Korespondencya Filomatów ; T. 4

% e & 


,... ...
"'.." ,,
łt . . 


.ły1lf!}.' 


ł 


....
.... ...;- 


Bł. lOtc a 
Główna 
UMK Toruń 


_. 


0311{'. 
.1 
;t/t
>>>
ł 
I 


.f' 


 
f 


7 "1(. 
z.x [t!Jr!f 
c/1!.V zi krtijl« 


,
>>>
. 


. 
t 


" 

! 
I 


. 


t 


. - 


..a.
>>>
- 


- 


I. 
'I 
j'. 
I . 
'. 
. 
I 
I . 
\' 
'I 


l .
>>>
,. . 


'I 


I. 


I 
\' 


KORESPONDENCYA FILOMATÓW
>>>

>>>
ARCHIWUM FILOMATÓW CZĘŚĆ I 


KORESPONDENOYA 


1815-1823 


WYDAŁ JAN CZUBEK 


TOM IV 


1821-1823 


KRAKÓW 1913 
NAKŁADEM AKAD. UMIEJ. I TOWARZYSTWA 
DLA POPIERANIA WYDA. WNICTW AKADEI\UI.
>>>
03 ł1 O 


Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie 
pod zarządem Józefa Filipowskiego. 


.D :ltJcoj'Lf 


l
 


\ 


\ 


---------110...
>>>
.. 


CCCCXXXIII. Pietraszkiew. do Czeczota. 


"(3/15 wrzdnia 1821, \Varszawa]. 
* 15 września 1821, Warszawa. 


Zdrowia i pomyślności Onufr. 
Niemasz podróży, ażeby nie było zdarzeń, przy- 
padków; niemasz miejsca, ażeby nie było nowin 
i wiadomostek: obficie ich na wsi, obficiej w War- 
szawie. Ja tak mam czas krótki, bo jutro jadę do 
Lublina, że nie będę mógł szczegółów dotknąć. A na- 
przód w Grodnie pasportu wydać nie chciano, a dla- 
czego? Nie miałem świadectwa marszałkowskiego, 
a pasport w Wilnie brany, w Wilnie zamieniony być 
powinien na inny; stawię się u gubernatora gro- 
dzieńskiego, ażebym odebrał odpowiedź, że bez wy- 
żej .vymienionych warunków pasportu nie dostanę, 
Co tu robić? Łeb pęka! Dalej ja po obręcze udałem 
się do Styczyńskiego] sowietnika, któregom poznał 
w podróży mojej niegdyś z Golańskim 2. Po przypo- 
\ mnieniu się dalej do interesu; we dwie godziny jest 
pasport; ale cóż, czwartek stracony i połowa piątku, 


. Wincenty S t)' c z Y li s k i, sowietnik Izby skarbowej grodzień- 
skiej. . Zapewne Filip Nereusz G o I a ń s k i, Pijar (ur. t 753, um. 
1824), autor dzieła "O wymowie i poczyi«, profesor w uniw. wil. na- 
przód literatury polskiej i łacińskiej, później filozofii i teologii. 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. t 


........ 


.J
>>>
2 


musiałem sowito opłacić się Izraelcom grodzieńskim 
już z powodu szabatu, iż też wielu z nich udało się 
na jarmark do Świsłoczy. Jadę w sobołę, () 12 przy- 
bywam do Białegostoku. Kogóż tu szukać! Michała] 
a potem Zygmunta 2. .. niema. Tam [do l biesa! Wra- 
cam do karczmy na mieszkania, czekając, abym rano 
ruszył z Białegostoku w dalszą podróż. A że zapachy 
izraelskie nawet i w szabas nie bardzo przyjemne, 
zakupiwszy za 6 groszy gruszek, bo Białystok ma 
wyborne sapietanki, idę do ogrodu i na pagórku za- 
jadając gruszki, dumałem. Ale skorom je skończył, 
jakkolwiek miejsce powabne, musiałem się ruszać, 
abym nie usnął, bo Morfeusz coś bardzo około mnie 
poczynał. Wtem spotykam Hejdatela 3 , DziekOł1skiego'; 
więc w podróż do Zwierzyńca, a powracając, gdy 
i słońce dogrzewało i w cieniu siedząc, ten i ów za- 
silał się piwem, więc i my przy posępnych jodłach 
usiedliśmy na murawie. Nie chcąc należeć do liczby 
odszczepieńców, poszliśmy w ślady Białostoczaninów 
i szklanice czarnem i gorzkiem piwem napełnione 
spełniwszy i ogród obejrzawszy, każdy do swojego 
wrócił mieszkania, ja pod godło »Butelki i kieliszkal, 
nie mogę powiedzieć szklanki, bo choć w złe piwa 
Białystok obfituje, przecież go w mojej nie było kar- 
czemce. Ostrzega się, że i kawa w Białymstoku po- 
dlejsza, aniżeli u Teresy 6 - ja oszukany raz przed 
dwoma laty, że porcyi nie mogłem dokończyć, tak 
była smaczna, chętnie zgodziłem się, a przemyślna 
lzraelka zgotowała kawę; a tu dodać muszę, ażeby 


" 


l Rukiewic7a. . No\Vicł..iego. 8 Jan Hej d a t e I z ob- 
wmlu bialoslOckiego, Filaret, przewodnik Zielonego (fizycznego) grona. 
. \\' "Spisie« nie umieszczony; I\lichała D z i e koń s k i e g o, Fila- 
reta, wymienia O
taszewski w Heleniusza "Wspomnieniach« II, 29 1 , 
a dekret (Krechowiecki I, c. 307) pomiędzy nieooszukanymi. 
fi Studencka kawiarnia Teresy w Wilnie.
>>>
3 


, I 


nigdy u Żydów kawy nie pijać, bo i nie warta i drogo 
zdzierają! !! Cóżkolwiekbądź, postanowiłem umówi- 
wszy Żyda [za] 12 mbli, jeślibym sam jeden jechał, 
a 9, jeśliby 'on przybl'ał towarzysza podróży, posze- 
dłem wyprawić Hejdatela ; a wtem, kiedy ostatnią 
przechodzi m uliczkę, spotykam Michała. Wszeteczny! 
ledwiem go trzewikiem jego własnym nie obił; napi- 
sał, że do 1-0 bawi w Białymstoku, a tymczasem wy- 
jachał. Ale samo przypomnienie, że wrócił, kazało 
zapomnieć o wszystkiem; więc do niego, udarował 
gmszkami podróżnych. Mnie do ogrodu wprowadził; 
osądźcie, czy nie pl'zyjemna rozmowa, szpikowana 
gruszkami, śliwkami! Ja upewniam, że nigdy się 
przyjemniej nie bawi m w ogrodzie, jak kiedy drzewa 
uginają się pod owocem, bo to i estetycznie ślicznie 
i człowiek syt. O 5-tej wieczorem wyruszyłem na 
Cicchanowiec l do Warszawy; czemu nie na Tykocin. 
gdzie i kufle i piwo nie złe, a zatem łatwiejsza prze- 
prawa? Tymczasem konie nie najlepsze, a do tego 
jeden zaczął chromać; żyd wlókł się powoli. O 4 
w poniedziałek przybyliśmy do Ciechanowca. Na- 
tychmiast na komorze uzyskałem podpisy pasportów 
i mam dalej jechać: Żyd w projekta, abym się zabie- 
rał z kupcem, że we wtorek mORę stanąć w Warsza- 
wie, że z nim ledwo we środę, że koń chromie etc. 
etc. i tym podobne uwagi skłoniły mię do przyjęcia 
proponowanej z kupcem podróży, osobliwie, że za 
godzinę miał wyjechać. Z tem wszystkiem długi 
przybór, słońce zaszło, gdyśmy u rogatek stanęli: za- 
warte; oświadczają, że trzeba czekać do jutra, że pod- 
pisów nie mogą dojrzeć na pasportach, że zakollJ'2 
nie pozwalają pnepuszczać. Kończy się nareszcie na 


\ 


1 Ciechallowiec - m. nad rz. Nurcem lIa Podlasiu. 
· z ros}'jska: p r a w a. 


1*
>>>
4 


tern, że pan kupiec dwie wazy zafundował, i skoń- 
czyło się; ja na to z boku patrzyłem. Jeden, który 
 
podpisywał pasport i do dyrektora go nosił, a ode- 
mnie niewielką wziął sikorkę, radził na stronie, abym 
się udał do dyrektora, gdyż mnie zatl'zymywano, 
a kupcowi rogatki otwarto. Dałem się namówić, daję 
parę złotych: nie chcą; kupiec przejeżdża rogatkę, ja 
zostaję. Proszę, nakoniec grożę i do dyrektora idę; 
wyrozumiały człowiek: zakony nie pozwalają przeby- 
wać w tym czasie rogatki. ,da rozkazać nie mogę, 
bobym popadł w podejrzenie, ale trzeba im coś ofia- 
rować, a puszczą«. Przydał mi naziratela jakiegoś ka- 
pitana; wreszcie opłaciwszy, ruszyłem w podróż. Ku- 
piec bawił się długo na komorze polskicj i zaledwie 
po północy wyjechaliśmy z Ciechanowca. We środę 
o 7 z rana stanąłem w Warszawie, znalazłem nomi- 
nacyą na nauczyciela w Lublinie z pensyą 2000 złp. 
Stancye drogie, jak słyszałem; czego będę uczył, nie 
wiem, zakończy się na tern, że kwasów zażyję, bom 
się spóźnił. 12 rozpoczęły się szkoły; ja jutro jadę, 
ledwie we wtorek stanę. Cóż robić? Trzeba cierpieć. 
Bywajcie zdrowi! 
15 września 1821, Warszawa. 
(Dopisek): Proces o kl'ólobójstwo 1; Dyaryusza 
ksiąg 4 2 ; Acta Conventus Thoruniensis 3; Stanislai 
Konarski de religione 4; Relacya Deputacyi i Annexa 5 ; 


1 Processus iudiciarius In causa StanisIai Augusti. Warszawa 1774. 
Wyszedł takte po niem. p. t. Process widel' die Konigs-Miirder. Stuck 
l-VIII, Warszawa 1773. I Niewątpliwie mowa o Uyaryuszu sejmu 
czteroIetnie!(o (1788-1791). · Acta cOn\'enhls ThorunclIsis A. 1 b4 5 
in septembri, octobri et novembr; ceIebrati pro ineunda rationc com- 
ponendarum dissldiarum in religione I)er regnum Poloniae. Varsaviae 
A. D. 1b46. . Stanisław K o n a r s ki: De reIiRione hone.torum 
hominum. Warszawa 1771. · IRnacy Tański: Relacya deputacyi 
do egzaminowania oskarżonych o bunty. Cz. l. Glosy przy relacyi, 
Annexa. \Varszawa 1790.
>>>
5 



 


Uwagi Russa nad Rządem polskim]; O własności for- 
tun kobiecych
; Manuale Iuris publici Poloniae 3; 
O Poezyi 4; Organizacya Notaryuszów 6. Nauka dla 
włościan 6; Jędrzej Drelicharz 7 - odsyłam. Recenzyą 
(zapisów 4 i katalogów troszkę) Józefowi proszę ode- 
mnie ofial'ować »Sur Moses Mendelsohn«; zapewne 
musi mieć jego dzieła, a zatem niech ma i uwagi. 
»Systeme. de la nature pal' Mirabeau« za 8 złp. mieć 
może, ale chyba później; niech napisze. 


CCCCXXXIV. Malewski do J eżowskiego. 


[4/16 września 1821]. 


4 września 1821, Szczorse. 


Józefowi Jarosz 
z(drowia] i p(owodzenia]. 
Musis:l już siedzieć w Wilnie, bezpiecznie przeto 
piszę. Dotąd nasi rozsypali się, jak mrówki, po świe- 
cie; teraz zapewna zbierają się na powrót, za tym 
powrotem i ja spodziewam się listów, których bardzo 
potrzebuję. Miesiąc przeszły zbił mię zupełnie z toru, 
zdało mi się, że żyję tylko dla oczu, dla fortepian a, 
i t. p. Zaczynam trzeźwić się z upojenia; to jedno, 
to drugie staje na myśli, zakręci się, obudzi przykre 
wspomnienie i zniknie. Łatwo stąd ty i inni poznają, 


l Jan Jakób R o u s s e a u: Uwagi nad rządem polskim. Wyd. 
W ojc. Turskiego, Warszawa 1789. . Gabryel T a s z y c ki: Rzecz 
o własności fortun kobitlcych. Kraków 1792. . Józef Andrzej Z a- 
ł u s ki: l\1anu"le iuris publici Poloniae. Varsaviae 1764. . Jeżeli 
tytuł ściśle podan)', to b"dzie: Ludwik Łęt o w s ki: O poez)'i. Po- 
dróż do rzeczypospolitej uczonych, powieść przez Ł. Warszawa 1816, 
· Organizacya notaryuSLów i bzk,)ł prawa z dodatku do kodeksu 
cywilnego francuskiego. Warszawa, w)'d. 3, 1812. . Tomasz Wo- 
I i c ki: Nauka dla włościan, jak mORą żyć swobodnie i wesoło... War- 
szawa 1821. ' W Bibliografii Estreichera nie udało się odszukać.
>>>
6 


że bez listów. któreby mnie wyszturchały, wyszczy- 
pały, będę ciągle pił piwo, chodził po stancyi, lub po 
alejach, grał w bilard i śpiewał Quand je lJOUS vois. 
 
aryą ulubioną, i nucił drugą, którą Tomasz cierpkiej 
pamięci niech tobie powtórzy. Wiesz już od niego 
samego, jak mi niewczesnym konceptem. a tern go- 
rzej, że to pochodziło z owej głupio wiecznej chęci 
podobania się, wiele popsuł i drobnego zmartwienia 
przyczynił. To było powodem, że mu nic a nic o wa- 
żniejszych rzeczach nie mówiłem; coś mię wewnątrz 
pikało, ilem razy usta otwiel'ał. Zresztą deszcz już 
wypadł, niebo czystsze; zapominam o przeszłości, 
i proszę cię, abyś z nim pogadał o szkole szczorsow- 
skiej i zamiarach Chreptowicza. Na takl pedagogią, 
jakiej wymaga metoda Lankastra, wszyscy zgodzić 
się powinni, głosuję, ile gardła staje. Wszakże nie 
tak nagłe są to rzeczy, odłożemy do oktobra. bo te- 
raz pisać mi się nie chce. Do nowin w szkole należy 
list, do uczniów przez samego Chreptowicza napisa- 
ny, w którym winszuje, że umieją czytać, i żąda, aby 
odpisali, czy są z tego nowego postępu kontenci i czy 
go kochają, 12 jabłek weźmie, kto najlepiej odpisze. 
Powtanam naj mocniej prośby o Turka l i o Fran- 
kera 2. Tomasz wie, na co potrzebuję. Adam pisał 
z Ruty, zapraszając mię na obiad; jeszcze się nie wy- 
brałem. ale wkrótce pojadę. Widziałem się z nim 
w Nowogródku. opowiadał mi swoje z MaJ'yą przy- 
gody; słuchałem z rozrzewnieniem i ze złością. To 
jest miłość prawdziwa, jaką pojmowałem sobie kiedy- 
kolwiek. Dusze dwie b)'ły dla siebie przeznaczone i od 


I K. W. Ch... T ii r k: Leitfaden zur Behandług des Unte....ichls 
in der FonnclI- ulld GI.i;
sellłehre. Mit 14 Kupfem. Bcł-łill 1818. 
. L. B. Fr. F r a n c o e u r: Le dessilI lineaire d'apres la methode 
de l'enseigl1tllnent mutuel, dediee ił la Societe d'illslruction elementai..e, 
Paris 1819. 


.
>>>
7 


dzieciństwa kształciły się jedna dla drugiej. Pierwsze 
spotkanie się łączy obiedwie na zawsze, w obu roz- 
nieca płomień mocny. palący. Potąd działało przyro- 
dzenie; odtąd ludzkie przywidzenia działają i szczę- 
ście, które gdzieś było zgotowane, idzie, jak kamień 
na dno! Zapominam się, że list obszedłby się bez te- 
go wyboczenia; lecz cóż, kiedy więcej nie mam czego 
pisać, chyba uczynić wam kilkadziesiąt zapytań, na 
to zaś ćwiartka już przy schyłku nie wystarczy. Wy- 
bieram ważniejsze. Co się dzieje z wami, a miano- 
wicie z tobą, gdzie i jak mieszkas7? Gdybym mógł 
mieć taki, jak ze Szczors, stancyobraz ! Co robisz, kto 
cię odwiedza? Dołóż resztę od siebie zapytań; wi- 
dzisz, że to się daje rozci'lgać do nieskończoności. 
Ojciec mi pisze, że do niego Pełcz)'ński pisał I za tobą. 
Objaśnij mię. bo nie rozumiem. Jeszcze wiem od oj- 
ca, że Tow[arzystwo)2 jakieś uczniów zawiązało się 
do dawania sobie pomocy. Nie spodziewam się, żeby 
to było coś błahego; nie mam nic od was, nie wie- 
rzę, żebyście wy wpływali, cóż to więc znaczy? Po- 
dobno, że my dla kogoś oraliśmy. Czy Komitet N[a- 
ukowy] będzie po 15 septembra? Kto z c[złonków] 
jest na miejscu? Kto będzie otwierał? Czy Szerok 
znalazł miejsce dla siebie, czy będzie gdzie przycze- 
pić Aleksandra i Jerzego Mickiewiczów? Czy w Wil- 
nie jest Jundziłł? Mam mu posłać Ruliera B, który raz 
już posłany, zwrócił się. Czy Klukowski list odwiózł? 
Bardzo jestem o to niespokojny. Co Waszkiewicz 4 ? 


1 Por. t. III, (08. . !\1alewski widocznie źle zrozumiał 
doniesienie oica; było to »Towarzystwo wspierania niedostatnich 
uczniów uniwers
.teckich", które Szymon l\lalewski jako rektor za- 
twierdził d. 26 sierpnia 1821. (Por. bros.luckę ..Towarzystwo wspierania 
niedostatnich uczniów uniwersytetu«. \\'ilno IS:lI). 8 CI. C. 
R u I h i e re: Histoire d'anarchie de Pologne et de demembration de 
cette repnblique. Paris, 3 ed. 1819. 4 vol. 
· Jan Waszkiewicz (ur. 1797. um. 1839), był wtedy zastępcą. 


-------
>>>
8 


Co Maryan]? Co pieniądze, czy będzie sala 2? Chciał- 
bym z zebranych pieniędzy stały zrobić kapitał, emu- 
lując z Tow[arzystwem] Typoglaficznem. Nie mówią 
tam czego o mnie z okazyi śmierci Ołdakow[skiego]S? 
Nowicki 4 czy przeniesiony do Świsłoczy? Na te py_ 
tania, które papier urywa, nie ty jeden masz odpisy- 
wać, ale wszyscy; powiedz im, że proszę o listy, jeśli 
to nie pomoże, przypomnij, że ja przez 3 lata byłem 
otwartym dla wszystkich korespondentem. Poczta do- 
chodzi we środy i niedziele. 


CCCCXXXV. MaJewski do Jeżowskiego. 


[5/17 września 1821, Szczol"sep. 
W czoraj napisałem list mój własny, dziś piszę na 
twój odpowiedź. Oprócz przysłanego od Czeczota do- 
stał mi się jeszcże mały przypiśnik w liście od Sobo- 
lewskiego, do którego przed kilku dniami pisałem. 
W jednym i w drugim żądasz wiadomości odemnie ; 
masz je w tamtym liście (NB. nie zapomnij spalić) 
i sam o;ądź, czyli jestem w stanie pisać tyle i o tem, 
ile i o czem dawniej pisałem. Tern smutniejsze było 
dla mnie doniesienie o twojem zdrowiu. bo kiedy ja 
nic robić nie mogę, a ciebie zły humor i katar nie 
opuszcza, niernasz na kim polegać i za kim się ukry- 
wać. Przyjazd do Wilna, lubo, jak widzę, nie po- 
myślny, może naprawi ci zdrowie, lecz czasu umniej- 


nauczyciela prawa i historyi. M. zapytuje, czy 
lfii nie zanosi na po- 
wołanie Walizkiewicza w miejsce zmarłego Ołdakowskiego. 
1 p i a s e c k i, · na wykłady hodegetyki; por. str.100. 
I umarł 13 czerwca 11121. . Zygml.nt. . B. d. List widocznie 
pisany nazajutrz ("wczora«) po liście poprzednim (Nr. CCCCXXXIV); 
jestto odpowiedź na list, który Malewski jut po napisaniu tamtego listu 
-(Nr. CCCCXXXIV) od Jetowskieg-o tymczasem otrzymał.
>>>
9 


szy. Słuszna, abyś wezwał kogoś do pomocy w obo- 
, , wiązkach guwernerskich. Chodźko 1 np., któ[ry] nic 
nie robi, zacóżby ci godziny nie umniejszył, a o ma- 
tematyka nie powinno być trudno. Tym sposobem 
może znajdziesz czasu na napisanie organizacyi K[ 0- 
mitetu] N[aukowego], bo ja tem nie mogę zajmo- 
wać się teraz. Co to za cel daleki myślisz za- 
mierzać? Ja się nie zgadzam, aby ten cel miał być 
im wiadomy. My o nin
 wiedzieć możemy; oni, jeśli 
się dowiedzą, to n a p r z ó d wielu się zrazi, p o w t ó re 
z tych, którzy iść zechcą i poddać się przepisom, 
wielu pójdzie swoim dworem. Zresztą nie popieram 
moich wniosków, nie wiedząc, czego żądasz. Że ho- 
degetyka i języki są najpierwszej potrzeby, temu nie 
tylko nie przeczę, ale owszem manibus pedibl/.
ql/e 
bronię. Języki .jednak nie mogą być inaczej, tylko za 
opłatą dawane i to nie przez naszych mistrzów; ro- 
zumie się, że temu prawidłu nie podpada język ła- 
ciński i gl'ecki. Jestem zawsze za kursami półro- 
cznymi, bo nauki elementarne, wykładane dla tych, 
którzy mają pojęcie już nieelementarne, jeśli będą 
szeroko wykładane, będą bardzo wodniste i sama za- 
prawa zniknie. Gdzież mamy nauczycieli, którzy by 
cały rok potrafili utrzymać i zaintel"esować uwagę? 
Wszak na jeografią jeszcze nikt się nie znalazł? Kursa 
elementarne chcesz przywiązać do drugiego półrocza? 
Nie rozumiem. Języków cały rok trzeba się uczyć; 
za 3 lub 4 miesiące początków nawet nie powezmą. 
Nadto są kursa nieelemental"ne bardzo potrzebne; 
koniecznie należy zostawić pole do popisu młodym, 
którzy elementarnego wykładu nie zechcą się podjąć. 
Gdzież się to wszystko pomieści, kto będzie tego słu- 
chał? Stoję więc PI'ZY ukończeniu kursów elemen- 


, Dominik.
>>>
10 


t[arnych] W pierwszych 5 miesiącach. Jeśli WaUs nie 
przyjdzie do skutku, Szaniawskiego] zapewna należy 
przebić. Mówiłem o tem z Onufrym; to mi człowiek: 
przyjechał odwiedzić, kiedy ci drągale siedzieli w No- 
wogródku 3 dni i nie raczyli nawet oznajmić, że sie- 
dzą! Piszę quid pro quo, bo już mię czeka walec na 
4 ręce. Czyje dwie drugie, odgaduj! Ważniejszego 
nad wszystko przedmiotu usadowienia się naszych 
nie mogę teraz dotykać, a podobno i gdybym mógł, 
nicbym skutecznie nie doradził. Szerok niech pamięta 
na moje rady, Kazimiel'z niech przeczyta list mój od 
deski do deski, Waszkiewiczowi, papieru nie staje, 
żebym dowiódł potrzeby. Ty oddaj listy Zawadzkie- 
mu, Kontrymowi, Potockiemu. Mój Boże, co tu na 
głowie jeszcze obowiązków! Włosy powstają, jak so- 
bie przypomnę! Co z tego będzie? Trzymajmy się, 
jak można. Nowiny l\1aryana, o któl'ych pisał Sobo- 
lewski, u mnie wiary nie mają. 


CCCCXXXV I. Malewski do T. Zana. 


[5/17 września 1821, Szczorse] '. 
Tomaszowi Jarosz 
z[drowia] i p[owodzenia]. 
Parcere subiectis, debellare superboss. Dumne 
trochę godło, ale do mnie przypadają(:e. Zrobiłeś mi 
przykrość, żałujesz tego zapewna i jabym żałował, 
gdybym o nie.i nie mógł zapomnieć. Daj rękę, nie 


l Pur. t. 111,390,3. . B. d. Poniedziałek (na kOl',cu 
lislu) po 4 września jest 5 września 1821. List pisany 'w tym samym 
dniu, co Nr. CCCCXXXV do Je1:owskiego, jak to wskazują słowa: 
" . . . prócz Komitetu Naukowego, o którym p i s z.. do Jeta«, 
3 Verg. Aelł. VI.
>>>
11 


potrzeba i lctejskiej wody, zwłaszcza, kiedy byłeś tak 
dobry, żeś mię już dwoma listami obdanył. Ostatni, 
ważniejszy od pierwszego, wczoraj odebrałem na obła- 
wie i odczytałem w lesie, gdzie z dwiema pięściami 
czekałem na wilka. Werbunki, jak widzę, nie ustają, 
spodziewam się, że i ty lada dzień za
iądziesz. Kura- 
tor musi być bardzo nizko; ale jakżeby dobrze było, 
gdyby za przyjazdem swoim znalazł zagajom} przez 
Szeroka matcryą o szkołach Lankastra. Zawisa to za- 
pewne od wielu okoliczności; ale pomówić nie szko- 
dziłoby, zwłaszcza. że chwalił książki do Kowna po- 
słane 1. Pytasz mię, co masz robić ze Stefanem 2. Ue 
uważałem, jest trochę hultaj, w nauce nie postąpi, 
w życiu będzie roztrzepany. Dla takich szczelna woj- 
skowa służba najlepsza; może być wybornym ofice- 
rem. Lecz jeśli go możesz jeszcze 2 lata przetrzymać 
i zyskać więcej powagi, niż miałeś dotąd, obróć do 
prawa i każ mu się zapisać w tym roku na Daniło- 
wicza, KapelIego bez kanonów, Znoskę, Lelewela 
i Grodka. Język łaciński i francuski głównie go zaj- 
mować powinien. Więcej obciążać go nie trzeba. 
Z powodu Stefana pl'zypominam sobie Aleksandra s, 
który koniecznie na grecką literaturę chodzić w tym 
roku powinien. Co będzie z Jerzym 4, nic do mnie 
ani Adam, ani wy nie piszecie. O tobie samym naj- 
lepiej za powrotem rozmówiemy się, bo to od wielu 
pytań poprzednich zależy. Jeśliby Aleksander potrze- 
bował książek jakich, można otworzyć mój kufer 
skórą obity; klucz od niego w szufladzie, od której 
klucz ma Czeczot. Dziękuję za ustawy Towarzystwa; 
jest to, jak widzę. Reformatów 6 dzieło, a w szcze- 


t Por. . Stefan Z a n - najmłodszy brat Tomasza, 
· Mickiewicza. · MicKiewiczem. i T. j. zreformowanych 
Masonów; por. str. 7, uw. 2.
>>>
12 


gólności Kontryma. Piękny zamiar! Powinieneś za- 
raz, quo reprezentant wejść tam i zapłacić 3 ruble 
z kasy l zal'az bez zwłoki. Rektor, że milczy, wcale 
się na to opuszczać nie należy, owszem zalecać jak 
największą ostrożność. Dziwi mię bardzo, że nic 
O sali nie piszesz, jestto conditio sine quo 11011. Stan- 
cye, gdzie Czeczot, kto zajmuje? Nie pozwalajcie tam 
wnosić się nikomu więcej, bo Zw[iązek] P[rzyjaciół] 
potrzebuje miejsca, a to jest najdogodniejsze. Pocó- 
żeście puścili Adama \!? Widzę ze wszystkiego, że bę- 
dziecie musieli filom[ackie] p[osiedzenia] odkładać aż 
do oktobra; gdyby się udało przeciągnąć wszystko 
do tego c.
asu prócz K[omitetu] N[aukowego], o któ- 
rym piszę do Jeża, byłoby bardzo dobrze. Poradźcie 
się między sobą. Ja wiem tylko dokładnie, że tu ni- 
czem się dla was nie przysłużę. Znowu przeszkody, 
muzyki, polowania. To mię odurza, a pl'zyznam się, 
że odurza przyjemnie. Unikać tego nie każe mi moje 
zdrowie. bardzo coś, jak uważam, chore. Bezsenność 
w nocy tydzień mi już dokucza, wynagradzam szpa- 
cerami między lipy. Szkoda tylko, że zimno coraz 
się wzmaga. Poniedziałek. Na moje pytania w liście 
dawnym do Jeża czekam odpowiedzi pocztą. 


CCCCXXXVII. Malewski do Jeżowskiego. 


[7/19 września 1821, Szczorse]'. 


Środa. 


Jeżowi Jarosz fortecy. 
Nigdym, do ciebie pisząc, nie obrzynał papieru; 


t T. j. z kasy Tow. Filom. 8 do Kowna; por. Nr. CCCCXL. 
. B. d. »W poniedziałek z rana pisałem do Tomasza«; środa po 
poniedziałku 5 jest d. 7 wl.ześnia 1821.
>>>
t3 


teraz pilnie bardzo ze wszystkich ostrzygałem rogów. 
Cóż stąd za wniosek? -- Oto, że mi się wcale pisać 
nie chce. W poniedziałek z rana pisałem do Toma- 
sza; pisać do ciebie przeszkodziło polowanie, z któ- 
rego wróciliśmy około 5. Głowa mi mocno bolała, 
siedziałem cicho na pół śpiący, wtem otwarte drzwi 
dały mi widzieć owe damy, które przy Zanie wy- 
jeżdżały do Bieszel'ikowicz. Wystaw moje zdziwienie 
z tak rychłego powrotu i nie pytaj o nic już więcej. 
Tl'zeba być przedmiotem tylu grzeczności, tylu petit.s 
.soin.s, które kobietom tylko są właściwe, aby cały 
czas dla nich poświęcić, grać, skakać, służyć i wisieć 
na skinieniu powieki. Forteca 1 była wypadkiem go- 
dnym zająć kartę w dyaryuszu twego życia; mnieby 
papieru nie stało, gdybym pisał rozmowy i w nich 
aż zbyteczne moje pochwały. Mieszkam od nich przez 
macieńki kurytarzyk. O 11 wczora rozeszliśmy się 
z sali; miałem przy wyjściu 4 bon .soir Mr, Fr011foi.s, 
i jeszcze z cicha: cher Mr, Francoi.s. Powracam do 
siebie, nucąc z radości, kiedy po ciemku słyszę, tuż 
przy mojej stancyi: Bon .soir encore, tranquiIle nuit; 
odpowiedziałem: Si c'e.sf po.s.sible. Cóżbym przed ro- 
kiem powiedział o tych pannach? - To, co powie 
teraz Czeczot, Kazimierz, ty i cała wasza archandryja. 
Kochają się, chcą uwieść młodego chłopca; jeden 
jest: nie dziw, że koło niLgo tal'icują. Ja wcale ina- 
czej trzymam, a te domysły przychodzą mi wówczas, 
kiedy wasze przybieram postaci. Teraz, gdy to piszę, 
Krzyś (karzeł, odwieczny agent w romansach) oddaje 
mi »dzieńdobry«. Mamże wzajemne życzenia powie- 
rzyć jego ustom? Nie, tneba pójść samemu; pójdę. 
ale głupia etykieta każe mi jeszcze czekać godzinę. 
W stydzę się wszetecznej myśli o Krzysiu; już ją wy- 


1 Por. t. III, 411, 3.
>>>
14 


mazałem u siebie. Ułani i jeden półułan pękają ze 
złości, dogryzają mi, jak mogą. Bronię się i tryum- 
fuję milczeniem; to jest najpewniejszy sposób ich po- 
niżenia. Teraz mogę odpowiedzieć na koniec twego 
listu, rozwiązać zapytanie, nad którembym dawniej 
głowy łamał: czy ty przejdziesz do mnie, czy ja 
w r ó c ę do ciebie? Proste rezonowanie. Kobiety, 
panny (nie lubię myśleć o innych kobietach), jak 
mówi Trębecld, stanowią pół świata]; możnaż więc 
być obojętnym i nie znać go zgoła? Przecież w jeo- 
grafii żadnej części świata nie godzi się omijać i usta- 
wicznie narzekamy, że całej nie znamy ziemi. B
- 
dziesz więc koniecznie musiał poznawać kobiety, 
a mnie niczego więcej nie potrzeba, tylko żebyś po- 
znawał. Sam ci kupię szkiełko, nie takie brzydkie, 
jak twoje: pewny jestem, że albo stłuczesz, albo da- 
rujesz. 
Lecz cóż dotąd pisałem w całym liście, jakże mam 
go tobie posyłać, nie zapieczętowawszy żadną odpo- 
wiedzią na łyle twoich pytań, które mi czasem jak 
niestrawność dokuczają? Próbujmy. K[omitet] N[au- 
kowy] słusznie jest najpierwszym do uwagi zakładem 
i nic zbawienniejszego, jak że ty o nim myślisz. Je- 
dnakże różnimy się cokolwiek w zasadach. Ty pa- 
trzyszjuż na kursa fil[omackie],jak na Karolinum 2 , 
w którem Eschenburg s, Kampe ł zasiądą uczyć; ja 


I 1\Ia na myśli dwa wiersze Trembeckiego z »Zofiówki,,: 
A póki między I"Odem ludzkim rac,",ysz gościć, 
Pół świata czcić cię będzie, drugie pół zaŁdl"Ościć. 
· Założone w r. 174
 w Brunświku przez księ.cia Ka.-ola I Col/e- 
.qiu11l Caro!inu71l, dziś Akademia techniczna. . Jan Joach. E s c h e n- 
bn rg (Ul". 1743, um. 1820) - niemiecki historyk literatur)' i estetyk, 
tłómacz Szekspira, b)'ł od r. 1777 do końca życia profesorem w Colle- 
gium Carolil1u71l w Bl"unświku. · Jan Henr. C a m p e (ur. 1746, 
mn. 1818)-niemiecki pedagog i pisarz pedagogiczny, ol"az leksykograf, 
był ....dcą szkohl)'m w Brunświku, w Carolinum jednak nie uczył.
>>>
15 


wiem, że będzie dawał lekcye Łoziński, Malewski. 
Kurs ustny jest. jak przekonywam się. im więcej sam 
czytam, wówczas tylko kursem ciebie zaspaka(ja)jącym, 
czyli doskonałym, kiedy nauka przeszła w krew na- 
uczyciela, i nic lada nauczyciela, i kiedy ten miał 
sam przymiot p r a c y. Geniusz nie zdał się na nau- 
cz:yciela, bo nie zna metody, a ta jest goldene Krone 
całego kursu. Jaka różnica między Mentelem], albo 
Zachem 2, którzy na globie mają pokazywać j eografią, 
a tym, kto jej tylko co od drugiego, albo sam po 
wierzchu nauczył się! U tamtego ja się nauczę na 
wieki wieków, bo nauczę się geografild geografii; 
u tego na 24 godzin. A podobno wszystkie nasze 
kursa będą należały do rzędu ostatnich, owszem, tak 
jestem przekonany. Więc mówiąc en/re nous. kursa 
nasze dla słuchających nie będą pożyteczne, tylko 
o tyle, o ile my sami uczeńsi jesteśmy od ucznia 
z Postaw s, lub z Tra..zkun 4, Jeśli zaś ten pierwszy 
warunek ich przydatności do naszych widoków upa- 
da, nie przeto jednak żadnej już z nich nie widzę 
korzyści. Owszem mam je za potrzebne do wypróbo- 
wania tych młodych, którzy gotowi się poświęcić na- 
uce, rozumie się, na całe życie, do jakiej nauki mają 
pasyą, i do utrzymania ich w trwałej pracy; tu pra- 
cujemy dla ideału, ale pracować potrzeba. 2-re do 
zrobienia w słuchaczach przyjaznej opinii dla zatru- 
dnień nauczycielskich, ochoty do ich wspierania 
i większej o własnych krewnych, dzieci, dbałości. 
3-cie do wydestylowania tego, co dotąd między nami 
wyrobiło się we względzie metodologii, lubo to od- 


, Edmund JIIentelIe (Ul'. 1730, um. 1815) - autOl' licznych dzieł 
z zakresu geografii. I Bamn FI'. Zac h (Ul'. 1754, um. ,832) - 
matematvk, astronom i geograf. B w P o s t a w a c h w gub. miń- 
skiej ish
iała szkoła powiatowa. . w T I' a s z k u n a c h w gub. 
wileńskiej utrz)'mywali szkołę Bernardyni. 


J
>>>
16 


tąd, jak mi się zdaje, coraz mniejszemi krop[la]mi 
sączyć się będzie. Wyspowiadałem się, jak mogłem, 
na prędce; wątpię, ażebyś co ważnego znalazł - lecz 
chciałeś mego zdania, napisałem. Dziwię się, że przy 
takiej różnicy w głównych wyobrażeniach trafiamy 
na jedno. Widzę, że o rozkład i trwanie kursów nie- 
potrzebnie spierałem się. Historyą litleratury] greckiej 
i łacińskiej umieściłem na rozkładzie. Języki zawsze 
na samym środku; nazwiemy siebie nawzajem Pro- 
jektenmacher, jeśli tego roku w tej gałęzi widocznego 
nie będzie postępu. Co nazywasz pierwszemi zasa- 
dami? Ja nie wierzę w inną drogę, tylko w tłóma- 
czenie i uczenie się na pamięć i mówienie, czy źle, 
czy dobrze. Kto otworzy Kom[itet?] - Nikt prócz 
Tomasza, prace zaś początkowe niech się ściągają do 
wyznaczenia lekcyi uniwersyteckich uczniom i zebra- 
nia wiadomości o domowych zatrudnieniach każdego. 
Gdyby na pos[iedzenie] przychodziło po kilku o radę 
względem wyboru lekcyi, byłoby mojem zdaniem bar- 
dzo chwalebnie. Że to potrwa do oktobra przy ciągłej 
zawierusze, więc o dalszych ad coram. Zw[iązku] 
P[rzyjaciół] radziłbym ile możności najdłużej nie ga- 
bać. Na portret Grodka u mnie jest r. 7 i zł. 5; te, 
jeśli możecie, zapłaćcie za mnie, bo ja nie mam i mieć 
nie będę, aż chyba w. kOłku oktobra. P. Jan i p. To- 
masz niech pomyślą o tem łaskawie. Będę ich dłużni- 
kiem pierwszy raz w tak grubej masie. Sobolewskiego 
napis był u mnie, ale pewnie go niemasz. Bohatkie- 
wicz czytał i może pamięta; jeśli nie, to potrzeba 
przez Zawadzkiego do Sobolewskiego. Bohatkiewicz 
niech list napisze do Grodka latine, a wy zbierzcie 
delegacyą do proszenia. 
Ja jeśli będę przed l-szym oktobra, będzie to przy- 
padek. Do 20 możesz pisać do mnie, po 20 listów 
wyprawiać nie życzę. Na wspomnienie listów serce
>>>
17 


mi krzepnie. Twoje dwa tylko, Zana 2 i to teraz; 
pnez dwa miesiące prawie byłem zapomnian)', Je- 
siell, w której drzewo zapomina o liściach, mających 
gdzieś zżółknąć, tym myślom dodaje żałoby. Jeszczeż 
1/ tobie przebaczam, ale innym? Kończę na smutku, 
zacząłem od wesołości, nowa wskazówka do baro- 
metru. Tel'az już zachciewa mi się być w Wilnie 
i ciebie uścisnąć. 
Jakich gramatyk chce Paf1agon l? 
l\1ichaf2 gdzie i co z nim, czy będzie we wrześniu 
w Wilnie? 


CCCCXXXVIII. Pietraszk. do Czeczota. 


[8/20 września 1821, Lublin). 


· 20 września n. s.. 1821. 


Zdrowia i pomyślności Janowi Onufl'. 
Bieda po bidzie (.s): źle w \Varszawie, nie lepiej 
w Lublinie; z tem wszystkiem wolę \Val'szawę. Tam 
człowiek, jak zalazł w kącik, nikt nie wiedział. czy 
jadł obiad lub nie; złoty zań zapłacił lub tl'ZY, w pła- 
szczu zimę przepędzał lub w wytartym surducie. Lu- 
blin jest mniejszy, ale kosztowniejszy, a dlaczego? 
Bo się na człowieka, jak na tyczkę, zapatrują. Bie- 
gam, jak kot zagorzały, po błocie, szukając stancyi, 
a nim dostanę, po półtOl'a złotego na doLę płacę. Jem 
obiad na półh'zecia, za kawę płacę gr. 15; dodajże 
służącego, który buty czyści, faktora, który prowadzi 
wszędzie i szuka .otrzebnych osób i rzeczy - aj - 
aj! - a to wszystko za dwa tysiące na rok cały! 
Nie chcą mię przypuścić do obowiązku, póki się nie 


I Kowalewski. 


· RukiewicL. 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


2
>>>
18 


umunduruję. Wprawdzie ułatwił rektor wzięcie pensyi 
za wrzesień 166 f. gr, 20, która się zwyczajnie z dołu 
wypłaca; wszakże i to niewiele pomoże. Żydkowie 
przemyślni podwyższyć umieli cenę tak, że co w War- 
szawie zapłaciłbym f. 18, tu muszę płacić f. 24; do- 
dajże guziki z napisem "Szkoła wojewódzka« i inne 
z robotą dodatki: ledwie surdut zrobię i spodnie, 
abym miał w czem do szkoły chodzić, a o uniformie 
zupełnym ani myśleć. Pl'zecież do tego trzeba kape- 
lusza stosowanego, trzeba szpady. Kapelusz zastąpi 
tymczasem furażerka, którą białym groszem z sowi- 
tością trzeba opłacić, a szpada f. 54. Mój Boże, jaż 
tem narzędziem mam myszy kłóć, bo i na cóż mi się 
przyda? Niema wymówki, dekret zapadł: marsz przy 
szpadzie! Targowałem kwatery. Jedna stancyjka albo 
dwie od tyłu, a w jednej widok bardzo przyjemny 
na jatki, to # 20. to 18, to 16; najtańszą trzeba 
wzi}ŚĆ, a nie wypadałożby przystojnie stanąć? De- 
szcze jesienne i zimna, niedaleko zima: ja nie mam 
płaszcza. Z Warszawy do Lublina sam przejazd talal'- 
ków 12, a mil 24 tylko. Wprawdzie ratowali mię wy- 
jeżdżającego znajomi; kupiłem szlaf.-ok, bo prócz no- 
wego i starego fraka innych sukien nie mam, kupi- 
łem i warszawskie buty; piel'wsze to, ale czyż bez 
butów jechać? Dwadzieścia ośm złotych po odracho- 
waniu dla żyda miałem, wsiadając do bryczki. "Bój 
się Boga«! mówił Aleksander 1, "idźmy do Ciemkie- 
wicza« - i ten dał złp, 100. Otóż to cały kapitał! 
Trzeba coś dać z góry na stancyą, trzeba zapłacić 
krawcowi, trzeba szpady, fUl'ażerki; sukna tańszego, 
jak wYLej wymieniłem, w przepisanym kolorze niema 
w Lublinie. Po ekspensie podróżnym zostało 118, 
a 166 g. 20 mam wziąć, a tem żyć trzeba do l listo- 


l Gul.
>>>
19 



ada, 1 grudnia 100 odesłać złotych. A w tym czasie 
I mundur przynaglą sporządzić; dajmy, żebym się od 
haftów i wywimlł, to same guziki, spodnie białe, ka- 
pelusz! Zrozumiej, jeżeli chcesz, rachuj i przerachuj: 
na nic się nie zda liczenie, kiedy się ustawicznie od- 
licza. A gdzież porządki, gdzie lichtarz, szczypce, ta- 
lerz, łyżka, noże etc. etc. etc.? A jak tu być bez służą- 
cego, chcąc się cokolwiek nawet oSŁczędzić? Bo go- 
Spodarkę na jedną wieść osobę na nic się nie przyda, 
a Wreszcie lepiej się ta oszczędność kredką wystawia, 
niż ją można w istocie wykonać. Ale jadać u siebie 
Potrzeba. Byłem w Puławach. 


o Puławy - 
Tam szczątki polskiej sławy. 


Dosyć, dosyć: ty się łatwo w tym stanie czucia 
Postawisz; ja niemy byłem, to oglądając. niemy je- 
stem, gdy piszę. 
l\1amże goły g(\łego atakować? Czyż nie dość dłu- 
Żny? Jak, kiedy, i przez kogo przysłać? Nie będę 
miał za co żyć w paidzierniku; ten miesiąc przeży- 
Wszy, cośby się okroiło na płaszcz. Już na resztę 
stancyą za 12 # umówiłem; kwat'talnie opłacać przyj- 
dzie po # 3, dodajże opał. Już fUl'ażerka za 10 zło- 
tYch zgodzona. Surdut i spodnie szafirowe na igle, 
samo sukno 132 kosztuje. Nie wiem nic omojem 
Przeznaczeniu co do nauk. Nie wiem, później donio'Sę. 
Sam jeden, jak pień, obracam się. Pozostaje umówić 
obiad i kawę i służącego jeszcze. Bodajem był został 
Pomiędzy wami! Bodajem pisał, jak ty! Bodajem się 
nadzieją nie łudził! Cóż bowiem z tego wS7ystkiego? 
Bakałarz w Lublinie. Napisz raz na pocztę przez 
Brześć w Lublinie, Nr. S4, ulica Grodzka. W miejscu 
nOwej starą kupiłem szpadę, byleby taniej: talat'ek 
dziś wiele znaczy. Jutro się na kwaterę przenoszę. 


2*
>>>
20 


Bywaj zdn)w - bywaj zdrów, Janie! Lublin od War- 
szawy 24, od Brześcia 11 czy 12 mil. Na sesyi, na 
której ja nie byłem, postanowiono, iż mam dawać 
jeografią nowożytną i starożytną i historyą naturalną, 
oraz j
zyk łaciński w klasie l-szej. 
20 września /l. .s., 1821. 


CCCCXXXIX. Rukiewicz do Czeczota. 


L10/22 września 1821, Białystok]. 


R, 2. M. 5. D. 10. Biał[ystok]'. 
Michał Janowi zldrowia) i prowodzenia]. 


Jeszcze w przeszłym miesiącu miałem o was wia- 
domość od przejeżdżającego tędy Nufra. Pl'zenocował 
tylko i dalej pojechał. lm więcej zrobił mnie przyje- 
mności, gdym go zobaczył, tern więcej smutku, gdym 
go tak prędko pożegnać musiał. Nic mnie pewnego 
o Ja.-oszu nie powiedział, kiedy powróci do Wilna 
i kiedy pewno na wojaż wyjeżdża. Obiecałeś w osta- 
tnim twoim liście, iż wkrótce mnie napiszesz; dotrzy- 
maj więc teraz słowa, tylko niezawodnie. Donieś 
o Jaroszu. Tomasza zapytaj się, czy mówił co z pre- 


1 Co maj'l oznaczać Łt: cyf.-y i litery, trudno napcwne odgadnąć, 
gdy t. p.-zypadkicm picrwsze lilc.-y nazwiska I\I(ichał) R(ukiewicz) mo- 
głyhy takżc omaczać .-(oku) i m(i"s;'lca), Co du micsiąca. to będLie 
nape\\'ne \\' J" Z e s i e i1, jak "')'pada ze sł()w listu: »od 1 oktobra...« 
mot.e więc wypadnie 2 dodać do 5, t.eby otuymać 7. t. j. septcmber? 
Rok 1821 także pewny. gdyż o pobycic Onaccwicza w PClersburgu 
donosi Pełczyński w liście do .Ieżowskicgo z d. 16 sicrpnia t. r. (Nr. 
CCCCXXIX). nie mówiąc nic o nowcj ohsadzic dyrektorów w Mińsku 
(po śmierci Ceyssa) i w Krzemicńcu (po śmierci Felińskiego). Skróce- 
nie ))D. 10(( będzie zapewne oznaczało ))dnia 10(( września, za CZClll też 
p,.zcmawia zwrot ponit.cj "))0 17 tego miesi'lca (września) twój list znaj- 
dzie mnie w Białymstoku«.
>>>
21 


zYdentem]; dowiedz się od dwóch pierwszych, kiedy 
koniecznie do Wilna pl'zyjechać powinienem, abym 
się z wami pewno mógł widzieć i z parę tygodni za- 
bawić. Do li tego miesiąca twój list znajdzie mnie 
W Białymstoku, potem do l-go oktobra w Milkow[sz]czy- 
źnie, później, jeśli nie u was, to znowu w Białym- 
stoku. Donieś mi, kto z naszych znajomych już przy- 
jechał do Wilna. Co słychać o Pelikanie? Mówią 
u nas. że bardzo chory; gdzie tel'az się znajduje? 
Onacewicz czy powrócił z Petel'sburga i co tam zro- 
bił? Czem i gdzie na ten mk będzie? Kto ma być 
dyrektorem w Krzemiel'icu, w \Vilnie i w Mil'isku? 
Kto z kandydatów do stanu nauczycielskiego i .gdzie 
Wyjechał? Lelewel i dntgi filozofii profesor 2 z \Var- 
Szawy kiedy spodziewani? Kiedy ma być Cz;u'toryski 
i gdzie jest teraz? 
Kazimierz Długi jest, powrócił? Powiedz mu to, 
o Com cię w pierwszym liście prosił, i niech do mnie 
kilka słów napisze. Od ciebie czekam jak najprędzej 
na wszystkie moje pytania odpowiedzi. Jakie jest, 
a jakiego spodziewacie się wojska do \Vilna? Od nas 
Wyszło przed kilku dniami na rewią pod Brześć, gdzie 
12 t. m. ma,ją odbyć pl'zegląd całej dywizyi \V. Ksią- 
żęta Konstanty i Michał. ZI'esztą u nas cicho. a u was 
jeśli co głośno, to oznajm. Czeka niecierpliwie wier- 
ny do zgonu twój przyjaciel. 
Kaźmiel'zowi powiedz, niech ma dla mnie stancyą. 


l ChodLką w sprawie przyjęcia I
ukiewicza do lot.y masońskiej. 
· Gołuchowski.
>>>
22 


CCCCXL. Ad. Mickiewicz do Pietraszk. 


[13/25 września 1821, Kowno]. 
D. 13 września [1821, Kowno]. 


Kochanemu Nufreli1u z[drowia] i p[owodzenial. 
Piszę do ciebie, zgadnij skąd? - Nie z Nowo- 
gródka, nie z Wilna - z Kowna, niegdyś tak dla 
mnie uprzykrzonego, z Kowna, z którego uciec pra- 
gnąłem, a w którem dziś bez potrzeby siedzę J. Wy- 
tłómacz to zjawisko. 
Nic łatwiejszego. Porzuciłem na zawsze Nowo- 
grodzkie strony i M.\! Spokojny dosyć, ale nudny, za 
największe mam szczęście ciągać się po drogach 
i drzemać, albo w stanie osłupienia słuchać tarkotu 
pocztowej kałamaszki. 
Przybyłem do Kowna niby dla zabrania rzeczy, 
niby dla zbierania postrzeżeń statystycznych i geogra- 
ficznych, dla drabowania starożytności, a w istocie 
dlatego tylko, aby jechać i może dla obaczenia się 
jeszcze raz z Kol walską]. 
Dziwne było powitanie: Adam ani na oczy, bo 
już Kowno porzuca. Niema innego środka do poje- 
dnania się, tylko przyrzec mieszkać ciągle w Kownie; 
środek niepodobny do użycia. Postępujemy więc z so- 
bą bardzo ozięble. Mieszkam teraz sam jeden, na 
przeciw jej okien, widzę w oknach światło; teraz jest 
godzina 12. 


Wiatr tylko szumi po n1Urach klasztora.. 


, Mickiewicz otrzymał od rz'ldn udoI' \"Oczny I.a rok szk. 1821/22, 
Przybył zatem do Kowna nie dla obowiązków szkolnych, ale dla po- 
wodów, które dalej wymienia. . Marylę. . Z wiersza JJo Przy- 
jaciół, posyłając im balladę To luhi,.
>>>
23 


Na jutro niema seksternów, niema nic myśleć, 
chodzić, pisać, być panem swojej woli, jechać, albo 
póki nie wyjdzie z kieszeni ostatni rubel, siedzić 
w Kownie, nie jestże to jedno z najpl"zyjemniejszych 
położeń w życiu mojem? 
Seryo mam tJ"ochę na sumnieniu. Dobry Jan, odry- 
wając większym i ważniejszym potrzebom grosze, na 
takie dziwactwa moje ekspensować musi. Cóż robić? 
Może mi kiedy Bóg pozwoli jakkolwiek wynagrodzić 
te niepotrzebne w życiu moralnem parentezy. Tym- 
czasem żyjmy, jak można. 
Nic ciekawego donieść nie umiem i nie mam. W Wil- 
nie zostawiłem rzeczy w zawiązku, dalekie od wy- 
klucia się, dalsze od porządnego rozwinienia. Za po- 
Wrotem napis:,.ę tobie, jeśłi napiszę, bo Wilno nie jest 
miejscem do pisania wielu listów, kiedy się słucha 

ozpl'awiającego Jarosza, dumającego Jeża i śpiewa- 
jącego Arcegol. Ty do nas także co o Warszawie 
choć w zwyczajnej bawełnie donieś, a mianowicie, 
czy zostajesz nadal w Warszawie, czy gdzie wyruszysz 
i dokąd? 
Jarosz siedzi na piwie szczorszowskiem i oczu nie 
pokazuje. Nic więc o sobie nie wiem bliżej; jak mi 
się zdaje, iż ten rok ni tak ni owak w Wilnie prze- 
klepię! Mała nadzieja wyjechania za granicę, a i w Wil- 
nie 2 pany rady szkolarskiego majestatu s nie rady mię 
widzą. 
Bądź zdrów 4, odpisuj do Wilna 5. D. 13 września. 


I Zana. . ,a w i Wilnie' A. · T, j. Rząd uniwersytetu. 
. Wyraz z laliem oddarty. · Mickiewicz wraca do Wilna, 
gdzie spędza resztę roku 1821 i połowę 1822 r., zajęty dmkiem pier- 
wszego tomiku swych Poezyj. który ukazuje się z początkiem czerwca 
1822 r. - U s taj e z a tern n a czas dłu:l:szy k oresponden cya 
z przyjaciółmi.
>>>
24 


CCCCXLI. Eysymont do Czeczota. 


[14/26 września 1821J. 
* .Jabłonów 1821 r., d. 14 września. 
Janowi Lucyan zdrowia i pomyślności. 
Co miało się stać najgorszego dla mnie, to Się też 
i stało, okoliczności bowiem tak się złożyły, że do 
Wilna przybyć nie mogę. Żegnam więc ciebie, nlj- 
droższy Janie, a razem was wszystkich, najmilsi przy- 
jaciele]! Lecz nie sądźcie, aby z tem pożegnaniem 
wygasła przyjaźń i pamięć o was. O nie! Ta przy- 
ja:;i:J'i jest ugl"untowaną na niewzruszonych niczem za- 
sadach. A chociaż oddalony od was, widzieć was oso- 
biście nie mogę, z tem wszystkie m zawsze obecni 
sercu i pamięci mojej jesteście. Obyście tylko wzaje- 
mnie o mnie pamiętać chcieli! 
Zajfty domowymi interesami. a jak dotąd, jeszcze 
i zabawą z familią, nie miałem czasu, ."abym mógł 
cóżkolwiek dla was z robót moich wygotować w cza- 
sie wakacyi. Lecz nie krzyczcie zaraz na mnie i nie 
osądźcie mnie za próżniaka, gdyż nie próżniactwo jest 
przyczyną mojej niedbałości. 
Nad statystyką' zawsze chcę pracować, lecz sam 
sobie zostawiony, i z wielką trudności.! i z wielką 
niedokładnością zapewnie pracować będę. Drugim 
moim przedmiotem będzie gospodarstwo, gdyż nad 
niem najwięcej teraz czasu łożę. O tych więc dwóch 
przedmiotach myśli moje do was, przyjaciele, przesy- 
, . 
łac będę. 
Niewymownem mojem jest żądaniem, a nawet mam 
pewną nadzieję, że w październiku będę mógł choć 


l 


I Eysymont naletał do Związku PrLyjaciół.
>>>
25 


na dni kilka przybyć do Wilna. Co zrobi mnie naj- 
większe w świecie ukątętowanie (s), gdyż będę mógł 
widzieć was i ucałować osobiście, co tel"az wtem 
piśmie z prawdziwem przywiązaniem uskuteczniając, 
polecam siebie waszej pamięci i prawdziwej przy- 
jaźni. 
\ Co się ściągało do ogółu, tożsamo się tyczy i ciebie 
po szczególe, kochany Janie. Wszystkich was równo 
kocham i wszyscy równi w mem sel'cu jesteście. Dla- 
tego zaś do ciebie list mój zapisałem, gdybym] razem 
tobie odesłał wzięty u ciebie tom statystyki Herbena 2. 
Drugi powód jest ten, że ty zawsze z największą do- 
kładnością wszystkie polecenia załatwiasz. A ja mam 
ich dosyć; i tak 1. chcę, gdybyś I pocałował odemnie 
wszystkich, a wszystkich przyjaciół, i to nb. publi- 
cznie; 2. chcę, abyś do mnie często pisał i jeżeli mo- 
żna, gdybyś 1 przyjmował pisma innych, jeżeli kto 
będzie tyle na mnie łaskaw, że uszczęśliwi mnie swym 
listem, i przesyłał do mnie zapisując: p r z e z G l" 0- 
dno w Jabłonowie; 3. chcę i to naj mocniej, abyś 
nInie kochał i był pewnym, że masz we mnie naj- 
szczerszego pl'zyjaciela. 
Va/e. 


Eysymont. 


Jabtonów 1821 r., d. 14 wl"ześnia. 


I Właściwość litewska zam. t e b y m, 
· P. E. H erbin de Halle nie byl właściwie autorem, lecz głó- 
Wnym redaktorem i wydawcą dzieła: La statistique Renerale et parli- 






ct&





1
7
>>>
26 


CCCCXLII. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[24 września (6 października) 1821J. 


· 6 października, Lublin 1821. 


Janowi zdrowia i pomyślności. 
Już tydzień bez kawy żyję, jem obiady na k.-edyt, 
ale szpada w kąciku stoi, a ja w mundurze czyli też 
w wice 1, bo prawda, wyznać muszę, że tel-az nie 
Onufr, ale Wice-Onufr. Cóż u katów, nauczyciel 
szkoły wojewódzkiej lubelskiej, a tak koło niego kuso! 
Fi, nie do rzeczy! Uczeńszy dziś, niżeli kiedy magi- 
ster uczył się fizyki i chemii, a uczy kaligrafii, jeo- 
grafii starożytnej i nowożytnej w lV-V klasie, uczy 
fizyki w II, botaniki w V, historyi naturalnej i zoolo- 
gii :od I aż do V - co tu przedmiotów! Siedzi nad 
jeografią Guth.-ie 2 i atlasikiem przez De La Mar:he s 
wydanym, śledząc gór, rzek, miast etc., o których 
nigdy nie słyszał. Żart na stronę; pisałem do War- 
szawy, aby mi przysłano jeografią starożytną, przez 
profesora krzemienieckiego 4 wydaną, albo, jeżeli tej 
niema, aby kupili starożytną Mentella 6, choć na pu- 
stą kieszcll za drogą, bo f. 15 naznaczoną w katalogu. 
Niechaj się teraz znajdzie chęć do pracy! Przysięgam, 
że jej nic nie obudzi, gdy wracam z niesfornej szkoły. 
Jeszcze miałem nadzieję, że się nauczę po niemiecku, 
że może o krótkim rysie dla szkół historyi naturalnej 


l T. j. w wice-mundurze. I Wiliam G u t h r i e: Geographie 
universeIle... traduite de ł'anglais sur la 23-e ed., IV ed, fraOf,:aise.,. 
Pari.. 1809, 9 voI. · CI. Fr. Delamarche: Atlas elementaire 
composee de 33 cartes... V ed. Pans 1820. . Józef U I d Y tJ s ki: 
Geografia sta.-otylna, stosowana do dzisiejszej... Poczajów i Krzemie- 
niec 1819. . Edm, M e n t e I I e: Dictionnaire de geographie an- 
cienne. Pary t 1787-1792, 3 t.
>>>
27 


pomyślę, obeznawszy się lepiej z Dumerilem-Cuvier], 
a może bym i Niemców sylabizował; teraz wyszuki- 
wanie rozmaitych miast, gór etc. czas cały zabierze. 
Zęby nie dają pokoju; drugi ząb na przodzie i jeden 
znowu kątni na przemian dręczą. Już was bezzęby 
Onufr witać będzie, a kiedy? Mniejsza, że bez zębów, 
ale czy przy zdrowym rozumie? 
W niedzielę po Ś-m Michale byłem u 2 profesora 
Voelke z Dysiewiczem, który był mi znajomym w uni- 
wersytecie i tym się kamlił chlebem, co i ja, a dziś 
do Lublina na nauczyciela został przysłany. Rozmowa 
o starożytności, wydawcach Horacego, Owidego etc. 
gl'amatyka. starożytność, słowem, nudziłem się; w tern 
do Wassalego (który ma swoją w Lublinie cukiemią) 
zaprosił profesor nauczycielów na herbatę; l, 2, 3 i 4 
szklanka, herbata była arakiem zaprawna. Onufr był 
żywszy, poczuł, że radby się wygadał; rozmowa o sta- 
rożytnikach: milczał. 'Vychodzimy: spotykamy 3 pro- 
fesora, Witkowskiego. Wracamy: jeszcze po szklance 
herbaty; rozmowa zwróciła się na literaturę, Kołątaj 
i Śniadecki na placu. Ja, stronnik Kołątaja, przyga- 
niałem rozwlekłość, chwaliłem jego obywatelskie 
życie. 
- Śniadecki nie może być rzekłem wyro- 
cznią; i on jest człowiek. 
- A więc zaraziłeś się filozofią niemiecką. 
- Nie, przyganiam czasami nadętość w Śniade- 
ckiego Jana pismach; naturalniejszy Jędrzej, nie.tyle 
ma błędów przeciw czystości języka. 
Rozmowa toczyła się żywo, osobliwie, że dwie 
szklanki ponczu żywości dodały. O ]/2 do 12 wy- 


I Ma na myśli zapewne J. L. Fr. C u v i e r a: Let;ons d'anatomie 
C-Otnparee, recueillies et publićcs sous les yeux de ł'auteur par MM, 
Dumceril et Duvernoy, Paris 11100-1805, 5 vol.
>>>
28 


szliśmy z cukiemi; byliśmy sami. Ja, niepewny nóg, 
nie szedłem do mojej stancyi, ale do Dysiewicza; 
tam noc przepędziłem, wołaj
lc Alle i oddając zbytnie 
poncze. Po raz piel-wszy Onufr pijany ponczem. Nie 
wyspany po przepiciu się, czułem ból i zamęt głowy; 
2 godziny z rana, dwie po południu w poniedziałek 
odbyć to to nie lada! Ledwom dosiedl:iał do 9, porwały 
nudności; bije godzina: przechadzam się, wszystko 
zdaje się uspakajać. Idę na drugą; że zaś do 80 było 
w klasie, bo jeszcze na oddziały nie rozdzielono, sła- 
bej głowie i pączem(s) zamąconej ciężko było; nudno- 
ści: wychodzę, oddaję kawę, którą mię Dysiewicz 
tl"aktował z mna. Wtem idzie rektOl-: Słabyś Pan? 
Tak do mUl-grabiego; wypiłem szklankę wody i do 
domu lezę i całe poobiedzie przeleżałem; że zaś i gro- 
sza na miętę nie było, ani gdzie jej zwa.-zyć, ani ko- 
mu - bo chłopiec za 8 złotych przychodzi z rana 
tylko, odbywa czynność i służbę, a cały dzień bez 
służ
!cego - czekałem wieczOI'a. Przychodzi Dysie- 
wicz. »Zmiłuj się, każ ugotować mięty«! Wypiłem 
szklankę; Z(ł.-ów nazajutl'z idę do szkoły. Inni wszy- 
scy zdrowi. Co rektor pomyśli, ho możnaż, aby się 
to w Lublinie ukryło? Woelk (s) jest jeden, z którym 
mi przyjaźń polecał zabl-ać Zabelewicz w Warszawie. 
Zapewne on nic chciał mię wystI'ychn
!ć na dudka, 
ale porz
ldnie wyfrycował. Cóżby to zł-obił 1 profesOi- 
Krzyżanowski, o któl"ym odgłos powszechnej opinii, 
że szuka jakby uszkodzić? Zapewna to dojdzie do 
Warszawy, a chociaż nic nie mam do stracenia w Lu- 
blinie, nie chciałbym złej zostawić opinii. Ale jak się 
tu ustrzedz? 4 paździemika były imieniny zastępcy 
protesom, który jest już stal"szy od nauczyciela; asy- 
stowaliśmy do śniadania: znowu wino. Po obie- 
dzie spotkał nas Borzęcki, obywatel, mający dzieci
>>>
29 


w szkole: znowu na wino. Janie, już po wszystkiem: 
zwml się Onufr albo zapończy, w łeh nie trzeba 
strzelać! 
6 paździemika, Lublin 1
21. 


CCCCXLIII. Malewski do Jeżowskiego. 


lokoło 28 września (10 października) 1821. Szczorse] '. 


Jeżowi Jarosz p[ozdrowienieJ t1ilomackie]. 
Pierwszy raz uchybiam obowiązku, pierwszy raz 
waszej wyraźnie oświadczonej woli nie słucham i pier- 
wszy I-az unikam od tego, co mi zawsze było najpo- 
żądatlszem, od widzenia się z wami. Nie mogę stanąć, 
jak przyrzekłem, na 1 oktobra; tel-az nawet nie mog
 
bliższego nad 15 dnia powrotu naznaczyć. Na ten czas 
możecie rachować z pewnością; wcześniejsze oczeki- 
wanie choćby się i sprawdziło, nie wi
le na tem zy- 
szczecie, bo przez kilka dni będę odurzony. Powia- 
dam, że nie mogę być prędzej, i nie widzę żadnej 
potl'zehy tJómaczenia się dalszego. Zły pl'zykład, za- 
wód wielki, naglące potrzeby, wszystko widzę przed 
sobą; jednak nie pojadę, nie pojadę, nie pojadę! Zo- 
stawiam wolność czynienia wszelkich domysłów. Za- 
braniam pisać listów i ludzę się. że jestem spokojny. 
Tymczasem podam sposób tłómaczenia mojego nie- 
powrotu dla ciebie tylko (bo inni, spodziewam się, 
będ
l wyrozumialsi). KUI'ator ma p.-zybyć niebawem 


l B. d. W liście do Jelowskiego z d. 7 wrześnI' (NI". CCCCXXXVII) 
zapowiadał Malewski sw,.j przyjazd do Wilna na I paLdzie....ika; teraz 
nie obiecuje napewne nawet na 15 pa7dzie....ika. List widocznie pisany 
lut p.-zed I października z wyraźn)'!n celcm uprzedzenia przyjac;,)ł, te 
przy.-zeczenie nie mogło być dolrz)'luane; w takich razach zwlekamy, 
jak wiadomo, do ostatniej chwili spełmenie niquzyjemnego obowiązku.
>>>
.
o 


do Wilna, z jego przybyciem ma się rozwiązac 1 za- 
gadka I, której wszyscy jesteście więcej podobno, mz 
ja sam, ciekawi. Niechże przynajmniej preliminarya 
odprawią się bezemnie. Kręcąc się teraz w Wilnie, 
dałbym powód do różnych andronów, czego zapewne 
życzyć mi nie będziesz. Może też podług odwiecznej 
p.-awdy [es ahsel1ts Ol1t toujours tort ja będę zapo- 
mniany, może moi patl"Onowie rzucą w kąt nieopła- 
cone foliały; będzie próba ciekawa, któl-ej przeszko- 
dziłbym moją bytnością. P.-zyznam się, że teraz je- 
szcze obojętniejszym jestem, niż wprzódy. Świat jest 
wielki, nitka nędznego życia, rzucona na oślep na- 
wet, da się gdzieś zaczepić; wl-eszcie i to ci donieść 
muszę, że do zmian, w teraźniejszych wakacyach za- 
szłych, należy takoż zamiłowanie przed innemi wiej, 
skiego, I"Olniczego życia, Ten powód zdaje się być tak 
sprawiedliwy, że przebac2'enie twoje nawet byłoby 
pewnym rodzajem kary. Masz p.'zy sobie Adama 
i z tego względu nie jestem tak bardzo, a bardzo po- 
trzebny. HI-abia, mój Argus, ale gorszy, bo z nim po- 
jedynkować nie można, wyjechał mi wesele do Pu- 
słowskiego. Jestem teraz maggiordomo. 
Jarosz. 
Listów nie piszcie, ale w razie potrzeby piszcie 
tylko o interesie; proszę o to iterum iterul1lque. 
O Horacym pisałem do mego ojca; sądzę, że przez 
Kontryma z Grodkiem zaczynać należy. Jutro w szkole2 
wielkie śpiewanie poczniemy. Powiedz to Kontry- 
mowi. 


, T, j. czy M. pojedzie za granicę. 


. Lankastra.
>>>
31 


CCCCXLIV. Pietraszk. do Kozakiewicza. 


[13/25 pazdziernika 182 I l. 
* Lublin, 25 października 1821. 
Onufr zdrowia i pomyślności Stasiowi. 
Wezwanie twoje, tak piękne i wielkie kOl"zyści 
mogące przynieść dla og-ółu, ciebie i mnie, zostało 
bez skutku. Wyjechałem do Litwy, abym otrząsł się 
z nudy i świeżego użył powietrza. List twój nie za- 
stał mię w Warszawi
 i za powrotem we wrześniu 
czytałem go. w największem roztargnieniu i odpo- 
wiedź zaledwie teraz posyłam. Lubobym sam nie 
mógł uskutecznić i zdjąć kopii żądanej z rękopisów 
Dąbrowskiego, zawsze jednakże dołożyłbym starał], 
aby bez wielkich nakładów ubogi księgozbiór zboga- 
cić tak ważnym dla historyi o legionach i źródłowym 
rękopisem. Inaczej się stało; ty spodziewanych nie 
odbierzesz zasiłków, ja przez oddalenie się z War- 
szawy stradałem zręczność usłużenia tak tobie, jako 
też dobru wspólnemu. Wspomnienia o legiach za- 
myka ..Wanda«; są to wyjątki, prawda, ale gdzież 
czel"pać w niedostatku? "Mrówka« I poznańska za- 
wiera także niektól'e szczegóły, a nawet zbijania ogło- 
szonych faktów w "Wandzie«; trzeba tymczasem na 
tern przestać. Już macie Rhuliera, trzeba by mieć 
koniecznie i Feranda 2 l'histoire de trois db1lembre- 
me1lts de Polog1le, f. 54 kosztuje; jest to kontynuacya 
Rhuliera, a te dwa mając dzieła, można osnować 


. ,,1\1 l" Ó w k a P o z n a ń s k at wychodziła w Poznaniu w latach 
1821-1822 pod redakcyą Królikowskiego. . Ant. le comle de 
F e r r a n d: Histoire de trois demembrements de la Pologne pour faire 
Suite ił I'Histoil"e de l'an"l"chie de Pologne pal" Rul1uere. Paris 1820. 
3 vol.
>>>
32 


jakkolwiek fakta, tyczące się naszego upadku i osta- 
tniego panowania Stanisława. Dobrzeby mieć Osso- 
lil'iskiego l, wiele rzuca światła na działanie Jezuitów, 
Surowieclciego o upadku miast2 i spławach 3, Świę- 
cickiego (.
) jeografią starożytną 4; z nich pokazuje się, 
że nasze miasta nie były tak niedołężnemi, jak dzi- 
siaj. Dla samych mapek zbiorek mieć należy wyszły 
w Wal'szawie 1H21 przez Mikłaszewskiego(..
)6, a starać 
się upowszechnić go; dla poczynających się uczyć 
jedyne. O flocie polskiej 6 pl'zesłałem dziełko do Jana. 
Za Zygmunta III upadający Polacy jeszcze pływali 
po Bałtyku. Ale na có;; się mam rozwodzić nad pt'zed- 
miotem, jakkolwiek lubionym i podobanym, ale któ- 
rego czas i okoliczności nie dały, jakby nalt"żało, 
zgłębić? J U7 ty przez pracę twoję więcej się o źró- 
dłach dowiedzieć mogłeś, a mając pod bokiem dziś 
Lelewela, jeżeli

 chęć ta, z jaką poczynasz, i gOl'li- 
wość nie ostygnie, śmiało po wieniec histOl'yka sięgać 
możesz. Piękny to zawód, mało II nas lIPI'a""iany. 
Możem się niepotJ'zebnie rozpisał: przyjaźń niechaj 
wymówi. Kochaj 


Onufra! 


Lublin, 25 października tR21, 
(Na stronie adresowej).- 
Stanisławowi Kozakiewiczowi 
zdrowia i pomyślności. 


l J. M. O s s o I i ń s ki: Wiadomości hisloryczno-krytyczne do dzie- 
jów lileratury pol
kiej. Kraków 1819, . Wawrzyniec S u r o w i e- 
c ki: O upadku przem)'słu i miast w Polsce. W",.szawa 1810. 
· Tente: O nekach i "pławach k.-ajów k
ięstwa warszawskiego. 
""arszawa 1811. · Tomasz :o. w i ę c ki: Opis starotytneJ Polski. 
Warszawa 1816. · Józef M i k I a s z e w s ki: Rys historyi pol- 
skiej... Z 3 herbami, wizerunkami i !i mapami. Warszawa 1821- 
· Tomasz :o. w i ę c ki: Historyczna wiadomość o ziemi pomorskiej, 
midcie Gdańsku oraz tegludze i panowaniu Polaków na morzu Bał- 
tyckiem. Warszawa 1811.
>>>
33 


CCCCXLV. Malewski do Jeżowskiego. 


/16/28 paździemilm 1821, Szczorse]. 


Nie byłem nigdy w tak złym humorze, jak dzi- 
siaj: wyrwałem drzwiczki od pieca, I'zuciłem jabłko 
w ogień, świstałem z godzinę, chodząc po stancyi. 
P. Tomasz wie. co znaczy moje świstanie, śpiewanie. 
Byłem pewny wyjazdu zawcwra, t. j. 14. Dziś znowu 
hrabia wyjechał i pmsił mię. abym zaczekał tydzień 
do jego powrotu; upierałem się przy swojem, lecz 
nie przepm"łem, bo mi koni odmówił. Od dziś, t. j. 
od 16 za tydziell będzie 23, na zajechanie do Wilna 
potrzeba dni 3: otóż i 26; a że 4 dni nie wieI ką robi 
r6żnicę, więc spodziewam się, że was niebal"dzo mz- 
gniewam, jeśli na 1 nowembra przyjadę. Sami zważ- 
cie słuszność powod6w i wierzcie, żem nigdy tak go- 
rąco nie pragnął widzenia się z wami, Wszak miesiąc 
blizko siedzę jak w niedźwiedziem uchu, nie mam 
waszych listów, nie czytałem żadnej ksi'lŻki, gazety 
nawet. Co znajdę za powmtem? Zapewne mbiliście 
w stosunku do nmie odwrotnym; więc wszystko już 
zrobione, bom ja nic nie mbił. So, la. la, la! Tak 
pusto w głowie, że nie mogę dociągnąć tej ćwial,tki; 
przypominam tylko wysłanie, jeśli być może, książek 
dla szkoły szczorsowskiej. Egzamen będzie niebawem; 
starajcie się wyprawić IWędko wpmst na imię hra- 
biego. Potocki, jeśli go odemnie popmsicie, nie od- 
mówi wysłania przez kancelaryą. Do wykonania pro- 
jektu, zebrania składki polecam Maryana; on zawsze, 
tak jest gotów i tak odpowiada, jak minister odpo- 
wiedział kt-ólowej francuskiej: Si Votre Ma;este de- 
mmlde une chose possible. elle est faite; si Elle de- 
mande lIne chose impossible, elle se faira! Bądźcie 
A.rchiwum Filom. Cz. I. T. IV. 3
>>>
34 


zdrowi, a co można, odłóżcie na 1 nowembra, żebym 
ja za powl'otem nie był nowym gawronem. Dziś tu 6 
stopni było ml"Ozu. Nie mam czasu pisać do mego 
ojca; ktokolwiek niech ten list odniesie, ale prędko. 
(Adres): A Monsieur, 
Monsieut. Jost:ph Jeżowski 
aVilna. 


CCCCXLVI. Pietraszkiewicz tło Czeczota. 


[okuło 24 października (5 listopada) 1821, LublinJl. 
Czemuż musicie milczeć? O czasy, o czasy! Mnie 
wielemówstwo dziś opanowało; czemuż nie mam jasno 
we wszystkim i ze wszystkiego się tłómaczyć? Mało 
dziś przedmiotów, ,ja sam tylko jestem, o sobie piszę. 
Wspomniawszy rozmaite figury, nic nie mówiłem o re- 
ktorze. Słodki człowiek, poważny, nie młody, już 
śnieg włos ubielił, żonaty, ma żonę, wiele dzieci, doj- 
rzał_l có.-I,ę; nie bytem jeszcze w jego domie, tylko 
w kancelat'yi, Lublin dos
'ć niemałe miastko, około 
7 000 ludności; wiele kamienic w I"Ildel"ach, a wieże 
kościelne stel'czą wszęd7ie, słowem, stm"ożytne i pol- 
skie miasto. .Jak się dotąd bawiłem, 'wiernie skre- 
ślony ol)\"a7. od kieliszka zacz!łem; z razu niewprawny 


1 B. d. Gdyby Piełraszkiewicz pisał w t)'ch s"l11ych odstęlach 
czasu z. Lublina, co list pier\-vszy 8,20 \vrześnia i u r.u..... i ..!.f \\'I7.eśnia 
(6 pai.dziernil.,), toby ninil::
7.'\' li..t "'.rpa(
ał ba 10/.
2 pa
:dI.1cl.l1ika. 
Zdaje się jednak, te datę w
.padnie I,.r.esl1n'll' znacznie dalej. jeteli 
zwlasz,""a weźmiemy na u",agę li,1 Czeczota z 7/1
, IIstop,,,la (N". 
CCCCLI), w '",;rym CZ)'.. m,,: ,,'Vidzialem się d,iś z AI,.ksal1drem 
(Guten1); rnó'wił, że 11 i e d a w n o list odel)1 :any od ciebie, adre,o\\'any 
do Innic, odc'łłał do \\'ilnau. Jet.eli tli o t\'n1 iiście mo\va, a ".sz\stk
 
IUZen1a\\'ia 7.,a ten1, to Pietra!'izkif"\\'1C7. pi;ał 
() okoJo 24 paź(hie-.-uika 
i Gut mó
ł powiedzieć, "e li..1 n i e d a w n o do Wilna odes"'I, g-.łyt 
z klika dni wyczekiwał o!m.yi.
>>>
35 


uczeń, wkl'ótce samego zl'ównam Bachusa. Pisałem, 
że nająlnn stanc)'jkę osobną, dł-Og;}, bo # 12 rocznie; 
ale li kogo? - to sęk, Janie. Gdyby to młodsze lata, 
1110żeby i bez białych pienitdzy byłyby bidne (s) ZaJl- 
skie materace; ale mnie, jak na opisanie podróży 
Argonautów nie staje, tak wiesz, że w zimie kiepski 
ze mnie sługa Wenery. Otóż stoję pl'zez ścianę ze wdo- 
wą; nie jest niemłod;! i niepiękną, a wielkiej sł;elwy 
i miel'n)'ch pienięd7Y, Ja. nieświadom. jakiego się 
skał-łm dOl'walem, obojętny byłem; aż tu szmel": ,jaki 
taki szepnie: »Masz wdówkę - ciep!;" a z boku tylko 
trzeba pracy. Masz bowiem wiedzieć-mówił mi jeden 
otwarcie - była to kl'zywa w Lublinie, niegdyś piękna, 
Krępski adwokat wywiódł ją z klasztoru wszetecznych 
i wziął za swoj;l połowicę; nie długo żyjąc, pl'zeniósł 
się do Elizeum, a j;} we wdowim zostawił stanie 
i 60.000 pl'awdzi",.ych czy z powszechnej opinii i od- 
głosu urosłych". Co mi do tysiąców? Jaki początek, 
taki koniec: dziś rada tak żyje, .jak poczęla. W mie- 
ście takiem, jak Lublin, o Iwżd)'m dobl"ze wiedz;l' 
Mnie, powiadam, ściana i th'zwi, jak niegdyś od Ger- 
trudy pl'zedzidaj;l. Janie, niemasz ciebie, ażebyś się 
o ws/.ystko umawi;lł; ia sam musz
, ale bez żadnych 
pretensyi, a uprzedzony jeszcze, żadnej wal'tości nie 
łUogę nadawać pl"Zec1miotowi, który nic nie wal"t. 
Zimlliejsz
', aniżeli kiedy, odczyty wam l
aslasa l hi- 
stor)'ą. I
ektol' się /.:Ipytywał: 
- A gdzie stoi? 


· Roma'b I'0li!)'czny Samu"'a J o h n S o n a (ur" 1709, UIl1. 1 78
), 
(autora Ida!-o)'CZl1Cł;O dLlcła: Iictiona.-y ot" the En
lish łanglla
e. 
lond)'n '75;;) p. t. "His!"," of Iasselas, 1"."1"e of Abys
inia«. Lond\"n 
1759. zapŁ"\\'lu=- \V J1ł-zt.-k1.a(fzle fr,ancus)iilu: »1
HSSelas, p.-ince d'l\.by:-,sl- 
nie. Ave." la vi.. de I'ante",'. Trad. nouv. Par.s ,XIX, j..żel' ni" w Iló- 
"'aczenin polskiem: HislOrya Ra,slasa, kn)\ewicza Ahdasynu (s). z al1- 
Rielski..go przelot.ona. "'"rszawa h. r. (1803). 


3' 


-
>>>
36 


- U Krępskiej - odpowiedział któryś; było to na 
korytatrzu. 
- A dobl'ze sobie wybrał! 
Ten i 6w w śmiech. Woelke mnie bronił, że się 
tem wcale nie zajmuję. A c6ż na to? Piękne na- 
dzieje, kto tak piękne, jak ja, mógł objawić talenta, 
jedne rzeczywiste, drugie w mniemaniu. Wyjąwszy 
zimną erudycyą, jeden W oelke zdaje się najbliżej 
mnie przypada; różni nas wiek i mienie, bo on ma 
ze 2000 *, ale rad ton swój utrzymać, pewny swoje- 
go i pod nikim nie kopie dołków, ani też wody mąci. 
Tak go opisują; reszta niema z kim żyć. Dysiewicz 
goni grosze, a grosze wysyła na dziwki (s). Ma brata 
doktorem, żonatego; byłem u niego, ale żona na po- 
łóg do Warszawy wyj achała. On niby ściślejszą ze 
mną połączony znajomością. Ach, jak życie ciężkie, 
kiedy go niema z kim podzielać! Trudne były czasy 
w Dolinie l, trudne roku przeszłego; dziś mam pen- 
syi 2000, pl'zecież chwil roku zapl'zeszłego na żadne 
nie mieniałbym. Czy Franciszek jedzie za granicę? 
Czy nie skierowałby na Lublin drogi? Czy (s) Adam czy 
wolny, czy zdrów, czy wesół, czy zawsze zapomina 
się? On nie jeden dzisiaj. Co o Towarzystwie Typo- 
gl'aficznem, co o mającem dawać wsparcie ubogim 
uczniom uniwersytetu? Prospekt łaciński
, jeżeli będzie 
przemowa Grodka, PI'zyszlijcie, a choćby nie było, 
polski 3 przynajmniej; Jundziła o płodach z zagranicy 
sprowadzanych - nie pamiętam tytułu, Teodor albo 
Ignacy Dom[ejko] będzie wiedział - do objaśniania, 
skąd piepl'z, wielce się Pl,zyda. »Teorya jestestw orga- 


· D o I i n a-w. w pow. szczuczyńskim, a nadto okolica szla- 
checka i 2 wsie w pow. lidzkim na Litwie. 
· Praelectiones in universitate Vilnen_i. Wilno 1821. 
· OgłoszeOle lekcyi w uniwersytecie wileńskim. Wilno 1821.
>>>
37 


nicznych« l. Przy dawaniu jeografii łączyć mam wia- 
domości statystyczne; czy jest jakie dzieło, któreby 
obejmowało statystykę wszystkich krajów? Domejko 
ma Erscha 2; czy nie mógłby mi przysłać? 


CCCCXLVII. Kulesza do Czeczota. 


[25 października (6 listopada) 1821]. 
ot 1821, Oktobrla] 25 d., Łochwa. 


Kochany Panie Janie Dobrodzieju! 


Nie wiem, co się ze mną stało; nie mając odemnie 
żadnej wiadomości, może już wymazaliście z rzędu 
przyjaciófS. Okoliczności tak się złożyły, iż nie mo- 
głem przyjętemu obowiązkowi zadosyć uczynić. Ile 
razy wspomnę na nasze związki pl'zyjaźni, ubolewam 
tylko. gdy w gl'onie waszem wspólnie pl'acować czas 
nie dozwala, a przez to jako nie('zynny z listy człon- 
ków wymazanym być mogę. Przyjaźń, jaką od po- 
czątku powziąłem ku wam, taką czuć będę zawsze, 
lubo może się pamiątka tylko dla mnie pozostanie. 
Nie sądź, kochany Janie, abym się lenił; pracuję 
zawsze, lecz gdy ta pl'aca przerywana jest rozmaitemi 
czynnościami, dlatego wykonanie ustaw związkowych 
pomimo chęci zaniedbane być musi. Donieś po pl'ZY- 
jacieisku, co się u was dzieje, obmń, jeśli możesz, 
sprawy mojej. Spodziewam się, że się wielu u was 
znajdzie godiwych o zachowanie praw porządkowych, 
którzy dopominać się mogą wypełnienia i karać wi- 


. Jędrzej Ś n i a d e c ki: TeOlya jesteslw organicznych. T. I, War- 
szawa 1804. t. II, Wilno 1811. . Joh. Sam. Ersch: Literatur 
der Geschichle und deren Hilflówissenschaften (Geographie und Sta.i- 
stik) 2 Ausg. Leipzig 1813. · T. j. ze Związku Przyjaciół.
>>>
38 


nowaJcow; lecz rozmaite okoliczności i przeszkody 
mogą im być do uwagi podane. A zatem o tem wszyst- 
kiem racz, kochany Janie, donieść, wszelkie albo- 
wiem wasze pisma najprzyjemniejszym są dla mnie 
przedmiotem. Za 2 tomy ekonomii politycznej Seja l 
odbiel.zesz fi. 30 z rąk W. Zielenia, z tych stł-On po- 
wracajclcego, I"ównie też tomów trzy Dziennika han- 
dlowego 2 do biblioteki komunalnej odsyłam. Dat"uj, 
że się tak długo te posyłki pł-Zewlekły, nie było albo- 
wiem zręczności do rychlejszego pl'zesłania. Kłaniaj 
wszystkim znajomym i nieznajomym, przyjaciołom 
oddaj najczulsze uściśnienie. 
Bądź zdrów! 
Zawsze szczery i życzliwy przyjaciel i sługa 
Michał Kulesza. 
1821, Octobl". 25 D. Łochwa. 
(Adres): 
A Monsieur Monsieur Jean CzecL:ot 
tl"es cher et estimable ami 
pour Wilno 
pour cette lettre Des annales de la comerce (s) tom. 3. 


CCCCXLVIII. MaJewski do Jeżowskiego. 


[26 października (7 listopada) 1821, SzczorseJ'. 
Józefowi Jał-Osz z[dł-Owia] i p[owodzenia]. 
Spodziewany codziel) zapewna, na nowe COI"az na- 
rażony pl"zewłoki, muszę raz jeszcze ostatni list napi- 


t Por. t. III, sh'. 299. I. · Jak z dop.sku na -twnie adresowej 
widać. jestto francuskie czasopismo: Annales de la comme..ce. 
3 B. d. uj u tro we c z war t e k miałem wyjetdtać«, t. j. 27 paź- 
dziernika. ateby jeszcze przed I listol}ada stanąć w Wilnie; list więc 
pisany we środę d. 26 październi..a 1821.
>>>
39 


sać. Jutl-O we czwal-tek miałem wyjeżdżać bez poże- 
gnania, bez opowiedzenia się nikomu; już poskłada- 
łem papiery, książld, kufel' pakował się na środku 
stancyi, Okno moje wychod1.i l1a o
ród; po ogrodzie 
chodził - kto? - łatwo si\, domyślisz. Podszedł pod 
okno, zajrzał i cały mój Pl'oiekt poszedł na nice. Co 
się dzialo. nie opiszr. Wid1'iałem łz\' w oku i ta 
chwila odkr
'ła mi cah! tajemnicę, której częścią się 
bałem. częścią żądałem. Jaż jestem łe7 tych PI'ZYCZY- 
ną, jaż godzien ich jestem! Ja, co pasowałem się 
z sobą, aby nic nie pokaz3ć, .ja wyprzedzol1
' zosta- 
łem! Niedowicl"zam. ale jakj.e nie wif"l"zyć '" tę 
szczerą, anielską duszę? SanI nie wiem. co mam my- 
śleć. zbytkowi szc7.ęścia nie ufam. Nigdym o sobie 
tak mało nie tl'zymał, jak tel-az, ni

Jym n'l siebie 
z tak nizka [nie] patl'zał. Ależ bo jak wysoko ją pod- 
niosło przyrodzenie! Nie wdzięki, nie urok, nic ze- 
\Vnętl-znego; wszystko skl"yte w g
ębi serca, wszystko; 
dowcip, r07um, wszystko z serca, dusza w oku, 
\V uśmiechu, w skinieniu, to podbija, to niewoli, to 
\V rozpacz wpl-awia. Udel-zająca piękność upędza się 
za pięknością, od niej być I)oniżon
'm nie wielkie 
zl11cH,twi. nie; ale obawiać się, aby się nie znalazła 
dusza bliższa jej duszy, czuć swoją słabość-nad to nie- 
l11asz nic mocniej dl'ęcze!cego. Gdybyś ją widział, Je- 
żu, jak każda myśl, każdy I-YS najdrobniejszy myśli 
\Vp."zódy się wyda w oku. niż przejdzie pI-zez usta, 
jak ta myśl jest zawsze piękne}, czystel. niewinm), 
ileżby ci się wyobrażell p.'zemieniło, ilubyś zdań swo- 
ich zaniechał! Mówiłem jej nieraz o tohie; ."az po 
wesołym bardzo spacerze, rzeHa mi; "Odtąd tak się 
Sprawujmy, jakby \la nas patrzał Jeżowski«. Tomasz 
za swojeg-o "Skowroneczka« 1 ma już pomnik zape- 


· Por. t. II, str. 417.
>>>
40 


wniony. Ależ bo jaka to pieśń! Podoba się każdemu, 
bo :albo przeszłość przypomina, albo przyszłość wró- 
ży, albo teraźniejszość ozdabia. Nie moje to zdanie. Nic 
nie piszę do Adama; siebie mu przywiozę za kilka 
dni, jeżeli tu co nowego nie zajdzie. Czekam lada 
dzień hrabiego. 


Malewski. 
Rozumie się, że wszystkim kłaniam, wszystkim po- 
wrót przyrzekam. Maryanowi moje ściśnienie za rękę. 


CCCCXLIX. K. Piasecki do Czeczota. 


[około 28 października (9 listopada) 1821. Wilno]1. 


Kochany Jasiu! 
Nie mogłem ci wygotować listów przed wyjazdem, 
więc w pog-oń za tobą puszczam. PI"zyłć!czam ci cztery 
listy: do Pau-owy, do Owsianego, Jankowskiego i Ro- 
manowsl{icgo. Co do pierwsf.ej, nic nie mam powie- 
dzieć, PI"ÓCZ, żebyś l"eSpOns od niej ołt"zymał. U Owsia- 
nego weź rewers na imię Turskiego z przyjęcia pa- 
piel"ów; ho jak on tu w Wilnie odemnie odbierał, to 
nie wydał na imię Turskiego kwitu, ani zwrócił Tur- 
skiego l"eWerSU, a mnie tu Turski gania. Toż samo 
i z Jankowskim, z tym jednak przydatIdem, że Jan- 
kowski wydał mi plenipotencyą do przyjęcia układów 
z komisyi, ja one odebrałem i pl"zesłałem pl"zez pocztę. 
Kwit z opłaty komitetu teraz w jego liście posyłam; 
\\ ięc upomnij się na to rewersu już na moje imię. 


1 B. d. Czeczot wyjechał z Wilna 26 p"ździernika jdeli więc 
list Piaseckiego miał J,:0nić Czeczota, to musiał b}'ć wysiany nazajutrz, 
lub najdalej na trzeci dzień po w}jeździe, był więc pisany około 28 
października 1821.
>>>
4 1 


Co do Romanowskiego, z tym najwazmeJszy interes. 
On mi tu wydał asekuracyą, że za prowadzenie jego 
spraw winien zapłacić rubli srebrem pięćdziesiąt. Obie- 
cał na kontraktach miliskich dać trzydzieści albo przy- 
najmniej dwadzieścia pięć. Mówiłem nawet, że przez 
ciebie będę pisał; oddaj więc sam list i rozpisz się 
na nim, jak ci naliczy. Kiedy to wszystko poodby- 
Wasz i pieniądze będziesz miał w kieszeni, to napisz 
do mnie o wszystkie m przez pocztę, nie czekając po- 
Wrotu, bo najwięcej będę niespokojny o Romanow- 
skiego. Co zaś pieniądze, to i sam przywieziesz. Weź 
u Romanowskiego adl"es, dokąd mam do niego pisać. 
O to wszystko prosi twój przyjaciel 


Piasecki. 


CCCCL. K. Piasecki do Czeczota. 


[7/19 listopada 1821, Wilno]'. 
Janko, zazdroszczę tobie pobytu w \\'ar'szawie, nie 
dla huku ani pal"ad, ale dlatego, żebym wiele sobie 
Ułatwił pytań, któl'ych z książki utytułowanej "Kodeks 
postępowania sądowego" dojść żadn)'m sposobem nie 
Illogę. PI"zywieziesz nam huk wiadomości o uniwer- 
sytecie, a ja proszę, nie pnepomnij i o sądach. Pa- 
miętaj o dziełku Kalasantego Szaniawskiego: ..Rady 
przyjacielskie dl.. młodego czciciela nauk,,; to nie- 
wiele będzie kosztować. 


I B. d. List pisany p.zed 15 listopada, gd)'i mowa o plZ)'szłym 
15 listopada, kiedy Piasecki ma w)'płacić za Czeczota 15 rubli. Że tu 
l110wa O listopadzie, nie o grudniu, wskazuje list nasl"pny z 2. listo- 
pada w którym powtarza wiadomość o Piotrze, bracie Czeczota. Po- 
niewai dwa nast"pne listy są pisane w poniedzialek, przypuszczam, 
te i ten był pisany w począlkach listopada, w poniedziałek 7 listo- 
pada 1821, gdy:!: w poniedziałek odchodziła poczta z Wil na na Kowno 
do \Varszawy.
>>>
4 2 


Z twoimi domownikami dobrze idzie. Piotruś l 
chodzi do Mokl'zeckieg-o, .Juraś 2 do Zajączkowskiego. 
a Aleksander 9 biel"ze 5 rubli li Czyżów. Jeżowskiego 
zatem wsadził już do Stenzelów; tak się chłopcy obra- 
cają, dobl'ze idzie. Adam bierze swoją pensyą. Ja na 
piętnasty tego miesiąca będę musiał dać im II) mbli, 
jak mi mówił Aleksandel' ; nie wiem. za co tak wiele 
wyegzaminuję. a jednak dam. Jeżeli tt'zeba będzie 16 
wyliczyć, to już 29 rubli będę miał na tobie prócz 6, 
które Mal'yan przyjął. Mogę więc dopominać się o ku- 
ple 4 . choćby moje intel"esa najgOl'ze.j poszły i resztę 
w Wilniebym dołożył. Pamiętaj tylko o suknie, żeby 
na 30 zł. był ł-okieć. Jeśli tam będziesz mógł, tobym 
prosił chustek białych na szyję, cienkich ze 4, ho tyl- 
ko jedną pan I'egent ó ma w całej gcu'derohie. Pisałem 
ci w tamtych lislach reprymandy ; dopiero 6 ani wspo- 
minać o tem nie chcę. Weźmiesz co, to dobl'ze, a nie. 
to i tak dobrze; nie zapędzam się. Dowiedz się, czy 
jest w Warszawie W. PłoSZCZYllSkl; oddaj mu list, 
który pl'zyłączam. Piszę ja w nim, żeby na conto mo- 
jej kat,teczki dał pieniądze; pnyłączam ci tę kal,tkę 
na X *. To dobra spmwa, jeśli odbierzesz. Boję się 
howiem o niego; jeśli tam skOllczy z opieką, to do 
Wilna nigdy się nie pokaże, a może 
 =!f: hęd} w na- 
dziei. Dołóż więc stamnia, jeśli tego będzie potl'zeba; 
kiedy zaś nie SkOl1cZY z opieką. to niech sobie i na dal- 
szy czas zostanie. Tym listem umacniam cię do upo- 
minania się pnyjęcia części lub całości. Pamiętaj być 
spnlwniejszym w tym intel'esie, niżeliś się okazał ze 
Sztekiem. U nas T.-embeckiego Żydzi ch'ukują; nie 
hędzie więcej kosztował nad zł. 4 i tę będzie miała W)'Ż- 


l Brat Jana Czeczota. I Je. Z)' 1\1 i c k i e w i c z. najl11łodszy 
brat Adama. I M i c k i e w i c z, młodsz)' brat Adama. 
· k u pl e - kupIe, sprawunki. . T. j. K. Piasecki; regent- 
tytuł adwokata. 6 T. j. t e raz. 


.....
>>>
4 3 


sZość ta edycya, że zawrze i te jego pisma, co poroz- 
rZUcane po peryodycznych pismach. Niemasz więc 
POh"zeby kupować. Jeśli od Płoszczyńskiego pieniądze 
Weźmiesz, to Pielgrzyma w Dobromilu 1 oba tomy dla 
Il1nie kupisz. 
Sercem ku tobie cały 


Piasecki. 


CCCCLI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[7/19 listopada 1821]. 


7/19 listopada, Warszawa. 


Dla dania ci odpowiedzi stanąłem aż w \Varszawie. 
Bawię tu już od środy (a dziś poniedziałek); dwa t)'- 
godnie SkOt1cZY się w następną ś.-odę, jak wyjechałem 
z miejsca. Niespodzianą tę podróż, zadziwiającą za- 
pewne na wstępie listu ciebie, odbywam z p.-okura- 
torem 
 i Salmonowiczem, przybyłymi tu do opieki 
dla stanowienia w najpoważniejszych interesach Ma- 
Sy i kOllczenia z ordynatem i wojewod
! wileńskim s 
opiekunem. Zabawimy tu, jak sądzę, do pierwszych 
dni gm dnia mskiego. Nim więc stąd wyjadę. łatwiej- 
Sza z tobą korespondencya kilka razy odbyćby się po- 
winna. \Vidziałem się dziś z Aleksandrem 4; mówił, 
że niedawno list odebrany od ciebie, adresowany do 
nInie, odesłał do Wilna. Musisz tam zapytywać się, 
dziwić i narzekać, zaco się takim stałem niemową, 
zaco cię w twoich tl'udnych okolicznościach i słowem 


- 


· Izabella C z a r t o r y s k a: Piel!:1"Zym w Uobromilu cz)'li nauki 
Wit:jskit: z 40 obrazkami królów polskich wyobratającymi. Warszawa 
181!!, 2 wyd. 1819_ . Był nim wted)' Michał Z a I e ski. b. pod- 
komorzy rosieński. · Michał R a li z i w i H. wojewod" wileński 
(Ur. 1744, um. 1831). · Gutem. 


---
>>>
44 


jednem nikt pocieszyć nie spieszy. Mas;,: do wyrzuce- 
nia, ile że dwa listy twoje, jeden z Warszawy na wy- 
jez[d]nem, drugi z Lublina, leżą bez odpowiedzi; ale 
gdyby ci się tu wyrachować z przeszkód i różnych a ró- 
żnych ciężkich i nie dających człowiekowi ani wol- 
nego czasu, ani spokojniejszej myśli przyczyn, cał- 
kiembyś; niepisanie wybaczył i jeszczebyś się nadzi- 
wił, jak takie brzydkie momenta zdrowo i żywo 
przebyć się udało. O possiJ Bieda nam; jakiś zły 
duch wszędzie szkodzi. Jeż został bez miejsca; nie 
mógł znieść dziwactw i głupstw swojego pryncypała 
i musiał rzucić naprzykrzone guwernerstwo. Fran- 
ciszka ojciec chce kosztem uniwer(sytetu] wyprawić 
na rok do Warszawy, ażeby się do dalszego wojażu, 
nie wiedzieć, w czem i na co. usposobił. Tak tedy 
Adam osiadł ze swoim wojażem na koszu. Dotąd 
mu jeszcze pensyi 200 rubli od uniwersytetu prze- 
znaczonej, nie potwierdzono. Przyjechał z Tuhano- 
wicz, bez mała jak zwaryowany. Nic prawie nie ro- 
bi, trudno z nim i nie można potrafić już nawet i ga- 
dać; milczy, lulkę pali, chodzi wiele, zawsze zamy- 
ślony, a o niczem dobrem nie myśli, bo całą myśl 
opanowała Marya; słowem, zbrzydził świat i życie, 
ledwie, że nas nie zbrzydził. Żyje na świecie imagi- 
naC)'i; jakkolwiek mu tam żyć przyjemnie, nam nie- 
przyjemnie na jego męki, stratę zdrowia, wytężenie 
takie sił wszystkich, a zupełną nieczynność życia pa- 
trzeć. Cóż dopiero będzie i jak ty się mocno zadzi- 
wisz z nowiny, kied)' Franciszek ze Szczors rozko- 
chany powróci i po swojemu fiksować zacznie? Licho 
nadało w tern odludnem mniszem siedlisku zjawić się 
jakiejś z braterstwem Chreptowicza przybyłej piękno- 
ści! Zabiła wzrokiem Franka, padł ofiarą jej wdzię- 
ków i przymiotów, i ona nie mniejsze ku niemu 
uczuła zapały. Tyle obowiązujących powabów już go
>>>
45 


zatrzymało do 1-0 listopada w Szczorsach, a kto wie, 
jak l-szy przyszedł, "może jeszcze do l-O grudnia od- 
łożył wyjazd, bo mając przed 15-ym października po- 
wrócić, już kilka razy (kiedy na przykład na dniu 
Wyjazdu w kalendarzu znalazł ręką lubej położony 
Wykrzyknik) od dnia do dnia odkładał. Takie to 
W sercach, a za niemi w myślach rewolucye! Nie 
przypominam, a w miejscu tuby był wiersz Wirgilego 
oDydonie: 


Stoją odłogiem zamki i poczęte wieże... 


a jej Eneasz w głowie tylko. Nicby tu i Onufrowe 
krzyki i gderania; trzeba cierpliwie patrzeć na wa- 
ryujących kochanków, jeszcze ich głaskać uczucia 
i pochlebiać ich fantazyom, ażeby je jakkolwiek uspo- 
koić, bo wszystko irytujące, rozdrażnia bardziej i okru- 
tnie kwasi. Wyglądamy POl'y szczęśliwej, kiedy się te 
straszliwe paroksyzmy zakOlIczą ; ale one ledwie się 
jeszcze zaczęły, a tymczasem kochankowie są civiliter 
mortui. Żyją, jakby nie żyli dla świata. Sarosiek do- 
stał był sobie miejsce u Hejmana bankiera, dobre 
było, wygodne i 50 :#=; ale także dla nieznośnych 
pretensyi, ażeby wiecznie, jak lokaj, siedzieć i cho- 
dzić za dzieckiem, musiał rzucić, i zostać przy t2-tu 
rublach pensyonowych. Co się tycze nauk i pracy, 
zupełnie się opuścił. Bon vivant i skończyło się. Ten 
dzień u niego naj szczęśliwszy, w któl'ym trzy, cztery 
razy kawę, kilka razy herbatę i poncz i wina jeszcze 
do tego wypije. Daj Boże skruchę i poprawę! To- 
l11asz dla miłości neutralny, owszem niejakoś pl zeko- 
chany i widzący, jakie to w miłości bagatele wielkimi 
zdają się skarbami, patrzy na wszystko ozięble.j, ale 
nl0że z większą i głębszą uwagą. Siedzi sobie, jak 
pan, w wygodnem mieszkaniu. Wziął, o których sły- 
szałeś. Śliźniów, i jeszcze dwóch studentów, pl'ÓCZ
>>>
46 


Chodźki 1, Z któl-ego żadnego obłowu, i będzie miał 
tyle, jeśli w rachubach nie zbredzi, że braci wyżywi 
I Jeszcze się koło sta dukatów okroi na odzienie i in- 
ne potrzeby. Sobolewski pojechał do Kroż na nauczy- 
ciela. Stękać już zaczyna, Daj Boże, żeby hultajstwem 
nie Iwonił się od nudy i ściągnionych czasem nieba- 
cznie niedostatków. 
Tak tedy masz Plus minus wiadomość o naszych 
kolegach. Nasprowadzaliśmy jeszcze do Wilna bl-aci, 
którzy nam czasem daj'l do myślenia, jak za kuso 
w kieszeni. Ja przywiozłem do szkół mojego, przy- 
wieźliśmy JUI'ka Adamowego na uniwersytet; chodzi 
na lekcye fizyczne, ma być medykiem. Józefa 1 bl'at 
stryjeczny p.-zyjechał, także Józef, do starego niepo- 
dobny ani z głowy ani z mowy, ałe niezły, rzeźwy, 
nie mrukawy, przystojn)', młodziuchny i będzie też 
coś z niego. Chod7i na oddział literacki; ma to być 
fizykus, jeśli nie moralista. Sobolewski sprowadził 
swego, dostał lichą guwerneryą, chodzi na lekc)'e fi- 
zyczne, chłopiec niczego. Ale jeszcze zapomniałem 
pocieszającej nowiny o Jeżu. Już tylko przed moim 
wyjazdem szło o napisanie z nim kontl-aktu o I-edak- 
cyą Wilel}lskiego] Dziennika. 900 ł-Ubli zgodził się 
z prJ:yjędem obowiązku dostania i opłacenia od sie- 
bie kolabOl'atorów, Redakcyą ogólną. to jest. wyda- 
wanie wzi'lł na się Zawadzki 2 od Towarzystwa Ty- 
pograficznego i od siebie Jeża ugodził. Tak tedy od 
Nowego Roku z insz
'ch r'lk "Dziennik" wychodzić 
bl'dL.ic. Długo pisać. jal,ie tam hyły forsy i dzieciń- 
stwa; dosyć powiedzieć, że Marcinowski 3 z tej się 
przyc7yny rozchorował. l\1niejsz'l o tegu nikczemn('go 


I Jc.towskie}!.o. 2 J()zef Z:ł \'t' a d z k i, l{si
Rarz. 3 Antoni 
1\1 a .- e i .. o w 
 ki; widać Dziennil" drukowany dotąd w dmka....i Mar- 
cinowskiego. miał się p.-zenieść do Zawadzkiego. 


.
>>>
47 


spekulanta, przynajmnicj Jeż teraz będzie miał- żyć 
z Czego i nie jeden koląborator. 
Zawiązało się u nas podczas wakacyi Towal'zystwo 
wspierania niedostatnich uczniów uniwersytetu. Było 
to podobno oznajmione w gazecie czy dzienniku. mu- 
sisz więc wiedzieć. Posyłam ci przy książce, któl'ej 
ządałeś, botanice Jundziła, organizacyą tego Tow2l.- 
rzystwa, prawidł-a i listę czł-onków po dzień podobno 
6-ty paździenlika. Ucieszy się Nufl' i zakręci wąsa, 
gdy się dowie, że już z tego funduszu utrzymuje się 
20 akademików biednych, któl'ych w tym roku naje- 
chał-o co niemiara. Ochota jest do nauk. ale co za 
hołota wszędzie, co za hoł-ota! Chwała Opatnności, 
Ze i na tych przynajmniej 20 utl-zymanie przejrzało 
nad wszelkie spodziewanie szczęśliwie wymyślone 
źródło. Osoby na organizacyi podpisane, które nie- 
gdyś za Szymkiewiczem I i Kontrymem poszły. utwo- 
rz)'ły, jak widzisz, początkowo to towarzystwo. Co- 
dzień się znacznie pomnaża, już więcej 200-tu człon- 
ków przeJ moim wy.iazdem było. Gotowych już w ka- 
sie jest więcej 1200 ruhli. 
Czemu ty na Kasprzyckiego do \VarS7:3wy nic od- 
pisujesz listy? Kasp..zycki ci posłał z domu dane kil- 
ka dukatów, Pisz, czy tak cię dręczą, jak w pOC7ąt- 
kach, niedostatki. Jeśli tu dobl'ze uda się z klientami 
Piaseckiego, to będę mógł ci niecu udzil::lić. Kasprzy- 
ckiego niespodzianie, i on mnie, spotkałem tu na uli- 
Cy. Bawi on w celu zdania egzaminów. Pisz do mnie 
na pienvsJ:! poczl\,. Mieszkam tu na \Vierzbowej uli- 


- 


I Ih. med. Jal.cih S Z}' m I, i e w i c z był prz"d Jędrzejem Śniad,'- 
cki u1 prezesell1 Towarz.)'stw.ił. SZUb.3\\'c(h,,; nale1ał do nich lakte 
t\olltrym.
>>>
48 


cy w hotelu Angielskim w domu Gąsiorowskiego. 
Czekam rychłej od ciebie odpowiedzi. Bądź zdrów! 
Jan, 
Oznajm mi, czy list, ostatnią razą pisany do ciebie 
przez Franciszka, zostawiony w niebytności twojej 
w Warszawie u Guta, doszedł rąk twoich w zupeł- 
nej całości. 


CCCCLII. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


I 14/ 26 listopada 1821, Lublin J. 


26 listopada 182 t. 
Janowi Onufr zd.-owia i pomyślności 1. 
Ty w \Varszawie! O, czemuż nie mam skrzydeł, 
abym tam zleciał, ciebie u[śJciskał i po warszawskich 
op.-owadzał brukach! Skazany uczyć jeografii w Lu- 
blinie, z ucznia Bachusa wkrótce będę doskonałym 
mistrzem: już pącz(s) zabijający nie tak silne wywiera 
na mnie wpływy, jak pierwej, kiedy pijany albo gdy 
zagl'zeję Rłowę, na chwilę zapominam mojego wy- 
gnania. Z nadziei wielkicb osiadłem na koszu; nau- 
czyciel, i to jeografii, nudy, niesmak i niesforność 
uczniów. Właśniem poprawiał seksterna, bo uczę i ka- 
ligrafii, gdy Brieftraeger przyniósł mi list i uwiado- 
mienie o paczce; nie miałem czem wykupić, więc do 
soboty zustała paczka i list do poniedziałku bez otwo- 
rzenia. Otwieram: Bóg mieszka w Litwie! Towarzy- 
stwo utrzymuje 20 uczniów! \Viadomość ta napełnia 
mię pociechą. Ale mnożenie się romantycznych boha- 
terów, ich zapasy, uwidzenia, jakże wiele powabów 
odjęły życiu! Nie uwierzysz, Janie, jak mię ten stan 


I Później dopisano: »Doszedł cały'"
>>>
49 


zasmuca! Co za przemiana, skąd ta dzikość, ten sen? 
Ale odebrać tej namiętności nie można, a kto ją zga- 
sił użyciem I'ozkoszy, jeszcze nie stracił czułości i lu- 
bo nie olśnie, drzemać i po krainie urojeń bujać 
musi. Od Adama z Kowna odebrałem list]; pisze: "Po- 
rzuciłem na zawsze nowogrodzkie strony i M., spo- 
kojny, ale dosyć nudny". Dla zabrania niby rzeczy, 
a w istocie dla obaczenia się jeszcze raz z Kol wal- 
ską] pojechał. Dalej pisze: "Postępujemy ozięble, bar- 
dzo ozięble; mieszkam sam jeden, naprzeciw jej 
okien, widzę w oknach światło. Teraz jest go- 
dzina 12. 


\Viatr t)'lko szumi po murach klasztora... 


Serio mam trochę na sumieniu; dobry Jan, odry- 
wając większym i ważniejszym potrzebom, grosze na 
takie dziwactwa moje ekspensować musi". Może na- 
stąpi też kiedy odmiana, może się na nowo odmdzi 
i siebie panem zostanie; o jakże jest biedny, jak 
wiele w tym stanie opojenia czuć i cierpieć musi! 
Janie, zwiedź salę Dąbrowskiego, gabinety, bibliotekę, 
zbiól' malowideł w Ossolillskiego pałacu; niechaj 
Aleksander 2 pozna ciebie z Zahelewiczem akademi- 
kiem, tenby niech pmwadził. 
Cóż, jak ci się Marysia u Brzezillskiej na kawie 
Wydała, jak Małgosia? Może ich mie.isce inne zajęły 
dziewoje, ale nic im było. Napisz, jeżeli jaka zaszła 
odmiana. Poznaj też Zapolskiego, mojego szkolnego 
kolegę i przyjaciela; Kasprzycki cię dopmwadzi. 
Ja jakkolwiek stoję już w moich interesach; gdzie 
braknie, cierpię, w listopadzie kawy nie piłem, a choć 
3 godziny pl'awię, nie na czczo przf'cież, twoim zwy- 
Czajem zjadam jabłko. Na obiedzie tylko przestaję, 


- 


1 Nr. CCCCXL. . Cut. 
Ąrchiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


4
>>>
50 


ale że pensyą dołowie] pobiel'am, obiad dmgi, bo na 
kredyt. Jeżeli więc będziesz mógł na rzecz długów 
warszawskich pl'zeszłomcznych, któl'ych ogólnie mam 
4 50 , coś, np. 100 lub 150 f. dać, wielką dogodność zro- 
bisz, nie licząc w to patentowego. Z końcem roku 
może się będę mógł uiścić moim wierzycielom; 
w dmgim, kiedy będziesz w stanie, doniesiesz mi 
[w J liście, o ilości, a ja wskażę naglejsze termina 
i osoby. Zapolskiemu najwięcej winienem, o dmgim 
wie.-zycielu Gut wie. A lubo pokutujące wiodę życie, 
1. odebrawszy pensyą, [f.] 10 g. 20 na herbatę wydać 
musiałem. 
Botanikę opisową ci odeszlę, bo już mam; ale po- 
trLebowalbym fizyologii i tenninologii Jundziłła 2, toż 
dziełka jego o płodach sprowadzanych z zagranicy 3 , 
którego tytułu nie pomnę. Dzieje stal'oż)'tne Lelewe- 
la '. O wszystkie komedye Zabłockiego i dzieło Kra- 
sickiego, gdy ci kieszeń pozwoli. Wyszedł 2 tom Trę- 
bet;kiego u GIiksbel'ga, f. 4, ale jest starożytnik pod 
kościółkiem Ś-go Jędrzeja, gdzie Onufr stosy ksiąg 
nabywał; dostaniesz po zł. 2, Ostatni I'az kupiłem 
oba tomiki pierwsze dla siebie za f. 4. Jeżeli masz 
dawniej zostawionego przezemnie Trębeckiego, kup 
dmgiego tomiku egzemplat,zy 3 i jeden Józefowi 6 do 
Szczuczyna odeszlij. Jeżeli się nic znalazł zgubiony 
wówczas, 2 tylko będą ci potrzebne. Do nabycia 
ksiąg u starożytników Zabellewicz mógłby wskazać 
drogę. Bądź u Zapolskiego, miejsce przeszłorocznego 


l T. j. z d o I u. · St. B. J u n d z i I I: Początki botaniki, I 
Fizyologia roślin, II Nauka wyrazó,,'. Wyd. 2. Wilno 1818. 8 St. 
B. J u n d z i I I: Bolan;ka stosowana, czyli wiadomość o wlasnościach 
i uiyciu roślin w handlu, ekonomice, rękodziełach i o ich ojczyźnie, 
mnoieniu praktycznem, wedlug ukladu Linneusza. Wilno 1799. 
· Joachim L e I e w e I: Dzieje sta.-oiytne od początku czasów hi- 
storycznych do drugiej polowy w. VI ery chrześć. Wilno 1818. 
· Józef P i et r a s z k i e w i cz, brat Onufrego.
>>>
51 


pobytu mojego będziesz widział'; ale bądź tam, gdzieś- 
my sypiali. Janie, ciężko jest na sercu; daruj, że nie 
piszę więcej, nie dodam. Alcksandel- 1 kazał zrobić 
pieczątkę dla mnie; musię za każdym listcm poży- 
cZać: wykup albo napędź, niech przyszle. U Gliks- 
berga znajdziesz za 4 f. Glińskiego 2; miałem ją wy- 
prawić do was, aleś mnie wyręczył. Z \Vierzbiłowi- 
CZem obacz się koniecznie. Janie, baw dłużej na Boże 
Narodzenie, choć goły. Daj czołem prokurato[ro]wi 
i Salomonowiczowi. 


CCCCLII I. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[16/28 listopada 1821, \Varszawa]. 
* 18:ł1, listopada 16/28. 
Mój ty Onufry, nieraz ty mi pl'zychodziłeś na myśl. 
nieraz chciałem ci słać pociechy, starałem się nawet 
o nie piśmienne; ale to dla tej, to dla owej pl"ze- 
szkody musiałem pisanie zwłóczyć, wreszcie wyjazd do 
Warszawy, a stąd sposobność bliższego z tobą ko- 
respondowania zatrzymały mię z pisaniem do ciebie 
z Wilna. Stąd t9 listopada (a twój 20 datowany) pi- 
sałem pocztą i posłałem ci jedną z żądanych książek, 
botanikę. Reszty między swojemi zebrać nie mogłem, 
Dziś odbieram twój list. Biedny ty, o za cóż wszy- 
Scyśmy biedni! Pisałem do ciebie z pociechą, że Jó- 
zef został l'edaktOl-em, teraz FI-anciszek wiadomość 
przywozi, że nie został, że Towarzystwo Typografi- 
CZne zrzekło się całkiem redakcyi. Przywozi wiado- 
mość, że wszystko w takim zostaje stanie, w jakim 
przed trzema tygodniami porzuciłem, a porzuciłem 


· Gul. 


. Franciszek W" t Y k: Gliński. Tragedya. Kraków 1820. 
4.
>>>
52 


wielkie bidy (s). Myśliłem, że lepiej będzie. Źle, i żal 
mi nawet, że to pisząc, ciebie, smutnego, bardziej je- 
szcze zasmucę. Aleśmy już przywykli do smutku 
i smutne wieści przyjmuje
lY jak konieczne, nieodzo- 
wne. Franciszek z Maryanem pr.lybyli zawczoraj do 
Warszawy. Zabawią tu kilka miesięcy, nim w dalszą 
ruszą dl'ogę. Franciszek sam napisać powinien do cie- 
bie. List do niego oddany, inne pl'zes7lę. Napisz, czy 
list mój z książką stąd doszedł. Spodziewam się, że 
jeszcze ze 4-ry tygodnie posiedzim w Warszawie; kil- 
ka jeszcze razy napisać możemy stąd do siebie. Nie 
trzeba cię nauczać, ani na refleksye się zdobywać; 
wiesz to, że in adversis umysł trzeba zachować stały, 
i kiedy głowa boli, a momentalne odurzenie z biedy 
i trosk nie leczy, Iekat"stwa tego używać nigdy nie 
należy. Bądź zdrów, mój kochany Onufrze, pamiętaj, 
że mężem jesteś. 
Data. 1821, listopada 16/28. 
(Adre...): Onufremu Pietraszkiewiczowi. 


CCCCLIV. K. Piasecki do Czeczota. 


r17/29 listopada 1821]. 


\Vilno, dnia 17 lIowembnł .821. 


Zacznę od najbardziej interesujących cię rzeczy: 
stół dla domowników twoich opłacony, Klukowski 
oddał pieni,!dze. Aleksander!, lubo był mocno chory, 
dziś jednak do ;ł;drowia przychodzi. Z Mokr[z]eckim dziś 
ułożyliśmy, że będzie potrzebo\Varł] codzieł'i mieć go- 
dzinę do wiosny; od wiosny obiecuje wziąść do siebie 
na wakacyą i dalej, jak wypadnie. Mamy być o 3 po- 


I I\lickiewicz.
>>>
53 


południu u niego; nie wiem, jak tam się ułoży, za- 
WSze jedn[ak] dobre nadzieje. Z Czyżem nic dotąd 
nie czyniłem, bo tak moje interesa wymagają; jeśli 
u niego przyjdzie kogo uplacować, to wypadnie z nim 
na stół się godzić, bo inaczej źle wyjść można. 
List twój wiele mi sprawił pociechy, ale nieró- 
wnie byłby milszym, gdybyś cokolwiek pewniejszego 
o moich interesach doniósł; jeżeli będziesz miał zrę- 
czność, to napisz przed swoim wyjazdem z Warsza- 
Wy. Już nasi podróżni 1 musieli stanąć w Warsza- 
wie. Powiedz Maryanowi, że miałem list od Karola 2 
do niego pisany; nie posyłam go, bo więcej do nas, 
niż do niego przynależy. Pisałem do O.-anowskich 
i dotąd nie mam żadnej odpowiedzi. FI"anciszka s uca- 
łuj; do niego pisze Jeżowski. My tu w zwyczajnych 
kłopotach; postępujemy, jak dawniej, z równą pocie- 
chą i nadzieją. Rukiewicz po twoim wyjeździe przy- 
był i dotąd bawi. Źle ty zrobiłeś, żeś zamknął ksią- 
żeczkę twego ojca; nie można dostać bez niej pienię- 
dz y , któl'ych ojciec twój potJ"zebuje. 
Nie mam co pisać ci więcej; jestem w stanie po- 
lana. Szumią, jak zwyczajnie, w mojej stancyi, kiedy 
jest Rukiewicz. Adam zawsze jednostajny; otrzymał 
pensyę kandydacką tymczasem, póki co będzie. Jeża 
minęła I edakcya 4. Romanowicz pieniędzy nie oddaje, 
goły. Tomasz się biedzi, że ma płacić za miesiąc. Na 
Sp[r]awę wołają mię - bądź zdl"ów! 


Pi. 


- 


l l\'1aJewski i Maryan Piasecki. . Kaczkowskiego z Knemieńca. 
· MaJewskiego. · Por. str. 46.
>>>
54 


CCCCLV. Jeżowski do Czeczota. 


[17/29 listopada 1821]. 


d. 17 listopada 1
:t1 r., Wilno. 


Józef Janowi pomyślnego pOwrotu. 


Redakcya Dziennika pękła. Towarzystwo zrzekło 
się swego przedsięwzięcia. Stąd wniosek, że finanse 
moje nie są polepszone. ł
atamy się wszakże, jak mo- 
żemy, chociaż tl'udno, a h"udno. Byłem znowu u re- 
ktora, który gl'zecznie mię przyjął i znowu dowie- 
dzi[e}ć się kazał. Nie opuszcza więc nadzieja, że uni- 
wersytet kupi Horacyusza, zwłaszcza jeśli kurator 
przyjedzie. Powodowany tą nadzieją, przekładam ci, 
jak następuje: Maryan mówił mi, że wzi
!wszy z góry 
całą pensyą roczną, mógłby mi 100 rubli na dl"uk 
Horacyusza pożyczyć, nie poh"zebując sam wszystkich 
zarazem pieniędzy. \Vyjazd Franci'izka wprawił mię 
w r.ntal"gnienie i oniemiałość, że nie mogłem, czy nie 
chciałem oświadczyć się za tą propozycyą. PI"zełóż 
więc mu teraz, a razem i wprzódy jeszcze przełóż to 
samo Franciszkowi i z nim się naradi. Możeby Fran- 
ciszek 50 rubli od siebie mógł dać, więc połowa by 
tylko spadła na Maryana. Tel"min oddania najbliższy 
naznacz "do wakacyi. Zdaje się, że możemy kaucyo- 
nować na tę ilość. Choćby nawet Horacyusz chybił, 
nie zostalibyśmy się bez sposobu. Wydarłbym 50 ru- 
bli u PełczYI'iskiego, a 50 na naszym PI"zyszłym ban- 
ku, w lombardzie (przyszłym!), lub gdziekolwiek nie- 
baby nam dziurkę otworzyły. Jeżeli otrzymasz te pie- 
niądze, nabierz mi sukna na frak i dwoje spodni, 
tudzież płótna na kilka koszul, jeżeli tam tańsze, 
niż u nas i jeżeli kupić potrafisz, to jest, wyblrlać
>>>
55 


i ocenić. Domejko prosiłby takoż o sukno na spodnie; 
on jest posse.
.
iollatll.s. Rektol" tyle podobrzał, że Ada- 
mowi kazał podać do siebie prośbę o pensy}; podał 
i ma być jemu wypłacona pensya kandydacka, dopo- 
kąd rezolucya nie pl"zyjdzie. Jest więc ulga z jednej 
strony. Domcjko gierwiatski 1, stryj naszego, żyjący 
W ścisłej p.-zyjaźni z rektOl'cm na tę uwag-ę Szpica 2, 
że ważniejszą daleko rzecz,! htdzie dla Franciszka, 
iż wyjedzie wkl"ótce z \Varszawy za granicę, zadzi- 
wiony mocno; rzekł: "Nie wierz W. Pan temu bynaj- 
mniej, nie wiel"z; jes.f.cze ani śniło się rodzicom, żeby 
on miał jechać za granicę, ani hyła mowa. Bal"dzo 
dobrze został ulokowany, kiedy został \V \\'al'szawie; 
nie wierz W. Pan wyjazdowi za granicę. bynajmniej 
nie wierz«. Niech więc FI"anciszek myśli wcześnie 
o sobie i granicy, aby obawa i trwoga moia nie stała 
się wróżbą pl"awdziwą. Niech Franciszek napisze, 
gdzie podział M.onitora francuskiego ill folio, o który 
upomina się biblioteka uniwersytetu. Projekt fetowa- 
nia Lelewela na niczem się podobno skm'iczy; jedze- 
nie i picie przedstawia wiele ambarasu, subjekcyi 
przed, w czasie - i po. Wreszcie szkoda na to pie- 
niędzy i on samby to nie najlepiej przyjął. Prezentu 
mu niema z czego zl'obić, nawet dzieła niema takie- 
go, któreby godne było ofiarowania; podobno więc 
afekt stl"zelisty nie wystrzeli. Aleksander mocno był 
zachorował, ale już znacznie zdrowszy. Adam co raz 
w lepszym okazuje się stanie duszy. Zdaje mi się, 
że już p.-zesilenie minęło i żc teraz do naturalnego 
będzie powracał stanu. 


1 G i e I. w i a I v _ lOko na lewym brzegn rz, Łoszy. w pow. wi. 
leńskim; majątek 'zoslaje do dziś dnia w rodzinie Domejków. 
· T. j. Ignacego Iomejki.
>>>
56 


Karteczkę, kt6rą przyłączam, oddasz Maryanowi 
i postąpisz z moim interesem według własnego wz- 
sądku i pl"zekonania. 


CCCCL V I Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[17/29 listopada 1821, Warszawa]. 
* 1821, listop[adalI7/ 2 9, 
Jan Adamowi zdwwia i dobre.j myśli. 
Latając po Warszawie za Giecem 1, zdarłem sobie 
buty, a nigdzie go osobno znaleźć nie mogłem. Ubo- 
gież to księgarnie, w mnóstwo tylko romansów bo- 
gate! Romanse tu są najczytebniejsze (.s). Czytają je 
damy i urzędnicy dla rOZl"ywki po ciężkich gotowalni 
i spraw publicznych pracy. Niemieckich książek wcale 
tu, rzec można, nie znają, bo nie lubią. Pfaf i Wę- 
cki 2 wcale ich nie trzymają, Glizberg (.s) pochwalił 
się ;t. jednym egzemplarzem Gothego i Schilleł-a. 
Egzemplarzy tych rozrywać nie może, a zatem i Gie- 
ca jak gdyby nie było na tutejszym świecie. Przy- 
wiozę wam katalogi książek; obac;Łycie, jakie tu bo- 
gactwa literackie! O, daleko więcej tu cukierków 
i cacek, jak tych łbom twardym zgotowanych spe- 
cyałów. 
Wszy..tko tu źle, wszystko się nie podoba. kiedy 
człowiek nie brzuchem, ale rozumem, na to, co się 
dzieje, patrzy i sądzi. Jeść, pić, stwić się, pamdować, 
swawolić, nie wiem, czy i w Paryżu lepiej można. 
Ale żyć swobodnie, widzieć i słyszeć, co poczciwe 
SCI"ce u radować może, nie wiem, czy gdzie jest tru- 


l »Gotz Von HCl"lichingcn« Gothcgo. 
2 Księganlie warszawskie.
>>>
57 


dniej. Nigdzie, zdaje się, nie mogą żyć ludzie bał"- 
dziej dla brzucha i siebie. Ministry na to są tutaj, 
aby trzymali pod rady 1, sprowadzali z zagranicy nie- 
potrzebne krajowi kosztem krajowym zbytki; ma- 
gnaci, aby najdmżej k.-ajowi przedawali swoje pałace, 
zamieniali swoje na nal'odowe dobra. Słowem, wszyst- 
ko sadzi się tu na to, aby, czy to skarb publiczny, 
czy to fOl"tuna prywatna pod chciwe się szpony na- 
winie, szarpało, kręciło, kradło. Dosyć już postąpili 
Polacy w sztuce Rosyanów, a może się ze swoimi 
mistnami zrównali. Wszystku przecież tu zajęte sobą 
i utopione w zbytkach, nie pamięta, co czyni. Zdaje 
się, że ci ludzie muszą być w malignie: b."edzą, śmieją 
się, '"wą się bez sił schonali i odpychają wszelkie 
lekarstwo. Oj, gdyby oni mali, iak ich jest chomba 
niebezpieczna! 
Byłem tu na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk - ważna epoka czasu, która w rok dwa ."azy 
tylko się na hOl'yzoncie zjawia. I tu niesmaczno, i tu 
jednego tylko Niemcewicza ohecność mię cieszy. Sta- 
sic 2, najmęd."szy z warszawskich ludzi, pali jakieś 
pn:ludium, w któ."em donosi, co będzie czytane na 
posiedzeniu, jak nad tem członki długo i gOl"liwie 
p.-acowały, donosi o śmierci członków, wzywa cienie 
Potockiego s; potem liczy szczupłe w ksi}żkach dla 
Towarzystwa uczynione dal'Y. Siada cicho, ale jak 
Chodani, i więcej, jak Chorlani, bo łeb marszczy 
i wytrzyszc:za oczy, Zaczyna się rozprawa doktora 
Arnolda 4 o hojności panów polskich dla lekal'zy, 


, p o d r a d (ros.) - dostawa publiczna. · T. j. Stanisław 
S t a s z i c, l" ezes Tow. Przyj. Nauk. . T. j. świeto zmarłego 
Stani..ława Potockiego. · Jerzy Chrystyan A r n u I d: Rozprawa 
.,i'lta o hojności królów polskich na lekarzy i neez lekarską. w szcze- 
gólnoś.; za czasów króla Stanisława Augnsta, czy talia na posiedzenin 
publiczllelll król. warsz. Tow. P. N. 26 listopada 1821. Warszawa 1ii22. 


--
>>>
5H 


Wlazł na gruszkę, urwał pietruszkę, ach, jak słodka 
cebulka! Nie wiedzieć, co tam bl"edzi; ani rzeczy. 
ani sensu i lepiejby zrobił, gdyby powiedział, po 
wiele za wizytę doktorowie biorą, niż dzikie pl'awił 
duby. Ale jak głupio, jak głupio; do niewyraże- 
nia !.,. Dalej Slwl"Ochód Majewski 1, badacz Sławiat'i- 
szczyzny, nudził i zdziwił ł-Ozwlekłem bajaniem o nie- 
słychanym w dziejach polskich lu'ólu Samosie, któ- 
ry popl'zedził K.-akusa, \Vandę etc. etc., a przecież 
wydobyty aż z 3-go wieku, znalazł dziejarza, któl'Y 
z ta kcl pewnością czyny jego pl"zedstawiał. z jaką 
pewnością mówić nie śmiemy o Mieczysławach i Bo- 
lesławach. Osadził tego Samosa na stolicy w Zamo- 
ściu, które niegdyś miało się nazywać Samość. O głę- 
bocy badacze baśni, ile to wy chleba zjecie, nim 
z baśni baśnie zrobicie! Trzy lata nad tą pracował 
ł-Ozprawą; ile to wina, ł-Ozprawiając p.-zed kamratami 
o niej, wypił, a Ze! trzy grosze pożytku społeczeństwu 
nie zrobił. Zaczął potem czytać Karolus Skrodzki 
o magnetyzmie, a ja nieukontentowany i znudzony 
pl'zez 3 godziny, wyszedłem. 
Byłem na elekanckiej (t.) Osit'iskiego lekcyi. Mój 
Boże, za cóż mi się tu nic nie podoba! Nie wielId ja 
znawca, czemuż mię czem nie odlll"zą! Czytał słowo 
w słowo o bajce rozpl"awę, pl'zed hajkami Niemcewi- 
cza 2 położoną. deklamował bajek kilka Krasickiego 
i Niemcewicza. Po tej lekcyi tak powszednej osądził- 
bym go zdatniejszym na lektora, niż pl"ofesora. Jakoż 
hultaj ;/1 SllIn/no !fradu. prawi tylko »pod Kopciu- 
szkiem« koncepta. Błyszczy znikomą swoją, przed 
wieki wypracowaną sławą, umie bawić kompanią, 


1 Walenty Skol"Ocłu,d 111 aj e w s k i (ur. 1764, um. 1835) - języko- 
znawca, sta.-ożytnik i a..chiwista. . J. U. N i e m c e w i c z: Bajki 
i powieści. Ed. 2. Warszawa 1820.
>>>
59 


bawić kobity ($), a zatem jest największy z autOl"ÓW, 
najlepszy z profesorów, a jednem słowem, jest tylko 
najlepszym dwornisieOl. Tacy tu ludzie najwięcej 
mają ceny. I postaw dziesięciu Lelewelów, to pewnie 
za jednego OsilIskiego nie wezmą. Takie nawet 
ucznia tutejszego uniwersytetu, który już był nauczy- 
cielem (jak nas[zl Sierocki może) w Piotrkowie, jest 
zdanie. 
Na żadnych inszych jeszcze lekcyach nie bywałem, 
zabiemm się do bycia; szczególniej na prawnych. Bi- 
bliotek, gabinetów, PI"ÓCZ historyi naturalnej jeszcze 
nie zwiedziłem. Zwiedzim z Franciszkiem, któl'y tu 
pl"zybył w przeszły poniedziałek (a dziś czwartek). 
Uczoność, jak wiadomo, brzydko tu idzie. Lubią na- 
uki dla ich okrzyczanego blasku i sh1\vy, ale nie dla 
ich gruntu; nie lubią wcale pracy i dyszą za wygodą 
życia. zbytkiem, rozpustą, a zatem gnuśnością. Niech 
Pan Bóg broni: był w Polsce bezrząd, a teraz nie- 
rząd. Boda.jby licho wzięło ten Paryż, że on całemu 
światu za model służy, a W.uszawa ma zaszczyt być 
jego bardzo blizką kopią. 
DzielI krótki i błoto nie dozwala mi dobrze użyć cza- 
su. Nic tu jeszcze z osobliwości prawie nie widziałem. 
Siedzę najwięcej w domu, bywam czasem na teatne. 
Jest tu balet i komedya, trajedyi, r:ł'ec można, niema. 
Uczę się tu milczenia; wyjdę stąd, jak ze szkoły Pi- 
tag-OI"eSa, i lepiej wyjść, jak w kozie zasiąść. Cienia 
już tu się lękają, wszędzie o milczeniu ostl"zegają; tak 
daleko posunięta wolność konstytucyjna. 
Listy od Onufrego odebrane odsyłam. Na mój je- 
szcze list, który stąd pisałem, nie odebrałem odpisu. 
Z Franciszkiem jeszcze się nie rozmówiłem; je- 
szcze się nie uregulował, nie wiem, czy dostał WCZOl"a 
miesięczną stancyą. Napiszemy. Bądź zdrów!
>>>
60 


List do Szczuczyna niech kto zaniesie. podług in- 
formacyi zl"obiwszy kopertę i zapisawszy adres. 
1821, listop[ada] 17/29. 


BCCCL VII. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[20 listopada (2 grudnia) 1821, Lublin]. 
· 2 gl"udnia 1821. 
Janowi zdrowia pomyślności. 
Czekała cierpliwie dusza moja uiszczenia obietnic, 
że kilka razy napiszesz, będąc mię ($) tak blizko; za- 
wiedziony w oczekiwaniu, napiszę do ciebie, choćbyś 
nie miał żadnych zatrudnień. Kto jest w Wal"szawie, 
znajdzie. jak czas przyjemnie przepędzić. Po napisa- 
niu listu nic nowego nie zaszło; piersi mię bolą. 
Wiesz, żem za wrzaski i wy trochę, a do tego nie- 
zmiemie mię ubodła klasa 4-ta; sądź sam, jaka mię 
czeka opinia: z 82 uczniów dwóch umiało, a ledwie 
5 napisało, chociaż na dyktowanie 3 kwadranse po- 
przedniej st.-aciłem lekcyi, i lubo ich mię interes ob- 
chodzi. jednak nie mniej i moja własna miłość czuła 
się obrażoną. Wzruszenia takie mnie nie służą; co 
innego hałasować było kiedyś, co innego huczeć i ła- 
jać, niesmaczny to kęs i do strawienia h"udny. Jeżeli 
jeszcze zabawisz, może się też zbienesz napisać; do- 
bl"zeby było, abym do matki przez ciebie wyprawił 
listy. Masz wiedzieć, że Lublin miał bal nie bal, re- 
dutę czy I"edutkę w sobotę na dochód ubogich; że 
zaś bilety taj ną drogą wybrańszym osobom rozdane 
były, domyślasz się, żem nie był na tej zabawie. Żal 
mię, bo rad bym widział publiczność lubelską. Nigdzie 
nie bywam, nikomu nieznany. w zakątku wiodę życie 
i gdyby nie błoto i nie turkut wiozących drwa wozów.
>>>
61 


sądziłhym, że żyję na wsi. Nie ma Lublin tych czaru- 
.iących pozycyi, jakie Niemen i Wilia tworzą, lecz na 
pięknych kobietach nie zbywa, jeżeli ślepy o piękno- 
ści sąrlzić może. Ongi moja sąsiadka wdowa przyszła, 
a g."zejąc się p.-zy piecu, półgodzinną wiodła rozmowę, 
dziwiąc się, że takiego nie widziała mę:iczyzny. 
A oryginałże to, oryginał - rzekłem w duchu - ze 
mnie! 
Pan nigdzie nie bywasz? 
Nie. 
Aleś Pan zmizerniał. 
Może 'iię to światło przyczynia, żem bledszy. 
Dawnom Pana widziała, p.-awda? Zapewne Pan 
Mason, bo to ludzie tet."zyczni ($). 
Nie. 
Ale też loże pozamykano? 
Słyszałem. 
Pan kapitan u mnie swoje zostawił ozdoby; 
i mój m
lż był Masonem, ale mi nic nie powiadał, 
jakiś sekl'et mają. Z tem wszystkiem są dobrzy ludzie. 
- Zapewne. 
- Jut."O mamy mszę ."oratną o 6 z rana; czy Pan 
będziesz? 
Mamy nasze nabożeństwo. 
Pan dla zwyczaju i pl'zykładu chodzi? 
0, nie"dlatego, alem p.-awdziwie pobożny. 
Ksiądz Dominikan, który piękne kazania pra- 
wił, spadł z 2-go pięt.-a i zbił się; nie wiem, czy 
wyOJdzie. Ok.-opny miał - prawda? - p.-zypadek. 
A wiesz Pan, że się on kochał w jednej pannie. Ale 
któż to widział skakać? Lepiej było w łeb zapalić; 
Pl'awda, że opinią sobie popsował. Panbyś tego dla 
kobiety nie zrobił? 
- To pewna. 
- Więc Pan za mało cemsz kobiety?
>>>
62 


Nie powiększam ich wartości. 
Ej, Pan musisz się kochać? Zawsze zamyślony. 
To być może. 
Pan w Warszawie zostawiłeś kochankę? 
Co to, to nie. 
Ksiądz dziekan tł-Zyma sobie 3 panny; kiedym 
była u niego, powiadał, że są u niego na opiece. 
Pięknie je stwi, a gdy jedzie do Lublina, biel"ze je- 
dnę, do Lwowa d.-ugą, do Warszawy 3-cią, naprze- 
mian. Dowiedziałam się, że to nie były siostJ"y; tak 
to sobie ksiądz używa. 
Szczęśliwy - rzekłem - w swoim seraju. 
- Ale bo tym księżom daćby tJ"zeba żony. 
- To należy do kobiet; podajcie Panie na sejm 
notę, a pewnie uchwalą prawo, aby się pożenili. 
- Ej, Pan kochasz się? 
- Ja sam o tem nie wiem. 
Wtem wbiega mała dziewczyna, że ktoś przy- 
szedł; każe się jej witać ze mną, ta bieży do I"ęki, j
1 
się cofam, zapl'aszam do zl"Obienia dyc; jejmość wdo- 
wa wyszła. Są to siatki wszeteczne - wszeteczne, 
mój Janie. Jeszczeż dla pięknej i młodej mógłbym 
i ja zostać wszetecznym; ale w tem położeniu, kiedy 
przedmiot zszał-Zały, zwiędły, niewiele ma powabów, 
Janie, do czystszych się umiem podnieść uczuć i zo- 
stać nawet amoro.
o, choć nie tak szalenie, jako się 
naszym romantykom przytrafia. Ale któż wie, może- 
bym ja i ty i każdy z nas w miłości zdziwaczał. Ja- 
nie, wszeteczność wileńska nie całkiem nas zepsuła, 
a jeśli nie ochroni od szału, stopień jego znacznie 
osłabi. Bywaj zdrów, Janie! 
2 g.-udnia 1
21.
>>>
63 


CCCCLVIII. K. Piasecki do Czeczota. 


[21 listopada (3 gntdnia) 1821, Wilno]. 


N. s. dnia 21 nowembra 1821. 


Dwa twoje listy odebrałem, w któl'ych mi nie 
oznajmiłeś o przybyciu do Warszawy naszych wędro- 
wników. Jużem ci w jednym liście doniósł o powo- 
dzeniu twoich domowników; musiałeś go ot.-zymać, 
więc wiesz, że Piotr u Mokrzeckiego dawać lekcye 
godzinowe się umówił. Klulwwski dostat'czył na za- 
płacenie stołu. Zresztą wszyscy zdrowi; Adam zaczął 
na zęby usl.arżać się, a Aleksander się poleps:ł.a w swej 
chol"Obie. Równie więc jestem skrupulatny w oznaj- 
mianiu ci nawet zdrowia palców, zębów twoich do- 
mowników, jak ty w wypełnianiu moich POl'uczeń 
okazałeś się. Przestaję na twojem zdaniu co do Szte- 
lm, i jeśli okaże kwity, od Turskiego wydane, prze- 
stalI na 15 *; ale kiedy kwitów niema, to wytal-guj 
cokolwiek więcej. Zawize jestem pewny, że ty mój 
interes uważasz za własny, i dlatego nie mogę ci ża- 
dnych ścisłych przepisywać obowiązków, a to, co 
miejsce i okoliczności każą czynić, to pl-zewidzieć się 
nie daje. Co do Cieślika, równie jestem spokojny. 
Pamiętaj tylko, że ja nie dla siebie jednego żyję, że 
czyniąc dla mnie, przyczyniasz się do dobra wszyst- 
kich osób, które nas interesują. Jeżowski potrzebuje 
sukna granatowego na garnitur, toż samo i Domejko. 
Z zebranych pienięd:ł.Y pamiętaj naprzód o mojem 
płótnie, suknie i kamizelkach, a potem za resztę dla 
nich kupuj. Domejko chce sukna na zł. 26. Rób, co 
ci się zdaje, a ja wszystko z przyjemną wdzięcznością
>>>
64 


przyjmę. Lelewela me możemy się doczekać. Czeka- 
my jego i ciebie. 


Kazimierz. 


(Adres): 


Wielmożnemu Imć Panu 
Czeczotowi 
Wielmożnemu Imć Panu Dobrodziejowi 
w Warszawie. 


CCCCLIX. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[22 listopada (4 grudnia I 1821. \Varszawal. 
Grudnia 4 11. S. 182\. 
Rozpatrzyłem się JUZ dobrze we Franciszku; ani 
go poznasz: z kwaśnego przed wakacyą zrzędy, ciągle 
skrobiącego uciemiężoną tysiącznemi zatnldnieniami 
głowę, został przez wakacyą ustawicznie śmiejącym 
się, I'omansowe i nieromansowe piosnki śpiewają- 
cym, ustawicznie o dziewczętach mówić, slyszeć, my- 
śleć, widzieć je lubiącym, na samo dowiedzenie się. 
że nad stancyą, nad sufitem jego Mierzyńska, Pal- 
czewskie, Bizos, baletniczki, stoją i skokami swoimi 
czytać i spać mu nie dają, ledwie ze skóry nie 
wyskakującym, a przecież się przed chwilą na te 
stuki, kiedy nie wiedział, c7yje były, gniewał; sło- 
wem, został romansowym. najromansow[n]iejszym. 
O, gdyby miłość takie na każdym skutki sprawo- 
wała pod wał-Unkiem, gdyby tylko dla nie.i czasu 
nie siła tracić, a ze zbytniego wesela i śpiewania 
i o dziewkach myślenia nie wpaść w pl'zepomnienia 
ważniejszych zatrudnień, pozwoliłbym każdemu dla 
nabl'ania humoru i odświeżenia umysłu poumizgać 
się z parę na rok miesięcy! Ale Franciszkowi nie 
dosyć wakacyi. Kochanka WaJ'szawianka; już z Li-
>>>
65 


twy prawie nie tego dnia, co on, błysnęła w tutejszej 
stolicy. MeherclIle, rozhultai chłopca, bo on zape- 
wne, jak już po próbce widzę, nie skwasi się, jak 
Adam. Adam bardzo źle wychodzi na swojem kocha- 
niu. Ciągle jak w gOl"ączce, ciągle dusza natężona, 
nie daje mu spokojności życia. Zdaje się, że mu 
zdmwie służy, ale skrycie się bez wątpienia niszczy. 
Jeszcze na nieszczęście blizki pobyt] od miasta spro- 
wadza często do niego równie w kochanku zaślepioną 
kochankę, Te wizyty s} to gwałtowne miotanego i tak 
naj żywszą namiętnością wstrząśnienia. Była teraz po 
moim wyjeździe. Mąż wyszedł na posiedzenie wspie- 
rających niedostatnich uczniów 2; Adam, korzystając 
z okoliczności, poszedł do niej, siedział z godzinę, ale 
nie pamięta, jak siedział i co się z nim działo. Dam- 
wała mu pierściell, a przecież ledwie się wtedy o tern 
dowiedział, kiedy powl'óciwszy od niej, padł na łóżko, 
zasnął i we śnie przyśnił, że mu piel'ściell darowała; 
zerwał się ze snu i wówczas pierścieJ'i obaczył, sam 
nie wierząc oczom swoim i myśląc, że to marzenie. 
Taka to wygómwana miłość! Daj Boże, żeby on 
z niej bez straty zdrowia, straty na całe życie, przy- 
jenmości w życiu mógł wynijść! Już teraz szczęścia 
i przyj
nlllości nie zna; jedynem jego ma być szczę- 
ściem sylwetka Maryi, którą sobie, i to długoby mó- 
wić, przez jakie drogi, przez jakie sposoby, kazał so- 
bie (...) zrobić s. O, co tak, to nie życzyłbym się niko- 
mu, a szczególoie takiemu, którego dusza do kocha- 
nia wyższych przedmiotów powinna być obl"ócona, 


, w Bolciennikach pod Wilnem. · Po... str. 7 uw. 2. 
. S)'lwetkę robił Jan Krzysztof Damel (ur. 17HO, um. 1840), 
Kuł-łandczyk, uczeń Smuglewicza i Rustema, jak tego dowodzi tytuł 
wiersza A. 1\1ickiewicza: ..Do K. "on D., robiącev;o dla mnie obrazek 
Maryi« (Pisma 1\1ickiewicza, wyd. J. Kallenbach, Bmdy 1911. str. 115). 
Archiwum Filom" Cz. I. T. IV. 5
>>>
66 


nie życzyłbym tak się kochać. Franek lepszą tedy me- 
todą bierze kurs estetyki miłośnej. 
Ale ty, wolałbym już, żebyś się i ił la Adam rozko- 
chał, serce miłością rozpalił, niż ponczem głowę palił 
i w tem szukał antidotum przeciwko biedzie, przeciwko 
opacznemu losowi. Nie powinienem, znając cię, wdawać 
się z tobą w długie w tej materyi dyskusye. Wiesz sam 
całą nikczemność i obrzydliwość takiego .-odzaju lekar- 
stwa, takiego rodzaju zbytku. Jeżeli gdzie, to tu miara 
najskrupulatniej powinna być zachowana. Wstyd mi 
i żal przypomnieć owe niegdyś zapustne, Marcinowe 1 , 
bożona.-odzeniowe upicia się, bole głowy, I'zygania; 
była to swawola, od której wiecznie się stł-Zedz będę. 
Jeżeli tam masz na podoręczu Góry 2, ćwiki i takie 
kamraty, z którymi więcej nic ZJ"obić nie można, jak 
tylko się upić, to lepiej nie upiwszy się, spać się, 
jakbyś był pijany, połóż, a kannatów, jeśli do naśla- 
downictwa nakłonić nie możesz, wówczas odwiedzaj 
i baw się z nimi, kiedy się oni nie bawią szklanką. 
Rodzaj taki zabawy najłatwiejszy, bo wszystko wów- 
czas przystaje do smaku, ale najpospolitszy , karcze- 
mny; najwyszukallszy tylko na zabicie uczuć i I'OZU- 
mu! Wyhacz, że morały, dobrze od ciebie znane, po- 
wtarzam, bo mi dziko słyszeć od ciebie, że wl{("ótce 
masz być doskonałym mistrzem Bachusa. Czy toż 
konieczne doskonałego Polaka ma hyć atJ"ybutum? 
Proszę mi więce.i, na miłość hratel'skcl, tnmkiem ro- 
zumu nie durzyć. A jeśli los twardy osadził cię da- 
wa
 jeografią, poprawiać alfabety i znosić niesfoł-l1ość 
rosnącego pokolenia, miej męskcl duszę przed losem 
się nie ugiąć i pamiętaj, że tym, których UCLYSZ jeo- 
gl'afii, równie jest jeogl"afia, jak wszystkie naj wznioślej- 
sze, największe nauki, potrzebna, że I"ówny i większy 


l T. j. na ś. Marcin. 


· POI". t. II, (;6, 2; lu mclon. pij" t Y ki.
>>>
67 


dla nich, niż fizyk lub chemik, zrobić możesz pożytek; 
że te niesforne żaki są to pnyszli obywatele, których 
dla kJ-aju wychowujesz. To niech osładza trudy i nie- 
dole. Ale na cóż mi się przyda znajome rzeczy po- 
wtarzać? Mój Onufry, śród zepsutej \Varszawy zna- 
lazłeś zbyt t.-osldiwego kaznodzieję; ależ i ty tak 
wielki kaznodzieja! Przynoszę więc tobie moje kaza- 
nie, nie jako napomnienie, ale jak gdyby do Skargi 
mnich jaki szary czy bury przynosił swoje kazanie: 
przynoszę pod łaskawą a powolną recenzyą, abym 
mógł z niem i przed Sarośkiem 1, któJ-y także dość 
często u Teresy2 nudy i biedy ponczem zapija, i pned 
inszym niebacznym narodem z pobożną gorliwością 
wystąpić. Di:xi. 
Co się tycze pieniędzy, golizna. Interesa Kazimie- 
rza 3 najgorzej poszły; ani g.-osza podobno mu nie 
przywiozę, z 40 * daj Boże S lub 10, i to nie pewne. 
Udzielić więc ci ani tu, ani stamtąd nic nie mogę. 
Po Nowym może Roku będziemy w lepsz:ym stanie; 
wówczas ci podpomożem. 
Co ty, jak na pri'.ykład mówi..! jUł-Oman, co ty za 
księgoman? Dziwię się, jak ty skupowałeś mniej po- 
trzebne szpargały, kiedyś długi zaciągać musiał. I mnie 
jeszcze, gołego, a po uszy odłużonego, wabisz do ku- 
pienia, tak na przykład mało ważnej dla świata lite- 
rackiego uczcicego się rzeczy, jak jest Glillski, któ- 
rego w manuskryptach mamy i na teatrze widzie- 
liśmy! Nie sama tanność, albo chęć posiadania wszyst- 
kiego, choćby najlepszego. i posiadania najgodniej- 
szego niech nas wabi do kupna, ale albo istotna po- 
h'zeba, albo zamożność. Dobrze mieć bibliotekę Chod- 
kiewiczów, ale źle jest, kiedy ledwie co od roZSzar- 


· .Łozi.\skim. 
. Piaseckiego. 


. Kawiarnia studencka W \\'ilnie. 


5"
>>>
68 


pania na licytacyi obronić ją mogli 1. Wiele tam za- 
pewne gust Aleksandra 2, nie kieszenia podyktowała 
spł-Owadzić literackich mebIów. Tak to, mój Nufrze, 
trzeba zawsze radzić się kieszeni. I dlatego ja, nau- 
czony doświadczeniem własnem, widzę książki, bie-. 
rze oskoma, można kupić tanno, ale jakbym nie wi- 
dział; widzę sukno, widzę płótno, chustki, kamzelki, 
Bóg wie nie co, tysiące, tysiącami zbytków, wygód 
i potrzeb zgromadzonych w Marywilu s, widzę, jak- 
bym nie widział. Wszystko tu za bezcen, ale ten bf"z- 
cen często, równie jak drogość, wyprowadza wiele 
z kieszeni, bo nie ogranicza się potrzebą. Wyjadę te- 
dy bez książek i fraka, nie kupiwszy nawet TI-ębe- 
ckiego, bo Glizberg nie raczy d.-ugiego tomiku prze- 
dawać, a starożytnik twój nie ma. 
O przysłaniu dla ciebie żądanych książek będę pa- 
miętał. T.-udno je hyło zebrać przed teraźniejszym 
wyjazdem; może się i potem zebrać nie uda. Botani- 
ka niech będzie u ciebie; nie odsyłaj, bo i tak już 
poczta nas kilka złotych kosztuje. Ależ tu słyszę, tak 
są doskonali ichmościowe, że i na miejscu i pny 
wydaniu biorą ud listów zapłatę! Ja franco do ciebie 
posłałem, płaciłem tu i za plombowanie i za nieplom- 
bowanie ; a tymczasem musieli cię równie zedrzeć, 
kiedyś na prędce nie miał czem wykupić; a tu tylko 
pocztylion od przyniesienia biene 4 grosze, łatwe 
więc byłoby wykupno, gdyby się tego tylko dopomi- 
nał. Krasickiego i Zabłockiego h-mino; chyba jak będą 
pieniądze, zawitają 0111. 


, Por. t. III, 264. 2. · Guta. 
. III ar)' w i I (Marie-ViIle) _ ogrom n)" bud)"nek z sklepami i mie- 
szkaniami, wzniesiony przy końcu 17 w. przez IIlaryę Kazimierę, żonę 
Jana III; odbywały się tu sławne trzytygodniowe jarmarki \V pocz'ltku 
maja i listopada (I{. Wł. Wójcicki, Warszawa i jej spółeczność. War- 
W.lwa 1875, str. 206). Dziś na miejscu zburzonej budowli stoi Te
 
sziclki.
>>>
69 


Zapolskiego poznałem; w stancyi, gdzieś mieszkał, 
byłem. Mies2.kałeś na pięknej i najporządniejszej, 
a przynajmniej najczystszej w Warszawie ulicy. Stan- 
cya i do weselszego i do melancholicznego humoru 
była, bo sypialn[i]a dosyć ponura i ciemna. Zapolski, 
biedak, siedzi teraz w stancyi obwiązany, okatapla- 
zmowany. Między nami mówiąc, i to sub secreto, 
abyś przed nim nie wydał, złowił s... i b..., razem 
dwoje. Słyszałem i o twoim t...: tak to ichmość się 
w Warszawie popisują. Ha, co u nas tego, to przez 
lat 7 życia w mieście nie było. Szczęśliwsiśmy przy- 
najmniej, je{ili nie lepsi, albo może ostrożniejsi. Gut 
nie rad, że go o niedbałość w poruczonym komisie 
posądzasz. Ktoś go tam zawiódł; jadąc na Podole, 
wziął pieczątkę i tobie nie zawiózł. Przyszle więc 
wkrótce inną, którą już kazał zrobić. 
Zabelewicza, nie wiem, czy poznam. Czas nie- 
zmiernie leci, a podobno już może od dziś dnia dwóch 
tygodni spełna nie zabawimy. Dni zbyt krótkie, cią- 
gła słota zabija czas do reszty. Nicem jeszcze tu pra- 
wie uczonego i ciekawego nie zwiedził. Byłem tylko 
na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk i lekcyi 
Osińskiego. Złe miałem już wyobrażenie i nic lepsze- 
go nie zyskałem, jak tylko, że na nieszczęście 
pra- 
wdziłem je co do joty. Mój Boże, jak to wszędzie 
same tylko dęcie się, sama napuszona chęć robienia 
czegoś i słynienia czemsiś, a w rzeczy samej nic isto- 
tnego! W tym tygodniu pozwiedzać biblioteki i inne 
miejsca myślę, 
W tym momencie odbieram list z domu. Franci- 
szkaI chce, jak widać, ojciec osadzić na rok, a może 
i więcej w Warszawie. Jeżu ostrzega, ażeby się sta- 
rał z tego szczęścia wyrobić. Adamowi przecież, przy- 


· Malewskiego. 


--
>>>
iO 


woławszy do siebie, kazał sam pan Szymon] napisać 
prośbę i mają dać tymczasem pensyą kandydacką, 
nim rezolucya nie przyjdzie. Zresztą po staremu. 
Szkoda mi, że nie długo będę blizki ciebie i roz- 
mowa listowna stanie się znowu trudniejsza. Prócz 
tego lubo tu się hucznie nie bawię, z kobiet tylko tyle 
mam przyjemności, że je w teatrze, lub na ulicy śmi- 
gające obaczę, hulać nawet i pasibrzuchować nie mam 
za co; przecież z przyczyny próżniackiego, dość wygo- 
dnego i cilgle nowotkami zajętego życia rzucać W 31'sza- 
wy jeszczebym tak '-ychło nie życzył. Jednak wspomnia- 
wszy na rodziców, braci, etc. etc., nic inszego chcieć 
nie mogę, jak tylko ruszać stąd naj prędzej. Ty mi 
jeszcze daj na ten list do Warszawy odpowiedź, bo 
nie tak pl'ędko już się skomunikujemy. Podobno ci 
doniosłem, że Maryan z F.-anciszkiem na ulicy Ślepej, 
wychodzącej z Podwala, w domu N iemiryczowej mie- 
szkają. Do nich pisać będziesz. 
Nie mogę ci dać raportu o Marysiach, Małgosiach 
kawianych, bo na nieszczęście wszystko i jeść i pić 
przynoszą mi do domu. Panowie się i panicz po tra- 
ktyerach i kawiarniach nie włóczą. Mam stąd stratę, 
że tych bibliotek gastronomicznych nie poznam. Byłem 
tylko na drugi dzień po przyjeździe u Brzezińskiej; 
było coś ciemno i nie dobrzem się w dziewkach roz- 
patrzył. Pod Kopciuszkiem ani razu - co za horren- 
dum! - nie byłem; przecież zwiedziłem Lursa, któ- 
rego kanalię, żebym miał hulać za co, nauczyłbym 
przynajmniej po polsku. Hultaj śl-ód Polski żyje, Po- 
lakom służy, polski chleb je, a chcąc u niego kielich 
wódki wypić, trzeba się uczyć, jak oń po francusku 
poprosić. O cymbał! nie starałem się ani słowa po 
francusku wycedzić. Daj likieru! - Qlloi: Iiqueur de 


l Malewski, rektor.
>>>
7 1 


/a ro_
e? - Aha, do/m'os! - A co kosztuje? - Na 
palcach liczyłem kieliszki i ciasta, ))Six gateall.nr 1. - 
A dyabli cię wiedzą, co to gato; ani w Russie, ani 
W olterze czytałem. Takie to w Polsce /lOrrellda! 
Kasprzycki ma do nowego tutejszego roku zaba- 
wić. Nie często z nim si
 widuję. Dziel) 1{J-ótki i błoto 
w stancyi mię zamyka. 
Ha, już tJ'Zeba kończyć list do ciebie, a skończę 
temi Horacego 2 słowy: Aeqll1l11l ill ardllls servare 
anł-łnll11l file/nenio. 


CCCCLX, Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[23 listopada (5 grudnia) 1821]. 


· d. 5/12, Lublin 1821. 


Lublin ma swoje oryginały. Niedawnymi czasy 
umarł tu wielki skąpiec i co Molier pozbierał z wielu, 
w nim się jedno to znajdywało; nie miał więcej nad 
lat 40, nie ze sta.-ości więc oszczędne skąpstwo po- 
chodziło. Był urzędnikiem, bmł tylko 2000, a 7 0 ,000 
po śmierci zostawił. Nie tylko. że nie zjadł u siebie 
nigdy obiadu. bo żył kapustą nieg-otowaną, jabłkami 
(może to przesadzona), ho obiad na miesiąc zgodził 
za 10 f. na przedmieściu i często barszczem, któl-y 
nie tylko wędzonki, ale i kawałka mięsa nie widział, 
głód zaspakajał. Siostra pJ'ZY nim nie mogła żyć i ta- 
kiej os£czędności naśladować; uciekła. Wiódł życie 
niezmiernie czynne; od 6 do 9 wieczornej snuł się po 
ulicach i miał dckładną pJ'ZY niedostatku d.-ukowanej 
żyjącą lubelsk
! gazetę tych, co pl'zybyli i co wy ja- 


1 Gateau 
 placuszek, ciastko. 
p"m i..ci, wi..c niedo
łown)'. 


. Ho.-. Cann. Ił. 3. Cytat
>>>
7 2 


chali. Gdy kto na obiad zaprosił, nigdy nie odmówił, 
o trzy nawet mile biegł na obiad niekiedy, a jadł za 
czterech. Nikt nie widział, aby grosz wydał na swoją 
wygodę, chociaż nosił 30 funtów złota na sobie, bo 
35 tysięcy złotych. Jak zaś umiał ukryć i udać ubó- 
stwo! Z wierzchu niktby go nie wziął za człeka 
w światowem rozumieniu; ale któż by go miał i pod 
względem moralnym, kiedy upodobanie najwyższe 
założył na zbieraniu martwego kruszcu i użyć go nie 
umiał! Ach, jakże do szczęścia jego mało było po- 
trzeba - dukatów, dukatów. Brał pieniądze za pie- 
niądze, a jeden do roku przynosił mu dwa, tak zaś 
umiał zręcznie rzeczy nadać obrót, iż zdawał się być 
podręcznym raczej, niż kapitalistą, a lzraelec sowite 
wypłaciwszy procenta, jeszcze mu musiał fundować 
kilka porteru lub wina butelek. Przemorzony oszczę- 
dnością, gdy smaczniej, niż potrzeba, zajada cudzy 
obiad i wybol"nie tuszoną I kapustę, zachorzał; długo 
ociągał się z wezwaniem doktora, llClI'eszcie gdy cho- 
!"Oba zadawniła się, udaje się, ale cała sztuka Hipo- 
kratesa na nic się nie zdała; musiał wędrować do 
samegoż mecenasa doktorów, Eskulapa, aby jego 
dzieci, szerolw dziś rozmnożone, oskarżył. Radzono 
mu wina, aby jako osłabiony butelkę kupił; wymó- 
wił się niedostatkiem, owszem gwałtowniej przyci- 
śniony, pożycza złotych 200, Już na sześć godzin przed 
zgonem posyła po butelkę wina na zł. 9, a na go- 
dzinę pl'zed zamknięciem oczu ciężący tl"ZOS odpina, 
wkłada do kantorka, zamyka i klucz mocno uwi:!zuje 
do palca na ręce, Jakże żałować musiał ważnych 
i ob'"ączkowych czerwońców! Wołał później: ..Dajcie 
mi choć na sto # butelkę wina! Ja mam pieniądze". 
Już późno i sto wydanych niewcześnie l1icby nie po- 


t T. j. duszoną.
>>>
73 


mogło. Usnął, ołówkiem rozporządziwszy sWOJ mają- 
tek; że zaś mieszkał u Dominikanów, hucznie siebie 
pochować i w egzOl-cie pochwalić rozkazał. Dominika 
Ś-o synom miał 1000 złp. zapisać; zapis wszakże je- 
dnem zerem miał się powiększyć. Co mi tam do tego! 
Cudem to, czy naturalnie stało się, nie wiem; ja są- 
dzę, że się to stać mogło przez natchnienie. Cóżkol- 
wiek hądź. światło na obchodzie pogrzebowym rzęsi- 
ście przyświecało, pochwała czyli mowa wystawiła 
nam jako wzór świątobliwego człowieka. Eskulapiu- 
szowie za poświęcenie się szlachetne i fatygi dla ubó- 
stwa bezpłatne, gdyby żył, hojnie nagrodzeni, rodzina, 
jeżeli użyć będzie umiała, szczęśliwa. Że zaś złote 
i obrączkowe wzięte zostały w depozyt, jam zyskał 
także na tem niemało, bom 6 * z domu od brata 
przysłanych wydając na płaszcz, po 20 f. wydałem. 
Cóż znalazłeś w tym liście? Chęć tylko pisania do 
ciebie; że umarł skąpiec, nic cię nie interesuje, ale 
o czemże dziś pisać innem mógłbym? 
Bywaj zdrów, mnie kochaj i pisz! 


Onufry. 


d. 5/12, Lublin 182t. 
(DoPisek): Rozpl-awę o elektryczności] przyszlijcie, 
o Lelewelu "pomnijcie. Gutowi jeografią Uldyńskiego 
odeszlijcie, bo on pożyczywszy, mnie przysłał, a ja 
oddać nie mogę. 
Czy nie wydobędziesz trawestacyi listu do Pizo- 
nów 2 choć części? 


1 Slefan S t u b i e I e w i c z: Wpływ Elektryczności na ekonomią 
zwierzęcą i t. d. Wilno 1819. Jeżeli Pietraszkiewicz ż'ldał polskiej roz- 
p'"awy. to miał na myśli lę jedyną od r. 1786 (nie licząc A. Chodkie- 
wicza: O stosie e1ektryczn}'m. Warszawa 1815) wiekszą .-ozprawę polską 
w tym przedmiocie (w r. 1j86 wydał I. B. Jundziłł przełożone pr
z 
siebie "O elektryczności sztucznej i naturalnej ks. Jana Becearia S. P. 
księgi dwie«. Wilno). I Jest silne podejrzenie, że Pietraszkiewicz 
w tytule żądanego Ulwom się pomylił, coby wcale nie powinno zadzi-
>>>
74 


CCCCLXI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[26 listopada (8 grudnia) 1821, \Varszawa). 


8 grudnia 1821. 


Czy nie zdusiłeś ty tam żony jakiego Uryasza, że 
w Dawidowym zawsze zaczynasz listy guście? Jakeś 
tylko zabrnął do Warszawy, jak tylko Adam do Ko- 
wna, niceśmy wesołego nie słyszeli, same tylko jere- 
miady i psalmy. Anglików widzę nas dręczy do Wil- 
na choroba. Ależ i to nie obce. nie odległe kraje; 
trzebaby do nich pl-zywykać, trzeha się przywiązywać, 
trzeba szukać p.-zyjemności i tej ziemi, gdzie mieszka- 
my, pożytku. Nie śl'ód dostatków samych człowiek 
znachodzi szczęście i wesele. Pl'awda, że niedostatek 
uczuć nędzę i smutek daje; ależ praca, ciągłe i po- 
cieszne dosyć pl'zypatl'ywanie się i poznawanie ludzi, 
nauka, wiek do wszystkiego zdolny, dobrych nadziei 
pełen, a nadewszystko ta czarownica, imaginacya, by- 
leby tylko na wszystko nie oblekała czarnych kolorów, 
są to pn\wdziwe dostatki młodego człowieka, przy 
których często można zapomnieć o niedostatku CYI-- 
kulującej monety. Jeść, kiedy jest, i łokcie nip. gołe, 
zapomnijmy o reszcie, a li I 02.0 fuj my ; i podobno filo- 
zofia jakąś ma konlleksyą z bied;l, bo .si Pillgl/i.
 ven- 
ter, 17017 .stl/det libellter, bo naimocniej się wtedy fi- 
lozofuje, kiedy filozofia staje się jedynem szczęściem, 


wiać, jeżeli nawet nie pOlrafił sobie przypomnieć tytułu dzieła Jun- 
dziłła »Botanika stosowana«. T.-awestacya lislu do PiLOI1(JW n;eznana 
biblioj{I"..fii polskiej, niemieckiej i francnskiej - a chyba w innych ję- 
zykach Piet.-aszkiewicz nie czytał. P.-LypusLczamy, że Pietraszkiewicz 
miał na myśli Horacego »Oden und Epoden, nachgeahmt, parodirt, 
travestirt. He.-ausg. von K. J. Jordens. Lwei B,;nde«. G,klitz 1817.
>>>
. 


7 5 


sławą, życiem teraźniejszem i potomnem, a nic od 
niej ziemskiego nie odrywa; bo rzadko się kiedy na 
tronie znalazł lVIal'ek Aureli, a gmin tysi.!ce wydał 
głów wybornych. Tak tedy natura dobrze wszystko 
urządziła na świecie, że każdy człowiek, mając chęć 
od niej daną zostania szczęśliwym i pamiętnym, 
w każdym swoim zakresie znajdzie szczęście, byleby 
umiał go użyć i jeśli po stawie, jak gęś szara, pływać 
nie może, do wyższych, jak orzeł, uniósł się rzeczy. 
Tak to, mój Nufrze, po jabłku spożytem zamiast ka- 
wy napusz się cały i wytryskuj twoją elektrycznością 
i jeśli sam nie czujesz mocy zostać naszym Biotem l 
lub Dewi 2 , niech ci się zdaje, że z twojej szkoły wy- 
chodzą na świat nowi Kopernikowie, Kochanowscy, 
Żółkiewscy, Chodkiewicze; niech ci się zdaje, że ty 
jak Sokrat perorujesz, a z kącika notuje twoje nauki 
i poda potomności jakiś nowy Plato. Niech ci się 
zdaje, bo i cóż dobrego jest na świecie, co się trlko 
nie zdaje? Sen, imaginacya wszystko; niech nam we 
śnie i imaginacyi życie przytrudne upływa. Proszę 
cię, nie nudź się nigdy i często sobie p\"Zywiedź na 
myśl los Jana 3 . Nikt może więcej nie palił się do na- 
uk, nikt więcej nie miał przeszkód i nie musiał się 
dąsać z tylu sprzecznemi okolicznościami. Cierpiał 
wiele, poznał wreszcie, że cierpienia nic nie pomogą; 
przestał się dręczyć, że coby ksi.!żką się bawił, musi 
nikczemnie gl'yzmolić 4 . Znosi spokojnie los swój 
i choć krótko widzi w świecie nauk, dusza jego je- 
dnak czynna umie się wznieść nad poziom rzeczy 


t Jan Chrzc. n i o t (ur. 1774. um. 1862) - sławny fizyk francuski. 
. Onufry D a v y (m-. 1778, um. 1829) - znakomity chemik an- 
gielski. 8 Czeczola. · w biurze pJ"Oku.-alor)'i Masy Radzi- 
wiłłowskiej.
>>>
. 


7 6 


i jakie może, czerpa światło szczęśliwości. Bądź spo- 
kojny i śpiewaj twoją upodobaną piosneczkę: 


Cie
zmy się miłą nadJ:ieją. 
Że nam błysną lepsze czasy. 


Najwięcej jednak my w życiu pokutujemy, zdaje 
się, za to, kiedy się wdamy w niezupełnie swoje. Ja 
ręczę, że kiedym był śmiertelnie nierad z mojego 
piszczykowstwa J , kilkunastu moich kamratów cieszyło 
się solennie. że miało szczęście nimi zostać. Ja ręczę, 
że Paf1agon 2 nigdy się nie znudzi ani greczyzną, ani 
łaciną, ani komentacyą i najtwardszem nauczyciel- 
stwem, kiedy się Adam, tak blizko, w dość przy je- 
mnem miejscu i dość wygodnie mieszkający, aż do 
choroby i splinów znudził. Każdy ma swoje, nazwij- 
my, ale. I tak, kto z ale, lubiącem żyć swobodnie, 
śród przyjaciół, śród miłych rozrywek i książek, albo 
śród huczniejszych społeczeństw i zabaw, śród oby- 
watelstwa, czyja dusza, ażeby wywierała swoję czyn- 
ność i była sprężystsza, potrzebuje obszerniejszego, 
niż laboratoryum szkolne albo stu zgromadzonych 
żaków, zakresu, potrzebuje więcej wylania się, niż 
skoncentrowania się w samej sobie, z takiem zapewne 
ale siadłszy w wydziałowej lub podwydziałowej ka- 
tedrze, nie bardzo smaczno tępe cierpliwie nauczać 
głowy. Ja, zważając wszystko, mniemam, że i tybyś 
się lepiej zdał na jakiego jeneralnego administratora 
lub podsędka. niżeli na nauczyciela; lepszym, a przy- 
najmniej z większą satysfakcyą byłbyś powiatowym 
marszałkiem, niżeli prefektem szkoły. Lubisz żyć 
w huku, lubisz biesiadować, możesz każdemu dostać 
kroku i o niczem czterogodzinną prowad:r;ić gawędę; 
umiesz tak zgrabnie zastosować się do każdego, po- 


1 (z ros.). p i s a r s t w a. 


· Józef Kowalewski.
>>>
77 


dobać się tak Chaimowi, Bereśniewiczowi. jak Go- 
lańskiemu ; słowem, ręczę, że jeśliś umiał tak hultaj- 
skiej, tak różnorodnej zgrai piszczyków Prokuratoryj 
przypaść do smaku, potJ'ałiwszy z nimi zawsze gadać, 
zawsze bawić, umiałbyś bez kwestyi cały powiat i całe 
sejmiki zainteresować i dobrze by ci było. Rozważ 
więc sam dobrze tę kwest)"ą. Nie myśliłem ci, jakeś 
zamierzył udać się do Warszawy, odł-adzać powrotu 
do nauk, bo któżby mógł odradzać, ile ja, tak niegdyś 
zapalony do nich i niewidzący dobrej w Prokur(ato- 
ryil karyery ? Życzyłem zawsze i życzę lepiej cię 
widzieć oświecającym i uszczęśliwiającym naród nasz 
uczonym, niż jakiemu partykul3l-nemu panu przyno- 
szącym korzyści. Ale kiedy ty cierpisz, i nieznośno 
jest tobie, nie wiem, jak sldzić, czy ty w prawdziwie 
wdałeś [się] swoje, czy dla ciebie nie toby stosowniej- 
sze obywatelskie, niż szkolne pole. Wszak j Sarosiek 1 
się uczył, a z niego nie może być, tylko aptekarz. 
Może i z ciebie nie może być, tylko plenipotent, ko- 
misarz, sędzia? Wejdź w siebie; to ci jednak pl'ze- 
łożę, że często lekkomyślnie z małych próbek sądzić 
możemy. Chcąc dobrze dojść czego. trzeba przez dłu- 
gie i trudne przejść doświadczt:nia. Miotanie się same 
w zamiarach jest szkodliwe zamiarom. \Vszakże uwa- 
gi pro i eon/ru można czasem zrobić z pożytkiem, 
nie. żeby ich wnet oślep się chwytać, ale, żeby lepiej 
cel życia swojego przejl'zeć. Radbym w następnym 
twoim liście w tej materyi znaleźć rezonowania. 
Cierpliwość jednak i dobro, jakie tylko z najwięk- 
szem poświęceniem się zrobić można dla kl-aju, niech 
ci w nich przewodniczą. Bądź zdrów! Jeszcze tu za- 
pewne zabawimy z parę tygodni. Listy do matki 
pl-zyszlij do mnie przez pocztę, a ja zawiozę dalej, 


l Teodor Łoziński. 


--
>>>
7 H 


albo przez Kasprzyckiego, który także koło ruskiego 
Bożego Narodzenia wyjeżdża, odeszlę ; ale i wcze- 
śniejszą tu okazyą znaleźć możemy. 
Boli mi serce, że tak Wierzbiłowicz niedbały. Ja 
u niego byłem ze 6 I"azy, alem ani rano ani wieczór 
nie znalazł. Napisałem listek, widzieli mię i jego 
kamraci, wie, że tu od trzech przeszło tygodni jestem, 
a nie chce ze mną się widzieć! Pójdę tel'az zaraz do 
niego; o, damże mu za tę występną oziębłość! A z to- 
bą jak się żnachodził? 


CCCCLXI I. K. Piasecki do Czeczota. 


L28 listopada (10 grudnia) 1821). 


\Vilno 1821, nowembra 2K 


Wszystko lepiej idzie; i to nawet przykłada się do 
lepszości, że mogę ciehie wyłajać. Adam otrzymał po- 
twierdzenie od ministra. Aleksander już zupełnie 
zdrów, rodzice twoi zdrowi, Piotruś chodzi do 1\'10- 
kl"Zeckich. Zacznę koło Czyżów operować i tam ko- 
gokolwiek umieszczę. Wszyscy zdrowi, ja płaszcz so- 
bie spl'awiłem, więc możesz być świadomym o na- 
szych humorach. Ty jeden pl"Zyczyniłeś się do zepsu- 
cia mnie pociechy twoim ubolewa.i!co pocieszającym 
listem. Źle począłeś, gdyś mi wyrzucał niedbalstwo, 
żem się nie dowiedział o ukOllczeniu procedel-u przez 
Cieślika. Należało ci powiedzieć, że to jest jego wi- 
ną, a nie adwokata, świętym bowiem duchem dowie- 
dzieć się nie można w \Vilnie o tem, co w Wal"sza- 
wie dzieje się, a nie moim obowiązkiem zapytywać, 
ale ich oznaimić. Gdyhym odstąpił sprawy i zmazać 
dozwolił, wyrzucanoby, i słusznie; gdym zaś uzyskał 
dekret, wymówki są próżne. Radca zapewnia wyna- 


- 


--
>>>
79 


gmdzenie dla adwokata, a jeśli niema kwitów od 
Turskiego, 11.10 7. na go pociclgnąć przed sędziego po- 
koju, lub municypalność; daję ci do tego prawo, 
jeśli będzie chciał rozpoczynać. Lecz się i be7. tego 
obejdzie. Prokuratorya nie może płacić, nie odbiera- 
jąc transaktów ; o tem mówiłem Karczewskiemu i ten 
miał napisać, muszę zatem potr7ebować dokumentów. 
Ze Sztekiem toż samo się dzieje; i ten bez doku- 
mentów nie Inoże kończyć i jeśli nie złoży kwitów 
TUI-skiego, powinien nie tylko 300 zł. ale i te 16 * 
zapłacić. Każdy ma dosyć tmskliwości o siebie; my 
mamy dosyć potl"7:eb i przykmści własnych, abyśmy 
już cudze za swo.ie uważając, pomnażali sobie cier- 
pienie. Nie chcę ja przeto nastawać i zdzierać, ale 
do wynagrodzenia uczciwego za pracę słuszne mam 
prawo. Prawdę mówił Salmonowicz. Wczora odebra- 
łem komunikacyą w Komisyi, w której mi doniesiono 
o apelacyi w spl'awach Gruszeckiego, Cieślika i Szteka. 
Lelewel jest już w Wilnie, od i-go ma zaczclć lek- 
cye. Oj, ten pierwszy głowę mi I-ozrywa! '''szak to 
potrzeba mi zapłacić za stół twoich domowników 
13 rubli; będę musiał za ciebie założyć, i to tyllw do 
15 decembl-a, Pamiętaj więc o tem, że się opłaca stół 
po pół miesiclca, a wydatków prócz tego w domu jest 
mnogo. Obmyśl więc, żeby na 15 decembra, jeśli sam 
nie przybędziesz, można było z Pl'okuratoryi dostać, 
Dałem pien\'ej kilka rubli Aleksandmwi, do tego 
z rachunku, jaki my z tobą mieliśmy, spada 210 zł., 
które ty dwa razy policzyłeś: raz na mnie pł-Zelałeś 
Łozillskiel11l1. dru
i raz sam poszukujesz. Łozillski 
przelał 1\laryanowi; tak więc z tobą będzie krótka 
oblikwidacya. 
Pamiętaj więc o sztuce płótna i o suknie, bo nie 
pl'zestanę nigdy b)'ć złym na ciebie, kiedy mi tego 
nie przywieziesz. Odwołuję to wszystko, com pisał 


......
>>>
80 


o suknie dla Jeżowskiego i dla Żegoty; będziesz miał 
pieniądze, moje lub swoje, to spraw, a nie, niech 
i na koszu osiędą; pamiętaj jednak i o nich. lVIarya- 
nowi powiedz, że wuj jego nic mi jeszcze nie odpi- 
sał; lecz gdyby i odpisał, to aż po Nowym Roku bę- 
dzie można interes jego skończyć. Niech więc będzie 
spokojnym, a ja wszystko tak, jak w swoim własnym, 
dopełnię. Poproś go, niech też będzie rzetelnym niech 
pisze do mnie, bo tego nigdy nie daruję. Franciszka 
uściśni.j, ucałuj, Niech i ten, jeśli nie do mnie, choć do 
kogokolwiek napisze. Bądź zdrów! Zobacz się z Gru- 
szeckim, powiedz mu o apelacyi. Płosz[czJyńskiego po- 
proś, aby mi oddał 86 =11=, na które wydał karteczkę. 
Gdyby on kończył z Proku.-atoryą, staraj się odebr
ć, 
Kal'teczkę potem nadeszlę. 


Piasecki. 


(Adre.
) : 


Wielmożnemu Imć Panu 
Czeczotowi w Warszawie. 


CCCCLXII I. K. Piasecki do Czeczota. 


[I 13 gl"Udnia 1821 J. 


I
. 1821, decemb.-a I, Wilno. 


Gdybyś miał tyle rozwagi, ile poczciwości, nie 
unosiłbyś się nad nieprawością zysków adwokackich. 
i\1us7.ę ci pł-Zypomnieć. że nie na funty, nie na arIm- 
sze papiel"u zapisanego liczy się praca adwokacka. 
Że tak jest, dowodzi to terainiejsze twoje postępo- 
wanie. Wiesz, że Cieślik dochodził za rachunkami, 
podpisanymi przez plenipotentów czy marszałków 
dworu: powinieneś był wiedzieć, że bez papiel"ów 
układów nie robią, a płacić bez odebl"ania papierów 


. 


--
>>>
81 


jest to wielkim błędem. Gdybyś szepnął jedno słowo 
Prokuratorowi, nie zapłaciłby; i tak jdli nie zapła- 
cono wszystkiego, to mu resztę do powrotu papierów 
zatrzymają, bo Karczewski o tem napisał. Z jednej 
tylko strony widzisz rzeczy i dotąd jeszcze dziwa- 
cznie; sądzisz, że adwokat darmo wszystkim ma 
służyć. Nie chcę ja zdzierstwa i jeśli zaszła umowa 
2. TUI'skim i dopełniona, pozbieraj kwity, dobierz, co 
nie dopłacono, oddaj papiery, a weź świadectwo, że 
wedle umowy dopłacono; ja przynajmniej będę miał 
czem oczy wykłóć starcowi. Ale też znowu na słowo 
tym paniczom wierzyć, nie dopominać się, nie chcąc 
niby zdziercą zostać, jest wielką niedorzecznością. 
Znam ja wartość pracy adwokatów i plenipotentów 
i sam się o tem przekonasz, drugą łaj ankę odbierając 
za gorliwe koło interesów moich chodzenie. 
U nas wszystko, jeżeli nie lepsze, to weselsze; 
każdy ma nadzieję. Adam ogłasza prenumeratę na 
swoje dzieło, ale to jeszcze nie publicznie, nie wszy- 
scy o tem wiedzą i do pewnego czasu wiedzieć nie 
będą. Tomasz przez swoje znaczące pismo dał wiedzieć; 
gdy się to uda, to i głośno o tem mówić wszyscy 
będą. Aleksander l zdrów zupełnie, Piotruś 2 chodzi 
do Mokrzeckich i choć nie jest jeszcze zgodzonym, 
pewny jednak jestem, że źle nie wyjdzie. Józefa s 
Aleksander uplacuje u Henzelów i ma projekt spro- 
wadzenia Franciszka. Aleksander za miesiąc będzie 
u Czyżów dawał 4 razy na tydzień za nędznego du- 
kata. Wczora właśnie dałem Aleksandrowi 11 rubli 
na opłacenie stołu; weźmie on wprawdzie od Frą- 
ckiewicza kilka rubli, ale to na codzienne potrzeby 
mieć musi. Ja więc nie mogę być naganionym od 


· Mickiewicz. I Czeczot. 
Jetowskiego, Filomaty, 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


I brata str}'jecznego Józefa 


6
>>>
82 


ciebie; ale mIjam to: jak ty mi nie przywieziesz 
sztuki płótna cienkiego i sukna dobrego na frak 
i majtki, to cię zaduszę. Pamiętaj o kamzelkach. Je- 
ślibyś się zabawił nawet do 20, to ja na piętnasty 
znowu im dostarczyć mogę, bylebyś ty mnie przy- 
wiózł płotno dobre holenderskie, i to całą sztukę, 
i sukno dobre. Lecz to zawsze byłoby z twojej strony 
wielką niezgrabnością, gdybyś dla swego pryncypała 
nie dostarczył tyle, ile potrzeba na to, pieniędzy. Łu- 
kaszewski 1 chce, żebyś ty kupił "Dodatek do historyi 
Wagi« przez Lelewela 2 ; kiedy kilka egzemplarzy tego 
przywieziesz, nie będziemy się gniewać. KruszczyI'iski 3 
żąda, żebyś mu kupił ostatni Volumen 4; przedają się 
one u Pijarów. Ja chcę, żebyś mi kupił dzieło nie- 
dawno wyszłe "Zasady do oceniania dóbr ziemskich« 
przez Józefa Marciszewskiego u Misyonarzy zł. 5, i te- 
goż samego w r. 180H wydane "Regestra ekonomi- 
czne«, i Młodeckiego "o polepszeniu stanu wł"ścian« 
w r. tHt5. Jeża nadzieje o * 100 biorą skutek. Gro- 
dek zaproponował mu, by do rządu uniwer. napisał 
o zakupieniu Horacego, a on przyrzekł wnieść, aby 
dano dla zachęcenia. Adam, jak mi się zdaje, nieco 
weselszy, ale to czasem. My niemczyznę dręczym ; 
zdaje mi się, że cię już w kozi róg zapędzę, chyba, 
żeś może dopadł jakiej Niemkinki, która cię wyuczy. 
Mamy tu reduty, oj reduty, a Hintrówna to więcej, 
niż reduty; bawiemy się i na większą złość bidzie (.s) 
skaczemy, jak za dobrych czasów. Co do mnie. zdaje 
się, że jego regentowska mość, jak na drożdżach 


t Stanisław Łuk a s J: e w s k i, Filaret, członek grona Białego (pra- 
wniczego). · Joachim Lelewel: Dodatek do Teodora Wagi hi- 
stOt")'; ksiątąt i królów polskich. Panowanie Stanisława Augusta. War- 
szawa 1819. · Aleksander K r u s z c z y ń s k i, Filaret, członek grona 
Litiowego (prawnego). · T. j. ostatni tom Volumina legnm. 


--.
>>>
83 


rośnie. Dobre początki, cóż myśleć na dalej! Przy- 
jeżdżaj, przyjeżdżąj, przyjeżdżaj! 


Kazimierz. 


( Adreo5): 


Wielmożnemu Imć Panu 
Czeczotowi 
Wielmożnemu Imć. Panu Dobrodz. 
w Warszawie. 


CCCCLXIV. Frąckiewicz do Czeczota. 


[1/13 grudnia 18211. 


1821. Grudnia l d., Wilno. 


Szanowny Janie! 
Ja nie mając żadnej takiej ciekawości, którą mógł- 
bym ci pokomunikować, więc zaczynam od interesu. 
List, książki i pieniądze od Kuleszy, przez Zielenia 
przywiezione, prosto od jego (.s) ja przyjąłem; lecz, 
że pr
dko w inną stron
 Zieleń wyjechał, nie mógł- 
bym nic kupionego Kulesie (.s) przesłać, a co wi
ksza, 
zdaje się z listu wyczytywać, że te pieniądze odsyła 
za 2 tomy ekonomii politycznej Seja. Wi
c tym po- 
rządkiem na 7 decembra może zbiorę 8 r. s. dać Ale- 
ksandl'owi l. W tym tygodniu nakazała nasza zwierz- 
chność 2 dawać nasze książeczki do obliczenia. Z two- 
jej okazało się, że po pierwszy lan[uariil masz jeszcze 
w kasie zł. 467 gr. 20; jeśli więc wypadnie dłużej 
przebawić w Warszawie, to możesz nam przysłać 
kwit, gdyż i moje pl'zychody szczupłe wystarczają na 
ekspensa. Wywiedz się, ile możności, o Chojnowskim, 
gdyż jego mianowicie Drobiszewsl!:i i Mardnow
ki 


, I\lickiewiczowi. 


I T. j. Prokuratorya I\lasy Radziwiłłowskiej. 
6* 


;..........
>>>
84 


oczekują, mając w tem nadzieję odzyskania każden 
z nich po * 200, lub wyglądają pory udania się 
w głąb Królestwa Polskiego, albo gdzie dalej szukać 
swego zdrajcy, któren im zwiózł(s) zabranych :J:I: 400 
i innym podobnie poczynił zdmdy. A ponieważ już 
interesa pokończyłem opisywać, nie zapisawszy je- 
dnak całej ćwiartki, jak ty do mnie napisałeś, więc. 
żeby we wszystkiem dostatecznie odpowiedzieć tobie, 
proszę przyjaciół, iżby oni dopełnili ćwiartkę. Ja ży- 
cząc ci z[d]rowia i pomyślności, piszę się bratem 
Jerzy. 


(Ręką Aleksandra Mickiewicza): 
Janie! Naprzód oznajmuję ci, że już zdmwszy je- 
stem i chodzę, potem przystępuję do zdania pokrótce 
raportu z działań, które tu odbywać muszę. Naprzód 
po skończeniu tego pół miesiąca nie miałem już tyle 
zapasu, abym mógł na drugie pół miesiąca kucharza 
uspokoić; potrzeba było rubli 13 i 1/2, przeto Piasecki 
dał 11, resztę dołożyłem wziętymi u Frąckiewicza. 
Co do kawalerów naszych, tak rozrządziłem się. Po- 
nieważ i choroba, chęć odpoczynku i wolność na 
miejscu mię wstrzymywała, a nadewszystko, że stan- 
cyą dla mEn ]ie przeznaczoną w czasie mojej choroby 
komuś oddali, a mnie razem z sobą umieścić chcieli 
Henzelowie, widząc przeto niepodobieństwo, a miej- 
sca z rąk wypuścić nie chcąc, Jeżowskiego I tam wsa- 
dziłem. Piotr 2 i Jerzy s już sobie na stół mają, a za- 
tem na następną pocztę piszę, aby Franciszek 4 przy- 
jeżdżał. 
W szyscy zdrowi, więcej nic. 
NB. To mię bardzo interesuje, czy spodnie czarne 


1 brata stryjecznego Jozefa, Filomaty. 
· Jllickiewicz. · Jllickiewicz. 


I Czeczot. 


'-.
>>>
85 


(ostatnie) są w Warszawie, czy w czasie choroby 
ukradzione; w pierwszym więc liście do kogokolwiek 
ze znajomych pisanym oznajm. Sam przyjeżdżaj 
przyjeżdżaj! 


Aleksander. 


I 1. Panie Janie! A widzisz, je ! ja tu jestem, 
a bezwątpienia, bo piszę, lecz piszę ściśle. a to dla- 
tego, bo mnie kazano tak pisać, żeby zostawić jeszcze 
miejsce i dla innych twoich przyjaciół, którzyby 
chcieli ciebie choć przez imaRinacyą uścisnąć. Aha! 
Och, jak kontent jestem. o to-to-to, czy ta-ta? Och, 
mójże ty pobratymcze! Cóż to, ty nic nie słyszysz? 
nie czujesz? Wszak ja cię ściskam, całuję, oto właśnie 
w tej chwili twój nosek z moim żenię. Bądź mi 
zdrów, dobry Jasiu, bądź zdrów, kochany Nowiniar- 
siu, zbieraj tam nowinki, któremi tu nas za twojem 
przybyciem ubawisz. A więc już dosyć dla mnie, zo- 
stawmy pole innym. Dajże mi buśki i żyj wesoło! 
Feliks. 


2 2. Taż sama przyczyna, która ci sprawia męki 
Tantala (iż patrzysz na piękne i tanie rzeczy a nabyć 
nie możesz), nie dozwala mi pisać osobnego listu, bo 
panowie postyliony (s) tak są nieRrzeczni, iż bez sre- 
brnej pieczątki ani weZ go nie przyjmą: a tego wła- 
śnie brak... Wolałem więc wścibić się do cudzego li- 
stu, gdzie bez ekspensu mogę ci oświadczyć moje 
uściśnienie; oświadczając więc. jestem twoim przyja- 
cielem 


Edward Od[yniec]. 


1 Od słów »Panie Janie« inną ręką. 
. Od słów »Ta! sama« inną r"ką. 


-
>>>
86 


] Za łaskawą pamięć o interesie bardzo dziękuję 
za to mu najniższy przesyłam ukłon 
Rajmond. 


2 3. Pan Jerzy dał miejsca, więc wdzięczny jemu, 
że mogę ci tu, panie Janie, załączyć moje życzenia 
wszelkich pomyślności. Słyszałem, że w wielu wzglę- 
dach korzystasz z tego wojażu. Zmiłuj się, panie ko- 
lego, miej się na ostrożności; wszak co Wilno, to nie 
Warszawa, a przyjechawszy, trudnoćby było znowu 
się z nami pobratać. 
Adieu ! 


Józef na Bukietku. 


3 4. Przytomny korespondencyi naszego hrabiego 
z Gurki, z ukontentowaniem pośpieszam z piórkiem 
w ręku, abym ci za pomocą jego przelał moje życze- 
nia... i oświadczył ukłon. Przytem chciej, kochany 
Jasiu, pokłonić prezydentowi Szukiewiczowi. Zawsze 
a zawsze twój przyjaciel 


A. Broński. 


4 5. Lubo mię piątym z porządku w liczbie twoich 
widzisz tu piszących się przyjaciół, 
nikomu jednak 
w mocy i stałości pierwszeństwa ustąpić nie myślę. 
Twój przyjaciel 


(Adres): 


Ignacy Frąckie[ wicz]. 


Jan Czeczot przyjmie. 


, Od słów "Za łaskawą« inną '.ęką. . Od słów "Pan Jerzy« 
inną ręką. · Od słowa "Przytomny« inną ręką. · Od słów 
»Lubo mię« inną ręką. 


-
>>>
H7 


CCCCLXV 1 . Pietraszkiewicz do Czeczota. 


11/13 grudnia 1821, Lublin]" 


Grudnia 13 d., 182t. 
Jakże to: i Franciszek 2 jest w Warszawie, ty wy- 
jeżdżasz i nie piszesz, jak długo jes[z]cze zabawisz? 
Dnia wczorajszego czytałem twój list kazalny, walny, 
twardy, jak stalny, ale jednak zapalny, budujący, 
znam ja dobrze. Okoliczności i położenie odjęły mi 
ducha; gdybym znalazł dziwkę, pewniebym się poko- 
chał, bo żyć zacząłem w Lublinie świątobliwie. Mni- 
sze życie jednakże nie najpowabniejsze, dziewki albo 
kieliszek muszą jednostajność pł-Zerywać; jest to pra- 
wda, żadnym nie podpadająca zarzutom. Stan mój nie- 
pojęty, zwiedziony i zawiedziony: ani się cofać, ani 
dalej postępować; mimo całą moc błahego rozumu 
człowiek sam nie wie, co czyni; odbiegły nadzieje, 
czczość tylko została. Janie, próżno powtarzam: Kto 
ma jabłka na śniadanie, jest szczęśliwy; przywiąza- 
łem niejakąś wartość do moich urojeń, a miłość wła- 
sna, której umorzyć nie zdołam, każdą mi chwilę za- 
prawia goryczą, żem ważąc coś, poświęcając się, nic 
nie mam, nawet tej przyjemności, że się sposobię 
być użytecznym, nie, żebym nim był w istocie. 
Nadejdzie chwila wolna, chwila droga, bom już 
nie daleki starości, a przynajmniej niedołężności umy- 
słowej, gdzie człowiek nie już, żeby więcej zbiel"ał, 
ale zbiel'ane rozrządził, ułożył, słowem, ograniczył się 
czemś pewnem; wszelako ja błąkam się i po długiej 
snując się a wązkiej komnacie, sam nie wiem, czego 
się wziąść i czemu oddać i co za skutek na przy- 


I Odpis na list Nr. CCCCLXł. Odpis Czeczota pod NI". CCCCLXłł. 
. J\1alewski.
>>>
88 


szłość będzie podej mowanej pracy. PI'6żno sam sobie 
wmawiam; już to i bliżsi mnie koledzy powtarzają: 
"Nie masz po co tu siedzieć«. 
Noweż teraz projekta czas snować, gdy je należa- 
łoby na pewnym stopniu albo mieć postawione, albo 
postawić. Nie, zostać dłużej w tern położeniu i czego 
się chwycić, nie wiem i ty mnie nie powiesz. Dal"mo 
czytałem niedawno Rosiasa ; wszystko mię oddala od 
wyobrażeń szczęścia i gdybym myślił tr"zykroć więcej, 
niż dotąd, czcze myśli uleciałyby z wiatrem, ja przy 
moim zostałbym stanie odurzenia, bo prawdziwie in- 
szym wyrazem siebie i zatrudnień moich nie mogę 
oznaczyć. Cofam się z krainy wyższych wyobrażeń 
i codzień znajduję 
iebie niższym. Cóż ten niesmak 
rodzi? - Sama zarozumiałość, że się wszystko spę- 
kało. O, czemużem raczej niżej nie myślał, niż stoję! 
Byłbym spokojniejszym. Tak urojenie samo powiększa 
niepokój i odbiera zdolność sposobienia się, osobliwie 
gdy niema wytkniętego c.elu, albo gdy się on i obie- 
ne, a zbywa na środkach osjągnienia. Ja nieszczęść 
moich w sobie dotąd odkopać nie mogłem, abym je 
oddzielił i odepchnął; wolę je widzieć w przeznacze- 
niu. Tak jest, ślepe przeznaczenie wiedzie i nie 
wiem, kędy mię zaprowadzi, gdy ospałość miejsce 
czynności, nałogi gór
 biorą nad drobnym zbiorkiem 
dobrego. Janie, wyobrażenia w nas powstają i rodzą 
się, nie wiemy, jak; ale towarzystwo i osoby, z ja- 
kiemi się żyje, więcej, niż sądzimy, wpływa na czyn- 
ności i na sposób myślenia, a nakoniec i na całe życie. 
Przy niedostatkach byłem tego miesiąca już dwa 
razy w teatrze lubelskim. Komedya rozwesela umysł, 
wszelako uciekłem z "Rochulia«I, nie czekając 3-go 


l 17 listopada n. s. dano w teatrze Nar. w Warszawie »Quodlibet 
I
ochus Pumpernikd". 


--
>>>
89 


aktu, a na ))Krakowiakach«I, chociaż im stroju kra- 
kowskiego dla dziewcząt zabrakło, dotrwałem do 
końca. W samym ))Hamlecie« smakowałem najlepiej; 
przyznasz, że dziwactwa moje znacznie się powięk- 
szyły przez oderwanie się od ludzi i zamknienie się 
w stancyi dla jeografii, dla kaligrafii. Nie sądź, abym 
w ostatnich czasach długi na książki zaciągał; kupo- 
wałem je za 50 zł. pobieranych na miesiąc, kiedy 
mi (s) stół nie kosztował; co mogłem zabrać, zabra- 
łem. jadąc lekko i nie mając gdzie włożyć, resztę 
przez Aleksandra odesłałem. Prawda, że nie ekono- 
mika; czemu? było nie schować tego? Ale sobie nie 
wierzę, rozprysnęłyby się te 50, kat wie, po jakiemu. 
a kiedy się wydało, samo wspomnienie, że nie bez 
korzyści wydane, pociesza. 


CCCCLXVI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[3/15 grudnia 1821, \Varszawal. 


· 1821, grudnia 15. 


Gdyby myśl wesoła sprzyjała, zbierałbym i obda- 
rzyłbym cię wiadomością brukową, warszawską; 
przypomniałbym sobie od dawna już zarzucone ry- 
mowanie i śpiewałbym dla ciebie; lecz 


Zmieniła się postać świata, 
Zmienił się porządku szyk! 
'''"solość od nas ulata 
ł poezya pyk, pyk, p).k! 


A zatem siadłem sobie pisać ni to ni owo, abym 
tylko poczty dzisiejszej nie opuścił. Prawda, żeś ty 
mnie moję obietnicę pl'zypomniał, chociaż ja przed 


l 'v ojciech ł3 o g u s ł a w s ki: Cud, czyli Krakowiacy i G(,rale. 


-
>>>
9 0 


przypomnieniem list drugi do ciebie jużem był wy- 
prawił; lecz teraz ja ci już przypominać muszę, bo 
na dwa listy żadnej jeszcze odpowiedzi nie mam. 
Mam jednak nadzieję, że musiałeś pisać i że w tych 
dniach odbiorę. 
Przeszłą razą mając wzajemnie ci opisać wszete- 
czne pokusy, nie wiem, jakim przypadkiem wpadłem 
w humor filozoficzny i głęboce argumentowałem; dziś 
nie wiem, jaki bieg wezmą myśli, ale od pokus 
zacznę. 
Byłem w wannie. Po kurytarzu hałasują i skaczą 
wszeteczne. Wytrzymałem najspokojniej pokuszenie; 
ale cóż tu za wo;zeteczeństwo! Byłem w stancyi, aż 
przychodzi Jejmościanka i prosi, aby ją zawieźć do 
Wilna. »Przyjechałam tu z jednym, który wyjechał 
i nie powraca; chciałabym powrócić z kim nazad, 
jestem z Petersburga«. Przecież Polka, jak widać po 
mowie. Nie wziąłem za towarzyszkę powrotu, (może 
i wziąłbym, mówiąc między nami, żeby to zależało 
od mojej woli), ale cóż tu za wszeteczeństwo, jakie 
prośby bezwstydne! Siedzę w stancyi, aż przychodzi 
Francuz rajfur; ni proszony, ni dziękowany, reko- 
menduje od lat 14 do 30, wdowy, panny, rozwódki, 
mężatki. Cena naj niższa dukat. Wymoralizowałem 
Francuza (możebym, mówiąc między nami, i dopuścił 
się winy za tańsze pieniądze), wymoralizowałem szcze- 
gólniej za mężatki; nie zdołał mię zaprowadzić na 
pokuszenie. Ale cóż tu za wszeteczeł'istwo! Idę na 
kawę, do jakiejś kawiarni na l\1arywilu. Quale por- 
tentum ! mirabile dietu! Dwóch umundurowanych 1 
nie Minerwy, ale Faraona czcicielów śród kilku- 
dziesięciu kawę, piwo pijących, fajki kurzących 
i w bilard grających ludzi, produkuje się w karty 


I T. j. studentów uniwe..sytetu. 


- 


--
>>>
9 1 


w wiska, czy jakiego tam dyabła, w pieniądze! Leży 
kupa pięciorek, dziesiątek, kart kilkanaście w ręku, 
z boku filiżanki, i przyglądających się kilku frako- 
wych socyuszów. Co za przyjemny widok dla dobrze 
myślącego! Żółć piłem, nie kawę; patrzyłem tylko 
surowym wzrokiem na tych hańbiących młódź polską 
i uniwersytet tutejszy szulerów. Musieli przenikać 
myśl moję, wpatrywali się we mnie, bo nikt takiem 
okiem, jak ja, na nich nie spozierał. Ale czyż to ich 
naprawi? "Pójdziemy - potem huknęli - grać w bi- 
lard". Tak to z lekcyi kart na lekcye bilardu akade- 
micy chodzą! To wszeteczel'istwo w niczem nie ustę- 
puje pierwszym, przewyższa nawet, bo bardziej obru- 
sza. Jeżeli z tych kilku postrzeżeń i z wielu słysza- 
nych powieści godzi się sądzić, Sodoma i Gomora 
więcej może złego nie popełniły, jak popełnia War- 
szawa. A tłok wojska do reszty zdaje się kazić i tak 
zep,ute, rozwolnione obyczaje. Bandyci ci, na bez- 
żeństwo skazani, cóż mają po odbytej hecy czynić? 
Rozlewają krew swoją na pożytek kraju. Rzadko więc 
ucieszony prawdziwie być mogę pobytem w 'Varsza- 
wie, roztargniony tylko jestem. Próżnuję zawsze, nie 
mam stancyi osobnej i często gawronić trzeba. Nie 
mam tu żadnych znajomych dziewic i to mi przykro; 
poznałem wprawdzie jednę, ale brzydką i za nic ją 
liczę. Pięlmych tu, a może dlatego pięknych, że nie- 
zmiernie gustownie się, niewinnie, a przytem zbyt 
powabnie ubierają, jest daleko więcej, jak u nas; 
patrzy tylIm człowiek i kocha oczyma, bojąc się, ażeby 
czego wszetecznego nie kochał, bo któż tu je rozró- 
żni, a pana Nufrego, Walentego i Kotarskiego do roz- 
różnienia i pokazania nie staje. Nieznany więc i nie- 
znający śród tych murów, prowadzę żywot, obcuję 
tylko z Litwinami; Polaków i Polek, wyjadę, nie 
uraczywszy moją znajomością. Wszakże kilka ich za- 


--
>>>
9 2 


bieram się w tym tygodniu nawiedzić, ale to mężatek. 
Pl'OSZę tylko Wszechmogącego, ażeby zdal'zył tam na- 
potkać anielskie stworzenia, panienki. 
Franciszek szczęśliwy, samo za nim szczęście wę- 
druje. Jechał do Warszawy; ktoby rozumiał, że się 
ze swoją rozstanie, aż on z nią się tu pieści! Tylko 
ten się i bawi, bo jeszcze się nie rozgospodarzył. 
Przeszedłem już przez bibliotekę uniwersytecką 
i Przyjaciół Nauk. Zamożne książnice! Ale niema się 
kiedy cackać z osobliwościami. Byłem już i w men- 
nicy. A propos, byłem "pod Kopciuszkiem«, u pani 
Mikołajowej na CaN militaire i któż wie, na jakich 
jeszcze dwóch czy trzech kawach. Wszędzie ludu 
pełno, pod Kopciuszkiem wszakże było coś wów- 
czas pusto; wszędzie gazet dostatkiem, u Mikołajowej 
dymu od sygaro pełno. Dziewczęta wszędzie nieszpe- 
tne, wszakże się lepsze znaleźć spodziewałem. Pozna- 
łem, która u Brzezińskiej Marysia, a która Małgosia, 
i Małgoś pierwszeństwa ani Józi u Mikołajowej, ani 
inszym nie ustąpi, wszakże sama nie cudo. Za to naj- 
bardziej dziewcząt kawianych nie lubię, że w szara- 
fanach i lokach, i z tego nawet względu Małgoś le- 
piej występuje, bo fartuszek zapięty, jak Marysia Mi- 
kołajowej, nosi. Śmiej się i czytaj, iż lak daleko za 
twoim impulsem posunąłem. znajomość kawiarek, bo 
się na kawie znam tylko tyle, że w jednem miejscu 
po 10, w 2-m po 15 gr. płacić trzeba. 
We czwartek byłem na teatrze. Grano "Ofiarę 
Abrahama«, tl'ajedyą jakąś niby liryczną, tłómaczoną 
świeżo przez Kudlicza 1. Sztuka naj nędzniejsza w świe- 
cie, pod względem sztuki i nazwiska trajedyi nie 


, 


l Bonawentu.-a K u d I i c z (ur. 1780, um. 1!!48), artysta teatru Nar., 
tłómacz utworów dramatycznych; w wydaniu »Ofiary Abrahama« z r. 
1821, autor tej »dramy lirycznej« nie jest wymieniony. 


---
>>>
93 


warta. Ależ dekoracya, ależ balet i egzekucya muzyki 
przednia, prawdziwie zajmowały i bawiły. DekoracYl 
pierwszy raz w życiu tak cudnie udaną widziałem. 
Były tam, jak być może, najpl,zcdziwniej zrobione 
obłoki i w nich (śliczna dziewczyna) ukazujący się 
anioł, prawdziwy anioł; były skały, piasczyste i pra- 
wie słońcem płonące pustynie, obeliski egipskie, świą- 
tynia !zys ze śliczną kolumnadą, namiot, jak pra- 
wdziwy, a na dobitkę otwierające się niebo, słońce 
pl'zedziwne i pałac trzypiltrowy od szmaragdu i złota. 
Pałac ten tylko trocha mię naśmieszył, ale podług 
biblijnej architektury może taki być powinien. Do- 
pieroż balet, pojedynki, bitwy nie za kulisą, ale na 
scenie - wszystko to miało widok przyjemny i zaj- 
mujący i gdyby sama sztuka do tego choć w części 
się przykładała, byłby człowiek zupełnie oczarowany. 
Nie wiem, zaco takie faJ'sy podoba się z takim wysta- 
wować kosztem; Il10żnaby zapewne coś lepszego wy- 
naleźć. Spektatorów tak było na 1-szej reprezentacyi 
siła, że Salmonowicz i Barwiński poszedłszy o szó- 
stej, powrócili nazad zniczem; i wielu tak dla zby- 
tniej ciżby odesżło. Ja byłem na 2-giej repl'ezentacyi 
i był także ścisk wielki. Dziś będzie dana po raz 
trzeci. Są to dla publikum tutejszego nowi »Macha- 
beuszell. Prawda, że co się tycze dekoracyi i egzeku- 
cyi, nic więcej wymagać nie można i jest się czemu 
napatrzyć. Garderoba bogata, aktorów niezłych dosyć 
i dobrych nawet. Nacewiczówna zakrawa z deklama- 
cyi na Ledóchowskę, życia jej tylko w ruchu i jestach 
zdaje się braknąć. Słowem, ze wszystkiego biOl'ąc, 
teatr tutejszy jest w kwitnącym stanie. Balet lepszy, 
jak opera, śpiewaczki nie naj wyśmienitsze i brzydkie. 
Nasi aktorowie się rozwlekają; niewielka to szkoda. 
Fiszer przejeżdżał teraz przez Warszawę do Krakowa, 
ugodzony tam za kilkanaście na miesiąc dukatów;
>>>
94 


wszakże nie będzie już komu grac w Wilnie milczą- 
cego więcej, jak I'ozdąsallego króla, i sh'aszącego wię- 
cej miną, jak zuchwałą mową rozbójnika. Ledóchow- 
ska i Werowski zapewne pl'zez całą zimę tam będą. 
Dzięki wszeteczeństwu! Niema tego złego. co by nie 
wyszło na dobre; inaczej teah'by się nasz rozchwiał. 
Słyszym, że tam u nas hasają na redutach; tu ze strony 
tych zabaw cicho, a przeto bardzo przykładnie. Ofi- 
cerowie gwardyjscy i książę Mikołaj 1 bywają na tych 
redutach licznie. Co pocieszniejszego, książę Mikołaj 
ma wielką satysfakcyą musztrować w kupę zebra- 
nych Żydów, czasem im nawet każe strzelać z umyśl- 
nie nabitych mocno karabinów, a kiedy Żyd targnię- 
ty, ze sh'achu 'upadnie, wielki się śmiech rozlega. 
Tak to koronnym głowom i dzieciństwo czasem nie 
wadzi. 
Jeszcze dziwna awantura. Żydóweczka, co to nie- 
gdyś mieszkała przeciw domu Paca, u której może 
czasem zdarzyło ci się być na winie, owa fertyczna 
i po polsku dobrze mówiąca, zniuchała się z panem 
jakimś aptekarczykiem. Zrobił jej, co potrzeba, i po- 
k[och]ali się i postanowili się pożenić. Uciekła tedy 
do klasztoru. Rodzice, że to wielko{}. u nich plama, 
a jeszcze z rodu Lewitów, co ichby poniżyło do osta- 
tniego rodu, dalej do Szły kowa 2 i całej policy, prze- 
kupili co żywo. Szłyków odebrał od Panien Ś-to Mi- 
chalskich dziewczynę. Tymczasem aptekm'z do bisku- 
pa, biskup do Korsakowa S. Egzamina; Żydówka po- 
mimo wszelkich pl'óśb, padania do nóg, błagania, 
przeklęstw rodziców, poruszyć się w przedsięwzięciu 
nie daje. Każe Korsakow wydać Żydówkę do kla- 


1 Pózniejsz). car Mikołaj I. 
k ó w, policmajsler wileński, 
litewski wojenny gnbernator. 


· Znany z "Dziadów« Piotr S zł y- 
· Aleksander Rzymski KOl"sakow,
>>>
95 


sztoru. Jak tu ją wydać? Żydów tysiące stoi na ulicy, 
czyhają porwać nieugiętą Żydówkę; katolików tysią- 
ce stoi, nie dawać. Tu prawdziwie wyborny kruczek 
policyjski PI'zyszedł naszym do głowy. Baf! zajeżdża 
kareta, niby bl'ać Żydówkę, odwozić do klasztora; 
siada policejski z kobietą zakwefioną. Jedzie za mia- 
sto; lud cały ciśnie się za nim, Żydzi nawet przyszli 
do tej wściekłości, że błotem w karetę ciskali. Tym- 
czasem kiedy tłok się pocisnął, Szłykow sadza na 
pojazd Żydówkę i odwozi do klasztoru, a policejski 
ujechawszy jakąś metę, wysiada z karet}., a z nim 
wysiada jakaś baba. Żydzi musieli zgrytać (s) zębami, 
chrześcijanie śmiać się do rozpuku. Prawdziwie wy- 
borna komedya. Ale prócz Żydów Szłykow tam, lubo 
autor komedyi, nie naj śmieszniejszą wybrał dla siebie 
rolę. Matka Żydówki podała z płaczem i krzykiem 
prośbę o wydojenie znacznych pieniędzy przez policyą 
za ten interes. Tak to wielkie u nas rozruchy, i jak 
na temperatm'ę wileńską, zawsze umiarkowaną, aJ'CY- 
znaczna awantura. Masz tedy wiadomostki: i taka 
i taka, i z makim (s) i bez makao Va/e, kavam so/um 
hibe et sa/vus ad me scribe. 
1821. Grudnia 15. 


Jeden list jeszcze możesz napisać pod moim adre- 
sem, gdyż może za dni 8-10 wyjedziemy. Śpieszymy 
się bardzo na święta do domu, wszakże na Boże Na- 
wdzenie ściągnąć się nie spodziewam. Tu może 
święta jeszcze odpl'awim, bo nie wiemy ani dnia, ani 
godziny, kiedy nas interesa stąd wypuszczą. Jeśli b
- 
dziesz miaI'kował z odebl'ania listu, że twój pned 8-u 
dniami nie dojdzie, pisz pod adl'esem Guta.
>>>
I 


96 


CCCCLXVI I 1. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[6/18 grudnia 1821, Warszawa]. 
Nufrze, chciałem znowu przybrać kaznodziejsk.! 
minę i wpaść na ciebie, zaco ty zawsze piszesz listy 
takie, czyli raczej nie za to, bo piszesz szczel'ze, ale 
za to, że jak z listów się pokazuje, musisz zawsze 
być niespokojny, roztm'gniony, kwaśny, nudny, sam 
z siebie niekontent, słowem jednem, nic dobrego. Ja 
sądziłem, że ty człowiek jesteś nieugięty, stały, na 
wszystkie kal'esy i pJ'Zeciwności fortuny jednostajny; 
myśliłem, że czy w piekle, czy w niebie osiądziesz, 
zawsze będziesz białe wąsy pokręcał i z czołem po- 
godnem ))Cieszmy się miłą nadzieją« śpiewał. Aż 
tymczasem inaczej; wyrwał się tylko do Warszawy: 
aż już biedzi się i kwasi; zapchnęli teraz do Lublina: 
aż już tJ'aci nadzieję wszystkiego, zdesperował zupeł- 
nie. Tfuj, panie Onufl'Y! porzuć mi się tak tro- 
szczyć; tam tylko dobrze, gdzie nas niema czyli ra- 
czej tam dobrze, gdzie kiedy być koniecznie przy- 
szło, zgodzim się z obecnemi okolicznościami. Nie 
zawsze źle będzie, nie razem Kraków budowany. 
Wszędzie początki trudne; im dalej w las, tern więcej 
drew. Wreszcie tJ'zeba przywykać, tJ'zeba wytrzymy- 
wać. Nie jesteś, mój Nufne, dzieckiem; źle ci, a wi- 
dzisz, że zło nieznośne, że więcej byś miał i z siebie 
pożytku wydał na innem miejscu: nie uszedłeś tak 
daleko, żebyś nie mógł się wrócić; nie desperuj: jeszcześ 
nie stal'Y. Pnenosiny do szkół litewskich łatwe, rok 
skończysz i wolnym zostaniesz. W szędzie stanie ci 
na miejsce i do wszystkiego jesteś zdolny, a przynaj- 
mniej do wszystkiego znajomości w prędkim czasie 
i łatwo przyjść możesz. Niech hultaj rozpacza i nie- 


l Odpis na list Nr. CCCCLXV. 


--
>>>
97 


uk; po co tobie? Nie pozwolą ci okoliczności mimo 
twych usiłowań być formalnie uczonym: przestaniesz 
na tem, co z usilnością będziesz mógł zebrać, a su- 
mnienie nie będzie ci wyrzucać; nie pozwolą okoli- 
czności żyć honesto: będziemy i pod koniec żywota 
jeść takie obiady, jakeśmy jedli u Kotarskiego. 
Wszystko są to świerzbiączki naszej próżności i drę- 
czyć się tem ))A bo ja nic nie będę umiał, nic nie 
będę miał na stm'ość)) jest J'Zecz naganna, rzecz bez 
bez pociechy. Insze są nadzieje; ja tam nie idę pa- 
smem, że kiedy dziś mam rubla, a za rok rubli dwa 
a tam dalej, więc na stamść będę miał włości; ale 
skaczę sobie, jak konik, i mnie się zdaje, że jak kraj 
mój będzie szczęśliwy, uczony i bogaty, to i ja eo ip,
o, 
choćbym był niedouczony i goły, będę szczęśliwy Iw- 
niecznie i mogę być niegoł)', bo będę śród bogatych. 
Zl'esztą to bogactwo, ten bl'zuch wymyślny - wszyst- 
ko to jest głupstwo; wstyd dla ludzi, że o nim tak 
myślić muszą. To nam pokoju nie pomiesza, mier- 
ność jest naszym zwyczajem. Cóż, przypuściwszy taką 
zasadę życia, psuć nam powinno? Nie staje ci w tym 
miesiącu na kawę: stanie na drugi. Oblicz dobrze po- 
h'zeby życia; nie wystarczy, to się przyszle. To już 
ze 8tmny mniej uważanego bJ'Zucha mógłbyś być spo- 
kojnym. Przyjemnych zatrudnień, obcowania braknie? 
To wyobraź sobie. że tego odmienić nie można. PI'zy- 
wyknienie jeśli nie przyjemność, to obojętność zrodzi, 
a ludzie nie już dziki; wreszcie i z dzikami satysfak- 
eya oswajać ich, poznawać. Żal mi ciebie, że cierpisz: 
ale być wyższym nad cierpienia powinieneś. Napisz 
ty, N ufrze, czy ty tam zawsze w takim jesteś sosie, 
w iakim się w listach pokazujesz? Czy ty nigdy nie 
wesoły, czy cię dzieci, które uczysz, nie zajmują, 
owszem przykrość robią, czy lekcye, które dajesz, są 
dla ciebie nieznośne ? Napisz szczerze; nie bój się, że 


Archiwum Filom, Cz. I. T. IV. 


, 


--
>>>
98 


to mię zastanawia, żeś ty się skrzywił. Napisz, jakbyś 
dalej z sobą postąpić myślił. A bądź dobrej myśli, 
dl'wij z fortuny i miej nadzieję. Ty nie Adam, sam 
sobie umiałeś i umieć możesz dOl'adzić; gdybym cię 
morałami i radami męczył, grzeszyłbym. Pociechę 
więc ci tylko zasyłam. 
List twój 13 dat-y 16 gmdnia w wieczór odeLra- 
łem. Dziś 18-ty; zabawimy do przyszłego wtorku. We 
wtOl'ek spodziewa[m]y się wyjechać. Jeślibyś po doj- 
ściu listu mojego dzisiejszego, a bat'dziej listu twoje- 
go mial'kował, że list mię jeszcze tu znajdzie, napisz 
do mnie do Wm'szawy; jeśli nie, napisz do Białej 
pod adresem Dębińskiego, komisarza hr[abstwa] Bial- 
skiego, a my tam po dmdze będziemy i dni podobno 
ze trzy zabawimy; więc tam odbiOl'ę. Napisz na ko- 
pel'cie listu mojego, kiedybyś posyłał pod adl'esem 
Dębiń[skiego], ażeby nie odsyłał do Warszawy, ale 
zatJ'Zymał u siebie do przyjazdu naszego. Bądź zdl'ów! 


CCCCLXVIlI. Malewski do Pietraszkiew. 


[6/18 grudnia 1821, \Varszawa]'. 
Onufrowi. 
Spodziewam się, że ręka, pisząca ten list z \Var- 
sza wy, sPI'awi ci zadziwienie, może nawet pociechę. 
Jestem tu od 27 listopada i będę może do 27 lutego; 


I B. d. »Ostatni list do Cwczota«, o którpn tu mowa, pochodzi 
z 1/13 grudnia (Nr. CCCCLXV). Odpisuje na niego Czeczot 6/18 gru- 
dnia (NI". CCCCLXVlI); sądzę więc, 1e list Malewskiego jest z tej1e sa- 
mej dat}', co lisi Czeczota, t. j, z 6/18 grudnia i l"azem z nim został 
w}'słan}', tern bardziej, 1e w obu listach, tak Czeczota, jak i I\lalew- 
skiego jest wzmianka o »smutl1}'ch chwiłach lubelskich«, t}'lko, 1e Cze- 
czot, nie mając nadziei w}'ładować osobiście swych gromów, nie skąpi 
kaznodziejskich uwag "fi' liście. 


t
>>>
99 


nieprawdaż, że to podobniejsze jest do marzenia, mz 
do .-zeczywistości? Cóż jednak z tego, jeśli od Lubli- 
na do \Varszawy je5it mil 24, a na te mile potrzeba 
złotych, a Onufr ich niema. Listy więc tylko będą 
nas łączyły, kiedy już p.-zez ścianę tylko, zdaje się, 
mieszkamy od siebie. Przykra rzeczywistość, ale się 
od niej marzeniem UI'atować możemy. Do Puław np. 
z Lublina daleko bliżej, niż do Warszawy; na święta 
z Maryanem mamy tam w dyliżansie zawitać. Gdybyś 
ty także jakkolwiek na jeden dzień pl'żyjechał, byłaby 
gawędka niepospolita. Dyliżans podobno idzie z Puław 
dalej do Lublina, konduktor dałby ci znać o naszym 
przyjeździe. Co mówisz o tem marzeniu? Czy to ci na 
kilka godzin nie rozjaśni czoła, czy ci nie p.-zypomni 
drogich chwil wileliskich? Bo lubelskie, jak widzę, 
dla ciebie są smutne. Ostatni list do Czeczota zdaje 
się być bardzo J'Ozpaczający; tern więcej pobudek, 
żebyś do Puław p.-zyjeżdżał: może się tam choć przy- 
pomnieniem dawnej niedoli i teraźniejszych niesma- 
ków nawzajem pokrzepiemy. Jeśliby jednak i to ma- 
I'zenie podl'Óży naszej zeszło, jak inne, czekaj mojego 
listu, który dłuższym zapewne będzie od tego. 
Jarosz. 
DoPisek Piaseckiego: 
Spodziew2m się widzieć w Puławach, więc oprócz 
ucałowań nic ci nie piszę. 


Maryan. 


7*
>>>
100 


CCCCLXJX. M.aJewski do przyjaciół. 


[24 grudnia 1821 (5 stycznia 1822), \Varszawal- 
D. 5 stycznia /l. s. 1822. 


Jeżowi, Adamowi etc. 
Nigdy z większą nie zaczynałem listu I'adością. 
Nowiny, po nadto długiem milczeniu otł-Zymane, roz- 
pędziły smutek, tęsknotę i jakieś nienatUl'alne cier- 
pienie, któl'emu od przyjazdu do Warszawy byłem 
podległy. Zapominam o wszystkie m i z największą 
rozkoszą oddaję] bilet Szerokiemu, siadam w ławce, 
słucham hodegetyki i powtm'zam pochwały, oznaki 
zadziwienia, pociechy, które moi towarzysze za mną 
i przy mnie dają swojemu kochanemu nauczycielowi. 
O mój Jeżu, zacóż nie doczekałem tej chwili szczęśli- 
wej, której tak mocno od dawna pragnąłem, zaco 
ciebie, stwOl'zonego do uczenia, uczącego na jawie 
nie oglądam? Lecz mam cokolwiek imaginacyi, drę- 
czę ją, żeby mi wszystko wiel'nie pl'zedstawiła, i prze- 
staję na tern, że choć w cieniu obraz ten mogę roz- 
poznać. Początek był nadspodziewanie łatwy; mam 
to ledwo nie za cud, że I'ektor bez żadnych »gdyby", 
"jeśli", »ale", »może" dał salę i sam miał być na 
lekcyi. Powinno to służyć za dobrą wróżbę i już te- 
raz nie wątpię, że lepszy obrót weźmie twoja sprawa. 
Kurator ma najmocniejsze przekonanie o potrzebie 
docentów i w (mo]jem rozumowaniu h'alił na tożsamo, 
cośmy już dawno odgadli, na zwyczajny nasz wy- 
krzyknik: »Ludzi, ludzi,,! Będzie więc na twojej lek- 
cyi i ile sądzić mogę z jego rozmów, z jego opinii, 
o których słyszałem, weźmie ciebie na swoje plecy. 


1 T. j. w wyobraźni; mowa o wykładach hodegetyki Jeżowskiego.
>>>
101 


lo. triumPho(s)! Uprzedziłeś moje wszystkie projekta. 
byłem gotów w rozmowie, któl'ą za powrotem Ks[ię- 
cia] do Warszawy mieć się spodziewam, opowiedzieć 
stan twój i Adama. Lecz teraz już i tego nie potrzeba; 
ty przez swoję hodegetykę, Adam przez swoje pisma 
dacie się poznać dostatecznie, a ręczę, że Ksliążę] bę- 
dzie z tego tylko sądził, i w nic innego nie uwierzy. 
Zawsze jednak co do Adama zdaje mi się być I'zeczą 
potrzebną, żeby jakąś rozprawę n a u k o w ą prozą wy- 
pracował, bo Ks[iążę] nie dowierza wierszom. Rzecz 
o h\'oim Horacym, spodziewam się, że tu przyjdzie 
do Ksliętia] do potwierdzenia; jeśliby przedstawienie 
było krzywe, warto, abyś pl'osto do kuratora napisał. 
Jeśli dadzą nagrody ze 300 r., a własność HOI'acego 
przy tobie zostawią, nie widzę nic złego. Z listu twe- 
go nie mogłem całej sprawy dobrze wyrozumieć; będę 
czekał na objaśnienie, żebym wiedział, jak tu gadać. 
Co do tutejszej Komisyi l, Czeczot podczas mego do 
Puław wyjazdu z Onufl')'m zrobili wstępne kroki, 
i sam ci opowie. Ja jeden tylko (źle, że jeden) dosta- 
łem egz[emplarz] i zacznę chodzić koło Kossakow- 
skiego 2, Lindego s czł[onków] Komisyi, Piaseckiego 
wypl'awię do Tarnowskiego., zl'esztą, jeśli podczas 
bytności Księcia I'zecz będzie się rozbierała, może i on 
sam wda się. Egz[emplarz] oddam Grabowskiemu 6, 
u którego raz już byłem. \Vkrótce spodziewam się 
donieść coś pewniejszego i więcej wtenczas napis7ę. 
\Vracam do hodeg[etyki], która mię całego zajmuje. 
Nie wiem o niej nic dokładnie, twoich słów kilka 


l Komisya rZ1dowa wyznań relij,;ijnych i oświecenia publicznep;o. 
. Józcf K o s s a k o w s k i był jeneralnym wizytatOl'cm, 
. Samuel Bogumił L i 11 d e był członkicm Rady ogólncj Komisyi 
rządowej. . Stanisław hr. T a r n o w s ki, ord}'nat, był członkicm 
Rady ogólnej K. I"Z. wyz. i ośw. . Hr. Stanisław G r a b o w s k i, 
miuister oś\\,iecenia. 



...........
>>>
102 


i kilka słów Kazimierza są całą moją wiadomością. 
Nie zgrzeszę, jeśli cię zapytam o dokładniejsze spra- 
wozdanie i jeśli poproszę o układ i piel'wszy sekstern. 
Czy się zowie i po światowemu hodegetyką? Byłoby 
to trochę niedobrze, bo się wielu obrusza i uprzedza 
przeciw temu, czego nie rozumie od I'azu, iskakanoby 
ci do oczu za niemczyznę. Inne wiadomości, które 
odebrałem, są I'ównie dla mnie przyjemne; języki, 
słyszę, w gÓI'ę idą i naukowość mocniej się obl'aca. 
Właśnie znowu do niej wl'ócić wypada, cOl'az więcej 
z tutejszych głupich kl'oków młodzieży Pl'zekonywam 
się, że wszelki inny zawód byłby tJ'lldniejszy, niż na- 
ukowy, nit: m6wiąc, że byłby szkodliwy i niehezpie- 
czny. Widzę także z listów, że potJ'zeba uczenia się 
w obcych uniwel'sytet[achJ coraz jawniejszą się staje; 
daj Boże, aby kilka, o któl'ych mi napomkniono, pm- 
jektów przyszło do skutku, a nadewszystko, abyśmy 
my nieodłącznie od siebie podróżowali. Tego jednego 
tylko już pragnę, pewnym będąc, że to jest conditio 
sine qlla non. Doświadczam na sobie, jak pojedyń- 
cza podróż jest pnykra, jak co chwila daje się czuć 
brak osoby do powierzenia się szczerego, słowem, jak 
kiedy głowa niby zyskuje, serce cierpi i zwraca się 
ku przeszłości. Dalibóg, nigdybym iam nie wyjechał, 
gdybym wiedział, ze pl'zeżywszy 4 lata z wami, S-tego 
przeżyć bez was niepodobna. 
N a ten raz nic więcej o sobie nie piszę i nowin 
żadnych nie kładnę ; Czeczot zawiezie wiele. Ja mój 
raport pl'zeszlę w końcu tego miesiąca i tam opiszę 
także mój tygodniowy pobyt w Puławach. Książę 
wróci tu z Sieniawy po 10 i jak długo zabawi, nie 
wiadomo. Kiedy był w Wal'szawie, byłem raz jeden 
u niego; gadał z półtory godziny najwięcej o prawie, 
o Anglii, o uniwersytecie warszawskim. Bardzo jest 
grzeczny, pozwolił nam jechać do Puław i w Puła-
>>>
103 


wach po pańsku byliśmy przyjęci. Poznałem, lubo je- 
szcze z daleka i Dobro" olskiego l; rozsądny wcale 
i zdatny, ale zatrudniony niezmiernie, nic nie czyta 
i żyje cudzem, jak widać. Myśli bardzo dobrze i jak 
widać, nie sekretarską ma duszę. Jeszcze do znajo- 
mości moich należą: Korzeniowski 2 bibliotekarz Za- 
mojskiego, niby to literat, zdatny, dość oczytany z li- 
teraturą angielską i niemiecką, miłości własnej pud. 
Chlebowski guwerner u Krasińskiego, jak mi się zda- 
je, naj zdolniejszy z nich wszystkich, do polityki coś 
się bierze, po angielsku umie dobrze i po niemiecku. 
Obaj Krzemieńczanie. Powrócił też z odbytego ko- 
sztem Księcia wojażu Sienkiewicz 3, tłómaczenie jego 
Dame du lae' drukuje się u Gliicksberga. Z Warsza- 
wiaków dotąd nie znam nikogo, i nie bardzo życzę 
sobie poznawać. Grzymała wydaje tu »Astreę«; warto, 
abyście mieli choć jeden egz[emplarzl w Wilnie. 
Gliicksberg wydaje Kniaźnina biografią, napisał Czar- 
toryski 6 kurator. Jeszcze ma wydawać l tom historyi 
polskiej Naruszewicza, jak go znaleziono w Puławach. 
Henryk Lubomil'ski 6 , autor obrazu Wiednia 7, owego 
zakazanego przez rząd, pisze historyą medalów pol- 
skich. Ucinam te bezładne urywki, żebym się jeszcze 


I sekretarza ks. Ad. Czartoryskiego. . JÓLef Kur z e- 
n i o w s ki - znany pisaJ"z, b)'ł do r. 1823 bibliolekarzem u Zanloj- 
skich. · Karol S i e n k i e w i c z (ur. 1782, um. 1860) - autor li- 
cznych dzieł hislorycznych, jeden z załotycieli Towarzy.stwa hist, 
w I'arytu. · "Pani jeziora« '''alter Seuttll. · "Zycie Knia- 
źnina« przez ks. Adama Czartoryskiego wyszło dopiero w r. 1853 
w "Przeghtdzie Poznańskim«. fi Ks. Henryk L II b o m i I' S k i (Ul', 
1777, um. 1850) - załotyciel ordynacyi przeworskiej, kurator Zakładu 
Nar. im. Ossolińskich, kazał wykonać własnym Io..ztem rycin.. do dzieła 
Albertrandego o medalach polskich, których potem utył Raczyński do 
»Gabinetu medalów polskich«, wydał Karol Beyer. \Varszawa 1857. 
7 Autorem "ubrazu Wiednia« jest jednak nie Henryk, lecz Edward 
L u b o m i r s ki: Ob.-az historyczno-stat)'styczny '''iednia, oryginalnie 
1815 I'. wystawiony, z planem tegot miasta. 'Varszawa 1821.
>>>
104 


zapytał o Adama Ballady. Czy cena oznaczona i jaka 
i czy niema żadnego pl"Ospektu, albo czy niema choć 
jednej ballady drukowanej? Jeśli niema, to proszę 
koniecznie o parę i o pozwolenie wydrukowania je- 
dnej, aby bilety lepiej rozdać. Mam nadzieję, że Iw- 
biety będą kolektorkami. (Dla Chlebowskiego egzf em- 
plarzJ 1 Horacyusza, który tu był prenumel"Owany). 


CCCCLXX. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[31 grudnia 18:11 (12 stycznia 1822)]. 
12 st)'cznia z Biały. 
\Ve wtorek pożegnałem stolicę, we czwartek sta- 
nęliśmy w Białej, w poniedziałek przyszły wyjeżdżamy 
stąd do domu. 
Popławskiemu o twoim interesie mówiłem; napi- 
sałem mu twoją quasi uczonego człowieka biografią 
i zostawiłem. Przyrzekł na verbum nobile starać się 
usilnie i czynnie. Powiadał, że na ten stopień potrze- 
bny będzie egzamen; ręczyłem, że się nie zlękniesz. 
Prawdaż to, że na profesora trzeba zdawać egzamen? 
Podkomorzemu przypominałem, ażeby mówił panu 
l\1ardnowi. Zapytam się i tutaj, czy mówił; :jeśli nie, 
napędzę, aby napisał. 
Napisz do Guta, ażeby pJ'zysłał mi wiadomość, 
komu wydał bilety na prenumeratę, ile i gdzie pie- 
niądze? Upominają się tam o egzemplarze I; komuż 
więc on 15 egzemplarzy rozdał? Podobno posłał 10 
do Krakowa. reszta komu?, Nadto potrzebna będzie 
wkrótce wiadomość o Pl'enumeratorach dla wydl'ulw- 
wania ich imion pJ'ZY 2-gim tomie; niech więc wkrót- 
ce udzieli wiadomość o nich. 


l Objaśnień Horacyusza. 


--
>>>
105 


U tych, z którymi mnie zapoznałeś, byłem razy ze 
dwa i oni u mnie. Poznałem ich lepiej. Nieźli i mają 
olej w głowie. Zostawiłem jednemu i drugiemu po 6 
biletów l do rozdania; resztę wziął Franciszek, który 
i ciebie o cenie uwiadomi. 
My nie tylko przez Warszawę, ale i przez Białę ła- 
twiejszą jeszcze możemy mieć korespondencyą. Z Bia- 
łej, szczególniej teraz, kiedy kazano podawać raporta, 
odnosić się we wszelkich zdarzeniach, i kiedy tu nie 
będzie siedział pan jeneralny administrator, będą bardzo 
częste do \Vilna okazye. Ty więc albo podobnież przez 
okazye, albo przez mało bardzo kosztującą do Białej 
pocztę pisać będziesz pod adresem D ę b i ń s k i e g o, 
kasyera i wójta gminy Białej do mnie, a on 
przez okazye będzie odsyłać; ja podobnież pisać będę 
i to sobie li Dębińskiego zamówię. 
Nie zgadnę, jak się ty dziś bawiłeś; ja bawiłem 
się dość wesoło. W zamku tutejszym I-ój panienek 
i nieszpetnych ; poznałem ze siedm i z dwoma, rzec 
można, najlepszemi mieliśmy honor z panem pleni- 
potentem jeneralnym Masy Radziwiłowskiej grać 
w czekino. Ekspirują już dni pasibrzlłszego życia! 
Całe dwa miesiące z li!zką dyabli wzięli. Miseremilli 
mei saltem vos, amid mei. Jutro za pokutę idę na 
obiad do tutejszego kanonika, gdzie zapewne niejeden 
kielich za twoje i nimf tutejszych spełnię zdrowie, 
a po kielichu powrócę do dzisiejszego czekino. Gdy- 
byś nie zazdrościł, staraj się rzeczy podobnych, 
a mnie winszuj szczęśliwego powrotu i łatwego na- 
gięcia do pracy karku, już dawno odwykłego od jarz- 
ma. Bądź zdrów! 


1 na prenumcratę Ballad 1I1ickiewicz3.
>>>
106 


CCCCLXXI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[11/23 stycznia 1822, \Vilno]. 


11/23 stycznia 1822 1 r. 
5 stycznia powróciłem do Wilna, zastałem wszyst- 
kich zdrowych, tylko Adama chorego, w łóżku nawet 
leżącego; ale już był zdrowszy i teraz ledwie, że nie 
zdrów zupełnie, gdyby po chorobie nie był słaby i nie 
miał boi u zębów, który mu zbyt dokucza. Chorował 
na katarową gorączkę. Ząb zawczoraj jeden wYI"wał, 
ale mu drugi na to miejsce boleć dziś okrutnie zaczął. 
Trzeba znowu podobno rwać drugi. 
Jeż zdrów, przeniósł się wczora do danej od re- 
ktora quasi docentowi stancyi w domie, w którym 
Frank mieszka, gdzie to niegdyś wyglądała piękna 
żoneczka fech[tlmistrza na dole po lewej stronie. 
0, Jeż wysoko postąpił, Szwajcm" go już profesorem 
nazywa. Byłem już raz na jego hodegetyce, było słu- 
chaczów ze 60-t. Przedziwnie Jeż się tłómaczy, anim 
się spodziewał, aby ten filozof mrukawy mógł tak 
być przyjemnie wymownym. Sto dukatów mających 
się pożyczyć z uniwersytetu na pomoc w wydruko- 
waniu Horacyusza, a które sto ma być pózniej jako 
premium odstąpione, zapewne go nie minie. Posłano 
już to z uniwersytetu do potwierdzenia. 
Jeszcze się tu niezupełnie rozgościłem i rozpatrzy- 
łem. Wszakże wszystko, chwała Bogu, dobrze i po- 
rządnie; jest z czego się cieszyć. 
Zawczora rozpoczął lekcye Lelewel. Jak uniwer- 
sytet uniwersytetem, nigdy żaden profesor nie miał 
tylu słuchaczów. Miał rozpocząć w sobotę przeszłą; 
ale tak się do naznaczonej sali nacisnęło, tak to po- 
tem do drugiej obszerniejszej wskazanej hurmem bie- 
gło i tak ją napełniło, że rektor, otoczony licznymi 


1 Rok inną ręką dopisany. 


.,.........
>>>
107 


profesorami, nie znalazłszy dla siebie wygodnego miej- 
sca i nie mogąc stłumić szmeru, hałasu, próśb o więk- 
szą salę, tumultu i śmiechu z komenderowania, ażeby 
wszyscy wyszli za drzwi i dopiero kiedy profesOl'y 
wygodnie usiędą, wchodzili. rzucił się na koncept 
i zapowiedział, że dziś lekcyi nie będzie. W ponie- 
działek tedy przeznaczono miejsce w sali posiedzeń; 
od trzeciej prawie (a lekcya o S-tej) szli różnego ro- 
dzaju słuchacze: akademicy, studenci, palestJ-anci. 
księża, piszczyki etc. etc. Caluchna sala jak nabita; 
ależ i było czego posłuchać! Lelewel wystąpił w to- 
dze, a jak zaczął mówić, zgasił Śniadeckich i wszyst- 
Iw, co jest na świecie. 
O grackiż to Mazur. daj Boże jemu zdrowie. Dziś 
miał lekcyą 2-gą w sali literackiej; tak było ciasno, 
że za pochyleniem się jednego, jak fala, to w tę, to 
w owę stronę lud się pochylał. Z osimset (s) luda 
najmniej było, a co odejść spóźnionych musiało! Na 
l-szej z półtOl-a tysiąca. To nie Osiński z babami 
w Warszawie, ale mąż z tylu mężami! 
Chcieliśmy wydać bal jemu; ale to lepszy bal nad 
wszystkie bale, kiedy taki ogrom ci;nących się do 
słuchania jego koło siebie widzi. 
Listy do twego brata dzisiaj odsyłam. ale się ich 
razem 3 tu zebrało; tam już być bardzo muszą me- 
spokojni o ciebie. 
Prenumerata na pisma Adama kosztuje zł. 10. Będzie 
to ze 3 tomiki, jak są Trębeckiego. Nie obliczone koszta 
i nie wiadomo, gdzie będzie się drukować; pewnie je- 
dnak w Warszawie, bo tu cenzura zębata; ale trzeba się 
będzie do tych lO-U zastosować złotych i w papierze 
i w arkuszach. Edycyą jednak piękną tJ'zeba sporzą- 
dzić. Przedawaj już więc bilety i mów o 3-ch tomikach. 
Nic tu niema ciekawego a bardziej interesującego, 
cobym miał ci donosić, a zatem vale! 


.--.......
>>>
10R 


CCCCLXXI I. Pietraszkiewicz do Malewsk. 


[16/28 stycznia - 6/18 marca 1822, Lublin]', 
Zdrowia i pom)'ślności Onufr. 
Juf słyszę dzwonki, budzące kaptumych na JU- 
trznią; może niejeden, wydychając niedzielne miody, 
radby pozostał w pościeli. Mnie tak ranny nie wiąże 
dzwonek, ale bezsenność kazała opuścić łoże. Jeszcze 
cicho, ogniów nie widać, sen niedzielny twardszy, bo 
i o czwartej widziałem nieraz. na krótko obudzony, 
iż pracowity nie zasypiał rzemieślnik. Księżyc świeci, 


, B. d. Malewski w liście datowanym do Pietraszkiewicza z d. 5 
Intego n. s. t. I", pisze, :l:e otrz}'mał list od Pietmszkiewicza p I' z e d 
-d w o m a t}. g o d n i a m i t. j. 22 st}'cznia n. s. Poniewat. list niniejszy 
jest późniejszy od owego otl.z}'man"go 22 stycznia, a początek pochodzi 
jeszcze ze stycznia, i to z poniedzial1m, jak sam autor listu przyznaje, 
przeto Pietraszkiewicz zacząl go pisać wjedyny jeszcze po 22 poniedziałek 
styczniowy, t. j. 2!j stycznia n. s. Następnie jednak Pietraszkiewicz, 
zajęty egzaminami, ja... sam pisze, a mo:l:e i zniechęcony brakiem od- 
powiedzi na list poprzedni, odkłada pisanie na bok i kończy list do- 
piel"o w marcu, otrzymawszy tymczasem list 1I1alewskiego z 5 lutego 
n. s. Datę dokOlkzenia i wysłania listu trudniej oznaczyć. W liście 
Pietraszkiewicza do Czeczota z d. 2 kwietnia /l. s. czytamy: »Pisał 
(I\lalewski), :l:e za dni 10 wyjet.dt.a (z Warszawy); pisałem na jego list, 
olwarciej podrÓ:I: opisując, nit nalet.3ło«. Otó:l: ów list l\1alew- 
skiego do Pietrasz"iewicza ma datę 12 marca n. s.; nasz list, w któ- 
r}'m istotnie Pietmszkiewicz »otwarciej podró;'; opisuje. ni:l: nalct.ało« 
powinienby być od niego późniejszy i być odpowiedzIą. Tymczasem 
w łiście Pietraszk,ewicza wszystt.ie alluzye odnoszą się do listu l\Ia- 
lewskiego z 5 lutego: »Jeden to Pan w Pol'zcze tak dobrze myślący, 
z takiemi chęciami« znajduje echo w słowach nas7.ego listu: »Dobry:l: 
to KUI"ator, dobry« a na wyrazy: "Czekam na dalszy ciąg podró:l:y« 
cały list jest najleps£ą odpowiedzią, bo choć Pietrdszkiewicz zaczął pi- 
sać ten »dalszy ciąg« jeszcze w styczniu, lecz l\1alewski 5 lutego o tern 
wiedzieć nie mógł, gdyż list z opisem otrzymał dopiero w marcu. Je- 
t.eli zaś 1\I;,Iewski odpisuje 1.1 mal'ca, to odliczywszy k,lka dni na 
przesłanie, wypadnie przybliżona data na !{ marca n. s. 1822. \VYI'a- 
:!:enie PietJ"aszkiewicza, :l:e »pisał« na list z 12 marca, uwa:!:amy za 1'0- 
myłk.., tern łatwiejszą do zrozumienia, :l:e 2 kwietnia mogły mu się ju:l: 
ba listy z 5 i 12 marca w głowie pomieszać.
>>>
109 


a snujące się obłoki zdają się pl"ZemawJac, że światło 
jego przemijające, nietrwałe. Wichl"y, które przez 
większą część nocy dęły, uciszyły się, o 10 wieczorem 
zasnąłem przyjemnie przy szmerze kropel, spadających 
z dachów. Stukanie w sąsiednich kamienicach, w chwi- 
lach od t1 do 12 następujące, wygnało sen z mojej 
izby, a chociaż do 5 leżałem w łóżku, pasmo marzeń 
okropnych snuło się po moim umyśle; tak sen nawet 
przyjemny, marzenia, pojące zmysł widokiem chwil 
zbiegłych. które mogły mieć jakiś wdzięk w życiu 
zaprawnem goryczą, nie roją się w Lublinie. Jest to 
miasto żałoby, a wyjące dzwony (24 kościołów mamy) 
codziennie hasło roznoszą śmierci. Szczęście, jeżeli 
śmierć zbraci się z hołotą: nie tyle uszy cierpią; lecz 
że i w domy możnych i bogaczy zaziera, a zgon ich 
trzydniowe dzwonienie, i to jeszcze po trzykroć na 
dzień ogłasza, sądź, czylim niesłusznie Lublin mia- 
stem żałoby nazwał. Nie jest przecież z zabaw ogoło- 
cony; w niedzielę grano »Familią Szwajcarską«, amato-. 
rowie z swoją wystąpili muzyką grati.
, a cena biletu 
urosła o cały złoty. 3 1 / 2 złotego wydać, kiedy ich nie- 
masz w kieszeni, niepodobna; ja przesiedziałem w do- 
mu, częścią drzemiąc, częścią seksterna poprawiając. 
Boli głowa; pamiętam jednak, na czem stanąłem 1: 
zacząłem rozmowę ze służącą, dowiedziałem się, że 
rodem z Sochaczewa, że w Warszawie chociaż z pa- 


l Pietraszkiewicz odbył na święta Bożego Narodzenia r. 1821 po- 
dróż do Wm.szawy dla widzenia si", z CLeczotem, Malewskim i l\1arya- 
nem Piaseckim. PocLątek opisu tej podróży przesłał l\1alewskiemu, 
którego w Warszawie nie zastał, w niedochowanym liście, pisanym 
pned 22 stycznia 1822 r. (por. list Malewskiego do Pietraszkiewicza 
z d. 5 lutego n. s.) Tu mamy więc dalszy ciąg wspomnianego opisu; 
ze wzmianki późniejszej o Puławach (»Przybywamy do Puław« str, 
110) wnosimy, że widownią opisanego tu wybryku Nufra był J\1m"ku- 
szew, stacya pocztowa między Lublinem a Puławami.
>>>
110 


mą przez 3 miesiące mieszkała, nie zna \Varszawy, 
że panią Jej była plackomendantowa w Zamościu. 
Długoż służyłaś? 
Półtora roku. 
Dlaczegoś opuściła twoją panią? 
Nigdy mię do kościoła nie puszczała, nawet 
w spowiedzi wielkanocnej nie byłam. 
- Wszeteczna - rzekłem - pani, która nie sza- 
nując zwyczaju, podkopuje wyobrażenia religijne, 
a odejmując powierzchowność, zasadzoną na obrzę- 
dach, samej istoty wrazić nie potrafi. 
Dziewczyna młoda, nieszpetna, nie niewinna, to pra- 
wda, bo rozwinionych części mogła i musiała doświad- 
czać, jak to z nabytej taktyki wniosłem, obudziła chęć 
przerwania szczerego postu lubelskiego. Są w Lublinie 
łazienki, jak i w Warszawie, nie tąk wykwintne, ale co 
do wszeteczności, na którą Jan powstawał (a której ja 
nieraz byłem świadkiem nawet ostatnią razą wycho- 
dząc z kąpieli, spotkałem sejmową Teresę, tak na- 
zwaną od udzielania się posłom) w niczem nie ustę- 
pują, luzywe są na zawołanie. Jest to skutkiem cy- 
wilizacyi ułatwić środki, iżby natura, gorących tmn- 
k6w używaniem podniecana, nie doznała gwałtu, 
dzieło warte człowieka, godne wieku, w któl'ym ży- 
jemy l. 
Na tern się skończył list, zaczęty w styczniu, a na 
nowo się usposobić zaledwie czas egzaminowy pozwo- 
lił i to krótko; w marcu więc kończyć będę. 
Znalazłem tu lepszą opinią o profesorach i nauczy- 
cielach nad wszelkie mniemanie. Wszędzie ten stan 
niżej ludzi, nie już niżej wartości swojej jest uważa- 
ny; obijały się o uszy moje wszeteczne opowiadania, 
jak w zawodzie wszeteczności dwom poprzednikom 


· Po słowie »tyjemy« list pisany odmiennym atramentem. 


l 


.hl
>>>
111 


moim me powiodło się, jak się potknęli, goniąc na 
ostre, jak przypłacili cierpieniem krótką i przemija- 
jącą rozkosz albo rozpustę. A nadewszystko obraz 
z żywością kreślony, jak nauczyciela jednego, który (s) 
z Bojarskiej służącą (Bojarska restauratorka alias 
traktyernica) przydybali kancealiści (s), i kiedy w mi- 
łośnej był pracy, ucznia popchnęli, aby obaczył, co 
pro fe s Ol" robi i jaki przykład daje. Przyznaj, że wsze- 
teczność, wszeteczność wielka! Tak uderzające obra- 
zy, wymownych pieczeniarzy ustami kreślone, obijały 
!?ię ustawnie, a przynajmniej często o ucho, które 
chociaż do indywiduum, na granicy wszeteczności 
stojącego, należy, wszelako ciężko było od ł-aZU przy- 
wyknąć i nim się osłuchało ze wszetecznością i bez 
żadnego smaku opowiadaniami, musiało to silnie 
działać na umysł. Jakoż postanowiłem zatrzeć postę- 
powaniem prawem błędy popl"zedników moich i cho- 
ciaż kawaler, czyście i promieniście zachować się 
w Lublinie. 1\1iałeś dowód w liście do Jana, że wsze- 
teczna mię nie skusiła wdowa. Pl'zeżyłem do Bożego 
Narodzenia świątobliwie; ale dziewczynę wlezc 
w bryczce, spać razem w jednej izbie - za nic cnoty 
Katona, człowiek jest słaby. Już była dziewiąta, do- 
J:"asał na kominku ogień; aktorka podeszła wyszła, ja 
byłem na łóżku, dziewczyna się grzała PI"ZY ogniu. 
Wyskoczyłem z łóżka, udając, że mi zimno, a wkrótce 
wracamy oboje, że nam cieplej będzie, rozumie się, 
razem się kładziemy; noc zimowa, noc z dziewczyną, 
co za gody, chociaż w zimnej izbie! Żadnej, zdaje się, 
nie pominąłem okoliczności, któl"aby uspł-awiedliwić 
nie mogła, dlaczegom się w ślady puścił Owidyusza; 
był to gracz, bo jeśli nie skłamał, co sam o sobie 
powiedział: 
Pamiętam, :l:e Korynny dogadzając chęci, 
W krótliej nocy ciągnąłem do razy dziewięci.
>>>
112 


11 


Onufr dawniej także nie partacz i chocia'i w Wil- 
nie na ostre gonił, nigdy w nocy z dziewczyną nie 
sypiał. Nie sypiaj, mój Jaroszu, bo to wszeteczna 
rzecz, a Niemki, jak słyszałem, są łatwe i nadstawne. 
Wróćmy do nas. Przypomniałem czasy przedwileń- 
skie, które szkodliwy wpływ na zdrowie miały, a kto 
wie, może i umysł przytępiły, jeżeli też i na obu- 
dzenie jego nie miały jakiegoś działania, bom pier- 
wszy wiersz związał o miłości, na ubóstwienie wło- 
SÓw; wiersze te ani uniesieniom ówczasowym, ani 
piękności włosów nie odpowiadały. Tom (s) wiem, 
żem kochał, żem był wszeteczny i Wilno mnie zepsuć 
nie mogło; :tyłem najczęściej o pustej kieszeni, żyłem 
wstrzemięźliwie. Noc z dziewczyną, powiadam, prze- 
pędziłem; nie zdołałem w długiej nawet doścignąć, 
a nie już przesadzić i przegonić Owidyusza, wielki to 
bowiem był wszetecznik, a mnie o trzy stopnie zosta- 
wił za sobą. "O wszeteczny«! - zawoła
z - "Wsze- 
teczny«! - powtórzy Warszawa, 3 panna Bizos i l\1ie- 
rzyńska, przel"ażone głosem, podskoczą. ))Takie zbyt- 
ki«! Krótka rozkosz długim opłacona bywa żalem; 
nazajutrz dostrzegłem, że epidermis przez tarcie była 
zniesiona. Potrzebaż było - mówiłem - żyć wstrze- 
mięźliwie kwartał, aby zaczerpnąć i wypić kielich 
rozkoszy, zaprawny jadem! O wszeteczny - mówi- 
łem - potożeś goły wyjechał, aby próżną kieszeń no- 
wymi wydatkami obciążył? Także to szukać wybrałeś 
się przyjemno'ki! Jakże s[z]lachetnym zamiarom często 
czarne towarzyszą czyny! 
Przybywamy do Puław wieczorem w poniedziałek 
w wigilią. Mazury pod hełmem nie chcą wieźć; jutro 
dz
eń pierwszy, każdy świątkuje, czekać poniedziałku 
w Puławach - ha, to niepodobno. Do pisal"za idę; 
ten sadowił się do kucyi, alias wigilii.
>>>
113 


- Niech pan przepędza święto; statki na drugiej 
stronie. 
Słońce zaszło i poszedł zajadać; ja takżebym się 
był zaprosił, bo mi się jeść chciało, gdybym był za- 
mierzył w Puławach świątkować, bo kiedy widzę uchy- 
bienie gościnności, wtenczas radbym je poprawił. 
W racam do Mazurów, w targ: talar oprócz opłaty od 
koni. W tym momencie 14 siada na statek, już płyn
. 
N oc zupełna, czarne chmury zasłoniły niebo, tu i ów- 
dzie z okien światło odbijało się w Wiśle, wiatr chło- 
dnawy powiewał. Odbijamy od brzegów; im dalej 
posuwaliśmy się, tern wiatr silniejszy pocłymał, deszcz 
mierny zaczął padać, ludzie pod hełmem, a do tego 
w nocy: statek na mieliznę wpędzili. Trzy godziny 
robili wiosłem; więcej krzyku, niż pracy było, a wię- 
cej trzeba było porządku, niż ludzi i siły. I siedzieli- 
byśmy dłużej, gdyby pan wójt nie napędził jednych, 
nie zawstydził drugich. »Holuj, holuj Maćku - wołał 
- Janek, a trzymaj że, trzymaj,,! Ja, pełen wysokich 
myśli, że się statek rozbija, że w Wiśle dni skończę, 
roiłem, że napiszecie: ))Żył Onufr i nie żyje; nie 
zbroił nic złego, a dobrego nie mógł zrobić". Na za- 
gładzenie wszeteczności dobraby chęć wystarczyła 
i wybyście płaszczem osłonili, bo ja jej nie kryję, nie 
żebym się chlubił, ale raczej, żebym pokazał słabą 
stronę. Przebyliśmy '''isłę, a przepędzać noc pl'zyszło 
w małej karczemce, nie u Żyda, ale u katolika. Hu- 
mor mój był szczególny; zdawało mi się, żem w po- 
śród was w Warszawie, kiedym Wisłę przebył. Go- 
spodarz, gospodyni i cała gromadka w komórce, obra- 
zami Najświętszej Panny ozdobionej, na stole. sianem 
i obrusem przysłanym, zajadali pośnik. 
- Czyby osobnej nie można mieć stancyjki? 
- Zaraz, tylko pośnik dokończemy. 
Córka gospodarza nie piękna, ale młoda i jędrna 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. /j
>>>
t 14 


to już dawała jeść, to znowu chłopakom wódkę do 
flaszeczek nalewała. Zbliżyłem się do niej. 
- Moja panno, jakże, próbowaliście? Wasz przy- 
szły małżonek będzieszże wdowiec lub mołojec? - 
Niewłaściwie użyłem IIITIołojec«, bo nie Rusinka; .Ma- 
zurki kawalerem zową. W dzień ten bowiem dzie- 
wczęta idą do obory, chwytają za rogi bydło; która 
byka schwytała, ta mieć będzie kawalera; która rze- 
zanego wołu. wdowca. Nie wiem, jaka wl'óżba dla 
tej, któraby kJ'Owę schwytała. A chłopiec, któremu 
nalewała wódkę, dostał po ramieniu; dorozumiałem 
się, że to musiał być bliżej znajomy. Jakoż wyszła 
matka i wyznała, że to syn gospodarski z tcj wsi, sta- 
rający się o nię, biene wódkę na dzień jutrzejszy (to 
jest, na świątki jej wyrazem), bo dobry gospodarz, 
w slz]ynku pierwszych dni świątek nie pokaże się. 
O piękny i godny naśladowania zwyczaju! czemuś 
 
tak zachowywany rzadko, czemuś do każdej niedzieli I 
i święta nie rozciągniony? Niechby sobie każdy po- 
hulał, niechby dla wesołości i podchmielił, aby lżej 
nogi chodziły w tańcu; ale pocóż tak się napijać, aby 
rozum postradać? 


Pij, bacillszlca, nalewaj! 
Skolko rnotna, blldiem pit; 
Urna rolko nie scieraj, 
Z urnom t...,ba wsi lidy tyto 


Po zimnym noclegu i pracach herkulesowych, po 
tak długim przewozie, pr7eziębłemu dostać się do cie- 
płej izby toż samo było, co być w raju Turkowi. 
Noc spokojnie upłynęła; obudziłem się, kiedy furman 
zacz}ł zaprzęgać. Kobiety w pierwszej spały izbie. 
Nazajutrz wsiadamy do bryki. Żyd chce przedać go- 
spodał-Zowi konia, który zachromał i więcej przeszka- 


,
>>>
115 


. 


dzał, niż ciągnął; w targ: przedał go za 30 złotych 
i skórę wołową. 
Lubo miałem pugilares, wszelako nic zapisywałem 
miejsc. Szkoda, że tak wielIde zdarzenia co do miej- 
sca zostaną nieoznaczone; ale zostawmy to starożytni- 
kom, niech dopełnią. O dwie mile od tej małej kar- 
czemki, czy też o półtory jest miasteczko. \V niem 
Żyd najął 3-go konia, marudził ze 2 godziny, a kie- 
dyśmy wyjechali, miałem i sat)'sfakcyą i gniewałem 
się, że chociaż najęty koń i lepiej hiegł, bo nie był 
zmordowany, a nawet j na pOZÓl' lepiej mu patrzyło 
z oczu, wszelako częściej biczem dostawał; tak spra- 
wdziłem owo przysłowie dawne: Konia, lulki i żonki 
nie pożyczaj, bo znamwią. Przekonany, iż 7drów zu- 
pełnie jestem, pomiaJ'kowaniej nocy trzeciej używa- 
łem. UPÓI' mój jednakże nie na dobre wyszedł; Żyd 
mię przYI'zckł we śmdę rano dostawić do Warszawy: 
zawiódł. Łajałem, groziłem niedopłatą, a kiedy cie- 
mnieć zaczęło, a Żyd stanąć chciał na nocleg, chcia- 
łem przynajmniej półmilę ujechać; kazalem więc po- 
pędzić konie. Żyd niechętny jechał, zdrzymał, czy nie 
widział, bo na równym gościńcu wjechał na wielkie 
drzewo, złamał dyszel. Nowy ambaras: ani lasu, ani 
siekiery. »0 przeklęty Izraelito,,! wołałem. On na mój 
upór wszystko złożył i prawda, bo księżyc nie świe- 
cił, droga mokra i błotna. Pół milę ze trzy godziny 
bez dyszla jechaliśmy, Noc była u Żyda obok z gę- 
siami, a z drugiej strony wrzeszczące bachury, do- 
dajże jeszcze... Mało spałem, ale cóż ty na to? Podróż 
i sama bezsenność do pOPI'awienia cery wielce się 
przyłożyły. Żyd z dyszlem miał ambarasu, nim go 
przyrobił ; wyjechaliśmy o ósmej lub wpół do dzie- 
wiątej. Nic ważnego w podróży nie zcłaJ'Zyło się. Wi- 
dzieliśmy tłumy wieśniaczek i wieśniaków do karczem 
i z karczem idących; uderzył mię obraz młodziellca 
8. 


I 
I 

 


-
>>>
I 


116 


I 


15 lub 16, którego matka prowadziła na drodze, ale tak 
się uradował, tak przepełnił, że chociaż wiatru nie było, 
on jako z igrzyska wl'acający, igrzyskiem był wiatrów. 
Taka to była podróż, wszetecznościami napełniona. 
Jan nie mógł tylko łajać i upominać mnie, wetując 
za dawniejsze. Ja, ile razy spotkałem się z oczkiem 
jakiej dziewczyny, zal'az chwaliłem nóżkę albo stanik. 
Jan, jak brodaty Kato, karcił mnie, prowadził na te- 
atr i płacił, dawał herbaty. Sam zafarbowaną wodą(s) 
pijał, mnie po kieliszku araku dolewać kazał; spra- 
wił słodkie przypomnienie tryoletów Zańskich i uro- 
czystości na cześć m i o d u n k il, gdzie już nie holen- 
derskich cielic pirogi, ale toruński piernik był na 
stoliku. 0, jak za
hwycające czasy pienviastkowego 
życia! Jakże ono było niewinne, otwarte! Minęło, nam 
śmierć pierwej może zajrzy w oczy, nim się odnowi 
pamiątka tak błogo spędzanego czasu. Tyś nie był; 
widziałem cię, a to był sen, sen kl-ótki. Teraz cię 
Berlin, Gietynga, Paryż, a kto wie, może i Anglia 
za jednym obaczy zachodem. To mię cieszy, żeś w dro- 
dze, chociaż z drugiej strony nie rad bym cię widział 
od granic naszych tak daleko; ale cóż robić? To, coś 
pisał, wlało balsam, nie wiem, jakiej pociechy; przy- 
najmniej łudźn1Y się obrazem, w umyśle naszym kre- 
ślonym pnyjemnie. Dobryż to Kurator, dobry; ale 
zacóż tak nagle wszystko się mieni nad Wisłą? To, 
coś pisał o Szczebl'zeszynie, wyznam otwaJ'cie, choć 
to na wierzbie gl'uszki, żadnego nie sprawia wrażenia; 
do Litwy, tak, do kochanej wróćmy Litwy! Słyszałem 
bowiem, że KI'zyżanowski tam śpieszy na rektora, że 
znajomy jest Zamojskiemu i że przez zabiegi może 
tam zostać rektorem. Niema nic osobliwego: obl'oty 
i ukłony, dziś więcej nie trzeba. Ja zaś być podwła- 
dnym jego wcalebym nie życzył i chociaż ma żonę 
1 Por. t. III, 137, 2.
>>>
-.--- 


t17 


piękną, ja rogalić nie myślę. Stąd towarzystwo i po- 
życie nam z nim nie byłoby przyjemne. On dumny. 
ja nie ulegający; on nadzwyc:ł;ajnych wymaga grze- 
czności i nizko się kłania, bo skurczony, ja zaś wcale 
nizko się nie kłaniam, ledwie głową skinę. Pisałem 
ci, że Komisya wezwała zgl'omadzenia szkolne, aby 
określić atJ'ybuta i udział władzy prefekta, który ra- 
zem ma być nauczycielem 1-m religii, a prosto znosić 
się z działem duchowieństwa, aby ten Komisyi oświe- 
cenia przedstawiać mógł o uczących zdania. Mieliśmy 
w marcu posiedzenie, na którem odczytać powinni 
byliśmy każdy w tym przedmiocie myśli. Jeden rektor 
tylko przyniósł. Zaproponowano komitet, któryby 
roztrząsn;}ł i zdał sprawę o tem piśmie. Rektor Woel- 
ka, mnie i księdza, który jest klerykiem i daje histo- 
ryą w klasach niższych i język łaciński, Barcińskiego 
wyznaczył do zredagowania odpowiedzi na wezwanie 
Komisyi. Woelke wymówił się, że tego przyjąć nie 
może; ja mocniej dowodziłem. żem młody, że pier- 
wszy rok uczę, że żadnych zakładów nie widziałem, 
że praw nie znam etc. Rektor uznał za dobl'e to, com 
powiedział, a zabrawszy głos powtóre: »Idzie tu 
o sławę zgromadzenia; nie spodziewałbym się, ażeby się 
wymawiał kokga Krzyżanowski, który i nad bliższem 
obeznaniem się z Pismem ś-tem pracował i zakładom 
zagranicznym, nie już krajowym, gdzie od tylu lat 
uczy, pl'zypatJ'zył się. Najsłuszniej powinienby się za- 
jąć napisaniem projektu i nie sądzę, żeby się od tego 
wymawiał". Wiedzieć masz, że miał święcenie, że się 
uczył teologii w 'Viedniu, a potem rzucił i ożenił się. 
»Zgromadzenie słuszne ma prawo do zdolności tych, 
kMJ'ZY się mieszczą w jego gronie, kiedy nie o indy- 
widualne widoki, lecz o całość chodzi" - odezwał się 
Witkowski, dający literaturę polską (a ktÓl'y mnie nie- 
rlawno rzekł: Co też za nuda tłómaczyć GeOl'giki; 



 


-
>>>
r 


1 t8 


jak w tern nie smakują uczn iowie!) - »Starsi dosyć 
pracowali; czas jest młodszym przyjąć część na sie- 
bie". Ledwiem nie rzekł, że niedawno tu jestem; śla- 
dów jednak ja znacznych nie zostawię i nie widzę, 
by starsi coś większego ł-Obili. Wezwany na pl'ezesa 
Neuburg, Cymerman, Barcil1ski i ja w dodatku. Za- 
pomniałem dodać, a właśnie dlategom sesyą naszą 
opisał, że za wyraz k o I e g a tak się na mnie uraził 
Krzyżanowski, że chociaż nazwisko moje dosyć długie, 
na czter:r mile go (s) ł-Ozciągnął z przyciskiem: "p a n 
Pietraszkiewicz nie może się składać nieznajomością 
ustaw, bo odpowiedź z zasad pedagogicznych da się 
wywieść". Opowiedziałem, że lubo coś teoretycznie 
wiem z pedagogii, gdy tu idzie o znajomość praktyki, 
jestem tak mało oswojony z zakładami naukowymi, 
iż stanowczo wYł-Okować, co właściwa jest komitetowi 
o zdaniach i myślach, przez całe zgromadzenie przy- 
nieść się mających, nie mógłbym, iż co wyraz lub 
peryod musiałbym artykuł) odczytywać, ile się to 
z planem dzisiejszym zgadza lub nie. \V niedzielę 
17 komitet miał się zgł-Omadzić u mnie; kazałem 
przynieść wódki i parę sardelków, aby obrady nie 
były suche. Krz
'żanowski oświadczył, że napisał, 
pl'ezesa pl'zekabacił i do niego komitet musiał 
Pl'zyść (s) dla wysłuchania pisma; mniejsza o to. Gła- 
skało go niezmiernie, żeśmy powiedzieli, że Komisya 
myśli, przez niego rzuconych, nie zrozumie. Oddał nam 
swoje pismo; ja miałem kilka I'azy przyjemność rzu- 
cić okiem na jego żoneczkę i tak się wszystko skOll- 
czyło. Napiliśmy się wódki i poszliśmy na kiełbasy 
do NeubUJ'ga; znowuśmy się napili wódki, jam sma- 
Czne jadł kiełbasy, bo pieczone były wybornie z so- 
sem kwaśnym. Zepsułem obiad, nic nie zrobiłem, 
a należę do komitetu. 
A dalej na czwaJ.tą czwiartkę(s) zabrną wszy, tak koń-
>>>
119 


czę. Drugi raz uciekłem z niesfornej 4-tej klasy i spro- 
wadziłem rektora. Sądziłem, że po staropolsku, roz- 
ciągnąwszy kobierzec, :albo jak w szkole, to i bez tego 
mogłoby się obejść, każe porządnie basami wyłoić 
skórę; on moralizował, a gdy wyszedł, uczniowie 
z tego się śmieli. Cóżkolwiekbądź I'az trzeci gdy wyj- 
dę z 4-tej klasy, nie wrócę więcej; niech sobie rektOl' 
pisze do Komisyi, nie WI'ÓCę: karność poprzedza i to- 
wal'Z)'SZY nauce. Ja prawię, nie żałuję piersi, zdrowia 
i czasu; oni na rozmowie. śmiechach godziny krwawe 
jeograficzne pędzą. 
Uczę w Lublinie słowności. po części mają mię za 
dziwaka; ale uchybić słowa, dawać i robić obietnice, 
otwierać usta i dał-emnie je studzić za zbł-Odnie czar- 
ne uważa Onufr, który pragnąłby być słownym. 
Mniejsza o to, jak się dziś żyje; straciwszy pensyą 
miesięczną w \Varsząwie, chociaż mnie obiad i wie- 
czory nie kosztowały, aby dotJ'zymać słowa, wypadało 
na Nowy Rok opuścić Warszawę. Tak z żalem I'ZU- 
ciłem, bo komuż się próżnowanie nie podoba? Opu- 
ściłem pierwej, niż Jarosza ujrzałem; i Jana żal mi 
było, który, pl'awdę mówiąc, katonizował niepospoli- 
cie. Już na Nowy Rok dyliżans upewniałem, a tylko 
był jeden odstawny porucznik, a ja drugi; nic nie 
wiedziałem o towaI'zyszce nieszpetnej, prawda, mło- 
dej i t. d. Żal mi było kawy Brzezińskiej, żal Marysi, 
któl'a wybladła, a na nieszczęście, jak mi znawca po- 
wiadał, iż widział receptę ostrym nabojem merkury u- 
szu naładowaną. Pośliznęła się, pewnie jakiś wy- 
kwil1tny elegant udarował j
. Mniejsza o Marysię; 
upominałem, że to niedobrze, iż zbladła, że trzeba ze 
mnie przykład bl'ać, który w \Varszawie i na wsi ru- 
mieńców nie tracę. że trzeba upatrzyć uczciwego chło- 
paka, abyśmy nie zwiędli, moja Maryniu. Pięć filiża- 
nek wypiłem kawy - now)' zbytek, ale taniej kawy
>>>
120 


nie dostanę w Lublinie - wszakże to od 8 do 12, za- 
tem nie I'azem. 
Pełen gorzkich myśli, siadam do dyliżansu: aż tu 
i młoda d[z]iewucha, dalibóg, że młoda! Ho, ho, Nu- 
frze, nieźleś wyszedł; ale noclegów niema, źle. Z po- 
czątku z daleka byliśmy, nakoniec namówiliśmy, aby 
wśród nas usiadła: lekki szlafroczek nie otulał od 
zimna. Rozmowa za!'az wszeteczna; ucho moje czułe 
było, wziąłem obronę kobiet, skarciłem odstawnego 
wyuzdańca. Był on blady, wychudły, twarz pożółkła, 
oczy wpadłe, wąs czarny, całe fizys tak wYl'az nie- 
szlachetny noszące, iż nie chciałem wierzyć, iżby 
w wojsku służył polskiem. Wyssany od rozpusty, 
w osłabłych władzach zdrowego nie okazywał roz- 
sądku - piękny towarzysz! Ale obecność towarzyszki 
słodziła tę mi podróż. Z początku daleki byłem, cOl'az 
jednak zdawaliśmy się przybliżać. Dziewczę milczało, 
kiedy się rozwarły wszeteczne usta. a kiedym potę- 
piał i przekładał, iż takie mowy hańbią usta rycerza, 
którego hasłem cnota i sława być winny, wyraz na 
jej tWal'zy zdawał się pł-Zyznawać mi wyższość, a jeśli 
się odezwała, nie widać było nic wyszukanego, z na- 
turalnością i prostotą usta jej przymierze zawarły. 
Była za młods7.ą u Potockiej lat 17. PI'zybyliśmy do 
pierwszej stacyi, wysiadamy. Panna zostaje w dyli- 
żansie; ledwieśmy odeszli do szynku, aby się piwa 
napić, wysiadła. Nie znaleźliśmy piwa; syn Marsa 
dozę wódeczki wyhilił (s), ja nie piłem. Wracam, 
wchodzę do domu pocztowego: niema panny; nako- 
niec, kiedy zaprzężone już były konie, wraca. 
- Gdzieś pani była? 
- W domu wieśniaka. 
Tu rozmowa o wiosce, o gaikach, strumyku, za- 
bawach wiejskich długo by się ciągnęła, kiedy z nagła 
jaskl'awa łuna uderza nasze oczy. Z początku mnie- 


I 


.....
>>>
121 


maliśmy, że księżyc wschodzi, ale wzbi[ja]jący się 
płomień agamia stodołę w wiosce, \Vulka zwanej. 
Wszystko spoczywa, cichość; dym w początku, jak 
struna napięta, w prostym się ku niebu podnosił kie- 
runku, potem się wiatr zrodził, szczęście, że wiał 
w kierunku, kędy żadne nie stały budowy. W mgnie- 
niu oka spłonęła budowa, niepomyślne zaczęcie no- 
wego roku. Na odgłos: »Pożar«! któżby się nie za- 
trwożył, tem bardziej kobieta; serce ich czulsze i do 
litości skłonniejsze, bojaźliwsze. Onufr korzystał 
z chwili, przyciskał, dl'żącą pokrzepiał, przekładał, że 
od dyliżansu daleki, że miarkować pob'zeba wzrusze- 
nia nagłe, gdyż są najszkodliwsze. Znowu o wzrusze- 
niach serca, może nie estetycznie, nie z głęboką nau- 
ką, po prostu jednak rozmawialiśmy. Rozgrzany od 
wódeczki, wysiadł wojak w GÓJ'Ze l, chłysnął pączu; 
mieszanina wielka: wódka, piwo, pącz. Osłonioną 
płaszczem moim zachęcałem, aby się wsparła na ra- 
mieniu i zdrzemała cokolwiek; że zaś konduktor i wo- 
jak wysiedli, a druga strona była, tam więc dla spo- 
czynku położyła się. Nie dałem jednak zasnąć, kra- 
dzionego napJ'Zód drzemiącej dałem całuska. Jaroszu, 
jakże był słodki! Masz ze wszetecznego nagle najeste- 
tyczniejszego Onufra. Przeprzęganie koni trwa pół 
godziny, rzadko kwandrans; kto zręcznie u kraść po- 
trafił, ten powoli skłonić mógł i do dobrowolnego ca- 
łuska. Sądź, który był słodszy; niech powie Adam. 
niech Tomy estetyk. Zapomniałem, że jadę do Lu- 
blina, że tam pJ'Zyjcmności towarzyskiego życia po- 
zbawiony jestem; przyjemne obrazy: poprawianych 
seksternów, niesforność uczniów, pączu, któl'y staje 
się coraz słodszym, przy wsiadaniu do dyliżansu 


1 Góra K a I wary a-m. na lewym brzegu \Visły w pow. 
grcijeckim.
>>>
122 


wznowione, zatarły się całkiem w moim umyśle. Nie 
były to też uczucia miłosne, tak ich zwać nie śmiem, 
nie były wszeteczne, ale estetyczne, które słaby prze- 
dział od wszetecznych dzielił. Dziewczę - rzekłem _ 
z Warszawy - sam w sobie; okoliczności tylko po- 
t.-zeha przyjaznych. Myśl nieprawa, lecz kiedy czyn 
nie ściąga winy, za cóż karać za myśli, które nie wie- 
my, jak się w nas budzą? 'Vszetecznik marsowy do 
Puław miał jechać; tak swobodniejsi będziemy. Kon- 
duktOI' także może zadrzymać. Wtem dyliżans chy- 
lić się zacznie; nie upadł, uwiązł w rowie. Wysiada- 
my i tu podobno straciłem chustkę czarną, któl'ą, nie 
mając czapki, na osłonę wziąłem uszu, a dla słucha- 
nia rozmowy zdjąłem i włożyłem do kapelusza; gdzie 
krótko, tam się rwie. Nieułożone konie, aby z miej- 
sca ruszyły I'azem, kiedy po jednym zrywają się, pę- 
kają postronki, a pocztylion, nie widząc środka wy- 
dźwignienia dyliżansu z rowu i nie mając postronków, 
wsiadł na konia i poleciał o milę do stacyi nazad po 
więcej koni i po postronki. Otóż przyczyna, dlacze- 
gośmy się nie zjechali w Kozienicach i jak przez sen 
tylko i we śnie widzieliśmy się. 
W Kozienicach jadłem obiad, i tam i nazad wl'a- 
cając. Ta niezg-rabnie wdzięcząca się służąca, a baJ'- 
dzo jednał, mowna, wieszże, że jest z Grodna I'odem? 
Opowiadała mi całą historyą życia. Była u haf tarki 
i uczyła się haftować, gdy ją poznał oficer, a że przed 
8-u laty nie źle mogła, nie dziw, że się zawinął koło 
niej szczerze. ł
atwowicrna, od matki ujeżdża z ofice- 
rem; ten ją nabawiwszy smutku i do tego choroby, 
rzuca w llajnędzniejszym stanie. »Musiałam 7apomnieć 
haftów, wst).d mi wracać do matki; 6 ł-Ok służę i mam 
dobrą panią«. Uskarżała się, że podl'óżni osobliwie 
dyliżansowi są niegrzeczni, na pocztę każą sobie no-
>>>
- 


123 


sić obiady, że błoto wielkie w Kozienicach, że wczo- 
raj katam dostała. 
- Żałuję - odpowiedziałem - żem nie doktór; 
dałbym lekarstwo. 
- Ale co za panienka ładna z Panem? Prawdzi- 
wie masz Pan gust dobry: zawsze z kobietami je- 
ździsz. 
To moja żona. 
- CZ)' prawda? Ej, Pan żartujesz? 
- Doprawdy. 
Mmgnąłem na oficera, potwierdził. Przyszedł kon- 
duktor, gdziem mu zraz pieczeni zafundował; i ten 
za pieczeń słowa moje za prawdziwe udał. Wtem 
więc ją przekonaniu zostawiłem. Opisywała ciebie 
jako żywego; ale rad bym się o tem z Puław dowie- 
dział, bo coś tajemniczym płaszczem osłoniłeś puław- 
ską oberżę, a prawdziwie należałoby być otwartszym. 
\" Puławach stanęliśmy przed świtem na kilka 
godzin. Wszeteeznik odstawny wysiadł, zostaliśmy 
sami; co za szczęście rozmawiać bez świadka, kon- 
duktor bowiem drzemał. Wówczas, co napisał Katul- 
lus, sprawdzałem: całowałem po dwa, trzy, sto i nie 
wiem, wiele razy, ściskałem białą i toczystą pierś; 
ileż to sporów, ile całusków, nim spięcie odwiązał, 
nim paski, uciskaj,!ce suknią, zwolnił, nim kołnierzyk 
uchylił! Tak białą piel-ś nic przez osłony całowałem, 
pieściłem się z nagą, jak samo chce przyrodzenie. 
\Vszakże ty i sam przyznasz, że dotąd nic wszete- 
cznego, ale wielki krok do wszeteczności. Śledziłem, 
kędy się miłość kryje. Szymanowskiego świątynia 1 
śpiewa: 


Później zlata du kolan i tam znaleziona. 


. Józef S z y 111 a n O w s ki: Świątynia Wenery w Knidos (przeróbka 
z prozaicznego utworu 1\1ontesquieu'ego) Warszawa 177 1 1,.
>>>
r 


12 4 


Lecz tu już granica nie zlata, ale jak troskliwa 
ptas7yna, osłania w gniazdku swe dzieci, tak ona 
strzeże tajniejszych zakątów. »Będę płakać«. Jeden 
wyraz rozbraja Onufra, tłumi ognie wszeteczne. W ta- 
kiej walce i rozkoszy prawdziwie estetycznej zostawa- 
liśmy przez cały sen konduktora. Ze świtem obudził 
się; ona wsparta na mojem ramieniu drzemała, a ile 
razy dyliżans mocniej na grudzie podskoczył, tyle razy 
zbliżone jagody całowałem. »Będę płakać« należy do wy- 
sokiego stopnia estetyki i piękność w nowe ubiera wdzię- 
ki. Będę pisał do Jana, aby mi tłómaczoną elegię Ka- 
tulla o całunkach przysłał. Powiedzże mi teraz, czyż nie 
warto jechać dyliżansem; czy nie warto odbywać po- 
dróży wszeteczno-estetycznych? »Będę płakać« zasło- 
niło od wszeteczności i dziewuchę młodą i podszarza- 
łego Onufra. Przyznaj, Jaroszu, żem nie wszeteczny. 
Do zapust nie widziałem mojej dziewicy; we wtorek 
ujrzałem na 40-godzinnem nabożeństwie, ukłoniliśmy 
się z daleka, ale w czasie Podniesienia, chociaż nie 
barzo nizko przyklękam, powtórnie pękły spodnie. 
Pierwszy raz bowiem na pikniku, gdzie chociaż do 5 
bawiłem, dotrwałbym do końca, jeszcze bym wielu 
dziewicom dopomógł do włożenia szlafroczka, lub 
okrycia się salopą; ale poszedłem przypatrywać się 
mazurowi, a gdy zbliżająca się para miała zawadzić 
o nogę, podniosłem się tak nagle na stopień, że spo- 
dnie pękły. Musiałem uchodzić z kościoła tak, jak 
pierwicj z pikniku, zasłoniwszy kapeluszem kolano. 
 
i zrzec się przyjemności dowiedzenia się, gdzie mie- 
szka. Na Popielec byłem (..'0) w farze, byłem i ja; tam 
widzieliśmy się, razem wyszliśmy i musiałem wstąpić 
do jej mieszkania. Matki nie zastałem, ale z nią była 
jej jakaś znajoma nie [wiem], czy dziewczyna, blon- 
dynka. Jestto ubożuchna rodzina; byłem potem dwa 
razy i matkę poznałem. Jeszcze nosi salopkę dawniej-
>>>
- 


125 


szą z kapiszonikiem, wierzy w upiory. \Vidziała raz, 
kiedy siedm lat miała, dwie osoby zmarłe, które cho- 
dziły po śmierci; u jednej gołąbek usiadł biały r"az 
na ramieniu, a potem na jej przeniósł się barki i od- 
tąd widzenie zniknęło. Zaprzeczałem, że upiorów 
niema, ale widzenia naocznego nie śmiałem zbijać, 
zwłaszcza, że w G-tym X 1 pamięta o 7-m roku. Tam 
dowiedziałem się, że Puchała kasztelan, który tego 
miesiąca umarł, przechadza się od Krakowskiej do 
Żydowskiej bramy, gdyż go wartujący stróż widział. 
Bywaj zdrów! 
Bywaj zdrów! Maryana ucałuj! 


CCCCLXXIII. Pietraszk. do Czeczota. 


L 1 9- 20 stycznia (31 stycznia - I lutego) 1822, Lublin]". 


Jutro sejmik, lekcyi niema, w sobotę święto i nie- 
dziela - taka pamiątka Uł-Oczystym listem byćby po- 
winna poświęcona; a więc dalej historya zabaw 
Onufra: 
Dwa tygodnie w niedzielę będzie, Onufr był o pół 
mili za Lublinem. W Snopkowie jest karczma, w przy- 
jemnym gaiku; szkoda, że tak powabnego miejsca 
strumień żaden nie skrapia i że która z Nimf albo 
Rusałek nie mieszka. Zamiast Nimfy opasła gospo- 
dyni, cięższa od Mikołajowej (obacz ją w oryginale 
"Pod barankiem« po lewej stronie pocztamtu), ale 



 


1 dzicsiątku. 
. B, d. W r. 1822 przypadało święto 1\1. B. Oczyszczcnia w so- 
botę (2 lutego n. s.). w piątek (»jutro«) przed świętem (1 lutego II. s.) 
z powodu sejmiku był dzień wolny; zaczął więc pisać Pietraszkiewicz 
31 stycznia n. s. 1822 we czwartek, a skończył nazajutrz. w piątck. 
rano, jak sam na końcu listu zaznacza.
>>>
126 


równa wiekiem, oświadczyła, że ma kawę i pącz; 
niceśmy nie pili i nazad powróciwszy, piliśmy herbatę 
u Dysiewicza. Przybył jeden pisarz pokoju jeszcze 
i brat Dysiewicza, doktor żonaty. Zaprosił nas na 
sarnią pieczeń, a potem na ćwika; nie miałem z sobą 
pieniędzy, pożyczyłem. Zastałem trzy kobiety: pannę, 
wdowę i mężatkę, to jest, żonę Dysiewicza doktora, 
jej matkę i siostrę; powierzchowna postać nie bard:m 
ujmująca. Dysiewiczowa sama córkę karmi i ten po- 
wab piękniejszy i więcej ujmujący, niż świecąca się 
wabność wygorsowana, bo z rozkoszą trudy wycho- 
wania dziecka połącza, co dziś rzadko widzieć, a co 
wszakże przymiotem dobl"ej żony być powinno. Sie- 
dliśmy grać w ćwika. Od szóstej do dziesiątej siedzieć, 
4- r y złote przegrać - wszeteczna zabawa; że zaś gra 
mimowolnie więzy ustom narzuca, rzadko milczenie 
przel'wane było: k t o, i I e b i e r z e, c z y j a p ł a t k a, 
pas, ćwik, renonce czyli azard, czy pan po- 
m ag a, ustawicznie w uściech były. Pytam się, czy 
taIcie powtarzanie podobać się może? Czy to nie krzy- 
wdzi człowieka, iż wraca do dzieciństwa i jak sroka, 
słów kilka powtarzać bezustannie musi? Sądź, czylim 
przyjemnie się bawił. Wstaliśmy od ćwika. )lA chodź- 
my na redutę - rzekł doktor - ani 'razu nie byłeś, 
a przecież dochód przeznaczony na ubogich«. Oboję- 
tnie odpowiadałem, a pożegnawszy kobiety, które 
przy kartach tracą powab i barw (s) się ordynaryjnie 
wydają. wyszliśmy do izby Dysiewicza nauczyciela; 
ten mię wsparł znowu 3 złotymi na bilet. O 3 kwan- 
dransach na jedenastą udaliśmy się na salę redutową. 
Sami mężc7..yźni; chodziliśmy w płaszczach i kapelu- 
szach: »Czy będą kobietYII? - »Będą«. Nakoniec 
wchodzą cztery damy; cofamy się do pobocznego po- 
koju, zrzucamy płaszcze za kontramarką, usiedliśmy 
na sofach alias ławach, wokoło sali będących. Na- 


---
>>>
- 


12 7 


koniec przybyły jeszcze kobiety dwie i znowu dwie 
i znowu cztery. Już był cały tuzin; nic nic było wy- 
kwi[nJtnego w stroju, zaniedbanie się owszem wielkie, 
perkaliki, i to najwięcej 'w ciemnym kolorze. Zaraz 
dały się słyszeć głosy pomiędzy mężczyznami: "A cóż 
to za świnie? Czemuż to białej nie wziąść sukni..? 
Bronił
m pozornie to zaniedbanie się, ale jak jestem 
nieprzyjacielem wytworności, tak za ochędóstwem, 
gustem i przystojnością stroju niewieściego pisać się 
gotowem. A potem perkal albo żag-not biały za 16 
albo 20 złotych starczy na suknią białą; odrzućmy 
tiule, plaisanterie i tyle innych siateczek, które wy- 
stawę i próżność wyobrażaJą, a nie gust, można się 
ubrać w białą sukienkę, a prostota. oszczędność i przy- 
stojność będą zachowane. Lecz mniejsza o strój; co 
tam nam do tego. czy Homer albo Platon w trzewi- 
kach lub trepkach chodzili. czy KUI'acyusz nosił u trze- 
wika sprzążki lub nie: oni myślili, dosyć na tern 
i dlatego ja dłużej zbieraniem postrzeżeń pozornych 
i tyczących się stroju nie zajmowałem się. "Poloneza! 
poloneza((! A piszcząca ml1zyka zaczęła polskiego; 
pan Kobylański wziął Wagnerową, obywatel w-twa 
lubelskiego z piwowarką. ))Que/qlle (..'0) disparite- - 
rzekła pani pułkownikowa - jest to nie znać się na 
klejnocie szlacheckim((. Piorunem był wyraz qllelque 
di.;parite; nie poszła pani pułkownikowa, a pan Ko- 
bylański' cofnął się, zost
l\viwszy kobitę(s) wśród sali. 
Ten i ów, co Marsowi służą, szepnie do ucha; jak 
kiedy kto os gniazdo po mszy , sypi
! się, brzęcząc, tak 
się uwijali oficerowie, jakby kto ich rozpaloną szwaj- 
cą ukłuł. Nie wiem, jak za tonik arystokratyczny wy- 
drapał się pan Kobylański od razów; było jednak 
krótko. Kiedy wszystko wre, Chmielewski wąsaty, 
biuralista podobno, odezwał się do kapitana: »Czemu 
pan kapitan nie idzie poloneza!(? Dosyć było do roz- 


--
>>>
128 


gniewania syna marsoWt"go; już sądziłem, że przyjdzie 
do pojedynku, a kiedy ode drzwi stanęli, a przez 
okno wysoko było skakać, namyślałem się, którą tu 
wziąść i której chwycić się strony, bo i obojętnemu 
zostać nie wypadało, i dostać razów i guzów, nie 
dawszy okazyi i powodu, wcale się nie chciało; więc 
wstępnym bojem mierzyć się. kiedy nie można uni- 
knąć razów ani uciec, za najprzyzwoitszą sądziłem. 
Zwłaszcza, iż mieliśmy w jesieni przykład, iż 6 ofice- 
rów jednego cywilnego szpadowało, wychodząc z te- 
atru i wszystko na 3 dniach aresztu skończyło się. 
Chociaż napad na bezbronnego w takiej liczbie wy- 
glądał naksztalt kryminału, wszelako ten, co odebrał 
razy, a ich nie oddał, nie najlepiej wyszedł, bo areszt 
prywatny h311bie publicznie wyrządzonej nie odpo- 
wiadał. Szc2.ęściem na ten raz do bitwy nie przyszło. 
Ja .£a wąsy, byłem w strachu, Chmielewski nie da- 
leko mnie siedział; że zaś on wstał i wycofał się roz- 
sądnie, do bufetu podobno, a ja zostałem, a nie zna- 
jący czciciele Marsa, jego mając zemstę tylko na wi- 
doku, mnie za jego (s) brali i długo z krzywa poglą- 
dali ; szczęściem, że ktoś tam wywiódł z błędu. Uci- 
sza się na koniec. ..Zacznijmy zabawę! Poloneza, po- 
loneza,,! Cztery kobiety, nie znam, jakie. które naj- 
później przybyły, wycofały się; zostało wszelako 12, 
lecz i te zamiast iść poloneza, zaczęły brać na się 
chustki. Wszystko się rusza; idziemy, bierzemy pła- 
szcze. Otóż lubelska reduta! Gdyśmy wyszli. wybiła 
12; wróciłem i poszedłem spać. 
Duch arystokratyzmu tenże sam panuje na kasy- 
nach. co i na reducie. Meyznerówny niemłode pan- 
ny, ale nieszpetne, dobrze się mające, bywają więc 
na zabawach. Cóż ty na taką grzeczność panny pod- 
komorzanki, która stanąwszy do kadryla, postrzegł- 
szy, że Meyznerówna stanęła w kole, a że córka my-
>>>
- 


1 2 9 


dlarza: »Kurcz, kurcz«! - zrywa się kadryl; druga 
dodała wyrainiej: »Fe, tu mydło pachnie((! Panienka, 
jak strzepana, zapłonić się musiała. - ,A pókiż - (( 1 
byłbym wyciął perorę, ale rękaw od szlafroka zacze- 
pił się o szczypce; a wiesz, co to zapał, jak mała 
przeszkoda wystarcza, aby cały potok wymowy, jak 
zastawką wodę 11 młyna zatrzymać. Liberalność na 
wysokim tu stopniu; wszelako słyszałem, że ostatnie 
reduty bywaj
l liczniejsze, że na kasynie tańczą. Oba- 
czę, a co będę widział, napiszę; ty też coś o kostu- 
mach balowych powiedz: do stu dyabłów! przecież 
w Warszawie jesteś. 
292 byłem u Dysiewicza, a brat jego, doktor, po- 
wiadał, że na gÓl'ze nad stancyą umarła dziewczyna 
18-[letnia] z połogu. Wystaw sobie żałość matki i hań- 
bę familii; była to córka krawca, uwiódł ją Koby- 
lański, wielki birbant. Z powodu tego wieleśmy roz- 
prawiali, a choć każdy goni na ostre, przecież w mo- 
jem przekonaniu zwieść dziewczynę, choćby naj- 
uboższą, jest równą zbrodnią, jak uwieść hrabiankę. 
A kiedy ani Bóg, ani prawa, ani religia nad zepsu- 
tymi władzy nie mają i wrażenia żadnego nie czynią, 
fizyczna moc ścigać zwodników niewinności powin- 
ny (5). Wystaw sobie, obraz rozczulający więcej być 
może: w 17 zakosztowała słodyczy miłości, w 18 koń- 
czy życie, okrywszy się hańbą i wstyd tylko po sobie 
zostawiwszy rodzeństwu! Tak, powinni powstać mści- 
ciele, wrócić człowieka do prawdziwej godności i nie 
dopuścić, aby do reszty polskie skażone były oby- 
czaje. O wszeteczności, wszeteczności, co ty z ludźmi 
wyrabiasz! 


l PletJ"aszkiewicz urywa nagle zdanie: '/lA póki! b"dą Irwały te 
przesądy klasowe« i t. d. · T. j. 29 stycznia n, s. 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 9 


-
>>>
130 


Komisya oswlecenia dwa arkusze przysłała druko- 
wanego pisma, w którem o potrzebie religii rozpra- 
wia, szkole zaś porucza wypracowanie planu, podług 
jakiego ta nauka być dawana powinna, czego z ksią- 
żek braknie. jakie atrybuta dać prefektowi, który na- 
uczycielem religii będzie, a razem donosicielem o po- 
stępowaniu nauczycieli i profesorów i jak władzę nad 
szkołą podzielić z rektorem. Z tych zapytań dwa głó- 
wne pokazują się widoki, jeden, co o tem zgroma- 
dzenia świecdde myślą i jakie ich będą zdania, gdyż 
pismo każdy szczególnie wygotować odebrał polecenie 
od rektora, które komitet roztrząśnie i z opinią swoją 
Komisyi przeszle. Z drugiego zaś jaśnie pokazuje się, 
że u nas nad utworzeniem urzędu pierwiej myślą, niż 
nad atrybutami, jakie posiadać winien UI'zędnik. a pó- 
źniej jaki nonsens, dwóch rządców na jedną szkołę; 
chyba jeden z nich będzie podręcznym dł-Ugiego, ina- 
czej, pytam się, co za porządek, na którym tak wiele 
w szkole zależy? Pl'awdziwie wierzę teraz, że dyabeł, 
spadając z nieba, rozpadl się na sztuki i że flaki jego 
spadły na ziemię polską, bo głów myślących poka- 
zuje się, że nie mamy. Biada nam, biada! W piątek 
rano dokończył 


Onufr. 
Maryan, kiedy czas pozwoli, niechaj pisze, a te- 
raz go ucałuj odemnie ; jakże, polubił Wołyniak Li- 
twinów, czy nie? 


- 


..
>>>
-- 


131 


CCCCLXXIV. K. Piasecki do Malewsk. 


[20 stycznia (I lutego) 1822. Wilno]. 


* 1822, stycznia 20. 
Kazimierz Franciszkowi zdrowia i powodzenia. 
Nie piszę ci nic o wesołości w życzeniach, jakie 
na wierzchu listu kładę, bo jak uważam z twych pism, 
postanowiłd przez cały twój wojaż smucić riię. Poka- 
zuje się, że albo ty jedynie dla nas stworzony jesteś, 
albo obrazy nadziei przyszłego z nami życia nie są 
tak mocne, aby ci chwile teraźniejszych smutków roz- 
pędzić mogły. Może nareszcie moc, przywiązująca cię 
do teraźniejszego życia, jest tak słabą, iż pokonać nie 
może przykrości, z oddalenia pochodzącej. Przeszłej 
niedzieli pytałem panny l\1aryannyl, co twój papa 
uczynił. aby ci pasport uzyskać. Dowiedziałem się, że 
pisał do Żółkiewicza czy Żółkowskiego, co przy No- 
wosielcowie zostaje, radząc. się, jak ma postąpić: czy 
prosto do Księcia udać się, czy przez Korsakowa 
prosić; w tych dniach odbierze respons i podług tego 
postąpi. Uniwersytet, lubo cię już do prawa rzym- 
skiego przeznaczył, jednak uważa ciebie za osobę od 
niego niezależną, która może i pewną zawsze jest za- 
jęcia miejsca pośród nich, pod warunkiem, kiedy sa- 
ma będzie chciała. Spodziewamy się wkrótce przyby- 
cia Gołuchowskiego; niedawno został potwierdzony. 
Odkrywa się nowa katedra procesu krajowego, od 
pół roku powzięty projekt przez Daniłowicza przy- 
wodzi się do skutku; Korowicki 2 ma zasiąść, aby eru- 


l siostry Malewskiego. . Aleksander Kor o w i c k i (ur. 1797. 
um. 186,4). wykładał dopiero w r. 1816 prawo cywilne krajowe, a w na- 
81ł.pnym r. prawo cywilne rosyjskie; kolegował następnie w Peters- 
9. 


---
>>>
132 


dycyjnymi postrzałami straszył młodych jurystów. 
Szerokiego ty swoimi przecinkami, a my swoją cen- 
zorską władzą tak zniechęciliśmy, że już listu do cie- 
bie nie pisze. Dwa listy mnie dawał' do posłania, 
a żem je ubrakował, już trzeciego nie chciał pisać. 
Jana] z Kroż może przeniosą do Wilna. Kondrato- 
wicz 2 usuwa się dla słabości zdrowia na zawsze; po- 
robiłem z Żegotą starania, aby go przeniesiono, po- 
trzeba tylko jego prośby do rządu szkolnego i jej 
czekamy. Spodziewam się, że jeśli nie w tym, to przy- 
najmniej w przyszłym roku będzie już w Wilnie. 
Wszyscy, co do ciebie piszą, ja sam pierwszy ciągle 
wzdychałem do ciebie, użalałem się nad rozłączeniem 
się nasze m i przez to zamiast pociechy zasmucałem. 
Lubo wiem, że w takich smutkach znajdziesz przyje- 
mność, a pociecha przeciwna zamienić się może 
w przykrość, jednak odstępuję od zwyczaju, już przy- 
jętego i wolę cię od pociesznych smutków uwolnić, 
niż pocieszających przykrości nabawiać. Piszesz mi 
o Morytzu. Wiedz, iż 'ile przyjazne i ze szczerego 
serca twego pochodzące było twoje zalecanie mnie 
jemu, tyle z drugiej strony nieprzezorne. Samo jego 
przeprowadzanie było pogardy godnem. Matacz, krę- 
cielską sprawą, lubo w rzeczy nie swojej i na pozór 
słusz
ej, wzbijał się na tysiące projektów, z którymi 
mi się nie odkrywał, ale których tylko skutku żądał, 
podawał i tak nie wiedziałem o jego zamiarach i mniej 
dbałem o maleńką formułkę, która w mojem przeko- 
naniu i przy innych, u mnie niewiadomych okoli- 
cznościach stanowiła o całej rzeczy, bo szło o dzień, 


burgu z Fr. Malewskim jako członek Komitetu do rewlzYI praw, 
a w I'. 1841 powołany został na profesora prawa polskiego do uniw. 
wileńskiego, I Sobolewskiego. . Hilary K o n d r a t o w i c z. 
nauczyciel matematyki w gimn. wiI.
>>>
133 


o ubieżenie drugiej strony. Opuściłem Ją, będąc 
w Mińsku na kontraktach, a takim sposobem ści:t- 
gnąłem jego nieprzyjaźń, której on mi jednak nigdy 
nie pokazał i nie pokazuje. Nie zwykłem nigdy przed 
nikim więcej zdawać sprawy z moich czynności, jak 
tylko przed własnym sędzią, sumnieniem. Od niego 
pochwałę lub naganę zasłużoną kiedy odbiorę, jestem 
obojętny na resztę. Nie tłómaczyłbym się zatem i przed 
tobą, kochany Franciszku, z zarzutu Morytza dlatego, 
że przez i'liorytza został wnięsiony, gdybym nie uwa- 
żał tego wszystkiego za cierpienie, cokolwiek tobie 
przykrość przynieść może. Kowalewski Owidyusza 
wydaje przez Morytza; poznał on już tego ptaka. Bli- 
żej i dłużej z nim żyjący, widzimy dobrze jego czyn- 
ności, jego żydowskie kroki. Bądź zdrów! 
1822, stycznia 20. 


CCCCLXXV. Rukiewicz do Pietraszkiew. 


22 stycznia v. s. (3 luty n. s.) 1822 r-u, Białystok. 
Michał Onufremu z[drowia] i p[owodzenia]. 
List twój, pisany jeszcze w listopadzie, pl'zed kilku 
dniami odebrałem. Jakożkolwiek smutny początek 
twojego nauczycielskiego stanu, mam jednak nadzieję 
i życzę lepszego środka i końca: już dziś jako nau- 
czyciel może mniej masz trudnych okoliczności od 
tych, jakie ci towarzyszyły w Warszawie w czasie 
twojej kandydatury, a rok przyszły może ci jeszcze 
coś więcej pl'ÓCZ polepszonej pensyi nauczycielskiej 
dostarczy. Donieś mi, co myślisz z sobą robić nadal, 
gdzie i jak przebywać, jak się powodzi naszym przy- 
jaciołom, o których ci mówiłem w czasie ostatniej 
twojej bytności w Białymstoku, w jakich z nimi zo-
>>>
1 3 4 


stajesz stosunkach. Tym, co są koło mnie, dosyć do- 
brze się powodzi, szczególniej jeden spodziewa się 
prędko pomyślnego skutku swych usiłowań. Bawię 
się najczęściej w Białymstoku, trudnię się nabywa- 
niem potrzebnych do przyszłego stanu mego wiado- 
mości. Mam nadzieję umieszc2'enia się przy księciu 
Lubeckim, ministrze skarbu; ale nie wiem, jak mi 
się to uda. Jeżeli nie, to zostanę gospodarzem i nę- 
dznym w powiecie swoim urzędnikiem. Zygmuntowi] 
list od ciebie oddałem; nie wiem, czy już odpisał. bo 
dotychczas był chory na żółtaczkę. Nie wiedząc, gdzie 
mam szukać Franciszka 2 , napisz ty do niego i pozdrów 
ode mnie ; proś razem, aby choć kilka słów do mnie 
napisał. List swój do mnie odeszlij prędko do War- 
szawy pod kopertą JW. Szumowicza, prezydenta gra- 
nicznego, któren wyjeżdża dziś do Wa.'szawy i zahawi 
się tam przez parę tygodni. Jeślibyby (.5) nie napisał na 
kopercie, gdzie ma kwaterę, to zapiszesz na wspo- 
mnionym adresie: oddać w kwaterze W. Cyp."yana 
Szukiewicza, sekretarza opieki w interesach Radzi- 
wiłowskich przy Nowosielcowie (.5). Pisz do Franci- 
szka, aby takoż przez tegoż JW. Szumowicza uwia- 
domił o swojem powodzeniu, zdrowiu i przyszłych 
zamiarach. 
Bądź zdrów! 


, N o w i c k i e m u, naucz. w Białymstoku. 


· Malewskiego.
>>>
135 


CCCCLXXVI. Malewski do Pietraszkiew. 


[24 stycznia (5 lutego) 1822]. 


5 luty 1822, Warszawa. 


Onufrowi Jarosz z[drowia] i p[owodzenia]. 


Co to się znaczy: odebrawszy list przed dwoma 
tygodniami, list od Onufra, który mi się we śnie po- 
kazał, nie odpisać aż teraz! Jeśli się umiesz domyślać, 
domyślisz się łatwo, że muszę być wcale teraz inny 
od owego dawnego Jarosza. Prawda. Siedzę w War- 
szawie już od 2 miesięcy; dni pocztą znikają, więc 
siedzę zatrudniony, a jednak nic dotąd nie widziałem 
i nikomu nie zdałbym sprawy z odniesionej dotąd 
korzyści. W Wilnie miałem mniej czasu, byłem w gwa- 
rze ciągłym: wbiłem więcej. bo miałem Jeża. Adama, 
Tomasza, całe grono przyjaciół; myśli rodziły się ze 
słów wzajemnych, słowa szły z serca. Nie mam teraz 
tego wszystkiego; Maryan nie zastąpi mi ani 1/100 
i dlatego w żaden sposób do zmiany nie mogę przy- 
wyknąć. Są chwile codzień, w których bym odważył 
się rzucić wszystko i wracać do Wilna. Jeszczeż na 
dobitkę całego nieszczęścia jestem prawie zupełnie 
zapomniany! Od przyjazdu ledwo 2 listy z Wilna, 
i to od Kazimierza, inni cyt. Pisałem już raz ostatni 
z zaklęciami rozpaczy. Tyle to znaczy zejść z oczu! 
Zła przyszłość, zrażająca, kochany Onufry! Pocie- 
szajmy się, jak możemy tymczasem. Kazimierz mi 
doniósł, że Jeż hodegetykę publicznie dawać zaczął 
w sali danej od rektora dla Fil[aret6w]. Obcy cisną 
się gwałtem. Długi z Szerokim trzymają berła hajdu- 
cze i odpychają bezbiletowych. Rektor był na lekcyi 


-
>>>
136 


i zdziwił się, znalazłszy 90 zamiast 6, których tylko 
znaleźć się spodziewał. Po całem mieście r6żne stąd 
domysły. Jest to krok olbrzymi; Jeż za przyjazdem 
Kuratora może wyjść dobrze, wyjść za granicę. Wziął 
teraz 300 rubli nagrody za Horacego od uniwersytetu, 
zresztą wsiystko idzie swoim torem, a jak widzę, Jeż 
znowu naukowość winduje. O Adamie żadnych wie- 
ści, ani o cenie biletów l, dlatego nie mogę tu rozda- 
wać. Otóż wszystko o Wilnie; jeszcze nie wiesz nic 
mego o Warszawie. Nie podoba mi się wcale, uni- 
wersytet mało mi znany opr6cz fakultetu prawa; i tu 
mierność Opl'ÓCZ lekcyi Szaniawskiego 2 i Bandtkiego, 
ale nie z lekcyi go ceniąc, wcale nic, a studenci gorsi 
od wileńskich, sami praktycy. Bentkow..ki dobry, ale 
nie umył się do Lelewela. Twój filozof s dobry może 
być w niektórych częściach, ale niema ducha filozo- 
ficznego i tak zejdzie, jakby go nie było. Rektor 4 - 
oto człowiek jakich mało, z talentem i uczony en for- 
me, przytem zgoła nie pedant. Skarbek takoż niewiele 
znaczący; mniej rozumie, niż mówi. Filologi niezłe 
dwa: Jakob i Zinzek; cóż, kiedy się nic nie; chcą 
uczyć! Byłem na pos[iedzeniu] Tow. Przyj. Nauk; 
dalibóg nie wal'te Pacowskich 6 . Wszyscy niby grają, 
ale Linde jeden kalukuje, bo naj uczeńszy. Inni, nie 
wyjmując kochanego Ursyna 6, prawią bąki, aż wstyd. 
A cóż oSkorochodach, Kossakowskich etc. etc. Gdy- 
by nie Staszyca pieniądze, byłoby dawno po wszyst- 
kiem. Przy nas podano na członka Dowgirda, owego 


t prenumeraty na »Ballady«. I Franciszek Ksaw. S z a n i a w- ł 
ski (ur. 1718, um. 11130). autor wielu prac z zakresu prawa. 
· Zabelewicz. · K
. Wojciech Szweykowki. 
· T. j. w pałacu Paca, gdzie si.. odbywały posiedzeuia Filomatów. I 
fi Nielncewicza. 
I
>>>
137 


logika wileńskiego; tak tu zaimponował! A jakie pro- 
grama do nagrody o statystyce napisali! Nasza in- 
strukcya l, nie chwaląc się, lepiej rzeczy objęła. (NB. 
tę instrukcyą, jak wiesz, bez miejsca i roku wydaną, 
dostał Grzymała; gwałtem chce w Astrei drukować). 
W Warszawie siedzi Czartoryski, to nas najwięcej 
powinno interesować. Poznałem się z Dobrowolskim, 
jego sekretarzem; bardzo zdatny, ma coś fil[omackie- 
go] w sobie. Stąd wiem, że Lelewel miał 300 uczniów 
na otwarciu; sala nie mogła objąć. Chodźko 2 ma być 
dyrektorem gimnazyum w Wilnie, Twardowski s pl'O- 
fesOt'em matematyki; Żydów szkoły mają otwierać. 
Wyrobią ukaz, aby nikt bez stopnia magistra prawa 
nie był adwokatem. Oto są główniejsze plany; przy- 
znaj, że wyborne. Byłem u Księcia 2 I'azy, po godzi- 
nie. Jed.en to pan w Polszcze tak dobrze myślący, 
z takiemi chęciami. Gadał ze mną o pł-awie lepiej, niż 
wszyscy w Wilnie; chce mnie obl"ócić do teoryi prawa. 
Ja mam się i będę miał się pas.sive. Idzie. mnie, aby 
mieć pieniędzy więcei na przewietI"7enie choć n3 rok 
Adama. Ale M.aryana chce przetrzymać do końca roku 
w Warszawie, zwrócić do Wilna, aby kurs jaki da- 
wał, a potem na wojaż. Byłoby źle bardzo, ale może 
nie przyjdzie do skutku. Papier kończy się. Czekam 
na dalszy ciąg podróży 4 i na wiadomości od ciebie; 
moich reszta potem, za tydzień. 


Pytałeś 6 mię o książki do statystyki. Jeśli nie masz 
geografii wielkiej M.altebruna, weź S t e i n a Geogra- 


l Instrukcya do zbierania wiadomości statystycznych, wydana 
w czerwcu 1821 r. pod tytułem "Opis jeogr...ficzny" (POt". t. 111,333, l). 
I Zapewne Jan C h o d ź k o, wizytator. I Józef T \V a r d o ws k I. 
ł Ten "dalszy ciąg" przysłał Pielraszkiewicz w liście Nr. CCCCI:.XXI. 
. Arkusik, na którym był pi
any list właściwy, był cały pokryty 
pismem. tak, te nie było jut miejsca na wyjaśnienie, dOlj"c7ące ksiątek, 


-
>>>
138 


phi e und Statistik we 3 t. 1820, po niemiecku; Meu- 
s e I s Lehrbuch der Statistik 1. v. 1817; C r o m e: 
Ubersicht der Staatskrafte 1820, 1. V.; ale nie wiem, 
jak tego dostać. Brzozowskiego poznam. NapisL też 
o sobie, co myślisz nadal. W Szczebrzeszynie Zamoj- 
ski szkołę wielką l otwiera z technologią. Hm! co na 
to? Ale to w przyszłym liście obszerniej. 


CCCCLXXVII. Malewski do przyjaciół. 


[4{16 lutego 1822, 'Varszawa]. 


'" 16 lutego [1822]. 


Jeżowi i wszem wobec. 
Niepojęte wasze milczenie nie tylko że mi sprQ- 
wadza smutne dni i godziny, ale co gorsza, odejmuje 
nawet wszelką możność zrobienia wam jakiejkolwiek 
przysługi. Przysłaliście mi bilety 2 Adama, nie do- 
niósłszy o cenie, i bilety leżą. Prosiłem o pisma Ada- 
ma; nie mam ich dotąd, nie mogę niczem moich 
zdań popierać. Nakoniec zaklinałem, abyście opowie- 
dzieli całą sprawę Horacego. Wczoraj tu przyszło 
przedstawienie z Rządu uniwersytetu; żadnej przytem 
wiadomości, żadnego pisma od Jeża; ja rady dać nie 
umiem. Już też to prawdziwe okrucieństwo! Niech 
wam Pan Bóg nie pamięta! Możnaż się czego dobre- 
go spodziewać, kiedy każdy z oczu schodzący takiemu 
zapomnieniu podpadnie, kiedy przyjaźń nie ma czem 


o które prosił zapewne Pietraszk.ewicz w niedochowanym liście, pisa- 
nym przed 22 stycznia (por. str. 106, 1), i dlaleg-o cały ustęp "P)'tałeś«... 
at do ko
ca został wypisany na osobnej karteczce, która niewątpliwie 
do tego listu nalety, g-dyt na pytania, co »0 sobie m)'śli nadal« Pic- 
traszkiewicz i czyby nie myślał się starać o posadę w Szczebrzeszynie 
znajdujemy odpowiedź w drugiej części listu Pietraukiewicza, pisanej 
w marcu (Nr. CCCCLXXl). ' w miejsce zwiniętej w r. 1784 przez 
Józefa Ił akademii zamojskiej. . na pl-elUl1neratę »Ballad«.
>>>
139 


ćwiartki zapisać, a naj świętsze związki jedno poże- 
gnanie rozrywa! Lecz bądźcie nakoniec okrutnymi; 
ja nigdy niewdzięcznym nie będę i choć nie w porę, 
natrętnie, przeraźliwie, jak puszczyk w nocy, do was 
się odezwę. 
Zdawać tera'l sprawę z zatrudnień, opisywać wi- 
dziane i słyszane czas nie pozwala i na mało byłoby 
przydatne; wreszcie przyznam się, więcej myślałem 
o Wilnie, niż o Warszawie. Bytność tu Kuratora dała 
mi poznać lepiej jego zamiary, na których nam wszyst- 
kim najwięcej zależy. Zabrałem znajomość' z Dobro- 
wolskim, sekretarzem jego; młody to człowiek z wiel- 
ką zdatnością, z małą nauką, z całym światowym po- 
lorem, z charakterem mocnym i dobremi chęciami. 
'V rozmowach nie można go bardzo w pole wypro- 
wadzić; ma sekretarską retycencyą, ale z pism reda- 
gowanych, z wykładu interesów widać głowę otwartą, 
pamięć, wszystkie talentu przymioty. Pracowity nad 
podziw, utrzymuje interesa uniwersytetu i interesa 
ekonomiczne Księcia, mało czyta. Krótko mówiąc, 
jest na swojem miejscu. Gdyby tyllw znał i on 
i Kurator lepiej stan rzeczy! Sobolewski 1 podał pismo 
w tym celu; nie wiem tego z pewnością, lecz domy- 
ślam się, wiedząc, że wyjechał z Wilna rozdraźniony. 
Będzie tam wiele żółci, osobistości, lecz będzie i pra- 
wdy. Jest teraz w Warszawie, wezwany z Puław 
przez Księcia. Przedtem jeszcze słyszałem o proje- 
ktach reformy, o nowych planach; to wszystko każe 
mi wróżyć, że bytność teraźniejsza w 'Vill1ie będzie 
nader ważna. Projekt wysłania 8 młodych za granicę, 
między tymi 3 dla zobaczenia zakładów szkolnych za- 
gl'al1icznych, uderzył mię szczególnie. Podobno jestto 
ostatnia pora dla nas; weźmy się więc za ręce. Już 


1 Ludwik.
>>>
140 


pewny jestem, że Jeż, Adam i Tomasz nie ujdą uwagi; 
trzeba tylko, żeby każdy miał coś do pokazania. Lecz 
na tern nie przestając, inni by także powinni się przy- 
gotować, każdy przez wypracowanie rozprawy w swo- 
im przedmiocie. (Zmienia się kortyna, wchodzi Śnia- 
decki 1, listy z Wilna. Lecę aż na Rymarską ulicę, 
nogi ledwo starczą, wracam, czytam, szczęśliwy! Nie 
przemażę jednak, ani litery napisanej; uczujcie całą 
swoję srogość. Jeż kochany ani słowa o hodegetyce, 
o którą pl'osiłem,:Adam znowu bez ceny; Janek kuso, 
kręto, Tomasz etc. ani słowa. Lecz zapominam 
o wszystkiem; głowa mi się pali, muszę kończyć, 
com zaczął. Kładę nawias i kontynuję). Zdaje się, że 
biorąc tę wiadomość za autentyczną, możnaby się na- 
radzić, choć z zawieszeniem innych robót, do czego 
kaidy ma stanąć i co nobić. Największa bieda, mię- 
szająca wszelkie układy, jest niepewność wyjazdu 
Księcia; ciągle jest w drodze i siedzi na miejscu. 
Sama Księżna chora, trudniej więc się oderwać; 
wątpię, czy przed 1 marca wyruszy. Projekta wzglę- 
dem mnie zależą od tego wyjazdu; nie wiem, czy 
swoim, czy uniwel'sytetu kosztem mam jechać. Cóż- 
kolwiekbądź, pisałem już do ojca, abym na 5 apryla 
był koniecznie w Berlinie, a tu już wykuktał Piase- 
cki, że Książę, który z początku chciał, aby rok prze- 
siedzieć w Warszawie, zgodził się nareszcie na wy- 
jazd. Więc spodziewam się, że pojedziemy do Berlina; 
stamtąd bylibyśmy w Gietyndze na drugie pół roku 
na oktober; nic to waszym projektom nie zawadza. 
O Jeża ani się turbuję, że wyjedzie kosztem uniwer- 
sytetu; z Adamem nie umiem radzić. Jeśli nie zoba- 
czy go Książę, trudny będzie dalszy zawód; czekać 


I Jozef, syn Jędrzeja, bawiący wtenczas w \Varszawie (POI'. t. 
III, 89).
>>>
14 1 


w Wilnie na Księcia, to może i apryl nadejdzie; 
tu przyjechać, może Księcia nie zastanie. Wszakże 
wybierając z dwojga, niech przyjeżdża, i to niebawnie; 
pojedziemy razem do Berlina: jeśli jest dobrze z Le- 
lewelem, może mu coś wyrobi. Tymczasem niech 
Tomasz zapyta mego ojca, czy ma pisać do Szyrmyl, 
aby jechał do Warszawy dla zabrania się z nami ra- 
zem; niech o to zapyta, mówiąc, że ja go prosiłem. 
Będzie odpowiedź potwierdzająca: niech zaraz napisze 
do Szyrmy; tak we 3 łatwiej Adama utrzymamy. Je- 
śli ojciec każe się wstrzymać, niech zaraz Tomasz do 
mnie napisze pocztą, abym mógł dalej robić. Cała 
rzecz w krótkości, że ja, Maryan, Szyrma, a przy nas 
Adam musimy być w Berlinie na początek kwietnia, 
ale novi stili. Za wiele mam do pisania; czas krótki, 
zostawiam do przyszłej poczty jaśniejsze wytł6macze- 
nie się. Teraz chciałem was tylko o główniejszych 
zamiarach uwiadomić; radźcie, jeŚliście zrozumieli. 
Adam gdyby przyjechał, mielibyśmy czem go karmić. 
Jest z nami Fryczyński; więc kiedy 3 zbierze się 
w kupę, 4-temu nie powinno zbywać. Na pociechę 
mu donoszę, że i ja 3 zęby rwałem. Horacy doszedł, 
ale przedstawienie Rządu uniwersy[tetu] zdaje mi się 
bardzo niedogodne. Co to za głupia pożyczka! Więc 
sprzedając po rublu swoje egz[emplarze], twoję wy- 
przedaż zatamują. Czcmu nie pisałeś do Księcia? 
Wszak pierwej miała to być pure nagroda; tak, jak 
przedstawiono, Książę pewno zatwierdzi, jabym rad, 
aby było inaczej. Książki kupię i resztę poleceń wy- 
konam. O Gliicksbergu dziś z Dobrowolskim pomó- 
wię. Bratu J urewicza pieniądze już dane; trzeba, że- 


l Michał S z y r m a z wileJiskiej gubernii, właściciel majątku Spo- 
r6w (Krechowiecki I. c. 294), Filaret, członek grona Liliowego (pra- 
wnego).
>>>
14 2 


by odesłał. Onufra listy przeszlę. Piszcie pocztą. Za 
3 dni wyjeżdża Zaleski; przez niego więcej. 
Za maskaradę 1000 dzięk6w Szerokowi I. 
Jeszcze względem Adama przychodzi mi na myśl, 
że lepiej niech w Wilnie zaczeka do 1 marca; jeśli 
Książę nie nadjedzie do tego czasu, niech rusza do 
Warszawy. Zresztą nie wiem, co dzisiejsza rozmowa 
z Dobrowolskim pokaże. Co z pasportem za granicę? 
Ani słowa o F[ilomatach l, ani o F[ilaretach] nie 
było w liście! 
16 lutego. 
(Adres): A Monsieur, 
Monsieur Joseph Jeżowski 
a Vilna. 


I 
I 


CCCCLXXVIII. Malewski do Jeżowskiego. 
[8/20 lutego 1822]. 


20 lut[ego] 1822", 'Varszawa. 


Jeżowi. 
Przeszły list, pocztą pisany przez kancelaryą Ku- 
ratora, musiał cię zastanowić swoim nieładem i nie- 
jasnością. WyLt]ł6maczę ci się teraz obszerniej ze 
wszystkiego, co się dotąd zrobiło. lubo nie wiem, 
czy jasno, bo rzeczy są zagmatwane. Jesteśmy tu we 
3 z Piaseckim i Fryczyńskim; przesiedzieliśmy 3 mie- 
siące, dłużej siedzieć niepodobna. Książę trzymał ich 
obu i chciał trzymać jeszcze, lecz już od5itąpił swego 


l Awantura opisana w liście Czeczota do Piet....szkiewicza z d. 12 
marca t. r. (Por. Michał Czarnowski : Krótka wiadomość o tajnych 
towarzystwach uczniów uniw. wil. w Roczniku ,Tow. Przyj. Nauk. 
w \Vilnie. R. 19°7. str. 22 i Pami..tniki Ottona Sliźnia w Pam. Lit. 
im. Mickiewicza 1888, str. 214). · w A: ,821'. 


- 


......
>>>
14 3 


I 


założenia; pisze do uniwersytetu, aby Maryana wysłać 
do Berlina i Fryczyńskiego do Thaera l na agronomią. 
Względem mnie nic się zapewna nie zrobi bez bytno- 
ści Księcia w Wilnie, bytność zaś, jak mi się zdaje, 
aż w kwietniu, bo ma jechać na Świsłocz, polować 
w Międzyrzeczu etc. Pojadę przeto do Berlina z tąż 
samą niepewnością, z jaką tu wyjechałem, to jest, 
nie wiedząc, czy długo będę mógł bawić i jaki koszt 
ojciec wyznaczy, albo czy mi da co uniwersytet, lub 
nie. Wybrałem Berlin za pierwsze miejsce z wielu 
pobudek. I-O że tam jest Savigny2. 2-0 że bliżej Wil- 
na. a w początkat;h, póki się wszystko rozjaśni, będę 
potrzebował często pisać. 3-0 że jadąc śpiesznie do 
Gietyngi, nicbym Niemiec nie poznał, a z Berlina 
można być i w Jenie, w Halli i w Lipsku. Cały przeto 
mój plan podróży jeograficzny i naukowy, jak widzisz, 
teraz kończy się na Berlinie; dalej, choć różne rodzą 
się projekta, nie chcę sięgać, póki nie dowiem się 
z pewnością, co mię czeka. Mimo to jednak, ponie- 
waż nas jedzie 3 a4-ty Szyrma, jeśli pojed
ie, zna- 
lazłoby się miejsce dla Adama; lecz tu zachodzi wąt- 
pliwość, czy lepiej, aby Adam zaczekał na Księcia 
w Wilnie, czy lepiej, aby jechał. Pisałem już o pro- 
jekcie wysłania ośmiu; jeżeli nie ośmiu, to przynaj- 
mniej 4 możnaby liczyć z pewnością, a w tych 4 cze- 
mużby nie miał być Adam? Wyjechawszy teraz, nie- 
znany Księciu, zapomniany może od wszystkich, wró- 
ciłby na nowe cierpienia. Borowski i Lelewel, gdyby 
się uwzięli, zdaje się, że cośby się zrobiło, a gdyby 
i nie, to poznawszy Księcia, zalecony jemu, miałby 
prawo i pisać czasem i większą za powrotem pro- 


1 Albrecht T h a e l' (ur. 1752, um. 1828) - znakomity agronom nie- 
miecki, załotył wytszą szkol.. agronomiczną w swym maj'ltku 1\toge- 
lin w Prusach. . Fryd. Kar. S a v i g n y (ur. 1779, um. 1861) - 
słyuny pr.łwuik niemiecki, prof. uniw. w Berliuie. 


-
>>>
144 


tekcyą. Toż samo i z tobą, Jefu, staćby się powinno. 
Mam mocne pobudki do lepszych dla ciebie nadziei; 
podana prośba do Kuratora będzie dobrze przyjęta, 
Horacy i twoje pisma służyć ci będą za protektorów; 
największa, że przeciwników mieć nie będziesz. Nad 
Adamem pomyśleć trzeba najpierwej. Jeśli okaże się 
przewaga za wyjazdem zaraz, niechże się stara o pa- 
sport i tu pośpiesza; znajdzie nas do 20 marca, jeśli 
broń Boże w uniwersytecie o Piaseckim czegoś na 
opak nie postanowią. O twoim Horacym jeszcze tu 
nic nie rozstrzygniono; rozbiera Komisya parlamen- 
tarna. Egzemplarz jeden biały oddam ZabelIewiczowi, 
bo on ci czynnie pomaga, drugi Tow[arzystwu] Przy- 
j(aciółl Nauk. Prosty jeden musiałem zamienić za de- 
fektowy, który z Płocka tu odesłano. Dostałem też 
jednego ciekawego prenUmel"atora, p. Żdżarskiego, 
nauczyciela litel'(atury] w Płocku. Pisał on uwagi, to 
nad tłómaczeniem Liwiusza, to nad SalIustyus7a, 
a teraz pisze nad twoim Horacym. Czekaj przeto na 
recenzyą pochwalną. Pieniądze zł. 8 niech ci zwróci 
Jurewicz; ja je oddam Piaseckiemu na konto 6 rubli, 
które dał bratu Jurewicza. Bilet dałem od siebie, że 
tom 2-gi odbierze albo przez Zawadzkiego 1, albo przez 
Guta. Książę już zatwierdził wydanie ci 300 r. Źle 
bardzo poszedł w Wilnie interes: pożyczka tylko, 
a nic nagrody; szkoda, żeś nie podał prośby inaczej. 
Lecz już się stało. Zapewne już pieniądze są wypła- 
cone, bo stąd tydzień, jak wyszło zalecenie. Gutt 
zostawił mi list do swego ojca o wypłatę tobie sta 
kilkudziesiąt złotych; Kulczycki jedzie do Lwowa, 
nie mam przez kogo odesłać. Gliicksberg stary w Krze- 
mlencu; nie można wypytać o cenę honoraryum. 
Zoologia kupiona czekać będzie okazyi. Był tu Ejs- 


I T. j. przez kliięgamię Zawadzkiego i Węckiego w Warszawie.
>>>
145 


mont, pojechał do Drezna; wszakeście mu nie dali 
fadnej instrukcyi? Zato warto dać notabene. '''ierz- 
biłowicz tu siedzi, przejdzie do wojska rosyjskiego; 
czemu do niego nie napiszecie? Marciejewski także. 
Obaj, zwłaszcza pierwszy, bardzo dobrzy. O sobie nic 
ci nowego, nie doniosę: ciągle chory, czyli raczej nie- 
zdrowy, prócz tego dręczy mię zgryzota za czas tu 
stracony. Jak tylko będę spokojniejszy, przy szlę ci 
doniesienie o wszystkiem, com widział i słyszał. przy- 
znam ci się, że tak wszystko mi się źle wydaje, aż 
sobie nie ufam. To razem wzięte tak mię przywala, 
że gdyby nie Mullel', który mi zastępuje wasze roz- 
mowy i widok ciągłej czynności, wyrzekłbym się 
wszystkiego, uciekłbym na koniec świata. Nie mów 
tego nikomu, aby w domu trwogi nie robić, owszem 
pójdź do ojca, powiedz mu, żeLm] dość zdrowy, i spy- 
taj się, czemu pieniędzy dla Fryczyńskiego nie przy- 
syła. Bilecik Morytzowi zaraz oddaj. Kłaniaj wszyst- 
kim, Adama rozśmiesz, Olesia! napędź, niech coś do 
mnie napisze, p. Jan 2 niech i męty przysyła. Chodźko 
Józef czy jest? 
Ręką Fryczyń.skiego: 
Fl'yczyński życzy zdrowia pomyślności przypo. 
mina się pamięci Pana. 
Rękq }I1alew.skiego: 
'''łasnoręczny przypisek agronoma. Świadczę. 
(Adre_
): A Monsieur, M. 
Monsielll' Joseph Jeżowski 
Viina. 


Proszę oddać podług adl'esu 
dzicz[a]. 


zaraz przez Boro- 


l\1alewski. 


l Mowa zapewne o Aleksand..ze Mickiewiczu; por. str. 151. 
· Czeczot. 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


10
>>>
1-16 


CCCCLXXIX. Sobolewski do Domejki. 


[10/22 lutego 1822, Kro.lcl. 


d. 10 Febr. 1822. 


Zdl-[owiaJ. i pomyśl[nościJ. 
Pisałem do ciebie list na przeszłą pocztę, w kto- 
rym ci doniosłem o moich zatrudnieniach. Tydzień 
ten żadnej odmiany w mojem życiu nie sprawił, nic- 
bym ci przeto nowego nie napisał, a powtarzać jedno 
i to samo nie do rzeczy. Nie pisałbym więc do ciebie, 
gdybym listu od Jana 1 nie odebl-ał, który mi bilety 
na wiersze Adamowe powierzył. Pisząc cło mnie, nie 
doniósł, gdzie mieszka, a przeto nie mogłem Wpl'ost 
do niego adresować, lecz do ciebie. Donoszę więc 
Janowi przez ciebie, że 4-ry bilety już rozdałem, 
a 5-go jeśli nie oddam, sam wezmę; .jeślibym zaś od- 
dał, to mi bilet przyszlecie. Wzi
lj bilety Bielawski, 
Dąbrowski, Croisey i Bal"toszewicz 2 . Pisał do mnie 
Jan, abym Bartoszewiczowi nie naprzykrzał się z bi- 
letem; wspomniałem mu więc tylko nawiasem, ale 
z ochotą bilet przyjął i kazał, abym Adamowi kłaniał 
się od jego (.s). Pieniądze za dwa dopiero bilety ode- 
brałem; przeto nie odsyłam, lecz na przyszłą pocztę. 
albo odeszlę za 5, jeśli sam 5-tego wezmę, albo też 
za 6, jeśli kto inny weźmie 5-ty bilet. Osobno odsy- 
łać nie można, bo na monetę srebrną potrzebny wo- 
rek, za który za każdym razem dobrze na poczcie za- 
płacić trzeba. Nie wiem tylko, do kogo mam adl'eso- 
wać; ale naj pewniej do ciebie. Powiedz Janowi, za- 


1 Czeczota. · Benedykt Bielawski, Adam Dąbrowski, 
Jan C r o i s i e r, Zygmuut B a r t o s z e w i c z - nauczyciele szkoły gi- 
mnazyalnej w Krotach.
>>>
147 
co on tak wielki rachunek na mnie napisał. Niech 
się wyeksplikuje. Pisze: 
Należy f. 63 
,) mnie » 
9 g. 20 
f. 9 2 g. 20 
Na to jest u 
Kazim[ierza] f. 26 g. 20 
u Józefa » 26 " 20 
reszty f. 39 g. 10 


Wszak regestr zostawiłem u Kazimierza. Prosiłem 
go kilka razy o nadesłanie mi kopii, prosiłem i cie- 
bie; ale tak dobrzy jesteście, że ani słowa o tem. 
Niech więc ten rejestr posłuży do sprawdzenia, niech 
do niego zajrzy i napisze, a będę się starał jak naj- 
prędzej odesłać. 
Niech Jan więcej mi biletów przyszle; jeśli nie 
rozdam, to mu odeszlę, a możebym rozdał. Donieś, 
czy obrany dyrektOt,], czy Książę przyjechał, co tam 
więcej słychać? U nas mówią, jakoby wyznawcy Lo- 
joli mieli powrócić i ster instrukcyi przyjąć. My sobie 
życzym, aby to bajki były. 


CCCCLXXX. M. Piasecki do Kozak. 


[11/23 lutego 1822, Warszawaj. 


· 1822, 23 Feb(ruariiJ. 


Kochany Stanisławie! 
Czy godzi się kogo bez oczywistych dowodów po. 
sądzać? Skąd masz dowód, że ja do was pisywać nie 


· Dyrektor gimnazyum wileńskiego, gdy1 Józef Skoczkowski był 
tylko zastępcą dyrektora; został nim Jan Budziłowicz. 


tO. 


--
>>>
148 


mam ochoty? Uręczam cię, gdybym tyle razy pisał, ile 
myślę o was, toby końca listom nie było. Pisałeś, że 
chcesz wiedzieć zdanie Franciszka o dziele Jekiela I; 
pytałem się go i uznał za wyborne. Chciałem ci 
II W ęckiego kupić i do Wilna przesłać; alem się do- 
wiedział, że Zawadzki ma w sldadzie 20 egzemplarzy, 
więc łatwo u niego pożyczyć lub nabyć możesz. Pre- 
numerował nawet Daniłowicz. Nie jest to komentarz 
tylko nad konstytucyą 3 maja, owszem zawiera nie- 
zmiernie wiele dla krajowej statystyki ciekawych i nie- 
odbicie potrzebnych matcryałów, i w bibliotyce (.s) 
waszej ta książka byćby powinna. Towarzystwo Wał'- 
szawskie 2 ma ogłosić medale za najlepsze statystyczne 
opisy; masz już wiele ma tel'yał6w , zbieraj więcej, lu- 
by Stanisławie, i opisz swó.j powiat przynajmniej. 
zachęcaj oraz drugich, co się histOl'yi i statystyce po- 
święcają. do tej pracy tak pożytecznej i korzystnej 
dla naszego kraju. Adiell! 
Twój przy.jaciel Maryan. 
[18]22, 23 Feb. 
(Adres): Stanisław Kozakiewicz 
Przyjaciel i DobJ"Odziej 
odbierze w \\'ilnie. 


CCCCLXXXI. Malewski do Ad. Mickiew. 


[13/25 lutego IS22]. 


25/13 lute[go] 1822, Warszawa. 
Adamowi JaJ"Osz zldrowia] i p(owodzenia]. 
Prawdę mówisz, że Kowno było bliższe Wilna, niż 
\\'arszawa, korespondencya szła żywo, dziś ustała; 


l Józef Je k i e I. O Polsce, jej dziejach i konst)'tuC)'i. Dzielo w j.._ 
zyku niemieckim przez... ułotone, a przez Konstantego Słotwińskiego 
spolszczone, poprawione i prz)'pisami pomnotone. Tomów 6. Lwów 
1819-1823. 2 T. j. Tow. Przyj. Nauk. 


--
>>>
149 


ale też przypomnij sobie, czem ja byłem w Wilnie, 
a czem dziś jestem, czem ty sam byłeś przez półtora 
roku. Narzekaliśmy obadwaj, mó\filiśmy, że z osta- 
tniem wysileniem los uparty pokonywamy; jednakże 
oddałbym z chęcią całe teraźniejsze życie za tę gorzką 
przeszłość. Gdyby to słowo ..powracam« należało do 
mnie, jużbym dawno był z wami i choćbym sam tonął, 
miałbym tę przynajmniej pociechę, że jeden z was 
mojej ręki pomocą dobiłby się brzegu. Na samem wsia- 
daniu zhlkłem się czegoś; brzemię łez siły mi odjęło, 
jechałem jak na straszną jakąś uroczystość, na dzień 
sądny. Rozmyślałem o tych czterech latach, ubiegłych 
z wami; tak były piękne, tak czyste, żem się pocie- 
szył i powiedział do siebie: ..Gdyby dziś uderzyła go- 
dzina, byłbym spokojny, bo nic nie mam do w)'\"zu- 
cenia sobie«. Lecz cóż, obok tej myśli powstała inna; 
zapytałem siebie, czyli druga życia połowa. którą 
mam zacząć, będzie do tej podobna, czyli oddalony 
od was, bez widoku ciągłej pracy, goł-łiwości potrafię 
siebie w jednych chęciach utrzymać. Całe moje życie 
wal'szawskie za wiem odpowiedź wcale nieprzyjazną 
i gdyby nie nadzieja, że się z wami rychło połączę, 
rozpaczałbym o całej mojej przyszłości. Wszystkie 
moje myśli, układy na tem się wspierają, że będzie- 
my razem. Jesteśmy teraz we trzech, pojedziemy, je- 
śli Szyrma się przyłączy, we czterech; ty, piąty, łatwo- 
byś z nami się zabrał. Jużem nawet I'az pisał, abyś 
tu przybył; odwołałem potem dla tej jedynie pobudki, 
abyś się dał poznać Kuratorowi. Będzie niezawodnie 
na początku mm'ca w Wilnie; gdyby ciebie nie zastał, 
może byś , przepomniany , stracił zręczność zapewnienia 
się o dalszem swojem przeznaczeniu. Mój ojciec pisał 
mi w ostatnim liście, że ci wypada czekać na przy- 
jazd KUI'atom. Jest więc nadzieja, że będzie pomagał. 
Bez jego nawet wielkiej pomocy możesz być lepiej
>>>
150 


widzianym, jeśli podasz prośbę do Kuratora, opartą 
na tern, że nauczycielem być nie możesz dla stanu 
zdrowia, że nie 1\'ydołasz nigdy 20-godzinnemu nau- 
czaniu; proś o docenta stopień przy uniwersytecie, 
estetykę naznacz za główny przedmiot i żądaj ro- 
cznego przynajmniej wyjazdu za granicę dla ugrun- 
towania się w teoryi sztuk pięknych, wyuczenia się 
lepszego języków starożytnych. Przyłącz pisma swoje, 
nic nie wyłączając, ani rozbioru Jagiellonidy I, ani 
owej pierwszej rozmowy 2, ani ))Ziewili« 8. Ręczę, że 
wszystko będzie czytane przez samego Kuratora i że 
z tego tylko będziesz sądzony. Weź świadectwa ogól- 
ne od Borowskiego, Grodka i Lelewela i te dołącz. 
Wreszcie, gdyby wszystko miało cię chybić, powiedz 
Dobrowolskiemu 4 o pasport, a on ci bez trudności 
wyrobi; ja go tu wcześnie poproszę. Inaczej dostanie 
paspol'tu na rok byłoby ci trudne, bo się łączy 
z twojem uwolnieniem, a tu _jeszcze trudniejsze, pra- 
wie ,niepodobne. Z Księciem będzie i Sienkiewicz, 
tłómacz »Pani Jeziora!!; nie zaniechaj i z nim się zapo- 
znać. Tak więc, cokolwiekbądź, jestem pewny, że się 
zobaczemy ku końcowi kwietnia n. s. w Berlinie. 
Pieniądze na drogę, gdybyś miał jechać [własnym] 
kosztem, dostać trzeba skądkolwiek przynajmniej 
:#= 20; resztębyśmy w Berlinie opłacili. Nie sprawiłem 
twojego polecenia; nie mogę donieść o Gllicksbergu. 
wyjechał do Krzemieńca. W tych dniach powróci. 
Wiem tylko, że Sienkiewicz za ))Panią Jeziora« wziął 


I Rozbiór Jagiellonidy - »Uwagi nad Jagiellonidą D)"Zmasa Hań- 
czy Tomaszowskiego«, czytane na dwóch posiedzeniach Tow. Filom. 
1S kwietnia i S maja 1818; drukowane, dzięki pośrednictwu Lelewela 
w Pam. Warsz. w zesz. styczniowym 1819. . »Przechadzki wiej- 
skie I. O piękności« rozmowa czytana na pos. Naukowem Tow. Filom. 
d. Ilislopada 1811S. . POI-. t. III, 12S, 
. 
· sekretarzowi Cza.-toryskiego. 


--
>>>
- 


. 


151 


* 50; ale to jest z domu Czartoryskich wychodzące 
poema, więc droższe. Nie przestanę skarżyć się, żeś 
mi nie przysłał żadnej ballady: trudniej będzie z pre- 
numeratą. Gdybyś ją jeszcze rychło nadesłał z do kła- 
dnem opisaniem, wiele będzie tomów, jaka cena? 
Tu będzie można zbierać jawnie, Krasiński l czeka 
tylko rozkazu; ale trzeba czegoś na próbę, ja prywa- 
tnie zebrałbym chyba kilku. .Jakże trafiłeś na te pie- 
śni Schillera, które taiłem przed tobą? Chwała Bogu, 
żeś się wziął do angielszczyzny, w Revue jest cieka- 
wa palinodya Byrona. Poznałem tu Lisieckiego \I; ale 
cóż, pierwsza słyszana rozmowa była wszeteczna - 
bardzo mi się nie podobała. Do .Jeża dziś nie piszę, 
bo czekam, aż lepsza aura zawieje. Oleś milczy; nie 
dobrze, że nie wiem, co robi, co myśli z sobą nadal? 
Bądź zdrów i kochaj mię! 
Książę za tydzień wyjeżdża; pojutrze rusza kance- 
larya. List Onufra przyłączam. 


CCCCLXXXI I. Malewski do Ad. Mickiew. 


[17 lutego (1 marca) 1822, Warszawa]. 


l marca. 


List ten na to tylko piszę, aby was zapoznać z Do- 
browolskim. Co pisałem o nim do was dawniej, po- 
twierdzam teraz i proszę, abyście, ile można, do nie- 
go się zbliżyli. W moich dawniejszych listach powie- 
działem, coby czynić potrzeba; wy uczynicie zape- 
wna, co będzie można. .Jarockiego Historyą natUl'alnąs 
odbierzcie. Wasz 


Jarosz. 


, Walel'yan. . Dominika. B Feliks Paweł Jarocki: 
Zoologia czyli zwierzęlopismo. Tomów 3. Warszawa t. I i Ił 1821, t. 
I II 18l2, reszta 1823. 


--
>>>
152 


CCCCLXXXlIl. Maryla do T. Zana. 


[21 lutego (5 marca) 1822 1 ]. 


21 lutego Unichów [1822]. 
Los nie przestaje mię prześladować, gdyż do tylu 
goryczy, jakiemi życie me było dotąd zatrute, nowym 
dopioro 2 smutkiem jestem dotknięta z powodu śmierci 
cnotliwej Teklusi Stypułkowskiej s. 
W religii samej nie znajduję zaspokojenia, 
Nigdy więcej przytomność drogiego Pana Tomasza 
nie była mi potJ'zebną, jak w tym momencie. Pano- 
wałeś zawsze nad mym umysłem; chciej i dopioro 2 
wesprzeć mię swemi radami, a może mniej więcej 
mię zaspokoisz. Odbierałam wiele dowodów przyjaźni 
drogiego Pana Tomasza, a ośmielona zwyczajną jego 
dobrocią, odważyłam się dopioro 2 napisać do Pana 
Tomasza, abym się przypomniala jego pamięci. Od 
przyjazdu mego w Nowogl'ódzkie nie odebl'ałam ża- 
dnej korespondencyi od Pana Tomasza, z czego wno- 
szę, iż o mnie zapomniał. Wiadomo dobrze Panu To- 
maszowi, ile jesteś w stanie sprawić mi przyjemności; 
a zatem, jeżeli czuły jesteś na cierpienia p.-zyjaciół, 
poświęć choć kl'ótki moment i napisz do mnie przez 
teraźniejszą okazyę. 
Chciałabym się widzieć bardzo z dobrym Panem 
Tomaszem, lecz nie prędzej się spodziewam być 
w Wilnie, jak na ś. Jerzy' (nadto długi przeciąg 
czasu dla mnie do przetrwania); teraz się tylko cie- 
szę przypomnieniem drogich momentów, przepędzo- 


I Rok w dacie listu nie podany, w odl)Owiedzi jednak Zana (Nr. 
CCCCLXXXIV) wyraźnie wymieniony I'. 11122. . Tel"az. 
· Tekla Stypułkowska, cioteczna siost.-a Ad. Mickiewicza. 
· 23 kwietnia, kontrakty wileńskie. 


.......
>>>
153 


nych w "'iłnie. Już się nie spodziewam więcej do- 
znawać podobnych słodyczy. Jakieś mam smutne 
przeczucia, czarna melancholia napastuje mię ciągle. 
Pan Tomasz kochany litowałby się nadenmą, gdyby 
mógł wejść w moje cierpienia. 
Chciej dołączyć, m6j drogi Panie Tomaszu, w swym 
liście wyjqtki niekt6re z Chateaubrian(dJ Uakeś raz na- 
pisał) i oraz swe własne postrzeżenia nad Martyr 1 . Lę- 
kam się tylko obraz6w czułych, gdyż te mogą większą 
jeszcze rewolucyą zł-Obić w mej głowie. 
"'ielka była dla mnie surpriza, gdym znalazła Roz- 
działki pana Tomasza umieszczone w Brukowinkach ll 
(do których miałam zawsze awersyę); przestałam od- 
tąd deklamować przeciw Szubrawcom i ich Bruwin- 
kom (.s). 
1\1ama moja bardzo się kłania Panu; dotychczas 
się bawiła \V Unichowie, lecz jutro przejeżdżamy 
z mamą na ciągłe mieszkanie do Płużyn i 1\1ichel s 
razem. Mama uprzedza Pan6\\;' z prośbą, abyście byli 
łaskawi przyjechać na wakacyę do Płużyn (gdy da 
Bóg szczęśliwie doczekać lata). Pan zrobisz wielką 
łaskę, jeżeli pl'zyjmiesz ten projekt, a na czas prze- 
znaczony konie będą przysłane. 
Odsyłam księgę, kt6rą zostawił pan Mickiewicz, 
będąc w Tuhanowiczach; proszę mu oddać. Słysza- 
łam, iż choł-Ował po świętach, zapewna (.s) z nieza- 
szanowania się; trzeba, aby czuwano nad jego zdro- 
wicm, gdyż bal'dzo siebie zaniedbuje. 
Rachuję wicIe n3 przyjaźni dobrego Pana Toma- 
sza, dla którego niosę szacunek bez gl'anic. Niech 


t Frid. Ang. vic. de C 11 a t e a n b r i a n d: Lei martyrs ou te 
triomphe de religion chretienne. Pary t, 2 wyd. 1809: -ł wyd. 1822. 
. Pierwsze dwa rozdLialki utworu Zana p. t. "S wiat i miłość czyli 
tycie i dzielo moje« pojawiły się w 266 Nrku Brukowych 'Viadomości 
z d. 7 stycznia 1 lin. · Michał 'Vereszczaka. 


--
>>>
154 


Pan Tomasz będzie pewny, że ta przyjaźń, którą czuję 
dla jego (s), trwać będzie, aż póki dusza jestestwa mego 
ożywiać nie przestanie. 
N aj życzliwsza przyjaciółka 


Marya. 


P. S. Przepraszam bardzo Pana Tomasza, że go 
nudzę moją bazgmniną bez sensu; lecz tl'udno wy- 
magać porządku w piśmie, gdy go od dawna niema 
już w głowie. 


CCCCLXXXIV. T. Zan do Maryli. 


[około 24 lutego (8 marca) 1822]', 


D. któregoś lutego z Wilna 1822. 


Ledwo kilka chwilek czasu mogę poświęcić naj- 
przyjemniejszej korespondencyi. Jeżelim' dotąd nie pi- 
sał, nazbyt surowo przypisują to zapomnieniu. l\1ógł- 
żeby kiedykolwiek Tomasz, dobry Tomasz, drogi To- 
masz zapomnieć o Tuhanowiczach, o których mu 
tylekroć wspomina i własne jego serce, umiejące ce- 
nić przyjaźń, i tyle innych okoliczności, ściśle z nim 
powiązanych. Inaczej tedy pmszę tłómaczyć moje 
niepisanie. Rozdziałki, które miały szczęście podobać 
się czasem, nie zawsze sądziłem za godne posyłania; 
nie zawsze staje mi wątku lub żartów i na nieszczę- 


l Odl}Owiedź na lisi Maryli z 21 lutego (Nr. CCCCLXXXIII). Po- 
niewat »okazya«, wspomniana w liście Maryl; (Z Unichowa w No- 
wo
rodzkiem) nie przybyła do Wilna zapewne przed 23 lutego, więc 
list l.ana był pisany około 34 lutego 1822 r' Odpowiedź l\laryli pod 
Nr. CCCCLXXXIX.
>>>
15S 


ście nie w barzo żartobliwych jestem okolicznościach, 
a teraz niewcześniebym z nimi wystąpił. Smutek ze 
straty sługi i przyjaciółki umiem podzielać i znam, 
jak nudne byłoby pocieszanie, które łatwo sobie wy- 
stawić można. Zdaje mi się, iż nie od rzeczy jest 
mieć na pamięci starą wprawdzie. ale słuszną naukę, 
iż [trze]ba 1 siebie z drugimi porównywać. Jakżeby 
prędko pogodził się z losem, widząc tylo stokroć. ty- 
siąckroć nieszczęśliwych! Na łonie szanownej rodziny, 
poważana od wszystkich, którzy ją znają, mająca tyle 
serc, gotowych podzielać jej smutki i wesela, cóżbyś 
rzekła, spojrzawszy na te istoty. które zdają się być 
rustelnikami na ziemi i którym Bóg coraz po jednym 
łańcuchu, wiążącym do życia, ucina! Pan Tomasz także 
utracił matkę i siostrę! 
Proszę wybaczyć zbytecznemu deklamowaniu, pier- 
wszy raz w życiu przyjąłem ton kaznodziei; jeśli nie 
w czasie, to sLzjczere przynajmniej moje uwagi. 
Śmierć Tekluni dotkliwą jest stratą dla mojego 
przyjaciela, Mickiewicza, który właśnie przed kilku 
dniami zabierał 
ię do niej pisać i narzekał, że tak 
dług() nie ma od niej wiadomości, których zawsze 
z wielką niecierpliwością wyglądał. 
Z Chateaubrianda czyta się ciągle rozdział de la 
Diviniti. a jeśli się nie czyta, to rozmyśla. Ale cóż 
znaczą myśli i rozprawiania o takiej istocie! Oby ra- 
czej samym godziło się do niej zbliżyć! Szkoda, że 
na to długo czekać trzeba i że droga daleka do życia 
przyszłego! 
Rozpisałem się może za nadto o Cha tobria nie ; 
wiadomo bowiem, że lubię tego autora. 


l ,trze' w ,tneba' zataJ1e w A.
>>>
156 


»Niech ci los ciernie tycia \V same róte zmionia, 
»\Vesołość, szcz
ście. chwała towarzyszy wszędzie, 
»A twe szczęśliwe tycie naszem szczęściem będzie. 
z Elegii Tomasza pisanej przed 4-ma laty. 


me bez przyczyny pochwaliłem się dewizą, 
z własnych wyjętą wierszy: na dowód, że szczęście 
dmgich było zawsze dla mnie pociechą i że nigdy nie 
utrzymywałem przeciwnie. Ale to pewna, że por6wny- 
wając własny los z losem innych ludzi, łatwiej jest 
pogodzić się z okolicznościami i npatrzyć w !wojem 
położeniu wiele przyjemności, których się pierwej nie 
dostrzegało. 
Owóż zamiast rozdziałku zacząłem od wstępu filo- 
zoficznego; jeżeli tJ"(\chę nudny, samaś Pani temu 
winna, boś lUnie wyzwała zarzutem, umieszczonym 
w ostatnim jej liście. A prócz tego rozdziałki coraz 
stają się filozoficzniejsze; nie wiem. czy na tern stra- 
cą, czy zyszczą? Na dowód kładę część rozdziałku 
ostatniego tomu n. 


WETY. 


Rozdziałek ostatni tomu n; znajdują się w nim jabł- 
ka, gmszki, lulka, rozynki, kwiaty, pieprze, łzy etc. 


Jeśli życie można porównać do uczty smac7nej 
lub przykrej, tedy ostatni jego moment jest podobny 
do ostatniej potrawy, to jest, do wetów. Na kOlicu 
dają na stół różną mieszaninę. Człowiek konający 
czyni rachunek sumnienia, przypomina mieszaninę 
życia, wszystkie w nim kwiaty, ciernie, gruszki i dylU 
i etc. \Viem to z doświadczenia, bo już dwa razy 
umierałem. Naprzód barzo dawno umarł Tomalek, 
ten całe życie najwięcej pił mleko; przed skonaniem 
nie miał czego wspominać, całe jego życie było oa-
>>>
157 


kształt mleka, ni to słodkie, ni to gorzkie, ni zimne, 
ni gOl'ące. Narodził się Tomas.lek i umarł. Po To- 
maiku i Tomaszku narodził się, jak wiadomo, To- 
masz; ten żył daleko dłużej, widział i kosztował wiele 
więcej potraw, których rejestr zajmują dwa tomy ży- 
cia, pod tytułem »Świat i miłość". Nareszcie i Tomasz 
przed roldem umarł z febry żółciowej (febris gas/rica 
biliosa); teraz objął po nim sukcesyą pan Tomasz 
i w ostatnim rozdziałku napisał pochwałę swego po- 
przednika, jak następuje... 
Zostawuję ten cały rozdziałek na potem, aby zby- 
tecznie listu nie przedłużać, zwłaszcza, że Pani nie 
przestajesz ekskuzować zawsze swojej korespondencyi, 
jakoby zbyt częstej, chociaż ją tak rzadko odbieram. 
i długości swoich listów, chociaż ostatni tylko na pół 
stronniczce, tylko w dziesięciu wierszach, tylko dla 
nmie wymówkę 'zawiera i nic więcej! Nie spodzie- 
Wam się, abyś Pani tak niełaskawie sądziła innych 
za niezdolnych cenić jej szacowną przyjaźń. Jeśli 
moje rozdziałki kategoryczne czasem ją rozweselają, 
jej pismo również zawsze wielką, wielką sprawia 
przyjemność. Jeśli Pani zechce kilku literami znowu 
dobrego Tomasza udarować, prosiłb)"m o jaką wiado- 
mostkę o Tuhanowiczach, czy wszyscy zdrowi, jak 
się bawią. Słychać, że Państwo macie być u nas na 
święty Jerzy d. 23 kwietnia. Pan Michał czy nie za- 
bierze się razem? Czy się nie zmienił projekt? \V osta- 
tnim listku nic o tem nie było. Chciałbym na końcu 
wystąpić z jaką piosnką, albo znowu z jaką filozofi
" 
ale cl:ekam przynajmniej na dwie stronniczki, całkiem 
zapisane ze strony Pani, abym się do dłuższych roz- 
prawiań ośmielił. 
NB. Ponieważ Pani radziłaś czytać książki, oży- 

iające imaginacyą »dla rozpędzenia mgły wilgotnej«, 
którą czuję w sobie, czytam tedy mocno Skota i Go- 


.........
>>>
158 


thego. Co większa, zamyślam 'Vertera tłómaczyć, bo 
warszawskie tłómaczenie 1 niedobre i niewierne. Ten 
romans jest także na nowo przerobiony po francusku; 
inaczej, niż w oryginale zakończony. Nie wiem, kogo 
się trzymać. Pani także, ile przypominam, ganiłaś 
koniec; może mnie choć jedną myśl udzielisz względem 
ostatnich rozdziałów i ich odmian y? Czekam nieciel'- 
pliwie. Wziclłem się także do dawno zarzuconych po- 
ezyi; zdaje się, że krew prędzej bieży, godziny daleko 
weselsze - zapewne skutek zbliżającego się wiosen- 
nego kwietnia. 
Ja w przeszłym liście, zdaje się, dowiodłem, że 
nieszczęścia niektóre są szczęściem; i teraz to utrzy- 
muję. 


CCCCLXXXV. Czeczot do Pietraszkiew. 


r 25 lutego (9 marca) 1822, Wilno]. 


1822, lutego 25 V. 5. 
Dawno już pisałem list do ciebie przez Warszawę, 
w którym oznajmiłem o cenie biletów na prenumeratę 
wierszy Adama. Spodziewam się, że już do tej pory 
dojść musiał. Wszakże na przypadek, jeśliby nie do- 
szedł, i teraz oznajmuję, że cena 3-ch tomików, for- 
matu Trębeckiego, u Glizberga drukowanego, jest zł. 
10. Tentuj więc szczęścia, aza nie sprzedasz, a skoro 
sprzedasz, przez Białę przez Dębitiskiego odeszlij pie- 
niądze. Musiałeś się za lenić, Nufrze, żeś dotąd żadnym 
listem nas nie uraczył. Wszak to już mija Januarius, 
Februaryus, a jak u ciebie to i Marcyus, a listu jak 


I Jan Wolfgang Goethe: Cierpienia młodego Werlera. Z nie- 
mieckiego (p.-zekład Kazimierza Brodzińskiego) t. 2. Warszawa 18:12. 


I '
>>>
159 


niema, tak niema. Wskazałem ci dobrą okazyą przez 
Białę, czemuż nie piszesz? A. tu mieliśmy już z Białej 
umyślnego posłalica, a może i pocztą jaki raport był 
przysłany. Donieś, jak się masz, czy nie słyszysz od 
Trzaskowskiego, jak się nasze tentamina względem 
ciebie udają, czy są jakie nadzieje, czy te jeszcze wio- 
sną się porodzą? Zapusty jak przeszły, czy nie bo- 
lała głowa? i t. d., i t. d. . 
W tych dniach był tu Kasprzycki, który, już temu 
upływa miesiąc, jak powrócił z Warszawy. Sowizrzał, 
przybiegł raz do nas, przyrzekł przyjść później i ju- 
żeśmy go więcej nie widzieli; musiał już wyjechać. 
Zdrów, czerstwo i tłusto wygląda. Jedzie na kontrakta 
nowogrodzkie tentować względem Emego apteki; je- 
śli targu nie dobije, założy nową. 
Co się tycze Jeża, potwierdzenie postanowieni
 
uniwersytetu, a to jest, pożyczka 300 rubli na wyda- 
nie Horacego, którą potem mają darować, już zaszło, 
ale do Wilna jeszcze nie przyszło. Spodziewamy się 
lada dzień tak dawno obiecanego przybycia Kuratora. 
Wiezie tu, jak Franciszek donosi, niepospolite za- 
miary wysłania 8 uczniów uniwersytetu w celu do- 
skonalenia się w naukach obranych za granicę, 
a z tych trzech szczególniej dla poznania zakładów 
naukowych zagranicznych. Piękny ten zamiar, jeśli 
go tu podstawieniem nikczemnych osób nie zepsują, 
będzie miał dobry skutek. Wszakże Jeż, Adam, Pa- 
nagon] i Zybelin 2 mogą być pewni takowej wędró- 
wki, choćby się tam Bohatkiewicze, Hryniewicze i ty- 
siąc wron podobnych spękali. Kurator dosyć, słyszę, 
jest przekonany, że tu źle idzie i prawdy nie mówią. 
Podobno konkurs na ten wyjazd ogłosi, wreszcie 
1l10że, w tej mierze wiele .zdań zebrawszy, oceniać 


I Kowalewski. 


· Sobolewski. 


........
>>>
160 


je będzie. Zresztą wszystko tu nieźle, pomaleńku się 
toczy. 
Adam dość zdrów, jak na niego; Szerosia przyje- 
chały znowu Aniele i Szeroś, jak cielę. Podobno uczo- 
nym mężem nie będzie, książki
 dawno poszły pod 
ławę. Ale się dość gniewa, kiedy napastujesz; więc 
nie czyń napaści, choćbyś pisał; dyabelnie drażli wość 
jest dl'ażliwa. Zresztą nie mam ci nic osobliwszego 
donieść; dosyć nasze strony są w wiadomości i wieści 
ubogie; tak się przyzwyczaiło, tak spowszedniało, że 
zdaje się, nic ciekawego nie widać i nie słychać. Ni- 
gdy też więcej się domem człowiek nie bawił, jak te- 
raz; żadnych publicznych nie używa zabaw, żadnych 
nie kocha dziewic. Siedzi, jak kruk, nad niemczyzną, 
i skutek jeszcze lichy. Najwięcej teraz zajmują wier- 
sze Adama; prenumerata niezbyt postępuje szybko, 
wszakże z końcem marca lub początkiem kwietnia 
drukowanie trzeba rozpocząć. Czekam i od ciebie za- 
siłku. Bądź zd,'ów! 
Posyłam ci botanikę stosowaną I. Może razem z tym 
listem nie dojdzie, bo prosiłem Dębińskiego, ażeby 
list pocztą, a książkę przez okazyą, gdyż pocztą bę- 
dzie kosztować drogo, odesłał. 


":CCCLXXXVI. MaJewski do Jeżowskiego. 
[26 lutego (10 marca) 1822]. 
10 mar[cal 1822, Warszawa. 
Jeżowi Jarosz humoru, nadziei. 
Prawda, że tam na mnie krzyk? Zaczynam więc 
od krzyku. Listy przez Kulczyckiego odeb,"ałem 14 


l Por. 50, 3.
>>>
161 


Iut(ego] n. l.., listy przez Brzostowskiego 21 lut[ego]. 
List Janka, 14 lut[ego] pisany przez Strzałkę, odebra- 
łem 4 marca. Oto obrachunek całej waszej korespon- 
dencyi. Moja była częstsza: pisałem do Tomasza, do 
Jeża, wprawdzie świstki, pisałem przez Brzostow- 
skiego ; wszystko to już dojść musiało. Przez Strzałkę 
nie mogłem odpisać, bo nie przyszedł i w domu go 
nie znalazłem; jednę pocztę prześlepiłem, więc aż te- 
raz odpisuję. Naprzód polecenia. Zoologią posłałem 
przez Wyszyńskiego przy kancelaryi Kuratora; doj- 
dzie na 23 marca 11. s. Przez niegoż posłałem list 
Guta do ojca o pieniądze dla Jeżowskiego. O Horacym 
eksplikować się nie będę, bo to papiel" zabierze, a na 
nic się nie zda. Z przysł[anych] 5 egzLemplarzy] jeden 
egz. zamieniłem na defektowy, na jeden mam prenu- 
meratora, jeden oddany Chlebowskiemu, jeden Guto- 
wi, jeden, biały, Tow. Przyj. Nauk, jeden biały Za- 
belIewiczowi. Gut dwóch jeszcze potrzebuje. Co do 
prenumeraty Adama, teraz ją poczynam, bo aż teraz 
o cenie się dowiedziałem. Prosiłem o b a II 21 d ę je- 
dną dla wydrukowania; możnaż było nie przysłać? 
Sami będziecie winni, jeśli się zbierze niewiele. Pa- 
pieru takiego, jak na Trębeckim, reza w Warszawie, 
w handlu a f. 30, druku, jak na Tręb(eckim], ark. 
u Gliicksb[erga] zł. 60; więcej komisów nie miałem. 
Kurator wyjechał 8-go; ostatnia moja rozmowa trwała 
przeszło 2 1 i2 godziny. Com skorzystał, później doniosę 
przez Olizara. Powiedzcie Morytzowi, żem jego list 
odebrał, i jak będę m6gł, wszystko uskutecznię. Po 
20 praecise jadę do Berlina; jeśliście nie pisali, to 
już nie piszcie, bo mię listy nie znajdą. Do przyszłego 
listu bądźcie zdrowi! 
(Adres): A Monsieur 
Monsieur Joseph Jeżowski. 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


11 


.---
>>>
162 


CCCCLXXXVII. MaJewski do Pietraszk. 


[28 lutego (12 marca) 1822, Warszawa]. 


12 marca 1822. 


Onufrowi Jarosz z[drowia] i p[owodzenia]. 
Nieszczęśliwe przeszkody nie dały mi pisać do cie- 
bie zaraz po odebl'aniu twojego listu; teraz nawet nie 
mam tyle czasu, ileb)'m go potrzebował na serdeczne 
wygadanie się. Ciekawy jesteś zapewna, jakiego ro- 
dzaju są te przeszkody, może się nawet domyślasz 
cżegoś tak niesłusznie, jak domyślałeś się dotąd. \Vy- 
wiodę z błędu. Od początku lutego, kiedy tu przyje- 
chał Kurator, miałem roztargnienia, których skutkiem 
było bliższe poznanie się z sekretarzem Księcia, Do- 
browolskim, o którym, zdaje mi się, żem już pisał 
do ciebie. Ostatni tydzień lutego zbliżył mię do sa- 
mego Kuratora. Od obiadu, na którym byłem u niego, 
kilkakrotnie W7.ywany, stawiałem się. Zal"Obiłem, jak 
Zabłocki na mydle: musiałem napisać we 3 dniach 
projekt ukazu, zmuszającego wszystkich urzędników 
sądowych w Rosyi do uczenia się prawa w uniwer- 
sytecie, do tego wypracować osobne pismo o adwo- 
katach litewskich. Głowa musiała się palić, kiedym 
za 3 dni 21/2 arkusze napisał bez żadnej książki, bez 
żadnej pomocy. Minęło wszystko, ale za to ostatnia 
rozmowa z Kuratorem trwała przeszło 3 godzin. \Vy- 
pytywał mię o Wilno, o różne szczegóły, zachęcał do 
teoryi prawa. Okazał mi się prawdziwie gorliwym, 
rozważnym, ma wielką duszę. Miałem sposobność 
mówienia o Jeżu i Adamie; prócz tego dałem małe 
pismo o osobach Dobrowolskiemu. Ożyła we mnie 
nadzieja, której skutków czekajmy. Posłał Książę od 
siebie do uniwersytetu pismo o układaniu ksiąg ele-
>>>
163 


mentarnych: wykapany nasz projekt. Chce skupować 
z różnych krajów el[ementarne] książ[ki] i podług nich 
nowe układać. Będę pisał do Jeża, aby powiedział 
Kur[atorowi], żeśmy już dawno podobną pracę zacJl.ęli. 
Odsyłam list Czeczota, dość późno tu odebrany. Ja 
prenumeratę w tych dniach będę rozdawał. Za dni 10 
najdalej jadę do Berlina z Piaseckim i Fryczyńskim. 
Ten list nie jest pożegnalnym. Kurator wyjechał 8-go 
na Brześć, Słonim, Świsłocz, Żyrowice, Nowogródek, 
Łysków, Lidę do Wilna. Czekam listów z Wilna; 
dawno już nic nie miałem. Gut pl'zypadkiem list twój 
rozpieczętował. Sielankę l, mojem zdaniem ładną, 1'0- 
szlę do Wilna. 


CCCCLXXXVIII. Rl1kiewicz do Czeczota. 


14/16 marca 18221. 


4 marzec .-ok 1822, Milkow[sz]czyzna. 


Janowi Michał z[drowia] i p[owodzenia]. 
List twój, a w nim bilety na wiersze Adama przed 
kilku dniami, powróciwszy z Kobryńskiego, odebra- 
łem. Wyjazd mój o kilka mil stąd za interesem nie 
pozwolił mi wraz odpisać. Będę się starał jak naj prę- 
dzej żądaniom i potł-Zebom waszym odpowiedzieć. 
Wkrótce spodziewam się być w Grodnie i Białym- 
stoku, gdzie wszystkie bilety rozdam niezawodnie. 
Bądźcie pewni, iż nic dla mnie świętszego nad wasze 
polecenia. Ale też w tym roku szczególniej taki jest 
nieszczęśliwy zbieg gospodarskich i handlowych oko- 


l Nie wiadomo, o jakiej »sielance« (ocz)'wiście Pietraszkiewicza) 
jest tu mowa; czytby lIlalewski miał na m)'śli opis podróty Pietra- 
szkiewicza ? 


11* 


........
>>>
164 


liczności, że nie tylko pożyczyć, ale też z należnych od 
roku procentów kilkunastu rubli dostać nie można. 
Kochany Janie, nie myśl, aby przyrzeczenie, któl'e ci 
dałem, tak ważne w pnyjazni, a w skutku swoim 
tyle słodyczy pl'zynoszące, umysł i serce moje zajmo- 
wać przestało. Patnę z czułością braterską na was, 
a z żalem na te otaczające mnie osoby, któl'e nie są 
w stanie spełnić obowi:}zku nie tylko dobl"Oczynnych 
współrodaków, ale nawet zwyczajnych dłużników. Tu 
p.-awdziwie smutne moje położenie. Z jednej strony 
istotnym potne bom serca, z drugiej bardzo często 
koniecznym swoim ujmować muszę. Chcę i stal'am 
się szczerze, ale Bóg świadkiem, że nie mogę. Dzi- 
siejszy mój dochód do 300 rubli sr., i to kapanink.J 
odbieranych, ograniczony, rozmaitym i licznym po- 
trzebom nie wystarcza. Niech o tem zaświadczą Ka- 
zimiel'z i Wincenty 1. Każdy ś. Jeny, każdy Ś, Jan 2 
każe mi się słodką cieszyć nadzieją,. że będę mógł 
sercu memu pociecbę, a wam pomoc uczynić. Miej 
mnie więc za wymówionego, że ci teraz nie posyłam 
pieniędzy; w przeciąJ!u jednak dwóch tygodni spo- 
dziewam się za wszystkie 15 biletów odesłać. Wyrazy 
twoje »żądałem raz pożyczki od ciebie, pisałem, byłeś 
tutaj, widziałeś się ze mną i jakbyś o tern nie słyszał. 
Teoretyk ty widać, nie praktyk - jeśli trudno, fanfa- 
ronować nie trzeba« i t. d. znacznie powiększyły mój 
smutek, który od dawna już czuję z niemożności 
uczynienia zadość waszym ż,.daniom; razem też z nich 
się z prawdziwym żalem dowiedziałem, jak w naj- 
milszej dla mnie przyjazni mało umiałem zyskać ;t;au- 
fania. Więcej czasu, a może da Pan Bóg, że się le- 
piej poznamy. \Vymawiasz mi, że ci nie doniosłem 
o odebranych książeczkach wspierania niedostatnich 
---- 


1 Zawadzki. 


· T. j. kont.-akty. W tych lermin3ch odbywane, 


....
>>>
165 


uczniów 1. Próżna wymówka, gdyż niezawodnie lista- 
mi do ciebie i do Kazimierza o tt'm uwiadomiłem, 
wraz po odebraniu i później donosząc o pomyślnem 
powodzeniu w naszych stronach zamial'ów tego towa- 
rzystwa. Przesłane przez ciebie książeczki wszystkie 
rozdane i z nich opłaty jedno.-azowe u W. Dmochow- 
skiego!l złożyłem, na co mam sobie wydany I'ewel's. 
'Vziąłem znowu więcej sznurowych książeczek, lecz 
te już z mniejszym pośpiechem udaje mi się rozda- 
wać; dobl-e są jednak nadzieje. Opisanie twoje War- 
szawy dla tego, który, jak ci się zdaje, 'jest lido pisa- 
nia leniwym, ani B. ani C. nigdy" może być dobl'e; 
ale dla wiernego ci zawsze przyjaciela możesz z łaski 
swojej pofatygować się i dłużej nieco, tak o Warsza- 
wie, jak i o Wilnie do mnie napisać. Podolmo bl'at 
stryjeczny Wincentego Zaw[adzkiegojS, kaznaczej, je- 
szcze z Wilna nie wyjechał, o czem cię Kazimiel'z 
zainformuje; przez niego na pewno i bez kosztu 
możesz do mnie napisać. Józefa i Żegotę pozdl'ów 
odemnie ; Józefa proś, żeby pół rubla dołożył Ada- 
mowi za bilet na wiel'sze jego dla mnie. Donieś, jak 
się ma Adam; długo w Wilnie zabawi, gdzie teraz 
mieszkacie? Bl'at jego, czy zdrów zupełnie? Czy- 
tałem niedawno Dekady redakcyi nieszczęśli \Vego Helt- 
ma na 4, wogólności dosyć śmiałe. Znasz je dobrze za- 
pewne, powiem ci zatem tylko o p. redaktorze: ma 
kwatel'ę w Mereczl1 przy pułkowniku artyleryi. Puł- 


, Por. str. 7. 2. 
. Jllichał D m o c h o w s k i, pisarz Kom. sąo. eduk., b)'ł kasyerem 
Towarzystwa. · Wincenty Z a wad z k i z gul. grodzieńskiej, pow. 
wolkowskiego, właściciel folwarku RepIe (Krechowiecki, l. c. 294), Fi- 
laret, członek v;mna R6towego (Iizyczneg-o). · Wiktor H e I t m a n. 
za populame wydanie Konstytnq-i 3 maja odo.\I1Y do wojska, służył 
teraz w art)'leryi jako prosty tołnien. (Por. Mościcki, WIlno i \\'ar- 
szawa, str. 182). 


---
>>>
166 


kownik ten, Niemiec z urodzenia, ma być bardzo do- 
bl'y i do rzeczy, dostarcza temu biednemu książek, 
a nauczywszy go tylko wozić i odbywać manewra 
harmatami, jakoteż kie.-ować fOl'ysiowymi końmi, na 
których siedzieć, jak zwoszczyk, przy W. Księciu 
musi, zresztą dał mu zupełną wolność. Donieś mi, 
czy Sybilla Nadwiślańska wychod:r.:i, kto jej teraz re- 
daktorem, czy nie odmieniła nazwiska? 


CCCCLXXXIX. Maryla do T. Zana. 


[6/t8 marca 1822, Płużyny]'. 


6-go marca [1822J. 
D.-ogi Pan Tomasz nie zna mię dopio.-o
 tyle, jak 
dawniej, i nie czuje mnie, jeśli sądzi, że ta myśl może 
mię zaspokoić, iż są istoty stokroć nieszczęśliwsze 
odemnie. [Łat]wobym !ię z losem pogodziła, zniosła- 
bym [z] pokorą wszystkie jego pociski. gdybym wi- 
działa resztę ludzi szczęśliwych i gdybym mogła 
z własnem poświęceniem się p.-zynieść innym ulgę 
w cierpieniach. 
Lecz pl'óżne są moje usiłowania; dot
ld do niczyjego 
się szczęścia nie pl'zyłożyłam. Jtdna tylko Rozalka, 
dziewczyna, któl'ą wzięłam ze wsi, powiedziała 
mi wczora, że tak jest jej dobl"że u mnie, iż nic więcej 
nie żąda i mnie kocha s nad wszystkich ludzi. Nie- 
zmiernie to mię ucieszyło, J{dyż ta dziewczyna nie zna 
jeszcze pochlebstw i sama szcze.-ość zdaje się mówić 
przez jej usta. 


, Jestto odpis na list Zana ? 24 lutego 1822 (N... CCCCLXXX!V) 
stąd uzupełniony ..ok 1822 jest zupełnie pewny. Odpowied.i. Zana pod. 
NI". CCCCXCII. · tel"az. 8 Po ,kocha' wy.-az ,więcej' przemaz.my' 
w A. 


AlI
>>>
167 


Nadużywam cierpliwości Pana Tomasza, trudząc 
jego tak często moją nudną bazgraniną; lecz jak jest 
zawsze dobry Pan Tomasz, spodziewam się, iż zechce 
p.-zebaczyć tej, która największą w tern znajduje przy- 
jemność, gdy może choć listownie z im rozmawiać. 
Proszę niekiedy wspomnieć o swej przyjaciółce 
Marie. 


CCCCXC. Malewski do Jeżowskiego. 


[10/22 marca 1822. \Varszawal'. 
Ostatni z WaJ'szawy. 
Trzy razy zaczynałem do was pisać, trzy razy listy 
zaczęte paliłcm; zawszc pióro rozciągało nad mial'ę, 
tak, że zaczętegobym nie skOllczył, zawsze sięgało te- 
go, o czem ostł-Ożność każe zamilczeć. Z mojej pliki 
warszawskich notat chciałem wyciągnąć niektóre ka- 
wałki i zrobić coś całego, ale nagle przysłane pasporta 
zmieszaly wszystko: 3 dni biegania, hałasu, dziś wy- 
jeżdżamy. Będziesz więc wyrozumiały i przestaniesz 
na liście, nasze tylko potrzeby mogącym załatwić, 
Kurator zapewna już w Wilnie; wszystkie nadzieje 
zamknięte w tym miesiącu jego pobytu. Dla obja- 
śnienia wam potrzebnego obszel'nicj cokolwiek o nim 
opowiem. Ilem go poznał, go.-liwy, światły, niepospo- 
litej duszy człowiek. Pierwsze z nim rozmowy moje 
były z daleka, kl'ążyły tylko koło prawa; zawsze wi- 
działem chęć żywą polepszenia stanu uniwel'sytetu, 
niektóre wiadomości () wadach p.-zestarzałych, jakie 


, B. d. J\1alewski zapowiedział w liści" do Pietraszkiewicza z d. 
12 marca n. 5. (Nr. CCCCLXXXVII). t.e wyjedzie z "'arszawy za 
10 dni. co daje datę tego listu 22 marca n. 5., gdy t. w ostatniej 
chwili pnełot.ono wyjazd na dzień następny. 


--
>>>
168 


w nim przemagają l. Na obiedzie miałem sposobność 
poznania domowego życia: nic przesady pańskiej, 
wszystko skmmnie, g.-zeczność ujmująca. Księżna Sa- 
pie:iyna, matka jego żony, wielka liberalistka, wcią- 
gnęła w I'ozmow
 o te.-aźniejszym systemacie polity- 
cznym; to pokazuje, jakim duchem wszyscy są oży- 
wieni. Lec.z najważniejsza rozmowa była ostatnia; 
h'wała pl'zeszło 2 1 /. godziny, toczyła się o osobach, 
o uniwersytecie, zdało się, że ufał moim słowom; 
pytał o zdania o Konh'ymie, Daoiłowiczu, Kapellim, 
Chodanim, Sękowskim 2, Marcinowskim, Chodźce, 
Twardowskim. Mówiłem o każdym podług mego 
zdania bez ogródki. Komitet szkolny, prawa, UI'Zą- 
dzenie i docenci były matel'ye, o któl'ych t.-aktował 
w ogólności. Sam zadawał pyt;mia; nie będę ich przy- 
wodził w szczegółach, zabl'ałoby wiele czasu. Powie- 
działem mu wszystkie pl'zeszkody, któl'ych młodzie! 
doznaje, ustanowienie docent6w podałem za sposób 
najlepszy poprawienia biegu nauk w uniwersytecie, 
seminal'ya nauczycielskie, jawność i wysłanie kilku 
za gm nicę za sposób polepszenia insh'ukcyi \v szko- 
łach. Miałem tu uęczność mówienia o was; słuchał 
z uwagą i wypytywał, czy umiecie języki, czy macie 
opinią u profesol'ów, czy wasza ochota nie jest prze- 
mijająca. PI'6cz tej mzmowy podałem Dobmwolskie- 
mu (a Ks[ią]żę będzie niezawodnie wiedział) notę 
o was, do czego każdy może być UŻ}'ty i jakiem 
wspal'ciem zasilony. Daj Boże, aby się wszystko na 
dobrem slwl1czyło. Gdyby p.-zyszło z nim do rozmo- 
wy, trzeba pamiętać, żeby o niczem nie mówić z nie- 
śmiałością, ho tej nie lubi, nie wymówić się z żadną 


l Zdanie niedok01lczone. . Józef Sęk o w s k i (Ul". 1800, um. 
1858) - znakomity ol"ycntalista. \V tym właśnie cza
ie (w marcu 1822) 
powoływał go Czal"tory£ki na pmfesora ięzyków i lileralury wschodu 
do Wilna, lecz SękO\\'ski przyjął taką
 katedrę, ofiarowaną mu w uniw. 
petersburskim. 


-
>>>
169 


kontradykcyą, bo zaraz złowi, i nie mowlc bardzo 
długo, bo on zaraz rozważa, a mając wiele do rozwa- 
żania, tJ'udzi się i ucina. Toż samo i w pisaniu: dłu- 
gie peryody go nużą. On sam zadaje pytania, chcąc 
utrzymać rozmowę i coś w rozmowie potrzebnego 
wetknąć; trzeba taką dać odpowiedź, aby nowe obu- 
dziła pytanie, inaczej kilka minut po odpowiedzi bę- 
dzie niemych, póki się nie nam)'śli, bo nic bez nam)'- 
słu nie mówi i czczych słów nie chce słuchać, zamz 
się kręci. Ubranym tneba b)'ć czysto, bez przesady; 
zal'az to postrzega. Oczu nie spuszczać, bo ciągle chce 
w nich czytać; wzrok ma przenikający, nie należy 
się mieszać. \V tytułach wysh'zegać się Jaś n i e 
Oświecony, albo Jaślnie] Ośw[iecona] Wa[sza) 
Ks[iążęca] Mość; nic więcej, tylko Książę, Mości 
K s i ą ż ę. Mowa jego jest, jak mówią Francuzi, filall- 
drel/se, słowo od słowa długo się ciągnie; trzeba mu 
dać Sk0l1CZYĆ, chyba, kiedy długo szuka, można pod- 
sunąć koniec. Oto jest wsz)'stko, co o nim miałem 
powiedzieć; rzeczywiście nie jest dumny, nieprzystę- 
pny, jak go wystawiają; wszystko mówić można, na- 
wet z sel'ca. Ważne będzie takoż poznanie się z Do- 
browolskim, bo ten ma wiele wpływu na Księcia. 
Tego sami łatwo zdecyfntjecie i po dwóch rozmo- 
wach poznacie, jak trzecią prowadzić należy. Com 
o nim wprzódy pisał, spodziewam się, że uznacie za 
prawdę. Dziś piszę do niego raz jeszcze j napomknę 
mu o nasżych książlmch elementlarnych), aby się cie- 
bie o to zapytał. Pl'awdę mi napisałeś, że teraz pro- 
jekt dawny byłby w pOl'ę. Niesłusznie obwiniasz, żcm 
ja mu cios zadał. Widziałem niepodobieństwo zrobie- 
nia i tel'az nawet podobieństwa nie widzę. Albo gdy- 
by przyszło do skutku, byłbyś pewnie niekontent; nie 
odpowiedziałoby twemu zamiarowi. Twój pl'Ojekt ma 
zawsze swoję wartość, lecz idzie o wykonanie. Nic
>>>
170 


r 


ci nie napisałem dot'ld o Zabellewiczu; poznałem go 
bliżej. Jest to człowiek dobl'y, poczciwy, miemy. Nic 
wielkiego po nim wl'Óżyć nie można; odmówi, co 
p.-zeczyta, doda coś swego, nic więcej. Co do lekcyi, 
dość jasna, recytowana, gustu mało, ol'gan, jak ta- 
czka z kamieniami - Platne..., philo.soph{i.scherJ Ko- 
mediant. Zdaje mi się, że Kruga trzyma się w wy- 
kładzie. Fakultet prawny, pl'ÓCZ Bandtkiego (nie na 
lekcyi jednak), Szaniawskiego nic nie ma. Filologowie, 
wyjąwszy Ciampiego, nudni, ale gruntowni. Mało uczy 
się. Bentkowski nie dochodzi Lelewela, Osiński fir- 
cyk, Fntncuz, daje lekcyą dla kobiet. Innych nie znam. 
Szwejkowski rektor Wal't być rektorem, ale nie tak 
malowanym, j.lkim być każe urządzenie tutejszego 
uniw[ersytetul- Pmponowaliśmy go, aby był użyty do 
'ViIna, i Ksi'lżę miał z nim rozmowę. W TowaJ'[zy- 
stwieJ PI'zy[jaciół] Nauk Pija.-owie grają wielką mię, 
nawzajem siebie wspiel-ają. OPI'ÓCZ ofiar Staszica, wy- 
lanego na dobro powszechne, oddającego swoje skal'- 
by, ale za to chcącego wszędzie przewodniczyć i po- 
dług siebie zarządzać, Tow[arzystwo] nie ma czem się 
pokazać. Byłem na dwóch sesyach, na jednej działu 
nauk, na drugiej ogólnej; na obu nic szczególnego. 
Prywatna b}'ła nieliczna, 8 czy 10 tylko; Niemcewicz 
dał do czytania list Sękowskiego i nic więcej. Krótko 
mówiąc, nie micniałbym ich pos[iedzeń) na nasze; 
o ducha, który nas ożywiał, pl'óżno się WŚI'ód takich 
hetemgeneów dopytywać. Na 20 członków, którzy 
siedzieli, żaden nie umie po gl'ecku, a kilku może 
umie język nicmiecki!! 
W tej chwili odeb.-ałem listy od ojca, 10 lutego pi- 
sane; między nimi żadnego od was. D(lwiaduję się 
o balu 1 ; co to za dziwosy! Jakże boldno, że żadnej od 
was nie mam wiadomości, bo list, przez St.-załkę, 


I Por. s,r. 17 3 .
>>>
17 1 


zawczoraj oddany. był suchy, trochę mię zmal'twił; 
o waszych czynnościach alii słowa; przecież w liście, 
posłanym przez Brzostowskiego, prosiłem i zaklinałem 
o to. Ka.-zecie mię za niewiadome grzechy. Jutro rano 
o S-tej już mię w Warszawie nie będzie; jedziemy na 
W I'ocław, gdzie jeszcze kOllca lekcyi zarwać mam 
nadzieję. Niechże przynajmniej ktokolwiek zlituje się 
i na cienkim półarkuszku ściśle napisze wszystko, 
o co prosiłem. Jest to miłosierny uczynek, za który 
nie łudzie nagradzają. Odpisałem już na czynione za- 
pytania o cenie u Gli.icksberga i o innych szczegółach; 
teraz mam donieść o biletach. Jak mówiłem, potl'zeba 
tu koniecznie choć jednej ballady; czemużeście nie 
przysłali? Wstl'z)'mywałcm się z tą nadzieją ode dnia 
do dnia; teraz oddałem 8 biletów Marciejewskiemu, 
a 18 KI'asińskiemu; lecz i z tego nic nie będzie, jeśli 
na ręce Krasińskiego nie pl'zyszlecie balladki; ad\'e- 
sujcie do księgami Węckiego, i to co najrychlej. Dług . 
Piaseckiemu odeszlecie do Berlina z I'. 6, od Jure- 
wicza należnych; 8 zł., któl'e ja tu zapłaciłem Piase- 
ckiemu, z pl'enumeraty Żdżal'skie.go odtrącić potrzeba, 
albo nakoniec niech je Czeczot odtrąci na mój dług. 
\V tej chwili Gutt donosi, że Brzozowski nic biletów 
nie rozdał; jak to można wbić bez najmniejszej pró- 
by? Do Guta napiszcie, aby bilety, jeśli nie rozda 
B.-zozowski i Bansemer, odeb.-ał od nich i sam roz- 
dawał; pod jego adresem możecie też pisać do Mal'- 
ciejew[skiego] i Brzozowlskiego]. O Filar[etach], któ- 
rzy tu bawią, pisałem wprzódy; wystrzegajcie się 
wszelkich pozorów w pisaniu do nich. Sismondi I, 
którego szukaliście z moją siostrą, był u Czeczota, 
Załuskiego I'ękopis u Bekiego. Pieniądze za Horacego 


l Jan Karol Leon Simonde de Sismondi (Ul". 177 3 , um. 18 4 2 )- 
hisloryk f.-ancuski. 


I 
..-....
>>>
J.7 2 


Gutt odesłał ojcu swemu, list o to powiózł Wyszyński; 
z Księciem razem musiał przyjechać. Zdaje się, że 
wszystko, co miałem pisać, wypisałem, pomimo hała- 
s6w i zgiełku PI'ZY pożegnaniach i zgiełku (.5) nieucluon- 
nych. Żegnam was z takieOl, z jakiem nikogo nie że- 
gnałem, uczuciem. Bądź zdrów, najdroższy Jeżu, 
Adamie, Toma
zu, Szeroku, Janku, Szpicu, wszyscy, 
wszyscy! Meillell Kuss den Milionell .. wy warciście 
miliona ludzi. Mamy sobie do zaJ"Zucenia, że kores- 
pondencya nasza nie była porządna i tl'wała. Nadal 
niema dmgi, tylko częścią prz
z pocztę, częścią przez 
Morytza; I'ozpatrzę się w Bedinie i zaraz do was 
napiszę. Nie tracę nadziei, że was zobaczę w Berlinie. 
\Vasz zawsze. 
Tomaszowi nie dziwię się, że nie pisał; świadczy 
moja siostra, że nie ma czasu: bywa na kasynach. re- 
dutach. Niechże ma moje siostry w swojej przyjaciel- 
skiej opiece. Niech ich (s) uczy i mnie, jeśli nie o czem 
innem, to o ich postępach donosi. 
Książki KrasilIskiego czy spisane? 


CCCCXCI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[12/24 marca 1822, WilnoJ. 


1822, marlca] 12 V. s. 
Tempora I1lll/all/lIr e/ nos mu/al1lur in illis, S'l 
słowa wyjęte z niedawno pJ"Zeczytanego listu twojego. 
Dawniej, bywało, bez żadnego intel'esu, jedynie dla 
rozerwania Adama pisały się listy umyślnie, obszerne, 
najdrobniejszych szczegółów życia, śpiewania, gwi- 
zdania, kochania pełne; tel'az zziemszczał człowiek: 
jak tylko niema intel'esu. bywaj zdrów, batałaszek 
pleść się nie chce. A to źle. Sam doświadczałem nie- 
raz ukontentowania z podobnych wiadomostek. Ileż 


... 


.........
>>>
17 3 


naprzykład ubawiła nas reduta lubelska, ile rozmowy 
elektryczne! Zdawało się, że cię widzim, że słyszym, 
wszystkie okoliczności i nieznajome osoby zajmowały, 
interesowały, a więc bez interesów znalazł się interes, 
który tak mocno zajmował. Chciałbym ci równą od- 
płacić monetą, ale taki teraz ze mnie domator, że 
nawet na n-ducie żadnej nie byłem, że nigdzie nie 
chodzę, nie miłuję, nie żartuję, słowem, żyję samą 
tylko stancyą i niemczyzną. Wiosna niezadługo wy- 
prowadzi w pole; ale i tam be:1. dziewic, bez wielkiej 
a z różnorodnych osób złożonej kompanii nic więcej 
nie usłyszy[sz], tylko śpiewek słowika, nie ujrzysz, tyl- 
ko nasze rajskie Popławy. Tak jest, bez różnorodnych 
osób niema ciekawych osobliwości. Im gdzie ściślej- 
sza znajomość, tem więcej jednostajności, tem mniej 
uderza drobnostka, któraby wśród obcych zajęła mo- 
cno, do licznych obserwacyi doprowadziła. Choćbym 
więc chciał dla pociechy twojej dziennik mojego spi- 
sywać życia, niewiele dostarczyłbym ci rozmaitości. 
\Vszakże nie na tych wielkopostnych medytacyach, 
że wątku do listów trudno znaleźć, chcę dzisiaj kOll- 
czyc; więcej coś jeszcze powiedzieć ci obmyślę. 
Źle się tu gwardyi wiedzie. Od rozpoczęcia kasyno, 
gdzie damy niektóre nasze więcej I'espektów okazy- 
wały dla szlify, niż dla fraka, powstała animozya f.-a- 
ków do fartuszków i do szlif samych. Fartuszki były 
winne, trzeba je było ukarać. Maskarada, jak kasyno 
pod dyrekcyą zostające, było zawsze arystokratyczne, 
bez dyrekcyi, bez dystynkcyi była zawsze demokraty- 
czną. Na maskaradzie więc więcej znaczyły fraki i ton 
wszystkiemu dawały. Tam więc plac kary. Ukazała 
się grupa... Szeroki w odzieży dzieńszczyka niósł mun- 
dur gwardyjacki, do którego za nosy i gęby wlekły 
się poprzyczepiane kobity (s) i wołały: »Daj mundur! 
daj mundur«! Scena ta ruch wielki sprawiła; panny 


---
>>>
lj4 


hzyczały: »Otoż pięknie! otoż pięknie«! Oficery 
chcieli wyśledzić maskę, wylecieli za wychodzącą; ale 
maska szczęśliwie zniknęła, zasłoniona od wielu fra- 
ków, którzy na obronę się zbiegli. Odtąd otwarte nie- 
ukontentowania i walki. Na akademików podejrzenia 
i zemsta. Damy, obrażone od siebie, oficel'y od siebie, 
złorzeczyli im wszędzie. Przyszło wl'eszcie. do otwar- 
te.i na jednt"m kasyno wojny. Uzłowski l (może i znas7), 
kuzyn Putkamerów, flegmatyk i cielukowaty, ale po- 
mimo to widać nie tchórz, a detenninat zacięty, nie 
umyślnie zapewne, ale z niezgrabności swojej i zwy- 
czaju wpah'ywał się w gwardyjaka .iednego, Tyzt"n- 
hauzena. Nie podobało się to jegomości: Czto ty, dl/- 
rak, smotrys.z! A ten mu za duraka dumka; przyszło 
do zwady, brakło tylko, aby dał Uzłowski w pysk 
zuchwalcowi. \Vyzwał go wszakże na pojedynek. Nowy 
rozl'Uch w kasynowej i uczonej hieral'chii. Dyrekto- 
rowie i I'ektory chcą zwaśnionych po£"odzić. Prawda, 
że frak obrażony, ale szlifa wyzwana. Fmk nie chce 
się namówić do zgody, wszakże po wielolicznych per- 
swazyach sprowadzeni do auli dla wzajemnych prze- 
prosin adwersarze. Jak niemi: żaden początku dać 
nie chce. Odprowadzają na strony, wl'eszcie wynekł 
oficel', że się chce pogodzić. Natumlna, że i wtem wy- 
I'zeczeniu był już tryumf obrażonego. Z pompą odpo- 
wiedział, że na namowy tylu osób daruje, a proponowaną 
po zgodzie przyjaźl1, jako człowieka ze złej poznanego 
sh'ony, odrzuca. Brzydko więc dla r)'cerza skończył 
się bez krwi rozlewu pojedynek. Ksiąt ę 2, przyjecha- 
wszy, gdy się dowiedział o tem, chociaż prosto nie 
łajał za niedopuszczenie pojedynku, wszakże honor 


I Franciszek (por. Pamiętniki Czarnockiego w Roczniku Tow. Przyj. 
Nauk w Wilnie 19°7. str, 22; Pamiętniki Ottona Sliźnia w Pam. Tow. 
Lit. im. Ad. 1I1ickiewicza, Lwów 1888, str. 223). 
· W. Ks..1I1ikołaj.
>>>
17 5 


gwardyi obl'ażony i źle rzecz zahttwioną stal'szyźnie 
wyrzucał, a oficera z gwardyi do polowych pułków 
odesłał. Ale nie tu koniec klęsk szlifowych. Oto ty- 
dzień ledwie mija, idąc na Antokol, gdzie to się wcho- 
dzi między parkany, spychajając (s) kogoś z trotoaru 
oficer], dał mu w ucho jeszcze. Ten ktoś, nie czekając 
długo, jak UI"znie raz i drugi oficera w ucho; a ci, 
którzy szli z nim szczęśliwym zwrotem, kiedy się 
oficer pytał, jak się nazywa, kto go opyskował: 
»Szewc,,! - krzyknęli - »szewc Orłowski", jakaś 
niezmiernie spokojna kreatura. Sami zniknęli. Oficer 
dUl.et'i, przyszło mu na mysI poznawać na polu Ja- 
giellońskiem w dzień wówczas pogodny niedzielny, 
śród tumultu zebranej młodzieży, kto go tak l1I'aczył. 
Lezie prawie do każdego: »Ty mnie dał w rożu, ty 
mnie dał w rożU«! Któż tu się mu przyzna, choćby 
sto I'azy dał w rożu? Najbardziej przyczepił się do 
brata Domejki. że on widział i szedł z tym razem, co 
mu dał w ucho. Wszycy w śmiech... Dowiedzieli się 
już, bo zaraz wieść po całe m mieści
 gl'uchnęła, że 
szewc dał w ucho. "Szewc, szewc«! - krzyczą - 
»na szydła, na szydła(,! Wygżony oficel' sam nie wie- 
dział, co ze wstydu zrobić. Dowiaduje się o stancyi 
Domejk6w; przychodzi razy kilka, nie zastaje ich 
w domu. Pisze wreszcie list z obelgami, wyzywając 
ich na pojedynek, a mianowicie Ignacego i Nowickie- 
go, bo Nowicki 2, syn komornika Tymoteusza, razem 
z Domejkami stoi i zdawał mu się także podobnym 
do świadka bitwy. Wyzwani chcieli podobnież list 
pełen obelg napisać, że gardzą napastnikiem, że z wy- 
bitym od szewca człowiekiem nie znajdują za rzecz 
honOl"ową wychodzić na pojedynek, że kiedy chce sa- 


1 Kapitan Pełskij (Pam. Morawskiego, Pam. Czarnockiego, I. c., 
str. 22). . Zapewne Napoleon N o w i c k i, Filaret, czlonek grona 
Różowego (fizycznego). 


........
>>>
17 6 


tysfakcyi, niech postawi innego, nie pyskowanego ofi- 
cel'a, to ż nim wyjdą. Ale jakiś tu jest rycel'Z, zapo- 
minam, jak się zowie, jak twój kapitan, odważny, 
służył dawniej w wojsku polskiem, odbył kilkanaście 
pojedynków; ten brawura, dowiedziawszy się o wy- 
zwaniu, natychmiast sam PI'zyszedł zapl'osić się na 
sekundanta. Ale świadomy prawideł honol'U, odradził 
odpisywanie do zhańbionego człowieka listu. Odnie- 
siono list oficerski do rektora, rektOl' do komendanta, 
i tak ta rzecz poszła śledztwiennym porządkiem. Lecz 
oficer nie ustawał w poszukiwaniu, kto mu dał w pysk. 
Do Tomasza, do Domejków znowu, do Jacynów etc. 
wszędzie się czołgał, wszędzie nie tak zdawał się szu- 
kać, kto mu dał w pysk, jak raczej miotając na 
wszystkich obelgi, chciał od kogokolwiek znowu 
wziąść w ucho, aby przynajmniej mógł widzieć ad- 
wersal'za i mieć z kim rozprawić się walecznie. Ale 
wszędzie znalazł oziębłą na obelgi pogardę, pogal'dę 
jego osoby, wszędzie ugryzki i śmiechy. Tak tedy dał 
pokój śledzeniu i nie wiem, co się z nim dzieje. Po- 
wiadają, że Mikołu;zka J jeszcze o tem nie wie, boby 
wypędził już może z pułku. Tak tedy walki zacięte 
powaśniły ostatecznie fraki ze szlifami, ale zwycięstwo 
i tryumf przy frakach. Wszakże życzyć należy, aby 
już na tem był koniec, bo te burdy nic osobliwego 
zrodzić nie mogą. Słychać, że dla uczenia musztry 
idzie tu dwa bataliony Polaków. Znowu się zapewne 
otworzy karuzel, a wówczas fraki jeszcze w większą 
się pychę podniosą. 
Tak tedy, Nufl'Ze, od a do z masz obraz wojen 
nad brzegami Wilii. A wszędzie płeć Heleny jest wo- 
jen początkiem. 
Cóż ci jeszcze powiedzieć? Adam napisał wiersz 
piękny do Lelewela. Już Golański zbrakował; nie 
W. Ks. Mikołaj. 


---
>>>
177 


wiem, czy Kłągiewicz 1 podpisze. Może trzeba będzie 
apelować do Warszawy. Po wydrukowaniu przyślemy 
ci kilka egzemplarzy. Poezye Adama zaczną się dru- 
kować z początkiem kwietnia u Zawadzkiego. Adam, 
chociaż teraz wszelkiej niechętny pracy i spanie 
nad wszystko pl'zekłada, pl'Zecież ciągniony jakoś 
przedwiecznego fatum siłą, cuda dokazywać musi. 
Zgodził się z Za wadzkim w tych dniach o napisanie 
poetyki dla szkół z przykładami; za to 100 rubli, czyli 
drukowanie l-gO tomiku poezyi. Pisze teraz rozprawę 
o metodzie wykładania poezyi i I'etoryki po szkołach, 
którą tl'zeba będzie dla poforsowania interesów woja- 
żu złożyć KuratoJ"Owi. Kurator lezie, jak na raku. 
Już więcej tygodnia, jak mówili, że jest w Brześciu, 
a dotąd go tu niema. Wszakże w tych dniach zjawić 
się musi. Jedzie z żoną; posiedzi tu zapewne czas ja- 
ki. Tak więc Adam w piśmiennym mimo chęci ruchu. 
O inszych co do takiego mchu niema co powiedzieć; 
indyferencya znaczna, wszakże nadzieje tych słysza- 
nych wojażów ożywią zapewne. Jest tu Twardowski 2 ; 
powiadają, że ma zostać rektorem. Jest, słyszę, i z Krze- 
mieńca Wyleżyński. Zjedzie się mę:lów uczonych nie- 
mało. Przyjazd Kuratora wielki ruch w tutejszym 
świecie literackim zapewne sprawi. Co będzie się wi- 
działo i słyszało, doniesiemy tobie. Bądź zdrów! 


l Golański j Kłągiewicz, cenzorowie. 
· Józef T war d o w s k i - przyiizły rektor. 


Archiwum Filom. Cz. I. T, IV. 


12
>>>
17 8 


, 


CCCCXCIJ1. T. Zan do Maryli. 


[15/27 mal'ca 1822, Wilno]. 


d. 15 marca 1822. 


ROZDZIAŁEK. 


Ni to Dl owo, a wszystko barzo pl'ędko. 
Gdyby posłaniec zaczekał do dnia jutrzejszego, pi- 
sałbym list przydłuższy; lecz że tego uczynić nie mo- 
że, piszę rozdziałek. a listu pisanie do następującej 
zostawuję soboty, kiedy poczta do Mira odchodzi. 
Z Mira listy idą do Iszkołdzi, dokąd w przyszłą środę 
należy P() nie wysłać człowieka. 
Uwaga, któl-ą w przeszłym liście umieszczono, nie 
moja zupełnie; nawet cały list OPI'ÓCZ kilku prawd 
i wyrazów do mnie nie należy. Wszystkie listu tego 
myśli wyjęte zostały z dzieła dobrze znajomego, 
o którem często wspominałem. Wmawiam sobie, że 
barzo dobl'ze znam serce Pani, jakoż sama to naj- 
mocniej czuje. Podług mnie na przyszły list najlepszą 
byłby odpowiedzią papier zupełnie czysty. Tak albo- 
wiem mnie niespodziewanego podchwycił, iż stałem 
się drzewem bez liści i gałęzi dla tych, którzy pod 
niem szukają cienia lub zasłony od deszczu j zawiei. 
Jeżeli szczęście życia ludzkiego i przyjemność du- 
szy zależy na przywiązaniu, które wzbudzają dobroć 
i anielskie przymioty, jakże Pani szczęśliwą nazwać 
iiię nie możesz? Wieleż to znajdzie się Rozalek, które 
ją kochają i uwielbiają! Ale Rozalka wi
cej ma wia- 
ry, bo więcej niewiuna, i więcej pl'awdy, bo fałszu 
nie zna! My znamy fałsze, umiemy odróżniać prawd
, 


I Odpowiedź na list Mar)'li z d. 6 marca t. r, (NI'. CCCCLXXXIX). 


--
>>>
179 


a kiedyż choć w najdrobniejszej rzeczy skłamałem? 
Zapewne wielkiem jest szczęściem uszczęśliwiać in- 
nych; ale gdzież jest znajome znaczenie wyrazu 
szczęście? Patrz, oto samotny chodzi, wzdycha, goni 
za ulatującą marą. Znika - on goni; i znikła - i on 
goni. Próżno w całym blasku pokazuje się sława, 
spokojność życia, dostatki: zamyka oczy i goni i bło- 
gosławi te godziny, które go w omamieniu i w uro- 
jone nieszczęścia wprawiły. Ludzie okrzykują go nie- 
szczęśliwym, a on jest naj szczęśliwszym z ludzi... 
Ten Antoni - zawsze mnie przeszkadza: 
- Chodź, chodź! 
- A ja pisać muszę. 
- Mam ciebie za... kiedy me pójdziesz ze mną 
na koncert. 


CCCCXCIlI. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[21 marca (2 kwietnia) 1822, Lublin]. 
. Kwietnia 2 [1822]. 
Zdrowia i pomyślności Janowi Onufr. 
Prawdziwie, mój Janie, wstyd, i wielki wstyd tak się 
wszyć w próżniactwo, że ani he ani me do was. Wy, 
coście mnie poili pączem, a sami piliście herbatę, 
coście mnie prowadzili na teatr, coście śpiewali tryo- 
lety, coście gromili wszeteczność, któremu nie śmia- 
łem zrobić wiernego opisu podróży wszetecznej z Lu- 
blina, a bm'dzo estetycznej na powrót, wy nakoniec, 
mój Janie, obesłaliście mnie trzecim listem; zgroza 
wspomnieć: nie odpisałem! Zdmwie moje, jakkolwiek 
strute goryczą i tysiącem niepl'zyjemności, odżywiane 
pączem, nie odstępuje. Zapusty, aby się uchronić od 
zbytnich pączów, dmgo mnie kosztowały; chodziłem 
12*
>>>
178 


, 


CCCCXCII l. T. Zan do Maryli. 


[15/27 marca 1822, Wilno]. 


d. 15 marca 1822. 


ROZDZIAŁEK. 


Ni to ni owo, a wszystko barzo pl'ędko. 


Gdyby posłaniec zaczekał do dnia jutrzejszego, pi- 
sałbym list przydłuższy; lecz że tego uczynić nie mo- 
że, piszę rozdziałek, a listu pisanie do następującej 
zostawuję soboty, kiedy poczta do Mira odchodzi. 
Z Mira listy idą do lszkołdzi, dokąd w przyszłą środę 
należy po nie wysłać człowieka. 
Uwaga, którą w pl'zeszłym liście umieszczono, nie 
moja zupełnie; nawet cały list oprócz kilku prawd 
i wyrazów do mnie nie należy. Wszystkie listu tego 
myśli wyjęte zostały z dzieła dobrze znajomego, 
o którem często wspominałem. Wmawiam sobie, że 
barzo dobrze znam serce Pani, jakoż sama to naj- 
mocniej czuje. Podług mnie na przyszły list najlepszą 
byłby odpowiedzią papier zupełnie czysty. Tak albo- 
wiem mnie niespodziewanego podchwycił, iż stałem 
się drzewem bez liści i gałęzi dla tych, którzy pod 
niem szukają cienia lub zasłony od deszczu i zawiei. 
Jeżeli szczęście życia ludzkiego i przyjemność du- 
szy zależy na przywiązaniu, które wzbudzają dobroć 
i anielskie przymioty, jakże Pani szczęśliwą nazwać 
liię nie możesz? Wieleż to znajdzie się Rozalek, które 
ją kochają i uwielbiają! Ale Rozalka wi
cej ma wia- 
ry, bo więcej niewinna, i więcej prawdy, bo fałszu 
nie zna! My znamy fałsze, umiemy odróżniać prawd
, 


l Odpowiedź \la list Maryli z d. 6 marca t. r. (NI-. CCCCLXXXIX).
>>>
179 


a kiedyż choć w najdmbniejszej rzeczy skłamałem? 
Zapewne wielkiem jest szczęściem uszczęśliwiać in- 
nych; ale gdzież jest znajome znaczenie wyrazu 
szczęście? Patrz, oto samotny chodzi, wzdycha, goni 
za ulatującą marą. Znika - on goni; i znikła - i on 
goni. Próżno w całym blasku pokazuje się sława, 
spokojność życia, dostatki: zamyka oczy i goni i bło- 
gosławi te godziny, które go w omamieniu i w um- 
jone nieszczęścia wprawiły. Ludzie okrzykują go nie- 
szczęśliwym, a on jest naj szczęśliwszym z ludzi... 
Ten Antoni - zawsze mnie pl'zeszkadza: 
Chodź, chodź! 
- A ja pisać muszę. 
- Mam ciebie za... kiedy me pójdziesz ze mną 
na koncert. 


CCCCXCI I I. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[21 marca (2 kwietnia) 1822, Lublin]. 
· Kwietnia 2 lI822]. 
Zdmwia i pomyślności Janowi Onufr. 
Pmwdziwie, mój Janie, wstyd, i wielki wstyd tak się 
wszyć w próżniactwo, że ani he ani me do was. Wy, 
coście mnie poili pączem, a sami piliście hel'batę, 
coście mnie pmwadzili na teatr, coście śpiewali tryo- 
lety, coście gromili wszeteczność. któremu nie śmia- 
łem zrobić wiernego opisu podróży wszetecznej z Lu- 
blina, a bardzo estetycznej na POWI'ót, wy nakoniec, 
mój Janie, obesłaliście mnie trzecim listem; zgroza 
wspomnieć: nie odpisałem! Zdmwie moje, jakkolwiek 
strute goryczą i tysiącem nieprzyjemności, odżywiane 
pączem, nie odstępuje. Zapusty, aby się uchmnić od 
zbytnich pączów, drogo mnie kosztowały; chodziłem 
12*
>>>
180 


na teatr, redutę a nawet na pilmik dwunasto-złotowy; 
widziałem dziwek (s) wiele, ale z żadną nie jesteśmy 
bliżej. Cóż mbić? Nadchodzi lato czy wiosna. można 
wychodzić w pole, a tak połowa ciężaru spadnie. 
Myśl mzerwie się widokiem natury, a chociaż pięknie 
stmjnych, szczęśliwych i po łąkach pląsających nie 
ujrzy pasterek, wszelako nie zalana imaginacya pączem 
up,'zyjemni ten obraz. Za botanikę buzi! 
W Warszawie nowe dziwy odkryto, jakiś związek 
wspólności, Pantokojnist6w l, który od 1815 miał 
trwać; korespondencya z członkami, w Bedinie będą- 
cymI, wydała na jaw. Lubo złożeniem papierów 
chcieli się osłonić i złożyli u Księcia, wszelako are- 
sztowano ich później i osadzono u 00. Dominikanów. 
gdzie czas ,'ekolekcyjny przepędzają, pobiemjąc talara 
na dzień. Nie wiem, czy to prawda; ale wieści tak 
niosą. Z Kielc mieli do dOl'óżki żandm'mowie schwy- 
tać profesora czy nauczyciela, zawieźli do Warszawy, 
gdzie zabawił 4 godzin)' i nazad go odwieźli; tak bez 
kosztu Warszawę odwiedził. Zapewne do tego miał 
należeć albo należał. Prezes naszego województwa, 
Domański, który jak perski satrapa, 16.000 f. biorąc 
pensyi, żył i czy są obywatele, wiedzieć nie chciał. 
nie najlepiej wyszedł. Odebmł od namiestnika pole- 
cenie, aby Kajetana Koźmiana, który jest ,'adcą, obrać 
posłem, co lubo z konstytucyą nie zgadza 5iię, jednakże 
obiecane radztwo z pensyą 20.000, OI'de.' Ś-o Stanisława 
było piękną do zabiegów g,'zanką. Prezes sam nie 
znał i nie chciał schylić głowy obywatelom, zdał 
wszystko na komisarzy obwodowych. W lubelskim 


'"Związek Przyjaciół«, załotony w uniwersytecie warszawskim 
w grudniu r. 1817 przez Ludwika Mauersbergera pod godłem "Panta 
koina« (1th"tot Xc/LY"), rozwiązany 6 grudnia 1820. (Por. Al. Kraushar. 
Miscellanea hist. XV. Panta Koina. Warszawa 1907. i Askenazy l. c. 
I, 252).
>>>
181 


obwodzie nie obrano. Komisarz był marszałkiem za- 
nominowany, prezes dał na obiad 2000. Wszystko to 
nie pomogło: Koźmian miał jedną kreskę, którą dał 
marszałek. W Hrubieszowskiem komisarz odebrał re- 
skrypt prezesa, iż życzeniem jest rządu, aby Koźmian 
był posłem obrany, i że on wszelkich starań dołożyć 
powinien, aby się to w jego obwodzie uskuteczniło. 
Prosił komisarz z płaczem, gdyż mu szło o miejsce; 
a gdy obywatele wymówili się, iż nie mogą g-wałcić 
kon..tytucyi, która m-zędników usuwa, dobył pismo 
prezesa; to zupełnie wszystkich oburzyło. Koźmian 
znowu nie obrany; tak we czterech obwodach. Takie 
usiłowania z jednej strony, lubo zawiedzione, każą 
się domyślać, iż w Koźmianie chciano mieć marszałka 
na przyszłym sejmie; 
 drugiej dojęły do żywego. 
Koźmianowi osobliwie, że pomimo wiadomości jego 
czynione były. Reskrypt prezesa objaśnił zabiegi; 
Koźmian udał się do namiestnika. zaco go na sztych 
wystawili. Słowem, prezes na (s) tę niezręczność po- 
stradał miejsce, nie został radcą i orderu nie weźmie. 
Co ty piszesz o Traskowskim, nic nie wiem, 
a nawet nie mogę domyślić się, skąd ty masz wia- 
domość. Nie mogę się wytłómaczyć jasno; to tylko 
pewna, że mi się nie podoba Lublin, że, że (s), nit' 
wicm po co, może wrócić wypadnie. Przecież na- 
dzieja jakaś błyska wyjazdu za granicę dla Ada- 
ma, dla Józefa. dla Zybelina] - oby się ziściły (s)! 
Ja tak wielkiego nałogu do próżnowania nabrałem, 
takem skwaśniał, że sam nie wiem, co się dzieje, 
dlaczego żyję etc. Horacyusz czy wyszedł? Jak naj- 
prędzej starajcie się odesłać, aby pI-enumerującym po- 
oddawać! Książeczk.-: 2 moja żadnego nazwiska mę- 


l Jana Sobolewskiego. I ..Ksiąt.eczka sznurowa Towarzy- 
.twa wspierania niedostatnich uczniów uniwersytetu w Wilnie« wr..- 
Czona przez Czeczota Pletraszkiewiczowi w \V arsza wie 17/29 grudnia
>>>
182 


skiego, nie tylko dziewiczego nie zyskała; tak mnie 
zraziło doniesienie Zapolskiego, iż jemu wierzyć nie 
chciano, jemu, co tyle lat zamieszkały w mieście, ja 
zaś przybylec; dlatego nie pokazuję się. Dlaczego 
,)Hymnu do młodości«, albo innego kawałka nie przy- 
słałeś? Niechbym w rzeczy, nie w słowach okazał, 
iż warte s} prenumeraty; niewyrażenie tomów w bi- 
letach 10 złotych znacznie zraża, chociaż i zbijania nie 
potrzebuje, że Trębeckiego takież trzy tomiki 12 ko- 
sztowały. Trzy bilety sprzedane; nie wiem, czy wię- 
cej komu wbiję. A wszyscy: ))CÓŻ to za autor«? - 
Litwin - jednem słowem odpowiadam - a jeżeli li- 
tewskie słowo ma jaką wagę. tedy niewielu Koronia- 
szów tak dobre piszą wiersze. 
Nie wiem, czy Jarosz ruszył do Berlina. Pisał, że 
za dni 10 wyjeżdża; odpisałem na jego list, otwarciej 
podróż opisując, niż należało. Zapowiedział, że je- 
dnym listem obeszle; nie wiem, czy dotrzyma słowa. 
Zjawił się na horyzoncie lubelskim wielki poeta 
Jaksa Marcinkowski 1; płód jego nie donoszony prze- 
syłam. ostrzegając, że panna Umieniecka chyba pod 
względem wieku pięknością grecką nazwana być mo- 
że, bo Grecy do ludów starożytnych należą, ale nie 
co do wdzięków; są tu dziewice piękniejsze. Panna 
Umieniecka bogata; może gołemu za piękną pochwałę, 
niezupełnie zgrabną w broszurce wyrażoną, zapłacić. 
może,jeżeli chwat, kazać na ostre wszetecznie gonić, jak 
niegdyś panna sławna Tekla G. Lecz ażebym pokazał, 
co to za oryginał, przesyłam. Przypiski warte jeszcze 


1821. Zawiera 15 pm:yc)'i (wszystko drobne da..y od tO-Jo kopiejek 
i jeden znaczniejszy - t rb.), ale wszystkie nie z Lublina (9 sier- 
pnia, 15 września 18:.12 i 15 września 18:.13). 
I Kajetan Jaksa 111 a r c i n k o w s k i - znany wierszokleta, um. 
1830.
>>>
183 


przypisków, a ja pierwszy raz dowiedziałem Się, że 
tylu Lublin liczy poetów albo pseudo-poetów. 
Kwietnia 2. 


CCCCXCIV. Maryla do T. Zana. 


[27 marca (8 kwietnia) 1822, Płuż)'ny]l. 
27-go marca [1822]. 
Odebrałam w tym momencie litit drogiego Pana To- 
masza, pisany do mnie na pocztę, a będąc w ostatnim 
liście uprzedzona o tej korespondencyi, czekałam onej 
z niezmierną niecierpliwością. Pan Tomasz łatwo 
może pojmować, ile mi sprawują przyjemności jego 
rozdziałki. Lecz znalazłam w jego listach łzy i pieprz, 
który dotąd nigdy za deser nie uchodził, chociażby 
im(.
) były wszystkie potrawy zaprawione; pour la bon- 
ne bouche zwykle się zostawują same słodycze. 
Odpowiedź na kwestye niektóre zostawię do oso- 
bistego widzenia się, gdyż odebrałam list drogiego P. 
Tomasza przed samym wyjazdem posłmica i mało mi 
dają czasu do pisania. 
Ponieważ Pan przedsiębierzesz przetłómaczyć na 
nowo Wel"ten1, chciej że poprawić w tern dziele wady 
Gothego, który zepsuł złem zakończeniem najpiękniej- 
szy romans. Nadaj więcej sentymentalności \Verte- 
rowi, aby ten zakładał swe szczęście na uczuciach 
serca i był najszczęśliwszym z ludzi, chociaż nie zda- 
wał się im (s) być w oczach świata. 
Ja się zgadzam z Panem, iż nieszczęścia niektóre 
są szczęściem, lecz nie dla wszystkich, bo nie każdy 
jest tego sposobu myślenia, co my. 


I Jestto odpowiedź na list Zana z d. 15 marca 1822 (Nr. CCCCXCII). 


---oL
>>>
184 


Odwołuję to, com powiedziała w ostatnim liście, 
IZ Pan Tomasz mię nie zna. Nikt więcej nad Pana 
Tomasza. 
Posyłam walc", Panu Tomaszowi, w którym się 
malują wszystkie poruszenia mej duszy; w tym mie- 
siącu go zrobiłam i dedykuję drogiemu P. Toma- 
szowi. Także skleiłam kilka waryacyi z temy fawo- 
rytnej mamy i pod krytykę Pana Tomasza oddaję, 
jako amatora muzyki. Pan Tomasz zawsze był tole- 
rującym, a zatem spodziewam się, że i dopioro l ukryje 
wady mojej muzyki. 
W Tuhanowiczach wszyscy są zdrowi i kochają 
pana Tomasza. Michel 2 wybiera się do Wilna na wio- 
snę; lecz nie wiem. czy przyprowadzi do skutku swój 
projekt. Pierwszy raz byłam zawczora w Tuhanowi- 
czach po stracie 
mutnej, którą poniosłam. Przebie- 
głam szpalery i wszystkie miejsca miłe, które mi \"O- 
bią drogie przypomnienia. Ciągle mieszkam przy ma- 
mie w Płużynach, lecz na Wielkanoc jesteśmy inwi- 
towane do Tuhanowicz, Biorę z sobą klacz wierz- 
chową, abym mogła objechać okolicę i góry tuhano- 
wieckie. 
Otóż już dwie stroniczki zabazgrane, jak Pan roz- 
kazałeś. Zostawuję resztę do osobistego widzenia się. 
Z jakąż niecierpliwością oczekuję tego drogiego mo- 
mentu! O, gdybym mogła prędzej się jego doczekać, 
byłabym więcej, jak szczęśliwa! 
\V całej mocy wyrazu jego przyjaciółka 
Jłlarie. 


1 teraz. 


· \V creszczaka.
>>>
185 


CCCCXCV. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[27 marca (8 kwietnia) 1822, Lublin]. 
* Kwietnia 8 L1S221. 
Janowi zdrowia i pomyślności Onufry. 
Pięlmy wiersz dla Lelewela napisał i ; czemUŻ go 
nie czytam, czemuż zestarzały cenzoryat nie pozwala 
wam dł-Ukować? Jeżeli do Warszawy myślicie posłać, 
na czyjeż I'ęce? Siedziż tam Jarosz lub mury war- 
szawslde opuścił, nie wiem. Ach, dlaczegóż i najwa- 
żniejszym zatrudnieniom wykraść chwilki dla napisa- 
nia »jestem« nie można? Dlaczegóż tak nas często 
ospałość napada? W Lublinie są takoż drukarnie, nie 
najlepsze, to prawda, ale wzór druku macie w wier- 
szach Jaksy; jeśliby więc w \Vilnie nie można było, 
a do \Varszawy trudno posłać i nie wiadomo, na ręce 
czyje. przeto dobre wiersze choć kiepskim lubelskim 
drukiem wypadałoby ogłosić, jabym więc przyjął ten 
komis i do skutku przywieść miałbym ukontentowanie. 
Minęły święta; ja tobie nic osobliwszego donieść 
nie mam, chyba to, że błoto nie pozwoliło obejść ko- 
ściołów lubelskich wszystkich, że słuchałem Bernar- 
dynki pięknie śpiewającej, pl'awdziwie pięknej i pię- 
Imie. Chociaż jej nie widziałem, ale opisywali mi, iż 
była to piękna dziewica, jednego metra muzyki córka; 
nauczył ją grać na fortepianie, a natura tak mocnym 
organem do śpiewania uposażyła, iż chociaż kościół 
na rezurekcyi był pełny, chociaż sześciu Bernardy- 
nów ryczało, ją jednak można było słyszeć na chórze 
śpiewającą. A cóż, nie mocne ma piersi, nie, słabe, 
bo ustawne nucenie hymnów w suchoty ją wpędzi. 
Co za szkoda, że w klasztorze, że za kratą! Możeby 
to była polska Katalani. Niedostatek i ub0stwo tam 


l Adam Mickiewicz. 


-
>>>
186 


ją wegnały; mimo bowiem, że piękna, że córka metra. 
że grała na fortepianie, boso chodziła, bo biedny ar- 
tysta miał tylko fortepian, na którym grywał. Szkoda 
tak pięknego talentu; ale cóż robić, już się to nie 
wróci. Stamtąd poszedłem do fary, będącej na Gro(h- 
kiej ulicy, o kilka kroków od mojej kwatery. Tam 
uszykowana kompania grenadyerów na środku ko- 
ścioła miała uczcić Zmartwychwstanie, prezentując 
broń. Szczęk oręża i błysk od gOl'ejących świateł, 
wyniosłe kity na kaskach wyborny pl'zedstawiały wi- 
dok. Kościółek farny jest dawny, ale mały; ludu się 
dosyć zebrało, a więc domyślasz się, że było ciasno. 
Ja stanąłem przy blondynce, którą w poście raz wi- 
działem na pasyi, kiedy śpiewano ..Ach, ach,,! 
chrapliwo piszczącym głosem. Wszedłem tam z Kop- 
ciem, a któl'ego zowiemy Czopkiem, gdyż tak go na- 
zwał Francuz, skarżąc przed rektorem, że pan Czopek 
swawoli (kiedy chodził do szkół). Znajomość z nim 
zabrałem u Dysiewiczów, z którymi razem lwIegował 
w szkołach. Ani razu ci nie pisałem o wszetecznościach 
lubelskich, o małżonkach wszetecznych; ale ta jedna 
okoliczność, dlaczegom się uśmi[e]chnął, bo dlaczego 
owa blondynka uśmile]chnęła się, zaledwie dziś dowie- 
działem się. Pan Czopek, cnót Walentowych (euT UT- 
eells exif!. jeżeli sobie P,"zypominasz), ułowił sobie 
dziewczynę, wszedł do stancyi, zamknął się i zacz!ł 
dyamentować. Dwaj Dysiewicze i jeszcze jeden jego- 
mość widzieli go idącego z dziewczyną: tuż za nim 
pukają - nit." otwiera. Przypadkiem klucz Dysiewicza 
otwiera; znaleźli więc, jak sit domyślisz. Facecya ta 
przytrafiła się w piątek; w sobotę wieczorem z zupeł- 
nymi szczegółami opowiadali mi wszeteczną wyprawę. 
\'" niedzielę byłem z panem Czopkiem w kościele; 


I Por. t. II, 208, 2. 


-
>>>
187 


stało kilka służących. Pan Czopek do jednej zacz!ł 
mówić; mnie zaraz przyszło na myśl, czy to nie ta 
sama; zacząłem się śmiać. Blondynka spojrzała na 
mnie, zaczęła się śmiać; ja rzekłem: »Panie Czopku, 
już o tern wszyscy muszą wiedzieć«. Odtąd nie wi- 
działem blondynki; nie była piękną, ale oko żywe. 
Na rezurekcyi w farze znowuśmy się spotkali. Ścisk 
wielki, stanąłem niedaleko jej. Wkrótce zaczęliśmy 
rozmowę obojętną o wojskowości, że ta obchodom 
religijnym dodaje wspaniałości. »Prezentujcie broń«!- 
zawołał oficer, wtem weszła baba, a że już ciasno 
było, a ona się dalej ku ołtarzowi przecisnąć chciała, 
stąd druga babusia ją zgromiła, iż kościół nie kar- 
czma, aby stanęła i modliła się. Nie podobało się to 
pierwszej: kościół i karczma - równo każdemu wol- 
no. Cisnfli mocno, jam się aż o blondynę opal'ł. Na- 
reszcie trzykrotnie biskup i wojskowi obeszli kościół; 
lud stał ściśniony, a po przejściu procesyi blondynka 
rzekła, że jej mgło, że wraca do domu. Towarzyszę 
pani; noc ciemna, godzina wpół do dziesiątej, prowa- 
dzę ją do domu. Szczęściem niedaleko było mieszka- 
nie, druga kamienica na Olejnej ulicy - wchodzę do 
bramy, tu więc: »Żegnam Panią«! Ale, ale, zapo- 
mniałem: w drodze mi powiedziała, iż mię widziała 
w kościele i uśmi(elchnęła się dlatego, iż mocno byłem 
podobny do jednej osoby. 
Zapewne ta osoba była lubą? · 
- Zgadłeś Pan. 
_ Prawdziwie szczęśliwy, że choć przypomnieć 
mogę przyjemną osobę. 
Idziemy dalej: plusk! noga w rynsztoku. 
A cóż to za błoto! - rzekłem. 
_ Pan tyle się fatygujesz; czyż zasłużyłam na to? 
_ Pani jesteś kobi(e)tą: i możesz się Pani pytać, 
czy zasłużyłaś? 


--
>>>
188 


Onufr był żywy tego wieczora, w kościele więcej 
jeszcze naprawił rzeczy, których nie pamięta. 
- Otóż tu. 
(Wchodziemy do bramy, patrz wyżej): 
Żegnam Panią. 
A nie, Pan musisz wejść do mojego mieszkania. 
Nie, innym razem. 
Chyba pogardzasz i ja tak będę uważać. 
- Owszem, lecz uważaj Pani: noc, co rzekną o tern? 
Chwyta mnie za rękę: 
- Ja sama jedna; nikogo ni[eJma. 
Sądziłem zawsze, że to była mężatka. Myślę więc 
sobie, że niepięknie spotkać się z mężem; jeżeli wsze- 
teczna, nie mam pieniędzy białych. Wchodzę, ciemno 
w izbie. \Voła: »Marysiu, świcy«(..
)! Przynosi, ale nie- 
co źle zgaszona, gaśnie. Cisnęła lichtarz i świcę 
o ziemię: nie najlepsza wróżba o dobroci blondynki. 
Sama wyszła, zapala świcę, dziewczynie nała.iała, 
aby świcy nie gasiła raz drugi. Mnie za powrotem 
przeprasza; ja moralizuję, iż trzeba mieć więcej cier- 
pliwości. Nalewa mnie i sobie szklaneczkę miodu. 
Chcę się wymawiać; znowu wyraz »Pogardzasz Pan« 
obowiązuje mnie do wypicia. Siada, girlandę do ka- 
pelusza przyszywa. Wtem mogła być 10 godzina. 
Radabym, abyś się Pan dłużej zabawił, ale muszę 
oddać langietkę mojej przyjaciółce. 
\Vychodziemy, dziewczyna za nią, odprowadzam na 
Krakowskie Przedmieście, daję dobranoc i w jagody ca- 
łuję. Co to była za blondynka? wszeteczna, czy nie? To 
wiem, iż w Lublinie zrodzona, że była na wsi, że po- 
wróciła i cały kwartał mieszka w Lublinie. I ja też tylem 
o sobie powiedział, że niedawno przybyłem. \Vszelako 
przyznam się, mój Janie, tak byłem zdckoncertowany 
wejściem niepornem I i nieprzygotowanem, żem 
I T. j. nie w por... 


---
>>>
189 


postradał żywOŚĆ i humor - ty i ja w innych okoli- 
cznościach więcej byśmy zrobili, ja o wizytę wzajemną 
prosićbym był winien. Ale byw.1j zdrów, pokazuje się 
i brak przytomności umysłu. Wszystkich ucałuj. 
Kwietnia 8, 1822 1 . Onufr. 


CCCCXCVI. Sobolewski do T. Zana. 


[31 marca (12 kwietnia) 1822]. 
d. 31 marca 1822, Kroże. 
Tomaszowi zdrowia i pomyślności! 
"Jak się masz Sobolewski, jak się masz Sobolew- 
ski«! zawołał ktoś, wchodząc do mojej stancyi. Wsta- 
ję, patrzę, poznaję i nie mogę wierzyć sobie, żeby 
Porębski 1, nasz Białyrusin, mógł być kiedyś na Żmu- 
dzi! Aż mówi mi towarzysz jego, Burnejko, że go za- 
brał na święta. Pytam go, jak się nasi koledzy mają. 
Odpowiada mi: Dobrze i owszem. Powiada mi o Księ- 
ciu s, jako bywał na lekcyach, jako na hodegetykę 4 
zaszedł i jako Znosko dwie butelki wody przygotował 
sobie, żeby miał z(s) czem Księcia przyjmować. Lecz 
o was nic pytać się nie mogłem, byłoby to bowiem 
nieetykietalnie w przytomności gościa, którego pierwszy 
raz widzę, mówić o rzeczach mu nieznanych. Przy- 
rzekł mi Porębski, że powracając skądści, (nie wiem, 
skąd to, lecz dość, że stąd, dokąd przez Kroże jechał) 
ma do mnie jutro wstąpić. Usiadłem więc i zacząłem 
do was pisać. 
Chwała Bogu, przednia okoliczność, kawał czasu 
zabić i ucieszyć się myślą, że odpis na ten list czytać 


l Rok dopisany później. I Wincenty p o r.. b s k i, członek 
Związku Przyjaciół, Filaret, członek grona Białego (prawnego). 
. Czartoryskim. · wykładaną przez Je1owskiego. 


........
>>>
190 


będę. Bo też ten czas świąteczny niemiłości wie mię 
w Krożach zabija; z chęcią więc czekam pory, w któ- 
rym (s) mu wet za wet oddać mogę. Prawda, że miał- 
bym co robić; lecz co to za robota czytać! Jestto 
wielki grzech na Żmudzi (nie domyślajcie się jednak, 
że i w Krożach llulla regula sille exceptiolle). a ja 
po części zeżmudziniałem. To tylko moje nieszczęście, 
że żadnej Feli na Żmudzi nie mam, a że z doświad- 
czenia tylko fizyk sądzić powinien, wnoszę przeto, że. 
na Żmudzi niema Felów. Chyba gdzie5 za 6 lub wię- 
cej mil od Kroż, a to obl'ęb moich wiadomości prze- 
chodzi i tak daleko doświadczeń czynić nie mogę. 
Prawda, że ja i na milę z Kroż nie wyjechałem (pł-Ze- 
praszam, bom był przed Bożem Narodzeniem w Chwa- 
łojniach o 3 mile od Kroż); ale przecie przyjechałyby 
nabożne Żmudzinki na fest czy też odpust i na jar- 
mark. Tak więc w Krożach siedzę w ścisłem znacze- 
niu tego wyrazu. Dzięki Bogu, że ktoś bostona za- 
prowadził. on jakoś posługuje do zabijania Czasu. 
Wszakże to tylko w święta i nie więcej, jak od go- 
dziny drugiej do 4-tej lub piątej. Miło jest krzyczeć 
o ś m, p t i t u w e r t, d z i e s i ę ć, g r a n d u w e r t i t. d. 
Lecz niemiło, kiedy się przegra jakie kilka złotych 
(auksill po żmudzku), bo to ma wielkie znaczenie 
u Zmogów tutejszych. Widzisz, jak wiele skorzysta- 
łem z języka żmudzkiego. Lecz nie dość na tern, po- 
znałem i Żmudzinów cokolwiek. Na trzy klasy po- 
dzielić ich można: na szlachtę biedniejszą, panków 
i panów. Wogólności wszyscy są niezmiernie skąpi, 
a dwie ostatnie klasy mają niezmierną chęć do wy- 
stawy. Godzą te dwie sprzeczności, żyjąc w domu, jak 
najnędzniej, a występując za domem, lub gdy u nich 
kto się znajduje. A to tak, że kto majątku ma. sto ty- 
sięcy, żyje jak pan półmilionowy, a kto 2 kroć, jak mi- 
lionowy; od tej reguły wszakże są pewne wyjątki.
>>>
19 1 


Niewiele ich jednak znajdziesz. Abym zaś dał przy- 
kład, jak skąpi są, a nierozważnie skąpi szlachtuny, 
przytoczę następujące zdarzenie. Szlachcic, oddający 
syna do szkół krożskich, zgodził dla niego stancyę 
blizko kolegium i dość wygodną za rubla na kwar- 
tał; w kilka tygodni przyjeżdża i prosi prefekta, żeby 
jego syn mógł stancyę odmienić (tu albowiem pre- 
fekt stancyami ł-Ozrządza) i przenieść się na miejsce 
daleko odleglejsze. Prefekt bada przyczyny. - »Bo tam 
na kwartał tylko 6 złotych zapłacę« odpowiedział oj- 
ciec. Ten przykład, który wam małoznaczącym wyda 
się, wiele mówi do tego, kto zna Kroże, to piekło 
błotniste, tak dalece. że za 15 kroków (może 150) od 
kolegium już błota po kolana, iż ani wyleźć nie mo- 
żna. Lecz co ze mnie za gaduła! Na co mi gadać 
o Żmudzinach i ogadywać ich? Widzicie stąd, żem 
prawdziwy Żmudzin. Dosyć więc o Żmudzinach, 
a zacznijmy się sami spowiadać. Pisałem do was już 
dawno, a to dlatego, że nie mam co pisać. Nie dla- 
tego, ale że do mnie nie pisujecie. l ty, Tomaszu, 
hultaj jesteś, pisałeś do Wieniawy, a do Jana ani sło- 
wa! Oj, zły byłem wtenczas na ciebie! Lecz teraz 
wielkanocna spowiedź; przestałem więc gniewać się, 
bo cóż mój gniew wam szkodzi? Żyję sam, nie wiem 
jak, a nawet nie wiem, czy żyję. Kiedy są lekcye, 
chciałbym, żeby ich nie było; kiedy niema, chciał- 
bym, żeby były. Kiedy jestem zajęty obowiązkami 
szkolnymi, zły jestem, że niema czasu coś ubocznego 
zrobić; kiedy mam czas wolny, ledwie coś w rękę 
wezmę. l to tylko w rękę; bo jeśli to jest pogo- 
da, chce się pójiŚć na spacer; jeśli deszcz i błoto, 
gniewam się, że ISC na spacer nie można. Biorę czy- 
tać historyę naturalną: o fizyce myślę; niechże we- 
zmę fizykę: szkoduję historyi naturalnej opuścić. Sło- 
wem, jestem zawsze w stanie chcenia i niechcenia; 


..
>>>
192 


jestem ciągle w stanie, którego opisać nie umiem. 
Chcę tego, czegobym chcieć nie powinien; nie chcę, 
czegobym sobie życzył. A ilekroć zastanowię się nad 
sobą, albo raczej nad człowiekiem, (bo lepiej źle my- 
śleć o człowieku, jak o sobie), tyle razy wpadam na 
myśl, że człowiek jestto jakaś nadzwyczajna istota, 
która razem w dwóch przeciwnych kierunkach po- 
stępuje. Jestto mieszanina złego i dobrego, jestto 
chcenie i niechcenie, jestto istota nieżyjąca, bo ją 
poruszać trzeba, bo ją zawsze kierują jakieś wypadki 
w tę stronę, w którąby sam iść nie chciał, jest to... 
sam nie wiem, co. Ale skądże takie myśli? Na wszyst- 
ko wam odpowiem: Ja nie wiem. Ale to wiem, że 
mi takie myśli nigdy nie przychodziły, gdym żył 
z wami, i że was nigdzie znaleźć nie można, jak tyl- 
ko w was samych. Żyją ze mną ludzie i ja między 
ludźmi żyję; lecz nie żyję z ludźmi. Każdego poró- 
wnywam z wami, lecz cobym ja chwalić chciał, to 
ganią; o cobym się chciał starać, o przyjaźń, to 
dzieciństwem nazywają. Bo tu przyjaźń na tern za- 
leży, :łeby jeść i pić razem, a ja sam jeden chcę 
jeść, a pić z nikim nie chcę. Bardzobym jednak 
był niesprawiedliwy, gdybym tych ludzi, z który- 
mi żyję, za złych ludzi osądził; są to z ludzi naj- 
lepsi może. I dotąd inaczej o nich sądzić nie mogę. 
Lecz każdy myśli o kieszeni, bo każdy ma brzuch; 
bo każdy chciałby być ojcem, a i dzieci bez brzuchów 
nie będą. Cóż o mnie myślicie? Może i ja będę miał 
niezadługo podobne chcenie. Boć i ja jako człowiek, nie 
jakQ student, myśleć powinienen; bo i ja żyjąc z oby- 
watelami, powinienbym do nich choć tym sposobem 
zbliżyć się. I ty, Tomaszu, przyszłą swoją szczęśli- 
wość kiedy wystawiałeś, wyobrażałeś sobie Feli osy- 
paną dziatkami, z któremi się pieściłeś. Godzi się 
i nam podobne przypuszczać myśli. Dość jednakże
>>>
193 


tych banialuków ; jużem się wam dość wyspowiadał, 
spodziewając się od was wzajemności podług słów 
ś-go Augustyna, które Wolter w swoich romansach 
(l'Ingenue)] przytacza: »Spowiadajcie się jedni dru- 
gim«. Trzeba albowiem wiedzieć, że tu I'omanse Wol- 
tera czytają i po wileńsku myślą. I to podobno o spo- 
wiedzi dlatego wspomniałem, aby wam dać znać, że 
i ja podobnież Woltera czytałem. Dość dla ciebie, 
T OIuaszu. 


Terazże niech pan Żegota zobaczy się ze mną, 
który to zająwszy się magistrowaniem, o nasz:ych 
wielkich projektach zapomniawszy jest. To nie pien- 
knie (.s); ten, który mię tak bardzo zachęcał, sam zu- 
pełnie ostygł. Alboż to nasze dzieło ma się kończyć 
na wstępie, żeśmy tylko o wstępie do fizyki rzecz 
z sobą mieli? Chciałbym już i same dzieło zacząć. 
A to, jak widzę, i u was jest chcenie i niechcenie. 
Popraw się, panie Żegoto, tem bardziej, że jako ma- 
gister, powinienbyś mnie nauczać. 


Przejdźmy teraz do Długosza 2, który na kontrak- 
tach mińskich długo się musiał wygawędzić. Wszak to, 
ja[k] widzę, i Waść jednego z Żegotą rzędu jesteś; dłu- 
gie bardzo obietnice w pierwszym (i ostatnim) swoim 
liście położyłeś, a dotrzymani
 bardzo krótkie. Można 
o Jegomości powiedzieć, że ma fizyognomią obiecu- 
jącą, ale nie dotrzymującą. I mój bl'at, Adam s, musiał 
się z to b.! zapl'zyjaźnić, bo i on ani napisze do mnie; 
tak doskonale w twoje ślady wstępuje. 


I Franc. Mar, Arouet V o I t a i re: L'ingenu (ou le Huro), hilltoire 
v
ritable, tir
e des manuscrits du P. Quesnel. Pierwsze wyd. Londyn 
i Lozanna 1767. . Kazimierza Piaseckiego. 8 Adam S o b o- 
l e w s k i, Filaret, członek grona Rótowego (fiz)'cznego). 
Archiwum Filom. Cz. I. T, IV. 13
>>>
194 


Do Jana I me nie mam. Donoszę mu tylko, że 
z przysłanych mi biletów nie wydałem jeszcze ża- 
dnego. W czasie świąt spodziewam się być w Rossie- 
niach i Chwałojniach; mam w obu tych miejscach 
znajomych księży, spodziewam się przeto rozdać je. 


W reszcie z panem Szel'okim szeroko mógłbym 
pomówić, że tak doskonale o mnie zapomniał; lecz, 
że on może być zajęty ważniejszemi, jak ja, spl'awa- 
mi; dopóki się o tem nie dowiem, nic mówić nie 
mogę. 


Adamowi nie dziwuję, bo ten cały zballadowany, 
Jeż w hodegetyce utopił się, a PaflaRon pewnie o Pa- 
t1agonii myśli. Wszakże nie godziłoby się o mnie tak 
zapominać. 
Bądźcie zdrowi, pamiętajcie o mnie i donieście, co 
tam z moim bratem stało się, czy nie zapomniał pi- 
sać, że ani słowa nie sklecił. 


Dn. 10 kwietnia. 


Cały list poprzedzający datowany trzydziestego 
pierwszego maja (.s) napisałem rzeczywiście w Wielki 
piątek, bo spodziewałem się, że Porębski, powracając 
w sobotę Wielk
l, zabierze go z sobą. Lecz, gdy do 
dziś dnia doczekać się go nie mogę, pomyśliłem 
sobie, że można jeszcze cokolwiek do was dopisać. 
Mote po swych zatrudnieniach nie pożałujecie moment 
czasu na przeczytanie tej ćwial.tki. 


Pierwszy dzień Wielkiejnocy przepędziłem w Kro- 
żach, jak zwyczajnie, wiele jedząc, a kto je, ten i pić 


, Czeczota. 


- 


--
>>>
195 


musi. Podobnież przeszła połowa dnia drugiego, po 
południu albowiem wyjechaliśmy z prefektem l do 
Rosień. Wszakże nie oddałem tam żadnego biletu 
mickiewiczowskiego. Widziałem tylko ciągle huzal-ów 
i huzal'ów i kilka Feli, ale nie Feli. Z rana we środę 
gdyśmy już mieli wyjeżdżać, prz)'chodzi pocztylion 
i przynosi gazety, a w gazetach list do IMPana Sobo- 
lewskiego. Mocno mię to ucieszyło; czytam początek: 
kontent jestem, i tak pl-zyjemność coraz wzrasta, 
a gdy wyczytuję pomyślne wiadomości o Jeżu, Fran- 
ciszku i Adamie, wyskoc:z.yłem z I'adości. 
Wreszcie przynosi pocztylion pismo do szkoły, że 
Chodźko 2 wizytatorem; i to mnie ucieszyło. Wysta- 
wiam sobie, że z nim przyjedzie Tomasz lub Szerok, 
lub którykolwiek z was, i już cieszę się, że z nim 
będę rozmawiał. Rozmawiam nawet. Aż wtem za- 
wołano, że trzeba z Rosień wyjechać, już konie zało- 
żone. Siadam. Na popasie w Niemoksztach s czytam 
wiersz Adama do Lelewela i przypadkiem dałem 
egzemplarz prefektowi. Czyta i przeczytawszy, po- 
wiada: »Tęgi łeb! Tak mnie Budziłowicz często ga- 
dał, że to ma być szczególny człowiek; szkoda tylko, 
że chory«. Powiadam jemu, że gdyby go wysłano za 
granicę, może by wyzdrowiał zupełnie. »Zapewne- 
powiada - dobrzeby było«. Tym podobnie rozma- 
wialiśmy. Mówiłem mu o niektól'ych odmianach w uni- 
wel'sytecie; nie bardzo z nich kontent, więcej przeto 
nie mówiłem. \V Przewodną niedzielę przyjeżdża 
Croisey ł i przywozi wiadomość, którą przywiozła so- 
wietnikowa Ławrynowiczowa 6, jakoby na miejscu 


1 Prefektem był Ignacy D o w i a t. I Jan Chodźko. 
. Niemokszty - mko w pow. rossieńskim. · Jan Croi- 
s i e r _ nauczyciel jęz. franc. w Kratach. & Wincenty ł. a w r y- 
no wic z, radca gubernialny (sowietnik), znany dobrze ae Wspomnie6 
Odyńca i z procesu Filaretów. 


dl
>>>
196 


Malewskiego Mianowski 1, lecz razem, że Korsaków 
najwięcej się do tego przyczynił, narzekając na zby- 
teczną wolność młodzieży, że Kurator myśli o środ- 
kach ścieśnienia tej wolności i że wszystko ma być 
ściślej uważane nadal. 
Jeszcze do Tomasza powracam. Doniesiono tu, że 
twój Żukowski bardzo niepięknie, a nawet po łajda- 
cku postąpił sobie. Bądź z nim ostrożnym; wszyscy 
tu mówią, że to wielki łajdak. 


CCCCXCVII. Maryla do T. Zana. 


[12/24 kwietnia 1822, BoIcieniki]'. 
Me voila arrivee a Bolcieniki, une petite distance 
de Viina. Je respire le meme air que vous autres et 
tandis que mon enveloppe materielle est enchainee 
ici, mon ftme inquiete vole vers toi (s). Les soufł-ran- 
ces morales et physiques me poursuivent sans cesse, 
mai s ł'espoir de revoir bientot les personnes cheres 
a mon coeur les adoucit en quelque sorte. 
Si j'ai quelques moments agreables dans ma vi e, 
je les dois a votre aimable correspondance Monsieur 
Tom, car vous ne sauriez croire combien de plaisir 


l Mikołaj M i a n o w s k i (ur. 1783, um. 1843), ostatni rektor uniw. 
wileńskiego, był w r. 1822 profesorem nauki połotniczej w tymte uniw, 
a ZBrazem dziekanem oddziału medycznego. · B. d. Jest to odpis 
na zaginiony list Zana, do którego załączony był jakiś utwór poetycki, 
naj pewniej wier&z Mickiewicza ,,00 Lelewela«. Wedle listu z d. 27 
marca (Nr. CCCCXCIV) spcdziła Maryla Wielkanoc (2-4 kwietnia) 
w Tuhanowiczach; nastcpnie wróciła do Płutyn, skąd dopiero poje- 
chała do BoIcienik, gdzie jut o d k i I k u d n i cierpi na oczy. List pi- 
sany w kwietniu w kilka dni po przyjeździe do BoIcienik, ale przed 
23 kwietnia, t. j. przed kontraktami wileńskimi, na które sic zapewne 
wybierał Michał Wereszczaka (Michel m'a promis de venir c e m o i s-c i 
a Viina). Po rozwateniu wszystkich okoliczności przyjmujemy dzień 
1:1 kwietnia jako przyblitoną datc niniejszego listu. 


-- 


......
>>>
197 


m'a cause votre derniere lettre et la jolie poesle que 
vous avez eu I'extreme complaisance de m'envoyer. 
Nous I'avons lue avec admiration. 
J'ai ref;u votre lettre, Monsieur Tom, a Płużyny 
le jour de mon depart dans ces contrees. Toute ma 
familIe etait reunie ce jour-I:'t a Płużyny et 1 m'a char- 
gee de vous temoigner de leur part mille tendl'es 
choses. Michel m'a promis de venir ce moi-ci a Vilna. 
Depuis quelques jours, je souffre un horrible mai 
des yeux. A peine je puis griffonner ces quelques li- 
gnes. Si Monsieur Tom aura la bonte de m'ecrire 
quelques mots, que ce soi t COll molto di precllllziolle. 
Je me recoll1mande a votre precieuse amitie et 
a votre souvenir. 
(Adres): 
Pour Monsieur 
Thomas Zan 
Vii na. 


CCCCXCVIII. Czeczot do Pietraszkiew. 


[8{20 maja 1822, Wilno]. 


* 8 maja .822 r, I 
Mój panie Nufry, nie uwierzysz, co się tu dzieją 
za głupstwa! Odrzygnęły się niektórym, szkodzić za- 
wsze usiłującym, a mianowicie staremu Janowi s z ar- 
cabem i ślepemu drukarzowi ł owe gó.-zańskie 6 ane- 
gdoty. W pretensyi za dawno wywietrzałe rzeczy są 
jeszcze i uroiwszy sobie, że czcigodny, a Bogu duszą(s) 
winien bibliotekarz 6 miesza się do tego, nie tylko 


I ,ont' A. I Rok dopisany inną ręką na czele listu. 
. Śniadeckiemu. · Antoni Marcinowski. · T. j. majówki 
promieniste w G6rach Pacowskich. "Kontrym. 


--
>>>
19 8 


napletli wiele złego przed Ks(ię]ciem, ale i przed na- 
szym dziadulą l. Ks[ią lżę kazał dochodzić. Pan Szymon 
czynnie się zawijał. Trój kąta tego 2, Sze.-ośka i Adama 
rewidowanoB. Naturalnie nic znaleźć nie mogli, ale 
co to za podłość, niewinnych tak haniebnie prześla- 
dować! Gdybyż z czyjej, a to z tych ichmościów ła- 
ski cierpieć tyle! Są to rzeczy do niezniesienia. 
Był tu przed kilką dniami brat twój Michał. Mó- 
wił, że zdrowi wszyscy w domu, tylko adminish-ato- 
rowa cierpi wielkie nudzenia, i choć nic leży, cier- 
piąca jest dosyć. List twój do Józefa ł odesłałem. Tak 
się tu teraz nudnie bawimy; i koncerta owe i śpie- 
wy, które nas tak zajmowały, zarzucić musimy. Feli 
odjechała do domu, niemasz śpiewać komu. Bóg wie, 
kiedy przyjedzie, kiedy miłe powróc
! wieczory. Zre- 
sztą zd.-owiśmy i spokojni, jeśli czasem zdarza się 
walczyć z przeciwnościami, to i dobl'ze niekiedy, bo 
się człowiek uczy walczyć i zwyciężać. 
Z wędrówką 6, nie wiedzieć, co będzie; wszakże 
się spodziewać, że się długo odwlecze. Uchwalili, nie 
kontenci, że nie pytając się u nich, pl'oponowano, 
konkurs; nim tedy pytania wyznaczą, nim osądzą 
(a jacy tam będą sędziowie l), wszystko to znacznego 
potrzebuje cza'iu. Wreszcie dowodzą niekMrzy, że te- 
oretycznych rzeczy i w domu doskonale nauczyć się 
można. Co się stanie, czas pokaże i doniosę tobie. 
Donieś ty tylko, czy przyjedziesz w tym roku w na- 
sze st.-ony i co się z twego losu kołem dzieje. Bądź 
zdrów. 
8 maja. 


l Rektorem Malewskim, . Lana. · Por. Wierzbow,ki: 
Mickiewicz w Wilnie i Kownie w Bib\. War.z. 1888, II, 35. 
. Józef Pietraszkiewicz, brat Onufl'ego. G T. j. z po- 
dr6tą za f.:ranicę. Por. Wł. Mickiewicz, Żywot f, 9; nstp, 


- 


.........
>>>
199 


CCCCXCIX. Maryla do H. Uzłowskiego. 


112/24 czerwca 1822Jl. 
Poniedziałek [d. 12 czerwca 1822, BoIcieniki]. 
Od waszego wyjazdu 2, mój kochany Hendrulku, 
jeszczem nie widziała promieni słonecznych. Bóg na 
mnie zesłał sen letargiczny, któ."y trwał aż do dzi- 
siejszego dnia, Jeżeli mię przebudzał kto, wpadałam 
wtenczas w złość i zajadłość wściekłą - (większą je- 
szcze, aniżeli na tym szpacyerze, na którym przeszka- 
dzano mojej łłurysie S przeskakiwać). Ten sen skracał 
mi czas i razem pl'zynosił mi wiele przyjemności, 
gdyż miałam marzenia miłe i słodkie, któl'ych i na 
arkuszubym nie spis_tła. Wszystko przemija, jak sen, 
z tą różnicą, że jedni prędko o wszystkiem zapomi- 
naj-l, na Cł.'ugich większe robi wrażenie, i ci pamięci 
nie tracą. 
Podziękuj panu Adamowi i za obietnicę łaskawą 
przysłania mi Ballad (na które oczekiwałam z wielką 
niecierpliwością), skutku bowiem nie otrzymałam. 
Nie urażam się za jego niepamięć. Jam się tego za- 
wsze spodziewała, że jak ty
o wjedziccie w mury 
Wilna, zapomnicie o mieszkańcach Bolcienik. 


l n. d, Miclciewicz był z Uzłowskim na Zielone Święta r. 1822, kwre 
w tym r. pnypadały na 2 I i 22 majft, w BoIcicnik"ch li pp. puttkamc."ów 
i bawił tam dwa tygodnie (Kor, Mick. 1,4); wyjechał więc poeta ze swym 
towarzyszem z BoIciemk około 5 czerwca, a te »sen latargiczny.., 
o którym w lym liście mowa, nie mógł trwać cał)' tydzień, przeto po- 
niedziałek, połotony jako data na cLele listu, będzie zapewne 12 czer- 
wca 1822, t. j. następny poniedziałek po wyjefdzie gości. Z dat:! 12 
czerwca zgadza się tet wcale dobrze wyrzul I\h:.-yli, te dotąd obieca- 
nych ballad nie otrzymala, chociat już wyszły w pocz'llkach czerwca 
(Żywol I, 100), nie mogła bowiem wiedzieć, te egzemllarz dla niej 
przeznaczony znajduje się w oprawie {Kor. II, 181). 
. T. j. Uzłowskiego, Ad. Mickiewicza i K. Piaseckiego. 
. Ił u r y s a - klacz ulubiona I\laryłi.
>>>
200 


Romans, przysłany mi od Morytza, odsyłam. Nie 
miałam cierpliwości pl'zeczytać całego; tak mię pier- 
wszy tom znudził. Intryga brzydka i nudna między 
komedyantami I. Ale jal, mówi przysłowie, chacun 
a .son gouf. 
Donieś mi, mój Hendrulku, jak wam posłużyło 
klima Bolcienickie, czy wszyscy jesteście zdrowi? 
W dzięc.lna ci jestem, żeś do mnic napisał przez 
powracające konie. Konsyliarz 2 także dowiódł mi swą 
pamięć; przysyłając lekarstwa, napisał do mnie. Od- 
daj mu mój I'espons, który posyłam. Nie zaniedbaj 
do mnie napisać pl'zez tCI'aźniejszą okazyę. 
Jak się bawicie w mieście, czy widujesz się często 
z towarzyszami podl'Óży 3? I czy wspomnieliście kiedy 
swoję amazonkę ł? 
Jak tylko się z łóżka wydobędę, natychmiast wsię- 
dę na moję Hurysę i pojadę na granicę gubernii 6. 
Miło mi będzie oglądać te miejsca, gdzieśmy tyle razy 
przejeżdżali. Gdyby mogły się zwrócić dla mnie te 
momenta drogie! Pamięć mi się tylko 
ostała. 
B.!dź zdl'ów, kochany Henryku! Oświadcz odemnie 
ukłon niegl'zecznemu panu Adamowi i wystaraj się 
dla mnie jego Ballad, które dopioro 6 wyszły z druku, 
zrobisz mi wielką łaskę. 
Twoja pl'zywiązana ciocia 


Marya. 
List dołączam do twej mamy; oddaj go p. Józe- 
fowi i napisz od siebie, prosząc, aby tu pl'zyjechała; 
razemhyśmy do Wilna pojechały. 


l Z listu I\lickiewicza (Kor. II, 181) wnosimy, te to był francuski 
przekład, a raczej pl"Zer6bka romansu Gothego .. Wilhelm Meistel's Lehr- 
und Wandcrjahre«. I Fel-dynand N o w i c k i, Filaret, członek grona 
Granatowego (medycznego). I T. j. z Mickiewiczem i K. Piase- 
ckim. · Amazonka - I\lary/a, . T. j. ku Wilnn; pow. lidzki, 
w kt6rym letały Bolcieniki, naletal w6wczas do gub. grodzieńskiej. 
· teraz,
>>>
201 


D. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


[19 czerwca (I lipca) 1822, Wilno]. 


19 czerwca 1822'. 
Że nie piszesz, robisz nic do rzeczy. Nie wiem 
przyczyn, nie wrzeszczę, ale smutno jest, że tak da- 
wno od ciebie nic nie słychać i tylko Gut napisał, 
że projektujesz powrócić do Litwy, że z nim na wa- 
kacyą przyjedziesz, że trzeba tu dla ciebie w szkołach 
myślić o miejscu. Musiałeś w listach do niego namie- 
niać coś o tern; czemuż do nas nie pisałeś? Franci- 
szek donosi, że zapoznał się tam 2 dobrze z Zamoj- 
skimi s, którz)' jedni prawie z Polaków tam mieszka- 
ją. Syn ich chodzi na uniwersytet, człowiek do rze- 
czy, i prócz jego i dwóch naszych wojażel'ów nikogo 
z Polaków w uniwel'sytecie niema, bo pod ferszysem '. 
Ale mniejsza o to. Otóż Franciszek ma zręczność 
zrobić ci miejsce w szkole zamojskiej. Słyszałeś o tych 
miejscach, bo jeszcze tu 2"a twojej pamięci szukano 
nauczycieli 6. Płaca lepsza i miejsce wygodniejsze. 
a właśnie teraz podobno potrzebują nauczycieli. Sam 
Fran[ciszek] namienia, żę może miejsce zrobić; jeśli 
życzysz sobie, napisz prosto do niego, aby tam ope- 
rował, i oznajm nam o twoich projektach. Co bądź. 


t Rok dopisany inną I'ęką. I W Berlinie, 
I W Berlinie bawili wówczas n i e ordynatowstwo Zamoj5cy (Sta- 
nisław I Zofia z Czartoryskich), lecz dwaj ich średni synowie, Jan 
i Władysław (Por, "Jenerał Zamojski« Poznań 1910, t. I, sir. 101 
nstp.). . Z niem. Versc/liss, tyle, co dzisiejszy b oj kot. 
"Polacy wówczas na uniwersytecie będący wyklęli, t. j. puścili in 
Verschiss według alademickiego wYI"atenia cały uniwersytel berliń- 
ski. Powodem tej klątwy polskiej były aresztowania do fortec studen- 
tów Polaków, naletących do związków burszenszaftowskich, nieiedno- 
krotne zajścia z profesOl"ami, uczniami i intrygi rządu, który wszelkich 
us;łowań dokładał, ahy rozh"atnić młodziet niemiecką na polską... Po 
pół roku Polonia zdjęła klątwo;; i znalazło się wkrótce z 80 Polaków 
na rozmaitych fakultetach« (Nep. Niemojowski, Wspomnienia, str. 
14-15, rkps Ak. Um. Nr. 1674). · Por. t. Ił, 43.
>>>
202 


oznajm, co z sobą począć, i co z tobą począć zamierza 
starszyzna. 
Pisałem kilka listów do ciebie, z których mo- 
głeś jakążIwiwiek powziąść wiadomość o awantu- 
rach tutejszych. Nie mogłem się obszernie rozpisywać 
i teraz nawet nic chcę; ciekawość jednak, alias chęć 
wiedzenia twoja niech się zbyt nad hieroglifami nie 
zacieka, niema bowiem nic tak ważnego i strasznego. 
Jak się obaczym, obszernie pomówimy, a gdyby się 
nie pl"Zyszło prędIw widzieć, wówczas chyba w dl u- 
giej wszystko oznajmiłbym ci legendzie. 
Posyłam ci poezyi Adama tomik. Nie wiem, czy 
tam kto prenumerował; jeśli, napisz, przyszlę. Bę- 
dziesz miał na jakiś czas oblectamentu11l, bo ci wszyst- 
kie podobno ballady nieznajome. Tu przyjęte są do- 
brze, nie słychać adwersal'zy, choć nie wszystkim do 
smaku; jeden tylko poeta Rossołowski publicznie 
przysiągł na Styksowe bagno, że ballad do śmiel'ci 
czytać nie hędzie, ażeb)T nie zepsuł gustu. PI'emlllle- 
ratOl'ów będzie do woli. Wyjście tomiku obudziło cie- 
kawość i ochotę, codzień kilku pl"Zyhywa. Żałujemy, 
żeśmy mało kazali drukować, bo tyllw egzempl[a- 
rzy] 500. 
Instrukcyą statystycznąl, którą masz, jeśli z niej 
nie korzystasz i nie masz czasu korzystać, możesz 
w ogień cisnąć, bo tu było wielc o nią kweresu, że 
nie cenzurowana; ukazywać się tedy na świecie nie 
powinna, Z listami także bacznie: chować, albo lepiej 
na auto da fe sk3zać, szczególniej brulion w Julii 
posł:.my. Niema obawy, bezpieczeństwo nie szkodzi. 
Zaleski 2, który hędzie przy Czartoryskim i przez któ- 
rego tcn li,t przesyłam, jest Film'[etem]; ale czy je- 
szcze szały dawniejsze ze wszystkiem nie wywietrzały, 


1 Por. I. IIJ, 353, t. 


· Konstanty,
>>>
203 


czy nadto zobywatelał? Nie skleił się należycie a cią- 
gle przebywając na wsi, nie b
'ł prawie versa/lis. 
\\'szakże dosyć z dobmci serca sławiony. Bądź zdrów! 
Do Franciszka pisz tylko o intel'esie i o wszete- 
czeństwach, bo teraz o niczem Pl'awie inszem nie pi- 
szesz, i to też przecie tolerowana w korespondencyach 
matel'ya. 


Dl. Maryla do Ad. Mickiewicza. 


[25 czerwca (7 lipca) 1822. Bołcienikil'. 
Dimanche fi. minuit. 


Je me servc du pretexte de VOI1S renvoyer le jour- 
nal pour pouvoil' VOllS griffonner quelques lignes. 
Gest une demarche trop hardie de ma part et peut- 
etre blamable, mai s dans la situation ou je me trouve, 
je peux bien alleguer un passage de votl-e poesie: 


Chcąc mnie sądzić, nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.. 


Agreez un million de remerclments pour la divine 
poesie que vous avez eu l'extreme cot11plaisance de 


, B. d. MicI.iewicz w liście do Maryli z d. 14' czerwca 1822 (Kor. 
II, 181) donosi, te egz. Ballad dla niej przeznaczony znajduje si.. 
w oprawie. Jeteli policzymy z kilka dni na dokOlkzenie opmwy i jaki 
tydzieli na k i I k akr o t n e ich odcz}.tywanic przez Maryl.., otrzymamy 
niedziel.. (Dimanclle na czele listu) 25 czerwca, jako dat", popartą je- 
S7cze szczególem listu. te Mar}'la pozostanie w BoIcienikach po 2 li- 
pca, gdy t l1a kilka dni przed tym terminem, t. .i. 25 czerwca mogła jnt 
prawdopodobnie wiedzieć, co nastąpi po npływie tygodnia. 
I Z »Żeglał-zacc. 


, Dokładna data listn wprawdzie nie podana; gdy jednak list Ma- 
ryli do ULłowskiego, na który Mickiewicz w tym liście odpowiada, pi- 
sany był 12 czcrwca (por: CCCCXCIX), przeto ś r o d a, wypisana 
na c7.ele lislu, b..dzie niewątpliwie nast..pna zaraz środą. t. j. '4 czer- 
wca 1822.
>>>
20 4 


m'envoyer. Elle est tt'cs iolie, je la lis et relis mille 
fois, admirant toujours votre genie et vos talents. 
J'envie beaucoup a ce griffonnage qui parviendra 
a vos mains. Que ne suis-je a sa place, j'aurais eu le 
doux plaisir de vous voir, vous parler. Combien de 
choses j'aurais a vous dil'e! Je voudrais bien savoir 
si vous viendrez dans nos contrees le moi s de Juil- 
let. Je vous ai demande plusieurs fois, mais vous 
m'avez repondu toujours: nie wiem, avec un air d'in- 
difference, ce qui pJ"Ouve votre indecision. Maintenant 
je ne demande pour toute reponse a ce griffonnage 
qu'un o u i dans la lettre de Hel1l'i. Adieu. Je doi s 6- 
ni r ma correspondance, faute de temps. Envoyez 
moi votre adresse, car je ne sais pas OU vous logez 
a present. 
Oh! que je desire vous voir avant mon dćpart de 
ces contrees. Je compte encore rester ici jusqu'au 2 
Juillet. Adieu, encore une fois. Portez-vous bien et 
soyez heureux. Je fais tous les jours des voeux pOlll' 
votre bonheur. Puisse I I'Etre supreme exaucer mes 
prieres. II fait dćja bien tard, tout le monde dort 2, 
je vous souhaite aussi un bon sommeil et des reves 
agreables. 
Dans toute la fOl'ce du terme 


Votre amie. 
Brulez ce chiffon. Les yeux me font maI et je Ile 
vois presque rien. 


l ,Puissent' A. 


I wyraz w Anieczytelny.
>>>
205 


DII. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 


[około 25 czerwca (7 lipca) 18:.12, Ruta]1. 
Panie Janie! 
Czasy kątraktowe (s) dla mnie były i są najgorsze. 
Chociażem był goły, zawsze jednak spokojność jakaś, 
choć nie zupełna, służyła, bo o br:ł:uclm nie trzeba 
było pamiętać ani o pomieszkaniu; dziś na moje nie- 
szczęście różne już nieprzyjemnoście, a coraz w in- 
nym guście dały się z lekka uczuć i poznajem, jaka 
następność czekać może. Sęstwo 2 w zastaw wzięli 
Izwę 8 Maćkiewicza i tam się zupełnie przeniosą; ja 
zaś gdzież się podzianę (s) i co będę jadł? To jest 
ważne postrzeżenie, nad którem trzeba się zastanowić, 
a nad (s) któl'ego wspomnienie niespokojnym i nadto 
czułym być muszę. Bielizna podarła się, butów niema; 
lecz to mnie zdaje się mniej zastanawia: żyć muszę 
po filozofsku. Lecz filozof, choć częstokroć goły, lecz 
zawsze niegłodny być musi. Różne myśli, błąkające 
się poniewolnie po głowie, nie umiejącej tylko sobie 
i w swym własnym interesie zaradzić, nie dozwalają 
długiej legendy układać; a zatem kończyć muszę to 
moje pismo na tem, żem zdrów. 
Pr. Mickiewicz. 
Książki, dane przez ciebie, już są przeczytane: 
chciej więc pamiętać o nowych i przez tąż samą oka- 
zyą nadesłać zasiłku literackiego w językach polskim, 


, B. d. Datę mo1na tylko w prz)'bli1eniu oznaczyć: 25 czerwca 
I. j. po nkazaniu się ballad, o których wyjściu donosi Czeczot pod 19 
czerwca (Nr. D) a przed objęciem (na ś. Jan) zastawnej dzier1awy 
przez sędziego Medarda Rostockiego. I Rostoccy. 
. l z w a albo W i z W a - dwie wioski i trzy folwarki tej1e nazwy. 
nad rz. lzewką w pow. nowogrodzkim.
>>>
206 


fl'ancuskim i niemieckim i t. d., i t. d. w guście sto- 
sownym do mego poznania. 
Z nabywcami sukcesyi po Fr. Czeczocie, komor- 
[niku], może ukończę; w swej kategoryi jednakże 
z parę tysięcy kapitału potrzeba opłacić, a I'esztę prze- 
zysków, prawnych ekspensów, procentów i cokolwiek 
kapitału ustąpić deklarują. 
Ojca twego szukałem, lecz żadną miarą nie znala- 
złem; i z wami możeby ukończono. oddając wasz 
oblig, a więcej niczego. W tym interesie jeszcze na 
pismo nie wyszedłem. 
Z danych pięciu egzemplarzy ballad tak się tłó- 
maczę: dwa Ksaweremu, a ten - jeden dla Fr. Ra- 
jeckiego, maj[ora] czy pułkownika oddał - jeden 
przyjacielowi mojemu do Kijowa posłałem, jeden 
u mnie, a jeden bez pl'enumeraty pł-Zedałem. 
(Adres): Janowi. 


D III. Fr. Mickiewicz do brata Aleksandra. 


[około 25 czerwca (7 lipca) 1822, Ruta]'. 


Kochany Olesiu! 


Przecżytaj list do Jana, a w nim dowiesz się, w ja- 
kiem położeniu będę. Dziś jestem zdrów i wesół; pó- 
źniej w jakim humorze będę i w jakiem powodzeniu, 
doniosę szczerze. Bądź zdrów! 


Fr. Mickiewicz. 


l B. d. Papier, atrament. pismo to samo, co w Nrze poprzednim 
(011), wreszcie ów Ksawery w liście do Czeczota b..dz,ie zape- 
wne Ksawery Gnoit'iski tego listu - wszystko przemawia za tern, :te 
niniejszy list był napisany VI' tym samym czasie, co tamten, i oba ra- 
zem wysłane przez okazy...
>>>
207 


Ignacy 1 dziękuje za odesłanie obligu; jak raz na 
kontrakta on przybył i suma za nim odebrana przez 
właściciela. 
Rzodkwi nie mogę wystukać; u sędziego Rosto- 
ckiego będę się starał koniecznie dostać i przesłać 
tobie; na pewność tę dwutygodniowy tennin zakła- 
dam, a że dotrzymam zaręczenie, solennie oświad- 
czam. Ty, Jurko, Jan czy zdrowi jesteście? Donieś, 
proszę, pl"Zez tegoż Ksawerego GnoilIskiego. 
Od Adama ani litery jeszcze nie miałem, pomimo 
dwóch listów moich pisanych. 


D IV. Czeczot do Pietraszkiewicza. 


r4/ t6 lipca 1822, Wilno]. 


Lipca 4, 1822. 
List twój, przez Balińskiego pisany, wczora ode- 
brałem. Kontent jestem, że przyjedziesz, a ja w tym 
roku będę od ciebie blizku, bo tuż przy Bielicy 2, 
a zatem może mil 3 albo 4 od Szczuczyna. Będziemy 
się widzieli i mówili szeroce. Teł-3z króciuchno. To- 
mik dla ciebie poezyi Adama posłałem, już mija dni 
kilkanaście, przez Puławy. Teraz mógłbym posłać 
pl"Zez okazyą z Białej zaprenumerowane dwa tomiki; 
ale poczta niesłusznieby tam więcej, niż tomik sam, 
kosztowała, a oka
ya nie prędko się może zdarzyć 
i ciebieby już nie zastała. Zatem później się razem 
dwa albo wszystkie trzy odeszlą. a tymczasem możesz 
swój egzemplarz któremu prenumeratorowi zostawić; 
tobie do Szczuczyna pl'zywiozę. Tomik 2-gi po waka- 
cyi się chyba wydrulmje. Nie tak to wszystko prędko 


. B i e l i c a - mko na prawym brzegu Niemna 


1 Domejlm? 
w pow. lidzkim. 


........
>>>
208 


r 


idzie, jak zamierzamy! Adam tymczasem, nim w dal- 
szą podróż wyjedzie, wyjechał WCzora do Szczors 
z Lelewelem, który tamtędy i przez Łuck do War- 
szawy na wakacye wyruszył. Józef mrukawy na wa- 
kacyą osiadł w opactwie Benedyktynów w Nowych 1 
Trokach. Inni się kamraci także porozjeżdżali. Sam 
jeden tyJko zostaję i spodziewam się pierwszych dni 
sierpnia do Bielicy zawitać. Tomasz 2 z wizyty, Joan- 
nes s ze Żmudzi powrócili w tych dniach i w tych 
dniach rozjadą się w swoje strony. Masz tedy krótkie 
wieści o znajomych i bądź zdrów, a jedź śpieszno do 
swojej dziedziny. 
Nie wiem, zac o ty tak rzadko odemnie listy od- 
bierasz; zdaje się, że po Wielkiej Nocy pisałem ich 
kilka przez Wal'szawę. 
(Pieczęć): Biała 24 Lipca. 
(Adres) : 
Wielmożnemu ImPanu Onufremu 
Pietraszkiewiczowi 
Nauczycielowi w Szi\.Ole Lubelskiej 
w Lublinie 
na Ulicy Grodzkiej NI'. 64. 


DV. Stefan Zan do T. Zana. 


[19/ 3 1 lipca I 822J. 


R-u 1822, d. 19 lipca z Wilna. 
Stefan Tomaszowi zdrowia i pomyślności! 
Dwa tygodnie, jakeś nas opuścił, zdają się mi 
i wszystkim nam tu pozostałym dwoma miesiącami 
niespełna; łudząc więc siebie, cieszemy (s) się, iż cię 


I PomyJka zam.: w S t a r y ch. . Zan wyjechał hył z Janem 
Chodźką na wizytacył. szkół. . SobolewslU.
>>>
209 


wkrótce powracającego uściskamy. Lecz gdy z dl"U- 
giej strony, usuwając złudzenia, mierzemy (s) przeciąg 
sześciotygodniowego czasu, który nam samotnie je- 
szcze przebyć wypada, gdy się zastanowiemy, iż w sto- 
sunku upłynionych pierwszych dwóch tygodni nastę- . 
pne w kwadraty róść będą, z momentalnej uciechy, 
któl'ą złudzenie sprawiło, wpadamy w smutek, któ- 
rego nic rozpędzić nie zdoła. Ufaj, że przyjail1 te wy- 
razy dyktuje, a usm1 podejrzenie, iż ci pochlebiać 
myślemy. 
Żebym się nie lękał ciebie w niewiastę zamienić, 
mógłbym w daleko okropniejszy [sposób] stan mój od- 
malować, mógłbym np. dodać, iż wschód słońca (którego 
żyjący w mieście nigdy nie widzą), gdy rozwesela 
stworzenia, pomroką nocy znudzone, staje się dla 
mnie okropnem przypomrnie]niem, że kwilenie pta- 
sząt, szmcl' wody, blask księżyca i t. p., gdy innym 
tylu strapionym kochankom ulgę w cierpieniach sp.-a- 
wiały, mnie w tem większą wprawują rozpacz, im 
częściej nieobecność twoja przypominać mi się daje. 
Albo znowu przeciwnie, gdybym siebie kochanką 
twoją wyobraził, przywiódłbym cię do rozpaczy, albo 
może i na przypadek w prędkiej podróży zda.-zyć się 
mogący, zaklinając, ażebyś porzuciwszy wszelkie za- 
trudnienia, pamiętny na miłość naszą, śpieszył czem 
prędzej na łono moje; lub jeszcze okropniej, czekał- 
bym cię na tJ'zeci dzień po datowaniu listu z tl"Ucizną 
albo puginałem w ręku, kt61'yby przeciął pasmo dni 
moich, gdybym się ciebie nie doczekał, a przeklę- 
stwa (s) niżej [podpisanego] za złamanie poprzysiężo- 
nej wiary ohopnąby cię napełniły rozpaczą. Aż mię 
trwoga ogarnia na wspomnienie, jakiegobym cię na- 
bawił kłopotu! Lecz nie lękaj się, nic złego nie bę- 
dzie; pamiętam, że piszę list, nie romans, więc 
wszystko co tylko górnie, wysoko lub nizko, głęboko 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


14
>>>
210 


r 


lub płasko, zrozumiale lub niezrozumiale napisałcm, 
odrzucam, a tak jakby mi się nawet o tcm, co wyżej 
powiedziałem, nie śniło, list pisać zaczynam. 
Przedmowa nie najgorsza równoważyć się zdaje 
co do objętości z calem dziełem; a podług tego listu 
wypada, że najgorsze dzieło milczenie, a najlepsza 
pl'zedmowa, kiedy długa l. Czy to prawda, czy nie, 
mniemaj, jak chcesz; ja jednak powiadam, że im dłu- 
ż('j ten list piszę, tem mię (s) czas prędzej i przyjc- 
mniej przechodzi. Gdy więc pisanie wezmę za mó- 
wienie, a list za przedmowę, przyjemnie przepędzone 
chwile dowiodą, że poprzedzające zdanie moje jest 
prawdziwe, chociaż może w tej jednej tylko chwili. 
A widzisz, jak rozumuję! Jakbym trzy lata do infimy 
chodził, a obcy czytelnik zrozumiałby zaraz, że mam 
do tego powody, i prawda; oto powód najważniej- 
szy: postanowiłem niezmiernie wiele nabazgrać, iż- 
byś godzinę przynajmniej wakacyjnego czasu oderwa- 
nie od ulubionJ'ch przedmiotów i zabaw mógł prze- 
pędzić. Fraszka, że stmcę grzywnę lub złotówkę na 
pocztę, fraszka, że piszę, co mi ślina przyniesie, by- 
lebym cię tylko choć trochę ponudził, a tem samem 
dał uczuć większą przyjemność za powl'otem do zwy- 
czajnych zabaw. .Jest to afekt, a afekt pł-Zyjacielski, 
bo jako zależałe pole llulliu.
 bywa frllgi.
, chyba tyl- 
ko przynosi spillas et trihIllos, tak w niepamięć za- 
rzucona przyjaŹl'i i niby odłogiem leżąc, do .
terilita- 
tem częstokroć życzliwych pł-Zedtem animusz6w przy- 
chodzi. .Jakoż jeżeli igllis amor est, łatwo nic tylko 
te iskierki propensyi, aleby też i pożal'y w ludzlicm 
wygasły sel'CU, gdyby swojej nie miały podniety. 
Czujesz tedy zamiary moje, bo się nie partykularnie 
ttómaczę, ja zaś, czy czuję, czy nie czuję, mnie wie- 


· Alluzya do "P'-7edmowy" Zal1a \V \Viad. Bruk. 1822, N.-ek 266.
>>>
211 


dzieć O tem; to jednak pewna, że ciebie kocham i dla- 
tego tak długo piszę. Rozumiesz może, że już hlizki 
końca jestem dlatego, że się papier kończy; bajki 
wierutne! Mam bowiem pod ręką kilka podobnych 
ćwiartek, i jeżeli nie tyle, to przynajmniej połowę 
tego, co już napisałem, napiszę. Spodziewam się, że 
pisząc do mnie, zrobiłbyś uwagę, że mógłbym mój 
list dla łatwiejszego czytania na rozdziały podzielić; 
miałem i ja tę myśl z początku, lecz wolałem raczej, 
iżhyś cały do I'azu przeczytał, a i tak wątpię, czy się 
bez przestanków obejdzie. Tu koniec listu, następuje 
dodatek i objaśnienie]. 


DVI. J. Chodźko do Kozakiewicza. 


[24 lipca (5 sierpnia) 1822]. 
'" 1822, d. 24 lipca, GI'os-Gramsden '. 
Józef Stanisławowi zdrowia i pomyślności. 
Chciałeś, żebym w czasie wakacyjnym coś staty- 
stycznego. miłosnego lub wszetecznego napisał; piszę 
więc statystycznie i miłośnie, a jeśli będzie bez sensu, 
już tem samem wszetecznie. Po rozstaniu się z tobą, 
przejechawszy część telszewskiego powiatu, zaraz 
ruszyłem do Kurlandyi, gdzie najprzód mocno mię 
zastanowił bez porównania lepszy stan rolników 
od naszych. Chaty wszystkie są niezmiern[i]e ludne 
i zamożne. Każdy Pl'awie dom mieści oprócz gospo- 
darza i jego żony trzy małżeństwa, czterech bezżen- 
nych mołojców i tyleż dziewek, nie licząc w to pod- 
rostków do pracy mniejszej zdatnych. Cała gruntu 
uprawa odbywa się końmi, orzą ziemię. zwłaszcza 
gliniast.! i twardą, we trzy lub we dwie sochy; socha 


l Dalszego ciągli brak. 
· G r a m s d e n - wieś i dobra w KlIrlandyi, w pow. hazenpockim. 
14'"
>>>
212 


idzie za sochą. Bronowanie podobnież odbywa się we 
trzy lub cztery bmny: pospolicie koń pierwszy cią- 
gnie bronę, drugi, za nim idący, kloc do rozbijania 
ziemi, trzeci znowu bmnę; jedna więc podejmuje 
przylgłe bl'yły, drugi je rozbija, równa wszystko trze- 
cia. Konie przywiązane, każdy do poprzedzającej bm- 
ny lub kloca, kieruje jeden mały chłopiec lub nieletnia 
dziewc7.yna. Grunta wszystkie są porżnięte rowami, 
a w miejscach krynicznych woda przez umyślnie zro- 
bione zastawki sprowadza się do miejsc niższych i tam 
zatrzymana, szkodzić uprawnym niwom lub łąkom 
nie może. Dostatek znaczny wszystkiego odznacza tu- 
tejszego mlnilea. Szczególniejsze jednak w jedzeniu 
mają gusta; do niepospolitych potraw należy tak na- 
zwana potrawa skaba -puter. Do wody, świeżo ze 
źródła wziętej, sypią mąkę, zostawują przez dni kil- 
ka, aby skwaśniała i potem surową jedzą; największą 
ma robić przyjemność mąka na spodzie pozostała. Ta 
potrawa, zabielona mlekiem, nazywa się bala-puter i do 
wyborniejszych się liczy. Jedzą ogmmnie wiele; ka- 
żdy wiezie w pole pełny ceber jedzenia, którego do 
domu nie przywiezie. Rok ten stanowi dla nich wa- 
żną epokę, część bowiem odzyskuje w jesieni wol- 
ność, część później do niej dojdzie; zależy to od szcze- 
gólnych rachunków między mlnikami a właścicielami 
gruntów. Wolność ta najistotniej na tem zależeć bę- 
dzie, że w jednej parafii, jeśliby im właściciel się nie 
podobał, mogą go opuścić i do drugiego się udać, 
zawsze jednak z parafii wyjść nie mogą. Powinności 
włościan są znaczne. Każdy ma wyznaczoną część 
gruntu dWOJonego, któnl własnym kosztem uprawić 
musi, to jest, wszystko do niego należy, zasiać go, 
zawsze jednak pańskiem zbożem, i zebrać. Część na 
każdego przypadająca, lubo zależy od ilości gruntu 
dwornego i liczby chat, gdyż on na równe części
>>>
213 


podzielony], każdej się chacie do uprawy dostaje, nie 
wynosi więcej, jak przeszło dwa morgi na żyto i dwa 
na jarzynę. Otóż masz coś statystycznego, do czego 
dodać jeszcze muszę, że rolnicy kurlandzcy nie mie- 
szkają we wsiach tak, jak u nas pospolicie, lecz ka- 
żdy ma osobny dom, zupełnie od innych oddzielny. 
Chaty są brudne, lubo obszerne, napełnione jednak 
mnó.,twem śpiących: podwójne łoża całą przestrzeń 
otaczają, a raczej około ścian swoje zajmują miejsca. 
Można więc mieć nadzieję znacznej ludności, zwła- 
szcza, że w takim stanie rzeczy emulacya może pa- 
nować, a wiadomo ci, jak ta wszystkich działań jest 
wielką sprężyną. Otóż coś wszetecznego, ale zawsze 
statystycznie wszetecznego. Co się tycze 2 miłośnych 
wiadomości, te są równe zeru (darujesz to wyrażenie 
polnemu geometrze). Gdzie byłem we dworach, ni- 
gdzie nic ludzkiego nic widziałem. W jednej wpra- 
wdzie karczmie jest bardzo piękna Niemka i zdaje 
się dość grzeczna; ale cóż potem, kiedy tam krótko 
byłem. Wybieram się jednak znowu jeszcze na wy- 
prawę; uda się, nie uda: spróbować nie zawadzi. Otóż 
masz miłośnie wszeteczną wiadomość. Dość tego wsze- 
teczellstwa! Bądź zdrów! 
Twój przyjaciel 


Józef Chodźko. 
1822, dnia 24 lipca, Gros-Gramzden. 
P. S. Ten list odbierzesz z Lipawys, dlatego ko- 
perta po rusku zapisana. 
(Adre.
): 


A Monsieur Monsieur 
Stanislas Kozakiewicz 
a Głębokie. 


I ,podzieloney' A. . ,tyczego' A. 
. L i p a w a, dziś L i b a w a - miasto portowe w Ku.-landvi.
>>>
214 


r 


DVI I. Al. Mickiewicz do Czeczota. 


[około 
8 lipca (9 sierpnia) 1822, Zabłocie]l. 
Janie! 
Miejsce, gdzie przebywam, oddalone jest od poczty, 
a okazye do Wilna arcyrzadkie; wszelka przeto Iw- 
munikacya między nami przecięta. Wyjeżdżając z Wil- 
na, przyrzekłem ci donieść o podróży i t. d. : a że w tej 
podróży wiele zaszło rzeczy niespodzianych, wszyst- 
Iw więc to tak mnie ciążyło na sercu, że wszelkiego 
starania dołożyłem na w[y lszukanie okazyi, co się na- 
reszcie i udało. Lubo zaś listek ten przez dziesiąte 
pójdzie ręce i bardzo wątpię, żeby w drodze gdzie 
nie został, z tem wszystkiem pisać muszę, choć nie 
ze wszystkimi szczegółami, jakby tI'zeba było. 
Po wy.jeździe z Wilna z panem Szczapowskim od- 
bywaliśmy podróż pocztą przez całą noc i dzień ju- 
trzejszy, poczem przybyliśmy do krewnych tak kolegi 
mojego, jako też i pana Dmochowskiego; odbyliśmy 
tam dwie dniówki, a odbyliśmy bardzo wybornie, po- 
czem zostawiwszy pocztę, dawano nam konie od do- 
mu do domu. Bo wszyscy tu dziwnie familijnymi wę- 
złmni połączeni, wszyscy po kilkadziesiąt chat mają, 
a żyją dobrze i gości przyjmują jeszcze lepiej. Takim 
sposobem przybyliśmy aż do rodziców p. Szczapow- 
skicRO, z którym jechałem. Stąd dano mnie konie 
i już jeden przyjechałem mil 8 i pJ'zybyłcm do Za- 
błocia 2. Podróż trwała tydzień okrągły. Znalazłem tu 


l B. d. Zwrot w liście "już m i e s i ą c b I i z k o od wyjazdu mojego 
z Wilna«, daje w przybliżeniu dal" 28 lipca. Rok również nie podany; 
ale ponieważ w latach 1820 i 1821 Aleksandel' lItickiewicz bawi przez 
wakacye w Nowogródku, a tu zapowiada swój powrót wpmst do '''iI- 
na, wi"c rok 11;22 nie ulega, zdaje si", wątpliwości. . Z a b ł o c i e- 
folwark w pow. dLisie6skim, własność Dmochowskich.
>>>
215 


Hryniewicza, mojego poprzednika, i Porębskiego ] na- 
szego. Ci dwaj wyjeżdżali do Petersburga, a sam pan 
Dmochowski dla interesów (a co podobniej, dla prze- 
prowadzenia tylko podróżuj'lcych) wybierał się w je- 
dną drogę do Rygi. Skoro więc przybyłem, zaci'lgną- 
łem się do towarzystwa podróży i nazajutrz (co st.1ło 
się dla mojego przyjazdu, bo już tegoż dnia mieli 
wyjeżdżać) ruszyliśmy do Rygi. Bawiliśmy się tam 
dni cztery. Co tylko Ryga miała ciekawszego, wszyst- 
kośmy zwiedzili i opatn:yli; nie żałowaliśmy ani fa- 
tygi. ani pieniędzy. Opisać wszystko to niepodobna; 
zostawię więc opowiadanie aż do przyjazdu. 
Po rozjeehaniu się w Rydze z Hryniewiczem i Po- 
rębskim, mówił do mnie w drodze p. Dmochowski: ))Zda- 
je się nic, a jak rozdzielili się, tak na sercu pieprzII. 
Powracając nazad, jadąc przez Kurlandyą i Inflanty, za- 
stanawialiśmy się na[d] siedliskicm Kawalerów Inflan- 
ckich, w Kirchholmie, Kokenhausen opatrywaliśmy 
zamki ogromne, pobojowiska i grobowe kamienie Krzy- 
ża ków. Wogóle mówić trzeba byłoby bardzo długo, 
a więc lepiej pl'zestać. 
Jadąc, zabiegłem do pana l\1ajewskiego 2 w Wi- 
ozach; p.-osiłem go, aby przysłał mnie posyłkę, którą 
z poczty pod swoim adresem odbierze. I przyrzekł 
natychmiast po odebraniu ekspedyować; przecież już 
miesiąc blizlw od wyjazdu mojego z Wilna, a posyłki 
dotąd nie widać. Nie uwierzysz, wiele to mnie obcho- 
dzi i dobrych pozhawia myśli, bo tam jest frak i bu.. 
ty, a my chodzimy tylko przy butach. 
\Vyjedziesz zapewne do domu i zabawisz tam przez 
pierwsze dni septembra, a ja przyjadę do Wilna pier- 
wszego. Będę musiał zaraz zabierać pościel i rzeczy; 


. Por. str. 189. 2. 
2 \Vuja Mickiewicza; por. t. II, '9 2 . I. 


---
>>>
216 


I 


zostaw więc tam klucz Piaseckiemu i napisz do mnie 
albo tu, kiedy będzie można, albo zostaw list także 
Piaseckiemu. 
Bywaj zdrów! 


Aleksander. 
Listek ten może tobie odda pocztylion, który 
z dworu tu sąsiedniego do 'Vilna czasem jeLdzi; więc 
odpisz i frak i buty, kiedy nie posłałeś, przyszłi[j]. 


DVII I. Kulesza do Czeczota. 


f31 lipca (12 sierpnia) 1822, Łochwa]. 
* 1822, Julii 31 d. 


Szacowny Przyjacielu! 
Zawsze czuły na wszelkie dobre zamiary, z ułwn- 
tentowaniem przyjąłem obowiązek być członkiem To- 
warzystwa wspierania niedostatnich uczniów uniwer- 
sytetu; ile możność dozwoli, będę się starał czynnie 
zbierać ofiary dobrodziejów. Dziękuję ci za dobre 
o mnie rozumienie, iż nie proszącemu cię wskazałeś 
sposobność wspiel'ania bliźnich. Im więcej doświad- 
czyliśmy przeciwnościów fortuny, urodzeni z rodziców 
miernego funduszu, w nabywaniu oświecenia, tem 
bardziej czuć możemy, ile ten związek zdziała dobl'e- 
go i przyczyni się do wzniesienia naj piękniejszych 
czasem talentów, pozbawionych możności ich rozwi- 
jania. Wzięliśmy od natury życie i lubo niektól"zy przy 
różnych zmiennego losu igrzyskach, jednakże nabyliśmy 
pewnego stopnia oświecenia. Staliśmy się przy pracy 
pożyteczni społeczności; słuszna jest, abyśmy odda- 
wali dług przyrodzeniu, małą pl"zynajmniej część na- 
szych korzyści poświęcając dla potrzebnych. Nieść 
pomoc bliźnim, być pożytecznym społeczności, oto są
>>>
21 7 


właściwe zamiary, dla których tylko natura zdaje się 
nas utworzyła. Człowiek powinien być przyjacielem 
ludzi. O. gdyby jaka myśl szczęśliwa przyczy[ni]ła 
się jeszcze do oświecenia stanu rolniczego i klasy ludzi 
dotąd będących w pogardzeniu, godna byłaby uwiel- 
bienia wielkich ludzi! Wówczas wszyscy, znając obo- 
wiązki człowieka, dążyliby do jednego dobra społe- 
czności; wówczas usposobiony przez naukę każdy do 
pracy, nie myślałby tylko o własnem dobru, które 
byłoby razem i dobrem towarzystwa. \Vieleby stąd 
uwag uczynić można. Lecz zamierzyłem do ciebie, 
szacowny i drogi przyjacielu, list pisać, nie zaś filo- 
zoficzne uwagi; dlatego zamilczam. Oddalony od Wil- 
na, nie mogę korespondencyów (.
) często miewać, ani 
sposobności przesyłania co miesiąc wyznaczonej ilo- 
ści od członka; posyłam z góry rubli sto asygnacyj- 
nych, z których podług wileńskiego kursu kasa To- 
warzystwa raczy przyjąć srebrem trzy ruble od człon- 
ka należne, a resztę policzyć na miesięczną płacę lat 
kilku i kwit na to mi wyda. 
Bądź zdrów! Twój przyjaciel 


1\1. Kulesza. 


1822. Julii 31 d. 


DIX. Pietraszkiew. do Ad. Mickiewicza. 


[5/17 sierpnia 1822]. 


* Szczuczyn 1822, sierpnia 5. 
Adamowi Onufr zdrowia i pomyślności. 
Skończył się rok. Chociaż pustki w kieszeni, po- 
jachałem do Litwy przed kOl1cem; 1 lipca podałem 
do Komisyi notę o powi
kszenie pensyi lub dymisyą, 
jeśli przy tej zostawić chcą, gdyż niema z czego żyć.
>>>
218 


Odebrałem ostatniego dnia pobytu mojego w Lu- 
blinie odpowiedź, iż )lpan Pietraszkiewicz nie położył 
zasług, że dochody edukacyjne są szczupłe i wyczer- 
pane, że może być umieszczony na etacie«. 
Ostatniego wymżenia zrozumieć nie mogłem, bo no- 
minacyą odebrałem na nauczyciela do Lublina i pl'zez 
rok cały uczyłem. Wypadło więc podróż obrócić na 
Warszawę i szefa biura o istotne znaczenie tych wy- 
razów zap)'tać się. Cóż t)' na to? Odpowiedział, iż 
ducha tej myśli nie pojmuje i że należy drugą podać 
notę z odwołaniem się do pierwszej, aby Komisya ja- 
śniej coś wyrzekła. Podałem, lecz nie czekając rezo- 
lucyi, o której mi listownie doniosą, sam sobie za- 
wiązałem ręce, bo jeśli w miejscu powiększenia pen- 
svi przy szlą dymisyą, starać się o jakiś plac w szko- 
łach litewskich będzie za późno. 
Pisałem do Wilna, że na Ballady prenumerowali: 
Onufry Pietraszkiewicz egz. 1 f. 10 
Franciszek Ostrowski P. S. W. L.» 1 » 1 O 
Roman Wybranowsld » 1 » 10 
D-o D-o tenże sam » 1 » 10 
Bansamer Jan Marcin » l» 10 
Karwowski Joachim » 1 » 10 
Zapolski Jozefat » 1 » 10 
Egz. 7 f. 70 


Z posłanych 100 złotych do Jana odbiel"zesz na 
prenumel'atę 70, a reszta do naszych rachunków. Ka- 
żdy z prenumentjących odebrał tomik pierwszy oprócz 
mnie. Znalazłszy w Puławach list do mnie z egzem- 
plarzem i 20 egzem. przy liście do Cuta, otworzyłem 
list i 15 oddałem Walel'yanowi Krasillskiemu, który 
mi oświadczył, iż łatwo je rozposaży, gdyż jeden 
egzemplm"zyk tylko obiegał piękny świat warszawski, 
a chwytany był i czytany i wielce podobany. Krasill- 


.......
>>>
219 


ski w połowie sierpnia ma być w tych stronach. Pięć 
zaś egzemplarzy i szósty mój rozdałem pomiędzy mo- 
ich prenumerantów. 
Wysłany n:a chemią przez uniwel'sytet 1, jak wieść 
niesie, nie powróci, Śniadeckiemu h)ta k0l1CZą się, 
z ubiegających się wileńskich jeden Fomberg 2 ; czy- 
bym i ja, popatrzywszy coś na zagranic7ne laborato- 
rya, nie mógł mieć pretensyi? Ty to sobie rozważ, bo 
ja uważam więcej za senne marzenie i nie tak ufam 
staraniom i siłom, jako raczej zbiego'wi szczęśliwych 
okoliczności, jeśliby je kto przygotować potrafił, bo 
sam prze2. siebie nic zrobić nie mogę i żadnych pIec 
nie mam. Śniadecki kiedyś moje rozprawki podkre- 
ślał, czasem nałajał, czasem dla zachęcenia z jakąś 
się grzecznością wypisał; będę w Wilnie nie tak dla 
starania się o to, jako raczej ażebym się pokazał, że 
żyję. Do Wilna i Józefa, brata mojego, przy'wiozę, 
Pl'awda, że bez funduszu żadnego, ale u was jeść 
przynajmniej dają, nic się za uczęszczanie na prelek- 
cye nie płaci. Tylkoż będę miał ambarasu wiele, nim 
przesądne wyobrażenia zwalczę, że uniwersytet nic 
nie daje, a na nieszczęście i ja sam za najlepszy do- 
wód fałszywym posługuję mniemaniom, bom goły. 
Radbym cię widział, z tobą się nagadał, ucałował 
ciebie etc. Tymczasem przeczytasz ramotę z podanej 
niegdyś przez ciebie myśli, którą po egzaminach, 
mieszkając w Lublinie i czekając na moje 160 złotych, 
napisałem. 
Bywaj zdrów i wesół! Mnie kochaj! 


Onufl"y, 


Szczuczyn 1822, sierpnia 5. 
Odpisz do Szczuczyna na najpierwszą pocztę. 


l Kawl Jentz. . lunacy Fonberg (ur. 1801, um. 18 9 1 )- 
po ustąpieniu J..drzeja Śniad:ckiego zaj'lł po nim katedl-", po zniesie- 
niu uniw. wil. był profesorem chemIi w uniw. kijowskim. 


II 


--
>>>
220 


r 


DX. K. Piasecki do Kozakiewicza. 


[8-9/ 20 -21 sierpnia, Wilno]. 


* 1822, 8-go Augusta. 


Kazimierz Stanisławowi 
zdrowia i powodzenia życzy. 
Złości mojej winien jesteś ten list, któregoś nie 
godzien, a złości bardzo prawnej, bo twojem obu- 
dzonej postępowaniem. Równo z momentem, jak 
brzytwą wąsy ogoliłeś, prawda z ust twoich uciekła. 
Obiecałeś gruszki, za to ci dziękowałem i dziękuję. 
Już tedy i zawarty kontrakt dwustronny, bo z jednej 
zaszło przyrzeczenie, z drugiej nagroda, podziękowa- 
nie, a gruszek niema! Więceś godzien kary, nie 
mogę ci tylko jakiej wymyślić, bo pisanie nie jest 
karą, i należało mi przeciwnie postąpić, gdyby nie 
złość mię do tego pobudzała. Obowiązałeś się odesłać 
paraplui, a co gorsza, 3 lata już upływa, jak co mie- 
siąc obiecujesz bursztyn przywieźć; a tego, jak nie- 
ma, tak niema! Pnyrzekłeś nareszcie pnywieźć ksią- 
żki; ale już w tern straciłem nadzieję, bo z tylu obo- 
wiązków razem wypłacić się, to jużby było dla ciebie 
za wiele. Odstępuję zatem gruszek, proszę o paraplui, 
dopominam się o bursztyn. a nakazuję pl'zywicźć 
książki, bo inaczej - inaczej, sam nie wiem, co z to- 
bą zrobić; oto wyzwę cię - nie myśl o niczem złem _ 
wyzwę cię na gadanie bez sensu, w czem już wiele 
postąpiłem, a za miesiąc za przyłożeniem się jeszcze 
mogę się wydoskonalić. Jan l wyjechał już do domu. 
Gllt był z Warszawy; powróci 011 tu do Wilna za lat 


I Czec70t do Nowogn;dka.
>>>
221 


parę i do adwokacyi naszej uda się. Jest już magi- 
strem, nie widzi jednak dla siebie karyery, bo choćby tam 
i został patmnkiem, nie wielkie z tego obiecuje sobie 
korzyści; licho płacą Wielkopolanie. Mówił mi o Le- 
genzie (s), że on już karyerę patrońską obrał. Pod- 
czaszyński tyra się po biurach; zresztą jak i u nas. 
Snuje się mi po głowie pmjekt wyjechać na przyszłą 
wakacyą do Warszawy i tam Maciejowskiego nająć 
dla wykładu Hugona I kursu. Wiele widzę wtem 
przeciwności, a jednak się nie odstręczam; największa 
staje ta, że moja siostra ma na przyszły rok porzucić 
swoje miejsce i na wakacyą do nas powrócić. Toby 
była szalona przeszkoda; lecz kiedy ta nie stanie na 
zawadzie, wszystkie inne usunę. Dobrze byłoby, że- 
byś mógł i ty ze mną pojechać. Przez ten rok przy- 
łożyłbyś się do niemieckiego języka, a na wakacYII 
mielibyśmy i wojaż i korzyść. Są to wszystko pro- 
jekta, ale cóż jest życie nasze? - wielki projekt do 
szczęścia; dobrze, kiedy się uda. Szeroki pisał do 
mnie list; użala się na nas obu, że do niego nie pi- 
szemy, co mnie mocno dziwi. Przysłał bilecik do 
Aleksandra 2 z powinszowaniem Anieli; ale za późno 
dostał się do rąk moich, jednak odesłałem. Michał 
pisał z Białegostoku. Onufry ma przyjechać ze Szczu- 
czyna do Wilna, jak mi Gut donosi; ale nie wiem, 
czy się to da uskutecznić. Ty, jeśli się z nim zoba- 
czysz, uściśnij go odemnie ; powiedz, że pragnę jego 
szczęścia, jak swego, a sam popraw się. 
1822, 8-go Augusta. 


I 1\10wa zapewne o słynnem dziele Hugona Grocyusza: De iure 
belli et pacis libri tres, in quibus naturae et genlium, item iuris pu- 
blici praecipna explicantur. I w)'d. Pary1 112:'. · Łuczki. 


-
>>>
222 


Stasiu! Po napisaniu tego listu 
 wczora poszedłem 
do Zwierzyńca z Brodzkim i W,}'sockim; uważ, jakie 
być musiało nasze ukontentowanie, kiedyśmy w po- 
koju dwie znaleźli króbki! Wdzięczni za twoją pa- 
mięć, będziem jeść, oj, jeść! Do upadłego jemy; mało 
się zepsuło, wszystkie prawie dobre. Ale to przecho- 
dzi naszą nadzieję: 8 kóp prawdziwie wiele. Jeżeli 
zatem bez gruszek złości mojej miałeś być winien 
list, który napisałem, teraz to radości, a raczej twoim 
gruszkom; wart jesteś, a listu nie projektami i łajan- 
kami zapchanego, ale miodem pomazanego, cukrem 
oblanego, rozynkami obsypanego i panieńską skórką 
zakopertowanego, a wtenczas możeby pudowe rączki 
rzuciwszy, do tak pięknego przytuliłbyś się listku. 
Szampana nie piliśmy, bo Lubecki kazał pl"Ośbę 
złożyć w Pl"Okuratoryi i jej żaopiniowawszy, przesłać 
do opieki, gdzie wszystko zrobić przyrzekł, a tak le- 
dwo za 3 tygodnie doczeka się mój Fortunat rezolu- 
cyi, ] któren cię po tysiąc razy ściska i całuje. Nie 
obiecuję, ale może my z Kazimierzem namyśli m się 
ciebie odwiedzić, bo niezłe masz gruszki. 


DXI. Stefan Zan do T. Zana. 


[11/23 sierpnia 1822]. 


* 1822, d. 1 I augusta, Wilno. 
Stefan Tomaszowi zdrowia i pomyślności! 
Teraz się z pewnością dowiedziałem, że wiado- 
mość, którą ci donosiłem, jest prawdą, już sprawa 
twoja na stole 2 , a zatem i bytność potrzebna. Za ode- 
braniem więc mojego listu przybywaj do Wilna jak 


, Dopisek inną ręką (Fortunata Jurewieza). 
· Por. Nr. CCCCXCI i str. 223, 2.
>>>
223 


naj rychlej, wymaga tego twój interes. - Jan pojechał 
na wieś i powróci z Ignacym. - Nowicki dziś z Wilna 
wyjechał, lecz za tydzień znowu będzie. Pośpieszaj 
i bądź zdrów! 
1822, d. 11 augusta, Wilno. 


DX II , Pietraszkiewicz do Kozakiewicza. 


[około 13/25 sierpnia 1822, Szczuczyn]I. 
Stanisławowi Onufr zdrowia i pomyślności! 
Nie wiem, czy w niedzielę rano będę mógł wyje- 
chać do Wilna, mimo osnowa ne projekta. Dnia wczo- 
rajszego odbyłem nie wielką, bo o milę podróż do 
Rożanki 2, ale wróciłem słaby; noc całą nie spałem, 


I B. d. Mo
łaby zachodzić wątpliwość, do którego roku ten list 
odnicść nalety. '''zmianka o "Dekadzie« i jej redaktorach przemawia- 
łaby za r. 1821, wszystkie inne okoliczności za r. .822 a mianowicie: 
"podrót do Rotanki« i skutki stąd wynikle, niedotrzymanie ze st.-ony 
Czeczota słowa - oba szczegóły wspomniane także w datowanym liście 
Czeczota z d. 20 .ierpnia 1822 (Nr. OX\'I l, wreszcie obawa Pietra- 
s.l.kicwicJ:.a.. CJ:.y Cz.eczot, nie ))porwany( i ))srofsza l1
d \vsz)'stko nie- 
pewność z powodll braku wiadomości z VI'm.sza\\'y« - obie te oko- 
liczności przypadają raczej do r. 1822, anitcli r. 1821, gdy t "porwanie« 
dopie.-o wr. 1822 po rozpoczętem śledztwie w kwietniu 1822 byIo mo- 
tliwe, a najsrotsza niep
wność Piet.-aszkiewicza w r. 1822 miała swą 
przyczynę w tem, te wtedy właśnie oczek,wał z VI'arszawy odpowie- 
dzi na wniesioną przez siebie dymisyę Wobec tych silnych powodów, 
pnemawiających za r. 1822, wzmianka o "Dekadzie« nie mote tyle zna- 
czyć, teby at przechyliła szalę na stronę r. 1821; Kozakiewicz mógł 
przecie _ z niewiadomego nam powodu - zapytać i w r. 1822, a te 
tak było, dowód choćby ten, te Piet.-aszkiewicz jut nazwiska jedne
o 
z redaktorów zapomniał. - Dala dzienna pod,'je się ze słów Czeczota 
w liście do Kozal,iewicza z 20 sierpnia (Nr. DXVI), te, "p r z e s z ł ej 
ni e d z i e li tu (do Szczllczyna) 'Iie zjechał«. Ot6:t Piet.-aszkiewic.., nie 
doczekawszy się właśnie owej przeszłej nied.iełi Czeczota, napisal za- 
pewne albo jut lego dnia, albo w jednym z nasl,:pnych ten list do Ko- 
zakiewicza, bawiącego podówczas w poblizkiem Gł"bokiem (por. Nr. 
DX IX). . R o t a n k a - mko nad rz. TlIrejką w pow. Jidzkilll. 


......
>>>
224 


l 


dziś pmszki niesmaczne marsz do gęby miasto sapie- 
żanek ]. 
Jan mię poczyna niespokojnością nabawiać, może 
chory, może pOl'wany... ale to są czcze domysły; lecz 
dlaczegóż danego zapomniał słowa? Nie przypominam 
trzeciego redaktora 2 »Dekady", który ponieważ był Ga- 
licyanin i należał do wydmkowania Konstytucyi 3-0 
maja, odesłany został po 8 tygodniach do Galicyi, Helt- 
man zaś, jak wiadomo. Bmnikowski został w War- 
szawie, a ponieważ ukOl1czył uniwersytet i półtom 
roku odbył praktyki, wysłany został na pmwincyą na 
urzędnika. Lecz zaledwie wyjachał, na wyraźny I'ozkaz 
X 6 odwołany został, pod pozorem niby, że nie skOll- 
czył praktyki. Lubo wielu należało do redakcyi »De- 
kady((, tt'zech ich jednakże jako głównych redaktorów 
podpisywało się; cenzura tak surowo mazała artykuły, 
ze z przyniesionych rękopisów na cały numer ledwo 
10 część została. 
W niedzielę, jeżeli nie wyjadę, napiszę; ale radbym był 
co najprędzej w Wilnie. Żadnego nie odebrałem listu 
z Warszawy i w niepewności sroższej nad wszystko 
zostaję, boby to lub owo należało przedsiębrać. 
Bywaj zdrów, mnie kochaj! Poczta do Wilna w nie- 
dzielę o 6 lub 7 rano i we śmdę rano takoż o 6 lub 7. 


DXIII. K. Piasecki do Kozakiewicza. 


[15/27 sierpnia, 1822, Wilnol. 


Kochany Stasiu! 
Listu twego prawie nie rozumiałem z tern większą 
przykmścią, im bardziej moją zaostt'zał ciekawość. 


ot 1822 


Augusta 15. 


1 Nazwa grunek. I Ludwik Piątkiewicz; por. t. II. 30j. 
I W. Ks. Konstantego.
>>>
225 


Prawdziwie jest to rzecz przykra; wtrącałeś rzeczy 
przeciwne, któl'e chyba sam objaśnić będziesz w sta- 
nie. Czekam niecierpliwie wiadomości pełniejszej 
o wszystkiem. Tu tylko jedną zrobię uwagę; jak to jest 
źle, kiedy się wcześnie nie wie o całe m swojej familii 
położeniu, a ten, co uczy się o Grekach, nowożytnych 
państw wie dochody, długi, nie zna domowego składu 
interesów; to jest najpierwsza statystyka, której ro- 
dzice dzieci nauczyć winni. Co do mnie, zawsze zdrów. 
Nie mam sądów, a jednak siedzę w Wilnie; czas i pie- 
niądze się oszczędzają. Miałem myśl z Brodzkim po- 
cztą do ciebie zawitać, ale szkoda pieniędzy. Jak na 
ten raz żałuję, że nie jestem bogatym. Łatwiej im czasem 
swym rozrządzać, naukę nabyć i przyjemności użyć. 
Lecz oni tej łatwości nie znają. Używają przyjemno- 
lici do znudzenia, pracy ani na naprawę do swego 
życia nie pIzykładają ; więc kontent jestem, żem nie 
bogaty. 
Był tu Napoleon l i wkrótce znowu przyjedzie na 
ciągłe mieszkanie; wyjazdu się zrzeka. Dzieło ich w gro- 
dzie 2 na stole toczy się; wkrótce ich wezwą wszyst- 
kich do stawienia się w Wilnie i w tern potrzeba ioh 
pouprzedzać, o czem Franciszkowi Mickiewiczowi mó- 
wiłem i Dombrowsldemu Stefanowi s, który miał do 
Tomasza napisać. Onufra uściśnij odemnie; jeśli nieba 
moim zamiarom pobłogosławią, może się zobaczymy 
na przyszłą z nim wakacyą. Gut mi mówił, że on chce 
porzucić Koronę i w Litwę wrócić; dałyby to nieba, 
gdyby tylko dobrze - o tern napisz. Jeżowski w Tro- 
kach siedzi dobrze mu tam. Szerok pisał, że listów 


I Nowicki. · T. j. w sądzie grodzkim; sprawa studentów obwi- 
nionych o Zlliewatenie kapitana Pełskiego dostała się do sądu gro- 
dzkiego. Por. list Czeczota do Pietraszkiewicza z dnia 12 marca b. r. 
Nr. CCCCXCI. . Stefan D o m b r o W s ki - Filaret, naletał 
do grona Amarantowego (fizycznego). 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. tS
>>>
226 


od nas żadnych nie ma, co mnie dziwi; pojutrze na- 
piszę do niego. Marcinowski u nas w kozie siedzi na 
miesiąc skazany za to, że w 86 Nr. Kuryera zamieścił 
wyjątek z Gazety Warszawskiej z Anglii o Grekach 
i Turkach. Zresztą sztafety z Wilna do Warszawy czę- 
ste. Ludzie się oswajają z kozą. 
Ale, ale - odkryłem sekret: Pelagia we mnie się 
kocha, a do tego liczy na mnie. Od momentu, jakem 
się o tern dowiedział, zacząłem stronić i wyraźnie oka- 
zywać przeciwność. Martwi ją to, jak uważałem, a mnie 
cieszy choć jeden na świecie tryumf. Ty, co przywy- 
kły jesteś do tych tryumfów, czuć tej przyjemności 
nie możesz, lecz dla mnie, co ledwo w życiu mem 2-gi. 
jest miła słodycz, lecz pełna jadu. Cóż robić, kiedy 
natura przeznaczyła dla jednego przyjemność cierpie- 
niem drugiej! Więc ja nie winienem ani w oczach 
moich ani w twoich, kochany mój, drogi Stasiu. 
Kazimierz. 


1822 Augusta t5. 


Piszę w ten dzień, I 


Co w dzwony biją, 
Z procesy ją 
I z Majestatem 
Do Trok latem 


jedni poszli, drudzy pojechali, a jednak wielu zo- 
stało. 
Papie twojemu i stryjowi mój szacunek i najniższe 
ukłony proszę oświadczyć. 


1 Uroczyste święto Wniebowzięcia N. 111. P. 



............
>>>
227 


DXIV. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[15/22 sierpnia 1822]. 
* 15 augusta [1822], w Wilnie. 
Nie wiem, skąd ta łaska, że przecież do mnie ćwiar- 
teczkę wyprawiłeś. Napróżno w Szczorsach tak długo 
i tak niecierpliwie czekałem na jakążkolwiek wiado- 
mość. Oowiodłeś aż nadto. że cię te drobnostki mało 
zajmowały, chociaż one nie były zgoła d.-obnostkami 
dla twego przyjaciela. 
Dziwno mi. że teraz ukarżasz się, żem cię w 1- 
skołdzi nie odwiedził; a skądże to ja miałem odga- 
dnąć. że cię znajdę w Iskołdzi? Powiedziano w Płu- 
żynach, jakobyś jeździł do Ślizienów , czy też do Uła- 
now!!zczyzny; nie wiedziałem, jak tam długo zabawisz. 
Ale dosyć tych wymówek nieprzyjemnych. 
Przechodzę do doniesień, może równie dla mnie 
pl'zynajmniej nieprzyjemnych. Widać, że mój list do 
Nowickiego l zaginął; inaczej wiedziałbyś, że z wyja- 
zdem za granicę wszystko już poszło na wywrot 
i całą teraz moją jest u,ilnością, aby poczynione w tej 
mierze kroki cofnąć i uniknąć grożącego niebezpie- 
czeństwa. Nowe zaszły trudności! Prawdziwie teraz 
przekonywam się, że nie los rządzi światem, a przy- 
najmniej ten los musi mieć dobre oczy i rozum, bo 
niepodobna lepiej wykalkulować wszystkich przeciwko 
nam zawad. Tymczasem usuniono z Kowna Kozłow- 
skieg02 na skutek raportu Chodźki s za nadto suro- 
wego i może niesprawiedliwego. Naturalnie, że ta 
okoliczność przypomniała mnie Uniwersytetowi; dano 


l Ferdynanda. . I\likołaj K o z ł o w s k i był na miejsce I\lickie- 
wicza nauczycielem w Kownie. . Jan Chudźko wizytował w tym 
roku szkołę kowieńską; sekretarzował mll Zan. (Por. str. 208, 2). 


IS-
>>>
228 


więc zalecenie, abym do Kowna powracał. Udało mi 
się wprawdzie przemienić opinią zgroma[dzenia] na- 
ucz[ycieli] w Kownie; ale że już raport poszedł do 
kuratora, jeśli się Kozłowski nie wyrobi u rządu, ja 
muszę jechać. Mógłbym ekskuzować się chorobą, ale 
cóż stąd wypadnie? Siedzieć w Wilnie nie podobna 
bez narażenia się na mnogie niebezpieczeństwa; 
w Szczorsach wygodne życie, ale bez zajęcia się wi- 
sieć jakby na łasce pańskiej nie zgadza się z moim 
sposobem myślenia. Podobno tedy przyjdzie, zamru- 
żywszy oczy, jechać do Kowna. 
Łatwo wystawisz, co mię tam czeka. Jeden Fran- 
ciszek, który mię listami niegdyś pocieszał, i ten za 
granicą]! W innych czasach lękałbym się o moje zdro- 
wie, ale kto się nic nie spodziewa, ten się nic nie 
lęka. Prócz tego obojętną mnie rzeczą teraz, gdzie 
będę, jeśli nie mogę być za Renem, za Alpami, za 
Peloponezem. Podróż tylko była moim ulubionym przed- 
miotem myślenia i jedynem życzeniem, która jak 
wszystkie życzenia, omyliła mię wtenczas, kiedym jej 
najgoręcej pragnął. . Oto masz całą treść ważniejszą 
doniesiell, drobniejsze szczegóły zostawiam nadal. 
Wiedz i o tern, że sprawa, do któl'ej byłeś wplątany, 
agituje się w grodzie 2; dobrze by napisać do Chodźki, 
aby nie zaspał i w Wilnie około tego pochodził. 
Odpisz, adresując do Moritza. Jeśli zechcesz, bę- 
dziesz miał co odpisać: jesteś w Tuhanowiczach! 
Chciałbym sam jeszcze przejechać nowogrodzkie 
strony; ale nie wiem, czy się uda przed pierwszym 
septembra, a na pierwszy muszę być na miejscu. Zre- 
sztą czekam także na wiadomości od ciebie, których 


I MaJewski bawił Da studyach w Berlinie. 
grodzkim; por. st.-. 223, 2. 


. t. j. w sądzie
>>>
l 


229 


naprozno w Szczorsach czekałem. Jeśli życzysz WI- 
dzieć się ze mną, odpisz natychmiast. 
Ucałuj odemnie panów Michała i Józefal. Złóż 
moje uszanowanie JW. Marszałkowej 2, jeśli będzie 
w Tuhanowiczach. 
O Nowickim 3 tu się pytają; ale nic do nikogo nie 
pisze, i ty nie doniosłeś, gd7ie się obraca. Napisz do 
kogo ze znajomych, aby ci o biegu sprawy donieśli; 
ja nic dowiedzieć się nie mogę, bo oprócz bruków 
ścian nikogo teraz w Wilnie znajomego nie mam. 
Adam Mickiewicz. 
15 4 augusta w Wilnie. ' 
Franciszek pisał z Berlina; ciągle nas oczekiwał, 
wszystko mu tam zbrzydło i jak widać, wiele cierpi. 
Wiadomość [o] mojem przyszłem przeznaczeniu będzie 
dla niego bardzo smutną. Kozłowski przybył; może 
zostanie w Kownie. Marcinowski poszedł na miesiąc 
zlozować w kozie Żołkowskiego. 


DXV. Maryla do Ad. Mickiewicza. 


[18/30 sierpnia 1822, Tuhanowicze]'. 
Le 18 lAout, 1822]. 
V ous souffrez, mon amio V ous etes malheureux, 
vous vous negligez! Dites-moi ce qui cause vos souf- 


l Wereszczaków. . Matce Maryli. 8 Napoleonie; por. str. 225, 1. 
. W A pierwotne 13 przel"Obiono na 15. · Zwrot teRo listu "Soyez 
grand« cytuje Czeczot w bście z d. 28 września 1822 (Nr. DXXXV); list 
więc pisany w r. 1822. Dala dzienna wypisana na czele listu "Le 18«. 
Otót 18 Wł-Zcśnia nie mógł b)'ć pisany, gdy t tego dnia l.an był wc Wilnie 
(por. Nr. DXX\'I), a te list był" ręczony Zanowi ("l\1r Tom part«), więc 
mote pochodzić tylko z czasu wakacyjnego, t. j. albo II! lipca albo z 18 
sierpnia. Oświadczamy się za ostatnią datą, przypuszczając, te to ode- 
zwanie się Mar),li wywołały "przeraźliwc listy.. z \Vilna "o losach 
Adama« (Por. list T. Zana do Ad. Mickiewicza z d. 18 września t. r. 
Nr. DXXVl). 


-
>>>
230 


frances et quel remede en faut-iI? Oubliez-moi mon 
ami, s'il le faut pour votre bonheur et votre tran- 
quillite. S'il ne fallait que mon amour pour votre 
bonheur, vous seriez trop heureux. Mais non. Au 
lieu d'attribuer en quelque sorte a votre bonheur 
c' est moi seule qui est la cause de tous vos malheurs. 
Vous ne pouvez vous imaginer combien cette idee me 
cause de peine. 
Soyez raisonnable, mon ami, ne negligez pas vos 
taIents. Oubliez cet amour qui fait votre malheur. 
S'il faut pour votre tranquillite que tli ne me revoies 
plus, je le conseos. Je vous donne une pIeine 
pouvoire (s) d'agir comme ił vous plaira, pourvu que 
vous soyez heureux, content et tranquiIle. La seuIe 
chose que je vous recommande, c'est de conserver 
votre sante. Pensez qu'elle est bien chere pour mOi. 
Soyez grand, mon ami! 
Mr. Tom part. Je doi s finir mon griffonnage. Au 
nom de Dieu, brulez cette Iettre et ne la montrez 
3 personne. 
EncOl'e une fois, je vous conjure de conservel' votre 
sante, si chere a mon coeur. 
Vous trouverez un grand desordre dans cette lettre, 
car c' est 3 plusieurs reprises que j' ecris. 


DXVI. Czeczot do Kozakiewicza. 


[20 sierpnia (I września) 1822]. 
20 sierpnia Szczuczyn. 
Ustnie i oczywisto proszony od Nufra do napisa- 
nia tego listu, mam honor zawiadomić WWM. Pana 
Dobrodzieja. iż Nufr po odbytej przed kilką dniami 
podróży do Rożanld l rozchorował się trochę i lubo nie 


I Por. Nr. DXU. 


-
>>>
l 


231 


obłożnie, jednak więcej leży i siedzi aniżeli chodzi. 
bo stłukł sobie de... u... du; i ja także, Donkiszot 
nowy, odbywszy w piątek blizko sześciomilową Pł-O- 
menadę konno, de... u... du brzydko stłukłem i sie- 
dzę tutaj od dwóch dni i leczę się I-azem z Nufrem. 
Nie mamy ci nad to nic osobliwszego donieść. Ja jutł-O 
powracam do domu. Szkoda, !-eś ty dziś po gazetę 
nie pl-zybiegł, a szkoda, że ja przeszłej niedzieli po- 
dług obietnicy zjechać tu nie mogłem. 
Odsyłamy ci gazetę. ale czego w gazecie niema, 
dodamy. Niedawno powrócił jeden Jegomość z Wilna 
i pl-zywiózł wieść, że Marcinowski za jakiś m-tykuł 
gazety wzięty do kozy l na miesiąc. Przelękniony, 
a tchól-z okł-Opny, konający Pl-awie, był z wielką pa- 
radą ciągniony do przybytku koziego; tam go powi- 
tał kolega Żołkowski 2 śpiewem: "Kto w kozie nigdy 
nie bywał, ten nie zna ł-Ozkoszy((. Już wkrótce koń- 
czący swoję I-ekolekcyą, dla przyjaźni kolegi obiecywał 
dmgi miesiąc dla kompanii I-ezydować w kozie. Cie- 
szyłem się, że pn:ecież napadł na swoje Cyklops. Je- 
chał go sęk. a my bądźmy zdł-Owi! 
(Adres): 


a Monsiem- 
Monsieur Stanislas 
de Kozakiewicz. 


. POI". sir. 226. . Aleksander Ż o ł k o w ski. 
8 T. j. Marcinowski
>>>
232 


I 


DXVII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[około 20 sierpnia (1 września) 1822, Tuhanowicze]t. 
Wyjątek z dzieła pod tytułem: ))Świat i miłość czyli 
dzieło i życie moje«. 


Tom 3-ci. ROZDZIAŁEK VII. 
Znaleziony, może to będzie obl"ona mężc7yzn. 
Myśli moje, zdania i uczucia tak już ze wszystkich 
względ6w są w ł-Ozdziałkach opisane, tak wyczel"pane. 
iż nic w sobie nowego znaleźć nie mogę, coby kocha- 
nego czytelnika obchodzić albo zabawić zdołało. To 
przekonanie powinnoby mnie odstręczyć od pisania; 
mam atoli niezmierzoną chęć do bazgraniny, zwła- 
szcza, gdy znalazłem stary rękopis pobrudzony i od 
SZCZUł" (s) pogryziony, z kt6rego czynione wypisy I"OZ- 
działki moje napełnią, chęci pisania uczynią zadosyć, 
a może i kochanego czytelnika więcej, jak ja sam, 


1 H. d. Nie ulega, zdaje się, wątpliwości, że Zan w obu J"Ozdział- 
kach, VII i VIII, opIsuje Mickiewiczowi w sposób dość niejasny Uak 
mu to sam poeta w następnym liście Nr. DXVIII wytyka) swoje 
wrażenia z pobytu w Tuhanowiczach. Jeżeli Mickiewicz w liście Nr. 
DXVIII lI1a na myśli Iylko J"Ozdziałek VII (»Napisałeś zbyt krótko«), 
to przypuścić należy, że następny, VIII, został napisany i posłany nie- 
długo po VII, gd}'ż pierwszy list Mickiewicza z Kowna (Nr. DXXXI) 
nie jest odpowiedzią na rozdziałek V I II, lecz na list późniejszy, który 
nas nie doszedł. Oba rozdziałki są naszem zdaniem odpowiedzią na 
wezwanie Mickiewicza w liście z 15 sierpnia: »Jeśli zechcesz, będziesz 
miał co odpisać: jesteś w T u h a n o w i c z a c II'! Oba więc pi!Ene po 
15 sierpnia, jak już zresztą wskazuje wzmianka o imieninach Maryli 
(15 sierpnia) w J"Ozdz. VIII, około 20 ..ierpnia, nie później, gdyż 1\li- 
ckiewicz, niezbyt pochopny, jak wiemy, do korespondencyi, odpisuje 
(nie wiadomo, na jeden, czy na obydwa) jeszcze przed końcem sier- 
pnia, przed swym wyjazdem do Kowna (Por. Nr. DXVIII). \V braku 
jakiejkolwiek podstawy do datowania rozdziałku VIII, obejmujemy oba 
rozdziałki jedną (przybliżol1Ot) datą, ile że oba treścią ze bobą się łączą 
i Zan zdaje się je uważać za jedną całość.
>>>
. 
I 


233 


mOJ »Świat i miłość, moje dzieło i życie«, zainteresują 
i zabawią. Rękopis nie ma tytułu, ale z całego ciągu 
można poznać, że to są listy; gdzieniegdzie dołożone 
są uwagi, lub ciemniejszych części w liście wyjaśnie- 
nia. Początek cały wydarty; eo wyczytam, to piszę: 
. . . ludzie nie są złymi z natUl-Y; ich działania no- 
szą na sobie piętno początkowej edukacyi, a najbar- 
dziej okoliczności, w jakich przez ciąg swego życia 
zostają. Cóż mówić o młodych, któl-zy idąc za popę- 
dem uczuć swoich, działają? Nigdy niecnotIiwymi 
być nie mogą, więcej są użalenia, niż kal-y i wYI-zucań 
godni, jeżeli się im czasem zdał-zy przestąpić gl-anice. 
pl-awami społeczności lub opinii zakl-eślone. .' (wydar- 
to)} Najtł-udniej cnoty z uniesieniem i uczuciami po- 
godzić: jedne drugim są na wstł-ęcie. Stąd bał-ZO 
często wynika, że cnotliwy w istocie może z POZOl-ÓW 
zasłużyć na naganę u ludzi, którzy o samej tylko 
pl-zeszłości najsprawiedliwiej sądzić mogą, o teraźniej- 
szości zawsze błędnie. Co wszystko pokazać się musi 
w następnej . . . . w sa . . . y. 
Kochana Adelko! Nie będę ci dzisiaj donosić o mo- 
im ogródku, kwiatach, zielonej łączce, o mojej pięk- 
knej topoli, gdzie chłodu używam, gdzie mój jasny 
bnęczy stmmyk, o moich pieśniach, muzyce i lektu- 
l-ze, o moim słowiczku i baranku; wieszże dlaczego? 
Inna mię myśl zajmuje: cała jestem w najsłodszem 
oczekiwaniu, z I-adości skaczę i pląsam koło mojej 
najmilszej mamy, całuję jej ręce, cały dom w ruchu, 
sto ł-aZY wybiegam na wzgól-ek, skąd daleko widać 
gościniec, sto razy omylona, powl-óciłam nazad. Dziś 
pewnie pl-zyjadą, pewnie przyjadą; jakże mile bawić 
się b
dziem! Co za niewypowiedziana radość! Pewnie 
przyjadą; papa zmyślać nie lubi, a napisał... »skoń- 


t Tak w rękopisie.
>>>
234 


czyłem intel-esa, wyjeżdżam z Warszawy; zajadę do 
Wilna i zabrawszy z uniwersytetu Czesława i Ludmiła, 
naj pewniej będę l lipca«. Osądź sama, jak niecierpli- 
wie czekamy. - Ach, ktoś tam z dala jedzie! To oni, 
pewnie oni! - PI-zybywaj ze mną podzielać radość 
i zabawy. Twoja naj szczersza przyjaciółka 
Felicya. 
1 lipca... 
NB. Ale! ale! ma być z moimi bmćmi niejakiś p. 
Zbigniew; mówią, że dobl-y jakiś i wesoły człowiek, 
pełen nauki i talentów. Pozajutł-O przyjedzie p. szam- 
bela nowa z swoimi córkami i synami, będą tańce. 
Pamiętaj, jutł-O do nas przybywaj i nie daj długo cze- 
kać tej, co cię najwięcej kocha. Idalia tobie kłania, 
Leosia całuje... 


ROZDZIAŁEK VIII. 


Zielona niteczka porwana - sznureczek .le- 
d wab n y p I- Z Y s e I' c u s krę c o n y - c 2. a I- n a w s t ą- 
żeczka na palcu i na kapeluszu. Wyjątki 
i naj milsze wspomnienia. 


Wypisawszy list poprzedzający, zacząłem dalej 2.e 
stal-ego wyczytywać I-ękopisu. Kal-ta, któm następo- 
wała, tak była twdna do czytania, iż ledwo wydecy- 
frowałem te wyrazy, które za tytuł rozdziałku poło- 
żyłem; nie mają one żadnego na pozór znaczenia, lecz 
mogą być najmilsze, wiele mogą w niniejszej historyi 
znaczyć, wiele mogą wyjaśnić. Dalej następuje list 
Jał-Osza do Zbigniewa. 
»d. 15 lipca. J[ał-Osz] Z[bigniewowi] zdrowia i po- 
myślności. 
Dwa tygodnie przechodzi (s); żadnego od ciebie pisma
>>>
235 


nie mamy! Jeżeli twoja surowa cnota przymusiła cię 
opuścić pojętną uczennicę i dom p. jenerała, twoja 
dobroć nie uczyni cię obojętnym na dawniejsz.e i tak 
ścisłe związki. Długo nie pisać jest to sb-aszyć smu- 
tnemi przeczuciami cały ten dom szanowny. który 
cię uważa za syna i umie cenić twego serca i umysłu 
Pl-zymioty; jest to smucić barzo twojego przyjaciela 
Jarosza. Boję się, czyś nie słaby, czy jaka okoliczność 
nie odmieniła w tobie wielkich widoków i czcigodnych 
uczuć. Wszystkim ludziom, a mianowicie młodym 
nie I-adzą stal-zy i doświadczeni zaufać. P. jenerał, 
ile I-azy jest z nami u stołu lub przy herbacie, z unie- 
sieniem o tobie wspomina, ciągle siedzi zamkniony 
w gabinecie, ma liczne kOl-espondencye, I-ozmaite oso- 
by często go odwiedzając, jakieś czynią układy, które, 
rozważając nieszczęśliwy stan kl-aju, pl-zeniknąć łatwo 
możesz. P. Emilia od twojego wyjazdu polubiła oso- 
bność, smutna i zamyślona, twojego wspomnienia 
unika, tylko w owym zielonym gaju na gÓl-ze odczy- 
tuje książki, któl-eś wstawił. rozważa prawdy, któreś 
z taką przyjemnością w jej sel-ce wl-azić umiał. Nie- 
raz widziałem jej piękne lice łzami zalane, kiedy 
pl-zegl-ywała te sztuki, któreś lubił. Nie mam tyle 
przymiotów, abym mógł godnie zastąpić ciebie, tak 
miłego i pożytecznego dla niej nauczyciela, któl-y bo- 
jąc się wl-ażeń, jakie czynił na młodym umyśle, może 
za nazbyt szkl-upulatnie niedokończone zostawił nau- 
ki. Ani moje stał-ania, ani stal-ej naszej ciotuni, która 
dzieje i baśnie opowi:-łda, nie mogą jej wyrwać z za- 
dumania i jakiejś miłej melanchol.. (wydal-to) 1 
Do Adeli: (początek wydal-ty)2 "Ciebie tylko do mo- 
jej radości i szczęścia nie dostaje. Duch jakiś niebieski 
zstąpił do naszego domu, wszystko ożywia, wszystko 


· Tak w rękopisie. 


» Tak w rękopisie. 


100..
>>>
236 


uszczęśliwia. Wiadome ci nasze najpl-zyjemmeJsze za- 
bawv; tańce, przechadzki, śpiewy, muzyka codzień 
nabywają nowej rozmaitości, codzień większej przy- 
jemności. Czesław mimo słabość zdrowia grał wczo- 
raj z uniesieniem całej kompanii koncert na skl-zyP- 
cach; ja tylkom co się nie rozpłakała, zapatrując się 
na kochanych papę i mamę, którzy się rozpływali 
z radości. Sam tylko Robel-t szambelanic był smutny. 
Ludwik onegdaj z rana puszczał balon w powietrze; 
poleciał bano wysoko, płakałam nad kotkiem, któ- 
rego nielitościwie do tego balonu przywiązano; jakże 
dl-żał, jak miauczał, unosząc się do góry! Nazajuh-z 
wieczOl-em dawał fajerwerk; barzo się dobrze udał, 
wszystkich ucieszył. Moja cyfra, trzymana w powie- 
trzu od aniołków złotych, paliła się białym, różowym 
i błękitnym płomieniem. Wszystkiemu pnewodniczy 
Zbigniew; sam czyta dla nas co dzień poemata By- 
rona, które sam tłómaczy. Wszyscy go z niezmiel-ną 
ciekawością i interesem słuchają; z taką mocą i ener- 
gią umie wzbudzać w sel-cu uczucia, któremi sam jest 
pnt:nikniony! Nie mogę dobrze go poznać, jednak 
osobliwszy człowiek. Nigdy ci nic nie zataiłam i te- 
raz nie taję, że kiedy jestem sama, czuję jakąś słodką 
tęsknotę, jakąś miłą bojaźń, jakieś ł-Ozrzewniajc}ce 
pneczucia. Jestem jednak zawsze jednostajnie wesoła, 
zawsze jednostajnie zatmdniona. Ale, ale - nasza 
Leosia tak podobała Zbigniewa, że się z nim ustawi- 
cznie bawi; on ją pieści, wynajduje cacka, przynosi 
kwiaty gustownie ułożone; ł-aZ jej oddając bukiet, 
spojrzał na mnie wielkiemi oczyma, tak, żem się za- 
rumieniła, nie wiem, dlaczego. Szambelanic spodzie- 
wany a ty...« ciąg dalszy później. 


.........
>>>
-I 


237 


DXVIII. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[olwło 27 sierpnia (8 września) 1822, Wilno)1' 
Nie b3l-dzo byłem kontent z mzdziałku odebl-a- 
oego z wielkiem ukontentowaniem, bom nie szukał 
w nim zabawki. Napisałeś zbyt krótko, a w wielu 
miejscach niejasno; nie uwierzysz, ile mi to spl-awiło 
gOl-YCZY, wszelka bowiem dwuznaczność stosownie 
do humoru tłumaczy się I-az na dobrą, drugi I-az na 
złą stmnę, a zawsze aż do egzagel-acyi gubiąc się 
w takich wykładach, długo byłem niespokojny. Nie 
doniosłeś mnie zgoła, czy mó.j list ostatni I-ąk twoich 
doszedł i czy wiesz o moj
m smutnem na przyszły 
rok pl-zeznaczeniu! Co tern boleśniejsza, iż teraz wła- 
śnie odebrałem z Warszawy od Mazura 2 wiadomość 
o znacznych na dmgę s posiłkach. Łyżka po obiedzie! 
Nie doniosłeś znowu, czy masz wiadomość o spl-a- 
wie i jakie pl-zedsiębmłeś śmdki. 4 Z tej okoliczno- 
ści osh-zegam cię, abyś przybywszy do Wilna, skom 
zsiędziesz z powozu, nigdzie nie zachodząc i z nikim 
się nie widząc, udał się natychmiast do kandydatów, 
do KI-ynickiego, gdzie znajdziesz odemnie listek, jak 
masz dalej postąpić; nie zapomnij o tern ostrzeżeniu 
i ściśle je wykonaj. Powtarzam, abyś piel-wej z nikim 
się nie widział; dobl-zeby na dawną kwatel-ę od razu 
nie zajeżdżać. Zresztą nie nadawaj temu ostrzeżeniu 
zbyt ważnych i gmznych wykładów. Spl-awa ta zape- 


1 List pisany. iak wynika ze słów "gdy t ja przed pierwszym (wrze- 
śnia) muszę być w Kownie«, przy Iwncu sierpnia; ze względu na dzień 
pocztowy dla Nowogródka dajemy przyblitoną datę 27 sierpnia 1822 r. 
Że M. był jeszcze w tym dniu w \Vilnie, dowodzą słowa K. Piaseckie- 
go w liście do Kozakiewicza z d. 1 w.-ześni21 t. ,'. (Nr. DXX) "Adam w y- 
j e t d ż a do Kowna«. I Lelewela. I Zamierzony wyjazd za 
granicę nie doszedł do skutku. · Por. str. 22S, 2. 


--
>>>
238 


wne skończy się na niczem, lubo wplątanie mię do 
niej bal-dzo mi wiele zaszkodziło. 
Nie doniosłeś po b-zecie, kiedy do Wilna pl-zybę- 
dziesz. Nie będziemy zapewne widzieli się z sobą, 
gdyż ja przed pierwszym l powinienem być w Kownie! 
Credite posteri! 
Ale nac6ż mam wyliczać, o czem nie doniosłeś, 
kiedy i doniesienia twoje, zbyt kl-ótkie, nie wiele warte 
podziękowania. Musisz, przybywszy do Wilna, obszer- 
nie do mnie napisać. 
Bawiłem od pl-zyjazdu z Tmk 2 w Wilnie zdrów 
wpl-awdzie, ale dla tylu kłopotów i niepomyślności 
zająć się niczem nie mogę i pierwszy raz doświad- 
czyłem w tych czasach, co to jest nuda. 
FI-anciszek pisał z Saksonii; wojażuje piechotą po 
.Riesengehirge (GÓl-ach Olbrzymich). 


A. M. 


DXIX. Kozakiewicz do Piaseckiego. 
[28 sierpnia (9 grudnia) 1822]. 
Głębokie' 28 sierpnia. 
Stanisław Kazimiel-zowi. 
\Viadomość o moim funduszu nie nadto pomyślna, 
niszcząca już osnowane projekta, niedoskonałość 
w usposobieniu się naukowem, bl-ak sposobności po- 
Pl-awienia tej niedoskonałości tyle, ile gruntowne po- 
znanie wewnętrznej słabości i zamiary, bliżej nas do- 
tykające, wymagają, długi mnie uciskające i niemo- 
żność zupełnego w mku idącym ich zaspokojenia _ 
były to myśli i
przyczyny, nasb-ęczające się z poznania 


l Września. I z StarycII Trok, gdzie przebywał Jcżowski. 
I G ł ę b o k i e - dwa folwarki w niewielkiej odległości od Szczu- 
czyna w pow. lidzkim. 


.......
>>>
239 


stanu interesów ojca mojego, a mocno mzdziel-ają ce 
serce moje. PI-zyznasz zapewne i ty, że ze zbiegu tylu 
okolicznm'ici obojętnym i spokojnym być nie można. Ro- 
zerwanie umysłu i gwałtownie cisnące się do sel-ca mego 
uczucia w momencie odebl-ania od ojca mego wiado- 
mości, o której ci obszernie już doniosłem, były chwilą, 
kiedym pisał piel-wszy list do ciebie. Mogłem co sprze- 
cznego wyrazić, lecz wynagrodziłem to, objaśniając 
wszystkie okoliczności następnem pismem. 
Kilka już razy widziałem się z Onufl-ym. Miał 
odwiedzić Wilno; chomba obłożna zmieniła i popsuła 
jego Plojekta. Chce pozostać w Litwie, bo w Lubli- 
nie z lichej pensyi, którą pobiel-a, ledwo piel-wsze po- 
trzeby może opędzić. Podał pmśbę do Komisyi wy- 
znań i oświecenia o powiększenie pensyi; ta mu od- 
powiedziała, że może być umieszczonym na etacie. 
Żądał powtóre zupełniejszej i ostatecznej odpowiedzi, 
lecz dotychczas jej nie otrzymał i najmniejszej z Wal-- 
szawy nie ma wiadomości. W Wilnie miał starać się 
o plac nauczycielski, lecz chOl-oba wszystko mu zni- 
weczyła. Chyba więc koło 15 pl'zyszłego miesiąca ze 
mną przybędzie. - Napisz do mnie o śled7hvie t, na 
jakim ono stopniu stoi, i o tem, co masz tylko cieka- 
wego do uwiadomienia. Bądź zdl-ów i kochaj mnie! 
Pisałem do ciebie pI-zez Pietraszkiewicza. Kiedy 
się zmienił pmjekt, on listy moje oddał niejakiemuś 
Romanowskiemu, jadącemu do Wilna; czy je odebra- 
łeś, uwiadom. 


(Adres): 
Wielmożny 
Piasecki 
Regent Dobl-odziej. 


l Por. str. 2
5, 2.
>>>
240 


Jeżeli I-aczysz odpisać, to list odeszlij do Malew- 
skich. 


DXX. K. Piasecki do Kozakiewicza. 


[1/13 września 1821]. 


· Wilno 1822. 7bra I. 
Stanisławowi Kazimierz. 
Prawdziwie, co dotąd do mnie napisałeś, jest dla 
mnie enigmą. Dziwiło mię to, że dotąd od ciebie nie 
miałem listu, a to widać należy pl-zypisać łasce nie- 
jakiegoś pana Romanowskiego, któl-y sobie użył na 
papiloty ciemnego pokoju. Adam wyjeżdża do Kowna. 
Jeżu bawi w Trokach; jak mi mówiono, że przez dwa 
dni był w WiIni
. Jan Krożski l przejeżdżał tędy i brata 
swego na łasce boskiej zostawił. Kowalewski wczoraj 
stanął w Wilnie, a Szeroki do mnie pisał, że już jest 
w drodze; 6-0 albo 7-0 p.-zybędzie. Bm-dzo on ci dzi
- 
kuje za listy twoje; tobie on najwięcej jest wdzięczen 
za wiadomości i listy. ZI-esztą wszystko u nas ponure, 
zimne, drewniane, kwaśne. Żegota był w Wilnie dwa 
dni. Dowiadywałem się o ich spl-awie 2; nic stJ-asznego, 
sąd nie może im nic zrobić, bo prócz tego, że niema 
przeciw nim dowodów, i to jeszcze jest śmieszna, jak 
oni mają sądzić, kiedy Pełski nie skarży ich, że oni 
go pobili, ale wypisuje, że on pobił kłócącego się z nim 
młodzika. Więc dziwna rzecz, kogo tu sądzić: czy oskal-- 
żonych, czy skarżącego. 
Otrzymałem list od Onufra, żebym tu o miejsce 
dla jego brata się starał; nie tylko mam w tern t.-u- 
dność, ale nawet niepodobieństwo widzę. Niema jego 


1 Sobolewski. 


· Por. str. 225, 2. 


-"
>>>
l 
, 


24 1 


w Wilnie, a szukać dla niego miejsca to jest najtru- 
dniejsza. Widziałem się raz ze Skoczkowskim 1 : zapra- 
szałem go na wino, ale mi odmówił. Odłożyłem więc 
na raz drugi i byłbym już dotarł u niego przyrLecze- 
nie, gdyby nie moja choroba na żołądek zatrzymała 
mię przez dwa dni w domu; nie zapomnę jednak sta- 
rać się. Wakacye zeszły, a ja nic nie zrobiłem, prawie 
na bzdurstwach czas zeszedł. Lata biegną. Daniłowicz 
już powrócił z Warszawy. Lelewel tam się został; ma 
aż w końcu septembra przybyć. Janko 2 ledwo 6 tego 
miesiąca przybęd:1.ie, jak mi mówił Frąckiewicz. W Puł- 
tusku, mówił Daniłowicz, wypędzają z ludzi dyabłów; 
z baby jednej ksiądz wyegzorcyzmował szatana, ale ten 
nie inaczej chciał ustąpić, jak tylko pod warunkiem, 
że okna kościelne wybije, co też i uczynił, a magistrat 
pułtuski przyświadczył o tem. Więcej jeszcze zjawiło 
się ludzi z dyabłami, których wypędzają czarni nas. 
dyabli. Wróciły się wieki średnie. Bądź zdrów! 
Wilno, 1822 septembra 1. 


DXXI. Ad. Mickiewicz do Pietraszkiew. 


[3/15 września 1822]. 
Onufremu z[drowia] i p[owodzenia). 


Z Kowna 3 Septem[bra]. 
Ledwie mam czas chwycić pióro - tyle przeno- 
sin, sprawunkÓw, przyborów i prac
oślej, którą znowu 
rozpocząłem. Mam ci krótkie uczynić zapytanie. 
Jeśli porzuciłeś Lublin i nie myślisz tam powracać, 
co z sobą zrobisz? Są tu w okolicy dobre miejsca gu- 


I Jan Skoczkowski, zastł.pca dyrektora gimn. wil. · C:u:czot. 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. t'
>>>
24 2 


wernerskie- jeśli te miejsca zasługują kiedy na imię 
dobrych. Tutejszy dozOl'ca honorowy, Zabiełło l , szuka 
kogo do swego synowca małego i podobno synowicy. 
Dałby wszelkie wygody i sto dukatów, może i więcej. 
Dom jest uczciwy i grzeczny, bylibyśmy blizlm i wi- 
dzielibyśmy się często; to są całe zalety tego miejsca. 
Nie znam twoich zamiarów i okoliczności, w jakich 
zostajesz; pomyśl, poradź się, odpisz. 
Adam Mickiewicz. 


DXXII. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


113/25 września 1822, Wilno]. 


13 7bra. 
Już blizko tydzień, jakeśmy przyjechali do Wilna. 
Nie pisałem dotąd, bo byłem to tern, to owem zajęty. 
Bardzoś rozumnie postanowił, żeś osiadł znowu w swo- 
jem Kownie; każdy ci to przyznaje. Siedźże i bądź tam 
szczęśliwy. Tytuniu paczek dwie posyłam. Kupił Ćwi- 
klicz 2, trafił podług informacyi. Podorożnej dla Len- 
sego wyrobić bez świadectwa marszałkowskiego nie 
można; teraz ściśle tych reguł patrzą i przestąpić for- 
malności lękają się. Tomasz już przyjechał. Bądź 
zdrów! 
Co do wiadomości 3, o które się pytałeś, donoszę, 
że wszystko tu bardzo spokojnie i nic ciekawego nie 
słychaL 
Manuskrypt do drugiego tomu, jak możesz najry- 
chlej, przysyłaj, bo yrenumeratorowie pokoju nie dają, 
pytając się o tom drugi. Z Zawadzkim' jeszcze się nie 


. Hr. Józef Zabiełło, dozorca honorowy szkół powiatu kowień- 
skiego. marszałek tego! powiatno · Zapewne Jan Ć w i k I i c z, 
Filaret, członek grona Zielonego (fizycznego). I O procesie; por. 
str. 225, 2. · Józefem, ksicogarzem, w którego drukarni składano 
Ballady. 


.ł.....
>>>
l 


243 


widziałem, w tych dniach obaczę. Napisz, jak prędko 
nadeszlesz. 


DXXIII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[14/26 września 1822]. 
D. 14 września 1822, z Wilna. 


Przyjechałem do Wilna w poniedziałek wieczorem 
i straszony listami l twoimi i Jeża. aż do dzisiejszej 
poczty bezpieczny i spokojny jestem. Sprawa z ofice- 
rem taki z nami i dotąd zachowuje stosunek, jaki 
przedtem miała. Jeżeli gród ma rozkaz albo zamiar 
i niewinnych ukarać, to mogę posiedzieć w kozie; 
przynajmniej uwolniłbym się od tych wieści, pogłosek 
i niespokojności, kt6remi codzień znajomi nawet mię- 
szać mię usiłują. Z P6łjanowskim, Ślizieniami 2 i moją 
bracią, których wszystkich przyjazdu dziś spodziewam 
się, mieszkać w temże samem miejscu, co i w prze- 
szłym roku, mam zamiar i będę. Ks. rektorS wątpi, 
czyli mnie, jako pod sądem zostającego, można wpi- 
sać do album. Ale mniejsza o te nieprzyjemności, 
wolę wspomnieniami i przypomnieniem serce nacieszyć. 
Wakacyą przepędziłem naj przyjemniej i gdybym m6gł 
tak całe życie przepędzić, nie byłoby szczęśliwszego 
nademnie. Kochany i szacowany w Bartnikach', miły 
i wesoło przyjmowany w Tuhanowiczach, serdecznie 
pożądany w Unichowie, gruszki i polowanie, szachy 
i miłość - czegoż więcej człowiek, jak ja, pospolity 
żądać mogłem? 
Całe nasze rozmowy z Maryą były o raju i Ada- 


l POI". Nr. DXVIII. . Ottonem i Rafałem. · Po ustąpieniu I\la- 
lewskiego był zastCOpcą rektora ks. J..drzej Benedykt K łąg i e w i c z. 
· u Śliźniów. 


Ib.
>>>
244 


mie; ciągle jest smutną i cierpiącą, a wtenczas tylko 
rozwesela się i przyjemności, kt6I'ą się napełnia, oso- 
bom otaczającym udziela, kiedy ja jestem, kiedy ze 
mną rozmawia, kiedy ją bawię. Stąd i P. Wawrzy- 
nieci bardzo si
 cieszy z mojego pr.lyjazdu każdego 
razu. Ani ma za złe, ani zazdrości osobnym rozmo- 
wom, jakie z Peri 2 miewam. P. konsyliarz s niepo- 
trzebny tam być się wydaje; nie jest w stanie prze- 
nieść si
 w taden sposób w uczucia, ł
tóremi się serce 
porusza: stąd też wyni
ają małe nieprzyjemności, które 
łagdzić, miar
owąć i odwracać często wypada. Naj
 
bardziej Marya trwoży się wiadomościami, przez kon- 
syliarza nięzgrabnie udzieIanemi, z którycb przekonyp 
wa się, że to, co miała za tajemnicę w swoim umy
 
śle, nie zupełnie jest t.ljemnicą. Hymn do młodości 4, 
zapieczętowany, z wielkiem w2;ruszeniem, którego prze- 
dcmną ukryć nie mogła, odebrała. Z mnóstwa przed- 
miotów i z rozlicznego roztargnienia wiadomości dla 
siebie przyjemne albo potrzebne odbierzesz, zadając 
mi zapytania, podług których myśli i pi6ro b
dzie 
kierował 


Tomasz. 


DXXIV. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[16/28 wrfłC
śnia 1822, Kowno1 5 . 
Kochany Tomaszu! 
Pozwoliłeś mi czynić zapytania; z tem wszystkiem 
nie będę cię męczył długą konfesatą. Pamiętam, żeś 


l Puttkame... . W perskiej milologii peri istoty obo.iej płci 
cudnej piękności, nieśmiertelne, tyjące w krainie czarodziejskiej (w raju), 
broniące ludzi od złych duchów; tu stała nazwa Maryli. 8 Fer- 
dynand Nowicki. · T. i. Odę do młodości. · B. d. "Pozwolenie« 
Zana na zapytania ma datę 14 września (Nr. DXXIłI), a odpowiedzi 
(Nr. DXXVI) na pytania Mickiewicza 1H września; "pytania" więc były 



 


.......
>>>
24 5 


mię zawsze lakonicznemi odpowiedziami zbywał l , a po- 
tem, cóż za odpowiedź może być dla mnie potrzebną, 
wieleż z nich będzie przyjemnemi? 
Powinienbym nie pytać się o nic; na nieszczęście to 
p o w in i e n b y 111 za wsze mało do mnie przemawia, słu- 
cham ciekawości - o, teby tylko ciekawości! - Masz 
niektóre zapytania: 
Czy Peri 2 wie, gdzie na rok przyszły zostałem, od 
kogo i jak przyjęła tę wiadomość? 
Czy nie wspomina o mnie kiedy w Tuh[anowi- 
czach] kto? z jakiego powodu? w jakim sposobie? 
Jakiemi to wiadomościami straszył kons[yliarz l, iakie 
nieprzyjemności miarkować wypadało? 
W odpowiedziach nie przestanę na ogólnych tylko 
wyrazach; pl'zytocz mn[i]e okoliczność, miejsce, czas, 
własne z ust wyjęte słowo, gest; ty umiesz, ty potra- 
fisz to tak dobrze opisać, jeżeli zechcesz. Bogdajby 
tylko moja instrukcya nie była tak wykonana, jak nie- 
gdyś wicie innych! 
Na tembym naturalnie list zakończył; chcesz-że 
co wiedzieć o Kownie? - Jeślib)'m zaczepił tę ma- 
teryą, musiałbym powt6rzyć wszystkie dawne półar- 
kuszowe i arkuszowe listy, wyrzucając to tylko, co mi 
niegdyś tutejszy pobyt osładzało, a co przy zmienio- 
nem położeniu mojem tylko mię smuci, a często 
przeraża. Wszystkie moje przyjemności kończą się na 
dobrem jedzeniu w traktyerze, daleko lepszem, niż da- 
wniej; do czego przydaj kilkakrotną kawę i lulkę, 
niekiedy jeżdżenie konno, brakuje mnie tylko własnej 


pisane mi"dzy 14 a 18 września, zapewne w sobot" 16-go września 
i posłane okazyą do Wilna, gdzie je Łan otrzymał 17-g o w niedziel" 
i zapewne zaczął pisać odpowiedL. zaraz w niedziel" po południu, 
a skończył w poniedziałek \"ano - , stąd na końcu listu data 18 
września. t ,zbyłam' A. . 1\1aryla.
>>>
24 6 


Huryssy 1. Dusza moja zdaje się, że umarła i dotąd 
ma się tylko passive. 
Do Jana pisać nie mogę. Wróciłem ze szkoły i nie 
mam ochoty długo pisać -- tymczasem proszę wyszu- 
kać w szafie domu emerytalnego obraz Polski i Li- 
twy po łacinie Gwagnina, małą książeczkę edycyi El- 
F zewirskiej 2. - Drugi tom Britische DichterprohefnJs 
po niemiecku i angielsku w Jeżowskiego mieszkaniu; 
za przyjazdem Łukaszewskiego oddać mu pozostałe 
tamże Kocebueg0 4 historyi pruskiej To[m) II i ży- 
cie Świdrygajła 6; poprosić uniżenie, czy nie pozwoli 
mnie do Kowna. 
Czy nie był u ciebie Karol Chłopicki? Poproś go, 
aby mi doniósł, jak Sawicki wypełnił mój sprawunek; 
nie[ch] do mnie zaraz napisze. Koczan 6 czy oddał 
Frąckiewiczowi lub Janowi dukata, posłanego na ty- 
tuń? Szerok czy przybył? MaJewski czy nie pisał? 


DXXV. Pietraszkiewicz do Czeczota. 


[16/28 września 1822, Szczuczyn]7. 
Janowi Onufl' zdrowia i pomyślności. 
Ośm złotych - ośm złotyrh za grubą z bibuły ko- 
pertę i w niej dymisyą! A, przez bogów nieśmiertel- 


I Nazwa ulubionej Idaczy, na której jeździła Maryla. . Res- 
publica sive status Regni Poloniae etc. Lugduni Batavorum apud Elze- 
virum 1626. (Między iunemi znajduje się tam i Gwagnina »Descriptio 
Sarmatiae europeae«). · Brittische D i c h t e r p r o b e n, Nr. 2 
(Die Belagerung- von Korinth, Die Finstemiss uud drei hebraische Lie- 
der von Lord B)'ron und Der natii.-łiche Tod von Crebbe). 1\lit Original 
daneben (von K. J. B.-eyer) Leipzig 1820. . Aug. Fryd. Fe.-d. 
K o t z e b u e: Prenssens filtere Geschichte, 4 Teile. I
iga 180 9. 
· Tente: Switrigail. Ein Beitrag zu der Geschichte von Litthauen, 
Russland etc. Leipzig 1820. . Zapewne Damazy K o c z a n z pow. 
kowieńskiego, Filaret, członek grona Rótowego (fizycznego). 
, B. d. Poniewat 14 września jeszcze Pietraszkiewicz bawił w Szczn- 


liIo.....
>>>
247 


nych, jakaż 10 duda z tego Marciejewskiego! Swojego 
listu napisał na jednej stronicy pięć wierszy i tak za 
kopertę, czwiartkę(s) papieru i dymisyą ośm złotych! 
A mógł quo urzędowe wyprawić pismo za numerem 
bez kosztu 1. Wszeteczny! goluchną kieszeń gołocić, 
wszeteczny! 
Ale daleko wszeteczniej, żem chory, żem osiadł na 
koszu; przeczuwałem, że Józefa 2 nie trzeba ruszać, 
i dobrze się stało, bo on pewniej kilkaset złotych s, 
a ja, tułacz, zbijam bruki wileńskie, albo warszaw- 
skie i bez celu cały rok. Ha, mój Janie, stało się. 
Błogosławiony, kto wziął synowicę rektora, ma 250 
pensyi i dobrze reputowany! l mnie z zaletą dali dy- 
misyą, dali, bom żądał; ale możnaż było przewidzieć, 
że zachoruję? Przeklęte czasy, nauki, dni - wszystko 
wszeteczne! Jużbym rad jechał; ogromna f1uksya, 
dziąsła wyższe od zębów i siedzieć muszę. We środę, 
jeżeli się polepszy, do Wilna ruszę, a najdalej w przy- 
szłą niedzielę - a po co? 


DXXVI4. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[18/30 września 1822, Wilno]. 
ot D. 18 września z Vlilna. 


ROZDZIAł
EK. 


o d p o w i e d z i. 
Brzozowski, który moje listy do Wilna i do Adama 


czynie (por. Nr. DXXX), przeto w)'mieniona w liście środa będzie za- 
pewne 20 września, a data niniejszego listu 16 września (bo w p r z y- 
s z ł 'l n i e d z i e I ę najdalej ma wYl"uszyć do Wilna), t. j. sobota, B list 
pisany na pocztę niedzielną. 
, lI1arciejewski był zajęty w archiwum Komisyi wyznań i oświe- 
cenia. . brata Onufrego. 8 zdanie niedokończone, mot.e: 
t a In z a r o b i. · Odpowiedź na list Nr. DXXIV. 


Il1o..... 


-
>>>
24 8 


zawoził, w kOł1cU lipca czy na początku sierpnia po- 
wl-ócił do Tuhanowicz. Peri wtenczas w samotn ym 
mieszkała Unichowie; wiedziała o powrocie ekonoma 
z Wilna, wiedziała, żem do Adama pisał. Nazajutrz 
przybywa do miejsc I, gdzie miłe, a smutne dla niej 
pamiątki wiążą się przy drzewach, wzgórkach, ka- 
pliczce. Już mnie nie zastała; byłem w Bartnikach, 
skąd po kilku dniach przyjechałem do Ułanowszczy- 
zny. Tam zastałem w białej sukni, błękitną wstążką 
przepasanej, z błękitnymi koralkami Peri. Radość 
i nadzieja walczyły z gniewem, który do mnie czuła. 
Nie można było w licznej kompanii mieć osobnej 
rozmowy; dałem jednak do zrozumienia, że listy 
z Wilna odebrałem. W..zyscy .ią widzieli spokojną, 
a prawie wesołą; sam jeden tylko przyzwyczajony do 
uwaiania poruszell oka i oblicza, postrzegałem nie- 
spokojność i chęć wiedzenia czegoś odemnie. Dwie 
godziny trwała wizyta; wyjeżdżam, żegnam się: mi- 
mowolnie wybiegła za mną do przedpokoju. 
- Kiedy się obaczym ? 
- Co najprędzej ! 
Wybiegła do sieni, chciała coś mówlc: nadchodzi 
p. \Vawrzyniec i inne niepotrzebne figm"y; smutek 
dał się widzieć w oku, pobiegla do pokoju. Siadłem 
na pojazd i myśliłem sobie, że nic nie mam przyje- 
mnego donieść o Adamie, bo też jeszcze nic o nim 
nie wiedziałem. Tymczasem w Bartnikach odebrałem 
przeraźliwe listy, jeden był o losie Adama. Udałem 
się do Tuhanowicz dla porady, wysłano umyślnego 
do Wilna. Powiedziałem Wereszczakom i Putkame- 
rowi, wtenczas tam bawiącemu, że Adam będzie 
w Kownie, za granicę nie pojedzie. Wszyscy szczerze 
tego żałowali. Powróciłem do Bartnik i wkrótce 'po 


l T. j. do Tuhanowicz.
>>>
l 


1 


249 


dniach kilku dla huku l byliśmy w Ułanowszczyźnie. 
Peri dowiedziawszy się o mojem przybyciu, pierwsza 
mnie spotkała, smutna, czarną wstążką przepasana; 
nie mogła długo ze mną rozmawiać dla mojego za- 
tt-udnienia, stąd była na mnie nierada i zagniewana, 
telU bardziej jeszcze, kiedym z nią nie mógł wyjechać 
do Unichowa, alem do Bal.tnik powrócił. Na ostatniem 
z nią pożegnaniu przekonałem się, że wie o Adama 
pobycie w Kownie od p. Wawrzyńca. W jaki sposób 
ta wiadomość przyjęta była, nie wiem; to tylko pe- 
wna, że mowy i znaki, które mogły wyjść z mojej 
pamięci, okazywały smutek, żal, cierpienie. Lord J\1i- 
chel 2 bardzo często o Adamie wspomina w rozmo- 
wach ze mną, jak o przyjacielu, jak o osobie bal'dzo 
jego interesującej, myśliwy Józef3 rzadko, przez py- 
tania: »)Gdzie jest? co robi? czemu do nas nie p.-zy- 
jechał«? pani marszałkowa dosyć często: »)CÓŻ teraz 
pan Adam? Jaka szkoda, że nie ma zdrowia dobrego«? 
Peri mówi codziel1 ze wszystkimi o Balladach. Pu- 
blicznie u stołu lub inaczej nie wspominają. 
Bardzo długo konsyliarz 4 przypatrywał się rozmaitym 
zmianom humoru Peri; lecz czy nie śmiał, czy nie wie- 
dział, czy nie chciał, czy nie m6gł wchodzić z nią 
w rozmowy, tyczące się stanu jej duszy; ze mną na- 
wet o tern nigdy nie rozmawiał. Zdarzyło się, że Ste- 
fan 6 w czasie jej bytności u braci przybył do Tuha- 
nowicz; widział ją smutną i ciel'piącą: pyta się u kon- 
solarza 6, czyliby nie odkrywał przyczyny tego osobli- 
wego ciel'pienia? "Mnie się zdaje, czy nie jest ona 
zakochana«. Konsolarz starał się więcej wiedzieć. 


l zabawy. · 1I1ichał Wereszczaka, zwany ta..tobliwie 
lo I. d e m. 8 brat młodszy l\tichała. · Ferdynand Nowicki. 
. Stefan Zan. · KOli S o I a r z - tal tobliwie przekrł.cony 
z k o n s y I i a r z a (Nowicki F.) Konsyliarz - radca, konsolarz - po- 
cieszyciel. 


iti..... 


-'
>>>
250 


Stefan poradził mu, że Tomasz wie, a przynajmniej 
musi wiedzieć o wszystkiem; "proś jego, a wiele się 
dowiesz«. Konsolarz znalazłszy na osobności porę, 
odkrył Peri, że mu wiadome przyczyny jej smutków. 
Przerażona, pyta się niecierpliwie; konsolarz odpo- 
wiada "że Panię zajmuje pewna osoba«, że o tem za- 
jęciu się wielu wiedzą, że się dowiedział części od 
Jana l wówczas, kiedy Adama leczył, części od Ste- 
fana, który jakoby się od brata wywiedział. To natu- 
J'alnie i jej [i] nam musiało czynić nieprzyjemność, 
którą mim'kować potrzeba było, aby przynajmniej 
z tego względu ją uspokoić. 
Czuję bardzo dobrze, że nie jestem w stanie dosta- 
teczne na pytania czynić odpowiedzi dlatego, że przez 
r6żne interesa, przez niedostatek cichszego czasu za- 
tady się w pamięci jasne słowa, ich związek i okoli- 
czności, które z czasem przypominane, mogą służyć 
do dalszych odpowiedzi. 
Zostajemy w cichości i pokoju 2, chociaż szczekają 
na mnie nieprzyjacioły moje, jako psy zażarte. Sze- 
roki przyjechał, Franciszek jeszcze nie pisał. Taka 
panuje głuchota, że nic ci ciekawego donieść nie mo- 
żem. Dziś był obiór rektora, Twardowski miał wotów 
22, Poliński jedno. Do 50 uczni6w utrzyma na ten 
rok dobroczynność S niedostatnich uczniów. Moje fi- 
nanse bardzo błahe, trzech tylko mam na kwaterze; 
te nieszczęsne pogłoski, a tak rozmaite, o mnie spra- 
wiły, iż sam chyba każdemu pokazywać się muszę, 
abym przekonał, że żyję i że nie w kozie. To mię (s) 
robi trudność znalezienia sobie towarzyszów. Chłopi- 
cki nie był u mnie. 
D. 18 września z Wilna. 


1 Czeezota. · Por. str. 225, 2. 
3 Por. str. 7, 2. 


.....
>>>
1 


251 


DXXVII. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[18/30 września 1822, Wilno)!. 
Posyłam ci, Adamie, Szwidrygajła, Gwagnina i Don 
Karlosa. Britische Dichter nie znalazłem nigdzie; mu- 
siałeś je zabrać z sobą, albo czy nie zabrał Józef? 
Poszukaj u siebie. Wszystko tu idzie dobrze; spokoj- 
ność panuje, lekcye się rozpoczynają. Lelewel został 
obrany cenzorem na miejsce Golańskiego; jemu wię{: 
pod krytykę oddamy tomik 2-gi. Twardowski obrany 
rektorem. Dziś był obiór. Bądź zdrów i donieś, czy 
jesz dobrze, czy śpisz, bo na tern teraźniejsze szczę- 
ście nasze zależy. Staraj się, ile możesz, ażebyś był 
spokojnym, nie nudnym. 


DXXVIII. Maryla do T. Zana. 


[18{30 września 1822, Bolcienił,i)2. 
Un som bre ennui me devore: je languis nuit et 
jour san s pouvoir trouver de remede a mes maux. 
Vous etiez toujours compatissant envers moi, Mon- 
sieur Tom, et comme je compte beaucoup sur Votre 
bonte, je m'adresse maintenant a Vous, Vous priant 


1 B. d. "Dziś był obiór" (Twardowskiego na rektora). Wedle Bie- 
lińskiego I. c. III, 79, wybór miał się odb)'ć 16 września; będzie to 
jednak pomyłka, gdy! Zan w liście do 1I1ickiewicza z d. 18 września 
(Nr. DXXVł) wyraźnie pisze "Dziś był obiór; rektora". Czeczota list 
ma więc tę samą datę. co list Zana, t. j. 18 września 18-22. 
. B. d. Odpis Za na (Nr. DXXłX), rozdziałek "Niechaj 
obie«! ma 
datę 19 września. Czytamy tam: "Konsyliarz (Ferdynand Nowicki) na- 
demną stoi«. Widocznie więc Nowicki przywiózł ten list z BoIcienik 
i miał wziąć ze sobą odpowiedź. Stąd podaje się data listu Maryli: 
19 września, je!eIi Nowicki tego samego dnia wracał, lub 18 września, 
jeteli, co podobniejsza do prawdy. zatrzymał się dla inleresów na noc 
w Wilnie. 


......
>>>
252 


tres humblement de vouloir bien m'eerire quelques 
lignes. La lectUl'e de V otre lettre rendra peut-etre 
quelque ealme a mon eoeur afflige. 
San s amis, privee de toutes eonsolations et d'es- 
poir, il ne me reste que la mort. Je l'invoque a tous 
moments; mai s elle est bien lente a venir. 
Vous etes devenu maintenant plus sensible, Mon- 
sieur Tom, entrez done dans l'etat de mon ame, et 
jugez a quelIe fatale eploeuve je sui s eondamnee... Le 
malheur semble me poursuivre et s'acharner sur moi. 
J 'avais bien peu de moments heureux dans ma vie; 
s'ils en etaient jamais, c'etait toujours de eourte duree. 
Ces moments que j'ai passee dans Votre socićte, 
Monsieur Tom, sont des anneaux bien agreables dans 
la ehaine de mes souvenirs. 
Veuillez bien me mander les nouvelIes de M-me 
JurahaI, eomment elle se porte et OlI est-ee quelIe 
loge. Elle m'a invitee beaucoup de venir la voir 
ił Vilna avant la fin de ee mois mais je ne sais pas 
eneore si je reussirai dans mon projet. 
Vous me fel'ez beaueoup de bien, Monsieur Tom, 
si Vous voudre:ł bien m'ecrire deux fois au moins par 
mois. Vous ne pouvez jamais manquer de materiaux. 
Treve ił ces ennuyeux bavardages. Je ne veux plus 
abuser de Votre patienec, Monsieur Tom. Adieu, je 
Vous souhaite des bons sucees dans Vos nouvelles 
entreprises. Puissiez- Vous n'eprouver jamais des souf- 
frances que j'endure. 


V otre sineere amie. 
J'ai encore une demande a Vous faire; achetez- 
moi dans la bibliotheque de Zawadzki un petit ou- 


I Antonina z Radziwiłłów Jur a h o w a, »moja (Zana) najmędrsza 
i najstarsza przyjaciółka i dobrodziejka« (Żywot i korespondencye To- 
masza .lana. Kraków 1863, str. 93, 113). 


........
>>>
l 


253 


l 


vrage intitule Mćditation poćtique par A. P. de La 
Martine 1. Veuillez bien aussi me mander, M-r Tom, 
si les poesies de Bmdziński se trouvent dans la bi- 
bliotheque de Zawacki, car je voudrais bien en avoir. 
Comme je De sais pas le prix de l'ouvrage que je 
Vous ai priee d'acheter je ne Vous envoie pas de 
l'argent par cette occasion. 
M-r Krasiński II V ous temoigne mille compliments; 
il m'a charge de Vous rendre l'argent pour les 14 
exemplaires de poesies que Mr. Czeczot lui a envoyes. 
aussi la liste de prenumćrateUl's. 
Brlllez cctte (s) griffonnage. 


DXXIX. T. Zan do Maryli. 


[19 września (I października) 1822]. 
d. 1.9 września L1822] z Wilna. 


Niechaj sobie! 
ROZDZIAŁEK. 


Tak byłem zmartwiony (łuniesieniem o smutku 
i cierpieniach Peri, te nie tylko przyjemnym być prze- 
stałem, ale nawet w myślach moich i piórze l1ie mo- 
głem odkryć ani szczypty przyjemności, któl'ąbym ni- 
niejszy rozdziałek posolił. Pan los, czy pan duch, opie- 
kun człowieka, słysząc, widząc i czując mnie szczę- 
śliwym, z całej siły stara się mię przekonać, że czło- 
wiek żaden, a nawet i ja nie powinien być wesołym, 
spokojnym, szczęśliwym; gromadzi tedy rozmaite i li- 
czne przygody, chcąc mię smucić, trwożyć i zadawać 
cierpienia. Ale ja mtJwię jeszcze: »Nicchaj sobie", je- 


1 Alphonse Prat de Lamanine: Meditations I}oćtiques. Paris 1820. 
· \Valel.yan 


.ł......
>>>
254 


stem spokojny, jeszcze jestem szczęśliwy. Kazał mi 
kochać: kochałem; kazał mi oddalić się od przyja- 
ciół, miłości i zabaw: oddaliłem się i śpiewałem: uka- 
zał mi widocznym sposobem nędzę, niedostatek, chu- 
dobę, opuszczenie: widziałem, siadłem na pojazd, po- 
jechałem i czytałem; zazdrościł mojej dobrej sławie, 
wplątał mnie w różne sprawy, jestem pod sądem, ale 
gwiżdżę i tabaczkę zażywam, a mało mam w swojej 
kwaterze towarzyszów; nareszcie idą listy stąd od 
przyjaciół cierpiących i nieszczęśliwych, stąd od kre- 
wnych biednych i potrzebujących i stąd i stamtąd; 
ja czytam, ja patrzę na miniaturkę i piszę rozdziałek 
»Niechaj sobie,,! 
Pieniądze na prenumeratę Ballad odebrałem; nie 
wiem, jak mam przesłać je do Kowna autorowi, 
który w poetycznych dumaniach swoich cierpi i po- 
ciechy potrzebuje. Cóż mam lepszego w tych roz- 
maitych wydarzeniach mówić i pisać, jak »Niechaj 
sobie,,? Poezye Brodzińskiego, kosztujące dwa ruble, 
po!Oyłam. Meditations Zawadzki nie ma) a zatem »Nie- 
chaj sobie,,! Pan Michał przysłał sześć rubli, nie po- 
wiedział, naco: ..Niechaj sobie«! Pani Jurahowa mie- 

zka pod Misyonarzami w kamienicy Wizytek, zdrowa 
i wesoła barzo będzie, jeśli Peri ją w Wilnie odwie- 
dzi. Na lepsze ciekawości, na lepsze przyjemności 
zdobyć się [nie] mogę. Konsyliarz l nade mną stoi. Ale, 
ale - nieszczęśliwy takoż jestem, że nie umiem być 
przyjacielem: ..Niechaj sobie«! Będę się uczył, będę 
się starał, a jeżeli moja nauka, moje staranie będzie 
daremne, będzie próżne - ..Niechaj sobie«! 


1 Ferdynand Nowicki.
>>>
1 


255 


l 


DXXX. K. Piasecki do Kozakiewicza. 


[20 września (2 pazdziernika) 1822, Wilno]. 


· 1822, 7bra 20. 
Kazimierz Stanisławowi zdrowia i powodzenia. 
Smuci mię potrosze nieprzyjemna o tobie wiado- 
mość; lecz, że ona nie z naszej pochodzi winy, mniej 
jest złą, jak twoje teraźniejsze postępowanie. Poco 
siedzisz teraz na wsi? Czemu co rychlej do nas nie 
śpieszysz? Czy to opóźnianie się na zło, czy na dobro 
tobie wyjść może? Zrób sobie sam te pytania. a wię- 
cej może będziesz zmartwiony, niż z wiadomości two- 
jego stanu. Masz obrać stan i przeznaczenie, a to jak 
naj rychlej , a zwlekasz twój przyjazd do Wilna. We- 
zwany od ciebie do radzenia, jaki masz stan obrać, 
zostawiam długie uwagi widzeniu się naszemu oso-o 
bistemu ; tu tylko namienię, że pierwsza miłość od 
siebie jest maksymą najlepszą. Wiedz, że nikt nie 
może tego dać komu innemu, czego sam nie ma. 
Chcesz być korzystnym krajowi, trzeba, żebyś i sam 
miał korzyść, miał stan, a stan taki, któryby zabez- 
pieczywszy tobie byt dobry, stawił w możności po- 
lepszania bytu krajowego. Do nauczycielskiego nie po- 
trzeba zapasów pieniężll)'ch, lecz i tu nie bez tego; 
ale najwięcej potrzeba jeszcze długiego czasu i przy- 
jaznych okoliczności. które jeśli inny kierunek we- 
zmą, i bez ciebie dobrze pójdzie; jeśli przeciwnie w tym 
zostaną, to ani się dociśniesz, ani dopuszczony, zdzia- 
łać co będziesz w stanie. W duchownym potrzeba 
intryg, imienia i pieniędzy; inaczej nie staniesz na 
tym stopniu, z któregobyś wiele mógł czynić. Na to 
wszystko mi odpowiesz może: Odstręczać się od czy- 
nienia dobrego nie warto dla tej jedynie przyczyny,
>>>
256 


że zbyt wiele zdziałać nie mamy nadziei. - Prawda. 
nie jest to przeciw temu powołaniu, lecz inne jeszcze 
zachodzą okoliczności, które stając na stronie tych 
powołań, ujmują im z tej równowagi, na której one 
z prawniczem stały. A temi są niewola i prawie 
wielka niemożność czynienia cżegoś bez zgodzenia się 
starszych w nauczycieIskiem, tO:1 samo i uchybienie 
obowiązku stania się ojcem w duchownem. Z tego 
tedy, com ci dotąd powiedział, rozumiesz, żem cię 
.iuż bez twego zgodzenia się przeznaczył do stanu 
prawnika-praktyka. Do tego zręczność się zdarza upla- 
cowania ciebie. Zajączkowski. adwokat sądu głównego. 
mający dużo spraw, został sekretarzem opieki księżnej 
Zubowowej; pł"7.y zatrudnieniach zatem dawnych, 
przy hultajstwie. którego, mówiąc między nami, jest 
przyjacielem, potrzebuje takiego człeka, który z głową 
otwartą mógłby go w wielu rzeczach wyręczać. To 
jest wielka zręczność poznania interesów. Nic on nie 
obiccuje prócz stahcyi ciepłej i światłej w zimie; ale 
stamtąd jest widok naprzód, że mając obowiązek za- 
stosowywania wiadomości prawnych, odnowisz je so.- 
bie, potem będzie on dla ciebie po pewnym czasie 
obowiązanym. a tak czy to, jak on myśli, zrzec się 
adwokacyi, do czego może nie przyjdzie, zastąpisz 
w czasie jego miejsce, czy to przez wpływy jego fa- 
milii osobno kuźnię pozwów założysz, czy nareszcie 
plenipotentem częściowym lub ogólnym gdzie bę- 
dziesz, zawsze nie będziesz się troszczyć o swój los. 
co cię uczyni sposobnym do pracowania w naukowem 
kształceniu się i w możności czynienia drugiu.1 dobrze. 
Pośpieszaj, kochany Stasiu, przywoź nam Lublinia- 
nina 1: może i jego stąd dokądkolwiek wyszlemy. 
Czas jest drogi: rzucaj co najprędzej nimfy z pudo- 


1 PietJaszkiewic'/a. 


........
>>>
257 


wemi rękami! Uściśniesz twoich przyjaciół i ucieszysz 
tego, który cię kocha. 


Piasecki. 


1S22, 7bra 20. 
Papie twojemu naj głębsze uszanowanie zasyłam. 
Mówiłem już z Zajączkowskim; chętnie, a nawet 
bardzo chętnie na to przystał, mówiąc, że mu już 
Żmujdzini, których miał, dokuczyli. 


DXXXI. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[24 września (6 październilca) 1822, Kowno]'. 


Jesteś dobrym i kochanym Panem Tomaszem za 
twoją odpowiedź; nie żałowałeś zwyczajnego przyje- 
mnego humoru rozdziałkowego, a co lepsza, nie żało- 
wałeś pióra i papieru. Ze wszystkich wszakże okoli- 
czności wyczytuję, żeś nie często widywał się z Peri, 
nie często rozmawiał, będąc tak blizko. Uwaga ta 
zdziwiła mię z początku, pl'zyznam się, że trochę za- 
gniewała. 
))Jakto, bezbożniku - mówił Arab do Francuza - 
wracasz od granic Egiptu, a nie uczciłeś grobu proro- 
ka i obojętny, mówisz o nim słowami tak zimnemi, 
jak śnieg z góry Imaus. Ach! któżby był tak blizki 
i tak ślepy, głuchy, kamienny! Gdyby Nil mÓRł choć 


I B. d. Jc
t t. odpis na długi »rozdziałek" Zana z d. 18 września 
(Nr. DXXVI); odpowiedź Zana (Nr. DXXXIV) ma dalę 28 września. 
Pomiędzy temi dwiema datami nalety więc umieścić datę ndszego li- 
stu. Przypuszczamy, te Mickiewicz, otrzymawszy list Zana we "tol"ek 
19 września, zajęty w dnie powszednie w szkole, odwlókł (swoim zwy- 
czajem) odpowiedź du niedzieli 24 września; to pewna, te list 26 wrze- 
śnia jut był w Wilnie, 
dyt w "rozdziałku" Zana, posłanym do 801- 
cienik (NI". DXXXłłl) z datą 27 września, jut się znajduje ustęp, wy- 
jęty z te
o właśnie listn. 


Archiwnm Filom. Cz. I. T. IV. 


17
>>>
258 


raz popatrzyć na złote piaski Jemenu i Mekki, oddałby 
wszystkie skarby, które połknął w górach Bilduldze- 
rid; gdybym ja był na twojem miejscu, poszedłbym 
i nie odwiodłyby mię wszystkie nawet Hurysy, powie- 
wające chustkami, poszedłbym, choćby most był węż- 
SZ)', niż Al-sil'ach 1(( ! 
Francuz śmiał się z Amba i ja śmiałem SIę, roz- 
myśliwszy się z mojego gniewu. 
Tymczasem dziękuję ci za odpowiedź, nie zadaję 
więcej pytań. Jeśli co przypomnisz, bądź znowu do- 
brym panenl Tomaszem. 
Ale wróćmy się z Arabii, bo(m) nie jest cale w po- 
etyckim humorze, a ten wyskok winienem twojemu 
listowi i scenie w Ułanowszlcz)yźnie, którąś mnie tak 
odmalował, a która mnie tyle przypomina! 
łnteresa kowieńskie: Pan Kowalski prosi, abyś 
mu przysłał tancmistrza dobl'ego i statecznego; będzie 
miał miejsce od ośmiu do dziesięciu dukatów na mie- 
siąc, może i więcej ze strony. Miejsce o milę od Kowna 
w Królestwie Polskiem u słusznego 2 obywlat)el[a) etc. 
Czy nie masz kogo na guwernera? Powinien po 
francusku mówić passablemellt i rozumieć przyna- 
mniej po niemiecku (u Niemców). Dostanie przy wy- 
godach dukatów 100. 
liejsce bardzo dobre u znajo- 
mego mnie osobiście obywatela, także w Królewstwie. 
Względem obu dwu zapytań daj niezwłoczną odpo- 
wiedź pocztą; tancerz niech zaraz jedzie, prosto do 
mnie. 
Gdzie Onufry? Proponowałem mu także miejsce; 
nic nie odpisuje. - Może znajdziesz kogo ze znajo- 
mych; warunki: język francuski i lekcye klasyczne, 
powinien znać cokolwiek etykiety światowej. Miejiice 


I Jest to naśladowana próbka stylu allegoryczno - symbolicznego, 
jakie
o w swych »rozdziałkach" utywał Zan. o tyle co: powatanego 


--
>>>
259 


u marszałka Zabiełły, naszego honorowego dozorcy; 
dom bardzo uczciwy, wszelkie wygody i sto dukatów.- 
Jeśli Onufr nie przyjmie, co pewniejsza, napisz, ko- 
gobyś proponował? 
Wszystko niezwłocznie. 
Szerocki}, ciekawy jestem, jakie ma nowiny. Niech 
czeka okaz y i pewnej i do mnie napisze. 
Piszę bardzo późno. Książki od Jana odebrałem, 
Dichterproben znalazłem. 


A. M. 
I tancmistrz i guwerner niech dostaną paszport od 
gubernatora w Królewstwo Polskie. 


DXXXII. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 


[25 września (7 października) 1822, KownoJ'. 
Kochany Janie! 
Między odbytemi lekcyami i następującą niemczy- 
zną, której podjąłem się uczyć, środkuje godzina nie- 
dołężności i wysilenia; trudno mi więc i kilka wierszy 
postawić. 
Dziękuję ci za pochwały, przyznane mojemu rozu- 
mnemu zostaniu się w Kownie. Potrzeba robić z po- 


I Teodor Łoziński. I B. d. Jak wskazuje ustęp li
tu DDzi..- 
kuję ci za pochwały« i t. d., odpowi
da tu Mickiewicz na dwa listy, 
a raozej kartki Czeczota: z d. 13 (Nr. DXXIl) i 18 września (Nr. 
DXXVIl). Z drugiej strony odpowiedzią na ten list jest list Czeczota 
z 28 wl'ześnia (Nr. DXXXV). Jeteli zwatymy, że dłu1Jlikiem w kores- 
pondencyi bywał zawsze Mickiewicz, a nie Czeczot, wypadnie datę te- 
go listu przysunąć do 28 września, t. j. do odpowiedzi Czeczota. Zwrot 
»Między odbytemi lekcyami" wskazuje, te list był pisany w dzień po- 
wszedni. Jeł.eli więc list został wysłany pocztą. to data jego wypada 
25 września. jeł.eli okazyą. to 2ti września - rot nica bardzo mała; 
przyjmujemy jako prawdopodobniejszą datę dnia pocztowego, t. j. 23 
września '18:u. 


'7* 


--
>>>
260 


trzeby rozum, jak wielu ludzi robi cnotę. - Zyczysz 
mi dobrego jedzenia, picia i spania. W samej rzeczy, 
używam gastronomicznych wygód, stół mam w trak- 
ty erze bardzo dobry (z wina kieliszkiem), mogę mówić, 
wyborny, kawę u siebie, lulkę, konia tylko nie staje. 
Nie tak idzie ze spaniem, coraz jednak lepiej, cho- 
ciaż zęby znowu się odzywają. Ale za to umysł odrę- 
twiał, powieści1 skończyć nie mogę, wiersze wyciągam, 
jak druty żelazne, i nie wiem, czy za tydzień skończyć 
potrafię, jak się spodziewałem. 
Dziękuję ci za przysłanie książek. Dykcyonarze są 
niepotrzebne. Prosiłem o dykcyonarz Szadeg-o, gdzie 
jest inna klasyfikacya konjug[acyi] i deklina[cyi]; ten 
więc odeszlę nazad, może się wam przydać. 
Aleksander 2 prosił o mundur; ale przyszywszy koł- 
nierz, odesłać go nie mogę. 
Zmiłuj się, proś Jagmina przez Ćwiklicza, aby mnie 
doniósł o posylce Sawickiego; jak się z nią stało, me 
mam żadnej wiadomości. 
Pytam powtórnie, czy Koczan oddał dukata? 
O Sawickim niech się (:wiklicz dopyta i doniesie. 
Adam. 
Niech Jeż spyta Lelewela, albo sam zapytaj, czy 
mój list, pisany do Wal'sza wy 3, jego rąk doszedł, przy- 
czem kłaniaj się. 


. Gratyny. · I\lickiewicz. · T. j. list z 24 sierpnia 1822 
z zapytaniem, czy "katedra polskiej literatury w Krzemieńcu uwolniona 
zostanie« (Kor. I\lick. 111. 278).
>>>
261 


DXXXIII. T. Zan do Maryli. 
[27 września (9 pazdziernika 1822, Wilno]. 
· d. 27 września z \Vilna. 


Tom III. 
ROZDZIAŁEK I. 
Chwałaż Bogu, że nie strasznie rozumny! 
Z przeszłego tomu wiadomo kochanym czytelni- 
kom, że [na] ból serca, na cierpienia i troski naj mil- 
szych przyjaciół, na stracone widoki i nadzieje, na 
rozliczne przygody i niepogody kiwałem głową i mó- 
wiłem: »Niechaj sobie,,! Serce atoli troszeczkę biło. 
Tymczasem donosi Piotr, że Peri usnęła i skrzydeł- 
kami nie rusza. Oni wszyscy zaczęli płakać i krzy- 
czeć; ja chciałem mówić »Niechaj sobie", ale język stał 
nieporuszony, otworzone usta, serce nie biło, w gło- 
wie zaszumiało -- stałem się rozumny. Wziąłem pióro 
i chciałem pisać rozdziałek s t r a s z n i e r o z u m n y. 
Wziąłem pióro, sto razy obszedłem wokoło stancyi; 
zdaje się, że coś myślałem, ale te myśli kończyły się 
na pytaniach bez odpowiedzi: co to jest człowiek? 
co szczęście? jakie człowieka przeznaczenie? jaki ko- 
niec? Z tych stra sz n ie roz u m n y c h trudności 
wyprowadził mię list. 
Czytam I »Jesteś dobrym i kochanym Panem To- 
maszem, nie żałowałeś przyjemnego humoru rozdział- 
kowego. Wszakże wyczytuję, żeś nie często widywał 
i rozmawiał, będąc tak blizko. Jak to, bezbożniku! 
- mówił Arab do Francuza - wracasz od granic 
Egiptu, a nie uczciłeś grobu proroka i obojętny, mó- 
wisz o nim słowami tak zimnemi, jak śnieg z góry 
Imaus! Ach! któżby był tak blizki i tak ślepy, głu- 
chy, kamienny! Gdyby Nil mógł choć raz popatrzyć 


t Zan umie
zcza tu wyjątek z listu l\1ickiewicza Nr. DXXXI. 


......
>>>
262 


na żłote piaski Jemenu i Mekki, oddałby wszystkie 
skarby, które połknął w górach Bilduldzirid. Gdybym 
ja był na twojem miejscu, poszedłbym i nie odwiodły- 
by mnie wszystkie nawet hurysy, powiewające chust- 
karni; poszedłbym, choćby most był WęŻS7Y niż Al- 
sirach ! - Ale wróćmy z Arabii, bo(m] nie jest wcale 
w poetyckim humorze, a ten wyskok winienem two- 
jemu rozdział. . . . . .«. 
Józef 1 ! - Jak się masz stary? 
- Zdrów; cót ty smutny, Tomaszu? 
- Nie, ja tylko jestem I'ozumny. Biedy wszędzie, 
Peri śpi; jakże można nie być rozumnym? Muszę za- 
raz pisać rozdziałek straszne rozumny. 
- Czekaj, jakie biedy? Cieszmy się: Lelewel po- 
wrócił z Puław. Kurator bardzo się nami interesuje. 
Jest nadzieja, że po uciszeniu tych rozmaitych niepo- 
kojów naszego nadniemeńskiego Araba wYPl'awim 
przez góry Saskie na Szwajcarskie. Przysyła mu teraz 
mały prezent w rublach. Ballady wychwalane, żądane, 
czytane. Nie pisz rozdziałku strasznie r o z u m n e g o, 
ale »Jest nadzieja«. 
- Nie. nie mogę jeszcze; Peri śpi. konsolarz 2 ba- 
wi, biedy moje: muszę pisać rozdziałek s t r a s z n i e 
roz u m n y! Kto tam przyszedł? 
- Ja! 
Kto taki? 
- Czy dlatego, że ciemno. po głosie nie poznasz? 
- Konsolarz!!!???!!??... Wstała s....?!!? 
- Już, chwała Bogu! 
W głowie szumieć p.-zestało, serce trochę bić po- 
częło. kOllczy się papiel' i rozdziałek, chwała Bogu, 
że nie strasznie rozumny. 
d. 27 września 7 Wilna. 


I Jetowski. 


· 
erd. Nowicki. 


s Maryla.
>>>
263 


DXXXIV. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[28 września (tO pazdziernika) 1822). 
28 września z \Vilna. 


I 
I 
I 
l" 


Adamowi Tomasz zdrowia i pomyślności! 
Tancerza :trudno tak rychło znaleźć, na Francuza 
do Królestwa Polskiego podejmuje się niejakiś Stani- 
sław Zdrodowski, którego znać poleca Budl'ewicz. 
Z obudwoma nie można wchodzić w stanowcze umo- 
wy, nie maj!c wszystkich wyszczególnionych warun- 
ków, przez któreby i ich wyprawa z Wilna i ich 
przyjęcie w Królestwie uskutecznione i zapewnione 
było. Onufl'y pr'zybył do Wilna. Jest jeszcze w chce- 
niu i niechceniu względem przyjmowania miejsca 
u waszego honorowego dozorcy; albowiem chce się 
upewnić 1-ód, jak długo tam może zostawać, 2-re, 
ażeby pieniężne obietnice nie zawsze były obietni- 
cami, lecz punktualnie spełniały się, o czem, że się 
inaczej dzieje, niektórzy trzymają. Racz pl'zeto przy- 
słać nam wiadomości te i tym podobne, bez których 
obiel'ający i wyjeżdżający ruszyć się nie może. Kata- 
log roślin, nie wiem, jakiemubyoddać Jundziłłowi: 
staremuli, czy młodemu? 
Konsolal"Z l pozawczora powrócił z Boicienik ; do 
jedzenia musi namawiać, od jedzenia odstręczać i od- 
rywać, do spania zachęcać, od spania ocucać i t. p. 
Wczora zupełnie na \Vołyń wyjechał, po drodze na 
trzy dni do Bolcienik zajedzie. Nie zgadnę, ktob
' je- 
go miejsce, tak tam teraz i zawsze potrzebne. zastą- 
pił, chyba Ignacy 2, jak swoje UkOllCZY nauki. \V czora 
przez konsolarza pisałem rozdziałek l tomu III, 


· Ferdynand Nowicki. 


I Zan, med)"k, młodszy brat Tomasza.
>>>
264 


chwała Bogu, że nie strasznie rozumny, te- 
raz muszę pisać 


ROZDZIAŁEK 
oczywiście drugi: »Jest nadzieja rozmaitaii. 
Przeszły cały rozdziałek i teraźniejszy tytuł uwol- 
niłby od pisania, albowiem w nich to wszystko jest, 
co było; ale ponieważ lubim się kręcić około jednej 
rzeczy, nie lubim zastąpić nową przyjemnością cier- 
pień przyjemnych, lubim powtarzać, więc powtaI'zam. 
Kurator mocno interesuje się Adamem, tak, jak cała 
Warszawa Balladami. Kurator przez Lelewela przysłał 
dla Adama do Wilna 300 rubli SI"., Warszawianie szu- 
kają kolektorów dla dawania pl'enumeraty na Ballady. 
Drugie mówił mnie Krasiński i Lelewel, pierwsze 
Lelewel Jeżowi, kt6ry u nas bawił trzy dni i znowu 
wyjechał. 


DXXXV 1 . Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[28 wl'ześnia (10 paździemika) 1822, Wilno]. 
28 7bl'a [1822]. 
Kochany Adamie! 
Niech wstąpi w serce twoje pociecha i nadzieja. 
Nie rozpaczajmy ani dręczącemi myślami i podda- 
niem się zupełnem okrutnemu naszemu losowi 7.dro- 
wia sobie nie psujmy. Jest Bóg, są jeszcze ludzie, 
którzy się nędzy naszej ulitują, wespl'ą nas upadają- 
cych i może kiedyś dadzą nam szczęścia znowu uży- 
wać spokojnego. Powrócił Joachim, pl'zywiózł wesołe 
wieści, że Książę o tobie najmocniej pamięta, że cię 
'iam przed niektóremi kobietami puławskiemi, powsta- 


I Odpowiedź na Nr. DXXXIł.
>>>
265 


jącemi za Twardowskę]("
J, broni, że cię sam rozsławia. 
Na dowód pamięci o tobie przysłał ci przez Joachima 
300 rubli w prezencie. Będzie o tem wkrótce pisać 
Lelewel do ciebie. Pocieszył nas także, że wszystkie 
łatwo będzie pokonać trudności w dostaniu pasportu; 
ale trzeba czekać wiosny, gdyż z przyczyny popra- 
wienia zdrowia biOl'ąc pasport, nie a propo byłoby 
brać i wyjeżdżać na zimę, że tymczasem przez zimę 
może się zmienić wiele rzeczy, może zniknąć wiele 
trudności, że też nakoniec wysili się może ta zbyte- 
czna ostrość rządowa, a czego niechybne są nadzieje. 
Tak tedy, Adamie, jeśli nam teraz niezręczne tenta- 
tywy się nie udały, uda się niezawodnie wiosną, jak 
można najwcześniej, z początkiem marca, choćby 
przyszło poruszyć niebieskie i piekielne mocy, dostać 
pasport i wyprawić cię na Risell- Gebiirge (sJ, nad 
któremi tak się unosisz, dla naprawienia twojego 
zdrowia i szczęścia. 
Konsolarz 2 przed kilką dniami powrócił z BoIcie- 
nik i znowu wczoraj wybrał się na W ołYll, gdzie do- 
stał miejsce od 300 #. Zajedzie do Boicienik i dni 
kilka tam zabawi, bo go usilnie prosili. MaJ'ya zdro- 
wa. Spodziewa się wkrótce być w Wilnie. Ma i ona 
swoje nadzieje, że jak tylko pomyślnie pójdzie owa 
duża sprawa o sukcesyą Firlejowską, jak będzie mieć 
pieniądze, zaraz pojedzie za granicę, a szczególniej 
myśli być w Dreźnie. Da może Bóg i złagodzony tylu 
już ciel'pieniami naszemi los, że te się nadzieje zisz(cz]ą, 
ile że więcej jest za niemi pewności, niż niepewno- 
ści. I ja sądzę, że gdybyście wy mieli więcej męstwa 
do zniesienia cierpień waszych, a opierali się ile mo- 
żności, chcieli się ratować, a nie poddawali się gwał- 


l Mowa o balladzie »Pani Twardowska«. 
· Ferdynand Nowicki.
>>>
266 


townie i zupełnie fali nieszczęsc was unoszącej, byli- 
byście częściej odetchnęli z tego pasowania się cią- 
głego, więcej sił mieli na zniesienie nieszczęść, pe- 
wniej przybili do brzegu, a dzidi szczęścia dla wasby 
zajaśniał. Lecz sami siebie gubić chcecie, nie zważa- 
j
lc na nic. Zmiłujcie się nad sobą i tak was kocha- 
jącemi duszami, dajcie się ratować, a śmiało cię mogę 
zapewnić, że wszystko pójdzie najpomyślniej. Trzeba 
tylko zmiany okoliczności; a jakże się zmienią, kiedy 
się my ciągle pieścić tylko prawie usiłujemy nieszczę- 
ściem, a pomyślić o niczt:m nie chcemy, żadnej na- 
dziei przypuścić i bez żadnego oporu tern łatwiej 
dajemy się pokonywać? Trzeba też czasu, a my 
chwili w:ytI-wać nie możemy! Mój Adamie, ile możesz, 
pokoju duszy szukaj, nie psuj zdrowia: obaczysz, że 
będzie dobl-ze. Soyez grand l! Stałości jedne.i potrze- 
ba, a wszystko zwycięiymy. 
Onufr bawi tu już dni kilka. Pisać miał od siebie; 
trzeba, ażebyś dobrze doniósł o placu dla niego, a na- 
wet o innych, ażeby z pewnością jechać mogli. Jeśli 
łatwo będzie pojechać do Kowna, Onufr sam wkrótce 
będzie u ciebie; tymczasem możesz o obowiązkach 
i o wszystkiem, co potrzeba, wywiedzieć się i do- 
nieść. Bo zdarza się tu drugie miejsce także o 6 czy 
7 mil od Kowna, uRonikierów ; trzeba więć wybrać 
lepsze. 
Józef w przeszły piątek przyjechawszy, wyjechał 
stąd aż w poniedziałek. Widywał się często z Joachi- 
mem; wiele mu dobrych i pięknych rzeczy nagadał, 
() których ci Onufr osobiście doniesie. Szeroś także 
wiele dobrych rzeczy słyszał. Odkładam to. bo nie 
mam czasu wiele do pisania. Wszystko to zachęca do 


t Cytat z listu JIIar)')i (Nr. DXV).
>>>
267 


wesołej i dobrej myśli. Nie odpychajmy jej tylko, 
a szukać raczej chciejmy. 
Dykcyonarze odeszlij; tu się zdadzą, a Szadego 
dykcyonarz wkrótce przyszlę. Aleksander już mundur 
sobie sprawił, więc przysyłać swojego nie masz po- 
trzeby. Koczan oddał dukata i za tego kupił Ćwiklicz 
dwie paczki tytuniu, które ci pocztą przez ręce tego, 
który mi książki rozsyła, odesłałem. Spodziewam się, 
że doszedł. Trzy się złote od dukata zostało. O po- 
syłce Sawiekiego dowiem się i co powiedzą, dopiszę. 
Bądź zdrów! 
Ale, jeszcze słów kilka o wierszach. Nie dbaj wcale 
o to, że się jak druty ciągną. Małoż to na świecie 
gorszych, niż dl"ucianych wierszy? A przecież uchodzą. 
Wreszcie nie dbajmy, co o nich mówić będą, bo to 
tylko najczęściej od dobrej woli i fantazyi zależy, 
a dbaj teraz więcej o ludzi samych, 'niż o ich zdania. 
Pisz teraz choć druciane; będzie czas, że będą, jak 
miód, płynęły, tylko lepszej bądź myśli! 
Interes, któryś zdał na Sawickiego, z opowiadania 
Jagmina poznałem. Sawicki nie znalazł Kundzicza 
i jeszcze nie oddał. Widziałem się ja z Hrynaszkie- 
wiczem, spotkawszy się na ulicy. Nie wiedziałem, że 
ty przysłałeś pieniędzy. Dowiem się i zupełnie dług 
ten załatwię. Nie turbuj się już o niego. Ja także po- 
stanowiłem mu częściami zapłacić, tem lepiej, jeśli 
te, coś przysłał, i te, co miałem oddawać, razem uspo- 
koją dług. A czemuś ty mnie nie chciał powiedzieć, 
Adamie?
>>>
- 


268 


DXXXVI. Maryla do T. Zana. 


[29 września (tt paMziernika) 1822]. 
.. 29 września [1822], Bolcieniki. 
Nie wszystkich nieba udarowały taką mocą cha- 
rakteru i wytrwałością, aby w rozmaitych przygodach 
i nieszczęściu śpiewać, tańcować i mówić IN i e c h aj 
s o b i e« mogły (s). Trzeba być tak wielkim, jak drogi 
Pan Tomasz, i posiadać tyle filozofii, aby umieć 
znosić. Cóż Pan powiesz o słabych istotach, które 
cierpią bez pociechy i nadziei, nie znajdując niko- 
go, ktoby chciał spohadać l? Odebrałam od drogiego 
Pana Tomasza pierwszy rozdziałek bardzo lodowaty, 
w którym w miejscu pociechy znalazłam IN i e c h aj 
s o b i el, drugi bardzo erudycyjny\!, trochę czulszy, za- 
wiera[ją]cy wiadomości bardzo interesujące; ten przy- 
wrócił wiele spokojności. 
Już dusza pl'zestała była ożywiać moje jestestwo, 
chcąc spl-óbować życia wiecznego; zrobiła wielki 
wojaż, wiele widziała świetności, lecz nie znalazłszy 
wniścia wolnego do przybytku chwały, powróciła 
znowu gościć na tym świecie i starać [się] zasłu- 
żyć nowem życiem na łaskę Tego, który jest wie- 
cznym, który wiecznie wynagradza, albo wiecznie 
karze! 
Wielkie było moje zadziwienie, kiedy się ujrza- 
łam na tymże samym świecie, słyszałam i widzia- 
łam tychże ludzi. Pierwszy konsyliarz s dał mi się 
słyszeć i ujl'załam później jego z flaszeczką. Z wielką 
troskliwością szanowny konsylia l-Z starał się mię uzdm- 
wić. Powróciłam dopioro 4 do zupełnego zdmwia. 


I spohadał (wyraz białoruski)-odgadnął czyj stan, zrozumieł. 
· T. j. NI". DXXXIII. · Ferdynand Nowicki. · T. j. t e raz.
>>>
269 


Znowu myślę o drogim Panu Tomaszu i oczekuję od 
jego (s) rozdziałku; gdyby tylko nie był tak lodowaty, 
jak pierwszy! 
Wielce mię pocieszyły pomyślne nowiny, które 
odebrałam od Pana Tomasza. Za poe:zye Brodziń- 
skiego dziękuję i 2 ruble odsyłam. 6 rubli, które pan 
Michał dał, są przysłane na prenumeratę Ballad 1 
z Brzeskiego. 
Krasiński prosił mię, abym mu przysłała Nerinę\! 
i Twardowskiego 8 Tomasza Zana, gdyż Morawski4, 
generał-poeta i partyzant romantyczności, chce wielce 
poznać poezye Pana Tomasza. Jeżeli nie zechcesz mię 
skonpromitować (s), przyszli[j] mi, a ja natychmiast 
będę się starać odesłać do Warszawy. Bardzo są 
chwalone i czytane w Warszawie Ballady naszego 
barda. Koźmian i Osiński, chociaż są przeciwnikami 
romantyczności, jednak uwielbiają piękność i OI'ygi- 
nalność poezyi. 
Życzę zdrowia, wesołości i pokoju drogiemu Panu 
Tomaszowi. 
Prawdziwa jego przyjaciółka 


Marya. 


29 września, Bolcieniki. 


l l\1ickiewicza. 8 Balladę N e r y s czytał Zan na pos. Nauko- 
wem wydz. II 13 maja 1820 i na pos. Związku Przyjaciół d. 22 maja 
t. r. 8 Ballada o »Twardowskim« była czytana na pos. Związku 
Przyjaciół d. 13 grudnia 1819. · Franciszek 1\10 r a \V ski. 


.....
>>>
27 0 


DXXXVII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 


[29 września (tt października) 1821J. 


d 29 września IH22, Stare T.-oki. 


Przed kilku dniami byłem w Wilnie. Przekładając 
książki, na ostatniej półce za książkami natrafiłem na 
list, który ci odsyłam, ł-Oz[u]miejąc, żeś go nieumyślnie 
zostawił; był zaś zupełnie roztworzony. Za główną 
pobudkę odwidzenia (s) Wilna miałem chęć wid.lenia 
się z Joachimem. Jakoż przepędziłem z nim mile, jak 
zawsze, kilka godzin. Przywiózł ci prezent Księcia 
w 300 rublach sr., o czem już musiał ci pisać, lub 
wkrótce napisze. Interesując się pasportem, zwłaszcza 
po odebraniu twego listu, zasięgał w tej mierze wia- 
domości. Wszakże nic pomyślnego nie wymacał. Był 
u sekretarza 1 Nowosilcowa, który oświadczał, że tru- 
dność otrzymania pasportu jest prawie nie do poko- 
nania, że żadna inna racya w tej mierze nie skłoni 
za pł-Oszącym, jak tylko słabość zdł-Owia, poświad- 
czona mocnemi, a mocnemi doktorów świadectwami. 
Lecz i na to jeszcze dają uwagę. że uczeni zwyczajnie 
mają jakby wł-Odwną sobie słabość zdł-Owia, ściśle 
złączoną ze sposobem ich życia; więc dla nich klima 
jest rzeczą obojętną. Było to zapewne w żarcie po- 
wiedziano. Cóżkolwiek b'ldź, w tentacyi ustawaćby 
nie należało, lecz nie prędzej, jak po Bożem Nał-Odze- 
niu, gdy się ku wiośnie brać będzie i gdy mole 
przejdzie pierwszy sUł-Owości pał-Oksyzm. Wtedy też 
dogodniej może będzie starać się przez uniwersytet, 
bo teraz rzeczy się krzyżują; którąkolwiek z dwóch 
poszlibyśmy drogą, każda jest jeszcze niedogodna. 


1 Był nim Tadeusz K u ki ewi cz (Mościcki, Wilno i Warszawa, 4!J).
>>>
2jt 


Przywiózł jeszcze wiadomość tenże Joachim, że poe- 
zye twoje w \Varszawie z wielkim aplauzem były 
i są pl'zyjmowane. Mo,"awski mianowicie jest zapalo- 
nym wielbicielem. W IIWandzie« umieszczone b:yły 
w:yjątki równie z wiersza do Lelewela, jak z p o e z y i 
niektól'e ballady z dołączeniem bardzo pochwalnej 
wiadolllości. Pytają się o prenumeratę. Dałem teraz 
Zawadzkiemu do przesłania egzemplarzy 30. Brodziń- 
ski wiersza do L[elewela] nie rozumiał; teraz się 
oświadczał samemu Llelewelm, i], chwalił jednak wy- 
danie zewnętrzne. 
Gdym był w Wilnie, przyjechał Pietrasz!dewicz, 
który namyśla się, czy ma u Zabiełły osiąść; trwożą 
go niektórzy niepewnością zapłaty. Wszakże pojedzie 
zapewne dla pomówienia i rozpatrzenia się; widzić (,o) 
się więc z nim będziesz. Szerok nic nadel' ciekawego 
nie prz:ywiózł; nic ważnego nie zaszło, wszystko po 
części zawieszono. Możesz nie być ciekawym. \""szak- 
że doniesie ci zapewne, a może ustnie opowie, jeśli 
pojedzie z Onufl'ym. lub innym razem z tobą si
 zo- 
baczy. Pan Tomasz zawsze polano. Spokojny, ani 
wesół, ani smutny; robił huki l wakacyami; wszyscy 
go kochają. Janka dogryzają kwasy, a nawet moja 
dawna bezsenność. Poprawi się jednak z czasem. 
Smutne zdarzenia, drobne wprawdzie, ale ciągłe 
w czasie wakacyi wprawiły go w humor kwaśny, 
z któl"ego dotąd wyjść nie może. ł\1.amże o sobie coś 
donieść? Wszystko po dawnemu. W teraźniejszym 
stanie twojej zimnej uwagi łatwo sobie wystawić mo- 
żesz rzeczywiste moje położenie. Ale mamże cię pł-O- 
sić, abyś mi coś o sobie napisał? Prosić zapewne po- 
winienem. \Vszakże nie trudno o nieprzewidziane od- 
miany lub przypadki, bądź dobre, bądź złe. Donieś 


· H u k - huczna zabawa.
>>>
272 


więc, nie leń się, choć raz na miesiąc, jakąś dać 
wiadomostkę. 
Kilką dniami p.-zed moim przyjazdem do Wilna 
była elekcya rektora. Twardowski został wszystkimi 
głosami prócz jednego, który był za Polińskim. 
W urzędowanie wszakże może nie prędko wejdzie, 
choćby był potwierdzony. Może pojedzie do Wiednia. 
Może też zaniechany będzie ten projekt. Bo Ludwik 
Sobolewski na przedstawienie Księcia nie otrzymał 
do Wiednia i Krakowa pasportu. Lelewel został cen- 
zorem, ale jeszcze nie potwierdzony. 


Józef. 


DXXXVIII. T. Zan do Turskiego 1 . 


[wrzesień v. s. 1822, Wilno]'. 


Najukochańszy Panie Ksawery! 
\" czasie wakacyi odebrawszy list od \"ieniawy, 
z Hrozówka 3 pisany, a nie znajdując w nim żadnego 
twojej ręki p.-zypisku, rozumiałem z wielką żałością, 
iż pamięć tak niegdyś kochanego Zana w sercu two- 
jem wygasła; smuciłem się, a ten smutek powiększała 
myśl, że was albo bardzo nie prędko, albo, co dotkli- 


l Ksawery T u r s k i, z gub. grodzieńskiej, pow. lidzkiego. Filaret, 
czlonek grona RÓ:!;owego (fizycznego). s Początek listu, b. d. 
O Wieniawie pierwszą wzmiankę znajdujemy w liście Sobolewskie,;o 
do Za na z d. 31 marca 1822 (str. 191); na tej więc, co prawda, 
kruchej podstawie umieszczamy len list pod r. 1822, na który zresztą 
wskazuje także zwrot w liście: ..myśl, te, was albo n i e prę d k o, al- 
bo, co dotkliwsza, nigdy widzieć nie będę miał szczęścia«, 
jeteli te wyrazy odnoszą się do wytoczonego właśnie Zanowi śledztwa. 
Wzmianl", o ..odebraniu listu od Wieniawy w czasie wakacyi« zdawa- 
laby się wskazywać, te niniejszy list był pisany z Wilna po powrocie 
z wakacyi, a więc we wrześniu; blitej określić daty niepodobna. 
· H r o z ó wek - wieś na Litwie w pow. słuckim.
>>>
27 3 


wsza, nigdy widzieć nie będę miał szczęścia. Lecz 
skorom twoje pismo, z upragnieniem oczekiwane, 
odebrał, smutek zniknął, żal niejakiejś słodyczy na- 
brał, a ja dwa razy większem przywiązaniem ciebie 
kochać począłem. Tam wyczytałem proste serca wy- 
znanie, że zawsze z równą ku mnie jesteś i będziesz 
p.-zychylnością; tam przekonany byłem, iż w oddale- 
niu się twojem straciłem tylko zaszczyt posługiwania 
w twojej talentu, nauk i postępków drodze. (Dalsze- 
go ciągli brak). 


DXXXIX. F. Nowicki do Czeczota. 


[1/13 października 1822]. 


Bolcieniki, I oktobr(a) 1822. 
Po rozstaniu się z tobą przybyłem do BoIcienik 
o godzinie czwartej z rana. We dwie godziny obu- 
dziła się moja pacyentka i wyszła na przyjęcie szano- 
wnego konsyłia.-za. Była już prawie zupełnie zdrowa 
i spokojna, równie jak i przez wszystkie dni, które 
tu bawię. Stan jej teraźniejszy i męża i mnie mocno 
cieszy; dałby Bóg, aby w nim została na zawsze! 
Posłuszną jest moim radom i przyjmowała lekarstwa, 
które jej przywiozłem. Dając rady innemu choremu, 
s
!dziłbym, iż mbię dla niego ważną przysługę; ale 
tutaj przyjęcie onych jest dowodem łaski pacyentki 
dla konsyliarza. Do Wilna przyjadą nie prędzej, jak 
w połowie teraźniejszego miesiąca, gdyż tak wypada 
z ich kalkulac:yi, a ja nie widzę potrzeby przyśpiesza- 
nia wyjazdu, gdyż zdmwie i fizycznie i moralnie zna- 
cznie się poprawiło. Do was będzie należeć donieść 
mi, jak długo takowa poprawa tl'wać będzie. 
Wyjadę stąd pojutrze, niosąc żal w sercu z opu- 
szczenia drogich dla mnie przyjaciół; odeszlij mój list 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 18
>>>
274 


Adamowi, a jeżeli on odpisze, przyszlesz odpowiedź 
do Żytomierza pod moją kopertą, w domu własnym 
na ulicy Szerokiej. Bądź zdł'ów i nie przestawaj ko- 
chać twojego przyjaciela 


Nowickiego. 


DXL. F. Nowicki do Czeczota. 


[2/14 paidziernika 1822]. 


'" Dnia 2 oktobr[aJ 1822, Bolcieniki. 


Wybacz mi, mój Janie, że cię zatrudniam mojemi 
pismami. Właśnie małem wyjeżdżać, gdy mi przyszła 
uwaga, że nie mając passe-portu ani ja ani moi lu- 
dzie, mógłbym na dmdze być zatrzymanym i zwró- 
conym nazad do Wilna. Dla uniknienia takowej nie- 
przyjemności, pmszę ciebie, abyś mi wymbił za po- 
średnictwem uniwers)'tetu passe-port w guberskim 
rządzie, tak dla mnie, jakoteż i dla ludzi, ze mną ja- 
dących, z których jednego świadectwo posyłam, o dru- 
gim pomów z Jurewiczem, gdyż to jest poddany jego 
ojca. Możecie ich obudwu podać jako zostających 
w służbie mojej. Zł'esztą zrób, jak chcesz, tylko przy- 
szlij mi passe-port jak najprędzej, bo przez zwłokę 
czasu mogę wiele utracić. 
Pacyentka moja znowu poczyna się trochę czasami 
nudzić; szukamy różnych sposobów zabawić ją. póki 
nie nastąpi czas wyjazdu do Wilna. Proszę cię jeszcze 
raz, abyś nie mówił nikomu tego, com ci powiedział, 
wyjeżdżając, gdyż i ja sam jestem mocno o to pro- 
sZony. Posyłam i moje świadectwo uniwersyteckie 
przeszłoroczne, może będzie na co potrzebne, jako też 
i jeden rubel srebrny na zapłacenie piszącemu w rzą- 
dzie passe-port. Zmiłuj się. rób jak najprędzej mój
>>>
27 5 


interes i umyślnego odprawiaj. Napisz do mnie co- 
kolwiek z wiadomości wileńskich. Bądź zdrów! 
Nowicki. 
Dnia 2 oktobr(aJ 1822, Wilno 1. 
Pani Puttkamerowa posyła tobie czuły ukłon i pro- 
śbę, ażebyś jej list oddał Zanowi i odpowiedź, jeżeli 
będzie prędko wygotowaną, przez posłańca przysłał. 


DXLI. Maryla do T. Zana. 
[2/14 pazdziernika 1822]. 
2 paździemika [1822, BoIcienikij'. 
Jeszczem nie odebrała odpowiedzi na moję pier- 
wszą bazgraninęs, a już się ośmielam trudzić drogiego 
Pana Tomasza drugą. Spodziewam się, że drogi Pan 
Tomasz przebaczy mi moję śmiałość i udaruje mię 
nowym rozdziałkiem, gdy raczy sobie przypomnieć, 
że to jest jedna zostawiona dla mnie przyjemność 
i największa odbierać jego korespondencye. 
Oddalona od naj milszego objektu, nie mając ani 
sposobności, ani też nadziei widzenia, nader miło jest 
dla serca mego odbierać wiadomości i rozmawiać 
z osobą, w której największą ufność pokładam. Nie- 
spokojność i smutek ciągle mię męczą; jedną osłodą 
dla mnie są rozdziałki, których zawsze z największą 
niecierpliwością oczekuję. Ostatni ł był najprzyje- 


1 Tak w A przez pomyłkę zamiast: B u I c i e n i k i. 
. W A jest data 2 W r z e ś n i a - jut choćby dlatego stanowczo 
mylna, te Zan przyjechał do Wilna dopiero 11 września (POI". Nr. 
DXXIII) i wtedy jeszcze Maryla wiedzieć nie mogła, te 14 paździer- 
nika przyjedzie du \Vilna, gdy t nie wiedziała o tern jesz"ze 18 wrze- 
śnia (por. Nr. DXXVIII). Natomiast szczegół o posłańcu, wyprawio- 
nym umyślnie przez Nowickiego w sprawie paszportu do Wilna, 
stwierdza ponad wszelką wątpliwość datę 2 października. · T. j. 
list z 29 wrzeŚnia N,'. DXXXVI. . T. j. Nr. DXXXIII. 


18* 


...........
>>>
27 6 


mniejszy. Chciałabym wielce widzieć Pana Tomasza, 
w jakim dopioro] jesteś stanie, czy zawsze równie 
sentymentalny, jak w czasie wakacyi, i I'ównie zako- 
chany, jeżeli tak mogę nazwać ból serca i dyspozycyą 
do płaczu, jaką czułeś, opuszczając Bart[niki] 2. Prze- 
konałam się dopioro], że Pan Tomasz mało ma czu- 
łości i dl;tego nie może innyc[h] spohadać; trzeba być 
bardzo lodowatym, aby widząc wdzięk uroczy Zosi 
i czując ból serca, b)'ć rozumnym dotąd. Nie wiem, 
jak mam uważać: c.zy to jest lepiej dla Pana Toma- 
sza, czy gorzej, gdyż czułość za sobą ciągnie naj- 
większe szczęście i największe nieszczęście razem. 
Wiele mam do mówienia z Panem Tom:tszem, lecz 
zostawuję do osobistego widzenia się; 14 październi- 
ka, jeżeli będę zdrowa, przyjadę do Wilna dla widze- 
nia się z kochaną Jurahową. Chciałabym wiedzieć 
o jej zdrowiu; jeszc7.e się miała dobrze, kiedy do mnie 
pisała. Zręczność, jaką mam pisania do Pana Toma- 
sza, winna jestem konsyliarzowi, który wysyła umyśl- 
nego do Wilna po paspOl.t, nie życząc sobie z żandar- 
mami w kibitce podróży odbywać; ostrożność jest 
bardzo potrzebna w tym czasie, gdy wszyscy są tak 
ostro strzeżeni. Posłaniec wyjeżdża: muszę kOllczyć 
moję bazgraninę nudną. 


1 teraz. 


· Rmtniki, gdzie się Zan korhał w Zofii Śliźni',wnie. 


......
>>>
277 


DXLII. T. Zan do Maryli. 


[2/14 pazdziernika, Wilno]. 
d. 2 pazdziernika [1822, Wilnol. 


ROZDZIAŁEK III. 


"Le presellt appartiellt ci tOlls, qlle 1I0llS S011l11les ; 
J}AII t" savflllts fe pas.sl. ralJl?11ir oll.r grallds hOlIlIIIes. 


Prz:yjemnie pisać rozdziałki, bo Peri czytać będzie; 
trudno, bo .,ię podobać powinny. Gdzież te miłe i in- 
teresujące wzory. których by malowidło podobać się 
mogło? Niegd)'ś malowałem siebie i byto to przyje- 
mnie, a sądzę z tego, że się śmiano; dziś, gdybym 
sam dla siebie pisał, ani wątpić, Pel"i byłaby malo- 
widła przedmiotem. Lecz, że piszę dla Peri, cóż znaj- 
dę, co by ją interesowało? Jestem pospolitym człowie- 
kiem, nie mogę ani widzieć, ani słyszeć o mil kilka- 
naście, a roje 1 zmyślać, sh'aszyć nie umiem; czuję 
cierpienia drugich więcej, jak swoje, lituję się, jak 
człowiek. pocieszam jak człowiek, i dlatego to wszyst- 
ko musi być lodowate, bo każda prawda jest lodem. 
Lody słodkie chłodzą. lodowaty cukier służy na pier- 
si, ale rozdziałek lodowaty jaki spl'awuje skutek, na 
nieszczęście nie wiem! Erudycyjny, tJ'Ochę czulszy, 
przynosi spokojność. Niestety, zdrój m.!drości .\1"ab- 
skiej wyczerpany. a In\1"da g()ry daleko. Czekałem ja- 
kiegoś stamtąd natchnienia, przez któl"eby rozdziałek 
stał się milszy; czekałem i nie doczekałem się, prze- 
cież mam nadzieję, że będę natchniony. Dlatego też 
udałem się do francuskiej poezyi i z Delila poematu 
o Imaginac),j za tytuł J'Ozdziałku III położyłem dwa 


l T. j. rzeczy niepmwdziwe, urojone.
>>>
27 8 


Wiersze, które na kOlleu tak tłómaczę: Przeszłość 
należy do wszystkich, teraźniejszość nie nasza, lecz 
przyszłość dla młodych, to jest, że starzy tylko nie 
mają nadziei. Nadzieja jest to młoda dziewczyna, która 
szalenie w młodziankach się kocha; nic to, że czasem 
bywa kokietka. Często się mgłą grubą i ciemną ukry- 
wa (.s), ażeby się milszą okazać, ażeb)' się silniej za 
serce uczepić. 


DXLIII. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[2/14 października 1822, Kowno]'. 
Kochany Tomaszu! 
Gotowałem list obszerniejszy do Jeża, który vo- 
fonii .si gil/o na Jana i twoje ręce pójść miał. Więc 
doniesienia o sobie zostawiam na potem, tymczasem 
kilka słów o interesach. Co się tycze tancmish'za 
i Francuza, sam W. Kowalski z tobą się rozmówi, 
Onułremu zaś powiesz, iżby najlepiej z.-obił, gdyby 
sam przyjechał, wszakże nie chcąc go napróżno włó- 
czyć, jeśli nie ma ochoty. 
Donoszę, com się dowiedział, primo, iż miejsce we 
względzie stosunków domowych bal"dw dobre; ludzie 
grzeczni i uczciwi, stół szlachecki, praca niewielka 
z synkiem, chłopcem od lat 14, i podobną córeczką. 
O pewności wypłaty ręczyć trudnoby było, ale Do- 


l Zan dopisał na końcu datę listu, a nie dzień, w którym go otrzy- 
mał, gdy t w datowanym I"Ozdziałku z d. 4 paździel'nika (Nr. DXLI\') 
napisał: ,,\VczOla (t. j. 3 października) odebrałem twój list«, a te to 
był ten właśnie list, świadczą pierwsze zaraz słowa rozdziałku Zana: 
..Rozdziałek V I n i e r o z d z i a ł k o wat y«, które są odpowiedzią na 
tądanie Micł.iewicza: ..nigdy do mnie nie pisz ...d wllznacznie i r o z- 
dzi ałko w a to«. 


-
>>>
279 


browolskiI, który niegdyś w tymże domie guwerne- 
rzył i który zna wszystkie tn!s2 de la maison. upe- 
wniał mię, iż należy tę tylko zrobić ostrożnośĆ, aby 
wymówić opłatę sobie ratami, naprzykład trzema lub 
cztel'ema; wtenczas niech)'bnie wszelka będzie regu- 
larność, gdyż o dwadzieście lub trzydzieście dukatów 
panom grafom nie trudno, ale strach do tysiąca do- 
ciągać, bo wraz na oblig odeślą. 
Masz tedy całą statystykę przyszłego miejsca. - 
Jeśli zdarza się lepsze. zostawiam ci wolny wybór; 
tymczasem życzyłbym widzieć się z Onufrym. 
Szerok mógłby także pl-zybiedz; koszt na drogę 
mały bal-dzo, a jabym gości moją pro[fe]sorską hojno- 
ścią sustentował jeden dzionek lub parę; od wiedzili- 
byśmy dolinę, nad którą niema teraz nic piękniejsze- 
go: taka rozmaitość farb i cieniów! Ale niech śpieszą, 
bo liście opada. 
Tomaszu! Donieś mnie przez tą samą okazyą ko- 
niecznie, koniecznie, koniecznie, co znaczą te słowa 
w twoim liście: »Nie wiem, kto zastąpi miejsce jego 
(Nowickiego), teraz i zawsze potrzebne«. Wytłómacz 
jasno i nigdy do mnie nie pisz żadnych wiadomości 
z Boicienik dwuznacznie i rozdziałkowato; każde wy- 
rażenie powinno być matema[ty]cznie zrozumiałe. 
Oleś s czy jest, czy pisze, co pisze, niech mnie coś 
zakomunikuje. Edward 4 czy żyje? Nie pytam, czy 
pisze. bo jeśli żyje, drugie pytanie samo przez się 
upada. 
(Dopisek Zana): 
Z Kowna, d. 2 października. 


I Stanisław, prefekt szkoły Kowieńskiej. 
. Chodźko. · Odyniec. 


. ,etrl:s' A.
>>>
280 


1- 


DXLIV. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[4/ 1 6 października 1822J. 


d. 4 października [18:i2, Wilno]. 


ROZDZIAŁEK VI. 


N:i e r o z d z i a ł k o wat y, n i e k o n i e c z n i e m a t e- 
matyczny, ale matematycznie zrozumiały. 


Twierdzenie. Jeżeli dwie osoby dla różności uczuć 
i uniesień nie mogą przystać do siebie, np. Peri i Wa- 
wrzyniec, wtedy trzecia, konsylial'z i konsolarz razem, 
koniecznie teraz i zawsze jest potrzebna dla dawania 
pierwszym kierunku, dla zaokrąglania wyskoków figury, 
która powinna być fOl'emna i wszystkim innym tegoż ga- 
tunku podobna. Dla dowodzenia tego wystawmy sobie 
w myśli Bolcieniki, w których dom ciasny i próżny, bez 
fortepianu, zamyka w sobie Mlarylę] i W[awrzYllca] 
zamiast, coby powinno być M[aryla] i A[damJ. Stąd 
M ciągle dążąc do A i wzajemnie, nakreślają linie 
krzywe transcendentalne, często tworzą wielkości U1'O- 
jone, przez które nie mogą się utrzymać we właści- 
wej sferze i foremnej figUl'ze; nudzić, bl'zydzić świa- 
tem, ludźmi i sobą, cierpieć muszą. Zaniechawszy A, 
lecz samo M rozrywając malowaniem położenia i oko- 
liczności do A przywiązanych, można sprostować li- 
nie biegu,: cieszyć, uspokajać, cierpienia fizyczne le- 
karstwami oddalać, których od nikogo M nie chce 
przyjmować, jak tylko od osób z A zwią1'ek mają- 
cych. Zatem oczywista jest, że konsyliarz I"adzący 
i konsolarz pocieszający dla utrzymania we właści- 
wem położeniu M koniecznie potrzebny, nawet samo 
W tego potJ'zebuje. Więc prawdzi się twierdzenie. 


-
>>>
281 


W n i o s e k (Colorrarium) 1. Ponieważ Nowicki wyje- 
żdża na Wołyń, a przez kilka miesięcy uspokajał, 
cieszył i leczył, przeto »nie wiem, kto jego miejsce 
zastąpi teraz i zawsze potł-Zebne«, dodaję, w BoIcie- 
nikach. 
p r z e s t r o g a albo raczej u wag a. To twiel'dzenie 
tak, jak i samo dowodzenie z mojego własnego jedynie 
przekonania pochodzi, od nikogo nie zależy. Podług 
mnie tylko, który pragnie szczęścia i uspokojenia, 
I'ozumiem, że dla Peri konsyliarz i konsolarz po- 
trzebny. 
Uwaga II zostawuje się do zrohienia samemu czy- 
telnikowi. 
Adamowi Tomasz zdrowia i pomyśln[ości]. 
Wczora odebrałem twój list 2, na który, lubo mo- 
cno napędzony, dla rozlicznych zatrudnieł'i wczora od- 
pisać nie mogłem. Nie widzę potrzeby tłómaczyć naj- 
jaśniejszych wYI'azów i całej myśli; chyba opisywać, 
co każdy wyraz gramatycznie znaczy, lub dla jakich 
przyczyn użyty. Poza wczOl'a miałem list s z BoIcie- 
nik ; w nim wyrażono: »Oddalona od najmilszego ob- 
jektu, nie mając ani sposobności, ani też nadziei wi- 
dzenia, nader miło jest dla serca mego odbierać wia- 
domości i rozmawiać z osobą, w której największą 
ufność pokładam. Niespokojność i smutek ciągle mię 
męczą; 
jedną osłodą dla mnie są rozdziałki, których 
zawsze z największą nieciel"pliwościćl oczekuję« i da- 
lej » Wiele mam do mówienia z p. Tomaszem, lecz 
zostawuję do osobistego widzenia się; 14 października, 
jeżeli będę zdrowa, przyjadę do Wilna dla widzenia 
się z kochaną Jurahową« etc. 


l Tak w rpsle (odpis Pietraszkiewicza) zamiast: corol/arium. 
. NI". DX LII I. · Nr. DXLI. 


-
>>>
. 


282 


Francuz potrzebowany, qua znajomy Kowalskiemu, 
sam do niego pisze; z tancerzem trudno. Onufr może 
przyjedzie. Olesia i Edwarda jeszcze niema. 


DXLVI. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[10/22 października 1822, Kowno]". 


Tomaszu! Znowu nagłość okazyi obszerniejszemu 
przeszkadza pisaniu; wdzięczność tylko za przysłany 
rozdziałek nie pozwala opuścić pierwszej zręczności 
podziękowania. Widzisz, Tomaszu, jak grzecznie za- 
cząłem! Znak to przywyknienia do życia etykietal- 
nego; ale nie bój się: zaraz w dawny ton wpadnę. 
A naprzód masz wygowor za to, że mi tylko wyciągi 
przysyłasz. Odtąd, jeśli się co zdarzy z BoIcienik, 
ma być mnie całkiem zakopertowane i na pierwszą 
oddać pocztę; toż samo i z przeszłym listkiem uczy- 
nić. Jeśli Peri ma być pewnie w Wilnie, chciałby[m] 
po bied z do was na chwilę; zresztą uważysz. czy to 
będzie dobrze lub nie. Załącza(m] tel"az do książek 
podorożne, które posłuży do wzięcia drugiego, jeśliby 
teraz lub potem wypadła potrzeba. Na przypadek, 
gdybym nie był w Wilnie, czekam opisania ścisłego 
całej rozmowy. wszystkich słówek, wszystkich okoli- 
czności. Jeśliby i o mnie coś mówiono, będziesz umiał 
odpowi(a]dać i nie potrzebujesz instrukcyi. Wszakże 
nie mogę dociec. co znaczą słowa: m a m w i e l e d o 
mówienia? 


I Odpowiedź na Nr. DXLfV; odpowiedź Zana pod NI'. DXL VIII. 
· B. d. Zan otl'zymał ten list tl paździemika; wyprawił go wi'Oc 
Mickiewicz .magłą okazyą« tO-go paździemika. 


......
>>>
283 


Była teraz w Wilnie Kow(alskal. Już tylko dla 
mnie jest panią Kow[alskąJ; rzadko widywać się z so- 
bą kazała! Wie o życiu Peri. Co z tej okoliczności 
między nami zaszło, później opiszę. Wiele uczułem, 
rozstając się z tak dobrą przyjaciółką, a którą teraz 
najlepiej poznałem. 
Schadego odsyłam, bo nie to wydanie: niema kla- 
syfikacyi form. Jeśli uda się oddać nazad, niech Jan 
zwróci księgal"zowi; jeśli nie, odeszlijcie napowrót. 
Proszę także kupić dla mnie u Moritza O b e r o n a 
W i e l a n d a w małym formacie i funt tytuniu. Do- 
brzeby powiedzieć kupcowi, że to sprawunek dla 
DombrowskiegoI, nauczyciela w Krożach; oddałby ta- 
niej, po rublu. Pieni.!dze zaraz i za Wi[e]landa i za 
tytuń odeszlę. Czekam niecierpliwie, bo już kończy 
się zapas. 
Nie uwierzysz, jak chwytam ten listek i nie mogę 
nic więcej donieść i o nic pytać; od Lelewela dotąd 
listu nie miałem. 
Jeśliby Schadego udało się oddać, nie kupować 
innego, chybaby się znalazła edycya, w któt"ej po ka- 
żdym rzeczowniku wyrażono, do której formy należy, 
podług Adelunga, np. Dos Killd - 5. 
Dopisek ręką ZOllO: ,odebrałem d. 11 października' 
Proszę o laskę laku 2. 


1 Adam D ą b r o W s k i, m\Ucz)'ciel matemat)'ki w Krotach. 
. Dopisane ręką Mickiewicza na mt2miei, nie zapisanej stronicy. 


.. ' .......
>>>
284 


f 


DXLVI. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 


[11/23 pazdziernilm 1822, Izwa]t. 
Ol,tobra tt dnia [1822]. 
Nie umiałem i nie mogłem odpowiadać na wszyst- 
kie twe listy, które mnie znalazły niespokojnym z oka- 
zyów różnych, a których wYI-ażenie zabrałoby czasu 
niemało, tak potrzebnego dla mnie w chorobie i my- 
śleniu nad mym opłakanyin losem. To tylko dzisiaj 
uwiadamiam, że od momentu wyjazdu do Wilna 
i z onegoż powrotu ciągle jestem niespokojny i chory; 
to, co mnie kiedyś mało, lub nic zastanawiało, dziś 
jest wielk'l rzeczą, nie mogę pozbyć się myśli szalo- 
nych, kt61'e mimowolnie przez głowę przechodzą i ro- 
bią ze wszelkiego, co mnie otacza, nieznośne nieu- 
kontentowanie. Mieszkam ciągle II moich, mogę mó- 
wić, rodziców, WW-ch Sęstwa i na wygodzie nie zby- 
wa. Odwiedzam i dmgiego o dwie mile mieszkającego 
przyjaciela, jedynie dla przel'wania myśli; lecz ani 
w drodze, ani na miejscu nie znalazłszy spokojności, 
znowu wracam i myślę, co ze mną będzie, a tak 
bezsenne nocy tJ'a wię nad fl-ancuszczYZll! i księgami 
dość nudnemi, bo dobrych nie mam gdzie dostać. 
Interesa w domu i inne źle idą, trzeba dykasterye 
i urząd odwiedzać, a ja w letnim ubiorze i zmęczony 
niepomyślnością, ledwo się czołgam. Pułkownik, sto- 
jący w domie, do którego ma słuszną pretensyą za 
reperacyą, sumę 1.500 złotych, darował mnie onę, 


l Rok nie jest wyratony, ale niewątpliwie 1822, gdy t w następnym 
liście jest wzmianka o nutach, w tym liście zamówionych, a nadto 
»0 gałce«, o której wspomina takte Czeczot w datowanym liście z d. 
26 listopada 1822. Miejsce oznaczone na podstawie NI'. DII, według 
którego Rostoccy mieli się przenieść do Izwy. 


-" --
>>>
285 


lecz na plSnlle tego jeszcze me dał. Należności za 
kwatergielt nie można odebrać, nie podając próśb 
i nie płacąc posz/in 1 , na co funduszu nie mam. Wszyst- 
ko to, com wyraził, jest niczem naprzeciw, co ze mną 
będzie. Poświęcić się calkiem naukom i z onych kie- 
dyś mieć utrzymanie się, jest rzeczą niebezpieczną, 
więc nie chciałbym tego przedsiębrać. Tu nie mam 
czego siedzieć, a u was tem gorzej bez miejsca. Cóż 
więc mam robić? Naucz, proszę. Prócz wygody, na 
wszystkiem mnie już zbywa, co gorzej, na spokojno- 
ści, gdy przypomnę, co ze mnie będzie. Względem 
interesu z Ksawer[ym) milczenie jest i będzie; tak 
wypadło z początku, tak się i ukończy. Jeśli będziesz 
mógł, przyszlirn proszę, nut dla sędzianek : 1-0 polo- 
n[e]zów WirfIa trzy, razem oprawne, co kosztuje pono 
zł. 3, na ich że (s) cena napisana być powinna; wa- 
ryacyów jegoż, jeśli są, sonat zwyczajnych i czte- 
roręcznych Rodego i najnowszych autorów i sztukę 
jaką Zylinga. Ten sprawunek niech będzie na mb. 2 
lub 3, a pieni
ldze będą odesłane, uręczam. Na papie- 
rze niech sobie będą podłym, aby tylko sztuki dobre, 
a nie drobne, jak np. walce, kadryle, krak(owiaki] 
i t. d. Czekam prędkiej rezolucyi i sprawunku. Bądź 
zdrów! Później obszerniej napiszę. Aleksander i Jurko 
jeszcze żadnego razu nie pisali do mnie; proszę więc, 
nakaż, aby choć w twym liście dopisali się. Gdzie 
małe s:ł.tuczki znajdowaliby (s): się w egzemplarzach, 
nie kupuj, chyba bardzo będą tanne. 


l P o s z I i 11 Y (z I"Os.) - opłaty pocztowe. 


- -- 


-
>>>
DXLVII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 


I- 
I 


286 


[12/24 październila 1822]. 
d. 12 październiła 1822, Stare Troli. 
Rozdziałek pod tytułem: 
»Żyję na świecie pamiątek«. 
Nie jestem w Wilnie; jestem w Starych Trokach. 
Nie byłem długi czas po dwa razy już w Wilnie: by- 
łem w Szczorsach i Europie. Pamiątka więc życia 
przeszłego obejmować teraz powinna głównie okres 
szczorsowski i europejski. Czemu w Szczorsach tak 
słodkie było mi rozmyślanie o Wilnie? Czemu w je- 
dnej chwili arkuszowe lały się listy do Wilna i nie- 
cierpliwie każda oczekiwana była poczta? Czemu cia- 
łem tylko w Szczorsach, a duszą byłem w Wilnie? 
Czemu to samo działo się, gdym był w Europie? Na 
wspomnienie Wilna byłem elektryzowany; kilka razy 
na dziel] do pisania była materya i doganiały się od- 
powiedzi. Czemu dziel] wyjazdu do Wilna rachowa- 
łem wcześnie? Jadąc raz na miesiąc, jechałem jak do 
raju; zbliżając się, zdawało się, jakby jakieś ambro- 
zye stamtąd płynęły na mnie. Czemuż się teraz to 
wszystko nie dzieje? Oto ustąpiło stamtąd rozżywia- 
jące słońce, a pozostały lody. 


Pisz
, a oni zniellliełi, 
T..skn..r'), a oni nie cznją; 
Pl"z}jad..: nie są weseli, 
Odjad..: nie I)Ożałują. 
Raz, nie mając długo wiadomości, posłałem był 
umyślnego. Janko odpisał mi kwaśno, zakazał nawet 
pisywać. Prawda, że on nie winien, że uległ humo- 
rowi dzikiemu; ale c6ż, kiedy takie traktamenta są 
przykre, odbierają odwagę. I dziś nie mam w Wilnie, 
do kogobym w interesie mógł śmiało się udać, z prze- 


_-:i....
>>>
287 


konaniem, że najmniejszej nie uczynię przykrości, 
owszem przyjemność. Gdy przyjadę, tracić muszę 
wesołość, patrząc na posępnych, lub zimnych, i tam 
smutniejszy jestem, niżeli w samotnym klasztorze. 
Powiadają, że postarzeli, że pod nieszczęściami stali 
się wodą. Nie dziw więc, że oliwa nie przystaje do 
wody; bo ja jestem teraz, jakim byłem zawsze, jakim 
byłem przed trzema, czterema, pięci.! i dalej laty: 
"zawsze piękny, zawsze młody'" Nie śmiej się; wiersz 
ten zapewne może robić kontrast, stosowany do mo- 
jej kościanej figury i głowy na wosku; lecz duch mój 
pyszni się i jest ,)zawsze piękny, zawsze młody'" roz- 
pierzcha się t)'lko, gdy schodzi na ognisku, któreby 
go ku sobie ściągnęło. To ognisko miałem w Wilnie 
aż do roku przeszłego; dlatego i Wilno wcale było 
innem. Myślałem o nim] nieustannie; myślą chodzi- 
łem z nim i rozmawiałem; bo on to samo czynił 
ze mną. Pisywałem z pl'zyjemnością, bo listy moje 
były jemu pożądane; bo był niezmordowanym kores- 
pondentem moim; pół godziną, przed magistrowa niem 
się jeszcze mi odpisywał i robił spl-awunki. Z żywem 
uczuciem jechałem do Wilna, bo z upragnieniem ocze- 
kiwał mię. Jego ogniste uściśnienie było odpłatą dłu- 
giej tęsknoty, a zakładem na nową. Jego obraz w po- 
staci żegnającej towarzyszył mi zawsze w powrocie do 
mojego piekła. Ale cóż się stąd zawiązuje? Czyliż 
nasze polana teraźniejsze kochają mniej nas, mz 
przedtem? Bynajmniej, lecz będąc za słabi do zapa- 
sów z fortuną złośliwą, pozwalają sobie usypiać te 
lube uczucia, które właśnie są jedyną ulgą i swobodą 
pośród przeciwności. Nie wątpię, że jeśliby polepszyły 
się cokolwiek czasy, powróci dawny ogień i życie. 
Inaczej, zi
ciłoby się przepowiedzenie twoich kowień- 


, T. j, o Franciszku I\talewskim. 


_-ł....
>>>
288 


f- 
I 


skich, którzy nie mogąc wydziwić się nasz:r m niewy- 
mownie ścisłym stosunkom, twierdzili, że to jest pło- 
myk młodości, który wkrótce zagaśnie. Lecz dla przy- 
szłego posiłku nie chcę teraz był głodnym i dla na- 
dziei mniejszego nie dbać o rzeczywisty większy. 
Kiedym powrócił hył z Ukrainy] i nie zastał ciebie _ 
wyjechałeś był po raz pierwszy do Kowna - i gdy 
skarżyłem się przed tobą, że za każdym szelestem 
w sieniach, za otwarciem drzwi zdaje mi się, że ty 
wchodzisz, wtedy zaspokajałeś mię i w dodatku wska- 
załeś mi Franciszka, upewniając, że ciebie we wszyst- 
kiem zastąpić może. Jakoż od tej chwili nastąpiło 
ściślejsze między nim a mną połączenie. Lecz teraz, 
gdy go niema, gdy nie masz namiestnika, z którym- 
byś się ciężarem mógł podzielić, musisz go znowu 
sam na siebie przyjąć, musisz pamiętać, myśleć i pi- 
sać do mnie w materyach, w jakich dawniej pisy- 
wałeś. Wiem, co w dawniejszych twoich latach ko- 
wieńskich było ci przykrem, uciążli wem, lub wreszcie 
pocieszającem; jak się więc masz teraz pod tymi 
wszystkimi względami? w czem nastąpić mogła ró- 
żnica? Wyjeżdżając z Wilna, mówiłeś, że się czułeś 
nieco chorym; czy więc teraz zd.-owszym jesteś, niż 
w chwili wyjazdu? Czy dokOllczyłeś powieści histo- 
rycznej 2, lu[b] czy nie napisałeś co nowego? Co do 
ciebie pisał Lelewel? Co stanowisz o pasporcie, o to- 
mie drugimS? Ja o sobie tyle donieść mogę, że nie je- 
stem zdrów ciągle, dlatego i robota idzie powolnie. 
Jest to czas dla mnie najniezd.-owszy. \V tę jesienną 
porę cho.-owałem już kilka razy bardzo mocno; w tę 
porę uciekać musiałem do Szczors. Niegodziwy stół 
nie nagradza, owszem łączy się z niegodziwością po- 
wietrza. Przed kilku dniami dowiedziałem się, że 


l po wakacyach I'. 181 9. 


· Mowa o Gmtynie. 


· Ballad. 


--
>>>
289 


Kłągiewicz za swój grzech cenzorski złożony został 
z zastępstwa rektury , że mianowany 1 był zastępcą 
Bojanus, który się wymówił, że między Grodkiem 
a Życkim los się wazył; nie mogli się odrazu pora- 
chować, który starszym jest dziekanem. Dotąd mu- 
siało się już rozstrzygnąć. 
NB. jak tłómaczysz po polsku spri;de? Nie mogę 
znaleźć na to wyrazu. Bądź zdrów! 
Józef. 
Już raz do ciebie z Trok pisałem; czyś list ode- 
brał? 


DXLVIIP. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[13/25 październiłm 1822, Wilno]s. 
· D. 13 paździer[nika 1822J. 
Adam(\wi Tomasz zdrowia i pomyślności. 
Ja zawsze tak piszę, jak myślę i czuję, a myślę 
i czuję, jak inaczej nie mogę; ty zaś nigdy bez gro- 
mienia. Listu nie posłałem, bo Opl'ÓCZ wyjątku, który 
ci wypisałem, wszystko mniejsze do mnie należy; są 
tam o mojem sercu, o nieczułości, o Zosi przypina- 
nia; tegoż listu i teraz nie posyłam i nie poszlę, bo 
prosi, abym je palił, w tych wyrazach: Brulez cctte(s) 
griffonnage. A do tego cóżbym miał pisać, posławszy 
to, z czego wypisuję? Tak u nas głucho i nudno! 
Funt tytuniu uprosiłem, aby Teodor kupił, bo sam 
mógłbym się oszukać, a przy tytunie miał i laskę 


l ,mianowył' A. · Odpowiedź na Nr. DXLV. 
. List musiał odejść jakąś okazyą. gdy t w piątek (13) ani w so- 
botę poczta do Kowna nie odchod7.iła, at dopiero w poniedziałek, i mi- 
nął 
ię w d.-odze z Mickiewiczem, któ..y w tym czasie. zapewne nil 
noc 13 paździenuka w}jechał z Kowna do Wilna, ateby się widzieć 
z Mal'ylą. 
Archiwum filom. Cz. I. T. IV. 19 


-
 


-
>>>
290 


r 


laku kupić. Oberona Domejko kupił dla siebie i tobie 
sam osobiście pożyczy. Szadego, Janek m6wił, że od- 
dać nie może, a innego leniłem się i czasu nie mia- 
łem poszukać. Jest u mnie jedyny dykcyonarz Po- 
maya I, jest w nim dos Kind f. 5; ale mnie samemu 
bardzo potrzebny i wszystkim, którzy ze mną mie- 
szkają; uczym się po nicmiecku. Jan bardzo nicrad, 
że go nic posyłam; rozmaicie za to upicprzał scrduszko 
moje: prima caritas ob ego. 
Mam nadzicję, że Peri przyjedzie; alc gdybyś2 ty 
miał przyjeżdżać, żadncj nie widzę potrzeby, ani po- 
żytku, ani przyjcmności, żadnego dobra. Co się tycze 
widzenia, zmysł ten nie wszyscy filozofowie w picr- 
wszym kładą rzędzie; bardziej do omamicnia, jak 
rzeczywistości prowadzi. Słyszę, należy przewąchać 
i z blizka dotknąć tej rzeczy, aby z niej przykrc 
smaki nie padły na języku. Zmiłuj się, napisz cokol- 
wiek obiecancgo o swojcm życiu, abyśmy mając coś 
pewncgo i prawdziwcgo, mogli śmielej i przyjemnicj 
rozmawiać; inaczcj moja wizyta nie będzie przyje- 
mna dla Peri, jak sądzę, a jak ty? - nie wiem! 
d. 13 paździer. 
P. S. Pogadajcie, co tcraz robić, jakie pisma pc- 
ryodyczne prenumerować? 


· p o m a y: Dictionnaire fran\,ais, latin et allemand. j tom}', 
Fnmkfurt. · t. j. :I: e b y ś. 


......
>>>
29 1 


DXLIX. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[16/28 pazdziernika 1822, Kowno]'. 
Tomaszu! 
Zacóż ty jesteś moim pośrednikiem, ty zimny filo- 
zofie, który sądzisz, że o wszystkiem zapomnieć mo- 
żna? Nie chcę ukl"ywać tego, że moja duma jest bar- 
dzo upokorzona, kiedy mi przychodzi prosić o co 
ciebie i kiedy widzę z postawy, że to dla ciebie jest 
fl'aszką lub śmiesznością. 
Wszakże wyznam na twoją pochwałę lub naganę, 
że jesteś tolerującym; wybaczaj mnie, może krzywdzą- 
ce twą przyjaźń myśli w)'bij mnie z głowy. 
"O wszystkiem można zapomniećl! Dlaczego to 
słówko, któreś mi wczoraj powiedział, ten środek le- 
czenia mnie jest na kształ[t) ziarka trucizny, które 
mi ciągle dogryza? Jak ty mogłeś, jak ty śmiałeś 
wpaść na myśl taką, Tomaszu? Zawszeż ty będziesz 
uważać za małą [rzecz] szczęście twoich przyjaciół? 
Praw(hiwie nie wiem sam, o co się zło[sz)c[z]ę, co 
mam do ciebie; ale chciałbym, żeby ;i:ółć płynęła z tego 
pióra. Jestem w gorzkim humorze. Ostatni raz widząc 
się z Peri, powiedziałem jej kilka przykrych rzeczy 
umyślnie, aby ją zasmucić. Po dłuższym rozmyśle 
czuję nikczemność mego postępowania. Nie spojrzała 
na mnie, kiedym wyjeżdżał. 


l B. d. M,ckiewicz. ko.-zystając z dwóch świąt, t j. z galówki t4 
(..Narodzenie Jej Iml). Mości Maryi Teodorówny..) i t
 (niedziela), 
przyjechał nicspodzianie do Wilna i odjechał t
 na noc; ..wczoraj« listu, 
pisanego w Kownie, jest wił.c d. t
 paźdz. a sląd data listu t6 paźdz. 
tll2:.1, posłanego zapewne jeszcze tego samego dnia pocztą poniedział- 
kową. Że Zan listu nie otrzymał nazajutrz, t7. lecz dopiero t8 paźdz., 
p.-zyczyną mogła być okoliczność, t.e list mot.e był posłany w kopercie 
pod adresem Czeczota, który sił. zapewne z Zanem widział dopiero 
nazajut.-z po otrzymaniu listu. 


19. 


...... 


-
>>>
29 2 


I 


Tomaszu! ty się z nią widzisz i z nią mówisz; po- 
wiedz coś o mnie; czy nie wyczytasz z jej oczu prze- 
baczenia? Porzuć na czas twoję filozofią i chciej mnie 
zaspokoić. Mając wielką perswazyą, mów jej, aby sza- 
nowała zdrowie, jeśli cokolwiek przyjaźni ma ku mnie. 
Nie śmiałem jej czynić żadnych przełożeń, bo była na 
mnie zagniewaną. Odpisz mnie, zmiłuj się, jak naj- 
prędzej! Ileż tel'az masz do pisania materyi, jeżeli byś 
tylko zechciał! 
Ten list ekspedyuję o jedynastej; przybyłem o pół 
do ósmej. Nie będę spokojny, póki nie odbiorę twojej 
odpowiedzi. 


A.I 


DL. Maryja do Ad. Mickiewicza. 


[16/28 października 1822]. 
* Le 16 octobl'e [1822], ViIna. 
Je Vous ai offense, je merite VotJ-e colere, je l'a- 
voue. Mais Vous devez me paJ'donner, car je suis deja 
trop punie pour mes folies. 
Je suis tourmentee par des remords et des noirs 
chagrins. Si Vous voulez rendre quelque calme ił mon 
coeUJ' aff1ige, accordez-moi Votre pardon. Je puis di- 
re en cOl-e pour ma defense que fai eM provoquee. 
Vous m'avez touchee du cotć le plus sensible. Veuil- 
lez bien vous rappelel' tout ce que Vous m'avez dit 
d'insultant. Je suis trop fiere pour supporter des 
pareilles humiliations. Je fus poussee et je Vous ai 


l 
l' 
. 


l Nitej ręką Zana: ,d. II! pa.ldzier.' (data odebrania listu). 
· List ten p.-zepisał Zan dla MickIewicza w liście z d. 22 p..ździer- 
nika t. r.; rótnice między listem Maryli (- M) a listem Zana (= Z) za- 
znaczamy w przypiskach.
>>>
29 3 


dit des propos indiscrets, iI est vrai. Mais je Vous 
demande maintenant mille et mille excuses et j'espere 
que Vous voudrez bien me pardonner. Je ne savais 
pas apprecier les moments si chers a mon coeur. 
Je dois Vous voir, Vous parler et Vous entendre, 
coute qui coute 1. Veuillez bien me repondre par une 
seule ligne, si Vous me pardounez. (!'Ibis a l'adresse 
de Tom). Ne pouvant supporter l'afl"reuse idee d'etre 
haie de Vous, j'ai pris la hardiesse de Vous ecrire 
pour V ous demander pardon. 
Adieu, portez V ous bien et soyez heureux autant 
qu'un mortel peut I'Ctre dans ce monde. 
Dans toute la force du terme 


Votre Amie. 


Le 16 8bre, ViIna. 
Je pris dix fois ce billet pour le rendre a la poste, 
mais je n'avais pas assez d'hardiesse, je pris le parti 
enfin de le envoyer par une autre occasion 2. 
.. 


l 
" 
. 


D LI. Ad. Mickiewicz do Maryli. 
[17/ 2 9 października 1822]. 
Kowno, dnia 17 [paidziernika, 18221. 
Maryo, po tern wszystkim, coś mnie powiedziała 
w czasie ostatniego widzenia się naszego, na wiele 
odważam się, pisząc do ciebie! Jeżeli spojrzysz na ten 
listek z taką pogardą, z jaką na mnie patrzyłaś, zdaje 
mi się, że aż tu będę czuł to spojrzenie. Ale nie, 
droga Maryo; wybaczysz mnie, wybaczyłaś mnie, cho- 
ciaż dałem powód do takiego obejścia się. O, gdybyś 
wiedziała, ile potem uczulem, rozważając moje dzie- 


l ,Je dois Vous voir... coute qui coute' M; w Z brak. 
I ,Je prix dix fois... occasion' M; w Z brak.
>>>
294 


cinne, dziwaczne i grubiańskie postępowanie! Wten- 
czas. kiedyś mnie spotykała z niewinną anielską, ra- 
dością, ja odpowiadałem jakąż postacią? jakim tonem? 
tobie, nieprzywykłej do tego, nie spodziewającej tego 
po mnie! C6ż mam powiedzieć na moje usprawiedli- 
wienie? A jednak czuję, że gdybyś mogła zajrzeć w głąb 
mego serca, wtenczas nawet byłbym usprawiedliwio- 
ny, kiedym ciebie obrażał, a kiedym sam sobie był 
nieprzytomny. 
Kochana Maryo, ja ciebie szanuję i ub6stwiam, jak 
niebiankę. Miłość moja tak jest niewinną i boską, jak 
jej przedmiot. Ale nie mogę poskromić gwałtownych 
poruszeń, ile razy wspomnę, że ciebie straciłem na 
zawsze. że będę tylko widzem cudzego szczęścia, że 
o mnie zapomnisz; często w jedne.i tejże samej chwili 
proszę Boga, abyś była szczęśliwą, chociażbyś mniała(..f) 
o mnie zapomnieć - i razem ledwobym nie wolał, 
abyś umarła - razem ze mną! - Daruj mnie; nie mo- 
żesz nigdy wstydzić się tyle, ile ja samego siebie. Kto 
inny, rozsądniejszy i cnotliwszy, na mojem miejscu 
byłby jeszcze bardzo szczęśliwy; ale mnie chyba Bóg 
natchnąć zechce, chyba tw6j przykład poprawi. C6ż- 
kolwiek jednak czuć będę, nigdy ciebie nie zasmucę. 
Jakże ja śmiałem ciebie zasmucić! Ja tobie winie- 
nem, jeżeli jest co w duszy mojej dobrego i piękne- 
go, jeżeli miałem w życiu kiedy chwilkę niebieską. 
Jesteś moim aniołem str6żem, wszędzie obecna. Strze- I 
gę się, abym cię nawet myślą nie obraził. A ja obra- 
ziłem ciebie wtenczas, kiedym był powinien zebrać ł 
całą moją duszę dla uczucia w całej sile szczęścia, 
kt6re mię spotykało, kt6re mię tak rz;;tdko spotyka! 
Prawda, moja Maryo, że powiększasz sobie moją wi- 
nę, często fałszywie tł6maczysz, albo nie chcesz rozu- 
mieć tego, co m6wię, nie zważasz na moje położenie. 
Dawno, po pierwszem poznaniu się, wyrzekłem coś 


----
>>>
-, 


29 5 


z pogardą o powszechnej oplOn. Jakżeś to długo pa- 
miętała! Jak brzydki i krzywdzący dałaś słowom moim 
wykład! Kiedy po przyjeździe moim do Wilna nie 
chciałem, a raczej nie śmiałem widzieć się z tobą, nie 
wiem, jak to tłómaczyłaś; ale wiem, że niedobrze na 
moją stronę. Nie dziw, że i teraz, com prędko wy- 
rzekł, com w dzikim zapale, umyślnie dla obrażenia 
cię (przy,maję się i do tego), dla pomszczenia się za 
ostre często żarty wtrącił - nie dziw, żeś mię za to 
natychmiast potępiała. Ostre żarty, kochana Maryo! 
ostre były i często do głębi duszy rażące. Powiedzia- 
łeś (s) mię (s), żem stracił czas przybyÓem do Wilna, 
chcąc mi dać do zrozumienia, żem był nadto dziecinny, 
szukając chluby przed tob;} stąd, żem przybył dla wi- 
dzenia ciebie. Cóż miałem dalej odpowiadać, chwy- 
tany za słówka, odsyłany do Kowna wtenczas, kie- 
dym chciał patrzeć na ciebie i mówić do ciebie? Czy- 
liż dawne przewinienie, jakkolwiek brzydkie i rażące 
twoją myśl anielską, daje prawo do wyrzucania mi 
go przed oczy, a kiedym z tysiącznych zgryzot ucie- 
kając, chwilkę w Wilnie niebieską myślał przepędzić, 
czyż litościwie jest ciągle mi powtarzać, żem na nią 
nie zasłużył? Jakże nudzę ciebie wymówkami i eks- 
kuzami! Zapomniałem o głównym celu tego listu. 
Maryo! widziałem twój sposób życia, wnosiłem o re- 
szcie z twoich rozmów; słyszałem o wielu szczegó- 
łach. Ty nie szanujesz zdrowia, umyślnie chcesz je 
niszczyć. Niespokojność myśli, pomięszane uczucia, 
malujące się w twoich wyrazach, często mię zimną 
trwogą przeszywały. Moja najdwższa, jedyna! nie 
widzisz przepaści, nad którą stoimy! Jak to straszny 
wpływ może mieć na twoje zdwwie, na spokojność 
twojego umysłu! Ja ciebie nie przeżyję chwili. Chcesz- 
że na mnie wrzucić okropną odpowiedzi[a]lność, żem 
był sprawcą twego nieszczęścia? Jeżeli chcesz, abym 


----
>>>
296 


był spokojny, abym był wesoły, abym ciebie kochał 
z uczuciem szczęścia, a przynajmniej hez rozpaczy, 
daj mnie przykład! Odtąd przysięgam naśladować 
ciebie. 
Bądź zdrowa! Kiedyż obaczę Maryą? W pierwszem 
spojrzeniu obym wyczytał przeba:zenie! 
Li
tek ten spalisz; nie śmiem prosić odpowiedzi. 
Czy nie będziesz Pani na Wszystkich Świętych lub 
Boże Narodzenie? 


D LII. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[18/30 października 1822, Kowno]', 
Tomaszu! 
List, któl'y ci posyłam 2, przytem list do Jeżow- 
skiego 3 zabrały mi cały ranek, a nawet wieczór wczo- 
rajszy. Króciutko proszę cię, oddaj hiałą kopertę Peri. 
Powiedz jej, że mię prosił[ a] o jakąś balladę, że ją 
odsyłam; ma się rozumieć, że oddasz sam na sam, 
proś od niej rewersa, że odebrała. 
Jakże niecierpliwie czekam jutrzejszej poczty. Je- 
stem podobny do owej duszy, którą jak powiada Mil- 
ton, szatani przenoszą z największego ognia do naj- 
większego zimna. Nigdy mi Kowno tak nieznośnem 
nie było. Być tylko o mil kilka bez nadziei widzenia! 
Oddaj ten listek, wychodząc, aby nie miała subjek- 
cyi rozpieczętowania przy tobie 4. 
Piszę strachowo 5 , aby list prędzej i pewniej doszedł. 


ł 


, B. d. List do Maryli, o którym w liście mowa, ma datę t 7 pa- 
£dziernika; poniewat oba lisly. t. j. list do Maryli jako tet niedocho- 
wany list do Jetowskiego »zabrały« poecie »caly ranek, a nawet wie- 
cz61. wc z o raj s z y«, niniejszy więc list był pisany t8 października we 
śmdę w oczekiwaniu »jutrzejszej« t. j. czwartkowej poczty. I List 
do Maryli (NI". DLI). a Nie dochował się. . Ponitej dopisał 
Zan: Odebrane 23 Paźdz;er. . asekurowany na poczcie list.
>>>
297 


DLIII. T. Zan do Maryli. 


[18/30 października 1822, Wilno]'. 


1823 (s). 


C6żbyś robił na mojem miejscu? 
Dodawałbym, odejmował, mnożył i d7ielił. 
Jak widzę, ani tchnienie wiosny i pierwszy Jej 
p.-omień oż)'wiającego spojrzenia, ani oczy nawet wy- 
chwalanej wczoraj Izabelki nie roztopiły twojego lodu; 
zamiast litości i uczucia zimnej arytmetyki suche do- 
radzasz rachunki: na zawsze mnie cierpieć bez po- 
ciechy! 
_ Za pozwoleniem, wyrazy bierzesz za rzeczy, 
echo za całe wyrazy - oto przyczyna uniesień, oto 
cierpień! Nie jest to arytmetyka, ale ogrodnictwo. 
- Zawsze dziwacznie; cale nie rozumiem. 


, 


I B. d. "Usłuchałam rad tlmgiego Pana Tomasza, za powrolem 
z Wilna odmieniłam sposób tycia«... donosi Maryla Zanowi 29 paź- 
dziemika t. 1-. (NI-. DLXII). Sądzimy. te te słowa ścią
ają się na ten 
rozdziałek wiaśnie. Ze słów "za powl'olem z Wilna" wynika, te "rady. 
były dane w Wilnie, a słowa I"Ozdziałku "wychwalanej wczoraj Iza- 
belki" katą się domyślat, te I"Ozdziałek był pisany po wczorajszej 
r o z m o w i e, 'a więc w Wilnie. \Vobec tego nie nalety przykładat zbyte- 
cznej wagi ani do r. 1823, dopisanego widocznie (mylnie) przez Pietra- 
szkiewicza _ Zan raczej opuszczał w datowaniu rok, a pisał zwykle dalę 
dzienną _ ani do "tchnienia wiosny", które tu było polrzebne dla 
fikcyi poel}'ckiej, a mote i zmylenia śladu w .-azie, gdyby się rozdzIa- 
łek dostał w niepowołane ręce; "tchnienie wiosny" zresztą niezbyt li- 
cuje z "kolorami i woniami". Iozdziałek oczywiście pisany po odjeździe 
Mickiewicza (w niedzielę .5 paźdz.). Nazajutrz 16, w poniedziałek Maryla 
była zajęta pisa..iem bileciku (Nr. DL) i trawieniem swej boleści i Zan był 
u niej dopiero we wtorek, 17; wtenczas to między innemi zapewne 
wyrwalo się l\laryli pytanie: Co robit? "Zaczęla w uniesieniu pytat, 
co ma robit z sobą'" słowa Maryli pnytoczone w liście Zana do Ad. 
Mickiewicza z d. 22 paźdz. Nr. DLVIIl). Przypuszczamy, te ...iniejszy 
rozdziałek jest odpowied,tią na to pytanie; napisał go Zan zaraz na- 
zajutrz, we środę 18 paździemika i wręczył zapewne d. 19 na od- 
jezdnem.
>>>
298 


- Moja Pani! jeszczeż daleko do końca. Umieć 
czekać jest mądrość; przedwczesnych wniosków nie 
czynić jest rozum. Wszak znasz Izabelkę? 
- Cóż z tego? Przecież nie znam. 
- Widzisz, słońce z za chmury błysnęło, czujesz 
miłą odmianę w sercu: ta chwila dnia jest Izabelką. 
Znowu się skl'yło słońce, drzewo bez liści czeka oży- 
wienia: ta chwila dnia to ja! 
- Gniewaj mnie, ale nie nudi. 
- Tak, pierwszem prawidłem szczęścia jest: uni- 
kaj nudy; we wzruszeniach jedyna słodycz i przyje- 
mność, ruch i walki stanowią życie i szczęście. Mo- 
żna się gniewać, śmiać się, być niecierpliwą, tylko 
proszę nie uciekać, a posłuchać; przystępuję do rze- 
czy i wnet kończę. (Usiadła w kącie na sofie). Usłu- 
chałem rady Jana, acz poziewający, poszedłem przy- 
patrzyć się pogodzie. iródłom słodyczy i przyjemno- 
ści. Przyszliśmy do Izabel ki ; piękna, jak pogodny 
poranek maju, wesoła, jak zorza, spokojna, jak cichy 
wieczór lata. 
- Naucz mrtie, Pani - rzekłem - jakim sposobem 
można być zawsze tak spokojną, tak wesołą, tak 
przyjemną, jak jesteś? Jej przyjaciółka Zosia, tak 
zajmująca w swojej wesołości, obiecuje burzę i zawie- 
ruchy humoru, a w. zasmuceniach i niepogodzie mo- 
żna mieć nadzieję czystego rozpogodzenia, kiedy Pani 
zawsze jednostajna. 
- Do P. Tomasza raczej odpowiedi należy, jak 
do mnie. Nie mam być czego zasmuconą i cierpiącą; 
żyję bez nagany, nie lękam się, zatrudniona zawsze, 
kochana. na cóż mam krótkość życia zapełniać zgry- 
zotą, urojoną boleścią i narzekaniem? 
- To coś nakształt prawdy; lecz proszę, jakże 
mam zapełnić czczość, która mnie otacza dokoła? 
Gdzie znajdę nektar i ambrozyą dla mojej wyobraini
>>>
299 


i serca? Tak wszystko zdaje się być zimne i kamienne; 
czem nudę rozpędzę? 
_ Taki stan jest albo chorobą albo dysharmonią 
we władzach wyobrażenia, czucia i myślenia. 
_ Patrz, jaka mi filozofia! - odezwała .,ię na to 
siedząca na sofie. 
_ Czemże chorobę leczyć, czem władze do har- 
monii pi'zywodzić? 
_ Liczeniem, dodawaniem, odejmowaniem, mno- 
żeniem i dzieleniem. 
Ciekawa rzecz, jakim sposobem? 
Pan Tomasz miał przyjemności w życiu swojem? 
Ot, nie pamiętam. 
Przypominajmy i liczmy: kiedyć kochana mama 
w oko pocałowała i cukierek dała za przeczytanie al- 
fabetu, kiedyć papa za napisanie prostych lasek roz- 
rzucił do zbierania orzechy i rodzynki, kiedyć Anulka 
pocałowała, kiedyć Antosia za rękę ścisnęła, kiedyć 
Felicya kwiatek podała, kiedy twoje nauki i roboty 
pochwałę zyskały, kiedy poczułeś przyjaźń pl'awdziwą, 
kiedyć łza wdzięczności spadła na rękę, kiedyś był 
natchniony miłością krajn i ludzkości, kiedyś i t. d. 
Takiem liczeniem, a co? 
_ Rozumiem: można zapełnić czczość. Mam przy- 
jemność prawdziwą, prawda, liczeniem; ale nie w ka- 
żdej chwili mogę przypomnieć to, co mnie przyjemnie. 
_ Pójdziemy do mego ogródka, coś sam niegdyś 
kopał; tam znajdziem odpowiedź. 
_ Idziemy, dobrze; ale pamiątekże w życiu nie- 
przyjemnych nie mamy? 
_ Owszem, przecież są pamiątkami burzy i przy- 
gód dla żeglarza, który u portu, lub na pięknej górze, 
wesół i czuły, przypatruje się rozhukanemu morzu. 
Otóż mój ogródek. 


--
>>>
300 


- Albo Pani jesteś czarownica, albo bogini: cały 
już oddycham tą prz)jemnością i pokojem słodkim, co 
cię otacza! Co to za kolory, co to za wonie! co to 
za miła rozmaitość krzewin i kwiatów! Tak wiele 
dróżek! 
- Są to nasze zamiary, myśli i błędy. Z tern 
wszystkiem cały ten widok ogródka może być dla Pa- 
na Tomasza martwym, jak dla mnie ożywionym; tu 
moja cała przeszłość, tu moje najdroższe pamiątki. 
Każdy kląb wyraża epochy życia mego, każdy kwiat 
ma nazwisko przyjaciółek, przyjaciół, krewnych, poe- 
tów i bohaterów, których życie kwiatem, a sława 
zapachem. Tu rozmyślam i płaczę, a zawsze szczę- 
śliwa i spokojna powracam do moich zatrudnień. Co- 
dzień dodaję i pomnażam coś do jego piękności, do 
mojej przyjemności, dodaję mocy do znoszenia zwy- 
czajnych przygód, odejmuję zbytnie urojenia, dzielę 
czas między zatrudnienia umysłu, rąk i imaginacyj. 
Tak byłem uniesiony i uradowany, iż nie pamię- 
tam, co wyliczała ze swoich pamiątek; upadłem na 
kolana, pamiętam, i ucałowałem jej rękę, mówiąc: 
Boska arytmetyka, przedziwne ogrodnictwo! 
Skończył się tym sposobem rozdziałek życzeniem, 
aby każda pani na wiosnę podobny zakładała ogródek 
i liczyła, dodawała, odejmowała, mnożyła i dzieliła. 


-
>>>
301 


DLIV. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 


[19/ 31 października 1822, Kowno]'. 
Kochany Janie! 
Przed wsiadaniem do bryczki 2 spo.irzałem około sie- 
bie: Jana nie było! Raz tylko z nim się widziałem, 
nic z uim nie mówiłem, nie pożegnałem go! Łzy gorz- 
Ide rzuciły mi się z oczu. Rozmyślałem o naszej przy- 
jaźni, o latach dawnych; dlaczegoż moje serce coraz 
mniej jest czułe na szlachetne poruszenia? W ciągu 
bytności w Wilnie nie wiedziałem, czy są tam moi 
bracia, czy ty żyjesz na świecie? Ona jest nakształt 
czarodziejskiego obwodu, który wszystkie moje myśli 
i czucia ogradza. Jednak Zan utrzymuje, że ja o niej. 
a ona o mnie zapomni. Nie m(lgę mu tej myśli daro- 
wać. Ale któż mię tak kocha, jak ty, Janie? Zacóż ty 
nie jesteś na miejscu Tomasza? Nie winuję go o to, ale 
czuję, że chcąc mię kocha[ć], trzeba mieć choć kilka 
gran mojego szaleństwa, albo być tobą, Janie! Jeden 
Franciszek 3 mnie I'ozumiał, a ty jeden znasz mię. 
Od czego zacząłem i na czem mam skończyć? - 
Chciałem opisać scenę, która niedawno zaszła w Ko- 
wnie, ale ją na czas inny odkładam. Marya życzyła 
bardzo widzieć się z tobą, riła zdl'owie twoje. Jeżeli 
uznasz to za rzecz dobrą, bądź u niej. Ja prawdziwie 
nie wiem. czy radzić, czy odradzać; taki w mojej 
głowie chaos. 
Listek załączony oddaj Tomaszowi. 


I B. d. Odpis Czeczota na ten list (Nr. DLVII) ma datę 21 paź- 
dziernika. list więc musiał otrzymać 20 t. j. w piątek; wypada. te 
Mickiewicz wysłał go ,-azem z listem do Zana Nr. DLII czwm.tkową 
pocztą z Kowna. a zapewne i w tym dniu napisał rano, za czem tet 
przemawia kt-ótkość listu. . przy odjddzie z Wilna 15 paździemika. 
. Malewski.
>>>
302 


DLV. Nowicki do Czeczota. 


[20 października (1 listopada) 1822]. 
Żytomierz, 20 oktobr[a] 1822. 
Konsyliarz prawnikowi 
z[drowia] i p[owodzenia]. 
Po długiej i nudnej podróży stanąłem nakoniec 
na miejscu mojego przeznaczenia. Nie znajduję tu ża- 
dnej pewności względem placów obiecywanych mi 
listownie. Wszystkie były samymi projektami, dla 
których nie warto było opuszczać widoków i miłych 
i korzystnych, jakie miałem w Litwie. Zostawiłem 
w waszych stronach przyjaciół, jakich tu znaleźć nie 
mogę i zapewne nie znajdę. Kto wie, czyli jeszcze 
do was nie powrócę, skoro i okoliczności i zapas kie- 
szonkowy dozwoli; ale o tern potem. Tymczasem ze- 
chciej mię pocieszyć swoim listem, donieś o Adamie 
i o innych naszych przyjaciołach, co się dzieje z Za- 
nem i Domejkiem, jako też o uniwersytecie. 
Odbyłem dobrze drogę, o jJasse-jJort nikt się ni- 
gdzie nie pytał. Jeżeliby Koc 1 potrzebował jakiej po- 
mocy w odebraniu i przesłaniu mojego patentu, ze- 
chciej mu jej udzielić. Jeszcze teraz nie piszę wam 
nic o osobach, z jakiemi tu mam towarzystwo, bo do- 
tąd małom się z niemi obeznał. Zmiłuj się, bądź 
zdrów, bo bezemnie źle chorować. 


D LVI. Maryla do T. Zana. 


l21 października (2 listopada) 1822, BoIcieniki]'. 
Samedi, de mon boudoir. 
Recevez, cher Monsieur Tom, ces quelques lignes 


l J\\ote skroeony K o c Z B A; por. str. 246, 6. 
I B. d. Ateby oznaczyć dat\) te&o listu, trzeba wziąć pod uwag\) 


..
>>>
303 


I 
j 
, 


comme une faible preuve de l'amitie que je vous porte 
et soyez convaincu que I'ien ne changera point les 
sentiments de l'amitie que vous m'avez inspires. Pri- 
vee de l'unique bonheur de voir les amis que mon 
coeur cherit, si du moins je connaissais le moment 
qui doit nous rejoindre, ainsi ql1e ł"espace qui va 
nous separer! Ne m'oubliez pas, cher Monsieur Tom, 
rappelez-vous quelque fois qu'il existe une etre mal- 
heureuse qui ne vit que pour sOl1ffrir et don t les 
jours s'ecoulent dans une continuelle nuit. Ah! quel 
supplice de se voir separee des objets aveci lesquels 
on voudrait passer sa vie! Mes voeux et mes pensees 
VOl1S suivront pal"tout, nlais au nom du ciel, conser- 
vez votre sante, cher Monsieur Tom, qui une fois 
perdue ne se retrouve plus. Apres ce petit conseil 
a la maman, il faut bien m'acheminer vers la fin de 
cette lettre, car je me trouve tres maI, fai une gran- 
de fievre avec un terrible mai de tete; depuis deux 
jours je garde mon lit sans pouvoir me bouger. 


! 


naslępujące okoliczności: »Sobota« bez dodatku, wypisana na czele li- 
stu, wskazuje, te ta ogólnikowa data wystarczala iedynie dlatego, te 
»sobota« następowała tut po jakimś dob.-ze znanym lak Maryli, jak 
i Zanowi wypadku np. widzeniu osobislem. Jdeli l\laryla czuje naraz 
polrzebę zapewnienia starego p.-zyjaciela o swej przyjaźni, to Zan mu- 
siał ze swej strony mieć jakąś szczególną sposobność do wyświadcze- 
nia watnych przysług przyjacielskich w chwili dla Maryli ciętkiej. 
która ją pozbawiła nie tylko widoku »ukochanych osób.. (właściwie 
o s o b y), ale takte nadziei zobaczenia ich znowu. Wstnąo;nienie b}"ło 
lak wielkie, te sprowadziło gorączkę i szalon}' ból glowy, tak, te Ma- 
ryla od dwóch dni nie "opuszcza łótka. Wszystkie te okoliczności 
wskazują na d. '4 i 15 października (widzenie się z Mickiewiczem) 
i dni następne, kiedy Zan istotnie jako pl'awdziwy przyjaciel niósł sło- 
wa pociechy rozpaczającej p.-zyjaciółce. Choroba wybuchnęła zaraz po 
przyjeździe do BoIcienik (19 paZdz.) i Maryla od dwóch dni (30 i 21, 
kiedy len list pisze) lety w łótku. Że nie wspomina wyraźnie o Mi- 
ckiewiczu i nie pyta o niego, powód prosty, te w sobotc;: 21 paźdz. 
jeszcze ani odpowiedzi na swój bilel z 16 p.źdz. ani wogóle ładnej 
wiadomości o nim mieć nie mogła. 



........
>>>
304 


Adieu donc, cher Monsieur Tom. Portez-vous bien 
et soyez tranquille; le soleil renaitra apres cette ecli- 
pse et paraitra plus brillant. Adieu encore une fois, 
n'oubliez pas une amie absente 


M. 


D LVII 1. Czeczot do Ad. M.ickiewicza. 


[21 października (2 listopada) 1822, WilnoJ. 


· 1822, oktobra 21. 


Kochany Adamie! 
I biedny Jean Jacque[s] to powiedział i sam do- 
świadczyłem, że serce zbyt czułe jest najfatalniejszym 
darem niebios. Im kto zimniejszy, tern szczęśliwszy 
tem bardziej uszczęśliwiać innych zdolny. 
Uważ, Adamie, jak ci czułość wystawiła twój wyjazd 
twoję bytność nierzeczywiście. Pożegnaliśmy się 
z tobą w stancyi Tomasza; widząc, żeś z nim chciał 
rozmawiać, poszedłem na przechadzkę. Zacóż serce 
twoje obwiniasz o nieczułość, kiedy ono właśnie jest 
zbyt czułe! O czem chciałeś z braćmi, o czem ze mną 
rozmawiać, i jak wiele w tak krótkim czasie? O cze- 
meśmy mieli, to mówili, a jedyne nasze życzenie by- 
ło, abyś ty stąd spokojniejszy wyjechał, a ty zaraz 
na wsiadaniu byłeś niespokojny. Adamie, rozumiesz ty, 
że my większej od ciebie [nie] wymagamy miłości i przy- 
chylności, jak tylko tego, ażebyś więcej dbał o samego 
siebie? Nie pamiętaj ty o nas, bo my potrafimy pa- 
miętać sami o sobie; nie troszcz się o nas, kiedy 


l Od.pis na list Nr. DLlV. 


.........
>>>
305 


myśl twoja dusza tylą jest miotana gwałtownościami; 
przebaczymy ci to, bylebyś to tylko nagrodził nam, 
starając się ile możności w stanie twoim utrzymać 
spokojność i szanować zdrowie. Marya tę samą pro- 
śbę kazała Tomaszowi oświadczyć od siebie i najmo- 
coiej cię o to upomina; ty tę samą prośbę każesz zano- 
sić do Maryi i my tego samego po was żądamy. Miar- 
kuj, jak nam wszystkim spokojność i zdrowie potrze- 
bne. Jeszcześmy wszyscy nie użyli zupełnej przyjem- 
ności, jakiej użyĆ można w łagodniejszych uczuciach; 
jeszcze po tych gwałtownych i rozrywających serce 
uniesieniach chcielibyśmy wszyscy kosztować niebie- 
skich jakichś, delikatnych, spokojnie z duszy wypły- 
wających słodkości. Za cóż siebie mam)' pozbawiać 
tej l1ljdroższej chwili, zaco nie starać się o spokoj- 
ność? Drogi Adamie, nie chciejmy być gwałtem nie- 
szczęśliwi, jeszcze młodość nasza ożywia w nas na- 
dzieje i nie mamy czego rozpaczać. Wszystkie nasze 
stal'ania do tego tylko zwróćmy, ażeby dusze nasze 
były jeszcze zdolne n::tsycać się tą szczęśliwością. 
Czynisz ciężkie wyrzuty Tomaszowi. W 7apale po- 
wstałem i ja na niego mocno. Ty nie sądź, iż on mało 
jest czuły na stan wasz, iż skąpi przyjaciołom szczę- 
ścia. Z właściwą sobie łagodnością i umiarkowaniem 
pogodnego serca chciałhy wasze serca, jeśli życz
;cie 
tego, do zamiłowania słodszych nier6wnie, a mniej 
burzliwych uczuć pociągnąć. On był wszędzie szczę- 
śliwy, on, gdzie jest, tam jakieś się bóstwo przy- 
iemności i swobody unosi; może tak będzie szczęśliwy, 
że i wasze dusze, jeśli pozwolicie ich się mu dotknąć, na- 
pełnią się hosk.! rozkosze! w gwałtownych uniesieniach, 
gdzie szczęście z nieszczęściem, słodycz z gorycZe! ra- 
zem zamieszane postępują, dotąd jeszcze nie dosyć 
poznaną. Jakkolwiek więc cierpkie jego czasami sło- 
wa, nie zasługują jednak na zupełne niewysłuchanie 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


20 


......
>>>
306 


i żółć, nie chciej, aby płynęła z plOl-a twojego. Zi- 
mniejsze uwagi potrzebnc są dla płonącego ogniem 
uniesień serca, ażeby zbytecznie niemi palone, nie 
zostało nieszczęśliwe i najdroższych dla siebie osób, 
tak ściśle z jego loscm połączonych, nie przywiodło 
o utratę szczęścia. 
Maryą chciałem poznać serdecznie, tem bardziej, 
że ona mię widzieć żądała. Nieśmiały z wychowania, 
czy zbytniej sentymentalności, zawsze czuję maleńką 
niespokojność, chcąc poznać jakie damy: tern więcej 
czułem jakiejś świ
tej obawy, chcąc widzieć tak mię 
interesującą osobę. Zwlekałem jakoś tę pożądaną chwilę, 
a nie wiedziałem o rychłym wyjeździe. Przez .ieden 
dzień nie mogłem być u Tomasza, w dl'ugim go nie 
zastałem; potem ubłocony i nie przebrany, tego dnia, 
kiedy miała wyjeżdżać, nie chciałam już iść razem 
i poznać się i żegnać się. W inny czas, da Bóg, 
ujrzę ją. Pewnie tu znowu zim! pl-zyjedzie. A sel'ce 
moje jakkolwiek lękliwe, zawsze jednak opiera się 
mimowolnie o nadzieję, że Marya będzie uprzyjemiać 
życie nasze, że mile z nią będziem)' czas przepędzali. 
Pamiętaj tylko na wspólnc nasze prośby. Zatrudnie- 
nia niech ci nie będą Pl-zykre, bo one dla ciebie są 
prawdziwą ulgą; nie unikaj rozrywek i tumultu, gdzie 
choć pospolicie nudzą, nudząc jednak, nie dają myślić 
o gorszych pl'zykrościach i na dalszy czas] zachowuJą 
zdrowszą duszę. Bądź zdrów! 
1822, R-bra 21. 


Z wiadomości donoszę ci pomyślne nowiny, że 
KUI'ator ma być przed Bożem Nal'odzeniem w 'ViInie, 
że Imperatol', będąc u niego na cllI'zcinach, popotwier- 
dzał jego projekta i wielka zajdzie w uniwersytecie 


"aś' A. 


I 
- 


..!lo...
>>>
307 


odmiana. Szel"Ok pomyślną dostał odpowiedź. Katedra 
technologii ma się otworzyć i konkurs będzie ogło- 
szony. Kiślingowi. słyszę, przysłano pasport od W. 
księcia i na wiosnę jedzie. Oczapowski po niedzieli 
rozpocznie lekcye. O dwie mile zwiedzał folwark uni- 
wersytecki, gdzie ma być założony instytut agronomi- 
czny. Wszystko to piękne rzeczy, każą chować cząstkę 
udśnionej tyją przeciwnościami duszy do cieszenia 
się z nich. 


DL VlI I. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 
[12 października (3 listopada 18:l2]. 
D. :i2 pa
dziernika 1822, \Vilno. 
ROZDZIAŁEK IX. 
Leo5 hOlllllles d f' illlaginll/ion son1 exposes d faire 
hien de fau/es: preo5qlle /ol/jouro5 hors d' el/x-lIlt?1nes, 
il.
 ve voien/ rien SOl/S o5on vrlli point de Vlle, ce qui 
fait quO ilo5 prennent SOl/vent deo5 chimeres pOl/r des 
rt?alites. ))Je vous ai offen.w!1 etc. 
Toż samo po polsku: 
Po twoim wyjeździe 2 aż we wtorek hyłem na obie- 
dzie u Pel'i; w poniedziałek dla nieopuszczenia przy- 
jętych obowiązków być nie mogłem, chociaż po kilka- 
k.-otnie wzywany byłem. O godzinie 9-tej z wieczora 
odebrałem bilecik, 00 mnie zaadresowany, w którym 
znajdował się bilet bez adresu, tytułu i podpisu, po 
francusku pisany; że zaś r02.działek IX miał się skła- 
dać z przykładów wyciągnionych z gramatyki francu- 
skiej, więc i cały bilet do rozdziałku wpisałem dla 
pamięci, że kłótnie potrzebne do zgody, że są potł-Ze- 
bne i miłe. Bilecik zaś do mnie po polsku napisany 
zawierał te wyrazy: »Czekam. cierpię; nie przychodzisz, 


, Tu p.-.tepisuje Zan dla Mickiewicza dosłownie list Maryli z d. 16 
października ,S22 (Nr. OL). · T. j. 15 listopada, w niedzielę. 
20.
>>>
30X 


drogi P. Tomaszu! Tysiąc mu wczora powiedziałem (.s) 
impertynencyi; nie mogę znieść myśli, że mnie za to 
nienawidzi. Osądź, drogi P. Tomaszu, czy mogę prze- 
słać tę prośbę, aby mnie pl"zł-baczył«. Nazajutrz, jak 
powiedziałem, będąc u Peri, w chwilach wolnych od 
natrętników o niczem więcej nie rozmawiała, jak 
o niedzielnem szczęściu, o swoich impertynencyach 
wzajemnych, o miłości najmocniejszej i najwierniej- 
szej, co wszystko przeniesie się do rozdziałku X. Tym- 
czasem n1iędzy innemi napl"owadzona była rozmowa 
na bilct. który wczora do mnie przysIała; zaczęła mnie 
w uniesicniu pytać. co ma robić z sob'l, że do moich 
zimnooici, jeśli tego potrzeba, stosować się będzie; czy 
może przesłać przepl-oszenie? Odpowiedziałem: może, 
ale nie powinna, i bilet wczoraj przesłany nazad od- 
dałem. \Ve środę dla wielu różnych osób żadnej roz- 
mowy nie miałem. We czwartek zastałem Pcł-i na 
wyjeździe; zaprosiła do szachów. Znowu też same, 
które we wtorek, były powtlrzanc I-ozmowy. Przy- 
prowat.bony narcszcie do tego pl"zekonania, że tylko 
przez miękką słabość można nas przeświadczyć o 111- 
szem ku wam zimnem, ale zawsze mocnem i jedno- 
stajnem przywi,}Zaniu. o szczerem życzeniu pokoju 
i szczęścia, przyjąłem kal'teczkę, któnl razem z roz- 
działkiem IX do Kowna posyłam. Z tem wszystkiem 
wolę być u ważany za człowieka mało troszczącego 
się o dobro i szczęście przyjaciół. jak za pośrednika. 
któl'yby zimne, lecz rzeczywiste i trw:tłe przyjemno- 
ści na gorące, a urojcJne zamieniał. A jako twoją du- 
mę czujesz upokorzoną, kiedy 
i przychodzi o coś nas 
prosić, tedy ja czuję mój charakter spodlony, ile razy 
przywi'lzujesz do niego imię i nazwisko pośrednika. 
Jestem zimny; ale im zimniejszy, tem mocniej pra- 
gnę was7ego szczęścia, stąd wszelka żółć, wszelkie
>>>
3 0 9 


miody i wszelkie kwasy są dla mnie jednostajnie i ró- 
wnie wodą 1. 


ROZDZIAŁEK X. 


Rozmowy we wtorek i czwartek pamiętane piszą 
się; wszystkich spamiętać nie można. 
PreriJ. Pa-nie To-ma- szu 2! 
rromaszj. Niech Pani rozkazuje. 
P. P. Tom[asz] nie może sobie wyobrazić, co ja 
citrpię; boję się P. Tomasza: nienawidzisz mme 
i pog-ardzasz? 
T. Nie, czuję, co cierpisz; ale to cierpienie w mo- 
cy Pani ułagodLić, pozwól - 
P. Nie o mnie chodzi: on jest nieszczęśliwy, cier- 
piący; ja tego przyczyną, tysiąc powiedziałem (s) im- 
pertynencyi. Nie, nie kocha, Panie Tomaszu!!! Pa- 
nie Tomaszu! gniewałam się wczora na Pana Toma- 
sza. . .. Ha... nie prawdaż, co jego ambał'asuje? II 
m'a dit mili e impertinences! - Zabawisz z nami. Pa- 
nie Tomaszu? Nie prawdaż, nie pięknaż "Tercia ? 
Pieszczotlm ! - Werciu, chodź tu! (całuje Wercię, 
Wercia odeszła). Co to za szczęście pieścić się z mi- 
łemt osobami! Boję się Pana Tomasza, di.
posez de 
moi. Zaraz pojechał? Dobrze; cetle dame go intere- 
suje, nie prawdaż? - on szczęśliwy! /maginez, lau- 
danum sto pięćdziesiąt gran; konsyliarz szanowny, 
nie prawdaż? tylko szanowny! A Czeczota można po- 
znać? Za milę konsyliarza przeprowadzał, płakał. Vous 
e/es mon hien/ai/eur. Jedne tylko rozdziałki dla mnie 
przyjemne; będziesz, drogi Panie Tomaszu, do mnie 
pisać? Poślesz? Boję się; nieprawdaż, nienawidzisz 
mnie i pogardzasz? Przeszlesz? Można posłać?? - 


I Na pierw",zej slronie rozdziałku IX dopisek: "NR. list Jana do 
mojej koperty wkładam« t. j. Nr. I LV II, · W A nad wyrazami 
,Pa-nie To-ma-szu' wypisane są cyfry: ,1 63 4 5 63 t'. 


.........
>>>
310 


T. Można, ale...- 
Tak, sumnienie mnie dręczy; gdyby Laurenty 
był zły, groźny, gdyby mnie bił, byłabym szczęśli- 
wszą! II doit m'oublier. nie prawdaż? Nie poślesz, 
ja nie powinnanl. 
T. (zimno) oddał bilet po francusku pisany. 
- Miałam un1l"zeć, 11 m'a eerit de.s cho.se.s hien 
chimeriqueo5" ja schowałem (.s) ten list do pieca. 
Okrutny konsyliarz, obudził mnie; pewno bym usnęła 
na zawsze. Nos mię strasznie świeł-Zbiał - przezna- 
czenie, nie prawdaż? Za granicę pojedzie! Kurator 
przysłał wsparcie. Poznam Czeczota? jutro? Dio5poo5ez 
Mr Tome. będę słuchać, co każesz; boję się Pana 
Tomasza! Byleby tylko był szczęśliwy! .. . . (myJ/i)... . 
On nieszczęśliwy!? Niema szczęśliwszych ludzi: ko- 
cha i jest kochany. 
Kochasz i jesteś kochany. Gdyby dwoje były (.s) na 
świecie, nicby do życzenia nie zostało; ale kto żyje 
między ludźmi, żyć musi, a żyjąc, swego szczęścia 
innym ustępować; inaczej egoizm serca zewsząd szko- 
cłliwy i okropny. Czyste i boskie uczucia bez cierpień 
wyszukanych są zasadą najdoskonalszego szczęścia. 
Nie prawdaż, my bardzo szcz
śliwi? (d. c. p.). 
P. S. Odebrałem białą kopertę] wczora wieczo- 
rem, sobota, a Peri we czwartek wyjechała; co mam 
czynić? 


, T, j. list Mickiewicza do Maryli (Nr. DLI).
>>>
311 


DLIX. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[24 października (5 listopada) 1822, Kowno)!. 


Tomaszu, tylko ;zanowny! 
Drżą mi jeszcze ręce, chociaż listy 2 czytałem o 7, 
a teraz pół do 12. Nie bój się jednalkJ, nie będzie tu 
żadnych uniesień. Jesteś rozsądny i dobl'y, ale więcej 
rozsądny. Jeśli moje wymówki były dla ciebie wodą, 
przeprosin więc nie potrzebujesz. Może jesteś i bardzo 
dobry - ale przyznam się, żem do tego przyszedł, iż 
nie żądam przyjaciół. ale pochlebców. Niech kto so- 
bie śmieje się w duchu, niech mną gardzi, to dla 
mnie 'Wodą; niech, kto mnie kocha, jest przyjacielem, 
i to woda; ale jeśli nie pochlebia, przynajmniej nie 
pobłaża, to jest więcej, niż octem. - Sądź sobie, co 
chcesz, o tem. 
Zebrane słowa, zapytania i odpowiedzi były dla 
mnie okropnie przyjemne; sam już dostrzegałem tego 
stł-\szliwego w myślach zamieszania, jakie stąd mogą 
być skutki. - Sumnienie moje nie chce słuchać tego 
zapytania. Koperta biała 3 jeśli zostanie, a zostać musi, 
wiele nad tem czu.ię: Peri odjechała, myśląc, żem 
mógł gniewać się na nią. List zachowaj u siebie: może 
będzie(sz) w Bolcien[ikach], albo ona z tob.! się obaczy. 
Tymczasem napisz rozdziałek i daj do zrozumienia, że 
pl'zed odesłaniem jej listka 4 odebl'ałeś również podo- 


, B. d. Jest to odpuwie"ź na Zana »ro7działek« IX (Nr. DLVIII), 
mający dat't 22 października, a posłany 23 paźdz. pocztą poniedział- 
kową. MickiewIcz odpisuje jesJ:cze te
o same!:u dnia, kiedy listy (Zana 
i Czeczota) ut..zymał, t. j. 24 października, chocia:!: list odszedł pocztą 
we czwa..tek 26 października, gdy:!: Zan wedle przypisku otrzymał go 
27 października. · .lana i Czeczota (Nr. DLVII i DLVIlI). 
. T. j. list l\tickiewicza do Maryli Nr. OLI. · Nr. DL. 


I 
..110...
>>>
312 


bną prośbę o przebaczenie. Jak to dać do żrozumie- 
nia, zostawiam twemu talentowi - sam nie mam czasu 
myśleć. Prawda, że to jest tylko kłótnia, w roman- 
sach (podług ciebie) potrzebna i nie wiele ciebie ob- 
chodząca. Dat'uj, że musisz tyle gadać, odpowiadać, 
pisać, odpisywać; wszakże nieraz słut;hasz rozmowy 
tylu zimnych figur, wszakże z jakąś tam Czetwier- 
tyńską rozmawiałeś pl'zez litość, bądź więc i dla nas 
tolerującym. 
Wyraz pośrednika Bóg ci niech odpuści, jak 
wytłómaczyłeś; może to być nudna rola w tym przy- 
padku, ale nie poniżająca, a tem mniej upadlająca. 
Być I'ośrednikiem Maryi! - To, com' w jej bileciku 
czytał, jest treścią mojego]; to, co ona mówiłam(s), ja 
myśliłem słowo w słowo. Dwie stmny jednostajnie za- 
wsze strojne, dla cudzych uszu pl-z:ykre, ale już nie 
cługo zapewne grać będą; zbyt napięte i którażkol- 
wiek sPł.7kać się musi. - Obiedwie zatem 2. 


D LX. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 
_oM. 
[26 pazdziemika (7 lutego) 1822, Kowno]". 
Kochany Janie! 
Mam dla ciebie nowe spł-awunki, chociaż z prze- 
szłych zapewne nie bardzo jesteś kontent. Moja PI'ZY- 
jaciółka prosi o tny bilety do powinszowań; dwa 


l potem b,yło: /,rtl1v;e dt.J.,-lolllllq. gl"ubo zalllaZdłle atr.uuentenl. 
· Bez podpisu. Ponitej ręką Za na : Odebr. 27 Paźd;;;er. 
B Odpowiedź Czeczota na ten list ma datę 1 listopada, a zwrot 
"picniądze... przeszłą się I' i e r W s z 'lok a z Y'I", wskazuje, te lisi Mi- 
ckiewicza posłany był pocztą, a te p.--.cd 4 listopada pisze poeta je- 
szCze raz do Czeczota w ohawie, że poprzedni li.t "aginął, musiał więc 
spodziewać się przesyłki we wtorek (z poniedziałkowej poczt}.) 31 pa- 
ździernika, skąd wniosd., że list ze sprawnnkami wysłał poprzednią
>>>
313 


mają być różowe l. trzeci błękitny. Trzeba je pl'zesłać 
zaraz, ażeby przed 4 tego2 nowe[mlbra były w Kownie. 
Kup także cztery lub pięć niemieckich książeczek pod 
tytułem Samlung S etc. przez Hauszteyna 4,; pieniądze 
na to są złożone i plzeszlą się pierwszą okaz:rą. Po- 
wi[e]dz Tomaszowi, aby białej kopert y 6 nie odsyłał, 
chyba sam do rąk odda; inaczej niech leży u niego, 
albo niech mnie odeszle. 


DLXI. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 


[około 28 paździemilm (9 listopada) 1822, Nowogl-ódek]8. 
Janie! 
Będąc zajętym malowidłem, mającem SIę przezna- 
czyć jakiejś jejmości na imieniny jejże i spiesznie ro- 
biąc, bo mało czasu zostawiono mnie, najemnikowi, 
nie mogę pisać, jak krótko w tym czasie. \Vszystkie 
listy krótkie i długie odbierałem, lecz w kilka i w kilka- 


pocztą t. j. 26 października. Nie doczekawszy się odpowiedz:i z bile- 
tami i t. d we wtorek. pisze 7.araZ te
o samego dnia. t. j. 31 pa,-dz. 
powtórny list (NI". DLXIV), który Czeczot widocznie ol.-zymał jut po 
w)'słaniu własnego. bo w nim ani o liście Malewskiego ani o nowych 
sprawunkach (Tasso, Niemcewicz, h.ochanowski) nie wspomina. 
ł ,rót..o\\'y' A. I Po ,tego' nnstępo,vał \V}TaZ ,miesiąca'; poeta 
przel(n
śłJ\vsz}' ,1J1iesiąca'. zapon1ni:lł przekreślić ,tego'. 9 l3enjamin 
Fr, H a u s t e i n: Sammlun1!: deutscher ausedesener Stiicke in !-:ebundener 
und uIIgebundener f
ede, herau
g-. von. . . Wilno 1810 - tot samo KI-a- 
ków, t820. . Benjamin Haustein. od r. 11;04 adjunkt uniw. 
wil., dawał lekcye jęz. niemieckiego i angielskiego at do zamkni"cia 
uniwersytetu. . T. .i. list do Maryli (Nr. DLI). 
. B. d. Jest to list póhlle_iszy od Nr. DXLVf Lo d. 11 paździemika, 
J!dyt i nuty, tam zamowione. tymczasem przyszły i Franciszek jut 
sprawił sobie cieplejsze ubranie. Je:l:5 zwatymy, te zanim list z 11 
p..źdz. zaszedł do \Vilna. zanim Cz"czot za:atwił spl.awunek, zanim list 
Czeczota przyszedł do Nowogródka, musiało upłynąć co najmniej półtora 
tygodnia; dodawszy do tego t)'dzień, p.-zez który przesyłka Czeczota 
letała na poczcie w Nowogródku, otnymamy 28 października mnicj 
więL"Cj jako datę p.-zyblitoną tego listu. 


.........
>>>
31 4 


naście dni po dacie, w onych wyrażonej. List z pie- 
niędzmi i nutami także tydzień cały leżał na poczcie 
nowogrod[zkiej] z przyczyny oddalenia się mojego 
z domu w tym czasie; lecz powróciwszy, i ten ode- 
brałem, razy kilka czytałem. Ucieszyłem się cokol- 
wiek i moje najgłówniejsze potrzeby zaspokoiłem, 
sprawując gacie ciepłe, czapkę i łaty na surducie, fraku 
i płaszczu, w buty zaś pierwo(s) zapasiłem się. Czyn- 
ność moja z natręctwem i uprzykrzeniem się urzędni- 
kom w interesie moim I"Ozpoczęła się i różne figury 
wizytuję. Po liście pieniężnym odebrałem jeszcze je- 
den krótki. Potrzeba namysłu, stałości i odwagi, wre- 
szcie czasu i zdrowego rozsądku, odpowiedzieć na 
wszystkie pisma, a że wszystko to rozpierzchło się 
i uciekło odemnie dzisiaj, więc na czas inny odlda- 
dam akuratne odpisanie, co się w krótkim czasie 
dopełni. 
Czas jest jeszcze choć krótki starać się o gałkę l 
sejmikową. Ja jej żądam i z różnych okolicznościów 
i zbiegów interesów potrzebną by mi ona była; lecz 
nie mogę upatrzyć pana takiego, którenby w zastaw 
puścić chciał ośm dymków dla mnie. Tentacye moj
 
u niektórych osób nadaremne, odważyć się już 
chciałem WW-ch Wereszczaków upl'aszać; lecz twoja 
w tem rada pot.-zebna: może wskażesz inną osobę 
lub mojej chęci zabronisz. Ignacy 2 jako sejmikowiec 
może ci objaśnić, komubym się mógł kłaniać za ca- 
cke łudzącą. Odpisz do mnie, proszę, co rychło, gdyż 
czas jest krótki. 
O Aleksandrze i Jurku s, czy zdl'owi, uwiadom 
i o Pietrze' pamiętaj uwiadomić. 


I Franciszek Mickiewicz starał się o rejentowstwo. 
· Domcjko. 8 Aleksander i Jerzy l\1ickICwicze, młodsi bracia 
Adama. . Piotr C z e c z o t - brat młodszy Jana.
>>>
315 


Sosnowskiego 1 seksternów żadnym sposobem me. 
mogę przez kogo odesłać, a przez pocztę wieleby ko- 
sztowało, ale upatt'zywszy okazY
l, w całości wszystko 
odeszlę. Bądź mi zdrów i wesół a pamiętaj o 
Franciszku. 


Ignacy już od kilkunastu tygodni w Kijowie z przy- 
czyny interesów z Chodkiewiczami. 


D LXI I. Maryla do T. Zana. 


[29 października (10 listopada) 1822, Bolcieniki1 2 . 
Niedziela. 


Usłuchałam rad d.-ogiego Pana Tomasza; za po- 
wrotem z Wilna odmieniłam sposób życia, rozporzą- 
dziłam dla siebie godzinami czynności s. Je .slllS 
continuellement active. Je hs beaucoup de.s ouvrage.s 
in.strllctif.s, je cultive la langue ltalienne, tllntot je 
travaille dam; mon petit bO.'iquet avec une pelle ou 
une /wche, et je .su;'.. beaucoup mieux maintenant. 
Le temp.s .semble prendre de.s aile... pour .s'envoler. 
Ciągłe zatrudnienie jest najlp-pszym lekarzem dla tych, 
którzy nie mają wewnętrznej spokojności. Ola Boga! 
donieś mi. mój drogi Panie Tomaszu, czy pisałeś już 


l Zapewne Leopold S o s n o w s k i z Bielska w obwodzie białosto- 
ckim, Filaret, członek grona Liliowego (p....wnego). · B. d. Po- 
niewat Zan przytacza ustępy z tego listu w swym liście do Mickiewi- 
cza z d. 1 listopada t. r. (Nr. D LX"-), a z drugiej strony odmiana 
"posobu t)'cia (czytanie, zajęcia fiz)'czne) kate się domyślać, te od 
ostatniego listu Maryh z d. 21 października upłynęło dni kilka, przeto 
wspomniana na czele listu niedziela nie mote być naslępna po 21 
pałdz. niedzielą, I.,cz dopiero dmgą, t. j. 29 października 1822, co tez 
potwierdza notatka Zana na 4-ej str. listu. List ten przytacza Zan 
w liście do Mickiewicza 1 listopada t. r. z pewnemi odmiankami, któ,e 
zaznaczamy w przypiskach, !\I - list I\laryli, Z - list Zana. 
B ,czynności" M; ,moje czynności' Z. 


.......
>>>
316 


i jaki skutek odniosły Jego rady? Porusz wszelkich 
sprężyn, aby go pJ'Zywrócić do dawnego stanu 1. 
Je le trouve extrh1leme1lt cha1lge. 11 est sombre, 
di.;trait, il refuse la mai1l protectrice de la raiso1l, 
pour se laL"ser guider par l'imaginatio1l. 
Forti/iez son t1me ql'and il est temp,,, encore 2 Mon- 
sieur Tom. Dites-Iui {jue .mn imaginationne court qu' 
apn)s des fantomes. Vou." etes son ami et mon uni- 
lJue bienfaiteur, j'ai beaucoup de con/iance en Vous 
ił'lr. Tom. Je Vous d01ll1e lme pleine(s} pouvoir d'agir 
comme il Vou." plaira 3 . Je ne sui.; pas e,qoiste CO/1lme 
Vous le croyez. Si j'etais COnda11lll(
e par Vous4 a etre 
privee (du seul et unique plai.;ir qui me reste) de le 
voir. je le consentirai pourvu qu'il soit tranlJuille et 
content. 
Je ferai 5 to ut ce qui depend de moi jJour le 'lJoir 
heurellx. Je ne demande £1 Vous qu'une .qrace, M01l- 
siellr Tom, celi e de me don1ler de .;es llOlIvelles. L'a- 
mour qu'iI a su m'inspirer est tellement enracine 
dan.; mOll coeur, que ni la voix du devoir, ni celi e 
de la raisoll ne sauront ['e/facer. Mais je ['aimerai 
en silence et je ne le re'lJerrai plu.; s'il le faut. 
Je Vous demande mili e excuse.s que je Vous im- 
portun£' avec ma corre."ponda1lce. Votre bonte m'en- 
hardit Jllo11.;ieur Tom. Adieu, comptez .;ur I'amitie 
.;(able et illviolable de Votre sincere amie. 
Spodziewam się, że Pan Tomasz dl"ogi zechce mię 
udarować rozdziałkiem; będzie to uczynek miłosierny. 
Je Vous cai." Jllon,,,ieur Tom, dan.; mOll petit bou- 


t ,czy pisałeś... do dawnego stanu' 1\1; ,czy pisujesz do niego? 
Ach, znajdź sposoby pJ"zywn,cenia go do siebie' L. . ,juand il 
est temps encOl'c' 1\1; w Z brak. 8 ,Je Vous donne... plaira' M; 
w Z bl'ak. · ,Si j'etais condamm,e par Vous' M; ,Je me conda- 
IUne' Z. . ,ferai' M; ,fais' L.
>>>
317 


doir qui me sert de retraite. Vellez me voir. MOllsieur 
Tom, si Vou.
 passerez par id ell allallt a Bartlliki J . 
Na 4- te j strollicy dopisek Zalla: D.30. października 
odebrałem. 


D LXII I. N owicki do Czeczota. 


[30 października (11 listopada) 18221. 
30 oktobra 1822, Żytomierz. 
Dmgi list piszę do ciebie, bo pierwszy npewne 
nie pl'ędko odbienesz. W tamtym jeszcze donosiłem, 
że nie mam ani miejsca ani żadnych widoków dla 
siebie. Żałuję bardzo, żem Litwę opuścił i powrócić 
do niej najmocniej pragnę, i spodziewam się wkt-ótce 
żądaniu mo.jemu zados;yć uczynić. Dowiedz się, proszę, 
od Uzłowskich, jeżeli są w Wilnie, czy doktor Kulesza 
nie osiadł w Słucku, i o tem mi przez najpierwszą 
pocztę oznajmić się stara.i. Jest to miejsce, w którem 
się sam osadzić mam ochotę. - Nie wiem, czy do- 
brze robię, że się tak po świecie włóczę: ale być wa- 
szym sąsiadem zawsze żądałem i miło mi będzie was 
jeszcze w Wilnie oglądać. - Pisałem raz do Puttka- 
merów, ale nie mam odpowiedzi, chociaż jej tak nie- 
cierpliwie oczekuję. - Jeżeli wiesz co o nich, napisz. 
List mój oddaj Kocowi, a w jego nieprzytomności 
Dotnerowi J: niech odpieczętuje i przeczyta. - Pisz 
do mnie prędko i daj uwagi swoje nad tem, co czy- 
nić zamyślam. - Tomasza rady nie zapomnij zasię- 
gnąć. 


Nowicki. 


t ,Venez... Ba..tniki' 1\\; w Z. brak. · Franciszek D o t n er, wo- 
łynianin, F,la...:t, członek gmna G..anatowego (nu:lycznego). w ..oku 
naslępnym (t823) został doktorem po napisaniu rozprawy "De polYI}O 
nanum« Wilno 1823. 


L 


-
>>>
318 


D LXIV. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 


[31 października (12 listopada) 1822, Kownol. 1 
Kochany Janie! 
Nie odebrawszy ani żądanych biletów, ani książek, 
ani żadnej rzeczy, które jego są, nie wiem, co myślić 
o tem milczeniu. Kołacę raz jeszcze do ciebie. Od- 
pisz mi zaraz; ud kilku dni mam jakieś złe przeczu- 
cie o zdrowiu waszem, lub wreszcie jakiejkolwiek 
złej wiadomości. Dziś przys,edł półarkuszowy bity list 
z Berlina od kochanego Jarosza. Przyszłą pocztą od- 
pisuję mu; żąda coś mieć od Tomasza, załączam kar- 
tkę, z której lepiej to żądanie wyczytacie. Wszakże 
Tomasz niech nic nie wspomina przed familią Malew- 
skiego. a szczególniej przed Szymonem 2; tego żąda 
Franciszek. Jeśliby zaraz Tomasz napisał, niech do 
mnie przyszle listek, ja zaś stąd wyekspedyuję taniej 
i łatwiej. 
Jest jeszcze ż!daniem Franciszka, aby Aleksandel' s 
choć kilka słów o sohie i swoich zatrudnieniach do- 
niósł. 
W pnypadku, gdyby mój list przeszły zaginął, po- 
wtarzam prośbę O siedm egzemplarzy Sammlungu 
Hlll/-';teina niemieckiego. Wyszukaj też dla mnie Je- 
rozolimy Tassa, przyszlij Niemcewicza i Jana Kocha- 
nowskiego. Jestem zdrów. 


Adam. 


1 Co do daty por. Nr. DLX. 
· Mickiewicz, młodszy blat poety. 


· Rektorem, ojcem Franciszka. 


- 


..ł....
>>>
319 


D LXV. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[1/13 listopada 1822]. 


* I listopada [1822, Wilno]. 
ROZDZIAŁEK XIII. 


Natura bieży za potJ'zebą, rozum żąrla pożytlm, mi- 
łość własna szuka ł)\'zyjemności, namiętność wymaga 
zbytku. 
Jest to rozdziałek dzisiejszy zaraz po wczorajszym, 
jest to XIII, zaraz po XII-t)'111 J. który powstał z na- 
!'tępnego źródła: 
Niedziela. Drogi P. Tomaszu! Za powrotem z Wil- 
na 2 itd. 
Co tu robić? PI"zed kilku dniami posłałem wiado- 
mość w sposobie rozdziałkow)'m wedle instrukcyj ode- 
branej, wiadomości tyczące się białej kopel.ty, tak że 
pan Wawn:yniec, zawsze czytający wszystkie rozdziałki, 
do BoIcienik przychodzące, unosił się interesem Anulki, 
kiedy Peri miała historyą o białej lcopercie B. Cóż teraz 
mogłem jej przyjemniejszego napisać? Wiedząc, że mil- 
szy jest wykrzykn;k ognia. jak rzec.wwnik lodu. rozu- 
miałem, że trafię w myśl i dogodzę obustronnemu ży- 
czeniu, jeśli się białej kopel'ty dotknę. Jakoż cały wczo- 
rajsz)' i XII rozdziałek napełniłem dosłownym wypisem 
z białej koperty pod tytułem » Trzeci ciąg matel'yi () sta- 
łości i niestałości w listach h"al, tującej "ię. Zbigniew 
do Felic)'i d. 17". Rozdziałek ten poprzedzony b)'ł kró- 


I Rm:działek ten nie dochował się. · Tu przepisuje .lan dla 
l\1ickiewicza dosłownie list l\1aryli z d. 29 paźdz. 1822 (Nr. ILXłI). 
"W OI'ygina1e j"st dla zakasowania się wątpliwość, czy d u b r y u:y 
d r o g i, bu t Y I ko D znaczne«. (Przypisek Zal1a du słuw (st,-. 316): "Spo- 
dziewam się, te Pan Tomasz drogi«; 1\1. zapędziła się pisać: dobro- 
Idzi_i]. co poprawiła l1ash;:pnie na drogi). 3 T. j. O liście Mickie- 
wicza do l\1aryli z dn. 17 pa/.dziemika t. r. (NI". DLI).
>>>
320 


tkim listem, tyczącym się listu francusko-polskiego, 
w XIlI rozdziałku pomieszczonego. Spodziewam się, 
że tym sposobem nigdy nie dam powodu do jakich 
gorzkich tłumaczeń, podejrzeń, gniewu, kłótni, kiedy 
imię rozdziałkowicza na wypisowicza i przepisowi- 
cza odmieniłem. 
D. 1 listopada. 


DLXVI. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[1.'13 listopada 1822, \Vilno]. 


I Listopada. 
4-01 wiemy, że przypada Karoliny. Jakaż to przy- 
jaciółka prosi o bilety, bo Karolina 2 bez prośby po- 
winna je w dzień imienin odbierać? To śpiewająca 
zapewne? Ja od niepamiętnych czasów pragnę sobie 
znaleźć śpiewaczkę i I'ozumiem, że mniej zważając 
na inne względy, w samym bym głosie znala1'ł tysią- 
czne przyjemności, bo głos w sobie coś ma anielskie- 
go. I kiedy niebo ludzie wyobrażali sobie, to anioł- 
ków tam śpiewających: "Święty. święty« posadzili 
przed obliczem bożem. Cóż, kiedy z ustek dzie- 
wiczych wychodzą coraz odmienne śpiewy I Cieszyłem 
się, że nie unikasz od przyjaciółek i jeszcze ich szczu- 
płe pozwalasz przekładać potrzeby. To dobrze i chwa- 
lebnie. Mniej dbając i pragnąc znaleźć u przyjaciółek 
przyjemności, znaleźć ją łatwo można. Dobraż to rzecz 
ni stąd, ni zowąd być czasem wesołym! Ochoczo tedy 
kupiłem dwa różowe, jeden błękitny bilety. Chciałem, 
ażeby były z facecyami jakiemi, gohibkami naprzykład, 
kupidynkami; ale w podobnym kolOl'ze nie znalazłem. 
Z prostem więc wyciśnieniem wziąć musiałem. Zam- 


l T. j. 4-go listopada. 


· Karolina z Wagnerów Kowah.ka.
>>>
321 


Jungów .:I- posyłam, każdy kosztuje złotych 2, za wszyst- 
kie zł. 8. Kowalski z tytuniu niebardzo był kontent, 
że drogi. A któż wiedział, że to dla kogoś, nie dla 
ciebie? że tańszego kupić lepiej? Zostawił 6 rubli na 
sprawunki; stawało, kupiłem więc drogiego, byleby 
tylko kupić. Jeśli tedy jakie przysyłacie sprawunki, 
piszcie, nad jaką cenę awansować nie można. Został 
winien z tych sprawunków zł. 4 gr. 10; jeśli ci od- 
dał, a miał oddać, to razem z Zamlungowemi mo- 
żesz odesłać przez okazyą. 
Nic ciekawego nie mam do doniesienia; wszystko 
tu po staremu. Bądź zdrów! 


DLXVII. Jeżowski do T. Zana. 


[1/13 listopada 1822]. 


D. I nowembra 1822, Troki. 


Tomaszu! 


Mówiłeś mi, abym ci dał karteczkę, któraby posłu- 
żyła za plenipotencyą do odebrania książek, przysłanych 
mi przez Franciszka. Daję więc tę plenipotencyą w o- 
sobnym bilecie, który przyłączam, a który będziesz 
mógł pokazać, komu należy. Tak więc staniesz się na 
ten raz i moim pośrednikiem I. 
Książki obwiązawszy, a nawet zapieczętowawszy, 
złożysz u Kontryma, lub też u X. Bartoszewicza, mie- 
szkającego na dolnym korytarzu. Jest to mansyonarz 
Ś - tojański i oraz komisant moich Benedyktynów; 
Za zdarzoną więc okazyą przeszle mi książki. 
Będąc w Wilnie, wietrzyłem Iliady Dmochowskie- 


l Alluzya do pośrednictwa mi..dzy Marylą a Mickiewiczem; por. 
litr. 308 i 312. 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


:11 


.......
>>>
322 


go, gdyż jej potrzebuję; lecz nigdziej jej domacać się 
nie mogłem. W drodze przypomniałem, że miał ją 
Teodor. Jeżeli więc ma dotąd, lub jeśli ją gdzieindziej 
napytasz, PI'zyszlij mi sposobem wyżej podanym. 
Przypominam takoż, że miałeś, będąc jeszcze u Kon- 
tryma, topogl'afią Troi, według Iliady Homera uło- 
:Toną, czy wytłumaczoną po niemiecku przez Lenz 1. 
Jeżeli masz dotąd, złącznie z Iliadą Dmochowskiego 
przyszlij. 
Pośrednictwo twoje między Adamem a M(arylą], 
co tylko nowego mieć będzie, albo raczej (tłómacząc 
się jaśniej), cokolwiek dowiesz się o jednej lub dru- 
giej stronie, donieść mi nie omieszkaj, mocno cię 
upraszam. O, jakże byłbym kontent, gdybyś zechciął 
zastąpić mego niezmordowanego niegdyś korespon- 
denta 2, którego listy doganiały się często, który pół- 
godziną przed magistracyą jeszcze pisał do mnie 
i robił dla mnie sprawunki! Gdybyś więc zechciał 
i mnie udzielać swoich rozdziałków, byłbym ci bar- 
dzo obowiązany. Bądź zdrów! 


Józef. 


Jeżeli za pierwszą wizytą wyrozumiesz, że ci książ- 
ki dla jakichkolwiek przyczyn oddane nie będą, nie 
odbieraj już potem aż do mego przyjazdu; chciałbym 
sam pójść po nie z tobą, zrobiłbyś mi więc przyjem- 
ność. Iliadę p.-zyszlij teraz p.-zez powracającą okazyą, 
równie jak Lenza. jeśli go masz. O tem, co wczora za- 
szło względem niedzielnych kółek 9 , daj mi wiedzieć. 


. Karl L e n z: Die Ebene von Troja nach Choiseul Gouffier U1ul 
A. Neusu-ditz 1798. · Malewskiego. · Co to 5ą te niedzielne 
Jcółka, z braku dokumentów szczegółowo oznAczyć Fię nie da. To pe- 
wna, :l:e Filomaci po kil.umicsięcznej pl"Zerwie W w czynnościach w li- 
stopadzie 1X22 zaczynają na nowO działanie, zasadzające się na two- 
I.zeniu małych zwi'lzków cz}'li kólek
>>>
323 


DLXVIII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 


[2/14 listopada 1ł)22]. 
D. 2 listopada 1822, Stare Troki. 


Kochany Adamie! 
Powinien bym odtąd wierzyć w przeczucie, jeżeli 
drobne okoliczności miałyby do wiary podobnego ro- 
dzaju nakłaniać. W przeszły czwartek zdjęła mię była 
nadzwyczajna chętka jechania do Trok na pocztę, czy 
też jakich nie znajdę listów. Deszcz rzęsisty, wiatr, 
błoto, kilkudniową ulewą rozrobione, odradzały wypra- 
wy, nakoniec koń osiodłany mało mi grzbietu nie od- 
kąsił. Mimo to wszystko każę dawać konia innego i pu- 
szczam się mokrą drogą. Nie zawiodło mię przeczu- 
cie, bo piel'wszy raz znalazłem twój list na poczcie. 
Poznawszy twoję rękę, w powrocie do domu, po naj- 
większem błocie, śród jeszcze gęstszego deszczu, w pę- 
dzie konia nie mogłem nie przypomnieć i nie rozpa- 
miętywać (przez stowarzyszenie wyobrażeń) podobnych 
twoich wypraw. Wtem koń potyka się i omało nie 
wywrócił się ze mną. - Ten przypadek pł-Zypomniał 
mi dzień tygodnia czwartek, w który dzień niegdyś 
wpadłem był w przepaść niemal bezdenną i byłem 
kilka godzin nieżywy, w który dzień dwa, czy trzy 
razy zachorowałem był śmiertelnie, raz topiłem się 
etc. - Powróciwszy wreszcie do domu, otwiel"am list 
i wyczytuję two.ię świeżą do Wilna wędrówkę1, twoje 
niespokojności, podejrzenia, cierpienia etc. Uważ 
więc, co za morze zjawisk, co za burza uczuć i myśli 
w jednej chwili powstała we mnie. Skargi twoje na 
Tomasza obeszły mię naj mocniej. Onżeby więc mial 


I Por. st.-. 291, 1. 


21*
>>>
3 2 4 


tak się nieludzko sprawować, psuć twoje szczęście, 
pl'zeciw twoim życzeniom działać? Niespokojny uda- 
łem się na trzeci dzień do Wilna; badałem Tomasza 
nieznacznie i nic w nim nie odkryłem, coby na twoję 
szkodę dążyć miało. Lękasz się o zdrowie Maryi - 
zdrowie jej i zdrowie twoje on ma jedynie na celu; 
jedynem jego życzeniem, aby wasze przywiązanie wza- 
jemne wolne być mogło od niesłychanych cierpień, 
rujnujących wszelką spokojność, zdrowie i samej że 
wzajemności słodycz. Jakoż czegóż ty lub ona mo- 
żecie więcej życzyć nad to, iż się z równą mocą ko- 
chacie, nieustannie o sobie myślicie, równą tęskno- 
tę czujecie? To mając, czegóż więcej potrzeba? Obe- 
cności wzajemnej? I ta nie doznaje tak dalece zawad. 
Tyle razy już i takimi sposoby, jakimi chciałeś, wi- 
dywaliście się i jeszcze widywać się możecie. Jeżeli 
więc troskliwy jesteś o jej zdrowie, uspokajaj ją, odej- 
muj cierpienia, które odjęte być mogą, a staniesz się 
najskuteczniejszym sam jej lekarzem. Szczęście wasze 
jest w waszem ręku; niczego sobie zaJ"Zucać ani ma- 
cie, ani mieć powinniście, przywiązanie w2.ajemne, 
wieczne wam życie osłodzić może. Bądź więc spokoj- 
ny zupełnie ze strony Tomasza, a staraj się o spokoj- 
ność ze strony zdrowia ukochanej Maryi, któ'"e od 
ciebie po większej części zależy. 
Kilka dni bawiłem w Wilnie.-Przyjechawszy, zna- 
lazłem tam przykrość, jakiej się wcale nie spodziewa- 
łem. Namieniałem ci kiedyś, że miałem zamiar starać 
się o paspOI"t za granicę w gubernii kijowskiej. - Czy 
wyjechać udałoby się, czy nie, mieć pasport nie wa- 
dziło' zwłaszcza, że upatrzyłem źródło, z którego- 
bym mógł zaczerpnąć jakie 200 rubli. Napisałem o tem 
do Krasińskiego 1, który mi odpisał bardzo uprzejmie, 


I Waleryana.
>>>
325 


prz)Tzekając całe swe poświęct'nie się dla uskutecznie- 
nia mojego projektu. Tymczasem dowiaduję się, że 
.ieszcze w Auguście wyszła rekwizycya o mnie do gu- 
bemii kijowskiej od Słdu grodzkiego z przyczyny prze- 
klęte.i sprawy Pełskiego I. Tak więc owa rekwizycya 
i intel"es mój spotkały się z sobą, przez co zapewne 
moje zamki na lodzie upadną. Wprawdzie odwoła sąd 
gł-Odzki rekwizyc)'ą; to jednak nie naprawi interesu, 
owszem uważany tam będę może 7a jakiegoś awan- 
turnika lub kryminalistę, który chciał ubiedz za gra- 
nicę. Ta wiadomość odpowiada w części na twoje za- 
gadnienie: ))Donieś mi o twoich myślach«. Jakież 
być mogą dalsze moje myśli? Oto nie pozostaje, jak 
siedzieć w Trokach przez ten rok, lub też w '''il- 
nie, i być na o b s e r w a c y i biegu rzeczy okolicznych. 
Skutkiem tej obserwacyi b)'ć powinno jakieś choćby 
najgorsze otrzymanie na. rok przyszły placu lub spo- 
sobu do ż)'cia. 
Dosyć już koczowania, dosyć burłactwa, tnljącego 
lata i nawet zdmwie. Na nieszczęście większe zdro- 
wie moje nie banlzo się tu wzmacnia. Stół niegodzi- 
wy zdaje się być główną Pl"zyczyną. Stąd i zatrudnie- 
nie prawie żadne. Ho.-acyusz cięży ciągle na karku 
i jest kością niestt"awioną. Wszakże, jeŻt-li mi zdrowie 
posłuży, ukończę go do Bożego Narodzenia; poczem 
mam zamiar pojechać do 'Vilna i osiąść tam na jakie 
parę miesięcy dla drukowania HOI'acyusza, gd)'ż POI"U- 
czać komuiwiwiek korektę i staranie nie mam już odwa- 
gi. Obecność moja przy druku jest nieodzowna. Byłem 
i ja na obiedzie u Lelewela; zawsze jest przychylny, 
nic mi jednak szczególnego nie mówił, ani potowy tego, 
co dawniej, gdy byłem w Wilnie poprzednim razem. 
Czy rozmowa z tobą nie miała jalciej wagi? Jak my- 


· Por. Nr. CCCCXCI.
>>>
326 


ślisz o tomie drugim twoich poezyi? Zawadzki radzi, 
aby piel'wszy przedrukować pod tą samą cenzurą 
i z temiż omyłkami. Czy wszystkie poezye Gothego 
przeczytałeś, czy też pragniesz jeszcze czegokolwiek? 
Donieś o tem, równie o innych poezyach, jeśli jakich 
potrzebujesz. Napisałbym do Pełczyńskiego, więc mógł- 
by dostawić. TWaJ"dowski za dwa tygodnie ma objąć 
urzędowanie, lecz jako zastępca I'ektora; dotąd zaś 
zastępcą zastępcy l jest p ro fe s Ol' akademicki, którego 
na sesyach znowu zastępuje Kłągiewicz. Tyle jest re- 
ktorów w teraźniejszym cz
sie. 
B
ldź zdrów! 


Józef. 


D LXIX. Krasiński do Czeczota. 


[5/17 listopada 1822]. 


\Varszawa 17/5 listopada 1822. 
Szanowny Czeczocie! 
Czternaście egzcmplarzy pierwszcgo tomu poezyi 
A. Mickiewicza, któl"e na moje r
ce przysłałeś, rozda- 
łem w tutejszej stolicy i pieniądze zebrane za nie 140 zł. 
odesłałem ci przez P. WawrzYllca Putkamel'a, także 
i nazwiska prenumcratorów. Mickiewicz niezmiernie 
się podobał Warszawie; nazywają go tu Waltcrem 
Scotcm litewskim i niecierpliwie czekają dmgiego to- 
mu. Najzagorzalsi nawet klasycy pl"zyznają mu nie- 
pospolity talent. Upraszam cię tedy naj pokorniej, abyś 
przysłał mnie 2-gi tom, kicdy już wyszedł, i pierwszego 


l Po ustąpieniu IItalewskiego zastępcą I.ekt","a został mianowany 
ks. Jędrzej Benedykt Kłągiewicz; poniewat tente wiclokrotuie pro
jł 
o uwolnienie od tego ciętaru, więc w miejsce je;,:o zo,tał zastępcą 
czyli 7e względu na ustępującego Kł,!giewicza, zalępcą zastępcy re- 
ktora Tomasz Ż y c k i, profesor matematyki.
>>>
227 


jeszcze kilkanaście egzemplarzy, ho tu wiele osób 
o nie prosiło. Najlepszy sposób przesłania zdaje mi 
się odesłać do Kowna, a tam wyekspedyować dyliżan- 
sem do Warszawy. Adres mój: za Żelazną bramą w pa- 
łacu gl enerała] IzydOl'a Krasińskiego. 
Od Malewskiego nie mam oddawna żadnej wiado- 
mości. Zanowi i Wsz)'stkim znajom){m] kłaniaj. Vale 
et me ,oma! 


V. Krasiński. 


D LXX. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 


[około 5/17 listopada 1822, Nowogródek]'. 
W spl"awie W-go Rostockiego wielkiej i nader dla 
jego ważnej, a teraz toczącej się, nieodbicie jest po- 
tJ'zebny ukaz senatu l-go departamentu, nastały w ro- 
ku 1819 augusta 25 dnia względem uwolnienia za naj- 
wyższym manifestem I'óżnych osób, będących pod są- 
dem; numer zaś teg-o potrzebnego i cah! rzecz stano- 
wiącego ukazu jest 24.102. Masz więc natychmiast 
wywiedzieć się o nim w kancelaryi generał-guberna- 
tora i przeczytać; jeŚli w nim pomieszczono Medarda 
Rostockiego, to wyjąć kopią prawną na potrzebnym 
do tego hel'bowym 2 papierze i jak może być, naj prę- 
dzej przysłać. Kwerendę tę w ścisłym sekrecie za- 
chować potrzeba, nie mówiąc, dla jakiej osoby to się 
wyjmie. Nie odmawiaj, a chodź czynnie koło tego, 
gdyż tu o los naszego przyjaciela idzie. 
Mnie ciągle oczy dokuczają; zr
szt
l zdrowszym, lecz 
nie weselszym jestem. Proszę ciebie, pisuj do mnie. 


. R. d. List późniejszy od Nr. DLXI. gd),t tu jut tymczasem "nie- 
dawno wiadomości miał., o braciach Franciszek; list był więc pisany 
w początkach listopada, około 3lislC"pada 1822. · T. j. stemplowym.
>>>
328 


o Aleksandrze, Jerzym i Adamie chociaż niedawno 
wiadomość miałem, jednakże chciałbym co moment 
o nich i o twem zdrowiu wiedzieć - zresztą bądź 
mi zdrów! 


Franciszek. 
Z tego listu nie nazywaj mnie leniwcem, jak zwy- 
kłeś mianować; będziesz wkrótce obszerne pismo czy- 
tał i rozważał ono, w sposobie repliki odbędzie się. 
(Dopisek Rostockiego). 
Przyjaźń, ja[ka] łączy WWMC. Pana Dobrodzieja 
z Franciszkiem i jego bracią, czyni mię śmiałym, przy- 
pisując się do tego listu, prosić, iżbyś raczył o ukazie 
1-go departamentu senatu w dacie 1819 roku Augusta 
25 za Nr. 24 102. w kancelaryi JW. generał-guber- 
natora wywiedzieć się i jeżeli imię moje jest w nim 
umieszczone, tedy kopią na herbowym papierze Uak 
nazywają, prawną z a s k r e p ą) wyjąć, lecz bądź łaskaw 
nie wydawaj, dla kogo potrzebna. - Stałej i niedmien- 
nej porucza się przyjazni 


Medal'd Rostocki. 
P. S. Wiadomość o tem im prędzej, tem lepiej. 


DLXXI. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 


[około 10/22 Ii'itopada 1822, NowogródekJ1. 
Panie Janie! 
Listy twoje są piękne i filozoficzne, czytywam one 
bardzo często, chciałbym zupełnie przejąć styl i gust 


1 Będzie to zapewne owo zapowiedziane w Nrze DLXX »obszel.ne 
pismo" (te nie bardzo obszerne, podana przycz)'na na koócu listu), 
które Czeczot miał »wkrótce" otrzymać. Że istotnie »pismo" zostało 
»wkrótce" napisane, dowodzi d
,towany list Czeczota z d. 26 lisIopada,
>>>
329 


twój w pisaniu listów; lecz nie poczuwam się być 
zdatnym: zatem chęć jest, a skutku pono nie będzie 
w naśladowaniu. Piszę więc tak, jak mogę. a ty czy- 
tając, chciej zgłębić i wyrozumieć myśl moją o mnie 
i zaradzić nieszczęśliwemu, któren cię prosi o radę. 
Człowiek cierpiący nie jest w stanie zaradzić sobie, 
chociaż zna swe cierpienie dokładnie, wszystko mu 
się zdaje być przeciwnem ; czeka więc czasu, a nuże 
nie przemieni się to, co go boli. I czas zamierzony 
przemija: nie widzi uspokojenia, już tysiąc razy nie- 
cierpliwszym, cierpiącym, myśhlcym i nieszczęśliwym 
zostaje. Boskiego natchnienia potrzeba, aby przewidy- 
wać przyszłość. zamdzić sobie samemu, oddalić wszyst- 
kie zmartwienia, zamazać myśli i co innego przed- 
sięwzi.lć. W perswazyach innym ja cudownym leka- 
rzem być mogę w każdym czasie i każdej okoliczno- 
ści, lecz sobie zaradzić nie umiem i nie mogę. Śmiało 
o człowieku na pierwsze wejrzenie, do czego jest 
sposobny i jakie ma skłonności, sądzić mogę j nie 
zawiodę; o sobie nic nie wiem. bo względem siebie 
jestem czczość jakaś, która lada wietrzyk kolysze się 
i pewnego stanowisl,a nie obiera. bo w powietrzu nie 
ma się o co oprzeć i przy czem się zatrzymać. \\Tiek 
nasz, w któl'ym Opatrzność żyć nam kazała, żelazny 
i dobrze rdzawy; on psuje naszą spokojność. w nim 
nieszczęśliwi jesteśmy: hal.tlljmy się, lecz w harcie 
przyjdzie zaginąć. Błyskotki nie ćmią oczu moich, 
pochlebstwo się w ucho nie wkradnie, fałszem ust nie 
zmażę, ubiegać się za sławą jest moim żywiołem. 
Lecz sława! l cóż, że sławny? Tem się tylko cieszyć: 
ona potr7eb mych nie zaspokoi. Sł-awa pogardzona. 


w kt6rym jest jut wzmianka o s t a r a n i a c h o "
alkę«. gdy t) Ił1cza- 
sem ten list zawicra dopiero pI' oś bę o owe siarania; pTzypuszcz,lIny. 
te b)'1 pisany okolo 10 listopada.
>>>
330 


jeśli k.-uszcem nie wspal"ta. Malarz, choćby wydał 
obraz Boga samego, a w tym obrazie i święci Go 
czcili, niczem jest; jest malarzem u nas pogardzonym 
i niepott'zebnym. Rryczki, dl"ążki I i kocze malowane 
więcej znaczą, jak malaJ'z z swym cudownym obra- 
zem, za któl'en ani trzech gl"Oszy nie dadzą, a ledwo 
milionowy pochwali, że dobrze. Jurysprudencya 2 
w modzie, a najniegodziws7)' próżniak, zaszczycony 
palestrantem, ma wszędzie antre. Miły Janie! nicpo- 
kojność(.
) moja ciągle trwać będzie i sam sobie nie za- 
radzę. Jeśliby można było, o gałkę proszę, i to niech 
będzie pI'ędko, a z rąk Wereszczaków. Co przedsię- 
brać zechcą, wszystko ci doniosę akuratnie j teraz zaś 
chociaż rozpisałem się, lecz robota, ciągnąca za sobą 
zysk jakiś, natrafiła się; rzucam pismo, a bieg-nę. 
Bądź mi zdrów i weselszy odemnie ! 
Fr. Mickiewicz. 
Na zastaw można i mniej kosztuje. 


D LXXII. Maryla do T. Zana 3 . 
[11/23 listopada 1822] 


II Ilo\'embre [1822], Bołcieniki. 
7\'lille et mille remerclments pour la lettre 4 que Vous 
avez eu l'cxtrcme complaisance de m'ecrire; j'ai la lu 
et I"elu plusiellt's fois dans la Cenne resolution de sui- 


1 T. j. P o wóz. · ,Ju!";s'- A. Mickiewicz w)'pisawsz)' na kofcl1 
wiersza ,Ju.-is.- z3polnniał \v długiln \\,ic.-szlI dopisać ,pnldencya'. 
· Cały list p!"zepisauy przez Zana dla Mickiewicza części'l w liście 
z d. 13, c7ęścią 19 listopada t. I"., a mianowicie w liście z d. 1
 listo- 
pada znajdują się ustliPY : »1\1illc ct millc !"cmerciments... de touts 
\'os bienfaits«; »Moja codzienna !"anna Icklum... une jOle solid.-« 
i »Les divers 1110UVelllcllts. 
. je l1t'al11USe 3ł;sez-biel1((. \\'szystkie inne 
ustępy cz)'lamy w liście Zana z d. 19 listopada t. r. · List, wspo- 
nm:any lakic w Nr. DLX\', nic dochował się. 


\
>>>
331 


vre Vos sages conseils l. Vous possedez l'art de sur- 
prendre les secrets des ames et de soulager les affli- 
ctions des coeurs. Vous ctes plus compatissant et 
sensible que Vous n'en croyez Vous meme. Je suis 
penetree de la plus vive reconnaissance pour "ous, 
Monsieur Tom, que le Bon Dieu Vous recompense de 
tous Vous bienfaits. 
Odebrałam list d\'Ogiego Pana Tomasza w dzień 
śmierci Dębowskiej, któm mieszkała w BoIcienikach. 
Smutny dla nas był bardzo moment rozlsltawania się 
z osobą, która składała nasze towarzystwo domowe. 
Przyln'y to jest widok zniszczenia zupełnego człowie- 
ka, gdy dusza ożywiać przestanie. Myśl o zniko- 
mości tego świata pozbawiła mię próżności, której 
miałam wielką dozys. Stałam się odtąd wielką pie- 
tystką; moja codzienna literatura I'anna jest Nowy 
Testament 2 et I'Imitation de Jesus Christ des OeU\TeS 
de Thomas [a] Kempis. Je recommande beaucoup cet 
ouvl'age a ceux qui soufł'I'ent-ici bas et ne trouvent 
point de consolation. Si jc pouvais mettt.c en Pl-atique 
ses maximes, je ne serais pas sujette comme je la 
suis a tant d'inquietlldes. Mais a mesUl'e que je me 
perfectionne dans la doctt'ine sainte je me detache 
de ce monde. Mon ame s'elevc vers l'Eternel. Dieu 
seul peut consoler une ame, et lui donnel' une joie 
solide. 
Człowiek ten, który nie jest ugruntowany w pra- 
widłach religii, jest najnieszczęśliwszy, gdyż nie znaj- 
duje żadnej pociechy w smutku i przeciwnościach, 
którym wszyscy ludzie bez wyjątlm ulegają. Sam Pan 


t ,d ans h fenne I-",ollltion de slIivre Vos sages conseils' w Z 
brak. . ,Moja codLienna ranna literatnra jest Nowy Teslament' 
1\1; .1\I
ia literatura znana je.t, do tego czytam jeszcze Nowy Te;ta- 
luent' Z. 


.......
>>>
332 


Tomasz, który zdaje się być zawsze wesoły i kontent 
ze swego losu, niepodobna, g-dyby 1 nie doznawał nie- 
.iakich przeciwności w swych zamiarach; jednak nie 
upadasz pod ciężarem smutków. Masz mocny cha- 
rakter i dlatego jesteś wytrwałym. J'admire Votre 
temperament, Monsieur Tom, et Vos qualites esti- 
mables. Vous ne saurez croire avec quelle impatience 
j'attends une petite lettre de Vous, et particulierement 
ie suis bien curieuse de lire Votre Rozdziałek, sur la 
constance et l'inconstance des coeurs humains. Chcia- 
łabym wiedzieć, czy więcej zebrałeś materyałów do 
napisania za stałością, czy też przeciw. Dans les sen- 
timents d'amitic on trouve plns de constance, ceux 
d'amour ne durent guel'e. On nc se change pas, mai s 
on finit d'aimcr tot ou tanI. Rousseau avait raison de 
dire dans un roman qu'on n'a jamais vu deux amants 
en eheveux blancs soupirel' run pour l'autre. H faut 
que la base de ramour soit une pa.-faitc estime et une 
admiration pour qu'il puisse durer. Quand on aime 
une personne pour les eharmes de son esprii ou les 
admirabies qualitćs de l'ame, alors les blessures .Ie 
ramour peuvent Ure eternelles. 
Les divcrs mouvemcnts qui agitent 1110n [uue a la 
lecture de Vott'e lettre (tirce de Zbigniew) ne peuvent 
se depeindre, il faut que Vous les cussiez eprouve 
une fois pOlll' avoir une idee. Apres la lechue je sen- 
tis un doux ealme renaitre dans mon eoeur. Je suis 
maintenant tt'anq'lilIe et eontentc plus que jamais ; 
je m'amuse assez bieu, je passc mon temps (eoml1le 
je Vous ai dit) a la leeturc; je me pł-Ol1lene a eheval, 
mon petit bosquet m'oecupe beaueoup. C'est un bois 
de sombres sapins et des pins :'II'bres des tOl1lbeaux. 
Jamais ee bois n'offrit une verdure, aueunc f1eur n'y 



 


I T. j. teby.
>>>
333 


console le regal"d, il semble que I'ombl'age de ce bois 
est fatal a la terre meme, pOUl'tant il a quelques 
charmes pour moi. 
Nie postrzegłam się, że ćwiart[k]ę zabazgrałam. 


DLXXIII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[t5/27 listopada 1822]. 


d. 15 listopada 1822, z Wilna. 
Nic do mnie o twojem zdl"Owiu i całym stanie fi- 
zycznym i moralnym nie piszesz, a ja nie mam, czem- 
bym naszej Peri mógł zl"Obić przyjemność; głowa pu- 
sta, serce próżne, nie jestem w stanie coś intereso- 
wnego wymyślić, a wiem, że jej wiadomości o tobie 
naj przyjemniejsze. Przysyłała trzy dni temu umyślne- 
go, pisała HsP i pl"Osiła naj mocniej o I"Ozd
iałek. Na- 
pisalem bez związku, porządku i przyjemności; tak 
tytuł zapowiedział, tak sama I'zecz ok.lzała. 
Twardowski przyjechał, jutl"O już zastępstwo obej- 
muje. Wszystko u nas po staremu i cicho i nudno. 
Ledwo kiedy niekiedy widujemy się z Czeczotem, 
z dysputującym Onufrym. Odyńca matka umarła, 
wkrótce pl"zyjedzie do Wilna. Olesia 2 wiersze posy- 
łam, odeszlesz ze swojem zdaniem. U Lelewela cza- 
sem bywam; ciebie kocha. za ciebie walczy z bandą, 
której Szydłowski naczf"lnikiem. 
List Peri dosyć długi; wypiszę jego część, a drugą 
zostawię na potem. lepszą część dlatego, abym od- 
pisu twojego był pewniejszy; łaj i gl"Omu nie żałuj, 
bij sobie, a pisz s. 


l T. .i. Nr. DLXXII. I Chodzki. I Tu następujół ustępy 
z listu l\laryli Nr. DLXXI', wymienione na str. 33o, uw. 3.
>>>
334 


DLXXIV. Jeżowski do T. Zal1a. 


[17/29 listopada 1822]. 
d. 17 listopada 1822, Stare Troki. 
Józef Tomaszowi z[drowia] i p[owodzenia]. 
Rozdziałek twój i przysłane książki zabawiły mię 
więcej godziny przyjemnie. Takich rozrywek potrze- 
bowałbym teraz częściej. Nie samotność wpl"awdzie, 
nic tęsknota, nie jednostajność życia dają czuć potrze- 
bę tego rodzaju, bo to wszystko niczem byłoby przy 
zupełnem zdrowiu; ale gdy się niedomaga, lada złe 
postępuje do kwadratu. Nie jestem wprawdzie chory, 
ale i zdrów nie jestem i nie wiem, jakiej przyczy- 
nie ten stan mój przypisać: czy jesieni, czy mojej 
konstytucyi, czy nareszcie, a co najpewniejsza, ku- 
charzowi, nielitościwemu kucharzowi, którego oczy 
moje nienawidzą. Bo zacóżby jesień niełaskawą na 
mnie być miała, kiedy w tejże samej porze, tej samej 
może daty, niegdyś w Szczorsach ośmieliłem się był 
stanąć obok was, usieŚć na waszego pegaza i galopo- 
wać z panem Berchoux l? Jeżeli Kontrym nie dostat,- 
czy co rychlej kucharza, może i prędko do was się 
przeniosę. O tej mojej skardze nikomu. pl'ÓCZ Kontry- 
ma, nie mówić. 
Sposób obl'any rysowania kół 2 podobał mi się, 
bardzo roztropnie przedsięwzięty; jeżeli ręka nie na- 
będzie wprawy na małym okręgu, nadaremnie silić 
się na większe. Jeżeli ten sposób nit.: będzie skute- 
czny, nie pokaże korzyści, innego tel'az przewidzieć 
nie mogę; a choćby był wynaleziony, za niepotrze- 
bny i niebezpieczny a priori uznaję. Życzyłbym tylko, 


J Po... I. J! l, 62, 3. 


· Por. sI... 322, 3.
>>>
335 


aby rysownicy sami się tylko z sobą i z tobą znosili, 
at. dopóki daleko nie postąpią. Gdy zaś skutki z pracy 
będą widoczne, gdy okazane na .iaw mogłyby zasta- 
nowić, nauczyć i zbudować innych, wtedy by dopiero 
arbitrów zwołać należało, odkryć im sztukę dotych- 
czas praktykowaną i wybrać z nich nowych kollabo- 
ratOt.ów. Czy tam, gdzie byłeś na herbacie I, nie pi- 
łeś 2 też ekstra hel"baty i nie usłyszałeś czego cieka- 
wego, albo, co jest dmgą krótszą, używszy Bożego 
daru s, czy nie dowiedziałeś się o naszem pl'zeznacze- 
niu 4 affirmative lub negative? 
Wystrzał 6, o którym doniosłcś, jeśli to prawda, 
należeć musi takoż do liczby awantur, licznych na 
nieszczęście i nie pospolitych, aczkolwiek w szczu- 
płej wcale sferze naszej zachodzących. Bo nic wątpił- 
bym prawie, że to ciągnęłoby się do Szeroka. Szkoda, 
że uwiadamiając o tem, nie dodałeś, czy sam przeko- 
nałeś się naocznie, czy tylko tak ci mówiono. Są al- 
bowiem niektóre aI'gumenta w mojem przekonaniu. 
któI'e jeszcze do drugiego listu wiarę w tcn pl'zypa- 
dek zawieszają. Naprzód Frejend lubi wymyślać plo- 
tld; sam słyszałem jednę, która się rozlegle po pro- 
wincyi nawet rozeszła była. 2-do, Frejend miałżehy 
do 12-stej siedzieć, i jeszcze nad książką? Ale mniej- 
sza o to, zostawuję to wl'eszcie na dal; lecz wyjazd 
Teodora mole mię daleko I więcej] zastanowił i za- 
smucił. Dziwna, niewymownie dziwna chomba; je- 
żeli biegłym czujesz się lekarzem, tu przedsię weź 


1 H e r b a t a - posiedzenic tajne);o zwi'lzlm. . ,byłeś' A. 
· T. j. .Łozińskiego; poniew..:!: .Łoziński by' wysłallnikiem Filoma- 
tów n Węglarzy. więc zapewne o nich tli mowa. · Węglarze 
wileńsc)'. sami ludzie zamożni. mieli za składkowe pieniądze wysyłać 
nLdolnionych akademików celcm dalszych stndyów za granicę. 
. Jak z dalszego ci,!gn listu wynika, Je:!:ow
ki mówi tn o jakichś 
miłostkach Szerokiego, t. j. Teodora .Łozińskiego. 


...ł......
>>>
336 


twoję medycynę, tu dokaż swojej sztuki, a zrobimy 
cię doktorem. Może powiesz mi, zaco ja, gdy je- 
dnych] niby wzbraniam, czy nie radzę leczyć, dru- 
gich gwałtem poddaję. Różność choroby, mój dokto- 
rze, powoduje mną w tej mierze. Bo uważ: w całej 
naturze są dwie strony, równoważące się, działając 
czy to dla siebie nawzajem, czy przeciw sobie. Jeżeli 
dwa ciała przyciągają się ku sobie (że muszę tu użyć 
elektryki, czy czego podobnego Onufra), stan ich, 
usposobienie, stopień siły w obydwóch powinien być 
jednostajny; jeżeli się odpychają, działanie każdego 
z dwóch ciał również być powinno we wszystkiem 
jednostajne; i takie fenomena są prawdziwie natu- 
ralne, według praw odwiecznych działające, których 
gwałcić człowiekowi nie godzi się. Lecz jeśliby jedno 
ciało przyciągało, a drugie odpychało, albo raczej 
było bezwładne, oczywista, że tu praw wspólnych tym 
ciałom odkryć niepodobna, że takie fenomena nie 
wchodzą do tej orkiestry, którą składaj
! rzeczy przy- 
rodzone, któJ'3 gra wiecznie pod dyrekcyą wszystko 
ożywiającej basetli; fenomen, dopiero wspomniony, 
jest nawet fałszem w tej doskonałej, czarującej, nie- 
bieskicj muzyce. Ty więc, o muzyku, lekarzu, fizyku, 
takie fałsze, choroby, akcydentalia w harmonii, or- 
ganizmie, akcyach i reakcyach czuć dobrze, znać 
i zaradzać wszystkiemu powinieneś. 
Że przedsięwziąłeś dawać Franciszkównom 2 lekcye, 
winszuję, a nawet zazdroszczę; bo głodny jestem na 
to miłe pożycie, jakie bl'at z ukochaną siostrą, lub 
siostrami zwykł prowadzić; oddalony będąc na mil 
sto kilkadziesiąt i przez tyle już lat od mojej siostry, 
ku twoim zaś uczennicom przez pośrednictwo FJ'3n-. 


I T. j. Mickiewicza. 
strom Franciszka. 


· T. j. Maryi i Zofii MaJewskim, sio-
>>>
337 


ciszka, nie mogę nie mieć i mam rzetelną miłość 
b.-aterską. Dla tego samego życzenie twoje, abym po- 
dał jakieś rady względem kursu nauk, wypełniłbym 
naj chętniej , gdyby to odrazu wypełnić można było, 
gdyby rzecz ta nie potrzebowała powolnego porozumie- 
wania się. Gdybym ci odrazu podał jaki projekt, albo 
uwagi w pełności, gdy jeszcze sam nad tem nie wiele 
myślałeś, antycypacya moja mogła by cię więzić w two- 
ich myślach i zamiast pożytku przynosić szkodę. Nad- 
to nie wiem, co one umieją, a czego nie, czego wie- 
le, czego mało, do czego większą mają ochotę, do 
czego mniejszą, etc. To więc, co teraz powiedzieć 
mogę na twoje wezwanie, opowiem w krótkości. 
Naprzód wybadaj lepiej jeszcze stan ich nauk wogóle 
i w szczegółach; potem pomyśl sam przez się i ułóż, 
choć ciemno, w swojej głowie plan zamierzanego 
kursu. Następnie udaj się do Niemeyera i odczytaj 
niewiele kart, w których mówi directe o wychowaniu 
żeńskiem: kart kilka w tomie 2 i kilkanaście w dwóch 
miejscach tomu 3-go. Jeżelibyś Niem(eyera] z biblio- 
teki nie dostał, a zdeterminował się czytać, mógłbym 
ci mego przysłać. Znajdziesz tam wskazane też lepsze 
książki, w które, jakieby tylko znalazły się w Wilnie, 
opatrzyć się powinieneś. Bo choćbyś ich nie czytał 
całkiem, zawsze ważną jest rzeczą mieć je pod ręką, 
widzieć materye, odczytywać miejsca, jakieby się po- 
trzebne okazały. Warto nawet, abyś głębiej wszedł 
i wchodził w teoryą wychowania żeńskiego; miałeś 
bowiem okoliczność przez tyle lat nie tylko obcować 
z długim szeregiem mniejszych i większych Zalek, 
Zabelek, Marylek etc., ale nawet uczyć je i uczyć 
ustawicznie. Szkoda tak pięknej i rzadkiej dla męż- 
czyzn zręczności zaniedbywać; należy zostać przy- 
głębszym teoretykiem, zostając długoletnim prakty- 
kiem. Wdzięczniejsza zaś nieskończenie jest praca 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 22
>>>
338 


poświęcona płci pięknej; nie tylko, że ich dziękczy- 
nienia i pamięć są czystsze, milsze" więcej dojmujące, 
lecz swobodniej i bezpieczniej drogą dla nich przed- 
sięwziętą postępować można; zazdrość, nienawiść, 
pedantyzm męski nie będzie tu sideł swoich zasta- 
wiał. Takim sposobem możesz namyślać się i przy- 
sposabiać do swojego kursu; tymczasem, w ciągu te- 
go możemy, jeśli zechcesz, znosić się i porozumiewać. 
Kurs zaś niby encyklopedyczny, jaki dać zamyślasz, 
nie może mi się nie podobać, bo należy do moich 
p l a c i t ó w i nie wątpię, że byłby i dla sióstr naszych 
bardzo pożyteczny. Szukając albowiem porządku, 
związku i całości w naukach, uczyłyby się prakty- 
cznie logiki, która jest potrzebna nawet do wzmo- 
cnienia rozsądku naturalnego. Stosując zaś te nauki 
do władz umysłowych, postrzegając ich wpływ na 
kształcenie kompletne człowieka, pierwszy raz w ży- 
ciu miałyby okoliczność wejrzenia wewnąh'z siebie, 
poznawania fenomenów nieskończonych w duszy dzie- 
jących się, co równie wielkiego jest pożytku. Z tego 
ostatniego względu dobrze byłoby, abyś przeczytał 
jaką popularną psychologią; np. Campego psycholo- 
gią dla dzieci!, którą ma wytłómaczoną (nieźle) w rę- 
kopiśmie Moritz; możesz u niego pożyczyć bądź nie- 
mieckiego egzemplarza, bądź rękopismu polskiego, 
którego zapewne nie odmówi. Ale ten kurs tak wa- 
żny, a nawet nie łatwy możesz na dal odłożyć; tym- 
czasem zaś powinienbyś uzupełniać przerwy, niedo- 
statki, prostować krzywizny etc. w pojedyńczych na- 
ukach, nabywanych przez nie. Nie wiem, w jakim 
sposobie uczyły się poetyki, (c;ł;Y tam literatury pol- 
skiej), o stylu etc. Ta nauka mogłaby być bardzo 
t Joach. Heinr. C a m p e: Kleine Seelenlehre fur Kinder. 8 Ausg. 
Hraunschweig 1813; polski przekład wyszedł jeszcze w r. 1788 w War- 
I'zawie p. t. »Wiadomości początkowe o duszy ludzkiej. do pojęcia 
młodzi stosowane«. 


l 


lt...
>>>
339 


pożytecznie daną; tu byłoby miejsce urządzić dla nich 
lekturę, to jest rozklasyfikować książki na rodzaje 
i w każdym rodzaju ustanowić porządek i następstwo 
książek do czytania, starając się zawsze o wybór 
skrupulatny: non multa, sed multum. Możnaby czą- 
stki i retoryki wyłożyć; przynajmniej powiedzi[e]ć 
o trudnej sztuce pisania prozą, wogóle o listach, o hi- 
storyi etc. Ponieważ zaś jedna, jak powiadasz, jest 
więcej mężczyzną, niż kobietą, dla niej więc do lek- 
tury wejśćby mogła historya, naprzód starożytna, 
grecka i rzymska, w dziełach nawet obszerniejszych. 
Nie wiem, co zadajesz na ćwiczenia w stylu; mo- 
żnaby nie ograniczać się samymi listami, lecz przyzwy- 
czajać, aby to, co powiesz na lekcyi, zwłaszcza większej 
wagi, spisywały czy to w formie listu, lub innej jakiej- 
kolwiek. Roboty niechby przepisywały i utrzymywały 
zawsze w czystości; toby należało do sposobów wpra- 
wiania i przyzwyczajania do porządku, regularności, 
rządności etc. Nie wiem też, czy i jak one uczyły się 
popularnej fizyki. Bardzo ważną i konieczną rzeczą 
byłaby im (jeśli się dobrze nie uczyły) geografia 
(czyli niektóre jej szczegóły) matematyczno- fizyczna; 
niechby jasno i na zawsze pojęli (s) bieg dzienny i ro- 
czny ziemi, przyczyny pór roku, rozmaite pasy ziemi 
etc. Również inne części fizyki byłyby potrzebne, aby 
nie wierzyły w czary, czarownice, strachy, upiory, 
dyabły, złe i dobre dni etc. Mianowicie nieodzowna 
jest meteorologia; przyczyny chmur, deszczów, gra- 
dów, śniegów, błyskawic, piorunów etc. Meteorologia 
nauczyłaby Zosię, iż nie zawsze w oknie stać należy; 
bo kiedy chmura gradowa przechodzi, mogłaby pio- 
run na zefirach zwabić ku sobie. Te są myśli, które 
teraz snuły mi się nagle i bezładnie; przyjm je tak, 
na jakie przyjęcie zasługują. Mogłem też pobredzić 
tu dla niedostatku praktyki, której masz daleko wię- 


22-
>>>
340 


cej. Co mOWlę, mowlę a priori, gdy ty myśli swoje 
wspierasz i wywodzisz więcej z doświadczenia. Idzie- 
my wi
c po jednej drodze, ale z przeciwnych jej kOll- 
ców; dlatego spotkanie się nasze jest pożądane, dla- 
tego możemy się nawzajem wspierać i wspomagać. 


Różne post-scripta. 
Przysłałeś książki, a nie przysłałeś m a p y, która 
była naj ciekawszą. Czemu to? Wszakże jeśliby mogła 
się potrzeć, zostaw do mego przyjazdu. 
- Czemże się odwdzięczę za własnoręczny rege- 
strzyk, tak pięknie i starannie napisany? 
- Wytłómacz, coby znaczyło: ),Oto pan Jeżowski, 
oto, mamo, mamo, oto..! Zacoby to było skarżyć się 
na mnie do mamy? 
- Naradź się z Onufrym i Domejką i wybierzcie 
kogo, dobrze się znającego na suknie; wybranemu 
daj pieniądze z twego długu i poproś, aby nabrał 
czarnego sukna na spodnie dla mnie. Lecz ostrzegam, 
że mający nabierać powinien być 1-mo dobrym zna- 
wcą, 2-do elegantem, 3-tio skąpym. 
- Jeżeli będziesz miał co do przesłania, oddawaj 
x. Bartoszewiczowi, listy zaś, nie czekając okazyi, 
przesyłaj na pocztę, która z Wilna do Trok odchodzi 
we środę i sobotę. 
- Karteczkę, którą dołączam, oddasz lub przeczy- 
tasz Kontrymowi. 


(Dopisek ręką Zana): 
Odebrano 18 listopada.
>>>
34 1 


D LXXV. Rllkiewicz do T. Zana. 


(18/30 listopada 1822]. 


18 nowembra 1822, Białystok. 
Tomaszowi zdł-Owia, pomyślności i miłej zawsze 
w muzyk.. harmonii!! Michał. 
Twój wstęp długi i mój niekrótki. Ty mnie znasz 
dobrze życzysz: ja ciebie kocham, a kocham bardzo 
i za\",'sze. Ty mnie przypominasz moje obowiązki: ja 
też o nich nie zapominam, robię, co mogę, i o tem to- 
bie najchętniej ustne, a czasem j na piśmie daję wia- 
domości. Z Nufrym widziałem się w Szczuczynie; 
mówiłem mu i pokazałem owoc zatrudnień moich. 
Wziął je pod swoję rozwagę, ale czas nie dozwolił 
mu tak je pl'zejrzeć, żeby świeżym umysłem z innej 
przypatrując się strony, nowe uczynił postrzeżenia. 
Spodziewam się jednak, że cokolwiek wam o tem 
powiedział. Jakkolwiek bądź, ręczę was słowem uczci- 
wości, że raz przyjętym obowiązkom najwięcej czasu 
poświęcam, zawsze pamiętając, że jedno tylko boga- 
ctwo umysłowe statecznie pożytecznem być może. 
Z ostatnim dniem oktobra skończyłem moje dwumie- 
sięczne wakacye, w których polowanie ma mnie do- 
starczyć zdrowia na rok caly. Wiadomo ci, że natura 
odmówiła mi organizacyi, przy której mógłbym w cią- 
głem zdrowiu pożytecznym oddać się zatrudnieniom. 
Chęć więc sama deficyt ten zastąpić powinna. Nic 
prócz zabawy] nie używam; kilku przyjaciół składa 
moję zwyczajną zabawę. Rozmyślamy razem nad 
śł-Odkami, przez któreby się cała publiczność nie nu- 


. Zabawa oznacza tu działanie towalzystw tajnych; wobec cznj- 
nOŚci władz ostl"Otność wlaśnie w tym czasie była nakazana. 


.l..
>>>
342 


dziła, a przynajmmeJ ci, którzy tak, jak my, za po- 
trzebę życia zabawę uważają. 
Poniewat ani w Grodnie, ani w Białymstoku, mia- 
stach gubereskich (s), żadnych zabaw nie rozpoczęto, 
więc postanowiliśmy w środku między temi dwoma 
miastami rozpocząć zabawy. Jest właśnie o mil 6 od 
Grodna i 6 od Białegostoku na wielkim trakcie po- 
wiatowe miasteczko Sokułka, gdzie się zawsze dość 
dobrze bawią i 
dz.ie się już kilka I-edut odbyło; więc 
i my tam. W okolicach tego miasteczka mieszka kil- 
ka osób, zabawy lubiące; muszą więc z nami brykać 
i hulać. Muzyka choć nie liczna, bo z kilku złożona, 
zdaje się, że będzie dobra. Muzykanci, jakkolwiek 
nie artyści i tmchę do grania leniwi, zdaje się, że 
w takt grać będą, choć mniej hucznie, ale zapewne 
w dwóch przynajmniej salach słyszeć będzie można. 
Spodziewać się, że po takiej muzyce rzadko kto się 
wywróci, a ucznie p. Dziewoniego ] może się nawet 
i popisywać będą -...!!! - 
Zapatrując się na kasyna grodzieńskie biało- 
stockie, gdzie jeśli nie w czem innem, to przynaJ- 
mniej w tańcach porządek był przepisany, i my też 
sobie w naszem małem miasteczku pl'zepiszemy, żeby 
się czasem w samej zabawie nie pokłócić i nie pobić, 
teby niepotrzebny i jaki niegrzeczny do nas nie wlazł, 
z.abawy nie pl'zerywał i jej nie szkodz.ił - słowem, 
żeby publiczność, mogącą jeszcze tańcować, skłonić, 
zachęcić do porządnej a razem i przyjemnej zabawy. 
Jutro właśnie będzie reduta w Sokułce. Oczywiście, 
że tancmistrz edukacyi Dziewoniego tam być powi- 
nien - więc jadę, raz dlatego, żebym się bawił, po- 
wtóre, że się spodziewają tam gości z Białegostoku 
Grodna. Mamy jeszcze w naszym białostockim ob- 


I D z i e won i, ojciec i syn - nauczyciele tańc6w. 


.l...
>>>
34 3 


I 


wodzie dwa powiatowe miasteczka Bielsk i Drohi- 
czyn; słychać, że i tam myślą o zabawach, więc z nie- 
dzieli wróciwszy z Sokułki, tam pojadę. Wy, chociaż 
gorzej, jak dawniej, jednak się bawicie. Co u was 
powiększa porządek i przyjemność, chciej mi donieść; 
przysłużyłbym się tutaj. A może też wiesz cokolwiek 
nowego? Donieś, będziemy ci wdzięczni. My, choć 
tańcujemy, was jednak nie zapominamy i na początku 
każdej zabawy mówiemy do siebie: »Złe c7asy, to 
prawda; ale bawią się w \Vilnie, więc i my bawmy 
się, a może co wytańcujem«. 
(Dopisek ręką Zona): 
Odebrany 20 listopada. 


i 


D LXXV l. Rukiewicz do Przyjaciół. 
[18/30 listopada 1822J. 
Dnia 18 nowembra 1822 r., Białystok. 
Nufrowi, Stasiowi i Kazimierzowi Michał 
zdrowia, spraw i dobrej zabawy. 
Z g()ry ściskam ciebie, adwokacie (ale ty odemnie 
dłuższy, więc ciebie z dołu), razem też Nufrego i Sta- 
nisława, dziękuję wam szczerze za pamięć o przyja- 
cielu, który pl'z)'jaźń waszą ct'ni nad życie. W jednej 
stancyi mieszkacie, więc razem sobie kr6tk
! moję do 
was odpowiedź przeczytajcie. W dzięc:my jestem za 
kategoryczną waszą odpowiedź na moje pytanie. \Via- 
domość, na wstępie listu Stanisława umieszczona, 
przekonała mnie, żeście w dobrym humOl-ze; wnoszę 
stąd, że zdrowie służy i że jako ludzie oddawszy, co 
należy, naturze fizycznej, z tem większym zapałem do 
udoskonalenia sił i wypełnienia obowiązków moral- 
nych przystępujecie. Harmonia tylko między jednym
>>>
344 


I 


a drugim stanowi dzielność człowieka, rzadka korzyść 
z ostateczności. Szukaj pl-zyjemności, człowiekowi 
pozwolonej, ale ucz się z przeszłości i patrz na przy- 
szłość; niemasz pl'zyjemności bez przyjaźni i pracy, 
zaspokój pierwsze potrzeby życia, pamiętaj, ile to być 
może, o naj dłuższe zdmwie i wewnętrzną spokojność. 
staraj si
 pociągnąć serca i "lwr6cić oczy przez pl'a- 
wdziwą zasługę żyjących z tobą pod jednym niebem 
współIudzi, a będziesz najbliżej szczęścia, dla czło- 
wieka przygotowanego. Z tego, com powiedział, poznaj- 
cie, co czuję, jak myślę. Rozmowy wasze codzienne 
np. PI'ZY herbacie} więcej wam zapewne wyobrażeń dla 
''\-"as samych i dla ogółu pożytecznych dostal-czają, niż 
moje suche w samotności mzumowania. To tylko 
pewno, że zabawa 2, której uczestnikiem Nufrego 
w Szczllczynie zmbiłem (COllslIltive), dalej postępuje. 
O szczeg6łach z listu Tomrasza] dowiedzieć się mo- 
żecie. Imieniem wszystkich pmwincyonalistów dzię- 
kujemy Nufremu, że was ożywia. Chociaż my, wie- 
śniacy, mniej od was znamy, dziwujem się jednak, 
dlaczego tak dalece siły wasze sp'lraliżowane zostały. 
\Vielu z was mniej więcej przynajmniej dawny po- 
rządek pamięta; więc co dawniej było na piśmie, niech 
teraz będzie ustnie: gromadki tylko do kilku zmniej- 
szając, włożyć na kierujących obowiązek zdawania co 
dwa tygodnie sprawy z czynności swojej i swoich 
uczni()w. Ileż to niema sposobów zabawienia nic na- 
wet zabawy nie znających przybylc6w, np. naznacza 
się pisanie mzpraw z każdego kUl'su; jeden więc 
z rozUl
niejszych powinien oświadczyć, że ma już od- 
dawna 'w tej materyi zebnme materyały, że zatem 
chcącym się do pisania zaleconych rozpraw przygoto- 


l H el' ba ta - wyraz umówiony zamiast: po s iedzeni e kółka 
Inb zwi,!zku. 2 Po... st... 341, l.
>>>
34 5 


wać na piśmie lub ustnie pomocy swej udzieli, wskaże 
dzieła, z których można korzystać, a najlepiej pl'zez 
odbywanie dysput w przedmiocie obranym, przez 1'0- 
bienie różnym różnych stosownych zapytań; może 
czasem tym sposobem p07nają się i dadzą się podług 
potrzeby kierować. Pamiętajcie, że próżnowanie wa- 
sze dwojako szkodliwie udziela się prowincyi, raz, że 
o niem, Bóg- wie, skąd się tu dowiadują i ci, któ- 
rych praca może być pożyteczną, a dowiedziawszy 
się, opuszczają I'ęce; powtóre, że ci, co u was będą 
hultajami i nie przyzwyczają się do pracy lub jej za- 
pomną, jakimiż będą u nas, gdzie tysic}c przeszkód, 
interesów, okoliczności wymawiać ich będzie, gdzie 
już nie uczyć się, ale używać nauki potrzeba? Szkoda, 
że z was który choć raz nie spróbował, co to jest 
siedzieć na prowincyi i jaka to łatwość wynaleźć lu- 
dzi, a wynalazłszy, jak to łatwo zachęcić ich do za- 
bawy: chciałby, ale nie umie, a co najgorsza leni się. 
Staś, jeśli na Boże Na.-odzenie będzie w Lidzkiem, 
niech mnie wraz po swojem tam przybyciu do l\'lilko- 
wszczyzl1Y oznajmi, długo się będzie bawił i kiedy 
praecise, np. w tydzień po swoim przyjddzie może 
być w Szczuczynie. Kaimierz pyta się, czy się ko- 
cham, czy ożeniłem? - Kocham się w tem, co i wy, 
bo kocham was więcej, jak wsżystkie panny, przynaj- 
mnicj dotychczas. Nie ożcniłem się, bo zajmując z żo- 
m! część kamienicy, u.iąłbym sobie z niej dochodów, 
które dziś przynajmniej na opłacenie podatków i re- 
peracyc! wystarczają. Dwóch ichmościów, o których 
pytał się Kaźmierz, często widuję; zdrowi. Ignacy 
lepszy od Kaspra: ostatni nie może wybić z głowy: 
"Oś! bo to ja«. Ja do was żadnej okazyi nie opuszczę; 
wy też to samo róbcie i nie zapominajcie o wieśnia- 
kach, z którymi tylko komunikować się możecie. Wy 
nam nauk, a my wam chleba dostarczemy.
>>>
34 6 


D LXXVI I. Maryla do T. Zana. 


[19 listopada (1 grudnia) 1822]', 


Niedziela, Brażdce. 


Dusza moja potrzebuje nowego zasiłku, gdyż już 
upadam pod ciężarem zgryzot i tęsknoty. Chciej mię 
znowu wesprzeć swemi radami, mój dobry Panie To- 
maszu, i pociesz mię (jeśli masz do tego śrzodki); ina- 
czej lękam się złych konsekwencyów, bo mi braknie 
mocy do wytrwania. 
Rachuję wiele na zwyczajnej dobroci P. Tmasza 
i tak się spodziewam, że nie odmówisz mej prośby 
i zechcesz do mnie napisać przez pewną jaką okazyą, 
lecz adresuj swe listy do Tuhanowicz, bo najdalej za 
trzy dni stąd wyjeżdżam. Opóźniałam swój wyjazd dla 
złej drogi. 
Rozdziałek jego kategoryczny zrobił mi wielką 
przyjemność; odczytywałam go po kilka razy, admi- 
rując talent dobrego Pana Tomasza. Cieszy mię bar- 
dzo powolność naszego nowego filozofa (lecz któż by 
nie słuchał rad dobrego Pana Tomasza, który umie 
wejść w 8tan duszy człowieka i obok surowości jest 
często tolerującym ?). Jeżeliby pnlwidła nadane nie 
b:yły clostateczne do zaspokojenia jego umysłu, podaj 
mu nowe środki, mój szacowny P. Tomaszu, lecz 


1 H. d. Nie dochował si", ani rozdziałek "kategoryczny", o klól'ym 
IIlaryla w tym liście wspomina, ani list filozofa-lIhcloiewicza, z któreg-o 
wyjątki Zan "sposobem rozdziałkowyn1rf I\laryli posłał. Datę więc mo- 
tna oznacz}'ć tylko z następnego ł-Ozdziałku. ktory ma w}'razną i do- 
kładną datę 22 listopada. Jak wskazują słowa I"Ozd7iałku ,,\Vspomnie- 
nie Tuhanowicz odnowiło w pamięci chwile"... jest on odpowiedzią na 
list niniejszy, w któr}'m Maryła kate listy adresować d o T u h a n 0- 
w i cz, "bo naj dalej za t.-"y dni st:td (tj. z H.-atelec) wyjehIta". Otót 
najblitsza niedziela pl"Led 22 listopada jest d. 19 listopada 1822 i to jest 
data naszego listu.
>>>
34i 


nie dozwalaj nigdy się zachwiać filozofii, która dopior0 1 
już wzięła górę. Nadewszystko proś odeOlnie, aby 
szanował swe zdrowie. Niech Opatrzność najwyższa 
ma go w swej pieczy! 
Nie przestanę nigdy nieść wdzięczności za wszyst- 
kie dowody szacownej przyjaźni P. Tomasza kocha- 
nego, ile czuję, że ta więcej pochodzi z jego do- 
broci, aniżeli mych słabych zdolności zasłużenia na 
ją (s). 
Chciej niekiedy wspomnieć, mój dobry Panie To- 
maszu, w czasach wolnych od zatrudnień o tej, która 
nie przestanie nigdy nieść dla jego(s) najwyższy sza- 
cunek. 


Życzliwa przyjaciółka 
J-ł1arie. 


2 godzina po północy; któżby temu wierzył, iż 
o tej porze na wsi jeszcze nie śpią i do Pana Toma- 
sza piszą? 
(Dopisek na stronie zewnętrznej nad pieczrciq). 
Je compte encore rester id jusqu' au retour du 
messager; ainsi j'espere que vous voudrez bien m' ho- 
norer de quelques lignes de votre main par cette 
occasion. Monsieur Tom. 


D LXXVII I. N owicki do Czeczota. 


r21 listopada (3 grudnia) 1822]. 
21 nowembr[a] 1822 r., Żytomierz. 
List twój, który jeszcze był pierwszą z Litwy wia- 
domością i odezwą od czasu mojego z niej oddalenia 
się, jest dla mnie źrzódłem ukontentowania i rękojmią 


1 Teraz.
>>>
348 


dalszych czynności. Lubom zawsze trwał w zamia- 
rze powrócenia do was, byłem jednak niespokojny 
i niepewny, cobym tam począł; ale skoro wiem, że 
Słuck jeszcze nie ma konsyliarza, z większą ochotą 
puszczę się w podróż. Robią mi wprawdzie i tutaj 
.-ozmaite widoki, ale zawsze milejby mi było zostać 
waszym sąsiadem. Zresztą wyjazd mój do Wilna jest 
zdecydowany i niezawodny, nastąpi zaś w pierw- 
szych dniach, a najdalej w połowie /{rudnia. Uzłow- 
skiemu dziękuję za przyjacielską t.-oskliwość i p.-oszę 
go razem, aby wszystko to, co robić myśli dla mnie, 
.-obił p.-osto od siebie i nie wystawiał mię za natręta; 
zresztą spodziewam się, że i bez mojej przest.-ogi po- 
trafi dobrze rzecz prowadzić. - Ubolewam nad sta- 
nem biednej Maryi - pisałem do niej w początkach 
teraźniejszego miesiąca, gdyż kochany p. Wawrzyniec 
na list pien-vszy, mimo wielolu'otnie powtól'zonej obie- 
tnicy, nie raczył mi odpowiedzieć. Spodziewam się, 
że J\1arya będzie grzeczniejsza, inaczej miałbym słu- 
szny powód wymówek - bo też nie godzi się tak po- 
stępować z Pl'awdziwymi pl'Zyjaciółmi. Przed wyja- 
zdem zapewne odbiorę jeszcze list od ciebie, który ze 
wszelkich względów jest mi pożądany. Vale. meque 
amare perge! 
Ferdynand. 
List do Koca oddaj pl'zez Ignacego Zana lub Jure- 
wIcza. 


D LXXIX. Jeżowski do T. Zana. 


[21 listopada (3 grudnia) 18221. 
D. 21 listop. 1822, Stare Troki. 
Tomaszowi zld.-owia] p[owodzenia]. 
Posyłam ci list Franciszka, którego wszakże nie wy-
>>>
349 


puszczaj zewnątrz daleko, stosując Się do życzenia 
samego Franciszka. Możesz dać jednak i należy dać 
Lelewelowi do przeczytania. List mój do Berlina mia- 
łem tu oddać na pocztę, lecz musiałby[m] całą wydać 
gotowiznę; nawetby nie wystat'czyło. Przeszlij więc 
ty, lecz we czwartek koniecznie; nie zapomnij. Po- 
słałem dawno już książkę, dodatki do Zulzera 1 Kowa- 
lewskiernu, czy więc odebrał, niech napisze, jako też, 
czy nie było szturmu do mojej stancyi? Brońcie ją 
zbrojnie i nie dopuszczajcie intromisyi, gdyż na Boże 
Narodzenie przenieść się tam zamyślam. Bądź u Kon- 
tryma (mając do mnie pisać) i zapytaj, czy nie ma zna- 
lezionego gdzie kucharza i czy może robić mi jaklś 
w tej mierze nadzieję, że go rychło wynajdzie. Do- 
brze byłoby i ostatni miesiąc smaczniej cokolwiek 
przejeść. Czy Onufry będzie bawił ciągle? Szkoda wiel- 
ka będzie, gdy on odjedzie, a ja przyjadę; ubędzie dla 
mnie duży kawał przyjemności wileńskiej. Dla pokrze- 
pienia zdrowia myślę o przejazdce na Boże Narodze- 
nie. Najwłaściwiej byłoby do Kowna. Lecz Adam pi- 
sze, że ma być w Wilnie na Boże Narodzenie, lub przed 
Boż[em] Narodz[eniemJ. Od ciebie zależy wybór czasu. 
Lepiej byłoby, aby 011 przyjechał do Wilna p r z e d, a my 
dv ni
go n a. List twój ostatni, z kolei drugi, datowany 
13 praes., odebrałem dopiero 18. Przeszłej poczty 17, 
wyprawiłem do ciebie list, czy go odebrałeś? Udziel 
mi nowin, jeżeli są jakie. Iliady już nie trzeba. List 
Franciszka niech do mnie powróci. 


t S u ł z er: Nachtrage zur allgemeinen Theorie der schonen Kiin- 
ste, 8 Bde. Leipzig 1792-1808. 


.l....
>>>
350 


D LXXX. J eżowski do T. Zana. 


[22 listopada (4 grudnia) 1822]. 
D. 22 listop[ada] 1822, Stare Troki. 
Ściśnie Pan. Tomasz ramionami na tak osobliwszą 
korespondencyą: w ciągu tygodnia już to trzeci list 
posyła się. Coby były za materye, co za interesa? 
Prawdę mówiąc, dziś nie mam już interesu do pisa- 
nia, zwłaszcza, że sam mam być w Wilnie za niedługo; 
lecz chcę ci nastręczyć i podać w ręce okazyą, abyś 
napisał, jeśli masz co, lub zechcesz, i jeśli nie posła- 
łeś tu listu na dzisiejszą pocztę. Powiedziałem, że list 
trzeci raz po raz. Możeś ich nie odebrał, więc 
ostrzegam, żem jeden wysłał 17, drugi wczoraj 21, 
oba na pocztę; w ostatnim był list Franciszka i mój 
do Franciszka. W Wilnie mam być w zaprzyszłą nie- 
dzielę. Donieś mi co przyjemnego. Odwiózłszy do 
Trok na pocztę list do Adama, znalazłem tam list do 
mnie; powJ"acając więc, siedząc na koniu, otwieram 
i czytam. W nim między innemi rzeczami Józio Ko- 
walewski domyśla się, że historYl1 starożytną Heerena, 
należącą do Piaseckiego, zabrał z sobą z mojej stan- 
cyi Adam. Jest to ważny domysł. Zmiłuj się więc, na- 
pisz do Adama w n i e d z ie l ę, aby jeśli ma tę histo- 
ryą, co rychlej choćby na pocztę tobie przesyłał. 
Tymczasem staraj się zaraz pożyczyć w bibliotece 
u Lelewela lub Onacewicza owej historyi i daj do 
użycia tymczasowego Piaseckiemu. Mocno, naj mocniej 
cię upraszam, abyś to wszystko natychmiast zrobił; 
innych rzeczy możesz mi nie zrobić, tę zaś prośbę 
uskutecznij starannie, bo boję się, aby mnie nie spo- 
tkał przypadek Adama. Najlepiej będzie, jeśli ten mój 
list na pocztę Adamowi w n i e d z i e l ę poszlesz jako 
autentyczny dokument.
>>>
351 


Spodziewałem się dziś i twój list na poczcie znaleźć, 
.sed spes fefellil. 


D LXXXI. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 


[22 listopada (4 grudnia) 1822, Kowno]'. 


Kochany Tomaszu! 
Zaskoczyła mię niespodziana okazya, piszę w cu- 
dzym domu. Ale nie wiele cierpię na tern. Bo cóż 
mam pisać obszernie? Moje życie fizyczne i moralne 
zawsze jest jednostajne, a jeżeli pl'zyjęliście syste- 
mat zapomnienia o mnie, na cóż się zda zasmucać 
was doniesieniami, które nic w sobie pociesznego nie 
mają? Tobie, kochany Tomaszu, za list przeszły mo- 
cno dziekuję. Ty powinieneś do mnie pisać, bo masz 
o czem i doniesienie ostatnie prawdziwie mię pocie- 
szyło. Jakieżkolwiek masz o ludziach wyobl'ażenie, 
cóżkolwiek myślisz o mnie, szczerze ci powiadam, iż 
z uczuciem wewnętrznej pociechy czytałem, iż ona 
jest spokojniejszą, iż dobrze się bawi. Chociaż do- 
brze bawić się wtenczas, kiedy - ale dosyć o tem, 
jest to ostatnie westchnienie miłości własnej - wsty- 
dzę się go, ale jest przemijające. Zawsze będę dzię- 
kował Bogu, a przynamniej nie będę się żalił, jeśli 
ona zupełnie zapomni i będzie szczęśliwą. - Donieś 
to w rozdziałku następnym. Bądź zdrów - nie chowaj 


1 B. d. Zan ,.anotował na liście, te go otnymał 24 listopada; list był 
po
łany okaz)',!, zapewne przez wymicnionego przy końcu dra Kowal- 
skiego _ okoliczność, która utrudnia datowanie. Przypuściwszy, te 
Kowalski zaraz po pr,.ybyciu do Wilna list oddał, a przypuścić trzeba 
ze w,.gl..du na tytuń, który trudno byłoby posyłać pocztą, wypadnie, 
te okazya wyjechała z Kowna 23 listopada, a Mickiewicz napi,al list 
,.apewne u Kowalskich wieczorem 22 listopada 1822.
>>>
332 


mię (s), proszę, jej listków . Tomaszu ! wiesz, że byłem 
niecierpliwy. 
W. Kowalski odda Janowi ruble dwa, z tych zło- 
tych ośm, za cztery S a m m l u n g i, a za resztę jeszcze 
dwa dokupić, albo trzy nawet. 
Nadto wziąć u tegoż Wielmożnego Kowalskiego 
pieniędzy na tytuniu tureckiego funt dla mnie, na 
cenę od złotych czterech do ośmiu. Kupić u Boznań- 
skiego i funt wakstafu na złotych pięć u Wojciecho- 
wicza. Jeszcze kupić cybuch w kiju, który kosztuje 
dwa lub trzy złote. 
Prosiłem o Gofreda Piotra Kochanowskiego}. 


DLXXXII. T. Zan do Maryli. 


[22 listopada (4 grudnia] 1822J. 
* D. 22 listopada [1822] z Wilna. 


ROZDZIAŁEK. 


D a ls z y c i ą g h i s t o r y i o A n u l c e. 


Noc staje się coraz ciemniejszą; im prędzej bie- 
głem, tem bardziej się w głowie mąciło. Las coraz 
gęstszy, drogi żadnej, bojaźni i smutku więcej; prze- 
skoczyłem powały, przedarłem się przez łomy, wyci- 
snąłem się przez gęstwiny - tem gorzej: las coraz 
ciemniejszy, zawady częstsze i większe, marnych stra- 
szydeł pełno, wiatr zimny szumi, walą się drzewa, 
zwierz drapieżny ryczy, trwoga w sercu, dl'eszcz na 
ciele, a wyjść z lasu i trafić do domu niema spo- 
bu. Anulka drży, tuli się do mnie, płacze; ja wzdy- 
cham, podnoszę ją, okrywam, pocieszam: tak nas 


I Bez podpisu. Ponitej r..ką Zana: ,Odebrany d. 24 listopada 1822'. 


.ł....
>>>
353 


daleko jagódki, kwiatki i motylki zaprowadziły!!! "Ach, 
hieżmy, Tomaszku, bieżmy, może niedaleko pole, 
przynajmniej na pole, inaczej zginiemy«! - "Gdzie to 
pole, pewności niema; przed nami i za nami wszę- 
dzie zawady. Długim, próżnym i przyśpieszonym bie- 
giem utraciliśmy siły, ścina się krew od urojonego 
przestrachu i rozpaczy! Uspokój się, zaczekamy na 
jednem miejscu do poranku. Te straszydła, które się 
ci pokazują, są to złudzenia nocy i bojaini; od wia- 
tru staniemy za tym wielkim dębem, a uziębłe rączki 
tchnieniem mojem ogrzewać będę. Boskie oko czuwa 
nad nami, niewinność nasza podoba się jemu. Od dzi- 
kiego zwierza naszemi zmorzone mi stopy nie unikniem; 
uspokojeni zamkniem powieki do świtu, lub do wie- 
cznej nocy; otworzym oczy, słońce wejdzie, odkryje 
się pole, trafim do domu... Co to będzie za radość! 
co za szczęśliwość! Kto wie, może nas teraz bracia, 
krewni, rodzice, goście i przyjaciele szukają? Tu nas 
znajdą i pokażą, jak my zbłądzili; same promienie 
słońca odkryją drogi, które nas do pokoju naszego 
zaprowadzą«... - "Ach! czyliż...« 
Owóż historya moja musi być nadal odłożona: przy- 
noszą listy; przestaję pisać, muszę czytać, a przeczy- 
tawszy, odpisywać. 


D. 22 listopada z Wilna. 
Pan Tomasz życzy zdrowia, pomyślności i pokoju. 
Wspomnienie Tuhanowicz odnowiło w pamięci 
przyjemne chwile, niegdyś tam przepędzone. Pani oglą- 
dając te miejsca, może raczysz niekiedy poświęcić 
chwilkę pamiątkom szczerej przyjaźni i szacunku. 
Prawda, że nadeszła zima, śnieg zakrył szpalery i prze- 
chadzki i brzegi, gdzie wędka niejedną rybkę zgubiła, 
i pola sławne polowaniem kuropatw; nie widać am 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


23 


......
>>>
35 4 


zieloności, ani szarych wzgórków, świecących gdzie- 
niegdzie kamieniami. Wszakże zima minie, przynaj- 
mniej dla Pani; bo kto nie może :t. wiosny kOl"zystać, 
aby te piękne okolice oglądać, dla tego można mó- 
WIC, że wieczna zima. Nie jest to moja myśl, ale 
wzięta od Martyr (.s) Chateaubrianda, którego mam 
przed oczyma. Teraz możno sobie śpiewać moje tryo- 
lety. 


Pos;;pna jesień i cicha, 
W)'leciał ptaszek z dąbrowy; 
Liść 1ółknie, spada, usycha, 
Posępna jesieu i cicha etc. 


albo: 


Niknie słońce, lecz powróci, 
Dla mnie jut wschodu nie będzie etc. 


ROZDZIAŁEK 1. 


Pukaj, a będzie otworzono, szukaj, a znajdziesz. 
Dziw wielki, że moje rozdziałki podobać się muszą; 
bo w nich każdy znajdzie i sens i bezsens, i miłe wy- 
razy i nie tak miłe, i rozumne rzeczy i nierozumne. 
i dobre 
(dalszego ciągu bmknie 2). 


ROZDZIAłJEK IV. 


D a I s z y c i ą g h i s t o r y i o A n u I c e. 
Skoro ustały gniewy i strofowania, zacząłem opo- 
wiadać mojej matuli, jak biegąc za motylem, zabłąka- 
łem się w tym okropnym lesie, w czasie tej strasznej 
burzy. Nie pamiętam, bo większej części nie słysza- 


, Czy ten »rozdziałek" i następny »rozdziałek" IV tu naletą. roz- 
sirzygnąć trudno; nie mogąc jednak obu ustępów połączyć z jakim in- 
n)'m listem Maryli, umieszczamy je tutaj, gdy! treścią niewątpliwie 
najlepiej odpowiadają listowi Maryl; z d. 19 listopada 18:12. 
· Tak w rpsie.
>>>
355 


łem, drugiej nie rozumiałem, co matula mówiła; przy- 
pominam tylko wyrazy: pszczółka, mrówka, motylek, 
robaczek, jagódki. Kazała mnie głośno czytać o cnotach 
chrześcijańskich i pobożności; pamiętam, jak dziś, 
słowa natenczas czytane: »Synu mój, jeśli cię opa- 
dną troski, przygody i cierpienia, kiedy ci tego cię- 
żaru ani krewny, ani przyjaciel, ani ty sam z serca 
zdjąć nie możesz, upadnij na kolana, podnieś ręce do 
nieba, a z gorącem westchnieniem nadziei w Bogu 
ulecą naj dolegliwsze boleści, a dusza twoja, jak pogo- 
dny ranek, świeża i czysta oświeci myśli twoje i na- 
pełni słodkim pokojem serce twoje. Po nocy ujrzysz 
zorze!"... Jeszcze coś tam dalej było, ale nie mogę 
przypomnieć; tak to już dawno było. Często chcę 
znaleźć tę książkę gdziekolwiek, ale z użycia wyjść 
musiała, a może być, że nie z upragnieniem szuka- 
łem. Co się działo wtenczas w sercu mojem, .łatwo 
czytelnik wystawi; myśliłem o motylku, lesie i Anulce. 
Jakoż jak tylko matula spuściła ze mnie oko, wybie- 
głem z pokoju, przez płot, ogród przeleciałem pod 
okno mieszkania mojej Anulki. Aż teraz ją tak, jak 
Zosię, zdaję się kochać, kiedy przypomnę jej we- 
stchnienia i roboty, do jakich jej matula zaparła. 
))Masz - mówiła - igiełkę, rób ząbki do mojego 
czepeczka. Porzuć biegać z Tomalkiem; oto masz 
pieseczka, z którym cały dzień bawić się możesz; ten 
chłopiec
 swawolny znowu cię do lasu zaprowadzi 
i błądzić" etc. 


DLXXXIII. Jeżowski do Mickiewicza. 


[23 listopada (5 grudnia) 1822]. 
D. 23 listop[ada] 1822, Stare Troki. 
Dzięki CI, kochany Adamie, za rychłe przysłanie 
23. 


..ł....
>>>
356 


listu Franciszkowego, oczekiwanego tak długo. Cho- 
ciaż w nim są dla mnie przekąsy, chociaż niewiele 
o jego stanie j położeniu, a i to nie dosyć pociesza- 
jące, jednak bardzo mnie naelektryzował j na sercu 
ulżył. 
Scena romansowa, któl'ąś mi opisał, zadziwiła 
i mię niepomału. Owa tancerka nie mogła przypad- 
kiem schwytać i przybl"ać tak doskonale roli; do po- 
dobieństwa naturalnego wszystkie inne dodatki mu- 
szą być ręki i sztuki nie czyjej innej, jak Nieławickiej l. 
Ale jak ol1a wiedzi[e]ć, jak trafić mogła? Oto z doryw- 
czych wiadomostek, z obserwacyi i wreszcie domysłu 
utworzyła całość, skleiła tak trafiającą kopią. Co to 
za zręczność, co za talent kombinatorski w kobietach! 
Taki mój domysł. Jeżeliś zręczny i pilny i oraz chciał- 
byś dociec tej sztuki, mógłbyś jej dociec; a wtedy 
oznajmić mi nie omieszkaj. 
Wspomniałeś, żeś otrzymał list od Dobrowolskie- 
go 2. Oprócz poezyi twoich co też on więcej pisze? 
PrzyszJij mi list jego. W za przyszłą niedzielę, t. j. 3 
grudnia mam być w Wilnie. Gdy byłem dawniej, Za- 
wadzki 3 zapytywał mię, czy ty robisz jemu; natural- 
nie odpowiedziałem, że nie wiem. Teraz interes każe 
z nim się znowu widzieć; znowu więc będzie zape- 
wne pytał się. Łatwo go zbyć odpowiedzią: ))nie wiem«; 
jednak lepiej by go było pocieszyć, jeżeli jest czem 
pocieszyć. Interesuje się tą robotą mocno 4. Napisz 
więc w poniedziałek 27 do mnie; odbiorę we czwar- 
tek, będę w Wilnie w niedzielę i dalej, więc wiado- 
mość zawiozę. Możeby to jego zachęciło do druko- 
wania, gdyż inaczej ciężko z nim mieć do czynienia. 


l Profesorowej w Kownie. I Sekretarza ks. Czartoryskiego, 
kuratora. · Ksi..ga.-z. 4 Mowa zapewne o teoryi wymowy, 
którą Mickiewicz zamierzał dla szkół napisać. 


I 


........
>>>
3 5 7 


Przedrukowanych egzemplarzy pierwszego tomu pie- 
czętować nie będzie potrzeba; bo pieczęć teraz na nic 
się nie przyda, gdy niepieczętowanych już kilkaset 
rozeszło się. Kradzione egzemplarze winowajcy liczy- 
liby w poczet pierwszej edycyi, różnicy zaś wido- 
cznej między pierwszą a drugą wprowadzać nie mo- 
żna. Lecz że drukując tom drugi, tę ostrożność za- 
chować należy i egzemplarze pieczętować, o tern ani 
wątpić. 
Siedząc tyle miesięcy w mojej klauzurze, chciałbym 
na święta użyć przejażdżki. Dokąd? Oczywilita do Ko- 
wna. Lecz piszesz, że na Boże Narodzenie masz być 
w Wilnie; jakby więc jedno z drugiem pogodzić? 
Potrzebuję sukna czarnego na spodnie. W Kownie 
sukna tm1sze. Czy nie mógłbyś więc upatrzyć tam 
jakiego dobrego znawcę, któryby nabrał mi sukna; 
i czy potrzeba posłać ci pieni;ldzc, lub też z wbsn)'ch 
mieć możesz finansów? 
Vale! 


D LXXXIV. T. Zan do Ad. M.ickiewicza. 


[25 listopada (7 grudnia) 1822, Wilno1'. 


ROZDZIAŁEK XVIII. 


Rozmaite odmiany zaimków osobistych, po 
k t ó r y c h n a s t ą P i i m i ę, s p o k oj n ość i s z c z ę Ś ci e 
i chwała. 
J a chory je;tem na głowę, czy to dla zmian)' po- 
wietrza, czy dla udenenia skl'onia, o łóżko, w walce 


, B. d. Rozdziałek niniejszy je'it odpowiedzią na list i\lickiewicza 
Nr. DLXXXI, jak tego dowodzI prócz inn)'ch poszlak zwrot »0 jakiem 
ty chowaniu listków jej wspominasz?« (»Nie chowaj mi, proszę, jej li- 


I
>>>
358 


z Onufrym zdarzonego. Niespokojny byłem, a na- 
wet Pl'awie smutny, żeś tak długo nie pisał nic o so- 
hie dla nas i dla niej wiedzieć nie dał. Ty gniewa- 
łeś się i chciałeś nas zapomnieć; ja nudny dla niej 
rozdziałek pisać musiałem, a ona z czytania jego nie 
rada i niezaspokojona, w zagniewaniu nie kazała po- 
słańcowi, który pozawczora był w Wilnie, do mnie 
zachodzić po rozdziałek. Przeto ani listu nie miałem, 
ani odpisu przyjemnego zrobić nie mogłem. O jakiem 
ty chowaniu listków jej wspominasz, nie I'ozumiem. 
Jeżeli nie z całego przeszłego wyjątki zrobiłem, to 
dlatego, ahym niniejszy rozdziałek pnyjemniej, niż ja 
mogę, jej wyrazami napełnił. 
Ona: »Odebrałem (s) list drogiego Pana Tomasza 
itd. l . 


Liczba mnoga. 
My nie możemy rozpocząć pOI z!dniejszego i pe- 
wniejszego pracowania wspólnie i w gromadzie; tym- 
czasem każdy za siebie odpowiada i pracuje, aby się pó- 
źniej szczególne widoki zbicdz razem w jedno mo- 
gły. Oni czyni! na nas projekta; jeszcze się nie usku- 
teczniły, nie stanęły na pewnem. P. Mat.szałek 2 ze 


stków« w liście 1\lickiewicza). Tak samo i list Czeczota Nr. DLXXXV 
jest odpowiedzią na tente »kusy listek« poety Nr. DLXXXI. Że jednak 
Czeczot, pisząc swoją odpowiedi 26 listopada, tylko o sobie mówi, te 
»nie miał czasu pisać« przez Kowalsl,ie
o, wypada, te Zan odpisał 
przez tęż samą okazyę albo w dniu otl-zymania łistu Mickiewicza, t. j. 
24, lub, co nam się dla sprawunlu,w wydaje I'zeczą podobniejszą do 
prawdy, :15 listopada, w kt"r)'m to dniu Kowalski już na pewne od- 
jechał, gd),t piszący nazajutl"Z Czeczot liczy jut t)'lko na pocztę. 
· Tu nastęJ'ują ustępy listu Mar)'1i Nr. DLXXII, nie umieszczone w li- 
ście Zana do Mickiewicza z d. 15 listopada Nr. DLXXIII. . »Pan 
Szetkiewicz u lU a r s z a łka, który go mianował bedelem« donosi Ko- 
zakiewicz Za nowi pod. d. 23 gl"lldnia 18.l2; zdaje się więc. te w ję- 
zyku Filamatów »marszałkiem« był rektor Twardowski.
>>>
359 


mną się komunikuje, z p. Joachimem l trudno mo- 
żemy się rozumieć. Krasiński prosi o 4 0 egzemplarzy 
Ballad, Węcki 2 o 50, Lwowianie proszą, Warszawia- 
nie dokuczają. Ignacy Lachnicki bierze na siebie cen- 
zurę, byleś tylko co najprędzej dl'ugi tom wygotował 
i przysłał. 


D LXXXV. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[26 listopada (8 grudnia) 1822,Wilno]. 


26 listopada 1822, 


Przecież po długiem upragnieniu odebraliśmy od 
ciebie kusy listek 3 przez Kowalskiego. Nie miałem cza- 
su pisać przez tę okazyą, dziś więc piszę. 
W przeszłym tygodniu odebrałem z Warszawy list 
od KrasilIskiego. Żąda. ażebym mu więcej przysłał 
egzemplarzy, bo wiele osób o nie prosiło; a tu nad 
kilka już niema i te chowam na przypadek rozda- 
nia na wsi przez agentów wiejskich biletów. Odpi- 
suję dziś do niego. Donosi przytem Krasiński, żeś się 
niezmiernie w Warszawie podobał, nazywają cię Wal- 
terem Skotem litewskim; ale dokłada, że niecierpli- 
wie czekają drugiego tomu. Otóż, kochany Walteł'Ze 
Skocie, przysyłaj, jak możesz, naj prędzej materyały 
na tom drugi, kończ, .iak możesz, powieść, a przynaj- 
mniej popraw D z i a d y, ażeby już na czysto przepi- 
sywać. Pisał także Waleryan 4, do Lachnickiego i wspo- 
minał o Balladach. Lachnicki widział się ze mną, py- 


I Lelewelem. · Księgarz warszawski. 
. T. j. Nr, DLXXXł. · Krasiński. 


.J....
>>>
360 


tał się o tom drugi; przyrzekał, że sam się czynnie 
tem zajmie, to jest, Reszkę I winem napoi, ażeby cen- 
zura jak naj prędzej bez próżnego nawet zachodu czy- 
tania na słowo podpisała. Mówiłem, że będę cię ata- 
kował, ażebyś przysłał, jak można, prędko. Przyszlij 
więc choć D z i a d y, niechby się tymczasem przepisały 
i drukowały. Wszakże w nadzieję, że wino cenzurę 
podpisywać może, nie zostawuj tam nic takiego, coby 
z wina w winę przemi
nić się mogło. A przysyłaj, bo 
na przepisanie czasu trzeba. Do Zawadzkiego wielu 
księgarzy pisze, prosząc o twoje poezye. Egzemplal'ze 
prawie wszystkie wyszły; wie o tem Zawadzki i mó- 
wił przed Malinowskim 2, czy byś nie chciał, aby pierw- 
szy tomik powtórzyć. Czcmuż nie? Jeśli chce, tern 
lepiej. Drugiego tomiku trze ha będzie drukować egzem- 
plany tysiąc, albo i więcej; należałoby więc pienv- 
szego powtórzyć tyle, ile do tej liczby nie dostaje. 
Takby koszt się zmniejszył, a kOl'zyść zwiększyła. 
Czekam więc tylko twojej odpowiedzi, ażeb)'m 
mógł mówić o przedrukowaniu [z] Zawadzkim i tem 
się przedrukowaniem zająć. "Vszakże choćby zaraz 
to prz
Tszło uskutecznić, i drugi tom obok drukować 
się będzie mógł. Inaczej, jeśli ł-azem nie będą I1łogły, 
trzeba zaczekać, nim drugi wyjdzie; a zatem naznacz 
mniej więcej czas, kiedy drugi tomik drukować się 
może. 
Franciszka list czytaliśmy. Wyegzaltowawszy zbyt 
w uniesieniach naszych i idealnych wyobrażeniach 
pięknego, dobrego i przyjemnego, straciliśmy niemało 
z sił na wytrzymanie brzydkiego, złego i nieprzyjemne- 
go, które się w życiu ludzkiem zdarza i zdanać ko- 
niecznie musi. Przy duszach więc anielskich w )vielu 


. Reszka - ieden z cenzorów. 


· l\1ikołajem.
>>>
- 


361 


okolicznościach mamy serce babie. Po co to tak się 
nudzić i tern siebie trapić, jak ciągle żali się Franciszek? 
Nawet Jeżowi odwagę odbiera siedzieć w murach kla- 
sztora, a tymczasem osieść gdzieindziej, ani weź, nie 
można. Bieda nam z tą tak na lażde najmniejsze do- 
tknienie cierpiącą tkliwością! Nie na ziem..ldm to pa- 
dole wygodnie z nią żyć można; do tej niebieskiej 
trzeba tu mit:szać cnoty ziemskie. trzeba często na sąd 
do umiejącego wszelkie pogodzić życia ludzkiego sprze- 
czności odwołać się rozumu. Ale cóż po tern, kiedy 
video me/iora 1 i tam dalej i tam dalej. Ile możności 
więc, powściągajmy się, bo rzuconemu na świat trzeba 
już żyć na świecie, a nawet z wielu względów żyć 
warto. 
Myśmy zdrowi. Aleksander 2 list pisze. Franciszek s 
zdrów. pisał; już się o gałkę na sejmiki staramy, re- 
jentem z bidy (s) być trzeba. A podług prawidła, że 
niema tego złego, coby nie wyszło na dobre, może 
i wyjdzie na dobre. Z nowin donoszę, że Kiśling wy- 
jechał za granicę na lat podobno cztel'Y. Pojechał na 
Berlin, tam nawet podobno przez zimę zabawi. Pisa- 
liśmy przez nieg-o do Franciszka. Oczapowski dziś 
rozpoczyna agronomią, która cztery razy na tydzień 
po półtory godziny dawaną będzie. Bądź zdrów i od- 
pisz rychło! 


1 Video me/iora proboque, deteriora sequor. Owid)'lIsz Metam. 
VII, 20. . J\lickiewicz. 3 Mickiewicz. 


L-
>>>
362 


D LXXXVI. Odyniec do Czeczota. 


[1/13 grudnia 1822, Giejsztuny]'. 
grudnia, piątek, 10 g. wieczorem. 


Szanowny mój Mentorze! 
Z największą radością odebrałem list Adama, raz. 
że Adama. powtóre, że ty mi choć na kopercie zwia- 
stujesz pnyjemną nowinę, że będę mógł mieszkać 
z tobą razem. Rozkazy i rady twoje po świętach nie- 
chybnie uskutecznię. Przyczynę tego opóźnienia To- 
masz mó""ić ci musiał; sam znasz, czyli nie słuszna? 
W przyszłym tygodniu mam pł-Ojekt być na dni kilka 
w Wilnie; obaczę się więc z wami, a teraz żegnam 
cię i jestem twoim przyjacielem na zawsze. 
Ant. Edw. Odyniec. 
List do Adama odeszłij. 
Daruj mi, że tak kl'ótko piszę; okazya stoi nad 
karkiem i zaraz odjeżdża. 


D LXXXVI I. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 


[4/16 grudnia 1822. Kowno1 2 . 
Kochany Janie! 
Skończyłem powieść s i dzisiejszej nocy (bezsen- 


, Data roczna nie wyrażona; Czeczot jednak podaje w liście da- 
towanym (z 10 grudnia 1822, Nr. DXC) tak dokladnie Ireść te!{o 
listu Odyńca, że r. ,822 można uważać za zupełnie pewny. 
2 B. d. Jedyną podstawą do datowania tego listu je
t zwrot w li- 
ście Czeczota z d. , o grudnia (NI". DXC): "List Lachnickiemu odda- 
łem; deldarował się dać na ręce moje l"ezolucyę, d o t ą d jej n i e d a ł 
j e s z C z e«. Zdaje się, że zwrot podkreślony wskazuje na dłuższe, niż 
jednodnio,,'e oczekhyanie o,vej rezolucyi, a \\" taki lU razie Czeczot 
otnymał ten list nie w pi,!lek, 8 grudnia (z czwartkowej poczty), lecz 
we wtorek, 5 grudnia (z poniedziałkowej poczty) i krótki list był na- 
pisany w sam dzień pocztowy I"ano, 4 gr"dnia 1822. · G.-ażynę. 


.........
>>>
363 


nej!) trochę pl'zepisałem. Jest to pierwsza robota, 
której skończenie nic mię nie cieszy, bo po większej 
części klepana invita /I1inerva. Za kilka dni będziecie 
mieli. Jeśliby, nim nadejdą D z i a d y, można było cen- 
zurę uzyskać i zacząć drukować, toby było najlepiej; 
jeśli nie, tymczasem niech Józef, stary i młody J, To- 
masz i ty odczytają i uwag udzielą, gdzie co popra- 
wić da się. Wszakże i Dziady byłyby dotąd, ale mię 
powieść d usiła, a pierwszą część D z i a d ó w trochę po- 
prawiam wedle uwag Borowskiego, niegdyś mnie 
czynionych. 
Zresztą ze mną po dawnemu. Jestem zdl'ów, ale 
często cierpię splin. Dziś nie spałem; nie skutek to 
kaprysów lub samowolnego dręczenia się, ale nudy 
i wreszcie pierwiastku jakiegoś niespokojności, która 
mi z dawna życie obl'zydziła, a przeciw której lekar- 
stwa moralne nie słuŻ
l. 
Wy bądźcie zdrowi! Oddaj listek Lachnickiem[u]2. 
Jest tam podziękowanie za jego dobroć i prośba o le- 
karstwo magnetyczne dla biednej córki Nieławickiej; 
ale o tem drugicm nic nie 'wspominaj, proś tylko 
o rychły odpis. 


A. 


Co się tycze pierwszego tomu, pisałem do Jeża. 
Niech Zawadzki, jeśli można łah\'o i bezpiecznie uzy- 
skać cenzurę, robi drugą edycyą; jeśli nie, przedru- 
kuje, jak jest, z omyłkami. Pogadaj o tem z l\lalinow- 
skim. [On] mnie przyrzekł 'wziąć korektę drugiego to- 
miku; PI'zypol11nij obietnicę. 


A. 


l Jetowski i Kowalewski. 


· Por, str. 359. 


.........
>>>
36 4 


DLXXXVIII. T. Zan do Maryli. 


[9/21 grudnia 1822]0 


d. 9 grudnia z Wilna, 1822. 


ROZDZIAŁEK XX. 
I( t o w i e. jak i ? 
Dziwny ze mnie człowiek! Zamiast listów, dziękczy- 
nień i wdzięczności piszę ł-Ozdziałek, kto wie, jaki. 
Z duszy chciałem za powinszowanie 1 i pamięć wy- 
myślniejszymi podziękować wyrazy; ale Z3l'az na sa- 
mym początku doznałem trudności w znalezieniu go- 
dnego tytułu. W i e l m o ż n a - barzo pospolicie, S z a- 
nowna - barzo mało, Szacowna - niema cechy, 
tem bardziej droga, czcigodna... To nie wszystko, 
bo i kochania godna, koch..., a zatem wolałem 
pisać ł-Ozdziałek, kto wie, jaki. 
Pan Karol 2 , stojąc wokoło stołu, pokręcił wąsa, 
zażył tabaczki, ażeby się pokazał niewZJ"uszonym na 
scenę, która miała nast
lpić. Pani Katal'zyna ś. p. 
i lepszy czepek i lepszą chustkę na piersi zarzuciła, 
aby godnie pl'zyjąć powinszowania swoich synów, To- 
małka i Ignalka. Barzo była nie"pokojna; jej radość 
stykała się z płaczem. tylko co chce odkryć mę7.owi, 
iż dobrze wie, jakie' powinszowanie Ton1alek recyto- 
wać będzie. Tymczasem wchodzi dwóch małych tchó- 
rzów, popychanych od pana guwernel'a; Tomalek 
pogladził kloęcone, a nie tak, jak dzisiaj, czarne włosy, 
spuścił czarne, biegające oczki, mocno się zapłonił, 
a ciągle przynukiwany i podpychany od pana guwer- 


, D. 21 gr"dnia 11. s., t. j. v. s. 9 gl"Udnia, były imieniny Toma- 
sza Zana, obchodzone wedle kalendaJ7.a gregoryal\skiego. . haJ"OI 
i i'-atal"Lyna Zano\vie, rodzice TOlllasza.
>>>
365 


nera, odkaszlnąwszy kilka razy, tak zaczął mówić: 
»Długo dość... długo dość... długo...« zaciął się, pró- 
żno ruszał ustami, próżno mu podpowiadał pan gu- 
werner: nie słyszy, ciemno mu w oczach, łzy się po- 
toczyły, a gdy pan Karol, nie chcąc pokazać płaczu, 
zażywał tabaczkę, a pani Karolowa z płaczem przy- 
biegła uściskać winszujących, Tomalek się rozbeczał, 
całowany, całował. Wszystko, co żyło, płakało; ba- 
bula koło pieca ręcznikiem łzy ocierała. Johan, wą- 
saty furman, a razem i lokaj, swoim h3l'ankiem siwym 
li czapki, Dorota, kllchat'ka we drzwiach stojąca, 
swoim fartuchem. Fiksa nawet strokata z za pieca 
wylazła i wyć zaczęła; _jeden pan guwerner okazał 
się niewzruszony , owszem narzekał i tłómaczył się, 
iż barzo dobrze przed nim eksperyment zdali; wszy- 
scy płaczący z radości, on jeden z tej sceny był nie 
rad, sam pan Karol, zażywający tabaczkę, niby mu 
potakiwał. 
),jakiż ja biedny Tomaszek, jak długo w tym Miń- 
sku uczyć się muszę, męczyć się, a żadnej z Iwier 
niema okazyi, ani pirożków, ani czegokolwiek mama 
nie przysyła«! Taki zrobiwszy wykrzyknik, i dalej 
zaczął chodzić po stancyi i uczyć się zadanej sobie 
następującej lekcyi. IIJak więc robisz i sprawujesz się, 
tak ci się też dzieje; dobrze się sprawując z sobą 
i z drugimi, dobrze ci jest, kochają cię i chwalą; źle 
się zaś spl'awując z sobą i z dmgimi, źle ci jest 
i przykro! Ach, człowiek z Iwier«! 
- Jak się masz, mój kochany Michałko! 
- Listy przyniosłem. 
Roz pieczętował listy i czyta: II Kochan y Tomaszku! 
Na twoje imieniny mama posyła ci kopę pierniczków, 
papa kurteczkę, a ja pacioreczkę z napisem IIIzabelka 
kocha Tomaszka«. Kochaj mnie i odpisz«. 


...4......
>>>
366 


Tomasz skakał z radości, wykrzywiał się, chwalił 
się i pysznił przed: innymi, kiedy mu pierwszy raz 
powinszowali. 
Tomasz, od Anulki niegdyś kochany, w dzień swo- 
ich imienin chodzi w czerwonej mycce i pali fajkę, 
nie chce wejść tam, gdzie Tomalkowe i Tomaszkowe 
kochanki czekają, aby Tomaszowi powinszować; udaje 
chorego, ażeby się zemścić za postrzeżoną wczora ku 
niemu obojętność. Tymczasem młodsi bracia i mali 
uczniowie przychodzą, mówią oracye, wiersze; wie- 
dział, że go kochają, ucalował każdego i wesoły, po- 
szedł do dawnych swoich kochanek. Powinszowany, 
pogodził się, przepraszał, całował w I'ęce i kolana 
i odtąd już ani zawiści, ani podejrzeń, ani złości nie 
mial". Koledzy go upoili. 
Pan Tomasz w dzień Ś-o Tomasza jeszcze po pra- 
cy snu i spoczynku używał; jego przyjaciele nad ło- 
żem w licznem kole stoją. Głos Jana ))Tomaszu, ty 
śpisz, a twoi przyjaciele czuwają,d obudził go ze snu. 
Nagle się nywa i słyszy niezgodnie i fałszywie śpiew 
zaczęty: 


»J(to prace, tl"Udy poświęca 
»Dla dobra wiosennej młodzi, 
»PrLykładem do cnót zachęca, 
»Temu aię wiecznie t.yć godzi. 


Więc dawszy im intonacyą dobrą, przewtórowawszy 
należycie, przyjąwszy ofiarowane mu książki, nakrył 
głowę i zasnął. Jeszcze pan Tomasz, wdzięczny, a nie- 
czuły, słuchał wierszy pana kochanego Wawrzyńca, 
dziwił się z niejakiem osłupieniem siurpryzie, w prze- 
szłym roku sprawionej. Nie umiał ani odpowiedzieć, 
ani dziękować. Kilka kielichów wina szampańskiego 
wypił, podwoił się, śmiał się i śpiewał, a to było 
całem podziękowaniem. Dziś drogi pan Tomasz, ode- 


. 


-
>>>
! 


367 


i 
\ 
I 


brawszy drogi listek, drogie i niespodziewane wyrazy, 
piękne i miłe życzenia, pamięć drogiej przyjaźni, po- 
gładził kręcone włosy, spuścił oczy, odkaszlnął i za- 
płakał, jak Tomalek, skakał, krzywił się, chwalił 
i pysznił, jak Tomaszek, całował listek, wesół godził 
się, przepraszał (a), jak Tomasz, śpiewał i zasypiąiący 
rozdziałek pisał, wdzięczny, zdziwiony, wypił szklan- 
kę herbaty (zamiast wina), jak pan Tomasz, i napisał 
nareszcie rozdziałek, kto wie, jaki, jak drogi pan To- 
masz. Otóż drogi pan Tomasz, otóż rozdziałek, kto 
wie, jaki! 
(a) Kto się czuje, że nie jest ani jasnym, ani przyje- 
mnym w samym tekście, musi robić odsyłacze i przy- 
piski. Proszę sobie, kochany czytelniku, dopełnić 
wszelkie niedostatki, jakie się w rozdziałku widzieć 
dają. Któż nieczuły, którego serce tal suche i tak 
próżne, jak balon, może co pl'zyjemnieiszego, co inte- 
resującego pisać? Gdyby się spełniły życzenia przy- 
słane, gdyby miłość ożywiła tylu śmierciami obumarłe 
serce, nie ręczę, czybym czego i wierszem nawet nie 
pisał. nie ręczę, abym o sobie daleko lepiej nie trzy- 
mał, nie ręczę, aby się jakieś nie znalazło stworzenie, 
coby mnie równie, jak ja go, kochało? Ale znowu 
wchodzę w gawędy, od rzeczy oddalone. Ja w tym 
przypisku chcę wytłómaczyć, co to znaczy: »przepra- 
szałem i godziłem się«. Otóż proszę słuchać. Dowie- 
działem się, że posłaniec był z BoIcienik i do mnie 
nie zachodził]; naturalna rzecz, musiałem się domy- 
ślić, że mój rozdziałek poprzedzaiący, pisany w nocy, 
w słabości, bez ożywienia, musiał nie przynieść ża- 
dnej przyjemności, musiał się nie podobać, musiał 
nawet może rozgniewać. Teraz więc przepraszałem. 
Ale mnie zapytają: Cóż to znaczy »godziłem się«? - 


l Por. N... DLXXXIV. 


.
>>>
368 


Bywają ludzie, których często, nie trafiwszy do ich 
humoru, obrazić i zagniewać można. Pewny, zapewne 
ł-Ozgniewany, pisał niegdyś do mnie: "Szanowny To- 
maszu}« nareszcie i zaprzestał pisać, co mnie trochę 
zmartwiło; skąd też poszło, że przeszły rozdziałek 
musiał być suchy i nudny. Dziś 2 musiałem się pogo- 
dzić, kiedy nareszcie odebrałem: ))Kochany Tomaszu! 
Zaskoczyła mnie niespodziewana okazya, piszę w cu- 
dzym domu. Ale nie wiele cierpię na tem. Bo cóż 
mam pisać obszernie? Moje życie fizyczne i moralne 
zawsze jest jednostajne, chociaż zupełnie uspokojone 
i zdł-Owe. Na cóż się zda nudzić was doniesieniami. 
które nic w sobie ciekawego i bawiącego nie mają? 
Tobie, kochany Tomaszu, za list pl'zeszły dziękuję 
i mocno dziękuję. Ty powinieneś do mnie pisać. bo 
masz o czem, i doniesienie ostatnie prawdziwie mnie 
pocieszyło. Chociaż masz swoje może pl'awdziwe wy- 
obrażenia o ludziach, cokolwiek myślisz o lUnie, szcze- 
rze ci powiadam, iż [z] uczuciem wewnętrznej po- 
ciechy czytałem, iż ona jest spokojniejszą, spokojnie 
się zatrudnia, chociaż być spokojną..... Ale dosyć 
o tern; jest to ostatnie westchnienie miłości własnej; 
wstydzę się go, ale jest przemijające. Zawsze będę 
dziękował Bogu, a przynajmniej nie będę się żalił, 
jeżeli ona zupełnie zapomni, jeżeli będzie szczęśliwą3«. 
Co ja piszę? Przepraszam, zawsze u mnie musi być 
taki w ł-Ozdziałkach nieporządek, jaki jest w głowie. 
Tylu rozlicznemi zatrudnieniami w różne strony ro- 
zerwany, nie mam kiedy moich myśli w porządną 
całość ułożyć. Otóż i teraz dopieł-O myśląc o moich 
rozdziałkach względem stałości i niestałości, w listach 


1 Por. Nr, DIX. · D z i ś odnosi się t}'lko do p o g o d z i Ć. gdy! list 
otrzymał jeszcze 24 listopada: por. DLXXXI. · Zan przepisuje z listu 
Mickiewicza z d, 22 listopada (Nr. DLXXXI) tylko te ustępy, które 
uwata za stosowne i odpowiednie w teraźniejszym stanie Maryli.
>>>
T 


36 9 


opisanych, umieściłem, nie chcąc list Zbigniewa 
w przypisku, 
to wie, jaki on, do rozdziałku, kto 
wie, jakiego. Ze zaś jeszcze trochę papieru zostaje, 
postanawiam nakreślić mój pran względem wymie- 
nionej materyi wprzódy, nim wszystkie rozdziałki 
ukończone przeczytam, zwłaszcza, że to było chęcią 
czytelnika, a kto wie, czy się uda przedsięwzięty za- 
miar. Emilia 1; jedynaczka polskiego _Jenerała, poko- 
chała mocno Zbigniewa, młodzieńca wysokich talen- 
tów, młodzieńca (s), swojego nauczyciela. Jenerał, poli- 
tyczne i liberalne knując zamiary dla uszczęśliwienia 
swojego kraju, wielkie liczył nadzieje na Zbigniewie, 
którego samego i familią dobrodziejstwami osypał. 
Młodzieniec, bojąc się robić wrażenia i zapalać miłość 
w córce swego dobroczyńcy, oddala się z jego domu 
i poznaje Felicyą, młodą, czułą i najlepszą. Uniesienia 
jego najpożądańszą Felicya odpłaca wzajemnością. 
Emilia w ukryciu kocha i cierpi, najlepsza, naj czul- 
sza. Zbigniew o tem nie wie, cały Felicyi oddany. 
Szambelanic także kocha Felicyą; człowiek wielkich 
przymiotów i wielkiego znaczenia, wpływem swoim 
u rządu wszystkiego dokazać może. Jenerała układy 
odkryte; uwięziony, napisał do Zbigniewa: »Córkę mo- 
ją, która dla ciebie umiera, majątek mój i losy two- 
jemu dobremu sercu poruczam« i't. d. Co ma robić 
Zbigniew? 
P. S. Dotąd nie wiem o stanie zdrowia, uczuć 
i uniesień Pani; proszę mnie co prędzej uspokoić. 
Jest to mocno doświadczać naszej troskliwości. 


l Allegorya pnejnysta: Emilia - Maryla, Zbigniew - 1I1ickiewicz; 
reszta figur zmyślona. 


Archiwum Filom. Cz. I. T, IV. 


24 


.......
>>>
-- 


37 0 


D LXXXIX. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 


[10/22 grudnia 1822]. 


d. 10 grudnia 1822 r., z \Vilna. 


Adamowi Tomasz zdrowia i pomyślności! 
Nie mam ci nic ciekawego donosić; piszę tylko, 
aby cokolwiek pisać. Od ostatniego listu pierwszy 
raz odebrałem z Boicienik list z powinszowaniem po- 
zawczora, na pięknym liliowym
 wybijanym papierze. 
Kończy życzenia swoje następnymi wyrazy: )'pour 
cOllronner votre coellr d'lIne aureole brillante, je sou- 
haite qlle l'amour avec son art parfait et mystique 
descend dans votre ame et la remplit de ce feu im- 
mortel qui detache nos de"irs de la terre et nous 
fait gOli ter un bonheur all-dessus de tous les bon- 
heursll. Za to niespodziewane imienin moich powinszo- 
wanie napisałem rozdz. XX, kto wie, jaki, na dwóch 
okrągłych kartkach. Dopytywałem się u posła Pal- 
frenier] o jej zdrowiu, zatrudnieniach i zabawach: 
"Zdrowa - odpowiedział - czyta, bywają u nich Sa- 
kinowieI! i oni u SakinówII. 
Wieczorem wczora koledzy zebrani obchodzili mo- 
je imieniny; nie zbywało na wierszach i winie. Jan 
nawet piosenkę nową zaśpiewał, a Oleś co do poezyi 
w górę idzie. N a historyi s znajdowały się księżne 
i księżniczki pierwszym u nas przykładem Czetwel'- 
tyńskie, tak jak pierwszym przykładem wsadzili do 


I P a łfre n i er t. j. P a I efre n i er (od średniołaciiillkiego para- 
frellarius, palefrenarius) - koniuszy, masztalerz; tu wyraz utyty ni- 
byto jako imię własne. · Baronostwo O s t e n - S a c k e n w są- 
siednich Gojcieniszkacb; pani baronowa była Putkamerówna z domu, 
matka pięknej Wen:i; por. str. 309. . T.- j. na wykładzie 
histOl"yi Lelewela. 


......
>>>
37 1 


ostrogu niejakiegoś pana Prozora za to, iż większe na 
eksdywizyi miał długi, niż majątek. Zapytano z Pe- 
tersburga o dzieła Lelewela we względzie historyi 
polskiej, a mianowicie o lata Zygmunta I i o panowa- 
nie Stanisława Augusta 2; posłano, a tymczasem prze- 
dawanie wstrzymano. Wszystko to, co o zabronieniu 
wielu książek mówią, jest plotką. Twardowski czyn- 
nie się zajmuje, naprzód stara się o urządzenie kan- 
celaryi. Wyznaczył komitet do ułożenia prawideł 
względem kamości uczniów uniwersytetu. Będzie 
czterech akademików przynajmniej, studentów filo- 
zofii, w każdym oddziale bedelami, którzy będą aka- 
demicką utrzymywać policyą razem z wybranymi 
dziesiętnikami. Bedelowie będą mieli r. s. 150, stan- 
cyą i opał. Jest projekt wydać bal dla Twardowskie- 
go, jak skoro potwierdzenie przyjdzie; ma on koszto- 
waĆ =łF 250, zaczynamy zbierać składki. Czekamy 
z upragnieniem i twoich D z i a d ó w i twojej powieścis. 
W Krzemieńcu jakiś sztukmistrz fizyczny pokazywał 
swoje sztuki w sali szkolnej; został od uczniów wy- 
gwizdany. Oskarżył, dwóch uczniów wzięto do kozy, 
śledztwo i sprawa. Franciszka list wczora Marynia' 
odebrała; uskarża się na mnie, nie wiem, za co? Czy 
posłałeś list, który do niego pisałem? Donieś, czy nie 
można tąż drogą i drugiego posłać. Dominika Chodź- 
ki(s) namówiłem, aby w Werkach 6 siedząc, zrobił wybór 
poezyi i prozy dla szkół i pensyi; chętnie się wziął 
tego projektu w nadziei, że ty potrzebne w tym 
przedmiocie zechcesz podać rady. Może jeszcze 


· Joachim L e I e w e I: Ostatnie lata panowania Z:ygmunta Starego 
i początek panowania Zygmunta Augusta. Wyciąg z rękopismu histo- 
ryi polskiej... Warszawa 1821. · T e n t e: Dodatek do Teodora 
Wagi Historyi ksiątąt i królów polskich. Panowanie Stanisława Au 
glista. Warszawa 1819. · T. j. Gratyny. · Malewska. 
Por. t. III, 280. 


24-
>>>
-- 


37 2 


z Chodźko (s) prezydentem na kilka dni pojedziem do 
Borun. Twardowski zachęca mnie, abym nie odma- 
wiał jechania na wizytę Wołynia i Podola z Chodźko (s); 
jeśliby to nastąpiło, wyjedziem w kwietniu. Przyjm 
te mile od nas wiadomości, a nie skąp mi donosić 
w szczegółach o sobie. Pokłoń się prefektowi, profe
 
SOI"Om, doktorowi profesorków i doktorowej 1. 


DXCa. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 


[10/22 grudnia 1822, Wiln01. 


10 grudnia 1822. 
List Lachnickiemu s oddałem, deklarował dać na 
ręce moje rezolucyą; dotąd jej nie dał jeszcze. Przy- 
pomnę się jutro, we czwartek może ją otrzymacie. 
List Edwarda, dziś odebrany, odsyłam. Pisze, że ma 
być podczas świąt, a potem po świętach na mieszkanie 
tu przyjedzie. Musi o teIU pisać i do ciebie. 
Wczoraj oddałem już do dl'ukarni tomik' popra- 
wiony. Od jutra zaczniemy trudnić się drukowaniem. 
Z Jeżem uradziiiśmy bić egzemplarzy 1000 i dlatego, 
że koszt mało się papierem podniesie, a zysk się zna- 
cznie zwiększy, i dlatego, że nie tak rychło starać się 
potrzeba będzie, któż wie, o jaką €enzur\C. Zawadzki 
na wszystko przystaje. Tomik drugi uradziliśmy bić 
po odbiciu pierwszego. Wszakże to się do Bożego 
Narodzenia najdalej skollczy, bo teraz pójdzie wszyst- 
ko łatwo i szybko; więc staraj się na święta mieć już 
ukolkzone wszystko, aby do Nowego Roku przebyć 
cenzurę i zaraz drukować. 


. T. j. Kowalskiemu i Kowalskiej. 2 Odpowiedź J\lickiewicza pod 
Nr. DXLVI. · Por. str. 363. . T .j. tomik l w drugiem wydaniu.
>>>
31 3 


Korektą sam się zajmę, nie gabając Malinowskie- 
go, który się wszędzie wścibi, a dobrze nie dotrwa; 
tak przynajmniej najgłośniej o tem upewnia Paflagon l . 
Obowiązkowi odpowiem należycie, bo dopilnuję, Mo- 
I"YC tak się gniewa za korektę gramatyki Jakubowicza 
na Malinowskiego, że odgraża się wszy
tkie, których 
bardzo wiele, wydrukować pomyłki i dodać, że to 
z pod korekty Malinowskiego. Dyabli wied
ą, co to 
jest: zdaje się dobl'y człowiek, a Paflagon go zacze- 
piać nie radzi. Jeż tu był przeszłej niedzieli. Zdl"ów, 
kuchal"z niby lepszy sprowadzony, ale śpiżarn.ia pu- 
sta. "Vszakże może da Pan Bóg gnuśnym mni- 
chom upamiętanie i smak lepszy. Jeśli się kuchnia 
popl'awi, na dwoje myśli: może do Trok zabierze 
pl"asę ż)'dowską po świętach i tam drukować będzie; 
jeśli nie, tu przyjedzie. Życzy lepiej w Trokach, gdyż 
i zarobku nie straci i wydatku na życie nie poniesie. 
Takie to z bidy (s) rafinacye. 
Napisz, czy na święta chcesz być u n;1S koniecznie. 
Dobrzeby było, tobyś nas tu widział więcej. Lecz je- 
śli ochota ci nie bardzo służy, możesz nas kilku 
gośćmi mieć u siebie. Jak ci się podobać lepiej bę- 
dzie, tak post!p. 
Onufr znowu nasz, znowu niezadługo będzie mój 
kolega Masista 2. Cóż robić U licha: brzuch próżny, 
cóż po głowie pakowne.i? Ani nadziei, żeby coś kiedy 
błysnęło; wysoko wspiąć się i trudno i nikt nie pod- 
sadzi, ezołgać się na dole i kosztem własnej wygody 
okupić kilka głów w ciasnej szkole, nie wielki naby- 
tek, a rozumniejszemu wlazłszy w głupie obywatel- 
stwo, można i do kieszeni ważniejsze schwycić obłowy 
i ważniejsze nawet położyć zasługi. Tak więc po nie- 


I Józef Kowalewski. 
dziwiłłowskiej. 


. T. j. dostanie posadę w I\lasie Ra-
>>>
374 


długich naradach wyforytowałem go na pomocnika 
archiwisty, kt6ry bierze 400 rubli i kwaterę' z opałem, 
siedzi za oczyma w dobrze już uporządkowanem. ar- 
chiwum, robi, co mu się podoba, i prawie wtedy, 
kiedy mu się podoba, i jest pewnym za rok, za dwa 
zostać jeneralnym archiwistą, kt6ry teraz bierze 9000 
zł. Nadzieja wię
 nielada, lepsza, jak adjunkta uni- 
wersytetu. Miejsce to ma być pewno wolne od No- 
wego Roku, a może i prędzej, a Nufr już jest tak, 
jak na niem. bo tylko czekamy oddalenia się poprze- 
dnika. C6ż inszego zrobić? Kiedy się rwą plany, tI'ze- 
ba jakkolwiek je sztukować, byleby było co jeść 
i o czem znowu wierzgać. Ja kontent jestem, że się 
tak stało i sądzę nawet, że dla niego daleko obywa- 
telski, niż nauczycielski, stan przyzwoitszy. 
Zresztą nic osobliwego nie posłyszysz. W tych 
dniach przyszedł ukaz, zakazujący pl'zedawać dzieła 
Lelewela, ściągające się do dziej6w polskich. Co tam 
jest złego, lub tak przeciwnego, B6g sam wid7i. 
Wszakże ktoś niechętny musiał podyktować, bo od 
tego właśnie wszystko prawie zależy, jak kto podyk- 
tuje. Daje się słyszeć, że zakażą wiele dzieł, \Voltera 
i inszych. Kto więc chce tam kupować, a ma za co, 
niech zawija się robić wcześnie uczony zapas, bo po- 
tem będzie ciężko. At, niech się świat poleruje, a my 
gr'zeszni ludzie, czekając lepszej chwili, bądźmy zdro- 
wi i spokojni. Adieu! 


Jan.
>>>
37 5 


DXCI. Maryla do T. Zana. 
[13/25 grudnia 1822]1. 


Środa wieczór, Bolcieniki 


Myli się drogi Pan Tomasz, jeśli sądzi, że jego roz- 
działki bez przypisków i odsyłLaczy] 2 nie sprawu.ią 
przyjemności; tak ostatni jego rozdziałek, jak i po- 
przednie, z równem ukontentowaniem były czytane, 
z tą tylko I'óżnicą, że inne surowsze, bojaźniel napeł- 
niały. dmgie, więcej spohadajclce s, pocieszały. 
Jeżelim długo nie pisała do drogiego Pana Toma- 
sza, nie z innego to powodu, jak tylko, aby się mu 
nie uprzykrzyć częstą i nudną korespondencyą; nic 
bowiem przyjemnego nie jestem w stanie napisać. 
Siedzę zamk[n]ięta w moim budoarze, .iedna z memi 
myślami. Nic witcei nie widzę z ol,;oa, jak tylko las 
i konie, idące do wody, a to nie są objekta, któl'eby 
mogły ożywić i podnieść imaginacyą. Drogi Pan To- 
masz w przypisku swoim pozwolił mi pisać do siebie 
i donieść o stanie mego zdrowia, uczuć i unie- 
s i e ń. Korzystam z jego grzeczności i donoszę, że by- 
łam mocno cierpiącą; miałam atak piersiowy i nawet 
krew mi się dobywała. dopior0 4 jestem zdrowa. 
Lecz na cóż mam malpwać moje uczucia. gd
 te 
dobrze
 mu są znajome? Nie są ani gwałtowniejsze, 
ani też słabsze, jak dawniej. Nie w naszej bowiem 
jest mocy przytłumić .ie... Wielką prawdę napisał je- 


I B. d. List ten jest odpowiedzią na rozdziałek Zalla z d. 9 gru- 
dnia (Nr. DLXXXVIII), a nasl"pny rozdziałek Zana z d. 16 grudnia (Nr. 
DXCllł), w któ.ym donosi. 
e inz nie jedz,,' na wizyt", jest znowu! 
odpowiedzią "a list niniejszy. List więc 1\1ar
'li, pisany we środc; 1'0- 
m.ędz)' 9 a 16 grudnia, ma dalę 13 grudnia 1322. . ,odsyl' A. 
8 Spohadający _ w)'rozumiał)', spółczujący; por. str. 268, 1. 
4. teraz...
>>>
376 


den sławny poeta i znawca serc ludzkich: »que celle 
qui voudrait arreter un f1euve avec une digue de sa- 
ble ou encłlainer un incendie avec des liens entre- 
Pl"endrait une H'tche ,Plus facile que si elle jurait de 
dompter I'amour«. 
W gwałtownych uniesieniach smutku jedyną moją 
ucieczką jest religia; w niej znajduję pociechę i za- 
spokojenie. Jakże źle wymzumiana s p o k oj n o ś ć 1 ! 
Dowiedziałam się z listu drogiego Pana Tomasza, 
pisanego do p. Wawr7.yńca, wiele nowin interesują- 
cych. Cieszę się niewypowiedzianie, że już jest wpm- 
wadwny zwyczaj bywania kobietom na lekcyi sła- 
wnego Lelewela 2; wielce tego żądałam. 
Pan Tomasz dmgi wyjeżdża na wizytę szkół przed 
świętami; śpieszam się zatem przesłać mu moję ba- 
zgraninę, aby mieć jego miły respons. 
Byłam w zamiarze jechać do Tuhanowicz na świę- 
ta; lecz dopioro s odmieniłam projekt i ledwo może 
w styczniu pojad.ę. Jeżeli nie pojedziesz w Nowogrodz- 
kie na święta, drogi Panie Tomaszu, wielką zrobiłbyś 
łaskę, gdybyś choć na jeden d.liell w czasie świąt 
przyjechał do Boicienik, a ja będę się starała na ten 
dzień wszystkie piękności tych okolic zgromadzić. 
Posyłam drogicmu Panu Tomaszowi, jako amato- 
rowi muzyki, nowy romans do śpiewania sławnego 
Beranger 4; kilka dni, jak mi przysłał Krasiński ko- 
chany z Warszawy. Ten śpiew bardzo jest w modzie 
w Pal"Yżu i Wal'szawie; tJ'zeba i do naszej stolicy 
wprowadzić. Donosi Krasillski, że jest ulokowany 
w biurze Rady stanu i wielkie mu czynią na przy- 
szłość obietnice; bardzo się dobrze bawi w stolicy. 


I Por. str. 368. · Por. str. 370. . teraz. 
· Piotr Jan de Reranger (ur. 178o, um. 1857) - autor pieśni, 
przekładanych na wszystkie j
zyki europejskie.
>>>
377 


Już więcej miesiąca, jak posłałam balladę Twardow- 
ski l do Warszawy przez pewnego oficera polskiego; 
lecz teraz się dowiaduję, że ten oficer jeszcze nie 
przyjechał do Warszawy, tu się kl"ęci po Litwie i le- 
dwo w końcu tego miesiąca wyjedzie. KrasilIski bar- 
dzo mi srogo wymawia, że dotąd nie przysłałam, 
i o Nerinę bardzo prosi; wielce tam chcą poznać po- 
ezye pana Zana. 
Poscriptum (s) w liście Krasińskiego, kt61"e się 
adl'esujc do Pana Tomasza, jest te: »P. S. Si Vous 
voyez Zan, priez-le qu'il tache de m'envoyer le 2-des 
volumes de poesics de MicJdewicz pour les abonner car 
ou me tounllente pour l'avoir et encore une quaran- 
taine d'exemplaires de ces poesies, car il se tt'ouve 
ici beaucoup d'amateurs de cet ouvrage, et on de- 
mande pom" Lemberg 20 exemplail'es. Ou purrait me 
les envoyer de Kowna par la diligence. On appelle 
ici Mickiewicz Valter Scott Lithuanien. Mon adresse 
est: »Za zieloną bram
l w pałacu Gen. Izydora KI"a- 
sińskiego«. 
Z niecierpliwością będę oczekiwać drogiego Pana 
Tomasza korespondencyi. Ileżbym doznała ukontento- 
wania, gdybym mogła się widzieć z drogim Panem 
Tomaszem! Wiele, wiele miałabym z im (s) do m6- 
wienia. Oświadczyłabym mu moję wdzięczność za Ii
 
czne dowody jego dla mnie przyjaźni. Umiem ocenić 
jego dobroć, do grobu nie zapomnę ofiar, jakie z ła- 
skawej przyjaźni dla mnie robisz. Bądź zdr6w, drogi 
Panie Tomaszu, szczęśliwy i wesoły tyle, ile mu ży- 
czy jego najżyczliwsza przyjaci6łka 


Marya. 


I T. Zana.
>>>
378 


DXCII. Jeżowski do Czeczota. 


[13/25 grudnia 1822]. 


d, 13 grudnia 1822, S. Troki. 


Posyłam ci, mój Jasiu, list Krasińskiego, tyczqcy 
się projektowanego przezemnie pasportu. Pisze w nim, 
że dla ."OZpoczęcia w tej mierze kroków poh"zebna 
mu jest plenipotencya. Chociaż zaś na zapytanie two- 
je, czy sq na podróż pieniądze, odpowiedziałbym ne- 
gative i chociaż podobniebym si
 znalazł, gdybyś się 
zapytał, czy należy na rzecz niepewną wydatkować, 
jednak chcę cię prosić, abyś napisał i upoważnił ple- 
nipotencyą w sposób, od K.'asińskiego żądany. Czyby 
się pojechało. czy nie. dobrze mieć w ręku na ten 
koniec fil'man 1, aby z czasem nie było czego do wy- 
rzucenia sobie, aby do ostatniego tchu używać spo- 
sobów dla dopięcia zamiaru. Jest to ważna maksyma, 
której się zawsze trzymałem. Bez niej pewno nie był- 
bym nigdy w Wilnie i nie znał żadnych Czeczotów. 
Co się tycze kilim lub kilkunastu złotych, potrze- 
bnych na obIatę plenipotencyi i jej p."zesyłkę, ten 
wydatek nie[ch) zast
lpi miejsce obcego dla nas wy- 
datku na owe ekstraordynaryjne potrzeby natury na- 
sze.j, które u ludzi po regestrach oznaczają się podobno 
hopkami lub figummi. Z listu Kl'asińskiego wiedzi[e)ć 
jeszcze nie można. czy rekwizyq'a przyszła do po- 
wiatu, lub nie; choćby i przyszła, nie zawadzi posłać 
plenipotencyą. aby uzbl'Ojony nią korzystać mógł 
z każdej sposobnej do tego pory. 


I Firman I.,b ferman - dokument, wydany przez suJtana 
lub Portę Otomanską, tu: dokument, upowa
niający do wydania pasz- 
portu. 


.....
>>>
379 


Tymczasem postaw egzekucyą Żegocie, aby nie- 
zwłocznie wystarał się w grodzie urzędowego cofnię- 
cia rekwizycyi. Wpl"zódy jednak niechby wybadał 
i dotykalnie się przekonał, rzy ona wyszła z miejsca 
i do jakiej jurysdykcyi? Może przypadkiem pozostała 
w domu omyłką kancelaryi lub innym sposobem. 
Żegota niech wstręt pokona i zrobi, co powinien. Co 
się stało z Onufl"ym archiwistą? Co będzie ze świę- 
tami? Czy nie pisał świeżo Adam? Vale! 
Józef. 
O tych moich pasportach i plenipotencyach nikomu 
nie mówić! 
Plenipotencyą trzeba b)' wysłać prędko, bo Krasiń- 
ski wyjedzie na kontrakty. 


DXCIII. T. Zan do Maryli. 


[16/28 gmdnia 1822]. 


tł. 16 gmdnia 1822, z \Vilna. 


ROZDZIAŁEK XXI. 


La natllre ne demande qlle le nece.ssaire, la raisoll 
vellt l'lItile, l'amollr propre recllerche l'agreable, la 
passioll exige le slIPerflll. 
»Mój kochany Tomalku, rzuć swój ten wózek i te 
kwiatki; widzisz, stoi karafaszka i koń zapnężony : 
siadaj, pojedziem, ty mnie powieziesz«. To rzekłszy, 
Anulka zarzuciła białe r
lczki na szyję Tomalka i na 
dziecinnej jagódce zostawiła wieniec purpurowego po- 
całowania. Oblicze rumiel1cem zakwitło, rzuca swoje 
ulubione cacka, a pełen zapału i natchnienia miłości, 
przy Loku Anulki, drugi Faeton, słab
h lecz zuchwałą 
ręką pOl"usza wodze żartkiego rumaka i bodźca nie 


.......
>>>
380 


skąpi. Rumak wstrząsa gł-Zywą, parcha iskrami i rżą- 
cy łlajpiękniejszą wyskakuje drogą. Rozrzucone i w gro- 
mady zebrane drzewa wstecz uciekają, wstrząsając 
zielon)'m strojem i szatami; ich postać i ł"ZUCane cie- 
nia (.s) były wdziękiem i cnotą urodziwej dziewicy. Ko- 
bierzec mUł-awy i rozlicznycb kwiatów, szeroko l'OZe.- 
słany, ciągmlł się wokoło kł"zywego brzegu szumiące; 
rzeki. Wolny mieszkaniec aury wyśpiewuje radośi 
swojej wolności i ogień kochania. wolny obywatel 
wzgórków i dolin w cichości wielbi dobroć natury, 
lub w uniesionych skokach zaleca się kochance, lub 
spokojnym i poważnym krokiem towarzyszy żonie. 
Wesoły zefirek lekkiem skrzydełkiem głosy i rozli- 
czne pienia zwiewał do jednego miejsca, aby z sobą 
ożenione, złożyły hal"monią, bogom i ludziom upodo. 
baną. Wspaniały pan światła. na purpurowych i błę- 
kitnych wznosulC się wezgłowiach, szczodrą ręką sy- 
pał szeroko promieniejące złoto, ożywiał stwOl"zenie, 
zachęcał pracę, oświecał cnotę. świadczył pochwala- 
nej miłości. Młoda i drobna duszeczka Tomalka le- 
dwo wystał"CzyJa upojeniu tylu pł"zyjemności najsłod- 
szych i nieznanych uniesiełl. podziela je z kochaną 
i niewinną Anull
ą; wstrząsa zuchwalej wodze, bodź- 
ca nie skąpi, rumak parska iskrami. tętni ziemia, bieg 
skory napełnia piersi dzieci kochanych takim krwi 
łoskotaniem. jakie czują we śnie w daleką na po- 
wieh'ze gÓł"ę uniesieni i puszczeni, jakie czują we 
śnie na wiatrach latający. Ach! chyba kiedy w wieku 
miłości takiem uniesieniem, takiem szczęściem i taką 
zuchwałością zachwyceni będ
l! Już powóz leci z góry, 
miotany siłą i prędkością rozhukanej H uryssyI; słaba 
ręka próżno się wysila zwycię,lYć zapęd gorącości 
i gniewu. Jeszcze niema bojaźni niebezpieczellstwa; 


I H u r y s s a - ulubiona klacz Maryli. 


110...
>>>
grożą kamienie, przepascI, Jeziora, rzeki, drzewa i to 
wszystko, co pierwej cieszyło i unosiło widokiem. 
sroży się zgubą i przygodą. Wątpi już Tomalek, 
Anulce krew z piersi dobywa się mocą zgęszczonego 
powietrza. wzruszonego chyżością biegu. Ach, chyba 
znowu w wieku nieumiarkowanej miłości t
'le niebez- 
pieczeń
tw trwogi i cierpienia doznają! Pryska koło, 
rozskakują się szpice, Anulka siłą ruchu nabytego 
trzymając za Tomalka. wylatuje barzo wysoko W' po- 
wietrze... Ale na cóż mam kończyć tak smutne opo- 
wiadanie, chociaż się nikt, jak żywo, końca tej hi-- 
stoTyi nie domyśli; na cóż, mówię, mam kończyć. 
kiedy nieskończoność, tak ludziom upodobana, tak 
ich unosi! Niema końca życzeniom, żądzom i namię- 
tnościom ludzkim, niema końca cierpieniom i nie- 
szczęściom, które sami nieskończenie przymnażamy 
i o nie staramy się, niema końca uniesieniom imagi- 
nacyi, niema końca biegącej rzeki, niema końca za- 
czętego pożaru; zacóż ma być koniec historyi o Anul- 
ce, a rozdziałku niech sobie będzie koniec; zaczyna 
się list. 
Pani! wdzięczny nieskończenie za tyle dowodów 
przyjaźni, jakąkolwiek bazgl'aniną staram się jej roZ- 
rywkę uczynić. Nie jadę już na wizytę, pojedziem do 
Bartnik; w następującą środę może na godzinę zaje- 
dziem do Bolcienik, jeżeli można będzie. Polecenia 
dopełnię. 
NajniższY' sługa 


d[rogi] p[an] Tomasz. 



 


381
>>>
.382 


DXCIV. Maryla do T. Zana. 


[17/29 grudnia 1822, Bolcieniki)l. 
Wnoszę z I'Ozdziału poetyckiego (który miałam 
ukontentowanie odebrać), te się ziściły moje życzenia 
i serce drogiego Pana Tomasza, tylu śmierciami obu- 
marłe, musiało zmartwychwstać. Nie mógłbyś bowiem 
napisać tak przyjemnego rozdziałku, mając serce 
skrzepłe i puste, jakeś sam mniemał o sobie. Cóż 
ożywiałoby jego imaginacyą bujną? Z uniesieniem 
czytałam I'Ozdziałek drogiego Pana Tomasza. Jego 
Anulka, latająca po sferach z Tomalkiem, przekłada 
swe groźne niebezpieczeństwa nad spokojność mie- 
szkańców ziemskich. Gdy zaś połączy się z wieczno- 
cznością, może też i dla ich (.s) zaświeci zorza pożą- 
dana, a wtenczas uniesieniom ich nie będzie koń- 
c a, tak, jak i mojej korespondencyi, ponieważ odda- 
wca listu, p. Wereszczaka, śpieszy się z wyjazdem 
i każe mi nieskończony list oddać. Śpieszę się przy- 
najmniej dodać, że czekamy i bardzo czekamy we 
śrzodę 2 na noc drogiego Pana Tomasza z towarzyszami 
podróży. 
(Adreo5): 
Pour Monsieur Thomas Zan 
Vilna. 
Dopio5ek ręką Zana: ,Odebr. d. 17 grud.' 


l B. d. Odpowiedź na list Zana z d. 16 grudnia (rozdziałek XXI) 
Nr. DXCIII. Poniewat z BoIcienik do Wilna jest tylko kilka godzin 
jazdy, więc list Maryli był pisany w tym samym dniu, w kt6rym go 
Zan odebrał. I We środę d. 20 grudnia. 


- 


.......
>>>
383 


DXCV. Jeżowski do Czeczota. 


[18/30 grudnia 1822]. 


18 grudnia, Stare Troki. 


Dowiedziałem się, że moje buty, któreś przesyłał, 
zaginęły. Nierozgarniony Bartoszewicz, odwiózłwszy 
umyślnie do dworku benedyktyńskiego buty, odpra- 
wił z niemi drążnika. Pisząc do ciebie, nie namienia- 
łem o butach, bo' przesyłkę ich uważałem za amba- 
ras dla ciebie niepotrzebny, gdy sam za kilka dni 
w Wilnie być miałem. Stało się, że jestem zupełnie 
bez butów; posyłam ci cholewy, które postaraj się, 
aby koniecznie do niedzieli były przyszyte. Jeżeli bę- 
dziemy mieli pojechać do Kowna, lepiej byłoby, abym 
ja do Wilna przyjechał i potem prosto do Kowna; 
powrót zaś, aby zwrócony był na Troki. Pobudka do 
tego jest wysłanie plenipotencyi z Wilna, gdY:ł stąd 
naprzód, że tmdniej jest, 2-do, że jeszcze do niedzieli 
przewlec przesłanie muo;;zę, spodziewając się co po- 
czty nowego listu od Krasińskiego, który może ple- 
nipotencyą wyjaśni za niepotrzebną. Dłużej pisać nie 
mogę, bo okazyą ledwo m za czub złowił. Cokolwiek 
o wyjeździe do Kowna w sobotę postanowi się, na- 
pisz koniecznie, gdyż w razie pozostania na miejscu 
możebym w ni
dzielę jeszcze do Wilna przybył. 
Józef. 


.......
>>>
38 4 


DXCVll. Ad. Mickiewicz do Czeczota. 


[18/30 grudnia 1822, Kowno]. 


W poniedziałek. 


Janie! 
Oziś poczta z Wilna; już jest godzina jedynasta, 
listu żadnego nie mam. Może karzecie mnie za nie- 
pisanIe. Ale dawno mam wymówkę: Co pisać? Przy- 
jeżdżam do wa
 na święta, bo potrzebuję przejazdki, 
a wy znudzilibyście [się] w Kownie; zimą i w mrozy, 
musielibyśmy w murach posiedzieć. Powieść s wiozę. 
Dziadów dłuższych 4 jeszczem nie poprawił; ale też 
nje wiele będzie poprawy, ledwo w kilku miejscach. 
Nie mogłem wszystkiego POk0t1CZYĆ dla złego humoru 
i choroby. Zęby mi wypsuły się; trzy znowu, nie 
wiem, co z nimi począć; broń Boże, rozbolą się i zo- 
stanę w Kownie! Jeślibyście mnie do niedzielnego 
wieczora 6 nie mieli u siebie, przyjedźcie koniecznie 
do mnie. Na głowę też mocno cierpiałem. Blizko 
dwóch tygodnie(s) przeszło bez jedzenia i Snu. Teraż 
zdrowszy. Ucieszyłem się mOCno z uptacowania Onu- 
fra na ławach Masy. List Tomasza do Berlina 6 na- 
tychmiast byłem posłał z moim rfłzem; dziwię się, że 
dotąd niema odpowiedzi. 
O Lachnickim co? 


I Odpis na Nr. DXC. I B. d. »D z i ś poczta z Wilna« a da- 
lej wzmianka o »niedzielnym wieczone« przed świętami Bożego Naro- 
dzenia t. j. 24 grudnia; poniedziałek więc, wypisany jako data na czele 
listu jest d. 18 grudnia 1822. · Grażynę. . T. j. drugiej części. 
· T. j. do d. 24 grudnia do Malewskiego. 


- 


A...
>>>
3S5 


OXCVII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 
l19/31 grudnia 1822]. 


19 grudnia 1822, Stare Troki. 
Obiecałeś był, mój Adamie, że przynajmniej raz na 
miesiąc będziesz do mnie pisywał; przecież nie do- 
trzymałeś słowa. Przed kilku tygodniami prosił mię 
listownie Tomasz, abym mu udzielił jakich o tobie 
wiadomości, rozumiejąc, że byłem w nie zamożniej- 
szy, aby następnie on sam mógł coś przyjemnego 
o tobie donieść upominającej się o to Maryi. Lecz nie 
mogłem jemu i jej zrobić tej przysługi. Kiedym był 
ostatni raz w Wilnie, na nowo badał się Tomasz o to- 
bie, ale nic znowu nie wsk6rał. W ostatnim liście 
poczyniłem ci był niektóre pytanie (.s), na coś mi nie 
odpowiedział. Ale już też nadchodżi pora, w kt6rą mo- 
że się będziemy widzieli. Jeżeli nie przyjedziesz do 
Wilna, a dasz o tem wiadomość, możebyśmy ciebie 
odwiedzili. Tymczasem chcę ukończyć z historyą sta- 
rożytną Heerena. Domyślam się i inni domyślają się, 
że ty tego Heerena zabrałeś z sobą. Jest to zaś własność 
niemiłego nam obu człowieka 1. Jeżeli masz tę książ- 
kę rzeczywiście, odwieź ją niezawodnie, lub odeszlij 
za pierwszą okazyą. Słyszałem albowiem, że włalki- 
ciel natarczywie upomina się o nie; trzeba więc mu 
cisnąć co prędzej. 
Onufry znowu usiadł na ławie masistej; został ar- 
chiwistą w archiwum radziwiłłowskiem. Pensya rubli 
400 j obowiązek lekki, lecz który już podobno roz- 
strzygnął o powołaniu Onufra, nempe, że porzuci na 
zawsze szkołę i będzie między ludźmi boki wycierał. 
Bądź zdrów, jak najzdrowszy ! Józef. 


I K. Piaseckiego; por. str. 352. Kozakiewicz (Krótki rys wypadków 
od r. 1822, miesiąca kwietnia do 1823, miesiąca septembra) wspomina 
o klótni (w CLerwcu 1822) »pomiędzy Adamem i Kazimierzem, omal 
nie śmiercią obydwóch zakończonej«. 
Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 25 


JIo...
>>>
386 


I 


DXCVIlI. M. Piasecki do K. Piaseckiego. 


[21 grudnia 1822 (2 stycznia 1823)]. 
D. 2 stycznia nr. 49 Dorotheen-Strasse, Berlin. 
Maryan Kazimierzowi zdrowia i pomyślności. 
Zwyczaj winszowania Świąt, Nowego Roku i Trzech 
Króli i t. d. nie wywietl'zał mi z głowy, a tem bar- 
dziej, gdy jeszcze jest interesik przy tem; powinieneś 
bowiem wiedzieć, że równie ci, co się praktyką tru- 
dnią, jak i teorycy(.s}, mają zawsze coś adwokackiego, 
to jest. na swoje obracają koła. Największy skrupuł 
pisania do ciebie był koszt za list. Pierwej zawsze 
żałowałem cię i dlatego poczciwemu Aleksandrowi 
narzucałem, żeby za moje bazgraniny płacił. Dowie- 
dziawszy się od Pietraszkiewicza o comiesięcznych 
wydatkach na p...., pomyśliłem, że lepiej, niech za 
list zapłaci: równa strata pieniędzy, a oszczędzenit" 
zdrowia i czasu. 
Po takim wstępie przyjm powinszowanie, a na- 
przód, żebyś miał zdrowie, żonę, rozum i pieniądze, 
to jest, to wszystko, czego ci nie dostaje podług wła- 
snego twego listu; potem złóż każdemu z poczciwych 
przyjaciół naj szczersze życzenia, ukłoń się im brwiami 
i upewnij o mojej prawdziwej przyjaźni, a potem od- 
nieś list Daniłowiczowi, proś, niech ci da odpowiedź, 
i chciej mi jak naj śpieszniej odesłać. Odpowiedź nie 
będzie kosztować już pieni
dzy, ale kilku minut czasu 
na odpisanie listu. W zapusty musi być mało proce- 
sów, a zatem wy, adwokaci, musicie się nudzić; ro- 
zerwiesz więc nudy na chwilę doniesieniem mi, jak ci 
się powodzi, co porabiasz, czy myślicie, piszecie, 
z kim żyjecie, co macie za projekta i zamiary. W mar- 
cu odeszlem nasze książki do Wilna, ja swoję pod 


.......
>>>
l 


387 


twoją opiekę oddać myśl
; znajdziesz »Themis«l 
i w te.i wiele rzeczy pięknych i ciekawych dla adwo- 
kata. Donieś mi o sprawie Zakaszewskiej, o papierach 
Oranoskich, a nie tyle o tern, jak o powodzeniu naszych 
poczciwych i kochanych Jeżów 2 , Mickie[wic2.ów]S, Cze- 
cz[otów]', Zana, Teodora. Przyjechał Kiśling z Wil- 
na: żebyście choć jeden listek dali! Ale my wam za- 
płacim: pl'zez jadącego wkrótce Abrahamsona dokto- 
ra, zarzucim was listami, które za grzechy czytać mu- 
sicie. Podobno czas się zbliża twego magistrowania; 
donieś, czy myślisz o tym zaszczycie w tym roku, 
czy tę godność na później odkładasz, lub potomkom 
do osiągnienia zostawisz. Jabym ci radził, żebyś po- 
śpieszył i wziął stopień; to przydać się w czasie mo- 
że i dasz dobry przykład naszym kolegom. Nie dono- 
szę ci nic o nowinach berlińskich, świecie naukowym. 
politycznym i teatralnym. Łatwa tego przyczyna: 
wiesz, że lubię mówić z tobą. nie chcę więc psuć so- 
bie pisaniem interesownych dyskursów na Hrebi- 
szkach 6, Majowem Polu 8 i t. d.; tam chodząc. będę 
ci opisywał, com widział, słyszał i co uczeni profe- 
s[orowie) w uszy mi bębnili, ty zaś uprzedź mnie 
i długim, jak ty, listem, donieś o Wilnie. o uniwer- 
sytecie, o sobie. Kochaj mnie, jak ja ciebie. a oba- 
czysz, że świat powie, że jeszcze prawdziwa przyjaźń 
zupełnie nie zginęła w tym żelaznym wieku. Koza- 
kie[ wiczowi] i Tomaszowi tysiące ukłonów, wkrótce 
do nich napiszę ja i Franciszek. Twój 


Maryan. 


. T h e m i s, ou bibliotheque du jurisconsulte, Bonn 1819. 1820, 
1821. . Było wtedy wśród młodziety wileńskiej dwóch Józefów Je- 
towskich, braci stryjecznych. 8 T. j. Adama, Aleksandra i Jerzego, 
. Jana i Piotra. . T. j. Rybis:r.kach. 6 Mote tak nazwa- 
nem przez młod:r.iet miejscu, gdzie '!iię odbywały majówki, 


2S. 


......
>>>
3X8 


(Dopi.
ek): Tustanowskiego i lubego Aleksandra 
ucałuj, wkrótce przez okazyą odbierą listy odemnie 
i Fryczyńskiego. 
List do Daniłowicza przeczytaj, zapieczętuj i zaraz 
odnieś. 
(Adres): 
Wielmożnemu Imci Panu Kazimierzowi Piasecłiemu, 
magistrowi obojga prawa, adwokatowi trybunału WI- 
leńskiego, WPanu i Dobrodziejowi 
aVilna. 


(Pieczęć pocztowa): Berlin 3 Jam. 


DXCIX. Kozakiewicz do T. Zana. 


[23 grudnia 1822 (4 stycznia 1823), Wilno]. 


* Kucya, w sobot
, Wilno 1822. 


Stanisław Tomaszowi zdrowia i pomyślności. 
Żądałeś, abym tobie udzielał pomyślne wiadomo- 
ści, nie tając prawdy, choćby ona przykrą była. Przy- 
znam się, że trudne żądanie; lecz ażebym dowiódł, 
że i nie braknie mi tej cnoty i prawda nie zawsze jest 
nieprzyjemną, 7acznę to pismo od niej. Pó.idę do Ma- 
lewskich, pójdę dalej, na Ostry Koniec: wszędy sły- 
szę jednostajne zapytania: "Czego p. Tomasz wyje- 
chał? Lepiejby było, żeby w Wilnie pozostał... Przy- 
znam się, że gdy słyszę podobne słowa z ust pięknych 
wychodzące, pięknie wymówione, lubo nie jestem za- 
zdrosny, zastanowię się trochę, dlaczego wyjazd p. 
Tomasza tak mocno obchodzi. Odpowiadam: szczę- 
śliwy! Przychodzę do sali; obol{ siedzi figura nizka, 
pochyło tI'zyma.iąca się, we fraku naprzód wychodzą- 
cym, któremu równie usta odpowiadają, nosa długie- 


- 


........
>>>
389 


go, "ęce w pantalionach - spodniach t"z:rmająca, gębą 
niekiedy zdaje się ruszać i wymawiać 


»Honor m6j nad Ks)'menę, Ksymenę nad tycie«! I 


z d..u
iej st..ony ..ównie nie powabna, lecz z czołem 
wysokiem, coś szlachetnego. A więc zamyślam się 
i pytam siebie: ..Czego p. Tomasz wyjechał,,? Czy to 
słuszne zapytanie - nie wiem; lecz prawdziwe. 
Cóż dalej napiszę? Widziałem się z Ignacym 2 ; 
powiadał mi (mówiąc o tobie) ..Ta baba s lubi miło- 
śne ..zeczy ; zapewne więc o tern będziesz do niej pi- 
sać,,? Chciałbym coś lepszego, ale p..óżne mozoły.... 
nic nie p..zychodzi.... piszmy więc o miłości. 
W y j ą t e k z d z i e n n i każ y c i a In e go. 
Trzy razy zaczynałem się kochać. Pie..wsze odda- 
lenie się, drugie poznanie ..zeczywistej wa..tości 10- 
biety, ostatnie ob..ażona miłość własna przerwały 
i w niwecz obróciły. O dwóch tamtych mało do mó- 
wienia: były to początki nieznane, krótkie i nie- 
trwałe, a więc milczmy; o trzeciem, jako dającem 
mnie poznać, co to jest miłość pl'awdziwa, cokolwiek 
obszernie.i wzmienię. Do roku 1822 maja któregoś 
miałem siebie za stoika w miłości, wyobrażałem, że 
jej nie mogę być podległym; lecz w tym miesiącu 
przekonałem się, że jestem człowiekiem, przekonałem 
się o mojej słabości. Odwiedzałem moję siostrę chorą. 
Jednego dnia, siedząc przy łóżku, słyszę szeles 
w drugim pokoju. . . . zaglądam. . . . postrzegam trzy 
damy, wchodzące, znajome mi tylko z widzenia. 
Pien\'sza, lubo w wieku, dosyć żywa, czerstwa, do- 
no.;nie mówiąca. w twarzy mająca rysy zeszłej pięk- 
ności; za nią dwie młode panny, świeże, jak poranek 


I Z "C)'da. Corneille'a (przekl. L. Osi{jskiego). 
I Por. t. I, 43; II. 6j, 6. 


. Domejką. 


......
>>>
390 


wiosenny, piękne, jak czysty wsch6d słońca letni... 
Jedna z nich urody średniej, figury szykownej, cho- 
du poważnego, postawy układnej, włos6w blond, kt6- 
rych pukle cztery w obrączki zwinięte, spadając koło 
uszu, kształtną owalność czoła tworzyły; twarz okrą- 
gła, żywymi kolorami oznaczona, niewinna, gładka, 
nie piękna, lecz uderzająca, oczu błękitnych, w pe- 
wnym wyrazie m6wiących, gOl"S i piel'si porywające- 
wszystko nosiło piętno młodości, powabu, nieskażo- 
nego życia. Oto masz osobę, kt6ra stać się miała ce- 
lem mego przywiązania uniesionego. Nie wymieniam 
nazwiska, bo to nie kładzie się pod pOI'h.et trafnie 
zdjęty. Rozmowa obojętna, zwyczajna przy pierwszej 
znajomości, nie dała poznać jej I'Ozsądku, o kt61'ym 
bardzo wiele słyszałem, a później zupełnego Pl'zeko- 
nania nabyłem, jednakże przy osobie wielkie wraże- 
nie na mnie uczyniła. Życzyłem być w ich domu, 
lecz to nie prędzej dla rozmaitych przyczyn nastąpiło, 
aż po powrocie z wakacyj. I w6wczas, co czas pier- 
wotne początki miłości zniszczył, to zbliżenie się z całą 
mocą je wznowiło. Nie znałem ich, czyli raczej nie 
życzyłem poznać i przykrą dla siebie odkryć tajemni- 
cę. Miałem jednak przyjemność z jej obecności, roz- 
mowy, a szczeg61nie ze śpiewu, kt6ry w pewny ro- 
dzaj zadumania wprowadzając, do świata urojonego 
przenosił i napełniał słodkiemi uczuciami moje serce. 
Bardżo często z sobą widywaliśmy się, a śpiew zwy- 
czajnie kończył i rozrywał zabawy, po kt6rym odpro- 
wadzaliśmy damy do ich pomieszkania. Raz znala- 
złem się obok ulubionej osoby, wziąłem pod rękę 
z drugim... prowadzimy cicho... kilka czasem sł6wek... 
wreszcie ciągła rozmowa. Delikatna wym6wka memu 
koledze (kt6ry był już przeznaczony na rywala) za nie- 
grzecznosc, wyrządzoną na maskał'adzie, i nadzieja 
zagabnienia mnie na tej zabawie, zupełnie jemu od- 


........
>>>
391 


mowlOna, podniosła do wysokiego stopnia uczucia. 
Odtąd po podobnych widzeniach bywałem zamyślony, 
smutny, rozrywany rozmaitemi myślami, niezdatny 
do pracy, co tern bardziej wzrastało, im większą 
liczbę widziałem jej wielbicieli. Pochlebiałem jednak 
sobie, że skoro postrzegę znaki miłości, natychmiast 
je przezwyciężę. Takie nastało zaślepienie, a to już 
było miłością. Przyjaciele poznali stan mego serca, 
którego ja przypuszczać nie chciałem, lecz nie tylko 
przyjaciele nawet panna 1.... z jednej maskarady ten 
zapowiedziała. Jaka lotność! Kiedy wszystkie pozory 
z mojej strony usuwałem, a przynajmniej starałem się 
usunąć, nieprzyjęcie karmelków na publicznej zaba- 
wie, od dwóch młodych osób ofiarowanych, ileż mnie 
nie cieszyło! Lecz ileż nie nabawiła niespokojności 
wiadomość, że te skrycie przyjęte były od bruneta, 
którego się najwięcej lękałem! Była to chwila trudna 
do przebycia. Powinienem był przekonać !lię, lecz to 
dalszemu czasowi zostawiono. Wiadomość, że jestem 
jakkolwiek uważany od osoby, do której skrycie 
wzdychałem, głębiej mię uniosła. Wszystkie chwile 
niewidzenia jej nabawiały niespokojnością i przykrym 
dla siebie i innych stanem, który ile możności ukryć 
starałem się. W takim przebyłem do momentu imie- 
nin mojej siostry. 
Lecz godzina 12, północ.. coś w okno uderzyło... 
dreszcz przeszedł... zła wróżba, spać iść trzeba, a więc 
dokończenie o miłości przyszłą pocztą otrzymasz, hy- 
leś i w całości i w części to przyjacielskie powierze- 
nie się między tajemnice Eleuzyskie (.5) umieścił. 
Powróciliśmy z wanny. Onufr krzyczał, że nic nie 
warte, unosił się z pochwałami warszawskich. Ja sia- 
dłem pisać w zamiarze samą prawdę, a jeżeli się to 
nie uda, weźmiesz za skutek... czego chcesz. Wieczór 
muzykalny był bardzo liczny. Wanda i Zosia po- 


.......
>>>
-- 


39 2 


wszechne uwielbienie zjednały od połowy zebranej 
publiczności, bo druga bodaj czy nie zazdrościła. 
Tamta więcej była zajęta tymi przedmiotami, aniżeli 
śpiewem p. Frankowejl. Szmer miłych pochwał ze słod- 
kiem pochlebstwem ileż nie podwyższa miłości własnej 
kobiet, iluż nie jest przyczyną upadków, słabości! 
Bo to jest pierwszy krok do odniesienia tryumfu 
przez mężczyzn wcześnie układanego. Balbiani do za- 
dziwienia śpiewała. Pomamacki przyjemnie egzekwo- 
wał t.-io na skrzypcach. Szydłowski najgorzej dekla- 
mował swoję odę »Dobroczynność«. Żałuję, że nie by- 
łem na koncercie; pl"zypatrzyłbym się dwom piękno- 
ściom. Lecz nie posądzaj mnie... Hołdu już nieść nie 
mogę, serce zimne, lubo usta wymowniejsze. 
P. Teodor 2 był jak zwyczajnie na Ostrym Końcu s, 
łajał. zrzędził, ale w żarcie; za co... czytaj. 
Panna I[zabella] wymawiała Teodorowi, że Lawa- 
tem { nie dostał", chwaląc moj,! w tym względzie gor- 
liwość; nastąpiło przyrzeczenie popl"awy. 
T. Czytałaś Pani »Emilia matką" 6 panny TaJIskiej, 
autorki »Pamiątki po dobrej matcc,,? 
J. Nie znam ani dzieła, ani autora. 
T. A te gdybyś Pani czytała, nic pozwoliłabyś p. 
Ol... z wyciągl1iętemi nogami i niejako przypiel'ają- 
cemi siedzieć przy sobie? 
P. Ol. cofnął nogi, panna I. rumieńcem się okl'yła. 
Pan T. Cha, cha! Gdybyś Pani czytała »Pamiątkę", 
nie pozwoliłabyś, aby ręk! p. Ol. dotykał się do jej 
łokcia. 
Pllmza J. Przeszły czasy nauczycielskie. 


I profeso..owej. I Łoziński, . u Łuczków. 
. Jan Kasper L a vat e r - tWÓJ"ca fizyognomiki; tu zapewne mo- 
wa o tłómaczen;u f..ancuskicm: Essais sur physiognomie.. La Haye 
1ISo3. · Klem. z Tańsldcll H o ff m a n o w a: Emilia matką i t. d. 
Warszawa 1823-1824, 3 części. 



 


Ao....
>>>
393 


P. T. Cha, cha! Gdybyś czytała, ubrałabyś się 
Pani w sukienkę z długimi rękawkami, a przynajmniej 
włożyłabyś rękawiczki... Ostrożniej postępowałabyś 
z kawalerami, bo mężczyzna zawsze mężczyzną. 
Panna I. zawstydzona, wstała z krzesła. poszła do 
pieca i prosiła o »Pamiątkę po dobrf'j matce«. P. 
T. - p. Ol. po bokach stanęli i pierwszy namagne- 
sowany wyszedł i myśl ił o... zgadnij, o czem ?... Pa- 
pier się kOllczy, a ja może ciebie jeszcze skwaszę, 
a może już i znudziłem. 
P. Szetkiewicz był u marszałka, który go miano- 
wał bedelem, a więc projekta na niczem się skOllczą. 
A my wszyscy powiadamy: »Czego p. Tomasz wyje- 
chał? Bal'dzo niepotrzebnif', mógłby«... Pisma peryo- 
oyczne wzięte zostały pod cenzurę gubernatora Korsa- 
kowa. Księżna Zubowowa ofiarowała 100 dukatów na 
dobroczynno
ć z obowiązkiem opłaty równej ilości 
w każdym roku; ludzie mówią, że deldamacya przez 
Szydłowskiego skutek ten sprawiła, bo księżna są- 
dziła, że to do niej deklamowano. A tak w najlepszej 
sprawie człowiek wynajdzie coś złego. Ale dosyć już, 
mam pisać dalej. jeść kuc
'ą i t. d. Bądź'zdl"ów, we- 
sół i nie kochaj się w królowej Bartnik 2, a dzienniki 
obiecane spisuj. Ignacy zdrów. Kurowski s deklamuje. 
Półjanowski gra na skrzypcach, Zambrz)'cki chodzi 
po pokoju. Ot. i zatrudnienia. P. Adam chory na zę- 
by, nie przyjedzie, lecz Onufr, Janko i .leżo do je- 
go (s) jadą. 


Kucya w sobotę. 
Wilno 1822'. 


1 1\1oże Józef S z e t k i e w i c z, Filaret, członel grona Liliowego 
(prawnego). . Królowa Bartnik - Lofia Śłiźniówna. a Adam 
Kuro ws k i, Filaret, członek grona Amarantowego (fizycznego). 
· Rok dopisan
' ołówkiem. 


A...
>>>
-- 


394 


OC. MaJewski do T. Zana. 


[24 grudnia 1822 (5 stycznia 1823)]. 
· 5 stycznia lłi23, Berlin. 


Tomaszowi Franciszek 
wakacyjnego humoru. 
Choć ,'az muszę ci U,"oczyście podziękować za 
twoje listy dawniej odeb,"ane, a zwłaszcza za ostatni, 
w którym wyrazy tak stoją, jak stara gwardya Napo- 
leona w paJ'adzie. Przyznam się, że taki list napisać 
wolałbym, niż sławny in 4-0 komentarz nad jakiem 
miejscem Pandektów. Pierwsza stronica smutna, dru- 
ga najprzyjemniejsza, dwie ostatnie i smutne i we- 
sołe. Nawet w tern zakończeniu »zdaje się, że cię ko- 
cham«, pomyślawszy ze dwie godzin, znalazłem owoc 
matematycznej kombinacyi, wyrażenie, ściśle rozró- 
żniające pOZÓł' od prawdy. Jeśli na taką wdzięczność 
list twój zasłużył, do jakiejże nie masz prawa za twoje 
około sióstr moich starania? O, jakże chciałbym te- 
,oaz powl'ócić, stanąć ci przed oczami i pł'zekonać cię, 
że ani dziękować w samych f o rm ułac h m a te m a t y- 
c z n y c h nie umiem, ani ty podziękował] odbierać. Jest 
to jeszcze mały ostatek przeszłości, że ci więcej pi- 
sać o tern nie potrzebuję. Czas teraźniejszy w waszej 
gramatyce bardzo, jak widzę, jest niefm'emny. Płacz 
Jana aż tu mir pl'zeraża; powinienby się tem pocie- 
szać, że w podobnem jego położeniu znajdują się 
dwory monarchów europejskich. Rotszyld mógłby tak 
wSh"zymać wystąpienie wojska, jak on Ballad i Ho- 
racego. Radbym miał od niego kilka liter własnorę- 
cznych. Onufr niech lepiej jedzie do Kijowa, niż ma 
czas zabijać. Na niego i na Kazimierza gniewam się 
szczerze; z dopisków do listu Maryana poznałem cały 


.....
>>>
39 5 


tryb ich życia. Szerzą Z3l"azę, przeciwko której wal- 
czyłeś, i prawdę mówiąc, niedobrze walczyć zaprze- 
stałeś. Pfuj! pl'zechwalać się chOl"obami, których się 
wstydzić potrzeba, to przechodzi miarę rycerskiej bez- 
czelności. Cóż się to dziać musi na tem poddaszu, ja- 
kie wieczory, jakie rozmowy! Powiedz im to wszyst- 
ko bez ogródki, a Kazimierzowi jeszcze przytem. że 
Moryc mi uskarżał [się] na przegraną sprawę z jego nie- 
dbalstwa. Wolałbym wziąść w pysk, niż taką słyszeć 
wymówkę. Egzaminu twego na magistra nie pojąłem; 
tak, jakeś napisał, nie wiem, czy się da pogodzić 
z czytaną w Gazetach. wiadomością, że zupełnie za- 
broniono wbić mistrzów kandydatów bez filozofii, że 
tym nawet, którzy już się magistrowali, kazano zrzec 
się otrzymanych stopni. O twoim raporcie wizyt),1, 
co pomyślą w Puławach, może się wkrótce dowiem. 
Ale tych 100 arkuszy, chyba z aneksami; inaczej 
rzecz niepojęta, i tak nawet za wiele. W muzyce t, 
daj Boże abyś nie ustał; wieniec gółek s i ogonatek' 
czeka na cię. Byłoby dobrze, abyś pytania, które ci 
w l'ozmyślaniu nad tym przedmiotem przechodzą, spi- 
sywał i potem mnie przysłał. Dowiedziałbym się z te- 
go, jak daleko postąpiłeś i mógłbym tu objaśnień za- 
sięgnąć. W Lipskiej przecudownej Biirgel-schule pozna- 
łem proflesora] Lindnera, razem jest prof. w uniwersy- 
tecie. Rzadki człowiek; w owej epoce pedagogicznego roz- 
mchu (już dawno przeminionej) był przy Oliwierze ó 
w Dessau. tel'az uczy w tej szkole religii i muzyki. 
Na lekcyi pierwszej byłem, dzieci tak objaśniały Ewan- 
gelią, że chciałbym siąść między niemi i razem słu- 
chać. Muzyki nie było przez dwa dni mego pobytu; 


l Por. str. 208, 2. · lit u z y k a - organizacya kółek i !(WD 
FiladelfisióW. 8 G ó łka cała nuta. ł O g o n a t k a - nuta 
mająca w sobie dwie fuzy ćwierciowe. " Lud. Henr. Fe..d. O I i- 
vi e r (um. 18
11), prof. Filantropinum w Dessau. 


.......
>>>
396 


została na potem. Pokazywał mi tablice z nutami do 
wywieszania; nie mogłem dostać w Berlinie i dla- 
tego tel'az nie posyłam. Jak wyjdą Ol"gany I, proszę 
o egzemplat.z; będąc w Puławach, porobiłem wypisy 
z dawnych polskich książek muzycznych, nie mogę 
teraz ich znaleźć. Melodye Gomółki do Psałtel'za Jana 
Kochanowskiego wartoby koniecznie przejrzeć, pewno 
wiele się znajdzie przydatnych. Nie pamiętam, czy ta 
książka 4-0 jest w SzczOI-sach; w Puławach jest nie- 
zawodnie. 
Powiedz Kowalewskiemu, że mi się zdana .ieść 
obiady z Woltem 2, który należy do piel'wszych ga- 
stronomów bel"liIJskich. Z jego łaski jadłem bomby 
Sardanapala, lecz z okazyi starożytnego nazwiska chcia- 
łem go wciągnąć w rozmowę o starożytności. Pró- 
żno; woli jeść, nii gadać. Daje encyldopedyą filologi- 
CZI1), ale jak wpadnie na wyraz jakiś, w któl-ego uży- 
ciu pospolicie teraz się mylą, pl-awi kwadrans, pół go- 
dziny żarty, koncepta, choć często bal'dzo uczące. 
Wiadomości o stanie Adama duszy? Kasyel-owi Ro- 
dziewiczowi list oddaj. 
1\'I0I-).tz ci odda, czyli ty odbiel-zesz od niego; dla 
Adama Lalla Rookh s, Byrona Sardanapal, Marino Fa- 
lieri, Southeya poezyi dwa tomy, Rukopis Kralodwor- 
ski 4, Pisnc Slowanske 6, Moora dwa tomy i Schiitza 
"Gothe und Pustkuchen" 8, dla siebie Roderick poema 


I Ponieważ powytc.i m u z y k a oznaczała lajnc działanic, wic;c 
i o r g 3 n y mill10 przeci\\'lJc pozory u
)'te tu nie \\' właściwem znacze- 
niu, lecz dla określcnia nowcj ustawy organizacyJncj, która, jak skąd- 
inąd wiemy (Kozakicwicz: Zdanie sprawy z czynności BI"I(itn)ch Fi- 
larctów 1822-23, »miala slamlć z Pocz,!lkicm stycznia« (1I!23). 
· Frydcryl( Augu..t Wo I f słynny lilolol{. . Tomasza 111oorc. 
· Ręlwl)is tz. królod worski, przez siclic rzckomo odnalezion}'," w}'- 
dał Wacław Hanka w r. 11119. . Franciszek Ladysław Cela- 
kowskij: Slovanskć narodni pisne t. I Praga 1822 (t. II. pIzypisano 
Brodzińskiemu, wyszedł w r. 1825, t. III. w r. 1827: oryginały z tłó- 
mac7eniem Czelakowskiego). 6 Halle, 1822. 


Ao...
>>>
397 


Southeya l, oal'owane ci przez j\'laryana, ale poszlij je 
Adamowi Z31-az, bo on potrzebował. Jak idzie niem- 
czyzna? Będę pisał listy po niemiecku. Pieśni czeskie 
przypadną. spodziewam się, do smaku. Kochaj mię 
i pisz. 
O Tow[arzystwie ]Typogl"laficznem] cokolwiek, oCho- 
dźce deHo. 
5 Styczno l1]823, Berlin 
Untel- d. Linden nO 46, od er bei dem Buchhilndler 
Diimmler. 
O książkach nic nie mów w domu. 


DCL Kozakiewicz do T. Zana. 


L30 grudnia, 1822 (II stycznia 1823), Wilno]. 
* Sobota 30 2 Decembra [1822, Wilno]. 
Stanisław Tomaszowi zdl-owia. 
Mogę cię nudzić mojemi pismami, mogę na niewiarę 
£asługiwać wystawieniem. że człowiek kochający się 
jest najnieszczęśliws
ym, bo w tym względzie różnimy 
się w przekonaniu naszem. Ja z praktyki, ty z teoryi 
go nabyłeś. Można je utworzyć n:ajsłodsze. można 
przypuszczać urojenia pełne przyjemności; ale to świat 
imaginacyi: w I'ealnem w codziennem doświadczeniu, 
jeżeli się znajdą miłe chwile, to je tysiącami goryczy 
pierwej albo później opłacić wypadnie. Wprawdzie 
bez p.-zykrości szczęście nie tyle jest piękne, pożąda- 
ne i słodkie; lecz kiedy do niego idzie się dmgą cią- 


I Robert S o u t h e y (ur. 1774, um. 1843) - poeta angielski: Ro 
deric dcrnier roi de Goths. Paris 1821. · ,2!j' W A. Pomyłka: 29 gru. 
dnia przypada w r. 1822 na p i ą t e k; te .jednak łatwiej pomylić liczbę- 
aniteli nazwę dnia, przyjmujemy za pewnik, te list był pisany w so- 
boi.., tj. 30 grudnia. 


Ao...
>>>
39
 


głych utrapiell, kiedy człowiek zapomina, że jest czlo- 
:e iekiem, kiedy staje się ciężarem i dla siebie i dla 
innych, p."zyznam się szczerze, że nie pragnę takiego 
.szczęścia, a takie jest wszystkich zakochanych. Lecz 
nie skończyłem o sobie. 
Nadszedł dzień imienin mojej siostry; długim on był 
dla mnie - dlaczego? - łatwo zgadnąć. Miałem nadzieję 
znaleźć to, czego żądałem. Nie zawiodłem się na niej. We- 
szliśmy z tobą; pierwszym przedmiotem, jaki uj. załem 
była... Ileż stąd uczućl Rozmowa obojętnie i przerywanie 
toczyła się. Siedliście do kasztelana; ja stalem, bo miejsce 
już zajęte było. Gotowalnia zastąpiła grę pierwszą. 
Mało mówiłem, bo lękałem się być odkrytym. Po niej 
zaczęto mikanego I . Ja z jednej strony p. Z., z drugiej 
pan D... Mikany miał być mojem uszczęśliwieniem. 
Nie wystawiam sobie, jakie rodziły się, wzrastały 
i przemijały uczucia w mem sercu. Naczytałeś się do- 
syć romansów; możesz wyobrazić, jakie z podobnego 
położenia nastać mogły, jeżeli w części są one prze- 
sadzone, w części prawdziwe. Więcej z natchnienia, 
zwyczajnego rozkochanym, niż z ułożonego planu, ści- 
snąłem rękę... Lekka wzajemność, a ta ponawiana, 
rozwiązała tryumf dla mnie, dla serca niezwyczajną 
rozkosz:, dla rozumu obłąkanie, dla siebie niespokoj- 
ność, dla drugich cięża.' z mojego stanu, o którym 
zaraz się dowiesz. 
Śpiewy po wieczerzy, kilka na moję prośbę zanu- 
conych, spoj.'zenia miłe, uśmiech słodki, do reszty do- 
pełniło. Poczęto rozjeżdżać się. Odprowadżiliśmy, jak 
zwyczajnie, do pomieszkania. Stąd smutno, nieprzy- 
jemnie ; pamięć jednak, że odebrałem dowody przy- 
chylności, wszystko niszczyła. Powróciłem do domu 


1 Gra, rodzaj ślepej babki zabawa. w której osoba z zawiązancmi 
oczyma ma poznać inną, wymawiającą zmienionym głosem mi.
>>>
399 


z prawdziwą czułością, wewnętrznem ukontentowaniem 
i najwyższem przywiązaniem. Widziałem się później 
dwukrotnie i oba I'azy przekonanie moje zupełnie się 
ugmntowało. Odtąd nieprzytomność jej, chęć widzenia 
się, uwaga, aby się nie stać natrętnym z częstych 
odwiedzin. niemożność przezwyciężenia siebie z jej 
nieobecności, wprowadziła mnie w stan tak dotkliwy, 
przykry, że nieustannie zajęty jej widokiem, spokoj- 
ność postradałem, chęć pracy odbiegła, nudy ogarnęły, 
towarzystwo kolegów natrętnepl się stało. Jeżeli ze- 
wnętrznie nie okazywałem i krylem usposobienie we- 
wnętrzne, nie miałem mocy, abym się z niego wydo- 
był. Obchód twoich imienin, koniec jambów TeodOl"a, 
w któl'ych wymówkę najniewinniejszą, w zapowie- 
łziach zaw3l'tą, do siebie wziąłem, tak mię dl'ęczyło, 
tyle kwasów rozlało w mem sel'CU, że ani rozmawiać, 
ani czytać, ani usnąć nie mogłem. Po kilku Jniach 
podobnego stanu, który zdawał się zapowiadać jakąś 
dla mnie ostatecznosć, po kilku dniach nieoglądania 
pożądanego pl"zedmiotu poszedłem w wieczór do sio- 
stry. Znalazłem. Siedziały koło stolika nad kasztela- 
nem; z jednej p. D..., z drugiej Malewski] rejent, we 
środku domyślasz się; ja za pierwszym na kanapie 
usiadłem. Wszystkie mchy, spojrzenia, uśmiech, roz- 
mowy szczególnie zajmowały, bo w każdej czynności 
swojej kochanki kochający znajduje pl'zyjemność. Zda- 
wało się mnie jednak oświadczenie nadzwyczajnej 
grzeczności dla pana D... Nie wierzyłem sobie samemu. 
Mocniej jednak zwróciłem baczność... Nie omyliłem 
się. Było to coś więcej, jak grzeczność. Stałem się więc 
roztrzepanym, nieuważnie grałem; bl'ano to za chęć 


1 Antoni M alews ki, rejent Masy Radziwiłłowskiej, właściciel ma- 
iątku Merecz o 4 mile od Wilna. (Kor. 1\1ick. IV, 74). 


---
>>>
400 


skręcenia. Cieszyłem [się] z niewiadomości przyczyny, 
którą przed sobą nawet chciałbym ukryć. Jednakże 
ciągle przegrywałem, a uprzejmość, słodycz w roz- 
mowie z panem D... widocznie się przebijała. Nie wy- 
trzymałem.... wstałem [z] za stolika, zacząłem prze- 
chadzać się po pokoju, skarżąc się na niezdł-Owie, bo 
bardzo częste szły zapytania o powód rzucenia gry. 
Nakoniec w rozmaicie przechodzących uczuciach zna- 
lazłem się za krzesłem... patrzę... dziwię się. nie wie- 
rzę memu wzrokowi... .wlepiam oczy... przekonywam 
się, że obejście się pana D... z przedmiotem, do któ- 
rego wzdychałem, jakkolwiek i śmiałe i niegl'zecznc 
i tylko między osobami poufałemi zdarzyć się mogące, 
mile pl'zyjęte było. Postrzeżono, że śledzę postępki; 
poprawiono się więc. Odszedłem, siadłem naprzeciw, 
zamyślony, rozgniewany, ubolewający. Wstałem je- 
dnak, coś na ucho mówiłem; bardzo zimną, krótką 
i zbywającą odpowiedź uzyskałem. W rozmaitych po- 
ruszeniach zosta.jąc, rozmaite układajclc zamial'y i środ- 
ki, jeszcze chciałem rozmawiać; ale jednostajnie przy- 
jęty, widząc, że większą znajdują przyjemność z pa- 
nem D..., że w rozmowach z nim i wesołość i żywość 
w oczach w uśmiechu okazują, obrażonym się widząc, 
w jednej chwili pł-Zestałem się kochać. Odprowadzi- 
łem do domu, a sam z najwyższą spokojnością i ukon- 
tentowaniem spać poszedłem. We śnie widzę ją przed 
sobą płaczącą. Budzę się, na oczach znajduję łzy. 
Spać nie mogłem do dnia. Wszystkie pierwsze uczu- 
cia na nowo się ożywiły. Żebym po tej nocy ujrzał 
ją nazajutrz, znowubym rozum postradał. Ale przez 
półtora tygodnia unikałem zręczności widzenia. Na 
dobre to wyszło. Serce już spoleniało; prócz szacunku 
i grzeczności, zwyczajnej dla każdej damy, żadnych 
innych uczuć niema. Zupełna cisza na
tała. Swoboda, 
wesołość, nieinteresowność, spokojność wróciły. Pa- 



.......
>>>
401 


mięc .iednak przeszłości naprowadza na uwagę, jak 
musiałem być śmiesznym, dziwnym i żmudnym, zwła- 
szcza patrząc na osoby, które w stan mój ominiony 
weszły. A tak odegrałem rolą, do której piękność 
i młodość mnie zwabiły, a obrażona miłość własna 
rzucić nakazała. Jeżeli z jedne.i strony coś mogłem 
stracić, z drugiej nabyłem doświadczenia i nauki, jak 
trzeba być ostrożnym i nie ufać swojemu męstwu, 
które najczęściej ugnie się przed pięknością. Pozna- 
łem wreszcie, co to jest miłość, którą tak trafnie 
i prawdziwie Pi.'on l odmalował, a w której nie do- 
szedłem tak daleko. Spodziewam się przyjąć systemat 
szpilkowy, bo nie życzyłbym p.'óbować, czy człowiek 
raz tyłko w życiu kochać się może. P.'óba niebezpie- 
czna, rozum pożądany, czas kosztowny, miłość wrzód. 
Ostatni list już odemnie odbierasz. Bo też trzy pi- 
sma przesłać w przeciągu półtora tygodnia - trochę 
za wiele; trzeba być oszczędniejszym. Panna Iza- 
bella 2 zdrowa, piękna, tylko nigdy nie śpiewa. Panna 
Zofia s ładna, czasem kapryśna, śmieje się; kiedy mó- 
wię o maskaradzie, nie chce mnie wierzyć, że była 
bohaterką wieczora muzykalnego, oświadcza, że wiara 
stracona; ja po świadectwo do ciebie odwołałem się. 
Nie wiem, z jakim honorem wyjdę. Lecz już opieki 
twojej nie potrzebuję, ciebie się nie lękam. Panna 
Marya' zawsze jednostajnie łagodna, grzeczna, uprzej- 
ma,. czyta dalszy ciąg »Pamiątki po dobrej matce«, 
»Amelia matką". Gołuchowski potwierd"lony na pro- 
fesora. Bedelostwo warzy się, a jak si
 zgotuje, nie 
wiadomo; dziś to ma być rozstrzygnięte. Medyk nie 
przyjmie. Wyraz ostatni T. II, zamiast x podstawiony, 
wynajdowany, nie mógł być wynaleziony dla trudno- 


l Aleksy P i r o n - poeta francuski (ur. 1689, um. 1773). · Łu- 
czkówna. I MaJewska. · MaJewska. i T[omasz Zan?]. 


Archiwum Filom. Cz. I. T. IV. 


2i 



.....
>>>
402 


ści zadania. Frejend na miejsce Gedł-Oycia I ma sto- 
pień, kt6rego książę nie dostąpił. Tabella drukuje 
się. Adam i Jeżo siedzą. Powieść 2 napisana przez 
pierwszego, zajmie 2 części tomu drugiego jego dzieła, 
z Dziad6w tylko część się wydrukuje. Parodya ogro- 
mna 3 itd. O reszcie za powl'otem twoim. 
Będąc u Łuczkowej z Teodorem, bawiliśmy się 
dobrze, wesoło, przyjemnie; do mnie przymówki la- 
tały, ja broniłem się, śmiałem. Wtem wchodzi młoda 
panna z panią Thibe. Biała, jak mleko, z kolorami ży- 
wymi, okrągła, pulchna, wesoła, nosa zadartego; sia- 
dła za pantalion, śpiewa. Pan Teodor unosi się, przy- 
znaje pierwszeństwo śpiewającej przed Izabellą; ja 
gniewam się, wYPl'awiam za taki sąd na trzy kołki- 
materya do komplementów, od których od niechce- 
nia broni się Izabella. \Vtem »Czem ty mienia ogal'- 
czyła" 4, czy coś podobnego, wznoszą się pienia z ust 
panny, a tą panną panna Kuncewicz6wna z pensyi 
Kozłowskiej. P. Izabella śmieje się, ja gryzę usta i nie 
pokazuję tego. Pani Thibe powiada, żeby coś francu- 
skiego zaśpiewała, postrzegła bowiem niedorzeczność 
śmiechu. Izabella zarumieniła się. - )'A to już godzi- 
na 11" -- Kazimierz mówi. Sen: moja dawniejsza ko- 
chanka siedzi, brat litoi, mnie pocałowała, reszty nie 
pamiętam: otóż i sen, przez który czasem kocha się, 
a nawet i wszetecznie. Zatlmi[j] nos, zamkniU] usta, 
otw6rz uszy i cżytaj na stronie następnej. 
Życzenia 
Nowego Roku Panu Tomaszowi, 
czyste, jak ten papier, trwałe, jak byt twoich znajo- 


I Adolf G i e d r o y ć składał przysięgę przy wejściu do Filadelfistów 
Hłękitnych dopiero 15 IUlego 1823; stąd wniosek, te obecnie dostał 
się na ten właśnie "stopień" Frejend. · Gratyna. 8 Por. III, 164. 
· »Czemeś mię ty zasmuciła« - początek białol"llskiej piosnki. 


---
>>>
I 


403 


mych; szczere i prawdziwe, jak to, że do ciebie pi- 
szę; koncept nie naj wyśmienitszy, uczucia najlepsze. 
Sobota 29 t Decembra. 


OClI. Kozakiewicz do T. Zana. 


l31 grudnia 1822 (12 stycznia 1823), Wilno]". 
Tomaszowi Stanisław zdrowia. 


\V czora układałem obszerny list do ciebie; dziś pi- 
szę bardzo krótko, nie dla braku materyałów, lecz 
czasu. 
Odbierzesz zatem na Nowy Rok i powinszowanie 
i pismo szczegółowe. 
Ciesz się więc nadzieją, a dopiero s czytaj: W so- 
botę b:yliśmy na kucyi z Szerokim i Kazimierzem 
u Malewskich. Oni poszli na Ostry Koniec i wzięli 
chuch '. Ja do domu powróciłem, abym chorował; 
lecz garbnik, którego pod ostatkiem użyliśmy, wyra- 
tował mnie z przykrego stanu. W niedzielę byłem 
u Rektor6w; zadowolniony, o 7 już wyszedłem, abym 
trafił na imieniny Adama, którego obchodziliśmy 
w domu Kukiewicza, bo i p. Adam i Jeżo są w Wil- 
nie i dotychczas siedzą. Utrzymywano, namawiano, 
abym pozostał; ale stałość w dopełnieniu postanowie- 
nia wszystko przezwyciężyła. Wyszedłem. Nie wiem, 
czy przed kilku tygodniami na podobne namowy toż 
samobym uczynił. Jaka zmiana uczuć w sercu! Naj- 
weselej, najprzyjemniej zabawiłem się z przyjaciółmi. 
N a pierwszy dzień świąt będąc skwaszonym, na wszyst- 


l Pomyłka: ma byt 30; pOI". str. 397. 2. · "WczO!"a« - list 
poprzedni z 30 grudnia; ten zatem pisany 31 grudnia 1822 r. 
3 teraz. . C h u c h - wyraz wzięty z gry W warcaby; c h n c h- 
bierka wzięta pJ"Leciwnikowi za opuszczoną przez niego bierkę. 


21;" 


---
>>>
4 0 4 


kich kwasy rozlewałem, a pamięć, że drugim ucz)'ni- 
łem nieprzyjemność, mocniej mnie kwasiła. We wto- 
rek u Regentów l gdzie p. Zofia, piękna, hoża, wesoła, 
świeża, pociągać zdawała się każdego, kto ma serce 
tkliwe; byłem we;;oły, chociaż obok mnie znajdowali 
[się] smutni, z włosami czarnymi, rozpostartymi, wą- 
sikami tegoż koloru zwieszonymi, oczy niekiedy zwra- 
cając na przedmiot, od któl'ego pociski, do mnie rzu- 
cane (bo każdy uśmiech pięknej, młodej panny czyż 
dla młodego, żywego chłopca nie jest pociskiem?) 
od serca mojego, jak od tarczy, odbijały się bezsku- 
tecznie. Śmiałem się z zamyślonych, a tem bardziej, 
im częściej przypominałem, że i ja niedawno byłem 
pośmiewiskiem, ale przyjaciół. 
Imperator powraca do Petersburga, a potwierdze- 
nie prywatną drogą pł-Zyszło do Wilna. Borowski od 
starych, Szetkiewicz od nowych, a Gedroyć o d mło- 
dych, jest to trójkąt, a jak trójkąt, więc mający trzy 
boki i trzy kąty. Suma dwóch kątów przyległych 
równa się kątowi prostemu, kiedyś mnie uczono 
w 3-ciej klasie i bardzo pięknie dowodzono na tablicy. 
. Nie wiem, jak dopiero dowiodą. Bodaj, czy wyraz 
średni nie utrzyma się i czwal.ty wynaleziony nie x, 
ale naprzykład oznaczam, że T2... Ale to jest szeroki 
wywód, więc dajmy temu pokój. Potwierdzenie urzę- 
dową drogą chyba za kilka dni przyjdzie. Ale, ale... 
czterech szpikulców, zgadni[j], skąd będzie przysła- 
nych? Oto sęk! kiedy go zrąbie
z, rozłupasz, czy 
wl'eszcie rozbijesz, to twoja moc, czy też nal'zędzia 
twego. Bądź zdrów, wesół! - Wszyscy a wszyscy uni- 
żają się. P. Malewski i sam i sama powiadają, że tak- 
by cię mocno związali na imieniny przeszłe, żebyś I 
musiał pO'lostać w Wilnie. . 


, Malewskich. 


I Por. str. 399, 1.
>>>
4 05 


Ręką K. Piaseckiego: 
Polano, a polano myślące, słyszące Zosię, jak śpie- 
wa, jak śmieje się, jak wymawia mi, że oczy chowam, 
gdy się śmieję, gadające, w czekino grające, czasem 
ciepłe, gdy Zosia porwie za rękę, aby odkryć krę- 
cielstwo, w wyciąganiu z worka numer6w popełnio- 
ne - ale zawsze polano. Jak na zimę, ładuje się ryb 
wiele, wina wiele, herbaty jeszcze więcej; w brzuchu 
zrobiło dobrze. Oczy błękitne, oczy czarne, kasztelan 
i gawęda. Sadzanie do budy młodej pani Goreckiej 
i pani Wysogil-dowej sprawiło w sercu miło. Fergusson 1 
i tłómaczenie Bretona 2, sprawy i klienci, piasek i pa- 
piery sen dobry zrodziły. A mrozów co niemiara: ten 
za uszy, ten za nos, ów za nogi, a wszystko jeden: 
wszyscy razem i proszą i grożą, aby twego kapelusza 
nie wkładać, aja nie plakać, fi, nie plakaćsi tw6j 
kapelusz, co Gregor6wna za pół rubla zreparowała, na 
głowę nałożyć. Jak wkładam, tak widadam ; nie wiem 
jednak, czy go ponoszę, ale zapewno, nim ty przy- 
jedziesz, ponosim go, a co z tego wyniknie, nie wiem. 
Odtqd znów pismo Kozakiewicza: 
Pan mecenas jak myśli, m6wi, czyni, tak i pisze. 
wszetecznie. 
W czora patrząc na termometr, p. Zofia powiedziała: 
"Jak musi być zimno p. Zanowi teraz jechać"! Miłt" 
wspomnienie przyjemność przyniesie bez magneso- 
wania. 


. Adam F" r g u s s o n (Ul". 1713. um. 11126) - angielski histol"yk 
i filozof (ur. '723. um. 18.6). I Adam Fergusson: Histoire des 
progres et de la chute de la Republique romaine, trad. par. B. B r e t o n 
Pans 1803. 10 "01. · Cytat (niedosłowny) z ..Pierotków grycza- 
nycIw T. Zan". 


.......
>>>
406 


OClI I. M. Piasecki do K. Piaseckiego. 
[31 grudnia 1822 (12 stycznia 18z3)J. 
* D. 12 st[yczniółJ 1823 mIm, Berlin. 


Maryan Kaźmierzowi zdrowia i pomyślności, wesołych 
zapust, żony, rozumu, pieniędzy, stopnia magistra itd. 
itd. itd. 


Po napisaniu do ciebie i Daniłowicza listu otrzyma- 
łem z Puław [listJ, w którym mnie Dobmwolski donosi, 
że książę pisał do uniwersytetu, aby mnie nadal zo- 
stawiono za granicą, i żąda, abym się do ekonomii 
politycznej sposobił. Widzisz więc, że cała osnowa 
jest przeciwna żądaniu poprzedniego listu. Nie śmiem 
nadużywać dobroci Daniłowicza i nowem go trudnić 
pismem, ale przekonany o two,jej dobrej przyjaźni, 
proszę cię, udaj 
ię do niego, pmś go, niech się do- 
wie, co książę pisał wzg-Iędem mnie, i wyjedna pręd- 
kie uniwersytetu zgodzenie się; lecz szczególniej pmś 
go. niech pogada ze Znoską, Lelewelem i Capellim, 
_ abym mógł już urzędownie do ekonomii politycznej 
być przeznaczonym. bo wiesz, że nic gorszego, jak ta 
niepewność, jak czepianie się mzmaitych pl'zedmio- 
tów. Bądź łaskaw, zajmij się tem gorliwie i śpiesznie, 
bo od tego cały dalszy mój los zawisł. Jeżeli prawda, 
co Dobrowolski donosi, powróciłbym dobrze usposo- 
biony i nie zawi6dłbym waszej dobrej o mnie opinii. 
Donieś mi też o nowym rektorze, jego tytułach, a szcze- 
gólniej, czego się po nim spodziewać i czy sprawdzą 
się nasze oczekiwania i uniwersytet pod nim nowego 
życia nabierze. Paszport mój się kończy w marcu; 
jeżeli mnie do ekonomii przeznaczą, wolałbym być 
we Francyi, jak dłużej w Niemczech siedzieć. Ale idzie 
mi, żeby się z lubym nie rozłączać Franciszkiem, a on 


......
>>>
4°7 


mc nie wie, co względem niego OJciec postanowi. 
Franciszek zawsze dobry, zawsze kochany, ale nie 
tak wesół, jak w Wilnie; najczęściej smutny, zamknię- 
ty i samotny. Jest to skutek oddalenia się od rodzi- 
ców i przyjaciół. UI'ósł, dość dobrze wygląda i co £0 
najwięcej cieszy, nie zażywa tabaki. Przez jadącgo 
z Be.-lina do Petersburga Abrahamsohna doktora od- 
bierzesz ty i inni przyjaciele listy, a Daniłowicz T fi t- 
mana (s) Strafgesetze l , które mu posyłam. bo mi 
mówił Franciszek, że tej książki żądał. Proś go, niech 
weźmie do biblioteki, bo to duże trzy tomy; ja po- 
słałem tylko pierwsze, bo tamte dotąd nie wyszły. 
Pieniądze MOI-itz może odebl'ać, bo ja będę za polsh:ie 
książki winien i dotychczas nie wiem, co książka po- 
słana kosztuje, bo mi jeszcze księgarz rachunku nie 
przysłał. Chciałem i tobie, dobry przyjacielu, p03łać 
co do prawa rzymskiego; ale mnie zakrzyczał despota 
Franciszek, że paka duża, i musiałem na dal odłożyć 
miły dla mnie uczynek. Ja z domu od 6 miesięcy 
najmniejszego nie mam listu; jak idzie z papierami 
Oranoskich i jak poszła Zakaszeskie.i sprawa, racz 
mnie donieść. Kłaniaj się. ucałuj wszystkich lIasz)'ch 
przyjaciół, a jeśli nie masz pieniędzy, to im klip kawy 
u Teresy. Jeszcze raz cię proszę, chciej mi o wszyst- 
kiem się dowiedzieć i naj śpieszniej donieść, bo ja do 
twego listu będę musiał zastosować się z raportem. 
Bądź zdl'ów i kochaj mnie, jak ja ciebie kocham 
szanuję. 


l\1ar)'an. 


D. 12 st. 1823 roku. 
Berlin Dorotheenstt'asse n. 49. 


I Karl Aug. Ritter von T i t t ID " n n: Handbuch der Strafrecht wis- 
senschaft uml der deutschen S
ratgesctzkunde. 2. Aull.Halle 1S22- IX2 4. 


......
>>>
..- 


-- 


408 


DCfV. Odyniec do Czeczota. 


[2,14 stycznia 1823.] 
* 1823, Januar[ii ł 2 d[nia], z Giejstlln. 
Najdroższy Czeczocie! 


o jak prędko, mój Czeczocie, 
Czas upływa w szybkim locie! 


Ani obejrzy się człowiek, jak mijają lata i jak 
przy nieprędko spodziewanym staniemy celu. - Mi- 
nął rok stary, przyszedł nowy, a za nim idą Trzy 
Króle, c1 na Trzy Króle ja przyjeżdżam do Wilna, 
a ufny w twojej obietnicy za najszczęśliwszego się 
sądzę, że będę mógł w twojem słodkiem towaJ'zystwie 
przebywać i bawić się i uczyć w twojem obcowaniu. 
A teraz prze..yłając ci moje życzenia najszczersze mi- 
nionych świ:!t, jestem twoim na zawsze uczniem 
i przyjacielem 


1823 Janual' 2 d. 
z Giejstun. 


Edwal'd Odyniec. 


DCV. Rukiewicz do K. Piaseckiego. 
[:1/14 stycznia 18231. 
2 stycznia 1
23 r., Milkowszczyzna. 
Kaźmierzowi Michał. 
Od dawna czekałem zręczności, przez którą mógł- 
bym was uściskać i podziękować za 4 listki. - Ty 
jesteś adwokatem, więc rozmowa z tobą najłatwiejsza 
i najstosowniejsza ; umiesz ty się kłaniać, więc i ode- 
mnie kłaniaj się T[omaszowi], O[nufremu], S[zerokie- 
mu], itd. a kiedy możesz, to i wszystkim znajomym, 


.......
>>>
-- 


4 0 9 


jeśli ciebie kość pacierzowa boleć nie będzie. Prz
z 
Zawadzkiego kaznaczeja piszę do was; przez niego 
też waszej spodziewam się odpowiedzi. Zabawy! u nas 
idą dobne; lepiej w obłaści białostockiej, gorzej, 
a prawie żadne, w gubernii grodziel1skiej. Doniosłem 
o n ich Tomaszo wi 2; dodać tel"az mogę to tylko, że 
się już regularne na karnawał następujący urządziły 
zabawy, że uczestników do nich przybyło, że w nich 
więcej zgody i dla ogólnej przyjemności poświęcenia 
się; lepiej te się jednak później opiszą, a może wam 
o nich ustnie na wiosnę opowiem. Słyszałem, że 
u was mają się sfOl'mować zabawy s, podobne do ku- 
pieckich Labaw w Warszawie, gdzie jeden dzień ty- 
godnia na tal1cach, wszystkie zaś inne na czytaniu 
pism peryodycznych pl'zepędzać mają. Przy innych 
różn)'ch wiadomościach, których zapewne udzielić 
mnie zechcecie, i o tych zabawach cokolwiek powiedz- 
cie: jaki ich skład, kto do nich wchodzi i wchodzić 
może? Czy PI"ZY tem inne jakie podane będą dla ba- 
wiących się zatrudnienia. czy to się tylko przez zimę, 
czyli też przez rok cały utrzyma, gdy pel'yodyczne 
pisma na pół \"Oku przynajmniej prenumerowane być 
muszą? Czy tych pism czasem nie będą dostarczać 
z uniwersytetu? \V tym zaś świetnym zakładzie, co 
się dzieje? kto pnybył, lub ubył? kogo i kiedy i cze- 
go się spodziewać u was? Jakie tam są u was nowe 
urządzenia? Cokolwiek też o mojej spl'C\wie z Puzy- 
niną. \Vidziałem się pozawczoraj z Lucyanem Ejsmon- 
tl em]; powrócił on z zagmnicy. Widział się w Berli- 
nie z Franciszkiem, stał nawet z nim na kwaterze. 
Mówił o związku młodzieży w całych Niemczech to- 
lerowanym, zwany[m] »Herminien.. 4. Mówił, że Fran- 


I Po... st... 341. 1. · Por. Nr. DLXXV. 3 Po... str. 396, 1. 
. Związek "Anlliniów« dątył do narodowej, "Germamlw« do poli- 
tycznej jedności Niemiec.
>>>
-łl0 


ciszka i Maryana kilka razy tentowano, ale się nie 
zgodzili, że w berlińskim uniwersytecie z dwoma na- 
s7ymi jeden tylko był Zamojski, słowem, trzech tylko 
Polak6w; przed rokiem bowiem uwięzieni tam Polacy, 
a później uwolnieni, rzucili klątwę] na wszystkich Po- 
laków, którzyby śmieli odbywać nauki w tym uni- 
wersytecie, co tmchę i Wileńczyków żenowało. 
Bądźcie zdrowi i pisujcie! 
Zobacz się ze wszystkimi! 


DCVI. J eżowski do Pietraszkiewicza, 
Czeczota iDomejki. 
[8{20 stycznia 1823, Stare TrokiJ. 


d. 8 stycznia 1823. 


Onufremu, Janowi, Żegocie. 
Powróciwszy na wieś, zacz
lłem był myśl
ć o ma- 
ksymach. o któreście mię napierali, Ale zaraz stanęło 
mi na myśli zagadnienie: podobnaż pewne, jedno- 
myślne. niezmienne maksymy ułożyć, zewnątrz je 
wypuścić i złącznie upowszechniać, gdy tak wielka 
różnomuność maksym i opinii ukazała się tel'az mię- 
dzy 11 Hn i samymi? Są, którzy ze wstrętem słuchają 
o wszełldem działaniu; są, którzy gotowi byliby dzia- 
łać na oślep. Nie dość na tern: każdy in::łczej sądzi 
o naszem życiu pl'zeszłem wogóle i w szczegółach, 
o stanie teraźniejszym rzeczy i o tem, co może na- 
stąpić. Każdy w latach ostatnich, w których najwię- 
cej było rozmaitości, odmian, rozerwania. o wypadkach 
zachodzących tworząc sam w sobie zdania, na wra- 
żenia i uczucia przykre wynajdując maksymy i te co- 


T. j. Versd,;ss; IJor. 
tr. -'Ol, 4. 


..........
>>>
4 11 


raz więcej uogólniając, nie;macznie wyrabiał w sobie 
odmienny spos6b czucia, pojmowania i myślenia. 
Dawniej pl'zyjaźń wrząca przelewała wszystkich uczu- 
cia i myśli na jednę formę. Była dusza powszechna, 
z kt6re.j dusze pojedYllcze wypływały i do kt6rej po- 
wracały. Gdy ta emanacya ustała, gdy każdy zosta- 
wiony został sobie samemu, przyjaźń, do stanu lodu 
przywiedziona, dozwalała każdenm postrzegać innych 
ze strony słabości, porównywać je ze swojemi. uma- 
cniać swoje a I e, czuć i myśleć swoim dworem. I(a- 
żdy dziś ma dużą torbę szczeg61nych i ogólnych ma- 
ksym i nawet systematów, które niekiedy gubi, a ja 
schwytuję, lecz kt6re wreszcie przez powolność dla 
innych ukrywa; do wielu są jeszcze same zalążki. 
Każdy dawniej był jednakowy i jak bursztyn, jasny; 
dziś nie jest przeźroczysty: do każdego tJ'zeba mówić 
inaczej i z niejaką rezel'wą. Trudno tu każdego cha- 
rakteryzować; ogólne znamiona charakteru są: sła- 
bość, I"oztrzepanie, niepewność, czczość; każdym lada 
wietrzyk chwieje. Nie wierzcie, aby taki stan miał 
być wypadkiem naturalnym, nieuchronnym skutkiem 
np. posuniętego wieku i biegu okoliczności. Wszak 
i ja podstarzałem i w tychże znajdowałem się okoli- 
cznościach; p.-zecież co do ducha, niewątpliwie ten 
sam jestem, jaki byłem przed trzema, czterma. pięciu 
i dalej laty, »zawsze piękny, zawsze młody'" owszem. 
tego roku jeszcze młodszy, jeszcze łakomszy dawnych 
przyjemności. I jeżeli krzywię się niekiedy, pochodLi 
to jedynie, że widzę około siebie odmian,., że gdLie 
miałem rajską okolicę, znajduję lapońskie lody. Cała 
przyczyna upadnienia na sercu jest ta, że ostatnie 
wypadki! silniejsze czyniły wrażenia, niżby powinny 
były; te wrażenia wprowadzały w stan przykrości, 


l T. j. śledztwo w kwietniu 11!22 (por. Nr. CCCCXCVIII), a może 
i zajście miCOdzy J\lickiewiczem i Piaseckim (por. str. 383, 1).
>>>
412 


niechęci, melancholii, w którym wszJstko krzywo za- 
częło się wydawać. Cała piękna przeszłość, której sa- 
ma pamięć powinna by ożywiać i weselić, wszystkie 
niemal dawniejsze działania, zamiary, nadzieje, za- 
częły być fałszywie pojmowane i niesłusznie ocenia- 
ne; w tym stanie lada przygoda głęboką J"Ozrabiała 
ranę. Lecz jeżeli chcecie działać, zewnątrz wpływ 
wywierać, ducha udzielać, potrzeba wpl'zódy samym 
zmal'twychwstać, utraconą duszę odzyskać. Znamio- 
nami .iej powrotu będzie: spokojność, wesołość, swo- 
boda umysłu. przyjemność pożycia z sobą, wyższa 
nad wszystkie przykrości. Dopokąd jeden z drugiego 
nie będzie kontent. nie powl'óci we wszystkich jedno- 
myślność; dopokąd chwila zebrania się nie będzie 
pożądaną i słodk
!, dopokąd wszystko, co zewnątt.z 
ma zostać wypuszczonem, nie będzie z ochoh! i przy- 
jenl110ścią spólnie I-ozebrane i pl"Zetrawione, dopotąd 
działania będ
! niepewne, niepożyteczne lub szkodliwe. 
Największa zaś ta będzie szkoda, że cOl'az bardziej 
będziemy się od siebie oddalali; sposoby myślenia 
indywidualne coraz w większej będą się ukazywały 
sprzeczności z sobą. Zapalenie na nowo środkowego 
ogniska, przetapianie się na jedną ma sę J"Ozpocząć 
powinni Jan, Onufry i Żegota, dopóki z nami żyje. 
Żegota niech nie będzie ciałem w Wilnie, a umysłem 
w Moskwie]; owszem, teraz tem chciwiej powinien 
zaprzątać się tern wszystkiem, co jest n a s z e m, 
przyjemnem, bo się od tego na zawsze lub na długo 
oddali; łatwiej zaś pozbyć się dobrego i przyjemnego, 
niżeli nabyć. Nawet nad zamiarem swoim niech je- 
szcze pomyśli, aż rzuci kość ostatecznie. Na Janie 
od dawna wielkie za kładaliśmy nadzieje; jego pro- 


I f)omejko nosił si.. z ffi)'śhl wst
lI)ienia do il1
ynieryi wojskowej. 


.......
>>>
4 1 3 


sto ta charakteru, zdl-owy rozsądek chronić mógł od 
pomyłek w życiu i działaniu. Czasy ostatnie za- 
mąciły w nim wszystko: jest niedotykalny , złe 
i dobre wstrząsa nim do gruntu, pasuje się sam 
z sobą. Ale choroba miałażby być nieuleczoną ? 
Bynajmniej; mam nadzieję, że się uleczy. Onufry 
niech będzie powolniejszym i surowszym w swo- 
ich myślach, uczuciach, rozmowach, pracach. Niech 
umysł jego jednocześnie nie strzela w rozmaite pu nk- 
ta, nie skacze od jednej rzeczy do drugiej. Niech 
stara się nie być często i nie trwać długo w stanie 
ślepego chcenia, to jest, w którym chciałoby się coś 
zrobić wielkiego i dobrego, ale co? i jak? - nie wia- 
domo. W obu razach albowiem kOt1czy się rzecz na 
jakiemś roztrzepaniu, wyczerpnieniu się, CZCZOSCI. 
Rozgrzany umysł, operując na wszystkie strony, na 
niezliczone punkta, i żadneRo nie ogrzeje i sam się 
z ciepła wycieńczy; potrzeba tysiączne promienie za- 
wsze mieć zebrane w.iedno ognisko. Niech unika dy- 
sput o rzeczach ciemnych. lub ciemno widzianych, 
przypadkowych, do niczego nie prowadzących, Rdy 
z góry przewidywać można, że dysputa pożytku nie 
przyniesie; bo w takim razie przywykamy do niegrun- 
townego pojmowania. do porywczego, a lekkiego wy- 
rokowania. Niech nie poszulm.ie pi!:jemek ulotnych, 
różnorodnych; w pracach swoich niech nie przywyka 
do częstej odmiany, jedno rzucać, brać się do dru- 
giego. Gdy się we trzech bliżej spoicie, gdy jeden 
wleje się w drugiego, następnie wsiąknijcie w siebie 
Kozakiewicza i Aleksandra l. Wyliczone dotąd osoby 
złożyć mogą osobę, o której bym zaśpiewał: IIMoja ty 
nadziejo cała, moje ty życic". Aleksander. zamknięty 


· J\1ickiewicza. 


........
>>>
414 


w sobie, ma już pl-zywidzenia, skłonny jest do naro- 
wów; jeśliby wkrótce na model nasz nie był przela- 
ny, wieleby się na nim straciło. 
Wszystkiego, co zdolne opisanym spos(\bem połą- 
czyć, poszukujcie; co może rozd2'ielać, unikajcie. Sa- 
me dzisieisze działania zewnętrzne jeśliby miały was 
poróżniać, zaniechajcie ich; bo przedmioty działania 
zawsze będą, lecz działać nie będzie komu, jeśli się 
bardziej jeszcze jeden od drugiego oddali i każdy zre- 
dukowany zostanie do zera. \" tymże czasie i bóstwo 
nasze, kt6regośmy byli pełni, które nas uszczęśliwiało, 
samochcąc znieważane, opuści nas na zawsze. Wy- 
stawcie sobie, jakaby to była dla każdego przyszłość! 
Do ustatkowania umysłu, skupienia uczuć i myśli, 
do upł-Zyjemnienia pożycia, posłużyćby mogło przed- 
sięwzięcie porządnej, jednakowej lektury. Plutarch 
niechby rozpoczął tę lekturę. Niechby każdy miał 
własny egzemplarz w tłómaczeniu, jakie mieć zechce 
lub może. Byłby to jeden ze skutecznych sposobów 
ściągnienia do jednego punktu myśli, któremi każdy 
dzisiaj tak różnostronnie strzela. Tucydydes, PolybiutOz 
(są po francusku), Tacyt (jest po polsku), Liwiusz, 
Gillies l lub Mitford 2, Fergusson, Gibbon 3, Hume 4, 
Robertson 6; życia i pamiętniki doświadczonych poli- 
tyków, jakimi 
ą: Sully 6, de I'HopitaP, Richelieu 8, 


I Jan Gillies - historyk angielski (ur. 1747, um. 1836). 
· Marya Russel M i tf ord - poetka angielska (ur. 1786. um. 1836). 
· Edward G i b b o n - historyk an
ielski (ur. 1737, um. 1794). 
· Dawid H u m e - filozof i historyk angielski (ur. 1711, um. 1776). 
· 'Vilhelm R o bert so n - historyk angielski (ur. 17
1, um. 179 3 ). 
· Maksymilian de Bethune hr. de Rosn)' S u I I y (ur. 1360, lIm. 
16 4 1 ) minister i przyjaciel Henryka IV, podniósł potęgę Francy; do 
niebywałej przedtem świetności. 7 Micllał de )'H o p i t a) (ur. 150 7, 
lIm. 15.73) - kanclerz Francyi, znany z licznych, bardzo potytecznych 
reform. · Armand Jan Duplessis R i c h e I i e u (Ul'. 1585. UlU. 
16 4 2 ) - kardynał i pierwszy minister Ludwika XIII. 


- 


...ł......
>>>
4 15 


Mazarini I, Tempie 2. Turgot B , Colbel'tł. Louvois 5. 
Vauban 6, Pombal 7 etc., oto są dzieła, które czytane. 
zwłaszcza jedno- lub blizko-cześnie, zdolne byłyby 
pożycie uprzyjemniać. do praktycznego działania spo- 
sobić, a co największa, charakter umacniać. Dzieła 
r7eczone czytane być powinny w porządku chronolo- 
gicznym; one też złożyłyby bibliotekę polityczną, któ- 
rej sprawiedliwie Onufl'y żądał. Lecz innych nad te 
na początek wcale nie potrzeba. Wszelkie teorye Z3-. 
wiesić. pisma ulotne rewolucyjne wypędzić, aż póki 
tamte nie będą przeczytane. W ciągu czytania każdy- 
by już robił sobie wypisy, już wybierał materye do 
rozprawek, do napisania jakiego obrazu, charaktery- 
styki etc.; każdyby więc ćwiczył się na nowo w my- 
śleniu i pisaniu, od czego odwykł, lecz sposobem da- 
leko łatwiejszym i przyjemniejszym. W ciągu też czy- 
tania, rozmawiania i znoszenia się z sob! nastręcza- 
jące się myśli, któreby do obecnych okoliczności za- 
stosowane korzystnie być mogły, lub jakkolwiek dla 
gminu użyteczne, można by zewnątrz wypusz[cz]ać i upo- 
wszechniać. Pokazuje się ..tąd, że ledwobym nie ży- 
czył, abyście na nowo posiedzenia literackie składali 
i literacko pracowali. Życzyłbym, bo ta praca temby 
się od dawniejszej różniła, że tu nicby nie było gwał- 


l Julian M a z a r i n i (lub Mazarin) - kardynał, francnski statysta, 
minister Ludwika XI\'. I 'Viliam Tempie (ur. 1628, um. 16 99)- 
angielski statysta, autor wielu pism politycznych. I Robert Jakob 
br. de l'Aulne Turgot (ur. '727, um. 1781) - znakomity minister 
francuski. · Jan Chrzc. C o I b e ł-Ł (ur. 1619, um. 1683) - zna- 
komity minister finansów Ludwika XIV. · Franciszek Michał 
Letełłier markiz Louvois (ur. 1639, um. 1691)- minister wojny Lu- 
dwika XIV. · Sebastyan Va u b a n (ur. 1633. um. 1707) - mar- 
szałek francuski. słynny architekt wojskowy, twórca nowego systemu 
budowania twierdz, których 33 we Francyi postawił. ' Sebastyan 
Józef Cavalho e Mełło, hr. Oeyras; markiz Pombal (ur. 16 99. um. 
17 82 ) _ minister I}Ortu
alski, znakomity admmistrator i l}olityk, wy- 
pędził Jezuitów. 


.........
>>>
4 1 6 


tern wyciśnionego, różnorodnego, lecz to tylleo, coby 
umysły swobodne i wesołe, wzajem się podsycając, 
zrobić zechciały. Co się tycze projeletowanych świeżo 
malesym, dobrze to jest; lecz mówiąc między nami, 
że dlatego tylko ten projekt zaprzątnął, że nie znala- 
zło się czegoś lepszego robić. Malesymy wtedyby mo- 
żna ogłaszać i upowszechniać, Ieiedyby Ieażdy od 
dawna miał ich pełną gębę, Ictóre byłyby sleutkiem 
naszego życia i działania nabyte, jasno pojęte, długo 
rozwag
! przetrawione, doświadczeniem wsparte, Iea- 
żdemu z nas wspólne i spowszedniałe, pJ'zez każdego 
z równą mocą przekonania pielęgnowane. Przycho- 
dziliśmy do tego, lecz w ostatniem rozstrojeniu i to 
nas odhiegło. Jaleoż żaden nie powiedział mi ani 
jednej malesymy, Ictórą radby widział upowszechnioną. 
Onufry coś napomknął o religii, Żegota zamyślał z Plu- 
tarcha sentencye wypisywać, innej ręlei czytano mi 
notatki z eleonomii politycznej, malesymami ochrzczo- 
ne. Jest to dowód, że jeszcze nie nastąpiło nawet po- 
rozumienie się, w jakim guście te maksymy być po- 
winny. Jest to zaś materya, w której najłatwiej grubo 
nawet pobłądzić; lepiej zaś nic nie zrobić, niżeli coś 
niedorzecznego robić. Nie przeczę, że maksymy są 
potrzebne i mogłyby być ułożone; lecz abyśmy do 
tego przyszli, potrzebaby spełnić następne wanmki. 
l-mo. Niechby Ieażdy spisał swoje obserwacye Ieryty- 
czne nad całem przeszłem działaniem naszem w ogóle 
i szczegółach, choćby drobnych, w czem były pomył- 
lei, przeoczenia, zbytek; Ictóre wypadlei nazywa po- 
myślnymi, Ictóre niepomyślnymi ; w czem była własna 
wina, w czem okoliczności. Nie wątpię, iżby się tu 
bardzo różne oleazały opinie, że nieraz nazwane by- 
łoby złem to, co było dobrem i Ieoniecznem. 2-do. 
Niechhy Ieażdy spisał J'egestr przesądów i szkodliwych 
opinii w Ie raj u, różnego rodzaju, w różnych lelasach 


.ł......
>>>
4 1 7 


i powołaniach. Ta robota jest najpierwszej potJ'zeby, 
jest najważniejszą i dobrze wykonana, otworzyłaby 
pole do działania. Strzedzby się tylko należało, aby 
nie m6wić w og61nych słowdch, lecz tak każdy prze- 
sąd d o t Y k a I n i e wytknąć, iżby palcem m6gł być na- 
macany. 3-tio. Niechby każdy z uwag zebl'anych pod 
dwoma powyższymi względami, jako też z własnego 
doświadczenia, myślenia, rozumowania wyciągnięte 
wioski, opinie, maksymy o szczeg6łach działania i ży- 
cia i o powszechnym biegu rzeczy niechby spisał, 
niechby odkrył swoje p/acita, czy to pyronizmu l, czy 
indyferentyzmu, czy innego jakiego licha, ponieważ 
na biedę naszę i na tem nam nie schodzi i to się 
ostatnimi czasy albo wylęgło, albo się kluje, albo zo- 
staje jeszcze w zalążku. Z tego zaś wszystkiego wy- 
ciągnąć esency
! na siebie biorę i zredagować maksy- 
my, kt6reby i nam samym wszystkim za kanon słu- 
żyły i zewm!trz wypuszczane być mogły. Oczywista, 
że się to prędko zrobić nie może, nawet nie wprz6dy 
nastąpi, aż się sami na nowo zreformujemy, to jest, 
bliżej się spoimy, stopimy się w jednę masę i 07ywi 
nas jedna powszechna dusza, kt6rej teraz niema. 
Tymczasem niech działanie idzie jak najpowolniej. 
Niech Aleksander 2 i kto drugi założą k6łka. W nich 
czynności
 założyciela będzie: kierowanie lekturą, 
uczeniem się, pl'zybieraniem os6b do obcowania, ob- 
cowaniem etc. Najbardziej unikać potrzeba, aby nie 
myśleć i nie m6wić teraz o działaniu zbyt og6lnie, 
lecz szukać szczeg6ł6w. Na każdy czas, na każde ze- 
branie palcem robotę wytykać. Ale o tem wszystkiem 
m6wiliśmy już ustnie. Takie jest moje ultimatum na 


, p y" r h o n (ur. 37b, um. 288 prLed Chr.) - grecki filozof, twór- 
ca sceptycyzmu, które
o zasadą: Katda rzecz jest tak dobra, jak inna; 
.tadna wiedza nie jest pewną. · ł\1ickiewicz. 


Archiwum Filom, Cz. I. T. IV, 


27 


.......
>>>
4 18 


rok teraźniejszy, które bez względu, czy będzieLcie] 
się gniewali, czy nie, posyłam; dopełniam albowiem 
mojego obowiązku. Wszystko, com tu powiedział, 
ściąga się bardziej do nas samych, niż do obcych, 
do narzędzi, niż do roboty. Bo też prosty rozsądek 
tak mówić każe; kiedy uderzając o skały, stępiły się, 
poszczerbiły, pokruszyły nanędzia, potrzeba, aby były 
naprawione, jeżeli mają nadal kamień obrabiać. Do- 
pokąd żyliśmy dla siebie i w sobie, byliśmy szczę- 
śliwi; gdyśmy zaczęli błąkać się po cudzych okoli- 
cach z zaniedbaniem domu własnego, szczęście nas 
opuściło. Chcieliśmy innych mtować. Dobrze jest; lecz 
gdy już sami toniemy, potrzeba samym ocalić się, 
siły odzyskać, pokrzepić się na nowo, a wtedy znowu 
pójdziem innym na usługi. Na uleczenie się nie znaj- 
duję innego sposobu nad ten, który tu częścią wyczy- 
tać, częścią domyślić się możecie. 
P. S. Ponieważ Liwiusza umieściłem w rzędzie 
dzieł przeznaczonych do leltury,-a nie mamy go po 
polsku, po łacinie zaś nie każdy może RO czytać z ła- 
twością, przeto byłoby przyjemnie i pożytecznie usta- 
nowić wspólną Liwiusza lekturę. Niechby Kowalew- 
ski codziel1 wieczorem, choć godzinę: tłómaczył go 
wam cur.wrie. Za hOIl0l'31'yum zaś dla interpretatora 
niechby po tłómaczeniu tuż następowała herbata. Z tym 
kUl'sem możnaby połączyć drugi, to jest, tal1ce, któ- 
rych mógłby Żegota uczyć. Gdy Onufry stancyą mieć 
będzie, zl'obić to byłoby łatwo. 
Jeszcze mi przychodzi na myśl dołączyć tu jednę 
uwagę, szczególnie dla Jana. Ponieważ w skołatanej 
rzeczypospolitej naszej za ucieczkę i odetchnienie po- 
daję porządną (choćby na.iżółwiejsz
!) lekturę, ta lek- 
tUl'a oprócz opisanego celu mogłaby mieć jeszcze in- 
ny, niemniej ważny. Jan ma talent pisarski (proszę 
o cierpliwość). Zaniedbanie jego byłoby nieodżało- 


....-
>>>
4 1 9 


waną szkodą. Jeśliby zaś kiedy pisał, tedy pisałby 
zapewne najwłaściwiej o rzeczach narodowych, np. 
jakiś okresik dziej6w lub historyi literatury krajowej. 
Taką myśl mając, aczkolwiek oddaloną, w propono- 
wanej przezemnie lekturze historycznej pl'zybyłby 
nowy interes. Umysł dalekoby umiejętniej i korzy- 
stniej posilał się, zmierzając zawsze do pewnego celu, 
na kt61'y kiedyś sił swoich ma użyć. Jeśliby Onufry 
miał się wyrzec na zawsze nauczycielstwa i p6jść 
drogą obywatelską, ta sama uwaga stosowałaby się 
i do niego. Bo w ostatniem powołaniu nauki fizyczne 
uprawiać i niepodobna i nie warto; potrzeba tu 
ukształcenia się historyczno - filozoficznego i pisania 
w tymże guście o rzeczach narodowych. Talent zaś 
pisarski r6wnież i Onufry posiada. 


I 
'I 
I 
I 


27. 


A..
>>>
SPROSTOW ANIA. 


Str. 63, w dacie zamiast N. s. ma być V. s. 
. 83 dopisek. Wymienioną tam rozprawą o elektry- 
c z n o ś c i mogłaby być także własna Pietraszkiewicza 
rozprawa o elektryczności, czytana na posiedz. Nauk. 
Wydz. II d. 1311, 23/3 i 22/6 1819 r. 
· 240 w dacie, zamiast 1/13 września 1821 \Da być 1/13 
września 1822. 
. 307 uw. 1 zamiast 15 listopada ma być 15 października.
>>>
TREŚĆ TOMU IV. 


Str. 


CCCCXXXIII. Pietraszkiewicz do Czeczota. 3 września 
1821, Warszawa. Podróż do Warszawy - nominacya 
na nauczyciela do Lublina - odsyła książki . t 
CCCCXXXIV. Malewski do Jeżowskiego. 4 września 1821, 
Szczorse. Powolne otrzeźwienie z upojenia - niewcze- 
sny koncept Zana - szkoła Lankastl'a w SzczOl'sach- 
Mickiewicz i Maryla - zapytania o Towarzystwo wspie- 
rania niedost
tnich uczniów i o Komitet Naukowy 5 
CCCCXXXV. MaJewski do Jeżowskiego. [5 września 1821, 
Szczorse]. Jeżowski niezdl'ów - organizacya Komitetu 
Naukowego - odwiedziny Pietraszkiewicza w Szczor- 
sach 8 
CCCCXXXVI. 1\lalewsJ,i do T. Zana. [5 września 1821, 
Szczorse]. Pnebacza niewcze..ny koncept - szkoły Lan- 
kastl'a - rady, dotyczące Stefana Zana i Aleks. Mi- 
ckiewicza - dziękuje za przysłanie ustaw Tow. wspie- 
rania niedostatnich uczniów - sprawy Towarz)'stwa. \O 
CCCCXXXVII. Mal'ewsl-i do Jeżowskiego. [7 września 
1821, Szczorse]. Flil.t - Komitet N!Julwwy i kursa fi- 
lareckie - Związek Przyjaciół - portJ'et Grodka - 
skarga na I'zadkość listów od Filomatów 12 
CCCCXXXVIII. Pietl"aszkiewicz do Czeczota. 8 września 
1821, Lublin. Początki zawodu nauczycielskiego - bieda 17 
CCCCXXXIX. RukiewiCi: do Czeczota. 10 września [1821] 
Białystok. Przejazd Nuf....a - kilka zap)'tań (o przyję- 
cie R. do loźy masońskiej, o Pelikana, Onacewicza, 


.......
>>>
422 


Str. 


Lelewela, Czal.toryski
go, K. Piasecki
go) - rewia pod 
Brześciem 20 
CCCCXL. Ad. Mickiewicz do Pietraszkiewicza. 13 wrze- 
śnia [1821, Kowno]. Cel przybycia do Kowna - ozię- 
bły stosunek z Kowalską - wYl'zuty sumienia z po- 
wodu pożyczki u Czeczota -- obiecuje pisać z Wilna _ 
Malewski w Szczorsach - mała nadzieja wyjazdu za 
granicę 22 
CCCCXLI. Eysymont do Czeczota, 14 wl"ześnia 1821, Ja- 
błonów. Nie mogąc wracać do Wilna, żegna się z przy- 
jaciółmi - obiecuje pisać w przedmiocie lita tystyk i 
i gospodarstwa - ma nadzieję w pazdzierniku przy- 
być do Wilna - p.-ośba o częste listy 24 
CCCCXLII. Pietnłszkiewicz do Czeczota. 24 września 
1821, Lublin. Bieda - lekc)'e szkolne - stosunl,i to- 
warzyskie z kolegami - zdradliwy poncz 26 
CCCCXLIII. Malewski do Jeżowskiego. [Około 28 wrze- 
śnia 1821, Szczol"se]. Nie wl"aca do \Vilna pned 15 
paźdz., gdyż chciałby, żeby w jego nieobecności roz- 
stl"zygnęła się sprawa wyjazdu za granicę . 29 
CCCCXLlV_ Pietraszldewiczdo Kozakiewicza. 13 paździer- 
nika 1821, Lublin. Z powodu wyjazdu z \Val'szawy nie 
może się postarać o kopię rpsu Dąbrowskiego - wska- 
zuje źródła do histOl"yi upadku Polski 31 
CCCCXLV. Malewski do Jeżowsl,icgo. LI6 października 
1821, SZczol"se]. Zapowiada przyjazd do Wilna 11.1 1/10
 
prosi o wysłanie książek dla szkoły szczorsowskiej 33 
CCCCXLVI. Pietraszkiewicz do Czeczota. [Około 24 
października 1821, Lublin). Rektor szkoły - wdowa 
sąsiadka - charakterystyka dwóch profesorów - za- 
pytanie o Malewskiego i Mickiewicza - prosi o kilka 


 
 
CCCCXLVII. Kulesza do Czeczota. 25 października 1821, 
Łochwa. Uspl"awiedłiwia długie milczenie - posyła 
pieniądze na Saya Ekonomię i odsyła Anna/es de /a 
C011lmerce 37 
CCCCXLVIII. l\1alewski do Jeżowskiego. [26 paździer- 


........
>>>
4 23 


Str. 


nika l!hl, SzcLOI'se]. Flirt pl'zeszl'Qdą do wyjazdu ze 
SZCZOl'S - Zana "Skowl'oneczek. 38 
CCCCXLlX. K. Piasecki do Czeczota. [Około 28 paidz. 
1821, \Vilno]. Sprawy pl'ywatne . -to 
CCCCL. K. Piasecki do Czeczota. [7 listopada 1821, 
\Vilno]. Sprawunki i wiadomość o domownikHch Cze- 
czota -t l 
CCCCLI. Czeczot do Pietraszkiewicza. 7 listopada 1821, 
\Vm'szawa. Uspmwiedliwia brak odpowiedzi na dwa 
listy - wiadomości o Jeżowskim, Malewskim. Mickie- 
wiczu, Łozińskim. Zanie i Sobolewsldm - ubodzy kre- 
wniacy Filomatów. sprowadzeni do Wilna - Jeżowski 
ma być l'edaktOl'em Dziennika Wileńskiego - Towa- 
.-zystwo wspiel'ania niedostatnich uczniów - K"spl'z)'cki 4 3 
CCCCLII. Pietraszlciewicz do Czeczota. 14 listopada 1
21. 
lLublin]. Niewesołe życie w Lublinie - pomyślna wiado- 
mośĆ w liście Czeczota - wyjątki z listu Mickiewicz..- 
mda, co ma Czeczot zwiedzać w \Val'szawie - pmsi 
o pożyczkę i PI'z)'słanie książek . . -t8 
CCCCLIII. Czeczot do Piet.-aszlciewicza. 16 listopada 
l!hl. [\Val'szawa). Redal,tOl'stwo Jeżowskiego mzbiło 
się - I\'łalewski z M. Piasecl,im Pl'zybyli do \Vm'sza- 
wy - przestl'zega przed kieliszkiem 51 
CCCCLlV. K. Piasecki do Czeczota. 17 listopada 1821, Wil- 
no. Wiadomość o Aleks. Mickiewiczu - drobne wia- 
domości o Rukiewiczu, Mickiewiczu i Jeżowskim 52 
CCCCLV. .1eżowski do Czeczota 17 listopada 1821, Wil- 
no. Redakcya Dziennika pękła - sprawa zakupna 
Horacyusza pJ'Zez uniwel'sytet - prośba o pożyczk
 
100 r. na dl'uk HOI'acyusza - spJ"awunl,i - wiadomo- 
ści o Malewsl,im. Lelewelu, Aleksandl'ze i Adamie Mi- 
liewiczach . 54 
CCCCLVI. Czeczot do Ad. l\1icldewicza.. 17 listopada 
1821, [Warszawa]. Gotza Gothego niema w Warsza- 
wie - Wal'szawa wcale się nie podoba - posiedzenie 
Tow. PI'zyj. Nauk - Osi{lski - wszeteczność w War- 
szawie - policyjne rządy 56 
CCCCLVII. Piet.-aszkiewicz do Cł.:eczota. 20 listopada
>>>
4 2 4 


Str. 


1821, [Lublin]. Kłopoty szlwlne - reduta na ubogich- 
rozmowa z s
lsiadl,ą wdową 60 
CCCCLVIII. K. Piasecki do Czeczota. 21 listopada 1821, 
I\Vilno]. \Viadomości o domownikach Czeczota i o Al. 
i Ad. Micl,iewiczach - sprawy Pl'ywatne - sprawunl,i 
dla Jeżowskiego, Domejl-i i K. Piasecl,iego 63 
CCCCLIX. Czeczot do Pietl-aszkiewicza. 22 listopada 1821, 
[Warszawa]. Romansowość l\1.alewsl,iego - widzenie 
się Mickiewicza z Mal-ylą - sylwetka J\1aJ-yli - Kaza- 
nie o wstrzemięźliwości - z powodu golizny poźyczlm 
niemożliwa - I,sięgomania PietJ-aszldewicza - wiado- 
mości z \Varszawy (Zapolski, Gut, Tow. Przyj. Naul" 
Osińsłi) - Mickiewicz podaje prośbę o UI'lop - ka- 
wiarnie waJ'szawskie - Lurs . . 64 
CCCCLX. Pietraszkiewicz do Czeczota. 23 listopada 1821, 
Lublin. HistOl)'a skąpca . 7 1 
CCCCLXI. Czeczot do PietJ-aszkiewicza. 26 listopada 
1821, [Warszawa], PI-aktyczna filozofia jako odpowiedź 
na jel-emiad)' PietJ'aszldewicza - Wie.-zbiłowicz 74 
CCCCLXII K. Piasecki do Czeczota. 28 listopada 1821, 
Wilno. Wiadomość o Ad. i Al. Mickiewiczach OI-az Pio- 
t.-ze Czeczocie - sprawy prywatne - Lelewel przyb)'ł 
do \Vilna SPl"aWY pieniężne - slwawunki wal-- 
szawskie . 78 
CCCCLXIII. K. Piasecki do Czeczota. 1 g.-udnia 1821, 
Wilno. Sprawa Pl-ywatna - wiadomości o Ad. Micl,ie- 
wiczu (prenumemta Bałład), o Zanie, Al. Mickiewiczu 
i Piot.-ze Czeczocie -- sprawunki w....szawsl,je - Je- 
żowski ma nadzieję dostać 100 dul,atów od uniwel-sy- 
tetu za HOl"acyusza - I-eduty w Wilnie 80 
CCCCLXIV. FI-ącłiewicz do Czeczota. I g.-udnia 1821, 
Wilno. D.-obne SPl"aWY 83 
CCCCLXV. Pieh'aszl,iewicz do Czeczota. I g.-udnia 1821, 
LLublin]. Odpowiedź na kazanie Czeczota - niesmal, 
z pobytu w Lublinie - teatr w Lublinie - uSPI-awie- 
dliwia się z księgomanii . 87 
CCCCLXVI. Czeczot do Pietraszkiewicz
l. 3 g.-udnia 
1821, [Wal-szawa!. Wszeteczeństwo w Wm-szawie _
>>>
.(25 


Str. 


Malewski w Wm'szawie - kawiarnie wal-szawsłie - 
teatr - wiadomości z \Vilna (I-eduty, W, Ks. Mikołaj 
i Żydzi, Żydóweczka w klasztorze). . 89 
CCCCLXVII. Czeczot do Pietl"aszl,iewicza. [6 g.-udnia 
1821, Warszawa]. PI-zyjacielskie słowa pociechy dla 

h 
 
CCCCLXVIII. l\1alewski do Pietl"aszliiewicza. l6 grudnia 
1821, Warszawa]. Myśl zobaczenia się z Pietraszl,iewi- 
czem w czasie świąt Bożego Narodzenia w Puławach 98 
CCCCLXIX. Malewski do PI-zyjaciół. 24 gntdnia 1821, 
[Wal-szawa]. Wyl,łady hodegetyki - Mickiewicz powi- 
nien napisać .-oZPl"awę naukową - I,mki w Komisyi 
wyznań i oświecenia, dotyczące Horacyusza Jeżow- 
skiego - wspóln)' wyjazd za gl-anicę - chal-aktel-y- 
styka I,s. Adama CZ3l-toryskiego, .t. Korzeniowskiego 
i Chlebowskiego - nowiny literackie - prosi o pny- 
słanie p.-zynajmniej jednej ballady Micl,iewicza . 100 
CCCCLXX. Czeczot do Pietraszkiewicza. 31 gl"Udnia 
11821J, Biała. Zabiegi Czeczota na korzyść Pietl"aszlde- 
wicza - pl-enumel':lta Poezyi l\1.icl,iewicza - zabawy 
Czeczota w Białej 104 
CCCCLXXI. Czeczot do Pietmszkiewicza. II stycznia 
1822, lWiIno]. ChOl'oba l\1.ickiewicza - wykłady Jeżow- 
ski ego. I,tóry za HOl"acyusza ma dostać 100 dulatów-- 
lekC)'e Lelewela - pl-enumerata Poezyi M-a 106 
CCCCLXXJI. Pietraszłiewicz do 
1.alewskiego. ll6 sty- 
cznia - 6 mal'ca 1822, Lublin]. Lublin miasto żałoby- 
podl-Óż napełniona wszetecznościami z Lublina do Pu- 
ław i \Val-szawy - pobyt w Warszawie - myśli 
o przyszłości - gmno naucz)'cielsl,ie w Lublinie na 
wezwanie Komisyi wyznań i oświecenia zajmuje si
 
określaniem atrybutu i udziału władzy prefel,ta - 
objaw niełarności uczniów wobec Piett'aszkiewicza - 
wszeteczno-estetyczny POWI-Ót z W...-szawy do Lublina 108 
CCCCLXXIII. PietJ-aszl,iewicz do Czeczota. lI9--20 sty- 
cznia 1822, Lublin). Wycieczka do Snopkowa - zaba- 
wa u kolegi - wrażenia L I-eduty - II'agiczua histo-
>>>
,- 


426 


Str. 


I")'a uwiedzionej p
lIlienki - kl"ytyla pisma Komisyi 
wyznań i oświecenia 125 
CCCCLXXIV. K. Piasecki do J\1alewskiego. 20 stycznia 
1822, [Wilno]. Wyjazd za gJ"anicę Malewskiego - Go- 
łuchowsld, KOl"Owicki, Łoziński, Sobolewsld - sprawa 
Moritza - Kowalewski wydaje Owidyusza 131 
CCCCLXXV. Rulciewicz do PietJ"aszkiewicza 22 stycznia 
1822, BiałystoI,. Zapytuje, co PietJ'aszkiewicz myśli ze 
sobą zrobić - donosi o sobie i swych zamiarach na 
PI"zyszłość . 133 
CCCCLXXVI. Malewski do Pietraszkiewicza. 24 stycznia 
1822, \Val"szawa. Na.-zeka na osamotnienie i bmk li- 
stów - wiadomości z Wilna (Jeżowski wykłada ho- 
degetyl,ę, otJ'z)"lnał 300 mbli za Horacynsza), z \Vm"- 
szawy (chamlctel"ystylca pl"Ofesorów uniw., Tow. PI'zyj. 
Nauk) - G.-zymała chce Instmkcyę wileńską dmko- 
kować w AstJ'ei - Dobl"Owolsl,i, Lelewel, Chodźko 
Jan, Twardowski, ks. Ad. Czal"tOl'yski - książki do 
statyst)'lci - szkoła w Szczebl'zeszynie 135 
CCCCLXXVII. Malewski do pl'zyjaciół. 4 lutego [1822, 
Wal"szawa]. Niepojęte milczenie - pl'enllmCI"ata na 
Poezye Mickiewicza - spJ"awa Horacyusza w Wal"- 
szawie - chm"akteryslyka ks. Ad. CZal"tOl"yskiego - 
pismo L. Sobolewskiego do Kumtom - widoki wy- 
jazdu za gmnicę dla Je7.owskiego, Mickiewicza i Za- 
na - SZ)Tma - jeszcze spl"awa HOI"acyusza - drobne 
sprawy 138 
CCCCLXXVm. Malewsł,i do Jeżowsl,iego. 8 lutego 
1822. \Varszawa. Plan studyów za granicą - widol,i 
Mickiewicza i Jeżowskiego - sprawa Horacyusza - 
drobne spmwy - wiadomość o Ejsmol1cie, Wiel"zbi- 
łowiczu i Mal"ciejewsldm , 141 
CCCCLXXIX. Sobolewski do Domejld. 10 lutego 1822, 
[Kl"Oże). PI"enumel"ata na Poezye Mickiewicza 146 
CCCCLXXX. M. Piasecld do Kozakiewicza. 11 lutego 
1822, [\Varszawal. Jekiela pismo o Polsce - konluu"s 
wal'sz. Tow. [rzyj. Nauk na dzieło statystyczne. 147 
CCCCLXXXI. !\lalewski do Ad. Mickiewicza. 13 lutego 


r 


, 


--
>>>
4 2 7 


Str. 


1822, \\Tarszawa. Tęsknota do \Vilna - I'ada, jak Mick. 
ma się stal"ać o wyjazd za granicę - sprawa prenu- 
me....ty na Poezye M-a - Schiller -- Lisiecki 148 
CCCCLXXXII. Malewski do Ad. Mickiewicza. 17 lutego 
[1822, \V aJ"szawa]. Radzi zbliżyć się do Dobrowolskie- 
go. sekretal"za KUl"atora . 151 
CCCCLXXXIII. Mal"yla do T. Zana. 21 lutego [18221, 
Unichów. Śmierć Stypułkowskie.i - pmśba o kores- 
pondenc)'ę - spodziewa się być w Wilnie na ś. Je- 
I"ZY - prośba o wyjątki z Chateaubl"ianda jt-l£1rtyrs - 
.-ozdziałl,i Za na w RI'ukowych Wiadomościach - za- 
p.-oszenie na wakacye do Płużyn - odsyła książl,ę zo- 
stawioną przez Micl,iewicza 152 
CCCCLXXXIV. T. Zan do Maryli. [Około 24 lutego] 1822, 
\Vilno. USPI"awiedliwia długie milczenie - pociesza 
po stracie Stypułkowskiej - wyjątek z ostatniego to- 
mu .-ozdziałkull- pmsi o wiadomości z Tuhanowicz- 
, czyta Waltel' Skota i Goethego - zamyśla tłómaczyć 
\'Tel"thera , 154 
CCCCLXXXV. Czeczot do Pietl'aszkiewicza. 25 lutego 
1822, I Wilno]. Cena Poezyi Micldewicza w pl"enume- 
racie - w)'rzut za leniwą IWI"espondencyę - Kasprzy- 
cki - spodziewany wyjazd za gl"anicę Jeżowsldego, 
Mickiewicza, Kowalewskiego i Sobolewsldego - Ło- 
ziński się kocha, Czeczot zajęty niemczyzną, Mickie- 
wicz wierszami, drul, Ballad rozpocznie się w maJ'cu 
lub kwietniu 158 
CCCCLXXXVI. Malewsl,j do Jeżowskiego. 26 lutego 
1822, \V:uszawa Obl"achunek wzajemnej kOl"esponden- 
cyi - wypełnione polecenia - Kurator - zapowit"dź 
wyjazdu do Berlina 160 
CCCCLXXXVII. Malewski do Pieh'aszkiewicza. 28 lutego 
1822, [Warszawa). Stosunki z KUratOJ"em - I,siążki 
elementarne - zapowiedź wyjazdu do Be.-lina - Ku- 
I"ator odjechał do \Vilna - sielanka Pietraszkiewicza. 162 
CCCCLXXXVIII. Rukiewicz do Czeczota. 4 mal"ca 1822, 
Milkowszczyzna. PI"enumel"ata na Poezye M-a - uzasa- 
dniona odmowa pozyczki - książeczki Tow. wspiel"a- 


--- 


..I
>>>
4 2 8 


Str. 


nia niedost. uczniów -- opisanie Wal-szawy pI-zez Cze- 
czota zbyt skąpe - W. Heltman 163 
CCCCLXXX)X. l\1al)'la do T. Za na. 6 marca [1822, Płu- 
Lyny]. Nie wystarcza pociecha Zana - Rozalka. 166 
CCCCXc. l\1alewski do Jeżowskiego. [10 mal-ca 1822], I 
Wal-szaw
\. Chamktel-ystyka I,s. Adama Czartorysl,iego ł 
i 21/. godzinna z nim I'ozmowa - rady, jak się zacho- 
wać wobec KUI-atOl-a - 1J0b.-owolski - projekt o I,sią- 
żkach elemental-n)'ch -- Zabellewicz - chal-aktel-ysty- 
ka profesOl-ów uniw. wal-sz. - Tow. Przyj. Nauk _ 
p.-osi o częste list y- bilety na pl-enumeratę Poezyi l\1-a- 
zaleca ostl-ożność w IWI-espondencyi z wal-szawskimi 
Filal-etami - poźegnanie pnyjaciół 16 7 
CCCCXCI. Czeczot do Pieh-aszkiewicza. 1:.1 mal-ca 1822, 
[\Vilno J. W kOl"espondencyi bez interesu interes _ 
scena na maskamdzie - niedoszły pojedynek Uzłow- 
skiego z Tyzenhauzenem - awantUl-a z lapitanem 
Pełskim - tl-udności cenzUl-alne z wierszem do Lelewe- 
la - zajęcia Ad. l\1icłdewicza . I 7'
 
CCCCXCII. 1'. Zan do I\1m-yli. 15 marca 1822, [Wilnol 
Rozdziałek z obietnic
1 dłuższego listu - uwagi nad 
szczęściem 17 8 
CCCCXCIII. Pietraszl-iewicz do Czeczota. 21 marca 
11822, Lublin]. Wynmca sobie opieszałość w IWI-espon- 
dencyi - zabawy zimowe - Pantakojniści w \Val-- 
sza wie - K. Koźmian kmidydatem na posła - d.-o- 
bne spnlwy - Jaksa l\1arcinlwwsl-i 17!} 
CCCCXCIV. l\1al-yla do T. Zana. 27 marca [1822. Płuży- 
ny]. »Łzy i pieprz« w listach Zana - Wertel- Goethe- 
go - dedykuje walc
1 Zanowi - wiadomość z Tuha- 
nowicz . 183- 
CCCCXCV. Pietraszkiewicz do Czeczola. 27 marca [1822, 
Lublin]. Wiel-sz do Lelewela możnaby w Lublinie 
dl-ukować - śpiewaczka w klasztOl-ze - wszeteczny 
Kopeć - nieznajoma blondynka 185 
CCCCXCVI. Sobole wsk i do T. Zana. 13 marca 1822, 
K.-oże. Odwiedziny POI-ębskiego - boston dla zabicia 
czasu - tl'zy Idasy Żmudzinów - ż)'cie w Krożach- 


--
>>>
4 2 9 


Str. 


wycieczIm do Rosień - pomyślne wiadomości o Je- 
Lowslcim, Malewskim i Mickiewiczu -- Jan Chodźko 
wizytatorem - rozmowa z pl'efektem o Mickiewiczu- 
wieści o zmianach w uniw. wil. . 189 
CCCCXCVII. Mal'yla do T. Zana. [12 kwietnia 1822, Bol- 
cieniki]. P.-zyjazd do BoIcienik - ciel'pienia mOl'alne 
i fiz)'czne - list i wiel'sz pl'zysłany podobał się bm'- 
dzo - chOl'oba oczu - pmsi o IWl'espondencyę 196 
CCCCXCVIIJ. Czeczot do Pietl'aszkiewicza. 8 maja 1822, 
I\Vilno]. Dochodzenia śledcze z powodu P.-oft1ienisto- 
ści - I'ewizya u Zana, Łozińskiego i I\ticldewicza - 
w \Vilnie cicho i nudno - konkUl's na wyjazd za 
granicę 197 
CCCCXCIX. Maryla do H. Uzłowskiego [12 czerwca 1822, 
BoIcieniki). Sen letal'giczny - Micl,iewicz Bałład nie 
p.-zysłał - sąd o Wilhelm Meistel's Lehl'- und Wan- 
deljahl'e - pl'Ośba o kupno Ballad 199 
O. Czeczot do PietJ'aszkiewicza. 19 czerwca 1822, [Wil- 
no]. Pietraszkiewicz myśli wl'ócić na Litwę - MaIew- 
ski mógłb)' się w)'starać o miejsce dla niego w szlwle 
szczeb.-zeszyńsl,iej - pierwszy tomiI, Poezyi i sądy 
o nim - ostl'Ożność w listach pożądana 201 
Dl. Mal'yla do Ad. Mickiewicza. [25 czerwca 1822, Bol- 
cienil'il Dziękuje za przysłane -bosl,ie c poezye - 
chciałaby wiedzieć, czy Mick. będzie w lipcu w stl'O- 
na ch nowogrodzldch - sama myśli wyjechać z BoIcie- 
nik 2 lipca . 203 
DII. Fr. I\ticl,iewicz do Czeczota. [Około 25 czerwca 1822, 
Rutaj. Biedny, bez widoków na przyszłość - prośba 
o książki do czytania - spl'awa majątlwwa - racllU- 
nek z 5 egz. Ballad. 205 
DUł. Fr. Mickiewicz do bl'ata Aleksand.-a. [Około 25 czer- 
wca 1822, Ruta]. Sprawa pieniężna - tmdność dosta- 
nia rzodkwi. - Adam na 2 listy nie odpisał . 206 
DIV. Czeczot do Pietraszkiewicza. 4 lipca 1822, l\Vilno]. 
Nadzieja częstego widywania się z Pietl'aszkiewiczem 
we walmcye - Ballady Mickiewicza - wiadomości 


.-.... .J
>>>
430 


o Ad. Mid,iewiczu, Lelewelu, Jeżowsl,im, Zanie i So- 
bolewslcim 
DV. Stefan Zan do bl'ata Tomasza. 19 lipca 1822, Wilno. 
List żal,tobliwy bez h'eŚci 
DVI. J. Chodźlw do Kozakiewicza. 24 lipca 1822, G.-os- 
Gl"amsden. Wiadomości statystyczne z Kurlandyi 
DVII. Al. Mickiewicz do Czeczota. L Około 28 lipca 1822, 
Zabłocie]. Podl'ót do Zabłocia, a następnie do Rygi- 
wrażenia z Ku..łandyi i Inflant - wuj Majewski 
w Widzach ł! 214 
DVIII. Kulesza do Czeczota. 31 lipca 1822, [ŁochwaJ. 
Cieszy się, że został człon Idem Tow. wspierania nie- 
dost. uczniów - filozoficzne uwagi nad filantmpią 216 
DIX. Pietmszl,iewicz do Ad. Mickiewicza. 5 siel'pnia 
1822, Szczuczyn. Podanie o podwyźszenie pens)'i lub 
dymisyę - l'achunek z mzpl'zedanych i mzdanych 
egzemplm'zy HaIlad - mal'zy o katedne chemii w Wil- 
nie - przywiezie do Wilna bl'ata J6zefa - pnesyła 
jakiś utWÓI' litel'acld 21 7 
DX. K. Piased,i do Kozakiewicza. 8-9 siel'pnia 1822, 
LWiIno]. Upomina się w sposób żal'tobliwy o gmszki, 
pal'asol i bUl'sztyn - wiadomości o Czeczocie, Gucie, 
Legenzie i Podczaszyńskim - myśli pojechać do Wal'- 
szawy, aźeby słuchać J\1aciejowskiego - Łoziński, 
Rukiewicz, Pietl"aszkiewicz - po napisaniu listu przy- 
szły gl'uszki . 220 
DX/. Stefan Zan do bl'ata Tomasza. II siel'pnia 1822, 
Wilno. \Vzywa do powmtu, gdyż sprawa z Pełskim 
na stole - wiadomości o bracie Ignacym, Czeczocie 
i Fel'd. Nowickim 222 
DXII. Pietl'aszl,iewicz do Kozalciewicza. [Około 13 sier- 
pnia 1822, Szczuczyn]. Podl'Óż do \Vilna z powodu 
chOl'oby odłożona - obawy o Czeczota - »Deladac 
i jej l'edaktOl'zy . . . 223 
DXIII. K. Piasecki do Kozakiewicza. 15 siel'pnia 1822, 
[Wilno]. Sprawa prywatna - myśl odwiedzenia Koza- 
kiewicza po nucona - pl'oces o obl'azę kapitana Peł- 


Str. 
20 7 
208 
211 
 


I 
I 
j 
I 
]
>>>
4 31 


Str. 



 
I 


ski ego -- Pietraszkiewicł: ma wl'ócić na Litwę - Ło- 
ziński - l\1.m'cinowski w kozie - sp...nva miłosna. 224 
DXIV. Ad. Mickiewicz do T. Zana. 15 sierpnia [1822], 
Wilno. Skargi na skąpe wiadomości z Tuhanowicz - 
zamiast za gl'anicę musi jechać do J(owm\ - sprawa 
o obrazę Pełskiego - l\1alewski pisał ł: RerIina - 
Marcinowsld w kozie . 227 
DXV. Maryla do Ad. Mickiewicza. 18 [siel'pnia 1822, 
TuhanowiczeJ. Słowa pociechy dla l\1.icłdewicza w roz- 
paczliwem położeniu 229 
DXVI. Czecwt do Kozakiewicza. 20 sicl"J)J1ia [18n], 
Szczuczyn. Pietraszkiewicz chor)', Czeczot również się 
leczy - Mal'cinowski w kozie. 230 
DXVII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. [Około 20 siel'pnia 
1822, Tuhanowicze]. Opisuje sposobem rozdziałkow)'m 
swoje wrażenia z pobytu w Tuhanowiczach 232 
DXVIII. Ad. l\lickiewicz do T. Zana. [Około 27 sierpnia 
1822, Wilno]. Nie kontent z rozdziałku - zasiłek na 
wyjazd 
za granicę, który spełzł na niczem - jeszcze 
sprawa Pełskiego - nudny pobyt w Wilnie - Ma- 
lewski w Saksonii 23 7 
DXIX. Kozakiewicz do K. Piasecldego. 28 sierpnia [1822], 
Głębokie. Niepomyślny stan interesów ojca - Pietra- 
szkiewicz zamierza pozostać na Litwie-sprawa Pełskiego 238 
DXX. K. Piasecki do Kozakiewicza. I września 1822, 
\Vilno. Wiadomości o Mickiewiczu, Jeżowskim, Sobo- 
lewskim, Kowalewskim, ł"ozińsldm i Domejce - spra- 
wa Pełskiego - trudność znalezienia miejsca dla brata 
Pietraszldewicza - wiadomości o Daniłowiczu, Lele- 
welu, Czeczocie - w Pułtu51m d:yabłów wypędzają 24 0 
DXXI. Ad. l\1.icłdewicz do Pietraszkiewicza. 3 września 
[1822J, Kowno. Donosi o guwernerce u Zabiełły. 24 1 
DXXII. Czeczot do Ad. l\'lickiewicz.l. 13 września [1822, 
\Vilno]. Chwali, źe Mickiewicz osiadł znowu w Ko- 
wnie - sprawunki - sprawa Pełskiego - oCł:ekuje 
ręlwpisu II tomiku Poezyi . 24 2 
DXXm. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 14 września 1822, 
\Vilno. Sprawa Pełsl,iego i nieprzyjemności z tego 


I 
I 
. 


, 

 
l 
I 


..... 


..I
>>>
432 


powodu - szczęśliwe walmcye - wiadomości o Peri 
(Maryli) 
DXXIV. Ad. Mickiewicz do T. Zana. [16 września 1822, 
Kowno]. Zapytania o Per i - Mickiewicz w stanie 
martwoty - prośba o ksiąźli 
DXXV. Pietraszldewicz do Czeczota. [16 września 1822, 
SzcZl\czyn]. Dymisya z posady nauczycielskiej - cho- 
ry - przyjedzie do Wilna . 
DXXVI. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 18 września [IS22J, 
Wilno. Scena w Ułanowszczyźnie - nietakt F. Nowi- 
ckiego wobec Maryli - wiadomości z Wilna (sprawa 
Pds kiego, obiór rektora, finanse Zana niepomyślne) . 
DXXVII. Czeczot do Ad. Mid,iewicza. [18 września 1822, 
Wilno]. Posyła książki - Lelewel cenzorem, Twar- 
dowski rektorem _ 
DXXVIII. Maryla do T. Zana. [18 września 1822, BoIcie- 
niki]. Prośba o korespondencyę - rozpaczliwe poło- 
żenie Maryli - myśli odwiedzić Jurahową w Wilnie - 
prośba o kupno Midi/aliolls Lamartina i poezyi Bro- 
dzińskiego - posyła pr.lysłane przez Kl"asińskiego pie- 
niądze za Rałłady Mickiewicza 251 
DXXIX. T. Zan do Mal'yli. 19 września [1822], Wilno. 
Rozdziałek ze słowami pociechy dla Maryli - spra- 
wunki - Jurahowa 253 
DXXX. K. Piasecki do Kozakiewicza. 20 września 1822, 
[\\Tilno]. Rada, jaki zawód ma Kozakiewicz obrać - 
miejsce u rejenta Zajączkowskiego . 255 
DXXXI. Mickiewicz do T. Zana. [24 września 1822, Ko- 
wno]. Podzięlwwanie za wiadomości o Peri, które mo- 
głyby być obfitsze - prośba o tancmistrza i guwer- 
nera - miejsce u Zabiełły . 25 7 
DXXXII. Ad. Mickiewicz do Czeczota. [25 września 1822, 
Kowno]. Powodzenie dobl'e, lecz um)'sł odrętwiały - 
drobne sprawy 259 
DXXXIII. T. Zan do Maryli, 27 września [1822], Wilno. 
Letarg Maryli - wyjątek z listu Mickiewicza - na- 
dzieja wyjazdu za granicę dla Mickiewicza - przyjazd 
F, Nowickiego z dobrą wieścią o Maryli 261 


- 


Str 
24 3 
244 
24 6 I 
247 
I 
251 I 


II 
I 


""
>>>
I. 


I 
I 
II 


II 


I 
l 



h 


4 33 


Sir. 


DXXXIV. T, Zan do Ad. I\'lid-iewicza. 28 września lI822], 
\Vilno. Tancmistrz i guwerner - Onufry w \Vilnie, 
waha się przyjąć miejsce u Zabiełły - wiadomości 
z RoIcienik - drobne nowiny z Wilna - dar Kura- 
tora 300 rb. dla Ad. Mickiewicza - Bałłady się podo- 
bają w Warszawie 263 
DXXXV. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 28 września [1822, 
Wilno]. Dobre nowiny (dar Kuratora 300 rb. dla Mick., 
nadzieja otrzymania paszportu) - F. Nowicki wyjechał 
na \Voł)'ń - Maryla będzie w Wilnie, ma nadzieję 
wyjechać za gl'anicę - zachęta do wesołej i dobrej 
myśli - Onufr w Wilnie - .-oz mowy Jeżowskiego 
z Lelewelem - sprawunki - o wiers:ł:ach Mickiewicza 
- dług będzie spłacony . 264 
DXXXVI. Mar)'la do T. Zana. 29 września 11822], 801- 
cieniki. Dwa ostatnie rozdziałki - letarg - dziękuje 
za Rrodzińskiego - przesyła prenumeratę za Ballady - 
prosi o przysłanie dwóch bałład Za na - Mickiewicz 
bardzo się w Warszawie podoba 268 
DXXXVII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 29 wrzesnia 
1822, Stal'e Troki. Znaleziony list - dar Kuratora dla 
l\1ickiewicza 300 rb. - trudności otrzymania paszportu 
zagranicznego - w Warszawie podobały się Bałłady- 
Brodziński wiel'sza do lelewela nie zrozumiał - wia- 
domości o Filomatach (Pietraszkiewicz, Łoziński, Za n, 
Czeczot) - Twardowski rektorem - L. Sobolewsld nie 
dostał paszportu za granicę - Lelewel cenzorem 270 
DXXXVIII. T. Zan do Turskiego. [Wrzesień 1822, Wil- 
no]. Radość z otrzymanego listu 27 2 
DXXXIX. F. Nowicki do Czeczota. I paMziernika 1822, 
Bolcieniki. Maryla zdrowsza. wybiera się do Wilna - 
wyjazd Nowickiego na W oł)'ń 27 3 
DXL. F. Nowicki do Czeczota. 2 października 1822, 801- 
cieniki. Prosi o wyjednanie paszportu dla siebie i IIWO- 
ich ludzi . 274 
DXLI. Maryla do T. Zana. 2 października [1822, Bolcie- 
nil-i]. W osamotnieniu rozdziałki prawdziwą osłodą - 
Ar"hiwlIm Filom. Cz. I. T. IV. 28
>>>
4 3 4 


ostatni dowodzi nieczułości Za na - zapowiedź przy- 
jazdu na 14 paźdz. do Wilna . 
DXLII. T. Zan do Maryli. 2 paMziernika [1822, Wilno]. 
Trndność pisania rozdziałków - brak wiadomości z Ko- 
wna - trzeba mieć zawsze nadzieję 
DXLIII. Ad. l\licłdewicz do T. Zana. [2 października 1822, 
Kowno]. Sprawa tancmistrza i guwernera - miejsce 
u Zabiełłów - Onufry z ł_ozińskim mogliby przyje- 
chać do Kowna - p.-osi o wyjaśnienie pewnego miej- 
sca w liście - zapytanie o Al. Chodźkę i o Odyńca 
DXLlV. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 4 października [1822, 
Wilno]. Rozdziałek, dowodzący potrzeby »konsolarza« 
w BoIcienikach - wypis z listu Maryli . 
DXLV. Ad. Mickiewicz do T. Zana. [10 października 
1822, Kowno]. Prosi o p,'zysyłanie całych listów Ma- 
ryli - chciałby widzieć się z Marylą w Wilnie, w prze- 
ciwnym razie prosi o szczegółowe sprawozdanie _ p. 
Kowalska -- sprawunki . 2
2 
DXLVI. Fr. Mickiewicz do Czeczota. 11 października 
11822, Izwal. Ciągle niespolwjn)', chory, bez widoków 
na przyszłość prosi o nuty dla sędzianel, Rostockich 284 
DXLVII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 12 paLdziernilm 
1822, Stare Tnki. Oziębłość Filomatów - wsponmie- 
nie Malewskiego - prosi o wiadomości z Kowna _ 
Jeżowski chory - zastępstwo rektora 286 
DXLVIII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 13 pa
dziernika 
[1822, Wilno]. Listów Maryli posyłać nie może - spra- 
wunl-i - odradza Mickiewiczowi przyjazd do Wilna. 28 9 
DXLlX. Ad. Mickiewicz do T. Zana. [16 października 
1822, Kowno]. Wyrzut za słowa, że »0 w'izystkiem mo- 
żna zapomnieć.. -- przykra scena z Marylą - prośba 
o pośrednictwo i wiadomości. 29 1 
DL. Maryla do Ad. Mickiewicza. 16 października [1822], 
Wilno. Prośba o przebaczenie za wyrządzoną obrazę. 29 2 
DU. Ad. Mickiewicz do Mal'yli. 17 [pa
dziernika 1822], 
Kowno. Podobna prośba ze strony Mickiewicza, jak 
NI'. DL 29 3 


Str. 
27 5 
277 
, 
" 
27 8 
280 


........
>>>
4 35 


Sir. 


DLlł. Ad. Mickiewicz do T. Za na. [18 października 1822, 
Kowno]. Prosi o oddanie Maryli listu Nr. DLI 296 
DUli. T. Zan do Mal'yli. [18 października 1822, Wilno]. 
Jako lekarstwo na czczość i cierpienia moralne radzi 
zająć się pracą fizyczną w ogl'ódku 297 
DUV. Ad. Mickiewicz do Czeczota. [19 października 
1822, Kowno]. Zwienenia dotyczące stanu serca - 
,I. scena z Kowalsl'ą w Kownie - - Maryla chce poznać 
Czeczota . 301 
DLV. F. Nowicki do C.r.eczota. 20 października 1822, Ży- 
tomierz. Zawód - m)'śli wracać na Litwę - prośba 
o wiadomości z \Vilna 302 
DLVI. Mal'yla do T. Zana. [21 października 1822, BoIcie- 
niki]. Zapewnienie szczerej, dozgonnej przyjaźni - po- 
łożenie rozpaczliwe -- febra z bolem głowy 302 
DLVII. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 21 października 1822, 
[Wilno). PI'zyjacielskie słowa pociechy obrona Za- 
na -- dlaczego Czeczot dotąd nie poznał Maryli - 
drobne wiadomości . 304 
DLVIII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 22 paLdziernilm 
1822, Wilno, Odpis listu Mar),li do Ad. Mickiewicza 
(Nr. DL.) - zdanie spraw)' z rozmów z l\1ar),lą po od- 
jeździe Mickiewicza . 307 
DLlX. Ad. Mickiewicz do T. Zana. [2" października 
1822, Kowno]. Wrażenie listu Mat"),li (NI'. DL) i T. Za- 
na (Nr. DLVIII) - prośba o oddanie j\'lat")'li listu lub 
w ra.r.ie niemożności podanie o nim wiadomości w mz- 
działku - wyraz p o ś r e d n i k nie ma w sobic nic po- 
niżającego - zgodność uczuć ;\hu'),li i Mickiewicza 31 I 
DLX. Ad. Mickiewicz do Czeczota. [26 października 1822, 
Kowno]. Spmwunki - prosi, żeby Zan Mal'yli list oso- 
biście oddał 312 
ILXI. FI". Micł,iewicz do Czeczota. [Około 28 paździel" 
nilm 1822, Nowogródek). Maluje - przes)'łl,,; pieniężną 
odebrał - myśli się sta.-ać o rejentowslwo 313 
DLXII. Maryla do T. Zana. [29 października 1822, Bol- 
cie
liki]. Ciągle zatmdniona - prośba do Zana, ażeby 
uspokajał l\lickiewicza -- ze swej stron)' zastosuje się
>>>
436 


zupełnie do jego rad - prosi o nowy rozdziałek i od- 
wiedziny w przejeździe do Bartnik ' 315 
DLXIII. F. Nowicki do Czeczota. 30 października 1822, 
ŻytomieJ'z. Zamierza wrócić na Litwę i osiąść w Słu- 
cku . 317 
DLXIV. Ad. Mickiewicz do Czeczota. [31 października 
1822, Kowno]. Przypomina sprawunki - list od Ma- 
lew ski ego 318 
DLXV. T. Zan do Ad. Mickiewicza. I listopada 11822, 
Wilno]. Odpis listu Maryli Nr. DLXII. wiado- 
mość o liście Mickiewicza do Maryli w rozdziałku po- 
słana 319 
DLXVI. Czeczot do Ad. Mieliiewic.ta. I listopada [1822, 
\Vilno]. Cieszy się, że Mickiewicz ma w Kownie przy- 
jaciółki -- sprawunki . 320 
DLXVII. Jeżowski do T. Zana. I listopada 1822, (StaI-eJ 
Troki. Przesyła plenipotencyę do odebrania książek, 
przysłanych przez M.alewskieRo - chciałby mieć Iliadę 
Dmochowskiego i topogmfię Troi - prosi o wiadomo- 
ści o I\'lm'yli i l\'lickiewiczu i wogóle o częstą IWI'es- 
pondencyę . 321 
DLXVIII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 2 listopada 1822, 
Stare Troki. \VI'a;.enie listu Mickiewicza - skargi na 
Tomasza bezzasadne - .ta leca Mickiewiczowi spolwj- 
ność - starania Jt"ż-go o pas.tpOl.t za gnmicę - za- 
miary na I)J"Z)'szłość - zdrowie nie sluźy, więc wiele 
pracować nie może - dl'uk Ho....cyusza - zapytania 
(o rozmowę z lelewelem, o druk I i II tomiku poez,yi, 
o poezye GoethcRo) - zastępstwo rektom . 323 
DLXIX. Kra!lińsl,i do Czeczota. 5 listopada 1822, \\'ar- 
!ozawa. Mickiewicz niezmiernie podobał si,: w Wm'sza- 
wie prosi o pr.tysłanie dal50zych egzemplal"ZY Poezyi 326 
DLXX. Fr. Mickiewicz do Czeczota. [Około 10 listopada 
1822. Nowogródek]. Spmwa Rostockiego - chory na 
oczy, prosi o wiadomości o braciach - dopisek Ro- 
stockiego . 327 
DlXXI. Fr. Mickiewicz do Czeczota. rOlwło 10 listopada 
1822. Nowogl'ódekJ. Prosi o radę, co ma ze sobą po- 


. 


Str. 


'I 
I 


... 


I
>>>
. 


J 


fi 


1\ 


ł 


f 


I 


--- 


4 3 7 


Stl". 


cząć zamierza się stal'ać o rejentowstwo, prosI 
o wstawiennictwo do 'Vereszczaków 328 
DLXXlI. Maryla do T. Zana. 11 listopada [1822J, Bol- 
cieniki. Gorące podziękowanie za list - wrażenie 
snllerci Dębowskiej - uwagi nad stałością i niestało- 
ścią w miłości - zajęcia sprowadzają uspokojenie 330 
DLXXIII. T. Zan do Ad. Mickiewicza. 15 listopada 1822, 
Wilno. B.-ak wiadomości z Kowna nie pozwala nic 
przyjemnego donieść Maryli - wiadomości z \Vilna- 
wypis z listu Maryli 333 
DLXXIV. Jeżowski do T, Zana. 17 listopada 1822, Stare 
Trold. Zdrowie nie dopisuje - organizacya tajnych 
kółel, - zapytanie, czy 'Vęglarze nie złożyli funduszu 
dla młodzieży n:! wyjazd za granicę - zagadkowa 
spra wa Łozińskiego -- rady dla Zana, jak ma urządzić 
kurs nauk dla panien 1\1alewskich - postscripta 334 
DLXXV. Rul,iewicz do T. Zana. 18 listopada 1822, Bia- 
łystok. Donosi o swych działaniach w obwodzie bia- 
łostockim, a mianowicie o tajnych zgromadzeniach 
w Sokulce 34 1 
DLXXVI. Rukiewicz do przyjaciół. 18 listopada 1822, 
Biał)'stok Zachęca do tworzenia małych kółek i dania 
przez to pl'zyldadu prowincyi - drobne sprawy 34 3 
DLXXVII. Maryla do T. Zana. ll9 listopada 18221, Bra- 
żelce. P.-ośba o .mowy zasiłek" duchowy dla siebie 
i podanie nowych śl'odków w razie potrzeby do uspo- 
kojenia l\1id,iewicza 346 
OLXXVlłł. F. Nowicki do Czeczota. 21 listopada 1822, 
Żytomierz. Wraca na Litwę - Uzłowsl-i ma taktownie 
zabiegać o miejsce dla niego - z BoIcienik niema 
wiadomości . 347 
DLXXIX. Jeżowski do T. Zana. 21 listopada 1822, Stare 
Troki. Posyła list l\1alewskiego i razem swój do Ma- 
lewsl-iego - Sulzer dla Kowalewskiego odesłany - 
zamier.ta pl'zybyć do Wilna na Boże Narodzenie - 
sp.-awa kucharza dla Trok - plany na święta 348 
DLXXX. Jeżowsl,i do T. Zana. 22 listopada 1822, Stare
>>>
438 


Trol,i. Trzeci list w ciągu tygodnia - sprawa historyi 
Heerena 
OLXXXI. Ad. l\licliiewicz do T. Zana. [22 listopada 1822, 
Kowno]. W stanie fizycznym i moralnym nie za szla 
zmiana na lepsze - cieszy się, że Maryla spolwjniej- 
szą - prosi o przysyłanie całych list6w 1\1 al]'1 i - spl'a- 
wunki . 
DLXXXII. T. Zan do l\1aryli. 22 listopada 11822], Wilno. 
Dwa rozdziałki aIlegoryczne o Anułce 
DLXXXIłI. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 23 listopada 
1822, Stare Troki. Dziękuje za przysłanie listu Malew- 
skiego - zagadkowa »scena romansowa« - zapytanie 
o treść listu Dobrowolsl,iego - czy Mick. .pisze dla 
Zawadzkiego« - .-ada, ażeby przedrukowanych egz. 
I tomiku nie pieczętować - plany na święta - spra- 
wunel, . 355 
DLXXXIV. T. Zan do Ad, Mickiewicza. [25 listopada 
1822, Wilno]. Brak listu od Micł,iewicza nie pozwolił 
nic donieść Maryli - listów od Maryli nie chowa, 
lecz cz
ściowo je przepisuje dla Mickiewicza - wia- 
domości z Wilna - popyt na Ballldy w Warszawie 
i Lwowie. 35 7 
DLXXXV. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 26 listopada 
1822, [Wilno). Z \\'al"szawy żądanie pn.yslania więcej 
egzemplarzy Ballad, które się talll niezmiemie podo- 
bały - tJ-zeba przyśpieszyć druk II tomiku, a powtór- 
nie odbić tomik I - zb).teczna tkliwość szkodliwa -_ 
wiadomość o braciach poety i Kiślingu . 35 9 
OLXXXVI. Odyniec do Czeczota. 1 grudnia [1822, Giej- 
sztuny]. Cicszy sir, źc będzie mieszkał z Czeczotem - 
zamierza whótce przybyć do Wilna 362 
DLXXXVII. Ad. Mickiewicz do C7eczota. lł grudnia 1822, 
Kowno]. G I' a Ż y n a skończona irwita JlfinenJa - po- 
pra wia » z i a d y - splin - prośba o lelmrstwo ma- 
gnetyczne - drugie wydanie I tomiku Poezyi 362 
DLXXXVIII. T. Zan do Mlryli. 9 grudnia 1822, Wilno. 
\\'spomnienie imienin ojca - imieniny Zana w różnych 


" 
Str. 
350 , 
I 
35. 
352
>>>
4 3 9 


" 


Sir. 


, 
I 


epokach życia i ostatnie życzenia od Maryli - wypis 
z listu Micldt"wicza - ałłegor)'a . 364 
DLXXXIX. T. Zan do Ad. Micl,iewicza. 10 gl"Udnia 1822. 
Wilno. W)'jątck z listn Mm-yli - imieniny Za na - 
lekcye Lelewela - zapytanie z Petersburga o dzieła 
Lelewela - Twardowski - sztnkmistrz w Krzemień- 
Cli -" Malewski pisał z Berlina - D. Chodźko ma 
zrobić wybór poezyi i prozy dla szl,ół - Zan ma wy- 
jechać z Chodźką na wizytę szkół . 370 
OXC. Czeczot do Ad. Mickiewicza. 10 grudnia 1822. 
I Wilno]. Tomik I oddany do dl"Uku - Czeczot zajmie 
się korektą - Malinowski - Jeżowski myśli w 1'.-0- 
kach dalej drukować Horacyusza - czy Miel,. przy- 
będzie na święta - Pietraszldewicz pomocnikiem ar- 
chiwisty w l\'lasie Radziwiłłowskiej - ukaz zakazujący 
dzieła Lelewela 372 
OXCI. Maryla do T. Zaml. [13 grudnia 1822, Bolcienikil- 
Samotna, cierpiała na piersi, teraz zdrowa - szulmnie 
pociechy w religii, z.-ozumiane przez Mick jako spo- 
kojność - cieszy się, że kobiety uczęszczają na wy- 
kłady Lelewela - prośba o odwiedziny w BoIcieni- 
kach - posyła śpiew Berangera -- w \Varszawie chcą 
poznać bałłady Za na - Micl. bardzo się tam podobał 375 
DXCII. Jeżowski do Czeczota. 13 g1'lldnia 1822, Stal'e 
Troki. Stal"ania o paszport zagmniczny 378 
DXCIII. T. Zan do Maryli. 16 grudnia 1822, Wilno. AI- 
legorya o Anulr.e, odbywającej szaloną j'udę z Tomal- 
kiem - Zan na wizytę szkół nie jedzie i wstąpi do 
BoIcienik w przejeździe do Bartnik. 3j9 
DXCIV. M.al'yla do T. Zana. l17 grudnia 1822, BoIcie- 
niki]. Zachwyca się ostatnim rozdziałkiem, którego al- 
legoryę zrozumiała - oczekuje Zana w BoIcienikach . 382 
DXCV. Jeżowski do Czeczota. 18 grudnia [1822], Stare 
Troki. Sprawa podszycia butów - wyjazd na święta 383 
DXCVI. Ad, Mickiewicz do Czeczota. [18 grudnia 1822, 
Kowno]. Skarga na brak listów z Wilna - przyjeżdża na 
święta do Wilna z Gl'ażyną i z Dziadami -- w prze- 
ciwnym razie zaprasza przyjaciół na święta do Kowna 384 


.:.
>>>
---"'ł=: 


440 


Str. 


DXCYII. Jeżowski do Ad. Mickiewicza. 19 gmdnia 1822, 
Stare Troki. Brak listów i wiadomości z Kowna - 
sprawa wspólnegu przepędzenia świ'lt Bożego Naro- 
dzenia -.- historyę starożytną Hcel-ena należy jak naj- 
śpieszniej zwrócić Piaseckiemu - Pietraszkiewicz ar- 
chiwistą w Masie Radz. . 385 
DXCVIII. M. Piasecki do K. Piaseckiego. 21 grudnia 
1822, Berlin. Wzgląd na oszczędność nie pozwalał czę- 
sto pisać sprawy - prywatne - zapytanie o magistracyę 
K. Piaseckiego 386 
DXCIX. Kozakiewicz do T. Zana. 23 gmdnia 1822, \Vil- 
no. W Wilnie pytają się o Zana - wyjątek z Dzien- 
nika ż)'cia Kozakiewicza - wiadomości z \Vilna (cen- 
zura czasopism zaostrzona - księżna lubowowa - 
l\1icl,iewicz chory, przyjaciele jadą do niego na święta 
do Kowna) . 388 
DC. Malewski do T. lana. 24 gmdnia 1822, Bel"lin_ 
\Vraźenie ostatniego listu Za na - wszeteczność Pie- 
traszldcwicza i Piaseckiego - magistracya Zana _ 
raport tegoż z wizyty szkół - tajne działanie w Wil- 
nie -- filolog FI.. A. Wolf - przesyłka książek . 394 
DCl. Kozakiewicz do T. lana. 30 grudnia [1822, Wilno]. 
Dalszy ciąg dziennika Kozakiewicza - wiadomości 
z Wilna o znajomych pannach - Gołuchowski - be- 
delostwo. - Frcjend - dmk II tomiku poczyi Miclde- 
wicza - parodya -Hej, radością_ - wieczór u p. Łu- 
czlwwej - życzenia N. Rolm dla T. lana . 397 
DCII. Kozakiewicz do T. Zana. [31 grudnia 1822, WilnoJ. 
Wiadomości z Wilna (Imcya u rejentowstwa Malewskich 
- imieniny Mickiewicza - wtorek u rejentów Malew- 
skich - obsadzenie bedelostwa) - dopisek K. Pia- 
seckiego . 4 03 
DCIII. M. Piasecld do K. Piaseckiego. 31 grudnia 1822, 
Berlin. Sprawa osobista - wiadomość o Malewslcim- 
przesyłka książki Tittmanna 406 
DCIV. Odyniec do Czeczota. 2 stycznia 1823, Giejsztuny. 
Zapowiada blizld swój przyjazd do Wilna. 4 08 


-
>>>
- 


. 


44 1 


Str. 


DCV. Rukiewicz do K. Piaseckiego. 2 stycznia 1823, 
Milkowszczyzna. Tajne działania w Białostockiem 
prośba o przysyłanie wiadomości o takichże działaniach 
w Wilnie - wiadomości z Berlina (tajne związki - 
bojkot uniwersytetu ze strony Polaków) . 408 
OCVI. Jeżowski do Pietraszkiewicza, Czeczota iDomejki. 
8 stycznia 1823, [Stare Troki]. Długi list z przestrogami 
i zachęcaniem do rohoty -t 10 


lOT .. 

\" "l'f:';$!A 
ł.lj. 


_. 


--
>>>
Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300043374731 


- 


1
_
>>>

>>>