/Archiwum_001_09_055_0001.djvu

			London, 18th March, 1973 
Reg;I&tored at the G.P.O. as a newspaper 


I Cena 2Op.' 


I Dziś 6 stron I 


Rok XXVIII nr 11 (1407) 
LONDYN 18 marca 1973 


Założyciel: Mieczyslaw Grydzewski 


TYGODNIK 


Redakcja i administrdCJlł: 
67 Great Russell Street, 
London 
WCIB 3BS 
tel. 01.242.3644 
Prenumerata kwartalna £2.50, w Stanach Zjeo- 
noczonych i Kanadzie $7.50, w Belgii 355 fr. 
belg., We Francji 35 fr., w Niemczech 30 DM, 
w Szwaicarii 35 fr. szw., we Włoszech 4.125 
Hr, w inuych krajach równowartość $7.50. - 
Zmiana adresu lOp. - Czeki należy wystawiał 
na .,Wiadomości". - Ogłoszenia. Cena za 
l cal x l szpalta £2.00 


JAN PARANDOWSKI 


POEZJE 


,,"KROTCE miną cztery. lata, ja.k 
UI'larł w Londynie KazI- 
mierz Wierzyński. Zawał serca. To 
ciężkie stowo przygni'.lta 
oje myśli. 
A w nich staje on: wysoki. dorodny, 
z bujn}m złocistym włosem i !- r?- 
ześmiana twarzą, nad którą IgraF! 
błyski 
kularów. Takiego .pozna
em 
pół wieku temu i ten KazI? ,z .p;e
- 
wszych czasów naszej przyjiniej- 
szym. widzę. jak się rozciągają chmu- 
ry nad młodzieńczą pogodą, powaga 
miesza się ze smutkiem. czasem wciś- 
nie się myśl o śmierci. Wreszcie r<:d- 
chodzi czas grozy: wojna, ,-kupacja, 
o której wiedział więcej, niŻ by nloż- 
na przypuszczać, g,dy był tylko zó:ny 
na wiadomości docierającc do !:iego 
przez ocean. J odtąd już nie s:yszYi11Y 
głosu radości i .zachwytu. Pozost,lły 
jednak wykrzykniki. 
Może ktoś rozważy tę cechę jego 
wierszy - chyba ani jed
n nie oby- 
wa się bez wykrzynika. Na to juk 
dawno zwróciłem uwagę, teraz za- 
trzymało mnie inne zjawisko: księżyc. 
Jest on po prostu nieodstępny, nie- 
jeden wiersz zawiera go już w tytule 
i 'je.st mu poświęcony, w ;nnych 
zaś wychyla się albo swym światlem 
czy kształtem, albo metaforą czy po- 
równaniem. Szukał go na niebie, od- 
wracał oczy od bruku, by nań 
poj- 
rzeć. śnił o nim z romantycZJnym 
uporem. 
Odstawiam na półkę tom jego po- 
ezji i pat.rze na stojącą na wyżąej 
półce fotografię. gdzie jest on utrwa- 
lony na dwa dni przed śmiercią. Je!.t 
zamvlŚlony, poważny, właściw:e 
smut.ny. I widać siwizn
 włosów. Z 
tą fotografią obcuję nieU8tannie, bo 
rzadko przechodze przez pokój, by 
na nią nie spojrzeć. a gdy się <,d n:ej 
odwracam, :z..1.trzymujl
 się przed pół- 
ką, gdzie są jego poezje, i l.1.m!ast 
milczą.cej twarzy czytam głos myśli 
i serca. 


MACIEJ CYBULSKI 


Jan Parandow!oki. 


Historia powszechna - i jedno zycie 
"Bobuś żywy" Jana Krok-Paszkowskiego 


t 


- 
.'Uł 


8 


, 


Autor powieści żywy (r. 1945) 


NLlm l'o.
 I/LI zawsze w sen /t 
l po;:.ostal/!t; 
Jakieś wspomnienie, jaka; 
lch\\'ila jasna. 
1 J.ieclyS potem wyjdzie I/a 
[spotkanie, 
Gdv \\,sz\'stkv II'oJ.Ół 
'l 
Llc:riie Z \\'olna gasnąc'. 


NIE ZNAM nav.et prawdz'wego 
nazwiska autora te; strofy, ko- 
legi z AK. Pesymizm nabyty w tam: 
tych latach każe mi przypuszczac 
Że wyszła mu na spotkanie ś
ierć 
- jak tylu innym. A Bobuś - zyw¥. 
l to jest jego wielka zasługa, nI
 
tylko wobec nas, czytelników CZęŚCI 
jego życiorysu. ale i wobec tego co 
nazywamy Ojczyzną; a nawet wobc:: 
historii powszechnej. Bo według nor- 
malnvch reguł powinien być n:ebo- 
szczykiem. A nie jest. Pamiętam.. j"k 
w cz:..sie powstania warszawskiego 
iakiś dowódca odcinka pod fatalnym 
obstrzałem kazał na deseczkach czy 
tekturach wym,;I'Ować h.lsło: "Nie 
bądź gł-upi. Nie daj się zabić". Bo- 
buś (pseudonim "Szczeniak ") nie dał. 
Oczywiście, jest on postacią fik- 
cyjną, a książka jest powieścią.*) 
Ale czy tak zupeln:e? Autor, Jan 
Krok-Paszkowski musiał coś z tego 
przeżyć. by tak o tym p:sać. Nie 
chodzi o fak.ty, ale o klimat, <' fak- 
ture epizodycznych nawet ,ylwetek. 
Wszystko w tej opow.ieści jest n;e- 
konwencjonalne - począwszy ud ty- 
tułu. Normalnie, kiedy czytamy na 
okładce że ktoś żywy, to od razu 
wiadomo że dawno umarł (..Conrad 
żywy", "Byron żywy" i t.d.). Ro- 
zumiem wagę symbolu w takich ty- 
tułach, ale jednak ogromną frajdę 
sprawiło mi że onże Bobuś jest na- 
prawdę żywy na końcu książki. 
Opowiadanie treści takiej książ.ki 


*) Jan Krok-Paszkowski. Bobuś żywy. 
Okładkę projektowała Maria Skibińska. 
Londyn, Pols.ka Fundacja Kul tura,ln a. 
1972: str, 319 i lnl. 


byłoby zarazem bezcelowe i nietl,(- 
tov. ne. Zanotujmy więc tylko że kil- 
kunastoletni Bobuś, uciekinier z nie- 
mieckiego transportu w:ozącego roz- 
bitych powstańców do obozu. trafia 
na Ziemie Odzyskane. Ale jeszcze nie 
calkiem odzyskane. Na płacz mu się 
jeszcze zbiera, gdy sobie pomyśli 
..Warszawa ,. i przypomni że Warsza- 
wy j'Uk nie ma. Ale trzeba jakoś 
ż.yć; jeść i ubrać się. A Bobuś, przy 
całej swojej niewinnośc;. wyrobił już 
w sobie niezawodny instynkt prze- 
życia. Przyda mu si,: :0 na zachod- 
nich ,.dzikich polach ". 
Autor nie mówi prawie nic od sie- 
bie. Chce tylko rejestrować spostue- 
żenia i reakcje !owego boh:ltera w 
najrozmaitszych sytuacjach, w spot- 
kaniach z coraz LI innymi ludimi. 
Są jednak w tej opowieści p(.
t3cie 
st:l!e i prawie przez (ł!lły czas ObfC- 
ne: słarszy ko:ega ..Blondyn", nauczy- 
ciel życia, Buto.rna, oficer sowiec- 
kiego wywiadu. dobroduszne wcie. 
lenie złych mocy. Sylwetki bardziej 
epiLodyczne mają równie wyraźr.y 
rysunek. Chociażby ten p0dNl':';ZlW- 
ski Rzein k (pseudo ..Piękny rr.ęż- 
czyma") albo pop-panienki (pełnią- 
ce obowiązki Polek) z Leningradu, 
pracownice Butomy. Czy wreszcie 
smukła Gizela. córka niemieckiego 
oficera. z którą Bobuś zawędruje aż 
do nietkniętej wojną Pragi; ale z nią 
nie zostanie. bo trzeba wracać do 
kolegów. Obowiązek solida...n
ści, 
instynkt koleżeński. wewnetr:>:,le 
przeświadczenie że nie wolno ,.na- 



a dal1iizycb 1iitronach m.in.: 


-\D.\\1 CZER:\'IA WSKI: 
Kapu1iita i pomarańoc 


ALICJA LISIECKA: 
W
pomnienie o Arnoldzie Sluckim 


o\R:\'OI.D SLUCh.I: 


Wicr-sze 


IGNACY WI.E
IEWSKI: 
Wspomnienia Ireny Lorentowic.f. 


\\' dalsLych numerach: 


ROGUMIŁ ANDRZEJEWSh.I: 
Zapro1ii7.enie na wystaw
 obra:-.ów 


\!..EKSANDER JA:\'T A: 
Pr.f.c1iitrogi drugie 


ROMAN KARST: 
.'aust history",ny 


WITOLD WIRPSZA: 


Pr7erób 


'.. 
J' 


Autor recenzji żywy (r, 1945) 


-
 


walić" - oto klucze do zagadki, 
dlaczego Bobuś żywy. 
Mógłbym sob:e, znanym sposobom 
recenzentów. ułatwić zadanie przyt<\- 
czając sceny czy fragmenty d:c..!l'- 
gów. Bo warto. Ale takie wyrwa- 
ne "ilustracje" nic nie ilustrują. 
KsiąŻJka jest bardzo dobrze skom- 
ponowana; jeden wątek wyplywa z 
drugiego, by czasem zawrócić I za- 
wadzić o umarłą, zdawałoby się, 
przeszłość. Tak jest np. kiedy dziv. ny 
sierżant-partyzant opowiada Bubu- 
siowi o losach jego brata. Albo k,e- 
dy raptem przypom:,na się chłopcu, 
jak do Karczewa po świnie (
la Rzeź- 
nilk.1 jeidził. 
Styl Paszkowskiego je
t ej 
me:1tem 
treści książki; a treść jest VI służbie 
stylu. Trudno ten sposób pisania 
zdefiniować: ni to reportaż, ni sce- 
nariusz filmowy. Jest w tym coś z 
cienkicj ironii Straszewicza a nie ma 
nic z brutalnośri Hłaski, 'choć i ję- 
zyk pomysłowy ("Zbieraj się Bobuś 
sprężynowO''' - budzi przyjaciela 
Blondyn. A Bobuś przy innej okazji: 
..Kop mnie. Blondyn, w neCe, bo 
chyba ile widze") i sytuacje nie dla 
ministranłów. Niełatwo by-lo unikać 
ordynarnych sMw i stereo.łypowej' 
knajackiej gwary dtzied.ziczonej po 
Wiechu. 
Paszkowski nie demonizuje wro- 
gów. N:emcy nie są u niego za ;:zar- 
ni. Rosjanie za czerwoni. Nie Krzy- 
żacy ze swasty1ką w miejscu krzyża 
i nie bolszewicy z nowel Małaczew- 
skiego. Gdy próbuję jako
 bardziej 
generalnie ująć tę książJkę, przyc.lO_ 
dzi mi na myśl że "Boł,u
 zywy", 
to rzecz na krawędzi; na granicy kil- 
ku światów - wojny i niby-r}okoju. 
Polski, Niemiec i SCJlWietów, r7eczy- 
wistości i fikcji. Ale dla nas, 
oko- 
!enia Armii Krajowej. i w tej fli\.Cji 
Jcst prawda. A Bobuś bez nazwiska, 
Bobuś na szczęście żywy, jest - 
jak ów ..spotkany łazik, byle mo- 
rowy" Z akowskiej piosenki - nasz 
brat. 


KARCZMISKO przepełnione było 
dymem i zaduchem. Na ławach 
siedziało kilku miejscowych chło- 
pów, w kącie zaś. tuż kolo wyjścio- 
wych dźwierzy, drzemało dwóch 
Słowaków. Wraz z nimi drzemał Ju- 
ra Kocurek, co to był gajdoszem na 
dziedzinie. Zwykle w powszechne 
dnie Jura do karczmy nie chodzywał, 
bo dość się tam nasiedział w czasie 
zabaw, muzyk czy weselisk. na które 
go proszono. Był przeca jedynym 
gajdoszem, bez którego żadna uro- 
czystość nie odbyłaby sie na dzie- 
dzinie. Wyglądałoby to tak, jak gdy- 
by miejscowy kościółek miał zostać 
bez księdza. lub choćby jarganisly; 
albo gdyby miejscowemu k:erchowi 
zabrakło kopidoła; albo gdyby po- 
grzeb szedł bez spywoka, co zapo- 
wiadał i śpiewał pogrzebowe pieśni. 
Kocurek dobrze o swym znacze- 
niu wiedział i dlatego też należycie 
się ceni!. Już nie tylko samo jego 
zajęcie robiło go dumnym, ale hyr 
miał jakby wrodzony. 
Postacią raczej Jura nie impono- 
wał, bo był niskiego wzrostu. a na 
dodatek nogi miał pokrzYWione, czyli 
obłe, jak to ludzie na dzied,z;nie okre- 
ł mocny ko- 
łek w ściane i powiesi'ł na nim swo- 
je gajdy. Kołek znajdował się tuż 
pod śWiętymi obrazami boć takie 
miejsce by'ło godne tego' zacnego in- 
..trumentu, który miał zastępować 
m'todej, parze krowę, i to dojną kTo- 
wę. 
Ale już w niedalekiej przyszłości 
ga,idy mi'ały malłżeństwo d7neljć i 
różmić. W czasie pó:tniejszych zwad 
i kłótni ni'eraz znalarz,Jy sie na łożni- 
cy w postrzodku małżonków i dzie- 
liły ich, a nie łączyły we wspólnym 
pożyciu. 
MaTynkula była babą porywczą i 
kłótliwą. Nie znała się na szpacach. 
czyli żartach i złościła sie na chłopa 
Drzv każdej. naJdrobniejiSZej okazji. 
1'!a.jlbardziej dme.n.ill'o. ją. że po powro- 
Cie z muzvki czv we.seh naoym"1 
Dny niej g3Jiidy i wtórował jej nie tyl- 
ko gdy robiła wymówki. ale nawet 
wtedy. gdv rzvkała, czyli odmaw.iała 
pacierz. W takich przypadkach w 
przYDływie wielkiego gniewu rzucała 
site na chłopa i porwalnym ze stolu 
szyd bem przebifaM mu gajdy; a co 
h;ed,ne llaid7iska byłv winne, że w 
domu nie było zgody? 
yv rok po ślubie urodzi
a im się 
dZiewczynka. Rosła samotnie, jako ta 
dzicllka lub DpUSlZczona pod płotem 
źiglawa. Ojciec jlUż teraz prawie 
mta,wicznie pl1Zlebywał w karczmie. 
gdz.ie ja,k nie pr:zygrywał na wese- 
lach czy muzykach, to siedział przy 
stole i popiiał. Znali go ludzie, wi-ec 
choćby nie miał groom na trunek. to 
jednak zawsze S'Lę znalazł ktoś, kt.:! 
go poczęstowa.J. Marynkula, wiecz- 
nie za pracowana, wiec7nie Ziagonn-o- 
na i zalatana, r-ównież mało kiedy 
mogła usil3Ść we własne
 izbie, przy 
wł,a&nym dziecku. 
Marynkula wybaozała Jurowi, gdy 
DOpijał na we<;e!ach czy zabawach. 
bo wiedziała, że go zmuszal,j ludzie 
do picia i trudno mu sitę było wymó- 
wić; złośoi1ła sie jednak, gdy bez 
notr7eby szedł do karczmy i przepijał 
zarobione grosze. 
Jura był zręczny do roclmaitych 
robót: umiał stru.llać szyndzioły, czy- 
li gonty. kt6l1"ymi chłopi miejscowi 
nakrywali dachy; u111iał poklępać 


'

:' 


.,.:....: 
" . 


ku
, gd
 nie starczyło czasu czy 
zręcznoścI kosiarzowi; umiał uszyć 
kyrpce i zrobić kopyca. Ale Jura 
chwytał się za robotę tylko. wtedy, 
gdy było to konieczne: gdy nie stało 
już własnej umasty na okraszenie ku- 
rL.imy, czyli ZJuPY ziemniaczanej; 
gdy nie było mleka; gdy brakło koł- 
ków, czyli zapałek; gdy nie było soli 
lub gdy wyszła ostatnia kropla nafty. 
Do roboty zabierał się i wtedy, gdy 
chciał zarobić na tytoń do fa,\;fki, 
którą wiecznie kurzyl. 
l.e nie mieli własnego pola, Ma- 
rynkula wynajmowal.a się cudzym 
gazdom do pracy na ich gruntach. 
Zapłatę otrzymywała w naturze: wo- 
rek ziemnia.ków, kawał słoniny lub 
łokieć plótna, które potem bieliła i 
z którego szyl.a obleczenie dla siebie 
i chłopa. 
Wszyscy na d
iedtrinie wiedzieli, że 
latem lbierała jagody i borówki i z 
pełnymi, ciężkimi koszami chodzy- 
wała do Jabłonkowa lub nawet do 
dalekiego Cieszyna, gdzie sprzedawa- 
ła ten, tak procnie uzbiernny OWo.c. 
Kocurkowie nie mieli konia, chcieli 
jednak uchować choć jedną krowi- 
nę. Dlatego Marynkula na własnych 
barach dźwigała zapracowane siano, 
słomę, z;iemniaki czy inlI1e jarzYiTIY, 
którymi zapłacono jej za ciciką mb<}- 
tę. Harowała i szporowała jak mo.gła, 
ale że z chłopa - poza graniem n:l 
grujidach - nie miała wielkiej pocie- 
chy, więc w chacie zawsze czegoś 
brakowalo. Zwykle chodziło o rze- 
czy najbardziej potrzebne do żywo- 
byci.a: chleb i sól. Mleko czy oma- 
sta należały do rZJadkości, bo jak kro- 
wa by1Ta cielna, to nie dawała mleka: 
jak sie ocieliła. to mlekiem udoj01lym 
trz'
 było Żywić cielaka. 
Dziewczynce dali miano Marynka. 
Już taki palI10wał na dziedzinie oby- 
czaj, że najstarsz1} cere nazywano po 
m3Jtce, a pierworodnego syna daT7ono 
mianem oica. 
Jura dziecka specjalnie nie lubił. 
bo wolał. by mu sie urodzitJ syn. 
Ilekroć zabierał się potem do wypeł- 
nienia uowi"ności małżeńskie,j. w 7 0v- 
chał do niebios. by tym razem dałv 
mu chl.oDaka. Niebiosa widać nie Wy- 
słuchiwałv iel!O oobożpvch wes- 
tchnień. ho Bóg- n:e robłoposławił 
już Kocurkow dodatkowa poÓechą. 
Miej'<;Cowe baby. które o wszvst- 
kim zawsz
 zdały sj,e wiedzileć. twier- 
dziłv, że Kocu,rkula' kilka razy bvła 
hrubo. ale dziecko potraciła. Radzi h, 
one Marvnkuli tak: - Jak nimosz 
co dać dziecku do jedzvnio i ni.."n<;z 
go w co oblyc. to I!O leni na świ
t 
nie kluc. - Chodziły też po dzip- 
d7:ni'e wieści i obgwarzowa nia, że 
gdy Marvnklll
 była z drul!im C7V 
tmecim dzieckiem. nie I")rzestTZpgaLt 
oewnych mieiscDwych n"ka7ów i za- 
lpceń. Tak wif'C ieśli hvła hrubo to 
nie wolno iei łwło prz,pknlC"zać dco- 
runp'k jaj ani miejsca. w którvTT1 kn.; 
orli!t3!ł mocz. Nie powinn
 tÓ bvh 
obIitZvw:Jć rooule. czvli drewniane..,) 
orzyrządu, którym m.-eszan.... ziemnia- 
ki. 
Kocurek nasta,wał na babę częs'to. 
Robił to zwłaszcza, gdy był piljany. 
Marynkula lęka.ła się wtedy barozo. 
bo w,ierzyła, że dziecko poczęte w 
pijaństwie mogło urodzić się głupim 
i fiiZyoZltlie uŁomnym. By więc za- 
pobiec citąiy, stosowała się do miej- 

cowych praktyk, które ią. niweczyły. 
A znane by'ły umy'ślne środki wywo- 
łujące poronien,ie. Znachorki na dzi.e- 
dzinie radziły oiężarnej kobiecie pić 
herbatę z "iX)leju". Gdy to nie skut- 
kowało, zalecano wywar z ziół nie- 
toty i dziurawca. Gdy i ten sposób 
zawiódł. należało pić wywar z goto- 
wanego tytonillJ. Najpewniejszy środek 
rozbycia sie dziecka polegał na tym, 
dJby w cza",ie pof1Odu przy zawią'zy- 
waniu pępowiny przed przec;ęciem 
sznura ZJrobić węzełek tylko matce, 
a dziecku nie. wskutek czel!o n:e- 
mowlę umieraoło. Jednak mało która 
z miejoowych kobiet używała tego 
zabiegu, bo zdawały sobie sprawę, że 
f1ównało się to zabójs1twu dz,iecka, na 
co nie pozwa,lało tute11Szemu czło- 
wiekowi ani jego sumioenJe, ani wi.a- 
t1a w Boga i Jego k3!ry. 
Mfooe Matrylliacko chowało się 
samo. Kiedy matka wybierała się w 
pole, to zabierała wprawdzie ze sob1 
niemowle. ale się nim niewiele opie- 
kowała. Rzucała je do dzichty, czyli 
nos ilił:a z,robionego z warków od 
7iemnaków. Zarzucała dzichtę na 
głowę i niosła dziecko., jakby miała 


"\ 


.i 


.:. 


, 
ł 


...'\ 
.._
 


.ł. 
Koronczark.i 


. +-. 

 
:'.
"
. 
"- 


na plecach siano lub wor ziemnia- 
ków. Dziecko z początku wrzeszcza- 
ło i płakało, a nawet się dusiło, ale 
gd} osd:a.bło z wymęczenia, uspo- 
kajało się i milkl.o. Gdy matka do- 
szła do pierwszej kopki siana lub 
stomy, rzucała na nią maleństwo. 
Mogło się znowu drzeć w ni.ebogło- 
sy; nikt do niego nie podchodził, bo 
na to nie było CZlaSU. Raz czy dW.l 
faizy za dnia matka podała dÓecia- 
kowi piersi, a gdy j'Uż nie plekała, 
czyLi nie karmiła, mała butelczyn.l 
mleka musLa,ła starczyć za na.pój i 
po.żywienie. Gdy mała nieco podro- 
sła, dostawała jakiś poleśnik, azyli 
ziernni.lczany placek, a zimna woda 
z pobliskiego źródełka gasiła pragnie- 
nie. 
W niewiele leps.zych waTunkach 
wzrastały inne dzieciaki na dziedzi- 
nie, nawet te, których ojcCJIWie nale- 
żeli do większych. czy nawet hrubych 
gazdów. Pracy na polu i koło do- 
mostw było tyle, że nawet r:aj]icz- 
niejsze rodzeńs.two miało jej do sy- 
ta. Nie było więc czasu na ciaćkanie 
się z dzieciskami. na chuchranie się 
z nimi. Choć dzieci na ogół kochano 
i starano się o ich dobre wychowa- 
nie i zno
ne odżywianie. uważano 
jednak. że tward';za za\Jrawa do cięż- 
kiego żywobycia dziecku s
e przyda. 
Nie było też na dziedzinie zwyczaju 
okazywania na zewnątrz tl' .W, co 
czuło się dla dziecka w postrzodku. 
bo wierz01lo, że zbytnia czułość i 
tkliwo
ć tylko dzieci Dsuje i wyko- 
ślawia ich charakter. Gdy ojciec lub 
matka pogłaskali ,l!;łówke dziecka, był 
to widomy znak, że zdaniem ich by- 
ło posłuszne i dobre. Nie slyszało 
się głośnych pochwał za dobre spra- 
wow'lnie, którego rodzice oczekiwali 
od dziecka. jako czegoś naturalnego. 
Z drugiej strony i rodzice nie do- 
znawali zbytniej czułości od Siwoich 
poci,ech. Wystarczyło. by były po- 
słuszne i aby nie trzeba było im 
powtarzać ustawicznie tych samych 
nauczek i przykazań. - -:Jobrymu 
dziecku nie trza gwarzić dwa razy 
- pouczało tutej
ze powiedzenie. 
Dzieci między soba też nie żyły w 
zbyt wielkiej zażyłości czy komity- 
wie. Mogły się nawet kochać. ale 
tego nie okazywały na zewnąItrz. Nie 
było ściskania sie. calusów i ciep- 
łych słówek: jednak gdyby zaszła 
DOtrzeba. to jedno za drug:e oddało- 
by wszystko, może i życie. 
Całowanie rąk rodzicom lub star- 
'>'Zemu rodzeństwu należało raczej do 
rzadkości. Ale gdy do tego do- 
chodziło, pocałunkom towarzyszylo 
namaszczenie i uroCZys:y \1'łstrój. Ro- 
dzice całow<:li dziecKo. gdy odcho- 
dzilło w świat. Spotykało to chłopca, 
gdy wybierał się do woj,<;ka. luh gdy 
z niego wracał. a potem gdy odcho- 
dził z domu do własnego gnia;>eda. 
Córkę calowali rodzice. gdv szła na 
slużbe lub gdy oPuszczała ich po 
]u- 
bie. A między sobą dÓeci też rZ1.dko 
sie całowały. Gdy młod..ze dziecko 
z rodzeństwa szło do sluchania, cz}'li 
spowiedzi, całowało w reJke starsze- 
go czlonka rodziny. przepraszając go 
w ten sposób za ewent,ual,ne popeł- 
nione względem niego przewinienia. 
Tak samo pocalunkiem w rękę prze- 
praszały dzieci ojców za to, że bły 
nieposłuszne lub Że zaw:niły w ja- 
kiś i'nny sposób. 
Człowiek prowadzący w gr6niach 
twardc żywobycie wzorował się 
może w swym zachowaniu na sro- 
giei naturze, która go zews?'ld (ta- 
czała. I psa tu nie gł	
			

/Archiwum_001_09_056_0001.djvu

			:z 


WIADOMOSCl 


Nr 1407, 18th March, 1973 


o- o 
" "...;. , 
" \" , 
l 
 

 
-- 
... ..
- 
," 

 ).\. I 
. . 


 ., , t 
. )- 
r' \ 
ł .. 
ł . ł 


Od prawej: Jan Kawulok. gajdosL z Istebnej, Maria Wardasówna, 
pisarka śląska. Pawel Lysek i gaż dzina z opisywanych okolic 


dzi, że jego. ajcawie. sam. i 
ie !<ą 
szczęśliwi i zadawalem, ta pkze ma- 
że aczek i.wać, że d.a.dzą mu ta, cze
a 
sami nie posiadają? A Mary,nka p!e 
widywała szczęścia ani Uimlo\awa!1l
 
u swaich ajców; nie dastrzegała JUZ 
nie tylko. miłaści, ale nawet prastego. 
pogadnega. 
śmiechu 
Zy dobre
a 
si owa. W Izbie Kacurkow na t
 ZJa- 
wiska nie bY'la ani miej,sca, am cza- 
su, ani spasabnaści. 
tar} myślał 
tylko. a graniu i ka'l'czmle; Marynku- 
li zaś każdą chwile zab:erała troska, 
by związać kon
ec z. kańcem: b
 
chata nie zawali la SIę, by .krszył, by je sabie za- 
trzymał. a w zamian zrobil kapę 
szv:ndzialó.w. ba Ruckim dach prze- 
ciekał i trza go. była paprawić. 
Kacurek zgadził się chętnie. Właś- 
nie wyprawiał Marynkę da sz.kDly. 
a dziewczyna nie miała co. włażyć 
na nugi, bo kyrpce matki byly za 
wiel:kie, a ajca jeszcze większe. 
Był kłapat z innymi częściami 
dziewczęcego. ableczenia. T'I'Za była 
dla Marynki jakiejś jakli. i spadmice 
z zapaską, ba na fartuch czy fartu- 
szek miała jeszcze czas. Jakla się 
znalaz.la w tróchle mac:erzynej. ba 
Marynkula sama ją dawna oddziedzi- 
czyla po zmarłej macierzy, ale że jak- 
liska by la na nią za ciasne, więc go. 
nie nosiła i schawala na dna tróchły. 
Że tróchła znajdowała się w wiecz- 
nie wilgotnej kamarze, więc cakal- 
wiek się w niej znajdawała, była za- 
sandrzane i skrębiałe. Najwięcej ucier- 
piala właśnie jakla, ba wilgoć lubiła 
zamsze. 
Wyjęla więc macierz starodawną 
ja klę, jeszcze pewna cys'lrskie czasy 
pamiętającą" przeprala ją w ługu i 
wysuszyla nad nalepą. Jakliska w 
praniu się ściągnęła i przez ta ZJI11niej- 
szyła, tak że pasawała na Marynkę. 
Dziecka paszła da dalekiej sZkDly 
ubrane w jaklę pa starce. w spadnice 
matki i kyrpce sąsiadki. 
Dzieciska sz'kolne naśmiewały się 
z Marynczynei jakli. ba nie mDgly 
znieść złej woni, kłóra została w 
starej małerii, a której n;e zabił na- 
wet mocny ług; nie magły też dapa- 
trzyć się na jakli farby, bo. w praniu 
ług ią mocna wy tali'I i pazacierał. 
śmiały się wi
 dzieciska. że mła- 
dej Marynce uszyta ja,klę ze zdech- 
łego., wy]eniałega kacura. Takimi 
drwinami i śmiechem przywitana Ma- 
rynke w s:okale. A i sam rechtór, 
gdy -przechodził kała ławki, w któ- 
rej Marynka siedziała, zdal się pa- 
ciągać nasem. 
Al,e i dz,ieci zamożniejszych gaz- 
dów nie miały a wiele lepsiZega ablc- 
ozenrua. Starzy i młod'zi dbali a swa- 
je obleczenie, zwłaszcza na niedziele 
i świJęta, na weseła i muzyki, lecz 
ubiór dziecka spooj.alnega frasunku 
im nie spr.awiait. W dużych rodzi- 
n.ach syn,kowie dzi,edziczyli Z:a2I\VY- 
czaj to, co. zos1ała po starszych bra- 
ciaoh, a cery chadziły w obleczeniu, 


które :rosttała po ich wyrośniętych 
siastrzycach. 
Latem, aczywista, chłopakowi wy- 
st.atrozYlłia płódettma kosZJUla i płó- 
cienne, 'SzorSitłie, bo. z niebielanego. 
płótna uszyte spodnie. Obuwia wte- 
dy me było. potI1reba, bu booa ch0- 
dziłD się zdrowo. i wygodnie. Zimą w 

zbie ttakże chodZOI1JO boso., ale gdy 
trza była wyijść na dwór, czy nawet 
do. chlewa. stadDły. masztali czy bra- 
gu, ta wtedy trza była na nagi caś 
włożyć. Obuwi'em były kyrpce, które 
S'ZytD z wYlprawionej skóry świński'ej 
lub cielęcej. Pończochy dziewczyny I 
ba,by SiZJtyrkowały same. Robiono ;e 
z wetnnanych nici; wełny dostarrcza- 
ły hodowane w gróni,ach awce. 
W wiosce Istebnej byly dwa bu- 
dymki szkolne. Jeden był murowany, 
drugi drewniany. 
W muroWaiIlym budynku miteŚciły 
się dwie wie]k,ie ilzby, w ktocycl1 od- 
bywały się lekcje d,la dzieci młod- 
szych. Na górze znajdowała się m:e- 
szkanie nauczyciela. 
W budynku drewnianym były tez. 
dwie izby służące za klasy dIa młDd- 
srzej dzia,twy. Na }Ji,ł.tN.e mieszkal 
drugi nauczyciel, któ'l'Y był kierow- 
ni,kiem abu szkól. PDmocnik jegJ 
uczył w abu budynkach. 
Liczna dziecialJ'nia musiała się pa- 
mieścić w tych dwóch ciasn,¥ch pa- 
mieszcwnitach SZlkDłnych, ba były ta 
czasy po p
erwsooj wajmie świ,ataweJ, 
kiedy państwa palskie dOpiteczne na niej w.pi- 
sali w s w a i m języku. Odpisałeś 
mi: "Od czasu mego. wyjazdu z 
Azerbaj(iżanu nigdy jeszcze nie óa- 
stałem życzeń w m a i m aj czystym 
języ.ku" . 
O ile jednak kzyncowa i ettnicznie 
Azerbajdżanie są Turkami, chać pa- 
litycznie mają poczucie odrębnDści, 
a tyle kulturalnie i przez ta religij- 
nie ułeg]i wpływam perskim. Raz- 
,kwit kultury perskiej w IX i X W. 
wydał w następnych wiekach dwóch 
największych paetów azerbajdżań- 
(Skich - Ghalkani (w fane\tycznejj. 
transkrybcJi pa]skiej, znany na Za- 
chodzie jaka Hagani) i Fizuli. 
Kiedy Ci pasłałem, Ve]j. "Kasy- 
dy i gazele azerbajdżańskie" w tłu- 
maczemu Józefa Łabodowskiega. u- 
czyniwszy z nich książeczkę i]ustra- 
waną perskimi miniaturami. nie wie- 
działem żem utrafił. Masz jedpak 
świetną pamięć i nie tyLko. szablą 
w życiu się parałeś" baś mi adpisał 
m.in.: "00 .pisa]i oni w języku farsi, 
>t.j. po persku, tak jak na Zachadzie 
wtedy używana łaciny". Przytaczy- 
łeś również wiele szczegółów z ży- 
cia Waszych obu wielkich poetów. 
Potem przyszla inwazja mangal- 
ska, która przeszła również przez 
Palskę (bitwa pod Legnicą i obłęże- 
nie Kraokawa) - czego. pamiątką jest 
lajkonik i hejnał z Wieży Mariac- 
kiej. Wnuk Dżengis Chami, Halagu, 
pa zdobyciu Bagdadu w r. 1258 
uczynił swoj'ą stalicą Marageh w 
Azerbajdżanie. Panieważ większość 
Dkupacyjnych wajsk mongalskich 
stanawiły szczepy tiurskie, padbite 


Azerbajdżanin 


'- 


.. 



 
/. 
. '" 


"t' 


'''"''!1" 


. 


.. 


.. 


VELI BEK JEDIGAR 
jako major dypl. w barwach 
lO-go pułku strzelców konnych 
w r. 1936 


wcześnie,j i zmuszone da udL.iału w 
wajennych wyprawach, Azerbajdż.ln 
wkrótce wchłanął najeźdźców. W 
XV w. powstał szereg niezależnych 
chanatów j sułtanatów. 
W r. 1500 szach Ismaił, pocha- 
dzący ze szczepów tiU1'$ich, zdaby- 
wa Persję i południowy Azerbajdżan, 
gdzie zakl-łda swą stalicę w Tebri- 
zie. Siłą napędową ruchu, na które- 
go. czele stał Ismaił, były różnice 
religijne wewnętrz islamu. Jsmail był 
przywódcą adłamu szyitów, którzy 
w odróżnieniu od większości maha- 
metan zwanych SIUl1nitami. wierzyli 
Że nas
ępcą Praroka Mahameta (czy- 
li ka,lifem) pawinien był zostać jego. 
zięć Ali - mąż jedynej córki Ma- 
hometa, Fatimy. Ali wprawdzie za- 
stał kalifem, ale dopiera pa śmierci 
pierwszych trzech kalifów, a jego. 
potom kawie zo.stali adsunięci cd 
wladzy. Wszystkich kalifów aprócz 
Alego. szyici uważali za uzurpato- 
rów. Padabnie ja'k w chrześcijań- 
stwie kwestia supremacji papieża raz- 
dzielila Kaściół wschodni od zachad- 
niego.. Po zwycięstwie szacha Ismaiła, 
Azerbajdżan, paz ostając pod wladzą 
perską, stał się całkawicie szyicki. 
W abu rywalizujących ze sabą ma- 
carstwach muzułmańskich - Persji 
i Turcji - religia byla instrumen- 
tem paLi,tyki państwawej. Jedni i 
drudzy uważali siebie na.wzajem za 
heretyków. Tak więc przez paradaks 
histurii Azerbajdżanie różnili się nie- 
co. wiarą i przez ta abyczaJem od 
swuich pabratymców Turków. pocha- 
dzeniem jednak i językiem rÓŻJnili 
się od Persów i ta pazwaliła im za- 
chawać wewnętrzną n:ezależnaść. 
W XVIlJ w. Rasja rozpoczyn.l 
ekspansję na południe w kiel unku 
Kaukaw. RosyjsJ\.i padbój Azerbaj- 
dżanu trwał z przerwami akDła 100 
lat. Piatr WieJ'ki zajmuje na krótka 
wybrzeże Marza Kaspijskiego. w 
Azerbajdżanie. Nacisk rasyjski trwa 
za Katarzyny Wielkiej i jej następ- 
ców. W r. 1828 Rosja, pa zwycięskiej 
wajnie z Persją, wymusza ud niej 
ustąpienie północnej części Azerbaj- 
dżanu wzdluż rzeki Aras. Granica 
ta, przepala.wiaJąca kraj niczym li- 
nia Curzona, trwa do diZisiaj. Rów- 
nacześnie traci niepod]egłDść Arme- 
nia, rasyjski zdabywca w wajmie r. 
1828 gen. paskiewicz zostaje w na- 
grod
 mianuwany namiestnikiem 
Kró]estwa Polskiego., pa upadku 
powstania listapadawega. Gruzja już 
w kańcu XVIll w. poddaje się na 
pól dobrowalnie Rasji, abaw:ając się 

urcji i Persji. Mahametanie stana- 
wiący więJ\.szość mieszkańców Kau- 
ka'zu i Zakau'ka
j,i nigdy nie paga- 
dzili się z rosyjskim panowaniem. 
Azerbajdżan był w stanie ciąglego. 
wrzenia, t.zw. zaś przez Rosjan pa- 
wstanie górskich szcze.pów Dagesta- 
nu i Czeczenii, trwające od r. 1830 
da ] 864 pod wadzą legendarnego. 
Szami]a i Hadżi Murata. była re- 
gu.Iarną w
ną, w której Rasja uży- 
wała wielotysięcznych armii, wyci- 
nając w pień całe szczepy, zostawia- 
jąc dasławnie pażary i zgliszcza za 
sabą. 
W marcu ]9]7 przywódcy azerbaj- 
dżań
cy zgrupowani w partii Musa- 
wat (Równaść), grupującej najróż- 
niejsze elementy, od kanserwatystów 
poprzez demo.kratów da socjalistów. 
agłaszają niepDdleglość Azerbajdża- 
nu. z tymczasową stalicą w Gandży. 
Wajska 
warzy się samarzutnie. 
Przywódcy gruzińs.cy j armiańscy 
wahają się, myśoląc jeszcze a autano- 
mii. Azerbajdżanie, tak jak Palacy 
wówczas, spantanicznie czują się 
wa].ni ad wszelkich związków z Ra- 
sją. 
Ty, Veli, wracasz w marcu ]917 
z kursu padcharążówki da domu. w 
chwiłi kiedy Twój ajciec Sadych bek 
i brat Arczył bek farmują kanną 
milicję. która w trzy dni asiąga sLm 
sześciu pełnych szwadranów. zm:e- 
niając nazwę na kanny pułk barcza- 
]iński. Pułk bierze udział w wyzwa- 
leniu Tbilisi, wraca da Barczala 
ral.brajając luźne bandy wajsk rosyj- 
skich. kt6re apuściwszy front turec- 
ki, wracają da "matuszki Rassjeji", 
paląc i rabując pa drodze. W Tbi- 
lisi farmują się t.zw. asabne kO'l'- 
pusy Gruzji. Armenii i Azerbajdżanu. 
Od września 1917 da maja 19]8 
Azerbajdżan, Gruzja i Armenia jed- 
naczą się w ZaJ\.aukaską Repub]ikę 
Federalną, która jedna,k nie wytrzy- 
muje próby życia. Wzajemna nie. 
chęć. częs,to nienawiść mas ludnaś- 
ci tych trzech grup, wynikająca z 
różnic etnicznych. językawych. {\by- 
czaja\\oych i religijnych :est cl-,yha 
najważnie
szą przyczyną rozpadu 
Federacji Zakaukaskiej. Pomimo. 
dabrej wali niektórych przywódców 
pDI,itycznych, szczególnie azerbajdżań- ł 
sklch, w łag,odzeniu wzajemmych kon- , 
f1iktów, również nastawienia i wy- 
padki pa]ityczne zdecydowały a raz- 
padnięciu się federacji. Gruz!ia i Ar- 
menia agłosiły swą niepodległDść da- 


piero wtedy, kiedy straciły nadzieję 
na demokrację w Rosji. Również 
wkraczenie waj&k tureckich na wia- 
snę r. 19]8 da Zabukazlii, Gruzja i 
Armenia przY
'eły z abawą, podczas 
gdy Azerbajdżan - z radaścią. 
Gruzja i Armenia ]00 lat przedtem 
utraciły swą niepadległaść na rzecz 
Rasji na skutek uzasadnianych obaw 
przed Turcją. Na1omias-t Azerbajdżan 
'Ultracił tę niezależnaść w wyniku 
slabaści Turcj'i na przełomie w. 
XVIll i XIX. Islam (chać różnych 
"abrządków") i wspólnaść jęzY'ka z 
TUI'kami stanawiły dla Azerbajdża- 
nów silę atrakcyj'ną. Przede wszystkim 
jednak była nią odwieczna wrogaść 
Turcji wabec Rosji. Również pewna 
padatnaść na uleganie prapagandzie 
balszew'ckie,j ze strony mas Gruzji 
i Armenii razi la Azerbajdżanów, któ- 
rych masy chłapskie i rabo.tnicze w 
Baku adrzucały balszewizm a priari, 
jaka "zarazę mDskiewską". W maju 
r. ]918 Azerbajdżan ogłasza pa raz 
drugi wlasną niepodleglaść. Da jego. 
tymczasawe,j stalicy, Gandży, wkra- 
cza armia turecka. Turcy zachowu- 
ją się poprawnie, nie mieszaJąc się 
da rządzenia krajem. TWarzy się 
azerbajdżańska mu.:wlmańska armia, 
na czele z generałem tUTeckim - 
Nu.ri Paszą. 
Tw6j brat Arczył dawadzi szwa- 
dronem rodzimego. pulku borczaliń- 
skiego.. który wszedł w skład azerbaj- 
dżańska-tureckiel armii. Zast.
pując 
bra,ta w dawadzeniu, podczas szarży 
szwadronu na uddziały bołszewickie, 
LDstajesz, Veli, odznaczany przez 
Nuri Paszę tureckim arderem baja- 
wym Klindży Medzydzie. ] 5 wrześ- 
nia 19]8 wajska azerbajdżańsk'e 
wkraczaaą da Baku, za nimi prze nasi 
sie da stalicy rząd Azerbajdżanu. 
W lis.tapadzie 1918 wabec zakań- 
czenia pierwszej wajny światawej 
wojska tureckie wycafują się z Azer- 
bajdżanu j całei Zakaukazji. 17 
listopada wkTaczają da Baku addziały 
angielskie, czekające na tę akazje 
w Persji. Gdyby Anglicy wkroczyli 
da Baku, dla zabeZipieczenia przemy- 
siu naftawega i chcieliby s:ę w nim 
utrzymać na stale, uratawalaby tu 
na dalszą metę Azerbaddżan. Oprócz 
nafty. bagate złaża żelaza. miedzi 
i gazu ziemnego. w różnych częściach 
kraju magłyby również. zainteresa- 
wać kapital bry
yjski. Niestety. ablęd- 
.ną ówczesną polityką rządów Enten- 
ty była zabezpieczenie dla ,.przysziej. 
niebalszcwickiej Rasji" jej dawnych 
pasiadlości. Pa wkroczeniu da Ba- 
ku, pawitam przez rząd i wajska 
azerbajdżańskie jaka sprzymierzeńcy, 
Anglicy wdali się w rokawania z 
przedstaiWicielami "bialych" Rosjan. 
Tylko. na skutek aragancji tych ostat- 
nich, polegającej na admawie wszel- 
kiej wspól.pracy z rządem azebaj- 
dżańskim, Anglicy zerwali razmowy. 
Nie wiem, niestety, Veli, na czym 
palegał TwÓj zatarg z 0ficerem an- 
gielskim. za co. zostałeś przeniesiany 
z Baku da Ga,ndży, g	
			

/Archiwum_001_09_057_0001.djvu

			Nr 1-ł07, 18th March, 1973 


3 


AUCJA USIECKA 


Wspomnienie 


CZY musiał umrzeć? Pięćdziesiął 
dwa lata, dwa tysiące nigdzie nie 
apublikawanych wierszy, ciężka cha- 
ra żana, pracująca jedenaście godzin 
na dabę w niemieckiej księgarni, że- 
by .on, ciężka chary mąż, mógl le- 
czyć się w &anatoriurn. Patem wre- 
szcie ja'kieś stypendium. a potem na- 
gle glupia, bezsensowna śmierć: za- 
wal. 
Gehenna emigracyjna Arnolda 
Słuckiego, jednego z na1lepszych pol- 
skich poetów średniego pokolenia, 
zaczęła się w pamiętnym raku. kie- 
dy zamiast sprzedać jedyną rzecz, 
którą poOsiadał, swaje pięikne antyki 
- oddał je da warszawskiega mu- 
zeum i z dwiema walizkami wyje- 
chal da Izraela. Pamiętam ich, jak 
paprzedniega dnia. pod rękę, szli 
uliczkami Starega Miasta. żeby je 
utrwalić w .oczach na zawsze. Ta 
byla ich .ostatnia przechadZka, ba 
w dwadzieścia cztery godziny później, 
z Dworca Gdańskiega, wyjechali da 
swajo] "drugit1j ojczyzny'''. 
,Poeta 
Slucki twierdzi że ma dwie .ojczyzny" 
- grzmiał Gamułtk.a w r. 1967. Tak, 
paecie Sluckiemu wydawała się że 
ma dwie .ojczyzny; mówił przecież po 
hebrajsku, był ,.chagaLlowskim" Ży- 
dem, żyjącym jakby w powietrzu. 
Któż nie pamięta ga, jak ca dzień, 
po stałówkawym. za dziesięć zła- 
tych, .obiedzie dla członków ZLP - 
gdzie na górze miał przydzialawe 
mieszkanie z pierw&zych. powajen- 
nych lat - siedział gadzinami dys- 
kutując przy stali ku, a potem z pal- 
cem wzniesianym w górę myślał; 
mówił długa i czasem jakby da s'e- 
bie, niezrozumiale dla swaich słu- 
chaczy. 
Umiał pa hebra1sku, ale wiersze 
pisał tylka pa palsku. Urodzi I się 
w r. ]920 w małym polska-ukraiń- 
ska-żydawskim miasteczku Tyszow- 
ce, kała Tam aszow a Lubelskiega. 
Trzydzieści kila metrów dalej byl 
Leśmianawski Hrubieszów. W blIs- 
kim Zamaściu rejent Lesman po- 
średniczyl między dziadkiem Sluc- 
kiega i kimś tam w zapisie starega 
domu. O dziwnej polszczyźnie schuł- 
zowSt)ciega miasteczk1J, Tyszawce pi- 
sał kiedyś Marian Brandys; z poł- 
szczyzny tej przetrwały w wierszach 
Sluc,kiega sława trudne, egzotycznie 
brzmiące. łub inne. bardziej swajskie. 
wzięte z ludawei gwary podsłuchanej 
przv chłapskich furmankach. 
Czy musiał umrzeć? Jakże prędka 
w}'!jechał ze swajej "drugiej 
.ojczyzny", która dała mu pracę bi- 
bliatekarza w klaszt.orze i w kańcu 
nawet z tega klasztaru wygnała. Wy- 
gechał da Nienilec, gdzie jega mla- 
da żana spędziła wczesne, dziewczęce 
lata w hitlerowskim .obozie. Ca mu- 
siala dziać się z tym dumnym, za- 
wsze ubagim, ale zawsze na temat 
swega ubóstwa mi1czącyIIL, autarem 
wiersza a ..trzech Niemcach z pej- 
czami na wysakiej górze" - kiedy 
pociąg wiózł ga właśnie da .obcych. 
niemi
ckich miast? Jakie akaliczna- 
ści życiawe zmusiły ga da napisania 
listu, który czytałam w r. ] 969? List 
pokazał mi kansui Karal Paznań- 
ski, ówczesny prezes Kamitetu Oby- 
watelskiega w Anglii. Pytał. ca m'a- 
że zrabić, ba Słuccy prasiii a pa- 
mac, a zasiłek. a pracę, a drUlk.*) 
Brakawała im badaj pieniędzy na 
życie. Ta już nie młodzi .oblUbieńcy 
w welanach, unaszący się nad dacha- 
mi fantastycznych. małamiasteczka- 
wych pejzaży z .obrazów Chagalla 
- pisali ten tragiczny, chyba Dier- 
wszy w życiu list, z prośbą a pOmac 
i pieniądze. Zapomnieli wtedy dawna 
zapewne dzieciństwa nad rzeką Hu- 
czwą. "garbarskie bóżmice", 
krzy- 
piące żurawie studzien i stary ż}'- 
dawski cmentarz: 


Nad Huczwą zielonq rzeką 
pamięci zapadło wieko. 


Jakże wcześnie zapadła też wieko 
prostej, smu1.nej skrzyni, nad glawą 
twórcy ,.Szagalewa". 


Wiclzę żółtą Rórę 
:z kor
eniami rozbieganymi, 
widzę górę wspomnieli 
i górę wyobraźni. 
To Szagalell'o £Iymi 
(.. .) 
pisze list do Pana Boga, 
płonie pióropuszem 
obłoków - 


*) .,Wjadom06ci" df1ukowały wiersze 
Arnolda Sluckjeg.o ,.Koncert". ,.Tu pu- 
stka", "Kolęda", "Via dolorosa", .,Re- 
pol'taż do Anioła" ***" i Rotacja") 
... nr.nr. 1218. 1256, "1259. 1264 i 1293 
- przyp. red. 


o 


Arnoldzie Sluckim 


Żydzi z miotełkami idą do łaźni 
l\iie widzą na żółte; górze 
pięknej Żydówki Judyty 
jak ieży w koszuli na boku 
Tylko oko powietrza widzi wszystko 
(00 .) 
Dwunastu muzykantów powraca z 
[ wesela 


c
arną górą idzie kapela, 
nie idzie lecz fruwa... 
Leci przed nimi las..a Hajfec 
II' smokingu i s..tywne; koszuli 
Smy('
kielll lI'odzi po księżycu - 
śpij Szagalewo, 
luli! 


l znawu Chagall: wielkie. wirują-- 
ce w pawietrzu matyle, fujarki i 
dzwaneczki. zające, które czmychają 
przez dziurki od klucza, płanący jar- 
mark. handlarze starzyzną. J skan- 
trastawana z klimatem fantastycznej 
ballady, ..ludoOwa " przyśpiewka a ka- 
nającej matce paety, a pięknych sia- 
strach, które idą umierać... Przy- 
&złaść nakłada się cieniem na prze- 
szłaść, sąsiaduje z nią - tak jak 
kunsztawne asananse i aliteracje 
..huczącej rzeki Huczwy" i astry dy- 
sonans akupacyjmega matywu w mia- 
steczku świętych ikan i białych na- 
rzeczoOnych.. . 


* 


W czternastym roku życia Słucki 
wyjechał z "Szagalewa " da Warsza- 
wy. Tu już zaczyna się pelna .ostrych, 
napiętych tanów, prawdziwa etiuda 
biagraficzna: gimnazjum. numerus 
clausus na uniwer
ytecie, seminarium 
nauczycielskie. Język palski, studia- 
wany pod kierunkiem wybitnega m:c- 
kiewiczalaga, Henryka Szypera. Pa- 
jawiają się nawi nauczyciele i kole- 
dzy: Marian SZY'jkowski, Roman 
Brandstaetter, Szyman Pasternak, Ra- 
man Juryś. 
Studia bibli
tyczne i literatura ju- 
daistyczna odezwą się póiniej w mi- 
tatwórczei warstwie poezji Słuckie- 
go. W aluzjach da starych, mądrych 
ksiąg, da umarłych kultur i .obycza- 
jów. Zafascynowanie Leśmianem, 
Czechawiczem i Tuwimem, Brechtem 
i Rilkem - dapiera w latach wojen- 
nych i powajennych ustępuje miejsca 
na.jpierw wspótcze
nej poezji rosyj- 
skiej - PasternakoOwi i Bagrickiemu, 
a potem norwidawskiej strofie. "Ska- 
mander" wróci jednak nieraz w pa- 
etyce autara "Dzwonów nad Wislą", 
.odezwie się najbardzie'j twórczo w 
gnamicznych, pasteloOwych paemaci- 
kach, przypominających epigramat 
miłasny Marii Jasmarzewskiej-Pawli- 
kawskiej. 
Debiutem Słuckiega był tomik 
..Ziemia jaśnieje" w r. 1950. W rak 
później przyszła "Słańce - nasz ta- 
warzysz". Patem ..spatkania", w r. 
1953 ,.Paranek", w r. 1955 "Życie 
w pieśni". Przełamem - na ca 
zwrócili uwagę niemal wszyscy kry- 
tycy z Henrykiem Berezą i Janem 
Józefem Lipskim na czele - stały 
się "OZiwany nad Wisłą" w .r. ]958. 
.JMity na wi05nę" z r. 1962 - 
ta już inna, nowa twarz pisarza-ma- 
ralisty, praroka nawiedzanega tras- 
ką a lasy gatunku, który zastał na- 
zwany imieniem "czlawiek ". 
Ten czys'ty nurt wrażliwoOści na 
dole ludzką, na wszelkie ludzkie nie- 
szcześcia i dramaty, brzmi w liryce 
Słuckiega jakąś kasprowiczowską 
nutą. Jest ta swoista ,.księga ubo- 
gich", księga zmartwioOnych i cier- 
piących, ale pogodzanych z życiem, 
walnych od buntawniczych unies:eń, 
od przeklinania świata, od walenia 
pięścią w zamknięte bramy nieba 
i piekła. Nawet tragedia kilkunastu 
miłianów śmierci, nawet groiny kraj- 
.obraz lat woj-ny, nawet ciemna i stra- 
szna histaria dni zniszczenia nie są w 
stanie zachwiać wiary paety w ludzką 
godnaść i rzucić ga na pastwę de- 
manów raz paczy lub zwątpienia. 
Opla,kujący umarłych Hiab Słuc- 
kiega wzna5i ręce ze znakiem zapy- 
tania; jest Hiabem zadziwianym ra- 
czei i pełnym garZJkiega niepokaju 
nIŻ Hiabem buntawniczym i razdzie- 
rającym szaty. Heglawska mądra;ć 
..sów Minerwy wylatujących a zmie- 
rzchu" każe paecie przyjmawać swa- 
ją epokę jak wyrak. Psalrniczna to- 
nacja Dies irae, przeczucie Apaka- 
łipsy, pajawia się u Słuck
ego tylko 
w dwóch adasabnianych wierszach. 
Cała tw6rczość paety, ta jakby za- 
pisany margines trudnej i bogatej 
księgi. Księgi czytanej. komentawa- 
nej - jak pisze Słucki - ..między 
wspamnieniem a fantazją". najpierw 
w walyńskiej szkole wiejiSkiej, która 
dala mu schranienie w pierwszych 


1"1 


___..... ..-.r 


Jedyne pismo na emigracji do oglądania. 
, 
OFICYNA POETO W 


Uwaga! 


Uwaga! 


przezwany przez autOra "Worka fudaszowego" 


kwartalnik 


"TRYUMFUJĄCĄ ZARAZĄ" 
i oceniony, że jest pismem nie do czytania, tylko do oglądania. 
Więc zapraszamy do oglądania. 
Cena prenumeraty rocznej wynosi £3 lub dol. 9. 
Cena pojedynczego numeru: £l lub dol. 3. 
(Numery z ubiegłych lat, prócz I, 4, 5 i 14, są jeszcze do nabycia) 
Czeki (postal Orders) prosimy wystawiać na: 
POETS' A
D P AINTERS' PRESS 


i wysyłać pod adresem: 
146, Bridge Arch, Sutton Walk, London, SEI 8XU, England. 


- 


Zamawiajcie! Oglądajcie! Zarażajcie się! 


latach wojny, patem w szkale ukra- 
ińskiej w Łucku i znów - po ewa- 
kuacji - W kozackiej szJk.ole, gdzie 
uczył tym razem literatury rasytjskiej 
i języka nienileckiega. A potem .oka- 
py pad Stalingradem, patem Taszkent 
i Abchazja, Syberia - i upr.tgniany 
pawrót w mundurze. 
Dapiero lata pięćdziesiąte przyna- 
szą mu spóźniane studia filazoficzne 
n
1 Uniwersytec:e War
zaws.kim, da- 
pIera w r. ] 955 - CZł.ontk.05
wa kale- 
gium w ,.Przeglądzie Kulturalnym". 
Ale i przedtem był zawsze - trzeba 
zastrzec lajalnie - znacznie mniej 
zacietrzewiany niż inni przedstawi- 
ciele roczników dwudzie5tych. Ostrze- 
gał ich przed absolutyzowaniem na- 
wet najlepszych rosyjskich wzorców 
literackich; zamiast pokrzykiwać, 
a&trożnie i troskliwie selekcja nawał 
niezdarne wiersze debiutantów w 
Warszawskim Kale Młodych. Ta 
wrażliwoOść moralna humanisty, któ- 
ry pierwszy rozpoczął zbiórkę pad- 
pisów pcXi inicjatywą nadzwyczajne- 
ga zebrania ZLP w sprawie zdj,ęcia 
"Dziadów" ze sceny Teatru Naro- 
dowega - budzi głęboką sympatię 
i szacunek. Bywa
ą różni ,,nawiedze- 
ni" prorocy i ró:żJni ,,poC1es mau- 
dits "; Słucki był prorokiem nawie- 
dzanym pasją maralistyczną, "prze- 
klętym poetą" tłumaczącym swają 
epokę, jak ją widział i jak umial: 
w gramatycznych rymach i regularnej 
strofie wczesnych liryków; w styli- 
zowanych ha ludawość refrenach i 
kun!;Ztawnym, astra spuentawanym 
epigramacie; poprzez ewakację mi- 
tów i symbali, poprzez niepokój Hia- 
ba i wizję Galerna, poprzez alegarię 
Kalchidy, paprzez anegdatę i gro- 
tesk
, dawcip i paradoks. Liryka 
Sluckiega, ta za.przeczenie "poezji 
czystej". "Przychodzili w żółtych 
szalikach czystej sztuki wódkaż:ap- 
cy" - pisal w wierszu "Ofensywa 
czystej sztuki". Przychodzili, oczy- 
wiście, da snabistycznych salanów li- 
terackich, paplających a "czystej pa- 
eZJji" i "czystym malarstwie". Każdy 
kta .obracał się nie tylika w tych sa- 
lanawych kręgach warszawsk:ch ka- 
wiarni, musi.,ł nie jeden raz spotkać 
długaw, łasega trachę jakby nieprzy- 
tamnega paetę, przypominającega 
wyglądem i zachawaniem charakte- 
ry
tyczne pastaci z książek Makuszyń- 
sklega a bardza dobrych i trache 
szaloOnych bahaterach. Łagodnaść 1 
talerancja wabec innych. skromnaść i 
życzliwość na twarzy praraka. każące- 
g
 
. podniesionym palcem na jakiejś 
biblIjnej górze - ata charakterystycz_ 
ne cechy TIaStZega "poete maudit". 
PaJrafił mówić i pisać prawdę wbrew 
wszystkim modam. Opiewał ostat- 
nia najczęściej czławieka w plaszczu 
z szalikiem, z pamiętą gazetą w 
rękawie, ,;Nracającega z robaty" i 
powtarzającega swaje nat4"ętne sta 
pytań. Opiewał z jakąś garzką. wspól- 
czującą ironią - pijanega juhilera, 
który leży na Placu Defilad; i StZklar- 
k
 krającą tafle i starego tapiarza, 
patrzącega ha wielki .ogień. .
ałaże- 
nie przy parni na ..Rzemiasła" Mieczy- 
sława Brauna, ale wiersze są dziw- 
.nie piękne, poetyzują i uzwyczajnia- 
ją jednocześnie swój przedmioOt. Z 
czasem liryki Słuckiega stały się bar- 
dziej filazoficzne, pytające a rzeczy 
dziwne i trudne: a naturę "szóstega 
zmysłu ", a sława - "alfabet cz.u- 
wania ", a ta, co zastaje ,;ha dnie 
czasu", na dnie snu... 
"Nazwałaś mnie kiedyś maralistą 
pisał parę miesięcy temu, kiedy 
namawiałem ga, charega, do pawra- 
tu - a ta zabawiązuje". Nie wróci!. 
Zostawił pa sabie dwa tysiące nigdzie 
nie drukawanych wierszy. Czy mu- 
siał umrzeć? 


Alicja Lisiecka. 


.. .. .. .... .. .. .. .. .. .... .. 


OFIARY 
NA 
FUNDUSZ BffiUOTECZNY 
Czdd, przebuzy pocztoOwe i t.p. 
należy W)'!Im.wiQĆ na 
"Poli.h Library Fund" 
i pnesyłać pod adresem: 
POLlSH LIBRARY 
9, Princes Gardem, London, S.W.? 


WIADOMOSCI 


ARNOLD SŁUCKI (1920-1972) 


w 


I 


E 


Dajcie mi 


ludzi czystych... 


. 
ł 


lJajlic mi lud:.i c:.ystych, 
sllllvcJt i lliellslępliw)'Ch, 
tych, klorym /J1'awdę u sobie 
zawierzyłbym jak rówieśnik, 
których bym Ilie zaldillał, 
h'cz słowa CZ)'s-:..cząc du blask II 
7lló7l'iłb)'m do 11 ich : zajrz)'jcif', 
/wzllacie się w lu.ltrze mej IJidlli. 
A1 iło;ciq dzieliłem się z ll'mni, 
fak dzieli się bochen na kromki. 
CÓż: pu zaklęciach! Na IJia.lkll 
nie slJisyurałem słów gromkich... 


zja Czechowicza i proza Schulza - 
umyślnie dabieram dzieła n w'}.'mawiania 
ua - 


ua 


hiedy jęz)'k uklada się li' łódnzkę 

 . małą kro/Jełką 11 dlla. 
1 ak Jamo starsi ludzie: 
w)'glqdajfl: jak starz) Cyp,anie, 
J .,. jak Żydzi, 
il'Tt II/lęsme, silom, kości 
dowodzq ji'JZCZe 
vidll illllych podohlf'1 hl w 
l współzaleillo;ci. 
1)'lko ludzie w Jrednilll wieku 
I/l.epodobni są, 
Ilu'podoblli wcalt. 


Ostatni rękopis 


,l jednak jemu dzwonią przęsła na 
k ". [mo,ic:e, 
rr fi: slllwe, a scichnq _ 
dvmy Jkręeają sitt przn[ nim, do 
[,IÓK mil .I'padajq. 
On w rękll ma klucz od wsz....stkich 
[c::a.lOw i wszystkich prześtrzeni, 


OsIalIIi r£2kopis pOl'i,\, 1/a biurku, 
obok kałamarz. . 
.\ajJ/sał ostalnie slou'o 
"gwia::.da", 
a Ull
 spł):nęła z /Jióra, 
f o Illl' ilU/lało kłamać. 
I
'ięc i OIlO leży III oboli, 
IIlkt. z mi('jsca 1'lllzyć go Ilie śmie, 
bu leszcze w Ilim słull'ik, .Iad i 
. [obłuk, 
/Jl(J/'un kłótliwq /}idni. 


co HUlO hlllczem Ilakręca bn.ue/laty 
[zegaf" ZiemI' 
Oll - robolnik, ' , 
liczony, 
poeta - 
p
'ezi's central śu.iatła i Cienia 
lit i' ma czasu, że b'). się oKolić... 
B/ulI/je więzienia. 


Brzemienna 


Jdzie
 przech)'la się z leklill, 
.Iulwla brzuch jej obleka, 
Ilow)'m IJUrkiem idzie, 
oddycha, 
/J1'Z\'slaje przy drzewie. 
Su";ć pomidorów i siatkę 
odbija jeziorko po dl'szczu, 
a .1JUr
 stoi mł?dy i nie u.ie, 
1/IC We rOZUll/le jeszcze... 


Córeczka 


Jlalowała córazka moja las 
z czterech jodełek. 
.Ualowała córeczka szum 
tysiąea źródełek. 
,Uaszerował w szumie straszny tłum 
kości, przez las 
z j()d'ami czterema. 
Zapłakała w nocy przez sen 
.111rf:órec;;ka moja, której nie mam. 


Człowiek 


PlUnięć obleczona w skórę 
dwoje rąk, 
du'oje. nńK 
(zlou'lek.
		

/Archiwum_001_09_058_0001.djvu

			4 


WIADOMOSCI 


Nr ł-107, 18th 1\farch. 1973 


JULIUSZ BA YKOWSKI 


PARAFIA 


R Z Y S Z C Z O W S K A*' 


.\1apka nasl'.kico\\ana prZeL autora 


X AD DNIEPREM, na prawy
 jego 
brzegu, nieco na po,łudnoe od 
przecięcia 31-go południka z 50-m 
równoleżnikIem leży mjasteczko 
RzysZCLÓW. Skr,z,yżowanie wymIenio- 
nych współl1zędnych wypadra, zdaje 
Silę, w jarze Ja,ncza, wspomnianym 
przez Wernyhorę w przepowiedni, w 
której wroży on Turczy nowi że ko- 
nie napoi w Horyniu. 
Znaczy to że Rzyszczów je
t, mó- 
wiąc z grubsza, na szerokości geogrd- 
ficznej Krakowa, Pragi, Wiesbaden, 
półinoonego Luxemburga, Dieppe. 
komwaljjlSkiego Litzobą. 
Naprzeciwko poczty, w innym du- 
żym domu, przez niektórych też na- 
zywa'nym pałacem DzialyńskilCh. mie- 
ści/y sie różne instytucje rządowe: 
sąd, z iems,two , bank w/ośc/iański, 
urząd gmilnny, akcyza i t.p. 
Na mapach wspÓłczesnych Rzysz- 
cz,ów, o ile w ogóle figuruje, wygląda 
bardzo niepokaźnie. Natomialst rO- 
syjskie publikacje z końca ubieg/ego 
stulecia podają o miasteczku tym nn- 
,>tępu
,}ce wiadomości: mieszkańców 
prze,>z/o 12.000, huta żelazna. tartaki, 
dwie cegielnie, cukrownia, młyn pa- 
rowy, dwie ,>.lkoły, urz<}d z,jemski, 
bank włościański. sąd pokoju. akcy- 
.la, apteki, izba przyjęć lekarskich, 
tdrg dwa f'aZY w tygodniu. debarka- 
der, synagoga, dwie cerkwie i klasL- 
tor prawosławny żeń
ki oraz kościół 
katolick,i. 
Ten właśn.ie kościół i parafia były 
jedną z najdalej na wschód wysunię- 
tych dawnych placówek katolicyz- 
mu Rzeczypospolitej. 
Parafia należa/a do diecezja /ucko- 
żytomierskiej. Tuż przed rewolucją 
(styozeń 1917) biskupem tej diecezJi 
został mianowany X. Ignacy Dybow- 
ski. Pl1Zed nim był bp. Niedzia/'kow- 

ki - wizytował on parokf1otnie 
Rr;y,>zczów i odwiedzał okoliczne 
Jl'Iająt:ki. 
Kościół w RZyszc70wie Lbudowa1i 


.) PodLWDnne jednej zDarafii pol- 
s,kich. które przestały istniec z górą pół 
wieku temu. 


w końcu XVII wieku Trynitarze. Za- 
kon 
w. Trójcy założyli we Francji 
w r. 1199 św. Jan z Mathy i Feliks 
W.al
zju
z (de Valois). T['ynitarze 
mleh ba/f1dlW surową regułę. a glów- 
ną m

ją ich było wydobywanIe 
wszelkimi Śtrookami jeńców i niewol- 
ników z rąK niewiernych. Nieraz bra- 
ciszkowie tego zakonu szli dobrowol- 
nie w niewolę turecką lub tatarsk
 
w zamian za będących w jasyrze ry- 
ce
zy chrześaijańskich. 
Trynitarze nosili bilałe habIty z 
czerwono-ni'ebieskim k'rzyż,em !la 
sz'kaplerzu. Takie krzy,że by/y nama- 
lowane na 
ciamlch kośc,io/a rzysz- 
czowskiego przy świecach zacheusI- 
kach I na opadającym od wilgoci tyn- 
ku niektórych cel klasztornych. Z po- 
wodu tei właśnie wilg.oci ostatni pro- 
bo
zcz nadbudował sobie nad klasz- 
tornymj murami drugIe piętro. Po- 
chwala./ to miejscowy doktor Mali- 
nowski, dbały o zdrowie fizyczne na- 

zego duszpasterza, a ganili parafia- 
nie, miłujący bardziej zabytki archi- 
tektonIczne. Za.równo zabudowan a 
klasztorne jak i sam kościół i dzwon- 
nica by/y popielato-białe na zew- 
n4 t rz i wewnątrz. Na glównym 
ołtarzu La opuszczoną sztywną 
zasłoną był piękny obraz Chrys- 
tusa "Ecce Homo". .uchodzą:y 
za cudowny. Natomiast w Kaniowie 
którego kościół by/ filią rzyszczow
 
skiego, stała chorągiew z wyhaftowa- 
nym bardzo. realistyczTIle kuszącym 
dIabłem. M uSla,no ją schować, by nie 
gorszyć czy .ni
 straszyć dzieci. Starzy 
ch/opl maw1aJl: "Nema Boha, jak u 
Rżyszczewi, nema czorta, jak u Ka- 
niwi". 
W samym kościele by/ tyl'ko jeden 
pomnik "Pamięci Zenona i Teresy 
Hołowiń
kilCh". Między zagrodzeniem 
sztachetowym dookoła kościoła a 
murem odgradzaJącym całość od 
drogoi, był olbrzymi dziedziniec-skle- 
pisko, nilnych stara- 
niach obywa,telstwa parafii w/adze 
kościół pozo,tawi/y, pod warunkiem 
że za ka.tolickie (czytaj: polskie) pie- 
niadze zostanie wybudowa,na na zie- 
mi kościelnej cerkiew nie mniej re- 
pre.lentacy
,na. Takim soosobem wy- 
rosła po przeciwnej stronie ulic}" 
Szerokiej, niby wielki grzyb po desz- 
czu, okazała cerkiew z zielonymi ko- 
pułami. Przed wojną proboszczem jej 


by.ł pop Olttarzews'ki. byl}' - jak mó- 
wiono - ksiądz u.nicki, bra/t srzc:ze- 
rego Polaka, adwokata ki
owskiego. 
N ieZJbY't prorządowym obj.a.wem 
były niedJzidne pratkty1ki napływowej 
rosyjskiej małomiasteoZJkowej elity 
ul1zędniczej: rÓŻJl1ych naczelniików 
poczty, akcyzy, ziemstwa. czy kan- 
celarii sądowej. Osten,ta.oYGln
e lubi'li 
oni wchod'zić na dziedziniec lub na- 
wet do s i,en i kościelnej i brać udzid/ 
w procesjach, aby podkreślić tym 
dystans pomi'ę'd'".liY sobą a podw/ad- 
nymi i "pospól
twem", tłoczącym silę 
do cerkwi naprzeciwko. 
W stosunku do rdzenneJ ludności 
ukraińs'kiej procent Polaków w po- 
wiatach kaniowskim i ki
owski>m nie 
był wysoki, natomia
t stan posiada- 
nia ziemi by/ pokaźny, choć topnia/ 
szybko. 
N ie mam cyfrowych danych, do- 
tyaz.ących Polaków w parafii rzysz- 
czows'kiej. Pozwolę sobie jednak przy- 
toczyć wyciągnięte z tomu XV 
Encyklopedii Brockhausa i Jefrona 
(wydanie petersburskie z r. 1895) pa- 
rę liczb, dotyczących całej gubermi 
kiÓowskiej (bez miasta Kijów). 


katoli.ków dodatkowy podatek, który 
miał być śÓągany, dopóki polowa 
wlasności katolickiej nie przejdlZie w 
ręce prawos/a:wne. 

łowa "U.kraina" i ,.Ukrainiec" w 
ogó1e ni'e były sto.,owane prz-ez. Ro- 
Sjj'am w znacZJeniu natl"lxlowościowym. 
Zr,esztą w}daje mi się że przed pierw- 
SZlą wojną światową większość lud- 
ności wiejski'e{j' w kijowszczy.źJnje też 
słów tych .nile pojmowała w znacze- 
ni/u dlJi'siejl,zym. Nie mówię Pf1zez to 
że chciała być Rosjanami. 
Podatek wspomniany pI'z'ed chwi- 
lą, ogI'anilcZlenia w nabywaniu w/a- 
snośoi. ban/ki włościańskie subsydio- 
wane przez rząd oraz urzęd) ziem- 
skie, mające specjalnie na.k.azanmpc- 
ri,um nabYlWać ziemi od praw?s/
w- 
nych, a również na/orono na zIemian 


najbogatsrzych parafii. Llota m.on- 
strancja, ofiarorwa'na przez paraf
an, 
okazała się zbyt ciężka do użytku i 
zde,!,onowano ją w skarbcu biskupim 
w żytomierzu. 
W r. 1906 parafianie Rzy
zczowa 
postanowiiIi opodatkować się po k?- 
piejce z dzi'esięainy na rzecz parafI!. 
Dawalo to podobno ni,ecałe tysi
}c 
rubli rocznie. Pi,eniądze te rada pa- 
ra,rial,na dzi.e1iła na tr:zy róWlIle czę- 
ści: pensja k,siędcz:a. utl1zyma'l11ie ko- 
śClo/a i słuzba kościelna. 
Parafian ile rzyS'ZCZJowscy z okolicy 
byli to ziemianile (mówi/o się wtedy: 
oby,wate,1e ZJiem
oy), dzierża
cy, ofi- 
c;jaliśa
. UirzęrlrnlIlcy CukroiWtlI, kor
- 
pety'torz.y. guwe'rnaOltiki. bony, wy L- 
S'za slużba domowa i S'tajernna. Z sa- 
mego zaś miasteczka: doktor. apteka- 
rze, fotograf, właściciel zakładu 


ogrodniczego i pa.ru rezydentów, o 
kJtórych wi,ed,ziaO() że są byłymj po- 
ws'tańcami i którym dlatego okazy- 
W3Jno spec
a'],ny sza.cul1ek i dyskretIO:! 
pomoc. 
W zagrodzeniu kościelnym. choć 

zadko na nabożeń&twi'e, wildylWalo 
si.ę Polaków, którzy - pomimo iż 
ozęsto nosiJi s,ię L polska - wypadl, 
poza nawi
ls towa,
zyskJi polski, bądź 
j'awni,e ży
ąc z kim5 bez ślubu, bądź 
(co gorsza!) żeniąc się z Rosjanka- 
mi, pl1zechooząc na prawosławie. 
czy też .,spr:z'edaJąc ojcowiznę w rę- 
ce Moskali". Tak Jeszcz.e Dół wieku 
tlemu prmgródtk,i narodowe - i wyzna- 
ni,owe, baf1dziej jeszcze naiŻ społecz- 
ne i hf113JlliSow.e, tam, na dalekich 
kresach połud.niowo-wschodnich. by- 
/y nieprawdopodobnie sztywne, i jak 
myślano wtedy. trwa/e i ni,enaruSiZal- 
ne. 
Za moj.ej pamięoi wielkich latyfun- 
diów w rękach polskich w naszej pa- 
rafii już nie było. Nie było już rów- 
nież katohckiej szlachty zagrodowej. 
Wyjątek st3Jnowil/a jedyna osada pol- 
,ka Monastyrek, gdz.ie Ki
owskie 
Katol,ioki'e Towarzystwo Dobroczyn- 
ności organizowało kolonie letnie dla 
dzieci z ochronki. 
Większość obywa,telstwa gospoda- 
rowala sama z pomocą rządcólW lub 
ekonomów na średniei - jak na ów- 
czesne pojęcia ukrainne - własności 
ziemskiej, rzadziej oddawano ziemię 
w dzierża/wę. Mająt.ki, po uwłaszcze- 
niu chłopów. mialy przeważn:e od 
kilkuset do kilkunastus
t dziesięcIn 
(hektarów). czyli licząc po kongresl'- 
wiacku. od dwudziestu do stu wlók. 
Go
podarka była opa'rta na buraku 
cukrowym i pszeniq, czasem na 
plantacji nasion dla Holandun i Nie- 
miec. W p
erwszym dziesięci'oleciu 
tego wlieku więkSlWŚć mIajbardÓej 
plastycznie rysuje sie sylw.-:tka jej 
ojca, Jana Lorentowicza. Był on, 
za życia i po śmierci. dla córki naj- 


.) Irena Lorentowicz. Oczarowani.a. 
Pf1zedmowę napisała Maria Kuncewi- 
nowa. Warszawa. Instytut Wydawniczy 
,.Pax". 1972; str. 303 i -In\. 


wiekszą świ
tOŚClą i mW.:z.ulslX m 
ukochaniem. Nie przestawala o nim 
myśleć. W swych czasach pary..kich. 
w w,.drówkach wojennych i potcm w 
Ameryce raz po raz wzdycha d? ro
- 
mowy z ojcem, do pod:Z1eIenIa SIę 
z nim swoimi troskamI. ,.Szepta- 
lam -- pisze - w głębi siebie imię 
ojca, szukając w nim od.wa
i". To- 
też wiadom06ć o jego śmierCI w sty- 
czniu 1940 była dla niej Jkrutnym 
wstrząsem. 
Lorentowicz był postacią niezmier- 
nie charakterystyczną dla przedwojen- 
nej Warszawy. Z zasługami literac- 
kimi harmonizowała jego piękna syl- 
wetka. Pamiętam go. jak wchodził 
 
nie: wkracza/ majestatycznie na WI- 
downi,. teatralną. by zaj.ą.ć fotel re- 
cenzencki. Mia/ n:e tylko bogaty do- 
robek pisarski, który zdobył mu 
członkost\\-o Akademii Literatury, 
ale także przez szereg lat kierowa/ 
warszawskimi teatrami. Jego małżeń- 
stwo nie było szczęśliwe. Z ŻOn:l 
rozszedł się, gdy cÓirka by/a jeszcze 
dzieckIem, i dopiero na jego łożu 
śmierci nast0 pre- 
mierze uściskali się płacząc. 
Nie sposób omówić tu dl<1rakte- 
rystyk wszystkich wybitny'Ch Il:ULi, 
które znajdujemy w książce. jak świet- 
nego reżysera, Leona Schillera. au- 
tora uroczej ,.Pastora/ki". ulubIOne- 
go łematu scenograficznego Loren- 
towiczówny. Ale nie mog
 pominą; 
znakomicie naszkicowanej sylwetki 
Jana Lechonia. Autorka zbliżyła się 
do niego już w przedwojennym Pa- 
ryżu, właściwa jednak przyjaźń przy- 
padla na okres wojenny i powojenny 
w Nowym Jorku. Skompliko>vaną 
psychi'kę poety analizuje Lorentowi- 
czówna trafnie i wnikliwie. ,Zamie- 


Ignacy Wieniewski. 


"*=,." !,.;.., ..:" '..
 
.,(.;. . "r( ,,
.: 
. , . ,.', j 

'. 
. ... .. ł . 'ł 
 ;:"! " . I' . :" 
 
..
""'- ,1-. . ' .. ' .. ' ' . 
 l . 
. ':' '., 
_ ."".,
.... , r, '.: 
"'.:\'t 

 :'. f.."
 
'

"'I"'
 .. 

, .<' '1' . · ,."..... 
:'
; ł "" 
 
 . . ';', 1"'- "':::"'::::::"fI .... :.,
 .;. ...
.. . :

 . 
j1i , ' l"" jo'
 
 '...... ..., 
-: '.
 
"..., 4il'. . ." 
 .. 
';"t 10
 . 

,.
. ,
"i;; \....'\ . 
" 
- 
 
 - Q.- 
 ' ':..
' ";r.
/. 
....

. .i/lfi' . .. .... -
 --
. ':'
l . . .:" . I\ . :.
 
","':"\ . r.. et..... 
"'.- 
.",j' 
 ')"\:'" ...)O..;;..
 
 '0:"" 
..te 
,
. r .;,;;,'" ;c' . 
'" 
 =---- "",,' . 
. 'łJ..
. ..,..
.. '.'. -" to 
;,
,.. :: .,; .' , . " 
 ,., 4. 

 .,'.. ,,:\' > - 
 
 r"l 

 " 4
 "ii:'" j 
.\ :\ 
 ł" 
. ! 


I: " III. 
.... 
i. 
" " ,., b J ;p 
 
'I . II.U. II. .. .; . 
-' 


, I
-
 
 .. .. 


iło;r , 


Kaplica na cmentarzu \\ Rl:yszczowie 
Zdjęcie z r. 1918 


każ d y m d\'.orze była pokaŹlna 
polska biibli>oteka i prenumerowano 
gazety i czasopitSma polskie i francu- 
skie. Podkrcilam ten fakt, gdyż wiem 
he dr Feli'ks Kopera przyjechawszy 
z Krakowa w nasze strony z mię- 
dzynarodową archeologiczną komi- 
sją rozkopującą kurhan). byl podob- 
no balf1dz:iej zdumiony ilością i ja- 
kością polskich książek l"u was, w 
Rosji") niż tym. co znajdo\'.ano w 
kurhanach starosłowiańskich, scy- 
tyjs>kich i z epoki kamiennej. 
Przed samą wojiną młodzież) aka- 
demicki>ej i pod'rastająceJ szkolnej - 
mi,ejscowej i zapraszanej na wakacje 
- bYlło w okolicy sporo. A że pa- 
radoksalnym zbiegiem okoliczności 
i urodiZaje. i ceny zboża zapowi,ada- 
ły się śWI,etnie, bawiono się w tym 
roku 1914 j.a,k nigdy. 
O kościele też nie zapominano. Na 
Trójcy św., t.j. na odpust. ZJj\eChał0 
z bli'ska i z daleka tyle pięktJ1ie diJ- 
branych czwórek, nowych lIberii 
i lśnaących upr.zęży i pojazdów: ka- 
ret. lando. faetonÓlw. tilbury. bre- 
ków. nie mów,iąc o wolantach i sza- 
rabanaoh, że i połowa nie mog/'a się 
pomieścić na rozległym dzi,edzińcu 
kOLŚoielnym. A duchowieństwa by/a 
taka masa, jak kardynal/ów na uli- 
cach Rzymu. Naturalnie zawCZasu 
naladowano spIżarnIe i piwnice pro- 
boszcza oraz pożyczono mu slużby. 
Okoliczne zi.emi.aństwo. kt6re przy- 
jeżdżalo do kościola i utrzymywało 
mniej lub wiecej zażyłe stosunki są- 
s.edzkie, było dość lIczne. 
Rodziny trzech braci Spława-Ney- 
man siedzia.!y w Kory,tyszczach, Łucz- 
kach i Oczeretnej, a matka trzech 
pięknych pań Sebaldowej i Karalo- 
wej Neyman ora.z Krasnopolskiej, 
Sokołowska - w Potoku. Zdanow- 
scy - rodzi.na Henryka, posła do 
pierwszej Dumy (1905), założyciela i 
właściÓela cukrowni Uzin. mieszkała 
w odziedzicz.onych po Hurkowskich 
G rzebieni.ach. BaykowsC} mieli Jusz- 
ki i 8aljki. 
SLambelan papieski Roger Łubień- 
ski z żoną z domu Hołowińską ba- 
wili stale w Petersburgu i nie każde 
lato spędzali w ,>woich Pruckach 
Wielkich. Do Ludwika Jankowskieg0 
należaly Pije i Kośoianiec. do jego za
 
stryja Leona,roa, głównego fundato- 
ra kościoła św. Mlko/aja w Kijowie, 
Chodorów. Piwce należa/y do Wła- 
dyslawowstwa Perro, a do be,zdziet- 
nv'Ch Kazimierzostwa Kac.lkowskich 

 Kuźmińce. Hrehorówka była Ma- 
Imowskich (nie krewni doktora). 
, Z dalszych okolic kanioOwskiego po- 
wiatu zjawili się, w zależności od po- 
gody i s'tanu dróg, bądź na odpusL 
bądź też na ZIelone Święta lub na 
Wniebowstąpienie: Jaxa-Chamcowie 
ze Stepan,jec (Zygmunt był potem za- 
/ożycidem i pierwszym dYlf1e'ktorem 
Radia Polskiego), Montrezorowie z 
Nowofastowa (czy Kozina?... w każ- 
dym razie n i e z Montrezorówki), 
Tad.eusz'OOtwo Pruszyńscy L Kazary- 
n óWk i,. a z nimi urocza pann Zab/o- 
ck.a z wysportowaną od dzieciństwa 
córeczką Ire,nką i małym Tadeusz- 
ki.em, dziś widkim ..Ta zabe:rn ". Z 
PszelO,ilcz:nilk:, które w czać;ie wojny 
Szembekowie sprzedali Ziemęckim, i 
nieraz w zastępstwie w!aśc cieli przy- 
bYW1ali Zarni,k. gdy,ż wykryłem że Gi- 
rowa w grobowcu tym przechowywa- 
la kartofle. Pamiętam też nagrobek - 
bpli:czkę gotycką z n.apiiSoem: ślubo- 
walam ci do śmi'erci, ślubuję i po 
śmierci" i panią, przychod7ącą tam 
w czerni., by złożyć kwiaty -- z dru- 
gim mężem. 
W ide pomni,ków było z graniltu 
gni,ewańskiego, wiele z piaskowca, 
troohę z ma,rmuru. Było jak i wszę- 
dzie dużo p/y t kamiennych i żeliw- 
nych. dagerotypowych fotografli,i nd 
emali.i.ogrodzeńzkutegożelaza.Ca- 
/y cmenta.rz by/ pięknie zadrzewi>ony. 
Wi,osną p
zy wjeździe by/o biało od 
kwitnących wiL5ni, latem pachniały 
lipy i brzęczały pszczoly i trzmi,e]e. 
Najbardzi,ej lubiłem zakątek na wy- 
sobe>j podmurówce, gdzie w art y- 
&tycznie obmyślonym nieładzie by- 
/y rozrzucone rdzawe złomy skal. 
a na nich metalowe tablice. Jed,na z 
nich opiewa/a: "Rajmund Hurkow- 
ski. poruczn
'k Wojsk Polskich". Na 
grobie jego syna. Włodzimierza, była 
strofka z poematu ..Łzy", napiiSanego 
przez niego po śmierci żony Teresy 
z Monastyrskich: 


I umrf samotny, jak kr:yl. 
[na kurhanie. 
Ktury przetrwa hur;;e aż .\.taruść 
[go zimnie. 
Wiatr próchno rozwieje, 
[przedlOdzieli ominie, 
Tak na moim gl'ohie żadna lza 
[nie spłyni!'. 
WifC zaplaczcie drzewa. 
[mudlcie sif ptmzfta 
I miej mnie w opiece. 
[Matko Boża Swifta. 


Juliusz Baykow'iki.
		

/Archiwum_001_09_059_0001.djvu

			Nr 1407, 18th March, 1973 


WIADOMOSCl 



 


.. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. . .. .... .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. ...... .. .. .... .. .. .... 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


JADWIGA JURKSZUS i ADAM TOMASZEWSCY, 


AUTORZY KSIĄŻKI "TORONTO, TRONTO, TRANA", 


. 


ogłaszają przedpłatę na tom reportaży 


I TO JEST MEKSYK 


Część pierwsza, pióra Jadwigi Jurkszus, omawia różnorodne aspekty meksy- 
kańskiego życia. Razem z autorką wędrujemy szerokimi avenidami stolicy, 
schodzimy w przecznice i zaułki, zaglądamy do muzeów i galerii, zamawiamy 
obiad w dobrej restauracji i posilamy się torti11ą z koszyka ulicznego sprze- 
dawcy, zachwycamy się artyzmem wyrobów sztuki ludowej, wsłuchujemy się 
w dźwięki marymby i śpiew zawodowych pieśniarzy na Placu Garibaldiego. 
Meksyk na co dzień i od święta, kraj przyjaznych i dobrych ludzi, Meksyk 
prawdziwy, nie z prospektu turystycznego. 
Oto tytuły niektórych rozdziałów: "Mity i półprawdy", ..Kolorowe nie- 
dziele", "Miasto alei i pomników", "Taco, tortilIa, czy naleśnik?", "Jajko? 
Si! Na miękko? Si! Ile minut? Si!". 
Część druga, napisana przez Adama Tomaszewskiego, "Hernan Cortez 
przed sądem historii" zajmuje się dziejami podboju i kontrowersyjną po- 
stacią konkwistadora. 
Część trzecia, pióra tego samego autora, "Od Sonory do Vera Cruz" 
przynosi reportażowy plon pięciu podróży po Meksyku, od północnych 
pustyń po tajemniczą ziemię plemienia Majów - Jukatan. Oto kilka roz- 
działów: "Nad mOrzem Korteza", "W Taxco fiesta i Donia Marijuana", 
,.Na ziemi Tarasków", "Acapulco szaleje, Acapu1co się bawi", "Pod porta- 
lami w Oaxaca". "Na pamiątkę Meridy i Jukatanu", "Wyspa Kobiet", 
"Marymby Vera Cruz". 


Tekst - około 300 stron, wkładka fotograficzna. 
Cena książki w przedpłacie $6.00 lub £2.50 lub równowartość w innej walucie. 

azwiska przedpłacicieli zamieszczone będą w książce. 
Zamówienia prosimy przesyłać pod adresem autorów lub do Oficyny Poetów 
i Malarzy 


A. TOMASZEWSKI 
5 Ridout St.. Apt. A, 
Toronto 154, Ont. 
Canada. 


POETS' and P AINTERS' PRESS 
146 Bridge Arch 
Sutton Walk 
London S.E.I 8XU, England. 
Europe. 


... .. .. .. .. .... .. .. .. .. . .. .. .. .. .. .. .. .. .. .... .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. ...'" 


PUSZKA 


KONFERENCJA BEZPIECZEŃSTWA 


Niemal od dwudziestu lat So- 
wiety w różnych formach nastają 
na lJwohliI1ie konferencji. która by 
pod maską "odprężeni
", czy :zgo!
 
.. wspól:pracy", rozluŹJm la SpOlS'tO
C 
państw Europy Zachodniej i 
lat
l- 
ła przenikanie wpływów sowlec.k
ch 
na tym obszarze. Od r. ł967 nacisk 
dyplomatyczny Sowietów wzmógł s:ę 
bardzo znacznie.. Dążą one do tego, 
by bez wojnyoderwać Europę Za- 
chodnią od Ameryki, poróŻtnić mię- 
dzy sobą państwa europejskie prze.z 
zaostrzanie istniejących mi
zy 01- 
mi rozbieżności. wresu:ie przesz.ko- 
dzić procesom scalania się Europy, 
tktóre w postaci Wspólnego Rynku 
poczynają już dziś budować dość 
mocną strukturę gospodarczą. Za- 
powiada się że w ślad za scalenie'!1 
gospodarczym przyjdzie niechybOle 
ja,kaś forma powiązania polityczne- 
go, a wnet także wojskowego. 
Tak jak dziś rzeCzy stoją. Europa 
Zachodnia nie jest jednak jeszcze do- 
statecznie scalona. by mogła prze- 
mawiać jednym glosem, a i Chiny, 
choć mają najliczniejszą ludność i 
poczyniły zadziwiające postępy w 
budowie swojego arsenału atomowe- 
go, nie są jeszcze zdolne do stawienia 
czoła Sowietom. 
W tych warunkach Sowiety dosz- 
ły do przekonania że teraz wlaśnie 
jest dobra pora do podjęcia na więk- 
szą skalę ofensywy politycznej skie- 
rowanej na bezkrwawy podbój E':I- 
ropy Zachodniej. Nie tytko ma s:ę 
to dokonać bez wojiI1Y. ale nie ma 
nawet prowadzić do tworzenia za- 
chodnioeUTopejl>kich ..demokracji lu- 
dowych". Wystarczy - jeżeli tak 
czyowak ten obszar będz:e faktycz- 
nie zneutralizowa.ny oraz "sfinlandy- 
zawany", czyli wykreślony jako sa. 
moistny czynnik w układzie sił świa- 
towych. 
Ostatnio dążenia Sowietów wyra- 
raziły się w inicjatywie zwolani;! 
,.Konferencji Bezpieczeństwa l 
Współ.pracy w Europie". Powiodło 
&ię to Sowietom, jak dotąd, niespo- 
dziewanie glad'ko. Najpierw doszło 
do "Ostpolitik" kanclerza Brandta, 
nad którą ,.appeaser"zy wszeLkich 
odcieni rozwodzili się z zachwytem, 
jako nad zakończeniem "zimnej 
\\'ojny", przy czym całkowicie po- 
minięto okoliczność że to był pierw- 
szy ofensywny krok Sowietów zmie- 
rza.jący do rozbicia frontu N A TO. 
Nie było też niespodzianką że wnet 
po ratyfikacji ukl.ldu Bonn z Mo- 
skwą i z Warszawą, Brandt wypo- 
wiedział się za zwolaniem Konfe- 
rencji Bezpieczeństwa. Po niejakim 
czasie, gdy po podróży prezydenta 
Nixona do Pekinu nastąpiła jego 
podróż do Moskwy. w komunikacie 
po prowadzonych w Moskwie nara- 
dach obwieszczono że Ameryka, tak 
Samo jak Sowiety, uważa zwolanie 
- -----....... 
W poprzednim 4-st.n
nioowym numcrze 
(1406) "Wiadomości": Piotr Borkowski: 
O c,laJI'tach. kwa-lifilkatorach i dialek- 
tach. - Filip 1stner: Notatnlik jeroZlO- 
limSiki. - Władysław Jaworski: Tamta 
stl'ona ozasu. - Nina Karsov i Szymon 
Szechter: Rozmawi:amy z AnatolA
em 
Kuz;n,ieoowem. Pandora: Puszka. 
SiJly .zbrojllle Amerylki. - Krystyna 
Brwzowska: Nota,tlki niemieckje. 
Glosator: Z czasopism krajowych. - 
40 lat temu. - Józef Lobodowski: 
Worek Judaszów. Mitologia i wykształ- 
:
n:e. - 25 IaJ! temu. - Czytelnicy o 
"Wiad'OmoOOiJach". - Książlki nadesła'ne. 


Konferencji Bezpieczeństwa za ko- 
rzystne. 
Na początek zwołano konfert:nl:ję 
przygotowawczą w Helsi'OIkach w 
końcu listopada 1972, która miała 
za zadaiI1ie przygotować główne za- 
rysy zamierzonej konferencji, wyzna- 
czonej na czerwiec b.r. 
Z dotychczasowych wY'po
ie
z
 
Sowietów można mniej więceJ JUZ 
teraz zorientować się co do ich za- 
mierzeń. A więc, przede wszystkim, 
ma być ogłoszony podniosły mani- 
fest zapowiadającyerę pokoju i wy- 
rzeczenia się w stosunkach między- 
narodowych użycia siły czy groźby. 
Mają być rozwiązane NATO i 
Układ Warszawski, wreszcie ma być 
utworzony stałyorgan dla wspó/- 
działania w rozstrzyganiu sporów : 
oparcie całej strukturyeuropejskiej 
na "bezpieczeństwie zbiorowym" . 
Tutaj nasuwa się uW
a że już w r. 
1928 zawarto w Paryżu t.zw. pakt 
Kelloga, w którym wzięło udz:al 
parę dziesią
ek państw. Uroczyście 
oświadczyłyone że "wyrzeka.ją się 
woj,ny, jako narzędzia swojej poli- 
tyki". Od te,j pory była druga wiel- 
ka wojna światowa i trudne do wy- 
liczenia pomniejsze wojny we wszy- 
stkich stronach świata. Jedyną ko- 
rzyścią z tego ukladu było to że 
ktoś z podpisujących partnerów u- 
kradl złote pióro, którym bogato ilu- 
minowany pergam:n poqpisywano. A 
co do gotowości Sowietów rozwią- 
zania Układu Warszawskiego w za- 
mian za rozwiąza'nie NATO, to jest 
to naiwne szachrajstwo, które niko- 
go nie zmyli. Bo NATO jest praw- 
dÓwym sojuszem. zawartym między 
niepodleglymi państwami, które ma- 
ją możność swobodnego pobierania 
decyzji. Okład Warszawski jest zaś 
tyLko z pozoru uk ładem 'l1iędzyna- 
rodowym, w rzeczywistości zaś za- 
wierają go Sow;ety z państ'wami sa- 
telickimi, których rządy zostały tym 
państwom przez Sowiety narzucone. 
Jest to więc układ. k,tóry Sowiety 
za.warły same ze sobą, albo inaczej - 
jednostronna deklaracj,a Sowietów. 
Już na konferencji wstępnej w 
Helsi.nkach pnedstawiciel wiel:klej 
Bry.ta.nii Elliot przestrzegł że mani- 
festy głoszące dobre intencje nie są 
żadną ochroną przed zagrożeniem 
wojennym przez partnera, który gó- 
ruje czy to siłami konwencjonalny- 
mi, czyatomowymi nad innymi 
partnerami. Elliot domagał się za- 
bezpieczenia rzeczywistego, np. przez 
zobowiazanie że manewry, przedsię- 
brane przez każdego z part!ltrów, 
będą z góry z
lpowiadane wszyst- 
kim innym oraz że po obu stronach 
żelaznej kurtyny będą I'
t.lnowi..me 
stałe inspekcje strzegące prawidło- 

o w}'konywania tegO' pos.tano- 
wienia. Na to oczywiście Sowi
ty 
nie zechcą się zgodzić. Państwa wol- 
nego świata nie godzą się też na 
o- 
wiecką definicję .,wymiany kuHur.ll- 
nej". :2:ądają, by to nie byly impre- 
zy zorganizowane w rodzaju dotych- 
czasowych objazdów chórów, b:łle- 
tów. teatrów, cyrkóworaz skrzętnie 
dobranych uczonych i a.rtystów. 
Che(} podniesienia żelaznej kurtyny 
w górę tak, aby bez żadnej przeszko- 
dy przenikały ze wschodu na zachód 
i z zachodu na wschód idee, infor- 
macje, prasa, książki i ludzie. Już 
teraz w moskiewskiej ..Prawdzie" 
napisano że są to "prowokacyjprawy 
wojskowe będą rozważane Il:\ od. 
dzieLnej konferencji. PoczątkJ'NO 
miała się ona odbyć w Gene.vie. W 
ostatn:ej chwili Sowiety wymagły że 
przeniesiono ją do Wie, i to w wVllli'ku spon- 
tanicznych dążeń i ..przeciwów. 


* 


(SpontalOiozmych dążeń i sprzec'JWOW, 
czy tez taJktyOCi dobrze nam LUarlej pod 
IlIaJZJWą NEPu'! 
Komunizm, każdy: sowiecki, jugo_ 
SIłowiańsiki czy polsIki nie rezy
lUje j 
nie zamienza reZY'gIlować ze swego. pod- 
stawowego ooiągnięoja - monopolu na 
wsz
kie bez wyjątkJu srooki produkoji. 
Powstawallllie i ismien:e małych wal1"Szta- 
tów i gospoda'rstw rolnych o!>3l11ych 
na. prywatnej własności środlków pro- 
dukcji nie oZl!laoza najmnaejstZegQ na- 
wet ograniczenia tego monopolu. Jest 
to tyllko ma,newr taktyczny według !e- 
n:onOlWSlkJiej maksymy: krolk d.o tyhl, dwa 
kroki naprLoo. l llIiesłusmae DŻJiJas do- 
patruje się w istnieniu prywatnych 
wa,rsZJtaJtów pracy mlą.żka C2JfgOŚ, co 
może dOpI'OIWadzić do zmiany obeone
iJ 
ustroju komllf!1istycznego. Aby z zaląż- 
ka były kiedyś owoce. mus1Zą is-tn.ieć 
warunki slpJ1Zyja?ące jeg.o rozwojQlWi. 
Tam gdzie powstał. d/iała i n:e słabnie 
aparn-t władzy. od ktoreg.o pochodzą 
wszystkie bez wyjątku dobra materjalne 
i dUCIhowe. posiadanie środków produk- 
cji w postaoi najmrniejsze,l!;'O chociaq,by 
prywatnego wa'l'Sztatu pracy. jest zbrod- 
llIią wobec tego aparatu. Dlatt
.o pry- 
watne warsztaty pracy zarowno w pI1"ze- 
myśle jak i w dlJiedzirnie usług c.zy w 
roll11;:cllWie, już w chwiłi powstawamia. a 
rac1Ze
 powo,ływanlla do życia przeL 
apa'f1ad władzy, są skazane na li'kwida- 
ck Czas ich jstnienlia za.le:ŻIIlY jest tyl- 
ko i wy.Jącroie od aJPa,ratu władzy, któ- 
ry przede wszystkim dba D to. by si
 
nie rOZlWi
ały. ROlIwój takti jest oczy- 
wiście możl-:wy. ale tylko w 1edlllym wy, 
padku: jeżeli dmbny wytwórca noll'U- 
szy obOM1ią.z;ujące przepisy pra'Wl11le i ad- 
milnis,tracyjllle. la co groZJi mu dhlgo- 
letnie więzienne, a nalWet ka,ra śmieI'Ci. 
MOŻllla się tu powollać na wyro'kti śmier- 
ci w t.\LW. aferach goopDdaJI'Czyoh no. 
w Polsce. SłOlWem: jes'zcze jedl!la pro- 


wokacja, tym razem w dtriedtZJ;nie eko- 
ntO!l1liA - Ch.oĆ n.ie tyJko - mająca na 
cdu pJ1Zt:.rwamie stagnacj,i gl'lISpodarcze.j. 
Do.świoadozen.ie uczy nas że już pierwsre, 
noaljmniejs.ze na.wet objawy oŻYlWienia 
gospodarczego ozn=ją początek k.oń- 
ca dl'o.bnych wyil,wórców, czyl,j tego zja- 
wiska, z którym takie ooooieje w1iąż
 
Dżilas. Doda
my do tego re lilkw.idacja 
drobnych IW}'tIWÓTCÓW i repres9'e wob.:-.:: 
nich stosOV\'oo,e znoatjduJą P09alI'Cie tłu- 
mu, w którym p3lI"ti:a roZlllieoa njem.i- 
witść do ,.pry>waoialI'zy i bady/larzy", do 
t..zIW. spekulantów). 


I>E!\IOh.RACJE LUDOWE 


Wszystkie narody sąsiadujące z blJ- 
kiem s OIwiook.i m, a s.:zczególnie te, co, 
jwk !1ij). Jugos,la,wia, zIllijdnją s
ę 00 dl['Q_ 
dze sowiookiej ekspatnsj,i, żyją i będ! 
żyły w zagrożenru. Dżilas sądtZli że gdy- 
by w Czechosłowacji odbyła SI:ę po- 
wsrechna mobili2Ja.CjG, nie dos.ztoby do 
okupaoji. Kraje Europy Wschodn1tej w 
..wo:ch dążen:ach do niezałe:Żlll.osoi nie 
mogą liJc.zyć na dobf1ą wolę Moskwy. 
Nie mogą też liczyć na sukces amoąjal
mnu. Jteooalkże 
jeg.o l1IieodLownym warunkiem jes1 plu- 
raJlizm po.Htyc,Zlny i ideowy. Ten właŚinie 
waI'\1n.eik nl:e był speJ.niony w Czech 0'- 
słDwaoji Dubozeka. 


* 


(Nie wierzymy w ,.so.;jali.z.m z ludZJką 
twa,rzą". a,le jeżeli zgo.d'ZJić się z Dżi- 
lasem że tak mo.tna - i trzeba - na- 
zwać ustrój rea,l,iZJOwany np. w Szwecji. to 
nie zapomi,na
my o istniejącym tam plu- 
rdiz:mie gospodarczym, o tym wlaśnie 
pluJ'aoliz:mti
 który jest naturalnym gwa- 
mntem istnienia pluralizmu politycz.ne- 
go i ideowego. Przez plura,lizm gospo- 
darczy rozumiemy ist,nienne oprócz 
państwowej. ta,kże ..półdzieJczej i pry- 
wa,tnej 'WIłaSlll,ości środików produkcji - 
bez żadnych ogran:czeń!). 


PRYWATNE WARSZTATY PRACY 


Dro.bnJ wytwórcy pooiacający p['y- 
wat,ne warsztaty pracy - twierdzi Dżi- 
Michał Chmielowiec. las - bylilby pożyt
 1JaI!'ÓWI1'O dla 


PRZEZ 12 LAT 


przewieźliśmy naszymi autokarami do Polski 


TYSIĄCE ZADOWOLONYCH PASAżERóW 
zapewniając im hotele, posiłki i opiekę 
doświadczonych przewodników 
ANGLO-POLISH ENTERPRISES LTD., 
WŁAŚC. w. I. TOMASZEWSKI Z POZNANIA 


lub sprowedzić r 
kogoś z Polski 
tanio I wygodnie 
STAŁE WYCIECZKI AUTOKARAMI 
POZNA
-LONDON-POZNA
 
z noclegiem,poslłkami i opiek'l w drodze 


gdy zdecydujesz si. 
sam jechać 


. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


POLSKIE BIURO PODR6ży 
I\NGLO-POLlSH ENTERPRISES LTD. lTRAVEL) 
12, CEClL COURT, LONDON WCl N4HE. Tel. 01-8363391/2987 
Przy stacji kolejki podz;emnej LEICESTER SQUARE 


REWELACYJNIE TANIO 
SPROW ADZAMY KREWNYCH i ZNAJOMYCH 
LUKSUSOWYMI AUTOKARAMI 
POZNAŃ LONDYN POZNAŃ 


z LONDYNU: 
Marzec 4,18. 
Kwiecień !, 17,29. 
Maj 6, 13,27. 
Czerwiec 3, 7, 17, 24, 28. 
Następnie 


WYJAZDY 1973 
z POZNANIAI 
7,21. 
4,19. 
2,9,16,30. 
6, 13,20,27,30. 


dwa razy tygodniowo. 


SPRZEDAJEMY w naszym biurze podróży: Bilety kolejowe 
indywidualne i grupowe na całą Europę, bilety na car-ferry, 
lotnicze i okrętowe i bony hotelowe "Orbisu". 
ZAŁATWIAMY: wizy tranzytowe i pobytowe, przedłużenia 
pobytu i wizy "re-entry" na paszporty polskie oraz przedłużamy 
ważność paszportów. Załatwiamy sprawy repatriacji, emerytury, 
renty, naturalizację i t.p. 
OPIEKUJEMY SIĘ (na zamówienie) w Londynie naszymi pasa- 
żerami, umieszczając ich w niedrogich, czystych i wygodnych 
polskich hotelach, a następnie kierujemy ich do rodzin 
zapraszających. 
PRZEKAZUJEMY do POLSKI: paczki, samochody i pieniądze. 
UBEZPIECZAMY jadących od wypadków, kradzieży i chorób 
podczas podróży 


.. .............. .............. .. .... .. .. ........ .. ...
		

/Archiwum_001_09_060_0001.djvu

			6 


40 lat tem u 


WIADOM OS CI 
LIT8V\CKlb 


. ..polecono mi lJrobić wvwiad na 
temat sLtuki z osobami rÓŻJnyoh za- 
wodów" - }Xs,ze Elżbieta Szempliń- 
sika w a.rtykule .'sLel'okie m<łsy a 
li,teratura". Szemplińska I'oZJlllawia L 
19 osobami. zadaje im te same Py- 
talnia. jednak o "monotonii cz
 
sL.ablon,'e nie ma mowy". Nic 
dz"wnego. zważywszy dobór ..prr/ed- 
stalwilC:di rózmyoh Zdwodów": adw.o- 
kM. akusLe.rka. dOZJoI'Ca domu, f.or- 
dCIJIlISel'ka. grajek podlwÓtl1zO\Wy. in- 
żynier. kelnerka. ksi4dL. kupiec, le- 
k3!rz. pl'Os'tytu
a. prZiekuplka. robot- 
nik. rzem!eśl,nik, s
uŻ4ca. szofecr-. 
uczeń. u rzędni,k , wy,wiado,wca. że- 
braczka. Ogól,ne wraże.Jliie: lIlIisiki po- 
ziom czyteln!ctwa w Polsce. 
. Trzy wiersze Antonietl!;o Slo:1im- 
skiegO'. 0:0 fragment ptierw
zego 
wie,rsz:a p.t. ..Dokument epoki": 
..W puslJCe z oIo,wiu lJOStaną 
[konserwy. 


Śliska błona filmowa. 
[DZlienaIIlO w 
nied{}li i niewoli" - pis'ze dalej 
Stal11'isłalW Stroński.. - ..Ta'letwość 
w polityce nie n-ł tym polega. by 
na sz:ldku pochodu życia narodo- 
wego. gdy go przemoc zawali prze- 
slJkod41' 7ejść z własnej dl'ogi... 

l'Leźwością pie.rws,zą i podstawoIWą 
jest być i pozostać SiObą - bo 
bez tego w ogÓle schodlZiisz z rle- 
czywi!St.osci.,. w zamieć podmuchów 
cudlej woli". 
. Opowiada1llie Stanisława Lubodzie- 
akiego p.t. ..W KOZlielstku" jest frag- 
mentem zniewydaJnej p'racy o 
Zwi4Zku Sowleokim. n-łpis.allle
 w 
PałestYlnie w łatach I 94:!- I <)43. Lu- 
bodZlbeck.i oo:'Suje skład osobowy 
obotlu i na5>tIroje wśród niepe:wi!1ych 
swego los'u jeńców. Od 2 I.istopad:! 
1939 władze sow,ieckie zgromadzi- 
ły w KozielS>ku 4000 oficeTÓW róż- 
nych bmni i służb. By,ło pięciu ge- 
nerałów. Z n'ch pozostał przy ży- 
oiu tył'ko jeden - gen. Wo
k.()lw:- 
oh Było kiłkuset lekarzy, wśróJ 
nich kwiat pols,kiego św,iata lekar- 
skiego. Było ok. JOO osób cywilnych, 
przedstawioieli róŻinych za,wodów. 
. O ..Histo.ri'i Pols.kli" pióra Jallla 
Rembiel'ńsk,ieg,o" pisrze Wac!aw 
ZbY6'zelW"'lki. (Tom l: Średniowiecze. 
Londym, 1948). Zbyszew'kli taik koń- 
czy swoje ciek3!IWe s-prawOiI.dalll,ie: 
.JDD tej pobie;ŻJn.ej receilllJjo. która nie 
wyStt3ITCza a właściIWie jest zbędna. 
bo każdd receilllJja pOWi,ml-ł s
; SlP'ro- 
wadza,ć do 'krótkie
o wsła,za,nr.a: 

przeczytaj' albo 'nie c:zylta
' - a 
książkę p. Rembielińs'kiego p'rzeczy- 
tać warto i trzeba - chciałbym 
dodać jedną uwagę"... Tu Zbyszew- 
ski Vfwo oponuje przeci'wko twier- 
dzeniu autora że PoIsIka za Chrobre- 
g.o bylła mocarstwem. "FlJ'azes taki 
- pisze - mógłby łatwo trafić do 
dzieła n-łwet wielk,iego hisooryka za 
czas,ów Ozonu. kiedy pod wpły- 
wem pa,nującej frazeologii o mo- 
carstwOlWości zatJl1aoi'li
my zupet.nie 
wyczucie. co po
ęc:e mocalJ"Stwa 
oznacza" . 
. Wśród czasopism (Theates). Nakła- 
dem amerY'kańskie
D wydalWn.:ctwa 
Boobs-Merrill ukazała sie dawno 
zapowiadana ksiąŻika oferwslZ.ego 
pOWDjenllleglo ambasadora Sl'anów 
L'jednOC'ł'Jonych w Polsce. Arthu.ra 
BI:ss-La;ne-
 ..1 Saw Poland 
Hetrayed". Książko, omawia nowo- 
jorslki ..Time" w numerze z 16 lu- 
tego. ..Książka - piosze 'Time" 
jest pOWG1lJnym os'karże.niem pod 
adl1"es'em orezyd'enta R oo,sevel ta. 
Roosevelt trzymał w tajemnicy 
reziUlta,ty um'0WV teherańsikiej... bo 
'Ilie chci>ał tracić g>ło5ólW polo,nii 
ameryikańs,kiej przy wyborach 
prezydenckioh". 


_ WIADOMOśCI" 
POCZTA LOTNICZĄ 
kosztuje o tylko 4 dolary 
więcej (kwartalnie) niż 
zwykłą pocztą, która bardzo 
ślamazarnie działa w 
większości krajów świata. 


I 
WOREK JUDASZUW 


D 


e 


ID 


WIADUMOSCI 


o 


o 


ł 


. 
. 


a 


g 
sani'na o wszetecznych czartach. dia- i na światło białego dnila wywiedzie, 
blach. szatanach, biesach, kus:cielach. by ludziom w całej plugawej okaza- 
kadukach, gniewni'kach, sukkubach, łości pokazać: - Patrzcie, jaki urod- 
inkubach, bo wiele imion, prle
isk ny! Boi się 
a>kiego teatru m kgo 
i epitetów duch nieczysty w ciągu Czartowska Mość najbardziej, boć 
dzieJów uzyskał. A nie zapominam ty,llko w baśniach ujawnia si
 we wła- 
I o licznych sekwi,tach dyjabełskich. mej' poslaci, a w I1zeczy samej róż- 
jacy to, prócz czarownic. wróżJkami ne kształty na siebie przybi1cra, gdy';' 
albo mataczami sie wab:ą, a takoż świ.ętoSllika z lubością uda.je i, jak 
czarnO'ks!
żni'kami, zabobońcami łe- wszyscy Ojcowie Kościota TIny że diabli liczne pscudonimy. bo tym sposobem móc. 
j1!ż się dow.iedzieli, a dowiedzia,wszy utrudniamy mu sztukę mał,powania i 
SIę, popadII w przerażeni'e i wraz udawania. "Tak uczynił ten zwodzi- 
zaczną ze skóry wyłazić, byle taki ciel z Ewą, przez ust'a węża mówiąc 
tytuł, który ich sztuki cza.rtowskie z ni.ą w raju...". 
obna'ża. jak na'jskutecz'niej utrącić. Widzisz, Ewuniu, jakeś nabroiła! 
Toż dla szatana hańba nieznośn:J.. A ostrzegałem... 
gdy go kto za kosmate ucho ułapi Józef Lobodowski. 
.................................................. .. 
.. ... 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


o 


n 


Wystawa obrazów i rysunków 
Halimy Nałęcz 


do 31 marca, 1973 
Co dlień 10 - 6 
Soboty 10 - I 
wst'LP belplatny 


ORIAN GALLERIES 


5-7, Porchester Place, Marble Arch, 
London W2 2 BT 
Tel.: 01-723 9473 


....... ...... .......... .,)........ .................. 

 


EDWARD DUSZA 


WIERSZE ZEBRANE 


Ofinna PoctÓw i Malarzy, 


Londyn, 1972 


Cena $.1,00, £1,5U 


Do nahycia II w)dawcy: 
1'0£T5' & PAINTERS' I'RESS, 
I.IG Bl'idge .\n.h, Sutton \Valk, London, S.E.I 


lu h: CO
 l'R,\ nooKSTORE & I'UBLlSHING. 
(i:m \1anhattall Avclluc. Brookl}n 11222, New Yo
'k, USA 


.....,.. 
................................................... .... 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


KUPUJĘ 


DRUKI. RĘKOPISY, PA M I ĘTNlK1 , USTY, AUTOGRAFY. 
MAPY. SZTYCHY. RYSUNKI, PORTRETY, WIDOKI. FOTO- 
GRAFIE, KOLEKCJE WSZELKIEGO RODZAJU, i t.p. DOTY- 
CZĄCE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ POlSKI I LITWY 


I 
. 
" 
D 
. 
. 
. 
. 
. 
.. .... .... .. 2... .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .' 


R. UMIASTOWSKI 


l, F ountain Drive, London, 5.E.19 


Kore
pondencia 


Big Ben twierdz;j (iIlIr 1404 "Wiado- 
mości") że podtytuł jedillego z wydru- 
,kQwalllych pl1zemówień na londyńskim 
obchodzie 50-ej ,r,oczJJloicy śmilerCi pI1"ezy- 
deIIllta Na'I'lI>tOlWK:za bJ1mJJi "Lookoetek 
ZJWa'l1iowa'ł". Po pilt:l11WSze, nue jednego 
z przemówień, looz artyikułlU, wydruko- 
wanego w JondyńlSlkJim ,.TyJg.odniu Pol- 
sk,im", rÓŻlllilCa dość istotna. Po dl1u
ie. 
czy nie J.ep,iej byłoby przytoczyć nie pod- X 
tytuł. lecI. t}'1tll1ł ca1łego amY:k.IUłu? Tytuł 
 
ten bI1Z1ffii': ..Jaik 
olska w 1922 roku 
uchronilła sn-ę od woj1llY domowej". Je- 
stem autOf1em tego a.rtykułu i oddałem 
go do dnUJku w pnz.ek r 011I3.!I1.i1ll że od'two- 
.. 
rzeruie peł.nego prrebiegu wyd<łneń wy- '.
: "'. 
dta1e dobre świadectJw,o I'Ozsądikowi Po- .,' 
la'ków w bacrdzo trudn'CÓ chiwjJ
 - 
włączmie z Maciejem RaJtajem, 
nacym 
Daszyńskim. Józefem Pi.łsudsIGim i Wła- 
dysłalWem Stlkorskim. Artykuł mói nie 
był pom
la'ny jaJko prrzyozYlIlek do 
.. Wioecwrów pod lipą" - pmłem dla 
lud',j dorosłych. Spoleczeństtwa lIliedoi- 
rzałe ;n6e wytnymują pralWdy, dła spo- 
łeczeństw d'ojr.ro.łych jest ona n.ieodzow- 
noa. NilfSllety llIie ma żadne,go sJPosobu 
na wymazanie z naszej historii SilCili- 
skilego z Upioty, sask.iOh os,tatlków, Tar- 
gowicy. króla zdrajcy. WieloOpolskoego. 
zamorooM'ania piet'WS:LeiJ!.o Prezyde:nta 
Rzec7Y'Pospolite.j. a talkże - ta.k jest - 
Brześcia i Berezy, bumzfllloa oenkwi kre- 
Slowych j t,p. 
Uroczyste zebranie w LondYIll.ie 16 
grllonrl3 ub.r. lilie by
o poświęoome l1OCZ- 
nicy 
mierci prezydenoo Na.rntowU\cza. 
było na,t.omiast poświęoone uczcZJellli'll 
pami.
i pf1ezydenta NaJrutow.icza, róż- 
n,:lCa ba.rdzo s'lIbteln13. ale i batrd'lJO 
is,totnta. O ile si'ę nie mylę. było to jedy- 
ne. w ciągu 50 lat ,i pier.WlSze od 1M 'i0 
zebralnie poświęcone pamięci tego czło- 
wieka. Chyba należa
o sli<ę mu to 
wspomnimie; C:zJ'f doprawdy wciąż jesz- 
CZie. nawet w 50 lat po zgonie. ma go 
ścigać nienawiść złych i głupich ludZJi i 
stwarzać ta'bu z jego ntele.ktua.llIlym BlIiropy w 
okresie między wiekiem Oświecooia a 
po
ową milnionego stulecia. (Już Dosto- 
jewsIkij polk,piwał sob;e z ..Iibieralow 
sorokowych godow"). Chmielowiec trwa 
wciąż w tej postaM/ie, już teraz a,nachll'o- 
nic,mej. Jest niby zabytek hiSttoryczmy 
w tym w,7ględzie. dla mnie tym baroziej 
ujmuiący. Nic dziwnego że ten typ li- 
beraliZlffiIlI wydaje się wielu ludiZi.cm,- nie- 
przekonywający i podejrzewają że jest 
maską. za którą może się kryć coś 
zdroŻJnego. np. ..ciągoty warszawS>k:ie" 
Przed laty, ki
y w Warszawie roz- 
pra;wiaillo w obeoności (a wif'c z udrzia- 
tern) niezapomnia,neg.o FranCa Fis!Zera 


WARSZAI-łA, IfJ MARCA 1933 Początkowo demon (grecki da;mon) 
mógł być duchem złym. albo do- 
brym; dopiero w chrześcijaństwie stal 
Sle wcieleniem zła, szatanem. dia- 
błem. A według wieaeń niektórych 
ludÓw jest po prostu osobą glęboko 
meszczęśliwą. Na Kaukazie odw:e- 
czny zwyczaj kaza,ł przy wypowia- 
daniu słowa "szej,tan" zdejmować 
czapkę z głowy. Znana a'negdota glo- 
s; że gdy Chadżi Mu.rat, osobisty 
wróg łmama Szamila (w film.e ..Cha- 
dżi Mmaot" grał głÓwnego bohatera 
Iwan Mozżu<:hin, niegdyś bOżyslcLe 
wszystkich pensjonarek; ..jakże się 
oni cudnie kochaJą ten mój Mozżu- 
chin z tą Mi'ją Mają" - kwilila 
Hanka Ordonówna; już to przy in- 
nej okazj.i cytowałem nie bez zr07U' 
miałej lubości) przybył do Peters- 
burga i został przy,jęty na audiencji 
przez cesarza Mikoła1a ł. wszedł do 
sali w czapce na głowie, car ostro 
zażądał, by ją zdjął. Przerażony tłu- 
macz wyjaśnił że górale kaukascy 
zdejmują czapki tylko wtedy. gdy 
mowa jest o "szejtanie", ale już 
byłu za późno - Chadżi zdjął czap- 
kę. Car kazał mu ją włożyć z po- 
wrotem. O Chadżi Muracie pisał 
nieco lepiej ode mnie Lew Tołstoj. 
Więc tym razem zajm
 s'e demo- 
- -- - - - - - - -- nami, diabłami.. kusymi i jak sie tam 
jeszcze nazywają. Czynię to z obna- 
żoną gj.qw
, nie na znak szacunku, 
lecz z tej racji że od dawno nie uży- 
wam am czapki, ani kapelusza. Daw- 
niej tak. bo byłem zamożniejszy. 
Ubique daemon! Wszędzie diabeł. 
Biedzono si
 kiedyś. jak ich ilość 
obliczyć. Pewien teolog tak b.lrdzo 
puścił ""odze wyobraźni że podał 
fantastyczną ilość dziesięciu ty- 
sięcy bilionów. Nie trudno wy- 
kalkulować. ilu ich wypada na 
każdego mieS'zkańca tego padolu pła- 
CZill. Znakomi'1:y X. Bohomolec zre- 
dukował te liczbę do piętnastu mi- 
liardów. A według Kabaly i t.) jes
 
gruba przesada; diabłów przypada 
na każdą osobe tylko jedenaście t y- 
sie:;Y. Ale wtedy, gdy to obliczenie 
przeprowadzano, ludzi na świecie 
by/o bardw jeszcze mało; kabalis- 
tyka rozwin
ła si
 pod kon:ec 
red- 
niowiecza, ta
emna księga Zohar po- 
wstała w wieku XII J. Należy zało- 
żyć że od tego czasu liczba diabłów 
znacznie si
 zwiększyła. 
Diabłom trzeba przyznać że nie 
rylko są kokietami. ale ponadto mają 
dobry gust. Specjalnie 
obie obłubo- 
wali pleć piękną. Też powiedziano że 
kob:eta to !'as daell1on/lll1, a już naj- 
gorzej, jeśli z kobietą p\.ll
cić się w 
tany, gdyż taniec to ci"c/llll.
, clli/l.
 
centr/lill est diahullls, lIbi las,'ivlI.\' 
salw.\', ibi diahol/ls. Ostatecznie, rla 
kobiet
 można spojJfZeć od czasu do 
czasu, ale nie należy dOpusLczać jej 
do zbyt bliskiej komitywy, bo to 
całkiem tak. jakbyś diabla wziął za 
serdecznego komi-litona. 
Diabli, hasający po Polsce. mieli 
za,wsze na podorędzi.u pomocnikóvv 
w postaci pomniejlszych diabh!t rodzi- 
mego chowu. jako to "ziemskich 
skryatków, domowych ubożąt. leś- 
nych satyrów, 
odnych topców, gór- 
nych jedz. powietrznych duchów, 
roLmaitych geni'uszów. morskich le- 
wiatanów, na insułach rozmaitych 
obłud", ale cóż oni wszyscy razem 
znaczyli wobec głównego Sza,tan:!, 
ktÓremu przyznawano nast,pujące 
tytuły: "Cesarz róJnocny. król gl,:- 
bokiego piekła. książę śWIata. rz
Jca 
ciemności, wielki hetman pogań
tNa, 
hr.lbia zb:egów. woje\\oda t\rub':t\0 
cudzozIemstwa, graf niecnot, obroń- 
ca heretyctwa i rozerwan a każd
l
o". 
Ach. mało brakowało, a byłbym 
zapomniał p zasadniczym szczególe. 
Kabaliści, twierdząc że na każdego 
cz!owieka przypada jedenaście tys.ę- 
cy diabłów, odpow;ednio ich umiej- 
scawiali. Mianowicie, po prawej stro- 
nie było tych diablów tvlko tysiąc, 
a po lewej pozostałe dzies eć tysięcy. 
Czy tego rodzajJu dysprol2orcja r;ia 
coś wspólnego z prawicą i lewicą 
połityczną, nie potrafię określić. Nie 
znam sie na Kabale. Pasjans,: kie- 
dyś stawiarem" ale to nie to samo, a 
zresztą utpłynęło od tego czasu bar- 
dzo wiele łat. 
"Nie jest to nowa rzecz, ani prL.ed 
jaką kil'kaset lat zmyślona że 
ą na 
ś,wiecie cza,rci albo źli aniolowie, g
»ż 
nas wiara uczy że i.:h Bóg stworzył 
wtedy. kiedy i świat, wyrzekłszy te 
słowa: 'Fial lux et facla est lux', 
według oj,ców świętych. .,St\\ orzeni 
są dobrymi aniołami, a przez pychę 
st'rdciwszy niebo, piekła nabyli i imie- 
nia czartowskiego, albo złych anio- 
łów". Są przecież niedowiarkowie 
którzy istnienie czarta lek komy
lni
 
negują. O tych nil:dowiarkach już 
w XVIII wieku pisał słu
znie X. 
Chmielowski w .,Nowych Atenach" 
że: ,Jedni z nich są religiosures in 
DeulII. wszystkie cuda, lub cudami 
zdaj.ące si
 awantury ekstraordynar)'j- 
ne w
zechmocnej Boga prz»pisują rę- 

e. niC czartów sprawie nie przyzna- 
Jąc. Drudzy zaś że scientia verue 
theolugiae dł'stilllli, trochę tyl:!l.o w 
s
kolac.h liznęli łaciny, a choć teologii 
sluchali, tedy bez aplikacji. nOllline 
non re Iheologi, a teraz ni Pi!ima 
święt
g
, ni dobrych autorów czytaj,! 
katolIcklc.h. mądrych. aprobowanych, 
ale czytają owych, co levitates, sCllr- 
Iitates .traktu
ą l'ub jaką herezją, a 
subtelnie. Larażone czy,tajq; stąd 
ą 
vumloqw, iuclahllndi wiele, a małe co 
dobrego mówiący, nie bez lezji piarulll 
a
lrful1l alboooiktórych prawdy katoLc- 
klej; sentenCjol u wszystkich do,ktorów 
'P?spol.ite1, swoje widzi mi się. albo 
nie. zda . mi si
 uporczywie utrzy- 
m
ją, najm
rszych sentil1lenta sper- 
nUjąc, co Jest s/lperhire, t.j. .mpe,. 
olllnes ire, a żadna ich akadem'a nie 
uczynił" doktorami ani żadnej nie 
masz rewelacji, że to oni tak dobrze 
sine er/'O
'e t
zymają i uczą, jak To- 

asz 
nleł
kl: 'l!ene de lIIi scrips'sli, 
'} llOIIIU. Niech jeno ci scioli porzu- 
cą mniei. potrzebne lekcje. babom 
pod 
ądZlelą. 'P
zyzwoite. a czytają 
natomIast wteł-kle traktaty wielkich 
ludzi i teologów...". , 
Skąd mi się to wzięło 
 taika pi- 


'" 


;-.....,." : 
< 


,O::. !f' 
. 

"
; .\ 
, '.1, . A 
:;,;',. '\...;. 
.) ;'/'! !}j. 
: : \.Y . :' 


) 


Portret Franca I.iszera. rzeiba na- 
turalnej wielkości wykonana pnez 
Zofię Trzcińska-Kamińską ok. r. 1923 
i wystawiona w ,.Zachęcie". Uległa 
zniszczeniu w czasie wojny. 


o liryce \'erlai'lla. Fiszer pr7.erwał 
spór krótkim oświadczeniem: ..Li.ryka 
Verlaina była najwspanialsza w swojej 
epoce - jak Boga kooham". Podobnie 
i ja. przysięgam jak Boga kocham i 
ręc:zę slowem honoru że redakttor Mi- 
chał Chmielowiec jest liberałem nie z 
tej ziemi i nie ma żadnych ,.ciągo,t war- 
szawskich". 


-\dam Pragicr. 


MATERIAŁY DO zYWOTA 
śW. STANISł.AWA 


Do redaktora "Wiadomości" 


Będ" wdL

1C'7JIlY za umies.zczenie 1U1- 
stępującej pf1
by do czyt
I1lt;ik
)w: 
l) Potrzebne mi są infomlacje o tra- 
dycjach wśród UJ'Jbeków o hej1lla,łe ma- 
riac
i.m: ohci13,łbym też wied7,ieć. kto i 
gdzie n'<ł ten tema,t pisaJ. 
2) Proszę potDmków dralWlll,ych rodów 
(wa.żne są też herby) o zawiadDmienie 
IDlI1Ie na piśmie. czy są świddomi j:J- 
kiclhś tradycjli udziału w za.m 0IJ"d owa- 
niu św. Stan.isława na Skałce lub w 
pJ"OlCes,ie o wieś Piotr3!IWi;n. ora;z czy 
wiedzą o dLioolliClin-ych konse,kwencjach 
tego udzi,ału. Na życzenie pr/yrzekam 
dys'krecj,
 w wykorzysta,niu da,nvch mi 
informacji. - 
3) W cZdsie wojny stykały się z Po- 
łakami w LondY'n;e dwie staruszki 
Irlandki. które uważa,ły si,ę za potom- 
ków krewnych św. Stanioslła,wa; sam jc 
lIna.łem. a,le nie wiem. co się z n;m: 
stało. 
POIWyżs;ze informacje są m.i potll'lebnc 
do opracowania żywota św. Stanisława. 
nad czym od w!elu lat !,racuj
. 


X. Stanisław Bckh 
Fawley COIJtf1t 
HtJTllley-on-Th;mes. 
Oxon. RG9 3AL. 
Grea.t Rrit.ain. 


Do redaktora "Wiadomosci" 


Poniewaz w swym artykule p.t. ..Od- 
powiedLial'nDść i drutk" (nr 1402 ,.Wia- 

omości
) 
. Bonifacy M iązek pOlWolruje 
Się z wleJtklm UZIIlaJniem na prace prD- 
fesomw literatury, a szczegóLnym jw: 
szacunkiem daRY ..Literatul1ę polską na 
ooczyźJIlie 1940-1960" pod redakcją 
prof. dl['. Tymona Terleckiego, pragnę 
ZlWrócić jego uwagę na następujący 
fragment zawartego tam ooracowania 
(pióra prof. dr. Józefa BU:j:;'ows.ki-ego) 
zaty1ułOlWanegD ..SLJkic literacki i kryty- 
ka artystycma": 
.....rokuje niemałe nadzieje poeta i 
krytyk (z grupy 'Merkuriusila" póiniej 
'Koa1}m-eJlJtów') Adam Czemiawsiki. na 
któ.rego 
óciłiku'CÓ alkadem
i li,tera.tury wystą- 
pn,ł - prrz}'1pom:lIla ,.Lite'l1atura" - Wa- 
da,w Grubolislkil, jeszcze w r. 1909. 


CZYTELNICY PISZ.
 


. Na ma.rg:nesie felietonu Józefa 
Łobodowskiego ,.Magella,nada" w m. 
ł391 ,.Wiadomości" p. Roman Sitkow- 
s,ki z Wembley stwierdza że ś.p. JERZY 
DZłAŁĄK (pseudonim dzieniIlikalJ"Ski: 
G. J. Flemm:m.g) był żołnierzem Armii 
Krajowej. ..Był ze mną - pisze p. Sit- 
kows,ki (pseudo:Jim: Wiktor) - w tym 
samym Zgrupowaniu Grochows'kom 684. 
którego byłem zastępcą dowódcy. Był 
szefem Infu w Zgrupowaniu 'Jer.ze- 
go'...". 
.. Artykuły Józefa Łobodows.kiego i 
Z. S. Siemaszki (nr. nr. 1372 i 1375 
..Wiadomości") o ,.W CłENIU KRZY- 
'LA" . Józefa Mackiewicza wywołały 
sprzeciw ze strony licznych czytelm- 
ków uważających że książoka ta nie 
spotkała się ze sprawiedliM/ą oceną. P. 
Z.ygmulIlt !,,/owioki z Sutton (K3JI1ada) 
pisze: ,.Plsarz tej miary, co Józef 
\1ackiew.icz, umiejący w sposób wnikłi- 
wy i inteligentny pisać o komUlllizmie 
bez. maski, oddaje olbrzymie usł1Ugi 
całej łudzkości i Kościołowi". "To nie 
są wcale urojone diabły i wiatraki. z 
którymi kruszy kopie Mackiew.icz, lec.L 
realia, których t.ZW. wolny świat nie 
widzi lub udaje że nie widzi bo wi- 
dzieć nie chce. jako że mu z' tym wy- 
godnie" - sądzi p. Romuałd Paporisz 
z Freiburga. P. Beniałmi,n J. JeIIl1Ile z 
Ca,racas uważa że Siemaszko ,.W swej 
kry[,yce Maokiew:cza pOSlllill.ął sję La 
daleko" i że jego argumenty są "rou- 
mie.wające" i ,.zadziwiające". 
. KiJku czytelni,ków zareagowałO' 
ba,rdzo mocn.o. by nie powiedzieć: bru- 
talnie, na rozważania Jana Darowskie- 
go p.t. ,.Z NOTATNIKA" w nr. 1385 
"Wiadomości". P. M. M. Popławski z 
DlIrsley dzi,kuje Łobodowskiemu .,że 
sta,?ął w obronie Polski sponiewieran
j 
( s I c! - red.) na łamach 'Wiadomości' 
przez p. Darowskiego". P. J3JI1 Kubiak. 
bier:ze w obronę j"zY'k polsk.i i krytykuje 
a!,gielski:. .,Dźwiękowo języ&: angielski 
me ma SL, czym chwalić. a struktura!- 
n!e. 
zyli gramatyczmie. jest on raczej 
ubogI. Brak mu zaimków (? - red.). 
a używanie tego samego słOlWa jako 
rzeczowni,ka, pl1zymiotn 'ka, c:zasown,ika 
lub przysłówka może s,powodlOwać sporo 
niejalSlIl>Ości...". 
. p'. Sta1llisław Kostrzewa z Bił-milllg- 
ham pisze z wiel'kim uzna,niem o spra- 
worzd'<łnou z obrad JURY NAGRODY 
..WlADO
OśC1" (w m. 1389). SlJCze- 
gólnie podobalo mu się przemówienie 
Jana Frylillllga, "pełne finezji i erody- 
oji". WyróŻlllia ponadto list Józefa 

itt1ina i pochwała decy.z.j" nagrodze- 
nia ..An,tologii poezji kaplańskiej" i 
powieści Wiktora Trościanki, któreg..1 
twórc.zość wysoko ceI1li. 


Czytelnicy 
o "Wiadomościach" 


S. L.: PodoziJwiam toleraJnlCj
 redakto- 
ra. który drukuje listy ata'kujące go... 
i poucza
ące. jak ma redagować pismo. 
A. H.: ..Wiadomości" denerwują 
[czytelni,ka S. 'L. w Bf1;sbane l, a do 
tego Chmielowiec ..nie um)e rozbudo- 
wywać zaplecza pis3Jl1zy". Traog,ilCzna sy- 
tuacja: taki np. He.nryk Grynberg, X. 
Bonlifacy Mią.zek. Ewa Emi.1I a,łbo Jan 
Kott czy Leopold TyrmaiIld fataJnie 
obniŻ<11ą pDziom p;sma! Najlepiej wjęc 
..Wi'adomości" zamknąć i... skazać s.ie 
na ..n,alot języka at!l'gielsk
ego". Pismo 
pf10S/.ę mi nadalI wysyłać,.. 
S. L. L. w San Francisco: Odnawiam 
f10cmą lo
nliczą prenu'll1era'Lę na
lepsze- 
go polsokiego tygodnilka litterackiego 
(chociaż ba,rdzo tchoczliwe,go!). 
B. T. w Monachium: Miązek. Mją,lek, 
jaki mu lwi pazur wY'raos,ta! Bardzo s.ię 
z tego cieszę. 
Czytelniczka z Polski: Przyjechalam z 
Polski... Zanurzyłam si, catkowicie w 
literaturę dla nas ni'edostępną, za co 
dzięk.uję ,.Kulturze" i ..Wiadomościom". 


Published by "Wiadommci". 
67, Great Russell Street, 
LOT!don, 
WCI R 3BS 
and printed by 
White Eagłe Press Ltd.. (f.U.) 
2, \'ine Lane. Tooley Street, S.E.l