/Archiwum_001_10_281_0001.djvu

			1 


London, 31st IDecember, 1972 


Registered at the G.P.O. as a newspaper 


Cena 2Op.' , Dziś 6 stron I 
Rok XXVII nr 53 (1396) 


LONDYN 31 grudnia 1972 


pOWYżSZY tytJuł wymaga wyjaś- 
nienia, dla uniknięcia nieporo- 
zumień. Nie znaczy to że Adam 
Bromke, profesor nauk politycznych 
Carleton Universj.ty w Ottawie, nie 
istnieje. Owszem, wszystko wskazuje 
na to że istnieje. Nie znaczy także 
by miał, broń Boże, przestać istnieć. 
Znaczy natomiast że wszystko co ma 
do powiedzenia w sprawie "popra- 
wienia bytu Polaków w kraju" po- 
zostaje w całkowitym rozbracie z 
rzeczywistością, a przeto na nic nie 
jest przydatne. 
Już jego punkt wyjścia, z którego 
wynikają wszystkie wnioski i wska- 
zania, jest błędny. Podmiotem poli- 
tyki pols.kiej w wolnym świecie ma 
być wedle niego "diaspora polska". 
Obejmuje ona wszetkie możliwe śro- 
dowiska w jakikolwiek sposób zwią- 
zane z polskością. A więc "konsek- 
wentnych emigrantów politycznych, 
polaków urodzonych na emigracji, 
nowych przybyszów z Polski i wszel- 
kiego rodzaju dawne przedwojenne 
Polonie". Oni wszyscy razem, nie- 
zależnie od obywatelstwa jakie mają, 
i niezależnie od różnych typów or- 
ganizacji, do których należą, polity- 
cznych, kulturalnych, religij'nych, 
młodzieżowych. kombatanckich i in- 
nych, powinni utrzymywać ze sobą 
bliskie zwią:zJki, oparte na zasadzie 
pluralizmu. Ostatecznie powinno się 
to wyrazić w utworzeniu Światowe- 
go Kongresu Polaków. Taki Kon- 
gres miałby "dostateczny autorytet, 
aby stać się skutec:mym środkiem 
n;;.ciJsku na rządy zachodnie", co 
będzie miało wplyw także na sto- 
sunki w Polsce. 
Owoż trzeba zauważyć że taka 
..diaspora", która nie istnieje, a któ- 
rą sobie Bromke umyślił, byłaby 
bezpostaciową miazgą, a nie narzę- 
dziem skutecznego dziatania, nie mia- 
laby bowiem jednolitej li'nii kierun- 
kowe.i - przede wszystlkim po.Ji1ycz- 
nej, ale ta'kże orga,nizacy
nej. Całkiem 
inny przecie jest stosunek "konsek- 
wentnego emigranta połitycznego" 
do sprawy odbudowy niepodległej 
Polski, czy nawet do wpływania dro- 
gą nacisku opinii na władze komuni- 
styczne w kraju dla poprawy bytu 
Polaków, a znowu inny dawnych 
Polonii, dla których polska jest od- 
leglym wspomnieniem oraz okazją 
do uroczystych obrzędów. 
Trudno także pojąć, na czym 
Bromke opiera swoją wiarę że świa- 
towy Kongres Polaków, który pro- 
jektuje, miałby mieć większy auto- 
rytet niż suma arytmetyczna czyn- 
ni"ów, które mają wchodzić w jego 
skład. Wisiałby on przecie calkiem 
w powietrzu, bo nie byłby powią- 
zany z żadnym ośrodkiem siły na 
zachodzie. 
lstn:eje w tej mierze zresztą pou- 
czający przykład w postaci Kon.gre
u 
Połonii Amerykańskiej. OrgamzaCje 
polonijne w Ameryce na pierwszy 


Założyciel: Mieczysław Grydzewski 


ADAM PRAGIER 


BRO
IKE 


rzut oka wyglądają 
cale poważnie. 
Liqą dziesią'tlki tysIęcy cztonków. 
Ale w rzeczywistości są to im;tytu- 
cje wzajemnych ubezpieczeń, a ich 
działalność poli1yczl1a, a nawet kul- 
turallJla, są całkiem marginesowe. 
Niepodobna przytoczyć ani jednego 
przyk'ładu rzeczywistego wpływu 
Kongresu Polonii Amerykańskiej na 
jaką.kolwiek decyzk rządu amery- 
kańskiego w sprawach dotyczących 
Polski czy Sowietów. Wszystko spro- 
wadza sie ze. strony polonijnej do 
uroczystych obrzędów, a ze stro- 
ny amerykańskiej do łapania głosów 
polskich w sposób zupełnie bezwsty- 
dny. Z okazji 3 Maja w amerykań- 
skim Kongresie ronią wylewnie łzy 
nad losem Polski kongresmeni, w 
kotórych okręgach Polacy, czy raczej 
Amerykanie polskiego pochodzenia, 
mają pewne znaczenie przy wybo- 
rach. Prezydent Nixon był niedawno 
w Warszawie, w drodze powrotnej 
z Moskwy, i przyjmowano go z go- 
rącą radością. Ale w Moskwie ani 
slowa o Polsce nie pisnął, a jego 
wizyta w Warszawie zmierzała do 
przysporzenia sobie głosów polskich 
przy wyborach. 
Bromke pisze że ..stawianie celów 
bez określania, jakimi środkami mOż- 
na je osiągnąć, nie jest polityką, a 
moralistyką". A przecie idzie nam o 
poprawę bytu Polaków w Polsce, 
"nie w abstrakcji, a w konkretnych 
warunkach, w jakich się :majdują ". 
Nie całkiem tak jest naprawdę. Przed 
,pierwszą wojną światową, kiedy two- 
rzył się polski ruch niepodległościo "'y, 
wiadomy był tylko cel, do którego 
ten ruch zmierzał. Nie można było 
z góry przewidzieć wszystkich oko- 
liczności, w jakich wY'Padnie działać 
dlą osiągnięcia zamierzonego celu. 
A przecież wytkniecie tego celu było 
najdonioślejszym warunkiem samej 
możliwości jakiegokolwiek działania. 
Słowo "diaspora" stosuje się za- 
zwyczaj do Żydów, żyjących w rOl- 
proszeniu we wszystkich zakątkach 
świata niemal od 2.000 lat. Ale nie 
ma żadnego podobieństwa między 
diasporą żydowską a umy
loną Qrzez 
Bromkego "diasporą polską". Żydzi 
są nie tylko narodem, ale także 
społecznością rehgijną, czymś w ro- 
dzaju zakonu. Prawowierny Żyd, 
gdziekolwiek żyje, kieruje się w każ- 
dej chwili swojego życia nakazami 
Jehowy. Judaizm jest religią mono- 
teistyczną, najstarszą, ale Jehowa nie 
jest Bogiem całego świata, lecz ple- 
miennym Bogiem żydów. Istnieje 248 
nakazów i 365 zakazów, których Żyd 
ma przestrz.egać. Żydzi widzą świat 


Zamiast życzeń świątecznych 
wydawnictwo »Wiadomości« 
złożyło pięć funtów na Fundusz Biblioteczny 


JANINA PIASKOWSKA-HU!MIŃSKA 


Frasobliwemu śpiwuję 


Hej - Pallil' Jew frasobliwy 
('l) marlwisz się palrzql na dm{;ę 
;ahbyś chciał rzec 
- pl?ecil'
eTll .lI'szySI
o 
IJfzencż 1111 lL'lęcel llle 


im dał 
mORę. - 


różne sq 


A rowc są II' ludzhie drogi 
a lo li' góre ul//ęczone 
a lo w doll'k za pędzom: 
a lo grząshie zbłocone 
a lo b oczn l' sh rr
one - różne są... 


I 
I 
I 


I że I)'ch ludzkich dróg w'Yp
.oslowal się 
a ludzkich nóg IJOkierować SIę nie l/a 
- że P9 dobroci nie idzie 
więc rączką Iwarz /JOdparłeś 
siedzisz w bólu i wslwhie 
- że za 01le marne Ty ma des. 


1/Ie da 


Tak siedzisz zm/IITlIf/n)' w deszcz zImno 
wszczerYTlI lJOlu nad. mil'lhq 
i ja Cię In-óżno wolal// 
i ja Cię próżno swkam 
- ludzie / u o f msoh/iwym nic ll'il'llzą... 


.1 bo.
 T)' w P
}lsce zoslał 1/tO, 
li' IJOlu nf/ drÓR rozslaju. - 
jakże Cię leraz ułapię 
- jakil' do Ciebie dziś trafię 
gdym poszła z kraju... 


Jezu 


Hej jeszcze ja powrócę 
hej jeszcze Cię odsmllcę 
rączkę z twarz'}' odejmę 
do ril'płej izby IJTZejrnę 
- bqdźże mi wre.\Zcie szczęśliw)' 


mój frasobliwy 


Siędę Ci na kalana 
mój Gazdo IIlwchml)' 
boś Ty ociec - (l -ja lIIała 
a T,. już bl'z /mwnlw tJOgłaslwsz 
- Ilaści cÓruchno nscylJek sp.ka 


TlIlI/C Im Rłowie 


hoś mi ,: wzięli nie- 
wiadomo skąd. Partnerem naszym w 
rrojektowanym przez niego dialogu 
..selektywnego" popierania czy po- 
tępiania nie byłaby Warszawa, lecz 
Moskwa. A co do tej selektywności, 
to trzeba przypomnieć że za rządów 
Mussoliniego podnoszono nieraz że 
obok rzeczy złych zrobił on dużo 
rzeczy dobrych, takich jak budowa 
Gróg, usprawnienie w:hu pociągów, 
..dopo lavoro" i in. 
"Konsekwentni emigranci polscy", 
czyli polski ruch niepodległościowy 
na zachodzie, nie jest opozycją w 
stosunku do rządów Gomulki czy 
Gierka. Odmawia on prawowitości 
wszystkim rządom, narzuconym kra- 
Jowi przez obcych. Nie znaczy to 
oczywiście żeby trzeba było potępiać 
budowe dróg w Polsce, rozwijanie 
nowych gałęzi przemysłu i innych 
podobnych rzeczy. Ale to są przecie 
detale, a sedno sprawy tlkwi w tym, 
skąd się wziął system rządzenia, jaki_ 
mi interesami się kieruje i do czego 
zmierza. 
Bromke wskazuje na podstawie wy- 
rlJIków badań socjologicmych prof. 
Szczepańskiego że Polacy są naro- 
dem młodym, że większość polaków 
Polski przedwojennej nie pamięta, a 
istniejący stan rzeczy chcieliby ulep- 
szyć, ale w zasadzie uważ.ają go za 
normalny. Do tego poglądu, wedle 
Bromkego, winna się ..diaspora pol- 
ska" dostosować. 
Tutaj trzeba zauważyć że wszędzie 
na świecie ludzie uważają każdy stan 
rzeczy, który istnieje przez dłuższy 
czas, za normalny, choć czasem to 
i owo ganią. Tak było też w Polsce 
przed pierwszą wojną światową, nie 
tylko w Galicji, gdzie naród polski 
mial doŚĆ szeroki margines możli- 
wości rozwojowych, ale także w za- 
borach rosyjskim i pruskim. Otóż 
zadaniem ruchu niepodległościowego 
jest właśnie walika z tym przeświad- 
czeniem o "normalności". Wznieca- 
nie zarzewia buntu przeciw niej biło 
zawsze dziełem n;eIicznej mniejszości. 
Ruch niepodległościowy, o czym się 
niechętnie teraz przypomina, przez 
wiele lat nie by'ł ruchem masowym, 
lecz elitarnym. Ogromna większość 
odnosiła się do niego obojętnie, a 
była ta.kże i część spoleczeństwa, któ- 
ra ruch niepodległościowy potępiała. 
Jest bardzo znamienne że kiedy Pił- 
sudski 6 s:erplJlia 19 I 4 r. obali'ł słupy 
graniczne w kielecczyźnie i wszedł 
do Kielc, sztab austro-węgierski li- 
czył na to że wejście Pierwszej Bry- 
gady przyczyni s:e do wywołania 
powstania nawdowego w poludniowej 
części Królestwa, co podtrzyma ofen- 
sywne działania wojsk au&tro-węgier- 
skich na tym odcinku frontu. Nic 
takiego się nie stalo. Ludność odno- 


TYGODNIK 



ZYLI 


siła SIę do legionistów niechętnie, 
nie udzieliła im poparcia i żadnego 
powstania nie było. Trzeba tu przy- 
pomnieć dawniejsze jeszcze czasy: 
powstanie 1863 r. Mimo że 22 stycz- 
nia tegoż roku RZąd Narodowy ogło- 
sił debet o uwłaszczeniu chłopów 
bez wykupu i bez żadnych obciążeń, 
wieś powstan.ia nie poparła. A bylo 
wiele wypadków że chłopi wiązali 
powstańców i odstawiali do urzędów 
rosyjskich. Rządy rosyj
kie uważali 
za "normalne". Więc powiedzmy so- 
bie otwarcie że dążymy do wprowa- 
dzenia w Polsce ,,.nienormalności" w 
stosunku do stanu rzeczy, jaki Mos- 
kwa Polsce narzuciła. 
Bromke pisze że "racją bytu emi- 
gracji jest działanie w kraj'u, w któ- 
rym się znajduje, na rzecz kraju, z 
którego się wywodzi". Na pierwszy 
rzut oka wygląda to logicznie, ale 
jest całkiem błędne. Rozmiar tego 
\)łędu jest najbardziej widoczny w 
Kanadzie, gdzie Bromke mieszka. 
Żyją w Kanadzie dziesiątki tysięcy 
Polaków, ale cóż oni mogą zrobić 
w tym kraju dla .,poprawienia bytu 
PolakÓiw w Polsce"? Przecie Kanada, 
mimo swojego obszaru i bogactwa, 
nie ma żadnego wpływu na bieg 
polityki światowej, a co więcej, Pol- 
ską i Europą wcale się nie inte- 
resuje. Polska emigracja polity- 
czna działa nie w kraju zamie- 
szkania poszczególnych jej odła- 
mów, ale na calym świecie. Są różne 
formy tego działania. Informowanie 
kraju o tym, co się w kraju dzieje, 
a co jest ukrywane przez władze 
(tak by-lo w czasie buntu robotni- 
ków na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., 
gdy władze odcięly kordonami woj- 
skowymi ten obszar od reszty kraju 
i przerwały komuni'kację pocztową, 
telefoniczną I telegraficzną), jest jed- 
nym z przykładów tego działania. 
Polska emigracja polityczna informu- 
je także kraje zachodnie o tym, co 
sie dzieje w Polsce, a czego kores- 
pondenci zagraniczni nie dostrzega- 
ją, albo boją się pisać, żeby ich 
nie wyrzucono. Demas'kuje wszel- 
kie poczynania agresywne i eks- 
pansywne Sowietów i partii komu- 
nistycznych w innych krajach. Spo- 
sobów uzia'ania emigracji poli1yc7nej 
jest wiele i są, właśnie jak Bromke 
sobie życzy, wysoce "elastyczne", ale 
nie w tym sensie jakby tego chciał, 
to znaczy nie w stosunku do komu- 
nistów, rządzących Polską. 
Nie jest także słuszne wskazanie 
Bromkego że "polska d:aspora" po- 
winna się kierować "w stosunku do 
wLdz PRL postawą społeczeństwa 
IW kraju". Wręcz na odwrót. Spole- 
czeństwo w kraju jest zniewolone i 
jego możność działania politycznego 
bądź wcale nie istnieje, bądź jest 
moono ograniczona. Polski ruch nie- 
popległościowy na obczyźnie musi 
właśnie spoleczeństwo w kraju wy- 
ręczać, i korzystając ze swobód kon- 
stytucyjnych na zachodzie, być dla 
niego odsieczą poli1yczną. 
Bromke oczekuje że warunki bytu 


Polaków pod rządami komunistycz- 
nymi mogą ulec znacznej poprawie 
w wyniku przyjaznych rokowań 
państw zachodnich z Sowietami, któ- 
przyniosą "odprężenie". Jest to cał- 
kowita iluzja. "Odprężenie" z samej 
swojej istoty jest procesem co naj- 
mniej dwustronnym. Owóż niezależ- 
nie od wszystkich poczynań Ameryki 
w stosun/ku do Sowietów, wizyty 
Nixona w Moskwie, licznych ukła- 
dów dwustronnych, dogodnych po- 
życzek, zapowiedzialJlej pomocj 
Ameryki przy dobywaniu bogactw 
naturalnych na Syberii, i in., Sowiety 
zbroją sie w tempie coraz bardziej 
przyspieszonym i nie ma żadnych 
objawów. by miało się to zmienić. 
Nie zapowiada to zbrojlJlej agresji 
Sowietów na Europę Zachodnią czy 
Amerykę, ale ma służyć za narzędzie 
szantażu dla wymuszenia zgody Ame- 
ryki na hegemonię Sowietów w ca- 
łej Europie i skłonić ją do wycofania 
swoich wojsk z Europy poza Atlan- 
tyk. A co się tyczy zwiększenia swo- 
body poddanych sowieokich w na- 
s
pstwie ..odprężenia", wystarczy 
przytoczyć wypowiedź akademika Sa- 
charowa z wywiadzie z Newsweek, w 
którym stwierdził on że właśnie na 
skutek "odprężenia" dysydenci w So- 
wietach stracili wszelką możność dzia- 
łania. Dawniej znajdowali pomoc w 
opinii Ameryki, co w pewnym stop- 
pniu ich wspierało. Teraz Amery'ka, 
nie chcąc drażnić Rosji, przemilcza 
wszystkie objawy oporu przeciwko 
totalizmowi sowieckiemu. Sacharow 
mówił że nie widzi żadnej możności 
dalszego skutecznego działania. Tyle 
o "odprężeniu" i o jego wpływie 
na "poprawę bytu polaków". 
Bromke przewiduje cztery możli- 
we warianty rozwoju położenia mię- 
dzynarodowego, oraz na tym tle lo- 
sów Polski. Pierwszy z nich to na- 
dzieja, dziś już stracona, że Zachód, 
a w szczególności Ameryka wymusi 
na Sowietach ustąpienie ze zdoby- 
tych w czasie wojny obszarów środ- 
kowowschodnich w Europie. Nie- 
wiadomo kto 
 nadzieje żywii, bo 
z pewnością nie emigracja polity- 
czna. Raczej rozwodzili się nad tym 
dziennikarze i była przejściową sen- 
sacją. Bromke uskarża się że Ameryka 
nie tylKo tych nadziei nie spęlniła, ale 
co więcej związała s:ę ścisle z Niem- 
cami, a Niemcy to przecie "dziedzi- 
czny wróg" Polski, gdzie rewanżyzm 
szaleje. Tutaj Bromike rozminął się 
z aktualnością. Propaganda sowiecka 
głosiła że dobrzy N iemcy w są ci w 
komunistycznej Niemieckiej Repu- 
b!ice Demokratycznej. a w Niemiec- 
kiej Republice Federalnej to są właś- 
nie tli Niemcy, rewanżyści, których 
tylko obawa przed Sowietami wstrzy- 
muje od napaści na Pol5kę. W taki 
sposób Sowiety stawały sie gwaran- 
tcm niby ..niepodległej " Polski, pod- 
bi,tej właśnie przez Sowiety. Ale tego 
rewanżyzmu w rzeczywistosci nigdy 
nie było, a nawet t.Z'W. ziomkowstwa, 
kt6re domagały się "prawa powrotu", 
głośno wyrzekały się woj'ny. Trzeba 
tutaj przypomnieć że Niemcy Za- 


Redakcja i administracJa: 
67 Great Russell Street, 
London 
WClB 3BS 
tel , 01.242.3644 
Prenumerata kwartalna £2.50, w Stanach Zjed- 
noczonych i Kanadzie $7.50, w Belgii 355 łr. 
belg., We Francji 35 fr., w Niemczech 30 DM, 
w Szwajcarii 35 fr. szw., we Włoszech 4.125 
lir, w innych krajach równowartość $7.50. - 
Zmiana adresu lOp. - Czeki na'leży wystawiać 
na ,,\Viadomości". - Ogłoszenia. Cena za 
l cal x l szpalta £2.00 


NI
 


chodnie przez dlugi czas nie chciały 
tworzyć wojska i że to Ameryka wy- 
musiła na nich tę decyzję. A potniej 
nastąpiło zdarzenie, o kwrym 
Bromke jak gdyby nie wiedział, a 
w każdym razie o nim nie wspom:,na. 
W ramach sowiecb:,i "Westpolitik" 
kanclerz Brandt, który zabrnął w 
..OsliPoMik", zawarł układy z Moskwą 
i z Warszawą, które obok innych 
punktów zawierają także zobowiąza- 
nie do wstrzymania się od napaści 
oraz groźby napaści. A więc k:edy 
do chwili zawarcia tych układów 
byli w oczach Moskwy i Warszawy 
dobrzy Niemcy na wschód od Łaby 
i tli Niemcy na zachód od tej rzeki, 
to od chwili ich zawarcia i oni stali 
się dobrzy i teraz złych Niemców w 
ogóle już nie ma. Dla Bromkego 
wciąż jeszcze są. 
Drugi wariant Bromkego, który 
zresztą także jego zdaniem stracił 
iuż aktualność, to możliwość hege- 
monii Sowietów w Europie Zachod- 
niej. Bromke słusm:e nie przewiduje 
by miało się to stać drogą inwazji 
zbrojnej. Ale pomija inną możli- 
wość, mianowicie że Sowiety mogły- 
by w pewnych warul1lkach uzyskać 
taką hegemonię bez wojny. Temu 
przecie celowi ma służyć "Konfe- 
rencja Bezpieczeństwa i Współpracy 
w Europie", na którą Sowiety na- 
stają od wielu lat i zdołały wreszcie 
wymusić zgodę na nią mocarstw za- 
chodnich. Dzisiaj już Gierek otwarci
 
mówi że komunizm musi być wpro- 
wadzony t:ikże w Europie Zachod- 
niej. Taka jego wypowiedź nie by- 
łaby możliwa bez zgody, czy zgoła 
inspiracji, Moskwy. 
Za najgorszy wariant uwaŻa Brom- 
ke ..stan zimlJlo-wojbnny" to jest 
taki, przy którym świat jest podzie- 
lony na dwa przeciwstawne bloki, 
kierowane na zachodzie przez Ame- 
rykę, a na wschodzie przez Sowiety. 
Niewiadomo dlaczego to go tak mart- 
wi. Przecie ta linia Łaby gdzie oko 
w oko stoją przeciwko sobie dwa 
super-mocarstwa zagradza dotąd So- 
wietom drogę ku zachodowi Euro- 
py i czyni to skutecznie od końca 
wojny. A to że Polska jest opano- 
wana przez Sowiety nie wynika wca- 
le z istnienia owych dwóch bloków, 
ale ze zdaneń dawniejszych, poprze- 
dzających ich powstanie, z układów 
w Teheranie, w Jałcie i w Poczda- 
mie. 
Pociech4 niezmąconą dla Bromke- 
go jest wariant czwarty, mianowicie 
"odprężenie w Europie, przelamywa- 
nie jej podziału, a jednocześnie stop- 
niowe poszerzanie się zalkresu swo- 
body krajów środkowoeuropejskich", 
co ostatecznie wyraziłoby się w 
"stworzeniu rzeczywistego systemu 
bezpieczeństwa i wspóhpracy na ca- 
łym kontynencie europejskim". Pro- 
wadziłoby to, jak wierzy, do prze- 
łamania barier, dzielących Polskę od 
zachodu, a ponadto przyniosłoby jej 
szczególną premię w postaci "utrzy- 
mania sojuszu z Rosją, niezbędnego 
dla Polski w celu zachowania rów- 
nowagi wobec Niemiec". Zaiste nie- 


podobna pomieścit więcej bzdur w 
jednym zdaniu. Sowiety głoszą prze- 
cie od lat że "nieubłagana walka 
ideologiczna z kapitalizmem" nie 
może ulegać żadnej przerwie na sku- 
tek choćby najdogodniejiSzych dla 
Sowietów umów z państwami kapi- 
talistycznymi, dotyczących poszcze- 
gólnych dziedzin polityki i gospo- 
darki. I istotnie rzeczywista współ- 
praca państw komunistycznych z pań- 
stwami zachodnimi po prostu nie jest 
możliwa, chyba jako naiwne szachraj- 
stwo propagandowe Sowietów. Trak- 
towanie na serio "przelamania ba- 
ner " i zastąpIenia ich przez rzetelną 
współpracę jest sennym marzeniem, 
które z polityką praktyczną nie ma 
żadnego związku. Bromoce powoł'uje 
sie przy tym na niejakiego Micew- 
skiego, który podobne myśli snuje w 
"życiu \Varszawy". W opanowanej 
przez komunistow Warszawie nie 
można inaczej pisać, choćby nawet 
kto chciał. ł tam też trzeba zalecać 
"konferencję bezpieczeńst!Wa", bo tak 
nakazuje Moskwa. Ale kto to każe 
robić Bro111lkemu i poco? 
A jednak Bromke z entuzjazmem 
patrzy na błogosł-awieństwa, ktÓre 
przyniesIe "europejski system bez- 
pieczeństwa". Gdyby mu wierzyć, 
ten "system" związałby Polskę bliżej 
z zachodem, a zarazem umocnil jej 
stanowisko wobec Sowietów. Byloby 
to wiec dla Polski wrecz idealne, 
gdyby nie jeden szkopuł - że nie 
jest możliwe. Przypomi,nają się sło- 
wa poety niemieckiego: "Jakże pięk- 
ny jest ten koń, szkoda że jest nie- 
żywy". 
Bromke nawołuje polakow, gdzie- 
kolwiek są, żeby każdy z nich zabiegał 
u "naszych rządów" o poparcie owej 
zbawiennej "konferencji bezpieczeń- 
stwa". Tutaj trzeba nawiasowo nu- 
ważyć, że dla nas, ..konsekwentnych 
emigr ,mtów poli1ycznych" jest tylko 
jeden "nasz rząd", rząd polski, prze- 
bywający obecnie w Lordyn:e. On 
kieruje całą działalnością polityczną 
wolnych Pola'ków w świecie. Do 
"konferencji bezpieczeństwa" odno- 
si się równie sceptycznie jak Ame- 
ryka i kil'ka innych krajów. A gdy 
do tej konferencji dojdzie, bo to 
jest chyb;! przesądzone, trzeba bę- 
dzie wielkiego wysitku, by nie otwo- 
rzył:, Sowietom drogi do wpływów w 
Europie Zachodniej, co już dzisiaj 
zapowiada Gierek. 
J ak widać - z wszystkich tych roz- 
ważań Bromkego nie wynikają żadn
 
wskazania, k.tóre mogłyby na coś 
sie przydać w istniejącej rzeczywisto_ 
ści. Otatecznie niech sobie Bromke 
snuje swoje zlote myśli przed stu- 
dentami obojga płci, którzy chcą go 
słuchać. Ale niech nie próbuje mie- 
szać się do polityki praktycznej, bo si
 
na tym nie rozumie. Byłoby gorzej, 
gdyby się przypuszczało że sie na 
ni
j rozumie, a jednak tak pisze. 
Bo to by znaczyło że jest narzędziem 
propagandy sowieckiej. Ale z pew- 
nością tak nie jest, bo jest zbyt nie- 
poradny. Sowiety używają do takich 
celów ludzi o wiele od niego zręczniej- 
szych. 
Przypomina się uroczy dialog z 
warszawskiego teatrzyku Qui Pro 
Quo między starozakonnym kupcem 
(Lawińskim) a jego synem (Tomem). 
Ojciec przestrzega syna: "Hipuchna, 
ty się nie wtrącaj do Ojczyz;ny, ty 
zarób cóś". 


Adam Pcagier. 


M. K. DZIEW ANOWSKI 
POLSKA NI E PODLEGŁA POD MIKROSKOPEM 


pIERWSZE wrażenie, jakie odnosi 
się z czytania obszernej książki 
Antoniego Polonsky'ego o Polsce lat 
1921-1939, to ogrom pracy jaką za- 
dał sobie autor, by monografię tę 
przygotować. Baza źródlowf: jest dość 
szeroka. Bibliografia, wypef.niająca 
36 stron druku, obejmuje dokumenty 
archiwum Akt Nowych w Warszawie, 
archiwum Zakladu Historii Partii, 
oddział Rękopisów Bibliotexi J
giel- 
lońskiej, oraz archiwum Instytutu 
Józefa Piłsudskiego w Londynie. Do 
tego należy dodać około pięćdziesi
c;u 
pozycji dokumentów ogłoszon,ch 
drukiem, tyleż zespotów czasopism, 
oraz niemal 600 książek, broszur, 
oraz artykułów, dotyczących bezpo- 
średnio lub pośrednio omawianego 
przez autora okresu. Ksiąika za.wie- 
ra siedem map, oraz trzynaście tablic 
statystycznych. Również opanowa- 
nie przez autora języka polskiego 
jest imponujące. 
Zada'nie, j.r.kie sobie autor posta- 
wił, to "opisanie życia politycznego 
nowopowstałego państwa polskiego, 
od marca 1921 (gdy ratyfikowany 
został traktat ryski i weszła w życie 
demokratyczn.<.' konstytucja) do wrze- 
śnia 1939". Autor rozpoczyna swą 
analize od starannego przedstawie- 
nia tła społeczno-gospodarczego i pO_ 
Ilycznego Polski niepodkgtei, po 
czym obszernie omawia kryzys insty- 
tucji parlamentarnych w la1ach 1922- 
1926 i zamach majo\\y. Jak przyzna- 
je polonsky: ..Ostateczne zalamanie 
sie konstytucji marcowej, w wyniku 
którego Piłsudski powrócił do wł.a- 
dzy w maju 1926, nie oznaczało zde- 
cydowanego odrzucenia demokracji 
liberalnej, bo reżym Piłsudskiego pró_ 
bował działać w ramach na poły 
konstytucyjlnego systemu 'demokracji 
kierowanej' ". 
Lwia część ksiąŻJki (370 stron spo- 
śród 517) jest poświęcona okresowi 


") Antony Polonsky, fulitics illl J,nde- 
de'l,rlent Poland, 1921-1939. The Grisi<; 
of ConlSltitution.a.1 Government. Oxford, 
a,t the CIaTendom Press, 1972, SJtr. XVI. 
sn, £7.00. 


pom

jowemu. Polonsky nie podziela 
zachwytu dla charyzmy, czy też "le- 
gendy" Piłsudskiego, jaki cechuje 
monografię Józefa Rothschilda "Pił- 
sudski's Co up d'Eta1", ogłoszoną w 
trzydzIestą rocznicę zamachu majo- 
wego w Nowym Yorku. Przyznając 
MarszałkowI niepośledni talent poli- 
tyczny, ,
utor poddaje surowej kryty- 
ce jego metody działania. Obszerna 
analiza roli Piłsudskiego jalko mini- 
stra spraw wojskowych oraz general- 
nego inspektora sił zbroj'nych wypa- 
da dlań n;;der niekorzystnie. W opar- 
ciu ta'k o hterat'urę głównie krajową 
[jak np. Marian Romejlko, "Przed 
majem i po maju", Józef Kirchmajer, 
,,1939-1944, kilka zagadnień pol- 
skich", Edward Kozłowski, ,.Wojsko 
polskie, 1936-1939"] or
.z materiały 
archiwaIne, autor wykazuje że szyb- 
ko starzejący się i schorowany Pił- 
sudski był czynni.kiem hamującym 
polskie przygotowania obronne. Za- 
patrzony w wojnę r. 1920, nie posia- 
dał on zrozumienia nie tyłko dla 
lotnictwa, broni J)<:lJlcernej, radia, czy 
artylerii przeciwlotniczej, ale nawet 
dla saperów. Jedną z jego pierwszych 
wojskowych decyzJi po maju 1926 
było zmniej/izenie ilości batalionów 
saperów z dziesięciu do ośmiu. Mar- 
szałek, podkreśla polonsky, przywią- 
zywał przesadną wagę do "im'Ponde. 
Tabiliów", a 21byt małą do nowo- 
czesnej techniiki. 
Właściwe unowocze
nienie polskich 
sił zbrojnych zaczęło się dopiero po 
śmierci Pi,łsudskiego, to jest po maju 
1935. Jego następcy zrobili duży wy- 
siłek, aby nadrobić za.niedbania lat 
1926-1935, ale usiłowania te przy- 
szły za późno. Zdaniem Polonsky'ego 
w r. 1939 polska byk.. gorzej przy- 
gotowana do wojny niż w r. 1925; 
na przykład iloŚĆ samolotów bojo- 
wych była w r. 1925 dwa razy więk- 
sza (około 800) niż we wrześniu 
1939 (str. 486). 
Czy katastrofa Polski przedwrześ- 
niowej była do unilknięcia? Na to 
pyt<.;nie polonsky daje odpowiedź 
niezbyt różną, lecz nieco ostrożniej- 
szą od opinii wyrażonej przez Cie- 


chanowskiego w jego pracy o tle 
politycznym Powstania Warszawskie- 
go: wczesne porozumienie z Rosją, 
gdy Polska przedstawiała pewną siłę, 
którą Rosjanie jeszcze respektowali. 
ROZiważając wagę rokow<;ń sowiecko- 
brytyjskich z wiosny i lata 1939, 
Polonsky zauważa: "Jest możliwe że 
rokowania anglo-rosyjskie nigdy nie 
miały szans by zakończyć się powo- 
dzeniem, i że od Monachium Rosj,a- 
nie st,:;lfali się dojść do porozumienia 
z Niemcami. Wydaje się jed'nak bar- 
dziej prawdopodobne że Rosjanie wa- 
żyli oferty sojusznicze obu stron, i 
że większa gotowość do ugody ze 
strony Polaków moglaby była do- 
prowadzić do pomyśłnego zakończe- 
nia rokowań; Polska z::płacilaby za 
to ograniczeniem swej wolności i swo- 
body ruchólw, ale mogłaby w zamian 
uzyskać możność oparcia się Niem- 
com, a nawet odstraszenia Hitlera 
od wojny. Ale do chwili udostępnie- 
nia uokumentólw rosyjskich, możemy 
tylko [na ten temat] spekulować". 
Książka Polonsky'ego nie wolna 
jest od szeregu drobnych błędów fak- 
tycznych oraz interpretacyjnych. Tak 
np. data Ślffiierci gen. Sikorskiego 
jest podana błędnie ("in August 
1943", str. 505). Niektóre terminy 
używane przez autora są wą
plLwej 
w.;:'rtości: Białorusinów nazywa on, 
"White Russians"; jest to mylące 
ze wzgłędu na ilden!tycznosć tego 
terminu z nazwą stosowaną do ..Bia- 
Iych Rosjan" jako obow politycz- 
nego, oraz tendencją nacjonaEstów 
wielkoruskich do tra,ktowania Biało- 
rusinów, jako jedlJlego z odh
mów 
narodu rosyjiSkiego. Wydana w r. 
1956 przez Instytut Rosyjski Har- 
vanlu praca N. V3ikar'a, ..Byelorus- 
sia. . ." w obszernym źródlowym i 
nader przekon}'1Wającym wywodzie 
ustaIila w piśmiennictwie n':;lukowym 
ten powszechnie dziś używany ter- 
mitn. 
polonsky jest n
der sceptyczny 
wobec sondowania PiI"zez Piłsudskie- 
go opinii francuskich mężów stanu, 
w latach 1933-1934, w sprawie ewen- 
tJualnej wojl!1Y prewencyjlnej przeciwko 


Trzeciej Rzeszy. O ile ta jego Opinia 
może być l.IIZasadniona z punktu wi- 
dzenia ścisłej, skrupulatnej metody 
historycznej brakiem niewą't,pliwych 
dokumentów źród.\1owych, potwier- 
dz;.;.iących te poczynania, to jego ne- 
gatywny stosunek do propozycji 
min. Becka z 7 marCa 1936, po za- 
jęciu Nadrenii przez wojska niemiec- 
kie, jest zaprzeczeniem tej metody. 
Niewąrpliwemu świadectwu zdecydo- 
wanego przeciwnika poEtyki Becka, 
Leona Noel'a, z jego pamiętllliokow 
..L'al?ression allemande contre la 
Pologne", Polonsky przeciwstawia, 
jako dowód, wątpliwe roŁumowanie 
Mariana Wojciechowskiego co do 
istotnych intencji Becka z pracy tego 
wykładowcy Akademii Politycznej 
..Stosunki polsko-niemieckie, 1933- 
1938", [Poznań, 1965, str. 257-:?9l]. 
Można by się spierać z <
utorem o 
rozmai1e jego interpretacje, jak n
. 
w sprawach polityki gospodarczej, 
czy też mn:ej'szościowej, m.in. poli- 
tyki wobec Żydów, ale na ogót, jak 
na pracę tych rozmiar6w, sporów 
tych nie byłoby zbyt wiele. N.b., 
jednym z ciek
:wych, a mało zna- 
nych aż do ogtoszenia przez Zeszyty 
Historyczne "KuFtUlfY", szczegól'Ów, 
wzmianfkowanych przez Polonsky'ego, 
iest fa,kt pomocy, udzielone i przez 
rząd polski ruchowi syj,onistycznemu, 
m.in. również i Żabotyńsk.iemu (str. 
468). łnną ciekawos,tką książki jest 
aneks p.t. "Czy brytyjskie minister- 
stwo spraw zagranicznych było odpo- 
wiedzialne za zamach strmu Piłsud- 
skiego?". 
Pomimo rozmaitego rodzaju drob- 
=,ych zastrzeżeń, czy punktów spor- 
nych ksią:żJka Polonsky'ego jest waż- 
kim przyczynkiem do dziejów Polski 
okresu międzywojennego. Jest to 
chyba najrpoważniejsza dziś praca n
 
ten temat w języku a.ngielskim, a i 
w j>ęzv,ku polskim trudno byłoby zna 
leźć monografię, która mogłaby się 
! nią porównać, co do zakresu i st.<.:- 
ranności przygowwania. Można :ą 
wiec traktować jako wyzwanie rzu- 
cone historykom polskim. 
M. K. Dziewanow'iki.
		

/Archiwum_001_10_282_0001.djvu

			2 


WIADOMOSCl 


Nr 1396, 31st December, 1972 


NICOLE Darcy krążyła niespokoj- 
na po pokojach swego ładnego, 
dużego domu w jednej z najlepszych 
dZlelmc Melbourne, Dzieci już daw- 
no spały. MąJŻ miał wrÓCIĆ póino - 
wybrał Się na jakieś czysto męskie, 
jak zwykle, spotkame. NIepokóJ NI- 
cole zrodził Się z samotnoŚCI. Ale 
me tylko. Potrzebowała czegoś, cze- 
go dlugl CZas Się wyrzekła I sama 
me wiedzIała, ja,kle Imię temu nadać. 
ZapalIła papierosa, nała'a sob.e 
whisky I na kanapie w sałomku za- 
częła przeglądać przysłane przez mat- 
ke z Paryża francuskie czasopIsma. 
Moda... dlugle sukme czy mIm? Wy- 
darze ma... Przeczytała kIlka zdań, 
które pobudzały lą do dyskusJI, chcIa- 
łaby podzielIć Sle myślami z kimś, 
kto podchwycl'by wątek... dyskusla 
potoczyłaby Się dalej .. może zadowo- 
mć do kogoś... me, jest JUZ za późno. 
Ona I jel mąż są osobami dość zna- 
nymi w australIjskIm "socIety", mo- 
zna powIedzieć że mają dużo zna- 
Jomych I ...przy]aclół (mówI SIę ta,k 
- "przYjacIół"). To w AustralII ozna- 
cza coś Innego - mleć przYJaciół, 
to znaczy przede wszY!itklm móc so- 
bie pozwolIć na to, być kimś żeby 
Inni zechcIelI pOŚWięcIĆ sWÓJ czas... 
być na tyłe mezależnym zeby móc 
także "żyć", a me tylko oszczędzać, 
lak to robią przeclętlI1l ludzie w 
Austrahl 
W ŻYCIU NIcole zawsze ta.k było 
- mogła sobIe pOliwolIć na korzy- 
stame ze wszyst,klch naJ,wlększych 
przYJemnoŚCI. ChwIleczkę, czy to 
czasem me przesada, owszem, zna 
dużo dobrych rzeczy w ŻYCIU, na 
które pozwała dobrobyt, ałe ostatmo 
zauwazyła że pociąga Ją cos Innego, 
co dZieJe Się za pewnym murem; 
murem sIworzonym przez Jej pozy- 
Cje, wychowame, stan cywIlny. Po- 
chodzI z dobrej francuskiej rodzIny; 
wyszla młodo za mąż, poprawme I 
J"k potrzeba, za dżentelmena austra- 
h,lsklego pochodzema, być może me 
kochała go zbyt namlętme, bo była 
za mloda na odczU'wąme gwałtow- 
nych uczuć I pasji, za czym tęskm 
teraz: ale m.,ż był dobry, zapewnll 
lei wszystko, co tylko mógł I dał 
lej dZiecI! Początkowo, gdy kanera 
meża mc by 'a jeszcze ustalona, po- 
drozowall wszędzie, gdzie otwIerały 
Się dl" mego Jakieś mozhwoścl - 
był reprezentantem firm w Afryce, 
'" ChInach... wreszcIe mogli sobIe 
pozwolić na otworzeme własneJ kom- 
pam. I oSiedli w Austr,llu. Aby za- 
do	
			

/Archiwum_001_10_283_0001.djvu

			r 


Nr 1396, 3.1st December, 1972 


WIADOMOSCI 


PROZA 


3 


Anno Domi1ni 1972. 1367. Taki sobie 
przelot. 1370. Gruzjja jes't G'11UZjją. 1394/ 
An'k.ieta .,Wiadomości". Gd'.}<1by .n.a
oda 1395. 
Jj,teracka Nobla miaJIa obeonie przypaś': Jędrzejewicz Janusz. Rozmowy z Mar- 
pi'S,a.r,wWli polskiemu, k,to powmlen ją szałkiem P
łsuds'kilJ11. 1350. 
otrzymać? Ostatnie odpowiedzi i pod- Jędrzejewicz Waclaw. Pa.nie Waclaw, 
sumoIWanie. 1356/1357. ..rise"a 10 centów. 1393. 
Bab;ński Witold. PrzycLYiDDc.i do na.jnow- Kamasa J. Zygmunt. Sentimental Jour- 
szej hi&torii Polski. L06y stIO\icy. ney. 1370. 
1356/1357. Karpiński 7iemowit, Lechoń jako aiktor. 
Badowiczówna Maria. O zmiany w sy- 1394/1395. 
stemie karnym. 1352. Karsov Nina i Szechter Szymon. Okno 
Batko Stanisław. ś.p. prof. Bogumił na Rosgę. 1386/1387. 1388. 1389. 
P
ł
ki. 1349. 1392. 1393. 1396. 
Big Ben. Osta,tni łam. 1346. 1359. 1360. Karst Roman, Ks.!ążę Otranto. 1349. 
1361. - W LO[1dynie. Anp;lia z lotu Katelbach Tadeusz. Oz.y Miedzjński 
droz.da
ubeszJka. 1356/1357. Bryłan- mógł być polskim Talleyrandem? 1373. 

owe serce. 1362. Kesten Hennann przcl. Wittlin Józef. 
Bird Andrzej. ..PoisIka w Europie". 1382. Odyseusz czyli daremn'Y pO\Wlf6t. 1348. 
Bogusz Edward. Henri Ber
. 1358. Kibish Krystyna. Podpalić a będzie spo- 
Bohdanowiczowa Zofia. Pamiątlki wo- kój. 1364. Czy niebezpiecZini'! 1378. Co? 
jenne. (Dwa wiersze i list). 1390. Świadectwo mora.lności! 1368. 
Bohusz-Szyszko Marian. Mechanomania. Kielanowski Leopołd Cztery małe 
1346. RewelaGie g!r:obu Tutenchamoma. d'Ziewczyniki. 1355. ..Biesy" Dostojew- 
1373. Jaook MaleŁewski w Londymie. ski,ego czy Wajdy? 1371. Komedie na u- 
1381. kowe. WSIpOmnienie o Antonam Owoj- 
Bond James. Z życia sodallicji. 1353. dzińskim. 1383. 
Doniecka Maria A. Nad wodą. 1347. Kirkor Stanisław. Polacy warmia 
Pif
ekt haniebne,; us,tawy. 1378. angielskiej za Napoleona I. 1355. 
Borkowski Piotr. Kupić łwta (świnię, Koło P1r.zJyJjaciół TWÓTCZ.ośc.i Józefa Ma- 
2laJjąca) w worku. 1394/1395. c'kiewilOLa. 1351. 1356/1357. 
Braun Jerzy, Wspomnienia z Buohen- Konlkurs Iilter&iki dla UCLCzool:a pamięci 
wałdu. 1353. Histaria na odIWrót. 1363. profesora Ignacego Józefa Szemborowi- 
Perspektywy futurologii jako nauki. OLa. 1381. . 
1379. K.ongres w Madrycie. 1396. Kon'ku11S dla uOZICZenia pami'
lCi ge!1. 
Broncel Zdzislaw. "Maikbet" i Zulusi. Antoniego Szylłi,11ga. 1360. 
1364. Korboński Stefan. Emisariusz Salaman- 
Brzozowska Krystyna. Notatki niemie- dra. 1377. 
ckie. 1344. 1345. 1347. 1349. 1353. 1361. Koscialkowska Janina. Droga na Wa- 
1372. 1377. 1378. 1382. 1383. 1388. we\. 1354. U dna. 1394/1395. 
1394/1395. Chopim i kobiety. 1369. K,ośció
 na Dev>onili,. 1394 '1395. 
..Capt. A. N. Curie" ob. Poopiesrz.aJlslki Kott Jan. Czamy Sofokles albo o krą- 
AJntoni 1359. żenliu jadów. 1363. 
Chciuk Andrzej. GalWęda 'O smak05ilach .Kowalewski Janusz. Z cy.klu: .,Podróże 
i biblilofilach. 1375. brztałcą", Ostpalitik z pOzycji opozy- 
Chłapowski K. R. Na list z Polski. cji. 1345. Cudze chwalicie... Tadeusz 
1346. Norwid-Nowacki. 1359. 
Chmielowiec Micbał. Z pamięci i ku Kowalska Janina. ,.Pogran,icze": U Sło- 
pamięci. 1382. wian gody. 1352. Jaik niektóre dziewcze- 
Chrzanowski Fełiks, Notatki fraJllCUSlkie. ta schodzą na :z;!e dT02i. 1356/135 7 . 
1344. 1348. 1356/1357. 1361. 1365. 1371. ..Takie bY'ły z:a;bawYI, spory IW one la. 
1381. 1391. 1393. ta...". 1383. Oro
leys.kie choroby i m- 
Cbudzikowski Romuald. Pościg. 1374. ne żaloIby. 1386 '1387. - O pos
!p w 
Ciolkosz Adam. Dwudziesta świecZika. literatuN.e poJsikiej. 1367. - Zaiws!ze z 
1348. nami'. 1373. Mój dom - pałac mój. 
Czarkowski-Gołejewski Kajetan, AJnglia 1391. 1392. 
w ocz.ach pows,tańca-em;.walJlta z lat Kozarynowa Zofia. A jednak Baudelai- 
1832-1837. 1394/1395. re miał życioorys. 1369. Polsko-bawar- 
Cybulski Maciej. Teatl1Um nas;ze naro- si)(ie gody wesetne. 1388. 
dowe. .,CilOtunia" Fredry w Tea,trze Krancowa Felicja. Z Arturami l1a ('J 
PoisIkam ZASP w Londvnie. 1372. - tlz:i.eń. 1375. 
Teatry Jerzego S=ia:wstkie/IP. 1389. - Kret Wojciech. Israela Hoppego wize- 
Dora KaIliJJ1ówma w Lo.n.dymie. 1392. 1'UJ1reik ojczy.z.ny. 1347. 
Cywińska Krystyna, Sacharyna czy he- Kronika. 1344. 1345. 1346. 1347. 1348. 
f'o.ina? 1363. 1349. 1350. 1351. 1352. 1353. 1356/1357. 
40 \a;t temu. 25 lto/Warzys.zeniu. Ob. 
BadowiCIZ.ÓWlna Marj:a i Wilwl18-White 
Alec. 1352. 
Rapacka Jadwiga. Pra/WdJa. 1378. 
Rey Robert. Emi'granci. 1361. 
Rom:ińska Arturowa Halina i Tiche- 
Falencka Karin. Las.k.i iI1iOwoja ławce. 1361- 
Stearn'i Ronald, przeł. Grynberg Hen- 
ryk. Nowa. to nic nowego. On nabywa 

 mną mól. Disa G:ra.ndiflon. 
1378. 
Sznarbachowski Wlodzimierz. E'fotyk. 
Schodz;ą ku mO!7;u. Rocque Brune. 
Maszym'i5tce. Sa,LZJburJt. 1385 
Śmieja Florian ob. Pea'rse P
draic Hen- 
ry. 1376. 
Św. Jan od Krzyża, pl1reł. Lobodowski 
Józef. Pieśń, ktlórą śpiewa dus.za w 
czułym sojusZJu z Panem B
i'em. Pdeśń 
o Ohrystusie i duszy. ***. *..... 1394/ 
1395. 
Św. Teresa z Avili. p
zel. Lobodowski 
Józef. Wiersze lJrodlJOll1e z ognia milło- 
ści Boga., którego w sobie oosi.ła. 1394 
1395. 
Torre y Sebil "'rancisco de ła, przeł. 
L
bodowski Józef. Na urod'z;lWą łowczy- 
Olę, która gdy spoczywała we śnic 


a j
 uci
a. 1370. Do Panny 
NaJśwlętssji 
i na Sybe,r;'i" .ob. Dąbrowslk,i Staa1isław. 
1369. 
"DzJieje KałiedlrY H:stori,i Literaltury 
Polslkiej w U.niwersytecie Jag:.elIoń- 
śkim" ob. Chmielowiec Micha.1. 1375. 
Dziewanowski M. K. Polsika niepodle- 
gła pod milkrosIkopem. 1396. 
Frossl3Jl1d Ai11dre: ,.Spo:Jkamlie 
Uumacz:y1ł z j',;zYka !iro,ncuslk j'e:llio 
ohowslki Pa
e.ł ob. POSIOi,eS>ZG,lslkd 
ni. 1356/1357. 
Fryling Jan. Dwugłos le,gi'OIl11owy o ka- 
pralu SZlClIaPi.e. 1367. 
Ga.le
siki Stefail1: "Jak żyć żeby dlugo 
ż.yć" ob. Wiottli:l'l Toooosz. 1366. 
Garliński Józef. O 00 tloczyła się wal- 
k,;}. 1349. 
GarliTISlki Józef: ..Politycy i Lołil1ierze" 
ob. CiechaJ110lWSlki JaJn M. 1367. 
Goldber1g Lea: "Sonety" ob. Pytel Ru- 
ma.n. 1383. 
Gr:ońslkj Marek .,Od 'S!edmiu kotów' 
do owcy" ob. Mól. 1383. 
Grynberg Hearyk. Dzieje kOlS.T.ma,rll. 
1392. 
Halikowska Teresa. Intełł:lgoo.t pols'ki w 
pOSZ!likiJwaru:u idei. 1370. - O dobrej 
poezJ.i i. 1392. 
Hautzig Ester: "The E:ldless Steppe" 
ob. Zamoll"Siki Ka:z.irn:e>rz. 1386/1387. 
Hemaif MaJrioan: .,Chl,:'b ku1i1k.OWSIki" 
ob. Chciuk AlTldrrzej. 1347. 
Hostowiec PaJWeł ob. Stempows,ki Je,zy. 
1391. 
Twan:lUk Waoła/W: ,.Lustro" ob. Miązek 
Bonilfacy X. 1364. 
Ja.strum M.ieozys,łaIW: "Es,eje wybrn.ne" 
.ob. Lis,:oedka Allioja. 1356/1357. 
Jaworski Wladyslaw. Zapiski krytycz- 
ne Zbi.gnielwa Pędz
ń
l\dle.:llio. 1351. 
)('ołaikolWS
kJi po 3I11giel
kllJ. 1367. - W 
SZJeTSlZym kontekście: SpóZJn:lOI1e uwagi 
o !książce Ja.nus.m KOIW'alowslkiego. 1373. 
Jelen ChriSJtioo: ,.La Ptlll1jte" ob. Gryn- 
boog Henryk 1392. 
JeżewlSlki Bohd-alJl O. ob. Ciechall1owie- 
aki Andrzej. 
Jędl1zejelWicz JIMlIUSIZ: 
ob. Ubioako KOII1iI"ad. 
Karczewski Marceli. 
Leiltgebell"a. 1392. 
Karren Tamara. DI1O'hobyoz w Izraelu. 
1375. 
Kli\S>ielewsiki Stefan: ,,100 ra;zy Jtłową w 
śO!lanę" ob. PoopielSlZa.lslki AJnił:on	
			

/Archiwum_001_10_284_0001.djvu

			4 


WIADOMO.CI 


Nr 1396, 31st December, 1972 


Libicki Konrad. W srużbie 
dei. 1375. 
Lisiecka Ałicja. Michał Ohooomański. 
1352. - Jas,tmn - Rudnioki. 1356/ 
1357. - CudlJOZJiemk,a. Baudelatilfe -- 
Antoni ob. Perza.nOlWski żywy. 1361. - Dom koł{) s'ta
 Pi- 
me:1a. 1373. - WqjdOlW5kll i Kuśm:e- 
"Farutomy " ob. WiOl: "Chleb rzuoony umam1ym", "Stre- 
fy". 1380. - "Nic a.lbo nic". 1381. 
ob. -- Lema groteslka koomiczna. 1386/ 
1387. - Em;
rall1d doslkon-a'ł'y. 1391. 
Lubaś Cunnelly Janina. Cy
al:J'ie i cy- 
ga.ner:a, 1374. 
Lubomil'Ski Stefan. DilaJriooz. Jana 
Szembe.ka. 1380. 
Łobodowski Józef. Stud:a jes£CiZe nic 
wkońoZlone. 1355. - Portret niewy1koń- 
oZiony. 1362. 
Mackiewicz Józef. Na,j,nows,ZJa ks'iąrżJka 
Michała K. PaJwlilk'OWslkie
. 1350. - 
K&iążka o njepdkqjących analog'lach. 
1385. 
Maokiewicz Jómf: "W ci.eni.u k,rZiyża" 
Qb. Siemasłzkl() Z. S. 1375. 
M.aJiJnowsiki BronilsłalW: ,.A Di.ary im the 
Strict Sernise of the Term" ob. PaSizklow- 
ski Lech. 1384. 1386/1387. 
Ml3JSsie Robert K.: "Nioholas a.nd A1e- 
xandra" ob. Meys.ztowioz WaderiaJn '\(. 
1391. 
,.,Ma1el"iały do bi,QgraJfili, geneałogii 
 
heraldyki poLskiej". T.om V. ob. Pas z- 
kowslki Lech. 1362. 
\ifedvedev Roy A.: .,Let HistOiI"V Judge" 
ob. Święcioki Marek. 1360. 
Medvedev Zhores A.: .,The Med- 
vedev paipers" ob. ŚWięc;:.cki Ma.reIk. 
1360. 
Meysztowicz Walerian X. Polska 
"Enei.da". 1377. - Nj,emiecka praca 
o dziejach Polsk.i. 1380. - O pr.6bie 
-r............. II... II................................ .r
 życi'OI!"YslU Milkoła9'a II. 1391. - Rzecz 
. O białym buku. 1393. 
Miązek Bonifacy X. Dramat pami\;ci. 
1364. - Wiek klęSlki. 1371. -- W kiI"e- 
gu uczrucia. 1381. -- O poezji Beaty 
Obertyńskiej. 1383. 
MiJ-ewicz JeiI"zy, X.: ,.P,rQl1ok i łl3Jncer- 
ka" ob. Bu,ga9 Ainlna. 
MO!JIOId Jacques: "Chail1ce and Necessi- 
ty" ob. KosilliS'ki Zdz6s,laow. 1386/ 
1387. Ob. też ow dL:taJe ..P1'1oza" 
O'S1';e- 
szalski Aintoni (1388 i 1389) OiI"aZ Ko- 
ścia-Jtklows.ka J a.n :lI1ta (1394 l 1395). 
\1orelowski Jan. Ks'iążka o ReymOll1- 
cie. 1362. 
Mól: Wśród ksiąteJk: Od SZJkocji t1:o 
Ka,nady. 1360. 1383. Doz,gOll1lDY więzień. 
1394/1395. 
Nowakowski Tadeusz. Z dzienl:Ji!ka lek- 
tury. 1353. 
NOWla'kowski Tadeus.z: ,.Happy-end" 
ob. Chmie1Itrip-tea:Ser". 1376. 
K'owa,l<1ka JaJ!1Iłna: ,.Moje 
ty" ob. Łobodowski Józef. 
,.KSlI
 dziejów 7 pu
ku 


be\Sk,ilOh im. gm. K. SOS>llIkolW&k.iego 
wydana nak,ładem b. ŻJQbn,ierzy 7 pułku 
ułal:Jów" ob. PrzyborOWSiki Hoooryk. 
136
. 
Kuczm 'remczytk 
Luqj-amK. 
Kuno{IWioz,crwa Maria: 
LilSiedka Al icja. 1361. 
K,uś'n:{w:c.z: A
drz;e,j "St,refy" 
Lisiecka Alicja. 1380. 
Le:tgebe.r Wiltold: "W kwater.ze praso- 
''lej'' 00. KaJ""CZewSlkli Ma:rceli. 1392. 
Lem Stanisław: ,,8ez;semlność" ob. Li- 
sieclka Alioja. 1386/1387. 
Lewickyj Borys. FermeIlJt 100 Ulkranl1łie. 
1352. 
Lilbicki Komad (przygotował do dmku 
i wyda.!): .,Kapral SzcZJa,oa" ob. Fry- 
liT!g Ja.... 1367. ob. Alf-Tarczyński Ta- 
d n u<;7. 1367. 


uniwersyte- 
1355. 
ula,now lu, 


........ .... .. .. .. ...... .. .........................
 


KUPUJJ; 


DRUKI. RĘKOPISY, PAMIĘTNIKI, LISTY, AUTOGRAFY. 
\1 APY, SZTYCHY, RYSUNKI, PORTRETY, WIDOKI, FOTO- 
GRAFIE, KOLEKCJE WSZELKIEGO RODZAJU, i t.p. DOTY- 
CZĄCE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ POLSKI I LITWY 


. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
.................................................. .' 


R. UMIASTOWSKI 


1, Fountain Drive, London, S.E.19 


DYWANY 



OWE I UŻYWANE 
sprzedaż, kupno, reperacje, układanie, ofert) na łądanie 


ATLAITIC BAY CARPETS 


Stacja 


739, Fulham Rd., London, S. W .6. 
tel.: 01-7368777 
metra: Parsons Green. Autobus: nr 


14. 


....................................... 
....... n. 


...... ........ .. ................ ................. ...... 


12-L E C I E D Z I A Ł A L N O 
 C I 
TYSIĄCE ZACHWYCONYCH PRZEJAZDAMI 
W NASZYCH LUKSUSOWYCH AUTOKARACH 


. 


DO POLSKI 
ANGLO-POLlSH ENTERPRISES L ID., 
WŁAŚC. W. 1. TOMASZEWSKI Z POZNANIA 


....c 


-",-
 r 
 
gdy zdecydujesz sifł V lub sprow.dzić r 
s.m jech.ć leogoś z PoIsIeI 
tenlo I wygodnie 
STAł.E WYCIECZKI AUTOKARAMI 
POZNAŃ-LONDON-POZNA
 
z noclegiem,posiłkami i opieki\. w drodze 


12, 


POLSKIE BIURO PODR6;t:y 
/\NGLO- POLlSH ENTERPRISES.LT D. (TRAVEL ) 
CECIL COURT, LONDON WC2 N4HE. Tel. 01-8363391/2987 
Przy stacji kolej.ki podz!emnej LEICESTER SQUARE 


REWELACYJNIE TANIO 
SPROW ADZAMY KREWNYCH i ZNAJOMYCH 
LUKSUSOWYMI AUTOKARAMI 
POZNAŃ LONDYN POZNAŃ 



przedaż biletów kolejowych - lotniczych 


okrętowych 


Załatwiamy przekazy pieniężne. 
Wymieniamy bony hotelowe (vouchery). 
Załatwiamy przedłużanie ważności paszportów, 
wiz pobytowych i tranzytowych. 
Ponad 50.000 zadowolonych podróżnych 


skorzystało z naszych usług. 


. ........ .... .... ...... .... .... ............ ........ 


r 
. 
. 
. ..' 


.) .. 
W znakomity sposób uzupełnisz listę 
ulubionych potraw dodając do niej 
chińskie dania gotowe 


:t9 


produkowane w Ameryce ściśle według autentycznej 
recepty chińskiej. 


· Pełne danie sporządzone w ciągu kilku minut: 
Wołowina - Kura - Krewetki 
'" Przyprawy kuchenne do zwykłych dań: 
Sosy - Jarzyny - Makarony - Ryż 
W szystko ze specyficznym posmakiem 
doskonałej chińskiej kuchni. 


Wyroby LA CHOY są do nabycia we wszystkich sklepach 
delikatesów. 


DYSTRYBUCJĄ DO SKLEPÓW ZAJMUJĄ SIĘ RÓWNIEż 
POLSKIE HURTOWNIE 


- 


I 


Ogłoszenia w "Wiadomościach" 
trwają długie lata 
Cena 1 cal X 1 szpaltę £2.00 
Zniżki puy wielokrotnych i dużych ogłoszeniach 


- 


- 


- 


Weiss Tomasz: "Cyga.neda Mlodej 

oLsiki" .ob. Lubaś Ou1mezelWSlki Kall"'Ol: "Ktoś kto jes
 kimś 
iJnmym" ob. Kowalewsiki Jl3JnUSIL. 1376. 
Zbyszewski W. A. Dia,r:.usz Oadogama. 
1363. - Paoyz W
nczalkiewicza. 1390. 
Zdziechowski Kazimierz. Polon,ica ml 
wyspach brytyjslkilCh. 1349. - Detro- 
nnzaqa z
ota. 1358. 
Żurkow<;ka Helena. .,Wspomnoerua" 
Kazilmiemza Wi.JikomilJiSkiego. 1371. - 

us.ta wodJa. 1374. 
l:ymda Bioles.mw (opracował): "B
bli.()- 
grafcra. wyOOlW1Iliotw św. Wojciecha 
1895-1969" ob. Drobn,iik JeTZY. 1359. 
l:yit:omilrslki BugenalUlSlZ: ,,somety " ob. 
F'itaSik/OIWSika
Humi,ńsk-a Jani,n.a. 135 \. 
LeiI"ffiOll1l1JowiaJlIia (Pirzelkła.dy poet
kie). 
LermontQwiana (Artykuly i eseje) 
ob. PalWli,kowsiki Michał Ku 1368. ,.The 
DiSlłlO!1t:/OII1 of LiJtemtUJre i,n Polish 
Peo,ple's RepUiblic" ob. Pand'OiI"a. 1372. 
l:y/wulslkła Krystyma: ,.L'e3lu vide". ob. 
l:uI'k, . 
, 


( 

 


L 


Podcinają 
byt »Wiadomości« 
Prenumeratorzy, którzy. 
1. nie opłacają 
prenumeraty z eóry 
2. ienorują nasze 
przypomnienia 
o prenumeracie 


.. .. .11 .. .. .. .. .. .. .... .. .. 


SYGNETY HERBOWE 
SYGNETY NARODOWE 
(SREBRNE ORŁY 
NA RUBINACH) 
wyłconuje 


" 


BIJOU 


194 Nortb End ROold, London, W.t" 
tel. 385-377' 
sklep jubilersko - zegarmistrzowIlkI 
L. KANTECKIEGU 

 ----------- ---------- 

__....U_III...,___v/V"..,_________. 


" 


Dunin-Borkowska Jadwiga. Uwoowie. 
1375. 
Erdman Marta. DżdŻlownice, wj
la i od- 
gad}'rwanie myśli. 1360. 
Felczak Jall. Ain,egdota sprzed lat. 1361. 
Fidos Henryk. Poemat o a
tronaułach. 
1346. 
Fuz Jeny K. W ZlwiązJkJu z ,:
fY'Pty1l.iem 
gdańslkim". 1381. 
Garłiński Józef. Powszechność ruchu 
podziemnego. 1358. 
Gełandre Macaire. Cyoowa czy nie Cy- 
cowa.? \388. . 
Giertych Jedrzej. KsiąŻJka Tereja. 1352. 
- "Oporka". 13561 \357. - Dmowski 
i. Na.mier. 1362, 
Gniat(:;Q'ń5ki Wojciech. Z historii słoÓw i 
gier. L386/1387. 
GQ!d:.:\:blaK Fr,yder,y". Aoor.zejewslkiega 
uzasadnione treny nporo.zumie- 
nie. 1394/1395. 
Żerański Ludwik. Nie tyrLko płeć słab.l. 
1390. 
Żytomirski Euaeoiu.sz. Nie po raz pierw- 
szy. 1353. "Uśmieoh archa.ni,ola". 1373. 
1'I1Z)'1koowski o GronowicZJu. 1381. Os'tat- 
nia :recemlZÓa Michaiła K. Pa,wli,kowskie- 
go. 1391. 


II.............. ...................................... 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


Pozostałe egzemplarze książki 


»Wiadomości« na emigracji 
Antologia prozy 1940-1967 
w wyborze i z przedmową 


STEFANII KOSSOWSKIEJ 


Dla Prenumeratorów "Wiadomości" po znacznie 
zniżonej cenie: 
zamiast £ 1.20 - 75p. 


. 
: Zamówienia przyjmuje Administracja "Wiadomości" 
. 
. 
".. .......... .. .. .... .... .. .. .. .. .. .. .... ...... .. .. .. 


POLSKA FUNDACJA KULTURALNA 
9, CharIeville Road, London, W.14 
(z udziałem instytucji społecznych i osób prywatnych) 


. 
PAMIĘTNIK WILENSKI 


Księga zbiorowa dwudziestu dwóch autorów, 
poświęcona ziemiom dawnego W. Ks. Litewskiego i jego stolicy 
Wilnu. 


Wydanie ozdobne w oprawie 


Stron 456 i 26 ilustracyj 


Cena £4, $10. 


- -- 


.. .. .. .. .. .. .. .. .. ...... .. .. .. .. .. .... .. .. .... .. .. ... 


NOWOść WYDAWNICZA 
JÓZEF LOBODOWSKI 


W połowie wędrówki 


tom wierszy i poematów w ozdobnej oprawie 
Str, 180 Cena £2, $5 
POLSKA FUNDACJA KULTURALNA 
9, Charleville Road, London, W.14. 


.. ............................... ................ .... 


- 


-
 


KOLO STUDIóW SPRAW MIĘDZYNARODOWYCH 
przypomina iż ostateczny termin składania prac konkursowych 
o nagrodę imienia Dra HENRYKA GRUBERA na temat 
"Kraj i Emigracja" upływa 31 grudnia 1972. 
Maszynopisy należy przysyłać pod adresem: 
"STUDY CIRCLE FOR INTERNATIONAL AFFAIRS" 
26 Pont Street, London, S.W.1. 


- 


- 


Kornel Krzeczunowicz 


,,--
'I" 


..... 
, 
 


HISTORIA 




 


< . 


JEDNEGO RODU 


" 


DWU 


EMIGRACJI 


,+
!" 


Nakładem Autora 


: ";-: 


Londyn 1973 


" 


Autur. znam. nam dotąd jaku historyk 
wojskowy, hi
graf i pamiętnikarz, zapo- 
wiada nuwą pracę. Tym razem sięgnął trzy 
tysiącl' lat wstecz, ahy rozpocząć histonę 
swojŁ'j rodziny onniańskil'j i rodzin z nią 
spokrewnionych, które dzieliły te saml' lusy. 
Gl'nt'z'l książki jl'st spostrzeżl'nie. Żl' trzej synowie autora. nic o tej .długil'j 
historii me wil'dzą. Zwraca się więc do nich w przedmowIe. nawołuJąc du 
poznaJnia przeszłości i do wiernuści tradycji i ojczyź
ie polskiej,. o tak.. pu- 
dolmej hi
torii najazdów i pudziałów i tak podobnl'J, kluczowe) pOZYCji w 
samym centrum Europy, jak Amwnia na pograniczu Azji. 
Nuwa książka nil' jest oklepanym powtórzenit;m ogólnie znanej 
istorii 
Ormian polskich, przybyłych z początkiem XIV wleku z Krymu, P?dowcz
s 
hugatej kolunii genueńskiej, dla puśredniczenia w handlu wscho<;łnnn Rusl, 
Polski i Litwy. Książka ta jest pracą odkrywczą nad zapommaJną przez 
historyków pulskich drogą kilkudziesięciu rodzin onniańskch, które już w 
1064 roku upuścly swą ojczyznę i założyh' królestwo Małej Annenii w Cy- 
licji, gdzie obok Krzyżowców zachodni u-europejskich walczyły o Zil'mię Świętą 
aż do upadkL1 ostatniŁ'j swej ostoi, Cypru (1375). Ci hyli Krzyżowcy wzięli 
ndział w hitwach pod Gnmwaldem, 'Varną i Wiedniem. 
Od założenia miasta Stanisławowa (1662) toczy się historia wspomnianych 
rodzin. hez przerw i luk aż po nasze czasy. W ciągu XVIII w. przechodzą 
w Polsce, a raczej powracają. do stanu ziemiańskiego. Tradycyjnie trzymają się 
hlisko granicy moldawskiej, ho na Mułdawach od wieków już wolno im hyło 
posiadać ziemię. To o nich pisze zagorzały Sarmata, Ludwik ]abłonowski, w 
swoich pamiętnikach, jak szyhku rozszerzali swoje posiadłości rozchodząc się, 
z Pokucia na cały kraj, po ,.zym prawie niespodziewanie dodaje: ,.Wysoko 
ich cenię... Iho) czuli się dzil'Óni przyhranej ojczyzny i nie wyparli jej 
się nigdy". Autor wspomina o siedmiu Krzyżach Virtuti Militari zduhytych 
przez jedną generację; jednej rodziny. 
Książka, której dmk rozpoczął się w listopadzie 1972, jest I tomem 
pamiętników autora. II tomem jest ..Ostatnia Kampania Konna" (Vl'rita
, 
Londyn, 1971) już w ręku czytdników. Trzeci tom jest w przygotowaniu. 
Niniejszy, J tom wydaje autor - z braku wydawców polskich - na- 
kladł'm własnym. Prosi u przl'dpłaty po £2 pod adresem: K. Krzeczunowicz 
4, Th:.met Court, .Queens' J?rive, London W
 OHW, EngIand. Przy czekach 
zagramcznych proS] o dO'daml' 1.5p na koszt mkassa. Książka zawipra ok 250 
stronic i jest hogato ilmtrowana. Cena księgarska wyniesie ponad £4. . 


- 


- ..-..
		

/Archiwum_001_10_285_0001.djvu

			Nr 1396, 31st December, 1972 


WIADOMOSCl 


, 


PUSZKA 


Rozgardiasz arabski 


Konflikt na Bliskim Wschodzie 
jest z tej przyczyny tak trudny do 
jakiegoś rozsądnego roZlwiązania że 
partnerzy w tym konflikcie, Izrael i 
t.ZJW. świat arabski, są tak bardzo 
do siebie niepodobni. Izrael. chociaż 
malutki obszarem i ludnością, jest 
niezmiernie spoi.sty, zdolny do trud- 
nych decyzji, połączony
h z ryzy- 
kiem, i jak dotąd, we wszystkich 
zbrojnych sta.rciach z krajami arab- 
skimi, zwycięski. Państwa arabskie, 
choć tak bardzo przeważają obsza- 
rem i ludnością Izrael i otaczają go 
ze- wszystkich stron, są skłócone, wew- 
nętrznie rozbite i nie mają żadnego 
planu politycznego czy wojennego. 
Im dłużej trwa konflikt izraelsko- 
arabski, tym wyraźniej widać rozbie- 
żność, narastającą między różnymi 
państwami arabskimi, a ponadto w 
niejednym z tych państw zaostrzanie 
się rozdźwięków wewnętrznych. 
Ja.kkolwiek Jordania należy do naj- 
uboższych i najsłabszych państw arab- 
skich, to jednak dzięki odwadze. oso- 
bistej ludności i talentowi polItycz- 
nemu króla Husseina przedstawia si
 
stosunkowo jeszcze najlepiej. Jorda- 
nia zapowiedziała otwarcie że nie 
podejmuje działań zaczepnych prze- 
ciwko Izraelowi. W rzeczywistości 
przestała być z Izraelem w stanie 
wojny. Stała się jego faktycznym 
sojusznikiem, mimo że wcale układu 
sojuszniczego nie sporządzo.no. Stan 
rzeczy jest taki że Izrael, zwłaszcza 
wraz z obszarami obecnie okupowa- 
nymi, jest zaporą przeciwko najaz- 
dowi Jordanii przez Egipt i Syrię, 
a chyba i Irak. Z drugiej strony ist- 
nieni
 Jordanii zabezpiecza południo- 
wy front Izraela. co wzmaga jego 
gotowość obronną, zwłaszcza na fro
- 
cie sueskim. Niedawno król Hussem 
wystąpił z planem pokoju, który - 
jak się wydaje - ze względóN tak- 
tycznych został przez Izrael odrzu- 
cony, ale wygląda całkiem rozsądnie. 
Hussein chce żeby utworzono na za- 
chodnim pobrzeżu Jordanii, dziś oku- 
powanym przez Izrael, "nową Pa- 
lestynę", gdzie obok istniejącej już 
tam ludności arabskiej mogliby zna- 
leźć pomieszczeni.e t.zw. Palestyń- 
czycy, przebywającyobecnie w obo- 
zach, w liczbie powyżej miliona. Za- 
ła't/Wiłoby to sprawę tych uchodźców, 
a jednocześnie uwolniłoby Izrael od 
groźby "arabizacji". Ta groźba jest 
tym większa że przyrost naturalny 
w Izraelu odpowiada norJllom świa- 
ta zachodniego, zaś "Palestyńczycy", 
choć zamknięci z górą ćwierć wieku 
w obozach, mnożą się jak króliki. 
Ta "nowa Pałestyna" byłaby luźn
 
połączona w federacji jordańskie). 
Punkt sporny stanowi wciąż JerozolI- 
ma, ale i tutaj z pewnością, przy 
dobrej woli, można by znaleźć jakąś 
formułę, m071iwą do przyjęcia dla 
obu stron. Hussein jest wciąż ostro 
z,wa1czany przez inne państwa arab- 
skie a niedawno wykryto spisek na 
jegd życie, dwudziesty z kolei,. i
- 
spirowany przez dy'ktatora Llbn, 
Gadaffi 
W Egi.pcie wszystko kotłuje się w 
sposób niepodobny do przewidzenia 
z dnia na dzień. Prezydent Egiptu 
Sad at dokonał niedawno śmiałego 
kroku - pozbycia się powyżej 15 
tysięcy "doradców" sowieckich, któ- 
rzy w istocie byli organami swoiste- 
go rodz.f!ju okupacji. Jak się mówi, 
Sadat powziął tę decyzję pod wpły- 
wem ministra wojny Sadeka, którego 
niepokoilo rosnące n:ezadowolenie 
w wojsku, wywołane przez nadmier- 
ne wtrącanie się "doradców" sowiec- 
kich nawet do drobnych spraw woj- 
ska, na szczeblu batalionu. Sowiety 
wyniosły się z Egiptu bez oporu i 
zabrały także wiele sprzętu. Ale wnet 
okazało się że Egipt, przynajmniej 
w pewnym stopniu, nie może się bez 
nich obejść. Bnik mu części zamien- 
nych dla prostych stosunkowo nawet 
urządzeń wojennych, zwłaszcza w 
broni pancernej, artylerii i w lot- 
nictwie. Skończyło się na dymisji 
Sadeka i na pokornej podróży jego 
następcy do Moskwy z prośbą o do- 
stawe koniecznych czę_ści zamiennych, 
na co Sowiety zgodziły się tylko 
przy jednoczesn}m wyprawieniu pew- 
nej ilości instruktorów. Nie j,est to 
jednak już masowy najazd, ale raczej 
dyskretna infiltracja. Oczywiście i na 
Sad ata próbowano dokonać zamachu, 
a w każdym razie w związku z ta- 
kim podejrzeniem aresZJtowano po- 
wyżej stu oficerów, przeważnie wyż- 
szych stopni. Jako urozmaicenie mo- 
zna do tego dodać kilka pogromów 


- -- 


Koptów przez fana,tyczne Bractwo 
Muwłmańskie. Jest w Egipcie 6 mi- 
lionów Koptów na 30 milionów lud- 
ności. czyli 20%, odsetek niemały. 
Jeden z najstarszych kościołów chrze- 
ścijańskich, mający swoją Głowę Ko- 
ścioła i hierarchię, na ogół jest to- 
lerowany. Ale w czasach mniej spo- 
kojnych spelniają oni w Egipcie 
mniej więcej tę samą rolę co Żydzi 
w Europie Wschodniej: są kozłem 
ofiarnym. Móry ponosi winę za wszy- 
stkie kłopoty i trudności. Te pogro- 
my antykoptyjskie są więc teraz nie- 
ja'ko termometrem, wskazu
ącym wy- 
soką temperaturę. 
Armia i studenci najgłośniej dają 
wyraz swojeffiIU niezadowoleniu ze 
stanu rzeczy, k1óry nie jest ani wojną 
ani pokojem. Ale dowództwo woj- 
skowe nie może podjąć wojny bez 
nowoczesnego sprzętu zaczepnego, 
zwłaszcza rakiet o większym zasięgu, 
a tego sprzętu Sowiety Egiptowi ni
 
dostarczają. Raz dlatego że, kl.'rzy- 
sta
ąc z trzy'krptnych doświadczeń, 
przewidują że wo;ska izraelskie roz- 
pędzą Egipcjan i odbiorą im ten 
sprzęt, a powtóre dlatego że 
owiety 
za wszelką cenę chcą uniknąć bez- 
pośredniej konfrontacji z Amer.tką. 
Gdyby Izraelowi, co nie jest pri1w- 
dopodobne, miało grozić naprawdę 
zajęcie przez wojska eg;pskie, niw- 
nikniona byłaby odsiecz amervk;tń- 
ska, przynajmniej z morza 
 z Ipo- 
wietrza. 
Mówi się o wznowieniu "wojny 
nękającej" w obszarze Kanału Sues- 
ki
,go i w ogóle na półwyspie synaj- 
s'kim, ale jak dotąd są to tylko 
puste groźby. Straty, które Egipt po- 
niósł w poprzednim okresie takiej 
wojny nękającej sprzed dwóch blisko 
lat, były zbyt dotkliwe by można 
było taki bezwyjlŚCiowy w gruncie 
rzeczy zabieg ponownie podjąć. Więc 
liczy się na interwenck Ameryki i 
uzyskanie w drodze rokOiWań częścio- 
wego wycofania Izraela na półwys- 
pie synajskim i otwarcie Kanału Su- 
eskiego. Jak dotąd prez. Nixon żad- 
nego kroku w tym zakresie nie uczy- 
nił, ale z pewnością w nadchodzącym 
roku, który nazwał był "rokiem 
Buropy" będzie musiał zająć się bli- 
żej talkże sprawą Bliskiego Wschodu, 
bo obszar Morza Śródziemnego jest 
przecie integralną częścią Buropy. 
Wreszcie jeśli idzie o Syrię i Liban, 
to tutaj Izrael ma do czynienia nie 
tyle z tymi państwami ile z party- 
zantami palestyńskimi, którzy zna- 
leźli sobie na ich obszarze schronie- 
nie po wyrzuceniu ich niedobit1(ów 
z Jordanii. Korzystając z pom:}cy 
sowieckiej w sprzecie, utworzyli tam 
obozy ćwiczebne i coś podobn
go 
do garnizonów na mniej dostępnych 
górzystych terenach, graniczących z 
Izraelem. Izrael stosuje taktykę wo- 
bec tych państw już od niejakiego 
czasu ustaloną. W przypad'ku więk- 
szeJ napaści partyzantów z obszaru 
pogranicznego na osiedla izraelskie 
następuje nieodmiennie wyprawa lot- 
nictwa i czołgów izraelskich, która 
niszczy obozy partyzantów i wsie, 
gdzie się ukrywają. W Libanie wy- 
wołało to skutek taki .że pogranicze 
z Izraelem zostało przez wojska li- 
bańskie, choć bardzo nieliczne, cał- 
kowicie uwolnione od partyzantów. 
W Syrii proces ten tak .laleko się 
jeszcze nie posunął, ho t..ż 

vria 
najsilniej powiązana iest z :-:owieta- 
mi. Walki zresztą toczą się głównie 
w obszarze wzgórza Golan, okup'J- 
wanym przez Izrael, a nie na obsza- 
rze Izraela. 
Więc z całego nie istniejącego fron- 
tu wojennego arabsko-izraelskiego po- 
zostaje jako jedyny element, skupia- 
jący uwagę, terror arabski w różnych 
formach, stosowany nie tylko prze- 
ciwko Izraelowi ile przec
wko Żydom 
w rÓŻnych kątach świata. Najjaskraw- 
sze przypadki takie ja.k rzeź pasaże- 
rów na lotnisku w Lod pod Tel 
Awiwem, czy wyrżnięcie zawodników 
izraelskich w czas:e olimpady w Mo- 
nachium, czy pomysłowe koperty 
ek;splodujące rozsyłane na różne adre- 
Sy firm handlowych żydowskich, czy 
nawet osób prywatnych, mają przy- 
pominać światu że Palestyna doma- 
ga sie wyzwolenia. Eksterytorialny 
charakter tych zabiegów utrud-nia 
walkę z nimi. ale też nie mają one 
istotnego związku z konfhktem arab- 
sko-izraelskim, umiejscowionym tery- 
torialnie na południowym wybrzeżu 
Morza Śródziemnego. 


Pandora. 


POLSKA FUNDACJA KULTURALNA 
9 Charleville Road. London W.14 


WIT TARNAWSKI 


CONRAD 
CZłOWIEK - PISARZ - POLAK 


KSIĄŻKA DZIELI SIĘ NA 5 CZĘŚCI: 
Osobowość i sztuka Conrada - Wybrane wątki wewnętrznej biografii 
Conrada - Szkice porównawcze. - Szkice okolicznościowe - Luźne 
notatki. 
Wśród 44 rozdzialów książki m.in.: Narodziny pisarza - O Conradzie 
Dostojewskim i innych sprawach - Czy Conrad był antyrosyjski _ Ech
 
mickiewiczowskie u Conrada - Conrad a Polska - Conrad a psycho- 
analiza - Od twórczości głębinowej do baśniowej - Conrad od strony 
domu - Kosmopolityzm - odrzucone rozwiązanie. 


WYDANIE OZDOBNE W OPRAWIE 
306 stronic, 22 ilustracje. Cena z przesyłką £3 lub $7.50. 
(Czeki na: POLISH CULTURAL FOUNDATlON) 


- 


Obrazy 


Ruszkowskiego 


Z czasopism krajowych 


40 lat temu 


W nr. 1393 "Wiadomości" (z dn. \O grudnia b.r.) ukazał się artykuł 
Stanisława FreJllkla o malarstwie Zdzisława Ruszkowskiego. 
Podajemy reprooukcje dwóch obrazów z ostatniej wystawy RuszJww- 
ksiego w Londynie. 



.........-..
. 
:..., ... /I" ..... 
. -- 
. ...
 

.. . 

: ..... 
.-- . 
fi 
II' 


t 


......--:- 


MORALNOść SOCJAUSTYCZNA 


. 
O 


"Coraz powszechniej słkła,niamy saę 
k,u przekonaniu że &iiś pl'obJemem 1IlIU- 
mer jedem stają się dla baju spralWy 
moraiLne". ,,są w świecie społeczeń- 
stwa, dla których problemy zdrowia mo- 
ra:lnego są dzi
 o wiele ba.rdziej palą- 
ce niż dla. nas". "Nasze spoleczenstwo 
ma znacmie większe morliwości wy- 
wieraJnia wpłyrwu na zjawilsIka i procesy 
z zakresu morall1l
i. Te możliwości 
tlkwią w naszych warlli11kach ustrojo- 
wych". Tak twierdzń Sta:nisław Grzele- 
oki w ,,:l:ycilU Wa.rs.zawy" z 21 w
ia. 
Wormuje on, że "gwahowność i sdks, 
które w cią-
 ootatnich lat coralZ wyż- 
szą falą pty.ną przez ebal11Y kim w wie- 
lu k ;,:: 

 '. . t 
... 
, 1... 
, 
'. 
Antibes w nocy (ołej) 


..::J
 '.-'. . 
. ;V u. 
r""J... 
, "'I', 
 C
1
 . 
'. ._
 'l,.;/; l.. 
,- . ;' ;;: 


ł....l:.: 
 ,,

.. 
't-ł"f.- .'r.:r 
-I:>( '. 
'.. 


t
\r 


. "',- 


'.0 


/£ 


Leżaki (olej) 


- 


- 


., 


. -""..f , 
-:"-41. 


...... 


.'ł ..\ 
\ o,,#-' j 

 .... ,

 
r '
. 
''''_' , . 
\.;;. : 
,:;
'łit
 . 


... 


.L 


, 
 


.
 


't- 


::\i.... 


-. ."'''- 

'- 


- 


- 


PRENUMERATA 


Prosimy o zapłacenie prenumeraty zaleglej za rok 1972 
oraz z góry za I-szy kwartal, I-sze pólrocze lub cal)" rok 1973. 


- 



 


POLONICA 


- 


LEKTORAT JĘZYkA POLSKIEGO 
W OXFORDZIE 
W bieżącym roku alka.demickim po 
rtwo Domowill1a, Budysin. 1972. 
Budysin &taJnoM-li dz;iś ceII1ltrum du- 
chowe kultury łUŻycikiej w Niemczech 
Wsohodmioh. We wczeSl11ym średn
()IWie- 
cw byrł to 
ód bużycldego plemienia 
Milczan. Na7JWY ulic w oaJym mieście 
są w dwu języlkaoh: łużyclk.im i niernie- 
cIkim. 
Dr Stone jeSJt również autorem sze- 
regu arty
ułów, ogłoszonyoh w czaso- 
pismach na'llk,owych. Baroro się imtere- 
suje pracami w zaJkJresie języika buży- 
okiego i inmych j,ęzy1ków s,ł.owi-a, ńslkich 
które prowadz.ił przed nim pierwszy 
slawis,ta odordzki, Wi'lIii3lm Richa.rd 
MorfiII (1834-1911). Morfm był autorem 
pieJIWSzej gramatyki języika polskiego, 
opracowa.nej w Oksforozie: ,.A Simpli- 
fied Gramma
 of the polish LaJnguage" 
(1884) oraz iksiąrżJki p.t. ,,'PoIa.nd" (1893). 
Książka tra,k,tuje o historii Polsik.j i za- 
wiem też roZJdzJiaJI o Ji.teraturze. Mgram z No- 
wego Jo
ku. Obradujący tam między- 
na.rodowy kongres delegatów PEN Klu- 
bow ;nw.rócił się do S21WedzJkie
 Komi- 
tetu Nagrody Nobla o pr,zyz:nanie na- 
grody li
eraokiej M-letniemu TomasJlo- 
wi Hardy. 
W Londynie przy
ęto natyohmias
 re- 
zolucję popiernjącą decyzję, która za- 
padła w Nowym J.orku. 
NasI1:ępnego dmia ukazał się o tym 
krótki k{)miUniikat w londyńskim 
.,Times" . 
Po pół roku, 13 listopada 1924. na- 
deszła ze SLtokholmu do Londy11lU wia- 
dom06ć że nagrodę Nobla w dziedzinie 
Iili:eratury przyznano polsik.iemu powie- 
ściopisaf1zowi Władysław-owi Reymonto- 
wi, autorowi "Chłopów". 
Reymont by.ł o 27 lat mtodszy od 
angielskiego, napewno duŻJo &liawniejsze- 
go. kaII1dydata. 
W kilka dni później "Times" pod3ł 
krótki żydorys Reymonta, a potem za. 
mieścił jego f-otog.rafię. Reymont .ZII11arł 
w ,nastęlpllym roku. Hardy w r. 1928. 


DOKTOR NAUK POLICYJNYCH 


Anna Kłodziń&ka .poda1e w .,:l:yciu 
WarszaJWY" z 7 października definicję 
humanitaryzmu na ws,tępie artykułu p.!. 
"Kadra ludzi myślących". Ni,kt by się 
z tego Qlie domyśli.ł że artyikuł jest o 
- milioji! 
Pisze Kłodz.ińska: 
"Jestem w Wyższej SLkole Milicji 
Obywatelslkie9 im. gen. Fr. Jóźwiaka w 
Swzytnie. Otrzymała ona we wrześniu 
pmwa wyhrej uczelni i 7 b.m. rozpo- 
cZ}'llla się tu nolWY rok akademicki. Przez 
trzy lata ks.ltałcić się b,
dzie w WSO 
\10 kadra ludLi myślących". 
O miasLach WybrzeŻJa już zapomnia- 
no'? 


KRAINA ARTYSToW 


"Z/Więzłość i j-aJSność to moje Weały.'. 
pisze Kisiel w "Tygodlnl.,ku p'O'WSlZech- 
nym" z 10 paźd.ziern:ika. ,Sw jat jes,t 
i'l1faojona.\ny i łaoemniczy, człowiek. 
chcąc j-ako tako przytomn';e przejść 
przez; życie, musi &two-r.zyć sobie ra. 
ojomaJJną konCClpcję, choóby tylko ro- 
boczą". Ale naJWet ta'ki minimaHzm 
..n.ie jest tu u naJS dziś populanny, 
zwła&zcza wśród mbodzie,ży. a także w 
naszej sztuce, gdZJie jako postawa w!a- 

iwa dz:isiejs:zym czasom przyjęty w- 
stał roZ/Wichrzony i m,zbucha.ny ekspres- 
jonizm oraz symbołk.ziny lec,L 'bebe- 
chowaty' tragi.Zll11 za wszel'ką ceII1ę". 
"Rów;nież w mU2Yce konrnnlktura. na 
dkspresjiOllljistyo:zme 'WSltII",ząsy trwa nie- 
przel11Wan l ie". 
Na filmie Wajdy .,W
zys,
ko '"!a 


*) wyd. the Clarendon Press, Oxford 
1951. 


Wiesław Toporowski. 


sprzedaż" Kisiel wykaył ,,niemożność". 
,,AIIli msz nie mop;łem zroZIll111icć, o 
co tam chodzll i dlaczego ci młiodzi lu- 
dzi>e talk się sklI"ęcaOą w &urrea1nych k,on- 
wulsJach". Zachwycilł JtO jednak mny 
nim polskJi, ,,
olow3l11:e na muohy", .. 
.Jecz tem wł
ie film !lJn-i się nie po- 
dobał aY1li nie ZJodl
 bo. wZJOr- 
cowyrn, Sopoclk.im na crele. To potwor- 
ne: KRAINA ARTYSTÓW, n.ic gor- 
szego być me może, o nieszczęs.rla 
Polsiko!". 
,.Pogląd na pooZJję joot f1oZJbmjający: 
b
Oirą ją za i.rracjOl1l3.lny bel'klO!., gdy w 
istooie ma to być mistemn.y s.zyfr". No- . 
woc,ześ.n.i poeci to ..p
 ani teleg.ra.fiści" . 


WIADOM OS CI 
LITERACKIJ; 


WARSZA W A, 1 STYCZNIA 1933 


CONRAD A BRAKORÓBSTWO 


Pro£. Zygmunt Łempioki zapowia- 
da wydanie pięciu tomów encyrklo- 
pedii ..Swiat i :l:ycie" prz
zornel 
dla młodziezy. Ks,i-ąŻJnica-Atla.s wy- 
da
a już pjel1Wszy .zeszyrt tego ,,za- 
r}'SIU encykLopedycZJnegD współczes- 
nej wiedLY i .kultury". Piąty tom 
będzie pielWSlZą próbą rea.liz.acj i 
"malego polslkiego Laro\J5Se'a". 
W dodatku "Drtwa Po- 
pierania Nauki, na tema,t .,ROZJWój 
wszeOhŚiwia,ta". Zabiera,li głos m.in. 
Eddilngtm, Jea,ns. de Sitter, a także: 
gen. Smuts, bisklllp Ba,mes.i Ld. 
Dyslk,usj.
 zamknął Sir Oliver Lod- 
ge pesymistycZJt1ą k'i:mikIUlZJją: ..WSnda Rus,sella z zebrania 
Brytyjskiej Ligi ObTony Europy: 
.,Spożywamy teraz gorZJkie owoce 
zdradze:Jia Polski... appeasement 
nie jest już tym, 00 mówi s
OWI!Ii%:, 
appeasemelnt to zbrodnia i ślepota". 
Oto imne zebranie. Osmiu Slkl1'adnie 
lewioowych posłów LaboulT Pa.J1ty L 
en:tuZljazmem opowiada o wypra- 
wie do SOIwietów Czechosłowacji, 
Pol
lki, Jugosławii. "Widzieliśmy 
slocjalDzm - wołał Koni ZiIliacus 
- it wOl1ks". ,.Czy mam pisać ;) 
emltuzjoa,zmie tłumów? - pislze Ku- 
slze\.ewska - to się nie da wy,ralZi,; 
sbowami". 
Zygmunt Na.górSlki jr. opis'Uje w 
felietonie "Jaik być cudZioziemcem". 
książecZJkę Georgea Miikes'a pod 
tym tytułem. "Niech eni!JuJZJjaści bry- 
ty-jslkiJej przymale,Żiności pa.ńMwOWe) 
pr.zeczy,tają ksią.żeczkę Mi'kesa. I 
nieclha
 wspomną słowa mąd
ego 
prof. SaroIea: ,,II takes 100 years 
to gl'OW a tl1'ee - but it taikes 200 
yealTlS to grOlW a ScotsrnaJn". 
CZaJSopisma kra
owe (Theates). 
Jemzy Borejsza, w aJrtyrkule ,.Wschód 
i Zachód" (..'PrZJe!k'rój", 9 listopada 
1947) oŚ'Wi'a,dl:rza: "...,tak jak 30 lat 
temu Aleksander mok z pogardą i 
w pOCZlUCiilU swej siły i dumy przy- 
ją'ł n	
			

/Archiwum_001_10_286_0001.djvu

			6 


Nr 13%, 31st December, 1972 


o 


K 


Holendel1sika galzeta "De Tele
af" 
ogł<)
Hła 'IIi,edaMmo a!1tyk,uł sweJto kOll"e- 
!ilpoadenta Ch. de MaiI"i, który odwie- 
dZI
 w MOSIkwle Nadieżdę Mar.ldelsz- 
tam. Pro:ytaozamy fragmenty tego arty- 
kułu ;za tygoon Ikiem .,Russka
suro'WSza ka,l'a jest jeszcze zbyt 
łaJgodna" . Tyle sowiecka pl1Opa.gaJnda. 
Jedna.kże Nadieżda Mandelsztam nie 
obalWia się am obozu kO.lcentracyjll1eg'o, 
ani katowni ma Lubialnce. "Bliśmy czerworny guzik d"!:wonlka 
pisze de Ma,ri - drLwi oowoli si. 
otwol1ZY!ły i zdumiernj zatrzymaliśmy 
ię 
w pl'ogu: czyśmy dobrze trafili? PiI1Ze:l 
nami slro'ła stam, zaJniedbana czy to ku- 
chaJ(1ka, czy to służąca (WI'k'O miotlv 
jej bralklOWało). w 7JIH)SJ'!onym kraci..- 
s,tym szla,frocZlku z cienlkie
o, .nieokre- 
śLonego kolom materil3Jłu. Nie sięgaOąc'l 
nam naIWet do ramiom, maleń,ka kobie- 
ta o przVlgaSłym spoj'11Zeniu niebieskich 
oczu. To była właśnie Nadieżda Man- 
delsZJtam! Zaprowadziła nas do kuchni, 
ktÓra służy jej tabe ja1lw sa,IOI!I, obja- 
śnia9ąc r
nocze
n,ie doSkonałą an- 
giełslZlCZYIZiną że jej miesZika,nie składa się 
z trzech pokoi: tej oto ikuchni, pokoju 
do pracy i łazierniki. Komorne: t
zv- 
dzieści rubli miesięcmje. A 1XJniew'.lż 
mą.ż zOSlta
 zrehabihtow3l:1Y, to mimo 
SIWO jego 'iZalkRamaJn
o pos

pOIWaJn ioa '. 
otrz.Yl!l1uje rent
 państwową w wysoko. 
ści Sotu ozterech rubli miesięcZ:Jie. 
Wspiell"ając się o brleg kuchen,ki wsta- 
ła z wys;łkiem. aby zapa'TlYć herbatę. 
ZaIPytalem: 'Czy jest par.1.i zmęcz.ona?' 
- 'Ach nie, nie talk bal-dzo. T.o tylk0 
staJfość'. Naloała nam herbaty, usiadła, 
drżącą. pomarse.c.zo:1ą ręką z.a.paliła no- 
wego 'biełom.olI"a' i zacz
la straslZll1ie 
kaoslzJać. Pl"zy ' kro b
ło słuchać te
o du- 
szącego Oą. szarpiącego wnętr.zn06ci 
ka6zJł.u. Lekal"z. już dawno SoUl10W.o za- 
bronił jej palić. a ona !lapierosa nie 
wypUSiLCZa z. ręki W kuchni-salom:: 
pa.nUlje oka"oP:1Y nieład: okruchy chłeba 
na Sotole. na podłodze, żelaliko, zmięty 
papier obok zas'Us.z1ol11
ch kw:a'tów i 
don:ozek gera,nium i begonii, ktore 
'up:ękSila1ą mtatnie d:Ji mego życia' 
Kiedy wochę przvs,zła do siebie zacz:- 
ła opow::adać - 'kłamać': 
'Mam siedemdziesiąt tl1zy ła,ta, w 
pl1Zysz:łym miesiąou skończę siedem- 
dL:esiąt cztery! A to duzo, ba,rdzo dużo, 
stara jestem'. Zacią!!JIlęła się głęboko 
dyunem i 'ZI!IIOWU s
: .I1OZlkaslzlaJa. 'A pa- 
novv"e właśc:iWie po co do mnie przy- 
s.zli? Mam nadzieję me po to, by chwa- 
lić moje książki. U mrni.e można chwa- 


K 


r 


o 


ZAPIS OSTATNIEJ WNUCZKI 
MICKIEWICZA 
Gern1aine z Mickiewiczów Knyżaiko- 
wa, niedawno zmarła w Paryżu córka 
Józefa Mickiewicza, naimł.od!;re.l\o z 
synów poety, zapisała resl.Zltę pamdątek 
rodzinnych Muzeum LIteTatury im. 
Adama Mickiewicza w WarS/zaIWie. Jest 
tam szlkatułka z dokumentami rodzin- 
nymi, zbióT fotografii i książki. Wśród 
przedmiotów, staJnowiących bezpośred- 
nie pamiątki po Adamie i CeIhnie Mi- 
okiewiozach, ma
duje Się tam obiekt 
ml!llejszej ceny i inlllego poziomu: pia- 
nino, na którym Józef Mickiewicz J!;ry. 
wał po kinach paiI"yslkioh po pierwszej 
WOj me. Józef ożenił si'ę z Fra ncuzk 1. 
Córka ich, Germaine, mała języik pol- 
ski teoretycznie. ałe nie ośmielała się w 
nim odzywać. Byla uważama za należą- 
cą do reprezen.tacY'j:nej gruPY Sopadko- 
bierców po wybitnych Polalkach i bra- 
ła udział w imprezach polsiklch. Pozu- 
stawała w blisikich stosunkach z Biblio- 
teką Polską na Quai d'Orlea.ns. Przez 
dłuższy czas powierza.no jej podczas let- 
nich wa
acji zarząd penlSjjonatu poisikie- 
go w Dinard, urząozoneJto przez To- 
warzys'two Hlstoryczno-Literacrkie w Pa- 
ryżu w drych wiele nie było jesz- 
cze dotąd ,nigdzie publilkiOlWa.nych. WŚiI"ód 
iJUiSllUacji jest M!\Jrszałek Piłsudski, p;en. 


1 1 


L 


N 


o 


N 


A 


o 


R 


Moskiewska kłamczucha 


lić ty'lko moją hfjrbatę' - i zaczęła 
ooerZJaĆ piąs
ką w pierś, ja'kby chcI,a- 
ła zatrzymać męczący ją kaszel. Zła- 
PIlIWSZY troohę tchu mówJła dalej: 'wŚll"ód 
mOIloh mł.odyoh pl1zyjaciół jest jeden 
duch.oWlTlY. On mme przekonał że sa- 
mobójs.two to wielki gl1zech. Wiel'Zę mu. 
ale co mam robić? Tak ba.rdZlo chcę 
jalk na
prędze9 uml1Zeć. Dob
ze by
oby 
jutro, a jeszcLe lepiej dziś. S7Jkoda tyl- 
k,o że pl1z;OO śmiercią JUŻ mi Się nie 
uda ooetchQ'ląć wolnym powietl"zem poza 
obrębem tego kra.j,u. Aoh, mÓJ Boże! 
Ja ZJnIOWU lda.mię!' - i uSmiechnęła się 
niepetWJtie: 'Proszę mi powi.edzieć, ja'k 
pa'l1owie do mnie trafh1i. Chyba oa.n.ów 
d'o siebie nie La.pra.sza'liam? Już nie pa- 
miętam, kiedy w tym domu bydi ootat- 
ni ra,z dZlenmkane. A poza tym na- 
prawdę nie wiem, o ozym mogłabym 
palii om opowiedzieć. Ja pl1z;ecileż jestem 
kłamclIucha! . Kłamczucha w kra
'U 
be.zgl1anilCZlnego k,łamSltwa. Dam paJnom 
radę: prOSIZl.. na,pisać że poczęs-t!owałam 
paJnóIW dwiema szklankami dobiTej her- 
baty, i że nie rozumiem aJni jednegl' 
s.
owa po 3,nlgi l e,lslkQJ'. 
Z!\Juważyła w:idać moje rozczaiTowa- 
nic, bo się nade mną ulitowała i cicho 
r,zekła: 'No dobrze. niech będzie, coś 
niecoś powiem, a'Źeby paJnowie nie ża- 
łowali stracO'llcgo cza<'iU i nie ob:ralZiłi 
się iŻe aiŹ LaJk dalelko się do m:1ie wybra- 
Li i daremnie. Pr0Sl2l
 więc s,łucha,ć'. 
Związek Sowiecki jes.t TIia
lepszym ze 
wSIzys
lkioh kiTa1ÓW na śWiecie. 
Nigdzie Q'lle jest talk dobrze żyć pk 
tutaj. 
Jedyny baj na świecie, 
zie palTIiuJe 
ca'łkowilta i praiWdzllwa woln06ć. 
WSZ)'ISCy ludzie w tym wspaJni'ałvm 
kraulU są szczęśłilwi. 
Tuta
 kawy może robić i mówić co 
Lechce. 
Nie ma zadnej ceTlizury. 
Ni,gdzie na świecie nie okazuje si
 
starym ludziom ta;kiej troski, jaik tutaj. 
Na'sza ofiojallnie wydawal!1a literatur.1 
jes
 najbardziej wolna i najlepsza na 
ŚWieCie. 
Nasi artyści-pla.stvcy są natchnieni i 
niebywale utalentowani. 
Nasz l'osyjs.ki tea.t;r jest najlepszy 
na świecie, 
Ozy panCIwie chcą jes.zcze czeJ1:oś sic 
dowl:.edzieć'! ProS7
 bardlO! 
Ubo'gicl1 tutaj nie ma. a po żebd'a- 
kalch dawm.o już nawet śladu 'IIie zosta- 
ło. 
St,rach nie istnieje. n.lkt u nas nilko- 

o i mic:zeg'o się nie boi. 
Relwiz
e się nie zdarzaią. ROlJ11ów się 
nie podsłuchuje. 
Ll1Jwi.gilacia nie istnieje i tutai nie ma 
niewoLnilków. 
I oczywiście tutaj n .,kt me kłamie. 
P,rlel"wała i zaozęła zaoa,lać nowego 
'bioelom:Jra'. 'Chvba już jestem tell"az 
baJrozo zmęcZlona.- Pro
IZę mj wybaczyć'. 
OpaJ'ła gŁowę o czel1wony plulS'Z wył:!r- 
tej. s,ta.rej ja1k ona sama otomany. 
'Ma,nldelsztlam - swry' pra,wie już się 
skońozy.ła i whótce będzie zapomniana, 


n 


. 
I 


k 


a 


A:1Iders, fra,gment KatYnIa oraz Powsta- 
nia Wa.fszawsikiego. Cena $11.95. 
WYSTAWA POLSKIEJ MALARKI 
Z KANADY 
Mala.11k,a i poetka, która da,ła się po- 
znać pod skróconym naLWis,kiem Iren:! 
Kwia,t (z Kwiatikowskich de GraJndlpire), 
zaczęła nau:k,ę w Polsce, za'k.ończyła 
doktoratem na Sorbonie i studiami na 
wyższych uCLeLniach paryskIch w ZJa.kre- 
Soie s-ZJtuki i architektury. Przeniosła się 
d.o KaJnady po wyjściu zamąż. 
Pazdziemi.kowa wySitawa jej obrazów 
w Nowym Jorku ("one man show") 
była jak na
lepiej przyjęta przez kryty'kę. 
O j
 malal1S,twie pisze jed,en z kTy[y- 
ków że jest w nim duch OhagalJa i cel- 
nitka Rousseau, ale nad wszystkim 
ó- 
rUie kobieca wrażłiwość, wdzj,
ik i smut- 
ny p6łuśmiech. ()ceny nie są an
 kon- 
wencjonalne. ani zdawkowe, PISZą o niej 
że łączy Q'I.oiWoczesność z przvwiązarniem 
do z:a,łożeń figuraty/wnych. "Ma.Jars
wo 
Ireny Kwiat - czytamy w jednej z re- 
cenljJi - nosi te same charn.kterystycz- 
ne rysy, co jej poe2lja: umiłowanie for- 
my i koloru, głos i11'StY'nktu życia, uwaga 
zwrócona na świat i bardzo ludzika 
świerość spojrzenia". 
W Paryżu wydała tom poezj i ,. Le 
coeur contre le mur" (z włas'1lymi ilu- 
stracjami), które miały doskonałą prasę, 
OJ1az pracę kry
yOZl!1ą o Żeromsikum. 
Wśród wyjątków z dawr.1Iejszycih spra- 
wozdań, przytoczonych w opisie nu niepo- 
trzelbna, mc nie wa,!1ta, umiera
ąca sta- 
rucha. Talk pI1os,zę mapilSać: stara kłam- 
czucha A pai!l'U, młodzieńc.ze, radzę - 
zrobi
a pauz: -- zWTócić uwa.gę na 
aI1@ielskl jęZJY'k. PaJn m..! oklrop!1ią wy- 
mOlWę". Po chwili odpoczymlku doda,la: 
'Kiedyś ba;l1dizo daJWno już tem'l1, d'o- 
s,tałam od męża ostatni li!>t. Pisal: 
NaJSz tra;nsport odszedł z więzie- 
nia ,na Butyll1kach 9 września, a I;: 
paździel1mlka ptzybylIśmy na mi'l1iscc. 
FizYC2lnje oZ1UjJę silę bal1d1zo źle, je.stem 
ZllIpe
nie wycŁeI1Pany i wychudZiony 
me do poznania. Nie wiem, czy ma 
sens wy.sylać mi odzież, jedŁenoie a.lbo 
pierniądze. Na wS/relki wypadek mo- 
żesrz spróblować. Bez zimowych rze- 
czy cierpię banwo z powodu zllmn:.<. 
List tein pr.zySJzedł na krótko pl1zed 
jego śmi,ercią, a cztery I,ata po Je
o 
(pi.e!1WslZym) a.resZJtowaJn;u. Za oo? Za 
s,atY1ryczny wiersz o Stal i'l1 ie'. Weswhnę- 
ła i spoj'J1:m.la na mnie przygasłymi i jak 
się zdawał.o niczego nie wid'zącym:. 
smutlnymi oczyma (...). PodeszliiŚmy do 
drZlWi. Z wysił:kiem otworzyła trzy 
La.mki i s
abo kilWlną/Wslzy mi na po- 
że
a,ntie ręlką dladzegoś powied,Liała: 
'Mówią Ż!e zbi1olI"y w tym roku prze- 
padły. Mam naJdzie
ę że to jes,t wy- 
olbl1zymione'. 


ZRRODNIA Z LUDZKĄ TW AR ZA 
Pr.aktyka sta;łim0W5lkich obozów k'o
. 
cenlt'J1acy
nych, potępiona tV'l,ko Si
()Iwa- 
mi, wcią.ż - choć w mniejszym stoip111i'u 
- jest za
adą polItyki! wym:a,ru spra- 
wiedhk
a jest na 
metafhlJYce bytu i pl10blemie egzVSłein- 
cj,i Boga - AJbsołutu. Teza ta zOlSilalła 
Zlaal\ialk.DiWaJna opII1Zez prof. Gregory, któ- 
ry negolWaJ jedność fi,lolJQfai i mOlŻli- 
wość metad'i.zyiki obie1ktywmej i abso- 
IUJtnej ("moz;ofii wi'eoZJnej"), broniąc 
p1ul1adaZlmu i slU'bnektyw
ZImu myśli fil.o- 
zofioZlnej oraz je!i ZJalleżności od indy- 
wuduaam,ości 
ej tiWónców. 
P!'od'. N3IS1T z TeheiI"aJn'U pl1Zedsta1Wił 
hi1sl\Jo..I1ię t1ornnowa.nia się pojęcia fLIozo- 
fnli (.,a!-fa&alfah") IW świecie myśli a'ObOIWlOŚCI
. sIlIkół i I1JU111:ÓIW. WII"IaIZ. z na- 
l1a
ta,niem tradycjn i j 
Izylka fj,Jm:od'icz- 
nego formO/Wał się 
w;,ato'PoJtląd chn1ze- 
ści,lańslkaego 
ednliowiecZla. CaJe życie 
rodzącej się cVIW,;,1 i zacj i rozwtia'allo sie w 
bJasikJu idei f,illolZiOfilczln
ch. Przyikładem 
tego była b:,za.n'tvj
lka srtuka relligtitjna. 
Da,lsrzy pJ;zebie,g Kion.gJfesu U/WVdat- 
niał coraz s(j
niej wZ1a,j'emne opI1Zenóka:T\ie 
Sli ę klu l tU/ry a,rabslk i ei i ohiJ1ze.;ciÓa.ńslkl:e, . 
s'rozególn:,
 w południowej Hiszpar.1ii. 
.krtórej Zl
. by sąd nie zapom- 
'Illitaił że Ga'lanskow jest CiZlłoiWielkiem 
cięż:ko chloiTym. Ma owrZJodzen.ire żo- 
łądkla, bard\l;o cierpi z powodu silnych 
bólów. Falkt ten us.t.ama k,omisja lekar- 
ska, której orzeczenie jest w alkl\iach 
SiP l13w y". Sąd sikallla.ł Ga,la'l1s!klowa na 7 
lat łagru o SlUroiWym ry,
orz;e. Nie był 
idea.Lnym wię:hniem. Bra,ł udzia'ł w pl1O- 
testaoh i głodÓ/Wkach. Kiltkabotrnie le- 
żał w szpita'lu obozowym, mimo że 
według ofiąabej opinii po prostu sv- 
mul'olWlał. "On wcale nie Jest oh'Orv. To 
ZJwycza
ny chuliga;n co wyklręca się od 
roboty" - oświadczył jeden z obozo- 
wych oprawców matce Gałamslkowa i 
nie zezwotbł na pro:ekaza,nidną di:agnolZę: 
"NilC pOIWaiintlko. a'by p.
zy- 
Sopieszyć moją śmie.rć". 18 października 
w s'7pi13lu więzienlnym G ałaJnslk owa 
operuje wspólwi,zień, lekalTz nie ma- 
jący żadnej praiktyki chirm
icZlnej. 4 
listopatda Ga,łam.slkO/W umiera. Przyclzv- 
na śmierci: zapalemie otrzewnej na siku- 
tek ilnfelkoji. 
Czy mOŻT\a nazy,wtaIl!owi,li pr,zezjmować". 
Szeroikość geogralfiozma tej mje9S00WO- 
ści wYITliosi 49°41'. POIbudniowa 
a'no- 
CIa 
113iW'Y zbóż w Paltagon
i puebiega 
n'a wysokośoi 44 rówmole<Ż1nilka, a więc 
o PI1LeSI2I'1O pięć stopmli 00 północ od 
San J,uliai!1. P.r.zypuszczam że p. Mantel 
ZiI1Ia tyllkoo póbn,ocrną część PatagonIi, 
gdzie kl.imat jest istotnie łtyczn.:a wy- 
Il!osi 10 stopni Celsjusza. Jaik JJ>a odpo- 
wiednik lipca trochę za. mało. 
Nie należy mi się 3J111I11esti.a. bo tym 
raJz:em WYÓątJkowo nue pope1miąem żadnej 
Lbroonli. A'I1i naIWet ,.d
obnego przewi- 
nienia". 


Józef Łobodowski 
(Madryt. 
chwilow.o w LondY'l14e) 


- 


"W 


Madrycie 


a talk,że wokół t
umaozeń aa-abSlkich i 
łacińs!kJich pi&m sltoj,ków. Pa1of. Kłibań- 
skj z M ollllIreaJu, piI"ezes Korn@fesu, aJna- 
IVZioWlall ,pochodrrenie idei Ftemol.ogię. 
W 4-ym dniilU obratd omawiaJno wpływ 
fiIIOiz!ofi,i araJbSlkie,j ;rua. fiOl111nuillOlWl3l11lie się 
tf l l1l11Urwlogi,i lii l 1orzofiJczrnej w k'ręgu ży- 
dowsikim i łaci.ńSlk
m. Pil'of. VaJn Ritet 
z Louvaim 3I11adilZJOlWalła wpłylwy fj.lozo- 
fi.!. medycymy i aMlI1Ologil1 a.raJbsolciej om7 
!,"oZine pl1ZelMady łaoińslkie autoróiW a,ra.b- 
slkJiJch i Maimoniklesll. Uiwydailinitla zŁo- 
ŻonlOŚĆ a.nab5lkiiego SJlowmi,ka £j.JO\ZJof.icz- 
nlekit jaOci mialł,a ówoz;esna myśł za- 
chiodnila dla Awemroesa, Awicennv, dla 
k,ultury mUZlUłimańsik.iej. Termlinologia 
pnlJe!kładów zmi,eni'ała się zależn
e od 
tłumaczy. Dla badaczy ws.pó1czeslnych 
pOIWSrtage probłem mowyoh edycji kry- 
tycmych j dobiero.l1'ia term;mów właści- 
wych dla POÓęć a;bstrnł.cyjnyoh, co na1- 
mni,eU w oZJtell"ech głów,nyoh języtkach: 
gredkim. 
aoińsik,im. a,ra;bskim I hebraj- 
slkim. Prof. Garoet z Paryża alkcen
o 
wa;ł szczegół,nje a.rys,tot.dilZm Awe'T- 
roesa, jego polemiczny stOlS,unek do pla- 
tonnka Awicemny i relaoje obydwu z 
alllg;us,tY'n
z;m'em,. Wilhelmem z AUver- 

ne, A,łbem'em Wi'elkim. Dunsem Seo- 
tern. Por
aIł też idee wo1ności twór- 
cLej Boga w Ka;lamie i fiLozofia chrze- 
śc:
ańs'klej. Btra'k rOlJTóŻJniernia między 
,.quitdd
tas" (esemoją) a rzeczyw,js
'OŚcią 
Bożą zbli.ża filozofię arabską d.o św. 
Tommsza. 
Podług prof. Sermonety z JeroLoI.. 
my. żydzi nie stworzyli wlaiSm:;go 
',IZ}- 
ka ffllozofiicZin
o dła wymtŻan1ja ab- 
strakoj I, mpożyoz:ając się u filoZJOfów 
arabslk.:oh. Ca'ła hebmjs'ka kuIiłura fi- 
lozof,lc2lnta powstal
a w His'Lpamii. Ży- 
dOiWslki język fi.1ozo£iozmy czerpał jed- 
naik i ze źródeł 
acińskich. żydzi czy- 
ta.li Awice
mę w prz.eikładzie łac!ńsik.im. 
Ob raJdy Kon-gresu kontyn'Uowa.ne by. 
ły w Kordobie. mieJscu dv:ałalnośc, 
Awel1roesa i Mainnom.idesa. i w G.raoa- 
dzie. O. Gomel NOJ!;a,lez, S. J.. sekretarz 
generalny Kon
resu, pr7edsrtaIWi,1 ol bRY- 
miQ rolę Awerroesa w sootkal!1iu kul- 
tur. w postęplie ..a;I-fasa.fa,h", w kształ- 
towami,u myśłli żyd OiWlSlk iej i chrz;eśca
ań- 
s,kieÓ. Aby rOllSlzyf.ro.wać dok,t,ryn. Awer- 
rcesla. tl1zeba colfnąć się zalTównlO do je] 
początków ohaJdejslkJich (kult gwia'ld) 
ja;k do pitagoreilZi111lU. Amlalksla,gorasa. 
EmpedolJdesa i Plaltonta. P'I1zejaIW1a się 
u niego dą;żnlOść do syntezy Platooa i 
Ary&toteles>a. choć jest !Jod wpływem 
mę>drca ze Stagilry. W astmn'Omii iest 
pr,zecilw.n:lk,iem Pt-olemeuslza. w C',£ym ja.k.- 
by poprzedza Koperni.ka. Je
o teoria 
,.podwójnej pro.lW(\y" (rełi,g:
mej i fiło- 
zoficmeJ) jest a.talkowana w świecie 
Islamu. n,iepokój budzi też jeJ?;'o aspi- 
raoja dzipański.e,j. Malim'OI11,
des ko- 
rzy;sta ze sdhematów ilntelelkJtuaJnych 
arys,totdiZiI11u. ale poddaje go analizie 
krytyoZinej. Uwalia a