/Archiwum_001_09_171_0001.djvu

			London, 12th August, 1973 


J 


Redakcja i admini.'tracJa: 
67 Creat Ru ssell Street, 
WCIB 3BS 
tel. 01.242.3644 
Prenumerata kwartalna £2.50, w Stanach Zjeo- 
noczonych i Kanadzie $7.50, w Belgii 355 h. 
be]g., We Francii 35 fr., w Niemczech 30 OM. 
w Szwajcarii 35 fr. SZ\v., we Włoszech 4.125 
lir, w innych krajach r6wnDwart
ć $7.50. - 
Zmiana adresu !Op. - Czeki należy wystawiał 
na ,,\Viadomości". Ogłoszenia. Cena za 
l cal x l szpalta £2.00 


RePstered at 1be G.P.O, as a newspaper 


, Cena 2Op.' I Dziś 6 stron I 
Rok X XVIII nr 32 (1428) 
LONDYN, 12 sierpnia 1973 


Założyciel: Mieczysław Grydzeww 


TYGODNIK 


-....--.:.... - 


"I:
-"-+." 


".a., ,j 
,:
,' ._'
, ".' 
X* ,', - ": :' 
'._<
';'-'?:< -: 


"'fV"'" 


r.' 


,', 
\\ ./ 


>h. 


y 
:., 


';"y.. 


. < '.".
 


J 


JULIUSZ SAKOWSKI 


Wacław Grubiński 
(25 stycmia 1883 - 8 CLerwca 1973) 


Gra bez pedalu 


. Wacław Grubi,i.fki łączy się ze 
wspomnieniami o Warszawie n'.ls::ej 
młodości; jego uwodzicielska wyt- 
worność, sceptyczny uśmiech, recen- 
zje i premiery Jbyłv pełnym swo- 
istej barwy szczegółem jej tła. Szcze- 

ółem, któlY mógł podzia'ać draż- 
niąco, jak tego dowodzi p łen pasji 
arak wytoczony kiedyś przez Stefa- 
Ila Napierskiego; wystąp} on prz,,- 
ciw Grubińskiemu, jako przedstaw:- 
cit:lowi warszawskiej płycizny i 
"pianki" o pozorach wykwintu i lek- 
kości, przesłaniających pustkę. Ni- 
czego innego nie dostrzegł no po- 
stawie pisarskiej Grub'liskiego, choć- 
by tego, że odcinała s:
 od ogólne- 
go tła twórczości polskiej Sil ym od- 
rębnym, przeciwstaw iająr YIII się jej, 
wyrazem. 
Twórczość Grubińskiego n'gdy 
nie tonęła w mroku gwiazd, II' s::.tu- 
cmych glt:hilU'h i zalnotnvch da
 
lach. Za młodu ominęły ją szczę- 
śliwie nokturnowe akordy i przepas- 
tne otchłanie, których bezdenna do- 
RłębllOŚć wiała bezmiarem nudy. 
Grubiński nie uległ i pÓźniej prze- 
pisowym II' literaturze nasze; nastro- 
jom, obcy zarówno koturnom, jak 
1111: ł awicowym rozwichrzeniom. Za- 
miast patosu miał pół-uśmiech, za- 
miast grandilokwencji - zwięzłość, 
zamiast nadmiaru - umiar. W od- 
różnieniu od męt1le; symbol ki za- 
wiłych wzlOtów, obowią-koll'ych w 
jego pokoleniu, proza Grub'ńskiego 
jest jasna i przejrzysta. l dopiero 
próbując określić na c
ym polega 
jeRo umiejętność osiągania efektów. 
odkrywa się styl celny i niezawollny, 
którego doskonałość od::.nlrza się 
właśnie tym, że jest niedoftrzegaln-y. 
Jasność i cZystość tego stYlu pow- 
stała Z przezwyciężenia przerostów, 
odrzucenia zbfdnych ozdób i orna- 
mentów. Pod jego ch'odną, szkli.
ta 
powloką uwięzione są w::rus::enia i 
nie przestają być żywe, mimo trzy- 
mania ich IW wod::.y. Bo. wbrew mo- 
Rącym wprowadzić w błąd pozorom, 
Gruhi,iski nie jest ani cynikiem, ani 
zimnvm rezonerem; o ::lłolnośc; je- 
RO do entuzjazmu świadczy to co 
ma do powiedzenia o Krasick'm. o 
Prusie. Ale entuzjazm jego unika 
wielkich słów, II-yraża ,fię pm\'Ścią- 
gliwie. JeSt to zapał bez szarży, unie- 
siellie bez niezdrowych podn'ecCli. 


*) Ze zbioru esejów P.t. ..Asy i damy". 
Księgarn!a Pols,ka w Paryżu. 1962. 
'r 


III 
I 


"": " 


ł 


P'< 


" 
.. 


" 


.,
 ' 


*) 


Nie tylko spo.\Obem pisan'a roz- 
ni się Grubiliski od I
'ielu swych ko- 
legÓw. ale i rodzajem twórczości. 
Rodzajem tym jest komed'a (nieraz 
jednoaktowa), esej, nowela. Wyda- 
wanie utworów dramatyc::.nych nie 
było u nas w zwyczaju, jak to jest 
przyjęte gdzie indziej. We Francji, 
obok stałych wydań klasyków teatru 
ukazuie się drukiem każda wybitniej- 
.fza sZlllka współczesnego repertua- 
ru. U nas nie wydawano sztuk, choć- 
bv były PerzYliskiego czy R:ttnera. 
nie czytano Il1worów teatralnycI,. 
ESt:'; literacki był rodzajem twórczo- 
ści tak rzadkim, że na jego określe- 
nie me znaleziono dotąd polskiego 
odpowiednika. Na.wet nowela budzi- 
ła u nas opory i nigdy nie moglrl 
zdobyć poczytności, na którą zasłu- 
guje. Zadaniem jej jest na ogran;- 
czone; ilości stronic w;:budzi(
 zaję- 
cie. dać zarys postrt(";, 
h,'orzyć na- 
strój. Powieść mOŻe być dziełem wy- 
bitnym, mimo dłużyzn, błędów, bra- 
ków; II' noweli jeden zgr::.yt czy fał,
z 
burzv całą budowę. Nie można tu 
nic Iladrobić -formą, bo i ta w no- 
weli nie może się narZ/icać. Gm- 
biliski napisał 9 tomów nowel; w 
takich jego zbiorach, jak "Pocałll
 
nek", "Moc kamienna", ..Lwy ;- św. 
Grojosnaw", znajdują się nowele 
znakomite. 
Mógł w tej d::.iedzin'e odegrać je- 
szcze poważniejszą rolę, gdyby jej 
nie traktował, IIwże nieslusznie, ]a- 
ko boczny tor swej twórczości, wy- 
że; zawsze ceniąc lawy scen:czne i 
więhzą przywiązując wagę do swych 
utworów dramatycznych. 
Powstałe na emigracji utwory 
Gmb;,iskiego również .WA niepod(l
 
bne do twórczości innych Wspó'cz.es- 
nych naszych pisarzy. Tom ,O Ue- 
raturze i literatach" obraca s'ę w 
skali od Tacyta i Woltera do poezji 
Paula Valćry: zawarte w nim roz- 
biory ki yryczne pIsane są Z uśm'e- 
chem pogodnych ::.amyślell, ich eru- 
dycja nigdy nie nudzi - zajmuje 
i działa p
budzająco. Ks'ążka "Mię- 
dzv młotem a sierpem" różni si, 
od innych InpomniC11 z pJbytu w 
Rosji; padół nęd::y oglądany jest 
przez szkła wieczności, ska;:.aniec w 
łagrach patrzy na niewolę i barba- 
rZ.Histwo Z wyniosłym spokojem. W 
tym dystansie spojrzenia z obojęt- 
nych i niewzru.fzonych wyżyn mieś- 
ci się bezmiar pogardy dla płazów. 
Juliusz Sakowski. 



 '"'* 


I. 


ł 


I 


\ 



... 
._ł'
 


Wacław Grllbiński i prof. Stanisław Stroński 
na wręczeniu nagrody pisarskiej SPK, 


LEOPOLD KIELANOWSKI 




Nie 


trzeba 


by C 


G DY Wacław 
rubiński. 
kaz
DY z.właszcza szacunek dla słowa. które- 
zostal w czasie ostatme) wOjrny go nigdy nie nadużył- Nie uz.nawał 
przez sąd sowiecki na śm:erć za na- improwizacji. Niczym Aaubert, o- 
pisanie w niepodległei Polsce sztuki pracowywał kaidą wypowiedź do 
teatralnej o Leninie. i gdy pozwolo- najdrobniejsz.ych szczegółów. Nie do- 
na mu na wypowiedzenie ostatniego wierzał emocjonalnemu natchnieniu. 
życzenia, zap}'tał: .,Czy w wi
:zieDiu Wyważał stowa, szJifawal je, dobie- 
znajduje się encyklopedia?". - o,Ą raI i'ak szlachetne kamienie w na- 
dlaczego? odrzekł Lejtnant. Jest nie- szyjniku zdań i sflkwencji. próbuhc 
jedna". - "Chodzi o ciekawostkę, ich z.naczenie. dźwię-k i aurę. Pr,l- 
nic ważnego... Ale jeżeli n'ema...". gnął, by najcelniej i jednoznacznie 
- ..W kancelarii jest -niejedna. A co wyrażały jego myśli. Ale nie był 
by pan chciał?" -- "Dz.iw-ny zbieg przy tym zimnym racjonaI:stą. Go- 
okoliczności. Rzecz zresztą bez Z.na- reał wewnętrzille. Napisał kiedyś żo 
I.:zenia. Urodziłem się prawie co do ..mało jest rzecz.y efektownieiszych 
godziny w sto lat po Stendhalu. Był jak temperament, prześc"gający roz., 
taki pisarz francuski, nazywał się wage". 
Beyle. pisał pod pseudonimem Stend- W stylu GrubińSlkiego można od. 
hal. Przyszlo mi na myśl że byłobI kryć racjonaliiStyczną harmonię. 
zabawne, gdYby data mojej śmiercI... odziedziczoną. chyba z krwią fran- 
miała się zgodzić z datą jego śmier- cusk ą matki, Marii Gabr:eli Meu- 
ci. jak sie zgadzają daty naszych, nier. Studiował nauki społecme, fi- 
urodz.in. Otóż nie pamiętam. kiedy lozofie i literaturę w Niem:zech. we 
umarł Stendha]?..". Włoszech i We Francji. Ale naj- 
Okaz.ało się że Wacław tJrubiń- wieksz.e zainteresowanie budziła w 
ski nie miał umrzeć w rocznicę nim historia. którą pojmował jako 
śmierci StendhJla. 23 marca. Była gre polityczną. opartą o czyny n:e- 
mu ona sądzona dopiero w trzydzie- przeciętnych indywidua1ności. Doszu- 
ści kilka lat później. Ale ta rozmo- kiwał sie źródeł mechanizmu proce- 
wa o Stendhalu, prowadzona w wię- sów historycznych w psychologii 
zieniu sowieckim w cieniu cz.yhają- władców. prz.yw6dców cz.y królów. 
cej śmierci, oddaje najlepiej jego Dzieje świata rozgrywały się dla 
niewzruszoną. stoicką wiarę w prz.e- niego jakby na wielkiej szachowni- 
znaczenie człowieka. której pozostał cy, na której figury posuwa pasja, 
wierny do sędziwych lat. spędzonych namietność. miłość czy nienawiŚĆ. 
w skromnym pokoiku londyńskiego ale które trzymają się raz na zawsze 
emigranta. pytaniami. które zadawał przez. prawidła gry wyznaczonych 
swym oprawcom. burzył ich własny dróg. Spojrzenie takie musiało go 0- 
spokój., a sam pozostawał nietknię- cz.ywiście doprowadzić do zajęcia się 
ty przez degradującą wszystko. po- teatrem. do próby poruszan:a figur 
nurą rzecz.ywistość. Podjął swój cięż- ludzkich na szachownicy - scenie. 
ki los jako przygode umysłu i pró- Wą.tpię. czy w pierwszej pOłowie 
bę utrzymania tych walorów, które naszego stulecia istniało wielu ko- 
uważał za m:jpiękniejiSze w cz.łowie- mediopisarz.y. kt6rz.y by z podobną 
ku. Czytając jego pamiętnik z po- maestrią układali sytuacje sceniczne, 


y:-;::""I . I 

.t.)\. , 


... 


/y 
' 
,,, 


/ 


-- 


" 


'" 


. 


" ' 


.. 


......-- -+-- 


j 


'" 


/ 


I 


....- 


. ----..;..- 


Wacław Grubiński przemawia na uroczystości dwudziestolecia 
Sceny Narodowej. zorganiwwanej przez ZASP Zagranicą, w 
Londynie, r. 1965 


bytu na nieludzkiej ziemi. nie WI- 
dzimy łachm:mów, osłaniających je- 
go wychudłe ciało, nie pamiętamy 
awitam:nozy iagiernej. Przeciwnie - 
z kan j:;:go ksiąŻki "Międz.y mło- 
tem a sierpem" bije, promieniuje 
nieustraszona wiara w dostoj:;:ństwo 
człowieka i w potegę ludzkiej myśli. 
Emocję. która może cz.łowie'ka roz- 
brajać. pokrywał pancerzem ironii, 
dQwcipu. Takim był w latach po- 
wodzenia w przedwQjennej Warsza- 
wie, takim pozostal w najtrudniej- 
sz.ym ukresie sowiockich 
ądów, wy- 
roków i lagrów. 
Wacław Grub:ński. senior p:sarz.y 
polskich. dożył dz.:ewięćdziesięc'u lat 
i zmarł w Londynie 8 cz.erwca. 1973 
Urodzony w Wahzawie 25 stycz
 a 
1883 przebywał i pracował w sWOIm 
rodzinnym m:eście przez. długie dzie- 
sIątki lat, należąc do najbardziej zna- 
nych i popularnych pisarzy i publ- 
cystów. Będą.c stałym krytykiem li- 
terackim i teatralnym "Kur.era Po- 
rannego" umieszczał na jego SZ.Pk:ego prób 
ka jego roz.umowania. Felieto- 
ny., kt6re pisywał przez ki
ka- 
dz.iesiąt lat w polskich pericdykach 
i oismach codziennych. s.populary- 
zowałv jego imie jako jednego z naj- 
wytworniejszych publicystów i sty- 
listów polskich. poruszających cały 
waehl:.rz zagadnień sztuki, literatu- 
ry i kultury, z.awsze z w,1asnego, nie. 
zal
żnego punktu widzenia. .Jestem 
innego zdania" - oto hasło, k:órym 
określał swoje pisarstwo. ,.PISUję nie 
dlatego, aby kogoś przekonać. tyl- 
ko by ujawn:ć swoje racje. Przeko- 
nywanie jest czym!i w rodzaju zmu- 
sżania. Jest więc działaniem w grun- 
cie rzcczy niedemokratycznym. A ja 
jestem demokratą. A demokrata to 
cz.łowiek, podporządkowujący sie 
wię'kszości, p I' Z e c i w której ma ra- 
Cję". 
Ten oryginalny myśl:ciel nie m:eś- 
cil 
ie oczywiście w żadnym party- 
ku]arzu. Każda iego wypowiedź adn:- 
sowana była do elity kuL:uralnej i 
umysłQwej. Był przeto "arystokr.l- 
tyczny" w tym najpiękn:ej;;zym. bo 
odnoszącym sie do wz.lot6w myśl; 
człowieka znaczeniu. Racjonali7m 
Anatola France'a i powściągI wość 
stylistyczna Paula Valery były dlań 
chyba najbliższylTT\ w1.Orem. Emocję. 
kt6ra jest wedle Grubińs.k'egQ :Mód- 
lem wypowiedz.i twórczej. należało 
ukrywać pod maską ironii i k]asycz- 
nego umiaru. "Rozum nie kłóci się 
z natchnieniem - p sal. Nie konie.! 
cz.nie trzeba być intclig
n:em. :łeby 
być natchnionym. AJe nie trzeba 
być wieszczem. Pisarz pow;nien się 
wstydzić roli Pytii". Oczywiście ta- 
kie .,credo" Grubińs.kiego było sprze- 
czne z tradycyjnym widzeniem roli 
pisarza w naj1bardz.iej brzemiennych 
epokach naszych dziejów. "N'e na- 
leży do dobrego smaku by': włas- 
nym afiszem - pisał - Trz.eba się 
myć. trzeba się strzyc. trzeba być 
zdrowym. trzeba być dobIle wy- 
chowanym. Nie lubie poetów puszyś- 
cie owłosionych. Z ledwoś:ią wy- 
haczam Stowackiemu jego rozcheł- 

taną. koszulę, a Oscarowi Wilde - 
słonecz.nik w butonierce". 
Najdalsz.y od patosu. powściągI:- 
wy w okazywaniu emocji. posługi- 
wał sie tym cennym kmszcem z 
niez.mierną rzadkością. Znalazłem w 
jego esejach, pisanych po wojtnie w 
LQndy.nie kilka tyliko zdań, w któ- 
rych napór u::zucia przełamał na- 
rzuconą sobie przeZ. autora dys:y- 
rline umiaru. Pisał o swym rodzin- 
nym. zawsze najbIiższym mu mieś. 
cie. o Warszawie: ,,\Varszawa była 
stolicą ducha polskiego pod okupa- 
cją rosyjską i niemiecką i nOe prze- 
stała być stolicą na\
et w:edy, k 'edy 
się stała w naszych oczach nowo- 
czesnymi Termopilami, które odpo- 
wiedziały Słowackiemu na jego 
saPlc.astyczne py'tanie: Hu was 
było? - tak wymownie. że praw- 
dz.iwe Termop:.le stały s:e m niaturą 
bohaterstwa" . 
Ten humanista, filo1.Of, Europej- 
cz.y'k, ważący w swoich p:smach za- 
gadnienia moralności, 1.Ostał podda- 
nv w dob;e ostatniej wojny najcięż- 
szei próbie charakteru, próbie. któ- 
ra nie tylko mogła mu przynieść 
poniżenie godności ludzkiei. złamać 
iego styl życi.a, ale slkończyć się 
_ iakże śmiercią fizycz.ną. Grub:ński 
został aresztowany w s
ycz.niu \1)4(t 
we Lwowie przez. NKWD i po pół- 
rocznym trz.ymaniu w tamtej-;z.ym 
wiezieniu, przewiez.iono go do Ho. 
rodni na Ukrainie, gdz.'e wr
zono 
mu akt oskarżenia. głoszący że .,na- 
pisał w latach dwudz.iestych sz:ukę, 
p.t. "Lenin" i WYSltawir ją w te- 
atrze warszawskim. Otóż utwór ten 
miał (wedle stresz.czenia sztuki. do- 
konan;:go przez Putramenta) ..oczer- 
niać geniusza ludzkości". Poza tym 
oskarżono go że .,w cz.as:e dwudzie- 
stolecia swojej pisarskiej dzia!alno_i- 
ci szkodził klasie robotniczej przez. 
wystepowanie w byłej Po],ce na ła- 
mach prasy burżuaz.yjnej p'l'Zec w 
partii komunistycznej i Związkowi 
Republi'k Sowieckich"... "W grudniu 
przekroczył nielegalnie granice Związ_ 
ku Sowieckiego". 
Sąd w Horodni. a potem powtór- 
nie sąd w Kijowie skazał Grubiń- 
skiego za te ,.prz.estępstwa" popel- 
niune dwadz.ieścia lat prz.edtem w 
niepodległym państM'ie pohkim .,na 
kare śmierci przez. rozstrzelanie". 
prze7. 84 dni ocz.ebwał pisarz. w 

amotnej celi wykonania wyroku. 
nasłuchując w dzień, a szczególnie 
w nocy. czy drzwi sie nie otw:erają 
i cz.y nie pada jego na.zJWisko. Wre. 
szcie w naj,wyższ.ym Trybunale Re- 
publi-k Związkowych w Moskwie, 
po zmianie paragrafów, według kt6- 
rych prokurator cz.ernichowski os- 
karżał autora "Lenina", skazano 


"1'i"SZ(
Zelll.

 


UI'Ubińskiego t Y I k o ,,na dziesięć 
lat więzienia i na cztery lata pozba- 
wienia praw obywa,te]skich... b
z 
konfiskaty majątku". 
Przewieziony do łagrów połnocno- 
uralskich doczekal sie zwolnienia w 
wyniku ataku Niem.:6w na swego 
dotychczasowego ..naj]epszego so- 
jusznika" i podpisania umowy gen. 
Si'korskiego z rządem ZSSR. Ale i 
wówczas nie zwoln:ono go od razu. 
Przytrzymano go w obozie pracy o 

iedem miesięcy dłu.żej niż Innych. 
Sny depesze z Anglii do Buzułuku. 
aby odnaleźć Grub'ńskiego. Starali 
sie pisarze. prowadz:li starania ak
 
torzy. wysyłały depesze z. Londynu 
do ośrodka Polskiego Czerwonego 
Krzyża w Rosji jego bbkie przy- 
jaciółki z. warszawski(h teatrów. pa- 
nie Mila Kamińska i Kazim;era 
Skalska. Odpowiedź sowiecka brzmia- 
ła: Nie można go odnaleić. Nie ma 
go. -. 
Wreszcie po dług'ch mi',:s.iącach, 
gdy iuż niemal nie było nadziei na 
odnalezienie pisJ'O ., '- 
f'u 'filC '(). _ U lir "'.C , 
t. ;tyJ]' 
 .fI!ar I... ' 
IrO ot".4-.1(' '.J ." -ol . 
.. . ,1.:04 . 
"wrx -;att r_ 
'at: . II , 
. CliV'" O. . 
PCłł lilii 
p" %;-
'.. (I 
. C" 


i' 


.......$0 ,. 

 .. 
J" 
1& 
C . 
.:c. -n, -
 
.a. Qł*. ....- 


*' 
... 


łił! " 


. , 
11 .-J> 1ł1 
't" 



 



t 
!'A. 
,u, i 
'. 


. 

 lIf 
".- 


11_ 


ł 
 
't: 


e 


M 


'ł 


.. 


.. 


j&.< 


1/11 



 

 
4ft "oL 
. Ił. 
] "- 


...
."'"' 


't. _ 


. .... ''''01 :'<.'1:" 
Jit., " . 
.;;,'
. '--". 


"" 


w .t..... 



.--- 
a. 


-If'!'>'-. 


« .i> .-, "iIIt'. -ł L :er 
'0 ... (lda U,.tII. . w

ł! . Ur. ...La 
I/. kiJ '. :t I) U! n''lJlt A.. aro" ".It. 
r'tuf.>
 ."H 1(. \Ul 
.'- ::ł()
"';t
:£ 
. 
- - ,I'J." ..!lUt "'¥ ł4 !o"IU!f';C---jl lłJ\a 
....11. .... .", 1(;"0' __hiO" .... t';.]! -łl1IU. II!!" ił 
....li . ,.." "'
 " ;.
 I
. łł:.
:-I n

o"'. . 1$ W,III O. at:C4 
,.
. ... ._'.. . v£"''' ...()........'" f..1 ,111113.11(»;'0 IUlfll" C .'1" "" Pl" UfO,' . !oli! ..,;.. 111/1,11.1 11,,10" 3f1U' lItUl. 

YA

as tfu "aJi n..... ,j' ł,j.u _ 
;
 

 w U_ł'
 
 nro V)U Cli :-' . 
 .. 
" .> Ił U . l' a;' u it.'., 'kU} "1' I 
i l'
<'łI <>Ii' ,£__.. 

oro r ł,)
 .J{:... ;.S
f-ł.i. .
 _ _. , 
'1 
< " !t...
 .,!,,
: -1"''0 ..
....,U
' IUIJIJU, ,,'.II:<"1I.'ł6 ." '1'C! Qf 
"",- D...
', "", '-_114>: ",..'." ł-
..I
n tiill 011'.,+--0 >" , '1> II oJU
_ 
.1lI . "D... Uf.iI' "., . C'I.'II. *V.ots" IIHIł 'I.'U'I....-4-4,.' 

 .1" " . I"" ,.'... """,, iii' ;}'Ji! Ił 1:1<"" JOl " \j. \)JI.. 
'BIl A': .......4 fU.' .' ..... , 


I,lVO;I(
 tAlI I U"./Ą' ',<, "..."..'.....-V 
tł,a1l!l" .. lljĄ", ," .' ł ł:'7-{ V t!! 
C..... .' ...... _'ił ";;;ł
 


L',- 


Orzeczenie 
ajwyzsLego Sądu ZSSR z 24 maja 1941. uchylające wyrok 
śmierci wydany na Wacława Grubiń!'kiego przez Sąd Okrł!gowy w 
Czernichowie. Sąd Najwyższy zamicnil karę śmierci puez rozstrzelanie 
na ,.poLbawienie womości na 10 lat z odebr.łniem praw wyborczych na 
4 lata'". 


Krzyża w Buzułul\u z łagru na da- 
]ekiej pótnocy mjr. Choj.nacki, Przy- 
wiózł na pamięć wyuczoną dtugą 
liste - litanię nazwisk Pulaków. 
przebywaj.ą.cych w dalek:ch niedu- 
stępnych łagrach Północy, z zapa- 
mietanymi numerami obozów i cel. 
Na tej długiej liście, którą recyto. 
wał i przekazywał pol,k;m władzom 
zabrzmiało nagle naz.wi,ko: Wacław 
Grubiń
lki-Henrykowicz, łagier 
Północno-uralski. obóz karny, 
druga komandirówka. 
Po wielu długicl1 staraniach Wa- 
cław Grubiń
'ki w łachmanach, wy- 
chudzony, 
horowaony. ale uśmiech- 
niety i niezłamany prz.ybył do Bu- 
zułuku. Przygody swoje op'sał w 
książce "M iędzy młotem a s erpem" 
książce mądrej. filozoficmei. kpią- 
cej sobie z. czasu i ludzi a nawet 
ze śmierci. Odnalazł w sob:e w tych 
trudnych dniach, mies':ącach i latach 
ton prawdziwie sokratyc:my. 
..Lenin" Grub:ń,kiego. którego 
picćdlies'ątą rocznice prapremicry 
warszawskiej, ob:hodzili
my niedaw- 
no w Teatrze ZASP w Londynie, 
nie jest ..antysowieckim paszkwi]em" 
jak u:wór ten określono w ..Słow- 
nlku Billgrafcznym Pi'arzy Pol- 
skich". Tu w dramatycznej formie 
ukaz.any mechanizm proce
ów re- 


,... 
11. 


J 


, ,- 
...\ 


(;. 


..... - 


'" 


pem najlPQważniej6z.ych tematów 
najbardziej dramatycmych s.cen. 
,.Dowcip jest rz.eczą poważną" pi- 
sal. ..Poważną, jak szczęk oręża. i 
szluch z. głębi serca. Jak sz.pada dow_ 
Cip zabija, i jak namiętnoŚć zalewa 

ie łzami ". 
Bez patosu. bez. krzyku i rozdz:e- 
rania szat, samą precyzj
 intelektu 
i szpad
 dowcipu walczył o najwyż- 
SZe wartości człowieczeńst....a. o lo- 
gikę umysłu. a także li własne życ:e. 
. Pisząc Q zmarłych w czasie wojny 
plsarz.ach, wSJPomina ta.kże ich śmie- 
sz.nost,ki, które z.bliżają czytelników 
do nich bardziej. aniżeli patetycz.ne 
slowa. "śmierć jest rzeczą poważną 
kończy Grubiński swoj;: roz.wa- 
ża
.ia . ---:- N:kt o tym nie wie lepiej, 
amzeh ja. Ale serdeczna żałoba n:e 
boi sie uśmiechu, jak trumna nie 
boi się kwiatów". 
. Twórczość Wacława Grubińskiego, 
Jego komedie. nowele. eseje i studia 
krytycz.ne, chociaż nie drukowane w 
k!aju. po woj.nie, są i pozostaną cz.ęś- 
CI}) literatury poh
iej. Dźwię
zy w 
nich orygmalny. Jemu właściwy a 
tak rzadki w nasz.ym p:śm:ennictwie 
ton .sC?kratycznej mądrości, podany w 
lekkiej. urzekającej for!11 ie . 


Leopold Kielanowsk.i 


I 


I 


1 
J 


ł 


.t 


. 

- , 
'" . 
,... - 
 -. 
\. 


Wacław Grubiński. laureat Nagrody Stow. Polskich Kombatantów 
(1950) Jury: Lidia Ciolkos7owa, Sta ,islaw Grochołski, I>udwik Bojczuk, 
Antoni 8o
uslawski. prof. Stanislaw Stroński, Tymon Terlecki, Przema_ 
wia Wadaw (;rubiński
		

/Archiwum_001_09_172_0001.djvu

			WIADOMO
CI 


Nr 1428, 11th August 1973 


TADEUSZ ALF.T ARCZYŃSKI 


Ze wspomnień 


o 


Waclawie Grubińsklm 


,y ACŁA W A l.irubiń,kiego pozna- 
łem v. r. 1921, we wczesny 
letni poranek w towarzystwie Kami- 
la Mackiewicza, śWietnego malarza i 
wspaniał,:go !>ewecz'nego Ikompana, 
oraz mojego kolegi ze szkoły Szta- 
bu Generalnego mjr. Włodzimierza 
Ludwiga, z którym łą.zyła mnie 
wIerna. aż po kres jego życia - 
przyjaźń. Na jego właśnie zapro- 
szeme ]echallśmy w kutnow,kle do 

m:lianowa. majątku jego br.lta Au- 
gu...ta na jakąś famiłiJn
 uroczysto';ć 
gospodarzy. Gru.biń
ki liczył sobie 
wtedy 28 wiosen, Mackiewicz trochę 
mnie), ja miałem 32 lata, Włodz o 
był o pare tygodni mlodszy. 
Tak sie złożyło Że wszy'q wa- 
leźliśmy Sle w Warszav. le w osn.! 
1918. Grublń
k; przyjechał l Mo,k. 
w.,.. Kamil z rozwiązanych. forma- 
cji wOjska pohklego w RO"'j!. Wło- 
dzio z armil austriackiej, 
/ukaj.)C 
przydzlalu do tworzących 'e kadr 
puł,ku artyleni polskiego wOt,ka - 
a ia. po różnych perypetiach Lwią- 
zanych z mOją uCieczką l n'ewo'; 
rosyjskiej. objąłem Komende Gar- 
mzonu P.O. W w War...zawl
. reor- 
g,mizują:ą się z przetrzeb'onych I 
zdzIesiątkowanych aresztowan 
ml I 
wleziemaml szeregów tel l'rgan zacjl. 
W momencie wsiad3Jnia do pxią- 
gu tyłko Grubiń...klego n'e wałem 
osobiście. choć znane mi bylo jegn 
nazwisko jako nowelisty i komedlo- 
D1'arza. 
- Ujjlł mme z miehca 'iWOlm uś. 
miechem. wewnętrzną v.esołości.) I 
mezrównnaną łatwością m:)wienia 
poważllle o najzabawniej'lych ...ytu:!- 
qach. 
Szczególn.! moją uwag;: l\ll roclło 
włączenie się l.irubińskiego do ...prze
 
czki. ;aka powstała na tle mimonej 
rocznicv zv. YCIf;stwa pohkiego nad 
Wisłą. które pewIen jegornoś;; upar- 
cie nazyv.ał cudem. a ja z równ}lu 
uporem temu Się ,przeclwlałem. Tę 
napIętą sylUaCJI. rozładował Grublń- 
...kI, który wstał. uśmiechnął '. 
< , 


wP' 
 t . 
 
 ' 
..(: >' '; > <". 
, J<. . 
"..;;, ?' 
;4 '" <,/ 


f" 
 


£ 


. > 
. 


\, 


- 


mnie żebym mu towarzyszył. Poj
- 
chaliśmy później, na spacer do Łazie- 
nek. Mówił o tym że nie mógł oder- 
wać oczu od czoła Żeromskiego: 
.,Jakiż cud się dokomuje w chwili 
śmierci. W tej żółtą skórą pokrytej 
czaszce - mózg, w którym tak nie- 
dawno był cały ś,wiat jego myśl. 
mózg w którym paliły się iskry jego 
talentu - jego własne, których mkt 
:nnv nie mógłby zamienić w pło- 
mień jego sztuki. POIIl1yśl - i nagle 
... w jakiejś sekundzie ten mózg 
przestał bvć mózgiem, stał sie kupą 
rozkladających sie tka,nek. które bę- 
da pokarmem dla robalkow". I za- 
milkI. 
A mnIe się przypomnialy słowa 
listu. który Liszt napisał do Marii 
hr. Agoult o śmierci swej pierwszej 
kochanki. ManeUy Duplessis (Dama 
Kame]iowa) że jej śliczne ciało od- 
dano na pastwę robaków grobu... 
Rozstaliśmy się w milczeniu 
Jeśli się nie myle latem 1927 za- 
prosił mnie aby iść z nim na Wisłę 
do pływalni KozłowskIego. Chciał 


'A...
 


""f-""' ..:: 


..... ' .. 


'. 


" 



 


.. 


* 


VA.:F: 
 

, - .A:" -,. 


1': 


"''' ....-¥'"'.
>J 


. .... 
......... 


'I 


W Hyde Parku w r. 1957 Wacław Grubiński (na prawo) 
Alf-Tarczyński z p. M. R. 


Tadeus7 


której. chcą
 - nie chcąc b
 łem 
tylko niemym 
łw;J1aczenl, uprz
- 
tomniłem sobie że ani razu nie pa- 
dło ani Jedno wulgarne słowo. a 
król Jan i Marysleń,ka mogliby od 
nIch obojga brać lekcje wdzięku i 
'iubtelnoścl w miłosne) narracji. 
Niedlugo potem w Wilnie NIc. 
wiarowska poparzyła Się śmiertcłme. 
Przypommał mi j.I po widu wielu 
latach na jakieś dwa cz
 trzy 
mieslkiego na ..Zem
cie" w reJ 
Lysefli O,terwy. Pamiętam obsadę
 
Cleśmk -- mistrz Frenkiel, Rejent 
- mistrz Rapacki. DyndalskI 
mi,trz Kamiński. Paipkin - mistrz 
Solski. Wacław - mistrz Osterwa, 
murarze: Jaracz i Bednar;:zyk, 
Podsto]ina - P.chor. i na okra
c 
śliczna Majdrowiczówma. Afisz że 
mury walić ..a przedstawienie tak e 
podłe - mówił v.rub:ński - a WSlY- 
stko dlatego że Osterwa się załgali 
Fredro zaczął swą naj.lepszą sztuk e 
wołaniem o śniadame. Ale OSlterwa 
wie lepiej niż Fredro - 'Zemsta'. ta 
szlachecka zawadiacka komedia po- 
winno! się zacząć jak jakIeś miste. 
rium ". Po zgaszeniu świateł przez 
dług,) chwile przy zapuszczonej kur- 

yme słychać organy. Kurtyna idlie 
w górę - na scenie jakieś postacie 
nieznane Fredrze - puboMa czelad- 
ka słucha mszy świętej. odprawianej 
la sceną dla poboŹI1ego Raptusiewi- 
cza. ..Chciałem krzyczeć - mówI mi 
GrubińsJu - że to skandal. więcei, 
Że to zbrodnia takie pastwienie się 
nad Fredrą, ch:;iałem wołać na wi- 
downię aby wychodzili z teatru ale 
nie potrafiłem zrobić z siebie WI- 
dowiska ". 
Tak pamiętam Grubiń,skiego. Zre- 
sztą on to przedstawienie skrytyko- 
wał. jeśłi sie nie mylę tak że Oster- 
wa odebrał mu wolny bilet do te- 
atru. 
Nieraz w rozmowach nad próba- 
mi przeróbek sztuk był nieustn- 
Slon
m wyznawcą wyłącznego pra- 
wa autora do swego dzieła. Autor 
chce wIdzieć na scenie swoją sztu- 
ke. której daje swoje nazwisko a 
nie przeróbki "lepiej wiedzącego re- 
iy
era ". Tego zdania nie zmienił do 
śmierci 
Zwykle ...am reżyserowal sWOle 
'ztuki. bo SIC bał że położenie lle- 
go akcentu brak pau:zy, może po- 
psuć jego inte,ncje Miałem okazje 
obserwować jeden z takil'h przykla- 
dów na premierze ..Nlewi,nnej GTlt"- 
sznicy". W a kcie drugim "ŻOn;] " 
(Przybylko-Potocka) leży w łóżku. 
Do sYlpiaJ,nl wkrada sie "kochanek 
z przygody" (Jerzy Leszczyński). Na 
jego widok 70na woła z oburzeniem 
- ". .pan jest w piżamie". Lesz- 
czyński odpowiada na to "jakto bez 
piżamy'!" akcen
ując s-'owo ..bez". 
Grrubiń...kl skoczył na krześle i po- 
wiada mi z widocznym mesma.kiem' 
.,Ja.k mógl J uq-ek ta k ZJwul:garyzować 
te kw
tie!". Grubiński uważał swe.. 
go przyjaciela Leszczyńskiego. obok 
Kamińskiego i Jun06zy Stępowsk'e- 
go. za jednego z najlepszycLakto- 
rów. Spotkałem sie z Grubińskim 
po paru dniach na kawie. Powiedział 
mi że kazał Leszczyńskiemu l)ffi'en Ć 
kwestię: ..jak to (mała pauza), po. 
tern prawie szeptem - "bez",! .. 
potem wydł:użając wY'l'az, Itrochc 
tylko głośniej "plżamy?". Podobno 
Leszczyński dostał za to powiedze- 
nie brawa przy otwartej kurtynie. 
Tak mi się złożyło że z powodu 
dlugich przerw Sipowodowanych 
częsta zmianą przydziału, w War. 
szawie byłem tylko z trzema p 
wrotami, wiekszość !>wej słuŻiby peł- 
niłem w różJnych garnizonach. Czy. 
tałem wszystkie jego sztuki. Na sc
- 
widziałem tvlko ..Lenina". ..Niewin- 
ną Grzesznicę" i "Księżniczkę Ży- 
dowską". 
Wy,oadlo mi w r. 1925 przyjechać 
na killka dni do Warszawy. nazajutrz 
po z
onie żeromsn<.iego. Po połud- 
niu. jak zwykle, u Lourse'a spotka- 
łem Wacka. powiedział mi że ma 
v.ieczorem jako członek P.E.N. 
przv o.twarltej trumnie za
ożyciela 
tei organizacfi peł.nić wig'le Prosił 


mme przedstawić pewnej uro
zej 
pam. Nie zawiodlem się na jego 
guście. Pani ta przypro\ll adZlła ze 
sobą. śliczną mlodą dZIewczynę, któ' 
rą widzialem jako tancerkę na sce- 
nie Qui-Pro-Quo. Janinę Szymbor- 
tóv.mę. Wacek był oczarowany. I od 
tei chwIli mÓtl przyjaciel zmienił 
'le zupełnie Ten motyl. który z 
tylu k'wiatów sp
jat neMary, zn-alazł 
swój kwiat. który mu zastąpił wszys- 
!'kle inne. Plerwsz
 raz ud studen- 
ckich czasów byl zakochany. Prz
- 
,aciele naz
wah go PigmalIonem. 
Gdy następnym razem przy spo- 
'obności krót'kiego pobytu w War- 
'Lawie stJotkalem go w Teatrze pol- 
,kim i zapytałem go tym przygłu- 
pim ..co słychać", odpowledzial mi 
Le jest szczęśliwy ale tymczasem nic 
nie słychać. ale będe mógł ...ły...zeć 
laneczke na scenie Teatru Małego... 

łyszałem lą w jalkiś czas w kome- 
dii "Fura słomy". w której grala 
Jdk.,.; malą rólkę. 
Ostatnie sześć lat przed WOjną 
mIałem przydziały w ŁDdzi, Gnlef- 
nie i Lublinie. Kiedyś zaprosił mnie 
do siebIe na Żohborz i pokazal mi 
l dum.) synka. "Tadeusz - nie masZ 
pojecia jakie to szczeście być oj- 
.:em ". Odpowiedzialem że mam i że 
mój syn jest już w podchorążó'\\oce 
marynarki wojennej. 
A potem była woina - Szkocja 
I Londyn. 
Już nie wiem któr
 to był rok 
- przyjechałem na pare dni do 
I
on.dynu. Zadzwoniłem do pani Ka- 
zImIery Skalskiej-Szap:iI'o, mojej pier- 
v.slei U1:zennicy konnej jazdy. Roz- 
krzyczała sie radośnie ..TadzIU -- 
w
obrai sobie Jerzy (Szap 1'0, urzęd- 
mk w rządzie londyńskim) znalazł 
Wacia Grubińsklego. Już jest w dro- 
dze l. Sybiru do Londy,nu". 
zotMczyłem go dopiero po kap- 
tulacji NIemiec. gdy ze SzkoCJI p['le- 
mosłem Się do Londynu w na-jobrzy. 
dhwszym na...troju. Wojna wygra,na 
przez sprzymierzone z Polską pań- 

twa. ale Pol!ika zdradzona. Nie by- 
ło mowy o tak rado
nie oczekiwa- 
nym powrocie. Ani dla Wac'ka ani 
dla mnie. Widywa"em go bardzo 
często. W ładne dni chodziliśmy na 
spacery we dwu. czasem we troje z 
pa,nią M.R. Angielką. która przc- 
tłumaczyła moją ksiąŻJkę o Chopi- 
me, v,ydaną w GlasgOIwie w r. 1942 
przez ..Ks'ą'żmcę" prOlwadzoną przez 
Jadwlgr; Harasowską Z Krakowa. 
Pani M.R uczyła angielskiego na 
kur...ach oficer...klch. na których by- 
lem wykładowcą. Wacek bardzo hl 
lubll. Gdy raz spotkałem go same- 
go, w
clągnąłem go na rozmowę o 
lego przeżyciach w Bolszewil od- 
powiedział że nie może o ty'; mó- 
WIĆ. a na p
tame co go wstrzymu- 
Je. odpowiedział że nie może. że 
napisze o tym, ale przedtem musi 
poradlić ...oble z opowiadaniem. W 
któr
 o groZIe trzeba mów Ć l 
uśmiechem. o zasądzemu go na 
śml
rć 
 fIlozof.czną pogodą, o Wlę- 
zlen
u ]a:k.o o codZIennym życiu. a 
czaSIe który stoi w miejscu o dniacH 
i mIesiącach, które nie m;ją nazw i 
o tym że on musi sam w sobie zna- 
leźć sposób jak w tym ludzkim bar- 
b
lr.zyń
twie. w smrodzie najokrop- 
nlelszel głupOlty musi zostać sobą 
-- Waclawem Grubiń'iklm humani- 
st.) fj,lo70fem Cl
 będzie .:nóg;. ska- 
zany, nie bać się 
miercl i wyjść jej 
na.przeclw,ko z pogodą serca I umy- 
słu. On nie chciał grać żadnej roli, 
chcIał być sobą. GłowIł sie czy wy- 
rok śmierci przez rozstrzelame odbę- 
dzie sie postawIeniem pod ścianę z 
zawl,)zanymi oczami - czy też mo- 
ment śmierci będzie naglym prze!. 
ułamek sekundy, uczuciem oparc:a 
lufv. rewolweru na lyle głowy. 
NIe chcę pisać o tym. bo nie je- 
stem pewien czy powtarzam to COl 

'I mówil - i czy w tym co piszę. 
piSZę 
d wrażeniem wspaniałego je- 
go najlepszej na emigracji ksj
żki 
.,Miedzy sierpem a miotem ". 
Przez całe lata odwiedzałem go co 
sobote w Jego pokoju. zawsze zawa- 
lonym stosami gazet, zwałami przy- 
syłanych mu przez pamą Skalską :lu- 
'itrowanych t ygodn ilk ów francuskich. 
Maleńkie bi\.lr
lko z kup.) listów. 


L tebmi jego rękopls.óv. walających 
'iie po podłodze. Pisywał tylko w 
łó;iku. Przy łóżku miał ZUŻyt e 2 0 
Larousse'a i Biblie z masą podkreś- 
leń i uwag głównie w Starym Tes- 
tamencie. 
Okr
 rozb;cia jedności narodowej 
na emigracji postawił nas w prze- 
ci'wnych obozach. Raz zaczął ro!- 
mo we na ten temat. Po wym amie 
kilku zdań zawymkow!lł: ..TadzIU 
- nie róbmy polityki tema:em na- 
szych rozmów, bo obaj się na tym 
nie rozumiemy. Każdy z nas idzie 
drogą. która według głębokiel Wia- 
ry i sumienia jest s"uszna. Idziemy 
do tego samego celu - i to jesl 
istotne" - a potem wroclł do roz- 
mowy o Warszawie. Wspomnienia. 
Wspomnienia o złotych czasach nie- 
podległości i o tych pięknych kwia- 
tach. których nektarem się upijał. 
Jak w tym wierszu Bova: 
O paniach co mnie koc haly, 
Serdecznie nieraz my.ile, 
Majq swój kącik mały, 
Lecz ciepły w moim umyśl..... 
Pl/trze Z uczuciem II'IIIY 
Ił wasze nikl1Qce twaru 
O w}' upoJeń godzin}! 
Na życia meRa zegane. 


Te ws
ommen'a byly mu najmil- 
sze. Był to okres. w którym odda- 
wałem sie studium florenckiego 
()uaUroccenta. Grub.ńsklego intere- 
sowali przede wszystkim humamścl 
florenccy. Gdy wspomniałem o dwu: 
I.ennardzie Bruni i Carlo Marsu- 
pini. z których pierwszy mazwał Flo- 
rencję Atenami i uczył florentczy- 
ków mądrości pogańskich f ]ozofów. 
a drugI był zdecydo.wanym f,bzofem 
pogaństwa, a przy tym obaj kole]- 
no sprawowali urząd kan
lerzy Re- 
publik! - byl uradowa,ny. Gdy mu 
opowiedziałem o pogańskich epita- 
fiach na ich grobach w slynnym ko:- 
ciele Św. Krzvża u Francuszkanów 
na chciał wierzyć. Prosił abv m
 
dostarczyć treść tych ep,taflów. Do- 
starczyłem. Na marmurowe, trum- 
nie Leonarda Bruni ..Po śmierci Le- 
unarda hi6toria w żałobie a sztuka 
wymowy staia sie mema i mówią że 
muzy zarówno GreCJi jak R7ymu 
nie mogą powstrzymać łez" . Na 
równie pIęknym renesansowym gro- 
bowcu Carla Marsupini: .,0 Muzy 
Rzymu I Grecji - teraz rozpuśćc", 
włosy -- oto umarła sła\lla i świet- 
ność waszego chóru". Widziałem 
nieukrywaną radość Wacka. DZI
ku- 
].,1-C mi powiedzIal: ..Nie zdalesz "'0- 
ble sprawy jak mi się przydadzą Le 
dwa epitafia. W katolickim kościele 
pogańskie epi,tafia!". Ciekaw jestem 
czy znajdą się one w jak mś jego 
niedokończonym rękopisie. 
Po przekroczeniu osiemdziesiątki 
widocznie opadał z sił. powoli tra- 
cił wzrok i sluch. Przechodzil sze- 
reg drobnych aperacji hamujących 
rozwój raka. Zachowywał jednak do 
ostatnich czasów świeżość umysłu, 
chociaż mówienie spmwiało mu już 
pewną trudność. Wiedział ie jego 
życie gaśnie z każdym rokiem. VI 
ostatnim roku chciał już umrzeć. 
Prosił wszystlklch odwiedzających o 
danie mu takiej dawki środków na- 
sennych aby mógł sie już nie obu- 
dzić. 
Utkwiła mi w pamięci jed,na z 
ostatnich naszych rozmów. ..Ta- 
deusz, pozwól mi usnąć. Sokrates 
nazywał śmierć najlep."zym snem. W 
którym nic sie nie śni" 
Odpowiedziałem: że wniosek So- 
kratesa pochodzi ze zlej przesłanki: 
..śmierć jest snem". Sen jest oznaką 
żvcia a nie śmierci. 
- A więc czym jest śm!erć'! 
- Paremide
 twierdzi Że niebytem. 
-- Nie może być niebytu. bo nie 
może być czegoś czego me ma. Nie- 
Oyt to słowo stworzone prze, czio- 
wieka jako abstrakt, jak s-łowo "wie- 
czność". "nieśmiertelność" 
- Sokrate!; udowadniaj nieśmier- 

ell!0ś
 
areml
es powiedział że po 
smlerCJ jest mcbyt. Skoro niebytu 
być nie może. musi być byt może 
taki Jakim był szczęśliwy byt cieni 
snujących się po Połach El"zej,kich 
Gdy odwieziono go z domu do 
sZQitala. był jeszcze zupełnie przy- 
tomny. 
Prawie codziennie odwiedzałem 
rodzme Wojciechostlwa Ludwigów, 
do której mnie adoptował mój zmar- 
ły przyjaciel Włodzimierz LudwIJ(. 
Zaprzyj-.azmlem się u nich z X. Wło- 
dzimierzem Okońskim. człowiekiem 
o najlep;.;zym sercu, który U\ll ażał 7a 
swoje posłannictwo wychowywanie 
starszej młodzieży. Bardzo sie zain- 
teresował tym co mówiłem o Gru- 
bińskim. Pragnął go po'znać jak czło- 
wiek . człowieka. Uprzedziłem go Le 
Grublńskl jest ap/noMyklem. ale przJ- 
rzekłem że Grubińskiego zapytam. 
Wacek zgodzi I się z ochotą. Rozmo- 
wa. w której Ole było mowy o reli- 

Ii widocznie zrobiła Wac,kowi przy- 
jemność - prosił X. Okoń.kiego o 
dalsze odwiedziny, a mnie o to ilbym 
kupił egzemplarz ..Między s:erpem 
a. młotem': i podyktował mi dedyka- 
Cje nil kSiążce, którą podpisal czy- 
telnym jeszcze podpisem. Była to 
ostatnia dedykacja w życ'u agnosh- 
ka Grublńslkiego ofiarowana wlaś- 
nie ied'nemu z najmilszych i najlep- 
szych ludzi - katolIckiemu księdzu. 
Wyjechałem na parę tygodni poza 
Lcmdym. wróciłem obolał.. z po- 
wodu przesuniętego kręgu. Grubiń- 
ski był przelnieslony do innego szp- 
tala, ale tam go iu
 :nle odwiedziłem 
nie tylko z powodu mojej choroby, 
ale i dlatego że, jak mi mówiono. 
był już nieprzytomny. Jako ostat. 
nia po mm pamiątka został mi od- 
piS jego testamentu. który jako śWla. 
dek potwierdzilem z Leopoldem Kle. 
lanows1om. 
X. Okoński zapewnił m,ie że do- 
bry Chrys1us na pewno przygar.nie 
Wacka do siebie - ale mu może 
pozwoli spotkać się na Polach Eli- 
zejskich z ulubionym jego filozofem. 
cieniem Sokratesa. 


WACŁAW GRUBIŃSKI 


p 


ZJAWIŁO się w baraku killku nO- 
wych ..bytawikóv. ", p.rofesjo- 
nal,nych złodziei. ludzi młody.h, peł- 
nych wiary w zuchwalstwo. Zaraz 
się porozumieli ze rlodzlej<:mi, przy- 
byłymi tu wcześ.niej, i do baraku 
wllieśli nowe życie. Gv.izdali. śpie- 
wali. po nocach grali w karty i 
przyjmowali kobiety. Dziaf'sk;m o- 
krzykom, przechwa1ik.om I oblezem, jestem dla siebie nie- 
widzialny. Nie widzę się z tyłu i 
moje oko nie widzi mojego oka. 
- Ale przecież patrzysz! 
- Ale sie nie widzę! Widzę się po 
kawałku, nie widzę sie cały. Kawa- 
łek widzialny Ole jest widzialną ca- 
lością. 
- Ale ja cie widzę całego. 
- Nigdy nie widzisz mnie całe- 
g
. Jeżeli 
idzisz moje plecy, nie 
wldzl1>z mOjego podołka. l nie WI- 
dzisz nigdy moich myśli, więc F- 
stem dla cIebie niepoznawalny. I sam 
d!a si.ebie jestem niepoznawalny. bo 
!1le. wieI!', co mI Sle zech-::e za chwilę 
I me WIem, czy będę pragnął tej sa- 
mej dZiewczyny jutro. Sam nie wiem, 
ani ty tego nie wiesz, ani tego mkt 
nie Wie, czego będe chciał za chwilę, 
ale m.: uważam sie Za b02a. 
-- Nie wiesz. co mówisz. 
- Skąd mam wiedzieć, co mówię, 
kiedy nawet nie wiem, skąd przy- 
chodzą moje myśli. Nie znam ich. 
póki ich nie wypowiem, a jeżeli. tv je 
powtórzysz. będą 
naczyłv co inne- 
go. ra sama myśl rano inna ma 
treść wieczorem i ta sama myśł po- 
wiedziana głośno inne ma znacze- 
nie. gdy jest wyszeptana, 
Nie móW, Że myśl nie jest my- 
ślą. 
Mówię, Że nie jest. 
Mówisz, że nie ma mądrości'! 
. M
wię. że nie mą. Są zachce- 
ma. takle. inne. rOZiT11aiJte. Ale za- 
chcenia nie są mądrością. choćby 
były naj mocniejsze. ' 
- Bóg jest mądrością. 
- Bóg jest niewidzialny. l jego 
zachcenia są niepozma.walne różne 
n d ieodgadnione, i nie zdziwii'bym s:ę: 
g. yby mi powiedział jeżeliby mu 
51e tak spodobało. że sam nie wie 
czy jest, czy go nie ma. 


Wada" GrubiJiski. 


----=v 


l';OWOść WYDAW'iICZA 


JóZEF ŁOBODOWSKI 


W polowi e wędrówki 


tom wIerszy I poematów w ozdobnej opraWIe 
Sil. 180 Cena £2, $5 


POLSKA FUNDACJA KULTURALNA 

I. Charlevi1le Road, London. W 14. 


,..... - 


- 


-
		

/Archiwum_001_09_173_0001.djvu

			Nr 1428, 12th August. 1973 


WIADOMOSCI 


z 


f
 DY w r. 1914 Ignacy Krause 
Jr wróci
 do Poznańskiego po 
dłuższym pobycie na Dalekim 
Wschodzie, gdzie prowadzi
 badania 
geologi.czne. postanowił odwiedzić 
słynnego Mode
ta Maryańskiego. 
Znalazł go w Gnietnie, na ulicy 
TUmf;k, iej w domu rodziny Mąke. 
Spot1kanie to opisał w jednym z rs. 
tÓw adresowanych do mnie: 
.,Pamiętam. jak Rdybym RO wi- 
dział ci:.isiaj, ,ftarzec siwiuteńki, nis- 
kie}:() 
WZ./"O,9!Ił, Z brodq mleczno- 
białą się}:ującą kolan. siedUJCego w 
.Haroświeckim totelu i okryteRo der- 
ką, pomimo ciepłej pory roku. N. e- 
,ftety, nic nie .pamiętał j nic go Jui 
nie interesowało, nawet pozdrowie- 
nia z A ustmlii, które mu przeka::.a- 
łem; tak że po niefortunne; próbie 
zabawienia RO rozmowq o moich. po- 
.
uklłWlniach lzlora, nile od me}:o 
nie wydobylem i już druR; raz }:G 
nie widziałem. NiedłllRo pOtl/l. 
umarł". 
Za tą nieruch orną i apatyczną po 
stacią, którą ujrrzał i:nż. Krause, kryło 
si
 jednak niezwykle bujne i cieka
e 
życię. W końcu ubiegłego 
tul.ecla 
slawa inż. Mode.sta Maryanskiego 
zabłysła jak meteor nad Zachodnią 
Australią - i jak spadająca gwi
zda 
szybko zgasła. Slawę tę zdobył jaJr 
poszuki'wacz złota, ale i. n
 złocie 
tym potknął się: za majątkI, entu- 
zjazm. za8zczyty, zaplacił gorzką ce- 
nę - zwątpienia w siebie samego. 
życiorys Modesta Maryańskiego 
jest niestely bardzo fragmentarycl- 
ny i niepełny, ograniczający się do 
em::yk]opedycznych wzmianek. Ma- 
ryańsklm inteTesował się wspomll1ia- 
ny inż. Ignacy Krause z Poznania, 
któremu głÓwnie zawdzięczam ma- 
terial do amerykańskiego okresu je- 
go życia. Zebrane przeze mnie przy- 
czynki australijskie są przeważnie 
streszczeniem notate'k prasowych. 
Modest urodziI' się 15 l
pca 1854 
w Trzemesznie, jako najmłodszy z 
jedenaściorga dzieci Sylwestra i la- 
mny z MarÓn,kowskich. Ojciec był 
nauczycielem, z rodziny zmanej sze- 
roko w kołach pa'triotycznych Po- 
znańskiego. O d,zieciństwie Modesta 
niewiele wiadomo. Gimnazjum ukoń- 
c7.ył najprawdopodobniej w rodzin- 
nym mieście. P:Jtem studiowa,l ,\o 
berlińskiej Akademii Górniczej, uzy- 

kując dyplom Ze stopniem ..B:r 
gi,ngenieuT" . 
W r. 1877 odbYł pierwszą podr6ż 
do WIoch, przyłączając się do wy- 
cieczki piel.gTLymów. której kierow- 
nikiem byl kanonik Witalis Maryań- 
ski, zapewne jeden znajstarszych 
braci Modesta. W latach 1878-1882 
zajmował stanowIsko "referendariu- 
sza " górnicze
o na Górnym Śląsku. 
W
pominał też że spę.dr.cił siedem lat 
w Galicji, w Tru
ka'Wcu i Niekła- 
mu. 


,.LA CHLEBEM" 
NAD OCEA"I SPOKOJNY 
Na początku r. 1887 wyemigro- 
wał, z żoną Jadwigą z domu Wlsłoc- 
ką i synem. za chlebem - jak si
 
sam wyraził. Pierwotnym jego za- 
miarem było osiedlenie się w Au- 
stralii. ale wskutek namowy przy
 
Jaciela zatrzymal się w San Fran- 
CISCO. Początki życia emigracyj'nego 
były tak cięŻ!kie że kilkakrotmie za- 
mierzal popełnić samobójs,two. Pra- 
cował jako robot,nik przy budowach 
i w fabryce kotlów parowych, a 
następn.e jako górnilk w stanach: 
Kahfornia, Arizona, Utah, Idaho, 
Montana, Oregon i Waszyngton. W 
swojej górni.czej karierze poz.nał też 
środkowy \1eksyk i Kanadę z pro- 
wim:jami: Brytyjska Kolumbia. On- 
tario (kopalnie srebra w Cobalt) I 
Quebec, a nawet dotarł do A]aski. 
Otrzymal wre
zcie dochodowe sta- 
nowisko inżyniera i rzeczoZil1awcy w 
kopalniach złota Criipple Ored\: w 
Colorado. Był to punik.t zwrotny je- 
go życia, gdyż tam stal si
 człowie- 
kiem zamożnym, wetując sobie lata 
nędzy i poniewiel'ki. Maryański po- 
stanowi'l wtedy rzucić swój ciężko 
zdobyty majątek na wiel'ką grę ży- 
ciowego sukcesu. 
KOPALNIA ZLOTA "KOśCIUSZKO" 
Dn;a 19 czerwca 1893 Maryański- 
zawiązal 
pólkę akcyjną w Chicago, 

 raz z ośmioma Polakami. Wypu- 
szczono 5.000 udzia4ów po sto do- 
larów. który zostały wykupione 
przez następl1jące osoby: Edmund 
Brodowski (50 udziałów), M. A. La 
Buy (500), Modest Maryański (500). 
dr Kazim:erz Midowicz (200), Jan 
Smulski (250), Leon Szopiński (50). 
Marian Durski (100), piotr Kiolbas- 

a (20), Wiktor Bardowski (50) i W. 
Smulski (3,280). Można tu wspom- 
nieć. że Piotr Kiolbassa, jedna z naj- 
ciekawszych postaci jakie wyd
ła 
Polonia amerykańska, był w tym 
czasie redaktorem tygodni.ka "W:a- 
ra i Ojczyzna" w Ch:cago oraz mar- 
szał.kiem seJmu po]onijrnego. 
Spó:ka zakup:!a starą kopalnię 
złota koło Mount Shasta w północ- 
nej części Kaliforni.i, za cenę 36.000 
dolarów. Do nazwy kopJlni "Ori- 
ginal Quartz Hill" dodano "Conso- 
Edated Kosciusko Mine". a miejsco- 
wi górnicy nazywali ją "po1ish Gold_ 
fidds". Kopa1nia zajmowała trzy 
działki i oprócz [.łota produkowała 
siarczki żelaza srebro i miedt. Jak- 
kolwiek w jednym z raportów De- 
partamentu Górnictwa stanu Ka]i- 
fornia oceniano rudę z tej kopalni 
jako "dobrą". to najlczęściej była 
określana jako ..niskowartościowa". 
np. w r. 1896 dawała dochodu 550 
dol. miesięcznie. Kopalnia "Kościu- 
szko" miala zelektryfikowane urzą- 
dzenia do wyciągania metali z kru- 
szonej miazgi i zatrudniała od 20 
do 75 ludzi. Eksploatacja szła po- 
czą-tkowo zad0walająco. 
Maryański, zapewne ufny w dobry 
rozwój kopalni, pojechał w r. lR95 
do Europy, zwiedzając m.in. Hisz- 
panię, Włochy, Sz:wecj
 i Norweg;ę, 
gdzie i'nteresował IOię informacjami 
geologicznymi. Pod koniec tegoż ro- 
ku udał sie do Częstochowy i P07- 
nania, wygłaszając odczyty () swo:ch 
doświadczeni'łch i podróżach. 
AUSTRALIA PO RAZ PIERWSZY 
W począt.kach r. 1896 wyjechał z 
Po}sk: do Londynu i przez Ame- 
rykę i Kanadę dotarł 23 czerwca 
do Australii. Zwiedził po dro- 


LECH PASZKOWSKI 
KOPALNIE ZLOT A PANA MARY AŃ SKI EGO 


dze wyspy Hawaje, Markizy, Pit- 
cal'rn. Samoa, Tonga, Fidżi i Nor- 
fo]k. PopŁy,nął z Sydney, przez Mel- 
bourne. Adełaide i Al'bany do por- 
tu Fremant1e. gdzie wylądowal 14 
lipca. 
Kilka tygodni spędził w Perth, 
zaznajamiając się z mlejscowymt 
ludźmi i stosunkami. Zrobi'ł też kil- 
ka dałekich wypadów na pola zło- 
todajne, nawet tak odległe jak Mur- 
chison. Dnia 10 listopada wyje::hał 
pociągiem z Perth do I<..algoorlie, 
zwanego również Złotą Milą, gdzie 
przybył nazajutrz. Oczom jego uka J 
zaly sie dziesiątki wież kopalnia- 
nych wznoszącyoh się nad szybami, 
dymy maszyn parowych i rn:asto 
'¥yro
le na hezwodnej pustyni. 
BOGAcrWA NA KUPACH ŚMIECI 
W dwa dni później zwiedzil Ma- 
ryań
ki kopalnię Great Boulder Main 
Reef, wraz ze SIWym asy
te'l1tem. 
Amerykaninem. Na gl
okości 70 
stóp, w korytarzu, zauważył Ma- 
ryański kupy gruzu wyrzucane z 
dna szybu. Podniósł jeden z zielona- 
wych kawalków spostrzeg'szy na 
nim ślady złota i włożył go do kie- 
szeni. Po powrocie do swego mie- 
szka.nia rozbi1 młotkiem zabrany ka. 
mień i stwierdził. że jest bogaty w 
lellurek złota, a miejscami centko- 
wan
 czystym kruszcem. Następne- 
go dnia, wraz z asystentem, wró- 
ci'li ponownie do tejże kopalni i Ma,- 
ryański zobaczył kupy gruzu wyrzu- 
cane jako piryty z szybu wentyla- 
cyjnego. Chwyci'ł duży kawał rudy 
i rozbił go. W środ,ku były również 
niezwyk.le bogate ślady tellurku zlo- 
ta. Uradowany chwytał następne 
grudy i wszedzie znajdywal podobne 
bogac.two. Niema] natychmiast wró- 
cił do Perth i przedstawił reLuItaty 
swoich badań dyrektorom spó:ki 
Venture Syndicate. która go zatrud- 
niła jako rzeczoznawcę. 
Trzeba tu porlikreŚi1ić Że Maryań- 
ski nie był właściwym odkrywcą tel- 
Jurków złota w Zachodniej Austra- 
lii, gdyż jeszcze w czerwcu. to jest 
przed przyhyciem Maryańskiego do 
Australii, odkrY'ł je Arthur Ho]royd. 
Ogólnie nie zdawano sobie jednak 
sprawy z wa,Żiności tego odkrycia. 
ENTUZJASTYCZNY WYWIAD 
I OżYWIENIE GOSPODARCZE 
Dopiero entuzjastyczne sprawoz- 
danie Maryańskiego, a potem n:c- 
mniej entuzjas-tyczny wywiad z nim 
ogłoszony przez dziennik .,The West 
Ausu'alian". obudził szerokie zain- 
teres0wanie odkryciami. Maryańsh 
znal rud
 tellurium z Colorado i 
Kalifornii, toteż sklasyfikowal w 
Kalgoor]ie różrne ;;:j odm:any (si- 
vernit, pitsit i coloradoit) oraz zWró- 
cił uwagę na rozleglość złóż. Wywo- 
lało to pośrednio napływ nowych 
kapitałów, lctÓ!re w ciągu poprzed- 
niego roku zaczęto kierować do Br)'- 
ty'jskiej Kołumbii zamiast do Za- 
chodniej Australii, o czym pisał "The 
West AUMralian ": "KaiJ}itał, dwana- 
ście miesięcy temu zasilający kolo- 
nię gwałtownym strumieniem, prze- 
stał napływać i wszystkie akcje spa- 
dły. Brytyjski kapitał zaczął już kie- 
rować się w głównej mierze do Bry- 
tyjskiej Kolumbii. Niepokój i oba- 
wa zrodziły się w umysłach wszys- 

kich, którzy mieli jakiekolwiek in- 
teresy w Zachodniej Austra]ii - po- 
nieważ stało się jasne że dotychcla- 
sowa zamożność kraju zależała głów- 
nie od kopalni złota. 
Odkrycie p. Maryańskiego zabłysło 
jednak w tym zamęcie pokrzepiają- 
cym blaskiem. W głosie j
go nie 
było niepewności. Br7Jmiał jasno i 
zdecydowanie. Wiedział co to jest 
ruda teIJuru i znał jej wartoŚĆ. Zna- 
lazł jej złoża w Kalgoorlie i to 
wieksze i bogatsze nirż. gdziekolwiek 
;ndziei na świecie". 
Jak' widać z powyższej cyta- 
ty zrobiono z Maryańskiego, pod 
wplY'\\em chwili, niemal zbawce Za- 
chodniej Au<;trah, dzierżącego wy' 
soko po::hodnię i głoszącego spiża- 
wym g10sem wiare w przyszlość e- 
konomiczną tej kolonii. Jego prle. 
powiednie o długotrwałości złó7 
złota w okr
gu Kalgoor1ie były is- 
tot.nie trafne. 
Maryański odplynął z portu Al- 
banv 12 grudnia 1896 do Neapolu. 
z zamiarem od
 iedzenia Ameryki. 
DRUGA PODRÓŻ AUSTRALIJSKA 
W powrotna drogę do Austra]ii 
odpłynął z Londynu 9 kwie
nia 1897 
Statc'k "Victoria" rzucil kotwicę w 
porcie Albany I 3 maja, ale wskutek 
epidemii ospy w Adenie gdzie po- 
brano żywnoŚĆ i wodę, zatrzymano 
pasażerów na okres kwarantanny. 
Dopiero po 12 dniach mógł Ma- 
ryański pojechać do Kalgoorl e. Na- 
tychmiast rozpoczął wi'zytacje róż- 
nych kopalń, przy czy wyraził <;ię 
że wiele sobie obiecywał, ale rozwój 
i bogactwa Kalgoorlie. jakie zoba- 
czył po tych kilku miesiącach, za- 
skoczyly go zupełnie. W jednej z 
ko
a]ń, na ścianych iskrlyly się 
brylki zlota, tańczył p:Jdobno z ra- 
dości. wykrzy'kując że nic podobne- 
go w życiu nie widz' al, naWet w 
Colorado. 
Maryański udkrYł też, 30 maj;, 
jako pierwszy w Zachodni
j Austra- 
lii. rladką rudę amalgamatu złota 
czyli ortęci (Au, Hg». która po- 
przednio zndna była ty
ko w Chile 
jako "arquerit", a w Norweg;i jako 
.,kongsbergit" . 
W trzy dni później stwierdzil że 
w Bulong górnicy wyrzucali na 
śmieci wiellkie ilości złota. o czym 
znowu pisa I "The West Australia n ": 
..Ciekawego odkrycia dokonał p. 
Modest Maryańs.ki. zbadawszy po- 
zornie niskogatunkowy metal, otrzy- 
many w procesie suchego oczyszcza- 
nia (dry blowing) w Bulong. Kopacze 
wyrzucali ten produkt, ale próbki 
zostaiy przesłane polskiemu eksper- 
towi, który po zbadaniu odkrYł w 
nich 88% złota...". 
W połowie li.pca Maryański bada! 
leżące 250 mil na połnoc od Kal- 


goorlie, a 60 od M.t. Margaret, Erl- 
stein albo Earlston Leas
s. W tym 
pustynnym okręgu przebywał do po- 
10!Wy września, zakl1pując dla Ven- 
ture Syndicate trzy działki, po 24 
akry każda. W dTOdze powrotnej 
zatrz
mal 
ię przez k
Hca dni w 
kopalniach Menzies. badając szcze- 
gółowo The Vindicator Lease i 25 
września odjechał do Coolgardie. 
PRZED KOMISJĄ KRÓLEWSKĄ, 
12 patd;zierni,ka w Kalgoorlie Ma- 
ryański stawał przed Kró]ewską Ko- 
misją do Spraw Górnictwa, odpo- 
wiadając na dziesiątlki py.tań. Jak- 
kolwiek reprelentowaq trzy bogate 
kompanie i świat wielikiej f nansje- 
ry. w wypowiedziach swoiCh doma- 
gał si
 zdecydowanie popra1wy losu 
górników, szczególnie ubogich i 
zmian systemu poda.tkowego oraz 
ustawodawstwa na ich korzyść. Za- 
lecal też przeprowadzenie linii ko- 
lejowych do Mount Margaret i do 
E
perance B.lY. a również zakupie- 


.& 
-'f 


.,. 
,. ,; 
h 


rzeczY1Wistości sprawa wyglądała 
znacznie skromniej. Według doku- 
mentów Maryańsk,i otrzymał 12 ma- 
ja 1898 pożyczke ba nllcową, £. Stg. 
450. na dziel'żawe 200 akrów, t.zw. 
Plantagenet Location, nad rzeka Hay. 
W końcu paidlziemika 1899 Ma- 
ryań
ki powrócił do swego mająt- 
ku, z objazdu kolonii Victoria, l 
osadził 16 imig
ntów, m.in. rodzinę 
Dolańs.k.ich: Adałberta (Wojciecha?), 
Karolinę i Aleksandra. 
Nie udało się dotąd ush l1ć kto 
nazwaIł kopalnię z/lota "Sarmatia 
Lease". NaZlwe te wymienia ..The 
West Australia.n" z I siecpnia 1899, 
cytując gazetę ..Coolgal'die Miner" 
Być może miała ona coś wspólnego 
z Maryańskim. 
DONNYBROOJ!o
 
Po raz pierwszy Maryański z.na- 
lazl 
ię w okręgu Donmybrook w 
kWIetniu 1988, gdy poszukiwał kon- 
cesji na wyrąb lasów cennego drze- 
wa "j3rrah". Było to Iwkrótct> po 


" 
" 


.
< 
,. 



\ 


-, "';,' 


i 


. 



. . t 
"," >,;' . 


... 
, 


':.(- 



. 


- 
.r" 


\1odesl \1aryański w ostatnich latach swego życia. 
Zdjęcie ze Iobiorów Ignacego T..' Krausego w Poznaniu. 


nie przez rzą.d świdrów d'amento- 
wych, w iertniczych, do badań geo- 
logicznych i zarazem szukan:e wod} 
na dużych głębo-kościach. 


:\oIAJ,
 TEK ZIEMSKI NAD RZEKĄ 
J-łAV 
"The West Australian" z 3 lute- 
go 1898 podał wiadomość że Modest 
Maryań
ki, .,the poEsh m:ning ex- 
pert", zakupił 4.000 akrów nad rze.. 
ką Hay, 12 mil od Wi1son's Inlet. 
w okr
gu Albany, z zamiarem za- 
lożenia wie]lkich sadow owocoiwych. 
Ponieważ nie zawsze wierzę słowu 
drukowanemu. a szczególnie notat- 
kom dzienonikaTskim. to:eż zbada- 
łem papiery hipoteczne w Perth. W 


odkryciu kilku żyl złota w okolicach 
tei miej<;cowości. Poczatkowo, jak 
pisał w relacji z lutego 1900, usto- 

unkował si
 negatywnie GO rzeko- 
mych bogact.w, myśląc że 
ą to ba- 
nialuki, podobnie ja1k domniemane 
ważne znał
liska w pohliskich 
Darling Ranges, na których pot- 
knę]i się kil,kalkrotnie nawet rządowi 
rzeczuznawcy. Po obejrzeniu pobież- 
nym kilka miejsc odbytych przel 
włoskiego poszukiwacza. Cammille- 
riego. w październiku r. 1898, Ma- 
ryański zmienił zdanie i 7aintere- 
sowa! się tym okręgiem. 
W końcu lipca 1899, po trzymił'- 
sięcznym objetdzie kolonii Victo- 
ria i l-wiedzeniIU tam
ejLSzych kopalń, 


Maryański wróCił do Donnybrook. 
Rezultaty d-okładmejLSzych badań tak 
go wtedy ujęły Że zakupił od Cam- 
milleriego 21 działek i założył ko- 
palme pod nal1Wą "Maryanski Syn- 
dicate", 
Maryański zachwycał s:ę poło7. p - 
niem nowoodkrytego pola: zalesie- 
nie dawało budulec, pobliski port 
Bunbury i linia kolejowa ułatwiały 
tani transport, doskonały klimat ił 
tania żywność z pobliskich farm 
miały równo,ważyć niŻiszą opłacal- 
ność rudy. 
W trzy tygodnie p6tniej Maryań- 

ki wrócił z DonnybroOlk do Perth, 
dając ponownie entuzjastyczny wy- 
wiad prasowy. Towarzyszył mu zna- 
ny poszukiwacz złota i górnik A. 
Janeczek, jeden z p:onien;.k:ch od- 
krywc(,w kopalń w Mount Marga- 
ret i Pendennie, eksploatowanych od 
r. 1893. Można przypuszx:zać. Le 
był to Andrzei Janeczek, rodem 1- 
Babimostu, z Widkopolski. który 
przyjechał do Porodniowej AUiStral i 
okolo r. 1878, jako osiemnastoletni 
chłopiec. 
ROZBUDOWA KOPALNI 
Początkowo JXóby w kopalni "Ma- 
ryański Syndicate" dawały pvmyś.I:ne 
rezultaty, 3 do 5 uncji złota z tony 
miażdżonego kwarcu. W końcu 
września 1899 geolog rządowy IWY- 
dal przychylne sprawozdanie o po- 
lach złotodaj,nych w Donnybrook, a 
w począ
:kach patd'l.iern:lka kopal- 
nia została obejrzana przez ministra 
górnictwa. Na szczycie wzgórza, gd;z.e 
kopano glówny szyb, natrafiono na 
bogatą żylę. a u podnóża wrzala 
gorączkorNa praca - dn
,żono po- 
ziomy korytarz w kierunku szybu. 
Teren był trudny do pra:y, p:Jkryty 
lasem i gęstym podszyciem. Wszyst- 
ko wskazywało, iż kopalnia b .d7ie 
opłacalna, ale mimo tego kryła się w 
w tym przedsięwzięciu \\ idka nie- 
wiadoma. Pod wpłYtwem wyw:adów 
Maryańskiego. rozdffiJUchanych pTLe7. 
prasę, okolica zaroiła s:e od po- 
!'zUJki:waczy i wybudo
 a.no maszy- 
nerię do kruszenia kwarcu, mogącą 
miażdżyć 30 ton dzienn:e. 


SPÓŁKA "DONNYBROOK 
GOLDFIELDS L TD" 
26 listopada Maryańs,ki odp:}nąl 
do Londynu, skąd w lutym 1900 r. 
udał się do Paryża i Niem:ec, celem 
zainteresowania kapital stów iDt\es- 
tycjami w Donnybrook. Wysiliki j:: 
go doprowadrz.illy do zawiazania w 
Londynie, 27 lipca, spółki "Donny- 
brook Goldfiekls Ud" z kapi:takm 
350.000 funtów. Głównym patro- 
nem firmy byl bankier z F£ankfur l, 
n. Menem, Nussbaum, krewny Roth_ 
schieldów. SpóŁka przejęla wszystkie 
działki na1eżace do "Maryańsk, 
Syndicate". 
Tymczasem kiecowni,k kopalni, zo- 
stawiony przez MarYdńskiego \\ 
Dnnnybrook, miał kłopoty z utrzy- 
maniem licencji już w kwiet.niu. \\oe- 
dług prawa nie wolno było trzymać 
działek bezczynnie. Zarządca mająt- 
ku ,.Maryański Syndicate" wniósł 
prośbc do komi8arza górniczego o 
zwłokę na cztery miesiące, oŚ1wiad- 
czając, Że właściciel wydał na rol.- 
wój kopa]nii f.SIg. 17.000, wyko- 
nano 2.190 s
óp tuneli i 667 stóP 
szybów. 
NOWA .,GORACZKA ZŁOTA" 
W maju 1900 nowe odkrycia 
po- 
wodowały powtórną "gorącZJkę zło- 
ta" w Donnybrook. Na jednej z 
dzialek wydobyto 500 uncji krusz- 
cu z 175 ton kwarcu - w kopalni 
zawrzalo. Projektowano dalsze prze- 


ANDRZEJ CHCIUK 
Pomiędzy Naglerową a Mniszkówną 


J AK pIsać o tej książce? Trudno 
, ją klasyfikować i oma.wiać, 

 
,.Rozbestwieni"*) Janiny MJczyńsklej 
(pseudonim?) są pozycją n:ezwykłą. 
Jest to książka źle napis:ma, pełna 
błędów. nai,wności j nieporadności 
języko
 ych. prawie że 
zm' ra. ale 
równocześnie stanowi cna lekturę 
pasjonującą i ważną. utwór nieco. 
dzienny i przy wszystkich 
wych u
- 
terkach po mistrzowsku przedstawia- 
jący ogromny szmat dziejów raszego 
narodu od strony autentycznego ma- 
łego człowieka, nie bohatera. czy 
wybitnega w
pólaktora wydarzeń 
dziejowych. lecz zwykłej jednostki 
walczącej ze swym losem. Jest to 
narodowa, czy rodzinna saga. opo- 
wieść tragiczna, bolesna, przerażają- 
ca. zacięta, <;kreś]ona najbardziej 
obiegowymi i zuży,tymi słowami na- 

zego jęz'/,ka. coś pomiędzy maglem 
i protokółem policyjnym, a jednak z 
dużą godności,! i ucząca przecież w 
jakiś spmób wiary w człowic ka, po- 
mimo tylu brudów, nędzy i świństw. 
jakich bohaterce ,.Rozbestwionych" 
nie Taoszczędziło życie doslownie o<
 
kolebki, a co nikomu nieznana i 
niezbyt wyksltalcona Miczyń
ka - 
pi
arz całą geb" - relacjonuje bez- 
namiętnie i z pewnym przyciszeniem, 
które ten efekt jeszcze wzmaga. 
I chociaż na przykbd - w części 
mającej za tło okupacje niemiecką 
- Powstanie Warsza.wskie nie jest 
tu nawet jednym słowem wspom- 
niane, ..Rozbestwieni" są chyba jed- 
nym z najlepszych zapisów o owych 
strasznych czasach. Wszystkie po- 
wieści. nowele i pamiCltniki o oku- 
pa
ji nie potrafiły tamte
 złożonej 
prawdy tak opowiedzieć jak ta nie- 
udana i w tym samym stopniu wiel- 
ka książka. Jeżeli kiedyś rowstanie 
sienkiewiczowsko-:ołstojow
ki epos 
o tamtych latach, to jego autor(ka) 


*) Janina MiczYńska. ..RDzbestwieni", 
powieść, Caldra H Duse, HDve, str. 493, 
RDk nie podany (]973?). 


będzie musiał(a) mieć pod ręką kSląż- 
ke Miczyń
kiej. Podobnie też żaden 
piszący o Rewolucji paidzierniko- 
wej nie będzie móg
 pominąć lektu- 
ry ..Pamiętników" W
dziagol,kiego, 
o której to książce stanowczo za 
mało się u nas pisze, acz Wędlia- 
go Iski to malarl p'órem. gawędziarz 
i wybitny s,tylista, a jako świadek 
wygląda na bardzo wiarygodnego i 
!'postrzegawczego. Obie książ,ki po- 
siadaja w sobie cOŚ l dokumentu i 
przy '
woich różnicach m,lią wiele 
w
pólnego w prawdzie ludz,kiej. To- 
też 'izczęściem jest że ci dwoje nie- 
młodli już ludzie. nawet jak na 
emigrację i tak od siebie róŻ.ni, 
poczuli potrzebę spisania swych lo- 
Sów i zdążyli to urzeczywistnić. Po- 
winni
my więc im być za to wdzię- 
czni. 
Miczyńskd swą opaslą (491 strun 
dużego formatu, ale 7 nikłymi mar- 
ginesami) książkę kończy na przyj- 
ściu Rosjan do Wieliczki tak: ..Przy- 
chodziły nowe czasy, nowi ludZIe, 
nowa władza. Ale to już temat do 
innej powieści". Bardzo auturkę za- 
chęcam do opisania dalszych losów 
bohaterki i jej rodziny. w ten sam 
s'posób: najprościej. 
Osobiście, czy: jeśli chodli o ml1:
 
-- uważam że .,Krauzowie i inni" 
Naglerowej są ]ep
i od ..Nocy i dni' 
Dąbrowskiej. A tu wlaśnie j
st coś 
z takich Krauzów (tylko gorzej) oraz 
..Trędowatej" (-tylko lepiej). Podo- 
bieństwo polega na problem'e nie- 
przyjętej przez ..wyli.ze" środowis- 
ko. ale bez melodramatu i sztucz- 
ności Mniszk6wny. natomiast z I, 
samą umiejętnoscią wzruszania, co 
z powieścidła Mniszkówny zrobiiL; 
hesl.feller. (Na,\\et ostatnio w Pols-;e 
Ludowej!). U MiczYńskiej - nifc 
snobi nie kręcą nosem - jest jakaś 
magia i sila prawdy że czyteln'k 
miałby nieraz ochotę (mimo że au- 
torka też go denerwuje) krzyczeć jak 
mali widzowie, gdy w kinie na wes. 
ternie z miejsca rOlJpoznaj" goodie,f 
i hadie.f, aby ostrzec bohatera na 
ekranie że 0;0 zjawia !'iię szwarccha. 


rakteT. Niejeden pIsarz chciałby to 
umieć u swych czyteln;ków wywo- 
łać. Jest tu z jednej strony najbar- 
dziej szczegółpNa analiza p:Jd'łości i 
małości ludzkiej jaką kiedY'ko}wiek 
można było czytać, zaś z drugiej stro- 
ny pokazany powolny pl'oces narasta- 
nia Siłaczki w zwyczajnej kobiecie, 
zmuszonej do tego przez okrutny 
los i zlych ludzi, k,tórych autorka 
niepotrzebnie nazywa arystokracją, 
gdy idzie o małomiasteczkowych 
strasznych mieszczan i zamożnych 
pól inteligentów z pretensjami, a I. 
gTl1ntu ludzi bez charak:eru i złych, 
tworów szlachecko-półinteligenckiej 
kultury urazowej ta,k za'korzenionej 
w naszej o;czytnie, nie tylko za za- 
borców, za sanacji, ale i w Polsce 
Ludowej, gdzie byle bęcwał z m:ej- 
sca musi jeszcze dziś podkreślić, iż 
pochodzi z "dobrego domu". 
Nie tu miejsce, ani nie lubię tego 
czynić, by własnymi słJwam. opo- 
wIedzieć treść książki. Chwy.ta za 
f];rki. Ma ponadto wiele świe:nych 
scen, jak te z Obrony Lwowa w r. 
i918 (bohaterstwo, tchórzostwo, głu- 
pota, bałagan), scena ekshumacji 
zwłok obrońcy Lwowa polegIego w 
Sarnach, wyjazd do Warszawy w 
sierpmu 1920, rozmowy z Niemca- 
mi podczas okupacji w Wiel"czce i 
wiele innych. Najlepiej jednak ma- 
luje aUlOrka ludzi; teściową, Sko- 
czowskiego, calą rodzinę męża, je- 
go samego. Jest to kliniczna anali- 
za małości, lekkomyśLności i podłoś:::1 
hien i pajaców w ludzkim ciele, na 
Ue małych i wielkich wydarzeń p:er- 
wszej połowy naszego wieku na z;e- 
miach polskich. Pomimo niewą
pr- 
wego rozgoryczenia - zresztą słu- 
sznego - umie MiczyńlSka pokazać 
w zastraszonej masie lud:Zkiej i w 
miazdze codzienności okupacyjnej 
przeblys,ki prawdziwej godności i ży., 
czliwości ludzkiej, Oraz siłę prostej 
moralności człowieka, który jeśli 
chce, to potrafi w każdej sytuacji po- 
zostać czysty i mocny. 


Andrzej Chciu"'. 


bijanie tunelu poprzez wzgórze, na 
.!:łębO'kości 160 stóp, oraz u8tałwie- 
nie u wylotu prasy do miażdżenia 
kwarcu. 
Jednak dopiero 7 września dz'en- 
nik ..The West Australian" podał 
Że zawiazana w Londynie spółka 
.,Donnybrook Goldfielrls" cflarowa- 
ła f. Stg. 100.000 na nielJ\\ ioczny 
rozwój kopalnii. W patdzierniku 
nowe entuzjastyczne komun'katy 
donosiły że na jednej z działek 9 
100. ktwarcu przynioo'lO 250 uncji 
amalgamatu złota. Przepowiadano 
świetną przyszł
 kopalni. Kapitał 
I maszyny nie nad.chodziiy jednak 
i górnicy poczęli się burzyć, domll- 
gając SIę natychmiastowego podzia- 
łu terenu kopalni i rozpoczęc;a wy- 
dajnej eksploatacji. 
Maryański przypłyną.! po raz trze- 
ci do Australii, z Marsylii, 30 ł:sto- 
pada 1900 i wylądował w porcie 
Albany. Z wrodzoną sobie en;:rgią 
zaczął na nowo organizować pr.lcę 
przy pomocy kierowni!ka kopaLni i 
40 górni,ków. W lutym ]901 kopal- 
ni.il została nawiedzona epidem ą ty- 
fusu. która powaliła kierowo. ka i 
księgowego. Maryań
ki mus:ał wziąć 
wszelkie spralWy na s\\oje bdrki, ale 
radził sobie dobrze i wkrótce zwięk- 
szyI ]iczb
 pracowników do 70. 
POżEGNALNY BANKIEr 
17 maja 190 I mieszkańcy miaste- 
czka Donnybrook urządzili pożegnal. 
ny bankiet dla Maryańskiego w 
"Go]dfields Club Hotel". Pan Fer- 
gUS8Dn w swym przemÓ'Nieniu 'W}'- 
raził si
 że wś...6d licznych Tleczo- 
znawców górniczych. którzy prze- 
bywali w Donnybrook, jedynie inż. 
Maryański wytuwał wicrnie na miej- 
scu i w okresie, gdy było zupelnie 
niemożliwe uzyskanie angie]ski;:h ClY 
zagranicznych inwestycji. przywióz.i 
do DonnybroO'k kapitały. Dowiócll 
on bez cienia wątpienia że zasoby 
opłacalnego zl,:Jła zN1	
			

/Archiwum_001_09_174_0001.djvu

			4 


WIADOMOSCl 


Nr 1428. 12th August 1973 


JERZY PIEŃKOWSKJ 


RYSZARD KIERSNOWSKI 


loski, Mośki i Srule Z czasów mego dzieciństwa S T R A C H 


MA 


pAN Mmc. najp
waŻJn ejszy kupiec 
zbożowy w Łosicach. był ban- 
kierem mojego dziadka w Pat
owl
. 
Dziadek przyjmO\..al go zaW5ze w 
gab,necle, Mmc wchodził w aksamit- 
ne! zielonel jarmu'ce na głowIe, któ- 
rei nigdy me zdejmował. i w dłu- 
gim czannym cha" c e; j
śli babcia 
była w poko}u. caiowal ją w ręk'. 
czego żaden mny zyd mgdy nie ro- 
bii. DZiadek podawał mu ręk
 I po 
paru minutach Jan wnosll t ICę z 
v.ódk'1. paroma laj'kami na m ck ko 
w seT\ovec:e I cuk:crmcą z cukrem w 
kawałkach. mc Innego me można 
mu było pruponoNać. Mmc prz}- 
jeŻ<.iŻał zawsze, zawiadamIany z po- 
lecenia dZiadka przez Her
zka. 
Henzko miał wmtrak o ról wior- 
stv od Patkowa na dnxlle do Nie- 
mo]ek i poza tym że był nadwor- 
nym mł}narzem, byl też łąc'nk'om 
(faktorem) dZład,ka z.e 
wlatem Im- 
pleckim w Łos'cach, Mordach a na- 
wet Siedlcach. Herszlkowa zajmov.a- 
la SI(: stręczemem służby domowej 
w okolicznych dWOl'acb i zawsze, 
miał.! w pogotowIu kuchart.i. slużą- 
ce, praczki. drobiarki i t P. 
Co miesiąc zjawiał Sl
 pap eroś- 
Ill'k, mgdy me znałem jego naZwl'\- 
ka, v.szyscy nazywalI go po prostu 
,.paplerośmk ". Robił papierosy dla 
dZiadka i v. uja"l.ka Wa::lawa. Spę- 
dzalem z mm dużo czasu, czekając 
na blaszane p udeJ,k a z p ęknyml 
turczynkami po tytoniu ,.m esaksud- 
le" I na me
podzmllikl w gll7ach 
wUjaszka Waclawa. Były tJ g łzy 
w drewman}ch pude:kach (świet:ny 
materiał na wszellklegu rodzaj I za- 
bawki), a w każdym pudeł'ku ja- 
k;
 drobiazg, jak gwizdek, p ywają- 
c.. kaczka, ple'rścilJnek i t.p podob- 
no mogła SIę zdarzyć zlota p.ęcio- 
rublówka. ale nigdyśmy na ma n e 
trafi,li. Fascynowała mnie też szyb- 
kość z jaką papleroślllik nabijal pa- 
pierosy (podobnO' 400 na gcd 
m
) 
posługując Się kawa'klem p:rgam:- 
nu I kołeczkiem drc>JNmanym do 
W} py.:h,m ła tytOniu. 
Rokroczme JUŻ w czerwcu przy- 
jeżdżalI sadowmcy, "re ldarze ogro- 
du owucowego. SadoWlni
, oprócz 
własne) rodZIny zab,ual kuzynów- 
Dodrustkó,w do p ln.owania sadu. 
DZIadelk byl bardzo ,f''';C te I już jako 
5-cioletlll brzdąc wiedZIałem że jak ''! 
sadownicy. nie mogą podnieść na- 
wet opadka pap:eróv.ki. czy sapie- 
żanlki. Zresztą te owoce byly co- 
dZIennie dostarczanc na stół. a iak 
SH: bawllem z dziećmi "adowm'k
w. 
przynoslly mi z budy najlepsze ja- 
błka i gruszki. Na bardziel mtere- 
sUJące były wieczory p.ątkowe I so- 
boły, kiedy Żyki był lOny. gęsto przetykany ru- 
s}cyzmami. Powód zł-ozumiałem 
późmej, Patków leżał w czysto pol- 
skim powiecie w Królestw'e, Sutno 
\\ puwlecle z ludnością mieszaną 
(WiękSZOŚĆ białorusIlnÓW). należącym 
wówczas do gubernli grodzleńd czym 
bardzo bolal. za tu prześliczna cór- 
k
, jasną blondynkę bez śladu S
- 
mlcklego w rysach. JeślI zaszła po- 
trzeba noclegu w S emiatyczach. 
dom Jo
ka stał otworem, pokój z 
me!>kazlte1me czystą bielizną, ś.viet- 
na q.ba po żydowsku, nawet w ..0- 
betę (z pasztetJJ1lika). za,v.sze czekały 
na I:OŚCI. Dla Jolka rzepa,k był prze- 
ważme :..tifoch
 gorzJkI"', ale "jak 
Jaszni pan mówi m to nI" Kochał 
kupowame zboża na pOlU I do,ko- 
naje wiedzIał, k10 był na wiosnę w 
tarapatach. Drugim zbożowcem. m- 
by to konkurentem był Rubin Mon- 
czar. wygolony grubas, ale jak się 
sam później przekonalem żadnel 
konkurencji Dle było i żad
'n me 
zapłacił mgdy grosza w' ęcej od dru- 
giego A:letycznie zhudol.vany A 1- 
z}k zdkupywał bydło i stawIał opa- 
"Y na zimę, a brodaty Lejzaber f. 
Mielnika dostarczał mięso, kupował 
drób. 'krowy i oWCe ..na dorżnięcie". 
W ogóle cod'zienne 'PDtrzeb} dworu 
zaopatrywał Miełnilk: w s'klep e Ko- 
pia kupolWało Się cukier, sól I t d., 
chłopiec odbierający pocztę przywo- 
ził od Szajkowej bajgełe i chatki, 
lepszych obrwarzaników i bułek nie Ja- 
dłem mgdzle. Rubin Gard wytłaczal 
olej w czasie postu, stary Łondon 
(ta,k go wszyscy nazywali, pome,waż 
w młodoścI był parę lat w Londynie) 
z [!łową proroka .\\ ykonywał robaty 
krawieckie. Kulawy Aronek z wor
 
kiem na plecach przychodził po 
włoś, szczecinę. skóry i 
kórki. stary 
szklarz z bielmem na oku, jedyny 
który nosi I pejsy w Midmku szklIł 
to, czego nIe mógi oszkl ć ogrodn;k, 
przy tern skrzynke ze szkłem dźwl- 
gat przewIeszoną przez ramię Sta- 
łym cieślą był DZler-lJkowski z Miel- 
nika, ale jeśli była jakaś trudn.ej
La 
robota, oJcIec sprov.adzał Aron i To- 
karskleg:J z Siemiatycz. TOlkarsk byl 
pierwszorzędnym cieślą i często sam 
projektowal budowę. Ojciec t\\ ler- 
dził że to geniallnv samoulk. który 
w innych warunibch mógłby zostać 
wspanialym architektem Tokarski 
był Jednvm z niewielu Ży;\ów. któ- 
rzy ubierali S.ę tak, Jak miejscowI 
chloPI. Mośko z NIemIrowa kryl i 
reperował ddchy i rokrocznie darł 
gonty. które zawsze byly w zapa- 
sie. pozatern podł1a ndlowywa'l opa- 
łem. Mial on speCJaline nabożeństwo 
do mamusI. za sl.częśd 'We wylecze- 
nie synka i laoc zre5ZJtą wle]u in.,ych 
przynosil macę na WI-eł:kanoc. Na 
kOnIach "SZk1I
" Bobel. konie w 
WIękSZOŚCI były własnego chow\I, ale 
zaws>ze coś bylO potrzebne do maś- 
CI. Każdy koń Pf1z}'Prowadzony przez 
Bobla byi ..kareczany", ..czislej 
krwi" no i 
'O najm:nielj o dwa lata 
młodszy od metryki w zębach Bo- 
bel pili t}lko !>plrylus, który nazywał 
wódką na .,90 trelesów" I zagryzał 
cukrem albo jabllkJem. W Mle]Jniku 
w dawnei kar;;zmie dwonsklej był 
szynczek pana RodZlńSk 'ego z lesz- 
czem w galarecie jaiko stałym piat 
dll jVIlY. panowie art}ści z Sutna 
ze MrYJem łgnacym n'l czel
 ud 
czasu do czasu odwiedzali ten ]okal, 
który przetr.vał do T. 1939, WCląZ 
pod zarządem pana Chal Rodziń- 
skiego. Ważną osobi!>tośclą byl prze- 
woźnik Szachna, który mIal na przed- 
mieściu w Mlelmku Qwa promy, a 
\\szy",!kie jazdy za Bug odbYli al} 
I>ię przez Mlelmk, bo de najbllż- 



zego mostu we Frar '{op,;lu bY'l' 
bitych pięt miL Zimą, jak Bug 
ta- 
wal. Szachna wylyczal przejizd} po 
lodzie, a ł(]edy matka jechOl a, za- 
w!>ze szedł przed sankamI i leślI lód 
Irzc
zczał to u
'pakajał matkę "un 
nie trzeszczy. un sze mocuje". 
Raz na rok przyjeżdlŻał z czeladni- 
kami rymarz Sze;rszenowski j w CIągu 
paru tygodni ,przeprowadzal I!;TUn- 
towny remont uprzęży fornalskiej I 
cugowej. oraz roboty taplcer!>lkle. 
Surowiec wykrecał sam, prac.ował w 
wozowni umurusany I pachnący 
dziegciem i tranem; robił mi wspa- 
male baty z pekawkaml 
Siemiatycze były JUŻ \\ ie]lk'm m a- 
stem \\ po'równaolliu do M lelTIlk'l I 
praktycznIe można tam byl.o kup'c 
wszystko. Sklep p. SZaplry był za- 
opatrzony w najlepsze delIkatesY I 
wina, u Asza poza wsze]!klego ro- 
dzaju żelastwem można było dostać 
zapas.owe części do żmw arek De
r- 
inga. czy Osborna. olIwę maszyno- 
IWa. roPCj, nawet saletre dłIlJ"jlską. 
"Wielki przemysi" reprezentowała 
fabryka d}cht Maliniaka i dwa p 1- 
roWe m.lyny Byly dw'e metody za- 
kupu ubrań i butów. Jedna "na Zd- 
kaz" (na obsta]unek), druga na ..tan- 
dec
e"; przy ple'rwszej ceny byly 
stałe, przy drug:ej odchodził n'e, 
kończący si
 targ z obn'żką ceny 
dochodzącą nieraz du 80"Jc. Tcrg 
był swego rodzaJu haz łTd
m i zdale 
Sle że obu st.ronom dawalI dużo 
emocji I satysfakcję. Chlop. któr
 
targował na tandecie buty z czterech 
rubli na sześć zlotych groszy dwa- 
dZieścia (tak się określiło rubla po- 
tocznie, 15 kopiejek nazywalo się 
złotym a kopiej'ke dwoma grosza- 
mi) był w siódmym n ebl
. a sprze. 
dawca też na p::wno n':: s rac 
. 
Targ wymagał od obu stron pewnej 
rutyny i wytrzymałoścI, wIelokrot- 
nego wychodzenia ze skrlepu, albo 
odchodzenia ud straganu Na r
n- 
ku buszov.alo mnóstwo kóz. wyja- 
dających grochowiny z slerlizeń na 
wozach i reo;ztlki słomy i siana z 
bruk,u. 
Zupełnie iI1lllą klasę przedstawialI 
kupcy drlewm "z Prus". dokładnIe 
z Gdańska a
bo z TorunIa, k'órzy 
przyjeżdżah lesienią zalKupy\\ać po- 
ręby Zwyrkle bawili pdrę 001 I po 
zawarciu tranzakch wreczalI mamu- 

I !.ZW. puręlkawlczne w pustacI 200 
do 300 rubli. a mme !>krzYi1 l kę ślI- 
cznych toruń'klch pl
rn:ków. 
Wlaśclciele v.iększYC;l sklepów, 
poważniejsi kup;;y, doblI" y f'em eśJ- 
niCY ubsluguJący dwory to na ogól 
byli Ż}dZl zamożm, a n eraz bog
- 
CI. ale drobni rzemleśln'cy. handll- 
rze, wlaścicie]e chudych kóz na ryn- 
ku to była bieda Z n
d 
ą dz eSląt- 
kowana przez gruźlicę 
Stosui1ki z dworamI były przy- 
Jazne. z aptecz!ki mOjej matki korzy- 
stali zarówno mIelniccy Żydzi. jak 
I sutynscy chlopl J w}wdzlę;;zal SIę 
jak moglI. BI!>zkopt.owe ciasto na 
stole zWiastowało o żydowsk m we- 
selu. a czasem Adam znajdował w 
kącllku w kredensie dyskretn e pozo- 
stawioną parę kogutkóJII. Dziadek 
mój (W PatkowIe. który JUŻ za mojej 
pamięci nie praktykował pko lekarz 
z v.yjątklem wy,padlków wymagają
 
cych natychml',,
towej p
mocy, m at 
duż} mir wśród Żydów I parobot- 
me oddalI mu om wlelk'e przysłu- 
gI. Kwestia żydowska wt
dy nie ISt- 
niała dla mnie, spotkalem się z nią 
dopiero w woj'sku w I' 1920. Także 
nie istiJliala w gimnazjum (im Miko- 
łaJa Reja w WarSZawie), mimo że 
procent Żydów był bardzo wysoki I 
\\ 8-ej klasie bylo ich 33'/,. 


Jerzy Pie
o1¥ski 


..7 aproście tu na weo;ele 
Wszystkie dziwy!" 
( W Y s P i a ń s ki). 


KTRACH b}ł OCz}wlście w domku 

 z piernika. który stal na jednej 
nózce koguciej i wyszła z mego zla 
jędza i miała haczykowaty nus, a 
na ramieniu czarnego kocura I kru- 
b. 



- 
. ;; 
. 
 


-::; .. 


illit 


>J1 
S j 
.I.3! 


.. , 
4,11 
... 
.t 1-' \ 
Ił 
 
j" -""-"",,", 


---- 


Kairouan powital nas białymi 
kopulami meczetów i minare- 
tow 


Niech mama jeszcze móWI, ale 
nov,.ą bajkę - nudzlMmy naszą mat- 
kę, która, gd} repertuar sie kończył. 
z:acz
a więc wymyślać baj,kl z tan- 
tazli. Zacz,!lem Sle szczególnIe inte- 
resować opowiadaniami o duchach 
Z tych dZIecInnych bajek i strachów 
na pewno po\V!>tała mOJ" osobowo<ć 
psychiczna j mOJe ..ja". 
Jeszcze mieszkalIśmy na WSI, gdy 
rozeszła się slav,.a medium Guzika. 
Zobaczylem "ducha" na lotografIl 
w Ilustrowanym KUrierze. uJciec po- 
wledzlal że tl' t}]ku plazma, ale Ja 
tego me zrozumla!em, I uważałem 
że Guzik byl nadczł1..1Wleklem. Cho- 
ciaż ojciec podważyli mOJą Wiarę w 
IstnIeme duchów, sam w me wle- 
rzvl wldocZlnie, bo coraz częścieJ od- 
b}waly się u nas w domu seanse SpI- 
rytyMyczne. Zaczynalo Sl
 od tego że 
olciec coś ry,sował na bia
ym arkuszu. 
putem w kojo stawiał duic litery, 
w rogu na lewo plsal .,plekłu", a na 
prawym rogu pisał "mebo". Na seans 
lJawlalI Się znajomi, nawet sam pan 
v. Ice-starosta. Gdy siedlI dookola 
ukrąglcgo stołu, mój ujclec J}r}go- 
\\al calą ccremumą, kaLal wszyst- 
klnl sple
ć ręce. a matka miała 0- 
głasz,IĆ lItery. 
- Proszc o zachov,.ame pelnc, n. 
!>zy - zapuwledllał mÓl OjCiec 
-- Aha! - krzyknąl pan Ćwirko- 
GodyckI 
- Co się stalo? 
- - Ja chce tylko przypomlllc,; 
w}Jaśni/ pan ĆWlrku - ieb} nasta- 
WIĆ samowar. bo duch} duch,H1lI. 
,Ile tTlcb,1 będzie WYPiĆ herbatki . 
-- Syn rJ.lstawl samov,.ar. slysz 's/, 
R}slu. 
Z sIOnki. gdzie zawsJ'c stał samu- 
v,. ar, ;CSZClC przez przymknięte drzw; 
!Jsl}szajem głl1s ojca' 
- - (zy P;lIlstwo IUL wszyscy Spletli 
ręce, bo musi być zamknięte koło. 
Prosz.:; tylko patrLeć \\ Jeden punkt 
a więc na talerzyk 
lui: talerzyk SIC rusly'ł - krzvk- 
ne,: ła ma tka. 
- Czy nie ty rU!>lyłaś? - puwle- 
dział ojciec. 
-- <';Iav.o hunoru' - laprzcczyla 
m,ltk,l. 
OjCICC o
wladczyl: .- Duchu dubry 
( zły kim tcrai j
teś?... 


..Za mDrLam ' , za lasami zyl sDble 
biedmy szewc. MleszJkał w małym dDm- 
ku z jednym Dknem w blalych flran- 
kdch I m'.a.1 jedYll1egD s}nka. SYil1e,k był 
aZlw,nym dZleoklem ". 
Tak mi słowa.mi mogła'by Lal:ly.nać 
SIC; hl",tDri..i żvcla nalsłaWiniejsze
D na 
śWiecie autora bajek, Ha,nsa Christiana 
Ande.rsena.*) 
OrDdzlł s:
 rzecLywlścle "ZJa morzami, 
za lasami", w Da,mi, DtocZi01nej morzem: 
w mlasteczlku sąsiadującym J' lasam1. 
Odense. jed'nD z nalsta,l1Szych mla.,t w 

Kandyna-wli, DnalWIe pDchDdl4ce.j 
d 
:pogań
lklego bDg.l Ody'll<\<. byilD me- 
wleł.kle, liczy,łO' wtedy. na PDCZąt'kU XIX 
W. pięć tyslecY mieszkańców, ale mimO' 
(O bylD d1ruglm po Kopenhadze ł: 1Ia - 
stem Danii Ojcem Hansa Christiana 
był SkrDmny szewC> ma
ka dDrablala na 
zycie jalko prdczka. We troje mle
zJ
ali 
w jednej Ilbie, która byla jedll1D
lesllle 
warsztatem szewsk im I ca,lym mieszka- 
niem. Ale tutaj tradvCJd batiki roleszła 
się z życiem. RD mimO' biedy i clężiluch 
warunkćw. chlDPlec by,ł sLCz
6liW}m 
dzieckiem, p
utym przez rDdzlcóW 
DtocZenIe. OJciec, nie mÓ1!!1 nigdy Dd- 
żalować że bieda nie pDZlWD]j'ta na naukę. 
i sz.ukal poclechv w fantaZ!jach dLlełD- 
nych L sY'llem. WleC/,Draml Wall"SItat 
szew."k i sled'ł w kąt, Djciec I syn rDZ- 
kłwali SIC na podłodze I rDzPDczvlllalo 
się przed'itawle'nie. Rvl tO' prawdzIwy 
teatr w mmlat.uue zrDblony p
zez Ojca, 
le sceną. J'mlenll1ymi dekD
aCJami i ku- 
kletkami. które odgry'wały rO'!e w la- 
klejś historII wymyślonej przez DJca 
(';rus,aml prlctwarzal w IlIch tO' CD wy- 
czytał w k'ilążJkach, Juedy indZlei tema- 
tem były orawdzlwe zdarzenia. PDwta- 
rzająca się CJJ
lStO bi'twa, w którel wal- 
cyły wOjska napDJeońskie, HlsZJ!)ame : 
DuńclYcy sD111Vmlof:lrZenI pl1zecilWkD 
SZlWedDm i lawsze za'kDńczone wspanla- 
Iym zwycięstwem Napoleona. byla Dd- 
b'c'em wydarzeń w r. 1808, 11;dy Dd- 
dZlaJy NapoleDna /atrlymaly Się w 
Odense w dl1Ddze na Szwecję. 
Ile ralY w miastecZ1ku lub Dkolicy 
Ddbywały się urocZystDści czy zabawy, 
oJciec braI na nie Hansa. który Z wy- 


*) którego s/,tukc ..Nowe SŁaty kró- 
la" wystawił niedawnO' IDndyński teatr 
dla dlleci ..Syrena". (por. Kronike w 
nr. 1423 ..WladDmDści"). 


Hans Christian Andersen 


sDk
CI Dj'-liJwsklegD ra.mlenla Dglądał 
wesDle or!>,lakl L chorą.gwlaml. tańczą- 
cych wśród tłumu błaznów, powaz,rrych 
mies,zezrun w strojach cechowych. CLY 
ue:lJllI'ków, którzy w kam3JWałDM'e Dstat- 
ki prowadzili orzez miaosto utucolonego 
wDlu w girlandach z kiwlatów. WIOZą- 
cegO' na grzbiecie chłDPca w blalej ko- 
sZluli L prlY'PJętymi skrzydłami am-ola. 
W medł-ielę Hans ChDdPDzmał. J'3blerając cza- 
sem na pnzedstawienie do jedy'negD 
miejscowego teatm. Ws,zvslkD iedlno C0 
będzie w nim 110blł. byk być w teatJl"le. 
PDmewaz ba,rd7D ładme i/plcwal SDpra- 
nem> wlec na-tulI"alną rzeozą wydalD mu 
si", by zostać śpiewaku:m. Mial j,uż 14 
lat I wSiZ)'scy WOkDID uważali że czas 
by zabraJ się dlo nauki jaklegD5 rzemlO- 
sla. Ale Dn wyciągnął Le slkarbonkl 
DSLCzędnośCl, k,tóre slkładal od drz.iecka 
I oznaimił że jedzie do KDpenhagl uczyć 
się śpiewu Za,pakował tobDłek i z pro- 
wia,ntem. przygDtDwail1vm pr.zez zapla- 
karną matkę. wSladl na statek. by jechać 
pO' szeZl
cle dO' stD]icy. 
P
zez diJ"ugl czas PDbyt w K,openha- 
dze da]ekl b}'11 Dd szcześcia i gdyby nie 
a.mrbloja> Hans Chnstlan byłby memi[ 
wrócil dO' Odense. Nie udałO' mu się 
ani dostać dO' teatru ani dO' szkoly ba- 
letowe
, rum nawet zagrzać miejsca u 
stD]arza. gdzie znalazł robDtę. Upór 
jedlnak i wiara w jakieś wyżslZe pOiWU- 
łalnie sprawily że w kDńcu znalazł moż- 
ne poparcie. Sławll1Y v.4osiki profesor 
śpiewu pnzyjąl gO' jalkD 
wegD UCZJllla 
a jed1nDCześnie j!il'upa przDdujących alTty- 
stów KDpenhagi wvstarala sic dla megO' 
o stypendium. TegO' same
D wieczDlru, 
gdy Sll
 o tym dowieazlał, siad'ł dO' li- 
sIlU: ,>DrDga mamO" - plsal. - Jestem 
najsilczęśliwszym czlDwleklem na śiWie- 
cle KDpenha,ga lest cudownym mia- 
stem. pellnym 
'elkich ludzi. IktÓ!!TZY 
mi pomO'gą stać się slawnvm". 
Byl tO' rzeczvwlście oocz:jJtek d,rogi 
ku stawie, ale innej niż Hans si.. spo- 
dZl;ewał. Ze śpiewu n'c me wyszło, ani 


L tańca am z aKtol1Stwa. Jeszcze nieraz 
biooDwal i glodował. aż znalaz;1 się nD- 
wy opiekun, który d-opllrnował by Hans 
SZkD
< SkDńczyl. Zacząl pIsać Wiersze 
I SlztUkl leatralne, które zDstaly za- 
pomniane PIerwszy Drawdzlwv sukces 
przyszedll pO' wydaniu kSiążki. D tytule 
.,Impl'owi,zator", Dpartej na wrażeniach 
z pDdróży pO' W'loszech, któl!"a Ziroblla 
gO' sławnym file tvlkD w rodzill1l11e.J Da- 
nit ale I w Anglii i NIernozech. TegO' 
samegO' roku. 1835. HaJrrs Christian 
Alndersen wydał pierwszy zbiór baJek. 
k,tóry z:alwleral m.ill1. slaWll1ą hlS
O''fIę D 
księZ)nIczee na 
rochu. Baliki spotkały 
Się z surowym sądem wielu krytyków, 
którzy za,rZJucaiI im brak walTtDścl wy- 
chDwaJwczych i slwDbodnv st}'1I, zbJi
D- 
ny dO' pDtDoZlnej mDWY. BYli i jed'llak 
ludzie, którzy od ra,zu oDzma]i się na 
nich. ja,k uczony Oel1S
ed, Ddklrywca 
elektromagnetYLmu. k.tóry pDwiedział 
że powieść .,ImprowilZatDr" ZlTobiła 
Andersena slawlI1ym. lecz jegO' ba
kl 
zrobią gO' nIeśmierte].nvm. 
PO' pIerwszym tomie bajek orzyszly 
nast
'Pne. nDwa kSiążka na BDże Naro- 
dzenie kazdegD rOiku, jaikby prezent 
gwla.zd'kowy dla dZieci. RaLem Al!lder- 
sen naplsal 156 balek i zdaie się poza 
Biblią. żeden utwór nie zDsta.ł przetłu- 
maczony na tyle Dbcych języlków. 
Życie A,ndersena zaczełD się i za,kDń- 
czyłD jak jedna z JegO' baJek SY'fI bied- 
negO' szewca bvl prZYjmowany przez 
królów i książąt JakO' hDnDroiWY gjDŚĆ, 
pl'zy
aźJl1lł silę ze wSlystklmi sła:wnymi 
ludźmi swych czasów m iil1. z Dicken- 
sem, Bal,zaklem. H
inem. Dumasem. 
Ibsenem I - DCZywlścle - z inl!lymi 
autDrami bajek, braćmi Grimm. Gdy 
Andersem miał 5(; lat Ddwled!Ził w Rzy- 
mie slaJwną pa,rę ang eIskich poetów 
- EIZJbletę i RDberta BroWll1li11,ga. Ich 
12-]etni synek przY'patrYiWal się uwa,żnie 
wysDklemu, niezgrabnemu starszemu 
parnu i pDtem PDwiedzial dO' matki: - 
..Łwny tO' on nie lest. Wvgląda wła- 
ŚCllWie jak je11;D wlasne brzydkie kacLąt- 
ko, tyllko że JegO' umysl rDZlWIII1.ął się w 
łabl,1CJJzia" . 
TO' powiedzenie pDsluz:vlo lakO' tvtul 
dO' kSląŻiki MOniki Stirlil!l
 D Anderse- 
nie. która ukazala Sle W An!!lii P.t. 
"Dzkl łabędź. 


I.amus. 


RusJ'ylo! Spudek naznaczony atra- 
mentuwą strzałką ruszył naprawde. 
-- Kto tam jes('] 
Strzal.ka wskazała na "pieklo". 
- PISZ litery - oJcIec powIedZIał 
do Jllatocl. 
- "M" - ..A..... ..Mar}sia". 
- 'J o mOja pierwsza żona! krzyk- 
n
1 ujclec - pisz dalej! 
Ruch\' spodka zlożyly całe walll(,,' 
"Dwa dni temu rozS>trzelah mllle \\ 
KI!owie" IOkaza'ło sle to prawdą. 
bo pl' kilku miesiącach przyszla Wl:i- 
dun1UśL że pierwsza żona oJCa zo- 
stała 10zstTLe]ana: przyszed'l też Jej 
JJst pisany w celI przed w\iroklem). 
OJcu ]eclały ciurkiem łzy z. oczu. 
szepn'lł do mOjej matki: z,rozum. 10 
była mOla pierwsza miłość... Mimo 
to bardzo bolało... 
Wszyscy sledzleh spokojnie ze złą- 
czonymI rękam
, bo matka jeszcze 
trzymała rękę na talerzyKu. który 
stal na tel fatalnej lIterze "M". Na- 
raz coś stal o SIę z talerzykiem, za- 
cz<}ł kołować i jakaś s'la rzuciła 
111111 o ścian;: rozbiJając na drobne 
okruchy. 
To "w}wO'lywanie duchów" zrl'hi- 
lo na mme wle]kie wrażeme Naj- 
gor..ze było gd} zobaczyłem topielca 
w wodZIe w rrece. Chodziłem po szu- 
warach I mIędzy trzcinami. hlIsko 
brzegu. natknąłeem się na topielca 
Zav.olałem ludzI. powled.zielI że to 
był plJal11ca i zapaliła się w mm 
wódka aż utonal. Widziałem trupa, 
był szaro-zielony 
T,lk rudzlła Się w podszewce me- 
go "ego" nadwrażliwość i stany le- 
kowe. Strach 


¥ 


Kiedyś przez kilka miesięcy mle- 
sIkaliśmy we Lwowie, gdzIe mój oj- 
ciec został z..angażowany do opery. 
I. aby przedstawić Się publiczności 
jako nowy 
piewak, mial dać kon- 
cert. Matka kazała mi wziąć Ja 
pralni .koszul
 frakową ojca ..żcby 
gors dobrze st..1 i był szt}wny 
....kocz synu, wiesz gdzie pralnia. Z<1- 
raz za rogicm". 


- 
...' 
... 
. .; 
"'ł''1 ł' I . 
... . I 


" 


'" 


. - 


-"- 
¥

 
 -':::o.." ," 
. 
 ............. '" 

- A tło" 
\, ; . j 
\. J-Ą -oi.... 
------- 
 
 ' -\ . 


Uliczny ...
klep" 


Ru
z
łem do pralni. ale r;a rogu 
Jei nic było, więc chyba p(''izedłem 
w zła 
tronę. s.koczylem na mn} róg, 
.la prav,.o I me byio zadnej 2 ra ]l1I, 
znowu poleciałem na lewo. zapyta- 
łem v. sklepie, nIC nie wiedzieli, wy- 

zedłem n,l ulIcę, postanowiłem \\ ró- 
CIĆ do domu, me poznałem go, na- 
gie ogarnął mnie wiclki strach, ;ak 
llIeprz}tomny zacz'Ilem biec. dom 
zgm'l'J, biegłem Jak szalony, potrą- 
całem ludzI a potem lobaczylem koś- 
ciół i wszedłem do kośclolla i odmó- 
wilem przed ołtarzem trzy "Zdrov.a
 
M,ITla" I ..Ojcze nasz", a potem 
..Kto się w opiek(: odda Panu swe- 
mu. a cal}m sercem szczerze ufa 
lemu śmle]e rzec może mam obroń- 
ce B
ga. nIe przyjdzie na mnie żad- 
dna :o.traszna trwoga...". 
W}szedlem z kościoła, a strach Sl
 
wzmagał, zac.:ząilem plakać I cIągłe 
lecąc. mmą'lem jakieś skrz}żowanle 
ulic, tylko myślałem że może nagle 
Pan Bóg pokaże nasz dom, aż natkna- 
lem SI.. na posterunkowego, który po- 
wIedział: 
- Ta czegu kawaler tak łeci 
płacze'! 
Ja się zgubiłem. 
A gdzie kawaler mieszka'? 
Nie wIem. 
A moze ma adres'! 
- Nie Wiem, me wlcm. 
A klm Jest ojcIec I gdzie pra- 
cuje? 
- W operze, test 
plewaklem, t('st 
teraz na próbie. 
-- No przecie opera Jest JUŻ I le- 
daleko. .. 
Dobry posterunkuwy zaprowadzi'l 
mnie do gmachu opery. nareszc:e 
usłyszałem glos ujca, a potem ude- 
rzy'ł mnIe jego kostium Rlgo]ettu. MÓJ 
wyhav,.ca powIedZlai: 
- Więc pru!>zę pana artysty zol1a- 
czY'łem tego basałyka. który blą- 
kał 'Się płacząc, mówI Że Się zgubił 
Ojciec mllle pogłaskał, podZlękn- 
wał posterunkowemu, dał mu bilet 
na premierę ,.Rigo]etto" za tydzIeń. 
bo przedtem Jeszcze koncert galuw} .. 
Wtrąciłem Się: 
- WłaśnIe mama posłała mnie L 
koszu!;;1 do fraka I tam SIC z2uhi- 
łem... 
Więc w dZIeciństwie miałem dUlo 
powodów do strachu. A teraz w dOj- 
rzałym ŻYCIU przybywało mi Ich. kle- 
d} myś]alem o ubywanIu lat. o eme- 
ryturze, o chorobie. Nawct listy ot- 
wierałem z trwo):ą - a nie wS7ystkle 
byly złe. Ale !>trach m,1 duże OCZY. 


... 


Kiedyś mOJa Krystyna zaczda zblc. 
rać grosiki i oświadczyła: 
- MUSIsz trucht; odpocząć. s;hu- 
dłeś, pOJedziemy na dwa tY200nie 
du Tunisu. 
Wyladowaliśmv medaleko samei 
Kartagmy, a potem ,lUtobus zawlózi 
nas do piekne£o hotelu. dostal1';mv 
pokoje w domku (przyjechał z nami 
teść j wn). Domek był nad 
(lIl1ym 


. 
DUZE 


morzem wśród mnych takich 
zankę. 
zwaną autobusem. Blaszanka trzęsła. 
na szczęście me wzięliśmy DZiadzi. 
Przewodnik, który ciągle nudZII przez 
głośnik, wYJaśmal po angielsku, fran- 
cu
ku I nIemiecku: 
- Przejeżdżamy przez rejon. gdzie 
mieszkają Arabowie zupelnie Jak no- 
madZI. a teraz tu jest największa oa- 
za i największy zblOrlllk wody. 400 
tysięcy palmowych drzew. Niech P,\11- 
stwo patrzą. tu Monastil'. tu Się uro- 
d/il Bourgwba' 
Kalrouan powltal nas bialymi ko- 
pułami meczetów I minaretami. Naj- 
większy mecIet byl wspamały, ko- 
ronkuv.a robota l marmuru, obok 
dziedziniec pełen turystów. blyskał} 
larzemowe śWlatla I terkotały apara- 
ty filmowe. WszędZIe pętala Sle sz:.- 
rańcza małych dZieci. które chcialy 
sprzedać jakieś drobiazgi. male wlel- 
bGądy, karteczki, Inne pamiątki 
Przewodnik poganial nas. bo mie- 
liśmy IŚĆ do hurtowni dywanów, W}- 
szliśmy z kamlenncl bramy i znov, II 
otoczył na
 zglelk. nawoływania. 
wlelblądy I osły. Berberowie I Arab- 
ki w blalych szatach z muślinu. 
Cały Kairouan by
 wie]:kim labi- 
ryntem ulIczek I zauł,ków, v. których 
siedzielI ]udZle lak mrówki. przez 
które przechodZIły karawan} do LJ- 
bii, nawet do Kairu, l1awet do Bag- 
dadu. DojechalIśmy do hurtowni dy- 
wanów prz} małym placyku. POWI- 
tal na
 gospodarz. ale od razu zoba- 
czyłem kolumny dywanów, wśród 
których można Się byio zgubić. Gos. 
podarz przygotował krzesła i zacz,!ł 
pokaz}wać dywan}, potem zaprosił 
nas na pIerwsze pIętro, gdzie podano 
nam kawe w małych szklankach. gos- 
podarz zapalił ja.kąś lampę (A]ady- 
l1a'?). rozszedl się odurzający zapach. 
ale me stłumił zapachu wełny zżera- 
nei przez mule. Właściciel hurtowm 
położył na podlodze swoje dywany I 
pro!ilł żeby tylko dotknąć ręką, po- 
tem zwrócil Sl
 do Krystyny: 
Niech si
 pani położy, zobaczy 
panI że lak puch, 


....,. 
.... 


'" 
· tJ', 

 (, .!l\ 'T 
'. 
ł 
..,...' -", 
-; 

 ł ,.;j=!.,.' f:1 
j \"" rJ, . 
\. 
,fIIł. . ". I 
;... 


" 


OCZY 


nagle :o.łońce mnie dopadło, odbite 
od białych ŚCian, raziło mnie mimo 
cIemnych .okularów. Nie widziałem 
nigdZIe towarzyszy naszej wycieczki. 
wIdocznie poszlI. lak wspominali, do 
innego meczetu, gdzie są piękne mo- 
zaJki. Zacząłem się prawdzlwje nie- 
pokoić. W głowie rOIły mi Się fan- 
tastyczne myśli że Krystyna z.ostał,a 
odurzona zapachem z ..lampy Ala- 
dyna". gdy polożyła się na dywanie, 
;I może to b}1 naprawdę magiczny 
dywan? Może purwał ją ten wiaś- 
clclel hurtowni. Hassan Faud. Stara- 
łem się sobie wytłumaczyć: baJki. 
Jakie nie zdarzają się w życIu. Muchy 
plly z mojej szklanki, potem USiadły 
na dwóch kawalkach cukru, dobrały 
Sle n:.wet do kawy, jedna !>Ię utopl:a. 
VI'lalem do szk]ankl parę kroplI ko- 
maku. po chwili muchy Się upił} I 
zaczęly kolować dokola mojej głowy, 
robiąc dZiwne harce i mlłynkI. NapI- 
łem sie sporo wody i zacząłem roz- 
glą-dać Się za "w.c." I wtedy kelner 
w feiie wskazal mi hotel na pier- 
wszym piętrze. Wszedlem na górę, 
naclsnalem lakaś klamkę I z.obaczy- 
łem Lellę. leżącą l1a łÓŻJku. Zawo- 
;ala mme do siebie. 
Zapyt,lłem: 
Przepraszam. czy pani mieszka 
L wężem'! 
- 11 est amlcdl vlens. 
- Je suis presse. ma femme... 
Ucieklem 
..M,I femme" nie wracala. ZOS!.I- 
WIli mme obuje MarcIn I Krystyna, 
/Ile znałem drogi do autobusu. Za- 
cząłem biec po krętych uJiczkach, 
rozbljaFIC ludzI, ktoś uderzył mnie 
bo]eśnle rowerem. SiedZiał na nim 
muNa v. bmoklach. Nagle uslysza- 
łem klakson. w tel zapommaneJ mie- 
ścinIe. na pustyni. jecha
a karetka 
pogotowia. było straszme gorąco, 
może gdzie med.leko mmaretu cze- 
kał nasz autobu!>. da]el bIegiem. za- 
pummając o chorym sercu. Zrobiło 
mi 
Ię slabu, mOŻe zemdleję?, kręcl- 
lo mi ",ię v. glowle. lak kiedyś, gdy 
DędZllem wc Lwowie. Nag]e z małe] 
ulIczki wyszedl mÓl Marcin, zapy- 
talem gdzie mama? 
- Mama w bazarze, juz !"uPlla 
dwa kilImy, a teraz ogląda stare 
garnb. 
Zobaczyłem N. było to dla I
lmc 
za zla z osła i stary Arab postawił 
przy niej kosz i Lei]a zaczęla rozbie- 
rać sie aż zostala naga do pasa. 
Stary Arab otworzy I pokrywę ko- 
sza, wyjrzał spod mej Wąż. wysunął 
sle na zewnątrz olbrzymi plaz, jakieś 
półtora metra długoścI, o;tary Arah 
wziął na ręce tego boa dusiciela I 
zawołał: "Leda!" A ona okręciła 
tym wężeJTI uda, brzuch, pocalowala 
go i przy akompamamenCle piszczał- 
ki zaczęla ,.taniec brzucha". 
Naraz zorientowałem Się że Kry- 
'tyna me w yszła z hurtowni dywa- 
nów I że nie było Marcina, ja sie- 
działem pod daszkiem w kawl;um, 


te że SIt; ten czerep rozbije \\ auto- 
busie 


* 


Nazajutrz morze by lo lazurowe, 
Kr}slyna poszła Się kąpać, nagle za- 
czął 
Ię szkwał. morze Sle wzburzyło, 
wyjrzałem z naszegu bungalowu. szu- 
kałem lei wzrokiem. raz się zjawiła 
na fali wśród grzywiastych pian, po- 
kazyv.ał !>ię czasami jel czepek, po- 
tem spojrzalem na zegarek - JUT. 
prawie gudzmę. 
omyś]ałem że ona 
utonęła, może przy brzegu, gdzie <;,! 
mątwy - co ja teraz zrobię - po- 
myślałem - i co zrobi MarcIn. któ- 
ry czeka na maturc... Muszę polecieć 
do hotelu zrobić alarm że moja żona 
zgineia w morzu I wołać o ratunek. 
l nagle przy bungalowie pokazała -ię 
mokra Krystyna, w ręce trzymala 
karteczkę: "J Ilani sahbed-jebel soll- 
man Hammamet". Przez cały czas 
rozmawIala na brzegu z 12-letmm 
chłopcem. który wynajmuje wle]błą- 
dy. n;e ma lewej ręki, marzy o ba- 
iych spodniach, nawet wiedzial o 
Polsce! Wtedy obiecałam mu przy- 
słać je z Londynu... Krystyna teraz 
s!1ojrzała na mnie oczami zupełnie 
lazurow}mi. 


Ryszard Kiersnowsld
		

/Archiwum_001_09_175_0001.djvu

			Nr 1428, 12th August 1973 


WIADOMOSCl 


s 


PU8ZKA 


HELSINKI 


Pierwsza faza "Konferencji Bez- 
pieczeństwa i Współ(pracy W Euro- 
pie" skończyła się. W jesieni ma w 
Genewie rozpocząć się druga faza, 
prac komisyjnych, w których będą 
omawiane szczegółowo wszystkie za- 
gadnienia jakie w fazie p:erwszej 
były na porządku o.brad w formach 
ogólnych. Już dzisiaj można powie- 
dzieć że ta pierwsza faza nie przy- 
niQsła wyników, na które liczyły 
Sowiety. poMyka Sowietów zmie- 
rzała do jak najprędszego u.bwalc- 
nia "ogólnych zasad" określających 
wzajemne stosunki pańs.tw euro.pej- 
skich w bliskiej przyszło.ści w spa- 
sób, który każda z układających s:ę 
stron moglaby chcieć rozumieć ina- 
czej. Sowiety liczyły przy tym na 
rozbieżności między państwami za- 
chodnioeuropejskimi, na pewne od- 
rębnoŚCi w postawie Francji, na skrę- 
powanie Niemieckiej Republiki Fe- 
deralnej przez jej układy z Mo.skwą 
i z Warszawą, a taKże przez atmo.s- 
ferę sztucznej euforii wywołall1ej 
przez zbliżenie Waszyn
tonu z MO!\- 
kWą. 
Te rachuby zawioierw lecialy epitety, pot
m ka- 
mienie, tłuczano. się z werwą. z fan- 
tazją, tl1wało to godzillIkę, dwie, póki 
starczyło tchu. Następnie I1io.ńczycy 
i Acha,jowie rozchodzili się w przy- 
kładnej zgodzie i bez żadnej urazy. 
Po co. dlaczego? Ano., dla honoru 
innego. niż u Boziewicza: wykazać 
się, kto lepszy, mocn;ejszy, adważ- 
niejszy. Na guzy i si.nia,kl nilkt nie 
zwracał uwagi, zresztą uważano, że- 
by nie bić za silnie. by nie spowa- 
dować kalectwa. 
Na na8Zej emigracji nigdy nie 
brako.wała zapasów polemicznych, a 
ich paziom bywał i jest bardzo. nie- 
równy. Zwracałem już prą r&nych 
okazjach uwage że prawie n;e mamy 
palernik światopoglądOowych ściera- 
ją sie nie tyle koncepcje. co koncep- 
ty, szwankuje techniika dialektyczna, 
zbyt natarczywie wysuwają się na 
pierwszy plan sta,Ie bolączki i wza- 
jemne urazy par;tyjne. N_I porządku 
dziennym jest kopanie z tyłu, pod- 
sta,wianie nóg, bicie poniżej pasa. 
O to astatnie nie można do pew- 
nych publicystów mieć pretensji: bi- 
ją poniżej pasa, bo nie mogą się- 
gnąć wyżej. Bo. i wzrast nIeodpo- 
wiedni i ręce za kró:kie. Zęby pa
 
siadają, o.wszem, ale za gardło nimi 
chwycić nie potrafią, w najlepszym 
razie za nogawki spodni. Ta dla- 
tego miewam je nieraz postflęp:o.ne. 
Trzeba przy:tnać że w os!atnich b- 
tach przed wojną zaczęła powstawać 
zdecydowana rea.kcja przec;w pokor- 
nemu uleganiu terro.rowi i szantażo- 
wi entuzjastów Baziewicza i poje- 
dynko.w. Reakcja ta agarnęła, co. 
było bardzo ważne, także niektóre 
koła wo.jskawe, chociaż jeszcze "" 
r. 1937 mieliśmy w redakcji ..Kurie- 
ra Lubelskiego" wizytę sympa.tycz- 
nega kapitana, przy szabli i w bia- 
łych rękawicZ1kach, jak nakazywała 
ko<1ehowa elegancja. Ale tej "sza- 
blistości" (czytaj "Złotą Czaszkę" 
Słowackiego: "przyszedł ro.b:ć sza- 
blistość... ") było na szczeście coraZ! 
mniej i niektóny wYiżsi dowódcy 
tępili ją z całą suro.waś;;.ą. Zgodnie 
z najlepszą polską tradycją z XV I 
I XVlI w. 
Gdyby ktoś poczuł sie urażony 
tymi delikatJnymi uwagami, prOSl.ę 
o nie.przysyła.nie sekUJ11dantów. Nie 
przyjmę. Z zasady. Zaś tekst jedno- 
strannego pro.tokółu, gdyby daszło 
do jego. napisania, chetnie zainte- 
resowanym po.prawIe. A nawet, za 
umiarkowanym wynagrodzeniem, 
mQgę mu nadać farme wierszowaną. 


Józef Łoboclowski 


Kilimy Wandy Ferchmin 


-- 


17" T 


-.,. 



 ?-...: 


:: - , 


. ,j'
 . 
:
 .""" 


y.-". p.. 


... 


P
-.d. 
: .
.. 
'''
':/ 


i, 
'7. 


. ..J 
" 
fi '.
 



ło> 


." 


... ... 
 


"Tańce w noc Św. Jana" 
kilim 155 cm x 114 cm 


'VŁADYSŁAW Tatarkiewic
 p.i!. 
sze: ..Mało co przyczymm SIę 
do szczęścia człowieka, jak praca, 
którą an lubi, ceni, która go pacią- 
ga. którą wykonuje sprawnie". 
A pa,ni Ferchmin mówi: 
- Nie chcę się poddać, chcę na- 
dał malować - tkać moje kilimy, ba 
bez tego nie rozumiem życia. Mam 
tyle jeszcze planów, tyle rysunków nie 
wykonanych. 
Siedzę w willi cardobeskiej pani 
Ferchmin. 
Przede mną rozwieszone cuda. Co.. 
raz inny rozwinięty kilim. 
Zadziwia mnie spo.sób tkania. Od- 
rębność stylu. WywQłany arty,z,mem 
nastrój, urok i niespodzianka. 
A pani Wanda j'akby trochę wstyd- 
li'wie zapewnia że te wzor
 płyną.z 
jej przeżyć, z jej życia i rukOgo. me 
naśladu
ą. Moż.na by t
 tak 
yc
- 
nie itroche staromodme okreshć ze 
,.płyną z duszy". . 
' Lecą mewy b.iał?-gran
towo-m
- 
bieski e nad morsIc'ml falami z szan?- 
burej wełny (o kt-órą w ArgentyOle 
I tak bardzo trudno.). Kolor gra ry- 
J sunkiem. Gruba amarantawa kreska 
i tu i tam. .. 
A tera;z duży kilim. Palenie ogmsk 
i tańce w I':ac święwjańską. Radosne, 
żywe kolory. w których artystce c
o: 
dzi o pogłębienie roonych odc:em 
fioletu (noc) i odcieni czerwO'l1ega, 
pomarańczowego i żółtego (agni
ka). 
Wszystlko wplecione w medal lany. 
arabeski i czuiną reką tkane. 
A ten? Zupełnie inny. Tro czarne 
o różnych odcieniach czerni Czarno- 
7:cIone. c7"rno-niebieskie i czarne. a 


- 


- 


na tym tle abstrakcja wyrazającd 
..ruch". Ko.mbirnacja nowych, boga- 
tych ukadów w koło.rach żóhym, 
zielana-żółtym i czerwonym. 
Coraz nowe kilimy. Wariacje. Wi- 
zje. ImtynU artystk'i, jej świadomaść 
artystyczna nieomylna. Doznaję WZTU- 
szenia, które czuje się patrząc na 
prawdziwe, pełne prostoty dzieło 
sztUiki. I jeszcze ten mały lcilimek o 
wzone geometrycznym Q tanach brą- 
zo.wych (naturamyohJ, żóhym, bia- 
łym i czerwOonym, akcentujące skosy 
i Iinje poziome. 
I naraz przerywam milczący za- 
chwyt i pytam; 
- Co drogą panią skłoniło do 
tkania? Jak (lo 
ię stało że pani za- 
częła tworzyć? 
Uśmiech. 
- A no od dzieciństwa zawsze 
coś tam rysowałam, majstro.wałam. 
A do. kilimów zabrałam się podczas 

tudiów uniwersyteckich. Sko.ńczy- 
łam, ot taki sobie, roczny kurs w 
..Szkole Zdobniczej" w Po..maniu, na 
wyd'liale tekstylrnym. Po.ziom był 
daść niski, tak że w dużym 
topnlU 
jestem samDukiem. 
Już teraz rOlJpętałam się w cieka- 
wości - zarzucam artystke pytanja- 
mi: - Technika? Wełna? Farby? 
- Osnowy używam lnianej. Wełnę 
zdo.bywam przędzoną ręcznie, co na- 
da,je powierzohni specjalny charak- 
ter. Ki,łimy z weillly 
zonej ręcz- 
nie i farbo.wanej wyciągami z roślin 
- żyją. Przeciwn.ie - przędzone i 
farbo.wane fabrycznie tracą grę świa- 
teł i cieni i wydają się martwe. ManI 
warsztat za lekki i s
rawia kłopot 
przy zbijaniu welTIy na os
o
ie. Z:t 
to farbowanie wełny jes.t zajęcIem pa- 
sjo.nującym, choć zdobycie ek
a
tów 
z roślin jest bardzo trudne. NaJcen- 
niejszą. rzeczą są "kos.zenile" (suszone 
owady) bo bardzo ciężko je zdobyć. 
Niektóre raśliny zbieram sama w gó 
rach. Bardzo. cenny iest krzak farbu- 
jący wprost na kolaI' butelkawej. zie- 
leni (,przewaŻ11ie trzeba farbowac !"la 
żóliOO i niebiesko, by otrzymać Z1e- 
lony). Tylko WYjątkowe korzenie, I!- 
ście łub ko.ra farbuja bez odczynm- 
ków chemiclJnych: ałunu i chlorku 
potasu. Trudne jes.t zdobycie prz
d
 
ki - starej kobjety, gdyż to JUZ. 
g
tunek wymieraiący. Moja 
ządka 
przynosi mi weł,ne surową (runo 
strzyżone) i niektóre rośliny aż z 
Santiago dei Estera. 
- Jakie; to w<;zy
tko ciekawe! - 
wolam. 


w 


Cordobie 


- Tak - kiwa głową pani Wan- 
da - ale ekonamicznie nikt tej pra- 
cy i tej wiedzy nie jest w sta
ie za- 
płacić. Bio.rąc życie pra.ktyczme. po 
prostu jes,t naiwnością paświęcać ki. 
Iimkarstwu czas. Cóż? Kiedy ta pra- 
ca tak uszczęślłwia. 
Wyo.brażam sobie panią Wandę jak 
ohadzi pO' łące, jak wspina s.ię na 
wzgórza Cordoby czy Quebrady, ja- 
śniejące plamami świateł i c:eni; jak 
wstępuje w mrok lasu. Może jest to 
jednego z tych wrześniowych dni, gdy 
tak jak DoBy W "The Grass HaTp" 
T'rumana Capote, Zlbierała ko.rzanki, 
trawy i łiśoie? Korę? 



, 
 



:?:. -.;- 


1It
 


;"!;<. 


. 

, 


" 


"ot 


". 


....i 


Kilimek o wLorze geometrycznym 
73 x Jl6 cm 


- Pomysły? - pytam. - Czy 
Interesują panią wzory indiańskie? 
- N ie. Bo. nie Wlidziałam dotąd 
w CaIchaqiu wzorów autentycznych. 
Używane przez tubylców naj.prostsze 
wzory są tkane grubą wełną luilno i 
abliczone na zysk. Mnie - indiań 
ski sp.osób odtwarzania i odczuwa- 
nia jes.t obcy, niepaoiągający. Nato- 
miast czasami odtwarzam z całym 
pietyzmem kilimy XVII i XVIIIw. 
Jest to szalana praca, al
 od starych 
mistrzów można się bardzo wiele na- 
uczyć. Natomiast mam mnóstwo pra- 
jektów moich własnych. już n;"rrn- 
lowanych w kal.-.rach ze zrobionym 
planem na papierze kratko.wanym. 
Niektóre wzory mawiają się nagłe w 
formie daskonałej. Inne nie przy oho- 
d7;' łatwo, ani nhficie. od
ladam je 


z raku nd ro.k. Właściwie... mam 
wrażenie że moje kilimy już istnieją, 
w formie doskonalszej niż maja. A 
ja? Jestem tylko. nieudalnym odbior- 
nikiem. 
Słuchając tych wypowiedzi przy- 
chodzą mi na myśl sło.wa Parandow- 
skiego ("Alchemia słowa" ma wiele 
współnega z alohemią twórczą muzy- 
ki, malarstwa, czy kilimkarstwa). 
Oto jak lila ten temat pisze Parandow- 
ski' 
,
...poddają się w mamenc:c twór- 
czyrm wyższym nakazOom, takim jak 
zaduma nad światem z jego tajemni- 
cą, chao.sem i rozterką" albo. takim 
jakie dyktowały nastroje". 
Przyglądam się kilimom i myślę 
ile w nie wło.żyła pani Wanda 
du, 
zupełnie zobojętniała dla spraw ma- 
terialnych. Pytam więc czy J1Jie mar- 
twiąc się stratą czasu, takU nie cie- 
szy się zyskiem? Gzy wystawiała 
swaje prace? l jak szła sprzedaż? 
Odpowiada; 
- Z paczątku nie przychodliło mI 
do głowy wystawi.ać. Chodziło mi 
tylko o sprzedaż, aby coś zarobić. 
Miałam nieJ:cznych, ale stałych klien- 
tów. Dopiero niedawna, kiedy wa- 
runki nasze się pDprawiły - zgro- 
madziłam sporą ilość Icilimów i wy- 
stawiłam je w Co.rdobie*) w galeni 
sztuki ,.Gutieres y Anlguad". Jest to 
galeria, która wystawia tylko lJIlanych 
artystów i od razu stawia aJ'tystę na 
wysokim poziomie. Wystawa miała 
ogro.mne powodzenie. Zwiedizały ją 
tłumy. Kiłimy były drogie, ale sprze- 
dałam ich kitka, po.tem prywatnie, 
tak Że_ pozostała mi niew:e
e. Trzy po_ 
słałam do Waszyngtonu na ręce pam 
Róży No.wotarsk'iei. Sądząc z przy- 
słanego mi amerykańskiego p:SII11a - 
kiłimy wystawione w ..American Unl- 
versity" bardzo s.ie podo.bały. Obec- 
nie. jeżeli Bóg da zdrawie i spokój, 
zabiare się do pracy z myślą o wy- 
stawach w Buenos Aires. Barilache 
i Stanach. 
-- Co pani myśli o tych, którzy 
kupują kilimy? Czy nie żal pani ze 
swoją pracą żegnać się? 
- Sprzedaż jest trudna. Ci co ma- 
ją poczuc;e piękna - przeważnie nie. 
maią pieniędzy. Jednak są to najmil- 
si klienci. Płacą po. trochu, ale su- 


*) C'onlóba - jedl!1D z naj,więikszych 
miast AT:J;entyny, ] mi,liDn mieszkań- 
cńw 


Inkowie staJII si, 
literacką sensacJę 
Londynu 


Przed paru miesiącami ukazała sa: 
książka, napisaJna przez niezJnanegD d-o- 
tąd a,utora JDhna Hemmin
, Lp. .,The 
CDnqueq Df Ln.cas - Podbój Inków".*) 
ZdawałOoby się odległy, dDbrze zna,ny 
temat. Ud3Jny debiut Jj'terack'i w LO'ndy- 
nie dziś, w czMie masowegO' przekazu 
i ws'zechwładnej telewiz,ji, jest spra.wą 
niezmiernie trudną. Szx;,zegolinie dla łu- 
dzi młO'dych i nie należących dO' jakie- 
go.ko.lwiek z t.ZIW. "establishments", ko- 
terii czy grup uznanych, łub k,rytyik-o- 
wanych, ja.kD autorytety. Stąd też war- 
t" tu wspomnieć krótkO', kim jest JDhn 
Hemming. PO' pierwsze jest Kanadyj- 
czykiem z pochodzenia, pO' drugie nie 
ma jes.ZJCze cz;terozies.tu lat, a pO' trze- 
cie, wychDwanelk przodującej sŁkDły an- 
gielskiej EtDn, kanadyjskiegO' uniwer- 
sytetu McGill oraz Oxfordu jest his tD- 
rykiem-amatorem: z zawodu jest fi.nan- 
sistą w City. Tyle że dużO' PDdróżo-wał. 
I, jalk tO' się częstO' zda= w Anglii, 
jegO' prawdziwym umiłDwaniem nie 
jest jego l.awód, ale jegO' "hobbv". '\ 
tym okazały się stLldia ..arnerindiańskie". 
NeolDglzm ten od dDbrych pa.ru dzie- 
si4tków lat ldDbył sDbie prawa obywa- 
telskie w języku dn
ielskim PO' obu 
s
ronach AtJantY'k,u. Je'it 00 ws-pólnym 
mianDwni.kiem histDrii Dbu Amer:y,k w 
okresie p:zed
kol'urnbi
skim, a PO'za tym 
Dbejmuje okres podbojów - dzieie 
t.zw. "cO'nquistadO'rów" ws.lelkich n
. 
rodO'wości, a pr:zede wszyst,kim His,z. 
panów. Tu mały wtręt historyczny. StD- 
sunki alngielsko-his2lpańskie od stUileci 
są pr:zeslonięte chmurą zadaownionych 
ura,lOW, nie.nawiści, strachów i upr:ze- 
dzeń. Anglicy pDmog]i wprawdzie Hisz- 
panii uratować się od NapDleooa _ 
przy czym O'pracowa,nia brytyjsk,e 
na ogół ppl.eślizgu
ą się nad niewątpli- 
wym falktem iż ,ws.paniałe ZJWycięstwa 
Welli'ngtO'na nad marszałkami napoleoń- 
skimi bY'lyby l1I1acwie trudniejsze, o ile 
w ogóle mDżliwe, bez DgólnegD powMa- 
nia calej ludnDści półwyspu iberyjskie- 
gO' przeciw frnncuskim najeźdźcDm, a:c 
po-za tym kilkuletnim okresem oba na. 
rody znajdDwaJy się nieodmiennie we 
wrogich sDbie ob Dzach politycznych, 
kJultUTalon.ych i religijnych. Anglic.y i 
Amerykanie byli głównymi protagDnis- 
tarni t..z,W. ..La Lejenda Negra - Cza'r- 
nej Legendy" - wersji historii świata 
zachDdniego u-k,resu wielkich odikryć 
geDgraficZTIyCh, pI1zedsta,wiającej Hisz- 
panów jakO' ponurych, łUDieżców, bi- 
gotów i ok.J1utn i,k ów, a poza tym "pa- 
pistów". Hiszpanie Ddplacałi piękll1ym 
za nadobne: rlila nioh AnglosMi stah 
się w ciągu wieków synonimem obłud- 
nych i zimnych herety'ków i piratów 
morskioh. 
DO' .dziś, mimO' iłuś tam miliooów 
tU/'YIStów angiel
kich odwiedizaljących 
HisZJpanię CO' roku i powaŻJnej imijłira- 
cji zarobkowej hiszpańskiej w Am1tlii, 
echa tych uprzedzeń są cią1tle 
eszc'le 
ZJdumiewająoD żywotne pO' jednej i dru- 
giej stronie. 1 właśnie na tym tłe pD- 
wodzenie klSiążki Hemminga jest osiąg- 
nięciem zupelnie zdumiewającym. MłD- 
dy bankier bowiem, jak tO' się mówi 
.,pDszedł pDd wIDS". Nie wybielając 
ani okrucienstw ani słabDści ludzJk.iei. 
ukazał ZJdumiewający DklTes histDrii: 
podbój olbrzymiegO' i pDtężr1ego im- 
perium prlez, dost.oWlrlie, kiliklUset 
3Jwantumilków, n3Jjernników i belJrobot- 
nych rolll1ierxy, dDWDdz,ooych przez łu- 
dzi, Q których ich whśni rodacy (a 
szczegółll1ie hiszpańs.ki !?;ubema1O'r Pa- 
namy, głównegO' WÓWCZalS his.zpańs,kie- 
go osoodka PO'litycZlnegD na lądzie sta- 
łym Ameryiki ŚrodikO'wej) byli, co naj- 
mniej, bardzo ujemne
D zdania. 
Hemming. jedina'kże, pr.zedst3Jwil Db- 
raz ,.trójl\VYmiarowy". PtrzerDstv WlSzel- 
kiegO' l'odIzajl\l: owszem. Ale w oparciu 
D WlSpółczesne wypadikom ŹJródlła, d{)- 
tąd nieznane albo £3Jpomniane, wyglą- 
da,ty o:Je inaczej a'niżeli na D
ół Dce- 
nia się je dziś. Istniała odwrDtna stro- 
na meda,]u. A na.de W
ZY5tkD istniał 
.,amerindiańs,Jci" aspekt całej sprawy, o 
czym się zapomina w schemacie euro- 
pejskiej historii. Tę D]brzymią IUlkę wy- 
pelinia wspaJrrialte oksfQrd.zJki historyk- 
amator z Kal:Jady. 


Czeslaw Jeśman. 


*) John Hemmin
 - The ODnquest 
Df the Irncas, Pub!. Abacus, 1972. 


mieOlnie i jestem pewna, że mój ki- 
lim będzie kochany. Nieraz .opowia- 
dają mi że ucząc slię, czy też czyta- 
jąc, spDg]ądają na kilim i odkryw'l- 
ją w nim coraz nowe odcien.ie, nowe 
szczegóły. Najgorsrzy gatunek - to 
bogate snoby. "Nie widzą" kilimu, 
słyszeli tylko że to ładne. więc ch::ą 
kupić. Ałe targują się. chcą nabrać, 
aby. się potem przechwalić że kup'li 
tamo. Takim nie chcę sprzedać i boli 
mnie, jak kupią w galerii. Czy lubię 
moje kIlimy? Najbardziej te, ktore ko- 
sztowały mnie najwięcej pracy. Mam 
2 czy 3 ulrubione, których nie sprze- 
dam, aby się z nimi ni'e rozstawać. 
(Oglądam taki jeden, rozwieszony na 
klatce schodowej. Jest dekoracją pa- 
łacową). 
A więc z tych .,ukachanych"? "Wie- 
w,iól1ki w lesie". I na ciemnym tłe lu- 
dzie biali. ż6tci, zieloni - rozsypani, 
nieulegli, gotQwi łamać, zmieniać 
to ,Strajk". 
Żegnam panią Wandę. 
Wychodząc na ulicę czuję jeszcze 
przelatujące nad głową mewy. 
W:i
ą się przed oczami abstrakcyj- 
ne, roZiWiane łinie. 
I w odbłaskach o.gnia miga bajkd 
Sobótkowe
 Nacy. 
- Do widzenia, pani Wanda, niech 
życie oderwane od rzeozywi'stości w 
walce i wysiłku twórczym daje pani 
dużo, duż.o szczęścia. 


laoi.'ła Surynowa-Wł'uołkow
ka
		

/Archiwum_001_09_176_0001.djvu

			Po 
moo
cr
'

;
m

 w
, W '
9

 
OO
j

b
O'


 
 
a bi.zm. Politykiem nie dvi-l z m.'p. gen. AJltmayera: było tro- Zaam'balralSowany Sizef gabill1e.tu La nie. A więc ZJgodll1ie z porzekadłem :.1...1 
był, 
le sympa,tii dla maoT1ksi.zmu wszel- chę pDtłucZDnegD s
ła, trochę zabi- Ohevałerie próbował bi!'kać: .,Eh, bien. wysokie progi na lisie nDgi". 
kich Ddci enli, nie ukTywał. tych. i rannych. byla krew. Weygrund mm Genera]. sta,jąc z tej strOll1Y... przy 
Pr.ł:elom w jegO' poglądach nastąpi I w byl przerażony i p.rzy'gnęb.iOll1'Y. Nilgdy pewn'Ym oświet]eniu...". 
r. 1940. gdy w .na!>tępstwie pDrozumiell1a3 czegoś ta:kiegD nie w
dzial mimO' SiWe- Generał pr
l1wa.l: "Nie. n.ie Zlmusi- 
l manksistami obrządku mosik.iewslkiegD gO' wielku, swegO' stopn-:a i swych funk- cie mnie dO' Dfialfowania t
D PapaeżD- 
na Franoję npoo ;malk'u Sar- £1\ll1liCUSkioeu. De Ga'ulle 09w.iadczył: 
lre'a, którzy byli jego pr.zyjaciółmi ideo- "Nie wiem czy s,łowa te ZIOS.taly wy- 
lDgilOZJnymi z lat młod,Lieńczych. AJe dO' powiedzi3Jne, ale nie jeslt to niemoż.\i- 
dawnych koncepcji myślowych i dO' mar- we. Jeżeli chod'li D pDchodzenlie Wey- 
kS:stDwslk.;egD mętn:!.actwa nie W1róci-i. grunda.. tO' zaohDlWywal Dn tajemlI1icę, 
Teorię eglys-tencja.lizmu Salrtre'a i SimD- 'która stwarzala wokól niegO' j,akby 
ne de Beauvo:1f nazwał nieco pogardli- aureo.lę. Mimo tQ dobl1ze wiedz.ia-l że 
w,ie ,,metafi:zyką dla midill1etelk ". Napi- nie bylD tajemnicy co dO' jegO' naorD- 
sal ki'lilm ks.iążek. wYTÓŻJniariących się dzi'n. _ Jest 0:1 synem M
ksymi'liana i 
w5'paoniałym j':;'zykiem. Jedna z nich p.t. pewnej ta,nceJ1ki me l ks}'1kańsk.iej.. Koś- 
.,Smur7le tropiki" osią
ęła DlbTLymie ci pDliczkowe je
 twarzy są dz.ied,zic,t- 
na.kłady. Mówi!Jo:ańslkich nagUlS1ów zamówił sobie u ,kD znie'ksztakDnym anagramem oma- 
na
leps,zego krawca zielony .fraJ<., a w czaJącym "urod'ZiDny z M alk:symi I ialna ". 
wollnych chw:,Jach pisle scena!l"iusz dla PO' pra,wdÓe mógl wi",c któregDś dnia 
med!o]ańs,kj.egD teatru ,.Piccola Sca]a" pDw:edzieć D sDbie że nie ma ani jed- 
nej. krop] i kr.wi fralncuslkiej w s,wych 
żyłach" . 
Ty]e aut
l' k!Siąilk,i. Dodać wypada że 
D PDChDdzeniu Wey
anda klTążylv Dd 
d31wna ró>żne wers
e ZlwlalSzcza w r. 1965 
gdy umarł. Wed'ług jedll1ej. ojcem mial 
być i's.tDtnie austriaciki 3Jrcyiksiążę i póź- 
niejszy ce!>a,rz Meksyku M alks-ym i,ł,ia n , 
rDz:sItnze,]a,rry w tym slamym rOIku, w k,tó- 
rym urodzi I sie póiniejs,z} generaI. 
Ma,tką miala być- jedna'k pewna dziew- 
cZYlIla z Za,
lębia Saary a nie, ,.meksy- 
kańs,ka tamcerka ", ja,k sądli.1 de 'Gaulle. 
Wed
ug dl1ugieJ well'Sji Wey
"n.d miał 


6 


40 lat temu 
WIADOMOSCl 
LITERACKI); 


WARSLAWA. 13 SIERPNIA 1933 


. Pod wspó1nym tytułem: ,.sta,nislaw 
B rZO'lowslk i pn:emawja zza gJrobu" 
Henryk Lukrec D
l3JsZJa list dO' J. 
WI. Da1wida, dotyozący żądall1;a 
przez. Br,zozO'wslkiegD sądu w spra- 
wie falszyweg{J OSIka,rżeni.a, a Wac- 
ław Kub3JCki drukiuje "ma,le, lecz 
dDskOll1aJe kompozycje lirycZJne. ma- 
jące za przedmjot uCZlucie dO' ŻD- 
ny". Są tO' dedyk2JCje na tomikach 
pDeŁji (BrDwninlg, Kea,ts, HugO') - 
podaPkach d,la "TonicZ1ka" (Antoni- 
l1Y Brzozowskiej). Poza tym maj- 
dujemy nied,rulkowa,ną pl'Zedmowę 
dO' ..Pamiętnilka", pellrną aokcentów 
milosci i zauf,runia dO' ŻOll1y, pisall1ą 
111/3 diwa mi,esiąx:e prZled śmiercią 
(,r. 1911). 
. .,Wśród hią:iJek" Paweł Hulka La
- 
kowski omawia m.ill1. A. PJ1lybyl- 
sIkiegO' "Utopie. Idee i projeMy 
ZlWiąZiklu na,rodów i wieczys,tego pD- 
koju" (Wa,mzawa, 1932). ..Idee, 
projekty i ZlWiąz!ki, ma
ące na celu 
wiecllllY pDkój świata, są stare jak 
świat.. Autor się
 wstecz a,ż dO' 
Grecji. do LJwią7Jków aJI11fiktioDńskich 
i de]f,iokich, aby następnie przejść 
przez wielki średnie, odrodzenie, oś- 
wiecenie, wiek XIX i zatmzymać s.ię 
przy Lidze Nar'od'Ow. Ksią;żJka UID- 
żona jest przej'l1zyście i pokalllUje 
ko]ejn{J wsozysdde us.iłowdJl1,ia ludLi 
mądrych, aby slkDńczyć z mitem 
wojll1Y. Ale... ta mrusa ma,teria,łu 
przYgJ!1ębia. Ty]e usi
owań w ciągu 
tysiącleci i wszys.tlko na nic!". 
. W .,KoI'U1!11iI1ie plas,t
ki" :zma
duje 
się apel Władysława Lama "O 
wSI])ÓllnlOść frontów". Wedlug a.utO'ra 
..Iiteraci... często gr.zeszą literackim 
traoktowaniem sp113JW mal]a,rsk,ich... 
00 inllle
 treść tematyoZJlla a CD in- 
nego mal]arska". PDmy'l1ka t,kwi tak- 
że w tym że z maolarslM'em utożsa- 
mia się pięll(1!1e rzemios,ło I'udu, wy- 
cin3lnk.i, malow3lnlki, "ba'tiki pamie- 
nek" a taJkże fY'!>un.k.i i ma,lowidb 
d,zieci, nie zdając s-obie spralWY że 
.,talk samO' nie mDma Zlad,iozać dO' li- 
teratury dyletanckich wierrszyków 
różnych paniuś. piŚci3- 
mi Literacki
i'" specja1lnie się nie 
j,nteresował i nie ZJna Slkład1U re- 
dakcji, ale upierał się przy SWDim 
że to pismO' kDmunistyczne. DDpie- 
1'0' na drugi dzień, w,idOCZll1ie pou- 
czony przez SiWych ZlWliet'zchni.ków. 
wYCDfaI oklreślenie ,ikomtl11listycz- 
ne", utrzymując jednakże że jest to 
pismO' ,.,raoy1k-al]ne". "M{Jże Pan te- 
r3JZ Ddetch.nąć - pislze mec. Beren- 
SD,n. Ale prosrzę pomyś]eć_ _ _ jalk lek- 
kDmy/';]rnie, z jalką latiwością igra 
taJki urzędnik losem pism, instyltucji, 
ludzi... ja1k Wipływa na wyroki są- 
dowe, które decydruią D wolll1iOści i 
życiu człowiekIa". 
. "Kroni'ka tygodnliowa ": ..Od daw- 
na już mia
em oodejrzen,ie ze ba;r- 
diZO la.twD jest być ministrem. 
Znam pewne
o puŁkownika, który 
próbOiwał dWlu r;zeczy: pisania wieI'. 
SiZV i zawiemnia wielkich pożyczek 
między,nalrO'dowych_ Ta druga czyn- 
nosć pl1zvchodziła mu z;naClZ1lie lat- 
wri
... W poeZJji jegO' koredyt sięgal 
fu nita klalków... Prawie każdy czlo- 
w,iek próbuje raz w mlod,ości pisa': 
wiers.ze. Czv ktO' z nas probOtWa,1 
reprezellJtO'wać państw D? Więc skąd 
możemy wiedzieć że tO' jest trodne? 
Lud!Zie, którzy probuią literatrurv. 
w dz:ewięćd/iesięciu prDcen,tach 
Ddpada
ą... Gdzici: jesot konik!fetny 
i oczywisty SlprawdCbi w dziedLinie rzemiDsla 
- tecZJkę słc,ó
zaną. 
* 


WIADOMO.CI 


F
lik.'i Chrzanowski. 


ZNACZENIE ZDOBYCIA MOSKWY 


Do redaktora .' Wiadomości" 


Jalk Zlwyk]e cieklalWie piSizący Józef 
Mackiewicz zainteresowal mrnie SIWOją 
recenZJią {Jstatll1iej książki 
en. AJndersa 
(m 1410 ,.WiadomO'ści") "KIeska Hitle- 
ra w Rosji 1941-1945". Jed
ą z przy- 
czyn tej kl]ęski amor i recen.zent dDPat- 
I'l1ją się w za,niedba'niu przez Hitiera 
J'd'Obycia MO'sktwy. 
N iem i,eok a doktry:na wojennla rOZJWi- 
jająca s,i ę sY!>tema
y1CZIn'ie w tym samym 
kie!flInik,u od Fryderylka II piTł.ez C1ause- 
w.i
za. MotukegD d:D Schlieffena i któ- 
rej hołdował hiJtlerowslki, srllaztą pDgląd na Za- 
chodzie. równ,ież wśród publicystów 
polslkich. a sądzę n'lileżaJłoby tę Siprawę 
ujmować bardziej hi!>tDryczmie. 
Z dawnej mojej TO"Zi]ej!Jłej lektury 
(nazJW
my to aJIJlJatorSlk,imi studi.ami his- 
toryomymi) wyrobi
em sobie pog-]ąd że 
hiS/toryk6w i hilS,tor.iDZOfów rosy
sikdch 
można dzielić na dwa odlamy. Jeden 
z tel1lderroją 'orieniliOwrunia' Rosji na za- 
chód, dl1u
i odw1'6cen.ia RosU,i 'frOll1tem' 
dO' Azji, gdzie są źród>la jej pDchodze- 
Marian Kałuski nia i gdZlie na1Tód rosY!iSlki mDże wresz- 
(N t h. S u o s h i ,n e, V i c.) cie odnaleźć siebie. 
Ten drug,i odlam stwierdza otwMCie 
że Zl3JSiJęIg Slowialńsrzazym'Y na WlSChooz.ie 
nie wy1kraczalł pDza lil1,irę: jeziorO' Ilrnen 
_ DOII1 Da]ej na wsohód i pó!inoc 
siedziały mongolskie p]em!una ugro- 
fińskie. 
IrnlWalz;ja W:aoregów ze Skall1d)'1J12JW,iu na 
obslzar późniejszego Księsotwa M oski.ew- 
s'kiego (w k-i,Lk,u falach) jes1 ocen.ik.UiZYll1owao1lych' WareP;D-Rusów z 
KijDwsZC,ZYzny, ale jak mówi prDL 
Henrylk PalSzkjewicz ..nie by'ID ni'gdy 
malSowegD nl3Jpływu Sł'DlWian z połud- 
l1[a" (,.llhe Ori@iln of Russia" - str. 
295). Da]s:ze, ZlTesztą ]ogicZJlloe. PaJrc:e 
na wschód tegO' nowo formu
ące.g-D s.ię 
plemienia wymagałO' wchłOini
cia jesz- 
CZle więcej elemen,w mongDlskiegD. 
Talkie byly początJ<.i formDIWania się 
W,iellkorusów i ich późniejszegO' Księ- 
s,twa Moskiews:JciegD - wa,rste9 


_t . 


:';.,f, -
. 


, -- 


MEDAL I.ORDA DUDLEli C. 
STl'ART'A 


. W 1': 1.8:9 został ,wybity med'a] w Londy- 
nie z InICJa,tywy ks. Adama JerzegO' Czar_ 
toryskiiegD (1770-186]), m;tŻa stall1!\l, przy- 
wódcy ObDZIU Hótel Lambert, który roz- 
wija.] dlz;alł
,].n,ość dy.pl'OmaitycZiIlą na za- 


..
;rl. 
::. 
iiJ ':-, ;'_' 
.,
, '
,,'":- "
:"&. 
.
 


.
\ 

"'
 
1'
 
' 


. 

 ..' _ 'ł>_

' 
',1 


Nr 1428, 12th Augu
t 1973 


25 lat temu 
W
@
@il 


LO.VDYN. 15 SIERPNIA 1948 


. Na pier:wSlZej stronie: "Z Łubia.n- 
ok,i - na s,taJrrowi5ikO' dowódcy ar- 
mii polskiej w ZSSR". Jest to 
fra
eII1t z tomu wspomI!Jień 
en. 
Wladysmwa Andel1Sa p.t. .,Bez 
Ds-ta,1l1iegD rozxliziału". W ro.zóz;ia- 
Iwh: "Bomby. wojlna.". ,,iOrna.ki 
zmia,ny", "Niezwykli 
oście i... 
wolność" , gen. Andens opowiada 
historię swego 20-miesięClZ1l1ego u- 
więzienia na Łubiance tw tym 7 
miesięcy w celi pojedylJ1czej). W 
daols1zych I'Ozd:zia!lach pilSle o na- 
rodzinach polskJiej a
ii w ZSSR, 
D przybysz3JCh z LDndvnu (gen. 
SzysoZJkD-BohulSiZ, Józef Retill1\!!er, 
prof. KDt) i D wspó
racy z nimi, 
D przybyciu gell1. Si'korsk,iego i jegO' 
rozmowie ze Stalinem na Kremlu 
w dni,u 3 grudnia 1941, wresilCie o 
zabieg3JCh D ewaJkuację polslkiej 
ludności cywirtnej. 
. Dl1ugi Ddcinek eseju his.tDrycz.ne- 
go o Wie]Dpols'kim pi6ra Mariana 
Kukiela ma tytul ..Poli{y,k'a i P!fV- 
wata". Jest tO' da'lsza cozęść obszer- 
negO' spratWlozdal1,ia o 3 _ tomow
j 
książce A. M. 
oW1S,kuegD o 
A]e](sallld,"ze Wielopolskim. 
. Zygmunt NowaJkOiWSlki krytyc'Z!l1ie i 
zgryźliwie ocenia ,,mos,1 powietrz- 
ny". kltórym Alirunci :Ziaopatrują od- 
cięty przez Rosjan Berlin, w 
rod- 
ki dO' życia. "CÓŻ ,za piekielny 
aJbsluord! - pisze NDwa,kowsik.i - 
ZginęłO' chyba kilkadlzies.iąt miliD- 
nÓW ludzi, n.ajZlUpe
niej niewin- 
nych, a dziś zd3Jje się iść tyLkO' D 
tO'. aby dokaormiać dwa mi'liony 
Niemców będącyoh spralWCami tra- 
gedii calłegD św.i3Jta... ". Tytuł fe- 
lietOll1u: "Basic Petro!". 
. O "UlI1i'wersy,tetach w Po]sce" pi- 
sze Wn.toIDgia, okO'ło 1540-1971. 
Zebrala i Dpracowała M.atylda Wóśniew- 
sika. 
I'Ledmową opal\:rzył Ryszard Ma- 
t\l!;'leWISIki. PDjezierze, Olsztyn. 


w pDs,iadaniu zbier3JC'ZJa pDloników J. G. 
Mier-JędiJ1zejewicza. Ciekawym SLcze- 
gółem jest że z obu stron medalu w 
n3Jpisie znajdują się orły bez k. 
. :'-ol: 


;
 


A 

 . 
f
 . 


.
;.:.... 
'
c
 


" 

-:
 m'" 

 .,. 
:!'"
. 
ff 


.' 


:n" ... .- '... 


o JERZYM KOSIŃSKIM 


W przeglądzie nowDsci Ii,terackich w 
,.sund
y Telegraph" (24 czerwca) Jan i - 
ce EI,hO'tt, wymieniając Dstatnią powieść 
Kosiń.sk;egO' .,The devid's tree" (pDr. 
Ostatni lam w nr. 1407 "WiadDmDśC i ") 
na.zywa gO' "ri1a.rveJ.loulSly equipped 


Książki nadesłane 


Vlich
1 Borwicz. Ec'r.its des condam- 
nes a mort sous l'DccupatiDn nalZ.it'. 
P:reface de R,ene Cassill1 Nouvelle 
edi,tion rev-ue et a'u
eniI
e. EditiDns 
Ga.łHmard. 1973; str. 374 i 8 '\lI1 
Jerzy' Walicki. Reli'gious life i
 PD- 
]aII1d. 11l1lterpres& PublLSihers, WaTSaw, 
1970: str. 83. 
Józef BujnoW5ki. Niektóre uwagi D 


,

;!I 


..ł. .,.. 


-
 
.;
 


....- 


'" 





 


.. "'., 
J'I:-
"\' 


'..
 
...... .. 
'-\,{.-: '. ...." 
 
. ), ,._._'
:'i
 
0(' 
.Ij 



..y
1&..' 


.. . 



..,:; 

- ... 


Jerzy KDsiński (UT. w PDlsce w r. 1933), 
który został tegorocznym prezesem ame- 
rykań.skiegD PEN-Clubu (pDr. notatkę w 
K.romce w 
r. 1416 "WiadomDści") jest 
pierwszym pls
rzem cud'ZlDz
ems,kiegD pD- 
chDdzenia, wybranym na tO' stanDwiskD. 


t.zw. IV sysltemie weryfi'kacy
nym. Pre- 
print from: Dutch Cootributions tO' the 
Seventh I'ntema,ti'Oin.aJ Cong-ress Df Sla- 
vists; str. 72. 


Stanislaw Kirkor. Les Donataires 
pD]Dnais de NapDleDn. l,nstitmum His- 
toricum PDlonicum RDmae Rzym. ]972: 
str. 39. 


....... ...,. ""
,,. 


"...." 


..... 


Published by "Wiadomoki", 
67 Grcat Russell Street. W.Ct. 
and pritlt
 bv 
Wbite Eagle Press Ltd., (T.U:, 
2, Vme Lute, Tooley Street, S.EJ