/kb_198500001_0001.djvu

			, 
- l 


" 


. 


KAL
NDARZ 
gYDGOSKI 
1985 


f, 
N 
I '!
 
11'1 11 ,'1' 
I li II 
I l! 


-:::;.. 


I : 


- .
. 


" 
k I n .!' 
_ 
 ,:fft 
----===' ';11 

 
-____łIOO 
-=== 


,"
. 


. , .
, 
" . f I 
".\ I !i
 -"'",1 
.,.ł.
!S u

 . 
ff-'-. ,-::...".::.:./:;.
- - 
. 
, .. 
 


----- 


... 


- 
-";;
 -.- 


- -::... - 


"# 


-=-=- -= 



 
."iiii7. 
l 


::;.
 ć--_ 


'""= 


-- 


.. -
		

/kb_198500002_0001.djvu

			
		

/kb_198500003_0001.djvu

			KALE'NDARZ 
BYDGOSKI 


n a rok 
. 
Rocznik XVIII 


1 9 8 5 


Towarzystwo Miłośników 
Miasta Bydgoszczy 
Odznaczone Medalem 
Komisji Edukacji Narodowe; 
Rok powstania 1923
		

/kb_198500004_0001.djvu

			, 


Wydawca: 


TOWARZYSTWO MILOSNIKOW MIASTA BYDGOSZCZY 


Kolegium' redakcyjne: 


Róża' Kulwieć 
Jan Malinowski 
Franciszek Mincer 
Zdzisław Mrozek 


Redaktor techniczny: 
Stanislaw Jakubowski 


Zdjęcia: 
Edmund Czajkowski, Stanisław Dukiewicz, 
Bogumił Gummer, Edward Kwaśniewski, Eugeniusz Wilk, 
. Czesław Woźny, Jerzy Zając, Tytus Zmijewski 


Projekt okładki: 
Jerzy Pawlowski 


Korekta: 
Eleonora Wałoszczyk 


Druk: Prasowe Zakłady Graficzne, ul. Dworcowa '13, Bydgoszcz. 
Zam. 3460/84, nakło 5000 + 22. F-2.
		

/kb_198500005_0001.djvu

			SKLAD PREZYDIUM ZARZĄDU 
TOWARZYSTWA MILOSNIKOW MIASTA BYDGOSZCZY 


Przewodniczący 


Honorowy przewodniczący 


Wiceprzewodniczący 


Sekretarz 


Skarbnik 


Przewodniczący sekcji 
Organizacyjnej 


Przewodniczący sekcji 
Architek.- Urbanistycznej 


Przewodniczący sekcji 
Wydawn.-Propagandowej 


Przewodniczący sekcji 
Młodzieżowej 


Członkowie honorowi 


- Andrzej Barkowski 
- Józef Wiśniewski 
- Jerzy Jaśkowiak 
- Romuald Misterek 
- Zdzislaw Mrozek 


- Anna Jarocińska-Wilk 


- Alfons Wojtczak 


- Danuta Kokoszewska 


- Stefan Klajbor 


- Róża Kulwieć 


- Jan Kaniecki 


- Kazimierz Borucki 
- Tadeusz Esman 
- Józef Geppert 
- Henryk Kaczmarczyk 
- Antoni Koczorowski 
- Józef Podgóreczny 
- Zofia Stefaniak 
- Halina Śmłerzchalska 
- Edward Szmańda
		

/kb_198500006_0001.djvu

			SPIS TREŚCI 


Bydgoszcz w 40-leciu (Jerzy Bartnicki). . 7 
Wybory '84 - Zbliżyła nas nadzieja (Marek K. Jan- 
kowiak) . ... 17 
"Dni Bydgoszczy - 1984" (Anna Jarocińska-Wilk). . 
2 
"Ilustrowany Kurier Polski" kończy 40 rok istnienia 
(Tadeusz Vogel). ..... 25 
Szkoła kadr dla kultury (Małgorzata Bartowska) . 33 
Wyzwolenie Bydgoszczy (Tadeusz Jaszowski). . . 37 
Plastyka bydgoska w pierwsz
-ch latach Polski Ludo- 
wej (Barbara Janiszewska-Mincer). . . . . 43 
Bydgoszcz nie jest już małym mia"tem 7 tym reje- 
strem swoich potrzeb... - mówi Andrzej Szwalbe 
- dyrektor Filharmonii Pomorskiej (Ewa Luka- 
szek) . . . . . . . : . . .. 48 
Piwowarskie tradycje Znina (Janusz Kazimierski) . . 57 
Z dziejów kościoła i klasztoru Klarysek (Barbara Ja- 
niszewska.Mincer) 59 
Franciszek Zygmunt Gałecki - starosta bydgoski 
i przyjaciel króla Jana III (Franciszek Mincer) 63 
Fordońska komora celna (Jan Mierzyński). . 67 
Dzieje apteki "Pod Złotym Orłem" (Edmund Czaj- 
kowski) . 71 
Przedecz - Olszak - Labiszyn czyli wspomnienie 
o pułkowniku Kazimierzu Mielęckim (Andrzej Bo- 
guc ki) . . . . . . . . . . .. 75 
Jak mieszkańcy Sliwic walczyli o polską książkę 
(Franciszek Mincer) 83 
130 lat bydgoskiego węzła kolejowego (Edmund Czaj- 
kowski) . 89 
Wspomnienie o Halinie Stabrowskiej (Danuta Stab- 
rowska.Zeidler) . 97 
O inż. Stefanie Ciszewskim, jego fabryce i jej kieFOw- 
niku, Władysławie Gwiazdowskim (Stanisław 
Gwiazdowski) 103 
Akademia Nauk Społecznych (Jan Malinowski) 109 
Zakład św. Floriana i siostry wincentki (Wincenty 
Gordon) 114 
Saga rodu Kulwieciów (Zdzisław Mrozek) . 117 
Bydgoszczanin z wyboru (Stefan Pastuszewski) . 122 
Janusz Pasturczak, kapitan 11 dywizjonu Artylerii 
Konnej (Stanisław Krasucki) . 125 
Dzieje Bydgoszczy w II Rzeczypospolitej (8) Tragicz- 
ny rok 1939 (Jerzy Bartnicki) 132 
Z pamiętnika: "Ostatnie dni" (Franciszek Grott) . 141 
Sylwetki ludzi nauki bydgoskiej - Jan Panasewicz 
(1911-1980) (Zdzisław Mrozek) . 147 
Z żałobnej karty - Józef Aleksandrowicz (1916-1984) 150 
Była jak iskra... (Ewa Piechocka) . 151 
"Teatr jest dla mnie wszystkim" (Ewa Piechocka) . 154 
Ogłoszenia i Kalendarium strony od 158 do 176
		

/kb_198500007_0001.djvu

			1(}<3,dajemy do rąk Czytelników osiemnastą edycję "Ka- 
U lendarza Bydgoskiego". To wydanie ukazuje się w ro- 
ku 40-l-ecia wyzwolenia Bydgoszczy spod okupacji 
hitlerowskiej. Rocznicę tę obchodzić będziemy uroczyście 
w dniu 24 stycznia 1985 roku. SkŁoniła ona nas do próby 
podsumowania osiągnięć i dorobku naszego miasta w mi- 
nionym czterdziestoleciu. Czynimy to w pierwszym zamies2)- 
czonym w "Kalendarzu"' artykule. Do rocznicy wyzwolenia 
Bydgoszczy nawiązują jeszcze dwie. pu6likacje: pierwsza 
zatytulowana ,.Wyzwolenie Bydgoszczy" i druga pt. ..Z pa- 
miętnika: Ostatnie dni". I jeszcze jedna publikacja wiąże 
się z jubileuszem, jaki obchodzić będziemy w styczniu; do 
tej tematyki nawiązuje wywiad zatytulowany ..Bydgoszcz 
nie jest już maŁym miastem 2 tym rejestrem swoich po- 
trzeb...". W publikacji tej mówi się w gtównej mierze o kul- 
turze bydgoskiej, o tej jej dziedzinie, która rozsławia Byd- 
goszcz w calej Europi
. 
Mamy za sobą kolejne "Dni Bydgoszczy". W minionym 
roku zwiqzane one były z obchodami 60-lecia Zakład6w 
Rowerowych ,Romet'". R6wnież w tym roku obchodzić bę- 
dziemy ..Dni" nas?,ł€go miasta. Towarzystwo Miłośnik6w 
Gtiasta Bydgoszczy, doloży starań, by wypadly one okazale, 
w programie miały wiele atrakcji i niespodzianek i by prze- 
biegaly ku zadowoleniu mieszkańc6W" naszego grodu. Zapra- 
szamy na wszystkie imprezy jakie zostaną przygotowane na 
"Dni Bydgoszczy". 
Wracając jeszcze raz do tematyki "Kalendarza" pragniemy 
zwr6cić uwagę Czytelnik6w na publikacje dotyczą
2 innych 
miast. W tym wydaniu zamieszczamy artykuly o Zninie, 
Sliwicach. Łabiszynie... 
Jak co roku zachęcamy Czytelnik6w ..Kalendarza"' do ..- 
wsp6ludzialu w redagowaniu tego wydawnictwa. Prosimy 
o -nadsylanie swoich uwag co do treści i formy "Kalendarza". 
propozycji temat6w, jakie Czytelnicy chcieliby w nim zna- 
leźć. Mile widziane będą też artykuly. wiers2{e czy wspom- 
nienia autorstwa samych bydgoszczan. 
Wśr6d Czytelnik6w "Kalendarza", kt6rzy nadeślą 'Swoje 
uwagi, propozycje czy publikacje rozlosujemy nagrody. Wrę- 
czymy je przy okazji .,Dni Bydgoszczy". 
Zapraszamy zatem jeszcze raz do wsp6ludzialu w redago- 
wcmiu ..Kalendarza". Zyczymy miłej lektury. Sądzimy. że 
każdy z bydgoszczan i -nie tylko bydgoszczan, znajdzie 
w osiemnastej edycji "Kalendarza" coś. co go zaciekawi, 
. względnie wzbudzi w nim wspomnienie dawnych lat. 
Zarząd Towarzystwa Miłośników 
Miasta Bydgoszczy
		

/kb_198500008_0001.djvu

			
		

/kb_198500009_0001.djvu

			JERZY BARTNICKI 


Bydgoszcz \\. 40-leciu 


R ok 1985 upływa w całym kraju pod znak'iem jubile- 
uszowych uroczystości 40-lecia Polskiej Rzeczypospo- 
litej Ludowej. 
W Polsce Ludowej Bydgoszcz przeżywa okres hk dyna- 
micznego rozwoju, jakiego nigdy jeszcze nie notowano 
w dziejach naszego miasta. 
Zaborcy pruscy, traktując Bydgoszcz jako bazę germani.:. 
zacyjną Prowincji Poznańskiej, przyczynili się do rozbudowy 
miasta, zwłaszcza po roku 1870. Niemieccy kapitaliści za- 
łożyli tu kilkadziesiąt fabryk i pobudowali wiele repre- 
zentacyjnych, secesyjnych kamienic w śródmieściu. Pozo- 
stałości1 po panowaniu pruskim są też gmachy kilku szkół. 
kościołów i urzędów - z czerwonej cegły, w stylu neogotyc- 
kim. Lecz w dysproporcji do ówczesnego rozwoju ,gospodar_ 
czego Bydgoszczy stała jej ciasna, ograniczOna zabudowa 
przestrzenna. Do początku 1920 roku obszar miash wynosił 
zaledwie 13.3 kilometrów kwadratowych (dziś 174,4 km kw.). 
Dopiero l kwietnia 1920 roku zarządzeniem władz polskich 
do Bydgoszczy włączono 18 gmin podmiejskich: Jachcice. 
Czyżkówko, Okole, Miedzyń, Wilczak, Biedastkowo, Szwe- 
derewo, Bielice, Rupienicę, Małe Bartodzieje, Małe Kapu- 
ściska, Zimne Wody, Kapuściska Dolne. Czersko, Fordonek, 
Wi.elkie Bartodzieje, Skrzetusko i Bielaw.ki. Były to prze- 
ważnie ośrodki wiejskie, pozbawione urządzeń gospodarki 
komunalnej. Przed miastem, którego obszar powięks'7.ył się 
wówczas pięciokrotnie - do 66,4 kilometrow kwadratowych. 
stanął palący problem rozbudowy sieci wodociągowo-kana- 
lizacyjnej, gazowej, elektrycznej oraz komunikacyjnej. 
W dwudziestoleciu Polski międzywojennej władze miejskie 
Bydgoszczy dokonały pewnych inwestycji komunalnych. st:l- 
nowiły one jednak kroplę w morzu wobe
 olbrzymich po- 
trzeb powiększonego i stale rozwijającego. się mhsb. 
A były wprost nikłe w porównaniu z eksplozją wielomilhr- 
dowych inwestycji, które dopiero w Polsce Ludowej 
już zrealizowano i nadal realizuje się z niebywałym roz- 
machem. 
Po drugiej wojnie światowej ....:.... od Osowej Góry po For- 
don, od Myślęcinka po Wyżyny Bydgoszcz jest jednym ol- 
brzymim placem budowy: nowych zakładów przemysłowych, 
osiedli mieszkaniowych, szkół, pawilonów handlowo-uslu- 
gowych. magistral wodociągowych i ciepłowniczych. arterii 
komunikacyjnych, obiektów nauki i kultury. Bvdposzcz, 
w Polsce (Jrzedwrześniowej zdegradowana do wydzielone
o 
miasta prowincjonalnego, nie posiadaj
ca żadnej szkoły 
wyższej - odzyskawszy w 1945 roku rangę stolicy regionu 
i nieograniczone perspektywy rozwojowe. szybko odrabi::: 


7
		

/kb_198500010_0001.djvu

			zaległości, milowymi krokami dopędza największe ośrodki 
metropolitalne naszego kraju, maksymalnie wykorzystuje 
szanse, jakie jej stworzyła Polska Ludowa. Starzy byd- 
goszczanie, długoletni mieszkańcy miasta, z podziwem obser- 
wują od 40 lat wielkie przeobrażenia Bydgoszczy, która 
rzeczywiście staje się wielkim, nowoczesnym ośrodkiem 
życia gospodarczego, nauki i kultury. 
W 1945 roku na terenie Bydgoszczy zarejestrowanych było 
209 ziiJ,kładów przemysłowych, w 1946 roku liczba ich wzro- 
sła do 309. Wszystkie większe fabryki, które istniały w Byd- 
goszczy w okresie międzywojennym, zostały upaństwowione 
i znacznie rozbudowane, co wpłynęło na wzrost i poszerzenie 
zakresu ich produkcji. Bazą rozwoju przemysłu bydgoskiego 
była przede wszystkim rozbudowa i modernizacja zakładów 
przemysłu kluczowego: Pomorskich Zakładów Budowy Ma- 


.. 
"- 
. . 
. 
 , -; 
_..,o'+- 
.. . . .-",ł ._r 	
			

/kb_198500011_0001.djvu

			- 


-=--. a 
 



 .-::::..... 


r 


-- 


L 




 


--- 


-----..: 


---- 


I 


/t 'łr"" 
IQ .fJ 
 


..., 


.. 


. ' jj 


--ł:__ 


- 


BUdynek biurowy zakładów Formet przy ul. Dąbrowa 


szyn (.,Zremb-Makrum"), Zakładów Przemysłu Skórzanego 
"Kobra", Fabryki Obrabiarek do Drewna, Zakładów Elektro- 
Mechanicznych "Belma", ,ZNTK, Zakładów Przemysłu Gu- 
mowego ..Stomil", Zakładów Chemii Gospodarczej ,.Pollena" 
(dawniej "Persil"), Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicz- 
nych, Zakładów Mięsnych, Bydgoskich Fabryk Mebli, Za- 
kładów Radiowych "Eltra", Zjednoczonych Zakładów Rowe- 
rowych (dziś ZR "Romet") i wielu innych. W latach 1954- 
1975 wybudowano w Bydgoszczy od podstaw kilkanaście 
nowych, wielkich fabryk, wśród nich Wytwórnię Ekstraktów 
Garbarskich, "Formet", Zakłady Przemysłu Odzieżowego 
"Modus", "Famor", Elektrociepłownię II, Chłodnię Składo- 
wo-Przemysłową, Zakłady "Telkom-Telfa", Fabrykę Maszyn 
i Urządzeń Przemysłu Spożywczego "Spomasz", Bydgoski 
Kombinat Budowy Domów. 
l lutego 1945 roku Bydgoszcz liczyła 104 tysiące mieszkań- 
ców, w końcu 1946 roku - już 142 tysiące. Bydgoski prze- 
mysł, handel uspołeczniony oraz inne dynamicznie rozwija- 
jące się działy gospodarki narodowej stały się w tym okre- 
sie źródłem stale wzrastającego zapotrzebowania na siłę 
roboczą. Mieszkańcy okolicznych, słabiej zagospodarowanych 
powiatów. znajdując w tutejszych fabrykach korzystne wa- 
runki zatrudnienia, osiedlali się w Bydgoszczy, powiększa- 
jąc stan zaludnienia miasta. W ciągu pierwszych dwudziestu 
lat powojennych (1946-1965) liczba mieszkańców w Byd- 
goszczy powiększyła się o 110 tysięcy osób - do ćwierć mi- 
liona, do roku 1975 - do 323 tysięcy, do toku 1980 - do 
360 tysięcy. 
Dla rosnącej w niezwykle szybkim tempie liczby -ludności 
Bydgoszczy najpilniejszą potrzebą stało się budownictwo 
mieszkaniowe. 
Celem zapewnienia miastu prawidłowego rozwoju i roz- 
budowy przyłączono do Bydgoszczy w latac9 1954-1959 
9
		

/kb_198500012_0001.djvu

			przyległe t2reny Łęgnowa, Zółwina, Prądów, Opławca, Oso- 
wej Góry i Smukały Górnej, a w roku 1973 - Fordon. 
Rozwój budownictwa mieszkaniowego w Bydgoszczy roz- 
POCZlł s:ę od roku 1950. W latach 1950-1956 Dyrekcja Bu- 
dowy Osiedli Robotniczych rozbudowała osiedle Leśne 
i zbudowała nowe, niskoblokowe osiedle Kapuściska I. Od 
roku D53 wielkiego rozmachu zaczęło nabierać spółdziel- 
CZ2 budownictwo mieszkaniowe. Obok najstarszej, Bydgo- 
skiej Spółdzielni Mieszkaniowej powstały nowe. silne 
i prężne spółdzielnie mieszkaniowe: .,Zjednoczeni", "Bu- 
dowlani"', "Jedność", a wreszcie Fordońska Spółdzielnia 
Mieszkaniowa. 


. ... .....-- 


.'1 


. 


. 
I . 
.... Ił . 
, . 
. 
I 
. 

 
I 


'. ' 


t. 


, . 
. 


> . 


. . 


..... 
. 


.... 


.., 


:'\Iowsza część osiedla Kapuściska 


Na osiedlu Leśnym spółdzielnie mieszkaniowe zbudowały 
w latach 1959-1975 w rejonie ulic Sułkowskiego, Gnbowej, 
Czerkaskiej, Lelewela, Kaliskiej, Kasztanowej nowo::zesne 
bIciu wielokondygnacyjne, w tym sześć H-piętrowych oraz 
Hotel Garnizonowy wraz z Klubem POW. Osiedle jest bo- 
gato wyposażone w nowoczesne pawilony kulturalne, socjal- 
ne i handlowo-usługowe. Ozdobą osiedla jest Muzeum Tra- 
dycji Pomorskiego Okręgu Wojskowego oraz reprezentącyjny 
stadion WKS ..Zawisza". 
W roku 1963 rozpoczęto budowę piękn:!go osiedla Błonie. 
Jest to zupełnie nowa Bydgoszcz, wyposażonJ. we wszy- 
stkie nowoczesne urządzenia socjalne, handlowo-usługowe, 
biblioteki, księgarnie, kluby, domy kultury. . 
W 1964 roku przyjęty został perspektywiczny plan zabu- 
dowy Bydgoszczy. Przystąpił do pracy Bydgoski Kombinat 
Budowy Domów, co w znacznym stopniu przyspieszyło roz- 
wój budownictwa mieszkaniowego. Zaczęły powstawać no- 
we, duże osiedla: Skrzetusko, Bartodzieje, Wyżyny oraz 
mniejsze - przy ulicach Powstańców Wielkopolskizh, Chod- 
kiewicza, Nakielskiej, Stromej, Konopnickiej i Ugory. Na 
Wschód od Wyżyn, na południowej skarpie szwederov,,'skiej, 
wyrashją nowe osiedla Bydgoszczy: Wzgórze Wolnaści, 


10
		

/kb_198500013_0001.djvu

			fnJ 


rUI 
5fm "II 
ł
 "qJ 
t'"'} 


t. 



f: 



, 


- 


ł)o. 


. 


.. 


,. 


li: 


i:
 ........., 


Fragment nowo budowanej dzielnicy Fordon 


ł,l! _ L. 
111 . 

łW 


".J \,,<
 


)r, 
" 


- 
.- 


..,. 
- 


Szwederowo-Południe i Szwederowo-Pólnoc. N3 Wzgó,zu 
Wolnoś;:i powstaje jedna z najnowocześniejszych bydgoskich 
os'edli mieszkaniowych, z bogatą in
rastruktura, arteriami 
szybkiego ruchu. z budowlami wielkiego kombin:łtu praso- 
wego. 
W szybkim tempie wznosi się też n:)\vy Fordon - naj- 
większ.i bydgoska dzielnica mieszkan:owa, obliczona na 
16J tys'ę
y mieszkańców. WSCHODNIA DZIELNICA 1\1IE- 
. SZKANIOW A stanowi dziś główny front inwestycyjny Byd- 
goszczy. Tu mieszczą się również reprezentacyjne obiekty 
Ośrodka Szkół Wyższych - Akademii Te.:hniczno-Rolni.
zej 



 


h 
 ...... 
...., 
ł: ł-łi 


.. 


,. 

 
...... 
.ł!JJf!lJłłIlRD' .. ." 
:WI111I1I1" ." Rn
lIłlłłiłQUIi 
. ......... Billi"", .. . fi f '! i! fi "" 
. .""'- ..,.".# I 

 j.- .. 
--- 


'ł 


..r 


""'ąfł 
....31' 


'." 
..... 


--., 


.".", 


Ogolny widok Akademii Techniczno-Rolniczej w Fordonie 


11
		

/kb_198500014_0001.djvu

			i Akademii Medycznej. Przystąpiono także 00 budowy wiel- 
kiego kliniczm>-dydaktycznego Wojewódzkiego Centrum 
Zdrowia. 
Plany rozwoju Bydgoszczy przewidują budowę następnych 
osiedli - w Myślęcinku, OsieIsku i Zolędowie. 
Zanim wokół śródmieścia Bydgoszczy wyrosły nowe sło- 
neczne osiedla, władze miejskie przystąpiły do modernizacji 
starego miasta i głównych ulic centralnych. Całkowicie 
zmodernizowana została ulica Dworcowa na odcinku od 
Dworca Głównego PKP do ul. Królowej Jadwigi. Przed 
dworcem wybudowano obszerny plac komunikacyjny z pętlą 
tramwajową i autobusową oraz postojem taksówek, zbu- 
dowano tunel komunikacyjny i wyjścia do postoju taksówek 
oraz do przystanków tramwajowych i autobusowych. Zmo- 
dernizowano budynek frontowy dworca, na ulicy Dworcowej 
wzniesiono kilka reprezentacyjnych wielokondygnacyjnych 
gmachów i wieżowców. Symbolem nowoczesności śródmie- 
ścia Bydgoszczy jest hotel "Brda" przy ul. Dworcowej 94. 
Z głównych ulic śródmieścia najgruntowniejszej przemia- 
nie uległa ulica Jagiellońska. Gmach Urzędu Wojewódzkie- 
go poprzez łącznik na wspornikach połączono z 13-kondy- 
gnacyjnym wieżowcem i z 5-kondygnacyjnym biurowcem 
s\ojącym wzdłuż ulicy Konarskiego. Za gmachem KW PZPR 
zbudowano piękny Wojewódzki Ośrodek Kształcenia Ide- 
ologicznego. Po rozbiórce szpetnych domów na odcinku od 
ulicy 3 Maja do Piotrowskiego zbudowano po tej stronie 
ulicy Jagiellońskiej H-kondygnacyjny wieżowiec BPBP 
"Pomorze" oraz Pałac Młodzieży, sąsiadujący z parkiem 
Ludowym. Naprzeciw wzniesiono Dom Technika NOT oraz 
gmach KM PZPR. Pomiędzy gazownią a ul. Krakowską 
zbudowany zostal Dworzec Autobusowy PKS, a po drugiej 
stronie ulicy - sztuczne lodowisko "Torbyd", biurowce 
9-kondygnacyjne "Biprokabla" i dyrekcji Bydgoskich Fa- 
bryk Mebli. Unowocześniona ulica Jagiellońska kończy się 


. 
.- 


";f
.;r .ij ł> ""ff'!
 h 
Ńn!uJlIII!;l; . 
Il!!!:-
r':;, -. 
III , 


,'t 


I 


.. 


," 


., 


. 
.. ;: 
. ,'fi, __ 


it
 .... 


,-- 


:.... 


..' 


- 


\ 


Rondo XXX-lecia 


12
		

/kb_198500015_0001.djvu

			Rondem fordońskim, przeciętym z kierunku południe-północ 
Aleją Stefana Kardynała Wyszyńskiego, nowoczesną arte- 
ri" komunikacyjną, od podstaw zbudowaną w powojennej 
Bydgoszczy. 
Oprócz Alei Kard, Wyszyńskiego, w ramach przebudowy 
układu komunikacyjnego Bydgoszczy zbudowano nowe uli- 
ce: 22 Lipca, Sułkowskiego, Czerkaską, Powstańców Wiel- 
kopolskich, Kołobrzeską, przedłużoną ulicę Marii Curie- 
Skłodowskiej, Rondo XXX-lecia, Aleję Wojska Polskiego, 
Poszerzono ulicę Grunwaldzką, Kujawską, .Bernardyńską, 
Szu bińską, Jagiellońską, Fordońską. Przebudowano Węzeł 
Grunwaldzki z przebiciem do ul. Królowej Jadwigi. Siedem 
nowych mostów, trzy estakady nad torami kolejowymi 
likwidują najbardziej kolizyjne punkty w komunikacji dro- 
gowej. 
Niezwykły rozwój nastąpił w bydgoskiej komunikacji 
miejskiej. W 1945 roku po ulicach Bydgoszczy kursowało 
kilkanaście małych, przestarzałego typu wozów tramwajo- 
wych na trzech liniach: A, B i C. Całkowita wymiana ta- 
boru na nowoczesne wozy rozpoczęła się od roku 1953, gdy 
zbudowano 12-kilometrową nową linię tramwajową z od- 
gałęzieniami do Łęgnowa, do ulicy Glinki i do osiedla Ka- 
puściska. W roku 1955 doprowadzono nową linię tramwa- 
jową do osiedla Leśnego, 1959 - zbudowano zajezdnię 
tramwajową przy ulicy Toruńskiej, 1969 - przedłużono linię 
nr 3 do Bydgoszczy-Wschodu, 1974 - doprowadzono linię 
nr 2 do osiedla Wyżyny., . 
Tabor autobusowy w 1945 roku składał się z o wozów 
silnikowYCh różnego typu i 4 przyczep. Dziś wszystkie dziel- 
nice Bydgoszczy są połączone szeroko rozbudowaną siecią 
linii autobusowych, po których kursują nowoczesne piękne 
Berliety i Ikarusy. Zbudowano dla nich dwie zajezdnie 
przy ul. Szajcochy i Inowrocławskiej. 
W latach 1962-1967 w dzielnicy Bydgoszcz-Wschód wznie- 
siono nową gazownię i rozbudowano sieć gazową z wy- 
mianą na gaz ziemny do blisko 220 kilometrów. W latach 
1965-1970 wybudowano magistrale wodociągowe przez 
Jachcice do śródmieścia, do dzielnicy Bartodzieje i do 
zbiornika na Wyżynach. W kolektory deszczO\ve i kanali- 
zacyjne zaopatrzono wszystkie nowe osiedla aż po Wschodnią 
Dzielnicę Mieszkaniową. 


-e- 


Imponujące s.} osiągnięcia Bydgoszczy w 40-leciu Polski 
Ludowej w dziedzinie nauki i kultury. W pierwszych latach 
po II wojnie światowej, podobnie jak w okresie między- 
wojennym, Bydgoszcz nie odgrywała poważniejszej roli 
jako ośrodek naukowy. Lecz wskutek rozszerzenia w latach 
1950-1956 działalności istniejących tu instytutów rolnych 
oraz w związku z powstanie
 Studiów Doskonalenia i Spe- 
cjalizacji Kadr Lekarskich, utworzeniem w roku 1951 Wie- 
czorowej Szkoły Inżynierskiej, a w roku 1957 Studium Na- 
uczycielskiego, w Bydgoszczy znacznie zwiększyła się liczba 
pracowników naukowych. Ponadto do dynamicznie rozwi- 
jającego się przemys-lu bydgoskiego zaczęli napływać liczni 
fachowcy z wyższym wykształceniem. Zaistniały warunki 
utworzenia Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego. BTN od 


13
		

/kb_198500016_0001.djvu

			samego początku swej działalności podejmowało rozne InI- 
cjatywy. zmierzające do rozwoju nauki i szkolnictwa wyż- 
szego w Bydgoszczy. 
W 1968 roku Studium Nauczycielskie zostało przekształ- 
cone w WYŻSZ'ł Szkołę Nauczycielską. Uczelnię tę z kolei 
przekształcono w Wyższą Szkołę Pedagogiczną z wydziałami 
humanistycznym, pedagogicznym i matematyczno-przyrodni- 
czym. 
Wieczorowa Szkoła Inżynierska już w 1964 roku została 
przekształcona w Wyższą Szkołę Inżynierską, a od 1974 roku, 
po połączeniu z (powstałą 1969) filią poznańskiej Akademii 


..- .- 
,.. 
. 
., 'Ii " fi 
 
I J 
. 
, . '" 
ł_- - " ",,," 
"- 
- 
.- 'i -. 
-. 
. . 
t 


Siedziba Akademii Muzycznej 


Rolniczej - w Akademię Techniczno-Rolniczą. liczącą dziś 
6 wydziałów. W 1974 roku rozpoczęto budowę Ośrodka Szkół 
Wyższych w Fordonie. Mieścić się tu będą w nowoczesnych 
gmachach obiekty dydaktyczno-badawcze i socjalno-bytowe 
Akademii Techniczno-Rolniczej i Akademii Medycznej, Bi- 
blioteka Główna; domy akademickie. Kształcić się tu będzie 
15 tysięcy studentów. 
W 1974 roku została w Bydgoszczy utworzona filia Pań- 
stwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Lodzi. Z dniem 
l października 1979 filię tę przekształcono w samodzielną 
Wyższą Szkołę Muzyczną, a w grudniu 1981 roku w Aka- 
demię Muzyczną im. Feliksa Nowowiejskiego. Bydgoska 
Akademia Muzyczna stała się pierwszą i jedyną uczelnią 
artystyczną tego typu w regionie 5 województw: bydgo- 
skiego, toruńskiego, włocławskiego, pilskiego i płockiego. 
Od 1975 roku działała w Bydgoszczy filia Wydziału Le- 
karskiego Akademii Medycznej w Gdańsku, powstała ze 
Studium Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich. 
21 lipca 1984 roku Sejm PRL na uroczystym posiedzeniu 
dla uczczenia 40-1ecia Polski Ludowej jednogłośnie uchwa- 
lił ustawę o utworzeniu w Bydgoszczy Akademii Medycznej. 
.Jest to już trzecia z kolei akademia w mieście nad Brdą 


14 


,
		

/kb_198500017_0001.djvu

			i Wisłą. Prężny, nowoczesny ośrodek naukowy - wspaniały 
dorobek Bydgoszczy w Polsce Ludowej, zaspokaja potrzeby 
i ambitne cele mieszkańców naszego miasta oraz całego ma- 
kroregionu od Piły po Włocławek. 
Zycie kulturalne Bydgoszczy od pierwszych dni po wy- 
zwoleniu miasta rozwijało się z dużym rozmachem. Głów- 
nym ośrodkiem życia kulturalnego do 1958 roku był Po- 
morski Dom Sztuki przy Alei l Maja 20. W 1958 roku ukoń- 
czono budowę reprezentacyjnego gmachu Filharmonii Po- 
morskiej przy ul. Libelta 16. 
Państwowa Filharmonia Pomorska imienia Ignacego Pa- 
derewskiego jest naj piękniejszym i naj kosztowniej wypo- 
sażonym pałacem, wybudowanym w województwie bydgo- 
skim po drugiej wojnie światowej. W salach koncertowych 
bydgoskiej filharmonii, często goszczą słynne orkiestry 
i sławni soliści-wirtuozi. Nie ma takich pozycji wielkiego 
repertuaru światowego, które by nie powtarzały się wie- 
lokrotnie w programach Filharmonii Pomorskiej, Tu odby- 
wają się znakomite międzynarodowe triennale naukowo- 
-muzyczne pod nazwą Musica Antiqua Europae Orientalis, 
tu coroczne Bydgoskie Festiwale Muzyczne zachwycają ty- 
siące melomanów. Wszelkie imprezy artystyczne w tym pa- 
łacu wzbogaca wspaniała akustyka jego sal koncertowych. 
Wokół Filharmonii Pomorskiej wyrosła ozdoba i duma 
Bydgoszczy - Dzielnica Muzyczna. Powstawała ona eta- 
pami, poczynając od zespołu szkół muzycznych I i II stopnia. 
a kończąc na Akademii Muzycznej, mieszczącej się w pięk- 
nym pałacyku secesyjnym. Absolwenci uczelni z Bydgoskiej 
Dzielnicy Muzycznej zasilają dziś kadry zespołów orkiestro- 
wych i wszelkich ogniw życia muzycznego Bydgoszczy i re- 
gionu kujawsko-pomorskiego, grają w zespołach Filharmonii 
Pomorskiej. Najwybitniejsi rozpoczęli samodzielną karierę 
artystyczną. 
Do imponującego dorobku kulturalnego Bydgoszczy w 
okresie powojennego 40-1ecia należy również zaliczyć Pa- 



 


i" :.. 


---- .'-- 


'" "" 


"t. ... 


.' . 

. 


, 


I . 
_i 


.. 


'. 


I 
ho 


Podstawowa i średnia szkola muz;rczna 


15
		

/kb_198500018_0001.djvu

			wiIon Wystaw Artystycznych Pomorskiego Domu Sztuki, 
Pałac Młodzieży, Państwową Operę i Operetkę, dla której 
buduje się okazały gmach Teatru Muzycznego przy ul. Czer- 
wonej Armii, dwa kluby Międzynarodowej Prasy i Książki, 
60 domów kultury i klubów osiedlowych, zakładowych lub 
środowiskowych, 40 filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblio- 
teki Publicznej. Wszystkie one bardzo aktywnie uczestniczą 
w rozwoju życia kulturalnego miasta. 
Bydgoszcz w Polsce Ludowej stała się ważnym ośrodkiem 
kulturalnym nie tylko w regionie kujawsko-pomorskim, lecz 
również w kraju, a Capella Bydgostiensis przy Filharmonii 
Pomorskiej jest znakomitym ambasadorem naszej kultury 
w całym świecie. 


-e- 


Za kilkanaście lat Bydgoszcz będzie póimilionowym mia- 
stem - metropolitalnym ośrodkiem życia gospodarczego, 
nauki, oświaty i kultury. 
Takiego rozkwitu miasta nad Brdą i Wisłą nie wyobrażali 
sobie bydgoszczanie ani w okresie Polski przedwrześnio- 
wej, ani w pierwszych latach istnienia Polski Ludowej. 
Na ten rozkwit złożył się dorobek 40 lat ofiarnej i wytrwa- 
łej współpracy władz i społeczeństwa, żgodnie zmierzają- 
cych do realizacji ambitnego celu: awansu Bydgoszczy. 
W eksplozji rozwojowej Bydgoszczy, w zdumiewającym roz- 
kwicie jej przemysłu, infrastruktury, życia naukowego, kul- 
tury - znajdują swoje odbicie olbrzymie przeobrażenia, 
jakie dokonały się w Polsce Ludowej - wspaniałe osiągnię- 
cia burzącej STARE i budzącej NOWE rewolucji naukowo- 
-technicznej i rewolucji oświatowej w naszym kraju. 
Dzisiejsze pokolenia bydgoszczan żyją coraz dostatniej 
i. wygodniej. Dzięki przewidującej, planowej gospodarce ko- 
lektywów partyjnych i samorządowych rządzących mia- 
stem, na każdym kroku odczuwa się troskę o dobro mie- 
szkańców: o ich zdrowie, o jak najlepsze warunki pracy, 
ich wypoczynek, rozrywki kulturalne, możliwości zdobywania 
wykształcenia, pogłębienia wiedzy. To wszystko już jest 
dziś. A. jeszcze szczęśliwiej, jeszcze radośniej będzie się 
żyło bydgoszczanom w pięknej pÓłmilionowej metropolii, 
gdy gwarem, ruchem, pracą tętnić będą wszystkie już czyn- 
ne ośrodki nauki, wiedzy i kultury, sportu i rekreacji, 
a także te, których budowę rozpoczęto, które wkrótce ozdo- 
ł!ią coraz większe, coraz nowocześniejsze miasto nad Brdą 
i Wisłą. 


'\
		

/kb_198500019_0001.djvu

			Wybory '84 


Zbliżyła nas nadzieja 


o tym, że będziemy w roku 1984 wybierać nowych rad- 
nych do rad narodowych wszystkich szczebli wiedzieliśmy 
na długo przed tym, zanim jako godzinę "zero" wyznaczono 
dzień 17 czerwca. Nie ukrywajmy, nie wszyscy mieliśmy 
ochotę na to, by w tym właśnie dniu pójść do urn i tym 
samym w praktyce potwierdzić nasze prawo wyborcze? 
Dlaczego? 
Powodów było co najmniej kilka. Jedni nie chcieli iść, 
bo uważali, że będzie to najlepsza forma protestu przeciw- 
ko wszystkiemu. Inni dlatego, że zwyczajnie nie dawali 
wiary, iż ten udział cokolwiek zmieni, twierdząc, że i tak 
wszystko jest z góry ukartowane. Jeszcze inni nie chcieli 
po prostu pójść dla zasady, nigdy nie chodzili, nie pójdą 
i teraz... 
Im bliżej jednak wspomnianej daty, zastępy niedowiar- 
ków topniały.- I trudno się temu dziwić. Inne to wszak 
miały być wybory niż przed laty. Nie było ustalonej w za- 
cisznych gabinetach listy kandydatów na radnych, byli za 
to najpierw kandydaci na kandydatów, a potem kandy- 
daci" których oprócz partii politycznych miały prawo zgła- 
szać wszystkie organizacje skupione wokół idei porozu- 
mienia, proponowanej przez PRON. Nie było też ideą tych 
wyborów głosowanie dla głosowania; po raz pierwszy gło- 
sować mieliśmy na kandydatów z naszego regionu zamie- 
szkania i to na kandydatów, których mieliśmy możność 
poznać i zaakceptować, bądź nie, podczas przedwyborczych 
spotkań z nimi. Mieliśmy więc powierzyć nasz mandat za- 
ufania ludziom znanym, sprawdzonym w społecznym dzia- 
łaniu, bądź zdecydowanym na takie działanie. 
Nie było wreszcie w tych wyborach tradycyjnię pojętej 
listy wyborczej, z umownie przyjętymi z góry miejscami 
mandatowymi i z tymi, którzy w wyborach nie mieli żad- 
nych szans. Były za to dwie równoprawne kandydatury na 
jeden mandat. I nie był to wcale dobór na zasadzie wilka 
i zająca, gdzie od razu można by było przesądzić, kto bę- 
dzie zającem. Pary kandydatów dobrane zostały starannie, 
tak, by decyzja o tym kogo wybrać - nie była decyzją 
łatwą. 
Istotną nowością były też programy wyborcze, ściślej zaś 
jego projekty. Ich podstawą stały się skrupulatnie opra- 
cowane przez specjalne zespoły postulaty i propozycje mie- 
szkańców miast i wsi województwa zgłoszone przed I Kon- 
gresem PRON, który odbył się w maju 1983 roku. Swoje 
uwagi i propozycje do projektu przekazały także wszystkie 
organizacje skupione w PRON oraz komisje problemowe 
ustępujących rad narodowych. Nadrzędną jednak zasadą 


2- 


17
		

/kb_198500020_0001.djvu

			tworzenia programów była ich realność. Potrzeby, owszem, 
uwzględniono także, ale od razu odpowiadano sobie na py- 
tanie, czy jest szansa tym potrzebom sprostać? Uznano bo- 
wiem, że lepsza jest świadomość niezaspokojonych potrzeb, 
niż złudne deklaracje, powielane z lat poprzednich. Tam, 
gdzie więcej być nie mogło - mówiono, że więcej nie 
będzie. Tam zaś, gdzie nie było szans na lepsze, nikomu 
poprawy nie obiecywano. 
Te realia, o których wspomniałem, nabierały wyrazu 
głównie podczas przedwyborczych spotkań konsultacyjnych 
z mieszkańcami. 

 Program, którego tu wysłuchałem - mówił w czasie 
jednego ze spotkań konsultacyjnych na osiedlu Bielawki- 
Skrzetusko Zbigniew Radny - jest moim zdaniem zbyt 
szeroki. Brak mi w nim realnych możliwości jego wykona- 
nia. Przecież chyba nie o to chodzi, by zatwierdzić znów 
stertę pobożnych życzeń, a później ich realizację przesuwać 
z roku na rok, w nieskończoność. 
Inny wyborca namawiał usilnie do spotkania z młodzieżą, 
z maturzystami zamieszkałymi w osiedlu. - Nie bójmy się 
ich krytycznych głosów - mówił - spójrzmy przychylnie 
na ich wyobraźnię, wysłuchajmy i wytłumaczmy co w na- 
szych warunkach da się zrobić, a z czym, niestety, trzeba 
poczekać... 
Podobnych głosów na wszystkich spotkaniach było znacz- 
nie więcej. Nie mogły zatem zostać niezauważone. Z' pro- 
gramów więc wyodrębniono postulaty słuszne, acz niereal- 
ne. Przyjęto tylko możliwe do wykonania. I zrobili to sami 
wyborcy_ 


.. 


'O 


. 


.' td' . 


"\ 


......... 


-
 


'.
 


'" 


...... 


-- 


.< 


18
		

/kb_198500021_0001.djvu

			\ 


11. 


-'
 


ł 


- 


tt 


( 


.. 


..... 



 


.. 


Taka jednak była konieczność. Nowa ustawa o radach 
narodowych i samorządzie terytorialnym dała radnym 
większą samodzielność, poszerzyła mocno ich kompetencje. 
ale jednocześnie obciążyła większą niż kiedykolwiek odpo- 
wiedzialnością. Żaden z -kandydatów na radnych nie chciał 
więc brać na swoje barki więcej niż mógł udźwignąć. 
Tak przygotowani do aktu wyborczego, w niedzielę 
17 czerwca mieliśmy się opowiedzieć za lub przeciw tak 
skonstruowanym programom. Lokale wyborcze czekały na 
nas od 6 rano do 20 wieczorem. 
Przychodziliśmy do nich różnie. Tuż przed otwarciem, 
w drodze do pracy, w godzinach porannych i przedpołudnio- 
wych - po drodze na lub z niedzielnej mszy, wreszcie - 
zaraz po obiedzie, w trakcie niedzielnego rodzinnego spa- 
ceru. Wtedy było nas w lokalach wyborczych najwięcej. 
Różnie też tłumaczyliśmy naszą w nich obecność. Głosu- 
jący z całą rodziną w obwodzie 136 przy ul. Małgorzaty 
Fornalskiej w Bydgoszczy Czesław Litwinowicz mówi: 
- Uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, by wygrzebać 
się z tego najgorszego. Stąd nasza obecność w tym lokalu 
i udział w wyborach. Nie można przecież stale stawiać na 
"nie", zwłaszcza w sytuacjach, kiedy tak wiele zależy od 
nas samych... 
- Prowadzimy wspólne gospodarstwo po rodzicach - 
mówili Józef i Janusz Swisiowie, głosujący w Brzozie. - 
Nie jesteśmy przeciwko temu co się obecnie w kraju dzie- 
je. Dla rolnictwa nastały lepsze czasy. Widać wyraźnie, że 
nastąpiła poprawa. A o to, żeby było jeszcze lepiej, niech 
zadbają nowi radni, których dzisiaj wybieramy... 
- Tadeusz Esman przyszedł do lokalu wyborczego 
w VI Liceum Ogólnokształcącym wraz z H-letnią wnuczką 
Karoliną. W chwilę po oddaniu głosu powiedział: 
- Spełniłem swój obywatelski obowiązek. Jestem prze- 


19
		

/kb_198500022_0001.djvu

			\ 


:'t 


# 


. 


\ 



 


, 
-... 
'. 


.t._' 
. ' 


. ..... 


ł' 


.:.,- 

'. 
... ;;,J \..I. 
_. . 

.- --ł..r:- y . 
.
 


konany, że tym razem głosowanie odpowiada zasadom demo- 
kracji... 
Z kolei Leszek W. w obwodzie 152 przy ul. Dolina twier- 
dził: 
- Przyszedłem tu głównie po to, by mieć czyste sumie- 
nie. Nie, wcale nie dlatego, żebym obawiał się jakichś kon- 
sekwencji. Nie chcę po prostu, by ktoś mówił mi, że sta- 
łem z boku, gdy podejmowano ważne decyzje. 
Danuta Jasińska zaś uznała. że udział w wyborach jest 
jednym z jej praw, więc z prawa tego skorzystała: Uwa- 
żam - powiedziała - że nie można być biernym, stać 
z boku i patrzeć co dzieje się dookoła. Trzeba w życiu 
społecznym czynnie uczestniczyć. Wybory są okazją, by 
jednoznacznie wyrazić to, co się .czuje. 
Ot, kilka zaledwie zasłyszanych w lokalach wyborczych 
opinii. Jakże jednak wymownych! Głosowaliśmy w nastro- 
ju powagi i spokoju, przede wszystkim z nadzieją. Na 
lepszą nieco przyszłość i wspólne zrozumienie. Ta właśnie 
nadzieja przełamała wszelkie nasze opory i jakby zbliżyła 
nas nieco po ostatnich waśniach. 
Nie było nas przy urnach 100 procent. Ani też 90 z "ka- 
wałkiem", tak jak to bywało kiedyś. W całym kraju frek- 
wencję oblicwno na około 75 procent. W województwie - 
na 750625 osób uprawnionych do głosowania do rad na- 
rodowych stopnia pOdstawowego, przed urnami stanęło 
591 679 osób, czyli 78,8 procent. 
W samej Bydgoszczy - wybieraliśmy 120 radnych spo- 


20
		

/kb_198500023_0001.djvu

			. .. 


śród 240 kandydatów na nich zgłoszonych. Głosowaliśmy 
w 27 lokalach wyborczych. Tych, którzy mieli prawo oddać 
swój głos - było 266 698. Tych, którzy z tego prawa sko- 
rzystali - 182 800. Czyli - 68,54 procent. 
Różnie na procenty te można patrzeć. Kiedy się jednak 
weźmie pod uwagę fakt, że przecież nikt tym razem na 
siłę nas do urn nie ciągnął, więcej niż zwykle zaś było 
tych, którzy próbowali nas namówić do tego byśmy wstrzy- 
mali się od głosu - trudno ukryć satysfakcję z tego, że 
było nas tyle ile było. Bo przecież nawet te niepełne 70 pro- 
cent, to jednak zdecydowana więkswść. 
Nowo wybrani radni MRN zainaugurowali swoją dzia- 
łalność na pierwszej uroczystej sesji, która odbyła się 
28 czerwca. Złożyli uroczyste ślubowanie i wybrali spośród 
siebie władze. Przewodniczącym Miejskiej Rady Narodo- 
wej w Bydgoszczy został Bronisław Rosiak, wiceprzewod- 
niczącym zaś - Józef Stepa, Marian Johman i Stanisław 
Hapka. Powołano także osiem stałych komisji MRN i wy- 
brano ich przewodniczących. IX kadencja MRN w Byd- 
goszczy została rozpoczęta. 
Jaka będzie? Zobaczymy za cztery lata, gdy przyjdzie 
nam ją podsumowywać. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy, 
by owocowała w mądre decyzje i zrealizowane uchwały. Na- 
de wszystko jednak chyba zależy nam na tym. by wybrani 
przez nas radni działali tak, by za cztery lata nikt z tej 
większości, która oddała na nich swój głos nie mógł po- 
wiedzieć, że się zawiódł. 


MAREK K. JANKOWI AK
		

/kb_198500024_0001.djvu

			ANNA JAROCIŃSKA - WILK 


"Dni Bydgoszczy - 1984" 


D ni Bydgoszczy" w 1984 roku orga . nizowane były już 
po raz dwunasty. Na stałe do kolendarza imprez 
" ogólnomiejskich weszły w 1973 roku, kiedy Towarzy- 
stwo Miłośników Miash Bydgoszczy jako główny inicjator, 
święciło swój pięćdziesiąty jubileusz. Po przeszło dziesię- 
cioletnim doświadczeniu w organizacji święta miasta, dzia- 
łacze Towarzystwa wypracowali już pewne stałe formy. 
Nastawiono się głównie na masowe imprezy plenerowe. 
"Dni Bydgoszczy" w' 1984 roku połączone zostały z jubi- 
leuszem 60-1ecia istnienia Zakładów Rowerowych "Romet" 
i dlatego za hasło przewodnie uznano "Bydgoszcz europejską 
stolicą rowerów". Organizatorom zależało również na tym 
aby w "dni" miasta włączyć tradycyjne "wianki". Uznano 
więc, że najlepszym terminem obchodów "Dni Bydgoszczy" 
będzie 22, 23 i 24 czerwca. 
Inauguracja odbyła się w zabytkowych spichrzach. W pro- 
gramie znalazły się: 
- okolicznościowe wystąpienie, 
- wręczenie nagród i dyplomów laureatom konkursu 
o starym Szwederowie, 
- odczyt Franciszka 
incera pt. "Działalność Towarzy- 
stwa Miłośników m. Bydgoszczy w latach 1946-1961", 
- koncert kameralny w wykonaniu Zespołu Pieśni Daw- 
nej WSP pod kierunkiem Jana Lacha. 
Również w piątek w Pałacu Młodzieży nastąpiło podsu- 
mowanie wyników wiosenno-porządkowej akcji, w której 
uczestniczyła młodzież szkolna. Organizatorzy ufundowali 
nagrody, wręczono także dyplomy uznania. W części arty- 
stycznej wystąpiła Orkiestra Big-Band Pałacu Młodzieży. 
Inicjatorem i duchowym patronem akcji, która będzie kon- 
tynuowana w przyszłości był niestrudzony działacz spo- 
łeczny Bronisław Księżopolski. Osiedlowy Dom Kultury 
"Agora" zorganizował imprezę pn. "Bydgoszcz - moje 
miasto". W ramach imprezy przygotowano wystawę foto- 
graficzną ze zbiorów Edmunda Czajkowskiego. Na ponad 
dwugodzinny program uroczystości złożył się występ ze- 
społu wokalno-recytatorskiego "Srebrna Nuta" oraz konkurs 
ze znajomości wiedzy o Bydgoszczy. Impreza przeplatana 
była recytacjami w wykonaniu Stanisławy Bogusz, która 
przedstawiła własny dorobek poetycki jak i wiersze Mariana 
Turwida, który był gościem wieczoru. Tego samego dnia 
rozpoczął się na terenie ulicy Mostowej i przyległych uli- 
cach Starego Miasta - Jarmark Bydgoski, na którym swoje 
wyroby i zbiory do sprzedaży oferowało kilkudziesięciu 
rzemieślników i kolekcjonerów z całej Polski. Na stadionie 
GKS "Polonia" natomiast odbył się turniej siatkówki 


22
		

/kb_198500025_0001.djvu

			\, 



 . -- 
 


" 


,
. 


Franciszek Grott 
odbiera z rąk wice- 
prezesa Tl\'IMB Ro- 
mualda 'l\'Iisterka I 
nagrod
 w konkur- 
sie o starym Szwe- 
derowie 


z udziałem zawodników ZR "Romet". W piątek aura sprzy- 
jała- organizatorom i uczestnikom "Dni Bydgoszczy". Nie- 
stety w sobotę 23 czerwca imprezy odbywały się przy 
wietrznej i deszcwwej pogodzie, co nie wpłYwało dobrze 
na frekwencję. Dzielnie jednak trwali przy swoich stoiskach 
rzemieślnicy na Jarmarku Bydgoskim. Organizatorzy ogło- 
sili konkurs na najbardziej atrakcyjne i sprawnie obsłu- 
gujące stoisko handlowe. Jury pierwszą nagrodę w wyso- 
kości 5 tys. zł przyznało Barbarze Paluch z Kalisza, drugą 
w wysokości 3 tys. zł Janowi Czaprackiemu z Gdyni, a trze- 


"t 


, 
ł 


;. 



 


.... 


_t 


"- 
.... 


.. 


. 


. 


Zespół Pieśni Dawnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej podczas 
uroczystości z okazji Dni BYdgoszczy 


23
		

/kb_198500026_0001.djvu

			cią w wysokości 2 tys. zł Waldemarowi Górskiemu z Wro- 
cławia. 
W sobotę odbył się festyn osiedlowy na Wzgórzu Wol- 
ności. W Wojewódzkim' Ośrodku Kultury zainaugurowano 
IV Ogólnopolski Przegląd Chórów Kolejowych. Około go- 
dziny dwudziestej uczestnicy przeglądu przemaszerowali z or- 
kiestrą ZNTK ulicami miasta na odcinku od Filharmonii Po- 
morskiej do .rynku Starego Miasta, gdzie powitani wstali 
przez władze miasta. W czasie przeglądu w dniach 23 i 24 
czerwca zaprezentowało się kilkanaście chórów kolejowych 
z całej Polski. Gościnnie wystąpił chór z Rumunii. W sobotę 
bydgoszczanie uczestniczyli w "Bramie otwartej" ZR "Ro- 
met". 
W niedzielę 24 czerwca w ramach "Dni Morza" bogaty 
blok imprez rekreacyjno-sportowych i artystycznych przy- 
gotował Ośrodek Sportu i Rekreacji. Główne imprezy od- 
były się w Brdyujściu. Barwna parada stateczków i łodzi, 
które skierowały się do Brdyujścia z centrum Bydgoszczy 
stanowiła miły widok dla oka. Tam też odbyły się, mimo 
coraz gotszej aury, pOkazy płetwonorków, sprzętu pływa- 
jącego, "lotnicze, skoków spadochronowych oraz pokaz i roz- 
strzygnięcie konkursu na naj ładniejszy wianek. 
Z ciekawymi programami wystąpiły: Zespół Pieśni i Tań- 
ca Ziemi Bydgoskiej, Kapela "Spółka z Zaułka", Kapela 
"Bazar" z Gdańska. W tym samym czasie na podium, usta- 
. wionym przy ulicy Mostowej w centrum Bydgoszczy pre- 
zentowały swoje programy kapele regionalne ze Żnina i ze 
Sliwic w pięknych strojach regionalnych. Jedyny manka- 
ment stanowiła pochmurna i deszczowa pogoda. 
Z okazji "Dni Bydgoszczy" i 60-1ecia ZR "Romet" uka- 
zała się w sprzedaży "Jednodniówka". Część nakładu spre- 
zentowano załodze Jubilata. Dodatkową atrakcję i zachę- 
cenie do kupna tej gazety stanowił zamieszczony w niej 
kupon, uprawniający do losowania jednej nagrody w po- 
staci roweru produkcji ZR "Romet" względnie jednego 
z trzydziestu talonów, przyznających prawo do nabycia poza 
kolejnością roweru w sklepie firmowym ZR "Romet". 
W "Jednodniówce" wyeksponowano głównie historię Ju- 
beata, sylwetki ludzi od wielu lat z zakładem związanych 
Zygfryda Wicińskiego, Mieczysława Ciesielskiego, Alfonsa 
Skowrońskiego, Heleny Reszkowskiej, Edmunda Przybyl- 
skiego, Franciszka Migawy oraz Stefanii Kriese. Jerzy De- 
renda przedstawił swoje refleksje wynikające ze srebrnego 
jubileuszu "Czaru dwóch kółek". Nie zabrakło artykułów 
o działalności rekreacyjno-sportowej ZR "Romet". Anna 
Lubaczewska przedstawiła historię dotychczasowych "Dni 
Bydgoszczy", a Anna Wilk podsumowała efekty długofalo- 
wego konkursu, prowadzonego wspólnie z Wydziałem Oświa- 
ty i Wychowania UM na terenie szkół podstawowych, filii 
bibliotecznych oraz młodzieżowych domów kultury "Młody 
Przyjaciel Bydgoszczy". Natomiast Marek K. Jankowiak 
przypomniał, że chór ..Arion" ma już 60 lat. 
Z okazji "Dni Bydgoszczy 84" wydrukowany został pla- 
kat, w którego projekcie uwzględniono także jubileusz ZR 
"Romet". Wydano również okolicznościowe afisze, dotyczące 
Jarmarku Bydgoskiego oraz Wiank6w, a także znaczek 
Jarmarku. Program ubiegłorocznych "Dni Bydgoszczy" 
wypadł okazale, a efekty osłabiła jedynie kapryśna aura. 


24
		

/kb_198500027_0001.djvu

			, 


TADEUSZ VOGEL 


"llustrowany Kurier Polski" 
kończy 40 rok istnienia 


R ok 1985, to rok 40-lecia pisma Stronnictwa Demokra- 
tycznego - "Ilustrowanego Kuriera Polskiego", wy- 
dawanego w Bydgoszczy. To już 40 lat! A wydaje się, 
jakby tak niedawno, zaledwie przed kilku laty ukazała się 
jubileuswwa, z okazji 25-lecia IKP-a wydana książka Ja- 
nusza Markiewicza "Dzień po dniu". Wydaje się, że tak nie- 
dawno czytaliśmy tu zdania, zawarte w ..Słowie wstępnym" 
do tejże książki, pióra Piotra Stefańskiego, wówczas se- 
kretarza CK SD, obecnie wicemarszałaka Sejmu PRL: 
..22 października 1945 roku ukazał się w Bydgoszczy 
pierwszy numer "Ilustrowanego Kuriera Polskiego". I od- 
tąd - dzień po dniu - wyszło ich w ciągu dwudziestu 
pięciu lat ponad 8 tysięcy. Sciśle - 8007. I choć liczby nie 
są jedynym wyznacznikiem dorobku gazety, to jednak bez 
nich trudno uzmysłowić sobie rozmiary pracy redakcji: bli- 
sko miliard egzemplarzy pisma, przeszło 50 tysięcy stron 
księgi, którą tworzą roczniki IKP-a. 
.....Ilustrowany Kurier Polski" ma wiernych czytelników. 


4. 




 


"'-. 


... 


lo 


.0(' 


)o, .:. ..... . 
t." 
 --łł .1 
'-A ,#1.,. " 
.. 
 



 


1''11'' 


t 
tri £ 


. 
. .... 
 
M , 
, 'ot 
ol '. \ 
'* '. I , 
" . 
'
. , «J' 
.' . 
ł 


r 



,,., 


t , u. 
. I 
'i . 
JiI 
-.II 


I I 
ł . 


! 
i ł 


.. 


" 


c
 


-t. 


. 


Budynek redakcji przy ul. Czer
oneJ ArmII 


25
		

/kb_198500028_0001.djvu

			W Bydgoszczy i poza Bydgoszczą, w województwach pół- 
nocno-zachodnich i innych regionach kraju. Nie spełniły 
się wprawdzie pierwotne nadzieje założycieli pisma - gru- 
py lewicowych działaczy Stronnictwa Demokratycznego, 
a przede wszystkim Zygmunta Felczaka - że wydawany 
w Bydgoszczy IKP stanie się pismem ogólnopolskim. Geo- 
grafia masowego kolportażu pisma konsekwentnie wskazuje 
na województwa bydgoskie, gdańskie i koszalińskie.' Stało 
się jednak coś innego: ci, którzy niegdyś poznali się i za- 
przyjaźnili z pismem na Pomorzu, pozostali jego czytelni- 
kami tam wszędzie,' gdzie skierowały ich burzliwe prze- 
miany ćwierćwiecza Polski Ludowej. TwieFdzą, że bez IKP-a 
trudno im się obejść. Czy może być lepsza 'ITliara rzetel- 
nej funkcji gazety? 
...\V ewolucji "Ilustrowanego Kuriera Polskiego" istotną 
rolę odegrał w 1950 roku akces pisma Stronnictwa Pracy 
do Stronnictwa Demokratycznego - związanie się z pro- 
gramową myślą pOlityczną SD, wytyczającą drogę sojuSzu 
środowiska rzemiosła i innych miejskich warstw pośred- 
nich z klasą robotniczą i chłopstwem w budowie Polski 
socjalistycznej ...... 
Te słowa najlepiej chyba określają cele, które posta- 
wiła sobie redakcja IKP-a i które do dnia dzisiejszego 
konsekwentnie realizuje. 
WrÓĆmy jednak do dnia 22 października 1945 roku, dnia 
w którym ukazał się pierwszy numer IKP-a. Przygotowy- 
wany był on już wiele tygodni wcześniej w pierwszej sie- 
dzibie redakcji - w budynku przy ul. Jagiellońskiej w Byd- 
goszczy. Z historycznej powinności wynika potrzeba wy- 
mienienia tych osób, które ten pierwszy numer wyd3ły. Były 
nimi: Adam Grzymała-Siedledki, dr Stefan Haupe, Edmund 
Hejdak, Janina Kłodzińska, Józef KOłodziejczyk, Edmund 
Męclewski, dr Damazy J. Tilgner, prof. Marian Turwid 
i Bernard Woźniewski, a po p'ięciu dniach do zespołu tego 
doszedł jeszcze Krzysztof Boruń. Z grona współzałożycieli 
i redaktorów pisma do dziś współpracują z IKP-em już 
tylko prof. Marian Turwid oraz red. red. Edmund Hejdak 
i Kazimierz Małycha. 
Funkcje redaktora naczelnego IKP-a pełnili kolejno: An- 
drzej Kłyszyński, Andrzej Trella i Jan Zagierski. a z dniem 
l stycznia 1953 roku stanowisko redaktora naczelnego objął 
mgr Witold Lassota i pełni ją do dnia dzisiejszego, będąC' 
aktualnie naj starszym stażem redaktorem naczelnym w je 
dnej redakcji w kraju. 


-e- 


W roku Hi85 ,.Ilustrowany Kurier Polski" obchodzi swój 
jubileusz: 40-1ecie podjęcia działalności w służbie dla kraju. 
regionu i miasta, w służbie dla całego społeczeństwa. Czy 
ze swych ideowych zobowiązań pismo wywiązywało się 
w tym minionym okresie - na to pytanie najlepiej odpo- 
wiedzieć mogą sami Czytelnicy. Miast więc jubileuszowych 
rozważań na ten właśnie temat, słuszniejszym wy,paje się 
raczej przypomnienie tego, co przez 40 lat IKP dokonał, 
co może sob'ie poczytać za niezaprzeczalne sukcesy. A było 
ich przecież tak wiele, że samo wyliczan1e zajęłoby wielo- 
stronicowe tomisko. 


26
		

/kb_198500029_0001.djvu

			, 


Przypominając więc sobie fragment wspomnień red. Ka- 
zimierza Małychy, zamieszczonych w pierwszym numerze 
IKP-a: 
"Nikt bodaj tak bardzo, jak my, cudem ocaleni ze szpo- 
nów hitlerowskich, nie rozumie konieczności zwartej i so- 
lidarnej, zgodnej i wytężonej pracy dla dobra Tej, która 
nigdy nie zginęła i nigdy nie zginie. Po to wróciliśmy!" - 
warto zastanowić się. w jakim stopniu, konkretnie, dekla- 
racja ta była przez 40 lat przez pismo realizowana. 


-e- 


Zaledwie trzy miesiące ukazywał się IKP, gdy na jego 
łamach znalazła się pierwsza społeczna akcja: apel o zbiór 
polskich książek dla dzieci repatriantów ze Szkoły Pod- 
stawowej w Boczowie, w ówczesnym powiecie rypińskim. 
Napisały więc dzieci "do Przyjaciela": "Wiesz, gazetko, na 
jaki pomysł wpadliśmy? Za Twym pośrednictwem zapukamy 
do serc naszych braci i sióstr w Polsce centralnej z pro- 
śbą o przesłanie nam książek, podręczników, pomocy 
naukowych i innych rzeczy, których tak wielki brak tu 
odczuwamy!". 
Dla dzieci ze szkoły w Boczowie, a także w Izbicy na 
Sląsku Opolskim Czytelnicy IKP-a przekazali 319 polskich 
książek oraz 3625 złotych. I to była pierwsza akcja redakcji, 
akc
a, która stała się dla z
społu bodźcem do podejmowa- 
nia wielu, wielu akcji politycznych, społecznych, kultural- 
nych, oświatowych, gospodarczych, sportowych... 
Zaczęło się od spraw szkoły, nauki, patriotycznego wy- 
chowania młodzieży i ta idea realizowana była konsekwen- 
tnie przez wszystkie kolejne lata przez cały zespół redak- 
cyjny. Zmieniły się jedynie z biegiem lat formy działania. 
Już nie walczono o polskie książki, a o szeroki rozwój 
oświaty, szkolnictwa, a szczególnie już o poparcie sZczytne- 
go hasła "Tysiąc szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego". 
I wtedy, w pażdzierniku 1958 roku, ukaza
 się na ła- 
mach IKP apel redakcji: "Czytelnicy IKP budują własną 
szkołę !" . 
Nie zawiodła się redakcja w swych oczekiwaniach na 
oddźwięk społeczny; kilka mie
ięcy później, w znacznej 
mierze dzięki wpłatom czytelników, zapadła decyzja, że 
pierwszy pomnik - Szkoła Tysiąclec,ia w Kruszwicy, ma- 
jąca być wybudowana ze składek czytelników, zapoczątko- 
wuje akcję budowy 106 szkół Tysiąclecia w woj. bydgoskim. 
Płynęły datki od dzieci, młodzieży i dorosłych, od orga- 
nizacji młodzieżowycł1 i zakładów pracy, nie zabrakło nawet 
wpłat zagranicznych od przebywających w szerokim świecie 
bydgoszczan. I w efekcie 5 czerwca 1960 roku przekazanie 
przy udziale przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra 
Zawadzkiego szkoły w Kruszwicy, stało się inauguracją 
obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego w Bydgoskiem. 
Służyła radą i pomocą młodzieży szkolnej redakcja IKP 
i w latach następnych, częste też były wizyty tej mlo- 
dzieży w murach redakcji. Nawiązywano bliskie konhkty. 
ale zespół odczuwał już również potrzebę nawiązania tak 
samo bliskich kontaktów z młodzieżą starszą, akademicką. 
Tak więc w 1956 roku ukazuje się pierwszy "Ilustrowany 
Kurier Uniwersytecki", przemianowany później na ,.Aka- . 


27
		

/kb_198500030_0001.djvu

			demicki", a jego redagowaniem zajęło się specjalnie powo- 
łane kolegium, składające się z przedstawicieli wyższych 
uczelni Bydgoszczy, Gdańska, Olsztyna, Poznania i Torunia. 
Z czasem ów "Kurier" przestał się ukazywać, obecnie je- 
dnak jego reaktywowanie jest częstym tematem rozmów 
kierownictwa redakcji i poczynione zostaly już . starania 
o -(l.rydawanie "Ilustrowanego Kuriera Akademkkiego" 
w możliwie szybkim czasie. 
Jakby symbolicznym jest takt, że w swych poczynaniach 
IKP u progu swego 40-lecia wrócił znowu konkretnie do 
spraw oświatowych na wsi. Zaczęło się kiedyś od szkoły 
w Bocwwie, dzisiaj właśnie redakcja sprawuje patronat 
nad realizacją społecznej inicjatywy - budowy szkoły 
w pod bydgoskim Swiekatowie. Czyż nie musi ten fakt ko- 
jarzyć się również ze ,.szkołą czytelników IKP" w Kru- 
szwicy? 


-e- 


Zanim upłynął rok istnienia IKP, to już przystąpiono 
do ocganiwwania masuwych imprez sportowych. Zaczęło się 
od słynnych biegów przełajowych IKP-a i od 1946 roku 
zjeżdżali do Bydgoszczy regularnie przez lat siedem czo- 
łowi polscy biegacze, wśród nich Dzwonkowski, Kielas. Kra- 
mak, Wasilewski, Graj. Ale po pięcioletniej przerwie IKP- 
owski przełaj przekształcił się w olbrzymią manifestację 
sportową, organiwwaną wspólnie z bydgoskim ..Zawi
zą". 
I tu znowu wspomnienia o dawnych sławach - Krzyszko- 
wiak, Zimny, Ożóg, Żbikowska, Ciepła. Badeński, Foik, 
Sidło, Orywał, J ochman. 
KOlejne lata przyniosły kolejne, nowe inicjatywy spor- 
towe. Wymieńmy je. chociażby te naj popularniejsze : wy- 
ścig rowerowy ,,100 kilometrów ulicami Bydgoszczy"; utwo- 
rzenie IKP-owskiej ósemki wioślarskiej; wyścigi kolarskie 
dla dzieci w Toruniu i Grudziądzu; wyścig żużlowy o ,.Zło- 
tą ostrogę IKP" w ramach Memoriału Zbigniewa Raniszew- 
ski ego. Nie bez znaczenia były imprezy in.tegrujące polskie 
środowisko dziennikarskie - Krajowe. Międzyredakcyjne 
Zawody Strzeleckie oraz Ogólnopolski Rejs Dziennikarzy 
i Motorowodniaków LOK. Szereg z tych imprez organizo- 
wanych jest również dzisiaj, o powrocie do organiwwania 
niektórych z nich - mówi się już coraz częściej... 
Patrząc na dorobek redakcji w propagowaniu sportu i tu- 
rystyki oraz rozwoju tężyzny fizycznej, trudno oprzeć się 
pewnym refleksjom. Przecież wielu z tych, którzy w IKP- 
powskich imprezach byli kiedyś przed 35, 30 czy 20 laty 
zawodnikami, nie zerwało kontaktu z redakcją. Uczestniczą 
bowiem (w tym również i sami dziennikarze) w licznych 
aktualnych imprezach, organizowanych przez redakcję z my- 
ślą o ludziach, którzy dla dobra kraju oddali swe siły 
i zdrowie; dziś są oni wdzięcznymi uczestnikami imprez, 
przeznacwnych dla ludzi "złotego wieku. Największą z nich, 
o randze międzywojewódzkiej, jest niewątpliwie .,Jesienna 
Wycieczka" dla 1500 emerytów, rencistów i inwalidów. Ucze- 
stniczą również seniorzy w zimowym turnieju rekreacyj- 
nym, organizowanym w ramach obchodów rocznicy wy- 
zwolenia Bydgoszczy, w zawodach strzeleckich. w turnie- 
ju szachowym. w wycieczkach "Z IKP rowerem po zdro- 


... 


28
		

/kb_198500031_0001.djvu

			\ł .. 
 ". tI. 
. .. 
pi , ." 
.. . '" . .Jr. 
., .. 
 , 
". ł- , 
.. t 
.. .. ..L 
. 
; 
.... 
\ł ł 
. 
; " l 
:1 

 ," .
 
..,,

s: 
 
II> . 
.- 

 
, \' 

 / -..".., 
=- 


Tak bawią się seniorzy podczas Jesiennych wycieczek IKP 


wie".' Z myślą natomiast o dzieciach z państwowych domów 
dziecka organizowana jest "Wiosenna Wycieczka" do Wą- 
sosza koło Szubina. . 
Troska o ludzi starszych, samotnych i niepełnosprawnych 
jest w zespole redakcyjnym zawsze żywa. Z myślą o nich 
właśnie odbywają się te wszystkie o głębokim sensie hu- 
manitarnym imprezy, ale troska ta przejawia się również 
w licznych publikacjach, w których broni się słusznych 
żądań seniorów, uczy się młodzież szacunku do starszych, 
przypomina się zakładom pracy o obowiązku pamiętania 
o byłych pracownikach. 


-e- 


. 


Jest wiele IKP-owskich akcji, które przyniosły bardziej 
wymierny plon. Dla przykładu - efektem popularyzacji 
morza, gospodarki morskiej i morskiej edukacji mieszkań- 
ców morskiego zaplecza, była inicjatywa nadania imienia 
"Bydgoszcz" jednemu z polskich statków pełnomorskich. 
Batalia prasowa zakończyła się wodowaniem sześciotysięcz- 
nika mis "Bydgoszcz", który, niestety, po upływie ćwierć 
wieku zakończył w minionym roku swą służbę pod pOlską 
banderą. Dzisiaj - czekamy na... "Bydgoszcz II". 
Albo pomnik Sienkiewicza w Bydgoszczy. Ten przedwo- 
jenny zniszczyli hitlerowcy w czasie okupacji, ale już w 
. styczniu 1946 roku IKP rzucił hasło budowy nowego pom- 
nika. Nic więc dziwnego, że chociaż po latach przerwy 
właśnie w lokalach redakcyjnych mieścił się sztab Społecz- 
nego Komitetu Budowy pomnika Henryka Sienkiewicza 
w Bydgoszczy, że dzięki ofiarności czytelników IKP-a 
i ofiarnej pracy kilku jego dziennikarzy nowy pomnik Sien- 
kiewicza stanął w 1968 roku w bydgoskim parku. 
I tego faktu, że od projektu do jego realizacji minęły 
w sumie dwadzieścia dwa lata nie wynika nic tragicznego. 


29
		

/kb_198500032_0001.djvu

			Nie zawsze przecież zasiane ziarno trafia z mieJsca na od- 
powiedni grunt i trzeba czasu, zanim zacznie kiełkować 
i rodzić. I podobnie było z projektem IKP-a budowy w Byd- 
goszczy skromnego na początek zwierzyńca, bo do czasu 
realizacji tego pomysłu minęło również ponad 20 lat... Dużo 
natomiast krócej czekał na realizację projekt, zawarty 
w publikacji "Pomorzu śni się telewizja". Od dnia zamie- 
szczenia jej na łamach IKP (styczeń 1956 rok) do urucho- 
mienia nadajnika w Trzeciewcu minęło bowiem "tylko" 
sześć lat... 


-e- 


Nikt dzisiaj nie może mieć wątpliwości,.że wszystko, czym 
w mijającym 40-1eciu "Ilustrowany Kurier Polski" może się 
poszczycić, robione było z myślą o czytelniląich, o społe- 
czeństwie. Im przecież służyły nie tylko konkretne akcje 
czy imprezy, ale cała gazeta. I to nie tylko poprzez pUDli- 
kacje o charakterze informacyjnym, bo przecież z myślą 
o różnych środowiskach, grupach ludzi czy ich zawodach, 
redagowano specjalistyczne działy i rubryki. Powspominaj- 
my znowu: dodatki "Higiena i zdrowie", "Film i scena", 
"Kultura i sztuka", "Życie wsi polskiej", "Rzemieślnik pol- 
ski", "Swia"t jest ciekawy". Albo akcje prasowe lub kon- 
kursy - "Czy znasz Ziemie Odzyskane?", "Cyfry Planu 
6-1etniego", "Obywatele, nie jąkać się!", "Lato spokojnej 
wody", ,.Mleko dla szkół", "Pomagamy starcom i rencistom", 
"Gwiazdka dla wszystkich dzieci", "Czy znasz operę?"... 
Niektóre z tych nazw utrzymują się na łamach IKP-a do 
dzisiaj, niektóre zginęły, ale tematyka pozostała nadal. 
Olbrzymią wagę w ideologicznym i wychowawczym od- 
działywaniu na czytelnika mają Kluby SD i IKP. Pierw- 
szy z nich powstał już w l września 1958 roku w Poznaniu, 
obecnie działa ich kilkanaście w różnych miastach, znaj- 
dujących się w terytorialnym zasięgu pisma. W klubach 
tych popularyzuje się nie tylko tematykę Stronnidwa De- 
mokratycznego, tu bowiem omawia się również najbardziej 
aktualne wydarzenia międzynarodowe i krajowe, organi- 
zuje spotkania z ciekawymi ludźmi oraz wieczory w.spom- 
nień, tu o swych licznych zagranicznych wojażach opo- 
wiadają również dziennikarze IKP-a. 
Odwiedzają wspomniane kluby liczni czytelnicy i sym- 
patycy IKP
a, wśród których nie brak znanych ludzi. Ale 
i samą centralną redakcję w Bydgoszczy wizytują nie byle 
jakie sławy. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo 
wystarczy tylko przejrzeć "Księgę pamiątkową IKP", aby 
o tym się przekonać. Otóż w księdze tej wpisali się m. in.: 
Leon Chajn, Andrzej Benesz, Stanisław Horno-Popławski, 
Jan Karol Wende, Mieczysław Michałowicz, Zygmunt Husz_ 
cza, Eugenia' Krassowska, Wanda Wermińska, Leonid Te-.. 
liga, Magdalena Samozwaniec, Zygmunt MoskWa, Stanisław 
Skalski, Stanisław Lorentz, Wojciech Żukrowski, Edward 
Kowalczyk, Tadeusz Witold Młyńczak, Krystyna Marsza- 
łek, Wanda Chotomska, Lucjan Motyka... Nie brak też wpi- 
sów serdecznych licznych gości zagranicznych ze Związku 
Radzieckiego, Czechosłowacji, Bułgarii, Węgier, Jugosławii, 
NRD i RFN. Ta plejada nazwisk, z Aramem Chaczaturia- 


30
		

/kb_198500033_0001.djvu

			nem na czele, musi budzić niekłamaną zazdrość wszystkich 
zbieraczy autografóvv! 
Ale jeśli już mowa o znanY1:h nazwiskach, to warto do- 
dać, że na łamach IKP-a w minionym 40-1eciu znaleźć 
można autoróvv publikacji: Mariana Turwida, Adama Grzy- 
mały-Siedleckiego, Edmunda Męclewskiego, Józefa Ko- 
strzewskiego, Oli Obarskiej, Zygmunta Felczaka, Wojciecha 
Natansona i wielu innych jeszcze dziennikarskich, i nie 
tylko, sław... 


-e- 


"Ilustrowany Kurier Polski" ukazuje się obecnie w na- 
kładzie 100 tysięcy egzemplarzy, docierając do prawie pół- 
milionowej rzeszy czytelników miast, wsi i osiedli. Redago- 
wany jest przez 27 etatowych dziennikarzy, w większości 
ludzi w średnim i młodym wieku, z których 21 pracuje 
vv redakcji centralnej vv Bydgoszczy, pozostali natomiast 
kierują oddziałami IKP-a w Grudziądzu, Inowrocławiu, 
Pile, Poznaniu i Włocławku. Ponadto ma redakcja stałych 
współpracowników w Warszawie, Koszalinie i Gdańsku, 
korzysta nadto z pomocy 100 korespondentów terenowych, 
z różnych zresztą stron Polski. 
Gazeta ukazuje się obecnie sześć razy w tygodniu, co- 
dziennie vv objętości sześciu stron wydania głównego, mu- 
tovvanego sześciokrotnie poprzez wymianę lokalnej strony 
bydgoskiej na wydania: Wielkopolska, Pilskie, Grudziądz, 
Inovvrocław, Toruńskie i Włocławskie. Wydanie natomiast 
niedzielne ukazuje się w objętości ośmiu stron, z których 
cztery mają stały charakter specjalistycznych kolumn. Są 
to kolumny: "Polityka - Ekonomia - Człowiek" ze sta- 
łym refleksyjnym komentarzem "Jacy jesteśmy?"; "Kultu- 
ra - Oświata - Wychowanie"; "Życie - Postęp - Prak- 
tyRa" ze stałymi rubrykami ..Radiestezja bez tajemnic", 
"Na IV biegu" i "Na naszej działce" oraz kolumna "Saty- 
ra - Ciekawostki - Humor", m. in. z horoskopem i krzy- 
żówką z nagrodami. 
W każdym miesięcu IKP wydaje specjalną kolumnę 
"Z reporterskiej trasy", poświęconą problemom jednego, wy- 
branego miasta, również raz w miesiącu ukazuje się spe- 
cjalny czterostronicowy dodatek "Życie i My", który po- 
święcony jest wybranym, najbardziej aktualnym problemom 
społecznym, gospodarczym, kulturalnym, prawniczym, sa- 
morządowym, młodzieżowym. Ten dodatek każdorazowo po- 
przedzany jest spotkaniem grupy fachowców, którzy tworzą 
jakby małe kolegium redakcyjne, piszą sami względnie 
konsultują teksty dziennikarzy. 
Jako pismo Sronnictwa Demokratycznego pOdlega IKP 
Wydawnictwu "Epoka" w Warszawie, działającym poprzez 
swój oddział w Bydgoszczy. "Epoka" powstała 25 _kwietnia 
1957 roku i podlega Prezydium Centralnego Komitetu SD, 
które ustala wytyczne rozwojowe wydawnictwa i decyduje 
o kierunku politycznym prasy Stronnictwa. 


-e- 


"Ilustrowany Kurier Polski" w Bydgoszczy kończy w obec- 
nym 1985 roku 40 rok istnienia. Gdy nie tak 'dawno, bo we 


31
		

/kb_198500034_0001.djvu

			." 



 


\ 


, - 


": 


,- 


,,
 


." 


-.- 
 
r 

 I 
- 
" 
- 
( 


,- 


.- 


b 


.. 


. 


W redakcyjnym klubie 


wrześniu roku minionego ukazał się 12-tysięczny numer 
pisma, nie obyło się bez wielu refleksji i zastanowienia 
się nad drogą, jakie pismo to w minionym okresie prze- 
było, co wniosło w codzienne życie kraju i regionu, co dało 
swym wiernym czytelnikom. Ale nie bez dumy zespół dzien- 
nikarski IKP-a uświadomił sobie jeden, jakże istotny i bez- 
sporny fakt: w Polsce, kraju nękanym w swej długiej hi- 
storii przeróżnymi burzami dziejowymi, rozbiorami i woj- 
nami, wewnętrznymi trudnościami i zewnętrznymi szyka- 
nami, żadne pismo dotąd nie ukazywało się pod jednym 
tytułem tak długo bez przerwy, jak właśnie "Ilustrowany 
Kurier Polski". 
I z tego właśnie zespół popularnego IKP-a zdaje sobie 
doskonale sprawę, kończąc 40 rok swego istnienia i wchodząc 
w pięćdziesiąte już lata służby dla społeczeństwa. 


..
		

/kb_198500035_0001.djvu

			MAŁGORZATA BARTOWSKA 


Szkoła kadr dla kultury 


Z końcem lat czterdziestych ruch świetlicowy w Polsce 
przybrał wprost żywiołowe tempo i rozmiary. Orga- 
nizowane współzawodnictwo stało się bodźcem do 
powstania wielu szkół kształcących kadry instruktorskie dla 
potrzeb świetlic i teatrów ochotniczych. Szkoła tego typu 
powstała również w naszym mieście. Została jednak szybko 
zapomniana, a po jej istnieniu pozostały zaledwie nieliczne 
wzmianki w prasie z tego okresu i w pozycjach książko- 
wych. 
Bydgoska szkoła powstała w lutym 1949 r. z inicjatywy 
Władysława Drążkowskiego, jednego z pionierów teatru lu- 
dowego, który przy istniejącej już wówczas Szkole Pracy 
Społecznej powołał Kursy Instrukturów Teatru Ochotniczego. 
W 1952 r. kursy te przekształcono w Szkołę dla Instruk- 
torów Swietlicowych i Teatralnych. Jej dyrektorem mia- 
nowany został Władysław Drążkowski, który, jako czło- 
wiek doświadczony na polu ruchu świetlicowego, potrafił 
skompletować grono pedagogów o wysokich kwalifikacjach 
specjalistycznych i pedagogicznych. Było to istotne, gdyż 
szkoła miała charakter średniej szkoły zawodowej ze spe- 
cyficznymi przedmiotami naliczania, jak: język polski wraz 
z literaturą polską i obcą, język rosyjski, historia wr3Z 
z historią kultury, na\1ka o Polsce i świecie współczesnym, 
nauka o społeczeństwie, geografia, historia teatru,' umuzy- 
kalnienie. poza tym seminaria: dramaturgiczne, reżyserskie, 
kostiumologiczne i scenograficzne, nauka dykcji oraz mó- 
wienie prozą i wierszem, taniec i podstawowe wiadomości 
z choreografii, organiżacja pracy świetlicowej wraz z ćwi- 
czeniami praktycznymi, zagadnienia organizacyjne i tech- 
niczne teatru ochotniczego z uwzględnieniem charaktery- 
zacji oraz wiadomości o sztuce. 
Do grona profesorskiego okresu 1949-1952 należeli: Wła- 
dysław Drążkowski, Adam Grzymała-Siedlecki, Alfred Ko- 
walkowski, Wanda Macherska, Antoni Fronczak, Zofia Pie- 
trzak, Edmund Lubiatowski. Antoni Rybka. Władysław 
Burczyk. Stanisław Stampfl, Leon Bartosewicz. Kazimierz 
Biernacki, Jan Rybicki, Jan Zicman, Juliusz Romanowski 
i Maria Wąsiak. 
Nauka w szkole trwała 3 lata. Absolwenci otrzymywali 
dyplom z tytułem instruktorskim, który upoważniał ich do 
podjęcia nauki w szkołach artystycznych stopnia wyższego. 
Wyższe Szkoły Artystyczne podobnie, jak Szkoła dla In- 
strukturów Swietlicowych i Teatralnych, podlegały bezpo- . 
średnio Ministerstwu Kultury i Sztuki. 
Lokal szkoły mieścił się przy ul. Grodzkiej 14 (obecnie 
Teatr Kameralny). Pozbawiony był on właściwych waru n- 


3- 


33
		

/kb_198500036_0001.djvu

			'7 


.. tf fi" 
t 
, . , 
, 


." 


Teatr Kameralny przy Rybim Rynku dziś - 


ków do 'nauki. Znajdowały się w nim zarówno sale lekcyjne, 
jak i pokoje sypialne, gdyż utworzono w tym budynku rów- 
nież internat. 
Stan liczebny uczniów szkoły był bardzo wysoki w. sto- 
sunku do trudnych warunków lokalowych. W sypialniach, 
które w miarę potrzeb powstawały, niestety, kosztem po- 
mieszczeń klasowych, panowało przepełnienie i związane 
z tym złe warunki higieniczne. Nauka prowadzona jednak 
była bez przerwy mimo stale trwających modernizacji. 
Uczniowie rekrutowali się najczęściej ze wsi i małych 
miast, a stopień ich ogólnego przygotowania był dość zróż- 
nicowany - często słaby. Nauczyciele napotykali na szereg 
trudności z tym związanych, organizowali więc samokształ- 
cenie uczniów i ich dpkształcanie. Wiele kłopotów sprawia- 
ło też zachowanie niektórych uczniów, gdyż pochodzili oni 
z różnych regionów kraju, a wiek ich wahał się od 18- 
30 lat. 
Większość przedmiotów nauczania, zwłaszcza zawodowych, 
prowadzona była bez odgórnych programów nauczania i bez 
podręczników, aż do końca i
tnienia szkoły. 
Latwo zauważyć, jak wiele szkoła zawdzięczała swoim 
nauczycielom, którzy tworzyli nie tylko programy nauczania, 
dla swoich przedmiotów, ale też według koncepcji własnych 
i inwencji kształtowali dany przedmiot przy tym wszy- 
stkim utrzymując wysoki poziom nauczania w opinii ucz- 
niów i władz oświatowych. 
Nauka kończyła się egzaminem końcowym, z przedmio- 
tów teoretycznych i praktyki. Po egzaminie praktycznym, 
który polegał na prezentacji inscenizacji, montażu lub 
fragmentu utworu teatralnego, odbywał się egzamin teore- 
. tyczny z historii literatury, dramaturgii i zagadnień świe- 
tlicowych. 
Szkoła oprócz występów na własnej scenie uczestniczyła 
w organizowaniu"- imprez okolicznościowych dla' miasta 
i środowiska robotniczego. 


34
		

/kb_198500037_0001.djvu

			Dyrekcja zorganizowała też Poradnię Artystyczną dla in- 
struktorów i kierowników świetlic z zewnątrz. Przy szkole 
powstał również Teatr Pioniera, funkcjonujący w ramach 
szkolnych zajęć. 
W 1952 r. po zmianie struktury szkoły powstało 5-letnie 
Państwowe Liceum Instruktorów Swietlicowych i Teatral- 
nych. Profil szkOły nie uległ większym zmianom. Oprócz 
przedmiotów zawodowych, program liceum został rozsze-. 
rzony o następujące przedmioty: technika teatru, akompa:' 
niament, rysunek, środki techniczne pracy k-o. 
 
Do, liceum przyjmowano młodzież w wieku od 14 do 
17 lat. Szkoła liczyła z początkiem roku szkolnego 1952/1953 
aż 133 uczniów. Większość z nich otrzymywała stypendia 
i zasiłki na zakup podręczników. 
Lepiej niż w poprzednich latach rozpropagowano wiado- 
mości o istnieniu szkoły w prasie i w formie plakatów roz- 
wieszonych w mieście. Prawie do wszystkich większych 
miejscowości województwa bydgoskiego wyjeżdżali nauczy- 
ciele z odczytami na jej temat. 
Szkoła miała także swoje kłopoty. Zaczynały występować 
braki kadrowe. gdyż 80% nauczycieli posiadało niepełen 
wymiar godzin, przy czym część z nich dojeżdżała z To- 
runia. Była nawet koncepcja przeniesienia szkoły do tego 
miasta, lecz proponowane warunki niewiele różniły się od 
obecnych, stąd zrezygnowano z tego projektu. 
W następnym roku szkolnym 1953/1954 liczba uczniów 
wzrosła do 145, co wiązało się z koniecznością pozyskania 
nowych nauczycieli. Wykaz naJ,lczycieli na ten rok zawie- 
rał takie nowe nazwiska jak: Katarzyna Brans, Włodzi- 
mierz Florkowski, Tadeusz Juszczyk, Paweł Chmielecki, 
Adam Kic, Kira Nowicka, Lucyna Patyna, Stefan Winter, 
Ksawery Stanicki, Zdzisław Wojtczak, Jan Zając. 
W celu podniesienia poziomu nauczania Rada Pedago- 
giczna postanowiła utworzyć koła samokształceniowe i ze- 
społy przedmiotowe. 
W szkole odgrywał dużą rolę Związek Młodzieży Polskiej. 
Uczestniczył on we wszystkich wydarzeniach życia szkol- 
nego i był organizatorem szeregu prac społecznych dla 
wszystkich uczniów szkoły. 
Nauka po pięciu latach kończyła się egzaminem ma- 
turalnym. 
W okresie wakacji szkoła organizowała miesięczną prak- 
tykę w świetlicach wiejskich. 
Praca szkoły została ponownie zakłócona kolejną reorga- 
nizacją w 1954 r., w wyniku której, przekształcono Liceum 
Instruktorów Swietlicowych i Teatralnych w Liceum Kul- 
turalno-Oświatowe. Liceum Kulturalno-Oświatowe istniało 
do 1960 roku, to jest do całkowitej likwidacji tego typu 
szkół w całym kraju. Nauka trwała w nim 4 lata. Od 1954 r. 
kierowała szkołą Zofia Pietrzak. 
Liceum nadal borykało się z ogromnymi trudnościami or- 
ganizacyjnymi. Brak podstawowego wyposażenia, jak po- 
moce naukowe i podręczniki, zmuszał nauczycieli do korzy- 
stania z pomocy innych szkół licealnych. 
Do 1956 r. szkołę opuściło 102 absolwentów. Większość 
z nich podjęła pracę w swoim zawodzie, w różnych pla- 
cówkach kulturalnych. Część wstąpiła na' wyższe uczelnie 
artystyczne. Wychowankiem szkoły był m. in. popularny 


35
		

/kb_198500038_0001.djvu

			aktor Jan Nowicki, który dzięki namowie p. Pietrzak (ona 
to dostrzegła jego talent aktorski), postanowił dalej kształ- 
cić się w kierunku aktorskim. 
W roku szkolnym 1959/1960 liceum przeniesiono do no- 
wego budynku mieszczącego się przy ulicy H. Sawickiej 28. 
W międzyczasie jednak w latach 1956-1960 Liceum Kul- 
turalno-Oświatowe ulegało stopniowej likwidacji. Od 1956 r. 
nie przeprowadzono już rekrutacji do klasy pierwszej. Osta- 
tecznie w 1960 roku Liceum Kulturalno-Oświatowe zlikwi- 
dowano, a na jego miejscu utworzono Studium Kulturalno- 
Oświatowe. 


..
		

/kb_198500039_0001.djvu

			TADEUSZ JASZOWSKI 
. 


Wyzwolenie Bydgoszczy 


W okresie II wojny światowej tylko wyjątkowo toczone 
były boje o poszczególne miasta. Wprawdzie do hi- 
storii przeszła obrona Warszawy w 1939 r., a później 
obrona Leningradu, czy Stalingradu, a na terenie Polski, 
w końcowym okresie wojny _obrona Grudziądzka, czy Ko- 
łobrzegu, ale były to walki, które tylko ubocznie łączyły 
się z głównymi celami strategicznymi walczących wOjsk. 
Walki o Warszawę i jej bohaterski opór w 1939 r. były 
już tylko walkami o honor polskiego żołnierza, gdyż wszel- 
kie fronty były w tym czasie przełamane. Walki o Lenin- 
grad miały na celu zdobycie niezamarzających portów na 
Bałtyku, a walczącym o Stalingrad jednostkom hitlerow- 
skim chodziło o przecięcie żeglugi na Wołdze i wyjście na 
szerokie tereny zawołżańskie. 
Podobnie walki o Grudziądz, czy Kołobrzeg były, krwa- 
. wymi wprawdzie, ale tylko epizodami w realizacji zamy- 
słów strategicznych, które zakładały przejście Wisły sze- 
rokim frontem, czy też równie szerokim frontem wyjście. 
nad Bałtyk. 
W tych warunkach występuje specyficzna dysproporcja 
między uczuciami mieszkańców poszczególnych miast, które 
gromadząc licznych obywateli chciałyby znaleźć poczesne 
miejsce w historii wojny, a jej realiami. Stąd też zgodna 
z prawdą historyczną odpowiedź na pytanie kiedy nastąpiło 
wyzwolenie jakiegoś miasta sprawia określone trudności. 
Podobnie ma się rzecz z Bydgoszczą i datą jej wyzwo- 
lenia. Po ruszeniu frontów znad Wisły w dniach 12-14 
stycznia 1945 r. i przełamaniu obrony hitlerowskiej na tej 
rzece, następną przegrodą wodną, która miała zatrzymać 
atakujące radzieckie fronty mogła być tylko Odra. 
Ale przejściowo próbowało dowództwo hitlerowskiej armii 
zorganizować obronę na Noteci, jej dolinie i kanałach, 
a w związku z tym również na Brdzie. Dlatego można zna- 
leźć hitlerowskie opracowania dowództw niższego rzędu, 
które wysuwały propozycje umocnienia Bydgoszczy, Nakła, 
ale także Torunia i Piły i stworzenia w oparciu o te mia- 
sta linii obrony, która chociaż przejściowo mogłaby zatrzy- 
mać ofensywę I-go Frontu Białoruskiego, wyprowadzoną 
w kierunku Kostrzynia rio Odrą. 
Było to jednak zadanie niemożliwe do zrealizowania. 
Z południa groziło szerokie oskrzydlenie przez armie I-go 
Frontu Ukraińskiego, które szybko zdobywały teren i wcho- 
dziły na teren Sląska, a z północnego-wschodu rozwijała się 
ofensywa II Frontu Białoruskiego, który skutecznie rozbi- 
jał opór armii "Wisła", dowodzonej przez samego "wiernego 


37
		

/kb_198500040_0001.djvu

			Heinricha" Himmlera. W tych warunkach próba przesłania- 
nia linii Noteci, jako przejściowej linii obrony była ska- 
zana- z góry na niepowodzenie. Wyzwolenie miast leżących 
między Wisłą, a Odrą było tylko kwestią czasu, który był 
potrzebny dla przebycia wielkiego przecież terenu oraz wy- 
niku walk oczyszczających, które tu i ówdzie wybuchały. 
Bydgoszcz znajdowała się na kierunku działania 47 armii 
ogólnowojskowej, dowodzonej przez gen. mjra Perchorowi- 
cza, która wchodziła w skład I-go Frontu Białoruskiego 
i po przekroczeniu Wisły posuwała się jej lewym brzegiem, 
stanowiąc prawe skrzydło wojsk tego Frontu. 
Przez Wisłę armia ta sąsiadowała z 70 armią, dowodzoną 
przez gen. mjra Popowa, która wchodziła już w skład 
U Frontu Białoruskiego i która stanowiła lewe skrzydło 
wojsk tego Frontu. Te posuwająoe się obok siebie, tylko 
po różnych brzegach Wisły, armie posuwały się nierówno- 
miernie. Armia gen. Popowa posuwała się woln!ej, trąfiając 
na opór przeciwnika i zmuszana do licznych przepraw przez 
prawobrzeżne dopływy Wisły. Powstawała między poszcze- 
gólnymi armiami niebezpie
zna luka, która w poszczegól- 
nych dniach ofensywy sięgała do 70. a nawet przejś::iowo 
do 100 km. 
Aby zabezpieczyć swe wojska od 'niespodziewanego ata- 
ku, dowódca Frontu. marszał€k Żukow, nlkaza-ł przydzielić 
do dyspozYCji dowódcy 47 armii dodatkowo jednostkę pan- 
cerną, która posuwając się brzegiem Wisły mogłaby likwi- 
dować w zarodku wszelkie próby przeprawienia się nie- 
przyjaciela na lewy brzeg Wisły i zaatakowania skrzydeł 
Frontu. _ Wykonanie tego zadania zlecono dowódcy I armii 
WP, generałowi Popławskiemu. 
· W Centralnym Arcl]iwum Wojska Polskiego Z-3chował się 
rozkaz generała Popławskiego kierujący do dyspozycji do- 
wódcy 47 armii gen. mjra Perchorowicza I-s:ł;ej Warszaw- 
skiej Brygady Pancernej im. Bohaterów Wester;platte. 
Rozkaz ten spowodował, że brygada ta jako pierwsza 
z polskich jednostek znalazła się w Bydgoszczy. Cała I ar- 
mia; wyczerpana w walkach o Warszawę, a przedtem o Pra- 
gę i Jabłonnę, stanowiła odwód Frontu, a poszczególne jej 
dywizje spełniały ważne zadanie oczyszczenia Warszawy 
i zabezpieczenia stolicy Polski dla umożliwienia pracy, Rzą- 
du Tymczasowego, który natychmiast przeniósł $ię z Lu- 
blina na Pragę. 
Jednakże 47 armia gen. mjra Perchorowicza, wraz z po-o 
stępująq w jej składzie polską brygadą pancerną nie była 
pierwszą armią radziecką, która przekroczyła Noteć. S?:ybsza 
od niej była 2 armia pancerna, kt6rej zmechanizowane 
i konne korpusy posuwały s1ę szybciej i już 21 stycznia 
1945 r. zaatakowały hitlerowską obronę pod Nakłem. przer- 
wały ją i ruszyły szybkimi oddziałami w kierunku Mroczy 
i Bydgoszczy. To też już 22 stycznia 1945 r. poszczególne 
czołgi i samochody pancerne radzieckie znalazły się w re- 
jonie ul. Koronowskiej i Grunwaldzkiej w Bydgoszczy, za- 
jęły Czyżkówko i Wilczak i ubezpieczając się od kierunku 
śródmieścia, nadal zajętego przez wojska hitlerowskie, ru- 
szyły n') zachód w kierunku Mąkowarska, realizuhc !woje 
podstlwowe zadanie. jakim było j3k najszybsze dotar
ie 
do Odry. 
W komunikatach dowództwa radzieckiego podano. że je- 


38
		

/kb_198500041_0001.djvu

			dnostki 2 Korpusu Kawalerii Gwardii i jednostki 2 Armii 
Pancernej (chodziło o 9 korpus zmechanizowany, który- 
przerwał obronę hitlerowską pod Nakłem) zajęły w dniu 
22 stycznia 1945 Nakło, Bydgoszcz i Mroczę, posuwając się 
szybko w kierunku zachodnim. 
Jest to więc pierwszy oficjalny dokument z okresu 
II wojny światowej, który mówi o wyzwoleniu Bydgoszczy. 
Informacja w nim zawarta jest o tyle nieścisła, że jedno- 
stki radzieckie nacierające szybko w kierunku Koronowa 
i Więcborka otarły się tylko o Bydgoszcz, pozostawiając na 
jej zachodnich przedmieściach oddziały wysunięte i pozo- 
stawiając w mieście nadal działające resztki garnizonu hi- 
tlerowskiego. . 
Dokładniej określił sytuację na swoim przedpolu dowódca 
Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, który 
w dniu 23 stycznia 1945 r. o godz. 24 pisał w rozkazie 
nr 08 skierowanym do podległych mu batalionów. 1. Roz- 
bite jednostki nieprzyjaciela z 73 i 337 dywizji piechoty 
i innych jednostek odstępują w zachodnim kierunku nie 
stawiając silnego oporu. Pod naciskiem 2 Armii Czołgo- 
wej i 2 Kawaleryjskiego Korpusu Armii Czerwonej, nie- 
przyjaciel pozostawił miasto Bydgoszcz, w którym pozo- 
staly małe grupki nieprzyjaciela i działają razem z pozo- 
stałymi w lasach grupami Niemców. 2. Brygada Pancerna 
wychodzi z operacyjnego podporządkowania 125 Korpusu 
Strzeleckiego A.R. i wchodzi w operacyjne podporządkowanie 
47 Armii mając za zadanie wykonać marsz do Bydgoszczy 
i jako rezerwa 47 Armii zająć obronę na płn. i płn-zach. 
skraju Bydgoszczy oraz ochraniać obiekty wojenne i pań- 
stwowe. -. 
Następuje szczegółowa marszruta jaką mają posuwać się 
jednostki brygady, .z której wynika, że brygada wyruszyła 
z rejonu Służewa i Aleksandrowa Kujawskiego i dotarła 
do południowych krańców Bydgoszczy od strony Solca Ku- 
jawskiego i Inowrocławia. Poszczególne bataliony pancerne 
wkraczały do Bydgoszczy ul. Kujawską i Glinki w godzi- 
nach przedpołudniowych 24 stycznia 1945 r. 
Jak wynika z cytowanego wyżej rozkazu nr 08 dowódz- 
two brygady spodziewało się, że Bydgoszcz będzie zupełnie 
opuszczona przez wojska hitlerowskie i po zajęciu całego 
miasta brygada zorganizuje obronę na północnych i za- 
chodnich krańcach miasta. Jednakże w ciągu nocy zaszły 
i po stronie nieprzyjaciela pewne zmiany. Wycofujące się 
przed natarciem wojsk 70 armii,' posuwającej się jak wia- 
domo prawym brzegiem Wisły, hitlerowskie jednostki prze.- 
chodziły pod Fordonem przez Wisłę i zasiliły garniwn 
bydgoski. 
Stąd też jednostki brygady napotkały w Bydgoszczy nie 
tylko rozproszone jednostki i ukrywających się po lasach 
rozbitków, lecz zorganizowane oddziały, które stawiały za- 
cięty opór. Nie wystarczały działania batalionu zmotoryw- 
wanych fizylierów, który umieszczony na czołgach brygady, 
jako desant piechoty, prowadził działania oczyszczające, 
stanowiąc jednoczenie zwiad brygady. Trzeba było podjąć 
normalne dzia,łania bojowe. 
Meldunek szefa sztabu brygady ppłk. Poliszczuka, dato- 
wany już z Bydgoszczy w dniu 24 stycznia 1945 roku 
o godz.. 15, a oznaczony nr 033 podaje co następuje. - l - 


39
		

/kb_198500042_0001.djvu

			Nieprzyjaciel wycofawszy się z miasta Bydgoszczy dnia 
22 stycznia 1945 r. obecnie małymi grupkami przeciwdzia- 
ła w centrum miasta i na jego zachodnim skraju. Batalion 
Zmotoryzowanych Fizylierów bojem wdarł się do miasta 
Bydgoszczy, zagarnął kolumnę samochodów nieprzyjaciela, 
wziął więcej jak 55 Niemców do niewoli, przy czym zo- 
stało zabitych 3 ludzi, l oficer, l podoficer, jeden szerego- 
wy oraz 6 rannych. Wszyscy z Batalionu Zmotoryzowanych 
Fizylierów. Podeszły l Batalion Czołgów o godz. 8.30-9.00 
wstąpił bojem do miasta, oczyszczając centrum i płn.-za::h. 
skraj i wyszedł za rzekę na płn. skraj miasta. l Batalion 
Czołgów zniszczył 2 samochody nieprzyjaciela i zabito około 
15 Niemców (wiadomości niedokładne). Strat nie ma, prze- 
prowadza się rozminowanie mostów. . 
Niezależnie od specyficznego języka, używanego ówcze- 
śnie w dokumentach sztabowych z rozkazu tego wynika, że 
ppłk. Poliszczuk za centrum Bydgoszczy uważał Stary Ry- 
nek, gdyż wzmianka o rozminowywaniu mostów, do którego 
przystąpiono wskazuje, że jednostki brygady, w dniu 
24 stycznia 1945 r. jeszcze nie przekroczyły Brdy i opero- 
wały jedynie w południowych i zachodnich przedmieściach 
Bydgoszczy oraz oczywiście w rejonie Starego Rynku. 
Wykonany przez ówczesnego adiutanta l Batalionu Czoł- 
gów, ppor. Jana Popiela (dziś pułkownika i oficera sztabu 
POW) schemat rozmieszczenia i obrony l Batalionu Czoł- 
gów na dzień 25 stycznia 1945 r. godz. 12.00 wskazuje, że 
poszczególne kompanie i plutony stały w rejonach placu 
Poznańskiego, ul. Swierczewskiego, Lokietka, Królowej 
Jadwigi i tylko między Nakielską i Grunwaldzką przeszły 
przez jeden z Iliezaminowanych mostów na Kanale Byd- 
goskim, dozorując kierunek zachodnich podejść do miasb. 
Cały teren dzisiejszego śródmieścia i Bielaw był zajęty 
przez wojska hitlerowskie i trzeba było dopiero organizować 
poważniejszymi siłami działania bojowe, aby oczyścić całe 
miasto. 
Toteż dowódca brygady pancernej opracował nowy roz- 
kaz nr 09, wydany w dniu 24 stycznia 1945 r. o godz. 18. 
wskazujący miejsce postoju sztabu Brygady w Bydgoszczy 
przy ul. Nakielskiej 3 i precyzujący położenie i nowe za- 
dania brygady. Czytamy w nim co następuje: 
l. Pozostałe grupy Niemców w mieście Bydgoszczy siłami 
l batalionu czołgów i Batalionu Zmotoryzowanych Fizy- 
lierów odrzucono na północny skraj miasta Bydgoszczy, za 
rzekę Brdę. skąd nieprzyjaciel prowadzi ogień z broni ręcz- 
nej i moździerzy. Trzy mosty w rejonie miasta zerwane, 
pozostały północno-zachodni most zaminowany. 
2. Zadanie brygady jak w rozkazie 08. 
3. Z Brygadą Czołgów działają pododdziały 2 dywizji ka- 
walerii radzieckiej i 4 brygady artylerii radzieckiej. Bry- 
gadzie przydzielono Batalion 73 pUłku 96 Dywizji Strzelców 
A.R. Polecam oczyścić miasto z Niemców. 


6. Pluton czołgów 2 Batalionu czołgów wstępuje w podpo- 
rządkowanie komendanta miasta mjra Kulik i razem z ba- 
terią 45 mm, kompanią rusznic przeciwpancernych, kom- 
panią moździerzy Batalionu Zmotoryzowanych Fizylierów - 
ochraniać komendanturę i magistrat miasta. 


40
		

/kb_198500043_0001.djvu

			9. Punkt dowodzenia Brygady Bydgoszcz, ul. Nakielska 3. 
Pomijając treści rozkazu obojętne dla tematu, wydaje 
się, że dokument ten dokładnie określa sytuację Bydgoszczy 
w dniu 24 stycznia 1945 r. w godzinach popołudniowych. 
Południowa część miasta, aż po rzekę Brdę była uwolnio- 
na od hitlerowców i całkowicie kontrolowana przez od- 
działy polskie wchodzące w skład BrYKldy Pancernej im. Bo_ 
haterów Westerplatte. W północno-zachodniej części mia- 
sta, w rejonie ul. Grunwaldzkiej dozorowały oddziały ra- 
dzieckie. Lotnisko było zdobyte i zabezpieczone. 
Na Starym Rynku w ratuszu urzędował komendant mia- 
sta mjr Kulik i magistrat miasta. Przy ul. Nakielskiej 3 
miały swą siedzibę sztab i dowództwo polskiej brygady 
pancernej. I to jest druga data wyzwolenia naszego mia- 
sta, występująca w dokumentach II wojny światowej. Wy- 
daje się. że słusznie uznano tę właśnie datę, 24 stycznia 
1945 r., za oficjalną datę wyzwolenia Bydgoszczy. 
Jednakże do ca'lkowitego oczyszczenia miasta z hitlerowców 
musiało upłynąć kilka dni. W dniach 25, 26 i 27 stycznia 
1945 r. przybywały do Bydgoszczy dalsze jednostki Wojska 
Polskiego. l Batalion Rozpoznawczy, 13 Pułk Artylerii Sa- 
mochodowej, poszczególne pułki l Samodzielnej Brygady 
Kawalerii. Wreszcie zjawiła się 3 Dywizja Piech3ty. Nie- 
zbyt liczne, jeśli chodzi o stany osobowe, jednostki pan- 
cerne i zmotoryzowane, które pierwsze uchwyciły miasto 
nie były w stanie go całkowicie uwolnić od nieprzyjaciel- 
skich wojsk. Mogła to uczynić dopiero dywizja piechoty. 
Toteż, poczynając od 27 stycznia 1945 r. meldunki do- 
wódcy 8 pułku piechoty płk. Karasiewicza i szefa sztabu 
tego pułku mjra Mormitko mówią o uporczywych walkach 
na osi dzisiejszej ulisy l Maja i w rejonie dzisiejszego sta- 
dionu Zawiszy. Niektóre oddziały 8 pułku piechoty atako- 
wały śródmieście od strony Brdy, inne zaś przeszły wiadukt 
kolejowy w rejonie ul. Grunwaldzkiej i przez Jachcice 
i okoliczne lasy atakowały z głębokiego obejścia. W lasach 
tych 2 kompania strzelecka z l batalionu 8 PP. poniosła 
straty w zabitych i rannych. W czasie akcji oczyszczają- 
cych między Maksymilianowem a Żołędowem wzięto jeń- 
ców, a pod Pyszczynem trwały uparte walki, w których 
8 pułk stracił 20 zabitych-i 30 rannych. Z podoficerów 
zginął tam st. sierżant Blaut, zastępca dowódcy kompanii 
do spraw pol.-wych. 
Walki o Magdalenkę i Stronno trwały do godz. 4 rano 
23 stycznia 1945 r. Ogółem 8 pułk piechoty w walkach 
oczyszczających w Bydgoszczy i na jej przedpolu stracił 
49 zabitych i 79 rannych. Nieprzyjaciel stracił ponad 100 
zabitych, 92 żołnierzy Wehrmachtu wzięto do niewoli. a po- 
nadto zdobyto 6 ckm, 4 dziala, 11 samochodów i 200 rowe- 
rów. Walki toczono ze 129 pułki-em piechoty Wehrmachtu, 
33 pułkiem przeciwpancernym i resztkami 4 dywizji lot- 
niczej. Za te walki 8 pułk piechoty otrzymał zaszczytną 
nazwę "Bydgoski". 
Dopiero po tych walkach, gdy z prawego brzegu Wisły 
zaczęły się przeprawiać jednostki 70 Armii Radzieckiej, 
które nareszcie wyrównały front na wysokości Bydgoszczy, 
można powiedzieć, że Bydgosztz jest nie tylko wyzwolona, 
ale również bezpieczna. 


41
		

/kb_198500044_0001.djvu

			Wielu oficerów i żołnierzy l Brygady Pancernej, która 
była pierwszą polską jednostką wojskową, która doszła do 
Bydgoszczy i rozpoczęła walkę o jej wyzwolenie mieszka 
dotychczas w Bydgoszczy. Jest wśród nich płk. Jan Popiel, 
dawny adiutant l batalionu czolgów, ppłk. rez. Zygmunt 
WOjt, dawny felczer batalionu zmotoryzowanych fizylierów, 
a dziś lekarz sportowy "Zawiszy", dawny plutonowy Jan 
Aładowicz, mjr Edward Szymkuć i wielu innych. Tu zna- 
leźli swój dom. I to też ma swoją wymowę. 


ł 


-
		

/kb_198500045_0001.djvu

			BARBARA JANISZEWSKA - MINCER 


Plastyka bydgoska w pierwszych 
latach Polski Ludowej 


\ 


O kres pomyślnego rozwoju plastyki bydgoskiej w latach 
trzydziestych przerwany został okupacją hitlerowską. 
Nastąpiła tragiczna, prawie sześcioletnia przerwa, pod- 
czas której mocno uszczuplony został zastęp plastyków. 
Podczas II wojny światowej zginęli: Bogdan Raczkowski, 
Kazimierz Orlicz, Witold Jerzykiewicz, Marian Faczyński, 
Bronisław Kłobucki, Wacław Krystoszek i Antoni Olej nik. 
Zaginęło wiele dzieł sztuki. Muzeum straciło sto pięć- 
dziesiąt dzieł Leona Wyczółkowskiego i wiele innych cen- 
nych obrazów. Okupanci zniSzczyli pomniki wykonane przez 
Piotra Trieblera, Teodora Gajewskiego i Bronis-lawa Kło- 
buckiego, a także pomnik Sienkiewicza dłuta Konstantego 
Laszczki. Zburzyli nawet "potop" - rzeźbę niemieckiego 
rzeźbiarza Lepckego (twórcy "Łuczniczki"). Niemcy zlikwi- 
dowali kościół jezuitów i gmach Muzeum Miejskiego. 
Nieliczni plastycy, którzy po wyzwoleniu znaleźli się 
w Bydgoszczy, musieli zaczynać pracę od podstaw. Pierw- 
szy okres plastyki Polski Ludowej charakteryzował się du- 
żym entuzjazmem twórczym wszystkich artystów. Sześciu 
artystów plastyków przystąpiło w Bydgoszczy z wielkim 
zapałem do kontynuowania swej twórczości, tak brutalnie 
pr;r.erwanej na okres kilku lat. 
W dniu 22 czerwca powstał w Bydgoszczy Oddział ZP AP, 
związany z Okręgiem Warszawskim. Na jego czele stanął 
Marian Turwid. Równocześnie z bydgoskim powstał Oddział 
ZPAP w Toruniu z Tymonem Niesiołowskim na czele. Na 
Walnym Zjeździe odbywającym się od 2 grudnia 1945 r. 
w Bydgoszczy, utworwno Okręg Pomorski ZP AP, który 
obejmował Oddziały w Toruniu, Olsztynie i Bydgoszczy. 
W skład Zarządu Oddziału Bydgoskiego weszli: Kazimierz 
Borucki, Jadwiga Daszkiewiczowa, Tadeusz Mokrzycki, Ma- 
rian Turwid i Stanis-ław Wojewódzki. Od pierwszej chwili 
istnienia Związku, plastycy działali prężnie i owocnie. 
W Toruniu odbył się pierwszy przegląd dorobku twórczego 
członków Okręgu Pomorskiego. Interesującą wystawę zor- 
ganizowano w pierwszą rocznicę wyzwolenia Bydgoszczy 
w Robotniczym Domu Kultury (ul. Toruńska 30). Wzięli 
w niej .udział: Brzęczkowski, Cichowski, Kirylenko, Modli- 
bowski, Poznański, Rupniewski, Skorupka, Triebler, Wa- 
chowski i Wasik. Członkowie Związku oprócz swych co- 
dziennych obowiązków brali czynny udział w przygotowy- 
waniach obchodów 600-1ecia miasta Bydgoszczy. 
W dniu 7 maja 1946 roku w ramach obchodów 600-1ecia 
nastąpiło otwarcie wystawy ZP AP w nowej siedzibie - 
Pomorskim Domu Sztuki. W gmachu Pomorskiego Domu 
Sztuki obok sali koncertowej, pracowni Szkoły Sztuk Pla- 


43
		

/kb_198500046_0001.djvu

			f1TITIV" 


'..
 


,, ' 
 , 
... . , 

. .... ........... 


ł--- 


"..... 


-I'. 


I 


I- 


I 
, 
. 



 

, 
ł-..........; 


"O 


... 


. 


" 
ł 
. 


pomorski Dom Sztuki przy Al. 1 Maja 


stycznych - znalazł swą siedzibę także salon wystawowy 
ZPAP. W wystawie wzięło udział 36 artystów malarzy, gra- 
fików i rzeźbiarzy, którzy zaprezentowali 120 prac. Wy- 
stawę poprzedził konkurs na afisz. Zwycięzcą konkursu 
został Stanisław Brzęczkow!,>ki. Wystawa 1946 roku przynio- 
sła poważny sukces młodemu ruchowi artystycznemu. Zwie- 
dziło ją ponad 5 tysięcy osób. Dokonano szeregu zakupów 
obrazów i rzeźb zarówno przez osoby prywatne, jak 
i muzea. 
Od chwili uruchomienia Pomorskiego Domu Sztuki życie 
artystyczne Bydgoszczy wydatnie się uaktywniło. W roku 
1946 wrganizowano jeszcze sześć dalszych wystaw. Wpro- 
wadzono też zwyczaj zwiedzania wystawy pod kierunkiem 
artystów plastyków, co spotkało się z dużym uznaniem 
społeczeństwa bydgoskiego. 
W roku 1948 zaszły pewne zmiany w statucie ZPAP. 
Odtąd Zarząd Okręgu by-ł wspólny. Zasiedli w nim: jako 
prezes Stanisław Borysowski, wiceprezes - Marian Tur- 
wid, sekretarz - Józef Nyka, skarbnik - Antoni Grabarz, 
członkowie - Tymon Niesiołowski i Stanisław Horno-Po- 
pławski. 
W latach 1945-1948 zorganizowano w Bycłs0szczy aż 
32 wystawy. Dominowały w nich ekspozycje prAc artystów 
plastyków Okręgu Pomorskiego, lecz wystawiano także pra- 
ce artystów z innych dzielnic Polski, a nawet z zagranicy. 
I tak w roku 1947 odbyła się ciekawa wystawa Okręgu 
Warszawskiego, a w listopadzie Okręgu Krakowskiego 
ZPAP. Prezentowano również plastykę czechosłowacką. 
W 1947 roku sprowadzono do Bydgoszczy dzieła Matejki ze 
zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Organiwwano 
również wystawy indywidualne, np. dzieł Stanisława Brzęcz;- 
kowskiego, Tymona Niesiołowskiego, Jana Cybisa, Bronisła- 
wa Jamontta, Stanisława Borysowskiego l Zenona Konono- 
wicza. Z każdym niemal rokiem plastycy bydgoscy organi- 


44
		

/kb_198500047_0001.djvu

			zowali coraz więcej wystaw. Wystawiali również swe prace 
w Toruniu, Włocławku, Grudziądzu, Inowrocławiu i Pozna- 
n
u. W styczniu 1947 roku Okręg Pomorski ZPAP urządził 
wystawę na zamku olsztyńskim. Bydgoscy plastycy: Helena 
Bielecka-Gwiazdowska, Stanisław Brzęczkowski. Bronisław 
Zygfryd Nowicki, Władysław Frydrych, Antoni Grabarz, 
Irena Kużdowicz, Wincenty Niedzielski, Ryszard Siemnicki 
i Marian Turwid reprezentowali ośrodek bydgoski na licz- 
nych wystawach ogólnopolskich i zagranicznych. 
Za jedną z naj pilniejszych potrzeb uznano konieczność zor- 
ganizowania instytucji kształcącej plastyków. Marian Tur- 
wid przedstawił w marcu 1945 r()ku w Ministerstwie Kultury 
i Sztuki projekt utworzenia szkoły plastycznej. Niebawem 
uzyskał aprobatę i zgodnie z instrukcją Naczelnika Wydzia- 
łu Szkolnictwa Artystycznego szkole nadano charakter Wol- 
nego Studium Artystycznego. Nadzór nad szkołą sprawować 
miała sekcja szkolenia przy ZPAP. Władze miasta przyznały 
na cele szkoły część gmachu Pomorskiego Domu Sztuki przy 
Alejach l Maja 20. 
We wrześniu rozpoczęto nabór uczniów, a w dniu l listo- 
pada 1945 roku odbyła się uroczystość nowego roku szkol- 
_ nego. Dyrektorem placówki został Marian Turwid. Naukę . 
rozpoczęło 60 uczniów na wydziale stacjonarnym i 140 
uczniów na kursie wieczorowym. Wśród grona profesorskie- 
go znaleźli się: Marian Turwid, Zofia Ałaszewska, Jan Bie- 
dowicz, Stanisław Brzęczkowski. Jadwiga Daszkiewicz, Ze- 
non Kononowicz, Józef Kozłowski, Tadeusz Mokrzycki, 
Mieczysław Pawełko, Jerzy Remer i Leonard Torwirt. Szko- 
le przyzn:mo narazie tylko subwencję na jeden rok tytu- 
łem próby. W zajęciach .,Wolnego Studium Artystycznego" 
mogli uczestniczyć uzdolnieni plastycznie ludzie bez wzglę- 
du na wiek i wykształcenie. W czasie wizyta:ji przedsta- 
wicieli Departamentu Plastyki Ministerstwa Kultury i Sztu- 
ki działalność szkoły oceniom. została pozytywnie. Wolne 
Studium Artystyczne przemianowane zostało na Szkołę 
Sztuk Plastycznych. Na zlecenie wizytujących zorganizowa- 
no pokaz prac uczniów. Wzbudził on duże zainteresowanie 
i udowodnił potrzebę istnienia takiej szkoły w Bydgoszczy. 
W 1947 roku po kolejnej wizytacji przemianowano szkołę na 
Liceum Technik Plastycznych i przyznano jej uprawnienia 
szkoły artystycznej stopnia licealnego. Na terenie tej pla- 
cówki powstały trzy specjalizacje: poligrafia, tkactwo arty- 
styczne i introligatorstwo. 
Rola szkoły plastycznej w pierwszych latach jej istnienia 
nie ograniczała. się do realizacji podstawowych założeń pro- 
gramu szkolnego. Szerokim frontem podejmowane były ini- 
cjatywy o charakterze społeczno-artystycznym, dające mia- 
stu posmak pierwszych rodzących się przejawów kultury 
plastycznej młodego pokolenia. Na szczególną uwagę zasłu- 
guje organizacja wystaw plastycznych, spełniających funkcję 
upowszechniania i propagowania wiedzy plastycznej. Takich 
Wystaw w latach 1945-1950 szkoła zorganizowała 10 - 
fakt ten dowodził o prężnej działalności tej placówki 
i o konieczności jej istnienia w Bydgoskiem. 
Dużą rolę w dziele upowszechniania plastyki spełniało 
muzeum. W 1945 roku dzięki poparciu Zarządu Miejskiego 
i prezydenta Bydgoszczy. Muzeum otrzymało budynek przy 
al. l Maja 4, obok kościoła Klarysek. W dniu 11 kwietnia 


45
		

/kb_198500048_0001.djvu

			I, J 


" 


.. 


_o-#" 
, ' 


.... 
, 


. f" ." -
 
8 j j J i 	
			

/kb_198500049_0001.djvu

			. Wydziału Sztuk Pięknych wkraczali na drogę artysty
zne- 
go rozwoju dopiero w połowie lat pięćdziesiątych. W oma- 
wianych latach twórcami byli więc artyści starszego poko- 
lenia i pierwsi absolwenci Liceum Sztuk Pięknych. Mimo 
to plastyka bydgoska lat 1945-1950 weszła już na dogę in- 
tensywnego rozwoju. 


ł Przy opracowaniu artykułu poza literaturą 1 artykulaml praso- 
wymi wykorzystano archiwalia Muzeum Okręgowego, Liceum Sztuk 
Plastycznych i Wojewódzkiego Archiwum Państwowego (zespołów: 
Urząd Wojewódzki Pomorski, Wydział Kultury i Sztuki i Akta 
ZPAP Okręg Pomorski).
		

/kb_198500050_0001.djvu

			EWA ŁUKASZEK 


Bydgoszcz nie jest już malym 
miastem z tym rejestrem swoich 
potrzeb... - mówi Andrzej Szwalhe 
dyrektor Filharmonii Pomorskiej 


połowie lat czterdziestych Bydgoszcz mia'la za sobą 
M okresy swojej świetności, ale miała także doświad- 
czenie ponad wiekowej niewoli... W czasach I Rzeczy- 
pospolitej rozwijała się bujnie gospodarczo i kulturalnie. 
Kwitło zwłaszcza życie muzyczne. Magnaci pomorscy nie 
żałowali trzosów i byli szczodrymi mecenasami. Działały tu 
na Pomorzu dziesiątki kapel dworskich i nie tylko. Po- 
wstawały dzieła muzyczne... Rozwój ten został przecięty roz- 
biorami. Muzyka rodzima przetrwała głównie dzięki licz- 
nie działającym w XIX wieku chórom. Było więc do czego 
nawiązać po odzyskaniu niepodleg,!ości w roku 1918. Czasy 
II Rzeczypospolitej zaznaczały się kolejnym rozwojem życia 
muzycznego w Bydgoszczy. Powstawały zespoły orkiestrowe, 
a w 1936 roku nawet orkiestra symfoniczna. Rozwijało się 
szkolnictwo muzyczne. Tym razem okupacja hitlerowska 
przerwała ten rozwój... Po II wOjnie światowej u progu 
obecnego 40-1ecia trzeba było tę wielką pracę na niwie 
kultury zaczynać od nowa, pamiętając o nawiązaniu do jej 
wiekowych tradycji, korzeni jeszcze sprzed rozbiorów... 
W życiu miasta, a zwłaszcza w jego' sferze kulturowej 
istniały ogromne luki i braki nagromadzone przez półtora 
wieku... Stosunkowo najszybciej odbudowano życie mu- 
zyczne, a to głównie dzięki wspaniałemu człowiekowi, ty- 
tanowi pracy, robotnikowi kultury - jak się sam określa - 
czyli Andrzejowi Szwalbemu. Nie ma chyba potrzeby mó- 
wić, bo czytelnicy "Kalendarza" dobrze wiedzą, że dziełem 
dyrektora Filharmonii Pomorskiej jest m. in. właśnie jej 
gmach. W latach sześćdziesiątych dyrektor zbudowal salon 
wystawowy BW A, był inwestorem w pierwszej fazie bu- 
dowy opery. Dzięki Andrzejowi Szwalbemu mamy w naszym 
mieście Akademię Muzyczną. Jemu zawdzięcza między in- 
nymi Bydgoskie Towarzystwo Naukowe swoje 25-1etnie 
istnienie. Dyrektor Szwalbe jak nikt inny w tym mieście 
zasłużył się w wypełnianiu tych ogromnych luk I braków 
w jego organizmie kulturalnym. Dziś rozmawiamy m. in. 
o niektórych uwarunkowaniach .historycznych, reliktach 
przeszłości i koncepcjach ich przezwyciężania. 
, - Panie Dyrektorze, jedną z poważnyci1 przeszkód 
w rozwoju Bydgoszczy był brak szkolnictwa wyższego... 
- Brak szkolnictwa wyższego jest generalną cechą Po- 
morza. Nie dotyczy więc samej Bydgoszczy. Szkoły wyższej 
pozbawiony bYł Toruń. a także sam Gdańsk, w którym 
brakowało humanistyki. Ten brak, jest brakiem historycz- 
nym. Mimo starań na przełomie XVII i XVIII wieku, Po- 
morze Wschodnie nigdy nie dochrapało się uniwersytetu. 
Jest to dziwne zjawisko, bo przecież Gdańsk, o którym mó- 


48
		

/kb_198500051_0001.djvu

			.1 


.. 


-. 
-.4. 


J! 


!i 


Siedziba Bydgo- 
skiego' Towarzystwa 
Naukowego przy ul. 
. Jezuickiej 


wi się, że za 100 magnatów był w sztuce mecenasem, a je- 
dnak akademii nie miał... Toruń zdobył się co najwyżej na 
szkołę typu półwyższego. Pomorze nie mogło nigdy zdobyć 
się na uniwersytet z prawdziwego zdarzenia. Był to chyba 
naj dotkliwszy z braków o wymiarze historycznym... 
- Wielu działaczy z Panem na czele, zdawało sobie-z tego 
faktu doskonale sprawę powołując do życia 25 lat temu 
Bydgoskie Towarzystwo Naukowe... 
- BTN jako jeden ze swoich głównych celów postawiło 
sobie stymulowanie rozwoju nauki przy czym towarzystwo 
w odróżnieniu od mojej skromnej osoby, wcale nie kiero- 
wało się tylko względami na pozyskanie sojuszników dla 
muzyki symfonicznej, co było dla mnie rzecz'ł rozstrzyga- 
jącą. Działaczom BTN przyświecał wzgląd na konieczność 
kreowania tutaj środowiska naukowego, które by zaczęło 
rozwijać intelekt pomorski, kształtować formacje pomor- 
skiego inteligenta, czyli tworzyć zupełnie nową warstwę 
społeczną. Tej warstwy Pomorze tutaj nigdy nie miało wła- 
ściwie. Można z całą pewnością powiedzieć - i to jest 
w świadomości bydgoszczan zakodowane - że własnej in- 
teligencji Pomorze, 'zwłaszcza leżące po lewej stronie Wisły 
w zasadzie nigdy nie miało. Powołanie szkolnictwa wyższe- 
go jest więc drugim filarem obok stworzenia zespołu insty- 
tucji kulturalnych polskich - wielkim filarem prowadzącym 
ku współczesności. Ku współczesności pojętej jako wyrówna- 
nie pewnych krzywd dziejowych... 


ł- 


49
		

/kb_198500052_0001.djvu

			. - Zdaniem Pana Dyrektora wspomnianych instytucji kul- 
turalnych mamy w Bydgoszczy wystarczająca ilość? 
- Myślę, że generalnie rzecz biorąc Bydgoszcz jest nie 
dostatecznie. ale dość bogata w instytucje o charakterze 
kuluralnym i naukowym... 
_ Krzyszof Penderecki powiedział swojego czasu w Fil- 
harmonii, że zazdrości Bydgoszczy wspaniale urządzonej 
i wyposażonej Filharmonii, Akademii Muzycznej i nie 
tylko... 
- Nie dziwią mnie słowa Pendereckiego. Zapomniał przy 
tym, że Kraków jest bez porównania bogatszy w... ludzi. 
My jesteśmy dopiero na początku drogi, którą trzeba 
przejść, by wyposażyć to miasto w światłe głowy, talenty 
w takim stopniu, żeby ono mogło zacząć i w tym wymiarze 
pełnić prawidłową funkcję wielkiej metropolii, jaką się to 
400-tysięczne miasto już w tzw. międzyczasie stało. Nie- 
W.1 t pliwie dzielnica muzyczna z Filharmonią Pomorską, Aka- 
demią Muzyczną, domem akademickim, szkołami I i II 
stopnia jest czymś wyjątkowym w kategoriach przestrzen- 
nych inwestycyjnych. Bydgoszcz w tej chwili im wcześniej 
zauważy, że trzeba przejść od inwestowania zewnętrznego 
(tego budowlanego) w inwestowanie w ludzi, tym będzie dla 
niej lepiej. Bydgoszcz musi nauczyć się obecnie cenić lu- 
dzi. zdobywać ich, przywiązywać do siebie, wiązać ze śro- 
dowiskiem. I dopiero obrastanie tego miasta w umysły 
wysokiego lotu i rangi - przysporzy temu miastu poten- 
cjału naj istotniejszego, najważniejszego, bo intelektualnego. 
A jest to droga, na którą Bydgoszcz od niedawna wkroczyła. 
- Jaki według Pana wielki brak doskwiera jeszcze Byd- 
goszczy? 
- Jest jeden bardzo interesujący brak, który przetrwał 
siłą inercji jako relikt Bydgoszczy, tej małej, $redniej. Jest 
to kwestia teatru. Rzecz bardzo znamienna, że tak się mało 
o niej mówi... Miasto blisko 400-tysięczne przy normalnym 
wyposażeniu kulturalnym - można powiedzieć standardu 
europejskiego mające nie tylko ambicje kulturalne, ale też 
wszelkie szanse bycia ośrodkiem kultury, bo przecież tego 
wymaga się od takiego miasta, by pełniło rolę latarni na 
bliższ,\ i dalszą okolicę - to tutaj mamy ledwo jeden teatr 
z jedną filią tego samego teatru. Przecież w mieście tej ran- 
gi powinno być samodzielnych teatrów trzy albo cztery. 
Powinno być rozwinięte życie teatralne.- Dlaczego? Przecież 
teatr, a nie filharmonia, teatr nie opera jest najważniejszym 
skhdnikiem społeczn::!j edukacji humanistycznej. Bydgo- 
szczanin - ten o którym mówimy, że teraz dzięki istnieniu 
szkolnictwa wyższego otrzymuje odpowiednią formację in- 
telektualną, a dzięki działalności filharmonii, opery ogładę 
muzyczną - jeśli idzie o teatr zdany jest na oddziaływanie 
tylko jednej sceny i na działalność teatru telewizyjnego, 
z którym zresztą w różnych okresach rozmaicie bywa. 
Mieszkaniec naszego miasta nie uczestniczy w normalnym 
życiu teatralnym. , 
- A co Pan nazywa normalnym życiem teatralnym? 
- Chodzenie ciągłe do teatru. Za każdym razem do in- 
nego. Porównywanie różnych inscenizacji, chwytanie tego, 
co nazywa się diffeTentia specifica w warsztatach różnych 
reżyserów, a także podziwianie gry aktorskiej. Przecież tego 
wszystkiego właściwie Bydgoszczy brakuje. 



 


50
		

/kb_198500053_0001.djvu

			- Dlatego, zdaniem Pana Dyrektora życie teatralne w na- 
szym mieście wciąż kuleje? 
- Uważam, że jest to relikt historii... 
- Przecież Bydgoszcz przed wojną chodziła do t
atru... 
- Bydgoszcz chodziła do teatru, ale Bydgoszcz chodziła 
do teatru jednego. Tego teatru, w którym obok dramatu 
i komedii było miejsce - bo musiało być miejsce - na 
farsę, na operetkę, operę. W teatrze tym krz
wił się wszy- 
stkoizm. Był to przecież centralny ośrodek kulturalny. 
Tymczasem ja mam na uwadze teatr dramatyczny wysoko 
wyspecjalizowany, który daje codziennie przedstawienia, 
a w odpowiednim czasie wystawia premiery. Myślę o wielu 
jego scenach... Młodzież z różnego typu szkół uczęszcza na 
te spektakle, i tam poznaje literaturę ojczystą i obcą. Prze- 
cież my w Bydgoszczy tego wszystkiego nie mamy. Nie ma- 
my przypuszczam dlatego, że tetl brak teatru jest jednym 
z historycznych braków w Bydgoszczy, Po prostu taki ana- 
chronizm, który mimo kolosalnych zmian w inny
h dzie- 
dzinach, w tej jednej. ważnej dziedzinie życia 1{ultural'1
- 
go - w Bydgoszczy pozostał zaskorupiony, u:TIocniony 
w swoich szrankach i tak strasznie trudno jest go prze- 
łamać. A musimy zdać sobie sprawę z tego, że bez pełnej 
edukacji humanistycznej, do której właśnie należy teatr, nie 
będziemy nigdy mieli człowieka o pełnych wartościach d..:- 
chowych... 
- ...chyba, że do Bydgoszczy przyjdzie drugi Szw31be, 
Panie Dyrektorze! 
- C.) 
_ Zbudował Pan wspaniały gmach Filharmonii "? salą 
koncertową o doskonałej akustyce. W 1958 roku obiekt 
oprócz podstawowego wyposażenia właśCiwie był pusty. Za- 
czął Pan wypełniać go dziełami sztuki... Skąd ta wielora- 
kość funkcji Filharmonii? 



 


J 
i
 {r' f 
.. 
...r '" 

 ' 
 


.,..,
 



: 


- 


- '-; 


" 


. 


... 



 


.-..:; ( 
 


""'
 
... 


31
		

/kb_198500054_0001.djvu

			. 


- Pozostańmy przy naszej perspektywie historycznej, bo 
ona wyznaczyła tok naszej rozmowy. Sięgnę jeszcze raz do 
historii. Proszę sobie przypomnieć jak bardzo był rozwi- 
nięty ten teren dookolny pod względem muzycznym. Prze- 
cież kapel dwors
ich naliczyliśmy dziesiątki, a chóry XIX- 
wieczne skupiały wokół siebie dziesiątki tysięcy ludzi. 
Dwudziestolecie międzywojenne też było twórcze pod wzglę-. 
dem muzycznym. Ustaliliśmy sobie sukcesję nie przerwa- 
ną w tej dziedzinie kultury. Jednym słowem Bydgoszcz była 
dość wcześnie umuzykalniona i na to umuzykalnienie Byd- 
goszczy składa się jeszcze jeden czynnik. Przecież niemiec- 
ka ludność miasta w wieku XIX odgrywała ważną rolą 
i w zasac;Izie ona była konsumentem muzyki kameralnej, " 
symfonicznej... Wobec tego musiało się wytworzyć w tym 
społeczeństwie przekonanie, że muzyka symfoniczna czy 
kameralna jest tym dobrem, które przystoi ludziom wyżej 
postawionym, lepiej uposażonym, zajmującym wyższą po- 
zycję społeczną. Niewątpliwie to dziedzictwo - być może, 
że jedyny dobry- aspekt tego dziedzictwa - przeniknęło do 
naszego, polskiego społeczeństwa Bydgoszczy. Przyjęło tę 
hierarchię wartości i uznało muzykę symfoniczną tzw. mu- 
zykę poważną za coś wysoce wartościowego, czemu przy- 
sługuje specjalne szacowne miejsce w życiu człowieka. 
Ustawiło to z miejsca muzykę na odpowiednim szczeblu 
hierarchii wartości. Jest to rzecz n1ezmien-lie ważna. -Muszę 
w tym miejscu powiedzieć, -że nie musieliśmy się bardzo 
napracować tutaj nad tym, by symfonikę z jakichś nizin, 
dołów podnosić na właściwe jej miejsce. Jeżeli były jakieś 
na nią nieprzyjazne spojrzenia, to należały do faktów od- 
osobnionych. W swojej większości, w swojej masie, nasze 
społeczeństwo zawsze wiedziało czym jest muzyka symfo- 
niczna. I czy lepiej, czy mniej uczęszczało na koncerty. 
Oczywiście w zależności od sytuacji życiowych, czasów 
lepszych, czy gorszych, sutych, czy głodniejszych, bo to tak- 
że wpływa na frekwencję w salach koncertowych. Miejsce 
symfoniki - przypuszczam także, że również opery ..:... jest 
mocno utrwalone w świadomości społeczeństwa jako sztuk 
o szlachetnym rodowodzie i stojących wysoko w sferze war- 
tości kulturalnych. I to ułatwiło nam uzyskanie odpowie- 
dniej frekwencji. Oczywiście nie można tylko na tym opie- 
rać się. Podtrzymanie kontaktów ze słuchaczami jest tą 
najbardziej codzienną, powszednią pracą kulturalną. Kul- 
tywowanie ludzkich gustów i zainteresowań nie wolno prze- 
rywać choćby na chwilę, bo można spowodować straty bar- 
dzo poważne. Tego jesteśmy świadomi, ale należy to do 
zwykłego rachunku - powiedzmy sobie - kosztów. Chciał- 
bym tylko zwrócić uwagę na to
 dlaczego można było tutaj 
Filharmonię zbudować. Tę Filharmonię, którą rozumiem 
w tej chwili nie jako gmach, nawet nie jako orkiestrę sym- 
foniczną, ale jako część społeczeństwa, która opowiada się 
za 
uzy'ką symfoniczną, która nie może bez tej muzyki 
egzystować, bo życie bez koncertów byłoby zubożone. Ta 
Filharmonia istnieje w ludzkich sercach, umysłach. Istnieje 
głęboko i jest zakorzeniona. I właśnie dochodzę do wniosku, 
że to zjawisko: zakorzenienie, zamiłowanie muzyki w spo- 
łeczeństwie, wypadałoby nam określić najsłuszniej - 
WIELKĄ FILHARMONIĄ. 
- Unaocznił Pan bardzo prosto czym jest ciągłość kultury, 


52
		

/kb_198500055_0001.djvu

			jak ogromną rolę pełni tradycja, historia. Wrócę jeszcze 
do poprzednio postawionego pytania... Idzie mi o tę doty- 
kalną część Filharmonii. 
_ W Filharmonii pomorskiej nagromadziły się warstwy. 
które są związane z całą jej przeszłością w tym 40-1eciu. Do- 
skonale akustyczna sala koncertowa jest potrzebna do 
przekazywania słuchaczowi w możliwie doskonałych warun- 
kach tych wartości muzycznych. które są z:'1warte \V par- 
tyturze. Niewątpliwie te właśnie warunki wciąż frapują lu- 
dzi i kolejne pokolenia słuchaczy. Zmieniają się nie tylko 
wykonawcy, a trzeba wiedzieć, że mamy już które:; tam 
wcielenie orkiestry, ostatnio bardzo młode. Podobnie mło- 
de jest audytorium. Młode i niezawodne, bo nawet na mniej 
ciekawych koncertach też nie brakuje słuchaczy. A to już 
świadczy o nawyku słuchania muzyki, Jest więc nadzi
ja, 
że starczy Filharmonii słuchaczy na długie lata w całej jej 
przyszłej działalności. 
Z faktu, że my poczuwamy się do tego, by być ogniwem 
\V edukacji kultury nie tylko muzycznej, wynikają pewne 
konsekwencje. W szczęśliwszych miastach jak Warszawa, 
Kraków, Poznań, ilość dóbr kulturalnych Jest ogromna, 
a mieszkaniec na każdym kroku ociera się o historię, za- 
bytki, dzieła sztuki, galerie, wystawy. W Bydgoszczy tego 
wszystkiego w latach czterdziestych brakowało. Stąd się 
wzięła m. in. sprawa budowy pomorskiego Domu Sztuki. 
Pozornie odległa od Filh"armonii, a w gruncie rzeczy bardzo 
bliska. Bez wszechstronnego rozwoju estetycznego. nie ma 
dobrego słuchacza, jak nie ma dobrego muzyka. Trudno 
sobie wyobrazić, żeby bez obycia w sprawach plastycz'1ych 
można byłoby dobrze pojąć na przykład impresjonizm mu- 
zyczny lub bez znajomości historii zorientować się we 
wszystkich zawiłościach stylu barokowego w muzyce... Nie 
wystarczyło tyko uruchomić salon wystawpwy, trzeba było 
sztukę przybliżyć konieczhie do muzyki. Trzeba było ją nie- 
jako pokazać w momencie kreacji dzieła muzycznego, czyli 
na miejscu, tu w Filharmonii. A wszystko po to, by pro- 
ces wiązania wrażeń plastycznych z muzycznymi łączyć 
w jednolity proces wykonawczy, rozwijający bardzo oso- 
bowość człowieka. To jest geneza owych wystaw' w gmachu 
Filharmonii. Zgodne jest to z romantyczną zasadą korespon- 
dencji sztuk - której jestem zawsze wiernym wyznawcą - 
przecież sztuka jest jedna. a ma tylko szereg gałęzi lub 
jak ktoś ładnie powiedział; że wzajemnie się oświetlają. 
Stąd w foyer Filharmonii galeria portretów rzeźbiarskich 
współczesnych kompozytorów polskich reprezentujących 
tzw. polską szkołę kompozytorską. Podobizny" twórców wy- 
konane zostały dłutem naj wybitniejszych polskich rzeźbiarzy. 
Od roku mamy w Filharmonii stałą ekspozycję gobelinów 
pt. Koncert Polski. Cykl ten składa się z czterech tapiserii: 
"Kapela na Wawelu" uzmysławia, za pośrednictwem słyn- 
nej zygmuntowskiej kapeli rorantystów, potęgę epoki ja- 
giellońskiej, ..Pożegnanie Ojczyzny" obrazuje cierpienia na- 
rodu W okresie zaborów, determinację w walce pozon-lie 
beznadziejnej, bohaterstwo ludzi wszystkich warstw spo- 
łecznych, ..Polonez" natomiast przypomina zwycięstwa i od- 
wołuje się do nadziei, która nieodmiennie towarzyszyła ca- 
łym pokoleniom w niewoli. Ostatni z cyklu "Ad matrem" 
mówi o przeznaczeniu człowieka w perspektywie eschato- 


'\ 


53
		

/kb_198500056_0001.djvu

			Hi. 




. 
-, 


..... 


,'ł:
 . 


, 


... 


-. 


Jedna z rzeźb w 
foyer Filharmonii 
Pomorskiej 


.. 


logicznej. Obecnie powstaje cykl 4 gobelinów, a właściwie 
dwa dyptyki, które będą miały inną treść, nie związaną 
z naszą historią, ale ze sprawami bardziej uniwersalnymi 
"Harmonia sfer" i "Mare nostrum". Kolekcję bydgoskich 
. gobelinów zakończy cykl 6 tapiserii o tematyce roślinnej 
i zwierzęcej. Jest to celowe działanie ma
ące na uwadze 
uzupełnienie tego braku dóbr kulturalnych, który właściwy 
był dawnej Bydgoszczy. Idzie nam o to by nagromadzić 
możliwie największe ilości dzieł sztuki najwyższego lotu. 
Czynimy to ze względu także na naSilą młodą widownię, 
żeby dać jej ten ekwiwalent, który wyrówna braki jakie 
to miasto historycznie odziedziczyło po przeszłych forma- 
cjach. A także by dzieła sztuki kontemplować, przeżywać, 
oceniać. Byłoby rzeczą niezmiernie ważną by ten typ kon- 
taktu z dziełami sztuki również stopniowo zaczął być po- 
wszechniejszy. Człowiek w końcu dojrzewa do poznania, 
czym jest w obliczu universum, żeby zarzucić dość prymi- 
tywną teorię konsumpcyjną, iż po to tworzymy sztukę 
by ona zaspokajała jakieś nasze potrzeby. Jeżeli człowiek 
pojmie, że sztuka, zwłaszcza sztuka wielka nie jest bynaj- 
mniej po to, żeby pełnić rolę coś w rodzaju duchowego 
befsztyka, ale że stanowi sama dla siebie ostateczne uza- 
sadnienie. Jeżeli zanotujemy taki sposób rozumienia sztu- 
ki pośród naszego społeczeństwa, to będzie Świadczyło, że 
stajemy się wielkim miastem w sferze intelektu, w sferze 
duchowej. I sądzę, że obecność wielkich dzieł sztuki zacz- 
nie takie właśnie myśli o niej społeczeństwu nasuwać... 
- Rozrosła się też kolekcja starych fortepianów. Podobno 
ma Pan już plany co do ich dalszych losów? 


54
		

/kb_198500057_0001.djvu

			- Wydaje się, że zrobiliśmy pożyteczną rzecz gromadząc 
te instrumenty, bo w przeciwnym razie one by już nie 
istniały chyba dziś... Kolekcja demonstruje nam wszystkie 
firmy wytwarzające fortepiany, różne rodzaje mechaniki 
oraz import w XIX wieku. Za kilka lat - gdy kolekcja 
będzie kompletna, a z kolei szkoła specjalna, która mieści 
się obecnie w pałacu w Ostromecku przeniesiona zostanie 
do nowego obiektu - zamierzamy naszą kolekcję przenieść 
do pałacu Mostowskich w Ostromecku. Mamy tam dwa 
obiekty. Jeden barokowy, a drugi wzniesiony został w okre- 
sie rokoka. Oba bardzo interesujące. I tam w otoczeniu 
przepięknego parku krajobrazowego w pobliżu Wisły ma 
powstać - według naszych zamierzeń - nie tylko muzeum 
fortepianów, ale również miejsce szczególnego kultu mu- 
zyki chopinowskiej. Przyświeca nam taka myśl, by w Byd- 
goszczy, mieście w niedalekiej przyszłości półmilionowym, 
tuż u jego przedproży było takie miej.;ce, gdzie można po- 
jechać posłuchać pięknej muzyki naszego genialnego kom- 
pozytora, a także innych rodzimych twórców. I odetchnąć 
tam atmosferą polskości, jaką ten ośrodek wydaje się pro- . 
mieniować. Był on bowiem zawsze - z wyjątkiem pewne- 
go okresu w XIX wieku - przez wieki w polskich rękach 
Mostowskich. W naszych, pomorskich warunkach. gdzie 
w XIX wieku tak wytrwale te ziemie były wynaradawiane 
i gdzie starano się właśnie ów ślad polskości każdy wy- 
trzebić - należy szczególnym' sentymentem otaczać te 
gniazda, o których wiadomo, że polskość w nich się utrzy- 
mywała. 
- Panie Dyrektorze, portrety rzeźbiarskie, gobeliny. for- 
tepiany. obrazy można obejrzeć przed każdym koncertem. 
Natomiast niewiele osób wie, że Filharmonia szczyci się 
wspaniałą, zasobną bibliotekę. Słyszałam niejednokrotnie 
zachwyty i podziw wyrażany przez gości zagranicznych... 
- Generalnie rzecz się miewa tak z wszystkimi dziełami 
sztuki. Z tymi kwitnącymi tysiącem barw gobelinów, tymi, 
które są składane z tysięcy i milionów dźwięków, że do- 
piero one ujawniają się w swojej właściwej postaci w świe- 
tle spojrzeń, z których przeziera miłość do sztuki. To liiamo 
jest z biblioteką. Ocenić można, ją wtedy, gdy właściwie 
ocenia się wartość książki, a ostatnio także płyt i taśm ma- 
gnetofonowych. Bibliotekę zaczęliśmy gromadzić w trosce 
o awans artystyczny naszych muzyków by im umożliwić 
sięganie do interesującego repertuaru. Również i dlatego, że 
od ponad dwudziestu lat działamy na polu musica antiqua. 
Urządzamy co trzy lata kongresy i festiwale Musica Anti- 
qua Europae Orientalis. Stąd też płynie inspiracja wzboga- 
cania naszej biblioteki. Jest w niej - zwłaszcza ostatnio - 
dużo interesujących rzeczy z dziedziny bizantynologii, kul- 
tury WBchodu słowiańskiego. Materiały te służą pogłębianiu 
naszej wiedzy o związkach pomiędzy Wschodem i Zachodem 
Europy, które szczególnie. były bardzo bliskie w średnio- 
wieczu. Można mówić o tym okresie, iż obraz świata i spraw 
najważniejszych, ostatecznych na Wschodzie i Zachodzie był 
w zasadzie jeden i ten sam. To jest to głębokie przesłanie 
ideowe tych właśnie imprez odbywających się w Bydgoszczy 
co trzy lata, tego naszego triennale by ukazywać współ- 
czesności owe wszystkie zbliżenia, związki i tę głęboką je.: 


55
		

/kb_198500058_0001.djvu

			dność kulturową Wschodu i Zachodu. Co oczywiście ma 
jak najbardziej aktualny rezonans w czasach dzisiejszych. 
Chodzi bowiem tutaj o odszukanie tych rzeczywistych i do 
przyjęcia dla każdego podstaw do zbliżenia nie deklara- 
tywnego, ale opartego o głębokie przesłanki ideowe. 
- Za rok kolejny kongres i festiwal MAEO. Co nowego 
przygotowują organizatorzy? 
- I tom edycji Monumenta Musica Antiqua, czyli pom- 
niki muzyki dawnej Europy Srodkowej i Wschodniej. Bę- 
dą to dzieła rosyjskiego średniowiecza. Oczywiście nadal 
będziemy wydawać skrzętnie rejestrowane referaty z każ- 
dego kongresu. Są to - jak sama nazwa wskazuje - myśli, 
refleksje o muzycę, a Monumenta natomiast zawierać będą 
utwory muzyczne "takie, które są odczytane i takie, które 
dopiero wymagają rozszyfrowania. Repertuar poszerzy się 
więc o piękny okres monodii, wielogłosowości wczesnej 
kultur tych krajów, których rozwój przebiegał innym ry- 
tmem historycznym aniżeli Zachodu Europy. Pozostawały 
one jednak w najbliższym sąsiedztwie i wykazują wiele 
podobieństw do naszej kultury na przykład, która już na- 
leży do Europy zachodniej. Tym samym nasuwa się myśl, 
że z'\vłaszcza my, Polacy powinniśmy dużo uwagi poświęcać 
tym kulturom, jako że historycznie na to patrząc jesteśmy 
dłużni w naszym dziedzictwie kulturowym wiele wątków 
i wiele pięknych kart zapisanych przez tę właśnie sferę 
kultury ortodyksyjnej, która przecież na wschodnich ru- 
bieżach państwa polskiego, Polski przedrozbiorowej, tam 
niepodzielnie rozkwitała... Idea MAEO zyskuje sobie uznanie 
w różnych krajach i kontynentach. Ta forma nie traci. 
a przeciwnie zyskuje na rezonansie... 

 Czy mogę Pana Dyrektora prosić o parę słów na temat 
kultury Bydgoszczy wczoraj i dziś. Co uważa Pan za naj- 
ważniejsze, naj istotniejsze w tym porównaniu? 
- Zadała mi pani kłopotliwe pytanie. Właściwie od 
dłuższego już czasu na temat Bydgoszczy nie zastanawia- 
łem się. Być może dlatego, że inne tematy bardziej mnie 
pochłaniały, jak Musica Antiqua..., czy gobeliny, nowa seria 
wydawnicza. Być może znikł nam temat - pewien przed- 
miot refleksji. Latwo było mówić o Bydgoszczy., kiedy ona 
była pełna rÓŻnych braków i wtedy wszystkie nasze rozmo- 
wy można było potraktować jako sui generia katalog tych- 
że i sposobów ich usunięcia. Natomiast jeżeli już od pew- 
nego czasu o tych brakach nie myślimy - zastanawiałem się 
nad tym przed naszą rozmową - dlatego właśnie o Byd- 
goszczy trudniej przychodzi mi w tej chwili myśleć. Bo- 
wiem w sposób niezauważalny - a jest to sposób stawa- 
nia się metropolii jaką w końcu Bydgoszcz" na naszych 
oczach się jednak staje - stopniowo wyzbywamy się tych 
braków, zapełniamy te białe plamy na mapie kulturalnej 
miasta. Miasto dorośleje. I oto stajemy wobec zupełnie. no- 
wej sytuacji: Bydgoszcz nie jest już małym miastem z tym 
rejestrem swoich potrzeb, tylko staje się wielkim miastem, 
które zupełnie inaczej trzeba pojmować, inne miary do 
niego przykładać, głównie miary rozwoju intelektualnego 
odbywającego się już wewnątrz jażni, duszy człowieka. 
Mniej natomiast w wymiarze ściśle zewnętrznym. 
- Jest to najpieknięjsza ocena naszego miasta jaką sły-- 
szałam. Dziękuję Panu za rozmowę. 


56
		

/kb_198500059_0001.djvu

			JANUSZ KAZIMIERSKI 


Piwowarskie tradycje Żnina 


P iwowarzy żnińscy byli najznaczniejszymi rzemieślni- 
kami w Wielkopolsce. Była to najliczniejsza grupa 
zawodowa w początkach XVII wieku w Żninie 
i stanowiła przeszło 1/3 stanu osób zatrudnionych w rze- 
miośle. 
Piwo żnińskie było znane w całej Wielkopolsce dość 
wcześnie. Sprowadzała je nawet kapituła poznańska i w ro- 
ku 1491 popadła z tego powodu w spór z władzami miasta 
Poznania. Piwowarzy poznańscy sprzeciwiali się konkurencji 
piwa żnińskiego i bronili swego monopolu w mieście. 
Jeszcze większe kłopoty miała kapituła gnieźnieńska 

 władzami miejskimi w Gnieźnie. Dopiero ingerencja króla 
spowodowała w 1493 roku rozstrzygnięcie sporu. Król Jan 
Olbracht zezwolił na sprzedaż piwa żnińskiego w Gnieźnie 
w ilości 8 beczek tygodniowo i to tylko w gospodzie --wika- 
riuszów, a w dowolnej ilości, lecz tylko do własnego użyt- 
ku - prałatom i kanonikom gnieźnieńskim. 
Jednakże mimo zezwolenia królewskiego miasta me 
chciały z praw swych zrezygnować i piwo żnińskie wolno 
do siebie wpuszczać. Kapituła została zmuszona pertrakto- 
wać wprost z radą miejską w Gnieźnie i doprowadzić do 
zgody w tym przedmiocie. Miasto zgodziło się na sprowa- 
dzanie piwa żnińskiego bez opłaty, ale tylko dla ducho- 
wieństwa i to z ograniczeniem, że nie będzie szynkowane 
młodym klerykom poniżej lat 24 i nie dłużej w nocy jak 
do 3. Woźnica przywożący beczki piwa ze Żnina winien 
mieć je opatrzone cechą miejską, jadąc przez miasto nie 
zatrzymując się nigdzie, lecz jechać wprost przed dom 
Dr Klemensa i tam beczki złożyć. 
Spory z tego powodu wynikały jeszcze w wieku' XV. 
W roku 1616 ilość piwowarów w Żninie wzrosła do 53 osób. 
Z upływem lat malała jednakże ilość piwowarów w mie- 
ście. Pożar w roku 1751 spowodował dalsze zmniejszenie się 
ilości osób trudniących się tym rzemiosłem. W czasie tego 
pożaru spłonęły 22 zabudowania piwowarskie,' z całym za- 
pasem zboża i słodu, 63 beczek piwa i 3 browary. Nie- 
którzy piwowarzy po tym pożarze opuścili Żnin. W wieku 
XVIII jednym z piwowarów był Andrzej Sniadecki - oj- 
ciec słynnych uczonych Jana i Jędrzeja. 
Cech piwowarów był zobowiązany wobec właściciela mia- 
sta (arcybiskup gnieźnieński) do mielenia zboża przezna- 
czonego na słód w młynie właściciela. Za dokonanie prze-' 
miału piwowarzy byli zmuszeni płacić w naturze. Za mie- 
lenie jednej sztuki pszenicy przeznaczonej na słód piwny, 
a zawierający 24 wiertle miary kaliskiej, płacono I wiertel 


. 57
		

/kb_198500060_0001.djvu

			wierzchowy słodu pszennego i tyleż owsa dla koni pańskich 
oraz pół beczki piwa. . 
Na przednówku oraz w czasie żniw, gdy zwykle brako- 
wało surowca, administracja państwowa udzielała zezwo- 
lenia na produkowanie piwa ze słodu w połowie pszennego 
i w połowie jęczmiennego. W zamian za tę ulgę obowiązy- 
wała opłata jak przy przemiale słodu pszennego oraz do- 
datkowo pół beczki piwa. 
Cech piwowarski mógł produkować piwo na potrzeby 
ogólne bractwa bez uiszczania jakichkolwiek opłat za 
przemiał. 
W II połowie XVIII wieku cech piwowarski utrzymywał 
własnego mielcena, który zajmował się fermentacją słodu 
i jego suszeniem dla wszystkich zrzeszonych członków. 
Obecny browar istnieje od 1872 roku i. jest moden-lizo- 
wany. Dostarcza on piwa do trzech województw: bydgo- 
skiego, poznańskiego i pilskiego. 
Żnińskie piwo jest szeroko znane i poszukiwane przez 
smakoszy. Niestety, władze nadrzędne ustaliły odgórnie 
nazwy produkowanego piwa: "Bydgoskie" i "Poznańskie". 
Uważamy, że należy znaleźć nazwy związane ściśle z re- 
gionem np. "Żnińskie" czy "Pałuckie". 
Wielowiekowe tradycje piwowarskie w Żninie nasuwają 
propozycje zorganizowania oddziału piwowarskiego w Mu- 
zeum w Baszcie, a także organizowanie "Swięta Piwa" 
w ramach. dorocznych "Jarmarków Pałuckich". t 


, 


.
		

/kb_198500061_0001.djvu

			BARBARA JANISZEWSKA - MINCER 


I 
Z dziejów kościoła 
i klasztoru klarysek 


D ydgoszcz jest miastem ubogim w zabytki. Bydgoszcza- 
I ) nie powinni więc dobrze znać i. cenić te nieliczne, 
które zachowały się do dnia dzisiejszego. Często 
spotykamy się jednak z zupełną niewiedzą na ten temat, 
której przyc.zyna leży nie tyle w braku zainteresowań, ile 
w niedostatecznym upowszechnianiu wiedzy o przeszłości 
naszego miasta. 
Z dziewięciu kościołów znajdujących się w Bydgoszczy 
w okresie przedrozbiorowym, zachowały się jedynie trzy: 
farny, klarysek i bernardynów. 
Początki kościoła klarysek związane są ze szpitalem i ka- 
plicą św. Ducha. Zarówno szpital, jak i kaplica powstały 
w roku 1448 w miejscu dzisiejszego kościoła. W szpitalach 
średniowiecznych obok ludzi chorych przebywali także lu- 
dzie starzy, bezdomni, ubodzy. Instytucje te miały więc 
charakter przytułków. Szpital i kościół św. Ducha ufun- 
dowane zostały przez obywateli miasta, którzy jeszcze w na- 
stępnych latach czynili na ich rzecz wiele zapisów. Szpital 
otrzymał trzy ogrody. spichrze, łąki i pola. Czerpał z tego 
niemałe dochody, potrzebne na utrzymanie tej dobroczyn- 
nej instytucji. Pierwotny drewniany kościół pełnił swą 
funkcję ponad sto lat. W latach sześćdziesiątych XVI wieku 
czyniono już liczne zapisy na budowę nowego kościoła. 
Rozpoczęto ją dopiero w roku 1582, gdy stary kościół był 
już tak dalece zniszczony, że nie można go było dalej uży- 
wać. Budową kościoła, tym razem już murowanego zajął 
się najpierw Grzegorz Gracza a następnie Stanisław Dia- 
belek. Budowę, mającą charakter niedużej kaplicy, ukoń- 
czono w 1602 roku, lecz już od roku 1593 mieszkał przy 
niej proboszcz. W roku 1614 Zofia z Potulic Czarnkowska, 
Andrzej Rozrażewski i Kasper Zebrzydowski z Więcborka 
podejmują starania u biskupa włocławskiego i u króla Zy- 
gmunta III Wazy o założenie klasztoru klarysek w Bydgo- 
szczy. Fundatorzy proponują na przełożoną klasztoru Annę 
z Rozrażewskich - Smuszewską, franciszkankę z Pozna- 
nia. Starania zostały uwieńczone sukcesem, a w dniu 15 V 
1615 roku fundację zatwierdził papież Paweł V. 
Już w lipcu tego roku przybyły do Bydgoszczy pierwsze 
siostry klaryski. Anna z Rozrażewskich Smuszewska przy- 
była z Poznania w towarzystwie dwóch sióstr zakonnych. 
Przez pierwsze trzy lata siostry zatrzymały się w zabudo- 
waniach zastępczych przy kościele św. Idziego. W latach 
1615-1618 trwała bowiem budowa klasztoru i dobudowy- 
wanie nawy do kościoła św. Ducha. Wymagało to wielkich 
nakładów finansowych. Od 1615 r. liczne były zapisy od 
osób prywatnych i od Rady Miejskiej. Sporą sumę ofiaro- 


59
		

/kb_198500062_0001.djvu

			.. 
- 


o 


lo 


'( 


'. ;, 


.... 


	
			

/kb_198500063_0001.djvu

			częli już w 1816 badać stan klasztoru klarysek. Zajął się 
tym radca Springer. Inwetaryzację klasztoru i kościoła kla- 
rysek zakończono w dniu 9 VIII 1819 r. Wymieniono w niej 
klasztor ..masywny", stajnię, remizę, browar, dom spowie- 
dnika, dwa ogrody i grunt w Czarnkowie. Do klasztoru na- 
leżały też łąka klasztorna i kawał ziemi nad stawem. 
Plac budowlany ze znajdującymi się na nim starymi za- 
budowaniami klasztornymi nabył jako dziedziczną dzierża- 
wę drukarz Andrzej Fryderyk Gruenauer. Kupił te nieru- 
chomości za 326 talarów i 5 talarów rocznej renty. Grue- 
nauer wybudował na nabytym gruncie frontowy dom przy 
dzisiejszej ul. Jagiellońskiej i oficynę wzdłuż ulicy Parko- 
wej. Od 1820 roku na terenie tej nieruchomości czynna 
była drukarnia (obecnie WSiP). 
Na podstawie zarządzenia władz pruskich z dnia 16 I 1834 
roku nastąpić miała kasacja klasztoru, a zabudowania kla- 
sztorne w przyszłości miały służyć gospodarce miejskiej 
jako szkoła. W tym samym roku siostry klaryski złożyły je- 
dnak wniosek do władz miejskich z prośbą o pozostawienie 
im kościoła i mieszkania w klasztorze. Do wniosku tego 
ustosunkowano się zdecydowanie negatywnie i postanowio- 
no przesiedlić siostry d'o Gniezna. Do częściowego przejęcia 
klasztoru przez władze miejskie doszło już w dniu 27 VI 
1834 r. W klasztorze pozostała tylko ostatnia przełożona 
Hiacynta Gulcz, dwie nowicjuszki i spowiednik. 
W kwietniu 1835 roku zarządzono ostateczną sekularyza- 
cję zakonu i przesiedlenie sióstr do Gniezna. W tym też 
miesiącu Ministerstwo Finansów przesłało pismo do nad- 
prezydenta Flottwela w Poznaniu. Zadecydowano w nim 
o dalszych losach zabudowań klasztorhych. Kościół miał 
pozostać w gestii nadprezydenta. Wszelkie budynki kla- 
sztorne przechodziły na własność miasta z przeznaczeniem 
na szkołę. Część ogrodu, pola i łąki ze stawem przekazano 
rejencji bydgoskiej. Dzwony, dwa pozytywy organowe, 
obrazy, relikwie, ornaty, srebrne naczynia liturgiczne zde- 
cydowano się podzielić między inne kościoły katolickie. 
Zakonnice i spowiednik, którym był 80-1etni ks. Kisielew- 
&ki, otrzymali wyposażenie. Pensję przełożonej podniesiono 
ze 150 na 200 florenów. Siostrom pozwolono też zabrać ze 
sobą do Gniezna obrazy św. Klary w srebrnej sukni i Matki 
Boskiej. Srebrną pieczęć klasztorną, akt erekcyjny, wszelkie 
dokumenty i akta o historycznym znaczeniu, a także kro- 
nikę przekazano do archiwum prowincjonalnego. 
Oficjalne przejęcie kościoła i zabudowań klasztornych 
przez władze miejskie nastąpiło 3 XI 1835 roku. Główny 
ołtarz przekazano do kościoła w Sypniewie, boczny - do 
kościoła w OsieIsku, a kratę żelazną otrzymał kościół far- 
ny. Zabudowania klasztorne przeznaczono nie na szkołę, 
a na szpital. Kościół przechodził dziwne koleje lqsu. Naj- 
pierw znajdowały się w nim magazyny wraz z wagą miej- 
ską, następnie Urząd Oczyszczania Miasta. W 1875 r. stał 
się siedzibą straży pożarnej. Prezbiterium przebudowano 
zaś na mieszkanie dla komendanta. Od roku 1890 Nadno- 
teckie Towarzystwo Historyczne przechowywało na chórze 
swoje zbiory. Podczas I wojny światowej z kościoła uczy- 
niono magazyn ławek z ogrodów miejskich, w prezbiterium 
i na pierwszym piętrze znajdowały się mieszkania prywatne. 
W końcu urządzono w kościele pogotowie ratunkowe. 



 


61
		

/kb_198500064_0001.djvu

			Dopiero po wyzwoleniu - w 1920 roku kościół przekaza- 
no na cele sakralne. Udostępniono go w roku 1922. Nigdy 
jednak nie odzyskał pierwotnego wyglądu. W końcu 1848 r. 
wiatr uszkodził barokową wieżę. Zaborcy rozebrali ją cał- 
kowicie i pokryli mury płaskim dachem. W roku 1901 od- 
budowali wprawdzie wieżę i umieścili na niej zegar. Nie 
zrekonstruowali jednak małej wieży, znajdującej się kiedyś 
tuż obok. 
Dzisiejszy kościół klarysek jest harmonijnym połącze- 
niem stylów kilku epok: gotyku, renesansu i baroku. Tak jak 
z zewnątrz kościół urzeka niezwykłym powiązaniem form, 
wewnątrz również czaruje przedmiotami o dużej wartości 
artystycznej. W roku 1955 zrewindykowano zSypniewa 
pierwotny ołtarz główny. Odzyskano też kratę żelazną, któ- 
ra znajdowała się jako brama na cmentarzu starofarnym 
przy ul. Grunwaldzkiej. W dawnym gmachu klasztornym 
(wielokrotnie przebudowywanym), mieści się obecnie Mu- 
zeum Okręgowe im. L. Wyczółkowskiego. 
W związku z koniecznością modernizacji ulic w śród- 
mieściu Bydgoszczy dyskutowana była w 1971 roku sprawa 
ewentualnego przesunięcia kościoła klarysek na miejsce 
zburzonego przed tym budynku klasztornego. Zn'lleziono 
jednak inne rozwiązanie, dzięki któremu zachowaliśmy oba 
zabytki. 


Artykuł napisano głównie na podstawie rękopisów z Biblioteki 
Wojewódzkiej w Bydgoszczy i Archiwum Centralnego w Merse- 
burgu (NRD). 



 


.
		

/kb_198500065_0001.djvu

			FRANCISZEK MINCER 


Franciszek Zygmunt Galecki 
starosta bydgoski 
i przyjaciel króla Jana III 


J ednym z najwybitniejszych starostów bydgoskich był 
Franciszek Zygmunt Gałecki. Jednakże w mentalno- 
ś;::i i działaniach tego niewątpliwie nieprzeciętnego 
wojownika i polityka z przełomu XVII i XVIII w. odbiły 
się zarówno zalety jak też i wady rycerstwa polskiego z bo- 
haterskiej epoki króla Jana. Dlatego też działalność Ga-łec- 
kiego nie była bynajmniej dla miasta Bydgosz,::zy tak je- 
dnoznacznie pozytywna jak starościńskie rządy Jerzego 
Ossolińskiego, o których pisałem w poprzednim numerze 
"Kalendarza" . 
Franciszek Zygmunt Gałecki herbu Junosza pochodził 
z rodziny osiadłej w ziemi wyszogrodzkiej. Ojciec jego miał 
na imię Tomasz. O dzieciństwie i wykształceniu naszego 
bohatera brak bliższych danych. Pierwszą godnością, którą 
Franciszek Zygmunt osiągnął, była godność łowczego ka- 
liskiego. Następnie, w 1670 r., został chorążym ziem pru- 
skich. Charakterystyczne, że już te swoje pierwsze urzędy 
otrzymał daleko od rodzinnego Mazowsza, na ziemiach za- 
chodnich ówczesnej Rzeczypospolitej, bo w Wielkopolsce 
i w Prusach Królewskich. Jednakże kariera Gałeckiego na 
dużą skalę zaczęła się dopiero w wyniku udziału w wiel- 
kich wyprawach wojennych Sobieskiego. Można różnie oce- 
niać sylwetkę i działalność Gałeckiego, ale żołnierzem był 
niewątpliwie dobrym i aż do szaleństwa odważnym. 
W 1672 r. wziął Gałecki udział w walkach, jakie prowa- 
dził Sobieski z czambułami tatarskimi i w bitwie stoczonej 
pod Kałuszynem w październiku tegoż roku zdobył cho- 
rągiew sułtańską. Dzięki okazywanemu męstwu i zdolno- 
ściom awansował szybko i w pamiętnej bitwie chocimskiej, 
stoczonej przez Sobieskiego z Turkami w dniach 10 i 11 
listopada 1673 r., brał już udział jako generał-adiutant 
wojsk koronnych. Powierzenie Gałeckiemu tej ważnej funk- 
cji świadczyło, że już wtedy należał on do najbardziej za- 
ufanych współpracowników Jana Sobieskiego, który wów- 
czas był jeszcze hetmanem wielkim koronnym. Rzeczywi- 
ście hetman Sobieski powierzał mu zadania nie tylko 
o charakterze ściśle wojskowym, ale i politycznym. I tak np. 
pozyskiwał Gałecki zwolenników dla partii francuskiej, 
kórej Sobieski był przywódcą. Z polecenia swego wodza 
prowadził też pan Franciszek Zygmunt pertraktacje z dy- 
plomatą brandenburskim Hoverbeckiem celem zapewnienia 
Polsce pomocy elektora Fryderyka Wilhelma w wojnie 
z Turcją. 
Wybór Sobieskiego na króla w 1674 r. początkowo niczego 
nie zmienił w życiu Gałeckiego. Lata 1675 i 1676 spędził 
on na południowo-wschodnim pograniczu Rzeczypospolitej 


63
		

/kb_198500066_0001.djvu

			.. 


walcząc nieustannie z Turkami i Tatarami. Za okazaną 
w tych bojach dzielność został Gałecki nagrodzony przez 
nowego monarchę nadaniem w 1676 r. starostwa bydgo- 
skiego. Swieżo kreowany starosta odwdzięczył się królowi 
starając się pozyskać szlachtę wielkopolską dla planów po- 
litycznych dworu, który zmierzał do sojuszu z Francją 
i Szwecją, zniszczenia państwa brandenbursko-pruskiego 
i przyłączenia do Polski Prus Królewskich. Wybrany przez 
wielkopolan posłem na sejm 1677 r. stał wiernie przy boku 
monarchy 'również i podczas tych bardzo trudnych dla So- 
bieskiego obrad sejmowych. Szybko też piął się po szcze- 
blach kariery; w 1679 r. był marszałkiem sejmiku lwow- 
skiego a w 1680 r. został kuchmistrzem wielkim koronnym. 
W 1683 r. wziął udział w wiekopomnej wyprawie wiedeń- 
skiej, dowodząc gw.ardyjskim regimentem dragonii w sile 
600 ludzi. W czasie samej bitwy pod Wiedniem walczył na 
prawym skrzydle,. a po zwycięstwie został wysłany przez 
Sobieskiego z podarunkami do cesarza - Leopolda I. Wów- 
czas doszły jednak do głosu mniej przyjemne cechy cha- 
rakteru Gałeckiego, który nie zawahał się dokonywać przy- 
godnych grabieży. 
Brał też Gałecki udział w dalszych, niezbyt już fortunnych 
wyprawach wojennych Sobieskiego na terytoria tureckie 
w 1686 i 1691 r. Okrył się sławą zwłaszcza w czasie tej 
ostatniej wyprawy, kiedy to w bardzo ciężkich warunkach 
w zimie 1692 r. porafił doprowadzić do kraju komplet dział 
artylerii koronnej, pozostawiony początkowo w Ropcach. 
Otrzymał za to w 1693 r. kasztelanię kaliską, a już w roku 
następnym (1694) awansował na kasztelana poznańskiego. 
Kasztelania poznańska była ostatnią godnością, którą Ga- 
łecki uzyskał z rąk Jana III. 
Przyjrzyjmy się. teraz przez chwilę gospodarce Gałeckie- 
go jako starosty bydgoskiego. Nadając Gałeckiemu tę go- 
dność, Sobieski kierował się niewątpliwie zarówno senty- 
mentem dla wypróbowanego towarzysza broni, jak też sym- 
patią dla miasta, które wyraźnie lubił. Panowanie Sobie- 
skiego, zapewniające Polsce spokój wewnętrzny, stanowiło 
dla Rzeczypospolitej okres częściowej przynajmniej odbu- 
dowy po najeździe szwedzkim i rokoszu Lubomirskiego. 
Atmosfera tej odbudowy i stabilizacji odbiła się również 
wyraźnie na losach Bydgoszczy. . 
Już na samym początku starościńskich rządów Gałeckie- 
go została w Bydgoszczy otwarta mennica państwowa, któ- 
ra funkcjonowała tutaj od 1677 aż do 1688 r. W 1679 r. 
Gałecki zrzekł się wprawdzie starostwa bydgoskiego na 
rzecz Jana Karola WoIfa z Ludinhausu, ale po jego śmier- 
ci objął ponownie godność starosty. W dniu l lipca 1689 r. 
Galecki zezwolił na wznowienie bractwa kurkowego, które 
też zapewne za jego protekcją uzyskało 00 Jana III po- 
twierdzenie wilkierza, liczącego 23 artykuły. Król Jan III 
zatwierdził wilkierz tego bractwa i zwolnił króla kurkowe- 
go od wszelkich ciężarów miejskich przywilejem wysta- 
wionym w dniu 16 czerwca 1692 r. Bydgoskie bractw	
			

/kb_198500067_0001.djvu

			. 


gmachu szkoły przy kolegium jezuitów (1696 r.) oraz za- 
twierdzenie przez burmistrza i radę miejską Bydgoszczy 
statutu cechu mielcarzy (1689 r.) i szewców (1694 r.). Da- 
wał się też w tym okresie zauważyć rozwój bydgoskich 
bractw kościelnych. Nie zawsze jednak wiadomo, jaki był 
udział samego starosty w tych pożytecznych działaniach 
i inicjatywach na terenie miasta. 
Trzeba natomiast uczciwie stwierdzić, że działalność Ga- 
łeckiego nie zawsze była korzystna dla Bydgoszczy. Ten 
dobry żołnierz i zręczny polityk posiadał również dosko- 
nałą głowę do interesów, a w swoich transakcjach finan- 
sowych posługiwał się z reguły pośrednictwem mieszczan 
toruńskich. Nabywane przez Gałeckiego posiadłości otaczać 
zaczęły miasto coraz ciaśniejszym pierścieniem. Już przed 
1690 r. posiadał Gałecki wójtostwo bydgoskie. Ale przywi- 
lejem wystawionym w Warszawie w dniu 30 marca 1690 r. 
nadał król Jan III Sobieski pr,awo dziedziczenia tego wój- 
tostwa wraz z należącymi do niego wioskami, mlynami 
i miastem Fordonem drugiej żonie Gałeckiego, Rozalii 
z Dzieduszyckich, zobowiązując ją za to do płacenia 2 ty- 
sięcy złotych czynszu rocznego i odprowadzania jednej 
czwartej części dochodów do skarbu królewskiego. Wreszcie 
w 16
5 r. pomimo protestów bydgoszczan zagarnął Gałecki 
Glinki i Zielonkę. Ponadto Gałeccy posiadali kamienice na 
terenie całego miasta. W ten sposób pan Franciszek Zy- 
gmunt potrafił zapewnić członkom swego rodu uprzywile- 
jowan'ł pozycję na terenie Bydgoszczy. Pomimo różny
h 
bUrz dziejowych Gałeccy pozycję tę zdołali zachować a.
, 
do chwili przejścia miasta pod władzę pruską. 
Po śmierci Jana III Sobieskiego Gałecki opowiedział się 
podczas elekcji po stronie Augusta II Sasa i otrzymawszy 
od niego na sejmie koronacyjnym województwo inowro- 
cławskie, stal się niezmiernie gorliwym zwolennikiem no- 
wego króla. To właśnie Gałecki był jednym z dowódców 
wojsk polsko-saskich wysłanych przez Augusta pod Gdańsk 
dla przepędzenia niefortunnego kontrkandydata do korony 
królewskiej - księcia Conti. W latach następnych nowy 
wojewoda inowrncławski był czynny jako dyplomata wy- 
sył;my do Szwecji, Danii i Holandii. Kiedy błędna polityka 
Augusta ściągnęła na Polskę klęski wielkiej wojny północ- 
nej Gałecki w dalszym ciągu dochowywał wierności mo- 
narsze, narażając się na śmit!rtelną nienawiść jego prze- 
ciwników. 
Tymczasem wielka wojna północna ściągnęła, jak wiado- 
mo, całą serię klęsk również i na Bydgoszcz. Już w 1702 r. 
wkroczyły do miasta wOjska saskie i nałożyły znaczne 
kontrybucje na mieszkańców. W czerwcu 1703 r. pojawili 
się Szwedzi, którzy ...dali się bydgoszczanom o wiele bar- 
dziej we znaki od Sasów. Po odejściu Szwedów wkroczyły 
oddziały sprzymierzonego z nimi potężnego rodu Sapie- 
hów. W latach następnych doszło do ostrych konfliktów 
między jezuitami bydgoskimi a mieszczanami. Mieszczanie 
denuncjowali przed Szwedami jezuitów, ale w końcu sami 
padli ofiarą represji ze strony wojsk szwedzkich, które 
w czasie tej wojny kilkakrotnie wkraczały do Bydgoszczy. 
Wreszcie pOjawiły się również i wojska rosyjskie. W la- 
tach 1708-1709 szalała w Bydgoszczy i okolicach zaraza. . 
Równocześnie zagrażać zaczął głód, gdyż bydło zdychało 


5- 


65
		

/kb_198500068_0001.djvu

			z powodu braku paszy. Zima 1708/1709 roku była tak ciężka 
i ostra, że wyginęły ryby w stawach. Dnia 26 września 
1708 r. spalH się ratusz bydgoski. Pożar zagrażał również 
gmachowi kOlegium i kościołowi jezuitów, ale szybka po- 
moc chłopów z Prądów ocaliła oba te budynki przed spa- 
leniem. W wyniku tych wszystkich klęsk i zniszczeń w Byd- 
goszczy pozostało zaledwie 40 mieszkańców. 
Gałecki niewiele mógł zrobić, by ocalić Bydgoszcz od tych 
wszystkich nieszczęść, a zresztą prawdę mówiąc, miał 
w tym czasie jeszcze ważniejsze kłopoty. Wprawdzie 
w 1703 r. otrzymał od Augusta II województwo kaliskie 
i stanął wówczas u szczytu swej politycznej kariery, ale 
gdy w roku następnym bronił Lwowa przed oblegającymi 
go Szwedami, sam dostał się do niewoli i spoliczkowany 
przez gen. Stenbocka, powędrował jako jeniec wojenny do 
Sztokholmu. Wolność odzyskał dopiero w końcu 1706 r., 
głównie dzięki staraniom swojej energicznej ma.!żonki Ro- 
zalii z Dzieduszyckich. 
W późniejszych latach życia zachowywał się spokojnie 
i nie okazywał już dawnego przywiązania do Augusta II. 
Doczekał się klęski Karola XII pod Połtawą, ucieczki "ant y- 
króla" Stanisława Leszczyńskiego z Polski i restauracji 
rządów Augusta, który w 1709 r. mianował go wojewodą 
poznańskim. Było to stanowisko bardzo ważne. gdyż upraw- 
niało do zajmowania trzeciego świeckiego miejsca w senacie 
Rzeczypospolitej. Mimo to Gałecki zajmował ,coraz bardziej 
krytyczną postawę wobec polityki Sasa, co dopiero teraz, 
pod koniec długiego i burzliwego życia. zapewniło panu 
wojewodzie popularność wśród szlachty. 
Gałecki zmarł w lecie 1711 r. Na rok przed śmiercią zdążył 
przekazać starostwo bydgoskie w ręce swego syna, Fran- 
ciszka Ignacego. W. ten sposób zapoczątkował Franciszek 
Zygmunt ostatnią dynastię starostów bydgoskich, która 
sprawować miała władzę nad naszym miastem aż do 
1772 roku. 


Artykuł napisany m. in. na podstawie ksiąg grodzkich bydgo- 
skich przechowywanych w Archiwum Państwowym w Poznaniu 
i maszynopisu kroniki Jezuitów bydgoskich.
		

/kb_198500069_0001.djvu

			JAN MIERZYŃSKI 


Fordońską komora cehla 


P rzed pierwszym rozbiorem, Korona w r. 1764 dzieliła 
się na siedem prowincji skarboWYCh. W ramach cen_ 
tralnej władzy skarbowej funkcjonował zarząd cłowy. 
W 1767 r. prowincja Mazowiecka połączona została z pro- 
wincją Kujawsiką, której podlegała komora celna w Nie- 
szawie i jej to urzędnikom zawdzięczamy odkrycie wód 
mineralnych w Ciechocinku. W każdej komorze znajdował 
się pisarz komory, na przykomórkach i obserwatoriach 
zwykle rewizor, substytut pisarza lub ekspedytor, na szla- 
kach - ty1ko strażnicy. Foroońska komora celna pobierała . 
opłaty celne od przesyłek przewożonych Wisłą i jej obsadę 
od roku' 1767 do 1772 stanowili pisarze oraz dwóch rewi- 
zorów do wystawiania kwitów. Przesyłki przewożone drogą 
lądową cliła komora bydgoska w składzie: etatowy pisarz 
i rewizor. Wkrótce komora fordońska miała się znaleźć 
w rękach pruskich. 
Pierwszą próbę zdobycia przez Prusy decydującego wpły- 
wu na handel zagraniczny Rzeczypospolitej datuje się z wio- 
sny 1971 r. Wprowadzono wtedy oddziały żołnierzy Fry- 
deryka II na terytorium polskie, aby zmuszały kupców to- 
ruńskich do sprzedania żyta magazynom pruskim w Kwi- 
dzynie, po cenie wynoszącej l/a ceny płaconej w Gdańsku. 
W rok później, 4 kwietnia 1772, a więc na szereg mie- 
sięcy przed I rozbiorem Polski, Komisja Królewsko-Pru- 
skich Magazym6w w Kwidzynie wydała ofi,cjalne rozporzą- 
dzenie, w myśl którego wszyscy wiozący towary w dół Wi- 
sły mają się zatrzymywać w Opaleniu (na wysokości Kwi- 
dzynia) i składać, za z góry oznaczoną opłatą, l/a swego ła- 
dunku 'zbożowego, jeże\li płYlllą do GdańSka, zaś 1/4 jeśli 
płyną do Elbląga. Według danych z maja 1771 r. Prusacy 
płacili w Kwidzynie 'Za łas7Jt (mia£ra towarów syPkich = 
= 3840 litrom; waga okrętowa = 1865 kilogramów) żyta; 
wyznaczoną przez siebie cenę 150 złp) kiedy w Gdańs'u 
płacono za łaszt żyta 405 zlp do 562 1 /1 zlp). 
Zabór pruski Obiął ówczesne wojew6d7Jtwa: pomorskie, 
z wyjątkiem Gdańska i gruntów należących do tego miasta, 
malborskie z 'księstwem biskupim warmińskim oraz woje- 
wództwo chełmińskie z wyjątkiem Torunia, a więc połać 
kraju położona na północ od Noteci. Na wschód od tej 
rzeki granica miała przebiegać przez Solec Kujawski i For- 
don. 
Tymczasem na dwa dni przed wejściem w życie traktatu, 
już 13 września 1772 roku, Prusacy usadowili się w pol- 
skiej komorze w Fordonie nad Wisłą. Opierającego się im 
kierownika komory pisarza Lasockiego, uwięzili (zwolniono 


67
		

/kb_198500070_0001.djvu

			.. 



 


j 


. 
. .. 


t 


Rynek w Fordonie wsp6łcześnle 


go dopiero wiosną 1773 r. na interwencję kanclerza wiel- 
kiego koronnego) i poczęli ściągać wysokie cła od wszy- 
stkich towaa-6w wiezionych Wisłą. Nominalmie' pobiera'l1o 
opłaty celne w wysokości 10 procent wartości spławianych 
towarów, faktycz.nie jednaJk:: WYl1Qsiły one początkowo 15 %. 
wkrótce zaś doszły dla niektórych artykułów (np. zboża) 
do 50% od wartości transportu. Osiągali to urzędnicy pru- 
scy przez dowolne taiksowalllie oraz ipI"zez oiewłaściwe prze- 
rachowanie waluty. Pod wszelkimi możliwymi pozorami 
konfiskowano towary zarówno wywożone z Polski jak 
i przywożone do Polski, lub zmuszano do sprzedawania ich 
po bardzo niskich cenach do pruskich magazynów państwo- 
wych. 
Fryderyk II wydał instrukcję, przesłaną 27 września 
1772 r. J. F. Domhardtowi, w której poleca ścisłe przestrze- 
ganie poboru ceł na Wiśle. W Fordonie od opłat mogą być. 
zwolnione jedynie towary należące do stołowych (ekonomii) 
króla polskiego. Natomiast od towarów s.tanowiących wła- 
sność szlachty, duchowieństwa, uprzywilejowanych miast 
należy pobierać ustawowe cło. Komora fordońska, położona 
na głównej arterii komunikacyjnej, stanowiła niejako eks- 
pozyturę posunięć Fryderyka II, na którą były w pierwszym 
rzędzie obliczone jego przepisy i rozporządzenia. Przed roz- 
biorem pobierano tam cło przewozowe (wywozowe opłacano 
w Nieszawie). Król pruski Fryderyk II jeszfze przed do- 
konaniem aneksji przewidywał, iż dochód jego z Fordonu 
wyniesie przeszło 5.000.000 złp. Jako podstawę tego wyli- 
czenia przyjęto, że dochód polski z komory fordońskiej 'wY- 
nosił około 100.000 dukatów. Przyjęto mnożnik razy trzy. 
Notowanie giełdowe l duka.ta wynosiło 16 złp i 22 gr. Trze- 
ba było więc zainteresować materialnie pruskich urzędni- 
ków 'celnych w jak największych dochodach z handlu 
wiślanego. 
Po upływie pierwszego roku pruscy celnicy fordońscy 


68
		

/kb_198500071_0001.djvu

			otrzymali łącznie 12.000 talarów (69.600 złp) w formie gra- 
tyfikacji oraz obietnicę, że w przyszłości będą otrzymywać 
tantiemę, od nadwyżki, w stosunku do dawnego dochodu, 
gdy komora należała do Polski. Ponieważ metoda ta okazała 
się niewystarczająca i dochód z ceł począł spadać, przeto 
wprowadzono nowy sposób wynagradzania urzędników cel- 
nych. Przyznano celnikom prawo doliczania dodatkowo 5% 
na ich korzyŚĆ od pobieranych ceł i kar. Teraz już leżało 
bezwzględnie w interesie urzędników by cła i kary były jak 
najwyższe. 
A oto, jak przedstawiała się praktyka poborów ceł pru- 
skich na Wiśle. Na odcinku rzeki, między posiadłościami 
Gdańska i granicą polską, nie wynoszącym nawet 150 kilo- 
,metrów, otworzono 4 urzędy celne. 
Przewożący towar z Gdańska do Rzeczypospolitej, opłacał 
najpierw cło w Szotlandzie, po tym dokonywano tu szczegó- 
łowej rewizji. W razie niedokładnego sprecyzowania ilości, 
lub gatunku wymierzano wysoką grzywnę lub konfiskowano 
towar. W Czerwonej Budzie ponawiano rewizję (przy której 
wszystko musiało być wyładowane i rozpakowane) na- 
stępnie plombowano towary: Ta sama procedura miała miej- 
sce w. Montowskiej Głowie. Wreszcie identycznie postępo- 
wano w Fordonie. W czasie rewizji, przy rozpakowywaniu 
całego transportu, często miały miejsce wypadki złośliwego' 
niszczenia towarów przez urzędników pruskich. Plombowa- 
nie odbywało się na koszt prowadzącego transport {szcze- 
góły dotyczące przeprowadzania rewizji przez Prusaków 
znajdowały się w memoriale pt. "Gravamina Szlachetnej 
Konfraterni Kupieckiej miasta J. K. Mości Tórunia wzglę- 
dem teraźniejszego obchodzenia się na cłach króla pruskie- 
go w Zachodnich Prusach"). 
Towary wiezione od Gdańska rewidowano również cztery 
razy. W Fordonie rewizja i inne formalności celne trwały 
od 8 do 10 dni, zaś w Montowskiej Głowie, Płoszowie 
i Czerwonej Budzie od 3 do 4 dni. Szczególne spiętrzenie 


.. ,.alt. 


.fA " . 


\ 
, : ,,+ 


1 


:.1;:: 


..-: 
.

 


"0 rr 


./ . 


« 


Fragment Jednej z ulic 'W Fordonie 


69
		

/kb_198500072_0001.djvu

			ruchu miało miejsce w porze letniej (maj, czerwiec, lipiec 
i sierpień), kiedy to stały w Fordonie nieraz długie szeregi 
barek, czekających od 4 do 6 tygodni na oclenie. Pruski 
urząd celny Fordon był miejscem stosowania swoistych 
szykan, które realizowano w pewien prosty, lecz nader sku- 
teczny sposób. Mianowicie nagle, bez sprawdzenia zmieniono 
miarę, w której płatnik miał podawać wielkość wiezionego 
transportu. Z miary objętości przerzucono się na wagę i od- 
wrotnie. Mała nawet niedokładność w zeznaniu powodowała 
konfiskatę lub wysokie grzywny. 
Często zdarzało się, że wiozący transport, (nie tylko 
w obrocie z Gdańskiem, ale i z portami pruskimi) nie 
mogąc sobie dać radę z rozmyślnymi utrudnieniami pro- 
ponował, aby komora przyjęła, jako opłatę, odpowiedni 
procent towaru in naturam. Urzędy w takich wypadkach 
odmawiały - często kończyły się tego rodzaju pertraktacje 
konfiskatą całego transportu. Bywały wypadki, że gdy na 
dany produkt było zapotrzebowanie w Prusach, zmuszano 
w Fordonie do płacenia za niego cła tak fantastycznego, że 
uiszczenie go było nieprawdopodobieństwem. W ten sposób 
zmuszano do sprzedaży towaru na miejscu za sumę wy- 
noszącą ledwo drobny ułamek cła, które należało zapłacić. 
Ponieważ w tych warunkach wysyłający z Polski towar 
nigdy nie wiedział jakie właściwie zażądają od niego cło, 
przeto rzadko kiedy prowadzący transport dysponował na 
komorze dostateczną ilością gotówki. Wobec tego, dla ułat- 
wienia, urzędy celne na Wiśle w pewnych wypadkach przyj- 
mowały asygnaty na Gdańsk, oczywiście doliczając sobie do 
wyznaczonej sumy 5% za zwłokę, wynoszącą przeważnie od 
dwóch tygodni do miesiąca. Rzecz prosta, tego rodzaju sto- 
sunki były świetną pożywką dla lichwiarzy, których bardzo 
wielu ulokowało się w Fordonie, robiąc świetne interesy. 
Dopiero po paru latach położono kres temu procederowi. 
otwierając oddział banku berlińskiego. Instytucja ta pobie- 
rała od pożyczonego kapitału za czas przejazdu z Fordonu 
do Gdańska tylko 2 procent. '
		

/kb_198500073_0001.djvu

			EDMUND CZAJKOWSKI 


I 


Dzieje apteki 
Pod Zlotym Orle m" 


N ad zdrowiem publicznym czuwali od niepamiętnych 
czasów do dnia dzisiejszego włącznie, nie tylko leka- 
rze ale i aptekaifze (dzisiaj zwani fa'l1maoeeutami). 
Za czasów króla Stefana Batorego, aptekarzy zaliczano 
do Bractwa Kupieckiego (Fraternitas mercatorum), które 
ustanowiono 17.9.1568 r. Przywilej królewski zalicza w po- 
twierdzeniu króla Stefana Batorego z rQku 1581 dla apte- 
karzy bydgoskich ich przynależność do cechu kupców, to 
znaczy (cytat)... Aptekarze w Bydgoszczy osiedli mają na- 
leżyć do cechu kupieckiego, a wszyscy inni zamiejscowi, któ- 
rzy towar swój na jarmark przywożą, mają złożyć do 
do skrzynki brackiej 6 groszy, zanim towar na sprzedaż 
wystawią... (koniec cytatu łacińskiego). 
Wynika z tego, że już przed rokiem 1581 w Bydgoszczy 
istniały apteki służące leczeniu ludzi. Kontynując swój cykl 
z ubiegłorocznego kalendarza, chciałbym opisać najstarszą 
aptekę bydgoską "Aptekę pod Złotym Orłem" zlokalizowaną 
na obecnym Starym Rynku pod dawnym numerem 130e, 
po reformie numeracji w 1860 pod nr 14 i obecnie pod nu- 
merem Stary Rynek l. 
Dokumenty archiwalne, z których wynika istnienie apteki 
pochodzą z klasztoru Jezuitów na Starym Rynku (dzisiejszy 
Ratusz) z roku 1590. Apteka ta do roku 1795 była w posia- 
daniu braci zakonnych. któr.zy trudnili się nie tylko naucza- 
niem, lecz także leczeniem lud
i. 
Po sekularyzacji zakonu Jezuitów przez papieża Kle- 
mensa XIV (21.7.1773) zabudowania klasztorne przejmuje 
gimnazjum miejskie. Jednakże członkowie zlikwidowanego 
zakonu zajmują się nadal nauczaniem w gimnazjum. 
Apteka jest czynna - dowód list deponowany jako do- 
kument znajdujący się w Archiwum Poznańskim, jest 
w nim wzmianka o cennym moździeżu wyoondonym w roku 
1792 na SUiffię 300 talaTów. Moździerz ten do 'l"oku 1936 
znajdował się w aptece. Przedmiot ten o dużym ciężarze 
wykonany jest z brązu a na nim napis łaciński Verb. domn. 
man. in aetern. Anno Domini 1590, herb i litery AV. 
(w uzupełnieniu Verbum Domini manet in aeternam) 
w tłumaczeniu na polski... Słowo Pańskie pozostaje na wie- 
ki... 
W roku 1792 raportuje dyrektor gimnazjum Rafalski 
w Bydgoszczy królowi Prus... w pojezuickim gimnazjum mie- 
ści się kompletnie urządzona Apteka z której teraźniejszy 
właściciel, dlatego tylko bez opłaty korzysta, ponieważ z do- 
chodów jej utrzymywać i przyodziewać musiał starego brata 
dawniejszych jezuitów. Brat ten już od dawna nie żyje po- 


7l
		

/kb_198500074_0001.djvu

			mimo to aptekarz korzysta z dochodów apteki i w dalszym 
ciągu nie płacąc komornego. Czuje się w obowiązku o szcze- 
gółach tej sprawy naj uniżeniej zaraportować... 
Na listowne zapytanie doniósł ów aptekarz, chirurg puł- 
kowy i dawniejszy jezuita brat Jerzy Kluge lat 60, że 
z dochodów apteki wyżywić się nie może, ponieważ bied- 
nym, chorym lekarstwa bezpłatnie dostarczał. Ma skromne 
dochody z dowolnego handlu lekarstwami żołądkowymi, 
zwraca uwagę, że okolice Bydgoszczy nie są ludne a mie- 
szkańcy biedni. On sam jest niedołężnym starcem i kaleką, 
prosi za tym Króla by w razie gdyby.aptekę zmienić miano 
na publiczną o wyznaczenie mu 300 talarów rocznej eme- 
rytury. 
. Aptekarz Ludwik Kiihlbronn w roku 1794 donosi królo- 
wi, że chciałby od eksjez:uity Jerzego Kluge aptekę klas.z- 
torną odkupić, donosi też, że nabył drogą kupna dom przy 
Starym Rynku 130e oraz, że otrzymał od magistratu po- 
zwolenie na założenie apteki. Prosi z tego powodu o udzie- 
lenie przywileju prowadzenia jej. 
W _ trakcie załatwiania transakcjj umiera eksjezuita Kluge, 
mianowany uprzednio głównym spadkobiercą apteki i nie- 
małego majątku zmarłego brata duchownego Erhardta z Alt 
Schottland (Szkoty) pod Gdańskiem. ' 
W czasie czynności spadkowych i wyjaśniania sporów 
o sukce5ję. - testament ojca Kluge został uw.any za nie- 
ważny przez księcia biskupa von Hohenzollerna (kuzyna 
króla Fryderyka). Biskup uzasadnił swoją decyzję regułą 
zakonu jezuitów, która między innymi zabrania gromadze- 
nia majątków i dóbr doczesnych, z tego tytułu cały ma- 
jątek przeszedł na dobro kościoła. ' 
Dnia 30.7.1795 roku aptekarz Kiihlbronn otrzymał od krola 
Prus własnoręcznie potwierdzony przywilej na założenie 
apteki medycynalnej, połączonej z handlem win i towa- 


,-1\ 


4.' 



 


J. 



łr 


ł'" 
....., 


- 
....- 


a 
r 


'\ 


Apteka "Pod Zlotym Orlem" przy Starym Rynku 


72
		

/kb_198500075_0001.djvu

			.,,
 f'o 


- 
. 


c 
- 


iI!Io.. 


-' 


, 
, 


J 


. 


.. 
...... 
..... 


Studzienka stojąoa 
przed apteką ..Pod 
Złotym Orlem" - 
zdjęcie z 1929 roku 


.' 


.. 


rów kolonialnych. Warunkiem przywileju było przejęcie ih- 
wentarza apteki pojezuickiej. 
Oryginał przywileju do roku 1936 znajdował się u właści- 
ciela apteki Zdzisława Rybickiego. 
Kiihlbronn pracował przez krótki czas, podczas -wojny 
porzucił aptekę i uciekł z Bydgoszczy. Jego główny wie- 
rzyciel rendant Dogge utrzymywał aptekę pod zarządem 
aptekarza Bohna. W roku 1808 występuje aptekarz Ludwik 
Kuppfender, syn dyrektora warzelni cukru o przywilej na 
otwarcie nowej apteki. Prośbę jego odrzucono z zaleceniem 
wejścia w kontakt z rendantem Doggem w sprawie kupna 
masy upadłościowej po prowizorze Kiihlbronnie. 
Ludwik Kupffender dokonał kupna apteki (12023 talarów) 
w dniu 30.9.1808 roku. Po śmierci jego, wdowa wychodzi 
za mąż za aptekarza Jama Samuela Illinga, który prowadzi 
aptekę do swpjej śmierci to jest do roku 1837. W następnym 
roku aptekę przejmuje .pasierb Ludwik E. Kupffender, jed- 
nocześnie staje się (za 28999 talarów) jej właścicielem. 
Od roku 1873 aptekę przejmuje powracający z wojny 
, niemiecko-francuskiej (1870-1871) Otto Kupffender. 
Następnym właściaiclem staje się dr faa.-macji Alfred 
Kupffender. Ten ostatni prowadzi poza działalnością farma- 
ceutY07JI1ą, także analiz.y chemiC7Jl'1e, dla celów lekaTskich, 
przyjmuje także wykonawstwo analiz chemicznych dla 


73
		

/kb_198500076_0001.djvu

			przedsiębiorstw, między innymi dla nowo uruchomionych 
wodociągów (1900) miejskich. 
Z okazji 100-letniej rocznicy posiadania apteki przez tę 
samą rodzinę dr Alfred Kupffender fun.cłuje (4.10.1909) fon- 
tannę przed wejściem do apteki przy Starym Rynku (dziś 
fontanna ta stoi przed budynkiem Biblioteki Wojewódzkiej). 
Apteka "Pod Złotym Orłem znajduje się w rękach Kupffen- 
derów do roku 1921, w tym roku obejmuje ją aktem kup- 
na - sprzedaży aptekarz Zdzisław Rybicki. On to prowadzi 
ją do wneśnia 1939 roku. 
W okresie okupacji aptekę przejmuje aptekarz GUTHKE 
z Gdańska i w roku 1942 kupuje ją (odnotowane w księdze 
wieczystej). 1945 roku na mocy swych praw aptekę przej- 
muje córka właściciela Zdzisława Rybickiego mgr Janina 
Belka, która jednocześnie pracuje jako mgr farm. następnie 
wydzierżawia ją apetkarzom Janiszewskiemu, a następnie 
Mańkowskiemu. W roku 1951 apteka zostaje upaństwowio- 
na i otrzymuje nazwę Apteka społeczna nr 15. Od roku 
1978 wraca ponow11ie nazwa i godło APTEKA POD ZLO- 
'ł;YM ORLEM a kieruje nią mgr Kazimiera Zmitrowicz. 


, 


Literatura przedmiotu 
Historia Aptek Wielkopolskich - Tom I 1929' 
Leonard Kostrzeński Tom II 1936 . 
Dr Gunthr Meinhard praca zbiorowa 1973 
Aus Brombergs Vergangenhelt 
BTN praca zbiorowa Kalendarium 1968 
mgr far. Janina Belka wspomnienia ustne 
Księgi adresowe 1858-1936 WBP 


.
		

/kb_198500077_0001.djvu

			ANDRZEJ BOGUCKI 


Przedecz - Olszak - Labiszyn 
czyli wspomnienie o pulko'wniku 
Kazimierzu Mielęckim 


R ola regionu bydgoskiego, a szczególnie Bydgoszczy w la- 
tach insurekcji styczniowej (1863-1864), mimo nie- 
sprzyjających warunków wynikających z dużego sto- 
sunkowo zasiedlenia miasta, a także powiatu napływowym 
elementem niemieckim, była uwzględniona w planach po- 
wstańczych stronnictwa czerwonych. Bydgoszcz była pun- 
ktem, gdzie zbiegały się linie transportowe Wisły i Noteci 
połączone Kanałem Bydgoskim i rzeką Brdą oraz linie ko- 
lejowe wiodące do Gdańska i Aleksandrowa Kujawskiego, 
granicznej stacji z Królestwem Polskim, Tymi szlakami 
komunikacyjnymi spławiano większe transporty zaopatrze- 
nia powstańczego nabywanego w krajach zachodniej Euro- 
py. 
Bydgoszcz była też miejscem spotkań działaczy konspi- 
racji narodowej zaboru pruskiego, a nawet Warszawy. Przy- 
kładem może być zjazd jaki się tu odbył w grudniu 1862 r., 
a na który stawili się: organizator konspiracji zaboru pru- 
skiego z ramienia Komitetu Centralnego - Józef Demonto- 
wicz. ówczesny komiJsaa"z Prus Zachodni.ch - Julian Luka- 
szewski, kilku dZiałaczy z konspiracji chełmińsko-pomor- 


# 


- 


Pulkownik Kazi- 
mierz Mielf:cki 
(1831-1863) 
(zdj. arch.) 


75
		

/kb_198500078_0001.djvu

			skiej, a także kilku działaczy stronnictwa czerwonych 
z Królestwa polskiego. 
Tu także postanowił przygotować swoje wkroczenie na te- 
ren objęty powstaniem generał Ludwik Mierosławski, powo- 
łany przez Rząd Narodowy na stanowisko dyktatora. Opisał 
to zdarzenie w swoim pamiętniku Natalis Sulerzyski. Pier- 
wszy dyktator przekroczył granicę w pobliżu Konar na Ku- 
jawach nocą 15 lutego 1863 roku. 
 
Niezależnie od pomocy materialnej z jaką przede wszy- 
stkim spieszył powstaniu styczniowemu zabór pruski, orga- 
nizowany był także werbunek ochotników, którzy bądź to 
w pojedy
ę, bądź też większymi grupami lub nawet zwar- 
tymi oddziałami mieli zasilić walczące partie w Królestwie 
Kongresowym. We własnym zakresie produkowano również 
a'ffiUU1icję. Szyto lub zbierano bieliznę, mundUl"Y. czy też 
bardzo poszukiwane kożuszki. Konspiracja powiatu bydgo- 
skiego korzystała z pośrednictwa kupców i domokrążców, 
którym dostarczano do sprzedaży na przykład broszurki 
z emblematami narodowymi, pierścienie, wstążki o bar- 
wach polskich itp. 
Ukazało się nawet specjalne zarządzenie władz pruskich, 
zakazujące "rozpowszechniać, sprzedawać chorągwie, znaki 
i symbole, które by spowodować mogły wzbudzenie niepo- 
kojów w miejscach pubiicznych i na zebraniach. Odznaki 
wstążki, kokardy lub tym podobne mogą być tylko w takich 
kolorach, które są barwami naszego państwa". 
Działalność propagandowo konspiracyjną prowadzono 
wśród Pola!ków aIrmii pruSkiej, co dało dobre re7JUltaty. bo- 
wiem wielu z nich postanowiło zrzucić mundur pruski. 
Wspomnieć należy o pomocniczej organizacji kobiecej, 
działającej w ramach konspiracji, która odegrała bardzo 
ważną i istotną rolę dla spraw powstania. 
Ze względu na swe walory komunikacyjne i siedzibę 
władz rejencji była Bydgoszcz dobrym miejscem do prowa- 
dzenia akcji wywiadowczej. 
Z przytoczonych przykładów wynika jasno, że Bydgoszcz 
i powiat bydgoski opegrały w latach powstania styczniowego 
znaczną rolę, a w niektórych dziedzinach nawet bardzo 
dużą, choć, przypomnę to raz jeszcze - konspiracja naro- 
dowa tego. obszaru miała trudne warunki pracy i ograni- 
czone możliwości działania. 
Na ziemi kujawskiej jest wiele pomników i miejsc pa- 
mięci narodowej poświęconej powstańcom 1863 roku. Długa 
jest lista żołnierzy powstańców i dowódców oddziałów, któ- 
rzy swymi czynami trwale zapisali się na kartach naszej 
Ojczyzny. Niedaleko Bydgoszczy w miejscowości Labiszyn 
na cmentarzu parafialnym znajduje się grobowiec jednego 
z nich - pułkownika Kazimierza Mielęckiego, pierwszego 
na Kujawach przywódcy, który rozpoczął boje z armią ro- 
syjską w 1863 roku. 
W 100 rocznicę powstania styczniowego znana bydgoska 
redaktorka pani Waleria Drygałowa wraz z panem Pawłem 
Dzianiszem postanowili odszukać na cmentarzu przy kościele 
parafialnym św. Mikołaja w Labiszynie miejsce ostatniego 
spoczynku Kazimierza Mielęckiego. Odnalezli oni grobowiec 
rodzinny, lecz bez jakiejkolwiek wzmianki o pułkowniku. 
Usłyszeli wówczar relację, że w 1953 roku wyniesiono 
z grobowca t
mny, wykopano w nim dół i osadzono je 


76
		

/kb_198500079_0001.djvu

			i.. 


.. 


. , 


'. 


... 


, 


, 
" 


'" 
" 


Turyści z Bydgoszczy przed grobowcem Kazimierza Mlelęcklego 
w Lablszynie 


głębiej. Grobowiec przekształcono w kostnicę. Wtedy to gra- 
barz oglądał w trumnie doskonale zakonserwowanego Ka- 
zimierza Mielęckiego. Dowódzca powstańców - miał ubrany 
zielonkawy mundur powstańczy i ryngraf na piersiach. 
Postawiono postulat uczczenia pamięci bohaterskiego przy- 
wódcy powstania na Kujawach. Znana bydgoska firma ka- 
mieniarska pana Trieblera wykonała i osadziła na grobowcu 
tablicę z następującym napisem: "Tu spoczywa płk Kazi- 
mierz Mielęcki, naczelnik sił zbrojnych oddziału mazowie- 
ckiego, kaliskiego i wszystkich oddziałów z .W. Ks. Poznań- 
skiego przychodzących, dowódca Powstania Styczniowego na 
Kujawach, ur. 1837 r. w KOO'IIli pod Wolszyn1IeIIl. zmadego 
\V Mamliczu 8.7.1863 r. z ran odniesionych w bitwie pod 
Olszakiem. Bohaterowi - wieczna chwała". 
Tyle czytają odwiedzający miejsce pochówku pułkownika, 
który zmarł w wieku 27 lat. 
Kazimierz Mielęcki urodził się 11 sierpnia 1837 roku 
w Karni koło Babimostu (pow. wolsztyński), hył synem 
Piotra Mielęckiego (1792-1867) herbu Aulok, oficera 
z 1812 r., majora z 1831 r. oraz Wandy z Sokołowych. 
Uczęszczał do szkoły realnej w Poznaniu, potem służył 
w pułku huzarów pruskich. Wychowany był na poezji ro- 
mantycznych wieszczów i żywiony tradycjami polskich bo- 
jów narodowo-wyzwoleńczych. Wcześnie ożenił się z prze- 
śliczną Salomeą z domu I Pągowską. Rezygnując z poddań- 
stwa pruskiego przeniósł się do Królestwa. Był właścicielem 
Nowej Wsi.. pod Włocławkiem. Miał dwie córki: J6zefę, póź- 
niejszą. żonę Teofila Wężyka i Marię. Gdy wybuchło powsta- 
nie styczniowe zgromadził 15 000 rubli gotówki, zostawił 
swoją rodzinę i wyruszył w lasy gąbińskie koło Zychlina 
organizować partie powstańcze. Wkrótce wyruszył w pole 
z około 400 powstańcami. 


77
		

/kb_198500080_0001.djvu

			Szlak bojowy dowódca powstańców kujawskich rozpo- 
czął jeszcze na kilka dni przed przybyciem na Kujawy 
pierwszego dyktatora powstania Ludwika Mierosławskiego. 
Dnia 8 lutego jego oddział zdobył w Przedeczy magazyn 
wojskowy, a 10 lutego stoczył szczęśliwy bój z oddziałem 
majora Nelidowa pod Cieplinami, gdzie odznaczył się oso- 
bistym męstwem. Wycofał się następnie do Ossowa i skrył 
w lasy lubstowskie opodal granicy POZll'1lańs'kiego. Po drodze 
wykonał napad na Koło, gdzie zabrał kasę i ogłosił w dniu 
16 lutego manifest Rządu Narodowego. 
Nie brał udziału w bitwie pod Krzywosądzą. Jak pisze 
J. Grabiec, dążący pod Krzywosądz Mielęckf zabłądził i do 
obozu Mierosławskiego przybyła zaledwie jego awangarda. 
Osobiste ambicje obu dowódców i różnice poglądów na 
kwestie wOjskowe zaważyły ujemnie na dalszej kampanii 
zakończonej klęską Mierosławskiego w dniu 21 lutego pod 
Nową Wsią. Sprawa konfliktu między Mierosławskim a Mie- 
lęckim do dziś nie doczekała się pełnego naświetlenia, a czę- 
sto zwolennicy jednej lub drugiej strony popadają w skrajne 
poglądy. Faktem bezspornym jest, że po bitwie pod Nową 
Wsią rozeszły się drogi tych przywódców. 
Po wycofaniu się Mierosławskiego, Mielęcki ponownie za- 
szył się w lasach ossowskich. Został wówczas mianowany 
pułkownikiem. .. 
W dniach 27 i 28 lutego przeciw partii Mielęckiego wy- 
ruszyły dwa zgrupowania rosyjskie (mjra Meskwina i Dym- 
mana), które działały bardzo ostrożnie, toteż nie odniosły 
żadnego sukcesu. 
Naczelnik sformowawszy po znanych wypadkach spod 
Krzywosądzy i Nowej Wsi nowy oddział, już l marca pod 
Biniszewem w pobliżu Konina stoczył pomyślną utarczkę 
z Rosjanami. Następnie skierował się w kierunku granicy 
pruskiej, otrzymał stamtąd posiłki w postaci partii majora 
Antoniego Garczyńskiego. 
W skład tego oddziału weszły jako oddzielne jednostki 
kompania gnieźnieńska i kompania mogileńska. Do tej 
ostatniej włączonych zostało 60 gimnazjastów patriotycznie 
nastawionego gimnazjum trzemeszeńskiego. Współpraca Mie- 
lęckiego z Garczyńskim nie układa się pomyślnie. Gar- 
czyński kierując się osobistymi ambicjami, w obliczu nad- 
ciągającego nieprzyjaciela, w nocy opuścił obóz wraz ze 
swym oddziałem. Mielęcki podążył za nim, a natknąwszy 
się 2 marca pod Dobrosołowem na wroga, wdał się w cięż- 
ką walkę,' gdzie poniósł ciężkie straty. 
Podobnej porażki doznał równocześnie Garczyński pod 
Mieczownicą. Ogółem straty polskie w bitwie pod Dobroso- 
łowem i Mieczownicą, według obliczeń Stanisława Zieliń- 
skiego, wyniosły 100 powstańców rannych i zabitych. Gi- 
mnazjaści trzemeszeńscy ucierpieli najbardziej w fazie od- 
wrotu. Zginęło ich jedenastu. Tragedia tych chłopców do- 
prowadziła do zamknięcia przez Prusaków tej starej, pa- 
triotycznej uczelni. . 
Kazimierz Mielęcki, zdoławszy szczęśliwie przeprawić się 
przez granicę pruską, niezwłocznie przystąpił do formowania 
nowego oddziału z ochotników w rejonie Leśniewa. Nazwi- 
sko Mielęckiego w przeciwieństwie do Garczyńskiego było 
nadzwyczaj popularne. Nic też dziwnego, że na wieść o two- 


78
		

/kb_198500081_0001.djvu

			. 


rzeniu nowego oddziału garnęli się do niego młodzi ludzie. 
Nie zraziła ich niedawna tragedia, nie chcieli o niej pa- 
miętać. W tycb warunkach pułkownik zdołał zgromadzić 
dwustukilkudziesięciu insurgentów. Pomagał mu w tym po- 
wstały właśnie Komitet DZiałyńskiego. Jednak Mielęcki nie 
chciał się uzależnić od niego. Nie chcicłł także przyjąć na 
S'zefa sztabu Aleksandra Guttrego. którego wysUlI1ął na to 
stanowisko KOIl'I1itet. Na<:zel1nik wojs.kowy woj. mazowieckie- 
go przy <:ałej swej działalności. zdolnościa<:h dowódczych i pa- 
triotyzmie, był jednak trochę typem szlacheckiego zagoń- 
czyka, niechętnie widzącego nad sobą wyższego dowódcę lub 
kontrolera z ramienia władz cywilnych. 
W tych warunkach mając w zasadzie dobrze przygotowa- 
ny oddział ochotników, opuścił 14 marca w tajemnicy przed 
wszystkimi. obszar Księstwa Poznańskiego udając się na 
znany sobie teren powiatu konińskiego, w lasy kazimie- 
rzowskie. Tam dołączył do niego Edmund Callier ze swym 
85-osobowym oddziałkiem. Mielęcki mianował Calliera do- 
wódcą całej piechoty wchodzącej w skład formacji. Rychło 
osiągnęła ona, na skutek stałego napływu nowych grup 
i ochotników tu istniejących, liczbę 500 insurgentów, w tym 
250 strzelców, 145 kosynierów i około 100 jazdy, nad którą 
komendę sprawował Miśkiewicz. 
Dnia 16 marca Mielęcki zaatakował Rosjan pod Goliną. 
a 17 marca wypędził z Lądka. Po czym ponownie zaszył się 
w lasy kazimierzowskie, prowadząc prace organizacyjno- 
szJwleniowe. 
Rozpoczęła się prowadzona z kilku kierunków akcja ro- 
syjska mają<:a na celu osaC'7JelI1.ie i 2Jl'liszczerue oddziału Mie- 
lęckiego, w tym czasie najgroźniejszego przeciwnika wojsk 
rosyjskich na terenie zachodniej części Królestwa. Z Kalisza 
wyprawiono oddział mający przetrząsnąć lasy, którego skład 
wynosił: 2 kompanie piechoty, pół szwadronu huzarów i pół 
sotni kozaków, czyli razem 400 bagnetów i około setki ka- 
-walerzystów. Dowodził nimi uczestnik wojny krymskiej 
figel - adiutant pułk()lW!l'lilk Emil książę Sayn - Wittgen- 
stein - Berleburg, przyjaciel wielkiego księcia Konstantego. 
W Rychwale oddział ten został wzmocniony 3 kompania- 
mi, szwadronem huzarów i 15 kozakami przysłanymi z Ko- 
niil1a. Z Włocławka podążał oddział majora Ne1idawa, od- 
dział Mielęckiego liczył 500 żołnierzy powstańców. 
21 maJrea doszło do utaJrc.1Jki z tylną strażą oddziału Mie- 
lęckiego pod Goraninem, a następnego dnia (22 marca) do 
ciężkiego boju z całą kolumną Wittgensteina pod Olszakiem. 
Bitwa pod Pątm.owem. :nazywana przez Calliera bitwą pod 
Olszakiem, zakończyła się szczęśliwie dla powstańców. Bój 
toczył się ze zmiennym szczęściem, ale z powodu braku 
amunicji Polacy musieli się wycofać. Ranni zostali Callier 
i Mielęcki. Ciężkie obrażenia dowódców polskich pozbawiły 
powstańców sprawnego kierowania, co okazało się w skut- 
kach groźne dla dalszego losu oddziału. 
Istnieją dwie wersje okoliczności zranienia pułkownika. ale 
być może jest to wynikiem niedostatków w źródłach. Więk- 
szość badaczy dziejów ojczystych jest zgodna, że Kazimierz 
Mielęcki został ranny w kręgosłup w ostatniej fazie bitwy 
pod Olszakiem. Natomiast S. Myśliborski-Wołowski jest zda- 
nia, że zosta.l zraniony pod Slesinem. W księdze parafialnej 


" 


79
		

/kb_198500082_0001.djvu

			. 


kościoła św. Mikołaja w Łabiszynie pod pozycją 53 z 1863 r. 
napisano, że zmarł wskutek ran odniesionych w bitwie - 
"vulneratus in pugna apud Olszak contra Moscovitos". 
Bitwę koło Olszaka zaliczyć należy do sukcesów sił zbroj- 
nych powstania styczniowego. Wittgenstein w raporcie spo- 
rządzonym po bitwie otwarcie stwierdził, iż był to bój nie 
z "bandą", ale ze zdyscyplinowanym, dobrze uzbrojonym 
oddziałem wojskowym, i że rzadko widzi się tak zaciętą 
walkę. 
Bitwę pod Olszakiem uznać należy za nierozstrzygniętą. 
Zadna z walczących stron nie rozbiła, ani nawet nie prze- 
łamała obrony przeciwnika. Powstańcy ponieśli wp,rawdzie 
większe straty w zabitych, ale Rosjanie nie potrafili zdy- 
skontować swej przewagi organizacyjnej, większej siły ognia 
i niewielkiej przewagi liczebnej. Obie strony -wprowadziły 
do walki siły odpowiadające batalionowi piechoty wzmoc- 
niOl1emU szwadronem kawalerii. Bój trwa.1 pięć godzin. Stra_ 
ty w zabitych i rannych po obu stronach sięgały 10-15% 
składu osobowego oddziału. 
Strona polska straty własne oceniła na 11 zabitych 
w walce lub zmarłych z ran wkrótce po bitwie. Rannych 
było około 40 powstańców. Faktyczna liczba poległych mu- 
siała być wyższa, zwłaszcza jeśli idzie o rannych, z których 
niejeden zmarł później z braku hospitalizacji. Mogli też być 
dobici przez żołnierzy przeciwnika. S. Kalembka przypusz- 
cza, że straty polskie pod Goraninem i Olszakiem wyniosły 
około 100 ludzi. 
Oficjalne straty rosyjskie oddzia'1u Wittgensteina miały 
wynosić 6 zabitych i 48 rannych. Wydaje się jednak, że 
liczba rannych Rosjan musiała być większa. W raportach 
zapewne wykazano jedynie ciężej rannych. Tak więc straty 
rosyjskie nie były dużo mniejsze od polskich. 
Oddział Mielęckiego, wycofawszy się spod Pątnowa, ru- 
szył na północ ku Slesinowi, nie wiedząc, że od Lubrańca 
śpieszy celem połączenia się z WittgJensteinem kolumna 
wojsk rosyjskich Nelidowa. Podczas marszu doszło pod wie_ 
czór 22 marca do niespodziewanego spotkania wojsk rosyj- 
skich i powstańców. Rezultatem tego spotkania było całko- 
wite rozbicie powstańców, którzy ratując życie pospiesznie 
zdążali ku granicy zaboru pruskiego, aby tam szukać schro- 
nienia. 
Odddział Nelidowa połączył się z siłami Wittgensteina 
w Mikorzynie. 23 marca całość sił rosyjskich powróciła na 
wypoczynek do Konina. Tego dnia przybył tam oddział ge- 
.nerała Brunnera w sile 4 kompanii piechoty, szwadronu 
huzarów i półsotni kozaków. Z Łęczycy nadciągnął także 
z posiłkami major Hreptowicz. Tak potężna koncentracja sił 
rosyjskich jest wymownym dowodem respektu, jakim ota- 
czał przeciwnik Mielęckiego i jego kujawsko-wielkopolski 
oddział. 
Tak więc Nelidow, a nie Wittgenstein okazał się po- 
gromcą oddziału Mielęckiego. 
Po zranieniu dowódcy powstańców kujawskich, jego adiu- 
tant Zdzisław Szczawiński, podtrzymując pochylonego na 
kark koński Mielęckiego dóprowadził go do Stanisława Bu- 
dzisz.ewskiego. Ułożyli rannego na wozie. Następnie Szcza- 
wiński naczelnika przewiózł do Mikorzyna, skąd przeprawił 
go przez jezioro do położonej na jego wschodnim brregu 


80
		

/kb_198500083_0001.djvu

			wsi Wąsosze. Potem przewieziony został do Gór, majętności 
położonej na północ od Kleczewa. Właścicielem majątku 
był powstańczy m.czelnik powiatu, dobry przyjaciel puł- 
kownika, brat znanego skrzypka Henryka Wieniawskiego - 
Julian, używający ps€udonimu "Jordan". Z jego inicjatywy 
zajęto się przemyceniem rann€go Mielęckiego za kordon 
graniczny. Naczelnika powstańców przebrano za kobietę, 
wsadzono do karety i powieziono w kierunku szlabanu gra- 
nicznego za Wilczynem. 
W' Kuśnierzu oczekiwała na Mielęckiego jego żona, ślicz- 
n3 pani Salomea. Tam w domu Bolesława Moszczeńskiego 
udzielono mu pomocy lekarskiej. Niedługo jednak prze- 
bywal w tym gościnnym domu. Gospodarz bowiem po de- 
kons;>iracji Komitetu Działyńskiego został aresztowany. 
Dalej Mielęckiego ekspediowali towarzysze broni, dostar- 
czając rannego do Mamlicza pod Barcinem, do majątku bę- 
dącego wł3snoscią Skórzewskich. 
W majątku tym, jak się okazało, leczono nie tylko naczel- 
nika Mielęckiego ale w urządzonym tam potajemnie laza- 
reci€ powstańczym kurowano także wielu innych ochotni- 
ków zranionych' w bitwach i potyczkach. Lazaret ten urzą- 
dził znany społecznik i patriota poznański dr Teofil MateckL 
Jednorazowo przebywało. tam około 20 powstańców. Mie- 
lęcki lecząc siły w tym powstańczym szpitalu w Mamliczu, 
utrzymywał kontakty z A. Guttrym i E. Callierem, który 
obhł od l czerwca 1863 roku komendę w zastępstwie ran- 
nego naczelnika, przedtem mianował go pułkownikiem. 
Ran:! była niebezpieczna. Mimo starań i troskliwej opieki 
lekarskiej stan zdrowia nie poprawiał się tak, jakby sobie 
tego życzył chory. Leczenie niecierpliwiło tego gorącego pa- 
triotę i urodzonego partyzanta, który z takim zapałem szar- 
pał nieprzyjaciela. Zniecierpliwiony przedłużJ.jącą się reko- 
walescencją postanowił przyspieszyć jej proces. Mimo prze- 
stróg, lekarskich, przedwcześnie zaczął jeździć konno. 
W czasie jazdy spadł nieszczęśliwie. co zdecydowanie po- 
gorszy1'O stan jego zdrowia i ostatecznie doprowadziło do 
zgonu. 
Skonał w Mamliczu 8 lipca. W dniu 13 lipca 1863 roku 
odbYł się w Łabiszynie, manifestacyjny pogrzeb śmiałego 
zagończyka - partyzanta pułkownika Mielęckiego. Pogrzeb 
opisuje Stanisław Nowakowski. 
Konduktowi towarzyszyły tłumy chlopów z okolicznych 
wsi. Niesiono zapalone. pochodnie. Za trumną, według sta- 
rego obyczaju rycerskiego, prowadzono ulubionego konia 
zmarłego. Trumnę wystawiono na widok publiczny w pa- 
łacu Skórzewskich "rzęsiście oświetlonym". Mieszczanie ła_ 
biszyńscy rozpalili beczki ze smołą na wzgóq:u przed kościo- 
łem. Tysiące ludzi odprowadziło zmarłego w jego ostatnią 
drogę. Trumnę ze zwłokami bohatera ustawiono w kościele 
parafialnym na katafalku. Wartę honorową przy trumnie 
pełnili przedstwiciele szlachty, chłopów i mieszczan. Drogę 
na cmentarz trumna ze zwłokami Mielęckiego przebyła 
wśród wielkiego tłumu ludzi zgromadzonych dla oddania 
mu hołdu. Liczbę icIT określono na 10.000. Złożenie trumny 
.w grobowcu rodzinnym odbyło się w ciszy. Nie wygłoszono 
żadnej mowy pożegnalnej. Władze pruskie zakazały mani- 


11- 


81
		

/kb_198500084_0001.djvu

			\. 


festowania polskich uczuć patriotycznych. Pogrzeb Kazi- 
mierza Mielęckiego był wielką uroczystością jedności naro- 
dowej w walce o niepodległość Ojczyzny. Było to ostatnie. 
pośmiertne już zwycięstwo 27-1etniego pułkownika. 
W księdze parafialnej św. Mikołaja w Labiszynie, oprócz 
podstawowych danych zapisano: "Casimirus Mielęcki, dux 
Polonarum, vir generosus et pro patria admodum meritus" 
(Kazimierz Mielęcki, wódz polski, mąż szlachetny i wielce 
dla Ojczyzny zasłużony). 


BIBLIbGRAFIA: 
- Księga parafialna kościoła św. Mikołaja w Labiszynie, 1863 - 
poz. 53. 
- Nowakowski S., Bydgoszcz w pamiętnym. roku 1863, Bydgoszcz 
1938. 
- Dzianisz P., Powstanie styczniowe na Kujawach, Bydgoszcz 1966. 
- Myśliborski-Wołowski S., Bydgoszcz i powiat bydgoski w la- 
tach powstania styczniowego, BTN, seria C, Bydgoszcz 1970. 
- Kalembka S., Ostatnie bitwy partii Mielęckiego w 1863 r.. BTN. 
seria C, poznań-Bydgoszcz 1971. 
- Grot Z., Polski Słownik Biograficzny. Tom XX, z. 84. PAN. 
Ossolineum 1975. . 
- Myśliborski-Wołowski S.. Rejencja bydgoska a powstanie stycz- 
niowe, W-wa 1975. 
- Kieniewicz S., Powstanie styczniowe, PWN, W-wa 1983.
		

/kb_198500085_0001.djvu

			FRANCISZEK MINCER 


I 
l 


Jak mieszkańcy Ślhvic 
walczyli o polską książkę 


. 
S liwice, duża wieś i siedziba władz gminnych n'l tere- 
nie Borów Tucholskich, znana jest czytelnikom "Ka- 
lendarza Bydgoskiego" przede wszystkim jako ośrodek 
letniskowo-wypoczynkowy. Niewielu tylko wie, że miejsco- 
wość ta ma piękną, długą i barwną historię; w historii tej \ 
szczególnym blaskiem jaśnieją karty, mówiące o walce, 
którą śliwiczanie przez wiele lat prowadzili z pruskim za- 
borcą w drugiej połowie XIX w. w obronie książki pol- 
skiej. 
Zanim jednak opowiemy o przebiegu tej walki trzeba 
nakreślić przynajmniej w telegraficznym skrócie zarys dzie- 
jów tej wsi. Sliwice aż do roku 1454 stanowiły własność 
ZaJkonu Krzyżackiego i leżały w komturii świec!kiej, 
a następnie były wsią królewską, należącą do powiatu 
świeckiego. Miejscowość uległa bardzo poważnym zniszcze- 
niom w czasie wielkiej wojny północnej, która toczyła się 
w początkach XVIII w. Dlatego też król August II Mocny 
pragnąc umożliwić szybką odbudowę wsi nadał śliwiczanom 
przywilej zezwalający na swobodny wyrąb drzewa opało- 
wego i budulcowego w sąsiadującym z wioską lesie, stano- 
wiącym własność królewską. Przywilej nadawał również 
mieszkańcom prawo do korzystania z paśników i do wol- 
nego połowu ryb. Po przejściu Sliwic pod władzę pruską 
podczas pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. król Fryde- 
ryk II potwierdził przywilej Augusta II. Wykup uprawnień 
wynikających z przywilejów królewskich, dokonany przez 
skarb pruski w drugiej polowie XIX w., przyniósł śliwi- 
czanom spore dochody i stał się podstawą względnej za- 
możności ich gminy. 
Ważną rolę w życiu Śliwic odgrywał zawsze kościół. 
W Sliwicach istnieje kościół parafialny pod wezwaniem 
św. Katarzyny. Według tradycji parafia śliwicka miała zo- 
stać założona w XIII w. przez książąt pomorskich. Kolejny 
drewniany kościół zbudowany tu został w 1618 r. W 1830 r. 
wybudowano kościół murowany. W świątyni tej przetrwało 
jednak wiele pięknych zabytków barokowych. 
Wizytacja kościelna przeprowadzona w 1687 r. stwierdziła. 
że do parafii śliwickiej należały wioski Sliwice, Łążek. 
Osówko. Lińsk i Śliwiciki. a wiernych było 318. Do drugiej 
połowy XIX w. parafia bardzo się rozrosła; w latach osiem- 
dziesiątych tego stulecia należało do niej wiele stosunkowo 
odległych od Sliwic wniosek jak np. Krąg, Woziwoda, Zdro- 
je, Ludwichowo, Trzebciny i Szlachta. Parafia liczyła wó- 
wczas około dwóch tysięcy wiernych, ale kościół był w sta- 
nie pomieścić zaledwie osi€mset osób, planowano więc jego 


83
		

/kb_198500086_0001.djvu

			rozbudowę (nastąpiła ona rzeczyWiście na początku XX stu- 
lecia). . 
W interesującym nas okresie istniały w Śliwicach trzj 
bractwa kościelne: Bractwo Opatrzności Boskiej (od 1744 r.), 
Bractwo Pocieszenia Matki Bookiej (od 1819 T.) i/ Bractwo 
Trzeźwości. Rządy pruskie spowodowały, że do Sliwic na- 
płynęła pewna ilość Niemców wyznania ewangelickiego, ale 
nie zmieniło to narodowego i wyznaniowego oblicza wsi; 
według danych z 1686 T. było w Sliwicach 985 mieszkań- 
ców, a w 1885 r. mieszkało we wsi i142 katolików, 63 ewan- 
gelików i 63 Żydów. Piękną tradycją Śliwic była działal- 
ność w duchu narodowym, podejmowana przez zatrudnio- 
nych w tej parafii księży. . 
Wybitnym działacz€m j;połecznym był długoletni proboszcz 
Sliwic, ks. Sychowski. Pozostawił on też bardzo ciekawy 
opis swojej parafii, zredagowany w roku 1909. W - opisie 
tym stwierdzał, że w Śliwicach wprawdzie panuje ubó- 
stwo, ale równocześnie wszędzie widać czystość i porządek. 
Wszystkie domy tej wsi miały wówczas podłogi z desek, 
a okn3 każdego budynku posiada-ly firanki. W Sliwicach 
istni3ł w tym czasie bank polski, działały spółki gospo- 
darcze "Kupiec" i "Rolnik", a znany społecznik Skora- 
szewski założył tutaj i prowadził chór, stojący na dość 
wysokim poziomie. W tych warunkach musiało rozkwitać 
ninteresowanie również polską książką i czasopismem. 
Pierwsze polskie biblioteki ludowe na Pomorzu Gdańskim 
powstały w latach 1843-1849, w okresie Wiosny Ludów. Bi- 
blioteka w Sliwitach istniała co najmniej od 1863 r. W roku 
tym wyrobnik Józef Kałdowski zwołał zebranie celem za- 
łoż2nia czytelni ludowej. Już na tym pierwszym zebraniu 
zjawiło się dwudziestu siedmiu chętnych, a w krótkim cza- 
sie ilość aktywnych czytelników wzrosła do sześćdziesięciu. 
W związku z gwałto\W1ym wzrostem ZaIpObrzebowail'lia na 
polskie słowo drukowane na terenie Śliwic Kałdowski ogło_ 
sił na łamach chełmińskiego "Przyj3ciela Ludu" następu- 
jący apel do zamożniejszych współrodaków: 
"Ja jako ubogi wyrobnik nie mogę wiele co czynić, 
w naszej p3rafii nie m3 też takich, co by wiele dać mogli. 
dlateg'o też polecam n3sq czytelnię opiec.e wszystkich księ- 
ŻÓW dobrodziejów i wiarusóW, aby raczyli nam podać szczo- 
-drobliwą rękę, aby to małe ziarno wydało plon stokrotny". 
Dalej Kałdowski informował: "My mamy tu niemałe trud- 
ności, bo komisarz z początku nie chciał dać pozwolenia. 
a nawet nie by-lo domu, gdzie by się można zbierać, ale 
je:ien poczciwy wiarus Jan Lipkowski udzielił swego mie- 
szkania, gdzie się zbieramy co niedzielę i czytamy nasze
o 
kochanego ,'przyjaciela Ludu", "Nadwiślanina", "Gwiazdkę 
Cieszyńską" i inne pisma". 
Następnie Kałdowski wyliczał naj pilniejszych czytelników. 
Na pierwsze miejsce wysuwał się jego zdaniem zdecydowa- 
nie J 3n Lewandowski z Trzebcin. Lewandowski był ..bardzo 
zmyślny do wszystkiego i bardzo biległy w naukach", a hi- 
storię Polski znał "jak na palcach". Co więcej, LeWan- 
dowski musiał zajmować się działalnością pedagogiczną. 
wprawdzie amatorsko, ale z bardzo dobrymi wynikami, gdyŻ 
Kałdowski przyznawał. że to właśnie od Lewandowskiego 
n1Uczył się już jako człowiek dorosły sztuki czytania i pi- 
sania. Innymi aktywnymi uczestnikami czytelniczych spot- 


84
		

/kb_198500087_0001.djvu

			kań u Lipkowskiego byli gospodarz Wilkowski z Kamionki, 
rzeźnik Klema ze Śliwic, kowal Ginter z Lińska, gospodarz 
Talaśka z Gazdan. Apel o pomo
 dla czytelni przyniós'ł 
odpowiednie efekty, gdyż jeszcze przed końcem roku 1863 
Kałdowski zamieścił w "Przyjacielu Ludu" następn
 kore- 
spondencję, w k
órej- dziękował "wszystkim dobroczyńcom, 
'którzy naszą Czytelnię książkami zaopatrzyli" i donosił, że 
czytelnia posiada już 88 członków. Czytywano w niej ksią- 
żki o treści religijnej, historycznej i dziełka z zakresu go- 
spodarstwa domowego. W późniejszych latach opiekę n'1d 
śliwicką czytelnią przejęło miejscowe Towarzystwo Rolnicze 
W 1873 r. czytelnia posiadała 273 woluminy a należało do 
niej 158 członków. Tak więc placówka ta notowała stopnio- 
wy, ale stały, nieprzerwany wzrost zbiorów i zakresu dzia- 
łania. Ten jak na śliwickie warunki dość pokaźny księgo- 
zbiór skompletowany został. dzięki darom i zakupom (tych 
ostatnich dokonywano z funduszu, gromadzonego dzięki 
składkom c
łonkowskim). 
W 1877 r. powstała w Sliwicach biblioteka. która była 
prawdopodobnie placówką Towarzystwa Oświaty Ludowej, 
istniejącego w Poznaniu od 1872 r. Biblioteką tą opieko- 
wał się energicznie wikary śliwicki, ks Kirzeszewsiki. Nie- 
wiadomo. czy placówka ta była kontynuacją biblioteki To- 
warzystwa Rolniczego, czy też całkowicie nową, zorganizo- 
. wan
 od podstaw przez ks. Krzeszewskiego. Przy bibliotece 
istniało Towarzystwo, a cel działania był patriotyczny: ..na- 
rodowi jego prawa wyjaśniać. mowę ojczystą ochraniać". 
Jednakże biblioteka istniała tylko dwa lata, gdyż została ona 
przęz władze pruskie zamknięta. a sąd w Tucholi skazał 
zarząd Towarzystwa Bibliotecznego (była to prawdopodob- 
nie miejscowa filia TOW) w osobach proboszcza Kiljana, 
wikarego Krzeszewskiego i organisty Perczyka na kary 
krótkoterminowego więzienia lub grzywny. Podstawą pra- 
'wn1 do wydania takiego wyroku, który ogłoszony zosta.l 
w dniu 20 października 1879 r., był fakt, że do Towarzy- 
stwa Bibliotecznego przyjmowano wbrew obowiązującym 
przepisom również kobiety i dzieci. 
Gdy w 1880 r. powstało w Poznaniu Towarzystwo Czy- 
telni Ludowych również i w Śliwicach założono bibliotekę 
tej organizacji. Prawdopodobnie placówka TCL w Śliwi- 
cach powstała w dniu 28 kwietnia 1881 roku, choć data ta 
nie jest całkowicie pewna. Niemal od pierwszej chwili 
istnienia walkę z śliwicką placówką biblioteczn
 podjął 
znany polakożerca Heinrich Rex, mianowany przez władze 
pruskie komisarzem do spraw towarzystw polskich na Po- 
morzu Gdańskim. Już w 1882 r. Rex przeprowadził pierwszą 
rewizję biblioteki i zakwestionował 17 książek, uznając je 
za niebezpieczne dla potężnego państwa prusko-niemieckie- 
go! Wśród recenzowanych przez Rexa pozycji były takie 
dzieła jak ..Spiewy historyczne" Juliana Ursyna Niemcewi- 
cza, pamiętniki hetmana Stanisława Żółkiewskiego, księdza 
Kordeckiego i pułkownika Karola Różyckiego oraz caly 
szereg książek o treści ściśle religijnej. Rewizja powtórzyła 
się w 1884 r. Tym razem Rex uznał, że Cesarstwu Niemie- 
ckiemu zagraża jeszcze pięć dalszych książek z biblioteki 
śliwickiej. w tym pamiętniki imć pana Jana Chryzostoma 
Paska z Nagłowic. Dzięki rewizji z 1884 r. wiemy. że biblio- 
teka liczyła wówczas 700 woluminów, a prowadził ją ksiądz 


85
		

/kb_198500088_0001.djvu

			wikary Krzeszewski, który nawet karami więzienia i grzy- 
wny nie dał odstraszyć się od propagowania książki pol- 
skiej. 
Szykany pruskie złamały jednak niestety jego następców 
Gdy ksiądz Krzeszewski został przeniesiony do innej pa- 
rafii i musiał opuścić Sliwice, nikt już nie potrafił tak 
energicznie jak on ściągać składek od członków TCL i kasa 
biblioteczna zaczęła świecić pustkami. Nie było więc pie- 
niędzy nie tylko na zakup nowych książek, ale nawet na po_ 
krycie kosztów oprawiania starych i zniszczonych. W do- 
datku członkowie zarządu koła TCL wskutek szykan komi- 
SaJl"za Rexa byli zmuszeni do odbywaJ11ia częstych podróży 
na rozprawy sądowe do dość odległych przecież Chojnic. 
Z powodu braku funduszów w kasie koła podróże te opła- 
cać musieli z własnych kiesz€ni. 
W tej sytuacji kolejny przewodniczący koła TCL w Śli- 
wicach, emerytowany nauczyciel Loss, zwołał w dniu 
20 czerwca 1886 r. walne zebranie członków TCL, na które 
stawiło się około 50 osób. Po przedstawieniu przez Lossa 
wszystkich trudności podjęto uchwałę o rozwiązaniu miej- 
scowego koła TCL i odes'!aniu książek z biblioteki śliwi- 
oklej do Zarządu Gł6\W1ego TOIWarzy£:twa w Pomaniu. Nie- 
wiadomo, czy biblioteka TCL w Sliwicach rzeczywiście 
przestała istni'E!ć, gdyż śliwiczanie w dalszym ciągu wy- 
kazywali wieHcie przyw:iąZall1ie do polskiego słowa druko- 
watnego. Swiadczy o tym baa-dzo wiele faktów z lai nas-tęp- 
nych. 
I tak np. już w półtora roku po smutnej, likwidatorskiej 
uchwale podjętej przez koło TCL, w dniu 8 stycznia 1888 r. 
odbył się w Śliwicach wiec w obronie języka polskiego. Na 
wiecu tym debatowano również nad kwestią czytelnictwa 
ludowego, a nawet wybrano komisję, złożoną z Glinickiego 
ze Sliwiczek, Koseckiego ze Śliwic i Okonka z Okonin; za- 
daniem tej komisji było śCiąganie składek na tworzenie czy- 
telni ludowych, powoływanie do życia biblioteczek polskich 
i rozdzielanie między współrodaków polskich elementarzy, 
katechizmów oraz innej jeszcze literatury w języku ojczy- 
stym. 
O istnieniu w dalszym ciągu biblioteki w Śliwicach 
świadczy też fakt, że w dniu 18 kwietnia 1888 r. znów zja- 
wił się w niej Rex, przeprowadził w obecności miejscowego 
wójta Borna rewizję i zakwestionowa-ł cztery książki znaj- 
dujące się na miejscu i dziesięć książek, aktualnie wypo- 
życzonych przez czytelników. Bibliotekarzem w Sliwicach był 
w tym czasie Jakub Smagliński, a czytelnikami "niebez- 
piecznych" dzieł - mieszkańcy Sliwic: Jan Górecki, Sta- 
nisław Sarnowski, Andrzej TencIewski, Smiałowski i Kolarz 
raz Jan Grodowski z Kamionki, Jan Babiński z Różanka 
i Michał Grzybacz. Ponadto Rexowi udało się wykryć, że 
składkami w- bardzo różnej wysokości (od 5 fenigów do 
l marki, ale najczęściej 50 fenigów) bibliotekę wspierali: 
Teodor Borkowski, Kosecki, MOlIer (wszyscy trzej byli 
mieszkańcami Śliwic), Jan Babiński z Różanka, Mielewski 
i Jan Spychalski z Lińska, Franciszek Resmer z Zazdrości 
i Łukasz Żórawski z Łąskiego Pieca. 
Ironia losu zrządziła, że likwidatorskiej uchwale z 1886 r., 
a następnie rewizji Rexa z 1888 r. zawdzięczamy pamiątkę 
wręcz bezcenną, bo sporządzony właśnie w okresie rewizji 


86
		

/kb_198500089_0001.djvu

			inwentarz części księgozbioru biblioteki TCL w Sliwicach. 
Wartość tego inwentarza wynika z faktu, że jest on unika- 
tem, gdyż żadne inne dokumenty tego rodzaju nie zacho- 
wały się i wskutek tego nasza wiedza na temat zawartości 
terenowych księgozbiorów TCL jest fragmentaryczna. Jak 
pamiętamy, biblioteka TCL w Śliwicact1 liczyła w roku 
1884, a więc w momencie swego największego rozkwitu, 
700 woluminów, a sporządzony w cztery lata później spis 
inwentarzowy książ€k zawiera tylko 110 pozycji. Nie udało 
się dotychczas wyjaśnić, co stało się z pozostałą, większą 
częścią księgozbioru. Nie rozwiązał tej zagadki nawet znany 
badacz dziejów książki, docent Jan Wróblewski z Olsztyna, 
który wiele lat życia poświęcH studiom nad dziejami TCL. 
Warto tu dodać, że księgozbiór śliwickiej placówki TCL 
macne przerastał swoimi rO'ZJ}lia-rami przeciętną ilość ksią- 
żek w bibliotekach wiejskich tego tak bardzo -zasłużonego 
dla sprawy książki polskiej Towarzystwa. Komplety biblio- 
teczne w wiejskich i parafialnych placówkach TCL liczyły 
z reguły po 50, 100. lub 150 kSiąi;ek, natomiast więcej, 
300-500 pozycji, posiadały biblioteki tego Towarzystwa 
istniejące w miastach i miasteczkach. Tak więc księgo- 
zbiór śliwicki był zjawiskiem wyjątkowym również i z po- 
wodu ilości posiadanych dzieł. Tym bardziej szkoda, że nie 
dysponujemy pełnym jego spisem z czasów, gdy liczył 
700 woluminów. 
Ale i spis z roku 1886. szczęśliwie zachowany w Archiwum 
Państwowym w Bydgoszczy i następnie ogłoszony drukiem 
przez docenta Wróblewskiego, pozwala na wyciągnięcie wie- 
lu ciekawych wniosków. Wśród 110 uwzględnionych w tym 
wykazie pozycji znaleźć możemy wiele dzieł z zakresu go- 
spodarstwa wiejskiego, higieny domowej, weterynarii, rol- 
nictwa i ogrodnictwa. Była to więc literatura dostosowana 
do potrzeb i zainteresowań czytelników, wśród których 
przeważali zdecydowanie gospodarze i rzemieślnicy wiejscy. 
Zawartość biblioteki śliwickiej nie ograniczała się jednak 
tylko do dzieł tego rodzaju. 
We wspomnianym spIsie znajdujemy również prace popu- 
larnonaukowe z dziedziny historii i geografii, powieści hi- 
storyczne, popularną przeróbkę pamiętników gen. Józefa 
Kopcia, a wreszcie i poważniejsze prace historyczno-ekono- 
micz.ne jak np. książkę Wawrzyńca Surowieckiego pl 
"O upadku przemysłu i miast w Polsce". Posiadane przez 
bibliotekę śliwicką książki pochodziły najczęśdej z wy- 
dawnictw poznańskich, lwowskich, warszawskich i - znacz- 
nie już rzadziej - krakowskich. Zupełnym wyjątkiem był 
druk chełmiński - dziełko Jana Piotrowina pt. "Życie i za- 
sługi Jana III Sobieskiego (pogromcy Turków)", wydane 
w roku 1879. Ze" względu na charakter TCL, które przy 
wszystkich swoich zasługach miało charakter klerykalno- 
konserwatywny i było w dużym stopniu kierowane przez 
księży, biblioteka śliwicka posiadała dużą il05Ć książek 
o treści religijnej, umoralniającej, a nawet śdcśle dewocyj- 
nej. 
Z punktu widzema dzisiejszych zasad doboru księgozbio- 
ru można z pewnością bibliotece śliwickiej placówki TCL 
niejedno zarzucić, ale nikt i nic nie pozbawi jej jednej, 
ogromnej zasługi; była ona doskonałym punktem oparcia 
dla polskiej kultury i oświaty w czasach, gdy polskość 


87
		

/kb_198500090_0001.djvu

			zmagała się tutaj z potężną falą germanizacji. Warto więc 
o pięknej, ciekawej a tak mało znanej przeszłości Sliwic 
pamiętać. Warto też w jakiś pogodny, letni dzień zwiedzić 
tę ładnie położoną wieś o tak bogatych tradycjach. 


LITERATURA: 


BOry Tucholskie. praca zbiorowa pod red. P. Dzianisza. Wars:i:a- 
wa 1959. 
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów sło- 
wiańskich. Tom X, Warszawa 1889, s. 765-766. 
Tuchola i okolice (Katalog zabytków Sztuki w Polsce, Tom XI, 
zesz. 17). warszawa 1979, s. 23-24. 
J. Wróblewski: Księgozbiór biblioteki Towarzystwa Czytelni Lu- 
dowYCh w Sliwicacn Wielkich (pow. tucholski) z 1888 r. 
"Zapiski Historyczne', Tom XXXIV, Rok 1969. zesz. 4, s. 99-113. 
Archiwum Państwowe w Bydgoszczy: Landrats - Amt zu Tu- 
chel. sygn. 14, s. 274-280. 


"
		

/kb_198500091_0001.djvu

			EDMUND CZAJKOWSKI 


134 lata bydgoskiego 
węzła kolejowego 


P aństwo pruskie chcąc powiązać komunikacyjnie rez_ 
ległe tereny wschodnie zagarnięte po rozbiorach Pol- 
ski, doszło do wniosku, że najlepiej można to osiągnąć 
poprzez rozbudowę sieci kolejowych (ówcześnie kolei że- 
laz,nych). 
W pierwszej kolejności należało związać ściślej Berlin 
z Kaliningradem (Królewcem) i Kłajpedą (Memel) oraz 
z Gdańskiem. Początkowo budowaniem kolei zajmowało się 
prywatne towarzystwo akcyjne w Berlinie, kt6re zbudo- 
wało linię kolejową Berlin - Szczecin i Berlin - Wro- 
cław. W następnej kolejności rząd pruski uważał, że lepiej 
będzie przejąć TowarzystwQ Akcyjne Budowy Kolei pod 
zarząd państwowy. - 
W związku z tym utworzono w czerwcu 1848 roku Kr6- 
lewską Komisję Kolei Wschodnich (Konigliche Kommission 
fUr Ostbahn), która swym zasięgiem obejmowała tzw. Prusy 
Zachodnie (Bydgoszcz, Gdańsk) Pomo
ze (Szczecin) Rejencje 
Poz,nańską i sięgała po Królewiec i Radom. Siedzibą tej 
dyrekcji była Trzcianka (Schonlanke). Zakresem swej dzia- 
łalności obejmowała- projektowanie, budowę i rozbudowę 
szlaków komunikacyjnych Kolei Zelaz.nych. 
Na terenach zagarniętych pierwszym projektem było po- 
wiązanie Berlina poprzez Gdańsk z Kr6lewcem (Kalinin- 
grad) lecz tu napotkano na stanowczy opr6r władz miasta 
Gdańska, które mając na uwadze dochody z portu mor- 
skiego uważały, że linia kolejowa, tym samym transport 
towar6w innymi drogami jak morskimi może zmniejszyć 
dochody i z,naczenie miasta. Efektem, tych rozważań było 
nieW)'ll"ażel11ie zgody na budowę linii kolei do Gdańska. 
W tym miejscu może należy szukać przypadku, że Byd- 
goszcz znalazła się w orbicie zainteresowań władz kole- 
jowych. 
W odpowiedzi na odmowę m. Gdańska w sprawie budo- 
wy linii kolejowej Parlament niemiecki uchwala ustawę 
w dniu 26.6.1848 r. i zatwierdza projelkt budowy linii kole- 
jowej Krzyż-Piła-Bydgoszcz-Tczew. 
W dniu- 1.04.1849 r. Kr6lewska Komisja Kolei Wschodnich 
przekształca się w Dyrekcję dla Kolei Wschodnich (Koni- J 
gliche Direktion der Ostbahn) i przenosi się z Trzcianki do 
Bydgoszczy, zajmuje lokale przy dzisiejszym Nowym Rynku 
nr 8/9. - 
Odtąd Bydgoszcz zaczyna być ośrodkiem kolejnictwa 
i punktem węzłowym dla północy Europy. 
Początek budowy odcinka kolei Krzyż-Piła .następuje już 
26.04.1848 roku, tego dnia transport około 200 robotników 
trafia do Krzyża (Kreuz) rozpoczynając pracę. 
. . 


89
		

/kb_198500092_0001.djvu

			. 


. 


.. 


, 
t 


-. 


- 
r' 


l 


t 


. 


... 


ł 


L 


.. 


Pierwotna dyrekcja kolei - Nowy Rynk 8/9 


W maju 1851 toku budowa linii kolejowej osiąga Byd- 
goszcz, gdzie Znajduje się w budowie gmach pierwszego 
dworca, kt6ry jest -na 6
zesne czasy gmachem dość okaza- 
łym, dwupiętrowym z pomies:oczeniami reprezentacyjnymi. 
Jednocześnie z.najduje się w budowie zaczątek warsztat6w 
kOlejowych. 
W dniu. 13.07.1851 roku lokomotywa pociągu roboczego 
wjeżdża przez most nad Brdą (wys. 28 m) na dworzec. 
Oficjalnego otwarcie tej linii dokonuje cesarz Wilhelm IV 
a w dniu 27 lipca 1851 roku odjeżdża z bydgoskiego dworca 
o godz. 2.30 pierwszy pociąg dostępny dla og6łu podrói- 
nych. 
Jako ciekawostkę 'można w tym miejscu podać, że drogę 
Bydgoszcz-Nakło n/Nc,tecią około 30 km pociąg pokonuje 


I 


'-'1 tU. 
I; łf 
C li 
I 


.. ,",''''''
.'1:... 


w glt:bi widoczny gmach pierwszego dworca kolei - 1851 r. 


90
		

/kb_198500093_0001.djvu

			/ 


..... 



. 


. .ł... l 
...
 
 .. 
- . " 
, -ł., 
.. 
'# 


Most kolejowy linII Bydgoszcz - piła - repr. sztychu z 1853 r. 


w czasie 50 minut Jednocześnie 20 robotników rozpoczyna 
pracę w waTSZtatach kOlejowych tworzących zaplecze dla 
uruehomiooej kolei. 
Uruchomienie pierwszego odcinka ,kolei stworzyło połą- 
czenie Bydgoszczy przez Piłę - Krzyż - Szczecin z Berli- 
nem. 
Pierwszą innowację dokonuje się wprowadzając pociągi 
pośpieszne od 1.08.1851 godz. 23.00 pociąg opuszczał Berlin 
by po 12 godz. osiągnąć stację Bydgoszcz. Pociąg przeciwny 
opuszł:zał Bydgoszcz o godz. 14.30 by o godz. 4.00 rano 
osiągnąć Berlin.. Odcinek wybudowany liczył 145 km. 



 . --..---,.--..,...-- 
" 
 

 t., 
" .
 
Q
', 
(l I

'
 :
 
U iti. -
 -- . 
I " .' lIuiI,jif 
1_1111 g ł i I I '. Ił.. 
. ł fili fi ł 
.- 
..... 
.. 
. 
Dworzec kolei w Bydgoszczy po pierwszej przebudowie - 18&1 r. 
91
		

/kb_198500094_0001.djvu

			I 


..... 


ł 


" 


... 


. ....... 

 ,.. 
,;»....::.:....--:- 


rif"'i" 


at 


< I' 
"'... 


" 


........
 


. 
, 


.... - 
- 


.
 


I\lost drogowo-kolejowy w Fordonie - repr. widokówki z 1911 r: 


Jako następny odcinek w budowie liczący lti2 km jest 
Bydgoszcz - Tcżew - Gdańsk, linię tę uruchomiono 6.08. 
1852 roku Bydgoszcz uzyskuje połączenie z wybr
eżem mor- 
skim i przez Elbląg (uruchomiona linia w roku 1857) połą- 
czenie przez Olsztyn z Kaliningradem (Królewcem). 
Kolej wschodnia rozbudowuje się nadal - 24.10.1861 od- 
dana zostaje do użytku linia Bydgoszcz - Toruń - Otło- 
cży.n a więc kolej bydgosko-'WaI"szawśka. 
Bydgoszcz staje się węzłowym punktem kolejowym. Istnie_ 
jący gmach dworca staje się zbyt szczupły. Do istniejącego 
gmachu w roku 1861 dobudowuje się skrzydła (zamkowe). 


M 
... .. .11." 
ł 


"" 
.. II ,., II 
i I ' , 


Ił III 


1 


Nowy dworzec wybudowany w 1810 r. przy ul. Zygmunta 
Augusta 


92
		

/kb_198500095_0001.djvu

			Po uruchomieniu 26.5.1872 roku 152 km linii Bydgoszcz - 
Gniezno - Poznań i linii Bydgoszcz - Fordon (5 km) 
w dniu i.l1.1885 r. i po wybudowaniu w roku 1893 mostu 
d:rogOłWo-kolejowego długości 1325 m pr.ze	
			

/kb_198500096_0001.djvu

			- 


"' 


'.

 . 
',' 
 
.." 


.
 
"..'" 


41.-. 
"... 

 


,." 

, 


,; 


'\ : ,.u.. 
.

;-,;
 - 
.. ..ł 


 ",.:,]10 ; 
 .. 
't.' i; ..: 
..ł... . 
ł"; 


"" 



 


-. 
" 


.,); 
s 
..WIlI 


l 


.1:". 
4I".I.
._t.. <> 
 ": 


f 


f 
j 


l 


----.. 


.- . 


.. II 
.
"- '-"- 
''';I' ". ł 
.ł 


",," .
>-....- 


łł fi 


ł \ .. 


II 
; 


. 


:-- 


, 


... 


- 
, 



""'
;!"'---- 
".0.;.... . 


Reprodukcja z pocztówki z 1869 dworzec kolejowy przy ul. 
Zygmunta Augusta, do którego prowadziła już linia tramwajowa 


W okIesie międzywojennym Dyrekcja OkTęgowa :nnaj- 
dowała się w Bydgoszczy do dnia 1.12.1921 r. kiedy to dla 
obszaru całego Pomorza i Wolnego m. Gdańska (w myśl 
postanowieni8. art. 104 Traktatu Wersalskiego przyznany 
wstał !I1adz6r i zanąd nad całą w jeg'o granicach siecią 
kolejową z wyjątkiem kolei służących gł6wnie potrzebom 
m. Gdańska (utworzono siedzibę w Gdańsku) przy obecnej 
ul. Dyrekcyjnej). 
W Bydgoszczy pozostał jedynie Wydział Kontroli Docho- 



 


, 


" 


l> 
"'łi!'a 


> I 


" 


.l 


,..1 


Po spaleniu się w 1910 r. budynku z 1870 r. wybudowano nowy 
dworzec. Budowę zakończono w 1913 r. 


94
		

/kb_198500097_0001.djvu

			... 


- ... 


. . 



.. 
" .. 


II.. - 
-ł..' .'".. 

..... ł 
...1 o" 
. 
V 
... 


t 
Jf. 
'I' '.':" 
l 


I._! I 


" 


.. 


.' 


ł 


.---u- . i a 



...-.... 



.. ...- 
.: 


.-..:ł. .


-..


 ...
 
 -
 
 


... -- 
.- 
 -;.- 
 


r 


, 


.,..!- >t>.......
........ 
<:', ...."". 


, T
;;



. 


..< 4 
ł..;t 
 :;.
.. 


." 
,.,. 




 


..... 


..... . 
- 'IIC --_"1"..:- ,;;;;ę...., 


1898 rok pociąg z piętrowymi wagonami na stacji w Rynkowie 


dów. Od roku 1922 w gmachu mieściło się Biuro Rozrachun- 
ków PKP. W latach 1927-1932 także agendy Radom9k.iej 
DOKP przeniesionej 1.10.32 T. do Chełma Lubelslkiego. 
Natomiast od 1.2.1933 T. w związku z żądaniami senatu 
m. Gdańska usunięcia z obszaru miasta agend zarządzania 
liniami kolejowymi znajdującymi się na obszarze Polski 
i utworzeniem ;nowej jednostki Biura Gdańskie PKP dla 
obsługi sieci ikolejowej Wo1Jnego m. GdańSka - do Byd- 
gOS1JCZY pr:2JEmiesiOll1.O ponownie Wydział DOKP handlo- 
wo-ta["yfowy, praWi1Y. zasobów oraz sa.nitaLmY; Do Toru- 


1
 
. '

 


'\ 


.:lJ 


· ł 

>_ J: 

 
_
._
"'l' '_-;J fi ' \.. ,,, 
-ą 
 » "'..1- . 
 
i- 	
			

/kb_198500098_0001.djvu

			nia - prezydium. wydziału TUchu. m
hanic7J!1Y, drogowy, 
personaLny finansowy i kasę główną. 
Od roku 1937 znajdowała się również w Bydgos'Zczy dy- 
rekcja FrancuskO-Polskiego Towarzystwa Kolejowego. Obec- 
nie znajduje się w tym samym gmachu Dyrekcja Rejono- 
wa KP. 
Rozwój komunikacji kolejowej wpłynął przede wszystkim 
na rozwój poczty, transportu, turystyki, handlu. Dla przy- 
kładu poczta - pocztówka nadana (data stempla poczto- 
wego) w Fribourgu (Szwajcaria) w dniu 21.9.1899 dociera 
do Bydgoszczy (data stempla) w aniu 22.9.1899 r. ' 
Drugi przykład nadana w Paryżu pocztówka (data stem- 
pla 15.1.1899 T. dociera do Bydgoszczy (data stempla) 17.1. 
1899 r. W stosunku do czasów obecnych szybkość rekordo- 
wa. 
Kończąc jeszcze opis dworca bydgoskiego wspomnieć na- 
leży, że w sąsiedztwie budynku dworcowego w odległo.ści 
około 150 m na wprost obecnej ul. Warszawskiej (dawniej 
zwaJlej ul. Pocztowa) i gdzie obecnie znajduje się tunel 
prowadzący do warsztatów kOlejowych znajdował się Urząd 
Pocztowy i przypuszczalnie dyliżanse a na obiekcie dwor- 
cowym w obeanej l!1oc1egoWi1li 'między 2 i 3 perO/nem) 
domniemywać należy hotelu dworcowego dla podróżnych. 
Hotel ten czynny był (przypuszczalnie) w latach 1851-1852 
kiedy to Bydgoszcz była stacją końcową, gdyż linia Krzyż - 
Bydgoszcz uruchomiona była 26,7.1851 r. a .linia Bydgoszcz - 
Tczew dopiero 6.8.1852 r. Podróżni przybywający pojazdami 
konnymi prawdopodobnie w oczekiwaniu na dalszą Podróż 
zatrzymywali się w tymże hotelu i odwrotnie przybywający 
kOleją przed dalszą podróżą również przebywali w miejscu 
odpoczynku. 
W .roku 1872-1875 zbudowano Urząd Eks.pedycji Poczto- 
wej - obecnie w tym miejscu istnieje zbudowany przy 
ul. Zygmunta August
 3 Urząd Pocztowy Bydgoszcz 2 (bu- 
dowę prowadzono w r. 1936-1937) według projektu Puter- 
man-Sadłowski). 


LITERATURA: 


Kabacińskl, Kotowski, Wójciak ..Bydgoszcz" Zarys Dziejów - 
1980. 
Janusz Umiński "Bydgoszcz" przewodnik 1973. 
Gunter Meinhardt "Aus Brombergs Vergangenheit" 1973 oraz zdję- 
cie nr l. 
Bydgoskie Towarzystwo Naukowe "Dzieje Bydgoszczy 1968". 
Teofil LijewSki ..Rozwój sieci kolejowej Polski" zeszyt z r. 1959. 
Gerhard Ohloff. Broberg in-altenansicht Karten 1979 - zdjęcia 
nr 8 i 9. 
Zdjęcia nr 2, 3, 4. 6, 10 WBP, zdjęcia nr 5. 7 własne reprodukcje.
		

/kb_198500099_0001.djvu

			, 


", 


DANUTA STABROWSKA-ZEIDLER 


W sponmienie 
O Halinie Stabro,vskiej 


M atka moja, Halina Stabrowska urodziła się 11 kwietnia 
1901 roku w Srodzie Wlkp. (woj. poznańskie). Była 
córką zasłużonego działacza sokolego z czasów zabo- 
rów, budowniczego i rolnika, Telesfora Schmidta. W mku 
1918 ukończyła Liceum Wegnera w Povnaniu oraz kurs 
pedagogiczny pod kierownictwem ks. infułata Kłosa i dy- 
rektor Swinarskiej. W pensjonacie Aleksandry Słomińskiej 
pobierała tajne nauki języka polskiego. Liceum Wegnera 
było bowiem szkołą niemiecką, choć kształciło się tam wiele 
Polek. W dawnym sztambuchu matki znalazłam kiedy
 
hasło '"ondo". Matka wyjaśniła mi, że było to codzienne po- 
witanie Polek - skrót oznaczał "oby NIemcom d... obito". 
Odzyskanie niepodległego bytu państwowego przeżyła 
matka moja w Srodzie, gdzie współpracowała przy organi- 
zacji szkolnictwa powszechnego, już polskiego. W czasie 
wojny 1919-1920 pracQlWała w Czerwonym Krzyżu jako 
praktykantka w szpitalu oraz na stacji dworcowej. 
W roku 1920 wyszła za mąż za Kazimler2.a StabrQwskiego. 
urzędnika' kolejowego z Bydgoszczy. Tam też przenosi się 


. TA. ..", 


I'" 


" JI.. 
 


.",.. 


'>ł 


_, 0" 


. . 


.. 


"''4t 
 
..
 


" 


.... 


, ... 
.!' 


i 


, 
...-.... .. 


Halina Słabrowska 
(zdj. arch.) 


7- 


97
		

/kb_198500100_0001.djvu

			, 


i rozpoczyna działalność społeczną najpierw w Kole 
Kulturalnym i Oświatowym pracowników kOlejowych, gdzie 
wygłasza referaty z dziedziny' bistorii i literatury polskiej. 
W latach 1926-31 była przewodniczącą Komitetu Niesienia 
Pomocy Wdowom i Sierotom po pracownikach kolejowych 
obwodu bydgoskiego. Zorganizowała wówczas pierwsze wzo- 
rowe przedsz1role dla dzieci kolejarzy. W latach 1931-1932 
była też delegatką Stowaorzysmnia Pań św. Wincentego 
a Paulo w Bydgos2JC'
 do Rady Wy:iJsrej Pań Miłosierdzia 
w Poznaniu. Wygłaszała referaty na zjazdach charytatywnych 
Pań Miłosierdzia oraz w organizacjach katolickich i społecz- 
nych. 
Od roku 1932 matka moja była przewodniczącą Koła Pol- 
skiego Białego Krzyża. Rozszerzyła jego działalność na po- 
wiat bydgoski, wyTzyski chodzieski i s.zubiński. W 1935 ro1ro 
otTzymała honorowe az.łOl11lkostwo PCK ()lI"az - za pracę 
kulturalno-oświatową SrebrlIly Krzyż Zasługi. W uznaniu 
za pracę .dla żołnierzy otrzymała również odznaki pułkowe: 
Pułkiu Dzieci Bydgoskich. Pułku Murowanego oraz Pułku 
Ułanów gen. Orlicz-Dreszera. Była również przewodniczącą 
Koła Rodzicielskiego przy Żeńskim KatolickiJm Gimnazjum 
w Bydgoszczy. 
Kobiecy Komitet Wyborczy (okręg nr 100) wyswnął jej 
kandydaturę do Sejmu Rzeczypospolitej. Zebrania wyborcze 
odbywały się w sali "Pod Lwem" przy ul. Marszałka Facha 
w Bydg03ZCZY. Po 
mierci posła Dudzińskiego (z Gościeradza 
pow. Byd!{oszcz) matka moja weszła w skład Sejmu II Rze- 
czypospolitej. 
W tym miejscu należy dzisiejszym cztelnikom wyjaśnić, 
choć pokrótce, na czym polegała działalność takiej organi- 
zacji jak Polski Biały Kirzyż. 
W naszej obecnej rzeczywistości, zwłaszcza młodemu po- 
koleniu. trudno sobie wyobrazić problemy 7lWiązane z ma- 
sowym aIIlalfabetyzmem i zacofaniem cywilizacyjnym, któTe 
obejmowały znaC7ID.e obszary ówczesnej Polski. Dotyczyło to 
przede wszystkim wsi i małych miasteczek leżących na te- 
renach tzw. Kresów Wschodnich: Wileńszczyzna, Polesie, 
Wołyń, Podole... Smutna to prawda. Poborowi z tamtych 
stron byli celowo kierowani na tutejsze, z kolei Kresy Za- 
chodnie stojące o wiele wyżej kulturaLnie, aby nabrać tym 
więcej szlifu, poloru i ogłady i łatwiej usunąć braki wy- 
chowawcze. Niestety jednak ludzie ci w większości stano- 
wili zdecydowany prymityw. Wiele wsi, skąd pochodzili, 
zwł-aszcza poleslkii.ch pozbawionych było w ogóle s7Jkół, w nie- 
których były tylko dwu- lub trzyklasówki. Powszechnego 
obowiązku szkolnego też nie przestrzegano tam zbyt rygo- 
rystyc:zmie, gdyż w biednych rrodz.inach każda para rąk do 
pracy była niezbędna. Nawet, gdy były to dziecięce ręce. 
Dlatego tam właśnie analfabetów było bardzo dużo, a wsie 
oddalone od miast, często przegrodzone bagniskami. Słynne 
błota poleskie, o których dzisiaj wiemy raczej już tylko 
z literatury! A to było jeszcze 45 lat temu. 
Zajęcia wojskowe obejmujące normalny tryb przygotowa- 
nia bojowego wyrównywały tylko częściowo te braki. I tu 
w sukurs władzom rwojskowym przychodziła organizacja 
społeczna - Polski Biały Krzyż. 
Przede wszystkim w uzupełnieniu programu szkoleniowe- 


98
		

/kb_198500101_0001.djvu

			... 
'IJ 


'"f. 


.. 



 


.. 




..,
,;="":i:.-- 


- 
"=" 


o ł
lłe sie 


t. 


"", 


w seJi 


. 


'1 1 


11 


sz 


.' 


i;.
. 
, 


na ktqrym przemawiać bG
2.ię ł< 
JydatKd do 'Sejmu 



 i 
\. stęp \;\J(,?lny Id v"szyst1.;id, Oby\vaV::H 


, 


,aJit 
ł 



 " 


",., 
"'.. 


( 



_ 
 ._A>.,.....__ 
fI-..
..h'i.I "..., ""'-łe.ł.. ... 


....... . 


. ..-",.-",.- .. - .--- 

 
 ,........ ....'fe 



ł 


Reprodukcja plakatu o zebraniu przedwyborczym 


go organizawano normalne zajęcia szkolne z zakresu pod- 
stawowych "sztuk" czytania, pisania i rachowan:.a. PBK 
matilizował do tej pracy zawodowych nauczycieli i koordy- 
nował wszystkie z nimi zajęcia. PO:1adto prowadzono kursy 
£;>E'Cjalne dla tych biedaków zapoznając ich z zasadami 
hi
ieny, obycia towarzyskiego. Uczono ich jak korzystać 


99 



-
		

/kb_198500102_0001.djvu

			z nowoczesnych zdobyczy miejskiej komunikacji, z kine-m, 
teatrem, działaniem wodociągów, światła elektrycznego, ga_ 
zu, kanalizacjI... Dla niektórych to były prawdziwe proble- 
my. Przypominam sobIe, jak znajomy nasz oficer wysłał 
swego ordynansa z kolegami do kina. Daniłko, Terenty 
i Onufry przyszli z kina oszołomieni wrażeniami, a w trak- 
cie relacji okazało się. że cały seans przesiedzieli "w kucki"' 
na podłodze nie wiedząc jaki zrobić użytek ze straponze- 
nowego krzesła. Dziś mając kina objazdowe i masowe 
imprezy dla wsi organizowane dla mieszkańców wsi w mia_ 
stach nie możemy zrozumieć tego rodzaju trudności. Wó- 
wczas kina mle
ciły się tylko w większych miastach, w ma- 
łych miasteczkach na Polskim Wschodzie tego nie było, 
a wsie generalnie pozbawione były wodociągów, kanalizacji, 
światła elektryc:znegD itp. dogodnoś-ci llOTmaLne w naszym 
obecnym życiu codziennym. 
Biały Krzyż organizował doraźnie imprezy kulturalne dla 
żołnierzy: obchody gwio8Jzdko
 z choilI1lką. ..święcOl11e" na 
Wielkanoc, zbioro
 wyjścia na przedstawienia kinowe 
i teatralne. Przygotowywano paczki ze smakołykami dla 
!>amych żołnierzy i ich rodzin, bo w tamtych stronach 
zwyczajowo wcześnie się żeniono i wielu żołnierzy miało 
żony i dzieci. - 
To była ogromna akcja i oparta przede wszystkim na 
pracy społecznej i społecznych datkach. O fundusze dla 
nauczycieli na opłacenie ich dodatkowych przecież zajęć 
trzeba było walczyć w Ministerstwie WRiOP, uzgadniając 
to z MSWojsk. Imprezy kinowe i teatralne - to też była 
walka o fundusze, zwłaszcza. że instytucje te nfe były - 
jak tffaz - państwo'Wymi. PBK orgaa1ioowało z kO'Iei im- 
prezy dla tutejszego społeczeństwa jak loterie fantowe, wen_ 
ty, zabawy i w różny sp<>Sób odwoływano się do ofiarności 
społecmej gromadząc fundusze potrzebne dla tych celów. 
Społeczeństwo tutejsze było zawsze ofiarne i pełne zrozu- 
mienia, ale niemniej członkowie zarządu PBK zarwslze 
mieli ,.pełne ręce roboty". Ośrodkiem pracy tego zarządu 
i główną sprężyną działania była zawsze Halina Stabrowska, 
która poza wyjątkowymi zdolnościami organizacyjnymi po- 
siadała specjalny dar jednania ludzi dla swojej idei. 
Do pracy społecznej Halina Stabrowska wciągnęła wielu 
pisarzy, aktorów, organizując objazdowy teatr amatorski, 
który jeździł na terenie Pomorza. W tych kwestiach współ- 
pracowała z generałami Thomme, Tokarzewskim, Bortnow- 
skim. Skotnickim. . - 
Przed samą wojną matka wyjeżdżała na Pomorze, gdzie 
przy granicy szczególnie dawały się we znaki działania 
"piątej kolumny". Tam wygłaszała referaty o polskości 
Pomorza. W trakcie pracy społecznej przed wojną nawią- 
zała wiele kontalktbw zwłaszc.za w sferach wojs'kowych. które 
później przydały się jej w konspiracji. Między innymi, pOLa 
wymienionymi już generałami, w domu naszym bywał 
ppłk Emil Kumpr, adiutant gen. Karaszewicza- Tokarzewskie- 
go, a poza tym śł-Odowisko bydg<>skiej inteligencji humani- 
stycznej i twórczej. Nazwiska moich rodziców często były 
wymieniane w prasie bydg<>skiej. Ojciec mój założył pier- 
wszą szkołę szybowniczą we Fordonie i podobnie jak matka 
angażował się w szereg prac społecznych, zwłaszcza dla śro. 
dowiska kolejarzy, z którym był 2JWiązany zawodowo. 


100
		

/kb_198500103_0001.djvu

			W dzień wybuchu II wojny św. prowadziłam, wraz Z ko- 
legami i koleżankami zaciemnienie okien i rysowałam pla- 
katy propagandowe. Pamiętam też wiec na rynku; śpiewano 
"Boże, coś Polskę", "Rotę" i hymn narodowy. Do matki 
zwrócił się w tych dniach komendant szkoły marynarki 
wojennej, komandor Sztoklasa, proponując wyjazd za gra- 
nicę. Odmówiła, twierdząc, że nie po to jeździła po całym 
Pomorzu i tyle mówiła o patriotyzmie, żeby teraz skorzystać 
z" pierwszej nadarzającej się okazji i uciec z kraju. Prze- 
czuwała, że w okupowanej Polsce będzie potrzebna. Nie 
pomogło ukrycie się u swych bydgoskich przyjaciół, Jawor- 
skich, w sklepie futer. w charakterze ekspedientki. Została 
jako jedna z pierwszych aresztoWaa1a i uwięziona. Przyszło 
po nią aż dziesięciu selbstschutzów. Niemcy ulokowali matkę 
w stajniach byłych koszar artyleryjskich razem z prostytut- 
kami i zawodowymi złodziejkami z więzienia koronowskie- 
go. W tym czasie ojciec mój został ewakuowany do Łucka. 
Zaczęłam starania o uwolnienie' matki z więzienia. W akcji 
wykupu pośredniczyŁ bydgoski volksdeutsch, później gesta- 
powiec Beitsch. Pomógł mi w tym wydatnie przyjaciel ro_ 
dziców dr Czesław Nieduszyński. 
Matka wyszła z obozu w koszara(:h artyleryjskich 28 listo- 
pada i miała się odtąd codziennie meldować w gestapo. Uda- 
ło jej się jednak zbiec do Warszawy, gdzie wkrótce zna_ 
leźliśmy się i my (ja L ojcem). Prosto z dworca matka 
udała się na punkt kontaktowy gen. Karaszewicza-Toka- 
rzewskiego, którego dobrze znała sprzed woj'l1Y. Jak wia- 
domo, generał brał udział w obronie Warszawy, a po kapi- 
tula-cji założył "Służbę Zwycięstwa Polsce". Matka otrzy- 
mała zadanie stworzenia wydziału legalizacji. Posługiwała 
się pseudonimami "Zurowska". "Vita", "Pani Maria". 
Po objęciu dowództwa AK przez generała "Grota" - Ro_ 
weckiego matka moja była szefem wydziału legalizacji na 
ziemie zachodnie w oddziale I sztabu Komendy Głównej 
ZWZ AK. By stworzyć sobie odpowiednie alibi (Niemcy 
wszak poszukiwali jej jako Stabrowskiej) wzięła fikcyjny 
rozwód z ojcem, wyjechała do Krakowa, gdzie zameldo- 
wała się pod własnym nazwiskiem, by zaraz wrócić do 
Warszawy - jako volksdeutschka - frau Peters. Utleniła 
jednocześnie włosy i zaczęła nosić żałobę, by względnie bez- 
piecznie uczestniczyć w pracy konspira<:yjnej. Od niej m. 
in. otrzymywali pierwsze "lewe" papiery emisariusze na Po- 
morze. Jednym z nich był Józef Ratajczak, ws.p6łzałożyciel 
poznańskiego ZHP i powstaa1iec wielkopolski, komendant 
Chorągwi Wielkopolskiej, do której należała przed wojną 
i młodzież bydgoska. 
W Warszawie matka kontaktowała się często ze swymi 
znajomymi i przyjaciółmi z Bydgoszczy. m. in. z doMor 
Marią Chlebowską i jej rodziną (cała bardzo zasłużona 
rodzina oprócz córki zginęła, w związku z "wpadką" war- 
szawskich lokali konspira-cyjnych). Nie chcąc nikogo narażać 
matka coraz częściej zmieniała kennkarty oraz lokale, w któ- 
rych mieszkała i pracowała, tym bardziej, że zakres jej 
obowiązków stale się poszerzał. Przed aresztowaniem była 
osobistą łączniczką i adiutantem generała Bora - Komo- 
rowskiego. . 
"...Nie był to jedyny wypadek aresztowania moich naj- 
bliższych współpracowników. Była wśród nich moja oso- 


101
		

/kb_198500104_0001.djvu

			bista łączniczka z czasćw, gdy dowodziłem Obszarem Za- 
. chodnim, "Pani Maria" (Halina Stabrowska z Bydgoszczy). 
Po torturach, w czasie których nie ujawniła niczego, roz- 
strzelano ją na Pawiaku w czarnej, papierowej koszuli, 
w jakie Niemcy przebierali skazańc5w, zabierając im przed 
śmiercią wszystko co na nich był'O". (Tadeusz Bx Komo- 
rowski "Armia Podziemna" Wyd. Nakł. Katolickiego Ośrod- 
ka Wydawni
ego Veritas Londyn 1952, s. 147). 
Od 1942 roku H. Stabrowska wsp:)łpracowala również 
z komórką dywersyjną na Niemcy. Zorganizowała przy ulicy 
Hożej w Warszawie punkt kontaktawy dia ludzi z tej ko- 
mórki, którzy wykonywali różne zadania na terenie Rzeszy. 
Przygotowywała dla nich fałszywe dokumenty niemieckie 
oraz materiały, które rozprowadzane były w sercu Niemiec 
(ulotki, fałszywe kartki żywnoś.ciowe, etc.) Po "wpadce" 
Paweli-Jarooińskiego ('Opisanej w książce E. Kumora "Wy- 
cinek z historii jednego życia"), matka musiała znów zmie- 
niać papiery i miejsce zamieszkania. Zajmowała się wó- 
wczas kurierami, którzy przybywali zza gra.nicy (uczestni- 
cząc w ich spotkaniach z generałem Komorowskim i do- 
wództwem AK), wyszukiwała mieszkania, dbała o ich bez_ 
pieczeństwo, zdobywała wiadomości Q planach .niemieckich, 
pomagała w wykupie- 20 więźniów Pawiaka. Słusznie sltąd- 
inąd Niemcy nazwali ją później -"hersztem w spódnicy". 
16 października 1943 roku matka udała się na noc do 
swojej koleżanki z Bydgoszczy i z Biura Legalizacji, Bar- 
bary Przeradzkiej (żony majora szesnastego pułku ułanów). 
Gdy koleżanka wyszła rano po zakupy do mieszkania przy_ 
było gestapo i zabrano matkę :zamiast Przeradzkiej. Po- 
czątkowo Niemcy nie zorientowali się kogo złapali, jednak 
po późniejszej rewizji, gdy znaleźli trzy kennkarty ze zdję- 
ciem mat1ci wystawione są różne nazwiska zaczęli ją mę- 
czyć na Pawiaku; Matka oczywiście do niczego się nie 
przyznała. Z celi - izolatki wysłała dwa grypsy, w których 
zapev.'11iała współkolegów, że nic im nie grozi - mogą spać 
i pracawać spokojnie. W istocie - tak jej ufano, że post a- 
, nowiono nie zmieniać żadnych adresów konspiracyjnych, co 
było wszak normalne przy każdej "wpadce". Jednocześnie 
wszczęto akcję wykupu, której podjął się współpracownik 
matki - Weynerowski. Niestety - przekupiony przez nie- 
go gestapowiec wysłany został na front wschodni, matkę 
natomiast wyprowadzono z Pawiaka i 30 listopada 1943 
rozstrzelano przy ulicy Solec nr 63. NaOCZillY świadek .egze- 
kucji opowiadał, że przed rozstrzelaniem zdążyła krzyknąć 
"Niech żyje Polska". Odtąd już skazańc.Qm gipsowano usta, 
, by nie mogli przed śmiercią wznosić żadnych 'Okrzyków. 
Dodam jeszcze na koniec, że matkę cechowało ogromne 
zaangażowanie w sprawy polskie; posiadała przy tym nie- 
7JWY'kłą odwagę i talent organizacyjny, co było doceniane 
przez jej dowódców. Obdarzali ją ogromnym zaufaniem, 
z którego wywiązywała się godnie aż do końca.
		

/kb_198500105_0001.djvu

			STANISŁAW GWIAZDOWSKI 


o inż. Stefanie Ciszewskim, 
jego fabryce i jej kierowniku, 
WładysIawie Gwiazdowskull 


W "roku 1983 minęł'O 60-lecie ;,Eltry", której zacząt- 
kiem była "Fabryka Artykułów Elektrotechnicznych 
Inż. Stefan Ciszewski". Ponieważ znam jej założyciela 
od pierwszych lat międzywojennych i śledziłem jej rozwój 
przez cały czas pracy mego 'Ojca, który był tam kierownL 
kiem produkcji, pragnę poświęcił: temu tematowi nie<:o 
wspomnień. 
Stefan Ciszewski, ur. 17.XI.1886 r., pochodził z warszaw- 
skiej rodziny drobnomieszczańskiej. W szkole średniej na- 
leżał do zdolnych i piln
h uczniów, o czym świadczy na- 
gr-o::la za bardzo dobre wyniki w nauce i nienaganne za- 
chowanie. Studia wyższe ukończył w r. 1912 w Niem- 
czech, po czym pracował w AEG w Berlinie, a następnie 
w przedsi«;>biorstwie ,,\Vsieobszczaja ElektriczE!!>kaja K'Ompa- 
ma.' w Charkowie. Tam właśnie zetknął się w r. 1916 
z moim oj.cem. Widzimy ich obu na zdjęciu grupy pracow- 
ników tej fabryki z czasów Rewolucji Październikowej, 
o czym świadczą sztandary z napisem "Sława b'Orcam paw- 
szym za swobodu" ("Chwała bojownikom, którzy padli za 
wqln'Ośł:"). 
Po pierwszej wojnie światowej inż. Ciszewski szukał usil- 
nie miejsca naszego pobytu, by zaofiar'Ował: 'Ojcu pracę 
w swoim zakładzie. Pierwszy lokal WYtwórni inżynierów 
Ciszewskiego i Szpotańskiego, który pamiętam, mieścił się 
w Warszawie przy ul. Mirowskiej. Od czasu do czasu sty_ 
kałem się os'Obiście z właścicielami tej fabryczki artykułów 
elektrote<:hnicz.nych. 
Inż. Ciszewski, człowiek Q ujmującym sposobie bycia, 
drobny, szczupły o smagłej twarzy i ciemnych, głęboko osa- 
dzonych oczach, gładko. przyczesany, był ruchliwy . i roz_ 
mowny. 
Po powrocie z wojny 1920 r. wc;pólnicy rozejrzeli się za 
większym p.omieszczeniem, w wyniku czego zakupili przy 
ul. Kałuszyńskiej 4 duży dwupiętrowy gmach .w stanie su- 
rowym. 
Wkrótce obaj inżynierowie zał'Ożyli rodziny. Zoną Stefana 
Ciszewskiego została mł-oda wdowa, Władysława Ust ino- 
wicz, matka kilkuletniej córeczki, Hani. 
"Fabryka Aparatów Elektr. inż. Szpotański, Ciszewski 
i Ska" rozwijała się dobrze, ale między wspólnikami zacho- 
dziły podobno nieporozumienia, które doprowadziły do teg'O, 
że Ciszewski wycofał się ze spółki i postanowił założył: 
własną wytwórnię. W tym celu na wiosnę 1923 roku przy_ 
jechał razem z 'Ojcem do Bydgoszczy, gdzie przy ul. Swięt.ej 
Trójcy 3 (dzisiaj Swierczewskiego 13) zakupił nieduży po- 
103
		

/kb_198500106_0001.djvu

			c 


..- 





 
 
.

- 

 -
 
-- - 
-
-
 

 
-=- 


"II 


w 


I 


I 


'fi. I ,i 


. 
:. , 


, . 

 


łt 


Budynek przy uL Sw. Trójcy (obecnie Swierczewsklego) - za 
którym znajdowała się pierwsza siedziba fabryki 


niemiecki budynek, leżący w głębi wymienionej posesji. 
My mieszkaliśmy na piętrze, pomieszczenia fabryczne znaj- 
dowały się na parterze, na lewo od wejścia, a na prawo 
był pokój biurowy. Okna tego budynku z czerwonej cegły, 
oplecionego dzikim winem, wychodziły na mały ogródek, 
znajdujący się na tyłach podwórka. 
Początkowo zatrudniano tylko czterech pracowników, 
wśród których prócz ojca znajdował się jego później
zy 
pomocnik, Teofil Lewandowski. W biurze królowała p. Wła- 
dysława Ciszewska, której pomagał jej ojciec, p. Jakobs, 
ponieważ nie pracując dotąd zawodowo, nie miała odpo- 
wiedniego doświadczenia. 
Po jakimś czasie stanowisko księgowej objęła p. Masłow- 
ska, długoletnia i zasłużona pracowniczka fi,rmy. Sam wła- 
ściciel, inż. S. Ciszewski, pełnił wielorakie funkcje - po- 
trafił stanąć przy warsztacie, gdy była potrzeba, ale przede 
wszystkim szukał rynku zbytu dla swych wyrobów. Począt- 
kowo wyglądało to tak, że nosił je w teczce i prezentawał 
ich jakość w sklepach sprzętu elektrotechnicznego. 
Po kilku pierwszych, najtrudniejszych miesiącach, kiedy 
u nas w domu nie było dosłownie co jeść, nastąpiła pewna 
poprawa. Towar szedł, więc przyjęto nowych pracowników 
i zwiększono produkcję. Ojciec kombinował maszynki, które 
ułatwiały pracę i przyśpieszały jej tempo. Pensję zaczęto 
wypłacać regularnie, ale zarobki były jeszcze niskie, toteż 
wędlinę widzieliśmy raz na tydzień, w niedzielę, a w dni 
powszechnie na śniadanie i kolację musiała wystarczać 
zupka mleczna lub płatki owsiane, chleb z masłem lub 
bułki. 
Ciszewscy zajmowali wtedy czteropokojowe mieszkanie na 
pierwszym piętrze przy ul. Sląskiej 6, róg Długosza. Mie- 
szkali w stosunku do nas dostatnio, ale w porównantu 
z obecnym standardem dość skromnie. W dużym narożnym 
pokoju stało pianino, komplet ciemnych mebli dębowych 


104
		

/kb_198500107_0001.djvu

			z dużą i nieźle zaopatrzoną biblioteką. Na 
cianie po 
w- 
nym czasie zawisł portret pani domu, pędzla popularnego 
wówczas w Bydgoszczy malarza, Rupniewskiego. Znałem 
dobrze to wnętrze, bo przychodziłem ćwiczyć na pianinie, 
dopóki nie mieliśmy jeszcze własnego instrumentu. 
Przy tej okazji spotykałem się z inż. Ciszewskim, pro- 
wadząc z nim pogadanki na rozmaite tematy, przeważnie 
gospodarczo-społeczne. Mówiło się o różnych systemach 
ekonomicznych z .ptlJIlk:tu widzenia potrzeb czrowieka, o pró- 
bach pogodzenia lintet'esów pracodawcy d pracobiorcy. Gdy 
dochodziło do kontrowersji, wtedy powoływał się na dzieła 
z tej dziedziny, wyciągając z biblioteki takie pozycje, jak 
m. in. Gide'a "Zasady ekonomii politycznej" i Forda "Moje 
życie i dzieło". Czułem, że był zafascynowany karierą For- 
da, a na moje wątpliwości, dotyczące sposobów zrobienia 
takiej fortuny, odpowiadał, że pracownicy Forda mają lep- 
sze płace i warunki socjalne, niŻ w innych zakładach. Zda- 
wało mi się, że marzył o tym, żeby zostać takim polskim 
Fordem w zakresie swej specjalności. 
Rozmowy z m. Ciszewskim przekonały mnie, że jest to 
człowiek o szerokich horyzontach, ale przede wszystkim bar- 
dzo ambitny. Czasami. nawet można było sądzić, że jego 
ambicje są nie mniejsze niż wymagania interesu i chęć 
zysku. 
W okresie prężnego rozwoju fabryki, a więc w latach 
trzydziestych, podejmował inicjatywy, które wyróżniały jego 
firmę spośród innych na terenie Bydgoszczy. Dbał na przy- 
kład, aby płace były nieco wyższe niż gdzie indziej i aby 
od czasu do czasu urządzało się pod egidą firmy imprezy, 
np. zabawy karnawałowe dla wszystkich pracowników. Był 
inicjatorem założenia Klubu Sportowego "Ciszewski" w któ- 
rym szczególnie wyróżniała się sekcja piłkarska, wicemistrz 
Pomorza w r. 1937. Dobrzy sportowcy mieli oczywiście pier- 
wszeństwo, gdy starali się o przyjęcie do pracy. 
Przytoczone fakty należą już do pómiejszego okresu roz- 
woju fabryki, a zamieściłem je wcześniej aby od razu scha- 
rakteryzować całą sylwetkę inż. S. Ciszewskiego. 
W r. 1924 zakupił on plac przy ul. Sobieskiego, na któ- 
rym wkrótce zaczęły wyrastać mury fabryki. Plac ten się- 
gał aż po brzegi piaszczystej skarpy, od której w kierunku 
rzeki ciągnęło się zachwaszczone pole, traktowane jako wy- 
sypisko dla śmieci. Dalej, w pobliżu Brdy, aż do nad- 
brzeżnej ścieżki, mieściły się ogródki działkowe. Dzisiaj 
większą część tych terenów zajmuje klub sportowy "Asto- 
ria". 
Dotychczasową fabryczkę Ciszewskiego z przyległym ogro- 
dem zakupił restaurator Bolesław Lisewski, który jeszcze 
przed przyjęrnem tych pomieszczeń zaczął naprzeciwko 
budować wytwórnię wódek gatunkowych. 
Nowy gmach fabryczny inż. Ciszewskiego był początkowo 
jednopiętrowy, zaczynał się od rogu ul. Sobieskiego, gdzie 
mieściło się biuro, a potem ciągnął się wzdłuż ul. Unii Lu- 
belskiej. Reszt
 placu zajmowało podwórze, szopy i ogródek 
warzywny. 
Na zwiększony park maszynowy i rozwój produkcji po- 
trzebne były znaczne kapitały, toteż przyjęto jako wspól- 
nika Mieczysława Kutniekiego z kapitałem 20 tys. zł, który 


105
		

/kb_198500108_0001.djvu

			wycofa się ze spółki po kilku latach, w dobie kryzysu 
gospodarczego. 
W związku z rozwojem fabryki ojciec uzyskał szersze 
pole do działania i czuł się w swoim żywiole. Był faktycz- 
nym kierownikiem produkcji, choć naturalnie decydujący 
głos miał sam właściciel. W 'Czasie licznych wyjazdów 
inż. Ciszewskiego, czy to w interesach firmy, czy dla pora- 
towania zdrowia, ojciec na terenie fabryki był niekwestio- 
nowanym zastępcą. Pracując w niej od samych narodzin, 
miał w jednym palcu wszystkie sprawy, związane z dzia- 
łaniem tego coraz większego i . coraz bardziej precyzyjnego 
mechanizmu. Przybywały nowe działy, powiększał się asor- 
tyment wyrobów, a w związku z tym potrzebne były coraz 
nowe maszyny. Ciągle więc cOś tam ulepszał i konstruował. 
Początkowo, gdy wiele wyrobów wykonywało się ręcznie, 
były to obiekty nieduże i mało skomplikowane. Z biegiem 
czasu ojciec obmyślał projekty i wykonywał dokładne ry- 
sunki techniczne dużych maszyn, które na podstawie jego 
dokumentacji wykonywała "Fabryka Herzfeld, Victorius' 
w Grudziądzu. Jeszcze do czasów okupacji znajdowały się 
na nich tabliczki z napisem "Wł. Gwiazdowski". 
Tą działalnośl: ojca jako konstruktora przyczyniała się 
do zwiększania produkcji i zIIU1iejszania jej kosztów. Dbał 
również o wysoką jej jak03l:, co m. in. przyczyniło się do 
tego. że firma otrzymywała za swe wyroby złote medale 
na wystawach krajowych i zagranicznych (Lipsk). Osobiście 
badał wszystkie prototypy artykułów .elektrotechnicznych 
i pilnował, aby nie było zbyt wiele odpadów, czyli tzw. 
szmelcu. 
Aby miel: bliższy. kontakt z produkcją, kazał wynieść do 
hali fabrycznej swoje biurko. Czasami nawet, wyręczając 
brygadzistę, sam objaśnił nowo przyjętemu pracowniko
vi, 
jak ma obsłu'5iwal: maszynę. Po wprowadzeniu drugiej zmia- 
ny nie mógł znieśl: myśli, że tam pracują bez niego, więc 
po obiedzie przychodził raz jeszcze do fabryki i kontrolował 
wszystkie działy. Czasami sam towarzyszyłem ojcu, dopytu- 
jąc się, kto jest kto i ile zarabia. 
Pewnego razu kto.ś, może dla kawału, rozpuścił pogłoskę, 
że Gwiazdowski ma odejśl: z fabryki, bo gdzie indziej pro- 
ponują mu lepsze warunki. Inż. Ciszewski, nic nie mówiąc, 
polecił podnieśl: ojcu pensję miesięczną o 150 zł, 'Co na owe 
czasy było dużą sumą. 
Ojciec miał również kłopotliwą funkcję przyjmowania 
i zwalniania z pracy. Znano jednak jego dobre serce, więc 
niektórzy przychojzili z interwencją do naszego domu. 
W ten sposób niejedna żona lub matka bezrobotnego bła- 
gała o pomoc. Gdy ojciec przychodził do domu zden
rwo- 
wany i nie mógł .sobie znaleźl: miejsca, wiadomo było, ż
 
polecono mu ,przeprowadzil: redukcję w związku ze spad- 
kiem zamówień. Zdarzało się to zwłaszcza w latach wi:!l- 
kiego kryzysu gospodarczego 1929-1932. Ojciec trz
mał się 
zasady, aby nie zwalnial: jedynych żywicieli rodzin i podej- 
mował decyzje, na które krzywił się właściciel fabryki. Do- 
szło do tego, że kiedyś inż. Ciszewski, lekko już zirytowany, 
powiedział: "Wiem, panie Gwiazdowski, że pan ma dobre 
serce, ale fabryka - to przecież nie zakład dobroczynny!" 
Mimo to nieraz ulegał jego sugestiom, bo w gruncie rzeczy 
był niezłym człowiekiem. 


106
		

/kb_198500109_0001.djvu

			Wykorzystując dobroć ojca, niektórzy pozwalali sobie za 
dużo. Tak np. znalazł się w fabryce młody potomek książąt 
Mirskich oczekujący na spadek po stryju. Wyobraził sobie, 
że zaimponuje otoczeniu swym książęcym tytułem i będzie 
mógł siedzieć za biurkiem, nic nie robiąc. Ojciec zwracał 
mu kilkakrotnie uwagę, a gdy to nie skutkowało, trzeba 
było "Księcia Pana" zwolnić z pracy. Te wszystkie wyr- 
wane pamięci epizody były przedmiotem rozmów ojca z do- 
mownikami, bo fabryka stanowiła dla niego ulubiony temat. 
Kiedy fabryka stała się jednym z największych zakładów 
przemysłowych w Bydgoszczy, Ciszewscy, którzy w między- 
czasie przeprowadzili się na ul. Markwarta 9, zaczęli sobie 
budować przy ul. Sułkowskiego 6 pokażną, paropiętrową 
willę. Brali przy tym pod uwagę, że zamieszka tam ze 
swoją przyszłą rodziną córka, która w r. 1936 zaręczyła się 
z adwokatem HenrY'kiem Galubą. 
Tymczasem jednak ze zdrowiem inż. Stefana Ciszewskie- 
go jest coraz gorzej, podczas gdy interesy wymagają coraz 
wi
cej intensYWT11ej, nerwowej pracy. zwłaszcza gdy "Spół- 
kę z ograniczoną odpowiedzialnością" miano zamienić na 
"S,;>ółkę akcyjną". 
W parę lat później. w 1938 r. umiera inż. Ciszewski, 
który nigdy nie miał silnego zdrowia, łatwo ulegał prze. 
ziębieniom, a potem w dodatku zaczął cho:-ować na cukrzy- 
cę. Ciało prz
wiezi0no do Warszawy i pochowano tam 
w grobie rodzinnym. Dziedzicami fabryki stała się przede 
wszystkim jego najbliższa rodzina: żona i córka ze swym 
mężem. 
Po śmierci Ciszewskiego potwierdzono formalnie to, 00 
byto dotąd stanem faktycznym, że ojciec jest kierownikiem 
produkcji (Okólnik nr 3 z dn. 24.VII.1939) 
Gdy wybuchła wojna 1939, Władysława Ciszewska z córką 
i zięciem wyjechała do Warszawy, gdzie firma miała swoje 
biura fabryczne. W tym czasie pracowałem tam w admini- 
stracji fabryki im. Szpotańskiego i oczywiście bardzo się 
niepokoiłem o los rodziców w Bydgoszczy. Udało mi się 
uzyskać telefoniczne połącznienie z p. Władysławą, która 
starała się mnie pocieszyć, twierdząc, że jej zdaniem rodzi- 
com nic nie grozi. Wlkrótce sama z rodziną zaryzykowała 
powrót do Bydgoszczy, co miało się okazać w skutkach 
tragiczne. Zwłoki ich znalazły się w jednym ze wspólnych 
grobów pod Bydgoszczą, potem spoczęły na Wzgórzu Wol- 
ności, a wreszcie po ponownej ekshumacji zostały przewie- 
zione do Warszawy,. gdzie spoczęły obok pośmiertnych 
szczątków inż. Ciszewskdego. Dzłsiaj lIla Wzgórzu Wolności 
'Pozostały tylko trzy krzyże z napisami: 
Władysława Ciszewska 
Galuba (bez podania nawet imienia) 
Hanna Galubina 
Podczas okupacji hitlerowskiej ojciec pracował jako ma- 
gazynier, ale zaraz po wyzwoleniu spotkało go zaszczytne 
wyróżnienie. Oto 29 stycznia Komitet Miejski przesyła pi- 
smo, że "Władysław Gwiazdowski jest upoważniony do 
prowadzenia firmy "Fabryka Aparatów Elektrycznych, 
S. CiszewSki i Ska". 
FabrY'ka nie uCierpiała w czasie działań wojennych - 
Niemcy nie mieli czasu wywieźć ani maszyn i narzędzi, ani 


107
		

/kb_198500110_0001.djvu

			fabrykatów i surowc6w. Wszystko to było narażone na nie- 
bezpieczeństwo rozszabrowania w czasie, gdy władze Polski 
Ludowej nie mogły jeszcze całkowicie panować nad sy- 
tuacją. Stanowcza postawa ojca, który osobiście sprawdzał 
zamki, pilnując zapas6w fabrycznych, jak swojego dobra, 
narażała go na niebezpieczeństwo. Zorganizował więc grupy 
pracownicze, które miały pełnić dyżury. Niezależnie od tego 
zmuszony był prosić o pomoc władze wojskowe. W piśmie 
skierowanym dnia 17.2.1945 do Komendy Miasta Bydgoszczy 
czytamy: 
"Przedsiębiorstwo nasze "Fabryka Artykuł6w Elektrotech- 
nicznych Inż. Stefan Ciszewski" w Bydgoszczy przy ul. So- 
bieskiego l znajduje się bez ochrony wojskowej. Z uwagi 
na zabezpieczenie kosztownych maszyn i urządzeń fabrycz- 
nych wskazanem byłoby wystawienie straży wojskowej. 
Prosimy Ę:omendę Miasta o rozpatrzenie naszej prośby i jak 
najwcześniej
ze załatwienie. 
Kierownik fabryki: Wł. Gwiazdowski" 


Jesienią 1945 reKU dawne zakłady Ciszewskiego. przejął 
delegat Centralnego Zarządu Przemysłu Metalowego w War- 
6zawie. Ojciec pracował jeszcze do 1954 r., będąc jednym 
z bardziej aktywnych racjonalizatorów, chociaż zbliżał się 
70 rok życia. Kilkanaście lat później, 3 lipca 1968 roku, 
w piękny, upalny dzień wyszedł na przechadzkę, z której 
żywy nie powrocił. Zmarł nagle na serce, a ciało jego 
znaleziono za torami lasku gdańskiego.
		

/kb_198500111_0001.djvu

			JAN MALINOWSKI 


Akademia Nauk Spolecznych 


PRZYCZYNEK DO DZIEJÓW 
SZKOLNICTW A WYZSZEGO W BYDGOSZCZY 


Działający w latach 1921-1924, przede wszystkim na te- 
renie zachodniej Polski z centrum najpierw w Wąbrzeźnie 
a następnie w Bydgoszczy, Polski Instytut Narodowy (PI N) 
za podstawowe swoje zadanie uważał wychowanie działaczy 
narodowych w szerokim rozumieniu tego słowa, "a więc 
urzędników państwowych i związków komunalnych, instruk- 
torów i kierowników różnych instytucji społecznych, kultu- 
ralnych, ekonomicznych, handlowych i innych, w szcze- 
gólności zaś wychowanie światłych włościan na działaczy 
wiejskich i instruktorów wsi polskiej we wszystkich obja- 
wach jej życia gospodarczo-społecznego i oświatowego". Tak 
sformułowany program działania uzasadniał pilnymi po- 
trzebami naszego życia zbiorowego w warunkach świeżo 
odzyskanej po wieloletniej niewoli niepodległości, koniecz- 
nością unifikacji ziem znajdujących się przez półtora wieku 
w różnych organizmach państwowych, które to problemy 
s2iczególnie rychłego rozwiązania wymagały na północnych 
terenach byłego zaboru pruskiego. Oficjalny organ PIN, 
wychodzący w drugim półroczu 1922 r. w Bydgoszczy pt. 
Zmartwychwstanie. zwracał więc uwagę społeczeństwa na 
obowiązek możliwie najszybszej likwidacji wszystkich opó- 
źnień i zaniedbań w naszym rozwoju narodowym, powsta- 
łych w latach zaborów, podkreślając równocześnie, że ogrom 
związanych z tym zadań przekracza możliwości realizacyjne 
młodego państwa polskiego, któremu i w tej dziedzinie nie- 
zbędne jest wsparcie wszystkich świadomych obywateli. Po- 
nieważ zaś skutki zastoju i spustoszeń z lat zaborów 
w dziedzinie oświaty i kultury były najdotkliwsze na zie- 
miach wielkopolsko-pomorskich, zatem społeczna energia, 
zmierzająca do możliwie szybkiego zniwelowania opóźnień 
rozwojowych, wyzwalała się przede wszystkim na tych te- 
renach. 
Dążący do jak najwłaściwszego pokierowania nią PIN 
w swoim statucie, wśród różnorodnych środków realizacji 
postawionych przed nim zadań, jak odczyty. organizacja 
kursów oświatowych, 'kolegiów, uniwersytetów ludoWych, 
studium malarstwa i wielu innych, m. in. w 
 4a zapowia- 
dał, iż będzie powoływał do życia akademie i wyższe szkoły 
nauk społecznych, których charakter miało determinować 
właśnie owo podstawowe zadanie tej instytucji: wychowa- 
nie narodowe. Pierwotnie myślano o współdziałaniu z Ka- 
tolickim Uniwersytetem Lubelskim, który patronował PIN 
i którego pierwszy rektor ks. Idzi Radziszewski na organi- 
zacyjnym zjeździe Instytutu w W
brzeźnie 26 listopada 
1921 r. został wybrany jednym z jego wiceprezesów. Pro- 
jektowano więc wykorzystanie obiektów KUL, dysponują- 


109
		

/kb_198500112_0001.djvu

			cego już także pewną ilością poważ.rlych polskich sił nauko- 
wych, również dla planowanej Akademii Nauk Społecznych. 
Z kolei rozważano jej lokalizację w Wąbrzeźnie, w któ- 
rym od 1921 r. znajdowała się siedziba naczelnych władz 
PIN, uważających, iż to miasteczko nad jeziorami Frydek, 
Zamkowym i Sicińskim dysponuje idealnymi warunkami 
sanitarnymi, gospodarczymi, społecznymi i administracyj- 
nymi, niezbędnymi dla funkcjonowania tego rodzaju wyż- 
szych uczelni. Kronikarz poczynań Instytutu tak oto stresz- 
czał toczące się na ten temat dyskusje: "Wąbrzeźno i tra- 
dycją, i warunkami odpowiada na urządzenie w nim Aka- 
demii Wyższych Nauk Społecznych. Miasto to, którego po- 
czątki giną w legendarnej niepamięci, położone wśród jezior 
i ruin kIrzyżacldego zamku, przypomina te niewielkie i spo- 
kojne miasta, w których naj pomyślniej rozwinęły się uni- 
wersytety niemieckie i bodaj czy nie najsłynniejsze ze 
wszystkich angielskie w Oxford i Cambridge". 
Z chwilą jednak przeniesienia PIN z Wąbrzeźna do Byd- 
goszczy w końcu 1922 r. zaistniały warunki do realizacji 
innej koncepcji. Zwłaszcza, że okazała się ona jedyną tealną 
szansą. oświatowych ambicji grodu nad Brdą. Trzeba tu bo- 
wiem dodać, iż jeszcze za rządów prezydenta Maciaszka, 
a więc nieomal od chwili włączenia miasta w granice Rze- 
czypospolitej, rozpoczęła się rywalizacja między Bydgoszczą 
a Poznaniem. Podłożem jej było 
ążenie stolicy Wielkopolski 
do scentralizowania u siebie wszystkich znaczniejszych urzę- 
dów, wyższych uczelni, liczących się instytucji kulturalnych. 
W . drugiej połowie 1922 r. znalazło ono kolejny wyraz 
w zabiegach o utworzenie trzeciej w Polsce politechniki. 
Sejmik wojewódzki w Poznaniu uchwalił na ten cel 100 mi- 
lionów marek, a miasto okoliczność tę podchwyciło i nie 
tylko że dodało drugie 100 milionów, ofiarowało ponad to 
grunt pod budowę tej ważnej instytucji oświatowej. W od- 
powiedzi urzędujący prezydent Bydgoszczy dr Bernard £li- 
wiński stwierdził, iż miasto położone nad kanałami i ma- 
jące bezpośrednie połączenie z morzem Bałtyckim a ponad 
to rozporządzające włd.Sll1ymi dokami nad Brdą, z wysoko 
rozwiniętym przemysłem metalurgicznym i drzewnym może 
stworzyć wyższej uczelni technicznej warunki korzystniejsze 
dla j
j rozwoju. I chociaż pojawił się trzeCi konkurent, 
w p03taci Łodzi oferującecj na -budowę politechniki sumę 
200 milionów marek, Sliwiński wymógł na radnych miej- 
skich deklarację sumy wyższej niż uchwaliły Poznań i Łódź. 
Kiedy jednak okazało się, iż mimo tej hojnoki widoki na 
kreowanie poli,techniki w Bydgoszczy są coraz słabsze, 
skwapliwie postanowiono skorzystać z konkurencyjnej ofer- 
ty Pili. 
Dlatego te* już podczas uroczystości inaugurującej 
9 i 10 grudnia 1922 roku działalność Instytutu, w przy- 
znanym mu obiekcie na Chwytowie, rzeczywisty jego pro- 
motor i I wiceprezes Stanisław Jasiński zapowiedział po- 
wołanie do życia Akademii Wyższych Nauk Społecznych, 
Politycznych i Hall'ldlowych właśnie w Bydgoszczy. Taka 
z kolei jej lokalizacja została zdetermLnowana nie tylko 
gościnnością miasta i wręcz manifestacyjną życzliwością 
ówczesnych jego gospodarzy wobec PIN (szczególnie obja- 
wiającą się w wysiłkach w kierunku zapewnienia mu opty- 
malnych warunków pomieszczeniowych), ale także i nie- 


110
		

/kb_198500113_0001.djvu

			fortunnymi dla grodu nad Brdą wcześniejszymi decyzjami 
władz centralnych, które mimo protestów społeczeństwa, na 
skutek indolencji urzędów komunalnych przeniosły działa- 
jącą tu w latach 1920-1922 Akademię Rolniczą do Cieszy- 
na, tym samym pozbawiając Bydgoszcz jedynej wyższej 
uczelni. Powstałą skutkiem tego "próżnię oświatową" - i to 
w jednym z najbardziej wysuniętych bastionów oporu wo- 
bec ekspansji germańskiej - miała właśnie wypehlić Aka- 
demia Nauk Społecznych. 
Z zachowanych dokumentów wolno wnosić, iż po raz 
pierwszy projekt powołania takiej uczelni został oficjalnie 
przedstawiony bydgoskiej Radzie Miejskiej w październiku 
1922 r. Rozważano wów
as możliwość przekazania na ten 
cel budynku po Akademii Rolniczej przy ul. Konarskiego 
(obecnie zajmowanego przez Zespół Szkół Gastronomicznych 
i Odzieżowych) oraz odstąpienia placu przy Al. Ossolińskich 
pod budowę właściwego gmachu planowanej uczelni, której 
perspektywicznie zarysowany program nie dałby się zreali- 
zować w obiektach już istniejących na terenie miasta. Szcze- 
gólnie aktywnym rzecznikiem planów PIN, zwłaszcza zaś 
w temacie Akademii Nauk Społecznych, był wspomniany 
prezydent miasta dr Sliwiński, którego wydatnie wspierał 
też przewodniczący Rady Miejskiej inż. Janicki oraz radny 
ks. Filipiak. Sprawa została ponownie podjęta na posiedze- 
niu Rady Miejskiej miesiąc później, w połowie listopada; 
zadeklarowano wówczas na rzecz przyszłej akademii: grunt 
na budowę jej obiektów. maksymalną w granicach finanso- 
wych możliwości miasta pomoc pieniężną na cele inwesty- 
cyjne, a do czasu usamodzielnienia się lokalowego posta- 
wiono do dyspozycji PIN budynek szkoły na Chwytowie 
oraz tzw. dom Petersena przy ul. Nad Portem (dzisiejsza 
Marcinkowskiego) na mieszkania dla profesorów Instytutu. 
Warto prży tej okazji podkreślić, iż o ile jeszcze przed 
miesiącem idea lokalizacji w Bydgoszczy Akademii Nauk 
Sp.:Iłeczny<:h wywoływała u nielicznych miejscowych dzia- 
łaczy pewne zastrzeżenia, o tyle obecnie opowiadali się za 
nią wszyscy, także sceptycy sprzed paru tygodni. 
Następnym etapem realizacyjnym było podjęcie prac nad 
organizacją samej uczelni. W związku z nimi prezydium 
PIry w końcu grudnia 1922 r. (dokładnie: w czasie świąt 
Bożego Narodzenia!) udało się do Krakowa, aby przepro- 
wadzić rozmowy z tamtejszym środowiskiem naukowym, 
którego doświadczenie i kadry mogły być bardzo pomocne 
w tworzenIu nowego ośrodka wychowania narodowego. 
Owocem owych konsultacji stało się sformułowanie odpo- 
wiednich postulatów wobec rządu oraz desygnowanie - kie- 
rownika Szkoły Nauk Politycznych przy Uniwersytecie Ja- 
giellońskim, prof. Ro-;twor-pwskiego na formalnego organi- 
zatora bydgosk
ej Akademii. Dla podjęcia powierzonej mu 
misji miał on przybyć do Bydgoszczy w końcu styczilla 
1923 r. 
Na stanowisko rektora nowej uczelni zamierzano powołać 
znakomitego uczonego, prof. dr Józefa Kallenbacha. 
Zdołano też przygotować ramowy...plan studiów. Zakładał 
on, że Akademia będzie o_.ganizowała dwuletnie studia, 
realizowane w ciągu czterech semestrów. W pierwszym 
z nich miała być wykładana historia polityczna Polski, 
nauka o mowie polskiej i jej gwarach, ludoznawstwo pol- 


111
		

/kb_198500114_0001.djvu

			skie oraz statystyka ziem polskich. W semestrze drugim 
studenci mieli opanowywać: geografię fizyczną i morfologię 
ziem polskich, ustrój państwowy i prawo państwowe polskie 
mi tle ówczesnym, ustrój społeczny i gospodarczy Polski, 
wreszcie stosunki wyznaniowe i religijne. Program semestru 
trzeciego z kolei obejmował: literaturę polską, naukę o za- 
bytkach i dziełach sztuki, historię nauki w Polsce, wycho- 
wanie narodowe i szkolnictwo polskie. W ostatnim, czwar- 
tym semestrze planowano wykłady z: psychologii narodu 
polskiego, etykę obywatelską i narodową, pedagogię spo- 
łeczną oraz naukę o organizacji pracy narodowej. Jak widać, 
przymiotnik "narodowy" określający charakter Instytutu był 
jak najbardziej adekwatny zarówno wobec jego założeń 
programowych, jak i przedsiębranych środków ich reali- 
zacji. Zauważmy też, że towarzyszyła mu znamienna otoczka 
neomesjaniczna, potwierdzająca wpływ na oblicze ideowe 
PIN tak potężnej osobowości, jaką był jego prezes - Anto- 
ni Chołoniewski, sławny swoim Duchem dziejów Polski. 
Na tym fakcie kończą się, niestety, dostępne dziś infor- 
macje na temat dziejów ostatecznie nigdy nie zrealizowanej 
bydgoskiej Akademii Nauk Społecznych. Miejscowa prasa 
problemu tego w sposób bezpośredni odtąd już nie poru- 
szała. Wohlo więc tylko domyślać się przyczyn ostatecznego 
fiaska tej interesującej idei. 
Zasadniczą były zapewJle obiektywne trudności w reali- 
zacji projektów PIN. Bydgoszcz nie posiadała w tym czasie 
ani odpowiedniego zaplecza lokalowego, ani tym bardziej 
kadrowego, niezbędnego dla tego typu placówki. Zadna 
z działających u progu dwudziest-olecia 'Iliepodległości szkół 
wyższych w Polsce nie narzekała na nadmiar sił naukowych; 
ściąganie więc uczonych dla zaspokojenia potrzeb ewen- 
tualnie utworzonej Akademi:i Nauk Społecznych byłoby za- 
biegiem szkodliwym (osłabiałoby bowiem placówki już :wr- 
ganizowane) i .nie rokowałoby powodzenia takiej akcji wo- 
bec nikłej atrakcyjności ośrodka bez żadnych tradycji na- 
ukowych. 
Drugą przyczyną - nie mniej 	
			

/kb_198500115_0001.djvu

			łali. To zlekceważenie niezbyt efektownej wprawdzie, ale 
uczciwej, mrówczej pracy, nawet zdaje się dość owocnej, 
świadczy o znacznym tupecie i jeszcze znaczniejszym za- 
dufaniu w sobie kierowników Instytutu" oraz oburzający 
się z racji projektu, "aby kierownictwo prac naukowych tej 
instytucji powierzyć ks. biskupowi Bandurskiemu, znakomi- 
temu bez wątpienia mówcy, jeszcze znakomitszemu wy- 
znawcy krakowskiego NKN i chwalcy p. Józefa Piłsudskie- 
go [...]" 
Trzecią wreszcie przyczyną był naturalny ubytek z sze- 
regów PIN najaktywniejszych i najwartościowszych jego 
działaczy. Jedni ciężko chorowali l umierali (jak ks. Idzi 
Radziszewski, Włodzimierz Tetmajer, Antoni Chołoniewski, 
Ludwik Stasiak), innych zmuszano do rezygnacji ze stano- 
wisk (Kazimierz Ulatowski) lub wręcz szkalowano (Stani- 
sław Jasiński). 


. 


8-
		

/kb_198500116_0001.djvu

			I WINCENTY GORDON , 


Zakład św. Floriana 
i siostry wincentki 


U lica św. Floriana oydg05zczanom jest znana choćby ze 
znajdującego się tam szpitala chorób zakaźnych, 
z usług którego niestety musieli korzystać niejedna 
bydgoszczanka czy bydgoszczanin. Nie zawsze był to szpital 
chorób zakaźnych i dlatego wa.rto wspomnieć o tym co na 
tym terenie działo się przedtem. 
Ulica św. Floriana to dawne tereny folwarku miejskiego{ 
zwane Grodztwa. Stare księgi gruntowe mówią, że dzierża- 
wa dz.iedziczna a później właściciel folwarku kolejno od- 
sprzedał kawałki areału folwarku. Nieruchomość przy ulicy 
św. Floriana 13 (dawny numer) została wyłączona z folwar- 
ku Grodztwo już w roku 1829. Jednym z następnych wła- 
ścicieli w roku 1870 został probo3zcz Turkowski za 7110 ta- 
larów. Jego zamysłem było sprowadzenie tu sióstr miło- 
i 


1 


fi. 


.. 


. 


... .... 



 


,... 


- 


ł , 


.ć 


.. 


Szpital zakaźny 
przy ul. św. FlorIa- 
na 


114
		

/kb_198500117_0001.djvu

			sierdzia znane wincootki. Jednak już po. roku właścicielem 
został właściciel ziemski Frezer, który musiał podtrzymać 
ideę ulokowania tu sióstr miłosierdzia. Jak fama głosi zaj- 
mują dom ten od 1880. W roku 1885 nieruchomość nabywa 
proboszcz Antoni Kiełczyński. Dopiero w roku 1909 wpisano 
do księgi gruntCJWej jako właściciela siostry wincentki _ 
Zakład św. Floriana. 
Również nr 12 i 11 zostały wyłączone z areału folwarku 
w pierwszej połowie ub. wieku. W roku 1908 nieruchomości 
nabyła hrabina Aniela Potulicka z Potulic i jeszcze 
w 1909 roku obie nieruchomości zostały zapisane jako wła- 
sność zgromadzenia sióstr wincentek - Zakład św. Floria- 
na. Księgi adresowe nuasta Bydgoszczy z ubiegłego wieku 
nie wymieniają żadnych nazwisk sióstr miłosierdzia miesz- 
kających przy ul. Floriana. Księga adresCJWa z roku 1900 
natomiast wymienia następujące nazwiska sióstr miłosier- 
dzia: Doliwa, Gralewska, Hermańska, Hoppe, Kapke, 
Schmidt. Właścicielem domu wówczas było kuratorium po- 
mocy katolickiej młodzieży, które też było właścicielem nie- 
ruchomości przy ul. Długiej 22. Niezapisanie do księgi 
gruntowej kuratorium jako właściciela domu przy ul. Swię- 
tego Floriana 13 należy tłumaczyć niewystąpieniem stron 
do sądu o zmianę właściciela. W omawianej księdze nie 
wykazano jeszcze szpitala dziecięcego. Ten zorganizCJWały 
wyżej wymienione siostry miłosierdzia prawdopod-obnie już 
w roku 1901-1902. Nie był to jednak jeszcze szpital z czer- 
wonej cegły stojący przy ulicy z kaplicą, tylko budynek 
parterowy w podwórzu mający kilka sal, w których mie- 
ściły ,się łóżka chorych. 
W księdze adresowej na rok 1905 znajdujemy już zapis: 
St. Florian Krankenhaus zur unentgetlichen Pflege armer 
kranker Kinder Brombergs und Umgebung Aleksan- 
derstr. 13. Kuratorium: Probst Markwart, Sanitetsrat War- 
miński. Był to stryj Dr Emila Warmińskiego znanego dzia- 
łacza społecznego. Landesbauinspektor Ziemski - Szpital 
św. Floriana Dz. dla bezpłatnego leczenia biednych chorych 
dzieci Bydgoszczy i Okolicy. Kuratorium: Proboszcz Ks. Mar- 
kwart, radca sanitarny Dr Warmiński i krajowy inspektor 
. budowlany Ziemski. 
W księdze wymieniono też nazwiska dziewięć sióstr mi- 
ł03ierdzia. Był to nie tylko uzupełniony ale i zmieniony 
skład sióstr zajmujących się szpitalem. Warto podkreślić, że 
wymieniony już ks. proboszcz Kiełczyński mieszkał tu pod 
nr 12 jeszcze w roku 1914 jako emerytowany proboszcz. 
Tyle danych o zakładzie św. Floriana na podstawie danych 
ksiąg gruntowych i adresowych miasta Bydgoszczy. 
Na -zakończeonie kilka uwag o działalności sióstr win- 
centek na podstawie osobistych wspomnień. Według opo- 
wiadań mojej matki byłem jednym z pacjentów szpitala 
dziecięcego w roku 1903 lub 1904. Osoboście okres ten jed- 
nak nie pamiętam. Wiem natomiast że siostry odwiedzały 
i -opiekowały się swymi dawnymi pacjentami. Tak też było 
ze mną. Ponieważ w domu nie przelewało się, matka 
sama musiała wychować i wyżywić pięcioro dzieci, siostry 
w pierwszym okresie odwiedzały nasz dom co miesiąc. 
W miarę jak wyrastałem siostry jeszcze przychodziły przy- 
najmniej na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Zawsze w swej 
przepastnej torbie miały coś dla dzieciarni. Niezależnie od 


115
		

/kb_198500118_0001.djvu

			opisanej opieki nad dziecięcą biedotą, umiały załatwić od 
polskich właścicieli ziemskich lokum dla kilkudziesięciu 
dzieci i potrzebne produkty żywnościowe by móc tam orga- 
nizować kolonie letnie. Byłem na takiej kolonii w Dębnie 
w roku 1912 i to w miesiącu lipcu. Kolonię tę nie zapomnę. 
Powód prosty. Była to kolonia polska w okresie zaborów. 
Kolonie prowadziły już siostry od lat do końca zaborów nie 
tylko w Dębnie ale i innych polskich majątkach ziemskich. 
Najważniejszą atrakcją na kolonii był dzień 19 lipca - 
Dzień Patrona Sióstr Wincentek. Ponieważ miałem na imię 
Wincenty zostałem obdarowany książeczką "Historia Polski". 
Była to pierwsza moja własna książka polska poza kate- 
chizmem i książeczką do nabożeństwa. Niech Pan Bóg im 
uzna ich miłosierdzie okazane polskim dzieciom w okresie 
szalejącego germanizmu w ostatnich latach zaboru pru- 
skiego. 


..
		

/kb_198500119_0001.djvu

			ZDZISŁAW MROZEK 


Saga rodu Kulwieció,v 


. v l T krajobrazie kulturalnym Bydgosz,czy lat międzywojen- 
'
 nych trwałe miejsce zdobył sobie Andrzej Kulwieć. 
Swoim imieniem i nazwiskiem podpisywał liczne arty- 
kuły drukowane na łamach miejscowych periodyków 
("Dziennik Bydgoski", "Przegląd Bydgoski"), jego postać 
przywoływali sprawozdawcy prasowi, ilekroć opisywali im- 
prezy kulturalno-oświatowe, inspirowane przez miejscowe 
towarzystwa, których był członkiem i inspiratorem. W 1984 
minęła setna rocznica jego urodzin. Okoliczność ta skłania 
do przypomnienia rodowodu i sylwetki tego publicysty 
i działacza. 
Rodzina A. Kulwiecia wywodzi się ze Żmudzi. Po raz 
pierwszy nazwisko to odnotowano w XIV-wiecznym doku- 
mencie jako Culvietis de Culva herbu Hippocentaurus. No- 
sił je jeden z samodzielnych władyków na Żmudzi, który - 
wraz z Władysławem Jagiełło - przyjął chrzest, następnie 
złożył swój podpis w umowie wstępnej tekstu unii krew- 


" 


Odslonlęcle pa- 
miątkowej tablicy 
Da domu, w którym 
przebywał marsz. 
Józef Piłsudski przy 
ul. Gdańskiej (obec- 
nie Al. 1 Maja). 
Przemawia jak zwy- 
kle przy takich oka- 
z:jach - kpt. Andr.z:ej 
Kulwief 


117 


I
		

/kb_198500120_0001.djvu

			skiej a jego bliski krewniak - również władyka de Culva _ 
własnym podpisem sygnował akt unii lUbelskiej. Inny czło- 
nek rodziny - Abraham (podpisujący się jako książę de 
Kulwa) - fundował akademię w Królewcu, korespondował 
t
ż z niemieckim humanistą, zwolennikiem reformacji, Fi- 
lIpem Melanchtonem. 
Powszechne uznanie i rozgłos zdobył sobie Józef Kulwieć, 
syn Jana, strażnika upickiego i starosty pelikańskiego. 
W 1777 r. Józef został chorążym VJ litewskiego regimentu 
pieszego, kolejno dosłużył się stopnia porucznika i został 
adiutantem Ksawerego Massalskiego. W 1784 r. został puł- 
kownikiem regimentu księcia Karola de Ligne w wojsku 
cesarskim Marii Teresy; w 1786 r. Stanisław August Po- 
niatowski mianował go swoim szambelanem a w tym sa- 
mym czasie wybrano go posłem na sejm grodzieński. 
Z młodszej generacji Kulwieciów patriotyczną kartę dzie- 
jów zapisał Michał, syn Mojżesza (W patriarchalnYCh ro- 
dzinach litewskich używano często imion biblijnych). Począt- 
kowo służył w gwardii carskiej w randze kapitana, przez 
pewien czas był attache na dworze Napoleona III. Na wia- 
domość o wybuchu powstania styczniowego porzucił carską 
służbę i intratne stanowisko na jego dworze, aby wraz 
z braćmi Romualdem (zginął w bitwie pod l,ukiszkami 
i Antonim) niezwłocznie organizować powstanie na Litwie, 
przy czym finansował je z własnych dochodów. Po upadku 
pa.vstania i konfiskacie majątku Michał udał się na emi- 
grację do Francji, gdzie zaprzyjaźnił się z Andrzejem To- 
wiańskim i jego rodziną. Był dwukrotnie żonaty z dwoma 
córkami ..,mistrza Andrzeja": Anną, a po jej śmierci z jej 
młodszą siostrą Walerią. Z pierwszego małżeństwa miał 
syna Edwarda (zmarł w Wilnie w 1943 r.). Po ogłoszeniu 
carskiego ukazu o amnestii, Michał wraz z rodziną, powrócił 
do kraju i osiadł w Warszawie, gdzie 25 V 1884 r. przyszedł 
na świat drugi syn Andrzej. Dodajmy, iż _ tradycje rodzinne 
Kulwieciów kontynuował bliski krewny Kazimierz, przyrod- 
nik i geograf, założyciel (wraz z Aleksandrem Janowskim) 
POlskiego Towarzystwa Krajoznawczego, ponadto współre- 
daktor czasopisma "Ziemia" oraz dyrektor prywatnego gi- 
mnazjum w Warszawie. Kazimierz Kuwieć zmarł w.1943 r. 
w czasie badań naukowych jeziora bajkaiskiego. 
Andrzej Kuwieć miał 7 lat, gdy stracił ojca. Odtąd rodzina 
utrzymywała się z emerytury matki Walerii i pracy jego 
starszego brata Edwarda, który jednak wkrótce usamo- 
dzielnił się i wraz z żoną Aleksandrą z Tuskiewiczów za- 
mieszkał w Wilnie. Od tej chwili W. Towiańska-Kulwieć 
zaczęła swoją skromną emeryturę uzupełniać prywatnymi 
lekcjami. 
Pierwszym etapem edukacji Andrzeja było IV Państwowe 
Gimnazjum Klasyczne w Warszawie. W młodszych klasach 
zetknął się z wybitnym pedagogiem, wspomnianym już 
Aleksandrem Janowskim, który wpoił mu zamiłowanie do 
wędrówek krajoznawczych. Pod jego kierunkiem przyszły 
działacz bydgoski - wraz ze swymi kolegami szkolnymi - 
zwiedził Wielkopolskę i Kujawy. Z jego udziałem w plene- 
rze nadgoplańskim wystawiono fragmenty ,;Balladyny" dla 
miejscowej -ludności. Od tej pory tradycję nadgoplańskich 
inscenizacji wielokrotnie wznawiano przy udziale kujaw- 
skich aktorów-amatorów. 


118
		

/kb_198500121_0001.djvu

			W gimnazjum Andrzej Kulwieć zetknął się z działalnością 
konspiracyjną PPS a w pamiętnym roku 1905 był człon- 
kiem Zarządu .Strajku Szkolnego na Warszawę i Królestwo. 
Za pośredIn.ictwem PPS poznał osobiście Józefa Piłsudskie- 
go. Działalność konspiracyjna A. Kulwiecia zakończyła się 
jego' aresztowaniem i relegowaniem go z gimnazjum. Uwol- 
niony z więzienia przeniósł się do Krakowa, gdzie zdał 
eksternistyczną maturę i podjął studia historyczne, a do- 
datkowo też polonistyczne. Po uzyskaniu absolutorium wy- 
jechał do Anglii, by w Oxfordzie kontynuować dalsze studia 
z zakresu historii nowożytnej. Wybuch I wojny śWiatowej 
przerwał jego pobyt w Anglii. Kulwieć powrócił do kraju 
i natychmiast zgłosił się do legionów, po czym wyruszył 
ze słynną I Kadrową Piłsudskiego na front. Już w czasie 
wojny ukończył Szkołę Oficerską w Zambrowie i wkrótce 
został odkomenderowany do służby na stanowisku adiutanta 
gen. Władysława Sikorskiego. Po wojnie przez kilka lat pra- 
cował w Dziale Zagranicznym Ministerstwa Spraw Wojsko- 
wych. Sprawowanie rozlicznych funkcji ułatwiała mu zna- 
jomość języków: francuskiego, niemieckiego, angielskiego, 
rosyjskiego i włoskiego. W randze kapitana Wojska Pol- 
skiego został przeniesiony wraz z rodziną do Bydgoszczy i od 
1924 r. zaczął sprawować obowiązki wykładowcy w mIejsco- 
wej Szkole Podchorążych. Od tej chwili intensywnie włą- 
czył się w nurt życia kulturalno-oświatowego miasta nad 
Brdą. 
Mimo że profesjonalnie związany był z wojskową służbą 
czynną, pracował przez wiele lat jako nauczyciel historii 
w bydgoskich gimnazjach męskich. Z jego inicjatywy i pod 
jego kierunkiem wzbogacono księgozbiór miejscowej Szkoły 
POdchorążych, który w 1938 r. liczył ponad 10 tys. tomów. 
Obdarzony talentem narratorskim, Andrzej Kulwieć wy- 
stępował jako prelegent na wszystkich prawie uroczysto- 
ściach rocznicowych i oficjalnych akademiach państwowych. 
Organizował i prowadził wykłady oraz kursy z historii 


,.. 


f 


,.
 


" 


} 


, 


. , 


-# 



 
., 


. 


. 
y 



. 


.-- 


. 


... - 


Pracownicy sztabu NKN-u. x - gen. Władysław Sikorski, xx - 
Andrzej Kulwl
 


119
		

/kb_198500122_0001.djvu

			.. 


',,, .,.... 
_,A...., > 



. 


. 
 


... .; 



 ," 
.... . ... 
 . "'. 
 '..J i,. : 
. 
...... 'fi- .... { ..... 
..... "-A-."''' . ... 
.,.:ilI .....' ?" . -."". . 
- 
 .
 +r
 
_': 

\ 


" --'Ii: 



. 


';0. 


;:..", 


. ., 

;" . 
.... 

 ';'" 
v
-. 
,'- 


...- 


" 


... 
- 



 
 
, 



 


" " :::;;,,, 
, 
---"" .... 

 . E:> 
i · 'ł- 
1. 1 '" 
..:-. 
1 .. 


j' 


Ostatnia promocja w pOdchorąź6wce bydgoskiej. Msza polowa 
w dniu 15.8.1938 przed gl6wnym weJściem. Na pierwszym planie 
po cywilnemu Andrzej Kulwleć 


i wychowania obywatelskiego dla członków "Strzelca", "So- 
koła", "Polskiego Czerwonego Krzyża", "Polskiego Białego 
Krzyża", "Przysposobienia WOjskowego Kobiet i Mężczyzn" 
oraz harcerstwa drużyn pozaszkolnych. Rzecz charaktery- 
styczna: jego wygłaszane z pamięci przemówienia nagrywa- 
ne były przez miejscowych Niemców. Kiedy.w roku 1941 
został aresztowany, Gestapo "odtworzyło" mu treści jego 
wystąpień, co miało stanowić źródło oskarżenia jego osoby. 
Andrzej Kulwieć wypowiadał się na łamach pism miej- 
scowych i ogólnokrajowych. Swoje przemyślenia prezento- 
wał w postaci artykułów, szkiców, esejów i rozprawek po- 
pularnonaukowych. Jego staraniem, w 1931 r. opublikowano 
Księgę pamiątkową Szkoły Podchorążych. Kulwieć zamieścił 
w niej obszerny szkic Polska przed stu laty, który stanowi 
syntezę jego historiozoficznych refleksji. Jako członek-ko- 
respondent współpracował także z pismami wojskowymi 
("Bellona", "Żołnierz Polski", "Polska Zbrojna"), pisywał 
artykuły historyczno-polemiczne do "Dziennika Bydgoskie- 
go"; 
\ Życie umysłowe w grodzie Luczniczki intensyfikowane 
było głównie przez towarzystwa i organizacje kulturalne. 
Na tym obszarze działania Kulwieć wykazał szczególną 
aktywność: inspirował miejscowe Towarzystwo Nauczycieli 
Szkół Sredn.ich i Wyższych (TNSW), które patronowało 
Prywatnemu Żeńskiemu Gimnazjum Humanistycznemu (pó- 
źniej im. Marii Skłodowskiej-Curie) przy ul. Kujawskiej 4, 
a także Szkole Przygotowawczej do tegoż gimnazjum, usy- 
tuowanej przy ul. Paderewskiego 2. Wspólnie z Zygmun- 
tem Malewskim i Witoldem Bełzą, A. Kulwieć redagował 
"Przegląd Bydgoski" (1933-1938), był również współzało- 
życielem Rady Artystyczno-Kulturalnej (1934-1939). W ra- 
mach jej działalności organizował odczyty, spotkania autor- 
skie, wieczory literackie, wystawy dzieł sztuki. W działal- 
ności tej pomagała mu jego żona Zofia z Karnkowskich, 


120
		

/kb_198500123_0001.djvu

			artystka-malarka, absolwentka Krakowskiej Szkoły im. Ba- 
ranieckiego (klasy prof. Miłosza Kotarbińskiego). ZofIa 
Karnkowska-Kulwieć dekorowała wystrojem plastycznym 
galerie portretów patronów poszczególnych rocznic, przy- 
gotowywała wystroje sal odczytowych, projektowała karnety 
i zaproszenia. W 1938 r. Andrzej Kulwieć za swoją dzia- 
łalność otrzymał od ówczesnego prezydenta m. Bydgoszczy, 
Leona Barciszewskiego, specjalny dyplom uznania oraz 
album pamiątkowy. 
Drugą wojnę Kulwieć spędził w Bydgoszczy, gdzie pra- 
oował jako robotnik w fabryce mebli. Był czynnie związany 
z konspiracyjnym ruchem oporu na Pomorzu. Fakt ten 
po- 
wodował jego dwukrotne aresztowanie przez Gestapo. 
Z więzienia wyszedł poważnie chory i wycieńczony, jed- 
nakże doczekał wyzwolenia i natychmiast włączył się - wraz 
z córką Różą - do akcji zabezpieczającej ocalałe z pogro- 
mu wojennego dzieła sztuki, zbiory biblioteczne oraz doku- 
menty zbrodni hitlerowskich na terenie miasta. Kulwieć 
zmarł 8 lutego 1946 r. i został pochowany na cmentarzu 
bielawkowskim w Bydgoszczy.
		

/kb_198500124_0001.djvu

			STEFAN PASTUSZEWSKI 


"... 


Bydgoszczanin z wyboru 


Z anim Zdzisław Reszelewski przeprowadził się 
w 1979 roku na stałe do Bydgoszczy wielokrotnie by- 
wał w tym mieście, a co najważniejsze - temu miastu 
służył. Urodzony 12 sierpnia 1943 roku w Mogilnie uważał 
gród nad Brdą za stolicę swej "małej ojczyzny" i jak tylko 
potrafił starał się dla tej stolicy być użyteczny, a że do- 
meną jego działania była literatura, to właśnie w tej sferze 
Bydgoszczy służył. Tłumaczył na różne języki utwory byd- 
goskich pisarzy, w swych cenionych za granicą opracowa- 
niach zawsze wymie	
			

/kb_198500125_0001.djvu

			jętność - przekład z języka rodzimego na język obcy. 'Ilu- 
maczyć z obcego na nasze jest zawsze łatwiej. Antologie: 
..75 poetów" w języku kannada oraz "Współczesna poezja 
polska" po angielsku - ukazały się w 1980 roku w Indiach. 
Tam też wyszła w języku kannada antologia polskiej poezji 
kobiecej - "Znaki życia, znaki miłości" oraz wybór wierszy, 
Haliny Poświatowskiej. Niezlic
one wprost przekłady i ana- 
lizy literatury polskiej, eseje i recenzje, głównie w formie 
zwartych bloków rozproszone są w czasopismach całego 
świata, przede wszystkim zaś pism, których Z. Reszelewski 
był stałym współpracownikiem: "Literatur und Kritik" 
(Austria), "LandfalI" i "Pacific Moana Quarterly" (Nowa 
Zelandia), "Utga Zdiol Urlag" (Mongolia). Nie o wszystkich. 
z uwagi na szereg przeszkód w międzyludzkiej komunikacji, 
wiadomo i wiele wysiłku będzie musiał włożyć biograf zmar- 
łego pisarza, aby zinwentaryzować tę wtopioną w kulturę 
świata twórczość. 
W tym momencie pojawia się pytanie, czy zabiegi te by- 
łyby po myśli pisarza? Chyba nie za bardzo, bo oj samego 
początku swej działalności literackiej, kiedy to wbrew ba- 
rierom administracyjnym, mieszkając jeszcze we Wrocławiu, 
usiłował stworzyć coś na kształt światowego klubu pisarzy, 
wyznawał zasadę jedności, a zarazem swoistej niedookreślo- 
ności ludzkiej kultury. Idea ta bezpośrednio wynikała z jego 
osobowości - niezwykle otwartej i chłonnej, pozbawionej 
partykularyzmów i schematów, wręcz uniwersalistycznej. Nie 
było w tej sylwetce nic z liberała, który w, zasadzie nie 
widzi żadnych innych celów z wyjątkiem wolności bez 
odpowiedzialności, lecz bardzo wiele z pankulturowego my- 
śliciela. Bo Zdzisław Reszelewski takim myślicielem, teore- 
tykiem kultury był i jeśli coś koniecznie należy zrobić dla 
uratowania jego dorobku przed zanikiem w mrokach nie- 
pamięci, to zrekonstruować jego filozofię kultury. Nieco po- 
dobna do hinduskiej wizji przenikających się ze sobą - róż- 
nych światów, mocno oparta o polską regułę policentrycz- 
ności kultury zawarta jest głównie w jego esejach i artyku- 
łach, a także w bogatej epistolografii. która bez wątpienia 
również należy do cennego dorobku zmarłego. "Przestrzenna 
teoria rzeczywistości" spowodowała głębokie zainteresowanie 
literaturą science - fiction. Z. Reszelewski nie tylko ją tłu- 
maczył, ale i recenzował na potrzeby różnych wydawnictw. 
Z czasem stał się jej wybitnym znawcą, szczególnie jeśli 
idzie o bliskie mu obszary językowe. Esej pt. "Fantastyka 
japońska" zamieszczony w 6 numerze "Problemów" 
z 1981 roku po dziś dzień jest jedynym opracowaniem syn- 
tetycznym na ten temat. Przełożone na język polski z ja- 
pońsk.i.ego opowiadania Sakyo Karnatsu - "Nowy produkt 
firmy Sekay" oraz "Kwiaty z dymu" ("Problemy" 1978, 
nr 5) są ważnymi punktami odniesienia w analizie science - 
fiction Japonii, tej trzeciej po USA i ZSRR potędze w dzie- 
dzinie fantastyki. 
"Uniwersalność" myśli Zdzisława Reszelewskiego czyniła , 
zeń człowieka odpornego na małość. Małość w różnych po- 
staciach - począwszy od głupoty i miałkości, a skończywszy 
na wyrafinowanych draństwach. On nie tylko z tymi cho- 
robami ludzkiej duszy nie godził się, ale nawet jakby ich 
nie rozumiał. Stąd jego bezkompromisowość wobec zła pod 


123
		

/kb_198500126_0001.djvu

			wszelkimi postaciami nie miała charakteru czynnej walki, 
lecz ustawicznego, osobistego opowiadania się za dobrem. 
Dlatego też tak rzadko się gmewał, a częściej bolał, stąd 
pozostał w pamięci najbliższych jako człowiek niezwykle 
życzliwy. Zatopiony w literaturze, która na tyle była pasją 
jego bytu, że nie "organizował" sobie, jak to czynią inni 
dobrych warunków życia i na ich rzecz nie czynił "nie- 
uniknionych kompromisów". Nie przestawał być jednak 
wrażliwy na znaki czasu. Tylko, że w wrażliwości tej rów- 
nież był "uniwersalny". 
Nie wnikał w szczegóły, lecz szukał istoty; nie poprze- 
stawał na powierzchni zjawisk. lecz wgryzał się w ich głę- 
bię. Był "smakoszem głębi", nawet gdy było to nieszczęście, 
jego własne, nieuchronna śmierć. Dlatego też w swych- oce- 
nach i. opiniach bywał zazwyczaj powściągliwy, a nierzadko 
gorzki. I jakoś nie mógł się przełamać do takiej czy innej 
praktyki. Choć raz nie wytrzymał. Po 1980 roku chciał za- 
łożyć własne, niezależne wydawnictwo... Gdyby tak spróbo- 
wać zrekonstruować myśl Z. Reszelewskiego na temat rze- 
czy ostatecznych, to należałoby chyba stwierdzić, że los 
nie podlega ocenia. I tak też pisarz przeżywał swą straszną 
chorobę (rak jamy brzusznej). Był wzorem ciepliwości i mę- 
stwa. A jednak nie był z nią całkowicie pogodzony; gdzieś 
tam w głębi pozostawał żal z powodu niemożności kon- 
tynuacji tak wszechstronnie rozwinietej pracy literackiej, 
a także niemożności wywiązania się ze zwykłych człowie- 
czych obowiązków wobec żony Renaty i 5-letniego syna 
Miłosza. Nic. też dziwnego, że niemal do ostatnich chwil 
pracował piórem i robił wszystko w celu zabezpieczenia 
bytu najbliższym. . 
Swiadectwem .ostatnich dni są przejmujące, przestronne 
dzięki chłodnemu oddechowi "tamtego świata" wiersze, spo- 
sród których wiele utrzymanych jest w niezbyt nam zna- 
nym stylu haiku. I dlatego też nie będzie chyba większym 
uchybieniem wobec myśli i życzeń zmarłego stwierdzenie, 
że śniierć ta rzeczywiście była przedwczesna. Dopiero na jej 
przykładzie widać jak cenna i niepowtarzalna jest każda 
chwila, jak umiejętnie ją trzeba wykorzystać. Pisarz to po- 
trafił i szkoda, że tak mało tych chwil los mu darował. 


, 


-
		

/kb_198500127_0001.djvu

			STANISLAW KRASUCKI 


Janusz Pasturczak kapitan 
11 dywizjonu Artylerii KOIl
ej 


U waża się często, że czas zaciera stopniowo ślady ludz- 
kiej pamięci po tych, co odeszli na zawsze, że po 
latach może przycichnąć, o nich pamięć nawet w kręgu 
rodzinnym. I tak się dzieje w wielu przypadkach, ale na 
pewno nie zawsze. Chociażby w bydgoskim środowisku 
kombatanckim Żołnierzy Września, gdzie ciągle jeszcze żywa 
i świeża jest pamięć o kapitanie Januszu Pasturczaku, nie- 
zapomnianym dowódcy 2 baterii 11 DAK, chociaż od daty 
Jęgo śmierci mija już wiele lat. 
Jak wielu ludzi mocno zrośniętych dalszymi etapami swe- 
go życia z Bydgoszczą i Pomorzem, Janusz Pasturczak wy- 
wodził się z innych stron. Pochodził z Kongresówki, daw- 
nego zaboru rosyjskiego, z środowiska zubożałych właści- 
cieli ziemskich. Urodził się w sierpniu 1899 roku we Wło- 
cławku, gdzie po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał 
do Gimnazjum Ziemi Kujawskiej. W klasie przedmatural- 
nej wszedł szybko w otwarty konflikt z władzami zabor- 
czymi, dopuszczając się obrazy majestatu Jego Cesarskiej 


... 


, 


.- 



 


Kpt. Janusz Pa- 
sturczak, dow6dca 
2 baterII 11 DAK. 
Rok 1937 


.".... 


125
		

/kb_198500128_0001.djvu

			... 


Wysokości Mikołaja II, cara Wszechrosji. Po prostu w swej 
nienawiści do zaborcy, oblał portret cara atramentem. Nie- 
zależnie od dużych kłopotów jakie mieli za to rodzice, Ja- 
nusz otrzymał tzw. "wilczy bilet", tj. zakaz uczęszczania 
do jakiejkolwiek szkoły na terenie ówczesnego imperium 
rosyjskiego. Opuścił wtedy mury gimnazjum i jako młody 
chłopak zaczął pracować w znanej \V okresie późniejszym 
z robotniczych wystąpień fabryce celulozy. Chciał przez to · 
zdobyć zawód i środki do samodzielnego utrzymania się. 
Tam też z
staje go rok 1918 - upadek mocarstw zabor- 
czych i proklamacja Niepodległego Państwa Polskiego. Po- 
wraca wtedy do swego gimnazjum, ale nie na długo, bo 
oto wojna 1920 roku kieruje go jako ochotnika wprost z ła- 
wy szkolnej w szeregi 2 Pułku Szwoleżerów RokitniańsKich. 
W pułku tym służy również w tych czasach w jednym -ze 
szwadronów liniowych jego ojciec. Janusz natomiast, z wła- 
snym koniem, zakupionym przez rodzinę, trafia do szwa- 
dronu zapasowego, stacjonującego w samym Włocławku. 
Wszystko nosi znamiona wielkiej improwizacji - przy 
ogromnych brakach w wyposażeniu odbywa się skrócone 
przeszkolenie i wymarsz na front w okolice Dobrzyń- 
Włocławek celem obrony linii Wisły przed próbami forso- 
wania rzeki przez korpus kawalerii Gaja. Po bitwie war- 
szawskiej następuje reorganizacja pułku pod Zamościem 
i dalsze walki. W jednej z szarż kawaleryjskich zostaje 
ranny i traci swego konia. Po zakończeniu działań wojen
 
nych, jak wielu jego rówieśników - ochotników, wraca 
do szkoły, podejmując dwukrotnie już przerwaną naukę. 
Zdaje maturę w swym Gimnazjum Ziemi Kujawskiej i wte- 
dy staje przed nim zwykły życiowy problem jego pokole- 
nia - co dalej? Niewątpliwie podoba mu się wojsko, po- 
znał specyfikę służby żołnierskiej od strony najbardziej rea- 
listycznej - na wojnie, gdzie "dorośleje" się bardzo szybko, 
a niejednokrotnie kilka dni daje więcej doświadczenia 
i przeżyć, niż normalnie całe lata. Posiada również duże 
zamiłowanie i uzdolnienia techniczne. Zdaje nawet pomyśl- 
nie egzamian wstępny na Wydział Budowy Maszyn Poli- 
techniki Lwowskiej. Przeważa jednak ostatecznie nie naj- 
lepsza sytuacja materialna jego rodziny, gdzie trudno byłoby 
liczyć na pomoc materialną w ciągu długich lat studiów. 
W rezultacie powraca do wojska, z którym tak niedawno 
się rozstał. Kończy Szkołę 
odchorążych w Warszawie, a na- 
stępnie wstępuje do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu, 
gdzie ześrodkowuje się wtedy całe szkolnictwo artyleryjskie 
odrodzonej polskiej siły zbrojnej. Dokonuje więc wyboru 
artylerii jako broni, której pozostanie wierny w całej swej 
żołnierskiej służbie i jak przyszłość okaże, w dalszych latach 
życia, które przyjdzie mu spędzić już poza wojskiem. 
W ciągu dwuletniego okresu nauki poznaje gruntownie taj- 
niki wyszkolenia nowoczesnego artylerzysty. Rozumie do- 
skonale, że oficer artylerii poza gruntownym wyszkoleniem 
techniczno-artyleryjskim musi dokładnie opanować sposoby 
walki podstawowych rodzajów broni, na korzyść których 
będzie działał na polu walki. Kończy szkołę w październiku 
1925 r. z wysoką lokatą, w gronie najlepszych. Jako młody 
podporucznik otrzymuje przydział do 15 Pułku Artylerii 
Lekkiej (P.A.L.) w Bydgoszczy. Stanowi to dla niego jedno- 
cześnie trwale związanie się z naszym miastem nad Brdą 


126
		

/kb_198500129_0001.djvu

			£, 
i jego społeczeństwem. W 15 P.AL. służy przez 5 lat. Po- 
znaje tu zasady współpracy artylerii z piechotą na szczeblu 
wielkich jednostek taktycznych. Rozumie rolę artylerii w no- 
woczesnej walce, gdzie nie do pomyślenia jest jakiekolwiek 
działanie podstawowych broni bez wsparcia artyleryjskiego. 
Dostrzega jednocześnie, jak artyleria innych państw osiąga 
w tym czasie olbrzymi rozwój ilościowy i jakościowy. W 
roku 1927 mianowany zostaje porucznikiem. W roku 1930 
skierowany zostaje na stanowisko instruktora artylerii do 
61 pułku piechoty, jednostki o pięknych tradycjach bojo- 
wych, a której odznaka pułkowa przedstawia . alegoryczne 
zwycięstwo pułku nad Niemcami. 
Polubił artylerię szczerze, rozumie jej wartość we współ- 
czesnej mu dobie, wciąż jednak tkwi w nim niezatarty 
sentyment do broni konnych. Wszakże swą żołnierską drogę 
rozpoczął jako szwoleżer i trudno mu jakoś o tym zapom- 
nieć. Toteż z prawdziwą radością przyjmuje w 1931 roku 
przeniesienie do 11 Dywizjonu Artylerii Konnej (11 DAK), 
broni, która przez swe przeznaczenie współdziałania z ka- 
walerią musi być wyjątkowo ruchliwa, a konny artylerzy- 
sta łączyć musi kunszt artyleryjski z wysokimi umiejętno- 
ściami jeździeckimi. 
Służba w 11 DAK to okres jego najlepszych lat, powo- 
dzenia, sukcesów i najprzyjemniejszych wspomnień. Trafił 
też do tego doskonałego dywizjonu artyleryjskiego w mo- 
mencie korzystnym. Związany był on z osobą ówczesnego 
dowódcy DAK, niezapomnianej pamięci ppłka (późniejszego 
generała) Włodzimierza Dembińskiego, którego wybitna oso- 
bowość i cechy charakteru kształtowały oblicze Dywizjonu, 
łącząc w nim najpiękniejsze tradycje polskiej artylerii kon- 
nej z wysokim poziomem wychowania i wyszkolenia całego 
stanu osobowego. Por. Janusz Pasturczak pełni początkowo 
funkcje młodszego oficera I baterii, by wkrótce, bo już 
w roku 1932 objąć stanowisko adiutanta Dywizjonu. Po- 
wołanie go na to stanowisko po tak krótkim okresie służby 
w nowej jednostce, to niewątpliwy dowód zaufania ze stro- 
ny dowódcy, który spotyka się z powszechnym uznaniem 
korpusu oficerskiego. Na tym stanowisku pozostaje kilka lat. 
dając się poznać, niezależnie od wysokich kwalifikacji fa- 
chowych, jako oficer o wysokim poczuciu koleżeństwa, soli- 
darności środowiska dakowskiego i ogólnoludzkiej życzli- 
wości. Wrodzony takt i duży autorytet osobisty, jakim cieszy 
się w swym otoczeniu, pozwala mu znacznie przyczynić się 
do zespolenia korpusu oficerskiego Dyonu w jedną zwartą 
całość. 
W roku 1936 mianowany zostaje kapitanem, a w roku 
następnym odkomenderowany na kurs dowódców baterii do 
Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu. Po powrocie 
do Dyonu obejmuje dowództwo drugiej baterii. Z nią też 
wyjdzie później na wojnę w 1939 roku i będzie dzielił z nią 
do końca blaski i cienie pola walki. Okazuje się świetli: In 
dowódcą baterii tak pod względem wyszkoleniowym, jak 
też organizacji i zaopatrzenia. Potrafi wpoić podkomendnym 
ambicję zajmowania przez baterię czołowego miejsca w dy- 
wizjonie. Wyszkolenie baterii doprowadza do perfekcji. Nie 
darmo przecież pisał o nim w swych wspomnieniach płk. 
Witold Walewski, że już w roku 1934 miał możność obser- 
wować na poligonie w Biedrusku jego prawdziwy kunszt 


127
		

/kb_198500130_0001.djvu

			artyleryjski. Obecny przy tym dowódca grupy artylerii, 
płk. Korycki, sam znakomity. artylerzysta, lecz przy tym 
niesłychanie wymagający i nieskory do pochwał, nie wy- 
trzymał i nazwał strzelanie to prawdziwą "ucztą artyleryj- 
ską". Do takiego też poziomu potrafił w stosunkowo krótkim 
czasie doprowadzić swą baterię, kiedy nadeszła próba we- 
ryfikacji umiejętności wykazywanych na poligonach, ćwi- 
czeniach i manewrach - na polu walki, o stawkę najwyż- 
szą, jaką było istnienie narodu i państwa. 
Pani Jadwiga Pasturczak, małżonka kapitana, doskonale 
pamięta ten moment, kiedy Dywizjon w pełnym składzie 
opuszczał swe koszary i swe miasto (jak się wkrótce oka- 
zało - na zawsze), udając się na pozycje ku granicy. Je- 
chały baterie za baterią, wśród nich 2 bateria pod do- 
wództwem kpt. Pasturczaka. Przy wartowni zebrała się 
liczna grupa rodzin wOjskowych, żegnając swych najbliż- 
szych. Nastrój był raczej poważny, wszyscy zdawali sobie 
sprawę z powagi chwili. J:;inUSZ natomiast, jak wspomina 
p. Pasturczak, był bardzo pogodny, wprost wesoły, s
roko 
uśmiechnięty. Wyruszał na wojnę po raz drugi w swym 
życiu. Pierwszy raz, jako młody chłopak, ochotnik-szwoleżer, 
teraz już jako 40-letni mężczyzna, doświadczony oficer. Za 
nim bateria - 4 działa, jaszcze, kolumna amunicyjna, 
180 oddanych mu ludzi. To wszystko stwarza poczucie siły, 
pewności. Wierzył zresztą zapewne w jasną przyszłość 
Polski... . 
Bateria kpt. Pasturczaka przydzielona zostaje do dyspo- 
zycji 18 Pułku Ułanów, jako bateria bezpośredniego wspar- 
cia, czyli samodzielna. Dzień wybuchu wojny zastaje baterię 
na stanowisku ogniowym na północ od m. Racławki z za- 
daniem wspierania linii obrony pułku, która przebiegała 
wzdłuż granicy państwowej, od wsi Lichnowy w kierunku 
na Angowice, Szenfeld. Już w pierwszym dniu wojny, w go- 
dzinach porannych, ogniem bezpośrednim wstrzymuje silne 
uderzenie nieprzyjaciela, a następnie umożliwia wycofanie 
się bez strat spieszonego. w Angowicach szwadronu rtm. 
Ladosia. Osłonięcie ogniem wycofującego się szwadronu 
było ogromnie ryzykowne, zważywszy, że położenie szwadro_ 
nu określone zostało na podstawie ustnego meldunku wy- 
słanego oficera. Starczy wspomnieć, że pierwsza seria leżała 
około 50 m przed własnymi oddziałami. W dalszym ciągu 
bateria wstrzymuje kolejne natarcia silnej piechoty nieprzy- 
jacielskiej, umiejętnie zmienif1jąc rodzaje ognia. Był to 
prawdziwy popis sztuki artyleryjskiej, a doskonałe zamasko- 
wanie baterii przed lizjerą lasu chroni ją przed bombar- 
dowaniem lotniczym. Kiedy w miarę narastania nacisku 
nieprzyjaciela i zagrożenia obejścia od skrzydła sytuacja 
staje się krytyczna, bateria pozostaje na stanowisku, osła- 
niając wycofywanie się pułku. W ciągu tego dnia ogień 
prowadzony był tak intensywnie, że trzeba było stosować 
specjalne chłodzenie, a w końcu jedno z dział na skutek 
przegrzania lufy uległo uszkodzeniu. Kiedy w godzinach 
popołudniowych, po zajęciu nowych stanowisk, część pułku 
wykonuje manewr obejścia nieprzyjaciela z prawego skrzy- 
dła, zakończony słynną szarżą pod Krojantami, kpt. Pastur- 
czak, celnym, niesłychanie skutecznym ogniem walnie 
przyczynia się do związania nieprzyjaciela czołowo, umożli- 
wiając w ten sposób pomyślne wykonanie manewru. 


128 


......
		

/kb_198500131_0001.djvu

			W następnym dniu kolejny rozkaz przydziela 2 baterię 
do zgrupowania płka Zaniewskiego. Po jego rozbiciu kpt. 
Pasturczak samorzutnie dołącza się do 16 Pułku Ułanów, 
który obsadza linię kolejową Bukowiec, z zadaniem po- 
wstrzymania jednostek pancernych nieprzyjaciela, aby dać 
w ten sposób możność wycofania się Pomorskiej Brygadzie 
Kawalerii i oddziałom piechoty na Bydgoszcz. Decyzja 
kpt. Pasturczaka wsparcia obrony 16 Pułku Ułanów j'est tu 
całkowicie samorzutna i samodzielna. Wie dobrze, że w ta- 
. kiej sytuacji liczy się każde działo, a nie chce ani chwili 
stać bezczynnie. Podciąga baterię na przejazd kolejowy 
i otwiera ogień na wprost do fali nadchodzących czołgów. 
W krótkim czasie 8 z nich zostaje rozbitych. Wychodzi 
drugie natarcie, wsparte ogniem artylerii i silnym bom- 
bardowaniem lotniczym. Bateria w dalszym ciągu strzela 
skutecznie, podtrzymując opór spieszonych szwadronów 
pułku. W rezultacie natarcie zostaje na kilka godzin po- 
wstrzymane. Pułk ponosi jednak bardzo duże straty i ma 
trudności z oderwaniem się od nieprzyjaciela. W rezultacie 
jest to ostatnie działanie 2 baterii w kampanii wrześniowej. 
Silnie bombardowana w czasie odwrotu, ostrzeliwana z bro- 
ni pokładowej, po wyczerpaniu wszelkich możliwości prze- 
bicia się przez zacieśniający się rygiel nieprzyjacielski, zo- 
staje na rozkaz dowódcy zniszczona wraz z całym sprzętem. 
W ten sposób, jak wspomina kpt. Pasturczak, pożegnaliśmy 
się ze staruszkami "PUTILOWSKAWO ZAWODA"', ur. w 
roku 1898, które okazały się za stare do nowego tańca. 
Trzeba jednak przyznać, że "staruszki" te, pod jego do- 
wództwem dobrze dały się Niemcom we znaki. Wspierały 
skutecznie w bardzo trudnych sytuacjach działania dwóch 
pułków kawalerii. Szczególnie ostatnia decyzja dowódcy ba- 
terii, wsparcia obrony 16 Pułku Ułanów nosi znamiona 
wielkiego charakteru. Wiedząc dobrze, jak trudna jest dla 
artylerii sytuacja w odwrocie, mając jeszcze szanse bez- 
piecznego wyjścia z okrążenia, samorzutnie zgłasza się do 
płka Russockiego z gotowością wsparcia jego pułku w obro- 
nie. Tak pojmował zadanie artylerii do końca. 
Dalsze losy baterii to już losy poszczególnych ludzi i ich 
wysiłki do wydostania się z okrążenia i dołączenia do od- 
działów walczących. Kapitan po zniszczeniu baterii dzieli 
ludzi na mniejsze grupy, słusznie rozumując, że tak będzie 
łatwiej wyrwać się z kotła. Sam z grupką kanonierów prze- 
dziera się ku Wiśle, gdzie koło Swiecia, w m. Wielki Ko- 
nopat w nocy wpada na reflektory czołgów. 
Odtąd dzieli losy jeńca wojennego w kolejnych obozach 
w Lubece, Itzehoe, Sandbostel. W ciężkich warunkach obo- 
zowych odzywa się dawne uszkodzenie płuca z roku 1920. 
Zapada na gruźlicę i zostaje przeniesiony do obozu w Tan- 
gerhlitte, o nieco lżejszych warunkach. Na wiosnę 1945 r. 
obóz zostaje ewakuowany. W przejściu przez Sudety ogarnia 
jeńców ofensywa radziecka. Ponieważ kpt. Pasturczak do- 
brze zna język rosyjski, potrafi się szybko porozumieć z do- 
- wództwem radzieckim i otrzymuje dla całej grupy oficerów 
zbiorową' przepustkę na powrót do kraju. 
Powraca do Bydgoszczy, miasta gdzie spędził swe najlep- 
sze rata żołnierskiej służby. Jak ogromna większość za- 
wodowych oficerów Września, życie musi rozpoczynać od 
nowa, łącznie od zdobycia nowego zawodu. A do tego jo- 


9- 


129
		

/kb_198500132_0001.djvu

			szcze gruźlica, ogólne wyczerpanie pobytem w niewoli. Roz- 
poczyna pracę w Zarządzie Nieruchomości Ziemskich, a na- 
stępnie w Państwowych Nieruchomościach Ziemskich. Pra- 
cuje kolejno w Państwowych Gospodarstwach Rolnych 
i w Zjednoczeniu Przemysłu Mięsnego. Podejmuje jedno- 
cześnie studia zaoczne w Akademii Rolniczej w Poznaniu, 
uzyskując w roku 1954 dyplom inżyniera rolnictwa. Można 
to uważać za swoisty wyczyn i dowód wielkiej siły woli 
tego mocno schorowanego i pracującego w tak trudnych. 
warunkach człowieka, który po ciężkiej walce o byt, o eg- 
zystencję, potrafił dokonać w wieku 55 lat tego, co jest 
barierą nie do przebycia dla wielu młodych i zdrowych 
ludzi. Jak świadczą liczne dokumenty, na wszystkich po- 
wierzonych mu odcinkach jest doskonałym pracownikiem, 
o dużych zdolnościach organizacyjnych, trafności decyzji, 
a ponadto wyjątkowej uczciwości i sumienności. Jego liczne 
artykuły zamieszczane w fachowej prasie rolniczej uderza- 
ją znajomością problemu, trafnością spostrzeżeń i wniosków. 
Niestety jednak schorowany, zniszczony organizm cora? czę- 
_ ściej daje znać o sobie. Coraz częściej zapada na zdrowiu. 
Stara się jednak tego nie okazywać, do końca zachowując ' 
optymizm i pogodę ducha. 
Przez cały okres powojenny utrzymuje ścisły kontakt ze 
środowiskiem żołnierskim 11 DAK. Nawiązuje przyjacielską 
łączność z kolegami rozsianymi na terenie całego kraju i na 
obczyźnie. Jest niestrudzonym inicjatorem idei zorga- 
nizowania w Bydgoszczy środowiska weteranów "lI DAK, 
o silnym poczuciu żołnierskiej więzi, wzajemnym koleżeń- 
stwie, szacunku do dawnych przełożonych i przywiązaniu 
do pięknej tradycji artylerii konnej. Dziś też środowisko 
weteranów 11 DAK należy do jednego z najbardziej zwar- 
tych, skonsolidowanych wspólnot kombatanckich, o wyso- 
kim poczuciu honoru swej broni i barwy. 
Wiele wysiłku i trudu włożył kpt. Janusz Pasturczak 
w ufundowanie Tablicy Pamiątkowej 11 DAK. Umieszczona 
we wnętrzu jednej z bydgoskich świątyń (Bazylika św. Win- 
centego ił Paulo) przypomina społeczeństwu Bydgoszczy 
o tych, którzy polegli w obronie Ojczyzny w latach 1939- 
1945. 
Zamiłowany jeździec, z powodzeniem uprawiający sport 
konny w latach międzywojennych, należący do ekipy Mili- 
tari Dywizjonu, założył w latach powojennych klub jeź- 
dziecki dla młodzieży. Klub ten, uchodzący za .. wychowan- 
ka" 11 DAK, po dziś dzień pod stałą opieką fachową mał- 
żonki kapitana, p. Jadwigi Pasturczak tętni życiem, wyra- 
biając w młodym pokoleniu sentyment do konia i zamiło- 
wanie do uprawiania tego pięknego, narodowego sportu. 
Kpt. Janusz Pasturczak zmarł 21 grudnia 1975 roku, w 
przededniu świąt Bożego Narodzenia. Po przejściowym po- 
lepszeniu stanu zdrowia żywił nadzieję spędzenia wieczoru 
wigilijnego i świąt w dobrym nastroju, wśród swych naj- 
bliższych. Stało się jednak inaczej. Spędził je już na innym 
świecie. Na miejsce jego wiecznego spoczynku odprowadziła 
go, poza rodziną, spora grupa przyjaciół, kolegów i towa- 
rzyszy broni. Przeważali wśród nich weterani 11 DAK. Że- 
gnali swego kapitana. Wśród licznych telegramów i listów 
kondolencyjnych, jakie po dziś dzień jeszcze zachowały się 
w zbiorach rodziny Zmarłego, szczególną uwagę zwraca list 


130
		

/kb_198500133_0001.djvu

			t:. 


zYJącego wtedy jeszcze nestora polskich kawalerzystów, by- 
łego dowódcy Pomorskiej Brygady Kawalerii, gen. Romana 
Abrahama. Pisze on między innymi, że zaszczytem dla 
niego było dowodzić takimi żołnierzami, jak kpt. Janusz 
Pasturczak. Stwierdzenie to, pochodzące od generała, zna- 
nego z bardzo wysokich wymagań i surowych ocen swych 
podkomendnych (i nie tylko podkomendnych) ma tu szcze- 
gólną wymowę. 


-e- 


Miałem możność przeczytać niedawno zachowane w rękopisie 
wspomnienia I refleksje Zmarłego. Można by pOdzielić je na dwie 
tematycznie grupy. Pierwsza z nich dotyczy polskiego Września. 
Uderza w nich wszechstronne spojrzenie, głęboka analiza faktow, 
trafność wniosków. Grupa druga 'związana jest z rozmaitymi pro- 
blemami środowiska kombatanckiego w okresie powojennym. Do- 
tyczą one przeważnie Zołnierzy Września. z którymi przeCież tak 
mocno i na dobrą i złą dolę był związany. Jest też kronika 
Srodowiska weteranów 11 DAK, prowadzona Jego ręką do ostat- 
nich chwil życia. Przebija z niej, pOdobnie jak i ze wszystkich 
zebrań i spotkań żOłnie.rzy dywizjonu. zawsze żywa postać do- 
wódcy 2 baterii, wykształconego oficera, świetnego dowódcy, nie- 
ustraszonego żołnierza. którego służba dla Polski była zawsze 
gorliwa i szczera. 


-- 


....
		

/kb_198500134_0001.djvu

			Dzieje Bydgoszczy 
. 


w II Rzeczypospolitej (8) 


Tragiczny rok 1939 


BYDGOSCY NIEMCY OGLASZAJĄ BOJKOT GOSPODAR- 
CZY POLAKÓW . MASIFESTACJE SOLIDARSOŚCI 
NARODOWEJ SPOŁECZEŃSTW A POLSKIEGO . ..ZYWE 
TORPEDY". KOPANIE ROWÓW I SCHRONÓW. WLA- 
DZE OPUSZCZAJĄ MIASTO . KONIEC EPOPEI PRZED- 
WRZEŚNIOWEJ 


Ulewny deszcz i grząskie błoto na ulicach miasta w noc 
sylwestrową z 1938 na 1939 rok nie zepsuły bydgoszczanom 
humoru. Karnawał był huczny jak nigdy. Mieszczański świat 
bawił się beztrosko, wznoszono radosne toasty. Dokonany 
niedawno zabór Zaolzia wzbudził u wielu Polaków naiwną 
wiarę w mocarstwowość Rzeczypospolitej. Te iluzje podsy- 
cały buńczuczne wystąpienia marszałka Rydza-Smigłego. 
Deklaracje francuskich mężów stanu, iż w razie napaści na 
Polskę Francja natychmiast pospieszy nam z pomocą, rodziły 
optymistyczne złudzenia. W świetle zarysowującej się po- 
prawy gospodarczej kraju, również Bydgoszczy, rok 1939 
zapowiadał się pomyślnie. W tej sytuacji bydgoskie opozy- 
cyjne ugrupowania polityczne, ożywione swoimi sukcesami 
w ostatnich wyborach samorządowych z grudnia 1938 roku, 
przygotowywały się do rozgrywek z rządzącą sanacją. 
2 stycznia 1939 roku zmarł przywódca i ideolog opozycyj- 
nego, Stronnictwa Narodowego, Roman Dmowski. Na po:' 
grzeb Dmowskiego w Warszawie wyruszył z Bydgoszczy 
pociąg nadzwyczajny, wiozący ponad 400 członków tego 
stronnictwa z Bydgoszczy, Inowrocławia, Szubina i Nakła. 
Już na pierwszym posiedzeniu nowej Rady Miejskiej w 
Bydgoszczy opozycja wykorzystała swoją liczebną przewagę. 
Jeden z radnych Stronnictwa Narodowego zgłosił nagły wnio- 
sek uczczenia pamięci Romana Dmowskiego przez nadanie 
jego imienia ulicy Mostowej. Przeciw nagłości wniosku wy- 
stąpił radny socjalistyczny Tadeusz Matuszewski, proponując 
nadanie którejś z. ulic Bydgoszczy imienia Ignacego Daszyń- 
skiego. Prezydent Leon Barciszewski zarządził głosowanie. 
Większośc
ą głosów uchwalono przemianowanie ulicy Mo- 
stowej na ulicę Romana Dmowskiego, a mostu Teatralnego 
na most Romana Dmowskiego. Uchwała została zatwierdzo- 
na przez władze wojewódzkie w Toruniu. 
20 stycznia 1939 roku przypadała 19 rocznica wkroczenia 
wojska polskiego do Bydgoszczy i przejęcia miasta przez 
Rzeczypospolitą. W połączeniu z uroczystościami 20-lecia 
Powstania Wielkopolskiego odbył się podniosły obchód zor- 
ganizowany przez Związek Powstańców Wielkopolskich. Po 
nabożeństwie w zabytkowej Farze, pochód organizacji kom- 
batanckich ruszył przed Grób Nieznanego Powstańca Wiel- 


132
		

/kb_198500135_0001.djvu

			t:. 
kopoIskiego. Okazałe wieńce złożyli: starosta bydgoski Julian 
Suski, prezydent miasta Leon Barciszewski, komendant gar- 
nizonu bydgoskiego gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki, do- 
wódca 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej płk Zdzisław 
Przyjałkowski, dowódca 62 pp ppłk Kazimierz Heilman- 
-Rawicz i prezes Związku Powstańców Wielkopolskich Wa- 
wrzyniec Wozimirski. Zakończeniem uroczystości była aka- 
demia w sali kina "Kristal" (dziś "Pomorzanin"). Po po- 
łudniu w świetlicy Straży Pożarnej starosta Julian Suski 
dokonał dekoracji złotymi, srebrnymi i brązowymi krzyżami 
zasługi 69 bydgoszczanek i bydgoszczan za aktywne uczest- 
nictwo w dziele spolszczenia Bydgoszczy. 
21 stycznia 1939 r. w sali Starostwa przy ul. Słowackiego 
odbyło się odznaczenie bydgoszczan - byłych harcerzy nie- 
podległościowców. Z rąk kapitana Wincentego Wieuejew- 
skiego z Poznania ryngrafy harcerskie otrzymali: Wincenty 
Gordon, Stanisław Mathea, Roman Radny, Józef Rutkowski, 
Stanisław Saroszewski i Wiktor Urbanowski. Zostali oni 
również odznaczeni Srebrnymi Krzyżami Zasługi. Ponadto 
ryngrafy harcerskie za pracę w konspiracyjnych drużynach 
bydgoskich w czasie walk o niepodległość Wielkopolski otrzy- 
mali: Leon Affelt, Tadeusz Bartnicki, Franciszek Biechowski, 
Marcin Borowski, Bernard Dąbski, Karol Garsztka, Teofil 
Golz, Roman Gonczerzewicz, Witold Górny, Władysław Górny, 
Franciszek Janowski, Franciszeek Jarzembowski, Konrad Ka- 
ramucki, Jan Kempiński, Jan Kollet, Julian Majka, Edmund 
Mathea, dr Henryk Milchert, Leon Osiński, Konstanty 
Rzanny, adw. Edward Rubenau, sędzia Edmund Sowiński, 
Feliks Sikorski, Stanisław Spychała, Bernard Schroedter, 
Władysław Scieszyński, Ludwik Wardalski i Henryk Waw- 
rzyniak. 


* 


Komisja historyczna przy DOK VIII w Toruniu stwier- 
dziła, że bydgoszczanie Franciszek Hoffmann, Anastazy 
Chmielewski, Franciszek Doberstein i' Józef Nowak byli 
członkami zakonspirowanej wojskowej straży kolejowej przy 
Radzie Ludowej w Bydgoszczy w latach 1918-1919 i brali 
czynny udział w ruchu niepodległościowym Pomorza. Do- 
wódca Okręgu Korpusu w Toruniu, gen, Micha] Karaszewicz- 
-Tokarzewski, pr
esłał im dyplomy uznania. 


PROJEKT POMORSKIEJ WYSTAWY 
ROL
ICTWA I PRZEMYSŁU W 1940 ROKU 


Zarząd m. Bydgoszczy oj,Jracował w lutym 1939 roku plan 
zorganizowania w 194Q r. Pomorskiej Wystawy Rolnłctwa 
i Przemysłu. Dla planowanej wystawy rezerwowano teren 
85 tysięcy metrów kwadratowych wzdłuż ulic Królowej 
Jadwigi, Rejtana, Langiewicza aż do dworca kolejowego. 
Druga część wystawy miała być rozlokowana pomiędzy 
ulicami Kordeckiego (dziś Olszewskiego), Dolina i Krusz- 
wicką, z Szkołą Przemysłową jako- punktem centralnym. 
Pomorska Wystawa Rolnictwa i Przemysłu miała obra- 
zować dorobek 20-lecia Bydgoszczy i okręgu nadnoteckiego. 
Przy pracach przygotowawczych związanych z tą wysta- 
wą zatrudniono część bezrobotnych. W końcu lutego 1939 r. 
było w Bydgoszczy ponad 8000 bezrobotnych. Zatrudnieni 


133
		

/kb_198500136_0001.djvu

			przy robotach publicznych otrzymywali dziennie 4 złote, 
w tym 2 złote w gotowce, resztę w żywności. Bezrobotnych 
zatrudniano przez 5 dni w miesiącu, przeważnie przy regu- 
lowaniu terenu projektowanej wystawy przy ul. Królowej 
Jadwigi, na Jachcicach oraz w ogrodach miejskich. Z wy- 
asygnowanych przez miasto 570.000 złotych na pomoc dla 
bezrobotnych zakupowano różne produkty żywnościowe, 
m. in. mleko, mąkę, z której w pięciu piekarniach wypie- 
kano chleb dla bezrobotnych. Słoninę i tłuszcz rozdzielano 
co dwa tygodnie. Przymierające głodem rodziny bezrobot- 
nych wegetowały w nieopisanej nędzy. Życie w mieszczań- 
skim społeczeństwie było okrutne i nieubłagane. Oto jeden 
z licznych przykładów: przed Sądem Grodzkim w Bydgosz- 
czy 6 marca 1939 r. stanął 32-letni Alojzy Izdebski, oskarżony 
o kradzież węgla z otwartego wagonu na dworcu towaro- 
wym. Oskarżony tłumaczył się, że dokonał kradzieży z nę- 
dzy, gdyż matka nie miała czym napalić w piecu. Wartość 
węgla wynosiła 60 groszy. Sędzia skazał Izdebskiego na 
l rok bezwzględnego więzienia. ł 


* 


Ministerstwo Przemysłu i Handlu wyraziło zgodę na urzą- 
dzenie wystawy ogólnopomorskiej w Bydgoszczy w okresie 
od 15 maja do 15 sierpnia 1941 roku. Wystawa miała objąć 
całokształt dorobku Wielkiego Pomorza: nauki, kultury, 
produkcji przemysłowej, rzemieślniczej i rolniczej.' Repre- 
zentacyjną część wystawy miały stanowić tereny od ulicy 
Królowej Jadwigi do wiaduktu kolejowego. Dla wystawy 
rolniczej i "Wesołego miasteczka" przeznaczono tereny na 
Jachcicach. 


PROWOKACJE BYDGOSKICH NIEMCÓW " 


Przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy coraz częscleJ 
toczyły się rozprawy przeciw Niemcom, oskarżonym o wro- 
gie wystąpienia antypolskie. 
2 marca 1939 r. opanowana przez elementy hitlerowskie 
Partia Młodoniemiecka (Jungdeutsche Partei) zwróciła się 
do Niemców w Wielkopolsce i na Pomorzu "z apelem o boj- 
kot gospodarczy Polaków. Apel głosił: "Niemcy, którzy na- 
bywają towary w polskich sklepach i zatrudniają Polaków 
w swoich zakładach, stają się winnymi dyskryminacji Niem- 
ców w Polsce". 
W odpowiedzi na tę prowokację, Polski Związek Za- 
chodni obwieścił plakatami oraz w polskiej prasie bydgo- 
skiej apel do Polaków, ażeby zerwali wszelkie kontakty 
handlowe z Niemcami i przystąpili do solidarnego bojkotu 
sklepów i przedsiębiorstw niemieckich. Plakaty - odezwy 
Polskiego Związku Zachodniego pojawiły się w całym mie- 
ście na parkanach oraz oknach wystawowych niemieckich 
sklepów, lokali gastronomicznych i fabryk. Na gorącym 
uczynku zdzierania tych plakatów z parkanu przy ul. Sło- 
wackiego zostali przyłapani profesorowie niemieckiego gim- 
nazjum im. Diirera w Bydgoszczy, Witold Bollenbach 
i Heinz Eckert. 


* 


134
		

/kb_198500137_0001.djvu

			£. 


Generałem brygady został mianowany w dniu 19 marca 
płk dyplomowany Zdzisław Wincenty Przyjałkowski, do- 
wódca 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Nowo miano- 
wany generał nie przypuszczał, że za niespełna pół roku 
będzie kierował bohaterską walką pUłków 15 Dywizji w 
obronie Bydgo
zczy, do której już nigdy nie miał wrócić. 
Wielkie wydarzenia na arenie międzynarodowej, zwiastu- 
jące wojnę z hitlerowską Rzeszą Niemiecką, wzmogły czuj- 
ność społeczeństwa bydgoskiego. Na apel Polskiego Związ- 
ku Zachodniego odbyła się w Bydgoszczy w niedzielę, 
26 marca 1939 potężna manifestacja solidarności narodowej 
społeczeń
twa polskiego. W pOłudnie na placu Piastowskim 
zgromadziły się setki bydgoskich organizacji społecznych 
ze sztandarami i transparentami. Olbrzymi pochód ruszył 
przez miasto ku Staremu Rynkowi. Niesiono setki transpa- 
rentów, m. in. z napisami: "Każdy obywatel żołnierzem!", 
"My chcemy Gdańska!", "My chcemy Warmii i Mazur!", 
"Nie pozwolimy ruszyć naszych granic!", "Wszyscy w obro- 
nie niepodległości!". - W tym duchu odbyła się wielka ma- 
nifestacja na Starym Rynku. 
W kwietniu 1939 roku 15 działających w Bydgoszczy 
związków byłych kombatantów-niepodległościowców posta- 
nowiło utworzyć wspólny front celem skupienia się, w jed- 
nym szeregu pod rozkazami Naczelnego Wodza. Uzgodniono 
program stałej współpracy i wspólnego przeprowadzania 
wszelkich akcji i manifestacji. 
W dniu l maja 1939 bydgoska lewica nie zorganizowała 
pochodu l-majowego ulicami miasta wobec konieczności 
wytężenia wszystkich sił narodu dla obrony Ojczyzny za- 
grożonej przez faszyzm. 3 maja bydgoszczanie wzięli maso- 
wY udział w manifestacji pod hasłem "Jesteśmy silni, zwarci 
i gotowi"'. Punktem kulminacyjnym manifestacji była defi- 
lada na placu Wolności. Bez różnicy stanów i przekonań 
politycznych, ramię przy ramieniu, odświętnie lldekorowa- 
nymi ulicami miasta, krocZ¥ły setki organizacji społecznych, 
hufce młodzieżowe, związki byłych kombatantów z inwali- 
dami na czele, załogi fabryk, a na koniec wojsko. ,Defiladę 
wojska prowadziła Szkoła Podchorążych Marynarki Wojen- 
nej. Tłumy bydgoszczan owacyjnie pozdrawiały defilujące 
pułki piechoty, baterie artylerii, pułk ułanów, formacje 
pancerniaków. Defilada trwała kilka godzin. 


..ŻYWE TORPEDY" 


7 maja 1939 r. starostwo grodzkie w Bydgoszczy zawie- 
siło działalność miejscowego teatru niemieckiego. Zarządze- 
nie to wydano w związku ze wzburzeniem polskiej opinii 
publicznej z powodu napaści bojówki hitlerowskiej na arty- 
stów teatru katowickiego w czasie ich występów w Opolu. 
Wielu młodych bydgoszczan zaczęło ochotniczo zgłaszać 
się do dyspozycji władz wojskowych jako "żywe torpedy" - 
podwodne, przeciwczołgowe, przeciwpancerne lub bombowe. 
Jako pierwszy 8 maja 27-letni pomocnik kupiecki Alfons 
Kowalski (ul. Szczecińska 10) oświadczył w prasie, że gotów 
jest jako żywa torpeda zginąć w obronie Ojczyzny. W ślad 
za nim jako kandydaci na żywe torpedy podobne oświad- 
czenia opublikowali 29-letni Adam Sroda, Florian Boruch 
z ulicy Nakielskiej, stolarz Anastazy Szczech (Na Wzgó- 


135 


.
		

/kb_198500138_0001.djvu

			rzu 5), ślusarz - bezrobotny Walenty Gramza z ul. Nowo- 
dworskiej 29, rezerwista Stanisław Jerzak z ul. Chełmiń_ 
skiej l i Antoni Dulcet z ulicy Kujawskiej. 
W połowie maja 1939 r. przed Sądem Okręgowym w Byd- 
goszczy rozpoczął się wielki proces karny przeciw 22 Niem- 
com, którzy zajmowali się masowym przemycaniem młodych 
ludzi z Kujaw i Pomorza do Rzeszy Niemieckiej. Oskarżeni 
motocyklami objeżdżali powiaty bydgoski, inowrocławski 
i mogileński, werbując młodych Niemców do nielegalnej 
ucieczki przez zieloną granicę. Głównych oskarżonych sąd 
skazał na kary po 3 lata więzienia. 
Przez cały czerwiec, lipiec i sierpień 1939 r. zgłaszali się 
dalsi mieszkańcy Bydgoszczy jako kandydaci na ,,
ywe tor- 
pedy" - ogółem ponad 150. 
Starosta grodzki w Bydgoszczy z dniem 15 czerwca 1939 
roku zawiesił działalność niemieckiego stowarzyszenia 
"Deutsche Kasino-Gesellschaft". Równocześnie władze pol- 
skie zajęły należący do tego stowarzyszenia gmach "Kasyna 
Cywilnego" (dziś Pomorski Dom Sztuki) przy ul. Gdań- 
skiej 20. Gmach "Kasyna Cywilnego" przejęła pod swój 
zarząd Federacja Polskich Związków Obrońców Ojczyzny. 
Ustalono, że nOWa siedziba polskich związków kombatanc- 
kich w Bydgoszczy będzie nosiła nazwę "Dom Społeczny". 
Na "Domu Społecznym" wywieszono polską flagę. Pierwsze 
zebranie członków bydgoskich organizacji kombatanckich 
w "Domu Społecznym" przerodziło się w spontaniczną 1T}a- 
nifestację narodową. W czasie przemówienia sędziego Al- 
freda Janowskiego padały okrzyki: "Na Gdańsk!", "Wara 
od polskiego Bałtyku !". Zebrani domagali się odebrania 
Niemcom w Bydgoszczy kościoła ewangelickieg"o na placu 
Wolności. Budynek tego kościoła był własnością miasta. 
18 czerWCa utworzono Bydgoski Batalion Obrony Naro- 
dowej. Do szeregów tego batalionu powołano kilkaset mie- 
szkańców Bydgoszczy. Powstało też Koło Przyjaciół Bydgo- 
skiego Batalionu Obrony Narodowej z Kazimierzem Soko- 
łowskim na czele. Rozpoczęto kucie łańcucha ofiar na rzecz 
wyposażenia batalionu w broń i sprzęt. 
l lipca 1939 Mieczysław Dunin-Borkowski wystąpił na 
łamach "Dziennika Bydgoskiego" z apelem o utworzenie 
polskiego ochotniczego "Legionu oswobodzenia Gdańska". 
Legion miał położyć kres antypolskim ekscesom hitlerow- 
skim w Wolnym Mieście. Apel Dunina Borkowskiego spot- 
kał się z natychmiastowym odzewem społeczeństwa polskie- 
go. Jako pierwsi ochotnicy z Bydgoszczy zgłosili się: Jan 
Bukowski (Jagiellońska 62), Kazimierz Pastwikowski (Ks. 
Skorupki 15), Jan Ciepły (Chełmińska 3), Stanisław Kiciński 
(Kujawska 148), Edward Witkowski (Brzozowa 86). 4 i 5 lip- 
ca napłynęły' z Warszawy deklaracje następnych 34 ochot- 
ników. 
Niezależnie od napływu deklaracji ochotników do "Le- 
gionu. oswobodzenia Gdańska", nadal zgłaszali się kandy- 
daci na "żywe torpedy" - przeważnie robotnicy, rzemieślni- 
cy, bezrobotni. 


KOPANIE ROWÓW, BUDOWA SCHRO.sÓW 


6 lipca 1939 r. prasa bydgoska opublikowała okólnik mi- 
nistra spraw wewnętrznych w sprawie przygotowania do 


136 


.
		

/kb_198500139_0001.djvu

			L 


obrony przeciwlotniczej. Okólnik polecał natychmiastowe 
przystąpienie do budowy schronów w domach mieszkalnych, 
piwnicach, podwórzach i ogrodach oraz budowy schronów 
zbiorowych i rowów przeciwlotniczych. 
W lipcu 1939 r. z rąk koncernu niemieckiego została wy- 
kupiona Fabryka Sygnałów Kolejowych w Bydgoszczy. Gru- 
pa nowonabywców składała się w 51 % z akcjonariuszy pol- 
skich i 49% ze Szwedów. Przedsiębiorstwo po zmianie wła- 
ścicieli zostało zreorganizowane i otrzymało nazwę BydgoJ 
skie Zakłady' Przemysłowe, Spółka Akcyjna. 
Władze miejskie Bydgoszczy zarządziły przeprowadzenie 
w okresie od 7 sierpnia do 14 września 1939 praktycznych 
ćwiczeń obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej na tere- 
nie miasta. Cwiczenia rozpoczęto 7 sierpnia w blokach mie- 
szkalnych wokół placu Piastowskiego - przy ulicach Zyg- 
munta Augusta, Sowińskiego, Wileńskiej i Sienkiewicza. 
Sprawdzono stan pogotowia obrony przeciwlotniczej oraz 
działanie wszystkich służb oplg w czasie alarmu lotniczego 
i nalotu. 19 sierpnia ód były się ćwiczenia oplg w 19 blokach 
mieszkalnych w okolicy Zbożowego Rynku, Podwala, ulicy 
, Długiej i Starego Rynku. Na ulicy Magdzińskiego pozoro- 
wano wybuch bomby oraz zapalenie się klatki schodowej 
w domu nr 9. Na ulicy Podwale, gdzie "wybuchła" bomba 
gazowa, sanitariuszki wynosiły osoby "zagazowane" ze ska- 
żonego terenu. Wszystkie służby oplg wykonywały _ swoje 
zadania sprawnie i z wielkim przejęciem. 
N apel komend obwodowych Federacji Polskich' Związ- 
ków Obrońców Ojczyzny i Związku Rezerwistów w Byd- 
goszczy, kilkaset kombatantów, zaopatrzonych w łopaty 
i żywność na cały dzień, zebrały się we wtorek, 15 sierpnia 
1939 na placu przy ul. Królowej Jadwigi, skąd nastąpił 
wyjazd do kopania rowów i budowy zapór przeciwczołgo- 
wych. . 
Tego samego dnia na Starym Rynku odbyło się uroczyste 
ofiarowanie wojsku 112 rowerów i l motocykla, zakupionych 
przez pracowników i dyrekcję przedsiębiorstwa' "Bacon 
Export Gniezno" z siedzibą w Bydgoszczy. Rowery i moto- 
cykl dla dowódcy kompanii cyklistów przekazali generałowi 
Zdzisławowi Przyjałkowskiemu prokurent Franciszek Ku- 
lawski i pracownik fizyczny Bronisław Kuchciński. W krze- 
piącej ducha patriotycznej uroczystości uczestniczyli przed- 
stawiciele władz miejscowych ze starostą grodzkim Julia- 
nem Suskim i prezydentem miasta Leonem Barciszewskim 
na czele. Tysiące bydgoszczan wiwatowały na placu Wolności 
na cześć defilujących oddziałów wojskowych garnizonu byd- 
goskiego, wśród nich Bydgoskiego Batalionu Obrony Naro- 
dowej i nowo uformowanej kompanii 112 cyklistów. Była 
to ostatnia, tak porywająca przedwojenna defilada wojsko- 
wa w Bydgoszczy - pod hasłem "Naród z wojskiem, woj- 
sko z narodem". 
W bydgoskiej Farze uczczono nabożeństwem żałobnym 
zmarłego 18 sierpnia 1939 r. prezesa Stronnictwa Pracy 
Wojciecha Korfantego. Zjednoczone kluby bydgoskich rad- 
nych miejskich postanowiły na najbliższym posiedzeniu Ra- 
dy Miejskiej wystąpić z wnioskiem - o nadanie ulicy Dwor- 
cowej Imienia Wojciecha Korfantego. 
Do zbiorowego czynu społecznego prac ziemnych w oko- 
licach Bydgoszczy na cele obrony narodowej nawoływały 


137
		

/kb_198500140_0001.djvu

			organizacje kombatantów, Przysposobienie Wojskowe Kole- 
jarzy i Pocztowców, PCK, Powstańców Wielkopolskich 
i Sokoła. 
W niedzielę, 27 sierpnia dziesiątki tysięcy bydgoszczan 
rozpoczęło budowę schronów przeciwlotniczych i przeciw- 
gazowych w 23 punktach miasta i na przedmieściach. Byd- 
goszczanie pracowali z niezwykłym zapałem: do godziny 
13.00 było już gotowych 28 kilometrów rowów. W południe 
przybył do Bydgoszczy wojewoda pomorski Władysław Racz- 
kiewicz; oglądał wykonane prace i sam również kopał przy 
placu Kościeleckich. 
29 sierpnia utworzony został Obywatelski Komitet Obrony 
Przeciwlotniczej, z prezydentem miasta Leonem Barciszew- 
skim na czele. Komitet zwrócił się do wszystkich bydgo- 
szczan z apelem o udział w codziennym kopaniu rowów 
i schronów. Prace trwały bez przerwy w godzinach od 8.00 
do 18.00. 
30 sierpnia 1939 r. prezydent Rzeczypospolitej zarządził 
mobilizację powszechną. Tego samego dnia minister spraw 
wojskowych obwieścił mobilizację. Obwieszczenie to prasa 
bydgoska opublikowała w dniu l września 1939 roku. 
Społeczeństwo bydgoskie serdecznie, w atmosferze patrio- 
tycznego entuzjazmu, żegnało odjeżdżających na front rezer- 
wistów i ochotników. Pełne ręce roboty miały członkinie 
Polskiego Białego Krzyża, które na dworcu wręczały od- 
jeżdżaj'ącym żołnierzom kwiaty, papierosy, słodycze i owoce. 
Wszystkie formacje wojskowe garnizonu bydgoskiego znaj- 
dowały się już poza Bydgoszczą. W mieście pozostały tylko 
niewielkie oddziały: 82 baon wartowniczy pod dowództwem 
majora Jana Sławińskiego, posterunek żandarmerii oraz 
baon rezerwowy 62 pp. Komendantem miasta został major 
rez. WOjciech Albrycht. Do ostatniej chwili działał też w 
mieście sztab 15 Dywizji Piechoty, który - pod dowództwem 
gen. Zdzisława Przyjałkowskiego kierował walką w obro- 
nie Bydgoszczy. 
W piątek , l września 1939 r. w godzinach południowych 
pojawiły się nad Bydgoszczą pierwsze niemieckie samoloty 
zwiadowcze. Powitała .je polska artyleria przeciwlotnicza. 
Tego dnia na obszarze Bydgoszczy weszło w życie zarzą- 
dzenie prezydenta Rzeczypospolitej o wprowadzeniu stanu 
wojennego. 
2 września w południe syreny alarmowe obwieściły zbli- 
żanie się samolotów niemieckich. Bomby spadły na prze- 
pełniony tłumami uciekinierów dworzec kolejowy oraz przy- 
ległe ulice. Na dworcu spośród 25 zabitych osób większość 
stanowiły dzieci i kobiety. 
Wieczorem opuścili miasto starosta Julian Suski, prezy- 
dent miasta Leon Barciszewski, ewakuowały się urzędy pań- 
stwowe i większość policji. 
Przez całą niedzielę, 3 września, 62 pułk piechoty pod 
dowództwem ppłka Kazimierza Heilmana-Rawicza oraz- 
15 pułk artylerii lekkiej pod dowództwem ppłka Jerzego 
Leonhardta toczyły zaciekły bój pod Tryszczynem, odpie- 
rając przeważające siły niemieckie, nacierające z kierunku 
Koronowa i Mroczy. Walczące pod Tryszczynem polskie 
pułki nie mogły pospieszyć z pomocą szczupłym oddziałom 
wojskowym w Bydgoszczy, które tłumiły dywersję niemiec- 
Ką. Dywersanci niemieccy z Rzeszy, przebrani w mundury 


138
		

/kb_198500141_0001.djvu

			[. 


polskich żołnierzy oraz miejscowi Niemcy rozpoczęli w nie- 
dzielę, 3 września przed południem ostrzeliwanie cOfającego 
się przez Bydgoszcz wojska polskiego oraz ludności cywil- 
nej ewakuowanej z pogranicza i tłumnie uciekającej w kie- 
runku Inowrocławia i Torunia. Dywersanci niemieccy strze- 
lali z broni ręcznej i maszynowej - z okien domów, z wież 
kościołów ewangelickich, z. parków i cmentarzy. Tłumienie 
dywersji niemieckiej trwało do poniedżiałku, 4 września. 
4 września po południu polscy saperzy wysadzili w po- 
wietrze mosty na Brdzie - przy ulicy Bernardyńskiej, Mo- 
stowej i Marszałka Focha. Po wycofaniu się z Bydgoszczy 
ostatnich oddziałów wojska polskiego, mieszkańcy miasta 
samorzutnie utworzyli uzbrojoną Straż Obywatelską. Na 
czele Straży stanął zarząd w składzie: wiceprezydent miasta 
dr inż. Mieczysław Nawrocki, ks. kanonik Józef Schulz, por. 
rez. Stanisław Pałaszewski, prezes ..Sokoła" Alojzy Mal- 
czewski, red. Konrad Fiedler, Marian Miczuga, Stanisław 
Szymankiewicz. . 
5 września przed południem silny oddział Straży Obywa- 
telskiej pod dowództwem kolejarza Franciszka Marchlew- 
skiego stoczył na Szwederowie zaciętą potyczkę z niemiec- 
kim 123 pułkiem piechoty. Gdy oddział mężnych kOlejarzy 
otrzymał z Ratusza pisemny rozkaz zaprzestania walki, 
Franciszek Marchlewski nie I>ozwolił swoim podkomendnym 
złożyć broni i kazał zatopić karabiny w Brdzie. 
Skończyły się dzieje Bydgoszczy w II Rzeczypospolitej. 


KOROWÓD ZMARŁYCH 


25 stycznia 1939 r. na cmentarzu na Bielawkach odbył się 
pogrzeb zmarłego nagle w wieku 55 lat rodowitego bydgo- 
szczanina, Ludwika Stryszka, naczelnika Urzędu Pocztowo- 
Telekomunikacyjnego Bydgoszcz 2. W dzień, w którym Lud- 
wika Stryszka zabrała śmierć, obchodził 19-1ecie pracy na 
stanowisku naczelnika UPT. Był on założycielem i pierw- 
szym prezesem Związku Okręgowego Pracowników Poczty 
i Telegrafu oraz długoletnim prezesem Pocztowego Przy- 
sposobienia Wojskowego. 
Jeden z pionierów kultury muzycznej w Bydgoszczy, Leon 
Jaworski, dyrektor Szkoły Muzycznej im. Ignacego Pade- 
rewskiego, zmarł 4 lutego 1939 r. Szkoła, którą Leon Ja- 
worski prowadził od 1920 roku, miała swoją siedzibę przy 
ul. Sniadeckich 29. Poza tym Leon Jaworski przez 18 lat 
był dyrygentem chóru ..Harmonia.... przez 10 lat dyrygentem 
okręgowym, prowadził też chóry ..Halka", ..Hasło", ..Lira" 
i "Echo". 
6 czerwca 1939 r. zmarł jeden z rzutkich kupców byd- 
goskich, Tadeusz Kentzer. Pochodził z powiatu chełmińskie- 
go. W Bydgoszczy prowadził początkowo hurtownię bławat- 
niczą przy ul. Długiej, po czym został współwłaś
icielem 
i członkiem zarządu Bydgoskiego Domu Towarowego. 
Zmarł również Julian Kielbich, właściciel znanej wytwór- 
ni instrumentów muzycznych. Julian Kielbich osiedlił się 
w Bydgoszczy w 1905 roku i założył' tu przy ul. Królowej 
Jadwigi niewielki warsztat lutniczy. Skromny warsztat 
stopniowo rozrastał się, a w ostatnich latach międzywojen- 
nych, przeniesiony na ulicę Gdańską 44, pod kierownictwem 


139
		

/kb_198500142_0001.djvu

			Jana Kielbicha stał się największą wytwórnią instrumentów 
muzycznych w Polsce. 
17 czerwca 1939 zmarła Maria Rubenauowa, wdowa po 
pierwszym polskim inspektorze szkolnym w Bydgoszczy. 
Maria Rubenauowa zasłużyła się w okresie zaboru pruskie- 
go jako organizatorka tajnych kursów języka polskiego. 
Założyła w Bydgoszczy pierw!!zą pOlską żeńską Srednią 
Szkołę Zawodową - późniejsze Gimnazjum Krawieckie. 
Znany bydgoszczanin, restaurator Teodor Sikorski, zmarł 
10 sierpnia 1939 roku. Jego lokal u zbiegu ulic Grunwaldz_ 
kiej i Jackowskiego został w maju 1919 roku zdemolowany 
przez Grenzschutz. W okresie międzywojennym Teodor Si- 
korski wyróżniał się gorliwą działalnością w Związku Po- 
wstańców i WOjaków OK VIII. Został on pochowany na 
cmentarzu Starofarnym przy ul. Grunwaldzkiej. 
24 sierpnia 1939 zmarł znany przemysłowiec bydgoski, 
Wacław Millner, założyciel i długoletni szef fabryki wyro- 
bów metalowych, członek Rady Związku Fabrykantów i wi- 
ceprezes zarządu okręgowego LOPP. . 
W czasie kopania rowu przeciwlotniczego w parku Kocha- 
nowskiego, 27 sierpnia 1939 r. zmarł nagle na udar serca 
62-letni kupiec Mieczysław Kaczmarek z ulicy Dworcowej 19. 
Pogrzeb Mieczysława Kaczmarka w dniu 29 sierpnia na 
koszt miasta miał manifestacyjpy charakter. Starosta Julian 
Suski udekorował trumnę zmarłego Srebrnym Krzyżem 
Zasługi. Tysięczne rzesze zromadzone na cmentarzu Nowo- 
farnym, odśpiewały nad mogiłą hymn "Boże COś Polskę". 
3 września 1939 roku rozpoczęła się martyrologia pol- 
skich mieszkańców Bydgoszczy. Wszystkie miejscowe cmen- 
,. _ tarze, tablice pamiątkowe, pomniki walki i męczeństwa, 
Cmentarz Bohaterów na Wzgórzu Wolności świadczą o tej 
wstrząsającej martyrologii, która trwała pięć długich, mę- 
czeńskich lat 


.
		

/kb_198500143_0001.djvu

			£, 


FRANCISZEK GROTT 


Z pamiętnika: ,.,Ostatnie dni" 


Sobota, 20.1.1945 r. 
Wychodzę z domu jak co dzień: 15 minut po szóstej. 
Spieszę się, aby nie przegapić tramwaju. Mroczno. Dmie 
wiatr. Snieg skrzypi pod butami. Pada z przerv;ami. 
Zimno. 
Przy styku ulicy Wiatrakowej i Dietza (dziś: Traugutta) 
obok słupa ogłoszeniowego stoi roznosicielka gazet, Frau 
Schulze. Zatrzymuje mnie. Wskazując na środek słupa 
mówi: 
- "Sehen sie ano \Vas soll das bedeuten? - ("Popatrz 
pan. Co to ma znaczyć?") 
Patrzę. Czytam. Myślę. Dla mnie wymowa tego "zuch- 
walstwa" jest jednoznaczna. Oto wśród niemieckich obwie- 
szczeń, odezw i reklam urągająco wyrasta z niewielkiej 
ulotki potężne ramię z zaciśniętą mocno pięścią: 
- "Rodacy! Chwila wyzwolenia bliska..." - a na dole 
zapowiedź odwetu: - "Smierć hitlerowskim najeźdźcom!" 
Odchodzę szybko. Dłużej stać tu niebezpiecznie. Moje 
kroki dudnią raźniej po zlodowaciałym chodniku. Wybi- 
jają rytm marszu i łączą się z tymi, którzy jeszcze o dzie- 
siątki kilometrów oddaleni sieją popłoch i gromią wroga 
i tymi, którzy są tak blisko, że z trudem można by oderwać 
lepkie jeszcze od kleju ręce. Pędzę - a ożywione z nagła 
serce bije biało-czerwono, mocno L. nierozważnie. 
Dopadam Zbożowego Rynku,. gdy tramwaj już ruszał. 
Wskakuję. Widzę Jana Piechockiego (przed wojną profesora 
gimnazjum, doktora filologii polskiej). Z podniesionym koł- 
nierzem palta. Bardzo szczupłego, skurczonego od zimna. 
DOjeżdżamy często razem do końcowego przystanku na uli- 
cy Gdańskiej. Do pracy mamy niedaleko. Warsztaty śl
- 
sarskie Willego Lamsa, u którego jestem zatrudniony w 
chaFakterze pomocnika ślusarskiego, są tuż za torem kole- 
jowym pod numerem 142 - a fabryka maszyn (dzisiaj: 
"Makrum") mieści się przy ulicy Leśnej. Pan Jan w}"\\<"ozi 
tam taczką opiłki żelazne. To dla niego za ciężka praca. 
Pokonuje ją siłą woli. Ze spokojęm znosi różne szykany. 
("Herr Doktor" - mówią do niego). 
Poznaliśmy się na inauguracyjnym zebraniu Sekcji Lite- 
rackiej Rady Artystyczno-Literackiej w 1937 r., a następnie 
uczestniczyliśmy w jej działalności do chwili wybuchu 
wojny. Raz - a było to w czwartek, 9 grudnia 1937 r. - 
wystąpiliśmy w auli gimnazjum im. Kopernika na zbioro- 
wym \Vieczorze Autorskim. Moje wiersze recytowała Janina 
Jabłonowska, aktorka Teatru Miejskiego, a pan Piechocki 
wygłosił wtedy "Posłowie krytyczne"., 


141
		

/kb_198500144_0001.djvu

			W drodze do mieJsc pracy rozmawiamy półgłosem - 
najczęściej o sytuacji na frontach. Nigdy na temat warun- 
ków pracy. Nie chcieliśmy się rozklejać. Rozstawaliśmy się 
za torami. Nieraz widywaliśmy się przypadkowo przed 
witryną "Deutsche Rundschau". Wywieszano tam komuni- 
katy wojenne. Czytaliśmy o "skracaniu frontu''', "przepro- 
wadzaniu działań opóźniających", o "planowym wycofywa- 
niu się", o "przechodzeniu na z góry upatrzone linie obron- 
ne". Tu szukaliśmy nadziei. Liczyliśmy miesiące, ba - ty- 
godnie, dzielące nas od wyzwolenia. 
U Lamsa mam stosunkowo lekką pracę. Obsługuję 
"sztancówkę". Wkładam kawałki żelaza, naciskam nogą 
pedał i wyjmuję gotowy produkt. Ma to być praca akor- 
dowa, ale nie wysilam się. Między pracownikami istnieje 
zmowa. "Wykonujemy swoje czyąności tylko wtedy, gdy 
przy nas stoi Niemiec. Kiedy wychodzi, zachowujemy już 
tylko pozory. 
Moje stanowisko pracy znajduje się blisko okna. Widok 
mam niecodzienny. Oglądam ciągnące się bez końca od stro- 
ny Gdańska konwoje. Wozy, wózki, bydło, wylęknione i zmę- 
czone twarze ludzi. Prawa strona jezdni zapchana szczelnie. 
To Baltendeutsche; Komentarze, refleksje. U nikogo nie 
ma cienia mściwości: Nie ma też współczucia. Jest nie 
ukrywana satysfakcja. 
Ktoś rzuca plotkę: Willi Lams powołany do pospolitego 
ruszenia. Tego dnia po dwóch godzinach pracy nie brudzi- 
my' już rąk. Maszyny tylko kręcą się bezużytecznie. Jest 
nam lekko. Już mamy prawie' stuprocentową pewność - 
dzień wolności zbliża się nieodwołalnie. , 
W samo południe wraca Lams ze zwieszoną głową 
i z "Panzerfaustem" na ramieniu. Wchodzi do mieszkania. 
Do warsztatów już nie zajrzał. Odczekaliśmy jeszcze pe- 
wien czas. Patrzę przez okno. Ruch prawie ustaje. Przejeż- 
dżają chyba już ostatnie wozy naładowane wszelakim do- 
bytkiem i uciekinierami. 
Słyszę słowa zezwolenia: - Można iść do domu! - Prze- 
bieram się. Zbieram manatki i znik
m. 
Na ulicy pozorny spok(rj. Atmosfera napięta. Coś nie- 
uchwytnego i niewidzialnego wisi w powietrzu. Jeszcze 
wtedy nie wiedziałem, że tu już nie wrócę. 
W domu wsz)'scy podnieceni. Nie wytrzymujemy i wy- 
chodzimy. Na Zbożowym Rynku tłoczno. Konwoje. Tym 
razem ciemne fale uciekających przelewają się ulicami: 
Toruńską, Wałami Jagiellońskimi - w kierunku na Szubin. 
Na zachód - do Reichu. Niezliczone wozy z topołami. Na 
nich kobiety i dzieci. Nie widać ich twarzy. Zasłonięte 
chustami. Ktoś pcha po śniegu wózek dziecięcy. Co za los! 
Po obu stronach jezdni Polacy. Milczący. Zamyśleni. Nikt 
nie obrzuca wycofujących się z polskiej ziemi obelgami. 
Myślę o naszych pełnych klęsk dniach wrześniowych. 
O bombach, pociskach, niosących śmierć na drogach uciecz- 
ki i odwrotu. 
Patrząc na oddalających się w popłochu, zapominam 
o powziętych zobowiązaniach pomszczenia krzywd: tragicz- 
nego losu najbliższych, poniżenia, deptania ludzkiej god- 
ności. Koło historii odwróciło się. 
Uciekinierzy zmuszeni są do rozstąpienia się. Zbliżają się 
kolumny wojska. Ko
no. pieszo, na pojazdach samochodo- 


" 


142 


/"
		

/kb_198500145_0001.djvu

			b 


wych.' Działa samobieżne. Czołgi. Przesuwają się w nieła- 
dzie, bez śpiewów, w powadze. Czas nagli. W tym samym 
kierunku - "na z góry upatrzone linie obronne". 



iedziela, 21 stycznia 1945 r. 
Godzina 10. Wychodzę przed dom, żądny najnowszych 
wieści. Sąsiad Bukowski, wracający z miasta, informuje 
o ewakuacji oddziałów wojskowych, policji i gestapo. Mu- 
szę to sprawdzić. Już za kilka minut jestem w okolicy uli- 
cy Bernardyńskiej. Żadnego ruchu. Miasto jakby wymarło. 
Tylko krążą dwuosobowe patrole w hełmach. Uzbrojone 
"po zęby" - w panzerfausty", karabiny maszynowe, pisto- 
lety i po dwa granaty ręczne za pasem. Nie ma dostępu 
w kierunku mostu. Leżą tam podobno bomby lotnicze z lon- 
tami gotowymi do odstrzału. Cel jest jasny - most będzie 
wysadzony w odpowiedniej chwili. 
Po południu pierwsze silne detonacje wstrząsają dwupię- 
trową kamienicą. To od strony lotniska. Wybuchy nasilają 
się. Drżą szyby. Z sufitu sypie się wapno. Napięcie potęguje 
się. Tak jest do późnego wieczoru. 
Nikt nie myśli o spaniu. Czuwamy. Przygotowujemy się 
do zejścia do piwnicy, do schronu. 
Po północy następuje najsilniej
zy - jak dotąd - wy- 
buch. Wkrótce jeszcze jeden. Gaśnie światło. Meble pod- 
skakują. I cis
. Zupełny spokój. 
Podchodzę do kranu. Przekręcam kurek. Nie ma wody. 
Domyślam się - wysadzono mosty na Brdzie. A więc - są 
już blisko. Trwamy w oczekiwaniu. 
Niemców już nie ma. Nie ma wody, prądu. Po wodę trzeba 
iść do pompy - na ulicę Ugory. Boimy się wychodzić 
z domów. Z daleka dochodzi głuchy odgłos armatnich WY- 
strzałów. Czekamy na następne wydarzenia w niez,wykle 
silnym napięciu. 


wtorek, 23 stycznia 1945 r. 
Około południa słychać pękanie szrapnęli. Pociski padają 
niedaleko naszego domu. Od strony Torunia. To artyleria 
radziecka wstrzeliwuje się w miasto, ściślej - w przed- 
mieście Bydgoszczy - Szwederowo. Szczególnie dotknięte 
są ulice: Nowodworska i Podgórna. Trwa to zaledwie pół 
godziny. Nie schodzimy nawet do schronu. Szukamy ochro- 
ny przy ścianach - oddalonych nieco od okien. Nadsłu- 
chujemy. Cisza. 
Nagle na parterze domu rozlega się głośny lament i płacz. 
Ktoś ciilgle zawodząc zbliża się na drugie piętro. Otwiera- 
my drzwi. To gospodyni. 
- Ratujcie - mówi z łkaniem - mój syn leży w kałuży 
krwi na ulicy Nowodworskiej - ratujcie, .pomóżcie go 
przynieść! 
Wyjaśnia się, że Barczyńskiego zastała kanonada w dro- 
dze do drogerii Gundlacha mieszczącej się na rogu ulic: 
Poznańskiej i Krótkiej. Pracował tam. Zamierzał sprawdzić, 
czy się do sklepu nie włamano. Doszedł tylko do Terasów, 
blisko szkoły. Odłamek ugodził go śmiertelnie. Zginął na 
miejscu. Kiedy go ciągnęliśmy na sankach, jeszcze o tym 
nie wiedzieliśmy. Zamiast radości z nadchodzącego wyzwo- 
lenia kamienicę spowiła żałoba. 
Gdy zapadł zmrok, rozpoznałem dudnienie przelatujących 


143
		

/kb_198500146_0001.djvu

			nad nami artyleryjskich pocisków. Odgłosy toczącej się 
walki czołgów zdawały się gwałtownie przybliżać. Z całą 
pewno
cią zmagania żelaznych kolosów i obsługi karabinów 
maszynowych rozgrywały się w rejonie ulicy Kujawskiej 
na wysokości lotniska. Widocźnie Niemcy tutaj bronili do- 
stępu do miasta. 
Sroda, 24 stycznia 1945 r. 
Od wczesnego świtu przebywamy w piwnicy, mającej za- 
stąpić schron. Trwa walka o Bydgoszcz. Rozpętała się ka- 
nonada. Notujemy wzmożoną częstotliwość wybuchów. Co- 
raz bliższych. Czasami wydaje się, że cały dom wraz z na- 
mi podnosi się i opada. W przejściach piwnicznych unosi 
się pył. Jazgot kulomiotów miesza się z pojedynczymi wy- 
strzałami karabinów i atakiem czołgów. Bitwa nasila się,to 
na krótki czas ucisza się, aż wreszcie ustaje zupełnie. 
W pewnym momencie ostrożnie wysuwam się z piwnicy 
i na półpiętrze dopadam okna. Widzę wycofujących się żoł- 
nierzy niemieckich z karabinami w rękach. Pochylonych - 
jakby chcieli zmniejszyć cel rażenia. Idą gęsiego, przyspie- 
szonym krokiem, prawie biegną między opłotkami. prze- 
skakują ogrodzenia - odrywają się od atakujących, aż 
dopadają ulicy Sierocej, a potem spłyną zapewne w dół 
ulicą Wiatrakową lub Kujawską. 
Wracam do ,.schronu". Relacjonuję, co widziałem. Jedyna 
wśród chroniących się Niemka udaje opanowanie. Mówi: - 
Oni tu wrócą! 
Jej nadzieja była cienka jak nitka pajęcza. Patrzymy na 
nią zdumieni. Milczymy. Wiemy - już po wszystkim. Je- 
szcze chwila, a radości naszej nic już nie zakłóci. 
Nagle ktoś otwiera drzwi od ulicy i krzyczy: - Wy- 
chodźcie! Jesteśmy wolni! 
Po chwili znajduję się na ulicy. Oślepia mnie śnieg. Roz- 
glądam się - z każdego prawie okna zwisają biało-czer- 
wone płótna. Skąd ich aż tyle? .- 
Ogromne wzruszenie osadziło się w moich oczach i stacza 
ciepłymi kroplami po twarzy. Niewstydliwie. Nie wstrzy- 
mywane. Czuję dławiący ucisk w gardle. Nie mogę po- 
wstrzymać łkania. Nie bronię się przed tym. Muszę odcze- 
kać, aż ból gromadzony przez tyle okrutnych lat spłynie 
po policzkach. 
A byłem taki dzielny, gdy ukrywałem się wiele miesięcy, 
następnie pracując w fabryce kabli, na przymusowych ro- 
botach w okolicy Malborka, Grudziądza - i w warsztatach 
ślusarskich Willego Lamsa. Teraz ten cały koszmar mam 
już za sobą. 
Opanowuję się wreszcie. Od ulicy Kujawskiej Ugorami 
konie ciągną polowe armaty. Przy nich żołnierze radzieccy 
w długich płaszczach. Przeżywam uczucie zawodu - jak 
to? - ta zwycięska armia ma takie wyposażenie bojowe, 
jak we wrześniu nasze wojsko? 
Zmieniłem zdanie, gdy znalazłem się na ulicy Kujawskiej. 
Tu radość ogólna. Są jednostki ludowego Wojska Polskie- 
go. Serdeczne powitania. Uśmiechy i łzy. Są działa samo- 
bie-żne, słynne katiusze, czołgi "Z białymi orłami. Żołnierze 
polscy i radzieccy. Wszyscy przyjaźni, życzliwi. Widzę, jak 
kobiecina przynosi słoik z wiśniami i wręcza najbliższemu 
wyzwolicielowi. 
. ' 


144
		

/kb_198500147_0001.djvu

			Beztroski' nastrój przerywa niespodziewanie wybuch ar- 
matniego pocisku u zbiegu ulic: Ustronia i Kujawskiej. 
Spowodował rozsypanie się parterowej chatynki. Ofiar nie 
było. Mieszkańcy jej witali wojsko. Pół godziny przedtem 
pocisk wystrzelony z okolic Myślęcinka przebił ścianę domu 
przy ulicy Sierocej i pozostawił dużą dziurę w murze. 
Żołnierze rozpędzają wiwatujących. Na Zbożowym Rynku 
wybucha strzelanina. Wkrótce ucisza się tam. ' 
Jest już bezpiecznie. Ulicą Ustronie przejeżdża półcięża- 
rówka, a w niej obok żołnierzy radzieckie dziewcz.yny w 
mundurach. Wymachują przjaźnie rękoma. Uśmiechają się. 
Słychać śpiew i dźwięki "harmoszki". Jesteśmy szczęśliwi. 
Na środku Zbożowego Rynku rozbite działko. Budynek, 
w którym mieściła się policja, w gruzach. Cegły z innej 
kamip.nicy rozrzucone na całej szerokości jezdni. Na rogu 
ulicy Długiej i Pod Blankami ciało zabitego żołnierza w ro- 
syjskim szynelu. Przyglądam się twarzy poległego. Twarz 
dziecka kilkunastoletniego, ładna, o regularnych rysach, 
objęt;\ jakby kojącym snem. Nie widać na niej cierpienia. 
Kula, która skródła brutalnie życie tego młodziutkiego żoł- 
nierza, trafić musiała w samo serce. 
Leży na wznak. Jakby na wysepce. Przechodzący mijają 
trupa z tej, to z tamtej strony. Wydeptali w śniegu obok 
niego ścieżki. Drobne płatki otulają go i chronią przed 
zimnem. Mróz jest dotkliwy. 
Na ulicy Długiej, za ulicą Batorego, widok rzadko chyba 
spotykany: na środku jezdni baterie polowych armat z lu- 
fami wycelowanymi w niebo. Domyślam się: niedawno je- 
szcze pełniły funkcję moździerzy. Pociski raziły Niemców 
broniących się po drugiej stronie Brdy, między innymi w 
gmachu teatru przy placu Teatralnym. 
W domu wielkie ożywienie. Dużo nowin. Późnym wie- 
czorem z okien widoczne łuny pożarów. To dzieło niemiec- 
kich rozbitków - dywersantów. Pastwą płomieni stały się: 
Dom Konfekcyjny braci Mateckich na Starym Rynku. gmach 
teatru, Bydgoski Dom Towarowy przy ulicy Gdańskiej. 


Czwartek, 25 stycznia 1945 r. 
Na ulicy Lenartowicza stanęły radzieckie czołgi. W na- 
szym domu gościmy wyzwolicieli. U państwa Lauów pije- 
my zagrzane wino. Nie żałujemy sobie cukru. Zaprzyjaźniam 
się z sierżantem. Mówi o przyszłym ustroju, o dalszej walce. 
Pada określenie: .,spalona ziemia". 


Piątek, 26 stycznia 1945 r. 
Przeprawiam się przez zlodowaciałą Brdę na drugą stro- 
nę. Na Ludwikowie trwają jeszcze walki. Tu już jest spo- 
kojnie. Na ulicy Jagiellońskiej na samym środku jezdni 
leży ciało czerwonoarmisty - wielkiego jak "sosna ural- 
ska". Poległ z pewnością w szturmie nie szukając nigdzie 
osłony. 
Na ulicy Pomorskiej żołnierz obdarowuje mnie sporym 
kawałkiem wędzonej słoniny. Cieszymy się z tej wojennej 
'zdobyczy. "Spasiba!" 


Noc z 26 na 27 stycznia 1945 r. 
Przeżywamy godziny trwogi. W okolicy Osowej Góry 
Żołędowa rozgorzał wielki bój. Jego odgłosy dOcierają do 


10 - 


145
		

/kb_198500148_0001.djvu

			l1aS w postaci jazgotu karabinów maszynowych, wybuchów 
granatów, wystrzałów artyleryjskich. Zdają się przy- 
bliżać. Pada pogłoska: "Niemieckie oddziały chcą odbić 
Bydgoszcz". Załogi czołgów stacjonujących na naszej ulicy 
zachowują stoicki spokój. To okrążone rozbitki usiłowały 
się przedrzeć na. zachód. Pod Żołędowem w nierównej wal- 
ce zginął sztab 4 polskiej dywizji piechoty. 
Sobota, 27 stycznia 1945r. 
W sali Strzelnicy przy ulicy Toruńskiej odbywa się wiec. 
Sala jest wypełniona po brzegi. Przewodniczy Karol Bą- 
kowski. Mówcy kreślą obraz mających nastąpić przemian. 
Unarodowienie środków produkcji, reforma rolna, Polska 
robotniczo-chłopska. Spiewamy "Rotę". 
Powrót na Stary Rynek. Obok Biblioteki Głównej leży 
zwalony przez czołgistów Brygady Pancernej im. Bohaterów 
Westerplatte posąg Fryderyka II, znienawidzonego przez 
Polaków "Fryca". 
Byd.gosu:z, wyzwolona przez żołnierzy I Frontu Białoru- 
skiego Armii Radzieckiej i I Armii WOjska Polskiego, za- 
częła żyć na nowo. ·
		

/kb_198500149_0001.djvu

			[. 


Sylwetki ludzi nauki hydgoskiej 


Jan Panase,\'-icz (1911 - 1980) 


J an Panasewicz utrwalił swoją pamięć w opinii publicz- 
nej mieszkańców Bydgoszczy stażem cllugoletniego pe- 
dagoga i wychowawcy wielu pokoleń nauczycieli - po- 
lonistów, absolwentów miejscowych liceów, Studium Nau- 
czycielskiego oraz Wyższej Szkoły Nauczycielskiej i Wyższej 
Szkoły Pedagogicznej. 
J. Panasewicz urodził się 12 lipca 1911 roku w Wilnie. 
W 1930 r. ukończył miejscowe 'Gimnazjm im. Joachima 
Lelewela, następnie podjął studia na Wydziale Humanistycz- 
nym Uniwersytetu im. Stefana Batorego, jednakże z powodu 
trudnej sytuacji materialnej jego rodziny zmuszony został 
do ich przerwania. Do roku 1939 utrzymywał się z korepe- 
tycji i pracował jako robotnik przy budowie dróg publicz- 
nych. · 
W czasie okupacji był współorganizatorem tajnego naucza- 
nia. W konspiracyjnym szkolnictwie średnim pełnił obo- 


. , 


)) 


... 


wiązki nauczyciela historii i języka polskiego_W 1945 roku 
przybył do Bydgoszczy i natychmiast podjął obowiązki nau- 
czyciela języka polskiego w miejscowym Liceum Pedago- 
gicznym, następnie zaś w Liceum dla Pracujących. Z chwilą 
powołanIa Studium Nauczycielskiego, J. Panasewiczowi za- 
proponowano stanowisko wykładowcy języka i literatury, na 


147
		

/kb_198500150_0001.djvu

			którym pozostał do 1969 r. Następnie objął funkcję starsze- 
go wykładowcy w nowo powstałej Wyższej Szkole Nauczy- 
cielskiej, przekształconej w 1974 r. w Wyższą Szkołę Peda- 
gogiczną. . 
Od pierwszych lat pobytu w Bydgoszczy skrystalizowały 
się jego zainteresowania nad literaturą polską XIX i XX 
wieku, rozbudzone wpływem wileńskich naukowców: Sta- 
nisława -Pigonia, Manfreda Kridla i Konrada Górskiego. 
Pod kierunkiem późniejszego profesora Uniwersytetu Miko- 
łaja Kopernika, Konrada Górskiego, Panasewicz napisał w 
1950 r. pracę magisterską i ukończył studia wyższe II stop- 
nia. W 1967 r. został członkiem jego seminarium doktoranc- 
kiego. Rozprawę doktorską pt. "Egzotyka w twórczości Wa- 
cława Sieroszewskiego" sfinalizował w roku 1975. 
Wyniki swych badań naukowych i doświadczeń dydak- 
tycznych publikował w postaci rozpraw, artykułów i szki- 
ców drukowanych w wydawnictwie Bydgoskiego Towarzy- 
stwa Naukowego, którego był długoletnim członkiem i ak- 
tywnym współpracownikiem. / 
Owocem żmudnych i ukierunkowanych badań literackich 
Panasewicza była rozprawa "Język warstw kulturalnych 
i język literacki", ogłoszona w bydgoskich "Szkicach z hi- 
storii i teorii literatury" (BTN - 1971). Kolejnym efektem 
jego poszukiwań naukowych był szkic pt. "Wyznaczniki po- 
wieści egzotycznej" (BTN - 1971). W roku 1976 ukazała 
się jego monografia "Srodki wyrazu artystycznego egzotyki 
w twórczości Wacława Sieroszewskiego", wydana staraniem 
Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy. Studium to 
stanowi przekształconą wersję jego rozprawy doktorskiej, 
za którą otrzymał nagrodę ministra nauki, szkolnictwa wyż- 
szego i techniki (1976). 
Jego zainteresowania badawcze znalazły odbicie w tema- 
tyce prcic magisterskich, napisanycsh przez studentów WSP 
na seminariach magisterskich, którymi kierował od roku 
1975. W tym kręgu dokonań naukowych mieszczą się sfina- 
lizowane rozprawy magisterskie napisane pod jego kierun- 
kiem, jak m. in. "Struktura przestrzeni estetycznej w opo- 
wiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza", "Przestrzeń literacka 
w prozie narracyjnej Andrzeja Kuśniewicza", "Formy nar- 
racji w prozie beletrystycznej Tadeusza Nowaka" i wiele 
innych. 
Jan Panasewicz czuł szczególne powołanie do twórczości 
literackiej. Wynikiem tych zainteresowań są utwory bele- 
trystyczne, opublikowane na łamach czasopism literackich 
oraz w zbiorkach autorskich. Uznaniem krytyki literackiej 
i czytelników cieszyły się jego nowele i opowiadania jak: 
"Złodziej" (tekst nagrodzony przez Radę Artystyczną Miasta 
Gdańska - 1947), "Obóz Jemap" oraz "Ucieczka Pędziwia- 
trem" (opowiadanie wyróżnione I nagrodą literacką redakcji 
czasopisma "Turysta" - 1955). W roku 1959 Panasewicz 
został laureatem nagrody literackiej w konkursie wydaw- 
nictwa "Nasza Księgarnia". Przedmiotem nagrody była no- 
wela "Swiadectwo dojrzałości", zamieszczona w tomie nowel 
pt. "Trudny siew". \V roku 1967 czasopismo "Kultura" przy- 
znało mu nagrodę literacką za opowiadanie fantastyczno- 
naukowe pt. "Preparat 303', wydrukowane na jej łamach. 
W 1960 r. ukazała się jego obszerna powieść pt. "Droga 
donikąd", wydana dwukrotnie przez Wydawnictwo Łódzkie. 


148
		

/kb_198500151_0001.djvu

			Sporo artyKułów o tematyce pedagogicznej drukował na 
łamach "Życia Szkoły" i "Pomorza", teksty publicystyczne 
zsmieszczał w dodatku literackim "Gazety - Pomorskiej", 
a także w "Ilustrowanym Kurierze Polskim". . 
Jana Panasewicza cechowała umiejętność koncentracji 
wysiłków badawczych, dociekliwość i rzetelność w rozwią- 
zywaniu celów naukowych, a także konsekwencja i praco- 
witość w t\\l{)rzeniu warsztatu naukowego oraz literackiego. 
Czynny do ostatnich chwil swego życia, stawiał przed sobą 
rozległe plany badawcze i dydaktyczne. Uczestniczył także 
w życiu społecznym środowiska bydgoskiego. Przez wiele lat 
brał udział w akcjach odczytowych Towarzystwa Ziem Za- 
chodnich, był członkiem bydgoskiego Zarządu Miejskiego 
Towarzystwa Szkoły Swieckiej, ponadto pełnił obowiązki 
prelegenta Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. W 1964 roku 
przyznano mu odznakę "Zasłużonego Obywatela Miasta 
Bydgoszczy", a w 1956 r. minister oświaty i wychowania 
uhonorował go dyplomem uznania za długoletnią i wyróż- 
niającą pracę w zawodzie nauczycielskim. 
Trud jego nie był daremny, zyskał uznanie w bydgoskim 
środowisku nau:kowym i kulturalnym, czego wyrazem były 
wysokie odznaczenia i wyróżnienia: Złoty Krzyż Zasługi, 
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Edu- 
kacji Narodowej, Zasłużony dla Kultury. 
Jego wielostronna i szeroka działalność wywarła wpływ 
na rozwój nauki i kultury umysłowej naszego miasta oraz 
regionu. W pamięci wielu bydgoszczan przetrwa o nim pa- 
mięć jako o człowieku, który swoje twórcze życie poświęcił 
nauce, dydl.ktyce i literaturze. 


ZDZISŁA W MROZEK 


. 


r;
		

/kb_198500152_0001.djvu

			Z żalohnej karty 


Józef Aleksandro,vicz 
(1916-1984) 


17 lutego 1984 r. społeczeństwo inowrocławskie z głębokim 
ialem pożegnało długoletniego zasłużonego działacza społecz- 
nego i kulturalnego miasta. współzałożyciela i prezesa brat- 
niego nam Towarz)'stwa. Miłośników Inowrocławia - Jó- 
zefa Aleksandrowicza. 
Urodził się na Wileńszcz)'żnie, w czasie okupacji brał 
cz)'nn)' udział w ruchu konspiracyjn)'m. Po wojnie osiedlił 
się w stolicy Kujaw Zachodnich i od tej chwili akt)'wnie 
włącz)'ł się w nurt życia kujawskiej społeczności lokalnej. 
Przez wiele lat pełnił obowiązki dyrektora miejscowej Dru- 
karni Kujawskiej. Badacz i popular)'zator historii miasta 
oraz regionu - organizował odcz),t)" spotkania i prelekcje 
na temat przeszłości Inowrocławia, jego kultury material- 
nej i duchowej. Wyrazem t)'ch zainteresowań są li
zne ar- 
t)'kuł)', publikowane w pismach lokalnych i krajow)'ch. 
W latach 1963-1984 był członkiem Komitetu Redakcyjnego 
pisma "Ziemia Kujawska". Tu drukował swoje wartościowe 
art)'kuły i rozprawy, m. in. "Materiał)' do dziejów prasy 
polskiej w Inowrocławiu" (t. 1), "Z dziejów Towarzystwa 
Samopomocy Naukowej w Inowrocławiu" (t. II), "Rozwój 
spółdzielczości mieszkaniowej w Inowrocławiu w latach 
1926-1970" (t. III), pon:ldto art)'kuły biograficzne o wybit- 
nych synach tej ziemi. Jego pióra są również monografie 
jak: ,,75 lat drukarni Zakładu Wydawnictw CRS w Ino- 
wrocławiu (1893-1968)"; ,,50 lat działalności Polskiego Czer- 
wonego Krzyża w Inowrocławiu"; "Inowrocław i okolice". 
Obszern)' jest też indeks Jego art)'kułów ogłoszonych na 
łamach "Ilustrowanego Kuriera Polskiego". 
Zmarł)' w sposób życzliwy i bezinteresown)' wspierał 
wysiłki badawcze TMMB, akt)'wnie współpracował z jego 
członkami, których często zapraszał w celu w)'głoszenia 
odcz)'tów dla inowrocławskiej publiczności. Jego długoletnia 
działalność i zasługi dla naukowego ruchu regionalnego zy- 
skały uznaNe władz. Udekorowano Go wieloma odznacze- 
niami, m. in. Krz)'żem Kawalerskim Orderu Odrodzenia 
Polski. Pracował wytrwale do końca, nawet wtedy, gdy 
opuszczał)' Go sił)'. W pamięci naszej przetrwa nazwisko 
człowieka, który swemu miastu ofiarował wszystko, co naj- 
wartościowsze. 


I'rez)'dium i Zarząd 
Towarz).shva Miłośników Miasta Bydgoszczy
		

/kb_198500153_0001.djvu

			EWA PIECHOCKA 


Była jak iskra... 


(WSPOMSIENIE o KLARZE KOROWICZ-KALCZANCE) 


P ani Wanda Rucińska, która grała z Klarą Korowicz- 
Kałczanką w niejednej sztuce, zapamiętała ją jako 
szatynkę o bujnych włosach I oryginalnych, zieloIJ.ych 
oczach. Cechowało ją znakomite opanowanie gestu i ciała, 
co tuszowało braki figury. Była bardzo sceniczna i atrak- 
cyjna. Kochała teatr - bez przesady można powiedzieć, że 
właśnie teatr był jej największą miłością. W czasie trwania 
sztuki często stała za k
lisami i obserwowała grę aktorów. 
Gdy zachorowała solistka, występująca w "Krysi Leśni- 
czance", Klara, w ciągu jdnego dnia, nauczyła się jej roli 
i z powodzeniem zastąpiła ją w spektaklach. 
- Nad każdą rolą dużo pracowała. Dobrze się z nią grało; 
nigdy nie usiłowała wybić się na pierwszy plan (gdy tego 
nie wymagała rola), nie przeszkadzała drugiemu aktorowi, 
co przecież dość często zdarza się i prowadzi do konfliktów. 
Na scenie żywiołowa i efektowna, w życiu codziennym była 


-:: 
 


-I \ 
l
 

.
... 
f,-

 
 



 '- 
-\
- , 

 \ \ 


, ) 


151 


,
		

/kb_198500154_0001.djvu

			ściszona i skromna. Odczuwała potrzebę czułości, życzliwości 
i adoracji. Lubiła harmonię i zgodę. Jak kwiat rozkwitała 
w cieple - to także opinia pani Wandy. 
Klara Korowicz-Kałczanka była związana z bydgoskim 
teatrem już w latach 1934-37. Po wojnie występowała na 
scenach Gdyni, Torunia, Olsztyna, ale już w roku 1950 wró- 
ciła do rodzinnej Bydgoszczy i tu występowała do końca 
swej scenicznej drogi, to jest do Toku 1974. Zmarła 15 stycz- 
nia 1984 roku w wieku 72 lat. 
Starsi, a także średni wiekiem bydgoszczanie pamiętają 
żywą jak iskra i pełną temperamentu panią Klarę z wielu 
sztuk. Grała głównie w komediach i komediofarsach - to 
był jej genre, tu spełniała się najlepiej. W "Panu Jowial- 
skim" była Szambelanową - wraz z Czeslawem Lasotą 
(Szambelan) serwołała komizm za pomocą silnych, wyrazi- 
stych środków ekspresji. W komediofarsie "Dobrze skrojony 
frak" partnerował jej kapitalny Stefan Czyżewski - za- 
grała nowobogacką żonę dyrektora, oboje rozśmieszali ba- 
jeczną charakterystyką zewnętrzną, gestem, manierami. W 
"Ożenku" Gogola stworzyła Kałczanka niezawodną w ko- 
mizmie postać swatki Fiokły, a w "Imieninach pana dy- 
rektora" pikantną sekretarkę, Zuzię. Dwukrotnie grała w 
"Slubach panieńskich" - w 1950 roku jako Klara (recen- 
zenci podkreślali jej werwę i zacięcie komiczne), w 1956 
jako Podstolina "sugerowała przekonywająco pikanterię 
wdowy po trzech mężach". 
Dużo i chętnie śpiewała. Swoje "śpiewające role" miała 
w "Złotych niedolach" - wodewilu Wł. Krzemińskiego, 
w - reżyserowanym przez Wielicza - "Klubie kawale- 
rów" w 1952 roku. W recenzji Jana Piechockiego czytamy 
...Prawdziwą heroiną wieczoru była Klara Korowicz-Kał- 
czanka w zagranej z temperamentem roli pseudo-wdówki 
OChotnickiej. Piosenki i kuplety w jej wykonaniu bardzo się 
podobały publiczności". W 1961) po raz drugi wystąpiła 
w "Klubie kawalerów" - odtworzyła z właściwym jej ta- 
lentem komizmu figurę pasjonującej swatki Dziudziuliń- 
skiej. W "Romansie z wodewilu" była wręcz pyszną mamą 
Gzymsikową. 
Kałczanka umiała też - gdy wymagała tego rola - po- 
głębić ją psychologicznie. Przykładem może być sylwetka 
pani pouchard z "Lata" T. Rittnera, umiejętnie wycienio- 
wana wdowa po wielkim człowieku z komedii "Dziewiąty 
sprawiedliwy" Jurandota, Krystyna Linden w "Norze" Ibse- 
na, sugestyWnie zagrana postać pani Daumowej w "Pannie 
Maliczewskiej", czy wreszcie odznaczająca się realizmem 
rysunku psychologicznego, rola żony, będącej echem męża - 
głupiutkiej Heleny Brzostowieckiej w "Rekinie i syrenie" 
Adama Grzymały-Siedleckiego. I jeszcze fragment recenzji 
Jana Piechockiego z prapremiery "Obrony genów" Cwoj- 
dzińskiego, wystawionej w 1964 roku. "W ton osobliwej, gro- 
teską zabarwionej komediofarsy dobrze utrafiła Klara Ko- 
rowicz-Kałczanka, która odtworzyła paradną figurę apodyk- 
tycznego babsztyla, typową amerykańską starszą panią. W 
ujęciu Kałczanki wymownie wystąpiła podszewka psychiki 
zatroskanej aż do absurdu o sprawy eugeniki: egoizm i tro- 
ska o robienie interesów". 
Otrzymywała też role nie zawsze zgodne z jej emploi. 
.Znać było wtedy dużą pracę nad uprawdopodobnieniem 


152
		

/kb_198500155_0001.djvu

			£. 


kreowanych postaci. Np. w "Celestynie" jako Alisa dowio- 
dła umiejętności dobrego wejścia w rolę trochę sprzeczną 
z warunkami zewnętrznymi aktorki. W "Oberżystce" była 
fertyczną, sprytną, rozchichotaną właścicielką gospody - 
Mirandoliną, mimo nie sprzyjających warunków (mało 
z Włoszki). 
A jako Dulska? Uniknęła zagrań obliczonych na tanie 
efekty; kreacja Kałczanki była bogata w niuanse psycholo- 
giczne, ukazała wnętrze osoby, dla której uniknięcie "skan- 
dalu" było życiową misją. 
Mimo swego temperamentu, charakterystyczności, skłon- 
ności do szarżowania, miała wyczucie roli. Była, przez wiele 
lat, jedną' z ulubionych aktorek bydgoskiej sceny. Dużo 
radosnych chwil, relaksu, wesołości, śmiechu, a także za- 
dumy i refleksji zawdzięczamy tej aktorce, która chciała 
grać, bawić, uczyć i... chyba trochę za wcześnie zeszła ze 
sceny. Podobno w ostatnich latach nie lubiła większych 
zgromadzeń, żyła wspomnieniami i chorowała. 


.
		

/kb_198500156_0001.djvu

			EWA PIECHOCKA 


." 


r 


7' Teatr jest dla mnie ,vsZYStkinl" 


(WSPOM
IEXIE o MIECZYSŁAWIE WIELICZ\;1 
(1910-1983) 


O statni raz rozmawiałam z panem Mieczysławem Wieli- 
czem w listopadzie 1980 roku. Zaprosił mnie do swego 
mieszkania przy ulicy Mickiewicza - miałam prze- 
prowadzić z nim wywiad dla BIK-u z okazji 50-lecia pracy 
aktorskiej. Pana Mieczysława znałam od wielu lat ze sceny, 
oglądałam go w niezliczonej ilości spektakli; pamiętam 
Wielicza: młodego, w średnim wieku i starszego pana. Zaw- 
sze wytworny, uśmiechnięty, życzliwy przechodniom, którzy 
kłaniali się znanemu i lubianemu aktorowi. Chętnie przyj- 
mował zaproszenia na spotkania z młodzieżą w szkołach 
i klubach. Nie liczył "przegadanych" godzin, był wspania- 
łym gawędziarzem. Nie dbał o reklamę, nie robił wokół 
siebie szumu - uznanie dla Wielicza wyrosło z jego ta- 
lentu, a stało się to w latach, gdy na popularność nie pra- 
cowały środki masowego przekazu. Gdy Wielicz stawał się 
znany i ceniony, nie było telewizji - pisali o nim recen- 


. 
"". < 


"""" . 


.;;,..
 
.., 


.. 


j 


154
		

/kb_198500157_0001.djvu

			{; 
zenci oceniający przedstawienia naszego teatru, czasem po- 
jawił się mały wywiad - to, bodajże wszystko. 
Swoista sława Wielicza rosła powoli, można powiedzieć 
od roli do roli. Dobry był w rolach wiodących i w epizo- 
dach, w rolach amantów i starców, gdy kreował postacie 
charakterystyczne oraz zupełnie pospolite. Jego osobowość 
sceniczną cechowały duże możliwości, umiejętność wcielania 
się w rozmaite, często skrajnie odmienne, postacie. Mówić 
można o swego rodzaju wszechstronności tego aktorstwa. 
Wróćmy jednak do wspomnianego na wstępie spotkania. 
Pan Mieczysław wiedział, że rozmawia z córką, nieżyjącego 
już wtedy, recenzenta, który przez 50 lat oceniał spektakle 
bydgoskiego teatru. Dodać muszę - wszystkie spektakle, 
w których grał pan Wielicz! Na stole leżały albumy ze 
zdjęciami, teczki z recenzjami i wycinkami prasowymi, listy, 
pamiątki, dyplomy, dowody uznania jako swego rodzaju 
dokumentacja przebytej drogi. Cóż bowiem zostaje po pracy 
aktora? Obejrzane spektakle, z biegiem czasu, zacierają się 
w pamięci. Zbyt nikła jest dokumentacja utrwalona na 
taśmie filmowej lub magnetofonowej. Pozostają, często za- 
wodne, wspomnienia. 
Pan Mieczysław (którego prawdziwe nazwisko brzmiało: 
Kowalczyk), od wielu już lat owdowiały (bydgoszczanie 
pamiętają go jeszcze spacerującego z żoną; o tej parze mó- 
wiło się "to dobre małżeństwo") i samotny, zrobił na mnie 
wrażenie człowieka pogodnego, otwartego i gościnnego. Pa- 
lił niezliczone ilości papierosów. Moje pytania, dotyczące 
działalności scenicznej, rad poszerzał i uzupełniał. Przegada- 
liśmy dobrych parę godzin. I ja zadałam owo banalne py- 
tanie, tylokrotnie powtarzane w różnych wywiadach: czy 
nigdy nie chciał pan grać w innym teatrze, przenieść się 
do innego miasta? Wyjaśnić wszak trzeba, że pan Wielicz 
był związany z bydgoską sceną od sezonu teatralnego 1937!3
 
i wrócił tu w 1945 roku, aby do końca życia służyć tej pla- 
cówce i tej publiczności. 
_ Miałem propozycje angażu do innych teatrów, m. in. 
do Krakowa, ale... gdy zaczynałem się namyślać, otrzymy- 
wałem listy od widzów z prośbami, abym został w Byd- 
goszczy. Prosił mnie również o to, w 1947 roku, prezydent 
Twardzicki, prosił Wilam Horzyca - doskonaer dyrektor 
i reżyser. Tu obdarzono mnie zaufaniem, zaakceptowano 
moje aktorstwo, przywiązałem się do miasta i ludzi. Widać 
Bydgoszcz była moim przeznaczeniem. 
Czy można się dziwić, że nie zaryzykował, nie szukał 
"swego miejsca", skoro znalazł je prawie u początku swej 
zawodowej kariery? To miasto, niby bez atmosfery, bez 
aplauzu, chłodne dla teatru; scena, której włodarze często 
się zmieniali - to czynniki nie sprzyjające ani dobremu 
samopoczuciu aktora, ani budowaniu jego legendy. Wielicz 
przezwyciężył słabości miasta uchodzącego za teren mało 
atrakcyjny. Po prostu pracował, starannie przygotowywał 
powierzone role, kreowanym postaciom umiał nadać po- 
głębione wnętrze, nigdy nie lekceważył widza i do ostat- 
nich lat pragnął go wzruszyć, zaciekawić. 
Początki pracy na scenie nie były łatwe. Matka nie ak- 
ceptowała wyboru drogi aktorskiej syna. Trzeba było sa- 
memu, dorabiając korepetycjami, zdobyć edukację. Potem 
zaczęły się wyjazdy w teren z małymi grupami, które da- 


155
		

/kb_198500158_0001.djvu

			wały na prowincji komediowy repertuar. Trochę satysfakcji, 
więcej upokorzeń. Pierwszym stałym miejscem był Teatr 
Miejski w Lublinie, potem teatr wołyński z siedzibą w Luc- 
ku. Stamtąd dyrektor Aleksander Rodziewicz zabrał go do 
Bydgoszczy - w roku 1938 grał w sztuce K. H. Rostwo- 
rowskiego "Judasz z Kariothu" (w reżyserii Ludwika Sol- 
skiego). W dniu "krwawej niedzieli" opuszcza Bydgoszcz - 
.::aczyna się mordercza wędrówka w kierunku Warszawy. 
Lata okupacji spędził w okolicach Lublina, ukrywał się, był 
więziony przez gestapo. Tuż po wojnie, w zbombardowanym 
Lublinie, znajduje na murze kartkę-odezwę do aktorów, aby 
tworzyli teatr. Zgłosił się. Już 22 lipca 1945 roku dają pierw- 
szą premierę - "Moralność pani Dulskiej" - Wielicz gra 
Zbyszka. Entuzjazm publiczności był wielki, potrzeba pol- 
skiego słowa ogromna. Zespół występował w objeździe, 
m. jn. dociera do Krakowa. Tam, w rynku spotyka Wielicz 
swego przedwojennego dyrektora bydgoskiego teatru, A. Ro- 
dziewicza. Z nim podpisuje kontrakt - obaj wracają do 
Bydgoszczy. 
W ciągu 50 lat pracy Mieczysław Wielicz zagrał 226 ról, 
17 spektakli reżyserował. Kreował postacie bardzo różno- 
rodne, często kontrastowe. Był np. owianym tajemniczością 
kapitanem Nutem z "Żeglarza" Szaniawskiego oraz Onuf- 
rym Ciaputkiewiczem w "Grubych rybach" Bałuckiego, 
wzruszał jako Grzegorz w "Kordianie" czy Seweryn Baryka 
w adaptacji "Przcwiośnia", rozweselał jako stary Gzymsik 
w "Romansie z wodewilu". Stworzył znakomite postacie 
w sztukach Gorkiego - Pierczychina w "Mieszczanach" 
i Lukę w "Na dnie". Lubił grać ludzi "z nizin" - samot- 
nych, opuszczonych, po tmsze filozofów. W pamięci widzów 
pozostała rola dziadka Mambla ze sztuki "Skamieniały las". 
Nie bez wewnętrznych oporów przygotowywał Wielicz rolę 
Napoleona w sztuce Sardou "Madame Sans Gene". Niełatwo 
było upodobnić się zewnętrznie do Napoleona, a co dopiero 
wniknąć w psychikę wodza, aby wypaść przekonująco 
i autentycznie na scenie. Dużo pracy kosztowała ta rola 
młodego wtedy Wielicza. Ale Grzymała-Siedlecki podtrzy- 
mywał na duchu mówiąc "pan ma wnętrze Napoleona". 
- Jeszcze gorzej czułem się - wspominał Wielicz - gdy 
powierzono mi rolę Hitlera w sztuce Brandstaettera 
"Zmierzch demonów". Jaka "wejść" w psychikę Hitlera? 
Oglądałem stare kroniki filmowe, fotografie, podpatrywa- 
łem gesty, mimikę znienawidzonego wodza - "mój" Hitler 
nie mógł być karykaturą, musiał przekonywać, być po- 
. dobny... I bodajże to osiągnąłem - z 'Yidowni padały okrzy- 
ki pełne nienawiści. Doszło do tego, że przed spektaklem 
dla młodzieży trzeba było uprzedzić, że wystąpi pan Wie- 
licz. a nie... Hitler. 
Wielicz grał w repertuarze klasycznym i współczesnym. 
Lubił występować w komediofarsach, twierdził, iż znacznie 
trudniej zagrać rolę komediową niż tragiczną. Mówił: to 
nie aktor czyni rolę, lecz rola czyni aktora.. Oglądaliśmy go 
w sztukach Fredry: dwukrotnie w "Damach i huzarach", 
"SIu bach panieńskich" (Radost), "Zemście" (Rejent). Grał 
w sztukach Szekspira - jako Petrucjo w "Poskromieniu 
złośnicy", Poloniusz -w "Hamlecie", Pigwa w "Snie nocy 
letniej", Barbancjo w "Otellu". Do ról tzw. ulubionych za- 
liczył: rolę tytułową w "Głupim Jakubie" Rittnera, kapitana 


156
		

/kb_198500159_0001.djvu

			Bruszwika ze- sztuki "Żołnierz i bohater" B. Shawa, Harrisa 
<..Harris Smith odkrywa Amerykę"), Stańczyka z "Wesela" 
w słynnej reżyserii Frycza i - Grzymały-Siedleckiego. Ciepło 
wspomina pracę i znajomość z Grzymałą, lubił grać z Na- 
talią Morozowiczową, najbardziej jako dyrektorów i reży- 
serów cenił A. Rodziewicza, W. Horzycę i Z. Wojdana. Wie- 
licz jako jeden z nielicznych bydgoskich aktorów otrzymy- 
wał nagrody i wyróżnienia na Festiwalach Teatrów Polski 
północnej w Toruniu. 
Nie sposób omówić, a co dopiero ocenić 50-letni 'dorobek 
sceniczny aktora tak aktywnego i wszechstronnego jak 
Wielicz. Nie takie jest załoienie tego szkicu wspomnienio- 
wego. Chodzi o zachowanie w pamięci, ocalenie od zapom- 
nienia nieprzeciętnego aktora, wspaniałego, oddanego bez 
reszty swemu posłaniu, człowieka, jakim był Mieczysław 
Wieli cz. Pamiętam jego ostatnią rolę - hrabiego Bogulic- 
kiego z "Generała Barcza" według J. Kadena-Bandrowskie- 
go. Był listopad 1981. Sztuka interesująca, drapieżna, wiele 
mówiąca. Ciekawe, czy pan Mieczysław zdawał sobie spra- 
wę, że może to już po raz ostatni? 
..Nie wyobrażam sobie życia bez teatru" - powiedział, 
gdy wtedy byłam u niego. A po chwili dodał - ..Teatr jest 
dla mnie wszystkim".
		

/kb_198500160_0001.djvu

			--"'
"""""""""""" 


ZAKŁAD 
DOSKONALENIA' 
ZA WODOWEGO 


Ośrodek Wojewódzki w Bydgoszczy, 
ul. Dworcowa 62 
tel. 22-44-93, 22-72-07 


. . 
organIZUje 
i prowadzi 


KURSY KWALIFIKACYJNE 


w różnych zawodach 
NA TYTUŁ MISTRZA I CZELADNIKA 
KURSY GOSPOD
IKÓW - uprawniające do prowa- 
dzenia punktów gastronomicznYCh - Bydgoszcz, 
ul. Słowackiego 2 
KURSY MAŁEJ GASTRONOMII - Bydgoszcz, 
ul. Kościuszki 37a 
KURSY DLA PRACOWNIKÓW HANDLU - Byd- 
goszcz, ul. Kościuszki 37a 
KURSY - produkcja wód gazowanych, B)'dgoszcz, 
ul. Kościuszki 37a 
KURSY - naprawa aparatów telewizyjnych cz. b. 
i kolorow)'ch, Bydgoszcz, ul. Kościuszki 37a 
KURSY - galanteria tworzyw sztueznych, B)'dgoszcz, 
ul. Kościuszki 37a 
KURSY KUCHARZ, KELNER - wyuczający zawodu, 
B)'dgoszcz, ul. Słowackiego 2 
KURSY SPAWANIA GAZOWEGO 
KURSY SPAWANIA ELEKTRYCZNEGO 
KURSY KIEROWCÓW WÓZKÓW AKUMULATORO- 
WYCH I SPALINOWYCH 
KURSY PALACZY KOTŁÓW NISKO- I WYSOKO- 
PRĘZNYCH 
KURSY OPERATORÓW ZURAWI. SUWNIC, DZWI- 
GÓW TOWAROWO-OSOBOWYCH 
KURSY PEDAGOGICZNE - dla mistrzów i instruk- 
torów nauki zawodu 


""""""""""
"""'" 


158
		

/kb_198500161_0001.djvu

			"""",--""""""""", 
. {; 
KURSY NA TYTUŁ MISTRZA DYPLOMOWA
EGO 
- Bydgoszcz, ul. S
oneczna 13 - tel. 320-21 
KURSY KROJU I SZYCIA oraz DZIEWIARSKIE dla 
potrzeb własnych 
KURSY BUKIECIARSTWA - Bydgoszcz, pl. Koście- 
leckich 8 
KURSY MOTOROWE kat. A. B, T - Koronowo, 
Sępólno Kraj. 
KURSY BHP I, II, III stopnia na zlecenie zakładów 
pracy 
KURSY INNE zależnie od potrzeb przedsiębiorstw 
i gospodarki narodowej 
KURSY organizowane są na bieżąco w miarę zgłoszeń 
indywidualnych oraz zleceń od zakładów pracy 
i instytucji. 
Zgłoszenia przyjmuj<\ i informacji udzielają 
ośrodki i punkty ZDZ 
85-010 Bydgoszcz, ul. Dworcowa 62, tel. 22-44-92, 
22-72-07 
85-385 Bydgoszcz, ul. Kościuszki 37a - tel. 21-09-35, 
po godz. 15.00 
85-035 Bydgoszcz, pl. Kościeleckich 8 (Szkoła Podst. 
nr 8), tel. 325-83 
Bydgoszcz, ul. Słowackiego 2 (Szkoła Podst. 
nr 37) 
88-100 Inowrocław, ul. Dworcowa 55 (Zespół Szkół 
Samochodowych), tel. 41-97 
88-300 Mogilno, ul. Jagiełły 15 - tel. 660 
88-150 Kruszwica, ul. H. Sawickiej (Zespół Szkół 
Zawod.) - tel. 480 
89-240 Kcynia, ul. Jana Kantego l (Zakład Popraw- 
czy), tel. 84-71-17 
88-350 Trzemeszno, ul. Mickiewicza 35 (Zasadn. Szkoła 
Zawod.) - tel. 361 
86-100 Swiecie, ul. Sądowa 12 (Zakład Poprawczy) - 
tel. 11-813 
89-200 Szubin, . ul. Kcyńska 14 (Zakład Poprawczy), 
tel. 84-22-19 
89-100 Lubaszcz (Zasadn. Szkoła Zawod.) - tel. 28-41 
Nakło 
88-400 Żnin, ul. Browarowa 14 (Zespół Szkół Zawod.) 
- tel. 81 
86-010 Koronowo, ul. Jedn. Robotniczej 5 - tel. 
822-405 
89-600 Chojnice, ul. Sukienników 17 - tel. 23-23 
(Centrum Kszt. Ustaw.) 
89-600 Chojnice, pl. Niepodległości 4/5, tel. 24-71 
(Zasadn. Szkoła Zawod.) 
89-400 Sępólno Kraj., ul. Jeziorna 6, tel. 21-07 (Zasad- 
nicza Szkoła Zawod.) 
89-500 Tuchola, ul. Swiecka 89a, tel. 363 (Zespół Szkół 
Mechan.) 
89-650 Czersk, ul. Lipowa 2a, tel. 539 
""""""""""""""" 


159
		

/kb_198500162_0001.djvu

			""""""""""""""" 


ZAKŁADY TELEELEKTRONICZNE 




TELKOM 
TELFA 


85-130 Bydgoszcz, 
ulica: 


Grudziądzka 9-15 
tel. 300-01, 
telex: 0562399 pl 


. 
Są producentem wyrobów, które za wysól{ie 
walory funkcjonalne i nowoczesność konstruk- 
cji zostały nagrodzone złotymi medalami na 
Międzynarodowych Targach Poznańskich: 
- urządzeń automatycznej sygnalizacji ł 
i gaszenia pożaru systemu TELSAP 
(złoty medal na 55 MTP), . 
- urządzeń dyspozytorskich TELDIS 
(złoty medal na 56 MTP). 


*ł-UUIIiIł 
....... 


..... -- 
 '" -..- 
- 
.... ....... ....... .. 
'"',
 ........." 

.,. ....... 
.. 


.. 


'. 


-. " 


-. 


4. 


y- 


vov:
.... DYIPOZ
 


ue-a 


Zakład oferuje ponadto: 
- całą gamę innych urządzeń dyspozytor- 
skich i głośno mówiących 
- urządzenie alarmowe ARGUS 
- koncentrator linii abonenckich K60,'8 
- przekaźniki telefoniczne C 11 
- przekaźniki miniaturowe Mt 
- przekaźniki kontaktronowe K 
- złącza i łączówki wielostykowe 
- liczniki impulsów, elektrycznych Li/5 


""""""""""""""" 


160
		

/kb_198500164.djvu

			.............................. .......... 
i i "ARPIS" w BYDGOSZCZY i 
, : 
i Przedsiębiorstwo i 
i Handlu Artykułami i 
i P8






:


. i}
o




6!
i I . 1 
: telefon: 21-06-22 
i ! 
. i "AR PI S" w sklepach na terenie woj. bydgo- : . 
skiego oferuje szeroki wybór: 
: - art. papierniczych i 
i . - art. sportowo-turystycznych : ' 
- zabawek 1 
: . 
. - sprzętu fotograficznego 
- art. fotochemicznych 
i - wyrobów jubilerskich. : 
: : 
i Z A P R A S Z A M Y : wstąp, zobacz, kup! i 
: -e- : 
. . 
. . 
. "ARPIS" świadczy usługi: . 
i - okularowe : 
. . 
: - naprawy rowerów ł 
: - naprawy zegarków . .. 
. 
 
. - naprawy sprzętu fotograficz- · 
i n. I 
i USŁUGI wykonujemy t e r m i n o w o, i 
i f a c h o w o i s o l i d n i e. : 
- : 
.... ............. .....o............
.

 


162
		

/kb_198500165.djvu

			.....,',.
".,

,
"'-
"--,
,. 


Spółdzielnia 
Rzemieślnicza 
Branży 
Metalowej 
GOSME T "GOSMET" 


\ 


85-067 Bydgoszcz, ul. Jagiellońska 10 
POLECA swoje WYROBY 
z grupy ,,1001 Drobiazgó
" 


- gospodarstwa domowego 
- narzędzi technicznych i rolniczych 
które można nabyć w sieci handlu detalicznego 
na terenie całego kraju, a w szczególności we 
własnych sklepach przy ulicy 
Dworco
ej 30 i 32 
Broniewskiego 37 
15 Grudnia 13 (Fordon) 
oraz USŁUGI DLA LUDNOŚCI 


w zakresie: 
- ślusarstwa ogólnego i grawerstwa 
- mechaniki precyzyjnej i pojazdowej 
- blacharstwa samochodowego 
- wulkanizacji 
- naprawy chłodnic i szlifowania wałów 


2yczymy udanych zakupów i solidnej obsługi. 


-,-------"'---"------,--,-,
 


163
		

/kb_198500166_0001.djvu

			.... . .. "' I Ił...... Ił Ił . "' II . . . I II . I "' . II.... . . II Ił """ II . I II I . . II II "' Ił . . 
. 
. 
. 
. 
i 
. 
i 
ł 
. 
. 
. 
: 
. 
. 
i - 
jA I. LUdoweu
 Wojska P
lskiego 6
 I 
I produkują i oferują: I ł 
{WYROBY Z PIANKI .1 
POLIURET ANOWEJ 


I ZAKŁADY CHEMICZNE 
"ORGANIKA IACHEM" 
85-825 Bydgoszcz, 


... 


ł 
. 
. 
: 
. 
. 
. 
. 
. 
: 
: 
. 
. 
I 
: 
: 
: 
: 
I I 
i ,
, mat y . 
I łazienkowe i 
. . 
.... Ił . II I , Ił . II Ił.. II II te ł" . . . . ... I . I II.. II Ił.... II.... .. .. Ił... I · Ił...... . ... 


. - poduszki ._ 
siedzeniowe 
*:' materace 



 gąbki 


154
		

/kb_198500167_0001.djvu

			,....................................... 
i 


i PRZEDSIĘBIORSTWO 
HANDLU UBIORAMI 
pro
adzi_sprzedaż 
na terenie miasta 
Bydgoszczy 
i województwa 

 odzieży 
· 
 dziewiarstwa 

 tkanin 

 galanterii 
, i pasmanterii 

 obuwia 


,....................................... 4 


165
		

/kb_198500168_0001.djvu

			f ..
::::::......
:.
:

:;
:;:... ..i 
: PRACY : 
i LEKARZY - i 
: SPECJALISTÓW ł 
ł "SANITAS" W BYDGOSZCZY i 
t · 
; świadczy niżej wy
ienione' ł 
: usługi:
 _. --t 
: : 
: . leczenie i protezowanie jamy ustnej, rtg. dentystyczny, : 
i · ortodoncja (leczenie wad zgryzu u dzieci I młodzieży), i 
. lekarze specjaiiści z zakresu wszystkich specjalności, za- 
biegi ginekologIczne, badania cytoiogiczne i cytohormo- 
nalne, drobne zabiegi z zakresu chirurgii estetycznej, 
. onkologii i okulistyki, badania mikrobiologiczne, poradnia . 
. walki z bólem (akupunktura, akupresura, krioanalgezja), . 
. . . rtg, diagnostyczny, anaiizy lekarskie, ekg, eeg, pracownia : . 
. audiometryczne, zastrzyki, opatrunki, wizyty - lekarzy w 
domu chorego, 
i · psyChoteriapia indywidualna i grupowa, leczenie odwy- · 
kowe, aikoholizm, iekomania, palenie tytoniu, i 
. fizykoterapia, ba!neologia, kąpiele kwasowęglowe, solan- 
: kowe, borowinowe, parafina, masaże, naświetlanie, in- . 
halacje, 
ł · badania psychologiczne kierowców i kandydatów na kie- . 1 
rowców, oper.atorów suwnic i dźwigów, 
e badania środowiskowe, 
w następujących przychodniach na terenie 
. miasta Bydgoszczy: . . . 
. PRZYCHODNIE STOMATOLOGICZNE: 
. Al. 1 Maja 27 - tel. 22-15-95 : 
. Dworcowa 110 (wejścIe z ul. Lubelskiej) tel. 27-02-99 
i Al. 1 Maja 24 - tel. 22-34-81 (dia dzieci i młodzieży) : 
PRZYCHODNIE WIELOSPECJALISTYCZNE: : 
. Dworcowa 110 - tel. 22-40-71 (wewn. 175) . 
. Libeita 2a - tel. 22-40-31 
i Gałczyńskiego 19a - tel. 346-41 : . 
PORADNIA LECZENIA NERWIC I ROZWOJU OSOBOWOSCI: 
i ul. 24 Stycznia 16 - tel. 21-04-60 ł 
PRZYCHODNIA PSYCHOLOGICZNA DLA KIERO\\COW: 
Al. l Maja ł2 - tei. 22-08-92 
: ZAKr.AD PRZYRODOLECZNICZY: . 
. ul. Kr. JadwIgi 23 (gmach ..Astorii") - tel. 22-98-92 . 
: LABORATORIUM HIGIENY PRACY: : 
· Al. l Maja 69 - tel. 21-01-22 ł 
i CENTRALNA INFORMACJA O USr.UGACH - tel. 22-40-31 
............... ...... .......... ...... .... 


166
		

/kb_198500169_0001.djvu

			8 
g 

 
<> 
g 
<> 
<> 
<> 
<> 
<> 
+ 
+ 
+ 
+ 
. 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
. 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 
+ 

 Ć + + :+ 
Powyższe pilniki mogą by również realizowane w do- 
stawach jako pojedyncze sztuki. 

 : 

 + 

 : 
g Poza tym "BEFASA" oferuje do dostawy pasty dia- + 
<> mentowe do szlifowania i docierania części maszyn, 
<> urządzeń, przyrządów, uchwytów, gniazd zaworo- 

 wych na łączniku olejowym albo glikolowym o na- 
O stępującej ziarnistości mikr-oziarna diamentowego: 
g 1,'0, 2/1, 3/2, 5,'3, 7,5, 10/7, 14/10, 20,14. 28/20, 40/28 
i i 60/40. 
Zamówienia należy składać w trzech egzemplarzach 
do naszego działu Eksportu i Zbytu. ! <> 
<> Wszelkich informacji udziela nasz dział Eksportu 

 i Zbytu - telefon 22-23-74. 

<><><><>O<>O<><><><><><><><><><><>
 



 
<> 
g 
<> 
g 

 
<> 
i 
g 
g 
g. następujące narzędzia z nasypem diamentowym: 
g - pilniki igiełkowe w kompletach: 6-, 8- i 10-sztuko- 
<> wych o następującym składzie w jednym komplecie: 
g - 6-sztukowy: płaski, okrągły, półokrągły, kwadrato- 
wy, trójkątny, płasko-zbieżny. 


KOMBINAT 
PRZEMYSŁU 
NARZĘDZIOWEGO 
VIS 
Bydgoska Fabryka 
Narzędzi "BEFANA" 
ul. Marcinkowskiego 8 



 
fa 
kEFA
 


85-056 BYDGOSZCZ 


OFERUJE DO SPRZEDAZy W ROKU 1985 


- 8-sztukowy: płaski, okrągły, półokrągły, kwadrato- 
wy. trójkątny, phsko-zbieżny. 
soczewkowy. 


- lO-sztukowy: płaski, okrągły, półokrągły, kwadra- 
towy, trójkątny, płasko-zbieżny, oval, 
soczewkowy, mieczowy 


Pilniki z nasypem diamentowym produkujemy w dłu- 
gościach części roboczej L = 60 mm i L = 100 mm 
oraz następującej granulacji ziarna diamentowego: 
63J50, 100/80, 125/100 i 160/125 


167
		

/kb_198500170_0001.djvu

			, 


A 


ELEKTROMONT AŻ 


WIEJSKIE ROZDZIELNIE 
. WODOCIĄGOWE 


Rozdzielnice dla wiejskich stacji wodociągowych 
produkowane przez PPiMUEB "Elektromontaż" w 
Bydgoszczy, służą do zasilania urządzeń elektrycznych 
w typowych wiejskich hydro
orniach o wydajności 
wody 5-60 l/sek. Konstrukcję ich oparto na bazie 
szaf typu RSs (Rozdzielnice stycznikowe skręcane) wg 
rozwiązania własnego ,.Elektromontażu" w gabarytach: 
szerokość 750 lub 1050 mm, głębokość 430 mm i wyso_ 
kości 1800 mm. 
1. DANE TECHNICZNE ł 
Napięcie: 380 V 
Obciążenie 100, 250 I łOO A 
Zasilanie dwustronne lub ągregat - sief 
Zestawienie: wolnostojące lub przyścienne 
Max moc silnika: do tO kW 
Napięcie izolacji: 660 V 
Napięcie probiercze: 2,5 kV 
2. WYPOSA2:ENIE ROZDZIELNIC : 
Rozdzielnice posiadają cztery podstawowe człony techno- 
logiczne: 
1 - człon zasilająco-energetyczny CZE stanowiący nIeza- 
leżną szafę, przystosowany do plombowania; 
2 - czlon pomp głębinowych CPG-P I 110; 
3 - człon uzdamIania wody I potrzeb ogólnych CPO; 
t - czlon pomp poziomych CDP (dla pompowni IF) 
3. UKr.ADY STEROWANIA: 
Układy sterowania zostały tak zaprojektowane, ił gwaran- 
tują niezawodną pracę poszczególnych urządzeń, a przede 
wszystkim umożliwiają wybranie dowolnego układu tech- 
nologicznego bez jakiejkolwiek Ingerencji wewnątrz roz- 
dzielni - wszystkie żądane przełączenia I przejścia z jed- 
nego wariantu na Inny odbywają się na drzwiach rOz- 
dzielnicy Układ odzwierciedlony jest na schemacie synop- 
tycznym. Hydrofornia przystosowana jest do pracy bez 
stałej obsługi. 
t. CZr.ONY POMPOWE: 
Powiązane zostały w dwóch wariantach konstrukcyjnych 
RSs-1l2 o szerokości 750 mm dla 3 pomp I RSs-122 o sze- 
rokości 1050 mm dła t i 5 pomp oraz w trzech warian- 
tach elektrycznych 25 I 60 A z gniazdami bezpieczniko- 
kowymi Instałacyjnyml oraz dla 100 A z podstawami mocy. 
Wszystkie pompy sterowane są samoczynnie lub ręcznie, 
przyciskami i zabezpieczone są przed suchobiegiem, pracą 
na dwóch fazach, zwarciem i przeciążeniem. Układy przy- 
gotowane są do rozruchu bezpośredniego i przy pomocy 
zestawu gwiazda-trójkąt 
Posiadają pomiar obciążenia i licznik godzin pracy. Po 
zaniku i powrocie napięcie rozruch poszczególnych pomp 
odbywa się w funkcji czasu chroniąc układ przed tzw. 
uderzeniem prądowym. 
Na schemacie synoptycznym odzwierciedlono pracę stacji: 
gotowośf pomp do pracy - zielonym kolorem lampek, 
pracę pomp - czerwonym, a kołorem łółtym - stany 
zakłóceniowe. 
5. ADRES WYTWÓRCY: 
Przedsiębiorstwo Produkcji Montażu Urządzeń 
Elektrycznych Budownictwa "ELEKTROMONTAZ" 
w Bydgoszczy. ul. Grunwaldzka 229, 85-950 BYD- 
GOSZCZ, telefon: 22-18-05, 22-90-94, telex: 0562374 
0562014 


168
		

/kb_198500171_0001.djvu

			KALENDARZ 
BYDGOSKI 


19: 5 


STYCZE
 / LUTY I MARZEC 
l W Nowy Rok l P Ignacego l P Albina 
2 S Makarego 2 S Marii 2 S Heleny 
3 C Danuty 3 S Blaieja 3 N Kunegundy 
4 P Eugeniusza \ 4 P, Andrzeja .. P Kazimierza 
5 S Edwarda 5 W Agaty 5 W Fryderyka 
6 N Melchiora 6 S Doroty 6 S Wiktorci 
7 P Juliana 7 C Ryszarada 7 C Tomasza 
8 W Seweryna 8 P Jana 8 P Międz. Dz. 
9 S Marceliny 9 S Apolonii Kobiet 
10 C-Jana 10 
 Jacka 9 S Katprzyny 
11 P Honoraty 11 P Lucjana ,l
ypriana 
12 S Arkadiusza 
13 S Weroniki 12 W Juliana 11 P Konstantego 
13 S Ka tarzyny 12 W Grzegorza 
14 P Feliksa 14 C Zenona 13-Ś--Krystyny 
15 W Pawła 15 P Jowity 14 C Leona 
16 S Marcelego 16 S Danuty 15 P Klemensa 
17 C Antoniego 17 S Zbi&,niewa' 16 S Hilarego 
18 P Piotra 17 S Zbigniewa 
19 S Henryka . 13 P Symeona 
19 W Konrada 18 P Edwarda 
20 N Fabiana 20 S Leona 19 W Józefa 
21 P Agnieszki 21 C Feliksa 20 S Klaudii 
22 W Wincentego 22 P Małgorzaty 21 C Benedykta 
23 S Rajmunda 23 S Damiana 22 P Bogusława 
24 C Felicji 24 :s Bogusza 23 S Feliksa 
25 P Miłosza 24 S )Iarka 
25 P Wiktora 
26 SPolikarpa 25 W Aleksandra 25 P Wieńczysława 
27 !'i 
!:zyb
slawa 27 S Gabriela 26 W Teodora 
28 P Walerego 23 C Romana 27 S Lidii 
29 W Zdzisława 2q C Anieli 
30 S Macieja 29 P Wiktoryna 
31 C Jana 30 S Amelii 
31 S Balbiny
		

/kb_198500172_0001.djvu

			KALENDARIUM BYDGOSKIE 


2.01.1337 Na Zamku bydgoskim umiera wnuk Kazimierza 
Wielkiego - Kazimierz (Kaźko) - książę bydgo- 
ski, dobrzyński, słupski i szczeciński 
4.01.1937 W gmachu Teatru Miejskiego inauguracja dzia- 
łalności studia radiowego będącego fili
 radiosta- 
cji w Toruniu 
6.01.1835 Hrabia Franciszek Czapski na Bukowcu (pow. 
Swiecie) ofiarowuje miastu 600 talarów na dom 
sierot wraz ze swoim domem (dziś narożnik ulicy 
Mostowej i Starego Rynku) 
8.01.1878 Pierwsze lekcje w gimnazjum przy placu Wolności 
10.01.1905 Magistrat wnioskuje o zainstalowanie telefonu 
w ratuszu 
19.01.1920 Adwokat Jan Maciaszek, jako pierwszy polski 
prezydent przejmuje w mieście władzę od nie- 
mieckiego burmistrza Hugona Wolffa . 
20.01.1920 Wkroczenie do Bydgoszczy oddziałów Wojska Pol- 
skiego pod dowództwem gen. Józefa Dowbór- 
Muśnickiego 
29.01.1929 Jedyna w Polsce fabryka maszyn do pisani
 
"Iskr<;t" w Bydgoszczy przy ul. Malborskiej 15 
przekazuje do sprzedaży pierwszą partię 50 ma- 
szyn 
1920 Inauguracja polskiego sezonu teatralnego w Byd- 
goszczy, w sali Patzera przy ówczesnej ulicy 
św. Trójcy - wystawiono "Dziady" A. Mickie- 
wicza 
2.02.1923 Powstaje Towarzystwo Miłośników Bydgoszczy 
11.02.1815 Na Kongresie Wiedeńskim zapadła uchwała o włą- 
czeniu Bydgoszczy do Prus 
22.02.1945 Zapadła decyzja o uznaniu Bydgoszczy stolicą wo- 
jewództwa 
1.03.1933 Uruchomienie linii Herby Nowe - Gdynia, prze- 
biegającej przez Bydgoszcz 
3.03.1959 Studium operowe przekształcone zostaje w Teatr 
Muzyczny Opery i Operetki 
24.03.1945 Pierwsza powojenna premiera teatralna - wysta- 
wiono "Zemstę" A. Fredry 
30.03.1930 Otwarcie "Domu Rzemiosła" przy 1,!.1. Jagielloń- 
skiej 60 (obecnie 10) 
1969 Rozpoczyna działalność filia Wyższej Szkoły Rol- 
niczej w Poznaniu
		

/kb_198500173_0001.djvu

			KALENDARZ 
BYDGOSKI 


198 


/r. 
, 


KWIECIEŃ MAJ CZERWIEC 
l P Grażyny l S Swięto 'racy l S Międz. Dz. 
2 W Franciszka 2 C Zygmunta Dziecka 
3 S Ryszarda 3 P Marii . 2 X 
Iariann)" 
4 C Wacława 4 S Moniki 3 P Leszka 
5 P Ireny 5 N Ireny 4 \V Karola 
6 S Wilhelma 6 p Judyty 5 S Walerii 
7 N Wielkanoc : 7 W Ludmiły 6 C Boże Cialo 
8 P Pono Wielko 8 S Stanisława 7 P Wiesława 
9 W Marcelego 9 C Dz. Zwyc. 8 S Seweryna 
10 S Makarego 10 P Izydora 9 li Pelagii 
11 C Filipa 11 S Franciszka . 
10 P Bogumiła 
12 P Juliusza 12 l'I Pankracego 11 W Barbary 
13 S Przemysława 13 P Serwacego 12 S Onufrego 
Ił N Just
'na 14 W Bonifacego 13 C Antoniego 
15 P Anastazji 15 S Zofii 14 P Bazylego 
16 W Julii 16 C Andrzeja 15 S Jolanty 
17 S Roberta 17 P Brunona 16 :łi Aliny 
18 C Bogusława 18 S Eryka 17 P Laury 
19 P Tymona 19 N Piotra 18 W Elżbiety 
20 S Czesława 20 P Bazylego 19 S Gerwazego 
21 N Feliksa 21 \V Tymoteusza 20 C Bogny 
22 P Łukasza 22 S Heleny 21 P Alicji 
23 W Jerzego 23 C Iwony 22 S paul
y 
24 S Grzegorza 24 P Joanny 23 X Wan y 
25 C Marka 25 S Grzegorza 24 P Jana 
26 P Marceliny 26 N Złel. Swiątki 25 W Łucji 
27 S Zyty 27 P Juliana 26 S Pawła 
28 N Pawła 
28 W Augustyna 27 C Władysława 
29 P Roberta 29 S Magdaleny 28 P Piotra 
30 W Mariana 30 C Feliksa i Pawła 
31 P Anieli 29 S Ireneusza 
30 S Lucyny
		

/kb_198500174_0001.djvu

			KALENDARIUM BYDGOSKIE 


1.04. 1914 Otwarcie największego kina w mieście na 764 
miejsca - dzisiejszy "Pomorzanin" 
8.04.1897 Zatwierdzenie projektu budowy stacji wodociągo- 
- wej na terenie lasu gdańskiego 
11.04.1946 Udostępnienie po raz pierwszy zwiedzającym zbio- 
rów muzealnych w budynku poklasztornym ss. 
Klarysek przy Al. 1 Maja 
19.04.1346 Król Kazimierz Wielki w czasie pobytu w BrZ2- 
ścil.i Kujawskim wystawia dokument lokacyjny 
dla miasta Bydgoszczy 
24.04.1936 Uruchomienie linii tramwajowej na Bielawki 
27.04.1934 Dowództwo Okręgu Korpusu VIII przenosi się 
z Torunia do Bydgoszczy i zajmuje gmach przy 
ul. Gdańskiej 71 (obecnie Al. 1 Maja) 
4.05.1898 Otwarcie szpitala dziecięcego przy ul. Floriana 
11.05.1918 Oddanie do użytku szkoły przy ul. Nowogrodz- 
kiej - obecnie II Liceum Ogólnokształcące 
12.05.1945 Pierwszy koncert bydgoskiej orkiestry symfonicz- 
nej. Dyrygował Arnold Rezler, solistą był Stani- 
sław Szpinalski 
16.05.1970 Otwarcie nowej siedziby Pomorskiego Domu Sztu- 
ki przy Al. 1 Maja - salonu BW A 
29.05.1920 Pierwsze ogólnopolskie regaty wioślarskie na t0- 
rze regatowym w Brdyujściu 
1.06.1939 Bydgoszcz liczy 143.237 mieszkańców 
7.06.1963 Oddanie do użytku przy ul. Markwarta Woje- 
wóddzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Woje- 
wódzkiej Stacji Krwiodawstwa 
11.06.1900 Otwarcie Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego przy 
pl. Weyssenhoffa 
17.06.1960 W Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie spłynął 
na wodę statek z nazwą mis ..Bydgoszcz" 
21.06.1549 Władze starościńskie i miejskie zawierają kon- 
trakt z łaziebnikiem To:-naszem zobowiązującym 
się wybudować hźnię miejską 
28.06.1233 Pierwsza wzmianka w źródle pisanym o Bydgo- 
szczy jako o mieście kaszteh!1skim 


.
		

/kb_198500175_0001.djvu

			KALENDARZ 
BYDGOSKI 


.1985 


LIPIEC " SIERPIEŃ I WRZESIES" 
l P Haliny l C Piotra l "l Bronisława 
2 W Urbana 2 P Gustawa 2 P Stefana 
3 S Jacka 3 S Lidii 3 W Szymona 
4 C Teodora  X Nikodema 
16 W Eustachego 16 P Joachima 16 P Edyty 
17 S Bogdana 17 S Jacka 17 W Franciszka 
18 C Szymona 18 N Hele
y 18 S Ireny 
19 P Wincentego 19 P Bolesława 19 C Konstancji 
20 S Czesława 20 W Bernarda 20 P Eustachego 
21 S Daniela 21 S Joanny 21 S Mateusza 
22 l" Sw.Odrodz. 22 C Cezarego 22 :'II TDmasza 
Polski -< 23 P Filipa 23 P Bogusława 
23 W Apolinarego 24 S Bartłomieja 24 W Gerarda 
24 S Kry!!.tyny 25 
 Ludwika 25 S Aurelii 
25 C Krzysztofa 26 P Zefiryny 26 C Justyny 
26 P Anny 27 W Józefa 27 P Damiana 
27 S Natalii 28 S Augustyna 28 S Wacława 
28 "l Wiktora 29 C Sabiny 29 
 l\Iichała 
29 P Marty 30 P Róży . 30 P Hieronima 
30 W Ludmiły 31 S Bohdana 
31 S Ignacego
		

/kb_198500176_0001.djvu

			KALENDARIUM BYDGOSKIE 


1.07.1909 Otwarcie pierwszego żłobka przy pl. Kościelec- 
kich 
2.07.1879 Sprzedaż najstarszego kościoła św. Idziego na 
rozbiórkę 
3.07.1890 Oddanie do użytku nowej rzeżni miejskiej 
6.07.1867 Pierwsze imprezy w nowym gmachu Strzelnicy 
(obecnie WOjewódzki Domu Kultury) 
22.07.1953 Zakończenie budowy i uruchomienie linii tram- 
wajowej uBrda" 
27.07.1851 Z bydgoskiego dworca wyrusza pierwszy w dzie- 
jach miasta pociąg pasażerski 
31.07.1927 Odsłonięcie pomnika Henryka Sienkiewicza - 
dłuta Konstantego Laszczki. Pomnik został zbu- 
rzony przez okupanta podczas II wojny światowej 
6.08.1852 Uruchomienie linii kolejowej Bydgoszcz-Gdańsk 
25.08.1913 Przy ul. Królowej Jadwigi wybudowano pierwszy 
w mieście most żelbetowy 
1.09 1939 Wybuch II wojny światowej 
1946 Prezydium Krajowej Rady Narodowej nadaje 
Bydgoszczy Krzyż Grunwaldu III klasy 
2.09.1939 Pierwsze bombardowanie przez hitlerowskie sa- 
moloty, podczas którego ginie około 25 osób 
1951 Powstaje Wieczorowa Szkoh. Inżynieryjna 
1974 Poł..czenie WSI i filii WSH - utworzenie Aka- 
demii Techniczno-Rolniczej im. Jana i Jędrzeja 
Śniadeckich 
5.09.1969 Odsłonięcie pomnika Walki i Męczeństwa na Sta- 
rym Rynku - dłuta prof. Franciszka Masiaka 
1964 Przy ul. Dworcowej odsłonięto obelisk ku czci 
pOległych i pomordowanych w latach 1939-1945 
kolejarzy węzła bydgoskiego 
9.09.1939 Pierwsza publiczna egzekucja Polaków dokonana 
przez hitlerowców na Starym Rynku 
10.09.1966 Inauguracja I Międzynarodowego Festiwalu Mu- 
zyki Dawnej Krajów Europy Środkowej i Wschod- 
niej . 
14.09.1774 Przekazanie do użytku Kanału Bydgoskiego 
21.09.1956 Pierwsza premiera Studium Operowego w Teatrze 
Polskim - wystawiono jednoaktowe opery Mo- 
niuszki "Flis.' i "Verbum nobile" 
27.09.1925 Położenie kamienia węl5ielnego pod bazylikę na 
Bielawkach 
29.09.1969 Pierwszy rok nauczania rozpoczyna Wyższa Szkoła 
Nauczycielska 


"
		

/kb_198500177_0001.djvu

			KALENDARZ 
BYDGOSKI 


1985 


p AZDZIERNłK I LISTO P AD I GRUDZIEŃ 
l W Remigiusza l P Swięto l 
 S atalii 
2 Ś Teofila Zmarłych 2 P Balbiny 
3 C Teresy 2 S Bo
dana 3 W Franciszka 
4 P Franciszka 3 N S
'lwii 4 S Barbary 
5 S Placyda 4 P Karola 5 C Krystyny 
6 S Artura 5 W Sławomira 6 P Mikołaja 
7 P Marka 6 Ś Leonarda 7 S Marcina 
8 W Pelagii 7 C Roczn. Rew. 8 S Marii 
9 Ś Ludwika Pażdz. 9 P Wiesława 
10 C Pauliny 8 P Seweryna 10 W Julii 
11 P Emila 9 S Teodora 11 Ś Waldemara 
12 S Maksymil. 10 
 Andrzeja 12 C Aleksandra 
13 
 Edwarda 11 P Marcina 13 P Łucji 
14 P Bernarda 12 W Witolda 14 S AI;reda 
15 W Jadwigi 13 Ś Stanisława l;; S Ce1iny 
16 S Gawła 14 C Wawrzyńca 16 P Zdzisława 
17 C Małgorzaty 15 P Alberta 17 W Łazarza 
18 P Łukasza 16 S Edmunda 18 Ś Bogusława 
19 S Piotra 17 N Grzegorza 19 C Dariusza 
20 N Ireny 18 P Romana 20 P Dominika 
21 P Urszuli 19 W Elżbiety 21' S Tomasza 
22 W Filipa 20 Ś Feliksa 22 S Zenona 
23 S Seweryna 21 C Janusza 23 P Wiktora 
24 C Rafała 22 P Cecylii 24 W Adama i Ewy 
25 P Hilarego 23 S Klemensa 25 S Boże Sar. 
26 S Lucjana 24 N Jana - 26 C Szczepana 
27 N Sabiny 25 P Katarzyny 27 P Jana 
28 P Tadeusza 26 W Konrada 28 S Antoniego 
29 W Wioletty 27 S Waleriana 29 S Tomasz
 
30 Ś Edmunda 28 C Zdzisława 30 P Eugeniusza 
31 C Augusta 29 P Błażeja 31 W Sylwestra 
30 S Andrzeja
		

/kb_198500178_0001.djvu

			KALENDARIUM BYDGOSKIE 


1.10.1969 Przestała kursować bydgoska kolej wąskotorowa 
- popularna "ciuchcia" 
4.10.1909 Na Starym Rynku odsłonięta została studzienka 
wykonana przez Karola Kowalczewskiego 
6.10.1949 Otwarcie nowego teatru wybudowanego według 
projektu architekta Alfonsa Licznerskiego 
1977 Inauguracja roku akademickiego w nowych bu- 
dynkach Akademii Techniczno-Rolniczej w For- 
donie 
11.10.1858 Rozpoczyna pracę Gimnzjum Humanistyczne przy 
ul. Grodzkiej 
1973 Otwarcie Muzeum Tradycji Pomorskiego Okręgu 
Wojskowego 
14.10.1849 Uruchomienie pierwszej linii telegraficznej Byd- 
goszcz-Krzyż 
18.10.1910 Odsłonięcie posągu "Luczniczki" - wykonanego 
przez Ferdynanda Lepckiego w stylu pseudokla- 
sycystycznym 
24.10.1861 Otwarcie linii kolejowej Bydgoszcz-Toruń - 
31.10.1968 Oddanie do użytku nowo zbudowanego, ufondo- 
wanego przez żołnierzy Pomorskiego Okręgu Woj- 
skowego, gmachu Technikum Elektronicznego im. 
25-lecia Ludowego Wojska polskiego 
1.11.1928 Otwarcie łazienek miejskich na Szwederowie 
1958 Pierwszy inauguracyjny koncert w nowo zbudo- 
wanym gmachu Filharmonii Pomorskiej 
8.11.1929 Przekazanie do użytku kina "polonia" 
22.11.1972 Rozpoczęcie budowy dworca autobusowegc1 przy 
ul. Jagiellońskiej 
29.11.1936 Otwarcie nowego gmachu poczty w pobliżu dwor- 
ca kolejowego przy ul. Zygmunta Augusta 
1.12.1970 Oddanie do użytku nowego mostu przez Brdę 
przy ul. Szerokiej 
1971 Rozpoczęła produkcję pierwsza w Bydgoszczy fa- 
o bryka domów 
13.12.1937 Nowy szpital na Bielawkach przyjmuje pierw- 
szych pacjentów 
3.12.1961 Powstało Kujawsko-pomorskie Towarzystwo Kul- 
turalne 
15.12.1955 Zapada decyzja o utworzeniu w Bydgoszczy stu- 
dium Operowego 
19.12.1879 Uroczyste otwarcie ratusza przy ul. Jezuickiej - 
w budynkach klasztoru pOjezuickiego 
30.12.1933 Oddanie do użytku szpitala powiatowego przy 
ul. Senatorskiej (obecnie szpital dziecięcy przy 
ul. Chodkiewicza)
		

/kb_198500179_0001.djvu

			
		

/kb_198500180_0001.djvu

			r\ 



 
1r 


(' 


t.- 


.
 
B' 


CENA ZŁ 110,-