca? 6tr. 436. 


...., 


DaJ' fi .'ron 


.,., 
"
Wi," 

: :

 
 j] ' ;
iił.' 

.- ..Ul 
.::1 .. 
 .'
 !" -' . 
-r-.'. .
 - , 
< .--
:.......
 


WIADOM OS CI 
LITERACKIJ; 


N,. 25 ( 605) 


T Y G o D. N I K 
WBrsZBWB. NiedzielB 23 czerwca 1935 r. 


N'łliu",c;esł LZ}'h.i 


"W ,
domoM.i Li,c 


tii\{'kie".lr
b"Jeku. 


powatlubPf!num.. 
rDwllt 


(d.'.-ł--w.rt.lnlc) 


Rok XII 


J 

 
I 
I 
J 
j 
-I 
I 


Przypominamy, *e czas odno_lć prenumera... za k_ar'a' III lłU.1I r. (_raz 
z miesięcznikiem "Pologne Ll1I6ralre" zl. 9.- _ kralu, zl. 12.- zagr.nlc
) 
Nowol abonenci mag", zgl.azaC pr.nul'n.ratę w ka.l:dJtI'n urzędzie poo..ovw"m. CZ.1'n .aoazczędz.. 
.oble zb"..cznel kar..pond.noll I I'nanlpulecll przy wplecie n.lea"o.ol 


ANTONI SOBA
SKI 


"..unko FEliKSA TOl'QLSłClfGO 


Srebro., jubi'eu
z hró'u Jerzeqo 
It'ZRUSZEN.1ł ROJIłLISTYCZNE 


L..",.. . _-ł. IIJ'>. 'I'..':='

 C
.:: ::::n::: :.::..":::' 
;:;:::


 :..:..::::; 
 :,
:;,

';:
 I 

..f

:'; :,
:.:: I¥:
t
;=
 ry.:;


. ; :'.

'_
1::;::t

;"
k7",,
r
":Z;I::: I


:::
";:
':;
 . ' . " ,,":....l.?kl
.
 
w_ 
. ...SO".... .".,......".., uh IW"'" ,,,.. .....,......... __ ,,1>......
"'t I ,,".... TO,I)ł..1> I. ,......0' tl.wI<1' .su4J.t11.. ot.d ..t>.wu u...Jo(. IN l" 
---'u,......... l.H. U '''o.I..'..ł., ..d.1I..1..... aodlo _I.""" I ....
..- ;11 . 
-- .....
. ł-..1oł- n... ............... J"..d..... olL...1 "ł tu..p",!.'."'" . . ..P . 

..._.. ""M' ...,. ...,

 .. ,.. .... M......'M.. . ...d
. ..,.. .:; 
 
 
 .;;/ 
&rr- 
. . I ill 
 .c

 I '

"
; I.
 . 

 . 
"""" ,.,
 \>." "

 .
 

 . 
 t"'" - :. . ....
 
17".:J . - . .t"....x,": '.-: \...!
 . - ';;';",..,
 . -. :k.. '1!. 
.. v-?1 - .. 
J?y \'
 .P-" ,11>t,t;?'I'!J); .r- __o 
.,..1 --- '. j,,'
 . - ,:,;""
,;r;:., '.' "I. 
',- ' .': .. . 1,1 .'
"
 . "
 f 
 
,. { 
\
 " t.: Ę I
 .


 \ . Yi\' . 
\:"
)


; . 
- "" n 
' 
-..... ,/ "y ii£"\ '

";fJ? 
-7jf J;. ( . ' r, 
 - I . J .' I :
 :.-:,3t
![
'./f": 
;;łr.';" I, 
 
.,. 1&01:-,' "'7P ? 


 
j , , ' . ,.. I y;' ._...... ....."..........
..
...........,..."._
_ ..................--; , -
.._.r....d"'.......,......:- 
\ ! _ 
 

 ;;;f;








:
: I I CO'ł' . Aoo,.&lu la ,
O 
ło<\ 1- 
,
 ".pbłG&I<> . puo<.
 .
o
b g


;?

I
f



:

:fu;:
:
: 

 ! \ --- \ D '..1..... 
Ul'." do p,...UI h.... .10w h1
" I ł l 
kl...
hl7ii . ł-t'o 
.;:.o\..y

' .1. ....: 
l ....... I 
,I.. Abjlj, p..d,ł_ w.
1. >} >0 p "' .... lO ........ G.._! 
",. \: " I 1 ......alj 

 . . \y/ 


;::
::
;:

:,..


>:7.Ę:i ',>ł> 
 IE
f.::1I::.::::=:

:I
 

 lo", w ',L'" ł*-. Ol. 
 
,. u,d..., G:;;:;.
 
 ""ł "t . ... . " .WDJ._ 
..."".....w...... .., bt.....y.,a, ..dł'J..I' f'''''''' r,....:.. tUO 10th,. ...,...1 ." I.k ..I,ok... .16ft". I..... Ii f.". . l "'

.'v
 .1.,,1 .oIY' 1.o...ł}OIlcollo ..bł..w,. 1.:. 

.
 £

:...::
;

:
<.:


:.

.:;::;. r;
 
I

?

;,:
;: 1

:;:I
:1i L 
::.
::
::;:
:
.«.. .u:
.
;:
,;: I I . I' 
 . I' r-r:"
 
.... ......111 .,,1'1........"', ".,tl.I.«"''' "00<11.... 010 >o,,,,, 'JI". ...... '"'
''
''' "41.d"'4 f" w 1..lru " ,
 

..

:I'
. ,".u:.':

I. ";I
.;'
':.) ol;: . 11: 
1
;

':
"::'


:J'


>'t
:w':"

.

 ::
ł
.= ,S

:;.::.:';i,. r;.;; I:p, ...p«I tekścip Fran- 
ochronienia km
u przed narzuceniem ciszka \Vysłoucha "OIJOzy wędrowne" 
mu mów komunizmu przez Sowiety w 26 (16:3)) numerze ,,\Viado!l1ości" 
i do przyrwrócenia mu, stopniowo, znalazłem błąd powtorzony kilkakrot- 
ustroju prawdziwie demokratycznego nie, a więc nic zecer
i, a prawdQ- 


CENTRALNA REPREZENTACJA 
POLONII WŁOSKIEJ 


We Włoszech powstała centralna re- 
prezentacja tutej
zej Polonii, scalająca 
polskie życie społecznt' i polityczne. 
Nosi ona nazwę Związek Polskich 


. 
I S 


d 


ty 


o 


re 


W OBRONIE CHILE 


jakim się przed rządami dr. Allende 
przez bardzo długie lata szczycił. Ow- 
szem, siedzi jesZJcze w kozie trochę 
OD 7h131cmierlszych komurnistÓ'W (bar- 
dzo już zresZJtą niewielu, gdyż więk- 
srość ich przygamęły do siebie takie 
"demOkmcje" jak Polska, ZSSR, 
Czechosłowacja i in.); a,le jaki i czyj 
to ruch wol'l1Ościowy jest dławiony w 
Chile? OhYM "Mimochodem" ni.e 
je1sJt aż na tyle I1Iai\Wly(ą), żeby ko- 
munizm uważać za ruch wolnościowy! 
Chile, aczkolwiek zrujnowane eko- 
lIlomicznie przez czerwony rząd Móry 
O'batiło jest teraz IznóW szczę
Hwe, 
spOlkqj.
e i nade WSlYS,llko chilijskie. 
Więc niech "Mimochodem" łaskawie 
zos
awi na.s w spokoju i wstrzyma się 
od porównywania, po
rednio, uczci- 
wego i praJWego człow1eka i'aJkim jest 
nasz prezydent .Pi.nochet z sowieckim 
bandytą Stalinem i z dzierżymordą 
BreŻi!liewem. Nawiasem mówiąc, wie- 
IlvJe.tni dykta,tor Par31gwaju, St'roess- 
I1IeJ'l, niezmiernie wiele dla swojego 
ub&uohnega kraju zrobił, o czym 
"Mimochodem" może też nie wie. 
Ale to już pab. .1."t. 
.;,1> III"" . II
 
,..... .J. <>¥I. 
('.....uo.. ..1..... 
. fI'. 1 .
<.. _1( 
_ I ..d;ą.n..
 
t,'::":''''::t: 
.........,,, 
L 1<.<. ..' 


Organizacji Niepodległo
dowych. Sie- 
dzibą Związku jest Rzym, ale człon- 
kowie działają i zalUiesu.ują od Trie- 
stu do Gampoli. Związek ten jednoOczy 
lIie osO'by prywatne, ale reprezentan- 
tów organizacji czy też delegatów na 
Włoohy centralnych stowarzyszeń emi- 
gracyjnyoh. 
W skład ZPON wchodzą, w porząd- 
Iku aUabetycz;nym: Adam Iwanej'ko, 
Józef Jaros
ulk, adw. Jerzy Jasiński, 
Marian Kozerski, inż. Stanisław Kw:- 
kiewicz Bmaruuel Łopatto Sergiusz 
Sta, ze w języ.ku alJJgiels'kim istnieje 
słowo "voivode" Ivaivode" któremu 
towarzyszy "V'oivodship" 1 "voivode- 
ship". Słowa te przybyły da an- 
j?iielslciego z języków: polskoiego, ro- 
syjskiego i se,l'bskiego. W pO'lskim 
znaczeniu voivode oznacza w angiel- 
skim a governor of the province ". 
Sła

 te można znaleźć w słowni- 
ku Webs-tera (Webster's Thi.rd New 
Internationaly Dictionary) oil"az w "New 
Sup