Morze polskie : Gdynia - Wybrzeże z ilustracjami

"M.
.L I ') g o ') 'J 
 
Torun ,-. () eJ 
 .J 


E r
!j 


Morze Polskie 
I tl), 
Gdynia - Wybrzeże 'Je; 


I. 


.z iluslraciaml 


,) 


" - 
---........ 

E 
-..... 
. - 


192
 


--... - 
IIIIIUIIIIIIII I. 
-.---...::::' --_. 
.-- 


1932 


" 
. 
" 



' 
, 
\. 
f 

 .= 



 '. 


4; 


... 


1932 
Na..ła...... . ............ Z...I..uw Grallc.",ch BoI..law. S.c.u'" w Wqbr..',,'. (Po...o...) 



- -----
>>>
. 



 
v
>>>
l ,2 ł, .E.. .J.cf -.. 

, 4(Qletc, 
Morze Polskie 
Gdynia - Wybrzeże 


z ilustracjami 


"iI 


r 
II 


. ...- 
,\
 


193 2 


Nakładem i druidem Zakład6w Graficznych Bolesłnwo Szczuk. w Wqbrzetnle (Pomorze). 


-6 


ł ...:: I 
II ! I
>>>
- 


c 


I 
 


,U(,
l
 
J 


,0\ 
.. 



. /\"\
t)(;g
>>>
1 


. 
. 
. 
. 


SPIS HZECZY: 


7- 9 
11- 21 


Cd \ nid miasto 
NadlIlol'ski l\\ ią{£'k I'ropag'allll
 T IIrysl\ C/lH.j 
Vlola Polska ni£'g"d)ś d d/.iś. 
"-.ampauja uil'mied.a \H.fe('iv. gl",,"i
'UIll n.. WselHIlI/ie -+ \V. Sł-.llp 
CllYllid i jej .fnacL£'lIie dla P..Ils1.\\a -J- W. Sailor 

pil'w fali (v. jcrs/.) - Mil'CL, PI".l.
 h) 10\\ ic/. . 
S/S "Fanta.r.jd" - \V, Skup . 
\\. mgl,1\\ ie) d.fi£' jów polsk ieg"o \\ 
 hue/a - J. ()\\. 
SOlldO\\ all je' i 10gO\\' a II ie . 
\\ oda mm'sł-.,I . 
Odkrycil' 1I00\\ch \\VSP IId OCl'iillil' LodO\\at
m 
Ro/hikk ..Satul'łIji" - M, 1'1'.f
 h) 100\ic.l. . . . 
Budujmy silili! flotę wojennq! - M. PU) h
 10\\ i('L , 
Polska Balldl'rd IId Atlallt) ku J. Dul'\\ je('ł-.i 
rOlhłL ś\\ iato\\ ej floty halldlo\\ ej , 
Hl'j('str u).,n;i!lw Polskil'j flot) halldlo\H'j lIa rok \);() , 
I.n..ki \\)\\olU\\('/.c l"ddjU\\l' ol,l"I;t{i\\ halldlO\\)dł i \\ojeJłu)ch 
lastosO\\ullie fotogTdfji lotnie.fe'j dla (.dl'''' h) drogrdfiunyeh- 
M, PI'.f) h) łowic/. , , 128- 129 
BlldowLl slatł-.ó\\ olhł".l.ymó\\ w st..ro/)tnośei , . no -132 
\\ idtr od nlOr/.d - \V, Skup, , . . n3 13') 
1'000ty ryhacł-.i£' polsł-.iego \\ yhl'.fcLa - B. KU.l.Illi(lski , 136- 144 
() \dos! 1\1. Pr/.
 h)ltl\\ i(,7 . ,145 151 
() hurs.ftynil' - P. TU£,ślliak , .152 -155 
. 
 
J dki los c /.£'ł-.a st,1Ik i, którl' .fa to łll; ł y 1 ')5 
T Llj£'llluiea ł-.apitdlHl Stdsolla - \V, Skllp . 1'6-170 
I'olsko-Br)t)jsł-.il' Tow. Okrętowe \\ Gd) ui .171 172 
Okolica v. i£'c.fu) ('h \\ iatrtl\\ . 172 
Pierwsza pl".f) goda stdtku sLkolnl'go ..Polłlorzc" 
kap, T. lVIcissner . 173-202 
Okręty widlłlLl , , 203 
Odkrycid, wYllul,li"ki, \\ ydaul'uia . :!()4 -207 
Odległośei od Gd) ui do \\ ięks/ydł p"rt{iw kuli zil'mskicj .209 -210 
Odległości od Gd) ni do \\ ięksLych porl!",' Bałtyku 211 
Opłaty poduw£' w porcie Gdyni, . . . . . . . . :.!12-214 
SILlwki Polskiego Zwiwku Makleró\\ Okn;ttl\\ych , 21') 
Architektura i budo\\ nich\ o nad Polskil'llt J\fouem - M. Zuske 21b-217 
Ustawa ° stallU\\ iskuch uficerskieh w Po Isk, M,łr\ IhUTe IłamI!. 211' 223 
Instytut l [Lludlu Morskiego , . 224-225 
GilllllU/.jul1ł Dr,ł Zl'garskiego \\ Cd) ni. .226 227 
Informacj£' ° PaIIS!\\o\\t'j S7kole l\1or
ki('j ,22
-232 
. 



;- - 32 
35- 4
 
43- - 65 
bb 
bb- ?'; 
74- 92 
93- 9.ł. 
9') 


'Jb 
97 10:- 
. lO!; 1I.ł. 
. UJ -120 
,Ut 123 
, 124- 125 
1
7
>>>
,
>>>
. ł 
,. J., 
,.: "' ' \ $I 
.\:,,\ ' 
\ h
, 
' 


, , 


'
 


".1..' 
.", . 


-ł;.. 
'.... 
.:..-. 
- - 
. ;: 


j ..-ii( 


. 


, ". . 
l;;'
'" 
I
!J
 L ,',- 
l':'.. .., 
\\ ' 
',1;..i J ' , 
.., 


'fI 
\ 


(." . '1. 
. .,,"
., 
.JI.'"'/ 


-  
:
.

tł ' 
.
 


.. 



 


,.. 
,,' 


! t 



 

1_' . 
.. . 


...
. 


ł'
- 


J 
! 


1 


-" 
. . .... 
...,;,t, 
 
, 
. .. . 
. '" 
ł- . \- 
j'" 
'I.ł'I. 
. . .. 
, 
, 
,:; 


, 
. 


/. 
, 


.... 


'A;: 
;. 


. VI' 


. 
. 


fi" 

ł 


'-. 


,f! 


". 


,,- 


\ 


7' 


. 


l 


ł.1. I 
.',", 


a 


," I 
,
 ł 


--, 


.. 


Fi
UI'u Mufki Boskiej w JlIsflłl'ni. 


5
>>>
.-...... .... 
. ił 


"\tif" 
 
. .. 
'::.o J 
. 


. 


6 


.... 



.,....... . J
.. 
." - "":a 
:-- - 



 



 


-
 


------- 
-
....
 

 


..." .. 
 .. 



 


Gd
"llia w 1913 r. 


\..,.. " ," " I ""'
- 


 4': t ' ..
.. . '...w-.... 1 

.:'-ł "...' 
:t} ..., 
. , 
"'.,41 .. 


ł' .... .- 

 . 
. 6 f 
'., 
'f; th. 

 -' ...ł 
..... .. 
 . ....,..! 
I I i. 
.- I" 


.. 


. 


"f, 


., 


.... 


.", . 


:!'"-C' 


J 


p, \ 
. 



 


. ;-: ';"'ła.r - -:.' ,.. 


Gdynia w 1931 r. 


.::& 


..... 



 


, . 

 . 


'" 


..... 
.\ 
.. f 



, 
.
 


... 


-.. 


,4 


.ł; 


. ,'" i\ . 
.r 


ol 


-J 


.,.
>>>
Gdynia - miasto. 


Budowa i sz)hki rozwój podli. w ciągu kilku lai, całko- 
wicie zamienił dotychczasowl wieś ł'
 hachl w miasto, o prze- 
szło 50 tys. mieszkaiiców. 
Kredyty hudowlane, szerohie PU) '" ileje i daleko idące 
ulgi podathowe, ud/.ielane gminie i puedsi;biorstwOlu - 
dla popiel'auia rozbudowy i rozwoju gospodarczego Cdyni, 
dalej przyśpiesz) ło tempo zahudo"qr i napływu ludności. 
Gd
ynia - miasto zajmuje ohecnie ohszar administra- 
eyj ny :!219 ha, który w najbliższym czasie, po przyhlczeniu 
nowy('h dzielnic i terenów paiisjwmq ch - znacznie się 
powiC;;kszy. 
Zahudm\a odbywa się według szc7egółowo opracowane- 
go planu regulacyjnego. 


ł 


l 


IJ 
..a. 

! . I J 


-'Illit : 


'!ł. .,. II 


" 


. 


'I..... 
.J'kIioII 
1I:Id
- 
 


. . II .:. t 
"'.i r 


r-, 


Gdynia - Łuszczarnia ryżu 


W cilg'U 2 ostatnich lat, W) budowano 16 km ulic asfal- 
towych i z kostki szwedzkiej, 12 km chodników, założono 
ogródki i kwietniki, skanalizowano okolo 10 km, położono 
rur wodociągowych 3:!.700 m oraz wybudowano 2 stacje 
pomp, dwa zbiorniki, stację przepompOWall ścieków i stację 
oczyszczania ściehów. Instalaeje te stawiają Gdynię w sze- 
regu najlepiej urządzonych miast pod względem sanitarnym. 


7
>>>
Obc('n ie ('d 
 II ia posiada 
") blld 
 111...(1\\ pll hl 1(".1.11 
 (.h 
i około 1"0 pJ"
 \\ atny('h, \\' lem: ., koś('iot
. ., s/pitule. '5 szk{l!: 
koiolIje: rybacha. IIr/..t;dlli(,.I.l i rol)()llIi(,.l.e. " poslm.i (11)1'.1.)- 
mi('h bloh{1\\ : st ra.£ po.£m'IH!. elekl 1'0" nit; i 
(:l.I.O" nit;, 
Cd) n ia j esl ośrod k ienr I III') sI) ('.1. n 'm. "s.l.f'1 kif'
o 1'0- 
cLmj II zj azdcl\\ i /..i'" odÓ" SPOl'W" 
 ("h, 
Do C(hni i liullie ro7r.l.uc'oll\dl lIa l'al\m ,,,I)I'/..e.£1I 
LIPielisI... m"ol'ski("h. w sez.Hlie letni"m, I)I'/)h\"
ają kU/'ill'jll- 
sze z kraju i z:lgralli("). 



.. 


ł 


.',_ 
... 


,-.,. 


-- - 


- - 


b._ 


--- 


... 


Gd
 lIia - OIl"jal"lliłl Gdyń..ku 


W
godna kOIHullihac;a statkami Ż. P. i aul:Jhllsanri 
Vliejskiego Tow. "'onr.. .l.apewnia l'O.l.wÓj dm nież i ok:Jlic
. 
a kilkadziesiąt pOC"iiU
"ÓW d.l.iellnie i polska linja lolniC".l.H 
ulrz) mują poh1czenic z ('atą Polską i Europą, 
I\liasto posiada "
godne hotele. pensjonat). lic'/ll(' re- 
stauracje. kawiarnie. dan('in
i - kahaJ"ct.
. hinu i t. p. - 
ż) ('ie społeczlle. kul I u /'illlle i za" odowe, kOlJ('cnt I'Ilj e si
 
w (;d
 IIi w klubach i stowarzyszeniu!"h. hlllr) eh jesl Pl'ze- 
s/..to 100. 
,\\ Cd
ni w)C"hod/..ą ') pi;m codzienll)l"h i kiłha l'Zd- 
soplsm. 


8
>>>
GODNE WIDZENiA OBJEKTY. 


D\\or.l.ee. Bank Pulski. POl/U i stacja autolllat
c/lH'j 
{'cnt wli teleLHI.. Ba nI.. (;o;pudurst\\ u l\. w i 0\\ eg.). gmach 
..l:eglllgil Polska" S '\.. Obs:.n\uhH'julII :\1ol'skie p, I. 1\1.. sta- 
cja oe.l.
s/('zania śeiek(m - (studnie ImIHlHa). elekt 1'0\\ nia. 
S.l.kola 
I01'ska, Jns.
luj T, P. i II. M. glllHl.h I\.olonji Ho- 
!olnie.l.cj IIa CJ"abo\\ ie. ehłodnia. LlIS.I.('.I.iI/"IIia R,żu. ole- 
jarnia, 
tUl'OL
 t,,
 kośeiólck \\ Ok;
 \\ ill. " 


Ul 


ł- 


II 


I 11 II I . . . 
hhr- ., IRI"łl
 - 
oL 


l' 


, 


I 
I _ II _ 
I ,... R . 


"I 
II. 


. 
a 
" 



 1 ,,' 


1 


i' 


Gd
'llin - KłllIlit'1l1l11 GOI"n. I. Pl'llsjullnt ..VidUl'iil n('
da". 
II. Dom Zd wjO\\.', Hl. P!'lIsjUllut ..RÓ.illll) Gilf". 


BANKI. 


. 


t. l3ank Polski. 10 I.lIteg-n, tcl. 1)20, 
l3ank Cospodarsh\i.l I\.raj(megJ, tel. 1::'2h. 
'. BanJ.... Zachodni. tel. 1762. 1761, 
4. PallslwO\\'\ Bank Holn\'. leI. 1721. 
'), Komllnaln
, I\.asa Osz(.zc;dnośei. ś\\ ic;toja'"lska, 
12,0, 1271. 12::"2. 


o) 


tel. 


9
>>>
. 


l 


.l 


. 

 '1 
... .1 
.. 
.. 
.. 
.. 
.. 
.. 
II 
.. 
Ir 
.. 
.. 
ł 
,I 


Główne wejście do portu Gdyńskie
o. 


10
>>>
- 


Nadmorski Związek Propagandy 
Turystycznej 


Cc!C'm Grp;an izacj i Ol'az w /.molenia rudlłl t nr) st") cznego,. 
letnisko" ep;o i ki:}pielowego na terC'niC' pO\'\- iat u morskiego.. 
cieszi:}cep;o si«; zawsze liczną frekwencji:} zwiedzających. za- 
łożono w marcu 1'. uh. ,.Nadmorski ZWii:}Zek Propagandy Tu- 
ryst.) cznej" Sim". /.ap, w ,v ej herowie, 
" akcji tej zaintf'resowan) jest cały SZf'reg oSlb, m- 
st) tuey j hand lo w)' ch i puem ysłow) ch, szczegół nie na sa- 
mem wybrzeżu, 
Prezesem Zarzi:}du ,,)' hran) został, p. Starosta 
Iorski 
W la(h 
.;la" 1\ e n s z e l. 
Prap;ni:}c jnknajsZf'rzej W) pełnić 7adania Zwiq/.ku w po- 
wieeie. Zarząd Zw ią/.ku postanowi ł ut WOl'/.Yć w prz) szło- 
ści w naj w ażnif' js/.ych 111 iej SC()\\ uściilch nadbl'zeln) ch: 
Helu. Jastarni. Wielkie,r Wsi. lla1lero" ie i Kar" i - stałe- 
ag-ent lir) p;łlwne na c/as sezonu. Agenei h«;(I} zanl/.f'm prze- 
wodnikami dla" ycicczek. Oprlcz teg'o Sf'krctarjat Związ- 
ku uchicla wszf'lkich infornHIC') j. dot) cząq ch lOkali, cen, 
warunkl)\\. kOJllunikaej i. prup;ramu zwiedzeiI. imprez spor- 
t.ow)c:h. "łat\\ ierl, zniżf'k i t. p, 
Ad res Z\\ i i.ł/1.... u : Sek relarjat 
adm. Z\, iąZkU Pl'Opap;i:ln- 
(h Tuf') słyc7nf'j - \\ ejherowo - (;nHu.h Staroshva Mor- 
skiep;o. pokój 2.'" sekretarz p. H e p 11 C l'. 
W yl)1 /.cże Polskic
o MOI'Złl. 
Br/.cg polski mOl'za TIałl)(.kiego lf'ż) w Woj. Pomor- 
skiem, w pm, ieeie mOl'skim i r07C.ii.łP;a się na pl'/.estrzeui 
okolo 140'
) klm, d lup;ości o chamk terze pła
k i m. piaszczy- 
st "m. to znlw fnlish m. \, vsokim, dostatccznie I:alesionvm. 
. ki.!piclif,ka morskie porl/.ielić' mo.i.na na trz) p;I'np). -za- 
liczaji:}c do p,"rłlp) pie,'"szej miejsco" ości. leżące u wyhrze- 
ż) t. zw. ..
Iałep,"o :\IOI'z,,". t. j, JH'.l) samf'j za1.oce Cdailskiej 
i Pu(.kie,;. do (It'ug'iej kiJpieliska na pllł\\') spie 11f'lu z plażą 
na ,.Wielkie" i .J\lałe I\I000ze". oraz do trzeciej - miejsco- 
\\ oś(.i JH"/.) hl"ze.lne z plażq od stroll) .."'ielkiep;o 
IOI'za". 
Do miejscowości, 1cżi.\(') ('h przy" \lałem .l\lorzl1", nale- 
ż)' pi
kni(' położone kąpielisko Orłowo. z kilkunastoma pier- 
wszorz
dnemi pensjonatami. 
1)((h)', huki isosll) I'Ozrosl) sili na \\zgórzi:lch j, wrnz 
z gęslem podsz)'ciem, z lI'7ech sb'on chronii.l Orłowo przed 
wiatwmi. '1\ lko od strony morza wiatr ma wolną drogę. 
W spokoj nej zatoee jest dużo nagrzanej wody i kąpiel w mo- 
rzu jest tutaj 7nacznie przy.jemniejszą, aniżeli w innych 
miejsco\\ośeiaeh nmlbrzeżn) ch. Piękne są spncery w o-ko- 
licę. Brzegiem morza łatwo dojść można do Gdyni. Las.. 


*) Półwysep Hel liczony jest podwójnie. 


11
>>>
,.,:. 
łI 
fJ r::.-. 
r .. 


." - 


'", 


.. 

.,.., 



. 
... - 
, ' l :"'11 s y 
J .... 
,I \, I 

'- t.:,. 


-... 

 
. 
'.. 


, "'......4- 
'
- 
.' "'......- 
.' JI- 
....ł.... .... 


"..... 


,., 
" I' 



jlP 


, --:- 


-.... 
. 

.
,. 
I ./.- .' ;lI 
i
 
 t; ilii: 


.. 


1 


,. 


Gl'illlicll IIOlskll 111\(1 Polo;kil'/11 MOI'J;l'lII. 



 " 


J 


.. 


,. ) 


.. 


Ił... 


12 


,. 


. 
 


..... 


Gd)'lIia - .lwied.lllll!t' portu 118 sim ,De/fiu".
>>>
eiaU'IH!("\ 'iit; na \\ I.
Ó!'za{"h od 01'10\\ a \\ kiel'llnku C(l
 ni 
o /lwrakIPł'\ 'it\ e.l.nem. nic/\\ \ klem zudue\\ ieniu i eudo\\- 
n\ eh poł.lIIl.:aeh jesl \\ 
 mał'Z(H}('m miejs{'elll spaeer(J\\ dla 
lelllil,JJ\\ i ("C'lem \\ \ eiee/ek dla j Uł'
 st(,,\', \Hal!:n.!eyeh po- 
Inal' pi
klJ(; \\ 
 1)J"?e
a pol
kiego. I.as ten prze.l.lH\ezon) je,,! 
na pl'./.ysl.l
 Polski Park :"Ji\ł'odO\\ 
. 
o[ ł{m o histol'
 ezne z I'i\ej i pob
 tu "-rólu\\ ej Mat'
 sicii- 
ki. żon
 J\IIa Sobic'ikiego, posiada s7er:lkil, ez
 stil i słoneez- 
ną plażt;:: ru{.h Iplnikó\\ koneenlruje sit; tli eoraz silniej 


.. 


.. 
,
 


... 


IV:u("('wo - bl".ft'g "tłoki. 


i ('0 ł'a.l. jo \\ it;eej /!-"oH{.i .I. Polski 1H'/ełlOSi siG I ulaj .I. Sopot. 
Fn'" \\ eneju IPlnil",'m \\ zł'osla \\ !'Oku 19';0 do ';(}OO, Staeja 
holl'jO\\ a 0,",0\\ o-"-olibki IW glÓ\\ nej linj i (;d
 nia-CdUł'.sk. 


P II (" k. 
Za da\\ n
eh £".I.as1\\ polski(.h było to mia
lo slaroś(.ill:- 
skie i istniala IlIluj ba.l.a "-1.()le\\skiej Flot} \\ojf'lInej. Po 
od7) skaniu niepodlegloś{'i znala.l.l
 tu s(.hronienie pi£'!'\\ sze 
j('dnostki polskiej mal'
 mll,.ki \\ oj('nn('j, nim zos;al
 prze- 
P 1'0\\ ad.l.one do Cd) ni, l).I.iś Puek j('ST sied/ibą nasze1!0 
lolnid\\a llIol'skicl!:0' Pł'J:eb
\\ajle
 Ictni{'
 \\ Pueku mt\ji) 
\\ i£'lki \\'
 1,,)1' na eod7it'IIIH \\ 
 janl do bliskidł mieJs{'o\\ 0- 
sei nadbł'.I.eżn
eh i to dl'ol!:u kolejo\\ą, autobusami, lub inne- 
mi śl'Od"'ami lokomocji, .,Dom Zdł"Ojo\\ 
.. nad mOl'zt'm po- 
siada la/iL'nki, nu\\ el / {icplclIIi L!pielumi ll1ol'skiemi. 
Pud.. posiadu kilku hoteli, pen
joni.lt(i\\ oraz klasztor 
Si()slr' EI;;bietanek. kt()J'c pl'/.
jmują lelnikó\\ na eał
 sezon, 


13 


-
>>>
.' 
... 


, 
 




 


w
 1)1"£(';(' kolo UOJ:t'wio. 


r 


- " 'I 



'\ 
,. 


[ 
,
 


, ,j
 
. 
;- 


,; .1' 
, :
 



../ 
, 


- 


Puys.dość Polski .lalc.i:y od ]Pj floty. Budujmy więc okl"(;ty, goyż 
ka.i:dy no\\ y okl"(:t polski jest nowlj ecgidką w fUlldauH'Jlci(' Polski Mo- 
-carstwowej. . 


14-
>>>
:-;elłronisko Polskieg-o Tow. hrajo/.nawczego I)I"Z) dwor- 
cu kolejowym, pod opieL! Odziału P. T. K, \\ Pozna'liu. 
z ')O-ma miejscami dla tl1l')stó,,,. 


Wiell..a Wieś 
 Hallf"l"owo. 
Na północ od Pucka nad ul\1ol'zem Wielkiem" oraz "Ma- 
łem" leży \Vielka Wieś-Hallerm\ o. Plaża jest. tn obszernel, 
fala duża, \V ostatnich latm.h pobudowano kilka will i lwn- 
sjonatów z morskiemi kąpielami cieplcmi. Podczas sezonu 


- 


" 


Ił. .,,'" 


.. 


.1 


Loh1l'uiu 1II00'sku w HO'l'wiu. 


mieśei się kolonja oficerska 1), 0, K. "III OI'aZ kolonja łHlII- 
('z
 eielska, Ohie miejscowości mają duże widoki rozwoju 
/.f" wz
lędu na (lo
odIHt komunikację, położenie, ora/. pięk- 
ne "idoki na zatokę, pbh')"sep i na ,. Wielkie MOl'ze". Z Hal- 
lcrowd też "OZPOCZ) na się" iełki bul\\ al'. p,'owadzący pr/.ez 
Jastrzęhią Córę do hal'\\ i, 


C 11 ł a }) o w o, 
Jjo letnisk położonych nad "Wielkiem 
Iol'zem" należ
 
wieś ('hlupowo. Położona na wysokiem wybrzeżu, Skld 
,'oztacza się piękny widok na morze, posiada szeroką, czy- 
stą plaż
, Dojuzd na linji Puck - -",..okowa. Stacja ko- 
lejowa Łebcz. 


15
>>>
,.J;ł" 
... 


-- 


..- ......... 


Gdynilt - molo p8saŻPI'skil' o ':Im oku. 


, J 


.fi 


J 


.t . 


,'\ 


, (!.ml
 ,f'l' 1
I1.I'Mł l ':
 _ ...1 
, ... r.. "l.r.r 


I '11'1 -. 
"4

:: 



 
.. 


'., 


. .. 
 


- 


...... ..... . 


I 
I 
i, 


....... 


...: 

 

.... ,"

.t. 
_

 CI 


r,
 


Okl'ęt S7kolnv "Dnł- Pomorzo" 110 )'edzie Gdyńskie,i 


Hi 


-
>>>
Tupudłu - jastl'Lęhia Gól'U. 
Do uluhionych letnisk nalei:) Jastrzt;hia Córa. gnuna 
Tupadla. Ze" 

lt;du na S" e ronHlIlt
 czne poloi:cniC', pod- 
el.as sezonu jest stalC' prl.epełniona letnikami. Zbocza jej, 
pokl'vte pit;kIl
 m parkiem, "znOSLą si
 lI1Ż nad brzegiem 
nlOrl.
l, Pad.. o J)(I\\ ier.l.ehni kilkunastu mÓrg. chroni .Ia- 
stl'.l.;bii Gort; od "iairtlw "sl"hodnieh i pÓlnoellych. Całe 


f" _ 
" 
, .r 
, 


-. 


, '" .'. 
-.' 11III!1.. 
. . f..... 
\ p
 
...". 

.. J'- 


t. 


'" .. 


- 
-- 



. 


"-:.t 


'I,. " 


". 


,;. ...., .. 


,. 


.. 


WybUŁ'h' W OkOtil'Y KUI'wi. 


ż
 ('ie .Instl'.I.;hiej CÓry konceniruje si; na \\ spaniałej, 01- 
hrl.
 miej plaży. 
Tereny .Inst rz;biej Córy w
 kupiło Towarz
 stwo ...last- 
g(n"', które rO.l.plano" ałn je \\ e(llug \\ szelkich .I.asad "spół- 
czesnej Uł'banish ki. P,'zez .last.rz;hil CórQ lHowadLi sze- 
roki bulwa,' nadLn'/eżn\ z "ielI...iej 
Wsi do kar\\ i. Ohe('- 
n ie posiada .last rL;bia Córa I...ilkanaśeie pi;I...lI
 eh will oraz 
piel''' szorz;dne hotele i pensjonat), L placami teniso" emi 
i garażami samodwdowellli. 
DO,jazd nulohusami gdyliskiemi prLez Puek i '''ielką 
Wieś, Najhlii:sLa stm.ja kolejowa - Lt'l)c.l. - IIa linji 
Puck-"'rokm\ a, 


T u J) ił d ł u. 
W pohliżu .lasit'.I.;hiej Córy. nit'daleko pr.l.ylądka Ho- 
ze\\ skiego leż) wieś Tupadła. Posiada lmlną ololieQ, nndd- 
jącą siQ na "
eiee.1.ki do PI:z)lqllI...a HO.l.e\\skiego, Karwi 


- 


17
>>>
.. 


I 
;It'J 


.. 


, 


Gdynia - ../s ..światowid", kursujący na Iinji 


\. 


4!f'!.i
.
 
li ,r 
I " 
.... . ." " 
'I I, 
 


ł 
-,in' 
tS: 
, 
'. 
," 
, 


i- 
.
"j."'tt.
t:.
'!I!J!' 


Fł 
'i ' 
II . 
'fi:,,' 


n 


-- 


' 


Gdyniu - molo węglowe 


18 


ł
>>>
i ujścia p,'l'Unicznej rzeczki Piaśnicy. 
a przylądku Rozew- 
skim, w Huzewiu, stoi latarnia murska, jedna z najsilniej- 
szyeh nad mor.lem l3altvlkiem. Promienie ś". iaiła widocz- 
ne są z morza" ollłeg-łości przeszło 40 klm. Z latarni roz- 
tacza się pit:kny "idok na morze i W) brzeże. 


Knrwiil. 
","aszuhska "\\ ioska r) baeka nad hrzegiem ., \Vielkie
o 
MOI'za". Posiada pie;kną. obszerną plaże;, Ze względu na 
malownicze polożenie, hezpośrednie sąsiedzh\ o lasu i ładną 


... 



. 


.! 
. ,
 

. 
 .J 

 ..:.
"-.:
 f"1&,-" 
"1;:.... "IIIo.... ..,.. ""
_'I 
" - 


., 


,..! 

 
 
,/ . 
.l. f1 \ . 
.
., 
,_o ... 
" '4.-' \ 
· ł' 
-4t 

. ," . 
.. . 
 -. 


'" 


, 


,
. 


-' 


./ 'A
""
 


W)dmy w poblii.u Dc:1wk. 


plaże;: roz\\ '.la się jako letnisko nadmol'skie, a hckwencja 
gośei dOl.hodzi do 1000 rOl"znic. W ostatnich lataeh zbUllo- 
"ano kilka" ił. " ktt'lr) ch mieszl"zą sit: pensjunat
. 
Doja.d /.e staeji kolej l 1\\ ej Sła"osz
no 6 klm. oraz 
Huiobusami "prost z Cd) ni, Pucka lub Jastrzc;hiej Córy. 


D ę h e k. 
Osada r) bal"ka, należąca do gminy Żal'no" iec. jest na,j- 
dniej na pt'llnoc ") sunic;tem osiedlem polskiem. \Ialo" ni- 
cza okolica i pie;kna plnża. \\ samej gminie leż) wielkie 
jt.lioro Ż.lrnowieekie, dłu
!:ości ? klm.. ktt'l1'e
() pólnocno-za- 
chodni hI'Leg jest g'I'aniel1 mic;dz) Polskl1 i l\'iemeami. \\ y_ 
-eice/.ki po je/.ioI'ze morza urząd.wć w łudziach, ") naj;t) ch 


19 


-
>>>
Q'"" 


r 


20 


: : . ......1 
::::
 


1.::: : 
C : : :.-= 

 

:::
 



 . -- 
-.- 
JJ :;:: 
--- 
F::- 


-- 
--- 


l,.. 


. 
k 
1:
 
, 
. : 
\ 
, 
\ 
. ł 


- 
 - 
- -- 


- -- 
- -- 


- - 
. -- 


: 


11 1 



..r 
- 


'{ 


. 


f 
i ' 


p 


l; 


\ :: 
 
c: = 
-I 


1\ 
t::.' m=\ r 
\.. 
1 \ \Ii-\ 
\="" -\ 
I:: 1 .. 
\= 
=\ 


;:;= 


\== 
 
\== 
-\=id 
Ił , _ 
\ 


\=: 
 



-łf!'I 


f!:Ł 


e.- 


'- 


"t 
-.- 


,a 
1:- 


-=-t 
-=ł 


;;;s 


I 
ł 


--- 
.R_.__
 



 

 
O 
'c 
-£ 
;;.- 
- 


"" 
I
 


:= 
.... 
N 
O 
t1 
O 
e 


( 


N 
O 
... 
O 
.8 
... 
O 

 
::I 
"O 
0::. 
N 
... 
ot: 
N 
.c 
.... 
O 
e 
'" 



 


(
>>>
u nhaków \\ ŻarnO\\cu. Znany jest tu teL: istniejąn od 
rukll 12
O "klasztor "Cyst.erek', \\\pOSaŻOlI) ("ał)lll szere- 
giem wsi przez księcia pomorskiego Sohiesła" a. 


Mids('owości lctniskowc na Hdu. 
Chałup), kuźnica, Jastamia, BlH' i Uel. Z wyjqtkiclll 
Helu są 10 wioski Kas.l.llbskie, Wspaniała piasz("zysta pla- 
ża prz) ciąga ("o I'Oku tłumy letnil,Jlw i wielu wycicczko- 
"ie/.ów, Jastll'nia, z fre"k\\ eucjq przes.llo 
()UO letników, 
naj" it;ksza "śrlld polski("h wsi na Ilelu, posiada port 1')- 
lmcki, nieda" no W) hudu" an). z ładnie ur/.qd.lollą pr/.) sta- 
nią "Żeglugi Polskiej". Jest tu siary pi;kny dre\"niany 
kośeil\ parafjulllY dla calego pi"lv. )SIHI, do 1..ti"rego " nie- 
..d.lif'le i świ;ta dąŻi:l 1') han z całego pllł,,) spu. 
Na Sam)lll ko,icu p"lhnspu IfŻ) I I e L jedna z najstar- 

/.)eh miejscowości na W) hr.leL:u pols"kielll. Ohecnie !!,mi- 
na, da" niej miasto, Do goduości miasta, I leI został W) nie- 
sion) }H'ZeZ "ielkiego mistrza kr/.)żackiego \\ in1'i("ha \'on 
"-nipl'Ode z J\lalborgu, przywilejem /. dnia 17. VIII. 13?H r. 
Od ('7aSl'" pr7ej
cia POlllor/.a, I'OJ.. roc/.nie \\ zrasta zna- 
(,zenie Ilelu, \\ \ budo" ano ładnc hotele, ł"a" im'nie z dall- 
ciug-ami. Hel j('
t miejs('owościi:l lieznie odwiedzaną przez 
tUI') stó", i ,,\ eicczkowi("zów. Frekwelll-ja ktniklrw rośnie 
z roku na ruk. przekraczaji:lC j uL: liczht; WOO. Dzi
ki tro- 
skli"ej opiece, jaką" Jadze Polskie otaezają nasze \\ y- 
hrzeże, miej seowoś("i nad brzeżne ro/." ij aj ą sit; nadz" ) c/.aj 
SZ) bko. P rzw'zyn iła sit; do tego" w id)" i 111 si oplliu hudO\\ a 
d.l'llg "komllnikaqjnych i porió" w l Ielu i Jastami, 
\\' cii:1gu lat d" Imastu Władze Polskie" ircej zrohiły 
lIa I'OZ\\ oj u \\) hrzeża, jak rząd) niemieekic " ("zasie swe- 
go półtorawieko\\ ego panowania. Ot l'/.) muliśm) ") bl'.lcże 
nas/.(' /. rąk zabol'l'ów \\ dziewiez\ lU niemal stanie. 
j\ dziś? . 
Hozhudo" auo star), \\ ałą("y sit; w gruz). port w llelu, 
zhmło" ano port \\ Jastarni. J)OIi:l("/.ono lIel linji:l kołejową 
z Jm'" if'lU. d/.it;k i ("zemu "kaL:da z leżąc) eh na PÓ"\) spie 
miejs("o\Voś('i ojrz) mała poł!czeJlie hezpoś.'ednie ze stolieą. 
/.hudo\\ ano ",spaniał) hll"\ al' nadmol"ski, li:lCZąCY 'Viel"ką 
Wieś z Kal"\\ ią - \\ resz('ie, hudlljc si; ohe('nie (hagę samo- 
.hodo\\ ą, klóra połąl'7
 PII("J.. z Ilelem, 



 


, .h-.' :\'; '. 't 


21 


---
>>>
v-- 



 
if 



 
'. ''..\ j n 


. 1 


'f 



 .... 


'" 


ł Ił 


I 


, 


Gdyniu duwni{'j, fi dzi!;. 
Gdynia - wid, w r. 1922, droga do morza 


1 1 

 ,
:'

_7 
 ,,
 t-
;, ..


 

 .. 
.' 1....1..--
 
 . ... , -_ .... 
, :11 , C \ \,. '.;. - t.. '",' , 
r.»,. . "'. 
 
 , 
,. 
i 
1..;:'. '" ''''' 
_ t" '.!" ...... 
" . ..... " ,-''- 
I . ., I -tr 
'" 
. ' .' ":'i .t':. 
 

 
;.. 
 :ł .-1.. .;. "'iWt 
 . 
" 
.... 
t. 


11 e 
I 


--. 


.. 


22 


-, 


. 


Gd)' nia v. r. 1930 - ulica Podowa 


" 


I ł l
>>>
Flota polska niegdyś a dziś. 


S1.ldząe z opisu "iklasze,\ skiego o zdob
 eiu p('zez Bo- 
lesla\\a I\rzywousteg;o ,,
sp
 l{l1gji.'
) "nioskowuć można. 
że \\ ó\\ ezas \\ laśnie po raz piel'" S.I) \\ dziejm'h Pal(s1wa 
Polskiego udziul hwla \\ akeji flota wojenna, bez k1órej 
7(lob
 eie R.ug'j i nie b
 loh
 możli\\ e, Nieste.y \\ iar) godn) eh 
\\ zmianek o istnieiu not
 \\ ojc(lJlej \\ t
 m \\ laśnie okl'esie 
dot) ('hczas jesL(,ze nie spotkano. l\lówię nie spotkano. gd)ż 
nie jest \\ 
 kluezone. że ,\ zmianki takie \\ prL.yszlośei zna- 
leźć się mogą. jeśli nie \\ Polsee. to w inn
 ('h pa'lstwaeh 
slm\ iaiiskieh. z\\Jasz,('za Jugosl1.ł\\ji, gdzie znajduje się du- 
żo jeszcze nie/.badanego materja/u histor
 ezncgo. truktują- 
('ego o dziejaeh Polski. 
Pien\ S7a zupełnie PC\\ na wzmianka o flocie polskiej 
dot
 ('/.y wojen L. Kuyżukami \\ okl'esie 1-1-62-3, kied). po 
miniesionem zw
 ('ięstwie na Iqdzie. pod Pu('kitm. Polac)' 
1HZ) sposobili do \\ojny okr;t.
. zaI'ck\\irlJ\\ane CdańszcL.a- 
nom, Nu I 
 dl lo okr;lach \\ roku 1-1-61 Polaey stoCZ) li zwy- 
ei;skką hit\\ ę z flotą krz) żacką w odleglości mili od Elblcl- 

!;a, - \\ bitwie tej h.rzyżaey stweili okolo 1000 w zabit) ('h. 
Poz,a tem w ręee Z\\ yei;skicj not) polskiej dostało się kil- 
ka okr;tó\\ krL.) ża('kieh i bOO ludzi z i('h L.ałóg. 
Po prL.egranej hi t wie kl'/.
 żae
 Z\\ rócili się o pomoc 
do ha\\ alerlJ\\ 
I iee/.ow
 eh. 
tórz) 1HZ) sluli im na odsieez 
swoją flotę. Flot.a ta pod/.ielila "krótce los) flot) krzy- 
żaekiej: L.ustala zupelnie zniszczona przez flotę polską. 
\\ zlIlo('niOIH\ IHzeL. okręt) mieszczan el blqski('h, 
Na Pi.1luicl1J...ę ZW) cięstw JlIol'sJ...ich. król I\.azimierz ]1.1- 
gie"Ołlez
 k nadal miastu Cdn,'lsk, \\ uznaniu jego zasług. 
t yful "Admiralu Polskiego", W c/.usadl pÓ..lniejsz
 ('11 ty- 
ł ul udmiI'i.lla nosili hetmani pols('
. do\\ od.l.ący morską silą 
L.bI"Ojną H.l.e(:z
 pospolitej. 
Po zak
'lc.l.eni u .1\\) (.ięskiej \\ oj 'n
 z k I'L.
 żukami. Poi- 
ska z,1.1\\ aria umo\\ ę \\ Toruniu (w 1', l-I-(6) , na mol') które.j 
Prus, krÓlewskie zostah Polset' Z\\ ('óeone, natomiast Pru- 
s, \\ schodnie oddane zo
tak w lenno 1.1'.1.\ lal"om, "'ielki 

'Iist(.z, Zakonu, jako lenniJ, k()('on
 Polskiej, b
 / zoho\\ ią- 
zan
 skladać hold I\rólo\\ i Polskiemu, l adając ]JrL.cd nim 
na kolana i \\ inien h
 (o ohecn
 na posie( L.eni1.1dl Had
 Naj- 
\\ 
 żs/.{'j lL
ecz
 jJospolitej. Ws/.
 s(')' I\.rz) ża('
 b) li uważa- 
ni. jako lłi.u'ód, p()zostają('
 pod opieką Polski, 
Pot!ezas pano\\ ania Zygmunta Starego, obrano Wielkim 
\JisJrzem Zakonu AHn'ecltta IJrandcnblll'skiego. kl,'n'y. nie 


*) Wedlug prac} 
\, llicitko\\"s1..iego, \\ \ dUllej w .L\iew-Jor1..u w ro- 
k:: 1911J. 


23
>>>
st osuj qc sit; do t I'a
tatll '1'01'11 II:,;h iego, nie c,heia l zloż)' ć hol- 
dll Królo\\ i Polskiemu. WówC,/.aS, z roz
azn króla. flota 
polska v. )'TIIs/.yla z CdaJlska do klajped) i rozpoczt;ła akcję 
zaCLepną. Po zniszcJ.:enin ł\.łajpedy. nota pufipieszyln prze- 
eiw okrlitom niemie('kim, ch\żąc) m na pomoc krz)żnhOJn 
i zniszczyła je dos/.czt;tnie. Krzyżaq upo
orz) li si
 prJ:{
d 
Polskcl i " dlliu J() 
\\ ie/nia n:.n r. Albrecht Brandt;llhllrski 
złożył jako len)- ksiąi:G pruski hold Królo\\ i Polskiemu na 
rynku krakows
im. Tt'n momt'lIt d/.iejów Polski został 
uwiec/.nion) przez" iplkieg:o nMlar7a pols
iq.!.'O Jana \Ia- 
iejkę na ohmzie, przedstawiającym hołd pJ'llski. 
Wielki 
Iistrz łZa\\ ale rów 
Iie('zowych. I'iirstenherg. po 
}1I'zejficill na llltemnizm. ,vtl'ąeil do \\ ic;zienia AJ'('
 hiskupa 
r) skiel!:o. siostrzellea Króla Polskiego Z
 gnlllllta Augllsta. 
i skonl"isko\\ał \\s/.\"stkie dohra aI'C'
hiskupie. Krlll Z
gmunt 
August wysłał do ł'ijrstenlwrga poselst wo z żądaniem uwol- 
nienia ArC') hishupa, lecz Yiirstenherg kazal ściąć pos1ów 
królews
iclt, 
'Vohec takiego he/.przYk1adnego postt;pO\' ania hlltnych 
niemc'II\\. Pols
a h)'ła zmuszona w)powiechieć "ojnę Li- 
"onji. '" oj na ta mogła hyć zwydc;'ską dla Polski tylko 
w tym wypadku, gd)hy Polska posintlała sil1H1 flotę. To też 
na 1'o/kaz królews
i przystąpiono do szyh
iej budowy okrę- 
tów wojennych. Zbudowano ogółem osiemnaficie o
rGt6w, 
z ktbJ')ch tJ.zy /.a pieniądze, sta\\ione do dyspozycji przez 

sięcia k1'blewieekiego, łennika Polski. Okrc;'t y te mierzy- 
ły od ;00 do ;60 ton pojemności. 
Wic:
sze z nich posiadały 
IIzhrojenie, złożone z 30 dział. .la
 na owe c/.as
. hyła to 
flota potc:żna. DOWI)(l/.t" o powierzono mlmirałowi Toma- 
szo" i SieJ'pin
owi. zaś kas/.telana gda"skiego i pods
arhie- 
go prllskiego Jana KostkG mianowano prezydentem mary- 
narki. Zało
a rpk1'u/owała sic;' zarÓwno z mies/.
ańców wo- 
jewod/.tw śl'{ldll\do\\ yc.h, ja
 też z nacl1n'zeżne,; polskiej hH1- 
llofici kasJ.:llhshiej. 
PotGżna flota polska zahlll
owala W) hrzei;a nieprz)ja- 
cit'lshie. nie IH'/.cIHls/czajqc transpor/II\V broni. przcznaczo- 
Jl) ch c1la Li \\ onj i l II h cara hUlIlll I Y. Że flota nas/a nie 
próżnowała. dowodzą tel!:o skargi ]..l'lIlo\\ej angielskie,; ,.]- 
'żbie/
, hIlla dll..s
ie
o i ksil\ż.tt niemiec.kich, kt
1'/.\- m- 
ullcal i naszej flocie, że napada na O
I'{:ty handlowe' h ch 
irajllw. .Ja
 \\ iadomo, okJ't;ty handlo\\e'
 czasaeh Ilwc
es- 
n) ch 11) 1y uzhrojone naró\\ ni /. wojC'nnemi. 
a skargi oh- 
('ych panlljqc
 ch K 1'111 Z
 gm1ln/ odpowiadał: ..Mam prawo 
"\, strz) lIlać swoich wrogIm od powit;kszenia ich sir'. 
H{I\vnież gda"s/.l'zanie nie 11) li zadowoleni z nas/.e.; mil- 
r
 nm'k i, gd) ż ad III i mI SieJ'pi nek \, cielał ok l' t; t ) gd.tllskie 
do słlli:b" wojennej, mot) \\ lIjąc /e kroki podejrzeniem 


24
>>>
.. 


gdańszczan o zdradę, Pomimo to, że Król zawsze rozkazy- 
wał zwmcać okr
ly p:dańslie, })('wnep:o razu gdańszczanie 
se1nn ('iIi 1 I nHll'
 narzy polskil'h i ska/.ali ich na śmierć. 
Przedstawiciele Cdańska udali si
 do króla (w r. 1'):"1) i na 
kolanach hlap:ali o przebaczenie. kl{)rc niestel y otrz) mali. 
Polęp:a morska Polski zasl
 n
la w cale.f Europie, a miasia 
hanzeat
 ckic. I1amburp:, El'ema i L1Ihf'ka, obrał y króla Zy- 
gmunta Aup:usta S" oim opiekunem. Po 7wyci
skiem za- 
kOllcz('niu \\ ojn
 z ] ,iwonją, król rozpuścił £lot
, popełnia- 
jąc bl,!l, lltlI'Y po upły" ie paru lal przyniósl Hze('/.\ pos- 
politej niepowelowant' sZkod
. 
TlenI') k .Walezy. .ohrany po śmierci Zyp:nnmta Aup:usta 
k,'ólem pod warunkiem, żc zbuduje f1ote; i przyłącz
 do 
Koron) port i miasto Narwę, po pi
('iu miesi'lcach 11ciekl 
do Francji. aby zasiclść na tronie francuskim, opróżnion
 m 
pu śmierci brata, Prz) rzeczell wzgkdem Polski, OCZ)" i- 
ście, nie dot l'7
 maI. 
St.efan Batory, znakomity wódz i dobry orp:anizator. 
pro" ahil "ojn) I
 Iko na ląd/.ie. wSkutek czep:o nie midI 
czasu ua zorganizowanie marynarki. Doceniał jednak zna- 
('zenic floly mOl'skiej dla Pallstwa. dowodcm CLep:o może 
hyć nast
pując
 dOkument historyczny z r. li:-?, podpisa- 
ny przez lróla podczas huntó" Cdallska: 


,.Dajemy wszem wobec du "iadomości. tak naszym pod- 
dan
 m. jako oIJ('okrajowcom, żc do nsicU!:ni
('ia poważn
 ('h 
rezultatów w naszych zamiarach przeciw gdańsz('zanom, flo- 
ta morska jest niezb
dnie potl'Lebna. "'obce tcgo rozka- 
zujemy urzqdzić nasz(' \,ojsko morskie Piotrowi 1\.lucze\,"- 
skiemu. stal'o
cie małop:ouaiiskiemu i JHls/.emu sekretarzo- 
wi. jako również hurmistrzowi i radcom naszcgo miasta 
ElhIqga i tak im 1)1'1') kaz.njemy: 
Nie chcqc, aby nasi marynarze olrz
mywaIi miano ra- 
husiów, rozkazujcm) . ahy oni nie miełi ])1"1\\ a brać" nie- 
\, olQ inne oIa'
la, jak t) Iko gdaiiskie. Przeci\, nie, rozka- 
7ujemy im nieść pomoc \, e wsz
 stkich okoIicznościal.h okr
- 
tom i dobru jep:omości kl'óla dUIlskiego i jep:o poddan) ('h. 
jegomości króla szwedzkiego i jep:o poddan) ch i okr
ta 
miast hallzeat) ('kich. 
as7e okl.
ta mają brać" lIie\u)h; 
h lko okJ';la gdaiiskie. które wam niniejszem darowu.i
. 
Oprbl'z tego 7\ SkU, zohowiazujemy si; "yplacić 1H'l.S/'
 m 
nuu') narzom żold. ,,
sokość którego h
d/.ic oznaczona przez 
Imci palla starosl: małop:Órskicgo i kiÓr) zoslanif' wam re- 
p:ulal"llie \\ 
 plac'ony. Obiecujemy r{1\\ nież odsl'kodowanie 
\'\') płal"ić, \\ edłup: umowy. zawarlej przez Iml'i I\..hlc/cwskie- 
p:o. Iym "Iuśl"icielnm. których okr
l
 h;dq uL.) walle" hil- 


25 


-"""'"-
>>>
\\ ach morskieh. Oprócz tego ohiecujemy tymże właśeicie- 
10m uwolnienie od \\ szelkiego cła. 
Dali w obo/ie pod Gdańskiem, dnia 2H-go lipca roku 
pańskiego J 'TZ'. Stefan Batory". 
Teg"o samego dnia Stefan Batory rozkazał Jduczewskie- 
mil IIzbroić i uporządkować okr
ty. 
Król Zygmunt I II dbał nie t
 Iko o rozhudowt; floty, lecz 
ró\\ nież o jaknajlepsze \\ )szkolenie mar
 narzy. Profeso- 
rowie art)lerji otrz)mali rozkaz, aby uczyli nie tylko sztu- 
ki ad) lel'j i polowej, lecz także morskiej. 
Jan Cho(Jkiewicz, który podezas \"ojen .£ Liwonją otrzy- 
mał stopieJi admirała, olniosl wiele. zwyeiGshv na morzu 
i Jcldzie. \V r. 160C) zdoh
 I Dźwinolljście i Paruaw
 oraz 
2 okr
t
 sz\\edzkie. Po uzupelnienin flot) kilkoma okrę- 
tami. zakupionemi u Anglików i Holendrów, Chodkie\\ iCJ: 
\\
dał sz\\edum bih\ę i odniósł zw)cit;stwo. 

ast
pcą Chodkie\\icza byl generał Z) ppelman, ltu1') 
mial pud swoimi rozka.£llJni dziewiGć okr
tów, zhudowanych 
kosztem Z\gmunta III. Dnia 28 listopada 162? r. flota pol- 
ska stocz
 la hitwQ z flotą szwl'dzką w pohliżu Oliwy. Po 
stronie polskiej walezyło dziewięć oh'Qtów, po stronie 
szwedzkiej jedenaście. Bitwa zakollezyla siQ zw
 cięstwem 
fłoh polskiej. D(J\\ódea floty szwedzkiej l\łikołaj Hogens- 
kjohl został zabity. Kilka swych okJ.
tów szwedzi wysa- 
d/iIi w powietrze, dwa okręty szwedzkie zostały zdoh) te 
\H'.£ez z\\) ci
ską flotQ polską, reszta zaś rato\\ ala się uciecz- 
h! do portu Piław). Po IIpływie dwu lat /.nowu doszło do 
hi t\\ Y pomi
d Z) flotą polską i.1 szwedzką, r()wnieL Z\\) ciQ- 
skiej (lIa nas/.ej floty, Zdoh
 to \\ CI\\. czas jeden ok1';t nie- 
p1'/.yj aeielski. 
Powodzenie naszej flot 
 w
 \\ arIo \\ ielkie wrażenie na 
nH
.l.a(;h stann cm czesnej Europy. D) plom.u'j i hiszpańskie.i 
udało siQ skłollić króla. hy w\ stał nas.£ą flotę do Wismaru 
lIa pomoc cesarzo\\ i Fel'1landowi J r IHZe(.iw Danj i. \\ za- 
mian za ('o Ilis.£panja ohiccała dopomCJc Zygmnnto\\ i do 
olI'z
 mania koron 
 szwedzk.iej . Umowa ta 70sta la odk I'yta 
przez nieprz
 jaciół. Danja połe:1CZ) la swą flotQ ze szwedz- 
kil i napadła na fIotc; polski" Pomimo bohaterskiej ohrony 
KI'z\'sz(ora Ar('iszewskief!,"o. admirała, cenionego nie t) Iko 
w Polsce. leC"/ i zagTanicą zwłas/.cza w Ilolandj i i Ameryce, 
flota nasza zosjała f'ozhi/a, a w T'
ce zwyci
z("()w dostało sic 
kilka
_ naszych okrętów i 120 al"lnat. 
K r')1 \\' ład 
 slaw I V post allil\\. i l pow it;\-.sz
 ć morskie SI. 
ły /.brojlle R.£eczy))()spolitej. Przy hlld()'\\ ie okr
tbw c/.yn- 
ne In h nie ł\ 11...0 stocznie w Cdailsku, lecz )'()\\ nież i w Puc- 
ku, 
(i.£ie pr;')('z okrQtó,,, budowano specj alne pomost y )
n 
pontonach. Slocznie h
 ły pod (h I'l'\-.ejil Jansena Ż\\ ana, 
ktol'Y:w uznaniu zaslng. otrz
 mał od Króla puhu)' srehrny. 


26
>>>
-1' 


ł 


Krlll Wlad
 sław IY osobiś('ie oglądał w
Lr7eże i roz- 
haJ:al "
budo,, ać d \\ a rOl,t y na pól" 
 spie Ileiskim: \\' la- 
(h slawów i :kazimierz. 
, Starosto\\ ie nadbrzeżni otrz, JIlul i rozkaz. ahv czuwali 
nud wszelkiem ulat\\ ieniem " .i.aopatr
 \\ aniu,,' ż
" ność 
ok"t:tó\\ floty "ojennej. W 1'. 161';: "-ról nakazał pobór po- 
datków na u!u\ manie flot\ na morzu Balh ekiem. Admi- 
ralami flot
 kr6le" skiej 
ostali mi.lIlo\\ aili Culdensterll 
i \\ lad) sla" Denhof. ()r
dzie króle" skie, \\ ydanc do ofi- 
eerów adylerj i w 1', 163.... kOlleJ:do się słowami: ..NiepI'zy- 
jaeielo" i po" inniśeie okazać nałeż
 tcł wZg'aI'dę. tak na Ic1- 
dJ:ic jak i na morzu". B\ lo to więc pierwsze l'()Zporzcldze- 
nic krltle\\shie, w
dane ląeznie do anuji i floty. 
\\' 
 soce eharakter
 sh czn
 m prJ:
 kimlem O('en
 siły 
zhl'Ojnej polskiej na mo,'zu jest nash;pujące zdarzenie: 
\\' 1'. 161H bmt kltlewski Jan przedsic;'w.liąl p()(h'óż mor- 
ską do lIiszpanji. udając sic;' w odwiedJ:in
 do hisJ:pallskiej 
J'()dzin
 k r{llewskiej, spok re\\ n iOIl
j z lh Bastj ą polską. la- 
tJ'/)m
\\ul sit: \\ 
laI's)lji i Tulonie, gdzie z wiei kc! pilno- 
ś('i
l pr.l
 g:lądał sic;' fort 
 ri kacj om, Z rozkazu kard) nala Ri- 
eheliću haneuzi "trąeili ksi
eia .l.lIla do \\. ic;'zienia i 11" 01- 
nili dopiero na intere\\em.ję .I\.'o(lla \\ lad)shl\\a, pod wa- 
runl...iem. że nie l)l;d.lie lIigd1. pl'owud./.ił \\ ojn
 z Francją. 
\\ r. 161Y forh I'ikacje" Pur.ku i TCJ:ewie został) "zmoc- 
nione. a port w Pila\\ ie Jla!)I'l\\ ion
 i dopro\\ adzon) do po- 
l'J:ądku. Cdallszczunie, olM\\ iajc\(' si
 rozrostu nas./.ej poh;gi 
morskiej. polql"z) li siG L Dallją i napadli na floll; polską- 
Zdrada \\ szel'e
'al"1t polskil"h ulat" ila zadanie /jedl1()('zo- 
n
 eh sil \\ l'O{!/m. Po kilku utarl"zk.łl'h \\ pad lo \\ ieh "t:ee 
\\ ide okn:tó\\ polskich. Z pO\\odu zalHll'zPII w Polsee. zwła- 
s./.('J:a P,I śmieI't"i dl'ie1l1ego k,'óla \\ la(h sla\\ a w r. 16"'8,. 
\\ sLelką m
 śl o od\\ eeje musiano odlo.l
 Ć do lepsz
 eh ezastł\\. 
Od tego ('./.dSU m,H'ska pot;ga Polski eh
 lila sil; ku upad- 
ko\\ j, Cclalls/eLanie zmbo\\ ali a,'sellał pu(.ki, eo si
 zaś t
- 
('J:) Ol...l't:lów - nik! nie \\ ie dokladnie. eu siG z nimi stalo. 
O. C;olt:hio\\ 
ki pisJ:e. że okl't:f 
 ..znikl
" \\ sposÓb nit\\ ju- 
dom 
. bo\\ iem nie \\ hi t \\ ie. leI'/. \\ sklltek bezladu \\ ud- 
mi II istruc' i i. 
Pallst\\ o. ongiś pot
.ine. stuezalo si
 \\ przepaść upad- 
1.-.11, Zmu"z8IJ(:' IIs!iłpić 7nUl'Zlle obsJ:lI'
 \\ rogom, \\ 
 eiell- 
('.lOile e/.ł:stemi woi nami. glodl'1ll i mOI'elll. \\ skutek C"zego 
'it rm"j lo oko b t J"Lel'h m i Ij onó\\ h,lnośl'i. pok 1') le zglis.l("7a- 
mi k\\ifocłl'Yl'h niegdy
 miast i "si. nic b
lo jllż 
mźne dla 
nikogo. krÓl Jan knzimicl'z starał sit: \\ 1)J'H\\'dJ:ie odhlldo- 
\\ a{- pot
gi;' morską Rze('./., po
p,)litej. leez, niestct
. he z- 
sl...utee/.nie. 
PI'ze:/. d\\ ieśr'ie J)J'ze
/.lo lal handel'U polsku znikła z po- 
\\ ie,./e!mi m {jJ'z. aż do Cl'l\:-II pc'" staniu \\ r. tt:6;- 6-1-. kiedy 


27
>>>
[ 


- 


28 


l 


" 
... lJ 
. 
, : ...J 
. t. . 
..... 
, 
. . 
. 


_ I I 


.. 


Gdynia dawn'd. łl d.r.iś 
Dworzec kolejowy w 1'. 1922. 


... 


,.... 


!r 


Ił} 


Ił 


,- 


Gdynia dawniej. a d.r.iś. 
Ol)l'cn
 dwor.lec koll"jowy.
>>>
na ro/.kaz Komitetu Narodowego pulkownik Łapiiiski za- 
kupi I \\ Anglj i j ('den okrl(t i \\ zie:p\ SZ) d\\ ustu ochot n ików, 
w
 pl) nął na Ba/tyk. ("ciem niesienia pomocy powstaricom 
na Litwie, Okl.«t ten jednak w pobliżu I\../ajpedy zostal 
zniszczon) prze/ Iurz;. 
\V ezer\\ cu lH63 1', zakupiono dwa no\\ e okr;t
, Ko- 
mendantem Hot y narm/O\\ ej mianowano fnmcu/.a !\Iagnana 
oraz jego zastQpcą \\. Zbys.l.ewskiego. bylego kapitana ma- 
r)narki ros
jskiej. Okręty te miały nieść pomoe po\\stań- 
com kaukaskim na morzu ("zarnem, \\' drod.le na morze 
Czarne okr;h nasze zostaly zdradziel,ko napadnil(te pr.lez 
hiszpanó\\, którzy zatopili okrt;L ..Kilir'iski", a całą .lalogQ 
\\ h'ąei I i do \\ it:/.icnia. 


* 


' 


Ilistorja polskiej flot) \\ ojenne.j. ohejmująca okres 
rozkwitu H/.eezypospolitej ord/. najwil(ks/.ego ,kj upadku, 
}H'O\\ ad.l.i nas do nastQpujqc') eh wniosków: 
M orska siła zbroj na w da\\ Ile,i Polsl'e nif!,"d) nie miala 
dwrakteru st.alego. Przeeiwuie, trakto\'n.lIla fi) la dośe Jek- 
ko, t\\ orzona dorywczo. w miarę potrzeby. Zależala od 
wielu okol icznośc.i i I"aprysów p1llllj iiC') ch... sej mów, a, gdy 
spełniła s'...'e zaszczytne zadanie i nie była narazie potrzeb- 
na - przestc.l\\ ula istnieć, g:cl) L. nie b) lo funduszó\\ na utrzy- 
manie okrQlów. 
]luż nieprzyjemn)ch powiklall zdołało b) uniknąć Pań- 
siwo Polsl...ie. gd) hy o roz\\ ój s\\ reh sil morskich dbalo na- 
leżyc'ie? Hozumiełi to doskonale wielcy J\.l'ólowie Polscy, 
lecz, k l'QPO\\i.llli IH'/.eJ: ro/\\ ielmożn ione sej ml)\\ ładzh\ o. nie- 
wiele w ł)m kierunku zdziałać mogli. zwłas.I.C'za, jeśli \V wal- 
ce z \\rogiem i sejmami sterali już s\\e sil). 
Puez długie lata Bałt) k byl jedyn) m PW\\ ie dosh
p[,J\l 
!tosj i do morza. Blokada" vbrzcży 1"0 S y j skich mogła Ilas 
uehronić pl'zed \\ idu niespodziankami. 
Nie hyliłvśnl\ st.weili nasz)eh ziem nadmorskich, a wraz 
z nicmi i" niel)()(lieglnśei, gch h, od sir:m) Bałt) ku powip- 
wal) polskie handery z polskic'h oh'Qtów wojennych, nie 
słriwi I ihyśmy JlaszYl"h zdoI» CZ) \\ k I'ajac'h nad bałt 
 l'kieh, 
gd) h) armj
 naszą nu lącl/.ie \\ spierały od stron) morza ar- 
lIlat y okl';ló" nasz) eh, 
Hoz" i ' 1Qlih)śmv nasz hande1. stając siQ najhogatsz) m 
narodem Europ). do czego micliśm) wszelkie' dane. z wy- 
jijtkiem - okrQlllw! A oh'Gtr mogliśmy posiąść stos1lnko- 
\\ o n it'\\ id ki m '" siłJ" iem, 
Zmarj,,) dm stale PUlIsiwo Polskie \\ skrzesiło tradycje 
W/arl) slawO\yskie. HozkC:l/ern :\'ac/.elnego Wodza i ów- 
('zesnego Naczelnika PUIIstwa, Marsnl/ka Józefa Pilsudskie- 


29
>>>
-. .' . 
.. 
..... 
-? 
z 
I ", 
" 'O' 
. \ , 
#' 
.ł1 . .. 
I ... 
. '04 . 
, 
i '. .. 
I t ... F 
III! IJ 
, r r; 


Gdynin dawnil'j. fi dJ:iś. 
,.Gmach" 5oJ:koł)T i urzędu pocztOW('go w r. 1922. 


,,' 



. 
i 
-=--- 
". n- R 
- t. ... .
, 
w.. ff .. 
- 
 
ł ""T'fI m-r "nIl 
l I 
n A. . 
 
.. I , 
. 


__, I'f. ' 


Gdynin dnwn. d. H dJ:iś 
Bud;\ nek jcdnej L uh('('ny('h szkół ])OWSJ:l'l'hllydl. 


30
>>>
go, została powołana do ż) eia "t\lar
 IHll'ka \\'ojenna. Inny ['oz- 
kaz dał poezątek prueom nad s1\\ orzeniem portu GdYJu,kiego, 
dalszy ciąg któr
 ch zapt'wniła ustawa Sej mowa. Rozpocząl 
się wyścil!: pracy nad morzem, Na W) dmach i moc.liuach 
pow:-lal port nowoczesny. hud.lący pod.liw u ohcych, wście- 
kłość u wrQl!:ów. Z z:adziwiającą sz
 bkością huduje się mia- 
sto porto\\ e- Cd
 nia, chluha i. duma młodej Rzecz) pospoli- 
tej. \Vspanial) roz\\ój gospodarczy portu rokuje najlepsze 
nadzieje... 
Jest jednak coś, co mimo WSZ) siko, napa\\ a nas smut- 
kiem: nasza 1\larynarka \V ojenna, Narazie bo\\ iem posia- 
damy tylko nashamjąee nowoczesne jednostki - kontrtOl'- 
pedowce O. H. P. .. \\ ieher" i "Burza", oraz lodzie po{h\ ocłne 
"Rvś". ,. Wilk" i ..żbik". Inne minjaturo\\ e jednostki na- 
sze} flot
. pięć torpedO\\ ców. czteq tri.l\\ lery i dwa sta- 
teczki. nie\\ iadomo dlaczego nazy\\ ane kanonierkami, nit' 
wch()(Lr.ą \\ ol!:óle w raehuhę. Są pucstarzale i zuż
 te. 
Z taka flota możenl\ skutecznie ubwnić nas/e \\, hrzeże 
przed atakiem 'finty... nte\\ skiej. podezas gd) musi.m
 pa- 
miętać o tem. że " rachubę WdlOdzi znac'znie groźniejszy 
przeciwnik, nasz si}siad zachudni. który c.leka t
 lko ukazji, 
hy rzucić się na nas. 
Flota niemiecka jest dziś naj\\ ięl\.szą potęgi} na nIt) ku, 
Przyszłość nasza, hezpieczeiistwo naszego "yhrzeża i -byt 
niepodlegh pokolcl[ następnych \\ 
 maga od nas wielkiego 
wysiłku. \Iusimy stworzyć taką flotę, kt.órab) nam zape- 
wnić mogla gwarancję -hezpieczeJlst\\ a. Zbudowaliśmy Cdy- 
nię, ch-zwi na ś\\ iat szeroki, lecz zapumnieliśmy o zahezpie- 
ezeniu tych drzwi trwałym. mOCB)m zamkiem. Nie doce- 
niam) wartości floty, nie wyzhyliśmy się jeszcze starej przy- 
war). Traktujemy \Iarynarkę z punktu widzenia senty- 
mentu, podc.las gdy \\ inniśmy ją traktować, jako koniecz- 
ność. podobnie. jak traktuje1ll\" nasze siły zhrojne na lądzie. 
Czasy, kied) można h
 lo hudO\\i.lć okręty w ehwili wy- 
huchu woj n 
, niemal w hezpośred uiem sqsiedzt \\ ie \\ roga, 
dawno miIH;ły. Dziś nikt nie \\ yhuduje 1'1 ot Y na poe.l.eka- 
niu. Przestalim
 więc nasze spraw) morskie trakto\\ ać do- 
ry" C.lO, skoro wymagają one wysiłku stalego - \q silkn, 
\\' który" inniśmy włożyć ma"\.imum energji naszej. 
LTczm) się od ';\;iemców. którzy pod t
 m względem mo- 
gą być dla nas dobI") m przykładem. \Vszak .jeszcze stmmn- 
ko\\ o Bieda\\ no polączone floty dUliska i austrjaeka rO.lhi- 
ty flotę P"lIs-ł...ą na morzu pólnoenem. Porażka h\ la dla 
Niemiec lekejii. której się dobrze 1IaIlCZ\ ly, skoro POdCJ:ilS 
w.ojn
 ś,
'iat.o\\ ej mipli jednq z najpotężllieJszych flot, dzię- 
k. ktoreJ mo
d) przez cały szereg' lat stawiać c.lolu naj- 
wiC(kszym potęgom ś" iata. 
Pra" da. że czasy są ciężkie - ogóln) kryz) s. oeZl'obo- 


31
>>>
cie, brak gotów]....i... 13) lo jednak i lepiej, a ('O zrohiliśmy 
wówczas dla rozwoju nas.w.j floty? 
Odrohin(( dobrej woli i iroeh
 poświ
eenia dla (lobre,j 
sprawy, a wszystkiemu można zaradzić. Polak, jeśli l"llCe, 
wszy siko zrobić może. Jest nas tl'/.yclzieśei miljonó,,". Gdy- 
by dziesi((ć miljonów Polaków w budżetaeh swyeh uwzglt,?- 
dnilo na potrzeby 
laJ') narli niewiellą usze/.
dność, jeden 
złoty miesit,?eznie, po ruku mielib).śm) sto dwadzieścia mil 
jonów na budo,,"ę olr
tów! Niemc) zbudowali swą £loft,? 
wojennq pl'zewai:nie z ofiar public.ln)ch, Illamyż być gor- 
sZ)JIli od nieh S) naJlli Oj e/.) zny? 
Posiadam y w lra,jll lwi), które dostarcz
 Ć JIl0l!ą wszy- 
stko, co do buduwy okr
tu jest poi l'/.ebne - włqcznie do 
masz) n. Posiadamy stol'zui((, którą można )H/.ystosować do 
budo\\ 
 okr((tów \\ ojeu) ch. Posiadam y, \\ ,'es.leie, rzesze 
robotników, które znala/.lyb) zatrudnienie w hutal'h i stocz- 
ni. Na cóż \\ j ęc czekamy? 
Nic ludźm) się nadzieją, że nic nam nie grozi od stro- 
n) morza dlateg'o tylko. że na lllOl'ZU jesteśmy słabi. Właś- 
nie slab) (,h biją, gdyż silny hić si(( nie poz,,"oli. 
W. SkUl). 


32
>>>
li r """":':':"':":':':':':;:::':'::::::"::::"::::::::::.:::::::::::::.:..:.:.:.:.:.:.:::.::;.:.:.::::;:,::;.:.:.:.:.:.:.:.:..
:.:.::.::.:.:.:.:.:...::.:....:.,:.:......:..:...........:... : .....:.:..................... : .......:....:.:.:.:..:, 





;-:.::}:::
;::::r::-.: . 


..... ." 
,....::w: 
,".-. .... 
...........: 

:: ::., .. 
:.;.:."..; 


u
 

::::. ;.:: ......: 
..;.:.:.:.::::::::
::::::.:-:.:::: 
;i!!J
/
 .u....
r
:::::::: 
"'fF::///7:f 
. _ . :. . :: . ..... . :::ML; ;: . 
j . f . :;
 _ .
 
 F:
 . :; . :: . :: . ':' . ::: . :f . :.. . .. . 
:.:. ;e......;.:: ......... 
, ..' . .....: ",,:.:.: .:::::..:.:
:
:;:::::::t.::/:::::
;

t. 
t
{.r' 
.

. "
":;:
'::::
:::-'::::::: .. ".:. ::{..... .:::; 
[:i:j
r(t
:1
J:::
:[!r::;:;:f:

:k .. _. Ir: ?}! 

 




f
 


:1:.: 


:I 
'1 
il 
::1 
::1 
::1 
! 



:: 


:..-: 


fi 


:\: 
fI: 


I'.: 
U: 
I':' 
1':-: 
ir 
I: 
I::: 


f 
 /. 
 '?t:..:?' '. 
,,"''.':':
kj;t:] H 
1:::=- ..::.;'"-\..l;f. .. 

 :
"" }
../
f" 
.;......:. ;.;-:-: ----- 


.
 
.... 


i:j 
::1 


! 
f' 


}:;.Y.: 


"::;::.::::: 
:X 


l 
r. 
\', - 


) .::::: 
:.\:::;:::-::::::.-::-:.... . 


I 
. ...... . 
........ .... 
.. ....... .. '" 
':.
:'
:8::?:-' :-.- ." - 

. 
. ':::::i
:-::: :
:
l 
':
--'-"M
:/ '?:;::::\:', r ., 
\::
i


;;;
:!j?t:::!
::.' . .;.:;...../.i
A 
r I 
_ '0 _ ___ _ .. .:;:fu[
'
:
j':!)'::
_ __ 


Prezydent Rzeczypospolitej Pro£. Dr. Ignacy Mościcki.
>>>
r 




......_

 



:J.:
f:. 
:.:{:,
.
. 
; 
 4" 
::::
:1!t::;
;;;;
f\b,:.:. 
:.:: ,.:::?t{::::::
: :,..:t:t.?:.
J: :::6\ 

'" ",:::;:::i:;:: ".; 
....:.......... o-o 


...1- 
.:.:::
; 


:..
 


:
¥: 


..
 
l
 
',.ł.:' 


. _.
:::::
/
:
f::
:: 
, : 


.:\;. 


"k 
::
ih 
::

ł:

 


......01::. 


, 
:::- 



 ':j

!'Xt:i
 
'
.-.:.:.., ..'.':',.'n x-o .:.::._,,: _
.::
,
 
..... .
':_
. . , .,. 
 
.'!! ::' 
. ..... .... .Q(' 
, . . .. '.. ) 
"'"". "\' j 
'Ą.,'i .. .,.:o p :" A -i:£ 

i . lI" 


" 




\ 
,:
 


.
.... 
'::: Ę

.:.:..::.. ,,:
.::;::-.:." . -\

::.: 
. .n S "" .- .. n,. k J ef P iłsudski. 
. -.'n._.." "..... .... P l 1 OZ 
...,.-...._._........-n ". Marszałek o s 


:':
 
....... 
....t
: .J], 


.
>>>
W. Skup. 


Kampanja niemiecka przeciw 
granicom na Wschodzie. 


r 


Rok 1930 przyniósł światu szereg niespodzianek. Niemcy, 
pokonane w wojnie światowej - wojnie, którą same wywołały 
w nadziei, że "pazury stalowe" armji wilhelmowskiej zetrą z ma. 
py Europy granice państw i rzucą przed tron Hohenzollernów 
niedobitki narodów europejskich, które stać się miały pokorny- 
mi poddanymi paneuropy germańskiej i wiernymi służkami nie- 
mieckiego "Herrenvolk'u" - oażyły i szykują się do nowych 
grabieży. Po przedwczesnem odzyskaniu Nadrenji, która, w myśl 
Traktatu Wersalskiego, miała być okupowana przez armje 
fprzymierzone do czasu wywiązania się Niemiec z nałożonych 
na nie traktatem zobowiązań, po zmniejszeniu kwoty ogóln
i 
odszkodowań wojennych, które Niemcy wypłacić miały aljan- 
lom za .zniszczone wskutek .działań wojennych terytorja i t. p., 
wreszcie, po zniżeniu rat reparacyjnych, na wypłatę których 
Niemcy otrzymały.... pożyczkę amerykańską - wilk nicmiec
i 
zerwał z siebie skórę niewinnego baranka, którą osłaniał się oJ 
toku 1918 i, kłapiąc groźnie zębami, spojrzał znów na ludy Euro- 
py ślepiami, żądnemi łatwej zdobyczy. 
Jako pierwszy kęsek, który zaspokoiłby narazie żarłoczne 
apetyty "państwa porządku i bojaźni Bożej", Niemcy oddawn3. 
wymieniają polskie Pomorze. W tym też kierunku dąży od lat 
szeregu niemiecka ofensywa rewizjonistyczna. 
Siedząc przebieg planowej kampanji niemieckiej, skicrow3- 
nej przeciw obecnym granicom na wschodzie, łatwo odróżniamy 
dwa zasadnicze jej okresy. Pierwszy, który trwał od chwili po- 
wstania Państwa Polskiego i objęcia Pomorza przez Polslę do 
zwrotu Niemcom Nadrenji, t. j. do roku 1930 i drugi, datujący się 
od chwili objęcia Nadrenji przez Niemcy. 
W okresie pierwszym Niemcy miały mniejszą swobodę dzia- 
ł
nia, a, prócz tego, dużo czasu poświęcały akcji, zmierzając
i 


35
>>>
ku odzyskaniu terenów własnych, okupowanych przez wojsk'!. 
koalicyjne. Poza tem, gwałtowne wystąpienie przeciw Polsc
 
i jawne dążenie Ido zagarnięcia ziem historycznie .i entnograficz- 
nie polskich, zamieszkałych przez zwartą i uświadomioną naro 
1owo ludność polską, mogłoby odwlec, jeśli nie uniemożliwić 
ł:wolnienie Nadrenii' od okupacji. 
Nie mniej 
ednak Niemcy już wówczas wykazywały znacz- 
,n2\; aktywność i zrobiły szereg posunięć, które mogłyby mieć dł-i. 
nas skutki fatalne, gdyby w roku 1926 nie objął steru władzy 
Rząd, umiejący ocenić znaczenie morza dla Polski i skierować 
naszą politykę morską na odpowiednie tory. 
kby odpowiednio urobić opinję międzynarodową Niemcy 
'starały się udowodnić, że Pol,ska nie przywiązuje do swego wy- 
brzeża specjalnej wagi. p.ropaganda 'Prasowa, jakkolwiek by 
prowadzona nie była - czy to na łamach prasy własnej, czy też 
poza granicami Rzeszy przy pomocy obcych najmitów - dzien 
nikarzy i 'pseudouczonych, nie mogła wywrzeć wpływu decydu- 
jącego na czy.nni1ki oHcjalne. Należało więc zwiększyć war- 
tość tej propagandy, nadaljąc jej pozory prawdy. Taki pozór 
prawdy Niemcy stworzyć chciały, posługując się Gdańskiem, ja- 
Iko powolnem narzędziem swej intryganckiej roboty. 
Korzystając z tego, że poszczególne dzielnice Rzeczypospo- 
litej ciążyły początkowo ku starym drogom handlowym, prowa- 
dzącym w równej mierze przez Gdańsk, jak przez porty niemie- 
ckie Królewiec, Szczecin, Hamburg i inne, Niemcy dążyły do 
,skierowania polskiego handlu morskiego przez porty niemiecki
 
z pominięciem Gdańska, naturalnego portu polskiego. K,osztem 
ładunków polskich rozwijać się miały porty niemieckie, z eks. 
portu i importu polskiego bogacić się miały Prusy Wschodni
 
i prowincje wschodnie Rzeszy, Niemcy zaś śmiałyby się z "pol, 
nische Wirtschaft", narzekając głośno na "niesprawiedliwość 
dziejową, wskutek której oderwany od Rzeszy Gdańsk wegetu- 
je, podcza,s gdy sąsiednie porty niemieckie prowadzą żywot do, 

tatni pod błogosławionemi rządami Berlina. 
Byłby to dowód niechybny, że Polska z dostępu do morz ł 
korzystać nie umie, że wskutek tego morze dla Polski gospo' 
darczo potrzebne nie jest. Natomiast biedne, jęczące pod cię- 
żaTem repar,acyj Niemcy zostały odcięte od Prus Wschodnich, 


36
>>>
., 


II 


co, zdaniem ich, w znacznym stopniu wpływa na niemożliwość 
płacenia rat reparacyjnych w takiej wysokości, jaka pierwotnie 
została ustalona. Zapłaciłyby może, gdyby litościwi aljanci, 
w zrozumieniu interesów własnych, zechcieli Niemcom przy- 
dzielić... polskie Pomorze, z którego przecież Polska nie ko- 
rzysta. 
kby odstraszyć Polskę od portu Gdańskiego i zachęcić do 
korzystania z portów niemieckich, zmobilizowano hurapatrjo- 
tów niemieckich z Gdańska oraz prasę nacjonalistyczną do wal, 
ki z Polską, Polakami i wszystkiem, co polskie. Sabotaż, pro- 
wokacja, nieustające skargi senatu Wolnego Miasta na forum 
międzynarodowem miały zohydzić Gdańsk w oczach Rządc1 
i społeczeństwa polskiego i skłonić nasze sfery miarodajne d'J 
przykładnego ukarania Gdańska przez skierowanie naszeg. 
.handlu morskiego do portów niemieckich. Podczas gdy kupiec 
polski w Gdańsku spotykał się na każdym niemal kroku z szy- 
kanami, w Królewcu, Szczecinie i innych portach niemieckich 
nie zapomniano o niczem, co mogłoby ułatwić pracę eksportera 
polskiego, zachęcić go do korzystania z tych portów na dalsz/\ 
metę. 
Jednocześnie z powyższem rozpoczęto na terenie portu 
Gdańskiego robotę podskórną, godzącą w podstawy handlowe 
portu. Płatni agitatorzy podburzali bezkrytyczne masy robotni- 
cze do ustawicznych strajków i coraz nowych podwyżek płac - 
podwyżek szkodliwych, opartych na podłożu polityczne m, lec.:. 
tJie ekonomicznem. Akcj,a ta miała na celu wzbudzenie w sfe. 
rach żeglugowych i handlowych zagranicy nieufności do portu, 
Lagrożonego częstemi niespodzianemi strajkami, oraz unieszko 
dliwienie naj groźniejszego konkurenta portów niemieckich prze
 
zmniejszenie do minimum jego zdolności konkurencyjnej. Wy- 
górowane płace robotników portowych, przewyższają
e w zna- 
cznym stopniu stawki królewieckie, szczecińskie, hamburskie 
i inne, są dziś największą bolączką portu gdańskiego i, jeśli do- 
łychczas nie wpłynęły ujemnie na ruch portowy i obrót towaio- 
wy portu, to tylko dzięki przychylnemu stanowisku Rządu pol- 
skiego, który, rozumiejąc istotne potJ"zeby Wolnego Miasta i wi- 
dząc grożącą Gdańskowi ruinę, umiał przedsięwziąć odpowied, 
nie środki zaradcze, które zapewniły świetny rozwój portu, na- 
przekór intencjom Berlina. Wzrost obrotu towarowego w Gdań- 


,.,37 


......
>>>
!lku do 8,5 miljonów ton przemawia sam za siebie, czem były db 
Gdańska Niemcy, a czem jest Polska. 
Pomimo wszystko, krótkowzroczny Senat Wolnego Miasta. 1 
czuły na podszepty Berlina, wystąpił z memorjałem do Wyso. 
kiego komisarza Ligi Narodów, skarżąc się na upośledzeni. 
Gdańska przez.... Polskę! Nacjonalistyczna prasa gdańska sta. 
ra się usprawiedliwić groteskowe wystąpienie p. Sahm'a zapo- 
mocą odpowiednio spreparowanych artykułów i wykresów 
"statystycznych", z których ma wynikać, że "biedny" Gdańsk 
Jest naprawdę pokrzywdzony przez Polskę, faworyzującą port 
gdyński. 
Punktem wyjścia tej niezwykłej "statystyki" gdańskiej jest 
l1ie miernik obrotu towarowego portu, lecz łączny obrót towa- 
rowy Gdańska i Gdyni wyrażony w procentach, przyczem, war- 
tość 100% stanowi obrót towarowy tych portów w roku 1924, 
kiedy Gdynia jako port nie mogła wchodzić w rachubę. Wobec 
tego, że w roku 1924 przez port gdański przeszło około 97% ła- 
dunków, transportowanych przez polską granicę morską, a w ro- 
ku 1929 "tylko" około 75%, statysta gdański wskazuje na stały 
't.padek portu gdallskiego. Ta właśnie statystyka jest niezbitym 
dowodem szachrajstw niemiecko - gdańskich, wyłomem w kuli- 
fach, poza któremi Niemcy prowadzą swą antypolską robotę. 
VIa nikogo przecież nie jest tajemnicą, że obroty towarowe Pol- 
ski przez Gdańsk i Gdynię, poczynając od roku 1926 wzrosły 
\ilkakrotnie. Podczas 
dy w roku 1924 przeładowano w Gdań- 
3ku 2.374 tys. ton ładunków, w r. 1925 - 2.721 tys., to już w ro- 
Iku 1926 obrót towarowy portu gdańskiego wynosił 6.299 tys. ton. 
w r. 1927 - 7.897 tys. lon, a w latach następnych - zgórą po 
8,5 miljonów ton. 
Czyż wobec tc.go Wolne Miasto Gdańsk ma moralne pnw? 
do narzekania na Polskę, dzięki której czerpie miljonowe zyski? 
A jednak, nie bacząc na wymowę cyfr, dowód niezaprzeczalny 
riesłuszności uroszczeń gdańskich, Gdańsk zamyka oczy i w myśl 
wskazówek Berlina naraża się na śmieszność, żądając ni mniej 
Li więcej, tylko monopolu na polski handel morski. 
Jak już wspomniano powyżej, w roku 1930 niemiecka akcja 
rewizjonistyczna weszła na nowe tory, Upojeni szeregiem 
t1stęp6tw nasi sąsiedzi zachodni wystąpili wreszcie do walki 
ctwartej _ wprawdzie, narazie jeszcze nie orężnej, lecz tem nie- 


38 


..ł....
>>>
mniej karygodnej, bowiem celem jej jest powtórne ograbienie 
Polski z Jej odwiecznej własności. 
,Pierwszą jaskółką, zwiastującą zwrot w metodach walki 
Niemiec z Polską, było przemówienie dowódcy eskadry niemiec- 
kiej, bawiącej w Gdańsku w lecie 1930 r. Przemówienie to, wy- 
tłoszone w obecności konsulów państw obcych na przyjęciu ofi- 
rjalnem, wydanem przez prezydenta Senatu p. Sahm'a na cześć 
gości niemieckich, było prowokacją, na jaką sobie pozwolić mo- 
gą tylko Niemcy lub ich przyjaciele bolszewicy. Otóż oficer ów, 
działając widocznie w myśl polecenia swych władz przełożo- 
nych, oświadczył p. Sahm'owi, że Wolne Miasto Gdańsk może 
być spokojne, bowiem Niemcy posiadają więcej okrętów wojen- 
nych, jak te, które zawinęły z wizytą do "niemieckiego" Gdań- 
'Ska i, w razie czego, wyślą je Gdańskowi z pomocą! Czy tego 
rodzaju wystąpienie wyższego oficera marynarki niemieckiej 
ma być dowodem "pokojowej polityki" jego ojczyzny? Z pew- 
nością nie I 
Drugą, daleko większą prowokacją ze strony Niemiec, była 
osławiona mowa ministra Treviranus'a. A więc Niemcy posu- 
nęły się już tak daleko w swej bezczelności, że minister ic
 
ptwarcie mówi o rabunku terytoriów państwa sąsiedniego! 
Nacjonaliści niemieccy, zachęceni przykładem swego mini- 
stra, posunęli 
ię jeszcze dalej i żądają, aby prócz Pomorza ode- 
brać Polsce Śląsk i Poznań. Prawdopodobnie, niezadługo zażą- 
dają na dodatek "niemieckiej" Warszawy i Wilna! 
Doprawdy, niewiadomo, co więcej podziwiać należy - bez- 
,:zelność Niemiec, które zresztą oddawna skreśliły ze swelZo 
słownika międzynarodowego słowa: uczciwość, moralność, et y- 
lm, poszanowanie cudzej własności, jako nieobowiązujące szla- 
chetnych potomków Zakonu Krzyżowego - czy też ich wybu- 
jałe apetyty, następstwem których może być niestrawność, koń- 
cząca się śmiercią żarłoka. 
Hołdując modzie ogólnoświatowej, Niemcy wyznają pozor- 
nie zasady pacyfizmu. Lecz podczas gdy u innych narodów pa- 
cyfizm zrodziła szczera niechęć do krwi przelewu, pacyfizm nie- 
miecki jest maską, poza którą kryje się żądza odwetu. W cza- 
sach obecnych miernikiem sił zbrojnych państwa jest przede. 
wszystkiem jego budżet wojskowy. Stan liczebny armji odgry- 
wa rolę drugorzędną. Otóż Niemcy wydają na małą, rzekomo 


39
>>>
I 


ttutysięczną, armję oraz flotę, znacznie mme)szą od floty 
przedwojennej, sumy, przekraczające w znacznym stopniu bu- 
dżet wojskowy Niemiec cesarskich. 
Reasumując powyższe, przychodzimy do wniosku, że Niem- 
cy, wiedząc o tern, iż Polska na zmianę granic w sensie niemiec- 
kim pod żadnym pozorem zgodzić się nie może, tem bardziej zaś 
niema zamiaru prosić Niemcy, aby były łaskawe zabrać sobie 
Pomorze, przyjdą się o nie upomnieć. Przyjdą, oczywiście, "po- 
kojowo", uz'brojeni tylko na wszelki wypadek. A gdy na grani- 
cy Polski spotka ich takie przyjęcie, na jakie zasłużyli, narobią 
wrzawy na świat cały, że imperjalistyczna, krwiożercza, wojow- 
nicza Polska, nazwa stolicy której zaczyna się nawet od "War", 
co po angielsku znaczy "wojna" - sprowokowała biedne, po- 

ojowo usposobione Niemcy do wystąpienia zbrojnego! 
'Politycy niemieccy mówią narazie o "pokojowem" zrabo- 
waniu Pomorza polskiego. Czy wobec tego nie należałoby na- 
zwać gentlemanem i zwolnić od wszelkiej odpowiedzialności 
każdego bandytę, który obrabował swą ofiarę pod groźbą re- 
wolweru, lecz nie strzelił do niej lub nie uderzył jej kolbą po 
.głowie? Tylko do takich absurdów prawnych postępowanie sza- 
1'\Ownych dyplomatów niemieckich doprowadzić może. 
Nie ulega wątpliwości, że Niemcy szykują się do wojny 
:!: Polską. Przygotowuje się do tego Reichswehr'a, flota i liczne 
organizacje wojskowe, zrzeszające w swych szeregach parę mil- 
.jonów byłych wojskowych oraz wojskowo wyćwiczonej ,młodzie
 
iy, pragną wojny prowodyrzy nacjonalistyczni, zdaniem których 
Niemcy już dostatecznie odżyły, aby zadać cios śmiertelny 
Polsce. 
Niedawno ukazała się w Niemczech broszura, traktująca 
o wojnie z Polską. Autor jej wskazuje na Pomorze, jako na l'Jdo- 
bycz, która przypaść powinna Niemcom stosunkowo łatwo. Nie- 
mieckie siły lądowe winny zaatakować Polskę z dwóch stron 
jednocześnie, t. j. od strony Rzeszy i Prus Wschodnich, flota zaś, 
z którą mała £lotka polska zmierzyć się nie może, z poza pół- 
wyspu Helskiego zbombarduje Gdynię i zagrodzi minami zatokę 
Gdańską, odcinając Polskę od morza. W ten sposób Polska zo- 

tanie pozbawiona wszelkiej pomocy nazewnątrz i musi ulec 
w walce, przyjmując wszelkie warunki, jakie Niemcy podykto- 
wać zechcą. 


40 


......
>>>
!' 
i 


Że broszura powyższa jest wiernem odzwierciedleniempla- 
nów n,iemieckich, dowodzi następujący fakt: 
W drugiej połowie sierpnia 1930 r. pojawił się w okolicy 
Kartuz samolot niemiecki, z którego rozrzucono mnóstwo ulQ- 
iek, nawołujących ludność do sa,botowania zarządzeń władz pol- 
:kich i zapowiadających, że wkrótce Pomorze zostanie odebra- 
ne od Polski i przyłączone ao Niemiec. Jest to rozmyślna pro- 
wokacja Polski ao wystąpienia zbrojnego, a prowokacji tej do- 
puściło się państwo, którego minister jakby na ironję został od- 
.maczony.... nagrodą pokojową Nobla! 
Zastanówmy się, na czem Niemcy opierają swe rzekome 
prawa do Pomorza. Czy lIla tem, że pr,zez półtora wieku ciemię- 
żyli polską ludność pomorską i na cudzej, wydartej zdradą 
i przemocą ziemi, gospodarzyli, jak na własnej? Ani ich Polska 
o to prosiła, ani też nigdy nie robiła z Pomorza podarunku dla 
Niemiec. Napadli na Polskę wraz z dwoma wspólnikami, poko- 
I ali w walce nierównej i podzielili się łupem. Postąpili jak zwy- 
kli bandyci. A czy bandyta nabywa prawa własności do zrabo- 
wanych przedmiotów? Nawet ustawodawstwo niemieckie nie 
przewiduje dla złodziei podO'bnych uprawnień. 
Nie mniej bezpodstawne jest roszczenie Niemiec do PomQ- 
rza polskiego, oparte na braku połączenia terytorialnego Rze- 
szy z Prusami Wschodniemi. Wszak Stany Zjednoczone Ame- 
!yki nie posia,dają połączenia terytorjalnego z Alaską, a jednak 
rigdy nie żądały od Anglji, aby oddała Stanom zachodnie poła- 
de Kanady, dzielące Alaskę od reszty Stanów. 
Czy wreszcie dla wygody trzymiljonowej ludności Prus 
Wschodnich, składającej się zresztą w bardzo poważnym stop- 
niu z Polaków, mogą żądać Niemcy, aby oddano im w niewolę 
łrzymiljonową polską ludność pomo'rską i pozbawiono dostępu 
do morza państwo o trzydziestu miljonowej ludności? 
Jest na to tylko jedna odpowiedź. Interes ,państwa polskie- 
go wymaga oparcia o morze, u wybrzeży którego od wieków za- 
mieszkuje ludność słowiańska - ludność, która pomimo długo- 
letnich wysiłków germanizacyjnych łupieżcy pruskiego, polsko'ść 
.;wą zachowała. Prusy Wschodnie, pośród ludności których pro- 

es germanizacyjny znaczniejsze poczynił postępy, też były nie- 
gdyś pols,kie, przeto, ieśli rozmowy o rewizji granic mają trwać 
:nadal, z całą stanowcżością domagać się musimy zwrotu Pru;; 
Wschodnich. 


"I 


'J 


41
>>>
Czas najwyższy, aby nietylko Polacy, lecz również cała 
Europa, której zależy na utrzymaniu trwałego pokoju, zrozu- 
miała wreszcie, że zarzewie wojny na wschodzie nie płoni
 
w Warszawie, lecz w Berlinie i że przyczyną bezpośrednią do 
lej wojny nie jest polskie Pomorze, lecz Prusy Wschodnie. 
Z chwilą, kiedy Prusy Wschodnie przestaną należeć do. 
Niemiec, skończy się legenda o jakimś tam "korytarzu" Po- 
morskim, ucichnie wrzawa wojenna w Niemczech, świat odet- 
chnie wreszcie z prawdziwą ulgą. 
W przeciwnym razie pewnego dnia zbudzi się Europa wśród 
rgiełku wojennego, jakiego dotąd świat nie słyszał. 
Polska nie zgodzi się nigdy na żadne ustępstwa w sprawie 
pomorskiej. I tak otrzymaliśmy mniej, jak się nam należało. 
Znaczne obszary ziem polskich pozostały jeszcze w szponach 
1 iemieckich, tembardziej więc bronić będziemy tego, co posia- 
Gamy. A jeśli, mimo wszystko, Niemcy odważą się najść tery- 
łorja polskie, wówczas zawrze walka nieubłagana, która skoń- 
czyć się może dopiero wtedy, gdy sztandary polskie powieją nad 
Berlinem, lub gdy ostatni Polak zginie śmiercią walecznych 
w obronie honoru i całości Matki-Ojczyzny. 
0, niech nie myślą ci, których słowa te dotyczą bezpośred- 
nio., że są one czczym frazesem, obliczonym na wywarcie pew- 
nego efektu. Nie, tak myśli i czuje każdy, w którym serce pol- 
skie bije, tak myśli i czuje Polska całal 
W zrozumieniu potrzeby stawienia czoła najeźdźcy, orga- 
nizuje się społeczeństwo nasze. Zrzeszają się w potężnej, kar- 

ej organizacji rezerwiści i byli wojskowi, zawsze gotowi do wal- 
ki o Polskę, zawsze czuli na każdy zew Ojczyzny i swego uko- 
chanego Wodza, który Ją wywalczyć umiał i z pyłu nicoścł 
wznieść do potęgi. 
Przyjdźcie i weźcie choć p'iędź ziemi polskiej, wy - którzy 
nie chcecie odróżnić własności cudzej od swojej. Zapomnieliści. 
widocznie o roku 1410 - przyjdźcie, a przypomnimy wam..
 
Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bógl 


Gdyby każdy Obywatel Paistwa Po.lskiego. o.fiarowal na cel" 
budowy Iloty tylko 1 zł mies:ęcznie, moglibyśmy się nie obawiał. 
ie wróg nas powtórnie od morza odsunie. 


42 


\ 


I 


.....
>>>
.J 


, ' 


...... 


W. Sailor. 


Gdynia i jej znaczenie dla Państwa. 


Gdynia - ten cud nadmorski Polski odrodzonej, nie nad"\- 
lemnie ściąga rok rocznie tysiące turystów z całego kraju i za- 
granicy: młody port polski jest sprawdzianem potęgi twórczej 
Narodu Polskiego, dowodem niezaprzeczalnym dążenia Polski 
do niezależności ekonomicznej, rozwoju floty i handlu morskie- 

o pod ojczystą banderą, wskaźnikiem potężnego parcia ku mo- 
rzu, straconemu ongiś dzięki niedocenianiu przez przodków na- 
szych wartości morza w życiu państwa i społeczeństwa. 
Niegdyś, w czasach zamierzchłych, pokrytych pleśnią śre- 
dniowiecza, mogliśmy mówić, że może nie wiedzieć Polak, CG 
to morze, gdy pilnie orze. Czasy te minęły bezpowrotnie. 
Dziś ten, kto chciałby tylko pilnie orać, byłby parjasem 
wśród rodziny narodów. Nie wystarczy bowiem samo oranie, 
choćby najpilniejsze nawet. Należy wyprodukowane zboże 
sprzedać z korzyścią dla siebie i kraju, zakładać liczne war- 
sztaty pracy, budować huty i fabryki, drogi i środki komunika- 
cji - produkować i zbywać produkty wytwórczości rodzimej 
po cenie najkorzystniejszej. 
Handel bogaci narody i państwa. Wymiana towarów po- 
między poszczególnemi krajami jest regulatorem ich współżycia, 
wskaźnikiem wzajemnego zainteresowania, jedyną drogą do 
dobrobytu. 
Im korzystniej przedstawia się bilans handlowy państwa., 
tem lepiej powodzi się jego obywatelom, tem mniejsze jest bez- 
robocie, większa zdolność płatnicza jednostek. 
Jednem z najważniejszych warunków łatwej!o zbytu pro- 

ukcji są dostateczne i tanie środki komunikacji. W zaraniu 
wieków narody handlowe zwróciły uwa
ę na nieo!!raniczonc 
możliwości eksploatacji naturalnych dróg komunikacyjnych, 
wiadomo bowiem, że eksploatacia dró!! naturalnych, nie wyma- 
(ających, jak drogi sztuczne, olbrzymie
o nakładu kapitału na 
budowę i konserwację, kalkuluie się znacznie taniej. Stąd tei 
pochodził dobrobyt starożytnych Fenicjan, średniowiecznej 
władczyni mórz Wenecji; stąd pochodzi dobrobyt współczes- 
l1ych narodów morskich, pośród których młody naród polski 
kroczy jeszcze na szarym końcu. 


43
>>>
r 


.. 


'. 


j 
I 
I 
I 
i 


... 


l 


. 


.....fi' 
- .. 


- 
'- 


J ..,..1' 


I 
I 
"I 4r!; 
.. 

 .....- ' 
,. i '" 
t ... " : 
, . 


\. 


t':;. 
'c 


. 
... 
'O 
d 


I 


'
 
I': 
I': 
ClI 
'S 
ClI 
:::: 


Ił, 


" 


'- 


h 


:-: 
 
t-I. 


N 


.. 


- 
I': 
:o 
'Ol 
O 
..!: 
O 
"'Q 
'i 
I 


I' 
I 


, , 


J '
 
 
' -4 
I . -- .4 ' 
=' ł' I ,
 . 

1 li .
,- "J' 
f I " ł 


'I 


\ 


.. 
- 


ni 
-j;! 
- 
"'C 
d 


\ 


.
 
\, 
 

 t,. 
'.. . 


.J ,., 
.... 


'i 


'\. 



 


;. 


-c -; ., 


.. 
9 .. 
iL. 
II 


-=
 


ł . 
.. 


( 


Ir 



 



 



" 


Przyszłość Polski zależy od Jej Iloty. Budujmy więc okrę- 
ty, gdyż. każdy nowy okręt polski jest nowq cegielkq w funda- 
mencie Polski Mocarstwowej. 


44
>>>
Jeśli zrobimy przegląd wyników pracy pols1kiej na morzu 
- najważniejszym, a zarazem najbardziej niegdyś zaniedbanym 
odcinku naszych interesow państwowych, to, jakkolwiek stan 
obecny daleko jeszcze nie odpowiada realnym potrzebom trzy- 
aziestomiljonowego państwa, którego eksport morski tylko 
przez porty polskie wynosi około 12 miljonów ton rocznie _ 
jednak z dumą powiedzieć możemy, że zrobiliśmy już bardzo 
wiele i że nasze wysiłki na morzu oddały Polsce kolosalne ko- 
rzyści. 
Realna i skuteczna praca nad wcieleniem w życie polskiej 
idei morskiej rozpoczęła się dość późno, gdyż dopiero w dru- 
giej połowie roiku 1926. Od tego też czasu datuje się świetny 


GD"NIA w CYFRArn I 1H30. 
Roz'''OJ l nchu porlowee- 
- ,[", 192a, 
H. ....r
 
 
L'L.:: / . 
, 
1928,.. \ / 
 
. \ 
.. .11. . \ , 
, . . 
,.t la. 
.. __o .., 

 - ..&4 - ,11 
.1'. 
1926. , 
 . ,lłlI ," 
'j . I 
a9' j. . 
ł. 
 J I." 
I. 'S'/ 601 ł-O'dł & 201 8.0113 .. 230 I: 

 hiS.12c: ...t
.f)61 B.'\8.
(;1 i£l
7.7E1,), 2.809_765 5_88",000 S. 


rozwój portu gdyńskiego, wzmożone tempo rozbudowy miasta, 
zapoczątkowanie narodowej floty handlowej. Jest to zasługa 
dbrzymia Rządu Marszałka Piłsudskiego, zwłaszcza zaś p. Mi- 
nistra Przemysłu i Handlu, inż. E. Kwiatkowskiego. 
Zanim damy pogląd na to, co zrobiliśmy dla ugruntowania 
naszego państwa na morzu i Pomorzu, nie od rzeczy będzie za- 

tanowić się nad specjalnem znaczeniem zagadnień morskich 
ala nas, Polaków. Przedewszystkiem więc winniśmy pamiętać, 

e sprawa oddania Polsce Pomorza została przesądzona nie na 
podstawie naszych niezaprzeczalnych praw historycznych, etno- 

raficznych i narodowościowych do ziemi Pomorskiej, lecz głó- 
wnie na zasadzie potrzeb gospodarczych Państwa Polskiego. 


45
>>>
GDYNIA w CYFRACH 
obrót lo-wo..rowy portu, 
:) i:r 6 ty 
n. im"J?Ot'l. JE.e
po-rt. T, tona, 
IDJ? .a",nt. pt'7'YPu..sz.cz
ne. 


19
5 
.
.I r'r% 


n... 
JE 


_1.:l 76T l S1. 71& Ton.. 
50.1'1:1.rl 


1 
I 


" """"'. 

 II tl- 


,
..ł., 


ł92G.IL.11-;; 
 =,

-;-} 
1Lj..18 lJ. Ton, 


I I ' 
. , 
, I ;,jkr 

 G t.-.....,j) ......, 
"' 
 I 
--.--. ----- .-...-. ............ "'-'-:-" 
1927. 


., ...... 
I 


. -
 .... 


-- 


:n:. G.702T. E 889J1
9 T. } 89tO.14f Ton... 

". .

 -' 't 
, 
. 'to 
....
., 
- \,!-
: . 
-
 '-" 
1928. I. 180.902 T. E,1.7b
!.058T.} 1. 9
CD,020 Ton. 

"."'''. !

...


.2,.. 
..",
"'...._..t.:' 
- .j l 


.,1 
I 



 . 


I '
:.' 


I' 

 
- -.......--.-, 
 
 ....... 
1929. :n:,52'1.5lt3T. JE: , 2.'i9"L.Z
5 T J 2.718.788 Ton. 
t'.
'''\... 

 -.:,...... ,,
....,'" 

...:-....J'.. 

?- _

_..,.,
____
.........__':t"t:":-:.,
_.......-......
....-"",
 .. 
" . 
qo 


'I 


t" 


? 


" : 


 
, 
'
 ., 

 \ 1 
. --c-
( 
! - 
 .- _ _ 
1_ _ 

25.000T. E. £,975.000} 
.500 OOOTon..DP. 


46
>>>
Nie łudźmy się, że było inaczej. Pozornie rządzą światem wiel- 
cy mężowie stanu, lecz władcą faktycznym świata jest wszech- 
władny business, który z reguły nie powoduje się uczuciem - 
chyba tylko w wypadkach wyjątkowych, kiedy na tern uczuciu 
można grubo zarobić. 
Rozumieli to bardzo dobrze politycy niemieccy i, jakkol- 
wielk do akcji rewizjonistycznej wplatali równie.t momenty pseu- 
do-historyczne, to jednak główny nacisk ikładli na momenty 
gospodarcze. Zdenerwowanie Niemiec, pogróżki .pod adresem 
Polski, fałszywe wiadomości o Gdyni, rozpuszczane przez pro- 
pagandę niemiecką polegają przedewszystkiem na tern, że PoI- 
ska przez gospodarcze wykorzystanie wybrzeża morskiego ode- 
brała Niemcom wszystkie atuty, któremi posługiwali się do- 
tychczas, zabiła nadzieję na możliwość rewizji granic. 
Dziś nie można mówić o potrzebie rewizji granic ze wzglę- 
dów gospodarczych, bowiem Polska na swem wybrzeżu wybu- 
dowała port, który już zdystansował największe niemieckie por- 
ty na Bałtyku - Królewiec i Szczecin, bowiem Polska posiad3. 
(jotę handlową ogólnej p'o
emności 66 000 ton, ,bowiem Polsk:ł 
eJksportuje i importuje przez swe porty 12 miljonów ton ładun- 
ków rocznie, podczas gdy obrót towarowy pomiędzy Rzeszlł 
a Prusami Wschodniemi wynosi w tranzycie przez Pomorze pol- 
skie tylko półtora miljona ton rocznie. 
Widzimy więc, że praca nasza nad rozbudową wybrzeża, 
portu i miasta Gdyni, nad tworzeniem ojczystej floty handlowej 
nie jest sentymentem, nie jest rozrzutnością, nie jest zabawkSł 
wreszcie, lecz kon
ecznością nieuniknioną i dobrze opłacają- 
cym się interesem. 
Jeśli zwaiymy, że dzięki Gdyni pozostają w kraju sumy 
wielomHjonowe, które musielibyśmy wydać zagranicę na prze- 
ładunek, składowanie i transport ładunków polskich, że liczne 
rzesze robotników polskich znajdują w porcie zatrudnienie, 
zmniejszając zastępy bezrobotnych, że okręty polskie, przewo- 
ząc ładunki i pasażerów, przyczyniają się w znacznej mierz. 
do aktywUzacji naszego bilansu handlowe
o - zrozumiemy, 
dlaczego Rząd dąży wszelkiemi siłami, aby Polska stała się jak 
!1ajprędzej państwem lIlaprawdę morskiem, dlaczego od chwili 
naszych postępów na morzu wzmocniło się nasze stanowiska 
!Jad Bałtykiem, dlaczego Gdynia stała się 
łośna nietylko w Eu- 
ropie, lecz na całej kuli ziemskiej. 


47 


........
>>>
....... 


. 
 
 


.
t!/qa'J/IJN U 


-=.Al""o 

 
....... 
t, 


 
 
, 
 .... 

 
 
....-., 

 



. ! 
" M 
;! 
 

 '.l 
\" 



 

 
\t) 

 
C) 


z 
« 
-l CI 

 V) 
ul" 
 t3- 
2::) Z 


;J- 
UO:z O 

 O U," 
ZD-O"-J 
W Z 
 
. ....ł 
o: -O 
O 
 


 

ll
 .
 

 (: , .. , .
 
=
!


.. 

.i
f:"

; 
:-

: f 
 
..!ł 

::ł': J 
 
i
 
Ill d f.I[J! , 
111 fi 
(.'ł' . 
,.; '
i
.ł 
 
rt.e'
 . . 
: 4'1.
","
l;:i
 .
tC

'\I
 

, 
-o 



nl"'
 U ' 

..h'
':::
, 
...:::£ 
tll(
4:i'3
t-:(:j1 01;:' ;

ł"! 
.. 
re i't"\tf 1 ł
l..J
"II' ,:fill';

,,
ł:'t.t 
c: ...},

q1

.,t
l

r

'" 
t-..I 


ł-If
!
3
:"...
,,}
t


l
1 

 ł!o#H
N
ł


 :"


łt
H 
c: 


,..;j
"i

:-t"V'




"
i
.. 
.
 :Ę:f.t
:i!Jjfl1




i

r 
.
 
)]

W

nli


hF
 ł *
 i 

 tiiK
tfiJ
!''';'

'!
 
.a 
.'U .

., 
' H ,....n
". 
-Cli l l
 
 
1
!
H 
;;h



ąi
 
C.... "ł' . 
 ., J "'t'''r ł  
",,, ."'
 


=ł'""'t- ł,
...
.t.
t 
. .. ,ł:;=ł.ł:ł:


 


48
>>>
Dziś Polska przemawia do świata argumentami gospodar- 
czerni, zrozumiałemi dla businessman'ów, dowiodła, że umie 
wykorzystać swój dO'stęp do morza, umie tworzyć i zwycięsk 
współzay.rodniczyć z ,innemi państwami nad wydźwignięciem 
Europy z powojennej anarchji gospodarczej. 
Na rozbudowę Gdyni wydano ogółem 253 miljony złotych, 
z czego do roku 1926 tylko 3 miljony zł. oraz w okresie po roku 
1926 do 1930 włącznie 250 milionów. 


PORT GDYNIA, 


'Prace przy budowie portu podzielono na dwa okresy. Do 
Frac okresu pierwszego, już całkowicie wykonanych, należała 
budowa awanportu, basenu imienia Marszałka PiłsudsJkiego, ba- 
senów węglowego i południowego, kanału wejściowego, kanału 


.. 


. 



 



 



 


Budowa podu w Gdyni - keBony. 


portowegO' oraz części północnej basenu Prezydenta. Do prac, 
przewidzianych w okresie drugim, należy ukończenie basenu 
Prezydenta, budowa drugiego basenu wewnętrznego, w którym 
mieścić się będz.ie strefa wolnocłowa, budowa kanału Przemy- 
słowego, przejazdu pod torami w przedłużeniu ulicy Portowej, 
budowa dróg i fundamentów pod dźwigi portowe. 


49
>>>
\ . 
A.I 
f' 


,. 
II 


 
';'1. 
- .. 

, 
I 
-I ;
. I 
. I l.. 
Jg:, IW: 18 
łff t' 
.11,. 
'!!

'- 
;'
ł!" 


I 
,I - 
\
';;!"'J 

 

, 


( 
.. 



 


II 


ai 

 
o 

 
O)' 

 
o 
'O 
a 
... I 

 ol 
I 'e. 
.., 
c: 


, 
, 


. 
". 


Zapomnijmy o przyslowiu: "Może nie wiedzieć Polak, co 
morze, 
dy pilnie orze", bowiem zostalibyśmy murzynami pólno- 
t'y, którzy pracq swojq dorabiajq obce, częstokroć wrogie. na- 
rody, 


50
>>>
Prace drugiego okresu, rozpoczęte na wiosnę r. 1930, ma 
ją być ukończone w roku 1934. 
Długość nabrzeży, wykonanych w okresie pierwszym, wy- 
nosi 7.406 m, b. Po ukończeniu prac okresu drugiego łączna 
długość nabrzeży wynosić będzie 10.652 m. b. 
Powierzchnia wodna portu obejmuje ogółem 207 hektarów: 
awanport wraz z basenem węglowym 108 ha, basen Marszałk.1 
Piłsudskiego 26, basen południowy 22, basen pól nocny 9 oraŁ 
kanał portowy i przemysłowy 42 ha. Po wykończeniu prac 
olkresu drugiego, powierzchnia wodna portu wyniesie 240 ha. 


r 


, 


io, 


. 
l 


1- 
, f 
.) 
"
 
. 
f' , 
\ 
..:t ł-ł .. ... 
4', 


.... 


\ 
T
- 


'. 


q, 


. 
.. 
'. ,I 


, "'
" 


,'" 


,. 


li, 
r -/ 


... 


I
 


GdYDla - pogłębianie dna za pomocą dragi. 


W porcie znajdują się następujące magazyny do składo- 
wania towarów: 
Przy nabrzeżu Pilotowem: 
Pańslwowy magazyn Nr, 1, o powierzchni -. 4.000 m. kw. 
Przy nabrzeżu Rotterdamskiem: 
Państwowy magazyn Nr. 2 .....,. 7,500" " 
Przy nabrzeżu Polskiem: 
Państwowy magazyn Nr. 3. ' . . . . . , 6.000" " 


51 


........
>>>
oraz piwnic 
Państwowy magazyn Nr. 4 oddany do użytku 
American Scantic Line w Polsce, o po- 
wierzchni . 
Chłodnia, obliczona na 700 wagonów arty- 
kułów żywnościowych. ' 
Magazyn Warszawskiego Tow. Transporto- 
wego. . . . . . . . . . . . 
Magazyn Towarzystwa "Warta" 
Ma,gazyn Towarzystwa "Pantarei" 
drugi. . . . . 
oraz piwnic . . 
przy nabrzeżu Indyjskiem: 
Magazyny Łuszczarni Ryżu . 


500 m. kw. 


2.800 " " 
10.000 " " 
1.250 " " 
1.500 " " 
5.000 " " 
360 " " 
360 " 


. . 8.400 " 


" 


'"' 


/ . 
\" - 


_,f a . 
, _
..'f' I' 
:r ...=:.. " 
j 


, 
-,. 


Gdynia - jedna z drag ssących. 


,Pozatem jesienią r. 1930 wykończono magazyny Olejarm 
Gdyńskiej. Budowa magazynów Państwowego Monopolu Tyto- 
niowego oraz Banku Cukrownictwa jest już na ukończeniu. 
Rozwój ruchu portowego oraz obrotu towarowego portu 
iJustrują załączone wykresy statystyczne. 


52 


.......
>>>
,I 


f 
-, 
. 
.; 
70e 
.... 

 
::I 
f 
 
::I 
"t:I 
ol 
,1- "ti 
N 
... 
p.. 
O 
"t:I 
- 
U 
.,. 
"C;S 

 
P. 
"'" 
'
 
'N 
"U 
ol 
';3 
- 
C3 


.. 



 



1 



 .. 


L 
-f 
d
... . 

 
 .--=-- 
r ,.....!. t J. iiiII!" 
" .,
 
- t: ? I ' I....... 
.' "' "".p' -,...
 
'-.: 
 " I
 
fi 
--.... 


'1 lo 
- . .. 

Ii' 


\ l- ł' 
l ,. 
\ 

 
I 

 - 
\ ., 
, , 



 
I 


Niemiecka flota wojenna składa się ze 115 jednostek 207,000 t., nasza 
zaś z 12 jednostek. wyporności 4.600 t. Zadanie floty niemieckiej polega na 
zaatakowaniu wybrzeża polskiego. A czy nasza flota jest odpowiednio silna, 
by Niemcom stawić opór? Nie można armat zdobywać kijem. Budujmy więc 
Dotę, która mogłaby zabezpieczyć Polskę przed napadem wroga. 


53 


- ........
>>>
Gdynia posiada następujące li'l1je regularne: 
Polskie: 
Polsko-Brytyjskie Towarzystwo Okrętowe, do Londynu 
i Hull, co tydzień. Linja pasażers'ko-towarowa. 
Państwowe Przedsiębiorstwo żegluga Polska, do Liepai, 
Rygi i Helsinki, co dwa tygodnie. Linja towarowa. 
Polskie Towarzystwo Żeglugi Transatlantyckiej, do portów 
Halifax i New-York, co dwa tygodnie. 
Zagraniczne: 
American Scantic Line, do New-York (przez Kopenhagę), 
co dwa tygodnie. Linja pasażersko-towarowa. 
Compa
nie Generale Transatlantique, do Le Havre, co -t y- 
dZlień, do Kłajpedy, Liepai, Rygi, co dwa tygodnie. Do 


r 


!,
} . 
'I a., 
I- _



 
--- 
." ' 
\. 


x. \ 
, 
. \ .
. 
" ,...... 'p 
.' _./
.......-. 


\ 


.& . 


( 


r 
· l 
... 

.. 
\d 
\ I 
\...ł
 I 
- 
- oj 



 


l . 

 


.'\ 
'

 

r \ 


"',, 

 


... 


, 
"'- 


Budowa portu w Gdyni - draga ssąca przy pracy. 


Leningradu co miesiąc, jedynie w porze letniej. Linja 
pasażersko-towarowa. 
Chargeurs Reunis, przez Le Havre do Rio de Janeiro, s'an- 
tos i B.:enos-Aires, co sześć tygodni. Linja pasdżersko- 
towarewa. 
Det f:orenede Dampskibselkah, do Kopenhagi i Bordeaux, 
co dwa tygodnie. Linja pasażersko-towarowa. 


54 


.........
>>>
- 


{' 


Poza tem Państwowe Przedsiębiorstwo "Żeglug.a Polska" u- 
trzymuje stałą komunikację towarową z portami Sródziemno- 
morskimi, która posiada cechy linji regularnej. Okręty Towa- 
rzystwa "Niemen" i "Wisła", po 5020 ton DW każdy, zaw.ijają 
do portów Afryki północnej. 


" 
 


... 
-..- 


\ 


. *. 


I 
J. 


\ 



'.t1l 


,\, 


..-t'!c."'_ 
£' ,-.g; 

r"
 
1 

 4 ' 
,," 
.Ito..-- 
I I 


. f 
A.....:( 


\ 


_.
1' 


J 

--- 
" -
-- 


s/s "Krakus", kursujący na linji Gdynia - Ameryka Połudmowa 


MIASTO GDYNIA. 


Teren rozbudowy miasta Gdyni obejmuje obszary dawnych 
gmin Gdyni, Oksywia, Chylonji oraz obszaru dworskiego Ka- 
mienna Góra. W przyszłości przewiduje się włączenie do ob- 
szaru miasta również Redłowa, Witomima, Obłuża, Małego K.s- 
cka,' Kolibek i Orłowa, znajdujących się w sferze wpływów mia- 
sta Gdyni. Obszar miasta wynosić wówczas będzie przeszło 
sześć tysięcy hektarów. 
Pomimo ożywionego ruchu budowlanego., daje się stale 
odczuwać brak mieszkań, zwłaszcza niezbyt drogich mieszkali 
robotniczych. W roku 1930, z powodu likwidacji tak zwane
 
"Dzielnicy Chińskiej", składającej się z baraków i budek, pobu- 
dowanych na terenach portowych przez robotników, dziesią!- 


55 


..&o....
>>>
kom rodzin robotniczych groziła katastrofa utr.aty dachu nad 
głową. Dopiero dzięki energicznym staraniom p. Starosty Gro- 
dzkiego pułko.wni1ka M. Pożerskiego, wszystkim wysiedlonym 
7. "Dzielnicy Chińskiej" nadano na własność działki budowlane 
w Witominie, na których, przy pomocy Starostwa Grodzkiego, 
pobudowali domki mieszkalne. 


, 


c.._ 


r 


Starosta Grodzki w Gdyni, płk. dypl. Mieczysław Pożerski. 


Fundusze inwestycyjne miasto 'czerpie z budżetu Państwa 
.oraz, za poręką rządową, Ikorzysta z sum kredytowych Banku 
Gospodarstwa Krajowego. Prywatny ruch budowlany korzysb. 
. wyłącznie z kredytów budowlanych Banku Gospodarstwa Kra- 
jowego. Pomoc kredytowa Banku zo,stała ustalona dla gminy, 
spółdzielni i instytucyj społecznych do wysokości 90% koszto- 
rysu budowy oraz dla osób prywatnych do wys-olkości 80%". 
Wszelkie no.we 'budowle są zwolnione od państwowych po. 
c;latków od nieruchomości na przeciąg lat dwudziestu pięciu. 
Ilość domów, zbudowanych w Gdyni od roku 1921, wyka- 
zuje załączony wykres statystyczny 
Jeszcze da wi.osny r. 1930 Gdynia bardzo mało bvła pJdo- 
bna do miasta. Dopiero rok 1930 zaznaczył się olbrzymirrL ?O- 
!otępem w pracach inwestycyjnych miasta. Wybudowano wodo- 


56 


.......
>>>
ciągi i kanalizację, wykończono ulice śródmieścia, założono. 
chodniki, których w roku poprzednim w Gdyni wogóle nie było, 
skwery, trawniki. Poza tem buduje się blok mieszkalny kolonji 
robotniczej kosztem 2,555,000 zł. 
Program inwestycyj budowlanych miasta w okresie 1930- 
1933 r. obejmuje budowę dwóch szkół powszechnych 7-mio kla- 
sowych, gmachu gimnazjum, ochronki, domu .dla starców i ka- 

ek, szpitala powszechnego na 300 łóżek, hal targowych, łaźni 
miejskiej, na Grabowie, rzeźni miejskiej, ratusza i domu ludo- 
wego, 


1[[[ 1 
Q I J-' 
ir' 111"" II II II' J!:. .' 

: I,.... 
- 
I 'II I 
': li I \ 
. L-' 
_ -I--==-- '- --- 
ł 

 


..;..' 
---- 
f 
-tO(I'[: :1 
_ - ł rI
 ,'EJ I 
r , "
 I .1 
r I ! II! 
.:_UJ.
 


..., 


-- 


Gdynia - gmachy Urzędu Pocztowego i Banku Gospodarstwa Krajowego, 


Miasto Gdynia porsiada następujące przedsiębiorstw
: 
Komunalna Kasa Oszczędności, Miejskie Towarzystwo Komu- 
nikacyjne, Sp. z o. o., Miejskie Zakłady Elektryczne, Zakład 
Oczyszczania Miasta oraz Miejskie Zakłady Wodocią,gów i Ka- 
nalizacji. Oprócz tego miasto posia,da udział w Chłodni porto- 
wej w Gdyni w wysokości 100,000 zł. Projektuje się również 
budowę rzeźni elksportowej oraz gazowni miejskiej . 
Koncesję na budowę i eksploatację gazowni miejskie1 
otrzymała od miasta Spółka Akcyjna "Gaz-olina", która przy- 


57 


........
>>>
'ltąpić ma do budowy najpóźniej do trzech miesięcy od daty 
przydzielenia przez miasto terenu na budowę i dalszą rozbudJ- 
wę gazowni, obejmującego 20,000 m. kw. Teren ten ma się znaJ. 
aować w pobliżu torów kolejowych. 
Chcielibyśmy jeszcze podać kilka szczegółów, które mo
q 
zainteresować kupców i przem)'lsłowców, mających zamiar osie- 
ólić się w Gdyni. 
Rada Ministrów jest upoważniona do zwalniania wszel- 
kich przedsiębiorstw handlowych i przemysłowych z siedzibą 
w Gdyni od państwowego podatku przemysłowego oraz pań- 


.. 


) 
I 


.... 
"' "' 
." ,..,.......- 


- ------...- 


Gdynia - Bank Polski. 


stwowych opłat aljenacyjnych, związanych ze zmianą tytułu 
własności nieruchomości - na przeciąg lat piętnastu. Poza tern 
Rada Ministrów może zwolnić spółki handlowe i przemysłowe, 
mające siedzibę prawną w Gdyni, do roku 1935 włącznie od 
wszelkich opłat i podatków państwowych, związanych z zało- 
żeniem przedsiębiorstwa oraz do roku 1945 włącznie od wszel- 
kich opłat na rzecz państwa, związanych z powie1kszeniem ka- 
pitału zakładowego. 


. . . 


58
>>>
, 


" 


'o 
-IIl 
o 
Z 
g. 
...J..... 


 


 

 II 

 


I 
. 



 
tD 

 

 


i : o 
t:i:J ':1# 
S :
 

 
!:Q 

 


-- 



 (! li 

 l r 
dCiO 
ooQ 
r--o
 
3)
 
o . '- 

 I' " 
o : I 
d
o 
cN8\l
 
C'lC!)CS') 

 
 "'f'4 



! 1 

! j """ " I. .!.! ,: " 
g i ! 
 j! T li c1 6 
N' j :O
.;;rD
 
"U!.o;;ic-2c,z
,,",
 
Ollt:-
..;r...,.:

 



 
 
1:! !i 
 ( 
 ;
 
: : 1 
 ,: (: \: 1 
 
 
"':f!'




d I 
-4.-
4


-: 

 I I ' ".'. 
;
-9 
 00:'\ 
008o.l

'l(;llW 
s"
C5"G\G'\:'\G'\G"'\ 
I 
 l-.:t 
 
 
 4III:ł -.:::1 
I : I 
! ci 
 
=

 

:
 



 
.0) 
-ł 



 "':3 
- Q) 
- 
 



'1
 
,
 


59
>>>
Z ufnością patrzymy w przyszłość. Wierzymy, że stah 
linja naszej polityki morskiej i zdecydowana wola Rządu, która 
wytknęła przed Gdynią drogę szeroką, w przyszłość promienną, 
doprowadzą Gdynię i nasze wybrzeże morskie do rozkwit 11, 
jak już doprowadziły do stanu, o jakiem marzyć nie mogła lu- 
dność nadbrzeżna za czasów panowania zaborców. 
Pamiętajmy o tem, że Pomorze jest dla nas odcinkiem naj- 
bardziej ważnym i najbardziej zagrożonym przez wroga. Musi- 
my dążyć wszelkiemi siłami, aby tę połać prastarą Rzeczypo- 
spoli,tej jak najmocniej związać z Macierzą, musimy .dbać o nią, 
wyczuwać jej niedole, naprawiać zło. Żadna ofiara, żadne po 
iwięcenie z naszej strony nie jest zawielkie, jeśli chodzi o Po- 


, 


../ 
I 


r 


/. . :, 
,. 


Gdynia - wjdok z pomostu pasażerskiego. 


morze, bowiem Pomorze jest płucami Polski, przez które płyni
 
do organizmu państwowego ożywczy strumień powietrza mor- 
skiego, bramą wypadową na świat szeroki naszego handlu i 
,przemysłu, jedyną gwarancją normalnego rozwoju państwa, je 
go potęgi i niezawisłości. 
Niech halsłem naszem będzie "wszystko dla Pomorza", jak 
hasłem Pomorza być winno "wszystko dla Polski". 


J 


60
>>>
1 


Nie mamy prawa zapominać o tem, że Niemcy rok rocznie 
rzucają sumy olbrzymie na podtrzymanie niemczyzny na Pomo- 
rzu, na umocnienie gospodarcze swych prowincyj wschodnich. 
sąsiadujących z Pomorzem, na germanizowanie ludnoś
i polskiej 
Prus Wschodnich i Pomorza niemieckiego. W' Ciąg
1 kilku lat 
ostatnich wydatki Niemiec na cele powyższe, o ile zostały uja- 
wnione, przekroczyły kwotę pół miljarda marek, czyli przeszło 
miljarda zł.otych. Lecz nie na tern jeszcze korniec. Uchwalono 
tak zwany "Soiortprogram" (program natychmiastowy) porno.cy 
dla dzielnic wschodnich, sąsiadujących z Polską. Nowe miljony 
popłyną szerokim strumieniem, zasilając życie gospodarcze 
tych dzielnic. 
Musimy bronić Pomorza przed niebezpieczeństwem nie- 
mieckiem. Pierwsze kroiki, na wniosek p. Wojewody Pomorskie, 
go Lamota, już poczyniono. Niebawem, prawdopodobnie, rozpo- 
cznie się dalsza akcja. Nie wyczerpuje to jednak wszelkich 
możliwości, prowadzących do rozbudowy Gdyni i wzmożenia 
:empa życia gospodarczego na Pomorzu. 
Winniśmy dążyć do tego, aby ani jedna tona ładunku pol" 
skiego nie wędrowała przez porty niemieckie. W ten sposób 
przyczynimy się do rozwoju portu naszego oraz odbierzemy za. 
robek wrogowi. Winniśmy ominąć pośrednictwo Hamburga i 
Bremy w zaopatrywaniu naszego rynku towarów kolonjalnych. 
skierować przez Gdynię transporty bawełny dla naszego prze- 
mysłu włókienniczego, założyć w Gdyni przędzalnię bawełny, 
która mogłaby pokryć zapotrzebowanie na przędzę zagrani- 
czną i t. d. 
Z nieubłaganą konsekwencją dążyć musimy po linji reali- 
zacji naszych zamierzeń i planów, mających na celu potęgę 
Rzeczypospolitej i dobro Jej obywateli. Swiat należy do silnych 
i wytrwałych - bądźmy więc wytrwali i silni 


"Za banderą kroczy handel". Rozbudowując ojczystą lIotę 
handlową, przyczynimy się do rozwoju naszej wytwórczości 
i aktywizacji nasze
o bilansu handlowe
o. 
My'chcemy i musimy wiedzieć, czem jest morze, 
dyż nie 
mamy zamiaru z pracy naszej korzystać polowicznie. 


61 


.......
>>>
I) -/1 .,.!_f'. .... , l 
" I. 
i. - I f \ 
=. ł' 
, \ 
- .. 
. 
.. ". 
. - 
. - . I 
. 1"1 :, 
.. : 
-. : .,1 
i. .
 . 
:; tl
' 
I I 
, 


---- 


- 


- ...... 


-- - 
 


, , 
... .'. 



& 
.....' 
 
'-, 

 I 
, jIi,
- 

i 

,i . I 
'. 


,- 
/
.- 
j --:-- _. 


62 


ł \\ I 


.. ,....... 
-= .
. 
- "I 
I-
 
1"1 j 

--- 
l.. 


et 


. 


I) 


:S 
'N 
- 

 
-
 
1'1 
.. 
ol 
N 
U 
.. 
'" 
;:I 

 


ol 
-a 

 

 


... 


..........
>>>
4ł- 
,... 
-I 
,. 


.. i 
- 


oc 


:"" 


.. 


-- 


'cu 
:;; 
U) 
-o 
o.. 


, - 
I' 


'.Oj, 
==' 

 
Ol 
"t 
Ol 
.i 
'" 
... 
Ol 
.. 
cd 

 
C- 
o 
-o 
8 
I 


... 
- 



 
'- . 
1. 
,. 



. 


..... 


.a... 


Ol 
'a 
- 
-a 

 


-- 


I " 


.. 
, 



 


'.. 


I
 


! 
1 ..- r 


o- 


63
>>>
. 


T 


...... 


ł 
1& 
I
:fti 
_
11. 
 
-
I 
II 
- II, 
'i" .. 
,. " 
.11 
1'1 


... 
'" 



 
.... 
o 
Po 


".... ';o.. 


 


I
 


I
 . .
" 


'
. 
tJ[4. 

 
.\'8 
: 
":\
I 
- 


t . 



 


r 
J !ł 


- 
-= 
41 
e 
'Ol 
Ol 
J:: 


t 


I 
Ol 
i 
'""CI 
d 


-, 
c. 


-- 
, - 
If" 
t 
L. 


, 


iC' 
,
 


. 



..... 


Wybrzeże morskie jest drzwiami Polski, prowadzącemi na świat sze- 
roki, flota wojenna zamkiem, zamykającym te drzwi. Obowiązkiem naszym 
jest dbać o to, aby zamek ten był odpowiednio silny. w przeciwnym bowiem 
razie grozi nam włamanie. Nie żałujmy grosza na budowę floty, nie upodab- 
niajmy się do skąpca, który żałuje pieniędzy na zamek do drzwi, chronią- 
cych skarby jego przed złodziejami. 


I 


64 


...
>>>
-- 
I 
.-01 
I 
,j 
.' 'I' I"'''
 ;. 
, 
; -- 
 ... 
 

' ,. , . ....'n ołc:.l. 
 
..., I .1....... . 
 I :-.:"'!- ::I 
: 

'
;:. .,...
!
 'I 
::I 

 
" 
li
i, ,
'I. 
Ii 1i 
... 
.... 
I
..!I 
 ł.
 a. 

 

I
;!I .. 
 , Q 
.., 

 
'I
I' I
'-' M'
 
: 
 
. . , (i
. t. ..,

- 
I: 'I 

 
"\ wm " " :Ił 

 " 

 
. fto I ',,ł," J"'- " 
f"', -
 

I 
 
. I, 

 II 
 

 

 
,.., 
,
 &11 
 
" ł-I ' :
 (. \ . 

 .. 3 
& 
 

 
J 


'tOp 
. ,, 


j 


65
>>>
Śpiew fali. 
Morze zaległa wiosenna noc 
Roje gwiazd błyszczq, bez liku. 
Wiatrów burzliwa umilkła moc. 
Cicho śniq lale Bałtyku. 


Miesiqc promienie ku głębiom śle, 
Blasków swych srebro rozlewa. 
W dali lqd czarem upojnym tchnie. 
Fala swq wiecznq pieśń śpiewa: 


W ód mych taranem uderzam w brzeg - 
Ziarnko za ziarnkiem wykruszam. 
Wracam ku głębi - Na nowy bieg 
Trudu nie znajqc, wyruszam. 


1930 r 


Niszczę i tworzę . Bezkresny ruch 
Lqdy podmywa i skały. 
Na bój wysyła mój twórczy duch 
Pianq okryte wód zwały. 
Mieczysław Przybyłowicz 


W. SKUP. 


s/s "Fantazja" 


Kurt Pechvogel należał do rzędu istot, których krok każdy 
jest zgóry skaz.any na niepowodzenie. Zycie jego skła.dało się 
z samych zawodów, pośród których brakło jednego, mianowicie 
takiego, który daje jako taką możność egzystencji. 


6ć
>>>
Był zawodowym bezrobotnym. W ciągu swego niedługiego 
Jeszcze życia zmieniał ze trzy tuziny najrozmaitszych posad, ,lecz 
nigdzie nie pracował tak długo, aby mógł się czegoś nauczyć. 
Zdarza się jednak, że nawet najbardziej pechowy człowiek sp')- 
tyka na drodze swego życia blady, jak słońce jesienne. uśmiech 
szczęścia. Zapomina wówczas o swych niepowodzeniach. o gorz- 
kich doświadczeniach niedawnej przeszłości i snuje sny śmiałe 
(\ przyszłości promiennej. pijany drobnym, błyskotliwym i - 
iakże nietrwałym okruchem szczęścia. 
iPrzypadek i ogłoszenie w gazecie zrządziły, że Pechvogel 
został przedstawicielem wielkiego towarzystwa ubezpieczenio- 
wego, którego centrala mieściła się w Hamburgu. Dumny z ty- 
tułu "Przedstawiciela Generalnego na Wolne Miasto Gdańsk" 
dnie całe spędzał na sortowaniu druków, nadesłanych z cen- 
trali, studjowaniu przepisów i budowaniu planów na przyszłość. 
O asekuracji nie miał żadnego 'Pojęcia, tembardziej zaś o ase- 
kuracji morskiej, o którą głównie chodziło.. Na wszystko jednak 
sposób znaleźć można. 
Hans Schlauer, przyjaciel szkolny Pechvogla. pracował od 
kilku lat w branży ubezpieczeń morskich i był naj zdolniejszym 
agentem w Gdańsku. Do niego więc udał się Pechvogel z proś- 
bą o wprowadzenie w zawiłe arkana wiedzy ubezpieczeniowej. 
Schlauer wysłuchał uważnie prośby przyjaciela i, po chwi
i 
namysłu. przyrzekł swą pomoc. 
- Najlepiej będzie, jeśli się zapoznasz praktycznie, jak się 
"robi" ubezpieczenia. Mam świetny pomysł. Przyjdź wieczo- 
rem do hotelu "Pod Głodnym Rekinem", gdzie, jak ci wiadomo 
roi się zawsze od kapitanów znajdujących się w porcie okrę- 

ów, przynieś polisy, to coś wykombinujemy. 
Wieczorem, pun1ktualnie o oznaczonej godzinie, Pechvogel 

tanął przed drzwiami hotelu "Pod Głodnym Rekinem". Wkrót- 
ce nadszedł Schlauer. WeszH do jasno oświetlonej, rozbrzmie- 
wającej dźwiękami jazzbandu, sali restauracyjnej, po której uwi- 
Jali się usłużni kelnerzy i kilka żądnych tańca par. Schlauer 
rozglądał się na wszystkie strony. szukając kogoś w tłumie go- 
ści. Wreszcie zbliżył się do stolika, przy którym siedział star- 
szy jegomość, podobny z wyglądu do marynarza. 
- Dobry wieczór, kapitanie! Pozwoli pan, że przedsta- 
wię swego starego przyjaciela, przedstawiciela znanego towa- 
rzystwa ubezpieczeń "Oceanja" . 


67
>>>
- Hm, bardzo mi przyjemnie, - rze'kł kapi:tan, ściskając 
dłoń ,PechvO'gla, - może nawet, korzystając z .okazji, !Z1"obię 
T. panem interes I 
- Kłaniaj się, dziękuj, - szepnął Schlaue,r, trącając nie- 
znacznie IPechvogla. 
Pechvogel zgiął lSię w głęhokim ukłonie, zrobił przy- 
jemny wyraz twarzy i wymamrotał słów kilka, które miały być 
wyrazem jego wdzięcznośoi. Nie wiedząc, jak się ma zacho- 
wać i co robić, aby zadowolnić klienta, przestępywał z nogi 
na nogę, posyłając koledze błagalne spojrzenia. 
- ,Przedewszystkiem każ podać wina, gdyż na sucho nie 
pójdzie ci żaden interes, - radził Schlaue.r, korzystając z tego, 
że kapitan był naraz,ie zajęty O'bserwowaniem tańczących, - 
następnie, przygotuj polisę, kt6rą wypełnisz pod dyktando ka- 
pitana, przedewszystkiem jednak - siadaj. 
Pechvogel skinął na kelnera i po chwili na stole zjawiła się 
butelka wina i szklanlki. Kapitan przestał obserwować tańce, 
zwracając swe zainteresowanie w stronę butelki. Po pierwszej 
szklaneczce Schlauer nieznacznie skierował rozmowę na temat 
"interesu", o którym kapitan wspominał. 
- Chodzi o ubezpieczenie mego okrętu, - wyjaśnił ka- 
pitan, - może zaczniemy, mój panie, hę? 
Pechvogel tylko na to czekał. Rozłożył polisę, przygoto- 
wał "wieczne" pió.ro i głosem drżącym rozpoczął odczytywanie 
poszczególnych punktów polisy. 
- Nazwa okrętu? 
- S/S "Fantazja". 
- Co za niezwykła nazwa, - zauważył Pechvogel. 
- Bo i okręt nie należy do rzędy przeciętnych, - o-dparł 
kapitan, 
- Właściciel? 
- Towarzystwo Eksploatacji Kolonij MorsIkich. 
- Morskich, czy zamorskich, panie kapitanie? - spytał 
Pechvogel. 
- Zdaje mi się, że mówię dość wyraźnie, qlój panie I 
Ton głosu jak .również stalowy błysk oczu, towarzyszący 
t
 słowom, podziałały na Pechvog'la, jak uderzenie obuchem. 
Jednem nieostrożnem pytaniem zraził klijenta. 0, cóżby dał 
za to, aby go udobruchać, aby zapomniał o tem nieszczęsnem 


68
>>>
l 


zdaniu, które Pechvogel wypowiedział - zresz.tą w dobrej my- 
śli, nie przypuszczając, że kapitan będzie się czuł tern dotknięty I 
Przymknął powieki, .bojąc się spotkać z piorunującym wzrokiem 
kapitana. 
Na szczęście Schlauer pośpieszył przyjacielowi z pomocą. 
- rPechvogel nie ,draźnij kapitana, ho nic nie wskórasz, -- 
szepnął, - postaw butelczynę, może się udobrucha. 
Pechvogel czuł, że ja1kiś ciężar ogromny, który zdawał się 
przytłaczać całą jego niepozorną osobę, znika bez śladu. Otwo- 
rzył oczy. Przywołał kelnera i wydał polecenie. Odważył się 
nawet wszcząć rozmowę z kapitanem. 
- Sądzę, że pan kapitan nie odmówi mi przyjemności i wy- 
pije z nami po szklaneczce? 



- 

 


Sądzę, źe pan kapitan nie o.dmówi mi przyjemności... 


- Owszem, owszem, nie mam nic przeciw temu. Wsza1{ 
pan wie, że my, marynarze, pijemy wino, jak wodę I 
Głos kapitana niczem nie przypominał gniewu. Wiadomość 
o butelce sprawiła, że był miękki, czuły prawie. Oczy zaś - te 
same oczy, które przed chwilą rzucały pioruny w stronę biedne- 
go Pechvogla, były ciche, ciepłe i połyskujące, jak powierzch- 
r.ia morza w spokojną, bezwietrzną noc letnią. 


69
>>>
Po opróżnieniu drugiej butelki interes poszedł, jak po ma.. 
tle. Kapitan rozjaśnił oblicze i z wyrozumiałością starego wit l 
ka morskiego odpowiadał na pytania Pechvogla. 
- Pojemność olkrętu? - czytał ,PechvogeJ. l 
- Siedemdziesiąt tysięcy ton. 
---4 Co za olbrzymi - wykrzyknął Pechvogel, pałrząc na 
. kapitana z takim podziwem, jak gdyby owe siedemdziesiąt 
tysięcy ton pojemności liczyła osoba kapitana. 
Kapitan zaciągnął się dymem papierosa, chrząknął, spojrzał 
znacząco na próżną butelkę i odparł z godnością: 
- O tak, mój panie, "Fantazja" jest nie byle kolosem. Naj- 
większy, jak dotychczas, okręt na świecie. 
Pechvogel pokiwał ze zdziwieniem głową. 
- Długość okrętu? 
- Dwieście pięćdziesiąt metrów. 
- Największa szerokość? 
- Dziesqęć metrów. 
- Jak piękny musi być pański okręt, kapitanie! Jak żyję 
I!'ie widziałem okrętu o tak smukłych linjach, - zachwycał się 
Pechvogel. 
- Bynajmniej nie dziwię się temu, - rzekł kapitan, - 
moja "Fantazja" jest pod każdym względem jedynym okrętem 
na całej kuli ziemskiej. Dzięki nadzwyczaj smukłej linji kadłu- 
bu oraz za pomocą śrub, wprawianych w ruch turbinami elek- 
tro-radjo-magnetycznemi po dzisięć miljonów indycznych sił 
każda, rozwija szybkość fenomenalną stu mil na godzinę. 
lPechvogel wybałuszył oczy. Nie tyle był zdziwiony szyb- 
kością okrętu, bo ostatecznie, niezwylkły okręt mógł posiadać 
szybkość nie zwykłą. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego ka- 
pitan oblicza siłę maszyn swego okrętu w tak niezwykłych je- 
dnostkach miary. Słyszał coś niecoś o maszynach i motorach, 
lecz zawsze, jeśli chodziło o siłę maszyn, mówiono o siłach koń- 
skich. O jakichś tam siłach indyczych słyszał po raz pierwszy. 
Nie chciał pytać kapitana o wyjaśnienie, nie chcąc narażać się 
na śmieszność. Wreszcie, mOże siłę tych turbin elektro-radjo- 
magnetycznych naprawdę oblicza się na siły indycze? Kto to 
może wiedzieć. Marynarze, jeśli rOzmowa wkracza na tory, aoty- 
czące ich zawodu, zwykli wyrażać się niezrozumiałym ja'kimś ję- 
zyk6em, chcąc widocznie imponować ludziom lądowym swą nad- 


70
>>>
zwyczajną wiedzą mors1kąl Może właśnie w ich języku siła in- 
lycza ma jakieś znaczenie specjalne? 
Rozmyślania Pechvogla na temat terminologji morskiej i sił 
mdyczych trwałyby z pewnością znacznie dłużej, gdyby przyja- 
ciel jego nie zwrócił na to uwagi, nalegając na pośpiech w wy- 
pełnieniu polisy. Następna rubryka poświęcona była zagłębie- 
niu okrętu. 
- Osiemdziesiąt metrów, - brzmiała odpowiedź kapitana. 
Tego nawet dla Pechvogla było za wiele. Zaczął podejrze- 
wać, że kapitan wraz z jego przyjacielem grają jakąś komedję, 
Odłożył wieczne. pióro, patrząc na kapitana takim wzrokiem, 
jakim patrzy na kata skazaniec w ostatniej chw
li przed stra- 
cenIem. 
- Dlaczego pan nie pisze ?-s,pytał ze zdziwieniem kapitan. 
- To niemożliwe, - wykrztusił Pechvogel. 
- Co jest niemożliwe? 
- Takie zagłębienie. 
- Ależ, panie! Widzę, że pan nie posiada najmniejszego 
pojęcia o budowie okętul - krzyknął kapitan z obrażoną miną. 
Pewność, z jaką wypowiedział te słowa, rozsiała podejrze- 
I!ia Pechvogla. Widocznie słuszność była po stronie kapitana. 
Trudno, jeśli kto się bierze do pracy, o której właściwie nie ma 
żadnego pojęcia, frycowe płacić musi. 
Skinął na kelnera. Nowa butelka wina zrobiła swoje. Ka- 
pitan udobruchał się i zaczął wyjaśniać na czem polega błąd 
Pechvogla. 
- Widzi pan, okręt mój, którego pojemność, jak już panu 
wiadomo, wynosi siedemdziesiąt tysięcy ton, posiada odpowie- 
dnią długość, lecz nadzwyczaj małą szerokość. Ten stosunek 
długości do szerokości musiał być zachowany, a'by nadać ka- 
ćłubowi okrętu odpowiednią smukłość linji, dzięki czemu zwię- 
Iksza się znacznie szybkość okrętu. Jednak, jeśli jeden z wy- 
miarów jest stosunkowo zamały, musi to być powetowane w in- 
ny sposób, inaczej bowiem uległby zmniejszeniu tonaż okrętu. 
Otóż w -danym wypadku szerokość okrętu uzupełnia jego wiel- 
kie zagłębienie. 
Pechvogel nic nierozumiał z tego niezwykłego wykładu 
o budownictwie okrętu, nadrabiał miną, udając, że wyjaśnienh 
kapitana rozsiały jego wątpliwości. 


71 


-
>>>
r 


- Doprawdy, obcując z tak uprzejmymi ludźmi, jak pan 
kapitan, można się dużo nauczyć, - mówił rozpromieniony. 
'Gdyby w nastęnej chwili nie był zajęty wydawaniem kel- 
nerowi nowych zleceń, z pewnością nie uszedłby jego uwadze 
:ironiczny uśmiech kapitana i pogardliwe spojrzenie Schlauera. 
Być może, ujrzałby wówczas całą sprawę we właściwem oświe- 
tleniu i uniknął nader przykrych jej następstw. Lecz Pechvo- 

el nie zauważył ani jednego, ani drugiego. Brnął więc dalej 
naoślep, ufny w pomoc -do'brego kolegi i po'Czciwego Ikapitana. 
- Rok budowy okrętu? 
- 1798. 
- iN'iemożliwe, aby w .roku 1798 budowano tak wielkie 
okręty! 
- Myli się pan. Takie kolosy, jak moja fantazja, budowa- 
no właśnie w wieku osiemnastym. Ludzie dzisiejsi są za lenio- 
wi, aby zbudować tak wspaniały okręt. 
- Tak, to prawda, - zgodził się Pechvogel. - Pan ka- 
pitan ma we wszystkiem rację. Pozwoli pan, że wypełnimy 
ostatnie kolumny i zakończymy polisę? 
- Bardzo chętnie. Tembardziej, że Wkrótce muszę odje- 
chać na okręt. 
- A więc, dokąd udaje się okręt i w jakim celu? 
- Ku wybrzeżom Afrylki, na połów moskitów. 
- Na połów moskitów?! 
- Cóż w tem pan widzi dziwne'go? Czy pan ni'gdy nie 
dyszał, że moskity mają wielkie zastosowanie w medycynie? 
- Tak, tak, słyszałem coś o temp Zdaje mi się, że służą 
do wyrobu serum antimalarycznego.... 
- A widzi pan, - krzyknął kapitan, - jednak nie w każdej 
dziedzinie jest pan laikiem! 
- Doprawdy pan Ikapitan przecenia moje wiadomości. 
- 0, nie, mój panie. Co do tego jest pan w błędzie. Za- 
wsze umiem ocenić prawdziwą wartość ludzi, tak miłych i uprzej- 
mych, jak pan. 
Kompliment ten mile połechtał dumę Pechvogla. Pier- 
wszy jego występ zapowiadał się nadspodziewanie. Pozostawało 
tylko wpisać wysokość premji asekuracyjnej, podpisać polisę 
oj intet"es będzie ubity. 
- Na jaką sumę pragnie pan kapitan ubezpieczyć okręt? 


72
>>>
ł' 


- Dwadzieścia miljonów dolarów. 
- Dwadzieścia miljonów dolarów? Czy to nie będzie coś- 
kolwiek za dużo? 
- Niech pan będzie spokojny. Wartość okrętu i ekwipun- 
ku przewyższa znacznie podaną przez mnie sumę. W roku u- 
biegłym towarzystwo, do którego okręt należy, zapłaciło przeszło 
trzy .miljony dolarów za sam patent na precyzyjne aparaty do 
połowu moskitów! 
Argumenty starego wilka morsikiego przekonały Pechvo'gla. 
Bez wahania wpisał wymienioną przez kapitana sumę i podał 
polisę do podpisu. Kapitan pięknie wykaligrafował swe naz- 
wisko, Pechvogel uregulował rachunek i po chwili wszyscy trzej 
opuścili gościnne pokoje "Głodnego Rekina". 
Następnego dnia Pechvogel wysłał pol.isę do centrali i, two- 
rząc fantastyczne plany na przyszłość, oczekiwał swej wyso- 
kiej prowizji. Po upływie kilku dni otrzymał wreszcie gruby 
list w kopercie swej ,firmy. Trudno byłoby opisać uczucia, nurtu- 
jące Pechvoglem, gdy drżącemi ze wzruszenia rękami rozrywał 
kopertę. Ku swemu zdumieniu wydobył z niej polisę i list dy- 
rektora, zawierający następujące słowa: 
- Szanowny Panie, albo Pan zwarjował, albo nas uważa 
za warjatów. Zwracamy panu jego "polisę", którą przesłać ra- 
dzimy do redakcji którego1kolwiek pisma humorystycznego. Za- 
znaczamy, że druga podobna tranzakcja będzie ostatnią, jaką 
pan zawrze w imieniu naszego towarzystwa." 



 


... 

 
 


_J 



--. -- 
 
8'=... ,0- ..;P-- 
----- - .....iiiiifii;. Cif..... 


73
>>>
W mgławicy dziejów polskiego 
wybrzeża. 


Na obecnem wybrzeżu naszem człowiek zjawił się stosun- 
kowo późno. Musiał czekać, aż na północ skandynawską usu- 
nie się lodowiec, który przez długie wieki pokrywał połać pół- 
nocną Polski i odkryje ziemię, zdatną do zamieszkania. Nastę- 
pnie czekać musiał, aż jakoś ureguluje się wybrzeże Bałtyku
 
który w owym czasie ulegał częstym przeistoczeniom: najpierw 
był cieśniną, okalającą wielką wyspę Skandynawską, później - 
wielkie m jeziorem, aż wreszcie przyjął formy obecne. 
Lecz i wówczas jeszcze stały na przeszkodzie osiedlenia się 
człowieka bagniska rozległe rzek rozlanych szeroko, zwłaszcz& 
zaś Prawisły, która płynęła prastare m swe m korytem na za- 
chód, aż do morza Północnego, wchłaniając po drodze rzeki po- 
boczne - Odrę i Łabę. Trwało to tysiące laL. 
Aż wreszcie wdarł się tu przybysz z nad morza Czarnego. 
Kto to był? Jalkiego pochodzenia i do jakiej należał rasy? 
Może byli ta pra-pradziadowie jakiegoś ludu, dziś żyjącego 
jeszcze? 
Prawdopodobnie, nie. 
Swiat ówczesny gościł wiele ras i odmian ludzi, po któryc
 
nie zostało żadnego śladu, prócz skromnych wyrobów - przed- 
miotów codziennego użytku, jakie tu i ówdzie odkrywamy 
w ziemi. 
Nożyk jakiś, zrobiony z odłupku krzemienia, skrobaczk
 
lub motyczka, wyroby z kości zwierzęcych, rogów jelenia i łosia. 
Wykopaliska te pozwalają nam określić pierwszych mieszkań- 
ców naszeg'o wybrzeża. 
!Byli oni myśliwcami i rybalkami, stali już na pewnym sto- 
pniu rozwoju, potrafili bowiem psa oswoić, a niektórzy z nich, 
z kości i odłamków krzemienia harpuny do łowów na grubego 
7w1erza sporządzać umieli. 
Rzecz charakterystyczna, że w szczątkach obozowisk tych 
r-ierw01nych dzikusów znajdujemy stosunkowo bardzo mało 
kości zwierząt małych. Widocznie, trudno było polować na nie. 
2:ubra można było złowić w wilczym dole, zapędzić go w bagna, 
zmusić wrzaskiem do skoku w przepaść lub złowić w zaspie 
śnieżnej. Z zającem natomiast była trudniejsza sprawa. Trzeba 


74 


r 


[ 


!
>>>
cd 

 
o 
a. 
'" 
::;:; 
U 
::3 
:
 
:g 
a. 

 
CI 
'N 
CI 
N 
... 
.D 
- 

 


.
J 


-o-L- 


75 


łIo....- 
-
>>>
go byłe dopędzić, ubić kamieniem lub maczugą, albo też. 
w szczęśliwym wypadku, schwytać w jakiejś jamie. 
Pierwsi mieszkańcy wybrzeża mieszkali w jamach, wyko- 
panych w ziemi i przykrytych gałęziami. Ogień służył im do od- 
'Straszenia drapieżnego zwierza i ogrzewania nagiego ciała. 
.Powiedział Iktoś, że poza pragnieniem zaspokojenia głodu 
i pożądaniem miłości, strach był dominującem uczuciem czło- 
wieka pierwobnego. Jest w tern dużo racji. 
Troglodyta-jaskiniowiec był stworzeniem najinteHgentniej- 
szem, ale i najsłabszem. Nie posiadał ani kłów wilka, ani pazu- 
rów rysia, ani też siły niedźwiedzia. Broń, wyrobiona jego rę- 
koma, odłupek krzemienny, nie mógł zastąpić po,tężnej br-ooi 


;
 
... 


Wy-brzeże morskie w okolicy Rozewia. 


drapieżników, w jaką wyposażyła ich przyroda. A oprócz tych 
niebezpieczeństw, jak mogły działać na umysł pierwotny jaski. 
niowca objawy niepojętych dla niego sił przyrody? 
A jednak 'człowiek żył tak w pierwotnym stanie przez lat 
tysiące - żył i mnożył się, robił tysiące spostrzeżeń i wynalaz- 
ków, dziś dla nas prostych i jasnych, z których każdy był dla 
ni,ego owocem intensywnej pracy IJ?ózgu, godnej cudów myśli 
współczesnych nam Edisonów i Marconich. 


76
>>>
j 
r 


Jak wyglądał... garnek, człowielk ów jeszcze nie wiedział, 
gdyż żadnych śladów naczyń po sobie nie pozestawił. Prawde- 
podobnie pokazał mu go dopiero przybysz późniejszy, peche- 
dzący z głębi dzisiejszej Rosji - także myśliwiec, tylkO' więcej 
pesunięty w rozwoju, mocniejszy i liczniejszy, który pojawił si
 
!la wybrzeżu jakO' zwycięski zdobywca, gazieś w piątem tysiąc- 
leciu przed Chrystusem. 
Był to lud t. zw. kultury "grzebykowej", według wszelkie. 

o prawdopodobieństwa przodek daleki dzisiejszych Finów. 
Przypuszczalnie dopiero w tym czasie pokazała się na naszem 
wybrzeżu ceramika. Były to garnki żółte i czerwone, kiepsko 
łękami Ikobiet wyrobione, z kiepskiego materj,ału, słabo wypa- 



 


I. 



 


.. 


.. :ar 


; 


... 

 - 
, ...


 ... .. 


Gdynia - wybrzeże Kamiennej Góry przed uregulowaniem. 


!one, ozdobione oprócz paiSm dołeczków - ornamentem z kre- 
sek równoległych, wyglądających, jakby je robiono grzebykiem. 
Tym właśnie ornamentom nazwę swą zawdzięcza kultura ca- 
łegO' ludu. 
Narzędzia tych prafinów były lepsze i sprawniejsze od tych. 
któremi posługiwali się mieszkańcy poprzedni przez około dwa 
tysiące lat. Były większe i różnorodniejsze: nożyki z krzernie- 


77
>>>
., . "- 



 


..... 


-," 


-'C..
 


..., 


..". 


ł';,...... ;o, ł 
. ... $ 



 oj __'0. 



:rt. ,), 
1 .;7. _ 



. 


',. . 


-tA"" 
 


,'
 


, 
\ 


ł ... 


Wybrzeże w pobliżu Orłowa. 


nia, lepiej zaostrzone - i to z obydwu stron, skrobacze krze- 
mienne, a nawet coś w rodzaju świderków. Przedewszystkiem 
;ednak nowi przybysze posiadali lepszą broń. Wprawdzie długo 
jes2'cze człowiek posługiwał się maczugą - czyż, częściowo, 
nie jest nią jeszcze nasza las1ka? - więc i prafinowie , niewąt- 


78 


......
>>>
I 


plLwie, nią wojowali; znali już jednak łuk ze strzałami o grotac!:t 
krzemiennych i oszczep. Krok więc w rozwoju niemałyl 
Mamy też z tych czasów ślady handlu, przedewszystkiem 
- bursztYll1em. Bursztyn był w starożytności "najmodniejszym"' 
i najbardziej poszukiwanym materjałem do wyrOobu ozdób. Męż- 
czyzna chętnie zdobił swoją kobietę, a może nawet i siebie. b 
leż starał się z,dobyć bursztyn za wszelką cenę, czy to drog4 
wymiany na inne przedmioty, czy nawet drogą rabun'ku. Nasz 
mieszkaniec wybrzeża potrzebował soli, oddawał więc kawał- 
ki bursztynu wzamian za przyprawę do jadła, jakiej mu dostar- 
czyć mogły szczepy, mieszkające na południu, bodaj aż z okolic. 
Tnowrocł.awia lub nawet z dalekich złoży solnych dzisiejszej 



..
. ..:: .... 


r. ł' 


,,. , 
ii " 


....... 


.... 


"......,
 .k. 
 
.. _ -11 
tli_I'! II
 I 


- 


- 


Orłowo - dom kuracyjny. 


Wieliczki i Bochni. Że aż tak daleko sięgać mogły, choćby po- 
f.rednio, ówczesne stosunIki handlowe, domyśleć się możemf 
z faktu, iż w jaskiniach pod Krakowem znaleziono rodzaj piec- 
wotnych figurek, jakie wyrabiano na terenie dzisiejs,zych Prus 
Wschodnich. 
O pewnej wyżynie kultury ,duchowej prafinów świadcz,,\ 
I ównież ich groby. Natomiast o gro'bach poprzednich mieszkań- 


79
>>>
ców ,nie wiemy nic zgoła. Możliwe, że wyrzucali zwłoki umar- 
łych zwierzętom na pożarcie, albo też pozostawiali je swemu 
losowi tam, gdzie kto padł. Prafinowie chowali zmarłych w po- 
staci skurczonej, w grohach, obłożonych starannie płytami ka- 
miennemi. jalby w skrzynkach. 
'Przemysł pierwotny na wybrzeżu przybrał do pewnego sto- 

nia nawet .formy... eksportu. Krzemienne, a później i bronzowe 
topory, siekiery, groty i t. p. rozchodzą się stąd daleko, aż d
) 
dzisiejszej Małopolski. Wzamian za to szły nad Bałtyk wyrohy 
obcych krain, z dzisiejszych Węgier, Niemiec, Anglji. Znalezio. 
no nawet na wybrzeżu Ikoraliki wyrobu... egipskieg.o. Jak da- 
leką drogę one odbyły i przez ile rąk przejść musiały, zanim 
trafiły do brzegów morza bursztynowego?! 


'. :11., 
. ...r 
..
 \ 
 
 
q 
,:;, 
t ' 

 . C"_ J 

 " tr 
tt "'- 
. . f 
, 
. ':......... " 
.. 
" ,
 
LJ . . ,,U liJJ/l l i
 W J B :I: 
, M Ul I "" 


Hel - stare domki rybackie. 


II. 
MniejWlięcej w drugiej połowie drugiego tysiąclecia przed 
Chrystusem osiadł na wybrzeżu po'lskiem t. zw. lud "łużycki". 
Nazwano go tak dlatego, że pozostawił dużo śladów swej byt- 
ności w późniejszych Łużycach. Lud ten mieszkał w tych stro- 
n.ach około czterystu lat. 


80 


.....
>>>
.,' 


.":- ł" ... 
,- 



 1- 
" 
, .., 
.. .- ..
 


;, 



.. 
....J.;. ..."'
 
;,. 

. '" 

 " .J... " 
.. 
...J.ł-' 
"," . 
.!ii,. 
., ,1t"' 
J' 
.. 


':- 



.;:., 
łtk
 
. 
 


" 
. ' 
... 


. . \ 



. 
 \' .! 
.
 
.., - --- 
" "t 
.1.... 
, ł 



. 


.. 


, 


.' 


.. 
. 


'f.4 


......... 



. 
., 

 
' 

:t 

 . 


4 


...
 



 


" 


!..i-. 


Gdynia - w ,jście na Kamien.ną Górę od 5trOllY morza. 


Uczeni wszystkich narodów spierają się jeszcze o jego po- 
(;hodzenie. Niemcy, anektujący chętnie wszystko i wszystki'ch, 
twierdzili, że byli to ich przodkowie. Nie mogąc jednak wyka- 


81
>>>
zać i udowodnić, skąd wzięły się znaczne różnice kulturalne 
między starymi łużyczanami a szczepami starogermańskiemi, 
nmieszkałemi już wówczas w Skandynawji i Niemczech pół- 
nocnych, robią z nich szczep tra1ko-illiryjski, znowu na podsta- 
wie kruchych argumentów. Mogła to być jednak pierwsza fala 
,
łowiańska, która przywędrowała tutaj przez Morawy i Sląsk, 
2 ająwszy całą prawie dzisiejszą Polskę po Bug i sięgając daleko 
na zachód, dzisiaj niemiecki. 
Był to lud liczny, osiadły i rolniczy. Hodował zwierzęta do- 
mowe - krowy, owce i świnie, uprawiał żyto i pszenicę, bulwy 
ja,dalne i korzenie. 
Naczynia ich mają kształt dwustożkowy, choć w tym kie- 
runku występuje dość duża rozmaitość tak co do formy, jak 
i ozdób. 


"" . 1) l' 


 
 '
 .. 
_ ':'10 
 . 
 
 
--:: 

 -
....
 'fi .'.. .." -"/(rj: . 
- 
. t' -4 " 
. - -'-- !... - .,, 
j ,l 
ł-łfii3 .
 ""'. I,', 
 
. .....-


\ '.' ' ',o .._ 
. 
'
 
' 'l' 

. '
41 
:...' 
:'
 ' 



 ..t 
.. . 
.tf$: :
 
.
.. 



I 



 .
 
r{!F" ,..- 

. " .....". 
ł..'I' . .. , 
"ł "" " 
ł "e'" 
... 
 . 
"I 
=ł . ł ........ 
, . 
w - " 
;J 

 

 
, 


...' 
., 
f,' 


-. 


'," 


. 
-
 . 

 
.' , ł . 


,A_ 


'1.
 'lu 


II 
" 
J 


I. 
I' 


Hel - polanka, o,kalająca Latarnię Morską. 


Garnki swoje i popielnice ozdahiali szeregiem guzków, 
żłóbkami, a czasem nawet ornamentyiką "paznokciow2\", tj. wy- 
żłobieniami robionemi pa
nokciem. 
PozC?stawili po sobie narzędzia bronzowe - siekiery do 
cs:adzania na zgiętem stylisku, noże, broń a nawet rodzaj brzy- 

ew, szc'zypczyki oraz sporo ozdób bronzowych. Znaleziono 


82 



T 


I 
I
>>>
( l 
l-- _ 
" , 
,iii' \ \- . 
, 
r.;: ., 
ł t 
 
':!' 
,]f' . 
f- 
",.. 
,
 

 - .... 
I: -=-:'- '\. 


'--I'_J 


\. 


t= 
.... " 
- 
 
" 


r 




 



 


ł 


... . 


, ;,.. , 
'. \'. \ 
l 
(... 


r. 


.. 
"..... \." 
\
 , 
, 
,J 1. r' , Q 

 I :;: 
t' I c) 
CI! 
.. '1' ..c 
.... 
,i .. 
"1 Q 
"N 
"'J:I 

 
'i a; 
::r:: 
. 
. 
t ! . 
I 


"I 


. 1 



 


I. 


również haczyki bronzowe na ryby, z czego widać, że na wy- 
brzeżu kwitnąć zaczęło rybołówstwo. 
Naczynia wy.palano na miejscu w piecach garncarslcich. 
Rozwijał się też miejscowy przemysł odlewniczy. Nie umieli je- 
szcze łużyczanie odlewać naczyń bronzowych i znalezione ich 

zczątki pochodzą z pra'cowni rzymskich. 


83
>>>
Han-del z obcemi szczepami rozwijał się pomyślnie, co moż- 
na poznać po licznej broni, zwłaszcza mieczach, sprowadza.' 
nych z dzisiejszych Węgier. 
Obrządek pogrzebowy "łużycki" był ciałopalny. Zwyczaj 
ten w)'lnikał z kultu religijnego. Dusza ludzka opuszczała ciało 
po zupełJ1em jego zniszczeniu, a więc trzeba je było spalić, aby 
zaraz odejść mogła do krainy przodków, w przeciwnym bowiem 
razi.e - błąkała się po ziemi i mogła ludziom szkodzić. W roz- 
woju pojęć i poglądów na życie duchowe był to już stopień dość 
wysolki. 
Zwłoki palono na stosi-e, ułożonym na płytach kamiennych. 
Po spaleniu. s z-cz ątki składano do popielnic, obkładano je ka- 


r 


I 


. 
\ li ti 
. ,I 


11 


'\ 


, -l 


.". 
". 


::_
 --.-- 
- 



-=--- -
-
 - 
....-:." "="""o.. 



 
=--- 


- 


-- 


- 
- 


Gdyma - kutry rybackie. 


mieniami i wznoszono nad niemi dość wysokie kurhany, docho- 
dzące w okolicach nadmoTski-ch do wysokości dwóch metrów. ....: 
Groby takie były jednostkowe lub rodzinne. 
Należałoby może zapytać, jaki był los ludności podbitej 
w tamtych zamierzchłych czasach. Nie ulega wątpliwości, że 
wypadki dobrowolnego zmieszania się ludności tubylczej z na. 
jezdnikami należały do wyjątków. Zdatną do uprawy ziemię 


84 


.........
>>>
'i:j 
- 
ó 


: 


8 
O 

 

 
.... 
O 
- 
N 
." 
CI" 
°a 
O 
Po 


, 
...,- 


. 
'r' 
 

 
-- 
I, 
" 
=ni 1 
::i 

 'N 
O 
N 
--- .... 
..o 
- 

 
1S 
'I ' t' c:I 
-' O 
0;::j 
i' tA ] 
ł I 
1S 
"i 
I ." 
() 
ł 


O 
oN 
O 
N 
.... 
..o 
- 

 


85 


-..
>>>
napastnicy zagarniali siłą, mordując mężczyzn i oszczędzając 
kobiety i dzieci. Stąd też, prawdopodobnie, pochodzą peWlIle 
wpływy kulturalne i pozostałości szczepu osiadłego na szczep 
najeźdźców. 
III. 
Około roku 1000 przed Chrystusem zaczyna się najazd n.l 
łużyczan szczepów germańskich, z których dzisiejszy niemiecki 
wojujący nacjonalizm na gwałt. chce zrobić "Niemców". Być 
może, że niektóre z tych szczepów, które ongiś zamieszkiwały 
te okolice, stały się przodkami Niemców dzisiejszych, ale przy- 

tosowywać dzisiejszą miarę do stosunków ówczesnych może 
tylko ten, kto na sprawach podobnych nie zna się wcale, lub 
też nie posiada ani odrobiny dobrej woli 


r 


' I 


.... 


 


Gdynia - promenada wzdłuż wybrzeża Kamiennej Góry 


Był czas, prawdopodobnie niezbyt odległy od omawianej 
(Opoki, kiedy Słowianie i Litwini tworzyli jeden szczep z Ger- 
manami. kŁóry podzielił się wskutek tych czy innych okolicz- 
ności. Z czasem dopiero wyŁworzyły się różnice językowe i kul- 

uralne. Jeżeli dziś jeszcze niemiecIki wyraz "Berg" i lIlasz 
.,brzeg" (wzniesienie lądu nad wodą), "Pforte" i "wrota". "Ne- 
bel" i niebo", "sitzen" i "siedzieć", "liegen" i "leżeć" itd. ma- 
ją tyle pokrewieństwa dźwiękowego i znaczeniowego, o ile wię- 

ej były one zbliżone do siebie lat temu trzy tysiące! Jeżeli "łu- 


81'.
>>>
życzanie" byli Słowianami, to może dziady ich wędrowne śpie- 
wały jeszcze znane im legendy o wspólnocie bodaj słowiańsko- 
li tewskiej... 
Mówiąc o prasłowianach i pragermanach pamiętać musi- 
my o tern, że były to ludy o wspólnem pochodzeniu i kulturu, 
które, żyjąc odrębnie, zaczęły się różniczkować oraz że dzi- 
siejsze narodowości powstały o wiele, wiele później. 
Germanie skandynawscy, zorganizowani w dobrze uzbro- 
jone drużyny, zaczęli opuszczać swe głodne okolice i przeć na 
rrzeciwległe wy'brzeża Bałtyku. Takich większych grup było 
kilka. 
Przybyli wojownicy owładnęli wybrzeżem, choć nie potra- 
fili zniszczyć odrębności łużyczan. Wyroby jednych i drugich. 


I 
j 


.-r-. 


;-I-- 
I 



 



 


. ł 

 


I. 
. 


"fr 


r/!I!!!! 


Gdynia - promenada pomiędzy przystanią żeglugi przybrzeżnej, 
a hotelem ..Pol&ka Riviera". 


groby itd. znajdujemy przez setki lat obok siebie, choć zwolna, 
krok za kroJkiem, kultura łużycka cofa się, wypierana prze./: 
germańską. 
Wcześniej ustąpili łużyczanie z lewego brzegu Wisły, niż 
7 prawego. Ustępowali powoli na południe. Jeszcze około 700 '. 
przed Chrystusem trzymają się w okolicach Starogardu, budu- 


87
>>>
jąc liczne grodziska obronne (do dnia dzisiejszego zachowane). 
Ustępowanie to rozumieć należy czysto przenośnie. Ustąpić 
mogła drużyna wojenna ze swym wodzem, lecz część ludności 
osi,adłej bezwzględnie powstawała na miejscu, asymilując się 
stopniowo do silniejszej warstwy panującej. 
Naj dłużej utrzy- 
mywali się łużyczanie 
w Kaliskiem i Mało- 
polsce środkowej mię.. 
Gzy Sanem i Wisłą. 


Drużyny germań- 
skie, prawdopodobnie 
nie łączyły się z sobą 
dobrowolnie. Parły 
jedna drugą. Po kilka, 
nieznanych historycz- 
nie, siedzieli na na.- 
Bzem wybrzeżu Skir- 
rowie i Bastarnowie 
(500 - 20 przed Chr.) 
którzy doszli aż d;J 
Karpat, skąd wyparci 
przez Celtów. Nastę- 
pnie - Burgundowie 
(200 - 1 roku przed 
Chrystusem), przyby- 
sze z Bornholmu, któ- 
rzy w swych grobach 
jamowych pozostawi
i 
broń rytualnie pogiętą 
i połamaną, oraz, w delcie Wisły, osiedlili się Rugiowie. 


., 


-"., _._
 o" 
l!"'" . "., 
. ttł '"t. 
...r- 
:!Ę" . 
. ,.t!! 
...... ...(. 


. 
i-: f 



' 
'ł.; 
...
.ł.,...-L.'" 
'.. 


,- 


.....;'. 
.tł
'" 


,"" 


" 


'- 
, 
... 


'i 


, 
 
.. 'r._pł, " ... -- 


..... t

 
c' .' \..
 
.. łS&
':ł-:-- i..
 '.' -.....
.- 
." '".j( 
.:',o.. ..::' -1J,
 .... 
 ... "- 

''.'':. . 


,
, 


,
 


"- 
" .
 

. 


.
 



 


'" 


. 'I 



 
. 


" 



...... 
. 


'. '.
 
... ..-;:o , 
:. r" ,.,. 



- . 
k 
'W" 


., \ 


'
1 


Gdynia - wido.k z Kamiennej Góry. 


Prawdopodobnie bez większego trudu, choć po krwawych. 
walkach, wyparli ich z wybrzeża dobrze uzbrojeni i posiadający 
liczną flotę Goci. Pobici Burgundowie i Rugiowie cofnęli się n.l 
2.achód, gdzie uderzyli na nich i zmusili do zupełnego ustąpie' 
nia dążący wślad za Gotami najbliźsi ich krewniacy Gepidzi. 
Zaznaczyć należy, że do poprzednich warstwic etnicznych 
na Pomorzu przybyły nowe, znowu zwolna asymilując się. 


88
>>>
-, 


., 


W drugiem stu1eciu po Chrystusie, zaczęły się nagłe wę- 
drówki Gotów na południowy wschód, nieznanym dotychczas 
szlakiem. Doszli a:ż do morza Czarnego, gdzie nad Dniestrem 
i Bohem założyli silne państwo, stwarzając odrębną kulturę. 
opartą o wływy grecko-rzymskie. 


Na Pomorzu po- 

ostały tylko resztki 
ich drużyn, wraz r. 
G{ pidami. Staczały 
one ciągłe walki :. 
Wandalami, których 
państwo rozciągało 
się od Karpat aż po 
Wartę oraz dalej, na 
\\schód, do granic dzi- 
siej szych Prus W scho- 
dnich. 
Goci przedstawia- 
ją dotychczas tajem- 
niczy czynnik w roz- 
woju słowiańsczyzny 
l Polski. 
Rozszerzając się 
na południe, Goci ze- 
tknęli się z potężną si . 
ł ą państwa Rzymskie- 
go, którego żelazne le- 
gjony wyznaczyłyby 
im w krótkim czasie 
kres istnienia, gdyby 
nie ścisły soj usz Go- 
tów ze Słowianami, 
zamieszkującymi znaczne obszary od granic górnego Dniepru na 
południe i zaludniającymi państwo gockie. Oparci o zmysł or- 
ganizacyjny i spryt kupiecki Gotów, oni byli tym żywiołem, który 
raz po raz uderzał na granice państwa Rzymskiego. 


'; 


.., 


. '\ 
,.' \ '. 
 
. . A. .... .J 


. ., 

1It.:. " 
[
""-.''1 '1 
L 
 


.. 



 
 


.'-- . 


.' 



 
.....'. 


" 


. -" 


"A l' ': 
o. '),J
 '.' 

. 



 



 . 
. 
 , -},.
. 


,,, .., 
" .. 


; 
'..,.. 


'. 


, I 


..... 


" 
 


4;t,'l . 


,. 
. 


. f'.' 
\ .....t 
,., ... 
. . 
. . \ 


 
ł
, 
. ., 
. 
.\
 
.... 
"1- 


.' 


, 

.....:'!'_. 
ot . .... . 
. +.\-- 
...., '1.,,:: 
. 

 
. -" 


. .'
' 
,
J
-:
- 
- -
. 
..... - 
--- 
"\.,,
\
....... 


.
 
. . 


-.:\r. , 
t! ' 
'\ 
.. , 


.. 


"... 


Wybrzeże morskie pomiędzy Orłowem 
a Gdynią. 


Być może, że jeszcze w swych siedzibach wschodnich Sło- 
wianie, pod wodzą książąt gockich, tworzyli potężne drużyny 
wojenne, czysto zdobywcze, które, w trzecim i czwartym wie- 


89
>>>
I 


'" 
..
. 
. " I ' 

, ł 
-
 J,.....'i... 
'r.. . 
." .....t '" 


 '€
r' ł
 
"","1.. . , 'a 
.' q,. r 4 ł ... 
t.. r 11.;. .:1 
...
. 

'\" '" .,1. U) 
cli 
I ...,. 
j
 
 

 
 Ol 
"" .. .!I 

':" U) 
... 
,/
j,. o 

. 
 
 
" Ol 
,Ol ,- 'Ej 

 - . .., 
'. Ol 
- - 
Ol 
.1 Ii.,' ...:I 
/c.. 

. " 

, 
.,. 

 

 


" 
... ::I 
" .
 
Gl 
N 
o 
p:: 
,I 
 
Ol 
.!I 
Ol 
... 
o 

 
... .. .
 
1'1 
... 

 
- 
Ol 
...:I , 
.. -- . 
ł l. . 
... 
, . 
., . 
'-'- 


90 


.........
>>>
ku po Chrystusie, wyruszywszy ze swych siedzib, opanowały 
niektóre kraje południowe, rzucając jednak główne siły na pół- 
..oc, skąd częściowo wypędziły drużyny wandalskie, częściow! 
zaś podbiły je i następnie zasymilowały. 
Te straszliwe hordy wandalskie, które strachem panicznym 
przejmowały kraje cywilizowane obszarów północnych imper- 
jum rzymskiego, zostały wyparte przez naszych przodków sło- 
wiańskich z dzisiejszej Mało.polski, Mazowsza i Wielkopolsiki 
południowej. 
Wraz ze Słowianami ściągnęli w nasze strony kupcy goc- 
cy, którzy następnie zniknęli w ogólnej masie. Że przez czas pe- 
wien odgrywali tu rolę niepoślednią, widzimy jasno z licznyc't 
pozostałości, zwłaszcza w grobach, które od samego ich przy- 
bycia na Pomorze były szkieletowemi, bez obrzędu palenia 
zwłok. Może od ich szczątków pochodzą nazwy prastarych 
miast naszych Gdowa, Gdecza i innych i może tutaj właśni
 
znalazłby wytłumaczenie jeden z tytułów wielkiego króla na 
szego Chrobrego na tablicy nagrobnej z wieku XI, mianujący 
go królem Gotów. 
Słowianie z dzisiejszej Małopolski parli na wszystkie stro- 
ny, wchłaniając w siebie lub wypędzając bijące się nawzajem 
I skłócone plemiona Wandalów, Burgundów i Gepidów. 
,Zaznaczyć należy z cały naciskiem, że żaden z tych szcze- 
pów, zasadniczo germańskich, zarówno jak wcześniejsi Skirro- 
wie i Bastarnowie, tak późniejsi Goci, których główne siły z po- 
łudnia podzieliły się później na grupy Ostro i Wizygotów, nic 
stały się protoplastami dzisiejszego narodu niemieckiego, lecz 
rozlały się i znikły wśród wytwarzających się innych narodów, 
zwłaszcza romańskich. 
Jeśli łużyczanie byli protoplastami Słowian lub ich gałę- 
zią, byłaby obecna fala zdobywców dorzecza Wisły, Odry i La.. 
by drugą, już skrystalizowaną i o wyraźnem obliczu etnicznem. 
W przeciągu czwartego wieku po Chrystusie dzisiejsze ziemi
 
Rzeczypospolitej zostały już zupełnie skolonizowane od Karpat 
aż po Bałtyk. 
Kultura wybrzeża morskiego, mimo zmian zamieszkujących 
je szczepów, podnosiła się stale. Wzrastał przemysł miejscowy, 
:1 handel coraz szersze zataczał kręgi. Mamy ślady bezpośred- 
1Jich stosunków handlowych Rzymu z naszem wybrzeżem: za 
c.zasów cesarza Nerona grupa kupców rzymskich była w tych 


91
>>>
dronac'h w poszukiwaniu bursztynu. W Wielikim Kacku znale- 
ziono wyroby czysto rzymskiego Po.chodzenia. Nie było. więc 
Pomorze jakimś zapomnianym kątem Europy, "dzikim krajem". 
Słowianie, przyszedłszy tu, wnieśli swą wyższą od bur 
iundzkiej i gepidzkiej kulturę, rozwiniętą pod wpływem kultur 
południowych, a że wywiązywali się ze swych zadań dobrze, 
swia-dczą o lem późniejsze wiadomości o miastach ludnych i bo- 
gatych, flotyllach okrętów, szerokich stosunkach handlowych 
i kU'lturalnych władców wybrzeża. 
Do czwartego stulecia po Chrystusie i kilka wieków póź- 
n
ej, nie postała na naszem wybrzeżu noga niemca, ani jego naj- 
dalszego protoplasty. Wędrujące szczepy germańskie przesia- 
dywały tu przez krótszy lub dłuższy oikres, jako w siedzibie tym- 
czasowej, etapie w wędrówce ogólnej. Stając zaś na tem wła- 
śnie wybrzeżu, brały na siebie jakby przekleństwo zagłady, bo. 
wiem żaden z nich nie wrócił do swego pnia macierzystego, lecz: 
zginął w powodzi innych narodów. 
Żywioł niemiecki wytwarzał się daleko od naszego wybrze- 
ża. Dopiero kiedy w ziemię tę wSiąkł w ciągu wieków szereg..! 
znojny pot mnogich pokoleń, zbliżył się groźny, zbroczony 
krwią. Pewną i silną stopą stanął nad Wisłą dopiero po zdra- 
dzieckiem wymordowaniu w roku 1306 dwunastu tysięcy miesz- 
czan kaszubskich polskiego Gdańska, J. Owo 



 



 



 ---. ---... -.r -- 


-
 


..!lat J 
......1rJ ... 
ol""" --,.1 i-ł!
,1iII
., l 
;t,) .. r" '..., ..I:- 
, . --... ii:'. wu" \n 
 , 
Ł . I l, :"..,. 

I' v 
"....r ",. 


,. 


I 
J 


Wi.dok portu w Jastarni. 


92 


...........
>>>
Sondowanie i logowanie. 


j 


Nieodzownym warunkiem bezpieczeństwa żeglugi i dokład- 
nego orjentowania się jest stałe posiadanie dokładnych danych 
co -do głębokości wody i szybkości własnej statku. 
Głębokość mierzymy zapomocą sondy, natomiast szyb- 
kość, z Iktórą się porusza statek przyrządem, zwanym "logiem" 
Najbardziej pospolitym rodzajem sondy, a zarazem jej pro- 
totypem jest t. zw. "sonda ręczna". Składa się ona z podłuż- 
nego kawałka ołowiu o wadze kilku kilogramów i linki, która 
Jest przymocowaną do ucha, mieszczące.go się w górnej CZęŚCI 
nłowianego ciężarka. Linka sondy jest cienka, lecz mocna, 

porządzona z konopi. W odstępach dwumetrowych są na niej 
umieszczone kolorowe szmaty. Ołowiany ciężarek posia.da na 
dole wydrążenie, które napełnia się przed zanurzeniem sondy 
łojem, zapomocą którego wydobywa się próby rodzaju dna 
morskiego, a więc piasek, ił i t. p. 
Sposób użycia sondy ręcznej jest 'bardzo prosty: stojąc na 
dziobie statku wyrzuca się linkę z ciężarkiem jak naj dalej na. 
przód. Następnie trzeba odczekać, aż linka stanie pionowo, 
równolegle do burty statku i sprawdzić, czy ciężarek trafił na 
flrunt, poczem odczytuje się głębokość według znaków na lince. 
Tak prymitywny sposób sondowania można stosować je- 
dynie tylko przy małej szybkości statku i niewielkiej głębokości 
wody. Na szy;bkich statkach i przy większych głębokościach 
posługujemy się t. zw. sondami patentowemi oraz maszynami 
do sondowania. Do mierzenia bardzo znacznych głębokości, 
przy badaniach oceanograficznych, używa się wielce skompli- 
kowanych przyrządów specjalnych. Opis sondy patentowej 
i maszyny do sondowania podamy w następnym roczniku. 
Szybkość statków, wyrażaną bądź w milach morskich 
(1852 m.), lub też w węzłach, mierzy się t. w. "logiem". Zwykły 
log składa się z zaokrąglonej deski trójkątnej oraz linki, nawi- 
niętej na rolce i połączonej ze wszystkiemi trzema końcami 
lej deski. Linka jest podzielona na tak zwane węzły (co 67,2 m 
długości linki), które odpowiada:ją milom morskim. Oprócz tego 
potrzebną jest do logowania specjalnie obliczona klepsydra, 
czyli zegar logo wy. 
Po wyrzuceniu deski logu za burtę czekamy, aż deska sta- 
nie pionowo i pociągnie za sobą linkę, poczem odwracamy kle- 


9-3
>>>
psydrę. W momencie, kiedy cała zawartość klepsydry pue- 

ypie się na drugą sir-onę, hamujemy linkę i 'stwierdzamy we- 
dług znaków na niej, ilość węzłów, z czego możemy łatwo obli 9 
czyć szybkość w milach morskich na godzinę. (Mówi się: "sta- 
tek robi tyle a tyle mil morskich na godzinę" albo "statek robi 
tyle a tyle węzłów", nie dodając "na godzinę", jak to często wy- 
rażają się lądowcy, albowiem daną ilość węzłów robi statek 
w ciągu jednego przc:fuiegu klepsydry logowej, a bynajmniej nie 
w ciągu godziny!) 
Dla stałego sprawdzania szybkości służy log patentowy, 
który działa w następujący sposób: - 
Statek holuje na lince plecionej mały przyrząd, zwany har- 
punem, który prąd wody obraca z szbkością, zależną od szyb- 
kości ruchu statku. Drugi koniec linki holowniczej jest połą- 
czony z kółkiem zapędowem, normującem obroty linki i śrubą 
nieskończoną mechanizmu licznikowego. Za pomocą systemu 
kółek zębatych obroty "harpunu" przenoszą się na licznik, który 
wykazuje szybkość okrętu. 
W Anglji wynaleziono niedawno jeszcze inny, bardzo po- 
mysłowy i praktyczny przyrząd, zwany "indykatorem szybkości" 
a skonstruowany w ten sposób, że z dna statku wystaje rura 
r otworami, przez którą przepływa woda i uruchamia małą tur- 
binę, umieszczoną wewnątrz tej rury. Obroty turbiny przenoszą 
dę, za pośrednictwem kół zębatych oraz małego silnika elek- 
trycznego, na liczniki, które wskazują szybkość jazdy jak rów- 
nież całą przebytą odległość. 
Na parowcach i statkach motorowych można określić szyb- 
kość także za pomocą licznika obrotów maszyn. Jest to jednak 
środek niezbyt pewny, ponieważ daje dokładne rezultaty obli- 
czeń tylko wtenczas, kiedy maszyny pracują z zupełnie jedno- 
stajną ilością obrotów i dno ka1dłuba nie jest zbyt obrośnięte. 




 



f 
 

 .\
. 
Jb ' 
 
- 

 


94 


I.
>>>
Woda morska. 


j 


Woda morska zawdzięcza swój chara1kterystyczny smak 
gorzko-słony domieszce rozmaitych soli. Na 100% ogólnej za 
wartości soli w wodzie morskiej przypada 78 % na sól kuchenną, 
11 % na chlorek magnezji, 5 % na sól gorzką i 6 % na rozmaite 
inne sole. Powyższy stosunek zawartości soli jest jednakowy 
we wszys'tkich .morzach, niezależnie od temperatury i ogólnego 
stopnra słoności wody. 
Zawartość soli w górnych warstwach wód otwartych waha 
iię od 32 do 38 kg. na jedną tonę metryczną (1000 kg.) wody. 
Jeden litr wody, zaczerpniętej na powierzchni oceanu, przy tem- 
peraturze 17,5° Cels. i zawartości soli 35°/00' waży 1028 gramów, 
wobec czego jej cięża,r gatunkowy wynosi 1,028. 
W morzach połączonych z oceanem wąskie mi cieśninamI, 
!"łoność wody jest znacznie mniejsza ze względu na stały dopływ 
słodkiej wody rzecznej. Zjawisko to daje się również zauważyć 
u wybrzeży oceanów, w pobliżu ujść większych rzek. Tak, na- 
przykład, wpływ Amazonlki sięga na bardzo znaczną odległość 
nd ujścia. 
Wysoce charakterystycznym przykładem wpływu rzek na 
słoność wody morskiej jest Bałtyk. Podczas gdy w morzu Pół- 
nocnem zawartość soli wynosi 35"/00' spada już w Skagerraku. 
na wysokości Skagen, do 30°/00 i zmniejsza się gwałtownie, do 
10°/00' w Sundzie i obu Bełtach. W Bałtyku południowo-za- 
{;hodnim, pomiędzy Sundem a Bornholmem, słoność wody wy- 
nosi 10 do 8°/00' w Bałtyku południowym 8 - 7°/ 00 , w Bałtyku 
środkowym 7 - 6°/00' zmniejszając się stopniowo w zatokach 
Botnickiej i Fińskiej. W północnej części zatoki Botnickiej i n" 
wschodzie zatolki Fińskiej zawartość soli waha się od O do 3°/ uo _ 
W zatoce gdańskiej, pod wpływem Wisły, zawartość soli 
waha się od 0,5 do 0,75°/00' Znaczna różnica pomiędzy słonością, 
a wraz z tem ciężarem gatunkowym, wód morza PółnocnegD 
i Bałtyku jest jedną z głównych przyczyn prądów, panujących 
na Bałtyku oraz w cieśninach, łączących Bałtyk z morzem Pół- 
nocnem. 
Od słoności, a tem samem ciężaru gatunkowego wody za- 
leży, między innemi, zanurzenie statków. Statek załadowany 
w porcie o normalnej, oceanicznej słoności wody, zanurza się 


95
>>>
głębiej po wejściu na wody słodsze i na o-dwrót. Jeżeli n. p. za- 
ładowano statek na wodach słodkich do zanurzenia 5,14 m., wy- 
nurzy się on, po wyjściu na morze o ciężarze gatunkowym wo- 
dy 1,028, do 5 metrów. 



1 


Odkrycie nowych wysp na Oceanie 
LOdowatym. 


Zdawałoby się, że w naszym wieku pary, elektryczności 
i że,glugi 'powietrznej, dzięki Iktórej człowiek współczesny drwi 
sohie z wielkich odległości, niema już na kuli ziemskiej takiego 
zakątka, ,do którego nie dotarła'by noga ludzka. A jednak tak 
nie jest. Nie dalej jak w roku 1930 została odkryta nieznana do. 
tychczas wyspa. 
Wyspa ta, oczywiście, nie znajduje się na szlaku, uczę- 
szczanym przez hczne okręty, lecz na dalekiej północy, gdzie 
człowiek jest tylko rzadlkim gościem. 
Nowoodkryta wyspa, prawdopodobnie, szczegółowo zba- 
dana nie została. Prasa codzienna podała do wiadomości, że lo- 
dołamacz rosyjski "Sedow", pa odpłynięciu z wyspy Nowaja 
Zemla odkrył nową, wielką Tlieznaną dotychczas wyspę, któ- 
rej najbliższy przylądek leży pod 79° 25' szerokości półn. i 76°1) 
długości wschodniej. Blilszych szczegółów, dotyczących tej wy- 

py arktycznej można aczekiwać dopiero po opublikowaniu md- 
lerjału ekspedycji. 
Znaznaczyć należy, że istnienie wysp nieznanych w tych 
okolicach, w których dokonano odkrycia, przepowied,ział na 
długo przedtem pro£. Uniwersytetu Warszawskiego. Michał Ka- 
mieński. 


ł 


\ '.. 

 


-

_. 


96
>>>
.-, 


M. Przybylowicz. 


Rozbitek "Saturnji". 
Parowiec "Saturnia" przebył już prawie dwie trzecie swej 
drogi do Rio de Janeiro. Pogoda dotychczas sprzyjała, niewiele 
dni dzieliło go od celu podróży. Kapitan Holten, który po wielu 
ciężkich przygodach dostał się szczęśliwie na statek swego sta- 
rego przyjaciela, angielskiego kapitana Hawkinsa, wrócił pra- 
wie zupełnie do zdrowia. Odczuwał jeszcze tylko pewną sła- 
bość w lewej ręce, jako jedyną pozostałość po niedawno zago- 
jonej ranie. Dnie i wieczory spędzał na górnym pokładzie pod 
ciepłem, pogodnem ni
bem południa, spa.cerując, albo leżąc 
w wygodnem kirześle. Często zachodził na mostek lub do kaju- 
ty Hawkinsa na pogawędkę. 
Piękne były noce na oceanie, kiedy, pod gwiaździstą ko- 
pułą nieba marzył o słodkich, sza:firowych oczach swej ukocha- 
nej. We dnie było gorzej, bo upał robił się coraz więcej uciążli- 
wym w miarę, jak zbliżali się do równika. Człowiek stawał się 
ociężałym i nie myślał o niczem innem, jak o ugaszeniu pra- 
gnienia szklanką wody lub whisky-sody z lodem i tęsknił tylko 
za chłodniejszym powiewem wiatru. Jedyną pociechą w tej sy- 
tuacji było to, że przy szybkości dzisiejszych parowców prze- 
pływa się prędko strefę nieznośnego gorąca, w której statk
 
żaglowe musiały czekać nieraz tygodniami na pomyślny wiatr. 
Podróżowanie po morzu straciło dziś wprawdzie wiele z ro- 
mantycznego uroku, za to jednak zmniejszyły się znacznie nie- 
bezpieczeństwa i uciążliwości podróży. Człowiek doby obecnei 
przywykł do wygody i szybkości. Teraz już prawie ni'kt nie 
jeździ statkami żaglowe mi. Przewożą one jedynie towary, 
a liczba ich stale się zmniejsza. Zwykle zostają wyposażone 


97 


l
>>>
w motory pomocnicze, przez co tracą swój pierwotny charakter 
i upodabniają się ,częściowo do parostatków. Rza-dk'O tylko za- 
błąka się na nie jakiś romantyk morza jako pasażer. Nieczęrsłe 
to jednak zjawisko. Dla przeciętnego, normalnego podróżnego 
szybkość i wygoda znaczą wszystko. 


\ 
! 
\ 


HoIten siedział na mostku kapitaf1skim... 


Niezmordowanie mknęła "Saturnja" po leniwie przewah- 

ących się falach oceanu. Upał wciąż się wzmagał. Promienie 
słońca padały prostopadle, jak żywy ogień z nieba,. Przytłacza- 


98
>>>
ły wszystko swym żarem. Powierzchnia morza robiła wrażenie 
rozfalowanego topionego ołowiu. Pod pokładem było nie do 
wytrzymania. Na tylnym pokładzie rozpięto żagle słoneczne, 
które stale skrapianO' wodą. 
W kotłowni było gorzej, niż w piekle. Półnadzy, oblani 
potem palacze byli po-dobni do djabłów, podsycających wieczny 
ogień otchłani potępienia. Co chwila wyłaniał się któryś z nich 
z czarnej czeluści, by wciągnąć w płuca odrobinę chłodniejsze- 
go i wolnego od pyłu węglowego powietrza. lnikał wnet, ust
. 
;Jując miejsca drugiemu. Noc przynosiła pewną ulgę. Tempe- 
ratura stawała 
ię znośniejszą. Ale, myśląc o następnym dniu, 
wzdychał każdy za jaknajprędszem wydostaniem się z tego 
po.dzwrotnikowego pieca. 
Holten siedział na mostku kap1tańskim naprzeciw kapi- 

a.na Hawkinsa, który ćmił swoją nieodstępną krótką fajkę. 
Upalny dzień czynił ich małomównymi. Rzadko zamieniali ja- 
KąŚ krótką uwagę. Stojący opodal nich sternik ocierał bezustan- 
.,ae kraciastą chustą rzęsiste kro.ple potu, które spływały z jego 
czoła. Późno po południu minęli wyspę Świętego Pawła. Do- 
nDśny głos gongu wzywał na obiad, który obaj kapitanDwie SPD- 
żywali razem z pasażerami pierwszej kla'sy. 
Po .obiedzie wrócili na mostek. Dzień ustąpił nocy prawie 
bez przejścia. Na tych szerokościa:ch niema mnierzchu. Wokoło. 
ranowała cisza, wśrod której słychać byłO' jedynie s'zum fali 
i stłumiony tętent maszyn. 
Wtem rozległ się głuchy grzmDt, jakby odgł'i's nadciągają- 
cej burzy lub bardz'o dalelkiego, olbrzymiego wybuchu. Stojący 
na mostku spojrzeli po sobie zdumieni. CD to mogło być? Nad- 

łuchiwali uważnie. Dudnienie gromu powtórzyło się jeszcze 
kilka 'razy. Potem wszystko ucichłO'. Niebawem pDdpłynęły 
? szalDnym rykiem Dlbrzymie zwały wo.dy i podrzuciły statek, 
jak piłkę. "Saturnja" zachwiała się i zatrzeszczała we wszy- 
!ttkich spojeniach. Powietrze było zupełnie spokojne, a mimO' to 
spieniła się i zawrzała cicha dotychczas powierzchnia morza, jak 
podczas huraganu. Nagle rozległ się z "bDciJa:niegD gniazda" pe 
łen trwDgi Dkrzyk: - kipiel przed nami' 
Przez mózg Hawkinsa przeszła, jak błyskawica, myśl: - 
skąd? Niema tu przecież żadnego lądu! - MimO' to rzuctl 
iednak, prawie automatycznie, do maszyny komendę: - Stop' 
całą mocą wstecz' 


99 


......
>>>
Nie skończył jeszcze, gdy nastąpił potężny wstrząs całeg,) 
!itatku. Rozległ się straszliwy trzask. Światła elektryczne w oka 
mgnieniu pogasły. "Saturnja" wparła się całą szybkością na ra- 
fę podwodną w miejscu, gdzie mapa morska wykazuje 3500 me- 

rów głębokościI 
Było zbytecznem zastanawiać się nad tern, jak to było 
możliwe. Był to okropny, choć nie dający się w żaden sposób 
wytłomaczyć fakt. 
Nie pozostawało ani chwili do stracenia. Woda wdzierab 
się raptownie do wnętrza parowca. Dzielny kapitan Hawkins 
nie tracił zimnej krwi. Gaszono ogień pod kotłami, zapalono 
.'apasowe lampy naftowe, rozdzielono pasy ratunkowe i zaczęt,) 
spuszczać na wodę łodzie i tratwy ratunkowe. 


Niesłychaną pa- 
ł,ikę, która wybuchła 
pośród pasażeróN. 
udało się słumić w 
bardzo krótlkim cza- 
sie, Hawkins utrzy- 
mywał, przy pomocy 
Holtena, swych ofice- 
rów i załogi, wzoro- 
wy porządek. Zacięła 
energja, żelazny ry- 
gor, robiły swoje. 
Wszystko szło, jak w 
zE..garku. We wszy- 
stkiem dawało si
 
odczuć, że jest się n i 
angielskim statku, do- 
wodzonym przez wy- 
trawnego marynarza. Ilość pasażerów "Satumji" nie była, na. 
szczęście, zbyt duża i wszyscy znaleźli pomieszczenie w ło- 
dziach. Hawkins i Hollen opuścili "Saturnję" jako ostatni, aby 
podąiyć wślad za innemi łodziami, które wzięły kurs na wyspę 
Świętego Pawła. Pozostałe łodzie wyprzedziły ich dość znacz 
lnie, Nie czekały na nich, bo w tem zamieszaniu w ciemnościach 


--""';;;;;; ---..- .... - ż - 


Płynął przed siebie... 


JOO
>>>
AIOCY nikt n
e mógł zauważyć braku obydwu !kapitanów, tem wię- 
cej, że trzeba było skupić całą uwagę na tem, by przeładowane 

zalupy nie zatonęły. Łódź kapitanów była mniejsza i lżejsza, 
niż inne. Mieli wobec tego nadzieję, że je niezadługo dogonią 
Nie upłynęli jednak daleko. Szalupa ich osiadła z ostrym zgrzy- 
tem na rafie. Dno jej zostało przedziurawione. Zaledwie wy_ 
skoczyli i rzucili się wpław, jak przewróciła ją nadbiegająca fala. 
Holten płynął przed siebie na chybił - trafił, nawołując od cza- 
su do czasu na towarzysza, którego nie mógł nigdzie dostrzec. 
Nie otrzymał odpowiedzi. Stare serce Hawkinsa nie wytrzymało 
i przestało bić na wieki. Morze pochłonęło jego martwe ciało, 
t\ dusza odeszła do Najwyższego Żeglarza. 
Holten ujrzał -tymczasem przed sobą ciemną Iinję lądu, o któ- 
"y załamywały się białe grzebienie fal. Jedna z nich uniosła 
ł!o na swym grzbiecie i rzuciła, zupełnie wyczerpanego, na brzeg. 
Resztkami sił odczołgał się jeszcze kilkaset kroków od wody, 
f'oczem stracił przytomność. 
'Piekące promienie słońca obudziły rozbitka ze snu, w Iktóry 
zapadł był po omdleniu. Całe szczęście, że podczas katastrofy 
r.ie utracił czapki z białym pokrowcem, bo był by niezawodnie 
padł ofiarą porażenia słonecznego. Rozejrzał się naokoło. Był 
Da małej wysepce wulkanicznej, otoczonej rafami. Ani ślad:! 
-roślinności. Pochodzenie wulkaniczne tego mikroskopijnego 
skrawka lądu rzucało się w oczy. Holten zrozumiał teraz przy. 
czynę rozbicia się "Saturnji" i niewytłomaczonych zjawisk ubie- 

łej nocy. Długi sen pokrzepił go i czuł się nieźle, ale zaczynało 
mu dokuczać pragnienie. Udał się na poszukiwanie słodkiej wo- 
dy, nie mógł jej jednak znaleźć na tej wyspie. Powoli szedł ku 
brzegowi w 'kierunku, w którym spostrzegł sterc.lący w oddali 
wrak "Saturnji". Na dość spokojnej wodzie, między rafami 
il brzegiem, ujrzał zgubioną w nocy szalupę, pływającą do góry 
dnem. Skoczył do wody, podpłynął do łodzi i wydostał ją z wieI- 
ldm trudem na ląd. Posiadała jeszcze prawie cały swój ekwipu- 
:roek, a to ratowało go chwilowo od najgorszego. Według ogól- 
nie obowiązujących przepisów łódź ratunkowa jest zaopatrzona 
we wszystko, co jest nie.zbędne do nawigacji i utrzymania załogi 
J.rzez kilka dni przy życiu. Jednemu człowiekowi może jej za- 
pas żywności i wody, przy oszczędnem używanńu, wystarczyć 

a kilka tygodni. Oprócz tego należy do jej wyposażenia całko- 


101 


.ł...... 


..J
>>>
wite oża.glowanie, karabin z amunicją, apteczka, latarnia, pewna 
ilość rakiet sygnałowych i zapałek sztormowych, różne narzę- 
dzia i temu podobne pożyteczne rzeczy. 
Ugasiwszy pragnienie, wziął się raźnie do dzieła. Ustawił 
J:Iamiot z masztu i żagli. W jednym Ikącie swego prymitywnego 
mieszkania wykopał w ziemi niewielki dół, złożył w niem wszy- 

tkie zapasy, przyniesione z szalupy i nakrył podłogą łod
i. Pra- 
ca ta zajęła mu resztę dnia. Wieczorem spożył kolację, skł,a 
cającą się:z. dwóch sucharów i kilku łyków wody z rumem i uło- 
żył się do snu. 
Następnego dnia zajął slię naprawą uszkodzonego dna sza- 
lupy. ,Przy tak bar-dzo ogmnkzonych środkach było to rzeczą 
dość trudną. Dokazał jednak swego i do południa załatał dość 
wielką dziurę, którą wybiła Olstra skała. Rozporządzał te'raz 
sta.teczkiem, a ponieważ morze było spolkojne, mógł się odważyć 
na podpłynięcie ,do rozbitej "Saturnji". Jeżeli mu się uda dostać 
się na parowiec, znaj,dzie tam wszystko, czego mu potrzeba, by 
[hoć przez dłuższy c
as przewegetować na wyspie. Musiał tu 
czekać na ratunek, bo było zbyt ryzykownem, puścić się same- 
mu w podróż do zamieszkałego lądu. Przed wieczorem, kiedy 
upał się cośkolwiek zmniejszył, zepchnął szalupę na wodę i wziął 
się za wiosła. .Po godzinie wytężonej pracy dobił szczęśliwie do 
rozbitego parowca. Na "Saturnji" znalazł wie,le 
apasów w zu- 
pełnie dobrym stanie. Postan'O'Wlił przewieźć najniezbędniejsze 
:-zeczy na ląd, bo pogruchotanemu ka.dłubow'i pa.ro'Wca groziło 
w razie nastania większej fali, całkowite zniszczenie. Odszu- 
kał rezerwowe ożaglowanie dla swej szalupy, załadował spory 
zapas słodkiej wody, żywności i paJliwa, Izabrał instrumenty na- 
wigacyjne, mapy morskie, rakie'ty i flagi sygnalizacyjne, oraz 

ampę sygnałową. 
Trzy ra"zy przebył w ciągu ciepłej nocy księżycowej, -drogę 
.od wyspy do rozbitego parowca i z powrotem, zabier,ając wszy- 
stko, co mogło być pożyteczne na wyspie bezludnej. Urządził 
teraz swój namiot zupełnie wygodnie, usta.wił w najwyższym 
punkcie wyseplki maszt i podniósł na nim syg,nały. Ukończywszy 
te przygotowania, wykąpał się, zj,adł śniadanie i położył się, alby 
przespać najupalniejszą porę dnia. Ca\onocna praca bardzo go. 
znur
yła, to też obudził się dopiero, J{;iedy słońce chyliło się ku 
,zachodowi. Posiliwszy się, sia.dł w przywiezio.nym z "Saturnji" 
wygo.dnym leżaku i rozmyślał nad swem obecnem położeniem: 


I 


102
>>>
r. 


i" 
ł 


..... 


Wysep
a zn.ajduje się w pobliżu linji, uczęszc'zalIlej przez liczne 
"tatki, kW'sujące między Europą a Ameryką Południową. Ra- 
tunku należy się więc spodziewać lada dzień, bo łatwo jest za- 
uważyć wywieszone sygnały. Poz.a tem musi reszta rozbitków 
wkrótce dotrzeć do lądu lub zostać spostrzeżoną i uratowanl\ 
przez jakiś przepływający tą drogą statek, a wtedy nadejdą stat- 
ki raJt,ownicze, by zabrać z "Satumji", co jeszcze ocalało. Przy 
tej sposobności zobaczą również sygnały na jegO' wyspie i zabiC)
 
rą gO' na swój pokład. Przyszedł wobec tego do przekonania. 
te nic mu nie zagraż,a, tembardziej, że posiadał dostateczną .ilo
ć 
zapasów. Niepo'koHa go tylko jedna myśl: wyspa powstała wslku- 
tek niedawnego wybuchu podwodnego wulkanu i taki sam wy- 
buch mO'że się w każdej chwili powtórzyć, zniszczyć wysepkę 
i pr,zynieść mu 'Ostateczną zagładę. HO'lten odtrącał tę myśl od 
l5iebie, gdyż wierz)tł mocno w OpatrznO"ść Boską i swój sz.częś1i- 
rwy los - mim'O to jednak poczucie, że znajduje się na brzegu 
iwieżeg.D kra,teru wulkanu nie była dla niego zbyt przyjemne. 
lm krócej po'trwa jego przymusowy pobyt na tej malutkiej o,az
e 
w
ród bezmiernej pustyni wód oceanu, tem lepiej' Narazie je- 
dnak trzeba było czekać cierpliwie. Samotność dręczyła go nie- 
małO', a raih.1'l1ek nie nadchodził tak S zybk'O , jak się tego był spo- 
dziewał. Żyoie na wyspie byłO' nad wyraz jednQlStajne: !kąpiei, 
"pa'cer, posiłek i sen. Codziennie tak samo! MonotO'nję potęgo- 
'Wał brak jakiejkolwiek mary i fauny na tych zwałach s'zarego 
kamienia wulkalI1i,cznegO'. Naokoło. wiecznie falujące wody At- 
lantyku, a nad niemi bezmierna, błękitna kopuła nieba. Gorąco 
dnia z,ahijało wszelkie myśli. 'POIbyt na wyspie stawał się cora
 
trudni,ejszy do zniesienia. 
Po wielu dniach niecierpliwego wyczekiwania wybiła osła, 
tecznl.e dla HO'ltena upragniona godzina wyzwolenia. Zbudziw- 
..zy się, jak zwykle, po południu, ujr,zał w niedużej odległo
Qi 
wiel
i, dwukominO'wy statek tran:sO'ceaniczmy. Parowiec zatrzy- 
mał się i spuścił na wodę łódź, która wkrótce dobiła do wyspy. 
P,o radO'snem przywitaniu, podcza1s którego. Halten dowiedział 
lIię, że statkiem, 'k,tóry mu przybył z p'Omocą, jest szybkobieżn)' 
pa.rowiec "Połska", kursujący między Gdynią a RiO' de Janeiro. 
i Buenos Aires, wsiadł do łodzi i udał się na pokład polskiego 
o.lbrzyma oceanu. Kapitan "Polski", dawniejszy komandor ma- 
Tyn,arki, ora,z jegO' oficerDwie przyjęli rozbitka bardzo serdeczni'ł 
i otoczyli i!D jakmajtraskliwszą opieką. Holten czuł się wkr6t'C. 


103 


j
>>>
%la gościnnym statku jak u siebie. Na jego prośbę zabrano z wra- 
ku "S
turnji" rzeczy tragicznie zmarłego Ikapitana Hawkinsa, by 
-je później odesłać jego rodzinie. 
"Polska" wracała właśnie z Rio do Gdyni, wobec czego po- 
wrót Holtena do swoich był kwest ją zaledwie kilkunastu dni. 
Skończyły się dla niego nudy samotności na nieszczęsnej wyspie 
i czas schodził mu szybko. Młody kapitan - rozbitek wzbudzał 
we wszystkich towarzyszach podróży wielkie zainteresowanie 
i koło jego nowych znajomych wzrastało z każdym dniem. Za- 
c.hwycał się znaną powszechnie gościnnością i serdecznością Po- 
laków, których dzielność cenił od dawna, jeszcze z tych czasów, 
kiedy miał sposobność przyglądać się z bliska ich wspaniałym 
wysiłkom nad utworzeniem własnej floty i rozbudową Gdyni. 
Podziwiał szybkość, z jalką powstało nowoczesne miasto i duży, 
wzorowy port tam, gdzie za czasów, gdy i
h biało - czerwona 
bandera nie powiewała jeszcze nad Bałtykiem, były tylko piaski 
a na nich kilka nędznych chat rybackich. Zdumiewała go wzra- 
atająca ilość tonażu młodej floty i był wprost olśniony niesłycha- 
21ytD rozkwitem wybrzeża od Orłowa do Helu pod polskiem pa- 
Lowaniem. 
Nie ukrywał wcale swego zachwytu nad wszystkiem, co pol- 
-skie i był za to, jak również z powodu swego zacnego charakter.! 
.. dużych zalet towarzyskich, bardzo lubiany przez oficerów "Pol- 
ski". Nie minął tydzień, a już posiadał w nich wszystkich odda- 
triych przyjaciół. Pośród pasażerów znalazł również niemało n.\ 
prawdę sympatycznych osobistości, które okazywały rozbitlkowi 
wiele współczucia i ofiarowały mu swoją pomoc. Na tym statka 
wszedł Holten po raz pierwszy w bliższy kontakt z Polakami. 
Oznaczało to nowy etap w jego życiu. Dotychczas przebyw.1ł 
pra wie wyłącznie wśród niemców i czuł się niemcem, choć nie 
był nigdy fanatycznym nacjonalistą. Miał szacunek dla Pola- 
ków, widząc ich pracę nad morzem, po odzyskaniu niepodległo- 
sci, szybki rozkwit państwa polskiego i miasta Gdańska, zadają- 
cy kłam bajkom o niedołęstwie i niedojrzałości Polaków, rozsie- 
wanym przez wrogów. Ale dopiero teraz, kiedy miał sposobność 
poznać Polaków zbliska, uprzytomnił sobie, że przyczyny jegiJ 
f'tale wzrastającej sympatji dla nich tkwią głębiej, że łączą ga 
z nimi' węzły krwi. Matka jego, którą zabrała mu przedwczesna 
śmierć w pierwszych latach jego dzieciństwa, była przecież 
Polką I Obraz jej zachował się niejasno w jego pamięci. p
 


I 

 


104
>>>
I 

 


'Śmierci matlki chował się u babki niemki, a ojca, który tak samo 
jak on obecnie, był marynarzem, widywał rzadko. Słyszał nie- 
'raz o tem, że rodziców jego łączyła głęboka miłość, że współ
 
:życie ich, rozerwane po wielu latach przez bezlitosną śmier
, 
było nadzwyczaj szczęśliwe i że ojciec nie mógł nigdy przeboleć 
utraty ukochanej żony. To było wszystko. W dziesiątym roku 
rłycia oddano go do gimnazj\A.m, a po uzyskaniu matury do szkołf 
morskiej. Wkrótce potem utracił ojca, Iktóry zginął na morzu, 
a kilka miesięcy po nim umarła również babka i pozostał sam 
wśród obcych. Niewielki kapitalik, który odziedziczył, oraz su- 
ma, na którą był ubezpi
czony jego ojciec, pozwoliły mu ukoń- 
.czyć wykształcenie. Odbył obowiązkową służbę wojskową 
w marynarce wojennej a potem poszedł, jako młodszy oficer, na 
statek handlowy. Był już kapitanem wielkiej żeglugi, kiedy wy- 
buchła wojna i został, jalko oficer rezerwy, powołany ponownie 
do marynarki wojennej. Po wojnie żył również wyłącznie mię- 
dzy niemcami i zapomniał już zupełnie, że w jego żyłach płynie 
'Polska krew matki. Wystarczyło jednak krótkiego pobytu n1 
polskim statku w otoczeniu ludzi, których coś drzemiącego w głę- 
bi jego duszy, kazało mu uważać za swoich, by przywołać w pa- 
mięci dawne zatarte, niejasne wspomnienia dziecięce o zmarłej 
matce-polce. Kiedy pewnego razu wspomniał o tem w rozmo- 
wie, kapitan "Polski" uściskał go ze wzruszeniem. 
- Patrzcie, to jednak nie myliłem się, mówiąc do moich ofi. 
cerów, że jest w panu coś słowiańskiego. A to się dopiera 
cieszę, że odnaleźliśmy rodaka. No, teraz my już pama od siebie 
Die puścimy! Przedewszystkiem musimy pana nauczyć po pol- 
iSku. Bo ja1kże to? Syn polki, a po polsku ani słowa!? 
- Będę panom bardzo wdzięczny - odparł Holten - a 
!Sposobności nie ,zabraknie, bo noszę się z zamiarem osiedlenia 
się w Gdyni na stałe, skoro tylko zlikwiduję moje sprawy 
w Gdańsku. 
- A, to się chwalii Pracy znajdzie pan po-d dostatkiem, bo 
bardzo nam potrzeba w marynarce doświadczonych oficerów. 
,Flota wzrasta z ka
dym dniem i brak ludzi daje nam się coraz 
dotkliwiej we znaki. 
Tymczasem nadszedł koniec podróży. Rankiem pięknego, 
/Słonecznego dnia "Polska" zawinęła majestatycznie do rodzime- 
.go portu. Holten opuszczał statek, żegnany serdecznie prze:: 
przyjaciół i towarzyszy podróży. Zamierzał niezwłocznie poj
- 


10.5
>>>
chać do Gdańska, lecz kapitan ..PolsIki" nie chciał o tem nawet 
5łuchać. 
- Masz tobie' Ledwie postawił nogę na polskiej ziemi, już 
.chce uciekać. Nic z tego, mój drogi! Pozostanie pan moim goś- 
ciem przynajmniej do jutra, i basta' Kazałem już zatelefonowac 
po samochód. Pojedziemy do mojej willi, a po obiedzie pokażę 
panu najnowsze roboty w porcie i miasto. 
Gdynia zmieniła się w ciągu ostatniego roku do niepozna- 
luia. Liczba mieszkańców dochodzi już do dwustu tysięcy. Je'St 
rzeczywiście na co popatrzeć. A nasz 
owy dworzec, wybudo- 
wany po zniesieniu niefortunnie pomyślanego i zbyt ciasnego 
budynku, który przyjezdnym pokazywał wstydHwie swoje jakby 
,z zi,emi wyrastające dachy, to wprost cacko' Zachwyca się nim 
każdy cudzoziemiec, który do nas przybywa. U samych wrót 
.Polski wspaniała reklama dla naszej nowoczesnej architektury. 
Ale 'co. tu gadać' Sam pan osądzi! 
Nadjechała piękna, ciemno-niebieska limuzyna najnawszy 
model, zmontowany w wylkończonych przed rokiem zakładac
 
Forda pod Gdynią. 
- Patrz pan, jakie luksusowe maszyny buduje teraz Ford' 
Praktyczne i wytrwałe, a przytem eleganckie i bajecznie tani
. 
2:adna inna nie może się z niemi porównać. Części składowe 
nadchodzą z Ameryki, a montowanie i budowanie kamserji od- 
bywa się u nas na miejscu. Nie mała w tem zasługa władz na- 
szego miasta, że umiały skłonić króla samochodów do wybudo- 
wania swych zakładów właśn,ie w Gd)"11i. 
Wsiedli i limuzyna cichutko pomknęła ku miastu. Holten 
lI,ie mógł wyjść z podziwu. Po obu stronach asfaltowanej jezdm 
ulicy Portowej piętrzyły się ogromne gmachy. Ani śladu po daw- 
nych budkach i piasczystych pustkowiach' Nawet osławiony 
"pi.jany dom" za Urzędem Morskim "wytrzeźwiał", wyprosto- 
wał się, stał się podobnym do innych budynków. Szosa Gdań- 
ska zachowała iedynie swoją dawną nazwę, przeistoczyła się 
jednak w wielikomiejską arterję komunikacyjną, po której kur. 

owały zamiast rozklekotanych autobusów, szybkobieżne tram- 
waje. 
Samochód zajechał przed piękną willę, tonącą w zieleni 
drzew. Pa obiedzie w gronie gościnnej rodziny komandora, udał 
się z nim Holten na dalsze zwiedzanie miasta i no.wej części por- 
tu, rozciągającej się pod dawniejszą wioskę Chylonję, obecnie 


106 


---
>>>
przedmieście przemysłowe Gdyni. Miejsce zacisznych domków 
wiejskich zajęły pełne pracowitego łoskotu maszyn fabryki, n,ad 
któremi górował las kominów. Gdynia przestała być nędzną, 
zapomnianą wioską rybacką. Zginęły ostatnie ślady jej biedn
j 
przeszłości pod panowaniem zaborcy. Stała się zwierciadłem 
n-ocarstwowej potęgi Polski, jej wielkim portem, - bramą pro- 
wadzącą poprzez morze na daleki śwjat! 


Wybrzeże morskie jest drzwiami Polski, prowadzqcemi na 
śwIat szeroki, lIota wojenna zamkiem, zamykajqcym te drzwi. 
Obowiqzkiem naszym jest dbać o to, aby zamek ten był odpowie- 
dnio silny, w przeciwnym bowiem razie grozi nam włamanie. Nie 
żałujmy grosza na budowę floty, nie upodabniajmy się do skqpca, 
który żałuje pieniędzy na zamek do drzwi. chroniqcych skarb V 
jego przed złodziejami. 


, ,- 


" 


f - . ..';", " 
. I 
. 

 I f 
. ł,.'.. iil.! 


I 
I 
'. I..". . 
 



 011 


.!'.. 


Jeden z trawlerów Marynarki Wojennej 


HJ:] 


........ 


j
>>>
. 


Mieczysław Przybyłowicz. 


BUdujmysilną flotę wojenną 


...Kiedyż wreszcie zrozumie nasze społeczeń- 
stwo, że na flotę pieniqdze znaleźć się muszq. 
jeżeli Polska ma odgrywać jakqś rolę na morzu, 
jeżeli chce, by jq brano poważnie jako państwo 
nadmorskie?! Marynarka Wojenna jest rzeczq 
bardzo kosztownq i może powstać i istnieć tylko 
przy wielkim wysiłku materjalnym całego naro- 
du. Rzqd nie jest w stanie wykroić z niewielkie- 
go budżetu takq sumę, któraby wystarczyła na utworzenie floty. 
przedstawiajqcej naprawdę pewnq silę na morzu. Bo przecież 
dwie lub trzy małe jednostki, choćby najdoskonalszej konstruk- 
cji i kilka starych, bezwartościowych gratów, to jeszcze nie flota, 
tylko, co najwyżej, słaba, bynajmniej nie dostateczna kadra 
szkolna. Jeżeli posiadać flotę wojennq, to już takq, która nada- 
je się do poważniejszej akcji bo;owej! Utrzymywać marynarkę 
wojennq tylko dlatego, by móc popatrzeć, w czasie wycieczki nad 
morze, na kilkaset ludzi w marynarskich mundurach, by podzi- 
wiać na balach granatowe surduty i złote epolety, to zbyt koszto- 
wna zabawa! Trzeba mieć okręty! nie dwa, nie cztery, ale dzie- 
siqtki! Choćby nie zaraz dreadnoughty, bo to nie konieczne na 
naszym Bałtyku, ale jakieś dwa mniejsze pancerniki, kilka lek- 
kich krqżowników i kontrtorpedowców, jak również kilkadzie- 
siqt tórpedowców i łodzi podwodnych, opartych o silnq bazę, bro- 
nionq pasmem niezdobytych warowni i paszczami potężnych, da- 
lekonośnych dział. 


108 


--
>>>
Należy poświęcić na naszq marynarkę choćby ostatni grosz, 
leżeli chcemy. by Polska żyla pelnq piersiq na morzu. by się nie 
dusiła. aby się rozwijał szybko nasz handel i przemysł. a z niemi 
wzrastał dobrobyt narodu. Wytężyć wszystkie siły. aby na 
wszystkich morzach powiewała nasza biało-czerwona bandera. 
szanowana przez każdego. a straszna wrogowi! 



 


Nie wolno z tem zwlekać. nie można niczego odkładać na 
przyszłość. lecz trzeba się zabrać natychmiast do dzieła. bo wszę- 
dzie czyha wróg i "nie wiemy ani dnia. ani godziny!" 


1 


. 



 


fi 


.-
 


O. R. P. "Mazur" 


Fot. J. PrzysIecId. 


Niemiecka flota wojenna składa się ze 115 jednostek 
207,000 t.. nasza zaś z 12 jednostek, wyporności 4,600 t. Zadanie 
Iloty niemieckiej polega na zaatakowaniu wybrzeża polskiego. 
A czy nasza flota jest odpowiednio silna. by Niemcom stawić 
opór? Nie można armat zdobywać kijem, Budujmy więc flotę. 
która mogłaby zabezpieczyć Polskę przed napadem wroga, 


109
>>>
. ., 
lo- .. 


. ;"1 1 
- ." 
-..
 
..
 


.... 
 


I' 


ł 

 


\ 
, 



 


ci' 
;ł 
o 
8 
- 
l"'" 
I g 
... I 
 
"I 
G' 
-[ 
N 

 

 


.. 


, 
 .\ 
 
.
,
 1 

 .11 
"', :1 .0 
\1.r fi 
 
'
 1 

, ::;: 
I .
 
I :3 
I 
 
I .
 
ClI 
"I 
u 
.
 
.u 


Ot)... 
1..' 


, 
'\, 
Jf 


) 


1. I I 


Każdy Polak winien być czlonkiem Komitetu Budowy Floty 
Narodowej, bowiem silna flota wojenna jest najlepszq gwarancj 4 
bezpieczeństwa naszego wybrzeża morskiego. 


110 


......
>>>
.. 


I 


I, I 
.j 
: ... 
Ol 
.J:I 
U 

 
p,; 
- ,
 c:: 
t:.;.. O 


T óW; 


'I 


lfl
>>>
Ił 


" 


t 


..)i 


112 


l 


..., 


'8 
C\ 

 
c;1 
C\ 
'0 
.,j ;ł 
CI ._ 
;:: 13 
'" '" 
E-- 
... 
oli! 
." o 
';" '" 
;E= 
o .
 
o. CI 
'" o 
0- 
0. 0 
-p.. 
N 
 
U .. 
C\- 
N .. 

 - 
"'
 
- ... 
CI .- 
C\ 8 
'"CI o 

o. 

 ::I 
p.. 
 
ol o 
CI 8 
'" '" 
p.. 
 
- CI 
'NI - 
'0 C\ 
.. o. 
-g '" 
o. CI 
N'
 
U 
'" 
N 

 
CI 
"OG 
- 
rJ) 


l, 


1\
>>>
---- 


, 
) 
". 
ol 


-
. 


- ---...- 


,... 
... 


-
-- 



..;....:;."". 
- 
 
 '-
"'
- --
,.. 

 \ 
oa!"_" - 
..... 

 4 - - -. 
 

..... - - ....' 
 
-- . \ .. 
.....J. ," 
 - _ -" '_,.-. 
'-?'.. 

..- 
 
--
-- '. 


.;;.' 


"'- 


Okręty wojenne podczas ćwiczeń, 


Fot. J. Przysiecki. 



 



 ! 
j I 
 
t 'l 
,. \ r

 
 ,. 
-' 


-- 


..- 

1 


Pokład monitora Flotylli Pińskiej, 


113 


-
>>>
114 


I, 


I, '1 1 1 
. 
., 
l
t ' f 
I l 
c '.' I 
l' 
 
JJ- - -. I I :s 
, 
 . - ,'J ,..., :;- 
;ł 
l\) 
z 
:
i I 
M 
ol 
J 
 
:J11 -;; 
i 
- ,l. 
.-"1 III ol 

f', i 
"'CI 
, ej" 
- , 
I ]" 

 .-1 
/;t: ol 
1'1 
i = j- - 
I tJ 
ni' 
-" ! -
 
mi _ 
i ... Ar t, 
 
.-"I 

 '" 
- I\I
I ł 
. :;;; 
'" 
1', - 111 
"- :; 
, ,-' ! d ' P; 
\! t.!- I , 
-- -;6, II , :;;; 
/ tJ 
- 

 
-, 111 
'" 
\t \ 1'1 
111 
.. 
... 
tJ 
'\\I ClI 
, .
 
o 
... .. 
'I
 I 111 
p., 
I \\
>>>
Polska bandera na Atlantyku. 


li 


Rok ubiegły stanowi poważny etap w rozwoju naszej floty 
handlowej. Przesądził on bowiem o tak doniosłej sprawie, jak 
stała polska komunikacj a transatlantycka między Gdynią a por- 
tami Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Stało się to 
dzięki tej niewątpliwie przyjaznej okoliczności, że światowe duń 
ski e towarzystwo okrętowe East Asiatic Company, którego orga- 
rizacja filjalna Baltic America Line obsługiwała porty Gdynię 
i Gdańsk, szybko doceniło żywiołowy rozmach polskiego wy- 
brzeża i polskiej marynarki handlowej, z czego mogło wyciągnąć 
jedyny wniosek, iż żerowanie obcych przedsiębiorstw okręto- 
wych w Polsce prędzej lub później musi się skończyć na korzyść 
polskich interesów państwowych. Wspomniane towarzystwo duń- 

kie poszło w swoj em rozumowaniu jeszcze dalej i zrozumiało, 


r 


"' j 
-. 

. 


, 


't' .' 


'
. 


.. 


".. 


.-.. 


'" 


ł 


\ 
. 


.... 


...- 


\ \ 
' II: 
 
i. .t 


Poświęcenie bandery na jednym ze statków transatlantyckich. 


że współpraca polsko-duńska na morzu może przynieść obu za- 
interesowanym stronom tylko wzajemne korzyści, Na podłożu 
takiego stanowiska między wspomnianem towarzystwem duń- 
skiem a państwowem przedsiębiorstwem "Żegluga Polska" zosta- 
ła zawarta umowa, mocą której została powołana do życia dzi- 

;iejsza linja Gdynia - Ameryka w drodze przejęcia agend i ton- 
Jlażu dawnej Baltic America Line. Umowa ta gwarantuje zrozu- 


115 


.-..
>>>
,-- 


miałą przewagę strony polskiej w zarządzie towarzystwa, ponie- 
waż przedsiębiorstwo "Żegluga Polska" rozporządza 52,2 % 
udziałów. Stanowisko prezesa zarządu i naczelnego dyrektora 
zajmują Polacy. W ten sposób państwo Polskie, obywając się bez 
nader kosztownych inwestycyj, stało się posiadaczem transatlan- 
tyckiej linji okrętowej, obsługującej przedewszystkiem polską 
emigrację do Ameryki Północnej, oraz emigrację do powstałych 
po wojnie państw bałtyckich. 
Polskie Transatlantyckie Towarzystwo Okrętowe Linja Gdy- 
nia - Ameryka, tak bowiem brzmi nazwa towarzystwa, jest 
właścicielem trzech atlantyckich okrętów, a mianowicie: "Polo- 
nia", "Pułaski" i "Kościuszko". Pierwszy z tych ok
ętów został 
zaszczycony wyborem Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, który 


f 



 


to.. 


- 


.. 


/'t 


Pan Prezydent Rzeczypospolitej Proof. Dr. Ignacy Mościcki i Naczelnik 
Państwa Estońskiego Dr. Strandmaun na pokładzie s/s ..Polonja" 
w stolicy Estonji Tallinie. 


na "Polonji" udał się w sierpniu ubiegłego roku z rewizytą do 
Naczelnika Państwa Estońskiego. Podróż ta była jednocześnie 
pier
zą walną rewją marynarki polskiej, ponieważ największe- 
mu z naszych okrętów handlowych towarzyszyła w tej podróży 
polska marynarka wojenna, Na pamiątkę tej podróży w aparta- 
mentach reprezentacyjnych okrętu "Polonia" została umieszczo- 


1 


116
>>>
ę 


na tablica, świadcząca o tej ważnej dacie w dziej ach okrętu. Nie 
mniej okręt "Pułaski" zdążył już utrwalić się w pamięci nasze- 
'o społeczeństwa. Przyczyniła się do tego w nie małym stopniu 
wycieczka dziennikarska do Kopenhagi, a następnie sześciodnio- 
wa podróż po Bałtyku, połączona ze zwiedzaniem Sztokholm:! 
i Helsingforsu, w której wzięło udział około tysiąca osób ze 
wszystkich sfer społeczeństwa, Trzeci z naszych transatlantyc- 
kich okrętów, noszący nazwisko bohatera dwóch światów, zaskar- 
bił sobie dotychczas wdzięczną pamięć pasażerów polskich i ame- 
rykańskich oraz licznych rzesz emigrantów. 
Zdając sobie sprawę z wielkiego sentymentu, jaki niezaprze- 
czalnie żywi dzisiaj całe społeczeństwo polskie dla własnego mo- 
rza i wszystkiego, co z morzem tem jest związane, nie możemy 


--..... 

.., 
., 
''";.. t 


Ą! 
6 


--.. 



 



 


, 



-. 
.. 


"'"' \"" 


, 


b 


\ 


)/
 


""' 


. . 
(' , 

 



 


Powrót Pana Prezydenta Rzeczypospolitej do Gdyni. 


zapominać o tych wszystkich praktycznych względach, ,które zo- 
stały urzeczywistnione, dzięki założeniu Polskiego Transatlan- 
tyckiego Towarzystwa Okrętowego. 
Przedewszystkiem, co korzysta na tem państwo Polski,,? 
Otóż stwierdzić należy, że podróż z Polski do Ameryki Północ- 
nej lub odwrotnie jest nader kosztowną. To też przy ożywionym 
ruchu emigracyjnym i licznych wycieczkach polonji amerykań- 
skiej dla poznania macierzystego kraju wielkie sumy pieniężne 


117 


---
>>>
wypływały poza granice państwa ze znacznym uszczerbkiem dla 
naszego bilansu handlowego i płatniczego, przynosząc poważne 
zyski obcym przedsiębiorstwom okrętowym, a Polsce niemniej 
poważne straty. Dzięki zawiązaniu polskiego przedsiębiorstwa 
okrętowego, straty te w poważnym stopniu zostały ograniczone, 
znaczna część pieniędzy pozostaje w wewnętrznym obrocie kra- 
jowym, zaś sumy, wydawane na podróż przez naszych rodaków 
z za oceanu składają się na aktywną pozycję dla państwa. Linja 
Gdynia - Ameryka poza temi względami materjalno-gospodar- 
czerni wnosi jeszcze wielką pozycję moralną. 
Polska bandera na Atlantykul 
Dla naszego samopoczucia państwowego, dla naszego pr
sti- 
żu zagranicą jest to sukces niemałyl A nasze wychodźctwo za 
oceanem? Nie da się tego wyrazić słowami. To trzeba widzieć: 
Tysiące par oczu, przysłoniętych łzami - wpatruje się w po- 
wiewającą na rufie biało-czerwoną banderę naszej Ojczyzny. 
Trzeba wyczuć własnem sercem potęgę wielkich uczuć, które bu- 
dzi w sercach naszych rodaków dumnie powiewająca bandera 
polska .w porcie New-Yorku, czy Halifaxu. Polski okręt na ob- 
czyźnie, to skrawek ziemi polskiej, majaczącej dla niejednych 
w mglistych już wspomnieniach, dla drugich zaś źródło godności 
narodowej. 
Najbardziej bezpośrednio odczuwają fakt istnienia polskiej 
transatlantyckiej linji okrętowej - emigranci. Przez tyle lat 
traktowani przez obcych po macoszemu, tylekroć traktowani ja- 
ko żywy towar, bardziej wytrzymały aniżeli zwierzęta, więc 
mniej wymagający troskliwości, podniesieni zostali nagle do god- 
ności wolnego człowieka. Emigrant polski na polskim okręcie, 
choć nie może dojrzeć na zamkniętej bezmiarem wód linji hory- 
zontu zarysów znanego mu od dzieciństwa krajobrazu, przecież 
raźniej czuje się na duszy, gdy słyszy wokół mowę rodzinną. 
Emigrant nasz, zstępując z pokładu swojego okrętu na obcą zie- 
mię, wyraźnie czuje, że za nim stoi potężne zaplecze wolnego 
Państwa, że okręt widoczny jeszcze w porcie, jest mu symbolem 
.dalekiego zasięgu Ojczyzny. 
N.ie wszyscy jeszcze emigranci polscy podróżują polskieml 
okrętami. Wina to dziedzictwa wczesnych lat naszej państwowo- 
ści, kiedy cudzoziemskie przedsiębiorstwa okrętowe w poszuki- 
wa:niu doraźnych zysków usadowiły się na polskim rynku komu. 


tl8
>>>
.!ii3! 
..łt!!ł . 
..t.... .. 
. 
,( '1\1, 
:
i ':"
 
.-,w.'t-:- h . 
.',JQ ;;1-':: 

' "'
.. 

1. ! ;
 
, ,*""
 '..'.' ii 
. " 
")
' .
: 
-JL1:. 
 i 
 liji 
r: , II 
- .. 
.... "! 
,..._
 -; 
f 
 ;_.
, ;I
 
j' t.. ,_"
o 

: 
 
 
': l ?'t 
" 
A 

 .\ 
,..)" ",. 
.': J.,
FI 
. --;I ł,..- 
.

:""!; }
 
,.-.,.. J
. 
--+ - '
...!]' 
h J- 
 
,"":." ....'"' .._
 :..- 
1" -
 - · 


. - 
 

 
--. r:-:- 


4' 



ł
 
I __-:--
 



 . 



 


I, 
ł 
\/&" 
 
,
JlI r" 


.... 


l. 
" 
...::r. 

"W". ... ... 



'j 


Ji 

 / !;, I 
J f J I 
I, tli' o" 
',' VJ', 

r t ,,
rt 
'''
 
. . 
,I' Ił _ ł'P .. 
'(\I ...., 
,. r 
w\ r;' _.W 
ł
1ł ', , 
li. ,
 .. -- ..1 
't .
 .,.
 ".,.
 
\.
"!:. '\ :\ 
. 
. 
 " 
. ", 
. , 
. 


.
) , 
n"\. 


i 
.

 
c 
 

 


I _ 

 
- 
.. 
,O 
e 
« 


o 
'1;;t 
II' 
u 
II' 
.
 
1- 
o. 
"1:1 
o 


,- 
Ol" 
'a- 
o 
"O 
O; 



 
.. 


II' 
.
 
'Oe 
O 
'N 


u 
.'" 
o 
r:: 
N 
u 
:o 
;:J 
o. 
- 
e 
;:J 
E= 


... . 
.
 



 
'" 
O 
U 
o 


__ f ':t-'; .. :" 

 . 

 . ,," 
 
.'
' - 
. 

. ...... 
. i G-'!'\ . 
,d 


- , 


- 
 
. C"\. 
 

 
. ". 
. -n.:. .,........ '/f' 

7'.f" 
.. 
'
"''''
 


;.... .. 


\ "'\.. ...." 
ł '-a- 
 
, 
,.....: .. 
,. 
1 ,JL. 
 
: '

.. 



.' 


:;;- , 


, 


N 
O 
N 
.. 
o. 
II" 
'N 
'o 
.. 
'1;;t 
o 
o. 
"1:1 
O 
N 
.. 
c.... 


nikacji okrętowej. Stan ten, niestety, przetrwał z niewielkiemi 
zmianami do dnia dzisiejszego. Na szczęście rosnąca popularność 
Linji Gdynia - Ameryka, będąca rezultatem wzrastającego 
uświadomienia obywatelskiego, zmienia samorzutnie ten stan 
z dnia na dzień, Nie jest to sprawa ani prosta, ani łatwa, Obce 
przedsiębiorstwa zasmakowały w łatwych zyskach i nie dadzą się 


..J.... 


119
>>>
łatwo zepchnąć z rynku. Najlepszym tego dowodem ostra kam- 
panja, jaką z pewnych źródeł usiłowano prowadzić przeciwk,) 
Linji Gdynia - Ameryka nieomal do ostatnich dni. Brzmi to nie- 
co paradoksalnie, aby polska instytucja w Polsce cierpiała z po- 
wodu obcych prześladowań, ale niemniej jest prawdą. Tem lepie i 
to natomiast świadczy o walorach Linji Gdynia - Ameryka, że 
wychodzi zwycięską ręką z tych konkurencyjnych zapasów. 


Niewątpliwie jednak taki stan na rynku komunikacji okrę- 
towej jest przejściowem niedomaganiem, które prędzej czy póź- 
niej zostanie w sposób, dla naszych interesów państwowych wska- 
zany. rozwiązane, tembardziej, że ostatnie restrykcje imigracyj- 
ne Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Kanady do ta- 
kiego zakończenia sprawy naglą, 


J, Drzewiecki. 


. I 


..., 


120 


-
>>>
ROZWÓJ P OL.5KIE] 
FLOTY HANDLOWE] 
i920: - o"-
. - Lr,br. 
192:5 : 4.. -,,- :),'-1.70 
.- 
19
}o: 
G-"-66.811. -'1- 


::.1--:.; ; 


f..... -
.... 
i 1 r \ 

ni.1

 
."UU"1 """1"" 
'1' 
..I, 
, I 


ot.... ... ... 


1
20. l!ł 25. 


-- 


. 
r 
. 
f 
: 
. 
. 
: 
. 
. 
. 
/
I 
; '---'ii i' 
I.., r
j 
 /I
nulm! I
 
.....r 
 \ 
f ' ' rt/!J " dl l nil"l" . 
'#I
IIIJ O 


1\"
 


. ..0 



, .. 
r, :.

 


1930. 


$ 


121
>>>
Tonaż światowej floty handlowej. 
według rejestru Lloyd'u angielskiego na rok 1930. 
Kra. Ilość okrętów Tonaż brutto 
Anglja 10.679 23.116.147 
Argentyna 311 296.236 
Belgja 244 529.043 
Brazylja 391 560.680 
Chili 119 154.563 
Chiny 218 319.224 
Cuba 66 45.270 
Danja 701 1.055.867 
Estonja 116 60.383 ł 
Finlandja 348 298.323 
F rancj a 1.662 3.378.663 
Gdańsk 33 132.366 
Grecja 516 1.266.685 
Hiszpanja 877 1.161.591 
Holandja 1.339 2.939.067 
Honduras 35 87.490 
lta!ja 1.380 3.284.660 
Japonja 2.059 4.186,652 
Jugosławja 153 281.396 
122 
--
>>>
I 

 


Kraj Ilość okrętów Tonaż brutto 
Łotwa 108 150.159 
Meksyk 56 53.883 
Niemcy 2.127 4.092.552 
Norwegja 1.807 3.224.493 
Panama 29 62.434 
Peru 38 62.160 
Polska 46 66.841 
Portugalja 269 246.368 
Rosja 1.385 1.510.125 
Rwnunja 34 68.647 
Szwecja 379 440.506 
Turcja 189 172.096 
U. S. A. 4.383 14.482.022 
Wenezuela 43 59,674 
Inne państwa 342 228.046 
Razem 32.482 68.074.312 


l 


UWAGA: W ogólnem zestawieniu Lloy,d'u tonażu światowej floty 
handlowej na rok 1930 Polska nie byla uwzględniona, wobec czego wstawi- 
liśmy dane statystyczne, według obliczeń naszych, odliczając odpowiedu;
 
ilość ton i jednostek z rubryki "inne państwa", Na szczególną uwagę zasłu- 
guje fakt, że spis Lloyd''\J uwzględnia państwa, flota których jest mniejsza 
c.,fI naAzej. 


123
>>>
o 
M 
ID 
.... 


L 


m 
c 


:. 
I:: 

o 
0'0 
P:::::s 
.D 


-- 
G 

 
o 
- 
'C 
C 
m 
£. 
. 
- 
o 


""0 
0::.... 
1:1.... 
o ::s 
E-.E 


..... 


- 
G 

 
CI) 
o 
fi. 

 
'0 
- 
CD' 
Lo. 

 
o 


I 
I ' :. 
o:: '" 
I '" 
 
-... 
0::"" 
1:1 1:1 
I bIJ '" 
;;'.0 

 


Lo. 
- 
CI) 
G 
'- 
G 
(r 


124 



 
'u 
'u 
'CI] 
et! 

 


II 
..!o: 
.. 
"O 
c... 
'" 
'Ol! 

 

 
'" 
oN 


... 
c.:c.:c.:c.::¥ 
C"-

c...
G3 


'" '" '" 
..!o: ..!o: ..!o: 


.a 
c... c... c... 


II '" 
jj 

 o o 

 c... c... j 
'" '" '" :.. o 
.;: 
 
 tE- 
o

o_ 
C"-c.;

c.;
 


- 
o '" 
'Ol! 'Ol! 
i:Qc.:
 
r...;

 


rIj cd ..olI 
'Ol! 'Ol! 
 

 
 - 


Q 
'" '" - 
-N 'N ., 


00C\-C\lt')lt')C\ł-- 
('.
o::





 
.....ł..........ł....ł....ł............... 


ł-- ł-- \O I I 
C")iOC")iOr-: 
NC\\O"!'\O 
ooaą 
- 



 
.. 
1'1 
'" 
... 
E- 


... 
al' 
... 
..!o: 
o 
j 
o 
E- 



..: 
'" .. 
oN "O 
c... 


... 
- 
.... 
'" Pil 
'Ol! o 

c.:.;: 
'" "O 
-N
c... 


OON c\OO\O"!'lt')\oOOł-- 
:
 &;('. o:: 
 
 o:: o:: 
 
 
 
.......... ........................................ 


:;;;:2
 
.. .. .. 
... ... ... 
'" '" '" 
'
 '
 .
 
:fi :fi :fi 
c:, c:, c:, 


;.g 
.. 
... 
6
 ;E :d 
'" o o 
:3 f! cd 

 '- J:: 


'_ I ł- '_ I lt') lt') ł-- I N \O C" I _ I ! 
C" NC\ 00 c\....;r-:-oiOOoo:i'OÓNOÓMO 
C" N NC""!' C\NNC"ł--C\ł--N_C\lt') 
lt')lt') -NC\ł--lt')ON"!' 

 ..cN
N 


::I 
.:.:: 
.... 
et! 
.... 
UJ 


E3 
o 
c:, 
- - E3 - 

 
 '" 
 
.g .g :d 
 .B 
.... M U o .... 
o o C'd ....., o 

 
..::: o 
 
13 


et! 
N 
'1:j 
o 
p::; 


..!o:..!o: 
ł-4 -a -a 

 
 
 

 o o 

"O"O 
.. ...d ...d 


o N ..!o: 
.
 cd -a 

 "'Oj 
 
... 'OI!_ 
'" '" o 
o. 
 ..d 


ł
NN 



::r::ł 





 
p,.. p,.. p,.. p,.. p,.. 


- 

 
... 
o 
- 
o 
ę 

 
'" 
... oN 
'" 
s:: ... 

 '" 
..!o: -;; 
:;j ..: 


o o o 
'" '" '" 

 o
 
 
o o o 
... ... ... 
'" '" '" 
c. c:, c:, 


... ... 
'" '" 

 
 


 
.. .. 


u o o CJ 
cd .! .
 Q,) .! 

 
 
 '
 
 
;d



 





 


(/)::f;:N(/)E-;:J 
I 

::r::


 







 
p,.. p,.. p,..p,........ p,.. p,.. 


Z
'"":IQ;:J

 
I 
::r::
p::;::r::-...z 







 
p,..p,........p,.. p,.. p,.. p,.. 


::I 
.:.:: 
.... 
et! 
.... 
UJ 


;.g 
.. 
... 
'" ... 
'
 
 

 
 
c:, ... 


- 
EJ 
 
o ... 
c:, '" 
13 
 
'" --: 
... oi 
.s '" 
o c:, 
E3 


o u 
Q,) N .! 
.
 
 
o ..!o: o 
... ... ... 
'" '" Ił 
...",.c c:, 


et! 

 
N 
et! 
Z 


et! 
N 

 ' o 
e ....... 
.:.::.:.:: 

 ....... et! et! 0'- 
 ' 
'o o....... .:.:: et! et! .:.:: '0/1 ,- E ::I ; 
et! 
 
 
 p,.. 
 I:: 'c 'j:i 
 I:: t .
 
 ,- 'o 
 'N 
I:: O"';;; o ",..o'&' 
 et! -I::
 I:: ....... B g,.

 '0'1:j 
s:; ,
 et!..d et!;:::: ::I ; '1:j '1:j et! 
 
 et! ;;j et! o o '" 
 'o 


UUQ


dd::r::::r::::r::
'"":I





 


..c 









oo
o






oo
o
 
......ł......ł'l""""'l''I'''''''4'1'''''''4,....{

'I'''''''4'1'''''''4C\JC\J 


...3
>>>
-. 



 .... 
 
Ol" 
... '" 
... 
 '" 
!:: o !:: 
'" '" 
... ;; ... 
E- E- '" '" 
II '" o 3! '" os '" :;; '" os '" 

 
 E- 
 '" 
 ..
 
 
 

 'S;:: 
 
 
 
..!!i '" '" '" '" '" '" . .. '" 'O 
C 
oN '-:0 c 
O c c '" ... 
:c o oN ..c ..c :c C 'O :c 'Oj! o. 
O p.. ;; p.. ... ;; ... O O O O p.. p.. O p.. ... p.. p.. p.. Ol" '" 
... I:Q I:Q ... ... ... ... ... 
 '"O :u:.; 
II '" O '" O O ' '" '" '" '" '" '" '" '" '" '" '" ... 

 'Oj! E- 'Oj! E- O 
 
 
 
 'Oj! 'Oj! 
 'Oj! O 'Oj! 'Oj! 'Oj! '" 
 
... ::I ::I 
 
 '" .!1 .!1 '" c.: ::I ::I '" c.: c.: ::I j ::I ::I ::I 
 c.: 
C 
 
 '" '" 'O 'O 
 
 C 
 
 
 
 "C:; 
C C C 'O O O ::I 
Il; '" '" p.. 
 Il; 
 
 '" '" 
 
 
 '" O '" '" '" !:ci 
 
oN p.. oN p.. p.. p.. oN oN N p.. oN oN oN Q 
N CO O \O N N \O M O O N 0'1 10 10 \O ł'"'" 10 CO \O \O \O CO 
 10 O 
.... N .... N N .... O N M M N N N N 10 N N N .... .... N N O O 0'1 
0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 CO 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 0'1 CO 
.... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... .... 
I I I I I I I I 
I ł'"'" 10"" 0'1 ł'"'" N \O ł'"'" 10 
M ł'"'" 0'1 10M 10 .... li" 
ł'"'" 00 0'1 ł--="O"';aó"'; ...;...; 00 a\OOO ł--=" aó-o-ó -O- '""00 00 ł--=" N O - 
.... 

 O 0'1 .... 
 
 ł'"'" 0'1 0'1 ł'"'" CO N \O .... 10 CO \O ł'"'" CO 0'1 .... O 10 ł'"'" \O 
 
N .... 
 O 10M M ex:! 

ą ł'"'" ą .... .... N 
 
 O .... \O CO 
M r...:N M-DN .... .... .... N N N NN M -.o 
-.o 
;. . 

 !i: a 
o . 
... ... Gl 
:;;! '" :;;! '" !i: :;; :;; N 
'" 
 '" 
 O . II 
'" '" 
 
... .8 ... O .... ... ... ... 
 
.... '" 
 '" +: 
 :E .... .8 
 
 '" Gl 
 
 
 .... 
...1:1 'N , 'N ...1:1 ...1:1 ':;1 'N O ...1:1 
u '" u on '" 
 u u u u O u u oj u u u ... u 
'" '" '" '" '" '" '" '" '" 
 '" '" '" .. '" '" '" .8 '" 
J:: '" ... o. '" o. J:: J:: J:: J:: J:: J:: '" '" J:: J:: J:: O J:: 
0.... o. o. o. 

 13 
u u u u u u u u u u '" u u 
 
 u u u u u u 
 
III '" ,
 '" ., '" "
 '" '" ,
 '" 'N '" '" '" "
 '" "
 '" ,
 ... '" 'j; 
"011 "i 'i 'i 'i 'i 'i 'i 'i 'i 'Oj! !:: !:: "i 'i "i 

 
 
 
 
 
 
 '" 
::I ... ::I 
 :; 
 

 o o o o o o o o o o '" o o 
 o o o o o o o o o 
... ... ... ... ... ... ... ... ... ... :; ... ... Cj 'O ;; ... ... ... :; 
 ... 'O 

 '" '" '" '" '" '" '" '" '" '" '" '" u lU '" '" N '" 
o. o. !.lo o. o. o. Po. o. IJ. o. 
 o. lo ;.:::: ...1:1 ...1:1 o. o. 
 Po o. '" o. ...1:1 
:E:CJC/)d
CJ
d::r:zP::;:: 
P::;Q
E-t
op::; 

p::;::r:zp::;z::r: :E:::f;
::r:::r: I 

z::r:
« 













 

g:





 
1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l.1l. Il.Il. p..,1l.1l.1l.1l.p.., 


..: c: C'd .... tJ"- 
- CII"-:a .:.:: 
t e g c"s 
 
 

 ,
'O ::; 
"'3 ClI 
.c. Z p..,1l.p..,p.., P::; 


82:» 



 
C'd 

 
 C'd o C'd C'd 
C:1-4t:...5
""'" 






 


c 
o 
"B 
o 
E-t 
ClI 
"'C 
ClI a.. 
::::..0 
"- :;j 
-N 


C'd 
a a a a "2 
 '3 "N gj 
..o ..o ..0..0 :; N a.."
 a.. UJ 
o o o o _ u o a.. :;j a.. 
P::;P::;P::;P::;C/)E-tE-tE-tE-t::J 


C\J 
C\J CI';) 't' 1.0 tO r- CO O') o .- C\J CI';) 
 1.0 tO r- CO O') o .- C\J CI';) 't' 1.0 tO 
C\J C\J C\J C\J C\I C\J C\J CI';) CI';) CI';) "'" CI';) CI';) CI';) CI';) CI';) CI';) 't' 't' 't' 't' 't' 't' 't' 
125 
.
>>>
.. 
j I CI 
. O 
O O 
.... !ill
 I 
O Iii 

 
= 

 II .s iii I , 

 ........ & fo 
J :1 o II . 
o 1,1 8 
o 
c:i 
o ,
 

 o 
IV .,..! tr. 
Z co 

 \) III .6 i:i 
........"; ;......" " 
, .5' t: 
o f 
o r- o 

 -u t 
Ol 
"IN r-'\ , 
, :11] . 
,= 


E-i 
o 
...:I 
li, 


 
o
 
o
 
tfI
 
-o 
-In 
O 

 

 


126 


"='::
_.- 




 
eJ. 


. 
o 
o 
o 
. d 

 
... 


j 
'1 
Ol 
i 

 
.. 
"I 
"I 

 
« 
:;;- 
li! 


« 
,..... 
I) 
g 


I 
: 
[,) 
ffi 
I' Z 


. 
o 
o 
G 
d 
o 
II, 


-, 


. 


..-.
>>>
Znaki wywoławcze okrętowych sta 
cyj radjotelegraficznych Polskie Ma- 
rynarki WOjennej i Handlowej. 


Okręty wojenne: 


Burza 
Generał Haller 
Iskra 
Jaskółka 
Komendant Piłsudski 
Kujawiak 
Krakowiak 
Mazur 
Podhalanin 
Pomorzanin 
Rybitwa 
Ryś 
Ślązak 
Wicher 
Wilja 
Wilk 
Żbik 


SPWN 
SPWB 
SPWC 
SPWV 
SPWA 
SPWF 
SPWG 
SP WC 
SPWT 
SPWU 
SPWD 
SPWL 
SPWI 
SPWK 
SPWW 
SPWH 
SPWM 


Okręty handlowe: 


" 


Gdańsk 
Gdynia 
Katowice 
Kraków 
Kościuszko 
Lwów 
Łódź 
Niemen 
Polonja 
Poznań 
Prem jer 
Pułaski 
Rewa 
Robur III 
Robur IV 
Robur V 
Robur VI 
Toruń 
Warta 
Warszawa 
Wilno 
Wisła 


SPAG 
SPAF 

PAC 

PAE 
SPEA 
SPCA 
SPBO 

PAI 

PEB 
SPAB 
SPBP 
SPEC 

PBR 
SPBA 
SPRB 
SPBC 
SPBD 
SPAA 
SPAH 
SPBS 
SPAD 
SP AJ 


121
>>>
M. PRZYBYLOWICZ, mjr. lotn. w st. sp. 


Zastosowanie fotOgrafji lotniczej do 
[celów hydrograficznych. 


Istnieje szereg zdobyczy współczesnej techniki, które są 
mało znane przez szeroki ogół, zwłaszcza u nas, w Polsce, acz- 
kolwiek posiadają bardzo duże znaczenie i znajdują szerokie 
zastosowanie praktyczne zagranicą. Między innemi należy d" 
Ilich t. zw. fotograf ja lotnicza lub "napowietrzna", to jest doko- 
nywanie zdjęć fotograficznych ze statków powietrznych i balo- 
nów na uwięzi. 


Najczęściej posługujemy się przy takich zdjęciach płatow- 
cami. U nas używa się fotografji lotniczej, prawie wyłącznie 
do celów wojskowych. W ostatnich czasach jednak zaczęliśmy 
posługiwać się nią także w dość skromnych l oz miarach, przy 
regulacji granic i rzek oraz przy pomiarach katastralnych. Po- 
zostałe wielorakie możności zostosowania fotografji lotniczej są 
zr.ane jedynie nielicznym specjalistom i nie zostały u nas dotych- 
czas wykorzystane praktycznie. Nie będziemy zastanawiali si
 
nad temi przysługami, które nam mogą oddać zdjęcia na lądzie, 
lecz ograniczymy się do omówienia w krótkich słowach korzy- 
ści, które możemy z nich wyciągnąć na morzu; a są one dość 
poważne. 


Wiemy z doświadczenia, że w pomyślnych warunkach o- 
świetlenia (pogoda słoneczna lub nieznaczne zachmurzenie) 
i przy spokojnej powierzchni morza widać bal dzo dobrze dno 
morskie w miejscach stosunkowo płyt1kich a także przedmioty, 
pływające niezbyt głęboko pod powierzchnią. Wzrok nasz prze- 
nika wodę tem lepiej i głębiej, im wyżej leży punkt, z któreg: 
obserwujemy i im więcej zbliża się do pionu linja obserwacji. 
Ze względu na szybkość oraz możność dowolnego regulo- 
wania wysokości, wprost idealnem obserwatorjum jest płato- 
wiec. Dlatego też znalazł on jeszcze w czasie wojny światowej 
szerokie zastosowanie przy zwalczaniu łodzi podwodnych i po- 
szukiwaniu min morskich. Obserwacja lotnicza, utrwalająca 
swoje spostrzeżenia zdjęciami fotograficznemi, oddała marynar- 
ce wojennej na tem polu cenne usługi. 


t28
>>>
.. 


Nic więc dziwnego, że. w czasie pokojowym wpadły pań- 
stwa zachodnie na pomysł wykorzyslama 10lmczych zdjęć dna 
morza dla celów hydrografji. Liczne doświadczenia w tym kie- 
runku, przeprowadzone szczególniej we Francji, wykazały, że 
zdjęcia fotograficzne ze statków powietrznych są bardzo cen- 
nym środkiem pomocniczym przy pracach pomiarowych i ba- 
daniu dna morskiego na małych głębokościach. Dzięki takim 
zdjęciom dokonano w krótkim czasie całego szeregu ważnych 
poprawek map morskich. 
Każde zdjęcie lotnicze pokrywa dość znaczny obszar i wy- 
kazuje wszystkie szczegóły bardzo dokładnie, - oczywiście tyl- 
ko wtedy, gdy zostało wykonane w odpowiednich warunkach 
c,świetlenia i przy spokojnej powierzchni wody - pozwala więc 
stwierdzić ewentualne zmiany ukształtowania dna znacznie szyb- 
ciej i często dokładniej, niż można to uczynić za pomocą sondo- 
wania, nie poprzedzonego wywiadem lotniczo-fotograficznym. 
Zapoznaliśmy naszych czytelników w tych kilku słowach 
z nieznaną im, zapewne, dotychczas dziedziną pracy lotnictwa. 
Może niejednemu marynarzowi i rybakowi nasunęła się przy tern 
myśl, czy nie można by 'korzystać z obserwacji lotniczej również 
przy połowie ryb, szczególnie gatunków, wędrujących wielkiemi 
'gromadami, jak n. p. śledzie. Słyszeliśmy, że zagranicą czy- 
niono próby także w tym kierunku, szczegółowe wyniki tych 
doświadczeń nie doszły jednak dotychczas do naszej wiadomo- 
ści. Może być, że ta krótka wzmianka zachęci Morski Instytut 
Rybacki do zbadania tego zagadnienia przy pomocy naszego 
lotnictwa morskiego 7! 


-..:-.

- - 
 
--.....::::=.d 
 
-.-. 
- f 'i;;.'--;= -= J' 


. 


129
>>>
Budowa statków olbrzymów 
w starożytności. 


Spoglądając w naszych portach na wspaniałe olbrzymy 
oceanu, luk,susowo urządz,one i wyposaŻJone w naj.nowsze zdo- 
bycze nowoczesnej techniki, myślimy nieraz z politowaniem o 
tem, w jaikich to "łupinach" udawali się w podróż po dalekich 
morza'ch starożytni żeglarze. W parze z tem politowaniem 
idzie, co prawda, sz'czery podziw dla ich odwagi, nie wyklucza 
on jednak poczucia bezgranicznej wyższości nad naszymi pra 
pradziadami i .lekceważącego uśmieszku .na wspomnienie o ich 
różnych galarach, bi-, tri- i kwadriremach z przed 2000 lat, !) 
których mamy przeważnie bardzo mgliste pojęcie, bo, pochło- 
nięci całkowicie olbrzymiemi postępami współczesnej techniki, 
.zaniedbujemy coraz więcej szczegółowe studja historj,i staro- 
iytnej. 
Nie zdajemy sobie więc sprawy z faktu, że na'8ze dzi'8iej- 
sze potężne konstrukcje okrętowe posiadały. w dalekiej prze 
.szłości, poprzedników, nie ustępujących im bynajmniej pod 
względem wielko.ści i jakości wykonania, ba, przewyższających 
je niekiedy, abstrahując oczywiście od siły popędowej w posta- 
ci turbin parowych, silników spalinowych oraz elelktrycznośc
, 
jaką rozporządzamy w dobie obecnej. 
Nietrudno to sprawdzić, jeżeli zagłębimy się w dzieła sta- 
rogreckich historjografów. z ich opisów bowiem dowiemy !Się 
ze zdumieniem, że przeszło dwadzieścia stuleci przed nami 
pływały na morzu Śródziemnem okręty, o napr,awdę imponuja 
(;ych rozmiarach. 
\V/ trzecim stuleciu przed Chrystusem wybudowano, m: 
rozkaz Ptolomeusza IV., króla Egiptu, !Sta,tek, którego długo-ść 
wyno c; ił a 126 metrów, 
'
rokość 17 m:r. d wysl
koś: od 5iha'ki 
d-,) gćrne
 pokładu ckeło 24 metrów. Byl to stłLk ww
ł,)wy: 
posiadał cztery olbrzymie stery a najdłuż,sze je.
I-' wiosła mie- 
rzyły 17 metrów. Dziób i rufę zdobi'ly wSlpaniałe rzeżby zwie- 
rząt, które miały blisko sześć metrów wysokości. Pomieszcze- 
!1ia O wewnętrzne upiększały bajeczne malowidła i rzeźby, W1h.,)o 
nane rę1ką najznakomitszych artystów onych czasowo Załoga 
składała się z dwuch tysięcy ludzi! 
Ten sam król Pto}.omeusz IV. posiadał również ogromny 

tatek rzeczny "Thalamego-s", rzeczywiście luksusowo urządzo- 


130 



 


I 
I 
r 
1
 


.-.
>>>
ny a ustępujący, co do rozmiarów, niewiele opisanemu poprze- 
.mio kolosowi. 
"Thalamegos" był bowiem 105 metrów długi, 13 J h mtr. 
:;zeroki a wysokość od stępki do najwyższej nadbudówki naJ 
pokładem wynosiła 27 metrów. Wewnątrz statku mieściły się 
wspaniałe komnaty i sale. Wzdłuż burt i rufy biegła dwupiętro- 
wa galerja. Na pierwsze piętro wiódł, z rufy, piękny przedsio- 
nek, zdobiony bogato inkrustacjami z kości słoniowej i drogo- 
cennych gatunków drzewa. Wielka sala posiadała dwadzieśch 
drzwi z drzewa tuji, wykładanego !kością słoniową. Zdobiła j
 
duża ilość kolumn cyprysowych, upiększonych bogato kości-ł 
słoniową i złotem. Sciany były wykładane drzewem cedrowem 
i cyprysowem. Belki .poprzeczne były pokryte przecudnemi 
rzeźbami i grubo zł'ocOlne. Obok tej sali mieściła się sypialnia 
o siedmiu łożach a opodal mieszkanie dla kobiet, składające 
się z jadalni i drugiej obszernej komnaty. Z niej wiodły schody 
kręcone do wspaniałej kapli,cy, w której stał przepiękny mar- 
murowy posąg bogini Wenery. Urządzoną z nadzwyczajnym 
przepychem salę bankietową, ozdobioną kolumnami z przecu- 
rlnego marmuru, prześcigała jeszcze wspClJniałością i -bogactwem 
druga, zwana salą Bachusa. 
Na górnym pokładzie widniał pawilon w kształcie na- 
miotu, połączony schodami z dwoma galerjami. Jedna z nich 
była zdudowana w stylu assyryjskim, druga w stylu egipskim. 
Ostatnia posiadała kolumny czarne i białe z rzeźbami róż, świę- 
tego kwia1tu lotosu i fasoli oraz zbóż. Oprócz tego zawierał sta- 
tek wielką ilość mniejszych, lecz równie pięknych pomieszczeń. 
Całe olinowanie i ożaglowanie było zabarwione purpurą, 
co było w tych czasach wielką rzadkością ,i niesłychanym luksu- 
sem. Wielki maszt statku "Thalamegos" mierzył ponad trzy- 
dzieści metrów. 
Hieron II., król Syrakuzy, panujący od roku 269, do 215 
przed Chrystusem, lubował się również w wielkich okręta::h 
i inte,resowaJ się ba.rdzo budownictwem morskiem. Wykonawca- 
mi iegr. pomysłów byli znani po dziś dzień uczeni konsbtl..h.rzy, 
Archimedes i neapolitańczyk Archias. 
Hieron II. budował swe statki-olbrzymy nie tylko dla ce- 
lów wojennych i reprezentacyjnych, lecz 'służyły one także dh 
ha:ndlu. Posł liwano się nimi zwłaszcza przy przewożeniu zbo- 


131 


.-.
>>>
ża. Pojemność ich wynosiła od 7.000 do 10.000 ton a może 
i więcej. 
Największy z 'okrętów floty Hierona II. został w)"kona- 
t:y przez Archiasa, według planów i pod nadzorem Archimede- 
sa. Dano mu początkowo nazwę "Syrakuzanka", a później 
.,Aleksandryna". Długość jego wynosiła przeszło półtorast.ł 
metrów. Posiadał trzy pokłady. Podłogi były wyłożone prze. 
sliczną mozaiką, wyobrażającą cały przebieg życia Homera i 
szereg scen z jego "Iljady". 
Na pokładach założono pięikne ogrody i bajeczne wodo- 
tryski ze słodką wodą. Wzdłuż burt stały altany, obrośniętc 
winem, bluszczem i różami. Wspaniała sala Wenery miała po- 
ciłogę z achatu i drzwi z kości słoniowej a zawierała nieprzeli- 
czoną ilość posągów, waz i przeróżnych przedmiotów sztuki. 
Komnata, mieszcząca bibljotekę, miała sufit, sklepiony na 
kształt nieba i pokryty wszystkiemi konstelacjami gwiazd, wi- 
docznemi w czasie budowy statku. 
W szeregu małych wieżyczek nad pokładem mieściły się 
kuchnie, śpiżarnie i magazyny. Statek posiadał cysternę n1 
słodką wodę o pojemności 60,000 litrów. Druga olbrzymia cy- 

terna zawierała wodę morską, w której pływało mnóstwo 
przeróżnych ryb. 
Oprócz tego miał Istatelk osiem wieżyc warownych, uzbro- 
jonych w potężne dzwigi oraz ogromne katapulty i balisty, któ- 
re wyrzucały potężne pociski na bardzo znaczną odległość. 
Dźwigi n'ijwiększej wieży były tak silne, że mogły unieść z wo. 
dy całą galarę normalnej wielkości . 
T en kolos morski miał trzy maszty a osiem kotwic. Drze- 
wa, potrzebnego na wielki ma1szt, nie było na całej wyspie Sy.. 
cylji. Znaleziono je, ostatecznie, w lasach dalekiej Hiszpanii 
i przywieziono z wielkim trudem, do Syrakuzy. 
Po szeregu podróży na morzu Sródziemnem udał się Hie- 
ron II. do Egiptu, by odwiedzić swego przyjaciela, Ptolomeu- 
sza IV. i przy tej sposobności podarował mu swoją wspaniałą 
"Syra}mzan1kę", którą Ptolomeusz nazwał "Aleksandryną". 
Od tego czasu minęło więcej, niż dwa tysiące lat, zanim 
świat ujrzał ponownie na morzach takie olbrzymy, jakimi były 
"Thalamegos" i "Syrakuzanka" . 
Przekonujemy się więc jeszcze raz, że rzeczywiście "nie- 
ma nic nowego pod słońcem". 


132 


./ 


:t 


i 


1 


--
>>>
'1 


I 
-I 
! 
r 



I 


J 


I 
,1 


--- 


Wiatr od morza. 


Ziściły się tęsknoty i marzenia najśmielsze dziadów i ojców 
naszych. W huraganowym ogniu dział, wśród zgiełku zawieru- 
chy wojennej w gruzy rozpadły się trony zaborców, grzebiąc pod 
swym ciężarem moc i potęgę wrogów naszych. 
Nad prastarą ziemicą naszą zabłysła 'złota jutrzenka wol- 
ności. Od Karpat aż po Bałtyku modre fale, od Śląska - ko- 
lebki pols1kości, aż hen, poza Niemen, do świętej ziemi Wileń- 
skiej i Dźwiny nurt chłodnych - jeden płomień potężny ogar- 
nął serca polskie, jedna zabrzmiała pieśń mocarna i radosna - 
"Jeszcze nie 'zginęła!" 
A gdy wróg nasz targnąć się poważył na całość granic Rze- 
czypospolitej, spotkał się z takim odporem, na jaki stać tylko 
ratrjotyczny Naród Polski. Już nie walczyła wtedy odosobnio- 
na 'garstka szaleńców z Pierwszej Brygady. Powstała do walki 
(I święte prawa wolności siła, potęga, żywioł. Na zew Komen- 
danta Naród cały pod bronią stanął, bagnetem kreśląc odpo- 
wiedź na zniewagę wrogów buńczucznych. 
Minęło lat kilka. Niepodległością, zdobytą wysiłkiem m:- 
carnym legjonisty i żołnierza polskiego, part je frymarczyć po- 
częły. Nad Polską zawisła zmora nieładu, anarchji. Praca naj 
odbudową kraju, nad utrwaleniem polkoju, niepodległości, do- 
brobytu społeczeństwa nie posunęła się ani o jeden krok na. 
przód. W wirze walk partyjnych zapomniano o najświętszycn 
obowiązkach względem Narodu, Ojczyzny, historjil 
Posępne, upiorne widmo Targowicy wstrząsnęło posadami 
młodego Państwa Polskiego. Srożyło się bezrobocie, jak cięż. 
ki J91.łot opadła na nas dewaluacja pieniądza, rujnując całą struk- 
'turę gospodarczą kraju. Odwieczni wrogowie Polski, ośmieleni 
i zachęceni niemocą naszą, wyciągnęli łapę zbrodniczą po pra. 
starą, polską ziemię Pomorską, pragnąc pozbawić nas morza, 
a wraz .z niem - Niepodległości... 
Zdawało się, że z tej ciężkiej sytuacji nie było już wyjścia 
że ulec musimy rozkładowi partyjnemu i przemocy wroga. Tę 
sknoty nasze, ból nasz, niepokój o losy Ojczyzny, zlały się w je- 
dno wołanie, w jeden szloch rozpaczy. Czekaliśmy ,cudu - 
cudu, który po raz wtóry wydźwignąłby kraj z odmętów nie 
bytu - czekaliśmy na słowo Tego, który z ciszy małego dwor. 


133
>>>
ku w Sulejówku, zbudowanego rękoma oddanego żołnierza pol- 
skiego, patrzył na wszystko i - cierpiał razem z nami. 
I stał się cud. 
Przyszedł Ten, którego wola już raz pchnęła do czynu Na- 
ród, w swe siły nieufny. Rozgromił partyjników, ujął ster na- 
wy państwowej w swe silne, czyste ręce. 
Nadeszły czasy, znamieniem których stał się wyścig pracy! 
Tu, nad morzem naszem, znaczenia którego nie doceniałj 
rządy poprzednie, zawrzała praca twórcza, gruntując podwa- 
liny panowania polskiego nad Bałtykiem. Rozpoczął się pochóJ 
drag zgrzytliwych w ciemne łono lądu, torując drogę basenom 
portowym, skutym szarą masą betonowych nabrzeży, wyłoniły 
się z wody długie rzędy falochronów, chroniących przed wich- 
rem i falą pierwszy port Rzeczypospolitej, strzeliły ku niebu 
potężne budowle miasta, do portu polsIkiego ruszyły przez mo- 
rze liczne okręty, niosąc do najdalszych zakątków świata wieść 
o genjuszu .twórczym Narodu Polskiega. 
Zadrżeli wrogowie nasi. 
Mądra polityka Rządów Marszałka Józefa Piłsudskiego, 
owocem której jest Gdynia i ojczysta flota handlowa, wydarła im 
z ręki wszystkie atuty, jakimi posługiwali się w imię rewi1zji 
granic. Zaślepieni w bezgraninnej nienawiści do Polski, roz- 
wścieczeni niepowodzeniem swej akcji rewizjonistycznej _ mó- 
wić zaczęli o zbrojnem wydarciu dz.iedzictwa naszego. 
Czyż mieliśmy pozostać głusi na pogróżki wrogów? Czy 
mieliśmy słuchać spokojnie odgłosów zbrojeń "Stahlhelmu" po 
tamtej stronie granicy? Czy mieliśmy czekać, aż rozkaz mobi- 
lizacyjny zawezwie nas do szeregu, aby stanąć zbrojnie do wal- 
ki z najeźdźcą? · 
Nie! 
Obowiązkiem naszym jest przygotować się zawczasu, czu- 
wać stale nad bezpieczeństwem kraju i być zawsze przygotowa- 
nym na odparcie wroga i zew Komendanta. 
Gdynia - perła nadmorska Rzeczypospolitej, pierwsza dała 
przykład, jakimi winni być mieszkańcy Pomorza i ziem Zachod- 
nich, naj'bardziej zagrożonych przez wroga. Dzięki energji i ini- 
cjatywie por. rez. Stanisława Majewskiego, powstało w Gdym 
pierwsze na Pomorzu Koło Stowarzyszenia Rezerwistów i By- 
łych Wojskowych, skupiająceg,o w swych szeregach wszystkich 


134 



I 


. 
II 


J 


I,
>>>
I 

I 


rezerwistów i byłych wojskowych, bez względu na stopień woj- 
skowy, stanowisko społeczne, stan majątkowy - wszystkich, 
którzy pragną przykładnie :służyć Ojczyźnie, pracować -dla do- 
bra społeczeństwa i potęgi Rzeczypospolitej a, w razie potrzeby, 
w ka-żdej chwili być gotowymi do zbrojnego odparcia wroga. 


'lit. CI 


. 


1 1 111' 
4" ,'I' 
.. 


. ," 


. 


'j, 


'-- 


.. 


J 
I 


por. rez. Stanisław Majewski. 
Preze,s Stowarzyszenia Rezerwistów i Byłych Wojskowych w Gdyni 


Nie wątpimy, że dobry przykład Gdyni odezwie się echem 
niemilknącem po całem Pomorzu, że jak długa i szeroka jest na 
sza piękna ziemia Pomorska, wszędzie powstaną oddziały i koh 
rezerw
stów, wszędzie ukaże się mundur rezerwy, zabłyśnie: 
cnota obywatelska i dobry przykład żołnierza polskiego. 
Pamiętajmy, że wróg nie śpi, więc zbudżmy się do nowegu 
zycia. Zrzućmy pęta obojętności i wstańmy do czynu' 
Nie czas dach naprawiać wtedy, gdy deszcz przecieka nd. 

łowę! W. Sk. 


I, 


135
>>>
Porty rybackie polskiego wybrzeża 


Podstawą wszelkich operacyj rybackich jest bezpieczny 
i dogodnie położony port. 
Nasze rybołówstwo morskie posiada dotychczas charakter 
wybitnie przybrzeżny. Rybak nie wyjeżdża na połowy daleko. 
na morze, dłużej jak dobę nie przebywa na połowach a na wy- 
padek silniejszych wiatrów zmuszony jest czemp'-ędzej powra- 
cać do portu. Z tych więc powodów korzystne położenie porŁ11 
ma dla rybaków pierwsLOrzędne znaczenie. 
Zapewniony bezpieczny postój statków, dogodność wyła- 
dowywania ryb i zaladowywania sprzętów, a szczególnie bU- 

kość od terenów połowu, dają możność jaknajmniejszego zu. 
życia cza:su na przejazd, jak również - szybkiej ucieczki w ra- 
zie nadejścia burzy. Są to czynniki, które decydują o dogodno- 
ści portu rybackiego. Jeżeli dodamy do tego dobrze zorganizo- 
wany handel i transport, umożliwiający zbyt każdej ilości zło.. 
wionej ryby, rozwinięty na miejscu przemysł przetwórczy, a P.)- 
nadto możność szybkiego remontu statków, będziemy już mieti 
zupełnie nowoczesny port rybacki, całkowicie zaspakający te- 
chniczne potrzeby rybactwa. 
. Obecnie posiadamy cztery porty rybackie, które daią 
wprawdzie schronisko kutrom żaden z nich jednak, jak dotych- 
;:zas, nie odpowiada wymogom nowoczesnego rybactwa. 


GDYNIA. 



I 


. . 


I 
.\ 


.1 


Jedynie port w Gdyni, a zwłaszcza jego basen południowy. 
po całkowitem ukończeniu jako tako za'spotkoi po.trzeby ryba- 
ków miejscowych. 
Na cele ściśle rybackie przeznaczono południowo-zacho- 
cnią część basenu, a właściwem miejscem wszelkich operacji 
handlowych produktami będzie molo rybackie z nabrzeżam: 
angielskiem i rybnem o łącznej długości 800 mtr. 
Będ
ie tu przedewszystkiem wybudowany duży skład Ą 
dla śledzi importowych, ł!dyż w interesie Polski leży, aby im- 
port ten szedł w pierwszej linji przez Gdynię. Wygodne składy 


136 


-
>>>
i 


. . 


-I 


- 


wolnocłowe, tani przeładunek, sprawna obsługa _ a przede- 
wszystkiem dobry transport do większych ośrodków w głębi 
kraju - będą temi czynn-ilkami, które skierują drogę handlu 
importowanym śledziem i wogóle rybami przez Gdynię i czę- 
ościowo odbiorą dotychczasowe monopolistyczne stanowisko 
Szczecina. Dalszą nader ważną zdobyczą dla handlu świeżą 
rybą w porcie gdyńskim_ będzie hala rybna, w której odbywać 
£ię będą licytacje przywożonych z połowów ryb, sprzedaż, sor- 
towanie i pakowanie do dalszej wysyłki. Aby można było i w 
lecie w czasie upałów prowadzić normalny handel rybą, jakI) 
uzupełnienie hali rybnej będzie pobudowana chłodnia, połączo- 
na z wyrobem lodu na potrzeby rybackie. Umożliwi to przecho- 
wywanie ryby w stanie świeżym w każdej porze roku, chociażby 
przez dni kilka. 
Ważnem uzupełnieniem portu rybackiego będzie skon- 
centrowany tuż obok przetwórczy przemysł rybny, jak wę- 
dzarnia, fabryka konserw, smażarnia ryb, fabryka puszelk 
i skrzyń na ryby i t. p. 
O utworzenie podobnych placówek przemysłowych ubie- 
gają się tylko Polacy. Również kapitał zagraniczny chce się 
poważnie zaangażować w gdyńskim przemyśle rybnym. Czyn- 
niki rządowe przychylnie odnoszą się do tych spraw i, skłonne 
są nawet udzielić poważnym i fachowym re11ektan10m daleko 
idącego poparcia. 
Aby dać możność uskuteczniania napraw statków ry- 
backich na miejscu, przystąpiono do budowy przy nabrzeżu 
rybnem t. zw. slipu, to jest przyrządu .do wyciągania statków nd 
brzeg. Dotychczas byle jaka reperacja wyma'ga wyjazdu Ikutra 
0.0 Gdańska, na co traci się dużo czasu i pieniędzy. Po wybudo- 
waniu slipu rybacy będą mogli za niewielką ,opłatą wyciągać 
statki na brzeg i wykonywać drobne naprawy we własnym za- 
Itresie. 
Tak pomyślany port rybacki w Gdyni nietylko zaspokOi 
potrzeby rybołówstwa przybrzeżnego, ale również będzie słu- 
żył podstawą dla zapoczątkowania rybołóstwa dalekomor- 
zkiego, które przecież musi powstać w przyszłości. Zaczątek te- 
go widzimy już w wysiłkach Morskiego Instytutu Rybackieg) 
i Polsko-Norweslkiego Tow. Handlowego. 
Ilość kutrów rybackich, portem oroacierzystym których 
jest Gdynia, w końcu 1929 roku wynosiła 32 i 4 łodzie motoro- 


137
>>>
.1 


1 


.1 


.. 


I
 


\ 


r' 
. 


. 
. 


- -, 


,- 


:J:: 

 


! 
, 


I 

 
p: 
o 
p;- 
o 
go, 
o- 
Er 
- 
'd 
o 
.. 
Et 


,- 
I 
\ r- 

. .,':if 
, 
 
rl 
- 

 . 
.' k 
.f .. 
, 
"ol 
, 


138
>>>
.} 



I . 


I 
1 


I 
. 


-- 


we o łącznej sile około 500 KM., gdy w roku 1924 było ich 22 
1. sile ok. 250 KM. Pozalem znajdu
ą się tu 2 kutry do połowów 
d
lekomorskich. Dla pr ly1kładu należy dodać, że z chwilą o:bję- 
da Pomorza przez Polskę było zaledwie 8 kutrów rybackich. 


HEL. 
Drugie mIejSCe co do ważno,ści i dogodności zaljmuje port 
helski. Geogral'
czlne położenie je,go ,bodajże korzystniejsze j
st 
ala rybołówstwa, aniżeli portu gdyńskiego, ale wyposażenIe 
techniczne daleko pozostaje w tyle. Po dokonanych przed :kilku 
la:ty rekQnstrukcjach i zbudowaniu dwóch skrzydeł mola z be 
tonu, port daje dość wygodne 'Schronisko kutrom rybackim 
\vła-da jego jest to, że zbudowane ,na nowo mola, nie są prakrty- 
r::znemi molami dla przeładunku, lecz mają raczej charakter 
mola, przeznaczonego dla ruchu pa3ażenkiego. 
Powierzchnia portu wynosi 3 ha., co do nieda wna zupełnI
 
wys'ta1rczał.o tamtejszym rybakom. Z chwilą jednak osiedleni:l 
f:ię W nowej kolonji helskiej dalszych 50 rodzin rybackich, .;l 
.bkutkiem tego i powiększenia się !flotyli kutrów motorowych _ 
obecny port okazalł się zamały i zaszła potrzeba jego rOl3zerzc. 
ma. 
Roboty nad rozszerzeniem portu prowadzone są od wio. 
sny roku 1929 i po ukończeniu ich powierz-chnia portu będzie 
wynos.ić około 9 ha., przy długo,ści mola północnego 230 mtr. 
i południl{)wego 470 mtr. Trzykwtnie powiększona powierzchnia 
portu na dłuższe lata zaspokoi potrzeby rybackie i żeglugi 
przybrzeżnej. Co się tyczy wyposażenia technicznego, tQ pozo- 
stawia ono wiele do życzenia. Przedewsz}'lstkiem, dotkliwie da- 
ję się odczuwać brak bocznicy kolej-owej i miejsca do remontu 
kutrów. Poza tem samo nabrzeże wymaga uregulowania. 
Charakterystycznym i mało znanym szerokiemu ogółowi 
!:zczegółem portu helskiego jest import i ehpor\ ryb żywych. 
W parze je+siennej i zimowej dość często odwiedzają port helsiki 
duńskie statki rybackie, przywożąc żywe wątłusze (dorsze) 
i śledzie. Ryby te są przechowywane w specjalnych basenach 
w kadłubie statku, w burtach którego znajduje się szereg 
otworów, przez które przepływa świeża woda morska do ba- 
senów z rybami. 
Statki te zawijają do Helu .dlatego, że woda w tamtejszym 
D01l"cie jest czysta i dostatecznie słona, g-dy natomiast w porcie 


139
>>>
gdańskim jest za słodka, zanieczyszczona i ryby szybko w niej 

iną. 
Z Helu wywozi się zagranicę, narazie tylko do Niemiec, 
świeże węgorze i łososie, c.oprawda w niewielkiej ilości, jest to 


.. 
Ol 
I I f }I 
(i
i 1 
l! 
.. 
" 
::I: """ 

 
n I 
N 
.tO 
en, 
n. fi 
::E 
CO k 
::E 
ts 

 
... 
N 
tI " Jr . 
II 
'C 
O 
.. 
i: -- ... 
'C ., /- 
... ,.. I · 
N 
 
- 
en [ , 
- 
II 
tI- 
 - 
'C 
II 
'" 
II 
N. 
CO 
... 
lo " 
p;- 
P' 
IfJ , 
.- 
. . . 
\' 

 


140 


-
>>>
jednak jedyny port polski, z którego żywe ryby eksportujemy 
zagranicę. 
ilość kutrów motorowych, przypisanych do portu helslkie- 

o, wynosiła w końcu 1929 roku sztuk 40 łącznej siły okoh 
700 HP. W roku 1924 było ich 43 o sile około 510 HP. Zmniejsze- 
nie się ilości kutrów tłomaczy się tern, że opuszczający Pobkę 
optanci niemieccy zabrali 15 kutrów do Niemiec. 


, .. 


JASTARNIA. 


I 
si 


Port rybacki w Jastarni jest jeszcze w budowie. Decyzja 
o budowie portu zapadła w r. 1925. Bezpośrednią jej przyczyną 
były z jednej strony potrzeby rybackie, z drugiej zaś - tury- 
styczne i letniskowe. 
Wskutek obszernej mielizny pod wsią Jastarnia 
róWtlież i przed bezpośrednio do niej przyległą wsią Bór, kutry 
rybackie mieszkańców obydwu wsi zmuszone były do zatrzy- 
mywania się i stania na kotwicy w znacznej odległości od brze- 
gu, przez co narażone były na niebezpieczeństwo w czasie bu- 
rzy, zwłaszcza zaś w porze zimowej, kie-cly zatoka Pucka po 
kryta iest lodem ruchomym. 
Ciężkie warunki wstrzymywały normalny rozwój ryb:- 
łówstwa w Jastarni i Borze, najwięcej zaludnionych wsiach na 
półwyspie. Wioski te należą do najwięcej zamieszkiwanych 
przez letników w czasie sezonu kąpielowego, a więc, wybudo- 
wanie portu umożliwiłó także stworzenie komunikacji pasażer- 
skiej z innemi punktami wybrzeża. 
Na port rybacki wybrano miejsce od strony Zatoki Puckiej 
tak, aby obydwie wsie Jastarnia i Bór mogły z nie,go korzystać. 
Powierzchnia wodna portu, 'budowa którego została wykoń- 
czona w r. 1930, wynosi 8% ha, głębokości 4 m. 
Podczas sezonu linja przybrzeżna "Zeglugi Polskiej" za- 
peWtlia Jastarni szybką komunikację z Gdynią i Gdańskiem. 
Z portu w Jastarni korzystają także rybacy z Kuźnicy. 
Dzięki budowie portu, ilość kutrów rybackich w Jastarni 
stale się zwiększa. W roku 1924 rybacy z Jastarni posiadali 
6lkutrówo sile 30 KM. W roku 1929 liczba ta wzrosła do kutrów 
20 siły o 230 HP. Jeżeli dodamy do tego 20 kutrów z Kuźnicy, 
-będzie to już poważna flotyla, konystająca stale z portu Ja- 
starnia. 


,I 


141 


-
>>>
r 


." 
o 

 


. 


"I 


..I 


, A 


c 


... 


:ł: 
c.... 

 
en 

 
.... 
t;I 


" 


IL 


"O 

 
:ł: 
O 
t;I 
"N- 
/\) 
00. 
a- 

. 


-, 


.. . 


!- 


"tI 
O 
(;;"' 
:;" 

: 



 


, 
\ 


-, 


I 
l 


J 
, 
ł 


Nie możemy pozwolić, aby wydarto nam morze, gdyż utrata 
morza prowadzi do utraty niepodległości. 



 


142
>>>
PUCK. 


, .. 
I 


Niewielkich iI'ozmiarów basen portowy, przeZiDaczony dla 
kutrów i łodzi rybackich z okolicznych wiosek, przychodzących 
z rybą, lub też celem zakupu produkŁów żywno'śc.iowych, ma- 
terjałów budowlanych i t. p. Większego znaczenia dla ry'bo- 
łówstwa nie posiada, gdyż zbyt jest oddalony od lepszych tere- 
nów połowów i z tego względu oparcie się o ten port floŁyh 
kutrów ryba'Ckich nie jest korzystne, ze względu na daremn
 
stra'
 czasu i materjałów pędnych. W dodatku zatoka pucka 
w zimie prawie zawsze zamarza na przeciąg paru miesięcy, 
odgradzając port pucki od reszty przeważnie niezamarzającycl:t 
terenów zatoki gdańskiej i otwartego morza. 
NiedO'go-dności portu wpłynęły ujemnie na Iksz.tałtowame 
się rybołówstwa. W przeciwieństwie do trzech innych portów 
rybackich, ilo,ść kutrów w Pucku wynosi zaledwie kilka sztuk, 
nie wykazując tendencyj zwyżkowych. 
W porcie znajduje się niewielki slip, którym mo
na wy- 
dągnąć małe statki rybackie, przeznaczone do naprawy. 


PORT NA WIELKIM MORZU. 



 


U wybrzeży zatoki, da;ją ochronę sŁa,tkom i ło,dziom ry- 
backim istniejące lub budujące się porty. Znacznie gorzej przed- 
'Stawia się pod tym względem sytuacja na wybrzeżu Wielkiego 
Morza, gdzie dotychczas niema ani portu, któryby, w razie bu- 
,:zy, dał schronienie Ikutrom rybackim, a;ni nawet najmniejszej 
przystani - schroniska. Zdarza się też często, że duże fale 
f.iszczą łodzie rybackie. 
Brak portu nie pozwala rybakom z Chałup i innych wsi 
nadbrzeżnych, aż do granicy niemieckiej zaopatrywać się w mo- 
torowe statki rybackie, wskutek czego połowy dają nikłe wy- 
niki. Podczas gdy nasz odcim.ek wybrzeża otwartego morza nie 
posiada ż,adnego schroniska, wyibrzeże niemiekie jest usiane 
portami i często nasi r)'lbacy, w razie burzy lub uszkodzeń mo- 
toru, ,szukają w nich schronienia. Przedewszystkiem więc na bu- 
dowę portu od strony wielkiego mo,rza zdecydowano się, biorąc 
wzgląd na d,obro rybaków oraz możliwość wylk.orzyS'tania da;l
 

zych obszarów wodnych i rozszerzenia naszego rybołówstwa 
'la zachodni Bałtyk. 


143 


-
>>>
Badania wstępne nad wyborem miejsca na przyszły port 
polecono przeprowadzić Morskiemu Instytutowi Rybackiemu, 
który do tego celu powołał specjalną fachową komisję. 
Komisja ta, po zbadaniu całego wybrzeża od podstawy pół- 
wyspu helskiego aż do granicy niemieckiej, doszła do wniosku, 
że najodpowiedniejszem miejscem jest odcinek wybrzeża po
 
między Wielką Wsią a Hallerowem, a to ze względu na najko- 
rzyslniejsze podłoże geologiczne, najlepszą osłonę od częstych 
i silnych wiatrów zachodnich, największy w pobliżu ośrodek 
rybacki (Wielka Wieś, Chłapowo ) oraz bezpośrednią komuni- 
kację kolejową. 
W tem też miejscu najprawdopodobniej powstanie przy- 
szły port. Na dalsze badania i na zapocząt1kowanie budowy Ra- 
da Ministrów uchwaliła wyasygnować z budżetu 1930 roku 
kwotę pół miljona złotych. B. Kuźmiński. 


-i' .. 


r:: 


. 

 ęk 


" 


.
 


. . 


..., 


.. 



. 


......... 



:: 


. , 


144
>>>
' .. 


- 


MIECZYSLA W PRZYBYLOWICZ. 


o włos! 


Olbrzymi, szybkobieżny parowiec "Gigantic", najnowszy 
statek White Star Line, o poj.emności 65000 ton, pruje potężnym 
dziobem fale Atlantyku. Znajduje się w drodze do Nowego 
Yorku. Z potwornych kominów transatlantyckiego olbrzyma 
buchają gęste kłęby ciemno-brunatnego dymu. "Gigantic" roz- 
wija pełną szybkość, bowiem chodzi o odbycie podróży z Eu- 
ropy do Ameryki w rekordowym czasie i zdobycie "błękitnej 
wstęgi oceanu", która znajduje się dotychczas w posiadaniu 
niemieckiego konkurenta. Z szumem rozcina stalowa pierś pa- 
rowca szaro-zielone zwały wody, a szeroka brózda białej piany, 

otłującej się za rufą, znaczy jego drogę. 
Jest wieczór. Nadchodzi szara mgła, która z każdą minutą 
gęstnieje. Potężne kontury majestatycznego statku zlewają si
 
r nią w jedną ciemną masę. Promienie silnych reflektor6 
{' lektrycznych przenikają gęste mroki zaledwie na odległoś
 
kilkunastu metrów; po'tem giną, pochłonięte przez nieprzenik- 
J:iione tumany oparów wodnych i czarną noc. Oko ludzkie jest 
bezsilne wobec tej ciemności. Straszna jest taka nocna mgłi1 
na morzu, kiedy nawet na parę kroków nic nie widać. Statek 
mknie ustalonym 'kursem na oślep, narażony na niebezpieczeń- 
dwo zderzenia się z każdą przeszkodą, którą napotka na swej 
drodze. Nic nie pomogą najbystrzejsze nawet oczy, najsilniej- 
sze reflektory. Jedynie dźwiękowe sygnały ostrzegawcze za- 
bezpieczają, jako tako, przed zderzeniem się z innemi statkami. 
Lecz co wtedy, jeśli zjawiająca się na naszym kursie przeszkoda 
iest głucha i niema, naprzykład jakiś dawno opuszczony wrak, 
cnoszony prądami? Katastrofa jest wtenczas nieuniknioną - 
chyba, że jakiś cud ocali statek wraz z załogą i nieprzeczuwa- 
jącymi niczego pasażerami od strasznej zagłady w niezgłębio- 
nych odmętach oceanu. 
Kapitan Percy Seafield znajduje się już od 
odziny na 
mostku. Razem z nim czuwają jego oficerowie. Każdy zamie- 
nił się w słuch, a oczy daremnie starają się przedrzeć przez ciem- 
ności i mgłę. Szybkość zmniejszona - jednak niewiele, bo trze- 
ba przecież zdobyć za wszelką cenę, upragnioną "błękitną wstę- 
gę oceanu!" Poza tem zastosowano wszellkie środki ostrożno- 
ści, przepisane na wypadek mgły. 


145
>>>
Sala balowa parowca, urządzona z niesłychanym przepy- 
chem, tonie tymczasem w potokach światła. Pora dancingul 
Przy dźwiękach .dO'borowej orkiestry suną po gładkiej jak lustro 
posadzce e'leganckie pary. 
Od czasu do czasu potężny ryk sygnału ostrzegawczego 
zagłusza tony muzyki. Nie przeszkadza to jednak bynajmniej 
rozbawionemu towarzystwu, żądnemu rozrywki i podniety. 
W salonie, w towarzystwie nielicznych panów, odpoczywd 
grono wytwornych dam po trudach tanecznych, orzeźwiając 


W salonie o-dpoczywa grono wytwornych dam... 


.ię 'lodami i oranżadą. Z wielkj,em zaciekawieniem słuchają 
opowiadania słynnego amerykańskiego lotnika Withmore, który 
jako młody student brał udział w tragicznej podróży wielkieg'} 
rarowca "Titanic" i należał do tych niewielu, którzy wyszli cało 
ze strasznej katastrofy. 
- Mój Boże, jakie to straszne! - szepcze panna Liddy 
Sweetheart, córka amerykańskiego miljonera, do swego sąS'la- 


]46 


. ' 


.. ' 


r 


. 


I 
ł 
 



 
. 


--...
>>>
.. ' 


r 


" 


I 
ł 


- 


da, otulając równocześnie bogato haftowanym szalem swe to- 
czone ramiona, po których przeszedł lekki dreszczyk zgrozy. 
- Ach, miss Li'ddy, nie przypuszczałem, że pani jest wraź- 
I.iwą na te.go rodzaju opowiadania! Taka odważna sportsmen- 
ka, której piękne rączki prowadzą z rÓW1lem mistrzostwem 
samochód wyścigowy jak płatowiec i - lę1k przed katastrofą 
na morzu?! Niechce mi się wprost wierzyć! - odpowiad'l 
zagadnięty, spogl1łdając z trochę ironicznym uśmiechem w zie- 
lonkawo-szare oczy pięknej amerykanki. 
- Wie pan, że zaczynam podziwiać tę pańs1ką obojętność 
Ha wszelkie niebezpieczeństwo i bezprzykładną pogardę śmier- 
d, choć słyszałam już o panu pod tym względem nie jedno pod- 
czas mego pobytu w waszej stolicy. Nie jestem przecież tchó- 
rzem i nigdy nie czuję najmniejszej obawy, siedząc przy sterze 
'Ilojej maszyny. A jednak nie mogę słuchać obojętnie opowia- 
dań o wielkich katastrofach. Jeżeli prowadzę mój samochód, 
to kieruje nim moja wola i mogę uniknąć wypadku.. Na takim 
parowcu na
omias't, to zupełnie co innego. Tu moja wola ni- 
czego zmienić, ani niczemu zapobiec nie może. 
- O, łogiko kobieca! Czyż i na swym samochodzie nie jest 
?ani w rękach losu? Co zmieni pani wola i energja, jeżeli tak 
w pełnym biegu odleci !koło albo zatnie się kierownica? Przy 
kaŻ'dym wypadku wchodzi w grę mnóstwo okoliczności, zupełnie 
od nas niezależnych. Możemy się tylko starać zapobiec złe- 
mu. Nie zmienimy jednak niczego, kiedy jakaś siła wyższa 
"tanie nam w drodze. Pocó1; więc przejmować się rzeczami, 
które są nieuniknione? Jestem, jak pani widzi, cośkolwiek 
fa talistą. 
- No tak, rozumiem i zgadzam się z panem, jak zawsze - 
uśmiecha się zalotna amerykanka. - Czy wszyscy polscy mary- 
narze i lotnicy mają takie same zapatrywania? 
- Myślę, że tak. 
- Słuchajmy więc dalej, co opowiada nasz dzielny With- 
more. Obiecuję panu wysłuchać tej strasznej historji do końc
 
nez najmnieiszego dreszczu. Czy jest pan zadowolony? 
Komandor - porucznik Lubicz - Czelrwiński zamiast od- 
powiedzi ściska serdecznie wyciągniętą .doń rączkę cza!1"ującej 
sąsiadki, zaglądając głę'boko w jej oczy. Udaje się on do Ame- 
ryki na nowe miejsce przydziału jako attache morski przy pol- 


147
>>>
skiej ambasadzie w Washingtonie. Pannę Liddy poznał jeszcze 
w Warszawie na balu u ambasadora amerykańskiego. Wzajem- 
ne zamiłowanie do sportu zbliżyło polskiego marynarza i lotni- 
ka do pięknej amerykanki, która była zapaloną pilotką. Po kil- 
kotygodniowej rozłące spotkali się znowu na pokładzie wielkie- 
go parowca. Ich początkowy flirt sportowy przekształcił się 
szybko w uczucie głębszej sympatji. Wybitnie męski charak- 
ter młodego komandora przyciągał silnie pannę Liddy i uro- 
(;za córka miljonera ulegała coraz więcej jego wpływowi; a peł- 
ca wdzięku kobiecość jasnowłosej Liddy i ciepłe blaski jej sza- 
rych źrenic wniknęły głęboko w serce polskiego marynarza. 
Oboje słuchają teraz uważnie słów amerykańskiego lotni. 
kap Nagle ogarnia komandora jakieś dziwne uczucie. Ciągnie 
go poprostu na pokład. Wstaje, przeprasza swoją partnerkę 
i pod pretekstem wypalenia papierosa opuszcza salon. 
"Gigantic" mknie niestrudzenie po falach. Raz po raz, 
w różnych odstępach, rozbrzmiewa potężny głos syreny. Mgł.1 
trochę zrzedła, jednak jeszcze trudno przeniknąć oczyma panu- 
jące mroki. Na mostku wszyscy czuwają z wytężoną uWagą. 
Komandor Czerwiński przechadza się po pokładzie ż pa- 
?ierosem w ustach. Dziwi go dotkliwy chłód i gęsta mgła, tak 
niezwykła w tych okolicach o tej porze roku. Budzi się w nim 
przeczucie czegoś złego. Wzrok je'go pada przypadkowo na je- 
den z termometrów. Jak zahypnotyzowany patrzy na cienką, 
srebrzystą kolumienkę rtęci, Iktóra w jego oczach powoli opa- 
da. Komandor rozumuje krótko: mgła i zimno - więc są w po. 
bliżu góry lodowe. Termometr spada coraz więcej, to znaczy, 
że zbliżamy się do nich, że są 'gdzieś przed nami - z przodu 
c.zy z boku. 
Bez dalszego namysłu idzie szybko na mostek. Kapita.1 
Seafield jest zdumiony tak niespodziewanem zjawieniem siQ 
pasażera na mostku. Wie, że Czerwiński jest oficerem mary- 
narki wojennej i zna dobrze zwyczaje morskie, według któryc!1 
nie wypada wchodzić na mostek nieporszonym, a do tego w tak 
k.rytycznych chwilach, kiedy każdy obcy tam naprawdę prze- 

zkadza. Mimo to wita bardzo grzecznie polsIkiego attache mor- 
skiego. W odpowiedzi słyszy spokojne, ale stanowcze jak roz- 
kaz zwierzchnika słowa komandora: "panowie, dajcie na- 
tychmiasl wstecz' Całą mocą wstec,zl" 


148 


.
 


'j 


- I 


...;";",,,.
>>>
.
 


r 


I 
t. 


. I 


" 
 

 



--. 


Patrzył na cienką kolumienkę rtęci... 


" 


Seafield jakby osłupiał. Nie znajduje na to poprostu słów. 
Patrzy.badawczo w oczy Polaka: są spokojne, zimne, stanow- 
e ze. Nie, to nie szaleniec I 


149. 


........
>>>
Komandor Czerwiński w lot uchwycił myśli anglika. Mil- 
cząc wskazuje ręką na termometr, który nadal opada. Teraf. 
nareszcie .kapitan wszystko pojmuje! Bez najmniejszego zasta- 
nowienia się dopada telegrafu maszynowego. - ,,stop!" - a po- 
tem: - "całą wstecz!" - padają krótkie rozkazy do maszyn. 
Po potwierdzeniu, zostają natychmiast wykonane. Cały olbrzy- 
mi statek przebiega lekkie drżenie i potężne śruby zaczynają 
ię obracać coraz szybciej w odwrotnym kierunku. Maszyniści 
tam na dole spoglądają z przestrachem po so'bie. Cóż to? 
Co się stało? Czyżby zderzenie? 
Na mostku i w bocianiem gnieździe wszystkie oczy świdrują 
mgłę. K
pitan Seafield patrzy z zaciśniętemi zębami n.a ter- 
mometr, to znowu na zegarek. Wie dobrze ile czasu potrzeba, 
by rozpędzony kolos poddał się naporowi śrub. zatrzymał si
 
i ruszył wstecz. Minuty mijają, termometr ciągle jeszcze opada, 
a "GigantU.c" tylko pomału zwalnia bieg. Zdaje się, że trwa 
.0 całą wieczność! Ostatecznie poczyna parowiec iść wstec
. 
W tej samej chwili daje się odczuwać dotkHwy powiew 
chł.oIdu. Mgła rzednie, a po [prawej burcie, tuż, tuż przed dzio. 
nem, wyłania się z ciemności przeogromna. stercząca na kilka- 
dziesiąt metrów z wody. biała masa góry lodowej. Z kilku pier- 
si wyrywa się okrzyik zgrozy! 
Kapitan Seafield stoi na mostku zimny, mewzruszony. Wie, 
że niebez'pieczeństwo już minęło. "Gigantic" płynie coraz szyb- 
ciej wstecz i oddala się od potwornego widma białej śmierci, 
które tymczasem przecięło kurs parowca i przesunęło się na le- 
wą burtę. Seafield czeka jeszcze kilka minut, aby nie natknąć 
dię na część góry lodowej, ukrytą pod wodą, a potem chwyta 
ponownie za dźwignię telegrafu maszynowe.go. - Stop! - całą 
naprzód! - podaje do maszyn. 
Mgła coraz więcej się rozchodzi. Nie widać innych lodow- 
ców w pobliżu. Niema się czego obawiać. "Gigantic" płynie 
znowu pełną parą ku brzegom Ameryki w wyścigu o "błękitną 
wstęgę oceanu". Kapitan schodzi z mostku w towarzystwie 
komandora, pozostawiając tam pierwszego oficera, swego z'a- 
f-tępcę. 
Czerwiński i Seafield stanęli na pokładzie. Polak podaje 
anglikowi papierośnicę i sam zapala. Sea.field przy.gląda mu się 


t 
I 


.\ 


150
>>>
l 



! 


przez chwilę bez słowa. Wreszcie cliwyta jego rękę iścisika 
ją gorąco. Komandor oddaje mu uścisk dłoni. - Możemy so- 
bie wzajemnie pogratulować, kapitanie - mówi z ledwie do- 
strzegalnym uśmiechem. - Niewiele brakowało, by się powtó- 
rzyła tragedja "Titanic'a", o której właśnie opowiada paniom 
w salonie nasz przyjaciel Withmore! 
_ Oh, yes _ odpowiada kapitan, - o mało co nas nie 
zgniótł te.n kawałek lodu! 
Obaj wchO'dzą do sa'lonu, gdzie Withmore kończy w tej sa- 
mej chwili swoje opowiadanie uwagą: - Tak to, moi państwo, 
cieraz ludzie śpią smacznie lub bawią się, nie przeczuwając 
niczego, a śmierć z,bliża się niespostrzeżenie i zagarnia wszyst- 
kich w swoje ramiona. Nie prawda, kochany kapitanie? - 
dodaje zauważywszy Seafielda. 
_ Prawda, prawda! Czasem jednak zatrzyma ją w drodze 
jakaś potężna, niewidzialna ręka, a zagrożeni nie wiedzą wtedy 
wcale, jak mało dzieliło ich od końca drogi ziemskiej. Śmierć 
ich omija nieraz tyl1ko o włos! 
_ O mały włos! - potwierdza komandor Czerwiński bar- 
dzo poważnym tonem, a następnie skłania się lekko przed ocze- 
kującą go amerykanką: - słyszę właśnie pani ulubione tango, 
miss Liddy. Czy mogę panią prosić? 
'Panna Liddy wslaje i bierze uszczęśliwiona ramię koman- 
dora. Kapitan Seafield patrzy za nimi, kiwając siwą głową. 
_ Prawdziwy marynarz, - szepce ze szczerem uznaniem 
- prawdziwy marynarz! 


li 
j 
j 




 

r 
 ), 
. 
- 


,I 



--.
..-_
 
/-, -- 
- 
---'"' -5J-'-=- 
, 


151
>>>
PIOTR TRZEŚNlAK. 


o bursztynie, jedynym rOdzimym 
klejnocie polskim. 


Miljony (nauka określa i uzasadnia 15 miljonów) lat temu, 
w jednej z epok naszej ziemi, zwanej starszym trzeciorzędem 
lub eocenem, mniejwięcej na obszarze dzisiejszego Bałtyku 
rozciągało się pasmo ziemi, które przy cieplejszym niż dzisiaj 
klimacie odznaczało się bujną wegetacją roślin, po większej cZQ- 
ści dziś nie istniejących. Obok gatunków palm, kamelij, W'l- 
wrzynów, dębów i cyprysów, rosły drzewa iglaste, których pnie 
wydzielały żywicę. W ciągu tysiącleci pnie rozkładały się, ży- 
wica jednak nie podlegała temu procesowi, lecz została na gruT1- 
cie leśnym i gromadziła się tam w coraz to większej ilości. Ki
- 
tly przy zapadaniu się lądu dawny grunt leśny pokryły fale mo- 
rza, nastąpiło przemieszczenie tego materjału leśnego Wraz znaj- 
dującą się tam żywicą. Rezultatem działania fal morskich je..t 
ł. zw. sina ziemia, warstwa piaskowca, występująca woligenie, 
zabarwiona na zielono od domieszki glaukonitu, w niej znajdu- 
je się ta kopalna żywica, którą nazywamy bursztynem. 
Jest to jedyne złoże (na całej kuli ziemskiej), 'które nadaje 
t:ię do planowego eksploatowania cennego bursztynu. 
Przy dalszych przemianach skorupy ziemskiej, mianowicie 
przez wpływ lodowców kontynentalnych w epoce lodowej, pó- 
źniej przez działanie fal morskich, które bezustanku szarpi'1 
hnję brzegową, dostał się bursztyn na łożysko wtórne, jako blok 
erratyczny w pokłady występujące w dyluwium wzgl. do pier- 
wszego okresu .aluwium, jak naprzykład w piasek .dzisiejsze'go 
Bałtyku. 
Zależnie od warstw, w których bursztyn dziś się znajduje, 
powierzchnia jego różnorodnie zwietrzała. Zewnętrzne warstew- 
ki bursztynu z sinej ziemi wyróżniające się od jądra, są cien'kie, 
z pokładów dyluwialnych są one bardzo grube i posiadają czę- 

to właściwą sobie czerwoną strefę dookoła jądra. 
Bursztyn z morza zatracił częściowo zwietrzałe warstwy 
zewnętrzne przez oszlifowanie na dnie morskim, powierzchnia 
jego jest gładsza i czyściejsza od lądowego. 
2:ywica drzewa bursztynowego - pinus succinifera _ była 
przeważnie barwy żywicy obecnie rosnących sosen - jasn:- 


I 
l 


152
>>>
ł 


żółta (bursztyn przejrzysty - nazwa techniczna klar). Kiedy 
żywica wyciekała z drzewa i twardniała stopniowo na powie- 
trzu, tworzyła sople w kształtach skorupowatych to bursztyn 
ten, który jest prawie zawsze przejrzysty, nazywany łuskoWi 
{n. t. szlaubaJ. a kiedy do żywicy domieszała się zawartosć kJ- 
mórek roślinnych, bursztyn stał się mętnym. Bursztyn o wyglą- 
dzie mętnym w różnych odcieniach żółtych, nazywa się bastad. 
Jeżeli zmętnienia w masie przezroczystej rozdzielone S=4 
w postaci chmur ostrych, mówimy o bursztynie płomyku. 
Zmętnienia w masie przezroczystej w postaci mgły, to bur- 
sztyn mglisty. 
Bursztyn zabarwiony na biało - bywa cZęsto całkiem biJ.- 
ły jak mleko, ze względu na swój wygląd dostał nazwę: bur- 
sztyn mleczny. 
Wyjątek stanowi rzad'ki bursztyn, kompletnie czysty jak 
lód, często zabarwiony białemi chmurami, zwany lodem. Bur- 
,sztyn ten szlifowany daje ognie nie ustępujące w niczem bry- 
lan tom. 
Bardzo rzadki okaz to bursztyn z odcieniem zielonym. 
Kiedy żywica była jeszcze w stanie płynnym i wówczas du- 
mieszały się do niej różne obce naleciałości, powstał z niej bur- 
sztyn we wszystkich odcieniach nie czysty, który zowiemy se- 
kundą. 
PoJ względem naukowym in teresujące jest spotkanie resz- 
tek organicznych w burszynie, jako świadków życia w lasac'1 
trzeciorzędu. 
Bursztyn łuskowy zawiera w sobie dużo resztek zwierzę- 
cych i roślinnych, które zostały zalane żywicą i utrzymały 
fię zakonserwowane aż do tej pory. 
Ponieważ wyciekanie żywicy w pierwszej linji zależało od 
wpływu słońca, przeto w bursztynie spotyka się owady, żyjące 
w świetle, te bowiem zostały uwięzione. 
Prócz mchów różnego rodzaju spotyka się też rośliny o li
- 
ciach łuskowatych, igły drzew szpilkowych i kwiaty, co wyra- 
źnie wskazuje na bogactwo ówczesnej flory. Jako resztki 
7wierząt wyższych spotyka się rzadko włosy ssaków, także gry- 
70niów, jak zwierząt kopytnych, pióra ptaków i ślimaki. 
Co się tyczy składu chemicznego, bursztyn składa się z sub- 
.dancyj żywicznych, kwasów żywicznych i kwasu bursztynowe- 


153
>>>
go, poddany suchej destylacji, topi się bursztyn przy 350 do 
380 0 C. z równoczesnym rozkła-dem i zmianą barwy na brunat- 
no, (zatem nie może istnieć bursztyn lany, topiony i t. p.) 
Brunatny, t. j. przetopiony bursztyn z którego odciągnię
o 
kwasy, służy do wyrobu lakierów. 
iDro,bne, dokładnie oczyszczone kawałeczki bursztynu, rOz, 
grzane do 180 0 C. pod ciśnieniem kilkunastu atmosfer, spajają 

ię w jeden kawałek. Tak powstaje bursztyn prasowany. 
Odpadki bursztynu wraz .le zwietrzałą powierzchnią te.goż 
to ogólnie znane kadzidło kościelne. 
Jeszcze inne drzewa, wydzielające żywicę. rosły w lasac'1 
bursztynowych, których sok stwardniały znajduje się również 
w sinej ziemi. 
Żywica skamieniała innych drzew iglastych, znana jest 
w handlu jako gedanit. W przeciwieństwie do bursztynu succi- 
nitowego, gedanit to bursztyn miękki i kruchy, posiada nis1c.i 
punkt topliwości i nie zawiera (cz'3Jsem bardzo ma1enko) Ikwasu 
bursztynowego. 
Ostatniemi czasy udało się niemieckim chemikom wypro- 
dukować z kazeiny (krowiego twarogu), kwasu karbolowego, 
kw.asu mrówczego i t. p., burszty:ny sztuczne o przepięknej bar- 
wie i wYig:lą:dzie bursztynów naturalnych, nadano im nawet sil- 
ne właściwości przyciągania, jedn,akże wyroby z tego produktu 
wogóle bardzo szybko oksydują się na brudno czerwono, czem 
stają się niemożliwie brzydkie. 
Przeróbka bursztynu sztucznego odbyw.a się obecnie nie- 
mal na całym świecie, a niesumienni handlarze sztucznych bur- 
sztynów, wykorzystują daną sytuację w ten sposób, że sprzedają 
rzeczy z imitacji jalko prawdziwe bursztyny, zaś cZęsto jako bur- 
sztyny mieg,zane, lane, topione i t. p. 
Imi-lac.ję można rozeznać łatwo, gdyż bezpośrednio po sil- 
nem potarciu o twardy przedmiot n. p. kamień, wydaje wstrętny 
odór kalibolu, natomiast bursztyn .naturalny pachnie żywicą. 
Rzecz, która przez pocieranie mogłaby ulec zniszczeniu, 
można rozeznać zanurzając ją do wody, w której rozpuściło si
 
25% soli kuchennej - wtenczas imitacje toną a bursztyn spłynie 
na powierzchnię wo-dy. 
W przeciwieństwie do bursztynu naturalnego, bursztyn pra- 
sowany posi,ada kolor martwy, jest słabszy i także oksy-duje. 
P.o potarciu. obok żywicy zalatuje kamforą. 


? 


fi . 


154
>>>
Obecn.a produkcja surowego bursztynu na -odcinku polskie.g:J 
Baltyku wynosi według księgi zakupów firmy Pi,otr Trześniak 
2% tony rocznie. 
W Polsce istnieje jedna tylko fabryka wyrobów bun;.ztynowych pod 
firmą Piotr Trześniak w Gdyni, która przerabia prawie całą produkcję bur- 
sztynu polskiego, posiadając monopo,1 na bursztyn surowy w Polsce. Skład 
fabryczny mieści się przy zb' egu ulic Podjazdowej i 
tarowiejskiej. 


l? 


Jaki los czeka statki, które zatonęły. 


Nie wszystkie statki, które zatonęły, ulegają całkowitemu 
zniszczeniu. Na wielkich głę:bokościach oceanów pokrywa bo- 
wiem dno morza gruba warstwa na'dzwyczaj miałkie-go mułu. 
wapnislego, w który z-atopione statki, lub ich części, bardzo 
głę'bo:ko grzęzną. To co jeszcze wystaje, polkrywa z biegiem 
('zasu wzrastająca warstwa iłu, który przenika przez najdrob- 
niejsze szczeliny i otacza cały statek jakby skorupą, zabezpie- 
czającą materjał, z którego statek zbudowano, przed rozkładem. 
Być może, po upływie miljonów lat wody morza ustąpią 
I powstaną nowe lądy tam, gdzie obecnie rozciąga się bezkres- 
na pustynia oceanu. Nie jest jednak wykluczone, że miejscami 
nastąpi lo znacznie wcześniej, wskutek jakichś wielkich prze- 
wrotów geologicznych, a wtedy ił wapienny skamienieje i przy- 
szłe generacje odnajdą w nim ślady naszej obecnej techniki 
i cywilizacji. 
Kto wie, czy ci ludzie przyszłości nie popat.rzą na to wszyst- 
ko, co się dzis wydaje cudem technicznej twórczości genjalnych 
umysłów, z takiem samem politowaniem, z jakiem my spoglą- 
damy na dziecinne prymitywne narzędzia praczłowieka, które 
znajdujemy w naszych wykopaliskach. 


,I 


/.
 "" 
ł' ",r 

)
 
_ ._._"##n
_._ ._ 
""I...V-.............%-/.....'-"...., 
G10 
..--- - -- 

 -- 


 
-- - = 

 oEi- 

 -"'- 
_;;;-- 
 -;:::;::F 


1\ 
I 


155 


.-..
>>>
W. SKUP. 


Tajemnica kapitana Stetsona. 
_ Więc, ostatecznie, decyduje się pan na podróż żaglow- 
cem? 
- Tak, panie Marlow. - 
John Marlow, dyrektor jednego z najbogatszych towarzystw 
kolonjalnych Pacyfiku, zaciągnął się wonnym -dymem ha wanny, 
puścił kilka szaro - błękitnych kółek i, obserwując przez chwil
 
jak nikną stopniowo w nasyconem dymem powietrzu jego gabi- 
netu, rzekł, wzruszając ramionami: 
_ Jak pan uważa. Wydaje mi się jednak, że podróż pa- 
rowcem turystycznym byłaby dla pana znacznie przyjemniej- 
sza. Nie będę mówić o wygodach i troskliwej opiece, jaką ota- 
czają pasażerów na pokładzie statków turystycznych, Przema- 
wiają za tern również względy towarzys,kie. Podróż na "Daisy" 
potrwa około sześciu miesięcy. Uprzedzam pana, że będzie pan 
jedynym pasażerem. Kapitan Stetson, jakkolwiek uchodzi za 
najlepszego kapitana w naszem towarzystwie, absolutnie nie 
nadaje się, jako towarzysz długotrwałej podróży, Jest po- 
nury i milczący. Wątpię, czy przez cały czas podrózy usłyszy 
pan z ust jego coś więcej, jak "dzień -dobry", "dowidzenia" i sło- 
wa komendy. Porucznik zaś nie wchodzi wogóle w rachubę. 
.Przeszło dwadzieścia lat pływa na wodach Polinezji i Oceanji 
i nie zna innego języka poza tamtejszem narzeczem angielskiem, 
nie zrozumiałem -dla mieszkańców kontynentu. 
Perspektywa, którą roztoczył przede mną pan Marlow, nie 
była ponętna. Ze słów jego wynikało, że w czasie mej podróży 
skazany będę na siebie, swe książki i notatki w dzienniku po- 
dróży. Jednak, mimo wszystko, postanowienie moje było tak 

ilne, że nie pomyślałem nawet o rezygnacji z zamierzonej po- 
dróży na "Daisy", Przeciwnie, perswazje pana Marlow wzmac- 
niały jeszcze mój upór, skończyło się więc na tem, że w połu- 
dnie dnia następnego zaokrętowałem się na "Daisy" , wieczo- 
'rem zaś - wyruszyłem w podróż długotrwałą ku odległym wy.. 

pom archipelagu Polinezji. 
Na samym wstępie podróży przekonałem się, że obawy pa- 
na Marlow niezupełnie były słuszne. Przedewszystkiem uloko- 
wano mnie w obszernej, wygodnej kabinie. urządzenie której 



. 


" 


i 

, 


1 


156
>>>
.I- 


I 
1 7 ' 



\ 


l 


--- 


nie pozostawiało nic do życzenia. Powłóre, nie byłem jedynym 
pasażerem. Na krótko przed podniesieniem kotwicy zgłosił si
 
drugi pasażer, którego ulokowano w sąsiedniej kabinie. Następ- 
nie charakterystyka kapitana Stetsona nie była ścisła. Z opo- 
wiadania pana Marlow wywnioskowałem, że spotkam starego 
wilka morskiego, posiwiałego na morzu dziwaka. Tymczasem, 
ku memu zdumieniu, przedstawiono mi młodego, zaledwo trzy' 
dziestoletniego gentlemana, o ujmującej powierzchowności i do. 
brych manierach. 
Nie, stanowczo pan Marlow nie miał racji. Kapitan Stetson 
był małomówny, lecz bynajmniej nie był mrukiem. Twarz jego 
nosiła znamię nieprzebranego smutku, nie była jednak ponura. 
Tak samo oczy. Smutne, melancholijne, lecz zarazem stanow- 
cze i rozkazujące. Byłem przekonany, że kapitan Stetson nie 
zawsze był taki. Musiał być niegdyś wesoły, uśmiechnięty i pe- 
łen werwy życiowej. Patrząc na jego smutną, lecz bez zarzutu. 
piękną twarz, mimowoli nie chciało się wierzyć, aby smutek był 
Etałym jej udziałem. 
Lecz co za nieszczęście złamało tego człowieka, co za tra- 
gedja kryła się w jego duszy, osłonięta przed ludźmi pozornym 
spokojem i zO'bojętnieniem? Postanowiłem dołożyć wszelkich 
.darań, by tajemnicę tę poznać. 
Co do poruczni'ka, pan Marlow miał rację. Konwersacj:ł 
z nim nie należała do przyjemnych. Zresztą, odnosił się do mni
 
1: pewnem lekceważeniem, widząc we mnie zwykłego szczura 
lądowego, rozmowa z którym jeśli nie uwłaszcza, to w każdym 
bądź razie nie przynosi żadnego zaszczytu staremu wilkowi 
morskiemu. 
Lecz dla samego tylko kapitana Stetsona warto było si
 
wybrać w tę podróż, nie mówiąc już o moim towarzyszu podró
 
ży. Właściwie, wspominając o drugim pasażerze IIDaisy", uży- 
łem złego określenia. Bo jakże można nazwać towarzyszem po- 
Jróży kogoś, kto przez cały dzień siedzi zamknięty w swej ka- 
binie? Nawet posiłek spożywał sarn, nie wychodząc do messy. 
Spytałem porucznika, co to za człowiek i czy nigdy nić! 
(.puszcza kabiny. 
- Być wielka dziwak. Na pokład chodzić w noc, odparł, 
krzywiąc się pociesznie na znak swej pogardy dla "wielka dzi- 
wak". 


157
>>>
Sytuacja zaczynała być ciekawa. Z jednej strony intereso- 
wał mnie kapitan, z drugiej zaś - tajemniczy pasażer, który 
dzień cały spędzał w zamkniętej kabinie, a w nocy spacerował 
po pokładzie. Widziałem go jeden tylko raz i to przelotnie, gdy 
wchodził na pokład w San-Francisko. Od tego czasu upłynęło 
IUŻ dni kilka, lecz ani razu nie miałem sposobności spotkania g'o 
po raz wtóry. 
Narazie całą moją uwagę skoncentrowałem na kapi1anie, 
7 którym spotykałem się dość często. Starałem się nawiązać 
Lo nim rozmowę, co bynajmniej nie przychodziło mi łatwo, ze 
względu na jego małomówność. Odpowiadał monosylabami lub 
- gestami. Wogóle, sprawiał wrażenie człowieka, którego pra. 
wem najwyższem było zdanie Sokratesa: "Mowa jest srebrem, 
a milczenie złotem". 
Pewnego popołudnia udało mi się jednak zrobić poważny 
wyłom w zasadach kapitana Stetsona. Było to podczas je,gJ 
wachty. Spoczywaliśmy na pomoście kapitańskim, rozparcI 
w wygodnych fotelach trzcinowycn. "Daisy" mknęła na skrzy- 
dłach passatu północno - wschodniego, lekko pochylona na lewą 
burtę, w rytmicznych podskokach ślizgając się po błękitnej fali, 
ustrojonej perlistym grzebieniem musującej piany. Języki fal 
roibijały się o dziób okrętu, tryskając w górę szerokim wachla- 
-:zem -drobnych kropelek, grających w słońcu wszystkiemi bar. 
wami tęczy. · 
Było mi niewymownie do'brze. Słońce, orzeźwiający po 
wiew passatu, lekkie kołysanie okrętu i bezkres błękitny oce- 
.mu, poorany ,bróz-dami fal o śnieżno - białych grzywach dzia 
łały na mnie dziwnie jakoś kojąco. Czułem spokój i radość we 
wnętrzną, urok i miłość życia. Przeżywałem chwile, w których 
człowiek zatraca swą indywidualność, stając się cząstką ota- 
czającej go przyrody, zespoloną z ogromem całości potęgą mo- 
carną swego uczucia. 
. Człowiek szczęśliwy i zadowolony nie może z.amykać się 
W sobie. Podobny jes't do napełnionej czary, zawartość której, 
nie mogąc się zmieścić w ciasnych granicach naqzynia, przele- 
wa się przez brzegi. Szczęście wypromieniowuje z niego nazew- 
:; ątrz, spływa na otoczenie, udziela się wszystkim ludziom, 
.l. którymi styka się człowiek, opromieniony prawdziwem szczę- 
:n'iem. 


158
>>>
..I 
, 


4 


Z biegiem czasu nauczyła 8ię nawet sterować.... 


159
>>>
Spojrzałem na kapitana Stetsona. Jak zwykle, był smutny 
i obojętny na wszystko. Czar przyrody zdawał się nie działać 
na niego. Wzrokiem nieruchomym patrzył na przewalające się 
Ta burtą fale, jak gdyby uwagę jego absorbowało coś niezwy- 
kłego, wynurzającego się z ich głębi. 
Obserwując kapitana Stetsona od pierwszych dni podróży, 
zauważyłem, że do fal czuł dziwną jakąś namiętność. Rzadko 
kiedy patrzył na niebo. Częściej na horyzont, co zresztą jest ko- 
nieczne w za wodzie marynarza. 
Sądząc, że temat o morzu najbardziej będzie odpowiadał 
upodobaniom kapitana, odważyłem się na próbę nawiązania 
rozmowy. 
- O, jakże pię'kny jest ocean, kapitanie. Ile czaru, ile pn' 
pzji zawiera błękit jegO' fal! - 
Odwrócił się raptownie. Oczy jego błysnęły groźnie, usta 
zacisnęły się, każdy muskuł twarzy wyrażał zaciętość. 
- Tak, - odparł po chwili, - ocean jest piękny, piękny 
bezgranicznie, lecz zarazem zdradliwy i groźny.... Ileż to' ofiar 
spoczywa w jego głębiach, - dodał przyciszonym nieco głosem. 
Odpowiedź ta, jak na kapitana Stetsona, była bardzo ob- 

zerna. Pragnąc wykorzystać tę rzadką okazję, starałem się 
podtrzymywać rozmowę, unikając szkodliwych w podobnych 
wypadkach przerw. 
- Mojem zdaniem, ocean podobny jest do pięknej kobiety, 
Jest zmienny i, jak pan przed chwilą zauważył zdradliwy. Cza- 
sami nas nęci bezkresem i spokojem, to znów przeraża ogro- 
mem swej grozy. A przedewszystkiem, zawsze jest tajemniczy 
i nigdy odgadnąć nie można, co kryje się pod jego powierzchnią: 
zwycięstwo, czy śmierć. - 
- O nie, mój panie, - zaprzeczył z ożywieniem, - zga- 
dzam się z panem, jeśli chodzi o ocean, lecz nie mogę powie- 
dzieć, aby porównanie z kobietami wypadło trafnie. Znałem 
kobietę, piękną, bez zarzutu, która mogła być wzorem stałości 
-nawet dla najbardziej stałego mężczyzny. Niestety, pochłonęły 
ją te fale, które mi się pan przed chwilą zachwycał. - 
Westchnął ciężko i opuścił głowę na piersi. Zapanowah 
przykre milczenie. Domyślając się, że kobieta, o której wspo- 
minał, 'była dla niego czemś więcej, jak zwykłą znajomą, nie 
śmiałem przedłużać rozmowy na temat, który dla kapitana Stet. 


160 



 


,- 


i' 


4'
 


........
>>>
! 



 


1 


l. 


Eona nie mógł być przyjemny. Wreszcie, udało mI SIę uchylić 
rąbek zasłony, poza którą kryła się tragedja kapitana i to mi 
narazie wystarczało. 
Wieczorem, siedźąc przy kolacji, zostałem zaskoczony nie- 
oczekiwanem pojawieniem .się w messie me.go sąsiada-pasaże- 
ra z zamkniętej kabiny. Musiał zauważyć moje zdumienie, gdyi 
zaraz na wstępie starał się usprawiedliwić swe dotychczasow
 
postępowanie. 
- Dziwi pana, że tak długo byłem odseparowany od oto- 
czenia i nie zjawiałem się nawet przy stole? Upewniam pana, 
że przyczyną tego nie była chęć unikania miłego towarzystw..ł. 
panów. 
Urodziłem się i wychowałem w Indjach. Od wczesnego 
dzieciństwa prowadziłem bardzo regularny tryb życia. Raz usta- 
lony podział doby na okresy spoczynku i pracy, pozostawał za- 
wsze bez zmiany. Otóż, jeśli pan uwzględnić raczy różnicę cza- 

u pomiędzy Bombajem a San-Francisko, nie będzie się dziwił, 
dlaczego sypiałem w dzień, a czuwałem w nocy. 
Próbowałem przystosować się do nowych warunków, jed- 
nak wszelkie próby okazały się bezowocne. W dzień ogarniałd 
mnie senność nieprzezwyciężona, w nocy zaś sen nie kleił mych 
powiek. 
Pozwoli pan, że się przedstawię. Ralf Morgan, doktor filo- 
zofji. - 
Gdy dłonie nasze spotkały się w uścisku, odniosłem wraże- 
nie, że z ręki doktora Morgana wypływa lekki prąd elektrycz
 
ny. Sądziłem, że było to złudzenie, lecz uczucie podobne po- 
wtarzało się zawsze, ilekroć dotykałem ręki tego człowieka. 
Nie dziwiłem się temu później. gdy poznałem nadzwyczajne 
zdolności okultystyczne doktora Morgana. 
'Pierwszy wieczór, spędzony w jego towarzystwie, postawił 
mnie w obliczu nowej zagadki. Doktor Morgan częstokroć od- 
powiadał na pytania, które dopiero powstawały w mym móz- 

u. Czyżby przed nim nie można było utrzymać tajemnicy? Na 
wszelki wypadek postanowiłem nie myśleć w jego obecności 
o rzeczach, które dla mnie lub dla niego mogły nie być przy 
jemne. Jednak i tej myśli nie zdołałem ukryć przed nim. 
- Postąpił pan jak człowiek, który na widok zło.dzieia chwy- 
la się za kieszeń, w której są pieniądze, - rzekł z uśmiechem. 
- Chciałbym pana uchronić na przyszłość od powtarzania błę- 


, 


161
>>>
dów podobnych. Otóż, myśląc o tern, o .czem w mojej obec- 
ności myśleć nie należy, siłą rzeczy 'z,robił pan przegląd my- 
ślowy wszystkich swych tajemnic, które, dzięki temu, przestały 
być dla mnie tajemnicą. Mimo to może je" pan nadal uważać za 
swą wyłączną własność, bowiem ludzie mego pokroju mają na 
względzie przedewszystkiem dobro bliźnich i każde ich słowo, 
każdy postępek, kaiJda myśl jest poświęcona ludzkości. . 
- A więc nie omyliłem się. Pan, panie doktorze, posiada 
umiejętność odgadywania cudzych myśli? - spytałem. 
- Nie odgadywania, lecz czytania. A właściwie, widzenia. 
Nasz aparat myślowy podobny jest do ekranu, połączonego ze 
światem zewnętrznym aparaturą odbiorczo-nadawczą. Myśli, 
powstające w głębi komórek mózgowych, pojawiają się na tym 
E.kranie w postaci obrazów, odbicie których zostaje przesłane 
przez naszą aparaturę nadawczą. Każdy człowiek, posiadający 
odpowiednio dostrojoną aparaturę odbiorczą, obrazy te może 
bez trudu ujawnić na swoim ekranie myślowym. Jak pan wi- 
dzi, proces powyższy przypomina telewizję radjową, z tą jed- 
nak różnicą, że nie wymaga żadnych aparatów, jest znacznie do- 
skonalszy i znany oraz praktykowany od niepamiętnych czasów. 
Rozmowy z doktorem Morganem były dla mnie nielad:! 
ltrakcją. Człowiek ten posiadał nieprzebrany skarbiec wiedzy, r 
7 którego czerpał pełnemi garściami. Wiedział dosłowni
 
o wszystkiem. 
Od czasu pojawienia się w messie doktora Morgana, 
w us'posobieniu kapitana Stetsona zaszła pewna zmiana. Ni
 
była to zmiana na lepsze. Wręcz przeciwnie. Spokój pozorny, 
który dotychczas cechował każdy krok jego, znikł bez śladu, 
ustępując miejsca zdenerwowaniu, potęgującemu się z dniem 
każdym. Zdawało mi się, że doktor Morgan nie zauważył tej 
2'miany. Myliłem się jednak. Znał nawet jej podłoże. Czyż mo- 
gło, wreszcie, być inaczej? 
Zdenerwowanie kapitana Stetsona osięgło punkt kulmina- 
cyjny, gdy podróż "Daisy" zbliżała się do końca. Wówczas też 
poznałem potęgę doktora Morgana. 
Siedzieliśmy w messie, paląc poobiednie papierosy. Nie- 
pokoiło mnie zachowanie kapitana Stetsona. Kilkakrotnie pró- 
bował wstać od stołu, lecz za każdym razem opadał bezwładnie 
!la krzesło, jakgdyby siły opuszczały go nagle. Ręce jego drża- 
ły" Na twarzy pojawiły się gorączkowe wypieki. 


162 


.-.
>>>
\ 


Doktor Morgan zgasił papierosa i powstał z krzesła. 
- Kapitanie Stetson, niech się pan uspokoi, nie ma pan 
prawa poddawać się biernie demonowi rozpaczy. 
Ton głosu doktora Morgana był łagodny, pieszczotliwy prą- 
wie, lecz zarazem stanowczy i rozkazujący. Pod wpływem słów 
i spojrzenia doktora kapitan Stetson wyprostował się i rozchmu- 
rzył oblicze. 


',_''';,
-:---ł:
r
 
' :;oF":: _i.}
;-

J"" -.,
:...



.o;
 - 
,,;.,%jJ/. . 
-4=!" 
.-= .-

 :;
"!t;'--.' :
 ., '
'
:: 
 
.d 

 
V}(/:/. jj ;;;i!;t..-.. ""'-:t:-,.:;:..

.- ';'.:'
 . 
 "' ;{ "" ..0. .:.
 
:. 
'; ..M..,,.. A,,": ....
 ."_ ..,...
....:
 "':
j-;"
 . ...-: "'.... 
,.. '". II. 
1 

'. " 7. d- 1'
 
..:
r-'" .
;.. 
'


 ;. .. '. ..." ,..".,
 ..-t,. '# 
. f ....;
 v 
 "'';'
' ...
.

""'

 ..-
 '...
. .....-.._.;
 ,,
 

..-{: ł :
 :-
"...
..

 :.ł;.:t_

:;
...... 
.)o
""" "0: :,v:...t:r:.i!!!;. .....r . .ii!
-.(
 
. . /:..¥ 

"''Y'.:''',,

::,' 


 ,
Ą. ..... ""
.' -4 
 ""'.
 1 'Ił"'-" 
 
 

 - - '.... , ",.
'. ......, "'.,. 
""."..,
.'" ,.'" -'" .,' '(;"
" -;
,. I;'" :1, ',.", \ 
t
': :.,.-....' - .... . .'

..-:.
.--
. . :.
.;.-. 
 ' . . 1 1 . 
 t"':-" I 
J ' 
. .. . 'Ił 
 -,- =!.... ...
. -.A ..,..,...., . a.1ł ...... . 
tS'
, ......... ....W'.......- 
 .-c- _...;.;...:.
 --
..",.- _ '"
O 'I 
l'Ii,I
.:.:':"
1!'... '.:;-' '_11.
.- .
..
-=::.A....,,;»,-
-,--/ d"1..'" '::i*l'J:
' 
' I "" .
:... .".,.' .:. - '. ...... - ....(p' .- I,' .
. /'" fi 'I' ','\

., I 
atJ..,;;"':
...-=-'..:-=-..
:;,,:... tuJ. .." '. '
 / ' / - Z /il(}!:, d l II 
:,,-
 
 .

. I ' 
"


-. - -J:j:',.""M ..,';"".
' . -ł;./. '/-
." . '" 
 ' 
'; ..:
!,I. 

:/"; "'_-)(".
,

\
.f."
;
/",,,,,r
Y . A ..---,;- -..0 
r 'I. z '.'" ' I 
I 
 11 - 1 
"'1-"
:' ..; .




.::... :.

, -;.....,.,.1_... 

,.,::-j__ ..Y 
 ': i 
l ljI1! ' '/:"1" //.' ': 

I ..... - -.. ..... . 
..,- :r.....,._ . " 1 ' . ', 

 "I 
'; .' . 1 ;;: 
'-""" '''='_''::'''''-' '... '.. - , ...::.' "" . I .!.,, 
 .,: 
" . _. ..,. ..
 
 . I ---..,;- l ' II 'l" 

. I !/t., ._.-'. .
,,,.'. .

 «:., f " f.;,., 
;'I 
I.... "" -. _
... .f'¥I.....;.. """ ' . , _.. .,.
 
11 .
 ),:.i',

-:
 
'"';' / 
.,:",:/. ,I'?' 
 ' 
 '
 i ;r
 
 .,., jll ł!',

 ,'':.
'; 
1 '.. '
;o."- ,- -, , . ...... ..f , '.r. '" /.. ' /171 I . \ ''''' 
 
i' I 
.. " ',., 
 'J "" 
I
 ,

"..--' ;I" '
.'.ł. / /
" . r.,. ".'\
.'.. 
.,:. . 0.. 
I .:;
 /' . 
".A 1/ I ,I " J; 
"
.. '. -'.' .,. .'. if", /.ĄjI , I I fi! "iI'I
llilll.;ii' 

b
' ",..''.:
 
....

. '/IZ , 
! r .',,;;.....
__.,.P. - __.., ...' .. ,
i. 
/. ;
 . 

, "'--.... o', . . 'I ,
. " 
 
. !J 'r" 1 r, ? ,,) '. ł r . 
I '
' .,'....' (;tf4
/(/
1 !:?
,
J/
 -/I....
i!. :/
/;)
' 
.
 t::.
 . 
. , '
j.;..
il' 
 '
\i,.
\:
.;) '
:"I 
 ./ii 
 ', ,
 f; 
4
;


1r
 
'
I..' ,
" / .,
.
 lV"- .''ł...tt.. - ::. 
.
 ., 
I
t,.fa'- - 
 . - ',:;,
!) 
\
 """
7 \
 . .' /,t Z
 -
 ;'?.JiIiit.;.- .,...;,.:\ 


 :r h"Z: \ :/.1.1(1. -, ,.// / r ."
 ""1 
1.:"';"'" t I 
/.;.

 
 
 . '\\', _= - /;:. . '1/ /,IY
: :' . '. :....\: 

ł

. ,/. . ?',- A." /11.' 
;:-.,
 /_...;f7
 t;:ł;.

:::::'
.." ..
....: 
.;.'
 . :l ' 
 '''
 - 
 -/ 'l" ,'
', ,l.."- '/;.7' I' .
Jt
..... "...... 
1
:..::.'Io .... I f,:; .:
£ ,"'

' fI l. ,.....-:::.:... "... ;.. 
V/ l
.{-7::- ._'Ił 
. ,'"r)' (' #-j;l"'
:ł. 
 .
,r/ 
 ,.'. 'W". ,',_, " . " '. _. 
t.. . : !,r
..::WiIF W
 ,,;
 -ł ..rj'
 .. - .... ....;. --; "'. ....... ':'::y.:.
 - .-. 
 
.... ....,.': 

 ,,;' -....;;..;..-..--=-I'
 
 t ......
f".;j...".......I:i_
-,."I','..".
 I .:..," I
.c "'":
 " .. 
,
 
.. 
" I/iii r.... - _ 'O' . """:... I.. I . _.... _ _ .. 

"' 
 £e.!;:..L'-{./l.JY/ "
 rio ::'- _ ' ',;

1"':;:1!,ł: f ,/I 
..':. . 
.;
 .".:- 
 
 .. 
. -..- . -., 1'..... , ... . I .rr"--
Q -.......1 

ł 
.' .. 
 '" , 
 ..
 " '
':;''' I ' . .. I '
":' '
 . 
 -

 "-:'1..;."'- .' 
, '''1: ,- 
.,. 
-;., '2 ...
-. ,"", ...., l'''' 
 
'--'''' .......
 . 
:;,:.::-
.Pt'v 
:::.,. :f


:
.
)( 
 

 
 '''''j.
 ;:;
 
i lf1"J:JY'. 
':t.
 ,,;,p:
 
-
" 
 '.lll.";(. 

 
;

 ,4'
"'''' 1 
'/, v _ :
/,-" ....-
--:'" ..

:

. . 
.;
.' - ,:. _ :....
 
." .._'" ,:
; 
I..
l" .,' '
:
Jd'..J:""' 
 



' 1:

\
'1:.
; .
." 
;.- :.t{..'J." , ,,,"r;'- :# 'J.':"
:- -:".:" :Fi.,,_ ..
 /-ł' 
 -
ffi ll '
' 
" "'/,'" 
 I .
., .",. . O(
... 
.... . \ -... ',.;- h - t'" ...'"/.....-.. .
 
.,," ,,4',
,,
, 
 
 '_-;:"'


 
 :,
_,:" /". 
.,. o'.. .. : ,v' '....../;.9.
 -r. , ..... . ... '.....
.I!._., '" ". L.... 
"..
 
".... . .., .... .......
--..;.... 
:" .- ::;;...r"'.'.....r..
 oo;:.....
 
14
/:.
; "-
. .

_/. ....
\-.:,... ./ --:J' .
 -;. I, 

 ,;....-ł 
 
 
.; Q' -. ,.
... .........z

... 
 '--.- --ł.
 :. 'I 
, . "':",:_.
'-
" ',. . .:.
...,."...).. .
'. 'iIIoj , ." 'I' ...,.;, 
d": X


:!../l!'/ 
. ił' 
.. - "
jb.. '1.i.f: 
 "' 
 - q, )?i .
.. .... 
 ." .4(l 

 l :'" ,

'
i.

"'..(.. ,"--'') 
'
-::'-'!,;' ł ' 
.,&./.


... }
 .
 
uj' ,,:...
:-= .:.,::
':
7.;-:' 

: ,..;
 ....
... 
--' x 7..:: 
_-łł; "'
'
:" . 
 '- 
J 
II ' '
1Iłl,.. ,.:....... ."...;.,.
 . - 
. 
 

 -
.-r-:- "".3-- 
 ..- 

 i'. ....
"r -. r
"'J_
 "" ..-ł-- ....
 . 

 .
_ 
.. . 
 ' ./ 
- 1!'f1'o ,-..... '"..1 '#'''.,' J.. . 
.....:ł-.
 ."" ...

..-:.. 4' 
....... . }
,. l\,.': .-" _ . 
 ." 
... -.. . .:T 
 
I..I
. .."t.:;."'1ł'1
.ł'
"'



"f,,


 ,..... .'
 _....\ 
 ... 
 - }'j 
.,ł4
, .
i';

?,
.

'

_. _ _:
 f
""'
 ..
w. 
 -
 -___- 
Z c-: 

.': I 
-"'lI',tr 


#4.*,4'....
::

\._


':""_ J:,--' _'_ ..,;._..:", 
. '
:,
.""r,'t...: -Z- .........-

 l rJl!; 
.. ................
.. 
.
-t;.. --:..-::; ';.-: 
y 
..- 
 :-
-r''''Ć
_
_...... 


 ... .


_
... .
 
. 
'
/ ...... 
 .ca

.. r::=


..;';
.
 ' 

,



 ""i
 
.
..,...I""
t 
'ł'i...
y 
 --1,.-- ''\o..
 ..-::"\..___,_..
" 
'''..
..,;:ł;r -y--'.;.,..........-:---...c="I- _ ..__-
 ...:.-..-. --. ;o,._......._
 
'-..-..-...

 


Na rufie siedziała kobieta.... 


163
>>>
- Myśli pana, - odezwał się po krótkiej pauzie doktor 
Morgan, - błądzą koło jakiejś katastrofy. Odzwierciedlają one 
wzburzone fale. z któremi walczy młoda kobieta. Rozumiem 
pańską rozpacz i pragnąłbym dopomóc panu do odzyskania 
titraconej równowagi ducha. lecz przedtem muszę dokładnie po- 
znać historję tego zdarzenia. Słucham pana. - 
Posłuszny jak dziecko nakazom doktora Morgana, kapita3 
Stetson rozpoczął opowiadanie. Przewinęła się przed nami je- 
ana z wielu tragedyj oceanu. 
_ Przed rokiem byłem jeszcze wesoły i szczęśliwy. Kocha- 
łem i byłem kochany. Narzeczona moja nie należała do typu 
kobiet przeciętnych. Oprócz niezwykłej urody łączyła w sobie 
szereg pięknych zalet ducha. Miała. niestety. jedną wadę: była 
uparta. 
Dowodziłem wówczas brygantyną "Southern Cross", któ- 
ra, podobnie jak "Daisy". kursowała pomiędzy San-Francisko 
ci archipelagiem Polinezji. 
Po blisko dwutygodniowym pobycie w San Francis1ko, czy- 
niłem ostatnie przygotowania do podróży, która miała być osta- 
tnią przed naszym ślubem. W przeddzień mego odjazdu Mary 
powzięła postanowienie,. że podróż tę odbędziemy razem. Pro- 
siłem, aby pozostała, straszyłem niewygodami, niebezpieczeń- 
stwem - nic nie pomagało. Uparła się na swojem i żadna siła 
nie mogła jej skłonić do zaniechania niefortunnego zamiaru. Do- 
prowadzony do ostateczności uporem Mary, -świadczyłem sta- 
'flOWCZO, że pod żadnym pozorem nie zgodzę się na jej podróż. 
- A to dlaczego? - spytała z przekąsem. . 
- Uważam, że ppbyt twój na okręcie nie wyjdzie nam na 
dobre. Wreszcie, jako kapitan, nigdy nie pozwolę na to. 
- Zobaczymy I 
Następnego dnia, gdy przyszedłem pożegnać się przed od- 
jazdem z rodziną Mary, nie zastałem jej w domu. Oświadczono 
mi, że czuła się dotknięta moim sprzeciwem i, pomimo nalegań 
rodziców, wyjechała na kilka dni do ciotki. 
Powróciłem na statek podrażniony i zły. Nie zwróciłem 
vawet uwagi na meldunek stewarda o przybyciu na pokład pa- 
sażera. Proszę sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy, po wy- 
płynięciu na pełne morze, ujrzałem w messie tego pasażera. 
Domyśl.acie się chyba, panowie, że pasażerem tym była Mary. 


, Al 


I 


164
>>>
, ... 


- Mary, ty tu? - krzyknąłem zdumiony. 
- Jak widzisz, - odparła spokojnie, 
Musiałem pogodzić .się z faktem, co zresztą przyszło mi 
bardzo łatwo, tembardziej, że lepiej przypadła mi do gustu obec- 
ność Mary na statlku, jak jej wyjazd do ciotki. 
Początkowo podróż zapowiadała się świetnie. Świeży po- 
dmuch passatu wypełniał żagle, z dniem każdym zbliżając okręt 
do celu podróży o przeszło dwieście mil. Mary czuła się wy- 
śmienicie. Była jakby stworzona do podróży morskich i życi 1. 
3krętowego. Gdy obejmowałem wachtę, wychodziła na pomost 
wraz ze mną i pozostawała aż do zmiany. Z biegiem czasu na. 
!lczyła się nawet sterować i określać pozycję okrętu. 
Pod koniec podróży pogoda zaczęła się psuć. Niebo zasnu' 
ły ciężkie, ciemne jak ołów chmury. Barometr gwałtownie spa- 
dał. Powietrze stało się ciężkie i parne. Wiatr osłabł i wreszci
 
ucichł zupełnie. Nastała niepokojąca cisza. Żagle bezwładnie 
cbwisły na rejach, okręt, pozbawiony ruchu, kołysał się bezra- 
dnie na martwej fali. Były to znaki nieomylne nadciągającego 
tajfunu. 
Kazałem zwinąć i um0'20wać wszystkie żagle, prócz sztor- 
mowych i przygotować 
lę do oczekującej okręt i załogę cięż- 
kiej walki z wichurą i oceanem. Mary odesłałem do kabiny, 
sam zaś, u
brojony w lunetę, obserwowałem ciemną linję hory- 
zontu, spodziewając się lada chwila pierwszych podmuchów 
wichru. 
Wkrótce też, na południowym wschodzie, ciemna jak atra- 
ment i gładka jak lustro powierzchnia oceanu pokryła się nagle 
bielą piany, zawrzała, poorała brózdami fal. Owa biel złowro- 
ga posuwała się naprzód z zastraszającą szybkością. Zaledwo 
zdążyłem uprzedzić załogę, gdy gwałtowny podmuch szkwału 
dopadł do nas, uderzył wściekle o burtę okrętu, szarpnął żagla- 
mi, przechylił okręt, plunął słoną pianą. zerwaną z fal wierz- 
chołków w pędzie szalonym. zagwizdał w olinowaniu i, chycho- 
cąc złośliwie, pomknął w dalszą drogę. Znowu nastała cisza. 
Tym raze.m nie na długo. Okręt nie zdążył się jeszcze wypro- 
stować po pierwszym ataku, gdy nastąpił drugi, następnie - 
trzeci i czwarty. Potem już nie było przerw. 
Lawina wichru runęła na nas z przerażającą siłą. Pęd po' 
wietrza utrudniał oddech, hamował swobodę ruchów. Smagany 


I 
1 
L 


165
>>>
wichrem okręt chwiał się na wszystkie strony. Potężne zwały 
wody, zerwane z wierzchołków fal-olbrzymów, bez przerwy la- 
ły się na pokład. Nie mogąc znaleźć odpływu przez porty i szpi- 
gaty, przelewały się od burty do burty, zbijając z nóg maryna- 
rzy i uniemożliwiając pracę. Ryk fal i wycie wichru zlały si
 
w jeden nieustanny, potężny grzmot, w Iktórym słowa komendy 
nikły bez śladu. 
Okręt nasz uciekał od niebezpiecznego centrum tajfunu pod 
jednym tylko stakslem i zaryfowanym marslem sztormowym, 
mimo to osiągając szybkość około piętnastu węzłów. 
Wejście stewarda przerwało tok opowiadania. Podano ka- 
wę. Kapitan Stetson dał stewardowi znak, że może odejść, wy- 
chylił duszkiem filiżankę kawy i opowiadał dalej. 
- Tylko ten, kto chociaż raz w życiu przeżywał na żaglow- 
cu walkę z tajfunem, zrozumieć zdoła całą grozę naszego poło- 
żenia. Okręt wspinał się w górę po śliskich, chwiejnych zbo- 
czach fal, szamotał się przez chwilę wśród wrzącej piany po- 
szarpanego przez wicher wierzchołka, przechylał się na dzió
 
i mknął z zawrotną szybkością w głąb olbrzymiej brózdy, ści- 
gany załamującym się wierzchołkiem fali, opadającym na rufę 
z druzgocącą siłą. . 
Woda lała się na nas ze wszystkich stron. Z dziobu i z ru- 
fy, z boków i z góry. Przybierając, nakrywała ludzi z głową lub, 
opadając, sięgała zaledwo do kolan. Gdy okręt mieścił się 
w głębokiej bróździe pomiędzy clwiema falami, wody na pokła- 
dzie było stosunkowo mało. Lecz co za zgrozą przejmujący wi- 
dok przedstawiał się wówczas oczom naszym! Przed nami i za 
nami wznosiły się ruchome zwały wody - góry całe, sięgające 
r.iemal do szczytu masztów, wrzące, spienione, rozszalałe. Zda- 
wało się, że lada chwila zewrą się one, grzebiąc pod swym cię- 
żarem nieszczęsny okręt wraz z całą załogą. 
Noc całą walczyliśmy z żywiołem wycieńczeni, rozbici, 
przemoczeni do suchej nitki. O świcie wiatr osłabł raptownie. 
Fala, jakkolwiek jeszcze duża, straciła swą niebezpieq:ną grzy' 
wę, okręt szedł spokojniej. 
Niebezpieczeństwo minęło. Okręt i załoga złożyli egzamin 
celująco. Mogłem wreszcie udać się na spoczynek. Pozostawi- 
łem na pomoście starszego oficera i udałem się do Ikabin. 


.1 



 


ł. 


[ 

 


, 


166
>>>
I 
I 
I 


I 
f 



 


...-=-
 
e( -=-
 


-- 


t 
I 


J 
)  -=- 
 
-- 



- 


"'-;o. 
... 


--- 
--- 


"-___ -7 --= .-- 


---c- 


- ---=- 
- 


j 


--. 


Okręt chwiał się na wszystkie strony.... 


167 


J.....
>>>
W messie panowało straszne spustoszenie. Połamane l{rze- 
sła, skorupy naczyń i szczątki nieokreślonego pochodzenia pły' 
wały po podłodze. Mówię pływały, gdyż woda sięgała powyżej 
Jwstek. Gdy okręt przechylał się, wszystko to pędziło rapto- 
wnie ku pochylonej burcie, uderzając jak taran w drewniane 
przepierzenia kabin. 
Nagle ogarnął mnie niepokój. Co się dzieje z Mary? Przez 
całą noc nie opuszczałem swego stanowiska, ratując okręt. By- 

em pewien, że Mary w kabinie nie grozi żadne niebezpieczeń- 
stwo i nie niepokoił mnie brak wiadomości o niej. Daremne je- 
dr.ak przeszukałem wszystkie kabiny - Mary nigdzie nie było. 
Oszalały z rozpaczy, wywlokłem wystraszonego steward'! 
z jego kabiny i zażądałem wyjaśnień. Dowiedziałem się strasz- 
nej prawdy. W czasie największego niebezpieczeństwa, gdy 
wściekły pęd tajfunu osięgnął największą siłę a druzgocące ję- 

-yki fal chlastały okręt ze wszystkich stron, Mary, niepokoją::: 
się o mój los, wyszła na pokład, nie bacząc na perswazje ste- 
warda. 
Gdy prosiłem, by pozostała w kabinie, - tłumaczył się 
steward, - nazwała mnie piecuchem i tchórzem, który przy 
lada podmuchu n.ie śmie wytknąć nosa poza drzwi kabiny. Cóż 
miałem robić? Poszedłem za panną Mary! Zaledwie wyszliśmy 
na pokład, gdy od strony rufy stoczyła się na nas cała góra wo- 
dy. Z trudem zdołałem wytrzymać gwałtowne parcie fali, trzy- 
mając się kurczowo poręczy schodków pomostu. Gdy fala po- 
toczyła się na dziób, nie ujrzałem już miss Mary. Woda uniosh 
ją za burtę. - 
- Dlaczego nie zawiadomiłeś mnie, durniu stary! - Nie 
odparł ani słowa. Stał przede mną blady. sIkulony, postarzały 
o lat kilka, drżący. Zresztą, gdybym nawet został powiadomio- 
ny natychmiast po wypadku, czy mógłbym ratować Mary? Nie, 

dyż najmniej3za próba zmiany kursu pogrążyłaby nas wszyst- 
kich w odmętach fal! 
Od te
o czasu nie zaznałem spokoju. Wciąż mi się zdaje, 
że widzę Mary, borykającą się z falami, że poprzez ryk fal i świst 
wichru słyszę jej głos, wzywający mnie na ratunek. 
Po powrocie do San Francisko opuściłem "Southem Cross". 
Zbyt bolesne wspomnienia łączyły mnie z tym statkiem... 


r 
I 
I 


168 


.......
>>>
'1 


" 


,opowiadanie kapitana Stetsona dobiegło końca. Spojrza- 
łem na doktora Morgana, czując podświadomie, że uczyni tera:.!: 
coś, co wychodzi poza ramy życia codziennego. 
Stał, oparty plecami o filar. Twarz jego była nieruchoma. 
senna, powieki przymknięte. Czyżby zasnął? Lecz nie, otwo- 
rzył powieki. 
- Kapitanie Stetson, - rzekł, akcentując każde słowo, _ 
komunikuję panu wieść radosI1ą - narzeczona pańska żyjc 
i cieszy się dobrem zdrowiem. 
Kapitan Stetson zerwał się z krzesła, jak gdyby go nagle 
dotknięto rozpalonem żelazem. 
- Doktorze, mów pan, czy pan ją widział, czy rozmawiał 
pan z nią?' - krzyknął, chwytając doktora za klapy marynarki. 
- Przedewszystkiem, proszę się uspokoić. 
Kapitan wrócił posłusznie na dawne miejsce. 
- Jeśli posiada pan tyle siły, by zobaczyć ją na własne 
oczy, gotów jestem ułatwić to panu. - 
- Niech mnie pan nie męczy, doktorze. Jeśli pan może mi 
dopomóc, proszę nie zwlekać, - rzekł błagalnym głosem. 
- A więc dobrze. Proszę mi patrzeć w oczy' - 
Spojrzenia ich spotkały się. Oczy doktora Morgana rozsze- 
rzyły się, płonęły dziwnym blaskiem, rzucały nieme rozkazy. 
Kapitan Stetson przymknął powieki. 
- Kapitanie Stetson, co pan widzi? _ 
- Widzę wyspę koralową, zrzadka porośniętą pisangami 
bananowemi, krzewami i młodemi drzewkami. W głębi wyspy 
stoi budka z blachy falistej. którą pozostawili niegdyś japońscy 
łowcy ptactwa. Obok budki siedzi młoda kobieta, zajęta przy- 
gotowywaniem -opaski z trawy morskiej, która służy krajow- 
com za ubranie. 
- Kim jest ta kobieta? - 
- Ach, Mary!.... - 
- A teraz niech pan nam powie, jak się nazywa ta wyspa? 
- Jest to jedna .z wysp grupy Taongi. Znajduje się pod 
14 0 36' szerolkości północnej i 169 0 l' długości wschodniej, czyli 
zaledwie o dwadzieścia pięć mil od miejsca, w którem się obe- 
cnie znajdujemy. - 
- Niech się pan obudzi i pamięta o tem, co widział'- 


[ 


169
>>>
Kapitan Stetson otworzył oczy. Przez chwilę przyglądał 
SIę nam ze zdumieniem, mrugając pociesznie powiekami, po- 
c;zem jak strzała wybiegł na pokład. Usłyszeliśmy głośne słowa 
komendy, zgrzyt bloków, odgłos bieganiny. "Daisy" zmieniała 
kurs, 
_ Wyjdźmy na pokład, - zaproponował ,doktor Morgan, - 
zobaczy pan, jaka zmiana zaszła w kapitanie Stetsonie. - 
,Pokład wrzał życiem. Pracowały obie zmiany. Podniesio . 
110 wszystkie żagle i "Daisy" , mocno przechylona na burtę, su- 
nęła jak ptak olbrzymi, zdając się przeskakiwać z fali na falę. 
Kapitan Stetson mierzył długiemi krokami pomost, co chwi- 
la przy1kładając do oczu lornetkę. 
_ Doktorze, już widać attol Taongi! - krzyknął, wskazując 
ręką ledwo dostrzegalną plamkę na linji widnokręgu. 
iPo upływie dwóch godzin znajdowaliśmy Eię w odległości 
najwyżej mili od wejścia do laguny. Okręt legł w dryf. Spusz- 
czono na wodę szalupę, do której wsiadł kapitan oraz czterej 
:'ośli marynarze. 
_ Kapitanie, proszę chwilkę poczekać, - rzekł doktor 
Morgan, znikając w drzwiach kabiny. Wrócił po chwili z płasz- 
czem kąpielowym w ręku, 
_ Niech pan weźmie z sobą ten płaszcz. Zapomina pan, 
że zastanie miss Mary w stroju dzikusikil - 
Szalupa ,odbiła od burty, kie'rując tSię w :stronę attlu. 
Zdawało mi się, że przeżywam jeden z epizodów zaczaro- 
wanej bajki z tysiąca i jednej nocy. Niecierpliwie oczekiwałem 
powrotu szalupy. Czy sprawdzi się zapowiedź doktora Morga- 
:la? Czy kapitan Stetson odnajdzie swoją Mary? 
Doktor Morgan stał przy burcie uśmiechnięty, zadowolony, 
On jeden wiedział napewno, jaki będzie wynik wyprawy. Gdy 
wreszcie szalupa wypłynęła z laguny, wskazał mi ją ruchem 
r,łowy i spytał: 
. - Czy i teraz pan wątpi? 
Na rufie szalupy, przytulona do kapitana Stetsona, sie-dzia- 
ła kobieta, 'Ubrana w płaszcz kąpielowy doktora Morgana. 


170
>>>
Polsko- Brytyjskie Towarzystwo 
Okrętowe Spólka Akcyjna 
(Polish-British SteamShiPCompany Limited) 
Gdynia 


r 
I 
I 


Jednym z najważniejszych kroków Rządu Polskiego na 
drodze rozwoju handlu zamorskiego oraz dla ułatwienia nasze- 
mu eksportowi zdobycia rynków zagranicznych jest stworze- 
nie polskiej linji okrętowej, łączącej bezpośrednio nasze porty 
2, głównemi ośrodkami handlu Wielkiej Brytanji t. j. z Londy- 
nem i Hullem. 
Z inicjatywy Rządu zostało z końcem 1928 roku założone 
rrzez P. P. "Żeglugę Polską" i angielskie Towarzystwo Eller- 
man's Wilson Line w Hull przedsiębiorstwo żeglugowe Polsko- 
Brytyjskie Towarzystwo Okrętowe S. A. z siedzibą w Gdyni. 
Towarzystwo ma na celu utrzymanie regularnej komunika- 
cji między portami Gdynia - Gdańsk i Londynem względme 
Hullem. 
Flota Towarzystwa składa się z 4 statków pasażersko-to- 
warowych łącznej pojemności 10,800 t. r. br., zaopatrzonych 
w wygo-dne pomieszczenia dla pasażerów i w ładownie-chło- 
Gnie dla przewozu artykułów spożywczych jak bekony, szynki. 
masło itp., przeznaczonych na eksport z Polski do Anglji. 
,Poza tern wszystkie statki posiadają specjalne nowoczes- 
:Ile urządzenia kabinowe dla przewozu emigrantów z Polski do 
portów wyjazdu wielkich linij transatlantyckich na Zachodzie. 
Nazwy i pojemność statków są następujące: 
s. s. "Premjer" 3540 ton rej. br. 
IS. s. "Wars,zawa" 2487 ton rej. Ibr. 
s, s. "Łódź" 2450 ton rej. br. 
s. s. "Rewa" 2376 ton rej. br. 
Kapitanowie, oficerowie i załoga statków są obywatelami 
polskimi. Na każdym statku znajduje się lekarz i wykwalifiko- - 
wana pielęgniarka. 
Główne biuro Towarzystwa mieści się w Gdyni przy ulicy 
Portowej. 
Regularne podróże 'Statków rozpoczęły się - ze względu 
na niekorzystne warunki nawigacyjne w srogiej zimie 1928-29 
roku - w kwietniu 1929 r, 


l 


t' 


171
>>>
Ładunki wywozowe z Polski do Anglji składają się głównie 

 następujących towarów: 
masło, bekony, szynki, jaja, dykty, parafina, drzewo róż. 
Dych gatunków, zboże, ryż, cukier, konie, 
Przywóz zaś stanowią: maszyny, tkaniny, przędza, wełn:i. 
drobnica, tow,ary kolonjalne, motocykle, tytoń. 
Flota Polsko-Brytyjskiego Towarzystwa Okrętowego jest 
nietylko poważnym przyrostem dla naszej marynarki handlowej. 
ale stała komunikacja polskiemi statkami między portami pol- 
!:kimi a portami angielskimi przyczyni się do zacieśnienia sta- 
$unków handlowych z Wielką Brytanją i przez jej porty z por- 
tami i krajami całego świata. 
Dotychczasowa działalność Towarzystwa dała dzięki l11ie- 
6trudzonej pracy Zarządu, Kapitanów i załóg okrętowych wy- 
niki bardzo korzystne. 
Rozwój ekonomiczny Polski i związany z ,tem wzrost jej 
eksportu rokują najlepsze nadzieje dla rozwoju Polsko-Brytyj- 

kiego Towarzystwa Okrętowego. 


Okolica wiecznych wiatrów. 


Najwięcej nawiedzoną wiatrami okolicą na kuli ziemskiej 
Jest Adelje-land w pobliżu bieguna południowego. Wiatry wieją 
tam stale z SSO. (kierunku południowo południowo-wschodnie- 
go) i można się według nich doskonale orje"ntować. 
Zjawisko tak jednostajnego kierunku wiatru jest bardzl) 
pożyteczne dla żeglarzy i badaczy, którzy nawiedzają te stro- 
ny, zwłaszcza, że trudno tu orjentować się według kompasl1 
ze względu na to, że w pobliżu znajduje się południowy biegul'1 
magnetyczny, wskutek czego kompas wskazuje kierunek bar- 
dzo niedokładnie. 


I 



." 
/

J 


172
>>>
j 


I' 


...ł..... 


KAPITAN T. MEISSNER 


Pierwsza przygoda 
statku szkolnego "Pomorze". 


Dnia 19 grudnia 1929 r. prace przygotowawcze do przeho-
 
lowania statku "Pomorze" zostały ukończone, Reje w ilości 
piętnastu i górne części masztów złożono na pokładzie i zamo- 
cowano tak, aby przy najwię'kszych przechyleniach statku nie 
mogły poruszyć się z miejsca. Zabezpieczono się. tak, aby 
w czasie ewentualnego sztormu nie mo-gło nic spaść z góry n3. 
głowy załogi. Praca przygotowawcza odbywała się nietylko na 
pokładzie: pod pokładem sprawdzono szczelno'ść iluminatorów 
i zamknięto je na głucho, L j. na żelazne klapy, sprawdzano 
w międzypokładzie szczelność drzwi wodoszczelnych, zamknię- 
to włazy da zbiorników ze słodką wodą, wyreperowano pompy: 
ratunkową, pożarową i do słodkiej wody, wreszcie zamocowan;) 
wiele ruchomych przedmiotów, które w wypadku silnego koły- 
sania bocznego, tocząc się od burty do burty, mogłyby uszko- 
dzić statek. 
Do wykonania tej pracy czasu było niewiele, ludzi jeszcze 
mniej. Rozpoczęto ją 9 grudnia, z dniem przyjazdu do SL Na- 
zaire komendanta, kpL Konstantego Maciejewicza. Razem 
z; nim przybyli: bosman Jan Kaleta, sL sternik Józef Grzelak 
i marynarz Tadeusz Klusiewicz. 12 grudnia wieczorem przyje- 
chał jeszcze z Gdyni z żoną niżej podpisany, tymczasowy star- 
!!zy oficer statku "Pomorze". 
We czwartek dnia 19 grudnia J 929 r. przybyła koleją do 
SL Nazaire załoga holenderska w liczbie 6 ludzi, która stoso- 
wnie do kontraktu miała pełnić służbę na statku "Pomorze" 
podcza
 jego holowania do Danji. Zał
ga polska przez czas ho- 
lowania miała pozostać na statku jedynie jako personel admi- 
nistracyjny, celem sporządzenia ilIlwentarza i przygotowania 
statku do remontu. 
Zapowiedziane na d.zień 19 grudnia przybycie holenderskie- 
'o holownika "Poolzee", który miał przeprowadzić "Pomorze" 
do Nakskov, zostało opóźnione. Otrzymaliśmy we czwartek 
wieczorem depeszę, że "Poolzee" przybę-dzie do SL Nazaire 
w piątek 20-go o 5 rano. Jednakże holownik nasz nie przybył 
ani w piątek, ani w sobotę o 5 rano, lecz w sobotę o 6 wieczo- 


173
>>>
!em. Przyczyną tego opozmenia był bardzo silny sztorm. Je- 
den z członków załogi holownika miał złamaną rękę, kilku by- 
ło lżej rannych. Sam holownik nie odniósł poważniejszych 
uszkodzeń jedynie dzięki temu, że zmienił kurs i poszedł z falą, j 
choć i tak miał wgniecione zupełnie oclrzwi -do mensy J rozbite '\' 
bardzo grube szkło iluminatora. 
Tegoż dnia, t. j. w sobotę, 'Poje.chałem do Nantes na s/s 
.,Warta", statek należący do P. P. Żegluga Polska, po rzeczy, 
!które przybyły na tym statku. 
Na "Warde" zastałem wszystkich oficerów, ni'e wyłącza- 
jąc nawet komendanta, kpt. Górskiego, zajętych gaszeniem po- 
żaru. Węgiel, który "Warta" miała jako ła-dunek, zajął się 
w czasie drogi w części ładowni, przylegającej do kotłowni. 
Oficerowie, czarni od węgla, brudni, spoceni i zmęczeni, pra- 
cowali razem z załogą nad odkopywaniem węg
a, aby móc się 
dostać do źródła ognia, który o-d pięciu, czy sześciu dni rozpa- 
lał do czerwoności przegrodę wodoszczelną między ładownic.\ 
.a kotłownią, wytwarzając przytem moc trujących gazów, które l , 
każdej chwili mogły rozsadzić statek. 
O północy wróciłem do St. Nazaire. Nazajutrz niedziela - 
robimy sobie święto. Oglądamy holownik. Jest dość duży, wy- 

ląda na mocny, podobno 1000 HP. Należy do T-wa L. Smit 
E CO's lnternationale Sleepdienst w Rotterdamie. Ma na po- 
&.ładzie 2 hole: każdy skła-da się z ,grubej stalówki i 2 mani- 
li. Przy jednym ma'Uila jelst tTos.zkę przetarta - wi-dać, że uży- 
wana, za to stalówka niemal zupełnie nowa; przy drugim o-d- 
wrotnie. Są to moje zupełnie osobiste spostrzeżenia. 
. 
W poniedziałek ładujemy z holownika węgiel dla załogi 
holen-derskiej, znajdującej się na "Pomorzu" i naftę. Potem pod- 
nosimy niewielką szalupę ratunkową na 12 osób, na której od- 
bywał się transport węgla. . 
Przed południem inspektor naw:igacyjny z portu odbywa 
u nas ostatnią wizytę. Spraw-dza, czy wszystko jest według 
przepisu, czy możemy dostać pozwolenie na wyjście na morze, 
Okazuje się, że "aU" jest "right", musimy tylko .zaopatrzyć się 
jeszcze w boję świetlną do koła ratunkowego. W go-dzinę po 
odejściu inspektora boja jest na miejscu. 
Po południu o godzinie 3-ciej otrzymujemy wszystkie do- 
kum en ty okrętowe u p. Osmont, naszego miejscowego makle- 


:174
>>>
rap Zdawałoby się, że nic nie stoi już na przeszkodzie, aby z wy- 
solką wodą następnego dnia opuścić port St: Nazaire. W rze- 
czywistości jednak jest inaczej: w kapitanacie portu wywieszo- 
no depe'szę z ostrzeżeniem o sztormie w zatoce Biskajskiej i n3. 
.A wybrzeżu Bretanji. Takież ostrzeżenie odebrał przez radjo ka- 
pitan holownika "Poolzee" z meteorologicznej stacji radjowej 
W Londynie. W kanale La Manche i na wyhrzeżu Bretanji 
sztorm panuje już od czwartku, a więc 5 dni bez przerwy. Wto- 
rek będzie szóstym dniem. 
'Przypominamy sobie, że to jutro w.ilja. Postanawiamy spę- 
dzić ją na statku. (Zwykle wieczorne obiady jadamy w hotelu 
"Terminus"). Narazie uzupełniamy jeszcze zakupy, powiększa- 
my zapas prowiatu, obstalowujemy chleb. Kto wie, może wyj- 
dziemy na morze w pierwsze święto? Wszystko teraz zależy 
od przepowiedni meteorologicznych. 
We wtorek rano nowa przepowiednia sztormu; po południu 
to samo. Paryż i Londyn o'głaszają zgodnie przez radjo burzę 
na północnym Atlantyku, w La Manche i koło Finisterre. Ka- 
pitan holownika ani myśli o wyjściu na morze. Jesteśmy prawie 
przekoqam.i, że we środę też nie wyjdziemy. 
Wieczorem spożywamy wieczerzę, przyrządzoną przez mo- 
ją żonę. Dzielimy się opłatlkiem, przysłanym z kraju. Które to 
Boże Narodzenie spędzane z.dala od nich od 1918 roku? Dzie- 
wiąte chyba... Ale jesteśmy razem z żoną... Tymczasem komen- 
dant jest daleko od swej najbliższej rodziny... Jest trochę zadu- 
many - nietrudno zgadnąć, że myśli o żonie, o Halinie, Olgier- 
dzie i Kotku... Tak rzadko i tak krótko widuje ich wszystkich. 
W lecie nigdy, w zimie nie zawsze. 
Mamy nawet choinkę, pięknie przystrojoną zabawkami. 
zrobionemi przez moją żonę. Zapalamy świeczki. Robi się na- 
strój. 
,Przypomina mi się choinka z -drzewa na "Lwowie" w roku 
1923, gdy wracaliśmy z Brazylji... Byłem wówczas uczniem. Pa- 
ru nas w tajemnicy przed innymi pracowało nad budową tamtej 
choinki, 
25 grudnia znowu sztorm, znowu czekamy. 
26 grudnia. O 9 rano kapitan holowniJka "Poolzee" decy- 
duje się wyjść na morze. My jesteśmy gotowi. O 11,30 przy- 
chodzą 2 portowe holowniki. Podajemy im liny z dziobu i z ru- 


175
>>>
:ty i zaczynamy wybierać łańcuch prawej kotwicy. Zapomnia- 
-lem nadmienić, że "Pomorze" miało zarzuconą prawą kotwicę 
.z trzema przęsłami łańcucha w wodzie, i było przycumowane 
....ufą do nabrzeża. 
Wywindowanie łańcucha j kotwicy nie jest wcale łatwe. 
Wind.a kotwiczna na "Pomorzu" nie może być poruszana parą. 
Zaprzę.gamy się do kabestanu. Jest nas ,dziesięciu ;z Holendra- 
mi, czasami pomaga nam pilot, który zdążył zmarznąć siarczy- 
'Ście, czasam.i - komendant, jeśli ma chwilę czasu. 
Wybranie 45 sążni łańcucha trwało 2 godziny. Wreszci
 
kotwica wstaje, nakoniec wynurza się z wody. Holowniki cią- 
gną nas ku wejściu do szluzy. 
O godz. 14,30 cumujemy się w szluzie, g,dzie wita nas bar- 
dzo uprzejmy kapitan portu. 
- Doskonały czas dla panów na wyjście na morze. Wpraw. 
dzie zapowiedziany jest sztorm w zatoce Biskajskiej, ale nim 
uadejdzie będą już panowie w La Manche, a tam dacie już so- 
bie jakoś radę. Niema co czekać dłużej, lepszej pogody w zimi
 
panowie tu nie znajdą. 
Zdaje -się, że kapitan holownika "Poolzee" nie był jednak 
zupełnie tego samego zdania, co komendant portu. 
Według umowy mielioŚmy wziąć hol z "Poolzee" jeszcze 
w szluzie, gdzie było na to dość czasu, j gdzie wszystkie mane- 
wry są bądź co bądź bez porównania łatwiejsze, niż na rozfa- 
łowanem morzu, ,choćby ze względu na to, że 2 s,tatki mogą się 
w szluzie przycumować do siebie, co na fali jest wykluczone. 
Jednakże kapitan holownika zmienił widocznie poprzednią 
d.ecyzję i oznajmił, że staniemy na redzie, na kotwicy. 
- Moglibyśmy podejść chociaż pod Belle-Ile i tam w razie 
niepomyślnej pogody zakotwiczyć się - zauważył komen- 
cant. - Dopiero co kotwica wybrana z takim trudem i znów 
odrazu kotwiczyć... Jakiś niezdecydowany jest ten kapitan. 
Punktualnie o 3 po pol. otwarto szluzę. Portowe holowniki 
wyciągają nas na morze. Zaczynamy się lekko Ikołysać. Chcę 
f.rzygotować wielokrążki do podniesienia kotwicy, ale pilot 
wstrzymuje mnie "Parez 11 mouiller, capitaine!" - Ależ dla- 
czego, przecież pój dziemy chyba dalej, pogoda dobra. - Pilot 
wskazuje mi "Poolzee", który stoi jeszcze w szluzie: 


176 


-- 


'1 



, 


. 
,
>>>
I 
'1 



 


- Wasz holownik nie śpieszy się; nie wiem, co zami
rza ro- 
bić. Musicie być gotowi do zakotwiczenia, bo przeciet por. 
towe holowniki nie mogą was trzymać do jutra rana. 
- Dobrze, ale jeśli teraz kotwicy nie podniesiemy na pokład, 
to potem na większej fali, przedziurawi nam ona burtę. 
Pilot rozkłada ręce i wzrusza ramionami. Mimo jego "parez 
11 mouiUer, capitaine!" - w tej chwili podchodzi do nas "Pool- 
zee" i żąda rzutki, aby móc nam podać hol. Więc idziemy n:a 
morze jednakże. Brawo I 
O g. 15.30 hol był już zamocowany. Połączyliśmy go z roz- 
łączonym z kotwicą lewym łańcuchem kotwicznym, którego wy_ 
pus'zczono około 5 -sążni poza kluzą. Dalszą część holu stano- 
wi stalówka, złączona z manilą, zamocowaną na holowniku. 
Nasz łańcuch kotwiczny trzyma się przedewszystkiem na 4-calo- 
wej stalówce, wziętej potrójnie, zamocowanej na maszcie i po- 
łą.czonej z łańcuchem, pozatern trochę na hamulcu Lehoffa. 
Zwykły hamulec jest zluzowany. 
Przy wyjściu na morze wi,atr W-WSW, siła 3-4. Tutaj 
należy dodać, że "Pomorze" wyszło w podróż, nie troszcząc się 
bynajmniej o nawigację. Wszystko należy do holownika "Pool- 
.lee". My jesteśmy bierni, jesteśmy poprostu p,asażerami. Nie 
mamy instrumentów nautycznych z wyjątkiem 2 niewyregulo- 
wanych kompasów, nie mamy spisów latarń morskich, tablic 
przypływów i odpływów, locji, kodu sygnałowego, lornetek, pe- 
lengatorów, sekstansów, chronometru i t. -d. Mamy tylko 4 ma- 
py, które komendant kupił na wszelki wypadek. 
O 15.35 oddajemy pilota. Dopiero w niespełna godzinę 
później Ikończymy ostatecznie pracę przy zamocowaniu kotwicy 
typu Admiralicji na pokładzie. 
Piątek 27 grudnia 29. "Koło 6 rano ujrzano światła latarni 
BeBe-Ile. W dzień wiatr znacznie wzrasta. Wielka fala; kurs 
około West. W nocy wiatr nieco słabszy" - tyle mówi nasz 
dziennik okrętowy. Statek silnie kołysze się wzdłużnie, posu- 
wamy się bardzo powoli naprzód. 
Sobota 28 grudnia 29 r. Od 5 rano wiatr wzrasta. Kun 
koło West. Duża fala. 
Około 10,30 pęka hol (manila) w miejscu, bliskiem zamoco- 
wania na holowniku. 
Z powodu dużej fali okazało się niemożliwe wybranie holu 
na statek. Na rozkaz lkapitana holownika odłączono hol od łań- 



 


. 

 


177
>>>
cucha Ikotwłcznego. Przyjmowanie drugiego holu trwa do go 
dziny 15, przyczem holownik trzy razy podchodzi ,do hurty, aby 
wziąć rzutkę. 
Po zamocowaniu holu "Poolzee" przytrzymuje nas w miej. 

cu, nie ciągnąc naprzód. Sterowanie wykluczone, W nocy 
:;ztorm od WSW-Wesł. 
Niedziela 29 grudnia 29 r. .około 1.45 w nocy pęka hol (sta- 
lówka) w odległości .około 15 metrów od .złączenia go z łańcu- 
chem kotwicznym. 
Przygotowujemy się do przyjęcia nowego holu, oChoć wiemy, 
że "Poolzee" miał ich wszystkiego dwa. Zresztą w nocy podać 
hol jest prawie niemożliwe. Może na urwanym końcu stalówki 
zrobią "oko" do rana i podadzą nam ją jeszcze raz nieco krótszą. 
Komendant stara się określić pozycję. Nie widać żadnych świa' 
teł z .brzegu. To .dobrzel Znaczy, że jesteśmy daleko od lądu 
i przed świtem nie wyrzuci nas .na brzeg. Do rana nadejdzie 
jakaś pomoc. Przederż "Poolzee", .gdyby sam nie miał już holu, 
ma zawsze radjo. 
IPrzez jakiś cza"s holownik trzyma się na wietrze, poczem 
znika olkoło 3.30 w nocy za mgłą ,deszczową. Silny szkwał zry- 
wa nasze czerwone latarnie (oznaczające, że nie odpowiada- 
my za ruchy statku) .i rzuca je o burtę. Zostają tylko świath 
pozycyjne i rufowe. Statek kładzie się wpoprzek fali, która 
przewal.a przez pokład, jak również przez kabinę nawigacyjn\ 
na rufie. Nachylenia boczne przekraczają czasem 50°, 
Właściwie nie mamy nic -do roboty, jak tylko czekać do ra- 
na. Jednakże tej przymusowej bezczynności nie można nazwać 
"dolce farniente". Schodzę na chwi'lę do kabiny żony. 
_ Czemu właściwie kołyszemy 'się więcej, niż przedtem?- 
pyta mnie żona. 
_ Holownik trzyma nas w poprzeik .fali, żeby hol mniej 
szarpało. Fala jest olbrzymia. Sztorm wyje, jak sto diabłów. 
Tu, w kab
nie niebardzo słychać, bo hałas l.atających gratów 
zagłusza wycie wiatru. 
Wróciłem znowu na pokład. Połaziłem tam i sam, zajrza- 
łem .do międzypokładu, wypaliłem papierosa, którym poczęsto- 
wał mnie komendanł. 
Próbowaliśmy podnieść .dwie sztormowe latarnie, owinięte 
czerwoną etaminą (płótnem banderowem), zamiast zerwanych 
czerwonych. Nie na wiele się to zdało, .gdyż gasły natychmiast, 


I 
1 
1 


l 


\ 


l 


178 


.....
>>>
, 
j 


Tymczasem Holendrzy powkładali pasy ratunkowe, wzięli 
swój żelazny prowiant i zgromadzili się na rufie w Ikabinie nawi- 
gacyjnej. 
Zdrzemnąłem się jakąś godzinę. Gdy się obudziłem koł.) 
5 rano, nieco na wschód od nas było widać wybłyski latarni. 
Samo źródło światła było jesz.cze za widnokręgiem. Zresztą 
trudno to było stwierdzić, gdyż poziom statku wahał się o jakies 
10 m. zależnie od tego, czy leżeliśmy w bruździe, czy też znaj- 
dowaliś
y się na wierzchołku fali. 
Komendant zdołał już zidentyfikować latarnię. Sprawdzi- 
liśmy ją tylko jeszcze raz wspólnie. Była to Penmarch, na po- 
łudniowo-zachodnim cyplu Finisterre. 
- Psia1kość' Ale też nas dryfuje na najpaskudniejsze miej- 
sce, jakie można znaleźć w ,całej Brytanji - zau";,",,.żyłem. 
- Tak' Jeżeli "Poolzee", ani żaden inny holownik nie 
przyjdą po nas do rana, to może nam być ciepło na tych skałach 
des Etocs - potwierdził komendant, prostując się z nad mapy. 
- Jak to dobrze, że pan kupił tę mapę, panie komendancie, 
Cobyśmy zrobili bez niej? Wprawdzie niezbyt dokładna, ale cho- 
ciaż wiemy, gdzie nas dryfuje. Do lądu pewno będzie ze 20 mil? 
- Myślę, że trochę mniej. Dryfujemy pewno około 3 mil na 
godzinę. Mamy jakieś 6 godzin czasu t. j. do ll-ej. 
Od czasu pęknięcia holu komendant objął dowództwo "Po- 
morza". Oznajmiono to Holendrom, jednakże nie jest łatwo zmu- 
!'ić ich do pracy. Siedzą w swych pasach ratunkowych, patrzą 
na błyski latarni i szwargocą coś po swojemu szeptem, jakbf 
się bali kogoś obudzić. 
Z nastaniem dnia po bezowocnem oczelkiwaniu holowni- 
ka koło 9 rano komendant .każe połączyć lewą kotwicę z łań- 
cuchem, który przedtem był przyczepiony do holu. Holendrzy 
niezbyt chętnie biorą się do pracy. Są zbyt ostrożni. Boją się 
pokaleczenia lub wypadnięcia za burtę. Zresztą przy pracy 
I'rzeszkadzają im pasy ratunkowe. Sam nasz st. sternik, Józef 
Grzelak, robi więcej i prędzej niż oni w sześciu. 
Komendant na rufie pelenguje "na oko" i "na rękę" latail"- 
nie. Jest ich dwie. Trudno jest określić pozycję przy pomocy 
rozhuśtanego i nieuregulowanego kompasu, a jednak pozycja 
jest i to bardzo bliska prawdy. Sondujemy ręczną sondą, bo 'in- 
nej nie mamy. 60 m. wypuszczonej linki nie daje nam dna, 
Zresztą lido to wie? 


I 
1 
1 
I 


179
>>>
Sonda jest bardzo lekka, a w dodatku fala ma koło 10 m. 
wysokości - idzie wprost z zachodu z otwartego Atlantyku, 
Statek czerpie burtami wodę, a jego pochylenia wzdłużne po- 
wodują różnicę wzniesienia rufy statku nad dno morza w dwóch 
różnych momentach o jakieś 12-15 metrów. Jakież wyniki 
mo
e dać ręczna sonda w takich warunkach? 
Z obserwacji latarni Pen march i Kerity wynika, że prąd 
i wiatr dryfują nas w kierunku ESE. Mamy słabą nadzieję, 
że uda nam się prześlizgnąć tuż koło raf Les Etocs i podryfo- 
wać dalej na wschód. Jednakże o 10 godzinie nadzieja nasZJ. 
zawodzi - widocznie prąd się zmienił, gdy dryfujemy w ikierun- 
ku ENE. 
Parę minut przed dziesiątą ukończyliśmy pracę przy włą- 
::zeniu lewej kotwicy do jej łańcucha. Jednocześnie, ponieważ 
widać, że nie UiII1kniemy rafom, ,do których zostało najwyżej 
* mili, komendant wydaje rozkaz przygotowania pasów ratun- 
kowych, mnie zaś każe zawiadomić o sytuacji żonę. 
W chodzę do naszej kajuty. 
_ Wiesz - odzywa się żona - wczoraj minęło dwa mie- 
siące od naszego ślubu. 
_ Ach, prawda! No, podróż !poślubną mamy z przygoda- 
mi. Wiesz, w nocy nie powiedziałem ci całej prawdy, lecz teraz: 
muszę. Przed drugą w nocy znowu pękł hol. Myśleliśmy, ż
 
do tej pory holownik w jakiś sposób pośpieszy nam na ratunek. 
Tymczasem nic: może sam utonął. Do lądu, a właściwie do skał, 
zostało zaledwie % mili, % mili najwyżej. Prawdopodobnie 
"Pomorze" rozbije się na nich, bo wątpliwe jest, aby nasze kot- 
wice i łańcuch wytrzymały na takiej strasznej fali i przy takim 
sztormie. Rozbicie "Pomorza" jest prawie równoznaczne z na- 
szą śmiercią. Przybój na skałach podwodnych jest talk gwał- 
towny, że tylko cudem mógłby się ktoś przez niego przedostać, 
nie będąc zmiażdżonym o kamienie. Jednakże jeszcze nie wszy- 
!-tko stracone. Mamy dobre kotwice, może nas utrzymają przez 
parę godzin. Dwa lata temu w Kattegacie przetrzymaliśmy 
też bardzo silny sztorm na kotwicy na wielkiej fali. Komendant 
prosi, abyś włożyła pas ratunkowy i wyszła na rufę. Najlepiej 
przebierz się w moje ubranie: będzie ci cieplej, no i może wy- 

odniej, jeżeli trzeba będzie pływać. Choć zdaje się obecn
 
suknie nie przeszkadzałyby kobietom w pływaniu. 


"'. 


I 
.J 
I 


.ł' 
I 


I 
l 


180 


........
>>>
.' 
I 



 


r 


I 
I 
r 


Chcę być spokojny, jak tam na górze i zachować swobod_ y 
ton. Żona moja jest je.dnak zupełnie spokojna. 
- Szkoda, że nie uprzedziłeś mnie wcześniej, nie wiem. 
czy zdążę się przebrać? 
- Ależ zdążysz, napewno. Jeszcze mamy dobre pół godzi. 
ny do skał. Muszę wracać na pokład. Pożegnajmy się na wszel- 
ki wypadek' 
- Obrączkę masz? 
- Mam. Wiesz, mam wrażenie, że to wszystko dobrze sił 
skończy. Właściwie jeszcze nie jest bardzo źle. No, dowi.dze- 
nia Irko' Jestem już ze 3 minuty. Trzeba wracać na pokład, 
Wracam na górę. W kabinie jest dosyć cicho, ale wiatr hl' 
wyje, jak opętany. Czasamy tylko, gdy zapadamy się w dolin'ł 
między .dwiema falami, robi się zupełnie cicho, jesteśmy zasło- 
nięci wówczas olbrzymią górą wody, której tylko biały grzbiet 
pieni się, kłębi, łamie i syczy złowrogo. 
O 10.30 statek znajduje się o pół mili od nadwodnych raf, 
Przed niemi, jak wynika z naszej niezbyt dokładnej mapy, S-\ 
jeszcze kamienie podwodne. 
Komendant, Iktóry jest wszędzie, widził- słyszy i wyczuwa 
wszystko, zarządza rzucenie prawej kotwicy i natychmiast po 
x:iej lewej. 
Jednakże przy takiem kołysaniu statku praca z kotwicą jest 
bardzo trudna. Udaje nam się rzucić kotwicę dopiero o godz. 11. 
Kotwica pada na jakieś bardzo płytkie miejsce, gdyż łańcuch 
jej wolno puszczony na hamulcu, zatrzymuje się natychmiast. 
Popuszczamy go do 105 sążni, poczem włączamy hamulec Le- 
hoffa, jednocześnie przygotowujemy lewą kotwicę. Z tą idzie 
szybciej, gdyż w momencie gdy kotwicę wyprowadziliśmy za 
burtę, pęlka manila talji kotwicznej. Dolny .blok talji leci wraz 
z kotwicą do dna. Zapomniałem dodać, że przedtem jeszcze 
zerwały się nam gaje kotbelki, która lata, ja'k opętana. Tracimy 
dużo cennego czasu, aby ją okiełznać. 
Statek powoli zatacza łuk i staje w linji wiatru. Boczne 
nachylenia statku zmniejszają się trochę, zato wzdłużne się po- 
tęgują, kilkanaście gwałtownych szarpnięć, bukszpryt chowa si", 
w wodzie, przyjmujemy kilkanaście ton słonego nektaru przez 
dziób, jednocześnie rufa okrętu wystrzela gdzieś wysoko w niebo. 
Przedłużenie linji pokładu dziurawi niebo na 35° nad widnokrę- 


181
>>>
iem. Ale 'kotwice trzymają. ,Lewą trzeba jeszcze popuścić - 
łańcuch patrzy zbyt pionowo - z.aledwie 2 przęsła w wodzie 
(30 sążni). Wyłączamy hamulce ikotwiczne, lecz w tej samej 
chwili słychać donośny głos komendanta z rufy: 
- Zatrzymać kotwicę! Nie popuszczać łańcucha! Kamień 
15 m. za rufą! 
Zaciskamy narazie hamulce zwykłe, włączamy Lehoffy. Te- 
raz zaczyna się gorączkowa praca postawienia dodatkowych 
Etoperów na łańcuchy. Zwykłe hamulce na takiej fali i przy 


..
, 
.,., t 


. 


- 


H
 


- 


IWo 


" 


-L- ł 


.. 


; 
$-' ......  ., 


Statek szkolny "Dar Pomorza". 


takim wietrze niedługo nas utrzymają. Koło
. 2 po południu 
praca jest mniej więcej ukończona. 
Z rufy dostrzegamy oddzielone od nas skałami Les Etocs 
szalupy ratunkowe z lądu. Holendrzy, bard,zo markotni i nie- 
zbyt chętni przy pracy, nabierają humoru. Wi-dać jednak od. 
razu, że tą drogą szalupy ratunkowe do nas nie dotrą. Za duż..J 
jest tam kamieni podwodnych, z,a wielki przybói. Fala pędzi 
L szaloną siłą i szybkośdą postępową, łamiąc się i rulując kil- 
Ikadziesiąt razy. Morze za rufą naszego statku jest zupełni
 
białe od piany. Ratunek dla nas może przyjść z trzech stron: 


182
>>>
1 


z zachodu, z południa, lub ze wschodu, nig-dy je.dnak podczas 
sztormu z północy, gdzie właśnie widzimy walczące napróżno 
z przybojem szalupy ratunkowe. Czy jednak którakolwiek 
oz nich odważy się na taką falę obejść Les Etocs od wschodu 
i podejść do nas od strony rozpętanego oceanu - to.wątpliwe. 
Tuż za rufą raz po raz wyłania się fatalny kamień. Na ma- 
pie jest on oznaczony krzyżykiem i półtorametrową głębokoś- 
cią. Znaczy to, że w czasie odpływu podczas spokojnego mo- 
'lza jest nad nim 1 i pół metra wody. Ster naszego statku dzieli 
od tego kamienia zaledwie 15 m. 
Co robić dalej? Chyba zj eść co zimnego i przespać się tro- 
chę. Szalupy nie przyjdą - niema gadania. Holownika ani sły- 
chu, ani widu. Ze stacją sygnałową nie możemy się porozu . 
mieć z powodu braku kodu sygnałowego i 'lornetek 
Jeszcze przed zachodem słońca, z obserwacji skały za rufą. 
konstatujemy, że kotwica trzyma doskonale: nie podryfowaliśmy 
ani o milimetr. Szybko zapada noc. Teraz tylko wytrzymałoś
 
łańcucha kotwicznego może nas zbawić. Jeżeli wytrzyma - 
to dobrze, jeżeli nie - to... chyba też dobrze. Co komu sądzono.., 
Na noc zapalamy duży ogień na pokładzie ze starych lin, 
oblanych naftą, oliwą, rotopionym łojem i smołą. Spuszczamy 
dla oszczędności banderę polską, żeby się zbyt nie podarła na 
wietrzej z tego samego powodu ściągamy flagi "NC" . 
W międzypokładzie spostrzegamy dość znaczną ilość wody. 
Dostała się tu najwidoczniej przez nawiewniki i wylot rury od. 
pływowej wody chłodzącej z dawnego pomieszczenia dynamo 
maszyny. 
Komendant, który nie podlega zmęczeniu, który przez cały 
miesiąc może nie spać, a przez tydzień nie jeść, spuszcza przy 
naszej pomo-cy wodę z międzypo'kł.adu -do zenz. Służba w nocy 
polega na stałem doglądaniu mocowań łańcuchów kotwicznych, 
na perjodycznem obchodzeniu wszystkich pomieszczeń i prze- 
działów stat:ku, wreszcie na pelengowaniu latarni. 
W ciągu nocy żadnych sygnałów, skierowanych z lądu n."l 
statek nie spostrzeżono; nie z,auważono również żadnych odpo- 
wiedzi na nadawane ze statku sygnały lampą elektryczną alfa- 
betem Morse'a. 
Co do mnie, to czas wolny przesypiam snem kamiennym. 


183
>>>
Zapomniałem jeszcze o jednem. Przy oddawaniu prawej 
kotwicy o 10.55 wskutek gwałtownego przechyłu statku na 
,;terburŁę, bo
man Jan Kalet, ściągający gaje koŁbelki, został 
rapŁownie rzucony na pachołek cumowniczy i doznał poważne- 
go obrażenią żeber. Bosman Kaleta jest potłuczony tak silni
, 
ie pracować nie może. Możliwe, że jedno, lub parę żeber zła- 
manych. 
Poniedziałek 30 grudnia 1929 r. O godz. O siła wiatru 1 ' 
znów wzrasta. Kierunek wiatru odchodzi na SW. i SSW. Ka- 
mień z za rufy znajduje się rano z lewej strony "Pomorza". O 6 
rano siła wiatru 10. Stan morza bez zmian, chwilami deszcL. 
Po wschodzie słońca zauważamy na maszcie sygnałowym koło 
latarni Kerity sygnał flagowy, przeznaczony niewątpliwie dl.! 
nas, nie możemy go jednak odczytać. Inny sygnał stożkowy 
(dwa stożki podstawami do siebie), zapowiada zbliżający się or- 
kan. (Mamy na statku starą locję francuską Cote Nord de France 
z 1915 roku. 
Wskutek niemożności osiągnięcia jedna'kowego naprężenia 
na wszystkich dodatkowych mocowaniach łańcucha kotwiczne- 
g,o i wskutek p'rzeskoczenia jednego ogniwa przez hamulec Le- 
hoffa, koło 10 rano, podczas jednego z silnych szkwałów pęka 
ogniwo taśmowego hamulca windy 'kotwicznej. Stawiamy jesz- 
cze jedno dodatkowe mocowanie ze stalówki; ogniwo zostaj
 
prowizorycznie zastąpione 3 szaklami. 
W chwili pęknięcia ogniwa hamulca, 'załoga holenderska 
meldując o pęknięciu łańcucha kotwicznego (II), wlkłada w po- 
śpiechu pasy ratunkowe i ucieka na rufę, gdzie znajduje się na- 
sza mała szalupa ratunk,owa. Widząc pracę polskiej załogi przy 
łańcuchu, Holendrzy wracają stopniowo, nie palą się jednak 
zbytnio do roboty. Gdybyśmy tak zamiast nich mieli 6 dobrych I 
absolwentów Szkoły Morskiej... Nasi Holendrzy stanowczo są 
do niczego. 
Od godz. 10 rano szkwały o nadzwyczajnej sile (11) z ulew- l 
I 
nym deszczem. Stan t.aki trwa do godziny 15-16. Służba, jak 
wczoraj. b przygotowaniu gorących po'Siłków ani mowy. 
Obserwacja chmur, idących na różnej wysokości z różną 
!Zyb
ością i w różnych kierunkach nie wróży polepszenia. ( 
Pirzez cały dzień, podolbnie jak wczoraj widzimy szalupy ra- 
tunlkowe z lądu, niemogące przejść przyboju. Czemuż nie idą 


184 


..........
>>>
.1 . 


1 



 
ł' 


I 
I' 
f 


dookoła? Czy fala za duża ? Zaczynamy przypuszczać, że nie 
mają wcale zamiaru przechodzić przyboju, czekają tylko za nim. 
na wszelki wypadek. Gdyby statek zerwało z kotwicy, a zało- 
ga raŁowałaby się wskoczeniem do wody, może fala przeniosła- 
by kogokolwiek żywego na tamtą stronę. 
Znowu nadchodzi noc, znowu szalupy ratunkowe z Guilvi. 
nec i z Kerity wracają na ląd. 
Wtorek, 3. 12. 1929 r. O północy siła wiatru 9. kierunek 
west, fala olbrzymia. Wiatr stopniowo słabnie. O godz. 3 siła 
jego wynosi tylko 7. Przeciętne boczne nachylenie statku 30 0 
Około wpół do szóstej rano spostrzegamy światła parowca, któ- 
ry w odpowiedzi na naszą czerwoną rakietę trzyma się w odle- 
,łości 3-4 m.il od nas. Przypuszczamy, że jest to holownik 
"Poolzee", który czeka na świt, aby zhliżyć się do burty "Po- 
" 
morza . 
O godz. 6 rano komendant wydaje rozkaz przygotowania do 
rozłączenia prawego łańcucha na siódmej szakli (6 przęseł w 
wodzie). Wiszący lewy łańcuch przygotowujemy do wybrania 
na kabestanie, mając zamiar złączyć następnie łańcuch z holem, 
podanym przez holownik. 
Zawiadomiona o powyższem załoga holenderska zdenerwo- 
wana i moralnie przemęczona, żadnej chęci do pracy nie wy_ 
kazuje. Załoga polska bez zarzutu. Szczególnie wyróżnia się 
praca, odwaga i poświęcenie st. sternika Józefa Grzelaka. 
O godz. 6,30 spostrzegamy sylwetkę szalupy ratunkowej, 
podchodzącej do burty ..Pomorza", n:e od strony lądu a od wscho- 
du. Okazuje się, że jest to szalupa T-wa ratunkowego z Guil- 
vinec. Holenderska załoga statku zabiera się do opuszczeni.a 
"Pomorza", lecz ostry głos 'komendanta Maciejewicza zatrzymu- 
je Holendrów na burcie. Bosman Kaleta tłumaczy im, że świa- 
tła statku, trzymającego się w pobliżu nas, są niewątpliwie świa- . 
tłami holownika "Poolzee", który czeka świtu, aby podać nam 
hol. Okazuje się jednak, że stan załogi holenderskiej jest taki, 
iż nic już ją nie obchodzi "Pomorze"; całą jej uwagę pochłania 
szalupa ratunkowa. 
O 
odz. 7 podchodzą do statku jeszcze 2 szalupy ratowni- 
cze pod wiosłami i jedna pod żaglem i motorem. Tymczasem 
statek uważany za holownik oddała się, wreszcie znika za wi- 
dnokręgiem. 


185
>>>
Wobec powyŻ'szego zaczynamy przypuszczać, że holownik 
.,Poolzee", który od 52 godzin od opuszczenia "Pomorza" nie 
zjawił się nam na ratunek i mając stację radjową, nie przysłał 
żadnego innego holownika, - musiał sam zatonąć. 
Od godz. 5 wiatr odchodzi zpowrotem na WSW. i ścicha 
dalej, zachmurzenie wzrasta, temperatura podnosi się, fala tra- 
ci zupełnie grzebienie, pozostaje jednak 'bardzo duża. 
O godz. 7 zał.oga szalupy ratunikowej nagli do opuszczenia 
statku, nie chcąc dłużej czekać przy burcie. Rybacy bretońscy 
ostrzegają nas, że sztorm nie jest jeszcze skończony. W nocy 
było widać światła latarni Belle-Ile, odległej o 40 mil od skał les 
Etocs. Taka przejrzystość powietrza wróży szybki powrót sztor- 
mu. Własne nasze spostrzeżenia meteorologiczne potwierdzają 

rzepowiednie załogi ,ratowniczej. 
Załoga holenderska dwukrotnie porywa się do samowolne- 
go opuszczenia sf,atku. Dwukrotnie władczy głos komendanta 
zatrzymuje ją na pokładzie "Bomo.rza". 
Sytuacja wymaga decyzji. Komendant wzywa do 'Siebie star. 
szego oficera i 'bosmana Kaletę, którzy w długim protokóle 
stwierdzają, że pozostanie załogi na sf,atku mijałoby się z jakim- 
kolwiek celem. 
Oto dokładna treść protolkółu. 
Sytuacja statku "Pomorze" dnia 31 grudnia 1929 07 h. a m. 
1) Oczekiwany od 52 godzin holownik "Poolzee" nie 
przybył. 
2) Wszelki brak wiadomości o holowniku "Poolzee" i nie- 
obecność jakiegokolwiek innego .holownika, wezwane.go 'przez 
niego, należy tłumaczyć zginięciem holownika "Poolzee" przy 
wybieraniu urwanego holu, lub przy otwarciu luku, który mógł 
być zalany podczas wydobywania nowego holu na pokład. 
3) Obecny stan morza pozwala na opuszczenie statku na 
szalupie ratunkowej z Guilvinec, lecz wykluczonem jest opusz- 
czenie statku na olkrętowej 'szalupie i wyratowanie na niej lu- 
. dzi. Powód: wielka fala i przybój na rafach podwodnych. 
4) Okrętowe hamulce Lehoffa łańcuchów kotwicznych są 
poruszone z miejsca, a bolec ich i śruby, któremi przymocowane 
r c;ą do pokładu, są na.dwyrężone nadmierną pracą. Skręcenie 
śrub może spowodować raptowne zerwanie hamulców Lehoffa, 
a to ostatnie spowoduje zerwanie dodatkowych hamulców z lin 


186 


. 


\ 

. 


I 
t{ 


........
>>>
I 
t( 


dal owych. Statek zerwany z kotwicy przy panującym niezmien- 
.nie wietrze z ćwiartki SW., będzie rzucony na rafy les Etocs 
bez najmniejszej nadziei ratunku statku ani jego załogi. 
5) Spostrzeżenia meteorologiczne zwiastują szybkie zbliża- 
nie się sztormu. 
6) Z powodu stałego od dłuższego czasu oczekiwania nie- 
'izczęścia, stan załogi holenderskiej doszedł do ostatecznego na. 
prężenia nerwów. Załoga holenderska myśli jedynie o ratunku 
.;wego życi.a, nie troszcząc się wcale o statek i nie wykonując 
rozkazów komendanta. 
7) Szalupy ratWlkowe z lądu naglą i dłużej czekać nie 
:r!.O gą. 
8) Nawiązanie kontaktu z władzami, celEm uratowania sta- 
tku możliwe jest tylko na lądzie (statek nie posiada innych środ4 
lów sygnałowych, prócz ręcznej lampy do morse'owania). 
9) Uratowanie statku możliwe jest tylko przy cichej pogo- 
dzie z powodu jego pozycji zakotwiczenia między skałami. 
10) Z powodów wymienionych w punkcie 4 i z powodu 
przeforsowania łańcucha kotwicznego przetrzymanie pomyślnie 
jeszcze jednego sztormu przeż statek jest bardzo wątpliwe i nie- 
mal wykluczone. Pozostawienie załogi na statlku równałoby się 
igraniu ze śmiercią i byłoby zupełnie zbytecznem narażeniem 
na niebezpieczeństwo załóg szalup ratunkowych z lądu. 
Wobec scharakteryzowanej w protokóle sytuacji "Pomo- 
rza", komendant daje rozkaz, aby przygotować się do opuszcze- 
nia statku, zabierając ze sobą bagaż osobisty, co dozwolone jest 
przez prawo, a co zresztą zazna.cza "patron" s,za.Iupy ,ratun- 
kowej. 
Załoga holenderska schodz: z "Pomorza" bezzwłocznie. Za- 
łoga polska spuszcza flagi sygnałowe i banderę, gasi światła, 

prawdza działanie hamulców na łańcuchach, poczem równiet 
opuszcza statek. Ostatni schodzi z "Pomorza" komendant Ma- 
ciejewicz, przekonawszy się osobiście, że nikt na statku nie zo- 
l'. tal. 
Szalupa ratunkowa "Vice-Admira,l Charles Duperre" pusz- 
cza prowizoryczne cumy, zapuszcza jeden motor (drugi jest od. 
dawna popsuty) i wybiera kotwicę. 
Moment odbicia od "Pomorza" jest dla nas bardzo ciężki, 
ja1kbyśmy się rozstawali ze starym najlepszym przyjacielem. Czy 


. 


187
>>>
- 


czny jest przeforsowany, pęknie napewno przy nowym sztor- 
5zkoły Morskiej? Czy też, zanim zdążymy wezwać jakiś holow- 
Lik, który zastąpi zaginiony "Poolzee", wiatr zrobi swoje? Lań- 
cuch kotwiczny nie wytrzyma drugiego podobnego sztormu. 
I tak dokazał niemal cudu wytrzymałości. 
"Pomorze", mają o 10 m. za rufą skały les Etocs, może nie 
doczekać nawet dzisiejszego południa. A byłaby -to wielka stra- 
ta dla polskiej bandery i materjalna i moralna. Trudno jednak. 
Opuszczamy state1k, aby go ratować, aby nawiązać kDntakt z ja- 
kiemś towarzystwem holowniczem, lub z holownikiem bezpo- 
srednio i może uda się uzyskać pomoc francuskich holowników 
wojennych z Brestu. Aby to wszystko zrobić, trzeba mieć łącz- 
ność: radjo, telegraf lub telefon. My tymczasem na "Pomorzu" 
nie mieliśmy nic, nawet kodu sygnałowego ani lornetki. 
powrócimy jeszcze na pokład tego pięknego żaglowca, czy .oca- 
limy go przy pomocy holowników dla polskiej marynarki, dla 
Holendrzy są weseli, uśmiechnięci - piją wino. Polacy sic- 
(
zą chmurni i milczący. Francuzi pocieszają nas, jak mogą: "Zo- 
baczycie, statek nie doczeka wieczoru. Za godzinę lub dwie 
7.acznie dąć jeszcze mocniej, niż wczoraj. Wasz łańcuch kotwi- 
Omijamy groźne skały les Etocs od południa i wchodzimy 
w przejście, prowadzące do portu rybackiego Guilvinec. Fala 
tu jest już trochę mniejsza, nie zalewa szalupy. Motor pracuje 
doskonale i szybko zbliżamy "Się do. portu. 
Na molo tłumy ludzi. Całe Guillvinec wyległo, aby nas 
.oglądać. 
Wychodzimy z szalupy na kamienne schod1ki, na których 
wita nas p. Le DuH, jednocześn
e prezes, sekretarz i skarbnik 
miejscowego komitetu T-wa Ratunkowego. 
Komendant chce bezzwłocznie rozmówić się z jakąś urzę- 
dową osobą, aby jaknajprędzej przystąpić do akcji ratowania 
zakotwiczonego statku. Jednakże ani p. Le DuH, ani miejscowy 
mer, p. Kernoflen, nie mogą pod tym względem służyć nam po- 
mocą. Tymczasem administrator "l'Inscription Maritime", p. Le- 
seleuc , jest nieobecny. Mieszka o 4 km. od Guillvinec. Telefo- 
nują do niego w naszej obecności. 
Komendant ze mną udaje się Da pocztę, aby wysłać odpo- 
mie" 


188 


1 


ł 
! 
I
>>>
. 


ł 


i do Szkoły Morskiej. Załogę zostawiamy w oberży des Allies, 
Ildzie przygotowują dla wszystkich śni.adanie. 
Gdy uprzejma "panienka z okienka" na poczcie pracowi- 
de obliczała należność za długie telegramy, zredagowane w nie- 
:-rozumiałym dla niej języku, do holu pocztowego weszło paru 
i!entlemanów. Pan Le DuH, który ich przyprowadził, przedsta- 
wił nas nawzajem. Byli to: prefekt departamentu Finistere Mr. 
Vatrin ze swym szefem gabinetu, panem Mariotti i redaktor 
dziennika "La Depeche" z Brestu p. Tual. 
Prefekt Finisteru zrobił na nas nadzwyczaj miłe wrażenie 
Szczególnie podobała się nam jego przedsiębiorczość i energja. 
Dowiedzieliśmy się z raportu mera, że koło skał les Etocs 
od 48 godzin, zakotwiczony żaglowiec szarpie się na fali, że 
każdej chwili grozi mu pęknięcie łańcucha kotwicznego, że sza- 
lupy ratunkowe z powodu olbrzymiej fali nie mogą ominąć skał 
les Etocs i podejść do statku od st,rony otwartego morza - p. 
prefekt Vatri'n natychmi.ast przybył ,do Guillvinec, aby przeko- 

ać się naocznie o niebezpieczeństwie grożące m żaglowcowi 
i aby przedsięwziąć kroki dla uratowania załogi, a może i statku. 
Skutki interwencji p. Vatrin były takie, że admirał Bertholet 
wysłał z Brestu na ratunek "Pomorza" wojenny holownik "Hip- 
popotame". Jednak dowódca "Hippopotame", który miał roz- 
kaz ratować ludzi, a nie statek, dowiedziawszy się, że załoga 
"Pomorza" została zabrana przez szalupę "Vice-Amiral Cha les 
Duperrc", mimo, że był już blisko Penmarch, zawrócił niestety 
do Brestu. 
Prefekt, zawiadomoiony o zawróceniu "Hippopotama", za- 
żądał połączenia telefonicznego z Dowództwem Marynarki W 0- 
jennej w Breście. Połączenie nie było łatwe do uzyskania, gdyż 
długotrwały huragan zniszczył sieć telefoniczną w departamen- 
cie Finistere na przestrzeni wielu kilometrów. 
Przybyły w międzyczasie Administrator Urzędu Marynarki 
p. Leseleuc protokułuje urzędowo nasze informacje o "Pomorzu" 
i zniknięciu holownika "Poolzee". 
P. Vatrin otrzymuje wreszcie połączenie z admirałem Ber- 
tholet. Admiralicja niestety odmawia udziału holownika "Hippo- 
potama" w ratowaniu "Pomorza". Statki wojenne nie mają pra- 
wa ratowania statków handlowych, są tylko od ratowania ludzi. 
Trzeba s,ię zwrócić do T-wa ratunkowego, lub holownik holu- 


t 


189 


-
>>>
..... 


jący sam musi zwroCIC się z prośbą o pomoc do Admiralicji 
W przeciwnym razie wynika moc zawiłych formalności z odpo- 
wiedzialnością przy ewentualnych powstałych szkodach lub wy- 
padkach i z ponoszeniem kosztów. . 
Coraz mniej więc nadziei, abyśmy zobaczyli nazajutrz "Po- 
.morze" na swojem miejscu zakotwiczenia. 
Komendant zastanawia się, co wobec takiej sytuacji przed- 
sięwziąć. Jednocześnie radjostacja w P
nmarch przekazuje te- 
lefonicznie do urzędu Marynarki w Guillvinec radjodepeszę z ho- 
lownika "Poolzee". 
A więc, uważany przez nas za stracony "Poolzee" znalazł 
się jednak nareszcie. Kapitan holownika prosi komendanta o po- 
danie do1kładnej pozycji "Pomorz.a". 
W Urzędzie Marynarki znajduje się gdzieś zakurzona mapa 
okolic Brestu do Lorient, nieco dokładn.ejsza od naszej. Nasza 
prawa kotwica leży na 2,5 metrowej mieliźnie, przez którą sta- 
tek przerzuciła fala. Wiemy to doskonale, bo kotwica przyod. 
dawaniu zatrzymała się natychmiast, pociągając za sobą niewiele 
łańcucha; wynikało to pozatem z nabieżnika znaków ustawio- 
nych na skałach i z pelengu latarni mo'rskiej. Gdy sondowaliś- 
my, 50 m. linki nie dawało dna. O dziesięć metrów za rufą ster- 
czy potężna skała, która odkrywa się tylko w bróździe fali. Miej- 
sce to na mapie oznaczone jest półmetrową głębokością. Nieco 

 a prawym trawersem "Pomorza" znajduje się druga skała, któ- 
iI'ej wierzchołek zanurzony jest zale,dwie na 1 metr pod spokojną 
powierzchnią morza, w czasie syzygijnego odpływu. I tę skałę 
widzieliśmy z pokładu "Pomorza" w każdej bróździe fali, nawei: 
podczas przyływu. 
Bardzo dokładne mapy okolic Penmarch daje nam do przej- 
!"zenia p. Emile Le Corre z Guillvinec, właściciel hodowli langusi 
i współwłaściciel fabryki konserw morskich. Zaobserwowane 
i sondowane głębokości na "Pomorzu" i pozycja naszego statku, 
rgadzają się jaknajdokładniej z mapą, wypożyczoną przez pan:! 
Le Corre. A więc "Pomorze" jest otoczone podwodnemi ska- 
łami z 3 stron: od zachodu, północy i wschodu. Holownik o głęb- 
!'zem zagłębieniu może podejść do naszego statku tylko od po- 
łudnia. 
Po obiedzie szef załogi holenderskiej "Pomorza" otrzymuje 
od Administratora Urzędu Morskiego list, przysłany za pośredni- 


l 


190 


-
>>>
II 


ctwem Jrancuskiego kutra rybackiego z Kerity, przez kapitana 
holownika "Poolzee". Kapitan donosi, że 
 powodu wzburzone- 
go morza nie może podejść do zakotwiczonego statku, wobe.:: 
czego musi czekać na pomyślniejsze warunki. Kapitan oczekuje 
całej załogi "Pomorza", zarówno holenderskiej, jak polskiej, na. 
zajutrz rano .na pokładlzie swego holownika, który .będzi'e się 
trzymał w pobliżu Etocs. 
Wieczorem za pośrednictwem ra,djostacji w Penmarch otrzy- 
mujemy nową wiadomość z "Poolzee", którego kapitan donosi 
komendantowi Maciejewiczowi, iż na pomoc przybywa jeszcze 
jeden holownik tego samego T-wa holenderskiego "WhiŁezee". 
Kapitan spodziew.a się przybycia nowego holownika w nocy. 
Komendant nadaje telefonogram .do radjostacji w Penmarcb 
z prośbą 'O transmitowanie go na "Poolzee", zawiadamiający 
kapitana holownika, że wszyscy przybędziemy na pokład "Pool- 
zee" naząjutrz około 9.rano. 
Dzięki posrednictwu pana Le DuH, wynajmujemy w GuiU- 
vinec kuter rybacki za 200 fr., który ma nas odstawić wraz z rze- 
czami na "Poolzee" w środę o 7 rano z molo w Guillvinec. 
Wieczór Sylwestrowy spędzamy na obejrzeniu łodzi ratun- 
kowej "Vice-Amiral Charles Duperre" oraz na zwiedzaniu bu- 
cynku i urządzenia, służącego do spuszczania łodzi na wodę, nie- 
-.:ależnie od przyływu, lub odpływu. Następnie krótka pogawęd- 
ka u państwa Le DuH, poczem idziemy podać d.alszy ciąg ra- 
portów. 
Nazajutrz, t. j. 1 stycznia wstajemy o godz. 6 rano. O 7 że- 
gnani serdecznie przez uprzejmych gospodarzy, odbijamy od mo- 
lo. Fala na morzu dość duża, wiatr śre,dniej siły. Jesteśmy wszy- 
scy w dobrym nastroju. Jest zaledwie szaro, lecz przez ,sikały 
les Etocs widać sylwetkę "Pomorza", trzymającego się na swej 
kotwicy. .Po wyminięciu skał, spostrzegamy na widnokręgu 
sylwetki dwóch niewielkich statków; to niezawodnie "Poolzee" 
i "Whitezee". Skierowujemy się ku nim. Są oddalone o jakieś 
3--4 mile od "Pomorza". 
Koło 8.30 podchodzimy do kołyszą:ego się usilnie na boki 
"Poolzee". Kapitan holownika odsyła nas na "Whitezee", tłu- 
macząc, że tam jest dla nas miejsce. Z "Whitezee" wywieszają 
sztormtrap. Stary kapitan z olbrzymim megafonem pr:zyzyw"l 
nas J"uchem ręki. Jednakże podejście do rozkołysanego holowni- 


l 
I 


l 
1 
I 


191 


-
>>>
, 


l(a na tak wielkiej fali nie jest wcale łatwe. W końcu sterniko- 
wi naszego kutra ud
je się to uczynić. Pięciu holendrow prze- 
chodzi na holownik, jednakże w chwili, gdy szósty ChWYCIł z:l 
linki sztormtrapu, holownik silniej przechyla się na pra wo i wy- 
3tępem swej burty gruchocze nad burtę kutra. l.ybacy puszczah 
tnę dziobową i odchodzą od holownika, aby uchronić swój ku- 

er od poważniejszych uszkodzeń, a nawet od rozbicia. Następn
 
próby podejścia do holownika kończą się niepowodzeniem. Fala 
na otwartym oceanie jest zbyt wielką. Komendant proponuj
 
kapitanowi jeszcze, aby zbliżył się jeszcze nieco w kierunku 
,,Pomorza", gdzie nasze "przesiadanie" mogłoby się odbyć zna. 
I,:znie łatwiej, jednakże kapibn holownitka odpowiada, że bez pi- 
lota, bliżej me podejdzIe. W tej samej chw.1i zbhża się do na;; 
bezpokładowa motorowa łódź rybacka, która o wiele łatwiz, 
i zręczniej może przybić do holownika, niż duży kuter. Rybacy 
z ł.odzi na propozycję naszego bretońskiego sternika zgadzaj ł 
się pośredniczyć w naszym "transporcie" na pokład "Whitezee". 
Przerzucamy nasze rzeczy na szalupę, naładowaną oślizgłemi 
koszami i rybami i przeskakujemy na nią sami. Szalupa bez tru- 
du dogania oddalający się zwolna holownik. Lecz tu czeka nas 
przykra niespodzianka: kapitan zmienił widocznie pierwotn,\ 
decyzję i nietylko niechce przyjąć nas na pokład, ale będącym 
już na "Whitezee" Holendrom z "Pomorza" każe opuścić holo
 
wnik. Nie rozumiemy nic a nic z postępowani.a kapitana. Poro- 
2.umieć się z nim nie sposób. Dwóch Holendrów złazi tymcza- 
sem na szalupę, na której niema już więcej miejsca. Pozostałych 
3 nie zabieramy i odbijamy od "Whitezee", aby zażądać wyjaś- 
nień od kapitana "Poolzee", który sam wzywał nas poprzedniego 
dnia na swój holownik. 
Obydwaj kapitanowie holowników wzbraniają się przyjęcia 
nawet załogi holenderskiej, która nb. zapisana jest nie na liści
 
.lałolgi "Pomorza", .a na liście "Poolzee". Obydwaj też oświad- 
czają, gdy komendant zapowiedział, że udaje się z całą załogą 
wprost na "Pomorze" i prosi holowniki o podejście bliżej, aby 
wziąć z nich hole za pośrednictwem francusk:ej szalupy, łatwo 
manewrującej, że wobec braku pilota bliżej nie podejdą. I na t: 
znależliśmy radę, gdyż na szalupie ryba,ckiej byli ludzie z Kerity. 
doskonale znający skały les Etocs i wszystkie przejścia między 
r.iemi. Jeden z nich, mający w okolicy opinję najlepszego miej- 
scowego pilota, ofiarował się przejść na holownik i pilotować 


J 


, 


192 


.-.
>>>
I 


, 


go aż do samej burty "Pomorza". Kapitanowie holowników 
oświadczyli jednak, że morze jest wzburzone, że bliżej do skał 
nie podejdą, że w tych warunkach żadnej akcji ratunkowej nic 
przedsięwezmą, i że z chwilą, gdy uznają, że można podejść do 
statku, zawiadomią nas o tern w Guillvinec przez radjoslacj.; 
w Penmarch. Dalsza dyskusja byłaby bezowocną. Zresztą oba 
holowniki poczęły szybko oddalać się w kierunku 'zachodnim, 
Musieliśmy wracać. Byliśmy w tej chwili źli na Holendrów, jak 
chyba nigdy na żadną na.:ję pod słońcem. 
Po przybyciu na ląd komendant natychmiast poinformował 
administratora Urzędu MorsIkiego o tem, co zaszło. Nie można 
powiedzieć, aby p. Leseleuc de Kerouara był uradowany naszym 
powrotem. W Guillvinec nigdy nie miał dużo pracy. Piętnaście 
okrętów a raczej okręcików na rok, z których zresztą żaden nie 
zmieniał załogi w Guillvinec, nie zgłaszało nigdy awarji, słowem 
nie przysparzało najmniejszej pr.acy panu administratorowi. A 
tu nagle jacyś Polacy, Holendrzy, rozbitkowie - Bóg wie co. 
I to jeszcze w Sylwestra i w Nowy Rok... 
- Co pan wobec tego zamierza robić? - zwrócił się p. Le- 
seluc do komendanta. 
_ Chciałbym uzyskać rozmowę telefoniczną z Ambasadą 
polską w Paryżu. 
Z ambas.adą jednak trudno było się porozumieć po pierwsze 
dlatego, że sieć telefoniczna w całym -departamencie Finisterc 
była jeszcze mniej lub więcej uszkodzona, po drugie - zapewne 
z powodu święta Nowego Roku. W każdym razie p. LeseleuJ 
po prawie 3 kwadranse trwającem "hallo - hallol j'ecoute", za- 
wiadomił nas, że w ambasadzie niema nikogo, ale że ambasador 
sam przybędzie niebawem do Guillvinec. 
Wiadomość ta wydała nam się nieco nieprawdopodobną, 
a raczej prze'kręconą. Sądziliśmy, że przyjedzie jeden z konsu. 
łów polskich w Paryżu, lub p. konsul Roman Winiarz z Havru. 
Komendant znowu wysłał urzędową depeszę, poczem udaliś- 
my się na pisanie raportów i zapisanie dziennika okrętowego. 
Do obiadu niewiele jednak udało nam się zrobić. Reporterzj 
i dziennikarze z aparatami folograficznemi, "Watermanami" 
i notesami w ręku nie dawali nam wprost spokoju. Ci, którzy 
cie usłyszeli żadnych informacyj, komponowali je na własną rę- 
kę, a objektywy ich aparatów polowały na nas na każdej ulicy, 


193
>>>
w każdym zaułku, gdzie mogliśmy się pokazać. W wielu dzien- 
(lilkach francuskich pojawiły się nazajut
z artykuły o "Pomorzu" 
niezbyt zgodne z prawdą, z 'poprzekręcanemi faktami i osobami. 
Obiad zjedliśmy u p. Le DuH, którzy opowiadali nam, jak 
przed naszem uratowamem całe Guillv.nec było nami przejęte 
i zmartwione. "Wszyscy mówili, że jeśli sztorm nie zcichnie 
i łodziom ratunkowym me uda się zabrać nas przed Nowym Ro- 
kiem, Nowy Rok nie będzie .dla Guillvinec świętem, a dniem 
przygnębienia" - mówiła pani Le DuH, podając poo'biednią ka- 
wę. W tej chwili ktoś zastukał sabotami w sieni: to p. admini- 
strator przyszedł nas zawiadomić, że "le consul de Pologne est ve- 
nu". P,rzepr.osiliśmy uprzejmych gospodarzy i ,po'spi'e'3.zyliśmy 
na spotkanie p. konsula Winiarza, ,g-dyż on to był w swej osobie. 
Pan konsul, przeczytawszy w dziennikach francuskich, ż-= 
"jakiś żaglowiec angielski (I) bez żagli znajduje się w niebez- 
pieczeństwie kolo skał les Etocs w pobliżu Penmarch, domyślił 
się natychmiast, o jakim tu żaglowcu mowa. Bezzwłocznie wy- 
jechał z Havru do Guillvinec drogą na Paryż. W Paryżu wia- 
domo już było, że nie jest to angielski, a polski żaglowiec "Po- 
morze", nie było tylko jeszcze wiadomości o uratowaniu załogi 
Przeciwnie ostatnie depesze donosiły, że siła sztormu się wzmo- 
gła i że ocalenie zało'gi "Pomorza" jest "wykluczone". Dopiero 
dojeżdżając .do Guillvinec, p. konsul dowiedział się, że jesteśmy 
uratowani i że, być może, uda się uratować statek. 
Konsul powitał nas bardzo serdecznie. Był ostatnim Pola- 
kiem, który wi,dział nas przed wyjściem "Pomorza" z Saint-Na- 
7.aire i pierwszym Polakiem, który powitał nas w Guillvinec. 
Po zaznajomieniu się z ,całą przygodą "Pomorza", po nara- 
dzie z komendantem i po zasięgnięciu pewnych informacyj u ad- 
ministratora Urzędu Marynarki p. 'konsul zatelefonował do Ad- 
miralicji w Breście, prosząc o przysłanie holownika "Hippopo- 
Łame", wobec odmowy kapitanów holowników holenderskich, 
co do podjęcia akcji ratowania "Pomorza" w obecnych wa- 
runkach. 
Tym razem uzyskanie pomocy holowI1ika było rzeczą zupeł- 
:n.ie łatwą do osiągnięcia, gdyż prosił o to przedstawisieI rządu 
polskiego, a zatem przedstawiciel armatora. Taka sytuacja nie 
mogła stworzyć żadnych komplikacyj dla Dowództwa Floty 
w Breście, nie przedstawi tła żadnych wątpliwości prawnych, wy- 


194 


I 
. 
I 
I
>>>
l 


'{ 



 


nikających z podjęcia akcji ratunkowej przez holownilk wojenny. 
To też bardzo sZ)'Ibko nastąpiło porozumienie. "Hippopotame" 
jeszcze tej nocy miał opuścić Brest i nazajutrz, wziąwszy dobre- 
go pilota z okolic Penmarch, zakotwiczyć o 6 rano na redzie 
Guillvinec. Załoga "Pomorza" miała być odstawiona szalupą ho-- 
!ownika na jego pokład, a następnie na pokład "Pomorza", na 
które m mieliśmy natychmiast przystąpić do akcji przyjęcia holu 
i odkotwiczenia. 
O 'powyższem zawiadomiono natychmiast przez radjostację 
w Penmarch kapitanów holowników holenderskich, donosząc im 
jednoczesnie. że jeśli nie mogą przystąpić do akcji ratowania 
"Pomorza", mogą nie tracić napróżno węgla na kręcenie się 
w pobliżu statku, który "Poolzee" wydał na łaskę losu, znik- 
rąwszy na dwie i pół doby po zerwaniu holu. KOlIltr.akt z T -wem 
Smit et Co. w Rotterdamie zostanie zerwany, a holowanie polskie- 
go żaglowca będzie powierzone innej firmie. 
Według umowy z Dowództwem Floty w Breście, holownik 
"Hippopotame" miał nas odholować tylko do Brestu. Przewidy. 
waliśmy, że zapewne żadnej kotwicy nie uda nam się podnieść, 
że wobec tego w najbliższym porcie "trzeba będzie zaopatrzyć się 
w nowe. Drugim powodem konieczności zajścia do Brestu było 
to, że "Hippopotame" nie mógł nas dalej holować, ani czekać 
z nami na morzu na przyjście prywatnych holowników ("Withe- 
zee" i "Poolzee" nie były brane w rachubę); wreszcie trzecim 
powodem tej konieczności było sporządzenie protokółu awa- 
ryjnego. 
Jeszcze przed rozmową telefoniczną p. konsula Winiarz3. 
z admirałem Bertholet otrzymaliśmy radjo z "Poolzee", którego 
ł- api tan donosił, że "z powodu zbyt wzburzonego stanu morza 
podejść do naszego statku nie może" i że "oczekuje pomyślniej- 
szych warunków". Kartkę z treścią tej depeszy, poświadczoną 
-przez administratora Urzędu Morskiego, wkleiłem na wszelki 
wypadek do Dziennika Okrętowego, podobnie zresztą, jak treść 
wszystlkich innych telegramów i listów, wymienianych z holo- 
wnikami. 
Według informacyj, zasiągniętych z locji i od miejscowych 
rybaków, od p. Leseleuc (Urząd Morski) i od p. Le DuH (T-w-o 
Ratunkowe) zatoka Biskajska w zimie nigdy nie bywa spokoj- 
niejsza, niż wł.aśnie 1 stycznia 1930 r. 


195
>>>
"Jeżeli nie wyprowadzicie swego statku z pomiędzy raf dziś, 
lub jutro najdalej, statek wasz będzie stracony" - powiedzial 
mi p. Leseleuc pokazując depesz"ę z przepowiednią mcteorolo- 
,iczną o zbliżającym się sztormie. - "Zresztą kto wie, czy nawet 
jutro nie będzie za późno? Właściwie sztorm jest zapowiedzia- 
ny u wybrzeży Finistere'u na dziś na 21, a uprzedz3.m pana, że 
nasza stacja meteorologiczna prawie nigdy się nie myli. Ho- 
lendrzy nie mają racji, zwlekając z rozpoczęciem ratowania. 
Nowego sztormu "Pomorze" nie wytrzyma napewno, a "Pool- 
zee" doczeka się lepszej pogody i spokojniejszego morza dopiero 
w maJu. 
Wiedzieliśmy o tem doskonale sami, ale nie mogliśmy prze- 
cież zmusić Holendrów do podejścia do "Pomorza". 
Wkrótce po tej rozmowie z panem Leseleuc, dostaliśmy wia- 
domość ze stacji sygnałowej w Pen march, że holowniki holen- 
derskie oddalają się w kierunku zachodnim. Było to jeszcze 
przed rozmową telefoniczną konsula polskiego z adm. Bertholet. 
Holenderska załoga "Pomorza", zawiadomiona, że na żą- 
danie Administratora Urzędu Morskiego ma razem z nami udać 
!Się nazajutrz na pokład "Hippopotama", a naJstępnie na opusz- 
czony statek, odmówiła kategorycznie wykonania tego rozkazu. 
Trudno się było dziwić Holendrom, Byli wszak zapisani na liście 
załogi holownika "Poolzee" tak długo, jak pozostawali na "Po- 
morzu", porzuconem przez holownik, obowiązani byli słucha.5 
.rozkazów komendanta Maciejewicza, ale z chwilą dostania się 
!Ja ląd, podlegali przecież znowu swemu kapitanowi, względnie 
dyrekcji swego towarzystwa holowniczego. 
Oczywiście, że nie obeszło się bez pretensji Holendrów do 
nas. Nam jednak bynajmniej nie zależało na ich towarzystwie. 
Prawdę mówiąc, mieliśmy ich najzupełniej dosyć. Jednakże p. 
Leseleuc upierał się przy swojem. I jemu się nie dziwię: chciał 
pozbyć się wszystkich "rozbitków" jak najprędzej, aby znów mó
 
kontynuować swe dolce-farniente Administratora Morskiego bez 
spr.aw morskich do załatwienia. 
Nazajutrz wstałem wcześnie - o 5 rano. Z mieszkania 
p. Le DuH widać doskonale całą redę Guillvinec aż do skał les 
Etocs . Ani jedno światełko nie było widoczne na czarnej połaci 
Gceanu, zlanego w jedną całość z bezgwiezdnem niebem. Choć 
stacja meteorologiczna w Penmarch myli się rzadko, jednakże tej 


196 


1 
1 


.. 


!
 


,
>>>
4 
.. 


ł 


. 1 


110CY zapowiedzianego sztormu nie było. Najwyższa siła wiatru 
od zachodu do wschodu słońca osiągnęła nawyżej 6. A wię; 
"Pomorze" przetrwało tę noc prawdopodobnie.... 
Holownik "Hippopotame" przyszedł na redę Guillvinec do- 
piero o godz. 9 i zakotwiczył się niedaleko portu. Polscy "Po- 
morzanie" jeszcze przed zakotwiczeniem holownika stawili si;: 
na molo, gdzie według umowy miała przybić po nich szalupa. 
z "Hippopotama". Holendrzy pozostali w oberży, pomimo gróźb 
p. Leseleuc, że sprowadzi żandarmów. 
Jednalkże, mimo długiego oczekiwania na molo, z.apowie- 
dziana szalupa z holownika nie zjawiła się po nas. Wreszcie p. 
Leseleuc zawiadomił nas, iż otrzymał depeszę od komendanta 
..Hippopotama", że narazie morze jest zbyt wzburzone, aby zbli- 
'Żyć się do zakotwiczonego wśród raf statku. A więc tym razem 
nie tylko Holendrzy, ale i Francuzi, uznali, że ratunek "Pomorza" 
jest .dla holownika conajmniej bardzo niebezpieczny. Morze 
tymczasem było ani mniej ani więcej wzburzone, niż dnia po- 
j)rzedniego. 
Chcąc, nie chcąc, musieliśmy jeszcze raz odbyć wędrówkc; 
2 naszemi bagażami od molo do hotelu "des Alliees". Humorów 
naszych nie będę opisywał, powiem tylko, że byliśmy chyba bar- 
dziej źli obecnie na "Hippopotama" i to nietylko na tego, stoją- 
cego na kotwicy na redzie Guillvinec, ale na wszystkie hipopo- 
tamy świata, niż dni'a poprzedniego na "Poolzee" i "Whitezee". 
Komendant postanowił, że zar.az, jak tylko pozwoli przy- 
pływ na wyprowadzenie z portu pierwszego lepszego kutra ry- 
backiego, wynajmiemy go, aby dosŁać się na "Pomorze". Mie- 
liśmy wziąć ze sobą jednego z naszych marynarzy na ochotnika; 

:ądzę, że zgłosiliby się wszyscy. Chcieliśmy się przekonać, czy 
T.odczas naszej nieobecności nie popuściły względnie nie popę- 
kały stopery na łańcuchu Ikotwicznym i czy nie zaszły je..zcz
 
jakieś inne zmiany, mogące zagrażać bezpieczeństwu statku. 
Wśród rybaków bretońskich nietrudno znaleźć ochotnik:!., 
właściciela kutra, któryby podjął się pojechać z nami na "Po- 
morze". Zagadnąłem o to pierwszego spotkanego, którym był 
sous-patron szalupy ratunkowej. Zgodził się bez wahania, umó- 
wiliśmy się na 3 pp., gdyż wcześniej nie można było wyprowadzić 
kutra z osuszonego przez odpływ portu, 


197
>>>
Koło wpół do pierwszej wylądował w Guillvinec dowódca 
holownika "Hippopotame" i potwierdził wiadomość, przyniesio- 
ną nam przez p. Leseleuc. PostanowHiśmy tembardziej dostać 
się jak najprędzej na pokład "Pomorza". 
Tymczasem zaszła rzecz zupełnie niespodziewana: do molo 
w Guillvinec przybił kuter rybacki z Kerity z wiad01Ilością, że 
holowniki holenderskie podeszły do "Pomorza" i z pomocą sza. 
lup rybackich podają hol na statek. Kapitan "Poolzee" prosi 
r natychmiastowe przybycie załogi na "Pomorze". 
Rzuciliśmy się od stołu natychmiast. Nawet Holendrów nie 
trzeba było zachęcać. Dla pośpiechu i z obawy, że będziemy mu- 
sieli wielokrotnie się przesiadać na szalupy i wdrapywać po lin- 
kach na kołyszący się statek, zostawiamy rzeczy pod opieką 
p. konsula. Żegnamy się ze wszystkimi w pośpiechu. Przypus.z- 
czamy, że bagaż nasz odzyskamy wkrótce w Breście, jeżeli zno- 
wu nie zajdzie coś nieprzewidzianego. 
Odbijamy od molo żegnani powiewającemi czapkami i chu- 
stkami. 
W niespełna trzy kwadranse podchodzimy do "Pomorza". 
Kuter z Kerity nie omija teraz skał les Etocs z południa, tylko 
sunie prosto naj krótszą drogą między rafami. Morze jest jeszcze 
silnie rozfalowane, ale nieco spokojniejsze niż dnia poprzedniego. 
Widocznie wiadomość, jaką odebrali przez radjo kapitanowie 
holowników holenderskich poprzedniego dnia wieczorem i widok 
"Hippopotame", przybywającego dziś rano na redę "Guillvinec", 
zdopingowały obu kapitanów. 
Jeszcze ze znacznej odle'głości spostrzegamy, że statek nasz 
nie ma już kotwic i łańcuchów i że powoli holuje go "Poolzee". 
Podchodzimy do lewej burty "Pomorza", Statek kołysze się 
bardzo silnie na boki, a kuter podnosi się wys.oko na fali, to znów 
opada w brózdę na dobre 2 metry. Część załogi dostaje się n.l 
pokład "Pomorza.... Przy zwieszonej z burty zwykłej drabinie 
staje nas dwóch: największy z Holendrów i ja. Parę prób mary- 
narza, aby uchwycić odpowiedni moment opuszczenia kutra, koń- 
czy się niepomyślnie. W pewnym momencie staję na szczeblu 
drabiny, lecz ta, wypuszczona z rąk Holendra, z ukośnego, przyj- 
muje raptownie położenie pionowe, przez co szczebel, na Iktóry 
wstąpiłem ,opuszcza się w dół. Jednocześnie większa fala pod- 
bija kuter w górę i rzuca nim o burtę "Pomorza". Słyszę trzask: 


198 


ri 


t 
 


,
>>>
i} 


t . 
.. 


, 


- to łami q się szczeble, ,a potem czuję ból w lewej stopie. Przez 
króciutką chwilę niebardzo wiem, co się ze mną dzieje. W na- 

tępnym momencie wjdzę, jak najlepszy komendant rozsznuro 
wuje i ściąga mój but, potem troskliwie bada mą stopę. Zdaje 
się, że wszystkie kości są całe; mogę ruszać wszystkiemi palcami 
stopy, tylko mocno boli. 
Tymczasem na kutrze puszczono dziobową linę i odeszliśmy 
cd "Pomorza", bo kuter parę razy został rzucony tak silnie 
falą o statek, że uszkodził sobie poważnie burtę i mógłby rozbić 

ię zupełnie. 
Pomocy udzieliła nam szalupa rybacka, Iktórej o wiele ła- 
twiej było trzymać się przy burcie kołyszącego się silnie okrętu. 
Komendant postanowił odesłać mnie na ląd do Guillvinec, 
do doktora. 
- Zobaczymy się jutro w Breście! - krzyknął mi, przeska- 
kując na szalupę. 
- Jakto, więc "Pomorze" pójdzie sobie beze mnie, a ja po- 
zostanę na lądzie? - Tak mi się żal zrobiło opuszczać to "stare 
pudło", jak później niektóre polskie gazety niesłusznie ochrzciły 
"Pomorze", że zapomni.ałem o "awarji" swej nogi. Szybko na- 
ciągnąłem but i w ostatniej chwHi zdążyłem jeszcze przeskoczyć 
na szalupę, która już odbiła od kutra. 
Tym razem przechodzenie z szalupy na pokład statku odby- 
ło się bez wypad1ku, choć przedstawiało niemniej trudności, niż 
poprzednio. . 
Ledwo zgramoliłem się z relingu, ,noga moja odmówiła mi 
posłuszeństwa, musiałem siąść na pierwszej z brzegu rei, leżą- 
cej na pokładzie. 
Komendant zaprowadził, a raczej zaniósł mnie do mej ka- 
biny i wrócił natychmiast na pokład do pracy. 
Zaczął się -dla mnie dość nudny okres leżenia w łóżku, jeżeli 
rozbitą koję, bez prześcieradał, koców, poduszki i t. p. można 
nazwać łóżkiem. Rzeczy nasze zostały w Guillvinec, musieliśmy 
więc spać w ubraniach, w których wróciliśmy na staek, mocno 
podartych, mocno wilgotnych. Nie było narazie gdzie wysuszyć 
tych szczątków garderoby. Nasz kopcący i dymiący piecyk 
z kajut kompanji zaniemógł poważnie; w kuchni była istna wę- 
dza'rni,a, gdyż komin zaimprowizowany naprędce 'z nawiewn.ika 
narazie nie funkcjonował należycie. Jadąc na statek, obawialiś. 


199
>>>
my się, że może nie zastaniemy tam pozostawionego prowiantu; 
pod tym względem jednak, obawy nasze były na szczęście płonne. 
Nie można powiedzieć, aby "Pomorze", opuszczając St.-Na- 
zair było urządzone komfortowo. Teraz "komfortu" tego było 
jeszcze mniej. Byliśmy jednak szczęśliwi, że udało się uratowa
 
statek, że mamy w każdym razie na nim cokolwiek do zaspoko. 
jenia głodu, dach nad głową, siennik z trawy morskiej, zamiast 
koca (poduszek wogóle nie mieliśmy od przybycia na "Pomo- 
rze"), że wiatr nie hula po naszych kabinach, że woda nie ka- 
pie nam na głowy, bo pokład jest szczelny i t. d. 
Komendant wkrótce po wyjściu z mej kabiny przysłał do 
mnie Klusiewicza z poleceniem zrobienia mi kompresu. Sam 
zja wił się u mnie póżno po zachodzie słońca. Dopiero wówczas 
dowiedziałem się wielu cie.kawych szczegółów. 
HolendrilY porzucili obie kotwice wraz z całemi łańcuchamI. 
A jednak można było uratować chociaż 7 lub conajmniej 6 przę- 
seł lewego łańcucha i 3 przęsła prawego. O uratowaniu kotwic 
w tych warunkach nie mogło być mowy oczywiś.:ie. 
Prócz straty kotwic i łańcuchów z ważniejszych uszkodzen 
mieliśmy potrzaskane zupełnie kluzy kotwiczne i rozwalony na 
dwoje hamulec Lehoffa. 
Tymczasem kapitanowie holowników nie mieli widoczni
ł 
£.ni instrukcji, ani zamiaru zachodzić do Brestu. Niebezpieczny 
Raz-de-Sein opłynęliśmy żdaleka, zostawiając go na wschodzi
 
wraz z wejściem do Brestu. Dwa hole, przyjęte z dwóch holo- 
wników dawały pewną gwarancję bezpieczeństwa i dla statka 
bez kotwic, może nawet większa niż jeden holownik z jednym ho. 
lem dla statku z kotwicami. To też komendant postanowił ni
 
!'przeciwiać się holowaniu nas wprost do Danji, bez zachodzenic1 
-do jakiegokolwiek portu obcego. Zresztą porozumienie się z kap 
pitanami holowników było z "Pomorza" bez porównania tru- 
dniejsze, niż z lądu (radjo). 
"Poolzee" niedługo nas jednak ciągnął. Mając prawdopo- 
dobnie awarję w maszynach, nie mógł nadążyć za swym zdro- 
wym kolegą "Whitezee". Hol uszkodzonego holownika wlókł 
bię luźną pętlą j wcale nie naprężał. W nocy z 2 na 3 styczni:! 
"Poolzee" rzucił swój hol. który zwisł wzdłuż burty z boku na- 
szego statku. Za to "Whitezee" ciągnął wytrwale. 


200 



 


. 
- 


t
>>>
. 
- 


t 


Próba wyciągnięcia holu na pokład holownika, dokonana na- 
stępnego ranka, s'kończyła się niefortunne, bo utopieniem i sta- 
lówki i manili. "Poolzee" stanowczo nie miał do nas szczęścia; 
stracił 3 hole od wyjścia z St. Nazaire, a teraz opuszczał nas, 
aby pójść na remont do RoŁterdamu. Przed pożegnaniem, kapi- 
tan holownika. zbliżywszy się do naszej burty, zawiadomił nas, 
że na morzu Północnem weźmie nas na hol holownik "Indus", 
& "Whitezee" wróci na swój posterunek do jednego z portów 
.angielskich w kanale La Manche. 
Po wyminięciu wyspy Quess.ant i zmianie kursu na Ost - 
byliśmy zupełnie pewni, że "Pomorze" szczęśliwie dobrnie do 

akskov. Nie zapomnieliśmy bynajmniej, iż jest to styczeń, 
a więc jeden z najburzliwszych miesięcy na morzach północnyc\ 
że musimy przebyć jeszcze cały La Manche, Pas-de-Calais 
i Hoofden - najniebezpieczniejszą część morza Północnego z o- 
sławionym Terschellingiem, na którego mieliznach zginął nieje- 
den statek. Ale w każdym razie najniebezpieczniejsza częś.: 
podróży: zatoka Biskajska, była poza nami. 
W nocy 4 stycznia przeszliśmy znowu bardzo silny sztorm, 
.(.hociaż pogodę sztormową mieliśmy już nazajutrz po zdjęciu stat- 
ku z kotwic aż do ujścia Elby. Nocy tej, o Iktórej wspominam, 
boczne nachylenia statku przekraczały często 50°, były zatem 
Jeszcze większe, niż wówczas, gdy pękł nam hol w zatoce Bis- 
kajskiej. 
W salonie urwał się duży stół mocno przykręcony do podło- 
gi, w bufecie pourywały się półki, w międzypokładzie szafy. 
Stare żagle, złożone w płaską stertę, zaczęły wędrować od bur- 
ty do burty. Trzeba było dużo pracy i wysiłków komendanta 
-i załogi, aby to wszystko ja'koś umiejscowić i unieszkodliwić. 
Pomimo, iż przy każde m większem przechyleniu opierałem 

ię zdrową nogą o kant koi, a obiema rękami chwytałem się umy- 
walni, dwukrotnie spadłem na podłogę. Dopiero później udał.., 
mi się przywiązać się paskiem do łóżka. Uchroniło mnie t. 
wprawdzie od nagłych i niespodziewanych podróży, ale o spa- 
niu oczywiście mowy być nie mogło. 
Od chwili przyjęcia niemieckiego pilota u ujścia Elby rozsta- 
łem się z łóżkiem. Początkowo chodziłem o kuli, zaimprowizo- 
wanej ze szczotki do zamiatania, którą Klusiewicz skrócił dla 


201
>>>
mDle o całe 10 cm., po dwóch dniach jednak szczotka okazała 
się zbędną. 
Noc z 7 na 8 stycznia spędziliśmy przycumowani lewą bur- 
tą do pali północnej strony Ikanału Kilońskiego, tuż za szluzą 
Bruns'biiUelkog. Ósmego rano oddaliśmy cumy i ruszyliśmy da- 
lej, mając prócz "Indusa" z dziobu, mniejszy portowy holownik 
niemiecki, przycumowany przy rufie statku. 
Koło 3 godziny p. p. weszliśmy do szluzy w Holtenau. Przed 
4-tą po pol. opuszczamy Holtenau, zaopatrzeni w mnóstwo pa- 
pierosów, których dotkliwy brak odczuwaliśmy już od 3 dni. 
Wkrótce po opuszczeniu fjordu Kilońskiego, "Indus" rzuca ko- 
twicę. Noc spędzamy spokojnie na skróconym holu. Kapitan ho- 
lownika nie chciał podchodzić w ciemnościach do ,dość trudne.. 
go wejścia do Nakskov. 
Nazajutrz rano "Indus.' nie spieszył się zbyt z odkotwicze- 
l,iem. Może to mgła poranna podziałała tak na niego? Ona też 
prawdopodobnie była przyczyną przeoczenia wejścia do Bełtu, 
przez co na holowniku musiano pytać o drogę do Na1kskov... 
duńskich rybaków, spotkanych przypadkiem. Lecz wkrótce błąd 
zostaje naprawiony kosztem dziesięciu zbędnych mil i o 12-tej 
przyjmujemy pilotów na holownik i na żaglowiec, .a przed trze- 
cią wchodzimy do portu przeznaczenia. 
Tutaj okazuje się, że w miejscu, które zarezerwowała nam 
stocznia jest za płytko. Po bezowocnych, oczywiście, próbach 
przycumowania, otrzymujemy inne, tymczasowe miejdce. 
O godzinie 17-tej kończymy cumowanie statku, kończąc je- 
dnocześnie pierwszą podróż "Pomorza" pod polską b.anderą. 
. 


, 
.. 


,,) 
 
 
.
 
-:0._. 


r 
r 
I 


202 


.ł.....
>>>
, 
w .. 


r 


r 


Okręty widma. 


J-ednem z największych niebezpieczeństw, które zagrażają 
żegludze transatlantyckiej, są tak zwane "okręty widma". Spo- 
wodowały one już niejedną straszliwą Ikatastrofę. 
Mowa tu oczywiście nie o znanych powszechnie z legend 
: baje.k marynarskich różnych "Lała.jących Holendrach", lecz 
o statkach, które rzeczywiście istnieją całkiem materjalnie, 
o czem przekonał się niejeden żeglarz, rozbiwszy sobie o nie 
mniej lub więcej dotkliwie nos - a raczej statek. 
"Flota widm" wzrasta z roku na rok. Siła jej wynosi obec- 
nie, jak twierdzą -urzędowe sprawozdania, około sześćdziesię- 
du jednostek. Jest jednak rzeczą wątpliwą, czy licz'ba ta jest 
ścisłą, bo według obserwacji Stanów Zjednoczonych Ameryki 
Północnej zauważono, w przeciągu czterech lat, aż 155 takich 
statków. Sto trzydzieści dziewięć z nich widziano tylko jeden 
raz, lecz szesnaście pozostałych kursowało w różnych 'kierun- 
kach oceanu, zależnie od wiatrów i prądów, .które je unosiły, 
3 spowodowało 38 zderzeń, przyczem zatonęło sześć statków 
haridlowych. 
"Okręty widma", o których mowa, są statkami, opuszczo- 
nemi przez załogi z jakichkolwiek przyczyn, ,jak n. p. napa.d 
korsarzy, bunt, ciężka awa,rja, lub też takimi, na których za- 
10ga w czasie podróży wymarła skutkiem jakiejś epidemji. 
Państwa zainteresowane w żegludze transatlantyckiej, po 
!'tanawiały już niejedno Ikro tnie, przedsięwziąć energiczne środ- 
ki ku wytępieniu tych wałęsa.jących się po morzach szkodni- 
ków, powodujących niemało strat w że&'ludze. Skończyło się 
Jedna,k, przeważnie, na samych uchwałach. W rzeczywistości 

robiono niewiele i tajemnicze "okręty widma" stanowią do dziś 
dnia bardzo poważne niebezpieczeństwo dla żeglu
i, spychając 
1;0 rok liczne ofiary na dno mona. 


"Za banderą kroczy handel". Rozbudowując ojczystą łlo\
 handlową, 
przyczynimy się do rozwoiu naszej wytwórczości i aktywizacji naszego bi- 
lansu handlowego. 


203
>>>
Odkrycia, wynalazki i wydarzenia, 
związane z żeglugą morską, ze specjalno uwzględnieniem Polski. 
977 Odkrycie Grenlandji przez Gunbjorna. 
1341 Odkrycie wysp Kanaryjskich przez żeglarzy genueńskich. 
1431 Odkrycie wysp Azorskich przez portugalczyka G. Velho 
Cabrala. 
1445 D. F ernandez, żeglarz portugalski, dopływa do wybrzeży 
Senegalskich i Przyl. Zielonego. 
1471 J. de Santarem, port., dopływa do wybrz. Gwinei (Afryka). 
1486 B. Diaz, port., dopływa do Przylądka Dobrej Nadziei. 
1492 Odkrycie Ameryki (W. Antylskie) K. Kolumb, genueńczyk. 
1497 Jamajka, K. Kolumb. 
1498 Nowa Ziemia, św. Wawrzyniec, Nowa Anglja - S. Cabot. 
,genueńczyk. Orinoko, Nowa Grenlandja - K. Kolumb, 
Droga do Indyj wkoło Przylądka Dobrej Nadziei - Vasc.. 
oe Gama, portugalczyk. 
1500 Ujście Amazonki, V. Pinzon, hiszpan. Wybrzeże Brazylji 
i przy!. S1. Roch - A. Cabral. Madagaskar, Diego Diaz. 
portugalczyk. 
1502 Ameryka Środkowa, K. Kolumb. 
1503 Wyspy Bermudzkie, J. Bermudas, hiszp. 
1506 Cejlon, żeglarze portugalscy, 
1509 Jawa i Indje Wschodnie, Lopes de Sequeira Figu
ra, port. 
1516 Pierwsze poszukiwania przejazdu płn.-zach , 
1518 Wybrzeża Meksyku, J. de Grijalva, hiszp. 
1520 Cieśnina Magelhana, Magelhan, port. 
1521 Pierwsza podróż wkoło ziemi; odkrycie wysp Marjańskich 
i Filipińskich - Magelhan. 
1528 Wyspy Karolińskie, A. de Saavedra, hiszp, 
1534 Północne wybrzeża Chili, Almagro, hiszp. 
1542 Północne wybrzeża Kalifornji, Cabrillo, hiszD, .Iąponja. 
żegl. portugalscy, 
1543 Nowa Gwinea, O. de Retis, hiszp. 
1550 Skonstruowanie pierwszego sekstansu. 
1553 Nowa Ziemia, Willoughby, anglik, 
J 596 Szpicberg, Barentz, hol. 
1599 Pierwsza mapa Mercatora. 
1607 Wyspa Jan Mayen, Hudson. angl. 


204 


.. 
.. 


I 
r
>>>
.. 
.. 


t. 


I 
r 



 


J 608 Pierwszy teleskop, 
1610 Cieśnina i morze Hudsona, Hudson. 
1627 Zwycięstwo floty polskiej w bitwie pod Oliwą. 
1642 Tasmanja i Nowa Zelandja, Tasman, holender. 
1644 Zatoka Carpentarie, Tasman. 
1648 Cieśnina Beringa, Dieżniew, rosjanin. 
1688 Pierwszy rejestr kawiarni Edwarda Lloyda, 
1696 Założenie "Llod's News". 
'700 Pierwszy barometr morski. 
1714 Pierwsza maszyna parowa. 
1735 Pierwszy chronometr okrętowy. 
1741 Alaska i wyspy Aleuckie Behring, duńczyk i Czirikow. 
rosjanin. 
1763 Ziemia Wrangla, Andrejew, rosjanin, 
1767 Pierwsze wydanie "Nautical Almanac". 
1768 Pierwsza podróż wkoło Ziemi z zachodu na wschód, Cook. 
anglik. 
I 718 Wyspy Hawajskie, Cook. 
1801 Wprowadzenie miar metrycznych we Francji, 
'815 Pierwszy parowiec na Tamizie. 
1817 Pierwsza podróż jachtem przez Atlantyk, 
1818 Pierwszy parowiec przepływa Atlantyk, 
1819 Budowa pierwszego okrętu żelaznego. 
1825 Pierwszy parowiec odpływa do Indyj. 
1831 Północny biegun magnetyczny, John Ross, anglik. 
1838 Pierwsza parowa linja transatlantycka. 
1838 Budowa pierwszego parowca śrubowego. 
1848 Odkrycie passatu północno-zachodniego. 
1851 Założenie pierwszego kabla podwodnego. 
1856 Umiędzynarodowienie Dunaju. 
1857 Wprowadzenie międzynarodowego kodu sygnałowego, 
1858 Pierwsza depesza kablowa do Stanów Zjednoczonych, 
1861 Wprowadzenie sygnałów ostrzegawczych (sztormowych), 
1863 Budowa pierwszego dwuśrubowca. 
1869 Otwarcie kanału Suezkiego. 
1870 Zastosowanie lodołamaczy. 
1876 Otwarcie kanału Amsterdam - Morze Północne, 
1877 Wynalezienie telefonu. 
1887 Konferencja kolonjalna w Londynie, 


205
>>>
1893 Otwarcie kanału Ko.rynckiego. 
1894 Budowa "Turbinji", pierwszego okrętu turbinowego. 
1895 Otwarcie kanału Kilońskiego. 
" Kapitan Slocum 'wyrusza sam w podróż dokoła Ziemi net 
13-łtonowym kutrze. 
" Wyprawa do bieguna północnego (86" 23, 'l), Nansen. 
1897 Pierwsza wyprawa powietrzna do bieguna północnego, 
Andree. 
1899 Pierwsza radjodepesza z Anglji do Francji. 
1900 Rekordowa podróż jachtem przez Atlantyk w ciągu 13 dni 
20 godzin. 
1901 Discovery wyrusza na ekspedycję antarktyczną. 
1902 Uruchomienie transatlantyckiej komunikacji radjowej. 
1904 Stany Zjednoczone otrzymują koncesję na Kanał Panamski. 
" Budowa pierwszego turbinowego okrętu transatlantyckie- 
go (s. s. "Victorian"). 
1906 Pierwsze doświadczenie radjofoniczne. 
J908 Zastosowanie aparatury żyroskopowej, zapobiegającej ko- 
łysaniu się okrętu. Zastosowanie wagi automatycznej do 
ważenia ładunków (Porhydrometr.) 
1909 Wyprawa do bie1guna północnego, Peary, U. S. A. 
" Międzynarodowa Konferencja Morska w Londynie ustal t 
warunki prowadzenia wojny morskiej. 
" Wyprawa kpt. Scotta (angl.) do bieguna południowego 
(82 0 77'). 
1911 Skonstruowanie kompasu żyroskopowego. Amundsen do- 
ciera do bieguna południowego w dniu 16 grudnia. 
1912 Kapitan Scott dociera do bieguna południowego w dniu. 
18 stycznia. Zatonięcie największego parowca "Titanic", 
wraz z którym zginęło 1513 osób (15 kwietnia). 
1914 Zawarcie konwencji międzynarodowej o ratowaniu życia 
na morzu. Wybuch wielkiej wojny. Otwarcie kanału Pa- 
namskiego dla okrętów handlowych. 
t915 Zatopienie Lusitanji przez niemiecką łódź podwodną w dn. 
7 maja. Zginęło 1198 osób. Zablokowanie kanału Pa- 
namskiego. 
1918 Niemieckie łodzie podwodne torpedują angielskie okrę'ł-y 
szpitalne. Powrót z Magdeburga Wodza Legjonów Józefa 
Piłsudskiego i proklamowanie niepodległości Polski. 


. 
, 


206
>>>
i920 Wojsko Polskie, obejmując Pomorze, dociera do Bałtyku 
(10 lutego). 
! 921 Rozpoczęcie budowy portu w Gdyni. Podniesienie ban- 
dery na pierwszych polskich okrętach wojennych. Zato- 
nięcie angielskiej łodzi podwodnej K 5 wraz z całą załogą, 
składającą się z 57 osób. Okręt "Quest" wyrusza z ekspe- 
dycją antarktyczną Shackleton'a. 
1923 Pierwszy zagraniczny okręt handlowy zawija do Gdyni, 
13 sierpnia, s. s. "Kentucky" Comp. Gen. Transatlantique). 
1925 Pierwszy ładunek węgla odpływa z Gdyni do Rygi na pa- 
rowcu łotewskim "Mary". 
1926 Założenie Państw. Przedsiębiorstwa "Żegluga Polska". 
1927 Udane loty transatlantyckie Lindbergh'a, Chamberlin'a, 
Komandora Byrd'a i Brock'a. Pierwszy okręt, opalany 
węglem sproszkowanym, przepływa Atlantyk. Firma "Pol- 
skarob" w Gdyni zakupuje pierwszy okręt. 
.1928 Tragiczny lot "Italji" do bieguna północnego. Pierwszy 
lot przez Ocean Spokojny (kap. Kingsford-Smith). Zało- 
żenie Polsko-Brytyjskiego Towarzystwa Okrętowego. Port 
polski Gdynia zajmuje trzecie miejsce pośród portów Bał- 
tyku południ-o'Wego i ws,chodniego. 
1929 Zablokowanie Bałtyku przez lody. Gdynia otrzymuje bez- 
pośrednie połączenie z New-Yorkiem. Powszechna Wy- 
stawa Krajowa w Poznaniu. 
1930 Założenie Polskiego Towarzystwa Żeglugi Transatlantyc- 
kiej. Przybycie do Gdyni kontrtorpedowca O. R. P. "Wi- 
cher". Wyjazd Prezydenta Rzeczypospolitej pro£. Ignace- 
go Mościckiego do Tallina na pokladzie polskiego parowca 
transatlantyckiego "Polonia". Pierwszy okręt polski prze- 
pływa kanał Suezki w drodze do Hedżasu (s!s "Kraków"). 
Pierwszy udany lot przez Atlantyk ze wschodu na za- 
chód (Costes i Bellonte, Francja). Tragiczny lot sterowca 
angielskiego R. 101. 


\1łI..
 -

 4 
"

t., 
.... _', / Z 
',,\\
 ",-" f 
I '/\\\..... ,_ ": 
i 
 ' ."'-...ił. _.
 L I -'--,-- 
" ':
ł:,I1 .
. ,:
:I ł 
 
',I .'4y --,..--- : -: I ----- "- 
...;, =- . -
 
 
"" 
 . -
 'd - =- 
r- 
 

 3 ... 


207
>>>
I 
i 'ł 
. , '. ' l' 
II 
 . 

ł l Ol 
.. 
, .' '
 .... 
· . 'c: "O: c:. 
...,..... 
 ... l' - 

 .... 
:o.. -o 
Q: t1 ;; 

 
 :;; 
J en 
"O 
 
0.:3 
, . I ...;a 
-'. .... Ol 
\ 'I
. "" 
 
:r: 
.
. -. - o 
I ..", 
I en 

 Ol 
" , .... .. 
Ol'" 
'Ir -- o 
c. .... 
IJ '" 
I 
 
.. I -III .... 
, .-':.-': 
l'!. en U) ... 
11
, - Ol 
,1 -ł't I O :i 
p.,cn 
--- J ",- 
- ::, 
hl'. ",,'" 

 t:I 
- '" 
"" .-': 
.. 
y .. Ol 
,",\ j. .. -N- 
- "" 

 
 
p.,- 

 _-' I q c:. 

 c..: 
.' : 
_I..t 1\ 
 
'0 
_L 
, .-': 
'" 
"'" 
 
- 
l' 
- \ rAI 
- -'- Oi 
\ 
. 
l' 
, 
.' 
.. , 
.. i[ " .. 


Gdyby każdy Obywatel Państwa Polskiego ofiarował na cele budowy 
floty tylko l zł. miesięczn:"\, moglibyśmy się nie obawiać, że wróg nas po- 
wtórnie od morza odsunie. 


208 


..ł.....
>>>
Odległości od Gdynl-Nowegoportu 
do większych portów kuli ziemskiej 
w milach morskich. 
..., 1 mila morska = 1852 m Brisbane (S) 12,590 
Aberdeen 875 (P) 13,260 
Acapulco 6,900 Bristol 1,205 
Adelaida (S) 11,410 Brunsbiittel 492 
{N) 12,530 Buenos-Aires 7,020 
(P) 14,240 Bushire 7,210 
Aden 5,340 Cadiz 1,930 
Akkra 4,540 Calkuta 8,660 
Albany 10,130 Callao 6,810 
Alexandria 3,785 Charleston 4,180 
Algier 2,400 Cherbourg 888 
Amoy 10,660 Colombo 7,410 
Amsterdam 634 Colon 5,380 
Ar.. twerpja (W estga t) 760 Constanca 3,991 
(Ostgat) 730 Coquimbo 7,906 
Apia (P) 11 ,240 Coronel 8,278 
(S) 12,560 Corinto 6,160 
... Co runa 1,388 
Archangielsk 2,271 
Ar:.ca 7,394 Delagoa-Bay 7,990 
Auckland rp) 12,140 Dover 743 
(S) 13,300 Dron theim 996 
(H) 13,040 Durban 7,690 
(N) 14,290 Edinburg 842 
Ar. tofoJ!asta 7,590 Esbjerg 584 
Falmouth 1,016 
Bahia Blanca 7,300 Fernando-Noronha 4,540 
Baltimore 4,400 Fiume 3,575 
Banana 5,550 FremanUe rS) 10,080 
Bangkok 9,790 
Batavia 9,2 1 0 (N) 11,820 
Batum 4,360 Foochow (Fuczau) 10,820 
Galac 4,120 
Barcelona 2,465 Galveston 5,721) 
Belfast 1,340 Gen ua 2 , 845 
Bdize 5,610 Gibraltar 1,985 
I Bermuda 3,740 Grimsby 723 

 Bibundi 5 , 105 Guayamas 7,906 
Bilbao 1,440 Habana 4,910 
Bishop Rock 1,053 Hambur
 533 
Bombay 6.980 Hemmerfest 1,621 
Bordeaux 1 
r Havre 859 
" 
Boston 3,690 Halifax 3,360 
Boulogne 768 Holtenau 546 
Bremerhaven 507 Hongkong 10,410 
209
>>>
Honolulu 10,160 Panama 5,440 
Horta 2,250 Para 4,840 
I q'l1ique 7 , 462 Paramaribo 4.640 
Jacmel 4,870 Pascamoyo 6,500 
Kamerun 5,200 Payta 6,210 
Kap Finisterre 1,430 Penang 8.680 
Kap Horn 8,24' Pen tland Firth 910 
Kapstadt 6,780 Pernambuco 4,810 
Kartagena 2,173 Pisagua 7,450 
Kingston 4 , 960 Plymouth 967 
Kobe 11,710 Ponta Delgada 2,170 
Konakri 3,680 Port Said 3,905 
Konstantynopol 3,795 Pireus 3,470 
La Guaira 4,840 Port Artura 11,610 
Las Palmas 2,375 Puerto Cabello 4,950 
Lei th 850 Queenstown 1,200 
Leixees 1,546 Rangoon 8,660 
Lizbona 1,71C Rio de Janeiro 5,905 
Lome 1,710 Retterdam 670 
London 783 San-Francisko 8,760 
Magellana cieśnina San ta Cruz 6,630 
(Punta Arenas) 8 , 116 San Diego 8,430 ... 
Madera 2,170 San Jose 6,350 
Manila 10 , 8 on Santa Barbara 8,500 
Mauritius 7,640 Sebastopol 4,095 
Mazatlan 7.540 Sierra Leone 3,600 t 
Melbourne (S) 11,760 Singapore 8,970 
(N) 12,740 Southhampton 860 
(P) 13,640 St. Thom
s 4,420 
Mollendo 7,240 Sydney (S) 12 , 190 
Montreal 3,820 (P) 13,280 
Montevideo 6,900 (N) 13,310 
Mozambique 7,460 Taganrog .t. 406 
Malaga 2,049 Teneriffa 2,375 
MaI ta 2,965 Trapezund 4,275 
Marseille 2,675 Triest 3,665 
Nagasaki 11,410 Tanger 2,017 
Neapol 2,990 Warna 3,950 
Newcastle 686 Weser - okręt la- 
New-York 3,940 tarniowy 440 
 
New-Orlean 5,440 Vi go 1,460 
Nordkap 1,378 Vlissingen (Westgat) 713 
Odesa 4,126 (Ostgat) 685 
Oporto 1 , 450 Władiwostok 12,010 
Padang 8,740 Y okohama (S) 11,920 
Palermo 2,895 (P) 13 , 460 
(S) oznacza droge przez Kanał Suez,ki, (P) - przez Kanał Panamski, 
[N) - do,koła Przylądka Dobrej Nadziei, (K) - dokoła Kap "Horn. 
210 
.la-
>>>
ODLEGŁOśCI OD GDYNI - NOWEGOPORTU 
DO WIĘKSZYCH PORTóW BAŁ TYKU 
W MILACH MORSKICH. 
Apenarde 363 Kłajpeda 110 
Arensburg 262 Kołobrzeg 145 
Assens 358 Kjobenhavn 250 
Baltisch Port 372 (Kopenhaga) 
Dźwinoujście 312 Korsor 338 
(Diinamiinde) K ristianestad 50S 
EckernfOrde 336 Kronstadt 558 
Flensburg 357 Liepaja 143 
Fredericia 380 Malmo 249 
F riedrichsha£en 381 Ni'kolajstad 575 
Gamlakarleby 640 Nyborg 341 
Gafle 445 Oskarshamn 209 
Goteborg 378 Piława 40 
Grei£swald 216 Riigenwaldemiinde 111 
Hals 364 Pitea 67'3 
Hango 353 Ska gen-okręt latarniowy 391 
Haparanda 735 Stockholm 336 
... Hapsal 327 Swinoujście 191 
Heiligenha£en 309 (Swinemiinde) 
Helsinki 418 Szczecin 227 
Helsingor 268 Travemiinde 308 
t Kalmar 170 Uleaburg (Oulu) 725 
Kallundbor.g 369 Warnemiinde 268 
Karlskrona 165 Windawa 201 
Kilonja fKiel) 331 Visby 200 
Kjoj!e 245 Wismar 302 



 


"""'...."'....... ,- 
'OJ"'" ..""p

 

 
n'. 

 
------- --- 
---. 
 

- =-- - 
=-
 


211
>>>
......., 


OpIaty portowe w porcie Gdyńskim. 


Opłaty portowe w Gdyni dzielą się na dwie grupy: .do 
pierwszej należą opłaty, które ponosi armator statku, względnie 
!kapitan lub makler, do drugiej grupy - opłaty, które płaci za- 
ładowca. 
Do pierwszej grupy opłat należą: 
1. Opiaty za wejście i wyjście (od tonażu). 
Za każdy m' pojemności statku netto . , , . " -,24 zł. 
Jeżeli statek jest próżny, z balastem lub załado- 
wany do 10% pojemności. . , . , , . . , , ,. -,02 " 
Wolne od tych opłat są statki opłacające opiaty roczne, 
państwowe, o ile nie są użyte w celach zarobkowych, i statki 
uchodzące do portu bądź dla remontu, bądź dla uzupełnieni:J. 
zapasów paliwa, żywności i niezbędnych materiałów wyekwi- 
powania. 


2. Opiaty za pilotaż, 
Do 1000 m S netto pojemności statku . . . . . .. 20,- zł. 
Od 1000 m S netto do 2000 ma . . . .. ...,. 40,- " 
Za każde następne 500 m S . . . . . . . . . . . . .. 10,- " 
Ula statków ponad 1000 NRT pilotaż jest obowiązujący, 

ecz wszystkie statki ponad 100 NRT bez względu na to, czy 
korzystają lub nie z usług pilota, ponoszą opłaty za pilotaż. 
Za zamówienie pilota, a niewykorzystanie w czasie ozna- 
czonym, za każde rozpoczęte pół godziny , . , , 5- zł. 
3. Opłaty za wynajem holowników. 
Za każdą rozpoczętą godzinę efektywnej pracy 60,- zł. 
4. Opiaty za przytań. 
Za każdy dzień od 1 metra długości statlku , . ,. -,05 zł. 
Jeżeli statek postawiony jest nie bezpośrednio 
obok nabrzeża, lecz przycumowany do drugie- 
Igo statku. . . . . ,. ...".,..,.",., -,02 , 
5. Opiaty za światła i boje. 
Do 200 mB pojemności statku. . . . , . 
Za każde następne 100 m' . . . . . . , . . . 
Od 2000 mB wzwyż za każde następne 500 mi . . 
6. Opiaty za stacje ratunkowe. 
Od 500 mB wzwyż od każdego mB , . . , . . . , . , -,005 zł. 


. 
.." 


I 


J 


1,- zł. 
-,50 Ił 
2,50 " 


212
>>>
'Y 


7, Opłaty od ładunku. 
Za każdą przywiezioną lub wywiezioną tonnę wę- 
gla, koksu lub rudy, fosforytów i pirytów . . . 
Towarów masowych następujących kategoryj: 
cement. drzewo obrobione i nie obrobione, na- 
wozy sztuczne, złom żelazny, surówka i stal 
nieobrobiona, cynk surowy, blacha, drut, szta- 
by i taśmy żelazne, cyna, bawełna, ryż, zboże, 
sól, mąka lub pochodzące ze zboża i roślin 
strączkowych , , . . , . , . , , , . . , , , . , , . 
Za wszel1kie inne towary . . . , . . , , . . . , 
8. Opiaty za pobraną wodę do picia i kotłów. 
Za pierwsze 10 tonn, za 1 t. , , , , , , , . , . 
Za następne do 300 tonn za l t. , . , , . , , . , . 
Ponad 300 tonn za 1 t. . . . . . , . , , . 
Za wodę podaną statkiem (łodzią) za t. . . , . . 
Za pierwsze 10 tonn . , , . , , , . . . . , . , . , 
9. Opłaty od pasażerów. 
1) W żegludze przybrzeżnej za przyjęcie lub wy- 
lądowanie pasażerów . . . , . , . . . . . . . . , 
2) W żegludze zagranicznej za przyjęcie lub wy- 
lądowanie pasażerów III ki . . . . . . . . , . . . 
pasażerów II kI. ...,."., 
pasażerów I kI. . . . . . . . . , . . 
10. Opłaty od statków turystycznych. 
Tytułem łącznych opłat od statków turystycz- 
nych, jeśli pozostają w porcie nie dłużej, jak 
dwie doby, pobiera się . . , , . . . . . . . . . , 
iDo drugiej grupy należą opłaty: 


ł 


A. Za użycie dźwigów. 


ł 


I. MOSTOWY 
elektryczny z chwytaczem 3 mi poj. 


l, towary: 
przy pracy ao 8 godz. wł. za godz. . , , . . . , . 
" "8-16",, " 
ponad 16 godzin , , " ,.""........" 


""- 


-,20 zł. 


-,40 " 
-.75 " 


l ,50 zł. 
1,20 " 
1,- II 
2,- " 
30.- Ił 


0,05 zł. 


0,10 " 
0,30 to 
0,50 " 


100,- zł. 


45,- zł. 
40,- Ił 
30,- II 


213
>>>
- 


2. towary masowe, lekkie, węgiel: 
przy pracy do 2 godz. wł. za godz. . 
" "8-16",, " 
ponad 1 godzin 


"' 


30,- zł. 
25,- " 
20 , - " 


. ., 


3. z.a przesunięcie dźwigu most. w czasie pracy do- 
licza się po 30 gr. za mtr. b. nie mniej jednak niż 
zł. 4 - za każ,de przesunięcie 


.n 


II. DŹWIG BRAMOWY 


1. przy ładowaniu towarów masowych za godzinę: 
a) z przekł. 3 tonową 
b) "5,, 
2. przy ładowaniu towarów drobnych i ciężkich: 
a) z przekł. 3 tonową 
b) "5,, 


7,- zł. 
9 , 75 " 


9,75 zł. 
12 , 50 " 


III. DźWIG BRAMOWY 


.1 
')i 


1 % i 2,5 t. z ruch. wysięgnicami. 
a) przy przeł. tow. masowych 
b)" " "innych. 
Każdą rozpoczętą godzinę liczy się jako pełną. 
B, Za składanie towarów w państwowych hangarach 
portowych: 


5 , 50 zł. 
7 ,50 " 


a) od towarów masowych: 
pierwsze 15 -dni za 1 dzień i m t 
dalsze 15 dni za l dzień i 1 m' 
dalsze 15 dni za 1 dzień i 1 m' 
dalsze 15 dni za 1 dzień i 1 m' 
dalsze 15 dni za 1 dzień i l m' 
,b) od towarów drobnicowych: 
pierwsze 5 dni za 1 dzień i m' 
dalsze 8 dni za 1 dzień i 1 m' . 
dalsze 8 dni za 1 dzień i 1 m' . 


-,04 zł. 
-,06 " 
-,08 " 
-,14 " 
-,25 " 



 


-,M zł 
-,08 " 
-,16 " 


214 



,
>>>
I 
"' 
I 


Stawki Polskiego Związku 
Maklerów Okrętowych. 
w mocy od l. grudnia 1928, 


) 


Niżej podane stawki zaliczają maklerzy okrętowi w Gdyni 
z.a czynności maklerskie statkom parowym, motorowym, żaglo. 
wym i lichtugom morskim. 
Stawki klarowania za wej-ście i wyjście dla statków pn:y- 
chodzących i wychodzących z Gdyni: 
do . 1500 cbm. netto 1 d za cbm. 
dla statków o pojemności ponad pierwszych 
1500 cbm. - 3000 cbm. netto 'h d.. lO 
ponad 3000 cbIr). netto 1/
 d.. lO 
Opłaty oblicza się każdorazowo za wejście i wyjście osobno 
Statki z mieszanym ła.dunkiem płacą dodatIkowo 259£,; 
Statki przychodzące w balaście lub próżne płacą połowę 
stawek za wejście lub wyjście. 
Najmniejsza opłata Ł : 1 : -1- 
Stat.ki z częściowym ładunkiem nie ponad połowę ładow- 
ności płacą połowę st.awek. 
Statki wchodzące w celach bunkrowych płacą lio stawek. 
Statki przychodzące z ładunkiem rudy lub wychodzące 

 ładunkiem węgla lub koksu płacą % całkowitej stawki za wej- 
ście i wyjście. 
Zniżka ta dotyczy tak samo stat1ków, które przychodzą 
próżne i wychodzą z węglem lub przychodzą z rudą i wycho- 
dzą próżne, 
Lichtugi, żaglowce z pomocniczym motorem otrzymują zniż- 
kę 20 % . 
Żaglowce z pomocniczym motorem niżej 150 cbm. pojem- 
ności płacą połowę stawki minimalnej. 
Holowniki ciągnące lichtery płacą najmniej Ł 1 -,- za wej- 
tcie i wyjście osobno. 
Prowizja za inkaso frachtu wynosi % % przy ładunkach 
masowych, % % przy ładunkach mieszanych. 
Prowizja za wykłady wynosi 2 % za każdy nadpoczęty mie- 
siąc, począwszy od daty r.achunku lecz tylko w wypadku gdy 
wykłady nie zostały zwrócone w ciągu jednego miesiąca od da. 
ty wystawienia rachunku. 


.J 


, .1 

' 


215
>>>
Powyższe stawki nie dotyczą linij regularnych. 
Specjalne opłaly za załatwienie formalności celnych ni
 
Istniej ą. 


Architektura i budownictwo 
nad Polskiem Morzem. 


,. 


Architektura i budownictwo nadmorskie ma swój szczegól- 
ny charakter wynikający z różnych z morzem związanych przy- 
czyn. 
Więc rozpoczynając od względów materjalnych, a kończą:: 
na idealnych, - architektura i budownictwo nadmorskie zale- 
żą od: 
jakości i ceny terenów; 
wpływów atmosferycznych różnych od śródziemnych, WIęC 
'innej techniki budowlanej; 
wpływów zagranicznych, docierających tu łatwiej dzięki 
komunikacji morskiej i związanych z eksportem i im- 
portem wpływów wywieranych na ceny gotówki, t. zw, 
pieniędzy budowlanych, imaterjałów; 
wreszcie estetyki, mogącej tu w ostrzejszem świetle mor- 
skiem i swoistym kolorycie, w nawiązaniu do zdrowe- 
go regjonalizmu, wytworzyć nowe piękno dla wzboga- 
cenia wielkiej kultury i cywilizacji Polski, tej Ojczyzn V 
Noakowskich, Kremerów, Wąsowiczów. 
Nie tu, w krótkim kalendarzu, które mają raczej przezna- 
czenie skorowidzów, miejsce ala dokładnego wyprowadzeni.l 
wszystkich wymienionych powyżej spraw, - tu można tylk) 
c najważniejsze potrądć, właściwie tylko jako temat do później- 
szych szczegółowych rozważań. 
Możność tedy zdobycia kawałka ziemi -dla pobudowania 

niazdka zdrowia nad świeżym i uroczym Bałtykiem, istnieje je- 

zcze, acztkolwiek kurczy się z miesiąca na miesiąc. Z natury 
czeczy bowiem kraj mimo trudności gospodarczych staje się co- 
. raz bogatszym i coraz zdolniejszym do umożliwienia synom 
swym własnych osiedli. A paseczek nadmorski nie długi i po- 
dobno nawet centymetra nie starczy wybrzeża, jeśliby chcian" 
niem obdzielić wszystkich ziomków. 
Tereny można jednak nabyć jeszcze i za złoty i najgorsze 
jeszcze taniej za metr kwadratowy, w najlepszych miejscach 


-I 


... 
. 


216 


-ł..
>>>
.. 


i w Gdyni dochodzą natomiast do 45 i 60 zł., a wyjątkowo i 10 
dolarów za metr kwadratowy. 
Kto się zna na tych sprawach, wie, że cena terenów jest 
sciśle zależna od rentowności objektów, mających na nich st;1. 
nąć. 
Rentowność ta dochodzi normalnie przy względnie dobrej 
gospodarce do 15% przy włączeniu w obliczenie ceny terenu; 
1,rzy bardzo dobrej gospodarce można uzyskać i więcej. - Dh 
kapitału jest to więc świetna, bo i zupełnie pewna lokata. 
Ale i ludzie ubożsi dochodzą tu do posiadania własneg'J 
mieszkania, ponieważ Rząd udziela wydajnej pomocy koopera- 
tywom robotników i pracowników nadmorskich, których wspa- 
J1iałe nieraz budowle wznoszą się szybko w przeróżnych punk- 
tach wybrzeża. 
Wielkie budownictwo portowe prowadzone z rozmache:£1 

igantycznym spowodowało rozwój fabrykacji materjałów bu- 
dowlanych w pobliżu wybrzeża. Powstały więc cementownie, 
c.egielnie, fabryki mebli i t. p., co przyczynia sic do zniżki i nor- 
malizacji cen materjałów budowlanych. 
Gdy dawniej cegła, aby wymienić choć jeden przykład, do- 
chodziła do ceny przekracza-jącej setkę złotych, waha się ona 
('.becnie loko Gdynia pomiędzy 75 a 80 zł. przy łatwiejszych wa- 
runkach zapłaty. 
Eksport i import wnosi do portu polskiego wraz z jego 
przedstawicielami wytwarzającymi przez ruch handlowy szyb- 
sze krążenie ekonomiczne samorzutne wzmożenie ruchu budo- 
wlanego wraz z niejednym ciekawym motywem architektoni- 
cznym. 
Co zaś dotyczy estetyki czyli piękna w architekturze nad- 
morskiej, tego pię'kna, które i materjalnie podnosi wartość ob- 
jektów budowlanych, jest to sprawa tak poważna nietylko jako 
taka, ale i z powodów propagandowych, że o tem wydamyoso. 
bne broszury. 
Tu można tylko wskazać, że propagowany tak bardzo i z ta- 
kiem zrozumieniem rzeczy przez naszą piękną stolicę Warsza- 
wę, zdrowo pojęty regjonalizm winien znaleźć odpowi
dnie zro- 
zumienie. 
S3.pienti satis. 
O r ł o w o, pow. morski. 
Maksymiljan Zuske, Inż. dypl. architekt. 


t ' 


217 


-ł..
>>>
Ustawa o stanowiskach oficerskich 
w Polskiej Marynarce Handlowej. 


Art. 1. StanowisIka oficerskie na statkach marynarki han- 
dlowej mogą zajmorwać tylko obywatele Rzeczypospolitej Pol- 
skiej, którzy ukończyli 21 la'Ł życia i posiadają dyplomy polskie, 
uzyskane w myśl postanowień niniejszej ustawy. 
Wyjątki od tej zasady dopuszczalne są za każdorazowem 
zezwoleniem Ministra Przemysłu i Handlu. 
Art. 2. Celem określenia cenzusu i praktyki oficerów ma 
rynarki handlowej wprowadza się podział żeglugi na żeglugę 
przybrzeżną, małą i w,ielką. Za żeglugę :przybrzeżną uważa się 
żeglugę morską w odległości nie dalej niż 50 mil morskich oJ 
morskiej linji granicznej Rzeczypospolitej, oraz żeglugę w wo- 
.dach portowych. Za żeglugę małą uważa się żeglugę na morzu 
Baltyckiem oraz Północnem w granicach od 60 stopnia szero- 
kości geograficznej do linji Dover-Calais. Za żeglugę wielką 
uważa się żeglugę, przeikraczającą granice żeglugi małej. 
Art. 3. Ustanawia się następujące stopnie oficerów nawi
.a- 
cyjnych marynarki handlowej: 
a) Kapitan wielkiej żeglugi, 
b) Kapitan małej żeglugi, 
c) Porucz,n,ik wielkiej żeglugi, 
d) Porucznik małej żeglugi, 
e) Szyper I. klasy, 
f) Szyper II. klasy. 
Art. 4. Kapitan wielkiej żeglugi ma prawo dowodzić wszel- 
l-iemi handlowemi statkami w każdej żegludze, Kapitan małej 
::eglugi ma prawo dowodzić wszelkiemi handlowemi statkamI 
w żegludze małej lub być pomocnikiem kapitana na wS7.elkich 
..,tatkach w każdej żegludze; nie może być jednak star' 
szym pomocnilkiem kapitana w żegludze wielkiej. Porucznik 
wielkiej żeglugi ma prawo dowodzić statkami handlowemi do 
1.000 brutto rejestrowych ton w żegludze małej, z wyjątkiem 
staŁków osobowych, lub być pomocnikiem kapitana na wszelkic'1 
handlowych statkach w każdej żegludze; nie może jednak być 
stal'1szym pomocnikiem kapitana w żegludze wielkiej. Porucz- 
nik małej żeglugi ma prawo być młodszym pomocnikiem kapita- 
na na wszelkich handlowych statkach w każdej żegludze. 


.. 


218
>>>
Szyper I 'klasy ma prawo dowodzić wszelkiemi handloweml 
statkami w żegludze przybrzeżnej, oraz statkami rybackiemi i ho. 
lowni.kam-i w żegludze małej i być mło-dszym pomocnikiem ka- 
pitana na handlowych statkach nieosobowych w każdej żeglu- 
dze. Szyper II klasy ma prawo dowodzić 'statka:mi handlowemi 
do 200 brutto rejestrowych ton w żegludze przybrzeżnej z wyjąt- 
kiem statków os.obowych, li.chtugami mors!kiemi w każdej żeglu- 
dze i może być pomocnikiem szypra I klasy na statkach rybac- 
kich i holownikach. 
Art. 5. Ustanawia się następujące stopnie oHcerów mecha- 
nilków marynarki handlowej: 
a) mechanik I. klasy, 
b) mechanik n. klasy, 
c) mechanik III. klasy, 
d) maszynista okrętowy I. klasy, 
e) maszynista okrętowy II. klasy, 
Art. 6. Celem określenia cenzusu oficerów - mechaników, 
statki parowe lub silnikowe podług siły maszyny dzieli się nJ. 
3 kategorje. Do I kategorji należą slalki z maszynami parowemi 
od największych do 1000 i H. P. (indykowanych koni parowych; 
z siln.ikami spali.n.owemi ponad 500 e H. P. (efektywnych koni). 
Do II kategorj,i należą slalki z maszynami parowemi niżej 
1000 i H. P. (indykowanych koni parowych), do 200 i H. P. (in 
dykowanych koni parowych), z silnikami spalinowemi od 100 e 
H. P. (efektywnych koni) do 500 e H. P. (efektywnych koni). 
Do III kategorji należą statki z maszynami parowemi poni- 
zej 200 i H. P. (indykowanych koni parowych), a z silnikami 
s'Palinowemi poniżej 100 e H. P. (eJektywnych koni). 
Art. 7. Mechanik I klasy ma prawo kiemwać maszynami 
c;tatków handlowych wszystkich kategorji. Mechanik II klasy 
ma prawo: 1) kierować maszynami n i III kategorji z wyjąt- 
kiem statków osobowych II kategorji w żegludze wielkiej i m 1- 
lej. 2) być młodszym mechanikiem n3. statkach handlowych 
i osobowych I kategorji. Mechanik III klasy ma prawo: 1) kie- 
rować maszynami statków handlowych III kategorji, z wyjąt- 
kiem statków osobowych; 2) być drugim mechanikiem na stat- 
kach handlowych II kategorji, z wyjątkiem statków osobowyc
; 
3) być trzecim mechanikiem na wsze11kich statkach handlowych. 


l 
J'
 


219 


...........
>>>
Maszynista okrętowy I kategorji ma prawo: a) kierować 
maszynami statków rybackich i holowników do 700 i H. P., z sil- 
nikami spalinowemi do 375 e. H. P. oraz maszynami wszelkich 
statków handlowych III kategorji, b) 'być trzecim mechanikiem 
na wszelkich statkach handlowych. Maszynista okrętowy II ki a- 
EY ma prawo: a) kierować maszynami statków rybackich i ho- 
lownilków do 200 i H. P., z silnikami spalinowemi do 100 e H. P.; 
b) być pomocnikiem maszynisty okrętowego I klasy. 
Art. 8. Dla otrzymania -dyplomu szypra II klasy należy: 
a) złożyć egzamin teoretyczny i praktyczny podług ustaloneg: 
rrzez Ministra Przemysłu i Handlu programu, b) posiadać 48- 
miesięczny cenzus praktyki w charakterze marynarza na stat- 
kach morskich. Dla otrzymania dyplomu szypra I klasy należy. 
a) złożyć egzamin teoretyczny i praktyczny podług ustalonego 
przez Ministra Przemysłu i Handlu programu, b) posiadać 
72-miesięczny cenzus praktyki, odbytej w charakterze maryn
- 
na lub szypra II klasy. 
Art. 9. Dla otrzymania dyplomu porucznika żeglugi mał.;j 
należy: a) ukończyć wydział nawigacyjny polskiej szlkoły mary- 
r.arki handlowej, lub po uzyskaniu świadectwa maturalnego szko- 
ły średniej złożyć egzamin teoretyczny i praktyczny podług usta. 
lonego programu przez Ministra Przemysłu i Handlu, b) posia- 
dać 24-miesięczny cenzus praktyki w charakterze marynarza 
pokładowego na statkach morskich, a wtem conajmniej 6 mie- 
sięcy na statkach żaglowych, 
Art. 10. Dla otrzymania dyplomu porucznika żeglugi wi
i. 
kiej należy: a) posiadać dyplom porucznika żeglugi małej, b) po- 
.'Iiadać 24-miesięczny cenzus praktyki, odbytej po otrzymaniu 
dyplomu porucznika żeglugi małej, a wtem 12 miesięcy w cha- 
raikterze pomocnika kapitana w żegludze wielkiej lub małej. 
Art. 11. Dla otrzymania dyplomu kapitana Vi żegludze ma- 
łej należy: a) posiadać dyplom porucznika żeglugi wielkiej. 
b) posiadać 12-miesięczny cenzus praktyki, odbytej po otrzy- 
maniu dyplomu porucznika żeglugi wielkiej, w charakterze po- 
mocnika kapitana w żegludze małej lub wielkiej. 
Art. 12. Dla otrzymania dyplomu kapitana żeglugi wielkiej 
należy: a) posiadać dyplom kapitana żeglugi małej, b) posia- 
dać 12-miesięczny cenzus praktyki, o-dbytej po otrzymaniu dy- 
plomu kapitana żeglugi małej, w charakterze pomocnika kapita- 
na w żegludze wielkiej. 


220 



 


.'ł 


l 
I . 

 ..
>>>
\, 



I 


Art, 13. Odnowienie dyplomów oficerów nawigacyjnych 
marynarki handlowej mogą otrzymać bez składania egzaminów: 
.a) oficerowie korpusu morskiego marynąrki wojennej na podsta- 
wie cenzusu, który ustali rozporządzenie Ministra Spraw Woj- 
skowych oraz Przemysłu i Handu, b) osoby, które uzyskały w in- 
nych państwach odpowiednie dyplomy, uznane przez Ministra 
Przemysłu i Handlu za równoznaczne z dyplomami polskiemi. 
Art. 13a. Dla otrzymania dyplomu maszynisty okrętowego 
II klasy należy: a) złożyć egzamin teoretyczny i praktyczny 
podług ustalonego przez Ministra Przemysłu i Handlu programu, 
b) posiadać 6D-miesięczny cenzus praktyki maszynisty, w tern 
co najmniej 24 miesięcy w charaikterze obsługującego maszyny 
na statkach morskich. Dla otrzymania dyplomu maszynist
T 
okrętowego I klasy należy: a) złożyć egzamin teoretyczny i prak- 
tyczny po-dług ustalonego przez Ministra Przemysłu i Handlu 
programu, posiadać 72-miesięczny cenzus praktyki maszynisty, 
z czego conajmniej 24 miesięcy w charakterze obsługującego moi.' 

zyny lub motory na statkach morskich, wtem 12 miesięcj 
w charakterze pomocnika maszynisty. 
Art. 14. Dla otrzymania dyplomu mechanika III klasy na- 
leży: a) ukończyć wydział mechaniczny polskiej szkoły mary- 
r.arlki handlowej lub po uzyskaniu świadectwa maturalnego szko- 
ły średniej złożyć egzamin teoretyczny i praktyczny podłuJ 
ustalonego przez Ministra Przemysłu i Handlu programu, b) po,)- 

iadać 3D-miesięczną praktykę, w tern conajmniej 12 miesięcy 
praktyki w warsztatach budowy lub naprawy maszyn i conai. 
mniej 12 miesięcy praktyki na statkach morskich w składzie za- 
łogi maszynowej, przyczem 2 miesiące żeglugi rzecznej zalicz" 
się jako jeden miesiąc żeglugi morskiej. 
Art. 15. Dla otrzymania dyplomu II klasy należy: a) posia- 
dać dyplom mechanika III klasy; b) posiadać 24-mies.ięczny cen- 
:zus praktyki, odbytej po otrzymaniu dyplomu mechanilka III kla- 
.:;y, w żegludze morskiej przy obsłudze maszyn, a w tern conaj- 
mniej 12 miesięcy w charakterze odpowiedzialnego odwachowe- 
go mechanika na statkach I lub II kategorji. 
Art. 16. Dla otrzymania dyplomu mechanika I kla'Sy należy: 
a) posiadać dyplom mechanika II klasy; b) posiadać 24-miesięcz- 
ny cenzus praktyki, odbytej po otrzymaniu dyplomu mechanika 
II klasy, w żegludze morskiej przy obsłudze maszyn w charak- 


.)
 


l 
f 
,. 


221 


..J....._
>>>
terze odpowiedzialnego odwac'howeg'o mechanilka, a w tern CQ- 
Ttajmniej 12 miesięcy na statkach I kategorji. 
Art. 17. Odpowiednie dyplomy mechaników okrętowych 
bez składania egzaminÓw mogą otrzymać: a) o£icerowie korpus
 
technicznego polskiej marynarki wojennej na podstawie cenzu- 
su, który ustali rozporządzenie Ministrów Spraw Wojskowych 
oraz Przemysłu i Handlu, b) osoby, które uzyskały w innych 
państwach odpowiednie dyplomy, uznane przez Ministra Prze- 
mysłu i Handlu za równoznaczne z dyplomami polskiemi. 
Do otrzymania dyplomu maszynisty I klasy są uprawnieni 
podoficerowie za,wodowi marynarki wojennej specjalnoścri ma- 

zyn.owej, o ile posiadają zaswiadczenia właściwych władz wOJ- 
skowych: a) że odbyli conajmniej 60 mi
sięcy pływania w kam- 
J:anji czynnej, a wtem conajmniej 18 miesięcy pełnili obowią.zlki 
samodzielnych kierowników maszyn okrętowych o sile conai- 
mniej 1000 HP.; b) że są wykwalifikowani pod każdym wzglę- 
uem do samodzielnego Kierowania maszynami. 
Do otrzymania dyplomu maszynisty II klasy są uprawnrieni 
podoficerowie zawodowi marynarki wojennej specjalności ma- 

zynowej, o ile pns,iadają zaświadczenie właściwych władz woj- 

,kowych: a) że odbyli co najmniej 40 miesięcy pływania w kam- 
ranji czynnej, a w tern conajmniej 10 miesięcy pełnili obowiązki 
samodzielnych kierowników maszyn okrętowych o sile comaj- 
mniej 1000 HP.; b) że są wykwalifikowani pod każdym wzgl-:- 
dem do samod,zielnego kierowania maszynami. 
Do otrzymania dyplomu szypra II Iklasy są uprawnieni pod- 
oficerowie zawodowi marynarki wojennej specjalności pokłado-. 
wej, o ile posi,adają zaświadczenia właściwych władz wojsko- 
wych: a) że odbyli conajmniej 60 miesięcy pływania w kam- 
i'anji czynnej, a wtem conajmniej 18 miesięcy dowodzenia stat. 
karni pomocniczemi, lub 36 miesięcy pełnTIi obowiązki bosmana 
c:.krętowego, b) że są wykwalifikowani pod każdym względem 
do dowodzenia statkami pomocniczemi. 
Art. 18. Dyplomy oficerów nawigacyjnych i oficerów me- 
thaników marynarki handlowej wydaje Minister Przemysła 
i Handlu na mocy orzeczenia komisji kwalifikacyjnej, powołan
j 
przez Ministra Przemysłu i Handlu, w skład której wchodzą: 
dwóch członków, mianowanych przez Ministra Przemysłu i Han- 
dlu, jeden przedstawiciel marynarłki wojennej, delegowany przez 
Ministerstwo Spraw Wojsknwych, a oprócz tego przy sprawdu- 


222 


1- 


«J 


( 


'. 


1 
.
>>>
I 
I 


niu cenzusu oficerów nawigacyjnych jeden lub dwóch kapitanów 
wielkiej żeglugi, a przy sprawdzaniu cenzusu oficerów mech.a- 
ników i maszyni,stów okrętowych jeden lub dwóch mechaników 
ł klasy względnie inżynierów morskich, powołanych przez Mini- 
stra Przemysłu i Handlu. 
Art. 19. Przy obliczaniu cenzusu praktyki dla otrzymania 
dyplomów kapitana wielkiej żeglugi, kapitana małej żeglugi, po- 
rucznika wielkiej żeglugi, może być uwzględnione tylko 12 mie- 
sięcy praktyki w żegludze przybrzeżnej. 
Art. 20. Osobom, które przed l-go lilstopada 1918 roiku uzy- 
skały dyplomy oficerów nawigacyjnych, względnie oficerów me- 
c.haników b. państw za.borczych, przysługuje prawo otrzymania 
odpowiednich ,dyplomów. 
Art. 21. Wykonanie powyższej ustawy powierza się Mi- 
nistrowi Przemysłu i Handlu. 
Art. 22. Ustawa niniejsza wchodzi w życie z dniem o,gło- 
szeni,a. 


( 


"\ 
-"i.\ 

 
, 


. . 


.. ,,:,.;. 
, ..\ .. ...ł'f1. 
',:-\ .. 
.;ł! 
. ;Ił" 



 

 .. 

 ."" 
..."t\ 
i 
 
. 
'
11, 
.. ' 
II 


.. 
". 
I' 
,. 
..- 

 . - 
... ";o,;:. ., ...,,;. 
"ł-" 
 
" 
'," 
t
_ 
i,..;' 
- /' 
'itł 
-
 
- __:

 I 
.. 


. ł 


- " 
,
-- 
.' 
. . 

 


I 
..",. 


223 


..t.... 


...
>>>
Imtyfu1 nJn
lu łł.oukiEg3 i Te[
n
ki Portowej w fi
yni 
Tow. Szkoły Handlu Morskiego i Techniki Portowej w Gdyni 
pod wysokim protektoratem 
Pana Prezydenła Rzeczypospolitej. 


Instytut Handlu Morskiego i Techniki portowej w Gdyni 
jest wyższą uczelnią zawo-clową, należącą du M. W. R. i O. P. 
J ma na celu dostarczanie, wciąż rozwijającemu się handlowi 
zagranicznemu Polski nowych wykwalifikowanych pracowni- 
ków w zakresie spraw morskich. 
Instytut posiada dwa wydziały: Importowo-Eksportowy 
i Budowlano-Portowy. Nauka na obu wydziałach trwa 3 lata 
(6 semestrów), przyczem wychowankowie zmuszeni są do od- 
bywania praktyk waka,cyjnych w miesiącach lipcu i sierpniu, 
Rok szkolny rozpoczyna się 1 października. 
Kandydaci, zgłaszający się do Instytutu muszą posiadać nie 
mniej jak 16 lat, oraz muszą złożyć świadectwo ukończenia 
6 klas szkoły średniej ogólnokształcącej. Absolwenci szkół han- 
dlowych czteroklasowych oraz tych szkół handlowych trzy.kla- 


".. 
I I I J 
'I 
łl 'I 

 
I' jj 
I . 
, 
 
- -- 
f, I 'I l I 
I ,1:0- 
Ił' ..". ..... 


.
 


Gdynia - Gmach Instytutu Handlu Morskiego i Techniki Portowej. 


sowych, które w programie nauczania mają matematykę i przy- 
rodę w zakresie gimnazjalnym, są przyjmowani na drugi kurs 
Wydziału Importowo-Eksportowego. Na drugi kurs tegoż wy- 
działu są przyjmowani również kandydaci, którzy otrzymali 


224 


---
>>>
promocję do klasy II Liceów Handlowych, względnie posiadają 
zaliczony rok studjów w Instytucie Nauk Handlowych i Ekono- 
micznych w Wilnie lub w Instytucie Nauk Handlowych i Orjen- 
talistycznych w Warszawie. Absolwenci innych Szkół Handlo- 
wych ohowiązaJni są ,złożyć egzamin uzupełniający z zakresu 
6 klas gimnaz;alnych wmyśl okóln1ka Min. W. R. i O. P. z dnia 
31 października 1927 r. (Dz. Urz. Min. W. R. i O. P. Nr. 14/1927 
P0Cl:. 243). 
Wszy:s'cy Ikandydaci na I kurs, z wyjątkiem posiadających 
maturę, mo.gą być poddani wstępnemu eg,zammowi sprawdza- 
iącemu 2Jależnie od decyzji Dyrekcji Instytutu. 
Słucha..cze po ukończeniu pełnego kursu nauki i złożeniu 
egzaminu końco'wego otrzymują Dyplom ukończenia Instytutu. 
Dwa pierwsze 
emestry na Wydziale Importowo-Ek .porto
 
wyan tworzą cykl 'Z,akończony - ogó},nahamdlowy i uprawni'ają 
do otrzymania świ,adedwa ukoń,czenia jednorocznej Szkoły 
przys'Posobien'ia handlowego. 
Do Lnstytutu są przyjmowani również słuchacze wolni. 
Kandydaci muszą s'kła.dać podania na imię Dyrektora In- 
IOtytUtu do dni'a 20 wneśnia. 
Do podań n,ależy dołączyć: 
1) ŚwiaJd'ełctwo !Szkolne i 
2) Życiorys wła'sn'olręcznie ,n,apisanYi 
3) Metrykę urod,zenia oraz 
4) 2 fo,tografjez ostatniej doby. 
Opłaty za naukę w Instytucie wynoszą: wpisowe 5 zł. i cze- 
we 600 zt rocznie, pł.atne w 2 ratach na początku każdego se- 
mes.tru. 
Całkowite utr.zymam:ie w interna.cie Instytutu wynosi !Zł. 125 
miesięcznie. 
Niezamożni wychowan1kowi,e mogą ubiegać się o przyznanie 
stypen'djum, które nl3Jstępnie OJbowiązani są zwrócić w -ciągu 6 lat 
pa uzyskaniu dyplomu. 
We w,gzelki,ch ,zbiorowych wystąpieniach 'Słuchacze obowią- 
zani są In'Olsić przepisowy uniform. 
SZlczegółowe inf.ormacje o ol1ga.nłzacji Instytutu można 
otrzymać: 
a) w Sekretarjacie Instytutu - Gdynia .szosa Gdańska, 
t'el. 16.40; 
,b) w Dyrekcji Państwowej Szkoły Przemysłowej w Byd- 
gosz,czy - Bydgoszcz, ul. Św. Trójcy nr. 11. 


225 


---
>>>
Gimnazjum Dr. Zegarskiego 
w Gdyni. 


Gimnazjum powstało w Gdyni na początku roku szkolnego 
1927/28. Założył je jako ,,2-klasową szkołę średnią koedukacyj- 
ną" na podstawie koncesji Kuratorjum akr. Szk. Pomorskie,go 
Dr. Teofil Zegarski, b. kurator i emer. wizytator szkół Minister- 
stwa W. R. i O. P. W roku szlkolnym 1928/29 przybyła klasa III, 
w roku następnym klasa IV a obecnie posiada gimnazjum klas 5; 
tak ,dobierając co roku jedną dalszą klasę stanie się rozwojow
 
to gimnazjum w roku szkolnym 1933/34 pełnem 8-klasowem. 
Od roku szkolnego 1928/29 posiada szkoła prawa szkół paó- 
stwowych. 
W pierwszym rO'ku swegO' istnienia liczyła szkoła 59 ucz- 
niów (31 chłopców i 28 .dzi,ewczynek), a w roku szkolnym 
1930/31 lic.zy 169 (105 chłopców i 64 dziewczyne1k). Sił nauczy- 
cielskich było w roku pierwszym 3, .obecnie jest 9, żeńskich I 
a męskich 5. Od rO'ku istnieje KołO' Rodzicielskie, a od lat 3-ch 
Koło Matek przy szkoae, które codz,iennie wy-daje ciepłe ŚDia- 
da.IDia uczni.om niezamożnym bezpłatn
e. 
Czesne wynosi oIbecnie po zł. 40,- m
es. w 3 niższych kla- 
sach a po zł. 50 mies. od kt. IV począWlszy. Przeciętnie 15- 
25 % młodzieży korzysta przyt'em ze zniżek i ulg aż dO' zupełne- 
go zwolnienia od opłaty czesne'go. 
Gimnazjum jest za'sadniczO' typu human'i'stycznego, przy- 
czem jednakże - .odpowie.dniO' .d.o charakteru Gdyni - kładzie 
się specjalny lIlaci:sk na naukę nowOiżytnych języków obcych: 
francuslkiego, an'gielskiego i niemieckiego. Wychowanie młD- 
dzieży ku umiłowaniu morza i zrozumieniu jego znaczenia dla 
Państwa Polskiego jest przewodnią myślą szkoly a wyroibienic 
silnych charakterów Q indywidualnem zabarwieniu oraz grun- 
towne wykształcenie naukowe uważa szkoła za swoje najważ- 
r.i,ej,gze zadanie. 
Największą bolączką szkoły był dotychczas brak odpo- 
wfedniego pomieszczenia. Do końca roku szkO'lnegD 1929/30 
zajmowała szkoła lokale gmachu szkoły powszechnej. Od pc- 
czątku bieżącego roku sz1kolnego mieści się w wynajętej przez 
dyrekcję willi na Kamiennej Górze ("Willa Promienna"). W nie- 
Ladługim czasie gimnazjum przenieść się bę-dzie mogł.o dO' wła- 


226 


-
>>>
....oL 


. 


snego, odpowiednio urządzonego i wyposażonego gmachu w po- 
bliskiem Orłowie - 2 klm. o-d Gdyni - gdzie zaciszne położe- 
nie wybranego miejsca, otoc.wnego ze wszystkich stron zale- 
sionemi wzgórzami, bardzo zdrowy i łagodny klimat, bliskość 
uroczej a spokojnej i latem i zimą zatoki morskiej da młodzieży 
spokojną atmosferę wychowawczą, zdala od zgiełku i gwaru 
budującego się wielkiego miasta portowego, zdala też od mę- 
czącego w Gdyni kurzu i od niebezpieczeństw zbyt ruchliwych 
ulic. Dojazd z Gdyni do szkoły jest bardzo dogodny: z je-dnej 
strony koleją (odległość z dworca do gmachu 5 minut) a z dru- 
giej strony przejeżdżają autobusy miejskie (Gdynia-Sopot y) jui; 
koło budynku szkolnego. 
Gmach szkolny jest na ukończeniu; mieści się w nim 8 wiel- 
kich sal klasowych, sala rysunkowa, dwie wielkie pracownie, 
gabinet przyrodniczy, sala bibljoteczna i gabinet dla pomocy 
naukowy,ch, pokój nauczycielski, gabinet dyrektora, kancelarja, 
szatnia, kuchnia i śniadalnia, ciemnia dla fotografów-amatorów 
i t. p. Do właściwego gmachu szkolnego przylega bezpośredniD 
wielka hala gimnastyczna, zbudowana według najnowszych wy_ 
magań, która służyć będzie jednocześnie jako aula. Tuż obok 
.ej hali gimnastycznej będą natryski dla młodzieży oraz gabinet 
leikarski i dentystyczny. W ten sposób uzyska gimnazjum zu" 
p ełnie nowoczesne pomieszczenie a Gdynia pierwszorzędn y 

mach szkolny, gdyż niezawodnie już w najbliższym czasie ca- 
ły teren od Gdyni aż poza Orłowo włączony zostanie do Wiel- 
k.iej G-dyni. 
Szkoła otoczona będzie -dziedzińcem wielkości 2 000 mi, 
l którym bezpośrednio łączy się plac gier i zabawo powierz- 
l.hni 6 000 mi i ogródki szkolne, posiadaj ące przeszło 2 000 m 4 
terenu, 


Nowy gmach szkolny przylega do piętrowej wielkiej will:. 
w której znajduje się mieszkanie dyrektora oraz wzorowy tak 
pod względem higjenicznym jak i pedagogicznym i n t e r n a t 
r o d z.i n n y, mający pomieszczenie dla 25 wychowanków 
(chłopców). 


227
>>>
Informacje o Państwowej Szkole 
Morskiej na rok 1930. 


. 


1. \Państwowa Szkoła Morska jest szkołą zawodową i w ro- 
zumieniu art. 11 o państwowej służbie cywilnej uważa się ją Zd. 
zakład naukowy wyższy. '(Dz. Ustaw Nr. 88/29 poz. 633) i podle- 
ga ona Ministerstwu Przemysłu i Handlu. 
2. Celem Szkoły jest przygotowanie oficerów pokła.dowycL 
1 mechaników okrętowych dla polskiej floty handlowej. 
3. .szkoła po.siada dwa wydziały - nawigacyjny i mecha- 
niczny. Nauka na każdym wydziale trwa 3 lata, w tem dla na 
wiga torów około 17 miesięcy pływania na statku szkolnym 
a dla mechaników na statku szkolnym i na parowcach morskich, 
oraz praktyka w warsztatach mechanicznych. 
4. Rok szkolny rozpoczyna się zasadniczo na ,początku pa- 
tdziernika po ukończeniu żeglugi letniej i trwa do czerwca 
Praktyka letnia rozpoczyna się w czerwcu i trwa do paidzier- 
eika. Urlopy wydaje się uczniom na ferje świąt Bożego Naro- 
dzenia i Wielkiej Nocy, oraz przed i po praktyce letniej. 
W 'czasie praktyiki letniej uczniowie wydziału nawigacyjne- 
go uczą się pod kierownictwem profesorów Szkoły i oficerów 
s.tatku obliczeń i spostrzeżeń astronomicznych i nawigacyjnych, 
prowadzą dzienniki okrętowe i chronometryczne, zaznajamiają 
8ię z używaniem ,przyrządów nautycznych, z olinowaniem i oża- 
gleniem statku, uczą się sterowania, sygnalizacji i wiosłowania 
uczniowie zaś wydziału mechanicznego zaznajamiają się z ob- 
sługą maszyn okrętowych, kotłów, silników i mechanizmów po- 
mocniczych. 
5. Po ukończeniu pierwszych dwóch kursów jednego z wy 
działów uczniowie uzyskują świadectwa dojrzałości typu mate' 
ma tyczno-przyrodniczego. 
6. Całkowite ukończenie jednego z wydziałów daje prawo 
_ po nabyciu ustawowego cenzusu morskiego - otrzymaniii 
dyplomu porucznika żeglugi małej względnie mechanika okręto 
wego III. klasy. Dyplomy te w miarę nabywania cenzusu, wy- 
maganego Ustawą z dnia 6 lipca 1923 r. (Dz. Ustaw Nr. 75, poz 
588), stopniowo zamieniane będą przez Ministerstwo Przemy- 
!łu i Handlu na wyższe - do dyplomu kapitana że,glugi wielkiej 
względnie mechanika okrętowego I. klasy włącznie. 


228
>>>
7. Od wstępujących do Szkoły wyma,ga się: 
a) wieku od H do 19 lat, licząc po dzień 11
pca 1930 r., 
b) ukończenia conajmniej 6 klas szkoły średniej pań- 
stwowej lub prywatnej z prawami, 
c) podd,ania się badaniu lekarskiemu przez Komisję le- 
karską przy Szkole dla oceny stanu zdrowia, przy- 
czem szczególną uwagę zwraca się na posiadanie 
normalnego wzroku, słuchu i czystej wymowy, 
d) złożenia egzaminów wstępnych z zakresu 6 klas we. 
dług programu szkół państwowych z języka polskie- 
go. arytmetyki, algebry, ,geometrji i fizyki. 
8. Pod,ania o przyjęcie do Szkoły należy nadsyłać do Se- 
kretarjatu od 1 do 2B czerwca, adresując: Dyrekcja Państwowej 
Szkoły Morskiej, Gdynia l, Szosa Gdańska. Podania powinny 
powinny być podpisane przez rodziców lub opiekunów kandy- 
datów, własnoręczność zaś podpisu musi być stwierdzona urzę- 
dowo. 
9. Do podania należy obowiązkowo dołączyć: 
a) metrykę urodzenia, 
b) dowód obywatelstwa polskiego 
c) świa-cIectwo szkolne, 
w oryginałach 
-cI) zobowiązanie na piśmie rodziców lub opiekunów sto- 
sowania się do przepisÓw szlkolnych i regularnego 
uiszczania należności za utrzymanie w internacie 
i podczas praktyki; podpisy na z.obowiązaniach po- 
winny być również urzędowo stwierdzone, 
e) dwie fotograf je kandydata o wymiarze nie mniej niż 
4 X 6 cm., zaświadczone urzędowo na stronie od- 
wrotnej, 
f) opłatę egzaminacyjną w wysokości 15 zł., nie podle- 
gającą zwrotowi. 
10. Podania bez wymienionych w pkt. 9 z,ałączników zo- 
,laną zwrócone. 
11. O ile Szkoła podania nie zwróci, oznaczać to będzie, 
że kandydat ma w terminie oznaczonym w pkt. 12 stanąć do 
tględzin lekarskich. Osobnych zawezwań Szkoła nie wysyła. 
12. Oględziny lekarskie rozpoczną się 2 lipca O godzinie 
B-mej rano w Gdyni w gmachu Państwowej Szkoły Morskiej, 


229
>>>
egzaminy zaś wstępne rozpoczną się po zakończeniu oględzin. 
Odrzuceni przez Komisję lekarslką tracą prawo do składania 
egzaminów. 
13. Rezultaty egzaminów ogłasza się w ostatnim dniu po 
Ich u'kończeniu. Nowoprzyjęci kandydaci otrzymają krótki ur- 
lop, poczem zostaną zaokrętowani na statek szkolny dla odby- 
cia żeglugi próbnej. Dopiero po jej odbyciu i w razie dodatniej 
opinji Komisji Okrętowej o nadawaniu się do służby morskiej 
nlicza się kandydata ostatecznie w poczet uczniów Szkoły. 
14. Nieodbycie żeglugi prólmej nawet w części lub uzy- 
skanie ujemnej opinji Komisji Okrętowej wyklucza zaliczenie 
kandydata w poczet uczniów Szkoły. 
15. Każdy kandydat przed zaokrętowaniem musi wylkaza
 
się posiadaniem następującego ekwipunku: 1 kompletu ubrani3 
t.r.iformowego, 1 płaszcza uniformowego (płaszcz zezwala się 

abyć dopiero po ostatecznem zaliczeniu kandydata w poczet 
uczniów Szkoły). 1 czapki sukiennej uniformowej, 3 białych do 
niej pokrowców, 6 koszul (w tern conajmniej 2 białych z gor- 
sem), 4 par kalesonów, 6 par skarpetek (w tem conajmniej 2 pa- 
ry ,grubych wełnianych), 6 chusteczek, 4 ręczników, 6 przeście- 
radeł, 1 poduszki o wymiarze 50X45 cm., 3 białych do niej po- 
szewek, 2 szarych wełnianych koców, 1 swetra granatowego, 
1 beretu granatowego (ustalone'&o wzoru swetry i berety należy 
:..abywać i w internacie SZlkoły), 2 par trzewików (z nich 1 para 
mocnych z grubej skóry) oraz 2 kłódek do zamykania szafek 
Wszystkie rzeczy powinny być znaczone literami właściciela. 
U wag a: Szczegółowy opis ubrania uniformowego wysyła się po 
Iladesłaniu 25 gr. znaczkami. Emblematy i odznaki szkolne są do na- 
bycia wyłącznie w Internacie szkolnym. 
16. Uczniowie i kandydaci pełnią na statku szkolnym 
wszystkie czynności załogi oraz obowiązani są prać sami swoją 
Heliznę, drelichy i hamaki. 
17. Jeśli podczas żeglugi próbnej kandydat przekona się, że 
iłużb;l morska jest dla niego za ciężka lub mu nie odpowiada. 
powir-:en przez swych rodziców lub opie1kunów prosić o zwol. 
1:c':eni" ze statku. które nastąpi natychmiast, jeśli statek znajdu- 
je SIę w 
rajuj o ill': statek jest zagranicą, zwolnienie następuje 
c
opiero po powror 
e statku do kraju. 


230
>>>
18. Przy Szkole istnieje internat, w którym wszyscy ucz. 
_,iowie O'bowiązani są zamieszkiwać. 
19. Nauka w Szkole jest bezpłatna, za utrzymanie zaś w in- 

ernacie i na statku oraz podczas praktyki letniej na rok 1930 
lIStalona została opłata w wysokości 1200 zł. rocznie, płatna 
z:góry w dziesięciu miesięcznych ratach po 120 zł. w okresie od 
1. 10. 1930 do 1. 7. 1931 włącznie. Każdy z kandydatów przed 
raotkrętowaniem obowiązany jest uiścić opłatę zgóry odrazu za 
:! miesiące, t. j. wpłacić do Kasy internatu 200 zł.; równocześnie 
musi wpłacić 25 zł. jako fundusz zwrotny wypłacany po ukoń- 
,::zeniu Szkoły lub w razie wystąpienia ze Szkoły z jakichbądt 
przyczyn przed je,j ukończeniem. 
20. Wszyscy uczniowie i kandydaci są przez Szkołę olbo- 
wiązkowo ubezpieczani od nieszczęśliwych wypadków. Opłata 
Ta ubezpieczenie wynosi obecnie 17 zł. rocznie i musi być wpła- 
cana corocznie nie później niż we wrześniu przez uczniów, 
. przed zaokrętowaniem przez kandydatów. 
21. Rada Pedago.giczna może przyznać stypendjum nieza- 
możnym uczniom ce,lującym w naukach i sprawowaniu się, no- 
woprzyjęci mogą wbiegać się jednak o stypendjum dopiero po 
1 lute'go 1931 r. Ilość stypendjów jest ograniczona. 
22. Uczniowie Szkoły ze względu na specjalny charakter 
przez się obranego zawodu są wychowywani w duchu dyscypli- 
ny wojskowej i stosuje się względem nich kary dyscyplinarne za 
przeikroczenie przepisów Szkoły i statku szkolnego. 
23. Pobyt w Szkole nie zalicza się do służby w wojsku i po 
ukończeniu Szkoły absolwenci są obowiązani odbywać obowiąz- 
kową służbę wojskową. 
24. Uczniowie i kandydaci są obowiązani no!'i:: wy!,!cznis 
przepisowy uniform. Na czas pobytu na statku szkolnym otrzy- 
mują oni od Szkoły drelichy; za korzystanie z nich płacą po 3 zł. 
miesięcznie. 
Kandydaci, zaliczeni ostatecznie w poczt uczniów wydział:. 
mechanicznego, są obowiązani wykazać się przed rozpoczęciem 
7.ajęć w Szkole posiadaniem 2 par granatowych drelichów, po- 
frzebnych do pracy w warsztatach szkolnych. 
25. Uczniowie są obowiązani posiadać własne podręczniki 
1 przyrządy kreślarskie. 


231
>>>
- 


Tytułem próby został otwarty w r. 1929 kurs maturzystów, 
na który przyjmuje się Ikandy-datów ze świadectwem dojrzało- 
ści pragnących uzyskać dyplom oficera pokładowego. 
Ze względu, że na kursie maturzystów jest zbędne naucza- 
nie przedmiotów ogólnokształcących, nauka na kursie maturzy- 
stów jest skrócona o rok i trwa tylko dwa lata, zamiast trzech, 
jak dla niematurzystów. Ukończenie kursu maturzystów daje 
pełne prawa ukończenia Wydziału Nawigacyjnego. 
U wag a: Informacje powyższe są ważne również na rok 1931, al. 
wyjątkiem terminu na'llsyłania ,po,dań i t. ,d., które Dyrekcja Szkoł,. 
ustali dodatkowo. 



- 

 ---- 


-:) 


ri r - 
'1 
 , ,:. 
. " 
, 

- 
 

Y"e 
!""


 
-g TI:C-- - = 


OBYWATELE! 
Przesyłajcie ksiqżki i pisma dla Ogniska Ro- 
botniczego im. Józefa Piłsudskiego w Gdyni. 
200 bezdomnych znajduje w niem stałe czyste! 
pomieszczenie i pożywienie za l zł na dobę. 
Uświadomienie i wiedza da nawet bezrobotnym 
pracę. 


, 


ZA TOWARZYSTWO OGNISKA 
PREZES: 
(-) Zuske, inż. dypl. 


232 


-
>>>
-
>>>
III : III: III: III: III:: III: III : 
III 
- 
- 
- 
III 
- 
- 
- 
III 
- 
Ul w sklepie fabryki wyrob6w burlztynowycn == 
== III 

 Piotra T rześniaka m 
III ::: 
::: III 
III ::: 
== III 
III == 
== III 
III ::: 
== III 
III == 
== Rzadka okazja zakupu cennej rze- III 
m czy, czysto polskiego pochodzenia fi 
iii wprost po cenie fabrycznej. :: 
::: III 
III ::: 
== III 
III ::: 
I' I == III == III E III:: III = III = III = III = 111= III = III:: III: 


r... ...c;.iM.NAzj.u iV\....... 


 , lU I _ 1 3: 
i O :; Dz .m 
:3: \ -;0 VI 
BĘDĄC W GD I'
 
I N. .) C 
. " j ' k l , I tk ": W T O R U N I U 
nie zapomnI CIB za up c pam ą I.. '1..............11......................... 


. 
przy ulicy Podjazdowe] 
obok dworca kolejow. w GdynI. 


RESTAURACJA I 
W. BEDNARSKI Poleca 
Gdynia, ul. Święłoiańska Śniadania - Obla 
dom wlasny Kolacje 
Bufet obficie zaopatrzony w zimne I gorące zat 
Wina, wódki I likiery krajowe I zagraniczne 


BA!1 


. 
, 



 .,
. 
.
 ..... ... ..... .' ... . .... ... . .,0 iii. .' "...
. .... ". . .. ...
. .,. -,
. .. .:. .. _."'.
>>>