/Skibinski_pamietnik0001_0001.djvu

			KAZIMIERZ SKIBIŃSKI 


P MIĘT NIK AKTORA 


(1786-1858) 
.. 
OPRACOWAŁ I WYDAŁ -- 
M. RULIKOWSKI 
.oK 


. 
. 
 

.., 
........ 
.ł-, 
.... 
- 
- 


WARSZAWA 
NAKŁAD I DRUK TOW. AKC. S. ORGELBRANDA S-ÓW 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI E. WENDE i SPÓŁKA
		

/Skibinski_pamietnik0002_0001.djvu

			PRMIĘTNIK RKTORF\
		

/Skibinski_pamietnik0003_0001.djvu

			1ft 


\, 



. 


'?, 
..' ił,. 


.r;'.{ 



 

 
... 
ł! 
>4/ 



 


"ł.r..... "Cb ,4. f; 
.. .4
 ...ib"'
 


K.SIaBIŃ SKI. 
frb sh
 

<
7':y.
		

/Skibinski_pamietnik0004_0001.djvu

			KAZIMIERZ SKIBIŃSKI. 


11 


PAMIĘTNIK AKTORA 


11 


(1786-1858). 


Opracował I wydał 


M. RULIKOWSKI. 


T, i'1 


S ../ C 
ił 


... 


WARSZAWA 
NAKŁAD I DRUK TOW. AKC. S. ORGELBRANDA SYNÓW 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI E. WENDE I S-KA 
1912.
		

/Skibinski_pamietnik0005_0001.djvu

			8 G ł A 
 


..
		

/Skibinski_pamietnik0006_0001.djvu

			PRZEDMOWA WYDAWCY. 


Mają pamiętniki-jako " rodzaj "-zwłaszcza 
te, w których osnowa historyczna umiejętnie ko- 
jarzy się ze stroną obyczajową i anegdotyczną, 
szczerych i licznych zwolenników, ale i niemniej 
gorących adwersarzy. Dotyczy to przedewszyst- 
kiem wspomnień "wojskowych", gdzie zwykle 
fakty ściśle określone przewa
ają na niekorzyść 
charakterystyki czasów i ludzi. I nie dziwna,:te 
budzą czasem nieufność, zniechęcają i w wątpli- 
wość podają swą wartość naukową. Lecz wina 
to jedynie naszego względem nich stosunku. 
Podniesione w pewnych wypadkach do znacze- 
nia źródła historycznego, mają stać się równo- 
znacznemi z dokumentem współczesnym lub za. 
stąpić go całkowicie. Z chwilą, gdy pod tym 
względem pamiętnik zawiedzie, gdy błądzi i oszu- 
kuje nas co do faktów, skądinąd ju
 znanych
		

/Skibinski_pamietnik0007_0001.djvu

			- II - 


i niezbicie ustalonych,-sumienny badacz gotów 
jest odmówić mu wszelkiej wartości i po
ytku. 
Inaczej i nie tak bezwzględnie musiałby wy- 
paść sąd, gdybyśmy z odmiennego stanowiska 
na całą literaturę pamiętnikarską się zapatrywali 
i zgoła czego innego od niej 
ądali. 
Dokumentu współczesnego żaden pamiętnik 
zastąpić nie zdoła, nawet przy wyjątkowej pa- 
mięci i sumienności autora w opisywaniu faktów. 
Kreślony po łat nieraz całym szeregu, ju
 przez 
to samo wzbudzać winien pewną nieufność. 
W dodatku, z konieczności rzeczy, zawsze za- 
prawny być musi mniejszą lub większą szczyptą 
subiektywizmu. Te więc względy przedewszyst- 
kiem powinny nam wskazywać, 
e zawodną naj- 
częściej będzie rzeczą sięgać do pamiętników, 
jako do źródeł jednakiej z bezwzględnemi do- 
wodami historycznemi wagi. 
Innego atoli rodzaju dokument stanowią 
rzeczywiście pamiętniki. Wspomnieliśmy o ich 
subiektywnem zabarwieniu. Wistocie, są one nie 
kroniką, notującą suche fakty, lecz faktów tych 
z rozlicznego punktu oświetleniem. I ta jest ich 
wartość bezsprzeczna i główna. W tern te
 za- 
pewne znajduje się wytłomaczenie owej wielkiej 
nieraz ilości ogłoszonych wspomnień i memua-
		

/Skibinski_pamietnik0008_0001.djvu

			- 1lI - 


rów
 do jednej nietylko epoki, ale do jednych 
i tych samych wydarzeń i ludzi odnoszących się, 
a przecie
 bynajmniej nie zbędnych; co więcej, 
bynajmniej nie wykluczających po:tytku z uka- 
zywania się nowych ściśle w tym:te zakresie wy- 
dawnictw. Bo wszystkie, choćby jedne i te sa- 
me podawały fakty, nawzajem się uzupełniają 
ju
 niekoniecznie odmiennemi szczegółami i przy- 
czynkami. lecz przedewszystkiem w taki sposób, 

e, razem wzięte, stwarzają opinię ludzi współ- 
czesnych o danych wypadkach i osobach
 VVten 
sposób w pamiętnikach znajdujemy przedewszyst- 
kiem materyał do poznania umysłowości całego 
lub pewnego odłamu społeczeństwa w pewnym 
okresie. Z tego równie
 względu po
ądana jest 
tu jaknajwiększa ró:tnorodność co do samych 
spisujących wspomnienia: środowisk, do których 
nale
eli lub z których wyszli, zawodów (je:teli 
przyjmiemy, :te te wpływ muszą wywierać na 
własną piszącego umysłowość); wreszcie nawet 
rozmaitość temperamentów. I niech nas nie zra- 

a okoliczność, :te pamiętnikarz zajmował mniej 
lub więcej skromne stanowisko, bo to jedynie 
szerokość jego pola widzenia uszczuplać może, 
bynajmniej zaś nie powinno obni:tać wartości 
oświetlenia, w które m wydarzenia te i tych ludzi 


..
		

/Skibinski_pamietnik0009_0001.djvu

			- IV 


przedstawia nam, co ju
 z oddali l w mglistej 
perspektywie tylko im się przyglądamy. 
Pam;fi.tn;k aktora, stanowiący zawartość 
niniejszego tomu, uważać przedewszystkiem mu- 
simy za zupełną w literaturze polskiej nowość l). 
Pamiętnikami bowiem Bogusławskiego zwane 
niejednokrotnie, a raczej pojmowane jako takie 
jego "Dzieje Teatru narodowego na trzy części 
podzielone "-nie są niemi wcale ju
 choćby dla 
tego, 
e brak im cech "rodzaju.. pamiętnikar- 
skiego. Bogusławski miał cel zupełnie inny; 
streścił go w tytule swej pracy i dał rzeczywiście 
historyę sceny ojczystej, jej kronikę-i nic ponadto. 
Pragnął mistrza-jak się zdaje-naśladować 
Skibiński 2). Ten jednak założył był sobie ramy 


l) Pamił;/nik wychodzi w druku z autografu Ski- 
bińskiego. Rękopis, składający się z zeszytu o 102 str.. 
36X22 cm., przechował się w zbiorach Wincentego Koro- 
tyńskiego, od którego przeszedł do jego syna Władysława, 
od tego zaś w ręce wydawcy. Prócz tego zachowało się 
czternaście listów Skibińskiego do Ignacego Chodźki (z lat 
1844 - 1857), mających z Pamił;tnikiem pewien związek. 
Wyjątki z nich zutytkowano w przedmowie i w odsyła- 
czach do tekstu.-Trzy drobne fragmenty Pamił;tnika, jak 
to w odpowiednich miejscach zaznaczono, były w rótnych 
czasach drukowane w czasopismach. Druk całości zapo- 
wiedziała Gazeta Warszawska w prospekcie na r. 1891. 
lecz do tego nie przyszło. 
2) "Miałem chęć opisać kronikę Teatru Wileńskiego,
		

/Skibinski_pamietnik0010_0001.djvu

			v 


\ 


znacznie szersze i potrafił w nich się utrzymać. 
W rezultacie pozyskaliśmy pierwsze wspomnie- 
nia polskiego artysty dramatycznego. 
Zgodnie z tern, cośmy o pamiętnikach wo- 
góle poprzednio napisali, zachować się musimy 
i wobec Pami(tnika Skibińskiego - o ile chodzi 
o ścisłość faktów, a zwłaszcza dat - z całą re- 
zerwą. Liczne, jak zobaczymy, pod tym wzglę- 
dem błędy i pomyłki wymagały sprostowań. Ale 
te
 nie na tern bynajmniej polega wartość pra- 
cy. Do historyi teatru Pami(tnik jest tylko przy- 
czynkiem (gdy:! niewiele dostarcza materyału nie- 
znanego); za to uważany być mo:!e za pierw- 
szorzędnego znaczenia malowidło obyczajowe. 
Wśród pozornego a względnego ubóstwa treści 
tego właśnie rodzaju trafiają się wistocie w pra- 
cy Skibińskiego szczegóły pod tym względem 
niezwykle ciekawe i charakterystyczne, jak np. 


ale początek jego nie jest mi wiadomy, tylko o tyle. te 
był jakiś Tuczemski, który otworzył teatr w r. 1790 w da... 
wnym Oskierczyńskim, a teraz Abramowicza domu. Później 
Bogusławski, przybywszy z trupą swoją z Warszawy, gry- 
wał czas jakiś, a gdy Dominik Morawski w murach radzi- 
wiłłowskich wystawił; oskierczyński został zamknięty, at 
do r. 1802, w którym Bończa Tomaszewski, urządziwszy 
na nowo, dawał balety, do których i ja naletałem". (Z li- 
stu do Chodźki, we wrześniu 1854 r.).
		

/Skibinski_pamietnik0011_0001.djvu

			VI - 


ÓW opis przyjęcia ks. Dołgorukiego w Dukorze. 
Następnie wszystkie wiadomo
ci o życiu we- 
wnętrznem teatru w tym czasie, o stosunku spo- 
łeczeństwa do sceny i artystów, o stanowisku, 
jakie ci ostatni zajmowali wśród ogółu obywa- 
teli kraju-wszystko to stanowi watny materyał 
do historyi obyczajowości naszej w owej epo- 
ce,-materyał tern cenniejszy, te zupełnie niemal 
nowy, a w katdym razie po raz pierwszy w ta- 
kiej obfitości podany. 
Do niemniej ciekawych szczegółów w Pa- 
mit:tniku naletą te, które dotyczą pobytu Kiliń- 
ski ego w Wilnie (wobec tego, te dotąd znany 
był tylko sam fakt zamieszkiwania pana pułkow- 
nika przez czas pewien nad Wilią). 
Skibiński, urodzony w domu szlacheckim (jak 
zresztą prawie wszyscy współcześni mu aktorzy 
polscy i jego poprzednicy) zachował w ciągu 
swego tycia cechy środowiska, z którego pocho- 
dził i wspólną umysłowość naszej szlachty z pierw- 
szych lat porozbiorowych. Zawód, któremu się 
poświęcił, do pewnego tylko stopnia odmienił 
go, nie wyciskając jednak bynajmniej piętna ka- 
botynizmu, czemu wśród następnych pokoleń rze- 
szy aktorskiej nieliczne tylko jednostki oprzeć się 
zdołały. Takimi jednak, jak Skibiński, musieli
		

/Skibinski_pamietnik0012_0001.djvu

			- VII - 


być jego koledzy, naletący do drugiego dopiero 
szeregu artystów dramatycznych polskich, wy- 
stępującego na widownię po Świerzawskim, Hem. 
pińskim, Owsińskim i innych z Bogusławskim 
na czele. Za ich czasów, za czasów jeszcze 
Skibińskiego, teatr polski zbyt młodą był insty- 
tucyą, poświęcający mu się ludzie zbyt mało 
myśleli o "karyerze" , aby w tych warunkach 
mogły się już były wytworzyć te ujemne cechy, 
które wielu dotąd sądzi być nieodłącznemi od 
rzemiosła aktorskiego, a co przyjęto określać 
nazwą wspomnianego jut kabotynizmu. 
Samoukiem będąc, Skibiński zawdzięczał 
swe wykształcenie ocieraniu się w towarzystwach 
ludzi światłych i czytaniu, które, w później szych 
zwłaszcza latach, ulubionem jego stało się zaję- 
ciem. Wielką również pod tym względem po- 
moc musiał znaleźć ze strony obu swych ton, 
głównie mote drugiej, Wilhelminy Brodowiczo- 
wej. Nie zawsze zapewne oryentując się w wy- 
padkach, poprzestał w Pamit:tniku-mote intui- 
cyą wiedziony-na spisywaniu wrateń i wspom- 
nień' ściśle związanych z tyciem teatru. Od za- 
sady tej nieliczne tylko znajdziemy uchylenia. 
Jako artysta dramatyczny był zapewne Ski- 
biński indywidualnością niepowszednią. Współ-
		

/Skibinski_pamietnik0013_0001.djvu

			- VIII - 


cześni krytycy zawsze wyratają się o nim z uzna- 
niem. Estreicher nie waha się nazwać go "zna- 
komitym", a surowy w sądzie swym o teatrze 
wileńskim Kraszewski przyznaje Skibińskiemu 
"talent niepospolity" l). 


* 


* 


* 


Historyę powstania Pami(tnika opowiada 
nam sam Skibiński zaraz na pierwszych jego 
kartach. Tutaj przytoczyć wypadnie kilka wy- 
jątków z listów do Chodźki, przynoszących jesz- 
cze nieco szczegółów w tym kierunku. 
Zaczął spisywać Skibiński swe wspomnie- 
nia po przybyciu do Winnicy, a więc w r. 1853. 
Pierwszą o tem wzmiankę znajdujemy w liście 
z d. 25 VI 1854 r., w którym tak się wyraża, 
na pomknąwszy poprzednio o swych dzieciach: 
"...Piszę dla nich (ale to dla nich tylko) 
Spowiedź z całego Życia. Nigdybym się nie 
odwatył, aby to wyszło na jaw publiczny..." 
Wspomniawszy zaś, że odczuwa brak "mentora, 
któryby to sprostował, ogładził... u , tak ciągnie 
dalej: "Jedna była sposobność w Dziewiętni, 


l) J. I. Kraszewski: Teatr na strychu. (Obrazy 
z tycia i podróty. Wilno 1842. Tom II, str. 86).
		

/Skibinski_pamietnik0014_0001.djvu

			IX 


w domu Twoim, Panie, i tę, niebaczny. opuści- 
łem... Zagryzmoliłem ze trzydzieści arkuszy, 
z których po wymłóceniu bacznem okiem Pań- 
skiem odeszłoby na plewy trzy części, a po wy- 
arfowaniu możeby się i nic nie zostało". 
Do utyskiwań na brak danych w czasie 
pisania powróci jeszcze Skibiński w cztery lata 
potem (w liście z d. 12 IV 1857: "Przed kilku- 
nastu laty nie usłuchałem mego Anioła opiekuń- 
czego, który mi radził napisanie pamiętników; 
wtedy w lepszej wszystko było pamięci i mógł- 
bym mieć pisma peryodyczne, z których mógł- 
bym wiele korzystać..."); co zaś do postanowie- 
nia nieogłaszania drukiem, to zarzucić je miał 
wkrótce po udzieleniu pierwszej o Pamit:tniku wia- 
domości. We wrześniu tegoż bowiem roku prze- 
syłał Chodźce rękopis, pisząc jednocześnie w liście: 
"Zaufanie, jakie oddawna położyłem w Je- 
go łaskawem sercu, wymówi moją bezczelność, 
z jaką powatam się przesłać moją ramotę, do 
której przeczytania trzeba się uzbroić w wielką 
cierpliwość... Już sam wstęp lakoniczny i jało- 
wy nie ma tej przyjemnej zachęty, jaką miał, 
piórem Pańskie m w domu Jego napisany, a któ- 
ry matka żony, w czasie mojej nieobecności, 
nieczyłając, kilkanaście arkuszy pod placki utyła" .
		

/Skibinski_pamietnik0015_0001.djvu

			- x - 


Robił i teraz wprawdzie zastrzeżenia, ale 
wypływające raczej ze skromności autorskiej. 
Skoro bowiem dowiedział się o przesłaniu ręko- 
pisu do redakcyi (zapewne do Gazety War- 
szawskit!i fragmentu o Bogusławskim), nie opo- 
nował już wcale, a tylko wyratał obawę, aby 
mu "recenzenci skóry nie poturbowali 14 i prosił 
o obronę, gdyby do tego przyjść miało, "byłby 
to bowiem naj dotkliwszy cios w tern krótkiem 
:tyci u " . 
Na innem zaś miejscu odwoływał się do 
Chodźki, aby zechciał być Pamit:tnika "chrzest- 
nym ojcem, bo chyba tym sposobem zyska on 
nobilitacyę" . 
Z czasem pogodził się Skibiński całkowicie 
z myślą o wydaniu swych wspomnień, zwłasz- 
cza, gdy ujrzał ich cząstkę w druku (w Gazecie 
Warszawskiej). Dziękował Chodźce za (nie- 
uwieńczone pomyślnym skutkiem) pertraktacye 
z księgarzami, a nie tracąc nadziei, że nakładca 
się znajdzie, w ostatnim jeszcze liście na mie- 
siąc przed 
miercią - wyratał przypuszczenie co 
do mo
liwo
ci otrzymania zaliczki. 


* 


* 


*
		

/Skibinski_pamietnik0016_0001.djvu

			XI - 


Główne zadanie przy opracowywaniu Pa- 
mi'ltnika do druku polegać musiało - po za 
sprostowaniem błędów faktycznych - na zapro- 
wadzeniu ładu w chronologii. Skibiński przed- 
sięwziął prowadzić rzecz koleją lat, wzorując się 
zaś na Bogusławskim, umieszczał daty na mar- 
ginesie. Niejednokrotnie atoli, gdy wspomnie- 
nia mieszać się zaczęły i odbijało się to na to- 
ku opowiadania, zmuszony był od przyjętego 
systemu odstąpić. Wypadło więc poczynić pod 
tym względem uzupełnienia, tam zaś, gdzie rok 
błędnie był umieszczony - przesunąć go na od- 
powiednie miejsce. Znalazł się jednak cały dłuż- 
szy ustęp, w którym daty i fakty takiemu uległy 
pomieszaniu, te nie dało się już zachować zwy- 
czaju zaznaczania roku na marginesie, a tylko 
poprzestać trzeba było na poczynieniu odpo- 
wiednich wskazówek w odsyłaczach. 
W tych ostatnich (znaczonych kolejnemi 
liczbami dla odrótnienia od odsyłaczów autora, 
które posiadają gwiazdkę *), położono główny 
nacisk na komentarze z zakresu historyi teatru, 
zwłaszcza co do takich szczegółów, które, jak 
dane biograficzne np., mało dotąd lub wcale 
przez historyków sceny były uwzględniane. Ko- 
rzystał tu wydawca częściowo z rękopiśmien-
		

/Skibinski_pamietnik0017_0001.djvu

			- XII - 


nych materyałów, pozostawionych przez J. S. 
Jasińskiego, a obejmujących tyciorysy artystów 
	
			

/Skibinski_pamietnik0018_0001.djvu

			- XIII 


go, a nawet i czasopisma warszawskie) nie li- 
czyły. się z różnicą obu kalendarzy. 
Wreszcie, wywiązując się z miłego obo- 
wiązku, wymienia wydawca nazwiska osób, któ- 
re mu w pracy pomoc okazały i składa serdecz- 
ne podziękowanie pp.: dr-owi Kazimierzowi Kacz- 
marczykowi w Krakowie za łaskawe wynotowanie 
z dokumentów w Archiwum aktów dawnych 
szczegółów o kamienicy Skibińskiego, Włady- 
sławowi Korołyńskiemu w Warszawie za cenne 
wskazówki bibliograficzne i Aleksandrowi Pru- 
siewiczowi w Kamieńcu Podolskim za uprzejmie 
nadesłany odpis metryki śmierci Skibińskiego. 


W arszawa. 
l VII 1912. 


Pamiętnik Aktora. 


2
		

/Skibinski_pamietnik0019_0001.djvu

			.
		

/Skibinski_pamietnik0020_0001.djvu

			@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 


, 


I. 


Przrpędziwszy lat 40 z okładem w zawo- 
dzie dramatycznym, gdym opuścił scenę wileń- 
ską, pojechałem w gościnę odetchnąć wiejskiem 
powietrzem do znakomitego naszego kraju lite- 
rata, p. J. Ch., którego właśnie zastałem piszą- 
cego "Pamiętniki Kwestarza" l). Przy gawędzie 
zapytał mnie, dlaczego nie piszę moich. "Bo 
znam mą nieudolność-odpowiedziałem,-a przy- 
tern tak małoby w nich było rozmaitości, mo- 
gących wzbudzić jakiś interes lub współczucie 


ł) "Pamiętniki Kwestarza" ukazały się w r. 1844, 
pobyt zatem Skibińskiego w Dziewiętni u Ignacego Chodź- 
ki wypadał przed tą datą, według wszelkiego prawdopo- 
dobieństwa w lecie 1843 r., (po opuszczeniu Moskwy, 
a przed podrótą do Warszawy ł Krakowa,-o czem nit ej). 
Skibiński, wspominając następnie gościnę u autora "Obra- 
zów litewskich'", nie podaje ściśle roku, z tego jednak, te 
pierwszy list naszego pamiętnikarza do Chodźki nosi datę 
pierwszych dni f. 18';4. wnosić motna, it bytność na wsi, 
o której mowa, wzmacniając znajomość. musiała na krótko 
poprzedzić wywiązanie sie korespondencyi.
		

/Skibinski_pamietnik0021_0001.djvu

			4 


czytających; zato monotonią znudziłbym czytel- 
ników" .-."A wszakże Bogusławskiego były mile 
przyjęte i chciwie są dotąd czytane?" - "Za Bo- 
gusławskim mówiła talentem i piórem ustalona 
sława, portretom którego świadczą te wiersz'e: 


Krzywdzące głos oyczysty mniemania umorzył, 
Pisał, grał i graiących na czas późny stworzył. 2). 


Za mną cóż przemówi?.. Jeżeli słabe moje 
zdolności przyjmowała Publiczność z pobłata- 
niem, mogęt być tyle zarozumiałym, abym z mo- 
jemi wystąpił obok tak wielkiego artysty?"- 
"Wreszcie, kiedyś tak skromny, nie ogłaszaj za 
życia drukiem; masz w licznej rodzinie jut wnu- 
ków, miło im 
ędzie czytać, przez jakie to ko- 
leje ich dziadek przechodził. Musisz to koniecz- 
nie zrobić"' (na co żądał słowa). Po długim na- 
myśle, bo w kilka dni będąc znowu zaatakowa- 
nym, dałem żądane słowo, z warunkiem jednak, 
że za życia mego przez nikogo nie będą czy- 
tane. 
Jeszcze kilkanaście lat minęło, nimem do 
pisania przystąpił. Niemając pod ręką tadnych 
faktów, na osłabioną pamięć tet liczyć niewiele 
mogłem. Nareszcie na Podole się przeniosłem 
i tu byłem napastowany przez rozmaite osoby, 


2) Dwuwiersz L. Osińskiego, umieszczony u dołu 
portretu Bogusławskiego (aquatinta Ligbera), rozdawanego 
w d. 23 IV 1803 na balu w pałacu radziwiłłowskim, z oka- 
zy uroczystego obchodu in:ienin artysty.
		

/Skibinski_pamietnik0022_0001.djvu

			5 


at znajomym Zabłockiego wierszem mnIe prze. . 
konano: :I). 
Puść myśli na uwagę jak ziarno na przetak, 
Ze w tym roku było tak, a zaś w przyszłym nie tak 
Tak też zrobiłem. Doczekawszy się dłu- 
gich jesiennych wieczorów, zacząłem jak nastę- 
puje: 
Urodziłem się roku 1786 w mieście WiJ- 1786- 
nie 4). W r. 1796 zacząłem pierwszą klasę pod -1802. 
profesorem Olędzkim, 5) ex-jezuitą, który jeszcze 
Alvarem nas raczył. Trzy lata całe spędziłem 
bez promocyi, wszystkich kolegów, prócz jedne- 
go M. Białeckiego, w wytszych widziałem kla- 
sach, a ja, na czwarty rok pozostawszy, po prze- 
dzwonieniu (na secundus) udawałem się do miesz. 


3) "Puść myśli na uwagę, jak ziarno na przetak, 
Zebyś mi słowo w słowo mówił: tak lub nie tak". (Am- 
fitryo
 akt II, scena I-a; Dzieła Zabłockiego, wyd. F. S. 
Dmochowskiego, t. VI str. 42). Jedna z paru ulubionych 
cytat Sk:bińskiego, którą przerabiał stosownie do potrzeby. 
I tak w liście do Chodźki: "Zebrawszy, puszczę myśli jak 
ziarno na przetak, I bądę rozpowiadał: było tak lub nie tak". 
4) O rodzinie naszego Pamiętnikarza nie posiadamy 

adnych szczegółów. Nazwiska tego dwa rody znane są 
heraldykom: h. Kotwicz 2 i h. Rola,-do którego jednak z nich 
naleJ;ał Kazimierz Sldbiński, nie wiemy. Nieco szczegó- 
łów o jego ojcu oraz na.zwiska panieńskiego matki moJ;na- 
by się dowiedzieć z metryki Kazimierza; wypisu atoli od- 
powiedniego z księgi baptisatoruln właściwej parafii w Wil- 
nie nie udało nam się pozyskać. 
5) Franciszek Ol
dzki, późr.iejszy profesor w Krze- 
mieńcu?
		

/Skibinski_pamietnik0023_0001.djvu

			6 


· kania Profesora i niosłem za nim bizun do kla- 
sy. To tet wszeJłem w przysłowie, dane nie- 
uczącym się: że "trzeba być Skibińskim lub 
Marcinem... żeby się tego nie nauczyć.. Jako! 
mo
ebym pozostał jeszcze na piąty rok w tej 
samej klasie, gdyby się nie dostał do domu na- 
szego tak wówczas nazywany 4Iek! or, p. Kim- 
bar. Ten mi tak dobitnie wykładał lekcye, że 
. z największem zadziwieniem Profesora i kole- 
gów przy publicznym egzaminie z dwóch klas 
razem zdałem i uzyskałem promocyę do trzeciej. 
Nadal nie było Kimbara, a chociat brat mój 
starszy (później ks. misyonarz) wykładał, ale te 
niedobitnie, więc go nie słuchałem i gdy skoń- 
czył się kurs-promocyi nie otrzymałem, bo już 
mnie wtenczas czem innem zaprzątnęła się gło- 
wa. Uczęszczałem do teatru, z początku za po- 
zwoleniem, potem i bez tego, kłamiąc, żem na 
korepetycyi tak długo bawił. W tymże czasie 
zaprowadziłem między kolegami w święta przed- 
stawienia dramatycznej pomiędzy nimi mnie się 
najlepiej, jak mówiono, udawały przeze mnie 
odegrane role. Tegoż roku, to jest 1802, p. 
Bończa Tomaszewski zbierał do baletu dzieci 
obywatelskie 6). Prócz nauki tańca miały się 
uczyć języków, a nawet i komedyi mniejszych. 


6) Estreicher (Teatra I 84) w artykule o Grodnie za- 
znacza, .te załotycteIem tego bzIetu b)'ł Dyzma Tomaszew- 
ski. Nie jest to prawdopodobne; przypuszczać raczej na- 
Iety, te nie autor fagid/omay, lecz inny tego imienia był
		

/Skibinski_pamietnik0024_0001.djvu

			7 


To ostatnie było powodem, że wybłagałem u Ro- 
dziców pozwolenie, abym mógł do tego składu 
naleteć. Po długich korowodach nakoniec po- 
zwolono i w trzecim miesiącu, to jest d. 5 ok- 
tobra 1802 r., wystąpiłem raz pierwszy na sce- 
nę - w domu Oskierków (dziś Abramowicza), 
w balecie pod nazwą T/oka wieJska czyli Dzie- 
dzic w zalo!ach, 7) w roli Sołtysa, mając prócz 
scen mimicznych komiczne (solo grotesco)-przy 
rzęsistych oklaskach, których nie szczędziła tłum- 
nie zebrana publiczność. Zostałem nadto po 
skończeniu widowiska przywołany trzy razy. 
Osoby, wchodzące do tego baletu, dostąpiły ta- 
kiegoż zaszczytu, to jest nauczyciel baletu, p. 
Jakób Terlecki, ja drugi i panna Małgorzata Śle- 
dzińska, kupca jedwabiu córka. Do składu bale- 
tu naleteli: brat z siostrą Śledzińscy, dwoje Sło- 
bodzińskich, Jurkiewicz, SC'kołowski i dwóch sy- 
nów i d wie córki Kilińskiego. 8) (1). 
Jut nie potrzeba było bodźca silniejszego 


owym dyrektorem, mianowicie Antoni },
;chał Bończa To- 
maszewski. którego drukowane utwory dramatyczne wyli- 
cza EncykIopedya Orgelbranda (XXV 351-2) i Estreicher 
(Bibliografia IV 514), między innemi dwa, wydane w Wil- 
nie w r. 1802 i jeden w końcu XVIII w. w Grodnie, we 
własnej Tomaszewskiego drukarni. 
7) Tłoka - dobrowolna robota, połączona z ucztą 
i tańcami, gatunek pańszczyzny. (Linde). 
8) Prócz wymienionych do składu baletu nalclał 
jeszcze Zygmunt Anczyc.
		

/Skibinski_pamietnik0025_0001.djvu

			8 


nad to zachęcenie, tem bardziej, że i aktorowi e 
miejscowi starzy pochwał dla mnie nie szczędzi- 
li, a Antreprenerka, p. Morawska, pozwoliła mi 
bywać w teatrze bezpłatnie 9). W ówczas nie 
opuszczałem tadnego przedstawienia i nawet na 
próby uczęszczałern,_ chcąc im się pilniej przy- 
patrzyć. Balet, jakto z poczynającymi, nie robił 
znacznych postępów, bo w przeciągu blizko ro- 
ku pięć się ich nauczono: TVerbunek. Kominia- 
rze, Mleczarka i jedno Diver/issement bez pan- 
tominy. Tak ubogi repertuar mając, nie mogli- 
śmy się spodziewać materyalnych sukcesów. Do- 
świadczywszy tego nasz przedsiębiorca po szczup- 
1803. lejszych dochodach wywiózł nas do Grodna, 
w którem nowość sprowadziła mnóstwo wi- 
dzów 10). Lecz i to niedługo trwało, a nawet 
się skończyło prędzej, niżeIiśmy się spodziewali, 
bo nasz przedsiębiorca poszedł przez Losośnę 
na spacer za granicę *) i już do nas nie wrócił. 


9) Maryanna z Korwellów Morawska prowadziła 
teatr wileński od r. 1801. to jest od śmierci swego męfa, 
Dominika Morawskiego, który był dyrektorem - przedsię- 
biorcą w Wilnie od r. 1796. Teatr w owym czasie mie- 
ścił się w dawnym pałacu radziwiłłowskim, dokąd przed- 
stawienia przeniesiono z teatru t. zw. oskierczyltskiego 
(w pałacu Oskierki, później Abramowicza, wreszcie guber- 
natorów cywilnych). 
10) TomaszewskI musiał opuścić wilno wskutek sta- 
rań Morawskiej, obawiającej się konkurencyi. 
*) Do Królestwa Polskiego [Prus południowych 
W owym czasie].
		

/Skibinski_pamietnik0026_0001.djvu

			9 


Opuszczone dzieci Terpsychory musiały wrócić 
do domów rodzicielskich. Lecz baletmistrz Ter- 
lecki, ja i Zdanowicz 11) (później jako komik 
znany był zaszczytnie w Warszawie), pozosta- 
liśmy w Grodnie, w tym bowiem czasie Towa- 
rzystwo aktorów grodzieńskich rozdzieliło się na 
dwie antrepryzy. Na czele pierwszej stanęła pa- 
ni Deszner 12), drugiej-Szymański U), który za- 
angażował Terleckiego i mnie oraz pannę Jur- 
kiewicz z projektem, aby złożyć balecik. Zda- 
nowicza zaś znęciły czarne oczka panny Kacz- 
kowskiej (córki tenorysty), z którą się potem 
ożenił 14). Przez parę miesięcy, przy zebraniu 
z Grodna kilku indywiduów obojej płci, wyuczyw- 
szy się paru balecików, udaliśmy się na jarmark 
zelwiański wonczas sławny, niepodobny do dzi- 


11) józef Zd(mowic
 (ur. I IV 1786 t 10 X 1839). 
W Warszawie pierwszy raz wystąpił 8 IV 1809 (Filip w dra- 
macie joanna de lII01llfaucon); ostatni raz 4 VIII 1839 
w krotochwili Pokoik Zu,;;. 
12) Salomea Deszmr (ur. 1759 w Białymstoku 
t J809 w Grodnie). W tem mieście objęła teatr w r.1603. 
13) SzymaJlski ja1'
 długoletni dyrektor teatru. Nie 
z!1amy dat jego urodzenia i śmierci. J. S. Jasiński w t.y- 
ciorysie artysty (rkps.) podaje datę śmierci 3 I 1800; umarł 
jednak znacznie później, gdy t. grywał z własnem towa- 
rzystwem w Grodnie jeszcze w 1808 r. , a nawet, jak utrzy- 
muje Skibiński, w temżc mieście w r. 1827. 
H) Zona Zdanowicza, Agnieszka (ur. 1790 t 9 VI 
1815) była córką Dominika Kaczkowskiego i Magdaleny 
z Lazańskich Jasińskiej.
		

/Skibinski_pamietnik0027_0001.djvu

			10 -- 


sleJszego. Już tam prócz baletów przyjmowa- 
łem pomniejsze role w komedyach. Odegra- 
liśmy ki!kanaście przedstawień z powodzeniem 
dla przedsiębiorcy. 
Jut się zbliżało pod koniec jarmarku, kie- 
dy jednej nocy zosłaliśmy przerażeni pożarem. 
Najpierwej podpalone kramy przez złodziei dały 
im, pod pozorem niesionego ratunku, obszerne 
pole do rabunku, a że wiatr był silny, cała Zel- 
wa stała się pastwą płomieni. My także, ochło- 
nąwszy z przestrachu, rzuciliśmy się do ratowa- 
nia i udało nam się wyratować garderobę i bi- 
bliotekę, prócz dekoracyi, na których publicz- 
ność i tak nie mogła poznać, co przedstawiały. 
Po kilku dniach koczowania udaliśmy się na jar- 
mark do Świsłoczy, majętności wówczas referen- 
darza hrabi Tyszkiewicza, tyjącego otwartym do- 
mem 15). Kupcy mieli sklepy murowane bez- 
płatne. Trupie przybywającej, prócz teatru za- 
możnego w dekoracye i oświecenia gratis, jeszcze 
po jarmarku 50 dukatów dawał od siebie za swo- 
ją lożę. Prócz licznej arystokracyi mnóstwo oko- 
licznych przyjeżdżało obywateli, katdemu bowiem 


15) Wincenty Tyszkiewicz. (Ur. 1757 t 1816). O nim 
o Świsłoczy i o jarmarkach, które odbywały się \V sierp- 
niu I trwały dwa tygodnie, obacz: Potocki Leon. Wspom- 
nienia o Świsłoczy Tyszkiewiczowskiej, Dereczynie i Ró- 
fanie. (Podał do druku M. Federowski). "Kwartalnik 
Litewski" R. I t. 2-gi str. 140 i n., - oraz: J. I. Kraszew- 
ski. Obrazy z tycia i podróty. Wilno IS42: V Świsłocz. 


...
		

/Skibinski_pamietnik0028_0001.djvu

			- 11 - 


porządnemu były otwarte pokoje i miejsce przy 
stole Nieodrzeczy tu będzie napomnieć o sa- 
mem miasteczku, które pod względem porządku 
i czystości do najpierwszych w Litwie policzone 
być może. Kościół murowany bez zbytku, lecz 
bardzo porządny; cztery domy zajezdne dute 
pod godłami G(si, Jelenia
 Konia i Lllb(dzia
. 
czystość na ulicach. Pałac zdobny ogrodem 
i piękną na stawie kępą; zwierzyniec pełen da- 
nieli, jeleniów i innej zwierzyny. O milę zdaje 
mi się, nie dalej, jest ogród Synfany zowiący 
się, wodą oblany *) 16), zdobny altankami w roz- 
maitych kształtach, bogaty przytcm w rzadkie 
rośliny i kwiaty. Sam hrabia był aż do kalec- 
twa otyły i nie mógł chodzić o swojej mocy, 
a do teatru w lektyce go przynoszono. Były 
liczne takte reduty, lecz nie w pałacu, bo się 
wcześnie gospodarz udawał do spoczynku. Od- 
bywały się zabawy nocne w oberży i na nie 
bezpłatne mieliśmy wnijście i do tego kolacya. 
Jako młodzi korzystaliśmy, bo po wytańczeniu 
się smaczna kolacyjka bardzo była pożądana. 
Wróciliśmy do Grodna na kurs zimowy. 1804. 
Do Towarzystwa naszego przybyli z Warszawy 


*) Na sposób wiszących ogrodów Semiramidy w Ba- 
byronie. 16) Synfany czyli Klepacze, z pałacykiem, wysta- 
wionym przez panią referendarzową Teresę z Poniatow- 
skich Tyszkiewiczową. Budowy dokończył sam Referen- 
darz. 


,
		

/Skibinski_pamietnik0029_0001.djvu

			12 


Fiszer li) i Marks, tudziet panna Tokarzewska. 
Repertuar takte się pomnotył kilku nowemi dra- 
matami, jako to: ...Pustelnik na wysPie Formen. 
tera./nez de Castro. Śmierć Abla, 18) w której 
Fiszer, przy pięknej budowie ciała, odegrał Kaima 
z ogólnem upodobaniem publiczności. Prócz 
operetek dotąd dawanych małych, jako to Dwóch 
strzelców
 Bednarzów
 Zositk
 jużeśmy byli wsta- 
nie obsadzić Góralów z Krakowiakami, 19) w któ- 
rych Marks, przy kształtnej postaci i pięknym 
tenorowym głosie, w roli Stacha zyskał ogólną 
pochwałę. Zosia-panna Jurkiewicz, Młynarka- 
pani Żukowska nie zostawiły nic do życzenia. 
11lez de Castro niemałą robiła furorę, pani Szy- 
mańska bowiem i Fiszer - Pedro strumienie łez 
przez wiele powtarzań wylewali z oczów tłumnie 
zbierającej się publiczności. Pustelnik takte zy- 
skał dobre przyjęcie. W SeNmie panna Toka- 
rzewska ogólnie się podobała, a z nią i Pedryl. 


") A1Z/oni Fiszer (ur. w Warszawie t w Krakowie 
6 III 1830). Obacz Kurjer Warszawski 1830 M 71 i 78. 
18) Pusleb,ik 1Ia wysPie Formmtera-Kotzebuego, 
tł. Bogusławskiego.-blez de Castro-Fryd. J. H. Sodena, 
tł. Bobrowskiego.-Śmierć Abla-Gabr. Legouve'go, tł. W. 
Orsettiego. 
19) Dwaj strzelcy ("Les Ch3ss
urs et la laitiere), 
kompozytor Duni, słowa Anseome'3, przekład Baudouin'a.- 
Bednarz muzyka i słowa Audinot'a. - Zośka czyli Wiej- 
skie zaloty
 muzyka Kamińskiego, słowa Stan. Szymańskie- 
go.-Cud I1lniema1l)..czyliGóraleiKrakowiacy-W.Bo- 
gusławskiego z muzyką Stefaniego.
		

/Skibinski_pamietnik0030_0001.djvu

			13 - 


lo po katdem przedstawieniu bywał zaszczyco- 
ny ogólnem przywołaniem na scenę. Prócz wy- 
tej wspomnianych sztuk przybyło i kilka vaude- 
villów czyli komedyo-oper Dmuszewskiego, jako 
to: Gaduła, Siedtm razy jeden
 Bilet na lofe- 
rYlI 20). Przyjmowane były mile przez Grodzia- 
nów. Kurs zimowy przeszedł korzystnie dla 
przedsiębiorcy. Ostatnich dni maja udaliśmy się 
do Słonima, w którym teatr ogromny murowa- 
ny, chociat w ruderach, świadczył o dawnej za- 
motności naszych polskich magnatów 21). Loie 
ogromne z posadzkami taflowemi, w katdej ko- 
minek. Scena przedzielona na poprzek; połowa 
przednia była dla grających, a druga w potrze- 
bie jakiej okrętów: po prawdziwej wodzie łodzie 
wypływały na scenę; wtenczas ta druga połowa 
napełniała się wodą ze stawu rurami, prowadzą- 
cemi do samej sceny, lub gdy tej niepotrzeba 
było, a sztuka wymagała jakiej lądowej bitwy 


20) Gaduła 1lad gadltlami
 k. tłomaczona z nie- 
wiadomego autora. Według Estreichera wydana w War- 
szawie w 1807 r.; w tym mniej-więcej czasie musiała być 
wystawiona w Teatrze Narodowym. Wątpliwe jest przeto, 
aby w Grodnie ją grano w r. 1804.-Siedem razy jedm - 
z muzyką EIsnera. - Bilet 1Ia loteryę- chyba to samo, co 
Ter1lO
 tłom. Dmuszewskiego z nieznanego autora (według 
Estreichera wystawione po raz pierwszy w r. 1805). 
21) Teatr i budynki mieszkalne dla artystów opery 
i baletu wznosiły się dokoła pałacu, wystawionego równiet 
jak i poprzednie przez ks. Michała Ogińskiego w środku 
miasta. (Obacz: Słownik geograficzllY 
 X 823).
		

/Skibinski_pamietnik0031_0001.djvu

			- 14 - 


lub ewolucyów. pokryta zosfawała taflami gru- 
bemi i otwierały się ogromne wrota, będące na 
prost sceny, przez które wypadała kawalerya na 
podobieństwo wiedeńskiego teatru (Kaertnerthor). 
Długośmy się namyślali, co poczniemy z na- 
szemi dekoracyami, które były liliputami przy 
tym olbrzymie. Ale necessitas fi-angit legem... 
Postawiliśmy naszą szopkę, a publiczność głodna 
i żądna widowisk była tyle względna, że nam 
to przebaczyła i nietylko z samego Słonima, ale 
nawet z okolic tłumnie się zjeżdtała i najczę- 
ściej w późnej nocy bliżsi wracali do domów, 
zapytując, kiedy znowu mają przyjetd
ać. I tak, 
kiedy ledwie przed pół wiekiem opera włoska. 
balety, wyborna orkiestra pod dyrekcyą sławne- 
go Dural1owskiego 22) bawiły ojców na słonim- 
skim teatrze, dziś ich dzieci, mote wnuki, przyj- 
mowały nasze usiłowania przy kilku ladajakich 
rzempołach przez całe lato. A chociaż nasz 
przedsiębiorca i tu skorzystał niemało, chociaż 
kapaniną, ale wypłacał tylko tych, którzy go stra- 
szyli opuszczeniem. Co do mnie, przez dwa la- 
ta, com miał z domu, z tego wyrosłem, a cho- 
dat prócz wiktu u niego i mieszkania miałem 


2
) Wszelkich szczegółów o Duranowskim brak jest 
zupełny. Wiadomo tylko, te był muzykiem w słutbie kró- 
la Stanisława Augusta, jak o tem wzmiankują biografowie 
jego syna, Augusta Fryderyka Duranowskiego. (EncykIo- 
pedya Orgelbranda VII 677 i Sowiński, .Les musiciens po- 
/ona;s, str. 162 i n.). ..
		

/Skibinski_pamietnik0032_0001.djvu

			- 15 - 


trzy dukaty miesięczn:e pobierać, lecz ich nigdy 
nie widziałem i ledwo na gwałtowną potrzebę 
to zbywał mnie niewięcej, niż jedną, a najwię- 
cej dwiema złotówkami, chociat mu byłem bar- 
dzo użyteczny, bo prócz grania role pisać i czę- 
sto nawet suflować musiałem. Do Rodziców nie 
śmiałem o tern pisać, lecz się pokazało, te tam 
dobrze wiedziano. 
Przybyliśmy znowu na zimę do Grodna 
z końcem września. Ledwośmy parę odbyli 
przedstawień, kiedy na trzeciem panna Taka- 
rzewska, nie wchodząca do sztuki, siedząc w lo- 
ty spostrzegła w przeciwnej swego narzeczone- 
go przy innej damie. Opuściła natychmiast lotę, 
pobiegła do mieszkania p. N., wyprawiła służą- 
cych, a sama, zamknąwszy się, napisała słów 
kilka i, zdjąwszy z nad łóżka pistolet, wystrzałem 
z onego życie sobie odebrała. Na ten odgłos 
słu
ący wpadli, lecz te drzwi były od pokoju 
zamkniętf', oznajmiono w teatrze ostrotnie p. N., 
który gdy przyszedł, kazal okno wybić i sam 
wszedł przez nie najpierwszy, a znalazłszy pa- 
pier, kreślony jej ręką, ukrył, poczem drzwi otwo- 
rzył. Lecz wówczas już i policya zawiadomiona 
przybiegła, znalazła trupa, ale żadnych powodów 
do spełnienia tego zabójstwa, i tak się to jakoś 
zatarło. Długo leżało ciało niepochowane, aż 
dopiero po przedstawieniu prośby do biskupa, 
jako obłąkanie cierpiącą pozwolił z konduktem 
pochować na cmentarzu.
		

/Skibinski_pamietnik0033_0001.djvu

			- 16 - 


Po tak tragicznym przypadku nie graliśmy 
ze dwa tygodnie póki w mieście o tern nie prze- 
stano mówić. Gdy oto 5 listopada, w trzecią 
rocznicę 23) mojego wystąpienia na scenę, wcho- 
dzi do mieszkania Szymańskiego z Wilna przy- 
były Chmielowski, proszony od mego Ojca i ode- 
zwał się w te słowa: "A co, panie aktorze, ko- 
medye coś nie dają dobrego odzienia. Ojciec 
o tern się dowiedział, dał ko
uch i buty ciepłe, 
abym go tern okutawszy jeszcze dzisiaj wywiózł 
z Grodna i przywiózł do domu". Zrobiłem uwa- 
gę, czyby nie lepiej było zaczekać na p. Szy- 
mańskiego; lecz on powiedział, 
e nie ma ani 
chwili czasu do stracenia, że ma tu swoich 30 
koni, któremi przywiózł transport jenerałowi 
Mon... tu konsystującemu, a zatem każdej go- 
dziny rublem nie opłaci. "Proszę się zabierać, 
bo nie mam czasu, a je
eli nie pojedziesz, to za 
tydzień przyjedzie tu Ojciec i podobno gorzej 
będzie". Po tak zniewalającem przymówieniu 
zło
yłem w nawleczkę całą moją bieliznę i w kilka 
godzin juteśmy się w Skidlach ujrzeli na popa- 
sie. Po przybyciu do domu rodzicielskiego, gdy 
mnie Ojciec ujrzał, nie przyjął powitania, ale 
już zdejmował z kołka boćkowskie narzędzie; 
przecież łzy i prośby Matki oraz poczciwego 
Chmielowskiego jakoś zmiękczyły mego Ojca, 
e 


23) Jako datę swego debiutu podał Skibiński po- 
przednio 5 października 1802. Myli się więc chyba mó- 
wiąc obecnie o rocznicy, a tembardziej o trzeciej.
		

/Skibinski_pamietnik0034_0001.djvu

			- 17. 1 - 
... 


się obeszło bez bastonady. Niedłużej, nit ty- 
dzień pobyłem w domu nim mnie na nowo opo- 
rządzono, kiedy pewnego poranku kazał mi się 
Ojciec ubrać i iść ze sobą. Przyszliśmy do do- 
mu ks. kanonika Mikuckiego, na drugie piętro. 
Zastałem tam kilku gryzipiórów w sali, a po- 
między nimi średniego wieku człowiek, kurząc 
tytuń na długim cybuchu, w szlafmycy, szlafro- 
ku i butach czerwonych *), każdemu z piszących 
co innego dyktował, a przy tern i z nami rozmo- 
wę rozpoczął, nieprzerywając tamtego:. "Tente 
to rekrut Melpomeny, za którym mnie prosi- 
łeś?"-" Ten sam"-Ojciec odpowiedział. "Niech 
pozostanie czas jakiś na próbiej dam mu prze- 
pisywać akta. Moi dependenci będą cię sposo- 
bić do Statutu, a ty ich będziesz sposobił w de- 
klamacyi, akcyi i mimice, bo i adwokaci są 
takt e aktorami, a który z nich, stanąwszy za 
kratką, zadeklamuje induktę z pewną akcyą i mi- 
miką, a po nim chocia
 z lepszą sprawą, ale 
słabiej przemówi przeciwnik, można być pewnym, 
te wygrana przy tej strOnIe będzie, która jaśniej 
i wyrozumialej przemówi. Jutro o ósmej go- 
dzinie z rana znajdziesz przy tym stoliku co ci 
będzie potrzeba. Tymczasem bądźcie zdrowi.. . 
Opuściliśmy mecenasa i wrócili do domu. 
Całą noc nie spałem przemyślając nad spo- 
sobem drapnięcia od niemiłej Temidy, aby rzu- 


*} ---Bj'ł nim Sobański, pierwszy adwokat wileński. 
· łI 
 

\hm


M

 3 

 r .t.. ł_- 
 
......,. . c ., e'9.. 
.::.. 1101. .
.., 
 
C . ., ... 
.... .. hO 
. . 

 , 
!Yd
astt't
		

/Skibinski_pamietnik0035_0001.djvu

			- ta -- 


cić się napowrót w objęcia Talii ukochanej prze- 
ze mnie, pod której maską wolno mi karcić złe 
obyczaje, kiedy, przeciwnie, szala Temidy naj- 
częściej na obłudną przewata się stronę (więcej 
dającemu). Tak w gorączkowem marzeniu usnę- 
łem. Zdawało mi się, żem. najlepszą ubogiego 
klijenta sprawę, mnie powierzoną, przegrał, bo 
strona możniejsza potrafiła znacznym datkiem 
zagłuszyć moje sumienie; żem widział zgubione- 
go przeze mnie ojca licznej rodziny, który się 
groźnie do mnie odezwał. Przebudziłem się 
i spostrzegłem drżący przy łóżku Ojca wołają- 
cego, 8 bym wstał i ruszył do przeznaczonego 
mi obowiązku. Nie było rady. Udałem się w to- 
warzystwie Ojca, gdzie jut zastałem miejsce przy 
dużym stole. Jeden z dependentów podał mi 
ogromny akt, zło
ony z kilkunastu arkuszy, z po- 
leceniem, abym go do niedzieli ukończył; a była 
to środa. Wolałbym pięcioaktowej sztuki egzem- 
plarz z rolami wyśpieszyć do tego czasu, niż tę 
ramotę, do której żadnego powołania ani ocho- 
ty nie miałem. Tymczasem Opatrzność, czuwa- 
jąca nad każdem stworzeniem, nie zapomniała 
i o mnie. Nagły jakiś interes powołał Ojca mo- 
jego na Wołyń. Podróż trwać miała kiJka ty- 
godni. Jakoż nazajutrz wyjechał, a we mnie ja- 
kaś nadzieja ożyła. Napisałem do mego kolegi 
Fiszera, który z Grodna przejechał do mińskiej 
antrepryzy, uwiadamiając go o mojem smutnem 
przeznaczeniu, jakbym znowu chciał powrócić
		

/Skibinski_pamietnik0036_0001.djvu

			- 19 - 


pod sztandary Talii i Melpomeny i jak się Te- 
midą brzydzę. Nie upłynęło dni dziesięć, otrzy- 
małem list, a przy nim drugi od p. Ka
yńskie- 
go, przedsiębiorcy tego teatru, abym najął fur- 
mana na jego rachunek, a po cdbytym pierw- 
szym występie ułotymy się ogatę. Fiszer 
w swoim liście chwalił Każyńskiego akuratność 
w wypłacie i porządniejsze, ni
 w Grodnie, To- 
warzystwo. Z listami i ze łzami w oczach przy- 
biegłem do Matki, prosząc, aby mi nie odm6- 
wiła korzystania z tak dobrej zręczności. Matka 
bez woli Ojca nie chciała pozwolić, przekłada- 
jąc, te nieraz goły i bosy wróciłem i znowu tak 
będzie. Stanowczo Matce odpowiedziałem, że 
nie mam do tego najmniejszej chęci ani powo- 
łania; a jeteli mi Matka nie pozwoli, to ucieknę. 
Moje łzy i prośby zmiękczyły Matkę, że naresz- 
de pozwoliła i dała mi kilka rubli na drogę. 
Przed końcem grudnia stanąłem w Mińsku. Ko- 
lega Fiszer przyjął mnie do swojej kwatery. 
Nazajutrz byłem przez niego wprowadzony do 
mego przyszłego antreprenera. Tu jut było na 
wyższą skalę. Przeszedłszy parę pokojów pięk- 
nie meblowanych, zastaliśmy samego w mate- 
ryalnym szlafroku, w krymce bogatej na głowie 
i w haftowanych butach; złote miał okulary na 
nosie, na palcach brylantowe pierścienie i złotą 
tabakierkę w ręku 2.). Obejrzawszy mnie z gó- 



ł) Maciej Każ)'ński (ur. 1767 [według J. S. Jasiń-
		

/Skibinski_pamietnik0037_0001.djvu

			.- 20 - 


ty do dołu, zapytał: jakie role grywałem? czy 
znam muzykę i czy mógłbym śpiewać w operach? 
Jakoż w przyległym pokoju uczono się opery 
Axur (Salierego), - spróbowano mego głosu 
i zaraz naznaczona mi była rola Arlekina w tej 
operze; a że składała się z jednej sceny przed 
Axurem pomiędzy Pierotem i KOlombiną, z jed- 
1805. nego tylko obszernego tercetu, - za tydzień już 
wystąpiłem w onej, a 
em znał i taniec grotesko- 
wy, udała mi się z zupełnem zadowoleniem pu- 
bliczności i antreprenera. Nie mając pełnych lat, 
nie mogłem zawierać kontraktu, za powrotem 
bowiem Ojca mógłby być unieważniony. Upro- 
siłem tedy W u ja, który był proboszczem przy 
kościele benedyktynek; ten jako świadek i opie- 
kun sześcioletni kontrakt podpisał. 
Trupa nasza co do kobiet była dosyć sła- 
ba, prócz jednej pani Każyńskiej, która, prócz 
talentu dramatycznego, mnóstwo sztuk przetło- 


ski ego; 1770 według notatki rękopiśmiennej Wiszniewskie- 
go, zięcia Katyńskiego] t 17 III 1823 w Wilnie). Debiu- 
tował w Warszawie w 1793 r.-według Jasińskiego; według 
zaś Chomińskiego: Skorowidz artystów Opery polskiej od 
r. I778, rkps,- d. 29 V 1781 wop. Żołnierz i Czarno- 
ksi(ż,tik, czyli Uczta d)'ahła. Wreszcie Roczm"k teatru 
"arodowego (Zalewskiego) na r. 1813, str. 19, podaje jako 
datę przyjęcia Katyńskiego r. 1785. Trzykrotnie był to- 
naty; z trzeciej tony, Anny z Koczyków, miał syna Wik- 
tora, znanego kompozytora. (Cf.: Jan ze Śliwna [A. H. 
Kirkor]: Wiktor Katyński. "Athenaeum" t. VI r. 1845, str. 
96-120).
		

/Skibinski_pamietnik0038_0001.djvu

			21 


maczyła z niemieckiego i temi nowościami był 
zasilany teatr 25). Z mężczyzn p. Każyński, ak- 
tor w dramach, komedyach i operach obdarzony 
niepospolitym basem, wybornie grał i śpiewał 
Axura króla; szczególniej opery włoskie buffo 
wybornie odegrywał, jako to: Fraskatanka, Zmy- 
ślone szaleństwo, Czekina, Zazdrość wieśniacza, 
Szkoła zazdrosnych
 Śpiewaczki wiejskie - wy- 
bornie mu się udawały 26). Werowski 27) (póź- 
niej znany w Warszawie), Ryłło 28), Kuczyński, 
Kossowski, Fiszer, Bilecki, Mąkoiski; reszta skła- 



5) .J.vlarya z Krajewskich Każyńska
 druga tona 
Macieja, matka Dyonizego Katyńskiego. Estreicher (Biblio- 
grafia I 404) zna tylko jeden jej przekład: Ka11teleo1t
 czy- 
li fVieś1tiacy w stolicy
 k. w. 5 a. H. Becka. Jako Kra- 
jewska jeszcze była w towarzystwie Bogusławskiego we 
Lwowie, skąd w r. 1799 przeniosła się do Wilna, do kom- 
panii Morawskiego. 
26) AXtlr król OrJ1ltls
 muz. Salierego, słowa Bau- 
rnarchais'ego, tł. W. Bogusławskiego.-Fraskatmlka
 muz. 
Paisiella, tłom. Bogusławskiego. - Dla miłości zmyślO1te 
szaleństwo
 muz. Sacchiniego, słowa K. F. Pannard'a, tłom. 
Bogusławskiego.-Ceki1ta
 muz. Picciniego, tłom. Bogusław- 
skiego.-Zazdrośc; wieś1Ziacze
 muz. Sartiego, tłom. Pie- 
rotyńskiego.-Szkola zazdrosl1ych, muz. Salierego, tłom. 
Bugusław5kiego.-Śpiewaczki wiejskie, muz. Fioravantie- 
go, tłom. J. Królikowskiego. 
21) Ig1tacy fVerowskt (ur. 2 VIII 1783 t 8 VIII 
1841). Debiutował w Mińsku l VII 1802. W Warszawie 
grał l-y raz 13 VII 1815 (Otello). 
28) Ryllo Ja" (ur. ]760 t w Wilnie 1804 [1]). Pierw- 
szy występ 7 IX 1793 w Warszawie, w dramacie Pustelnik 
1ta wysPie Formmtera.
		

/Skibinski_pamietnik0039_0001.djvu

			- 22 - 


dała szary koniec i ja z nimi. Korepetytor ope- 
ry Woyciuszkiewicz, sufler Klaus, malarz teatral. 
Głowacki 29) (dziś sławny w Warszawie). Nasz 
antreprener nosił przy butach srebrne ostrogi; 
wyjetdżał w południe karetą na wizyty lub w in- 
teresie, nigdy inaczej. 
Z rozpoczęciem wiosny zmniejszyły się wi- 
dowiska. Dnia 1 maja było uroczyste otwarcie 
ogrodu nowozałożonego przez JW. Karniejewa, 
6wczesnego gubernatora SO). Tego dnia miasto 
ofiarowało podwieczorek przy muzyce wojennej 
i "piewczych", oraz przy zajaśnieniu iluminacyi 
i transparentu. My wszyscy w czarnych frakach, 
damy w białych sukniach z bukietami, śpiewa- 
liśmy stosowną kantatę. Naostatek piękny spa- 
lony fajerwerk zakończył tę pamiętną uroczy- 
stość. Do dziś dnia ten ogród w porządku się 
utrzymuje. 
W połowie maja wyjechaliśmy do Witeb- 
ska. Stamtąd po kilkunastu przedstawieniach 
pojechaliśmy na jarmark do Biesienkiewicz i do 
Chotowa-z rozmaitem powodzeniem. Na koniec 


29) Alt/OIti Glowacki, portrecista i malarz dekora- 
cyi (między ionemi dla teatru jen. Zorycza w Szkłowie). 
W Warszawie dekoratorem teatrów 
ył jego syn Józef (ur. 
1800 r., nie mógł więc w tym czasie malować w Mińsku). 
Antoni Głowacki pracował równiet w Wilnie, gdzie ozda- 
biał w r. 1810 teatr Morawskiej w Ratuszu. 
30) Karniejew Zachar, pierwszy gubernator cywil- 
ny miński (1796-1806).
		

/Skibinski_pamietnik0040_0001.djvu

			- 23 - 


września wróciliśmy do Mińska S1). W paidzier- 
niku zjechało się mnóstwo obywateli na wybo- 
ry. Widowiska nasze każdodziennie przepełnio- 
ne, parterowy bilet dwa ruble, a na balkon (dla 
dam) po trzy ruble płacono. W czasie przed- 
stawienia k. Nitnawiść ludzi i Żal (Kotzebuego 32) 
szmer był mały między publicznością, wielu bo- 
wiem nie przyszło dla sztuki, ale dla zobaczenia 
się. Nasz antreprener, będący na scenie, razem 
w pół sensu zamilkł i zaczął sykać na publicz- 
ność, aby się uciszyli. Gubernator, siedzący 
w pierwszym rzędzie, zawołał na cały głos: Ga- 
spada. patisze/ Wielu natychmiast opuściło teatr, 
a między innymi i ksiątę Dominik Radziwiłł. 
Po skończonej sztuce wołano Katyńskiego, aby 
mu gwizdaniem lub kijem podziękować za skom- 
promitowanie, lecz on ostrze
ony drapnął do 
Komarówki, cztery wiorsty za lt'1ińskiem SS). 
Nazajutrz była z porządku Taczka Occia- 


31) W tym czasie. t. j. pod koniec r. 1805, obj:Ił 
Ka.tyńs!d teatr w Wilnie, skąd dopiero wyjetdtał do Pe- 
tersburga. Opisana w dalszym ciągu przez Skibińskiego 
przygoda z publicznością miała miejsce w Wilnie. (Porów- 
naj: [dr. Titius] Rys historyczny przedstawień, mianowicie 
w języku polskim na Litwie: 11 Wizerunki i roztrząsania 
naukowe tt . Poczet nowy drugi. 19. R. 1841). Autor wspom- 
nianego jednak artykułu jako powód zajścia z Katyńskim 
podaje "nieprzyzwoite i grubjańskie jego z Panami M... 
i O... obejście się". 
32) Tłom. Ant. Lesznowskiego. 
33) Obecnie przedmieście Mińska.
		

/Skibinski_pamietnik0041_0001.djvu

			24 


,.za 34). Powróciwszy c10 domu zastałem rolę 
Occiarza i bilet, w którym mnie błaga Ka
yńslri 
na wszystko, abym się onej na jutrzejsze przed- 
stawienie wyuczył, a zato ofiaruje mi połowę 
benefisu. Njłzajutrz rano mnóstwo obywateli 
zmówiło się wybić pana przedsiębiorcę za uhli- 

enie im publiczne. Gubernator się o tern do- 
wiedział i starał się bronić go, mówiąc, 
e dziś 
jest aniwersarz cesarski, będzie jego węzeł [mo- 
nogram], więc w teatrze nic takiego zrobić nie 
pozwolę. Na przekór Ka
yńskiemu przyjmowa- 
no mnie w roli Occiarza rzęsistemi oklaskami, 
lubo znałem to dobrze, 
e nie mogłem onej tak 
dobrze odegrać, jak ją grał Ka
yński. Po skoń- 
czonej sztuce i kantacie, oraz po wyjściu guber- 
natora, z 50 młodzie
y z pejczami, mającymi na 
końcu gwizdałki, zaczęło wołać, aby wyszedł 
Ka:tyński na scenę. Wyszedł Werowski i oświad- 
czył, 
e od dnia wczorajszego nie wiedzą, gdzie 
się znajduje. Dopiero się wzięli do gwizdałek... 
Nagwizdawszy się dowoli, opuścili przybytek Ja- 
nusa, wykrzykując: "To dopiero wstęp do bato- 
gów, które go nie miną!" Ukrywał się nasz de- 
likwent przez dni kilka, aż nareszcie trafił bocz- 
nemi schodami do JW. Wołłodkowiczowej, mar- 
szałkowej guber. 35). Upadłszy przed nią na 


3ł) L. S. Mercier'a, tłom. Bogusławskiego. 
35) Obacz odsyłacz N!! 31. Józef Wołłodkowicz był 
marszałkiem szlachty od r. 1806 do 1811, a więc jut po 
wyjeździe Skibińskiego do Wilna. Wobec jednak twierdze-
		

/Skibinski_pamietnik0042_0001.djvu

			- 25 - 


kolana prosił ze łzami, aby go uwolniła od nie- 
chybnej bastonady. Ta dama, przypomniawszy mu 
jego obowiązki, jakie winien mieć dla publiczności, 
kazała mu przyjść wieczorem, aby był ukryty w ga- 
binecie, dopóki go nie przywoła. Posłała wszy- 
stkich spiskowych prosić na wieczór do siebie. 
Gdy się zebrali, przemówiła za Każyńskim, dłu- 
giej jednak potrzebowała wymowy, dopóki nie 
dali słowa, 
e zaniechają bójki. Wówczas kaza- 
ła go przywołać. Ukazał się dr
ący, blady jak 
trup, w czarnem ubraniu, w pończochach i trze- 
wikach (bez ostróg?); upadł na kolana, lecz 
wszyscy krzyknęli: "Obraziłeś nas publicznie 
i przeprosić publicznie powinieneś ze sceny". 
Wystąpił nazajutrz w operze Le donne camhia- 
te 36) (Żony prsemienione) Portogalla, w roli 
Szewca, i przy rozpoczęciu aktu drugiego przy 
warsztacie w miejsce zwyczajnej zwrotki: 
Oj, gdyby dziewczęta chciały być szczeremi, 
Co za rozkosz święta byłaby nam z niemi- 
na to miejsce śpiewał: 


nia naszego autora. te w zategnaniu zatargu pośredniczy- 
ła p. Wołłodkowiczowa. nasuwa się przypuszczenie, te zaj- 
ście w Mińsku miało istotnie miejsce, Iliezaletnie od konfliktu 
w Wilnie (gdzie, jak utrzymuje dr. Titius, Katyński przepra- 
szał publicznie w tejte samej sztuce: Żony prze11lieniOlle). 
36) Szewc, czyli Żony przemienione, tłom. słów 
L. Osińskiego. W Warszawie grane pierwszy raz w r. 1810 
[obacz: Tygodnik muzyczny r. 1820 (i Karasowski: Rys 
historyczny opery polskiej): .Spis wszystkich operli I t. d. 
przez Dmuszewskiego. Estreicher, Bib1łografia I 407]. Mo- 
te więc Katyński grał z tekstem w innem tłomaczeniu?
		

/Skibinski_pamietnik0043_0001.djvu

			- 26 - 


Ach, gdybym ja wiedział, czem się wam przysłużyć, 
Starałbym się do tego wszystkich mych sił utyć. 
Huczne brawo oznajmiło zupełną zgodę, 
a po skończeniu, gdy przywołano go na scenę, 
przeprosił komplementem, uło
onym prozą. Wez- 
wano potem nas aktorów i jego do bufetu dla 
uzupełnienia zgody, która stu wystrzałami kor- 
ków z butelek szampańskich się zakończyła. Ka- 
zano pozostać i muzyce, która przez czas li- 
bacyi przygrywała nam do godziny 2 po pół- 
nocy. 
1806. Korzystnie się odbyły wybory i przez resz- 
tę zimy teatr nie cierpiał niedostatku. Lepiej tu 
było, niż u Szymańskiego, bo się i ga
a wypła- 
cała regularnie. Prócz tej miałem lekcyę tańców 
w domu Marszałkowej jej dzieciom. W czasie 
ka
dej reduty musiałem tańcować kozaka z Woł- 
łodkowiczem Wincentym, Brzostowskim, Pró- 
szyńskim, przez co wszedłem i do wyższych to- 
warzystw na wszystkie wieczory. W miesiącu 
marcu weszły kawaleryjskie pułki gwardyi, na 
których czele przybył W. Ks. Cesarzewicz Kon- 
stanty. Przyjmowali go obywatele balami, a w te- 
atrze tak upodobał Ksią:tę Wesele krokowslłie 117), 


3i) Wesele krakowskie-naprawdopodobniej to sa- 
mo, co Wdzi'iczlli poddani pana, muzyka Stefaniego, 
słowa Jana Drozdowskiego, rzecz grana po raz pierwszy 
w r. 1796, a jak utrzymuje Estreicher (Bibliografia I 344), 
będąca naśladowaniem Krakowiaków i Górali. Skibiński 
w dalszym ciągu wspomina, it tot samo Wesele krakow-
		

/Skibinski_pamietnik0044_0001.djvu

			- 27 



e przez trzy wieczory raz po raz dawaliśmy, 
za co przysłał ze swojej szkatuły 100 dukatów 
Każyńskiemu i zamówił go, aby przybył do Pe- 
tersburga. Czwartego dnia w dzień wymarszu 
Marszałkowa dawała tańcujące śniadanie, połą- 
czone z siupryzą. Gdy przybył Ksią
ę, był przy- 
witany przez Marszałkową i kilkanaście dam, po 
krakowsku przebranych, chlebem i solą. Muzy- 
ka przegrywała, a my przyśpiewywaliśmy w ta- 
kich
e kostyumach. Wraz pod przewództwem 
Księcia złożył się krakowiak; później śniadanie, 
a na po
egnanie kantata. Po najczulszem po- 

egnaniu udał się w dalszą podróż. 
W końcu kwietnia przybył komisarz p. Sza- 
durskiego, obywatela, który otwierał jarmark 
w swojem miasteczku Oświeju 38) (na Białej Ru- 


skie grywano pod tytułem Pa1
 dobry ojCe11'Z poddanych, 
z dodaniem "nowych śpiewek i tańcówII. Być mote, 
e 
był to pierwowzór popularnego baletu Wesele w Ojcowie 
(na afiszu niekiedy spotyka się: Wesele kra k o w s k i e 
w Ojcowie), który dawniej wystawiano ze scenami śpi e- 
wanemi I mówione mi (oracya), co z czasem zastąpiono 
pantominą. Wesele w Ojcowie (wystawione po raz pierw- 
szy d. 14 III 1823) uło
yli: KudIicz. Mierzyńgka i Pion, 
Kurpiński zaś i Józef Damse zastosowali muzykę. posiłku- 
jąc się przewunie Krakowiakami Stefaniego. Z czasem 
porobiono pewne zmiany. wprowadzając nowe "wkładki" 
muzyczne. 
38) W gub. witebskiej. pow. drysieński. W w. XVIII 
własność Hylzenów. Józef Hylzen, w-da mści sławski, za- 
pisał Oświej swemu krewnemu, Józefowi Szadurskiemu. 
temu właśnie, o którym wspomina Skibiński.
		

/Skibinski_pamietnik0045_0001.djvu

			- 28 - 


si), ateby zachęcić kupców i obywateli. Zapra- 
szał Katyńskiego, aby ze swojem towarzystwem 
przybył dla dania kilkunastu przedstawień, ofia- 
rując konie i pojazdy tam i napowrót. Teatr 
z dekoracyami, muzyka, światło, mieszkanie i stół 
we dworze oraz bilety na reduty-wszystko bez- 
płatnie. Dla dworu tylko biletów 15; reszta pu- 
bliczności ma płacić za bilety. N a tak wygodne 
kondycye nie podobna było nie przystać. I tak 
w połowie czerwca udaliśmy się po drodze do 
Połocka. Jeszcze do jarmarku oświejskiego zo- 
stawało nam trzy tygodnie; postanowiliśmy ten 
czas poświęcić dla publiczności połockiej. Zna- 
lazła się w rynku porządna sala, a 
yd właści- 
ciel w kilku dniach zobowiązał się wystawić 
swoim materyałem teatr za rubli 100. Tymcza- 
sem posłano uwiadomienie w okolice o przyby- 
ciu towarzystwa dramatycznego. Na następną 
niedzielę mnóstwo zjechało się obywatelstwa na 
mszę do wspaniałego i ogromnego kościoła ks. 
ks. Jezuitów, mającego prócz bogatych ołtarzy 
organ sławny olbfzymiej wielkości. Wszyscy, co 
mieli rubla na -bilet, zapełnili nasz nowy przy- 
bytek. Muzyka się składała z pułku strzeleckie- 
go (rogowa), przeto nie mogliśmy dać nic śpie- 
wanego, 
adnej opery ani nawet vaudevillu. 
Przez następnych 10 przedstawień ciągle nam 
połoczczanie dopisywali. Tydzień nam tyJko po- 
został do jarmarku, przeto jeden z kolegów z ma- 
szynistą został wysłany przodem pocztą dla urzą-
		

/Skibinski_pamietnik0046_0001.djvu

			- 29 - 


dzenia w Oświeju teatru i oznajmienia, te my 
z Połocka wodą udajemy się do Dryzy *), do 
której gdyśmy przybyli, zastaliśmy powozy i ko- 
nie, na nas czekające, a z niemi i tego
 komisa- 
rza, któregośmy poznali w Mińsku. Przenoco- 
wawszy w Dryzie nazajutrz rano udaliśmy się 
w dalszą podrót. Po przejeździe czteromilowej 
przestrzeni zajechaliśmy na popas do wsi p. Sza- 
durskiego, w której zastaliśmy ju
 gotowy obiad, 
a na noclegu wieczerzę. Nazajutrz przed po- 
łudniem stanęliśmy w Oświeju. Zastaliśmy teatr 
gotowy, a w oficynie wygodne pomieszczenie. 
Przebrawszy się naprędce udaliśmy się do go- 
tyckiego bardziej zamku, nit pałacu, z wietycz- 
kami, i zaprezentowaliśmy się całej familii, ze- 
branej w ogrodzie. Gospodarz zaprosił całe to- 
warzystwo na obiad. Z uderzeniem drugiej go- 
dziny, zabrawszy nasze damy, stawiliśmy się 
w całym komplecie. Po sutym obiedzie udali- 
śmy się na kawę do ogrodu. Nazajutrz był to 
dzień niedzielny. Udaliśmy się wszyscy do ko- 
ścioła. Sam JW. Szadurski klęcząc słuchał mszy 
świętej ze swoimi synami, a w czasie procesyi 


*) Nie od rzeczy tu będzie wspomnieć, te podrót 
wodną mieliśmy bardzo przyjemną i wygodną. Płynęliśmy 
w dwóch ogromnych bajdakach, przykrytych deskami. Po 
zachodzie słońca, usiadłszy na pokładzie, śpiewaliśmy 
chóry z rótnych oper z towarzyszeniem dwóch klaryne- 
tów. Mnóstwo osób po obu stronach rzeki wychodziło 
dla przysłuchiwania się.
		

/Skibinski_pamietnik0047_0001.djvu

			- 30 - 


sam niósł baldachim nad monsŁrancyą. Za trzy 
dni miał się rozpocząć jarmark. Poszliśmy do 
miasteczka. Kupcy jedni się lokowali po prze- 
znaczonych kramach, inni przybywali. Wieczo- 
rem ju
 kilka familii przybyło, które lokowano 
w pałacu. Nazajutrz więcej od rana do wieczo- 
ra było przybywających, a trzeciego wszędzie, 
bo we dworze i miasteczku, wszystkie domy by- 
ły zajęte. Tego dnia i my daliśmy pierwsze 
przedstawienie. Zapełnił się teatr do natłoku 
i nasz przedsiębiorca, :ładnych nie mając kosz- 
tów, wziął tego wieczoru do 300 rs. Po teatrze 
przysłano po nas powozy na redutę, która takle 
była przepełniona. Dla nas z polecenia gospo- 
darza była kolacya na osób 16 z 4-ma butelka. 
mi wina. Ja w tańcu zyskawszy kilkunastu mło- 
dzieży znajomość, byłem zatrzymany po skoń- 
czonej reducie na libacyę; zatrzymano i muzykę. 
Tak hulaliśmy aż do białego dnia. Następnych 
dni 10 przeszło nam bardzo wesoło, wszyscyśmy 
byli zadowoleni, szczególniej nasz przedsiębior- 
ca, zyskawszy z 1500 rb. i jeden z kolegów 
Monł..., który wygrał ze 200 dukatów w karty, 
znając manipulacyę faraonową, lecz się później 
na tern poznano i nikt z nim grać nie chciał. 
Przy stole i na teatrze mo
na było widzieć, ile 
codzień ubywało publiczności. Ostatnie przed- 
stawienie odbyliśmy dla całego dworu. Po skoń- 
czonej sztuce w pięknym komplimencie wynurzył 
Ka
yński wdzięczność gościnnemu gospodarzowi
		

/Skibinski_pamietnik0048_0001.djvu

			- 31 - 


i jego rodzinie, który całym głosem zaprosił i na 
przyszły rok. Nazajutrz po
egnaliśmy uprzejme- 
go gospodarza i tymte porządkiem i z takiemi- 

e wygodami przybyliśmy do Połocka, w którym, 
zastawszy jeszcze teatr nierozebrany, postanowi- 
liśmy się zatrzymać. Jako
 znowu, gdy się oko- 
liczni obywatele dowiedzieli o naszym powrocie, 
pomimo czasu 
niwowego, zje
d
ali się na teatr. 
Szczególnie w niedzielne lub świąteczne dnie 
miewaliśmy przepełnioną salę. Grywając tylko 
w czwartki i niedziele przeszło nam kilka tygo- 
dni. Wróciliśmy do Mińska [?] w końcu września, 
a w połowie października rozpoczęliśmy kurs zi- 
mowy. Nie był on tak obfity w dochody, jak 
przeszły, bo nie było wyborów w Mińsku, ale 
były za to w Witebsku, skąd, po odegraniu przez 
kilka tygodni 25 widowisk korzystnych, wróci- 1807. 
liśmy do Mińska. W marcu liczne kontrakty 
znacznie wsparły kasę naszego przedsiębiorcy. 
Że Połock nam dwa razy dopisał, więc prosił 
Każyński JW. Szadurskiego, aby ju
 w połowie 
maja przysłał po nas, a ju
 na czas wyznaczony 
przybędziemy swoim kosztem do Oświeja. Przez 
dwa miesiące znowu bawiliśmy Połoczczanów, 
lubo nie z tak dobrem powodzeniem, jak w ze- 
szłym roku, ale się koszta wróciły i ga
a się 
zarobiła. W Oświeju, 
e na ten rok ju
 nie byli 
spraszani obywatele (jak to w roku zeszłym), 
przeto i dochód teatralny uszczuplał. JW. Sza- 
durski przemyślał o jakiejś gratyfikacyj, a nasz
		

/Skibinski_pamietnik0049_0001.djvu

			32 -J 


przedsiębiorca miał tak
e uło
ony projekt jecha- 
nia z towarzystwem do Petersburga i gdy ten 
przeło
ył, JW. Szadurski oświadczył, 
e powozy, 
prowiant dla rias i dla koni 30 daje a
 do sto- 
licy. Dar taki wyrównywał kilkuset rublom. 
Przez kilka dni wyporządzono powozy i wybra- 
liśmy się bardzo wygodnie w tak odległą po- 
dróz 39). Marszruta była rozpisana; kuchnia, na- 
przód wysłana, spotykała nas z wybornym obia- 
dem i wieczerzą. Po trzech tygodniach podró
y 
przybyliśmy do Gatczyny przed wieczorem. Uda- 
liśmy się na place spacerowe, skąd niedaleko spo- 
strzegJiśmy piękny ogród cesarski, zdobny ka- 
nałami z bacikami do pływania. Obszedłszy go 
naokoło uzyskaliśmy pozwolenie obejrzenia i pa- 
łacu. Upłynęło parę godzin. Gdyśmy 
 wyszli 
stamtąd nasz przewodnik i towarzysz podró
y 
Oakiś tak
e Szadurski) zaproponował, abyśmy 
wstąpili do sióstr miłosierdzia; bardzo rade po- 


39) J. S. Jasiński w tyciorysie Katyńskiego (rkps) i M. 
Karasowski (Rys hist. opery polskiej, str. 254) jako datę wyjaz- 
du do Petersburga kładą r.1806. W rzeczywistości pobyt Kat. 
z towarzystwem w tem mieście przypada na r. 1807. Ski- 
biński, oddalając o dwa lata fakt objęcia teatru w Wilnie 
i pisząc wciąt o Mińsku, szczegół co do wycieczki do Pe- 
tersburga umieścił jednakże pod odpowiednim, właściwym 
rokiem. Ze w tym właśnie roku, nie zaś wcześniej, go- 
ścił teatr polski nad Newą - przekonywa jeszcze i to, i
 
tragedya Dymitr Doński, o której autor Pamiętnika 
w dalszym ciągu wspomina, grana była w Petersburgu po 
raz pierwszy w d. 14 I 1807 (st. st.).
		

/Skibinski_pamietnik0050_0001.djvu

			- 33 - 


lakom, a dwie były z Wilna. Ju
 było pusto 
na ulicach, ale tak widno, jak podczas pochmur- 
nego dnia, nawet na sto kroków wszystkie przed- 
mioty z łatwością rozeznać mo
na było. Przy- 
bywszy do furty dzwoniliśmy dosyć długo, a
 
nareszcie usłyszeliśmy furtyankę, odzywającą się 
do nas po niemiecku, ale jak się nasz przewod- 
nik odezwał po polsku, otworzyła parlatoryum, 
a sama pobiegła budzić siostry. Niedługo cze- 
kaliśmy na nie. Były nam niezmiernie rade, 
słysząc z ust kilkunastu język ojczysty. Nie za- 
glądaliśmy do zegarków, bo nam czas zbyt pręd- 
ko ubiegł, ale gdyśmy zgłodzeni usiedli do wie- 
czerzy, ju
 słońce wschodziło. Zadziwieni tym 
nowym fenomenem, przekonaliśmy się, 
e w owym 
czasie nocy tam nie było. Niekładąc się wcale 
za parę godzin udaliśmy się na popas do Car- 
skiego Sioła. Jako
 na południe przybyliśmy. 
Carskie Sioło znane z pałacu letniego, a szcze- 
gólnie z ogrodu rozległego i wspaniałego. Na 
wstępie wrota kolosalne z marmuru czerwonego, 
a na frontonie napis ogromnemi złotem i literami: 
Orłowym o; hiedy izhawlena Moskwa. Długie 
aleje, fontanny w rozmaitych gotyckich kształ- 
tach, kąpiel ozdobiona alabastrowymi posągami, 
altana tajemnicza, w której cesarzowa miała z mi- 
nistrami konferencye, niemająca schodów, ale 
osoby siadały na dole na sofie, która za poru- 
szeniem maszyny podnosiła się do góry i zo- 
stawała w swojem miejscu a
 do spuszczenia się 
P..amiętnik Aktora. 4 


..
		

/Skibinski_pamietnik0051_0001.djvu

			- 34 - 


na dół. Tu takte musiały bywać sekretne obia- 
dy, bo stoły zapomocą machin wychodziły z pod 
taflowej posadzki z potrawami. Pod altaną kuch- 
nie, cukiernie, pasztetarnie etc. Altana górna 
miała pośrodku salę i 4 narotne gabineciki, ma- 
jące ściany zwierciadlane. Wioseczka chińska na 
małą skalę; każdy domek (było ich 8) miał ścia- 
ny, posadzkę i piece porcelanowe. Wieża wy- 
soka na którą bez schodów iść trzeba pół go- 
dziny bez utrudzenia, a wszedłszy na wierzcho- 
łek, widzieć mo
na Petersburg i wiete Kron- 
sztadu. Mnóstwo osobliwości, których nie pa- 
miętam. W pałacu-śmy nie byli, bo główny 
intendent był naówczas w Petersburgu. 
Wieczorem oznajmił nam antreprener, te 
się pocztą przodem udaje do stolicy dla najęcia 
pomieszkania i te jak to zrobi, dopiero przyśle 
po nas. Jako
 na trzeci dzień przybył posłaniec, 
który miał nam towarzyszyć do nowo najętej 
kwatery na Balszoj jWieszczanskoj w Warwari- 
na kupca domie. Jeszcześmy się nie rozloko- 
wali, a już ja wpadłem na jamszczyka i kazałem 
wieść się do teatru. Grano trag. Dymitry Don- 
skoj. Jakowlew w tej roli dziwnie mi się podo- 
bał; olbrzymia postać, silny organ zrobiły na 
mnie wraż enie 40). Dopiero po akcie zacząłem 
ło) Jakowlew Aleksy (ur. 1773 t 1817) jeden z naj- 
wybitniejszych aktorów rosyjskich. (Obacz: Aleksiej Sie- 
mionowicz Jakowlew, russkij tragiczeskij aktior. "Jetegod- 
nik Impieratorskich tieatrow". Siezon 1893-1894 gg. Pri-
		

/Skibinski_pamietnik0052_0001.djvu

			- 35 - 


oczami śledzić budowę tego ogromnego teatru. 
Ló:t 5 piętrowych, nad temi jeszcze 2 kondy- 
gnacye galeryi i rajka [paradyzu]. Po teatrze 
światło było, jak wśród dnia. Ka:tę się wieść 
do domu. Zapytał zwoszczyk: Kuda prikatetic? 
Ulicy nie pamiętałem, lecz tylko przypomniałem 
sobie Warwarina. Z1zaju - i pojechał. Woził 
blizko godzinę. Staje. Ja, nie widząc wie:ty, 
którą zanotowałem, powiadam, 
e nie tu. A zna- 
ju-i znowu woził z godzinę i stanął nie przed 
naszym domem. Gdym mu powiedział, :te to 
także nie tu: A znaju, u nt"ewo uieskolko domow 
jest'. Znowu mnie woził z godzinę, jako
 przy- 
wiózł. Ledwom się dokołatał, ju
 była druga 
po północy. Stró:t przeklinając otworzył. Zapy- 
tałem zwoszczyka, ile mu się nale
y? 5 ruhll'J..- 
"Czy oszalałeś-powiadam; - a wszakte za cały 
dzień jazdy byłbym tyle nie zapłacił" . -"A ja 
całą noc jeździłem" odpowiada. Pytam się dwor- 
nika, czy to można tyle 
ądać? A on odpowia- 
da: Kiedy nie zgodzony, to mu wolno wziąć co 
mu się podoba. Wreszcie motna zanotować je- 
go numer, a jutro oskar:tyć do kwartału. Nie- 
było rady. Drogo mnie teatr kosztował, bo 6 
rubli i kolacyę straciłem i głodny się kłaść mu- 
siałem. 


łatenija. Kniga l-ja). Rola tytułowa. w trag. Ozierowa . 
Dymiłr Doński naletab do najlepszych w repertuarze Ja- 
kowlewa.
		

/Skibinski_pamietnik0053_0001.djvu

			- 36 - 


Kilka dni przeszło na oglądaniu celniejszych 
ulic, bogatych cerkwi, oraz i kościoła katolickie- 
go, w którym z prawej strony nad ławkami uj- 
rzałem tablicę marmurową i na niej napis: Hic 
iacet Stani: Augustus Rex Poloniae Magnus Dux 
Lituaniae. Zastałem włoskie kazanie. Mówca miał 
charakterystyczną fizyognomię i mimikę, akcyami 
i deklamacyą przesadną nawet pobudzał słucha- 
czów do śmiechu, od którego i ja się wstrzymać 
nie mogłem; kiedy usłyszałem za sobą stuknię- 
cie laski szwajcara, który po niemiecku mnie 
przestrzegł (mając mnie zapewne za niemca lu- 
terana). Wysunąłem się z pomiędzy tłumu przez 
Newski Prospekt na Plac Admiralicyi i stamtąd 
trafiłem do dom u. 
Uzyskał tymczasem nasz przedsiębiorca po- 
zwolenie z komitetu (bo jeszcze wówczas nie 
było Dyrekcyi) na 12 przedstawień, po 2 w ty- 
godniu, 6 na wielkim a 6 na mniejszym New- 
skiego Prospektu teatrze. W trzy dni po otrzy- 
maniu ukazały się afisze, oznajmujące w polskim 
języku komedyę w pięciu aktach z dzieł Kotze- 
buego (tłomaczenie p. Ka:tyńskiej), pod nazwa- 
niem Kameleon 41); po niej komedyo-opera Dmu- 
szewskiego Siedem razy jeden. Polska publicz- 
ność, powodowana dumą narodową, :te w stoli- 
cy Rosyi będzie głoszony język ojczysty; Rosya- 


41) Kameleon czyli Wieśniacy w slolicy/ nie Ko- 
tzebuego, lecz Henryka Becka, tłom. Maryi Katyńskiej.
		

/Skibinski_pamietnik0054_0001.djvu

			- 37 


nie, chocia:t nieumIejący, posłyszeć ciekawi- 
tłumnie zapełnili wszystkie miejsca Wielkiego 
Teatru. Dzwonek oznajmił rozpoczęcie. Ja i We- 
rowski rozpoczynaliśmy pierwszą scenę. Aniśmy 
spostrzegli, jak przed nami pierwsza zasłona 
zniknęła, ujrzeliśmy ławę publiczności, witającą 
brawem kilku tysięcy dłoni. Ta niespodzianka 
zmieszała nas obydwóch, a szczególniej Werow- 
skiego, który nie umIał rozpocząć swojej roli. 
Trwało to dobrą minutę, kiedy już sufler prawie 
na głos powtórzył kilka razy jego pierwsze sło
 
wa. Dowiedzieliśmy się potem, :te publiczność 
tym sposobem witała ziomków i swój język oj- 
czysty. Byłem młody i silnej budowy, musiałem 
mieć nerwy, jak powrozy, a serce żółwią powle- 
czone skorupą, :te nie popękały, - tak byłem 
mocno wzruszony. Po ukazaniu się nowej oso- 
by na scenie i po odejściu ka:tdej towarzyszyły 
huczne brawa. Byliśmy z siebie i publiczności 
bardzo kontenci, ale się później pokazało, 
e 
publiczność nie była z nas zadowolona. Sztuka, 
choćby najdłu:tsza, przez miejscowych artystów 
nie trwała dłu:tej, ni
 do wpół do jedenastej, 
a nasze przedstawienie trwało do godziny pierw- 
szej po północy. Zaszczycili wprawdzie i przy- 
wołaniem grających główniejsze role, ale naza- 
jutrz mieliśmy bardzo wiele wizyt, którzy wręcz 
wymawiali Katyńskiemu, 
e do stolicy, mającej 
wówczas obecne europejskie talenta, nale:tało 
zebrać lepsze siły. "Jeszcze z mę:tczyzn jesteśmy
		

/Skibinski_pamietnik0055_0001.djvu

			- 38 - 


dosyć kontenci, bo WPan, p. \Verowski, Hen- 
cel 42), Kuczyński i Fiszer nic nam do 
yczenia 
nie zostawili; tylko 
e nas żenował ten ostatni, 
bo grając oficera miał mundur i spodnie niby to 
białe, ale nie jednego koloru, co przy tak oświe- 
conym, jak tu, teatrze nie uszło uwagi i krytyki 
publiczności. Ale:t damy masz zbyt słabe w swo- 
jej trupie, bo chociat nieładne, ale gdyby miały 
talenta, to /ró:t i bielidło pokryłyby ten niedosta- 
tek. A jak tu która mote się mierzyć obok pa- 
ni Filis, śpiewaczki, panny George, tragicznej, 
a panny Melwil w komedyi; w rosyjskim pani 
Sandunow, śpiewaczka; panna Siemionow, sławna 
z piękności i talentu 43)". Przymówili i wybo- 
rowi sztuki, źe dał rozwlekłą ramotę niemiecką 
i przez sześć godzin trzymał publiczność. »My- 
byśmy się lepiej bawili i chętniej przyjęli dzieła 
oryginalne polskie, na których u nas nie zbywa". 
Tak przez dni kilka mydlili głowę naszemu przed- 
siębiorcy. Poprawić tego nie był wstanie, nie miał 
bowiem podobnego przygotowanego repertuaru. 
Rzucił się tedy na opery włoskie buffo, dał 


42) Hencel Józef rozpoczął karyerę w towarzystwie 
Trusko1awskiego. Warszawę opuścił zdaje się w r. 1796. 
Po r. 1814 z własnem towarzystwem był w Lubllnie iŁomty. 
43) Phillis Ewa. W 1824 - 1829 r. Wjstępowała 
w Warszawie (I-szy raz 20 I jako Rozalia w operetce Dwa 
słowa).-Melvil-znana artystka francuska Melesville. Pani 
Sandunow-śpiewaczka, tona aktora N. Sandunowa. Sie- 
mionow Katarzyna - wybitna artystka w rolach tragicz- 
nych.
		

/Skibinski_pamietnik0056_0001.djvu

			- 39 - 


Fraskata"k
. Żony przemienione
 ]ohankę Ber- 
lIardon "), - lecz nasza primadonna, p. Oświe- 
cimska, niepodobała się do tego stopnia, 
e li- 
stami zasypywali, aby jej nie pokazywał na sce- 
nie. Sztuki: Szkoła kobiet, Doktor z musu
 Syn 
marnotrawny 45) z prawdziwem zadowoleniem 
przyjmowała publiczność. W Synu marnotraw- 
nym grając Hołotkiewicza byłem zaszczycony 
dwukrotnem przywołaniem na scenę. Axur był 
jedną z największych naszych oper, która przy 
pomocy miejscowych chórzystów znalazła dobre 
przyjęcie. 
Lokaj Ka:tyńskiego będąc niejednokrotnym 
świadkiem tej długiej, bo pięcioaktowej opery, 
przewidział, :te ta pociągnie najmniej do półno- 
cy i ułożył projekt okradzenia Pana. Jakoż wziął 
część garderoby, bielizny oraz szkatułę z bry- 
lantami (których tam było niemało) i pieniędzmi. 
Powróciliśmy późno z teatru, a gdy po zrobio- 
nym obrachunku chciał Każyński schować pie- 
niądze, nie znalazł szkatuły na swojem miejscu. 
Szukano po wszystkich pokojach, pod schodami 
i na strychu, nigdzie nie było. Ale 
e brakło 
razem i lokaja, przeto byliśmy pewni, :te to jego 


44) Johanka i Bernardon, muz. Cimarosy, słowa 
tłom. Pierotyńsk!ego. 
45) Pierwsza w tłomaczeniu Bogusławskiego, drugą 
do tego czasu tłomaczyJi: ks. Urszula Radziwiłłowa i bez- 
imiennie (w r. 1782). Syn marnotrawny - Voltaire'a - 
Trembeckiego.
		

/Skibinski_pamietnik0057_0001.djvu

			- 40 - 


robota. Podano uwiadomienie natychmiast do 
policyi, a tymczasem zrobiliśmy projekt rozje- 
chania się w rótne strony, czy jakiego śladu nie 
weźmiemy. Kilku kolegów zaraz podjęło się tej 
pogoni, a między nimi Hencel, mający rysopis 
zbiega, wpadł na trop i na ostatniej stacyi pod 
Oranienbaumem dognał go. Ten się chciał ra- 
tować ucieczką, lecz pocztarze, mając suty obie- 
cany trynRielt, dognali go i związanego z całą 
prawie szkodą napowrót przywieźli. Stracił tylko 
60 rs. Rejwach po całym Petersburgu, zwłasz- 
cza, że w uwiadomieniu do policyi było wyra- 

one, :te w pieniądzach znajdowało się przeszło 
20.000 rs., w złocie 1000 dukatów i brylantów 
na 6000 rs. Generał ober-policmajster (ErlhelI) 
przywołał do siebie HencIa i za isprawnost' 
i praworstwo ofiarował mu piękny złoty zegarek 
z takimże łańcuszkiem. 
Do końca układu pozostawały nam dwa 
przedstawienia, które jako narodowe zostawiliśmy 
pour la bonne bouche, to jest Wesele krakowskie 
i Górale i krakowiaki. Jako
 nie zawiedliśmy 
się, bo na Weselu krakowskiem doskonale się 
ubawiła publiczność i ruska i polska. Do tańca 
pozwolono u:tyć 15 par figurantów z baletu, 
których pomieszawszy między naszymi, nauczy- 
łem, 
e śpiewy i tańce ogólnie się podobały, 
a niektóre na fora! powtarzać musieliśmy. Ja, 
poniewa:t, grając Swata, pierwszą parę prowa- 
dziłem, zyskałem trzykrotne przywołanie publi-
		

/Skibinski_pamietnik0058_0001.djvu

			- 41 - 


czności. Na Góralów i krakowiaków przybył 
ze Strelny i sam N. Cesarzewicz W. Ks. Kon- 
stantyn. Nazajutrz przysłał 100 rs. za swoją 10- 

ę. Po skończeniu opery wszystkich przywołano 
i rzęsistymi po:tegnano oklaskami. Nasz przed- 
siębiorca w krótkim monologu wynurzył podzię- 
kowanie. Trzy dni pozostałe poświęciliśmy dla 
zwiedzenia Ermita:tu i Kunstkamery (za bile- 
tem), domku Piotra W., Piotropawłowskiej twier- 
dzy etc. 
Publiczność polska tyczyła sobie powtórze- 
nia Krakowiaków na dochód aktorów, lecz układ 
się skończył i komitet odmówił. Benefis w Pe- 
tersburgu stanowić może fundusik dla ulubionych 
artystów. Byłem świadkiem, :te na benefis mad. 
Filis, śpiewaczki, była dana opera (Bertona) 
Królowa Golkondy i pomimo, :te lo:te i krzesła 
na kilka dni przedtem były po potrójnej cenie 
zapłacone, jeszcze przed rozpoczęciem opery sie- 
działa sama benefisantka przy parterze z ogrom- 
nym fartuchem, do którego kupcy zamiast bile- 
tów rzucali asygnaty rozmaitej wartości, których 
jak wiorów pełen fartuch nabrała. Ogólny do- 
chód z benefisu wynosił do 10.000 rs., a ga:ty 
miała 12.000, mogła zatem posyłać bieliznę do 
prania do Londynu (bo tak czyniła), a panna 
George wszystkie suknie i stroje co miesiąc spro- 
wadzać z Pary
a. O tern wiedział cały wyższy 
świat stolicy i panna George była zwana żywym 
:turnalem.
		

/Skibinski_pamietnik0059_0001.djvu

			- 42 


Ale dość jut. Czas jechać. Furmani za- 
jechali z brykami, słu
ący zatrudnieni pakowa- 
niem, a my, posiliwszy się obiadem, ruszyliśmy 
z bogatemi oczami, lecz z pr6tnemi kieszeniami 
napowrót do Mińska [?]. 


4
		

/Skibinski_pamietnik0060_0001.djvu

			@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 


II. 


Nasz przedsiębiorca przed trzema laty od- 
wiedził Moskwę, w której zyskał 15.000 rs.; teraz 
wybory, jarmarki i Petersburg w dwójnasób po- 
mno
yły kasę. Zatem zaprojektował od Moraw- 
skiej antreprenerki nabyć teatr wileński. Tem 
bardziej była temu rada, bo jako kobieta nie 
mogła podołać, mało nareszcie dbała o podnie- 
sienie sceny, mając po mętu zostawiony piękny 
dom przy Trockiej ulicy i majątek Działuny, o 2 
tylko mile odległy od Wilna. Zjechał Ka
yński 
i w jednym tygodniu z nią skończył. Całe to- 
warzystwo, złożone z osób przeszło 30, wszyst- 
kich kontrakt a aprobował, a za garderobę, bi- 
bliotekę i dekoracye ze wszelkimi rekwizytami 
in sialu quo (tudzie
 dom dwupiętrowy miesz- 
kalny, oraz garderoby, salę do prób), za to 
wszystko zapłacił 11.000 rs., oraz przejął dług 
niewypłacony skarbowi radziwiłłowskiemu za
		

/Skibinski_pamietnik0061_0001.djvu

			-- 44 


grunt i mury teatru 3500 rs. .6). Zabrawszy kil- 
ka podrzędnych osób do Mińska, zdał antrepry- 
zę swojemu przyjacielowi i pełnomocnikowi Do- 
browolskiemu, zabrał do Wilna Werowskiego, 
HencIa, Fiszera, Kuczyńskiego i mniej z wileń- 
skich artystów miał: Mierzyńskiego na role po- 
wa
ne królów, ojców etc., Rogowskich dwoje, 
Hrehorowiczów, Gierzbowskich, Marksów, Rut- 
kowskich, Krajewskich, Malinowskiego z siostrą 
i ojcem U). Zielenkówna (piękność wileńska, 


46) Katyński objął teatr wileński w r. 1805 (obacz 
uwagę M 31). Według dr. Titiusa Katyński zapłacił 70.000 
zł. i _przyjął na siebie opłatę roczną do skarbu radziwił- 
łowskiego.. gmach więc teatru nie naIetał do dawnej an- 
treprenerki. Nabył go Katyński, lecz dopiero pożnie;, ca- 
łej jednak sumy nie wypłacił; pozostałość darowała ks. 
Stefania z Radziwiłłów Wittgensteinowa Tow. dobroczyn- 
no
ci. 8 zwierzchność skarbowa admin:słrowała budynkiem. 
dopóki naIetność nie została ściągnięta. 
41) Mierzyński Andrzej (ur. 1750 t 1810). Debiu- 
tował w Warszawie 1780 r. W 1783 (według Estreichera 
w 1784) miał towarzystwo w Lublinie. W Wilnie był w la- 
tach 1787 - 1790. Powrócił w r. 1795 z Morawskim, któ- 
remu (a potem wdowie) pomagał w prowadzeniu kompanii.- 
Rogowski - obacz Przypisy. [Rogowska z domu Miła- 
dowska]. - Rutkowski Andrzej (ur. 1768 t 30 V 1830 
w Wilnie). Z Bogusławskim przybył do Warszawy, gdzie 
21 IX 1783 wystąpił pierwszy raz we Fraskatance. Po r. 
1801 z własnem towarzystwem odwiedzał Mińsk, Witebsk, 
Połock. Zona, z domu Karolina Werterówna (ur. 1766 
t 1828) usunęła się ze sceny l VII 1821. - Malinowski 
Seweryn (ur. 1777 t 17 V 1850 w Kamieńcu Pod.). Zaczął 
karyerę w Warszawie 1795 r., następnie wyjechał na Litwę.
		

/Skibinski_pamietnik0062_0001.djvu

			- 45 - 


z którą się potem Fiszer o
enił) zajmowała role 
w tragedyach i komedyach. Statkowski, Kamiń- 
ski korepetytor, Izdebski sufler, a drugi basista 
i kilka kobiet i młodych mężczyzn do chórów 
i na mniejsze role. Przytem nas kilku przybyło 
z Każyńskimi. Zebrało się towarzystwo, z któ- 
rem można było obsadzić największe sztuki, a na- 
wet i opery. Po załatwionem kupnie widowiska 
zostały zawieszone na parę tygodni, a przez ten 
czas odświeżono teatr zewnątrz i wewnątrz, a
 
do dekoracyów. Rozpoczęliśmy nasze przedsta- 
. wienia wielkiemi sztukami z historyi inkasów, 
na trzy wieczory podzielonej. Najpierwsze Ko- 
ra i Alonzo
 drugie Śmierć Rolli, trzecie Śmierć 
Pizara. Przy dobrem obsadzeniu i porządnej 
wystawie sprawiły skutek pożądany, przez trzy 
wystawienia teatr był przepełniony. Wzięto do 
nauki operę Cherubiniego Woziwoda paryski
 
która była dana z nowemi dekoracyami i kostyu- 
mami, zato się te
 dobrze wypłaciła, bo w prze- 
ciągu zimy ze 20 silnych zrobiła przedstawień. 1808. 
Potem nastąpiły opery: Święto słońca Braminów 


W sierpniu i wrześniu 1815 trzykrotnie występował w War- 
szawie. Od r. 1826 do 1838 był dyrektorem teatru w Ka- 
mieńcu. (Obacz: [Sow;ński Jan]: Kilka słów o Malinow- 
skim. . Tygodnik Petersburski-. 1840 N!.> 99 i Al. Prusie- 
wicz: Teatr polski w Kamieńcu Podolskim. "Ruś II 1911 I 
zesz. I, gdzie podaria jest poźniejsza literatura o Malinow- 
skim).-Fiszerown Helena (ur. 1790), 2 voto Thebachowa. 
W r. 1816 występowała w Warszawie.
		

/Skibinski_pamietnik0063_0001.djvu

			- 46 - 


(Minera), Przerwana ofiara (Wintera), Flet cza- 
rodzieJski (Mozarta); z komicznych dane były 
tego kursu dwie opery: Szynka (Millera) i Dwie 
siostry z Pragi .8). Te ostatnie przez lat kilka na- 
stępnych sprowadzały tłumy widzów, tak się podo- 
bały. Profesor malarstwa Rustern wylitografował 
mnie w roli Papendekla barona, w całej postaci i ati- 
tudzie komicznej pojedynkującego. Kilkaset egzem- 
plarzy rozkupiono w przeciągu kilku tygodni .9). 
Kilka tragedyi: Hamlet
 w którym Mali- 
nowski bardzo się podobał, Essex, Marya Stu- 
art
 Julian de Sassel1,
 Emilia Galotti; z kome- 


48) Kora i Alo1t.'$o czyli Dziewica słońca
 Kotze- 
buego, tłom. Aug. Gliński. Hiszpanie w Peru czyli śmierć 
wodza Rolli
 Kotzebuego, tłom. Al. Chodkiewicz (oba 
utwory mote w tłomaczeniu J. N. Kamińskiego; obacz: dr. 
L. Bernacki: Jan Nepomucen Kamiński. N!!N!! 43 i 141 
[w wyd. "Stulecie Gazety Lwówskiej"]).-Dwa dni trwogi 
czyli Woziwoda paryski
 libretto Bouilli'ego, tłom. Bogu- 
sławskiego.-Świeto słońca Braminów
 Przerwana o.fiara
 
słowa Hubera, Flet czarnoksieski
 słowa E. J. Schikanedera- 
tłom. wszystkich trzech Bogusławskiego.-Dwie siostry z Pra- 
gt
 muz. Miillera, słowa Perinot'a, tłom. Drozdowskiego. 
49) Portretu tego nie udało nam się w żadnym ze 
zbiorów warszawskich odnaIeść, bezowocne równiet były 
poszukiwania w Wilnie.-Zaznaczyć w każdym razie nale- 
t.y nieścisłość Skibińskiego; o ile bowiem podobizna według 
rysunku Rustema wykonana była w czasie wskazanym, to 
nie mogla to być litografia, - i naodwrót, jet.eli portret 
jest litografowany, to powstać musiał znacznie później. 
Litografia Głowackiego, której podobiznę umieszczo- 
no na wstępie niniejszego tomu, znajduje się w zbiorach 
Muzeum Narodowego w Krakowie.
		

/Skibinski_pamietnik0064_0001.djvu

			- 47 - 


dyi Spazmy modne
 Mieszcsanin szlachcic
 Szko- 
ła kobiet
 SkąPiec 50) korzystnie utrzymywały 
przez cały kurs zimowy, a nawet i przez lato 
całe nie wyje
dżaliśmy jak zwykle na jarmarki. 
Następny rok także dobrze dopisał, opery 1809. 
bowiem: Palmira
 Kanzilla. Genowefa (Paera), 
przy powtarzanych wyżej, ciągle sprowadzały 
publiczność, a i abonament pokrywał koszta dzien- 
ne teatralne 51). Latem na św. Jan udaliśmy się 
do Rygi i Miławy. Obadwa te miasta odpowie- 
działy korzystnie. W Mitawie widziałem emi- 
growanego króla francuskiego Ludwika XVIII; 
mieszkał w pałacu Birona 52). 
Wróciliśmy Da kurs zimowy do Wilna. 1810. 


50) Hamleta do tego czasu tłomaczyli: Andrzej Ho- 
rodyski i J. N. Kamiński (z niemieckiej przeróbki Schro- 
dera). Essex-Dyke'a, tłom. Bobrowskl.- Juliusz de Sas- 
sen -Zschokego tłom. Dominika lub Bobrowskiego (prze- 
kład Kamińskiego zapewne późniejszy; obacz Bernacki 
M 65).-Emilia Galotti-Lessinga, tłom. Bogusławskiego. 
Spazmy modne-Bogusławskiego. Z trzech komedyi Mo- 
liere'a Szkoła kobiet w przekładzie Bogusławskiego, dwie 
inne-Baudouin'a lub Kowalskiego. 
51) Palmira, muz. Salierego, tekst tłom. przez Bo- 
gusławskiego.
Kamil/a, muz. Pa
ra, słowa Marsollier des 
Viretieres, tłomaczył Bogusławski (w Warszawie grana 
l-y raz 1810 r. ?).-Ge1towefa
 muz. Meyera (nie Pa
ra), 
słowa tłom. Bogusławskiego. 
52) W Mitawie mieszkał Ludwik XVIII (powtórnie) 
od r. 1805 do października r. 1807. Podrót zatem Skibiń- 
skiego do Rygi i Miławy wypaść musiała na letnie mie- 
siące nie r. 1809, lecz jednego z trzech lat: 1805-6-7.
		

/Skibinski_pamietnik0065_0001.djvu

			... 


48 - 


Przedsiębiorca ogłosił abonament, lecz nie był 
tak pomyślny, jak w roku zeszłym. Sztuk no- 
wych tak
e mało daliśmy tego kursu, to tet i wi- 
dowiska mniej liczne były i nasz przedsiębiorca 
nie wypłacał regularnie, skartąc się i odwołując 
się do św.-jerskich kontraktów. Nareszcie i te 
minęły, ze 20 pełnych było przedstawień. By- 
liśmy pewni, 
e nasze trzymiesięczne zaległości 
wypłaci. Aż oto 20 maja zostaliśmy wszyscy 
wezwani na 10 ranną godzinę do jego miesz- 
kania. Kontenci, przygotowaliśmy worki na pie- 
niądze i zebrali
my się na wyznaczoną godzinę. 
Czekamy w sali;-nie wychodzi. Mówią niektó- 
rzy: "Liczy zapewne pieniądze i przygotowuje 
kontrakty do zakwitowania z należności". Po 
pół godzinnem oczekiwaniu otwierają się podwo- 
je i ukazuje nam się przedsiębiorca, cały czarno 
ubrany, w trzewikach, i oświadcza: "Panowie, 
kazałem tu ich prosić, abyśmy się porozumieli. 
Jut od roku uważam znaczną zmianę w docho- 
dach. Towarzystwo liczne, gaża wysoka; nie 
jestem wstanie utrzymać tak dłu
ej. Przeto pro- 
ponuję, abyście Panowie przez letnich pięć mie- 
sięcy kontentowali się połową gaty, a gdy się 
nie zgodzicie, nasze wspólne zobowiązania, czyli 
kontrakty, ustać muszą". Nieprzygotowani na 
taką propozycyę spadliśmy jak z obłoku. Chwi- 
la długa milczenia... nakoniec została przerwana 
przez jednego z kolegów, p. Rut..., który powie- 
dział: "Je1eli od roku zmniejszyły się dochody,
		

/Skibinski_pamietnik0066_0001.djvu

			- 49 - 


to nie z naszej przyczyny, tylko z jego opiesza- 
łości. Wszakże przez cały kurs przeszły nic pra- 
wie nowego nie było na scenie, tylko powtórzo- 
nemi sztukami traktowaliśmy publiczność. Wi- 
dzieliśmy przez lata poprzedzające wielkie do- 
chody, nie żądaliśmy dodatków do naszej ga
y. 
Również i teraz przyjąć nie możemy jego pro- 
pozycyi. Kontrakt jest święty, w bankructwo nie 
wierzymy. Prosimy trzymiesięczną najpierw za- 
ległość wypłacić, bo wiemy, że jest z czego: 
znajdują się pieniądze, brylanty, srebra, powozy, 
konie etc. W bankructwo nie wierzymy i nie 
odejdziemy, póki nam zaległość wypłacona nie 
będzie". - "Nie mam pieniędzy. Róbcie pano- 
wie, co się wam podoba" .-"A, kiedy tak, więc 
się musimy udać do władzy wy
szej". W tym 
celu podaliśmy prośbę do wojennego generał- 
gubernatora, J. O. księcia Kutuzowa. Skutkiem 
onej kazano opieczętować wszystkie rzeczy, do- 
póki nam nie zapłaci lub się nie ułoży 53). Wy- 


53) Michał Kutuzow...Ooleniszczew był w owym cza- 
sie generał-gubernatorem powtórnie (od grudnia 1799 do 
lipca 1801 i od lipca 1809 do kwietnia 1812). "Kutuzow- 
pisze Sobarri ([A. H. Kirkor]: Obrazki litewskie
 Poznań 
1874, str. 63-4)-odznaczał się dziwną łagodnością w obej- 
ściu się, był sprawiedliwy, nie. prześladował narodowości 
polskiej, protegował scenę wileńską, wchodząc w najdrob- 
niejsze szczegóły tycia zakulisowego. Wiele ciekawych 
anegdot o nim opowiadali nam starzy artyści sceny wileń- 
skiej, a szczególnie Józef R.ogowski... Widzieliśmy u tegot 
Rogowskiego korekty Kurjera Litewskiego ze sprawozda- 
Pamiętnik Aktora. 5
		

/Skibinski_pamietnik0067_0001.djvu

			- 50 


dał na zale1{łość rewersa, a do ekspiracyi kon- 
traktu oddał teatr z dekoracyami, garderobę i bi- 
bliotekę. To zrobiwszy, sam z 
oną pojechał do 
wód zagranicznych dla poratowania zdrowia, 
a my zaczęliśmy sami na siebie pracować. Tru- 
dno by nam było lato przebyć, gdyby nie pro- 
tekcya Księcia, który narodowe sztuki, zabronio- 
ne nawet przez cenzurę, pozwalał przedstawiać, 
z odmiennymi tylko tytułami, jako to: Beniowski 
miał tytuł taki: Moc miłości na 5yberyi; Powrót 
posła-Dawne wspomnienia etc. Lodoiska ope- 
ra i kilka innych zrobiły nam letnie gaże, a zi- 
ma już zawsze pewniejsza 54). Dzień 29. Wrze- 
śnia był dniem imienia J. o. Księcia. Na parę 
tygodni przedtem ułożyliśmy ufetować naszego 
dobrodzieja widowiskiem bezpłatnem. Wybrano 
Wesele krakowskie
 które przechrzcilismy nazwa- 
niem Pan dobry ojcem poddanych 55). Tę do- 
brze ju
 znaną sztukę ozdobiliśmy nowemi śpiew- 
kami, nową garderobą i nowymi tańcami (mo- 
jego układu). W wigilię dnia tego wszystkie 
lo
e i wszystkie bilety oddane były Policmaj- 


niami o przedstawieniach teatralnych, poprawiane własno- 
ręcznie przez Kutuzowa po polsku". 
54) Beniowski czyli Wybicie sit; na WOblO
Ć, Ko- 
tzebuego, tłom. Teofila Glińska (jest równie! przekład J. 
N. Kamińskiego z r. 1812; obacz: Bernacki N2 12).-Powrót 
posła, J. U. Niemcewicza.-Lodoiska, muz. Cherubiniego, 
słowa Loraux, tłom. Bogusławskiego. 
55) Obacz odsyłacz M 37.
		

/Skibinski_pamietnik0068_0001.djvu

			- 51 - 


strowi, pułk. Szłykow, aby nimi rozporządził. 
Nazajutrz rano o godzinie 10 wszyscy udaliśmy 
się z powinszowaniem do Księcia, podaliśmy 
afisz, wybi ty na atłasie, i zaprosiliśmy go na 
teatr. Z rozrzewnieniem przyjął nasze zaprosze- 
nie. O godzinie 7 -mej teatr, zewnątrz i we- 
wnątrz iluminowany, zapełniony był publiczno- 
ścią do natłoku. Przybył Solenizant dostojny 
o wpół do ósmej. Skoro się w loży świetnie 
przybranej okazał, publiczność go okrzykiem: 
Niech 
yje solenizant! przywitała. Kłaniał się na 
wszystkie strony, szczególniej damom, które w 10- 

ach postawały na jego przyjęcie. Sztukę, śpie- 
wy i tańce łącznie ze wszystkimi aplaudował. 
Po skończeniu sztuki muzyka, z trąbów i kotłów 
złożona, zagrała antradę, podniosła się kurtyna, 
a w przepysznem przezroczu ukazała się cyfra 
solenizanta. Publiczność brawem i okrzykami 
powitała. Huczna chórowa kantata zakończyła 
przedstawienie. Zaraz po skończeniu wraz z po- 
dziękowaniem przysłał nam przez adjutanta Złot- 
nickiego 500 rs., których gdy my nie przyjęliśmy; 
. polecił tedy Policmajstrowi, aby za te pieniądze 
mógł być jutro wieczór dla nas dany w salonach 
Górskiej domu i z iluminacyą w ogrodzie. Nie 
zaniedbał i sam, zaszczycając ten wieczór z kil- 
ku generałami i pierwszymi urzędnikami, dzię- 
kować nam osobiście za tak pamiętny i przy- 
jemny wieczór. W samej ochocie walca szepnął 
mi Policmajster, 
e mnie Ksiątę potrzebuje. Zmie-
		

/Skibinski_pamietnik0069_0001.djvu

			52 - 


1811. 


szałem się cokolwiek, ale kiedym przed nim sta- 
nął, powiedział mi: "Dowiedziałem się, że tańce 
wczoraj wykonane były układu WPana, byłem 
z nich kontent. i dziękuję WPanu". Zabawiwszy 
dobrą godzinę, odjechał. W czasie wieczerzy speł- 
niliśmy za zdrowie solenizanta, jako protektora 
sztuk pięknych; potem jeszcześmy tańcowali do 
godziny trzeciej. 
Pani Morawskiej zachciało się na nowo być 
antreprenerką, a korzystając z nieobecności Ka- 

yńskiego, rozpoczęła tajne negocyacye z daw- 
nymi swoimi aktorami. Ci także emisaryuszo- 
wali z tymi, których ona sobie życzyła. I słało 
się, żeśmy podpisali z nią kontrakta. Wynajęła 
salę w Ratuszu i do ekspiracyi naszego kon- 
traktu z Każyńskim teatr był gotowy. Na pierw- 
sze przedstawienie była dana drama liryczna 
z chórami Karol W. i Witykind 56). Brak ogól- 
nej biblioteki, sztuk nowych, a szczególniej oper t 
których nie było, odstr
czył publiczność. Dochód 
nie robił ga
y. Nieregularność wypłaty. Nastą- 
piły kontrakty św.-jerskie, na które był widok,- 
lecz i te nie dopisały. Uprojektowała podró
 
przez lato do Rygi, Miławy i Lipawy, lecz nie 
mając oper, w niemieckim kraju nie miała licz- 
nych widzów. Długi się pomna:tały, wrócić do 
Wilna nie było o czem. Ledwie znaleźliśmy 


56) Karol Wielki i Witykind, drama historyczna 
w 2 a. Tekli z BieIińskich Łubieńskiej, z muzyką EIsnera. 
(W Warszawie l-y raz wystawiona 5 XII 1807)
		

/Skibinski_pamietnik0070_0001.djvu

			53 


kupca, który zaręczył za lipawskie długi i jesz- 
cze 100 talarów po
yczył na drogę. Gaża za 
całe lato zaległa. 
Przybywszy do Wilna zastaliśmy Każyń- 
skiego. Pani Morawska a conto zaległości od- 
dała nam teatr w Ratuszu na 4 pozostałe mie. 
siące, a skrypta na zaległą gażę 
7). Grywaliśmy 


51) O powtórnej antrepryzie Morawskiej dr. Titius 
pisze jak następuje: ,:Morawska sprzykrzyła sobie 2;ycie bez- 
czynne, będąc od młodości przywykła do grania ról na 
świecie i na teatrze; a Katyńskiego złe obejście się z akto- 
rami, przywiodło do tego, te się ci znowu udali do Mo- 
rawskiej. która... uzyskała pozwolenie urządzenia teatru 
w sali ratuszowej. A tak po wielu niesmakach. sprzecz- 
kach, pismach i drukach obeltywych z jednej i drugiej 
strony, otworzony został nakoniec teatr nowy... Odtąd teatr 
Morawskiej zaćmił znacznie scenę Katyńskiego, chociat na 
obu tych teatrach grywano ciągle; a co dziwniejsza, że 
obie antrepryzy, przez szlachetną snać emulacyę, występo- 
wały najczęściej jednego i tegot samego wieczora, czasami 
nawet w jednych i tych samych sztukach... Ze wszystkich 
sztuk na tym teatrze [Morawskiej) dawanych, najlepiej pu- 
bliczność przyjmowała operę Pustofa
 która najczęściej by- 
ła przedstawiamI; zalecała się zaś nieporównanym talentem 
p. W oj cielewiczówny w śpiewie, grą zaś przechodzącą 
wszystko p. Sklbinskiego, w roli Jakóbka... Morawska rok 
cały utrzymywała teatr; aktorom zawiniła za kilka miesięcy 
gaży; cała zaś ta nowa scena tak szykownie wystrojona, 
a wszystko to na kredyt, spełzła na niczem. Dochody, któ- 
re pobierała antreprenerka, wszystkie siadły u niej; aktorów 
zaś i kredytorów pozwała do exdywizyi, porobiwszy pier- 
wej układy kondyktowe, według zwyczaju powszechnie 
u nas przyjętego. Na takową exdywbr.yę poszła tylko po-
		

/Skibinski_pamietnik0071_0001.djvu

			- 54 - 


do działu, to jest w proporcyę ga
y dzieliliśmy 
się - i tu dawny przedsiębiorca zyskiwał, bo, 
sztuk niemając, braliśmy z jego biblioteki, za 
które kazał sobie na wagę złota płacić. Ja sam 
zapotrzebowałem od niego na mój benefis opery 
Dwie siostry z Pragi, nie dał inaczej. aż go 
skwitowałem długiem, oddając mu rewers jego 
na 40 dukatów, które miałem u niego. Skończył 
się rok kontraktu z Ratuszem i naszą antrepre- 
nerką. Pożegnawszy to oboje zostaliśmy na bru- 
ku. Tymczasem nie próżnował i pan Każyński. 
Rozpoczął szczegółowe operacye z aktorami, wy- 
łączając tych, którzy mu się narazili. Żal nam 
było kolegów, przeto zrobiliśmy przed rejentem 
dokument związkowy: albo wszyscy, albo jeden. 
Weszliśmy z propozycyą, że ga
y nie żądamy, 
ale grać będziemy do podziału, ofiarując mu 4-tą 
cz
ść z każdego widowiska za teatr, garderobę 
i bibliotekę. Po długich debatach wymógł na 
nas część trzecią i cztery benefisa i my się na 
to zgodziliśmy. Zebrawszy się na ogólne po- 
siedzenie, wybraliśmy na kasyera p. Rogowskie- 
go, dwóch członków do układania miesięcznego 
repertuaru wspólnie z p. Ka
ńskim, dwóch do 
kontroli biletów i jednego w mojej osobie re
y- 
sera. Uło
yliśmy regulament prób i sztrafy na 
opóźniających się. Tak u
ządziwszy się, podobni 


łowa jej funduszu, gdy t drugiej bronił syn antreprenerki 
Karol". (Rys his/oryczny... . Wizerunki i roztrząsania nau- 
kowe", 1841. Poczet nowy drugi, 19, str. 91-3).
		

/Skibinski_pamietnik0072_0001.djvu

			- 55 - 


rojowi pszczół, z podwojooelTI usiłowaniem i ocho- 
tą wzięliśmy się do wspólnej pracy. Sztuki i ope- 
ry były staranniej wyuczone i wypróbowane, bo 
każdy pracował dla siebie. To też się i okazał 
przy przedstawieniach skutek pożądany. Otwo- 
rzyliśmy teatr operą Axur dnia 15 grudnia, 
w której nowa śpiewaczka w roli Aspazyi, panna 
Bogusławska (później Kulikiewiczowa) wystąpiła 
i znalazła chlubne przyjęcie. Tak nam przeszła 1812. 
cała zima. Nie dobieraliśmy wprawdzie gaży, 
ale liczne kontrakty i wybory grodzieńskie do- 
pełniły nam ją następnej zimy już to przez abo- 
nament, który pokrył ekspens teatru. Wybory, 
potem kontrakty nie zapełniły jednakże gaży, 
ale główna kwatera, gwardya i pobyt Naj. cesa- 
rza Aleksandra 58), który zaszczycił swoją obec- 
nością nasz teatr, pokryły gażę z procentem. 
Lecz to krótko trwało, bo ju
 pierwszych dni 
czerwca zamieszanie krajowe kazało nam zamknąć 
kościół Janusa aż do uśmierzenia. Nastał nowy 
rząd i my otworzyliśmy nasze widowiska, lecz 
wydalenie się kilku aktorów do wojska pozba- 
wiło mo
ności dania sztuk ju
 gotowych. Aż oto 
pierwszych dni lipca przybyło z Warszawy dwóch 
znakomitych artystów, p. Dmuszewski i Kudlicz 59). 


58) Kwiecień-czerwiec. 
59) Dmuszewski Ludwik Adam (ur. w Sok6łce, 
w obw. białostockim 24 XII 1777 t w Warszawie 9 XII 
1847). Debiutował 15 VI 1800 w kom. (przez siebie tło- 
m'!czonej) Dwóch w jednym. Ostatni raz grał 15 VI 1826
		

/Skibinski_pamietnik0073_0001.djvu

			56 


Przywieźli ze sobą nowe wodewile stosowne do 
czasu oraz list od swego Dyrektora Bogusław- 
skiego, wzywającego mnie do swojej trupy. Przy- 
byli artyści już we mnie uważali swego kolegę, 
a Dmuszewski zaprosił na mieszkanie do siebie. 
Po kilku tygodniach wyjechali napowrót beze 
mnie, bo mi się należał benefis i ten mało mi 
pomógł, bo w tym czasie; dochód benefisowy 
ledwie mi wystarczył na podró
 do Warszawy. 
W tymte czasie wpadł do mojej kwatery Fran- 
ciszek Kiliński, jut kapitan gwardyi Krasińskie- 


w dramacie Karol XII pod Benderem. Od r. 1827 był 
wraz z Osińskim dyrektorem teatru, od r. zaś 1832 człon- 
kiem dyrekcyi. Od r. ]823 wydawał i redagował Ktlrjer 
Warszawski. - Kttd/icz Bonawentura (ur. w Pleszewie, 
w W. Ks. P.. 12 VII 1780 t w Warszawie 10 VIII 1848). 
Debiutował w kom. Szkoła obmowy, w roli Susceptowi- 
cza. D. 27 VI 1801 zaliczony do grona artystów w tow. 
Bogusławskiego. Od d. 1 VII 1814 do d. 1 VII 1825 i po- 
wtórnie od c. 1830 pełnił obowiązki retysera. Po Bogu- 
sławskim został nauczycielem w szkole dramatycznej (4 II 
1815). Ostatni raz grał 28 XI 1842 (scena ze Skqpca). 
D.31 VIII 1844 zaślubił swą dawną uczennicę, art. dram. Bal- 
binę Rostkowską (ur. 30 III 1809 t 20 VIII 1884).-Z powo- 
du wyjazdu Dmuszewskiego i Kudlicza Gazeta TVarszaw- 
ska pisała w N2 59: "Od tego dnia [5 VII] zamknięty jest 
na czas niejaki teatr z przyczyny pięknych i gorących po- 
spolicłe wieczorów. Korzystając z tej przerwy JPP. Dmt/.- 
szewski i Kudlicz artyści dramatyczni tutejsi wyjechali za 
pozwoleniem zwierzchności na Clas krótki do Wihta, aby 
tam przy pomocy miejscowych aktorów wystawili na scenie 
patryotyczne sztuki, których przez lat kilkanaście nie go- 
dziło się słyszeć obywatelom litewskim". Nastrój, jaki wy-
		

/Skibinski_pamietnik0074_0001.djvu

			-- 57 


go (przybocznej Napoleona) 60). Dowiedział się, 
że wyjetdżam do Warszawy, dał mi listy do ro- 
dziców, do sióstr i brata Wawrzyńca. Radził, 
abym odbywał podrót w mundurze gwardyi Na- 
rodowej (do której wówczas należałem), bo ma- 
rudery cywilnych napastują po drodze i kilku 
takich miano rozstrzelać. Posłuchałem go i do- 
brzem zrobił, bom znalazł na drodze damy z po- 
wozem zrabowanym bez koni, które mnie pro- 
siły, abym je zabrał do Lidy dla posłania do 
dom u po inne konie. Pomieściłem się sam na 
przodzie, damy umieściły się w budzie. Pojazd 


woływały widowiska teatralne w tym czasie, odmalował 
Kurjer Litewski w kilku wzmiankach. I tak w N2 65: 
"Wieczorem [26 VII] na teatrze tutejszym grano sztukę pod 
tytułem Powrót Ojczyzny. Na sam tytuł zebrała się nad- 
zwyczajna liczba widzów, o jakiej nie pamiętają tutejsi. 
Tysiączne oklaski rozlegały się w sali na katdą scenę pa- 
tryotyczną. . W 
 56: "Jak na polu Marsa, tak na scenie 
Melpomeny wydaje się zapał Polaków z odrodzonej Oj- 
czyzny. Artyści warszawscy JP. DJ1lUszewski i Kudlicz 
Wspólllie z artystami tutejszymi budzą najtywsze uczucia 
nictylko swoim talentem. ale tet doborem sztuk i pieśni 
prawdziwie patryotycznych, do okoliczności zastosowanych". 
Otwarcie teatru w Warszawie nastąpiło 12 VII; grano ko- 
medyo-operę Wkroczmie do Litwy (po raz drugi; premie- 
ra w dn. 25 VII). . 
60) Kiliński 26 VI 1812 awansował na porucznika 
(lieutenant en l-er). Ob.: Rembowski: Sources Documen- 
taires concernant I'Histoire du R
giment des Chevau -le- 
gers, - gdzie na str. 590 podany jest stan słutby Fr. K!- 
lińskiego.
		

/Skibinski_pamietnik0075_0001.djvu

			- 58 - 


z ludźmi ich i z pomocą mego służącego i fur- 
mana zatoczono z gościńca do blizkiej karczmy, 
a ja z niemi udałem się do Lidy *). Zajechały 
do znajomego domu, skąd zaraz posłano po ko- 
nie, a ja, odebrawszy podziękowanie, udałem się 
w dalszą podróż. Na drugi dzień w nocy sta- 
nąłem w Grodnie i tak dojechałem do Łomży, 
w której spostrzegłem rózpisane kwatery dla 
Gwardyi Litewskiej (Konopki), która wracala po 
umundurowaniu się z Warszawy do Wilna. Ma. 
jąc tam znajomych prawie wszystkich, postano- 
wiłem czekać, abym się z nimi ucieszył. Minęły 
dwie doby, jeszcze ich nie było widać. Poje- 
chałem w nadziei spotkania ich. Zdarzył mi się 
i towarzysz podróży, mieszczanin łomtyński, pro- 
wadzący handel świniami. Tych partyę wypra- 
wił przodem do Warszawy, a sam ze swoją 
bryczką, widząc mnie w uniformie, prosił, aby 
bezpieczniej mógł przejechać ze mną; więceśmy 
się we dwie bryczki wybrali. Księżyc jasno przy- 
świecał, kiedy przybyłem do Rótany. Spostrze- 
głem przy karczmie na warcie stojącego wiarusa, 
którego się zapytałem, czy tu niema Fiszera? - 
Jest, - i wskazał, te w plebanii stanął jenerał 


*) Szczególniejszem zdarzeniem zajechałem do tej 
kwatery, z której właśnie przed kilku godzinami wyjechali 
pp. Kamińscy do swojego męta Rodziców. Stamtąd przy- 
byli do Wilna, w którem tejte zimy umarł z gorączki Ka- 
miński. W rok przybywszy z Warszawy, wdowę po nim 
zaślubiłem.
		

/Skibinski_pamietnik0076_0001.djvu

			59 - 


Konopka i on tam przy sztabie. Dobywszy 
z bryczki butelkę wina na przywitanie dawnego 
ofiarnika Melpomeny a dziś Bellony, wziąwszy 
słutącego, przy bryczkach zostawując towarzysza 
podróży, antreprenera świńskiego, udałem się do 
plebanii. Pierwszego wojaka spotkawszy, zapy- 
tałem o Fiszera. Wskazał mi przyległą szopę, 
w której go zastałem przy fasowaniu owsa. Po 
najczulszem przywitaniu prosił kolegę, aby go 
zastąpił; sam udał się do plebanii i siedzącego 
w ganku jenerała, kurzącego tytuń z długiego 
cybucha, prosił, aby mu pozwolił mnie do traktu 
odprowadzić. Otrzymawszy pozwolenie, poszedł 
ze mną, a spuściwszy się z góry razem ze łzami 
radości połknęliśmy butelkę wina. Doszedłszy 
do karczmy, gdyśmy nie zastali bryczek, spytał 
Fiszer szyldwacha, gdzie odjechały? Wiarus od- 
powiedział: "Proszę pana wachmistrza, on po- 
wiedział, te w tej karczmie za górą będzie kar- 
mił konie". Udaliśmy się tam, aż za górą za- 
staliśmy rozlokowany obóz Westfalów i przy 
naszych bryczkach. Krzyk świniarza i furmanów 
podwoił nasze kroki. Na widok dwóch wojsko- 
wych, a szczególniej olbrzymiej postaci Fiszera, 
który w niemieckim języku przypomniał im ostro 
obecność jenerała i ich odpowiedzialność, odstą. 
pili i dali nam traktem przejechać. Jednak z poł- 
ciem słoniny mój towarzysz jut się pożegnał na 
zawsze. O pół wiorsty w dole spotkaliśmy fur- 
gon, ugrzęzły w błocie. Tu jut mój ekskolega 
.
		

/Skibinski_pamietnik0077_0001.djvu

			- 60 - 


pożegnał mnie, mówiąc, te musi sprowadzić lu- 
dzi dla wyratowania ładunku, składającego się 
z nowych siodeł dla pułku, idących z Warszawy. 
Chciałem po
egnać kolegę drugą buteleczką i coś 
przekąsić, aż tu ani wina ani węzełka z kilku 
funtami szynki, sera i bułek nie było w bryczce. 
Potegnaliśmy się nie na sucho, bo z oczami, 
pełnemi łez. Przybyliśmy dobrze po północy do 
karczmy, napełnionej ludem, wracającym od wiel- 
kiej armii, którzy tam zapędzili woły. Nie było 
innego miejsca,-układliśmy się na bryczkach. Wi- 
no i zmęczenie wprędce sprowadziły sen twardy, 
poczułem jednak, 
e ktoś ciekawy odwiedzić mo- 
je kieszenie. (Miałem w kieszeni rulonik złota 
ze 100 dukatami całego mego majątku, na sznur- 
ku zaś jedwabnym zegarek złoty cylindrowy; 
w drugiej kieszeni 80 fI. na wydatki podróżne). 
Poruszyłem się,-ustało. Udałem śpiącego i za- 
chrapałem, at ośmielony tern na nowo rozpoczął 
poszukiwania. Schwyciłem za rękę, lecz ją wyr- 
wał. Zacząłem wołać na ludzi. Po rozbudze- 
niu zaświecili. Obmacałem naprzód kieszenie- 
były nietknięte, jako i zegarek; tabakierkę zna- 
leźli pod bryczką, a chustki nie było. Mój słu- 
żący instynktem ujrzał letącego w tłobie czło- 
wieka, u którego z za koszuli w zanadrzu wy- 
glądał koniec znajomej fularowej chustki. Zawołał 
na furmana, potrzymali, a mój towarzysz przyle- 
pił mu kilkanaście biczowisków. Już też i dniało, 
więc opuściliśmy złowrótbną karczmę i ju
 bez 


.
		

/Skibinski_pamietnik0078_0001.djvu

			- 61 - 


przypadków przybyliśmy szczęśliwie do Warsza- 
wy. Podług zostawionego mi adresu prosto za- 
jechałem na kwaterę do p. Dmuszewskiego, któ- 
ry był kontent z mojego przybycia. Po prze- 
braniu się zawiózł mnie do pięknego pałacyku 
na Lesznie, będącego własnością p. Bogusław- 
skiego 61). Zastaliśmy go w ogrodzie, zdobnym 


61) Posesya Bogusławskiego, N2 2449 (policyjny 
obecny 97), mieściła się nie na Lesznie, lecz przy ul. Ze- 
Iaznej, przy zbiegu ul. Zytniej i Nowolipia. Był to nie.. 
wielki pałacyk "w stylu włoskim., z wejściem od ul. Ze- 
laznej, z dwiema oficynami, z dziedzińcem za kratą i ob- 
szernym ogrodem. Pałacyk. ozdobiony od frontu i od 
strony ogrodu kolumnami, miał na frontonie płaskorzeźbę 
(odlew gipsowy), przedstawiającą muzy dramatyczne, pod 
nią zaś napis Parva sed apta. Posesyę tę nabył Bogu- 
sławski jeszcze przed r. 1797, dom murowany zaś wysta- 
wił między rokiem 1807 a 1808. - W r. 1822 postanowił 
puścić swą własność na Ioteryę, na spłacenie długów "dla 
utrzymania sceny Narodowej w ostatnich latach wojny" 
zaciągnionych, a posesyę obciątających (Ob. odezwę Bo- 
gusławskiego w Kurjerze l-Varszawskim z r. 1822, N2 189). 
Termin ciągnienia, pierwotnie wyznaczony na d. 25 VII 
1822. odłotono następnie postanowieniem Namiestnika, 
.z powodu małej liczby rozkupionych biletów. - do d. 3 
IX, i ponownie do d. 25 X. W dniu tym posesyę (ocenio- 
ną sądownie na złp. 116613) wygrał jeden z patronów try- 
bunału cywilnego woj. maz. (jak się zdaje, Karol Galle, 
który w r. 1825 figuruje jako właściciel). W połowie w. 
XIX posesyę zajmowały Felicyanki, obecnie zaś zakład "Ro- 
dziny MaryiII. (Obacz: Taryfy z r. 1797, 1807, 1808, 1825; 
Kurjer Warszawski 1822, MM 3, 16, 169, 189, 228, 233, 
239, 253, 256).
		

/Skibinski_pamietnik0079_0001.djvu

			- 62 - 


posągami bogów mitologicznych. \V zrostu był 
słusznego, ściągłej twarzy; nos duży; włosem sre- 
brzystym głowa jego genialna była pokryta; tu- 
szy szczupłej; w szaraczkowy garnitur przybrany. 
Po grzecznem przywitaniu i wypytaniu się, co 
słychać? (było wówczas wiele do powiedzenia), 
przy potegnaniu zaprosił na jutrzejszy obiad do 
siebie, po którym miały być ułożone warunki 
kontraktu oraz dzień występu mojego-i na tern 
się skończyło poznanie tego znakomitego dyrek- 
tora i artysty. Przy obiedzie nazajutrz poznałem 
J. Ur. Niemcewicza, historyka narodowego, auto- 
ra ulubionej komedyi Powrót posła. znanego 
wówczas Ixa, pod godłem bowiem litery X pisał 
artykuły do "Gazety Warszawskiej II i recenzye 
teatralne 62). Drugim był uczony ks. Staszic. 
Przez cały obiad mówiono o Ameryce, o Wa- 
szyngtonie i I(ościuszce. Niemcewicz, jako na- 
oczny świadek, miał wiele do powiedzenia. Obiad 
pod względem gastronomicznym był smaczny, 
ale nierównie smaczniejsza rozmowa tych zna- 
komitych mężów. 
Resztę dnia poświęciłem na wizyty u miejsco- 
wych celniej szych artystów i artystek *), czekając 
62) Niemcewicz w tym czasie nie mógł jeszcze wy- 
stępować jako X. gdy t towarzystwo Ixów zawiązało się do- 
piero w r. 1814. Cj. (BiegeIeisen) Towarzystwo Ixów. 
Ustęp z dziejów krytyki w literaturze polskiej. Biblioteka 
Warszawska 1885, X. XI. 
*) Zastałem tu takie mego kolegę z baletu. Zda- 
nowicza.
		

/Skibinski_pamietnik0080_0001.djvu

			63 


wieczora, 7-mej godziny - otworzenia teatru. 
Drama C-z Mos... w niewoli mnóstwo sprowa- 
dziła widzów 63). Teatr był wówczas na placu 
Krasińskich, w domu Ryxa, b. kamerdynera, 
później szambelana Stanisława Augusta 64). Wy- 


63) Carowie Moskiewscy w niewoli, dramo ze 
śpiewaniem we J-ch aktach, orygillalnie napisatla z hi- 
storyi ojczystej. Rzecz dotyczy pobytu Szujskich w War- 
szawie. Nazwiska autora nie udało 
ię nam dojść. O sa.. 
mej sztuce Gazeta Warszawska w NI! 79 z r. 1812 pisała 
w tych słowach: ..Rzecz z siebie piękna. bo wystawiająca 
chlubną dla narodu naszego epokę, a wiele stosunku do 
teraźniejszych okoliczności mająca; wszakte tak ułotona, it 
powszechnem prawdziwych znawców jest tyczeniem, aby 
ta sztuka, (chybaby poprawiona była) nie powróciła na sce- 
nę. czego po świetle Dyrektora teatru spodziewać się na- 
Iety". Prz.edstawienie to miało miejsce w d. 25 IX. 
64) Gmach teatru przy pl. Krasińskich (posesya oM 
547 b-c to jest ta sama, na której obecnk wznosi się od 
uJ. Nowiniarskiej kamienica. oznaczona M-em policyjnym 
1/5) nie był wówczas własnością Ryxa (mylnie przez au- 
tora szambelanem zwanego). Wystawiony w 1778 kosz- 
tem 540.000 zł. ze skarbu królewskiego. de facto naIetał 
do króla, choć pieniądze "niby to z kieszeni właściciela 
przywileju wychodząc, pod jego imieniem postawioną bu- 
dowlę własnością jego uczyniły" (Bogusławski: Dzieje Te- 
atru Narodowego. Dzieła I 23). Mimo to w sporządzonym 
dla władz pruskich inwentarzu mająts. u po śmiercł króla 
("Inventarium des NachIasses des h6chstseligen Konigs 
von PohIen". Obacz: Korzon. Wewnętrzne dzieje III 99- 
101) wymieniono teatr jako własność Stanisława Augusta. 
a między wierzycielami figuruje Ryx z sumą 55.000 duka- 
tów .za teatr z przyległościani" . Jeszcze w r. 1808 (Obacz 
Taryfę na ten rok) gmach naIetał do masy spadkowej. W r.
		

/Skibinski_pamietnik0081_0001.djvu

			- 6-1 - 


konanie wyborne sztuki sprawiło skutek na wi- 
dzach i na mnie, a Żółkowski .odtąd stał się moim 
ideałem. 
Na drugi dzień otrzymałem z kasy teatral- 
nej 10 dukatów za podrót, a dwa jako dyetę do 
wystąpienia na scenę, po kt6rem miał się roz- 
począć kontrakt i stała miesięczna gaża. Przy- 
słano mi także repertuar, jakie w tym miesiącu 
mają być grane sztuki, abym z niego wybrał 
rolę dla swego występu 65). W Weselu Figara 
grałem w Wilnie Ogrodnika pijanego, dobrze 
mnie w tej roli publiczność przyjęła i tę na 
pierwszy występ wybrałem. 5 listopada, tak jak 
1802 r. w Wilnie, tak tu w Warszawie w 1812, 
wystąpiłem po raz pierwszy 66). Rola ta była tu 


1812. t. j. wczasie pobytu Skibińskiego. jako właściciel wy- 
mieniony jut jest ks. Józef Poniatowski, spadkobierca zmar- 
łego króla i posiadacz .,kamienicy do gmachów teatralnych 
naletącej na Ś. Jurskiej ulicy pod N-em 1790a(l (policyjny 
obecny 13/15). którą dziertawił w Iahch 1804 - 1808 Bo- 
gusławski za sumę 100. następnie zaś 120 czerwonych zł. 
(Kontrakt oryg. dziertawy w zbiorze wydawcy). Po śmierci 
ks. Józefa gmach teatru odziedziczyła pani Tyszkiewiczowa. 
65) Od dn. 27 IX do d. 5 XI, t. j. do występu Ski- 
bińskiego, grano następujące sztuki: op. Kami1Ia, dr. Ma- 
larz z miłości, kom. Stryjowie i stryjenki. op. Pałac Lucy- 
pera, op. Leszek Biały, dr. Człowiek z Czarnego lasu, op. 
Sardzino. trag. Heligunda (5 a., przez Hofmana, b. ofic. w. 
p.. premiera). kom. Cymbalski. op., Horacyusze i Kuryacyu- 
sze (premiera), kom. Cyrulik sewilski. Dzień pustoty czyli 
Wesele Figara (5 XI, debiut Skibińskiego). 
1;6) Obacz odsyłacz 
! 23.
		

/Skibinski_pamietnik0082_0001.djvu

			- 65 - 


grywana przez p. Kudlicza, jednego z ulubień- 
ców publiczności. Z biciem mocnem serca i drże- 
niem nóg i głosu ukazałem się na scenie. Otrzy- 
mane oklaski były mi ambrozyą, a powtórzone 
przy zejściu ze sceny, wróciły mi zupełną spo- 
kojność. Nazajutrz w gazecie wyczytałem: "Mło- 
dy artysta z Teatru Wileńskiego, P. Kazimierz 
Skibiński, występował wczoraj jako gość na sce- 
nie naszej. .Widzieliśmy w tej roli naszego wzo- 
rowego Artystę Pana Kudlicza, lecz i nowo wy- 
stępujący Litwin nic do życzenia nie zostawił, 
a jego charakterystyka, przyjemny organ i obe- 
znanie się ze sceną, zapowiedziało nam przyby. 
de dobrego Artysty 67)". 
Trzyletni kontrakt zawarłem, na pierwszy 
rok 8, na drugi 1 O, na trzeci 13 i połowa bene- 
fisu 68). Drugi raz wystąpiłem w operze Axur 
w roli Arlekina
 za którą (prócz publicznej 
w recenzyi) odebrałem pochwałę od samego 
Antreprenera; w przytomności wszystkich po- 


61) Recenzya ta ukazała w N!! 89 z d. 7 XI Gaze- 
ty Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego 
i brzmiała właściwie jak następuje: "Pan Skibiński Aktor 
sprowadzony z teatru Wileńskiego" wystąpił pierwszy raz 
w roli pijanicy Antoniego ogrodnika. Publiczność przy- 
wykłą bawić się grą Pana Kudlicza. w podobnych celu- 
jącego rolach. potrafił zabawić i nowowystępujący. a jego 
obeznanie się ze sceną, przyjemny organ li usiłowania. 
zapowiadają nam przybycie:dobrego Aktora". 
68) 8. 10 i 13 dukatów miesięcznie. 


Pamiętnik Aktora. 


6
		

/Skibinski_pamietnik0083_0001.djvu

			- 66 - 


wiedział, że takiego Arlekina jeszcze Warszawa 
nie miała 69). 
Między innemi lubione były komedye Fir- 
cyk w zalotach i Amjitryon Franciszka Zabłoc- 
kiego. Dowiedziawszy się, że w Zgromadzeniu 
Pijarów w Warszawie się znajduje, prosiłem ko- 
legę Dmuszewskiego, aby mnie z tym polskim 
Molierem zapoznał. Po dość oziębłem przywi- 
taniu, gdym oświadczył, 
em przybył, abym od- 
dał hołd należny jego literackiej sławie, jaką so- 
bie zjednał w całej Polsce i Litwie, odpowiedział: 
"Wstydzę się tego, com czynił za młodu i żału- 
ję, mógłbym bowiem ten czas na coś pożytecz- 
niejszego obrócić, niż na tłomaczenie komedyów". 
Dowiedziałem się potem, że wykupywał od księ- 
garzy one i palili Tak to wiek ludzi zmienia. 
Chodził w kapeluszu z ogromnem rondem, z dłu- 
gą laską, ze spuszczonemi w ziemię oczami, uni- 
kając znajomych, nigdzie nie bywając,-ów ulubie- 
niec Stanisława króla, towarzysz czwartkowych 
krotofilnych obiadów... Sic transit gloria mundi! 


69) Drugi występ Skibińskiego odbył się 19 XI. 
Słowa Bogusławskiego. bez wątpienia w dodatnim sensie 
wyrzeczone. mogłyby jednak brzmieć równie dwuznacznie 
jak i wzmianka w Gazecie Warszawskiej (M 94 z 1812 r.): 
"Opera Axur. W tej niedawno przybyły Artysta z Wil- 
na JP. Skibiński grał rolę Arlekina prawdziwie w arle- 
kińskim sposobie. i dla tego zyskał oklaski". Jest to je- 
dyna w Gazecie Warszawskiej notatka o Skibińskim. 
Równiet i Gazela Korespondenta" prócz przytoczonej jut 
recenzyi. nic więcej o nim nie umieściła.
		

/Skibinski_pamietnik0084_0001.djvu

			- 67 


Listy od Franciszka Kilińskiego do rodzi- 
ców i brata oddałem. Z tych i z widzenia mnie 
bardzo byli uradowani. Ex-pułkownik wrócił do 
kopyta. Zastałem go w fartuchu przy krajaniu, 
a 
ona z młodszą c6rką Agnieszką w czystym 
bardzo pokoju lamowały trzewiczki. Wawrzyniec 
był w Ratuszu kancelistą. Gdym się spytał o Ma- 
rylkę, - "ta Marylka dziś cała Maryna - ojciec 
odpowiedział;-jest w obowiązku przy księ
nicz- 
ce Lubomirskiej; jutro obaczysz wszystkich, je- 
żeli zechcesz przyjąć nasz skromny obiadek" . 
Podziękowałem i przyjąłem, a przy po
egnaniu 
Kiliński powtórzył: "czekamy przed drugą". "Sta- 
wić się nie omieszkam" - i wyszedłem do ko- 
ścioła XX. Kapucynów na Napoleońskiej ulicy 
(dziś Miodowej), bo nigdy tych zakonników nie 
widziałem; w Litwie ich niema. 
Odwiedziłem Węckiego księgarza, spólnika 
J. Zawadzkiego, znajomego z Wilna, na Kra- 
kowskiem Przedmieściu, w domu Potockich 10). 
Od niego się dowiedziałem o doktorze Tomoro- 
wiczu z Wilna, będącym przy wojennym lazare- 
cie w Ujazdowie. Udałem się tam i byliśmy so- 
bie bardzo radzi. Zaprowadził mnie do Łazie- 
nek, letniej rezydencyi królewskiej. Znajomy mu 
intendent oprowadził nas po pokojach, pokazy- 
wał gabinet sypialny króla, w kt6rym stało biuro 


'0) Księgarnia Zawadzkiego i Węckiego pod N2 415 
(obecnie pałac Józefa hr. Potockiego na rogu Czystej).
		

/Skibinski_pamietnik0085_0001.djvu

			- 68 - 


i wszystkie potrzeby leżały na swojem miejscu; 
nadto łóżko z pościelą i kotarą z materyi per- 
skiej i kilka widoków pendzla Bacciarellego i Lam- 
piego. Salon był zdobny, prócz olejnych ory- 
ginałów i kopii Rafaela, Corregia, Van Dycka, 
Murilla i innych, w stojące pod ścianami na 
piedestałach marmurowe portrety naszych poetów: 
Krasickiego, Trembeckiego, Kochanowskiego i Pi- 
ramowicza. W osobnym gabinecie kilkanaście 
portretów pięknych Polek i Włoszek, których mi 
wymieniać nie wypada. Obejrzeliśmy taras, poma- 
rańczarnię, amfiteatr; we wszystkie m widać gust 
wysoki ś. p. króla. 
Wieczorem grano Bilet kwaterniczy i Oko- 
py na Pradze 71) ze stosownemi śpiewkami. Obie 
sztuki mile publiczność przyjęła, Żółkowskiego, 
Dmuszewskiego i Kudłicza przywołała (II). Na na- 
stępne przedstawienie zapowiedziano Górali 
i Krakowiaków; nie miałem w nich co grać, ope- 
ra ta bowiem, przez miejscowych niejednokrot- 
nie grana, była kompletna. Nazajutrz o wpół 
do drugiej stawiłem się w domu Kilińskiego. 
Zastałem wszystkich, Wawrzyńca - i Marynię, 
więcej piękną, niż ją sobie wyobrażałem. Długo 
patrzyliśmy na siebie w milczeniu, aż ojciec prze- 
mówił: "A co, owa mała Marylka dziś Maryna 
co się zowie!"-I1Masz Pan słuszność-rzekłem- 


11) Bilet kwaterniczy tłom. Dmuszewskiego z Se- 
verine'a. Okopy na Pradze kom. w l a. Dmuszew- 
skiego.
		

/Skibinski_pamietnik0086_0001.djvu

			69 - 


Panna Marya tak się korzystnie zmieniła, 
e, 
gdybym spotkał przypadkiem, nigdybym nie po- 
znał". Wzrost słuszny, kibić kształtna, oko czar- 
ne, brew takaż wąziutka, włos kruczy, rysy twa- 
rzy nadzwyczaj regularne. 
Przy obiedzie przypominaliśmy nasze czasy 
baletowe. Wspomnieliśmy i nieobecnego Fran- 
ciszka, który za bytności Napoleona w Warsza- 
wie bawił kilka tygodni. JJPo
egnałem go-mó- 
wił ojciec-może ju
 raz ostatni. Dziej się wola 
Boża!" Ten chwilowy smutek utopiliśmy w pły- 
nie starego węgrzyna, a że to już po uprzednich 
kilku toastach. rozmowa się ożywiła, wstaliśmy 
weseli od stołu. Marynia usiadła do fortepianu 
i zagrała śliczną jakąś fantazyę, a na rozkaz oj- 
ca zagrała i zaśpiewała mazura, którego tony 
i słowa nietylko w uszach, ale pozostały na dłu- 
go aż w sercu. Wśród tak błogiej chwili wszedł 
suto szamerowany lokaj i oświadczył, że księż- 
niczka czeka na Marynię w powozie, aby jej to- 
warzyszyła w przeja
dżce. Pożegnaliśmy się, 
a Rodzice prosili, ażebym po dawnemu często 
ich dom nawiedzał. Wróciłem do kwatery i opo- 
wiedziałem Dmuszewskiemu gdzie byłem oraz 
naszą dziecinną znajomość. Bardzo mi dużo 
powiedział na korzyść Maryni, że ją książęta 
starzy lubią, a księżniczka ją uwa
a jak swoją 
krewną. 
Zaproponował potem Dmuszewski przejaż- 
dżkę, aby mnie oznajomić z Warszawą. Prze-
		

/Skibinski_pamietnik0087_0001.djvu

			- 70 - 


jechawszy kilka ulic pokazał pałace Chodkiewi- 
czów, Paca, Potockich, Radziwiłłów, Olbrom- 
skich 12). Na Nowym Świecie pokazał mi dom, 
w którym XX. Lubomirscy mieszkali. Nie wiem 
dla czego, ale najmocniej mnie zainteresował 
i gniewałem się na fiakra, że za prędko jechał. 
Na wiejskiej kawie 13), potem w Łazienkach wi- 
dzieliśmy mnóstwo dam, lecz ja wygłądałem tyl- 
ko jednej i tej nigdzie napotkać nie mogłem. 
Wysiedliśmy przed teatrem. Grano tego 
wieczora Horacyuszów 14), tragedyę, w której sta- 
rego Horacyusza grał P. Bogusławski po mi- 
strzowsku, Szymanowski Horacyusza-syna prze- 
wybornie, a Pani Ledóchowska 15) Kamil1ę (która 


12) Pałac Chodkiewiczów przy ul. Miodowej. róg 
Kapitulnej (N!! hyp. 484).-Paca (dawniej 
adziwiłłów)- 
przy ul. Miodowej, obecnie Sąd okręgowy; w r. 1812 nie 
miał wyglądu dzisiejszego: nabył go Pac i przebudował 
w r. 1823.-Potockich (dawniej Czartoryskich)-róg Kra- 
kowskiego Przedmieścia i ul. Czystej. - Radziwiłłów - 
(Namiestnikowski) na. Krakowskiem Przedmieściu. prze- 
budowany w r. 1818.-0Ibromskich-przy ul. Senatorskiej, 
N!! hyp. 460. 
13) "Wiejska kawa" mieściła się w dworku drew- 
nianym przy zbiegu ulic Wiejskiej i łPięknej (N!! 1727); 
naletała. jak wiadomo, do najbardziej uczęszczanych i mo- 
dnych zakładów cukierniczych. W owym czasie właści- 
cielem był Mikołaj Wronikowski. 
1ł) Corneille'a. tłom. L. Osińskiego. 
15) Szymanowski Marcin (ur. w Poznaniu 1775 
t 13 X 1830 w Warszawie). Debiutował 25 VII 1797 wop. 
Wdzieczni poddani pana.-Ledóchowska Józefa z Tru-
		

/Skibinski_pamietnik0088_0001.djvu

			- 71 - 


nietylko podzieliła zaszczyt przywołania razem 
z wyżej wymienionymi, ale się jeszcze grad bu- 
kietów pod jej nogi posypał). Na następne przed- 
stawienie zapowiedziano Górali i Krakowiaków. 
Przypadek chciał, żeby Szczurowski 76), mający 
grać rolę Bryndusa górala, na kilka godzin przed 
widowiskiem nagle zasłabł. Podług świadectwa 
lekarza nie mógł wystąpić w roli forsownej, kt6- 
ra prócz gry potrzebuje śpiewu i tańca. Już 
układano zmianę widowiska, ale bez próby oba- 
wiano się powierzyć własnej aktorów pamięci. 
Dowiedziałem się o tern i oświadczyłem Dyrek- 
torowi chęć zastąpienia kolegi. Nie chciał z po- 
czątku na to pozwolić, przekładając, że zebrać 
muzykę na próbę niepodobieństwo, a bez tej 
grać też niepodobna. Lecz kiedy zaręczyłem, 
że nietylko tę rolę, ale całą nawet operę umiem 
na pamięć, tak, 
e każdą rolę mógłbym bez pró- 


skolawskich (ur. 1780 t 14 III 1849). Debiutowała 3 VI 
1792, grając główną rolę w kom. Żona zazdrosna. Zali- 
czona do składu towarzystwa, grywała następnie role 
dziecinne. Wyszedłszy za mąt w d. 10 V 1801 za hr. 
Ledóchowskiego. opuściła scenę. Powróciła na nią d. 24 
X 1805. Prócz paru wyjazdów (do Poznania 1807 r.. Kra- 
kowa 1809. Wilna w r. 1818 i 1821-22). grywała w War- 
szawie. zyskując sławę znakomitej artystki. Ostatni raz 
wystąpiła 18 X 1833. 
16) SzczuTowski Jan Nep. (ur. 16 V 1771 w Piń- 
czowie t 30 X 1849). Debiutował {17 IV 1793 w Krako- 
wie w towarzystwie Kluszewskiego. Tegot roku wystę- 
pował w Warszawie. gdzie na stałe pr
yjęto go w r. 1806. 


.
		

/Skibinski_pamietnik0089_0001.djvu

			- 72 - 


by odegrać-posłano po EIsnera, dyrektora ope- 
ry 77). Temu gdy prześpiewałem parę rzeczy, 
powiedział, że jestem pewny, a choćbym w chó- 
rach i finałach nie był, to inne głosy zastąpią. 
Powiedziałem, że i tych pewny jestem. "O ta- 
niec jestem spokojny-rzekł Dyrektor - bo Pan 
w roli Arlekina dałeś poznać publiczności, że mu 
nie jest obcy". I tak nie zmieniano afisza, tylko 
przed rozpoczęciem uwertury przemówił P. Dmu- 
szewski do publiczności o zaszłej zmianie i pro- 
sił dla mnie o pobłażanie. Wypracowałem w do- 
mu taniec węgierski, odczytałem rolę. Śpiewkę 
i taniec potrójnymi przyjęto oklaskami, po ope- 
rze mnie i Żółkowskiego (organistę) przywołano 
na scenę. Dyrektorzy teatru i opery uściskali 
mnie, a koledzy winszowali. Nazajutrz w Ga- 
zecie kawał kolumny zapełniono wyrazami po- 
chlebnymi dla mnie 78). 


11) Els1ter Józef Ksaw. (ur. w Grodkowie na Szląz- 
ku l VI 1769, według Sowińskiego: Les Musiciens Polo- 
nais
 l VII według nekrologu w "Kurjerze Warszawskim«. 
N2 106 1854 r.. 29 VI według Wojc. Bogusławskiego. Ka- 
rasowskiego, Hoesicka i Polińskiego). Zmarł 18 IV 1854 
w Elsnerówce pod Warszawą. 
18) W czasie bytności Skibińskiego w Warszawie 
trzykrotnie dawano Krakowiaków i Górali
 recenzyi je- 
dnak z wystąpienia naszego artysty w obu ówczesnych 
gazetach nie znaleźliśmy. Zaznaczyć równiet trzeba, te 
wymienionych poprzednio przez Skibińskiego sztuk: Bi- 
le! kwa!enticzy, Okopy na Pradze i Horacyusze reper- 
tuar z tego czasu (od października 1812 do lipca 1813. 


.
		

/Skibinski_pamietnik0090_0001.djvu

			73 - 


Z gospodarzem moim codziennie przed g-tą 
z rana wychodziliśmy na kawę, nazwaną "Lite- 
racką", na Tłomackiem, w domku małym Kali- 
wod6w 79). Tam się schodzili tak zaszczytnie 
później znani poeci, jako to: Ludwik Osiński, 
Kazimierz Brodziński, Minasowicz, PękaIski, Kro- 
piński etc. 80); tam i mnie z nimi poznał Dmu- 
szewski, sam w ich liczbie niepospolite zajmujący 
miejsce; tam często czytano ró
ne nowe utwo- 
ry, a przy tern zaprowadzono towarzystwo szara- 
dowe: ka
dy prawie coś swego zadał, przygoto- 
wawszy w domu, i myśmy także zadawali i od- 
gadywali, a najprędzej ze wszystkich mieli do 
tego dar Dmuszewski i PękaIski. Tak się zda- 
rzało, te zadający jeszcze nie dokończył zadania, 
kiedy ci już odgadywali 81). 


t. j. do wyjazdu artysty do Wilna)-nie obejmuje. Orano 
operę Horacyusze i Kuryacyusze" ale w tej Bogusławski, 
nad którego grą Skibiński się unosi, nie występował. 
19) N2 644. Obecnie dom przy ul. Przejazd M 2a. 
Nazwę "Kawy literackiej" otrzymywała każdorazowo ka- 
ł wiarnia, w której schodzili się literaci i artyści. (Cf: 
Wójcicki K. Wł. Kawa literacka w Warszawie r. I829- 
I830. Warszawa 1873.-Wójcicki, wspominając i o daw- 
niejszych tego rodzaju zakładach. kawiarni w dworku Ka- 
liwodów jednak nie wymienia). 
80) Brodziński w tym czasie, jako nieobecny w War- 
szawie. nie mógł bywać we wspomnianej kawiarni. Rów- 
niet i Minasowicz. Pierwszego z nich wymienia Wójcic- 
ki jako uczestnika zebrań późniejszych w kawiarni _pod 
Kopciuszkiem", następnie zaś w kawiarni "Suchy las". 
81) Opis pobytu w Warszawie, w skróceniu, we-
		

/Skibinski_pamietnik0091_0001.djvu

			74 - 


Odwiedził mnie Wawrzyniec Kiliński i za- 
proponował, abyśmy poszli do jego siostry. Jak 
najłakomiej przyjąłem projekt i udaliśmy się na 
Nowy Świat do jej mieszkania. Zastaliśmy ją 
przy krosienkach, była nam rada. Po półgodzin- 
Dej zabawie, która zbyt krótką była dli\ mnie, 
brat, śpieszący do obowiązku, zmusił do poże- 
gnania pomimo mej chęci. "Znając teraz moje 
mieszkanie, mam nadzieję (powiedziała Marynia), 

e Pan mo
e mnie częściej odwiedzi". Zrobiłem 
uwagę, 
e trzeba przechodzić na górę przez dol- 
ny salon, a to żenujące. "Nic to nie przeszka- 
dza, bo lokaj, znajdujący się na dole, ma pole- 
cenie meldować, ktokolwiek do mnie czy do 
księ
niczki przychodzi". Tern ośmielony odwie- 
dzałem często i nieraz późno wracałem. Zda- 
rzało się, żem zastał księżniczkę w trzecim po- 
koju; zaraz z wdzięcznym ukłonem jak zefir 
zbiegła ze schodków, nas oboje zostawując w dru- 
gim, a w pierwszym pokojówka, a czasem i dwie, 
zawsze się zajmowały jakąś robotą. ł 
1813. Te błogie chwile niedługo trwały, zaczęto 
mówić o rejteradzie Francuzów z Moskwy. Ks. 


dług rękopisu Skibińskiego. ogłosił Wincenty Korotyński 
w Tygodniku Illustrowanym" w N2 49 z d. 6 XII 1890 r. 
Opowiadanie zaczyna się od chwili przyjazdu Dmuszew- 
ski ego i Kudlicza do i. Wilna. kończy się zaś wzmianką 
o "Kawie literackiej"; poszczególne. ustępy w innym je- 
dnak. nit w rękopisie. podane są porządku.
		

/Skibinski_pamietnik0092_0001.djvu

			\ 


- 75 - 


Schwartzenberg, stojący naówczas załogą 82), opa- 
trzył fortyfikacye Pragi, kazał otworzyć arsenały 
i wezwał wszystkich mieszkańców, aby brali broń, 
proch i kule i byli gotowi za danym rozkazem 
do wystąpienia na wały, otaczające Pragę. W licz- 
bie innych i Towarzystwo dramatyczne miało 
ta1de udział. Wybrałem i ja sobie karabinek 
i 25 nabojów. Kiliński stary, tak jak 1794 r., ze- 
brał pod swojem dowództwem parę tysięcy rze- 
mieślników. Czekaliśmy przez dni kilka na roz- 
kaz; lecz wyszedł przeciwny, bo rozkazano tłuc 
kolby w karabinkach, odbierać one od każdego 
i rzucać do Wisły wraz z amunicyą. Z fortecy 
wytaczano beczki z prochem i rzucano też do 
Wisły. Depóts z rótnych pułków, pozostające 
w Warszawie, zebrały się na Saskim Placu i ode- 
brały rozkaz wyruszenia do Krakowa. Tego dnia 
uwiadomiła mnie P. Marya, że jutro ksiątę z fa- 
milią udają się tamże. Smutne było nasze po- 
żegnanie. W kilka dni podpisał Schwartzenberg 
kapitulacyę Warszawy i sam się wybrał z wę- 
gierskimi huzarami. Przed wieczorem weszła 
awangarda rosyjska, zajęła Pragę, główne haupt- 
wachy, arsenał etc. etc. 8S). 


82) W Warszawie załogą słał nie dowodzący kor- 
pusem okupacyjnym ks. Schwartzenberg, lecz generał-po- 
rucznik bar. de Siegenthal. 
83) Austryacy opuścili Warszawę 7 II przed wie- 
czorem, Rosyanie zaś. nie wchodząc do stolicy. zajęli oko- 
lice i trzymali strat przy rogatkach wraz z Gwardyą narodo-
		

/Skibinski_pamietnik0093_0001.djvu

			- 76 - 


Teatr przez cały tydzień odpoczywał. Na- 
reszcie wielkorządca generał Łanskoj wezwał na- 
szego Dyrektora i polecił mu, ażeby po dawne- 
mu przedstawienia się odbywały. Dano sztukę 
oryginalną Ż6łkowskiego A/oizy i jego kredy/o- 
rowie 8l). Teatr się zapełnił, lecz tylko samymi 
wojennymi. Nad kilka kobiet więcej nie było 
i te w połowie sztuki opuściły swe miejsca. Gra- 
łem w tej sztuce Żyda. Kiedym się tylko ode- 
zwał, usłyszałem ogromny z loty wykrzyknik: 
Jej Bohu, Skibińskil Był to generał od kawale- 
ryi Uwarow, który w Wilnie długi czas bawił 


wą. Głównodowodzący gen. Miłoradowicz objetdtał ze świtą 
w dn. 9 II ulice miasta, poczem powrócił do głównej kwa- . 
tery w Wilanowie. (Gazeta Warszawska 1813 N
 13).- 
Szczegół topienia beczek z prochem wydaje się niepraw- 
dopodobny. Co do rozkazu składania zabranej broni - 
obacz odezwy prezydenta policyi Zabłockiego z d. 7 II 
i 10 II (Gazeta Warszawska 1813 N2N2 12 i 13). 
8ł) W repertuarze teatru z tego czasu widzimy 
istotnie przerwę, lecz nieco wcześniej: od 2-go do 10 II; 
tego dnia grano op. Kopciuszek, nie zaś wymienioną przez 
Skibińskiego komedyę. (Aloizy i jego kredy toro wie bez 
wątpienia jest to to samo. co 3 akt. komedya PigauIt-Le- 
brun'a. w przekładzie Zółkowskiego: Woj1la z kredyto- 
rami (obacz Estreicher, Bibliografia I 390), grana po raz 
pierwszy tegot roku. lecz nieco później, mianowicie 30 
VII) (Gazeta Warszawska 1813 N
 64). - Łanskoj nie 
mógł wydać - jak chce Skibiński - rozkazu wznowienia 
widowisk. gdy t przybył do Warszawy dopiero d. 31 III, 
po ustanowieniu (d. 14 III) Rady najwytszej tymczasowej, 
której został prezesem.
		

/Skibinski_pamietnik0094_0001.djvu

			- 77 - 


i mnie poznał, chociaż w kostyumie żydowskim. 
Po skończeniu sztuki wszedł adjutant do garde- 
roby i oświadczył, że generał życzy sobie mnie 
widzieć. Zawiózł mnie tenże do restauracyi Szyl- 
lera, sławiącego się wybornymi kapłonami 85). 
Po uprzejmem przywitaniu dano mi miejsce przy 
stole, gdzie jeszcze trochę generałów i kilku puł- 
kowników było obecnych. Po skruszeniu kilku- 
nastu skrzydlatych ofiar wypróżnili kilkanaście 
butelek szampana, a po skończonej wieczerzy, 
dobrze po północy, kazał mnie generał odwieść 
do mojej kwatery w towarzystwie adjutanta, aby 
mnie ront nie zabrał do kozy. Przy pożegnaniu 
zamówił, abym go odwiedzał, dopóki bawić bę- 
dzie w Warszawie. 
W czasie jeszcze bytności P. Maryi kazałem 
zrobić parę pierścionków, wyobrażających węża. 
Będąc na pożegnaniu ofiarowałem jej jeden na 
pamiątkę; drugi, lat przeszło 40, jeszcze jest na 
moim palcu. Po jej odjeździe otrzymałem przez 
P. E. Grell:, jej przyjaciółkę, tasiemkę do zegar- 


85) Restauracya Szyli era mieściła się przy ul. Dłu- 
giej w domu .N'2 590 (policyjny 11). Po Szyl1erze objęła 
zakład Poziomkiewiczowa. po niej Karczewska. po tej zaś 
Brajbisz. Choć w innym jut lokalu. lecz. "chroniąc się 
zawsze pod opiekę skrzydeł teatralnych". tradycya Szył- 
lera utrzymała się do chwili. w której w ..Przewodniku 
po Warszawie" (1873-4 r.). Wacław Szymanowski skre- 
ślił dzieje tej "teatralnej traktyernii". Wójcicki w jednej 
ze swych prac nie omieszkał zaznaczyć. że Szyller za ka- 
płona pobierał od gości 6 złp.
		

/Skibinski_pamietnik0095_0001.djvu

			- 78 - 


ka z kruczych jej włosów pięknie uplecioną. 
W parę tygodni otrzymałem list z Krakowa, że 
bez przypadku przybyli do tej starożytnej stolicy, 
opisujący różne onej pamiątki, w kilka tygodni 
potem drugi z Wiednia, a w miesiącu kwietniu 
z Paryża. 
W wielkim tygodniu w wielką sobotę roz- 
kazano, aby rezurekcye we wszystkich kościołach 
skończyły się przed godziną ósmą wieczór. Od 
5-tej przy każdym kościele stało po stu kozaków 
lub innej kawaleryi, harmaty były powytaczane 
na place i celniejsze ulice. Tego dnia nie wró- 
cił na noc Kiliński. Żona strapiona przysyła na 
drugi dzień i uwiadamia mnie, że przyszedł ja- 
kiś cywilny pod pozorem zamówienia roboty, 
jeszcze przed wieczorem, Kiliński z nim wyszedł 
i już nie wrócił na noc. Posyłała wszędzie, gdzie 
bywał? ale nikt go nie widział. Mając w kan- 
celaryj wielkorządcy jednego znajomego z Gro.. 
dna Litwina, udałem się do niego z zapytaniem, 
czyby o Kilińskim nie wiedział? Nie mógł mi 
dać zaspokajającej odpowiedzi, ale obiecał się 
dowiedzieć w tajnej policyi, mając tam znajome- 
go. Jakoż przed wieczorem uwiadomił mnie, że 
jest aresztowany na głównym odwachu, lecz 
się mu z nikim widzieć niewolno. Udałem się 
do generała Uwarowa, który żonie nie odmówił 
widzenia. Przyszliśmy w to miejsce, zastaliśmy 
stół zastawiony święconem i butelkami, a Kiliń.. 
skiego w najlepsze z kilku jeszcze więźniami
		

/Skibinski_pamietnik0096_0001.djvu

			- 79 - 


używającego darów bo.tych. U cieszył się, gdy 
nas zobaczył i powiedział, że tymczasem fetuje 
JW. wielkorządca, a za 12 dni (na ruską Wiel- 
kanoc) zaprosił do siebie. Trzeciego dnia zo- 
stał wypuszczony, a po 12 dniach, w pasie litym 
i żółtych butach, udał się na pokoje Brylowskie- 
go pałacu do mieszkania JW. Łanskoja, który 
tak go uraczył tęgo, że swoim powozem odesłać 
go kazał z adjutantem do domu. Nawzajem adju- 
tanta podobnie Kiliński uraczył, że z Wawrzyń- 
cem odesłał go do kwatery. 
Z rozpoczęciem wiosny otworzyły się spa- 
cery (prócz ogrodów Saskiego i Krasińskich 
w środku miasta): Saska kępa, Królikarnia, Mo- 
kotów, Bielany, Wilanów, w którym pod cieniem 
drzew tak miło spoczywać i dumać, a w pałacu 
podziwiać pamiątki po wielkim królu Janie 111.- 
Grywaliśmy 3 razy w tygodniu z rozmaitern po- 
wodzeniem. 
W lipcu otrzymałem list, 
e matka moja 
od dwóch tygodni walczy między życiem a śmier- 
cią. Prosiłem Dyrektora o urlop; otrzymałem na 
jeden miesiąc, wraz z poleceniem, żebym mógł 
zaanga
ować wdowę po Kamińskim, znajdującą 
się na wileńskiej scenie. Znalazłem towarzysza 
podróży i pocztą przez Białystok i Grodno sta- 
nęliśmy czwartego dnia w Wilnie. Matkę zna- 
lazłem lepiej, bo trzeciego dnia i łóżko opuściła. 
Przywiozłem kilka sztuk nowych, a w teatrze za- 
stałem Andrzeja Rutkowskiego, byłego antrepre-
		

/Skibinski_pamietnik0097_0001.djvu

			- 80 - 


nera, z żoną i córką, śpiewającemi opery, pannę 
Wojcielewicz6wnę jako pierwszą śpiewaczkę i Ka- 
mińską, obróconą na role tylko podrzędne, a w ope- 
Tach do ch6r6w. Wystąpiłem jako gość na sce- 
nę. Publiczność mnie radośnie przyjęła, wszyst- 
kie występy odbyły się przy pełnym teatrze. 
Czwarte przedstawienie było na mój benefis: 
Włodzimierz i opera Dwa słowa 86). Łaskawa 
dla mnie publiczność miejsca przepełniła, sztukę 
mile przyjęła i mnie dwukrotnem zaszczyciła 
przywołaniem. 
Lecz urlop się kończył; w Wilnie ofiarowa- 
no mi większe korzyści, ale trzeba było wracać. 
Umówiłem nawet i panią Kamińską, kt6ra naj- 
chętniej propozycyę przyjęła, bo tu przed innemi 
aktorkami nie mogła otrzymać ról, w których się 
korzystnie ukazać mogła publiczności. Udałem 
się z prośbą do JW. generał-gub. Korsakowa 87) 
o pasport dla P. Kamińskiej i dla siebie, służą- 
cy na powr6t do Warszawy. Otrzymałem od- 
mowną odpowiedź. Doniosłem o tern swojemu 
Dyrektorowi. Poradzono mi udać się do cywil- 
nego gubernatora JW. Ławińskiego, kt6remu się 


86) Włodzimierz, ksiqże Newski
 dr. w 3 a. Con- 
mailIe'a, tłom. 2ółkowski.-Dwa słowa
 op. w l a.. mu- 
zyka Dalayrac'a. słowa Marsollier'a. tłom. PękaIskiego. 
81) Aleksander Rimskij-Korsakow był w owym cza- 
sie powtórnie generał-gubernatorem (1806-1809 i 1812- 
1830).
		

/Skibinski_pamietnik0098_0001.djvu

			- 81 - 


szczeg61niej w swoich występach podobałem 88). 
Wysłuchał mnie cierpliwie: "Wchodzę w WPana 
położenie; nie przyrzekam wstawiania się za nim, 
bo to w dzisiejszym czasie byłoby napróżno. 
Ale publiczność i ja cieszymy się, że tak dobrym 
artystą scena wileńska pomnożona została". Py- 
tał potem, ile mi tutejsze towarzystwo przezna- 
cza gaty? "Gaża stała tu nie ma miejsca-od- 
powiedziałem, - aktorowie dzielą się w propor- 
cyę onej; ofiarują mi podział od 12 dukatów. 
Lecz pewniejsze stałe w Warszawie 8, ni
 12 
niepewnych". - "Zaradzimy temu - odpowie- 
dział: - spodziewam się, że 8 pewno rachować 
mot na z podziału, a 4 ja każdomiesięcznie przy- 
rzekam mu dokładać". Od tego czasu wiernie 
przez swego kamerdynera Kużmę. przysyłał mi 
po 4 dukaty. W Warszawie w trzecim roku 
miałem podług kontraktu mieć tylko połowę be- 
nefisu, a tu każdorocznie cały, który, przy wzglę- 
dach, jakie miałem u publiczności, zapewniał 
najmniej 400 rs. Policzywszy gażę, mogłem mieć 
do 800 rs. rocznie. 
P. Rutkowski Andrzej tak mnie polubił, że 
mnie nazywał swoim zięciem 89) P. Ka
yński 


88) Ławiński poprzednio był dyrektorem poczt. 
Obacz o nim: Frank. Pamiętniki. (Przeglqd Europejski 
1863. VIII str. 302). 
(9) Córka Andrzeja Rutkowskiego. Katarzy"a Rllt- 
kOlt/ska (ur. 1795 t 25 IX 1835) wyszła 2 V 1815 za 
Pamiętnik Aktora. 7
		

/Skibinski_pamietnik0099_0001.djvu

			- 82 


swatał p. W., śpiewaczkę. Lecz we wszystkiem 
była wola Boża; nie było przeznaczenia, bo wła- 
śnie w tym czasie obróciłem swoje atencye do 
p. Kamińskiej. Dom J. Franka doktora, który 
miał za żonę znakomitą śpiewaczkę z teatru me. 
dyolańskiego, otwarty był dla artystów 90). Dzia- 
łalność Wileńskiego Towarzystwa Dobroczynno- 
ści znacznie się podniosła operami każdorocznie 
granemi na korzyść ubogich, a w których pani 
Frank główne zajmowała role, a on sam dyry- 
gował orkiestrą. Właśnie zabierano się do nauki 
opery A1tgiolina _91), do której trzech śpiewaczek 
było potrzeba, a że i ja tam miałem przezna- 
czoną rolę, zarekomendowałem p. Kamińską. 
Spróbowano głosu; znaleźli go czystym i świe- 
żym. Pani F. sama obowiązała się ją wyuczyć 


Wojciecha Aszpergera. Od r. 1815 była artystką sceny 
warszawskiej. 
90) Jósef Frm,k (ur. 1771 t 1842), profesor uni- 
wersytetu wileńskiego; miał za tonę Krystynę Gerhardi, 
która była wybitną śpiewaczką-amatorką, lecz nie z "teatru 
medyolańskiego U , jak utrzymuje Skibiński. Frank pozo- 
stawił w rękopisie pamiętniki, pisane po francusku ("Me- 
moires biographiques de Jean Pierre Frank et de son fiIs 
Joseph. rediges par le dernier U ). zutytkowane częściowo 
przez d-ra M. Homolickiego w piśmie zbiorowem "Na 
dziś U . Druk przekładu części. dotyczącej pobytu w Wil- 
nie. zaczął ogłaszać Dominik Chodiko w Przeglqdzie 
Europejskim, 1863, luty-lipiec. 
91) Według Franka (Pamieh,iki, wyd. Homolickie- 
go. "Na dziś" I 31) wystawiono A1Zgioliltę (Salierego) 
16 V 1811 r.
		

/Skibinski_pamietnik0100_0001.djvu

			B3 


i przygotować w tej roli. Skutek przewyższył 
oczekiwanie. Odtąd zajęła się ciągle kształce- 
niem jej głosu i na wieczorach zimowych mu- 
zycznych, dawanych w ich domu, a odwiedza- 
nych przez najpierwszą arystokracyę, śpiewywała 
z p. Kamińską i w operach sama przeznaczała 
jej role-czego nie mogli jej odmówić,-i sama 
ją \V nich przygotowywała. Odtąd pani Kamiń- 
ska zyskała talent, opinię publiczną i podwyż- 
szoną ga!ę. Rutkowscy wyjechali z Wilna; w wie- 
lu operach role zawakowały. które zastąpione 
zostały przez p. KamiIiską, przez co się stała 
jeszcze użyteczniejszą teatrowi. Niepotrzebowa- 
1iśmy tego lata nigdzie wyjeżdtać, bo zjazd oby- 
wateli był liczny, a zatem i teatr nieprótny. 
Oświadczyłem się pani Kamińskiej; oświadczenie 
przyjęła. Powiedziałem to bratu swojemu, ks. 
. misyonarzowi; sam przyjął na siebie wyrobienie 
indultu. Ks. kanonik Markiewicz sam się oświad- 
czył, że nam pobłogosławi. Każyński otworzył 
swoje pokoje na przyjęcie gości. Dzień 5 listo- 
pada był dniem naszego połączenia 92). O go- 
dzinie 5-ej po południu ruszyła cała karawana 
z domu Każyńskiego: w pierwszej karecie W. 
Frankowie jako zastępujący jej rodziców, pani 
młoda i jedna drużka; w drugiej pani Ka
Yliska 
z siostrą i dwiema damami; w trzecim pojeździe 


92) Józefa z Piotrowskich I-O voto Kamiliska (ur. 
5 Xl 1794 t 12 III 1834). Życiorys jej podajemy w dal- 
szym ciągu. Ślub Skibińskich odbył się 5 XI 1814 r.
		

/Skibinski_pamietnik0101_0001.djvu

			- 84 - 


ja z Katyńskim i Szymkayłą 93) dru
bą; w dal- 
szych-koledzy i kole
anki. Deszcz lał ulewny. 
Przybyli
my przed kościół ks. ks. Misyonarzów; 
pojazdów tak jut było wiele, 
e przejechać ledwie 
motna było z pomocą policyi. W kościele tłok za- 
słaliśmy publiczności. Prócz wielkiego ołtarza 
oświeconego, wszystkie pająki rzęsistem gorzały 
światłem. Wyszedł ks. kanonik. Pani młoda 
była prowadzona do ołtarza przez dyrektora pocz- 
ty JW. generała Bucharskiego i JW. Mi. Tyzen- 
hauza. Mnie asystowały drutki. Po dość dłu- 
giej i pięknej przemowie, w czasie połączenia 
kler misyonarski, przeszło z 26 osób złotony, 
zaintonował z towarzyszeniem organu Velli Crea- 
torl Wszystkie te kościelne ostentacye były sta- 
raniem ks. brata mojego, będącego wówczas pre- 
fektem tego! kościoła. Po powrocie ze ślubu 
byliśmy przyjęci chlebem i solą przez matkę p. 
Każyńskiej, p. Koczyk, bo rodzice moi wówczas 
nie mieszkali w Wilnie. Po chwili zostaliśmy 
przywołani do przedpokoju, w którym oczekiwał 
JW. Bucharski. Gdyśmy wyszli do niego, oby- 
czajem rosyjskim przemówił pierwej do mnie, 
połem do tony mojej, o przyjętych na siebie 
obowiązkach i skończył 
yczeniem wszelkich po- 
myślności. Po skończonej przemowie ujął ten 
powatny i zasłutony starzec za rękę moją tonę 


93) Jan Szymkaylo (ur. 1793 w Wilnie t 1840 
w Koninie). Rozpoczął karyerę r. 1810.
		

/Skibinski_pamietnik0102_0001.djvu

			85 - 


i wprowadził do sali. Orkiestra teatralna (cała 
z 30 osób złotona) z kotłami i trąbami huknęła 
poloneza, a par ze 30 udało się za nimi. Po 
skończonym polonezie zjawiła się słutba z peł- 
nymi kielichami na tacach i dostojni drutbowie, 
a za nimi wszyscy, spełnili szampanem zdrowie 
pp. młodych przy towarzyszeniu hucznem trąb 
i kotłów. Starsi zasiedli do wista, młodsi do 
tańca ruszyli. Około jedenastej radca stanu 
Przesmycki został odwołany od kart przez Ka- 
tyńskiego. Po chwili przychodzą do mnie oba- 
dwa i zapytują, czy pozwolę przyjąć jenerała 
Chadzkiewicza *) (III). Całe Wilno go znało, tak 
z gry kartowej, jako i awanturek miłosnych; mó- 
wiono o jego kilkunastu 
onach, którym właśni 
jego lokaje ślub dawali. Sypał złotem, bo z 52 
kopalni (kart talii) jak z Eldorado mu płynęło. 
Spostrzegł moje zaambarasowanie p. radca:-"Ja 
odpowiadam za wszelką nieprzyzwoitość".- "Po- 
legam - rzekłem - na słowie pana jak na Zawi- 
szy" -i wyszedłem na przyjęcie tego nieproszo- 
nego gościa. Był wzrostu wysokiego, ubrany 
balowo, w białych jedwabnych pończochach, 
w trzewikach z brylantowemi sprzączkami; czarne 
krótkie spodnie, biała aksamitna kamizelka i frak 
czarny ze wstą
eczkąj chapeau bas pod pachą. 


*) Nie był on wówczas jenerałem. ale tylko pod- 
pułkownikiem i adjutantem jen. Jasińskiego w cza
ie re- 
woIucyi. lecz go tak tytułowano.
		

/Skibinski_pamietnik0103_0001.djvu

			- 86 - 


Ujrzawszy mnie, rzekł: "Proszę przebaczyć mo- 
jej natarczywości, 
em się ośmielił tu wnijść nie- 
proszony, ale z mlekiem wyssałem zamiłowanie 
sztuk pięknych, szczególniej do artystów drama- 
tycznych; car je sui s l'enfant des coulisses".- 
"Przyjaciele sceny są i dla nas miłymi gośćmi"- 
odpowiedziałem i wprowadziłem go do sali. Pro- 
sił, bym go przedstawił 
onie. Wyraził między 
innemi tal, te nie był świadkiem połączenia 
dwojga lubionych artystów; te w Pary
u prowa- 
dził do ślubu pannę Village, znakomitą artystkę. 
Przygotowano stolik, posadzono do gry. Nim 
do niej zasiadł, prosił o zaszczyt przetańczenia 
poloneza z panią młodą. Potem z Tyzenhauzem, 
Przesmyckim i generałem Millerem po dukacie 
punkt grali małego wista, a przed wieczerzą wy- 
niósł się cichaczem p. Ch., wygrawszy z paręset 
punktów. Po wieczerzy jeszcze tańczono i sza- 
rym jut dniem rozjechali się goście do domu. 
W kilka dni w czasie reprezentacyi zawo- 
łała publiczność o benefis dla nowoteńc6w. To- 
warzystwo nie mogło odmówić. Dano starą ope- 
rę Wieśniaczka u Dworu 94). Publiczność tłum- 
nie zapełniła wszystkie miejsca; lote dubeltową 
płacono ceną, i bilety parterowe takte. Chadz- 
kiewicz za bilet parterowy przysłał 10 dukatów. 
Po obliczeniu kasy i potrąceniu ekspensu teatral- 
nego, czystego dochodu było przeszło 600 rs. 


9ł) Muzyka Sacchiniego. słowa tłom. Bogusławski
		

/Skibinski_pamietnik0104_0001.djvu

			. 


- 87 - 


Pan Bóg pobłogosławił przybyciu memu z War- 
szawy, bo jak-em się obrachował, mój zapas, 
gościnne role i benefis, a teraz wspólny benefis, 
zgromadziły w kasie 1262 rs., prócz dochodów 
z działu i wydatku na h uczne wesele. Było 
tedy dzięki Najwyższemu czem rozpocząć nowe 
gospodarstwo. 


...
		

/Skibinski_pamietnik0105_0001.djvu

			@@@
@@@
@














 


III. 


1814. Zima i lato przeszły dosyć pomyślnie. W. 
Frankowa ciągle pracowała nad ukształceniem 
śpiewu, w którym 
ona wysoko postąpiła. Opery 
większe: Jan z Paryża, Królowa Golkondy 95), 
Kamilla
 Genowefa, stawiały jut 
onę moją na 
znakomitym stopniu pierwszej śpiewaczki. 
W następnym roku wybory w Wilnie, kon- 
trakty Ś-to jerskie, dobrze nam dopisały. Opera 
komiczna Pustota 96), wyuczona przez p. Fran- 
kową i dyrygowana przez jej mę
a, mnóstwo 
sprowadziła widzów i w przeciągu jednego roku 
była odegrana 48 razy. Po pierwszem jej przed- 
stawieniu otrzymałem od swego protektora JW. 


95) Jan z Paryża, muzyka Boieuldieu'go. słowa 
Saint-Just'a, tłom. Sł. ReguIskiego.-Alina, królowa Gol- 
kondy, muzyka Bertona, słowa Pavieres'a. Victor'a i Vial'a. 
tłom. Kajetana Hebdowskiego. (Jest pod tym
e tytułem 
opera z muzyką Mi1l1era). 
96) Muzyka Mehula. słowa BouiIli'ego. tłom. Wojc. 
Pękaiskiego lub Jana Szymkayły.
		

/Skibinski_pamietnik0106_0001.djvu

			- 89 - 


gubernatora Ławińskiego tabakierkę złotą, a w niej 
24 dukatów. Wkrótce tet opuścił Wilno ten 
mój dobroczyńca. 
T. WW. MM. egzystowało w Wilnie i ju
 
miało wówczas a I. . .1 , polską, rosyjską i nie- 
miecką przy ul. Sawicz w domu Romera 97). 
W dniu 5 listopada odbyła się moja recepcya. 
Miałem wówczas obszerne pole do zblitenia się 
do publiczności. Przez jednego z członków mia- 
łem ofiarowaną sztukę na mój benefis, pod na- 
zwaniem Żyd dzierżawca włości. Na daniu tej 
sztuki wiele zaletało, głośno bowiem mówiono 
o pozwoleniu tydom brania majątków w pose- 
syę. Jakoś w tern poradzono, 
e cenzura prze- 
puściła. Na trzy dni przed benefisem wszystkie 
lote zabrano ode mnie i rozsprzedano po dubel- 
towej cenie. Przed rozpoczęciem widowiska wie. 


91) Przyjęcie Skibińskiego do lo
y odbyło się chy- 
ba nie, jak pisze, w r. 1814, lecz wcześniej lub mo
e 
później, gdy t w latach 1812-1815 działalność wolnomu- 
larzy na Litwie zupełnie zamarła; dopiero z wiosną 1816 
r. przystąpiono w Wilnie do otwarcia naprzód dawnej 10- 

y Gorliwy Litwin, a następnie innych. jak Dobry pa- 
sterz i Szkoła Sokratesa. (Cf. Załęski St. Ks.. O Ma- 
sonii, str. 209). 
Wspomniany przez Skibińskiego dom przy ul. Sa- 
wicz (dziś ul. Andrzejewska) pozostaje wciąt we włada- 
niu rodziny Romerów (obecnie wdowy po ś. p. Edwar- 
dzie Romerze. art. malarzu, wnuku wielkiego mistrza lo
y 
Gorliwy Litwin J. Mieszkało tu w rótnych czasach kilku 
aktorów. wielu artystów malarzy i pisarzy. (Wiadomość 
udzielona przez p. Lucyana Uziębłę). 


JI 


,
		

/Skibinski_pamietnik0107_0001.djvu

			- 90 -- 


le bardzo osób, nie dostawszy miejsca, musiało 
wrócić do domu. Tłok był niesłychany. Grałem 
tyda dzier
awcę; każdą scenę oklaskiwano, a po 
skończeniu potrójnem przywołaniem zaszczycony 
zostałem. Po obliczeniu przychodu, prócz eks- 
pensu teatralnego, miałem czystego dochodu 732 
r. srebrem. 
Dla tony na benefis sprowadziłem z Pary- 

a operę Paweł i Wirginia. W tym czasie ro- 
mans pod tym tytułem chciwie był czytany, 
a miedzioryty z niego przyozdabiały ściany. Na 
odgłos, 
e będzie dana opera z tego romansu, 
dwoma tygodniami naprzód zamawiano lo
e, pła- 
cąc ka
dą od dwóch do pięciu dukatów. Miałem 
z lóż samych przeszło 300 rs.; parter z podnie- 
sioną ceną, drugie piętro ló
 i galerya przynio- 
sły przeszło 700 rs. Po zapłaceniu kosztów 
(przyozdobiłem operę nowymi kostiumami, tak 
jak na krajobrazach, i nową dekoracyą), zostało 
czystego dochodu przeszło 800 rs. Tak błogo- 
sławieństwo Bo
e wyraźnie czuwało nad nami. 
Urodziła nam się córka; dano jej na chrzcie św. 
imię Józef y (jej matki). Kumami byli: JW. Bu- 
charski z P. Frankową, hr. Tyzenhauz z hr. 
Plater. 
, 
Tego lata odwiedziliśmy Rygę i Lipawę. 
W tym czasie była na kąpielach Jrsiętna Wirtem- 
berska, siostra Naj. Cesarza. Kupcy wyprawili 
dla niej spacer po morzu; dwa kupieckie okręta 
były na to przygotowane. Rozdano bilety go-
		

/Skibinski_pamietnik0108_0001.djvu

			- 91 - 


ściom przyhyłym na kąpiele; baron Nolde, czło- 
nek komitetu, ofiarował mi bilet. Na jednym 
z okrętów znajdowała się księtna, damy, pierwsi 
urzędnicy, jenerałowie i świta; na drugim kupcy, 
muzyka i śpiewacy. Odbiliśmy od brzegu o 4.ej, 
płynęliśmy mil 2. Zatrzymaliśmy się przy trze- 
cim, stojącym na kotwicy, okręcie, na którym 
podano przekąski, chłodniki, grog, poncz i her- 
batę, wina r6
ne etc. Późnym wieczorem przy 
księtycu wróciliśmy. 
...Wróciliśmy na kurs zimowy do Wilna. 
Nadszedł czas benefisów. Nie miałem nowej 
sztuki, dałem znaną publiczności komedyę z dzieł 
Moliera, tłomaczenia Zabłockiego, Amfitryon, 
w której rola Sozyi, przeze mnie grana, była na 
ustach uczonej młodzie
y wileńskiej (profesoro- 
rowie całe sceny zadawali uczniom 4 i 5-ej kla- 
sy). Zwątpiłem był o dochodzie, ale się inaczej 
stało, bo miałem zapełniony teatr. Na benefis 
zaś 
ony wznowiłem operę Wintera Przerwana 
ofiara 98) i ta odpowiedziała naszym oczekiwaniom. 
W wigilię wilii Botego Narodzenia narodził 
nam się syn Wiktor. 
Bogusławski tego lata zdał swoją antrepryzę 1815. 
zięciowi swemu, p. Ludwikowi Osińskiemu; sam 
się udał do Karlsbadu dla poratowania zdrowia 99). 


98) Libretto Fr. Ks. Hubera, tłom. Bogusławskiego. 
99) Bogusławski zakończył swą antrepryzę w r. 1814 
(30 kwietnia).
		

/Skibinski_pamietnik0109_0001.djvu

			- 92 - 


Werowskiego Prezydent J. Chodźko zabrał do 
Warszawy na gościnne role 100). Podobał się 
i został odtąd członkiem tamecznego towarzyst- 
wa, a
 do wysłu
enia emerytury, którą gdy otrzy- 
mał, tej
e samej nocy po zabawie z kolegami 

ycie zakończył, zostawiając córkę, pełną talentu, 
szczególniej w rolach dziewek krakowskich, jako 
to w Góralach i Krakowiakach, Nagrodzie, No- 
wym Roku etc. 
Zima nam przeszła pomyślnie: wybory, licz- 
ny zjazd obywateli na karnawał, następnie kon- 
trakty Św. jerskie, w czasie których przez ama- 
torów była dana na korzyść ubogich, pod opieką 
Towarzystwa Dobroczynności zostających, kla- 
syczna tragedya Rasyna Fedra, z nowymi ko- 
stiumami i dekoracyami, w których miał udział 
profesor malarstwa Rustern 101). Lo
y nie było 
tańszej nad 10 dukatów, na pierwszem piętrze 
płacono i więcej. Ks. Zubow dał 100 dukatów 
za lo
ę; Tyzenhauz 50; Beningsen jen. 50; wielu 
innych po 40 i 50 rs. Lo
e drugiego piętra po 
15 dukatów, parterowy bilet dukata, a galeryowy 
rubla kosztował. Po zapłaceniu kosztów zebrało 


100) Werowski wystąpił w Warszawie pierwszy raz 
13 VII 1815 w Otellu. 
101) Według Franka (Pamifl/niki, wyd. HomoIickie- 
go. .Na dziś. I 28. wyd. Dom. Chodźki. Przeglqd Europ. 
1863, VI 521) Fedra była grana dwa razy: w r. 1808 i 1809. 
Tłomaczył Fedrfl Fr. Ks. Chomiński. w-da mścisławski. 
(Cf.: Chodźko. Dwie konwersacye).
		

/Skibinski_pamietnik0110_0001.djvu

			- 93 


się percepty do 3000 rs. Za kulisami był nawet 
urządzony bufet, w którym, prócz chłodników, 
był poncz, wino i porter. Jeden z amatorów, 
mający przedstawić Tezeusza, dwiema godzina- 
mi przed rozpoczęciem zajechał do garderoby. 
Fryzyer zawiesić musiał włosy na całej głowie 
(ił la grecque); dobrej godziny trzeba było cza- 
su, nim tę mozolną robotę ukończył. Przez ten 
czas nasz Tezeusz kazał przynieść kilka szklanek 
zimnego ponczu na ochłodzenie. Czterech nas 
było wybranych do asystencyi królewskiej; spo- 
glądaliśmy z obawą, aby nasz Tezeusz nie Z3- 
marzł. Ubrał się nareszcie, wyszedł z garderoby 
na teatr, spojrzał przez dziurkę w kortynie, spo- 
strzegł rój ogromny zbierającej się publiczności, 
odszedł jakby przerażony i, zbli
ywszy się do 
nas, zapytał: "Czy te
 panowie, występując raz 
pierwszy na scenę, czuliście obawę, mojej po- 
dobną?" - "Czuliśmy bez wątpienia. Ale có
 to 
za rótnica -występując nieść wsparcie cierpiącej 
ludzkości, a występując egoistycznie, jak my, za- 
rabiać dla siebie na chleb powszedni". - Wtem 
pułkownik Merlini 102) (sufler) zadzwonił. Orkie- 
stra rozpoczęła uwerturę i wszystkie dostojne 
osoby stanęły na swoich miejscach dla rozpo- 
częcia sztuki. Przeszedł akt cały. Ka
da scena 
rzęsistymi okryta oklaskami. Aktorowie i pu- 


102) Merlini. major wojsk rosyjskich. zasilał reper- 
tuar teatru wileńskiego przekładami.
		

/Skibinski_pamietnik0111_0001.djvu

			- 94 - 


bliczność kontenci - tylko nasz Tezeusz niespo- 
kojny. Rola jego poczynała się dopiero w trze- 
cim akcie. Gdy się rozpoczął drugi, nie mogąc 
trwogi ukrywać dłuźej, zbliżył się do nas i rzekł: 
"Co myślicie, 
ebym dla nabrania rezonu coś 
wypił?"-"Jeżeli JW. Hr. uwa
a, że to go więcej 
ośmieli... "-"Sprobuję. Każ dać p. Zak... butel- 
kę szampańskiego i kilka kieliszków". - Wypi- 
liśmy i drugą. a nim się akt skończył, my czwartą 
butelkę skończyliśmy. Humor się poprawił, ale 
nie uszło baczności aktorów, 
e nasz T. coś 
wesół. Niespokojni, radzili mu, aby wody z lo- 
dem wypił. Nie chciał i słyszeć o wodzie, a pra- 
gnąc uspokoić wszystkich, powiedział: "Dopiero 
czuję, 
e dobrze grać będę, bo w czasie pierw- 
szego aktu chciałem drapnąć do domu i was tu 
wszystkich zostawić". - Rozpoczynać czas akt 
trzeci. Antrakt długi; posadzono Tezeusza w bo- 
gatym fotelu, Rustem ułożył pozycyę, płaszcz 
udrapował; rozpoczęło się. My po bokach we 
czterech staliśmy z berdyszami. Hipolit rozpo- 
czął monolog z kilkudziesięciu wierszy złożony, 
tJ który nim skończył, nasz Tezeusz już chrapał. 
Przyszła kolej na niego, aby mówił. Merlini 
z budy najpierw cicho, potem głośniej woła, czy- 
tając jego kwestyę. Niema rady, milczy. Przy- 
bli
ył się nakoniec Hipolit; pociągając niby za 
płaszcz, targnął za rękę. Przebudził się - i za- 
miast roli - pyta się: co? czego? co to jest?. 
Szmer się zrobił między publicznością. Dopiero
		

/Skibinski_pamietnik0112_0001.djvu

			- 95 - 


rzucił okiem na wołającego suflera i zaczął dość 
niewyraźnie, potem coraz głośniej. Grający, 
zmieszani, stracili energię. Tezeusz zaś wpadł 
w entuzyazm i wyrzuciwszy z wierszów śre- 
dniówki i końcówki, głosem Stentora obwoływał, 
podobny nieśmiertelnemu Bace: "Czytaj, sens 
kiedy motesz chwytaj". Stopniowo wracała przy- 
tomność i nim się akt skończył, już był na sw 0- 
jem miejscu. Ostatnie dwa akty udały się jak 
niemo
na lepiej, czego dowodziły rzęsiste oklaski, 
którymi publiczność dziękowała dostojnym pro- 
tektorom cierpiącej ludzkości lOS). Wszakże ostry 
, jakiś krytyk, niepomny tak pięknego poświęcenia 
się, a może i mający urazę do Tezeusza, puścił 
nazajutrz w obieg wiersz pod nazwaniem: Roz- 
11zowa Rotmistrza z Podstolim w czasie repre- 
zentacyi FedrJ' na parterze: 
Ciszej 
e. mój Rotmistrzu, przeklęty gaduło! 
W twym to się łbie z sarmacka golonym usnuło 
Ganić grę Tezeusza. co w kształt adwokata 
Wrzeszczy gardłem pijackiem a rękami płata etc... 
Była później powtórzona ta sama sztuka z od- 
mianą korzystną powy
szej roli, po zniżonej ce- 
nie, z której połowę dla ubogich, a drugą aktorom 


103) Kto grał Tezeusza-nie wiemy. Przedstawio- 
no Fedre na teatrze amatorskim hr. Choiseul, z domu Po- 
tockiej. na którym najczęściej występowali: Rustem, Mer- 
liniJ Kostrowicki. W teatrze amatorskim Ignacego Tyzen- 
hauza grywali synowie jego i córki i wymienieni po- 
przednio.
		

/Skibinski_pamietnik0113_0001.djvu

			- 96 - 


ofiarowano. Ka
yński tak
e zyskał, bo dostał 
kostiumy i dekoracye, prócz dubeltowego ra- 
chunku ekspensu teatralnego. 
Resztę lata przepędziliśmy w Wilnie. W prze- 
jeździe do Petersburga występowała trupa francus- 
ka, z ośmiu tylko osób złożona. Lubo uboga w liczbę, 
ale bogata w talenta, bo ka
dy był na swoje m miej- 
scu; szczególniej Dupare, Cremont, Grandville, 
Mad. Cremont, Duc10s nic w swoich rolach do 
tyczenia nie pozostawiali. To też i publiczność 
umiała ich ocenić, bo przez trzy miesiące gry- 
wali z nami na spółkę, dodając do polskiej sztu- 
ki jakiś vaudeville albo operetkę. Po ostatniem 
z nimi przedstawieniu ofiarowaliśmy jeszcze jedno 
gratisowe wyłącznie na ich benefis. Ten. mieJi 
wystarczający na podr6
t przyjęli z wdzięczno- 
ścią i po
egnali kontenci, my z nich a oni z nas. 
Publiczności ze wszystkich przez nich dawanych 
sztuczek najwięcej się podobała operetka r Amour 
filial
 którą od nich nabyłem, dałem do prze- 
tłomaczenia i tejże zimy wystawiłem na swój 
benefis z własnem i publiczności zadowoleniem. 
WW. Frankowie wyuczyli nowej opery wiel- 
kiej we włoskim języku Romeo i Julia, z chó- 
rami i baletem 104). Przybyły z Włoch śpiewak 
Tarquinio (castrato) śpiewał rolę Romea, W. Fran- 


lOł) I tym razem daty Skibińskiego i franka nie 
zgadzają się, według franka bowiem wystawienie Romea 
i Julii (Zingarellego) odbyło się w r. 1810 (trzykrotnie: 
27 i 30 kwietnia i l maja).
		

/Skibinski_pamietnik0114_0001.djvu

			- 97 .- 


kowa Julię, 
ona poufną, Fiszer MontechiegO, 
Każyński Capulettiego; inni byli utyci do chórów 
i razem ze mną do tańca. Sporządzono nowe 
kostiumy i dekoracye. Przez trzy miesiące przy- 
gotowywaliśmy się. Na kilka tygodni przed wysta- 
wieniem dowiedziano się o tem z gazet i pu- 
bliczność nawet z innych gubemii płynęła do 
miasta; wszystkie zajezdne domy nie mogły po- 
mieścić przybyłych, najmowano prywatne za wy- 
soką cenę. 
Pierwsze próby odbywały się w domu WW. 
Franków, zawsze w przytomności wielu znako- 
mitych osób. Dano nareszcie tę operę przy czte- 
rokrotnie podniesionych cenach, a le i połowa 
przybyłych osób lóż nie dostała, postanowiono 
grać jeszcze dwa razy. Po obliczeniu i zapłace- 
niu kosztów, wynoszących do 800 rs., zostało 
z trzech przedstawień około 5000 rs 105) (na ko- 
rzyść ubogich, w Domu Tow. Dobr. zostających). 
W kilka dni potem dano operę czwarty raz na 
korzyść naszą, po zwyczajnej cenie. Mieliśmy 
około 400 rs. Strata, jaką ponieśliśmy przez 
trzy prawie miesiące, i w połowie nam się nie 
wynagrodziła, przez ten czas bowiem nasze spek- 
takle bardzo były nieliczne. Benefisami starali- 
śmy się oną wynagrodzić. Moja żona grała na 
benefis starą operę Pustota. Pani Frankowa 
wszystkie loże sprzedała po dubeltowej cenie 


105) Według franka 1976 rb. 


Pamiętnik Aktora. 


8
		

/Skibinski_pamietnik0115_0001.djvu

			98 - 


i kilkadziesiąt miejsc parterowych po dukacie. 
Jej staraniem zebrało się z benefisu do 500 rs. 
1816. W miesiącu styczniu otrzymałem zWarsza- 
wy list od mego byłego dyrektora Bogusław- 
skiego. Wyrażał w nim chęć swą odwiedzenia 
Wilna po 30 letniej w niem niebytności 106). Żą- 
dał, 
ebym wyrozumiał publiczność i aktorów, 
jak to przyjmą? Pomówiwszy z publicznością 
starą z czasów stanisławowskich, oraz i z ich 
synami, uczniami Uniwersytetu, i z aktorami, 
przekonałem się, że wszyscy pragnęli przybycia 
do stolicy Gedymina tego protoplasty polskiej 
sceny. W parę tygodni odpisałem o ogólnych 

yczeniach. W drugim liście uwiadomił mnie 
Bogusławski, że może przybyć na cały miesiąc 
maj, 
e ułożenie się z aktorami i Ka
yńskim 
mnie poleca, że ma sztuk 12 nowych z rolami, 
które chciałby na dwa miesiące naprzód przysłać 
do nauki, aby za przybyciem znalazł gotowe 
i aby je można z kolei przedstawiać. Zapropo- 
nowałem, aby gościowi ofiarować część jedną, 
drugą dla nas, trzecią Ka
yńskiemu z ekspen- 
sem teatralnym zwyczajnym. Co do aktorów, 
nastąpiła zgoda, chociaż nas było przeszło 30 
osób. Ka
ński jeden nie chciał się na to zgo- 
dzić. Nareszcie po długich korowodach, nie chcąc 
opuścić tak miłej okazyi, postanowiliśmy, 
e 


106) Bogusławski bawił w Wilnie z towarzystwem 
w latach 1785-89.
		

/Skibinski_pamietnik0116_0001.djvu

			- 99 - 


z dwóch części, to jest z naszej i Każyńskiego, 
będzie się opłacał ekspens teatru, a dla gościa 
czystą część trzecią zostawić i dla niego wyłącz- 
ny benefis. Uwiadomiłem natychmiast dyrektora, 
który w końcu lutego przysłał sztuki z rolami, 
ażeby je podług zdolności rozdzielić. Było z tern 
niemało zatrudnienia, a najwięcej z Każyńskim, 
który te tylko role wziął, które mu się podoba- 
ły. Z przysłanego repertuaru, w kolei jak miały 
być grane, uczyliśmy się i próbowaliśmy. Do 
połowy kwietnia 8 sztuk ju
 było umianych, a 4 
pozostawiliśmy na maj, bo druga połowa kwie- 
tnia jako kontraktowa potrzebna nam była do 
przygotowania się na nie. Odbyliśmy kontrakty, 
w czasie których i Frankowie na korzyść ubogich 
dali z nami nową operę Oberża pod znakiem 
bure,j Sowy. W czasie równie1; kontraktów uwia- 
domiliśmy publiczność o rychłem przybyciu 
z Warszawy Wojciecha Bogusławskiego. Ju
 pra- 
wie nikt nie wyje
dżał z przybyłych, ale co dzień 
więcej napływało publiczności z dalszych nawet 
gubernii. Zjazd publiczności był nadzwyczajny. 
Trzeciego maja przybył gość oczekiwany 10'1). 


101) Bogusławski przyjechał do Wilna wcześniej. 
mianowicie 26 IV. Pierwszy raz grał 30 kwietnia.-O po- 
bycie Bogusławskiego nad Wilią napisał P. Chmielowski 
artykuł na podstawie recenzyi. drukowanych w Tygodlli- 
kil Wileńskim (obacz: . Wojciech Bogusławski w Wilnie 
1816 roku. Przez D-ra Piotra Chmielowskiego.. Echo 
. ffltlZ. i teatr. 1883. MM l. 2 i 3). Artykuł ten mylnie
		

/Skibinski_pamietnik0117_0001.djvu

			100 - 


Graliśmy dnia tego józefa w Egipcie (Mehu. 
la). PodnieśJiśmy ceny: lo
a pierwszego pię. 
tra 6 rs, drugiego - 4 rs., parter - 1 rs., gale- 


zestawia repertuar z czasu bytności warszawskiego gościa. 
Na tem więc miejscu podajemy tytuły sztuk. w których 
występował. w kolei. w jakiej były odegrywane. W na- 
wiasie zaznaczono. jaką rolę grał Bogusławski. gwia
d- 
ka (*) zaś wyrótnia utwory. pierwszy raz w Wilnie wy- 
stawione. Daty są si. si. 
l. 30 IV (Niedziela). Saul, trag. Alfierego. tłom. 
Bogusławskiego. (Saul). 
2. 2 V. Łgarz *
 K. Goldoniego, tł. Pękalskieg01 
(Anzelm). (Prócz przekładu PękaIskiego (Łgarz "ad łga- 
rzami) jest tłomaczenie J. N. Kamińskiego (Łgarz, czy- 
li prawdq świat przejdziesz. Obacz. Bernacki. N2 91). 
Pod tymte tytułem komedye - C/.: l) Corneille. naśI. 
z Lope de Vegi. tłom. Leon Moszyński; 2) Krasicki. 
3. Cud 1nlliemallY, czyli Krakowiacy i Górale, op. 
Bogusławskiego. muz. Stefaniego. (Student). 
4. Nadyr, trag. Buissona, tłom. Bogusławskiego. 
(Nadyr). 
5. Karykatury, k. Goldoniego. tł. PękaIskiego. 
(Obertysta). 
6. HaryadY1ł Barbarossa *, dr. Saint-Victora. tł. 
Iwaszkiewicza. (Haryadyn). 
7. Axur, op. Salierego. słowa Beaumarchais'go. 
tł. Bogusławskiego. (Axur). 
8. Król Lear, trag. Shakespeare'a. (Lear). (Król 
Lear... . tragedya tłomaczona z angielskiego na język fran- 
cuski przez LaPlasa (Laplace], z Laplasa naśladowana 
przez Diu.sysa (Ducis]. z Diusysa przełotona na język 
polski [przez Osińskiego]. a to z tak doskonałem stopnio- 
waniem. te między tylą rękami geniusz Szekspira niewia- 
domo gdzie się podział-. . Tygodnik Wileński -. 1816. .N"2 28).
		

/Skibinski_pamietnik0118_0001.djvu

			- 101 - 


rya pół rubla 108). Na pierwsze przedstawienie, 8 ma- 
ja 109), dana była tragedya Alfierego Saul. Wszyst- 
kie miejsca były zajęte i ze 200 osób wróciło 


9. Familia szwajcarska, op. Fr. J. Weigla, tł. Bo- 
gusławskiego. (Stary szwajcar). Benefis Bogusławskiego. 
10. Lekarstwo bez recepty i apteki *, k. Joanny 
Weissenthurmowej, tłom. Dom. Jakubowicza. (Rkps tego 
przekładu. znajdujący się w bibliotece dyr. Hellera we 
Lwowie. posiada tytuł: Kuracya z ftl1zdamentu. Obacz: 
Bernacki, Jan Nep. Kamiński. Stulecie Gazety Lwowskiej 
I cz. II str. 60). 
11. Salisbury
 czyli Order Podwiązki
 dr. według 
pow. d'Arnaud'a [Arnaud de Baulard Fr. T. M.?] (Lord 
\V aruce). 
12. Awa1ltura d1zie11l przed bitwą, z franc. melodr. 
Baro1l de Falsheim przerobione przez Lółkowskiego. 
13. 25 V. Gracz (*1). dr. Ifflanda. tł. PękaIskiego. 
Na tem skończyły się właściwe występy Bogusław- 
skiego. W ciągu następnych dni powtórzono jednak naj- 
większem powodzeniem cieszące się sztuki. przeznaczając 
dochód z pierwszego widowiska (Familia szwajcarska, 
26 V) na rzecz towarzystwa artystów miejscowych. z dru- 
giego (Łgarz, 27 V) - na biednych. Wreszcie d. 28 V 
odegrano po raz drugi kom. Goldoniego Karykatury. 
(Chmielowski w powołanym artykule utrzymuje. te Fa- 
milię szwajcarskq dwukrotnie powtarzano. drugim razem 
na rzecz inwalidów.-nie wiemy jednak. na czem to twier- 
dzenie opierał). 
108) Józef w Egipcie - libretto Duvala. tł. Bogu- 
sławskiego. Myli się jednakte Skibiński. gdyi; w dniu 
przyjazdu Bogusławskiego grano nie operę Mehula, lecz 
kOffiedyę Kotzebuego Polacy w HiszP011ii, czyli Wskrze- 
szenie umarłych. 
109) Nie 8 maja. lecz 30 kwietnia.
		

/Skibinski_pamietnik0119_0001.djvu

			- 102 - 


do domów. Ci, którzy przybyli do teatru, prócz 
wojskowych, po większej części byli we frakach, 
a akademicy bez wyjątku w mundurach. Było 
to narodowe święto: witano znakomitego w kraju 
pisarza i artystę. Gdy się tylko ukazał, trzy- 
krotnem i przeciągłem brawem przywitano, wo- 
łając: Witamyl Nie odłączyły się i damy, które 
w lo
ach powstały i łączyły z brawem wykrzyk- 
niki. Ka
dą scenę, ledwie nie powiem porusze- 
nie, przyjmowano oklaskami, a po ukończeniu 
sztuki grzmiały nieustające brawa. Nikt się nie 
odważył artysty przywoływać. Poznał tę deli- 
katność publiczności, wyszedł i w krótkich lecl 
czułych wyrazach podziękował. Znowu ogromne 
i długie oklaski zakończyły ten pamiętny wie- 
czór. W czasie jeszcze widowiska j ut na na- 
stępne wszystkie loże były zapłacone i tak pra- 
wie przez cały pobyt. Dalej dane były: komedya 
Goldoniego Lekarstwo bez recepty i Apteki i Ho- 
racyusze. Tu powinienem nadmienić, że rola 
starego Horacyusza z takim talentem była odegra- 
na, a słowa: "Cóż miałem uczynić?.. Umrzeć!"'- 
wypowiedziane z taką mocą, te artysta wszyst- 
kich przeraził. Rola ta odtąd jU1; nie znalazła 
godnego zastępcy. Ten jeden wyraz: umrzeć! 
przyjęty był przeciągłem brawem, a w ustach 
młodzieży długo się powtarzał 110). 


110) Jakeśmy widzieli z zestawienia sztuk, granych 
w czasie bytności Bogusławskiego. _Horacyuszów z jego
		

/Skibinski_pamietnik0120_0001.djvu

			- 103 - 


Mnóstwo odbierał Bogusławski wizyt, już 
to od tyc.h, którzy go znali prze
 30 laty w Wil- 
nie, ju
 od znajomych z Warszawy. Rewizyty 
i przejażdtki w piękne okolice Wilna odbywał 
zawsze ze mną. Ks. kanonik Bogusławski ofia- 
rował swój powóz z czterema białymi końmi na 
cały czas pobytu w Wilnie 111). 
W wolnych chwilach od prób uczyliśmy się 
na jego benefis opery Waygla Familia Szwaj- 
carska. Córka miejscowej artystki p. Hrehoro- 
wiczowej, 12 letnia, była wyuczona roli przez 
naszego gościa, w której pierwszy raz występu- 
jąc, zjednała ogólną pochwałę, oklaski i przywo- 


udziałem nie wystawiono. Skibiński widocznie mie!?za 
swoje wratenia z okresu odwiedzin Bogusławskiego ze 
wspomnieniami warszawskiemi. Ciekawe jest jednak. te 
inny równiet pamiętnikarz, Karol Kaczkowski (Wspom- 
nimia I 162) wspomina, it widział Horacyu.szów z udzia- 
łem Bogusławskiego. Pomyłka ta nie mote nas dziwić 
wobec tego, te Kaczkowski na ogół w tern wszystkiem, 
co o teatrze wileńskim mówi, jest bardzo nieścisły (np. 
jako datę objęcia teatru przez Katyńskiego podaje rok 
1818).-0 wystawienie paru tragedyi klasycznych. a prze- 
dewszystkiem Horacyu.szów
 dopominała się krytyka- 
(obacz Tygodnik Wild,ski 1816, str. 440). lecz do tego 
nie przyszło. 
111) Bogttsławski Józef Kalasanty
 ks. prof. uniw. 
wil.. autor popularnej ksiątki .Życia sławnych Polaków.. 
W wystawionym specyalnie domu przy ul. Zamkowej 
w Wilnie gromadził galeryę obrazów (zwłaszcza portre- 
tów historycznych).
		

/Skibinski_pamietnik0121_0001.djvu

			II 


- 104 - 


łanie. Teatr był przepełniony, a za lote przy- 
syłano po 5 i 10 dukatów 112). 
Juteśmy odegrali 9 przedstawień, kiedy p. 
Ka
yński za
ądał dla siebie benefisu. P. B. przez 
delikatność nie odmówił przyjęcia roli, lecz wszy- 
scy aktorowi e słusznie byli obrateni, nie chcieli 
jednak w obecności gościa odmówić, ale przed 
publicznością narzekali na niepomiarkowaną chci. 


112) Barbara Hrehorowiczówna, córka zmarłego 
dawniej aktora Tomasza Hrehorowicza i jego tony, jednej 
z wybitniejszych aktorek wileńskich, poślubiła potem ZYb- 
munta Anczyca.-Po wystawieniu' Familii Szwajcarskiej 
. Tygodnik Wileński- (w N2 28, str. 32) pisał jak następuje: 
"JP. Skibiński [w roli Oawełka] trafnie i świetnie utrzy- 
mał charakter bohatera lej sztuki i nie ustąpił JP. Zda- 
nowiczowi (Oawełkowi warszawskiemu). Dwaj ci wzoro- 
wi w swoim rodzaju w Polsce artyści są bardzo blizkimi 
siebie i na ścisłe zdolności ich wyróżnienie i ocenienie 
trzebaby długich porównywań, które niewiadomo, komuby 
palmę pierwszeństwa przyznały-. Z okazyi zaś wystawie- 
nia Łgarza: .Piękny i rzadki talent JP. Skibińskiego da- 
'wno jut jest przez tutejszą oceniony publiczność. Był 
on i jest w samej rzeczy dobrą i niezrównaną w niektó- 
rych rolach karykaturą (słowa wyrzeczone przez JP. Bo- 
gusławskiego, grającego w tej sztuce rolę Anzelma), a po- 
siadając jego nie mamy potrzeby zazdrościć Warszawie 
P. Zdanowicza-. ("Teatr Wileński- przez Parterowicza. 
. Tyg. Wileński-. 1816. M 25. str. 405-6). Wreszcie o po- 
pisowej roli naszego artysty w operze Axur toż samo 
pismo tak się wyrażało: "Arlekin tameczny [warszawski] 
powinienby długo od Skoczka ,ta8zego (JP. Skibińskiego) 
w tej roli brać Iekcye-. (. Tyg. Wileński" 1816, str. 443).- 
W Axurze rolę Aspazyi śpiewała Skibińska. 


.. 


-
		

/Skibinski_pamietnik0122_0001.djvu

			- 105 - 


wość, że on jeden, pobierając część taką, jak 
my w 30 osób, jeszcze chce więcej. Został też 
ukarany za swoje łakomstwo. Była dana drama 
Dziecko stawione na kar/t: 113). Publiczrio
ć się 
zmówiła i tak jej było mało, że po opłaceniu 
ekspensu ledwo 5 rubli mu się zostało czystego 
dochodu. 
Zaprojektowałem między kolegami uraczyć 
naszego gościa podwieczorkiem. Złożyliśmy na 
ten cel 100 TS. Miejsce do tego naj piękniejsze 
i najdogodniejsze obraliśmy w Werkach o 8 wiorst 
od Wilna, na wysokiej górze, lasem ocienionej, 
położonych nad korytem Wilii, niegdyś rezyden- 
cyi księcia Massalskiego biskupa, teraz należą- 
cych do JW. Jasińskiego marszałka 114). Do nie- 
go udałem się o pozwolenie lokalu. Dobry ten 
Pan nietylko pozwolił pałacu, ale nadto, aby nie 
wozić mnóstwa rekwizytów, swój kredens ofia- 
rował na nasze usługi: srebro, fajans, porcelanę, 
kryształy, naczynia kuchenne, kucharza, lokajów, 
bieliznę stołową, z oranżeryi kwiaty do ubrania 
stołu i różne nowalie, jako to: ogórków, sałaty 
etc. etc. To zrobiwszy, poleciłem koledze Gło- 


113) Jest to drugi tytuł dramatu Iffłanda. (Gracz, 
czyli Dziecit; stawione lta kartt;). Tłomaczenie PękaJ ski ego. 
1Ił) Pałac w Werkach wzniósł 1782 r., według pla- 
nów Wawrzyńca Oucewicza. Ignacy Massalski, bkp wiłeJi- 
ski. Drogą spadku przeszły Werki na Winc. Potockiego, 
od którego nabył je Stanisław Jasieński. b. marszałek 
pow. wileńskiego.
		

/Skibinski_pamietnik0123_0001.djvu

			- 106 - 


wackiem u 115), aby piękne wymalował przezrocze, 
a Bolechowskiemu, który dla teatru zawsze do- 
starczał. sztucznych ogni, żeby mały zrobił fajer- 
werk. Z orkiestry teatralnej najlepsi muzycy 
złożyli dętą harmonię: Poznański, który grał prym 
w orkiestrze na skrzypcach, grał na fagocie i t. d. 
Chocia
 się to robiło w sekrecie przed na- 
szym gościem i między sobą, wypadało zaprosić 
Franków, którzy nam tak potrzebni byli: on jako 
doktor teatralny, samej zaś podniesienie opery 
winni byliśmy. Chcieli dać kilka dukatów do 
składki, lecz onych nie przyjąłem. Ale na drugi 
dzień, przysyłając 6 funtów cukrów, oznajmili 
listem, 
eby o lodach nie myśleć, bo oni sami 
ju
 zamówili, z prośbą, aby tę bagatelę przyjąć. 
Dowiedziało się kilka osób, mających bliższe 
stosunki z teatrem, jako to: poczt dyrektor gen. 
Bucharski, JW. Pociey, oboźny W. Ks. L., JW. 
hr. Tyzenhauz,-oświadczając osobiście tyczenia 
być uczestniKami tej zabawy. Nie mogłem od- 
mówić; wszakże ci trzej przysłali 20 dukatów do 
składki; nieprzyjąć te
 nie wypadało. 


115) Niewiadomo, który to mógłby być Głowacki, 
gdyż Antoni (obacz odsyłacz N2 29) zmarł według Ra- 
stawicckiego (Słownik I 174) w r. 1811. syn zaś jego Jó- 
zef, późniejszy dekorator teatru warszawskiego. był w tym 
czasie kilkunastoletnim chłopcem (o ile podana przez My- 
cielskiego data urodzin, r. 1800, jest prawdziwa; zdaje się 
jednak ją potwierdzać data pobytu jego w wileńskiej 
szkole malarstwa. w latach 1818 - 1826; obacz: Sprawoz- 
dania komisyi do bad. hist. szt. t. V str. XVI).
		

/Skibinski_pamietnik0124_0001.djvu

			- W7 


Jut te
 było z czem i wystąpić. Obstalo- 
wałem pięć gatunków konfitur, po 2 funty ka
- 
dego, 2 marcepany, 2 torty, piramidkę w kształ- 
cie kościoła Janusa, z dwiema głowami, na wierz- 
chu z cyfrą W. B. Wina, prócz tuzina szam- 
. pańskiego, 6 węgrzyna po dwa dukaty butelka, 
l
ejsze gatunki rumu etc. 
Odbyliśmy dwanaście przedstawień; pozo- 
stała ostatnia drama Salisbury czyli Order pod- 
wiqzki. Była to sobota 116). Po południu za- 
powiedziana była próba na 3-cią. Wiedziałem 
ja dobrze, 
e jej nie będzie, z rana bowiem po- 
jechali wszyscy dla urządzenia, czego potrzeba, 
a ja, wyprawiwszy wiktuały, zamówiłem pojazd 
na 3-cią i sam poszedłem do naszego gościa, 
czekając niby, aż się zejdą na próbę. Zaczęli- 
śmy rozmowę o teatrze. "Wilno - powiedział 
Bogusławski-byłoby wstanie utrzymać porządną 
trupę, lecz potrzebuje lepszego urządzenia, Ka- 

yński zaś tylko dba o pieniądze. Ja między 
składem tutejszego towarzystwa znalazłem kilku 
ludzi porządnych i z talentami. Dla czego się 
pozwolicie odzierać Każyńskiemu? Gdyby kilku 
z towarzystwa złożyło kapitał, gdyby mieli teatr 
od niego, resztę aktorów wzięli na ga
ę, zapro- 
wadzili porządek, na sztukach by nie zbywało, 
\ 
116) Dr. Salisbllry czyli Order Podwiqzki grany 
był w niedzielę 21 V; było to dopiero dziesiąte z kolei 
przedstawienie.
		

/Skibinski_pamietnik0125_0001.djvu

			- 108 - 


z mojej bowiem biblioteki pozwoliłbym kopio- 
wać, czegobyście zapotrzebowali... u Tak mówiąc 
zaglądał na zegarek. Nareszcie zapytał, co to 
jest, 1e nikt nie przybywa? czy to próby nie bę- 
dzie? Dopiero jak gdybym sobie przypomniał: 
"Ach, to moja wina, pewno zapomniałem zapi-- 
sać na tablicy". Wybiegłem do garderoby niby 
zajrzeć, wróciłem i powiedziałem, że niema za- 
pisanej. "Lecz niech Pan będzie spokojny, sztu- 
ka pójdzie dobrze, bo jest umiana, a jutro przed 
południem zrobimy próbę na teatrze jeszcze 
raz".-"Ha, zobaczymy; bo jeżeli nie pójdzie, to 
trzeba będzie coś powtórzyć". - "Szkoda tak 
piękny czas tracić pod dachem- powiedziałem;- 
zwiedziliśmy różne okolice Wilna, a piękne Wer- 
ki pozostały do zwiedzenia". - - :ryNie wiem, czy 
dziś są tak piękne-mówił-jak za księcia bisku- 
pa Massalskiego; nie jedną tam chwilę błogo 
przepędziłem" .-"A więc dla porównania - rze- 
kłem-pojazd gotowy. Służę WMPanu Dobrodzie- 
jowi" .-"Ha, to jedźmy, mój królu" (przysłowie). 
Ruszyliśmy. Przejechaliśmy przez zielony 
most za Wilię. Okolice Kalwaryi, Trynopola, 
zajmowały kolejno; przypominał swoje młodsze 
lata, zabawy etc. Nareszcie z góry spostrzegli- 
śmy Werki. "Warszawie - rzekł Bogusławski- 
bogatej w gmachy, pałace, brakuje tak pięknych 
okolic; gdyby te miała, mogłaby śmiało rywaJi- 
zować z pierwszemi stolicami Europy. Prócz 
Łazienek królewskich nic pięknego nie mamy".
		

/Skibinski_pamietnik0126_0001.djvu

			-
 109 - 


Juteśmy nie byli dalej, ni
 o pół wiorsty; 
spostrze
ono białe konie. Jeszcze wcześniej usły- 
szałem dętą muzykę. Mój gość nie dosłyszał na 
lewe ucho, ale jakeśmy podjeżd
ali bli
ej, zapy- 
tał: "Czy mnie się zdaje, czy słyszę muzykę?"- 
"Być może-odpowiedziałem;-i ja słyszę; może 
się ktoś bawi, bo tu częste bywają podwieczor- 
ki". Podjetdżamy pod kolumnadę: muzyka gra 
na ganku, na dole 12 kobiet, ubranych w białe 
suknie, z bukietami, wszyscy mę
czyźni w czar- 
nych frakach, dzieci rzucają do powozu i pod 
nogi kwiaty... Stanął między wszystkimi i ze 
łzami w oczach pogroził mi i powiedział: "Sta- 
rego fryca gładko wyprowadziłeś, Kaziu, w po- 
le... " Ujął żonę moją pod rękę i poszliśmy na 
górę. W pokoju pierwszym został przywitany 
przez gospodarza domu, JW. Jasińskiego mar- 
szałka, Tyzenhauza, Pocieya, gen. poczt dyrekto- 
ra, WW. Franków. Muzyka przeniosła się na 
dół pod kolumny. Po przywitaniach dano lody, 
konfitury, melony, pomarańcze; potem, według 
instrukcyi W. Franka, ojczystym to jest węgrzy- 
nem przywitaliśmy naszego gościa. Gospodarz 
zaproponował przechadzkę. Udaliśmy się przed 
stary pałac, skąd widok czarujący na dolne ko- 
ryto Wilii i rozległe okolice. Przeszedłszy lasem 
kawał weszliśmy do ogrodu, gdzie w ozdobnej 
altanie podano herbatę. Harmonia muzyczna 
i zachodzące słolice ucho i wzrok każdego mile 
pieściły.
		

/Skibinski_pamietnik0127_0001.djvu

			- 110 - 


Ody się zmierzchać poczęło, wróciliśmy do 
pałacu. Jut w rzęsisto oświeconych salonach, 
w największym z nich, zastaliśmy stół pysznie 
ubrany w drzewa i kwiaty. Żona moja, pełniąca 
obowiązki gospodyni, podała rękę, by usadzić 
gościa na pierwszem miejscu, od czego się wy-- 
mawiając zapraszał na nie panią Frank; lecz ta 
przypomniała m u, te on tylko wyłącznie jest go- 
ściem i obok niego usiadła, a z drugiej strony 
Żona zajęła miejsce. Przy nich usiedli nasi zna- 
komici goście, dalej koledzy obojej płci. Ja 
z Szymonem Niedzielskim 117) nie siedzieliśmy, 
bośmy pilnowali porządku. Przy wetach i cie- 
ście najstarszy wiekiem z aktorów, Rogowski, 
wzniósł toast za zdrowie gościa; wszyscy razem 
spełniliśmy przy hucznej antradzie, przez kotły 
i trąby ogłoszonej, z wykrzyknikiem vivat! Sza- 
nowny weteran powstał ze swego miejsca z kie- 
lichem w ręku, ze łzami w oczach, i w czułej 
przemowie, która i nam łzy wycisnęła, podzię- 
kował nam i gościom za tę uprzejmość. Z kolei 
piliśmy zdrowie gospodarza i naszych gości. 
Powstawszy od stołu pani Frank zaprowadziła 
gościa z innymi na balkon, z którego się przy- 
patrywano fajerwerkowi, a gdy się ukazała Jego 
cyfra w przezroczu, kolorowymi oświecona ognia- 


111) Niedzielski Szymon (ur. 1780 w Warszawie 
t 15 XII 1836 w Kaliszu). Do r. 1817 był dyrektorem 
w Krakowie.
		

/Skibinski_pamietnik0128_0001.djvu

			- 111 - 


mi, odezwał się chór na sali przez nas wszyst- 
kich wykonany. Po skończonym chórze, przy 
hucznej antradzie porwaliśmy go do góry i ob- 
nieśliśmy wokoło po sali, krzycząc: Vivat Woj- 
ciech! vivat ojciec sceny dramatycznej!.. - "Wy- 
razów nie mam, łzami wam tylko dziękuję..." 
Stanął z Żoną moją do poloneza, drugiego prze- 
tańczył z panią Frank. Po talicu goście się roz- 
jechali i my, podziękowawszy gospodarzowi, ru- 
szyliśmy tak
e. O godzinie 3-ciej już byliśmy 
w domu. 
Nazajutrz przed 12-stą zeszliśmy się na 
próbę. Sztuka poszła dobrze, w czasie której 
prosiła publiczność, aby to jeszcze nie było ostat- 
nie przedstawienie. Proszono o powtórzenie Fa- 
milii Szwajcarskiej. Tę ofiarował Bogusławski 
na nasz, to jest ogólny kompanii benefis. Wzię- 
liśmy z niego przeszło 500 rs. Po skończeniu 
opery dziękował publiczności i nawzajem przez 
nią był zaproszony na przyszłe lato, co te
 przy- 
rzekł. Odprowadziło nas kilku wyjetdżającego 
aż do Ponar 118). Tam radził nam znowu, te- 
byśmy przestali być zależnymi i wzięli antrepry- 
zę w drodze akcyi 119). 


. 


118) Bogusławski opuścił Wilno w d. 31 maja. 
119) Powytszy opis pobytu Bogusławskiego druko- 
wany był w Gazecie Warszawskiej, w N!? 294 z r. 1857. 
- (.Bogusławski w Wilnie. Wyjątek z autobiografii Kazi- 
mierza Skibińskiego. Udzielił Gazecie Ignacy Chodźko. 
R. 1817- [sic)).
		

/Skibinski_pamietnik0129_0001.djvu

			- 112 - 


W kilka dni potem, po obrachowaniu przy- 
chodów, ujrzeliśmy, te p. K[atyński] za odegra- 
nie kilku ról w przeciągu 5.ciu tygodni wziął 
sam jeden na swoją część do 2000 rs., my ze 
swojej części tylet, gość nasz do 3000 rs. Obra- 
chowawszy nasze fundusze każdy u siebie, za". 
częliśmy nietartern projektować akcye. I tak: ja 
z Żoną r. s. 3000, Rogowski i Statkowski po 
tylet, Malinowski z Szymkayłą po 500. Mając 
10000 rs. uczyniliśmy między sobą dokument 
związkowy, aby się trzymać w kupie. UdaJiśmy 
się do Każyńskiego o najem teatru, lecz przyjąć 
nie chciał. Użyliśmy tedy "guberskiego" archi- 
tekta. życzliwego nam, który powiedział, że i tak 
mial projekt zrobić rewizyę, czy przez takie 
uczęszczanie publiczności nie jest teatr osłabio- 
ny, szczególniej słupy lożowe, zarazem podpie- 
rające i galeryę. Jakoż wkrótce ten projekt usku- 
tecznił: znalazł slupy napół zgniłe i zapowie- 

 dział, że nie pozwoli otwierać teatru do czasu 
zupełnego wyreparowania. Podług zrobionego 
anszlagu miało to kosztować przeszło 1000 rs. 
Przeląkł się tego p. K.; napisał do nas, że wy- 
najmie teatr na lat trzy za 6000 rs., po 2000 na 
rok, z warunkiem, 
e reparacyę weźmiemy na 
siebie. Udaliśmy się do architekta S., który po- 
wiedział: zrobiłem anszlag dla p. K. na 1000 rs., 
a jeżeli sami reparować będziecie, to go przero- 
bię na rs. 500 i będzie to samo. V olens ł10lens 
trzeba było skończyć: grać nie było gdzie, a żyć
		

/Skibinski_pamietnik0130_0001.djvu

			. 


- Uj - 


potrzeba. Skończyliśmy. Jednego z kolegów z6- 
stawiliśmy, aby pilnował fabryki. Został tak
e 
malarz Głowacki, aby odświe
yć wszystkie deko- 
racye i lo
e na nowo przemalować. Podawszy 
prośbę do JW. gen. gubernatora Korsakowa, 
prosząc o protekcYę dla nowej antrepryzy, sami 
udaliśmy się do Grodna. Stamtąd wyprawiono 
mnie do Warszawy dla sprowadzenia nowych 
sztuk. 
Przybyłem tam w połowie sierpnia, przy- 
jęty uprzejmie od dawnych kolegów: Dmuszew- 
ski ego, Kudlicza, Kurpińskiego (kuzyna, bo był 
wujem mojej Żony), Zdanowicza, Żółkowskiego 
i innych, a szczególniej przez dyrektora mego 
byłego, p. Bogusławskiego. Pamiętny naszego 
przyjęcia, prócz uprzyjemnienia mojego pobytu, 
otworzył bibliotekę i polecił, aby wybrane przeze 
mnie dzieła wydawano do kopiatury. Wybrałem 
50, między niemi oper kilka i JadwigI; (przez 
Kurpińskiego), tak wówczas sławną J20). Kilka 
sztuk przy mnie skopiowano, na resztę zostawi- 
łem pieniądze. Z porady Dyrektora kazałem wy- 
malować malarzowi teatru, Sachettiemu, nowe 4 
dekoracye, z tych 2 do Jadwigi podług war- 
szawskich, jako to: rynek krakowski i kom1latl; 
Jadwigi
 jak były w owym czasie; prócz tego 
salI; gotycką i ogród
-które zgodziłem za 4000 zł. 
W teatrze zobaczyłem się z poczt dyrekto- 


120) Słowa J. U. Niemcewicza. 


Pamiętnik Aktora. 


9
		

/Skibinski_pamietnik0131_0001.djvu

			ł..... 114 - 


tern gen. Bucharskim, będącym wówczas w War. 
szawie, który mnie prosił, aby mu towarzyszyć 
na wizytę pierwszą do Dyrektora. Jako
 naza- 
jutrz pojechaliśmy razem. Przy po
egnaniu za- 
prosił nas p. Bogusławski na następny dzień na 
obiad. Gdyśmy przybyli, zastaliśmy kilka osób
 
członków Towarzystwa uczonych, znanych za- 
szczytnie w literaturze, jako to: Ludwika Osiń- 
skiego, ks. Staszica, Kazimierza Brodzińskiego, 
PękaIskiego. Wkrótce przybył i Julian Ur. Niem- 
cewicz z Kropińskim. Ostatni przybył generał 
Chodkiewicz 121). Obiad był wesoły. Osiński 
i PękaIski mnóstwo powiedzieli dowcipnych kon- 
ceptów, godnych czwartkowych obiadów króla 
Stanisława. Po obiedzie przeszliśmy do ogrodu 
na kawę. 
Gen. Bucharski chciał zwiedzić Wilanów, 
dokąd te
 udaliśmy się. Po obejrzeniu pałacu, 
rezydencyi króla Jana III, i ogrodu, wróciliśmy 
do Warszawy na teatr. Grano wówczas sztukę 
Rochus Pumpernikiel 122). Żółkowski w tej roli 
wyjechał na koniu, który dług natury wypłacił. 
Żółkowski zlazłszy z niego przykrył kopiec ka- 
peluszem i rzekł do konia: "Nie dodawaj, czego 


121) Aleksander hr. Chodkiewicz w tym czasie był 
pułkownikiem; jenerałem brygady został w r. 1818 przy 
opuszczeniu słutby wojskowej. 
122) Op. w 3 a.. słowa M. Stegmayera. tłom. Żół- 
kowskiego lub PękaIskiego
		

/Skibinski_pamietnik0132_0001.djvu

			- 115 - 


nie masz w roli, bo wiesz, .te Ixowie *) 12S) za. 
raz o tern napiszą". Przez kilka minut nie mo- 
gła się publiczność uspokoić od śmiechu i okla- 
sków, wywołanych dowcipnym artysty kon- 
ceptem. 
Prosił mnie gen. Bucharski, jakby się po- 
znać z Żółkowskim? "Nic łatwiejszego - odpo- 
wiedziałem.-Niech generał po teatrze kate się 
zawieść do restauracyi SzylIera, u którego na 
całą Warszawę sławne kapłony. Ja się udam do 
garderoby, zaproszę go od siebie na skrzydełko 
i przybędziemy niewątpliwie". Tak się tet stało. 
Wziąłem jeszcze ze sobą dawnego kolegę, z któ- 
rym mieszkałem. Zastaliśmy oczekującego na 
nas generała. Mnóstwo było osób. Poznawszy 
Żółkowskiego zaczęli rwać go na wszystkie stro- 
ny, lecz się wymówił, te jest wezwany przeze 
mnie 124). Dali mu pokój. Przedstawiłem towa- 
rzyszów generałowi. Żółkowski prawił koncepty; 
od innych stołów przeszło wiele osób, aby go 


-X-) Ixowie: Staszic, Niemcewicz, Chodkiewicz. Pi- 
sali recenzyę teatru w gazecie. [Przyp. Autora]. 
123) Staszic i Chodkiewicz nie naleteli do Ixów. 
12') To ubieganie się o towarzystwo Zółkowskie- 
go potwierdza K. Wł. Wójcicki w swych . Wspomnieniach 
literackich z lat 1813-1830" (Kalmdarz U1tgra 1ta r. I864, 
str. 102 - 110): .Szlachta z dalekich stron, z zapadłych 
zakątów dawnej Rzeczypospolitej przybywszy do Warsza- 
wy. dopytywała zaraz o Zółkowskiego. biegła na wido- 
wisko. w którem go ujrzeć mogła. starała się blitej po 
za sceną poznać..
		

/Skibinski_pamietnik0133_0001.djvu

			116 - 


słyszeć. Tymczasem parę kapłonów zamienili- 
śmy na kupę kości, popłukaliśmy paru butelka- 
mi szampana i po północy rozeszliśmy się. 
Jeszcze z tydzień zabawiłem. Nareszcie na 
po
egnanie po teatrze zaprosiłem z 10-ciu kole-. 
gów do tegot SzylIera i tam czule się po
e- 
gnawszy nazajutrz opuściłem kochaną Warszawę. 
Wiozłem ze sobą sporą pakę papierów, bo 
prócz kilkudziesięciu sztuk kilka oper: dwie wiel- 
kie, jako to Szarlatan i Jadwiga. mniejsze: 
Aleksander i Apelles
 Czaromysł
 wszystkie kom- 
pozycyi Kurpińskiego 125). Było do 1000 arku- 
szy. Wszystko to na dylitans za dobrą opłatą 
wpakowałem i trzeciego dnia stanąłem w Gro- 
dnie *) 126). 
Nie zastałem towarzystwa, bo się udało do 
Zelwy i Świsłoczy na jarmarki. Tam się udałem 
i zastałem wybierających się z powrotem do 
Grodna, aby tu przebyć do końca września, bo 
w Wilnie reparacya teatru jeszcze nie była ukoń- 


125) Szarlatatt-słowa lółkowskiego; Aleksattder 
i Apel/es-słowa Al. Mirmont de Laville'a, tł. Dmuszew- 
skiego; Czaromysł-IibreUo w przeróbce lółkowskiego. 
*) Zabrałem Ludwika Piotrowskiego. ucznia Szko- 
ły dramatycznej. który się później ożenił z wdową po 
Judyckim w Winnicy. [Przyp. Autora]. 
126) Piotrowski (ur. 1798) uczestniczył w egzami- 
nie Szkoły dramatycznej 21 VII 1814, poczem został za- 
liczony do składu artystów. Nie wiemy. czy był bratem 
lub krewnym tony Skibińskiego. jak wiadomo Piotrow- 
skiej z domu.
		

/Skibinski_pamietnik0134_0001.djvu

			- 117 - 


czona. Czas ten nam przeszedł korzystnie, w Skid- 
lach bowiem cały korpus zebrał się na rewię, 
a Cesarza oczekiwał w Grodnie główny sztab, 
mnóstwo generałów świty i oficerów. Nimeśmy 
odegrali kilka przedstawień, nadjechał Naj. Ce- 
sarz Aleksander w nocy do rzęsiście oświecone- 
go miasta. Nazajutrz rano pojechał na rewię, 
a z nim wszystko wyjechało z Grodna do Ski- 
deI. My tak
e odebraliśmy wiadomość, że teatr 
już na ukończeniu i zabraliśmy się do Wilna. 
JW. wojenny gubernator Korsakow przez 
czas naszej niebytności uformował Dyrekcyę te.a- 
tru. Wiadomość o tern zakomunikował nam za 
naszem przybyciem radca nadworny, policmajster 
Szłykow. Na dyrektorów przeznaczeni byli: JW. 
Antoni Chrapowicki, JW. Adam hr. Chreptowicz, 
JW. Jan Chodźko, prezydent Sądu głównego, 
W. Frank, W. Becu, W. Borowski Leon i Rustern 
profesorowie; na sekretarza Franciszek Grzymała. 
Do obowiązków trzech najprzód wymienionych 
nale
ał nadzór nad porządkiem wewnętrznym 
i zewnętrznym, Frank obejmował część muzycz- 
ną, Becu i Borowski cenzurę i wybór dzieł, Ru- 
stem część malarską. Dyrekcya osobnem zawia- 
domiła nas pismem, 
e będzie raz na miesiąc 
odbywać posiedzenia i na pierwsze z tych za- 
prasza wszystkich artystów dla ułożenia warun- 
ków i wybrania z pomiędzy siebie re
ysera, któ- 
rego będzie obowiązkiem znajdować się na kat- 
dej sesyi Dyrekcyi.
		

/Skibinski_pamietnik0135_0001.djvu

			- 118 - 


Zebraliśmy się d. 5 października w miesz- 
kaniu prezesa. JW. Chrapowickiego. Posiedze- 
nie rozpoczął Leon Borowski przemową uczenie 
wypracowaną, od. Eschila a
 do dzisiejszych cza- 
sów, o wpływie poświęcających się artystów na 
moralność i ukształcenie obyczajów publiczności 
etc. Potem przeczytano warunki: uległość to- 
warzystwa względem Dyrekcyi, kary na uchybia- 
jących swoim obowiązkom, przez protekcyę tak 
znakomitych członków Dyrekcyi i przez ich sta- 
rania zapewnienie świetnej egzystencyi etc. Gdy- 
by się fundusz wło
ony wyczerpał, przyrzekała 
Dyrekcya zapomogę z prikaza obszczawo pri- 
zrienifa 127). Przystąpiono do obioru re
ysera, 
na którego koledzy jednogłośnie mnie nomino- 
wali, co te
 i Dyrekcya najchętniej zaaprobo- 
wała. Po sutem śniadaniu po
egnano wszyst- 
kich, mnie tylko z członkami Dyrekcyi pozosta- 
wiono na obiad. Nim ten podano, zasiedliśmy 
do ułotenia repertuaru na cały miesiąc. Zło
y- 
lem spis dzieł. Na pierwsze tedy przedstawienie, 
co by tu wybrać? Długo zdania były ró
ne, 
a najwięcej takich, 
eby zacząć od nowej sztuki. 
Nareszcie zapytano się o moje zdanie. "Podług 
mnie - odpowiedziałem - biorąc ekonomicznie, 
to nowa sztuka sama sprowadzi publiczność, 
a zabrałaby parę tygodni, nimby mogła być na- 


121) "Prikaz obszczestwiennawo prizrienija" czyli 
Urząd opieki publicznej.
		

/Skibinski_pamietnik0136_0001.djvu

			- 119 - 


le
ycie wyuczona; a tu ga
a aktorów rośnie co- 
dzień; kiedy na starą sztukę publiczność, przez 
całe lato wyposzczona, pójdzie choćby przez cie- 
kawość dla odświe
onego teatru. A za trzy dni 
mo
e jut być dane pierwsze widowisko". Zna- 
lazła moja uwaga przekonanie. Więc có
 dać? 
"Narodową-odpowiedziałem - sztukę, np. Gó- 
rale i krakow£ak£". W szyscy przyklasnęli mo- 
jemu wyborowi i reszta sztuk na cały miesiąc, 
bardziej gotowych i powtarzanych, a dwb nowe 
do nauki, wybrana została. Tygodniowy dytur 
na próbach i w teatrze został takte ułotony. 
Solwowano sesyę, protokół spisano i podpisano, 
a przy obiedzie toast za przyszłą pomyślność 
dopełnił reszty. Pierwsze przedstawienie poprze- 
dziły doniesienia, 
e się otwiera teatr pod Dy- 
rekcyą rządową. Wszystkie miejsca się zapeł- 
niły. Dyrekcya miała osobną lotę, zasłonioną 
kratką, z której robiła postrzetenia o grze akto- 
rów. Sztuka umiana poszła wyśmienicie, tak 
śpiewy jak i tańce. Po skończeniu wszystkich 
przywołano. Nazajutrz przy Kuryerze Wileńskim 
[Litewskim] ukazała się obszerna i nader po- 
chlebna recenzya dla Dyrekcyi i aktorów. Pierw- 
szy początek najtrudniejszYj dalej ju
 poszło jak 
po maśle. Między sobą takte podzieIiIiśmy za- 
trudnienia: kasa przy Rogowskim, zewnętrzne 
potrzeby i wewnętrzne przy Statkowskim, biblio- 
teka i role przy mnie jako retyserze, afisze i kon- 
trola biletów i maszyneryi przy Malinowskim 


..... 


.
		

/Skibinski_pamietnik0137_0001.djvu

			- 120 - 


i Szymkayle. Poniosłem nasz układ Dyrekcyij 
zaaprobowała. Prosiłem takle, jako mającej sto- 
sunki z pierwszą arystokracYą, aby chciała jej 
zaproponować abonament. Aktorów i muzykę 
wzięliśmy na kontrakty; wyrachowaliśmy, 
e trze- 
ba 10.000 na ich opłacenie, prócz ekspensu tea- 
tralnego, który miesięcznie 3000 wyniesie; do- 
chodzi procent od kapitału i ga
e akcyonaru- 
szów: trzeba najmniej 15000 zł. przychodu na 
miesiąc. Pomoc zatem abonamentu przez całą 
zimę była nam niezbicie potrzebna. Jakot zo- 
stał wkrótce ogłoszony i od 1 listopada się roz- 
począł. Mieliśmy z abonamentu zapewnione z lót 
samych więcej, nit połowę miesięcznej ga:ly, na 
lo
e zaś drugiego piętra, parter i galeryę liczy- 
liśmy na zapełnienie drugiej połowy, procentów 
i ga
y akyconaryuszów. 
W tymte czasie wzięliśmy do nauki wielką 
operę Jadwiga królowa Polska
 wówczas furorę 
w Warszawie robiącą. Sztuka ta potrzebowała 
wielkich nakładów, szczególniej garderoby ko- 
stiumowej z owych czasów i rozlicznej, wcho- 
dził bowiem lud krakowski, mieszczanie, rycer- 
stwo" świta królowej, damy, a szczególniej dwa 
ubiory Jadwigi kosztowne. Jako retyser wyra- 
chowałem, 
e na lud, czyli mieszczan obojej płci, 
potrzeba 40, na pancernych skrzydlatych rycerzy 
30, na senatorów 8, krzy
aków (prócz mistrza) 
6, przy Jadwidze dam 8 i 2 paziów. Teraz Ja- 
giełło z 8 przedniejszymi pany, a przy nich 24 


.
		

/Skibinski_pamietnik0138_0001.djvu

			- 121 


łuczników, 2 heroldów, 6 drabantów i 4 tręba- 
czy. Ogółem na 135 osób kostiumy. Ekono- 
micznie i skromnie wzięliśmy pod kredkę, poka- 
zało się najmniej 10.000 zł., prócz dwóch tysięcy 
na dekoracye do tej opery, zostawionych w War- 
szawie Sachettiemu; a dopiero tron i krzesła tro- 
nowe, szranki i t. d., stolarz, złocenie, pomalo- 
wanie przeszło złotych 200, zdublowanie orkie- 
stry i chórów 800 zł. 
Dwa miesiące uczyliśmy się; ju
 i dekora- 
cye przybyły z Warszawy. Na próby, prócz 
Dyrekcyi, wiele osób znakomitych przybywało. 
Wszyscy byli świadkami, ile krawców, stolarzy, 
malarzów pracowało nad przygotowaniem ubio- 
rów i dekoracyi. Powiedzieliśmy Dyrekcyi o po- 
niesionych kosztach. Przedstawiła to wojennemu 
gen. gubernatorowi i ten na zdublowanie ceny 
na trzy pierwsze przedstawienia pozwolił. Po 
wydanem obwieszczeniu tygodniem naprzód ju:t 
wszystkie lo
e były sprzedane. Trzy przedsta- 
wienia, sobota, niedziela i wtorek, przy natłoczo- 
nym odbyły się teatrze. Dochód z tych przed- 
stawień wynosił 1482 r. sr. Wydaliśmy na ko- 
stiumy, dekoracye, statystów, rzemieślników 12869 
zł. Dwa ubiory Jadwigi, w pierwszym: biała 
atłasowa suknia z bawetem ze złotej lamy i roba 
niebieska aksamitna z długim ogonem 75 r. s.; 
ubiór tronowy: ze złotej lamy, purpura karma- 
zynowa aksamitna z gronostajami, na której bia- 
łe orły ze srebrnych blaszek gęsto rzucone, ko- 
ł!
		

/Skibinski_pamietnik0139_0001.djvu

			- 122 - 


lorowe kamienie, których umyślnie z Petersburga 
sprowadziłem za 50 r.; z tych miała małą koro- 
nę na głowie, bransolety, kanak na szyję i szlak 
u dołu lamowej sukni; - te dwa tylko ubiory 
Kosztowały 198 rs. Opera okrzykami przyjęta 
była. Gazety, prócz pochwalenia gry aktorów, 
szczególniej Żony mojej, załączyły podziękowa- 
nia od publiczności dla Dyrekcyi, re
ysera, Kur- 
pińskiegó oraz dla malarzów Sachettiego i Gło- 
wackiego. Ukazanie się dekoracyi Rynku kra- 
kowskiego w akcie l-ym i komnaty Jadwigi 
w 3-im-kilkakrotnem brawem powitano. W ca- 
łem Wilnie mówiono tylko o pięknej operze Ja- 
dwidze. W kilka dni za
ądano znowu powtó- 
rzenia, wielu się bowiem obywateli okolicznych 
zjechało. JW. wojenny, obecnie przekonany, 
pozwolił jeszcze na dwa przedstawienia przy pod- 
niesionej cenie; z tych przybyło do kasy 1240 
1817. r. s. Przez karnawał daliśmy jeszcze Jadwig
 
kilka razy, a trzy razy w czasie kontraktów przy 
podniesionej cenie. Opera ta z innemi przed- 
stawieniami wróciła wyło
one na nią koszta 
i ga
ę 127a). 


127 a ) Pierwsze przedstawienie Jadwigi odbyło się 
l XI 1816. Dłutszą o niem reIacyę zanotował w swym 
Dziemzikt4 Teodor Krasiński. pisząc między innemi: "Sztu- 
ka ta reprezentowana była najpyszniej, jak nigdy nie wi- 
działem". (Obacz: Henryk Mościcki: Dziennik Teodora 
Krasińskiego, ucznia uniwersytetu wileńskiego w 1816 - 
) 818 r. "Rocznik Tow. Przyjaciół Nauk w Wilnie". 1910. 
Str. 100 i n.). 


'-
		

/Skibinski_pamietnik0140_0001.djvu

			- 123 - 


W tym
e czasie przybyła do Wilna sławna 
śpiewaczka Catalani 128). Ju
 warszawskie gaze- 
ty poprzedziły ją i doniosły o przyjęciu, jakiego 
doznała królowa śpiewaczek (tak ją nazywano). 
List N. cesarza Aleksandra otworzył jej salony 
gubernatora. W jednej z tych sal ogłoszono 
koncert, po 5 r. s. bilet. Któ
 nie był ciekawy 
usłyszeć tę europejską śpiewaczkę? Ja, ubogi 
artysta, lecz mający Żonę śpiewającą, zło
yłem 
temu złotemu posągowi na ofiarę r. 10. Có
 to 
były za ostentacye w przyjęciu jej: Frank w pro- 
fesorskim mundurze, chausse jak na bal, przyje- 
chał z nią razem; policmajster Szłykow asysto- 
wał do pierwszych drzwi, u których oczekiwał 
gubernator; ten wprowadził do sali; JW. wojen- 
ny, w pełnym mundurze, powstał ze swego miej- 
sca i przywitał uprzejmie. Wprowadzona przez 
powy
sze osoby na podniesienie, wspaniale ozdo- 
bione kobiercami i pomarańczowemi drzewami, 
zaśpiewała dwie krótkie cavatiny i waryacye Ro- 
dego. W ciągu jednej godziny koncert się skoń- 
czył, przynosząc 1500 r. s. Z taką, jak przyby- 
ła, ceremonią odprowadzona do powozu została. 
Wzrostu miernego, pełnej tuszy, gładkiej twarzy 
okrągłej, czarnych oczu i włosów, nie była Ca- 
talani pięknością, ale do ładnych nale
ała kobiet. 
Na drugi dzień daliśmy operę Jadwiga 


128) Catatani była w Wilnie nie w 1817. lecz w 1820 r. 
Dała dwa koncerty (23 i 29 kwietnia).
		

/Skibinski_pamietnik0141_0001.djvu

			- 124 - 


w jej i obojga Franków obecności. Po pierw- 
szym akcie przyszedł Frank na scenę do mojej 
Żony i powiedział, 
e jest przysłany od p. Ca- 
talani, aby podziękował za tak przyjemną siur- 
pryzę, bo nie była przygotowana słyszeć takiej 
śpiewaczki, znakomitej zarazem i talentem dra- 
matycznym. Nazajutrz za swoją lo
ę przysłała 
40 dukatów i parę biletów dla nas obojga na 
koncert swój, tego wieczora dany w sali resur- 
sowej. Po koncercie pani Frank przedstawiła 
moją Żonę królowej śpiewaczek, która powtórzy- 
ła komplement, powiedziany poprzednio przez 
Franka, i radziła udać się na parę lat za granicę 
dla usłyszenia śpiewaków, a szczególniej opery 
Rossiniego, dziś najpierwszej w Europie. Na trzeci 
koncert przysłała znowu bilety przez p. Lemoh 
fortepianistę, który towarzyszył jej w podró
y, 
akompaniował na fortepianie i dyrygował muzy- 
ką. Na po
egnanie Frankowie dali u siebie wie- 
czór muzykalny. Żona z panią Frank 
piewały 
duety, panna Vicini (córka doktora) na skrzyp- 
cach odegrała waryacye. Gubernatorowie wo- 
jenny i cywilny oraz pierwsze znakomitości tam 
śpiewaczkę po
egnały. 
Po tak ogromnej kontrybucyi, jaką ścią- 
gnęły Jadwiga i Catalani, która czwarty koncert 
dała na korzyść ubogich, wypadało dać odpo- 
cząć kieszeniom publiczności. Postanowiliśmy 
na lato wyjechać do Grodna, Świsłoczy i Białe- 
go Stoku, gdzie JW. Szczerbinin gubernator przed
		

/Skibinski_pamietnik0142_0001.djvu

			- 125 - 


kilku laty kazał odnowić teatr i zaprosił na otwar- 
cie Bogusławskiego z trupą 129). Sam zwolennik 
sztuk pięknych, miał przy sobie do osobnych 
poleceń sowietnika Gartkiewicza, zapalonego ama- 
tora teatru, znajomego mi z Wilna. Ten mnie 
przedstawił gubernatorowi, który, rad tak2:e z przy- 
bycia aktorów, polecił mu rozpisanie listów do 
sprawników, aby ci w jego, gubernatora, imie- 
niu zaprosili obywateli na pojawioną nowalię. 
Tymczasem prosił mnie, abym był u nieg.J co- 
dziennym gościem u stołu i zawiadamiał o ma- 
jących się odbywać próbach, na które przybywał 
regularnie z p. Gartkiewiczem. Po ka2:dej pra- 
wie próbie przynoszono do ogrodu (gdzie był 
teatr) śniadanie. Wieczorem w tym wspaniałym 
ogrodzie przygrywała pułkowa muzyka, na którą 
się zbierał piękny świat białostocki i przybyły 
na teatr z okolic. Mieszkanie mieliśmy przy 
teatrze. Było tam nam wesoło. Bawiliśmy od 
połowy sierpnia do końca września. Na ostat- 
niem przedstawieniu podziękowaliśmy guberna- 
torowi w uło2:onym wodewilu za łaskawe przy- 
jęcie. Po skończeniu p. Gartkiewicz w imieniu 
gospodarza zaprosił nas wszystkich na obiad, 
podany w ogrodzie z muzyką. Gubernator speł- 
nił toast pożegnania, my podziękowaliśmy i roz- 
jechaliśmy się. 


129) Teatr w Białymstoku odnowiono z polecenia 
senatora TheiIsa w r. 1808. Bogusławski bawił tu tegoż 
roku na jesieni.
		

/Skibinski_pamietnik0143_0001.djvu

			.... 


- 126 - 


1818. Rozpoczęliśmy kurs zimowy, lecz z odmien. 
nem bardzo powodzeniem od przeszłego. Cho- 
da2: prosiliśmy Dyrekcyę, aby się zajęła abona- 
mentem, do połowy zimy doczekać go się nie 
mogliśmy i nie doczekaliśmy. Dyrekcya, widząc 
niepowodzenie, przestała bywać na sesyach. 
Z miesiąca na miesiąc gaży aktorów nie mogli- 
śmy dopędzić, a o swojej ani myśleć. Podaliśmy 
prosbę do JW. gen. gubernatora, aby, stosownie 
do obietnicy, danej Dyrekcyi, rozkazał wydać 
z "prykazu" 3000 r. s., lecz z powodu niepew- 
nej hypoteki odmówił. 
Przybyła z Warszawy sławna najpierwsza 
artystka p. Ledóchowska, z matką swoją (z cza- 
sów Stanisława), - panią Truskolawską, i Werow- 
skim n0), na gościnne występy, za urlopem, na 
dwa miesiące. Uło2:ono repertuar z samych tra- 
gedyi, dram i komedyi. Opera w tych czasach 
nie będzie czynna,-więc zaproponowałem akcyo- 
nistom, 2:e będzie i dla nich 12:ej, skoro się kil- 
ka osób odłączy; 2:e przez ten czas zabawimy 
w Mińsku. Przyjęto projekt. Jako
 wraz po 
przybyciu do tego miasta zrobiłem układ z przed- 
siębiorcą Żukowskim do połowy kosztów i do- 
chodów i przybrałem kilka osób zdolnych. Ope- 
ry Mińsk pragnął, bo od lat kilku nie było jej. 
Jako
 przez ten czas zarobiliśmy na siebie. 


110) W lecie 1818 r. Ledóchowska była w Wilnie 
sama. dała 20 przedstawień. Z Werowskim przyjechała 
w maju 1821 r.; pozostawali do 9 XII 1822.
		

/Skibinski_pamietnik0144_0001.djvu

			- 127 - 


Przyjechał w tym czasie generał Włodek 
dla obejrzenia konsystującego w Mińsku pułku 
ułanów, którego pułkownikiem był Norsztein, 
gburowaty dla oficerów. Nazajutrz po przyjeź- 
dzie generała, w jego obecności, przy obluzie 
warty przed Ratuszem, oficer Odyniec, zaciąga- 
jący wartę, w czasie salutowania przed pułkow- 
nikiem ujął szablę w lewą rękę, a prawą tak 
mocno uderzył w twarz pułkownika, a2: mu kasz- 
kiet z głowy zleciał. Sam w tym momencie od- 
dał pałasz plac-majorowi i udał się na odwach 
do aresztu. Obluz się skończył, inny oficer za- 
stąpił aresztowanego. Posłano raport do do- 
wódcy korpusu. Przyszła wkrótce odpowiedź: 
Odyniec zdegradowany na szeregowca, a puł- 
kownik otrzymał dymisyę Ul). 
W końcu marca przybyliśmy do Wilna. 1819. 
Ju2: nie zastaliśmy gości, którzy mniej szczęśliwi 
byli od Bogusławskiego. Z dochodów zimowych 
pozostał dług, nale2:ne aktorom do ga2:y 1700 rs. 
Połowę tego zaspokoiliśmy benefisami, druga 
połowa została w sperandzie na kontrakty św. 
jerskie. Fortuna od początku zimy jak nas za- 
częła chłostać, tak tu chciała dopełnić swojej 


Ul) Skibiński nie wspomina wcale. że na jesieni 
tegoż roku był z toną w Warszawie; oboje występowali: 
on d. 1 X 1818 po komedyi PoPielaty człowiek grał sce- 
nę Sozyi z ftferkurym w Amfitryonie; ona w dwa dni 
później. 3 X. śpiewała w Janie z Paryża. (Obacz Ga- 
zet
 Warszawskq 1818 MM 78 i 79).
		

/Skibinski_pamietnik0145_0001.djvu

			- 128 - 


miarki. Na trzy dni przed kontraktami przybyła 
konna heca Finardiego, zło
ona z 80 jeźdźców 
obojej płci i koni. Nowość, jak zawsze, popłat- 
na, a tem bardziej liczyć mógł na powodzenie 
Finardi, piękny jak Apollo belwederski, 
ona 
świe
a jak Wenus, wychodząca z morskiej piany 
i dwie siostry jak hurysy z raju Mahometa. 
Wszystko, co miało bywać w teatrze, poleciało 
na hecę: młodzie
 i starzy za kobietami, a ko- 
biety za pięknym Włochem. A u nas podczas 
przedstawienia mo
na było doro
ką po parterze 
jeździć. 
Smutna przyszłość akcyonistów... Przez lato 
większy dług urośnie... Zatem ratujmy się póki 
czas jeszcze. Dyrekcya nas opuściła... Posta- 
nowiliśmy zwinąć naszą spółkę. Cały dochód 
z kontraktów rozdzieliliśmy pomiędzy aktorów, 
brakujące 300 rubli złożyliśmy: pokwitowali nas. 
Od tej chwili więc znowu przeszli do podziału, 
akcyonistom 4-ą część przeznaczając za u
ywal- 
ność biblioteki, garderoby, teatru i dekoracyi, do 
ekspiracyi kontraktu z Ka
yńskim. 
Pojechaliśmy do Zelwy i Świsłoczy, wróci- 
liśmy przez Grodno, w którem przypadały wy- 
bory. Te i jarmarki nad spodziewanie nasze do- 
brze się nam przysłu
yły. 
Po porównaniu naszych przychodów z wy- 
datkami w czasie trwania spółki, po potrąceniu 
ga
y, pozostały nam tylko w korzyści biblioteka, 
garderoba i dekoracye ju
 zu
yte. A coby to
		

/Skibinski_pamietnik0146_0001.djvu

			- 129 - 


było, gdybyśmy posłuchali Dyrekcyi, która chcia- 
ła z naszej biednej, mozolnie nabytej składki 
jeszcze zaprowadzić szkołę dramatyczną i balet. 
A 2:eśmy nie przyjęli tego projektu, to ich znie- 
chęciło i zaprzestali miesięcznych posiedzeń i dy- 
2:urowania. Sami sobie znowu zostawieni, pły- 
nęliśmy po obszernym oceanie bez 2:agli i wioseł, 
aby zarzucić kotwicę nadziei, dla której port sta- 
nowiło kilka oper i kilkanaście sztuk nowych. 
(Opery większe: Szarlatan Kurpińskiego, Guli- 
stan Dalayraca, Jan z Paryża Boieldieu'ego; 
mniejsze: Aleksander i Apelles
 Łaska Impera- 
tora Kurpińskiego, Bojomir i Wanda tego
, 
Kalif Bagdadu 132). 
Wzięliśmy się do nauki oper, bo te nam 
zawsze więcej przynosiły dochodu, i nie zawie- 
dliśmy się na nich. Wybory i karnawał posta- 
wiły nas w motności wypłacenia raty Ka
yńskie- 
mu i ogólnej ga2:y. Kontrakty tak2:e nam bez 
przeszkód przeszły pomyślnie. 


132) Gulistan, Hulla Samarkmzdy, tłom. Dmu- 
szewskiego.-Laska Imperatora, słowa Kotzebuego. tł. 
Dmuszewskiego.-Za11lek na Czorsztynie, czyli Bojomir 
; Wanda, słowa Józefa Krasińskiego. - Kalif Bagdadu, 
muz. Boieldieu'go. słowa St-Just'a. tłom. Dmuszewskiego. 
Pamiętnik Aktora. 10
		

/Skibinski_pamietnik0147_0001.djvu

			@


@

@

 


IV. 


1820. U projektowałem zrobić z Zoną woja2: po 
Polsce, szczególniej dla zwiedzenia stolic, jako 
to: Warszawy, Krakowa i Lw
wa. Schedę moją, 
z garderoby i dekoracyi składającą się akcyjną, 
nabył Statkowski (akcyonista) za kocz U2:ywany, 
który mi właśnie był potrzebny do podrÓ2:y. Bi- 
bliotekę, na mą część przypadającą, po nabyciu 
kilku oper przy sobie zostawiłem. Tak się urzą- 
dziwszy, po
egnawszy kolegów, wstąpiliśmy po- 
2;egnać księdza brata, proboszcza w Worono- 
wie lU). Ten nam wyperswadował, 2:eby dzieci 
nie narażać na niewygody podró
y i namówił, 
żeśmy u niego zostawili syna Wiktora i córkę 
Józię. Po trzech dniach p02:egnaliśmy kochane- 
nego brata z dziatkami i u
aliśmy się przez 
Gr
dno, Białystok do Warszawy. 


133) Woronów - miasteczko w pow. lidzkim przy 
trakcie do Wilna.
		

/Skibinski_pamietnik0148_0001.djvu

			- 131 - 


Chocia2: jut Bogusławski zdał wówczas an- 
trepryzę zięciowi, Lud. Osińskiemu, ale przy po- 
mocy kolegów: Dmuszewskiego, Kudlicza i Kur- 
pińskiego (jako wuja) wystąpiła moja Żona 
w trzech wielkich operach, to jest w Jadzidze
 
w Królowej Golkondy i w Janie z Paryża 1M). 
We wszystkich dobrze była przyjęta, przywoły- 
wana, a gazety jaknajpochlebniej opisały jej przy- 
jęcie. Po kilkotygodniowym pobycie udaliśmy 
się do Krakowa. 
Zastaliśmy towarzystwo przybyłe ze Lwo- 
wa, pod dyrekcyą J. N. Kamińskiego, znanego 
zaszczytnie w literaturze, szczególniej z wzoro- 
wych tłomaczeń Schillera i innych, z niemieckie- 
go języka, np. Dzwon, Wallenstein etc. Przed- 
siębiorcą i właścicielem teatru od lat 30 był p. 
Kluszewski, starosta brzegowski, niegdyś pan 
majątku milionowego, wykształcony w literaturze, 
językach, w sztukach wyzwolonych i artystycz- 
nych (VII). Jemu najpierwej zaprezentowałem się. 
Gdym wymienił swoje nazwisko: "Znam Pana- 
powiedział-od lat kilku jako zaszczytnie wspo- 
minanego w pismach peryodycznych i mocno się 
cieszę z jego przybycia". Oświadczyłem, tern 
przybył z Żoną w zamiarze zwiedzenia staro- 
dawnej stolicy i odegrania kilku ról gościnnych. 
"Towarzystwa mojego niema teraz w Krakowie, 


1
4) Skibińska nie występowała w r. 1820, lecz 
w 1818. Obacz odsyłacz N2 131.
		

/Skibinski_pamietnik0149_0001.djvu

			- 132 - 


ono w tym czasie zawsze wyje2:d1a na lato, 
a przez ten czas towarzystwo przybyłe ze Lwo- 
wa bawi tutejszą publiczność; a poniewa
 ono 
przybyło z kompletnym repertuarem, nie wiem, 
czy się znajdą sztuki, w którychbyście Państwo 

yczyli sobie ukazać się. Jabym radził się wstrzy- 
mać, póki nie skończą ze mną układu, a przez 
ten czas, 
e to w mieście kosztuje, prosiłbym 
o przyjęcie lokalu, który się znajdzie u mnie 
w pałacu; mam te
 na przedmieściach letnie do- 
my z ogrodami, gdzie mu będzie dogodniej; 
stołem i ekwipa
em tak2:e się podzielimy". Nie 
śmiałem przyjąć od człowieka tak mało mi zna- 
nego tylu ofiar razem. Przy podziękowaniu 
oświadczyłem, 2:e się naradzę z Żoną. 
Nazajutrz otrzymaliśmy zaproszenie na obiad, 
do letniego domu, znajdującego się na Piaskach. 
zostaliśmy tam przyjęci przez pannę Delii lU), 


1;ł:i) Estreicher nazywa ją DeliI (DeliIówna). Była 
Węgierką, "wyższego wykształcenia. biegła w muzyce 
i językach. Zrazu występowała jako artystka teatru nie- 
mieckiego. którego była ozdobą. górując urodą i ułote- 
niem. Pomimo niegodnego stanowiska swojego. umiała 
zaskarbić sobie szacunek w otoczeniu Kluszewskiego, bo 
była zacnego charakteru. łagodnego usposobienia i mo- 
ralna. Ukróciła marnotrawstwo Starosty. zaprowadziła ład 
w wydatkach. To oddziaływało na utrzymanie ładu w te- 
atrze..... Po jej śmierci "Starosta bolał mocno nad tą stra- 
tą. polecił wyprawić suty pogrzeb. błagał atoli aktora 
Zebrowskiego. zajmującego się tym pogrzebem: "Mon 
cherciu. nie żałuj grosza, byleby tylko księ1a nie śpie-
		

/Skibinski_pamietnik0150_0001.djvu

			- 133 - 


włoszkę, przyjaciółkę Kluszewskiego. Przyjęła 
nas w bardzo ozdobnym salonie. Wkrótce nad- 
jechał i starosta. Przy obiedzie dał poznać, jak 
obszerne posiada wiadomości z literatury i sztuki 
dramatycznej i muzycznej. Po obiedzie prze- 
szliśmy do małego ale prześlicznie urządzonego 
ogrodu w guście stanisławowskim. Starosta był 
ulubieńcem króla; ledwie miał lat 16, jU2: go król 
umieścił w swojej przybocznej kancelaryi, a we 
dwa lata potem dał mu starostwo brzegowskie. 
Gdyśmy wrócili do salonu, prosił gospo- 
darz, aby Żona coś zaśpiewała, co te2: i uczy- 
niła z najwy2:szem zadowoleniem obojga słucha. 
jących. Ponowił potem namowy, aby przez ten 
czas, póki bawi lwowskie towarzystwo, nie wy- 
stępować na scenie, bo musiałby być podział 
między nim a lwowskimi i po potrąceniu eks- 
pensu teatralnego bardzoby mała część nam przy- 
padła; kiedy tymczasem po ich wyjeździe mo2:na 
mieć połowę. "Przez ten czas-kończył-bardzo 
mi będzie miło, je2:eli Państwo nie odmówią 
przyjęcia tego lokalu, a na ka
dodzienny obiad 
zapraszam do pałacu". Pierwsze przyjęliśmy, 
a co do drugiego - mieliśmy ze sobą kucharkę 
i słU2:ącego. Podziękowawszy najpiękniej, po- 


wali". Nie chciał atoli ks. Kawski. wiodący kondukt. 
usłuchać tej dziwacznej pretensyi i odpowiedział: ..Mógł 
on ją kochać za tycia. niechte ją kocha i po śmierci". 
Poczem zaintonował pieśń pogrzebową". (Estreicher. 
Tealra I 234-5).
		

/Skibinski_pamietnik0151_0001.djvu

			- 134 - 



egnaliśmy się i nazajutrz z hotelu Knotza prze- 
prowadziliśmy się na Piaski. 
Mając dosyć czasu zwiedziliśmy wspaniałe 
świątynie Krakowa, które nam przypominały daw- 
ną zamotność Polski. Katdy krok, zrobiony w tej 
starotytnej stolicy, przypominał ubiegłą jej wiel- 
kość, wszystko nas rzewnie zajmowało, a do- 
pieroż gdyśmy weszli na Wawel, ujrzeli zamek, 
rezydencyę królów, a przy nim katedrę, ukrywa- 
jącą ich popioły... Niema tak wyrodnego Pola- 
ka, któryby, przestąpiwszy progi tej świątyni, nie 
był najwytszą czcią i uczuciem przejęty! Wła- 
śnie ten smutno-uczuciowy paroksyzm i nas owio- 
nął. Cisza panowała grobowa. Długośmy stali 
na jednem miejscu, nie przemówiwszy ani słowa, 
jak gdybyśmy się obawiali obudzić ze snu wiecz- 
nego panujących i ich dygnitarzy, sławnych orę- 
tem, piórem i świętymi obyczajami. Na naj- 
pierwszego z tych zwróciliśmy naszą uwagę, 
obudzoną przez dziada kościelnego, który nam 
wskazał po samym środku stojący jakby za szta- 
chetami grób św. Stanisława Szczepanowskiego, 
biskupa krakowskiego. Ciało jego leży w srebr- 
nej trumnie, wspartej na 4-ch aniołach. Za tem 
ujrzeliśmy ambonę, bogate stalle i wspaniały 
wielki ołtarz, w którym Chrystus rozpięty. Obok 
ołtarza tron, niegdyś królów, miejsce namaszcze- 
nia i koronacyi, dziś biskupa dyecezyalnego, ks. 
Woronicza, znanego zaszczytnie w literaturze du- 
chownej, szczególnie z kazań bogatych wykła-
		

/Skibinski_pamietnik0152_0001.djvu

			- 135 - 


dem ewangelicznym, gładkim stylem i czystością 
języka. Pod wielkim ołtarzem grób Jadwigi, 
tony Władysława, pamiętnej połączeniem Litwy 
z koroną. Za ołtarzem - Jana III Sobieskiego, 
sławnego pogromcy Turków i oswobodziciela 
Wiednia. Dalej, w czarnej marmurowej kaplicy, 
grób Stefana Batorego... 
Lecz zboczyłem z drogi. Przedsięwziąłem 
pisać pamiętniki z tycia mojego, a ciekawych 
odsyłam do dziełka Ambrotego Grabowskiego 
p. n. Opisanie Krakowa i jego okolic. My tak- 

e zapragnęliśmy je poznać, zwiedziwszy przez 
dni kilka, cokolwiek godnego widzenia było 
w mieście: uniwersytet Jagielloński, gabinety, bi- 
bliotekę, okazaniem której zatrudnił się sam uczo- 
ny Samuel Bandtkie (wydawca Historyi polskiej 
z rycinami, którą mi sam ofiarował i przypisał na 
pamiątkę). Znajomość z tym wa
nym członkiem 
była w późniejszym czasie dla mnie utyteczna. 
Dla zwiedzenia okolic przysyłał nam swój 
powóz Starosta, który po upłynionym tygodniu, 
zaprosiwszy nas na obiad, zaczął opowiadać 
o korzyściach, jakie mogą być z teatru w Kra- 
kowie; pokazywał księgi za lat kilkanaście i na- 
legał bez ceremonii, teby, nie czekając wystę- 
pów gościnnych, zrobić układ stały. My z Zoną, 
widząc pełny teatr na przedstawieniach lwow- 
skich, wzięliśmy to do domu dla wspólnego na- 
radzenia się, tern bardziej, że się nam obojgu 
Kraków nadzwyczajnie spodobał.
		

/Skibinski_pamietnik0153_0001.djvu

			- 136 - 


Upłynęło parę dni, udałem się do Starosty. 
Po kilkogodzinnej rozmowie nie chciałem zobo- 
wiązywać się na ga
ę. Zaproponował dyrekcy«: 
teatru. Nie znając jego towarzystwa, z jakich 
członków złotone, obawiałem się przyjąć. Na- 
reszcie zaproponował wspólnictwo, wykazał do- 
chód, jaki miał z trzeciej części od lwowskiego 
towarzystwa, tudziet zamo
ność swą w gardero- 
bie, dekoracyach. a szczególniej w bibliotece mu- 
zycznej, bogatej w opery, nawet nieodegrane 
w polskim, tylko w niemieckim języku. Słowem, 
królewski ten dyplomata tak mi zakręcił głowę, 
te się na spółkę trzyletnią zdecydowałem. Mia- 
łem na uwadze, ile opery robiły w Wilnie i ile 
w tym czasie w Krakowie, chociat nie było w tru- 
pie lwowskiej ani śpiewaczek ani śpiewak6w. 
Przewidywałem, te opera dobrze dobrana, po 
sprowadzeniu tenorysty i basisty z Wilna, z miej- 
scowymi Starosty nicby do 
yczenia nie pozo- 
stawiała. W tym sensie zrobiłem propozycyę, 
którą przyjął i wyprawił mnie swoimi końmi. 
Z tych jeden pod NowelD Miastem zachorował, 
te go musiałem zostawić; drugi zakulał tak, te 
ledwom piątego dnia dowlókł się do Warszawy, 
skąd zaraz napowrót z niebardzo grzecznym li- 
stem konia odesłałem. 
Tydzień tym razem tylko bawiłem. Załat- 
wiwszy korespondencyę z artystami o nowe sztu- 
ki i opery, udałem się do Wilna przez Woronów 
dla ujrzenia co prędzej dziatek i brata. Zastałem
		

/Skibinski_pamietnik0154_0001.djvu

			- 137 - 


je hote i rumiane. Po wypoczynku dwudnio- 
wym, przybywszy do Wilna, zastałem towarzy- 
stwo w bezkrólewiu; jedni przyłączali się do Ka- 
tyńskiego, inni nie chcieli. Zaleski tenorysta, 
Fiszerowie i Szymkayłowie przyjęli moją propo- 
zycyę najchętniej i we trzy tygodnie wybraliśmy 
się z Wilna 136). Potegnałem w Woronowie bra- 
ta i zabrałem dziatki, poczem pu
ciliśmy się 
przez Lublin i Staszów do Krakowa. Pod Pro- 
szowicami omałośmy się nie potopili, tak wielkie 
były roztoki (był to koniec października). Samo- 
war niepospolitą rolę grał w tym czasie, bo gdzie 
go się zdarzyło nastawić, mnóstwo wnet ludzi 
schodziło się jak na dziwowisko oglądać tę do- 
tąd nieznaną u nich maszynę. Tak było na 
drodze, a nawet i w samym ju
 Krakowie, do 
którego przybyliśmy 25-go. 
Mój spólnik, obowiązany podług kontraktu 
z senatem zacząć zimowe przedstawienia d. 1 li- 
stopada, rad był, teśmy przybyli i chciał, aby- 
śmy w tym dniu rozpoczęli. Lecz nie byliśmy 


136) Zaleski Łukasz (ur. 1785 t 22 XII 1833 w Lu- 
blinie). Debiutował w Warszawie 6 XII 1810 w roli Mar- 
grabiego (op. Zazdrości wieśniacze). Do Krakowa przy- 
był nie razem ze Skibińskim. lecz dopiero z początkiem 
lata 1821 r.; pierwszy raz wystąpił 10 VII jako Apelles 
(wop. Kurpińskiego). - Równiet i co do Piszerów myli 
się Skibiński. gdy t przyjechali oni znacznie później. 
Pierwszy występ Piszera w Krakowie odbył się 20 XII 
1821 w trag. Inez de Castro (Don Pedro).
		

/Skibinski_pamietnik0155_0001.djvu

			- 138 


w komplecie i jego trupa jeszcze nie zjechała. 
Starosta w największym ambarasie. "Na miło
ć 
Boga-prosi,-teby choć małe wybrać sztuczki, 
bo stracę przywilej od Senatu'" . (Mial go na 
lat 12) 131). Pomimo naj szczerszych chęci dopie- 
ro na d. 5-y listopada przygotowaliśmy, i to sa- 
me małe sztuczki, jako to: komedyjkę Nat'zeczr- 
ni i operetkę Echo (EIsnera); w pierwszej wy- 
stępowali oboje Szymkayłowie, w drugiej ja 
z Żoną 138). Małe sztuczki - mało też przyszło 
i publiczności, a ci, co przyszli, byli to zwolen- 
nicy lwowian, których chciano zatrzymać, o czem 
nie mogłem wiedzieć, odjechawszy do Wilna lS!I). 
Przyszli tedy, jak to mówią, szukać dziury na 
calem i, prawdę powiedziawszy, po smacznym 
obiedzie, danym przez lwowian, a złotonym z no- 
wych sztuk i oper: Jana z Paryża i Łokietka tłO); 


I:1) Nie na lat 12. lecz na 10, do maja 1827 r. 
138) Nie 5. lecz 9 listopada rozpoczęto przedsta- 
wienia. Program pierwszego był następujący: Narzecze- 
"i" k. w 1 a. z francuskiego (l-y raz w Krakowie); Echo 
w lesie" op. w l a. EIsnera. słowa Pękaiskiego; Szkoda 
wqsów" kom.-op. w l a. Dmuszewskiego. (Estreicher. 
Teatra I 217; Gazeta Krakowska 1820. N2 90). 
13g) Według Estreichera (Teatra I 216-7) kom- 
panię lwowską zmusiły do odwrotu koncerty Catalani.- 
W Krakowie bawiła kompania od 13 VllI do 25 x_ Re- 
pertuar za cały ten czas podaje Pepłowski: Teatr polski 
we Lwowie" str. 97-8. 
140) Król Łokietek" czyli W;ś!iczanki" op. w 2 a. 
EIsnera. słowa Dmuszawskiego.
		

/Skibinski_pamietnik0156_0001.djvu

			- 139 - 


nasze przygrzewane (bo stare) nie mogły wzbu- 
dzić apetytu wybredzającej publiczności. Przy- 
jęcie komedyi było chłodne (chociat odegrana 
dobrze), szczególne m zaś szczęściem operetka 
wycisnęła kilka oklasków. Po ukończeniu zasz- 
czycono nas przywołaniem. Dochód z tego przed- 
stawienia zaledwie pokrył dzienny wydatek tea- 
tralny. Taki był początek mojej spółki... 
Przybyła i trupa Starosty Ul); zaczęliśmy 
wystawiać większe sztuki, lecz na nowe dłu
sze- 
go trzeba było czasu do nauki, a tu grać podług 
kontraktu trzeba w katdy czwartek i niedzielę. 
Starą tedy garderobę łataliśmy nowoprzybyłemi 1821- 
osobami z Wilna 1(2). Tak upłynął cały mie- -1829. 
siąc lU). Publiczność nie śpieszyła się na dawne 


at) Trupa Starosty. prócz nowoprzybyłych z Wil- 
na. składała się z następujących osób: Wenc1ówna. Go- 
recka. Kochanowska. Rubinowska; Włodek. Lasocki. Że- 
browski. Zawadzki. Sobieski. Milewski. Stasicki. Narczyń- 
ski. Wygrzewaiski. Franke. 
1ł2) W ciągu dwóch pierwszych miesięcy wysta- 
wiono jednak parę nowych sztuk. oprócz wymienionej 
w programie inauguracyjnego przedstawienia kom. Na- 
rzeczeni: d. 12 XI grano po raz pierwszy l-aktową kom. 
z franc. p. t. Skutki reduty
 d. 26 XI op. Dmuszewskiego 
Nagroda, czyli Wskrzeszenie Królestwa Polskiego, d. 
24 XII kom. w l a. Picard'a p. t. Protekcya. 
1ł3) Od tego miejsca at do opisu wydarzeń. przy- 
padających na r. 1830. w Pa1JZi
h,iktt. zapanowuje taka 
gmatwanina faktów j dat. te niepodobieństwem jest usta- 
lenie chronologicznego porządku w opowiadaniu. Ująwszy 
przeto cały okres w ramy dwóch krańcowych dat (1821-
		

/Skibinski_pamietnik0157_0001.djvu

			- 140 - 


sztuki. Po wypłaceniu aktorom gaty miesięcz- 
nej okazało się; te nietylko sam z Zoną darmo 
pracowałem, ale musiałem do połowy dopłacić 
brakujących 138 talarów! a podrót do Wilna 
i sprowadzenie aktorów kosztowały 219 talarów... 
Povero Impresario!.. Zapłakaliśmy z Żoną... Ze- 
by was nie nudzić, moje dzieci, opowiadaniem, 
powiem tylko, te i drugi miesiąc podobny był 
pierwszemu, bo tak
e dołotyłem 95 talarów. 


1829), poprzestać tylko musimy na zaznaczaniu przy od- 
powiednich ustępach, którego mianowicie dotyczą roku. 
Dla ułatwienia zaś czytelnikowi oryentacyi. niezaletnie 
od takich uwag w odsyłaczach. podajemy na tem miejscu 
rodzaj itinerarium Skibińskiego za cały ten przeciąg czasu. 
Za podstawę do takiego zestawienia posłutyły prze- 
dewszystkiem roczniki z odpowiednich lat Kurjera War- 
szawskiego, w których sporo stosunkowo znajduje się 
materyału do ustalenia dat tyciorysu naszego artysty. 
Uzupełnień dostarczyły poszczególne prace. w pierwszym 
rzędzie Estreicher. następnie zaś wyciągi z czasopism kra- 
kowskich. objęte Kronikq tego miasta. ogłoszoną przez 
d-ra Klemensa Bąkowskiego w tomach 27. 30 j 42 Bi- 
blioteki Krakowskiej. Wskazówki zwłaszcza. czerpane ze 
współczesnych gazet, niechybną stanowią informacyę; na 
nich więc nalety opierać ścisłość ponitszego zestawienia. 
jak równiet im jedynie zawierzyć następnie w wypadkach 
niezgodności z tekstem Pami(tnika. 
1821 jesień \ ' 
1822 zima, wiosna J Krakow 
" lato Kalisz. Poznań, Kalisz 
· jesień \ k' 
1823 zima. wiosna I Kra ow
		

/Skibinski_pamietnik0158_0001.djvu

			- 141 - 


Przez ten czas poznało się ze mną kilka 
osób z publiczności. Ci, ze współczuciem na 
moje połotenie, otworzyli mi oczy, 
e w czasie 
mojej niebytności chciano Kamińskiego trupę za- 
trzymać chociat jeszcze na jeden miesiąc; 
e cała 
publiczność, zebrana w teatrze, o to krzyczała, 
lecz Starosta nie pozwolił, czem naraził sobie 
i rząd i publiczność, która sobie dała słowo nie 
chodzić do teatru lU). Jeszczem się lepiej o tej 
smutnej prawdzie przekonał, odebrawszy kilka 
bezimiennych listów. 


1823 lato Kielce. Radom. Płock 
" jesień Lwów 
1824 zima Lublin 
" wiosna Warszawa 
" lato ? 
"jesień \ 
1825 zima J Wilno 
" wiosna. lato ? 
"jesień } 
1826 zima. wiosna Kraków 
.. lato Poznań. Kalisz. Płock 
" jesień } . 
1827 zima LublIn 
"wiosna Radom 
.. lato Siedlce 
.. jesień \ 
1828 zima J Wilno 
.. wiosna Grodno 
.. lato Lublin 
jesień } 
1829 zima Kraków 
I") Obacz odsyłacz .N2 139.
		

/Skibinski_pamietnik0159_0001.djvu

			- 142 - 


Tymczasem i trzeci miesiąc upłynął z ta- 
kiem
e powodzeniem. Lecz postanowiłem koniec 
temu połotyćl Udałem się do Starosty i oświad- 
czyłem: "Oto moje 78 talarów, które dopła- 
cam za trzeci miesiąc z kieszeni, sam dotąd za 
moją i Zony pracę nie wziąwszy ani grosza; 
lecz zapowiadam, te od dnia dzisiejszego ani 
dopłacać, ani występować na scenę nie myślę. 
Mam za sobą słuszność. Nie wiedząc o niczem, 
trafiłem na otwartą wojnę, którą Pan toczysz 
z rządem i z publicznością.. Łatwiej temu, kto 
ma pałace, ale ja, biedny artysta, nie po to przy- 
byłem, 
ebym grosz cię
ko zapracowany na tej 
spółce przemarnował. Wiele 
yczliwych mi osób 
wyjaśniło, co się tu święci. Oprócz ustnych po- 
dań, przysłano mi ich kilka na piśmie. Oto 
są".-"Bolałem sam-rzekł - nad przykrem po- 
ło
eniem Pana i szukałem środków zaradzenia 
temu. Wszystko da się zrobić, tylko mnie Pan 
nie opuszczaj" .-"Ju
-em postanowił, bo prócz 
spodziewanych materyalnych korzyści, opinię mo- 
ją nara
am, którą więcej nad pieniądze cenię!. 
Na te słowa sześćdziesięcioletni arystokrata upadł 
przede mną na kolana, mówiąc: "Wszystkie stra- 
ty poniesione powrócę, tylko nie daj moim 
nieprzyjaciołom tryumfować nade mną. Stracę 
w tym kursie chętnie choćby 1000 dukatów, ale 
utrzymam przywilej i swój honor. Nie odma- 
wiaj mi tylko swojej przyjaznej pomocy. Uwal- 
niam ze spółki, przyjmij tylko dyrekcyę z osob-
		

/Skibinski_pamietnik0160_0001.djvu

			- 143 - 


nem za to wynagrodzeniem. Nie odmawiaj na 
Boga, proszę... u Łzy starca przeniknęły mnie 
do 
wego, a przytem myśl: gdzie z małemi 
dziećmi puszczać się w podró
 przed zimą? ka- 
zała się zastanowić. Zniewolony tern, przyrze- 
kłem się zająć dyrekcyą. Podarliśmy kontrakt 
spółki, wraz został napisany drugi, w którym 
gaża 35 dukatów (z dyrekcyą). Stratę 3-mie- 
sięczną, do 3000 wynoszącą, zwrócił mi Staro- 
sta, nadto trzy benefisy bez opłaty l/s części 
właścicielowi miałem zapewnione. 
Tym sposobem odetchnąłem, uchroniwszy 
zapasik od straty. Wziąłem się szczerze do pra- 
cy, gdy
 postanowiłem zwalczyć słabą opinię, 
powziętą przez nieprzyjaciół Starosty o moich 
wileńczukach. Sprowadzoną przeze mnie z Wie- 
dnia operę Jan z Paryża
 okrzyczaną przez zwo- 
lenników lwowskich artystów, dla samego po- 
równania dałem do nauki, aby tamtych. pobić 
tąż samą bronią. Dla Szymkayłowej i Fiszera 
wybrałem Cyda
 tragedyę, w której z uniesieniem 
przyjmowano ich w Wilnie. Jakoż nie omyliłem 
się, przedsięwzięcie moje pomyślnym zostało 
uwieńczone skutkiem, bo, prócz częstych oklas- 
ków, przywołaniem, chociaż nielicznej, publicz- 
ności zaszczyceni zostali. Wkrótce te
 i z jał-4 
nem z Paryża wystąpiliśmy. Nad nasze spo- 
dziewanie wszystkie lo
e i inne miejsca były 
zapełnione; więcej ni
 połowa przyszła dla kry- 
tyki. WszystkQ to przewidziałem i dla tego chóry 


,
		

/Skibinski_pamietnik0161_0001.djvu

			- 14-1 - 


nawet obsadziłem lepiej, ni
 to było u lwowian, 
a o role a
 nadto byłem spokojny, wiedząc, że 
dokładniej będą wykonane, bo czyste głosy mu- 
siały mieć przewagę. Jakot przyjęcie było ozię- 
błe a
 do finału pierwszego aktu, w którym się 
ukazała księ
na Nawary. Tu dopiero stronnicy 
tamtych usłyszeli różnicę w głosie i metodzie 
i machinalnie w połowie aryi zagłuszyli śpiew 
rzęsistymi oklaskami. Po skończqnej aryi to sa- 
mo się powtórzyło, a po akcie cała ju
 publicz- 
ność śpiewaczkę przywołała. W akcie drugim 
zniknęły fałszywe uprzedzenia, ka
dy numer śpie- 
wu przyjmowano rzęsistymi oklaskami. Po skoń- 
czeniu opery najprzód moją Żonę, potem Zale- 
skiego (Jana), Fiszera (marszałka dworu) i mnie 
(ober
ystę). nakoniec jeszcze raz drugi nas oboje 
przywołano. Tak tedy tą samą bronią zwalczy- 
łem uprzedzenie. Gazeta, przez cztery miesiące 
milcząca. raczyła nas zaszczycić pochlebnym ar- 
tykułem, pisząc, że Kraków nie pamięta opery 
polskiej tak dobrze dobranej, a pani Skibińska 
byłaby ozdobą pierwszych stolic Europy 14i1). Za- 


lU) Opera Jan z Paryża wystawiona była 15 VII. 
Nie mając afisza. nie motemy ustalić. jaka była obsada; 
wszak
e co do Fiszera myli się Skibiński. gdy t artysta 
ten w tym czasie nie był jeszcze w Krakowie. Co do re- 
cenzyi. to zapewne miał nasz Pamiętnikarz na myśli 
wzmiankę z powodu wystawienia op. Aleksander i APel- 
les (lO VII. I-y występ Zaleskiego): "Nigdy opera polska 
w Krakowie. nie była tak świetną. jakby teraz być m. o - 


..
		

/Skibinski_pamietnik0162_0001.djvu

			- 145 



ądano powtórzenia Cyda
 na którym tym razem 
zapełnił się teatr i panią Szymkayłową uznano 
za znakomitą tragiczkę. Dałem potem umyślnie 
starą tragedyę Śmierć Ahla U6), w której Fiszer 
w roli Kaina, jak przedtem w Wilnie, tak 
i tu równie
 zyskał niezapomnianą sławę. Jan 
z Paryża także na żądanie został powtórzony. 
Po nim opera nowa Tankred (Rossiniego) była 
ulubionem publiczności widowiskiem. 
Kraków, jak wy
ej wspomniałem, bardzo 
nam się podobał. Postanowiliśmy w nim za- 
mieszkać. Jako
 kupiłem dom od Zagórskiego 
przy ulicy Szwedzkiej [sic], trzypiętrowy, czwarty 
od Rynku głównego czyli Sukiennic, pamiętny 
z wielu względów, w nim bowiem był teatr, póź- 
niej, gdy Starosta wymurował nowy, odbywały 
się kasyna, a następnie loża wolnomularska 
urządzała swoje posiedzenia, zanim W. mula- 
rze nie ukończyli na Wesołej budowy domu 


gła; wyjąwszy kochaną orkiestrę. która przez własne za- 
niedbanie niektórych członków. w mierności wiecznej zo- 
stawać sobie tyczy. Pani Skibińska godnego siebie mając 
teraz współzapaśnika melodyi, zdaje się, jakoby podwa- 
jała swój nieoceniony talent". (Telegraf M 28 z 1821 r.. 
cytowane według Kroniki krakowskiej dra K. Bąkow- 
ski ego. cz. II 138). 
1ł6) Wystawiona nie w ciągu tego kursu. lecz do- 
piero 28 XII 1821 na dochód Fiszera. wkrótce po przy- 
jeździe jego do Krakowa. Śmierć Abla, trag. w 3 a. 
Gabryela Legouve'go. tłom. Wilh. Orsetti. 


Pami
tnik Aktora. 


11 


\
		

/Skibinski_pamietnik0163_0001.djvu

			- 146 - 


z' ogrodem (po skasowaniu lo
y darowany na 
klinikę) H7). 
Zbliżał się ku schyłkowi kwiecień. D.8 ma- 
ja przypadały imieniny prezesa Senatu, JW. Wo- 
dzickiego. Udałem się do Starosty z przełote- 
niem, że, jako naczelnikowi Rzeczypospolitej 
wolnego kraju, wszystkie władze winszować będą; 

eby i teatr miał w tem jakiś udział. Z począt- 
ku słuchać o tem nie chciał Starosta. Przekła- 
dałem, 
e tym postępkiem złagodzi umysły nie- 


1ł1) Dom przy ul. Szewskiej (Szwieckiej, jak daw- 
mej wymawiano, skąd zapewne pisownia. utyta przez 
Skibińskiego) N1 333, dziś 8.-Z dokumentów odnośnego 
fascykułu w aktach hipotecznych wolnego m. Krakowa 
(Archiwum aktów dawnych) powziąć motna o domu tym 
następujące wiadomości: 
W r. 1820 właścicielami są: Jan Nep. i Magdalena 
Richterowie. D. 3 VII 1821 dom sprzedano sądownie za 
11699 złp. 21 gr. z powodu długów i zapisów fundacyj- 
nych. W r. 1824 jako nowonabywca figuruje Ignacy Za- 
górski. D. 4 IV 1837 ogłoszono Iicytacyę na kamienicę 
opustoszałą Kazimierza Barankiewicza. D. 13 IV tegot 
roku figuruje jako właściciel Kazimierz Skibiński. dla za- 
spokojenia bowiem jego. jako wierzyciela. kamienicę na 
mocy reskryptu senatu rządzącego z d. 3 I 1837 M 7525 
wystawiono na sprzedat w drodze sądowego wywłasz- 
czenia. 
Powytsze dane nie potwierdzają kategorycznie tego, 
co Skibiński obecnie j w dalszym ciągu o domu pisze. 
(W edług Pami
/nika sprzedat Barankiewiczowi nastąpiła 
w r. 1832). Nie jest jednak bynajmniej wykluczone. te 
Skibiński kupił dom od Zagórskiego istotnie w r. 1821 
Mote tytuł własności w r. 1824 posiadał Zagórski w po-
		

/Skibinski_pamietnik0164_0001.djvu

			- 147 


chętnych i na przyszłym sejmie może wpływ 
korzystniejszy wywrzeć na stan teatru. Panna 
Delii, uważając w dobrej radzie mojej korzystną 
wróżbę, nie przestała popierać mego projektu. 
Nareszcie zniecierpliwiony zezwolił, z warunkiem, 

eby sam nie był skompromitowany ani nara
o- 
ny na jaką subiekcyę. 
Wybrałem sztukę Pan dohry ojcem podda- 
nych 148), ze śpiewami, stosownym wodewilem 
i kantatą przy przezroczu i iluminacyi teatru ze- 
wnątrz i wewnątrz. W dzień imienin, kiedy wszyst- 
kie władze i konsulowie dworów: rosyjskiego, 
austryackiego i pruskiego składały swoje życze- 
nia, i ja w imieniu towarzystwa artystów i dy- 


dobny sposób, jak Skibiński w r. 1837? W katdym razie 
szczupłe te wiadomości wskazują na bardzo zagmatwaną 
hipotekę, co zupełnie zgadza się z późniejsze mi wzmian- 
kami w Pamit:tniktl o związanych z tem przykrościach 
i stratach. 
Szczegół co do teatru w owym domu N2 333 jest 
nieprawdziwy. taden z historyków sceny krakowskiej o tem 
nie wspomina. Lota w. m., o ile istotnie tu była, to 
mogło to być tylko przed r. 1790. tego bowiem roku w dn. 
18 III zamknięto lotę Przesqd zwycit:żonYJ poczem do r. 
1810 "śladu nie było mason ii w starym grodzie Polski". 
Gdy lotę - pod dawną nazwą: Przesqd zwycit:żony - 
otwarto ponownie. w d. I III 1810, mieściła się ona jut 
na Wesołej, w domu Likego. - W Spisie braci masonów 
naletących do tej loty w r. 1822 figuruje "Skibiński Kaź. 
Artysta dram.... jako posiadający 3-d stopień, i. j. stopień 
mistrza. (Obacz: Załęski Si. Ks., O masonii str. 158 idod). 
1ł8) I-Vesele krakowskie. Obacz odsyłacz M 37.
		

/Skibinski_pamietnik0165_0001.djvu

			- 148 


rekcyi zło
łem je takte, a wyszedłszy od pre- 
zesa, udałem się do pokojów jego małżonki 
i podałem afisz, wybity na atłasie, z prośbą, aby 
raczyli zaszczycić oboje swą przytomnością nasz 
teatr. Z uderzeniem g. 7 -ej przybył dostojny so- 
lenizant z familią do wielkiej lo
y, ubranej wada- 
maszki i kobierce. Publiczno
ć. tłumnie zebrana, 
przywitała okrzykiem swego prezesa. W ciągu 
sztuki przy każdej aluzyi do niego zrywały się 
huczne oklaski. Przy kantacie powstał soleni- 
zant i kłaniał się nam ku scenie. Na drugi dzień 
o g. 11. ej pojechał z wizytą do Starosty, po któ- 
rej tenże przysłał do mnie intendenta teatru 
Kwiatkowskiego. Gdy przyszedłem, z żalem mi 
wymawiał, że przewidział, iż będzie nara
ony na 
subiekcyę. "Ja - mówił, - który od 12 lat zer- 
wałem towarzyskie stosunki i nikt u mnie, ani 
ja u nikogo nie bywam, teraz zmuszony jestem 
złamać postanowienie i z rewizytą pośpieszyć do 
prezesa, który tylko co stąd odjechał". 149). - 
"Wizyta tak wa
nej osoby - odpowiedziałem- 
nie mo
e być inaczej uwa
ana, tylko jako po- 
chlebna wróżba na przyszłość, we wczorajszem 
bowiem przyjęciu sztuki nietylko miał udział zu- 


HII) Kluszewski ..otaczał się zwykle towarzystwem 
więcej stąd zalecanem, te złotone było z ludzi wykształ- 
conych. nit z domów pańskich ród wiodących. słowem 
tył prawdziwie po wygodnemu. od nikogo nie zawisły 
i w tym stanie niepodległości umarł". (Ambroty Grabow- 
ski, Wspomnienia, II 55)
		

/Skibinski_pamietnik0166_0001.djvu

			- 149 


pełnego zadowolenia sam solenizant z familią, 
ale i cała tłumnie zebrana publiczność((. Panna 
Delii, niemogąca ukryć swego ukontentowania. 
przewidując koniec niesnasek między rządem 
a publicznością, całej kobiecej użyła wymowy, 
tak dalece, 
e się Starosta uspokoił i oddał re- 
wizytę. 
Tymczasem, jako podług kontraktu kurs zi- 
mowy się skończył 150), postanowiłem zabrać to- 
warzystwo na letnie przeżycie. I tak z końcem 
maja udaliśmy się do miasta wojewódzkiego 
Kielc, w którem, prócz zamożnych mieszkańców 
i urzędników, egzystował urząd górniczy. Dano 
nam miejsce na teatr w obszernej sali bezpłat- 
nie, gdzie przez 6 tygodni bawiliśmy publicz- 
ność. Z Kielc pojechaliśmy do Radomia, stolicy 
województwa sandomierskiego. Najżyźniejsza ta 
w Królestwie prowincya mnóstwo posiada oko- 
licznych obywateli, którzy w dnie na teatr prze- 
znaczone licznie się zjeżdżali. Tu zastaliśmy 
gotowy teatr, zrobiony z pustego kościoła. Za- 
bawiwszy w Radomiu do końca lipca udaliśmy 
się następnie do miasta wojewódzkiego Płocka. 
Tu także zastaliśmy teatr z ko
cioła przerobiony, 
bardzo porządny, w pięknej pozycyi, na wyso- 
kiej bowiem górze, nad samą Wisłą. Mogliśmy 


. 
I
O) 0.17 VII. (Estreicher. Teatra I 221). Nie mógł 
przeto Skibiński wyjechać z towarzystwem "z końcem ma- 
ja". Wycieczka do Kielc. Radomia i Płocka miała miej- 
sce w lecie r. 1823.
		

/Skibinski_pamietnik0167_0001.djvu

			- 150 - 


-w tern mieście dawać i opery, bo była pułkowa 
muzyka jenerała Giełguda. Dla tego te
 prze- 
dłu
yliśmy tu nasz pobyt i dopiero w końcu 
prawie września wróciliśmy do Krakowa 151). 
Oktobra 5-go przybyli moi rodzice z Wilna 
na zamieszkanie w Krakowie. 
Z okazy i szóstej rocznicy wyboru prezesa 
dany był bal, na który wszystkie znakomitości 
Krakowa były wezwane 152). Między innemi (cze- 
go się najmniej spodziewałem) przysłano takie 
i mnie bilet zapraszający. Udałem się do Sta- 
rosty, aby go o tern zawiadomić i zapytać, czy- 
by nic nie miał przeciwko temu; lecz on, jak 
zauważyłem, ucieszył się i wyprawił mnie swoją 
karetą. Gdym się przedstawił JW. prezesowej 153), 
powiedziała mi: "Z dwóch powodów kazałam 
prosić Pana, abyś podzielił naszą zabawę: raz, 
aby mu podziękować za przyjemny wieczór, da- 
ny w teatrze dla mego męża; powtófe panu Sta- 
roście chcę zebrać abonament i tem mu dowieść, 
ile z towarzystwa tak dobrze dobranego konten- 
ci jesteśmy. Jutem przygotowała przybyłe da- 
my i przygotuję przybyć mające. Pan sporzą- 
dzisz listę, na którą zapiszemy abonentów obojej 


151) otwarcie sezonu jesień 1821 - zima 1822 na- 
stąpiło w d. 14 X. Orano trag. Woltera (w tłom. L. Osiń- 
ski ego) Alzyra, czyli Amerykanie. 
152) D. 20 X, w rocznicę instalacyi senatu? 
153) Anna z hr. Jabłonowskich Stanisławowa W 0- 
dzicka.
		

/Skibinski_pamietnik0168_0001.djvu

			- 151 - 


płci". Wszystko to zrobiłem i około północy 
kilkanaście ló
 było zaabonowanych na całą zi- 
mę z przyrzeczeniem, te po skomunikowaniu się 
z obywatelami, mieszkającymi na prowincyj, 
wszystkie będą rozebrane lU). Podziękowawszy 
w imieniu pryncypała dostojnej protektorce, nie 
czekając wieczerzy, udałem się do Starosty, bę- 
dąc pewnym, że go to ucieszy i 
e coś pochleb- 
nego i ja usłyszę; wszakże to było moje dzieło. 
Lecz, przeciwnie, przyjął wiadomość obojętnie, 
a nawet powiedział, że teraz połowa tych, coby 
kupić mogli, będzie darmo chodziła do ló
 za- 
abonowanych, niepomny, że temi lożami miał 
zapewnioną ga
ę aktorów, prócz pobieranych 
6000 zł. od Senatu. Stosownie do przyrzeczenia 
JW. prezesowej przybywali abonenci. Rozebra- 
no wszystkie loże prócz 4-ch, zostawionych dla 
przybywających za lożami. Parter i inne miejsca 
były zawsze zapełnione. 
Sam prowadząc rachunki, widziałem doty- 
kalnie, 
e, prócz abonamentu, dochód pokrywał 
dzienny wydatek teatru i z ka
dego przedsta- 
wienia czystego pozostawało 200, czasem 300 
- i więcej złotych, nigdy mniej. Nastąpił sejm. 
w którym uchwalono, i
 w miejsce pobieranych 
6000 dla teatru przeznacza się 12000 zł. 155). 


IM) o abonamencie na sezon zimowy 1822 r. do- 
nosił z Krakowa Ktlrjer Warszaw
ki, 1822. MM 5 i 27. 
155) Na posiedzeniu sejmu w d. 31 XII 1821 uchwa- 
lono subwencyę w kwocie 9 tys. zł. (Obac:z Kurjer
		

/Skibinski_pamietnik0169_0001.djvu

			- 152 - 


Słowem, po obliczeniu z całego kursu zimowe- 
go, po zapłaceniu gaży i kosztów dziennych tea- 
tru, właściciel zyskał czystego dochodu 32540 zł. 
Nie był jednakże kontent z tego i powiedział, 
e 
nie on, tylko abonenci na tern zyskali, zjazd był 
bowiem ogromny obywateli z powodu założenia 
mogiły na górze św. Bronisławy dla naszego bo- 
hatera Tadeusza Kościuszki, którego ciało za po- 
zwoleniem N. cesarza i króla Aleksandra z So- 
lury sprowadzone zostało i zło
one na Wawelu 
w katedrze, w grobie Jana III Sobieskiego, w któ- 
rym także zło
ono i ciało ks. Józefa Poniatow- 
skiego 156). 
Składki na pomnik napływały nietylko z Po!- 
ski, Litwy, Rosyi, Niemiec, Francyi i Szwajcaryi, 
ale nawet z Ameryki, w której Kościuszko wal- 
czył przy Waszyngtonie i otrzymał order Cinci- 
nata. Poło
enie kamienia węgielnego było roz- 
rzewniające 157). Gdy komitet, w tym cel u zło- 

ony, uchwalił, aby podobną mogiłom Krakusa 
i Wandy trzecią usypać dla Kościuszki, wysłano 
dwóch oficerów z Gwardyi Narodowej, porucz- 


Warszawski 1822 N2 5; Estreicher. Teatra I 221; Bąkow- 
ski. Kronika Krakowska II 47). Do tego czasu Starosta 
nie pobierał zasiłku. 
156) Zwłoki Kościuszki przybyły do Krakowa 11 
V 1818 r. Na Wawelu spoczęły w czerwcu tegot roku. 
151) D. 16 X 1820 r.-Skibiński nie mógł być świad- 
kiem uroczystości, skoro, jak sam poprzednio zaznaczył. 
przybył do Krakowa d. 25 X.
		

/Skibinski_pamietnik0170_0001.djvu

			- 153 - 


nika Przesławskiego i podporucznika Piątkow- 
skiego, do Racławic i Dubienki, ażeby z mogił 
poległych tam r()daków przywieźli dwie skrzynki 
ziemi. Te zostały umieszczone na wysokim ka. 
rawanie, okrytym całunem, ozdobionym dębowy- 
mi wieńcami i zaprzężonym w 6 koni, osłonio- 
nych 
ałobą. Obok karawanu szło 12 kosynie- 
rów, a na przodzie jechał konno kapitan Czer- 
miński w mundurze owoczesnym artyleryi, mając 
na wierzchu kerezyę chłopską i czapeczkę kar- 
mazynową na głowie z piórkiem. Kondukt roz- 
poczynał się od kościoła archiprezbiteryalnego 
Panny Maryi. Zakony i świeckie duchowieństwo 
z całą kapitułą, cały Senat z prezesem na czele, 
cała Akademia, wszyscy profesorowie i ucznio- 
wie, Gwardya Narodowa z muzyką, wszystko to 
w paradnych ubiorach; dopiero
 cechy z cho- 
rągwiami i bractwa ze swojemi, których było 
przeszło 80, - wszystko to przy odgłosie dzwo- 
nów we wszystkich kościołach jednocześnie, z pie- 
niem duchowieństwa i kilkunastu tysięcy narodu 
ruszyło przez miasto i przedmieście Zwierzyniec 
na górę św. Bronisławy. W kaplicy oczeki- 
wał biskup krakowski Woronicz, pontyfikalnie 
ubrany, ze mszą św., po skończeniu której 
wstąpił na przygotowaną mównicę i powiedział 
mowę, wszystkich rozczulając. Gdy skończył, 
wszedł na tęż mównicę jenerał Paszkowski, 
były adjutant Kościuszki i towarzysz broni, 
który i sam płakał i cały naród pobudził do
		

/Skibinski_pamietnik0171_0001.djvu

			- 154 - 


płaczu 158). Po skończeniu mów poświęcono zie- 
mię, w skrzyniach będącą. Przystąpiono potem 
do odczytania aktu na pergaminie. Gdy sekre- 
tarz skończył czytanie, włożono akt w urnę mar- 
murową, umieszczono w niej małe taczki mie- 
dziane i monety, począwszy od grosza aż do 
pięciozłotówki, urnę zaśrubowano i wstawiono 
w zrobioną w ziemi cembrzynę kamienną. Pre- 
zes Senatu z biskupem kielniami wapnem napeł- 
nili oną i tablicą marmurową z. napisem: Tadeu- 
szowi Kościuszce, z datą 15 października 1820 
roku, przykryli. Na to sypali rydlówkarni zie- 
mię ze skrzyni. Gdy ta się wybrała, rzucił się 
naród do taczek, których 500 było przygotowa- 
nych. Tu dopiero widok nowy, nierównie rzew- 
niejszy od poprzedzającego: senatorowie, ducho- 
wieństwo, damy najznakomitsze, profesorowie, 
ucznie, akademicy, żołnierze, żydzi z narodem 
ogólnym, wszystko to pomieszane bez różnicy 
stanu ubiegało się o pierwszeństwo, kto więcej 
i prędzej się uwinie. Dzień 15 października od- 
tąd był dniem święta narodowego. Zgodzeni do 
tej pracy ludzie przez tydzień przeszło nie mo- 
gli się dobrać do swoich taczek, od rana bowiem 
,do późnej księtycowej nocy przybywali z mia- 
sta i okolic obywatele, mieszkańcy Podgórza 
i austryaccy oficerowie i żołnierze, wieśniacy obo- 


l
) Gen. Franciszek Paszkowski ani adjutantem 
ani towarzyszem broni Kościuszki nie był.
		

/Skibinski_pamietnik0172_0001.djvu

			- 155 - 


jej płci z okręgów Galicyi, tudzież obywatele 
z Królestwa, Poznania, Szlązka etc. etc. Kto ze- 
chce obszerniej i gładkiem piórem to opisane 
przeczytać, znajdzie w Pszczółce krakowskiej na 
r. 1820 artykuł Majeranowskiego. Ja wracam 
do zdania sprawy ze swoich czynności. 
Skutkiem zjazdu obywateli nie przyjął abo- 
namentu zimowego Starosta, i w samej rzeczy 
teatr zawsze był pełny. Chciałem, jak w rokn 
zeszłym, uczcić na imieniny prezesa, ale i na to 
się nie zgodził. Nie wyjetdta1iśmy tet tego la- 
ta 159), bo ciągle obywatele z dalekich stron na- 
wet przybywali. Bawiąca w tym czasie Cala tani 160) 
tu także po swoich trzech koncertach dała czwarty 
na dochód ubogich, a odwiedzając mogiłę Ko- 
ściuszki, wrzuciła do skarbony 20 dukatów. Mię- 
dzy członkami komitetu był przybyły z Litwy 
JW. hr. Pociey, z którym codzienne w okolice 
miasta (tak jak z Bogusławskim w r. 1816 w Wil- 


159) Dotyczy to lata r. 1821. 
160) Catalani była w Krakowie na jesieni 1820 r. 
(przyjechała 15 X). Według Gazety Krakowskiej (M 86 
z d. 25 X) była obecna na uroczystości załotenia kamie- 
nia węgielnego, po pierwszym zaś koncercie (22 X) oświad- 
czyła. te "drugi jeszcze i ostatni, w przyszły czwartek 
dnia 26 b. m. dać przedsiębierze. z którego jednę połowę 
dochodu przeznacza do składki na pomnik bohaterowi, 
drugą na wsparcie cierpiącej ludzkości". (Cytowane we- 
dług Kroniki Bąkowskiego. II 127). Estreicher ( Teatra 
I 216) utrzymuje. te Catalani dała w Krakowie trzy kon- 
certy.
		

/Skibinski_pamietnik0173_0001.djvu

			- 156 - 


nie) robiliśmy wycieczki. Obowiązkiem katdego 
członka było przez cały tydzień dyżurować przy 
robotnikach. Gdy kolej przypadła na hrabiego, 
postanowiłem ziomkowi miłą sprawić niespodzian- 
kę. Zebrawszy całe towarzystwo obojej płci oraz 
muzykę i służbę teatralną, udaliśmy się na ro- 
botę sypania ziemi na cały dzień i tak od 5-ej 
rano do 9-ej wieczór do znoju pracowaliśmy, usy- 
pawszy kilkaset taczek ziemi. Wieczorem mu- 
zyka sprowadziła mnóstwo osób z miasta. Za- 
palono beczkę smoły i do północy przedłużyliśmy 
nasz pobyt. Dzień ten wraz z mojem nazwiskiem 
w księdze ofiar został zapisany. 
Następny kurs zimowy nie był tak ko- 
rzystny, jak dwa poprzednie. W połowie kwie- 
tnia 161) wyjechaliśmy do Kalisza i Poznania (IV). 


161) W r. 1822. przed wyjazdem do Kalisza i Po- 
znania. teatr pozostawał w Krakowie do połowy lipca. 
(Obacz: Estreicher, Teatra, I 228 i Kurjer Warszawski, 
1822, MM 125. 193. 226 i 244). Według Skibińskiego gra- 
li w Poznaniu w czerwcu; potwierdza to. opierając sit: na 
dwóch z tego roku afiszach, oraz na roczniku Gazety 
W. Ks. Pozn. Koryzna (Pamit:tnik, sb. 25). Obaj tym- 
czasem. zarówno Skibiński. jak i Koryzna. najzupełniej się 
mylą, gdy t towarzystwo przyjechało d. 23 VIII. Reper- 
tuar był następujący: 31 VIII Jan z Paryża,; 2 IX Zmy- 
ślOlte 1Iiewiniątko l Kalif z Bagdadu (zapowiedziane na 
d. 1 IX. z powodu deszczu odłotono na dzień następny); 
4 IX Krakowiaki i Górale, cz. I-a; :> IX Krakowiaki i Gó- 
rale, cz. II-a (Kamińskiego); 7 IX Angiolina, czyli Mał- 
żeństwo przez wrzawt:; 8 IX Kościuszko nad Sekwaną 
i kom. Dwie tajcmnic
'; 11 IX Tankred (benefis Skibiń-
		

/Skibinski_pamietnik0174_0001.djvu

			- 157 - 


W Kaliszu zostawiłem towarzystwo, a sam uda- 
łem się do Poznania dla zapewnienia kontraktów 
św.-jańskich. Antreprenerką teatru niemieckiego 
była wówczas pani Leutner. Wyjaśniłem cel me- 
go przybycia. Poleciła swemu re
yserowi p. 
Vogtt, żeby się zemną ułożył. Ten przy kilku 
kieliszkach węgrzyna zgodził się na 4-ą część 
czystego dochodu i na 8 tylko widowisk, po 
upływie których rozpoczynali abonament. Kon- 
trakt podpisał i ja takte. Ja -wziąłem jedną, on 
drugą kopię dla podpisu p. Leutner. Na drugi 
dzień przysyła ona tegoż v ogtta, prosząc o po- 
zwolenie repertuaru sztuk, mających być granemi 
w czasie kontraktowym. Repertuar ten był wła- 
śnie wtenczas w urzędzie Regencyi, lecz po ode- 
braniu posłałem go jej. Gdy zobaczyła, że skła- 
da się po większej części z oper, na które prócz 
Polaków, przybyłych na kontrakty, pójdą i Niemcy, 
nie chciała przyjąć układu inaczej, tylko warun- 
kowo, aby do tych był jej dodany benefis, i to 
dnia 25 czerwca (dzień najkorzystniejszy). Po- 
szedłem ze skargą do prezydenta miasta p. Ho- 
landa, lecz on z flegmą, Niemcom właściwą, od- 


skiej); 12 IX Alina
 królowa Golkondy; 13 IX. ostatnie 
widowisko, na dochód ubogich: Jat, Grudczyński
 staro- 
sta rawski. (Obacz: Gazeta W. Ks. Poz1Zańskiego
 1822. 
M.N'2 69. 70. 71. 74). 
W czerwcu. w czasie kontraktów. był tylko teatr 
niemiecki. nie cieszący się wcale powodzeniem (Gazeta 
W. Ks. P
. Nil 54).
		

/Skibinski_pamietnik0175_0001.djvu

			- 158 - 


powiedział: "Cót z kobietą zrobić! zmusić jej 
niepodobna". Była w Poznaniu nie tajna, lecz 
publiczna loża w. m.; tam się udałem, a w prze- 
ciągu dwóch godzin już miałem przeszło sto 
osób znajomych. Opowiedziałem, że od tygodnia 
zwłóczy p. L. z układami, a tu czas krótki. 
Między obecnymi był p. Raabski, redaktor ga- 
zety 162). Ten ogłosił w pochlebnym artykule 
o mającem przybyć towarzystwie polskiem z Kra- 
kowa 1611). A co do benefisu, radził, teby ju
 
skończyć: dać, tylko dzień inny wyznaczyć, nie 
25-go. - Udałem się z reda.ktorem do antrepre- 
nerki i wybraliśmy dzień, 29-go. Stanęła zgoda. 
Podpisała. Poszliśmy wszyscy na ratusz i przy- 
znaliśmy przed prezydentem. Wróciwszy do do- 
mu wyprawiłem sztafetę do Kalisza, wzywając 
towarzystwo, aby się zaraz do Poznania wy- 
bierali. 
Zaledwie 3 dni upłynęło, przysłał do mnie 
prezydent, żebym przyszedł do ratusza. Tam 
zastałem Leutnerową zapłakaną. Prezydent po- 
wiada, że ona i drugiego układu przyjąć nie 
może, bo przewiduje, że na jej benefis nikt nie 


M) Raabski Idzi, redaktor Gazety W. Ks. POZllall- 
skiego. W "Obrazie Świętojańskiej CI . . . r. 1820-21. 
Świątynia Jedności na wschodzie Poznania"-wymieniony 
jest (Egidy Raabski asesor) jako urzędnik loty (brat strasz- 
ny polski). (Obacz: Załęski St. Ks.. O Masonii str. XXXIII). 
163) Gazeta W. Ks. Poz1Zańskiego 1822, .N'!! 66 
z d. 17 VIlI.
		

/Skibinski_pamietnik0176_0001.djvu

			- 159 - 


przyjdzie, a na tern tylko korzyść swoją zakłada. 
"Czy to w pruskim rządzie - powiedziałem - 
uchodzi co godzinę zmieniać postanowienia? Da- 
ruj, panie prezydencie, chlubniejsze miałem wy- 
obrażenie". On na to: »To, co ona podpisała, 
ju
 jest nicnaruszone. Ale ja tu przemawiam do 
pana nie jako urzędnik, ale jako Niemiec; i ona 
Niemka, w długach tu siedzi po uszy, przeto 
przemawiam do serca pańskiego. Ona tu pro- 
ponuje, że zgodziłaby się się na gotowe pienią- 
dze. Zaproponowała 1000 talarów, lecz ja sam 
uważam, że to za wysoki numer. Będziemy się 
targować" . Jak obuchem zostałem ogłuszony. 
Ostateczność zmusza, sztafeta wyprawiona, kom- 
pania tam grać przestanie, tu przybędzie na nie- 
pewne... Przystąpiliśmy do targu. Stanęło na 
tern, że zapłacę za 10 przedstawień 750 talarów, 
i to z góry; tegoż dnia jeszcze złotone być mia- 
ły. Połowę sumy miałem w gotówce. Prosiłem 
prezydenta o drugą, lecz się wymówił, że ma 
fabrykę domu, który muruje, że wypłacać ro- 
botnikom musi. Godzinę 6-ą wieczorną wyzna- 
czyłem na złożenie pieniędzy, a sam udałem się 
najprzód do p. Raabskiego redaktora. Przełoży- 
łem mu swą troskę, że, w obcem będąc mieście, 
nie wiem, gdzie się z tern udać... "Bądź dobrej 
myśli, nie potrzebujesz daleko chodzić, ja znajdę 
u siebie i dam, ile potrzebować będziesz. Wszak- 
że będąc braćmi wspólnie pomagać sobie win- 
niśmy. Ale ja się przysłużę Leutnerowej. Po- 


. 


.
		

/Skibinski_pamietnik0177_0001.djvu

			- 160 - 


. 


żałuje ona tego". Zaliczył mi 350 talarów i ra- 
zem udaliśmy się do ratusza. Posłano po Leut- 
nerową, która pokwitowała, że do połowy lipca 
teatr ze wszelkimi rekwizytami do mnie wy- 
łącznie nalety. Na drugi dzień bardzo niepo- 
chlebny dla Leutnerowej artykuł ukazał się w Ga- 
zecie w obu językach. Polacy, gdy to przeczy- 
tali, przejęci współczuciem, rozpisywali listy do 
okolic, gdzie Gazeta nie dochodzi, aby się zjeż- 
dżano na kontrakty. Niemcy sami narzekali na 
chciwość antreprenerki. 
19 czerwca przybyło i moje towarzystwo 
i publiczności znaczna jut zjechała się liczba. 
Oberże wszystkie się zapełniły. 
Dwie były w Poznaniu orkiestry, polska 
i niemiecka. Pierwsza nie była czynna w tea- 
trze, tylko niemiecka. Chciałem, żeby wszystko, 
jak widowisko, tak i orkiestra, było polskie. 
Wezwałem premiera katedralnego, poinformowa- 
łem się o komplecie, poleciłem dobrać członków, 
aby mógł być komplet większy od niemieckiego. 
Na wyznaczoną godzinę udałem się z moim ko- 
repetytorem opery; daliśmy im jedną do spro- 
bowania. Byłem zadowolony i zgodziłem na całe 
kontrakty z próbami za 200 talarów. 
Gdym był z pierwszą wizytą u JO. Ks. 
Antoniego Radziwiłła, namiestnika Księstwa Po- 
znańskiego, oświadczył mi, iż jeżeli w czem mo- 

e być użyteczny, żebym się udał do niego. 
Pojechałem tedy, meldując, że nazajutrz rozpo. 


.
		

/Skibinski_pamietnik0178_0001.djvu

			- 161 - 


czynamy widowiska operą Rossiniego Tankred 
i prosiłem, aby nas zaszczycił swoją obecnością. 
Ksią
ę, jako zawołany artysta na wiolonczeli, 
zapytał kiedy będzie próba, że chce jej być sam 
obecny 16.). "Może W. Ks. M. nie będzie się 
to zdawało dobrem, że użyłem polskiej a nie 
niemieckiej orkiestry..." Uśmiechnął się nieznacz- 
nie i powiedział: "Słyszałem o nieprzyjemno- 
ściach, jakie miałeś z tutejszą antreprenerką, więc 
się nie dziwię, że masz uprzedzenie do Niem- 
ców. Zresztą polska muzyka, kiedy weźmie na 
ambicyę, zagra tak dobrze, jak Niemcy. Ja się 
postaram jeszcze o kilku amatorów, którzy są 
artystami, a oni znacznie ten komplet podniosą". 
Zapytałem, jaką godzinę naznaczy próby, aby- 
śmy byli gotowi na jego przybycie. "Wieczorem 
zawsze jestem wolny; zatem na 7 -ą i amatorów 
na tę godzinę zaproszę". Podziękowałem księ- 
ciu, zabraliśmy się wszyscy z orkiestrą do teatru; 
przybyli i amatorowie, których było 6-ściu, a tak 
komplet orkiestry stanowił liczbę 33-ch, kie- 
dy niemiecka miała tylko 20. Przybył i ksią- 
żę i był obecny na całej próbie, po której ŻoO' 
nie mojej nie szczędził pochwał,
chwaląc jej głos 
i metodę. 
Piękny gmach teatru poznańskiego stoi przy 


16') Ks. Antoni Radziwiłł był zdolnym kompozy- 
torem; napisał m. in.. jak wiadomo. muzykę do Fausta. 


Pamiętnik Aktora. 


12
		

/Skibinski_pamietnik0179_0001.djvu

			- 162 - 


placu 165). Spacerująca publiczność widziała, że 
ksiątę z próby powracał. Już i to w części pod- 
niosło o nas dobrą opinię (przykład idzie z gó- 
ry). Nadto książę, wiedząc o kontrybucyi, jaką 
wymogła Leutnerowa, pozwolił podnieść cenę 
biletów na cały czas kontraktów. 
Na przedstawieniu publiczność zapełniła 
wszystkie miejsca. Ksiątę prvjbył z żoną (która 
była siostrą króla panującego) 166). Przyjęto ope- 
. rę w ogólności, a szczególniej Żonie nie szczę- 
dzono oklasków; potem dwukrotnie ją przywo- 
łano. Nazajutrz Gazeta nietylko śpiewaków, ale 
i orkiestrę jaknajpochlebniej zaleciła. 
Na drugie przedstawienie dałem narodową 
sztukę Jmz Grtldczyński
 Starosta rawski 167), 
na którą jeszcze w czasie opery wszystkie bilety 
rozkupiono. Dalej była dana opera Jan z Pa- 
ryża
 w której do uczty \V drugim akcie książę 
Namiestnik rozkazał dać na scenę talerze, pół- 


165) Wzniesiony w latach 1802 - 4 za antrepryzy 
DobbeIina. przy placu WiIhelmowskim. na miejscu dzi- 
siejszego teatru niemieckiego. Obacz: Dro Hermann Ehren- 
°berg: Geschichte des Theaters in Posen besonders in 
sudpreussischer Zeit. Deutsche V ortr
ge, Wnftes Heft. 
str. 21; W. Koryzna: Pamiętnik sceny narodowej w Wiel- 
kopolsce do roku 1888, str. 19 - 20; [Narzymski]: Dzieje 
sceny polskiej w Wielkopolsce. "Sobótka" R. l (1869) 
N!? 50. 
166) Siostrą stryjeczną. 
161) Według Kotzebuego (Das Taschmbuch)
 przez 
Dmuszewskiego.
		

/Skibinski_pamietnik0180_0001.djvu

			- 163 - 


miski, wazy, kandelabry srebrne wyzłacane ze 
swego kredensu z herbami Królestwa Pruskiego. 
Tej nocy byłem w ambarasie, bo się złodzieje 
dobierali, ale czujność psów domowych obroniła 
nas od szkody. 
Na wszystkie widowiska teatr był zapełnio- 
ny, ale gdym dał Kościuszk
 nad Sekwaną 168), 
masę osób. niedostawszy miejsca, musiało wró- 
cić do domu. A co się działo w czasie samego 
przedstawienia, gdy się ukazał Włodek 169) w roli 
Kościuszki, podobny wzrostem i z twarzy wielce 
przypominający bohatera' Krzyki i hrawa długo 

ciszyć się nie mogły. W każdej prawie roli, 
szczególnie w tej, którą ja zajmowałem (wach- 
mistrza ułanów starego), na każdą prawie kwe- 
styę wołano fora! Byłem naj pewniejszy, że nie 
wrócę na noc do domu. Komisarz policyi, bę- 
dący za kulisami, spostrzegł moją Żonę płaczą- 
cą. Gdy się dowiedział o przyczynie: "Niech 
pani będzie spokojna - powiedział; - skoro Re- 


168) Op. w 2 a. K. Majeranowskiego z muzyką F. 
S. Dutkiewicza (przeróbka z niemieckiego: Der aUe Feld- 
herr K. HoItei'a). Pierwszy raz wystawiona 24 VI 1821 
w Krakowie w następującej obsadzie: Kościuszko - Wło- 
dek. ZeItner-Szymkayło. Pani ZeItner-Skibińska, Zuzia, 
ich wychowanica-Szymkayłowa, Mikieli. jej narzeczony- 
Lasocki. Poczciwosz. stary hułan polski - Skibiński. Gra- 
nat, kapral od hułanów-Sobieski. KiIiesz. Kartacz, Hurra. 
hułani polscy-Zawadzki, Narczyński, lebrowski. 
169) Włodek SZY:l:01'
 Uf. 28 VII 1796 t 23 XII 
1829 w Płocku.
		

/Skibinski_pamietnik0181_0001.djvu

			- 164 


gencya pozwoliła mężowi Pani włos z głowy 
nie spadnie. Chybaby za to tylko cenzor odpo- 
wiadał". Po skończonej sztuce przywołano wszyst- 
kich i proszono o powtórzenie, obawiałem się 
jednak zaraz powtórzyć. Dałem na to miejsce 
Góralów i krakowiaków
 zmyślając słabość p. 
Szymkayłowej. Góralów graliśmy przez dwa dni, 
bo i druga część, przez J. Kamińskiego z mu- 
zyką Kurpińskiego, pierwszy raz ukazała się na 
scenie poznańskiej i bardzo dobrze była przy- 
jęta nietylko przez polską, ale nawet i niemiecką 
publiczność, o czem Gazeta obszernie napisała. 
Po Janie 
 Paryża na drugi dzień przy- 
słał książę marszałka, zapraszając nas oboje na 
godzinę 12-ą, że księtna chce poznać Żonę. Po- 
jechaliśmy przysłanym powozem do pałacu. Tam 
służba jak na pokojach królewskich odbywała 
się: w przedpokoju lokaje, w drugim pazie, 
w trzecim szambelan dyżurny. Poszedł oznajmić 
i wraz sam ksią
ę wprowadził Żonę i zaprezen- 
tował księżnie. Mówiła z nią długo po nie- 
miecku, a kiedy Żona powiedziała, że się w tern 
mieście urodziła, tu się wychowała i tu za mąt 
wyszła, głośno odezwała się do rnęta, uwiada- 
miając go o tern. Ja z mojej strony zapytałem 
księcia, czy mogę powtórzyć Kościuszkę nad 
Sekwaną
 który mnie przy pierwszem przedsta- 
wieniu tyle strachu kosztował, a powtórzenia 
którego tąda publiczność. "Skoro masz reper- 
tuar przez Regencyę podpisany - rzekł książę-
		

/Skibinski_pamietnik0182_0001.djvu

			- 165 - 


nie miej źadnej obawy, a gdyby co z tego wy- 
nikło, cenzor tylko byłby odpowiedzialny". Po- 
żeg-nawszy księstwa wróciliśmy do domu. Zaraz 
posłałem do druku afisz, ogłaszający na następ- 
ne przedstawienie Kościuszkę. Znowu było tyle 
widzów, że połowa, nie mogąc się pomieścić, 
odeszła od kasyj znowu taki entuzyazm, jak przy 
pierwszem przedstawieniu, takież krzyki i przy- 
woływania. 
Całe kontrakty przeszły najpomyślniej. Przed- 
ostatnie widowisko było tak pełne, jak pierwsze. 
Chcąc się zemścić na Leutnerowej, która już 
afiszem niemieckim ogłosiła swoje przedstawie- 
nia, udałem się do R.egencyi z oświadczeniem 
chęci dania widowiska na ubogich. Przyjęto 
uprzejmie i posłano do Leutnerowej, aby wstrzy- 
mała swoje afisze. Wściekała się od złości, lecz 
cóż mogła zrobić, kiedy cel wsparcia ubogich 
był za mną. Z tego przedstawienia wpłynęło 
około 200 talarów, za co od R.egencyi otrzyma- 
łem podziękowanie, które i w Gazecie powtó- 
rzono. 
Po skończeniu widowiska pożegnałem ze 
sceny publiczność, zaszczycającą nas swoimi 
względami, jako i obecną, która chętnie pośpie- 
szyła na wsparcie cierpiącej ludzkości. Okrzyki 
i brawa zakończyły wieczór. 
Jeszcze-m był w garderobie, w zupełnym 
negliżu, kiedy weszło osób ze 40 młodzieży. Je- 
den z nich w imieniu publiczności złożył podzię-
		

/Skibinski_pamietnik0183_0001.djvu

			- 166 - 


kowanie za dobór towarzystwa, a szczególniej 
sztuk narodowych, zapraszając najuprzejmiej na 
przyszłe kontrakty. 
Towarzystwo nie miało stałej ze mną gaży, 
lecz graliśmy do podziału, tak jak w Wilnie, 
i daleko lepiej na tern wyszło, po obliczeniu 
bowiem kosztów (przeszło 2000 tal.) pozostało 
do podziału 2205, co znaczy, że po półtrzeciej 
ga:ty miesięcznej wziął każdy za trzy tygodnie. 
Prócz materyalnych korzyści były i inne. Kilka 
domów znakomitych było otwartych dla artystów, 
a przy tern publiczność łowiła aktorów i po wi- 
niarniach i cukierniach ugaszczała. 
Wrócilismy do Kalisza. Kurjerek Warszaw- 
ski właśnie ogłaszał, że sławny siłacz R.appo 
wkrótce opuszcza Warszawę. Czytając poprzed- 
nio pochlebne o nim recenzye i chcąc zamena- 

ować wielkie sztuki, napisałem do niego, aby 
podrót swoją obrócił na Kalisz, gdzie łącznie 
z teatrem może swoje' przedstawienia dawać na 
spółkę. Prosiłem Drnuszewskiego, aby go umó- 
wił. Jakoż ledwie tydzień upłynął, przyszedł 
Kurjerek z uwiadomieniem, te najdalej za dwa 
tygodnie przybędzie R.appo do Kalisza, i rze- 
czywiście przybył w tym czasie 170). Dodając do 
jego sztuk mniejsze komedye i wodewile, osz- 
czędziłem repertuar, a nowość ciągle sprowadza- 
ła publiczność. 


110) Rappo wyst
po\Vał w Kaliszu z towarzystwem 
Skibińskiego w r. 1829.
		

/Skibinski_pamietnik0184_0001.djvu

			- 167 - 


Wróciliśmy do Krakowa ostatnich dni wrze- 
śnia 171). Sejm w miejsce pobieranych 6000 zł. 
uchwalił na ten kurs 12000 zł 172). Przeszedł 
kurs dość korzystnie dla antrepryzy, chociaż nie 
było abonamentu. 
W wielką sobotę udałem się do kościoła 
Panny Maryi dla wysłuchania sławnego utworu 
Haydna Siedem słów Pmiskich. Powróciwszy 
stamtąd dostałem gwałtownego zapalenia płuc, 
z którego dzięki szanownemu Julianowi Sawi- 
czewskiemu we trzy tygodnie wyszedłem. Jego 
troskli wości winienem życie. 
Tu nie mogę wspomnieć bez rozrzewnie- 
nia zacnych mieszkańców i dam Krakowa, ich 
szlachetnego współczucia. Od momentu mojej 
słabości codziennie przybywało kilkunastu po- 
słańców, dowiadujących się o moje. zdrowie, tak 
dalece, że w Gazecie redakcya przy każdym nu- 
merze umieszczała wiadomość o jego stanie 
(obacz Pszczółkę krakowską z r. 1822), 171) a gdy 


111) Przedstawienia rozpoczęto d. 8 X operą Tan- 
kred. (Ktlrjer J,Varszawski
 1822 N2 245). Nazajutrz Kra- 
ktlS (N2 202) pisał: ..Pani Skibińska do zachwycenia zaj- 
mowała swym śpiewem i po skończonej sztuce wywołaną 
została. Zaraz na wstępie na scenę oklaskami była wi- 
taną-. (Cytowane według Kroniki Bąkowskiego II 164). 
112) Obacz odsyłacz N2 155. 
In) Choroba Skibińskiego istotnie wypadała w r. 
1822; atoli w Pszczółce krakowskiej tadnej o tem wzmian- 
ki niemasz.
		

/Skibinski_pamietnik0185_0001.djvu

			- 168 


mi się polepszyło doktor szanowny sam mnie 
obwoził po mieście i okolicach. Na dokończe- 
nie kuracyi z jego polecenia udałem się do wód 
zagranicznych, między Karpatami, na granicy 
węgierskiej, które w połowie czerwca opuściłem 
j śpiesznie przlbyłem do Poznania 1 U). 
Tu jut me Leutnerowa, ale Vogtt, dawny 
jej reżyser, miał dyrekcyę, z którym przez ko- 
respondencyę zrobiłem układ i na pewne. W cza- 
sie przyzwoitym rozpoczęliśmy widowiska. 
Przy końcu kontraktów przysłał po mnie 
o północy swego marszałka ksiątę, abym był 
u niego dla pilnego interesu. Zadrżałem _na tę 
wiadomość, sądząc, że mote za wybór sztuk naj- 
więcej narodowych będę skompromitowany *). 
Wśród ciemnej nocy wieziono mnie, ju
 mi się 
zdawało, że do jakiegoś więzienia,-gdy się po- 
wóz zatrzymał, a palące się latarnie oświecały 
mieszkanie księcia. Gdym przed nim stanął: 
"Przepraszam-rzekł-te w tak spóźnionej porze 


ł1ł) Następujący opis pobytu w Poznaniu dotyczy 
lata 1826 r. 
*) Jak przed rokiem Kościuszko nad Sekwanq
 
którego Regencya podkreśliła. tak w tym roku opera Ka- 
zimierz Wielki
 król chłopków
 wielkiego narobiła ru- 
moru. [Przyp. Autora]. 
- Kazimierz Wielki i Brózda
 czyli Król chłopków
 
op. w 3 a., muzyka Boguńskiego. tekst Majeranowskiego. 
D. 14 XI 1824 dano w Krakowie tę samą operę .z mu- 
zyką wcale nową kompozycyi Józefa Wygrzywalskiego. 
korepetytora opery-. (Gazeta krakowska
 1824 N2 91).
		

/Skibinski_pamietnik0186_0001.djvu

			- 169 - 


fatygowałem, ale rzecz tak się ma: przed chwilą 
otrzymałem kuryerem depeszę, zawiadamiającą 
mnie, że za tydzień, a mote prędzej, przybędzie 
tu Następca tronu 175). Dobrzeby było w teatrze 
takte go przyjąć. Czy masz w towarzystwie 
osoby, mówiące po niemiecku?" Odpowiedzia- 
łem, że moja Żona, panna WenceI1 176 ), Fiszer 
i Zaleski. "Brawo, nam więcej nie potrzeba. Ja 
między swemi muzykaliami wynajdę kwartet 
i wodewile, do których słowa stosowne przyszlę. 
Wybierz jaką jednoaktową operę (nie komedyę, 
bo po polsku nie rozumie). Ubierzemy lożę 
i będzie dobrze". Jakoż nazajutrz już mieliśmy 
muzykę i wiersze. Kazałem zrobić przezrocze; 
do ubrania loży przysłał książę tapicerów, galo- 
nów, adamaszków, dywanów, frendzli etc. 
Przybył Następca tronu w tydzień, jak za- 
powiedziano. Sam czarno ubrany od schodów 
do loty prowadziłem J. K. W., który prowadził 
swoją dostojną siostrę, ks. Radziwiłłową. Ope- 
retka narodowa Pan dobry i śpiewki i tańce po- 
dobały się. Na końcu okazało się przezrocze, 
przy którem kwartet i wodewile były śpiewane 
w zrozumiałym, bo narodowym 'gościa języku. 
Kłaniał się uprzejmie do sceny i do klaskającej 
publiczności. Przy wyjściu ukazałem się. Książę 


115) Późniejszy Fryderyk Wilhelm IV. 
116) Katarzyna We1lc/ówna
 późniejsza Lasocka. 
W r. 1820 była j112 w teatrze krakowskim.
		

/Skibinski_pamietnik0187_0001.djvu

			- 170 - 


mnie przedstawił jako dyrektora i w imieniu Je- 
go Królewskiej Wysokości po polsku mi podzię- 
kował, na co Następca i księżna ukłonem mi 
odpowiedzieli. Nazajutrz przysłał 50 frydrychsdo- 
rów i po rewii odjechał do Wrocławia. 
Po ostatniem przedstawieniu 171) znowu 
mnóstwo osób przyszło z podziękowaniem, a naj- 
starszy p. C. zaprosił całe towarzystwo na śnia- 
danie do hotelu Kramarkiewiczów. Ja, nie bę- 
dąc zdrowym, wymówiłem się i po rannym obie- 
dzie, wyprawiwszy naprzód garderobę ze służbą, 
przyjechaliśmy jeszcze wcześnie do Kórnika, 
3 mile za Poznaniem, gdzie postanowiłem cze- 
kać na towarzystwo. Nie doczekawszy się do 
późna, położyłem się spać. Aż jut dobrze po 
północy było, przebudzony przez Żonę, usłysza- 
łem ogromny hałas. Wybiegłem do drugiej po- 
łowy oberży i spostrzegłem szamocących żan- 
darma, którego pałasz złamany leżał na środku 
izby. Wpadłem do środka, wyswobodziłem bez- 
bronnego 
ołnierza. Zapytałem o powód. Po- 
wiadają, że słutąca Fiszerów poszła ze świecą 
do bryki; żandarm to spostrzegł, świecę jej ode- 
brał i zgasił. Na krzyk służącej wybiegli Fiszer, 
Szymkayło, Zawadzki (pijani); przyłączyli się 
i inni. Dalej do tandarma. Ten się bronił pa. 


111) W Poznaniu dało towarzystwo Skibińskiego 
przeszło 20 przedstawień. (Kurjer Warszawski 1826 
N2 190).
		

/Skibinski_pamietnik0188_0001.djvu

			- 171 - 


łaszem, ale pokonany liczbą, i tego się pozbył. 
Wysłuchawszy, przekonałem się, te żandarm peł- 
nił swoją powinność, bo i karta drukowana, 
przybita do drzwi austeryi, wyjaśniała, że ani 
fajki palić, ani w stajni bez latarki chodzić nie 
wolno. Chciałem, żeby zaraz ułagodzono go. 
Ale w głowach gorąco, ani słuchać tego nie 
chcieli. Tymczasem poszkodowany poszedł do 
swojej władzy i kiedy nazajutrz powstawaliśmy, 
już kilku żołnierzy stało przed karczmą. Po chwi- 
li nadjechał urzędnik i podług wskazania żan- 
darma zapotrzebował Fiszera, Szymkayły i Za- 
wadzkiego, aby się z nim udali do komisarza. 
Żołnierzom przykazał pilnować, żeby nikt nie 
wyjeżdżał, co też i gospodarzowi pod odpowie- 
dzialnością polecił. Udałem się i ja z obwinio- 
nymi, w nadziei, że moje przełożenie pomoże. 
Ale pomimo całej mej wymowy, prośby i ofiary 
załagodzenia kilkunastu talarami, nic nie po- 
mogło. Protokół spisano i fury dwie zaszły z żoł- 
nierzami. Mnie powiedział komisarz: "Pan mo- . 

esz jechać z towarzystwem, a oni muszą się 
stawić do Poznania". Dopieroż płacz żon i proś- 
by, abym im także towarzyszył... Lecz będąc 
sam cierpiącym, nie mogłem. Napisałem jednak 
do JW. Plichty, konsyliarza 178), w którym po- 
kładałem braterskie zaufanie, aby przez wpływy 


118) Plichta Jan; był radcą rejencyi. "Braterskie 
zaufanie" pokładał w nim Skibiński jako w członku w. m.
		

/Skibinski_pamietnik0189_0001.djvu

			172 - 


i znaczenie swoje nie odmówił im pomocy. Trzy 
dni jeszcze postanowiłem czekać na ich powrót 
w Kórniku. Na trzeci dzień otrzymalem odpo- 
wiedź od konsyliarza, że, lubo porwanie się na 
żandarma podług praw obowiązujących srogiej 
ulega odpowiedzialności, starać się jednakże bę- 
dzie, gdyby tego potrzeba była, udać się i do 
księcia Namiestnika; lecz nim przez formalności 
przejdą, zabawi to z parę tygodni. Tymczasem- 
pisał-wziąłem ich na swoją porękę. 
Nie miałem czego dłu:tej siedzieć, bo i koszt 
utrzymania 20 koni furmańskich kilka talarów 
dziennie wynosił. 
Po przybyciu do Kalisza 179) dla braku trzech 
osób nic grać nie mogliśmy. Na nowo chociaż 
mniejsze sztuki kompletować trzeba było, a i te 
małą korzyść przyniosły. 
At oto i pomoc, jakby z nieba zesłana. 
Powracali do Warszawy z Pary
a Maurice, Pal- 
czewska i Grekowski, tancerze, którzy kosztem 
rządu byli tam wysłani 180). Proponuję, żeby, 


m) W Kaliszu l-e przedstawienie d. 6 VIII. (Kur- 
jer Warszawski 1826 N2 190). Dłutszą korespondencyę 
z d. 28 VIII. z wymienieniem repertuaru i oceną gry pO<' 
szczególnych artystów. zamieścił Kurjer w N2 207. 
180) Pion Maurycy, zwany Maurice (ur. 1801 t 14 
II 1869). Przybył do Warszawy z Thierry'm. dyrektorem 
baletu. Debiutował 19 VII 1818. W r. 1834 został po 
Thierry'm dyrektorem. Był nim do r. 1843. poczem z wła- 
snem tow. tancerzy objetdtał Litwę i prowincyę. - Pal-
		

/Skibinski_pamietnik0190_0001.djvu

			- 173 - 


wypoczywając z podróży, chcieli dać z nami kil- 
ka przestawień. Wymawiali się, że bez pozwo- 
lenia dyrekcyi nie mogą tego zrobić. Nareszcie, 
gdym im wystawił korzyści grania do spółki i be- 
nefisu, przystali. Przy małych i jut znanych 
sztukach dawali divertissement na podniesioną 
cenę. Podobali się publiczności niezmiernie, 
spektakle były pełne; urządzano przyjęcia w do- 
mach, spacery i podwieczorki. Odegrali z nami 
pięć przedstawień, 6-ty benefis, z którego mieli 
przeszło 200 talarów, a z połowy, od nas wzię- 


czewska AntO/lilia (ur. 1807 t 31 XII 1850). Najmłodsza 
z 3-ch sióstr. znanych w historyi teatru. uczennica warsz. 
szkoły dramatycznej i szkoły baletu. Debiutowała 4 I 1822 
w kom. Sygnet czarnoksieski
 poczem przerzuciła się 
wyłącznie do tańca. Wysłana przez Dyrekcyę do Paryt:t 
w r. 1825, była uczennicą Coulon'a. W Pary tu 19 IV 
1826 tańczyła w Operze mazura wczasie przedstawienia 
baletu Dansomallia. W r. 1833. wychodząc za mąt za 
obywatela Horbowskiego. opuściła scenę. (Kurjer War- 
szawski
 1851 N2 15). - Grekowski Mikołaj (ur. w Bia- 
łymstoku 12 XII 1806 t 7). Uczeń warsz. szkoły baleto- 
wej. Debiutował 24 VIII 1821. W r. 1830 powtórnie wy- 
jechał do Paryb; następnie tańczył w Londynie. W roku 
1834 powrócił do Warszawy. W parę lat potem z toną 
(Szlancowską z domu) wyjechali do Moskwy. Wiednia 
i Neapolu. Po powrocie do Warszawy w r. 1843 Orekow- 

kI krótko występował. objął natomiast klasę tańca. na- 
stępnie zaś otrzymał miejsce w administracyi teatrów. 
Maurice, Palczewska i Orekowski w powrotnej dro- 
dze z Paryb przejetdlali przez Kalisz we wrześniu 1826 r. 
(Kurjer Warszawski MM 214 i 219).
		

/Skibinski_pamietnik0191_0001.djvu

			- 174 - 


tej, 357 tal. Kontenci byli z nas i my z nich. 
Powróciwszy jednak, z Warszawy napisali do 
mnie, te dyrekcya chciała ich osztrafować za sa- 
mowolne nadu
ycie, te wpierw, nit w stolicy, 
na prowincyi się pokazali. 
Tymczasem doczekałem się i naszych de- 
likwentów. Na tydzień jednak przed ich przy- 
byciem musiałem posłać kaucyę, 300 talarów, bez 
zło
enia której przybyć nie mogli. Daliśmy kilka 
sztuk większych. W czasie opery Królowa Gol- 
kondy załamało się siedzenie, dla dam przezna- 
czone. Teatr był w sali WelfJa, na drugiem pię- 
- trze, a te podług umowy nie motna było do 
parkietowej posadzki przybijać gwoździ, przeto 
ławki były spajane i przy natłoku du
ym nie 
wytrzymały i runęły. Zdawało się przelęknio- 
nym, 
e się sufit cały załamał. Krzyk i popłoch 
był powszechny. Potrwo
one damy uciekały na 
scenę, pod scenę i do orkiestry. Zaledwie po 
kilku minutach przekonano się, te tylko ławki 
załamały się. Kobiety z przestrachu uciekając 
pogubiły kapelusze, parasolki, szale, chustki, po- 
rozdzierały suknie etc. Po półgodzinnym przy- 
najmniej popłochu uspokoiło się wszystko i ope- 
rę dokończyliśmy.
		

/Skibinski_pamietnik0192_0001.djvu

			@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
 , 


v. 


W połowie września opuściliśmy Kalisz 
i przybyliśmy do Krakowa 181). Poniewa
 nie 
było abonamentu, poradziłem Staroście, aby spro- 
wadził opery Rossiniego Wloszka w Algierze 
i Turek we Włoszech. Ja dla Żony sprowadzi- 
łem Cyrulika Sewilskiego na benefis i te opery 
kurs zimowy utrzymały. 
W tym czasie odesłano mi z Poznania pli- 
kę ze 20 przeszło arkuszy złotoną, po niemiecku 
wyjaśniającą cały stan sprawy, przytem rachunek 
z wydatków i pozostałe 92 talary (z 300). 
W lutym p. Lubiejewski, obywatel Kalisza, 
w liście do mnie wyraził chęć postawienia no- 


181) Z Kalisza w r. 1826 wyjechał Skibiński z to- 
warzystwem do Płocka. następnie zaś do Lublina. (Kurjer 
Warszawski l 1826. MM 255 i 272). Z Płocka. gdzie za- 
bawił blizko miesiąc (do d. 11 XI). przesłał Skibiński do 
Kurjera list, datowany 28 X. z wyrateniem podziękowa- 
nia dla publicznoścł kaliskiej za doznane goścłnne przy- 
jęcie. (Kurjer l--Varszawski N2 263). 


.I 


.....
		

/Skibinski_pamietnik0193_0001.djvu

			- 176 


wego drewnianego teatru. Prosił mnie o radę, 
w jakiem miejscu i najaką skalę stawiać? oświad- 
czając, te do mojego planu się zastosuje. Jako
 
miejsce obrałem i podług mojego planu zaczęto 
budować. Teatr ten stoi do dziś dnia w parku. 
Przyrzekał właściciel, te na połowę lipca, jak 
z kontraktów poznańskich przybędę, znajdę bu- 
dynek gotowy 182). 
Wcześniej tym razem, bo pierwszych dni 
maja, wyjechałem do Kalisza. Obejrzałem roz- 
poczętą budowę i materyały przygotowane. Za- 
bawiwszy trzy dni, udałem się do Poznania 183). 
Podałem Regencyi repertuar. Przejrzawszy, pod- 
pisała, a ja, te jeszcze miałem trzy tygodnie zby- 
wające, postanowiłem przez Wrocław udać się 
do Berlina dla zwiedzenia tej pięknej stolicy. 
Z Krakowa i Poznania zaopatrzyłem się w listy. 
Przybywszy do Wrocławia dyli
ansem, sta- 
nąłem w oberży "pod Złotą Gęsią" i oddałem 
listy: Bandtkiego, bibliotekarza Uniwersytetu kra- 
kowskiego, do Bogumiła Korna, księgarza na 


182) Odnosi się to do r. 1829. wtedy bowiem Ja- 
kób Lubiejewski wybudował teatr. który istniał zaledwie 
lat kilka. (Obacz: Nowy teatr w Kaliszu. .Echo m. t. 
i art-. 1900 N2 31). Przedtem. po rozebraniu w r. 1817 
dawnego teatru drewnianego, grywano w saU Hotelu Pol- 
skiego. 
183) Pomieszane lata: 1829 i 1826. Szczegóły o po- 
bycie w Poznaniu dotyczą bytności Skibińskiego wtem 
mieście w r. 1826. Na lato tegot roku przypada wyciecz- 
ka do Wrocławia.
		

/Skibinski_pamietnik0194_0001.djvu

			- 177 


wielką skalę, Steinkellera, bankiera krakowskie- 
go 184), do bankiera Schredera i od Holanda, pre- 
zydenta Poznania, do jego syna, magistra filo- 
zofii w uniwersytecie wrocławskim. Nazajutrz 
z Holandem przyszli do mnie wszyscy Polacy- 
uczniowie uniwersytetu, w liczbie 42. Przyjem- 
nie mi bardzo było w niemieckiem mieście zna- 
leść się wśród tylu rodaków. Po ich wyjściu 
zajechał koczyk. Odwiedzającym był p. Kalinka, 
korektor pism polskich, drukujących się u Kor- 
na, który z polecenia swego pryncypała przyby- 
wał aby mnie zawieść do uniwersytetu dla obej- 
rzenia gabinetów. Z chęcią przyjąłem p ro p ozy- 
cyę, obejrzałem wszystko z łatwością w parę 
godzin, a z powrotem wstąpiliśmy do królew- 
skiego ogrodu. Odwiózłszy mnie do kwatery_ 
w imieniu pryncypała zaprosił p. Kalinka na 
obiad na dzień następny (na niedzielę) do Oś- 
wicia, letniej rezydencyi, o małą milkę od mia- 
sta odległej 185). 
"Pod Złotą Gęsią" obiad był a la tab le 
d'hóte, na którym i damy się znajdowały, mię- 
dzy innemi panna Blachetka, artystka z Pragi, 
z matką swoją. Panna ta dała jut dwa koncer- 
ty zanim przybyłem, a na poniedziałek zapowie- 


18j) Piotr SteinkelIer. W tym czasie (do r. 1826) 
mieszkał jeszcze w Krakowie. 
185) Opis Oświcia umieścił KZlrjer l--Varszawski 
z r. 1828 w N2 11. 


Pamiętnik Aktora. 


13
		

/Skibinski_pamietnik0195_0001.djvu

			- 178 - 


dziany był trzeci. Przy stole generał pruski i mło- 
dy Korn szczególniej jej asystowali. 
Po obiedzie zajechał parą anglezowanych 
koni buchalter Schredera, Polak, aby mnie obez- 
nać z połoteniem miasta i jego bli
szemi okoli- 
cami. Jeździliśmy a
 i czas jut był do teatru. 
Grano tego wieczora operę Mozarta Don Juan. 
Przybyły z Berlina p. Genast, mający wszelkie 
kwaUfikacye do tytułowej roli, grał i śpiewał 
przewybornie; przyjęty był dobrze i przywołany. 
Orkiestra równiet przewyborna, dekoracye piękne, 
w ogólności jednak śpiewaczki i chóry nie za- 
chwyciły mnie. Jedna tylko pani Garczyńska 
(Ditmarch) *), córka antreprenerki, łączyła w so- 
bie talent śpiewny i dramatyczny. Nazajutrz da- 
wano Precyozę
 którą przedstawiła sama p. Ge- 
nast, 
ona debiutanta dnia poprzedniego. Mał- 

eństwo to szczęśliwie było dobrane, oboje dzięki 
znakomitym talentom i przyjemnej powierzchow- 
ności chlubne znaleźli przyjęcie. . 
Dzień niedzielny tak błogo mi przeszedł, 
tem ani się obejrzał. U stołu przy obiedzie 
w Oświciu prócz Kalinki i mnie był jeszcze ksiądz 
Polak, udający się do Grefenberga. Po obiedzie 
p. Korn zaprowadził nas do swego gabinetu, 
gdzie pokazywał prócz minerałów różne osobli- 
we starotytności: zbiór numizmatów, etruski, roz- 
maitych m uszli etc. 
*) Była hrabina; rozwiodła się z mętem i wróciła 
do teatru.
		

/Skibinski_pamietnik0196_0001.djvu

			- 179 - 


W p.oniedziałek w czasie koncertu panny 
Blachetki dowiedziałem się od Holanda, te od 
kilku dni znajdował się we Wrocławiu nasz ro- 
dak, 7-0 letni artysta Krogulski 186), o którym, 
prócz polskich, zagraniczne pisma: Lipska mu- 
zykalna, Drezdeńska i berlińskie gazety pisały 
i jaknajpochlebniej małego dziecka wielki talent 
głosiły. Postanowiłem za przewodnictwem p. 
Holanda nazajutrz odwiedzić go. Lecz przyszedł- 
szy, có
 ujrzeliśmy? Oto rodziców, zalanych łza- 
mi nad łó
kiem umierającego syna. Podzieliliśmy 
ich boleść, gwiazda ta bowiem, która tak jasno 
ju
 zaświeciła i któraby się z czasem zamieniła 
w słońce, gasła widocznie... Na małym stoliku 
leżały trofea sławy małego artysty, prezenta, któ- 
re otrzymał w Berlinie i Dreznie od królowych, 
złożone z łańcuchów złotych i zegareczka, bry- 
lantami kameryzowanego od królowej saskiej. 
Poleciwszy opiece Boskiej syna i rodziców, wy- 
szliśmy z oczami pełnemi łez, opłakując przed- 
wczesną stratę tego pełnego nadziei dziecka, 
a mo
e i chluby narodu. 
W parę dni dowiedzieliśmy się, te wyszedł 
Krogulski z niebezpieczeństwa 187). Tak dobrą 
wiadomością pocieszeni, po teatrze udaliśmy się 
w liczbie 30 do cukierni i tam, gdyśmy wypili 


1811) Józef Krogulski (ur. 1815 t 1842). miał więc 
wówczas przeszło 10 lat. 
18T) Koncertował potem wkrótce w Poznaniu, w cza- 
sie bytności w tem mieście Skibińskiego.
		

/Skibinski_pamietnik0197_0001.djvu

			-- 180 - 


ponczu po parę szklanek i żądaliśmy drugie ty- 
le, nie chciał nam służący dać więcej, perswadu- 
jąc, że ju
 dosyć, te zaszkodzi. Ale gdyśmy 
się z tego śmieli i powiedzieli, te Niemcom za- 
szkodzić może, ale nie Polakom i teby swoje 
uwagi zostawił dla nich, a nam dał zaraz wię- 
cej,-poskrobał się w głowę i oświadczył, 
e się 
zapyta gospodarza. Jako
 za chwilę przyszedł 
rozespany gospodarz, popatrzył na nas, a wi- 
dząc, żeśmy zupełnie przytomni, chocia
 z nie- 
jaką obawą, jednak zadosyć 
ądaniu naszemu 
uczynił. Radzili mi tego wieczora ziomkowie, 
abym z Poznania przybył z towarzystwem do 
Wrocławia w końcu lipca na wollmarkt, czyli jar- 
mark na wełnę, na który się zje
d
a mnóstwo 
Polaków, jako to Poznańczyków, Ślązaków etc., 
mówiąc, 
e motna śmiało liczyć na nich, a na- 
wet i na Niemców, którzy na operę pójdą. 
Mile mi schodził dzień po dniu. Wrocław- 
miasto ludne; liczące 100.000 mieszkańców, prócz 
garnizonu, bogate, handlowe, pierwsze po Berli- 
nie. W tumie katolickim są wspaniałe kaplice, 
płaskorzeźby; w kościele ewangelickim św. El- 
tbiety sławne organy. Giełdę kupiecką zalicza- 
no do pierwszych w Europie. Sali do tańców 
gustowniejszej nie widziałem wśród Petersburga 
(prócz pałacowych). Posiada nadto miasto 4 gim- 
nazya; uniwersytet, w gmachu ogromnym, staro- 
tytnym, liczył wówczas uczniów niemieckich 
przeszło 800 i Polaków 42. Prawie środkiem 


.
		

/Skibinski_pamietnik0198_0001.djvu

			181 - 


miasta płynie obszernem korytem Odra i tam 
tylko język polski usłyszeć mo
na od flisaków. 
Na własne uszy słyszałem, jak jeden z nich na 
drugiego wołał co miał gardła: A bij
e tam 
niemca! Dowiedziałem się, że to znaczy,- aby 
wbić do brzegu kół, przytrzymujący statek. 
Projekt moich ziomków chodził mi po gło- 
wie. Postanowiłem z Holandem udać się do p. 
Biray, przedsiębiorcy teatru. Ten, wysłuchawszy, 
okazał się przystępny, a nawet zachęcał, że to 
będzie nowość, przyjemna dla publiczności. Przy- 
stąpiłem do układów. Warunki były umiarko- 
wane: przywoławszy p. Stawińskiego, reżysera, 
i porozumiawszy się z nim, oświadczył p. Biray, 
że chce mieć czystych 50 talarów, prócz ekspen- 
su, który tak
e nie przechodził 50 talar6w. . 
Postanowiliśmy grać na przemiany, jeden 
dzień niemiecka trupa, drugi - polska. J1 Towa- 
rzystwo pana-mówił Biray - ma dobrą opinię, 
jak to wiemy z gazety niemieckiej poznańskiej; 
mogę liczyć na pewny dochód". Prosiłem, aby 
mi te warunki napisał i dał pod rozwagę, a przy- 
bywszy do Poznania pierwszą pocztą go zawia- 
domię. _ 
Parę tygodni przeszło mi we Wrocławiu, 
czas ju
 był wracać do Poznania i projekt zwie- 
dzenia Berlina musiał upaść. W dzień mego wy- 
jazdu przyszedł do mnie Holand i prosił, 
eby 
iść z nim. Odprawiliśmy rzeczy na dyli
ans i za- 
szliśmy do ich knajpy. Tam zastiiłem wszyst-
		

/Skibinski_pamietnik0199_0001.djvu

			- 182 


kich rodak6w znajomych, z paru koszami wę- 
gierskiego wina. Po chwili otwierają się boczne 
drzwi i wchodzi Krogulski, prowadząc syna. Po- 
sadzono go przy fortepianie i zagrał mi piękną 
fantazyę kompozycyi Kurpińskiego. Z radości 
pierwszą szklankę wina wychyliłem za zdrowie 
tego ju
 opłakanego artysty. W miłem towa- 
rzystwie czas prędko upływa. Lecz głos trąbki 
powoływał do dylitansu, kt6ry na rogu ulicy się 
zatrzymał. Wszyscy towarzyszyli mi piechotą at 
pod polskiego Biskupa. Tam się do reszty po- 

egnaliśmy, wypiwszy ze 30 butelek porteru. 
Podałem pugilares, 
eby w nim zapisali swoje 
nazwiska, bo sam nie byłem wstanie. Szczęściem 
nikogo nie było w dyli
ansie; uło
yłem się na 
całem siedzeniu, powiedziawszy tylko kondukto- 
rowi, 
eby mnie obudził, kiedy przeje
d
ać bę- 
dziemy przez Hundsfeld. Jako! równo ze wscho- 
dem słońca ujrzałem miejsce, sławne zwycię- 
stwem, odniesionem nad Maksymilianem przez 
Zamoyskiego 188). Na obiad zatrzymał się dyli- 
tans w Krotoszynie; miasteczko małe, lecz schlud- 
ne i czyste. Przybyłem szczęśliwie do Poznania, 
a nazajutrz i towarzystwa się doczekałem. 
Odpocząwszy dni kilka, rozpoczęliśmy wi- 
dowiska operą narodową, przez K. Majeranow- 


188) Oczywista-pomieszane z Byczyną. przez któ- 
rą wszak2:e nie mógł Skibiński przejetMać. Krotoszyn 
Idy po drodze z Wrocławia do Kalisza.
		

/Skibinski_pamietnik0200_0001.djvu

			- 183 - 


skiego napisaną, z muzyką Wygrzywalskiego, 
p. n. Kazimierz Wielki
 król chłopków. Po 
skończeniu 
ądano jej powt6rzenia, jako
 na dru- 
gi dzień teatr nie m6gł pomieścić publiczności. 
Opery nowe: Turek we Włoszech
 Cyrulik i Włosz- 
ka w Algierze musiały być r6wnie
 na 
ądanie 
powtarzane. 
W tym czasie hr. E. Raczyński ozdabiał 
miasto pysznym gmachem, przeznaczonym na 
publiczną bibliotekę. Filary i kapitele sprowadzo- 
no z fabryki 
elaznej z Gliwic. W dzięczność się 
słuszna nale
y temu, kto na tak piękny cel prze- 
znacza dary fortuny. 
Potegnawszy publiczność ruszyliśmy do Ka- 
lisza, prędko mijając K6rnik, tak drogo nas 
kosztujący. Zastaliśmy podług przyrzeczenia teatr 
zupełnie gotowy, dach tylko pobijano, a wewnątrz 
urządzono lo
e, krzesła i inne miejsca 189). Myś- 
my tymczasem zawieszali dekoracye. We trzy 
dni rozpoczęliśmy widowisko. Do oper amatoro- 
wie łaskawi nie odmówili nam swojej pomocy. 
Nie mogę tu przemilczeć mojej dla nich wdzięcz- 
ności; zajęci obowiązkiem urzędowania, stawiali 
się jednak
e regularnie na wszystkie pr6by. Niech 
tym, kt6rzy tyją, da Bóg wszystko dobro, a nie- 
tyjącym niebo. 
Po koronacyi wracała z Warszawy przez 
Kalisz N. cesarzowa z Następcą tronu Aleksan- 


189) R. 1829. Obacz odsyłacz N2 182.
		

/Skibinski_pamietnik0201_0001.djvu

			- 184 - 


drem. Tu na nią oczekiwał jej pułk 2-gi konnych 
strzelców, który otrzymała w darze przy koro- 
nacyL Cały pułk defilował. Po paradzie, gdy 
pułkownik Nosarzewski (czy Starzyński) 190), w peł- 
nym galopie stanąwszy przed powozem, z któ- 
rego nie wysiadała, salutował szablą, - podała 
mu rękę do pocałowania. Ubrana była w mun- 
dur tego pułku: miała zieloną aksamitną suknię 
z białymi atłasowymi wyłogami, na głowie biały 
atłasowy kapelusz z zielonemi strusiemi piórami. 
Żołnierzom kazała dać po rublu, a odprowadzo- 
na do granicy (w Szczypiornie), udała się z Na- 
stępcą do Berlina. 
W tym czasie Księcia Namiestnika Zajączka 
ciało z Warszawy przeprowadzono do Opatówka 
(jego majątek), odległego o milę od Kalisza 191). 
Od rana biskup z kapitułą, duchowieństwo, wła- 
dze, korpus kadetów, cechy, wszystko to oczeki- 
wało. Aż ledwo o g. 9-ej wieczór przybył pocztą 
referendarz Radoszewski i oznajmił, że karawan 
tuż za nim postępuje. Jakoż wkrótce się z za 
góry ukazał, 8 końmi ciągniony i zatrzymał się 
przed biskupem, pontyfikalnie ubranym. Jeden 
z prałatów, z pomocą ludzi wlazłszy na karawan, 
miał powiedzieć egzortę. Lecz, czy to całodzienne 


190) Nie Starzyński, lecz Skarzyński Kazimierz. 
1511) W r. 1826. Pogrzeb Zajączka w Kaliszu odbył 
się d. 4 VIII. Skibiński mógł być jego świadkiem, gdy
 
w dwa dni później, 6 VIII 1826, rozpoczynał dawanie w Ka- 
liszu przedstawień. (Kuryer Warszawski 1826 N2 190)
		

/Skibinski_pamietnik0202_0001.djvu

			- 185 - 


oczekiwanie, upał, czy też pragnienie może za- 
nadto mocnego napoju były przyczyną, że silił 
się coś powiedzieć, gadał niezrozumiale, ale naj- 
głośniej zakończył: "Za zdrowie Księcia Namiest- 
nika proszę O trzy Zdrowaś Maryal" Śmiech 
kilku tysięcy ludzi niewiedzieć jakby długo trwał, 
gdyby muzyka żałobna i śpiew nie zagłuszyły. 
Ruszyła cała eksportacya aż do drugiej rogatki, 
przy której oczekiwał proboszcz z włościanami. Ci 
z pochodniami w asystencyi kadetów ruszyli do 
Opatówka. Nazajutrz, po wspaniałych egzekwiach, 
w przytomności władz wszystkich z Kalisza 
i z Warszawy wielu przybyłych, zło:tono zwłoki 
na wieczny spoczynek w sklepie pod kościołem. 
W Kaliszu potem przez cały czas naszego 
pobytu powtarzano: Za zdrowie Ks. Namiestnika 
napijem się wódki (lub wina). 
Nowo wybudowanemu teatrowi i nowym 
operom winniśmy powodzenie tego lata 192). 
Gdyśmy wrócili do Krakowa 193) przedsię- 
biorca zaproponował zmniejszenie gaży dla wszy- 


192) Teatr, choć w nim grywano, nie był zupełnie 
wykończony. Korespondent z Kalisza do Kurjera War- 
szawskiego, opisując nowy gmach, zaznacza jednocześnie, 
te towarzystwu Skibińskiego dobrze się w tem mieście 
powodziło. (Kurjer Warszawski 1829, !'f
N
 190 i 225). 
1513) Z Kalisza (gdzie bawił przez czerwiec, lipiec 
i sierpień) wyjechał Skibiński do Płocka. Powrót do Kra- 
kowa i wkrótce potem wyjazd do Lwowa miały miejsce 
w r. 1823, a więc po wycieczce do Kielc, h;,adomia i Płocka.
		

/Skibinski_pamietnik0203_0001.djvu

			- 186 - 


. 


stkich, tylko mnie pozostawił na dawniejszej. 
Odmówiłem, tłomacząc, dlaczego nie zapropono- 
nowal im tego, zanim wyjechali na letni wojat, 
a nie dopiero teraz, przed zimą, kiedy taden 
o niczem nie wiedząc o nic tet innego nie sta- 
rał się. "Proszę zatem uwolnić mnie od tak nie- 
przyjemnych negocyacyi i razem od dyrekcyi, 
abym go i z tej strony uspokoił, te przeciwko 
niemu nie będę burzył towarzystwa. Wyjadę 
z toną do Lwowa". Udałem się natychmiast do 
Senatu i uzyskałem świadectwo, a w kilka dni, 
zabrawszy z sobą Zaleskiego (tenora) i siostrę 
tony 19'), we 4 osoby opuściliśmy Kraków 19
). (V). 
We Lwowie jaknajuprzejmiej nas przyjął 
p. Kamiński 196), tembardziej, te polskie towarzy- 
stwo wyjechało do Tarnowa. Pozostałych kilka 


194) Piotrowska, zapewne ta sama, która debiuto- 
wała w Krakowie w sezonie 1822-3. (Estreicher, Tea- 
tra, 228-9). 
195) W ostatnim roku pobytu w Krakowie, d. 1 IV 
1823, grał Skibiński na swój benefis wop. Szynka le- 
karstwem na wszystkie choroby i w tych słowach zapra- 
szał w afiszu publiczność: "Poniewa2: z porządku benefi- 
sów mój przypadł w święta wielkanocne, przeto nie mo- 
gę przyzwoiciej usłu2:yć łaskawej publiczności, jak Szynką, 
na którą zapraszam. Najobowiązańszy i najni2:szy sługa 
K. Skibiński". (Kurjer Warszawski, 1823, 77). 
196) Kamiński Jan Nep. (ur. 1777 t 1855) dyrek- 
tor teatru lwowskiego, pisarz, redaktor Gazety Lwowskiej. 
Szczegółową bibliografię prac, dotyczących Kamińskiego, 
podaje w cennym swym artykule dr. L. Bernacki. (Stule- 
cie Gazety Lwowskiej, t. I, cz. 2-a).
		

/Skibinski_pamietnik0204_0001.djvu

			- 187 - 


osób połączyło się z nami: dwóch Nowakowskich 
muzykalnych (starszy uczył i sam występował), 
panna Kostrzewska, Salowa, pani Kamińska 19i). 
Złożyło się towarzystwo do małych komedyi 
i oper. Z tych Handel na żony, operetka, zna- 
lazła dobre przyjęcie; tak samo Gruha żałoha 198), 
Czaromysł. Na benefis żony dałem Kalifa Bag- 
dadu (Boieldieu'ego). Przed benefisem udałem 
się do jenerała Kalinowskiego, który właśnie 
z wód był powrócił. Złożyłem mu list od JW. 
Prezesa Wodzickiego. Zapytał: kiedy benefis? 
Odpowiedziałem, że w następnym tygodniu. "Ka- 
zać mi przynieść wszystkie loże pierwszego pię- 
tra "-odrzekł. A w dzień benefisu przysłał 200 
reńskich. Inne wszystkie miejsca były zajęte. 
Po zapłaceniu ekspensu teatralnego i części 4-ej 
dla miasta pozostało na czysto 510 rs. 
197) Nowakowski Jan Nep. (ur. we Lwowie 14 IV 
1796 t w tem2:e mieście 21 I 1865). Wraz zWitalisem 
Smochowskim był dyrektorem teatru lwowskiego w latach 
1857-1864. Skomponował muzykę do dramatu Korze- 
niowskiego Karpaccy górale I do ludowej sztuki Zagro- 
da Sobkowa i in. - Żoną jego była wymieniona przez 
Skibińskiego Tekla Kostrzewska. - Nowakowski Ignacy 
(ur. i t 1) debiutował we Lwowie w r. 1822.-Kamińska 
Apolonia z Sobotowskich (ur. 1 t 26 VI 1846). Od r.1809 
2:ona J. Nep. Kamińskiego.-Salowa Anna była w teatrze 
lwowskim od r. 1816. 
198) Handel na Ż011YI k. w l a., Achilles (Achille 
Dartois) i d'Artois (Dartois F. W. A.), tł. Dmuszewski. 
Gruba żalobal k. w 2 a., Etienne i Vial J. Chrz., tłom. 
Kudlicz. .
		

/Skibinski_pamietnik0205_0001.djvu

			- 188 - 


Przedsiębiorca, widząc, 
eśmy się podobali 
publiczności, szczególniej Żona jako śpiewaczka, 
proponował nam anga
owanie i nawet najwy
szy 
numer, jaki wypłacał w swojem towarzystwie 
najpierwszym z aktorów. Lecz przyzwyczajony 
zarządzać, nie chciałem być podrzędnym. Za- 
trzymał nas jednak a
 do Nowego Roku, chocia
 
się j jego towarzystwo zjechało 199). Po Nowym 
Roku przez Ż6łkiew, Zamość przybyliśmy do 
Lublina. Zastaliśmy towarzystwo Bauera. Od- 
bywszy kilka przedstawień, postanowiliśmy udać 
się do Warszawy. Tam jut miała wystąpić 
ona 
we Włoszce w Algierze, gdy powracając z te- 
atru z lo
y zsunęła się ze schodów i trzeciego 
dnia nastąpiło poronienie, przy kt6rem (pomimo 
starań najbieglejszych lekarzy) ledwo się z ty- 
ciem nie po
egnała, pięć tygodni odle
awszy. 
Doktorowie zapowiedzieli, aby przez parę mie- 
sięcy nie śpiewała. W Warszawie ka
dy dzień 
dukatem się nie obszedł. Postanowiłem ją tedy 
sanną wyborną, krytym powozem przewieźć do 
Krakowa i tak się stało 200). Przybywszy do do- 


199) We Lwowie bawili Skibińscy dziesięć tygodni. 
(Kurjer Warszawski l 1824 ]\fu 42). 
200) Nie wiadomo do jakiego roku to się odnosi. 
Po opuszczeniu bowiem Lwowa Skibińscy na początku 
r. 1824 bawili istotnie w Lublinie, potem udali się do 
Warszawy, gdzie Skibińska występowała, pobyt jednak ich 
w tem mieście przeciągnął się do maja. Przyjechali do 
stolicy nie razem; Skibińska 9 III, mą2: jej 17 III. nie wia-
		

/Skibinski_pamietnik0206_0001.djvu

			189 - 


mu, przy troskliwości W. Szustra, powróciła do 
zdrowia. 
Otrzymałem list z Lublina od Zaleskiego. 
Zapytywał, jakie mam projekty na przyszłe lato. 
Krakowscy aktorowie oświadczyli. te nadal nie 
zostaną w trupie Starosty. Na sejmie odjęto trzy 
tysiące za to, te opery nie było 201). Próbował 
do mnie przez senatora Grodzickiego Starosta, 
teby motna chociat mniejszych oper parę dać, 
aby zamknąć usta na Sejmie; lecz złotyłem się 
słabością tony i sam do końca kursu nie wystę- 
powałem. Siedząc bezczynnie parę miesięcy zro- 
biłem projekt jechania do Wilna, tern bardziej, 
te aktorowie, przekonani, ile korzystali ze mną, 
oświadczyli: choćby na koniec świata! 
Tymczasem kurs się skończył. Starosta 
dwumiesięczną gatę zawinił aktorom i propono- 
wał, aby zaczekali do przyszłego kursu; te tej 
zimy i spektakle nie dopisały i senat 3000 urwał. 
Lecz aktorowie odpowiedzieli, te wcale nie mają 


domo, czy z Lublina, czy te2: z Krakowa: w liście przy- 
jezdnych w K"rjerze Warszawskim (M 93) przy nazwi- 
sku artysty dodano "oby: z Krakowa", co dwojako mo2:na 
rozumieć. Pierwszy występ Skibińskiej odbył się d. 23 
III w TaJtkredzie l następny 3 IV w jadwidze l wreszcie 
trzeci i ostatni 4 V równie2: w Tankredzie (Amenaida). 
(.Artyści Dramatyczni, Opery, Tancerze, występujący w ro- 
lach gościnnych na scenach Teatrów warszawskich od 
r. 1783- Rkps M. Chomińskiego. - Kurjer l¥arszawski l 
1824 N!?N!? 60, 70, 73, 79 i 107). 
2(1) Obacz odsyłacz M 155.
		

/Skibinski_pamietnik0207_0001.djvu

			- 190 - 


zamiaru powrócić. Podali notę do Senatu, któ- 
ry polecił bez zamitrętenia wypłacić. Na ten cel 
oddał im Starosta teatr, aby odegrali killta wi- 
dowisk, z których on tadnej części nie weźmie. 
Dali pod tytułem benefisów pięć przedstawień 
i zaledwie z nich półtorej zebrali gaty. Reszta 
pozostała ad feliciora tem pora. 
Tymczasem, biorąc towarzystwo na cały rok, 
zrobiłem ogólny kontrakt przed notaryuszem Igna- 
cym Rogalskim, poświadczony przez misyę ro- 
syjską. Kompletowałem repertuar sztuk i oper; 
umieściłem na nim komedye prawie wszystkie 
Fredra, bardzo lubione. Poleciwszy dziatki i dom 
opiece moich rodziców, potegnawszy przyjaciół, 
opuściliśmy Kraków, udając się do Kalisza. 
Nie jechałem wprost do Wilna dla tego, te 
mi ten czas był potrzebny, abym przez lato skom- 
pletował opery i obsadził je muzykalnemi osobami; 
którzy byli bowiem chórzyści, jako to: Bonda- 
siewicz z siostrą, Oawecki, Zawadzka, tych po- 
sunąłem do zajęcia ról w operach 2 0 2). Oraliśmy 


2(2) Bondasiewicz Leon Maciej (ur. 18 II 1802 
w Dobrzycach, w cyrkule bocheńskim t 1) Przez lat 
piętnaście był artystą opery w Warszawie. Pierwszy raZ 
wystąpił 12 IX 1830 w roli Solimana (. Turek we Wło- 
szech a), ostatni raz 22 IV 1845 jako Moreno wop. .Nie- 
ma z Portici - .-Jego siostra-zapewne inna, ni2: Teresa 
Bondasiewiczówna l gdy2: ta, jako ur. w r. 1820, była w owej 
chwili małem dzieckiem; (nazwisko jej spotykamy dopie- 
ro w r. 1834 w Krakowie, gdzie w tym czasie były dwie
		

/Skibinski_pamietnik0208_0001.djvu

			- 191 - 


tylko po dwa razy w tygodniu; resztę czasu obra- 
całem na lekcye oper i próby z komedyi Fredra, 
które, jako wierszowe, chciałem doprowadzić do 
tego stopnia, aby bez suflera się obeszły,-i do- 
prowadziłem, czego w Wilnie wszyscy widze 
i aktorowie wileńscy byli świadkami. 
Św.-jańskie kontrakty odbyliśmy w Pozna- 
niu. Wracając na Kalisz daliśmy w tem mieście 
kilka przedstawień, poczem udaliśmy się do Płoc- 
ka. Jenerał Kobyliński, prezes województwa, 
jako Litwin znajomy mój z Wilna (gdzie mu 
w 1812 r. nogę odjęto), był rad mojemu przy- 
byciu i z jenerałem Giełgudem, który tu stał 
z pułkiem, silnie protegowali naszą scenę. 
Z Płocka udaliśmy się do Lublina, dokąd 
przyrzekłem wstąpić dla zabrania kilku jeszcze 
aktorów z trupy Bauera 203). Odegrawszy kilka 


Bondasiewiczówny. Po debiucie w d. 19 III 1842 w roli 
Rity [.Zampa.] przyjęto ją do teatru w Warszawie). Ga- 
wecki-zapewne Wincenty, który po r. 1830 był w Kra- 
kowie, gdzie następnie objął stanowisko korepetytora 
chórów (w r. 18441). - Zawadzka Tekla, zaanga2:owana 
do Teatru krakowskiego w r. 1821. 
203) Cała ta marszruta, niedoszły do skutku wy- 
jazd do Wilna i pozostanie na zimę w Lublinie wskazują 
na r. 1826. Z toku opowiadania Skibińskiego sądzićby 
motna, te była to ju2: czwarta wycieczka do Poznania. 
gdy w rzeczywistości zarówno to, jak i poprzednie w pa- 
ru ju2: miejscach Pamietnika wspomnienia z tego miasta 
(prócz najpierw zanotowanego opisu pobytu w r. 1822)- 
dotyczą drugiej bytności w r. 1826. To samo dotyczy
		

/Skibinski_pamietnik0209_0001.djvu

			- 192 - 


przedstawień wybierałem się do Wilna, gdy wez- 
wano mnie do JW. Lubowieckiego, prezesa wo- 
jewództwa. Kilka osób cywilnych i wojskowych, 
a między niemi i pułkownika 4-go pułku strzel- 
ców, p. Zarzeckiego, zastałem u prezesa, który 
rzekł mi: " Słyszeliśmy, 
e pan chcesz Lublin 
opuścić i nas przed zimą zostawić, dawszy nam 
zasmakować w jego przyjemnych widowiskach."- 
"Wybieram się a
 do Wilna-odpowiedziałem- 
i ju
.em posłał zawiadomienie o mojem przyby- 
ciu". (Jako
 przed wyjazdem z Płocka pisałem 
do Rogowskiego, uwiadamiając go o moim pro- 
jekcie) 20'). "My tu właśnie, jak widzisz, zebra- 
ni z pułkownikiem, ja z urzędnikami, a pułkow- 
nik z korem oficerów, chcemy zło
yć abonament, 
któryby panu mógł zapewnić stały pobyt przez 
zimę" .-"Nie mogę w tym momencie odpowie- 
dzieć na propozycyę JW. prezesa, nie porozu- 
miawszy się z mojem towarzystwem. Jeszcze 
grać mamy jedno przedstawienie na po
egnanie 
publiczności i ostatnie dla ubogich. A przez 
ten czas, porozumiawszy się, przyjdę z odpowie- 
dzią"-"Proszę wierzyć, 
e odmownej odpowie- 
dzi nie przyjmiemy; siła cywilna i zbrojna jest 
w naszym ręku. Tymczasem proszę zostać i śnia- 
danie z nami podzielić". Jadł ka
dy, wiele chciał; 


i Kalisza. co do którego pomieszał jeszcze Skibiński fakty 
z r. 1829 z dawniejszymi. 
204) Kurjer Warszawski 1826 ]\fu 272.
		

/Skibinski_pamietnik0210_0001.djvu

			- 193 


ale gdy przyszło do picia, tak mnie pilnowano, 
żem wrócił do domu jak Marcin Pieczarka, 
który w Szlachcie czynszowe;/ mówi: 


Poczciwy Hrabia 
Przyjął szlachcica dobrą szklanką wina, 
A2: mu się na łbie zje2:yła czupryna. 


Opowiedziałem moim aktorom o projekcie 
prezesa, lecz wszyscy woleli, żeby się wybierać 
do Wilna, gdzie widoki, jako w wielkiem mie- 
ście, były mierzone na wielką skalę. Ale niema 
złego, coby na dobre nie wyszło. Przyszedł list 
z Wilna, w którym Rogowski radził, aby nie 
przyjeżdżać na zimę gdyż "miejscowe towarzy- 
stwo trzy lata czeka na V?ybory, które tej zimy 
przypadają", a moje towarzystwo i latem jako 
nowość sprowadzi publiczność, "bo jego opinia 
przez pisma publiczne jest i tu ustalona". Fiat 
voluntas tua! rzekłem. Minęły czasy, kiedy na- 
jazdy miały miejsce, i my uległością i cierpli- 
wością dalej zajedziem, a moim ziomkom napa- 
du ani najazdu za nic nie zrobię. 
Uczyniłem wyciąg gaży miesięcznej, jaką 
pobierali aktorzy u Starosty, oraz dla nowoprzy- 
byłych; pokazało się, że nam (prócz teatralnych 
kosztów) potrzeba 5000 zł. miesięcznie. Udałem 
się z tem do Prezesa. "Czy to nie będzie za 
wysoki numer?"-zapytał, mówiąc, że Bauerowi 
3000 płacili. "Bauer-odpowiedziałem-nie miał 
opery, a ta zazwyczaj więcej kos
tuje, bo muzy. 
Pamiętnik Aktora. 14
		

/Skibinski_pamietnik0211_0001.djvu

			- 194 - 


kalni operzy
ci we wszystkich teatrach wy
szą 
pobierają płacę. Orkiestra z próbami muzykal- 
nemi tak
e dubeltowej potrzebuje płacy. A có
 
dopiero sprowadzenie i przepisanie na głosy 
ka
dej opery" .-"Dobrze, wezmę to pod rozwa- 
gę z p. Zarzeckim pułkownikiem i w jaknajkrót- 
szym czasie damy odpowiedź.'. Jako
 trzeciego 
dnia by em wezwany do Prezesa. Zastałem ju
 
listę gotową, zapewniającą po 4000 miesięcznie 
at do l kwietnia i z tern, 
e dla zaokrąglenia 
rachu
ku katdego miesiąca otrzymać mam z ka- 
sy wojewódzkiej 2000, a drugie 2000 od płatni- 
ka 4-go pułku. Przyjąłem, licząc resztę na przy- 
byłych, ale warowałem tylko, 
e ka1da nowa 
opera i benefisy będą dawane z zawieszeniem 
abonamentu. I to przyjęte zostało. Pułkownik 
przyrzekł, 
e zaleci kapelmajstrowi, aby miał mu- 
zykę na moje zapotrzebowanie. Tak tedy, za- 
miast jechać do Wilna, pozostali
my w Lublinie. 
L' Izomme propose, Dieu di.o;pose , to pra wda! 
Wzięliśmy się do pracy. Trzy dni, to jest 
wtorek, czwartek i niedzielę, przeznaczyłem dla 
abonamentów (12 widowisk miesięcznie); nowe 
opery i benefisy w piątki, z zawieszemem abo- 
namentu. Urzędnicy, siedząc w mieście, korzy- 
stali; lecz oficerowie, którzy musieli chodzić na 
zmianę do Zamo
cia, musieli te
 płacić, chocia
 
nie byli w teatrze. Po ka
dym miesiącu wiernie 
z kasy cywilnej i wojskowej pobierałem abona- 
mentowe pieniądze. Dochód z nowych przedsla-
		

/Skibinski_pamietnik0212_0001.djvu

			- 195 


wień i to, co wpływało za bilety od przychodzą- 
cych osób, było dostateczne do zapełnienia gaty 
i opłacenia kosztów teatralnych. 
Przed kilku laty sprowadziłem z Berlina 
operę Freyszyc i kostiumy do niej iluminowa- 
ne 205). Aktorowie jeszcze w Krakowie mnie ata- 
kowali, dla czego jej nie daję do nauki. Zawsze 
im odpowiadałem, te: to jest twardy orzech na 
wasze zęby. Muzyka Webera chromatyczna po- 
trzebuje pewnych i muzykalnych śpiewaków. 
A przytem, słysząc operę w Wilnie po niemiec- 
ku a w Warszawie po polsku, widziałem, jakich 
to dekoracyi, maszyn i wystawy wymaga. Lecz 
w Lublinie nabrałem odwagi, a mając kilka osób 
muzykalnych, mogłem stosownie rozporządzić 
rolami. W przód jednak, nim do tego przyszło, 
wziąłem pod ścisły rachunek, ileby na mniejszą 
skalę kosztowała wystawa. Pomówiłem z bar- 
dzo dobrym tamecznym malarzem p. Malinow- 
skim 206) o dekoracyach, zwłaszcza o przystaw- 


ZOl) Ryciny kolorowane, wyobra2:ające kostiumy. 
206) Zapewne ojciec Adama Malinowskiego, mala- 
rza (ur. w Lublinie 1831 t w Warszawie 1892), ucznia 
Sachettiego, późniejszego dekoratora teatrów warszaw- 
skich. (Obacz: Tygodnik l//ustrowany, 1892 N!? 123 
i .Krótkie wzmianki o nie2:yjących malarzach polskich na 
Wystawie retrospektywnej-o Warszawa 1898, str. 44-a). 
W r. 1840 malarzem teatralnym w Krakowie był Franci- 
szek Malinowski; mo2:e ten sam, co w Lubl!nie? (Obacz 
Gazeta Krakowska 1840 N!? 82). O dekoracyach Mali-
		

/Skibinski_pamietnik0213_0001.djvu

			- 196 


kach, jako to: obłokach, duchach napowietrz- 
nych połączonych z mechaniką i t. p. . Co do 
pierwszych, ja odmaluję-powiedział; - a co do 
drugich, jest tu stolarz z Warszawy, który był 
pomocnikiem w teatrze przy maszyneryi; ja go 
do Pana przyślę dla rozmówienia się o tern". 
Tak porozumiawszy się, wyliczyłem, na ile osób 
kostiumy trzeba sprawić. Wypadła sumka do 
5000 zł. A te ta sama opera, tu wyuczona 
i wystawiona, byłaby gotowa do Wilna, przed- 
sięwziąłem się tem zająć i dałem do nauki. 
W tymte czasie w Warszawie Sroka Złodziej 
Rossiniego wielkie robiła furore 207). Postanowi- 
łem ją nabyć. Napisałem do Kurpińskiego. Od- 
pisał, te to ogrom muzyki: w partyturach sa- 
mych przeszło sto arkuszy, które rozpisawszy 
na głosy, będzie przeszło 200; a dopierot egzem- 
plarz, wiersze śpiewu... Będzie najmniej 70 do 
75 r. kosztowało. Pragnąłem ziomkom w Wil- 
nie przysłutyć się nowym repertuarem, więc się 
nie namyślałem i w parę miesięcy otrzymałem 
operę. Tymczasem lekcye z Freyszyca odbywa- 
ły się swoim porządkiem. 
Dnia 5 lutego 208) z odebranego od rodzi- 
ców listu dowiedziałem się, te córka Józia, zo- 


nowskiego w Lublinie w r. 1830 wspomina Kurjer War- 
. szawskt w M 121 z tego2: roku i Estreicher, Tea/ra" III 72. 
2(1) Wystawiona w Warszawie l-y raz 22 II 1825. 
Libretto tłomaczył Osiński z Kurpińskim. 
208) 5 II 1827 r.
		

/Skibinski_pamietnik0214_0001.djvu

			- 197 - 


stawiona na pensyonie, bardzo zachorowała i 
e 
ją rodzice odebrali do domu. Wziąwszy ekstra 
pocztę, w jednej dobie stanąłem w Krakowie. 
Po dwukrotnem consilium pan Szuster, doktor 
(i ojciec jej chrzestny), oświadczył, 
e to są ga- 
lopujące suchoty i niema 
adnego ratunku; 
e- 
bym pomału przygotował Żonę. Nigdy poło
e... 
nie ojca nie mogło być przykrzejsze. Chciałbym 
zostać przy córce, a tu wracać koniecznie trzeba 
było, mając obowiązek abonamentu, aby nie 
uchybić, i towarzystwo bez rozporządzenia, a przy- 
tem i benefis jednego z aktorów na dzień wy- 
znaczony, a w którym główną rolę zajmowałem. 
Wtem trudnem poło
eniu, ucałowawszy po raz 
ostatni, oblałem łzami moje dziecię i puściłem 
się napowrót do Lublina. Jako
 25 t. m. otrzy- 
małem wiadomość, 
e ten anioł uleciał w nie- 
biosa... Przez kilka dni uciekałem od ludzi, nie- 
przyjmując 
adnej pociechy. Nakoniec zachoro- 
wałem i przez dwa tygodnie lękano się o moje 

ycie. I tu doznałem wiele troskliwości od 
y- 
czliwych mi osób. Dom JW. hrabiny Jaraczew- 
skiej (z domu Krasińskiej) 209) był dla mnie otwar- 
ty i w czasie choroby; prócz tego domy preze- 
sów, pułkowników i innych wielu. Kupiec Tro- 
janowski, Czyński adwokat dali mi dowody czu- 
łej troskliwości. 
Nakoniec i ta rana zagojona została. Wró- 


209) Elżbieta z Krasińskich Jaraczewska, autorka, '
		

/Skibinski_pamietnik0215_0001.djvu

			- 198 - 


ciłem do pracy i zająłem się wystawą Freyszyca, 
który po dwumiesięcznej nauce był gotowy. Zo- 
stał jeszcze miesiąc czasu do skończenia abona- 
mentu, po upływie którego dopiero miałem ope- 
rę przedstawić, aby mieć zapas na podró:t od- 
ległą do Wilna. Tymczasem odbywały się próby 
kwartetowe dla osłuchania się z harmonią; dalsze 
próby robiono z maszyneryą, dekoracyą i orkiestrą, 
którą powiększyłem amatorami i miejscowymi mu. 
zykami. Rozniosło się to po mieście. Bardzo wiele 
osób 
yczyło sobie być obecnemi przy próbach; 
ale prócz prezesostwa, JW. hr. Jaraczewskiej i puł- 
kownika oraz kilku przyjaciół, przy zamkniętym 
teatrze odbywaliśmy je. 
Skończył się marzec, a z nim i abonament. 
Wydałem doniesienie, otrzymawszy przedtem poz- 
wolenie na podniesienie ceny na trzy pierwsze 
przedstawienia. Na pierwsze m było tak pełno, 
ze wielu, niemogąc się pomieścić, wróciło do do- 
mów. Tot samo na drugiem i trzeciem. Po 
obliczeniu byłem spokojny, bo mi się prawie 
koszta wróciły. Jeszcze potem dałem dwa razy 
na zwyczajną cenę i spektakl potegnalny. Trzy te 
ostatnie przedstawienia gatę i furmanów do Wil- 
na zapłaciły. Nie mając gdzie zabrać dekora- 
racyi i przystawek, zostawiłom one właścicielowi 
teatru, p. Rodakiewiczowi. 210 ) Potegnawszy na- 


210) Rodakiewicz wybudował teatr w r. 1824. Mie- 
ścił się on przy ulicy Jezuickiej; grywano na nim a2: do
		

/Skibinski_pamietnik0216_0001.djvu

			- 199 - 


szych protektorów, opuściliśmy Lublin 15 kwiet- 
nia, chciałem bowiem na ruski św. Jerzy do 
Wilna zdątyć na kontrakty. 


czasu wystawienia obecnego gmachu teatralnego. O po- 
bycie Skibińskich w Lublinie w 1826-7 r. obacz Kttrjer 
Warszawski z tego2: roku N!! N!! 107 i 143 i Ru.ch 11lU- 
zyczny (Sikorskiego), skąd czerpiemy n--::tępujący chara- 
kterystyczny obrazek: 
.Po wyjeździe pana Bauera przybył p. Skibiński 
ze swą trupą; było to w czasie najwy2:szej świetności dla 
muzyki naszego miasta. Towarzystwo p. Skibińskiego 
składało się z ludzi wykształconych w dramaturgii na 
ów czasowej szkole klasycyzmu francuskiego i biegłych 
muzyków; dawało ono nam poznać przy pomocy miejs- 
cowej orkiestry arcydzieła tamtejszej epoki. Opery: 
Lodoiska Spontiniego; Tankred, Włoszka w Algierze, 
Kopciuszek, Turek we Włoszech Rossiniego; Familia 
szwajcarska Wintera; Axur Salierego; Wolny strzelec We- 
bera; Chłop milionowy Miil1era - wystawiane były z łat- 
wością, na jaką dziś zaledwie Warszawa zdobyć się mo2:e. 
Zycie pozakulisowe artystów dramatycznych centralizo- 
wało się w domu naro2:nym, na drugim końcu tej2:e ulicy 
lJezuickiej], u p. Łuszczewskiego. Było to lubelskie 
Foyer de f Opera, zajmujące dwa pokoje; w jednym z nich 
nad kanapą umieszczono portret p Skibińskiego, a kana- 
pa była uprzywilejowanem miejscem odpoczynku dla wy- 
soko powa2:anego dyrektora. Na jego przybycie sam gos- 
podarz i wszyscy goście powstawali, witając go ukłonem. 
Je2:eli który z obecnych zajął uprzywilejowane miejsce, 
natenczas albo je sam przez się opuścił, albo na prośbę 
gospodarza, prpwadzącego p. dyrektora pod rękę, ustąpić 
musiał. U tego tedy p. Łuszczewskiego zbierali się co 
wieczór członkowie dramatyczni, członk<,wie orkiestry, 
przyjaciele zebranych osób lub ich talentów. Tam, PQ.
		

/Skibinski_pamietnik0217_0001.djvu

			I 


200 - 


"- 


Przybyli
my do Siedlec 211) na szabas z fur- 
manami 
ydowskimi. Gdy ujrzano kilka bryk, 
gruchnęło zaraz po mieście, 
e przyje
d
ają ak- 
torowie. Nazajutrz wyszedłem do kościoła i dla 
obejrzenia miasta i spotkałem się z komisarzem 
wojewódzkim, mieszkającym przed dwoma laty 


stawiwszy przed sobą butelkę piwa za siedem groszy 
polskich, mo2:na było zabawić się do późnej godziny, 
nasłuchując się wiele nowych, wesołych i dowcipnych 
rzeczy. Tam nieraz, kiedy zebranym gościom przyszła 
ochota, odśpiewano jaki ustęp z opery przy pomocy 
obecnych członków orkiestry, którzy zawsze odwiedzali 
to miejsce ze swemi instrumentami; tam się kształciła 
przytomność muzykalna w harmonizowaniu częściowo od- 
grywanych ustępów dla utrzymania całości... A kiedy 
zgromadzeni goście nabawili się muzyką, kiedy wszyscy 
w dobrym humorze zaczęli sobie opowiadać anegdoty, 
a szczególniej kiedy sam p. Skibiński co mówił, gdyby 
£ałe zgromadzenie nie przyjęło jego historyjki ogólnym 
śmiechem zadowolenia, gdyby którykolwiek z zamyślo- 
nych w kąciku gości nie połączył swej radości z radością 
innych, zgromiłby go najprzód sam gospodarz, p. Łuszczew- 
ski, surowym wzrokiem; a gdyby to nie pomogło, odwa- 
2:yłby mu się powiedzieć, i2: niewypada wydalać się z do- 
mu człowiekowi, mającemu jakieś cię2:kie frasunki, bo 
tym sposobem psuje się harmonia w towarzystwie. I na 
drugi raz pewnoby mu nie dał butelki piwa, choćby za 
nią chciał płacić osiem groszy nawet. Tak to w owym 
czasie szanowano ka2:dy stan, ka2:demu pozwalano być 
wielkim w swoim zakresie -. (Lub/in literacki
 muzycz- 
ny i dra111,atyczny przez Adama Krasińskiego. Ruch mu- 
zycZ1ZY 1857, N!! 22). 
2U) Do Siedlec z Lublina pojechali nie wprost, lecz 
przez Radom. (Ktlrjer Warszawski 1827, M 204).
		

/Skibinski_pamietnik0218_0001.djvu

			- 201 - 


w Lublinie. Po przywitaniu, powiedziałem, 
e 
jutro wyje
d
amy, a tu tylko szabasujemy. ."A czy 
to być mo
e, 
eby dla Siedlczan nic nie zagrać?" 
Powiadam, 
e śpieszę na kontrakty wileńskie 
i zatrzymać się nie mogę. Rozeszliśmy się. 
Przed wieczorem przychodzi znowu p.... (naz- 
wiska zapomniałem) i prosi tebym wziął frak 
i poszedł z nim do prezesa. 212 ) 
Wymawiałem się, 
e, będąc w drodze, nie- 
podobna nowe znajomości zawierać, a mając 
wszystko zapakowane, trudno wyjmować. " Wy- 
mawiaj się jak chcesz - odpowiedział-a ja da- 
łem słowo Prezesowi, 
e cię przyprowadzę na 
herbatę i daleki jestem od przypuszczenia, abyś 
mnie chciał skompromitować." Volens nolens 
ubrałem się i poszliśmy do Prezesa. Zastaliśmy 
oboje i kilka jeszcze osób. Zaczął gospodarz 
od sypania komplementów mnie i memu towa- 
rzystwu; podał ze stolika Kurjerek Warszawski, 
w którym chlubny był bardzo aptykuł o Frey- 
szycu oraz o tern, ile Lublinianie nas 
ałują.:HS) 


212) Prezesem komisyi woj ew. był w tym czasie 
w Siedlcach Joachim Starnalski. 
213) Kurjer Warszawski N!! 107 z d. 21-IV 1827 r.: 
.Z Lublina. Tegorocznej zimy artyści dramatyczni pod 
dyrekcyą pana Skibińskiego
 przyło2:yli się znacznie do 
uprzyjemnienia wieczorów w Lublinie. Staranny dobór 
osób. widoczne i zgodne usiłowania połączone nawet 
z nakładem, przy rzeczywistym talencie niektórych arty- 
stów, dały powód, 2:e oddane dzieła, mianowicie opery,
		

/Skibinski_pamietnik0219_0001.djvu

			-202- 


Potem opadli jak niedźwiedzia w ostępie wszys- 
cy razem, żeby się zatrzymać i dać kilka przed- 
stawień. Wymawiałem się kontraktami, na któ- 
rych opierałem widoki. Nic nie pomogło, mu- 
siałem dać słowo i zostać na 6 przedstawień, 
zastrzegając z nich 600 rb., których je
elibym 
nie miał, Prezes obiecał dopełnić. Powróciłem 
do domu późno i w wesołym humorze. Prezes 
nie żałował wina. Aktorzy niekontenci, ale 
przyjąć musieli. Kontrakty stracone, lecz jeszcze 
jest na drodze Grodno, w które m się zatrzymać 
warto. 
Obejrzałem nazajutrz szopę czy wozownię, 
gdzie był zrobiony teatr, mający do niczego nie- 
podobnych parę dekoracyi, a potrzebnych rekwi- 
zytów brakowało. Udałem się do Prezesa z prze- 


I 
lepiej ni2: się spodziewać było mo2:na, wystawione zostały. 
Staraniom p. Skibińskiego winna publiczność lubelska, 2:e 
oprócz innych oper, słyszała Hi/arego J TankredaJ Wlosz- 
k
 w Algierze, Cyrulika i Wolnego Strzelca, a w ostat- 
niej kosztowne ubiory, liczna orkiestra, dobrane chórYJ 
. wystawne dekoracye, niewiele do 2:ądania pozostawiały... 
W ogólności, z Artystów, których dotąd publiczność Lu- 
belska widziała, Towarzystwo ostatnie jest naj szczęśliwiej 
dobrane, powszechnem jest 2:yczeniem, aby na przyszłą 
zimę powróciło... P. Skihillski jest utalentowanym akto- 
rem; jego pojęcie charakterów wyrównywa wzorowej 
łatwości, z jaką je oddaje-. W dalszym ciągu wymienia 
korespondent Skibińską, Zawadzką, Wygrzywalską, Włod- 
kową, Włodka, Gaweckiego, Ręczyńskiego i Bondasie. 
wicza.
		

/Skibinski_pamietnik0220_0001.djvu

			203 - 


łożeniem niemożności grania z powodu niedo- 
statków. "Wszystkiego - odrzekł - czego po- 
trzeba, dostarczy prezydent miasta, a w przecią- 
gu 24 godzin teatr będzie czysty i opatrzony". 
Chociaż to była niedziela, napędzono aresztan- 
tów do zamiatania i ścierania kurzu. W ponie- 
działek wieczorem już robiłem próbę. Muzyki 
nie było, a prosili szczególniej o opery. Trzech 
się znalazło amatorów, Wygrzywalski, mój kore- 
petytor, dyrygował przy fortepianie. 
Prezes kazał rozpisać po całem wojewódz- 
twie uwiadomienia o przybyłych artystach i o dniu 
rozpoczęcia. Zjechało się mnóstwo obywateli 
i szopa wieczorem zapełniła się spektatorami. 
Tak było we czwartek, potem w niedzielę, wto- 
rek i czwartek. Nie potrzebował dokładać Pre- 
zes, bo po rozdzieleniu 600 rb. między aktorów, 
jeszcze 70 kilka rubli zostało na przekarm przez 
dwa tygodnie furmańskich koni. 
Na drugi dzień po ostatniem przedstawieniu 
przyszło do mnie kilka osób. Sądziłem, że z po- 
żegnaniem; ale prezydent miasta 21.J) powiada: 
"Przyszliśmy z architektem zabrać Pana z sobą 
do teatru, abyś pokazał, co tam potrzeba zrobić. 
Pan Prezes oświadczył, że Pan przybędziesz na 
całą zimę do nas. Trzeba teatr ocieplić. A co 
się tyczy wygody i ozdoby, proszę nie żałować; 
z dochodów miejskich wszystko się zapłaci." 


lU) Leopold Mszański. 


.......
		

/Skibinski_pamietnik0221_0001.djvu

			-I 


-204- 


"Nie przyrzekałem, tylko warunkowo, jeteli mnie 
w Wilnie nie zatrzymają, a tu jeteli 5000 zł. 
abonamentu miesięcznego złotone będzie."- 
"To dla nas odrębna materya. Nam polecono, 
abyś Pan nam pokazał, co trzeba zrobić w te- 
atrze. " Chcąc się ich pozbyć, a nawet projektu zi- 
mowania, poszedłem. Kazałem podłutyć budy- 
nek na 4 sątnie, podwytszyć na sąteń. Lót 
było 9; projektowałem dwa piętra i gaJeryę. Sło- 
wem, ja gadałem, a architekt pisał. U dałem się 
potem prosto stamtąd do Prezesa z potegnaniem 
i jeszcze raz wyraziłem wątpliwo
ć co do przy- 
bycia na zimę. " Wątpliwość się ta usunie, sko- 
ro będziesz miał zapewnionych 5000 zł. miesięcz- 
nie, a teatr miałem zamiar nowy stawiać, ale 
kiedy ten da się przerobić, to będzie lepiej 
i prędzej. Ja tu katę po
pieszać, aby z końcem 
wrze
nia był jut ukończony." Potegnawszy do- 
stojnego urzędnika, ruszyliśmy z Siedlec i trze- 
ciego dnia stanęli
my Grodnie bez przypadku, 
wygodnie. 
Tu teatr był na Horodnky, z czasów Sta- 
nisława, fundacyi podskarbiego Tyzenhauza. :la) 
Dzi
 biedny, nie opatrzony. ZastaJiśmy trupkę 
małą Szymańskiego, prawie bez chleba. Pomny, 
te początki moje były u niego, aby na przyby.. 


215) Teatr na Horodnicy urządzili w uje2:d2:alni 
królewskiej, w r. 1784, przedsiębiorcy opery włoskiej, 
która z Warszawy tu przyjechała. W roku następnym, 
1785, budynek przywrócono pierwotnemu przeznaczeniu.
		

/Skibinski_pamietnik0222_0001.djvu

			-205- 


ciu naszem co
 skorzystał, przyłączyłem ich do 
swego towarzystwa i utywałem do chórów i asy- 
stencyi w sztukach wystawniejszych. Między in- 
nemi, panna Majewska, przyjęta w Siedlcach, 
była niezłą aktoreczką i do oper utyteczną. 
Po odegraniu paru przedstawień udałem · 
się sam do Wilna dla zawarcia umowy z tamecz- 
nem towarzystwem. Ale nie było zdań zgod- 
nych. Szczególniej niechętny był Katyński Dy- 
onizy (syn, bo jut ojciec nie tył). 216) Zdałem 
tę rzecz na kompromis. Z mojej strony upro- 
siłem pułkownika Chrząstowskiego, ówczesnego 
policmajstra, a z ich strony był pułkownik Boh- 
danowicz, plac-major. Podali oni swoje warunki 
i ja swoje i prawie się wszystkie utrzymały. To- 
warzystwo moje i moje sztuki z katdego przed- 
stawienia miały pobierać dwie części, a całe to- 
warzystwo wileńkie trzecią. Nadto obowiązkiem 
jego było przyjmować wszystkie role, jakie ja 
przeznaczę, i występować w swoich kostiumach 
w chórach i jako statyści obojej płci, bez tad- 
nego zastępstwa i tadnej wymówki. Układy 
przeciągnęły się do dwóch tygodni. Nakoniec 
ułotony kontrakt podpisaliśmy, a dla pewno
ci 


216) Każyński DY01tizy (ur. ? t 25 I 1838 roku 
w Wilnie). Debiutował 17 XII 1812 r. w sztuce Czar1lY 
· człowiek. Zaanga2:owany na stałe w kwietniu 1813 roku. 
Ostatni faz grał 31 XII 1837 r. rolę grabarza w sztuce 
Noc w wigilil/ Bożego Narodzmia. (A. H. Kirkor: Prze- 
chadzki po Wihtie i jego okolicach. Wyd. II-e, str. 302).
		

/Skibinski_pamietnik0223_0001.djvu

			I 


- 206 - 


. 


w sądzie go zaoblatowałem. To zrobiwszy, na- 
pisałem do Grodna, aby, potegnalnyodegrawszy 
spektakl, przybywali do Wilna. 217 ) Przez ten 
czas nająłem kilka kwater dla tonatych i dla 
siebie przy Trockiej ulicy w domu Lewikowskiego. 
Ułotyłem repertuar silny, złotony ze sztuk 
większych i oper, mając w towarzystwach połączo- 
nych przeszło 50 osób. A poniewat role do 
oper miałem obsadzone, szczególniejszą uwagę 
zwróciłem na pełne kompletowanie chórów. Ko- 
medye Fredra tak były umiane, te nie potrzebo- 
wałem utywać wileńskich artystów, w większych 
tylko sztukach, dla mocniejszej obsady, utyłem 
kilku celniejszych z wileńskiego składu: Rogow- 
skiego, Górską Izabelę 218) i w operach Katyń- 
skiego. 
Tak silne naboje przygotowawszy, wymie- 
rzyłem działa do publiczno
ci. I nie chybiły celu. 


211) Do Wilna przybyło tow. Skibińskiego w po- 
łowie sierpnia (Kurjer Warszawski 1827, N'!! 224).-Dom 
Lewikowskiego N'!! 389, polic. 15. \V archiwum miejskiem 
są o nim dane poczynając od r. 1575; nale2:ał wtedy do 
Bildzinkiewicza, rajcy miejskiego, później do innych raj- 
ców, a2: dostał się Wołłowiczom, z których Kazimierz, 
. stta niemonajcki, sprzedał go Maciejowi Tyszkiewiczowi, 
kanonikowi wił. Do Lewikowskiego nale2:ał ju2: w r. 1822 
j miał wówczas 15 pokojów. 
218) Górska Izabela (ur. 1793 t 1840). Dłu2:Szy 
jej 2:yciorys zamieścił Jan ze Śliwina [A. H. Kirkor] 
w l-ym t. wydawanych przez siebie Pamil/tnik6w umy- 
słowych
		

/Skibinski_pamietnik0224_0001.djvu

			- 207 - 


Choci?t aktorowie wileńscy głośno wyrzekali, te 
jedno towarzystwo nie mogło się utrzymać, 
a cót dopiero dwa; że piechotą wyjdziemy, - 
ufałem w publiczność, która mnie wypielęgno- 
wala, i w silny repertuar. Jakot nie zawiodłem 
się, bo pomimo wyludnionego w tej porze mias- 
ta i podniesionej na bilety ceny, teatr wileński, 
dość obszerny, okazał się mały i zdarzało się 
dosyć często, te nie mógł pomieścić tłoczącej się 
publiczności. Po ogłoszeniu przez gazety za- 
częli się zjetdtać do miasta tak, jak w czasie 
kontraktów, wyborów lub karnawału, i tak było 
przez całe lato. Łatwo więc przekonałem prze- 
ciwników, przejrzawszy ich księgi, te oni nie mieli 
z całości tego dochodu. jaki im wpłynął z trze- 
ciej części O zimę byłem spokojny, te obu to- 
warzystwom pójdzie pomyślnie, bo prócz moich 
sztuk, uczyłem kilku oper większych z repertu- 
aru wileńskiego, a których, nie mając do opery 
kompletu, tamci nie mogli głać, jak np. Szar- 
latan i Jadwiga Kurpińskiego. Przez lato ode- 
grałem opery: Jan z Paryżal Kalif (Boieldieu'go), 
Królowa Golkondy (Bertona), józef w Egipcie 
(Mehula), Dwóch ślepych (tegot), Axur (Salie- 
ri'ego), Wojewoda (Cherubini'ego), Górale i Kra- 
kowiacy, Pustota (na tądanie), tudziet nowe 
Rossiniego: Tankred, Turek we Włoszech, Szcz
- 
śliwe oszukanie, U/'łoszka w Algierze, Cyrulik 
Sewtlski. Pozostały do nauki: S"'oka Złodził} 
i Ereyszyc I które kompletowałem chórami. Kilka
		

/Skibinski_pamietnik0225_0001.djvu

			-208- 


dram nowych i tragedyi pozostało na zimę. Z takim 
zapasem byłem spokojny. Kazałem takt e odświe- 
t.yć teatr i dekoracye. Miejscowi nie chcieli na 
to pieniędzy wyłotyć (choć to przy nich miało 
zostać), zastąpiłem więc swojemi. Jedno wido- 
wisko przeznaczyłem na ubogich; tylko moje to.. 
warzystwo w niem grało, bo wileńscy nie chcieli. 
Z rozpoczęciem zimy i zjazd się codzień po- 
większał. Proponowano abonament, lecz odmó- 
wiłem, i lepiej się stało, bo często się zdarzało, 
:te lót brakowało. 
Gdy się tak cieszyłem dobrem powodzeniem, 
otrzymałem z Siedlec od prezydenta list z wia- 
domością, te teatr podług mojej instrukcyi goto- 
wy, abonament się składa i czekają tylko nie- 
cierpliwie na moje i towarzystwa przybycie. Po- 
kazałem list aktorom, lecz ci ani słuchać chcieli. 
I ja nie tyczyłem sobie tego, urządziwszy dom 
i repertuar na. całą zimę. Odpisałem przeto, t.e 
pomimo powodzenia i lepszych, ni:t ofiarowane 
mi w Siedlcach, warunków, pośpieszyłbym naj.. 
chętniej, gdyby stan, w jakim Żona się znajduje, 
nie był przeszkodą; występować na scenę nie 
mote, a tu ją zastąpią do rozwiązania, Zatem, 
je:teli to się odbędzie szczęśliwie, nie omiesz- 
kam do Siedlec pośpieszyć. 
W parę miesięcy znowu otrzymałem wez- 
wanie, lecz zostawiłem bez odpowiedzi; napisa- 
łem tylko do Warszawy do redakcyi Kurjera, 
aby uwiadomił, ze towarzystwo pod dyrekcyą
		

/Skibinski_pamietnik0226_0001.djvu

			- 209 - 


Skibińskiego, przybyłe do Wilna na lato. miało 
zimę przepędzić w Siedlcach, ale wileńska pu- 
bliczność zatrzymała je do końca przyszłego 
maja. 219 ) Zaspokoiwszy się z tej strony, zająłem 
się wystawą Freyszyca. Kostiumy miałem goto- 
we, lecz przy zdublowanem towarzystwie i te 
pomnotyć trzeba było. Dekoracyi i przystawek 
nie brałem z Lublina. Trzeba tu było na więk- 
szą skalę na nowo wszystko urządzić. Orkiestra 
wileńska zwyczajnie składała się z 24 osób; do 
Freyszyca ze
rałem około 40. 
Wszystko się udało szczęśliwie, trzy razy, 
raz po raz, nowość była powtórzona. 
Następował w końcu marca 220) benefis mo- 
jej Żony. Przeznaczyłem opere Sroka złodzig: 
z której lekcye jeszcze w styczniu się rozpoczę- 
ły. Pomimo chóru z obu towarzystw, złotonego 
z 22 mętczyzn i 13 kobiet, uprosiłem JW. Peli- 
kana, rektora Uniwersytetu, który mi pozwolił 
20 śpiewaków ze szkoły organistów 221). Mając 


219) Zawiadomienie to istotnie ukazało się w Kurje- 
rze z d. 6 XI: . Towarzystwo dramatyczne pod dyrekcyą I. P. 
Skibińskiego przybyłe z Królestwa Polskiego do Wihza 
miało dać kilkanaście widowisk i wrócić na zimę do 
Siedlec i Lubli1Za, lecz postanowiło bawić publiczność 
wileńskq a2: do następnego maja; proponując abonament 
z 9 widowisk w ka2:dym miesiącu.. (KlIrjer Warszawski, 
1827, N'!! 298). 
220) 1828 r. 
221) Szkoła organistów, zało2:ona z it.icyatywy Fran- 

a około r. 1820, istniała do r. 1833. 


Pamic:tnik Aktora. 


15 


I
		

/Skibinski_pamietnik0227_0001.djvu

			I 


- 210 - 


do 60 osób chórzystów, stosownie do tego i or- 
kiestrę zdublowałem. 
Publiczność niecierpliwie oczekiwała tej tak 
okrzyczanej przez pisma peryodyczne warszaw- 
skie o,..,ery. Jakot na dwa tygodnie przed uka- 
zaniem się jej na scenie jut wszystkie lote były 
sprzedane po dubeltowej cenie. W dzień wido- 
wiska wiele się osób nie pomieściło i dla tego 
na drugi dzień nowość powlórzyl1Śmy, znowu 
przy natłoczonym teatrze. Oklaskom i przywo- 
łaniom me było końca. 
Przyblitały się kontrakty św.-jerskie. Uło- 
tyłem repertuar na 12 codziennych przedstawień, 
między temi jedno miało być na ogólny benefis 
wileńskich i moich pomniejszych aktorów, nie- 
mających szczególnych benefisów, i jedno na 
ubogich. Przeciągnęło się to do połowy maja, 
kiedy zaczęliśmy myśleć o powrocie. 
W tym właśnie czasie córeczka Helenka 
przeniosła się do wieczności. 
Na ostatnie przedstawienie ułotyłem pol- 
Pquyri. czylI: c o k t o l u b i. Widowisko to zło. 
toiie
. było ze scen, w których się moi aktorowie 
szczególniej odznaczyli. Przeł-łlatały je śpiewki, 
wyrażające podziękowanie i potegnanie publicz- 
ności, która z rozrzewnieniem ten mój pomysł 
przyjęła. 
Po dziesięciomiesięcznym pobycie, odpro- 
wadzeni przez przyjaciół, opuściliśmy Wilno 
w ostatnich dniach maja.
		

/Skibinski_pamietnik0228_0001.djvu

			\ 
211 


W Grodnie-
my się zatrzymali trzy tygo- 
dnie. Przed końcem czerwca przeje
d
a1i
my 
tylko przez Siedlce. Prezes był wówczas w War- 
szawie. Spotkał mnie prezydent i po gorzkiej 
wymówce, 
eśmy nie przybyli, 
e Prezes kary 
zapłacił 2000 zł. za wyłotony koszt na restaura- 
cyę teatru, który tadnego dochodu dla miasta 
nie przyniósł, - namówił w końcu, abym przy- 
najmniej budynek obejrzał. Znalazłem go czy- 
stym i piękniejszym ni
 sobie wybra
ałem. 
Przybyliśmy do Lublina, w którym do koń- 
ca lata przebyć postanowiliśmy. Dopełniwszy 
umowy z aktorami, zadowolni\1!szy katdego, 
oświadczyłem, te wracam do Krakowa, skąd na 
resztę lata udamy się z Żoną do wód krzeszo- 
wickich na kąpiele. 
Jakot przybyli
my w połowie lipca do Kra- 
kowa, gdzie mnie Starosta z upragnieniem ocze- 
kiwał, o czem nie wiedziałem. Na drugi dzień 
po przyjeździe otrzymałem przez intendenta list, 
zapraszający na obiad. Gdym przyszedł, ze łza- 
mi w oczach uściskawszy mnie, powiedział: "Cze- 
kałem na twój powrót, panie Kazimierzu, jak na 
zbawienie. Ratuj, bo mi przywilej odbiorą. To- 
warzystwo odeszło, innego nie mam. Z twojem 
odejściem i towarzystwo i publiczność mnie opu- 
ściły. Ty jeden to naprawić motesz, przyjmując 
znowu dyrekcyę". Wymawiałem się, te po dłu- 
giej podróty chciałem wytchnąć w Krzeszowi- 
cach, bo i Żona po stracie córki i po trudach
		

/Skibinski_pamietnik0229_0001.djvu

			212 - 


potrzebuje dłutszego spoczynku i poprawlema 
zdrowia. Lecz ten dyplomata utył całej swej 
wymowy, tak, te nakoniec na ten tylko kurs po- 
. 
stanowiłem pozostać i dopomódz mu w zebra- 
niu towarzystwa. Wyprawiwszy Zonę z dziećmi 
do Krzeszowic. napisałem do Lublina, a sam po- 
jechałem do Warszawy dla wzięcia ze Szkoły 
dramatycznej kilku indywiduów na miejsce Włod- 
ków, pozostałych w Wilnie, i Majewskiej, oraz 
dla wzmocnienia kilku nowe mi dziełami reper- 
tuaru Starosty. Z temi sztukami i Zawadzkiego 
przywiozłem, jeszcze parę kobiet zamówiwszy. 
Z Lublina odebrałem odpowiedź, te pod moją 
dyrekcyą całe tycie być gotowi (chociat tam Ko- 
chanowski jut kilka osób zaangatował). 
Będąc z tej strony zapewnionym, udałem 
się do Krzeszowic dla odwiedzenia Żony. Zna- 
lazłem ją lepiej. Między biorącymi kąpiele za- 
stałem księdza Skibińskiego, przeora Paulinów 
z Częstochowy. Z nim tedy zwiedzaliśmy oko- 
lice Tyńca, Czerny, Ojcowa, Piaskowej Skały. 
Parę tygodni mile mi przeszło. Jut i Żonę wy- 
prawiłem do Krakowa, a w kilka dni przyby- 
liśmy takte z księdzem Przeorem, który raczył 
przyjąć obiadek u mnie i pobłogosławić moje 
dziatki. Przebywszy parę dni jeszcze u ks. ks. 
Paulinów na Skałce, obejrzawszy osobliwości 
Krakowa, wrócił do Częstochowy i tegot roku 
tycie zakończył. 
Przyjechali z Lublina i aktorowie. Trzeba
		

/Skibinski_pamietnik0230_0001.djvu

			- 213 - 


na nowo kompletować sztuki, na nowo próbo- 
wać. Praca była niemała, ale się w porę roz- 
począł kurs i Starosta z tej strony był spokojny. 
Krakowa ludność znacznie się zmniejszyła z po- 
wodu, it zabroniono przybywać studentom z Ga- 
Iicyi i Kr6lestwa, tylko mieszkającym w okręgu 
Rzeczypospolitej nie broniono. Następnie i ro- 
dzice na mieszkanie przybywać nie mogli. Stąd 
i w teatrze pustka często uczuwać się dawała. 
W połowie kursu 222) uprzedziłem Starostę, 
te na przyszłe lato wyjadę do Wilna, jak to 
przyrzekłem ziomkom moim. 
W październiku 223) mój Ojciec po krótkiej 
chorobie na zawsze nas potegnał. 
Wypuściłem dom w trzyletnią dziertawę 
Jerzemu Frohne, obywatelowi, a w maju 224), 
zabrawszy moją matkę, Żonę i dzieci, wyjecha- 
łem z Krakowa. Towarzystwo mnie uprosiło, 
abym się z nimi udał do Płocka. Tam ich zo- 
stawiwszy, udaliśmy się przez Grodno do Wilna. 
W Grodnie zastaliśmy towarzystwo Nowakow- 
skiego i kilka przedstawień daliśmy. Resztę lata 


222) 1828-1829 r. O pobycie w tym czasie Ski- 
bińskich w Krakowie Estreicher (Teatra I 241) tak się 
wyra2:a: . Co się dotyczy Skibińskich, ci, lubo często wy- 
stępowali, mianowicie w operach, zawsze jednak ka2:dy 
ich występ osobno na czele afisza oznajmiany bywał. 
223) 1828 r. ... 
22ł) 1829 r. 


#
		

/Skibinski_pamietnik0231_0001.djvu

			- 214 - 


postanowiliśmy przepędzić w Druskienikach, ut y- 
wając tamtejszych kąoieli. Przez wrzesień pra- 
wie cały bawiliśmy w Woronowie u księdza bra- 
ta. Stąd przybyliśmy do Wilna *). 


*) Anetka córka się urodziła.
		

/Skibinski_pamietnik0232_0001.djvu

			" 


























 


VI. 


Następna zima przy połączeniu się naszem 1830. 
z towarzystwem wileńskiem i dzięki przywiezio- 
nym kilku nowym sztukom, przeszła dosyć po- 
myślnie. Przytem kontrakty były liczne. Uda- 
liśmy się do Grodna na wybory, potem do Bia- 
łegostoku i powróciliśmy na wrzesień do Wilna. 
Rozpoczęliśmy kurs zimowy, ale w parę miesię- 
cy musieliśmy przerwać z powodu cholery, która 
codziennie stawała się straszniejsza. 
Pewnego wieczora wracając do domu za- 
stałem Żonę na schodach, skurczoną i zalaną 
łzami. Pytam, przelękniony: Mote które z dzieci 
utraciliśmy? Lecz ona mi mówi: "Nie przybli- 
taj się do mnie, ja to jestem cholerą- .dotknięta 
i dla tego nie pójdę do pokoj u, abYm dla dzieci 
nie wniosła". Strach i tal miotały mną naprze- 
mian; ten drugi przemógł i, zawoławszy słutbę, 
pomimo oporu, wniosłem chorą do pokoju- i po- 
łotyłem do łóżka. Sam przywiozłem w tym mo-
		

/Skibinski_pamietnik0233_0001.djvu

			- 216 - 


.. 


mencie p. Outta, który jej krwi upuścił, a po 
utyciu lekarstwa zasnęła i na drugi dzień prawie 
ozdrowiała. 
1831. W tym te czasie zaburzenia krajowe nastą- 
piły. Te odebrały zupełną sposobność bawienia 
publiczności. Cała ta zima i Jato całe prawie 
przeszły w stagnacyi scenicznej. 
1832. 1832 roku przybył ks. Dołgorukow jako 
wojenny generał gubernator czterech gubernii 
(wileńskiej, grodzieńskiej, mińskiej i białostockie- 
go obwodu) 225). Pan ten, lubiący zabawy i pię- 
kne sztuki, otworzył swój dom i obywateli za- 
chęcał, aby z familiami przybywali i zamieszkali 
w Wilnie. Zaczęło się zaludniać miasto, a na- 
stępnie i teatrowi lepiej zaczynało sie powo- 
dzić. (VI). 
Ja musiaiem odjechać na wiosnę. do Kra- 
kowa, sprzedałem bowiem dom Barankiewiczowi, 
synowcowi zmarłego doktora, zaszczytnie w Wil- 
nie znanego Macieja Barankiewicza, po którym 
ten wziąwszy sukcesyę, a urodzony i mieszkając 
w Krakowie, tentował o kupno i nabył za 30.000 
zł. Lecz poniewat ta sukcesya (czyli kapitał) 
była w rękach rótnych osób, u których za tycia 
swego ś. p. doktor lokował; przeto i moja suma 
przez lat 3 częściami wypłacana być miała 226). 
Tymczasem pojechałem z nabywcą dla oddania 


. 225) Ks. Mikołaj Dołgoruki był wojennym gen.-gu- 
bernatorem od sierpnia 1831 f. do marca 1840. 
128) Obacz odsyłacz M 147. 


,
		

/Skibinski_pamietnik0234_0001.djvu

			- 217 - 


domu i mebli z 6-u pokojów, przyznania tran- 
zakcyi i odebrania od Frohnego, dziertawcy, 
za lat trzy 300 dukatów. Lecz ten zamiast pie- 
niędzy dał mi weksel, wymawiając się, te pot y- 
czył teniącemu się panu Hoszowskiemu, ale naj- 
dalej za dwa miesiące będzie z powrotem i opłaci. 
Postanowiłem czekać, a przez ten czas udałem 
się do Buska dla kąpieli i picia wody mineral- 
nej. Był tam i teatr p. Chełchowskiego. Dy- 
rektor, dowiedziawszy się o mojem przybyciu, 
zaproponował mi gościnne występy. Przyjąłem 
zaproszenie i w kilku rolach ukazałem się ze- 
branej na kąpiele publiczności, prawie znajomej, 
bo z Lublina, Radomia, Warszawy, Kalisza i Płoc- 
ka przybyłej. Było mi to na rękę, bo tymi wy- 
stępami opłaciłem kwaterę, wikt, kąpiele i fur- 
mana do Krakowa 227). Tam, lubo przybyłem 


221) Estreicher, pisząc o Busku (Teatra I), nie 
wspomina o pobycie Chełchowskiego w lecie r. 1832. 
Według zaś artykułu: . Krótki rys dziejów teatrów pro- 
wfncyonalnych w Polszce [sic] od roku 1827 do 1839- 
[właściwie do 1833] Świat dramatyczny 1839 II}-Cheł- 
chowski w tym czasie przebywał w Chełmie, Zamościu, 
Hrubieszowie, Łęcznie i Krasnymstawie. 
Chełchowski Tomasz Andrzej (ur. 21 XII 1806 
w Choszczówce pod Jabłonną t 26 I 1861 w Kownie 
Według J. Heppena: . Teatr warszawski przed półwiekiem-, 
Kłosy 1885, Ch-ski ur. 1805 t 16 I 1861). Uczeń Kudlicza. 
 
W r. 1833 grał w Warszawie (30 XI Oskar w Życiu szule- 
ra, następnie Edgar w Oblubienicy z Lamermoortł). Od 
d. 6 VIII 1840 (według Gazdy Krakowskiej, cyt. w Kronice 
Bąkowskiego III 128-od d. 1 XI 1840) do sierpnia 1843,
		

/Skibinski_pamietnik0235_0001.djvu

			- 218 - 


na czas, wyznaczony przez Frohnego, pieniędzy 
nie dostałem. A 
e ju
 wrzesień zaskoczył, dy- 
li
ansem udałem się do Warszawy 228), w której 
parę tygodni zabawiłem, nim mi przepisano kil- 
ka sztuk nowych, z któremi wróciłem do Wilna. 
Tutaj, niestety, zaszły zmiany: z polecenia 
księcia Dołgorukowa był n znaczony jako dy- 
rektor Skobel cyn. Dowiedziawszy się o tem na 
miejscu, postanowiłem nie grywać wcale; tem- 
bardziej miałem się czem wymówić, 
e ilonę 
znalazłem cierpiącą. 
Nowy dyrektor, oczekując przez tydzień na 
moje zameldowanie się, a nie doczekawszy się, 
przysłał po mnie, lecz nie poszedłem. Aktoro- 
wie wiedzieli o mojem postanowieniu i zawia- 
domili go. W kilka dni otrzymałem pismo, 
w którem donosił, 
e jest daleki od wierzenia 
temu i 
e nie wątpi, it ja, "kochanek publicz- 
ności, nie zechcę jej zrobić tej krzywdy" etc. etc. 
Odpisałem, te mam chorą lonę i sam po po- 
dróty jestem cierpiący i proszę, by nie raczył 
liczyć na mnie, ale uwatał za ubyłego z towa- 
rzystwa. Niezaspokojony tą odpowiedzią, pisał 
jeszcze. Chcąc się uwolnić od nieprzyjemnej 
korespondencyi, wystarałem się o świadectwo 
. , 
doktora dla siebie i dla Zony i miałem spokój 


następnie w latach 1849-1852 był dyrektorem teatru kra- 
kowskiego, w latach zaś 1854-1857-lwowskiego. 
228) Do Warszawy przyjechał Skibiński 21 IX (Kur- 
jer Warszawski, 1832 M 254).
		

/Skibinski_pamietnik0236_0001.djvu

			- 219 - 


at do 3. go lutego. Tego dnia przyjechał do 1833. 
mnie "czastny prystaw" i oświadczył, te mnie 
cywilny gubernator potrzebuje. Gdym przybył, 
oświadcza JW. Dopelmejer, te tyczeniem jest 
księcia, abym dziś, jako w rocznicę urodzin ce- . 
sarzowej, przy iluminowanym teatrze odegrał rolę 
w operze Śpi,waczki wIeJskie. Odpowiedziałem, 
te wcale nie naletę do składu sceny i te uwia- 
domiłem o tem pułkownika. Raptem z grzecz- 
nego tonu przeszedł na surowy i, odstąpiwszy 
parę kroków, powiedział: "A wiesz WPan, kiedy 
prośba urzędnika nie ma skutku, to on rozkazać 
jest w stanie? Powtarzam, te ksiątę tak chce 
i trzeba być posłusznym". - "Jeteli - odpowie- 
działem-tylko na ten jeden raz, - najchętniej" . 
Udałem się na próbę i wieczorem rolę odegra- 
łem. Nazajutrz o tej
e godzinie znowu zajechał 
"czastny prystaw" i zaprosił do gubernatora. Za- 
stałem u niego pułkownika. Oświadczył, te jest 
przysłany od księcia, aby w jego imieniu i pu- 
bliczności podziękować. Wysłuchawszy w poko- 
rze tego komplimentu, wyszedłem. 
W tydzień potem, t. j. ID-go, znowu dano 
tę samą operę i mnie napisano na afiszu. Ro- 
gowski ostrzega mnie i radzi pójść na próbę. 
Lecz odpowiedziałem, te ten jeden raz guberna- 
tora wolę spełniłem, a dziś nie jestem obowią- 
zany. O g. 7-ej zajetdta po mnie "kwartalny" 
z poleceniem zabrania do teatru. Po co? zapy- 
tuję. "Jakto po co? Policmajster mnie posłał,
		

/Skibinski_pamietnik0237_0001.djvu

			- 220 - 


abym Pana przywiózł, bo i ksiątę jut jest w swo- 
jej loty". Zrozumiałem, czem to pachnie. Wzią- 
łem z biurka kilkanaście rubli i kazałem słutą- 
cemu iść do teatru, aby mógł powiedzieć w do- 
mu, co się ze mną stanie. Zajechałem przed 
teatr w asystencyi "kwartalnego" i w samych 
drzwiach spotykam policmajstra, który na mnie 
napada, dla czego nie przybyłem na czas zaczę- 
cia, kiedy byłem na afiszu? "Książę od godziny 
w teatrze, sztuka zaczęta. Ksiątę jut wie od 
pułkownika o wszystkie m i rozkazał, tebyś jutro 
na 12-ą w południe stawił się u niego, a stam- 
tąd w kazamatu". 
Wróciłem do domu. Zona niespokojna 
i cierpiąca. Przez całą noc oka nie zmrutyłem. 
Nazajutrz przed 7 -ą rano już byłem u wice- 
gubernatora Listowskiego, którego dom był dla 
mnie zawsze otwarty. Opowiedziałem mu zda- 
rzenie całe at do obietnicy kozy. Uspokoił mnie 
cokolwiek starzec i powiedział: "Zeby to była 
szczera intencya, tobyś jut tam siedział. Wszak- 
te wiesz, te świeżo cały misyonarski i domini.. 
kański klasztory napełnione". Wyszedłem, lecz 
mało uspokojony. 
Od domu Tyszkiewicza z pod Trockiej bra- 
my nim doszedłem do Dominikanów, przyszedł 
mi na myśl jenerał dywizyi JW. Tyman, u któ- 
rego miałem zachowanie (sam namówił i wziął 
do pułku swego huzarów mojego syna "na opie- 
kę"). Udałem się do niego. Mieszkał on u puł-
		

/Skibinski_pamietnik0238_0001.djvu

			- 221 - 


kownikowstwa Bohdanowicz6w, takte mi tyczli- 
wych. Naprzód wstąpiłem do nich, opowiedziałem 
cel przybycia i wyraziłem chęć widzenia się z jenera- 
łem. Ubolewali oboje nade mną, tembardziej, że 
wątpili o pomocy, bo jenerał poprzedniego wieczo- 
ra mocno był zachorował na zapalenie płuc i wi- 
dzieć się z nim nie było podobna. Jednakte sama, 
tknięta mojem połoteniem, powiedziała: "Jako 
gospodyni poślę do niego dowiedzieć się, jak 
się ma i czy mogę go widzieć?" Wrócił służą- 
cy, mówiąc, że ma się jenerał lepiej, ale w łót- 
ku przez cały dzień zostanie; a jeteli ma inte- 
res, niech w kilku słowach doniesie. Napisała, 
. zapytując: czy mote przyjąć Skibińskiego? W tym 
momencie zostałem wpuszczony. Opowiedzia- 
łem, te tylko w nim jednym pokładam nadzieję. 
"Wiedziałem - odrzekł - od Skobelcyna, że po- 
stanowił zmusić cię, abyś koniecznie był pod 
jego dyrekcyą i już go za to łajałem. Ale kie- 
dy jut on i księcia o tem uprzedził,-trudna ra- 
da, tembardziej, że jestem tak słaby, że napisać 
nawet nie mogę. Jedyny sposób, dowiedz się, 
który "dziś z adjutantów ma słutbę przy księciu 
i tego do mnie przyślij, nim jeszcze pojedzie do 
pałacu" . 
Dowiedziałem się, te dnia tego Weykartt 
miał służbę. Udałem się do niego; dobrze mi 
był znany. Opowiedziałem, po co przybyłem. 
"B,dę u Tymana, ale to nic nie pom02e. By- 
łem w loty księcia i słyszałem, jak rozgniewany
		

/Skibinski_pamietnik0239_0001.djvu

			\ 


- 222 - 


kazał, abyś się dziś stawił. Ja radzę po przy- 
jacielsku nie zadzierać ze Skobelcynem, który 
jut Pana nazywa krakowiakiem, a przy nietycz- 
liwości kilku aktorów, mote bardzo zaszkodzić. 
Księciu takte o to idzie, abyś koniecznie był na 
scenie. Skoro się tylko ubiorę, będę u Tymana, , 
ale zawczasu powiadam, te to mało albo nic nie 
pomoże" . 
Odym wyszedł, była godzina 10. Dwie mi 
pozostały jeszcze wolne między h.tdźmi... Wstą- 
piłem do kościoła św. Jana, a po modlitwie po- 
szedłem do restauracyi Nowickiego i zjadłem ta- 
kie śniadanie, któreby i obiad zaEtąpiło. O pół 
do dwunastej zaszedłem do domu, pocieszyłem 
lonę, te jest protekcya Tymana, i wziąłem słu- 
tącego, aby stał w bramie i pilnował, jak będę 
wychodził od księcia. 
Wszedłszy do sali kilka jut osób z proś- 
bami zastałem, między innemi policmajstra, któ- 
ry, ujrzawszy mnie, powiedział: "Pazdrawlaju 
s kazamatoju". Wtem wyszedł z pokoju Wey- 
karU. Ujrzawszy mnie, rzekł: "Byłem u Tyma- 
na. Widać, te jest Panu bardzo tyczliwy. Po- 
lecił mi, abym za Nim prosił księcia w jego 
imieniu. Ale ksiątę jest bardzo oburzony". 
W tym momencie zjawił się na sali i Skobel- 
cyn. Poprowadził policmajstra pod okno, rzu- 
ciwszy na mnie złowrótbne spojrzenie; wydobył 
jakiś papier i poszli obydwaj do pokojów księcia. 
Przybyło przez ten czas jeszcze kilka osób 


."
		

/Skibinski_pamietnik0240_0001.djvu

			... 


223 


obojej płci. Otworzyły się podwoje, wyszli za 
księciem: Skobelcyn, policmajster, Weykartt i sta. 
ry Mizencow, któremu ksią
ę oddawał prośby 
przyjęte. Rzucił tak
e i na mnie przeszywają- 
cym wzrokiem. Najprzód odprawiał damy, nie 
słuchając 
adnej, chocia
by l,Jóra chciała co po- 
wiedlieć. Potem podszedł do mę
czyzn; jedne- 
mu rzucił prośbę w twarz i kazał iść precz. Mnie 
na ostatek, jak wszyscy wyszli suplikanci, na za- 
kąskę zostawił. Przyznam się, dr
ałem, jak de- 
likwent. Przybli
ył się do mnie i rzekł: "Tiebie 
nieizwiestno, czto wolnodumcew i nieosłusza- 
juszczychsia naczalstwu sa
ajut w kazamatu? Pa- 
s!uszaj, pałkownik: Hi siejczas on dast ras pisku, 
czto pawinujetsa igrat' na tieatrie, Hi w 24 cza- 
sa ja wielu wygnał' jewo tandarmami iz goroda. 
Paszoł!" Bogu dziękowałem w duchu, 
em nie 
w kozie. 
Na schodach dopędził mnie policmajster, 
tądając, 
ebym do niego jechał i dał "rozpiskę". 
Poszedłem jednak do domu. Wchodząc, blady 
jak trup, przestraszyłem lonę. Zemdlałem. Odym 
się ocucił, Qu szc!0B2- mi kr
w. Nastąpiła go- 
rączka. I\iedy przyszedł tandarm, zastał dokto- 
ra i lonę płaczącą; odszedł więc z oznajmieniem, 
że powróci. Potem co dzień kozak albo 
an- 
darm przychodził sprawdzać, czy nie uciekłem. 
Tak trwało ze trzy tygodnie. Czwartego 
wieczorami zacząłem wychodzić z domu. At 
jednego poranku obudzono mnie, te przyjechał
		

/Skibinski_pamietnik0241_0001.djvu

			. 


-224- 


... 


"policejski członek- z rozkazem zawiezienia mnie 
do policmajstra. Pojechałem i musiałem dać 
ą- 
daną "rozpiskę", ale oświadczyłem, 
e zło
ę 
świadectwo doktora, i
 mi jeszcze dla braku sił 
występować nie wolno. Świadectwa takiego nie 
chciano jednak przyjąć i Skobelcyn przysłał puł- 
kowego doktora, który zameldował, 
e jestem 
zdrów zupełnie. W kilka dni zapytano mnie, 
czy chcę pójść na próbę czy do kazamaty? To 
pierwsze wybrałem. A 
e to ju
 był kwiecień, 
po którym na lato wyje
d
ało zwyczajnie towa- 
rzystwo, odbywszy kontrakty św.-jerskie, a Zonie 
po odbytem consilium doktorowie poradzili wiej- 
ską kuracyę,-przeto, znalazłszy w Korzyści 229) 
(o dwie mile od Wilna) oficynę, niegdyś zajmo- 
waną przez księinę Puzyninę, tę wynająłem na 
całe lato. O wiorstę mieszkał p. Stefan Dybow- 
ski, były kapitan w. p., a tu
, płotem tylko od- 
dzielony, p. Rewiński. Zaczęli mnie oni nama- 
wiać, abym wziął trzy chaty przyległe' i zajął się 
gospodarstwem. Wymawiałem się' nieznajomo- 
ścią rzeczy, lecz powiedzieli, 
e mnie będą uczyć. 
Mo
eby nic nie pomogły ich zachęty, gdyby nie 
polepszony stan zdrowia Zony i chęć mego słu- 

ącego krakowianina Michała, który sam gospo- 
darstwo przyrzekł prowadzić. Wziąłem chaty 
i grunta i, udawszy się do Eyszyszek na jarmark, 


229) Korzyść-wieś w pow. wileńskim, przy trakcie 
do Lidy. Niegdyś własność Ogińskich, dziś Brzostow- 
skich. 


ł
		

/Skibinski_pamietnik0242_0001.djvu

			- 225 - 


kupiłem parę koni, osiem krów, dwie kozy, świ- 
nię z prosiętami, kilka kur i kurcząt, a później 
bryczkę, wozy, grabie, sierpy, powrozy, kosy, 
drewniane naczynia etc. Rozpoczęliśmy gospo- 
darkę. Żona zdawała się zapominać o chorobie, 
zajmując się z Karoliną, która z pokojówki klucz- 
nicą została. Ja zaś z Dybowskim, Rewińskim 
lub z jego kuzynem, amatorem gry (w kieszeni 
wiecznie nosił karty, kredę i tabliczkę), w lesie 
spotkawszy się, na przegniłej kłodzie grywaliśmy. 
Przy takiem zatrudnieniu przeszło nam lato. 
Na dotynki, zwyczajem dawnym, Zona za- 
siadła z gospodyniami i wieśniaczkami za jednym 
stołem, a mój Michał, odtąd przez chłopów zwa- 
ny "panem ciwunem", przy drugim. Prócz są- 
siedztwa mieliśmy kilka osób z Wilna, między 
innymi przyjechał i Listowski major (dzisiejszy 
pułkownik), człowiek wesoły. Była i muzyka, 
śpiewaliśmy z nim krakowiaki i hasaliśmy na 
dziedzińcu po krakowsku z Litwinkami-sąsiad- 
kami i włościankami. 
. 
Widząc Zonę poprawioną na zdrowiu, uda- 
łem się w październiku do Mińska dla dopilno- 
wania procesu z hrabiną Sołtanową (Pocieyówną 
z domu), u której ojca lokowaliśmy kapitał i ten 
w dziale posagowym dostał się -do niej. Kredy- 
torowie watniejsi, widząc jak po wydaleniu się 
mę
a za granicę 1832 r. *) roztrwoniła majątek, 


*) Adama Sołtana. pułkownika. 


Pamiętnik Aktora. 


16
		

/Skibinski_pamietnik0243_0001.djvu

			- 226 
pozwali ją do eksdywizyi. W ich liczbie i ja 
asystowałem. 
1834. Przez czas bawienia w Mińsku grywRłem 
z towarzystwem Zukowskiego, aby zarobić na 
swoje utrzymanie, a zarazem usposobić syna 
Wiktora, od roku tu zostaj ącego, którego po 
śmierci nagłej jego protektora Tymana *) wy- 
prawiono z pułku za złe prowadzenie się. Oświad- 
czył chęć do teatru, a 
e znał muzykę i języki, 
choć niechętnie, posłałem go do Mińska pod 
dyrekcyę mego przyjaciela Zukowskiego. Za 
przybyciem mojem musiałem go oporządzić od 
nóg do głowy, bo mu na wszystkiem zbywało. 
A kiedym odje
d
ał, kredytorowi e jego !1ie chcieli 
mnie wypuścić, dopóki wszystkich długów nie 
popłaciłem. Cały zarobek w Mińsku na to po- 
szedł i jeszcze kilkadziesiąt rubli musiałem doło- 

yć. Liczyłem na kontrakty marcowe, w czasie 
których miałem mieć benefis; lecz list, odebrany 
od sąsiada, z wiadomością, 
e Zona zachorowa- 
ła, kazał mi się wyrzec i tego. Wziąwszy pocz- 
tę pośpieszyłem do domu. 
Zastałem Zonę wprawdzie zmienioną, ale 
nie w łó
ku. Po wypytaniu, dowiedziałem się, 

e na święta i zapusty sprowadziła dzieci z Wil- 
na i z niemi je
d
ąc do kościoła i w sąsiedztwo, 


*) Tyman jenerał poprzedniego roku, w dzień 
trzech króli, je2:d2:ąc z wizytami, w sankach na Niemiec- 
... kiej ulicy przed domem Welka aptekarza nagle 2:ycie za- 
kończył na anewryzm.
		

/Skibinski_pamietnik0244_0001.djvu

			_ 4 


- 227 - 


zaziębiła się. Skutkiem tego dwa razy chorowa- 
ła, nic mi o tem w listach swoich nie wspomi- 
nając. Wobu razach prędki ratunek, dany przez 
p. Rosołowskiego, doktora, zapobiegł gorszym 
następstwom. Ale od dnia mojego przybycia 
zaczęła się częściej pokładać. Posłałem po p. 
Ros.; przybył, a gdy mu opowiedziałem jej stan, 
kazał mi się przygotować, 
e tego miesiąca nie 
przetyje. Uderzony jak piorunem tą wiadomo- 
ścią, prosiłem, aby pozostał przy chorej, a sam 
udałem się do Wilna i na drugi dzień przywio- 
złem p. Abichta, wsławionego lekarza. Lecz i ten, 
odje
d
ając, małą mi zostawił nadzieję. .Sam 
uwa
ałem codziennie powiększającą się słabość... 
Rosołowski co trzeci dzień przyjetd
ał i przygo- 
towywał mnie, a 10 marca powiedział, te on tu 
ju
 wcale nie potrzebny. 
Jako
 tego dnia jeszcze prosiła, bym posłał 
po księdza. Zadysponowałem, żeby nazajutrz 
równo ze świtem sprowadzono go. Po u
yciu 
makowej orszady zasnęła, a obudziwszy się 
o 3-ej po północy, zapytała, czy jeszcze księdza 
niema? Słysząc jej organ mocniejszy i rzeźwiej- 
sze widząc siły, perswadowałem, 
e się ma da- 
leko lepiej. Lecz ona powiedziała; dziś koniecz- 
nie muszę się pojednać z Bogiem, bo jutro jUi 
będzie za późno. - O 5-ej rano przybył kapłan. 
Gdy go posłyszała, usiadła o swojej mocy w łót- 
ku. Odbyła potem spowiedź i komunię św., 
prosiła o pomazanie ostatnie i to przyjęła. Po
		

/Skibinski_pamietnik0245_0001.djvu

			- 228 - 


odjetdzie kapłana usnęła i spała do południa. 
Po przebudzeniu, ujrzawszy mnie przy łóżku, 
pocałowała moją rękę, wyrzucając sobie, że mnie 
przed spowiedzią nie przeprosiła. Włożyła na 
mnie obowiązek, abym przeprosił naszych przy- 
jaciół, znajomych i sąsiadów, z którymi miała 
stosunki, aż do służących. Legowała przytem 
Karolinie rs. 50, suknie swoje, bieliznę i pościel. 
"W kufrze, skórą obitym, przygotowałam - rze- 
kła-w czasie twojej nieobecności, wszystko, co 
do ubrania mnie po śmierci potrzebne. Leży to 
na wierzchu, czarnym owinięte woalem i czarną 
szpilką zapięte. Jestem pewna, że wraz po mo- 
jej śmierci opuścisz gospodarstwo; przeto uwol- 
nij od pańszczyzny włościan do końca roku". Zmę- 
czona długiem mówieniem, osłabła, a gdy otrze- 
źwiłem, - usnęła. 
Wieczorem się przebudziła. Przyjechał i Ro- 
sołowski. Przywiózł jakieś krople, po zażyciu 
których, choć się budząc, ale spała prawie noc 
całą. Rosołowski odjechał, nie zostawiając 
ad- 
nej nadziei. 
Nazajutrz rano wewała mnie do łóżka i po- 
wiedziaJa: "Dziś już, Mężu, pożegnam ciebie 
na zawsze. Błogosławiłam dzieci, gdy odjeżdżały 
po zapustach, i błogosławię je nieobecne teraz. 
Anetka jeszcze śpi pewno; jak się obudzi, przy- 
nieście ją do mnie, niech jej jeszcze udzielę os- 
tatniego błogosławieństwa". Potem zdjęła kol- 
czyki z uszu, mówiąc: "to mi nie potrzebne- -
		

/Skibinski_pamietnik0246_0001.djvu

			- 229 - 


i mnie je oddała. Potem ujęła moją rękę, przy- 
cisnęła do ust, zapłakała; a wtem Anetki głos 
posłyszawszy, puściła rękę i wskazała oczami na 
przyległy pokoik. Domyśliłem się, przyniosłem 
Anetkę. Zapłakała, a potem ją i nieobecne dzie- 
ci błogosławiła, aż zesłabła ze wzruszenia. Gdy 
Anetka rozpłakała się, kazała ją odnieść, wska- 
zując oczami na drzwi. Odwróciła się potem do 
muru. Odstąpiliśmy od niej. Ja się także 
zdrzemnąłem na kanapie, czuwając noc całą. 
Nagle zostałem przebudzony płaczem Karo- 
liny. Wchodzę do pokoju, znajduję umierającą 
z gromnicą w ręku. Jakby czekając na mnie, 
ostatnie wyzionęła tchnienie. 12 mar- 
Taki był koniec mojej dziewiętnastoletniej ca 183ł. 
towarzyszki, podzielającej ze mną złe i dobre chwi- 
le... Opuściła męża, czworo dzieci, krewnych, 
przyjaciół i włościan, szczerze ją opłakujących. 
Otworzyłem kufer i znalazłem na wierzchu 
całe ubranie: suknię białą atłasową, na wierzch 
koronkową, białe szerokie wstążki na pas i do 
czepka koronkowego, białe rękawiczki długie 
i atłasowe takież trzewiki. Po rozporządzeniu 
katafalkiem, udałem się do Wilna po trumnę oraz 
dla zarządzenia pogrzebu. Na trzeci dzień przy- 
wieziono zwłoki, odprowadzone przez całą lud- 
ność włościańską. Z Korzyści szli piechotą za 
trumną, opłakując swą dobrą panią. 
Umieszczono trumnę na wyniosłym katafal- 
ku u ks. ks. misyonarz6w. Od rana zmieniały
		

/Skibinski_pamietnik0247_0001.djvu

			- 230 - 


się zakony z wigiliami.. O lO-ej odbyła się 
msza wielka tałobna, z orkiestrą całą teatralną 
i amatorami. Wykonali Requiem Mozarta, w kt6- 
rem szczegółową aryę śpiewała p. Salomonowi- 
czowa. Mowę pogrzebową na cmentarzu miał 
ks. Zygmunt. Po odbytych zwyczajnych cere- 
moniach ciało złotono w S-ej katakumbie mu- 
rowanej, obok księdza brata mojego, zmarłego 
przed dwoma laty. Pogrzeb odbył się w obec- 
ności mnóstwa ludu; z Towarzystwa dobroczyn- 
ności ze 40 dzieci obojej płci towarzyszyło ze 
świecami swojej dobrodziejce, która tyle razy na 
ich korzyść poświęcała swą pracę.230) 


230) W miesiąc po śmierci Skibińskiej Kttryer Li- 
tewski w N
 30 z d. 13 IV zamieścił wspomnienie o z mar- 
łej artystce. Jest to jedyna wiadomość biograficzna o to- 
nie naszego Pamiętnikarza. Podajemy ją na tem miejscu 
w całości: ł 
.Potytecznie stracone tycie w kddym zawodzie 
posług, wyrządzonych spełeczności, zasługuje na hołd 
publiczny; takowy zł02:yć na grobie ś. p. Józef y Skibiń- 
skiej, artystki dramatycznej, zmarłej na dniu 13 ['?] z. 
Marca, przyjaźń i szacunek dla jej niepospolitych pod 
wszystkiemi względami przymiotów za święty dla siebie 
poczytuje obowiązek. 
Urodziła się ona w Poznaniu dnia 5 listopada 
1794 roku, z zacnych i szlachetnych rodziców. Ojciec 
jej, znany ze swego talentu do muzyki, trudnił się dawa- 
niem lekcyi na fortepianie (Dzieła Wojciecha Bogusław- 
skiego, t. 1) i kśżt
ł:ceniu w tej nadobnej sztuce dziecin- 
nego jeszcze talentu Jazdy, która po raz pierwszy w cza- 
sie poznałi
:iic11 k0ł:ltr
 ów, w rolach wiekowi swojemu 


.. . . 


\
		

/Skibinski_pamietnik0248_0001.djvu

			... 


- 231 - 


Powróciłem z dziatkami smutny do domu 
moich kuzynów. Na drugi dzień, odwiózłszy 
Marynię (już w żałobie) na pensyon do Bazylia- 
nek, wróciłem do mojej sieroty Anetki. Ogłosi- 
łem sąsiadom sprzedat wiejskiej gospodarki 
i w krótkim czasie pozbyłem się wszystkiego, 
na połowę ze stratą, a sam na lato przeprowa- 
dziłem się do Szwajcar,251) majętności p. Hil
re- 
go Umiastowskiego, mego przjaciela. 
Niedługo tam zabawiłem, bo w maju otrzy- 
małem od adwokata p. Drzyniewicza list, wzy- 
wający, abym przybył do Mińska na zjazd kre- 
dytorów dla wysłuchania dekretu sądu eksdywi. 
zorskiego. Dostałem za 2870 rb. trzy chaty we 


odpowiednich, zadziwiła publiczność. Po dojściu do lat 
16 i ukończeniu edukacyi w pensyonacie, powabem 
wdzięków i urocznym głosem zachwycająca, rozpoczęła 
zawód dramatyczny od roli w operze Wintera P r z e r- 
wana O fi ar a (die Opjerjest) jako wiele obiecująca 
śpiewaczka. Ujęty jej urodą i przymiotami Jan Kamiński, 
dyrektor teatru poznańskiego, a później płockiego, starał 
się o jej rękę: z nim połączona węzłem małteńskim, 
przeniosła się do Litwy w 1812 roku i tu w rok potem 
owdowiała. Ulubiony Publiczności Artysta dramatyczny, 
Kazimierz Skibiński, zaślubił ją dnia 5 listopada 1814 r. 
Zacna maUonka profesora byłego Uniwersytetu wileń- 
skiego, radczyni stanu Frankowa, która tyle wdzięcznych_ 
. po sobie w mieście tutejszem zostawiła pamiątek i tyle 
sławnych dziś w kraju i za granicą ukształciła śpiewaczek, 
uformowała do reszty jut wielbiony powszechnie głos 
231) Szwajcary - wieś w pow. wileńskim, o 14 w. 
od Wilna. Następnie przeszła w ręce Tyszkiewiczów.
		

/Skibinski_pamietnik0249_0001.djvu

			- 232 - 


wsi W oronie, w Pińszczyźnie, do słolińskiego 
klucza nale
ącej, między wodami i błotami. 
Szczęściem, 
e się wraz znalazł posesor, p. Ole- 
sza, któremu za rb. 60 rocznie wypuściłem. 
W tym czasie ksią
ę Dawydow, gubenator 
miński,2S2) i JW. Osztorp,2SS) marszałek guber- 
nialny, namawiali mnie, abym objął mińską an- 
trepryzę, przyrzekając mi swoją protekcyę. Nie 
mając innego miejsca, przyrzekłem. Zrobiłem 
umowę z aktorami i z Bajkowem 2M) o teatr 
i mieszkanie i powróciłem do Szwajcar. 
Nacieszywszy się tam małą Anetką, zaraz 
wybrałem się do Wilna, gdzie kilka jeszcze osób 
przybrałem, a zabrawszy bibliotekę, z powrotem 
na wieś do Szwajcar wyjechałem. Przebawiłem 


i metodę Józefy Skibłńskiej. Sława jej odtąd nabyła 
w pewnem znaczeniu rozgłosu europejskiego, przez uwiel- 
bienie, jakie jej pisma peryodyczne polskie i niemieckie 
od 1816 do 1830 roku oddawały. W tym bowiem prze- 
ciągu czasu Skibińska, obyczajem wielkich Artystek, zwie- 
dzając celniejsze miasta zagraniczne, Warszawę, Kraków, 
Lwów, Poznań, tudziet wiele innych stolic wojewódzkich 
Królestwa Polskiego, wszędzie z zachwyceniem od licznej 
publiczności słyszaną była. (Dalszy ciąg na str. 233). 
232) W roku 1834 gubernatorem mińskim był Ale- 
ksander von Drebusz. Ks. Sergiusz Dawydow w latach 
1835-1838. 
233) Leon Osztorp, ostatni z rodu; był marszałkiem 
gubernialnym od r. 1823 do 1846. 
23") Bajkow-prawdopodobnie ten sam, który przed 
r. 1830 naletał do składu artystów teatrów cesarskich 
w Petersburgu.
		

/Skibinski_pamietnik0250_0001.djvu

			- 233 - 


do końca sierpnia, po którym, zabrawszy dzieci 
z Wilna, ruszyłem do Mińska. W kilka dni po 
mnie przybyli zakontraktowani aktorzy oraz bi- 
blioteka i inne rzeczy. Ulokowałem Marynię na 
pensyi pani Schneyder, a Kazia u p. Stefanowi- 
cza. Sam tymczasem zająłem się urządzeniem 
teatru i zaopatrzeniem domu w meble, fortepian 
i całe gospodarstwo. Przy tych zatrudnieniach 
zeszło mi do końca września. 
Rozpocząłem kurs z nowem towarzystwem. 
Syn starszy, mieszkając ze mną, nie miał czasu 
na pró
nowanie, bo prócz prób i uczenia się ro- 
li, parę godzin spędzać musiał przy fortepianie, 
który zaniedbał. Mając dom gubernatora i mar- 
szałka dla siebie otwarty, na wszystkie wieczory 


Pomimo tak pracowitej uprawy rzadkiego talentu 
swojego i oddania mu się z namiętnem prawie upodoba- 
niem, które jej delikatne zdrowie podkopało, nie zanied- 
bywała Skibińska cnót domowych. Przykładna i cnotliwa 
w prowadzeniu się, wierna i czuła małtonka, troskliwa 
matka. rządna pani domu, w ścisłem tych świętych obo- 
wiązków wykonywaniu do ostatniego tchnienia znajdo- 
wała ulgę w dolegliwościach piersiowej choroby i przy- 
godach dotkliwych tycia, nieoddzielnych od przeznacze- 
nia ludzkiego. 
Znikome jej ostatki. pomimo porę czasu wilgotną 
i chłodną, liczna gromada bogobojnych chrześcijan uczciła 
odprowadzeniem na cmentarz Rossa zwany, z kościoła 
ks. ks. Misyonarzów na Górze Zbawiciela, gdzie się skrom- 
ny, lecz rzetelnym obecnych talem rozrzewniający obrzą- 
dek tałobnego naboteństwa z muzyką, śpiewaniem i mo- 
wą pogrzebową odprawił".
		

/Skibinski_pamietnik0251_0001.djvu

			234 - 


i obiady u nich i u watniejszych urzędników 
jako tet i u obywateli, na zimę przybyłych, z in- 
nymi byłem wzywany i brałem ze sobą syna, 
aby nabrał poloru salonowego. 
1835. W rocznicę śmierci tony, 12-go marca, w ko- 
ściele katedralnym przy ozdobnym (mojej inwen- - 
cyi, z pomocą malarza Kuratkiewicza) katafalku, 
była msza tałobna, odprawiona przez JW. ks. 
oficyała. Requiem Kozłowskiego, prócz 24 miej- 
skiej okiestry, kilku znakomitych amatorów wy- 
konało. 235 ) Mowę pogrzebową miał p. Drozdow- 
ski. Cały wytszy świat obojej płci znajdował 
się w kościele. Tłok był wielki, choć przy 
drzwiach tandarmi tylko porządniejszym osobom 
wstęp dali. 
Szła moja antrepryza dosyć pomyślnie at 
do 29-go maja. 30-go, we czwartek (w czasie 
kontraktów), w samo południe, pot ar, z początku 
mało znaczący, rozpoczął się od dachu P.P. Ber- 
nardynek. Wnet jednak zajął się kościół Bernar- 
dynów, ruski sobór i gimnazyum. A te to było 
w innej stronie, patrzyłem przez okno, nie my- 
śląc o ratunku. Wtem wpada mój słutący z oz- 


235) Requiem Kozłowskiego, .jedno z najlepszych 
dzieł tego rodzaju, nie tylko w polskiej, lecz i wogóle 
europejskiej literaturze muzycznej" (Poliński Dzieje mu- 
zyki polskiej, str. 156), skomponowane na życzenie Sta- 
nisława Augusta w celu wykonania na jego pogrzebie, 
grane było w Warszawie po raz pierwszy w roku 1823 
(Kurjer Warszawski, 1823, N!! 275)
		

/Skibinski_pamietnik0252_0001.djvu

			. 


235 - 


najmieniem, te u nas na dziedzińcu stajnie się 
zajęły. Przytomność umysłu była tu najpotrzeb- 
niejsza. Srebro i pieniądze zamknąwszy do kuf- 
rów, najpierw do piwnicy znieść kazałem, inne 
rzeczy z komód i co się złapać dało takt e prze- 
niesiono. Dym jut się w pokojach pokazywał. 
Kazałem dzieci zaprowadzić do piwnicy, a sam, 
przed bramę wybiegłszy, spotkanym dwóm soł- 
datom obiecałem sowitą nagrodę, aby pomogli 
ratować. Dałem im dwa węzły z bielizną i garde- 
robą; jak poszli z tem, tak więcej jut i nie wrócili. 
Otworzyłem szafę, opery, muzykalia i sztuki tea- 
tralne z trzeciego piętra na ulicę rzucałem przez 
okno; na dole ludzie i konie je tratowali. Jut 
mnie samego dym zaczął dusić, bo się i teatr 
i schody zaczęły palić. 236 ) Zostawiwszy na pas- 
twę ognia wszystkie meble, fortepian, zwierciadło, 
estampy, sam ledwo z duszą dostałem się na 
dół. Tu nowe nieszczęście: przez okno dolne 
do piwnicy jut ogień zaglądał. W padłem, wy- 
niosłem dzieci i kazałem rzeczy ulokowane prze- 
nieść na plac przed ratuszem. Tu jut tylko patrzy- 
łem, jak się teatr, a potem mieszkanie moje paliły. 
Słyszałem, jak fortepian palący się, gdy do strun 
doszło, ostatni raz jęknął. Później z okien ogień 
buchać zaczął. 


2::6) Teatr mieścił się w domu Sołomonowa. Po 
pożarze został odbudowany, gdy zaś w r. 1884 dom spło- 
nął powtórnie - w przebudowanym umieszczono klub 
wojskowy.
		

/Skibinski_pamietnik0253_0001.djvu

			- 236 - 


Z tak małego na pozór' potaru, który przy 
prędkim ratunku na dachu Bernardynek mógłby 
jednem wiadrem być ugaszony, w przeciągu 8 go- 
dzin 400 domów i 4 kościoły zgorzały. Na do- 
miar nieszczęścia policya ogniowa w największym 
zostawała nieporządku; konie tego dnia były posła- 
ne do lasu, a sikawki, zamiast wyrzucać wodę 
do góry, na nogi i głowy ją lały, tak były podar- 
te kiszki. ' 
Na drugi dzień przyjechał ks. Dołgorukow. 
Oberwał szlify policmajstrowi, posadził do "ostro- 
ga". A z domów i kościołów tylko się zglisz- 
cza kurzyły... 
Oto i moje przyszłe nadzieje spłonęły! 
W czasie kontraktów, na które liczyłem, te mi 
powrócą wydatki, ledwo-śmy trzy dali przedsta- 
wienia i na tem się skończyło. Straciłem biblio- 
tekę muzyczną, w której samych oper miałem 
przeszło 50, a sztuk dramatycznych przeszło 500. 
Z błota wygrzebując egzemplarze, ani czwartej 
części kompletnych nie zebrałem. W dekoracyach, 
meblach, znacznej części garderoby teatralnej - 
najmniej na 4000 rs. szkody poniosłem. Z uz- 
bieranej potem składki przysłał mi marszałek 
300 rs., lecz te przy grzecznym liście, dla roz- 
dania biedniejszym, odesła.łem. O mieszkanie 
tak było trudno, że za poddasze płaciłem dzien- 
nie 5 zł. 
Towarzystwo moje razem ze mną w opłaka- 
nym będąc stanie, zapytało mnie: co będzie? "Radź-
		

/Skibinski_pamietnik0254_0001.djvu

			- 231 - 


de sami--odpowiedziałem;-teatr spalony, wyra- 
towanej część garderoby i biblioteki oddaję sy- 
nowi, który niech z wami jedzie do Pińska. 
Tam na św.-jańskie kontrakty możecie zarobić 
na utrzymanie, a na zimę może się i projekt 
znajdzie u . Wyprosiłem u marszałka 70 rs. dl
 
nich na drogę, a wyprawiwszy, sam zabrałem 
dzieci i wróciłem do Szwajcar. 
Przebywszy tam lato, postanowiłem na zi- 
mę wrócić do Wilna. Ulokowałem Marynię u p. 
Kukiel, która miała kilk
 panienek. Jako przy- 
jaciółka żony, najchętniej przyrzekła się nią opie- 
kować. Kazia, syna, umieściłem u moich kuzy- 
nów Kossowskich. 
Nie było już Skobel cyna ani dyrekcyi. 
Ksiątę był w Petersburgu. Wielu z pośród ży- 
czliwej mi publiczności pragnęło, abym wrócił 
na scenę. Nic mi wprawdzie innego nie pozo- 
stawało, ale nie chciałem sam pierwszego zrobić 
kroku. Artysta Aszperger Wojciech, przybyły 
z żoną i córką z Warszawy, będąc zarządzają- 
cym, sam mi z
proponował, słysząc o mojej po- 
niesionej stracie. 217 ) Przyjąłem propozycyę i gry- 1836. 


231) Aszperger Wojciech (ur. 13 I 1790 w Wilnie 
t 7 II 1847 w Warszawie). Na scenie Warszawskiej pierw- 
szy raz wystąpił 7 IV 1815 wop. Axur (Atar). Po 20 
latach, po śmierci pierwszej żony, Katarzyny z Rutkow- 
skich, wyjechał do Grodna, Mińska i Wilna, gdzie przez 
dwa lata był dyrektorem. (W Wilnie tytuł dyrekcyi, 
wskutek zatargów między aktorami, a z drugiej strony
		

/Skibinski_pamietnik0255_0001.djvu

			- 238 


wałem z nimi przez całą zimę. Na lato poje- 
chałem z wileńskiem towarzystwem, w nadziei, 
te w Mińsku znajdę syna z innymi. Aszperger, 
wiedząc ode mnie, te jut antrepryzy trzymać nie 
myślę, postanowił z moją pomocą tam pozostać. 
Teatr sie naprędce zrobił i odbyliśmy kontrakty, 
poczem wróciłem do Wilna, a wakacye z dzieć- 
mi częścią w Szwajcarach, częścią w Ruśkoniach, 
u ks. prałata Mikuckiego, przepędziłem. 
1837. . Na zimę przybyła znowu niemiecka kom- 
pania operowa pod dyrekcyą Schmidkoffa, który 
z doborowem towarzystwem i repertuarem no- 
wych oper wystąpił. Sam był śpiewakiem, jego 

ona śpiewaczka, przytem jeszcze miał trzy do- 
bre artystki z głosami. Opery nowe: Fra Diavo- 
lo, Zampa, Fenella, ogromne robiły spektakle. 
Nie 
ałował na porządną wystawę, tak w deko- 
racyach, jako też i w kostiumach. Mając silny 
ł repertuar (prócz wymienionych: Oheron, Freyszyc, 


między tymi ostatnimi a Szmidkoffem, władza administra- 
cyjna przysądziła trzem z pośrod artystów: Rogowskiemu, 
Surewiczowi i Nowakowskiemu). W r. 1837 Aszperger 
zaślubił Anielę Kamińską (ur. 29 XI 1815 t 25 I 1902), 
artystkę sceny warszawskiej, która przybyła z nim do 
Wilna. Wróciwszy do Warszawy. grywała Aniela Aszper- 
gerowa do r. 1841, w którym, gdy mę
a jej nie chciano 
zaangażować, wyjechała do Lwowa, gdzie 28 III 1885 od- 
był się jubileusz 50-lecia jej pracy scenicznej. W paź- 
dzierniku 1858 r. występowała Aszpergerowa dwukrotnie 
w Warszawie. - Aszpergerówna Kazimiera (ur. 1818), 
córka Wojciecha i Katarzyny.
		

/Skibinski_pamietnik0256_0001.djvu

			-239- 


Dziewica orleańska), nie potrzebował na lato nig- 
dzie wyjetdtać i wystawił w tym czasie opery: 
Norma, Lunatyczka i Ak/eon. 218) Tet same 
opery, później wystawione. były prawie jakby no- 
we, na drugą bowiem zimę dawał je łącznie z na- 
mi w polskim języku. 
W czerwcu przyjechała z Warszawy znako- 
mita śpiewaczka, pani Brodowiczowa, z domu 
Schweykartt, która była mi polecona przez mego 
kuzyna, dyrektora opery warszawskiej, Kurpiń- 
ski ego. Wystąpiła po raz pierwszy w Wilnie 
w Cyruliku Sewilskim. Pomimo wyludnionego 
miasta, jak zwyczajnie latem, spektakle były peł- 
ne, a gazety, pierwej warszawskie, potem wileń- 
skie-przepełnione pochwałami. 219) Wilno jej się 
podobało i po pięciokrotnem wystąpieniu zaan- 
gatowała się do niemieckiego i polskiego teatru 
z gatą 160 rs. miesięcznie. :ZłO) Nastąpiła zima, 
238) Schmidkoff pierwszy raz przyjechał do Wilna 
na jesieni 1835, był przez całą zimę r. 1836. O teatrze 
wileńskim w tym czasie obacz dłu
szy atykuł 
w .Pamięt- 
niku Sceny Warszawskiej na r. 1840 przez K[arola] W[it- 
tego]. . 
239) .Pani B rodowi cz, śpiewaczka teatrów zagrano 
pierwszy raz wystąpiła na scenie warsz. wop. .Cyrulik 
Sewilski. (Rozyna) d. 22 V. D. 29 V scena z opery .Se- 
miramis. (Semiramis), z .Cyrulika Sewilskiego. (Rozyna). 
D. 5 VI sceny z dwóch oper: . TorwaIdo i Dorliska " 
(Dorliska), .Zampa. (Kami1Ia)". (M. Chomiński: .Koncer- 
ta na Wielkiej scenie-. Rkps.). 
:40) Na miejsce śpiewaczki Siemering.-Wilhelmi- 
na ze Schweikartów 1-0 voto Brodowiczowa była córką 


, 


1838 


...
		

/Skibinski_pamietnik0257_0001.djvu

			- 240 - 


1839. a z nią i lekcye śpiewu, których tyle miała, te 
nastarczyć czasu nie mogła. Dochód jej z lek- 
cyami dochodził miesięcznie do 300 rs. 
Pani Brodowiczow
 mnie pierwszego w Wil- 
nie poznała i nie taję, te od chwili jej przybycia 
codziennie więcej mi się podobała, nietylko z po- 
wierzchownych wdzięków, w które nie była ubo- 
ga, ale i jej talenta, a szczególniej zajęcie się 
dziećmi mojemi, stale powiększały moje do niej 
przywiązanie. W czasie na to wybranym oświad- 
czyłem się, a gdy to przyjęte zostało, rozpoczęła 
kroki rozwodowe z mętem, w Krakowie miesz- 
kającym. Te w przeciągu ośmiu miesięcy zosta- 
ły ukończone. Napisał adwokat, te jej samej 
obecność jest koniecznie potrzebna dla wysłucha- 
nia dekretu i pokwitowania. Udała się do Kra- 
kowa w maju, a ja pojechałem do wód, do 
Buska. 


malarza Karola Schweikarta (tak się na swych pracach 
podpisywał, a nie Schweykarrt, jak pisze Skibiński). 
Pierwszym jej mę
em był dr. Józef Brodowicz, prof. Uni- 
wersytetu Jagiellońskiego i prezes Tow. Naukowego. J. S. 
Jasiński w krótkim 2:yciorysie Brodowiczowej-Skibińskiej 
(rkps) tak o niej pisze: ....Głos piękny, łatwość, czystość 
intonacyi i gra 
ywa, swobodna, dowcipna, podobały się 
bardzo [w czasie występów w Warszawie w roku 1838]. 
...00 roku 1858, w którym Skibiński ten świat opuścił, 
mieszkali w Kamieńcu. W dową wróciła z synem do 
Lwowa, a po dwu latach stale zamieszkała w Wiedniu.. 
Krótką równle2: wzmiankę o Brodowiczowej zamieścił 
Estreicher w Encyklopedyi Orgelbranda (t. IV, 366).
		

/Skibinski_pamietnik0258_0001.djvu

			- 241 - 


Była tam trupa Stobińskiego (mojego elewa). 
Ten, gdy się dowiedział o mojem przybyciu, za- 
prosił do siebie na mieszkanie; a jeżelibym ży- 
czył sobie grać z nimi, z każdego przedstawienia 
l/s dla mnie ofiarowywał. 
Po kilku tygodniach otrzymałem list od p. 
Brodowiczowej z żądaniem, abym przybywał, bo 
już rozwód ukończony. Pośpieszyłem do Kra- 
kowa w połowie sierpnia. 
P. Starosta, lubo już był sprzedał swój te- 
atr, gdy się dowiedział o moim przyjeździe, na- 
tychmiast przez pannę Kronez 2H) zaprosił mnie 
do znanego mi domu na Piasku, dokąd też się 
przeniosłem. Dnia 22 października 1839 r. z rana 
wobec urzędu i świadków odbył się ślub cywil- 
ny, a wieczorem o g. 8-ej ślubem kościelnym 
połączył nas ks. Żurek w przytomności kilku 
świadków: pp. Krzywickich, Sawiczewskiego Ju- 
ljana, Anczyca, Pfeifra etc. (w kościele sw. Mar- 
ka) 2(2). 


241) Panna Kronez zastąpiła Delilównę w domu 
Starosty. .Ręka jego słu
ącej niegdyś stała się ręką pani 
samowładnej; uczuwał to starzec, uczuwał i teatr cały.. 
(Estreicher, Tea/ra I 235). 
1ł2) Anczyc Zygmunt (ur. 14 IX 1783 w Wilnie t 5 
Vl 1855 w Krakowie). W tym czasie był dyrektorem teatru 
krakowskiego (za antrepryzy Pfeifra). Trzykrotnie, w latach 
1822, 1833 i 1842, był w Warszawie, występując jako 
gość. Zaczął karyerę w Grodnie, w tow. Desznerowej, 
przedtem zaś występował ze Skibińskim w Wilnie w ba- 


Pamitc:tnik Aktora. 


17 


..
		

/Skibinski_pamietnik0259_0001.djvu

			- 242 


W kilka dni potem, jut jako Skibińska, 
wystąpiła Żona w Normie
 a pófniej w Luna- 
tycsce 2U), poczem opmkili
my Kraków, udając 


letach, organizowanych przez Tomaszewskiego. Przez 
czas pewien (1843 r.) kierował sceną poznańską; jeździł 
również po prowincyi z własnem tow. 
Pfeifer Juliusz (ur. 3 V 1809 t 22 VI 1866 w Krze- 
szowicach). Za trzema nawrotami był dyrektorem-antre- 
prenerem teatru krakowskiego, w latach zaś 1849 - 1854 
teatru we Lwowie. Prócz tego co roku (do r. 1844) od- 
wiedzał z kompanią miasta Królestwa, Litwy i GaIicyi; grał 
nawet z towarzystwem w Wiedniu, w teatrze .an der Wien.. 
2413) Estreicher {I 323-4) tak się wyra
a: .Dyrek- 
cyę [w jesieni 1839 r.] objął Pfeifer napowrót... sprowa- 
dził Skibińskiego z Wilna, artystę najlepszego z dawnej 
trupy krakowskiej. Ale Skibiński owdowiał był, jul za- 
chodził w lata, jego dzisiejszy talent nie wypełniał sił, 
jakie kiedyś rozwijali oboje pp. Skibińscy, ulubieńcy pu- 
bliczności. Zjawiła się atoli pomoc niebawem. Jeszcze 
w lipcu wystąpiła na scenie niemieckiej [w tow. opero- 
wern Mattege] powabna amatorka Pani Brodowiczowa, 2:0- 
na profesora. Utalentowana uczennica sławnego Cziczi- 
nary występowała w komedyo-operze: Noc zapustna, w roli 
Amirii sieroty... Skoro zjawił się w Krakowie, ona, uzy- 
skawszy rozwód, poszła za starego i wcale ju2; niepowab- 
nego artystę. Głoszono, i
 uczyniła to na złość. Komu? 
zapewne sobie samej. Dość, 2:e... jako Skibińska wystą- 
piła 31 października w operze Norma, roli tytułowej-. 
Skibiński jest ściślejszy, gdyż Brodowiczowa rzeczywiście 
bawiła poprzednio w Wilnie i Warszawie. Jego samego 
zaś. jak widzimy. nie wzywał do Krakowa Pfeifer, lecz 

ciągnęły go tam zamiary matrymonialne. Wystąpił wpraw- 
dzie w teatrze (o czem nie wspomina), lecz jako gość 
tylko, w rolach: Rościckiego (w komedyi Urząd i Ż0110 J 


I
		

/Skibinski_pamietnik0260_0001.djvu

			- 243 - 


się przez Warszawę, Białystok, Grodno do 
Wilna *). 
Tutaj Schmidkoff odbył jeszcze nadchodzą- 1840. 
cy kurs zimowy, ale, nie postarawszy się o no- 
we sztuki, zadłu
ł się aktorom i kupcom i, szczę- 

liwie upatrzywszy porę, przepędziwszy tonę, 
z drugą potajemnie umknął. 
Pierwszych dni maja opuściliśmy Wilno 
udając się do Moskwy. Po drodze w Mińsku 
zabawiliśmy trzy tygodnie, gdy t, prócz domu 
JW. Osztorpa, marszałka, w wielu innych nas 
przyjmowano, a szczególniej u JW. Suszkowa, 
gubernatora, którego tona tak się rozkochała 
w mojej, te nie było dnia, aby
my u nich nie byli. 
W tym czasie nowy wojenny generał gu- 
bernator JW. Mirkowicz 2U), objetdtając guber- 
nie, przybył do Mińska. Były bale u marszałka, 
a następnie u gubernatorstwa. Na wieczorze 
u tych ostatnich sama gubernatorowa 
licznie 
wykonała na fortepianie fantazyę, potem Żona 
śpiewała i oboje śpiewaliśmy parę duetów. Do- 
wiedziawszy się, te jedziemy do Moskwy, oświad- 
czył generał gubernator, te da nam listy polecające. 


15 X na otwarcie sezonu), GeIdhaba i, po raz trzeci, w ro- 
li Sieciecha (w sztuce Dwaj Sieciechowie 24 X). (Ga- 
zeta Krakowska J 1839 .N'2 245). 
*) Syn mój Kazio po kilku tygodniach nerwowej 
gorączki w dzień N. Roku o g. 2-ej po południu zakoń- 
czył 2:ycie. 
Z44) Od lutego 1840 r. do lutego 1850 r.
		

/Skibinski_pamietnik0261_0001.djvu

			- 244 - 


Ignacemu Sołtanowi, mojemu przyjacielowi, 
przyrzekliśmy przybyć do niego na wieś. Uda- 
liśmy się więc z Mińska do jego majątku, w słuc- 
kim powiecie. Tam przez tandarma otrzymali- 
śmy listy od JW. Mirkowicza. 
Zabawiwszy na wsi do końca sierpnia, po- 
tegnawszy uprzejmie przyjaciela, jego rodzinę 
i sąsiedztwo, puściliśmy się w dalszą podrót. 
W Smoleńsku zatrzymaliśmy się dla odpoczyn- 
ku parę dni i odwiedziliśmy tam JW. Kałkow- 
skiego, prezesa Izby, znajomego z Wilna. Przez 
Wiaźmę, Drohobut, Mo.tajsk przybyliśmy do 
Moskwy. Zajechaliśmy do ober.ty Szewaldysze- 
wa, jednej z najpierwszych, na Twerskiej ulicy. 
Tego dnia właśnie grano ruską klasyczną 
komedyę Grybojedowa Gore ot uma. Pomimo 
znutenia podrótą pośpieszyłem na teatr. Więcej 
jednak obiecywałem sobie, bo, prócz Szczepkina 
i Orłowej, nikt mnie nie zajął. 
Między innymi listami mieliśmy do hrabiny 
Nowosilcowowej i szambelana Zagoskina 245), pre- 
zesa dyrekcyi teatralnej. Pierwsza zaprosiła nas 
na swoje czwartkowe obiady, drugi ofiarował na 
cały czas pobytu lotę na oba teatry, ruski i fran- 
cuski, a jeżeli sam tylko będę-krzesło bezpłatne. 
1841. ...W maju po ślubie JCM. Następcy tro- 
nu 246) odbył się wjazd tryumfalny w towarzyst- 


245) Zagoskin Michał, powieściopisarz rosyjski i dy- 
rektor teatrów rządowych w Moskwie. 
246) Cesarza Aleksandra II.
		

/Skibinski_pamietnik0262_0001.djvu

			-245- 


wie dostojnego Ojca i licznej świty. Przez pięć 
wiorst wojsko tworzyło szpaler, przez który prze- 
je
d
a1i przy huku dział i odgłosach bębnów 
i muzyki, przy dzwonieniu w dzwony we wszyst- 
kich cerkwiach, których jest przeszło 400. Gdy 
przybyli do Kremla, oczekujący metropolita z du- 
chowieństwem przed soborem przyjął Nowo- 

eńców święconą wodą. Synowę dostojną sam 
Cesarz wprowadził do cerkwi, a potem do pa- 
łacu. W godzinę, po odbytej prezentacyi, wy- 
biegła W. Ks. z frejlinami, obejrzała dzwon 
sławny, przez wybity otwór weszły do wnętrza 
i tańcowały tam kontredansa. Stamtąd udała się 
na wie
ę Iwana Wielkiego. Wieczorem cała Fa- 
milia była na francuskim teatrze. 
W tym czasie urodziła nam się w dzień 
św. Romana córka. Trzymali ją do chrztu św. 
ksią
ę Roman Sanguszko z jenerałową Uszako- 
wową, z domu Lachman. 
Na lato wyjechaliśmy na "daczę" do do- 
mu Głazenopa pod Piotrowskim parkiem, w któ- 
rym był i teatr. Stąd Żona udała się dyliżan- 
sem przez Petersburg do Wilna *). Powróciła 
w końcu sierpnia z synem Kaziem 247), zosta- 
wionym w Wilnie przy mamie, i znajstarszą 
córką z pierwszego mał
eństwa, Maryą. 
Na zimę zajęliśmy mieszkanie przy ulicy 
Twerskiej, w domu ks. Galicyna, na przeciwko 


*) 27 lipca Romcia na krwawą dyaryę umarła. 
241) Z drugiego małieństwjI.
		

/Skibinski_pamietnik0263_0001.djvu

			-246- 


1842. klubu angielskiego. Z tego domu, 4 lutego. 
córka nasza Marya wyszła za mąt za Józefa 
Rumszewicza, doktora medycyny. "Posadzoną" 
jej matką była radczyni stanu Daniłowiczowa, 
tona profesora Uniwersytetu; świadkami:-WW. 
Jakubowiczowie, Hadziewiczowie, prof. uniw. Do 
trzydziestu osób zebrało się samych Polaków, 
w tej liczbie kilku uczniów uniwersytetu. 
20na miała przyrzeczone od dyrekcyi otrzy- 
manie etatowego miejsca nauczycielki śpiewu 
w szkole teńskiej dramatycznej i w instytucie 
Ekateryńskim, na miejsce wychodzącego do eme- 
rytury Soliwy. Ale gdy petersburska dyrekcya 
przysłała stamtąd swego protegowanego, opu- 
ściliśmy Moskwę, w której, dla znacznych od- 
ległości, dawanie lekcyi było zbyt utrudzają- 
ce (VIII). Zostawiwszy nowoteńców i Anetkę, 
córkę młodszą (chorującą na kołtun), przez Smo- 
leńsk przybyliśmy do Mińska, gdzie zatrzyma- 
liśmy się do maja. Dochód z teatru i lekcyi 
powrócił koszta podróty *). Z Mińska przyj e- 
cha1i
my do Wilna. Tu 8 maja urodził się nam 
syn Stanisław. 


oJC) Pozostałe szczątki biblioteki, które marnotraw- 
ny syn zastawił, poprzednio od żyda wykupiłem; jadąc 
do Moskwy ulokowałem je u p. Moniuszki ojca. [Cze- 
sław Moniuszko, ojciec Stanisława, mieszkał przez czas 
pewien w Mińsku, gdzie miał pracownię, jako malarz- 
amator, razem z Walentym Wańkowiczem. (Obacz: Al. 
\V aIicki: Stanisław Moniuszko, str. 28)].
		

/Skibinski_pamietnik0264_0001.djvu

			@@@@@@@
@@@@@@@
@
@@@@@@ 


VII. 


Z powodu nieuiszczania się mego debitora 1843. 
Barankiewicza potrzebna była moja obecność 
w Krakowie. Ale gdy rozkazem cesarskim ogło- 
szono opłatę 100 r. s. od wyjetdtających za gra- 
nicę, postanowiłem w Warszawie postarać się 
o jej uchylenie. Po przybyciu do stolicy od- 
wiedziłem kolegę, p. Dmuszewskiego (wówczas 
członka dyrekcyi). Razem udaliśmy się do teatru. 
Po akcie przyszedł Koss 248) (takte dyrektor) 


%-&8) Koss Ignacy (ur. 14 III 1800 t 29 II 1848). 
Uczeń szkoły dramatycznej. Jako aktor prowincyonalny 
grał w Warszawie l-y raz 17 VIII 1822 w dr. Głowa bron- 
zowa (Drink). Zaangażowany na stałe, d. 10 V 1836 
mianowany został członkiem dyrekcyi. .Na tem stano- 
wisku jeszcze mniej miał życzliwych; pokorny i uniżony 
dla swoich protektorów, dumny dla podwładnych, goto- 
wy poświęcić każdego dla własnego interesu, dla przeko- 
nania o swojem znaczeniu, wziętości. Dr2:ąc o utratę po- 
sady otrzymanej bez zasługi, strzegł jej pilnie; przecie2: 
nie pominął 2:adnej sposobności, kiedy mógł dać uczuć 
lub przekonać o swojej władzy. Ta pewność stała się 
przyczyną jego upadku. Jak02: za układ, pizez niego zro-
		

/Skibinski_pamietnik0265_0001.djvu

			- 248 - 


i o
wiadczył mi, :te pułkownik Abramowicz, pre- 
zes dyrekcyi, dowiedziawszy się o mojem przy- 
byciu, chce się ze mną widzieć 249). Odpowie- 
działem, :te miałem zamiar nazajutrz pośpieszyć 
ze zło:teniem mojego uszanowania; obecnie zaś 
w podró:tnem ubraniu nie mogę się prezentować. 
Po chwili przyszedł Koss powtórnie i powtórzył 
prośbę, mówiąc, :te nie w mieszkaniu, lecz za 
kulisami czeka na mnie pułkownik. Poszedłem. 
Rad był nadzwyczajnie z widzenia mnie, powitał 
jaknajserdeczniej i w przytomności aktorów po- 
wiedział:- "To ulubieniec publiczności wileńskiej 
i kolega mój szkolny". Polecił zaraz Kossowi, 
aby mnie na drugi dzień przywiózł na obiad do 
Łazienek, w których wówczas latem mieszkał. 
Stało się: przy stole nazajutrz :tonę jego 
włoszkę poznałem. Byli tak:te na obiedzie: je. 
nerał Włodek, ks. Galicyn (adjutant ks. Paszkie- 
wicza) i hr. Czapski, znajomy mój z Wilna. Go- 
spodarz chlubnie mnie wszystkim zalecił, Czapski 


biony, w nieobecności kilkodniowej Prezesa, z tancerką 
Lolą Montez, otrzymał uwolnienie od obowiązków d. 11/23 
XI 1843.. (J. S. Jasiński, lyciorys Kossa. Rkps). Według 
Heppena (Kłosy 1885) Kossa zaangażowano do teatru 
warsz. d. 18 V 1818. 
Z49) Ignacy Abramowicz w tym czasie prócz sta- 
nowiska p. o. prezesa dyrekcyi teatrów zajmował dwa 
inne: .administrującego pałacami cesarskiemi. (z racyi 
czego mieszkał w Łazienkach, gdzie odwiedzał go Ski- 
biński) i dowódcy warszawskiego dywizyonu żandarmów. 
Wkrótce potem został oberpolicmajstrem.
		

/Skibinski_pamietnik0266_0001.djvu

			-249- 


równiet dodał kilka pochlebnych komplementów. 
Po obiedzie wziął mnie pułkownik do gabinetu, 
a wypytawszy się o cel przybycia, przyrzekł wy- 
robić bezpłatny (jako artyście) pasport. Tym- 
czasem prosił, tebym codziennym był jego sto- 
łownikiem. 
Ta nadzwyczajna grzeczność zdziwiła mnie. 
W dodatku, w kilka dni potem, zaprosił mnie 
do swojej loży,-gdzie we dwóch tylko się zna- 
leźliśmy, - i zaoytał mnie, czybym nie pragnął 
zamieszkać w Warszawie. " Mając-mówił-tak 
wiele obowiązków, nie mogę wszystkim samemu 
podołać; szczególniej w gałęzi teatralnej mógł- 
bym się bezpiecznie spuścić na taką osobę, jak 
ty, co, przez tyle lat prowadząc dyrekcyę, znasz 
ją na pamięć. Mnie naokoło oszukują; w tobie 
miałbym prawą rękę. Mógłbyś otrzymać 5000 
stałej pensyi, a z czasem i gratyfikacyę. Oprócz 
tego, parę lat wysłutywszy, doczekałbyś się eme- 
rytury, którąbym ci wyrobił". Tak pochlebnemi 
nadziejami zachęcony, powiedziałem: "Gdybym 
był sam, najchętniej przyjąłbym propozycyę Pań- 
ską; ale ja mam Żonę śpiewaczkę, a tu jest ope- 
ra obsadna f?]; nie mogę nic przyrzec, nie poro- 
zumiawszy się wprzód z Żoną" .-"Niech przyje- 
dzie. Odegracie oboje gościnne role (chociat te 
tylko latem są pozwolone, a teraz od paździer- 
nika już się rozpoczął abonament). Ale to mo- 
ja rzecz. Napisz, niech przybędzie, a wszystkie- 
mu się zaradzi".
		

/Skibinski_pamietnik0267_0001.djvu

			-250- 


Przyjechała w tym czasie do Warszawy Lo- 
la Montez, córka byłego jenerała hiszpańskiego. 
Jako tancerka zrobiła z dyrekcyą umowę na pięć 
przedstawień, po 3000 zł. katde. Będąc piękną 
znalazła protekcyę w ks. Radziwille, w hr. Za- 
moyskim, Turku Ile, ministrze, Franciszku Potoc- 
kim etc. etc. Przy pierwszem wystąpieniu krzyki, 
oklaski protektorów i młodziety krzesłowej za- 
stąpiły niedostatek talentu, bo, prawdę powie- 
dziawszy, było to z ujmą dla p. Turczynowiczo- 
wej i panny Wendt, pierwszych solistek baletu 
warszawskiego; oneby tę cachuchlJ kunsztowniej 
odtańcowały 250). Przy drugim występie jut par- 
tye się dwoiły, ale przywołania po skończeniu 
jakoś to zatarły. Na trzecie przedstawienie mniej 
się osób zebrało. Odegrano sztukę, która taniec 
poprzedzała. Lola Montez, zupełnie ubrana, w ko- 
stiumie, zobaczyła, te mniej jest publiczności 
i postanowiła nie tańcować, pomimo próśb dy- 
rekcyi i groźby Abramowicza. Zmuszony był 


210) TurczynOWtczuwa K01lStancya
 z domu Dam- 
sówna (ur. w Warszawie 5 III 1818 t tamże 9 XI 1880). 
Uczennica szkoły dramatycznej i szkoły baletowej. D. 18 
V 1836 poślubiła tancerza Romana Turczynowicza i wy- 
jechała z nim na występy do Berlina j Pary2:a. Po po- 
wrocie została pierwszą tancerką baletu warszawskiego. 
Ostatni jej występ odbył się d. 5 V 1853 w balecie Ro- 
bert i Bertrmzd.-- Wmdtówna Karolina (ur. 1825 t?). 
Pierwszy raz wystąpiła 6 XI 1834 w balecie Apollo i Mi- 
dlJS. Po r. 1844 przyjęta została do baletu w Operze wie- 
deńskiej. 


"
		

/Skibinski_pamietnik0268_0001.djvu

			- 251 - 


posłać swoją karetę po sławną włoską śpiewacz- 
kę, p. Assandri, która taniec zastąpiła odśpiewaną 
aryą. Ale nim do tego przyszło, antrakt z go- 
dzinę się przeciągnął. 
Nazajutrz posłała dyrekcya z uwiadomie- 
niem, te od dalszych występów jest wolna. Ale 
tu protektorowie najechali Abramowicza z tem, 
teby umowę wypełnić; te, wróciwszy do kraju, 
źle o Polakach mówić będzie; i wiele jeszcze in- 
nych uwag robili i póty od niego nie wyjechali, 
póki im nie przyrzekł, te za trzy dni znowu wy- 
stąpi. Przebiegła Hiszpanka zrozumiała, te są 
nieukontentowania publiczności i zapewniła się, 
te ją protektorowie podtrzymają. Nadto, bywa- 
jąc na obiadach u bankiera Piotra Steinkellera, 
prosiła go o protekcyę. Skutkiem tego Steinkel- 
ler rozdał sto biletów kowalom (których do 200 
w jego fabryce na So1cu pracowało), z instrukcyą, 
teby na niego uwatali: jak tylko on klaskać zacznie, 
teby i oni wszyscy walili w dłonie co sił mają. 
Rozpoczęła Lola taniec. Zaczęto sykać. 
Lecz kowale Steinkellera, gdyby grom, zagłuszy- 
li sykaczów, którzy, wyszedłszy z cierpliwości, 
gwitdtąc przeraźliwie z pomocą świstawek, pole 
otrzymali. Lola przestała tańczyć, orkiestra umil- 
kła, a ona, wyszedłszy na przód sceny, powie- 
działa po francusku, te to gwizdanie jest dzie- 
łem, pochodzącem z tej lot y-i wskazała na lotę 
Abramowicza. Spuszczono kurtynę, wszyscy się 
ro
eszli.
		

/Skibinski_pamietnik0269_0001.djvu

			- 252 - 


Nazajutrz rano wyszedł rozkaz ks. Namiest- 
nika, teby w przeciągu 12 godzin Lola Montez 
opu
ciła Warszawę. Posłał po nią wojenny gu- 
bernator 251), lecz do niego pójść nie chciała, 
tylko do księcia. Stojący za drzwiami policyant 
nie pu
cił jej, za co uderzyła go sztyl etem, kt6- 
ry ześlizgnął się po lakierowanym bandolierze. 
Policyanta zaraz zastąpiło dwóch tandarm6w. 
Wszedł oficer z oznajmieniem, te ma rozkaz to- 
warzyszyć jej, lecz z tych pogró
ek śmiała się 
tylko. Przyjechał i ober-policmajster z Abramo- 
wiczem 25
). Spotkało ich to samo. "Nie poja- 
dę!" Abramowicz, zostawiwszy ją pod mocną 
stratą, posłał konsula, którego wyłajała, że, za- 
miast protegować, pomaga do jej gnębienia 253). 
Zawezwał wówczas pułkownik Steinkellera i po- 
wiedział mu, te, jeteli w ciągu godziny nie wy- 
wiezie jej za granicę, cała odpowiedzialność spad- 
nie na niego, jako na sprawcę zamieszania z ko- 
walami. Strwo
ony Steinkeller udał się do domu 
i po naradzie z toną kazał do pojazdu zaprządz 
cztery konie, poczem przyszli oboje do Loli z pro. 


251) Jen.-Iejtnant Pisarew. 
252) Oberpolicmajstrem był jenerał - major Sobo- 
lew 2-gi. 
253) Lola Montez, uchodząca za Hiszpankę, była, 
jako urodzona w Szkocyi, zapewne poddaną angielską. 
Konsulem Anglii w Warszawie był wówczas płk. du PIat, 
konsulat zaś mieścił się w tym2:e Hotelu Rzymskim, w któ- 
rym mieszkała tancerka.
		

/Skibinski_pamietnik0270_0001.djvu

			- 253 - 


pozycyą, aby z nimi pojechała do ich kolonii, 
o kilka wiorst od Warszawy odległej. "Najchęt- 
niejbym to uczyniła, ale mnie nie wypuszczą". 
Steinkeller pokazał jej bilet pozwalający, zaraz 
więc zahrała się z nimi, wsiadła do pojazdu 
i ruszyli, a za nimi oficer tandarmów z dwoma 

ołnierzami. Mnóstwo osób w czasie tego ota- 
czało hotel Rzymski. Jak tylko ruszyli, młodziet 
zajęła remizy i ze 40 sanek popędziło w ślad 
za nimi. Ciekawych za rogatki nie puszczono, 
natomiast z wy
szego rozkazu wszystkich od- 
prowadzono do aresztu. A gdy od granicy wró. 
cił Steinkeller, i jego tente sam los spotkał. 
Musiał 4 tygodnie odpokutować w kozie. 
Tak się tedy skończyła ta wa
na teatralna 
awantura, skutkiem której Kossowi dano dymi- 
syę. O prezesie mówiono, te i jego tot samo 
, czeka. Ale na nowy Rok otrzymał rangę jene- 
rała 254). 
Uzyskawszy pasport do Krakowa, udałem 
się tam dy1i
ansem i na drugi dzień wieczorem 


25') Powy2:szy opis pobytu Loli Montez w War- 
szawie w głównych zarysach niewiele ró2:ni się od in- 
nych relacyi, streszczonych w artykule Sigmy: .Lola 
Montez w Warszawie- (Tygodnik lllustrowat'y, 1912 
oN'!! 21). Szczegół co do odprowadzania tancerki przez 
Steinkellera jest nieprawdziwy; odwoził ją major Raspo- 
pow, którego wspomnienia ogłosiła Russkaja Starina 
(sierpień 1876 r.-Obacz: Wł. R. K. .Lola Montez w War- 
szawie.. Kurjer fVars.zawski 1902 N!! 209). 


I
		

/Skibinski_pamietnik0271_0001.djvu

			- 254 - 


zajechałem na Sławkowską ulicę, do oberty Wę- 
gierskiej Knotza. 
Starosta ju:t nie :tył. Teatr, pięknie prze- 
robiony, rządzony był przez akcyonist6w 25'.). 
Zastałem trupę dobrze dobraną. Chomiński, 
Rychter - byli po:tądani dla Warszawy; mia- 
łem nawet polecenie od prezesa, abym ich an- 
ga:tował. Jako:t dziś są ozdobą sceny warszaw- 
skiej 255). 
2548) W tym czasie rozpoczynał w Krakowie swą 
antrepryzę Meciszewski. 
255) W tym czasie w Krakowie byli obaj bracia 
Chomińscy: Ignacy (ur. w Zamościu 31 VII 1819 t w Siedl- 
cach l XII 1846) i Alichał (ur. w Zamościu l VII 1821 
t w Warszawie 24 X 1886). Skibiński ma na myśli młod- 
szego, Michała (który debiutował 1833 r. w Zamościu, 
w kompanii swego ojczyma Chełchowskiego, do Warsza- 
wy zaś przybył w r. 1846), Ignacy bowiem, opuściwszy 
scenę krakowską razem z bratem (ostatni występ d. l III 
1846 jako ks. Józef w 2:ywych obrazach), po 8 miesięcz- 
nej chorobie umysłowej, wieziony etapem jako 2:ołnierz, 
zmarł w szpitalu wojskowym w Siedlcach. Współczesny 
portret Ch-go (litografia w zbiorze Wydawcy Pamit;tnika) 
ma napis niezupełnie ścisły: .Chomiński Ignacy Artysta 
Dram. Krak. w drodze na Kaukaz 1847 zabity. .-Rychter 
Józef (ur. 9 IX 1820 t 25 VI 1885 w Warszawie). Debiu- 
tował 18 X 1838 w Lublinie w dramacie Raupacha Ro- 
hert Dyaheł. Przybywszy z Krakowa do Warszawy, grał 
l-y raz 14 VIII 1844, dnia zaś 12 III 1845 zaliczony został 
do składu artystów teatru warszawskiego. W r. 1869 opu- 
ścił scenę. Po dwóch latach powrócił na nią i występo- 
wał jako gość w ró2:nych miastach (w Warszawie w 1871 r.). 
Tego2: 1871 r. został re2:yserem w Krakowie, za dyrekcyi 
Koźmiana.
		

/Skibinski_pamietnik0272_0001.djvu

			- 255 - 


Odwiedziwszy znajomych, zająłem się inte- 
resami. Wyjąłem dekrety Trybunału i najwyt- 
szej instancyi. Dom mój kupił był z licytacyi 
chirurg Kieresz i wyrestaurował go. Z Frohnem 
chciałem się obrachować, lecz zbankrutował i re- 
stauracyi jut nie prowadził, tylko lichy szynk 
i bilard. Mógłbym podług danego sola wekslu 
zabrać mu wszystko, lecz utył moich przyjaciół, 
ci za nim prosili. Moich więc 4690 zł. uwatam 
za przepadłe. Zostawiłem je Anczycowi do ode- 
brania, a on nawzajem dał mi cesyę taką, te, 
je
eli kamienica Me!erów będzie sprzedawana 
w Wilnie, mam prawo odebrać pieniądze z czę- 
ści, przypadającej na niego podług dokumentu, 
przed notaryuszem zrobionego. Lat kilkanaście 
od tej pory mija, ja o sto mil od Wilna i nie 
wiem, czy kamienica sprzedana, lub nie? Takie 
to skutki ciągłej włóczęgi po świecie; kiedy tym- 
czasem, na jednem miejscu, mówią, 
e i kamień 
b ,(. 258 ) 
o rO;:)nte... . 
Nic tedy nie wskórawszy prócz wyjęcia de. 
kretów, co mógłbym nie je
dtąc otrzymać, mia- 
łem się ku wyjazdowi, który jeszcze przyśpie- 
szyłem, odebrawszy list od Żony z Warszawy. 
Stanęła w hotelu Rzymskim, do którego i ja za- 
jechałem. 


256) Obacz odsyłacz N!? 147. - Dom Mejerów mie- 
ści się przy ul. Dominikańskiej (Błagowieszczeńskiej) pod 
N!? 429 (polic. 17-ym). W XVIII w. nale.tał do Ooreckie- 
go, podstarościego Iidzkiego. 


.
		

/Skibinski_pamietnik0273_0001.djvu

			-256- 


Zameldowałem się prezesowi i doniosłem 
o przybyciu Żony. Zaprosił nas na obiad, na 
którym była tak
e Taglioni z ojcem *) 21\7). Ry- 
wacka, śpiewaczka, po trzyletniej niebytności 
powróciła z Włoch, dokąd była kosztem rządu 
wysłana 258). 
Uło
yliśmy debiuty. Lecz skutkiem podró- 
t-y Żona zachorowała, a w kilka dni i ja się po- 
łot-yłem. Oboje le
ąc w ober
y, bez nale
ytych 
wygód i usługi, zaczęliśmy nienajlepszą rokować 
przyszłość. Tak było parę tygodni, a ledwośmy 
się poprawili na zdrowiu, trzeba było wystąpić 
na scenę 259). Przyjęcie (pomimo zabiegów Ry- 


*) Taglioni przyjechała w tym czasie do Warsza- 
wy. Ojciec jej na miejsce Maurice'a został dyrektorem 
baletu [Przyp. Autora]. 251) Taglioni była w Warszawie 
po raz trzeci (poprzednio w r. 1838 i 1841). Występo- 
wała od stycznia do sierpnia 1844 r. 
258) Rywacka Ludwika z Morozewiczów. (Ur. 19 
11 1817 [według J. S. Jasińskiego, 9 II 1817 według Kur- 
jera Warszaw.skiego
 1858, M 55] t 10 XI 1858). De- 
biutowała na scenie warszawskiej 17 V 1832 (według in- 
nych źródeł 2 V 1833) w roli Kezyi wop. Kalif s Bag- 
dadu. W r. 1841 przez cztery miesiące bawiła we Wło- 
szech na studyach. W r. 1842 wyjechała powtórnie; 
powróciła po dwóch latach (pierwszy występ 28 I 1844). 
Do składu teatru nale2:ała do r. 1850, po r. 1851 zaś wy- 
stępowała, pobierając feu od wieczoru (w pierwszym ro- 
ku 500, potem 8CO złp.). Ostatni raz ukazała się na sce- 
nie d. 8 I 1854 w roli Maryi de Rohan. 
259) Skibiński ukazał się dwukrotnie: 29 XII 1843 
w Damach i Huzarach (Major) i 5 I 1844 w kom. Ko-
		

/Skibinski_pamietnik0274_0001.djvu

			-- 257 - 


wackiej, która się obawiała tak niebezpiecznej 
rywalki), było najpochlebniejsze. Lecz jut to 
Żonę zniechęciło. A przytem pani Halperł 26 0 ), 
Kurpińscy oraz świe
o wydalony Koss tyle nam 
nagadali..., te i Żona sama następnie zaczęła mi 
odradzać i kjedy mnie ostatecznie wezwał pre- 
zes, abym się zdecydował-odmówiłem. "Pamię- 
taj-powiedział, - będziesz 
ałował. Odrzucasz 
chleb pewny do śmierci i po śmierci dla Żony 
i dzieci, bo emerytura, jako dla zasłu
onego przez 
lat 40 artysty, dochodziłaby do 5000, to jest ty- 
le
, ile teraz wyniosłaby pensya". 
Dziesięć lat minęło, a słowa te tętnią mi 


zioł, czyli Winili i niewinni (Szarybury). Jego 2:ona- 
d. 4 I 1844 w Lunatyczce (Amina). 
O występach tych Skibińskiego S. J. Jasiński w 2:y- 
ciorysie artysty pisze w następujących wyrazach: .Nie 
było ju2: 2:ycia w grze, ogień wytlał, została tylko sztuka 
zimna, bezduszna, przewlekła brakiem pamięci. Milczenie 
powszechne było wyrokiem publiczności, która niem za- 
stąpiła dawne oklaski.. Kurjer Warszawski o wystę- 
pach obojga Skibińskich zamieścił tylko parowierszowe 
wzmianki (N2 345 z r. 1843 i N2 5 z r. 1844). 
260) Halpertowa Eleonora Leontyna z Zuczkow- 
skich (ur. 14 IV 1803 w Puławach t 18 III 1895 w Warszawie). 
Zaczęła występować w towarzystwie Bauera. W Warszawie 
debiutowała 12 IV 1821 w roli Sabiny w trag. Horacyusze, 
poczem powróciła na prowincyę. Przyjechawszy znowu, 
grała 4 I 1824 (Ryksa w trag. Ludgarda). Odtąd z dwu- 
letnią przerwą (w latach 1830-1832) przebywała w teatrze 
warszawskim-do r. 1851. Ostatni raz grała w tłomaczo- 
nym przez siebie dramacie Adryanna Le"ouvreur. 
Pamił=tnik Aktora. 18
		

/Skibinski_pamietnik0275_0001.djvu

			-258- 


w uszach, bo odtąd ju
 nie było dla mOle po- 
wodzenia ani zarobku 261). 


261) O podrÓ2:y do Warszawy i Krakowa nieco od- 
mienną w szczegółach relacyę zdał Skibiński na świe2:o 
w liście do Chodźki (z daty 15 I 1844 s1. st.). Oto z niej 
wyjątki: . Wyjechaliśmy z Wilna w towarzystwie bardzo 
dobranem, bo prócz mnie, ksiądz, dziewczyna i 2:ydek. 
Ci ostatni zajęli miejsca na przodzie, a my po starszeń- 
stwie wieku i opłaty w budzie. Chocia2: bez wygody, 
ale bez przygody stanęliśmy w Kownie. Ksiądz Prowin- 
cyał, mój towarzysz podrMy, umieścił mnie przy sobie 
w klasztorze. Tam przez dwa dni czekając na dyli2:ans 
obeznałem się z 2:yciem zakonnem ks. ks. augustyanów. 
\V dniu przybycia odwiedziłem teatr w stajni, podobniej- 
szy do szopki, w której się Zbawiciel narodził, oświeco- 
ny kilkunastu szabasówkami. Dopiero zajaśniał, kiedy JW. 
naczelnik gubernii oświecił go swoją łysiną. Orkiestra, 
z pięciu 2:ydków zło2:ona, wygrywała od ucha mazurki 
i walce. Lazaret, obok znajdujący się, wtórował jękami 
boleści; a gdy się zaczęła sztuka, pomno2:yłem je i ja 
z Krzysztofem Huwaldem i Nap. Mirskim, opłakując stra- 
tę pieniędzy za bilety. Miały być trzy sztuki, lecz po 
pierwszej uciekłem do klasztoru. Przybywszy do War- 
szawy... zachorowałem: ciągłe niepogody, sł
ty, a i nie bez 
tego zbytnia szklanka wina, porteru lub piwa bawarskie- 
go z kolegami, przytem zdrowie nietęgie, obaliły mnie 
na łó2:ko. W tak krytycznym momencie... napisałem do 
Zony. Później 2:ałowałem, bo piątego dnia wstałem. Pas- 
port otrzymałem i do Krakowa odjechałem... Najpierw 
udałem się na cmentarz, gdzie spoczywają zwłoki moje- 
go ojca i córki najstarszej. Oddawszy cześć nale2:ną po- 
piołom, dalsze z kolei miejsca przez trzy dni zwiedza- 
łem. Później interesa, znajomi, teatr czas mi skracały do 
dni 10-ciu. Ody oto w Kurjerku pod dniem 5 grudnia 
wyczytuję. 2:e .p. Skibińska, 2:ona b. dyr. teatru, przybyła
		

/Skibinski_pamietnik0276_0001.djvu

			\ 


-259- 


Powróciliśmy do Wilna wśród zimy. W War- 1844. 
sza wie co się zarobiło, to na choroby, ober
e, 
na Żony i moją trzymiesięczną podró:! i powrót 
wydało się. W Wilnie występowaliśmy wpraw- 
dzie, lecz z małą korzyścią. 
Przybyła Anetka z Totmy... a później nie- 
długo syn \Viktor. Słysząc o jego złym stanie, 
posłałem był pieniądze na ręce Szawelskiego, 
horodniczego, na popłacenie długów i najęcie 
furmana. Przybył, jak syn marnotrawny, odarty, 
bez obuwia prawie, opuchły. Niewiele brako- 
wało, aby mnie wielka choroba nie rzuciła, kie- 
dym go ujrzał... Ale 
Pasł wieprze marnotrawny syn, przecie2: ten zakał 
Starł gniewny ojciec łzami, gdy nad nim zapłakał; 
Raczył przyjąć do serca obłąkane dziecię, 
Bo widział błędy wieku, lecz bez hańby 2:ycie *). 
Tak i ja zrobiłem, zaczynając od wykąpa- 
nia, sporządzenia bielizny, ubrania, pościeli etc. 
W kilka dni ju:! miał wszystko. Ośmioletnią 
naukę fortepianu tak zaniedbał, 
e nie umiał ma- 
'zurka naj łatwiejszego zagrać. Umieściłem go 


do Warszawy". Wydobyłem mój dekret z Trybunału, po- 
rozumiałem się z dwoma sukcesorami Barankiewieza, sam 
znowu na dyli2:ans-i w piątek przed północą przybyłem 
do Warszawy dla połączenia się z Zoną. Dla powetowa- 
nia kosztów podrMy zaproponowałem nasze debiuty, któ- 
re dyrekcya z chęcią przyjęła, pomimo natłoku widowisk 
i przy włoskiej operze. Ja zacząłem 30 grudnia [29 gru- 
dnia] od Dam i Huzarów.: później drugi występ (KQ- 
*) Trembecki.
		

/Skibinski_pamietnik0277_0001.djvu

			- 260 


przy teatrze w nadziei, :te pod pod moim dozo- 
rem poprawi się. Było dobrze niedłu:tej nad kil- 
ka tygodni. Chocia:t trzy razy dziennie miał 
wódkę, zaczął się wykradać w nocy, aby się prze- 
brzydłym nasycić nałogiem. Raz go nad ranem 
znaleziono na schodach, bo ju:t nie był w stanie 
iść dalej. Próbowałem ró:tnych sposobów, cho- 
wałem buty, kazałem pilnować, lecz boso się 
wykradał. Nareszcie oświadczył, :te czyni to 
z tęsknoty po :tonie swojej. Napisałem do Miń- 
ska do mego elewa Chełmikowskiego, ówczesne- 
go przedsiębiorcy teatru i, oporządziwszy nale- 
:tycie, wyprawiłem w towarzystwie kuzyna Kos- 
sowskiego. Lecz i tam wszystko stracił i trybu 
:tycia nie zmienił. 
Nastąpiła wiosna. Potrzebowaliśmy wszyscy 
kuracyi, a szczególniej Anetka na skrofuliczne 
cierpienia. Udaliśmy się do Druskienik. Tam 
mnóstwo zastaliśmy przybyłych, między innymi 
i Schmidkoffa z trupą polską, u którego i moje 
opery, ulokowane u Moniuszki, odegrywane za- 


siołJ.: po dwa razy byłem przywoływany, a artykuły naj- 
pochlebniejsze we wszystkich pismach się ukazały. Zona 
musiała czekać cały miesiąc, nim wygotowali Lultatycs- 
ke... Wzięła urlop z pensyonów na miesiąc, a tu jeszcze 
ja zachorowałem i trzy tygodnie z łó2:ka nie wstawałem. 
Zona poło2:yła się na drugiem z okazyi wrzodu... Ju2: 
więc nie myśląc o dalszych debiutach dla czasu spóźnio- 
nego, otrzymaliśmy z kasy 1500 (złp.], któreśmy prze2:yli 
i do domu powróciliśmy..
		

/Skibinski_pamietnik0278_0001.djvu

			- 261 - 


słałem. Gdym się przyznał, powiedział, 
e je 
od niego kupił. Później się pokazało, 
e po
y- 
czył i przywłaszczył sobie. 
Żona dała parę koncertów i śpiewała w cza- 
sie mszy na otwarcie i poświęcenie nowego ko- 
ścioła, ze składek wzniesionego. 
Powróciliśmy do Wilna. Towarzystwo za- 
proponowało mi dyrekcyę. Wymawiałem się, 
przewidując wiele kłopotów, bo trupa źle była 
dobrana. 
Przybyła znowu niemiecka kompania ope- 
rowa Hekert3, licha wyborem osób. Udali się 
pod protekcyę JW. wojennej gubernatorowej Mir- 
kowiczowej. Ta, jako Niemka, zbierała dla nich 
abonament, który po miesiącu zmniejszył się do 
połowy, a po drugim usłał zupełnie. Zanadto 
były w pamięci piękne opery Schmidkoffa i ich 
wykonanie, aby mogła publiczność tak prędko 
zapomnieć. JW. Mirkowiczowa poleciła p. Tre- 
furtowi objąć dyrekcyę niemieckiej trupy. Z jej 
polecenia w trzecim miesiącu przybył do mnie 
z propozycyą, aby polskie towarzystwo przyjęło 
niemców do połowy zysków. Oparłem się temu, 
tłomacząc, 
e towarzystwo, samo na siebie gra- 
jąc, nie mo
e opędzić istotnych potrzeb; có
 do- 
piero byłoby, gdyby wypadło dzielić się z tymi, 
na których przedstawienia nikt chodzić nie chce. 
W kilka dni przywołała mnie do siebie guber- 
natorowa i, cierpko przyjąwszy, powiedziała, te 
ja sam burzę towarzystwo, gdy t beze mnie
		

/Skibinski_pamietnik0279_0001.djvu

			- 262 - 


wszyscyby się zgodzili. Nareszcie znowu nowy 
projekt: 
eby niemieckiemu towarzystwu płacić 
od biletów 1/. część. Podałem prośbę do jej 
mę
a i uprosiłem marszałka gubernialnego, JW. 
Mostowskiego, i wreszcie zostało to uchylone. 
1845. 262) Tymczasem głód i mróz sprowadziły do 
mnie nieszczęśliwego przedsiębiorcę. Chciał on 
wyjechać do RewIa, lecz nie miał o czem. Prze- 
ło
yłem mojemu towarzystwu jego smutne poło- 

eniej odegraliśmy benefis, z którego część pie. 
niędzy u
yliśmy na kupienie półko:tuszków i ber- 
laczów, a reszty na zapłacenie furmana i tym 
sposobem pozbyliśmy się tej niemieckiej kon- 
trabandy. Naraziłem sobie jednak J\V. Mirko- 
wiczową, która, gdzie tylko mogła, starała się 
szkodzić mi. Później ze strony gubernatora 
Siem[ionowa] miałem trudności w wystawianiu 
sztuk, które się nie znajdowały na repertuarze, 
przysłanym z komitetu petersburskiej cenzury. 
Domęczyłem kurs do kontraktów, po któ- 
rych w końcu maja wyjechaliśmy do Szukiszek 263), 
. 


262) Następujący cały okres, a2: do ustępu, doty- 
czącego wyjazdu do Horodni (co miało miejsce, według 
zachowanego listu Skibińskiego z tej daty do Chodźki, 
w r. 1846)-jest niejasny. O ile mo2:na było ustalić przez 
porównanie dat, ślub córki odbył się w r. 1845. Zdaje 
się, 2:e pobyt w Oziewiętni przypadał na lato roku 1843. 
Wzmianka o trudnościach ze strony gub. Siemionowa 
dotyczy r. 1844, gdy2: tego2: jeszcze roku Siemionowa 
przeniesiono do Mińska. 
263) W pow. wileńskim, o 63 w. od Wilna.
		

/Skibinski_pamietnik0280_0001.djvu

			263 - 


do pp. Jastrzębskich. Bawiliśmy u nich przez 
cztery tygodnie, później u p. Pomarnackiej i u pp. 
Kiewliczów, których córka, ślicznie grająca, po- 
magała Żonie w urządzeniu koncertu w Wiłko- 
mierzu. Przy końcu sierpnia wróciliśmy do 
Wilna. 
Jeszcze przed rokiem zięć mój Rumszewicz 
uwiadomił mnie, 
e jeden z jego kolegów oświad- 
czył się przez niego o rękę naszej córki Anetki. 
Po powrocie naszym powtórzył oświadczenie, 
rekomendując go jako człowieka najlepszych oby- 
czajów, skromnego i naukowego. Odpisałem, .te 
jak Anetka pensyon skończy i sama go zechce, 
nie będę temu związkowi przeciwny. W poło- 
wie zimy sam Olszewski (protegowany zięcia) 
napisał z zapytaniem, czy mo
e przybyć. Zanim 
mu odpowiedzieliśmy, postanowiliśmy wyrozu- 
mieć Anetkę. Ona go nie znała, przypominała 
sobie tylko, 
e w czasie wesela siostry tańcował 
z nią jeden z uczniów najwięcej. Zapytaliśmy 
z Żoną, czy podróż tak daleka, z gubernii ka- 
zańskiej, nie będzie napró
no. "A nu.t ci się 
nie spodoba?" - "Skoro od dwóch lat o mnie 
myśli, to musi być dobry człowiek". Napisałem, 

e przybyć mo.te choćby dla odwiedzenia familii; 
"a gdy się poznacie, jeżeli to będzie przezna- 
czone od Boga, pobłogosławię was". W p
rę 

ęcy ;isał, .te pierwszych dni maja przy- } 
będzie do Wilna. 
Po kontraktach najęliśmy mieszkanie na
		

/Skibinski_pamietnik0281_0001.djvu

			- 264 - 


lato za miastem, przy ogrodzie, u Dewatzego. 
8 maja przyjechał Olszewski z listem polecają- 
cym od Rumszewicza, którego znałem prawy 
charakter i przywiązanie do rodziny; była więc 
to dostateczna dla mnie rekomendacya. Powi- 
tałem go, zaczęliśmy rozmowę, z której i z przy- 
jemnej postaci jut mi się podobał. Szło tylko 
o Anetkę, lecz liczyłem, te serce jej jest wolne. 
Żonie się także podobał. 
Przed obiadem przedstawiłem Anetce gościa 
ni
k
 kurenta, ale jako przybyłego z tam- 
..JY ch stron kolegę p. Olszewskiego, uwatając, 
jakie to n an iej zrobi wrażenie. Po obiedzie za- 
grała na fortepianie fantazyę z Mojżesza. Później, 
gdy zaśpiewała mu aryę z Somnamhuli, upadł 
przed nią na kolana i oświadczył się formalnie. 
Nie żądaliśmy od niej zaraz odpowiedzi, nie wy- 
rozumiawszy jej wprzódy. Wyszliśmy do ogro- 
du. Anetka ze swoją przyjaciółką, bawiącą u nas, 
panną Dowgiałłówną, pobiegły naprzód, a my 
udaliśmy się do altany na kawę. Tymczasem 
Olszewski rozpowiadał nam. te od wesela Ma- 
ryni, kiedy zobaczył Anetkę, jut ciągle o niej 
marzył, lecz nie był przygotowany na to, aby 
ujrzeć tyle wdzięków i talentów razem. Na 
kolanach błagał nas, abyśmy skłonili Anetkę. 
Poszedłem zawołać panny na kawę. Najpierw 
zapytałem p. Malwinę, czy jej się nie zwierzyła 
(bo panny szczerze sobie podobne powierzają 
rzeczy). Ta mi powiedziała, że jej się bardzo
		

/Skibinski_pamietnik0282_0001.djvu

			- 265 - 


podobał. Potem zapytałem ją samą. Zarumie- 
niła się i uciekla. Po kawie jut się z pannami 
przechadzał Olszewski po ogrodzie, a po kolacyi 
prosiłem go, aby codzień podzielał z nami obia- 
dy i zabawę. Gdy wyszedł, jut się i Żonie 
Anetka przyznała, te jej się bardzo podobał. 
Dzień następny i dalsze zajęli kupcy, kraw- 
cy i szwaczki. Oznajmiliśmy Olszewskiemu, te 
oświadczenie jego zostało przyjęte. W kilka dni 
zamieniono pierścionki w obecności kilku na- 
szych przyjaciół, a sam akt ślubu wyznaczyliśmy 
na dzień św. Jana, jako patrona jej dziada. 
Tymczasem, gdy się przygotowywała wy- 
prawa, codziennie bywając, Olszewski potrafił 
zyskać Anetki i nasze przywiązanie. Żona ma- 
10wała portrety ich obojga i nasze oraz Rumsze- 
wiczów. 
Gdym przejrzał metrykę, pokazało się, te 
narzeczona nie miała 16-u lat skończonych. Trze- 
ba było zaradzić i temu. 
Nakoniec przyblitył się dzień św. Jana. 
Rano odbyli spowiedź i komunię św. w kościele 
ks. ks. Karmelitów, a wieczorem o g. 6-ej uda- 
liśmy się do tegot kościoła w towarzystwie drut- 
bów i drutek. Nim jednak wyszli z domu, udzie- 
lając błogosławieństwa, tądałem przyrzeczenia 
przy świadkach, te będzie dla niej ojcem i przy- 
jacielem i te ją uczyni szczęśliwą. 
 
JW. graf Kończa prowadził pannę młodą 
przed ołtarz. Po ślubie Żona z Kaziem przyjęli
		

/Skibinski_pamietnik0283_0001.djvu

			- 266 - 


powracających chlebem i solą. W wigilię tego 
dnia Żona skomponowała poloneza, którym roz- 
poczęto tańce. Wieczór był prześliczny; bawio- 
no się w pokojach i w iluminowanym ogrodzie. 
Stołowy pokój ubrany był festonami z girland, 
a pośrodku widniała zrobiona z kwiatów cyfra 
nowożeńców. Po wieczerzy tańcowano do trze- 
ciej, a równo ze wschodem słońca ze 40 osób, 
uraczonych po węgiersku, opuściło nasz dom. 
Pozostała tylko familia. 
W kilka dni Bronisław pojechał do guber- 
nii grodzieńskiej odwiedzić swą rodzinę. Gdy 
powrócił, robiliśmy przygotowania do podróży, 
która w połowie lipca nastąpiła. 
Nie będę opisywał tego dnia smutnego ani 
momentu rozstania, bo tego piórem oddać nie 
potrafię... Przed pożegnaniem zaśpiewała mi po 
raz ostatni mój ulubiony romans Je pense a tai. 
Brzmienie jego czuję dotąd w duszy i widzę jej 
łzy rzęsiste, któremi się oblała. Z uderzeniem 
północy odprowadzeni do pojazdu, na ulicy upadli 
mi do nóg i tam ich raz ostatni pobłogosławi- 
łem. Bądź zdrowa! W tym wyrazie mieści się 
nieraz wyrocznia na całe życie; niekiedy wyra- 
zem tym żegnamy szczęście nasze na zawsze. 
Niestety! już jej odtąd nie ujrzeliśmy. 
Zostaliśmy z Żoną, dopóki odgłos dzwon- 
ka nie zniknął. Sen był daleki od naszych po- 
wiek. Wróciliśmy do ogrodu i przy jasnej nocy 
księżycowej doczekaliśmy się wschodu słońca.
		

/Skibinski_pamietnik0284_0001.djvu

			- 267 - 


Dzień następny był jeszcze smutniejszy, bo nam 
naszą Anetkę wszędzie przypominał. 
Na trzeci dzień opuściliśmy Wilno, udając 
się na wieś do p. Dowgiałłowej. Do końca lata 
przebawiliśmy, smutni, u nich i u Jastrzębskich 
w Szukiszkach. Tam otrzymaliśmy pierwszy list 
z Mińska, drugi z domu Rumszewiczów, a na- 
stępnie z Moskwy. Za powrotem do Wilna jut 
odebraliśmy z Czystopola, dokąd szczęśliwie 
przybyli. 
Tej zimy skutkiem nieukontentowania JW. 
M[irkowicza] został wyznaczony od rządu dy- 
rektor czyli nadzorca, ruski sowietnik, a Sure- 
wicz, jako młody i zdrów, retyserował 264). 
Przyjechał tejte zimy z Galicyi brat mojej 
Żony, pierwszy raz nas odwiedzający., Właśnie 
przy nim grałem benefis, z którego mi pozosta- 
ły dwa dukaty! Mróz był tego dnia, 25 stopni, 
teatr nieopalony... A mote najwięcej zaszkodzi- 
ła nietyczliwość p. M[irkowiczowej]; chciałem 
przedstawienie odłotyć na inny dzień, - odmó- 
wiono mi tego. 


26ł) Pierwszym dyrektorem z ramienia rządu był 
- Mański, po nim, tego2: jeszcze roku. radca izby skarbo- 
wej, von Baranow.-Surewicz józef (ur. 5 V 1805 t 1 
VII 1892). Debiutował w Wilnie 22 X 1823 w sztuce 
Awantura dnielit przed bitwq. Po zamknięciu teatru wi- 
leńskiego przybył do Warszawy (27 III 1867); tego2: roku, 
d. 13 V, mianowany re2:yserem dramatu, w dniu zaś l VI 
1868, po zamianowaniu na to stanowisko Chęcińskiego- 
inspektorem porządku scenicznego. 
..
		

/Skibinski_pamietnik0285_0001.djvu

			-268- 


Bawił takte w ciągu tej zimy w Wilnie 
i Maurice z baletem. 
Po kontraktach, w maju, JW. podkomorzy 
Ignacy Chodźko przysłał po nas powóz z zapro- 
szeniem na całe lato do swojej majętności Dzie- 
więtnia, w powiecie zawilejskim 265). Mile nam 
to lato przeszło w domu uprzejmych gospodarzy 
i w towarzystwie miłego i licznego sąsiedztwa. 
Tam nasz Staś w kościele parafialnym wojstom- 
skim został pomazany olejem św. Kumami byli: 
JW. marszałek Mackiewicz z panną Stanisławą 
Chodźl{ówną (elewką Żony mojej) 266). W tym- 


265) Chodźko był podkomorzym pow. zawilejskie- 
go w latach 1830-1834. 
Z66) Mackiewicz Krzysztoh szwagier i sąsiad 
Chodźki.-Chodźkówna Stanisława - jedyna córka Igna- 
cego i jego 2:ony, Ludwiki z Mackiewiczów. W r. 1846 
poślubiła Henryka Świąteckiego. Zmarła 5 XII 1856, po- 
zostawiając pięcioro dzieci. Skibiński pragnął umieścić 
jako nauczycielkę do nich swą wnuczkę Karolinę (córkę 
Wiktora), która wychowywała się początkowo w Mińsku, 
potem zaś u jego siostrzenicy Kossowskiej w Wilnie. Na 
parę tygodni przed śmiercią pisał jeszcze w tej sprawie 
do Chod2:ki, zaznaczając, 2:e ....nie 2:ąda się 2:adnej ma- 
teryalnej nagrody, dosyć dla niej szczęścia, kiedy będzie 
mogła być umieszczona w domu Waszym i pod tak za- 
szczytną dla niej opieką. Wszak2:e gdyby się zdarzyła 
jaka skromna partya, ma na wyprawę 400 r. s., lokowa- 
nych u mego zięcia Rumszewicza. lyczą sobie oni od- 
dawna mieć ją u siebie, lecz ju2: rok przeszło, jak czeka- 
my na okazyę (z osobą jej płci) i doczekać się nie mo- 
2:emy. Moje dni policzone, umarłbym spokojnie. zosta- 
wiając ją Waszej znanej mi opiece..
		

/Skibinski_pamietnik0286_0001.djvu

			-269- 


że kościele na św. Ignacego, jako siurpryzę dla 
solenizanta, przygotowała Żona mszę wokalną 
na cztery głosy z elewkami, którą z towarzysze- 
niem organów wykonały. 
Przy po
egnaniu łzami naszą wdzięczność 
okazaliśmy gospodarstwu, a ich gościnność do- 
tąd z rozczuleniem wspominamy. 
Wróciliśmy do Wilna. Przez zimę Żona 1846. 
lekcyami dom utrzymywała. Ja nie występowa- 
łem wcale z powodu zaprowadzenia ruskiej dy- 
rekcyj oraz warunku grywania w języku rosyj- 
skim, czem się przysłutyli Surewicz, Nowakow- 
k . . R l 267 ) 
S I I ezgo... . 
Na wiosnę uprojektowaliśmy z Żoną i dzieć- 
mi odwiedzić córkę, której od wydania za mą
 
w Moskwie za doktora Rumszewicza nie widzie- 
liśmy. Mieszkali w tym czasie w Horodni, mie- 
ście powiatowem gub. czernihowskiej. 
W połowie maja opuściliśmy Wilno. W Miń- 
sku mając du
o znajomych, zatrzymaliśmy się 
dłu
ej. Zastałem tam wnuczkę moją Karolcię, 
wychowującą się przy babce; chcieliśmy ją za- 
brać ze sobą, lecz babka nam jej nie dała. Po 


. 
261) W r. 1844 towarzystwo wileńskie rozdzieliło 
się na dwie kompanie: jedna, pod dyrekcyą Surewicza, 
grywała po polsku w dawnym gmachu (do grudnia 1845), 
druga, pod przewodnictwem Nowakowskiego i Rezgola,- 
po rosyjsku w Ratuszu. Po połączeniu się artystów, oraz 
po zamknięciu. Wielkiego. teatru, grywano w Ratuszu 
w dwóch językach.
		

/Skibinski_pamietnik0287_0001.djvu

			- 270 - 


trzech tygodniach opuściliśmy Mińsk i przez 
Bobrujsk, Rzeczycę, Łojów, w którym przeby- 
iśmy Dniepr, stamtąd przez Dobrankę, dotar- 
liśmy szczęśliwie do Horodni. Nie będę opisy- 
wał ukontentowania, jakiego doznaje ojciec po 
kilkoletniem niewidzeniu dzieci, oraz radości z po- 
znania młodych przyjaciółek w osobie dwóch 
wnuczek, z któremi jut mógł mówić. 
Mieliśmy stąd podług przyrzeczenia wrócić 
do Mińska, gdzie kilka lekcyi miała Żona zamó- 
wionych i na to conto część rzeczy zostawiliśmy 
u p. Łapickich. Lecz z Czernihowa tak bIizko 
Kijów... Byłoby grzechem nie poznać i nie od- 

iedzić tak watnej pod względem historycznym 
stolicy! 
Jakot w końcu lipca, odprowadzeni przez 
dzieci, potegnawszy je łzami, puściliśmy się do 
Kijowa, do którego na drugi dzień po północy 
przybyliśmy. Stanęliśmy na placu Kreszezatik 
zwanym. Wszystko było w uśpieniu i nie wie- 
dzieliśmy, gdzie zajechać, bo tydów faktorów 
niema. Spostrzegłszy wreszcie w jednym domu 
światło, przybli
yłem się pod okno, nad kt6rem 
przy jasnym księtycu wyczytałem na szyldzie 
krawieckim polskie nazwisko. Śmiało podszed- 
łem blitej okna, lecz siedzący w mieszkaniu 
człowiek, gdy mnie spostrzegł, zaczął mi wymy- 
ślać najbrudniejszymi rosyjskimi wyrazami. Wy- 
słuchawszy tego cierpliwie, opowiedziałem po- 
wód mej niedelikatności. Był. tak ludzki, te, 


I
		

/Skibinski_pamietnik0288_0001.djvu

			- 271 - 


porwawszy szlafrok i wybiegłszy przed dom, 
nie tylko przeprosił za swoją niegrzeczność, ale 
nas zaprowadził do zajezdnego domu. 
Nazajutrz rano znalazłem Thebacha, nau- 
czyciela konnej jazdy przy uniwersytecie, o
e- 
nionego z wdową po Fiszerze, artyście. Ten się 
wystarał nam o porządny lokal za 18 rs. mie. 
sięcznie. 
Przez czas naszego pobytu, stosownie do 

yczenia wojennego jen. - gub. JW. Bibikowa, 
Żona trzy razy w teatrze śpiewała. 268) Zwiedzi- 
liśmy Ławrę bogatą, pieczary, kościół piękny 
katolicki, cerkiew św. Zofii, Uniwersytet (za prze- 
wodnictwem emeryta-profesora Jakubowicza, zna- 
jomego z Moskwy), Instytut "błagorodnych dzie- 
wic", Złotą Bramę, pamiętną zwycięstwem Bole- 
sława, z której kawałek cegiełki uniosłem, piękny 
ogród cesarski, gimnazya i pensyon pani Zale- 
skiej. 
W tym czasie otrzymała Żona list od swo- 
ich rodziców, którzy, wiedząc, 
eśmy blitej Ga- 
licyi, pisali, i
 byłoby im przyjemnie, gdybyśmy 
się mogli przybli
yć jeszcze ku granicy dla zo- 
baczenia się z nimi. 269) Udaliśmy się do Żyto- 


268) Skibińska nie występowała w operach. lecz 
śpiewała na koncertach, na scenie miejscowego teatru. 
2119) Ojciec Skibińskiej, KarolSchweikar/ (ur. 1770 
[17691J w Wirtembergii t 1855 w Tarnopolu) był mala- 
rzem. Kształcił się w Karlsruhe, Stuttgardzie i Wiedniu. 
Na zaproszenie kilku panów polskich przybył około 1800 r.
		

/Skibinski_pamietnik0289_0001.djvu

			-272- 


mierza. Tam przez parę tygodni, przyjęci naj- 
uprzejmiej przez panią Zielińską, 270) przedsię- 
bierczynię teatru, występowaliśmy jako goście, 
poczem pojechaliśmy do Kamieńca, gdzie zamie- 
szkaliśmy, oczekując przybycia rodziców. Znala- 
zło się i kilka lekcyi. 271) W czasie naszego po- 


do Galicyi, gdzie ju2: pozostawał do śmierci, przewa2:nie 
we Lwowie. 02:eniwszy się w tem mieście, kupił później 
wieś Ryków w Złoczowskiem. (Według notatki biogra- 
ficznej prof. A. B. Antoniewicza w Katalogu Wystawy 
lwowskiej 1894 r., str. 81.)_ Przed r. 1846 Schweikartowie 
wieś sprzedali i przenieśli się do Samborza. Musieli je- 
dnak potem nabyć inny majątek, gdy2: Skibiński, dono- 
sząc Chodźce w czerwcu 1855 o śmierci teścia, przed 
trzema miesiącami zmarłego w 84 roku 2:ycia, dodawał, 
2:e rodzice przed 2 laty wieś wypuścili w dzier2:awę, 
a sami zamieszkali w Tarnopolu u syna, doktora medy- 
cyny. 
210) Zielińska Eujrozyna [7] prowadziła teatr w Ży- 
tomierzu w latach 1840-1854. - Jan Prusinowski, autor 
artykułu ..Teatr w Żytomierzu od r. 1808 do r. 1864- 
(Tygodnik Powszechny
 1881, MM 42 i 43), nazywa ją 
Pauliną. 
211) Występowali Skibińscy i w teatrze, o czem 
tak pisał do Chodźki (8 listopada 1846): .Jest tu tak2:e 
Teatr Polski, na którym występujemy z korzyścią. Pu- 
blicznośc tłumnie się zgromadza na nasze występy.. 
... .Przez pobła2:anie tutejszej publiczności do tej przy- 
szedłem bezczelności, 2:e jako Figaro wczoraj występo- 
wałem i z brawem przywołany zostałem. Sześćdziesięcio- 
letni FigaroI horendum! Minkę naszą [Żonę] to ledwie 
nie powiem, 2:e ubóstwiają. Przyjechała przed tygodniem 
jakaś Włoszka; miała dać koncert, ale poszła do teatru, 
posłyszała Minkę i nazajutrz wyjechała..
		

/Skibinski_pamietnik0290_0001.djvu

			-273- 


bytu grasowała cholera, która kilka tysięcy ofiar 
pochłonęła w przeciągu czterech tygodni. Żona 
zaś przebyła, mimo szczepienia, naturalną ospę. 
Tam te
 urodził się nasz syn Karolek i tam 
otrzymał chrzest. Kumami byli: p. Edward So- 
bieniewski z W. Głębocką, kapitanową, właści- 
cielką wsi Biała pod Kamieńcem, gdzie bawiąc 
w ciągu zimy zaprowadziłem teatr amatorski, 
z familii i sąsiadów pani domu złotony. Do 
Białej, gdyśmy tam przebywali, przybyła 
atka 
Żony z bratem. 
Ze wsi powróciliśmy do Kamieńca. Poło- 1847- 
. t . t b d . t .. ł -1848. 

eme ego mlas a ar zo jes zajmUjące: roz 0- 

one jest ono na jednej skale, wznoszącej się 
do olbrzymiej wysokości, w dole zaś przepływa 
rzeczka Smotrycz, przez którą przerzucony jest 
most murowany, przez Turków sporządzony. 
Prócz tego zabytku są i inne po nich pamiątki, 
jako to: wieta przy katedralnym kościele z cioso- 
wego kamienia (z której ulemowie zwoływali na 
modlitwę), ambona w kościele ks. ks. Domini- 
kanów i t. d. Posiada jeszcze Kamieniec kościół 
ładny Karmelitów, ormiański, Trynitarzy, Domi- 
nikanek, Wizytek (na folwarkach, niedokończony), 
ratusz z wysoką wie
ą pośrodku miasta, cerkwi 
ruskich trzy czy cztery, szpital dla obłąkanych 
z jedynym w mieście ogrodem. Domy i ulice 
są ścieśnione i stąd nieprzyjemne powietrze. 
Teatr dosyć ubogi. 
Z Kamieńca 4 maja 1847 r. jeździłem do 
Pamit;tuik Aktora. 19
		

/Skibinski_pamietnik0291_0001.djvu

			- 274 - 


Wilna dla interesu z Barankiewiczem i Sołta. 
nową. 272) Gdy przybyłem do Mińska JW. Sie- 
mionow, gubernator (przeniesiony z Wilna), który 
przed trzema laty dobrze mi dokuczył, przyjął 
mnie najgrzeczniej i pochwalił się, 
e, tak jak 
w Wilnie, i tu zaprowadził ruski teatr i wystawił 
w ratuszu salę teatralną z lo
ami. Posłał po 
dyrektora, sowietnika..., polecił mu pokazać mi 
teatr i dać krzesło na widowisko tego wieczora, 
zalecając przytem, aby się "aktorowie szczegól- 
nie dziś dobrze grać starali, będzie bowiem obe- 
cny znakomity artysta." 271) 


212) W przeprowadzaniu tych interesów pomagał 
Skibińskiemu, jako oddalonemu od Wilna, Chodźko, który 
miał dla podjęcia sumy otrzymać plenipotencyę, o czem 
SkibJński wspomina w jednym z listów. Ostatecznie je- 
dnak, pojechawszy do Wilna, gdy sprawa widocznie się 
przeciągała, z namowy, jak pisze, . fałszywych przyjaciół-, 
udzielił nas
 autor pełnomocnictwa komu innemu. Zastępca 
polenił się chodzić za interesem i suma, nale2:na od Baran- 
kJewicza, przepadła. Skibiński wyrzucał sobie brak zau- 
fania do Chodźki, co te2: wywołało paroletnią przerwę 
w korespondencyi. Sumy, odebranej w Mińsku, u2:ył na 
wychowanie wnuczki, którą się zaopiekował. .45-cio le- 
tniej pracy nie mogę przyzwoiciej u2:yć-pisał w jednym 
z Iistów;- dopóki mi Bóg dozwala tułactwa na tym świe- 
cie, pragnę ustalić los tej sieroty, mającej niedbałych 
Rodziców. - 
213) Teatr w Ratuszu był na l-em piętrze. Sala 
była niewielka: siedem ló2: parterowych, osiem piętro- 
wych, trzydzieści krzeseł, parter i sześćdziesiąt miejsc 
na galeryi. Teatr ten niedługo egzystował; przedstawienia 
wkrótce przeniesiono z powrotem do domu Sołomonowa
		

/Skibinski_pamietnik0292_0001.djvu

			- 275 - 


Zabawiwszy przez tydzień, wyruszyłem do 
Wilna. Stanąłem w oficynie domu Dewatzego, 
z którego Anetka wyszła za mąt. W dzień św. 
Jana wieczorem siedziałem na ganku, myślą za. 
jęty, jak to było przed trzema laty. At tu oświe. 
cają się pokoje, zajetd1.a parę powozów... ode- 
zwał się fortepian... Skoczyłem prawie nieprzy- 
tomny, nie chcąc wierzyć własnym uszom i oczom. 
Przyblitam się pod okna, - widzę i słyszę rze. 
czywiście . .. Dowiedziałem się potem od gospo. 
darza, te to obchodzono imieniny pułkownika, 
który od dwóch lat zajmował to samo, co my 
niegdyś, mieszkanie. 
Przesiedziałem pięć tygodni. Dawniej mógł. 
bym zarobić na kosżta podró1.y. Lecz teraz przy 
ruskim teatrze nic nie zarobiwszy, wracałem do 
domu, jadąc przez Mińsk, w którym z "prykazu" 
odebrałem 1200 r., naletne mi z masy Sołtano. 
wej. Chciałem ze sobą zabrać wnuczkę i na to 
conto kupiłem krytą bryczkę; lecz i tym razem 
babka nie dała. Sprawiłem więc jej tylko forte- 
pian, aby jej dziad, z profesyi muzyk, dawał jej 
lekcye. Kupiłem ksią1.ki, papier etc., zgodziłem 
z 4 klasy studenta i zapłaciłem mu za kwartał. 
Tak oporządziwszy naletycie Karolcię, pojecha- 
łem do Pińska dla przyznania kwitu. Lecz i tu 


(Obacz: Minskij tieatr i jewo proszłoje. .Pamiatnaja 
Kni2:ka minskoj gub. na 1891 g.., str. 81-95.). Siemionow 
Aleksander l przeniesiony z Wilna, był &ubernatorem miń. 
ski m w latach 1844-1850.
		

/Skibinski_pamietnik0293_0001.djvu

			- 276 - 


mnie złupiono, bo dziertawca mój, p. Olesza, 
nie dostrzegł, te chłop jeden w czasie spisywa- 
nia ludności zataił swego syna; znaleziono go 
później niezapisanego, a mnie 75 r. s. zapłacić 
kazano. 
Zięć mój zamierzył przenieść się do Win- 
nicy, otrzymał tam bowiem miejsce lekarza miej- 
skiego. Gdy nas o tem zawiadomił, pojechaliśmy 
z Żoną na ich przyjęcie. Mając chorą tonę, 
jechał pomału. W tydzień jednak po naszem 
przybyciu szczęśliwie przyjechali. A kiedy w pięć 
tygodni poprawiło się zdrowie córki, Żona poje- 
chała poprawiać swoje do Zasławia, na spadowe 
kąpiele, urządzone, na sposób Priessnitza w Grae- 
fenbergu, przez dra Dropsego. 
Bawiliśmy tu przez dwa miesiące. W Anto- 
ninach poznaliśmy JO. księtnę Sanguszkową, 27ł), 
matkę znanego nam z Moskwy ks. Romana. 
Pozwoliła Żonie zająć na koncert w pałacu za- 
sławskim salę i swoim kosztem oświetlić ją ka- 
zała. Sama tet znaczną część biletów rozdała. 
Pomagali w tym koncercie znakomity skrzypek 
Pohll 275) i fortepianista Strobel z córką. Cały 
powiat się zebrał, bo w sali było do 300 osób. 
Tat księtna Pani dała Żonie do Krzemieńca 
listy, które nam otworzyły salony tamecznej ary- 


:!Te) Klementyna z ks. Czartoryskich. 
215) Leon PolI, przyjaciel i towarzysz kwartetowy 
Apolinarego Kątskiego, brat Wincentego Pola. (Obacz: 
Z. L. Radzimiński: O rodzinie Połów. Kraj 1898).
		

/Skibinski_pamietnik0294_0001.djvu

			-277- 


stokracyi, jako to: hrabiny O
arowskiej, hr. Kar- 
wickich, Olszewskich, Krasickich. Chociat nie 
było dochodu z lekcyi, bo tych było mało, ale 
towarzystwo wymyślało wciąt teatry amatorskie 
i koncerty, wystarczające na utrzymanie naszego 
domu. 
Przepędziliśmy w Krzemieńcu we wspo- 1849. 
mnianych domach zimę bardzo przyjemnie. Mia- 
sto to, chocia
 dziś opuszczone, nie jest jednak
e 
bez powabów i przypomina dawną swą Iycealną 
świetność. 276) Owe gmachy, w których woły- 
nianie, podolanie i ukraińcy odebrali wychowanie; 
wspaniała świątynia, pod względem struktury 
mogąca być ozdobą ka
dej stolicy; owa góra 
Bony, panująca nad miastem; wszystko to rze- 
wnie przypomina dawną jego świetność. Dziś 
gmachy i kościół zajęte są na ruskie semina- 
ryum. Z trzech zaś kościołów 
aden nie pozo- 
stał dla wyznania rzymsko-katolickiego. W domu 
ladajakim prywatnym odbywa się dla parafian 
nabo
eństwo. Hr. O
arowska co roku urządza 
fantową lołeryę na ubogich i staraniem tej Pani 
do 200 niezamo
nych osób się utrzymuje. 
Z początkiem wiosny opuściliśmy Krzemie- 1850- 
niec udając się do Winnicy. 20 maja Żona po- -1852. 


216) .Kilku pozostało profesorów - emerytów. Jak 
wajdeloci pilnowali Znicza, tak oni snują się koło wie2:o- 
wego zegaru, jak dawniej godziny lekcyi, tak teraz ocze- 
kując wybicia ostatniej godziny ich 2:fcia.. (Z listu do 
Chodźki. 25 VI 1854).
		

/Skibinski_pamietnik0295_0001.djvu

			... 


- 278 


jechała do Żytomierza na wybory. Zachęcona 
przez znajomych, przeniosła się z matką i dziećmi 
do tego miasta, a ja pozostałem w Winnicy 
przy córce i zięciu. Gdy się zupełnie urządziła 
i pozyskała, prócz innych, lekcye w Instytucie 
panien szlacheckich, utrzymywanym we wzoro- 
wym porządku przez p. Sokołowową, - i ja 
z Winnicy za nią podą
yłem. 
W tym roku Anetka, c6rka moja, po dłu- 
giej chorobie przeniosła się do wieczności, prze- 
powiedziawszy na dwa tygodnie przedtem, 
e 
zgon jej 29 czerwca nastąpi. I tak się stało. 
W kilka miesięcy i mą
 jej, Bronisław Olszewski, 
pośpieszył za nią. I tak, at w kazańskiej gu- 
bernii miasto powiatowe Czystopol ukrywa w zie- 
mi to, co mi po Bogu było najmi1szego I . . . 
Na wileńskim cmentarzu spoczywają zwłoki matki 
mojej, brata księdza, Żony pierwszej, syna Kazia 
i Helenki, córki, oraz zasłu
onego lokaja Michała; 
w Krakowie, na cmentarzu na Wesołej: ojca 
mojego i córki naj starszej J6zefyj w Grodnie 
syna Wiktoraj w Moskwie Romany, córeczki 
(z drugiej Żony) j dwojga wnucząt (Rumszewi- 
cz6w) w Horodni, w gub. czernihowskiej, a je- 
dnego (tych
e), Ewelinki - w Winnicy. Tyle 
miłych sercu ju
 utraciłem... 
1853. Po trzyletniem mieszkaniu w Żytomierzu 
przybyliśmy do Winnicy dla edukacyi chłopców 
naszych i dla cieszenia się wnuczętami u dzieci, 
u których zamieszkałem, oczekując godziny,
		

/Skibinski_pamietnik0296_0001.djvu

			- 279 - 


w której zostanę powołany do połączenia się 
w wiecznem tyciu z wytej wspomniane mi isto- 
tami. 271) 


. 


271) Chwila ta miała nastąpić dopiero w pięć lat 
po zamieszkaniu w Winnicy. Zmarł Skibiński w Kamieńcu 
d. 17 II 1858 r. (sI. st.), jak o tern świadczy następujący 
wyciąg, w przekładzie z języka rosyjskiego, z metryk po- 
grzebów kościoła katedralnego w Kamieńcu (1856-1867, 
księga M 13, str. 24, metryka .N
 21): 
"R. 1858 d. 17 lutego na "grypę" zmarł szlachcic 
Kazimierz Skibiński, mając lat 74 [1] od urodzenia. Zosta- 
wił 2:onę Wilhelminę, 49 lat, i synów: Kazimierza-18, 
Stanisława-15 i Karola-8 lat. Pogrzebany na cmentarzu 
rZ.-kat. 19 lutego." 
Ostatnie lata, jakeśmy widzieli, spędził nasz Pamię- 
tnikarz na Podolu i Wołyniu, przenosząc się kolejno z Ka- 
mieńca do Krzemieńca, Zytomierza i Winnicy, gdzie zajął 
się spisywaniem 
wych wspomnień; wreszcie powtórnie do 
Kamieńca (w r. lB56, czy te! przy końcu r. 1855). Acz- 
kolwiek nawykły od młodości do 2:ycia ruchliwego, narze" 
kał jednak w jednym z lis
ów do Chodźki na ciągłe wę- 
drówki: "Podobni do Zyda tułacza tułamy się po świecie 
nie mogąc nigdzie znaleźć stałego locum stand i... II Dłu2:- 
szemu pobytowi w Zytomierzu stanęła na przeszkodzie 
niemo!ność kształcenia synów w tamecznem gimnazyum 
wobec braku 2:ądanego przez władze świadectwa z herol- 
dyi. W Winnicy, dokąd wypadło się przenieść, były dwa 
"pensyony": dla panien i dla chłopców; w tym ostatnim 
umieścili Skibińscy synów, przy nich zaś zamieszkała pani 
Skibińska jako nauczycielka śpiewu i obcych języków. 
Sam Skibiński znalazł, jak wiemy. schronienie w domu 
córki i zięcia, gdzie, jak pisał do stałego swego korespon- 
denta Chodźki, .kołysząc wnuczęta, mcdląc się u Kapu- 
cynów... pozostawał za kulisami tego świata i czekał spo-