/kraushar_drobiazgi10001_0001.djvu

			DROBIAZGI HISTORYCZ
E 


trCexand",a C1{
au
f,.az,a 


autora: Olbrachta Łaskiego, Czarów na dworze Batorego 
Sprawy Zygmunta Unruga. 


I . 


I 


STAROŚCIS'A RA.W!:KA. - SPRAWA BOLESTRA.:';ZYCJ..IEGO. 
PAMFLETY ASTROXOMICZ}!;E. 
PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO DO PER
\I. 
Z WE!(ECKIEGO ARCHJ\\ mi. 
ROMAS:> SZI.ACHCICA SZKOCI\IEGO W POLSCE. 
E(,HA. WIEDE...
SKIEGO POGRO,.U. - VIXCENZIO DA FILICAlA. 
JAlI.óB BECAL. - t'HASCY A I POLSKA. 
SPRAWA DOGRC,.OWEJ. - KAZI,.IERZ .JAROCHOW
KI. 
TADEUSZ KORZO}!;. - HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZ
E. 
I,.PROWIZATOR Z X\"I. WlfIo."'C. 


---x
 , 


ST. PETERSBURG. 
1\SI
G,\Im.\ rOL.ł..H R I:HIIJWICZ. 


KRAKÓW. 
(.. l.[RETIIHC I srI_lU l 


1"
 1.
		

/kraushar_drobiazgi10002_0001.djvu

			gł'b

 


Kral	
			

/kraushar_drobiazgi10003_0001.djvu

			.. . 
v 


( 
It 


.r '.A 


STAROŚCINA RAWSKA. 


....: 
XOWY Pł1ZYCZHEK D02¥ełORYSU 
TERESY Z ROSTWOROW A ZAŁUSKIEJ, 
ORATORKI POLSKIEJ. 
(1676-17a9). 


Szkice hist. Ser. I. T. I. 


1
		

/kraushar_drobiazgi10005_0001.djvu

			Zanim jaka wybitniejsza postać historyczna wy- 
nurzy się z toni niep3mięci na widownią pubJiczną 
i stanie się przedmiotem ogólniejszego zajęcia nlilo- 
śników historyi; pierwsze kroki na polu odtwarzania 
rysó,v psychicznych takiej postaci lub też wJ11ajdy- 
,vania szczegółów jej politycznej, lub też spolecznej 
działalności, nie mogą się odznaczać pożądaną do- 
kładnością. 
Z ułaIllków rozlnaitych, niepowiązanych ze sobą 
nicią łączllości doklunentów, trudno jest ulepić figurę 
całkowitą, formą i rozmiarami do pierwowzoru zbli- 
żoną. Szczęśliwy traf więcej tu znaczy, niż naj mo- 
zolniejsze, systematyczne poszukiwania. Częstokroć 
przy wertowaniu pożółkłych, zębem czasu nadgry- 
zionych dokumentów, gwoli zaspokoj eniu bezladnej 
ciekawości szperacza, znajdujełny to, czegośmy na- 
wet szukać nie mieli zalniaru, a nie znajdujemy tego, 
co nas do pożądanego kłębka pra,vny dopro,vadziĆ' 
miało. Nie należy z tern wszystkieID gardzić najlu- 
źniejszą choćby wiadonlostką, obejll1ująCą ślad życia 
i czynów głośniejszej w dziejach postaci. Bez budo- 
wania pośpiesznych ,vnioskó,,
, grolllac1źlllY 'vedle Bil 
1*
		

/kraushar_drobiazgi10006_0001.djvu

			4 


STAROŚCINA RAWSKA. 


i możności cegiełki, dla ułatwienia konstrukcyjnej 
roboty przyszłym, szczęśliwszytn na polu history- I 
cznych badaIl praco,vnikom. 


I. 


Pani Starościna. 


Począwszy od połowy zeszłego stulecia, tułają 
się po rozmaitych zbiorach luźne wiadomości o staro- 
ścinie rawskiej, pani, głośnej swego czasu z cnót oby- 
watelskich i niepospolitego kraSn0l11ÓWczego uzdol- 
nIenIa. 
Już wyroki sądowe, ferowane przez gremium 
obywateli Rzpltej, duchownego i rycerskiego stanu, 
należny hołd zasługom i cnotolll tej niewiasty skła- 
dają, w zaszczytnych słowach: 1JIa[}uifica Capitanca 
Ravcnsis, cmeritissimi in RejJublica nomiuis et iJ
clyta- 
'rum in subseqllcns virtutum persona l). 
W wydanej w r. 1745 przez uczonego Jana Fry- 
deryka Bapiehę w. kanc. lit., pod finną Jana Ostro,v- 
ski ego Daneykowicza 2) Swadzie lJOlskicj i ,łacikskiej 
(w tomie I., na str. 72 i nast.) mieści się mowa polska 
starościny rawskiej, wypowiedziana przed tryblma- 
łem piotrkowskim w r. 1732, jako okaz uczoności 
i krasnomówstwa sądowego. 
Jeżeli zważymy, że nie dalej jak na lat sześć 
przed 'vygłoszeniem owej mowy trybunal::;kiej, na 


1) TVyr. Tryb. Piotr. Ks. 333, str. 490 i nast. 2) F. :M. 
Bobieszczailski w Encykl. OJ"!}elbr., XXll, 
41.
		

/kraushar_drobiazgi10007_0001.djvu

			STARORf'INA RAWSKA. 


5 


SejmIe grodzieńskim 'v r. 1726, po raz pierwszy rea- 
sumowano. statut Kazimierza 'Vielkiego z r. 1368, 
wzbraniający "damom i Inatronom różnym" zakła- 
dać sobie rezydencye w t.rybunalach i praktyki mię- 
clzy stronami czynić t), to, sam fakt dopuszczenia 
starościny rawskiej do kratki, przemawia ża wzięto- 
ści
, jakiej w kole. obywatelskiem dama ta używała 
i tem większą ku bliższemu jej poznaniu budzić 
nlusi ciekawość. 
Niesiecki w Koronie lJOlskiej 2) wywodzi rodo- 
wód Teresy "Rostworowskiej", chorążanki liwskiej, 
od Stadnickiej. Pierwszym jej mężem miaJ: być Sta- 
nisław Godlewski, kasztelan .podlaski, z którym nie 
miala potomst,va. Po raz drugi wyszla Teresa za 
mąż za Józefa Załuskiego, starostę rawskiego, ale 
się to małżeństwo "rozeszło". Niesiecki mianuje sta- 
rościnę "p
nią pobożną i mądrą". 
J anocki w Lcxikonie 'Uczonych' Polakólc, wyda- 
nym ,ve Wrocławiu w r. 175ó dłuższe wspolnnienie 
rodowodowi i zaslugom pani tej poś'więca 3). 


l) Vol. lcg., VI, 439. 2) T. Ul, 
t'i3. 3) Lc..'cicon dacr 
itztlcbcndcn Gclchrtcn 
.'n Polcn herausg. vom Canonico und Bi- 
bliothecario Sanocki. Breslau, 1733, II, 2. Zaluska Theresia. 
Diese Dame ist schon von dem P. Niesiecki in seinem polno 
\Vapenbuche T. lIT. 
S3 unter dem Artikcl Rostworowski we- 
gen ihrer Fr6mmigkeit und Gelehrsamkeit geriihmet wordell. 
Sie ist aus dem hochac1elichem Rostworowskischen Hause 
, 
welches unter die altesten und vornehmsten in Gross Polen 
gezahlet wird, entsprossen. Sie hat bich aber mit dem Gra- 
fen J o:-;epho Zaluski, Staro sten zu Rawa, ehęlich verbunden, 
jedoch in kurzell von demselben wider geschieden. In der 
Daneykowiczb;chen Suada Polona befinden sich Tom I, Part. II,
		

/kraushar_drobiazgi10008_0001.djvu

			6 


STARO
C]NA RAWSKA. 


Uczony Jan Bernoluli ,v opisie pobytu w Pol- 
sce 'v r. 1778, przytoczonYl1l w ważniejszych wycią- 
gach w dziele Liskego: Cudzoziemcy U. Polsce 1), wy- 
mieniając uczone Polki, tak się o starościnie ra,vskiej 
wyraża: "J estto pewnie naj osobliwsza ze wszystkich 
dotąd ,vynlienionych autorek, bo się przed wszyst- 
kiemi innemi kobietami, nawet innych krajów, od- 
znacza tem, że była oratorką 2). 
l\litzler de Kolof wAcht littcalria z r. 1755 po- 
wtórzył o starościnie wiadomości, przytoczone przez 
J anockiego. . 
Temi luźnemi nota
i- wyczerpaJ: się caJ:y zasób 
materyalu faktycznego, przekaz':1ny nam przez pisarzy 
XVIII wieku, o jednej z głośniejszych ówczesnych 
postaci niewi.eścich. Zatarla się owa postać 'v palnięci 
następnego pokolenia, do tego stopnia, że już w r. 
1824, Jan Sowiński, wydaj ąc dzieło O uczonych l)olkach, 
w galeryi swojej, starościny rawskiej nie zamieścił. 
Odgrzebał ją znowu z pyłu zapomnienia To- 
r 
masz Swięcki, mecenas, w s,voich Historycznych l Ja - 


p. 72, 73
 74 et 75 z we i (?) sehr bewegliche und nachdruckli-- 
che Reden, so dieselbe in einer wichtigen .A.llgelegenheit 
an das erlauchte Kron-'fribunal zu Peterkau in der 
lutter- 
spl
ache gehalten. Sie ist auch der lateinischen Sprache 
mochtig und hat in derselben ein artiges und anmuthiges 
sehr "\Verkchen, von den Tugenden und Fehlern des pol nischen 
Frauenzimmers aufgesetzet, so abel' nicht gedruckt wOl'den. 
In franz6sischen und italienischen S chl'i f ten ist sie sOl1der- 
lich belesen. Sie hat auch vieles aus denselben ins Polnische 
iibersetzet, abel' auch noch nichts davon in den Druck ge- 
gebel1. 
l) Lwów, i
7fj, 2) 
tl'. 

w.
		

/kraushar_drobiazgi10009_0001.djvu

			STARO
CINA RAWSKA. 


7 


.. 


miqtkaclt l), nazwawszy st
rościnę rawską "dziwowi- 
skiem wieku, dobrze z prawem obeznaną niewiastą". 
Poszedł za nim Julian Bartoszewicz w arty- 
kule Encyklopcdyi Orgclbranda 2) i, do szczupłej wią- 
zanki wiadomości dawniejszych, dodawsz}T przypu- 
szczenie, iż starościna rawska, Zaluska, byla pra- 
,vdopodobnie trzecią żoną Józefa Zaluskiego i że 
zmarla u Dzieciątka Jezus w Warszawie, dnia 23 
kwietnia 1759 r. w wieku lat 83, wynurzył: życzenie, 
aby "osobliwe to zjawisko, hic mulic}", kobieta, pra- 
wnik, mówca" , stala się przedmiotem bliższych 
studyów. 
Estrejcher, w Bibliografii, dwukrotnie starościnę 
rawską, jako uczoną Polkę wspomina, lecż prac 
j ej naukowych nie przytacza 3). 
Życzeniu Bartoszewicza dopiero w r. 1881 po- 
starał się uczynić zaq.osyć Klemens Kantecki, w ar- 
tykule o starościnie rawskiej, zamieszczonym w ....4l- 
lJłl'lnie dla Zagrzebia, lecz luźna ,viązanka faktów tam 
podanych, nie oparta nawet na dawniejszych, zna- 
nych już z przeszłości wiadomościach, błędna w za- 
sadzie i w szczególach, w niczeID nie uwydatniła 
nam portretu pani Załuskiej. Nie podał Kantecki 
ani chrzestnego imienia starościny, ani daty jej 111'0- 
dzenia i śmierci, ani prac jej naukowych, ani też 
szczegółów j ej wystąpienia przed forum trybunału 
piotrkowskiego, lecz zanotowawszy, że starościna 
rawska w r. 1735 bawila w K a m i e ń c u P o d o 1- 
skim, osnuł na fragmentach jej listów, odpisanych 


l) T. II, str. 57)4. 2) T. XXVIII? 242. 3) T. I, 52, IX, 570:
		

/kraushar_drobiazgi10010_0001.djvu

			s 


s'r AROŚmN A RA WSKA. 


jakoby z manuskryptu biblioteki Jagiellońskiej Nr. 
104, moralną fizyognomią swej bohaterki. 
Dwa te wszelako pozytywne szczególy o po- 
bycie starościny rawskiej w Kamieńcu Podolskim 
i o listach jej, przechowywanych w bibliotece Ja- 
gielloń ski ej , tracą na wartości, wobec faktu, iż sta- 
rościna rawska nigdy w Kamieńcu Podolskinl nie 
przebywala l), i że w spisie manuskryptów biblioteki 
Jagiellońskiej Wislockiego o listach sta.rościny raw- 
skiej nigdzie niema wzmianki. 
Uzupelnił następnie Kant
cki swe niedokładne 
zarysy biograficzne w :/.'ygodniklt Illustrowanym z r. 
1881 w Nr. 285, podawszy w wyjątkach mowę sta- 
rościny rawskiej przed tryb till al eIll, w spra,vie prze- 
ciw niejakiemu Wodzińskiemu, lecz i ten nowy 
szczegół w lliczem nie wzbogacił dotychczasowych 
o dzialalności pani starościny danych i nie 'wyjaśnił 
nawet przebiegu sprawy sądowej, która do wypo- 
wiedzenia głośnej oracyi trybunalskiej dala powód. 
"Nie wiadomo nam - pisaJ: Kantecki - jaki 
byl wynik procesu p a n i R o s t w o r O w s k i ej (?) 
z Wodzińskim, lecz znając smutne stosunki Rzpltej 
w XVIII wieku, z,vlaszcza w zawichrzonej epoce 
bezkrólewia po Auguście II, nie trudno się domy- 
śleć, że piękna i śmiala jej mowa sprawila na sę- 
dziach korzystne wrażenie, że wyjednala jej nawet 


l) Kamieniec, a wła
ciwie Kamieńczyk, w ziemi Nur- 
skiej, przy ujściu Liwca do Bugu (Baliński, Star. Pol.
. wyd. 
2, t. l. str. 653) był istonie, jak to zobaczymy następnie, 
polem działalności pani starościny rawskiej, lecz go utożsa- 
miać z Kamieńcem Podolskim nie należało.
		

/kraushar_drobiazgi10011_0001.djvu

			. 


. 


. , 
STAROSCINA RAWSKA. 



 . . 


9. 


. 


przychylny wyrok, c o j e d n a k n i e p r z e s z k o- 
d z i ł o, żer a III i ę s p r a 'v i e d l i w o ś. c i n i e cI o'" . 
sięgło zapewne winowaj ey, a" trybunał 
kar o k a z a ł s i ę w o b e c n i e g o ,b e z .s i l n y m. · 
Nieco później, gdy Augus,t III bezprawnie zasiadł' 
. ." ,... 
na polskinl tronie, ,vystarczało W odzillskiemu oświad- 
czyć się za nim i wejść 'v 
tosunki z wszechwładnym 
Bri.ihlem, aby módz 'lekcew'ażyć prawo i broić' bez- 
karnie. A byłoby lnu to przyszło teIn snadniej,' że . 
antagonistka, starościna rawska, jak wielny, llaleiała' 
do najgorętszych z,vole
lnikó,v Stanislą,wa" L
SZCZYI1- 
ski ego. " 


. 


, 


II. 


. . 


Sprawa sądowa. 


Nie zadowolnił się, tą wątpliwą zdobyczą nau- 
ko,vą Kanteckiego p. Smolellski, . autor notatki hi- 
storycznej, zamieszczonej 'v tygodniku Świętochow- 
skiego Praw(la 1), pod tyt.: Starościna .Rau;ska, w któ- 
rej, wykazawszy błędy i niedolnówienia o d kry ć 
Kanteckiego, zebrał 'v zwartych, lecz dokładnych 
szczegółach, wszystko to, co dotychczas o starości: 
nie rawskiej w Niesieckiln, Daneykowiczu, Janockim, 
l\lizlerze i Bartoszewiczu się znalazło, przyczem, ze. 
swej strony, podał niezI?-.aną dotychczas datę wypo- 
\viedzellia trybunalskiej IllOWY, t. j. dzień 14 p
ź- 
dziernika 1732 r. i wynurzył w k01icu życzenie. abi 


t) Nr. U Pl"aZL'd!l z r. H;
1.
		

/kraushar_drobiazgi10012_0001.djvu

			10 · 


, . 
S'f AROSCTNA RA W:::;KA. 


.. 


. 


. 


skiero"\\rać poszukiwania ku odnalezieniu rozprawy 
.. 
.. starościny rawskiej O przymiotach i 'lcaclach kobiety 
pol:..ki(j, o której dawniejsi biografowie z wielkiełui 
. wZllliankują pochwalami. 
. Na urzeczywi
tnienie tego ostatniego dezyde- 
ratu, ile się zdaje, dlugo czekać nam przyjdzie. 
Podjęte w najbogatszych bibliotekach poszukiwania, 
na,vet w bibliotece pet
rsburskiej, gd
ie, jak wia- 
domo. cenne zbiory Załuskich pomieszczenie zna- 
lazły, iak dotąd, okazaly się bezowocl1ełui. Postara- 
lem się wszelako w jednym przynajmniej kierunku 
rozszerzyć zakres wiadomości o starościnie ra,vs ki ej , 
drogą poszukiwall w tutejsz8m archiwunl glównem, 
obejlllująCełll llliędzy innellli księgi wyroków trybu- 
nalu lubelskiego. 
Idąc za datą lTIOWY starościl1Y rawskiej, odna- 
lazlenl w tychże księgach calokształ sprawy sądo- 
wej między Teresą Zaluską a Antoninl \V odzińskinl, 
podstolilu zienli Liwskiej '\v trybu9.ale piotrkowskim 
przewiedzionej, od zawiązku onej, aż do ostatecznego 
jej zagodzenia, i tym spOSObel1l przybyl nalll nowy, 
tYlll raZelll pozytywny nlateryal, do lepszego scha- 
rakteryzowania niepospolicie energicznej niewiasty. 

rreść sprawy 'v r. 1732 przez trybunał piotr- 
kowski osądzonej i powody wystąpiel1ia Teresy Za- 
luskiej przed kratki sądo,ve, dokladnie określa lilowa 
starościny rawskiej. 


ntoni 'V odzillski, podstoli liwski, sąsiad lUÓW- 
czyni, byl czlowiekiem niepohamowanej gwałtowności 
i rozkielznanych obyczajó,v. Nękając swoich sąsia- 
dów i podwladnych, dopnszczal się licznych nadl1-
		

/kraushar_drobiazgi10013_0001.djvu

			. 


STARO
CINA RA 'VSKA. 


11 


żyć i okruciellstw, za które już kilkakrotnie dekre- 
talni trybunalu lube]skiego na wieżę in fundo byl 
::3kazywany, ale zawsze od kar się wykręcal, bądź po- 
zorną ugodą z pokrzywdzonymi, bądź też jawnem 
nieposlusZellstWell1 wladzom starościllHkiln. 
Ostatnią jego sprawką bylo srOlnotne pobicie 
biednego ::3z1achcica, Remigiana Próchnickiego i na- 
jazd na lasy starościny rawskiej z kupą swawolnego 
. 
chlopstwa, które ludzi Zaluskiej zbilo i pokrwawilo. 
Zaluska poj echa la do Piotrkowa, aby się użalić 
przed sędziami za doznane gwałty. TaIn zabiegI jej 
drogę Próch
icki, blagając pomocy. Starościna po- 
stanowila zająć się sprawą własną i ubogiego brata 

zlachcica osobiści e. 
'Yyrok ferowany dnia 13 października 173
 1), 
powoluje się na poprzednie !Skazania wyrzeczone 
dwukrotnie przez trybunallubelski w dniach 23 paź- 
dziernika i 29 listopada 1727 r. przeciw ...-\.ntoniemu 
W odzińskieIDu w przedlniocie popełnionych przezeń 
gwałtów, jako też na ostatni wyrok piotrkowski 
z 1. lutego 1731 r., dotyczący kOlnplanacyi pomię- 
dzy 'V oozillskim aRenligianem Próchnickim, z ty- 
tułu tychże skazań za,vartej, a przez W odziilskiego 
niedotrzymanej . . 
. Pozwany O ubliżenie dekretowi wysokiego try- 
bunalu, 'Vodzillski, przypozwal do sprawy Teresę 
Załuską, jako obrończ:ynią praw Renligiana Próchni- 
ckiego i zarzucił jej, jakoby sweIDi staraniauli "sprak- 
tykowała" sędziów, t. j. zjednala sobie ich przychyl- 


'I. 


l) JJ
llr. Tryb. Piotr., ks. ;
j\ fol. f!)!). (Arch. Głów.).
		

/kraushar_drobiazgi10014_0001.djvu

			. 


.. 


12 


STAROŚCINA RAWSKA. 


.. 


no
ć, ku szkodzie skarżącego. W z
j emnie, starościna 
. . 
. rawska;" powoła,vszy się na poprzednie skazania 'V 0- 
dzi{lskiego, na czyny gwałtu przeze{l popełnione 
i. na ząjazd .jej lasó,v, ostatnio przez W odzhlskiego 
dokonany, domagała się ścisłego wYllliaru sprawi e- 
dli wości, prze
 znaglenie W odzi{lskiego do odsiedze- 
nia wyb
eczonych przeciw niemu, jako też i prze- 
ciw jego' famuiusO'wi, Patockielllu, kar wieży, pod 
. 
rygorell banicyi i uiszczenia kar wadyalnych staro- 
śći{lskich, dekretami poprzedniellli ustanowionych. 
t. Księga \vyrokó,v, obejmująca dekret z r. 1732, 
w następstwie mowy starościny rawskiej ferowany, 
nie obejllluje na ,,-stępie spisu kompletu trybunal- 
skiego, przed którym spra,va się agitowała. Z pod- 
pisanych wszakże pod dekretełll nazwisk dowiadu- 
j enlY się, że \v kom plecie, llliędzy innymi, zasiadali: 
Dobraczyński podsta.rości i sędzia grodowy krako,v- 
ski, deputat z ziemi chelmskiej Jaroszewski i sędzia 
. deputat ,y oj ewództwa podlaskiego - Grabo,v
ki. 


. . 


. 


ITI. 


. 


Mowa przed trybunatem. 


.. 


"Nie zdobędzie się llloja prostota - tak brz111iał 
. ,,:stęp oracyi sądo,vej pani starościny Rawskiej - 
na replikę przewrotnynl i uszczypliwym illacyom 
strony przeci
nej. l\fodestya płci i stano,vi melllU 
przyzwoita mówić mi nie każe, lecz żal \VYlllusza 
slqwa dla obrony niewinności i urażonej falszełll 
. prawdy. Z respektem tedy, którego powaga llliejsca
		

/kraushar_drobiazgi10015_0001.djvu

			STAROŚCINA RAWSKA. 


tego i godność Jaśnie Wielmożnych i Wielmożnych 
:Jlości Panó,v Dobrodziejów inspiruje, u
iśniona nie- 
słuszną 'wexą ::;ierota, sprawiedliwości żebrzę i oświad- 
czmn się, że ani szkodzić, ani urażać adwersarz
 
niego przeciwko mnie powstającego nie pretenduję: 
- , . 
ani wychodzić poza granice obrony (extra nwtam 
dcf(
}lsionis) i proszę Pana Boga, aby s
m J1olożył 
straż ustoIn moiIn, żeby się nie skIoniły do zdań 
zlośliwych, albo kłamliwych. 
" 'V szystkie pokomponowane od adwersarza me- . 
go przeci\vko mnie generalnełni termir-aIni obj
kcye, 
na samych się tylko fundują slowach, a .me na do- 
. 
wodach (uil in probationilJUs): że pani starościna, do 
. . 
excessów, wiolencyi, przyzwyczajona, że przeciwko 
stanowi i powadze pIci nie,vieściej, powodowana j e- 
dynie podszeptami allbicyi fałszywej, zdobyła się 
do wspóIki z zuchwaIYIni i swjr,volnYlni ludźnli sWYIni 
na gwałtowne postępki. Czemuż lili w szczególności 
adwersarz nie dowiódl, co za excess albo wiolencyą 
kOInu kiedy uczynilałn? w czem przeciwko llodestyi 
stanowi Inemu przyzwoitej wykroczylałll? a
bo komu 
w czeIn moją ambicyą szkodzilaul? a co też Jego- 
. . 
mość skompono'\val, że grożę: zasadzkaIni? Kt9ż,. 
kiedy chce czynić zasadzki i grozić niełni? Znosi 
tedy jedno drugie i faJ:sz pokazuj e. Niczego mi J e- 
_, gonlość nie dowiódl, albowiem od luIodości .mojej, 
,ve dwudziestu kilku lat osierociawszy, aż dotąd spo- 
kojne ze wszystkimi sąsi"admni prowadzilmn życie, 
. . 
z żadnYIn nigdy nie kłóciłam się, w grodzie' nie po- 
stalam; dopiero aż od kilku lat, gdy. ![dalitas jakaś 
w sąs
edztwo nasze loko-\vala Jegomości przez oże- 


. 


13 


. 


, 


. . 


. 


. 


. 


. .
		

/kraushar_drobiazgi10016_0001.djvu

			]4 


STAROŚCINA RAWSKA. 


.. 


nienie, od tego cza.śu nietylko ja, ale i ,vs zys cy, co 
się granic J egolności tykanlY, nie mamy spokoju, 
jako pozaczynane ze ,vszystkimi procesa, usta,viczna 
wexa i poczynione różnym sposobem świadczą ,vi 0- 
fencye. Wychwala Jegolllość w swoich protetacyach 
wielką god
ość, bogactwa, przJ111ioty i prerogatywy 
swoje. . J zda się, że chce 'vygórować się ponad ró- 
wność (f}U1J
r aef)ualitatcm) aż pod Sallle gwiazdy 
(astra). J abym się telllU nie sprzeciwila, i OWSZełll, 
gdyby w mojej mocy bylo, radabYlll go loko wala 
między oblokalni, żeby nas na tej niskości nie nie- 
pokoił. Lecz ponieważ J egolllość wlasnej godności 
chwalbą i milością powodowany, zakocha,vszy się 
w sobie, wszystkich nienawidzi; na zdrowIu, na ho- 
norze i fortunie szkodzi, i lllnie dręcząc tennillallli 
prawnełlli przYl1J.usza, abynl nadużyć jego dowodziła; 
tedy, jako przymuszona, autentycznemi probuję do- 
kumentami, że Jegomość, rt tcmcritudiuc aetatis SZla c, 
zakrwawiwszy ręce we krwi szlacheckiej, przez okru- 
tne w domu swoim zabicie szlachcica Pawlow
kiego, 
dotąd tejże krwi nasycić się nie llloże. Dowiodlanl 
tego dekretem liwskinl, grodzkim, in comlictu (ut Sllp- 
lJOuitur) ferowanYlll z inkwizycyi, bo tylko sze
cią 
niedziel ,vieży za to zabójstwo skarany i tej l}ie 
siedzial. Szlachciankę Chruścińską ludzie J egolllo
ci 
tyrałisko zamordowali i 'v terminie ustanowienia ,vi-' 
no'\vajców publiko,vać się Jegonlość poz,volił; - do- 
wodzę autentyczną publikatą; Szumo,vskiego, w go- 
spodzie, ludziom swoim przydybać kazawszy, okru- 
tnie poraniono i zbito; - świadczy protestacya, ob- 
dukcya i zaczęty proces Jegomości. Pana I(ozlow..
		

/kraushar_drobiazgi10017_0001.djvu

			STAROŚCINA RAWSKA. 


15 


skiego , urzędnika i ziemianina naszego, pod osłoną : 
grodu kałllienieckiego, milusieńko z kancelaryi pod 
pretekstelll konferencyi wywabi,,:
zy, okrutnie oka- 
leczył i ręki prawej pozbawpil. Swiadczy także ob- 
dukcya i protestacya. Pana Biedzickiego z rozkazu 
Jegomości okrutnie zbito i poraniono. Jest na to 
dokument. Il\Ici pana )Iadalillskiego ludzie z rozkazu 
_. 
Jegomości najechali, i z izby pod pretekstem przy- 
jaźni wywabi\vszy, zdradziecko z tyłu uchwycono, 
o zimllię uderzono, kijmi bito, kości pogruchotano. 
, 
S,viadczą doklullenta. Także podobny pacyent nIci, 
pan Próchnicki, co l}cierpial, j ak w nocy śpiącego . 
najechano, bito, katowano w kajdanach, la11cuchach 
po ogrodach, trybunalach wodzono, - świadczą de- 
kreta trybunalskie ostatnieilli inkwizycyami ferowane. 
"Tandem, przyszła i na mnie fatalna kolej. Xa-. 
slawszy Jegomość na inwazy'ą lasó,v moich kupę 
swawolnego chłopstwa, z różnynl orężeln i cepami, 
gdy mój administrator, pan Adam Zaręba, szlachcic 
dobrze osiadly, sam jeden, nie spodziewając się, też 
. . 
lasy objeżdżal, napatoczył się na zbójów, tam t y- 
railsko poraniony, zbity, z wielkinl kosztem i stara- 
niem dobrych cyrulików od śnlierci się wróci!. Ej, 
przecież o to nie ja, lecz głos krwi braci, nie je- 
dnego, ale tak wielu pokrzywdzonych, poranionych 
\ wola o pomstę. A, dla Boga! Gdyby to król czynił, 
czyliby z województw i zi
m nie ,vychQdziły posel- 
stwa, instrukcye, relllonstrujące Panu tak nienależyte 
wolnemu narodowi panowanie? Czyliby się przecie 
. I . 
nie domawiano o zgwałcenie praw, wolności i przy- 
wilej ów stanu szlacheckiego, a przecie to Jegomości 


. 
.
		

/kraushar_drobiazgi10018_0001.djvu

			.' 


16 . ., 


STAROŚCIX A RA W8KA. 


. 


, 
. )Iilościwemu Panu uchodzi bez kary i śmiele rzekę: 
że . przyzwyczajony tak traktować równych sobie, 
. i. dokazywać nad szlachtą, -ł'czegoby nie mówię do- . 
· bry pan nad poddańst\vem swojmn, ale choćby też 
i t)7ran 1 byle się nie wyzuł ze wS,zelkiej ludzkości, 
nad naj lichszym nie dokazywałby niewolnikiem. Lecz 
Jegolność dla .usprawiedliwienia s\vych grzechów 
przywodzi, że to są rzeczy .pogodzone. i zakwito- 
wane. J a o to dysputować nie chcę, jednak też 
smne komplanacye i kwity świadczą, że to wszystko 
Jegomość robił, jakiego jest charakteru i jakich 
· zdąlen okazyj. Znosić krzywqę, aniżeli mścić się 
zdolni, dla niedostatku i innych ciężkości, rady sobie 
dać nie nlogą, bo oddać za swoje tnldnoby było. 
Ale .rel.igia, sunlienie, Pan Bóg, pod utratą laski 
swojej pomsty zakazujący, tudzież rygor prawa po- 
. spolitego wiąże ręce i 'każdy się boi swego nieszczę- 
ścia. Pra wować się jeszcze gorzej, przy takich ma- 
newra.ch, kawillacyach. Któż to zniesie? Oto i ten 
strl1piony pa.cyent pan Pr
chnicki, już pięć lat po 
fer6wa
ych, finalnych dekretach, nie ma satysfakcyi. 
"Doświadczam i ja sierota s mutną eksperyencyą, 
gdy Jegomość , widząc mnie w takiIn stanie, że ani 
. glowa o brotolll, ani zdrowie fatygoln i niewczasoln, 
ani fortuna szczupła kosztoIn nie wystarczy, i chcąc 
mię za teIn wszystkiem zgubić, skolnponował szka- 
radną .iInposturę, która narusza po,vagę i lllajestat 
najjaśniejszego trybunai:u, jakobY:I? ja dwa trybu- 
naly zapraktykować. miaJ:a. PrzyjechaJ:am tu w post 
roku przeszłego. jako wpisy w regestrach świadczą. 
Zabiegł mi drogę L"\f. Próchnicki, w opłakanym sta- 
. 


. 
. 


. 


r 
,. 
. I 
h 
.- 
" l 
. 
,
		

/kraushar_drobiazgi10019_0001.djvu

			. 


STARO
('IXA RAWSKA. 


17 


nie, w ostatniej lllizeryi, na honorze, zdrowiu i for- 
tunie od Jegomości w niwecz obrócony, blagal bie- 
dak POlllOCY, bliźni, brat szlachcic, a z nilll wiel- 
kiego doktoraadmonicya: nie, chciałeś pOlllÓdz - 
zabiłeś! (adjut'are' noluisti - occid-i..,ti) i drugiego: do- 
magają się od ciebie duszy brata twego zbolałego... 
Przyszla mi też refleksya: Gdybym, 
ię też znajdo- 
waJ:a w tak oplakanym stanie, albo wpadła 'v te 
okrutne ręce, czyż nie chcialażbYlll, żeby mnie kto 
ratował? Któż, dla Boga, kiedy gore, u sąsiada, nie 
bieży ratować," żeby do piego pożar nie przyszedł? 
ChrześciaIlską też uwiedziona kOlllpasyą, nie zapie- 
ram się tego, że remonstro,valałll J. :\1. :\1. Panom 
sędziom opresyą ledwo już żyjącego szlachcica. Nie 

ądzono na moją illacyą (jednostronnie), lecz z re- 
jestTIl !Spraw kontradykcyjnych (ex 
criis lJarłł:mn 
coutro.vcrsiis) sądziła, się f'prawa. A gdy się sąd za- 
patrzyl na kontumacye,- diffngia, wiolencye Jego- 
nlości; stanąl dekret, aby I:'ię dawnynl dekret.om za- 
dosyć staJ:o. Cóż potem? kiedy J egollość z tak 
wiellrilll powagi trybunalskich dekretów kontemptem 
i pospolitego prawa, wszystkiemu zapobiegl, z tychże 
dekretów mandaty powydawal i znown uwians in 
jurc, odstępując od lllandatów i nluie też do tej 
sprawy niewinnie przyszyw
zy, niepraktykowanytll 
jeszcze przykładem wydał pozwy o praktyki... 
"Lecz żeby jaśnie odkryć pra"wdę i pokazać 
falsz tej impostury. niech sąd J. W. 'V. Panów zapa- 
trzeć się raczy na niektóre okoliczno
9i. Pierwsza: 
komu zadane praktyki? Gdyby to wielkiej jakiej 
d ,. fI óraby powagą lub potęgą (mogla) ustraszyć, 
..
,\;. szz.
.. t. Ser. I. T. l. 2 . 

 "I
\\
\t\'a c:. 
.::: \\
J\ a 
- G\b
(\ ·
		

/kraushar_drobiazgi10020_0001.djvu

			18 


STAROŚCINA RAWSKA. 


fawory, respektami, nadzieją promocyi przeciągnąć, 
albo bogactwy zdolała skoITumpować (acz i naj- 
pierwsze dmny w Polsce przegrywały zł
 spra,vy 
w trybtmałach), przecie mogłaby być na to jaka 
illacya i animadwersya. Ale ja, sierota, 080ba pry- 
watna, która się na nic nikolllll nie przydalll, dla 
której nikt nic nie uczyni, chyba dla miłości Boga, 
przy szczuplej fortunie, jakbYJll tego dokazać mo- 
gła? Powtóre, kOgOlll ja, 
ierota, spraktykowała, ja 
mówićbym nie śmiała, gdyby tego Jegomość z osta- 
tnią effronteryą zuchwale i niecierpliwie nie podal 
do akt wieczystych... u I 
Przechodząc ". dal
zym ciągu mowy do roz- 
bioru dekretów przeciwko \Y odziilskiemu ferowa- 
nych, a niewykouallych, wykazuje starościna, że sąd 
. zbyteczną dotychczas ,vzględelll niesfornego 
zJa- 
chcica powodował się ła
kawością. 
"A. nie jestże Żf> to klemencya -111ówila dalej 
oratorka - któraby 'v tym przybytku pano,vać nip 
powinna, bo nie może być> bez krzywdy strony 
ukrzyw..-lzonej. Oto sam Najwyższy nóg, Sę(lzia naHZ 
łaskawy, to jest, niewyczerpalle źródło kleluencyi 
i milosierdzia , a przecie, gr1y na swój trybunał stra- 
szny zasiędzie, już 
aiu na stronę pójdzie klmnell- 
cya, i ze ,vszystkinl rygo
eln karać wino,vajców bę- 
dzie; bo kto przehacza zlym, szkodzi dobrym ('1 ., 
parrit mali,';, uocd bOJli.
). Trzeba rygoru i spra,vie- 
dliwości na poskromienie występkó,v i wiolencyi, 
na pokazanie innym. Gdyby hył Jegonlość 
karany 
za pierwsze 7abójstwo i eksorbitancye, nip jęcza- 
loby nas tak wiele teraz pod opressyą i pieniactweIll 


.
		

/kraushar_drobiazgi10021_0001.djvu

			STARO
CINA RA WSU. 


19 


Jegomości, który, będąc pierwszy do wiolencyi, 
i tak wielu krzywd stanie litc z panem Próchnickim, 
111nie i innym ludziom uczynił byl też pierwszy i'Jn- 
puls ad C;rCi(11tStTipliL.as protestationes, przymusiwszy 
(lo remanifestów, nformo,val przeciwko mnie pięć 
aktoratów 'v sprawach czysto pieniackich (in cauEds 
'JIlf'}"(' 'ł)('.adoriis), żeby mię. tylko tem pieniactwem 
'v niwecz obróci!. 
,,
Iówią za mną boskie i ludzkie prawa, czyniąc 
Jaśnie \Vielmożnych i Wielmożnych Panów protek- 
torami ucienliężonego sieroctwa. Bądźcie jako ojco- 
wici sądzący dzieci, pomagającyn
i sierocie, cierpiącej 
krzywdę z rąk wynioslego ciemięzcy. Jaśnie Oświe- 
cony 'rryblmale! Oto uciemiężone wexą sieroctwo 
11l0je, imię 
zlacheckie niegodnie trakto,vane, lzawym 
głosem żebrzemy: Przyjdźcie z pomocą uciśnionemu, 
ochrollcie i brońcie sieroty, ukarzcie cielnięzców na- 
szych, zuch,vale usuwająeych się z pod ramienia 
sprawiedliwości. Siech za śWlątobliwyul dekretem 
Jaśnie \Yiehllożnych i \Yiehnożnych wielce milości- 
wych Dobrodziejów, ustaną opressye, wiolencye, 
a za tell1 uciemiężenia nasze. Naostatek, obracaln się 
do najwyższego sieroctwa mego obroilcy, t.rzymają- 
cego serca sędzió,,? swoich, aby raczył sentencyą 
sobie upodobaną J. W. \V. 
I. Panów Dobr. inspi- 
ro,vać, z kt.brejbyście przecz całą wieczność byli 
kontcnci i za którąby, w telll życiu, nagród, hono- 
rów, 
ławy nieśluiertelnej, a potem nagrodę koron 
wiecznych, jako sprawiedliwym sędziom, milości"yie 
konferował !" 


')* 
..
		

/kraushar_drobiazgi10022_0001.djvu

			20 


STARO
CIKA RAWSKA. 


IV. 


Wyrok. 


TrybunaJ: piotrkows
, po wysluchaniu obron 
stron stawających, mając na uwadze nietykalność 
poprzednich dekretów, które, przedstawiollmni nowelni 
dowodami, W odzillski WZTI1SZYĆ usilowal, skazał go 
przedewszystkiem na zaplacenie grzywien za nie- 
poddanie się ich rozporządzeniom; 'v rozsąuzeniu 
zaś nowo podniesionych oskarżeń o gwałty czynne 
i zarzut "spraktykowania sędziów trybunalskich" sta- 
rościnie uczyniony, zadekretowaJ:, aby Antoni W 0- 
dziński i famulus jego, Patocki, pod grozą wywo- 
lania wiecznego z granic Rzplitej, w ciągn dwunastu 
tygodni przystąpili do odsiadywania kary wieży in 
fundo, pierwszy, przez rok jeden, drugi zaś, przez 
rok j eden i sześć niedziel. 
Niezależnie od tego, w myśl dekretów trybu- 
nalu lubelskiego z r. 1727 i ostatniego swego de- 
kretu z r. 1731, postanowil trybuna! piotrkowski, 
aby \V odzillski, opuszczając wieżę, za.placil za siebie 
i za swego famulusa wadya starościllskie I) pod za- 
grożeniem banicyi wieczystej, w grodzie i urzędz.ie 
warszawskim oglosić się winnej. 
Po odsiedzeniu wieży w Warszawie, obowią- 


l) Vaclium cllpitaneale, według praw polskich, znaczyło 
zagrożenie zapłatą pewnej sumy na przypadek nieuczynienia 
zadość wyrokowi, lub na przypadek uczynienia jakowego 
gwałtu w tak zwanych p r z e c h wałkach, illa?Zej, o d p 0- 
w i e d z i a c h. Dutkiewicz: pJ.awa cyw. str. 37.
		

/kraushar_drobiazgi10023_0001.djvu

			, . 
STAROSCINA RAWSKA. 


21 


zanym zostaJ: W odziński w ciągu dwóch tygodni do 
odsiadywania wieży w Kamieńcu l\lazowieckim przez 
dwanaście niedziel i do zaplacenia stronie pokrzyw- 
dzonej grzywien. 
Co się zaś ty cze wzaj emnych skarg W odziń- 
skiego i starościny ra.wskiej, trybunał skazał W 0- 
dzińskiego na natychmiastowe uiszczenie kary wa- 
dyalnej, wszelkie zaś manifesta, protestacye, we- 
zwania, przed jakimbądź urzędem w kraju przeciwko 
starościnie rawskiej wystosowane, niemniej uczy- 
nione jej zuchwale i w najgorszej wierze 1) zarzuty 
o s p l' a k t Y k o w a n i e sądu, jako na żadnej pra- 
wnej podsta
v
e nieoparte, dobrej sławie i czci nie- 
wzruszonej starościny Załuskiej szkodzące, trybunal 
skasował i unieważniI , nakazawszy usunięcie ich 
z ksiąg. Stanowiąc ten ostatni rygor, trybunał piotr- 
kowski z urzędu poświadczył, że wszystkie powyż- 
sze zarzuty nie mogą w niczem naruszać dobrej 
slawy i czci nieskalanej pani starościny rawskiej, 
osoby głośnego' imienia i zasług niepospolitych 
w Rzplitej i nakazał co do tychże zarzutów wie- 
kuiste zachować milczenie 2). 
Takie pozyskawszy zadośćuczynienie, starościna 


') Impertinentel" et malaole. 2) "Declarat; eosdem nil 
bona'e famae et int.aminat.o honori illibatae £idei Magnificae 
Capitaneae Ravensis, emeritissimi in Republica nominis et 
inclitarum in subsequens virtutum personae nullicumque ia
- 
sioni subjectae semperque digna et clara gerens llocerc de- 
here censet et declarat, quinimo iIlaesum honorem et intami- 
natum perpet.ue hac in causa existenti neve reliquendo, im- 
ponit, ac indicit silentium". 


.
		

/kraushar_drobiazgi10024_0001.djvu

			"22 


.STAROŚCINA RAWSKA. 


rawska postanowiła dopilnować najściślejszego tym 
razem wykonania dekretów trybunalskich, przeciw 
W odzińskiemu ferowanych. 
Ponieważ dekreta te zastrzegly, aby skazany, 
z chwilą opuszczenia wieży, uiścil na rzecz starościny 
rawskiej określone wadyum, dlatego też, 3 stycznia 
1734 r., w czasie wyniklego po śnlierci Augusta II 
bezkrólewia 1) zjechala 
reresa Zaluska do \Varszawy 
i zglosiwszy się do miejscowego urzędu grodzkiego, 
oświadczyła, iż gotową jest wZllliankowane wadyum 
starościńskie od W odzińskiego przyjąć i z odbioru 
go pokwito,vać 2). 
Ze strony W odzińskiego nikt nie stanął. Te- 
resa Załuska, przedstawiwszy urzędowi grodzkiełl1u 
osnowę dekretów, zażądała wniesienia swego lllani- 
festu do ksiąg i ogłoszenia podstolego liwskiego, 
Antoniego W odzińskiego, za banitę. 
Urząd grodzki, w spełnieniu tego żądania i w za- 
stosowaniu się do dekretu trybunalskiego, wydele- 
gowaJ: woźnego Franciszka Gąsowskiego i opatrzy- 
wszy go stosowną plenipotencyą, upoważnił do opu- 
blikowania przeciw "\V odzińskiemu kary banicyi. 
. . Zlecenie to po za obrębem urzędu grodzkiego 
wykonanem zostalo. 
Woźny Gąsowski, wobec licznie zgromadzo- 
nego tłumu różnej kondycyi osób, donośnym glosem 
obwieścil dekret wywolania \V odzińskiego z tery to- 


l) In tempore moderni interregni. 2) Parata erat et 
est, hocce vadium capitaneale, ad mentern decreti levare, re- 
cipere, de levato et recepto quietare. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10025_0001.djvu

			TARO:k[
 A RA Wfo;KA. 23 


ryÓ\V Rzplitej, O czem też \V obecności starościny 
rawskiej urzędową złożyl relacyę 1). 
Relacyę tę starościna wlas.noręcznym opatrzyla 
podpisełn. . 
 


v. 


Wykonanie dekretu. 


Nie poprzestala starościna rawska na formal- 
nem jedynie zadośćuczynieniu, lecz pragnąc upoko- 
rzyć podstolego 'V odzińskiego i zenlścić się na nim 
za doznane krzywdy, zażądala od r:t"omasza hrabiego 
z Tęczyna Ossolińskiego, nurskiego i kmllienieckiego 
starosty, delegacyi burgrabiego, celem wykonania 
dekretu piotrkowskiego na. gruncie dóbr skazanego 
banity. 
Jakoż, opatrzony jej plenipotencyą, 
zlachetny 
Andrzej ł.Iadalillski., udał się z wydelego,vanym bur- 
grabią Aleksandrem Ciechalskim na grunt dziedzi- 
cznego miasteczka Wodzrnskiego, Lochowa, i tam, 


l) Magnificulll Antouimu ,V odziilSki subdapiferum Li- 
vensem perpetuo esse banit.um, et de Regno Poloniae Do- 
miniisque eidem Regno annexis vroscriptum, hic in cuda 
Regia Varsavieusi extra stubam in praeseutia multorulll di- 
versae conditionis et status homiuulll protUllC congregatorum 
et adstantium, alta sua, vraeconica et sonorosa voce, publi- 
casse et ad notitiam omlliulll indubiam sufficienter ut juris 
et moris est deduxisse, de quo vraeselltelll fecit Relationem. 

ta, Grodu, JVats.:. Relationulll, ks. 16, str. 
ua.
		

/kraushar_drobiazgi10026_0001.djvu

			24 


- ł 
ST AROBf'IX A RAWSKA. 


w dniu 16 października 1740 r., w obecności wo- 
źnego przysięglego, "T oj ciecha Tchórznickiego , u:fi1n- 
dowal jurysdykcyą, celelll .zajęcia dóbr skazanego 1) 
na satysfakcyą nie uiszczonego przezeil wadyum sta- 
rościllskiego, dekretem trybunalu z r. 1732 ustano- 
wIonego. 
W trakcie między opublikowaniełn wywolania 
z kraju \Vodzil1skieg0 7 a wykon[
nieln tego dekretu 
na gruncie jego dóbr, zaszly \v kraju ważne poli- 
tyczne -przewroty. Stronnictwo króla Stanislawa Le- 
szczyilskiego, po nieudanych usilo.waniach konfede- 
racyi dzikowskiej, w obronie jego pra,v zawiązanej, 
rozbitem zostalo. Leszczyński po:zbawiony ponlocy 
Francyi, znluszony zostal do podpisania w styczniu 
1736 r. aktu abdykacyi i wyjechal z nieliczną gar- 
stką 
woich stroJ1nik
w do Lotaryngii. 
Zwycięski elekt .August III, uwolniony od gro- 
źnego przeciwnika, podjąl starania celem uspokoje- 
nia umyslów w kraju i zwolał sejm pacyfikacyjny 
do 'Varszawy, gdzie też dnia 
5 czerwca zawartym 
został lniędzy królen1 a sejmującemi stanami uklad, 
potwierdzający wszelkie akta- bezkrólewia i oglo- 
szono amnestyą powszechną, z wylączenien1 z niej 
czynów rabunku i gwaltu podczas bezkrólewia spel- 
nionych. 
$korzystaJ: z tej amnestyi W odziński i uważa- 
jąc się za ulaskawionego, wniósł do grodu war- 
I::!zawskiego protestacyę przeciw ogloszonemu aktowi 
banicyi. 


I) Ad pcragendam executionem.
		

/kraushar_drobiazgi10027_0001.djvu

			STAROŚCINA BA W8KA. 


25 


,V chwili też, gdy burgrabia Ciechalski zjecha-ł 
na grunt jego lllajątku celem wykonania dekretu 
banicyi, zarządca dóbr Łochowo; l\tIarek \Y ojcicki, 
zadyktował do protokólu protest w slo,vach: 
- Nie wiem o żadnem prawie Jejmości (Za- 
łuskiej); sanlego też ('V odzrnskiego) nieluasz. Sly- 

zalem, że mial zapisać lllanifest przeciwko temu 
dekretowi. Egzekucyi nie dopuszczan1 i proszę o re- 
ulissę do trybunaJ:u piotrkowskiego l). 
Wobec tego protestu, który, na zasadzie praw 
Rzplit.ej, byl wystarczający dla zatamowania egze- 
kncyi, burgrabia od zajęcia dóbr odstąpil 2 ) i sp i- · 
f:01awszy protokól, odeslal strony' spór wiodące do 
trybunalu, z zachowaniem dla osądzenia tego sponl 
ternlinu perelllptoryjnego. 
 
Niezwlocznie też, Antoni W odziński, za pośre- 
dllictwem woźnego 1łIarcina Konopki, wniósł do 
grodu właściwego pod datą 25 października 1740 r. 
i zaoblatowal pozew przeciwko Teresie Zaluskiej, 
starościnie rawskiej wydany, osnowy następującej: . 
»_\..ugust ID z Bożej laski Król Polski et.c. 
Tobie, Tereso z Rostworowa Zaluska, starościno raw- 
ska, z mężem swynl J ózefeln Zalnskiul rozwiedziona 
lnalżonko, pOleCałllY, abyś przed Tryblmalem Ko- 
ronnynl Piotrkowskim, w dniu kiedy sprawa niniej- 
:;za z rejestru terminów pereulptoryjnych do osą- 
dzenia przypadnie, oso biście, na instancyę j. wielmo- 
żnego Antoniego 'V odzi{lskiego, dawniej podstolego, 


') lJT!JI"Ok1" Tr!l". Piotr. Ks. :1()..j., str. 33G. 2) Ab execu- 
tione supersedit.
		

/kraushar_drobiazgi10028_0001.djvu

			. 


, 


. 


.
() 


STARO
('IN A RA W
KA. 


. 


obecnie zaś stolnika Ziemi Liwskiej 1 :;tawila się 
i w zastosowaniu się do remissy od egzekueyi na 
gruncie dóbr Łochowo zaczętej, 'v grodzie wlaśeiwYln 
Królestwa ogłoszonej, przed Tryblillal nasz koronny 
wywolanej, pod karami 'v prawach Rzplitej zagrożo- 
nenli odpo.wiedziaJ:a na skargę powoda w przednliocie 
następującym: iż niezadowolona krzywdą i szkodą, 
bez żadnego slusznego powodu skarżącelllu wyrzą- 
. dzoną, lecz powodowan
 nienawiścią i chęcią wy- 
egzekwowania sumy tysiąca florenów polskich sobie 
za zasadzie dekretu z r.' 173
, tytulenl wadYlull sta- 
· rościllskiego w r. 1734 w grodzi'e warszawskim zasą- 
dzonej ,..w epoce właśnie, gdy powód w rozerwanej 
Rzplitej l) jako rotnlistrz Zielni Liw
kiej pelnil funk- 
cJ:
 rotmistrzowską 2) i \vlasnynl kosztem, z nm'aże- 
nienl życia własnego walczył (co tobie, jaśnie wiel- 
nlożna Starościno, jako w jego sąsiedztwie mieszka- 
jącej, dobrze .było 
rjadomem), pozyskalaś kond
- 
IDnatę przeciwko niemu i z wykonanieln jej w 111il- 
czeniu dotychczas się wstrzYlnywalaś; obecnie zaś, 
niepoillna na osno
vę uchwaly pacyfikacyjnej, w Juyśl 
której, wszelkie skazania przeciw osobom w boju 
pozostaj ącym skasowanemi zostaJ:y, poważylaś ::!ię 
za pośrednictwem urzędu burgrabiows
iego zejść na 
grunt powoda, z ominięciem Sądu 
'rybunalskiego 
Piotrkowskiego, aby tem przyczynić niezlnierne 
szkody powodowi na majątku i honorze, i dlatego 
winnaś uledz karom za niesłuszni
 spowodowane 
i spowodować się mogące szkody, do ,vyslnchania 


l) Dismembrata Respublica. 2) Rothmagistl'atu8.
		

/kraushar_drobiazgi10029_0001.djvu

			. 


. 
ST ARO
CIN A RAWSKA. 


. 


27 


z.aś dekretu stawi6' się winnaś pod karami w" prawie 
zagrożonemi: Dan w Piotrkowie dnia 26 paździer- 
nika 1740." 
yv rlniu i4 listopada l? 40 r. z pozwu powyż- 
szego odbyla się 'v tryLunale koronnym w Piotrko- 
wie sprawa, do której starościna rawska an
 osobi- 
ście, ani przez obrońcę nie stawila się. : 
Po czterokrotnein, przy' osobistem stawienni- 
. 
ctwie ,y odzińskiego, przywolaniu Teresy Załuskiej, 
trybunał, mając na uwadzA nieobecność pozwanej, 
kondemnatę prz.eciw W odzińskie!llu poprzednio za- 
dekretowa11ą zę' wszystkie uli ':skutkmni zniósł: i unie- . 
ważnil ;. pozwaną zaś stąrościnę skazawszy na" lucra, 
kondelnnatą dotknąl i na wywolanie -vr'ieczystez kraju 
skaza!. De
ret banićyi przez woźnego trybu
lalskiego, . 
publicznie, w przedsionku "sądowym, ,,-obec nagro-. . 
madzonego ludu wszelkiego stanu i kondycyi, ogło': 
szony zostal, a osnOwę jeg'o przesIano do wlaści- 
wych starostów i urzędó,v celem bezwłoczn'ego wy: 
konania. 


-. 


. . 


. 


..
 


.. 


VI. · 


, 


. . 


. 
N o.we zata!gi. 


. 
.. 


. 


. 


Pan stolnik \Vodzillski t,ryundował. Udalo mil 
się nietylko upoko.rzyć.starościnę ZaluskąJ .ale i uwol- 
nić ::,iebie łatwym środkiem kondemnaty od wszel- 
kich następstw nagromadzonych skazalI.- 
Kto inny, widząc bezowocnoŚQ dotychczasowych' 
impetycyj 'przeci,v nienawistnemu przeciwnikowi pod- 


.. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10030_0001.djvu

			I 


28 


, 
ST ARORCIY A RAWSKA. 


jętych, możeby dal za' wygraną. Ale ze starośoiną 
rawską nielatwa byla sprawa. Nie napróżno nazy- 
wano ją 11ic 'mulieJ". Dowiodla ona i w obecnej spra- 
wie, że nosila glowę na karku nie od parady i że 
czując się na silach rlo prawowania się z możnym 
stolnikiełll, nie opuści tak lat'wo zdobytej prze,vagi. 
POIllOCą 'v tej nowej kalllpanii przeciw 'V 0- 
dZlllskienlu podjętej była dla starościny znajon10śq 
prawa, a zwlaszcza tej jego części, która, powsze- 
chnie poczytywana za kruczki prawne, odgrywa rolę 
pionka na szachownicy, zręczne posunięcie którego, 
. częstokroć o losie partyi stanowi. 
Otrzymawszy wiadomość o kon.de
nacie przez 
W odzińskiego pozyskanej, postarala się starościna 
o kopią wyroku i z niej przekonala się, że skazanie 
nastąpiło z rejestru niewlaściwego. 
Dla. objaśnienia tego ostatniego punktu wy- 
starczy przytoczenie, iż w trybunale Rzplitej każdy 
rodzaj spraw mial miał swój właściwy rejestr, t. j. 
sądzil 
ię porządkiem wokandy. Sprawy llaglejsze 
sądzily się przed innellli. Do nich należały np. re- 
jestra arirwismi, terminoJ"llln tactorum, dicrecti mwulati. 
Do spraw mniej naglych, należaly np. remi:ssy, ape- 
lacye od sądów ziemskich, etc. Ponieważ każdemu 
. zależy na śpiesznem zalatwieniu swej sprawy 'v są- 
dzie, . używano rozmaitych sposobów, aby. sprawę 
odleglejszą, w rejestrze ordynaryjnYlll, t. j
 zwyczaj- 
nym figurującą, przenieść do terminów spraw na- 
glych, zwloki niecierpiących. 
POlllocnymi tu byli woźni trybunalscy, w ręku 


.
		

/kraushar_drobiazgi10031_0001.djvu

			STARO
(''lSA R.A WSKA
 


2D 


których. spoczywała wokanda, a nierzadko nawet 
i deputaci trybunalscy, t. j. sami sędziowie. 
Kitowicz, w Pamiętnikach 1) z wlaściwym sobie 
hUlnorenl opisuje kruczki, do jakich niejednokrotnie 
uciekali się pieniacze, aby z obejściem praw stron 
wcześniej pomieszczonych docierać do śpieszniej- 
szego sprawiedliwości wymiaru. 
Pomyslowi procesowicze gubili się w wyborze 
TIajwlaściwszych ku tellu środków. 
"Auy 
prawa bardzo daleka doszła najprzód- 
pisze Kitowicz - starali się u nlożniejszych, przed 
nią wyższe wpisy mających, o pozwolenie spuszcze
 
nia ich lU"/" non silili, co znaczy, jakby tych osób, 
których sprawa przywolana na stół, nie bylo przy- 
tOlllnych, ani kogo z należących do lliej plenipo- 
tentów. Ująwszy tYlll sposobem, tell, co przy lawce 
za
iadal, lllożniejszych pacYeIltów (klijentów), o mniej- 
szych nie dba!. Kazal wołać sprawę po sprawie, nie 
zastanawiając się nic lla glos odzywających się przy- 
tomnych, ale zapisując 'v wokandzie i oglaszając, 
lwn ::łani, uon ",unt, aż póki nie nadeszła ta f'prawa 
której nojście bylą przyobiecane. I już się niebożęta 
pacyenci nie opierali, ale zepchnięci z góry na dół, 

woje wpisy przeno
ili, a poniesioną zwlokę 'v 
pra- 
\viedliwości in gratiam dalszych względów chętnie, 
albo niechętnie ofiarowali. Podobnym sposobem otrzy- 
mywano kondemnaty lla tymże trybunale. Nasadzano 
na pacyenta jakich illlportunów, którzy go w stan- 
cyi zabawiali, patrona zależącego od niego zapro- 


l) ,\ yd. RaczYli. f!,. 1, str. ::.J.35. 


Ił
		

/kraushar_drobiazgi10032_0001.djvu

			, 


. 


, 


. .
 


30 


STAROŚCINA RAWSKA.. 


. 


8zono Da konferencyą, lub jego dependentów, gdzie 
na ustroniu wYlllyślonemi interesami przytrzymano; 
tymczasem sąd z porządku przywolal rej estr, 'Y któ- 
rym byla sprawa; tak ów nieborak pacyent, który 
kilka niedziel dybal na. swą sprawę, w jednej gp- 
dzinie zostal okryty konomnnatą,. jakby' nieprzyto- 
mny. Takie kondemnaty wypadaly także bez naj- 
mniejszej winy sądu i chytrości strony przeciwrej. " 
Opowiada następnie Kitowicz o innego rodzaju 
dowcipnych sztuczkach klientów, aby 
prawę z re- 
jestru o r G y n a ryj D e g o przenieść nieprawnie, 
a mimo to wedlug wszelkich form prawnych
 do re- 
jestru s' p i e s z n i e j s z e g o. 
Rejestr spra.w taktowych lllÓgł być np. codzien- 
nie brany do sądzenia; rejestr zaś directi mandali 
każdej . godziny, na-wet pQdczas rozpoczętej innej 
spra-wy. Do rejestru dirrcfi n,zundati należały sprawy 
karne, gdy sprowadzano więźnia okutego 'v kaj- 
dany, którego sprawa wymagala natychnliastowego 
zalatwienia.. 
. Otóż, gdy kto np. o ekspulsyą z dóbr lub 
inny jaki gwaJ:t obwiniony, wpisanym zostal do re- 
jestru ordynaryjnego, taktowego, a chciał się ,vcze- 
śnie osądzi
, wówczas, patron jego, w zlllowie z pa- 
tronem strony pr;zeciwnej, sprowadzal do sądu czlo- 
wieka niewinnego, 'okutego w kajdany i wnosił illa- 
cyą, aby w spra,vie tej ś,vieżo sprowadzony are- 
s
tant do więzienia był przyjęty.' l\IarRzalek sądu 
bezzwlocznie pisal odezwę do instygatora, aby 
sp
awę' tak pilną. wpisaJ: w. rejestr directi mandat; 


. 


. 
. 


. 


. 


Ił> 


.
		

/kraushar_drobiazgi10033_0001.djvu

			. 


STAROŚCINA RA.WSKA. 


31 


. 
i tY1TI fortelem pozyskiwal się pożądany pośpiech 
'v sprawIe. 
Z tego widzimy, jaką ważność miały rejestra 
sądowe "\v ,vymiarze sprawiedliwości. 
Kiedy w r. 172() na sejmie Grodzieńskinl wnie- 
siono projekt reformy trybunaJ:ów, sejlllująCe. stany, 
lllając na względzie nadużycia, jakie się działy w są- 
dach przy porządkowaniu i przywolywaniu spraw, 
najwyraźniej uchwalily porządek rejest.rów, nakaza- 
,vszy, ,;a b y z k t ó l' e g o l' e g e s t r u wed l u g 
p r a 'v a z a c z ę t a s p l' a w a, w t y li ż. e r e g e- 
s t r z e koń c z Y ć s i ę Hl aU 1). · 
Ta ,vlaśnie uchwala sejmowa poslużyla 
taro- 
ścinie rawskiej jako skuteczny środek do obalenia 
wyroku przez ,V odzillskiego przeciw niej pozy- 
skanego. : 
Sprawdzi,vszy, iż wyrok tell zapadl z niewla- 
ściwego rejestru pocllaliwll, zamiast z rejestru F:pra-w 
t a k t o w Y c h, t. j. naglejszych, do którego sprawa 
z natury s,vej należala , i z którego poprzednio prze- 
ciw W odzilłskiemu zyskan:ym zostal dekret, wniosla 
starościna skargę do sądu, o kassatę ferowanego de- . 
kretn. 'l'enllin ten odhył się dnia 11 lutego 
 741 r. 
'v trybunale piotrkowskim, który, n1ając na wzglę- 
(]zie pozyskanie przez stolnika \V odzillskiego de- 
kretu przeciwko starościnie rawskiej z rejestru 11 i e- 
w l a ś c i w e g o, wyrok ten skasowal i do pierwo- 
tne.go stan u obie pra"\
Tujące się strony przywróciI 2 ). 
I) 1'01. leg. T. VI: str. 220 (wyd. Ohr.). 2) Cassata su- 
prascripta ca
satione et condell1natione, uti ex regestro .i.u- 
compctenti super 
lagllifica capitanea Ra\Tensi obtellta, re- 


. . 


. 


. 


'"
		

/kraushar_drobiazgi10034_0001.djvu

			. 


32 


STARO
Cl!
'A RAWRKA. 


Karę zaś, za niewlaści,ve _ wpisanie sprawy do 
stru niewlaściwego przez' stolnika Li,vskiego 
żoną, trybuna! umorzył. 


. 
rej e- 
zaslu- 


VII. 


Kompromis. 


,V tym stanie sprawy, obie strony, znużone 
dlugotrwalą ,valką, postanowiły wRzelkie spory i pro- 
cesa ostatecznie w drodze polubownej zakoilCzyć. 
Jakoż, stawiwszy się dnia 24 listopada 1741 r. 
przed księgami z a p i s ó w trybunału piotrkowskiego, 
zadyktowaly komprolllis, aby CeleIll rozsądzeniu 
wszelkich sporów i akcyi swoich sądowych, fundo- 
wania jurysdykcyi, naruszenia granic, obelg czyn- 
nych, slownych i gwałtów; wybrany sąd, w osobie 
podkomorzego ciechanowskiego, Adalna Krasiilskiego 
i arbitrów, przez każdą stronę wybrać się mających, 
dnia 4 czerwca 1741 r. na gruncie dóbr Kałuiouna, 
o
ądzil i ostatecznie wedlug swego najlepszego uzna- 
nia zalatwil l ). 


stitutaque causa in integrum, eandem ad Regestrul11 COffi- 
petens, ubi causa coepta est: remittit. JVyr. Tryb. Piotrk. Ks. 
365, str. 408. 
l) Quia ipsi, ad decidemlas finaliterque resolvelHla::ł et 
disjudicandas causa::; et actiones sua::; judiciarias, tam ex' 
causa juris fundorum, et granitierum, quam ex causa facti, 
honoris et violentiarum promanantes, in mutui::; actoratibus 
et reatibus habitaR, et in judicii::ł 1'ribunalitiis Regni Petri- 
coviensibus dependentes, terminis et processibus contentas, 
in superarbitrum et supremum judicem Magnificum Adamum 


.
		

/kraushar_drobiazgi10035_0001.djvu

			ST A ROŚCI
 A RAWSKA. 


33 


Kompromis ten, podpisami wlasnoręcznemi sta- 
rościny rawskiej i stolnika W odzińskiego opatrzo- 
nym zostaJ:. 
Od tej chwili nazwisko starościny ra-wskiej 
znika zupelnie z wido'wni wokand trybunalskich. 
Zażywając niezakłóconego niczelll spokoju, oddala 
się starościna Zaluska zaj ęciom gospodarskilll i lite- 
rackilll, t1ómacząc dziela wloskie i francuskie na 
język ojczysty, oraz pisząc rozprawy oryginalne, 
które, ku istotnej szkodzie dla piśmiennictwa, światła 
dziennego nigdy ujrzeć nie mialy. Sądząc po stylu 
świetnY111 i b
yskotliwY111, ujawnionynl "\ve wspianialej 
mowie przed trybunalenl i po niezwykłej erudycyi, 
prace starościny rawskiej nie musiaJ:y należeć do ka- 
tegoryi "robótek damskich", o których z grzeczności 
jedynie pisarze XVIII 'v. wzmiankowali. Teresa ZaJ:u- 
ska dożyla sędziwej starości i zlllarla "\v r. 1759 d. 23 
kwietnia, 'v Szpitalu Dzieciątka Jezus 'v Warszawie. 
Przeciwnik jej, Wodziliski, nauczony powścią- 
gliwości względem starościny rawskiej, wynurza się 
jeszcze kilkakrotnie z toni wyroków bądowych. Osta- 
tnie skazanie awanturnika nastąpiło w r. 1753. Od- 
siedzieć musi aJ: rok ,vieży za zadanie nieszlachectwa 
niejakiemu J akóbowi Czaczkowskiemu l). 
Dalsze jego losy wiadomeIlli nam nie są. 


Krasi{,ski Succamerarium Ciechanoviensem una cum Magni- 
ficii::; Arbitris a parte quavis per binos locandis, quos partes 
sibi eligere et cOTlducere voluerint inscribuni, eligunt et con- 
stituunt. Zapisy Tryb. P.iotr. Ks. 49, str. 209. 
I) Ks. Czer::;kie Grodz. Perpetuitatis K::;. 29, str. 366. 
Arch. Głów. Król. 


Szkice hist. Ser. I. T. I. 


3
		

/kraushar_drobiazgi10036_0001.djvu

			34 


STAROŚCINA RAWSKA. 


VIII. 


Pan Starosta. 


Dla uzupelnienia niniejszego szkicu z sądowego 
życia z polowy XVIII w. 1110Że nie zawadzi dorzucić 
kilka szczegółów do życiorysu rozwiedzionego mal- 
żonka Teresy Zaluskiej , Józefa ZaJ:uskiego, starosty 
rawskiego. Z Bartoszewicza wielllY jedynie, że pan 
starosta byl synelll Hieronima, kasztelana rawskiego t). 
Trudno wobec zupelnego braku informacyi do- 
ciec przyczyn rozwodu jego z panią Teresą, która, 
jak utrzymują, byla trzecią z kolei jego małżonką. 
Bylby wdzięcznem polelll do domyslów antagonizlll 
przekonań politycznych obojga malżonków, gdyby 
z listów starościny rawskiej, ogloszonych "\v wyją- 
tkach przez Kanteckiego (o ile są autentycznemi), wy- 
kazała się sympatya żony do króla Stanislawa Le- 
szczyńskiego, a antypatya w tYIll kierunku ze strony 
jej męża. Tymczasem, listy starościny ploną zapa- 
lem nieudanego przywiązania do teścia Ludwika XV, 
a dziaJ:ania starosty również są nacechowane bez- 
granicznmn poświęceniem dla sprawy Leszczyilskiego. 
Nie wdając się zatem w bezowocne dociekania, 
pozostaje tylko na podstawie autentycznych doku- 
mentów rękopiśllliennych wyjaśnić, że starosta raw- 
ski, jako partyzant Leszczyńskiego, zaciągnąl się do 
szeregów Steinflichta, j enerala szwedzkiego w służ- 
bie Stanisława i z nim razem w r. 1735 przebywał 


. 
l) Enc. O'l"g. T. XXXVID, 243.
		

/kraushar_drobiazgi10037_0001.djvu

			BT AROŚCIN A RAWSKA. 


35 


w Prusach Królewskich, gdzie, nastąpilo spotkanie 
z Jerzym Ożarowskilll i uknutYlll zostal plan dy- 
wersyjny napadu na Saksonią: dla odciągnięcia z gra- 
nic Rzplitej wojsk saskich 1). 
Pomilllo porażki zadanej jenerał:owi saskielllu 
Birholcowi, opór partyzalltó"w Leszczyńskiego zla- 
manYlll zostaJ: przez jenerala Weissenfelda. Cofnęli 
się oni do Królewca i uznawszy bezowocność dal- 
szej przeciw Augustowi III walki, gromadnie na 
j ego stronę przechodzić zaczęli. 
Z Królewca też 'v dniu 13 grudnia 1733 na- 
pisał: starosta rawski do podkanclerzego koronnego, 
Jana Malachowskiego, z którym przedtem w zaży- 
łych pozostawal stosunkach, list, z oświadczenielll 
gotowości poddania się Augustowi
. 
Pobudką tego kroku bylo uznanie nielllocy 
wlasnej do dalszej walki, bardziej jednak dzialal tu 
interes osobisty podratowania zniszczonej wojną for- 
tuny i chęć wypłynięcia na szerszą widownią, przy 
pomocy ulubieńca Augusta ITI, Jana Małachowskiego, 
który wlaśnie, za zaslugi swoje, przy elekcyi wy- 
świadczone, podkanclerstwo koronne otrzymał 3). 
"Jeżeli kiedy - pisal Józef ZaJ:uski - niedo- 
ścigłe wyrokó,v boskich mogly się pokazać dyspo- 
zycye, to w teratniejszej konjunkttu'ze, i każdy 
przyznać może, że cO komu Bóg przeznaczy, już 
tego nikt nie przeinaczy. Byliśmy dotychczas opa- 
cznej nadziei, ż'e w dobrym zamiarze (rectissima in- 


. 


l) Szujski: Dzieje, IV, 310. 2) Rękop. bibli. Jagiel!. Nr. 
3739, Karty 7 i 8. 3) Jul. Bartosz. Ellc. Orgelbr. T. XYII, 8
O. 
3*
		

/kraushar_drobiazgi10038_0001.djvu

			su 


8TARO:3cLNA !tA \V8KA. 


tentione) ułożone projekta nasze na przeszlej elekcyi 
w obraniu sobie króla Polaka pOlllyślnym skutkiem_ 
się uwieńczą ({clici tcrminauuntur corouiile), przy apro- 
bacyi Najwyższego, przez którego królowie panują 
QJcr Qucm lłcges regnant); przydane do tego wszelkie 
WYlllyślne ludzkie usiłowania (ltltmanilus conatus) 
i applikacye w utrzymaniu tego, że (lJrosperabuntur) 
uwieńczone będą szczęśliwszym- sukcessem ile, bez 
krzywdy drugiego (sine injuria alterius). Że zaś tego 
wszystkiego przeciwne (contrarios) widzimy następ- 
st,va (ecentlls), i oczywistą w tym wolę Bożą prze- 
ciwną, a zatym, osądziwszy, że nie llla rady przeciw 
Panu (non est consilim1't contra Dominum), i ja skłaniam 
się ku czci (in adoratio1łcm) tego pana, któregoście 
obrali ('lue-m, 'fOS coZitis), które ustnie przeloży lator 
praescnti-mn (oddawca niniejszego). Nie wątpię o wspa- 
nialości serca pańskiego, że słusznej zażyć kompas.. 
syi nad ciężką ruiną lllOją, która nietylko przez Ge- 
nerala Zagrayskiego doszczętne ({unditu.'i) zrabowa- 
nie w klasztorze j ezuitów rawskich , ale też caJ:ej 
fortuny zniszczenie, wola o sprawiedliwość i lnilo- 
sierdzie do respektu Pańskiego. Nie wątpię bynaj- 
mniej, że pokazana innym w podobnym wypadku 
(in 
imiZi passlt) laskawość Pańska i lnnie nie zawie- 
dzie (dcnegabitur), 'v czym i samego \V. 1\1. \V. 1\1. 
Pana Kochanego Dobrodzieja blagalli laskawej pro- 
tekcyi, ile (w tej obecnej godności) in hoc gradu, 
praescnti pierwszej adn1issyi, którego, jako szczerze 
memu Dobrodziejowi ,vinszuję, tak upewnić mogę, 
że się tak z tego cieszę, jak gdyby mnie Salllego 
to szczęście potkaJ:o. . Supplikuję kochany Dobro-
		

/kraushar_drobiazgi10039_0001.djvu

			STAROŚCINA RAWSKA. 


37 


dzieju Clt'ra ut baJc valeam (staraj się, abym się mial 
caJ:o) wedlug dawnej laski i przyjaźni 'l\vojej. Po- 
nieważ zaś insze potencye zabierają się do uspoko- 
jenia, chciejże \V. 1\1. W. 1\1. Pan pOlllyślić i o na- 
szym, które upewniam, że coalcscet (przyjdzie do 
skutku) wkrótce, salvis salra'ldis (przy zachowaniu 
tego, co zachować należy), in que'JJ't finem (w którym 
to celuj życzyłbYln przysIać do nas do wyrozumie- 
nia desidcriorwll noslrorwJl (życzeń naszych), które, 
wątpić nie trzeba, że pU!Jnant pro bmw 1Jublico (dążą 
do do bra publicznego), że tego promocya powinna 
być ab utraqlle parte (z obojga stron), w jednej Oj- 
czyźnie żyjących: to in lJlcna confidenlia (w calem 
zaufaniu), jako memu Dobrodziejowi dawnenul de- 
(ero (donoszę) i proszę, aby zostalo w tajemnicy (ut 
sit 
llb 'rosa), co piszę. Będę ja tu nadsluchiwał: dal- 
szych intencyi i dyspozycyi W. )1. P. P. i upewnialll, 
że non deero (nie zaniechalll) szczerą applikacyą, 
proszę, żebyście w tym tanl byli laskawi, o co pcr 
lalorcm. pracscnljum proszę, a teraz jak llajprędzej re- 
zolucyi wyglądaIn, kOllcząc tym, Żeln jest etc." 


IX. 


Odpowiedź podkanclerska. 


"\\T odpowiedzi na list Józefa Zaluskiego , Jan 
l\Ialacho,vski, figura 'v dziejach Rzplitej niepomier- 
nej doniosłości, przesIal Załuskielnu wynurzenie 
wielkiej radości, a odpowiedź ta, napisana stylem
		

/kraushar_drobiazgi10040_0001.djvu

			38 


f'TA ItO
(,1 X A [L\ W:-\KA. 


niepospolicie jędnlym i dla dziejów owej epoki nie 
będzie obojętną 1). 
"l\fogę już sobie powrotu 
zczęśliwych ojczyźnie 
obiecywać lllomentów - pisał l\fałacho,vski -- kiedy 
dawna przywraca się powoli braterska konfidencya, 
za co i ja partykularnie 'V. )l. M. Panu dziękując, 
odzywali się z rlawną affektu ulego kontestacyą, 
żadną czasu interweneyą nieznlienioną. Oddaliła byla 
sellsu:; diOl:rl'lztia (różnica poglądów) jednego od dru- 
giego, zanIknęła korespondencyi wrota, ale teraz 
już je Bóg t:iam otwiera, kiedy swoją wielowładną 
ręką, umyka ubices nieslusznej zawziętości i odbiera 
sposób przez generalny traktat ,vieszać się unoszą- 
cym umyslom na tych nadziejach, kt.óre zaWSZf> od 
tylu wiekó,v każdemu były zawodne. O
adzony na 
tronie polskim król I
Ić August III, Pan 
Iilościwy, 
mocą Boską, ale mcdiaute (za pośrednictwem) wol- 
nego narodu 
"Ił:SU, tl a
.')u :>tl, Polak, bo królewicz 
polski, Polak, bo przez indygenat dOlll
wi książąt 
saskich przyznany, Polak, bo przez tęż potencyą, 
która i za ś. p. ojca jego jako i teraz stawając 
aemulum za Piasta polskiemu narodowi 'vytykany, 
Polak, bo possessyą przez konstytucy£\ roku 172t> 
ugrunto,vany, Polak, bo przy ,vielkich cnotach S\Vo- 
ich nie pamięta krzy,vdy swojej i zenlsty nie zna. 
Dla calej tedy Polski jest wielkie szczęście mieć 
Pana ,vszystkich cnót COmp ,dium, dla \V.:\1. M. Pa- 
nów, że osobę Jego PaJiską pra it (poprzedza) cle- 
mencya. Życzę tedy 'V. ::u. Panu, ażebyś bez dluż- 


l) Rękop. BibI. u

ol.W.::;.b..ich we Lwowie, Nr. 3 0 7, str. 13....
		

/kraushar_drobiazgi10041_0001.djvu

			HTA IW:':('INA RAWSKA. 


3!) 


szej tergiwer
acyi powracal do Polski, in adoratio- 
.. lU'm tego Pana, którego my dotąd zmarszczonego 
nie widzieliśnlY czoła. Upewniam, że będziesz mile 
przyjęty i kiedy dat;z dowód szczerej ku Panu ży- 
czliwości i dawne swoje ku ugruntowaniu calości 
ojczyzny odnowisz prace, pójdzie Jego Królewska 
Mość, Pan nasz )lilościwy, trybem ewangelicznego 
go
porlarza, który placę pracownikom iu Linea, choć 
i późno przychodząeyul, oddal równą, co i pierwszynl. 
Przy tyn} świętym Panie, naśladujemy i my kościół 
Boży, który jednego dnia si, ) bolumitatuJ1l diffcrentia 
, , 
odpra,vuje fest ss. Piotra i Pa,,"la; nie znać tu bę- 
clzie u nas l1co-conrertum, (nowo-na,vróconych), od 
rlawno Panu służących, byle tylko nie wracać się 
znowu 00 kamieni, ad lapidandos sal/etos. 
"Xie przy
ięgaliślny nigdy amnestyi nie dawać, 
albo na ruinę braci naszych powstawać. Nie konfi- 
Łikowano dóbr, nikomu honorów nie odbierają, po 
umarłych tylko wakanse biorą. Czego się tedy oba- 
,viać, przystąpić mi COJ]ms Bcipublicup? "... esole czolo 
Pańskie i ręce do uściskania i odbłąkallego brata 
u nas w
zy
tkich otwarte. N amieniasz \YaszlllośĆ )1. 
Pan o jakilnsiś wysłaniu dla porozunlienia dcsidn.io- 
rum '\T. )1. )f. Panó'\\, tego nie mogę preOjnnare 
Dworowi, bo jeżeli słychać l)Crtiuaiiam ad allillw::;ita- 
ił lit, to żaden z nas partykularniejszych na to się 
nie ruszy. Jeżeli dla ;:;łuchania proppzycyi part
yku- 
larnych u Dworu na<::zego nic wyn1l1SZonego być nie 
llloże, ale w
zystko 'wyproszone, jeżeli in publicis co 
Hię niezda , nie jest to dzieło partirulariun popra'\\"iać, 
cu ad totam. Rf IIIp II b lica m należ
T. Jest na to sejm,
		

/kraushar_drobiazgi10042_0001.djvu

			40 


STAROŚCINA RAWSKA. 


wolny glos in tuf{); próba tego niedawna, że efian?' 
passiva vox zatamowala publiczną obradę 1). 
"Nie grożono nikoll1l1 wyrzuceniem z okna, 
każdy tylko indolebat ... sorti Reipublicae. Cokolwiek 
scyssya skrupulów narobiła, przysięga na koronacyi 
Pańska 'v Krakowie znieść je powinna, bo to zwyczaj- 
nie in sim-ilibus. Za Stefana, Zygmunta Trzeciego, Au- 
gusta "\Vtórego Rl'łzmblicllr bylo rf'lllcdinm. \V czymże 
podobne i'n1'i$a dotąd opera nU.'ilra nie są wiadome, po- 
sylam zebrane in fasciculo. Rada moja z prawdziwego 
a:ffektu pochodząca, nie insza in hoc paSSll być może, 
tylko w. 
1. 1.1. Pan chciej wszystkim perswadować, 
aby odstąpiwszy ab antcrioribus actis, przystąpili ad 
Rempublicmn. łt10że to być pcr dcclaratiuJłe'J1t in seripto 
i podpisem wszystkich i podać potym do Grodu 
któregokolwiek per oblatam. Sacrifwium lwc) że 'ł:obm- 
tarium, graturJt erit Domino, a dla W. 1.1. P. P. lWJlo- 
'rifiewn, a in quantum drudzy odrzucą tę radę, to 
"\V. M. M. Pan przyjeżdżaj ad devinetissinws obudwu 
pieczętarzów, bez ceremonii. Im prędzej zlączysz się 
z nami, tem prędzej zniewolisz serce Pańskie i za- 
żyjesz z nami błogosławieństwa S-ac Sedis Aposto- 
lieae, z którym J. 1.1. X. Nuncyusz jedzie, f't in lw- 
'ras SlJeratur." 
Rady tej usłuchaJ: starosta rawski. Pospołu 
z licznymi królewieckiJni rozbitkami powrócił do 
kraju, gdzie wraz z dojściem sejmu pacyfikacyjnego 


l) Mowa tu o zerwaniu przez stronnictwo Leszczyń- 
skiego sejmu pacyfikacyjnego, zwołanego przez A uguRta TlI 
na dzień 27 września 1735 r. Szujski: Dzieje, IV, :JI1. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10043_0001.djvu

			, 
STAROSCINA RA W8KA. 


41 


w d. 25 czerwca 1736 r. do skutku, rozpoczął się 
szereg festynów dworskich w Warszawie i Dreznie, 
dokąd liczny zastęp magnatów za Augustem fi po- 
ciągnął. 
Od tej chwili dzialalność starosty ra,vskiego . 
cichnie Da kartach roczników krajowych z owej epoki. 
Józef' Zaluski zll1arl w dobrach swoich Gosto- 
miu, o 12 mil od Warszawy oddalonych, w d. 28 
sierpnia 1742 r. 1 ). 


t) Jut Bartoszewicz: Encykl. Org., t. XXVIII, 243. 



 


-4-"'- 


". 


.
		

/kraushar_drobiazgi10044_0001.djvu

			. . 


l- 
. . 
, 
o'. 
, ł 
. .. 
.. . 
. .. 

 
. C' 
\ 
. 
. 
" 


9 


. 



 


. ' 


. 


ł 


" 


, 


. 


. 


," 


. 


. 


# 


. 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10045_0001.djvu

			. 


.. 
. . 
, . 
. 


. 
SPRA W A BOLESTRASZYCKIEGO. .' ; 


, 


J	
			

/kraushar_drobiazgi10046_0001.djvu

			..
		

/kraushar_drobiazgi10047_0001.djvu

			. 



 


. 


Szperając między dokumentami do sprawy Zy- 
gIllunta Unruga, spotykałem ::;ię niejednokrotnie 
z nazwiskiem Bolestraszyckiego, któręgo analogiczna 
sprawa' o bluźnierstwo, popelnione w dTIUru, sądzona 
przez trybU:I
ał koronny lubelski za Zygmunta III, 
W' r. 1627, zakończyła się skazaniem obwinionegó na 
karę więzienia i spaleniem przez kata dzieła inkry- 
mInowanego. 
Slo,vniki encyklopedyczne - polskie, oprócz lu- 
źnych wzmianek o procesie Bolest;aszyckiego, nie 
podają bliższych szczególów ani o jego osobie, ani 
o treści książki, która była powodem skazania. 
Nawet tytuł inkrYlnino'wanego dziela i data 
dekretu trybunalskiego przeci,v Bolestraszyckiemu, 
dokladnie znanemi nie byly. . . 
Biarczyllski, 'v Obrazie u"leku panowania Zy- 
\ 
[jJJluuta III (Lwó,v, 1828), Ossoliński w 1J T iadomościaclt 
Iti:;t. kryto (Kraków, 1819), Tomasz Święcki, w Histo- . 
ryczuycll LJ(.lmiątkacll, Józef Łukaszewicz, 'v Dzitjach 
kośdo!a helwec.; z dawniejszych zaś pisarzy, Andrzej 
'V ęgiel"ski (Regcuvo1sciłls), w dziele: Libri qłlatuor 81a- 
vOJliae rctormatae (Amsterdam, 1679), wzmiankują · 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10048_0001.djvu

			. 


ł 


. 


. 
. . 


. 


. t 


. 


. 
l 
. 
. 
. 
. 


, 


· 46 



PRA W A BOLESTRASZYCKIEGO. 


. 


w ogólnych zarysach o przebiegu o,vej ciekawej 
sprawy, lecz, nie uzupełniając wzajemnie swoich in- 
forr
acyj, nie mogą :::1tanowić IllateryaJ:u do odbudowy 
. 
procesu, na rezulta
 którego, w sto lat prawie po 
rozstrzygnięciu, bezskutecznie powolywano się 'v są- 
.. dach, w innej, podobnej sprawie, jako na prejudikat 
i dowód: w jaki sposób' sejmujące stany Polski poj- 
. mo,va.ly kompetencyę sądów świeckich, 'v wypadkach 
obrazy drukiem panującej religii? 
I 
W wydanym 1717 r., we 'Vschowej, drukowa- 
nym, nader rzadkim m
moryale Unruga, pod tytu- 
lem: Relacya dyskretna, znalazłem po raz pierwszy 
w caJ:kowitej osnowie przytoczony dekret trybunaJ:u 
lubelskiego z dnia 21 maja 1627 roku (feria se:da 
post Domi11ican! E:raudi pro.rima) w sprawie Samuela 
Świę
opelka Bolestraszyckiego, lecz, idąc za tą wska- 
zówką, nie odszukalem w księgach wyroków trybu- 
naJ:u lubelskiego tutejszego Archiwum głównego mi- 
nuty tego dekretu. Prawdopodobnie dokument ten 
usuniętym zostal z ksiąg sądowych jeszcze w r. 1627, 
wskutek uchwaly sejmowej, która skasowała dekret, 
jako 
dany z obrazą zasadniczych ustaw Rzeczy- 
pospolitej. ... 
\ Okoliczność ta bylaby w związku z wiadomo- 
, . 
ścią podaną przez 
ro
asza Swięckiego (Hisi. paw. 
I. 81); iż oskarżyciel Bolestraszyckiego, biskup prze- 
lllyski, Achacy Grochowski; zakoilczył życie ze zmar- 
twienia, z powodu na4azanego jakoby w r. 1632 
przez sejmująl'e stany wymazania z akt skargi jego 
przeciw różnowiercom wystosowanej. 
. Gdy jednak uchwaly z r. 1632 podobnego roz- 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10049_0001.djvu

			" 


SPRA
A BOLESTRASZVCKIEGO. 


47 


porządzenia nie obejmują, natomiast, uchwaJ:a ąej- 
mowa z r. 1627 odnosi się bezpośrednio do dekretp. . 
sądowego, przez biskupa Grochowskiego przeciw Bo- 
lestraszyckiemu wyjednanego; przyjąć można.z wszel
 
kiem pra,vdopodobieństwmn, że brak oryginału de- 
kretu, o jakim mowa, 'v księgach sądowych z r. ł 627, 
spowodowanYln został tą ostatnią 'uchwalą sejmową, . 
i, że dokument, w Rclacyi Ullrugowskiej zamieszczony, 
jest odpisem wiarogodnym dekretu trybunalskiego 
w spra,vie Bolestraszyckiego. 


. 


. 
. 


I. 


· Wyrok trybunału. 


;. 


. 
Ród 'Bolestraszyckich, herbu Lis, od dóbr Bo- 
. . . 
leRtraszyce, w ziemi przemyskiej, nad Sanem położo- 
nych, nazwisko swe biorący, pochodził z 
rakowskiego. 
Pierwszym, znanym 'v dziejach dostojnikiem 
tego rodu był Stanislaw Światopełk Bolestraszycki: 
rotmistrz królewski, z!1 Zygmunta :\.ugusta 11. .. ..' 
Jeden z jego synów, Stefan, skoligacony L'} ro- 
dem Zboro,vskich, był ojcem Samuela Bolestraszy- 
ckiego, późniejszego za czasów Zygmunfa III sekre- 
tarza królews
ego, bohatera spra",'Y, stanowiącej. 
wątek niniejszego szkicu. · 
, 
Bolestraszyccy .zdawna . przystąpili do nauki · 
Kalwina i między bracią szlachtą. jako ludzie uczeni, 
niepośledniej z
żywali konsyderacyi. t . 
. 
. 


" 


ł 


ł. 


.. 


.. 


. . 


... 
1) Niesie cki , lletua.rz (Bobr.), II, 

o. 


. 
. 


.. 
. 


" 
" . 


. 


. . 


.. 


;, 


. 


.. . 
. 
. 


, 


. 
. 


. 


.. 


. 


".
		

/kraushar_drobiazgi10050_0001.djvu

			.. 


. 


. 


48 


SPRAWA BOLES'l'RASZYCKIEGO. 


. 


W r. 1619, pasto
 kalwiński, Piotr du 
foulin, 
. profesor AkadeIl1ii w Sedanie, wydal w Genewie 
traktat teologiczno-filozoficzny pod tytulem: Hcra- 
clite, on dl' la L'anitć et misere de la vie lut1JtaiJ]c 1). 
Traktat ten, zabarwiony odcieniem filozofii 
sceptycznej założyciela szkoły Heraklitów greckich, 
licznych zjednal sobie zwolenników i niebaw8111 uka- 
zal się 'v przekładzie niemieckinl, dokonanY1n równo- 
cześnie przez jedną z księżniczek domu anhalckiego- 
Ludwikę Amaenę 2). 
Przelożył też traktat du )Ioulina na język pol- 
ski 8an1uel Bolestraszycki, a poświęciwszy swą pracę 
królowej Annie Jagiellonce, wydał go w r. 16i7 
pod tytulem: Heraklit, allJo o próżności 3). 
Epoka wydania tego przekładu cechowala się 
spotęgowaną niechęcią ku różnowiercom i w
zelakim 
objawoln wolnomyślności. Przywiedzione przez Lu- 
kaszewicza liczne fakty nadużyć, spelnionych pod- 
ówczas przez studentów krakowskich i pospólstwo 
na bsobach i majątkach różnowierców -l), dowodzą, 
że od r. 1627 rozpoczęło się 
ilniejsze prześladowa- 
nie "dysydeI;tó,v, niehamo,vane przez wladze krajowe, 
a przez sądy nawet jawnie tolerowane. 1 
\V r. 1627 uczniowie jezuiccy, wraz z gnlinem, 


. 


. 


, 
l) Z innych pism du Mouliną. wymieniają:" Sermons sur 
quelques textes de l' escriture Saincte, par Pierre nu JIonlin, Jli- 
llistre de la Parole de Dicll et prof. en Tlteologie en l'academie 
de Sedan. Geneve, l(j:!5. 2) Ossolh'lski, Wiad. ltist., l, :!
3. 
3) Estrejcher, Bibliogr., X, lun. 4) D,zieje. Ko"
c. Helw. Po- 
znań, IbGB, str. 274. 


. 


..
		

/kraushar_drobiazgi10051_0001.djvu

			I-5PRA W A BOLESTRASZYCKm(.O 


JfJ " 


zburzyli zbór kalwiński w Lublinie, na przedmieściu, 
w domu dysydenckiej szlachty Sp inków utrzymy- 
wany. Trybuna! małopolski, zamiast ukarać przy- 
wódcó.w bezprawia, ukara! poszkodowanych, zaka- 
zawszy im pod naj surowszą odpowiedzialnością przy- 
stąpić do odbudowania zburzonej świątyni. 
Do żarliwszych przeciwników różnowierstwa 
polskiego należał wówczas A.chacy Grochowski, se- 
kretarz koronny królewski? za wstawieniem się Zy- 
gmunta III na stolicę biskupią przemyską w r. 1624 
wyniesiony l). 
Wydany przez Bolestraszyckiego przekład He- 
raklita posll1żyl biskupo.wi Grochowskiemu jako sku- 
teczny środek zatanlowania szerzącej się wolnomyśl- 
ności i do stwierdzenia kompetencyi władzy ducho- 
wnej w cenzurowaniu książek treści religijnej. 
Zapozwal tedy osobiście biskup Grochowski 
Sallluela Bolestraszyckiego przed sąd ziemski w Prze- 
myślu i przytoczywszy, że oskarżony przywłaszczyl 
sobie samowolnie władzę dTIlkowania książki skan- 
dalicznej ,niejakiego Heraklita", naruszającej zasady 
wiary panującej i llloralności, żądał surowej za ten 
czyn kary na obwinionego. 
Pozwany Bolestraszycki, osobiście się broniąc, 
zarzucił przede,vszystkiem niekolllpetencyą sądowi 
ziemskiemu, do stanowienia w tej sprawie dekretu. 
Sąd ziemski, ekscepcyą tę, jako bezzasadną, odrzucił, 
lecz z powodu założonej przez oskarżonego apela- 
cyi przez fOTIlm trybunalu lubelskiego, sprawa ta 


l) Kęt.rzyński, Rękop. bibl. 08801. nr. 60, t. I, 514. 
SZkiC8 hist. Ser. I. T. I. 4
		

/kraushar_drobiazgi10052_0001.djvu

			, 


50 


SPRA W A Bor,ESTRA SZYCKIEGO. 


dnia 31 lnaja 1627 r. przyszła w Lublinie pod roz- 
poznanie kOlllpletu lnieszallego OlUlieium compositi · 
judicii) cywilno-ducho,vnego, którelllu przewodniczyli: 
ze stanu duchownego prezydent 
larcin Kościecki, 
delegat kapituły gnieźniellskiej, ze stanu świeckiego 
zaś lllarszałek trybunalu 
Iikolaj MielżYllski, kaszte- 
lan krakowski. 
'V rozpoznaniu głównej treści oskarżenia try- 
bunał koronny podnió
ł winę oskarżonego w krze- 
wieniu zasad podkopuj ących wiarę i moralność, któ- 
rej to winy nie zmniej sza okoliczność, iż książka 
przetłomaczollą zostala z języka francuskiego, gdyż, 
według przrnienia statutów, ,vymienienie autora nie 
zwalnia winnego od odpowiedzialności, tem więcej, 
że sanlym faktem przekladu oskarżony dowiódł, iż 
zasady autora podziela, za co karę przez prawo usta- 
. . " .. 
nO'Vloną ponlesc 'Vllllen. 
Bolestraszycki bronil się energicznie, iż sprawa 
wy wolaną została skutkiem osobiście ku niemu ży- 
wionej niechęci biskupa Grochowskiego, że nadto, 
książka du l\Ioulina nie obejmuje żadnyc
 bluźnierstw 
i potwarzy i że pierwszy to wypadek w Rzeczypo- 
spolitej, aby ktoś z powodu drukowanej książki przed 
sądy byl pociągany, tel1l więcej, że autor jej, w mo- 
narchii absolutnej żyjąc, nie zostal z powodu swego 
dzieła na żadną odpowiedzialność narażonym 1). Obrona 
ta nie odniosła pożądanego skutku. 


1) Respondet Bolestraszieius: nihil esse in aeeusatione 
ista praeter odium Episeopi privatum, quod jam ante editum 
bUlle libellum e?,pertus fuerit: librum nullas eontinere blas-
		

/kraushar_drobiazgi10053_0001.djvu

			BPRA W A BOLESTRASZYCKIEGO. 
. 


51 


Trybunal lubelski skazal Bolestraszyckiego na 
sześć miesięcy wieży iu fuudo, w zamku przemy- 
skim, pod karą banicyi na wypadek nieprzystąpienia 
do odsiadywania kary przed upływem sześciu tygo- 
dni od daty dekretu, a nadto na koszta sądowe w po- 
dwójnej kwocie dwustu marek (marka 48 groszy), 
z natychmiastową co do tego ostaniego punktu wy- 
konalnością. Co się zaś tyczy książki du l\Ioulina, . 
z francuskiego przełożonej, trybunał książkę tę przy 
odgłosie dzwonów na spalenie przez kata i jego 
pachołków na rynku lubelskim pod szubienicą ska- 
zał, oryginał jej ze wszystkich dzielnic kraju na wy- 
wołanie przeznaczył, z dodaniem następującego koń- 
cowego zagrożenia; iż wszyscy ci, którzyby tę blu- 
źnierczą książkę drukowali, u siebie pm;echowywali, 
przedawać ją lub głośno o niej mówić ważyli się, 
będą najsurowszemi prześladowani karami, a miano
 
wicie: szlachta karą banicyi, plebejusze zaś gardłem 
i konfiskatą dóbr... 1). 


phemias et calumnias, se primum .hoc nomine in libera Re
 
publica in jus vocari, cum author in absoluto Dominio librum 
hUllC et plures alios praelo committere licuerit. "\V ęgierski, 
Libti 'lu,at., 
50. 
l) ... decernitque cum ea declaratiolle, ut quicumque 
hoc blasphoemum et iniquum opus imp
imi fecerit, vel asser- 
vare, divendere, aut quam privatim, quam publice tractare 
ausus fuerit, talis persona et quidem equestris, poella infa- 
miae, plebeis, vero poena colli et confiscatiolle bonorum suo. 
rum omniwn se subjacere sciat. 


4*
		

/kraushar_drobiazgi10054_0001.djvu

			52 


SPRA. W.A BOLESTRASZYOKIEGO. 


II. 


List wojewody Leszczyńskiego. 


Ostatnie to zastrzeżenie dekretu trybunalskiego, 
stanowiące niejako ogólne, wszystkich obywateli 
Rzeczypospolitej obowiązujące na przyszłość prawo, 
obudziło wielkie w kraju zaniepokojenie. 
Z prawnego punktu widzenia, dekret trybunału, 
wyrokujący w sposobie prawodawczym (decretu1Jł, 
vim legis sapicns), był w sprzeczności z zasadniczemi 
usta,vami Rzeczypospolitej, która, sejmoln jedynie 
podobną atrybucyą stanowienia praw na przyszłość 
przyznawala. 
Zazdrosna o swoje prawa szlachta, bez różnicy 
wyznania, podniosła z powodu sprawy Bolestraszy- 
ckiego wielką wrza,vę, widząc 'v niej groźny na 
przyszłość precedens, nietylko pod ,vzględem prze- 
kroczenia konlpetencyi sądu świeckiego, ale nawet 
w kwestyi ,volności sumienia, zawsze w Polsce pra- 
wodawczo szanowanej. 
Zachowana w rękopisach biblioteki Raczyń- 
ski ch w Poznaniu korespondencya między dwoma 
najznakomitszynli w owej epoce dostojnikami pol- 
skinli, bezpośrednio do spra,vy Bolestraszyckiego 
odnosząca się,. przedstawia cenne źródło do pozna- 
nia ówczesnych poglądów stanu szlacheckiego na 
atrybucyą sądu koronnego 'v rzeczach wiary i do pó- 
źniejszego przebiegu tej spra"ry na sejmie generalnym 
warszawskim z r. 1627 ważny stanowi komentarz.
		

/kraushar_drobiazgi10055_0001.djvu

			SPRAWA BOLESTRASZYCKIEGO. 


53 


Pradziad Stanisława Leszczyńskiego, Rafal Le- 
szczyński, wojewoda bełzki, człowiek uczony, znawca 
języków i sztuk pięknych, był pierwszym, co w spra- 
wie Bolestraszyckiego podniósł głos protestu prze- 
ciwko spełnionemu na osobie skazanego nadużyciu. 
Jako gorliwy stróż sprawiedli,vości, czynny 
uczestnik w sądach koronnych i na polu walk z tur- 
kami, których w r. 1621 pod Chocimem na czele 
wlasnego oddzialu rozgrolIlił, fundator glośnego w 1'0- 
dzinnem mieście, Lesznie, alumn atu, sam autor i tło- 
macz dziel francuskich, między innemi, poematu du 
Bartasa: Judith 1), nie mógl wojewoda Leszczyński 
dopuścić tak j a,vnego pogwalcenia w Rzeczypospo- 
litej ,volności sumienia i atrybucyi sądów. 
Otrzyma,vszy ,viadomość o skazaniu Bolestra- 
szyckiego, a przedewszystkiem o groźnym "addita- 
lllencie" dekretu tryblillalskiego, odniósł się woje- 
woda Leszczyński niezwłocznie do księcia Jerzego 
Zbarażskiego z listem, "r którym, opisawszy prze- 
bieg sprawy, wyrazil glęboki żal z powodu krzywdy, 
wYlllierzonej o by,vatelowi Rzeczypospolitej 2). 
"Extrakt dekretu między księdzem biskupem 
Przemyskim a panem Bolestraszyckim - pisał Le- 
szczyński w liście z dnia 20 czerwca 1627 r. - po- 
sylam Waszej Książęcej )fości nie na to, abym Tri- 
bmwlitiae potcstati (władzy tryblmalskiej), którą chcialy 
mieć sancrOSltuctam (naj świętszą) prawa nasze, in jus li 


1) F. M. SobieszczalIski: Enc. Orgel. XVI. 925. Istnieją 
trzy owego przekładu wydania z lat: 1 ()::!O, 162!' i 18U. 
2) Malluskr. bib!. Racz. nr. lG J 330.
		

/kraushar_drobiazgi10056_0001.djvu

			54 


SPRA W A BOLESTRASZYCKIEGO. 


ct acqui Zibrrmnine (W sprawiedliwem i slusznelll) chciał. 
derogw'c (uwłaczać), ale żebym wyrozumiał, jako się 
senatu i et bonnJn civiwlZ lJrincipi podoba, przyszyta do 
dekretu c1ausula: in vim publicae pe'J1JetUtle legis (mocą 
publicznego, wieczystego prawa). Do tego czaSll 1'0- 
zrulliałenl ja, że l('gum fcreudarmn (stanowienia) nie- 
masz inszego, okrom sejlllu placu, w tym samym 
ogrodzie mniemałem, że mają rość takie kwiatki... (?). 
Teraz nie wiem co się dziej e? Czym j a zgłupiał, że 
formam ReipubZicae Jlostrac nie pojmuję, czy jaka część 
Rzeczypospolitej wypada z granic swoich i więcej 
sobie uzurpuje niż prr lcges Ziect (wedlug praw wolno). 
Już to poc1o bno onego zapomnieć przyj dzie co za- 
,vsze bywalo in ore O'lnnium (w ustach wszystkich): 
bez nas, na nas... Jeśli in conclaci pauf'orum (w zgro- 
madzeniu niewielu) siedem kresek ze dwunastu prawa 
stanowić i fantam szlachcica polskiego a gardła i for- 
tuna!) wszystkich w tę cieśnią wprawiać będą mogli, 
jeśli czytać i pisać ('X alieno arbitrio przyj dzie, to 
i mówić... bo kto w jednym podlega tej tabulaturze, 
mcrito i w drugim podlegać będzie lllusial. A za- 
tem Wasza Książęca l\Iość powiesz, jako starszy 
i by:::;trszego (sic) niżeli j a, oka, chętnie wyglądam." 


III. 


Odpowiedź księcia Zbarażskiego. 


Książę Jerzy Zbarażski, starszy brat głośnego 
Krzysztofa, ostatni z moenego i 'vplywowego nie
 
gdyś w Rzeczypospolitej rodu, pan wielkiej fortuny,
		

/kraushar_drobiazgi10057_0001.djvu

			SPRA WA BOU
8TRASZYCKIE(iO. 


55 


.. 


ambitny i dunlny - jak się o nim wyraża Barto- 
8zewicz l) - w wielkiem zachowaniu u króla Zy- 
gmunta będący, żywo wziął do serca sprawę Bole- 
straszyckiego i niedal wojewodzie belzkiemu dIugo 
czekać ?a odpowiedź. 
"O dekrecie tym trybunalskim - pisał książe 2)-;- 
wiedzialem wprawdzie sll1Jcrficia1iter (powierzchownie), 
ale owej samej treści właśnie nietylkom nie wie- 
dzial, ale anibYIll - sobie tego nigdy nie imaginowal. 
Pan Instygator koronny, który jest też trybtillalistą, 
najpierwej mi powiedzial o tej sprawie, teraz już 
po świątkach w Krakowie będąc. A iż to mi się 
nie zdalo, aby forunl takowa sprawa miala mieć na 
trybunale, tym mi się wymawial, iż akcya byIa in- 
stytuowana jako o faI11o::;um. 1ibclluIn (paszk,vil), dla- 
tego też resforum naleziono. 'Vszelakoż de lwc. ap- 
pcndice, który w tym dekrecie widzę, ani wznljanki 
nie uczynil. Nie zapomnialeś różne, )Iój l\Iilościwy 
. . 
Panie, instytuta tej Rzeczypospolitej, ale panowie 
trybunalistowi
 nie często wzierają w swe powinno- 
. ści i w deskrypcyę sui 11łuncris (urzędowania), a za- 
tem podobno jej zapomnieli i nową jakąś majesta- 
tem sobie viudicant (przywIaszczają), którą sama so- 
bie tylko Rzeczpospolita zostawiła - l('gl:s cOlzdcre 
(stanowić prawa). Nie. jest ich to rzecz i nie byla, 
jako żywo, tylko sccwlduJ1l lcges latas (według praw 
ustanowionych) facinora (występki) ludzkie jakiekol- 
wiek sądzić i lJOC1Ul8 errogare (kary wymierzać). Je- 


. 


l) Ene. 0"0. XXVIII. 39
. 

3, 
7S. 


2) Rękop. bib!. Racz..
		

/kraushar_drobiazgi10058_0001.djvu

			56 


SPRAWA BOLERTRASZYCKIEGO. 


dnakże już kilka przykładów jest wielkich, którymi 
sobie tej maJl','.;tatcm. nadstawiają. 8ądzili i lnnie tak 
rok, z lliejaką Rokoszową, do czego najmniej prawa 
nie mieli i będzie o to da Bóg akcya na sejmie; 
ale to mniejsza rzecz, choćbym ją na sejmie -prze- 
grał, kiedyby publica autlwritate damnuJn singulw"c 
COmpf'JłSart się mogło (publiczną po,vagą krzywdę po- 
jedynczą zastąpić). 
Ale sjJreta 'JIlajestate jJublica (ze wzgardą maje- 
statu ogólnego), kilkoIn, albo kilkunastom, qltod omni- 
bus debetu1" (co wszystkim przynależy), to już no,va 
maj estas! 
Pytasz mię Waszmość, :l\Iój :r.Iiłościwy Panie, co 
j a o tem rozumiem, albo będę rozumiał? To, co ro- 
zumiem o armiej i o mynicy, wiadomo wszystkim, 
co na ten czas w senacie byli, a drudzy przeciwko 
jawnynl swoim prawom mówili, biorąc praeillia za 
to. Złe były i przeszłe exempla niektórych, co nimi 
sobie trybunał plus potcstatis (więcej władzY1 (przy- 
znawal) niżeli UlU jest dano. . 
Jednak widzisz, Waszmość, do jakich już przy- 
szło, bo tak silentio transitum, a dobrze. Rzymianin 
napisal, iż tramites (ścieżki) pierwej szukają, a skoro 
je znajdą, prędko lata via (szeroką drogą) offundun- 
tur (rozlewaj ą się). 
Chciałem ja temu tak dwie lecie zapobieżeć 
i dano było' artykul z Proszowic, żeby się powinni 
trybunalistowie podpisować na dekreta, które contra 
consensum drugich wychodzą (wbrew zdaniu innych) 
i są czynione contra pracscriptum (przeciw przepi- 
sowi) im rtanego i żeby ukrzywtlzollemu wolno bylo
		

/kraushar_drobiazgi10059_0001.djvu

			SpRA W A BOL
STRASZYCKIEGO. 


57 


takich na sejm poz,vać, ale jako to przewieźć było, 
kiedy senat na to nie pozwolił? Teraz już nie może 
być gorzej, jako sub poena vitae et confiscationis bo- 
norwll (pod gardłem i konfiskatą dóbr) zakasować 
równym sobie poenas absolutorunt principum, kłaść 
w swoich dekretaeh, czego ani król polski, ani nikt 
czynić nie może, salt.a libertate, jedno same origines 
Begui. 
Chciejcie jeno Waszmość zrzucić to onus bez 
respektów żadnych i jako liberis civibus się godzi, 
na nic się nie oglądając, bo ja, jako we wszystkich 
sprawach, 'mullcri '}}lCO (do nlego urzędowania) należą- 
cych, powinienem być antesignallus (przed chorą- 
gwią stojącym), tak i będę, ale lilię nie odbiegać in 
causa pllblica, ani się cofać nazad, kiedy się prim; 
orainis centurio potka. rr'rzeba to na sejlnikach, w ar- 
tykułach dać 'ista geJlcralitate nakrywszy, aby żadne 
dekreta trybunalskie, które extra praesc'riptum od 
Rzeczypospolitej danego, gdy trybunał był stano- 
"riony, wychodzą i tę potestatc1Ji, której nie mają, so- 
bie Óndicant, owszem, potestatcm totius Reipublicae de- 
spiciant (gardzą powagą calej Rzeczypospolitej) nie- 
tylko irrita et inania były, ale żeby tych trybunali- 
stów, którzy na ten czas siedzieli, wolno było każdemu 
ukrzywdzonemu na sejm pozwać. Bo nie będzie to 
COJlfulsio potest(dis et majestatis (naruszeniem władzy 
i powagi) tego sądu, która mu jest od wszystkiej 
Rzeczypospolitej dana. U Rzymian onego czasu jużby 
była dieta (uchwała) o takową rzecz i okrutnieby 
karano, ale u nas niemasz tej legcm, a trzeba ją ko- 
niecznie uczynić. Do czego, iż wiem, że księża będą
		

/kraushar_drobiazgi10060_0001.djvu

			38 


SPRAWA BOLESTRA8ZYCKIEGO. 


SU1ll1JlOpCre (usilnie) przeszkadzać, ja jednak, cho- 
ciam jest katolik i ninl, da Bóg, umrę, jednak non 
sacrificulus (świętoszek) ani łysy obrazek, bo, co li- 
bertati mcae sed nun rcligiuni pcrtinet (wolności mojej, 
lecz nie wiary dotyczy) gotowem przeciwko temu 
utonąć et immori circa Ubcdatem, ale z tą kondycyą - 
abym miał cOJJlJllilitoues (współtowarzyszów broni)." 


....' 
, 


'i IV. f 


')1" "")', 
Uchwała sejmowa. 


Oprócz przytoczonych głosów dwu dostojników 
Rzeczypospolitej, którzy, w imię pogwałconego ma- 
jestatu sejmujących stanów, zaprotestowali przeciw 
dekretowi trybunału, rozbrzmiały i inne jeszcze wy- 
mowne protesty mężów, którym pogwalcona wol- 
ność sumienia obojętnie dekretu tego przyjąć nie 
nie pozwalala. 
Do rzędu mężów takich należal głośny za cza- 
sów Zygmunta ID uczony i publicysta -"- Jędrzej 
Mo skorzewski. 
"Pozwano Bolestraszyckiego - pisał 
losko- 
rzewski - że wydał książkę sine conscnslt loei onli- 
'Jłarii (bez zezwolenia biskupa). Toć potem pozwą 
drugiego, że bez licencyi biskupiej pacierz lnówi, 
albo książkę jaką różnenlU nabożeIlstwu służącą 
czyta, do zboru chodzi, et alia. To i samym 'Vaszmo- 
ścionl, jeżeli nie według zdania. Ichmościów ducho- 
wnych nie będzie wolno, w które kleszcze twardej
		

/kraushar_drobiazgi10061_0001.djvu

			hPRA W A BOLESTRASZYCKlEGO. 


59 


niewo]i dawno IcJllllościowie Waszlllościów ująć usi- 
łuj ą, nad co, wspaniałego anillluszU człowiekowi 
z wszelkiej nieznośnej niedoli ucisków (ex illtolera- 
bili scrritute) co może być cięższego? Za naszego 
i naszych rodziców wieku cóż było telllU podobnego? 
Bo jeżeli lllamy wolne reliyionis e.£ercitiwlł, czego 
nikt zaprzeć nie może, wolno i to, co kto wierzy 
wyzna,vać, toć i napisać... :\Iolinowi, plebejuszowi, 
we Francyi, w salllowładnem królestwie,_ katolicy- 
Zlllelll nad wszystkie górującem (in absuluto et catlw- 
licissimo imperio), 'v Paryżu, pod bokiem zwierzchno- 
ści Illie8zkającemu, wolno było tę książkę napisać. 
Bolestraszyckiemu, szlachcicowi polskiemu, llajwyż- 
szą 'v chrześciaństwie wolnością, zwyczajem i pra- 
wem ojczystem, przysięgą Pallską 8zczycącelllu się, 
nie wolno było bez kary tak twardej tejże przetło- 
lllaczyć! Wolność że to, czy najtwHrdsza niewola
 
(duris:sima :serÓtus). Aleć od ,vszystkich wieków, jako 
pisma nastały, wolno było pisać każdemu, co rozu- 
llliał, dowcipy się ze sobą ścierały, pióro tępiąc pió- 
relll i ta papiero,va ,vojna na wszystek świat po 
dziś dzień płuży. Nie skądinąd zaś, jak z owego 
ducha inkwizycyi hiszpańskiej na J\V. Bolestraszy- 
ckiego ta burza ,vyniknęła, iż go za przetłomacze- 
nie książki francuskiej więżą przez sześć miesięcy 
na dnie (in fu udo) i winą czterystu grzywien ska- 
zano; wędrowną książkę przez ręce katowskie. na 
ogim'l puszczono, przetłomaczony dyskurs, którego 
thenla: ranitas ,.anita/um et omnia rtluitas jako uszczy- 
pliwy paszkwil wywołano, czytać go szlachcicowi
		

/kraushar_drobiazgi10062_0001.djvu

			60 


SPRAWA BOLESTRASZYCKIEGO. 


pod uczciwością , plebej om pod gardlem i konfiska- 
skacyą dóbr zakazano. Jakoż już P. Janickiego, pod- 
starościego wlodzimierskiego o tę książkę turbują, 
na trybunal prosto pozwawszy" 1). 
Ten ostatni fakt przez 
Ioskorzewskiego przy- 
toczony dowodzi, że klauzula dekretu trybunalskiego 
nie byla czczem zagrożeniem, lecz że ją w praktyce 
stosować poczęto. 
Za wspólnelll porozumienielll się dysydentó,v 
polskich ,vystosowana do króla Zygmunta ITI i do 
::;tanó,v zgrollladzonych na sejm z r. 1627 suplika, 
z przedstawienieIll dOlllierzonej Bolestraszyckiemu 
krzywdy, możeby skutku nie odniosla byla, gdyby 
w obronie jej nie stanęła szlachta, silnie obrotelll 
tej sprawy zaniepokojona. Treści supliki tej nie 
znamy; śladu jej dotyczas nie znaleziono, ale pozo- 
staJ: w księdze praw narodu niezatarty ślad jej sku- 
teczności, do,vodzący, iż przeciw nadużyciom sądów 
znajdowano zawsze środek w odwolaniu się do 
sejmu i że nieliczne, takich wlaśnie nadużyć wla- 
dzy sądo,vej, przedstawiają nanl dzieje krajowe 
przykłady 2). 
Kon3tytucye sejmu warszawskiego z r. 1627 


l) Ossoliński, łJTiad. hi.<;;t., I, 2S0-2!J3. 
2) "Jakie były natenczas motus o sprawę Bolestraszy- 
ckiego - pisał w r. 1717 w memoryale swoim Unrug- 
o którego się całe corpn..;; d'issidcntiwn w Polsce junctim ujęło 
i tanquam causa m communem urgebant i tandem znaczne au,Xilia 
otrzymali, patet z supliki wyżej wspomnianej, która ex mcnte 
Hamychże Ichmości Panów katolików, którzy ją czytali, godna, 
aby całemu światu pel" tYjJ1t'ln l)(dcltt", str 55. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10063_0001.djvu

			SPRAWA BOLESTRASZYCKIEGO. 


61 


ob ejlllują, llliędzy innemi, uchwaJ:ę, wydaną z powodu 
wyroku trybunaJ:u w sprawie Bolestraszyckiego fe- 
, . .. 
rowanego, tresCl następuJąceJ: 
"Trybunal iż potestatcm condcndarum legli-m 
(wladzy stanowienia praw) niema, jedno według 
pra wa, od wszystkiej Rzeczypospolitej postano- 
nego, sądzić powinien. Takich spraw, które by 
w sprawie opisane nie były, przypuszczać przed 
się niema, ani pocnllS irrogare (kar nakładać), 
ani nimi nikogo aggrarare (uciążać), nadto, jako 
są praWeIll pospolitym oznaczone: a gdzieby 

ię takowe dekreta lub klauzuły ich znalazly, 
któreby 1:im legis sa}Jrrent (w zakres prawoda- 
wczy wkraczaly), albo pokój pospolity wzru- 
szały, Jak to niektórr additamcuta UJ pelcnych dc- 
krctar-h na lJrz('s:dym trybunale luucb,kim UJ :;oużc 
mają, do takich żaden podciągany być niema 
i owszem mają nullitati subpssc (ulegać niewa- 
żności 1). 
Tak się zakoIlczyła głośna swego czasu sprawa 
Bolestraszyckiego, nie zrządziwszy potępionemu przez 
trybuna] żadnej krzywdy. Byl on - jak wZllliankują 
źródła -lJristino honori rcstitutus i nie odcierpiał wy- 
mierzonej nań kary więzienia. 
Przekład Heraklita wszakże wycofanynl zostal 
z obiegu i dziś najbogatsze nawet biblioteki posia- 
danielil rzadkiego druku Bolestraszyckiego poszczy- 
. ,. . 
Cle !SIę nIe mogą. 
"\Vidoczna, iż i za następnego pa
lowania musiala 


l) 'Vol. leg. III, 
63 (Ohr.).
		

/kraushar_drobiazgi10064_0001.djvu

			62 


SPRAWA BOLESTR.ASZYCKIEGO. 


zajść potrzeba przypomnienia sądom granic ich kom- 
petencyi, jeśli w r. 1638 wznowiono konstytucyą 
sejlnu warszawskiege z r. 1627 1). 
Znalazla też ona zastosowanie i na sejmie 
z T. 1726 w głośnej, a lnniej szczęśliwie zakoilCzo- 
neJ, sprawie Unruga. 


l) rolo leg. III, Uf, (Ohr.).
		

/kraushar_drobiazgi10065_0001.djvu

			PAMFLETY ASTRONOMICZNE 


Z ROKU 1761.
		

/kraushar_drobiazgi10067_0001.djvu

			I. 


Przejście Wenery przez tarczę słońca. - Odległość planet i gwiazd. - Dziwne 
przygody astronoma. - Zwodnicza Venus. 


Dopiero stulecie XXI znów będzie ś,viadkiem 
zjawiska astronolnicznego, jakie 'v bieżącem stuleciu 
po.wtórzyło się dwukrotnie. ::\Ió,vilny tu o przejściu 
plallety Wenus przez tarczę slońca. Pierwsze nastą- 
pilo w dniu 8 grudnia r. 1874 w nocy, a zatem dla 
nas bylo niewidzialne ; drugie ,vidziano dnia 6 gTIl- 
dnia r. 1882; a rezultaty tak rzadkiego i .ważnego 
w rocznikach astronomii faktu utrwalono na niezli. 
czon.ej liczbie klisz fotograficznych. 
Obserwacye dokonane podówczas przez kilka- 
dziesiąt W}rprRw' naukowych, przyniosly, oprócz naj- 
ważniejszego rezultatu, t. j. sprRwdzeni,a rzeczywi- 
stej odleglo
ci od slollCa, ten jeszcze dla nauki owoc, 
że sprawdzono najdokladniej istnienie atmosfery na- 
okolo planety Wenus, przekonano się, że atmosfera 
ta d,va razy jest gęstsza od otaczającej zieluię naszą, 
oraz, że się składa z takich samych gazów, jak 
atmosfera ziemi. 


Szkice hllit. Ser. I. T. I. 


5 


.
		

/kraushar_drobiazgi10068_0001.djvu

			. 


66 


PAMFLETY ASTRON'OMIC.złm. 


,V yprowadzono Z tego faktu pocieszający wnio- 
Hek, że jeżeli w dalekiej przyszlości istność nasza 
przeniesie się na pokre,vllego zienli naszej planetę, to 
bezwątpienia znajdzimllY talll, jeśli nie gorsze, to 
przynajnlniej podobne zielllskilll warunki bytu, z wy- 
jątkiem tylko, że lata istnienia szybciej tam uply- 
,vać będą, tudzież, że pory roku będą charaktery- 
styczniejsze, bardziej SWYlll nazwom i pow?laniu 
odpowiednie, aniżeli się to dziej e na dotychc
aso,vYlll 
padole placzu... 
Ale nie o tem pragniemy w tem miejscu po- 
r ., 
mowlC. 
\Viadomo, że odleglość ziellli od słońca sta- 
nowi niejako llliarę llletryczną systelllatu slonecznego, 
a za nilll i innych miar praktycznych. Odleglość ta 
stanowi jednostkę, według której oceniają się odle- 
glości innych cia l niebieskich. Od dokładnej znajo- 
mości tej pierwszej llliary zależy też świadomość 
nasza o wielkości wszechświata. Ast
onolllowie wszy- 
stkich wieków starali się o powzięcie pod tym wzglę- 
dem jak najdokladniejszych danych, i tym tylko 
sposobelll doszliśmy z postępmll wiedzy 'v tym kie- 
. 
TIlnku, do jaśniejszego ,vyobrażenia o rzeczywistej, 
olbrzymiej wielkości układu słonecznego. 
Kieda
ej, niżeli trzy wieki temu, sądzono, że 
slońce jest tylko 166 razy większe co do objętości 
od kuli zi elll ski ej . Kopernik sądził, że odległość 
słońca od ziemi wynosi jedynie ó8U "dyallletrów" 
'czyli średnic zielllsklCh. Tycho Brahe utrzymywaJ:, 
że ta odległość wynosi 591 średnic. 'V rzeczywistości 


,
		

/kraushar_drobiazgi10069_0001.djvu

			PAMFLETY ASTRONOMICZNE. 


67 


wszakże, jak dzisiaj wiemy, odległość ta stanowi 
12,000 dYaIuetró,v, czyli srednic ziemi. 
Nilu jednak nauka doszła do tak zdumiewają- 
cych rezultatów, wiele należało przebyć prób bez- 
owocnych. Po.woli tylko, w miarę ulepszeń instru- 
mentów obserwacyjnych, przypuszczenia pierwia- 
stkowe zmieniały się w pewnik, a dziś juz nauka 
posiada dane co do odległości planet tak niezbite, 
jakby chodziło o sprawdzenie odległości wierzcholka 
wieży kościoła od miejsca slużącego za obserwac:rą. 
:Najtrudniejszym 'v takich badaniach szkopułem 
bywa lliemożność wynalezienia kąta, pod jakim dane 
ciało niebieskie ukazuje się względnie do ziemi. O ile 
chollzi o zbadanie odległości np. księżyca od ziemi, 
kąt ten łatwy był do zdetenllinowania; nalezało tylko 
obserwacyą prowadziÓ, jednocześnie z dwóch prze- 
ciwległych punktów, j ak to np. ucz:ynili w r. 1752 
d,vaj astronomowie francuscy: Lalande i La CaiUe, 
z których pierwszy, usadowił się w o bserwatoryulll 
berlińskiem, a drugi, na przylądku Dobrej Nadziei. 
Lecz zbadanie odległości kuli slonecznej od ziemi 
było i jest trudniejsze, ze względu na zbyt malą 
średlucę ziemską, w stosunku do odległości i śre- 
dnicy słollCa. Przeprowadzone z naj odleglejszych 
punktó,v kuli ziemskiej dwie linie do środka tarczy 
słonecznej bieglyby obok siebie w kierunku równo- 
leglYlll, tak, że nigdy nie mogłyby utworzyć pożą- 
danego trójkąta, w którym podstawą byłaby malu- 
czka linia, łącząca z sobą dwa punkt a obserwacyjne 
na kuli ziemskiej, wierzcholkielll zaś punkt środ- 
kowy tarczy słonecznej. 


5.
		

/kraushar_drobiazgi10070_0001.djvu

			68 


PAl\IFI
ETY ASTROKOl\IlCZNE. 


N ależalo zatelll uciec !Się do innej metody, któ- 
raby ulatwila obserwatorolll możność wykrycia po- 
żądanego trójkąta. Tą metodą bylo obserwowanie 
zjawiska przejścia planety Wenus przez tarczę slońca. 

Ietodę tę wprowadził po raz pierwszy od czasu wy- 
nalezienia teleskopów slawny astronom Halley. 
Wiadomo, że planeta 'Venus krąży okolo slońca 
po orbicie mniejszej od zielllskiej, t. j. że się znaj- 
duj e pomiędzy zielllią a slońcelll. Gdy"\v czasie tego 
o biegu Wenus znaj dzie się 'v okolicy tarczy słone- 
cznej, dwaj obserwatorowi e umieszczeni na dwóch 
przeciwleglych punktach kuli ziemskiej nie zobaczą jej 
jednocześnie w tem samem llliejscu, tak jak się zdarza, 
gdy trzymając w pewnej odleglości od oczu palec, 
zamykamy kolejno jedno oko po drugiem i 
postrze- 
gamy ów palec w różnych punktach. Ta wlaśnie 
różnica o bu punktów prowadzi nas do poznania 
kąta wymiaru. 
Skonlbino,vanie ruchu "\Venery z ruch81ll ziemi 
okolo slońca, powoduje, że planeta "\Venus przecho- 
dzi przez tarczę slońca w peryodach charakterysty- 
cznych lat 113 1 / 2 , ,vięcej, lub mniej, o lat 8. 
I tak np. pierwsze za pomocą teleskopów o b- 
serwowane przej ście Wenery od bylo się w grudniu 
r. 1631, Następne przypadło w lat OŚlll później, t. j. 
'v r. 1639. Trzecie z kolei przejście odbyło się już 
w lat 113 1 / 2 , więcej o lat OŚlll, t. j. we 121 lat 
. r' . . .. . 
I szesc mIesIęcy, a nllanOWlCle w czerwcu r. 1761. 
Po uplywie lat ośmiu, t. j. r. 1769 odbylo się czwarte 
przej ście. Następne zaś i ostatnie dotychczas, zaszły 
już w czasach naszych, t. j. w latach 1874 i 1882;
		

/kraushar_drobiazgi10071_0001.djvu

			P Al\IFLETY ASTRONOMICzyE. 


69 


a przyszle odbędzie się dopiero w stuleciu XXI, 
w czerwcu r. 2004. 
Czy się tej chwili początku wieku XXI ktoś 
doczeka, lub nie doczeka, pragniemy w tem miejscu 
pomówić o przejściu tI'zeciem, ze względu na dzi- 
wną przygodę, jaka się wedlug opowieści sympaty- 
cznego astronoma Kamila Flamariona wydarzyla je- 
dnemu z astronomów francuskich, Le Genti1'owi, 
który się wybrał umyślnie w r. 1761 na "rybrzeże 
koromandelskie do Indyj Wschodnich, dla obserwo- 
wania tak rzadkiego zjawiska, tudzież, ze względu 
ua wydarzenie to naukowe w naszym kraju. 
Zaopatrzony w należyte środki i przybory ob- 
serwacyjne, śpieszy astronom francuski do miejsca 
przeznaczenia, aby przybyć tam przed czerwcem, 
lecz z powodu wojny, która się podó,vczas między 
Anglią i Francyą toczyla,. nie może przybić do lądu 
na czas oznaczony, z czego korzystając zwodnicza 
''''" enus, odbywa spacer przez tarczę slońca, bez 
wiedzy i obecności biednego Le Gentil'a. 
Zrozpaczony astrononl, na widok bezowocnej 
podróży, postanawia zwalczyć nieprzyjazne losy 
i oczekiwać następnego przejścia przez ciąg lat ośmiu 
w Pondichery. Tym razem już jest lla lądzie sta- 
łym, i Anglicy nie będą mogli przeszkodzić jego 
wylądowaniu. 
Ubiega lat OŚlTI i zbliża się wreszcie upragniony 
rok 1769. Astronom przygotowany nalężycie na przy- 
jęcie miłego gościa, cieszy się już z góry świetnemi 
dla nauki wynikanli. Stawia obserwatol}"'l1m, uczy 
się języka krajowego, wynlierza ku sloilcu dosko- 


,
		

/kraushar_drobiazgi10072_0001.djvu

			70 


PA-:\[FLETY ASTROSO::\fIC7.NE. 


naly teleskop. Pogoda naj cudowniej sza towarzyszy 
tynl przygotowanionl. J\Iaj plynie słoneczny, naj- 
nlniejszej chmurki nie widać na niebie, atmosfera 
przejrzysta, - sło,venl wszystko idzie po myśli... 
Nagle, na krótką chwilę przed zjawiskiem, czarne 
chnnuy zaczynają się grolnadzić i zasłaniają 'Ve- 
nerę przed okienl nieszczęśliwego astronoma. Przej- 
ście planety przez slońce okrywa się nieprzejrzystą 
obsloną chmur, i dopiero w chwili, gdy zwodnicza 
gwiazda schodzi z tarczy słonecznej, promienie slOlIca 
jak na złość przedzierają się przez gęste chmury... 
I znowu wynik ośmioletniej cierpliwości okazał się 
bezowocnym. 
Trudno się było zdecydować na nową cierpli- 
wość przez 121 lat i sześć nliesięcy... nlniej więcej 
na dwa żywoty ludzkie... Trzeba bylo powrócić do 
Francyi. 
Biedny Le Gentil wsiadł na okręt, dwukrotnie 
doświadczał burzy nlorskiej, i ,vrócil llareszcie po 
,vielu trudach i niewygodach do Paryża. 
TymczasmTI w Akademii francuskiej sądzono, 
że Gentil już nie żyje. Szczęśliwego następcę jego 
witano pochwalną mową... Żona Gentil'a, uprzy- 
krzywszy sobie długie oczekiwanie, rzuciła się 'v ob- 
jęcia innego... lecz już nie astronoma... Tynl spo- 
sobem biedny i zawiedziony Gentil widzi się wykre- 
ślonym ż rzędu członków _\.kademii, z grona szczę- 
śliwych małżonków, a nawet z listy żyjących...
		

/kraushar_drobiazgi10073_0001.djvu

			PAMFLETY ASTROXO)[I('ZXE. 


71 


II. 


Obserwacye krakowskie z r. 1761. - Broszura prof. Niegowieckiego. - Walka 
uczonych o przejście planety Wenus. 


Gdy niefortlmnego astronoma francuskiego tak 
dotkliwe spotykaJ:y zawody, bogini lYrania zwrócila 
wzrok łaska,vy w stronę oj czyzny Kopernika i po- 
zwolila w r. 1761 astronomom polskim dokonać ob- 
serwacyj przej ścia Wenery przez tarczę słońca, w wa- 
runkach względnie korzystnych. 
Lecz jakby dla stwierdzenia od,vieczllej prawdy 
o przemożnym wpływie kobiety na losy ludzkości, 
pojawienie się planety 'Venus w okolicznościach tak 
wyjątko'\\rych na horyzoncie wszechświata, staJ:o się 
źródlem zamącenia harmon
 i zgody między uczo- 
nymi polskimi, wywołało polenlikę _ naukową tak 
gwałtowną i docinkową, jakiej dzieje literatury na- 
szej mało nastręczają przykładów. . 
:\Iamy przed sobą kilka bardzo rzadkich dru- 
ków polskich z r. 1761, odnoszących się do opisa- 
nej tu obserwacyi. 
Jedne z nich, trzymane w tonie objektywnym, 
naukowym, zdają sprawę ze zjawiska astronomicznego 
w sposób przynoszący istotny zaszczyt ówczesnej 
nauce. Inne, polellliczne, uszczypliwe, stanowią oręż 
pojedynku, jaki się odbyl z powodu obserwacyi 
naukowej, między najglośniejszymi podówczas astro- 
nomami w Polsce: księdzem Jezuitą StefaneIll Łu- 
skiną, późniejszym "antoreIll" (redaktorelu) do dziś
		

/kraushar_drobiazgi10074_0001.djvu

			72 


P A
IFLETY ASTROXOl\IICZXE. 


dnia istniejącej Ga::cty lVarszawskicj, a profesorenl 
Akademii Zamojskiej Stanisławem Duilczewskim, au- 
torem glośnych swego czasu kalendarzy. 
Była to walka o naukową prawdę llliędzy ów- 
czesnenl skromnem jezuickienl kolegium, w którem 
katedrę mateIl1atyki zajnlo,val Łuskilla, a po,vażllem 
ciałem naukowem, akadeulią zamojską, w której rej 
,vodzil astronom Duńczewski. 
Zdala od tej polemiki trzymała się akademia 
krakowska. Rezultaty prac jej profesorów nad po- 
ważną sprawą naukową, obudzoną przejśCielll We- 
nery przez tarczę slońca, upamiętnił niemniej glo- 
ŚllY, a uczony profesor krakowski, Jakób Niegowie- 
cki, \v broszurze wydanej 'v r. 1761 na bibulastym 
papierze, fonllatu ćwiartkowego, z tytulem łacińskiIn, 
brzmiącym w przekladzie, jak następuje: "Przejście 
W ell ery przez tarczę slolica (Transitus Vcneris llll" 
discllm solis), po odbytych obrotach tak synodycznych, 
jak i peryodycznych w lat okolo 222, w roku PaJl- 
skill1 1761, dnia 6 czerwca, znowu święcone, a przez 
matematyków uniwersytetu krakowskiego, pod 50 
st. 1
 min. obserwowane, starallienl Jakóba Niego- 
wieckiego, doktora filozofii, w kolegium "\viększem te- 
goż uni,versytetn profesora zwyczajnego, do wiado- 
mości powszechnej podane." . 
N a odwrotnej karcie tytułu broszury nlieści się 
dedykacya królowi Augusto"\vi III, jako opiekunowi 
uniwersytetu krakowskiego, za którego zj azd uczo- 
nych się odbyt 
"\V jasnych i tre
ciwych wyrazach wystawia 
Niegowiecki znaezenie i doniosłość zjawiska. Za.zna-
		

/kraushar_drobiazgi10075_0001.djvu

			P AMFLETY ASTRONO
nCZXE. 


73 


cza, że od wieków już zachodzil spór między uczo- 
nymi co do możliwości zaslonięcia tarczy slonecznej 
przez planetę Wenus, lecz, że, zdaniem Ptolomeusza, 
fakt ten, bez względu na malą średnicę planety, ob- 
serwowany być może. Dopiero z chwilą wynalezie- 
nia teleskopów nastręczyła się możnoś6 sprawdzenia 
zjawiska, co przez Anglika Jeremiasza Horroxa, 
astronoma, w nl. Hool i przez Polaka Heweliusza 
w Gdańsku w r. 1639 uskutecznione zostalo. 
Astronom Halley, w rozprawie: Transitus dua- 
rum JJtiuf}1'um planctarulJl s1tb sole, zapowiedzial na 
rok 1761 ponowienie się tego zjawiska. 
Jakoż, w chwili, gdy Europę niepokoily za- 
pasy l\Iarsa, instytucye naukowe, jak uniwersytet 
paryski i rozmaite akademie wysIaly uczonych na 
. "ryspy Kanar
yjskie, do Syberyi, do Konstantynopola 
i do innych miejscowości dla zbadania tak rzadkiego 
zjawiska, z któregoby latw.o można bylo wypro,va- 
dzić dane o parallaksie Wenery i slońca. 
lTniwertytet krakowski nie pozosta
 też na ubo- 
czu ,yobec takich przygotow
il. 
"Dnia 6 czerwca - pisze Niegowiecki - po- 
żądliwie oczekiwaliśmy (acide) ,,
schodu slollca. O go- 
dzinie 3 min. OÓ sek. 30 z pólnocy pokazał się skra- 
wek, czyli brzeg zachodni słońca i wygÓrował się 
ów brzeg zachodni pod obloczkienl czenvonYUl o go- 
dzinie 4 nl. 6 sek. 10, poczenl 'Venus 'widzianą byla 
'v slm'lOu, blisko brzegu j ego zachodniego, między 
wschoc1enl a pólnocą, wielkości, jak lllożna bylo 
okiem dojrzeć - orzecha wloskiego." 
Pomijając cyfrowe dane obficiE' 'v broszurzE'
		

/kraushar_drobiazgi10076_0001.djvu

			74 


P Al\IFLł'
TY ARTROXO)UCZNE. 


Niegowieckiego nagromadzone, ze sprawozdania wy- 
nika rezultat niewątpliwy, że obserwacya, jakkol-" 
wiek chwilowo skutkiem pojawienia się chnlurki na 
jej widowni zatanlowana, stwierdziła dokładno
ć obli- 
czeń astronomów i podniosla w narodzie wiarę 
w ulniejętność, dla szerszego ogółu osłoną tajemnic 
i zabobonów przyćDlioną. 


III. 


Warszawa i Zamość. - Kolegium jezuickie I akademia zamojsk3.. - Ksiądz Je- 
zuita Łuskina i prof. Duńczewski. - Biblioteka Załuskich. 


Jednocześnie ,v Warszawie i Zanlościu czyniono 
skrzętne przygotowania dla przyj ęcia pożądanego 
niebieskiego gościa. 
Słusznie, czy niesłusznie, ber!o wiedzy gwiaź- 
dziarskiej, dzierżyl podówczas 'v "\Varszawie ksiądz 
Jezuita, Stefan Odrowąż Łuskilla (ur. w r. 1724). 
.Ujawniwszy n
epospolite do nlatematyki zdol- 
ności, wysłanym był Dasz astronom przez swoję 
tar- 
szyznę za granicę. Bawił czas dlugi 'v Rzymie, zwie- 
dził cale "\Vlochy, Niemcy i Francyą. Będąc w Lo- 
taryngii, odwiedzil króla Stanisława Leszczyńskiego, 
któremu, dla nauki i skronlności, wielce przypadł do 
serca. 
Po dziesięciu latach nieustannych ,vędrówek, 
wrócił z zasobem wiedzy i narzędzi astrononlicznych 
do Warszawy, gdzie mu zaraz ojcowie Jezuici ula- 
twili ,vstęp do kolegilun, w charakterze profesora 
matematyki. 


..
		

/kraushar_drobiazgi10077_0001.djvu

			PA
IFU<:TY AHTROXOl\IH'ZNE. 


75 


Tu rozpoczął się' dla Łuskiny okres prac i sze- 
rokiego wpływu w życiu publicznem. 
Byla to właśnie podówczas epoka rozbudzo- 
nego życia umyslowego w stolicy. Zasłużony biskup, 
Józef J ęclrzej Załuski, gromadził skarby wiedzy 
w swojej bibliotece, otoczony zastępelll pracowni- 
ków, równie jak on sam czynnych i do pracy za- 
palonych. 
Zapowiedzia.ne przez astronOlnó,v zjawisko przej- 
ścia planety "\Venus przez tarczę słollca obudziło za- 
jęcie powszechne. 
'V oje,voda nlścisla,vski Plater, oraz oboźny ko- 
ronny 'Vielhorski, mecenasi umiejętności, sprowa- 
dzili na ten cel kosztowną lunetę z Paryża i oddali 
ją do użytku księdza Łuskiny. 
Załuski uprosił Łuskinę, aby na górnej galeryi 
biblioteki urządził obserwatoryum czasowe i na ozieIl 
6 czerwca r. 1761 zgromadził zastęp uczonych i zna- 
komitości celem wspólnych spostrzeżeń. 
Chętnie się na ten projekt zgodził Łuskina, 
i w początkach roku 1761 zapowiedział publicżnie, 
w oddzielnej broszurze, ,varunki, w jakich ciekawe 
zjawit;ko astronomiczne ogółowi uczonych SIę przed- 
stawi. 
Tytuł owej rzadkiej broszury brznliał jak na-, 
stępuje: " Wenera w slollcu, cz:yli obserwacya astro- 
nomiczna przejścia planety 'Venery przez plaszczy- 
znę słoneczną, którą nla czynić W' 'Yarszawie na 
górnej galeryi publicznej Biblioteki Załuskieh ksiądz 
Stefan Łuskina SoC'idati..;; JNm, profesor matematyki 


..
		

/kraushar_drobiazgi10078_0001.djvu

			76 


PAMFLETY .A ST1WNOMICZNE. 


kolIegium warsza'Yskiego w roku teraźniejszym 1761, 
dnia 6 czerwca." 
"R,az, tylko od stworzenia świata (ile ,viedzieć 
nlożemy) - pisal ksiądz Luskina w swej broszurze- 
obserwowane bylo przejście Wenery przez sloilCe, 
od jednego mlodego astronoma, rodmll Anglika, 
imienienl Horrocyusz w Hooli r. 1639. Podobne 
przej ście tej że planety przed 122 laty przepowie- 
dziane bylo od slawnych astronomów, na rek tera- 
źniejszy, w ktÓrylll żyjemy, 1761. Po wszystkich 
slawnych akademiach wielkie się czyniły i czynią 
przygotowania do tej tak rzadkiej i nader astrono- 
lllonl pożytecznej o bserwacyi; jakoż, na ten koniec, 
ponlienione akadenlie wysIały biegłych astronomów 
do Ameryki, Syberyi i innych odleglych krajów, 
między któremi slawny rzymski matematyk, ksiądz 
Boscovich, Societatis Jeslt, posIany jest do Konstan- 
tynopola, gdJ ż 'v RZYlnie cale go "\Venery przejścia 
widzieć nie będzie można. W Warszawie też, w kol- 
legiuln Societatis Jesu, wszelkiego starania do tejże 
obserwacyi nie zaniedbywają, zwlaszcza, kiedy go- 
dna palllięci u wszystkich kochających nauki hoj- 
ność, jaśnie wiehnożnych inlciów panów: Platera, 
wojewody mścislaw8kiego, i "\Vielhorskiego, oboźnego 
koronnego, sprawila to, iż jeden kosztowny instru- 
ment, bardzo do tej obserwacyi potrzebny, sprowa- 
dzony jest z Paryża. Ponieważ zaś miejsce podobne 
do widzenia calego "\Venery przejścia w ponlienio- 
nem kolIegium nie znajduje się, zaczem ta od stu 
i więcej lat oczekiwana obserwacya będzie się czy- 
niła na górnej galeryi biblioteki Zaluskich, gdzie
		

/kraushar_drobiazgi10079_0001.djvu

			P AMFJ
ETY ASTRONOl\IIf'ZKE. 


77 


j. w. jegomość ksiądz Załuski biskup kijowski, nauk 
w ojczyźnie naszej pomnożyC'iel i obrońca, pańską 
swoją hojnością wszelkie przygotowania do wygo- 
dnej obsenvacyi potrzebne, ze znacznym kosztem 
czynić rozkaz al. Co się tycze doskonałego określenia 
czasu tego Wenery przejścia, nietylko co do go- 
dziny, lecz co do minut pierwszych i drugich, nie 
zgadzaj ą się astronomowie; to zaś znakiem jest, iż 
rachunki obrotów planet jeszcze doskonale dotych- 
czas od matematyków wymierzone nie t;ą." 
Przytoczywszy następnie obliczenia najslynniej- 
szych astronomów ówczesnych: Lalande'a, le Gen- 
til'a i de la Caill'a, przeniesione na poludnik war- 
szawski, zapowiada Łuskina: "Ponieważ dnia 6-go 
czerwca na warszawskinl horyzoncie wschód slollca 
będzie (nie odrzucając refrakcyi) o godzinie 3 nli- 
nucie 51, zaczeill podług pierwszego rachunku ilTIci 
pana de Lalande, całe przejście 'Venery (jeżeli nie- 
pogoda lub oblok jaki nie przeszkodzi) w Warsza- 
wie widziane będzie." 
\\T końcu dodaje: "Drugie podobne przejście 
,,-renery przez płaszczyznę słoneczną, nla być w r. 
1769, dnia 4 czerwca, po którem trzecie podobne 
przej ście tej że planety nie prędzej nastąpi aż za 
lat 105, t. j. w r. 1874." 
Jakoż, w dniu oczekiwanym przybyli do obser- 
watoryum czasowego: książę kur1andzki, w towa- 
rzystwie senatorów i lllinistrów tak krajowych jako 
i cudzoziemskich, tudzież "najpierwszej dystynkcyi 
damy i kawalerowie, którzy tak rzadkienlu wido-
		

/kraushar_drobiazgi10080_0001.djvu

			78 


PAMFLETY ASTRON01tITCZNE. 


kowi nietylko ciekawie, al e i mądrze przypatry- 
wali się." 
Jak w Krakowie i Zamościu, tak i w "\Varsza- 
wie o błok przeszkodził o bserwacyi ciągłej; atoli 
przejście Wenery od wschodu sloilCa trwalo aż do 
godz. 10 min. 4 sek. 54, i przez cza
 długi widziano 
najdokladniej planetę na tarczy słonecznej. 
Zebrane w ciągu tego czasu szczegóły przesłal 
Łuskina akademiolll zagranicznym w oddzielllynl refe- 
racie. 
Iyli się zatem Bartoszewicz, utrzymując w bio- 
grafii ks. Łuskiny (Znakomici mężowie polscy 'lo XVIII u". 
t. I, str. 266), że zamiar opisu zjawiska, z dawna 
zapowiedziany, skończyl się "podobno na obietnicy," 
gdyż właśnie przed uplywenl r. 1761 wygoto'waJ: 
nasz uczony relacyą polską i francuską zjawiska, 
o czem saD?- "\vznliankuj e 'v slowach : "W obietnicy 
mojej jużem się uiścił, kiedy rzecz calą francuskilll 
i polskim językiem do druku podalem. " 
Relacya francuska wyszła pod tytulem: L'ob.WT- 
ration asirollomif}u(, du jJassage d(' Ycuus par 1(' dis(jłlr' 
dl( soleil. (Estrejcher, BiU;ografia t. IX, str. 31
). 


IV. 


Zapowiedż obserwacyl warszawskiej. - Pierwszy strzał. - Odezwa z Zamo- 
ścia. - Płaszczyzna, czy kula sferyczna. 


Ogłoszenie księdza Łuskiny w TViadoUlo.ściadt 
wa1"szazcskidl, przezwanych później przez samego 
Łuskinę Gazcf(
 1Var8zau:s!.:rł, o dokollanej obserwacyi 
przejścia 'Venery, nie przebrzmialo bez echa. Za-
		

/kraushar_drobiazgi10081_0001.djvu

			1> AMFJ,ETY ASTRONOMICZNE. 


79 


zdrosny o slawę akademii zamojskiej, profesor Sta- 
nislaw DuilCzewski, dotknięty srodze pomInIęciem 
instytucyi naukowej, w której ber!o wiedzy, według 
własnego mniemania dzierżyl, a o której ksiądz Łu- 
skina zdawal się umyślnie czy nieumyślnie nie wie- 
dzieć, puścil w świat zgryźliwy pamflet, z ośmie- 
szeniem obserwacyi ,varszawskiego astronoma i z po- 
daniem wynikó,v obserwacyi własnej. 
We trzy tygodnie po opisanem po"ryżej zja- 
wisku, ukazala się bez podpisu autora odezwa treści 
następującej: 
"Z Zamościa, dnia 26 czerwca. 
". . . Czytałem w gazetach warsza,vskich, dnia 
6 czerwca datowanych, że tam byla obserwowana 
ta apparycya, jednak bez determinacyi czasu, oraz 
dnia, zaczenl objaśniłem ją tutaj. A iż pisze ks. 
Stefan Łuskina S. J. obserwator, jakoby przejście. 
Wenusa bylo przez 
ridzialną; plaszczyznr słOłica, myli 
się bardzo
 bo słoli.ce jest okrągle, naksztalt kuli 
sferycznej, nie płaskie, i z tym terminenl widzialne; 
bo każdy widzi, że jest okrągłe. Chwali się, że ru- 
dzozicJJISkim akademiom to opisanie przesIane będzie. 
Prosimy tę ciekawość i dawnym u. ojczy
nir akndc- 
miOłu kOllluniko,vać, bo niedziwno im takie obser- 
wować widowiska. Pisze dalej, że takowy widok, 
jako jedynie je::3t (l.';tronomiczny, tak nie pociąga za 
sobą żadnych skutków, któremi astrologiczna zabo- 
bonność żyj ących pod słońcep.1 trwożyć zwy kla. Nie 
cZJtałem tego w kalendarzach żadnych teraźniej- 
szego roku 1761, chociaż wszyscy astrologowie o telll 
wiedzieli. !(omuż tę przyznać zabobonność? Pisze
		

/kraushar_drobiazgi10082_0001.djvu

			80 


P A::\IFLETY A8TRONO:r.rI(,Z
E. 


i te słowa: jakoż szczęściem to się stało, że ten u;iduk 
nie wtenczas, gity astrologia zawodnc z planet wróżenia 
czyniąca w szacunku byla, ale gdy z akademij mądrych. 
wyrzllconą została. Proszę oznajmić, które to mądre 
akademie, a które niemądre ? będziemy wiedzie]i; 
i coby za szacunek astrologia miala, jak pisze, gdyby 
zawodne z planet wróżenia czyniła ? Wszak astrolo- 
gia częścią jest fizyki, mającą swoje influencye; na- 
przykład ta konjektura Wenusa ze slońcmll po,vie
 
trza wilgoć rodzi, więcej albo nlniej respektem cza- 
sów czterech części roku, pisze l\:farchio GisleTIls 
w Ephemeridach, naj świeższy obserwator bonoński." 
Po owej wycieczce, przystępuje Duńczewski 
do opisu właściwego zjawiska, jak je ,widział w ob- 
serwatoryum załllojskiem. 
"Przechodził planeta Wenus pud Sl012C('1n dnia 
6 czerwca, w gradusie 16 Bliźniąt zodyacznych. 
Tego zaś przejścia początek, pod lwryzoulrJU odprawił 
się o godz. 1 11lin. 38 przededniem , bo wtenczas był 
, 
o godz. 3 l1lln. 54. Srodek przejścia o godz. 4 lllin. 
56, kiedy odległość ścieżki j ego od centrulfi !SloilCa 
zosta waJ:a min. 8 drugich 48. Złączenie ze słońcem 
o godz. 5 min. 16, z szerokością południową m. 8 
drugich 53. 
,,'Vyjście "\Venusa z pod slollca o godz. 8lnin. 
11 rano. Bawił się ten planeta od zaczęcia swego 
wejścia pod horyzontem, do wyjścia z pod słońca 
przez godz. 6 min. 33."
		

/kraushar_drobiazgi10083_0001.djvu

			PA
IFLETY .ASTROXOMWZNE. 


81 


v. 


Zemsta Łuskiny. - Obrońca akademii zamojskiej. - Partykularny uczony.- 
Efemerydy i kalendarze. - Płaszczyzna, tarcza, czy półmisek? 


Ręka,vica była więc rzucona. Podjąl ją obra- 
żony ksiądz Łuskina, a chcąc się odpłacić pięknem 
za nadobne, wystosował do bezimiennego krytyka 
zja(Uiwą dyatrybę, w której, poddawszy relacyą za- 
mojskiego astronoma szczegółowemu rozbiorowi, wy- 
śmiał jego erudycyą i znajomość przedmiotu, przy- 
czelll jednak, nie wzmiankując zupełnie nazwiska 
Duńczewskiego, stanął niby 'v obronie dawnej sławy 
akadełllii zamojskiej, 'v przeciwsta,vieniu do jej obe- 
cnego stanu. 
Polemiczna ta broszura nosiła napuszony tytul: 
f:3tarodalcna slau.a prześzrletnej akademii zamojskiej, obro- 
niona lJJ"zez ksirdza Stefana Łuskinę s. J., filozofii i ma- 
tematyki w 7.:ollegiwJt warszawskiem prufesora. Czytano 
ją tak chciwie, że w krótkim czasie nakład jej był 
wyczerpany i ukazało się wydanie drugie, co, jak 
na owe czasy, było istotną rzadkością. 
"Akadelllii zaIllojskiej - pisaJ: ksiądz Łuskina - 
od Jana ZaIllOj skiego kanclerza i hetmana w. ko- 
ronnego fundowanej, a od najjaśniejszych królów 
wielkiemi przywilej ami z prześwietną akademią kra- 
kowską porównanej, acz nowe w 'naukach zalety, 
nlnie, jako niedawno, po dziesięcioletnimll niemal 
w cudzych krajach dla nabycia nauk mieszkaniu, do 
ojczyzny przybyłemu, wiadome jeszcze dobrze nie 
Szkice hist. 
er. I. T. I. 6
		

/kraushar_drobiazgi10084_0001.djvu

			82 


PA )fFJ,ETY ARTRONO:r.II('Z
E. 


są, datcne jednak tejże akadmnii 'v rzeczach lllądrych 
zasługi, llietylko 'v ojczyźnie naszej, lecz i 'v po- 
!Stronnych narodach jawne zawsze były i będą. Tej 
tedy tak sławnej przedtem akademii, ponieważ honor 
pe,vnYlll skryptem z Zamościa do druku podanym 
. 
lllocno dziś 'v stołecznem teIn królestwa naszego 
lnieście naruszony widzę, za słuszną rzecz sądziłeJll, 
małą tą moją pracą dać jej jakążkolwiek obronę. 
"Kilkanaście dni temu, jak rozrzucono po 'V ar- 
sza,vie druko,vaną w Zalllościu obserwacyą przejścia 
planety 'Venus przez słońce, którą z wielką cieka- 
wością czytałem, rozumiejąc, że to było dzielo 
i praca prześwietnej akademii załnojskiej; lecz po 
kilku tylko wierszach przeczytanych, omylonym się 
być w lllojem zdaniu postrzegłem. Tak ,vi ele albo- 
wiem i tak grubych tam blędów przeciwko filozofii 
i matematyce znalazlem, iż za pewną i nie omylną 
rzecz postanowić musialem, że ta obserwacya nie 
od którego z profesorów akadelnii załnojskiej, lecz 
od partykularnego jakiegoś i tf naukach u'cah' nie bi('- 
g/ego czluwieka wydana była. Chociaż w tej ob:ser- 
wacyi ja mianowicie obrażony jestem, żadnej odpowie- 
dzi czynić nie chcialem: gdyż człowiek, nauk swo- 
ich szczerze pilnujący, uważać nie ma na to, co nló- 
wią ci, którzy się na tern nie znają. 
"Ale że cala niemal 'Varszawa, patrząc na 
datę obserwacyi z Zamościa, wielkie ma podejrzenie, 
jakoby ona z akademii zamojskiej wyszła: przetoż 
wzruszony gorliwością o honor tej prześwietnej i t.ak 
przedtem slawnej akademii, pióra zażyć na jej obronę 
umyśliłem. Tak tedy i dla tego jedynie na każdy
		

/kraushar_drobiazgi10085_0001.djvu

			P A
rFLETY ASTRONOMICZ
"'E. 


83 


punkt obserwacyi zamojskiej będę tu odpowiadal, 
ażebym pokazał, że ten obserwator, jako filozofii 
i matematyki wcale nieumiejący, nie jest i być nip 
może z lJrZeświctnej akademii zamojskiej. 
Po doslownem przytoczeniu tekstu obserwacyi 
zamojskiej, przystępuje ksiądz Łuskina do szczegó- 
łowej na każdy jej ustęp odpo,viedzi, przedewszy- 
stkiem zaś czepia się j ej tytułu, gdzie przytoczono: 
"wizerunek przechodzenia 'Venusa pod słOIlecm"'. 
"Że \Venus przechodzila pod slm/cem - odpo- 
,viada Łuskina - niC' w tern no,vego nie masz, gdyż 
kiedykolwiek 'Venus niżej jest niż słońce, przez które- 
kolwiek miejsca przechodzi, zawsze przechodzi pod 
:słońcem, tak jak wszyscy ludzie i zwierzęta, przez 
któreżkolwiek miejsca w dzień przechodzą, zawsze 
przechodzą lJod słOI/ccm". 
Czyniąc następnie złośliwą aluzyą do Efenzeryd 
((,stronumirznych i kalendarzy Duńczewskiego, dodaje: 
"Niewiele było dotychczas w niebieskich zna- 
kach zwierząt i bydląt, jakoto: lew, baran, ale kiedy 
matcmatycy za(,ZJ1f
 ObSn"łfOlfar! to 'll.szystko ("U pud Sł011- 
erm chodzi, czy prz('chudzi, tcdy do Efemeryd astronomi- 
cznyc7t i do kalcndarzów tdezie wkrótce cala obora i cal y 
.. . 
zWlcrzymcc. .. 
"Gdyby ta obserwacya wydana byla od któ- 
rego z ichmościów panów akademików zamojskich, 
tedyby za przykładem wszystkich l!czonych akade- 
lllij i naj
lawniejszych wieku naszego astronomów 
nie było położono: przejście 'Venusa iwrl slmicem 
lecz przejRcie "\V enlJ.sa pr
r:; 81m/re (?). Pierwszy tedy 
6*
		

/kraushar_drobiazgi10086_0001.djvu

			84 


PA:\fFIJETY ARTROXOl\UCZNE. 


znak,' że obserwator załnoj::;ki nie jest z prześwietnej 
akadelllii zan1ojskiej". 
Zwracając !Się do ustępu krytyki Duńczewskiego, 
w którym ten wyśmiewa wyrażenie o plaszczyinie 
słollca, odpowiada Łuskina: 
"l\Ió,vi imć paD obserwator zamojski, że słońce 
jest sferyczne, czyli okrągłe: to prawda, i lada żak 
matematyczny u nas o tern wie. Ale też i to prawda, 
że to słońce nie sferyczne, j ak kula, lecz plaski e ra- 
czej nam się ukazuje; tej prawdy nie tylko astro- 
nomowie, z obserwatoryów, przez telescopia, ale też 
każdy mający oczy przez okopcone nad świecą szkła, 
zawsze może doświadczyć. \V szak i ziemia jest okrą- 
gła naksztaJ:t kuli sferycznej i każda j ej znaczna 
część jest w sobie wypukla; jednakże rozległe na 
mil kilkanaście pola nazywamy równiną; to zaś j edy- 
nie dla tego, że te pola w sobie wypukłe, nam się 
zdają równe i płaskie. A kalendarze, co piszą o księ- 
życu? Raz mówią o nim, że jest w pełni, drugi raz, 
że jest 'v no,viu, że go przybywa, że go ubywa etc.; 
wszak księżyc w sobie zawsze jest jednostajny, za- 
wsze pełny i caJ:y, jednakże takie się mu dają od- 
mienne naz1\riska, że się oczom naszym odmieniać 
zdaje. Ten tedy imć pan obserwator załnojski taki 
jest, który nie tylko ksiąg glębszych matematycznych, 
ale też ani kalendarzów nigdy nie czytaJ:; drugi tedy 
jest oczywisty znak, że nie jest z liczby imció,v pa- 
nów akademików zamojskich. 
"Przyczyna tedy, dla której część słońca ku 
nam obróconą nazYW31ll lJlaszczY,ZJlq sloneczną, jest 
ta, iż slollCe tak się nam zawsze ukazuj e. Jeżeli
		

/kraushar_drobiazgi10087_0001.djvu

			PAMFLETY ASTRONOMICZNE. 


85 


w tern naz,visku mylę się, nie mylę się jeden, lecz 
wszyscy, ile ich tylko na świecie bylo, mylą się ze 
mną astronomowie, u których pospolicie znajdują się 
te słowa.: le clisfjue du soleil, po francusku i discus 
sol
, po łacinie... 
,.,Ale obaczmy już co discus solis znaczy u ła- 
cinników? Tę spra,vę najlepiej osądzi Kalr'jJin 1) 
i I(napski 2). 'V Kalepinie to czytam: Discus, po fran- 
cusku wz p lat, po wlosku piatto grande, po niemiecku 
ein Platten (? eine Platte), po polsku talerz, plaska 
misa. Knapski zaś mówi: misa plaska, patina, patclia 
grandis, disCllS" 
,.,Niechże sobie obiera imć pan obserwator za- 
mojski czy płask(! JJttSfJ Kalepina, czy mis,: płaską 
Knapskiego. l\fnie dość na tem, że co lacinnicy na- 
zywają disCllS solis, to ja po polsku tlulllaczę: pla- 
szczy=na słoneczna. A że imć pan obserwator ściśle 
slowa bierzE' i ilumaczy, zaczem biorąc do litery wy- 
rażenie Kalepina i Knapskiego, powinienby w swo- 
jej obserwacyi położyć: Przejście TVc1łus(, przez mis,: 
płaską słoneczNą, albo też (ponieważ Wenus tyle miej- 
sca nie potrzebuje): Przejście TVenusa lJrzez pólmisek 
słoneczny. Dobrzeby tak bylo na Wenerę! z przy- 
czyny albowiem 'Venery, byla niegdyś głowa ,viel- 
kiego proroka Jana na pólmisku; niechże i Wenera 
na tenże sam koniec za pokutę przechodzi! 


1) Słynny leksykograf _\mbroży Calepin z XV w., au- 
tor błownika 11 języków. Jan Mączyński wydał skróconego 
Calepina po polsku w r. lS/ił w Królewcu. 
2) Grzegorz Knapski, leksykograf polski z XYII w.
		

/kraushar_drobiazgi10088_0001.djvu

			6 


PAMFLETY A
TRONO)rIl'ZNE. 


"Sądeln więc Kalepina i Knapskiego przeko- 
nany jest imć pan obserwator zamoj ski iż nie wie- 
dział. co znaczy po poJsku di::;ctls, a tell samem, że 
nie jest wielki nietylko matematyk, lecz ani grama- 
tyk, zaczem trzeci jest znak, że nie jest z prześwie- 
tnej akademii zamojskiej". . 
Zarzuty i docinki idą w przyśpieszonem tmn- 
pie, a bezwaTIlnkowo zasadności odmówić ill nie 
można, tam zwłaszcza, gdzie ..zaczepka DUIlCze,v- 
skiego potyka się o ważne szczególy, z nauką astro- 
nOlllii i doś,viadczeniem niezgodne, wzmiankuj ąc np. 
o tem, iż akademiom ,,'lie dziwno takie obscrwulcać 
zjau;iska" . 
"Żadna akademia - odpowiada na to Łuskina- 
czy to cudzoziemska, czy polska, ani razu jeszcze 
od stworzenia świata aż do terażniejszego roku nie 
obserwowała podobnego 'Venery przejścia, i jeden 
tylko młody astronom, Anglik, imieniem Horoccyusz, 
mial szczęście widzieć takowe przejście w r. 1639. 
Jakimże sposobem lnówić może p. obserwator za- 
mojski, że dawnym w Polszcze akademiom nie dziwno 
takie obserwować widowiska? Jest to czwarty już 
znak, że ten jegomość "nie jest z żadnej dawnej 
akademii polskiej, ponieważ aktów tych akademij 
nie czy tal i nie wie co one czyniły i obserwowaly". 
Zgromiwszy Duńczewskiego 'za nieszczęśliwy 
istotnie frazes ,,0 wilgoci rodzącej się ze złączenia 
Wenery ze słońcem", tudzież z powodu wzmianki 
,,0 mądrych akademiach", pisze dalej Łuskina: 
,,0 lnądrych akademiach móglbym .dać j akąż- 
kolwiek informacyą, ale o niem
drych wcale mówić
		

/kraushar_drobiazgi10089_0001.djvu

			PAMFLETY A STROXO:MI {'ZNE. 


ni
 umiem. Przez dziesięć albo,viem blizko lat w Niem- 
czech, we Włoszech i we Francyi na naukach ba- 
wiąc się, same tylko mądre akademie nawiedzaJ:em, 
przetoź o mądrych tylko akademiach mówić mogę; 
z niemądremi zaś akademiami żadnej nigdy społe- 
czności nie mialem, anim się w nich uczyl, anim 
bywal, i gdzieby one były pytać się ciekawości nie 
Iuialem, zaczem żadnej o nich informacyi dać nie 
lllOgę. Od kogo innego łacniej imć pan obserwator 
o tem dwiedzieć się może". 
Szatą erudycyi odziane uwagi Łuskiny nad 
stosunkiem astrologii do astronomii pomij amy, aby 
przejść do ostatniej części pamfletu, poświęconej 
rozbiorowi zjawiska wedlug obserwacyi pro£ Duń- 
czewskiego. 
O ile uwagi poprzednie złośli,ve a nieraz i do- 
wcipne nie budziły zbyt wielkif'j wiary w uczoność 
ks. Luskiny, o tyle część ostatnia, logicznemi wy- 
"wodami i zacięciem oparteIn na naukowych danych, 
wykazuje, że istotnie Luskina byl paDem przedmiotu, 
i że celując w tarczę przeciwnika, nieraz trafiał 
"r sanlO centrum niezręcznego lub niedokładnego 
opisu zjawiska, podanego przez astronoma zamoj- 
skiego. 
"Trzeba tu dobrze uważać - pisze ks.Łuskina, - 
iż co inszego są kalkulacye, albo rachunki astrono- 
miczne, co inszego zaś sama o bserwacya. Przez kal- 
kulacyą 1110ŻeIny miarkować te rzeczy, którycheśmy 
nie widzieli i które za kilkadziesiąt ledwie lub za 
kilkaset i dalej lat przytrafią się; w obserwac
 zaś 


87
		

/kraushar_drobiazgi10090_0001.djvu

			ss 


p AMFJ,ETY ASTRONOMICZNE. 


czynionej o tern się tylko upewniamy, cośmy obser- 
wowali, to jest ,vidzieli. 
,.,Imć pan obserwator zamojski nie daje nam tu 
kalkulacyi o przyszłem przejściu Wenery przez 
słOllce, lecz ogłasza s,voj ę o bserwacyą przeszłego już 
przejścia planety; przetoż tu wyraża: co obserwowal 
i widział. Cóż tedy imć pan obserw-ator zamojski 
obserwowal? 
"Obserwowal, a zatem widzial, -iż p1"Zcc7wJzila 
planeta 1VcJluS pod słmlccm. Tego zaś przejścia po- 
czątek pod horyzontem odprawi! się o godz. 1 min. 38 
przede dniem, bo wtenczas wschód był o godz. 3 
min. 54. Naprzód tedy w póltorej tylko prawie go- 
dziny po północy, a tern Sałnem w nocy imć pan 
obserwator zamojski czynil obserwacyą przejścia 'Ve- 
nery przez slońce: trifJc 'musiał przy świecy patrz('ć 
na slOJłcc. Po wtóre, przejście planety było w Zamo- 
ściu o godz. 1 min. 38 po północy, wschód zaś słońca 
był o godz. 3 min. 54, dzialo się tedy to godzinami 
2 i min. 16 przed ,vschodem słońca; zaczeln, imć 
pan obserwator zamojski obserwo,vał t. j. widzial 
słońce więcej niż 
 godzinami przcd wschodem slmlca. 
Potrzecie, słońce 2 godzinami i 15 minutami było 
pod ziemią, czyli pod horyzontem (jak astronomia 
uczy) calemi gradusami 34; że zaś imć pan obser- 
wator zamojski widziaJ: slońce 2 godzinałni i 16 nli- 
nutami przed wschodem słońca, zaczem widzial przej- 
ście Wenus a nie tylko pod slońcem, ale i pod zie- 
mią, bo gradusami 34 pod horyzontem zostające. 
Gdyby cudzoziemskie akademie wiedziaJ:y, że tak 
dziwne i niesłychane rzeczy lnialy się widzieć w Za-
		

/kraushar_drobiazgi10091_0001.djvu

			PA
fFJ,ETY ASTROKOMICZKE. 


89 


mościu, więcej by było paryzkich, 10ndYliskich i in- 
nych akademików dla tak dziwnego widzenia w Za- 
mościu, aniżeli wIndyach Oryentalnych i Syberyi! 
"J akiż przecie byl koniec tak dziwnej i od 
stworzenia świata. nieslychanej u bserwacyi? Koniec 
taki byl, jaki i początek. Oto mówi inlć pan obser- 
wator załnojski, l cyj.ścic 1Vcuusa z pod slwlca był v 
o go (l,. 8 min. 11 rano. l\Iy, w Warszawie, \\-r en erę 
na plaszczyznie slonecznej widzieliśmy niemal aż do 
godz. IQ; świadkiem tego jest sam najjaśniejszy 
książę imć kur1andzki, oraz jaśnie oświeceni, jaśnie 
wielmożni ichnlc panowie senatorowie i ministrowie, 
tak polscy, jako i cudzozielllscy, ttidzież najpierwszej 
dystynkcyi damy i kawalerowie, którzy tak rzad- 
kiemu widokowi nie tylko ciekawie, ale i mądrze 
przypatrywali się; gdyby zaś obłok nie przeszko- 
dził, tedyby aż do pięciu nielnal minut po godz. 10 
. planeta w SlOlicu ,vidziana była. \\T Warszawie 
tedy koniec przejścia Wenery (któregośmy dla obłoku 
nie ,vidzieli, jednak z przyjścia brzegu zachodniego 
'Venery, do brzegu zachodniego słoilca od nas ,vi- 
dzianego i z innych obserwacyj miarkować go bez 
zawodu możenlY) byl o godz. 10 min. 4 min. drogo 54. 
W Zamościu zaś koniec tego przejścia odprawil się 
o godz. 8 min. 11, więc obserwacya warsza,yska od 
zamojskiej różni się o godz. 1 llliu. 53 min. drug. 
(sek.) 54. 
"Tu już dowiedzieliśmy się z obserwacyi za- 
mojskiej nowej i bardzo ciekawej rzeczy. Rozumieli 
dotychczas, iż z Warszawy do Zamościa 50 mil nie 
bylo, a oto z zaulojskiej obserwacyi dochodziulY, iż
		

/kraushar_drobiazgi10092_0001.djvu

			.. 


00 


rAMFLETY ASTRONOMICZXE. 



 


'1 


. . 


· Zamość' od Warsza,vy ,vięcej niż sześć ra.zy dalszy 
zostaje. Wiadomo jest wszystkim rzeczy matematy- 
czne unliejącynl, iż z obserwacyi na dwóch miej- 
scach czynionej, nlożemy miarkować odległość tychże 
dwóch miejsc od siebie, co do długości geografi- 
cznej. Tak naprzyklad, mamy wiadomość z Paryża, 
iż tam koniec przejścia Wen ery przez słońce był 
. o godz. 8 min 46, min. drug. (sek.) bO, 'v Warszawie zaś 
teĘoż przejścia koniec byl o godz. 10 min. 4 min. 
drug. 54, zaczem różnica czasu dla odległych od si e- 
: bie miejsc, czyli mer 1 dyanów, jest godz. 1 nlin. 18 
nlin. drug. 4. 
rę różność czasu podług reguł astro- 
nonlicznych odmieniwszy na gradusy, uczyni gradu- 
. . 
sów 19 min. 31. Ze zaś na 1 gradus ekwatora geo- 
grafowie liczą mil 1o, dla odległości zaś Warszawy 
od ekwatora gradusami 38 minutami 45, liczyć trzeba 
na każdy gradus przynajmniej lllil 11 i pół; zaczeffi 
z \Varszawy do Paryża, co do długości geograficznej, 
lllamy 
il lliełllieckich 

3 niespełna. Miarkujmyż 
· terę,z z obserwacyi zamojskiej odległość Zamościa 
. od Warszawy. W "\Varszawie koniec przejścia We- 
nery był o godz. 10 nlin. 4 nlin. drug. 54, w Zanlo- 
ściu zaś koniec tegoż przejścia odprawił się o godz. 
8 min. 11, ,vięc różność czasu czyni godz. 1 min. 
53 min. drug. 54. Ta czasu różnica, odmieniona na 
. 
gradusy, daj e gradusów 28 min. 28 .min. drug. 30 
min: trzec. 13 (tercyj). Bierzmyż na każdy gradus 
mil tylko 11, a będzielllY mieli mil nienlieckich wię- 
I 
· cej niż 312. Z 1Varszawy tedy do Paryża mil nie- 
ntieekieh 2:J/J, £ 1Varszawy zaś do ZaJJto.
cia Jtl,irć 
b
dzieut!/ takichże 1nil niemieckich 812: dalszy tedy 


. 


. 
. 
.
		

/kraushar_drobiazgi10093_0001.djvu

			, 


PA
[FLETY ASTROXO
J[(,ZNE. 


Ul' 


jest od Warszawy ZaIność, aniżeli Paryż-milami nie- 
miec. 89. Trudno, jak ,vidzę, wiary nie dawać stra- 
szliwym skutkonl z planet pochodzącym, kiedy te- 
goroczne przejście "\Yenery przez Slońce, Zamość od 
\Varszawy na kilka
ct -ulil oddaliło! Jeżeli jeszcze 
raz (co na nieszczęście Zamościa będzie za lat ośm) 
przejdzie \Venera, tedy zapewne Zamość zapędzony 
będzie aż 'v antypody! 
Ks. Łuskina tak kończy: 
. 
"Któż uwierzyć może, że ta obserwacya czy- 
niona byla od którego z imció,v panów akadełllików 
zaIllojskich? 
Iożnaż dać wiarę, że autor tej obserwa- 
cyi w saInej rzeczy obserwował i widzial przejście \\T e-: 
nery przez płaszczyznę słoneczną? Pewien jestem, że 
ten jegomość nic nie obserwo,val, i nic nie ,vidzial. 
"J akimże sposobem, nic nie widziawszy, wydał 
tę obserwacyą? Oto takim: \VyczytaJ: ten jegolllość 
w gazetach, iż czyniona była obserwacya w War- 
szawie; poruszony tym przykładem, chcial się z po- 
dobną rzeczą popisać; a że już było po czasie do 
czynienia o bserwacyi, zaczem udaJ: się do swoich . 
lIojświeższych, od kilkudziesiąt lat drukowanych obser- 
watorów, 'v których napadłszy na źle skleconą (o ja- 
kie w starych autorach nie trudno) kalkulacyą, i to 
jeszcze na odlegle bardzo od Zamościa nllejsce ro- 
bioną, bez uwagi i wstydu, calkiem onę wypisał · 
i obserwacyą zamojską nazwał. · 
"Dotychczas tego jegomości nie mieliśmy tylko. 
za obserwatora akadelllii zamojskiej; teraz zaś za ża- 
dnego zgoła już go nie mamy obserwatora, ponie- 
. 
waż nic nie obserwowal i nic nie widział".
		

/kraushar_drobiazgi10094_0001.djvu

			fł2 


P Al\IFLETY ASTRONOl\HCZXE. 


VI. 


Piękne za nadobne. - Odpowiedż profesora Duńczewskiego. - Obrona kollegium 
jezuickiego. 


- 
Nie pozostaJ: dłużnym prof. Duńczewski w odpo- 
wiedzi złośliwemu krytykowi warszawskiełllu. 'V epoce 
slabo rozwiniętego życia ulllysłowego, zwlaszcza na 
polu uluiejętności ścisłych, akademia zamojska świe- 
ciła przykładem ruchliwości i zasłużonej po,vagi 
w rzeczach nauko,vych, a wydawnictwo kalendarzy 
roznosiło jej sla-wę po całynl obszarze Rzeczypospo- 
litej. Kalendarze te, obok przednliotó,v małoważnych, 
obejmujące dosyć ciekawe szczegóły historyczne 
i astronomiczne, zażywaJ:y tak szerokiego rozgłosu, 
że je bez ceremonii przedrukowywano w innych lllia- 
stach, o co się nawet częste w sądach toczyły procesa. 
Redaktorem owych kalendarzy był profesor 
Duńczewski, a wydawnictwa jego początkowo z na- 
zwiskiem redaktora, następnie zaś i bez niego, poj a- 
wialy się aż do zaInknięcia akademii zamojskiej, co 
nastąpiło po pierwszym rozbiorze kraju. 
Rzecz naturalna, że takie bezlitosne odarcie 
uczonego zamojskiego z nimbu uczoności i powagi, 
dokonane przez ks. f-luskinę, mogło wielce zaszko- 
dzić Duńczewskiemu w opinii, i dla tego, ratując 
swój honor, a zarazem i dobrą sławę akadelllii, za 
której chlubę i ozdobę się uważaJ:, pośpieszył D1Ul- 
czewski z odpo,viedzią. 
· Odpowiedź ta, odpłacając pięknenl za nadobne,
		

/kraushar_drobiazgi10095_0001.djvu

			PAl\łFI_ETY .ASTRO
-():\HCZ:
m. 


93 


w ironicznym tytule użyła tej sanlej formy obniże- 
nia stanowiska Łuskiny, jakiej użył ten ostatni 'v po- 
lemice z Duńczewskim. 
Tytuł tej ćwiartkowej broszury o 16 stronni- 
cach, wydanej w parę tygodni po pojawieniu się 
pamfletu ,varszawskiego, brzllliał jak następuje: TJ
JrUlca 
s/wca prze
lcictJ1('!J() kolegium lt"arszawsldf'fjo Soc. Jesu, 
przez matematyka zamojskiego lfzajclIlllie obrulziona 
1". 17(j1". Układ odpowiedzi w zupełności zastoso- 
wano tu do metody krytyki ,varszawskjej; złośli- 
,vość jej i. ciętość nie ustępują w niczenl pierwo- 
wzoroWI. 
"Lekkonlyślny jakiś i niespokojny człowiek - 
pisze Duńczewski we wstępie, - ogłaszaj ąc nieda- 
wno 'v gazetach publicznych (które się w pomienio- 
nem kolegilun warszawskiem Soc. J esu drukować 
z,vykly) obserwacyą przejścia "\Venusa pod slońcem, 
jak dochodzę, Inimo wiadolllości obsefivatora war- 
szaw
kiego i minlo przełożonego nad drukiem gazet 
dozorcy, pozwolił sobie przypisać i podrzucić do 
druku niepotrzebną krytykę lla astrologią i akade- 
nlią w te słowa"... (Tu następuje tekst znanej nanl 
odezwy Łuskiny). 
TJA gdy przeciwną gazetą z Zamościa zagadniono 
tę krytykę warszawską, dmnyślil się znowu ten lu- 
bi
\cy świat bawić czło,viek, zażyć poważnego inlie- 
nia zakonnika w gazetach przerzeczonego, i ,vziąwszy 
na się posturę zluyślonego obroilcy slawy akadelllii 
zamojskiej, taką sztuką od.ważył się prześwietne ko- 
legiulll warszawskie Soc. Jesu i tamecznego ks. na- 
uczyciela, jakoby w szkole i w drukarni paszkwilami
		

/kraushar_drobiazgi10096_0001.djvu

			: 


. 


. 


94 


PAMFI.ETY ASTRONOMICZNE. 


. 


hawiąc:ych się, światu polskiełnu pokazać. Bo kto czy- 
tał skrypt druko,vany pod tyt.: "Starodawna slawa 
.akadenlii zamojskiej" etc., któżby poczciwy chciał 
wierzyć,. że to jakiego księdza, jakiego zakonnika, ja- 
kiego filozofa, jakiego nlatematyka, jakiego profesora, 
zgoła jakiego Jezuity na pokorę przysięgłego, dobrze 
. urodzonego, 'v cudzych krajach przez dziesięć lat 
· wypolerowanego, bibliotekę nietylko matematyczną, 
. ale i moralną mającego, nauki św. J akóba apostola 
,viadomego : si q1lis autem j1utat se 'religiosuJJl ('SRC, non 
'iY'fj.ruans linguam sumu, scd sc(lurcHs cor -"Ilum, lwjllS 
'fana cst religio (a jeśli kto zda się być nabożnYlll, 
nie powściągając języka swego, ale zawodząc serce 
swe, tego nabożeństwo próżne jest. Epis. J ac. I. 26), 
miaJ:o być takowe dzielo? Dla czego ,viele należy 
. prześw. kollegiuI1l warszawskiemu szperać i dochodzić, 
. kto to 'v jego drukarni tak uszczypliwe i gorszące, 
to gazety, to skrypta podaje i drukuje, i one jeszcze 
ilnieniem zakonneffi ku jakowejś ohydzie świętego, 
mądrego, i sławnego zakonu pokrywa? 
,,'Vspolllniony skrypt, kryt:ykujący obszernie 
i obserwacyą, i osobę matematyka zamoj
kiego, ja- 
"
nie wydaj e, że ten c
nzor, co go pisal, musi być 
z liczby żaków, a nie z pośrodka zgromadzenia ko- 
legium warszawskiego Soc. Jesn, i nie z liczby pro- 
fesoró,v.. Bo naprzód o obserwacyi planety 'Venusa 
astronomicznej zaczął, a na zabobonności astrologi- 
cznej skończył, jedynie przejście Wel1usa przez pła- 
szczyznę slolica optycznie uważał, a własności i przy- 
mioty planet i prognof;tyki z nich, za 'vyrugowauA 
z . 
ądrych akademij na po
ietrzu postrzegł.
		

/kraushar_drobiazgi10097_0001.djvu

			" 


P AltIFLETY AS'l'RONOMJCZNE. 


{jt) 


"A potem, 
atematyk zamojski akademii. swo- 
J ej w gazecie nie oszkalowal, ten zaś skryptem ilwu- 
arkuszowYlll jej sławy przez niesła'yę broni i szy- 
derstwem popiera. Zmyślony to zapewn
 
 gazetach . 
i skryptach obserwator i obrońca, z dzieł swoicl{ 
i pożytkó,v'pokazał, że on ani matematyki sławnych 
autorów ex Societate J esu, Kirchera, Schota, Cla- 
wiusza, astrologią zalecających, nie umie,. ani elelllen- 
tarza dziecinnego. o darach Ducha św., o pokoju, 
cierpliwości, mądrości, skromności, miłości etc. dobrze. .. 
nie nauczył się, ani nawet refleksyi, na samo światło 
rozunlU nie 111a,. (jllOd tibi non 'Cis, altcri ne fcccris: Co 
jest najpierwszym znakiem, że tell cenzor nie może 
być z liczby Soc. J esu kolegitUll ,varsza"rskiego, al
. . 
z liczby żaków, wokabuł dopiero starego Knapskiego 
uczących sięu. 
Odpierając ,zarzu
 Łuskiny co do .niewlaściwegQ 
,vyrażenia o przejściu 'Venery "pod sIOllcem.., po- 
wołuje się Duńcze1cvski na aatronollla. oksfordzkiego 
Jana Kelliusa, który takiego właśnie wyrażenia, ze .. 
wzglęou na wielką odległość planety Venus od słońca, 
. 
używa. ,.,Niechże ten planeta - dodaje - prze- 
chodzi pod słollCeIll, a. trzoda od cenzora w efe- 
merydach astr
llolllicznych i kalendarzach o bie
ana .. 
i chodząca pod sloilcem, niech na folwark jego idzie; . 
bo gdy nazwiska . lwa, barana, znakom' niebieskim 
z podobieństwa dane, są u niego pO
ll1iewiskiem, za- 
pewne nażwiska ewangelistolll od proroka Ezechiela 
J allowi.-;- orla, 
larkowi - wolu, przydane, podobnie 
. . . 
'l11USZą mu być żgorszeniem. Co drugim, nie lllniejszym 

 \ 
; 


. 


. 


. 


. 


..
		

/kraushar_drobiazgi10098_0001.djvu

			96 


1).A:\lFLETY ASTROSOl\IWZXE. 


znakienl jest, że on nie llloże by? z lic-zby 
. J. ko- 
legiulll warszawskiego". 
. Broni Dluicze,vski ::;wego ,vyrażenia o sfery- 
czności słońca: 
..Rozum przez astronoll1ią pokazują nall1, że 
słońce jest sferyczne naksztaU kuli i poprawia w tern 
zll1ysl oka, które myląc się, pokazuje naJn f::łoilCe 
pła
kie, tak jak oko pokazuje nanl kij w ,vodzie 
utknięty za zlamany i krzywy, lubo w smnej rzeczy 
nie jest taki; rozum za
 poprawia znlysl w teIn, 
z doświadczenia, że ó,v kij nie jest złamany. Z tego 
tedy podobieil
twa wnieść się lnoże, że tak 'Venus 
pr.:cz płll
:::c':Yf.'nr słOllca pr.:'('s.:'la, jakby się mówiło. że 
kto przeszedł przez krzywe drzewo w wodzie utknięte". 
Zwracając się do obserwacyi warszawskiej, któ- 
rej Luskina z powodu obłoku w zupełności dopełnić 
nie nlógl, a mimo to rezultaty jej akarlelniom za- 
granicznym przesłal, pyta Duilczewski: 
i,Nie jestże to zwodzeniem ludu, głoszenie ob- 
serwacyi swoj ej, która ani polskim, dopiero cudzo- 
ziemskim akademiom, żadnego pożytku i oświecenia, 
tylko Ramę mgłę i obłoki pokazuje"?.. Ledwie trzy 
kwadranse pilnej swojej obserwacyi czasu niby po- 
kazuj e, a resztę llliarko,vallia widoku przej ścia 'Ve- 
. Husa pod słOIlcełu, chyba 'W imbryku kawy czyni!..." 
Odpiera DUliczewski zarzut uczyniony mu przez 
Łuskinę. iż astrologią za poważną ma naukę, argu- 
mentem, że inna jest astrologia wieszczbiarska, a inna 
"naturalna i fizyczna, która z o bserwaeyi planet 
skutki naturalne niepogody, nieurodzaje, choroby etc. 
opowiada"'. Co zaś do c
walby Łuskiny, że za gra-
		

/kraushar_drobiazgi10099_0001.djvu

			P A)fFJ.ETY A STRONOM JCZNE. 


97 


nicą astronomii się uczył - powiada: "Przejechać 
Paryż, Rzym, Bononią i tam obserwatoryUID sła- 
wne z instrumentami widzieć, znać się z astrono- 
mami, jestże to stać się astronomem i dobrym ob- 
serwatorem przejścia Wenusa pod slońcem? Niech 
kto chce poznawa i widzi kowalów z kowadłem 
i młotem, plaszczyzny na słońcu wykuć nie potrafi 
jeszcze, ażeby się Jutrzenka przez nią gladko prze- 
toczyła" . 
W odpowiedzi na zarzut Łnskiny, iż Duńczew- 
ski w półtorej godziny po pólnocy obserwował przej- 
ście W pnery, broni się zaczepiony: 
iAstronom po- 
winien 'vyrachować i przepowiedzieć zaćmienia slońca, 
miesiąca., choćby się pod horyzontem zaczynaly i od- 
prawialy, nocne i dzienne bez świecy, na kilka i wię- 
cej lat pierwej. Com tedy i ja napisał, dobrzem na- 
pisaJ:, choćbYITI słońca okiem nie widział". 
Broni '''Teszcie Duńczewski swego wyrachowa- 
nia co do ostatecznej fazy obserwacyi, i kończy od- 
powiedź zwrotem oso bistym w te slowa: 
"Niegdyś w pailstwie greckiem i rzymskiem 
filozofów i krasomówców, niby szkodliwych radom 
pospolitym, wyganiano; czenluż ich teraz cierpią, 
szukają i z zagranicy sprowadzają? Jeżeli mądre 
akademie naukę o przymiotach i skutkach kamieni 
mają, która się zowie lithologią. jeżeli o własnościach 
ziół botanologią. jeżeli o własn08ciach podziemnych 
metalów metalozofią piszą - czemuż -=:nic o wlasno- 
ściach i skutkach planet, która się zo,vie astrologiq? 
Alboż i te Bóg bez ,vlasllości i przymiotów nad 
nami, co większa i w oczach naszych położył, że- 
Szkice hist. Ser. I. T. I. 7
		

/kraushar_drobiazgi10100_0001.djvu

			98 


PAMFLETY ASTRONOMICZNE. 


byśmy ich nie mieli uważać? Twierdzą, że Arysto- 
teles z apprensyi ulllarl, czyli się utopił, że nie mógł 
przyczyny dociec, czemu we 24 godziny woda mo- 
rza opada i powraca się; wyperswadowaliby mu te- 
raz matelllatycy, że to jest skutek planety 'miesiąca, 
a choć był poganin, nie powiedziaJ:by, że to jest za- 
bobonność, ten skutek miesiąca przyznawać. 
"Pomijam wiele inych dziecinności w skrypcie. 
warszawskim, wiek mój podeszły ohydzających, gdy 
i z niektórych punktów każdy dojdzie, że to dzielo 
nie może być osoby z prześwietnego kolegium war- 
szawskiego Soc. Jezu, które, rozumiem, czułością 
i roztropnością swoją dojdzie w drukarni swojej, kto 
to jest tak zuch,vaJ:y i śmiaJ:y, co takowe artykuły 
do gazet i skrypta pod illlieniem zakollnem podaj e, 
aby podobnym oslawieniom i zgorszeniu na nieprze- 
rwanie obronionej sławy swojej skutecznie zapobiegło. 
Przepraszam przytem cenzora pomienionego, że da- 
wniej nie przysłużyłem mu się tym reskryptem, bom 
przez ten czas na oczy choro wal, nie moglem czy- 
tać i pisać". 
Czy na owę odpowiedź Duńczewskiego nastą- 
pila wzajemna replika Łuskiny? - niewiadomo. To 
pewna, że następne, w lat 'ośm później powtórzone 
zjawisko przejścia Wenery przez tarczę slollCa, nie 
pozostawiło w literaturze naukowej śladów, nietylko 
polemiki mi
dzy astronomami, ale nawet poważniej... 
szej o tak ciekaweID zja,visku wzmianki. 



 .""
		

/kraushar_drobiazgi10101_0001.djvu

			. 


PAMIHNIKI KARZEŁKA POLSKIEGO, 


1729-1786.
		

/kraushar_drobiazgi10102_0001.djvu

			..,
		

/kraushar_drobiazgi10103_0001.djvu

			Niedawno spotkałem się z arcyciekawą, w końcu 
zeszlego stulecia w Londynie wydaną książką, obej- 
mującą pamiętniki Józefa Boruslawskiego, głośnego 
karla, który bawią<' na dworach naj znakomitszych 
magnatów owoczesnych i na monarszych d,vorach, 
budził wszędzie podziw, nietylko z powodu mikro- 
skopijnego wymiaru ciała, ale i dla bystrości ro- 
zumu, ogłady i uksztalcenia światowego, 'v ogóle, 
z powodu zalet niezwyklych 'v tego rodzaju anor- 
malnych organizlllach. 
Pallliętniki Boruslawskiego we francuskim ory- 
ginale z przekladem na język angielski noszą tytuł: 
]J.lćmoires du cćlebre 'iwin, Josrph Boruwlaski, gen- 
tillwl1tme l)olonais, contenant un 'i'ecit fidele et cll'riellx 
de sa naissance, de s()n ćducation, de son mariage et 
de ses l'oyages,. ćcrits pa'}. lui mćme. (Londres 1788). 
Tltunaczem ich na język angielski był lllr. des Car- 
rieres. Do pierwotnego wydania, jak brzmi dodatek 
na tytule, dolączonym był miedzioryt przedstawia- 
jący pana Józefa w otoczeniu rodziny, lecz wegzem- 
plarzu, jaki lllam pod ręką, ryciny tej niema... Uto- 
nęła ,vidocznie w zbiorach jakiego anglika, z wielką
		

/kraushar_drobiazgi10104_0001.djvu

			102 


PAI\IIĘTNIKI KARZEf_KA POLSKIEGO. 


szkodą dla pism naszych obrazkowych, któreby za- 
pewne chętnie podały reprodukcyą o,vej liliputowej 
rodziny, zabląkanej pod chmurne niebo Albionu. 
Z szumnej dedykacyi, na której figuruje na- 
zwisko księżnej Devonshire, żarliwej opieknnki na- 
szego karzełka, dowiaduj emy !Się o szczególnej pie- 
czy, jaką otoczonym byl nasz autor na dworz
 tej 
pani, która go swojemi laskami darzyla; za jej to 
zapewne wpływ ell do grona prenumeratorów pa- 
nliętników Borusławskiego zaliczyły się pierwszo- 
rzędne rodziny arystokracyi angielskiej. 
Karzelek nasz urodził się w r. 173U w listo- 
padzie, na Rusi, w Haliczu; rodzeństwo jego, zło- 
żone z pięciu chlopców i jednej dzieweczki, odzna- 
czało się również anormalnym wzrostem, wyższym 
w każdym razie aniżeli pan Józef, który, w 30 roku 
swojego żywota, zaledwie 'trzYllał trzy stopy i 3 cale 
llliary angielskiej. 
W dziewiątym roku życia został p. Józef sie- 
rotą. Wzięła go pod swoję opiekę starościna Karli- 
cka (?), lecz po porzuceniu wdowieI1stwa oddala go na 
wychowanie do hr. Humięckiej, która, wybrawszy 
się w podróż do Wiednia, zabrała z sobą karzełka 
na dwór cesarzowej austryackiej. Stał się tu p. J ó- 
zef przedmiotem ogólnego zajęcia dworu i wiedeń- 
.czyków... Było to w czasie siedmioletniej wojny. 
Na wiadomość o orężnych czynach Fryderyka 'Viel- 
kiego zapytała razu pewnego 1tIarya 'reresa p. J ó- 
zefa, co myślą w Polsce o królu pTIlskinl. 
- N ajj aśniej sza pani - odrzekł karzełek - 
nie mam zaszczytu znać króla pruskiego, lecz gdy-
		

/kraushar_drobiazgi10105_0001.djvu

			P.AMIł1TNIKI KARZEł,KA POJ
SKIEGO. 


103 


bym był na jego miejscu, zamiast toczyć z Tobą 
bezużyteczną wojnę, przybylbym do Wiednia, 'v za- 
llliarze zjednania sobie względów twoich, co nieró- 
"\vnie więcej przysporzyłoby mi sławy, aniżeli zwy- 
cięztwo orężne... 
Odpowiedź ta zj ednała karzelkowi wielkie wzglę- 
dy 'v oczach nlonarchini. 
. . . "Innym znowu razem - pisze p. Józef w swoich 
pamiętnikach - kazano llli przed cesarzową tańczyć 
lnazura. Cesarzowa , wziąwszy mnie potem na ko- 
lana i osypawszy pieszczotami, zapytała co znajduję 
'v Wiedniu naj ciekawszego i najgodniejszego uwagi? 
Odpowiedziałmll, żem znalazł tu wiele ciekawości, 
lecz najbardziej dzi,vnem wydaje mi się to, co wi- 
dzę w tej chwili... 
- Cóż takiego? - spytala cesarzowa. 
.- Oto gdy widzę tak małego ezlowieczka na 
kolanach tak ,vielkiej damy!... 
Odpowiedź ta zjednala llli znowu karesy Naj- 
jaśniejszej Pani. 
Spostrzegłem na palcu jej prześliczny pierściml 
z brylantową cyfrą. Zacząłem się przyglądać uwa- 
żnie tej kosztowności, co gdy cesarzowa spostrzegła, 
zapytała, czy D1i się cyfra podoba? Odpowiedziałem 
na to, iż przedmiotelll mojego zachwytu nie jest 
pierściml, lecz ręka cesarzo,vej, którą prElgnąłbym 
ucałować. Marya Teresa bardzo była odpowiedzią 
tą wzruszona i zdjąwszy pierścimi chciała mi go 
ofiarować. Gdy jednak obrączka okazała się zbyt 
wielką na moje drobniutkie paluszki, wezwała ce- 

arzowa stojącą obok dzie"\vczynkę i polecila jej od-
		

/kraushar_drobiazgi10106_0001.djvu

			104 


PAl\UETNIKI KARZEŁKA POr.SKIEGO. 


dać mi swój brylantowy pierścionek. Dziewczynką; 
tą była ::\:farya Antonina, obecna królowa Francu- 
. " 
zow' ... 
Książę Kaunitz należaJ: do wielkich zwolenni- 
ków p. Józefa i rozmawiał z nim przez długie go- 
dziny. 
Lekcyj tańca udzielal w 'Viedniu p. Józefowi 
signor Angelini, ku wielkiej uciesze cesarzowej. 
Pobyt karzełka nad Dunaj81n trwał kilka mie- 
sięcy, poczem hr. Humięcka powiozła go do Bawa- 
ryi na dwór elektora, a na::::;tępnie do Lunevillu, gdzi
 
przebywal zdetronizowany król, Stanisław Leszczyński. 
. . ."Nie moglem zataić w sobie uczucia po- 
dziwu - pisze Borusławski - na widok szlache- 
tnego starca, który po tylu doznanych przeciwno- 
ściach losu zachował 'v ośmdziesiątYln roku życia 
pełnię władz umysłowych i gorącą chęć slużeuia 
ludzkości dobremi uQzytlkami"... 
Król Stanislaw utrzymywał na dworze również 
slYllllego karz elka, Bebe!. Było to stworzenie zazdro- 
sne i złemi obdarzone instynktami. Na widok zaję- 
cia okazywanego przez króla przybyszowi, zapałal 
złością i chęcią zemsty, do tego stopnia, iż gdy król 
razu pewnego wyszedł z sali, porwał Borusławskiego 
w pół i chciał rzucić w ogień na kominku płonący.. . 
Szczęściem, że uslyszano rozpaczliwy krzyk p. J ó- 
zefa i wyrwano go ze szponów namiętnego Bebe!. 
Za taką niespodziankę skazano zazdrośnika na karę 
chłosty. 
Na dworze w Lunevillu poznal się nasz karze- 
łek z hr. de Tressau, który następnie podaj: do "En-
		

/kraushar_drobiazgi10107_0001.djvu

			p A
nĘTNIKI KARZEł
KA POJ.SKIEGO. 


105 


klopedyi" szczególowy opis Boruslawskiego, sympa- 
tycznem piórem skreślony. 
Powiozla następnie hr. Humięcka naszego karla 
na dwór wersalski. Tu, wśród ogólnego zaj ęcia dworu, 
w towarzystwie królowej, księcia Orleańskiego i hr. 
Ogillskiego, hetmana litewskiego, pędzil Boruslawski 
żywot przyjemny, przeplatany zabawami i niespo- 
dziankami. Do rzędu tych ostatnich należała uczta, 
wydana przez hetmana, w czasie której ukryto ka- 
rzelka w srebrnej wazie i okazano następnie zdn- 
11lionym biesiadnikom. 
Księżna l\Iodeny, nie mogąc nigdzie spotkać 
hr. HUlllięckiej, zapalala chęcią widzenia u siebie 
owej damy, naturalnie z nieodlącznym karzelkiem: 
Napisała tedy grzeczny list do palli Hunlięckiej, 
prosząc> ją na. wieczór do siebie. Surto'llt n'oubliez 
pas d'ałłl('ncr JoujOll, nadlllienila w -liście inwitacyj- 
nym. Obrazila się tem niezręcznem wezwallimll am- 
bitna hr. Humięcka i grzecznie odpisała, iż na za- 
proszenie z powod u innych wizyt stawić się nie bę- 
dzie mogla. 
Księżna )Iodeny zrozumiala sens owej odprawy 
i udala się ze skargą do królo,vej, która wezwawszy 
do siebie hr. Humięcką, rozkazała jej oddać wizytę 
księżniczce krwi. Posłuszna rozkazowi królowej hr. 
Humięcka odrzekła, iż ulegnie, ale że karzełka z sobą 
w żadnym razie nie zabierze. Widząc, że taki obrót 
rzeczy nie zadowolni księżnej l\Iodeny, królowa prze- 
rwala rozmowę i zaprosila hrabinę na śniadanie, które 
się 'v parę dni później na dworze królewskim od- 
być nlialo.
		

/kraushar_drobiazgi10108_0001.djvu

			10U 


PA
HĘTNIKI KARZEf,KA POLSKIEGO. 


- 


Jakież jednak było zdziwienie hr. Humięckiej, 
gdy jednocześnie z zalneldowaniern jej nazwiska o 
godzinie na proszone śniadanie wyznaczonej, nsly- 
szala nazwisko meldowanej księżnej Modeny! Natu- 
ralnie nie bylo czasu ani możności wycofania się i 
otóż dwie rozją;trzone przeciw sobie damy znala
ły 
się na sali królowej... Zapoznanie odbylo się w spo- 
sób bardzo uprzedzający, jak gdyby nic przedtem 
nie zaszlo i znowu nasz karzełek stal się przednlio- 
tern ogólnego zajęcia. 
Po rocznynl pobycie 'v Paryżu, hr. Hlunięcka 
wyj echala ze s"\voinl joujou <:lo Holandyi, gdzie ze 
strony księcia :::;tathudera znalazla bardzo uprzejme 
powitanie. 
Następnie opisuje p. Józef swoję podróż i przy- 
jazd do \Varsza"\vy, wrażenie jakie ówczesna stolica 
zrobila na jego umyśle, bale i festyny wyprawiane 
przez arystokracyą miejscową. 
Najulubieńszeln miejscem odwiedzin karz elka 
w \Varszawie byl teatr francuski, na którym ,vystę- 
powala podówczas ulubiona przez złotą mlodzież 
subretka, której nazwiska wszakże, karzelek , zape- 
wne pn
ez skromność, nie przytacza... 
Stanisła,v August w początkach swojego pano- 
wania otaczal się kwiatem arystokracyi krwi i umy- 
słu. \V szystko na wyścigi staralo się okazać mlo- 
denlu królowi, splendor nieslychany wyprawianiełn 
festynów bez liku, na których, pięknością i towarzy- 
ską ogładą; królo,vała zawsze protektorka naszego 
karzełka. N aj ednynl z takich festynów przedstawiono 
pana Józefa Stanisl
wowi Augustowi.
		

/kraushar_drobiazgi10109_0001.djvu

			PAMII
TNIKI KARZEŁKA POLSKIEGO. 


107 


Panliętp.ik opisuje tragiczny koniec Anastazyi 
Boruslawskiej, siostry autora, również liliputowym 
wzrostem obdarzonej, która bawiąc na dworze ka- 
sztelanowej Kamińskiej, zakochala się 'v mlodym, 
ujlllującej powierzchowności oficerze. Nagly zgon 
karliczki pogrążyl kasztelanowę i j ej otoczenie w glę- 
bokim smutku i serce naszego karz elka napelnił nie- 
wyslowionyul żalem. Z takiego 8mętnego nastroju 
wyrwalo pana Józefa uczucie miłości ku pannie Iza- 
linie Barbontan, Francuzce rodem, która idąc za radą 
i zachętą hr. Hurnięckiej, oddala serce i rękę p. J ó- 
zefowi. . Nie o było się to bez przeszkód dość nawet 
poważnych. Nuncyusz papieski opieral się dlugo temu 
związkowi, lecz na wdanie się króla przeszkody usu- 
nięto i 
zczęśliwy karzelek stanął z ukochaną swoją 
Izaliną u stóp ołtarza. 
Idąc za radą możnych swoich przyj aciół, mIody 
małżonek wybrał się ponownie w podróż po Euro- 
pie okolo roku 1780. Zwiedzil Kraków i "\Yiedeń, 
gdzie poznal ambasadora Keitha, Anglika, który na- 
kłonil p. Józefa do wyjazdu do Anglii. Aby zebrać 
potrzebne środki na podróż, urządzono wielki kon- 
cert, na którym karzelek nasz, dawny uczeń hebllana 
Ogillskiego, przyjąl rolę wykonawcy, ku wielkiemu 
zadowoleniu licznie zebranej publiczności. Przed 
wyjazdem do Anglii p. Józef zwiedził Peszt, zapro- 

zony tam przez hrabinę Fekete, poczem wyruszył 
do Linzu, przyjęty z wielką ostenh;:cyą przez hr. 
'rierheima. Opis podróży i pobytu w Anglii obej- 
llluje znaczną część pamiętników Boruslawskiego. 
Arystokracya angielska wyrywała sobie prawię
		

/kraushar_drobiazgi10110_0001.djvu

			108 


P .A:MIĘTNIKI KARZEŁKA POLSKIEGO. 


naszego bościa, który jako oj ciec rodziny, zmuszony 
do zarohku na utrzYlllanie żony i dzieci, porzucił 
dawne swoje ambitne skrupuly i zaczął się pokazy- 
wać za pieniądze na d worach wielkich panów... 
Ogiński, '\v. hetnlan litewski, spotkał się znowu 
z karzełkiem w Londynie, i otoczył go opieką, urzą- 
dzając dlaIl koncerta, za,vsze tłumnie uczęszczane. 
Dochody zresztą; plynęły do kieszeni p. Józefa so- 
wicie. Ksią;żę l\farlborough zapłacil Boruslawskiemu 
za trzewiczek dość znaczną sumę. 
Zaczęto się domagać od karzelka szczególowej 
autobiografii. Książę Galii stanął na czele przedpła- 
cicieli. Ks. Lubomirska ,vplywem swoinl i staranielll 
listę tę uczynila dość pokaźną;. 
"Julja.n Ursyn Nielllcewicz - pisze K. W. Wój- 
cicki - widzial naszego karzełka po roku 1830 w Lon- 
dynie. Chwalił go z dowcipu, charakteru i rozsą;dku. 
Pokazywał się zwykle z żoną, która go nosiła na 
ręku, j ak dziecię. Gdy podrosły j ego córki, wyj echały 
wraz z lllatką do kraju. Borusławski , uzbierawszy 
sobie kapital, od którego miał doC'hodu rocznego 
3,200 zlotych polskich, już nie opuści! Anglii, prze- 
jeżdżał się z llliejsca na miejsce. Ostatnie lata życia 
spędził w nlieście Durham, w północnej Anglii. Ulllarł 
dnia. 5 września. r. 1837, dożył zatem rzadkiego wieku, 
lat 98, bez dwóch miesięcy. Zmarł 'v wierze kato- 
lickiej, a mala trulllienka karzelka zlożoną; zostala 
w katedrze w Nine-AJtars, obok dawniej zmarłego 
przyjaciela jego, Stefana Kemble." 


-......... ..
		

/kraushar_drobiazgi10111_0001.djvu

			- 


PODRÓŻ 
OBYW A TEL! \r ARSZA 'VSKIEGO DO PERSYJ 


W R. 1602. 


"
		

/kraushar_drobiazgi10113_0001.djvu

			l. 


Kazimierz Niesiolowski, kasztelan smoleński, 
gorliwy stronnik Augusta III, marszaJ:ek konfedera- 
cyi województwa no,vogrodzkiego, znany jako człek 
wielce uczony i piśmienny, którego dziela: Otia pu- 
blica (1743) i Olia domestica (1745) wielkiej sweg9 
czasu zażywały popularności, posiadaJ: byl w zbio- 
rach s,voich cenny rękopis, obejmujący Relacy(! Se- 
f('ra Jlfuratolt"icza, ovywatela 'lfa'J"szawskiego, od Zygmunta 
III, króla polskiego, dla spraUiOłt"ania rrzeczy wyslanego 
do Perrsyi w rokzt 1 (j()2. 
Rękopis wspomniany otrzymał w darze od Nie- 
siolowskiego slynny misyonarz, Jezuita, Tadeusz Kru- 
siilski (zmarły w r. 1751), podróżnik zawołany i zna- 
wca ,V schodu, którego dziela historyczne, dotyczące 
Persyi, mialy wielki rozglos w Europie i dostąpiły 
przekładów na języki europejskie, a nawet na język 
turecki. 
l\famy pod ręką przedruk owego rękopisu, do- 
pelniony przez nieznanego wydawcę w 'Varszawie, 
w początkach bieżącego wieku. 
Niepozorna ta broszurka, o kilku zaledwie stron- 
nicach druku, obejmuje szczegóły tak ciekawe 
 do.
		

/kraushar_drobiazgi10114_0001.djvu

			112 PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO 


tyczące stosunków dyplomatycznych Polski z Per- 
syą w wieku X'-rrI, jak niemniej rysy obyczajowe 
epoki tak od nas odleglej, że nie będzie to bez in- 
teresu dla wspólczesnego czytelnika, jeżeli o osno- 
wie rzadkiej już dzisiaj relacyi Sefera 
Iurato,vicza 
podamy krótką wiadomość. 
Sefer, syn Seweryna Muratowicza, ormianin, 
kupiec i mie
zkaniec st.arej Warszawy, wysłanym zo- 
stal przez króla Zygmunta III do Persyi, dla zakupu 
klejnotów. 
Opatrzony polecającemi listy króla, wyjechal 
był 
Iuratowicz w r. 1601 do Lwowa, ztamtąd przez 
W oloszę, przeprawiwszy się przez Dunaj, ruszył nad 
morze Czarne, lecz z powodu przeciwnych wiatrów 
dopiero po dwumiesięcznej podróży przybył do tra- 
pezunckiego portu. Po chwilowym odpoczynku ru- 
szył w dalszą drogę i po szesnastu dniach podróży 
dostal się do Erzerum. Ztamtąd, drogą na Kars, 
dostał się do Erywanu, gdzie zabawiwszy czas ja- 
kiś, z wzmocnionemi silami ruszył do Nachiczewanu, 
a przeprawiwszy się przez rzekę Araxes, przybył do 
Ekbatany. Byla to podó,vczas granica tureckiego 
państwa. Po dwudziestodniowej podróży dostał się 
l\furatowicz do wielkiego miasta Kaszan, a następnie 
do Kazbinu, gdzie zamówił dla "króla J)Ici kobierce 
jedwabne, zlotem tkane, także namiot i szable bu- 
łato we " . 
W mieście tell poznal się Muratowicz z pe- 
wnym kupcem, sługą Tahmas-bega, drugiego wezyra 
szacha perskiego. 
Gdy się od owego slugi dowiedział wezyr, że
		

/kraushar_drobiazgi10115_0001.djvu

			. 


. 


. . 
. 


. - 


.. 


. .. 
DO PE
YI W R. ]602. 


113 


. 



 


. 


. 


w ;Persyi jest pe'wien kupiec. króla polskiego, po- 

 
śpi
szyt z tą wiadomością.. do szacha,' kt?ry natych- 
miast do siebie cudzoziemca wezwał. 
y 
"J akoż - pisze w swej relacyi 
Iuratowicz - 
wsiaałszy na konie powodne, które już były rozsa- 
dzone, za dni trzy przyjechałem do AspahłLmu, gdzie 

a teI\ czas król rezydował. .. 
. "Tam postawiony byłem w kosztownym palacu 
Tahmas-bega, który mnie pytaJ, dlaczegobym do 
.. 
Persyi przyjechaJ:? 
. 
"Powiedzialenl, że mam rozkaz króla J
Ici palla 
mego miłościwego,oabYlll tu dla .ni
go kupił drogich 
kamieni i niektóre rzeczy, osobliwie namiot. · 
"Rzekl mi potem: · . 
- "Szach, pall mój, od półtora lata posła do 
króla, pana twego wysłał; pyta n; .cię 
ięc, jeżeliś 
go taIn widzial? 
· " Odpowiedziałem : 
- "Słyszałe!1l tylko, że do Mosbvy przyj echał 
na ten czas, gdy
 ja ze. Lwowa ,vyjeżdżaJ: w drogę 
i że miał listy do króla J
Ici pana mego od waszego 
. 
szacha, ale go w Polsce n.ie-tllasz, gdyż pisze dworza- 
nin królewski, który jest tlómaczem językó
 ture- 
ckiego, perskiego, arabskiego, niejaki pan Dzierżek 
i oznajmuje, .że poseł wasz do cesarza nieJmeckiego 
jest w Pradze, dziwując się temu, że: jadąc. przez 
Polskę, żadnego od szacha OIci nie- przyniósł listu . 
do króla TI\Ici polskiego. l\Inie zaś pan Dzierżek imie- 
niem króla Inlci, pana mego miłościwego rozkazaJ:, 
abym się. w wielkie rzeczy u dwo
 waszego nie 
wdawał, tylko mi to ministrom waszym 
onieść zle- 
S
kjce bist. Ser. I. T. 1. 
 8 


. . 


. 


. 


I 
. 


. 


.. 


.. 


, 


.. 


. 


.. 


, 


.
		

/kraushar_drobiazgi10116_0001.djvu

			. 


114 PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO 


ci!, abym oznajmil, że przyjaźll króla polskiego może 
być pożyteczniejszą szachowi IMci, niżeli innego 
pana chrześciańskiego i żebym tak szacha IMci dys- 
ponował do wzajemnej z królem Imcią, panem moim 
korespondencyi. " .. 


II. 


Dowiedziawszy się o misyi :\furato,vicza, udal się 
wezyr do szacha i tam otrzymał rozkaz, aby kupca 
polskiego przyjął naj gościnniej w swym palacu. 
Gościnność to byla iście wschodnia, gdyż nasz 
poczciwy 8efer otrzymywal przez czas pobytu u we- 
zyra po dwadzieścia potraw na obiad i wieczerzę. 
"N azajutrz - pisze l\Iuratowicz - przyslano 
po mnie od króla kosztownie od złota i drogich ka- 
. 
mieni przybranego konia i kazano, abym na nill 
do palacu królewskiego j echal, com zaraz uczynił. 
"Przywi
dziono mnie na kosztowną salę, gdzie 
tylko sześciu panów radnych było, którzy przed kró- 
leIn stali w kosztownych złotogłowach, szable ko- 
sztowne maj ąc. 
.. 
"Sam szach siedział na stołku srebrnym pozło- 
cistym, pod którynl kobierzec z kosztownego złoto- 
głowu był rozesłany; na sobie lmal biaJ:y, atlasowy 
żupan i delię podszytą sobolami. 
"Przysze dlszy, jako zwyczaj, ukłon mu czuło- 
. bitny oddalem i nazad cofnąwszy się, stanąlem. 
"Kazał mi dać król srebrną ławkę i siedzieć 
kazał, alem ,Żadną miarą usiąść nie chcial, widząc, 
że radni panowie stali. 


.. 


. 


. 


. 


. 


. 


ł
		

/kraushar_drobiazgi10117_0001.djvu

			DO PERSYI W R. 1602. 


115 


"PytaJ: mnie o zdrowiu król IMci, jak się ma, 
jak mu się powodzi? 
"Odpowiedziałem, że z łaski Bożej dobrze zdro- 
wego, ,vesolego i strasznego nieprzyj aciołom swoim 
zostawiłem, od którego radbym Waszej Królewskiej 
l\fości pozdrowienie uczynil, lecz nie mam tego zle- 
cenia, gdyż nie jestem posłem, ale kupcem. Więc 
tylko powiadam, co mam w poruczeniu od d worz a- 
nina i dragomana tureckiego, perskiego i arabskiego 
języka, pana Dzierżka, abym przez kogokolwiek imie- 
niem króla nIci, Pana :\Iego l\filościwego, Waszej 
Królewskiej l\Iości doniósł, że król IMci Polski ży- 
czy sobie przyjaźni 'Vaszej Królewskiej ):fości. 
"Pytal mnie się potem, jakem dawno 'vyjechał 
ode dworu, przez które państwa, jako mi się 'v dro- 
dze powodzilo? na co wedle potrzeby powiedzialem. 
"Potem do radnych panów (rozumiejąc, że ja 
po persku nie umię) po persku rzekł: 
- "Już teraz niech idzie do gospody, jeszcze 
widzę śmiałości nie nla. 
"Pokłoniwszy się tedy, jak niósł zwyczaj, po- 
j echałem nazad. 
"Gdym wieczerzal, przyszedł do mnie Tahmas- 
beg i rzekł mi: 
- "Lubo cię nie znam, alem słysz al wszystko 
dobre o tobie, od braci naszych Ormian. Oznajnluję 
ci, że tu jest posel moskiewski, który dał tę sprawę 
szachowi, panu memu, opowiadając .sprawy cesarza 
niemieckiego, francuzkiego, angielskiego, królów i we- 
netów, jako też innych książąt i państw, że król 
Polski daje trybut panu jego. Będzie jutro ten po- 
8*
		

/kraushar_drobiazgi10118_0001.djvu

			116 PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO 


sel U króla, albo przedni j ego dworzanin; będzie też 
angielski z weneckim posel i tobie. każe król tam 
przyj echać; o co cię będzie szach przy nich pytać, 
myśl jak odpowiedzieć, za com mu podziękował, a 
zatem odemnie poszedl". . 


III. 


Przyprowadzono nazajutrz naszemu Seferowi 
i Tahmas-begowi konie i pojechali razem do palacu 
Szacha. Tam wprowadzono przybyłych na wielką 
salę, gdzie Szach na tronie się prezentowa!. Po le- 
wej stronie stal obok niego angielski posel, za nim 
niemiecki, za nimi dwoma dragoman kniazia moskiew- 
skiego. Po prawej stronie stalo pięciu wezyrów, przy 
których ustawiono naszego Muratowicza. 
- TJA zatem, począł mnie Szach pytać - tak 
pisze dalej nasz Sefer - jako się ma twój Król? 
dawnoś od niego wyjechał? jak mu się powodzi? 
a potem rzekł do mnie: 
- "Z tak dalekiego kraju przyjechałeś, czemuś 
.. żadnej kartki od Króla twego mnie nie przyniósl? 
"Odpowiedziałem, że nie jestem posłem, ale 
czlowiek kupiecki, przyjechalenl dla kupienia drogich 
kamieni i niektórych rzeczy perskiej roboty dla Króla 
Jegomości. 
TJPotem rzekI: 
- TJAzaż jest większy Pan na świecie jako Ce- 
sarz calej Rusi? a ten tak na mnie laska w i często 
do mnie pisze i często swoje posly do mnie wysyła.. 
Nadto, cesarz niemiecki, dalej jeszcze jest za wami
		

/kraushar_drobiazgi10119_0001.djvu

			DO PEn.SYI W R. 1602. 
. . 


117 


królowa angielska, wenetowie, a jeszcze dalej rzym- 
ski papa, a przecie, ci, nie zapominają mnie i pragną 
mej przyjaźni. Czemuż Ę:ról twój nie miałby, jeżeli 
nie człowiekiem, to przynajmniej listem odezwać się 
do mnie? 
"OdpowiedziaJ:em na to: 
- "Nie trzeba się dziwować, że Król Jego- 
l\Iość, pan mój miłościwy, posła swego nie posyła, 
ani pisze do Waszej Królewskiej Mości, gdyż i \Va- 
sza Królewska l\Iość do niego nie piszesz, ani posy- 
lasz; a wie o tem Król Jegomość , Pan mój mi- 
łościwy, że W. K. 
1:ość do innych chrześciańskich 
panów listy pisujesz i posly swe posyłasz. 
"Zaczym Szach powstał z gniewem na posła 
angielskiego, a potem do lnstanhana, pierwszego we- 
zyra, rzek!: 
- "Ażem ja nie posłał królowi polskiemu listu? 
"Odpowiedział wezyr: 
- "Posłal Wasza Królewska :Mość... 
"Toż Król obróciwszy się do posła angielskiego 
rzekł: 
- " Wszak twój brat wziął listy i podarunki 
i mial je oddać królowi polskiemu? Dla czegoż ich 
nie oddaJ:? 
"Odpowiedzial poseł: 
- "Nie miej za złe, :Mości Królu, bratu memu, 
gdyż w tej mierze nie zgrzeszył, bo gdy przyjechał 
do Cesarza caJ:ej Rusi, powiedział, że ma upominki 
i listy do króla polskiego, który go zaraz do w-ię- 
zienia dal, gdzie trzy nliesiące chorowaJ: , aż potem 
przysiągl i ślubował, że prosto do cesarza niemieckiego
		

/kraushar_drobiazgi10120_0001.djvu

			118 PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO 


pojedzie, a potem do Anglii, toż dopiero z więzienia 
wypuszczony. 
"Król nic nie rzekł, tylko głową wstrząsnął. 
"J am zaś z zanadrza wyj ął wolny list Króla 
Jegomości i dalem go w ręce posla weneckiego, pro. 
sząc, aby tytuł króla polskiego czytał, co uczynił. 
"Zaczym, pokłonilem się ze czcią zwyczajną 
Królowi i odstąpiwszy na swoje miejsce, rzekłen1: 
"l\Iości Królu, odpuść nli to \V. K. l\lość, że 
choć nie jestem posłańcenl, ale poddanym Króla 
Pana mego, jednak nie mogę ścierpieć krzywdy jego 
i powinienem przestrzegać dostoj eństwa honoru kró- 
lewskiego, przeto proszę W. K. l\fości, żebym mógł 
z dozwoleniem j ego kilka sló,v jeszcze powiedzieć. 
"Rzekł król: 
- "Mów, co potrzeba, nie obawiaj się. 
"Zatynl rzekłem: 
- ,,
Iości Królu, nie mówię nic przeciwko do- 
stoj eństwu królów zacnych i wielkich, z któremi '\Va- 
sza Królewska 1tIość masz przyj aźń. \Viem, że cesarz 
niemiecki jest zacny i wielki pan, jako też i potężny 
między pany chrześciańskiemi, ale i król Jegomość 
Polski, pan mój miłościwy, nie jest pośledniejszym 
i o potężności j ego nieomylną '\Vaszej Królewskiej 
1tIości dam sprawę. Niedawnemi czasy, l\Iaksymilian, 
Arcyksiążę, brat rodzony cesarza niemieckiego, ze- 
zebrawszy potężne wojsko chciał ubieżeć stołeczne 
miasto Kraków, do którego, Król Jegomość, z Kró- 
lestwa szwedzkiego, z malynl pocztem wojska (nie 
spodziewając się i nie rozunliejąc, aby tam nlial ja- 
kiego nieprzyjaciela), ciągnął. Tymczasem przed przy-
		

/kraushar_drobiazgi10121_0001.djvu

			. 


. 


,. 


po PERSYI W R. 1602. 


IW 


p 


byciem królewskienl hetman Polski )Iaksymiliana od 
Krakowa odpędzil i wielu mu ludzi pobil, że musiał 
ze sromotą Arcyksiążę ustąpić. A skoro za granicę 
usze,dl i większe wojsko zebrał, chcąc znowu pod 
Kraków przyciągnąć, a Król J eg9mość tynlczasem 
do Krakowa przyjechal, hetmanowi swemu rozkaz al 
'v pole Arcyksięciu wyjechać, nie czekając go w gra- 
nicach polskich. Ciągnąl tedy przeciwko niemu het- 
man, I:::Jpodziewając się się z nim gdziekolwiek w Pol- 
sce spotkać; ale Maksynlilian, żeby tYlllczasem byl 
potężniejszy, czekal hetulana w swojej ziemi, pod je- 
dnym hliastełll cesarza nienlieckiego, lec
 blj
}ro byl 
granicy polskiej. · 
"Nie nlógl wytrwać hetman na ","olanie wojska 
królewskiego, które prosilo, a.by z niemi do ziemi 
nienlieckiej ciągnął. Uczynil tak hetman, przeszedl 
granicę, szedł prosto do obozu nieprzyjacielskiego, 
dal bitwę potężnenlu, a prawie żelaznemu 'wojsku 1Ia- 
ksymiliana, lupy wielkie wziął, s'anlego l\Iaksymiliana 
pojlnal i półtora lata w więzieniu trzymal: aż potym 
za przyczyną papiezką. i samego cesarza, j akQ też 
. 
za staraniem panó,v chrześciańskich, dobrowolnie go 
król illci wypuścił. 
o "Nadto, niedawnemi czasy, powolał byl potężny 
nieprzyj aciel na 'cesarza tureckiego, Michal, woj e- 
woda Multallski, który wojska jego poraził, Synan 
baszę zbił, który przed nim ucieklszy, odbieżal cięż- 
kiej armaty, którą tym lepiej wZlllocniwszy się l\Ii- . 
chal, wielką prowincją ordyńską książęciu siedmio- 
grodzkiemu wydarł, sanlego z wojskiem na glowę 
poraziwszy. Nadto kusil się i o cesarza nienlieckiego,
		

/kraushar_drobiazgi10122_0001.djvu

			. 


, 


. .. 


. 


.,.
 . 


. 


. 


l. 


120 


PODRÓŻ OBYWA TEI
A WARSZAWSKIEGO 


.. . 


. 


. . 
. 


.. 


. . 


. 


. któ
ego Gzęść wojska t,akże poraził, przez co, w witi h - 
szą si\i jęszcze pychę podnió
ł, oburzyl się na pań- 
stwo ziemi wołoskiej, która hold uj e królowi, panu 
'mojemu i wojewodę wołoskiego wygnal, zamki jego 
. , 
ludźmi swemi poosadzal. Czego Król J egonlość nie 
mogąc !l
 sobie zni.eść, hetmana 
wego z pewnym 
woj ska pocztenl wysłał, który .ol\fichala . z wołoskiej 
. I 
.. ziemi wyparował, sam l\Iichał ledwo z gardłem uciekl. 
Poszedl potym do zienli j ego i doszedłszy do bitwy 
go- przymusił, nie mając więcej wojska nad siedm 
tysięcy, zbił wojsko )Iichala, dzial samych trzy- . 
sta zabral, pallstwo jego pod władzę króla Jegonlo- 
. . ści podbił, które i teraz trzyma. Toć tak jest, a nie 
inaczej, jakom Waszej Królewskiej )Iości powiedział, 
a jeśli się inaczej poka.że, każ nli 'Vasza Króle,vska 
Mość tyłem język wywlec". 


.. 


. 


. 


.. 
. 


.. 


. 


.. 


IV. 


. 


.. 


Spojrzał 
zach na wezyrów i posló,v i do naj- 
wyższego ministra Hussein-bega rzekł: 
..' . 
- "Widzisz, co to za człowiek! Nie będąc po- 
slem, o dostojeństwo pana swego jak się uI111e za- 
.. 
stawia.ć !" . . . 
.. 
. I tJosla! natychmiast po dworzanina Pirr;kuli, 
który był wysłanym z bratem posła angielskiego do 
Polski; ",' 
. 
'Skoro Pirr- kuli stanął przed szachem, ten uka- 
. . " 
zując przybyłemu .na l'tfuratowicza rzekł: · .. 
_ "Widzisz Pirr-kuli tego człeka, to jest ku- 
piecki czlowiek, nie poseł, a przecie jako utrzymuje 
. 


.. 


. 


.. 


.. 


't 


" 


.. 


,. 


.. 


. 


- 


.. 


. 


. 


.. 


....
		

/kraushar_drobiazgi10123_0001.djvu

			. 


DO PERSYI VI R. 1602. 


121 


/I 


dostoj eIlstwo pana swP,go! 1\1iłuj ąc sławę króla swego 
krzywdy p
ńskiej znieść nie mógł, a ty, niebaczny 
czł
wiecze, zaniedbałeś twoją powinność i rozkaz 
n
ój! Posłalenl cię, abyś j e ch aJ: z bratem posla an- 
gielskiego do króla polskiego. Tyś się wrócił z opo- 
wieścią? że cię Cesarz calej Rusi nie chcial przepu- 
ścic\ powiadając, że tam nie masz co czynić, nie umie- 
. jąc języka. Powiedzialeś mi, że brat posła angiel- 
· skiego przy tobie wyjechal do Polski, a teraz mam 
. 
wiadonlość, że tego posła wtrącono do więzienia 
i dla tego ani listy, ani upominki nie do
zły. 
. "Odrzekł Pirr-kuli: 
. --- "Tak jest, a nie inaczej. Został on w :\10- 
sk.w
e: a jam odjechaJ:. 
nNa to król: 
.:- "A czenlużeś nam tak pierwej nie powie- 


. 


. 


. 


dzial ? 


. 


'. . "Z bojaźni to uczyniłem - odrzekł wystra- 
szony Pirr-kuli. 
· . ,,
aczym szach do wezyra rzecze: 
. - "Co taki zaslużył, który królowi pra,vdy 
. nIe powiada? 
. 
"Na to wezyr: 
, - Jak go W. Król. ::\Iość skarać zechcesz, to 
rad nie rad cierpieć musi... 
"A w tern król krzyknie: 
- "Wywiedźcie go z ztąd, p.iech mu język 
urzną i oczy wyłupią!" 
\V net porwano nieszczęsną ofiarę i wyprowa- 
dzon o z sali. . 
Szach obróciwszy się do wezyra rzekł lago dnie : 


, 


. 


. 


. 



 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10124_0001.djvu

			122 PODRÓŻ OBYWATELA WARSZAWSKIEGO 


. 


"Weźcie tego gościa i obleczcie go 'v nowe 
szaty i z mego skarbca przypaszcie lllU sza.blę, a 
przywiedźcie llli go tu llazad! . 
"Szedleul tedy z nillli - ciągnie s'vą relacyę 
na
z ::\Iuratowicz - i włożono lla lllnie. żupan ada- 
maszku zielonego, na 'wierzch szatę złotogło,vą, za- 
wój, biały ze zlotem, siwemi barankami podszyty, 
przypasali szablę bulatową, kapą zieloną powleczoną. 
"Szedlem tak do króla, któremu, wedle zwy- 
czaju, uniżywszy się ze czcią przyzwoitą, podzięko: 
walem za szaty. · 
"A król rzekł: 
- "Bodajeś zdrów zl1osil, to ci daję za pewny 
zadatek mej faski i pamiątkę. Proszę, abyś się w tej 
sukni u króla twego a brata mego stawił, i cokol- 
wiek tu widziałe.ś i widzieć będziesz, abyś mu to 
powiedział. Oprócz tego nlanl ei niektóre rzeczy o- 
znajmić, abyś to królowi powiedzial, a teraz mo
esz 
iść do twojej gospody". 
Pokloniwszy się szachowi odszeili 
Iuratowicz. 
Czekali go Tahmas-beg i poseł wenecki i poprowa- 
dzili go kręteilli ulica.mi na szeroki rynek. 
Tam w ostatnich konwulsyach spoczywala ofiara 
gniewu królewskiego, 1iedny Pirr-kuli... obok niego 
leżał skrwawiony wywleczony język i krwawe przed 
chwilą wylupione oczy... 


. 


v. 


Dni dziesięć minęlo od opisanych powyżej \vy- 
darzeń, gdy nagle otrzyma! nasz Muratowicz pono- 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10125_0001.djvu

			DO Plm
YI W R. 1602. 


123 , 


wne od szacha wezwanie, by przybyl doń "na chleb". 
Poprowadzil Tahn18s-beg cudzozienlCa do palacu kró- 
lewskiego, o pól mili od miasta polożonego i wpro- 
wadził do przepysznej sali. 
"Tam króla ujrzawszy pisze podróżnik -- 
poklon mu zwykły oddałenl. 
"Podano potrawy. 
"Rozkazal król wezyrowi Tahn1as-begowi: czę- 
::,tuj mego gościa. 
,,8iadł syn królewski, siadl wezyr, siadłem i ja, 
a król z- daleka patrzal na nas. Potenl kazal przy- 
nieść wina. PrzyniÓsł podczaszy wino w kubku zło- 
tym, drogieIDi kamieńnli, dyanlentami, rubinami, I:::Jzma- 
ragdanli sadzonym, bardzo wielkim. 
"RzekI król do nlnie: 
- "Gościu, piję za dobre zdrowie wielkiego, 
:3lawnego, króla l:\lci paTIa twego, a nlego brata 11li- 
łego" iwypil polowicą. 
"Mnie kazal pelno nalać i rzekł mi: 
- "Jeżeli kochasz króla, pana twego, ,,'ypij 
dUl:::Jzkiel1l. 
"Odpowiedziałem: 
- "Chętnie to uczynię za zdro,vie Króla pana 
lllego i waszej królewskiej mości. 
"I duszkiem ,vypiłem, a po lllałej chwili wsbt- 
wszy od stołu rzeklenl: 
- "Proszę mości królu, żebYIll .za dozwoleniem 
jego mógł odejść. 
"Rzekl król: Bodajeś zdrów odjechal, a obró- 
ciwszy się do wezyra, rzecze: 
- "l\liałenl posły nloskiewskie, angielskie, we-
		

/kraushar_drobiazgi10126_0001.djvu

			124 PODRÓŻ OBYWATET.A WARSZAWSKIEGO 


neckie, papiezkie, a z żadnego nie bylem tak ukon- 
tento'wany, j ak z tego czlowieka, z którym moim j ę- 
zykiem mogę się rozmówić". 
"Potem mi rzekI: 
- "Gościu, pój dź sam i sam do mnie przystar 
pil, a uj ą wszy lnnie za rękę, wiódł ku koilcowi sali, 
a wezyrowi i synowi kazał wyniść i do pokoju mniej- 
szego mnie zaprowadziwszy, odpiąl żupan i wyj ą- 
wszy krzyż złoty, rzekI: 
- »Gościu mily, masz wiedzieć, że ja nie j(>sln1t 
już u:i(}cf'j muzulmancm, ale z laski Bożej chrze.<3ciaui- 
nem, za nauką Papy rzymskiego dobrzem poznał l\Ies- 
syasza Boga i czlowieka, Jezusa Chrystusa. Już tedy 
tej wiary jestem, której po wszystkim świecie kościół 
święty uczy i król pan twój ,vyznawa. Przeto, ży- 
czę sobie tego, aby też król pan twój o tem wie- 
dząc, ufaJ: mi, jako chrześcianinowi. Prawda jest, że 
tego jeszcze jawnie nip pokazuje, mając wircej przed sobq 
muzułmanów, niż
li chrześcian, za pomocą jednak Boga 
w Trójcy ś,viętej jedynego, uczynię staranie takie, 
żebynl wszystkich poddanych moich bez tumultu i 
gwaltownego przymuszenia do poznania Chrystusa 
mógł przywieść, gdy mi Pan Bóg da zwycięztwo 
nad nieprzyjacielem moim, na którego z wojskiem 
idę. " 


VI. 


To niespodziewane wyznaniA szacha perskiego 
Abasa przed skromnym kupcem warszawskim uczy- 
nione, znajduje potwierdzenie w dopisku wydawcy
		

/kraushar_drobiazgi10127_0001.djvu

			D.O PERSY( w R. 1602. 


125 


rękopisu Sefera Muratowicza, gdzie czytamy, że szach 
Abas urodzil się z matki chrześcianki, córki książę- 
cia Georgii, a nadto bre.re apostolskielll papieża Kle- 
mensa VIII, przesIanem z Rzymu w d. 24 lutego 
1601 do Szach-Abasa, a rozpoczynająceID się od slów 
magna est vis virtut-is (wielką jest sila cnoty) znajdo- 
wać się lllają szczegóIy llawrócenia perskiego wIadcy 
lla katolicyzlll. 
Lecz wróćmy do relacyi naszego poczciwego 
Befera. 
"Mówił król dalej: 
"Życzę sobie i pragllę przyjaźni króla DIci, 
któremu ofiaruję przez cię życzliwość, 
zczerość i bra- 
terstwo. Niech wie o mnie, lliech mi rozkaże sobie 
służyć, nie zmarszczę się. A nie będę li ja potrzebnym, 
albo nie doczekali tego, abYlll miał posla do króla 
I:\Ici wyprawić, tedy przynajlllniej syn mój, które- 
goś widzi al, llloże się przygodzić synowi króla L\Ici. 
Niewiem , co bym n1ógI posIać za upominki przez 
ciebie? 
"Odpo,viedzialem: l\Inie tu nie posIano na ode- 
branie upominków, nie ważyIbym się tego? nie bę- 
dąc poslem, ani mając listu do W. K. 1.Iości. Ale je- 
żeli W. Królewska l\Iość chcesz posIać upominki 
przez posla swego, ja mu w drodze służyć będę". 
"Zaczym król rzekI: 
- "Ponieważ teraz to być nie - llloże, przynaj- 
lnniej oddaj ten list królowi IYci, a proś go, aby 
mi przez posla swego, lub przez ciebie odpisał; a ja 
obiecuję, że da Pan Bóg, skoro z ,yojny wrócę, po- 
sla mego z upominkami wyśl
".
		

/kraushar_drobiazgi10128_0001.djvu

			126 


, , 
PODROZ OBYW ATELA WARSZAWSKIEGO. 


"ZatYIll list zapieczętowany odebrawszy, króla 
pożegnaJ:em, który llli rzekł: 
- "J utro wyj eżdżam \v drogę. Ze luną przez 
trzy dni poj edziesz jedną drogą, a potym się poże- 
gnanlY. 
"Nazajutrz, przez trzy dni, w proste się suknie 
ubrawszy, kurpie na llogi wlożywszy, pieszo szedl 
i sześćset z nim urodziwych nllodzieńców także, a 
jam na koniu jechal i w namiocie Tahmas-bega ja- 
d al i sypia!. 
" U mad w Khorassan w powrocie z wypra,vy 
przeciw Wielkiemu l\Iogolowi, któremu zabral pro- 
wincyę Kandahar. "\Y obozie przy ninl znajdowal się 
zawsze jedell z Ojców Kannelitów. 
"Czwartego dnia ujrzalem króla na koniu, który 
też lnnie ujrzawszy mówil: 
- "Proszę, donieś do uszu króla Jegomości, 
Pana twego, a brata mego, upominając go w tytn, 
że ze mnie wiernego przyjaciela mieć będzie". 
Na tern kończy się relacya naszego Murato- . 
WlCza. 
Z dziejów perskich wiadolllo, że dobre chęci 
Szach Abasa, co do zawiązania bliższych z Polską sto- 
sunków, urzeczywistllioneilli być nie mogly. 
Syn jego, Szach Abas, mlodszy następca trollu, 
z powodu jawnych sympatyj dla chrześciall, wywo- 
łaJ: llliędzy poddanymi bunt, którego padł ofiarą z ręki 
wlasllego syna; troll po nim objął oj co- i królobójca 
Szach Sefi. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10129_0001.djvu

			. 


. 
. 


Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


-. 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10130_0001.djvu

			. 


. 


. 


.. 


. 


. 
. 


, 


. 


" 


. 


" 


.. 


'" 


. 


. 


" 


.
		

/kraushar_drobiazgi10131_0001.djvu

			W dawnych zabudowaniach klaśztornych, obok 
najwspanialszego z weneckich kościołów, S. )Iaria 
dei Frari, przy uliczce Rio TeITa S. Toma, mieści 
się bogate, troskliwą opieką rządu włoskiego oto- 
czone, archiwum państwowe weneckie. 
Gdy się już oczy moje nasyciły dowoli wido- 
kiem naj przeróżniejszych cudów, jakiemi geniusz mi- 
strzó"r i stokroć od nich wspanialsza natura uposa- 
żyły l1larmUrowe miasto lagun, a myśl stękniona do 
zadrukowanej i zapisanej bibuly nakazala wypocząć 
nieco w ciszy bibliotecznych murów, skierowalem 
z upragnieniem kroki w stronę gmachu, na fronto- 
nie którego, złocistemi, wielkiemi literami, jaśniej ą 
slowa: Tl1łc[Jia tvrriutcndcJlza a[Jli Arcliivi reneti". 
Oprócz pobudlci zaspokojenia zwykłej ciekawo- 
ści, widokielll skarbca, mieszczącego w sobie tyle 
ważnych zabytków do historyi kraj ów, które z rze- 
cząpospolitą św. )Iarka w dyplomatycznych pozo- 
stawaly stosunkach, wiódł mnie w progi weneckiego 
archi'Vlilll jeden jeszcze, ściśle określony załlliar, zdo- 
bycia dla dziej ów oj czystych ważnego historycznego 
źródła. 


Szkice hist. Ser. 1. T. I. 


9
		

/kraushar_drobiazgi10132_0001.djvu

			130 


Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


Kiedy w latach 1846-1849 nieodżalowany Ale- 
ksander hr. Przezdziecki zwiedzial archiwa włoskie, 
szukając w nich materyalu dla przyszłych swych po- 
mnikowych wydawnictw, biedna Wenecya jęczala 
podówczas pod jarzmem obcej wszechwładzy, a bo- 
gate jej archiwa, kluczem podejrzliwych strażników 
zamknięte, z trudnością odmykaly się dla badal;zy 
miej scowych, teIn mniej zaś - dla cudzoziemców. 
Dzięki powadze, jakiej już podówczas hr. Przez- 
dziecki w nal!ce używal, pozwolono mlodemu bada- 
czowi, na wyraźny wszelako rozkaz Mettemicha na- 
desłany z Wiednia, przeniknąć do zaklętego skarbca. 
Z wyjątkiem jednak kilku maloważnych tomów 
korrespodencyj królów lJolskich, pJ"ynlasów i kanclerzóUJ, 
nie okazano mu jednego, naj ciekawszego źródła, 
a mianowicie: listów rezydenta we'JlCckiego w JVars.:awie 
za czasów panowania Jana Sobieskiego do senatu 
pisanych, które, według zapewnienia znawców, obej- 
mować mialy niesłychanie ciekawy i ważny mate- 
ryal do dziej ów odsieczy wiedeńskiej... 
Taj emnica otaczaj ąca owe listy tak ściśle o b- 
serwowaną byla, iż nie chciano ich użyczyć ani 
Edwardowi hr. Raczyńskiemu, ani nawet, pomimo 
silnych protekcyj, panu de Salvandy, do powtórnego 
wydania dziejów Jana Sobieskiego. 
l\Iówiono, że powodem takiej taj emniczej re- 
zerwy mial być ton uszczypliwy i nieprzyjazny dla 
dworu wiedeńskiego, jakiego rezydent wenecki w ra- 
portach swoich dopuścić się ośmielił. 

d chwili nieudanej wyprawy ś. p. hrabiego 
Aleksandra na zdobycie owego złotego dla dziej ów
		

/kraushar_drobiazgi10133_0001.djvu

			Z WENECKIEGO A RCHIW '("M. 


131 


polskich TIlna, wiele zaszlo dla pięknej Wenecyi po- 
myślnych a niespodziewanych wydarzeń. Z cedro- 
wych masztów placu św. Marka powiały znowu, 
chwilowo w r. 1848, stanowczo zaś, w r. 1866, da- 
wne, dumne godła Rzeczypospolitej. Orzeł Austrya- 
cki opuścił oskubane skrzydła i zwrotnym lotem 
pomkną.ł zawstydzony poza wzgórza Pontebby, na 
frontonie zaś poklasztornego gnlachu dei Frari z roz- 
kazu \Viktora Emanuela zajaśniał złocistemi głoskami 
napis: "p.-ł-chiri Vendi", a drzwi, dotychczas szczelnie 
zamknięte, dla wszystkich żądnych nauki i poszuki- 
wań stanęły na oścież otworem... 
Nie bez uczucia tajemnej radości zbliżyłem się 
do podwoi upragnionego skarbca. Zdawało mi się, iż 
być może będę pierwszym z szczęśliwych śmiertel- 
ników, którym los uprzejmy zachował pomyślną spo- 
sobność przysłużenia się historyi krajo,vej, niezna- 
nym, a do tego tyle ponętnym pomnikiem... Już 
przed oczyma rozbujalej fantazyi widziałem w od- 
dali spory tom, pięknemi drukowany czcionkami, 
o wspanialym tytule: "Relacye rezydenta wene- 
ckiego z czasów Jana Sobieskiego, pisane z War- 
szawy do weneckiego senatu, odpisane z orygina- 
łów przez" .... Zabierałem się już w myśli do powa- 
żnego studyum nad osobami i faktami owej cieka- 
wej w dziejach ojczystych epoki, pragnąc zaopatrzyć 
surowy lnateryał, wyczerpuj ącym, naukoWYlll komen- 
tarzem. 
. 
Znana uprzejnlość włochów w udzielaniu infor- 
macyi cudzoziemcom nadawala owym złudzeniolll 
pozór rzeczywitości, do tego stopnia, iż ujmując za 
9*
		

/kraushar_drobiazgi10134_0001.djvu

			132 


Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


. 


klamkę archiwum, trzymałmll już pod pachą spory 
zwitek papieru, w kieszeni zaś prośbę lakonicznie 
zredagowaną: Spettabile Direzionc Jell Archirio di Stato 
in Venezia. Prego, che mi sia pern'tCsso, cli far studi, iu- 
torno alla sforia delia Polonia u. , co, jak mnie uprze- 
dzono, stanowi nieodzowny warunek dopuszczenia 
do kwerendy 'v archiwum. Vl nadziejach moich 
utwierdził mnie pobieżny przegląd nazwisk księgi 
wizytacyjnej, w przysionku archi,vum dla odwiedza- 
"-. jących złożonej, w której, z wyjątkiem kilku na- 
zwisk polskich, (niektóre z nich dla" fantazyi miały 
końcówki -lui..J nie znalazłem nazwisk znanych ar- 
chiwalnych szperaczy, co mogło służyć za dowód, 
iż będę pierwszym z nadwiślańskich śmiertelników, 
którzy, po Przezdziecki
, w wyłuszczonym powyżej 
zamiarze, do wrót weneckiego skarbu się dobrali... 
Kustosz archiwuln, człowiek młody, jak na 
uczonego ,vłocha, dosyć zrozumialym językiem fran- 
cuskim władający, z uprzedzającą grzecznością oświad- 
czył . gotowość opro,vadzenia lllnie po salach i oka- 
zania rzeczy ,vidzenia godnych. Przyznam się, iż 
oglądanie szaf bibliotecznych (choćby tak bogatych, 
jak watykańskie) i grzbietów książek, nawet elzewi- 
rmn drukowanych, do namiętności moich nie należy. 
Nie chcąc wszelako zbytnią skwapliwością zdradzić 
na wstępie głównego celu odwiedzin, przyzwoliłem 
chętnie na wędrówkę po opustoszalych, folialami 
i pargaminami ze w!Szech stron przybranych kury- 
tarzach, zwracając podczas owej wędrówki baczną 
uwagę na napisy, z wymienieniem krajów, do któ- 
rych się szafy odnosiły.
		

/kraushar_drobiazgi10135_0001.djvu

			Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


133 


. 1\r zą,kątku jednej z sal wyczytalem nareszcie 
napis ponętny: ,.,Polonia", a na deseczce szafki, 
mniejszemi literami 'wyraz ,.,secrct{(u.. 
Tu był kres mojej wędrówki... 
W ynurzyłenl tedy bez ogródek grzecznemu ku- 
stoszowi, iż ten właśnie zakątek stanowi oddawna 
przedmiot moich gorących pragnień i że wdzięcznYlll 
będę, jeśli mi wyjednallem zostanie zez,volenie na 
przejrzenie choćby powierzchowne treści owych ksiąg, 
zatytułowanych na grzbiecie nazwą: "D;.';pacci dcgli 
ambaf'ciatOJ i vcncti al Senato'" . 
N a to otrzymalem odpo,viedź, iż dyrektor ar- 
ChiWUIll nie znajdzie zapewne przeszkód w spełnie- 
niu tej prośby. 
Jakoż, p. kustosz, pozostawiwszy nlnie chwilowo 
samego w sali, zeszedł na dół do gabinetu dyrektora 
po decyzyę. 
Pożądliwie zbliżyłem się do zamkniętej szafy 
i przez szyby j ej okienek zacząłeln szukać upra- 
gnionego tomu relacyj z datą 1682-1683. Nie mia- 
łem żadnej wątpliwości, iż ten tOIll wł
śllie, tak sta- 
rannie przed Przezdzieckim, Salvandym i RaczYli- 
skim przez austryakó,v ukrywany, obecllie za o,velni 
szybkan1i znajdować się musi. Był tam foliant rela- 
cyj posłów weneckich od r. 1574, były i dalsze lata. 
Zbiór kończy się na r. 1718. 'Vidnialy tam nazwiska 
dożów: Foscariniego, Tiepola., Contariniego, Daniela 
Delfin, l\Iarino l\Iarin. Tell właśnie .kollczył szereg 
tomó,v z datami 1716-1718. Z nazwisk ambasado- 
rów dostrzegłem jedynie Lippomana. Księgi jednako 
w pargamin oprawne, dobrze utrzymane, opieraly się 


.
		

/kraushar_drobiazgi10136_0001.djvu

			134 


Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


szczelnie o siebie, bez żadnych. luk, zdradzających 
brak jednego ogniwa... 
Przebiegłem śpiesznie okiem przez kolejne daty 
panowań królów polskich. Jllinąłem Walezego, Zy- 
gmunta Wazę, Władyslawa IV. Jestem przy Janie 
Kazimierzu. Szukam niecierpliwie lat dalszych... 
N apróżno! Ciąg chronologiczny urywa się w t81ll 
miejscu i rozpoczyna na nowo r. - 1684... Brak 
więc calkowitego okresu od r. 1652 do 1682, tego 
ostatniego właśnie, u schyłku którego, na krótko 
przed wiedeńską odsieczą, zaczęły się pojawiać taje- 
mnicze relacye weneckiego rezydenta!... 
Pierwszy ten szkopuł zmroził nieco me nadziej e, 
ale nie pob
1
ił stanowczo otuchy... 
Sądziłem przez chwilę, iż prawdopodobnie cie- 
kawy ów, a upragniony tom, znajduje się już w rę- 
kach jakiego szczęśliwszego odemnie szperacza, że 
bądź co bądź, choćby z rozwianiem się moich osobi- 
stych, ambitnych planów, dzieje krajowe skorzystają 
nareszcie z innej ręki z kopalni nowych a drasty- 
cznych szczegółów... szkoda zatem byłaby mala. 
Wrócił nareszcie kustosz z upragnionem zezwo- 
leniem. Opowiedzialem mu, jaki mnie w czasie jego 
nieobecności spotkal zawód i spytalem, gdzie się 
obecnie brakujący w szafce tom relacyj znajduje? 
Kustosz zdziwił się na razie i począł wspólnie ze 
mną przeglądać szereg woluminów... 
Nie znalazłszy również tego, czego nie było, 
zamyślil się i po chwili r jakby przypomniawszy so- 
bio pewien szczegół, oświadczył, że pewien signore 
Polacco, którego nazwiska wyrazić nie umiał: (byl 


.
		

/kraushar_drobiazgi10137_0001.djvu

			Z WENECKIEGO ARCHIWUM. 


135 


nim p. Karol Cieszkowski, z Poznańskiego), pracuje 
od niejakiego czasu nad odpisami różnych dokumen- 
tów dla Akademii Umiejętności w Krakowie, że za- 
tem prawdopodobnie poszukiwany tom w jego rę- 
kach obecnie się znaj duj e. 
Dla stwierdzenia prawdziwości owego domysłu 
udaliśmy się do pracowni archiwum, gdzie przy rzę- 
dem ustawionych stołach pracowaJ:o kilku piszących. 
Archiwista uprzedzony o celu naszych odwie- 
dzin, wydobyl ze szafy dwa wolulliina opatrzone na- 
pisem: TJLettere dal 1645-1740. NN° 17 i 18." 
Były to księgi, z których, j ak mi powiedziano, 
p. Cieszko,vski robił odpisy, lecz nie relacye, o które 
mi głównie chodziło. Rzuciwszy po bieżJ}ie na treść 
owych listów, przekonaJ:em się, iż były to oryginały ko- 
respondencyj królów i dostojników polskich z Rzeczą- 
pospolitą wenecką, po większej części obojętnego 
dla historyi znaczenia. Zauważyłem w nich wszakże 
parę listów Sobieskiego ciekawszych. Jeden, pisany 
z Warszawy dnia 19 maja r. 1683, przed wyprawą 
na Turka, do weneckiego doży, drugi, z października 
r. 1683 po bitwie pod Parkanami TJz obozu nad Du- 
najem". 
Pierwszy w języku wloskim, pięknym, czytel- 
nym charakterem, w całości ręką Jana li skreślony, 
miaJ: napis łaciński: TJD-no F1"ancisco Duci Venetia- 
"rum Fral1.i et Cognato ]{ostri Carissimo, a w nim 
dzielny, malujący animusz rycerski bphatera ustęp: 
. . .TJ no . n so. cOJne sara per rinecirmi l'essecutione de' 
miei gen eros i (Hsegn-i, 'IlOn dispero lJC"'O dell' assistenza 


f
		

/kraushar_drobiazgi10138_0001.djvu

			136 


Z WENECKIEGO ARCmWUM. 


Divina., la quale lwrmai tante voltc diede virt'lt aZZa 
mia destł.a" . . . 
Drugi, pisany wśród woj ennej wrzawy, mniej 
JUŻ byl czytelny, a posuwistych liter, krzywo, jakby 
na siodle pisanych, niepodobna mi było odcyfrować... 
Kiedy się z treści owego woluminu p. kustosz 
przekonal, iż nie była to księga, której szukano, nie- 
pokój go jakiś ogarnął, gdyż przeprosiwszy mnie, 
śpiesznym krokiem udal się do naczelnego dyrektora 
archiwum, aby mu fakt zatracenia ważnego tomu 
ralacyj bezzwłocznie zakomunikować. 
Po chwili zj awil się w pracowni naczelny dy- 
tektor, piękny, o śniadej cerze i bujnym, kruczym 
zaroście mężczyzna i po żwawej wymianie zdań z ar- 
chiwistą wspólnie z nim udal się do przyległego po- 
koju; poszukiwania owych panów trwaly dosyć długo, 
lecz nie doprowadziły do rezultatu. 
Okazalo się, iż w rzeczy samej, najważniejszy 
tom relacyj, niewiadomo z czyjej winy i z czyjego 
rozkazu - przepadł bez wieści... 
Ostatecznie utwierdziła władze archiwum wtem 
smutnem przekonaniu okoliczność, iż między wyka- 
zem źródeł zakomunikowanych z polecenia rządu za- 
cnemu Cezarowi Correnti (który pracowal, jak wia- 
domo, nad historyą Polski) tego właśnie nieocenio- 
nego tomu VII relacyj, obejmującego okres czasu 
od 1652-1684 nie było i że w tym wykazie przy 
nr. VII pozostawiono niewypełnioną linijkę... 
Kto był sprawcą zatraty tomu? niewiadomo. 
Domyślają się wszelako, iż władze austryackie, 
opuszczając Wenecyą, darowaną w r. 1866 po bi- 


.
		

/kraushar_drobiazgi10139_0001.djvu

			. 


. 


Z WENECKIEGO ARClliWUM. 
. 


137 


.0 


twie pod Sadową Napoleonowi ID, uprowadziły ze 
sobą tajemniczą księgę, która, bodaj czy nie zawie- 
rala w sobie klucza do ostatecznego. wyjaśnienia 
dyplomatycz
ych arkanów, jakie poprzedziły pamię- 
tną wyprawę wiedeńską i tych ukrytych sprężyn, 
jakie na dworze Sobieskiego, pod wpływ.em potężnej 
ręki, calą grę osobistych widoków, intryg i walk 
, 
stronniczych 'v ruch wprowadzały... · 
Dlaczego jednak władze weneckiego archiwum 
dopiero wskutek przypadkowej mej wizyty' o zatra- 
. 
ceniu tyle cennego zabytku się przekonaly i czyli 
nadspodziew
ne wykrycie faktu owej straty dopro- 
wadzi z czasem rząd ,vłoski do j ej odzyskania (o ile · 
tylko za rządów 
1etternicha księga nie uległa zni- 
szczeniu) - to dopiero przyszłość wyjaśni... .. . 


. 


. 
. 
. 

 
. 
. 
, 
. . 
, , .. 
: 
, 
. 
. 
. 
i .. . 


. 


. 


.' 


. 


.---.-- 


. 


. 


. 
'1 
. . 
. 
. 
.' 
. 
, 
': 


. 


. 


i 


. 


ot 


I 


, 


, . .
		

/kraushar_drobiazgi10140_0001.djvu

			. 


ot 


, . 
. 


. 


, 


. 



 


. 
. 


. 



 


. 


, 



 


'.. 


ł' 


. 


. 


i
		

/kraushar_drobiazgi10141_0001.djvu

			ROMANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE 


Z POŁOWY XVIII WIEKU. 


. 


. 


. 
, 
. 
. 
. 
.
		

/kraushar_drobiazgi10142_0001.djvu

			.. 


.. 


. 


.. 


. 


. 


. 


'. 


. 


. 


. 


.. t 
. 
A. 
, 1 
. 
. 
.. .- . 
. 
. 
- . 
- 
. . 
. .. 
'- 
. 
. 
.. 
. 
l' "" 'i 
. 
 
. ł 
. 
. 
. ł 
..- 
. 
I 
. 
.. ,. . 
. 
. 
Ił 
. . 
.. . , , 
. , 
. 
. . .. 
..
		

/kraushar_drobiazgi10143_0001.djvu

			,V r. 1750, z oficyny wydawcy Gosse'go 'v Ha- 
dze, wyszedł pamiętnik niejakiego ka,valera St. l\Ii- 
chel'a, pod tytulem: Histoire d'un gentil-lwmme ćcussais, 
aux cours de Succlc et de PQlo,ą11C, pendant les regnes 
dr Fn:dćric Augustr et de Cbarles .L'(IL 
Niewielka ta książeczka, z dwóch części zlo- 
. 

ona, poświęconą zostala przez wydawcę pamiętnika, 
podznaczonego początkowemi literami imienia i na- · 
zwiska L. 
I., niewiadomemu dobroczyllCY i 9pieku- 
nowi pmlliętllikarza, margrabiemu de T., z przypo- 
mnielliem lask ,vyświadczonych kawalerowi de St. · 
l\1ichel, jego życia, pelnego przygód i niezwyklych 
wypadków, oraz wdzięczności, jaką faworyt pielę- 
gnowal \v sercu dla swego dobroczYllcy, pod któ- 
rego dachelll 'v r. 1747 zakończył a,vanturniczy 
\ żywot. 
Z osnowy pamiętnika latwo wyprowadzić wnio- 
sek, że kawaler St. )Iichel należał do licznego grona 
przybłędó,v zagranicznych, którymi dawnerni cza
y 
roila się gościnna Polska, dając przytulek, a nieraz 
fortunę i znaczenie osobistościom dwuznacznym, zrę- 
cznym, które czepialy się klamek pal1skich w wido- 


.
		

/kraushar_drobiazgi10144_0001.djvu

			142 RO
{ANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE. 


kach kary ery i nierza.dko w uslugach poziomego 
waloru. Przyjemna powierzcho,vność, gladkie obej- 
ście, sztuka podbijania serc niewieścich, tytuł ary- 
stokratyczny - oto byIy warunki powodzenia; reszty 
dopełniała szczęśliwa gwiazda losu - a ta, jak się 
zdaje, dosyć jasno naszemu pamiętnikarzowi przy- 
świecała w życiu. 
Po polączeniu Szkocyi z Anglią w początkach 
XvlII ,vieku, znaczna licz ba rodzin szlacheckich, 
nie mogąc się pogodzić z myślą utraty niezależności, 
opuściła kraj rodzinny i przeniosla się, szukając 
szczęścia i przytulku, na obczyznę, głównie zaś do 
Francyi. Do licz by tych emigrantów należ al byl 
i ojciec kawalera St. ::\Iichel. UdaJ: się on z synem 
do Paryża, gdzie jako wojskowy pozyskał stopień 
kapitana w regimencie kawaleryi. Łaska królewska 
otoczyla i mlodego wygnańca, który niebawmn, po 
przebyciu kolegium, wysIany zostal do Strasburga, 
gdzie go zaliczono również do kawaleryi. 
l\llody Saint-
Iichel zjednał sobie sympatyą 
towarzyszów broni i zawiązal stosunek ścisłej przy.. 
jaźni z hrabią Ar*. Ten, 'v długich poufnych zwie- 
rzeniach, wyznał przed przyjacielem, że pała nie- 
szczęśliwą miłością do pięknej Teodory, córki j akie- 
goś niemieckiego barona w sluŻbie francuskiej, lecz 
że kochanka na naj czulsze afękta amanta odpowiada 
nieWZTI1Szoną o boj ętnością. Kawaler St. 
Iichel miał 
być pośr,ednikiem hrabiego w o budzeniu czulszych 
afektów w sercu bogdanki, lecz starania jego ód- 
niosly wprost przeciwny skutek," gdyż panna Teo- 
. dora, oburzona na hrabiego za zamiar wykradzenia
		

/kraushar_drobiazgi10145_0001.djvu

			ROMANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POJ.SCE. 143 


J ej z domu matki, nietylko stanowczo odmówiła 
wstęp
 hrabiemu do siebie, lecz natomiast zapalała 
miłością do kawalera St. Michel, oświadczywszy się 
z gotowością oddania mu ręki. 
Niespodziany ten obrót wypadków o ma!o się 
nie stal powodem poj edynku między przyj aciolmi. 
Ojciec kawalera St. l\Iichel przeszkodzi! zajściu, dał 
rozkaz synowi niezwłocznego opuszczenia Strasburga 
i udania się na dwór Karola XII do Szwecyi. 
W drodze do miej sca nowego przeznaczenia 
poznał się nasz bohater z pewnym magnatem pol- 
skim, ktÓry go namówi!, aby przyjechał do War- 
, 
szawy. Ow magnat, prowadząc awanturniczy żywot, 
wałęsał się po całej Europie, i podczas tych wędró- 
wek zawiązał przyj aźń z piękną panną Lucyllą, 
która, pomimo oporu rodziny swego kochanka, po- 
stanowiła połączyć swoje .losy z baronem de Pollak, 
pod którym to tytułem ów magnat figuruje w pa- 
miętniku. 
Część pierwsza pamiętnika kończy się pełną 
przygód i awantur podróżą dwojga kocb.anków po 
Niemczech, spotkaniem się z kawalerem St. }lichel 
i przyj azdem calej tej gromadki do Warszawy. 
PaDnę Lucyllę przedstawiono jako krewną ka- 
walera St. l\lichel, który przyjął tę rolę na siebie 
w chęci dogodzenia baronowi. Tymczasem zaś ulo- 
kowano ją w klasztorze, w nadziei, że rodzina ba- 
rona na związek małżeński kochanków przyzwoli. 
'Vywdzięczając się za tę usługę, pośpieszyl 
baron zająć się losem cudzoziemca i unlieścil go 


. 


. 


,.
		

/kraushar_drobiazgi10146_0001.djvu

			14... 


. 
ROUANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE. 


. 


.. 


, 


w palacu swego ojca, gdzie mu okazano serdeczną 
,.- pp 
gosClllllOSC. 
"Zdawalo mi się 
 pisze pamiętnikarz - że 
zostałem przeniesiony do' zupełnie. nowego świata, 
. 
i że zamieszkuję wśród ludu zupelnie od innych od- 
miennego. Podziw mój wzrastal w miarę poznawa- 
. . 
nia bliższego otaczającego mnie towarzystwa. W szę- 
ą,zie spo.tykalem uprzejmość, rozmowy grzeczne, cią- 
'gle zapraszania, slowem, to wszystko, co może spotkać 
cudzoziemca najprzyjemniejszego na obczyźnie. Pe- 
wien Francuz, Villemot, z którym. zabralem znajo- 
mość, objaśni! mnie, że w tej uprzedzającej grze- 
czności Polaków niema nic nadzwyczajnego, że szla- 

 
. chta W ,tym kraju jest bez wyjątku wspaniałomyślną, 
że uważa to sobie za punkt honoru podejmować 
. cudzoziemców z gościnnością; że magnaci. podej- 
mują'. u. siebie nawet nie:Znajomych okazale, wyj e- 
onywając dla nich urzędy, godności i l}redyt nie- 
ograniczony. Taki tryb. postępowan,ia, mówi]: mi, 
tembardziej jest uznania godzien, że nie ma pobu- 
dek w. dumie, ani interesie osobistym. Swoboda 
i naiwność towarzyszy 
awsze ich czynom, a obluda 
. jest tu nieznaną (la dissiIJlltlation. n'est pas de cc 
pays-ci). . Lecz, dodaJ:, ponieważ 'otworzyłeś przede- 
mną serce swoje, a nie jesteś obeznany z obycza- 
jami miejscowemi, dlatego pragnę 'cię o
jaśnić co do 
pewnych okoliczności, z których móglbyś wyciągnąć 
korzyść dla siebie niezaprzeczoną. J estes mlodym, 
a tutaj, z powierzchownością taką jak twoja, można . 
zajść daleko. .. Slodki, uprzejmy, uprzedzający, umiar- 
kowany, wkrótce moż!3śz :::iię stać zwycięzcą. Zresztą 
. 


" 


. 


. 


. 


. 


. 


. . 


. 
. . 


. 
. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10147_0001.djvu

			. ROMANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE.. 14;) 


talent do śpi eW11 , jaki posiadasz, bardzo jest tu po- 
· szukiwanym. Pohicy są szczodrzy aż do rozrzutności; 
wspaniałomyślność, ta zaleta serca, tak rzadka. i szla- 
.. chetna., stanowi u nich ,vadę narodową. Nie umieją 
być oszczędnymi, ku .
wlasnej nawet szkodzie. Serce . 
ich nie jest zadowolone, dopóki nie roztrwonią ma- 
jątku na prezenta i na okazałe przyjęcia. Damy .tu- 
tejsze trzymają prym przed naszemi arystokratkami; 
najstarsze z nich najlepiej się ubierają, a owe ogni- 
ste wstążki, jakiemi się stroją,. nadają im pozór 
. mlodości... Starają się one we ,vszystkiem naślado- 
. wać francuską lllodę. Czyż tak nie jest u .wszystkich 
narodów, co to krytykują od wieku modę naszę, 
a z tern ,vszystkiem ślepo się jej poddają? Nigdy 
. ::;ię nie ukazują bez karet sześciokonnych, choćby 
tylko dla przebycia ulicy. Chroń mnie Boże t bym 
je podejrzewał o kokieteryą. A jednak nadarza ci 
się najlepsza sposobność do zrobienia k ary ery, bądź 
w służbie wojskowej 7 bądź też w zawiązaniu ja- 
kiego czułego stosunku, który cię doprowadzi do 
przystani! 
"Mogę ci wskazać najlepszą ku temu drogę. 
Od ciebie zależy z niej skorzystać. Gdyś opuścil 
wczoraj mieszkanie pani G. M., slyszalem, jak się 
odezwała, że nazwisko twoje jest jej dobrze znane, 
że reputacya twoja zaleca cię wybornie. :\Iówila to 
takim tonem, jakbyś dla niej nie był obojętnym. 
Prosiłem jej, aby jaśniej myśl swą wyraziła. Na to 
odrzekla, że przyjemnie byłoby dla niej dowiedzieć 
się bliższych szczególów o twoim charakterze i sto- 
sunkach. Naturalnie, żem nie był skąpym w PO- 
Szkice hist. S81'. I. T. I. 10
		

/kraushar_drobiazgi10148_0001.djvu

			146 ROMANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE. 


chwałach. Otóż masz drogę ntoro,vaną do kary ery. 
Dołóż staraIl, a szczęście twoj e będzie za.pewnionem. 
Pani G. 1\1. nie jest już pierwszej młodości, ale po- 
dobać się jeszcze może... l\Iialżebyś się okazać nie- 
czułym na uśmiech losu?" 
PrZeIllOWa p. de ViUemot odniosla skutek ocze- 
kiwany. Niebawem wprowadzono pamiętnikarza. do 
salonu p. G. 
I., gdzie znalazl serdeczne przyjęcie. 
W słowach pelnych namaszczenia maluje nam 
wdzięk i urok, jakie towarzyszyly rozmowom i przy- 
jęciom 'v domu pani G. l\f. Obraz uroczej Teodory 
powoli zaczął się zacierać w umyśle cudzoziemca, 
ale nie tak zupelnie, by 'v zwierzeniach przed panią 
G. M. ukryć się dala tęsknota do opuszczonej. Łzy 
i westchnienia byly odpowiedzią pani G. 1\1. na tę 
serdeczną spowiedź. 
'- Jakto! - zawolala - oddalony od ojczyzny, 
bez pomocy i majątku, przy takieITI urodzeniu i z ta- 
kiemi talentami, miałżebyś nie znaleźć kogoś, co by 
się tobą zaopiekowal? Jesteś bez zajęcia i niema 
nikogo, aby ci go dostarczyl? Hańba narodowi, że 
cię tak zaniedbuje! 
Iiej jednak nadzieję, że ja cię 
wynagrodzę za taką nielaskę. . . 
Im więcej pani G. M. okazywała względów cu- 
dzoziemco'wi, tern mniej odczuwał on wzajemności 
dla s,vej opiekunki. Obraz 0P\lSZCzonej Teodory co- 
raz ,vięcej wylaniał się z obloków niepamięci, pO,d- 
sycany ,vidokiem schadzek pięknej Lucyny z baro- 
nem. .Pociechą byl list, ulożony w naj czulszych wy- 
razach do opuszczonej kochanki, z zapewnieniem
		

/kraushar_drobiazgi10149_0001.djvu

			ROMANS SZT.ACHCICA SZKOCKJEOO W POLSCE. 147 


o stałości uczuć, wierności i wszystkiemi możliwemi 
oznakami przywiązania. 
Tymczasem pani G. 1\1. nie ustawala w stara- 
niach o podbicie serca pięknego cudzoziemca. W cią- 
głych rozmowach poufnych, w festynach na cześć 
gościa ,vyprawianych, w dlugich przechadzkach za- 
miejskich starała się ujarzmić opornego faworyta, 
który, oszołomiony temi zabiegami, zaczął tracić po- 
woli grunt pod sobą, i już w bujnej wyobraźni wi- 
dzial otwierający się horyzont szczęścia. 
Pojawienie się niespodziane pięknej Zelindy, 
kuzynki pani G. M., w domu amfitryonki, wstrzy- 
mało znowu bieg afektów kochanka, zwróci wszy je, 
ku przerażeniu pani G. M., w stronę, z której jak 
najmniej przewidywala niebezpieczeństwa. 
Pragnąc tedy zaradzić złemu i przyśpieszyć 
stanowczą chwilę oświadczyn, pani G. 
l. zawiado- 
miła naszego bohatera, że panna Zelinda poślubioną 
już jest woj ewodzie Tro... 
Jakoż zj awil się niebawem w domu pani G. ::\1. 
ów nieoczekiwany rywal. 
"Była to - pisze kawaler - bezkształtna masa 
na nogach suchych, cienkich, a krótkich. Glowa 
tego pana, wciśnięta w szeroki kark, zdawala się 
uciekać w głąb, jakby zawstydzona wlasną potwor- 
nością. " 
Z tern wszystkiem, ów szczęśliwy konkurent 
Zelindy nie byl pozbawiony zalet. 
OdznaczaJ: się dowcipełn i ogladą, i niebawem 
n asz pamiętnikarz za wiązal z nim stosunki zażyłej 
przyj aźni. 


10*
		

/kraushar_drobiazgi10150_0001.djvu

			148 . ROMANS SZLA CHCICA S7.KOCJ{JEGO W POI
SCE. 


Na tle takich romansowych przygód rysuje się 
obraz sercowych stosunków naszego bohatera. 
"Nie ustawała pani G. Jtf. w osypy,vaniu mnie 
podarkami. Skloniła mnie do przyjęcia mieszkania. 
\ve wspaniałym jej pałacu i UIDeblowala je z \viel- 
kim nakładem. Przydala mi do usług znaczną liczbę 
sług, większą, niżby należalo. Zaopatrzyła mię w pie- 
niądze. Braklo tylko powozu; lecz pewnego poranku, 
usłysz alem na dziedzińcu turkot, a gdym sądzil, żę 
to może przyj eżdża . baron, lub ktoś z moich znaj o- 
rnych, wyjrzalem z okna i spostrzeglem sześciokonną 
kolasę, przeznaczoną, jak się zaraz dowiedzialem, 
dla mnie. 
"Ta szczodrobliwość stala się dla mnie powo- 
dem wielu nieprzyj emności. Pani G. 1\1. byla wdową, 
i to jej wlaśnie dawalo pewną niezawislość postę- 
powania, na którą krewni jej, w widokach dziedzi- 
ctwa, spoglądali z niechęcią. ą,viat otaczający ró- 
wnież zaczął krzywo na to spoglądać." 
Tymczasem ojciec barona przeniósl się do lep- 
szego świata, a z usunięciem tej jedynej przeszkody, 
dziedzic jego postanowil urzeczywistnić da,vne ma- 
trymonialne zallliary, i wyprowadziwszy z klasztoru 
pannę Lucynę, połączyl się z nią ,vęzlem malżellskiul. 
Pani G. ::\1., nie ustając 'v szafo'waniu łask dla 
dorodnego Szkota, wyjednala mu przez. wpływo- 
wych protektorów miejsce \v szeregach wojsk ko- 
ronnych. 
Dostąpiwszy tego zaszczytu, kawaler St. .l\Ii- 
chel zapomniał o zobowiązaniach względem dawnej 
kochanki Teodory i względem pani G. M., a zwróci]: 


..
		

/kraushar_drobiazgi10151_0001.djvu

			ROMANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE. 149 


afekta ku pięknej kuzynce tej ostatniej, Zelindzie, 
która, jak się okazaJ:o, nie byla dla tych afektów 
obojętną. 
W trakcie tego, pan de Villemot zawiadomil 
Szkota, że pani G. M., zniecierpliwiona dlugiem ocze- 
kiwaniem oświadczyn ze strony kawalera St. lIichel, 
postanowiła sama zachęcić go do tego kroku. 
\Viadomość ta przeraziła kawalera, zwlaszcza 
wobec świeżo rozkwitłych uczuć dla pięknej Zelindy. 
Gdy tak ustawicznie wahając się między ser- 
cem a obowiązkiem, nie wie, jak ma postąpić, nagle 
przybywa do \Varszawy, przebrana w strój męski, 
Teodora, a pojawienie się jej na scenie nowych za- 
pędów miłosnych naszego kawalera ku nadobnej 
Zelindzie, wraca go na drogę obowiązku. 
Kawaler St. :\Iichel ukrywa Teodorę w kla- 
sztorze, jak to już raz z panną Lucyną byl uczynił, 
lecz wojewoda Tro., chcąc się przypodobać wdówce, 
bacznelll go śledzi okiem, i udaje mu się w końcu 
wykryć stosunki przyszlego oblubieńca pani M. G. 
1tIiędzy bohaterem romansu i woj ewodą przychodzi 
do waśni i poj edynku, wstrzymanego wdaniem się 
znaj omych w sprawę. 
Rozgniewana wdówka wypowiada slowa pra- 
wdy zdradzieckiemu przybyszowi, oddala go od sie- 
bie i pozbawia świadczonych dobrodziejstw. 
\Vobec tych powikłań kawaler St. :Michel opu- 
szcza Polskę z Teodorą i wyj eżdża na dwór Ka- 
rola XII. 
Oto krótki szkic pamiętników Szkota. Pomimo 
wielu szczegółów naprowadzających na myśl, że caly
		

/kraushar_drobiazgi10152_0001.djvu

			150 ROl\IANS SZLACHCICA SZKOCKIEGO W POLSCE. 



w pamiętnik jest dzielem fantazyi romansopisarza, 
niepodobna odmówić książce niej akich cech wiaro- 
godności. Prawdopodobnie TVahrheit und D-iclduug 
(prawda i poezya) złożyły się na ów utwór, niepo- 
zbawiony talentu, zwlaszcza pod względem opiso- 
wości, tudzież zręcznej charakterystyki ludzi i sto- 
sunków obyczajowych połowy XVIII wieku. 


. . .
		

/kraushar_drobiazgi10153_0001.djvu

			E C H A W I E D E N S K I E G O P O G R O M U.
		

/kraushar_drobiazgi10154_0001.djvu

			ł
		

/kraushar_drobiazgi10155_0001.djvu

			... 


. 
.... 


Pomiędzy zastępem rycerzy, których rozglos 
gotującej się przeciw Turkom wyprawy, ze wszyst- 
kich krańców Europy sprowadził w r. 1683 do Wie- 
dnia, znaj dowal się i mlody anglik, lord Landsdown, 
syn szlachetnego Earl'a of Bath, walcząc jako ocho- 
tnik w szeregach, z niezrównaneill męztwem i po- 
r. . 
sWlęcemem. 
Zalecony cesarzowi przez protoplastę dzisiej- 
szego ministra, hrabiego Taafe, dowódcę oddzialu 
w którym służyl, otrzymał audencyą w Linzu, i tam, 
przyjęty z wielkieIll uznaniem przez monarchę, po- 
zyskał godność hrabiego Świętego Cesarstwa. 
Temu to walecznemu rycerzowi, nieznany au- 
tor, ukryty pod inicyałami H. G. poświęcił w r. 1684 
bardzo rzadkie) a z wielu względów cieka,ve dzielo; 
obejmujące pod szumnym tytułem Scanderbeg Redi- 
vivus, zarys życia i z'vycięztw Jana Sobieskiego od 
lat młodzieńczych poczynając, aż do owej ważnej 
w dziejach ucywilizowanego świata epoki, rozbicia 
potęgi Osmanów pod murami Wiednia. 
Tytuł owego ciekawego, w bogatszych jedynie 
księgozbiorach przecho,vywanego dTIlku w oryginale 
brzmi:
		

/kraushar_drobiazgi10156_0001.djvu

			154 


ECHA WIEDEŚSKIEGO POGROMU. 


. An historical aCCOltnt ot tJw life and actions of 
tlw most vicforiolls Prince John III king of Poland con- 
taininyan e;l'sacl and sllccinct Scries of affairs from his cra- 
dle, to tJw l!rescnt day, wit/t a particltlar accollut ofthe many 
great and signal vicforics obtaincd by Ił im against filC 
Turks, from the time Jw was pr..,t made Crown- General 
and afterwards clected kiny of Poland. Dedicatcd to Uw 
lord LandsdO'lfJl COllnt of tlw RoZy Empire. Loudon. 
Printed by H. C. for - Wił. Batcman and sold by most 
booksellers. 1684. 
W przekładzie: 
Historyczna wiadolność o życiu i czynach 
z,vycięskiego monarchy Jana III króla Pol- 
skiego, obejmująca szczególowy i treściwy zarys 
spra,v od wstąpienia jego na tron, aż do dnia 
dzisiejszego, ze szczegółową wiadomością o wielu 
ważnych i glośnych zwycięstwach odniesionych 
przezeń nad Turkami, od" chwili gdy lniano,va- 
nym zostal Hetmanem koronnYlll, a następnie 
elekcyjnym królem polskim. Poświęcona lordowi 
, 
Landsdown, Hrabiemu Swiętego Cesarstwa. 
Londyn 1684, etc. 
Książka ta, zawierająca stokilkadziesiąt stronic 
maJ:ego formatu, ozdobioną jest pięknym stalorytem 
przedstawiającYlll popiersie Sobieskiego, a nadto po- 
dobizną sztandaru wielkiego wezyra zdobytego przez 
króla Jana pod Wiedniem, ofiarowanego następnie 
przez zwycięzcę papieżowi InnocenteIllu XI. 
Przedlllowę rozpoczyna autor od dytyrambów 
na cześć bohatera "któreIllu równego trudno by szu-
		

/kraushar_drobiazgi10157_0001.djvu

			ECHA WIEDEXSKIEGO POGRO!IU. 


155 


, 
kać między legendowemi postaciami starożytności 
i rycerzami dziej ów powszechnych". 
,V pochwalach owych, obok panegiryzmu jest 
,vszelako pewna nuta szczerości i zapału, która i dzi- 
siejszego czytelnika zniewala do poblażliwości i sym- 
patycznego oddźwięku. 
"Ośmieliłem się - pisze autor w dedykacyi - 
przedsta,vić Waszej Szlachetności bohatera, którego 
cnoty mialeś szczęście sam podziwiać z bliska, a tem 
samem może Wasza Szlachetność uzupełnić wlasnem 
wyobrażeniem te luki obrazu, jaki, niniejszy pamię- 
tnik, w oderwanych fragmentach zaledwie w zary- 
sie byl w stanie przedsta,vić". 
. 
Książka "Scanderbeg redivivus" obejmuje za- 
rys historyi Polski od czasów naj dawniejszych, aż 
do wystąpienia na widownią historyczną rodziny So- 
bieskiego. Rozdzial drugi podaj e szczególową wia- 
domość o Królestwie Polskiem, j ego prawach i zwy- 
czajach. Trzeci, opisuje malżeństwo Sobieskiego i go- 
dności Wielkiego l\Iarszalka i Hetmana jakich dostąpił, 
przycZeIll podaj e krótki zarys rządów Jana Kazimie- 
rza aż do abdykcyi tego króla. W rozdziale czwar- 
tym opisane są rządy 
IichaJ:a Korybuta i pierwsze 
czyny wojenne Sobieskiego. Piąty zajllluje się bi- 
twą Chocimską i odzyskaniem Ukrainy. Szósty opi- 
suje dalsze zwycięztwa Sobieskiego i wspaniale przy- 
jęcie u ambasadora angielskiego po bitwie pod Żó- 
rawnem. Ostatni rozdział poświęconYlll jest akcyi 
wiedeńskiej. 
Fakta dziejowe W krótkim tym zarysie podane, 
jak na epokę wydania dziela i małą znajomość sto-
		

/kraushar_drobiazgi10158_0001.djvu

			156 


ECHA WIEDEŃSKIEGO POGROMU. 


sunków . polskich w Anglii odmalowane są wiernie. 
Postać Sobieskiego zarysowuje się wspaniale na tle 
przez autora obranem, nie trącąc ani przesadą, ani 
też wadą przece_niania wartości bohatera, wszy- 
StkiIll biografom, panegirystom zwlaszcza, właściwą. 
Autor, jako Anglik, podnosi ze szczególneID 
uznaniem wysoki zaszczyt jakiego dostąpił ambasa- 
dor angielski lord Hide, w bitwie pod Żórawnem, 
będąc przyjętynl przez Sobieskiego nR uroczysteIll 
posluchaniu z wielką ostentacyą. 
Dzialo się to w m. Zółkwi, dokąd przybył po- 
seł w karocach królewskich, przyjęty najprzód przez. 
1\Iarszalka Dworu, który go wprowadził do gabi- 
netu króla. 
 
"Po zwykłych formalnościach - pisze biograf- 
król wdał się w poufną rozmowę z naSZYlll amba- 
sadorelll i zaprowadził go następnie do komnat kró- 
lowej, gdzie również doznal jak najłaskawszego 
przyjęcia. Zaproszono go następnie na wspanialy 
bankiet, przygotowany we wspaniałych apartamen- 
tach. Jego Excelencya zasiadł obok króla z prawej 
strony, a przy nim, jak również po lewej ręce kró- 
lo,vej, zasiedli najznakomitsi dygnitarze w królestwie. 
Po bankiecie, który trwal godzin kilka, a od- 
znaczal się niezmiernym przepychem, Jego Excelen- 
cya odwiezionym zostal w karocach królewskich do 
swego mieszkania. Następnego dnia, wszyscy Sena- 
torowie i panowie znakomitsi pospieszyli zlożyć wi- 
zyty Jego Excelencyi. 13 Listopada otrzynlał nasz 
ambasador ponowne pożegnalne posłuchanie wybie-
		

/kraushar_drobiazgi10159_0001.djvu

			ECHA WIEDE:XSKIEGO POGRO
IU. 


157 


. 


rając się w podróż do Nilllwegi, gdzie miał udzial 
w rokowaniach nad ogólnym pokoj em". 
. Książka, o .której mowa, nie dorzuca do sumy 
. faktów dziej owych, epoki Sobieskiego dotyczących,'. 
. nowych informacyj i nieI'Iloże,jakkolwiek pr
ez współ- 
czesnego świadka pisana, służyć jako źródło odsła- 
niające sprężyny działań zakulisowych owoczesnej 
dyplo
acyi. - 
. Ale, jako wyraz gorącego uznania dla zasług 
Sobieskiego, jest ona IDiaroskazem tych uczuć ja- 
kie ożywiały cały owoczesny świat cywilizowany na 
widok bezprzykładneg
 rycerskiego poświęcenia .króia 
Jana, dla sprawy, od której przyszlość Europy zale- 
żną być miała. 
Nie stoi też ona odosobnioną w szeregu wszy- 
stkich owych 
zie}, rozpraw, broszur, wierszy okoli- 
cznościowych, hymnó,v i pieśni, jakie się ukazaJ:y po 
'Viedeńskim pogromie we wszystkich prawie krajach 
na cześć tryumfatora. 
Zanim doczekamy się bibliograficznego _ (zapo- 
wiedzianego) spisu wszystkich owych okolicznościo
 
wych utworów pragnę nateraz zwrócić uwagę biblio- 
grafów na jednę jeszcze w księgozbiorze Ordynacyi 
hr. Zamojskich przechowywaną, i o ile mi wiadomo, 
zupelnie dotychczas nieznaną książkę, poświęconą. 
ch,vale Sobieskiego, a napisaną pod wrażenielll dzielka 
Scaderbcg redivivllS. 
\V r. 1685 wyszła w Edynburgu, z drukarni 
Jego Wielkobrytańskiej 
Iości książka in qua.rto pod 
tytułem: Jlcmoirs of tlle life and actions of tlw most 
invincible and tryumlJJwnt prince John ihe Great, Tlzird
		

/kraushar_drobiazgi10160_0001.djvu

			158 


'ECHA WIEDEŃSKIEGO POGROMU. 


or tlwt name, prcsent King of Poland, eonfainiug a suc- 
eint series of affr.tirs from his rraddle to tlw prc
ełlt day; 
'U.ifh a particular 'relalion of his 'Juany great ałłd sitt- 
pcndiołls vicfo'rics, obtaen'd against flw Tllrks and Tar- 
tars, from tlw time he was first macIe Crown General, 
and a{tcrlfards eleded king o{ Po lw ul. DOłU) iu VPTse 
(out or H. G's. Aecounf ol tliC said Prinees life and 
acfions) by a LOl'er or the Peaee and Glory or Chri- 
stend01ne. " 
W przekładzie: 
Pamiętniki o życiu i czynach niezwycię- 
żonego a zwycięzkiego monarchy Jana Wiel- 
, 
kiego, Trzecim zwanego, obecnego króla pol- 
skiego, obejmujące szereg spraw od jego ko- 
ronacyi aż do dnia dzisiejszego, ze szczególową 
relacyą jego wielkich a zadziwiających zwy- 
cięztw odniesionych nad Turkami i Tatarami, 
od chwili gdy zostal Hetma.nem koronnym a na- 
stępnie królem polskim. Ulożono wierszem (na 
podstawie historycznej wiadolllości H. G. o ży- 
ciu i czynach wzmiankowanego monarchy) przez 
miłośnika pokoju i chwaly Chrześcial1stwa. 
Edynburg. R. P. 1685. 
Owym miłośnikiem pokoju i chwaly chrześci- 
jaństwa był kaplan szkocki, Aleksander Tyler, pod- 
pisany z imienia i nazwiska na jednej z kilku przed- 
mów i dedykacyj do dziela jako "obsen;antissimus 
lnirator et eultor" Jana III. 
Pierwsza przedmowa poświęconą j est Jego 
Chrześciańskiej Wielkobrytańskiej Mości. Przedmowa 
druga, z'
aca się do Jana" Wielkiego" w języku laciń-
		

/kraushar_drobiazgi10161_0001.djvu

			ECHA WIEDEŃSKIEGO POGROMU. 


159 


skim bombastycznie upstrzona wszelkiemi możliwemi 
przydomkaIni bohatera. 
Przedmowa trzecia poświęconą jest pierworo- 
dnemu synowi naszego Jana. Po owych dedyka- 
cyach następują listy: do Williama księcia of Que- 
ensberry, markiza Drumfreishire, Jakóba Earl'a of 
Perth, lorda i wielkiego kanclerza Szkocyi, wreszcil} 
do Sir Georga Drumlllonda, Lorda Burmistrza mia- 
sta Edynburga. 
Poemat ów, natury dydaktycznej, obejmuje 
w kilku rozdzialach dosyć szczegółową historyą Pol- 
ski, jej praw, rządu, zwyczajów i ważniejszych wy- 
darzeń dziej owych. W kilku miej scach wiersz dzie- 
sięciozgłoskowy ustępuje miejsca prozie, zawierającej 
treść mów lub listów znakomitszych królów i wo- 
dzów. Nomenklatury miast, miejscowości i nazw hi- 
storycznych, grzeszą częstokroć błędną ortografią, alA 
fakta są po większej części podane wiernie, owiane 
sympatycznym nastrojem względem bohatera i na- 
rodu, któremu królował. 
Rzecz całą ĘOliczy oddzielny pomllat poświę- 
cony odsieczy wiedmiskiej.
		

/kraushar_drobiazgi10162_0001.djvu

			.
		

/kraushar_drobiazgi10163_0001.djvu

			VINCENZIO DA FILICAIA, 


POETA \nOSKI Z Uli WIEKU, 
LAUDATOR SOBIESKIEGO. 


Szkice hist. Ser. I. T. I. 


11
		

/kraushar_drobiazgi10165_0001.djvu

			Kiedy po zwycięstwje Francuzów pod Marengo, 
generał J oachinl l\lurat, sz,vagier X apoleona 'Viel- 
kiego , późniejszy król neapolitallski, otrzymał głó- 
wne dowództwo nad arnlią obserwacyjną we "7]:0- 
szech, i, w charakterze generała Rzeczypospolitej 
Cisalpińskiej, wkroczył, w początkach bieżącego stu- 
lecia, do Florencyi, jakiś zapalony patryota włoski, 
pragnąć zapewne okazać wdzięczność dzielnemu wo- 
dzo.wi za oswobodzenie 'Vłoch od j arznla Burbonów, 
lUllieścil na stoliku, w pokoju generala, arkusz pa- 
piern, z pięknie wypisanym sonetem wloskim: 


DO ITALII. 


Italio, o, Italio, ty, co z losów woli 
Ukra
zoną zostałaś piękllo
ci ozdobą 
I tę piękność nieszczęsną - źródło twej niedoli - 
Nosisz dumnie na czole, okrytem żałobą. 


O! gdyby zamiast wdzięków, los tak niełaskaw
. 
Sił ci więcej użyczył, byś żyła w spokoju, 
Mniej miło
ci wzniecała, a więcej obawy 
W tych, co, pragnąc cię posiąść, wciąż są z tobą w boju. 
11*
		

/kraushar_drobiazgi10166_0001.djvu

			164 


VINCENZIO DA FILICAlA. 


Nie widziałbym ja wówczas, jak z Alpejskich stoków 
Spływają hordy Gallów, by w twych rzek krysztale 
Chłodzić żary słoneczne spienionych rumaków... 


Nie widziałbym cię zawsze w bojowym zapale 
Walczącej w pośród chrzęstu błyszczących szyszaków, 
Ciebie, wieczna poddanko. w upadku - czy w chwale! 


U spodu sonetu wypisanenl bylo nazwisko jego 
autora: Vincenzio da Filicaia. 
G-enerał l\lurat, jakkolwiek dzielny żołnierz, nie 
mógł zrozumieć dzielności i rycerskości tego wier- 
sza; do tyla jednak odczuł ostrze strzaly przeciw 
sobie, jako wodzowi di sfranicre gcnti, skierowanej, 
że rozkazal niezwłocznie obywatela Filicaia przy- 
trzymać i odprowadzić do więzienia. 
Z trudnością zdołano wytlómaczyć generalowi, 
że "obywatel Filicaia" dawno już do żyjących pod- 
ówczas nie należał, gdyż w r. 1707, jakby z obawJT 
następstw swego slawnego sonetu: Itatia, Italia, prze- 
niósł się do lepszego świata. 
Nie dziwić się ignorancyi neapolitańskiego króla, 
skoro bardzo wielu czytelników polskich, obeznanych 
gruntowniej nawet z arcydziełami literatur obcych, 
nie wie prawdopodobnie, iż Vincenzio da Filicaia 
był jednym z naj gorętszych wielbicieli bohatera na- 
szego z pod Wiednia, i, że natchnione, pelne ognia 
i życia ody Filicai, poświęcone czci Jana Sobie- 
skiego, napisane pod wrażeniem zwycięstwa odnie- 
sionego przez Polaków nad zastępami Turków, na- 
leżą do utworów klasycznej poezyi włoskiej. 
Poprzestajemy tu na krótkiej wzmiance o 10-
		

/kraushar_drobiazgi10167_0001.djvu

			YINCENZIO nA FIUCAlA. 


]65 


sach życiowych i O utworach sympatycznego nam 
poety. 
.Yincenzio da J'ilicaia urodził się w r. 1642 we 
'Vłoszech, z oj ca senatora Braccio i matki Kata- 
rzyny di Cristofano Spini. 
Od najrańszej młodości okazywal niezwykłe 
zamiłowanie do nauk i żywy, rozgarnięty ulnysł. 
Wysłany przez ojca do uniwersytetu w Pizie, po- 
święcił się studyom prawoznawstwa, jednocześnie 
jednak uczył się filozofij, teologii i poetyki, nie za- 
niedbuj ąc przyteill sztuk pięknych, z pomiędzy któ- 
rych szczególniej muzykę umilował. 
Obdarzony żywą wyobraźnią i wrażliwym umy- 
słmn, szukal ideału ziemskiego i znalazł go nieza- 
długo we Florencyi, gdzie przebywał podczas waka- 
cyj letnich. Poznal młodą dziewicę, niewiadomego 
nazwiska, i szalenie się w niej rozkochat l\Iiłość ta 
jednak nie została uwim1czoną wzajemnością. Ko- 
chanka Filicai - jest to zresztą los wszelakich :Ma- 
rylek - wyszła za nląż i w krótce potem ulllarla. 
Roz
alony poeta, po
więciwszy zmarłemu idealowi 
kilka żałosnych trenów, zerwał z erotycznym na- 
strojem i postanowił dźwięki s-wej muz)" poświęcić 
wyłącznie religijnym i rycerskim pieśnionl. (Di sacro 
ed cro-ico argom en to). 
Pieśni te zjednaly mu tak szeroki rozgłos "re 
Włoszech, że, w młodzieilCzym jeszcze będąc wieku, 
zostaJ: zamianowany członkiem Akademii delia Crusca 
i otrzymaJ: rękę córki senatora i lllargrabi, Scypiona 
dei Capponi-Anny, z której doczekał się dwóch sy- 
nów: Bracciona i Scypiona.
		

/kraushar_drobiazgi10168_0001.djvu

			166 


VINCENZIO DA FILICAlA. 


Zaj ęty wychowaniem dzieci, udaJ: !;ię Filicaia na 
wieś, i taIll, zdala od gwaru Iniejskiego, oddal !;ię 
'v zupełności poezyi, przy!;łuchując się z trwogą wie- 
ściom o pochodzie Turków na bezsilną Austryę, po 
zgnieceniu której, spodziewano się najazdu barba- 
rzyńców na \Vłochy. 
Przeszło dwakroć sto tysięczny zastęp l\Iahollle- 
tan, pod wodzą Kara :J\fustafy, ruszył pod 'Viedełi, 
a już 14 lipca 1683 r. pierwsze armatnie strzały 
daly się słyszeć pod lIlUraIn.i źle bronionego, pozba- 
wionego -wojska i dowództwa, nliasta. Cesarz Leo- 
pold uciekł z 'Viednia., pozostawiwszy rządy i obronę 
pieczy hr. StahrełIlberga. Jedyny ratunek polegaJ: 
na odsieczy, jaką Sobieski, król polski, przyrzekł za- 
grożonej monarchii. Polska już odda,vna uważaną 
była za jedyne przednlurze potęgi Turkó-w. Tonlasz 
Campanella, w dziele JIonardł-ia £li Spagna (rozdział 

6), tylko w waleczności Polaków upatrywaJ: zba- 
wienie Europy. Francya Ludwika XIV, sprzyjaźniona 
z Turcyą i -wyczekująca upadku Austryi, starała się 
odwieść króla Jana od zamiaru przyniesienia po- 
mocy Austryi, lecz głos papieża Innocentego XI 
przeważył. 
Na czele bitnej i walecznej a
mii stanąl Sobie- 
ski, 12 września 1683 r., pod murami Wiednia, sto- 
czył tam rozpaczliwy bój z Mustafą, a następst\vem 
tego był ostateczny pogrolIl Turków i bezładna ich 
ucieczka. 
Zostawili oni na polu bitwy tyle łupów, ile 
ich - według wyrażenia współczesnych - zostawił
		

/kraushar_drobiazgi10169_0001.djvu

			VlNCEYZIO DA FII
ICAIA. 


167 


. Xerxes na polach Grecyi. (Lascial"fmo lanta sjJoglia, 
quanta Ser::;e nei campi delia Grecia). 
, 
Swietne to zwycięstwo pozwoli!o cesarzowi 
Leopoldowi wrócić bezpiecznie z Passawy do stolicy, 
która święciła radośnie dzień swego wyzwolenia, skła- 
dając hołdy Sobieskiemu. Cesarz z tajoną w sercu 
zawiścią, powitał bohaterskiego króla Jana i oświad- 
czył, że dom austryacki będzie uJmał okazać się 
Polsce wdzięcznym, na wypadek, gdyby się pod 
jego berło kiedykolwiek dostała. 
Okrzyk tryumfu przebiegł obszary ucywilizo- 
wanego świata na wiadomość o pogronie 'Turków. 
W chórze tyIn powszechnego uwielbienia odezwał 
się potężny głos Filicai, poświęcony czci Polaków 
i dzielnego ich wodza. 
Pięć pieśni poświęcił on zwycięstwu Sobie- 
skiego, odniesionemu pod Wiedniem. \Vielki książę 
florencki, Cosmas ID, przesłał owe ody ówczesnym 
panującym w darze. Wydane w r. 1684 we Floren- 
cyi, zjednaJ:y one Filicai sławę pierwszorzędnego 
poety włoskiego. 
Tytuły tych bohate!skich pieśni są następujące: 
1) 80pra l'assedio. di Vienna. (Na oblężenie 
Wiednia). 
2) Per la vittoria dpgli imperial; e de' Pollacclli 
::;ojJra l' esercito Turcllesco. (N a z"'JTcięstwo Cesarczy- 
ków i Polaków odniesione nad tureckieIDi zastępy). 
3) Alla sacra rpal mae::;til di Giovanni Terzo, Re 
di l J olonia. (Nr.. cześć jego świętej królewskiej mości 
Jana ID, króla polskiego). 
4) Alla sacra Cesarea maesta di Leopoldo Primo
		

/kraushar_drobiazgi10170_0001.djvu

			168 


VINCENZlO DA FILYCAYA 


Impe1"atore. (N a cześć jego święt.ej cesarskiej mości 
Leopolda I, cesarza). 
5) All' Altczza Sercnisshna di Carlo Quilzto Duca 
cli Lorena. (Na cześć jego wysokości Karola V, księ- 
cia lotaryńskiego). 
Najpiękniejszą, zdaniem estetyków włoskich, jest 
oda, poświęcona Sobieskiemu, rozpoczynająca się 
od słów: 


"Królu wielki, potężny, na którego czele 
Walczyły armie mężnych, 
Radbym, prawdzie oddawszy hołdy zasłużone, 
Okazać, ile w Tobie wzniosła się natura; 
Radbym wedrzeć się śmiało w myśli Twych głębinę... 
Lecz próżno szukam szczebla i właściwej skali... 
Pozwól, bym, idąc szlakiem myśli Prometeja, 
Poważył się doścignąć tych świętych tajników. 
Nie dlatego, żeś królem, jesteś wielkim, Panie; 
Majestat królewskości przez Ciebie jaśnieje. 
Dróg wiele jest otwartych do berła i władzy: 
Jedni - wiekiem sędziwym zdobywają trony, 
Inni zaś - już w kolebce skarb ten osięgają, 
Ty zaś, wszystko to sobie zawdzięczasz samemu, 
Wszystko - męstwu swojemu, dzielności i cnocie. 
Cnoty - królów koroną skroń twą uwieńczyły, 
Nie zaś bojaźń poddanych. 
Miłość i zasługa 
U czyniły cię królem wielkiego narodu. 


W dawnych czasach inaczej, niż dzisiaj, nagra- 
dzano poetów. \Vieńczono ich laurem chwały na po- 
lach bitew, jak np. u nas Cypryana Bazylika, w obo- 
zie Zygmunta Augusta, na wyprawie poswolskiej. 
Wieńczono ich na Kapitolu, jak Petrarkę i Tassa.
		

/kraushar_drobiazgi10171_0001.djvu

			VIXCENZ10 DA FIU CAlA. 


169 


Dosyć bylo być poetą popularnym, aby mieć dostęp 
do najwyższych dostojel1stw. Slawa Filicaj rozbrzmiała 
po Wloszech. 
Kosmas li, pragnąc go wydobyć z zacisza 
wiejskiego, zamianowal go senatorem, a następnie 
komisarzem w V olterra i w Pizie. Syna jego, Scy- 
piona, wziąl na dwór swój za pazia. 
Krystyna, królowa I5zwedzka, córka Gustawa 
Adolfa, zachwycona urokiem pieśni Filicai, zapra- 
gnęla zbliżyć poetę do siebie. Wiadomo, że pani ta 
zzapalem oddawala się ullliejętllościom i dla nich 
,vyrzekla .się korony szwedzkiej (6 czerwca 1654), 
a następnie w Insprucku przeszla na katolicką wiarę. 
Poznawszy osobiście Filicaię, skloniła go do przy- 
j ęcia steru ,vychowania j ej dzieci, a następnie za- 
mianowala go czlonkiem akademii, założonej przez 
siebie w Rzymie. "- 
Filicaia doczekal się późnej starości. Strata 
syna, Bracciona, która go w sądziwym wieku do- 
tknęla, skierowała umysł poety wylącznie ku modli- 
twie i pobożnym uczynkom. Umarł Filicaia w r. 1707 
we Florencyi, w chwili, gdy byl zajęty wydawni- 
ctwem dziel swoich. 
Cialo j ego złożono w kościele San Pictro we 
Florencyi, lecz, gdy mury kościoła tego zaczęły gro- 
zić zawaleniem się, przeniesiono zwloki Filicai do 
kościola Santa Croce, gdzie ;poczywają dotąd u wnij- 
ścia, po lewej stronie. 
Syn Filicai, Scypio, który przeżyl oj ca, wydał 
poezye jego w r. 1707, pod napisem: Poesie Toscane. 
Drugie wydanie, opatrzone życiorysel1i poety,
		

/kraushar_drobiazgi10172_0001.djvu

			170 


VIKCESZIO DA FILI CALA. 


ukazało się 'v r. 1720, trzecie zaś, 'v Wenecyi, w r. 
1762. Utwory te składają się z Rillu' PolilidU', Poe- 
:sic Sacrc, Po('sic Varie i z listów poety do rozlnai- 
tych dostojnikó,v.i monarchów współczesnych, a mię- 
dzy innemi znajduje się i list łacillski, pisany do 
Jana III, tej osnowy: 
"Niema, niezwyciężony Królu, na calej kuli 
zielllskiej tak odleglego, ani tak oddzielonego od 
słonecznego promienia miejsca, do któregoby sława 
Twoich, niepodobnych do u,vierzenia, z,vycięstw, nie 
dotarła. 
"Cóż więc dzi,vnego, jeśli do tak radosnego 
i dotychczas niebywalego tryunlfu glos mój i oko 
podnieść :5ię ośmielam? Nie licuje to wcale z lllalo 
rozgłośnem nazwiskiem mojem i prawie, że zuchwal- 
stwu się równa. 'Viem, Królu, że z pomiędzy tych, 
którzy podziw swój dla boskich z
ycięstw Twoich 
dalekim wiekom przekazać pragną, ja może naj- 
mniejsze po temu mam prawo. Z tem wszystkienI, 
rytmem Etruskim wyśpiewaną odę, na cześć świę- 
tego, królewskiego Twego maj estatu, złożyć Ci się 
poważam, błagając, byś łaskawe oko swe na nią 
zwrócić raczy!. Co gdy, jak nlam nadzieję, uczynisz, 
poznasz, ile Tobie jest winien świat chrześciański, jak 
wielką m asz przed BogieIl1 za.sługę, a myślom moim 
nowego dodasz polotu. Tymczasem, kornie się chy- 
ląc u stóp Twego majestatu, wróżę Ci z duszy nowe 
pasmo nad Turkami zwycięstw, ku czci chrześciań- 
skiej wiary i Najwyższego Stwórcy". 
Ostatniemi czasy, wydawca Barbera ,ve Flo-
		

/kraushar_drobiazgi10173_0001.djvu

			VINZENZIO DA FII,I(' AlA. 


171 


rencyi, wydal pieśni Filicai w mi
iaturowym for- 
macie, pod tytułem: Poesie e lettere. Na czele ich, 
obok portretu poety i krótkiego życiorysu, mie- 
szczą się pieśni polityczne, obejmujące slawne ody, 
wyśpiewane na cześć Polaków i wodza ich, So- 
bieskiego. 


.. . ..
		

/kraushar_drobiazgi10174_0001.djvu

			
		

/kraushar_drobiazgi10175_0001.djvu

			JAKÓB BECAL 


.. JEXER1LW DZIERŻ1WC1 DOCHODÓW CELXYCH Zł JHl SOBlESKIE{iu. 
KARTKA HISTORYCZNA Z R. 1693.
		

/kraushar_drobiazgi10176_0001.djvu

			
		

/kraushar_drobiazgi10177_0001.djvu

			Osobistość Betsola, vel Becala, Żyda, faworyta 
króla Jana li i Maryi Kazimiery, małżonki królew- 
skiej, poprzedzona niezaszczytnemi epitetami i po- 
wiązana z tradycyą o licznych, przez nią spełnio- 
nych nadużyciach, stala się swego czasu źródlem 
wrzawy sejmowej i przedmiotem procesu sądowego, 
'v r. 1693 w Trybunale koronnynl lubelskim prze- 
wiedzionego. 
Nazwisko i sprawa Becala zatarly się w pa- 
mięci potomnych. Dalekie ich echa rozbrzmiewają 
glucho po dzielach historycznych, nie opartych na 
badaniach źródlowych, lecz powtarzających za panią 
matką utarte frazesy i nie sprawdzone podania. Do- 
świadczenie uczy, że we faktach podrzędniejszego 
znaczenia, powtarzanych na wiarę poprzedników 
w rocznikach dziej owych, tkwi bezwątpienia pewna 
cząsteczka prawdy; że wszelako, fakta te, zestawione 
ze źródlami autentycznemi, wykazują tak ważne 
różnice i odstępstwa od rzeczywistości, iż sprowa- 
dzenie ich do należytej miary staje się nieomal obo- 
wiązkiem nauki i prawdy historycznej.
		

/kraushar_drobiazgi10178_0001.djvu

			176 


JAKÓB BECAJ,. 


I. 
Naj częściej powtarzana wersya o Becalu przed- 
stawia go w charakterze dzierżawcy wszystkich dóbr 
królewskich i pośrednika 'v sprzedaży łask i urzę- 
dów dworskich, za co sowite otrzymywał nagrody. 
Znienawidzony przez zazdrosnych i obawiając 
się zemsty, miaJ: sobie Becal dobrać orszak szlachty, 
która, 'v liczbie trzydziestu, czuwała nad bezpie- 
czeństwem jego osoby i majątku. 'Vkońcu jednak, 
oskarżony przed sądem przez swoich obrońców, ska- 
zanym został na śmierć. Król ocalił mu życie, lecz 
nie ocalił mi
nia, które, uległszy konfiskacie, przy- 
padło skarbowi Rzplitej, a sam Becal, 'v nędzy 
umarlt). Za tą wersyą poszedł bez zmiany niewia- 
domy autor w Ellcyklopedyi Orgclbranda, pod wyra- 
zem Betsol 2). 
Wójcicki, w artykule o Sobieskim 3), uzupełnił 
wiadomość powyższą nowym faktem, a mianowicie: 
iż na sejmie 1692 r. powsta! wielki, nienawistny 
okrzyk przeci,v żydom, z przyczyny generalnego 
dzierżawcy ceł, Jakóba Becal, którego obwiniono 
zarazem o bluźnierstwo. Lecz, :oonieważ był dłużni- 
kiem króla, "dano mu się odpr
}siądz," a świade- 
ctwo podskarbiego dopomogło mu do usprawiedli- 
wienia się z zarzutów o zdzierstwa i łupiestwa. 
W dzielach specyalnych, poświęconych rządom 


1) St. Plater: Mała Encykl. pols. l. 45. 
2) T. ill. 333. 
3) Loc. cit. XII. 952. 


I
		

/kraushar_drobiazgi10179_0001.djvu

			JAKÓn BECAL. 


177 


Sobieskiego, i w pamiętnikach późniejszych, znajdu- 
jemu odgłosy wpływu wywieranego przez czas dłuż- 
szy ze strony Becala na króla i jego otoczenie. 
Coyer, 'v ltis tory i Jana Sobieskiego, pisze, że 
dwóch Żydów pod protekcyą królowej opanowaJ:o 
króla Jana. Jeden, doktór Jonas, owładnął jego cia- 
łem ; drugi, Becal, dochodami z komory celnej. 
Dzierżawił on i 'wszystkie dobra królewskie, dając 
nierównie więcej, niż przynosić mogły. Dogadzalo 
to obudzonej w królu namiętności do zbierania bo- 
gact,v, potrzebnych dla podtrzymania splendoru i ko- 
rony 'v rodzinie Sobieskich. Lecz Becal, dając jedną 
ręką, wiedzial, że drugą odbierze więcej. Sprzeda- 
waJ: łaski królewskie więcej dającynl i popelniał 
zdzierstwa na komorach celnych. Tolerowała ów 
handel królowa ::\larysieńka, lecz król długo O nim 
nie wiedzial, bo chorował i we wszystkiem ulegał 
żonie 1). 
::\IichaJ: de la Bizardiere, w dziele o bezkrólewiu, 
po Janie Sobieskim, w następujący sposób przedstawia 
rolę Becala na dworze Jana li i przebieg sprawy, 
jaką stosunki dzierżawcy do króla na widownię pu- 
bliczną wywołaly. 
N aj główniej szeffi staraniem ::\laryi Kazillliery 
było, żeby zachować zdrowie królewskie i przedlu- 
żyć życie męża, tyle dla niej drogie. 
Bawil wówczas w Polsce Żyd, imieniełll Jonas, 
który, poświęciwszy się medycynie, uchodził między 
Żydauli za. ziłoluego lekarza. Królowa unlieścila go 


l) Coyer: Hist. JałU
 Bob. (wyd. Syrokomli) II. 169. 
Szkice w::;t. Ser. I. T. I. 12
		

/kraushar_drobiazgi10180_0001.djvu

			178 


J.AXÓB BECAJ,. 


przy mężu, aby CZlHval nad j ego zdrowiem. Szczę- 
ście Jonasa ściągnęIo doń ,vi elu wspóIwyznawców, 
w nadziei. że będą korzystać z laski dworu. Z po- 
między nich, j eden szczególniej przypadl do wzglę- 
dów królowej. Byl on, rzec można, obfitem źródłem, 
z którego plynęIy nieszczęścia dla ltlaryi Kazillliery 
. i calej jej rodziny. 
N azywal się Becal. Rodem byl z Rusi. Nie 
mial wybitniej szych zdolności, 
ecz tak zręcznie po- 
trafił się uIożyć, że uprawiając lichwę, Uillia! przed- 
stawiać się wspaniaIonlyślnyro i bezinteresownym. 
Przy pierwszelll widzeniu się z królową, poświęcił 
na jej uslugi SUlllę znaczną, gdyż wiedzial, że 
w krótkim ezasie hojnie sobie tę ofiarę wynagroozić 
zdoła. 
Zapropono,val ,vziąć '\v dzierżawę jeden z klu- 
czów królewskich i ofiaro,val rocznie o trzecią część 
więcej czynszu, niż rzeczywista wartość dzierżawy 
wynosila. Proś ba j ego przyj ętą została. \Vkrótce Be- 
cal wziąJ. pod takiemiż warunkalni wszystkie inne 
dobra królewskie 1). 


II. 


Sobieski - opowiada dalej Bizardiere - tak 
byl zadowolonym z Becala, że zaczął za jego wsta- 
wieniem się rozdawać laski. Szlachta garnttła się do 
faworyta królewskiego i umawiala się z nim o urzędy 


1) Bizardiere: Bezkról. po Jam:e 8ob. (przekł. Bartosz.) 
str. 2, 3.
		

/kraushar_drobiazgi10181_0001.djvu

			J'A.K6B BECAL. 


179 


i wakanse. Kto dawaJ: więcej, ten mial zapewnioną 
protekcyą. Nie wszyscy o tym handlu wiedzieli, lecz 
widząc, że łaski królewskie spadaj ą na mało zasłu- 
żonych, domyśleli się, kto jest tego narzędziem 
i postanowili pomścić się na Becalu. Lecz zręczny 
Becal uffiiaJ: roztropnie uniknąć następshv tej nie- 
nawiści i otoczył się orszakiem opiekunów, płacąc 
im tak sowicie, że pilnowali czujnie bezpieczeństwa 
osoby faworyta królewskiego. 
"Uważano powszechnie Becala za jakiegoś mi- 
nistra państwa, a nie za prostego dzierżawcę. Urzę- 
dy, starostwa i inne posady, z wyjątkiem województw 
i dygnitarstw wielkich koronnych, dostawaly się lu- 
dzionl, którzy się o nie już wprzódy z Becalenl 
umówili. N arzekano na zaślepienie króla i nienawi- 
dzono sprawcę takich nadużyć. Żydzi przeciwnie, 
czcili Becala, jako nowego :Yardocheusza i nie ro- 
bili żadnej różnicy między Ahaswerem a Sobieskim. LL 
Król Jan mial to nieszczęście, że nie zwróci} 
w czasie swego panowania uwagi na szkodę jaką 
majestatowi tronu handel taki wyrządzał. 
Polacy nie ukrywali swej niechęci ku Beca- 
lowi; oskarżali go o faJ:szerstwo i świętokradztwo. 
Opowiadano Bizardierowi, że Becal wynlagał od 
kupców, sprowadzających towary, przysięgi, że nie 
popelnili żadnej defraudacyi, że sam od nich przy- 
sięgę tę odbierał, a następnie kładł krucyfiks nlię- 
dzy zakurzone papiery. Na sejmie grodzieńskim 
z r. 1(j9
 biskupi domagali się kary śmierci na win- 
nego. Poszła za nimi w tej mierze większa część 
senatorów, lecz zdania sejmowe różniły się tylko 
12*
		

/kraushar_drobiazgi10182_0001.djvu

			180 


JAKÓ:E BEC':\J.J. 


co do rodzaju kary. Król uciekł się do łagodności 
i oświadczył, że dowody winy Becala nie są dosta- 
teczne. Sprawa pozostała w zawieszeniu. Oskarżony 
utracił swój wpływ, ale pan jego ocali! mu życie l). 


III. 


Salvandy, w pięknie napisanej, lecz wadliwie 
na język polski przełożonej
 Historyi Sobic:5ki<'!lo, po- 
wtarza za Bizardierem pogłoski uwłaczające pamięci 
króla, lecz lagodzi zarzuty szczegółanli, opierającemi 
stosunki króla Jana z Jonasem i Becalem na ideal- 
niejszych pobudkach. 
. Według Salvandego, król lubił się otaczać 
ludźmi, którzy rozmowami swemi odrywali go nieco 
od kłopotów i ciężarów majestatu monarszego. Roz- 
prawiał też chętnie o istocie duszy, o sprawiedliwej 
Opatrzności, o cudownym układzie wszechświata, 
o przyszlem życiu, pelnem tajemnic niedocieczonych. 
Te rozrywki króla, prowadzone trybem mędrców gre- 
ckich, wyśmiewane były przez otoczenie dworskie 2). 
Trudno sprawdzić, o ile Jakób Becal, dzier- 
żawca ceł i dóbr królewskich, nadawal się do tak 
zażyłego z królem stosunku i czyli istotnie wiado- 
mości jego naukowe dorównywały choćby wiadomo- 
ściom Jonasa, lekarza królewskiego. 
To tylko pewna, że Connor, doktór angielski, 
J onas i Becal przypuszczeni byli do "koła litera- 


l) Bizandiere, Loco cit. 
2) Salvandy, (Lwów, 1860) HI, 16
.
		

/kraushar_drobiazgi10183_0001.djvu

			JAK6B BECAL. 


181 


ckiego," jakie sobie król za pobytu na Rusi był 
utworzył. . . 
"Obwiniano obydwu Żydów - pisze Salvan- 
dy - o handel zaufaniem królewskiel11; oskarżano 
również królo,vę o sprzedaż urzędó,v i wysokich 
dygnitarst"w. Sąto rzeczy zawsze latwe do zarzuce
 
nia, ale niemożliwe do dowiedzenia, lub zaprzecze- 
nia. Trzeba się rUl11ienić, słysząc, iż król był wcią- 
gniętym 'v to saUlO oskarżenie, a to przez ambi- 
tnych, którzy lnu pozazdrościli jego tronu i sławy. 
Historya powtórzyla te wrzaski. Cale życie Sobie- 
skiego sprzeciwia się podobnym podejrzeniom. Wie- 
my, iż przez cały przebieg swego życia nie szczędził 
król dla Polski ni swych skarbów, ui życia. Pomi- 
jając nawet szlachetność serca, jaka jaśniała we 
wszystkich jego czynach, jest jeszcze i inna szla- 
chetność dostojeilstwa, godności, ,vładzy, położona 
tak wysoko, iż nie pozwala zejść do najl1iższej 
hallby" . 
Rogalski w Dziejach Jana III, będących powtó- 
rzeniem Salvandego, bez przytoczenia źródła, po- 
wtał'za uwlaczające Sobieskiemu wersye 1). 
Karol Hoffulan w świetnie napisanej Hisforyi 
uJ)wlku dynuslyi Sobieskich 2), poświęca słów kilka Beca- 
lowi, przypisując l.Iaryi Kazimierze wplyw wyłączny 
w zapewnieniu mu przewagi na królewskim dworze. 
"Wiadomo - pisze Hoffman - jakiej rasy 
był człowiek trudniący się wydziałem jej finansów. 


l) Str. 

(). 
2) Gazeta Pols. z lat 1
()
 i 18ti3 (odcinek).
		

/kraushar_drobiazgi10184_0001.djvu

			182 


JAK6n BECAL. 


Za jej to sprawą cala administracya nietylko r1óbr 
prywatnych króla, ale i dochodów korony, ceł, ko- 
palń, ekononi.ii, jedneID słowem, mówiąc po dzisiej- 
szemu, cała intendentura listy cywilnej króla, stano- 
wiąca gdzieindziej departament osobnego ministra. 
dostala się w Polsce w ręce Izraelity. Przemyślny 
Becal, jakby zrodzony do swego rzemiosła, ,Viedzial 
bardzo dobrze, dlaczego z powierzonych mu dzier- 
żaw płaci trzecią część więcej niż inni. Przypu- 
szczony do codziennych stosunków z monarchą, stał 
się wnet czemś wyższem, niż prostym dzierżawcą, 
wyszedł na figurę, przed którą kłaniać się musialy 
pieczęcie, bulawy, laski. Przez jego to ręce płynęły 
wszelkie fawory dworu; on gromadził: okupy prze- 
znaczone do szkatuły królewskiej, nie zapominając 
naturalnie i o sobie. Sobiescy szli tu lTIOŻe t.akże za 
powszechnym w kraju zwyczajem, za przykładem 
bogatszych. panów polskich, powierzających zwykle 
zarząd swoich interesów ekonomicznych Izraelitom, 
o co uboższa szlachta często na sejmach zanosila 
skargi. Przyj ęcie atoli w donl królewski czło,vieka, 
kt6rego rasa zost.awala jeszcze 'v tak glębokiej 
u narodu pogardzie, udzielenie mu wplywów upo- 
karzających dumę narodową, nie mogly nie wywo- 
lać słusznych i ogólnych zlorzeczeń. Becal nada- 
remnie ścigany jako facyendarz, upadł wkońcu jako 
bluźnierca, jego jednak upadek nie zat.arł pewnej 
skazy na powadze moralnej królewskiego dOlTIu. Na 
rok przed śmiercią Jana ID krążyla po stolicy druga 
karykatura, wyobrażająca bohatera chrześciaństwa
		

/kraushar_drobiazgi10185_0001.djvu

			JAKÓB BECAI,. 


183 


w postaci wekslarza, któremu żyd Betsol sypie do 
kieszeni pieniądze" t). 
Szuj ski, w Dzirjach Polski 2) ogólnikowo jedynie 
zaznacza, że Żyd Becal, dzierżawca dóbr królewskich, 
doszedł do przeważnego na dworze królewskim zna- 
czenia, przyczeffi jednak, do znanych już nam wer- 
syj o hukach sejmowych przeciwko Becalowi do- 
rzuca jednę, dosyć ważną, a mianowicie, że na :sej- 
mie styczniowym grodzieńskim w r. 16.9/J, biskup 
chełmski, Stanisław Witwicki, który na zeszłym sej- 
lnie do wyroku przeciwko "ateiście" Łyszczyńskie- 
UlU wielce się przyczynił, i Jan Pieniążek, wojewoda 
sieradzki, znany antagonista króla, wnieśli skargę 
o bluźnierstwo przeciw Becalowi, przyczem ,Vitwi- 
cki ubliżających królowi użył wyrażeń. Senat na- 
pomniał "Titwickiego i p l' Z e k a z a ł s p r a ,\\r ę B e- 
c a l a z w y kły m s ą d o lil 3). 


TV. 


,V szystlcie powyżej przytoczone wersye o oso- 
bistości i sprawie Becala nie nosz

 na sobie cechy 
a.utentyczności. 
Źródeł ,viarogodnych, urzędowych, dla rozja- 
śnienia wątpli,,,ości zupelnie nanl nie dostaje. Uchwal 
sejulowych z lat 1692 i 1693, t. j. z epoki, która 
lniała być ,vidownią publicznych przeciw Becalowi 


l) Loco cit. Nr. :251 z 1
f12 1". 
2) T. IV. 1
O. 
3) Loco cit. 121.
		

/kraushar_drobiazgi10186_0001.djvu

			184 


JAKÓB BECAJ.. 


oskarżeń niema. Dyaryusze owych niedoszlych 
do skutku sejnlów, o ileby istnialy, 1110glyby wątpli- 
wości te rozjaśnić, aleśmy ich napróżno szuka.li. 
Ostatni, wiarogodny ślad podniesionych prze- 
ciw Żydom w ogólności oskarżeń, znajdujenlY w u- 
chwalach sejnlow
ych z roku 1690. Żydów lite,vskich 
ogra.niczo
o podówczas w prawach do trzymania 
w dzierżawie ceł, myt, czopowego i szelężnego l); 
co do Żydów koronnych, obok zabezpieczenia ich 
osób i majątków, z powodu tumultów, jakie się po 
miastach przeciw ninl wydarzaly, wzięto pod opiekę 
i określono prawa ich i obowiązki, wobec podatku 
pogłównego 2). Nie zajmowały się Żydami i sejmy 
późniejsze z czasów Sobieskiego, gdyż sejm z roku 
1690 był ostatnim, jaki za panowania tego króla do 
skutku doszedł. N apróżno szukaliśmy 'v EjJislolach 
Załuskiego śladów sprawy Becala, t. j. tam, gdzi
 
według przytoczenia Bartoszewicza bliższych szcze- 
gółów o tej sprawie jakoby dopytać się można 3). 
Nie mogły się ujawnić na sejmach z lat 1692 
i 1693 głosy oskarżeń przeciw Becalowi i żądail 
kary śmierci, przez Sobieskiego jakoby uśmierzone, 
gdyż król był podówczas chorym i na sesyach sej- 
mowych nie bywa!. 
Wobec zatem niewiarogodnych wersyj poda- 
nych o spra,vie Becala przez przytoczonych wyżej 
autorów, nie zgadzających się ze sobą co do czasu, 


t) Vol. leg. V. 39H (Ohr.) 
2) Vol. leg. V. 375. 
3) Bizard,ihe, str. 3 (dop.)
		

/kraushar_drobiazgi10187_0001.djvu

			JAKÓB BECAL. 


185 


podniesionych przeciw Becalowi oskarżeń, pozostala 
jedyna droga (}ojścia do prawdy - przejrzenie wy- 
roków Trybunału z odnośnej epoki, celem sprawdze- 
nia, czyli sprawa Becala agitowala się kiedykolwiek 
i w jakiln przedmiocie przed sądami koronnemi? 
rraką obrawszy. metodę, odszukalem. w rzeczy 
salllej, w wyrokach Trybunału lubelskiego, przecho- 
wywanych w tutejszenl archiwum, jedyny, tym ra- 
zenl autentyczny, ślad procf'SU przewiedzionego w r. 
1693 przeciwko Jakóbowi Becalowi, a z zestawienia 
osnowy dekretu sądowego P9dówczas ferowanego 
z inne mi źródłami współczesnemi, istota występku 
zarzuconego Becalowi, w następującej przedstawia 
się postaci: 
Wiadomo, że lata 1692 i 1693 były za czasów 
Sobieskiego widownią głośnego zatargu między mo- 
żną magnacką rodziną Sapiehów z jednej, a królową 
Marysieńką i biskupem Brzostowskim z drugiej 
strony. 
Powód owych zatargów i zaniepokojenia umy- 
słów leżal w antagoniznlie królowej do dworu wie- 
deńskiego, antagonizmie, tynl dziwniejszym, że nie- 
dalej jak na lat kilka przed rokiem 1693, taż sama 
królowa l\Iarya I(aziluiera, powodowana względami 
osobistej alubicyi, skloniła Jana Sobieskiego do po- 
rzucenia korzystnego aliansu, z Ludwikiem XIV na 
zgnębienie Prus ukarto,vallego i do pośpieszenia na 
ratunek zagrożonej 'v r. 1683 Austryi l). 
Jak w owynl wypadku, tak i w późniejszej 


t) Hoftinanll: Gaz. Pols. N. 2Gl z 186
.
		

/kraushar_drobiazgi10188_0001.djvu

			186 


JAKÓB BECAL. 


niechęci królowej do dworu raknskiego, leżały 
na dnie względy czysto osobiste i one to spo- 
wodowaly l\Iaryą Kazimierę do żądania, aby syn 
hetmana litewskiego, )Iichala Sapiehy, porzucił wszel- 
kie z dworem wiedeńskinl stosunki. Przyj echała też 
podówczas do Grodna królowa ::\Iarya Kazimiera, 
aby uczestniczyć "r obrzędzie zaślubin mlodego Sa- 
piehy z panną Sieniawską i skłonić go do zaprze- 
stania odwiedzin wiedeńskiego dworu. Gdy jednak 
wszelkie \v tej lnierze prośby i rozkazy nie poskut- 
kowały i Sapiehowie stanowczo oś,viadczyli, iż sto- 
sunków swoich z 'ViednieIll nie zerwą, oburzona 
królowa zagrozila na odjezoneID swą zemstą l). 
Pogróżka ta oznaczała ścisły alians królowej 
z biskupem Brzostowskiln, podrażnionym przez Sa- 
piehów, z powodu ulokowania ich wojsk w ducJJow-' 
nych dobrach, a następstwem tych zatargów było 
rzucenie przez biskupa klątwy na ród Sapiehów, 
o co, na sejmach z Jat 1692 i 1{593 gwałtowna 
wszczęla się wrzawa. 
Nie wchodząc w roz.biór dalszego przebiegu 
owych zatargów możnego rodu Sapiehów z królową, 
to tylko widoczna, że Sapiehowie groźną ku Jtlaryi 
Kazimierze zapałali nienawiścią, dla której ujścia 
szukali w wystąpieniu publicznem przeciw fawory- 
rytowi królowej, Becalowi, by w tej drodze mieć 8pO
 
sobność do skandalicznego ujawnienia nadużyć, ja- 
kich się ów faworyt pod osłoną opieki dworu na 
szlachcie d opuszczaJ. 
I) .J ustyn N arbutt: Dzieje we'lC'It. z CZW.;OIO Jwm II l. 
Wilno, 184
. I. .10.
		

/kraushar_drobiazgi10189_0001.djvu

			JAKÓn BECAL. 


187 


v. 


Dnia 14 listopada 1692 r. wręczonym zostalna 
insŁancyą instygatora Trybunalu koronnego lubel- 
skiego, oraz 'Vładysława Józefata Sapiehy, hrabiego 
na Wiśniczu i Niezuchowiczach, wojewody brze- 

kiego , starosty plockiego , czerwonogrodzkiego 
i trębowelskiego, posła na sejm z r. 1689 t), pozew 
przeciw "zdradzieckim i niewiernym u (pcrfidis ac in- 
thlcliuus) Jakóbowi Becalowi, zawiadowcy cel Jego , 
Królewskiej 
Iości i glównemu zarządcy kamery 
królewskiej, niemniej, przeciwko J akóbowi Sieka- 
rzowi i Abrahamowi Jakubowiczowi, jego pomocni- 
kom, z żądaniem, aby się w ciągu dwóch tygodni 
od wręczenia zapozwu stawili osobiście przed try- 
bunalenI koronnyul i odpowiedzieli na zarzuty skar- 
żącego w następującym przedmiocie: iż oskarżeni, 
nie pOlnni na przepisy zabezpieczające spokój na 
jarmarkach publicznych i nietykalność osób panów 
deputatów, poważyli się, niezależnie od czynów 
gWaltów ucisków i zdzierstw spełnianych na wielu 
osobach, napaść na wysłanego na jarmark jaroslaw- 
ski faktora ze strony skarżącego Sapiehy, nieja- 
kiego Mojżesza Józefowieza, z celem zakupu wy- 
szczególnionych 'v rejestrze towaró"T i odebrać mu 
SUll1ę dwa tysiące złotych polskich na zakupy prze- 
znaczoną, wraz z listami bezpieczellstwa w tYlIl 
przedmiocie mu udzielonemi, i to w chwili, gdy ten- 


l) Świ
cki: Hist. pam. II. 67.
		

/kraushar_drobiazgi10190_0001.djvu

			188 


JAKÓB BECAL. 


że J ózefowicz, po spełnionym zakupie, wraz z towa- 
rami wracal drogą publiczną. 
Za czyn ten gwałtowny, ubliżający powadze 
praw i bezpieczeństwu osób i własności, pozwani 
winni ponieść zasłużoną karę, niezależnie od wyna- 
grodzenia wszelkich szkód, gwaltanli swemi zrzą- 
dzonych. 
Z pozwu powyższego, z powodu niestawienni- 
ctwa oskarżonych, wydaną zostala kondemnata, a na- 
stępnie, w terminie drugim, z rej estru taktowego, 
odbyla się rozprawa w dnia 1 lipca 1693 r., w któ- 
rymto terminie, trybunal koronny, mając na wzglę- 
dzie pogwałcone przez pozwanych bezpieczeństwo 
trybuna!u, zadekretowa! przeciw nim karę infanlii 
i wywołania z granic kraju. Niezależnie od tego, 
trybuna! postanowił, aby pozwani wartość zabra- 
nych przedmiotów na złotych 3000 ustanowioną, 
bezzwłocznie skarżącemu zapłacili, wraz z wynagro- 
dzeniem poczynionych mu szkód, pod karą infamii 
i uwięzienia natychmiastowego, do ogłoszenia któ- 
rychto dekretów woźnego Andrzeja TeraIskiego de- 
legowa!. 
W spełnieniu udzielonego sobie poruczenia, 
woźny TeraIski, w urzędzie lubelskim (in praetOl io 
Lublinensi), w obecności zgromadzonej szlachty, zlo- 
żył relacyą publiczną, iż ogłoszenia dekretu infamii 
i wywołania z kraju pozwanego J akóba Becala i je- 
go wspólników w pełnej formie prawa dopełnił, skut- 
kiem czego, trybunał wysłał bezzwlocznie do sta- 
rostw i urzędów ,vlaściwych zalecenie, aby dekre-
		

/kraushar_drobiazgi10191_0001.djvu

			JAKÓB BECAL. 


18D 


towi wywołania z kraju i konfiskaty majątku ska- 
zanych 'v zupełności zadość się stało l). 
Z powyższego opisu przebiegu sprawy Becala, 
wywolanej gwoli zadośćuczynieniu niechęci Sapie- 
hów ku dworowi królewskiemu, któremu zbytnią po- 
błażliwość względem Becala zarzucano, okazuje się, 
że wersye dotychczasowe o skazaniu Becala na 
śmierć i o uratowaniu skazanego przez króla, nie 
wytrzymują krytyki, w obec faktu 
arogodnego, 
opartego na źródłach autentycznych, iż skazanie Be- 
ca]a wyrzeczonelll zostdo przez trybunał właściwy, 
. i że król nie miał i nie mógł mieć prawa do okaza- 
nia skazanemu łaski. 
Dekret trybunału wykonanym został i majątek 
Becala skonfiskowano. Na tej konfiskacie Sobieski 
osobiście wiele stracił, gdyż lllając zwyczaj lokowa- 
nia swoich kapitałów u Żydów 2) bezwątpienia ulo- 
kował u swego faworyta dość znaczne fundusze, 
których naturalnie nie odebrał. 
Zgadza się to z wersyą współczesną Bizardiera, 
iż król, przeszło czterysta tysięcy liwrów na "ban- 
kructwie" Becala straci!. 


1) Arch. Głów. Księgi 
cyr. lub. Wb et 1061. - 2) Hoff- 
mann: Loco cit. N. 258. 


" . . . . ł
		

/kraushar_drobiazgi10193_0001.djvu

			.. 


FRANCYA I POLSKA 


- 
W PIERWSZEJ POŁOWIE XVIII WIEKU. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10195_0001.djvu

			Pogląd na dzieje Rzeczypospolitej Polskiej, mia- 
nowicie z epoki historyi nowszej, ulegl w ostatnich 
latach pewnym znaczącym zmianom i to równie 
w polskiej literaturze historycznej, jak i w dzielach 
uczonych zagranicznych. SpostrzeganlY atoli w oby- 
dwóch tych sferach pewną różnicę zapatrywania, 
przeważnie pod tynl względem, że zmiana ta, uwy- 
datniona w naszej literaturze, pod wplywem skutków 
strasznej klęski, zaprawioną jest goryczą rekrynli- 
nacyi ufnych 'v swój rozum politykó,," dzisiejszych; 
gdy tymczasem pisarzf' zagraniczni, gromadząc bar- 
dzo bogaty, częstokroć nowy materyal, odbywają tę 
wiwisekcyą z dyplomatycznym spokojem, spogląda- 
jąc dumnie na rezultaty przezornej polityki swych 
przodków. 
Rzekomy związek duchowy Polski z Francyą, 
który, 'v przekonaniu dawniejszych dziejopisów, lnial 
mieć swe źródlo w naturalnej a idealnej sympatyi 
narodu francuskiego, do zbliżonego doń cywilizacyą. 
usposobieniem i rycerskością plemienia lnnieIuanyeh 
"Sarmatów", redukuje się z,volna do .interesu czysto 
materyalnego, do liczmana korzyści naulacalllej, czer- 
Szkice hisł. Ser. I. T. I. 13
		

/kraushar_drobiazgi10196_0001.djvu

			194 


FRANCYA I POLSKA. 


panej przez ciąg stuleci przez dyplomacyą francuską 
z terytoryalnego polożenia Rzeczypospolitej szlachec- 
kiej względem sąsiadów, zawsze groźnych, zawsze 
gotowych do rzucenia miecza na szalę wypadków 
dziej owych, ilekroć gabinety francuskie usiłowały 
z zawichrzeń politycznych Europy, najdogodniejsze 
dla siebie wyciągać korzyści. I nie widzimy w tern 
nic zadziwiającego, bo polityka nie opierała się nigdy 
na innym gruncie - i rozwój historyczny nie zna 
innych warunków swego organicznego postępu. Blichtr 
czczych frazesów o powinowactwie duchowem Polski 
z Francyą, ustąpił obecnie miej sca jawnym wzglę- 
dom na korzyści, wynikające z wyzyskiwania inte- 
resów dawnej Polski, na pożytek samolubnej poli- 
tyki Ludwikowej Francyi. 
W myśl tych poglądów, dawna Rzplita Polska 
o tyle tylko mogla liczyć na sympatyą Francyi, 
o ile materyalna jej potęga byla dotyla znaczącą, 
że można bylo, wrazie potrzeby użyć jej jako oręża 
przeciwko monarchiom środkowej i wschodniej Eu- 
ropy. Z chwilą rozproszenia obaw i niebezpieczeństw 
z tej strony oczekiwanych, ustawal i interes pod- 
trzymywania budowy, w której wewnętrzne wiązanie 
poczynało trzeszczeć, a wskutek tego i dach ku 
upadkowi zwolna nachylać się poczynaJ:. 
Nadeszla z czasem chwila, gdy interes Francyi 
zależał wlaśnie na przyśpieszeniu politycznego upadku 
Polski, na wysunięciu na pierwszy plan potęg no- 
wych, dotychczas lekceważonych, a porzuceniu tych, 
które przedtem, wydatną, jeśli nie jednę z wydatniej- 
szych, w życiu europejskiem odgrywaly rolę. Dyplo-
		

/kraushar_drobiazgi10197_0001.djvu

			FRANCYA I POLSKA. 


195 


, 


l1lacya gabinetów Francyi Ludwikowej, w swoJeJ go- 
rączkowej oscylacyi, zastanawia wlaśnie przez usta- 
wiczne zmiany, ni e tylko ogólnego kierunku polityki, 
ale i sprzymierzeńców na krańcach pólnocnych i wscho- 
dnich Europy usadowionych. 
Podczas wojny trzydziestoletniej, w epoce, gdy 
ambicya Austryi zaczynala zagrażać niezawisłości 
Europy, kardynal Richelieu wynajduje na skraju 
Pólnocy sprzymierzeńca, w osobie Gustawa Adolfa 
i wysuwa go jako placówkę przeciw arllliom Tillego 
i Wallensteina. 
Następnie, Ludwik XIV ma w Turcyi OSlODę 
, 
i pOlll0C przeciwko Swiętemu cesarstwu rzymskiemu, 
a 'v walce z podwójną koalicyą znajduje po swojej 
stronie Szwecyą i Polskę, które, tworząc aryergardę 
wschodnią królewskich armij, następują ciągle na 
pięty wojskom nielllieckim, nie pozwalając im całą 
siłą ud erzyć na nieprzyj aciela. 
Już jednak pod koniec swego panowania, wi- 
dziaJ: Ludwik XIV, że siły jego sprzymierzeilców 
slabną; natomiast z obawą i nadzieją patrzy! na 
wznoszącą się potęgę nową, którą, poświęceniem 
dawnych sprzymierzeilców, zbliżyć ku sobie i prze- 
jednać należalo. 
I oto nagly ,vzrost Rosyi utworzyl dla Francyi 
nową polityczną zasadę: porzucenie tradycyi dawniej- 
szej o konieczności pomagania Turcyi, Polsce i Szwe- 
cyi; natollliast dążenie dos prowadzenia owych,pallstw 
do rzędu wazali północnego lllocarstwa, aby tą drogą 
zjednać sobie ,vdzięczność jego i trwałą pomoc przy 
1
.
		

/kraushar_drobiazgi10198_0001.djvu

			IU6 


FRANCYA I POI
SKA. 


lllożliwych kombinacyach politycznych na europej- 
skinl kontynencie. 
'rak wytknięta polityka Francyi znalazła echo 
w młodym i energicznym reformatorze Rosyi, w Pio- 
trze \Vielkim. Zbliżyć się do Francyi, zawiązać z nią 
stałe stosunki, staJ:o się odtąd przewodnią nlyślą Pio- 
tra i j ego następców. Katarzyna I zwichnęla nieco 
te widoki zbliżeuielll się do Austryi, lecz córka jej 
i następczyni, Elżbieta, umiala' zawczasu ocenić ko- 
rz:yści płynące z sojuszu z Francyą, zwlaszcza z llllo- 
dym jej królenl Ludwikienl XV., który uósabiał w jej 
oczach ideał wielkości, wdzięku i nlajestatu. 
Zostawszy wladczynią wielkiego palistwa, Elż- 
bieta postanowila urzeczywistnić ideę Piotra Wiel- 
kiego i zawrzeć trwale z Francyą. przymierze. Lu- 
dwik XV wszelako nie okazy,val wielkiej 'v tYUl 
duchu inklinacyi, opiekując się gorliwie interesanli 
dawnych swoich aliantów. Nie odstraszyło to jednak 
Elżbiety od powziętej raz myśli. Przy pomocy oso- 
bistości taj emmczej pewnego Szkota, w spólce z ro- 
syjskim boja!em i franc
skinl kupcem, udało się jej 
po dlugich l
lane,vrach skłonić Ludwika XV do ży- 
czliwszych intencyj na korzyść rosyjsko-francuskiego 
przymierza. Odtąd stosunki obu dworów stały się 
ściślejszemi i poufniejszemi, do tego stopnia, że 
w lidze z roku 1756 przeciw Prusom Fryderyka II 
uformowanej, wojska rosyjskie i francuskie ,valczyly 
'obok siebie, na zgubę wspólnego nieprzyjaciela. 
Ten kierunek polityki nie był wszelako trwa- 
łym. Już pod koniec panowania Ludwika XV, zaczęły 
przeważać na dworze francuskim obawy, iż sojusz
		

/kraushar_drobiazgi10199_0001.djvu

			FRANCY A I POLSKA. 


197 


z Rosyą musi się skOliczyć zgubą Rzpltej pol::;kiej. 
NastępstWelll tej chwiejno
ci, bylo osłabienie zau- 
fania między dworami sprzYlnierzonymi, a nawet 
i otwarta nieprzyjaźli Francyi, która wspólnie z An- 
glią podtrzymywała Turcyą, przeciw intereSOl1l Illl- 
peratorowej Katarzyny II. 
"\Vkrótce jednak potmll, a na krótko przed 
zwolaniem generalnych stanów, Ludwik XYI, na nowo 
nawiązuje nić zerwanych z Rosyą ukladów, celeul 
zawarcia franko-rosyjskiego aliansu. 
Rewolucya z roku 1789 niweczy owe projekta, 
tak jak 'v czterdzieści lat później rewolucya Lipcowa 
zatamowała nawiązane podówczas n1iędzy cesarzeln 
)fikolajem a Karolem X rokowania. 
"\Vydane niedawno dzielo p. Alberta -Vandal'a l) 
1ua wlaśnie za przedmiot badania stosunki polity- 
czno-dyploluatyczne Francyi z Rosyą w wieku XYIII, 
przeważnie zaś, stosunek Ludwika XV do Iluperato- 
ro,vej Elżbiety-Piotrówny, w którym, sprawy i przy-o 
szlość Rzpltej Polskiej niepoślednią, jeśli nie pierw- 
szorzędną odgrywaly rolę. 
Pierwszy raz w owem dziele zużytkowane ma- 
teryały historyczne, z lliedostępnego dotychczas dla 
,vzroku badacza, archiwunl nlinisteryum spraw za- 
granicznych francuskiego zaczerpnięte, spokojny i bez- 
namiętny pogląd autora na dziejową rolę Polski, w ro- 
zegrywającym się podówczas dramacie, czynią dzielo 
- \ , 


l) Albert Vandal: Louis XV et Elizabeth 'de Ru.
.
ic. 
Etude sur les relations de la France et de la Russie au 
XVIII siecle, d' apres les archive
 ilu ministere des aftaires 
etrangeres. Paris, E. Plon, 1
8
, str. 440.
		

/kraushar_drobiazgi10200_0001.djvu

			198 


FRAYCYA I POLSKA. 


p. Vandal ważnynl dla naszej historyi przyczynkiem, 
rzucającym wiele światla na ludzi i stosunki pier- 
wszych dziesiątkó"r XVIII ,vieku. 


J. 


Zaczątek XvTII wieku byl widownią gwałto- 
wnych zmian w politycznych i terytoryalnych sto- 
sunkach północno - wschodnich monarchij Europy. 
Dlugotrwala wojna, w której Rosya, Szwecya, Rzplta 
Polska i państwo Otonlanów udzial mialy czynny, 
zakończyła się osłabieniem jednych, wzmocnieniem 
innych państw i nakazala Francyi myśleć o nowych 
aliansach, które mialy zabezpieczyć na przyszlość 
wplywowe j ej w Europie stanowisko. 
W chwili zgonu Ludwika XIV, widownia wscho- 
dnia Europy przedstawia następujące ukształtowanie. 
Turcya po zawarciu pokoju z Rosyą, walczy 
jeszcze z Austryą i "\Venecyą. Książę Eugeniusz dru- 
zgoce jej armie 'v r. 1716 pod Peterwardein, wyrzuca 
je z Węgier i gotuje się zwycięsko ,vkroczyć do 
Belgradu. Jednocześnie Wenecyanie biją Kapudana 
paszę pod Korfu, niszczą Albanią, oblegają Dulcigno. 
Wysoka Porta prosi o pokój, który też zawiera w r. 
1718 pod Passarowitz, z wielkim dla swej dumy 
uszczerbkiem. Austrya zatrzynluje wszystkie zdoby- 
cze, banat temeswarski, W oloszczyznę zachodnią, 
- Belgrad i Serbią, wrzynającą się, jakby w klin, w sa- 
)110 Rerce tureckich posiadłości w Europie.
		

/kraushar_drobiazgi10201_0001.djvu

			FRANCY A I POLSKA. 


ID!) 


Idąc w kierunku północnym, napotykamy bez- 
mierne obszary Rzpltej Polskiej niezabezpieczone od 
granic wyżynami, któreby powstrzymywaly napie- 
rające ze wszech stron zastępy pożądliwych są- 
siadów. 
Od południa, do samych murów Warszawy, nie 
napotykamy tu ani jednego większego miasta, oprócz 
,vspanialych rezydencyj Cza.rtoryskich i Branickich, 
ukraszonych iście wschodnim przepychem. W owych 
to zamkach wre życie możnowładczej Polski, tam 
się odzywa surma wojenna i hałaśliwe zbiorowisko 
szlachty, garnącej 8ię około swych przywódzców. 
Na calym obszarze Rzpltej z r. 1716, widać 
jeszcze ślady spustoszeli po niedawno przebytych 
wojnach. Armie Stanisława Leszczyńskiego i Augu- 
sta II, sprowadziły za sobą zastępy Szwedów, Sa- 
só,v i Rosyan, które niszczą i wysysaj ą ostatnie soki 
z nieuprawnej gleby. Wreszcie, gdy zwycięstwo Sasa., 
przy pomocy ośmnastotysięcznej armii Rosyan, prze- 
ważyło, rozpoczęła się wewnętrzna robota stronnictw, 
która do nieszczęść wojennych dodala nową klęskę 
domowych rozterek, prowadzonych, jak świadczy po- 
seł Ludwika XIV, Polignac, pod d. 31 sierpnia 1696 
r., przez arystokratyczne daluy. (..\Iarius Topin: "l'Eu- 
rope sous les Bourbolls" I, 72). 
Ku północy rozciągają się Prusy, przeksztalcone 
w r. 1701 z elektoratu Brandeburskiego w króle- 
stwo. Za Niemnem, Księstwo Kurlandzkie, niezawisle, 
pod dynastyą Ketlerów, ulega już wpływowi Rosyi, 
oddzielając Polskę od Baltyku. 
Dalej, Szwecya jęcząca pod brzemieniem nię-
		

/kraushar_drobiazgi10202_0001.djvu

			200 


FRANCYA I POI.SKA. 


szczęśliwej wojny, wystawiona na łup wewnętrznych 
rozterek, obojętneill okiem spogląda na nowe usiło- 
wania Karola XII, a by ,voj ną 'v Norwegii, przeciw 
Duńczykom prowadzoną, podnieść nieco blask sztan- 
daru, sponiewieranego poltawską przegraną i hanie- 
bną ucieczką króla do Benderu. 
Opuszczając Finlandzką zatokę, spotykanlY się 
na samym wstępie ze śladami szybko wzrastającego 
militarnie i politycznie państwa. Na zdobytym po- 
dwójnie, na Szwedzie i opornej naturze, terytoryum, 
powstaje, na rozkaz Cara Piotra, w ciągu lat d,vu- 
nastu (1103-1715), nowy gród, nowa stolica impe- 
ryum-- Petersburg. Z głębi tego grodu biegną na wsze 
strony ukazy, których celem jest przeobrażenie tego, 
co się już przeżylo, '\v formy nowe, zapożyczone 
z Zachodu. Petersburg mial być właśnie oknem na 
horyzonty tego Zachodu otwartem. Aby nową sto- 
licę władzy i państwa na silnych i rozległych oprzeć 
podstawach, rzuca się Piotr na baltyckie posiadłości 
Szwecyi: Ingryą, Estonią, Inflanty. Spotyka się je- 
dnak z równym sobie wojownikieln. Podczas gdy 
Karol XII, po zwycięstwie nad Narwią (3b listopada 
1700 r.), rozporządza losami Polski i śpieszy do Lip- 
ska na konferencyą z księciem 1\larl, borough Car 
Piotr spokojnie oczekuje chwili od,vetu, którą też 
pod PoUawą (1709) znajduje. Porażka odniesiona 
nad Prutem, oddala na czas pewien dalekonośne 
względem Polski plany; lecz i ta klęska'
zybko za- 
ciera się nowem powodzeniem wojennem, dla którego 
wyzyskania, Piotr \Vielki ślnialo obnlyśla projeki przy-
		

/kraushar_drobiazgi10203_0001.djvu

			FRANCY A I POLSKA. 


201 


lnierza z Francyą i w końcu roku 1716 osobiście 
udaje ::;ię do nadsekwailskiej stolicy. 
We Francyi sprawowała rządy regencya, w oso- 
bie księcia Orleańskiego, oddanego w zupełności 
wpływom i rządom kardynała D uboi::;, lliezlniernie 
zręcznego i zabiegliwego dyplolnaty. \Viedział kar- 
dynał, że zawarcie przpllierza z Francyą należało 
do gorących życz ell Cara i dlatego pragnął porozu- 
mienie się regenta z monarchą Północy obwarować 
zastrzeżeniałlli, które by interesów Francyi, wo bec 
zawistnych sąsiadów, na szwank nie narazily. 
Car Piotr l1lożeby wolał; zamiast regenta, l1lieć 
przed sobą Lunwika XIV, ella którego żywił uczucia 
podziwu i życzJiwości. Zmniast niego, widział mło- 
dziutkie, si .łdmioletnie chłopię, przyszłego Ludwika 
XV-go i doradców regencyi, dla których okazywał 
się wyniosłYl1l i zmnkniętym w sobie, i z którymi 
nie życzył sobie pro,vadzić poufniejszych układów. 
Zabawiwszy przeto czas krótki w Paryżu, na SaInenl 
już odjezdnem, 17 czerwca 1717 r. zawiązał przelo- 
tną rozmowę z regenteln, w przedmiocie politycznej 
kon,vencyi, doprowadzonej następnie do skutku, już 
po wyjeździe Piotra, ",
 Amsterdamie, dllia16 sierpnia 
1717 r. I{onwencya ta, w której przyjęły udzial 
i Prusy, ustaliła porządek na:::tępstwa tronu we Fran- 
cyi, z wyłączeniem od korony Burbonó,v hiszpałi- 
skich i Orleanó,v; natomiast Fral1cya przyrzekla swe 
pośrednictwo w sprawie przywrócenia po
oju na Pół- 
nocy i poręczyła rezultaty, jakie z o"
ego pokoju 
przewidywanen1i być 11lOgły. Zostawiano również 
w owej konwencyj furt.kę do przyszl:) <:h traktató"r: 


.
		

/kraushar_drobiazgi10204_0001.djvu

			202 


FRAXCYA I POLSKA. 


handlowego i politycznego (Arch. Jtfin. Spr. Zagr. 
Sierpień, 1717 r.). 
Z tem wszystkiem uplynęly cztery lata, a ża- 
den z aliantów nie zabieral się do spelnienia zawar- 
tych układów. Stanęly tu. na przeszkodzie projekta 
kardynala Alberoni i barona Goertza. Ten ostatni 
bowiem, znalazl godnego siebie sprzymierzeńca w ho- 
monymie swoim, Niemcu, Goertzu, zauszniku i radcy 
Karola XII. Obaj powzięli zuchwaly plan, odbudo- 
wania wielkości swoich przybranych ojczyzn. Jeden 
podjął się zbuntować Poludnie, drugi zaś Pólnoc. 
Podczas gdy Alberol1i przygotowywal najazd na 
\Vłochy, rewolucyą we Francyi i Anglii, Goertz 
podjąl się zadania pogodzenia dwóch rywali i wro- 
gów dlugoletnich: zwyci ężonego pod Poltawą Ka- 
rola XII. Zamiar ten rokowal powodzenie. Na sku- 
tek zawiązanych układów, Karol mial odstąpić Rosyi 
wschodni brzeg Baltyku i suwerenat nad Polską, sam 
zaś mial rzucić się na Niemcy i powtórzyć na Au- 
stryi krwawe eksperymenta Gustawa Adolfa. Obaj 
zaś obiecali sobie wspólnemi siłami najechać na An- 
glią, w celu przywrócenia praw rodu Stuartów. 
Król angielski i rejent, zagrożeni tYlTI planem, 
zacieśnili węzły wzajemnego między sobą sojuszu, 
następstwern czego bylo oslabienie i oziębienie sto- 
sunków Francyi z Rosyą. 
Europa znalazla się znowu w przededniu wa- 
żnych wypadków, gdy nagle śmierć Karola XII pod 
Frederikshallem, zmieszala wszystkie szyki Goertzowi 
i jego Salnego doprowadzila ,vreszcie do stóp ru- 
sztowania,
		

/kraushar_drobiazgi10205_0001.djvu

			FRANCY A I POJ
SKA. 


203 


Szwecya i Rosya znalazly się znowu w otwartej 
nieprzyjaźni. Regent, ocalając Szwecyą, naturalnego 
alianta Francyi, przed smutnemi następstwami po- 
rażek, wyslal, w końcu r. 1719, pana de Campredon 
do Stockholmu i do St. Petersburga, w myśli po- 
średniczenia między stronami. Car ::piotr nie byl do 
ukladów' skłonnym. "Nie chcę - rzekł, - z okien 
swych patrzeć na ziemię sąsiada!" Wreszcie Szwe- 
cya upokorzyla się. Traktatem N ysztadzkiln z d. 30 
sierpnia 1721 roku, zgodzila się na ustąpienie po- 
brzeża wschodniego Baltyku, z wyjątkiem Finlandyi. 
Podpisawszy traktat, w charakterze pośrednika, 
,vrócil de Campredon do St. Petersburga, gdzie objął 
stanowisko posla francuskiego. 
Pobyt jego 'v nowej stolicy Rosyi, byl dla Europy 
zapowiedzią stanowczego między Rosyą a Francyą 
przymierza. Oprócz widoków politycznych, szlo tu 
o skojarzenie dynastyj Romanowych i Burbonów wę- 
złami koligacyi rodzinnej. Piotr ż
yczyl sobie widzieć 
mlodszą s,vą córkę, Elżbietę, na tronie Francyi, jako 
l1lalżonkę Ludwika XV7"; gdy jednak zaręczyny mlo- 
dego króla z infantką hiszpańską plany te rozwialy, 
począl myśleć o wydaniu Elżbiety za któregokol- 
wiek z książąt krwi burbollskiej, by tym sposobeln 
urzeczywistnić \V niedalekiej przyszłości te zamiary, 
jakie się snuły już wówczas w umyśle rosyjskiego 
,vladzcy co do losów Rzpltej polskiej.
		

/kraushar_drobiazgi10206_0001.djvu

			204 


FRANCY A I POJ
SKA. 


II. 


Dnia 19 października 1721 roku wpłynął p. de 
Campredon, na pokładzie st.atku szwedzkiego, do 
Kronsztadu. Za
edwie się mógł rozgościć w ofiaro- 
wanem 11lU przez kOlnendanta fortecy mieszkaniu, 
gdy, niespodzianie, Piotr zjawil się w Kronsztadzie, 
z powitanimll francuskiego posła i ,vynurzył przytml1 
uznanie najwyższe dla dobrych usług Francyi, oka- 
zanych w sprawie pokoju. 
Ta oznaka bezprzykładnej laska"tości Piotra 
do rozpaczy doprowadziła posła austryackiego, upo- 
ważnionego właśnie przez dwór wiedeiiski do zapro- 
ponowania Rosyi przymierza. Niezadowolenie Austryi 
wzrosło jeszcze, na widok szczególnych oznak uprzej- 
mości Piotra "rzględem francuskiego posła, zaproszo- 
nego na uroczyste nabożml
two do katedry. Pan de 
Campredon llliał soLie zapewnione luiejsce .honorowe 
w cerkwi i był świadkiem niezwykłej sceny, gdy 
kanclerz państwa Gołowkin, po nabożellstwie, zbli- 
żył się do Cara i wręczył mu, imieniem senatu i sy- 
nodu, adres, proszący, aby starosłowiallski tytuł Cara 
zamienił na rzymski tytuł Imperatora. 
Okazałe uczty i uroczystości, jakie z okazyi 
tego faktu nastąpily, nie przeszkodziły Imperatorowi 
wyjawić posłowi francuskienlu, szczerego życzenia 
o za,varcie przymierza z Francyą i wydania mlodszej 
swej córki Elżbiety, za księcia krwi francuskiej, któ- 
ryby następnie z woli Cara zasiadl na tronie Rzpltej 
polskiej. .
		

/kraushar_drobiazgi10207_0001.djvu

			_FRAXCY A I POLSKA. 


"205 


Listy p. de Campredon z 8 i 24 li::;topada i 721 
r., pisane do kardynała Dubois, żadnej w tej mierze 
nie zostawiają wątpliwości. 
rrron polski w rzeczy samej zapowiadał pod- 
ówczas bliski wakans. Zdrowie króla Augusta 
z dniem każdym pogorszało się. Od la t pięćdziesię- 
ciu, pisze p. ,randal, usiłowała Francya odpierać od 
Polski oslabionej i stronnictwanli nurto,vanej nacisk 
sąsiadów. Arcykatolicki król z upodobaniem uważał 
się i lubił być uważanym za naturalnego opiekuna 
wolności Rzpltej. Systemat taki był wynikiem po- 
glądu slusznego i wspanialomyślnego zarazenli żaden 
bowiem sprzyulierzeniec nie rokował Francyi takich 
korzyści, jak Polska silna i niepodległa. Nieszczę- 
ściem jednak, wiele fa któw świadczyło o bezsilności 
usiłowań, podejmowanych 'v celu odrodzenia kraju 
tego, gazie zlo zapuściło głębokie korzenie. "Polska 
zaJuierała z braku organó,v, niezbędnych dla życia 
llo'woczesnego p a.I'lstwa. Francya jej tych organów 
dostarczyć nie nlogla. . Nie mogla ona dać Polsce 
rządu prawidłowego, stalej armii, administracyi i fi- 
nansó,v, słoweIl1, środków przeciw\vagi usiło",-aniol1l 
państw, zainteresowanych w podtrzYlllywaniu jej sła- 
bości i w bliskim j ej rozkładzie. Ludwik X\-r u szczytu 
swej potęgi wyjednał u sejmu warszawskiego okrzy- 
knięcie księcia Conti królem, ale nie mial 
ił \v utrzy- 
111auiu elekta na tronie. Polacy wybierali francuskich 
protegowan:vch, lecz opuszczali ich za. zbliżenieIll się 
ar111ii rosyj::;kich i nieIllieckich. W gruncie rzeczy, 
nieza,vislość Polski byla już tylko fikcyjną; wolność 
jej polegała na zrnianach swoich wladzców, na nlO- 


ł
		

/kraushar_drobiazgi10208_0001.djvu

			206 


.FRANCYA I POLSKA. 


żności stawania się kolejno dziedzictwenl Szwedów, 
Sasów, Niemców i Rosyan, nigdy zaś s,vojem 
wlasnem u . 
Tego rodzaju sytuacya musiała mieć, jako na- 
turalne następstwo, bliski podzial terytoryó,v Rzpltej. 
O podziale tym myśleli sąsiedzi jej już bardzo da- 
wno. Europa wyczekiwała z obawą tej ewentualno- 
ści; Prusy uważały ją za swe zadanie, namawiając 
Piotra Wielkiego do tego dzieła, tak jak później 
stawialy tę propozycyą Katarzynie I (Depesza Cam- 
predona z 12 czerwca 17
5 r. :\Iinist. fran. zagr.). 
Wobec zatem planu zakomunikowanego Francyi 
przez p. Campredona, regent, jako polityk rozważny 
i przewidujący, nie okazał wielkiego wstrętu do 
kombinacyi, która w rezultacie mogla zlać na ród 
j ego splendor królewskości. Szczególniej starszy syn 
jego, książę Chartres, do tej kornbinacyi nada,val się 
przewybornie. Przeważaly tu jednak i względy na- 
tury osobistej i politycznej, które planom Cara Pio- 
tra nie rokowały powodzenia. Najprzód, niechęć re- 
genta do skojarzenia się węzlenl koligacyi z rosyj- 
skim dworem, a po,vtóre obawa przed niechęcią 
Anglii. Nieporozumienia lliędzy Jerzym I a Carem 
Piotrem, doszły podó,vczas do zerwania stosunkó,v 
dyplomatycznych między terni dworami. Anglia z po- 
dwójną też bacznością czuwala nad biegiem ukladó,v 
regenta z Rosyą. Regent, wysoko sobie ceniąc cha- 
rakter angielskiego alianta, obawia! się następstw 
proponowanej kombinacyi politycznej Piotra \V. 
i otrzymywane depesze od ajentów swoich z Rosyi
		

/kraushar_drobiazgi10209_0001.djvu

			FRANCYA I POLSKA. 


207 


przesyłał królowi Jerzemu, który je odsyłał z wła- 
snoręcznemi adnotacyami regentowi. 
Po długich wahaniach i zwłokach, wreszcie pod 
jesień 1722 roku nadeszła do Petersburga, na ręce 
p. Oampredon, długa instrukcya, w której kardynał 
Dubois wynurzał intencye dla Francyi w kwestyi 
maJ:żeństwa. Treścią tej instrukcyi było przyj ęcie 
w zasadzie propozycyi d'voru francuskiego, pod wa- 
runkiem wszakże, że małżeństwo księcia Chartres 
z carówną Elżbietą nastąpi dopiero po uporządko- 
waniu sukcesyi tronu w Polsce i obiorze tego księcia 
za króla (Dubois do Campredona 14 października 
1722 r. Arch. 
Iin. franc.). 
\Vidoki polityczne, towarzyszące instrukc-ri kar- 
dynała Dubois, polegały na zjednaniu sobie Rosyi, 
bez uszczerbku dla aliansu z Anglią. Francya miała 
służyć tu w charakterze pośrednika między temi 
dworami, a następnie nliała zjednać _lllglią dla my- 
śli trójprzynuerza. Podstawą układów miala być kon- 
wencya, zawarta w r. 1717 w Hadze, z "Tyłączeniem 
jedynie Prus od zawartego przymierza i z zagwa- 
rantowaniem wszelkich- nabytków przez Rosyą tra- 
ktatem N ysztadzkim pozyskanych. 
\Y ch,vili, gdy o\ve punktacye nadeszły do Pe- 
tersburga, Piotr I walczył Da Kaukazie, celem zdo- 
bycia zachodniego pobrzeża morza Kaspijskiego. Po 
zdobyciu Derbentu, wróci! do Moskwy, gdzie go już 
wyprzedził p. de Campredon. Z radością usłyszał 
Piotr I od francuskiego posla, że regent propozycyą 
małżeilstwa za możliwą do spełnienia uważa. :llal- 
żeńshvo Elżbiety z ksi
cieln de Chartres mialo być
		

/kraushar_drobiazgi10210_0001.djvu

			208 


FRAXCYA I POL'3KA. 


jedynie utorowaniem córce Imperatora, drogi do 
tronu francuskiego; już wówczas bowiem delikatne 
zdrowie Lud,vika XV nie rokowalo Fraucyi dlugiego 
panowania tego króla. 'V szelako, warunek, stawiony 
przez regenta, aby malżeństwo odroczyć do czasu 
elekcyi księcia de Chartres, wydawał się przybo- 
cznym ministrolll Piotra \V., Dołgorukowo,vi i Oster- 
manowi, zbyt uciążliwym. Pogląd taki dzieliI i Piotr 
I. "Cóż będzie - odezwał się książe Dolgoruki do 
p. de Campredon, - jeśli król polski pożyje jeszcze 
lat piętnaście? ,y takim razie chybaby księżniczka 
lIlusiała zost.ać panną!
' Sądził zatem, że Francya 
i Rosya powinnyby zawrzeć ze sobą specyalną kcn- 
wencyą, 'v przedmiocie bezzwlocznego przystąpienia 
do malżeństwa i przyjęcia zgodnej polityki wzglę- 
dem Polski. 
Capredon zredagowal w tYUl duchu kilka arty- 
kulów i przesIal je SWen1l1 rządowi 'v d. 13 nlal'Ca 
17
2 r., prosząc o pelnomocnictwo do ich podpisa- 
llia, przyczełn bardzo żarliwie popad myśl bezzwlo- 
cznego malżmistwa księcia de Chartres. "Nie j estto 
znowu rzeczą tak odległą, wyniesienie lllłodego lU al.. 
żeńst,va na tron polski, jakby się to napozór zda- 
wać llloglo - pisał p. de Campredon. 
 Wypadek 
ten móglby być na,vet przyśpieszonym. Należaloby 
tylko postarać się o jakąś sprytną i czulą kochankę 
i zbliżyć ją do króla polskiego. Osoby, które wi- 
działy niedawno tego lnonarchę, zapewniają, że, we- 
dług ,vszelkiego prawdopodobieństwa, niedlugo już 
żyć będzie" (l\Iinist. Zagr. 13 marca 1723 r.). 
Jednocześnie starał się p. de Campredon pod-
		

/kraushar_drobiazgi10211_0001.djvu

			FRAKCYA I POJ,SKA. 


200 


niecić regenta do szybszego postanowienia, obudze- 
niem w nim uczucia zazdrości. Donosi tedy o przy- 
byciu do Petersburga dwojga książąt z domu Hes- 
sen-holubnrgskiego, w zallliarach starania się o rękę 
wielkich księżniczek. Nie zapomina przytem i o dro- 
bnych środeczkach zjednania sobie życzli,vego uspo- 
sobienia Piotra I. "Pozwalam sobie prosić Waszą 
Królewską Wysokość - pisał p. de Campredon, - 
o nadeslanie J. C. ::\Iości beczki dobrego wina. Te 
drobne dowody atencyi znajdą skutek oczekiwany. 
Prosiłbynl również o nadesłanie uli portretów króla, 
infantki, J ego Królewskiej 'V ysokości i księcia de 
Chartres, tak bardzo przez Jej Ces. MQŚĆ mile 'wi- 
dzianego" . 
Tego rodzaju depesze wymagały śpiesznej i sta- 
n o,vcz ej odpowiedzi. J akżp wielkiem jednak było 
zdumienie p. de Campredon, gdy IllU ani jeden z ku- 
ryerów, z Francyi prz:ybyłych, pożądanej 'v tym 
przedmiocie instrukcyi nie przywiózł. Przeszła zilna 
i ,viosna i lato nawet 1723 r.; Francya gluche za- 
chowywała milczenie. )Iinistrowie dworu rosyjskiego 
coraz silniej zaczęli nasta,vać na p. de Calnpredon, 
aby inl ,volę regenta obja,viL Biedny poseł jął się 
pisania listów rozpaczliwych, do kardynala, do re- 
genta, do młodziutkiego, piętnastoletniego króla na- 
,vet. 'Vszystko napróżllo. 'Yreszcie, zniecierpliwiony, 
nie chcąc narazić sobie Cara Piotra, udał chorego 
i położył się do lóżka. Dziwne zaiste postępowanie 
ze strony posła wielkiego mocarstwa! 
" początkach września wezwallYlll został p. de 
Campredon do Peterhofu, letniej rezydenc:yi dwor- 
Szkice hi:;l. 
Cł". 1. T. 1. 14
		

/kraushar_drobiazgi10212_0001.djvu

			210 _ 


FRANCY A I POLSKA. 


skiej. Przyjąl go Piotr I laskawie, nie okazując- po 
sobie żadnego zniecierpliwienia; wszakże 11lillister 
Osternlann, pod wieczór, odprowadził posła na stro- 
nę, gdzie, widocznie z danego sobie zlecenia, wyra- 
ził zdziwienie, ŻA Francya tak obojętnie traktuje 
sprawę przynlierza i lnałżellstwa. 
Prawdziwą p'rzyczyną kunktatorstwa Francyi, 
była i t
ynl razem postawa .Lł\..nglii, która nie życzyła 
sobie koligacyi Francyi z Rosyą. \Y zględy polityki 
kardynala Dubois, który, nawet po dojściu do pel- 
noletności prawnej Ludwika X'-, utrzymanyul zostal 
na swen1 wplywO'wenl stanowisku, nakazały oddalić 
zamierzone projekta na czas bardzo długi. ::\Iyśli 
swoje wynurzylon w depeszy, przez szesnastego 
dopiero z rzędu kuryera, przesłanej do p. de Cam- 
predon, lecz już przez kardynała nie podpisanej. 
Zapadłszy silnie na zdrowiu, 10 sierpnia 1723 r. kar- 
dynal Dubois żyć przestał. 
Iiejsce jego zajął książę 
Orleański, nie uważając sobie za despekt zostać pier- 
wszym lllinistrełll 'v kraju, którego był regentem. 
On-to, nie zlllieniwszy slowa, wysłał, zredagowaną 
przez zlllarlego kardynała, depeszę do Petersburga, 
a w kilka miesięcy później książę Chartres, ku wiel- 
kiemu niezadowoleniu Rosyi, po
lubił księżniczkę 
niellliecką. 
Książę OrleaJ'lski nie przeżyl swego poprzednika 
długo. Tegoż bowiem roku 1723, 'v llliesiącu grudniu, 
rażony apopleksyą, skonał. 
::\llody król powołał księcia de Bourbon, gło,vę 
dOIllU Kondeuszów, na stanowisko swego doradcy, 
czyli istotnego drugiego regenta Francyi.
		

/kraushar_drobiazgi10213_0001.djvu

			FRANCYA I POJ,SKA. 


211 


Zmiana ministeryum francuskiego obudziła znowu 
W Carze Piotrze nadziej ę odnowienia zawiązanych 
stosunków z Francyą. rrynl razem nie było już nlOWY 
o aliansie rodzinnym, lecz glównie o przymierzu na- 
tury politycznej. W początkach r. 1724, książę de 
Bourbon otrzymal w tej mierze bezpośrednie zapy- 
tanie; lecz znowu nieporozumienie z .Lł\.nglią stanęło 
na przeszkodzie doprowadzeniu aliansu do skutku. 
Wśród podejlllowanych nieustannie negocyacyj, 
lllyślą przewodnią których było obsadzenie tronu 
Rzplitej Polskiej przez kandydata odpowiedniego 
widokoI1l obu dworów, nastąpiła w kOllcu 1724 r. 
śmierć Cara Piotra i objęcie tronu rosyjskiego przez 
wdowę jego - Katarzynę I. 


III. 


Zaró,vno jak Piotr 'Vielki, tak i następczyni 
jego, pojmowala donioslość zawiązania bliższych dy- 
plomatycznych stosunków z wielkiemi mocarstwami 
Europy. Bezzwlocznie też, po objęciu tronu, zwołala 
Katarzyna I radę, złożoną z ministrów poprzedniego 
panowania: Tołstoj a, Ostermana, kanclerza Gołow- 
kina, admirała .L
prax.ina i księcia :Menszykowa. W szy- 
scy jednozgodnie wyrazili opinią "r tym duchu przy- 
chylną, włączając do projektowanych rokowall i.L
nglia. 
Najbardziej za przymierzenl z Francyą przema,viała 
l1nperatorowa. Tajna wiadomość, zakomunikowana 
jej z Francyi, o nagłem zerwaniu nlalżeństwa króla 
Ludwika XV z infantką hiszpańską, ożywiła 'v sercu 
14'"
		

/kraushar_drobiazgi10214_0001.djvu

			212 


FRAXCYA I POLSKA. 


Katarzyny 
 dawne nadzieje i obudziła nowe widoki 
rodzinnych koligacyj z francuskim dworem. 
Ludwik XV od lat czterech był zaręczonynl 
z infantką, sprowadzoną do Francyi w r. 1722 i wy- 
chowaną w Luwrze, dla uczynienia j ej francuską 
i królową. Lecz Ludwik miał lat 16, infantka zaś 
siedm. Ta nierówność ,vieku spowodowala odroczenie 
malżeństwa i pozbawiała Francyą rękojmi dlugo- 
trwalego pokoju wewnętrznego, ze względu na sła- 
bowitą organizacyą króla i rywalizacyą Kondeuszów 
z Burbonami. Letnią porą r. 1724, pierwszy mini- 
ster, pragnąc przyśpieszyć nlałżeństwo króla, szukał 
środków pozbycia się infantki i zastąpienia j ej od- 
powiedniej szą narzeczoną. 
Wysłano tedy za granicę emisaryuszó,v zrę- 
cznych na zwiady. Nowy ów rodzaj stręczycieli mial 
objechać dwory monarsze, wywiedzieć się o kandy- 
datkach do malżeIlstwa, o ich charakterze, uksztal- 
ceniu i wdziękach. \\T ministeryum spraw zagrani- 
cznych utworzono specyalue biuro informacyjne, pod 
kierunkiem p. de Morville. Zadaniem jego mialo być 
utworzenie listy porównawczej kandydatek i opinio- 
wanie o donioslości matrymonialnych projektów. 
Kresem podróży emisaryuszów mialy być granice 
Rosyi, z tern wszystkiem i wielka księżniczka El- 
żbieta na liście kandydatek figurowala. Lista ta skła- 
dała się z siedmnastu księżniczek, podzielonych na 
rozmaite kategorye. 
'V początkach r. 1725 król mocno zachorowal 
Obawiano się o jego życie. Książę de Bourbon po- 
stanowił sprawę infantki ostatecznie załatwić, a już
		

/kraushar_drobiazgi10215_0001.djvu

			FRANCY A i POJ.SKA. 


213 


11 kwietnia rada państwa uchwali!a odesłanie in- 
fantki do Hiszpanii. 
WiadolllośĆ ta doszła do uszu Katarzyny. N a- 
nowo tedy zawiązano układy z p. de Campredon, 
tynl razem na warunkach bardziej określonych. Po- 
wołano się na przyklad francuskiego Henryka I, 
wnuka -Hugona Capeta , który poj ął za żonę córkę 
wielkiego księcia l1loskiewskiego. Imperatorowa otwar- 
cie nliala w tej nllerze rozmowę z p. de Campredon. 
Pragnąc wyswatać księżniczkę Elżbietę za Ludwika 
XV i zjednać sobie dla tej myśli księcia de Bourbon, 
nasunęła myśl, aby syn jego pojął za żonę córkę 
krÓla Stanisława Leszczyńskiego, od r. 1712 w Lo- 
taryngii przebywającego. 
Ialżeństwo to, wobec sym- 
patyi, jaką król Stanisla,v w Polsce posiada!, mo- 
głoby, zdaniem Imperatorowej, ulatwić kandydaturę 
księcia do tronu polskiego przy bliskiej elekcyi, 
zwłaszcza przy zapewnionej opiece i protekcyi obu 
dworów. 
Słowem, Imperatorowa ofiarowała Francyi wraz 
z ręką córki przymierze trwałe, ,vspólną akcyą 'v Pol- 
sce, tron polski księciu francuskimuu. (Depesza p. de 
Campredon z 13 kwietnia 1725 r.). 
Propozycye te nadeszły do - Francyi, lecz nie 
'vywarly korzystnego wrażenia. Zanoto,vano na ich 
marginesie wyrazy: Temw ;;CC'l"ćtc i odesłano je do 
archiwum. 
W połowie maja 1725 r., tajmllnicza osabisŁość 
przybyła do Petersburga. Był to oficer angielski, de 
Hay, poplecznik dWOTIl Stuartó,v, awanturnik i in- 
. trygant. Misyą jego bylo utworzenie koalicyi prze- 


.
		

/kraushar_drobiazgi10216_0001.djvu

			214 


FRANCY A I POLSKA.. 


ciw Francyi,- a duszą tej koalicyi był król hiszpań- 
ski, wespół ze swym ministrem, baronem de Rip- 
perda. 
Filip V pragnął zemsty za wymierzoną sobie 
ze strony Francyi obrazę. Znalazł on poplecznika 
dla tej myśli w renegacie Ripperda, który, trzy razy 
zmieniwszy ojczyznę i religią, mial umrzeć jako ba- 

za marokański. Ripperda skoj arzył i pogodzil ze 
sobą Filipa V z Karolem VI, cesarzem, w myśli 
podniecenia ich przeciw Francyi i Anglii. "\Vysłano 
p. de Hay do Rosyi, aby i tu znaleźć sprzymierzeń- 
ców. Imperatorowa dala posłuehanie enlisaryuszowi, 
ale przed powzięciem decyzyi w duchu proponowa- 
nej koalicyi, pragnęla dowiedzieć się, jakie są za- 
miary Francyi w kwestyi małżeństwa z wielką księ- 
żniczką Elżbietą? Zażądala w tej mierze stanowczej 
od p. de Campredon odpowiedzi. 
Campredon spostrzegł groźne niebezpieczeń- 
stwo. Przeniknął zamiary emisaryusza i bezzwłocznie 
doniósł o nich swemu dworowi, dOluagając się śpie- 
sznej odpowiedzi. 
Tym razelll książę de Bourbon stanowczo od- 
rzucił propozycyą rosyjską i znalazl to, czego szu- 
kal oddawna napróżno. 
Szczególnym zbiegiem okoliczności, sama Im- 
peratorowa ulatwiła mu wybór. 
Wzmianka o córce króla Stanisława Leszczyń- 
skiego, proponowanej dla syna jego, otworzyla lnu 
szeroki horyzont polityczny w interesie Francyi. 
. W Maryi Leszczyńskiej widzial książę urzeczy- 
wistnienie ideału, upragnionego dla Ludwika XV.
		

/kraushar_drobiazgi10217_0001.djvu

			FRANCYA l POLSKA. 


215 


Córka zdetronizowanego króla, dziewica rlobrze wy- 
chowana, pochodzenia szlachetnego, bez ,vysokich 
pretensyj, 
zczególnie odpowiednio nadawała się do 
roli lnałżonki zależnej i uległej, jaką pragnął wi- 
dzieć obok Ludwika XV na tronie Francyi. 
Wysłał tedy bezzwlocznie jednego z emisaryu- 
szów 111alż.eńskich, kawalera de 
Iere, do ,V'issen- 
bourga, gdzie król Stanisla,v z żoną i córką prze- 
bywał. Skronlne otoczenie tej rodziny zrobiło wielkie 
wrażenie na p. de l\lere. ,V pełnych zapału wyra- 
zach, kreśli on poetyczny obrazek zdetronizowanego 
króla, o bok którego, z wdziękielll i słodyczą króluj e 
księżniczka :llarya, cala oddana pobożności i dobrYlll 
uczynk0l11. Ujęty poetycznością tego obrazu król 
Ludwik X.V, niedlugo się ociągał; "27 maja 1725 r. 
obwieszczono publicznie o małż811stwie króla. 
Wiadon10ść o tYUl fakcie wywarła wielkie wra- 
żenie w Europie. 'Vrażenie to lnniej było korzy- 
stnenl 'v otoczeniu króla i 111iędzy ll1ieszczalistwem 
paryskieIn. .. 
Odgłosy kronik owoczesnych lllalują dosadnie 
niezadowolenie dworu z takiego obrotu rzeczy. 
,,1tlalżeństwo już ogłoszono, pisze w dzienniku 
swoim adwokat Marais (Jollrnal dc Jlafbicll " Jlwa is, 
t. III, 187). Dwór tak posmutnial, jak gdyby lnu 
doniesiono, że król został apopleksyą rażonynl."' 
"ZobaczynlY, piszą drudzy, jakie to będzie na- 
stępstwo związku z córką króla
 który już króle Ul 
być przestał, i który naJeży do narodu zupelnie nanl 
obcego. " 
"Miał racyą Paryż, dodaje od siebie p. Vandal,
		

/kraushar_drobiazgi10218_0001.djvu

			216 


FRANCY A I POJ
SKA. 


przewidywal on lepiej, aniżeli na:si mężowie !Stanu. 
Wybór Maryi LeszczYllskiej był błędem kapitalnym. 
Jeżeli nowa królowa miala okazać na tronie przy- 
kład ,vszelakich cnót, nie posiadala ona wszakże ani 
jednej zalety, niezbędnej dla zjednania sobie serca 
króla. Z politycznego punktu widzenia, malżmistwo 
polskie żadnej llall1 nie przynosil:o korzyści, a mo- 
glo wciągnąć :Francyą w przykre awantury. Ludwik 
XV nie otrzYlllał 'v posagu ani pewności, ani na- 
dziei aliansu; natomiast on to lnial przyjąć na siebie 
moralny obowiązek popierania pretensyj rewindyka- 
cyjnych Stanisła,va Leszczyilskiego do trollU pol- 
::;kiego. " 
Inlperatorowa rosyjska dowiedziała się z ,vieści 
publicznej o małżeństwie króla. Dopiero po notyfi- 
kacyi, uczynionej dworom przez Stanisła,va Leszczyil- 
skiego, zdecydowała się Francya wyjaśnić pobudki 
tego kroku w liście, przeslanY111 do Petersburga 30 
czerwca. Główną prze::;zkodą miała tu być różnica 
wiary. Pobudka nie
zczera, gdyż z depesz p. de 
Campredon wiedział dobrze d,
ór francuski, że księ- 
żniczka Elżbieta gotową była, z woli Iluperatorowej, 
przejść na katolicyzm. 
Saturalneffi następstwerrl lnałżeństwa króla była 
oziębienie stosunków między dworalui: rosyjskilll 
i francuskim. 
korzystała z tego nastroju Austrya 
i r:;kutkieill zręcznych zabiegów doprowadziła Ros
rą 
do zawarcia traktatu wiede]'lskiego z dnia 25 sier- 
pnia 172G r., zawartego na przeciąg lat trzydziestu. 

reścią układu miało być wspólne dzialanie polity- 
czne, przeważnie przeciw 'rurcyi, względem iunych
		

/kraushar_drobiazgi10219_0001.djvu

			FRA NCY A I POLSKA. 


217 


państw zastrzeżono wyczekujące i odporne 
tano- 
,visko. 
KOllwencya ta, o której historya dotychczas 
mimochodem wzmiankowała, stanowi jeden z naj- 
ważniejszych w XVIII w. dyplomatycznych aktów 
i sprowadziła przewagę niemieckiego wpływu na 
dworze St. Petersburskim. Tekst układu podaje 
l\Iartells w zbiorze: Trait,:s de la Russie arec l'.A_u- 
t richr, t. I, na str. 34. Od tej chwili .L
ustrya i Rosya 
zaczęły postępować wspólnie w kwestyach europej- 
skich. Na kongresie w Canlbrai z r. 1727 n1110CO- 
wani rosyjscy, szli ręka w rękę z ministrami au- 
stryackimi, a gdy następnie Rosya po raz pierwszy 
ukazała się na polach bitew w Europie środkowej, 
było to jedynie gwo]i udzieleniu pOl110CY austryackil1l 
. 
arn1l0nl. 


IV. 


I{atarzyna I zakoilCzyla życie w r. 1727. Tron 
objął wnuk Piotra \V., Piotr II, którego imieniem 
sprawowali rządy: :Menszyko,v i książęta Dolgon1ko- 
wowie. Piotr II zmarł w siedmnastym roku życia. 
Z następcó,v Piotra W. pozostały tylko córki: star- 
sza, poślubiona księciu de Holstein i Elżbieta. Doł- 
gorukowowie i Golicynowie usunęli ją.od dziedzictwa, 
powoławszy na troll krewniaczkę Piotra ""\Y., _\..nnę 
Iwanównę, księżniczkę kur1andzką. Rządy jej były 
dalszym ciągiem polityki Katarzyny I, co do przy- 
lnierza z Austryą i chłotlnych stosunków z Francy
\.
		

/kraushar_drobiazgi10220_0001.djvu

			218 


FRA
CYA I POLSKA. 


W r. 172
 p. de Canlpredon odwołanym zostal 
ze swego stanowiska. l\Iiejsce jego zajął pełniący 
obowiązki aUlbasadora; p. ::\Iagnan. 
'Ve Francyi po księciu de Bourbon objął nli- 
nisteryum kardynał Fleury. UtrzYlnywał on przyja- 
zne stosunki ze Szwecyą i z Polską, nie zawiązując 

erdeczniejszych z Rosyą. 
Tymczasełn w Rosyi partya ,,
tarowierców" 
wzięła górę i z niechttcią spoglądała na wpły'v au- 
stryacki i Niemców, 'v ogóle na dworze. N'ajżarliw- 
szym stronnikiem przymierza z Francyą i osłabienia 
związków z Niemcami sŁał się feldmarszalek l\Iiinich. 
Cesarzowa Anna okazała się przychylną tej polityce, 
pod ,varunkiełn, że Francya zaprzestanie się miesza.ć 
do spraw polskich i pozwoli Rosyi odebrać 'rurkom 
.L
zow. 
Gabinet francuski ,vabal się do
ć długo, aż 
wreszcie wahanie to sprowadzilo nowe zerwanie rO- 
kowań i zacieśnienie przyj aźni z Anstryą. 
Od r. 1733-1738 wpływ aliansu austro-rosyj- 

kiego był dominującym. Następstwa jego odbiły 
się na Polsce. 
Po śnlierci Augusta II, sejm obrał Stani
ława 
Leszczyńskiego królem. Bezzwłocznie armia rosyjska 
wkroczyła do Polski i usunęła od tronu teścia Lu- 
dwika XV, wysunąwszy na jego lniejsce kandyda- 
turę księcia elektora saskiego. Anglia zachowała 
neutralność. Francya z,vróciła /Się nieprzyj aźnie ku 
Austryi i przesłała Stanisławowi I.Jeszczyńskiemu za- 
siłek trzech batalionów. Dowódca ich, p. de Plelo, 
ambasador francuski w Kopenhadze, padł pod llln-
		

/kraushar_drobiazgi10221_0001.djvu

			FRANCY A I POLSKA. 


210 


rami Gdailska, lecz sprawy Leszczyńskiego nie ocali!. 

Ii.inich załatwił się z partyzantami króla Stanisława, 
a Francya, podpisując z Austryą preliminarya po- 
koju w Wiedniu (1735), zgodziła się na usunięcie 
Leszczyńskiego od tronu i ofiarowanie mu rządów 
w Lotaryngii. 
Obsadzenie tronu polskiego przez kandydata 
H.osyi i Austryi, od tych mocarstw przyjmującego 
rozkazy, było spełnieniem pierwszej części programu 
austro-rosyjskiego aliansu; część druga miala się 
spełnić nieba,vem. "T latach 1736 i 1737 Austrya 
i Rosya wypowiedziały ,vojnę Turcyi i wkroczyly 
na jej terytoryuln. Ty})} razem Francya byla !Szczę- 
śliwszą. U silo,vanionl jej anlbasadora, p. de Ville- 
tleuve 'v Konstantynopolu udało się sprowadzić po- 
rozumienie. 'rraktat pokoju "r Belgradzie 'v r. 1739 
podpisanym został. 
Imperatorowa Anna, zawdzięczając Francyi ów 
rezultat, odnowila z nią stosunki dyplomatyczne. 
J(siążę I(antelnir zostal alnbasadorem w Wersalu, 
zaś p. de la Chetardie, minister francuski 'v Berli- 
nie, wyslanym zostal do Petersburga '\v charakterze 
ambasadora, głównie jednak z nlisyą zasiągnięcia 
języka co do widoków Rosyi na pr
yszłość i ko- 
rzyści pano,vania księżniczki Elżbiety przy zmianie 
tronu. \V ybór p. de la Chetardie byl bardzo szczę- 
śli" ym. Zdolności tego dyplomaty, jego zręczność 
i ukladność, dawno już zwracaly na siebie uwagę. 
"'Tyjechal on do Rosyi 'v końcu r. 1739 "r bardzo 
świetnern otoczeniu. Przyjęt.
y ostentacyjnie w Dre-
		

/kraushar_drobiazgi10222_0001.djvu

			220 


FRANCYA I POLSKA. 


znie, W Warszawie i w Rydze, w tell osLatniem 
mieście przez generaJ:a de Bismarck, gubernatora 
ówczesnego rosyjskiego, przybyl do St. Petersburga, 
gdzie otrzymaJ: bezzwlocznie uroczyste posluchanie 
u cesarzowej Anny. Zaraz po tej audyencyi la Che- 
tardie udaJ: się do wielkiej księżny Elżbiety, a krok 
ten, oprócz pobudek galanteryi, mial jeszcze i po- 
budki polityczne na widoku, mianowicie zj ednanie 
sobie przychylności księżniczki, która najwięcej po- 
siadała warunków zajęcia miejsca na tronie Piotra 'V. 
Życie ówczesne St. Petersburga przedstawiaJ:o jeden 
szereg uczt i zabaw, kierowanych przez ulubieńca 
Imperatorowej, Gustawa Birena. Biren, 
Ii.inich i Oster- 
man, stanowili radę państwa i przewodników orygi- 
nalnych zabaw ku uciesze Imperatorowej. Do ro- 
dzaju tych zabaw należaJ:o np. wystawienie na Ne- 
wie, wśród naj tęższej simy, sypialni z lodu i zam- 
knięcie w niej na noc ślubną księcia Golicyna, który 
się z miłości ożenił z osobą niższego stanu. Łóżko 
ślubne, stoliki, kanapy, krzesla, pokój cały, wszystko 
to było wyciosane z brył lodowych. 
Anna Iwanówna zmarla nagle w listopadzie 
1740 r., zostawiwszy testamentem dziedzictwo tronu 
synowcowi swemu, I wano,vi brunszwickiemu, z usta- 
nowieniem nad nim regencyi w osobie Birena. 
Regencya ta nie była długotrwałą. \V kilkana- 
ście dni później rewolucya pałacowa, pod wodzą 
l\fi.inicha przeprowadzona, zapewniła Birenowi miej- 
sce na Syberyi, zaś wielkiej księżnie Annie Leopol- 
dównie stanowisko regentki nad I,vanelll VI. Ojciec
		

/kraushar_drobiazgi10223_0001.djvu

			FRANCYA I POJ
SK.A. 


221 


jego, książę bTIlnszwicki, zostal generalissimusenl, 
Jtliinich zaś pierwszym ministrem. 
Europa obojętnie przyjęła wiadomość o zmia- 
nie rządów w Rosyi. Zajmowala ja sprawa nieró- 
wnie ,vażniejsza
 Na dni ośm przed zgonenl Anny, 
zmarł w Wiedniu cesarz Karol VI. Nie mial on 
spadkobiercy męskiego, usiłował więc za życia za- 
pewnić tron córce swej, :Maryi Teresie, mocą sankcyi 
pragmatycznej, przez sąsiadów za ważną uznanej. 
Zaledwie jednak zamknął oczy, gdy już elektor ba- 
warski wyciągnął rękę po koronę i po dziedzichvo 
zieln austryackich; król hiszpallski domagał się ziem 
,vłoskich, dom saski Czech, król pruski Fryderyk II 
Szlązka. Fryderyk, nie bawiąc się w pretensye, 
śmialo wtargnął do Austryi i bez wypowiedzenia 
wojny zagarnął Szlązk. 
Podczas gdy zachodziły tak ważne w środku 
Europy wypadki, Rosya stala się znowu sceną dy- 
plomatycznych matact,v, w których pan Chetardie 
odgrywał rolę główną, przygotowując mnysly ku 
bliskiej zlllianie tronu na korzyść w. księżnej El- 
żbiety. Przy pomocy Lestoqua, Hano'werczyka, 
doktora i zaufanego księżniczki, nastąpiło bezpo- 
średnie porozulnienie się jej z francuskiul posłenl 
i od tej chwili p. de la Chetardie sŁał się pośredni- 
kiem i kierownikienl spisku, uknutego przeciw re- 
gentce. ... 
W styczniu 1742 r. spisek ten dojrzał do tego 
stopnia, że nlożna już było przystąpić do działania. 
"\V1'"spart.a na ,viernynl pułku preobrażeńskim, księżna 
Elżbiet.a, śllliało wydala haslo do wybuchu. Przya-
		

/kraushar_drobiazgi10224_0001.djvu

			222 


FRANCY A I POLSKA. 


resztowaną regentkę z lnężem i jej poplecznikami, 
odprowadzono do więzienia. 
Imperatorową okrzyknięto z zapałelll córkę Pio- 
tra Wielkiego, Elżbietę. 


v. 


Nie wchodząc w bliższy rozbiór wypadków wo- 
jennych, w których Francya, Austrya i Prusy miaJ:y 
udzial, a zakoilczonych akwizgrańskim pokojem, nie 
zatrzYlllująC się nad fluktuacyą usposobieli wzaje- 
mnych Francyi i Rosyi 1 o jakich dzielo p. Vandal'a 
obszernie się rozwodzi, przechodzi1ny do sprawy 
bliżej nas obchodzącej, do stanowiska, zajętego przez 
Ludwika XV po zgonie kardynala de Fleury, wzglę- 
dem \vypadków \v Polsce. 
Usposobienie Ludwika XV dla Rosyi było za- 
wsze niechętnem. Wtrącając się do spraw Turcyi, 
Polski i Szwecyi, następca Ludwika XIV trzymal się 
z jednej strony starodawnej tradycyi francuskiej, 
z drugiej zaś strony, pragnął za pomocą tych pallstw 
utworzyć związek obronny przeciw napierającej ku 
Zachodowi polityce Rosyi. Zamiar ten, pomimo ko- 
rzyści, jakie przedstawiaJ:, nie był pozbawionym wiel- 
kich, a niezwalczonych trudności. I{redyt Francyi 
w Konstantynopolu, \Varszawie i Stockhohnie zmalał 
znacznie, od chwili, gdy Turcya, Polska i Szwecya, 
przekonały się dowodnie, że między dobremi chę- 
ciami gabinetu wersalskiego a ich wykonaniem, le- 
żała dość znaczna przepaść. Z tern wszyst1ciem Lu-
		

/kraushar_drobiazgi10225_0001.djvu

			FRANCYA I POLSKA. 


223 


clwik XV nie dal za wygraną. Celem jego polityki 

tało się odtąd szukanie środków przekonania sąsia- 
dów Rosyi, iż tylko w wewnętrznem odrodzeniu się 
ich, w wytworzeniu potęgi materyalnej i solidarnym 
lniędzy sobą związku, spoczywa ocalenie. 
Plan taki potrzebował powiernika. Od chwili 
ślnierci kardynała de Fleury, Ludwik XV oświad- 
czył urzędownie, że pierwRzych lninistrów mianować 
już nie będzie. Nie mając ich na stanowisku jawnem, 
miał wszakżf> tajnych zauszników, a do ich liczby 
należał synowiec wielkiego Kondeusza, książę Lu- 
dwik Franciszek de Conti, zwycięski w boju, wy- 
mowny w radzie, luny sI przenikliwy i ogladzony 
oczytaniem się i szennierką prowadzoną z dyploma- 
talni na peryodycznych schadzkach w glośnym pa- 
łacu du Tenlple. Alnbitny, chciwy wladzy i dosto- 
jeIlstw, książę de Conti, marzył o tronie, o szerokim 
wpływie na bieg wypadków europejskich. Przede- 
wszystkienl tedy, zwrócił wzrok na ""\Vschód, gdzie 
ewentualności elekcyi bardzo się zuchwałym planom 
księcia uśmiechały. Zalniar poślubienia wielkiej księ- 
żny Elżbiety 
klonił księcia de Conti do wysłania 
w roku 1741 pos!ailca swego, pana d..Avesnes, do 
8t. Petersburga, celem ,vybadania gotowości preten- 
dentki owej do tronu carów, do przyjęeia oferty. 
\\
ielka księżna oświadczyła, że celibatu nie porzuci, 
jako zapewniającego" jej niezawisłość. Po objęciu 
tronu przez Elżbietę, książę de Conti ponowil swoje 
oświadt.zyny, lecz i tym razenl bezskutecznie. 
".. niewesole111 usposobieniu ducha po o trzy- 
lnaniu no\vego odkosza, dowiedział się książę, że do
		

/kraushar_drobiazgi10226_0001.djvu

			224 


FRAXCY A J POLf'KA. 


Paryża przybyła deputacya panów polskich z An- 
drzejem Mokronoskinl na czele, w zallliarze bezpo- 
średniego z nilll traktowania. Celelll tej deputacyi 
było wznIocnienie i odnowienie w Polsce partyi 
francuskiej. W przewidywaniu śmierci Augusta, 
utworzyło się w Polsce silne stronnictwo, w załnia- 
rze zwerbowania sobie kandydata z rodu Bourbo- 
nów, by tytlI sposobelll zapewnić sobie nanowo łaskę 
i opiekę Francyi. 
Gorące i przekonywające słowa deputatów nie 
pozostały bez wpływu na umysł k
ięcia de Conti. 
Postanowił on przenieść siedlisko marzeli ::;wych 
i politycznych widoków z Rosyi do Polski. Udawszy 
się bezz,vłocznie do króla, wyjawił lllU treść roko- 
wań z deputatami i prosił o poz,volenie udzielenia 
im przychylnej odpowiedzi. Ludwik XV poznał 00.- 
razu korzyść, jaką dla jego ,vłasnych widoków konl- 
binacya ta przedstawiala, a obok tego mógł nlieć 
już w księciu de Conti sekretnego ministra, na któ- 
rym mu tak zależało. Jak długo trwała wojna o suk- 
cesyą austryacką, król ograniczał się na dawaniu ta- 
jemnych rad księciu de Conti, pozwalał nlU wysyłać 
do Polski elllisaryuszó,v i utrzYlnywać z Warszawą 
tajne stosunki. Po za,varciu pokoju, rola ta 'vyszła 
na szersze tory. Rozpoczęła się polityczna robota, 
mająca na celu oderwanie Turcyi, Polski i Szwecyi 
od rosyjskiego i austryackiego ,vpływu. 
Elekcya księcia de Conti 0.0 tronu poh:kiego, 
lniała być wynagrodzenienl Francyi za dotychcza- 
so,vą jej politykę i HIiala 
łnżyć odtąd za oręż prze- 
ciw Rosyi.
		

/kraushar_drobiazgi10227_0001.djvu

			'Ił- 


FRAXCYA I POLSKA. 


225 


, 
Srodki podjęte w tych widokach, wyświetlila 
nam wydana niedawno korespondencya sekretna 
Ludwika X'- p. t.: "CoITespondence secrete de Louis 
Xv"', publiee par 
I. Boutaric, d'apres les originaux 
conserves aux Archives nationales. Paris, 1866." Do 
wyjaśnienia tego ciekawego epizodu, sluży również 
dzieło hr. Alberta de Broglie: "Secret du roi" i ar- 
tykul p. Józefa Łoskiego p. t.: "Wojciech Jakubow- 
ski, marszalek polny wojsk francuskich," p omie.. 
szczony w r. 1873 \v "Bibliotece Warszawskiej." 
Narzędziami owej walki dyplomatycznej, stali 
się enli
aryusze rozesłani do wszystkich dworów mo- 
carstw Północy i Wschodu. 'Vybór byl tu nader 
trudnym, lecz książę de Conti mial w nim przewagę 
stanowczą. Postarał się o zaludnienie ambasad wy- 
lącznie s\voiIni przyjaciółnli i poplecznikami. On to 
zaproponował wysłanie do Konstantynopola hr. des 
Alleurs, stalego gościa palacu du Temple, on wy je- 
dnal poselstwo pana des Issarts do Polski, kawalera 
de la Touche do Berlina, a markiza d'Havrincourt 
do Szwecyi. Zawiązała się tedy między oWYlni emi- 
saryuszami a ich protektorem stala korespondencya, 
ukryta naturalnie przed wzrokiem sekretarza stanu 
do spraw zagranicznych, lecz dostępna wyłącznie 
OCZOlll króla. 
Takielni byly początek i źródło słynnej kore- 
spondencyi sekretnej, która przez czas dlugi mocno 
pokolenia następne intrygowała, aż do chwili, gdy 
ciekawość w tej mierze, choć w części, wydawni- 
ctwami, o których wyżej mowa, zaspokojoną zostala. 
Zauważyć należy, że \v epoce, gdy korespondencya 
Szkice hiat. Ser. I. T. l. 15
		

/kraushar_drobiazgi10228_0001.djvu

			226 


FRANCY A I POJ_SKA. 


, 


,vzmiankowana wzięła swój początek, markiz Puy- 
sieulx, minister spraw zagranicznych i przedstawiciel 
"polityki francuskiej, dzielił w zupełności poglądy 
króla i j ego powiernika, choć takowych mu nie ko- 
munikowano. Sekretna korespondencya zatem, nie 
nliala na celu, jak to blędnie sądzono, krzyżowania 
akcyi dyplomacyi urzędowej, lecz stanowiła niejako 
sekretny jej anneks. Zbiór p. Boutaric obejmuje je- 
dynie listy pisane przez króla do p. Tercier, a na- 
stępnie do hr. de Broglie w przedmiocie kierowania 
sekretnej korespondencyi w stronę tych ajentów, 
którzy byli wtajemniczeni \v tę intrygę. Instrukcye 
przesylane przez powierników lnyśli królewskiej roz- 
maitym ajentom, odpo,viedzi tych ostatnich, listy, 
które Ludwik XV przesylał im w ważnych okoli- 
cznościach, nie byly znanemi p. Boutaric. Książę de 
Broglie mial je przed oczyma układając swoje dzie- 
lo. Dopiero p. Vandal zużytkowal wszechstronnie ów 
materyał i z tego względu opowieść jego ma po- 
dwójną dla nas wagę. 
Wiedział Ludwik XV, że w Konstantynopolu 
należy rozwinąć glówną działalność, celem zaszacho- 
wania polityki rosyjskiej i wywarcia przez Turcyą 
wpływu na Polskę. Hrabia des Alleurs rozpoczął 
pierwszy ogień. Siłą zręczności i zabiegliwości do- 
tarł on do głównego wezyra, przeniknął do Kizlar 
agi, naczelnika eunuchów, szerząc wszędzie ideę ko- 
nieczności zreformowania armii i przeciwstawiaj ąc 
rublom rosyjskim pieniądz francuski. Powoli też 
udalo mu się odzyskać teren utracony przez Fran-
		

/kraushar_drobiazgi10229_0001.djvu

			FRANCYA I POJ.JSKA. 


227 


cyą w Tnrcyi. Wysoka Polia okaz ala się skłonną 
do podj ęcia roli opiekunki interesów Polski i Szwecyi. 
W trakcie tego, Rosya zajęla Finlandyą, ko- 
rzystająC' z niesnasek domowych zajątrzonych mię- 
dzy rosyjskiem stronnictwem c z a p e k, a francu- 
skiem - k a p e l u s z y. Powodem byla oktrojowana 
Szwecyi po śmierci Karola XII konstytucya, upra- 
wniająca nieład w kraju. 
Podczas gdy Rosya rozszerza granice swego 
państwa z uszczerbkienl Szwecyi, Francya odwołuje 
się do 1"urcyi, wzywając ją do stawienia oporu 
wzrastającemu ,vpływowi Rosyi. Turcya usłuchała. 
20 maja 1750 r. wręczono poslowi rosyjskiemu gro- 
źną notę turecką, z zapowiedzią zbrojnej interwen- 
cyi, 'v razie nie opuszczenia terytoryum Finlandyi. 
Dwór St. Petersburski wyraził gotowość usposobień 
pokojowych, pod warunkiem, że konstytucya szwedzka 
utrzymaną zostanie. l\lialo to wszystko na widoku 
zyskanie na czasie. 
"\V końcu r. 1750 umiera król szwedzki. Tron 
objąl po nim Adolf Fryderyk. Wskutek oświadcze- 
nia jego, że żądane nowe refornlY konstytucyjne 
podjętemi nie zostaną, Rosya opuściła Finlandyą. 
Posuwając dalej swą politykę, Ludwik XV 
przeniósł ,valkę do "\Varszawy. Dotychczas ajenci 
francuscy lllieli za główne zadanie przeciwstawiać 
WplYWOlll ",Viednia i St. Petersburga, w sejmie 
Rzpltej i przy boku króla - wpływ francuski. Po- 
mocnikiem gabinetów rosyjskiego i francuskiego we 
wszelkich tych działaniach skierowanych przeciw 
Francyi, byl rezydent angielski kawaler Haubury 
15
		

/kraushar_drobiazgi10230_0001.djvu

			2'28 


FRANCY A I POLSI{A. 


\\'illiams, wielki intrygant, rlyplomata zręczny, nie- 
nawistny Francyi. Dla zrównoważenia, a jeśli można 
i obalenia jego wplywu, dwór francn
ki wysłał był 
w marcu r. 1752 do "\Varszawy, w charakterze am- 
basadora swego, hrabiego de Broglie. Na wyjezdneln 
z Francyi, otrzYlnal on notatkę własnoręczną króla, 
z której wyczytal: "hrabia de Broglie da wiarę te- 
mu wszystkiemu, co mu ,vyluszczy książę de Conti, 
i zachowa to w najglębszej tajemnicy." 
To, co książę de Conti luial oświadczyć panu 
de Broglie, polegalo na wzmocnieniu stronnictwa 
francuskiego i na rozpoczęciu otwartej w tej mierze 
walki. I instrukcye nowego ministra spraw zagrani- 
cznych francuskiego, p. de Saint Contest, dążyły ku 
temu celowi. Dzielo księcia de Broglie "Secret du 
roi" (t: I, str. 50 do 111), obejmuje Rzczegółowo 
sprawozdania prao rezydenta francuskiego \v War- 
szawie, podjętych gwoli zniweczeniu intryg kawa- 
lera cle \ViUiams; opisuje ono zręczność p. Je Bro- 
glie, któremu w krótkim czasie urlalo się zjednać 
szerokie kolo partyzantów i doprowadzić do zerwa- 
nia zawiązanej już konfederacyi, która lIliala na celu 
narzucenie sejmowi praw przez Rosyą zadyktowa- 
nych, i w jaki sposób udalo się odjąć Czartoryskim, 
przywódcom owego stronnictwa, ordynacyą ostrog- 
ską. 'V ciągu niespeln
 lat dwóch, najwplywowsza 
część szlachty przejednaną została dla sprawy fran- 
cuskiej, a książę de Conti lnógł już spokojnie pra- 
cować w osobistych swoi0h widokach. 
Stan zdrowia Augusta III budził poważne oba- 
wy. Nie chcąc, aby śmierć króla zaskoczyła Francy
		

/kraushar_drobiazgi10231_0001.djvu

			FRANCYA I POLSKA. 


22$J 


znienacka, książę de Conti napisal do p. de Broglie, 
aby stawił jego kandydaturę i przygotowal umysly 
do tej elekcyi. 
Tym razem .i ednak, taj emna dyplomacya nie 
byla w zgodzie z lllinisteryuln. Systelnat p. de Saint 
COlltest polegał na ścisleIl1 skoj arzeniu elektorstwa 
saskieg.o z królestwem polskiem i na utworzeniu 
z owych ściśle ze 
obą w jedno połączonych państ,v, 
bulwarku przeciw rosyjskim wpływom. Postawiony 
w t.ak trudnenl położeniu hr. de Broglie, miał tylko 
wybór nieposłuszeństwa. Plan księcia de Conti V'I
- 
dal mu się niemożliwynl do urzeczywistnienia. Opu- 
szcza go więo rezolutnie i rozpoczyna dzialać na 
korzyść dOlllU saskiego. Lecz i taka kombinacya 
grzeszyła niepraktycznością. Nie mogla się Francya 
spodziewać, iż wybór przez nią uczyniony. będzie 
przyjętym, o ile sobie nie zjedna Fryderyka II, który 
jakkolwiek przedstawial się sprzymierzeilCenl Fran- 
cyi, jednak energicznie tak przeciw jednej jako 
i drugiej oświadczał się kombinacyi. 
Dnia 24 grudnia 1754 roku, Fryderyk w liście 
do posła swego w Paryżu, oburza sią na intrygi hr. 
de Broglie. "Książę de Conti - pisał - uczyniłby 
dobrze, gdyby zapobiegl knowaniom swego lllinistra." 
18 października 1755 roku, rozważając hypotezę po- 
rozlul1iellia nliędz.y :Francyą a Saksonią, oświadcza, 
że: "musiałby się 'v takim razie. wycofać z gry i nie 
lunaczalby pióra dla odnowienia traktatu z Francyą." 
W początkach r. 1755 hr. de Broglie zdawał 
się już być u kresu swoich usiłowall. Otrzynlal- on 
od swego dworu upoważnienie do zawarcia z Augu-
		

/kraushar_drobiazgi10232_0001.djvu

			230 


FRANCYA I POJ.RKA. 


stem ID traktatu przymierza: jako elektor, miał on 
dostarczyó Francyi pomocy zbrojnej; jako król,lnia.l 
wzbronić armiom rosyjskim raz na zawsze wstępu 
na terytorylull polskie i zezwolić narodowi na zbrojne 
skonfederowanie się przeciw Rosyi. 
Jednocześnie p. des Alleurs zapropollowal Tur- 
cyi ustanowienie punktów przeclugodnych !raktatn 
z Francyą, na wypadek możliwych zawikłań w Polsce. 
Pierwsza część planów Ludwika XV urzeczy- 
wistniła się. Wpływ francuski wzmógł się silniej niż 
dotychczas, w Konstantynopolu, Warszawie i Sztock- 
holmie. 
Europa podzieliła się na d wa stronnictwa, go- 
towe rzucić się w wir walki. Z jednej strony, Fran- 
cya, mająca za sobą Hiszpanią, Włochy, Prusy, 
SzwecYą, Polskę i Turcyą; z drugiej, Anglia, _\..u- 
strya i Rosya. 
Najmniej szy powód do nieporozumienia między 
dwoma paI1stwami, mógł rozpalić ogieil walki w całej 
prawie Europie. Powód ten istni al: w Alneryce, gdzie 
już oddawna toczył się llliędzy Anglią a Francyą 
spór o granice ich wzajemnych posiadłości. V\r roku 
1754 przy szlo do otwartego wybuchu. Eskadry an- 
gielskie wędrowały po wszystkich morzach, łowiąc 
francuskie statki. 
Czując się bezpieczną na swojej ,vyspie, An- 
glia nie była w Europie bezpieczną, gdyż posiadała 
na kontynencie elektorstwo hanowerskie, patrimo- 
nium panującej rodziny. Jerzy II zamierzał wziąć 
na swój żold część armii rosyjskiej i w tym celu 
wysłał kawalera Williamsa z propozycyami do Dre-
		

/kraushar_drobiazgi10233_0001.djvu

			FRAXCYA I POLSKA. 


231 


zna i St. Petersburga. Lecz i Francya nie byla bez- 
czynną. Następca p. des Alleurs, p. de Vergennes, 
podjął się misyi podniecenia Turcyi przeciw Rosyi 
i wciągnięcia do tego spisku Kozaków zaporoskich. 
Wszystko już było przygotowanem do wybuchu, gdy 
nagle Ludwik XV jednem poruszeniem pióra obalił 
całą budowę dotychczasowych intryg dyplomaty- 
cznych. 
15 maja 1755 r., przesyła on p. de Vergennes 
instrukcye wojownicze skiero,vane przeciw Austryi 
i Rosyi. "\V rok później Francya i Austrya zawieraj ą 
przymierze, a następnie w kilka luiesięcy, wojska 
imperatorowej Elżbiety wkraczają do Polski, tym 
razem, z przyzwolenia i namowy Fran cyi. 


VI. 


Zwrot dyplomatyczny z r. 1756 stanowi naj- 
ważniejszy i najob:fitszy w następstwa objaw xvrn 
wieku. Zerwał on nić tradycyi, przeraził starych 
a doświadczonych polityków i zlllienił stosunki mię- 
dzynarodowe wielu pallstw. Następshv jego bezpo- 
średnich nie należy szukać jedynie 'v połączeniu się 
Austryi i Francyi, celem udzielenia nauki królowi 
pruskienul, który przez swoję nieprawość i wynio- 
słość stał się zarówno nieznośnym dla )Iaryi Teresy, 
swej nieprzyjaciólki, iak i dla alianta swego, Lu- 
dwika XV. 
Jeśli potomność przez czas dIngi nie mogla 
należycie zrozumieć doniosłości wersalskiego traktatu,
		

/kraushar_drobiazgi10234_0001.djvu

			232 


FRANCY A I POT.SKA. 


zawartego llliędzy arcychrześciailskim królem z je- 
dnej, a cesarzową-królową z drugiej strony, to przy- 
czyną tego, byla okoliczność, że na traktat ó,v za- 
patrywano się, jako na objaw odosobniony, bez 
związku z całym szeregiem rokowail, jakie się pro- 
wadziły w roznlaitych dzielnicach Europy. Trzeba 
było dopiero doczekać się epoki, gdy tajne archiwa 
najważniejszych państw stały się dostępnemi dla 
badań naukowych, aby rola Rosyi 'v wypadkach 
przypisywanych wyłącznie udzialowi Francyi i ...\.u- 
stryi, należycie wyświetloną została. \Viele świaUa 
rzuciły na przebieg tych wypadków dzieła p. l\1as- 
son p. t.: n:Memoires et lettres du cardinal de Ber- 
nis" (Paryż, Plon, 1878), d'Arnetha: "Geschichte Ma- 
ria Theresia' s", według dokumentów ,viedeliskiego 
tajnego archiwum, i dzieło p. ,.,. andal' a, z k(jórego 
obecnie zdajemy sprawę. 
Pomijając już drobnostkowy ,vpływ pani de 
Pompadour, zadraśniętej w miłości własnej przez 
Fryderyka II, a zręcznie przez 1faryą Teresę ujętej 
pochlebstwami, w obliczu nowych dokumentów, tra- 
ktat wersalski przedstawia się jako dzielo obmyślone 
rozważnie i zadziwiająco konsekwentnie przeprowa- 
dzone. 
Od dość da,vnego już czasu starania Austryi 
celem zbliżenia Francyi ku sobie były widocznemi. 
Dopiero ambasador Kaunitz w r. 1755 otwarcie roz- 
począł działać w tym kierunku. Ludwik XV zrazu 
niezdecydowany, przedstawił ofertę 1tlaryi Teresy 
ocenieniu opata de Bernis; lecz dopiero na skutek 
wdania się L
osyi w tę sprawę, nastąpił dawno ocze-
		

/kraushar_drobiazgi10235_0001.djvu

			FRANCYA I POLSLA. 


233 


kIwany zwrot w dyplomatycznych o bu państw sto- 
sunkach. 
Widzieliśmy, że na ,viosnę r. 1755 kawalerowi 
de Williams przypadła w udziale misya wyjednania 
u Rosyi pomocy materyalnej dla Jerzego II. Rosya 
tę pomoc 'v armii 70-tysięcznej, za cenę stu tysięcy 
funtów szterlingów rocznie przyrzekła (Koch: "Table 
des traites", tom II, str. 1). 
Fryderyk II obawiał się obecności Rosyan. 
Traktat 'VilliaIllSa przedstawił mu perspektywę za- 
bój czych następstw utrzYlllania aliansu z Francyą. 
Starał się przeto zbliżyć do Anglii, owocem czego 
był traktat, zawarty 16 stycznia 1756 r. w 'Vest- 
minsterze, mocą którego, Prusy przyrzekly działać 
,vspólnie z Anglią przeciw każdej armii, któraby 
niemieckie przekroczyła terytoryum. Znaczyło to, że 
ostrze bagnetu zwrócono przeciw Francyi, o ileby 
ta do Hanoweru wkroczyć się po,vażyła. 
Taka stypulacya byla wprost przeciwną trakta- 
towi, wiążącemu podó,vczas Francyą z Prusami. Ale 
zdradziecki Fryderyk nie był wybrednym ,,
 środ- 
kach. Prawie pod oczyma p. de Kivernois, który 
z 'Yersalu przybył do Berlina celem odnowienia 
ekspirującego traktatu, Fryderyk lIpodpisal west- 
minsterską konwencyą. 
\V odpowiedzi na tę zdradę, Ludwik XV przy- 
jął ofertę :Maryi Teresy i traktat wersalski zawartym 
został. 
Jednocześnie n1iędzy St.. Petersburgienl fi, \Ver- 

mleIu agitowala się jeszcz€' inna tajenlnicza intryga. 
POllliulO chlodnego stosunku obu dworów, Elżbieta
		

/kraushar_drobiazgi10236_0001.djvu

			34 


FRASCY A I POLSKA. 


l Jej powiernik W oroncow, zachowywali dla Francyi 
uczucia sympatyi. Ludwik XV ze swej strony szukał 
w Imperatorowej jeśli nie sprzymierzeńca otwartego, 
to przynajmniej nlniej niebezpiecznego rywala, choćby 
nawet taką zmianę usposobienia przyszlo okupić po- 
święceniem interesów starych aliantów, Turcyi i Polski. 
ZależaJo więc na wyborze zręcznego pośrednika, 
któryby zdolał lody obojętności ,vzajemnych przela- 
mać i oba dwory ściślej zbliżyć ku sobie. 
Do pośrednictwa tak delikatnego użyto jednego 
z h a b i t u e s pałacu du Temple, Szkota, kawalera 
l\fackensie Douglas'a, poplecznika sprawy Stuartów. 
Zadaniem jego miało być zbadanie gruntu na 
dworze St. Petersburskim, charakteru doradców 
- Imperatorowej i jej własnych poglądów na sprawy 
polskie, szwedzkie i tureckie. 
Wszystkie te rady i instrukcye otrzymaj Dou- 
glas na wyjezdnem, w malej tabakiereczce szyldkre- 
towej, z podwójnem dnem. 
Letnią porą r. 1755 puścił się emisaryusz tell 
w drogę, lecz dla niepoznaki wędrował czas pewien 
po Niemczech, Saksonii, Austryi, Szlązku i Polsce, 
gdzie, jako ciekawy turysta, zwiedzał kopalnie. N a- 
stęp nie ruszyl do Gdańska, porozumial się tam z par- 
tyzantami Francyi i wreszcie stanął 'v Petersburgu. 
Tu jednak misya jego napotkala na przeszkody 
tak ,vażne, że, obawiając się losu poprzednika swego, 
Valcroissanta, zan1kniętego za szpiegowstwo w Schliis- 
selburgu, drapną! coprędzej do Francyi. 
Po niejakim jednak czasie wrócil na nowo do
		

/kraushar_drobiazgi10237_0001.djvu

			FRAXCY A I POLSKA. 


23.::> 


Petersburga 'v kwietniu 1756 r., gdzie doznal nader 
r . . . 
gosClnnego przYJęCIa.. 
Co spowodowalo tak nagłą zmianę usposobień 
na dworze Imperatorowej? Rzecz dotąd ciemna. 
Archiwa tajne o lnisyi pierwszej kawalera Douglas'a 
zachowują milczenie, natomiast wersya dość roman- 
so\vej treści, napelnia luki materyalu piśmiennego 
i rzuca promyk świaUa na tę tajemniczą spra"wę. 
Podczas pierwszej swej bytności 'v Rosyi, ka- 
waler Douglas mial ze sobą nllodziutką siostrzenicę, 
pannę Lię de Beaumont. Chroniąc się przed prześla- 
dowaniem \Villiallu;a i Bestużewa, Douglas wyjechal; 
lecz pozostawil pannę de Beaumont pod opieką księ- 
cia W oroncowa, powiernika Imperatorowej. W oron- 
co,v przedstawi! tej ostatniej piękną cudzoziemkę. 
Cesarzowa, ujęta wdziękiem panny de Beaunlont, 
mianowala ją frejJiną na s,yoi111 dworze. \Vkrótce 
też frejlina stala się przyjaciółką i powiernicą Elż- 
biety i nieodstępną towarzyszką panny D aszko w, 
slynnej ze s'vych podróży, pism i awantlU'. Zachę- 
cona tem przyjęciem panna de BealUllont, wyjawila 
nagle przed cesarzową, o czelU zresztą różni różnie 
na dworze już glosiIi, że nie jest kobietą, lecz nlęż- 
czyzną, że się nazywa kawalerem Eon de Beaumont, 
z powodu cery swej niewieściej i braku zarostu, uży- 
tYIn za pośrednika do wręczenia cesarzowej wlasno- 
ręcznego listu Ludwika Xv.... 
Cesarzowa uśmiala się bardzo z owej awantury 
i nietylko, że nie oddalila od sie bie awanturnika, 
lecz zleciła lnu oświadczyć królowi, że propozycyą 
przYlnierza przyjmie pod rozwagę.
		

/kraushar_drobiazgi10238_0001.djvu

			236 


FRAKCYA I POLSKA. 


Eon de Beaumont wraca do Francyi, zanosi 
królowi wieść tak pomyślną, skutkiem czego Lud\vik 
XV wysyła kawalera Douglas 'v charakterze posła 
oficyalnego do Rosyi, a p. Eon de Beaumont w cha- 
rakterze jego sekretarza. 
-Takiemi uyły sprężyny, mocą których udalo 
się Francyi przelamać opór Elżbiety i nakłonić ją 
do wspólnego działania przeciw Fryderykowi, który 
z właściwą sobie bezczelnością, 'v sierpniu 1756, na- 
pacU na Saksonią i zrabował archiwa w Dreźnie, do- 
szukując się papierów, dotyczących spisku dyplolna- 
tycznego, przeci\v sobie uknutego. 
l\Iarya Teresa dotkliwie uczuła się obrażoną 
napadem na swego sprzymierzelica, elektora saskiego. 
Ludwik XV lnusial jej l'rzyjść z pomocą w lnyśl 
warunków traktatu wersalskiego. 
Ro
ya ze swej strony nie lnogła się uwolnić 
od zo bowiązail, zaciągniętych względem Austryi tra- 
ktatelll z r. 1746. 
I oto zapaliła się w sercu Europy wojna, na- 
stępstwem której było wysłanie przeciw Frydery- 
kowi II. armii przez trakt dawno wyczekiwany, tym 
razem przez samą Francyą ,vytknięty - 'Varszawę. 
'V ypadki, jakie się wydarzyły na widowni roz- 
poczętej podó,vczas wojny, zaregestrowala historya.. 
Są one zbyt znanemi, aby je potrzeba było \v tem 
. . , 
mIeJ scu powtarzac. 
Dla przyszłego ugrupowania stosunków dyplo- 
matycznych 'v Europie, ważnym był krok zbliżenia 
się Francyi do rosyj
kiego dworu, na którym, jeszcze
		

/kraushar_drobiazgi10239_0001.djvu

			FRAXCY.\ I POI.SKA. 


237 


za życia lInperatorowej Elżbiety, rządzila żona Pio- 
tra III, następcy tronu, Katarzyna. 
Kiedy w lipcu 1757 r. Ludwik XV wyslal do 
St. Petersburga ambasadora swego, p. de L' Hopital, 
pierwsze honory rezydencyi cesarskiej czyniła po- 
słowi mloda, dowcipna i oczytana księżniczka An- 
halt Zerbst. 
Jako przyszła cesarzowa, Katarzyna, za życia 
Elżbiety miala swoich ministró,v i zausznikó,v. El- 
żbieta miala za powiernika Woroncowa, I(atarzyna- 
Bestużewa. Obok Elżbiety rządzil Szuwalow, I(ata- 
rzyna llliala s,vego - w osobie Stanislawa Ponia- 
towskiego. 
I(tóżby mógl się byl podówczas dOlnyśleć, że 
ów 
6 letni nlłodzian, którego gló,vnem zajęciem 
bylo składanie hołdów bogini swego serca, stanie się 
z czasem następcą tronu Piastów i Jagiellonów, że 
mając sobie loseln wyznaczone długie panowanie, 
stanie się z czasem grabarzem wlasnego tronu i spra- 
wcą nieszczęść ojczyzny wlasnej? Z świetnego po- 
chodząc rodu, spowinowacony z najulożniejszenli ro- 
dzinalni w Polsce, Stanisla,v Pouiatowski długo po- 
dróżowal po Francyi i Anglii, zaniln się zwrócił ku 
Rosyi. "\V Paryżu, w salonie pani Geoffrin, dokoń- 
czył swej edukacyi świeckiej i umyslowej. UtrzYlny- 
wal stosunki z filozofanli francuskinli i jak wielu 
bardzo cudzozieulcó,v owej epoki, nienawidził Fran- 
cyi, naśladując jej 1l1aniery i obyczaje. 
Byl to typ skoliczony slowiailskiej piękności: 
WYSIllUkły, blondyn, o delikatnych rysach twarzy, 
o ruchach niewieścich. Mial w 80 bie więcej wynio-
		

/kraushar_drobiazgi10240_0001.djvu

			238 


FRANCY A I POT.JSKA. 


slości, aniżeli rycerskiej od,vagi, świetności, niż 
gruntu moralnego: słowem, wszY8tkie zalety, niezbę- 
dne do latwych podbojó,v serc niewieścich. Kata- 
rzyna bardzo się zaj ęla mlodym Polakie111 i wyj e- 
dnala dlań od Augusta III i ministra jego Bruhla 
stanowisko posła Rzpltej przy d,vorze St. Peters- 
burskim. 
Poniatowski wziąJ: sobie za wzór kawalera 'Vil- 
liamsa, a przybrawszy Bestużewa do związku, utwo- 
rzył trójcę, której zadaniem było zjednanie .wielkiej 
księżnej Katarzyn y dla sprawy Anglii i Prus. 
Poseł L' Hopital dość bezwzględnie wyraża się, 
że trójca owa stanowiła "trio łotra, waryata i glu- 
pca" (le trio d'un coquin, d'un fou et d'un fat) (Arch. 
spr. zagr., 14 maj a 1758). 
Zadaniem p. de L' Hopital było złamanie oporu 
owych zauszników Katarzyny, zniweczenie ich ant y- 
patyi ku Francyi i ,vciągnięcie 'v tryby tej polityki, 
jaka Rię podówczas agitowała przeci,v Prusom. 
Pierwsze kroki armii rosyjskiej pod wodzą 
Apraxina nie rokowaly wielkiego powodzenia podj ę- 
tej wojnie. Teritoryum Polski stało się widownią 
nadużyć ze ::;trony wojska pomocniczego i sprzymie- 
rzonego, które, idąc przeciw Fryderykowi II, trakto- 
wało ziemię Rzpltej jako latwą zdobycz. Kozacy 
dońscy zgłodniali i okrutni, Kałmucy azyatyccy, sfor- 
mowani w hordy niekarne, pustoszyli biedny kraj, 
uciskając mieszkańców i zabierając im dobytek. Za 
nimi szla armia regularna, ożywiona takąż samą do 
szlacheckiego 
raju nienawiścią. Pobory, kontrybu- 
cye, ciężary, doraźne sądy i wieszania - oto był
		

/kraushar_drobiazgi10241_0001.djvu

			FRANCY.A I POJ.JBK.A. 


239 
'- 


owoc tej nieszczęśliwej kampanii, zebrany przez 
Polskę nie dla j ej interesu, lecz z woli i dla polityki 
Ludwika XV i Maryi Teresy. Partya tak zwana pa- 
tryotyczna w kraj u, z rozpaczą spoglądała na tę 
klęskę i szukała ratlillku u rezydenta francuskiego 
w Warszawie. Lecz cóż tu mógl pomódz rezydent, 
wo bec faktu, że wszystko to działo się z ,viedzą 
Francyi i w bratnim sojuszu z ;nowym pólnocnym 
sprzymierzeńcem? 
Ludwik XV osobiście, być może, że i nie dzielił 
radości tych, którzy w takinl stanie Rzpltej widzieli 
skuteczny środek dla przeprowadzenia ambitnych 
swych widoków. \Vyslanie ponowne hr. de Broglie 
do Warszawy, 1 lipca 1757 r., w epoce, gdy Rosya- 
nIe gospodarowali już na terytoryum Rzpltej, jest 
dowodem, że w glębi duszy Ludwik x\r nie apro- 
bował nadużyć, jakie się dziaIy w Polsce. 
\V instrukcyi przez p. de Tercier hr. de Broglie 
przesIanej, naj,vyrażniej król oświadcza, że interesa 
Polski zawsze ma na pierwszynl względzie. t Corresp. 
secrćte, 1757). Jakoż, hr. de Broglie, idąc 'v myśl 
tej wskazówki, starał się być tl6maczem krzywd 
Rzpltej, ponoszonych ze strony armii okupacyjnej, 
nietylko że się pod względem tych krzywd infor- 
muje, ale je prowokuje na,vet. Dom jego stanowi 
zbiorowisko wszystkich uciśnionych, których żale 
i krzywdy przedstawia królowi Augustowi przy akom- 
paniamencie natarczywych protestów i ,vysyIa do St. 
Petersburga groźne noty. 
'.rym sposobem hr. de BrogJie wstrzymuje nieco 
nacisk armii rosyjskiej, obawiającej się co chwila
		

/kraushar_drobiazgi10242_0001.djvu

			240 


FTIAXCYA I POI..8KA. 


wybuchu powstania i daj e czas Prusonl 00 zorganI- 
zowania skutecznej obrony. 
Podczas gdy Bernis hamuje nieco zapędy po- 
sla, pan Tercier podnieca go do czynó,v w imieniu 
króla. 
Hrabia Broglie nie poprzestaje na dotychcza- 
sowej taktyce. Dowiedziawszy się, że Rosya na wy- 
pad
k śmierci .A..ugusta III przygotowuje kandyda- 
turę naj starszego jego syna, zbiera u siebie szlachtę, 
podniecając ją do oporu przeciw takim zaulYRlonl. 
Polityka francuska ówczesna 'v kwestyi pol- 
skiej, pełną jest sprzeczności. Podczas gdy posel 
r Hopital w St. Petersburgu ma instrukcyą oszczę- 
dzania wielkiej księżny Katarzyny i jej faworyta 
Poniatowskiego; w Warszawie, p. de Broglie usiłuje 
wyjednać odwolanie mlodego ambasadora Rzpltej. 
Książęta Czartoryscy, stojący na czele partyi rosyj- 
skiej, budzili w nim obawę, iż przez krewnego ich, 
będącego przy rosyjskim dworze, wolność polska na 
szwank narażoną być może. 
Tak dlugo nastawal Broglie na odwolanie Po- 
niato,vskiego, że nakoniec August III przychylił: się 
do tego żądania. 
Gniew Katarzyny i oburzenie jej przeciw spra- 
wcy tego dziela, znalazly wyraz 'v poddaniu Apra- 
ksino\vi myśli zatrzYlnania się \v pochodzie przeciw 
Prusom. (Spr. zagr. l' Hopital, 14 maja 1758 roku). 
I w istocie, po bitwie krwawej, anierozstrzygniętej 
pod Gros Jagersdorf, A praksin cofną! się do oszań- 
cowanego obozu i więcej się na teatrze wojny nie 
ukaza1. Austryacy po zwycięskiej bitwie pod Kolli-
		

/kraushar_drobiazgi10243_0001.djvu

			FR.ANCYA I POLSKA. 



.U 


neIn, oczekują dalszego pochodu Rosyan. Francya 
bij e Hanowerczyków pod Hasteulbeckiem, pcha na- 
przód księcia de Cumberland, wysyła na scenę wojny 
'księcia de Soubise. 
. Fryderyk II, mając tyly bezpieczne, rzuca się 
na Francuzów. Następuje krwawa walka i owoc 
Jej - zwycięstwo Prusaków pod Rossbach. 


Podczas gdy koalicya przeciw Fryderykowi n 
zawiązana, pragnąc po"Tetować poniesione klęski, 
natęża siły dla zadania nieustraszonemu przeciwni- 
kowi stanowczego ciosu, we Francyi następuje 
zluiana lIliuisteryulu i kierunek sprawami zagralli- 
cznmni przechodzi 'v ręce hr. de Choiseul-8tainville. 
,y zaIuiarze zacieśnienia węzłów przyjaźni mię- 
dzy Francyą a Rosyą, wysłał: Choiseul do 'Yarszawy 
luarkiza de Paulmy.z wyraźną instrukcyą porzucenia 
stronnict,va patryotycznego , zaniechania ,vszelkich 
środków, dążących do odrodzenia Polski i stawiania 
jakichbądź przeszkód polityce rosyjskiej względem 
Polski. 
"Podsycanie anarcllii w Polsce, leży.w interesIe 
Francyi": t,aką się stała dewiza nowego francuskiego 
gabinetu. Ważna usługa 'wyświadczona koalieyi przez 
lłosyą zadaniem dotkli,vej klęski Fryderyka II w bI- 
twie pod Kunersdorfem, lUllocniła Choiseul'a w za- 
miarach wielkiej względenl północnego nlocarstwa 
względności. 'V obec nowego kierunku polityki fran- 
cuskiej, jeden tylko Ludwik X.V zachował osobiście 
żywe uczucie sympatyi dla Rzpltej, troszcząc się 
Szkice hist. Ser. l. T. I. 16
		

/kraushar_drobiazgi10244_0001.djvu

			242 


FRANCYA I POLSKA. 


o jej przyszłość i o obsadzenie tronu przy następnej 
elekcyi przez kandydata zarówno odpowiedniego dla 
interesu swobód Rzpltej, jakoteż i dla tradycyjnej 
sympatycznej nici między Francyą i Polską. 
To odosobnione stanowisko króla ,vobec rad- 
ców korony francuskiej i następstwa polityczne, j a- 
kie za sobą pociągnęlo w ściślejszem skojarzeniu 
interesów i widoków trzech mocarstw: Rosyi, Prus 
i Austryi ,vzględem losów Rzpltej, stanowi przed- 
miot surowej krytyki nowoczesnych historyków fran- 
cuskich, a między innynli i p. Vandal, który, apro- 
bując w zupełności politykę Choiseul'a i jego pod- 
komendnych, upatruje w egoizmie i zaślepieniu Lu- 
dwika XV, źródlo wszelkich nieszczęść Francyi i jej 
bezsilności 'v najważniejszych kwestyach europej- 
skich: wschodniej i podziałowej, jakie się niezadlugo 
'v sferze dyplomatycznych stosunków trzech skoali- 
zowanych mocarstw agitować zaczęły. 


t ł
		

/kraushar_drobiazgi10245_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ 


przed sądem marszałkowskim 1785 roku. 


ZE V{SPÓŁCZESNYCH DRUKÓ'V. 


1
		

/kraushar_drobiazgi10246_0001.djvu

			. 
 :- 
.. 


'\ 


1- 
\
		

/kraushar_drobiazgi10247_0001.djvu

			I. 


U schYłku ósmego dziesiątka zeszłego stulecia, 
wyższe sfery towarzyskie Warszawy staly się wido- 
downią głośnego skandalu, który, rozpoczęty i uknuty 
w a\vanturniczym umyśle cudzoziemki, porwał w swe 
sieci wybitniejsze osobistości ówczesnego dworu i za- 
kończył 
ię sromotnie naprzód u stóp pręgierza, VlY- 
stawionego na Staromiejskinl rynku, a następnie, uka- 
raniem winowajczyni dożywotniem więzieniem w for- 
tecy gdańskiej. 
Historya polityczna zarej estrowała ów proces 
Dogrumowej do szeregu objawów, znamionujących 
rozklad i rozluźnienie się obyczajów chylącego się 
ku upadkowi pałistwa. Na tle obudzonej, po dlugo- 
letnim sojuszu, między "familią" Czartoryskich a kró- 
lem Stanisła\vem Augustem niechęci, zgrupowala się 
okolo osoby księcia .Adama, niegdyś współzawodnika 
Poniatowskiego do korony polskiej, pana olbrzymiej 
fortuny, postępowych wyobrażeń i szerokiego w na- 
rodzie ,vpływu, spora liczba aliantów, którzy, utwo- 
rzywszy stronnictwo jawnie nieprzyjazne tronowi,
		

/kraushar_drobiazgi10248_0001.djvu

			246 


SPRAWA DOGRUl\WWEJ. 


pragnęli na wypadek wczesnego zgonu Stanislawa 
Augusta, utorować drogę do korony głowie "familii," 
księciu Adamowi Czartoryskiemu. 
Wśród tak naprężonych stosunków, nietrudno 
było zręcznej awanturnicy, kobiecie wielkiego sprytn, 
i wplywu między zguśnialą arystokracyą stolicy, 
osnuć plan intrygi przeciw Czartoryskienlu, i nasu- 
nięciem królowi myśli o spisku, jakoby przeciw tro- 
nowi uknutym, obudzić w Stanisławie Auguście czuj- 
ność i podejrzliwość ku naj bliższemu otoczeniu i wpły- 
wowym możnowladcom w kraju i s
łonić go do 
środków ostrożności, przed któremi wzdrygala się 
dotychczas jego pełna ufności i uczciwa w gruncie 
natura. 
Anna Marya Dogrumow, prawdopodobnie De 
Ugriunww, niderlandka rodem, z pierwszego męża Ze 
GZerque, z drugiego Dogrulnow, już lat kilkanaście 
przebywala w Warszawie, ciesząc się wielkim odby- 
tem na przekwiUe swe wdzięki, między złotą mło- 
dzieżą ówczesnej stolicy. 
Rozpusta, podkopawszy jej urodę, ongi dosyć 
wydatną, nie oslabiła wszakże namiętności do intryg, 
podejmowanych w celach zysku. Mniemane sprzy- 
siężenia przeciw królowi staly się kanwą, na której 
wszeteczna niewiasta umyśliła osnuć plan przestą- 
pienia progów zamkowych i zbliżenia się do króla 
bezpośrednio. 
Już w r. 1782 znalazła Dogrumowa sposobność 
wstępu do hrabiego Moszyńskiego, niegdyś stolnika 
koronnego, a zmyśliwszy przed nim., że posiada ta- 
jemnic
 wielkiej wagi, dotyczącą:osoby króla, oświad-
		

/kraushar_drobiazgi10249_0001.djvu

			SPRA W A DOGRUl\£OWEJ. 


2-17 


czyła gotowość wyjawienia jej tylko samemu inte- 
resowanemu. 
l\Ioszyński, przeczuwając intrygę, długo się opie- 
rał przyj ęciu tej propozycyi. Wreszcie, zniewolony 
natrętnen1i prośbami Dogrumowej i zapewnieniem 
jej, że pewna, bardzo wpływowa osobistość, powie- 
rzyła jej list,. adresowany do króla, zgodził się na 
ułatwienie donosicielce spotkania się z królem we 
własnelli mieszkaniu, do którego Stanisław August 
miał przybyć. Audyencya ta istotnie w tajemnicy 
się odbyła, lecz Dogrumowa, padłszy do nóg kró- 
lowi, wyznala, że listu nie posiada, lecz, że spotka- 
nie to n1iało być pozorem jedynie dla ostrzeżenia 
króla o uknutym na życie jego spisku. 
Stanisław August, jakkolwiek miał powód wi- 
dzieć w tym kroku Dogrumowej proste szalbierstwo, 
zalecił wszakże )Ioszyńskiemu, aby wybadał: douo- 
sicielkę, kto do zamierzonego spisku należy? Jakoż, 
DogrUlllowa, pragnąc okazać swoję mniemaną bez- 
interesowność, zrazu ofiarowanej sobie przez króla 
jalmużny przyjąć nie chciała i wyjawiła lIoszyń- 
skiemu kilka nazwisk, które też ::lloszyński bezz,vło- 
cznie królowi zakomunikowal. 
Mimo to król doniesieniu l\IoszYliskiego uwie- 
rzyć nie chciał. 
Ponowiła następnie Dogruulowa też same przed 

roszyilskim plotki. 
Widząc, że im mał:o utano, oświadczyła już ja- 
,vnie, że jest w potrzebie i że chętnie przyjęłaby 
ja.kowe wynagrodzenie za okazaną 'v obronie życia 
królewskiego gorliwość. Zdjęty współczucieul 1\10-
		

/kraushar_drobiazgi10250_0001.djvu

			248 


SPR.AWA DOGRU:MOWEJ. 


::;zYliski, "Tyjecln:łl u króla, iżhy dla pozbyc.ia się na- 
trętnej donosicielki, dano jej podarunek niewielkiej 
wartości. Póki Dogrtll110Wa miala pieniądze i za nie 
hulaszcze pędziła życie, wieści o spiskach ucichły 
na chwilę. Po wyczerpaniu jednak zasiłku, na nowo 
zjawiła się intrygantka przed Moszyńskilll, z oświad- 
czeniem , że dla powzięcia bliższych szczególów 
o wiadon1yn1 spisku, gotową jest wyjechać do Oran 
na Lit\vę, lub też do Pulaw. Prosila zatem, by jej 
na koszta dano dukatów d\vieście. Tym razem je- 
dnak ::\Ioszyński, z rozkazu króla, dal stanowczą 
awanturnicy odprawę. 



 


II. 


Od tej chwili zaprzestała DogruInowa lllyśleć 
o wielkich swoich projektach, kontentując się zwy- 
klem swoj 8111 rzen1ioslmll, które j ej utrzymanie za- 
pewniało. Upłynęło spokojnie półtora roku aż 	
			

/kraushar_drobiazgi10251_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


249 


tu idzie o bezpieczeństwo króla. Wzgląd na źródło, 
z którego plotki te płynęły, uczynil Ryxa ostrożnym 
w ich przyjmowaniu, ten1 więcej, że na czele spisku, 
wedlug osnowy tych plotek, stać mieli pierwszorzę- 
dni dostojnicy dworu. 
Odprawiana zawsze z kwitkiem Dogrumowa, 
nie dala za wygranę i ponawiała bezustannie swe 
wizyty w zamku. Ryx, znudzony, przykazal służbie, 
aby po
łańców z kartkami Dogrumowej nie wpu- 
szczano na pokoje zamkowe. Dogrumowa, spotkaw- 
szy raz Ryxa na ulicy, jęła mu wyrzucać, że uczynił 
(
ostęp do siebie tak utrudnio
ym, że tu, gdzie idzie 
o życie króla, należałoby wyjednać jej audyencyą 
na zamku. 
Przestraszony Ryx, prośbom Dogrumowej po- 
folgowal i oznajnlił o swem spotkaniu królowi. Król, 
przYPoll1niaw
zy sobie dawniejsze plotki, slyszane 
od ::\loszyńsk18go, wzgardził ni8111i ponownie i w ża- 
dne szczegóły spisku wejść nie pragnąl 
Na kilka tygodni przed wyjazdem króla na 
na Litwę, Dogrumowa przyj echała do Łazienek kró- 
lewskich, i stanąwszy w pobliskiej oberży, zwabiła 
go siebie Ryxa, oświadczywszy mu, że powzięła sta- 
nowczy zanliar wyjazdu do Grodna, gdyż, według 
jej lllni8111ania, tam 8ię ukryć mieli spiskowcy. 
I to spotkanie pożądanego dla Dognunowej nie 
przynioslo rezultatu. 
Po niejakinl czasie, spotkał się Ryx z Dogru- 
UlOWą na ulicy Nowy-Świat., a zaczepiony przez na- 
trętną niewiastę, uświadczył, że, jeśli przyjedzie do
		

/kraushar_drobiazgi10252_0001.djvu

			250 


SPRAWA DOGRUl\[OWEJ. 


Grodna, to się ,vystara dla niej o mieszkanie, pie- 
niędzy jednak na drogę dać j ej nie chcial. 
Wkrótce potem król wyjechal na sejm do Gro- 
dna, zabrawszy ze sobą kamerdynera Ryxa. 
Gdy się Dogrumowa sta,vila w zamku, pytając 
służby o wiadomości od Ryxa, odpowiedziano jej, 
że Ryx wyraźnie zalecil odprawić z niczem donosi- 
cieli spisku. Nie zniechęciło to Dogrumowej. Wy- 
starawszy się o pieniądze na podróż) wyjechala sama 
do Grodna, gdzie przybyła okolo września r. 1784. 
Króla podówczas .W Grodnie nie było. 
W zamku grodzieńskim przen1ieszkiwal pod- 
ówczas pomiędzy służbą tapicer królewski, Susson, 
szwagier Ryxa, wysłany z "Tarszawy dla umeblo- 
wania tego gmachu. Widywa!a go czasami w 'V ar- 
szawie Dogrumowa u traktyernika Bron, który po- 
siadal dworek przy ulicy Ujazdowskiej, niedaleko 
dworku Sussona. Do niego to posIała Dogrumowa 
lokaja z oświadczeniem, że przybyła do Grodna 
pani maj orowa i prosi go do siebie na krótką roz- 
mowę. 
Zapytany lokaj, co to za lnajorowa i jaki ma 
interes? odpowiedzial, że nie wie. Susson, po nie- 
długiem wahaniu się, przyrzekI , że będzie u maj 0- 
rowej wkrótce. 
Jakoż, Susson, zaszedlszy do oberży i pozna- 
wszy Dogrumową, po przywitaniu się uprzejmem, 
zapyta!, czegoby sobie życzyla? 
Dogrumowa zaczęla go prosić o wyznaczenie 
jej w Grodnie odpowiedniego miBszkania, przez Ryxa 
obiecanego.
		

/kraushar_drobiazgi10253_0001.djvu

			SPRA W A DOG RUMOWEJ. 


251 


Susson odrzekł, że sprawa ta do. niego nie na- 
leży, że prawdopodobnie zlecenie w tej mierze otrzy- 
mał 'od Ryxa Becu, z którym w stosunkach zostaje 
dworzanin Zieliński. 
Jednakże ani Becu, ani Zieliński, żadnego zle- 
cenia od Ryxa nie otrzymali. Gdy o tern Susson_ 
doniósł Dogrumowej, ta poczęła się żalić na zawód, 
jaki ją spotkał, i prosiła, aby ją przynajmniej zao- 
patrzono w fundusze na utrzyn1anie w Grodnie, 
a w ostatecznym razie, aby jej dano cztery dukaty 
na wyjazd do Krynek, do pułkownika przedniej 
straży, Gorycza, dobrego jej znajomego. 
Dla opędzenia się natręctwu, dal Susson Do- 
grum owej cztery dukaty, lecz Dogrumowa pro
ila 
jeszcze o parę dukatów. Nie odmówił i tej prośbie 
Susson, 'v nadziei, że się owemi pieniędzIni okupi 
od dalszych impetycyj, i że Ryx owę pożyczkę 
zwróci. . 
Dogrumowa, otrzymawszy zasiłek, zaIniast do 
Krynek, wyjechala do Sokółki, o sześć mil od Gro- 
dna odległej, i tam 'v domu pocztowym oczekiwala 
przyjazdu Galliarda, który z rzeczami królewskieIni 
z Warszawy do Grodna mial przybyć. 


III. 


We ,vrześniu 1784 r. zjechal dwór do Grodna. 
Przybyla za nim i Dogrumowa, napisawszy wprzód 
list do Ryxa z przypomnieniem obietnicy. Ryx zlecił 
Zielińskiemu, aby naJąl gdziekolwiek pokój dla tej
		

/kraushar_drobiazgi10254_0001.djvu

			252 


SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


natrętnej kobiety i na to 25 dukatów zaliczy!. Nie 
p	
			

/kraushar_drobiazgi10255_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU
lOWEJ. 


253 


o tern bezzwłocznie Ryxowi. Po niejakim jednak 
czasie, ::pogrumowa. znowu zwabiła do siebie Sussona 
i oświadczyła mu, że ponad a.pteką pojezuicką prze- 
mieszkuj e spiskowy Tyzenhaus, u którego była w po- 
koju, i otworzywszy szkatułkę, zabrała ż niej pakie- 
cik trucizny, przygotowanej na - zgład
enie_ króla. 
Proszek ten oddała Sussonowi, prosząc go, aby dal 
na próbę psu do zjedzenia. - 
Susson, otworzywszy pakiecik, spostrzegł w nim 
proszek szarawy, jakby ze spalonej kości pocho- 
dzący. 
Być może, że to trucizna' - rzekI - ale ja 
się na teIn nie znam. 'V reszcie nie j esttb dowód, że 
pani pokazujesz proszek. Po aptekach ,dużo się ta- 
kiego znajdzie. 
Potem, zwinąwszy napowrót.pakiecik, oddał go 
Dogrumowej , nie chcąc go przyjąć, i udał się 
do Ryxa. 
Uradzili oni ze sobą, aby udać 
ię do kogoś, 
mającego większą konsyderacyą u dworu, mogącego 
lepiej zaradzić i dzielniejsze dla 
broliy króla przed- 
sięwziąć 
rodki. Osobą tą był KOlllarzewski, generał- 
major, przy boku króla zostający, podó,,;'czas poseł 
rawski. Środek ten zdawał się im właściwszym, ani- 
żeli podj ęcie hałasu bez dostatecznych w rękach 
dowodów. Potwarz taka, 
'zucona przez kobietę zlego 
prowadzenia, mogłaby narazi
 niewinnych i honor 
dworu narazić na sz,vank. 
Było to na schyłku października. 
R;yx,. hędąc chorym, zaprosi
 do siebie Koma- 
rzewskiego i przemówi! doń w te 
lowa:
		

/kraushar_drobiazgi10256_0001.djvu

			254 


SPRA W A DOGIUJMOWEJ. 


- Donieś W. Pan królowi IMci, że Dogru- 
lilowa, która tu z własnej woli przyj echaJ:a do Gro- 
dna, kilka razy już do mnie przysyłala, chcąc się 
koniecznie ze mną widzieć i rozmówić w sprawie, 
jak twierdzi, bardzo ważnej, obchodzącej samego 
króla. Nie mogąc wstać z lóżka, poslalem do niej 
Sussona, aby przed nim tajemnicę wykryła. Jemu 
też powiedziala, że życiu króla zagraża nie bezpie- 
czeństwo, lecz, że sprawcy spisku nie wymieni, chyba 
osobie, którą król umyślnie do tego upoważni. 
O tej rozmowie doniósł królowi Komarzewski 
i za jego wiadomością postanowił wybadać Dogru- 
mową. 
Spotkanie naznaczone zostalo wieczorem W mie- 
szkaniu Ryxa. 
Dogrumowa przybyła na umówione miejsce, 
gdzie się też stawili Komarzewski, Ryx i Susson. 
Powitawszy Komarzewskiego, którego pierwszy 
raz widzieć miala sposobność, rozpoczęła Dogru- 
mowa rozmowę od zapewnienia, że dawno już stara 
się wykryć uknuty przeciw królowi spisek, że to 
czyni bez żadnego interesu, nie pragnąc żadnej na- 
grody. 
Komarzewski , wysluchawszy tych slów, spytał 
się o bliższe szczegóły. . 
Dogrumowa odpowiedziala, że się lęka, aby się 
nie dowiedzieli c
 których chce wydać, boby się na 
jej zgu bę sprzysięgli. 
Na to Komarzewski odrzekl: 
- Jeżeli to baj
, to lepiej ich nie rozpowia- 
dać, jeśli zaś prawda - należy przedstawić dowody. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10257_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


255 


Wówczas Dogrumowa, zakląwszy raz jeszcze 
Komarzewskiego, aby jej nie zdradził, wymieniła 
.i ako naczelnika spisku - księcia Adama Czartory- 
skiego. 
N a to Komarzewski : 
- Jakże to być może, kiedy księcia Adama 
wcale w Grodnie nie masz! 
- Książę - odrzekla Dogrumowa - nasadził 
podskarbiego Antoniego Tyzenhauza, który ma za- 
miar zwabić króla na obiad i tam mu zadać truci- 
znę. Oto jest proszek. 

 Jeśli ten proszek będzie gadał - odrzekl 
Komarzewski - to go pani wówczas przyniesiesz. 
Teraz widzieć go nie chcę, bo to żaden dowód. 
- Jakto! - zawołała Dogrun10wa. - Nie jestże 
to najlepszy do\vód, jeśli ów proszek chcę pokazać? 
Panowie chcecie życie króla wystawić na szwank... 
- Jeśli pani nic więcej do dodania nie masz- 
temi słowy zakończyl rozmowę KOluarzewski - by- 
waj mi zdrowa, bo przez ów proszek i siebie zgu- 
bisz i zmartwisz króla i tych wszystkich, którym to 
opowiadać> będziesz. Za księcia generala daję głowę 
moję, że mu myśl taka nawet we śnie nie powstala. 
Znam, aż nazbyt, jego uczciwość. Co do Tyzenhausa, 
gdybyś mi pani powiedziala, że chce komuś sprawę 
zepsuć - uwierzylbym, ale temu, co mówisz, uwie- 
. . 
rzyc nIe mogę. 
- "\Vięc dobrze! - przerwala Dogrumowa.- 
Postaram się o lepsze dowody. 
Na teIn zakończyła się pierwsza z Dogrtunową 
rOZlllOWR.
		

/kraushar_drobiazgi10258_0001.djvu

			:!56 


SPRAWA DOURUMOWEJ. 


Lubo tak blahe powiastki mało wiary budzily 
w słuchaczach, jednakże Ryx, dla wszelkiej ostro- 
żności, ostrzegł ku
harzy, kredencerzy i piwniczych, 
aby jak najpilniejsze mieli na stół królewski ba- 
czenIe. 
r.t"ymczasem Dogrmnowa, nie dostawszy pięnię- 
dzy, zwróciła się na drogę innych szalbier8tw. 


[v. 


\\T kilka dni po opisanej powyżej roznlowie, 
Dogrumowa przysłała do Ryxa kartkę, z prośbą 
o wydelegowanie do niej Sussona. Gdy ten nach;zedł, 
oświadczyła mu, że Tyzenhaus c_oraz większą pala 
nienawiścią do króla) że odebral jakiś list od księcia 
Adama, i że, pragnąC' go wybadać, poz,voliła mu 
w swej obecności źle się o królu wyrażać, \v przy- 
tomności kilku osób, z pomiędzy których wynlienila 
jakiegoś nieznanego lnężczyznę. Rezultatenl tych 
rozmów nliało być to, że podskarbi Tyzenhaus po- 
rzucił zamiar otrucia i w zamian za to postanowi} 
uczynić nań zasadzkę i zamordować. 
Przeląkł się Ryx srodze na wiadomość tego. 
nowego spisku i bezzwłocznie o teIn doniósł Koma- 
rzewskienlu. K
marzewski udał się do Ryxa, wraz 
z Sussoneln, gdzie też niebawenl przybyła i Do- 
grumowa.. 
Powtórzywszy wszystko, co powiedziała Susso- 
nowi, nadmieniła ";:;tanowczo, że na króla gotuj e się
		

/kraushar_drobiazgi10259_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


257 


zasadzka, i że o' tem wszystkiem wie od samego Ty- 
zenhausa. 
- Cóż pani masz za stosunki z Tyzenhausem - 
spytał KOlnarzewski - i zkąd to szczególne jego 
do pani zaufanie? 
- Jestem jego metresą - odrzekła Dogru- 
mowa i ciągle u niego prze bywam. 
- Lecz pan podskarbi jest chorym i ledwo 
mówić może! - zarzucił Komarzewski. 
- Są jednak chwile-rzekla zapytana-\v któ- 
loych się lubi ze mną bawić. Ja, chcąc uslużyć kró- 
lowi, przedstawia In się za wielką nieprzyjaciółkę 
króla, dziwne rzeczy na niego mówię, ztąd też zje- 
dnalam sobie zupełne zaufanie Tyzenhausa i znam 
całą jego korespondencyą, którą na żądanie będę 
lnogla przedstawić... 
Komarzewski, wy:sluchawszytych s}ów,spy
ał się: 
Któż do niego pisuje? 
- Książę generał. 
- Znasz pani piSlllO księcia? 
- Bardzo dobrze je znam. 
- Jakim sposobml1 dostaniesz pani korespon- 
dencyą, o której nló,visz"! 
- Trzeba, żebyś pan llli dal na to radę - od- 
pada Dogrumowa. 
- Ja pani żadnej rady nie udzielę i nie daln. 
- "\V ta1cinl razie niech nlnie aresztują, a wszy- 
stko opowIem. 
- Czy pani dostaniesz korespondencyą, czy 
nie, ja pani nie pozwę, ani też nie przytrzYlllanl. 
Pani sama nie .wiesz, jakich w tej sprawie ważnych 
Szkice hist. Ser. I. T. I. 17
		

/kraushar_drobiazgi10260_0001.djvu

			258 


SPRA. WADOGRUMOWEJ. 


dowodów potrzeba. T
, które zdawać się pani będą 
stanowczemi, mogą ją przyprawić o utratę glowy. 
Wreszcie sama jesteś pani z sobą w sprzeczności, 
ofiarowując n81ll przyrzeczenie dostania korespon- 
dencyi i prosząc o radę, jakimby sposobem do niej 
dotrzeć niożna było? 
Dogrumowa, widząc upór Komarzewskiego, jęła 
dopytywać, jaka ją czeka nagroda? 
Komarzewski, odchodząc, raz jeszcze oświad- 
czył, że od wszelkich rad usuwa się. 
:'- Co się tyczy nagrody - nadmienił - mogę 
zapewnić, że ta pani nie chybi, jeśli istotnie dostar- 
ezysz na.Ill dowodów. Ja sam ich nie tknę, lecz do- 
niosę królo,vi. 
Gdy znudzony szalbierstwem Dogrumowej, Ko- 
marzewski, wyszedł od Ryxa, Dogrumowa zwróciła 
się do obecnych z prośbą, aby jej na utrzyn1anie 
karety dano kilka dukatów. 
Ryx z własnej kieszeni żądany zasiłek jej wy- 
liczył. 
I znowu po upływie dni kilku, zwabiła Dogru- 
mowa do siebie Sussona, pod pOZOreIll nowych i po- 
mniejszych doniesień. Zapytała go, czyby nie lnogła 
dostać w zamku jakiego okna, ponieważ ci ludzie, 
którzy się jakoby na życie króla sprzysięgli, mieli 
przybyć na dziedziniec zamkowy i oczekiwać wy- 
jazdu króla. 
- A cóż mamy z nimi zrobić, gdy nam ich 
pani wskażesz? - zapyta! Susson. 
- Panowie ich przyaresztujecie! 
- Mościa pani! - odrzekł Susson - każdy
		

/kraushar_drobiazgi10261_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUYOWEJ. 


259 


może wejść do zamku, ale nie każdego wolno are- 
sztować bez dowodu. Bądź pani spokojna. Doniosę 
o tem Komarzewskiemu. 
Dogrumowa natarczywie zaczęła się domagać 
ponownej z KOlIlarzewskim rozmowy. 
Te nowe okoliczności, dotyczące bezpieczeń- 
stwa króla, skłonily Kon1arzewskiego, że na nowe 
widzenie się z Dogrumową przyzwolił. 
Świadkami tej rozmowy były też same, co i po- 
przednio, osoby. 
Doniosla Dogrumowa, że podskarbi Tyzenhaus 
odebrał niedawno list trzy ćwiartkowy, częścią cyfro- 
wany, po odczytaniu którego, bezzwlocznie go zapie- 
czętował i komuś odeslal. Że do Grodna przybyl 
niejaki Dobrowolski, z kilku wspólnikami, z których 
jeden wyznaczonym zostal do spelnienia zasadzki 
i do obrania stanowiska około zanlku. Że Tyzenhaus 
jej oświadczyl, iż jakkolwiek król nigdzie nie wy- 
jeżdża, jednak rzeczy tak się złożyły, iż wyjechać 
będzie 111usiał, a wówczas w izbie senatorskiej, na 
gankach, spełnionym będzie zamach. 
Dodała wreszcie D ogrum owa, iż cala korespon- 
dencya wrogó,v królewskich jest w biórku wysuwa- 
nYlll u podskarbiego, w ukrytej szufladce. Nalegala, 
aby KOluarzewski rozkaz al to biórko odbić. 
Gdy Kon1arzewski z oburzeniem projekt ów 
odtrącil, podając, jako przyczynę, że prawa krajowe 
zakazują jak naj surowiej takich gwałtów, bez dowo- 
d
w pewnych, Dogrumowa, nazwawszy takie prawa 
śmiesznen1i, zawołała: 
\Vięc panowie chcecie życie króla ryzyko- 
17* 


..
		

/kraushar_drobiazgi10262_0001.djvu

			260 


SPRAWA ])OGRUMOWEJ. 


wać ! Ja, obca kobieta, więcej dballl o jego życie, 
aniżeli wy, słudzy. Dam to panom wszystko na pi- 
śmie. !{ażcie mnie \vziąć, a. wszystko przed każdYlll 
zeznam, con1 widziala i com 
łyszaJ:a. 
- Pani nas uczyć nie powinnaś, jak nlaluy po- 
stępować - odparł KOlllarzewski - krótko pani mó- 
wię, jeśli lllasz co pewnego wskazać, postaraj się 
o dowody, kto, kOlllU i co złego chce uczynić. Jeśli 
te wszystkie baśnie z głowy pani wyszły, nikt im 
nie uwierzy na słowo. Zn1artwi pani króla, a smlla 
siebie i tych wszystkich, przed którymi plotki roz- 
siewasz, uczynisz nieszczęśliwyn1i. "\V reszcie o króla 
się nie lękaj. Dobrze on jest ochraniany i przez lu- 
dzi, a nadewszystko przez Boga. 
Na to Dogrun10wa rzekła: 
dowody, a król tak mnie opuści, 
wyjazdem llloim do Grodna { 
Komarzewski za.pewnił ją, że nagroda jej nie 
minie i wyszedł z pokoju. 
Na tem się Skoliczyła ostatnia KOlllarzewskiego 
z Drogrumową 'v Grodnie roznlowa. 


A nuż ja znajdę 
jak opuścił przed 


v. 


J akkolwie
 doniesienia Dogrumowej były po- 
dejrzanej natury, KOlnarzewAki zawiadolnił o nich 
króla, poleciwszy sprawdzić i wyśledzić osobistość wy- 
mienionego przez nią Dobrowolskiego. Znaleziono 
go w kawiarni, grającego w karty i ustanowiono 
zaraz czujny nadzór, aż do chwili wyjazdu króla
		

/kraushar_drobiazgi10263_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU1\IOWEJ. 


261 


z Grodna. Prócz tego, nie komunikując się z nikin1, 
uprzedził czterech adjutantów królewskich, tudzież 
pułkownika Azulewicza, aby stających na koryta- 
rzach z prośbami i llleIllorya1ami, nieznacznie, a ściśle 
obserwowali, aby zawsze podczas sesyi był oficer 
z dwolTm podoficeran1i, celem niepuszczania ludzi 
nieznanych, oraz, aby około króla wychodzącego, 
lub wyjeżdżającego, zachowywaną była baczna ostro- 
żność. Polecenia te ściśle wykonanen1i zostały. 
Przed wyjazden1 z Grodna był raz jeszcze 
SU8son u Dogrnn10wej . Uskarżała się przed nim bar- 
dzo, że nic j ej nie dawano, że w Grodnie wielka 
była drożyzna, i że Ryx głodem ją chce widocznie 
zamorzyć, ponieważ nietylko że sam jej nic nie da- 
wał, ale przeszkadzał, aby zkądinąd otrzyn1ała. 
Zapytana, czelllU się nie zwraca do Komarzew- 
skiego, odpowiedziała, że nie lubi prosić, i że Ko- 
marzewski sam by wiedzieć powinien, jaką jej dać 
nagrodę. Wreszcie powiedziała Sussonowi, że ów 
proszek, ,vzięty przedtelll od Tyzenhausa, wrzuciła 
na nowo między jego papiery, w chwili, gdy się od 
niej odwrócił. 
Susson, oznajn1iwszy o tem Ryxowi, powiedział, 
że Dogrumowa o bu ich oszukuj e, lecz ponieważ cią- 
gle się użala, należałoby jej coś dać, aby się 
e 
naprzykrzała. Ryx to przyznał, mimo to, obadwa 
nic nie dali. 
Król, lekceważąc so bie przestrogi, z równa.: 
,vzgardą, jak dawniej, je odrzucał. Nie przypuszcza! 
bowiem na chwilę, aby coś podobnego do prawdy 
b
yło w Laśniach owej bezwstydnej kobiety, aby na
		

/kraushar_drobiazgi10264_0001.djvu

			262 


SPRAWA DOGRUl\IOWEJ. 


nIego, wydartego raz już, zrządzenienl Opatrzności, 
zpośród szabel i muszkietów, mieli się nasadzić lu- 
dzie, pierwszorzędne w narodzie zajlllujący stanowi- 
ska, krwią, dobrodziejstwy i przysięgą wierności 
z królem swym związani. Przekonany do głębi du- 
szy o nie,vinności spotwarzonych, wolał to ,vszystko 
zachować w tajemmcy. Lecz za powrotem króla do 
Warszawy, znowu rozpoczęla Dogrumowa na nowo 
harce z takieID niepo\vodzeniem dotąd praktykowane. 
"\Vidząc się opuszczoną przez tych, do których 
się najprzód udała, szukała Dogrumowa w Gro- 
dnie najprzód innych sposobów do ponlocy i zemsty. 
Blanka, bankiera, prosiła o pożyczenie 50 dukatów. 
Blank, ostrzeżony przez Ryxa, aby awanturnicy nic 
nie dawaj', odprawił ją z kwitkieIll; kupiec Bertaki 
oznajmił Dognunowej o tYUl po
tępku Ryxa, CZ8111 
doprowadzona do złości, odezwala się, że go za to 
w Warszawie nauczy. 
Poprzednio jeszcze zabrała znajomość z Tay- 
lorem, Anglikiem, niegdyś kupcem żelaztwa, potem 
bankierem w Anglii, w Warszawie zaś bez zajęcia 
przebywającym. Będąc cUnżniczką 'raylora, prosiła 
go o dopożyczenie jakiej kwoty i żaliła się na Ko- 
marzewskiego i Ryxa, że ją zawiedli. Taylor w rze- 
czy samej dopożyczyl jej sto dukatów. 
Tym sposobem, Dogrumowa, wyj eżdżając z Gro- 
dna, już miała do Konlarzewskiego i Ryxa urazę, 
większą wszakże do tego ostatniego, gdyż ją kilka- 
krotnie sfuka! i wstępu do siebie nie da,val. 
Zdradzila się też ze swych uczuć d wukrotllie. 
Raz, przej eżdżaj ąc przez Białystok, zapytała dwo-
		

/kraushar_drobiazgi10265_0001.djvu

			8PRA W A DOORUMOWEJ. 


263 


rz
nina królewskiego, czyby Ryx był u króla. Kiedy 
jej odpo,viedziano potakująco, odezwa1a się szyder- 
czo : "J a go do Warszawy uprzedzę." Drugi raz 
znowu, u restauratora Brali powiedziala, że taką 
sztuczkę wyplata Ryxowi, iż on j ej przez cale życie 
. . 
me zapomnI. 
Przebywała też ciągle u Taylora, chwaląc się, 
że tu w Warsza,vie lepiej j ej się powiedzie, aniżeli 
w Grodnie. Próbując tedy raz jeszcze szalbierstwa, 
uprosila Taylora, aby jej dal list jakiś od księcia 
generala Czartoryskiego pochodzący. Anglik, mając 
stosunki z księciem, oddal jej jakiś list, odciąwszy 
Ze!l róg dolny lewego brzegu z piSmeIll obojętnej 
treści. 
Dogrumowa, spotwarzając ludzi nie poszlako- 
,vanej uczciwości, chciała jeszcze wywiedzieć się od 
księcia prynlasa Poniatowskiego, jakiego jest o niej 
z"dania. .. 
W tym celu, napisawszy bilecik, donoszący 
O jakimś ważnym sekrecie, o którym jakoby z Ko- 
lllarzewskinl nlówila, kazala zanieść takowy do zamku, 
przykazawszy posłallcowi, aby oświadczyl prynlasowi, 
iż bilecik ten przysyla general K0111arZewski do od- 
czytania. 
Książę prymas odpi
ał na to Komarzewskiemu, 
lecz lokaj, zamiast odnieść generalowi pisnlo, oddal 
je Dogrumowej. 
Dzialo się to w połowie grudnia.
		

/kraushar_drobiazgi10266_0001.djvu

			264 


SP1tA WADOGRUMOWEj. 


VI. 


Nazajutrz po bilecie księcia, przyslała Dogru- 
mowa do Ryxa zaproszenie, aby do niej z !{oma- 
rzewskim przyjechał. Gdy wezwani przybyli, rozpo- 
częła Dogrumowa od użalail się na księcia, że o niej 
niepochlebnie do Komarze,vRkiego napisał. 
Bilet ten leżał na stole. Treść jego by la nastę- 
pUJąca: 
"Proszę cię, mój generale, wybawże mnie od 
sekatury tej kobiety; odrwiwała l\Ioszyilskiego, odrwi- 
wala Ryxa i samego WPana, teraz mnie chce odnvi- 
wać, a to jest wielka filutka i awanturnica, bezecne 
klamstwa popelniaj ą ca." 
- Nic to nie stanowi - rzekł Komarze,vski, 
list przeczytawszy - okaż się pani inną. Lecz ja 
tu nie przyszedłem słuchać lamentacyi. Cóż mi pani 
więcej powiesz? 
- 1tlalll dokum8Ilta piśmienne - odpowiedziala 
Dogrumowa - ale chcę ,vprzód wiedzieć, jaka bę- 
dzie za to dla mnie nagroda? 
- Ja pani nic nie obiecuję - rzekI na to zapy- 
tany - ale jeżeli zobaczę, jeśli owe dokumenta 
będą ważne, wó,vczas będzie się pani lllogla potar- 
, 
go,vac. 
- A kiedy tak, to ja się też chcę naInyśleć 
do jutra... Być może, że przyjadę z dokumentami 
do Ry:xa. 
Z tem wszystkielll nazaj lltrz Dogrumo,va u Ryxa
		

/kraushar_drobiazgi10267_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


265 


nie stawila się. Ryx nawet zachorował na różę i fe- 
brę i nie bylby w stanie przyjąć kogokolwiek u siebie. 
Dopiero w wilią Bożego Narodzenia napisała 
Dogrumowa do Ryxa bilecik, że ma już w ręku 
i jest w stanie przedstawić dokumenta stanowcze. 
N a tę wiadomość Ryx i KOluarzewski zgłosili 
się bezzwłocznie do Dogrumowej. 
Zastali u niej obecnego męża, p. Dogrumowa, 
którego ona prezentując przybyłym, zapytała, czy 
może zostać? 
!{omarzewski oświadczyl, że nie widzi prze- 
szkody. 
Zaczęła tedy Dogrumo,va od oświadczeń, że 
ciągle baczy na hezpieczeństwo króla, że król jednak 
i jego sludzy o nią nie dbają, że jej ani na drogę 
do Grodna i z Grodna do Warsza.wy nic nie dali... 
Przer\val Komarzewski te zażalenia zarzutem: 
- Po cóż się pani przedenlną skarżysz i po co 
mnie tu spro,vadzasz? 
A dlaczego pan mego poslailca egzamino- 


waleś ? 


Każ go pani zawołać! 
Wezwany poslaniec zeznał, że go się tylko spy
 
tano: czy są u Dogrumowej goście. 
- Dlategonl się pytał - objaśnil }{onlarzew- 
ski - że nie chciałem, aby to było wzięte za "Wi- 
zytę. Dlaczego tedy pani raz się żalisz, a drugi raz 
na mnie napadasz? 
- Pokażę tedy panu do,vód jasny! 
Poszła do komody, wyjęła z niej pugilares,
		

/kraushar_drobiazgi10268_0001.djvu

			266 


SPRAWA DOGRUl\fOWEJ. 


a z pugilaresu karteczkę papieru, mającą u lewego 
spodu na rogu kwadrat wyrżnięty. 
Był to list księcia generala Czartoryskiego, po 
angielsku pisany. 
- Do kogóż to jest ten list? - spytaJ Ko- 
marzewski. 
Do Tyzenhausa. 
- Tyzenhaus po angielsku nie umie. 
- Gdy byl 'v Anglii, nauczył się i utrzymuje 
korespondencyą z księciem. 
- Cóż to jest w owym liście? 
- Pan nlusisz umieć po angielsku. 
- Ani slowa. 
Wówczas Dogrumowa wytlómaczyła ten list 
w następujący sposób: 
"Dziękuję ci, mój przyjacielu, za dobre rady, 
które mi dajesz, ale, że ta rzecz wymaga zastano- 
wienia, przeto za powroteIll rozmówimy się". 
- Cóż więc ten list znaczy? - zapyta! Ko- 
marzewski. 
- Oto ten sam in teres. . . 
- A jeśli książę - zarzucił Komarzewski - 
lub kto inny powie, że tu mowa o sprowadzeniu 
koni, lub krów angielskich, lub innych rzeczy, cóż 
wtedy? 
- Ja już nie wiem, czy może być coś jaśniej- 
szego nad ten list i moje wyznanie? 
- Czy mogę przepisać ten list dla okazania 
kopii królowi? Oryginalu tknąć nie chcę. 
W tern miejscu mąż Dogrumowej przyniósl 
z drugiego pokoju papier, pióro i kalamarz. . .
		

/kraushar_drobiazgi10269_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU!\IOWEJ. 


267 


PowiadanI panu raz jeszcze, ŻE' jeśli to nie 
nastąpi jutro, to nastąpi za kilka dni, za kilka ty- 
godni, nliesięcy, a nastąpić musi. 
- Zostaw pani króla Opatrzności Boskiej... -- 
rzekł na to I{olllarzewski. 
Potem przepisal angielski bilet, i zwrócił się 
do pana Dogrulllowa, pytając go częścią po polsku, 
częścią po rosyjsku, czy zrozumial on to, co między 
nhn a żoną bylo mówionem? 
Dogrunlow odrzekł, ŻE' nie rozumial. 
- Dziwi mnie to - rzekI Komarzewski - że 
pan nie wiesz, co jego żona czyni. 
Tu opowiedzial rzecz całą; następnie dodał: 
- Pytam 
ię pafia, j ak dalece się żona jego 
eksponuje. - Cytowal różne przykłady kar na po- 
twarców. 'l'lómaczył kary laliouis, wspomniał, że za 
Zygmunt.a III karano srodze królobójstwo, a ztąd 
wnosił srogość kary równej na tych, coby taki kry- 
mina1: zadawszy, winy nie dowiedli. 
A gdy Dogrumow przyzna!, że to wszyst.ko 
prawda, odszedł Komarzewski, luó,viąc: 
- Tego wszystkiego nie lua co słuchać. 
Od tej chwili KOlliarzewski więcej u Dogru- 
ulowej nie postał. 


VII. 


:. 


\Vidząc, że wszystkie zabiegi do niczego do- 
tychczas nie dopro,vadzily, postanowiła Dogrumowa 
zmienić front i tak jak przedtem przed ludźmi kró-
		

/kraushar_drobiazgi10270_0001.djvu

			268 


SPRAWA nOGRUMOWF
. 


. 
lewskimi oczerniala księcia Acla1na, ta.k teraz posta- 
nowiła przed księciem Adanl81n przedstawić dworzan 
królewskich jako czyhających na jego życie. 
Anglik Taylor otrzYlnal misyą doniesienia o tym 
mniemanym spisku. 
W Styczniu 1784, przybywszy do księcia, rzekI: 
-- Mości książe, nlasz ,vielkich nieprzyj aciól, 
którzy się na twoj e życie spiknęli. Gdzież 1\1. książe 
obiadujesz? 
- U mojej siostry, odrzekl zapytany. 
- W takim razie. strzeż się książe, abyś ani 
jadł, ani pil, nie ostrzegłszy nInie; twoi nieprzyja- 
ciele chcą cię otruć. 
Mam w ręku dowody. Dosyć tego na teraz. 
.Lecz przybądź Mości książe do mnie wieczór a elanl 
ci poznać osobę, która więcej jeszcze Ci doniesie... 
W pierwszej chwili trudno było księciu Ada- 
mowi zdać sobie dokladnie sprawę z przyczyn tej 
denuncyacyi . .. Skoro j edllak ją przyj ą1, zacząl się 
zastanawiać nad powodami zamierzonej zbrodni... 
Komarzewski z Ryxem mieliby ułożyć projekt otru- 
cia księcia? Oni, znajomi mu oddawna, względalni 
j ego cieszący się, o baj sludzy króla, za co? w j a- 
kim zamiarze? pr
ez kogo? 
Bądź co bądź potwarcza ta plotka znalazła 
wiarę w umyśle księcia. 
Pojechalon ,y towarzystwie Potockiego, mar- 
szałka nadwornego litewskiego do Taylora, gdzie 
i DogrunIowa przybyla. Zapytana o szczegóły do- 
niesienia, odpowiedziala : 
Że przed kilkoma dnianIi, KOffiarzewski z Ry-
		

/kraushar_drobiazgi10271_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


269 


xem przyszli do niej i że po krótkiej o rzeczach 
obojętnych rozmowie, !{omarzewski tak się do niej 
odezwal: 
fościa pani
 czy uczynisz to, o co będziesz 
proszona? Odpowiedziała, że uczyni) co tylko będzie 
w jej mocy. Na to Komarzewski, dobywszy z kie- 
szeni proszek, rzekł: oto, jeżeli tym poczęstujesz 
k
ięcia generala Czartoryskiego, będziesz panią. 
Przyjedziesz zaraz do mnie do dworu, a będzie 
o tweffi bezpieczeństwie uczynione staranie. Cóż? 
Jesteś gotową to uczynić. 
Na to Ryx odezwał się z wykrzyknikieln. 
"J(iż dyabeł! Czy jest zdolną! Gdy jednak za- 
rzuciła, że trudno będzie to zrobić, gdyż książe 
u niej ani nie bywa ani nie jada. .. Ryx na to mial 
dać radę, to staraj się, aby z tobą spał, a potem go 
przebij. . . Żebym był na twojenl - miejscu, tobym 
czterech takich zamordował? 
UdaJanl przeto przed owymi panami, że to 
uczynię, tylko prosilam o pozostawienie mi czasu do 
otrucia. ,V szakże, zatrwożywszy się na myśl nie- 
szczęścia, jakieby Innie spotkać IllOglo od tych pa- 
nów, boby oni pewnie uczynili za to ze lunie ofiarę, 
bojąc się nawet lny
li takiej zbrodni, wolałam ją 
b . ., " 
o 
awlc... 
Książe Czartoryski nie chcial z początku wie- 
rzyć temu doniesieniu i będąc w tej wątpliwości, 
zlecił rraylorowi, aby dał 200 dukatów Dogrwllowej, 
obiecując za
hować tajelllnil'ę, jeśli ona jakiego z tej 
baśni zysku szukając odwoła to, co nlówi... Dogru- 
mowa jednak pielliędz:r przyjąć nie chciala, oświad- 
czając) że prawdę mówiła istotną. I{siąże, biorąc
		

/kraushar_drobiazgi10272_0001.djvu

			270 
. 


SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


to za nowy dowód pewności spisku, żąda!, aby Do- 
grtUllOwa zeznała na piśmie ustne swe doniesienie, 
. 
dla porównania zeznań i ,vyświetlenia prawdy. 1 
:Marszałek nadworny litewski Potocki podjął 
się tej misyi. Udał się do DogrtuTIowej i zażądał od 
niej piśmiennego zeznania, które ona też zlożyła 
w języku francuskim. 
\V przekladzie zeznanie to brzmiało: 
"Ja niżej podpisana, zeznaję dobrowolnie, przez 
czystą miłość prawdy i poczciwości, bez żadnej od 
kogokolwiek namowy do projektu depozycyi, i za- 
wartych w niej okoliczności, następującą rzecz, któ- 
rej obowiązuję się dowieść, w obec osób przezemnie 
wskazanych, byleby osoba moja byla bezpieczną. 
Najprzód zeznaję, że Ryx starosta nalllawiaJ nlnie 
w czasie sejnlu Grodzieńskiego do udania się do 
tego miasta, gdzie moja osobistość zdawała mu się 
być potrzebną do usług króla; że nli obieca! wyna- 
grodzenie, bylebym zawiązała intrygę z pe,vną znaną 
osobą, prowadzącą korespondellcyą z księcimu Ada- 
lnem Czartoryskim. A że tell komis nip ,viele Inia1: 
powodzenia, tenże Ryx opuścił lllnie w Grodnie. 
Powtóre zeznaję, że po moim powrocie z Grodna 
wzmiankowany Ryx chciał widzieć się ze mną 
w domu llloim. Przyjęty przezemnie niechętnie, sta- 
rał się mnie ulagodzić nowemi o bietnicanli, prosi) 
mnie, abym wysłuchała generała KOlllarze,vskiego. 
Przyprowadził go do mnie \v wieczór o szóstej go- 
dzinie. Genera1: zaczą.l rOZlllowę od tego, żebym go 
uważała za przedsta,viającego os01
 króla, że mnie 


, }
		

/kraushar_drobiazgi10273_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


271 


prosi O ważną przysługę, za którą otrzymam weksel 
na tysiąc czerwonych złotych od P. Tepera i Comp., 
który mi okazal, a przytem pensyą 500 czerwonych 
zlotych i wieś. Po uczynionej tej propozycyi, gdym 
zapytala, jakiej u
lugi żąda i że mogę się podjąć 
rzeczy jedynie do spelnienia podobnej, Komarzew- 
ski rzekł: że tu idzie o złudzenie księcia Adama 
Czartoryskiego, o wciągnięcie go we współkę ro- 
mansową i o pozbawienie go życia. Poczem dal 
mi pakiecik proszku, mówiąc do mnie: daj 'lnU to 
połknąć. Odezwal się Ryx: zrobi to ona, wierzaj mi 
W. Pan, że jest od,vażną. od niej będzie zależeć. 
Jeżeli się nie odważy, nic też nie będzie miala. Po- 
czem, zwracając się do mnie : Jeżeli książę, rzekla, 
nie zechce ani jeść ani pić, to go przebij pugina- 
lem. Nie ladnie to być bojaźliwą: gdybym ja mógl 
być w tej sposobności co pani, tego momentu prze- 
biłbyul go. }\Ioja kochana, llliej tylko serce, twoje 
szczęście zgotowane na całe życie, a potem we- 
źmieIny cię do dworu i ukryj emy. Potrzecie, ze- 
znaję, że dotkniętą będąc i rozgniewaną takim zbro- 
dniczym zamiarem, do niczegom się nie zobowiązala, 
zadrżawszy ze strachu na tak karygodną propozy- 
cyą, na którą ,vzdryga się natura, lecz przenikną- 
wszy, że jej odkrycif' jest lepszenl niż wykonanie, 
pokrylaul tę rzecz dysYllullacyą. 
"Po czwarte zeznaję, że od tego czasu aż do 
dnia dzisiejszego, przychodzili oni do mnie sześć 
razy wespół, powtarzając mi tę sanlę propozycYą, 
zachęcając mnie i pytając jak idzie ten interes. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10274_0001.djvu

			272 


SPRAWA nOGRUMOWE.T. 


Dnia 14 Stycznia 1785 r. 11arya Teressa, Jlajorou'a 
Dogrumow, urodzona BrtrOnólflw dr. Laulcubw:ą. 
Popisany jako świadek zeznania. 
łVilltclm Taylor. 


.VIII. 


Jednocześnie ze sporządzeniem owego piśmien- 
nego zeznania, Dogrumowa oddala m arszalkowi Po- 
tockiemu proszek, jakoby od Komarzewskiego otrzy- 
many. Proszek ów wręczonyu1 został przez lnarszalka 
doktorowi Johnowi i Karolowi Gottliebowi Uoltz 
do analizy. Pierwszy był lekarzem nadwornYln ks. 
Czartoryskiej, kanclerzyny w. lit. wdowy; drngi 
był lekarzem przybocznym księcia generala po- 
dolskiego. 
Doktór John w piśmiennej relacyi swej z daty 
15 Lutego 1785 tak się wyraził: 
"J. O. Ks. Generał Podolski zlecił n1i, będzie 
już tel1!u miesiąc, wyegzan1inowanie pakieciku z pro- 
szkienl bialym, na który padalo podejrzenie truci- 
zny. Staralem się zbadać jego gatunek, czyniąc nad 
ni:p1 tyle doświadczeń ile mi czynić pozwoliła lllala 
nader j ego cząstka. Te doświadczenia były przeze- 
mnie czynione w tym sposobie. 1. Wziąwszy odro- 
binę tego proszku na język uczulem smak ściska- 
jący, witryoliczny i nieco szczypiący. 
2. Dla doświadczenia czyli ów proszek był 
ciężki, wsypalem około 12 gramów w małą szklankę, 
wodą kryniczną napełnioną. Proszek ten długo pły- 


II
		

/kraushar_drobiazgi10275_0001.djvu

			SPRA WA DOGRUMOWE.J. 


273 


wał po wierzchu wody, a ledwo w godzinę i coś 
dalej poszedl na dół. l\Iixtura ta służyła mi do in- 
nych doświadczeIi, wymienionych pod liczbą 4. 
3. Chcąc poznać czyli on nie mial w sobie ar- 
szeniku, włożyłem odrobinę na węgle rozpalone, 
trzymając> jednocześnie nad wychodzącym z niego 
dymeIl1 blaszkę lniedzianą. Dyn} ten nie miał w so- 
bie zapachu czośnku, a miedź się nie zabielila. Te 
skutki objawiają się zawsze tam, gdzie się znajduje 
arszenik. 
4. Rozdzieliwszy owę część proszku, która, jak 
się mówiło pod liczbą 
, do wody była wpuszczoną. 
na trzy części równe, wlalem "\v jednę Oleum tartari 
}Jer dclif)łlimn: mixtura nie zabarwiła się pomarań- 
czowo, coby nastąpilo, gdyby się znajdowal merc'lt- 
1"ius suulimatus corrosivlls. Drugą cząstkę zmieszalem 
ze spiritusem 'folalilis sali.., anwniari. Nie pojawiła się 
talU barwa błękitna, oznaczająca bytność miedzi. Na- 
koniec zlllięszalen} trzecią cząstkę z likworem, któ- 
rego się pospolicie używa do próby wina zepsutego 
o!owienl lub glejtą i który się preparuje z aurypi- 
gnlentu; alem nie zauważył żadnej odnliallY koloru) 
któryby oznacza!, iż tam był ołów. Ponie,vaż wszy- 

tkie te doświadczenia nie ujHwn' y znajdo-wania się 
w pro
zku trueizny lnineralnej; nie 111ając znaczniej- 
szej jego porcyi dla czynienia dalszych doświadczeń, 
któreby mnie mogły oświecić o pra.wdziwej jego na- 
turze, a zważając, iż znajdują się trucizny, których 
własności trudno dociec przez operacye chemiczne, 
prosiłem księcia generała o przy
łallie lni jeszcze 
jakiej cząstki, dla doświadc>zenia jej na zwierzęciu 
Szkice hist. Ser. I. T. I. __ 18
		

/kraushar_drobiazgi10276_0001.djvu

			274 


SPRAW ADOGRUMOWEJ. 


domowem. Dostawszy więc znowu dziesięć lub dwa- 
naście granów dałem one zj eść psu średnicj miary, 
pomięszawszy z wodą w filiżance. Po siedmiu lub 
ośmiu godzinach dal dopiero pies poznać alteracyą 
swojego zdrowia, nie pokazując pierwej żadnej od- 
miany. Nie chpial potem jeść, zacząl się krztusić 
i próżno silić do 'VOlllitu, kaszlać i cierpieć konwul- 
sye na calem ciele. Te synlptomata trwały prawie 
dwanaście godzin; potmn pies przyszedł do siebie, 
bez żadnego śladu, aby ów trunek miał w nim jaki 
szkodliwy skutek sprawić. Odtąd, aż do dnia dzi- 
siejszego zupełnie jest zdrowy. Lubom daleki bar- 
dzo od ,vnoszenia z tej na psie uczynionej expe- 
ryencyi, aby rzeczony proszek był istotną trucizną, 
rozumiem jednak, iż powinien wzbudzić uwagę 
w tych, którzy po moj em doświadczeniu użyci być 
mogą do wyj a wienia swego w tej lnierze zdania. 
Jeśli ta experyencya powtórzona na inneln zwierzę- 
ciu pokaże też same symptom ata, lub inne jemu po- 
dobne, może być ztąd jaki powód do decyzyi, iż ten 
proszek zawiera w sobie l:Iubstancyą jakąś szkodliwą 
ciału zwierzęcemu, (corpori animali). To co napis a- 
lem w tej mierze, było przezemnie przedstawione 
wiernie, po uczynionych jak naj ściślej szych oQserwa- 
cyach, co własnoręcznie podpisuję. "\V 'V arsz
wie 
15 Lutego 1785. 
J oh n, doktór medycyny. 
Nadmienić należy, że wszyscy lekarze i apte- 
karze, którym polecono analizę rzeczonego proszku, 
poszli za zdaniem Doktora Johna. Jeden tylko 
Goltz, doktór księcia generala, oświadczył wyraźnie,
		

/kraushar_drobiazgi10277_0001.djvu

			SPRAW A DOGRUl\IOWEJ. 


275 


że w nim nie znalazł ł1ullu1nvenenU1n notum, żadnej 
znanej trucizny. Z tern wszystkiem uznano ów pro- 
szek za jadowity. Przypomniano nadto sobie, że 
Dogrumowa., będąc dawniej krewną i dOlllownicą ja- 
kiegoś aptekarza, widywaną była przez świadków, 
iż sprzedawała jakoweś proszki, miłość sympatyczną 
w osobach rozkochanych niby pomnażające. 
Na naleganie Dogrumowej, aby się gruntowniej 
o stanie rzeczy przekonać, poradził Taylor, aby 
sprowadzić Ryxa do domu Dogrumowej na rozmowę, 
a celenl jej poch:łuchania urządzić zasadzkę. Wyzna... 
czono 'v tej mierze trzy osoby, które w czasie sprawy 
sądowej służyć lllialy za świadków. Byli nimi: Tay- 
lor, Stanislaw Potocki i adjutant księcia Czartory- 
skiego, oficer w - regimencie austryackim, nazwiskiem 
Krakowiec. "\V yznaczono dzień 15 Stycznia w domu 
Dogrumowej, dokąd Ryx miał być zaproszony, jako 
lnniej ostrożny i gadatliwy. Dusze prostacze ,vówczas 
czują sidła, gdy już 'V nich \vplątane siedzą. Wpro- 
wadzilo Ryxa 'v tę intrygę nieposluszeRstwo zaka- 
zom królewskim, aby już więcej z Dogrumową w sto- 
sunki nie wchodził. 
Dla doprov
radzenia do skutku niecnej intrygi, 
należało Dognullowej zredagować do Ryxa bilecik 
w lnistycznych słowach, aby wezwany, nieświadom 
innych tajemnic, lnógł sądzić, że tu In owa o rzeczy 
sobie znanej, a nadto, aby podsłuchujący sądzili, że 
tu idzie o układ zdrady księciu zgotowanej. Klucz 
tej taj emllicy pozostal przy Dognunowej i rraylo- 
rze. Ryx miał ostatecznie paść ofiarą tej zdrady. 
Jakoż dnia 14 stycznia napisala Dogrumowa 
18*
		

/kraushar_drobiazgi10278_0001.djvu

			276 


SPRA W A DOGRU
[oWE.J. 


bilecik do Ryxa, prosząc go do siebie na dzieli na- 
stępny na "godzinę 3 po południu, 'v celu udzielenia 
mu pewnych ważnych wiadolllości, i ostatecznego 
utwierdzenia tego, o czem mu już nieraz mówiła. 
Bilecik ten zawierał co następuje: 
- "Proszę W. Pana, abyś dq mnie jiltro wcze- 
śnie przyjechał. j)fmll mu zakomunikować pewien 
ważny interes, który mu sprawi ukontento,vanie. 
:Mam nadzieję, iż mogę przywieść do skutku wiernie, 
to, czego odemnie żądano, lecz pierwej trzeba nałn się 
zobaczyć dla dobrego rzf'czy ułożenia. "\Vidzisz 'V. 
Pan, żem nie zaniedbala tego interesu, tak, jakoś 
mniemał, bylebyś tylko 'V. Pan ze strony swojej 
dotrzymał slowa". 
PiS1l10 to utwierdzilo osoby interesowane w prze- 
konaniu, jakoby Ryx przeciw księciu zamierzal wy- 
konać zamach. 
N atolniast przyj aciele księcia uważali wtem 
jawny dowÓd ukartowanej przez Ryxa konspiracyi 
i oczywistość zapewnionej za nią nagrody. 
Ryx przeciwnie, sądził, że tu nlowa o przyrze- 
czonej korespondencyi, któraby służyć 1110gła ja.ko 
nowo wykryty dowód dawnego spisku. 
Tym sposobem obie strony stać się mialy ofiarą 
podstępu i niecnej intrygi Dogrumowej. 
Po tych wszystkich przygotowaniach, Potocki 
z TayloreIll obejrzeli pokój Dognunowej, grlzie 
schadzka odbyć się miała i lniejsce, 'v któreln ukryci, 
podsłuchiwać mieli treści rOZ1110'VY mięrlzy l
yxem 
aDogrumową.
		

/kraushar_drobiazgi10279_0001.djvu

			SPRAWA DOG RUMOWEJ. 


277 


IX. 


Dzieli 10 Stycznia przeszedł bez rezultatu. Nie- 
wiadolno z jakiego powodu Dogrumowa nie posłała 
bileciku Ryxowi. Zeznał następnie przed sądem Sus- 
son, że będąc tegoż dnia w swoim dworku, o ścianę 
, 
z dworkiem Swiniarskiego, gdzie nlieszka!a Dogru- 
1110wa, spostrzegł siedzącą 'v oknie Dogrumową, 
która na widok Sussona zbiegła do brmny i prosiła, 
aby jej list zaniósł do zamku Ryxowi, ponieważ, jak 
twierdziła, lokaj j ej był chorym. Zapytał Susson, 
czy interes, o jakiln lnu 'v Grodnie wZllliankowala, 
ciągnie się jeszcze do tej pory? na to mu odpowie- 
działa twierdząco. N adlllienila przytem. że książe 
generał jest w \Varszawie, że się często z nim wi- 
duje i spodzie,va się ulllieścić męża swego w woj- 
sku austryackiem, że co się dziej e z Tyzeuhauzem - 
nie wie, lecz że 
ię zdrowie jego poprawiło. 
Zapyta.nn, kiedy i o jakich środkach powróciła 
z Grodna? 
 odpowiedziała, że jej nic nie dauo 
i zo
tawiono "'. niedostatku, że nlusiała w Grodnie 
rzeczy swoje zastawić za 50 czerwonych zloty ch. 
'V kOllCu prosila, ahy Susson zaniósł j ej list 
Ryxowi do zamku. 
Susson ochnówił, oświadczywszy, że nie chce 
uic więcej. słyszeć o tynl interesie. 
Dogrulllo,wL nastawala, prosząc, a.by Sl1sson 
wstąpił do niej na ch wilę, przyc7.em uczyniła mu 
wynlówki, że b
dąc sąsiadem nigdy u niej nie bywa.
		

/kraushar_drobiazgi10280_0001.djvu

			278 


SPRAWA DOGRU'IOWF J. 


Susson odpowiedzial, że dopiero trzeci raz do dworku 
swego zagląda. 
Poczem rozpoczęła się rOZlll0wa o rzeczach obo- 
jętnych, która znowu zeszla na temat skargi przeciw 
Komarzewskiemu i Ryxowi, że jej nic nie dali. 
Zapytana, czy icb widywala ? - odpowiedziala, 
że rzadko, że Komarzewski obiecywal, a nic nie pla- 
cił, że Ryx, będąc u niej niedawno, dal jej 20 du- 
katów za rewe.rs }IoszYl'lskiego, ale to były jego 
pieniądze. 
Zdjęty litością Susson dał jej kilkanaście du- 
katów i mial się już ku odejściu. 
Na to Dogrumowa zagadnęla. 
- Sama nie 'Vielll co czynić, czy kontynuo- 
wać dalej, czyli zaprzestać... 
8USS011 odrzekl: 
- 
fościa pani, od lat 30 jak tu jestem w Pol- 
sce, nauczyłem się, że naIn ludziom miernym nie 
należy wdawać się między panów. Oni się wadzą 
i godzą, a nam zawsze bieda zostaj e. 
Poczem oddali się, nie wziąwszy biletu dla 
Ryxa. 
Nazajutrz, Ryx, nie spodziewając się niczego, 
przyjechal o godz. 3 fiakrem do domu, stojącego na 
Rozdrożu, przy Nowym świecie, obok ::;zpaleru Uja- 
zdowskiego. 
Bylo to w wilią urodzin królewskich. Przybyli 
również w tejże godzinie uzbrojeni Potocki j Taylor. 
Gdy Ryx wszedl do pierwszego pokoju, gospo- 
dyni zaprowadzila go do następnego i drzwi za sobą 
zamknęla. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10281_0001.djvu

			SPRAWA DOGRu'mW&J. 


279 


Tymczasem weszli świadkowie na podsłuchy. 
Ryx usadowił się przy konlinku; Dogrumowa 
usiadła wprost niego, tyłenl do drzwi pojedyńczych, 
za któr81ni stały czaty. Ryxa słowa lnogły być sly- 
szane dokładnie, Dogrumowej, cicho mówiącej, pod 
pozorem slabości, niezupełnie. 
Rozpoczęła :się rozmowa w języku francuskim. 
- Gdzież jest pan Komarzewski ? - zapytała 
Dogrumowa. 
- 1\ie mogłem go znaleźć. Lecz przyszedlem 
tu dowiedzieć się, co 'V. Pani masz do powie- 
dzenia ? 
- 1ram już księcia generała w rękawie, mogę 
z nim wszystko uczynić, lnogę od niego nlieć wszy- 
stko. ZarekOluendownlaul lnęża mego do służby ce- 

arskiej, w wojsku austryackienl. Już teraz mam po- 
zwolenie bywania u księcia i on też u lllnie bywa. 
Jestelll jego nletresą. t3ypianl u niego, i on u mnie. 
To mówiąc, ,vskazala skinienielll glowy na łóżko. 
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze, - odpad 
Ryx, winszuję pani, widzę już, że pani idziesz do- 
brą drogą. 
- Lecz chcę wiedzieć, - rzekła Dogrumowa, 
czy pan Komarze,vski dotrzyma slowa. 
- Jestto uczciwy człowiek, - rzekł R,yx, do- 
trzyma pewnie, co obieca!. Lecz kiedy pani mó.wisz, 
że książe general tu bywa, jakże to będzie, jeśli 
w tymże czasie przyj dzie I{omarzewski? 
Nie frasuj się W. Pan, potrafię ja dobrze 
godziny podzielić. 
Powiem ja to Kom arz ewskiemu. 


...
		

/kraushar_drobiazgi10282_0001.djvu

			280 


SPRA W ADOGRUMOWEJ. 


Tutaj Ryx wstał z krzesla, szykując SIę do 
odej ścia. 
__ Cóż to znaczy? 
 zagadnęła żywo Dogrn- 
lllowa. Chcesz tak prędko lunie opuścić. 
- Tak jest, bom chory. Noga mnie bardzo boli. 
'V takim razie poszlę jutro rano lokaja lnego 
do 'V. Pana, dowiedzieć się, o której godzinie pan 
Komarzewski do mnie przyjdzie. 
- Może ja nie przyjadę jutro, - odezwa.l się 
Ryx, chyba że tak zechce pan Koma.rzewski. 
To mówiąc, l
yx, pomirrlo nalegail Dogrumo- 
,vej, ujął za klaIllkę, chcąc opuścić lniejsce scha(lzki. 


x. 



rak się przedstawia według zeznań sądowych, 
przez Ryxa złożonych, rozn10wa j ego z Dogr\unową 
w czasie sC'hadzki. Przybyl on ,..10 niej, jakoby ,,
 celu 
dowif'dzenia się szczegółów spisku. Dowiaduje 
ię, 
że książe general jest już zawikłany 'v tę sprawę. 
Dogrumowa mówi o nagro f lzie, przez K01narze,v- 
skiego przyrzeczonej. \V tf'l11 właśnie leżał .węzd 
intrygi. I Ryx i podsluchujt\cy rOZ1I1()wę dali sitt 
podejść. 
Inaczej przedstawia się treść rozmowy tych 
osób, ,vedług zeznań Stanislawa Potockiego. , 
Po pierwszem przywitaniu z Ryxem, rzec mi 'lła 
Dogrumowa : 
- Teraz jestem pewna, że mogę mieć księcia 
generała w ręku; mogę z nim zrobić wSZYRt.ko, co
		

/kraushar_drobiazgi10283_0001.djvu

			F:PRA W" A DOGRU)IOWE.T. 


281 


W. Pan żądasz odemnie. Chcesz, abym go otrula, 
lub zabiła żelazern? 
- Bra"To! Brawo! - za
ołal Ryx. - Jużeś go 
tedy \\ ciągnęła. Lecz llloja kochana, powiedz też, 
jakinl sposobelll sprowadziłaś go do siebie? 
- Zarekomendowałam mu mojego męża do re- 
gimentu jego. 
- To być nie może. Książe generał nie ma 
już regimentu, bo sprzedał już ,vszelkie szarże woj- 
skowe 1 jakie mial w kraju. 
- Będzie to tylko pretext. Znajdę ja potem 
inne sposoby na to. Bć!rłź spokojnym. 
- Ale, ale, cóż robisz z Taylorenl? - Czy 
bywa u ciebie? 
- Malo się on na co przyda, - odrzekła Do- 
grumowa. Dobry to człowiek, przyjaciel w potrze- 
bie, ale ja nie 1110gę z nilli tego zrobić, czegobym 
pragnęła. 
- Bardzo dobrze nloja droga, doniosę o tem 
,vszystkieln Komarze,vskienul. . 
- Niedość na tem, ani na wet na obietnicy W. 
Pana. - Czelllu generał KOlnarzewski nie przybyl 
tu dzisiaj? - 

rzeba mi z jego strony nowej rę- 
kojmi, hez czego i bez bytności jego w nloilli dOllUl 
nie 11l0gę 8ię niczego podjąć. - Trzeba, aby prze- 
de,vszystkiem zabezpieczył osobę nloję i s-woję 
obietnicę. 
- Slusznej rzeczy żądasz pani, ponieważ Koma- 
rzewski wziąJ to na biebie. On zaczL\ł spra'\
ę, on ją 
I"koilCzy, On \vszystko llloże u rlworu, on rządzi 
wojskiem, wszystl\:ie regimellta S,-\ pod jego władzą.
		

/kraushar_drobiazgi10284_0001.djvu

			282 


SPRAW ADOGRUMOWEJ. 


i ten nawet, który do księcia generała należał. Bę- 
dzie on tu zapewne ze mną jutro. \V szystko się 
ułoży w jego obecności. 
Teraz powrócilny do dalszego opisu biegu wy- 
padków. 


XI. 


Zaledwie I?'yx drzwi otworzył, przypadł dmi 
Taylor z dWOIna pistoletami w ręku i obnażonym 
kordelasem u pasa i przyłożywszy obie rury do 
piersi Ryxa, zaczął coś wołać po francuzku. Poto- 
cki stal w od.wodzie dla pomocy Taylorowi, na -wy- 
padek, gdyby się Ryx porwał do broni. Zasunął na- 
stępnie Anglik jeden pistolet za pas, a drugi przy- 
tknąwszy do lba Ryxowi, chwycil go za kolnierz 
i wyprowadziw
zy na ulicę wtrącił go do .własnego 
fiakra. Następnie popędził do pałacu Lubmnirskich, 
w którym mieszkal Potocki, marszałek nadworny 
litewski. Nie było marszałka w domu, gdyż był 
u teściowej. Ryxa zaprowadził pieszo Taylor za 
kark z pistoletem, skierowanym w oczy, do pałacu 
księżnej Lubomirskiej, siostry księcia Czartoryskiego. 
\V trakcie o,vego zamieszania, przelękniona 
Dogrumowa jęła uciekać. Pochwycił ją Potocki i are- 
sztowal. Właśnie przejeżclżaJ:a karetą LuciIiska, żona 
podczaszego królewskiego, z córką Gordonową, około 
domu, gdzie się owa scena odbywała. 
Potocki zatrzynlal powóz, _ prosząc o przyj ęcie 
Dogrumowej i zawiezienie do palacu ks. LubOlllirskiej.
		

/kraushar_drobiazgi10285_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU
IOWEJ. 


283 


Wystraszyły się kobiety, "widząc awanturnicę 
rozt.arganą. z salopą w ręku. Gordono"\va przemówiła 
do niej po francusku. l\Iilczenie. Przemówjła potem 
po "wlosku, -- pytając, co się sta
o i czem jej słu- 
., . 
zyc moze. 
- Zbyt wielkiem jest moj e nieszczęście - od- 
rzekla Dogrumowa - aby się na nie mogło znaleźć 
lekarstwo. Pan Potocki Stanislaw uczyniI mnie na 
wieki nieszczęśliwą! 
To zeznanie Dogrumowej , w pierwszej chwili, 
pod pierwszem uczynione wrażeniem 1 dowodzi, iż 
gdyby Ryx lub Komarzewski byli winowajcami, 
ich by awanturnica, jako sprawców swej niedoli, 
wymieniła.. 
\V teIn nadjechal próżny :fiakier. Potocki go 
zaŁrzYlual, przeprowadzil doil Dogrumowę i do księ- 
żnej nlarszalkowej wieźć ją rozkazał. 
Księżna posł :tla natychnliast po lll.a.rszalka ko- 
ronnego, Mniszcha, prosząc, aby do niej bezzwłocznip. 
przybyć raczył. 
Znalazl już nlarszalek w palacu księcia gene- 
rala Potockiego, nlarszalka nadwornego litewskiego 
i "\vielu innych, gdzie zaraz księżna podala zeznanie 
przed dwoIna dniami napisane przez Dogrumowę. 
Potocki zaś i Taylor poświadczyli W}7T3ZY Ryxa, 
pod gotowością zaprzysiężenia. Nadto Potocki, na- 
zywając Ryxa zabójcą i t.rucicielem i nie chcąc 
z nim gadać, zażądal natyclulliastowego uwięzienia 
podejrzanego. 
Przerażony marszalek Yniszech rozkazał' za- 
prowadzić Ryxa pod strażą do kordygardy zaluko-
		

/kraushar_drobiazgi10286_0001.djvu

			284 


SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


wej, postawił wartę przy palacu księżnej Lubomir- 
skiej, gdzie Dogrumowa tymczasowo zatrzymaną 
zostala. 
To załatwiwszy, pojechal Jo króla, podówczas 
'v teatrze na komedyi bawiącego, z zawiadomieniem 
o wszystkiem, co się stalo. 
Obecny przy boku króla K:01l1arzewski, ,chociaż 
czul się lliewinnYln, jednakże ze względu na zezna- 
nie Dogrulllowej sam. aresztowi się podda!. 
'V zgląd wszakże na Potockiego, który się po- 
dal za świadka, takie sprawił wrażenie, iż król zaraz 
oświadczył wolę oddania calej owej sprawy na drogę 
sądową, CeleIll wyprowadzenia ścisłego śledztwa. 


XII. 


Rozpoczęla się wkrótce przed sądelll karnym 
marszalkowskinl sprawa z .wzajemnych zapozwów 
stron. Książę general pozwal 'v ilnieniu swojelll i u- 
pełnomocnionego przez siebie oskarżyciela, Borzy- 
sławskiego szambelana, Ryxa, - o zamiar otrucia lub 
zasztyletowania siebie, a to na podstawie denuncya- 
cyi Dogrnulowej z d. 14 Stycznia. Zapozwal również 
generala Komarzewskiego, lecz tylko dla attentowa- 
. . 
nla przy sprawIe. 
Nawzajem Ryx zapozwał księcia w zarzucie 
potwarczej skargi, Komarzewskiego zaś o pociągnię- 
cie siebie do sprawy. 
Oddzielnie KOlnarzewski i Ryx za.pozwali Do- 
grumowę o rozsiewanie potwarczych wieści, Taylora
		

/kraushar_drobiazgi10287_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU
[QWEJ. 


285 


o udzial w tem przestępstwie. \V reszcie Ryx po- 
zwal Taylor
 o zbrojny napad i uwięzienie nie prze- 
konanego o zbrodnią szlaC?hcica na zasadzie neminem 
captirabimu8" Potockiego - o udzial w tym czynie. 
Ustawa sejIllowa z r. 1766 nakazywala mar- 
szałkowi wezwać do składu sądu czterech senato- 
rów świeckich, pierwszych z porządku przy boku 
króla zostających, a ze stanu rycerskiego czterech 
urzędników świeckich, koronnych lub litewskich, 
w braku za
 tychże -- urzędników zien1skich. 
Gdyby zachodzila jakaś parcyalność, lIliano 
i poza Warszawą szukać członków kompletu są- 
dowego. 
\Vyjąwszy senatorów i urzędników, 'v radzie 
zasiadających, bo tych prawo uwalnialo, zaproszono 
tylko obecnych w mieście, którzy się od tego obo- 
wiązku wym.ówić nie chcieli. 
Okoliczności zdarzyly się tak, że weszli do 
kompletu, oprócz dwóch ministrów: 1\lniszcha mar- 
szalka wielkiego koronnego, Potockiego lllarszalka 
nadwornego litewskiego, z senatu: 
lałachowski, 
la- 
zowiecki i Rawski, wojewodowie, kasztelanowie: 
Ostrowski, Czerski, Podoski, Mazowiecki; ze stanu 
zaś rycerskiego: koniuszy l{icki, podstoli Soltyk, 
Rzewuski pisarz polny koronny i Wielhorski pisarz 
polny litewski. 
Taki skład sądu, jakkolwiek bezsl,ronnie dobra- 
ny, nie budził ogólnego zadowolenia. Partyzanci 
strony skarżącej dopatrywali się w nilll żywiolu 
stronniczego. Publiczność dziwiła się, że marszalek 
byl bliskim krewnym księcia generala., jako ożenio-
		

/kraushar_drobiazgi10288_0001.djvu

			286 


SPRAWA DOGRmWWE.J. 


ny Z jego siostrzenicą i mający z niej córkę, dzie- 
dziczkę części majątku książąi Czartoryskich) był 
nadto bratem rodzollYlll Stanislawa Potockiego, inl- 
pJiko\vanego do tej sprawy, byl stroną nielnaJ, że 
główną w okolicznościach, jakie obecną sprawę po. 
przedziły, odgrywał rolę, jeździl z księciem na bada- 
nie Dogrumowej, przyjmo,val od niej zeznania. 
Jakkolwiekbądź rozpoczęło się sądzenie tej 
sprawy w należytym porządku. Sarkala .wszakże pu- 
bliczność, że Dogrunlowa, kobieta złej 
lawy, autor- 
ka potwarzy, znaj dowała \vzględy u księżnej Lubo- 
mirskiej lllarszalkowej, że ją obdarowala kwotą 500 
dukatów i trzynlala w swoim palacu, dodawszy słu- 
żebnice do usług, a lekarzy do czuwania nad jej 
zdrowiem. 
Siedzial ,vprawdzie, a raczej leża! w zamku 
Ryx, na nogi chory, w izbie na dole, tuż przy kur- 
dygardzie. Przeniesiono go potem na górę, do od- 
dzielnego pokoju, dodawszy jednego chłopca do 
uslug i wartę zd woj oną. OJcięto go od wszelkiej 
z krewnymi i przyj aciołmi rozmowy, tak dalece, że 
nawet patronowie konferencyi z nim na osobności 
odprawiać nie nlogli, że mu nawet pióra i kałanla- 
rza do pisania nie dano. Taylor za porękt
 k
ięcia 
generala na ,volnej stopie i 'v palacu księżnej lllar- 
szalkowej przebywal. 
\V zględy, okazywane DogrunIowej , wkrótce 
zmienily się na gorsze. Przekonano się, że awantur- 
nica. myśli o uciecwe, że kusiła się przekupić straż. 
Doniesiono o tem sądowi, który nakazał śledztwo. 
Znaleziono przy rewizyi oló,vek i bilecik treBci po-
		

/kraushar_drobiazgi10289_0001.djvu

			BPR.A. W A DOGRUMOWE.J. 


287 


dej, rzanej skutkiem czego przeniesiono Dogrumowę 
do innego aresztu, lecz i tu doznawala ona wzglę- 
dnego . o bej ścia. Ryx przeniesionynl zostal do Pauli- 
nów, lecz po kilku tygodniach z decyzyi sądu uwol- 
niono go z aresztu. 
Komarzewski, który sam prosił o areszt, na 
wniosek marszalka :\Iniszcha, po dwóch dniach uwię- 
zienia puszczonym został na ,yolność. 


XIII. 


,,- trakcie owych pierwiastkowych czynności 
sądo"\vych, zaszlo kilka wydarzeń, które na k0111plet 
sądu, w oczach ogółu, rzucily pewien cień stronno- 
ści; chociaż bardziej działał tu pozór, aniżeli rzeczy- 
wistość. 
Gdy Dogrunlowa za.prowadzoną została przez 
Potockiego do domu księżnej marszałkowej, m.ąż 
awanturnicy, zahra"\vszy jej papiery, zaniósł je na 
przechowanie _ Ll0 niejakiej kapitanowej Rorowej. 
Dzialo się to dnia Ił) styczuia 1785 r. 
N azajutrz, pewien "\Vłoch, nazwiskiem de Zopis, 
niewiadoulo z czyjej naIllowy, czy też z wlasllego 
popędu, zglosil się do ka.pitanowej, prosząc o wy- 
danie papierów i ofiarując za to sztukę lllateryi. 
Trzeciego dopiero dnia, wzmianko\vana Rorowa udala 
się do pułkownika gwardyi pieszej koronnej, ID- 
mitza, z doniesienienl o papierach u niej złożonych. 
Papiery te 'wydała, a pułkownik Ulnlitz zaniósł je 
do księcia Poniatowskiego, podskarbiego lite,vskiego,
		

/kraushar_drobiazgi10290_0001.djvu

			288 


SPRAWA DOORUMOWEJ. 


jako swojego szefa. Książę \V obecności pnłko,vnika 
IDmitza kazawszy papiery pOnUnlf'rOWaĆ, zalecił UlU 
odnieść je do m.ar
załka 'v. k. jako do wła
ciwej 
j urysdykcyi. I{siążę generał Czartoryski zażądał, aby 
przy rewizyi tych papierów był obecny Potocki, 
marszalek nadworny lit. lub też :\fieczyilski, cho- 
rąży mszczonowski, sędzia przeszłej laski lnarszał- 
kowskiej. 
Lecz :\Iniszech, jako prezydujący w sądzie, 
w którym się sprawa a.gitowała i sam dyrektor po- 
licyi, nie widzial potrzeby kOlnunikowania papierów 
podejrzanych komu innemu, tylko sądowi j tenlU 
bezzwlocznie o tem, co zaszło, doniósł. Pa piery 
przeczytał nietylko m.arszałek, lecz i inni asesoro- 
wie sądu. 
Inny fakt był następujący: 
\V pierwszej chwili przekonania się o uknutym 
przeciw sobie spisku, książę general Czartoryski na- 
pisal list do cesarza austryackiego. l\Iusial prawdo- 
podobnie ów monarcha wydać jaki rozkaz sprawu- 
jącemu interesa jego w Warszawie, ponieważ p. de 
Cache oś\viadczyl ustnie marszałkowi 'v. korollllenlu, 
aby świadectwo Stanisława Potockiego wznlsz
- 
nem. nie bylo, a Dogrumowę przeniesiono napowrót 
do pałacu księżnej m.arszalkowej. \Ve dwa dni pó- 
żniej, zgłosił się p. de Cache z pismem, żądając, aby 
Taylora nie więziono, ponieważ książę gcneral Czar- 
toryski dal za niego kaucyą. Tenże pan Cache po- 
dał nadto notę do rady z żądaniem niewyłączania 
świadków. Stanislaw Potocki znowu, żąoal od rady, 
aby ta nota przedstawioną zostala jurysdykcyi i są-
		

/kraushar_drobiazgi10291_0001.djvu

			8PRA W A nOGRU:\[QW.EJ. 


28D 


dowi mar
zalkowskiel1nl. Zagroził przytem radzie, że 
w razie odrzucenia tego żądania, poniesie manifest 
do grodu przeciwko radzie. To uczyniwszy Potocki, 
z rady wystąpił. 
Marszałek 1\lniszech oświadczył p. cle Cache, że 
prawa i dowody, są jedyną dla sądu wskazówką 
i że po ukończonym procesie nie onlieszka okazać 
publiczności dekretu sądowego, jako i wszystkich 
akt, do sprawy należących. Spodziewa się wówczas, 
że cesarz Jmć j ogól caly będą przeświadczeni 
o sprawienliwości sądu marszałkowskiego. Co się 
tyczy Taylora, wiedzieć jeszcze niE' m.oże, jak sobie 
w tej mierze jurysdykcya sądowa postąpić zechce. 
Co do rady, ta prawie jednonlyślnie zgodzila się, że 
ponie\vaż pra-wo zwolnilo ją od .wdawania się ,ve 
wszelkie czynności sądowe, przeto nie zdaje się jej 
.właściwem zasyłać notę p. de Cache do sądu luar- 
szaJkowskiego, bo ten nlając swoję udzielną i ni- 
kOlIlU niepoclleglą jurysdykcyą, sejulom się tylko 
opowiadać powinien, a upoluinać go przed czaselIl 
o niedopelnienie pra-wa i nakładać jakoweś nasyła- 
nienl not zagranicznych obowiązki, przyczyny i po- 
trzeby nie wjdzi, ile że not.a p. de Cache nie do są- 
dów marszałkowskich, lecz do niej saIllej była adre. 
i::iowaną i od niej samej tylko odpowiedź otrzymać 
WInna. 
. Fakt trzeci. Gdy po ustanowionYlIl sądzie kar- 
nym zaszła nieodzowna potrzeba dokładnych wiado- 
mości o uczynionym I
omarzewskiemu i Ryxowi 
zarzucie, marszalek w. koronny, z mocy służącej so- 
bie władzy, delegowal sęrlziego i pisarza jurysdykcyi 
Szkice hi::;l. Ser. l. T. I. 19
		

/kraushar_drobiazgi10292_0001.djvu

			290 



pnA WA n()mt1.
rOWF..J. 


swej do odebrania dohrowolnych od Dognul1owej, 
jej męża i Uyxa zeznaJi, bo tak prawo luieć chciało. 
Aktorką calej sprawy była cudzoziemka. Cieciszow- 

ki, sędzia zimu:o:ki liwski i marszalkowski rozumial 
po francn
kn. Wszakże, dla zapobieżenia choćby naj- 
lżejszYll; oluyłkoln, należało dla wysłuchania i spi- 
sania zeznail użyć ponlocy czlowieka uczeiwpgo, ję- 
zykiml1 franeuskim wybornie włauającego. 
G-lair, Hzwajcar z urodzenia, lec>z nobilitowany 
m
tawą sejmową szlachcic pols-ki, radca gabinetowy 
królewski, został UWYUl tłolnaczeln. Znal go dw()r 
od lat kilkunastu, jako człowieka nieposzlakowanego, 
znal i ogól, że obok rzadkich zalet duszy, posiadał 
naukę i bezstronność od wszelkich intryg daleką. 
Księżna marszalkowa Lubolllirska, da-wszy UlU nie- 
raz dowody 
zacUlIku i zaufania, prosiła go listownie, 
aby się nie uchylał od poruczonego mu przez sąd 
marszalkowski obowiązku. 
Dnia 18 Stycznia 1785 wezwal król do siphie 
t+laira i rzekł UOl'I: 
- Dwadzieścia lat uczciwości nie 
traciły swo- 
jego szacunku. Obie strony żądają od pana, abyś 
się podjął kierownictwa badalI osÓb głównych, iln- 
pliko,vanych do tej nieszczęHnej sprawy. :JlaI:4zalek 
wielki l\Iniszech, prosi O to Wpana, a ja 'Vpanu Jajq 
rozkaz! 
(-Haire, czlowiek spokojny, nierall był tenlU we- 
zwaniu, z tem wszystkiem, poddał DlU się, oświad- 
C'zywszy królowi. 
UsłllcluUll 'V. ]{. 
I., lecz zaw('za
l1 ost.rze- 
garn, że si
 tpn łłlO('UO myli, kto po(-'h h-'hia sohit-}, ŻP
		

/kraushar_drobiazgi10293_0001.djvu

			RPRA W AnOGRUMOWEJ. 


291 


znajdzie we n1nie człowIeka slab ego, względami się 
powodującego. Jeżeliby tak być m.ialo, proszę ,\T. K. 
1\lości, aby wybór padł na inną osobę. 
Król odrzekł: 
- Dopełnij ,y pan o bowiązku szczerze i pilnie. 
Jeżeli wbrew opinii ogółu znajdziesz winowajcó-w., 
hędzie1ny w
pólnie płakał> nad ich wy
tępkiem, lecz 
nie nacl ich 
lniercią. 
Z gahinetu królewskif'go udał ::;ię Glaire do 
marszałka w. koronnego i wykon al przysięgę na 
wierno:::ć 
ądowi, ktl)rej dopełniw
zy, udał się .wespół 
z 
ęd7.i(\ i piSarZelll dla wy
łuchania zeznań. 
Cokolwiek Dogrun10,va zeznała. wiernie zostało 
zapi:-k przychylił 
ię do tego żądania i "\vy
łał sędziego 
Ż Hlairel1l do Dognllnowej. 
Zapytana, czPgo 
obie życzy, rozpoczęła od 
odwołaniCl pierwotnych swoich zeznaiI. Zdziwiony 
Glaire taką niestanowczością, rzekł: 
- Ponieważ nie jesteIll sęozią pani, wolno uli 
jest, jako przyjacielowi ludzkości, uczynić niektóre 
uwagi, i podać niektóre rady. 'V 8zystkie pani ze- 
znania, a mianowicie te, jakie obecnie słyszeliśmy, 
różnią :-:ię między 
obą w punktach tak stanowczych, 
iż z nich wynika 
ilna 'wątpli"\yość o prawdzie rze- 
ezy najgh'nvuil'jszej. Jeżeli, jak się dOllly
lał>, lllożna, 
grałaś puni dOhtrl k?metlyą. wierzaj 111 i, że już czas, 
. 19.
		

/kraushar_drobiazgi10294_0001.djvu

			292 


SPRAW.A DOGRUMOWEJ. 


abyś ją pani skończyła. Inlpostura pani, jeśli jest 
jaka, naraża również stronę oskarżającą, stronę oskar- 
żoną i sarnę panią, której nlożna będzie dowieść 
kłamstwa i karygodnych wymysłów. Chlubiłaś się pani 
dobrocią królewską, której żądałaś niejednokrotnie. 
]\Iożesz tej dobroci zaznać - wyznaniem szczerej 
prawdy. Uwolnisz pani przez to od zlnart,vienia 
króla, z zarzuconych dwom jego wiernym slugom 
z brodni. 
Takie bylo przemówienie Glaira do Dogrumo- 
wej, piśmiennem jego zeznaniem stwierdzone. 
Wreszcie, ostatni fakt, który obudził 'v spole- 
czeństwie wiele domyslów i szemrań, byl nastę- 
pUJący: 
Oskarżeni i oskarżający szukali sobie obroli- 
ców. Warszawa lniala podówczas znaczną liczbę 
wymownych mecenasów. Wolno było obrońcom 
uchylić się od sprawy, jeśli mieli po temu powody 
sluszne. 
Dwaj patronowie wezwani przez księcia do 
obrony, uchylili się od tego zaszczytu. Rozgłoszono 
zaraz, że im to wzbronionenl zostalo. 


XIV. 


Tymczasem proces agitował się dalej. Na pier- 
wszym terminie, Ryx, jako obywatel osiadły, żądał 
uwolnienia siebie z arsenału, na zasadzie 'Jlcmincm 
captivabimus. Żądał uwięzienia rzeczywistego Do- 
grumowej i r.raylora.
		

/kraushar_drobiazgi10295_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


293 


Sąd odrzucil to żądanie i nakazal wprowadze- 
nie sprawy. Potocki, Dogrumowa i Taylor, wnieśli 
ekscepcyą fori, z powodu jakoby nienależenia do 
sprawy głównej księcia gen era la, tern mniej - do 
sądów karnych. Sąd ekscepcyą tę również oddaliI 
i nakazał badanie. Poczem, uznawszy się za sąd 
właściwy, Ryxa, jako obywatela osiadlego, a nie in 
recellti crimille pojmanego, z are8ztu uwolnił. 
Dogrumowę w areszcie przytrzymać poleciwszy, 
Taylora za kaucyą księcia oswobodził. Książę po- 
wołał na 8wiadków Potockiego, Taylora i Dogru- 
nlowę. rfych wyłączali od świadczenia Konarzewski 
i Ryx, z powodu, że kto jest oskarżonym, nie może 
być świadkieln, a nadto, z powodu pokrewieństwa 
Potockiego z księciem. Ekscepcyą tę sąd za zasadną 
uzna!. Gdy książę general, oraz Borzyslawski szam- 
belan, jego obroilca, zamiast przedstawienia imlych 
świa(lków w miejsce wyłączonych od komparycyi 
odstąpili, sąd uZllal ich zaoczność i dopuścił zwyklej 
konden1naty. 
'V skutek tego zajścia książę prymas Ponia- 
towski napisal do księcia gtnerala list osnowy na- 
stępującej: 
,;\V niepewności, jeżeli zastanę ,V. K:. Mości, 
lub od niego przyjętynl hędę, czyli też przyjadę 
niewcześnie, wolalmll pisać do niego, jako bliski 
krewny, ws:vółziolllek i pośrednik pokoju. Dzień to 
jest .właśnie poprzedni czy tego, w którym, jeżeli ,Y. 
K. 
I. pójdziesz za zIemi radmni, dopuszczając kon- 
deLunaty na siebie \v sądzie lnarszalkowskiul i od- 
rzucając propozycye uczynione sobie przez J. P. de
		

/kraushar_drobiazgi10296_0001.djvu

			2!J! 


SPRAWA Do(mn:\WWE.T. 


Cache, narazis
 się 
amochcąc lHt skutki nie nader 
bezpieczne, dla samej W. I{. 
I. w kraju i za granicą. 
Wystawisz między sobą i nalui snlutny Illur przp- 
dzialu, zkąd ojczyzna 
zkodowal: llloże. OmyJają ci 
luozie \V. K. 
Io
ć, ktbrzy HIU powiadają, że w: Has 
W. IL l\I. nie lllasz już krewnych dla siebie, CI w Pol- 
sce oJ czyzny. 

-,Jeśli8my nie byli z \V. K. 
lością 'v pier- 
wszyn1 mOlllCncie tej przykrej awant.ury, przyczyna 
tego, żeśmy nie nlogli dać najlllniejszej wiary. aby 
Komarzewski, który w życiu swojen1 żaonej zlej 
akcyi nie popełnił, c}lcial przedsiębrać IIaj szkara- 
dniejszą zbrodnią przeciwko jednenlu z najbliż
zych 
krewnych króla, do którego żadnej urazy nie mia] 
i że nie należało naIll autoryzować poprze(lniC'z
l1)i 
krokarni podejrzenia, które spólni nasi nieprzyjaciele 
starali się rozsiać, jakoby to hyło interesenl naszynl 
przytłulllić zabiegauli proceder i popa rcie spra wy, 
która być powinna była w całmll swojeffi świetle 
ukazana. 
"Rozrzucone \V puhliczllo
ci pi
llla, bez wiedzy 
W. K. 
Iości, różne także poczynione kroki bez 
tejże, albo na podstęp jego, pd>bują pot.rzebę pre- 
kaucyi z naszej strony, przez śro(lki naj pro:-:tsze i naj- 
naturalniejsze, 00 który('hLy :-:ię i SPł'CP ln',',lew:-:kie 
nie uchyliło. 
"Teraz, kiedy już jasno lllużna 01\.uzać publi- 
czności w kraju i za granicą, iż ta niecnota, o której 
niegodziwych sprawach nic winieneś był 'V. K. ::\Iość 
nawet wiedzieć, stała się narzęclzielll jego :-:znlm nia, 
a ztąd dekret luarszalkowski rnoże i eJu'e od niego
		

/kraushar_drobiazgi10297_0001.djvu

			SPRAWA DOGRU
[QWEJ. 


295 


uchylić złe skutki z owego tCłłI('1"r ('!Ji.;;;s
 ,. kiedy 
z drugiej strony tenże sąo nlarszalkowski nie może 
się (lyspensować jutro orl za(lyktowania przez stronę 
przeciwną dekretu kontul1lacyjnego, na mocy prawa, 
zkąd wynikną bez pochyby niemiłe konsekwelicye 
dla 'V. JC ::\lości i ola nas, którzyśnlY nigdy nie 
przestali być jego krewnymi; upra
ZaIll jak naj usil- 
niej \Y. K. ::\Iość, abyś idąe za powodenl własnego 
serca, przystał na radę i propozycye. ambasadora 
i chciał lui dać znać godzinę, o którejbYlll go mógl 
znaleść, albo w domu jego, albo czegobynl żądał 
bardziej 11 księżny siostr:y jego, a to dla uściśnienia 
,V. K. l\Iości, dla oania nlU nowych, jeżeli tego po- 
t.rzeba, powodów, 00 kOlllparycyi w sąozie, tudzież 
dla przeświaoczenia go, mimo u
i]ność w
pólnych 
nieprzyjaciól naszych, ŻPlll być nigrly nie przestał 
kn.wnynl 'V. K. 
lości i przekładał zawsze dobro 
pokoju ojczyzny nasz<:'j llad wszyst.kie inne względy. 
Te 
ą 1l10j e sentYlllenta j w których llHllll honor być. 
Dnia 20 Inarca 1785 r." 


xv. 


List powyzszy nic zostal bez od powieclzi. 
"HylaLy dht lllnie rzecz nadl-'r luiła - pisał 
książę gf'nerał 00 prymasa - znajdować krewnych 
w pierwiastJkach tej nieszczęsnej 
prawy, którychby 
przyjaźl'l uprzejula i dzielna uprzedziła te kroki, 
które ją do tego, \v jakim jest teraz stopniu, przy- 
wiodły. Nie żądalenl ja ani krwi, ani Z€lllsty, jedna
		

/kraushar_drobiazgi10298_0001.djvu

			296 


IsPRA W ADOGRUMOWEJ. 


to jest rzecz, która w żadnym przypadku miejscaby 
u lunie lnieć nie mogla. 
"Prosiłem o sprawiedliwość ze złośliwej akcyi, 
lecz nie o surowość kary. "\Viesz dobrze W. K. 
Mość, jakie byly moje kroki poprzednicze, nimem 
temu uwierzy!. Xie tajne lllU są pobudki, które mię 
uchyliły od komparycyi przed sądeln. Milość pokoju 
wzbudza w W. K. l\Iości żądzę, abym powrócił do 
procesu; apeluję w tym do niego samego, jeśli to 
mogę uczynić, bez winy wielce nagannej inkonse- 
kwencyi 'v sposobie lnoim czynienia, a bez noty 
przedsięwziętego na hazard i bez uwagi postępku. 
Cóżkolwiekby mogło sprawić zamieszanie v\? ojczy- 
żnie mojej, zaprawiloby goryczą :::lerce moje i wy- 
rzucaloby mi zawsze, gdybym do tego dal przyczynę. 
"Świadczę się sumieniem (wszak to jest sąd 
naj straszniejszy dla każdego człowieka grunt mają- 
cego), że mną nigdy nie \vładały ani te zapędy, które 
tworzyć zwyk!a chęć jakowej płochej sławności, ani 
próżna chluba iść z kim w emulacyą, przez jakikol- 
wiek sposób kredytu i przewagi. Lecz trudno mi się 
w tym przeświadczyć, aby baczność, którą każdy 
mieć winien na swoje zachowanie, być lllogła tytu- 
lem do pociągnienia za sobą złych skntkó\v; saUla 
chyba bezwzględność na prawa i formalności, dopu- 
ścić może stronie przeciwnej, dyktować dekret kon- 
tumacyjny, przeciwko temu, który od sprawy odstę- , 
puje. Sąd go powinien ułożyć, strona przeciwna llla 
tylko prawo dyktować kondemnaty. 
"Co się tyczy króla, cale życie moje było do- 
wodem respektu i względów, od których się j a nigdy
		

/kraushar_drobiazgi10299_0001.djvu

			SPRAWA DOGRL
IOWEJ. 


297 


nie oddalę. Sentymenta moje są zapewne w pamięci 
jego. Nie ll10gę sobie wyperswadować, aby to, com 
uczynił, 
zukając 
prawiedliwości na tego czlowieka, 
któregom obwinił o zamach na życie moje, wysta- 
wić mialo UHU rozdzialu między krewnymi, jakim 
jesteś 'V. JC l\Iość i reszta familii, oraz wymazać 
ślady tego, do czego bez pochlebstwa miłości wła- 
snej, mieć U10gę prawo. ile do paszkwilów i pism 
bezimiennych, wierz mi "l. K. ::\lość, że my dalekimi 
będąc od potrzeby ich użycia, potępiamy one. Wszak- 
że jeśli należy nlieć attencyą na inne tegoż gatunku 
pisnla, widząc różne wieści po ,vi elu gazetach publi- 
cznych, bylibyśulY w przypadku czynić na nie równe 
zażalenia. Chciej W. K. ::\Iość być wyperswadowa- 
nym, iż ja nie idę za powodem zdali obcych. A racz 
mi uwierzyć, iżbym żądal znaleść w proponowanych 
środkach taki, któryby ll1Ógl zgodzić różne przy- 
czyny czynności moich, jakoln ja uczynił 'v ciągu 
tego procesu. 
"Daleki jestem od zalllieszkó.w i waśni i żaden 
nademnie więcej nie żąda zgody tak publicznej, jak 
i prywatnej. Łatwo by nli bylo uczynić ofiarę z pró- 
żności. Lecz znasz ,Y. K. ::\lość sam lepiej, niżbyś 
odeillnie usłyszal, że w przypadku teraźniejszym, 
ofiara względów na to, co sobie czlowiek winien 
i godności swojego postępku, być nie nloże odenInie 
wyciągana. Jestelli "\V. K. Mości ukochanego brata 
etc. J
siążę Adam C."
		

/kraushar_drobiazgi10300_0001.djvu

			291-- 


SPRAWA nOGRIDWWE.T. 


X 'T r. 


Po tej koresponden('yi k
iążę general Czarto- 
ryski wyjechał do 'Vie(lni<1 bf'z pożegnania się z kró- 
leJno Pozostawił tylko i przt'słal w języku frałH"u
kilU 
przez gf>neraJa \\rOYllŁ:' li::;t, z (1. 
2 l11arca do króla 
tej osnowy: 

,Naj.iaśniejszy Panio! Żf'lll 
ię nie prezentowal 
,Y. K. Mo
ci (lla pożegnania Go, o(lc1alając 
ię 
z 'Varszawy, uczyniłem to w zaIlliarzf' uwolnienia 
'V. K. }Iości i 
iebi(-' od wzrnszeli. z powodu smu- 
tnych wydarzel't. P()(,hlehia1ll 
uLie
 że "To K. 
I08Ć 
w tyn1 jedynie s}Ju
()l:ie, pustę}Jpk lnój wytłomaczyć 
sobie raczysz. ZostawianI. Xajj.a;;lliejszy Panie, innym, 

zczęśliwszym czaSOln, dowód przeświadf"zcnia ".... }(. 
:\Iości, iż jeśliHl nigdy Hit. lui<1ł nic 
ohie (lo wyrhu- 
cenia, abynl co wykroczył chęeią lub dzi<1łanienl 
przeciw ,Y. K. .:\Iości, żarlna też rzecz nigdy nie 0(1- 
lllieni uczuć najglęb:-:zego respektu, z jakiełni być 
nie przestanę ,V. !(. ::\lości :;ługą i poddanYIn. Aclalll 
ks. Czartoryski. o, 
Odpisał na to król dnia HO Jl13rca przez tegoż 
generala 'V 0Yllę w języku rÓwnież francuskim. 
"Zmartwiony lJyłem wielcf' z niewidzenia W. 
Pana, a bardziej jeszcze z przyczyn, które mnie tej 

atysfakcyi pOi:Lawily. Nikt bardziej nadelllllle żą- 
(lać nip może powrotu c. asu, w któryul, widząc 'V. 
Pana wolnego od tych wRzy
tki('h l1lY81i, które UlU 
uarzlleić chciano, III ,"gJ bYlłl pO\\T()l.i{. no lllego stanu 
llaturaluf'go, jakilll jCHt RZaemlf'k i przywiązanie (lo 
\V. Pana. Htanisław ...\ugw;;t kd)l."
		

/kraushar_drobiazgi10301_0001.djvu

			SI'RA W A J}oC:RU:
JOWEJ. 


:!fłD 


X \rII. 


rrVnlCZaSeIll proees karny agito\\ al 
ię bez 
przerwy. 
W rZH(lkiej broszurze, bez mIejSCa druku 'v r. 
1 78r} wydanej pod tytulenl: R(JCilCil de pićccs relati- 
fe." (lll prurćc; (ulrl S. 1., le p/"ince ldam Czartoryski 
(((,c".wt!"o/" d ..lll. JI. Komarzeu'ski et R!JJ1 atru.W:'" d/, 
cr;JI/(' d'uujJoisouJ1elJlcuf. znajdujeIllY osnowę głosów 
ol,roilf'zyeh. wypowiedzianych w tej spra\vie przed 
sądem lna.rszałkowskim. 
Obronę księcia poprzpdza czyn, przedstawiony 
w 
posobie powyżej podallYUl. Opuszczając fakta 
znanf', przystępnjemy do zasad. 
7i Cbż zateul wspl)hwgo - pyta adwokat Ba- 
C"zYln.;ki. ohrOl'lCa kS 1 ęeia - zaszlo między ks. Czar- 
toryskim, l(ol11arzpwskiul i Ryxmn 
 .J akież pobudki 
kierowaly nikczemllą intryg'1"! Po
luchaj('ie sędzio- 
wie! 'Vszy:4kie zPzllania i fakta, przytoczone przez 
pp. KOlnarZ("w
kiego i Hy
a. przeniknione są: prze- 
konnnit'lłł. że mial llłiej
('e 
pispk przeciw życiu 
króla nlwrtowallY. i Żp k
iążę .Admn Czartoryski byl 
jt:.go ::ilH'c1\\"('ą i n('/.l.
tnikienl. POlllinlo ahsolutnej 
lwzzasa(lnośt.i h\j opinii: ]at.wowierno
ć hezgraniczna, 
hrak zupt'łuy taktu. 
tallowi
leego o mierze praw<ło- 
podobi(,118t,,-a i powodująceg"o polnulkami i sądauli 
ludzkipmi pozwoliła jt'j :::-:ię ntTwalić. Przeniknięcie 
się tt::'Hl UI)J'z,"(h
('nielll. groza niebezpieezeństwa Z3- 
graz3Ją1wgo lllaje
tnt.owi krÓla, pohUllka ocalenia 
J 'l\
O życia z. kan' 'w nuwiazane 
.ł ich 
t.allowiska. 
« Ił. J ..., J:"'.."" 
'v spo],'('ZPI't::;t\\ it., zi1j>al potlnit:\f'any pr"-ymiotcnni
		

/kraushar_drobiazgi10302_0001.djvu

			300 


SPRA W ADOGRUMOWEJ. 


najlepszego i najukochańszego wladzcy, wszystkie 
te okoliczności rozgorączkowaly i tak już podnieca- 
ne lunysly i nakazaly szukać środka usunięcia za 
pomocą trucizny - autora i uczestnika owej urojonej 
zbrodni. 
Po przedstawieniu faktów, opartych na spraw- 
dzonych danych i domniemaniach naj zasadniej szych, 
pozostaje nam panowie sędzio\vie zbadać, czyli dla 
utrwalenia w was, jako w ludziach, przekonań, ll1ają 
owe świadectwa należytą siłę dla ugruntowania 
\v was, jako w sędziach, bezstronnego wyroku? 
Słyszeliście zeznania czterech ś'wiadków "r przed- 
miocie spisku: panią Dogrumowę, Stanislawa hr. Po- 
tockiego, Krakowieca i p. Taylora. 
Pozwólcie mi scharakteryzować wiarogodność 
tych osobistości. 
Pani Dogrun10wa nie jest osobą spiskowi obcą; 
z nią to bowiem zawarty został uklad zbrodniczy; 
ona była depozytaryuszką trucizny, którą wam przed- 
stawiła, narzędziem, które wlać miało tę truciznę 
w żyły skarżącego. Ani błąd, ani złudzenie, nie lno- 
gły nią powodować. \Viększość świadectw opiera 
się na faktach podpatrzonych, na wyrzeczonych 
i slyszanych slo wach, przypadki wyradzające zbro- 
dnie tajemnie nie powtarzają się. Tutaj pani Dogru- 
mowa nic nie zawdzi.ęcza hazardowi. Ona to jest 
zausznicą i główną działaczką spisku. \V spóldzia- 
łacze utrzymywali ją. wspólnie i pojedYliczo dla tego 
głównie celu. Podano jej środki 
pełnienia zbrodni. 
Przyrzeczono wyna.grodzenie, nie w wyrazach ogól- 
nikowych, lecz w ściśle określonych. Przyrzeczono
		

/kraushar_drobiazgi10303_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


301 


kapital, pensyą, ziemię, środki zabezpieczenia Jej 
osoby po zamachu. 
\V szystkie te okoliczności tworzą całość faktów, 
które, należąc do akcyi glównej, stawiają zeznanie 
pani Dogrumow.ej poza obrębem wszelkich podej- 
rzeń, błędów i złudzeń. A więc nie byla ona oszu- 
kiwaną, lecz czyżby ::Jama oszukać chciala? 
Czy podobna dopuścić okrucieństwa podobnej 
potwarzy? Czyż zbytek potworności, jaka się tu na- 
stręcza, może być uznany za możliwy, bez dowodów 
jasnych, jak sloneczne światło? I gdzież są owe do- 
wody? Potwarz zarzuca pani Dogrumowej WJ
stępki 
slabości, których wytłomaczeniem ma być jej płeć, 
a uczestnikiem płeć nasza. 
Kilka podstępów. i int.ryg dowodzą jedynie klo- 
potliwego jej położenia, lecz nie zepsucia jej serca, 
i wzhudzają raczej litość, aniżeli naganę. \\
ielki jest 
przedzial między kobietą słabą. nierozważną i lekką, 
a zbrodniarką wytrawną. Powiedzmy wyraźniej, oba 
te charaktery wylączają się wzajenlnie. 
Kobieta lekka i bojaźliwa, zajęta rozrywkami, 
czyżby byla kiedykolwiek w stanie wnieść do po- 
stępków swoich taką dozę wyrafinowanych kombi- 
nacyj, rozwagę wymaganą przy planie zbrodni i przy- 
gotowującą jej powodzenie? Nigdy. Nierozwaga ko- 
biety lekkiej, oddanej rozkoszom życia, zaraz by 
zdradziła zamiary występne, gdyby jej serce moglo 
być dostępne takilll zbrodniczym zamysłom. 
Zbrodnie usilowane nigdy nie przekraczają na- 
leżytej sfery. Potwarz obca jej "Tidokom jest nie- 
możliwą. Lecz przypuściwszy nawet, że pani Dogru-
		

/kraushar_drobiazgi10304_0001.djvu

			302 


SPRA WADOGRUMOWEJ. 


nlowa była do tyla zepsutą, by nać się unieść 
potwarzą, czyż byłaby do tyla. nierozsądną, aby 
nlnienlać, że salna, obca i bez pomocy, zdola zgubić 
Komarzewskiego i Ryxa s,vellli kalulllnianli? \V szystkie 
osoby, znające panią Dogrunlowę, te które ją ba- 
dały, wy sanli panowie sędziowie, nlusicie przyznać, 
że lIla ona rozunl dostateeznie rozwinięty. Jakże 
więc przypuścić, by 11l0gła dążyć (lo zaatakowania 
z powodzenielll . .. kogo? Pp. Konlarzewskiego i Ry- 
xa, wiernych i ukochanych przez J. K. )Io
ć przy- 
bocznych. 
Zarzucają nanl, być może, że nędza., żródło tylu 
zbrodniczych zarniarów, nlogła tu być podnietą (lo 
bkomponowania romansu, i że celenl 11l0gla tu być 
nagroda ze strony tego, któryby się uczuł ocalonym 
przez donosicielkę. 
Lecz, sędziowie, czyżbyście zapomnieli o tern, 
co stwierdzonem zostaJ:o w śledztwie, że ks. Czarto- 
ryski, właśnie ofiarował przez 1'aylora pa.ni Dogru- 
rnowej dwieście duka.tów za cofnięcie m
karżenia, 
przeciw Komarzewskiemu i Ryxowi podniesionego! 
Daremnieby się starano osłabić fakt nędzy Dogrll- 
mowej. Fakt to ustalony i niezawodny, a wobec nie- 
go, odrzucenie zE" strony DogruInowej tak .wysokiej 
ofiary czyni jej zezIlanie tem prawdziwszern. 'Vobec 
tej bezinteresowności, cóż mogło być pobudką do 
wyjaśnienia zbrodni? Otóż groza jej spełnienia 
ITI o Ż e b y ć j e d y n e nl 'v tej lU i e r z e 'v y jaś n i e- 
n i e rn, a tej pewności nic osłabić nie jest w stanie! 
Przej dzielny teraz do scharakteryzowania wia- 
rogodności drugiego świadka, Stanislawa hr. Poto-
		

/kraushar_drobiazgi10305_0001.djvu

			SPRA W A nonRlT1IWWF..J. 


303 


ckiego. Nic nie jest w stanie ORłahić rZf>czywist.o
ci 
jego zeznaj}. Sz]achetność- obyczajÓw. ród zacny.. 
i honor, jakinl się odznacza, powaga.
 jakiej używa
 
wszystko to są czynniki pierwszorzędnej wagi, 
wszelką wątpliwość wylączające. Czuje się min1o- 
wolnie obrazę w fakcie, że się jest Zllluszon:,
m za- 
pewniać o tern. Lecz uczciwość niezawszf' zabez- 
piecza od olllyłek. Jest ona tarczą wówczas, gdy 
jest skoj arzoną z unlysłmll światlym, zaprawionynl 
na rozprawach publicznych. Hr. Stanisław Potocki 
sięga już tej epoki życia, gdy zapał n1łodzieńczy 
łączy się z doświadczenimll, gdy wszystkie zdolnośei 
dochodzą ostat.ecznego rozwoju, gdy znajomość lu- 
dzi i ich naJniętności zaszczepia pewną nieufność 
i ostrzega przed występkiem. 
Takim jest mąż, przeciw którenlu błąd zanlie- 
rzył roztoczyć swoje sidła. Czy sądzicie pa.nowie, 
że mąż ten dal się w nie uwikłać? Nie. - Sztuka 
występku ma pewne granice. 
Iożna przyjąć za nie- 
nlożliwe, iżby zdołała uwieść świadka ta.kiego, jakilll 
jest hr. Potocki. 
Trze
im świadkieIll nRSZYlll jest Sir rraylor, ku- 
piec. Byloby może nierozważllmll przedstawiać jako 
pobudkę zaufania, szacunek należny narodowi, rlo 
jakiego ktoś należy. łtloglibyście panowie s£
dzić, 
że jedynie 'v braku bliższych 11lotywÓW zaufania 
odwolujell}y się do tak odleglych. .J akkolwiek nie 
kładziemy na to szczególnego nacisku, pozwolim:r 
so bie ,vszelako zauważyć, że z brodnie pewnego ro- 
dzaju, kłamstwo i zdrada, s£
 powiązane ściślej z pe- 
wnenli klilnahuni, i wyradzają się z błędów rządu.
		

/kraushar_drobiazgi10306_0001.djvu

			304 


SPRAWA DOGRIDWWEJ. 


Otwartość i szczerość natomiast wrodzoną jest 
pewnym narodom i krajoln. Tam, gdzie klimat 
sprzyj a moralności, gdzie charakter narodowy ska- 
żonym nie jest, gdzie ,volność pozwala czlowiekowi 
rozwijać się bez przeszkód, gdzie wolno mu myśleć 
i działać bez ujmy dla wladzy, gdzie poczucie ho- 
noru je.st silnie rozwiniętem, tam szczerość i prawda 
sadowią się łatwo. Z tych to ,vlaśnie pobudek Sir 
Taylor budzi w was, panowie, szczególne zaufanie. 
Nie żałujcie tego uczucia. \\"zmoglo się ono na wi- 
dok owego świadka, j ego zeznań pelnych szczerości 
i naturalności. To, co podaje za prawdę, leży. nie- 
tylko w j ego słowach, ale w przekonaniach i w sercu. 
Czwartym naszym świadkiem jest Inajor Kra- 
kowiec, adjutant księcia Adama. Szacunek i przy- 
wiązanie, jakie żywi dl alI. książę, są dlań najlepszą 
pochwalą. Obznajmionym jest on ze wszystkiemi fa- 
ktami, dotyczącemi spisku i procesu. Mial on udzial 
w niektórych dzialaniach, jakie poslużyly do ,vykry- 
cia zbrodni. Zeznania jego zasługują na uwagę. 'ra- 
kimi są nasi świadko,vie ,vobec opinii publicznej. 
Jakimi są .wobec prawa? 'ro będzie przedmiotem 
oddzielnego rozbioru. 
Przedewszystkiem zmuszeni jesteśmy zaznaczYG 
wadliwość naszej kryminalnej procedury. 'Viększość 
zasad, reguluj ących j ej bieg, zaczerpniętą została 
dowolnie z jurysprudencyi cywilnej, lub też dzieł 
uczonych kryminalistów, albo wreszcie z praw na- 
szych w przedmiocie zbrodni przeci,v lnajestatowi 
istniejących (crirrtf de lese JJtujcstl). 
Jest w rzeczy samej godną uwagi niedostate-
		

/kraushar_drobiazgi10307_0001.djvu

			SPRA W A DOGRU)[QWEJ. 


305 


czność naszych praw w przedmiocie przestępstw 
prywatnych, wobec drobiazgowości tychże praw 
w przestępstwach stanu. Okoliczność ta nasuwa do- 
mniemanie, że prawodawcy nasi poczytywali wszel- 
kie zamachy, przeciw życiu szlachty polskiej knowa- 
ne, za zbrodnie publiczne i sądzili, że określając 
istotę zbrodni majestatu, dostatecznie już pierwszą 
kategoryą przestępstw za.bezpieczy li. W istocie, pa- 
nowie, opinia ta jest usprawiedliwioną, jeżeli się 
zważy, że w formie naszego rządu, każdy 
zlachcic 
je:st ulamkiem politycznej jedności. \V jego osobie 
jednoczy się część praw i majestat narodu. Jego ży- 
cie stanowi część życia palistwa. Jest ona niejako 
korzenienl, przez który soki żywotne dopływają do 
kończyn gałęzi. Odetnijcie owe konary, a ujrzycie 
nieLaw81n drzewo w stadyum usychania i śmierci. 
"Taką jest szlachta polska; każdy zamach, re- 
zultatem którego jest puzbawienie życia, stanowi 
zbrodnią majestatu; formy i zasady, jakie nasze pra- 
wodawstwo zachowuje dla tej kategoryi przestępstw, 
odnoszą się do tego mianowicie specyficznego prze- 
stępstwa. Jeżeli stosowanie tych zasad i smnego pra- 
wa przemawia na korzyść prostego szlachcica pol- 
skiego, o ileż więcej stosować je należy, gdzie idzie 
o życie takiego magnata, jakim jest książę .Adam? 
Zasady prawa rzymskiego niesłychanie surowo takie 
.występki cechowaly. I prawa n'asze nie nlniejszą 
w tej lllierze odznaczały się surowością. 
"Prawo z r. 1368 przyznaje zdolność świadcze- 
nia o przestępstwach przeciw majestatowi, kobietom, 
dzieciom, krewnym wszelkiego stopnia. Żadnego tu 
::;zkice hisŁ. 
er. I. T. I. 20
		

/kraushar_drobiazgi10308_0001.djvu

			306 


EPRA W A DOGRIDIOWEJ. 


. 
wyłączenia dopuścić nie lllożna. Poszlaka nawet jest 
wystarczaj ącą. 
"Te przyjąws
y zasady, osądźcie panowie, czyli 
świadkowie wam przedstawieni mają odpowiednie 
przymioty prawności. 
"Czy zarzucicie pani Dognullowej słabość płci 
i błędy, zarzucane jej przez zł
śliwych? 
. "Lecz zbrodnie, o jakich świadczy, należą do 
kategoryi, dopuszczającej zeznań kobiet, dzieci, ba- 
. . 
nitów i wyklętych. 
"Czy zarzucicie hr. Potockiemu związki, łączące 
go z oskarżycielem? - 
"Lecz zbrodnia, będąca przedlniotem oskarżenia 
dopuszcza ZeZna!l, ojców, matek, dzieci, tern więcej 
zaś dopuszcza zeznań krewnych i powinowatych. 
Co więcej. Prawa nasze tak zewszechmiar wadli,ve 
pod względem procedury karnej, wyraźnie orzekają 
w konstytucyi z r. 1576: że w pewnych wypadkach 
krewni i powinowaci nie nlogą być świadkami, lecz 
w kwestyi uczciwości, osoby noszące tenże sam 
herb, krewni i powinowaci świadczyć mogą. 
"Cóż zarzucimy nakoniec pp. Krakowiecowi i Sir 
Taylorowi ? 
"Przypuśćmy jednak, że na skutek nadzwyczaj- 
nej ,vzględności obniżymy skalę zarzutu do stopnia 
już nie zbrodni nlajestatu, lecz zbrodni zwyklej. 
"Jakąż opini
 wyrażają llajsłynniejsi krymina- 
liści 'v kwestyi prawnego do,vodu tego rodzaju 
z brodni. 
"In atrocissimis lcviorcs C01	
			

/kraushar_drobiazgi10309_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


307 


"Oto, panowie, otwarte dla waszej roztropności 
i mądrości pole. Powinniście baczyć więcej na su- 
mienie, aniżeli na formy prawne. 
"J eżeli wyłączycie nawet świadków, co jest nie- 
możliweIn, pozostanie fakt staly i niezaprzeczony, 
że ich zeznanie tworzy zwartą masę poszlak i do- 
mniemań, a jeżeli uwzględnicie poglądy prawoznaw- 
ców, to owe poszlaki i domniemania stanowić zawsze 
będą dla was znamiona niezbitego dowodu zbrodni. 
"Rezultatem wszystkiego będzie także, że pp. 
KOlnarzewski i Ryx slusznie są przekonani w za- 
rzucie spisku, podjętym przeciw osobie księcia. ,Va. 
szem to zadaniem jest wymierzenie właści,vej za 
taką zbrodnią kary; lecz z obawy, aby uczucie ludz- 
kości nie przeważyło w sercu waszem uczucia spra- 
. ,viedliwości, niech mi będzie dozwolonem zatrzymać 
na ch,vilę uwagę waszę na naturze występku, do- 
lllagaj ącego się zadośćuczynienia. 
"Ze wszystkich zbrodni, wymierzonych przeciw 
'społeczeństwu, występek otrucia budzi największą 
odrazę. lież to możliwości i wad składa się i koj a- 
rzy ze sobą, zanim plan otrucia 'v zbrodniarzu doj- 
rzeje. Pragnienie bogactw i wladcy, nienawiść, chęć 
zenlsty i zniszczenie - oto pobudki owej straszli- 
wej zbrodni. Słabość, nikczemność i zdrada, cechują 
środki, podjęte w doprowadzeniu tej zbrodni do 
skutku. 
"Spotykamy częstokroć.w zbrodniach okoliczno- 
ści, ła.godzące i uszlachetniające nawet ich objawy. 
, 
Niebezpieczeilstwo, na jakie się zbrodniarz naraża, 
podziw dla czynó,v odwagi i sily, wszystko to prze- 
20*
		

/kraushar_drobiazgi10310_0001.djvu

			308. 


SPRAWA DOHRUMOWEJ. 


mawia za nim, wyradzając "\v sercu sędziów współ- 
czucie, łagodzące oburzenie. "\V przestępstwach prze- 
ciwko własności prawa, płynące z urządzeń cywil- 
nycll, pobudki tajemne sprawiedliwości wyższej nad 
konwencyona.lną spra,viedliwość, budzą częstokroć 
w Slunieniu sędziego niepewność. Wplyw jątrzący 
przedmiotów świata zewnętrznego na pokusy nasze, 
sila pierwszego popędu, oszololnienie zmyslów, wszy- 
stkie te okoliczności wywolują w jego sercu litość 
i skrupuły. Jeden tylko truciciel jest przedmiotem 
niczem osłabić się niedającego wstrętu. Podły i chy- 
try; napada on i zwycięża bez niebezpieczeństwa. 
Pieczołowitość zdradziecka usypia jego ofiarę, a pod- 
czas, gdy ta ofiara ginie, nikczelnny zdrajca łzy nad 
grobem jej roni. Oszolonlienie zmysłów, inlpet pier- 
wszego wrażenia, nie mogą tu być obroną. Sieci' 
jego zarzucane są zdaleka i zwolna otaczają ofiarę, 
trzeba do tego częstokroć tygodni i lniesięcy całych. 
Oto, panowie, straszliwa zbrodnia, wymagająca przy- 
kladnej kary. Dzięki Najwyższemu, że dzieje kraju 
naszego mało przedsta,viają podobnej zbrodni przy- 
kładów. Są to atrybuta skarlowacerua obyczajów, 
właściwego upadającej republikańskiej Romie. 
"Przestrzeżeni tak strasznym przykładem, śpie- 
szcie się, panowie, powstrzymać zlo, i zdlawić je 
.w sanlynl zarodzie. Zlnyjcie tę hańbę z czystych 
kart dziej ó,v naszego narodu. Postąpcie sobie 'v tej 
sprawie nietyle, jako sędziowie, którym prawo poru- 
czyło pieczę nad bezpieczeń
tw81n obywateli, lecz 
bardziej jako poważny senat, maj ący odwrócić od 
Rzplitej zagrażające jej niebezpieczeństwo!"
		

/kraushar_drobiazgi10311_0001.djvu

			BPRA WADOGRUMOWEJ. 


309 


XVIII. 


Obroilca Ryxa i Komarzewskiego przemówił 
jak następuje: "P. de Scuderi, autor francuski, po- 
dróżuj
c ze swoją siostrą, rozn1awiał z nią pewnego 
razu w oberży, gdzie zamieszkał, o nowym romansie 
Cyrus. Cóż uczynimy z księciem !Yazarem (:llaza- 
rini) - rzekła do brata panna de Scuderi - byla- 
bY!ll zdania, bYślny go zgładzili przez truciznę. Wy- 
padnie to jakoś lepiej, aniżeli zgładzenie za pomocą 
sztyletu. .l\Iamy dość jeszcze czasu do tego - od- 
rzekł p. de Scuderi - jeszcze go potrzebujemy, lecz 
gdy czas będzie właściwy po teIllU, załatwimy się 
z ninl szybko! Dwaj kupcy: będący w sąsiednim po- 
koju, podslucha,vszy przez ścianę tę roznlowę, są- 
dzili, Żf' tu mowa o rzeczywistynl j akinl spisku prze- 
ciw księciu. Donieśli zatem oberżyście o tem, co 
uslyszeli. Pan i panna Scuderi zostali aresztowani 
i zaprowadzeni do Conciergerie, gdzie ich poddano 
nader ścisłej inkwizycyi. Gdy się przekonano o isto- 
tnem znaczeniu podejrzanej roznlowy, wypuszczono 
uwięzionych na wolność, zachowawszy in1 prawo ży- 
cia i śluierci nad wszystkinli bohaterami romansów. 
"Nie lllogliśmy opatrzyć odpowiedniejszym wstę- 
pem obrony naszej w tej nieszcz-ęsnej spraw.je, jak 
właśnie przywiedzieniem powyższego historycznego 
faktu. Spra,va niniejsza z owym fakteIll ma uJerza- 
j<-\ce podobieilstwo. Niewinna rOZlllowa stala się dla 
p. Scuclel-i i dla p. Ryxa powodem krynlina1nego 
oskarżenia. Pociągnięto ich do odpowiedzialności,
		

/kraushar_drobiazgi10312_0001.djvu

			310 


8PRA W AnOGRUMOWEJ. 


w zarzucie spisku, lllającego za przedmiot otrucie. 
, 
Swiadkowie przytaczają rOZlnow'ę, podsłucl?-aną pode 
drzwiami. Następuje uwięzienie i proces obwinionych. 
.1..ż dotąd analogia jest zupelna. P. de Scuderi uznany 
został za niewinnego. Ta ostatnia analogia jeszcze 
odnośnie do Ryxa nie sprawdzila się, lecz wszystko 
pozwala domniemywać siti, że sprawiedliwość wasza, 
panowie sędziowie, urzeczywistni nasze na(lzieje. 
I tak, niema nic nowego pod slm'lCem, ludzie obracają 
się ciągle w tern sam81n kółku błędów i nierozwagi. 
. 
Szczęśliwi ci, których honor i życie powierzonemi 
są pieczy sędziów, zwracających uwagę na doś,viad- 
czenie przeszłości, i którzy, czerpiąc ztamtąd uży- 
teczne nauki, nie dopuszczają, aby ludzie niewinni 
pokutowali za błędy niedoświadczonych. " 
Po takim wstępie, obrońca przystępuje do wy- 
jaśnienia czynu sprawy, na podstawie zebranych do- 
,vodów i walczy z niesłychaną zręcznością przeciw 
zeznaniom Dogrumowej, Taylora i Krakowieca, do- 
wodząc, że zeznania ich wobec prawa żadnego prze- 
ciw Ryxowi dowodu stanowić nie mogą. 
"Powtórzmy obecnie - tak kończy obrońca.- 
to wszystko, cokolwiek przytoczyliśmy w przedmio- 
cie oskarżenia, podniesionego przez księcia Czarto- 
ryskiego przeciw Komarzewskiemu i Ryxo,vi. 
1) Przeciwstawiliśmy fakta faktom, a historyą 
legendzie. 
2) Rozebraliślny po szczególe tytuly i poszlaki, 
na jakich strona przeciwna opada swojti strategią 
i wykazaliśmy nicość tych motywów.
		

/kraushar_drobiazgi10313_0001.djvu

			SPRAWA DOGRUItIOWEJ. 


311 


3) Rozebraliśmy zeznania ustne pod dwojakim 
względem, odnośnie do rzeczy i odnośnie do osób. 
"Pod pierwszynl względem zauważyliśmy, że 
wszystko, cokolwiek starano się oprzeć na zezna- 
niach ś,viadków, nie nloże służyć za dowód st
er- 
dzenia rzeczywi8tości spisku. 
"Następnie staraliśmy się do\vieść, mocą nieza- 
przeczonych powag: 1) że wszystkie zagraniczne 
i narodowe prawa wyłączają od świadczenia hr. Po- 
tockiego, Taylora i Dogrulllowę; 2) że środki użyte 
przez przeciwników dla dopuszczenia tych zeznań, 
opartemi były na uiewlaściwem wytJómaczeniu praw 
i opinii komentatorów. 
"Z tego wynika, że oskarżp.nie saliO przez się 
, , . 
upasc mUSI. 
"A teraz, panowie, pozo
t.aje nam określić i ude- 
finiować oskarżenie, aby nlódz postanowić w przed- 
luiocie ,vynagrodzenia, należnego nieslusznie obwi- 
nlonvm. 
0/ 
7iPrawo odróżnia trzy rodzaje oskarżenia: oskar- 
żenie potwarcze, przedmiotem którego jest czyn, 
w rzeczywistość którego oskarżyciel sam nie wierzy; 
oskarżenie le kkolnyślne, połączone z dobrą wiarą, 
lecz oparte na domysłach wątpliwych, nakoniec oskar- 
. żenie błędne, oparte na błędzie, którego czlowieko.wi 
roztropnemu trudno było tUliknąć. 
"Do jakiego z owych trzech rodzaj ów należeć 
może oskarżenie, wyniesione przeciw pp. KOlllarZe\\r- 
skiemu i Ryxowi? 
,,1tloże sądzić będzie(jie, pano" ie, że ono do 
ostatniej należy kategoryi. Wszystko, cośmy przy-
		

/kraushar_drobiazgi10314_0001.djvu

			312 


SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


toczyli poprzednio, walczy przeciw takiemu zapa- 
trywaniu, a to, co przytoczymy, silniejszą temu nada 
podstawę. 
"Gdy ludzie - mówi Cycero - chcą zgladzić 
swych nieprzyjaciól, to albo czynią to z. obawy, albo 
z nienawiści. Homiucs, inimicos ::;uOs morie affici voluJłt 
rrl qllod mtlwwt, l'el qtlod oderunt. fJ. 
"B}ąd oskarżyciela zatem byłby slusznym o tyle, 
o ile by pp. Komarzewski i Ryx lllieli powody nie- 
nawiści lub obawy względenl niego. Otóż żaden po- 
wód taki nie istniał. Panowie ci nie mieli żadnego 
po,vodu obawiać się lub nienawidzieć księcia. Ktoby 
chcial dowieść przeciwnej tezy, powinien złożyć nie- 
zbite dowody, którym z góry przeczymy. 
"P. Komarzewski powołuje się na szereg lat 
piętnastu, poświęconych służbie publicznej, która lnu 
życzliwość księcia zjednała, powołuje się na dowody 
szacunku, otrzymane gwoli tym za::::;lugom. Niech 
ten, któryby zasługoln tynl zaprzeczyć się ośmieli}, 
złoży dowody przeciwne. 
"P. Ryx ze swej strony zapytuje, jakiego ro- 
dzaju mogly być między niln a księciem stosunki, 
z którychby wynikła pobudka obawy lub nienawi
ci? 
Jakkolwiek wielkilll by} autorytet księcia, nie na- 
stręczał on wszelako POWfJOU do obawy, tern mnif'j 
zaś do niena,viści. Tylko życzliwość i wdzięczność 
mogły być tych stosunków owocem. P. Ryx wzmian- 
kuje o tern i powoluje się na to właśnie 'v chwili, 
gdy książę domaga się wYlnierzenia nań niesłusznej 
kary. P. Ryx nawet otrzymał od ln
ięcia dość zna- 
czną pożyczkę, którą splaca dotychczas. Czyżby
		

/kraushar_drobiazgi10315_0001.djvu

			SPRAWADOGRUMOWEJ. 


313 


wobec takich dowodów życzliwości księcia, p. Ryx 
znalazł powód do uknucia spisku na życie swego 
dobroczyńcy? l\fożeż być potwarz ohydniejszą i nie- 
wiarogodniejszą? 
"Lecz być może, że ktoś trzeci użył pp. Ryxa 
i Komarzewskiego za narzędzie do wywarcia zemsty 
przeciw księciu? 
"Nie czas obecnie pogardą milczenia pokrywać 
tego rodzaju zarzuty. Nikczemna potwarz wyglosiła 
je w świeżo wydanych paszk,vilach. Istnieją owe 
pomniki niecnoty, w których zarzucają pp. Koma- 
rzewskiemu i Ryxowi, że stali się narzędziem tyra- 
nii, aby wywrzeć zemstę przeciw księciu. 
"Gdyby to w sprawach publicznych książę Czar- 
toryski należal do rzędu hypokrytów, którzy "pod 
pozorem obrony wolności i prawa narzucają radzie 
narodowej zgubne swoje pomysly, gdyby w rozpra- 
wach widziano księcia po stronie nie rad użytecznych, 
lecz pozornie egoistycznych, gdyby, pO"Todowany 
żądzą burzenia, książę wda1 się "r rolę saulozwań- 
czego trybuna, \v tych ,vypadkach, przypuszczam, 
że dwór móglby znaleźć pobudkę do pozbycia się 
niebezpiecznego przeciwnika. Lecz któż w owej cha- 
rakterystyce dopatrzy się rysów księcia i dworu? 
Pozostawlny peryodowi dwudziestoletnich łagodnych 
i światłych rządów wymowne świadectwo przeci- 
wnego tej charakterystyce obrazu, co zaś do księcia, 
to pobieżny rzut oka na jego stanowisko, dzialahlość 
i przymioty, przekona, ile obcenli mu są rysy, któ- 
reśnlY tu 'v antytezie przedstawić usiłowali. 
"Polityczna jego karyera, którą klęski publiczne
		

/kraushar_drobiazgi10316_0001.djvu

			314 


SPRAWA DOGRUMOWEJ. 


zbyt wcześnie zatamowaly, odznaczała się powodze- 
niem, na co złożyły się cnoty i zalety, umyslu i serca 
każdemu pożądane. Dzisiaj, oddalony, wskutek nie- 
przewidzianych okoliczności, przyjął inne obowiązki 
względem innej ojczyzny. Jakaż pobudka mogla 
nań wyrok śnlierci ferować? Straciliby przez to inni, 
kraj nic by na zgonie takiego męża zyskać nie mógl. 
Ujrzanoby po raz pierwszy fakt poświęcenia czyje- 
goś życia bez żadnej dla kogokolwiekbądż korzyści. 
'Vypadek taki bylby absurdem, przeciwnYln logice 
i naturze rzeczy. 
"Oskarżenie przeciw Komarzewskiemu i Ryxowi 
jest o tyle blędnem, o ile jest potwarczem. Daleką 
od nas jest myśl, aby to oskarżenie w dobrej wie- 
rze podniesionem nie zostalo. Lecz, czyż podejrzenia 
i poszlaki są w takich razach o broną? Sami to osą- 
dzicie, panowie! Jest jednak chwila, w której oskar- 
żenie lekkomyślne zamienia się w potwarcze, a to 
wtedy, gdy, skutkiem zbadania okoliczności, wszelka 
wątpliwość ustąpić \vinna miejsca przekonaniu O ni- 
kłości podstaw skargi. Wy to, panowie sędziowie, 
powinniście obecnie uznać i slusznym wymiarem 
sprawiedliwości obalić ów gmach potwarzy, przeciw 
ludziom niewinnym wniesiony. Takielll jest żądanie 
nasze, a spelnienia tego żądania mamy prawo się 
spodziewać !"
		

/kraushar_drobiazgi10317_0001.djvu

			SPRAWA DOGR{TMOWEJ. 


315 


XIX. 


Sprawa Dognlmo".ej ponlszyła wszystkie umy- 

y w Polsce i wciągnęła w swe tryby i gabinety 
zagraniezne. Użyto wszelkich sposobów dla zdyskre- 
dytowania króla 'v oczach narodu. Poseł austryacki, 
de Cache, przyznał, że dwór jego tak gorąco zaleci1 
mu owę sprawę, jakby 
o zdobycz wielkiej prowin- 
cyi chodziło." Zażądał nawet, aby i Imperatorowa 
w tę sprawę się wmieszała, czenlU jedynie takt Sta- 
ckelberga przeszkodził. St.arano się wciągnąć i króla 
pruskiego do sprawy, ale Fryderyk nie dał się do 
tego nakłonić. Stronnicb,-a polityczne w Polsce nie 
szczędzily ofiar pieniężnych, dla rozmazania brudów 
tej sprawy. Księżna Lubomirska wydala 70 tysięcy 
dukatów. książę genera.l 36 tysięcy, hetnlan Branicki 
l() tysięcy, tyleż het1l1anowa Ogillska. ,,'Vyrzucono 
raZeIU pÓłtrzecia llliliona zlotych
 to jest blisko sió- 
dmą część tego, ile Rzeczpospolita miala wówczas 
dochodu !" 
Tymczasem sąd, postępując w czynnościach 
:;woich, na mocy niezbitych dowodów, osiągnąwszy 
przekonanie, że 1)ognunowa, kobieta złego prowa- 
dzenia była autorką potwarzy, że Taylor pozostawal 
z nią w stosunkach, zasilał: pieniędzmi w Grodnie 
i w Warszawie, że uczynil zbrojną na Ryxa zasadzkę, 
że Stanisła,v Potocki hyl tej zasadzce obecnym, i że 
jako krewny księcia generała, wiarogodnym świad- 
kienl, ,vedług pnu\T polskich, być nie mógl, z tych 
przeto powodów, wylączywszy od obowiązku świad-
		

/kraushar_drobiazgi10318_0001.djvu

			316 


SPRAWA DOGRillmWEJ. 


czenia trzy te osoby: Dogrumowę, Taylora i Poto- 
ckiego, ferował 21 kwietnia dekret swój w tej spra- 
wie w sposób następujący: 
Dogrumowa, jako sprawczyni przestępstwa po- 
twarzy, skazaną została na piętnowanie w rynku 
Starego miasta, pod pręgierzem, z wyciśnięcieIn na 
lopatce cechy szubienicznej, a następnie na dożywo- 
tnie więzienie. Depozycya jej falszywa, podana na 
piśmie dnia 14 stycznia, tudzież dwa paszkwile, pod 
tytulem "objaśnienie," spaleniu uledz l1llaly przez 
kata. Anglik Taylor zobowiązanym został do za- 
przysiężenia faktu, jako do potwarzy ani bezpośre- 
dnio ani pośrednio nie wplywal, za gwałt zaś, na 
osobie Ryxa spelniony, skazanym został na osadze- 
nie wieży górnej przez pól roku. 
Co się tycze zapozwanych przez oskarżonych 
księcia generala i Stanislawa Potockiego, pierwszy 
z nich od zarzutu, a drugi od kar
y uwolnieni zostali. 
Rzeczony dekret marszałkowski, większością 
glosów co do jednych, a jednomyślnością co do in- 
nych kategoryj zarzutów fero-wany, ,vprowadzonym 
został w wykonanie dnia 22 kwietnia 1785 f. na oso- 
bie Dogrumowej. POCZeIn awanturnica odesłaną zostala 
do fortecy gdańskiej, ponioslszy słuszną karę za spo- 
twarzenie ludzi niewinnych i podniecenie ulnyslów 
narodu przeciw dworowi i zaslużonym w kraju do- 
stoj nikom. 
Pomimo licznych broszur, jakie się w Polsce 
o sprawie tej ukazaly, pomimo nanliętnej polemiki, 
prowadzonej między stronnikaIl1i rlWOTIl i k
ię('ia 
generaJ:a, sprawa ta otoczoną jest po dziś dziel}
		

/kraushar_drobiazgi10319_0001.djvu

			SPRAWA DOGRmfOWEJ. 


317 


osłoną taj emnicy. Dość szczegółowe materyaly za- 
warte 'v drukach: 
1) Sprawa między księciem generalem Adamem 
C. oskarżaj ącym, a J aneID Komarzewskim i Franc. 
RyxeID roku 1785. 
2) Rccuf'il de jJicces relatives alt proces en/re etc. 
tegoż roku. 
3) Uvsercations sur lm libelle qui a pour titre: 
J'ronicr d sccond cclaircisscments 1j'ćcls sur Ze proces 178S. 
4) Raporta u Essena i Hermana. 
5) PiSlll0 Komarzewskiego: Coup d'oeil sur les 
causes de la decadcnce de la Pol09ne. Paris, 1807, ta- 
jełIlnicy, okrywającej sieć owej politycznej intrygi, 
wyj aśnić nie 
ą w stanie. 
Niedawno prof. A. PawiIiski odnalazł w tutej- 
szeli archiwum głównem opieczętowany pakiet, obej- 
lllUjąCY dokumenta, 8prawy tej dotyczące. O ileby 
z cza8em dokumenta te uznano za właściwe oddać 
pod sąd ogółu, możnaby się spodziewać ,vypełnienia 
tych luk, jakie jeszcze obecnie i w historyi obycza- 
j ów schyłku X\xrn ,vieku i w rocznikach spraw po- 
litycz
o-karnych, odnośnie do tej sprawy, istnieją. 


" 


.
 - 


. IJ .
		

/kraushar_drobiazgi10320_0001.djvu

			
		

/kraushar_drobiazgi10321_0001.djvu

			KAZIMIERZ JAROCHOWSKI. 


SZKIC BIOGRAFICZNY.
		

/kraushar_drobiazgi10322_0001.djvu

			.
		

/kraushar_drobiazgi10323_0001.djvu

			l. 


Jeżeli w przyszłości przyjdzie historykowi lite- 
ratury polskiej objąć jednym ogólnynl poglądem 
charakterystykę i kierunek prac dzi:::;iejszego ojczy- 
stego dziejopisarstwa, można przyjąć za pewne, że 
całej falandze nowoczesnych historyków naszych, 
z nieliczneIlli zaledwie wyjątkalni, nadaną będzie 
popularna na Zachodzie nazwa essayisfów. 1) 
Dążność rozdrabniająca usiłowania" badaczy na 
rzeczy lżejszego pokroju, nie znamionuje bynajmniej 
upadku historycznego kunsztu, w kraju, w którym 
dość żywe jeszcze panują tradycye Lelewelowskiego 
okresu. \V:::.:zelako, niepodobna zaprzeczyć, że na polu 
badali. historycznych, ongi na szersze rozmiary u na
 
podejmo\va.nych, panuje obecnie względna posucha, 
i że po epoce pomnikowych wydawnictw ogólnych 
lub epizodyc
nych dziejów Polski, takich, jak np. 


I) Po zgonie :5. p. Jarochowskiego ukazal0 się bardzo 
wiele wyczerpujących o działalności tego dziejopisa prac. 
Nilliejszy szkic, skreślony za życia ś. p. Jarochowskiego, był 
pierwszym, jaki ::;ię w pismach warszawskich o Jarochow- 
skim. pojawił. Zachowujemy go też w niezmienionej postaci. 
Szkice hist. Ser. l. T. l. 21
		

/kraushar_drobiazgi10324_0001.djvu

			32
 


KAZIMIERZ JAROCHOWSKI. 


prace :\Iorawskiego, Szmitta, Moraczewskiego, Bar- 
toszewicza, Szuj ski ego, zapano,val dziś kierunek bar- 
dziej drobiazgowy, bardziej krytyczny, aniżeli przed- 
miotowy; że wreszcie, wszystko to, cokolwiek osta- 
tnie lata wiedzy historycznej polskiej przysporzyly, 
może być uważaneln raczej, jako materyał do przy- 
szlych badalI, aniżeli jako rezultat oparty na nauko- 
wych zdobyczach przeszłości. 
Nie są od takiej charakterystyki wolne i prace 
ogółowsze, miano "dzi(jóu; Pvlski" noszące, gd) ż i te 
opierają się w nowszych czasach raczej na poglądach 
krytycznych, aniżeli na grupowaniu faktów dziejowych 
w artystyczną całość, OSkOliczonej fOrIllie i tr
ści. 
Czy to weźlniemy pod uwagę głośniejsze prace: 
Bobrzyru;kiego, Kubali, Prochaski, Dra Antoniego J., 
Piekosińskiego, Smolki, Hirszberga i wielu innych, 
we wszystkich tych pracach dopatrzymy się jednej, 
przeważającej cechy, mianowicie, że są to cenne, 
dziejowe kamyki, szlifowane z większym, lub mniej- 
szym talentem, mogące, zczasem dopiero, posłużyć 
do odtworzenia mozaiki ogólnych dziejów narodu, ale 
nie stanowiące jeszcze, same 'v ::5obie, kunsztownych 
odłamów trwalszej wartości i znaczenia. 
Nie odnlawiając bynajmniej należnych zaslug 
kierunkowi krytycznemu, jaki współczesna historyo- 
grafia ojczysta od niedawnego czasu przybrala, nie 
przecząc, że gromadzenie, krytyczna analiza gronla- 
dzonych materyalów źródlowych i stawianie histo- 
ryozoficznych hipotez, choćby i najryzykowniejszych, 
wchodzą w zakres programatu czysto naukowego 
dzisiejszego "cechu" historycznego; niepodobna z tem
		

/kraushar_drobiazgi10325_0001.djvu

			KAznłIERZ JAROCHOWSKI. 


323 


wszystkieIn nie zwrócić uwagi na ten fakt, że wmiarę 
grollladzenia się budulcu do przYHzłego odnowionego 
g111achu historyi ojczystej, zmniejsza się liczba histo- 
ryków-artystó,v, którzy, przez długie lata, z poobdu- 
kiwanych i uiedobranych nawet należycie cegiełek 
źródłowych, stawiali przepyszne, pełne poezyi i wdzięku 
budynki. 
Historyk nowszego kierunku odwraca wzrok 
swój od wszelkich obrazów, w których historyk-ar- 
tysta, wypelniając często luki materyalu faktycznego, 

tara się intuicyjnie, odtwarzać to, co, według jego 
przypuszczenia, dziejowa kolej losów w przeszlości 
wytworzyła, lub też, wedlug logicznego rozumowa- 
nia, wytworzyć lllusiala. 
Z telll wszy
tkiem, ogól czytający i żądny wra- 
żeń, nie wchodząc w rozbiór pobudek, które tak 
oderwany a jednostronny kierunek badaniom histo- 
rycznym nadać pragną. laskawsze oko zwraca ku 
pracom takim, które nie zaniedbują, przy treści na- 
ukowej, i artystycznej strony opracowania. 
Do rzędu badaczy historyczn:rch, trzymających 
się, może starej, ale dla ezytającego ogółu zawsze 
ponętnej, metody artystycznej i opowieściowej, na- 
leży bezwątpienia Kazimierz J arochowski. 
Nazwisko to nieobceIll jest, od lat wielu, milo- 
śnikoln historyi ojczystej. SpotykalllY je często, bądź 
na tytułach zbiorów źródłowych, wyjaśniających 
'v ciekawych szczegółach dzieje Polski z :x.vrn 
wieku, przeważnie z epoki Saskiej, bądź też na 
dziełach poważnych, obrazowo odtwarzających wy" 
padki i postacie historyczne tej epoki, bądź wreszcie 
21'"
		

/kraushar_drobiazgi10326_0001.djvu

			324 


KAZIMIERZ .JAROCHOW8K1. 


pod sprawozdaniami z ruchu historyczno-literackiego 
w kraju i zagranicą, gdzie, obok lUlliejętnego refe- 
ratu, mieszczą się nieraz i trafne uwagi krytyczne 
myśliciela i artysty, z miłością patrzącego na prze- 
szłość i na wszystkie dodatnie objawy jej żywota. 
Czytaj ąca publiczność wita każdą pracę J aro- 
chowskiego z uznaniem i sympatyą, wie bowienl, że 
głęboki ten badacz posiada dziwną siłę przywoły- 
wania do życia tego, co zdawalo się butwieć bezu- 
żytecznie po archi,valnych zbiorach; że powolana 
do życia, magicznem zaklęciem pióra J arochowskiego, 
postać, wykryje nam ciekawe tajniki publicznego 
i prywatnego życia przodków; że nieraz, wśród oj- 
cowskiej i pobłażliwej opowieści, rzuci żyjącelllu 
pokoleniu znaczące 'IJluuento.' które nakaże zastano- 
wić się nad teraźniejszością i zmierzyć następstwa 
dziej owych faktów skalą smutnego doświadczenia... 
::\Iiarą wartości prac J arocho"\vskiego llloże być 
opinia o nim, przed laty, przez Juliana Bartoszewi- 
cza, wygłoszona. 
\Viadomo, że zmarły dziejopis, przy całej mi- 
łości, jaką czuł dla każdego objawu umysłowego ży- 
cia w kraju, nie grzeszył nigdy zbytnią łaskawością 
i pobłażliwością względem towarzyszów swego za- 
wodu. Pewna cierpkość i trakto,vanie zgóry lnłodszych 
historyków, stano,viły charakterystykę sądu Barto- 
szewicza o pojawiających się za dni jego dziełaf'h 
historycznych. :Jfimo to, prace J arochowskiego cie- 
.szyły si
 \vielkieID, ze strony Bartoszewicza, uzna- 
niem. Było ono, dla naszego dziejopisarza, wróżbą 


',i
		

/kraushar_drobiazgi10327_0001.djvu

			KAZIMIERZ JAROCHOW8KI. 


325 


pięknej przyszłości, a wróżba ta szczęśliwie spra- 
wdził8: się za naszych czasó w. 
Zywot J arochowskiego biegł w takich warun- 
kach, jakie są udziałem każdego, pod pru!::Ikimi rzą- 
dami bytującego, historyka-polaka. 
Walka o byt plemienny, o utrzymanie w calości 
"arki przYlllierza między dawnemi a nowemi laty", 
o zmniejszenie siły nacisku, przygniatającego każdy 
samodzielniejszy obja,v i każde żywsze tętno polskie 
w prowincyi poznailskiej, skazanej na wsiąknięcie 
w łapczywą gąbkę pangennanizmu, - jakkolwiek 
hartuje i potęguje indywidualności silniejsze, jednakże 
na jakież zapasy, na ileż przejść bolesnych naraża 
owych bojowników, zanim przez ciemnice Berlina, 
Sonnenburga i Poznania uda im się wydostać na 
przestronniejsze pole dzialania i pracować dalej bez 
szwanku moralnego dla żyjącego pokolenia! 
W jednem z nowszych, bezimiennie wydanych 
dziel - swoich, pod tyt.: "Literatura poz1lwłska w picr- 
1f:iZl;i polo wir bieżą re go sfuh'cia", kreśli J arochowski 
smutną dolę pracowników pióra w Poznailskiern; ich 
nieustann
 harce z piętrzącemi się bez przerwy ob- 
ostrzeniami wladz pruskich przeci,,'ko wszystkiemu, 
co pracuj e w idei ocalenia od zaglady resztek tra- 
dycyi i swojskiego bytu tej prowincyi. 
Począwszy od 'vykladó"p uniwersyteckich, do 
mów sejlllowych i naj zwyklej szych rozporządzeń 
niższych urzędów, wszystko to, w ,vielkienl, wolnem 
i cywilizacyjuenl państwie niemieckiem sprzysięglo 
się na zrllawienie slowiańskiego pierwiastku w W. 
K. Poznailskielll. Najlżejszy objaw smnodzielnego,
		

/kraushar_drobiazgi10328_0001.djvu

			326 


KAznnERZ JARO('IłOWSKI. 


myślącego, a przeszłość swego narodu nlilującego 
ducha, uważanym jest za odstępstwo od sztandaru 
pangermallizlllu i, jako taki, namiętnie prześlado- 
wanym. 
Cóż więc dziwnego, że pisarze, poeci, historycy, 
filozofowie i estetycy, którYlll zly los pozwolił uj- 
rzeć światło dzienne pod wielkopolskim daeheul, 
w działalności swej obywatelskiej i twórczej prze- 
chodzić muszą przez jarZl110 kaudyńskie wszel£lkieh 
szykall i cierpień moralnych, że practi Jucho,vą oku- 
pywać muszą dolegliwościami fizycznemi, lub sto- 
kroć gorszellli - bo moralnellli dO,
rY7kaIni ze strony 
nowoczesnego krzyżactwa i misyonarzy pangennaI'l- 
skiego kultu '1 
Jeśli lllinlo to życie duchowe 'Vielkopolski nie 
upada, lecz wzmaga się i roz,vija korzystnie, jeśli 
życie to, w pewnych epokach więcej, 'v innych 
mniej, manifestuje się z energią, pielęgnując w sku- 
pieniu niewygasłą iskierkę miłości no oświaty,. do 
literatury, do dziejów ojczystych; to, bezwątpienia, 
przypisać można ten pocieszający rezultat usiłowa- 
niom, nielicznej wprawdzie, ale świadomej celu swego 
i siły moralnej, garstki przewodnikó,v duchowych, 
nliędzy którymi na
z historyk, Kazilllierz J aroehow- 
ski, wydatniejszy zajmuje posterunek. I 


II. 


\Vieś Sokolniki )Iale, w '''ielkiem l{sięstwie 
Poznall,;kiem, w powiecie SZaIuotnlskiIn położona, 
jest od r. 1756 gniazdem rodzinnem Jarochowskich.
		

/kraushar_drobiazgi10329_0001.djvu

			KAZUllFRZ JAROCłIOWSKI. 


327 


,V tej-to siedzibie, wyjątkowo, jak na znane ze 
::nnutnych, a częstych alienacyj rodzinnej gleby sto- 
sunki ,vielkopolskie , 'v sidła niemieckich nabywców 
dotąd nie u,vikłanej, w dniu 12 'Vrześnia 18i9 r. 
przyszedł na świat nasz historyk. 
Ojciec jego, Cypryan, był w roku 1831 adju- 
t.anteln generala Tomasza Łubieńskiego, póżniej zaś 
Dyrektorem Zienlstwa J{redytowego w Poznaniu, 
wroku 18:18 wreszcie członkiem Konlitetu Narodowego. 
Jako dziesięcioletni chlopiec, rozpoczął Kazi- 
, 
Inierz nauki w gimnazyunl Sw. Maryi .:\Iagdaleny 
'v Poznaniu. 
Było by to 'v rzeczy sanlej pewną anolllalią, 
grlyby w życiu J arochowskiego nie zaszedl fakt, po- 
wtarzajt\cy sitt niezlniennie 'v kolejach losów każdego 
prawie polskiego, porl berłem pruskielll umysłowo 
dojrzewającego) lułodziana. 
Półroczne rekolekcye w murach więziennych 
za jakieś wykroczenie politycznej natury r. 1846, 
musiały, naturalllynl zhiegielll wypadków, stać się 
udziałenl i naszego dziejopisa przyszlego. 
Ten wypadek nie przeszkodził wszelako J aro- 
chowskiemu 
tanąć z powodzenielll do egzaminu 
dojrzałości i w roku 1847 zapisać się na fakultet 
prawny nniwer
ytetu Berliliskiego. 
Nadszedł rok 1848. Należało COł1JUS juris i stu- 
dya nad paragrafal11i Laudrccldu na czas jakiś za- 
wiesić na kolku. 
\V roku 1850 złożył J. egz<1min na auskulta- 
tora i rozpoczął służbę sądową. \Y kilkanaście lat 
później (1862 r.) odbyl ponlyślue egzamina : referen-
		

/kraushar_drobiazgi10330_0001.djvu

			328 


KAZIMIERZ .JAROCHOW8Kl. 


darski i asesorski, i otrzymaJ: nominacyą na urząd 
sędziego w Poznaniu. 
Wśród tych fachowych, nad wyraz nużących, 
zatrudnień, wymierzając sprawiedliwość doczesną, 
poczuł się J arochowski do obowiązków spra,vie- 
dliwego sędziego i względem przeszłości swego 
narodu. 
Nigdzie też, jak między Polakami, nie ujawnia 
się tak często fakt, że prawie każdy poeta, każdy 
myśliciel, każdy poważniejszego nastroju pisarz, 
czuje w sobie jakiś pociąg do historycznych badail; 
a jeżeli nie może z
błysnąć na polu samodzielnej, 
twórczej pracy, stara się przynajmniej, jako skrzę- 
tny zbieracz zabytków przeszłości, znosić cegielki 
źródel do skarbca ojczystej, historycznej wiedzy. 
Ta naturalna konieczność zwróciła zaró,vno 
i pierwsze kroki J arochowskiego na ciernistą, tru- 
dną, ale i ponętną drogę dziejopisarstwa. 
Rozpoczął ją nasz historyk w roku 183.! od 
wydania zbioru dokulnentów historycznych, pod na- 
pisem: Teka Gabrycla JUJłoszy Podm:ki('uo, obejmują- 
cych w okresie lat od 1717 do 1733 najdoklaJniej- 
szy obraz wszelkich czynności publicznych, jako to: 
dyaryuszów sej lilowych, koresponden.cyj królewskich 
z dygnitarzami i dygnitarzy lniędzy Robą, kore
pon- 
dencye wielkich kanclerzy koronnych z posłmni za- 
granicznymi, 
łowern, zbiór materyalów dziejowych 
i źródlowych do panowania Augusta TI. Sześcioto- 
mowe to wydawnictwo, drukienl i nakładem Kamieli- 
skiego i 8ki w Poznaniu oglo
zone między latałni 
1
54-1861, stanowi niej ako c1alszy ciąg źródeł hi-
		

/kraushar_drobiazgi10331_0001.djvu

			KAZIMIERZ JAROCHOWSKI. 


329 


storycznych Zaluskiego, drugą połowę panowanIa 
Sasa w Polsce wyjaśniających. 
V\r trakcie powyższego wydawnictwa napisal 
i wydal J arochowski pierwszy tom kapitalnego dziela 
swego, pod tytulem: Dzieje panowania 
lugltsta II od 
śmierci Jana III do chwili u'stqpienia Karola XII na 
ziemię l)olskl! (Poznań, 1856, u Żupańskiego, str. 359, 
oprócz obszernego wstępu). 
Pierwszy to raz w historyografii ojczystej uka- 
zala się praca wszechstronna, źródlowa, odslaniająca 
rzeczywisty obraz panowania zagranicznego awan- 
turnika, który, podjąwszy berlo Sobieskiego, nie 
umial go utrzymać na chwalę prz:rbranej ojczyzny, 
lecz zwrócił naród szlachecki na orogę przysłowio- 
wej wyst.awności, zbyt.ku i galanteryi, które czystość 
staropolskich obyczaj ów trąoem rozpusty skazily. 
rralent narracyjny Jarochowskiego, głębokość 
poglądów i umiejętne zużytkowanie źródeł, postawily 
od razu mlodego podówczas badacza w rzędzie naj- 
dzielniejszych pracowników na polu dziejowem i za- 
szczytne miano historyka czasó,v Saskich lllU zje- 
dnaly. 
\V roku 1860 wydaJ on, w Poznaniu, u Żupail- 
skiego, pierwszy tom Opowiad(l,Jl historycznI/ch. Treścią 
tego zbioru były, trwalszej wartości, studya nad ytty- 
datniejszemi chwilaIni i osobistościami X,Till wieku, 
przyczen1 znalazlo się miejsce i dla badał l nad za- 
bytkan1i piśmienniczen1i dawniejszych czasów. 
Rozprawy i studya o Kronice .H(:lmo lda, U w.:ię- 
elit Poznania przez ](unfedrralów l'anlOgrodzkicli 11' roku 
l71G, O nicu'uli Punhiskiego w Sonllcllslcinie u' roku
		

/kraushar_drobiazgi10332_0001.djvu

			330 


KAZIMIERZ JAROCHO\VSKI. 


1734, O pozostaniu. I(ościuszki w I(urlaudyi: łJ

pomuie- 
ni.a wreszcie z czasow Prus Poludniolcych, złożyly się 
na owe ponętne obrazy, obfitujące w nieznane do- 
tąd szczególy. 
W lat parę po ukazaniu się tego zbioru, wydal 
J arochow
ki następny tonl UpowiadaJt hi.-;toryczuydł,. 
obejmujący rozprawy: O handlu gdwłskim z eza:;ów 
Zakonu, O poru,7aniu Jakóba i Kimstwd '!lO Hobi(Jskirh, 
O sprau:ie torw/skiej z 'r. 1724, O Ga:(Jeie Bcrlh,skif:i 
(Vossa), jako .mnlcryale do dzi(jóUJ pol.-;kich 1(" ...'\ V 111 
wicku, U u:ycicczce firwlzłJlskz,'go do Polski 'W r. 1712 
i U Sobieskich. 
W roku 1864 oglosił obszerną mon9gra:fią: 
1Viclkopolska w czasie piCrll'SZlj u'ojuy Szu'cdzki(j od 
rokit 1(j3[) do lG:j7, poprzednio zaś jeszcze naoer cie- 
kawy szkic historyczny: Car Piotr i Carc'wirz Alf'xifj. 
Uzyskaw
zy po częstych podróżach naukowych, 
za pośrednictwem dyrektorów archiwów: 'Vegellera 
i 'Vebera, wstęp do bogatych źródel, przechowywa- 
nych 'v Kopenhadze i Dreźnie, przystąpił nasz hi- 
storyk do skreślenia drugiego tOll1U JJ:;if'jów pauou.:a- 
uia ...lu[Jllsta II od Toku,. 1702 do 170J, t. j. Oll u;sft!- 
picnia Karola XII na żielllifJ Polskf!, aż do elekcyi Sta- 
nisława LeszczYłlskicgu, i wydal to dzielo w Poznaniu 
'v r. 1874. Obecnie pracuje nad rękopiseln tomu III 
tego ważnego dziela, obejmować mającym dzieje 
panowania pierwszego Sasa w epoce od 1704 roku 
do 1709. 
Zaproszony do wspólpracownictwa w czaso- 
pismach \Varszawskich, Krakowskich i Lwowskich: 
w Gazecie 
Varsz., Kłosach, Niwie, Ateneum, Prz('!Jll
dzie
		

/kraushar_drobiazgi10333_0001.djvu

			KAZ[l\UERZ JARO('HOWSKI. 


331 


Polskim i Przcu'udniku Llt'owskiJll, ogłosił w nich wiele 
studyów treści historycznej, głównie do epoki Sasów 
odnoszących się, jak również artykułów treści histo- 
ryczno- krytycznej. 
Niektóre z pOllliędzy tych rozpraw wydał księ- 
garz \Varszawski, Cassius, w roku 1877, pod napi- 
senl: Upowiadania ił studya ltisluryczll{'. l\Iie
zczą :::;ię 
w tym zbiorze: l.Jr:::yczYllck do d.:il:jÓU: bczkrólc1.l"ia po 
lJlichalt Jri.
niOłfi('ckim i pi('rll".'.;zyrlt micsiCt!1 lJfW()ł("Wli,(, 
J(l
łll Subieskiego; J{andydat,{ra dm/ska lf cza.'iic u"zkró- 
'{'u'in po .Jlichalc TViślliuwicckim; Jan Stanisław Jablu- 
Iwu'ski, 1cojelfuJa ru.'iki, i zatarg jt>gu z kró[,.1I1 _lugu- 
::;tcm II; J
'p;l()[I spra1l'y TOJ"WłSki(:j,. }.,Tapad Brawlcbllr- 
czykuUJ Ila. klas.:lo}" Parm1yzki 'll' 1". 17iu,. ZaJUw
h Au- 
gustu 11 11((, JVars.:wcr UJ roku 170l. 
Oddzielnie oprócz tego ogłosił J arochowski: 
Uhh,;żcllir miasta Puznania przez Palkula - epizod z kam- 
panii 170 i r., pracę, stanowiącą odbitkę z X tOIllU 
Roczniku l" T01.l"arzysllca ])r,:yjatlół ]..Tauk w PU.:lIlwiu 
i SpralCr Kalk...;tci/ł((, [(tIV-Uj7:!, w 'Varszawie, w 080- 
bnynl tOInie, wydaną 'v r. 1878. 
.Akadełnia Umiejętności w J{rakowie, oceniając 
niepospolite zaslugi i prace naszego badacza., zalnia- 
llowala do 'v tyulże roku czlonkiem SWOilll; dotąd 
jednak rząd Pruski zatwierdzenia s,vego 1l0l1linacyi 
tej nie udzielił... 
Dzięki interwencyi historyka Sybla, uda10 się 
J arochowskieIllU zyskać wolny "stęp do archi,vum 
pallstwa w Berlinie; jeżeli więc okoliczności pozwolą, 
to, SądZl
 
 z tego, co już nasz dziejopis dla wyświe-
		

/kraushar_drobiazgi10334_0001.djvu

			332 


KAZIMIERZ .T AROCROWSKI. 


tlenia przeszlości zdzialal, spodziewać się możemy 
ważnych dla nauki historyi polskiej rezultatów. 
W roku 1880 uczestniczył Jarochowski w zje- 
ździe historycznynl Dlugoszowym, odbytym 'v Kra- 
kowie, gdzie, wspólnie z autorelll "Sejmu Czterole- 
tniego", X. Kalinką, byl przewodniczącym w \Vy- 
dziale historycznym. W oczach wladz Pruskich do- 
pełniło to llliary jego przewinimi, i stalo się powodem 
przeniesienia go do marchijskiego miasteczka Sulę- 
cina (Zielenzig). Nie chcąc tedy na dalsze narażać 
się _prześladowanie i siedzieć, jakby na wygnaniu, 
w miejscowości, pozbawionej duchowego związku 
 
z ojczystą nauką i literaturą, wziął J arochowski dy- 
misyą ze służby sądowej i, uzyskawszy enleryturę. 
zamieszkal stałe w Poznaniu. 
O dzialalności naszego dziejopisa 'v pracach 
Tou'arzystu;a Przyjaciół }..T"auk U' ]-Jo.:naJlilt nie potrze- 
bujemy tu się rozwodzić; dobrze bowieIn ona jest 
znaną z częstych wzmianek w gazetach naszych 
o zaslugach i ,vplywie tego ciała naukowego na roz- 
. wój umyslowości w 'V. Ks. Poznailskimll. 
Oderwawszy nić jedllę swych lnyśli od obo- 
wiązków trudnych i w sto:-junkach plemiennych \\.... 
Księstwa nad wyraz pognębiających, zwrócil Jaro- 
chowski dzialalność swoję ku ulubionym badaniolll 
historycznym wyłącznie. Oprócz posuniętego już da- 
leko III tomu DzifjÓU.' AUf/łlsta II, przygotowal do 
druku nową seryą OpowiadaJi i stmll/ÓW ltistoryrznyeh. 
Pierwsze studyum pod tyt.: "Zmnachy ...\ngnsta II 
na Leszczyńskieg
" wyjaśnia po,volną zmianę poli- 
tyki Sasa "\\Tzględmn elekta szwedzkiego króla, która
		

/kraushar_drobiazgi10335_0001.djvu

			KAZIMIERZ .TAROCHOWSKI. 


333 


od politycznego antagonizmu przechodzi w sferę 
karygodnych knowai} na życie Leszczyńskiego. Po- 
cząwszy od Piemontczyka Lagnasco aż do zagadko- 
,vego Casanovy przewija się tu szereg osobistości 
zjednanych pieniędzmi i intrygą dla sprawy zgla- 
dzenia ze świata nienawistnego rywala. "Charakte- 
rystyczna to si!Jnaturu trJill)oris, kończy J arochowski, 
smutny znak czasu i ludzi, których namiętność i in- 
teres polityczny obalamuca i zaślepia tak dalece, iż 
z wysokości tronu i komnat ministeryalnych zstę- 
pują do cielIlllych zaułków intryganctwa i zbrodni, 
by tmnże ze zlowrogiełIli postaciami uraców rozmai- 
tych narodowości knuć spiski, pociągające za sobą 
we ,vszystkich czasach i razach interwencyą kodeksu 
karnego". .. 
Drugi szkic, pod tytułem: "Katastrofa Patkula", 
stanowi przyczynek do dziejó,v epoki 1704:-1707 r. 
i stanowi llien13l naturalną parallelę do sprawy Kalk- 
steina. Obie te osobistości przypominają pokrewne 
sobie okoliczności, potrącają o genezę wielkości, jak 
i o tragiczne objawy rozkladu dawnej Rzeczypospo- 
litej. Prusy i Illfallty W" czasach upadku staraj ą się 
o odzyskanie dawnego związku z koroną, obie po- 
szukują go bezskutecznie i znajdują w tern niefor- 
tunnie podjętelIl dziele swych męczenników i ofiary: 
Prusy - Kalkszteina, Inflanty - Patkula. August II, 
wydawszy SZWeaOlll Patkula , spla'}llil swą cześć, 
skalał i J
arol XII s,ve bohaterstwo aktmn barba- 
rZY{l
kiej egzekucyi, spelnionej na osobie polity- 
cznego działacza. Opis ostatnich chwil męczeństwa 
Patkula i dziś jeszcze grozą swoją przejmuje czy-
		

/kraushar_drobiazgi10336_0001.djvu

			334 


KAZIMIERZ JAROCBOWSKt. 


telnika, jak ongi przerażeniem napelnil lUllYsly 
\vspólczesnych. 

zkic trzeci: "Koniec Radziejowskiego" (1704 
do 1705) obejn1l1je wspanialy zarys badań chwiej- 
nego prymasa, wahającego się ciągle 
śród prze- 
biegu ,vojny Szwedzkiej między SaS8111 a KarolenI 
XII. "\V ostatecznym wywodzie przychodzi J aro- 
chowski do przekonania, że Radziejowski na tle sto- 
sunków dziejowych sterczy jako postać, która całą 
RWą działalnością, wszelki81ni sztukami i sposobi- 
kanli krętej i podstępnej gry pozostaje charaktery- 
stycznyul dowodem zgubno
ci jakichbądź rnachia- 
welizlnó,v i wallenrodyzlllów politycznych, żyweln 
stwierdzeniem tak ogólnikowo niby to i trywialnie 
hrzlniącej a przecież w rzeczywistości tak prywa- 
tnego jak publicznego życia rzadko zawodzącej pra- 
wdy: Najwyższy rozum - cnota! 
Studyum "Brande burgia i Polska w pierwszych 
latach po traktacie oliwskim" stanowi sprawozdanie 
z wydawnictwa akt dyplolnatycznych do dziejów 
"wielkiego elektora", podjętego przez dra Teodora 
Hirscha na podstawie dokumentów berlińskiego ar- 
chi wum. 
Szkic: "Misya Przebendowskiego do Berlina" 
(roku 1704), obejlnuje pamiętny epizod usiłowań dy- 
plomatycznych, zapomocą których król August II 
pragnąl w stanowczy sposób wydobyć się z toni, 
w jaką go pogrążyły: przewaga Karola XII i nie- 
pewność żywiołów polskich; komedya, falsz i interes 
materyalny - oto pobudki działalności owoczesnej
		

/kraushar_drobiazgi10337_0001.djvu

			KAZIMIERZ .TAROCHOWBKl. 


335 


dyplomacyi, roztoczonej w obrazie, pelnym życia 
i historycznej pra-wdy. 
Uzupełnieniem niejako poprzedzającego szkicu 
jest relacya ,,0 intrydze Posadowskiego", rezydenta 
pruskiego w "\Varszawie w r. 1720; rzuca ona cha- 
rakterystyczne światło na stosunki Polski po konfe- 
deracyi tarnogrodzkiej i na stanowisko młodego 
królestwa pruskiego \vzględem dawnej jego pani, 
Rzeczypospolitej polskiej. 
Dla uzupełnienia powyższego pobieżnego zarysu 
prac Jarocho,vskiego, wZlniankujemy jeszcze o dwóch, 
nader cennych, jego pióra, rozprawach: O stromłictlcacl
 
Ccsarstu:a ]{icmieckicgo (Przegląd Polski, 1877 i 18(8) 
i O uaJnou'szl:i literaturze historycznej 'lV Niemczech, dru- 
kowanej 'v I tOInie Ateneum Warszawskiego z r.1876. 


III. 


Gdyby tylko z powyższego katalogo,vego wy- 
liczenia ważniejszych prac J arochowskiego przyszlo 
sądzić o charakterystyce działalności literac: kiej tego 
pisarza, nlożnaby IDnieInać, że autor, obracający się 
przeważnie w sferze dyplomatycznych i woj ennych 
akcyj ubieglych stuleci, nlusi należeć do kategoryi 
owych cłul1urnych, o zasępiollmll obliczu, z ponurenl 
wejrzeniem na przeszłoŚ<'
 patrzących dziejopisów, 
których serce zaInknięteIll jest dla wszelkich uroków 
poezyi i poetyczności ll1iniollych czasów. 
Tak nie jest.
		

/kraushar_drobiazgi10338_0001.djvu

			336 


KAZIMIERZ .JAROCHOWSKI. 


. Kto odczytał w skupieniu jednę choćby pracę 
J arochowskiego, j ak np. Literaturę Poz'JlaJłsk(!, ten 
mógł przyjść do przekonania, ile-to skarbów nllo- 
dzieńczego zapału i estetycznego poczucia dla dzieł 
literatury nadobnej, estetyki i oderwanej filozofii na- 
wet, mieści- się w duchowej istocie tego pisarza, 
który, przy całem poszanowaniu tradycyi, z taką 
bezwzględnością feruje wyroki przeciw wszelkim ob- 
jawom ujemnym, złym i szkodli,vym, w przeszłości 
ojczystej uwydatnionym. 
Czytając kartki Literatury Poznwlskiej, podzi- 
wiamy bystrość poglągów, przenikliwość i ów po- 
wab poetyczny, "\v odtwarzaniu literackich o:::; obi- 
stości niedawnych czasów (Edward Dembowski, Ry- 
szard Barwiński etc.), niez"rykłą erudycyą pisarza ' 
w traktowaniu przedlniotów, nawet do działu belle- 
trystyki należących. Dzieło to jednak służyć n10że 
jako stwierdzenie faktu, iż tylko historyk, posiada- 
jący wrażliwą, dla wszelkich estetycznych rozkoszy, 
duszę, może w odtwarzaniu epok, na które wlasnemi 
nie patrzył oczyma, korzystać z daru intuicyjnego 
,vnikania w ducha czasów, które ślad swego istnie- 
nia pozostawiły jedynie w pożółkłych ze starości 
historycznych dokumentach. 
, 
Sledząc niestrudzenie ,vszelkie objawy nauko- 
wej działalności w kraju i zagranicą, dzieli się za- 
służony badacz z czytającym ogólem wrażeniami 
i uczuciami, jakie mu wszelkie nowsze historyczne 
prace, wszelkie materyaly źr.ódlowe, ogłaszane przez 
towarzystwa uczone, nastręczają. Obok zalet tre-
		

/kraushar_drobiazgi10339_0001.djvu

			. . 



 


.. K.ĄZIMIERZ JAROCHOWSKI. 


337 


. . 


. ści, piękna, potoczysta forma wykladu, argumen- 
tacya wymowna i przekonywająca, erudycya; zdo- 
byta latami uciążliwej pracy, - nadają pismom Ja- 
rochowskiego niepospolitą wartość i zapewniają im 
pierwszorzęd
e w dziej ach nowszego piś
ennictwa 
polskiego znaczenie. .. · 


. . 


. . . 


.. 


SzJuce łust. Ser. I. T. ł. 


22
		

/kraushar_drobiazgi10340_0001.djvu

			
		

/kraushar_drobiazgi10341_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. 


(SYLWETKA BIOGRAFICZNA). . 


. 


')C) * 
.....
		

/kraushar_drobiazgi10342_0001.djvu

			.. 


,. . 


#- 


. . 


. 


., 


. 


# 


c.' 


." 


,.
		

/kraushar_drobiazgi10343_0001.djvu

			. .. 


...,. .., 


,," 


. 


, 


. 


. 
W schludnym, estetycznie przystrojonym salo- 
niku mieszkania zaslużonego historyka "Dziejów we- 
. wnęt.J.:znych Polski za Stanislawa Augusta," na ścia- 
nie, wprost okien frontowych, ,vidniej e wielkich 
rozmiar'ó,v krajobraz
 malowany olejno lla płótnie, 
przedstawiający donl bazarowy w okolicach Orenburga._ 
Jako dzielo sztuki - nie przedstawia ów obraz 
na pozt)r zalet wybitniejszych. .. 
)lalowidlo staranne, z zachowaniem ,varunków 
perspekt.ywy, trzymane 'v tonie POChl1IUrnYlll, nie 
nęci ku sobie wzroku widza. Po bliżsienI jednak 
wpatrzeniu się w szczegóły m al owi dla., występują na 
jaw niepoślednie jego zalety. ::3postrzegamy mnóstwo 
typów charakterystycznych, w narodowych strojach 
i subtelnie ,vypracowane szczegóły fizyognomii Ta- 
tarów, Baszkirów, luiejscowej i napływowej arysto- 
kracyi, roboczego ludu, wszystko to na tle wiernie 
odtworzonego z natury pejzażu. Figurki te na obra- 
zie żyją, ruszają się, zdają się przemawiać do widza 
kosnlopolitycznYIIl językiem interesów potocznych, 
które je zgrupowały około budynku głównego, sta- 
nowią('pgo punkt, z borny ich wttdrówki.
		

/kraushar_drobiazgi10344_0001.djvu

			342 


TADEUSZ KORZON. 


. Tak zrozumiany obraz uczy więcej - aniżeli 
llajszczególowiej opracowana książka o zwyczajach, 
obyczajach i typach miejscowej ludności, a ma on 
prócz tego i tę niepośledni
 ,vartość, że jest własno- 
ręcznem, pamiątkowenl dziełem czlowieka, o którym 
ogół wie tylko, że należy do rzędu naj znakomitszych 
badaczy historycznych, że wzbogacił literaturę dzie- 
lem niepospolitej dla nauki donioslości, i, że jako 
pedagog i myśliciel nie jedno już wyksztalcił poko- 
lenie młodzieży, czerpiącej z ust jego slowa nauki, 
obowiązku i - przestrogi. 
Taż sama metoda i zaleta w wyprowadzaniu 
na jaw szczegółów, na pierwszy rzut oka obojętnyc1, 
a. w gruncie rzeczy bardzo pouczaj ących, jaka wi- 
dnieje na pamlątkowYlll obrazie Korzona, cechuje 
również i wszystkie dotychczas ogłoszone history- 
czno-krytyczne jego badania. 
Tło tych badań przeważnie jest pochmurne, od- 
stręczające czytelnika powierzcho,vnego rubrykami 
i cyframi, nic wspólnego z fantazyą nie mającemi. 
A jednak na dnie tego prozaicznego balastu cyfr 
spoczywa nauka głębsza, 
t wyprowadzone zeń wnio- 
ski przema\viają do duszy czytelnika głosem prawdy 
. . 
lliewzruszoneJ. 
Nie należy Korzon do mówców władających 
sloweID z łatwością i swadą. Potoczny język jego 
poglądów boryka się częstokroÓ z trudnościami 
płynnego wysłowienia, a jednak każdy wyraz jego 
mowy i każda uwaga pism Korzona są rezultatem 
namysłu głębszego i streszczają w sobie wynik prze- 
trawionego naukowo przekonania.
		

/kraushar_drobiazgi10345_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. 


343 


\Yydane pod skromnym tytułem tomy Historyi. 
pou;szcclnuj Korzona nie są powtórzeniem faktów, 
tylokrotnie już przez liczną armią historyków przy- 
toczonych, lecz obejmują samodzielnie i oryginalnie 
opracowane szczegóły, nad których zrozumieniem 
i zrozumialem ich przedstawieniem autor długie stra- 
wił godziny. Obok cyfr wszakże i statystycznych 
danych, Korzon, sam będąc w duszy artystą, umie 
gTUpować fakta w taki sposób, aby czytelnik, w oso- 
bistościach dziejowych widział nietylko nlartwe no- 
menklatury, ale ludzi żywych, dzialających pod wply- 
wem pobudek interesu osobistego, lub też celów na- 
tury ogólniejszej. 
Bagaż literaclci Korzona streszcza się, jak do- 
tychczas, w wydawnictwie His tory i [JO'łfszeclml'J, 
poraz pierwszy występującej na widownią literatury 
swojskiej w opracowaniu oryginalnem, w kilku roz- 
prawach większej doniosłości (Histurycy pozY
Ylciści, 
Puranek filo.:ofii greckiej, Ludzze przcdltisloryezui), w pra- 
cy obejmującej nOlce dzirjc lJIl'zopotamii i Iranu, 'v prze- 
kladzie Drapera 7 oraz w wielu pracach krytyczno- 
literackich, zdających spra,vę z bieżącego ruchu 
historyografii swoj skiej. 
NajważniejszYlll wszakże, naj soczystszym owo- 
cmn, wypielęgllowanyul na naukowelli drzewie badań 
Korzona jest znakomita Hisloryazt'cu;uctrzna Polski 
za. Slanisła'zl'a ...1ugusla, streszczająca 'v sobie w pię- 
ciu tomaC"'h rezultaty badali naszego dziejopisa nad 
oweID niepochwytnenl napozór zjawiskiem, jakiem 
jest żywot gospodarczy, polityczny i administracyjny 
danego narodu.
		

/kraushar_drobiazgi10346_0001.djvu

			.. 


344:. 


'l'ADEUSZ KORZON 


Podjęcie dziela w takim za!rresie, jak to wy- 
wykonał: Korzon, przechodzi w normalnych warun- . 
. kach siły pojedyńczego człowieka. 
Zazwyczaj wydawnictwami tego rodzaju zaj- 
mują się specyalne naukowe instytucye, rozporzą- 
. dzające środkami i możnością korzystania z archi- 
wów, dla prywatnego pracownika nI ni ej dostępnych. 
Korzon jednak nie odstręczyI się trudnościami przed- 
_ 
, sięwzięcia i wziąwszy na swe barki ciężar niepośle- 
dn
 dźwigną! go wlasnemi silami i ze skutkiem 
. przynoszącym is.totny zaszczyt jPgo energii i "Ył.Y-. 
. trwałości. .. 
. 'Vydawnictwo Dzir'jółf u'(,u'nrtrznyclt trwalo lat 
. cztery. Tom pierwszy uka
ał się 'v roku 1882, tom 
ostatni, razem. z zamknięciern, w r. 1886. Tak szczu- 
ply stosunko
o okr
s czasu dla wykoiwzenia pomni- 
kowego dziela, jest dowodem, że groDladzenie do 
. 
niego .materyalów o lat wiele wyprzedzić. musiało 
ukazanie się początkowych jego tomów. 
Jeśli dodamy, że dopiero 'v roku bieżącym 
przekroczyl Korzon granicę pięciu krzyżyków pra- 
cowitego żywota swego (urodzony w r. 1839 'v 
Iill- 
. sku gubernialnym), że mając lat dwadzieścia, ukoń- 
czyI (w r. 1869) kurs prawa 'v uniwersytecie mo- 
skiewskim, i że dalsze lata jego życia wypełnil za- 
wód nauczycielski w gilnnazyunl kowieilskieIn, kil- 
koletnie wędrówki po dalekinl Wschodzie, a na

ę- 
pnie pobyt w Piotrkowie - uwydatni się nam 
niespożyta pracowitość człowieka, kt6ry, 'v okresie 
stosunkowo nie dlugiego czasu, zdobył lniliony cyfr 
i faktów, umiał: je wydobyć z kryjówek archiwalnych 


. .' 
..
		

/kraushar_drobiazgi10347_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. 


345 


i zgrupować. w dziele, jakiemby się każda literatura 
slusznie 
 pochlubić mogla. 
Przed kilkoma laty Kazimierz Jarochowski 
zdając .w. }"Tiwi' (r. 18
2) sprawę z pierwszego tomu 
Dziejóu! 1ccwm.;trznyclt Korzona, zatytułowal swój ar- 
tykuł lnianem: Statystyka IW historyi. Wykazał w nim 
nieodżalo,vany dziejopis czasów saskich, zasługę Ko- 
rzona 'v wytknięciu uróg nowych dla historycznych 
badaJ}. "Dotychczasowa - zdaniem Jarochowskie- 
go - historyografia Polski, nawet nowoczesna, na- 
. 4 wet czasów naj nowszych, trzyma się, mimo wielkiego 
postępu, jaki uczyniła - pou.:icrzclmi, rzeczy zewnę- 
t
znych, nię zstępując do głębi...1 - 
Taka lnetoda historyograficzna ogólnie przyjęta 
"'u dziejopisarstwa calego ucywilizowanego świata,. 
ta.k ponętna swą formą, nie jest przecież wyczerpu- 
jącą i pozostawia ważną szczerbę, której zapełnienie 
jest .nieodzownem. . 
"Szczerbą taką, świecącą ,y dotychczasowej. 
.- hist.oryografii, czę8cią z powodu niedopatrzności hi- 
story
znego oka, więcej może z pO"wodu trudnośc
 ma- . 
teryalu, ekononliczno-statystycznej podsta,vy, jest po- 
minięcie .wszelkich warunków adlninistracyjnych, eko- 
nODlicznych, finansowych, ludnościowych, w jakich 
się naród w opo,viadanej przez dziejopisarza chwili 
przeszłości swej znajdował." 
Oddawszy należny hold uznania nowej meto- 
dzie badań Had przeszłością przez !(orzona zastoso- 
waną, nie lllÓgł się J arochowski oprzeć wątpliwo- 
ścionl: czyli ta nlctoda statystyczna, 
parta na cyfrach 
i matelnatyczllych ,vyrachowalliach, da zadawalnia-
		

/kraushar_drobiazgi10348_0001.djvu

			346 


TADEUSZ KORZON. 


jącą odpowiedź na wszystkie zaga.dnienia, jakie ży- 
cie narodu nastręcza. 
W chwili, gdy Jarochowski pisał swoje uwagi, 
dopiero tom pierwszy dziela I{orzona znanym byl 
czytającemu ogólowi. Zanim wyszedl tOIn ostatni, 
śmierć usunęla z grona żyjących nieodżalowanego 
historyka czasów saskich, tak, że nie doczekawszy 
się końca pomnikowej pracy Korzona, nie mógł 
sprawdzić, czyli wątpliwości, jakie UlU się przy czy- 
taniu tOlnu pierwszego DzirjóUJ 1£cu'm:frzuyclt nasu- 
nęły, usuniętelni będą przy POlllOCY tej samej 
ta- 
tystycznej metody, która była przewodnią dla calego 
dzieła wskazówką i nicią. 
Odpowiedź tę dal Korzon w "zamknięciu" to- 
mu ostatniego, a dal ją 'v sposób taki, że każdy 
czytelnik Dzirjuw zfu;uc1r;:nych poznać lnógł naj do- 
kladniej, iż cyfry i statystyczne tablice, jakie w ciągu 
dziela mial przed swemi oczyma, byly tylko ruszto- 
waniem dla budowy filozoficznych i etycznych prze- 
konań autora, że wnioski, jakie autor z cyfr swoich 
wyprowadzil, stanowily owę dziwną wlaściwość pe- 
wnych cia!, które wlasnynl SWOiUl blaskiell1 świecąc, 
nie potrzebują sztucznych świateł dla uwydatnienia 
swego bytu. 
Są narody, dla których cofanie się myślą 
w przeszlość, celem rozpatrzenia w szczególach ży- 
wota przodków i osnucia na nich obrazu dziejowego, 
uwydatniającego dobre i złe strony spoleczeńst\
a, 
kierunki jego polityki, pra.cę cywilizacyjną i dorobek 
umysłowy - stanowi estetyczną rozkosz, potęgUjącą 
si
 uczuciem we,vnętrznej dumy, na widok świe- 


.
		

/kraushar_drobiazgi10349_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. 


347 


tnych rezultatów, jakie uwydatnia chwila obecI1a 
w zestawieniu z przyszłością. 
Dzieje większości narodów żyjących, są obra- 
zem walki zakoilczonej tryumfem. Pomimo chwil 
upadku lub zastoju, ,vszystko tam dąży do zrzucenia 
przeszkód, tamujących swobodny rozwój duchowych 
i fizycznych zasobów, fi im niepomyś1ne chwile są 
częstsze, tem raźniej następują zwroty ku lepszenlu; 
ostatecznym zaś, względnie do teraźniejszości kre- 
t!em tych zapasów dobrego ze złem) światJa z cie- 
mnotą, postępu z zacofaniem, - jest osiągnięcie 
przez naród tych ideałów, do których dążył ofiarami 
cierpieli i zawodów, z życiem każdego organizmu. 
spolecznego nierozerwalnie skojarzonych. 
Czy spojrzymy na grupy n.arodów romai]skich, 
czy germańskich, czy wreszcie na większość grup 
narodo,vych slowiailskich - wszędzie napotykamy 
rozwój w kierunku dodatninl. Chwilowe zawody tych 
grup w pogoni do urzeczywistnienia idealu narodo- 
,vego, okupują siti zdwojoną energią wszystkich sil, 
dla polep
zenia zachwianego bytu. 
Szczęśliwy zbieg okoliczności ,vażuą w tych 
usiłowaniach stanowi pon10c. 
Kie każdy naród llloże się poszczycić przeszło- 
ścią bez zarzutu. I
ażdy z nich popelnial błędy i wy- 
Btępki, za które 'v naturalnym rzeczy porządku, mu- 
sialaby go spotkać zasłużona kara. Nie zawsze je- 
dnak . N eIDezis idzie w trop za błędeDl. Rewolucya 
francuska okazuje naD1 obraz "
szelakich zbrodni 
przeciw rozulllowi, nloralllości i zwyklej ludzkiej 
etyce. Śmierć lllęczeilska Ludwika XY! nie daje sift
		

/kraushar_drobiazgi10350_0001.djvu

			348 


TADEt"SZ KORZON. 
.. 


niczem usprawiedliwić. A jednak Francya po tylu 
zbrodniach _ spełnionych na ludzkości, w imię' tejże 
ludzkości doczekała się tryumfów, jakich dzieje 
świata całego malo dają przykładów... Spory reli- 
gijne, gdzieindziej zakoilczone rozlewem krwi i gwał- 
tami bezprzykladnemi,. nie obruszaj
 sumienia Eu- 
ropy. U nas, te spory wywołują interwencyą mo- 
carstw i przyśpieszają polityczną zagładę państwa. 
:\Iiara sądu i kary, jak widzimy, nie dla każdego . 
narodu jest jednaką, bo też nie każdy naród może 
ąię poszczycić posiadaniem talizmanu szczęścia, roz- 
grze
zającpgo wszelakie błędy.i zanlienii.tjącego te 
błędy w zasługę. 
Autor Dzi(jów 'jl"P1nu.:lrznydi takież same WnIO- 
ski wysllul z pracowicie nagronladzonego w swem 
dziele statystycznego lnateryału. 
Jako uczony bezstronny, nie kierowany na spo- 
sób pruski z góry powziętą tendencyą dowiedzenia 
tego, co polityka oportunistyczna bieżącej doby za 
pewnik uważa, gromadził Korzon w ciągu swej iście 
benedyktyńskiej - pracy, cyfry. i fałda, nie o
wiet1ając 
ich apryorystyczną tenclenf"yą. Trud wypro,vadzenia 
,vniosków z dawnych faktów i spostrzeżeIl bierze 
na siebie każdy rozważny czytelnik jego dzieła, 
a zadanie to, tern łatwiejsze jest do spełnienia., że 
umiejętność historyka, jego zasługa i zdolność nie- 
zaprzeczona, polegają właśnie na ugrupowaniu da- 
nych cyfr i faktów w taki sposób, że rozwaga czy- 
telnika i jego domyślność muszą iść w kierunku 
przez logikę wypadków wytkniętyu1. 
Uzytając dzif'ło Korzona, Ów LeZlla11li
tny akt
		

/kraushar_drobiazgi10351_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. - 


. -349 


oskarżenia prokuratorskiego, osnuty na p'owadze sta- 
tystyki, nieraż staczamy z. sobą wewnętr
ną walkę, 
niera£ ?abieramy się do "'Yrzucenia z piersi okrzyku 
. zgrozy., -lla ,vidok nieudolności, blędÓ"w i karygodnej 
'. opie;zalości przo
owników narodu, w?be
 blis
!ego 
już, niczem niezażegnywan
go niebezpieczeństwa. 
Gqy jednak miara zarzutów. po brzegi się wypelnia, 
spoglądamy na dzieje i innych narodów z tejże sa- 
mej doby, a - wówczas myśli naszej narzuca się uwa- 
ga) zmieniająca dotychczasowy punkt widzenia. Cy- 
try. i spra\vdzone fakta dziela Korzona ułatwiają 
wprawdzie zrozumienie przyczyn upadku, ale i poza 
niemi leży pewna sfera stosunków, nie dająca się 
ująć w karby matematycznego wyrachowania, która 
wszechwładnym wplywem swoim obala zbyt pośpie- 
szne wnioski i znlusza do poważniejszej refleksyi. 
Historyk możf' być albo malarzem, albo też 
sędzią opisywanej przez siebie epoki. Z natury dzieła 
Korzona, stanowiącego studyum historyczne "ze sta- 
nowiska ekonomicznego i administracyjnego tt wy- 
nika, iż Korzon nie chciał być malarzem i artystą 
\v przedstawieniu epoki 
tanislawa Augusta. )Iając 
do czynienia z cyframi, nIusial się autor zamknąć 
w ścislenl kole statystyki, z którą ścisłość i artyzm 
bli8kich nie lnają stosunków. Że jednak miejscami 
rola malar
l1 nlusiala zastąpić rolę sędziego, dowo- 
dem tego są świetne charakterystyki dworzan, nli- 
nist.rów i po
lów stanislawowskich rządów, w któ- 
rych przenikliwość dziejopisa, jego uluysl głęboki 
i rozważny, .walczą o lepsze z artystycZllYlll polotem 
i wdziękiem formy opowiadania.
		

/kraushar_drobiazgi10352_0001.djvu

			350 


TADEUSZ KORZON. 


. 


Posluchajmy np. krótkiego ustępu, poś.w-ięco- 
nego charakterystyce Stani
lawa _\.ugusta. 
"Lear Szekspirowski - pisze Korzon - \\r naj- 
większej niedoli, \v chorobie, która mu unlysl zgn
- 
biła, wolal : "Jestem króle Ul \V każdyul calu!" Chcąc 
mieć klucz do zrozumienia Stanisława Angu
t.a Po- 
niatowskiego, trzeba wiedzieć, że nigdy nie byl kró- 
lem, w żadnym calu... Spostrzegali to już współ- 
cześni. 'V dwóch najudolniejszych charakterystykach, 
Polak, dawny dworzanin i cudzoziemiec, d.rplom
ta, 
określili go prawie identycznie wyrazami: luetr ce- 
renlonii, lub nlarszalek dWOTIl króle,vskiego. rryle 
byla \varta jego zewnętrzność, jego okazała i nliłfł 
powierzchowność, jego uprzejnle obejście się, jego 
przyjemna i ujnllljąca rOZlllowa, z dobryul akcentpm, 
we wszystkich nieIllal językach europejskich. 'Ve. 
wnątrz, w najgłęb
zych podścieliskach :;wej istoty 
moralnej, był i pozostal do śmierci - paniczem pol- 
skim, odroślą zgangrenowanej arystokracyi X V1II 
wieku. " . 
W innem znowu miejscu: 
"Przez wyksztalcenie wielostronne, acz po- 
wierzchowne, doszedl on do pojnl0wania obowiązków 
dostoj eństwa królew:-,kiego i odrazu potrafił przy- 
swoić sobie terminologią n10narszą, mial ciągle na 
ustach, ojczyznę, cnotę, uszezęśliwienie narodu, prz 1_ 
mawiał do posłów ziemskich w izlJie Bejulowej, "jak 
dobry ojciec do dzieci," lecz wl"L;y
tkie t. slo\\a, 
wypowiadane gładku, ilustrowane odpowiednią ge- 
stykulacyą, 
krapiane c.lę
tokroć lzami, były - rol,
 
aktorską. Na {lnie jego serca krylu sitt n
l1l1iętno
		

/kraushar_drobiazgi10353_0001.djvu

			TADEUSZ KORZON. 


351 


pragnienie materyalnych korzy
ci i uciech zmyslo- 
wych, związanych z koroną, jakoto naprzyldad: ka- 
rety paryskie, jedwabiem" \v naj weselszych kolorach" 
wybijane, kuchnia "przyz,voita," rój kochanek naj- 
powabniej
zych, tłum uniżonych pochlebców, eskorta 
woj::5kowa przy boku i trochę oznak poddailCzego 
uszanowania przy występach puLlicznych. Przypu- 
ścić można" Żł' Lez długiego nan1yslu zamienilby 
troll poJski na \\
szelki inny: hiszpai1ski, neapolitail- 
ski, sardyń
ki, JTIoże nawet na 
'yaIll::5ki i przy swych 
zoolnościat:h lingwistycznych lJylby się chętnie nau- 
t'zył języka w
zelkiego narodu, któryby go zechciał 
przyjąć na króla." 
:MusialLynl wiele u
tępów wypisać> z dzieła 
Korzona, auy dowieść, że !:'tatystyczne eyfry i ta- 
blice, jakiellli ol.tkie uposaiył swe studyum, nie od- 
jęly jego pracy literackich i pisarskich zalet, lecz 
OW8ZeIll, nadaly inl podstawę grunto\\ ną źródłowego 
badania, bwlz<\cego w czytelniku poszanowanie dla 
dzie:a i Lezwanlnkową ufilOŚĆ no wywodó\v autora. 
SzczegÓłowy rozbiór tych wywodów już z tego 
względu jest trudny i nielllożliwy, że nalcżaloby do 
nipgo przystąpić z takim 
alllym aparatelll źródlo- 
WYlIl, z jakilll autor stanął przed czytnj.\cYln ogółem. 
I dlatego, jeżeli reasulllująC w
zystkit3 f
llna nagro- 
nladzone w ciągn kilkutomowpj pracy, nutor, z przf'- 
świadczenielll O słuszności swej 
prawy zape'
nia 
czy t .hlika, że w zużytkowanych nic więcej się nie 

najduje, collY na 
ąd jego o warto
ci ludzi i czy- 
nów WpłYlląĆ mogło, . () rewizya. władz rządowych 
i prae 
polecr llych wykOluln<\ z()
tała z taką 
cislo-
		

/kraushar_drobiazgi10354_0001.djvu

			: 


. 


. 
352 


TADEUSZ KORZON. 


ścią, jaka !lie bylaby możliwą w wiekach dawniej- 
szych dla niedostateczności materyalu, ani w. wieku 
XIX dla zbytec
nej obfitości: przechodzącej siły po- 
. jedyńczego czlowieka, to, wobec takiego oś
viadcze-' 
nia, należy w
trzym..ać się ąd _ uwag. p.odających 
w wątpliwość wywody, na tak "\vyczerpującYln osnutę 
materyale. 


-...... . . .
		

/kraushar_drobiazgi10355_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


(Mixtum compositum). 


Szkice hist. 
er. I. T. l. 23
		

/kraushar_drobiazgi10356_0001.djvu

			
		

/kraushar_drobiazgi10357_0001.djvu

			Dla historyka-prawda, choćby 
najbrzydsza, lepsza, aniżeli najśli- 
czniejszy ideał... 
J. Bartoszewicz. 


Krytyczny kierunek dziejopisarstwa nowocze- 
snego wiele się przyczynił do wyjaśnienia spornych 
faktów i błędnych poglądów na dzieje ludzkości. 
Z tem wszystkiem, błąkają się jeszcze po kartach 
dziejów fantazyjne legendy i oczywiste falsze, któ- 
rym łatwowierna teraźniejszość dobrorlusznie ufa, 
i honorowe miejsce w skarbnicy swej historycznej 
wiedzy wyznacza. .:\Iaj ąc na względzif' okoliezność, 
że ba.rdzo wiele faktów donioślejszego znaczenia, 
wydarzonych w naszych już czasach i przed naszenli 
11iejako oezynla, rzadko kiedy dochowywa się i prze- 
kazuje potonulości w istotnej, nieskażonej przesadą 
postaci, że skłonność do przeistaczania pra,vdy jest 
wrodzoną tlulllom biorącynl udział czynny 'v wa- 
żnych przesileniach dziej owych, że wreszcie fanatyzm 
uwielbienia lub nienawiści, otaczający zazwyczaj wy- 
bitniejsze osobistości historyczne, narzuca ludziom 
błędne, a czę::;tokroć rozmyślnie wynaturzone poj ęcie 
23*
		

/kraushar_drobiazgi10358_0001.djvu

			356 HISTORYJKI l PLOTKI HISTORYCZYE. 


o charakterze, dążnościach, czynach, zamiarach. i ce- 
lach wielkich mężów, przodujących ludzkości potęgą 
umysłu i woli; - dziwić się nie można, że spadek po 
przeszłości obfituje 'v tak poważną ilość fałszów 
historycznych, domagających się rychłego, a skute- 
cznego sprostowania. 
Poważna nauka, od czasów Kiebuhra wiele już 
zdziałała w kierunku osuszenia legendowych bagien, 
zarażających atmosferę historyczną lniazmatallli f&l- 
. - 
szu l przesaay. 
Dziś już w książkach elementarnych rzadko 
spotkać się można z faktami, na wiarogodność któ- 
rych, przed niedawnym jeszcze czasenl, przysięgano. 
A przecież, ileż to jeszcze do zrobienia pozostaje, 
aby z tego, co po dziś dzień uchodzi za prawdę, 
zedrzeć lllaskę obłudy i w istotnej: za barwionej fan- 
tazyą przedstawić postaci! ileż to faktów, wcale 
niesięgających odległej starożytności, odrnienniej 
nam się przedstawia przy stosowaniu bewzględl1ej 
krytycznej analizy! ileż to w opowiadanit-ch o wła- 
snej naszej przeszłości tula się nieusprawiedliwio- 
nych niczem twierdzeń, przechwalek, potwarzy, za- 
rzutów i przekleństw, przeciw ludziom i faktom nie- 
dokładnie wyjaśnionym, niezrozumialym, mającym 
jedyne swe źródło w sympatyi lub antypatyi do 
tego, co przerasta zwykłą, przeciętną miarę powsze- 
dniości! Nie będzie też rzuconem na wiatr twierdze
 
nie, iż historya Polski dopiero od niedawnego czasu 
zaczęła nabierać oblicza n a u k i, opartej na faktach 
sprawdzonych, i że przy dalszem umiejętnem stoso- 
waniu metody analityczno-krytycznej, nauka ta roz-
		

/kraushar_drobiazgi10359_0001.djvu

			tJTSTORY.Jln I PJ
OTKI mSTORYCzm. 


357 


szerzy granicę legendowej epoki, daleko poza dzie- 
dzinę faktów, dotychczas błędnie za pewne i wiaro- 
godne uważanych. 
':ro jednak, co u nas jeszcze do zrobienia po- 
. 
zostaje, oc1dawna już zrobili Anglicy, Francuzi 
i Niemcy ze swoją historyą, poddawszy ją bezwzglę- 
dnej analizie, celem oddzielenia prawdy istotnej od 
naleciałości fantazyi. 
Kierunek taki, uprawiany systelnatycznie, dużo 
już dobrego wyświadczy! poważnej nauce, choć tru- 
dno zaprzeczyć, że nliędzy licznym za.stępeln prac 
historycznych, opartych na nowej, krytycznej meto- 
dzie badania, znajduje się znaczna ilość robót, llla- 
jących pretensyą do oryginalności poglądów, w grull- 
cie rzeczy zaś ubiegających się o pahnę pierwszeil- 
stwa 'v kanonizowaniu osobistości, dotąd w dziejach 
za szko(lliwe poezytywRnych, lub, w potępianiu tych, 
które potOlIlllOŚĆ aureolą blasku i świetności oto- 
czyła. Niełnniej jednak, wylom, zrobiony w dotych- 
('zasowej, kUllsztownej strukturze historycznych opo- 
wieści, jest tak przestronnynI, 
e przez81i istotna 
prawda na dzienne światło z łatwością przedostać 
się już luoże. 
Idąc za śladem i wzoreln Fournier'a, który 
w dziele: ł'-l;'spril dans l'histoirc ważne porobi! szczerby 
w dotychczasowych poglądach na głośniej
ze histo- 
ryczne f'akta, pisarz nieluieeki, \Y. L. Herstlet, wydal 
ciekawą i znjnlującą pracę, porl tyt.: ])cr Tr('lJpcuu;ifz 
der 1 r('lI,ljf"schicldf', w której, w sposób nieraz sarka- 
styczny, lecz częstokroć poważny, usiłuje zdemasko- 
wać fałsze , błąkaj ące . się po dziś ozień 'v sferze
		

/kraushar_drobiazgi10360_0001.djvu

			385 


HISTORYJKI I PI.OTKI H[STORYCZ
E. 


historycznych badań. Powtórne wydanie tej pracy 
świadczy, że trafiła ona do przekonania ogółu, i że 
ten ogól, karmiony przez czas dlugi baśniami i le- 
gendanIi, pragnie nareszcie dobić 
ię do jądra pra- 
,vdy, ukrytej w pozlacanej lupinie fantastycznych 
opowieści, wszystkich czasów i narodów. 
Poczynając od Greków, a koilCZąC na wspÓł- 
czesnej histoIJ
, wyłuszcza autor w krótkości wszy- 
stkie, bardziej znane i za wiarogodnf' poczyt.ywane, 
szczegóły i kilkoma zwrotanli, lub dowodami żró- 
dło-wemi doprowadza owe twierdzenia do jednego 
mianownika - nieprawdy. Zarzucono mu wprawdzie, 
że w zapędzie i w pogoni za pra wdą
 nie zna nale- 
żytej lniary, że metoda, jaką stosuje do historyi, równa 
się niekiedy brakowi wszelkiego respektu dla trady- 
cyi, lecz tam, gdzie irlzie o prawdę - tradycya głosu 
mieć nie może, gdyż właśnie wszystkie l-łędy roz- 
myślne i mimowolne, dotąd pielęgnowane w dzie- 
jach, czerpią początek w zbytniem uwzględnianiu 
podań z pokolenia pokoleniu przekazywanych, ze 
szkodą dla zdrowego rOZ1.UllU, z Ujlllą ola 
prawie- 
dliwości dziejowej, która okoliczności łagodzących 
znać nie powinna, lecz winna ferować wyroki na 
podstawie dowodów autentycznych i owego glo
u 
sumienia, odzywającego się 'v czlowieku na ,,'idok 
krzywd, popełnianych na ludzkości w imię urojo- 
nych, lub też skadowaconych ideałów... 


lo
		

/kraushar_drobiazgi10361_0001.djvu

			HJ
TORY JKJ I PLOTKI H[STORYCZNE. 3:')9 


r. 


Już Grecy lllieli słabe poczucie potrzeby wy- 
jaśniania niektórych wydclrzeil historycznych, ale- 
goryczlu'ln ich upostaciowanienl. Księga mędrca Pa- 
lephatusa prri api.-:toll obejlllnje wykład roznlaitych 
alegoryczno-historycznych infonnacyj. 'Vedług owego 
pisarza-, 
Iedea dlatego posiadała władzę odmładzania 
ludzi sędziwych, że się znała na sztuce f a r b o \v a- 
n i a w los ó w. Niobe np. dlatego, skutkiem utraty 
dzieci, s k a In i e n i a ł a, że kazała nad ich grobelll 
postawić własny swój posąg z kalllienia... 
Opuszczając p oh.. legenrlowych opowieści, 00 
jakich np. należy baśil o wyprawie 
\rgollautów 
i o wojnie trojal'iskiej, pra\vdopodobnie będących 
odgłoseln jakiejś zbójeckipj wyprawy, przechodzi 
Herst1..-.t 00 hardzif>j konkretnych faktów i zaprze- 
cza np., ahy Ilollier Blia! być aUTorenl lljady i Ody...;- 
sri. Popierają go " tenl przypuszczeniu: li--'. A. \Y o1ff 
w c1zielp Prull'gOlł/clla (1,(7 Jlomo"Um (17H7) i d'Aubi- 
gnac 'v Yuujertu ru, l i
tori'Jl{('s. 
Za pośrednictwem Greków, ;:;zczególniej Hero- 
dota, przeElzly do nas wiadomości o Egipcyanach 
. i P('r
a('h. 
Zdaje się wl-'zelako, że wiarogodność tych opo- 
wieści rÓwna 
ię romansom historycznYlIl D lun as a, 
'ValteTskotta i TJuizy )Iiihlbach. Herodot np. opo- 
wiada., że królowa :\Iassagetów, Tomyris, poleciła 
zanurzyć głowę zamordowanego króla perskiego, Cy- 
rusa 1 we krwi, aby, spełniając dawno wyrzeczon,\
		

/kraushar_drobiazgi10362_0001.djvu

			360 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


groźbę, tą krwią go nasycić. Z tern wszystkiem, do- 
daje Herodot, "z licznych opowieści o zgonie Cy- 
rnsa ta ostatnia wydaje mi się najprawdopodobniejszą. " 
Tymczasem Ksenofont w Cyropedyi, będącej wla- 
ściwie romansem historycznym, jako miejsce zgonu 
Cyrnsa, wskazuje prozaiczne - lóżko. Ktezyasz, 
w dziele swojem Pn.sica, opowiada natomiast, że 
Cyrus uderzony zostal w pewnej bitwie przez slo- 
nia, i po trzech dniach cierpień, skona!. 
Znanem jest powszechnie opowiadanie o od- 
wiedzinach Solona u króla Krezusa (H e r o d o t, I, 
29-33). 'V szyscy uczniowie powtarzają z pamięci 
piękny frazes: .1V('11l0 rmtc morfem beatus, obejmujący 
życiową regulę zmienności doczesnego losu. Otóż 
cala owa opowieść jest wierutną bajką, a źródlo jej 
spoczywa w błędnem określeniu czasu bytności So- 
lona u Krezusa, nadto, według twierdzenia Hell- 
walda (Oultllrgeschic7de, I, 2U), Cyrus nie mógł pod- 
dać Solona karze stosu, gdyż religia jego zabraniała 
zanieczyszczania elementu ognia. Twie
dzeniu tenlU 
przeczy ze swej strony badanie nowsze, gdyż do- 
piero Daryusz, syn Hystaspa, uznał się za czciciela 
ognia. (Floigl.: Cyrus'llnd Herodot nllclt den ncugc- 
fimdenen Keilinsrliriften, 1881). \Vreszc
c wersye He- 
rodota o okrucieństwach Kambyzesa i prześladowa- 
niu wierzeń egipskich, opierają się prawdopodobnie 
na potwarzach kapłanów egipskich. N owo odcyfro- 
wane napisy na gro bowcach w l\Iełn:fis nic o tego 
rodzaju wieściach nie wzmiankują. (Ranke: JVeltge- 
scltichfc, I, 130). 
Nazwisko Tyrteusza staJo się typowern dla poe-
		

/kraushar_drobiazgi10363_0001.djvu

			HISTORYJKI I PI.OTJO HISTORYCZNE. 361 


tów bohaterskich pieśni. Otóż wszystkie wieści o ty- 
powych osobistościach są podejrzanemi. To pewna, 
że Tyrteusz podniecał ducha Spartan, podczas dru- 
giej wojny messeńskiej, swojemi Elegiami. Ponieważ 
elegie te składają się z wierszy nierównych heksa- 
nletru i pentametru, dlatego nazwano ich autora ku- 
lawyul mistrz ellI gramatyki. Ateńczycy pragnęli 
w rzeczy S31llej, po::;elstwem Tyrteusza, wyświadczyć 
Spartanom przysługę, a wersya o obawie wrzekomo 
odczuwanej przez nich, na widok wznlagającej się 
potęgi Spartan, jest z111yślelliem późniejszych czasów. 
Istnieją inne jeszcze piękne opowiadania o woj- 
nach messeńskich, pra,vdopodobnie wątpliwej histo- 
rycznej ścisłości, gdyż źródlelli ich był Pauzaniasz, 
który czerpał wiadomości z historyka ::\lyrona z Priene 
i z kreteIlskiego poety, Rhianosa, współczesnego Ale- 
ksandro,vi 'Vielkiellll1. 
Podanie o bitwie przy Termopylach znacznie 
jest upiększone późniejszenli n.odatkanli. Diodor (Xl, 
] 1) opowiada cale zajście w sposób prozaiczny nieco. 
'Vedlug niego, Grecy wpadli do obozu per- 
skiego, aby zaIllordować króla i przy tej sposobno- 
ści zostali zarąbani... 
Głoszą o Delnostenesie (Gallius: rłTocics _ttticac 
XVII, 21), że, uciekając z pola bitwy pod Chero- 
neą, miał wyrzec: "Człowiek uciekający może ,val- 
czyć znowu." Lecz anekclota owa zapewne jest zlny- 
śloną, gdyż podczas ucieczki niell1a się żadnej inkli- 
nacyi do wypowiadania pięknych myśli; nadto, De- 
mostenes po owej przegranej bitwie, nie został 
11811uiętynl od obowiązków pailstwowych, coby z pe-
		

/kraushar_drobiazgi10364_0001.djvu

			.' 362 


HISTORY.JKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


wnością nastąpil9 bylo, gdyby się byl okazal tchó- 
rzem. Plutarch wprawdzie wziankuje o ucieczce, lecz 
o sentencyi Demostenesa nic nie wspomina. Ta cy- 
tata bardzo jest zresztą rozpowszechnioną. U Wir- 
gilego np. znajdujemy wiersz: qllondam diam virii.... 
'redit in praecordia virtus. Włosi lllają przyslowie : 
E rneglio che si dicr qui fu,qfJt che fJui morio Francuz 
Scarron pisze: Qu; fuit, pełlt relJ('uir aussi. {Jui l1u'urt, 
ił 1/ en est pas alu.';;. Anglicy wreszcie twierdzą: Thr 
1nan u'lw fights and rU1ł;] all'ay, ma!! li re to {tyld ano- 
ther day. 
O Aleksandrze 'Vielkim kursuje mnóstwo nie- 
wiarogodnych baśni, stosunkowo jednak nietyle, ileby 
się spodziewać należalo. Wersya, jakoby narodziny 
jego nastąpily tego samego dnia, gdy .wódz ojca 
jego, Parmenion, odniósł zwycięstwo nad Illiryj czy- 
karni, a Herostrat spalil świątynią 'v Efezie, da się 
wytJ:ólnaczyć sklonnością Greków do gromadzenia 
ważniejszych wypadków około jednego czasokresl1. 
Ró,vmeż i slynny list Filipa do Arystotelesa z"\via- 
stujący narodziny Aleksandra jest zmyślonym. (Four- 
nier: l'esjJrit dans l'hi.s-t., str. fJ). 
Utrzymują, jakoby Aleksander; po zdobyciu 
Tyru, kazał powiesić 2000 lllieszkańcó,v tego miasta. 
Arrian wszakże, w ]listoryi pochodów Aleksandra 1
, 
nic o tem nie wie; również Plutarch w Życiu Ah'- 
ksandra, nic o tego rodzaju nieludzkiu1 czynie nie 
wZlniankuj e. 
Nieprawdą jest nadto, aby Arystoteles, mszcząc 
się na Aleksandrze za zabicie krewnego, zadal mu 
trucizny. Trucizna ta miała pochodzić ze .. ródla
		

/kraushar_drobiazgi10365_0001.djvu

			HISTORY.JKI I PI.OTKI HISTORYCZNE. 363 


Styx w Arkadyi. Tymczasem źródlo to istniej e po 
dziś dzień, lecz trujących własności nie posiada. 
(Humboldt: Kosmos, IV, 503). 
Kolos Rodyj
ki, jeden z siedmiu cuoów świata, 
wystawionym zostal około r. 306 przed N. Chr. przez 
Rodyjczyków, na pamiątkę oblężenia, dokonanego 
przez Demetriusa Poliorketesa. Około r.223 przed X. 
Chr., skutkiem trzęsienia ziemi, uległ zburzeniu. Niepra- 
wdą wszakże jest, aby ów kolos mial górować nad 
przystanią. "\VT dziele Philo-Bizancyusza z r. 150 przed 
N. Chr., O siedmiu cudaelt ślciata (wyd. Orelli, Lipsk, 
1816), niema o (;zemś podobneID wzmianki. "... edług 
Delepierr'a: ]lisiorical dif(iCllltics, str. 14, dopiero Y"i- 
genf.re w swOjeIll: Tabh'au,'l" de Pltilosfrute pierwszy 
umieścił ów kolos, ponad przystanią, z rozwartellli 
noganll. 
. O poetach greckich rozpowiadają również nie- 
wiarogodne baśnie. rrak np. nieprawdą jest, jakoby 
Ezop był garbatym. Welker w artykule: Aesop ci'JlC 
.Fllbpl (]{lriu(' Srhrift{'u, II, 243), przeczy nawet istnie- 
niu Ezopa. 
Nif'prawdą jest również, aby Sappho, z lniłości 
ku Phaollowi, rzucić się lniala z Leukadyjskiej skaly. 
\,-r 8zystkie te baśnie potworzyli komicy ateilscy, 
Niemniej wątpliwej wiarogodności są allekdotki, 
powtarzane o Pytagoresic, Elnpedoklesie, Hipokra- 
eie i Hokratesie. Bardzo wiele wersyj, krążących 
o Arystotelesie i jego uczniach, nie daje ::;ię uzasa- 
dnić faktami i źródlami. 
Uczniów Arystotelesa nazywano l)crypa fd!/ka m i, 
nie dlatego, że si
 przechadzali podczas wykładów
		

/kraushar_drobiazgi10366_0001.djvu

			364 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


mistrza, lecz, że nauczanie odby\vało się pod cieni- 
stemi aleami (peripatOl) gilllnazyunl w Lykeon. 
Wszelkie cytacye: Po.znaj siebie SWIU'!JO. lt-ic 
nadto. Omuia 'iJ/ra 1JleCll1Jl porto, fałszywie się przypi- 
sują niektórym greckim mędrcom, a to, co głoszą 
o tak zwanych siedmiu mędrcach i o Sybary- 
tach, jest tylko wynikiem przesady i chęci upięk
za- 
nia faktów, niemogących być przedmiotem ścislej, 
krytycznej analizy. 


II. 


Poeci nazy\vają Rzym mjasteIll "siedmiowzgór- 
kowem (Roma srpticollis). Lecz owa siódelnka, jak 
zazwyczaj, jest tu dość podejrzaną. Rzym "palatYli.- 
ski u składał się nie ze siedmiu wzgórz, lecz ze sie- 
dmiu "kręgów;" pojedYl1cze zaś części nie wszędzie 
byly wzgÓrzystemi. Późniejszy RZYln "Serwiuszowy,;' 
okolony mUreIll, również nie ohejmowal siedmin pa- 
górków. "\Via.rogodną \v tej mierze powagą jest 
lIomnlsen. 
Początki Rzymu, owe bajeczki o Romulusie, 
o trzech Horacyuszach, o Lukrecyj, oHoracyuszu 
Koklesie, są słabym odglosem, jeśli nie plagiateIll 
helleńskich legend. Toż samo da się powiedzieć 
o bajce 1rIenenniusza Agryppy, będącej naśladowni- 
ctwem indyj skiego podania; toż samo o morderstwie 
Wirginiusza, spelnionem na osobie córki; o czenl 
powątpiewa ..\Iomlllsen, toż o wytępieniu Eabiuszów, 
o bezinteresowności Cyncyunata i o wielu innych
		

/kraushar_drobiazgi10367_0001.djvu

			BISTORY.TKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 365 


hajeczkach, ukraszonych dodatkami i przek
ztalce- 
niami) któremi lnłode pokolenie naszych czasów nie- 
potrzebnie sobie panlięć obarcza. 
I Archilnedesa, obrolicę Syrakuz, przeciwko 
konsulowi Marcellusowi) opatrzyla fantazya history- 
ków rozmaitemi zaletami) których ów wielki mąż 
zupelnie nie posiadał. 
I tak np. Archinlecles miał spalić statki rzym- 
skie, za pomocą socze"\vek. Lecz bajk
 tę zapoży- 
czono z Galena i Lukiana, pisarzy późniejszych. 
" 
Archimedes pisał istotnie rozpra,vę o soczewkach 
i istotnie podpalił statki rZYlnskie pociskanli ognio- 
wemi. Dwa te fakta, jak to już słusznie zau,vażyl 
1\Iontucla w llistoirc des łJłathcmafitjllf's, pOluieszali ze 
sobą pisarze późniejsi. 
Czy zdanie ...\.Tchimede::5a: d aj c i e m i t o, n a 
c z e m s t oj ę, a P o r u s z ę k u l ę z i e ID s k ą... jest 
prawdziwem ? "\V ątpić należy, aby znakolnity mate- 
matyk, takim się wyręczył frazeseln. "\Yedług Plu- 
tarcha (.11[arccllu,.;;. Rozel. Xr\7), frazes ten brzlllial: 
"G d y b Y fi nI i a ł j e s z c z e j e d n ę k u l ę z i e m- 
s k ą, P r a g n ą ł b y m t ę, n a k t ó rej:; t oj ę, z o d- 
l e g łoś c i t a ID t e j p o r u s z y ć," co również jest 
niejasnem, gdyż ,y każdym razie brakloby lnu pnnktu 
oparcia dla dźwigni. Inna znowu bajka, jakoby Ar- 
chilnedes mial do napastnika rzynu
kiego, który go 
zdyb al, podczas badali geometrycznych, odezwać się: 
:Nuli t/lrba]"fJ circulos mcos, również na "\viarę nie za- 
sluguje, gdyż, jak zauważył Bi.ichmann, frazes ten 
po raz pierwszy znalazł miejsce 'v laciilskiul ele- 
mentarzu Gedikego i 'v lcetiolles Zatinae, a ,vedług
		

/kraushar_drobiazgi10368_0001.djvu

			366 BISTORY JKI I PLOTKI mSTORYCZNE. 


Reallexiconu Liibkego, Są trzy źródła poważne, gdzie 
owego frazesu niernasz, np. w Ciceronil' , 5, 19, 50; 
w Liwiuszu, 25, 31; \V Val. 1Jlax. ExcJJlpla mirabilia, 8, 7. 
Waleryusz 
Iaximus każe Archimedesowi wo- 
łać: l{oli obseero istll1n (t. j. kurz, na którym :figury 
nakreślone były) disturbare. A więc w lat 30 dopiero 
po K. Chr. powstaj e po raz pierwszy owa bajka. 
\Vyrzeczenia Catona: CelerulJł censeo Ca rth agi- 
ncm esse ddclldam, nie napotykamy w żadnym pisa- 
rzu łacińskim. Jedynie \v Plutarchu mieści się ono 
w języku greckim. Kto je po raz pierwszy na ję- 
zyk laciIiski przełożył? - niewiadomo. 
Na l\Iariusza, Hpiącego pod drzewenl, spaść 
raz miało orle gniazdo z siedmioma jajkmni, z czego 
następnie wy1\Tóżono siedmiokrotny jego konsulat. 
Lecz orlica nigdy tylu jaj nie znosi... Już Plutarch 
(Jlarius, 36) powątpiewa o wiarogodności tego po- 
dania. 
O wyrzeczeniach Juliusza Cezara do steTIlika, 
w czasie burzy: Quid limes? Caesarem vehis.' i 
Et tu 
lJrllte?! - również wieleby się powiedzieć dalo. Prze- 
dewszystkiem o pierwszem nie wzmiankuje wcale 
Cezar, w swoich komentarzach, nadto, u pisarzy sta- 
rożytnych jest tylko wzmianka o pierwszej części 
frazesu. Co do wyrażenia drugiego, istnieje różnica 
zdań. Suetoniusz i Plutarch podają, że Cezar padł 
pod nożem" Brutusa, nie wymówiwszy ani slowa. 
Lecz w bajce, jakoby Cezar wskoczyl w pelnej 
zbroi, przed Aleksandryą, ze statku w morze, i mimo 
gradu pocisków, zanurzając się kilkakrotnie, trzyma
 
ponad głową niezmoczone papiery, tkwi taka prze..
		

/kraushar_drobiazgi10369_0001.djvu

			mSTORY.JKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 367 


sad a, że istotnie dziwić się potrzeba, że i Camoens 
w podobny sposób opowiada o sobie i o ocaleniu 

wej Luizyady... 
O przyjaciółce Cezara, Kleopatrze, mieszczą się 
liczne sprosto,vania w dziele Adolfa Stahra
 nieubłaga- 
nego skeptyka, w kwestyi historyi cesar8kiego Rzymu. 
Wiele by również sprostowań wprowadzić nale- 
żało do historycznych opisów okrucieństw Impera- 
ratorów i charakterystyki ich postaci. Trudno np. 
uwierzyć, aby Julian Apostata, ciężko raniony na 
polu bitwy, miał dość przytomności umysłu, by 
zawołać: rialilcc t'ici
ti! - trudno uwierzyć ba- 
śniom o Belizal'Yuszu i o jego nieszczęściach i bła- 
galnych wołaniach: dale obulum. Bclisf1rio qu IJl for- 
tuna evca:it, invidia oczdis ln-lt'w:it, gdyż dopiero w 600 
lat po śmierci Belizaryusza ukazał f'ię wiersz J aHa 
Tcesesa o biednYlll i ślepY111 bohaterze, który to 
wiersz przedostał się do "\Vłoch) a następnie 'v ro- 
mansie l\Iarn10ntela do Francyi, gdzie znalazł illu- 
stracyą w slynnym obrazie Davida i w trage.d.yi, wy- 
stawio
1ej za Napoleona I, w której Talma grał głó- 
wną rolę... 
Godzi się tu również wspolnnieć cośkohvie k 
o spaleniu bilioteki w Aleksandryi przez I{:alifa 
Om ara. 
Po spaleniu Aleksandryi, głosj podanie, do- 
wódca Amru, pragnął darować bibliotekę przyjacie- 
lowi swen1U, Janowi Philoponowi. Omar wszakże 
miał na zapytanie Amru oświadczyć, iż, jeśli treść 
ksiąg zgodną jest z Korallelll, są one zbyteczne, 
jeśli zaś przeciwnie, to jako szkodliwe winny uledz
		

/kraushar_drobiazgi10370_0001.djvu

			368 mSTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


zniszczeniu. Poczem przez sześć miesięcy ogrzewać 
miano owemi księgami Aleksandr"yjskie-kąpiele. Tym- 
czasem księgozbiór, o którynl mowa, założono na 
lat 298 przed X ar. Chr. Złożony z 400 tysięcy ręko- 
pisów, spalił się przypadkowo w r. 47 przed N. Chr., 
przy zdobyciu miasta przez Cezara. Inny znowu 
księgozbiór, króla Attala z Pergamonu, darowany 
następnie Kleopatrze przez Antoniusza, zniszczonym 
został: w r. 390 po N. Chr. przez biskupa aleksan- 
dryjskiego, Teofila. 
Pytamy teraz, jakąż wartość mieć może le- 
genda () Omarze, skoro treść j ej polega na przyto- 
czeniu dwóch tylko pisarzy, którzy żyli na lat 580 
po owym fakcie? (Humboldt: Kosmos II, 
51). 
Wec1ług Delepierra (Hist. (liffic. 25), bajka ta pocho- 
dzić ma od Grzegorza Hebraeusa, znanego pod na- 
zwą Abulpharadyi, który żył około r. 1264 i pier- 
wszy wersyą owę utworzył w języku syryjskim, 
przetłomaczywszy ją następnie na arabski: Że Ale- 
ksandrya posiadala wówczas 4000 kąpieli, poświad- 
cza to d'Herbelot 'v swojej Bib lio tlWfj 11 c Oricntale. 
Lecz ileż to książek trzeba było zniszczyć, aby 
opalać cztery tys:iące kąpieli przez ciąg sześciu mie- 
sięcy? Czyż zresztą pargamin nadaj e się na lnate- 
, 
ryal opałowy? Smialo zatem można calą opowieść 
o spaleniu biblioteki aleksandryjskiej zaliczyć do 
rzędu fantazyjnych utworów. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10371_0001.djvu

			. 


mSTORYJKI I PLOTKI Hn;TORYCZl\E. 369 


III. 


. 
Początkowa histol}Ta Germanów, dotycząca pier- 
wszych ich starć z Rzymem, nie jest wolną od 
kłamstw i przesady. \Vieść, jakoby Arminiusz był 
w Rzymie i służył ". rzymskich szeregach, wersya 
o pochodzie Gennanika i o jego zwycięstwach, od- 
zyskanie straconych w teutoburgskiej bitwie orłów- 
wszystko to są wersye pozbawione cech wiarogo- 
dności. 
Smutnej pamięci monachijski malarz, Pilnty, 
przedstawił nam, na znanym obrazie, scenę trYlun- 
falnego pochodu Gennanika.. Treść obrazu zaczer- 
pniętą została z opowieści Strabona (Ks. '"'II, 1, 4), 
i Tacyta (Jmmlcs II, 41). Już w monografii Line- 
mayera Dl'}" l'riwuplizug dt-S Grrmnnżcus (1b75), pod- 
niesiono wątpliwą tychże opowiadań wiarogodność. 
Tapyt ubocznie ,vspoluina, że tryunlfalny pochód 
nie był 'v zupełności p r a w n y m, ponieważ Ger- 
Illanik wyprawy swej nie ukończył. Jakichże to nie- 
wolników pro-wadzono podczas owego pochodu?- Ta- 
cyt nie wymienia. Strabon. bliższy owej epoki, lecz 
piszący swoję geografią w Azyi, wylicza owych jeil- 
ców w osobach: 8egill1untusa, syna. Segesta, 'l'husnel- 
dy, żony Arminiusza, i trzyletniego jej syna, Thu- 
melika, i wiele innych jeszcze osóh. Oprócz Stra- 
bona, nikt inny o romantycznych tych szczegółach 
nie wzmiankuje. Zresztą, Strabo nie był świadkiem 
naocznym faktu; z pisarzy rzymskich zaczerpnąć go 
nie mógł, nie rozumial bowielll języka laciI'lskiego, 
Szkice hiat. Ser. I. 'l'. I. · 24 ·
		

/kraushar_drobiazgi10372_0001.djvu

			370 HISTORY.JKI I PI"OTKI mSTORYCZNE. 


by z Cezara nlógł korzystać; greckie roczniki idąc 
za rracytem, milczą o Arminiuszu; zostaje zatem 
tylko ustne podanie, które Strabo zużytkował. (II, 
5, 11). "\Vedług pra.w o tryumfalnych pochodach 
rzym ski C' h, tracono jeńcó,v, dowódców i książąt, za- 
raz po obchodzie. Tynlczasem Strabo mó,vi, że 
wszyscy jeilcy, o jakich nlowa, ulegli "karze try- 
umfu" (l'ii
m'l dikas). To jednak, według Tacyta, 
(I, 57, 58) stać się nie nlogło, gdyż opowiada, że 
Segest, syn jego Seginlund i córka przybyli. do 
obozu, gdzie uprzejmie byli przez Gef111allika przyjęci. 
O Thuslleldzie nadto opowiada Tacyt, że po 
powrocie legionów za Ren, urodziła ona syna, który 
następnie wychowywał się w Rawennie. Fakt ten, 
posłużył jako treść do znanego SZf-l"micrza z Ilawrl1uy 
Halma (Przekł. polski St. Budzińskiego). Adolf Stahr 
,vzmiankuj e o nilll w swoj elll Torso, jako o fakcie 
historycznYlIl. Zmienił wRzakże następnie tę opinią 
w artykule pomieszczonym w Deutsch> Rundschalt 
(Lipiec, 1876). 
"\Varto również słów kilka poświęcić błędnym 
pojęciom o \V a 11 cI a l a ch. \Vyrażel1ie to sięga cza- 
sów rewolucyi francuskiej. Anglicy na określenie 
tego pojęcia mają wyraz Gotltis11I. Ze wszystkiego, 
cokolwiek o \Vandalach wiemy, trudno przypuścić, 
aby zniszczenie rzymskich ozieł sztuki, mogło być. 
ich sprawką. 
Nawet o Hunnach zbyt przesadne wytworzono 
sobie mnielnanie. Atylla, według zapewnienia Frei- 
taga, (Aus dem l11iUclaltf'J", 174), był łagodnym wzglę- 
den1 :::!woich wiernych, nprzejlnym, łaskawym i wspa-
		

/kraushar_drobiazgi10373_0001.djvu

			. 


BtSTORY.J1n I PlOTKI HISTORYCZNE. R71 


nialomyślnym, słowem, człowiekiem honoru, według 
pojęć swej epoki... 
O Kar o l 11 W i e l k i m kursuj e również wiele 
zluyślonych anekdot. Najbardziej znaną jest opo- 
,vieść o córce jego, Emmie, która, z miłości do na- 
uczyciela swego, Eginharda, poniosła go przez śnieg 
na barkach swoich, aby tynl sposobem zatrzeć ślady 
stóp mężczyzny. Lecz sam Eginhard temu przeczy, 
podaj ąc w hiografii Karola Wielkiego, że cesarz 
córki swej nikomu za mąż nie wydal. 
R o l a n d, bohater tylu pieśni, uczczony tyloma 
pomnikallli, raz tylko w historyi jest wsponluianym, 
i to w trzech tylko wyrazach. Mianowicie, Eginhard 
wylicza go między szlachtą poległą pod Rongeval 
w słowach: Hroudlandus Britannici limitis praefectlls. 

Bouckle: Hist. uf Civil. I, 319). 
"\\"T roku 1000 po Chr., miał cesarz Otto III 
otworzyć grób Karola W. Scena ta odmalowaną zo- 
s
ala przez Kalubacha w )Iuzeum Germailskiem, 
w N orym berdze, a cesarz figuruj e w niej 'v postaci 
siedzącej. Lecz Karol "\V. nie był"\v takiej posta- 
wie pochowanym. Złożono zwłoki j ego 'v sarkofagu. 
'rak je znaleźli: Fryderyk l
udobrody i Fryderyk 
" "\Vielkilll" przezwany. 
""\Y pałacu dożów 'v Wenecyi, okazują po dziś 
ozieil podróżnym dwa obrazy, przedstawiające klęskę 
cesarza Fryderyka I na morzu i upokorzenie jego 
w "\Venecyi "\v r. 1177 przez papieża, Aleksandra III, 
kladnącego nogę na jego barki. Oba te fakta są 
zmyślone. \V rzeczy saluej, cesarz ucalowal nogi 
papieżowi, lecz następnie papież daJ: nHl pocałunek 

4*
		

/kraushar_drobiazgi10374_0001.djvu

			372 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZXE. 


pokoju, odprowadzil do kościola i dal mu przy 01- 
tarzu blogoslawieństwo. 
'Vieleby przytoczyć się dalo przeciw wiarogo- 
dności opowiadania o bohaterstwie W i l h e l li1 a 
T e II a, z tego jednak r co już w tej mierze wyświe- 
tlila krytyka historyczna, okazuje się, że podania 
o Tellu, nadające się bardzo do draITIatycznych opra- 
cowań, nie ze wszystkiem są zgodne z bezwzględną 
prawdą historyczną. 
PozbawioneID wiarogodności jest i podanie 
o bohaterstwie A r n o l d a W i n k e l r i e d a, okaza- 
nem w bitwie pod SeJnpac1
 (1386 r.). Pragnąc niby 
utorować Szwajcaroln drogę do ataku, skierować 
mial ArnoI(1 wszystkie piki do swojej piersi i tpn 
sposobem li1ial się do zwycięstwa przyczynić. Otto- 
kar LorellZ 'v rozprawie swej Leopold III und d
c 
Sehweizcrbiłndc ('Viedeń, 1860), zaprzecza udzialowi 
Winkelrieda w bitwie, czem dal początek licznynl 
opracowaniom krytycznym, wywody jego stwierdza- 
Jącym. 
. O początku r o d u H o h e n z o 11 e rów i ich 
przybyciu do pólnocnych Niemiec, krążą również 
dość sprzeczne wersye. Rozpowszechnione podanie 
glosi, iż cesarz Zygmunt zastawil w r. 1411 
Iarchią 
Brandeburską za sto tysięcy guldenów burgrabiemu 
Fryderykowi Norymberskie1l1u. Nie mogąc Ł-placić 
dlugu, pozostawić mial l"1archią przy wlasności Ho- 
henzoIlerów. Wersya ta jest nieprawdziwą. CeRarz 
Zygmunt pozos
awil burgrafowi :Marchią tytuleITI 
wdzięczności za wielkie jego uslugi; oprócz tego, 
zapisał mu uroczyście sumę 100 tysięcy węgierskich
		

/kraushar_drobiazgi10375_0001.djvu

			IDBTORYJKI I PlOTKI HISTORYCZNE. 373 


zlotych, jako wynagrodzenie za poczynić się maj ące 
'v zarządzie Marchią ulepszenia i nakłady, pod tym 
jednakże warunkiem, że po splaceniu tej sumy l\Iar- 
chia miala napowrót przejść na wlasność pożycza- 
jącego. (Riedel: Zehn Jlllo'c GUS der Gcseh. dcr .Alw- 
lwrren drs prellss. Konigslłauscs). 
O M a r c i n i e L U t r z e, krążą baśni, iż d o 
świątobli \Vego życia nawróconym zostal skutkiem 
uderzenia piorunuJ który ugodził w przyjaciela jego, 
Alexisa, podczas przechadzki, jak również, że w 'V art- 
burgu uczęstowal dyabla rzuconym kalanlarzem. Obie 
te wersy e nie mają cienia prawdy. 
Znany obraz Hansa Makarta, przedstawiający 
Hjazd J{w'ola Y do Ant/ceJ1);' i nagie dziewczęta, 
otaczające cesarza, opartym został na wZllliallce za- 
mieszczonej w dzienniku podróży Albrechta Diirera, 
który towarzyszyl pochodowi. Diirer opisuj e zgro- 
madzenie ludu i piękne niewiasty, stojące u bram 
miasta. Archiwista Verachter w piśmie: Cornellii 
Graephaci G'1"atulatio Ca ro li V ln'lwr. (1520) dodał 
od siebie: Diesc lJladdwu '[{'aren £lir sehonstcn drr Siadi 
Anl1rcrpcn, beinalw ganz uacki und nur mit l'łlle'1" "diinne 
r;azc Klccd-ing bcdcckt. " 'V edlug ówczesnych poj ęć, 
strój taki zastępowal białe szaty dzisiejszych dzie- 
wic honorowych przy uroczystościach, Makart zatem 
przesadzil nieco istotę faktu. 
Chwilę wstąpienia Karola V. do k l a s t o r u 
J u s t a (od rzeczki Juste, a nie od świętego, 110SZą- 
cego to miano), opowiada de rrhou 'v I{isf01
ia s li 
fouporis, w następujący sposób: że Karol V ,vy- 
siadłszy z po,vozu, przyklęknął i zawołał: 'V i t a In
		

/kraushar_drobiazgi10376_0001.djvu

			374 . HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


C i ę w s p ó l n a m a t k o! N a g i m . w y s z e d ł e nl 
z twojego łona, aby posiąść skarby tego 
świata i otóż wraca In teraz do twego 
lon a. Sekretarz cesarza nic o tym fakcie nie 
wzmiankuje. (H. Stirling: T/w cloister life of tllr> ('1JI- 
pcror CJwrles V, Londyn 1853). Robertson, historyk 
szkocki, zawinił w rozpo,vszechnianiu kłanlliwych 
wieści o pobycie cesarza w klasztorze, szczególniej 
o jego rozpamiętywaniach nad zegarkanli. Opo,viada 
mianowicie7. że z powodu nieregularnie idących li- 
cznych zegar6w, żałować n1iał cesarz, iż chcial zmu- 
sić swych dawnych poddanych do jednej religii. 
Jest to wierutne klamstwo. W pozostałości po cesa- 
rzu znaleziono zaledwie pięć zegaró,v. 'V historyi 
Niemiec Dullera wszelako przedstawionYln jest ce- 
sarski pustelnik otoczonym z
garaIni wahadłowemi... 
, 
Smieszny anachronizm, gdyż dopiero około 1650 r. 
urządzać zaczął Huygens wahadłowe zegary. N ato- 
miast ,vedług Llorenta: Hist. de l'iufJui.o;. d' l

'ipagllc 
rr. II. 157, cesarz Karol \r do ostatniego tchnie
ia 
żywił przekonanie o konieczności palenia kacerzy, 
a nawet żałował, że puścił nd. wolność Lutra, zgo- 
dnie z danym mu listem żelaznym. Delepierre (Elist. 
diffic. 128) podaje, jakoby Karol V nigdy nie nosił 
habitu mnicha, \v jakim go przedstawił rrizian, a na- 
wet, że nie mieszkał w sanlym kla'3ztorze, tylko 
w sąsiednim budynku, dalej, że orszak jego składał 
się nie z 1
, lecz z 50 osób. 
Robertson opisuje w znany sposób ;:;łynną c e- 
r e ID o n i ą p o g r z e b u; inni pisarze kladą nawet. 
cesarza do trumny i każą mu śpiewać. Victor Du-
		

/kraushar_drobiazgi10377_0001.djvu

			H[STORY,JKI I PLOTK[ H [STORYCZNE. 


375 
, 


hameI w swojej IIidnir£' cvwditlltioudlr dr> ta monar- 
1Ii(' ('....Pll!JlIollr. idzie dalej, gdyż zostawia cesarza sa- 
lllego w tnunnie w kościele. Skutkiem tego mial 
ce
arz zapaść w ddiriu/1ł. i skonać następnego dnia 
w swojej celi. Lecz ani major dOlnus cesarza, ani 
jego sekretarz, ani doktór składając
 szczegółową 
relacYą o pobycie cesarza Karola V w Juste, nic 
o owej niezwykłej ceremonii nie wzmiankują, choć 
podają, że 15 t-3ierpnia zaniesionynl został do ko- 
ścioła i przyjął Bakramenta, chorym będąc na po- 
dagrę. 
Zgon cesarza nastąpił 21 Września. Lekko- 
lnyślna owa cermllonia, wzbroniona zresztą IUl kon- 
cylilllll z XIV w. nie harn10nizuje z powagą, jaką 
się Karol Y w życiu odznaczał i z trzeźwością jego 
umysłu do ostatniej chwili ujawnioną. (BarthelenlY 
E ' rrcllrs et mens. ltistor. III. 129). 
Początki 'v o j n y t r z y d z i e s t o l e t n i e j kła- 
dą historycy na dzieil, w którynl Czesi pod prze- 
wodelll hrabiego Thurn, namiestnikÓw cesarskich 
:\Iartinitza i Slavatta i sekretarza. Fabriciusza wy- 
rzucili oknem, przyczem jednak wszyscy trzej ujść 
mieli bez sz,vanku (23 :Maja 1618 r.) Dotąd wszystko 
jest historycznem, lecz, aby }'abricyusz miał paść 
na innych i podnió:-;ł
zy się przeproBić towarzyszy 
upadku, to nieprawda. (
Ienzel: .A.YCIW dt'utsc1le G('sth. 
III, 30
). 
Generalowi T i II Y kładą przy zdobyciu Ma- 
gdeburga (1tlaj ltj31) bardzo złośliwe wyrzeczenie 
w usta, Hpopularyzowalle nadto przez SzylIera. Gdy 
go niektórzy oficerowie ,vezwali, aby powstrzYlllał
		

/kraushar_drobiazgi10378_0001.djvu

			376 mSTO:R.Y JKI I PI.OTKI mSTO:R.YCZ:N"E. 


rabunek i zniszczenie, nliał Tilly odpowiedzieć: 
"P r z y j d ż c i e z a g o d z i n ę, n a m y ślę s i ę tYln- 
c z a s e m. Ż o ł n i e r z m II s i m i e ć c o Ś z a s woj e 
t r u d y i li i e b e z p i e c z e li s t w a. " 
Nie leżało to wcale 'v interesie TiIlego, aby 
zniszczyć nliasto; zalał się nawet rzewnemi łzanli, 
gdy spostrzegł zasIane trupami ulice; polecił rozdać 
chleb biednym i nawynlyślał jeńcom za słabą obronę 
miasta. Historya wojny trzydziestoletniej Szyllera 
nie może stanowić powagi naukowej, tem bardziej, 
że ją Szyller napisal do Kalendarza historycznego dla 
dam z r. 1791-1793. Sam Szyller, w liście z d. 10 
grudnia 1788, do Karoliny von Wolzogen, w nastę- 
pujący sposób się wyraża: "Historya jestto tylko 
szpichlerz dla nlojej fantazyi, a fakta historyczne 
muszą się godzić z tern, czem się w moich rękach 
stają. Pozostanę na zawsze niedoHtatecznem źródłem 
dla przyszłego dziejopisa, który tyle będzie nieroz- 
ważny, aby ze nlnie korzystać." 
Żeby Albert z Waldszteinu chciaJ: kiedykolwiek 
zdradzić cesarza, temu zaprzeczył historyk, Gfrorer, 
w r. 1800. Ranke jest tegoż samego zdania. Planem 
Wallensztejna było raczej skłonić cesarza do zgody 
z elektorami protestanckilni, by następnie z tymi 
ostatnimi iść na Szweda i Francuza. Tego jednak 
nie życzyła subie kamariIla wiedeńska, zwłaszcza, 
spowiednik, Lamormain, i dlatego Wallensztejn zgi- 
nął. .. lecz nie z powodu zdrady. Dwór wiedeński, 
zawładnąwszy wszystkiemi dokumentami, nie mógł 
ani jednym wierszem usprawiedliwić swej zbrodni. 
Według dzieła Schuberta: ROzlciązauie kwestyi lV al-
		

/kraushar_drobiazgi10379_0001.djvu

			HlSTORYJ
I l }'LOTKI HISTORYCZNE. 377 


hnsztf'jna, okazuje się, że wyrzucony w roku 1618 
oknenl Slavata, był autorem potwarzy na 'Vallen- 
sztejna rzuconej. 
Do pamięci króla szwedzkiego, G u s t a w a 
A d o l fa, przywiązaną jest w Niemczech taka sym- 
patya, że nawet sto,varzyszenie pomocy dla ewan- 
gielików, nosi firmę Gustawa Adolfa, jako protektora 
i zba,vcy protestantYZ1l1U w Niemczech. Droysen, 
w dziele: li-uslau' .L1dolf; sprowadził już do należytej 
miary tego rodzaju poglądy. Pobudki Gustawa Adolfa 
były czysto politycznej natury, co wyillka już z tego, 
że w r. 1624: zawiązał układy z kardynalem Riche, 
lieu, potężnynl ministrem katolickiej Francyi. Gusta,v 
Adolf pr3gnął zawłaonąć Baltykiem, a następnie 
i berlmu Niemiec. Z tego względu, nie chcial mu 
pomagać kurfirst brandeburski, Jerzy \Vilhelm. 
I o śmierci Gustawa Adolfa, pod Liitzen, d. 6 
listopada 1632, popisal Szyller rozmaite poetyczne 
brednie, mianowicie, że król szwedzki padł od kuli 
Franciszka Alberta von Lauenburg, który, przez 
matkę swoję skoligacony z rodziną "\Vazó,v, znalazł 
ongi w Szwecyi gościnne przyjęcie. Spoliczkowany 
raz przez króla, szukał zemsty i znalazł ją 'v bitwie 
pod Liitzen. 'Vszystko to bajki, niemające history- 
cznej wartości. 
:1\1 a r y a T e r e s a i F r y d e ryk II by li często 
przedmiotem fantazyjnych opowiadań. Marya Teresa 
nie uciekła do Preszburga z dzieckiem na ręku, gdyż 
podczas sceny: 11 oriamur pro rcgc Iloslro, dziecięcia 
na ręku nie miała. Przywieziono je dopiero w 10 
dni później po owej scenie.
		

/kraushar_drobiazgi10380_0001.djvu

			378 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZ
E. 


Nieprawdą jest również, aby l\Iarya Teresa pi- 
sać n1iała do n1argrabiny de Pompadour: 1JUJ clu:rc 
rouswe. 
Również bez wartości dziejowej jest bajka 
o rn ł y n a r z u z S a n s s o li C i, zaczerpnięta prawdo- 
podobnie z perskiej historyi z VI w. po N. Chr. 


IV. 


I historya Francyi upstrzoną jest licznenli ba- 
śniami i przechwałkami, tak właści weffii charakte- 
rowi Erancuzów. Najobfitszy bukiet z owych kwia- 
tków fantazyi dziejopisarskiej zebral Fournier 'v zna- 
nem Bwem dziele, a za nim. bez wyboru, poszedł 
i Herstlet. 
Rozpoczyna się szereg owych do,vcipnie po- 
nlyślanych anekdot od historyi A b e l a r d a i H e- 
lo i z y, grobowiec których odwiedzają liczni podró- 
żni na cmentarzu Pere la Chllisc. Czy owa slynna 
romansowa para rzeczywiście spoczywa w o dwie- 
dzaneffi miejscu? W ątpiono o tern czas długi, lecz 
obecnie istnieje już pewność 'v tym ,vzględzie, tylko 
namiętne listy miłosne, jej przypisywane, są apokry- 
fami. Najdawniejszy rękopis, pozostały jako zabytek 
po Abelardzie i Heloizie, znajduje się w bibliotece 
w Troyes. Jest on jednak o s t o l a t późniejszym 
od śmierci Heloizy... 
Że król L u d w i k XI nie był aniołem dobroci, 
o teffi wie każdy, lecz, aby okropności owe, okazy- 
'vane po jarmarkach, przy dźwiękach katarynki,
		

/kraushar_drobiazgi10381_0001.djvu

			HISTORYJKI I PI
OTI{I H [STORYCZNE. 


379 


a malujące okrucieństwa króla, były pra,vdziwenli, 
temu krytyka naukowa przeczy... Opisują np., że 
król kazał stracić księcia de Nemours, w obecności 
sześciorga jego dziatek, klęczących pod rusztowa- 
niem, tak, aby krew ojca je skropiła. W spólcześni 
nic o takiln fakcie nie wiedzą. . 
Król F r a n c i s z e k I, po bitwie pod Pawią1 
miał napisać do Inatki: "w s z y s t k o s t r a c o n e, 
p r ó c z h O n o r u. " List króla wszelako był dluż- 
szym i smutniejszym. 
Pierwszym, który ,versyą tę podal, był Hiszpan, 
Antonio de Vera, 'v dziele: Vidll y hedlOs ue Carlus V, 
str. 1
3: ][wlama toto Sf' Iw jJcrJidu, sino es la lwura. 
, 
Gw król mial na 
zybie zanIku Uhamfort wyryć 
dwuwier
z : 


Soucent femme t'arie; 
Bieli fol est qui .<;'y fie. 


\Y istocie jednak kn')l na ji'aIllUclze Okll[ł na- 
pisał tylko: 


'l'out fe1l111le t"arie... 


Usiłowano wmówić w Ludwika X-IV, że pra- 
gnąl, z milości ku pannie de Layalliere, zniszczyć 
owę nieistniejącą szybę, gdyż wierzył podówczas 
w miłość kobiety!! 
Opowiadają dalej, że Diana z Poitiers byla ko- 
chanką Franciszka I i syna jego Henryka II, lecz 
brzyrlka owa historya nie jest prawdziwą. Inna je- 
szcze zn1yślona anegdota o FnHlCiszku I rozpo- 
w8zechnila się za po
redllictwenl znanego obrazu 
historycznego. Lecz Leonardo da Vinci nie skona!
		

/kraushar_drobiazgi10382_0001.djvu

			. 


380 mSTORYJKI I PLOTKI mSTORYCZNE. 


bynajmniej w Fontainebleau, w objęciach króla, po- 
nieważ 2 maja 1519 r., t. j. 'v dacie śmierci mistrza, 
ani on, ani też Franciszek I, nie byli w Fontaine- 
bleau, lecz każdy z nich był gdzieindziej. 
Król Karol IX nie strzelał w nocy św. Bartło- 
mieja z okna do Hugonotów. KOllluna paryska po- 
stanowiła w d. 29 Vendemiar'a R. II (20 paźdz. 1793) 
qu'il sera m.i un potcauin{amallt li la place 77lcme ou 
Charles IX tirait Sllr SOJl peuple. Pręgierz ów stał 
przez czas dlugi, lecz część Luwru w owelll miejscu 
zbudowaną zostala dopiero za Henryka IV. 
Przy zwłokach admirała Coligny mial Karol IX 
powiedzieć, widząc dworzan, zatykających sobie 
nosy: L' odcar de son eml£'l/li est tres bo
nu)! Lecz 
wyrzeczenie to przeniesionełll zostalo z Vitelliusa. 
Walter Scott, w {Jucntillir DUl"lcard, przypisuje je 
Ludwikowi XI. 
Slynny list wicehrabiego d'Orthe do Karola 
IX, w którym donosi królowi w odpowiedzi na roz- 
kaz zamordowania Hugonotów, że znalazł w Bayon- 
nie jedynie d
brych obywate]i i dzielnych żołnierzy, 
lecz nie oprawców, jest już dlatego podrobionYIn, 
że król żadnego rozporządzenia w tym duchu nie 
wydal; w okólniku zaś o śmierci Coligni'ego oświad- 
czył wyraźnie, że zamordowaniu admirała towarzy- 
szyły raczej polityczne, aniżeli religijne względy. 
Częstokroć napotykamy w muzeach i na wy- 
stawach artystycznych historyczne obrazy, przedsta- 
wiające chwilę, gdy Karol IX swego medyka, Hu- 
gonota, Ambrożego Pare, ocala, zasłaniając go przy 
wejściu na salę do krÓlowej matki, firanką. Szkoda
		

/kraushar_drobiazgi10383_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 381 


tylko, że tak piękny rys charakteru nie jest pra- 
wdziwYln, gdyż Pare byl - katolikiem... 
I{ról Henryk IV' mial, przy wejściu swem do 
Paryża, powiedzieć, biorąc assumpt ze zmiany reli- 
gii: Paryż - lub jak twierdzą inni- korona, 
war t ą j e s t ID S Z y. I to nieprawda. R
czej Rosny, 
książę de Sully, lniał odpowiedzieć Henrykowi IV, 
na zapytanie, dlaczego nie chodzi, jak król, do ko- 
ściola: Sir£', Sire, la rourUUJ1e vaut hien uHe 'lJtcssc. 
. . 
I slynne odezwanie się Henryka IV: Z y c z ę 
s o b i e, a b y każ d y w i e ś n i a k w n i e ił z i e l ę 
ID ial kur ę w g a r n k u, wymaga udowodnienia. 
I{rążą jeszcze o tym królu inne anekdoty, 
szkoda tylko, że nieprawdziwe. Tak np. Baudessou 
mer z St. Dizier, ban]zó byl do króla podobnym, 
do tego :stopnia, że szyldwachy, przez omyłkę, pre- 
zentowaly przed nilu broil. Eh rompl:rc, rzekI król 
do niego, rofre t}lf;j"r l,!.d d/£' aunc ai1e dalls le Bt:llrn? 
(gniazdo rodzinne króla). - }.ton Sirc, odpowiedziaJ: 
Beaudesson, . c'('
t uwn jJl:rc qui y demeura. - Vl'utre 
Suint ,l}ris! Je silis zmyć! oorzekl na to król. 

raką . anekdotkę opowiada Macrobiusz w Sa- 
tllrnuliach (Ks. II, R. 8) o cesarzu Auguście. 
Innym razem pragnął Sully mie6 u króla au- 
dyencyą, lecz dowiedzial się, że król leży w łóżku 
i ma febrę. Sully czekal nieco... wtem spostrzegl 
jakąś za,voalowaną piękność, ,vynlykającą się z po- 
koju króla. Za chwilę zjawił się król. "Co pan tu 
robi? Czyż nie powiedziano panu, że mmn febrę?" 
,,rrak, najjaśniejszy panie, lecz opuściła ona waszę 
kro mość przed chwilą. Widziałem ją przechodzącą, 


..
		

/kraushar_drobiazgi10384_0001.djvu

			382 IDBTORYJKI I PlOTKI mSTORYCZNE. 


calą zieloną..." Król uśmiał się 
erdecznie. Histo- 
ryjka ta mieści się w Plutarcha: Dl'łuefriuszll, R. 6. 
Posel hiszpailski mial raz zastać króla na czwo- 
. 
rakach, z delfinem na karku. Anekdota ta ró,vnież 
wziętą jest z Plutarcha, który ją do krÓla ..:\.gesi- 
lausa ze Sparty zastosował (R. .20). 
Opowiadają o skromności Ludwika XIII roz- 
maite historye; najprzód, że nie śmiał wyjąć z za 
gorsu pewnej damy listu, przez nią talU schowanego, 
nadto, że piłkę, tan1że schowaną. zasloniwszy oczy, 
wyjął cążkami od konlina. Obie te bajeczki wymy- 
ślil kaznodzieja, prawiąc nagrobną mo,vę, przy po- 
grzebie króla. 
Richelieu dodal Ludwikowi XIII Cinq -:\Iarsa. 
jako towarzysza. Gdy jednak Cinq-::\Iars intrygować 
zaczął, 
kazano go na śmierć. "Je 'Colldrais bien v()ir 
la grimace fju'il fait a celt(> hcurc, sur cet echafand," 
mial się przy tej sposobnoRci król wyrazić. Anekdota 
ta jest zmyśloną. · 
Gdy Ludwik XIII leżał na lożu śmierci, mial 
się spytać syna swego, którego właśnie ochrzczono: 
"J ak się nazywasz, lllÓj synu ?". "N aZYWalll się Lu- 
dwik XIV... u miał zapytany odpowiedzieć. "N i e 
j e s z c z e! J e s z c z e n i e!
 I ta anekdota je
t 
zmyśloną. 
\Vyrzeczenie Richelieu'go: "Dajcie mi sze
ć 
wierszy, napisanych przez naj uczciwszego bodaj czło- 
wieka, a znajdę w nich powód do powieszenia go," 
jest klamliwem. 
Ludwik XIV prawdopodobnie nigdy nie po- 
powiedzial: ['dat c'est uwi! a scena, przedstawia- 


"
		

/kraushar_drobiazgi10385_0001.djvu

			IDSTORYJKI I PLOTKI mSTORYCZYE. 383 


. 


jąca króla ze szpicrutą w ręku, w myśliwskiem ubra- 
niu, w parlamencie, jest fantazyjnym pomysłem. 
Gdy piękna ::\Iarya 
Iancini, siostrzenica kardy- 
dynala Mazariniego, zmuszoną zostala, na rozkaz 
tegoż, do opuszczenia króla, miala się wówczas ode- 
zwać: "Vous m' aimez, 'l.'OltS i:fez roi et je pars." Pra- 
wdopodobnie jestto poprawka do wyrazów: Von.') 
. . 
plcurez et VOU8 etes le maitre... 
Epoka Ludwika XIV obfituje w podobnego 
rodzaju zmyślenia. Ponlijając już historyą czlo,vieKa 
,,0 żelaznej masce," który w żadnym razie bliźnia- 
kiem Ludwika XIV' nie był, należy tu także gawęda 
o Salomonir de Caus, który odkrył siłę pary, prze- 
. . 
kazał ją pańshvu i jako waryat w Bicetre osadzo- 
nym został. Anekdota nie jest historyczną, lecz jest 
to wdzięczny przedmiot dla malarza i nowelistów. 
Pierwszy Arago w r. 1828 w Anrtuairc d) bu- 
'J'cau des louguitudes, zwrócił uwagę na pismo de 
Causa: Les rrtisolls ([rs {o1'cr8 mOll'l'q,ldes ai'rc dh'cl"s(,s 
mathines z r. 1tH5. Ztąd też Arago wywnioskował, 
że de Caus byl pierwszyn} 'wynalazcą lnaszyn paro- 
wych. - \V sześć lat po artykule Arago, wydawca 
dziennika ]lusćf' de::; Familluj zalllówił u Gavarniego 
rysunek, przedstawiający waryata za kratą. Rysunek 
ten przyszedł dla pisma za p
źno, aby go jednak zu- 
żytko,vać, wspólpraco.wnik pisma, p. Bertoud, sfabry- 
kował list niby z r. 1 ()41 od l\Iarion Delonue do Cinq- 
MarRa, opisujący wizytę w dOlllU w.aryatów i spo- 
tkanie się z de Causmn, oraz rOZlllO'Vę Cinq-:Marsa 
z mnif'lllanyrll waryaten1, z powodu której, Cinq- 
Mars mial przyjść do przekonania, że de Caus nie- 


. 


. 


. 


.
		

/kraushar_drobiazgi10386_0001.djvu

			384 


HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


slusznie jest uwięziony. List ten sprawił wielkie 
wTażenie we Francyi, a choć Berthoud przyznal się 
do apókryfu, nic to nie pomogło. De Caus umarł 
w r. 1630 jako ingćnicur du '1"0 i, wielce przez współ- 
czesnych szanowany. 
Gdy książę d'Alenyon żegnal się z dziadkiem 
swoim, Ludwikiem XIV., wybierając się w podróż 
do Hiszpanii, miał się odezwać: "Il n'y a pfUB (le 
Pyrcnćcs". J estto nieprawdą. Raczej poseł hiszpański 
mial się odezwać do króla, z powodu zamierzonej 
przez księcia d' Alengon podróży: ,,(Jur Ct' royayc dc- 
vcuoit aise et qllC prc.'3(:nil'lJlcni 11's Pyn:ućcs elOifUt 
fondues. « 
Posłowi angielskiemu, lordowi Stair, mial Lu- 
dwik XIY odpo,viedzieć, na usilne nalegania rozsze- 
rzeni
l kanału l\lardick: "Jlonsicur !'amua:isadl ur, j'ai 
foujours ete le lJlf.liire ("/tez moi, fJudqucfuis clwz 11's 
aufrcs,. Uf '/Jt'en faifes lJaS SOlit'('uil'.« I tell frazes jest 
zmyślony, przez prezydenta Renault (TTollaire, Sil
l'lr
 
de Louis Xl V, Ch. 23). Przypisywany królo,vi frazes: 
J'ai failli attelldre, również jest zmyślony, gdyż król 
był bardzo cierpliwy... 
Pani de l\Iaintenon nie miała udzialu w odwo- 
łaI(iu edyktu Nantejskiego. Niepra,vdą jest również, 
aby król, konając, mial się do niej odezwać: ".L'\""OU1:1, 
nous reverru/łS bieniM,« na co miała odpowiedzieć: 
TJ Voycz Ze beau rendez-vous fJ.u'il 'jJU
 donne,. c ,t huJJlIUf 
lit n' a jamais aimć 'lUC lui rnćme." 
Zmyślonem jest również twierdzenie, jakoby 
Lud wik XIV rzucił w ogień rachunki Ludowy gma-
		

/kraushar_drobiazgi10387_0001.djvu

			. 


lJ[!,TORYJKI I PLOTKI HIRTOltYCZXE. 


385 


chów wersalskich, ,vstydząc się ,\rygórowanej ich 
cyfry. 
"T szystkie te plotki o Ludwiku XIV czerpane 
są z pamiętników księcia ::;aint Simon, który sam 
o sobie lnówi: fJu'il 1ie s' cst Ilullenu'ut l}ifJue d'arc im- 
partia l. 
O Ninonie de l'EncloR Ct 1705) opowiadają, że 
w 80 roku życia przyzwoliła księdzu de Gecloin na 
rcmlcz t.uw.; z sobą. ,... oltaire, w 1Jlćlan.qcs histori'llles. 
nadmienia: Jc suis son lćgataire. Jc ['ai rllC l£'s llt'r- 
nićrcs anni:cs de sa vie. 

llc (:lait s(
che comme Ulle mo- 
mif'. De Gedoin był jej przedstawionym i odwiedzał 
ją czasaIl1i z V oltair'mll. 11 ćlaif furt doiguć de seulir 
des (h:sirs po1(r 'UlU' dccrlpitc ridćc, (jui n'arail sw' [es 
os 'lU' WIC pean jeaunc tirant sur Ze nuir. 
Natonliast prawdą jest, iż Ninon w 60 roku 
życia miala schadzkę z p. de Chate aUlle ut: 
Znany frazes ::\loliera, którym obwieścił publi- 
ezności, że prezydent L aIIloignon, zabronił przedsta- 
wienia /3lciflus.:l:a: TJ ]IuJlsicur Zc prćsidcllt ne oe li pas 
qu'olt ", jo il c, et nigdy prZeZe]'l powiedzianym nie zo- 
stał, a cała owa anekdota je
t naśladownictwem 
z hiszpańskiego. Gutzkow, we nr Z"or.:-c do Świrfo,.;::ka, 
zacytował wszelako ów frazes. O ile zreszt.ą rysy 
charakterów w owej kOluodyi historyczlleIni nie 
ą, 
wykazal Paweł Lindan w swoich: Lilerari
clłC Riiek- 
sicldslusigkcif('J( . 
Nie po,viedział również Mo]iere: "Je pJ"('Jlds 
mOll b.ŻUl, ou je lc trou 'c," lecz tylko z po.wodu dwóch 
scen Cyrano de Bergerac'a: lJl:CZanf jOUl:, n1iał się 
odezwać: "Lcs dcu.£ sci:ncs etuient bouncs; £'llcs m'ap- 
Szkice hist. 
er. I. T. I. 25
		

/kraushar_drobiazgi10388_0001.djvu

			386 HISTORY.JKI I PLOTKI ffiSTORYCZNE. 


partenaient de plcin droł
t; on rrprend son bien ou on 
lc troU're. 
Opowiadają, że R,ol1sseau przepisywał lluty dla 
pani de POlllpadour; gdy mu przysłała za to 11 lu- 
dwików, nliał Rousseau zatrzynlać nlale należne so- 
bie honoraryunl, a resztę odesłać. .Anekdota ta po- 
chodzi prawdopodobnie z fałszywego źródła, gdyż 
przeciwnie, Rousseau bardzo był za przesyłkę wdzię- 
cznynl, a nawet złagodził pewien ustęp w ":"YO'll'ej 
Heloizie, któryby mógł obrazić panią de POJnpadour. 
Chwilę śmierci Ludwika XYI, i tak już dosyć 
smutną, udranlatyzował jeszcze więcej Karol His, 
redaktor ówczesnego R(lJłlblicain franr;ais. Kładzie 
on w usta księdza Edgeworth na rusztowaniu słowa: 
,,8 y n u św. L u d ,y i k a, i d ź cI o n i e b a!" Lecz 
Edgeworth nic podobnego nie powiedział. FrazeEl 
ten ukazał się tego sanlego dnia., gdy głowa króla 
spadła, i znalazl ogólne wzięcie. 
Ksiądz Sieyes nie wyrzekl przy głosowaniu 
nad wyrokiem śmierci: "la morf sans pltra.w'," lecz 
"saw; 1JltraJ,fS," to znaczy bez dalszych nlotywóW. 
Inni glosowali tylko przez wyraz: la morf. 
Że sceny rewolucyi francuskiej, i tak już przez 
się ohydne, starano się zohydzić do przesady - nic 
w tern dziwnego. Opowiadają np., że gdy Verdun 
zajętym został przez Prusaków, a dziewczęta tań- 
czyły z nimi na balu, kazano je wszystkie zgiloty- 
nować, tak, że się kat nawet nad lo::;elll ich wzru- 
szył. Prawdą jest tylko, że najstarsza z owych dzie- 
wic miala lat 6!), a naj młodsza lat 22. Dwie lnłod- 
szego nad ten ostatni wieku deportowano.
		

/kraushar_drobiazgi10389_0001.djvu

			mSTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 387 


Epokowe zdo bycie B a S tyli i, nazwane przez 
\Viktora Hugo naj,viększym "\v dziejach wypadkiem, 
redukuje się do prostej awantury lllOtJ:ochu pary- 
skiego, zakoilczonej skruszenieul Iańcuchów zwodzo- 
nego mostu i tJumnenl zajęciem gmachu. "Stosy 
trupów" rlopiero później wynlyślono, gdyż w rzeczy 
saInej trupów bylo niewiele. Zamordowano przy tej 
sposobności kOluendanta de Laullay, co było niepo- 
trzebllelll i bezecnelll okrucieńsbvenl. 
G i lot y n ę 111iał wynaleźć Guillotin, a nawet 
miał należeć do pierwszych jej ofiar. Oba te fakta 
niezgodne są z rzeczy,vistoscią. Guillotin nie wyna- 
lazl, lecz zalecił do użycia wynalezioną przed nim 
maszynę, a umarł 
6 lllaja 1814, powszechnynl oto- 
czony szacunkiem. Za ponlocą gilotyny, nazywanej 
mwmaja, uśmierconym został już w r. 1007 doża ge- 
nueński, Denletrius Giustiniani, gdy król francuski, 
Ludwik XII, zdobył Genuę. (Jean d'Anton: Histoire 
elf' Louis ..\11, mi.-:c f'U lumirre par T/ł. Godefroy. Pa- 
ryż, 1615). 
Ostat.nia biesiada żJrondystów jest wymysIem 
Thiers'a (Hi.l:\t. dl' la rlcol. fiYlIlr. 4, ed. V, 46U), roz- 
szerzonym przez K. Nodier'a (O 'lll"rCS complćlcs, XI, 
182), a upiększonym przez Lamartina (L(,8 Girondin8, 
VII). Bailleul, ich współwyznawca polityczny, ukry- 
wając się w Paryżu, miał inl przygotować ucztę: 
,,\Vyszukaue potrawy, rzadkie wina, kosztowne kwiaty, 
jarzące świece, okrywały stół więzienny. Był to zby- 
tek ostatniego pożegnania, rozrzutność uluierających, 
niepotrzebujących oszczędzać sobie na dziel} nastę- 
pny." Brzydko tak przeistaczać fakta! Bailleul nie 
. 25"
		

/kraushar_drobiazgi10390_0001.djvu

			.. 
388 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZ
E. 


ukrywal się w Paryżu, lecz siedział w więzieniu ra- 
zenl z żyrondystami, a nawet pozostawal tam przez 
pięć miesięcy po ich straceniu (13 paździer. 17U3). 
Żyrondyści nie ,viedzieli nawet przedtelll, kiedy ich 
egzekucya nastąpi. Stracenie zadekretowano nagle 
9 Brumair'a, z 11l0CY wydanego tegoż dnia dekretu 
konwencyi. Bailleul nie mógl nawet obstalować b
r- 
dzo skrolllnej uczty, gdyż więźniowie oddawali rze- 
czy wartościowe nadzorcy. Że zresztą uczta taka 
nie miała miejsca, dowód na to nlalUY w entuzya- 
stycznych patlliętnikach: lIIt!moirc8 d'ull dćt"IHt pum 
scrcir a l'ltistoire de la tyrannic de ltolJc8pierre, przez 
lliouffa 1794, u więzionego przez tyrana i przezeli 
uwolnionego, jak również w BllllctiJ,S elit lrivunal 
'j"erolllt. Była to naówczas epoka strasznej klęski gło- 
dowej w Paryżu. 'Vreszcie nieprawdą jest, jakoby 
żyrondyści, po skazaniu, śpiewali hymny na cześć 
Franc}i. i wolności (Oh. Barthelemy: Errcw's et men..,. 
ltist., V Ser.). 
Inną rewolucyjną legendą jest, że ochotnicy 
frc:ncuscy (1791-17
-!) rozproszyli sprzYlllierzonych. 
Oi ochotnicy, nietylko że nie byli żołnierzami, lecz 
byli plugawą czeredą, grabiącą i gwałcącą tych, któ- 
rych bronić mieli. Ponieważ obierali tlami oficerów, 
więc przy tym o biorze intryga grala rolę główną. 
Szeregi te bić się nie umialy, gdyż uzbrojenie ich 
i odzież byly w opłakanym stanie. Tak zwane po- 
spolite ruszenie lerce ('n massc ,vydało następnie le- 
psze rezultaty. (Rousset: Les vulontaircs. Paryż, 1870). 
Żadna dynastya nie starala się tyle o przejście 
do his
oryi otoczoną aureolą wielkości, ile dynastya
		

/kraushar_drobiazgi10391_0001.djvu

			HISTORYJKI I PI
OTKI mSTORYCZNE. 


389 - 


Bonapartych. I pienvsze i drugie cesarstwo jednako 
w tej nlierze postępowały. Raporta o b i t w i e p o d 
1\1 a r e n g o, j ak świadczy Lanfrey, usunięte z ar- 
chiwów, zastąpione zostały nowemi, o fantazyjnym 
nastroj u. 
J\':ult dnia N apoleoil!
kiego polega! na fałszu. 
Bonaparte nie urodzi! się dnia 15 sierpnia 1769 r., 
lecz, wpdług dat ciril miasta Paryża, rejestr II, mu- 
nicypalności II okręgu, N. 290, pod datą XIX Ven- 
Łose, roku IV Rzplitej, obejmującego akt ślubny 
Napoleona Bonapartego z wdową Beanharna.is, i we- 
dług metryki urodzenia pierwszego, w dniu 5 lutego 
17G8. Datę znlyśloną podał Napoleon dlatego, aby 
przypadała już 'v epoce przyłączenia Korsyki do 
Francyi. I Heine rlopuści! się takiego żartu, aby 

ię nazywało, że jest pierwszynl lnężml1 swego wipku, 
mimo to, że 
ię urodził w wieku XYIII, ho 13 gru- 
dnia 17B9. . 
Pod LocJi miał Napoleon Ze bztalldarami W dłoni 
wyprzedzać żołnierzy przy zajęciu ITIOstu, tymcza- 
sem w rzeczywistości dowodził on wojskiem z nlU- 
rowanego domu, obok nlostu. "Historyczne" obrazy 
przedstawiają Xapoleona, gdy. dotyka się zarażonych 
w J affie. Nie dotykał .ię ich zupełnie. Przerl
tawiają 
go na dziarskinl rumaku, na górze św. Bernarrla, 
wśród śnieżnej zamieci. Była podówczas llajpiękniej- 
sza pogoda. 
Nad legendą Napoleoilską pracowa.li gorliwie: 
sarn Napoleon na HW. l-Ielenie i pod okienl jego 
Havary, książę lł,ovigo, następnie 1'hiers, - a wreszcie
		

/kraushar_drobiazgi10392_0001.djvu

			390 HISTORYJKI I PLOTKI H [STORYCZNE. 


Napoleon ill. Jako krytycy, występują: Chan"as, 
o£ara grudniowego zan1achu, J ules Barni i Lanfrey. 
Po 18 Brulllair'a llliał ex-ksiądz Sieyes o Bo- 
napartym powiedzieć: "JIls8ieurs, nUllS a'fOI s Wl mai- 
tre, ce jeulle /W1JUJlC (ait tout, peut !aut et -rcut tout." 
Sieyes zaprzeczyl, aby kiedykolwiek coś podobnego 
powiedział. 
Zaprzeczył również Sieyes, aby na zapytanie. 
co robił podczas terroryzmu? mial odpowiedzieć: 
j'ai t'ćeu. 
Zazwyczaj nieprawdziwemi są słowa, przypisy- 
wane jeneralom, jako wyrzeczone podczas bitwy. 
\Vrzawa wojenna do frazesów nie usposabia; zre- . 
sztą, któż by n1iał ochotę i cierpliwość słuchać i no- 
tować takie frazesa, wśród gradu kul, szczęku oręża 
i śmiertelnej obawy o wlasną skórę? 
General Cambronne nie powiedzial: "La gan/f 
meurt et ne se 'rcnd pas. !oL On sam przeciwko tenlU 
protestowa!. Wymyślił ów frazes Rougemont, dzien- 
nikarz. 
Ludwik xvrn nie odpowiedział na pogróżkę 
Bliichera, iż każe wysadzić most Jena: "Je IU'Y (erai 
portcr et nuus sautcrollS ensemble." J estto pomysł hra- 
biego Beugnot'a, co tenże 
 swoich pamiętnikach, 
wydanych w r. 1866, przyznaj e. 
O zgonie Talleyranda (17 maja 1838) opowiada 
Ludwik Blanc w Histoire de dix WiS, że gdy umie- 
rający mial wyrzec do króla "Ludwika Filipa: "J. 
souffre eomme un dalnne," król mial nadmienić: "J)cja?"' 
Najwiarogodniejsze źródła nic o tem nie wzmiankują. 
Czy Ludwik Filip istotnie podczas deszczu
		

/kraushar_drobiazgi10393_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 391 


przechadzał się z parasolem pod pachą? niewiadomo, 
bo źródłem tej wieści jest poeta Heine (nrerke. 
VIII, 49). 
Słynnego z wyprawy Boulo11skiej orła (6 sierpnia 
184G), według relacyi świadka wyprawy, hr. Orsi (Fra- 
';('1.,s Jlagasine, tlierpień, 187U), Ludwik Napoleon nie 
kupował; kupił go jedynie pulkownik Parquin w Gra- 
vesend za funt szterling. Ptak przywiązanym zostal 
flo maRztu i nikt się nilu nie zajnlowal. Dopiero po- 
licya wykrjTła go na
tępnie. 'Viadomość )fonitora 
z 29 czerwca 1&)9 r. o nieustraszonenl 111ęstwie N a- 
poleona ID pod Solferillo jest kłamliwą. Napoleon 
nie narażal się zupełnie. 
Zaj
cie z JJcu('{ldlim w EU1S (1870), które dało 
powód do wojny, jest przesadzone. t;mll Renedetti 
wyznal, że w Elns nie bylo "ani obrażających, ani 
obrażonych" . 
'Versya o oku G
tlnbetty, wyłuszczonem samo- 
wolnie, jest również kłamliwą. Gambetta oka sobie 
nie wyjął, lecz postrada) je, przypatrując się) dzie- 
ckiem, warsztatowi nożownika. Drobinka luetalu 
wpadła chłopcu w oko i spowodowaJa operacYą oku- 
listyczną. 


\T. 


Legenda głosi, że Anglicy nlniej kłamią, niż 
inne narody, lub też, że zupełnie nie kłamią. Ta 
ostatnia opinia mniej jest rozpowszechnioną, lecz 
Allglic
" ::!ami krzepko obstaji:\ przy o

l1ii, o wzgl
-
		

/kraushar_drobiazgi10394_0001.djvu

			392 HISTORYJKI t PI
OTKI lfISTORYCZNE. 


dnej swej prawdomówności, ehoć ta ostatnia na na- 
der ,vątłych opiera się podsta"\v:: ch. Już w takiem 
ich twierdzeniu spoczywa nieprawda, gdyż Anglicy 
tak samo kłamią, jak i inne narody: nie więcej, ale 
też i niemniej. . . 
,V dyploillacyi nawet nosi Albion przydomek 
» plrfi de " , co już wiele znaczy, a sami Anglicy okre- 
ślają swoich dyplomatów, jako 1}1rn Rf'uf abroad to lic 
for the bC1łf'(it of fhpir COllntry... 
Co leży na dnie owego cyklu podań o królu 
Arturze, o jego okrągłym stole, bohaterstwach, ry- 
cerzach, seneszalach, niewierności żony i O jej Lan- 
celocie? De la .Villemarque, wysłany imienienl n1i- 
nisteryum do Anglii, celem zbadania źródła owych 
lllytów, znalazł, że 'v początku VI wieku żył w Walji 
dowódca, ilnienieln Artur, który ciągle z Saksonarrli 
wojował. 
Z owych to wojen skompono,vano, Bóg wie, 
jakie historye, upanliętnione 'v pieśniach, halladach 
i romansach. (Confrs popul des ancien.;; IJrdon.;; ((I.ec 
'Wl essay Słlr l'origiur dcs ('pop'!('.') Słlr la table roudr par 
TIt. dr la Villct1lwYjur, 18-12 i Ritson: T/te lifr of King 
Art/wr, 1825). 
O królu Alfredzie Wielkim, pl!":zc Rnckle (lli.'if. 
of Cir., II, 249), że Anglicy, którzy żadnemu ze- swych 
królów pochlebnegó przydolllku nie nadali, dlatego 
jedynie Alfreda nazwali "\Vielkirn: że bardzo n1alD 
co o nim wiedzieli i mnóstwo instytucyj, jakie ju
 
przed nim istnialy, jemu przypisali... 
Gdy piękna hrabina Salisbury, w tańcu, pod- 
wiązkę zgubiła, podnieść ją llliał Edward III i \vrę-
		

/kraushar_drobiazgi10395_0001.djvu

			mSTORY.nn I PJ,OTKI HISTORYCZNE. 393 


czyć poszkodowanej, mówiąc: H01mi soit, 'llU 17lal 
y pcnsc. 
Ma to stanowić początek orderu of the garter 
(1349). Kic pod tYlIl względem pewnego niema, gdyż 
inni utrzynl1lją, że król powiedzial te słowa w bitwie 
pod Crecy, uczyniwszy własną podwiązkę oznaką 
wojenną; lecz wyrażenie to przed nim już było po- 
pulanIem we Francyi. (Haydn: Dictionary of dates). 
Znaną postać Ił,yszarda III stworzył Shakes- 
peare, według piSIIl Sir Tomasa )Ioora. I podania 
Hume'a o Ryszardzie czerpią z tegoż samego źródła. 
'Vielkie okrucielistwa, przypisywane Owen1U 
królowi, są przesadzone. Brata swego miał jakoby 
utopiĆ' w beczce n1almazyi. 
Kieprawoopodobną tę hist.oryą wyjaśniają w ten 
sposób: że uduszonego w 'rover księcia .wrzucono 
do beczki mahnazyi, co jest niepra,vdą. Pra,vdą jest 
tylko, że książę za życia bardzo w malmazyi gusto- 
wał... (Tinlbs: Curiositi,'s of History, II, 195). 
Słynna pieśń pożegnalna, utworu niby l\Iaryi 
Stuart, śpiewana przez nią na pokładzie okrętu: 


Adieu, lJlaisant pay::; de France! 
U ma patrie 
La plns ('lterie etc. 


nie należała (
o J\Iaryi, lecz by.ła napisana przez 
dziennikarza Querlona i pierwszy raz przezeJl w r. 
17()5 wydrukowaną została. 
\Vprawdzie wołała ona ze statku: Adicu, France! 
ale wiersze jej do wyborowych nigdy nie należały. 
Kt.o zwiedza wystawy obrazów nara

onYJn jest na.
		

/kraushar_drobiazgi10396_0001.djvu

			394 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


bolesny widok śmierci pięknego Rizzia pod ciosanli 
wysłańców zazdrosnego lllałżonka. Boleść taka dość 
często się powtarza... Szkoda tylko, że w ch wili 
owego wypadku (9 marca 156u) Rizzio nliał przeszło 
lat trzydzieści, a do pięknych lnężczyzn, jako gar- 
baty, bynajmniej nie należał. (Follrnirr, 179). 
Opowiadanie o pierścieniu, . darowanYlll przez 
królowę Elżbietę hr. Essexowi, z warunkiełn, że na 
okazanie owego pierścienia, królowa będzie przy- 
chylnie usposobioną względelll obdarowanego; o fa- 
kcie nadto, że gdy Essex, wpadlszy w nielaskę, upro- 
sił hrabinę N ottinghanl, aby pierścimi ów wręczyła 
królowej, czego uproszona nie uczyniła i skut1.--i.enl 
tego Essex straconym został, bardzo następnie ża- 
lowany przez królowę , gdy się o czynie hr:abiny 
Nottingham dowiedziala - jest wierutną bajką. Że 
królowa darowała Essexowi pierście:11 - to prawda, 
bo okazują dziś jeszcze trzy jego oryginały, lecz 
pierwszą wzmiankę o calej owej wzruszającej histo- 
ryi napotyka się poraz pierwszy w 55 lat po zgonie 
Elżbiety... Lord Nottingham korzystaJ: nieprzerwanie 
z łaskawości królowej Elżbiety. (Timbs). 
Anekdota o N ewtonj e, iż sla wny ó,v uczony 
naprowadzonym być miał na myśl o gra,vitacyi cial, 
skutkiem spadłego z drzewa jabłka, jest poetyczną, 
lecz nieprawdziwą. "\V spółcześni N e,vtona nic o tern 
nie ,viedzą. (Zollner: TVisscnsch. .AUwlldl. 222). 
Za pośrednictwem komedyj Scribego: Le verr
 
d'eau (1840) rozpowszechniła się anekdota o niełasce, 
w jaką popadła księżna lJJarlburoll[lh u królowej Anny, 
z powodu wylanej, na suknią: tej ostatniej, szklanki
		

/kraushar_drobiazgi10397_0001.djvu

			BISTORY JKI I PLOTKI lURTORYCZXE 


395 . 


wody.. . Jest to czczy "TymysI. Królowa Anna pij ala 
wprawdzie dużo, ale nie wodę... (Foul"uicr, 353). 
Pobudki owej anekdoty wyjaśnione są w Woltera: 
Sićclc dr> ŁOili:; XI V. T. I, 22). 


VI. 


Czemże s(
 wszystkie nowsze lnonografie hi- 
storyczne polskie, je
li nie krytycznelli opracowaniem 
rozmaitych faktów i 11lomentów dziejowych, do prze- 
szłości Polski odnoszących się, a wyjaśniających 
objektywnie, na podstawie stwierdzonych dowonów, 
to, co fantazya dawniejszych dziejopisarzy, zwyczaj, 
legenda i tradycya do skarbnicy historyi oj czystej 
wprowadzily? 
,y prawdzie już i :K aruszewicz i Lele\\Tel i cala 
szkoła ich następców oddzielają troskliwie dzieje 
niepe,vne, czyli bajki, od okresu historyi wiarogo- 
rlnej, wprawdzie, wszystkie wieści o l{rakusie, Po- 
pielu, Piaście, Zienlowicie, I.Jeszku, Ziemonlyśle, da- 
wno już zaliczają się do rzędu obrazo,vych legend, 
odtwarzających niektóre rysy dziejowego bytu przed- 
chrześciailskiej Polski; zteln wszystkiełn 110 woczesna 
krytyka, trzymając się 11letody krytyczno-analitycznej, 
nie poprzestaje na odrzuceniu legendy, jako legendy, 
lecz stara się ze źródła i charakteru owych legend, 
oraz nielicznych doktunentów piśmiennych wypro- 
wadzić wnioski o istotnym charakt.erze pierwotnych 
dziejów Polski, o skladowych częściach jej spole- 
cznego bytu, o naturze politycznegu jej ustroju,
		

/kraushar_drobiazgi10398_0001.djvu

			306 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCJ0rn. 


o stosunku plemion rządzących do rządzonych, o po- 
czątkach jej stanów, dostojeństw, pailstwowej wła- 
d7.Y, slowem
 o tych wszystkich czynnikach, które 
się złożyły na wytworzenie z ogólnych rysów szcze- 
powych, pewne.j cząstki politycznej, o wybitnych 
rysach naroC!owych, mianenl państwa polskiego w X 
wieku zatytułowanej. 
Ten kierunek syntetyczno- analityczny nadaj e 
historyografii polskiej nowszych czasów ściśle nau- 
kowy charakter, a pobudzając pilnych a skrzętnych 
pracowników do coraz głębszych poszukiwalI, zapo- 
wiada w przyszłości zerwanie stanowcze z dotych- 
czasowemi poglądalni na dzieje uspolecznienia pier- 
wotnej Polski i postawienie w ich miejsce poglądów 
z prawdą zgodniejszych. 
Gdyby chcieć przejść porządki81n epok, lat 
i panowań wszystkie zdobycze naukowe historyi 
Polskiej w ostatnich czasach przyswojone - nale- 
żałoby napisać obszerną księgę, zatytułowaną: Pra- 
lf(kt historyi polskirj. Okazałoby się wówczas, ile to 
z dawniejszej metody historycznej, z dawniejszych 
opracowali dziej ów Polski, ostało si ę faktów pod pro- 
bierzem nowszej historycznej analizy? Charakter 
epok, znaczenie faktów głośniej szych, istotna donio-' 
slość osobistości dziejowych, ich dążeń, czynów, za- 
miarów - wszystko to przybralo odmienne od po- 
przednich zapatrywań rysy. Jedni z refornlatorów, 
wprowadzając żywioł sceptycyzmu do dawniejszych, 
szowinistycznych poglądów, oceniają f
kta dziejowe 
według ich należytej miary, inni, prostując błędy, 
zdzierając maskę falszu i 01łudy z lnnienulnych pro-
		

/kraushar_drobiazgi10399_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI HI
TORYCZNE. 397 


roków i zbawców narodu, wypleniają kąkol z gleby, 
przeznaczonej na naukową uprawę historycznej wie- 
dzy. Przetrząśnięte na nowo lub nowo zbadane ar- 
chiwa wzbogacily dzieje Polski lllasą szczegółów 
nieznanych i rzuciły jasne światIo na to, co dotych- 
czas okryte było pomroką przypnszczeil, lub też 
wprost błędnych zapatrywań. 
Zadanie niniejszego szkicu dozwala tylko na 
podniesienie kilku, kilkunastu zaledwie szczególkó,v, 
z ich anekdotycznej, charakterystycznej strony. Trzy- 
mając się metody Herstleta i Fourniera, nie będzie- 
my przechodzić kolejno wszystkich epok i panowail, 
lecz wybierzemy to, co, zdaniem naszeIn, lnogłoby 
w przyszłości po
łnżyć, jako metoda i wskazówka, 
do opracowania ,vszystkich zdo byczy naukowych 
w dziedzinie historyi Polski dotychczas już odnie- 
sionych, a taki właśnie plan usuwa na stronę zarzut 
uiezupelnej i oderwanej ekspozycyi faktó,v, być może, 
nie powiązanych ze sobą systematycznie, lecz no- 
szących na sobie wspólne znamię - prawdy. 
Twierdzenie, jakol)y )Iieczyslaw I mial 
iedm 
żon - jest mylnenl. )lieczysław lniał tylko dwie 
żony. Pierwszą była Dąbrówka, córka Boleslawa I 
czeskiego, druga, porwana Oda, córka lnargrafa Die- 
triecha. 
Legenda o "Szczerbcu" Bole81a\va Chrobrego 
jeęt ułamkiem ludowego eposu. Miecz "Szczerbiec", 
który figurował w zbiorach Bazylewskiego na wysta- 
wie Paryskiej z r. 1878, był, prawdopodobnie, "Żó- 
rawiem" Krzywoustego, darowanyul lllU przez cesa- 
rza Lotaryusza przy infeuJacyi na Pomorze i l{,ugią.
		

/kraushar_drobiazgi10400_0001.djvu

			398 mSTORYJKI I PLOTKI !lISTORYCZNE. 


U zasadnionenl jest również wyłączenie z dzie- 
jó,y Chrobrego "slupów żelaznych". Małecki i Szaj- 
nocha uważają slupy żelazne za istotne znaki gra- 
nICzne. 
Lelewel widział w meta ferrea Galla sYlnboli- 
czne określenie granic. 
Zacios, \v bramie Chrobrego uczyniony, ma ró- 
wnież znaczenie SYlll bolu. 
, 
(Swieżawski: Epopca ludOlcn o Szczerbcu, ] 882). 
Krytyka nowoczesna wyświetliła istotny stosu- 
nek cesarza Ottona III do Boleslawa Chrobrego i do- 
niosłość Gnieźnieńskiej koronacyi (:\Ialecki: Przclcodu. 
nauh'. lwołfs. T. I, 203, z r. 1875), sprostowała my]ne 
wyobrażenia o charakterze pierwszych Piastowiczów. 
"r edlug niej, :Mieczyslaw II, następca Bolesla- 
wa, bynajmniej nie odpowiadał pojęciu »(;uuśnrgo" 
monarchy, ja-łrie doń, z 11l0CY przydolnku, przywiar 
zanem zostało, gdyż był to llląŻ dzielny, znakomi- 
cie, jak na swą epokę, wykształcony. (Lewicki Anat.: 
Jlieszko, II, 1876). 
"T dowa po )Iieczyslawie, Ryxa, nie była, jak 
powszechnie twierdzą, zlą i kłótliwą niewiastą, gdyż 
rządziła Polską bardzo dobrze i jedynie, gdy żywioł 
pogański, podniósłszy głowę, zapragnął zburzyć po- 
lityczno-społeczną budowę Chrobrego, wyjechala do 
Niemiec. (Szujski: Historyi ks. XIT). "- 
Syn jej, mylnie mnichem nazwany, bynajmniej 
zakonnikiem nie był, ani też nie Polacy "pro,vadzili 
go do kraju celenl zapobieżenia następstwom Lez- 
królewia. 
Kazimierz przebywal na dworze czeskim i saln,
		

/kraushar_drobiazgi10401_0001.djvu

			mSTORYJKI I PI.OTKI JUSTORYCZNE. 399 


przy pomocy cesarza Henryka III, obawiającego się 
wzrostu potęgi czeskiej, wrócił do Polski, do dzie- 
dzictwa korony swych przodków. (Smolka: Trad. 
o l\azim. ...lInieIlU. Rozpr. .Akad. UD1. 18(7). 
Bezowucne tlobywanie Głogowa i Bytomia przez 
Niemców za czasów Bolesława Krzywoustego, nazy- 
wa legenda klęską pod 'Vroclawiełn zadaną oblega- 
jącym. Krytylut nowsza nazywa owę lnniemaną po- 
rażkę strategicznYlll odwrotem. (Bobrzyilski: D:iejc. 
1. 132 J. 
Czy ist )tnie z powodu liliputowego wzrostu 
nadano księciu brzesko-kujawskiemu przydolnek .ł-ło- 
kic/kfl - wątpić Hię godzi. Człowiek, którego "żela- 
zna (hOIl" luniala trzymaĆ' w karbach burzliwe ży- 
wioły oporu w narodzie, "bohater, wierzący w silę 
fizyczną i energią woli", zapewne cieszyl się wzro- 
stem przyzwoitynI, tak ::;amo, jak i ów 'Vladysla,v 

Laskonogi", dostatniemi DOgaIlli... 
Zarzucają ::\lieczysla,vowi StareIl1u, iż w opera- 
cyach swoich lnennicznych lniał wyłącznie spekula- 
cyą o
ol,iHtą na widoku i niepomierną chciwość bo- 
gactw. Krytyka 'vyjaśnia, iż operacye te wynikły 
z politycznych polmdek zubożenia możnowładczych 
panów. (SIllolka: .Jlicszko Stary, 
tr. 
n7). 
"\Versya, jakoby Leszek Biały zdradziecko za- 
mordowanynl zostal pod )[arcinkoweul podczas wy- 
r 
prawy przeciw Swiętopelkowi Pon10rskiemu, - jest 
błędną. Autormll tej wersyi byl kronikarz Bognfal. 
'rymczaseIn krytyka naukowa (I {uj ot: Samodzielność 
ksif!ż. PUII/. 1875) ".yknzuje, że zgon Leszka nastąpił 
w sposób naturalny, podczas godziwie prowadzonej
		

/kraushar_drobiazgi10402_0001.djvu

			. 


400 HISTORYJKI l PU>TKI HISTORYCZNE. 


... 


wojny. Gdyby Leszka zamordowano podstępnie, nie 
dar01valiby tej zbrodni Laskonogi i Konrad l\Iazo- 
. 
wiecki, nie przepuściłby jej bezkarnie kościół. Swię- 
topelk cieszył się nieprzerwanie laską biskupa ku- 
jawskiego. 
Nadanie liberalnych przywilejów Żydom przez 
Kazinlierza Wielkiego przypisuj ą wpływowi skanda- 
licznego jego rOlnansu z Esterką. Caro w G )srh. l
o- 
[eus przeczy owej legendzie, uważając ją za ,vYlnysł 
fantazyi. "Nie sądzimy, pisze on, aby historya Esterki 
byla czemś inneID nad podanie ludo"\ve." Już ta oko- 
liczność, że historya biblij na gra w niej rolę tak 
przeważną, niemalo ,vplywa na obudzenie wątpli- 
wości w historyku. Przed Długoszem żadne źródlo 
o romansie tym nie wzmiankuje, nawet arehidyakon 
Czarnkowski , który stal przy łożu umieraj ącego 
króla. 
Długosz splata ten ronlans z opowiadanienl 
o utopieniu księdza Baryczki, lecz podczas gdy ar- 
chidyakon Czarnkowski o tynl ostatnim fakcie wzmian- 
kuje, o żydowskiej metresie przemilcza. Dalsze oko- 
liczności, przez Długosza przywiedzione, wcale wia- 
rogodności podań o Esterce nie ustalają. 
Córki z Kazinlierzowego konkubinatu splodzone 
mialy być wychowanemi w religii żydowskiej, syno- 
wie zaś - w katolickiej. Dlugosz podaje imiona tych 
synów: NieInira i Pelka. Imiona te wziął Długos h 
z archidyakona gnieźnieIiskiego, który, z okazyi 
przyjęcia testamentu i tranzakcyj testamentowych, 
przytacza imiona naturalnych synów Kazimierza W.
		

/kraushar_drobiazgi10403_0001.djvu

			HISTORYJKI J PLOTKI HISTORYCZNE. 401 


Oba te ustępy tak są pogmatwane, że wszystko się 
z nich da wyprowadzić. 
Iluż to uniesień i podziwów bJł przedmiotem 
:.\Iickiewiczowski Konrad 'Vallenrod, co zdradziecką 
służbą wrogien1l1 zakonowi pragnąl pomścić własną 
ojczyznę - Litwę. J akiulże był 'v l:zeczywistości 
i w historyi ów spupatJczny bohat?r? 
Tolkmicki mnich z pocz. XV w. Hzymon Gru- 
nau przedstawia nanl 'v. 11listrza krzyżaków, jako 
najczarlliejszy charakter, jako lnęża szatańskiej prze- 
wrotności 
 którego Bóg karze za zbrodnie stTaszną 
śmiercią. Inni znowu, jak n. p. Vogt pojllluje Kon- 
rada, jako lllęża pełnego zaslug i sławy, jako lllę- 
żllego obrońcę, wodza i dzielnego dyplomatę zakonu. 
Szajnocha przedstawia również Konrada w jasnych 
kolorach. Antoni Prochaska: (l(on}". JFttl'. w pOlJzyi 
a w r.zee;:yU". Przewod. nauk. lwow. 1875. I, 68) widzi 
w Wallenrodzie wroga 111nichó,v, zakonnic i księży, 
nawzajem przez nich niecierpianą osobistość. 
Litewski rodowód 'VaUenroda jest poetyckim 
pomysłenl. 'V rzeczywistości był 'Y"allenrod potom- 
kiem frankOllskiej szlachty. Jako poseł dyplomaty- 
czny przed Jagiełłą wykazał zdolności, jako wódz 
krzyżaków hyl nliernotą. SyulpatyczllY I(onrad był 
szkaradnego oblicza. Nie zdobiły Konrada "ubóstwo, 
:-3kromność i pogarda świata", gdyż rozrzutność i du- 
ma byly stanowczenli j ego wadami. Co do skroInno- 
ści jego należy postawić znak zapytania. Romanse 
z daJnami światowellli nie dowodzą jej zupełnie. 

zpecil go przyteIl1 nałóg pij ailstwa. 
Rycerz Mickiewiczowski był tchórzliwym o blu- 
Szkice hist. Ser. I. T. I. 26
		

/kraushar_drobiazgi10404_0001.djvu

			402 . HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


dnikiem, CO, Z udaną pokorą, słallisty i prośby na 
wsze strony. Wyprawa na Litwę była najazdem, 
w. widokach grabieży podjętym. Wallenrod, \v poe- 
macie, ginie, jak sanlO bój ca, po nieszczęśliwej wy- 
pra\vie. .W hi sto ryi przeżywa on tę wyprawę lat 
. parę. Umiera haniebnie. (Eines schendlichen -Todes). 
Poetyczna Aldona, owa Dorota z Montowy, nie 
prowadziła z wieży romansu z \Vallenrodem, bo go 
nawet nienawidzila serdecznie... 
Sympatyczna postać córki króla Ludwika \Vę- 
gIerskiego królOlce; Jadwigi również nie ocalala pod 
skalpelem historycznej krytyki. Szajnocha poświęcił 
Jadwidze najpiękniejsze swe dzielo, a mimo to, że 
z pod pióra mistrza postać ta wychodzi jasną, świe- 
tlaną i czystą, niepodobna oprzeć się uczuciu wątpli- 
wości co do tych zalet, gdy się rozważy bliżej sto- 
sunek Jadwigi do austryackiego księcia Wilhelma. 
Szajnocha redukuje ten stosunek do rozmiarów czy- 
sto platonicznych, ale o bok argumentów historyka 
jest siła faktów, siła dokumentów, a te wprost na 
niekorzyść bronionej przemawiają. 
Moraczewski \V Dziejach Rzplitej, T. I, 
83 i ksiądz 
Łętowski w-](atalogu, bliżsi są prawdy, jeśli, opie- 
rając się na ,versyi Dlugosza, stanowczo utrzymują, 
że \Vilhelm, na zanlku Krakowskim, przez dni 15, żył 
matri}Jwnialiter z Jadwigą... 
Dlugosz wyraźnie pisze: Neque enin'l a plurimo- 
rum notitia sciel)at ignoratum, quod cum praefato TVil- 
'lClmo duce Austriac post contracta de praesenti sponsalia 
15 lliebu.s in tlwro, carnali cOjntla etirun sllbsfcuta, 
manserat.
		

/kraushar_drobiazgi10405_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI mSTORYCZNE. . 


... 403 


1rforaczewski wyjaśnia, ż"e JadWiga w klaszto:' 
rze Franciszkanów odbywała z Wilhelmenl gchadzki, 
przeplatane ucztami' i .pląsami. .- 
"Niewiadomo, czy wtedy dopiero, czy później 
ślub brali, lecz to niewątpliwe, że po .ślubie byli..." 
"Są momenta w. historyi - ostrzega ks. Łę- 
towski, - co je czas poświęci, a. 
o źródla nie 
chodź, abyś nie czerpal brudnej .wody. H" 
Sądzimy przeciwnie. Po krYllicz}lą prawdę tylko 
do źródła chodzić należy. Tylko ztamtąd czerpać, 
a gdy to uczynin1Y, to i w historyi Jadwigi: Hajln- 
burgskie śluby, zamach na wrota krakowskiego 
zamku, stosunek do Jagieny, historya. Gniewosza w 
zDalewic 'v e wlaści wem .ukażą nam się świetle. 
Jeśli wierzyć Dlugoszowej wersyi o stosunkach 
Jadwigi z Wilhelmem, tn
dno toż samo po\viedzieć 
o historyi Gniewu:;za z Dalcu'ic. łtIniemany ów, zda- 

 niem Dlugosza, potwarca (Hist. Pol., X, 119), mial, 
uchyliwszy karku, wleźć pod lawę, a po glośnem 
wyznaniu, że fałszelll bylo i niegodziwą potwarzą, 
co przeciw królowej Jadwidze naklamal, głośno za- 
szczekal (jJubh"cum latratll'ł/l edidit). Tak surowym 
wyrokiem, ocalono 
awę i niewinność Ja.d,vigi. Opo- 
wiadanie to powtórzył Szajnocha \v calości. (Jad. 
i Ja!!., 
:e. IV, 103. \Vyd. I). 
Dr. Caro (Gcsch. Polcus, ID, 69 i 646, Beil. II), 
poddawszy ów fakt krytycznej analizie, dochodzi do 
wniosku, że scena odszc.ł;ekania pod lawą jest mit y- 
cznem rozwinięciem paragrafu 'statutu wiślickiego, 
ale że się w rzeczywistości nie odbyla. 
N aj więcej dowodów przeci\v podaniu dostarcza, 

()..
		

/kraushar_drobiazgi10406_0001.djvu

			404 HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZYE. 


krytykowi osobistość Gnie,vosza. Nie był on wcale 
podkomorzym krakowskim, j ak sądzi Dlugosz, gdyż 
był nim w latach 1385 i 1393 Spytek z Tarnowa, 
kasztelanic wiślicki. Jeżeli Gniewosz byl potwarcą 
ukaranym, nie mógłby dojść następnie do godności 
posla przy traktacie z ,voj ewodą SiednIiogrodzki111. 
Ani jedna z kronik ,vspólczesnych (l{oclwu:isll
r- 
chronik w Seript. res. prus."., III, 609), ani PUlIluik.j 
Helcla, ani zapiski sądowe nie wzmiankują o proce- 
sie- Gniewosza. 
"Przy (powieści niesnasek między króleIll i kró- 
lową - pisze l\faurer (Pr.?:Clfod. nauk. llfOlf,<;., 1875, 
t. II, 1042), - Dlugosz powiada, że sprawcą ich w r. 
1388 był Gniewosz. I dlaczegóż to zaraz nie wy- 
toczono nIU procesu? a gdy drugim razem malżon- 
kowie znów się godzą, pocóż caJy ten proces? I dla- 
czegoż to Dlugosz, który tak lubi przytaczać cale 
I:;zeregi świadków (np. w procesie 'v r. 1427 wyto- 
czonym Sonce, czwartej żonie Jagielly), nie przyta- 
cza nam więcej imion z owego "grona panów do 
tej sprawy zebranych, jak tylko Jaśka z Tenczyna, 
lub owych 12 rycerzy, co pomścić chcą szarpnięcie 
się na sławę Jad,vigi, lub wreszcie dlaczego Dłu- 
gosz więcej imion donosicieli nie wymienia, tylko 
wlaśnie Gniewosza? Odzież to zresztą jest w sta- 
tutach uzasadnione, aby magnatowi kazać leźć pod 
lawę? nie mówiąc już o szczekaniu... Zważywszy 
przeto - kończy Maurer, - iż ani w zapiskach są- 
dowych owego cz.asn, ani w kronikach współcze- 
snych niema o procesie żadnej wZluianki, że dalej 
podanie Dlugosza w Historyi Polskiej sprzeciwia się
		

/kraushar_drobiazgi10407_0001.djvu

			mSTORY.JKI I PI_OTKI mSTORYCZYP.. 405 


temu, co w księdze nadań o tym samym Gniewoszu 
powiedział, że sceny podczas procesu opowiedziane 
nie mają uzasadnienia w statutach, -- że, llakoniec, 
Gniewosz, od czasu procesu, w laskach u dworu 
wzrasta, przychodzimy do wniosku, iż Dlugosz caly 
proces 'vysnuł sobie z fantazyi, a jako ofiarnego ko- 
zla, ,vybral sobie Gniewosza z Dalewic, którego, 
z niewiadomych nam przyczyn, nie lubi". 
Zwróćmy się w stronę innych faktów. 
Powtarza się, w każdym podręczniku history. 
cznyn}, podejrzenie, rzucone przez Długosza, że \Yi- 
tolrl, pragnąc zerwać, ciążące na nilu, więży unii 
z Polską, starał się o litewską koronę, n Zygl1111nta 
Luxenburczyka, i w ten sposób, starca, który posi- 
wiał, spełniając wiernie artykuly horodelskie, obwi- 
niają O zdradę. 
Otwarte podwoje archiwum krzyżackiego 00- 
prowadziły historyka Prochaskę do przekonania, że 
takie oszczerstwo, rzucone na \\Yitolda, jest ,vyni
 
kipm zlej woli lub nieuctwa: (Prochaska: Oslalllip 
lata TTTit., 1882). 
Utrzymują, że zdrajcy Glińskiemu wylupiono 
w 1\Ioskwie oczy. 'Vyśpiewal ów fakt NieIl1cewicz. 
Zt8111\vszystkiem, wieść t.a nie ma podstawy. Gliilski, 
oskarżony przed Heleną Iwanówną, iż z bojareIl1 
W oroncowem chce opanować rządy, zost.ał u\vięziony 
i trzymany w lochu. Un1arl 10 września 1034, mó- 
wią, że z glodu. Pochowany zostal za Jaulskim 
dworem, a nazajutrz odwieziony do monasteru ś-tej 
rrrójcy. (J ul. Bartoszewicz: Euc., IX). 
Chwilę zgOl1U Kopernika przedRtawiają dralna-
		

/kraushar_drobiazgi10408_0001.djvu

			... 


- 
406 łHSTORY.JKI I PLOTKI łnSTORYCZNE. 


tycznie. Gassendi, w życiorysie aspronoma, opowiada, 
ż
 Kopernik, na "łożu śmierci, otrzymal egzemplarz 
swego_ pomnikowego dzieła i, w parę godzin później, 
skonał. 1 
Istotnie, Kopernik umarł, ale w kilka dni po 
owym fakcie (Kosmos, III, 344, 497). Twórcą legendy 
o śmierci Kopernika był kanonik Jan Donner. 
Przez niego i Gizego rozpowszechnila się owa 
legenda. , 
Ks. Polko,vski (w. żywocie KOpCł
łtika) ostrożnie 
się wyraża, iż przyniesienie księgi I{opernikowi orl- 
było się "na parę dni przed jego zgonem - czy też 
tego samego dnia" (str. 
40). 
Królowi Olbrachtowi przypisują zaIuiar wypra- 
wy na Turka w r. 1497. Dr. St. Lucas, w AllJiwtłr 
mlodz. polsk;(j, pOŚlO. J. l. I(ruszcu:skieJJlll, Lwów, 1879, 
dowiódł, że mniemanie takie 
tanowi fałsz history- 
czny, popełniony przez kronikarza Bern. 'Vapow- 
skiego, za którym poszli i inni. 
" Wapowski zrobił z Olbrachta bohatera chrze- 
ściańskiego, piastuna wielkiej idei, któremu, zdawa- 
łoby się, tylko męczeństwa braknie, człowiekiem nie- 
ustanną myślą nieszczęść chrześciaństwa trapionym." 
Klęskę szlachty na Bukowinie, wyrażoną \V przy- 
slowiu: "Z a k l' Ó l a O l b l' a c h t a wy g i 11 ę ł a szla- 
c h ta" i przypisywaną radom Kallimacha, odnieść 
należy zupelnie do innego powodu. "Poc1ejrzenie to 
jest niedorzeczne - pisze Korzon - (Hist. pOW8Z. t. ITI, 
str. 205), bo jakiż plan może być wykon
vany przez 
porażki i klęski? KaHima.ch umarl przed wyprawą 
(1496); mógl on pouczać dawniej Olbrachta o taje- 


l
		

/kraushar_drobiazgi10409_0001.djvu

			HISTORYJKI I PJ
OTKI HJSTORYCZ
E. 


W7 


mnicach polityki włoskiej, zachęcał do utworzeIDa . 
przeciwko Turcyi przymierza z Polski, Cesarstwa 
i Wenecyi, lllOWą w czasie poselstw i pismami, lecz 
tak zwane "Rady" jego są późniejszą trawestacyą 
satyryczną. " 
Co głosi tradycya o krÓlowej Bo.nie? 
Wszyscy zniesławiają jej pamięć. Była to, mó- 
wią, nie,viasta ambitna., chciwa, gniewliwa, podstę- 
pna, trucicielka... istne wcielenie niegodziwości. 
\V szelako Bona nie otruła nikogo, "należała 
do l1ajrozumniejszych kobiet 'v Polsce ówczesnej; 
pelno wszędzie spotykamy. śladów charakteru'i ro- 
zumu Bony... KochaJa wielkość Jagiellmiskiej Pol- 
ski - pisze Bartoszewicz - - i wielkość swojej dy- 
nastyi i przestrzegala wszędzie z godnością powagi 
tronu polskiego." (Ene. Urgcl., IV, 23). 
A Barbara R,adziwinówna? Uczony Starowol- 
ski zachował napis na nagrobku Barbary) nieodża- 
łowanej towarzyszki Zygnlunta Augusta, postaci, ty- 
siąckrotnie już wskrzeszanej w poezyi, w malarstwie 
i tradycyi. "Niejednenlu pOITIogla, nikomu nie szko- 
dziła," tak brzmial ów napis. 
Powtarzano bardzo często ów frazes o królo- 
wej Barbarze. 'V życiu prywatnmTI jestto bezwą- 
tpienia dostateczny tytuł do chwalby. "Atoli dla 
bohaterki dziejów - nadmienia 8zajnocha - zbyt 
blada to aureola. Przy wielkich postaciach history- 
cznych, przy ofierze królowej Jadwigi, przy boha- 
terstwie Chrzanowskiej -- gwiazda Barbary przy- 
gasa... 'Vielkość historyczna ,vykwita zwyczajnie 
z wielkości poświ
cenia, a Barbara niczego nie po-
		

/kraushar_drobiazgi10410_0001.djvu

			408 }ITSTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


święciła, Barbara własnego jedynie pragnęła szczę- 
ścia." (Dzieła, t. I, 197). 
Toż Sa1110 daloby się powiedzieć O Annie J a- 
giellonce. Jaką byla Anna Jagiellonka 'v historyi? 
wyjaśnia to jej postępowanie podczas elekcyi. "Pięć- 
dziesięcioletnia o,va dziewica o niczełll innenl nie ł 
marzyła, jak o królewskim 11lalżonku... Anna na 
całą k"Testyą elekcyi zapatrywała się ze stanowiska 
osobistego:. w jej oczach ten byłby królem najle- 
pszym, kto by się przyrzekł z nią ożenić. W stan 
chorobliwy niemal przeszła 'v niej ta żądza małżeil- 
stwa, narażała ją na śmieszność i na obmowę. Ale 
infantki nie zrażało to wszystko: za obietnicę mal- 
żeńtitwa gotowa była każdego popierać 
wym wpły- 
,venl." (Zakrzewski: Po li ciecz. Hl!ur., 307). 
Czy wyświetliła historya dokładnie dzieje Sa- 
mozwańca Dymitra i żony jego l\Iaryny l[niszchówny? 
Szujski twierdzi, że znalazł ścisłą spójnią 11liędzy 
awanturą samozwaIlczą a rokoszem Zebrzydowskiego, 
lecz związku tego dopatrzeć się niepodobna. Kto 
był Dymitr ? Hermann, w Gesch. Rus-sl., III, 784, 
nazywa go synem naturalnym Batorego. Ks. Jan 
Wielewicki mieni go wychowańcem Jezuitów, czemu 
Szuj ski przeczy. 
Jaki byl koniec lUaryny? Petrejus twierdzi, że 
jej podruzgotano twarz, inni zapewniają, że 
Iarynę 
utopiono pod lodem. Pewniejsza wszakże, że zgi- 
nęła w więzieniu (Szujski : Rozstrz. kisi., I, 96). 
Jakże wygląda "proroczy, a nieszczęśliwy" Jan 
Kazimierz w świetle nieuprzedzonej krytyki? "Żoł- 
nierz, Jezuita, kardynal, król, tułacz, jak niektórzy
		

/kraushar_drobiazgi10411_0001.djvu

			mSTORYJKI I PLOTKI mSTORYCZNE. 409 


chcą, prorok, ex-król, opat bogatego klasztoru W 80 
roku życia, jeszcze n i e s t a t e c z n o ś c i ą swoją pi- 
sarzów zabawiający, mógl Jan Kazimierz, tą po- 
zorną tragicznością swych kolei, budzić wspólczucie 
u Judzi, którzy zdala i przeważnie, jako na króla 
polfskiego, na niego patrzyli, lecz, przyjrzawszy się 
tej tragiczności bliżej, rażą i oburzają nas jej plo- 
che rysy." (J. K. Plebailski: Jan Kazim. T raza, 1862). 
Słowa Jana Kazimierza "utin(l,m /[(7"sus ratcs 
sim. .. uważai1e jako proroctwo, redukuj ą się w świe- 
tle naukowej krytyki do streszczenia traktatów, które 
z Karolem Gustawem elektor brandeburski i Rako- 
czy zawierali, a potem do opisania pretensyi, z któ- 
remi tak Austrya, jako i 'v. ks. ID oskiewski wystę- 
powali, gdy Jan KaziInierz z ninli przeciw Szwedom 
związku szukał. 
"Jan Kazimierz tedy nic nie powiedział nad- 
zwyczajnego, ale to, na co caly kraj patrzał. Ozdobił 
to tylko retorycznym, 'v owych czasach bardzo uży- 
wanym frazesem: utinam etc." 
Kubala C'v Szkicach hist. I, 149) żywi dla Jana 
Ka.Ó111ierza z powodu traktatu z Chmielnickim ".śmier- 
telną pogardę." 
A Marya Kazimiera? 
Owa najśliczniejsza serca królewskiego Mary- 
sieilka "była 'v rzeczy,vistości Xantypą, krórej pró- 
żność nawet praw natury łamać się nie wzdrygala." 
(Pleballski: ibidJ. 
Ocalenie Trę b o w l i w r. 1675 przypisują pię- 
knej "Judycie," Zofii Chrzanowskiej, żonie neofity, 
Samuela Chrzanowskiego, która żarliwą przemową
		

/kraushar_drobiazgi10412_0001.djvu

			410 HISTORY.JKI I PLOTKI'HISTORYCZ

: 


pobudzić iniala. do walki zniechęconeg
 dowódcę 
i spro
adzila porażkę. Turków. Za to bohaterstwo 
uczcić miano Chrzanowską kamiennpll pomnikiem) 
a Aleksander Lesser wYInalowal heroinę z dwoma 
nożami, ja.k każe Wl. K. Wójcicki, rzucającą się na 
męża z okrzykiem: "Zabiję ciebie jednym, a siebie 
drugim nożem!!" 
Z tem wszystkiem. C. Biernacki (b''Jlc. Org(.ł-br., 
XXV, 542) fakt istnienia pomnika do. rzędu podań 
o 
zalicza. 
Twierdzenie, jakoby B o h d a n C h m i e l n i c ki 
'v r. 1621, w czasie oblężenia Chocimia przez Tur- 

ów i Tatarów, odniósl świetne zwycięstwo na Czar- 
nem morzu, i zatopiwszy 12 statków tureckich, sam 
Carogród nabawić luial śmiertelnego strachu, jest 
wierutnynl falszem. 
"Nigdy, a nigdy - pisze Szajnocha (Dzieła, 
t. IV, 5) - nie staJ:o się takie zwycięstwo, takie 
zatopienie okrętów i taki postrach, Stambulowi za- 
dany przez Chmielnickiego, który, od pierwszych 
dni października 1620 r., t. j. w dniu ostatecznego 
rozbicia pod Cecorą, u brzegów Dniestru, dostał się 
w dwuletnią, do pierwszych dni października 1622 r., 
niewolę w Krymie i w murach carogrodzkich Chmiel- 
nicki nigdy nie rozbij al po Czarnem morzu" .
		

/kraushar_drobiazgi10413_0001.djvu

			HISTORYJ KI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


411 


VII. 


rrynl :-;posobenl; wytrząsnąwszy z worpczka dzie- 
jów kilkanaście gruh:-;zych orze
zków o pozlacanej łupi- 
nie, dla zabawy luozkości wybrane, okazało się, że orze- 
szki te są wewnątrz puste, lub też, że zawartość ich, 
przez robaka nieprawdy lub przes!1dy stoczoną została. 
Fantazyjki historyczne owe, przez Herstleta 
nazwane: Tl"cjJjJ{'Jnt.itzc dfl" JVdtgcschicldc, mają swoje 
określone piętno. Tlu'y U'Cl"stcp tlw modcsty of urd"rc- 
jak mówią _\..nglicy. Radeby zawsze wszystkie wy- 
padki wtłaczać w arystoteliczne j edności. 
Iożnaby" 
istotnie barozo wiele ze sobą zestawić kategoryj, 
!'łużących do dokładnego :-;prawdzenia podobnego 
rodzaju historycznych anekdot. l tak, lllożna ll\Va- 
żać za podejrzane wszelkie opowiadania i wieści, 
w których kabalistyczna cyferka s i e d m odgrywa 
rolę główną; wszystkie sceny, które w malarstwie, 
poezyi) legendach, zwlm;zcza slawione lub też usce- 
nizowane bywaj ą ; anekdoty o pierwszych czynach 
młodych geniuszó,v, o ostatnich slo wach uInierają- 
cych, jeżeli takowe w zupełności trywialnemi nie 
są; dalej, ,vszelkie, podczas "\VTza,vy wojennej glo- 
szone frazesy, wszelkie jakoby spelnione proroctwa 
w
ze]kie opowiadania, 'v których nazwiska bohate- 
rów lub sceny ich działalności, rażąco do czynów 
ich lub nazwisk pasują; dalej, większość wersyj wy- 
jaśniających pochodzenie herbów, de,viz, naz,visk, 
miast, ziem, rodzin i wszystkiego, co typowem i ale- 
gorycznem się stało, wszystko, co jest epokowern,
		

/kraushar_drobiazgi10414_0001.djvu

			412 mSTORYJKI J PLOTKI mSTORYCZNE. 


wzruszającem, porywającem, lub też płaskiem i orl- 
. . 
raz aJ ącem. . . 
Historya nie jest poetyczną. Dzieje ludzkie 
odbywają się i urabiają bardzo prozaicznie. Historya 
nie tworzy się frazesami i pięknemi słówkami. Na 
dnie większej części czynów wielkich spoczy,vają 
drobniutkie pobudki ambicyi, interesu osobistego, 
żądzy przewagi, a nadewszystko poziolnego instynktu 
samozachowawczego, wyłączającego poetyczną au- 
reolę. . . 
Fantazyjki historyczne, przekazY'vane tradyc
rą, 
sławione wierszem, pędzlem i dlutem, podobne są 
do pięknycb illustracyj tekstu i dlatego t6Ż przede- 
wszystkiem zwracają na siebie uwagę tłunlów. One 
to wdrażają się najłatwiej w pamięć, łatwiej nad 
tekst wlaściwy. Barwa danego przedmiotu stanowi 
to, co nam przedewszystkiem wpada w oko, choć 
jest rzeczą najmniej ważną... Lecz dziecko, ciągle 
na obrazki spoglądające, czytać się nie nauczy. 
Chwyta ono tylko symbole, bawi się niemi, nie wie- 
dząc, co oznaczają. Jestto również wadą parlamenta- 
ryzmu, że w parlamentach bardziej się zwraca uwagę 
na kłótnie m6wców, ,vymianę słów i kwestye czysto 
incydentalne, aniżeli na dysputy w ważnej kwestyi 
budżetowej. . . Z tem lączy się również, że mowy, 
których się gładko słucha, czytaj ą się źle i na od- 
wrót te, które się dobrze czytają, w słuchaniu wy- 
chodzą gorzej. (Plutarch: DtJltolitltenes, 11). 
Właściwy powód, dla którego owe fantazyjki 
historyczne wrażają się łatwo w pamięć, leży w tern, 
że się w nich odLija pewna tendencya jednostki,
		

/kraushar_drobiazgi10415_0001.djvu

			HISTORYJKI I PLOTKI HISTORYCZNE. 


413 


stronnictwa, sekty, narodu, epoki i t. d., podczas gdy 
w rzeczywistości tendencya taka nie znajduje pola " 
swobodnego i musi się do kompromisu skłaniać. 
Istotnem, łudzącem złen1 we wszystkienl, co. jest 
teatralnel11, jest owa dążność do zwycięstwa bez 
walki... Radość i zachwyt, odc
uwane wobec takich 
tendencyjnych anekdotek, równają się wrażeniu, wy- 
wieranemu na nas sztucznie wywołaumn, fizyczllem lub 
chemicznenl doświadczenienl, podsuwając naIn przed 
oczy rlziałanie pewnej naturalnej siły w drobnych roz- 
miarach, oddzielone od zewnętrznych wplywów, które 
nigdy w przyrodzie właściwej rniej
ca niema. 
W takich tendencyj nych anekdotach, historya pra- 
gnie to wykrystalizować ze siebie, co natura nastręcza 
naukom przyrodniczym, w wydarzeniach, zwanych 
przez Anglików: glflrin!J insfances (iustantiap osfcnsi- 
wc, Bakol1a 'Yerulalllskiego. lror. Ory., II, 24). 
Anekdotki tf' komponują: się dla ludzi, schle- 
biając wyłącznif' ich próżności; są one na wskróś 
przejrzysteu1i, podcza
 gdy wydarzone rzeczywiście 
fakta takiemi nie bywaj ą. .. 1'0, co jest wymarzonem, 
jest po większej części nieprawdziwen1, ztąd też 
anekdotki historyczne sprawiają na nas wrażenie 
sztul'zne, zadawalniają nas, podczas gdy rzeczywista 
historya, jako nnliejętność, a nie sztuka, nigdy nas 
nie zadawalnia... Telll się również wyjaśnia, dla- 
czPgo auekdotki tego rodzaju wrażają się latwo 
w fantazyą i panlięć malarza, rzeźbiarza., retora i 1'0- 
manso-pisarza. 
Historya traci zwolna swoj ę kunsztowną po- 
włokę, przybierając znamiona nauki suchej i skla-
		

/kraushar_drobiazgi10416_0001.djvu

			414 


HISTORYJKI I PLOTKI mSTORYCZNE. 


. 


- nlaJąc się zwolna ku. statystyce, tak, iż kto wie, 
czyli nie dojdzie z czasem do zupelnego owych nauk 
zrównania, a piękne i romantyczne epizody dziejów, 
post factum skomponowane, kto wie, czy nie będą 
stanowić odrębnej umiejętno.ści... 
Dzisiejsze niektóre dzieła history.czne, w któ- 
rych autor na każdej stronnicy n1usi w dopiskach 
prostować Qwe bajki, sprawiają wrażenie kogoś, ktoby, 
pisząc, nieustannie od much się natarczywych opędzał. 
o Ze statystyki i historyi wyprowadzą się z cza- 
sem elementarne prawa, rządzące losan1i społeczmistw, 
tak jak prawa Kepplera z pilnych obserwacyj Ty- 
chona, a prawa dziedziczności i powinowactwa or- 
ganizmów - z mozolnych badań nowoczesnych przy- 
rodozJla wców. \ } I i b 
Już w oczach naszych 
taj e się historya umie- 
j titnością, a przestaj e być lexikoneill chronologicznym 
powieściowych faktów, lub też wyliczeniem bitew. 

estto ulubione porównanie Bakolla, że czas, jak 
strumień, to, co lekkie i puste, na wierzch wyławia, 
ciężkie zaś i spójne pozostawia na dnie. 
W ogólności biorąc, zdanie to, być może, tra- 
fnem nie jest, lecz tu, wtem Jniejscu, jest zasac1nem, 
a tak jak dzieciom podaje się moral w kOllCu ba- 
jek, tak narodoln podaje się go w naczyniu mytów 
i wierzeń, ludziom ukształconym zaś pod formą 
anekdot, jako tym, k1órym zbywa na rzeczy naj po- 
żąc1ańszej dla nauki - na czasie... 


. . ..
		

/kraushar_drobiazgi10417_0001.djvu

			.. 


. .. 


. .- 


.. 


.et 


. .- 


IMPROWIZATOR Z XVI WIEKU. 


..
		

/kraushar_drobiazgi10418_0001.djvu

			",. 


.. .
		

/kraushar_drobiazgi10419_0001.djvu

			r 



 


.. 


. 


.... 


, 


. 


I. 



 "Godzien późnej sta;ości, 
"Umarł w kwiecie młodości... 
r I 


t 
Oto wszystko, co nam ze skarbonki wspomnień . 
o jednym z głośniejszych rymotwórców polskich 
z epoki złotego wi
ku literatury, życzliwe Stanisla- 
wowi Niegoszewskiemu pozostawilo pióro. 
Trudnoby z tych naiwnych słów, skreślonych 
przez bezimiennego, a wielce lakonicznego biografa, 
wysnuć tkankę życioryso,vą rymotwórcy, który sławą 
swego imienia i twórczości nie zwykłej, budził swego 
czasu zachwyt i uwielbienie między obcymi. 
Na szczęście, ocalalo dla potomności przynaj- 
mniej oblicze poety,. uwiecznione na pierwszej kar- 
cie jednego z jego utworów; uchowaly się ślady 
jego dzialalności w pochwalnych słowach słynnego 
drukarza i wydawcy klasyków starożytności, 'Vene- 
cyanina Alda 1\-Ianutiusa'; ocalalo jedno z rzadszych 
. 
wydań jego sześciojęzycznego dytyrambu, napisa- 
nego na cześć wielkiego kanclerza i hetmana, Jana 
Zamojskiego, troskliwie 'v bibliotece ordynackiej prze- 
chowJnWane. * 
Szkice. hist. Ser. I. T. I. 27
		

/kraushar_drobiazgi10420_0001.djvu

			418 


DIPROWIZATOR Z XVI WIEKU. 


Z tych zatem odłamkó,v wspomnień o Niego- 
szewskim, bądź przebrzmialych, bądź niedomówio- 
nych, historycy literatury i skrzętni szperacze ulepić 
mogą popiersie człowieka, bądżco bądź niepowsze- 
dniego; sądzę, że nie od rzeczy będzie przypomnie '. 
teraźniejszości sympatyczne rysy Niegoszewskiego, 
który, pracując na chwałę własną między obcynllJ 
i dorobiwszy się zaszczytnego orderu Rzplitej wene- 
ckiej, pracowal również i dla chwaly głośniejszych 
swoich ziomków, czcząc pamięć rówiennika swego 7 
Jana Kochanowskiego, w rzewnych Epigramafaclt
 
i wydając w Rzymie w r. 1594 Tllrcyki Stanislawa 
Orzechowskiego. 


, 


II. 


Los wyrzekł widocznie O Stanisławie Niego- 
szewskim, że potomność czerpać będzie bliższe o mnl 
wiadomości z luźnych notatek, jakby odniechcenia. 
na pierwszych stronnicach jego utworów, przez ży- 
czliwe ręce skreślonych. 
J ak na pierwszej stronnicy wydania listu Lip- 
siusza do Franciszka Brenta, Jezuity (Kraków, 1590), 
znalazł się sympatyczny dla pamięci poety dwuwiersz, 
z którego się dowiedziano, iż Niegoszewski w mlo- 
dym wieku zszedł z tego świata, tak też i na pier- 
wszej stronnicy rzadkiego wydania Epinikionu, znaj- 
duj ącego się w bibliotece ordynackiej hr. Zamoj- 
skich, jakaś troskliwa ręka bibliografa ze schyłku 
zeszlego wieku zapisala kilka notatek, \v rodzaju:
		

/kraushar_drobiazgi10421_0001.djvu

			DfPROWIZA TOR Z XYI WIEK'L. 


419 


Starovolscius, cle orat, p. 57, Gotz, OfiwJł Varsav. litter. 
p. 71, 72, wreszcie obszerniejszą wzmiankę "r sło- 
wach: NB. IIp l-licgosset"io lwnorificam mentioucm iuje- 
dt JJIallutius in Ciceronis Op. Tomi II, dcdicatione ad 
Zamoscium. Notatki te okalają piękni
 wykonany 
miedzioryt, wystawiający popiersie rymotwórcy, rzad- 
kiej urody, w stroju hiszpałiskiego rycerza, trzyma- 
jącego 'v ręku k
iążkę, a u spodu wizerunku wyrytf' 
są ambitne wyrazy: Non est mortale, qJłod upto. 
Te więc szczegóły, w połączeniu ze wzmian- 
kami, zamieszczonemi w dawniejszych wydaniach 
zbioru Wa\vrzyńca Miclera de Kolof: Acta litteraria 
Regni Poloniae (Varsoviae, 1756), w Dykcyoaarzll poe- 
tów polskich Juszyńs
ego (Kraków, 1820), uzupeł- 
niają niedokladne i niezrozumiale, jak zwykle, na- 
pOluknienia l.Ji.
micnnictlt"a "'.... A. )Iaciejowskiego (II, 
214, Dod. 286), i zaokrąglają pelniejsze w wielu 
względach informacye, podane o Xiegosze,,'skim 
w Historyi literatury 'Viszniewskiego (t. YI, 221). 


. 


[II. 


Sprawdziło się na Niegoszewskim, ku wielkiemu 
zapewne j ego żalowi, orzeczenie, że trudno być pro- 
rokiem między swoimi. Xieznany i ulało 'v kraju 
ceniony poeta, nie znalazł ani za życia, ani po śnlierci 
życzliwego biografa; tYluczasem, za granicą,1l1iędzy 
'v lochami, cieszył się Niegosze,vski tak wielkienl 
uznaniem, że na publiczne popisy polskiego rymo- 
twórcy schodziły się cieka,,-e tlulny, że dyskuto-
		

/kraushar_drobiazgi10422_0001.djvu

			420 


DIPROWIZATOR Z XVI WIEKU. 


wano Z nim o rozmaitych kwestyach politycznych 
. 
i teologicznych, i wdzięczność swą wyrażano w do- 
puszczeniu go do zaszczytnego grona rycerzy prze- 
świetnej Respubliki weneckiej... 
Xie przeczę, że w owej malej dozie uznania 
talentu Niegoszewskiego przez wspólczesnych tkwiła 
słuszna i sprawiedliwa ocena wartości jego utworów, 
niewybiegających ponad poziomy zadziwiającej zrę- 
czności w budowie wyrazów, a rażącej brakiem po- 
lotu i głębszej treści. . 
Pokolenie, które wydalo z siebie Jana z Czar- 
. nolasu, które pieściło ucho dźwiękami Psałterza i Tre- 
nami na' .
mierć Urszulki, które potakiwało żartobli- 
wym figlikom mistrza, nie moglo się zachwycać 
sztllk(
 Niegoszewskiego pisania wierszy w taki spo- 
sób, że nawprost i nawspak jednakie, a dwuznaczne 
tworzyly zoania, jak naprzykład: 


"' "Si bene te trades sedes sed arte tenebis," - 


nie mogło bić czołem przed poetą, który przy akom- 
paniamencie reklamy i programów drukowanych J 
zwoływaJ: ludność i uczonych do walki na słowa, 
i który natchnienie swoje ujawniał w dytyrambach 
wieloj ęzycznych, na cześć możnych i silnych świata 
tego śpiewanych... 
.A jednak, gdy zważymy, że i w owych, mniej 

e stanowiska estetyki i t,vórczości . zadawalających 
proc1ukcyach Niegoszewskiego , tkwila spora doza 
nauki, opartej na wzorach klasy
znych, że byly one 
wykwitem humanizmu, krzepionego wiedzą na wsze- 
chnicach pierwszorzędnych zdobytą, - nie odmówimy
		

/kraushar_drobiazgi10423_0001.djvu

			D[PROWIZATOR Z XYI WIEKU. 


421 


Niegoszewskiemu prawa do figurowania na Parnasie 
polskim X\l: wieku, tem więcej, że jeśli poeta do 
najpierwszych i pierwszych nawet zaliczać się nie 
lnial prawa, w żadnym jednak razie do pośledniej- 
szych między rymotwórcami swej epoki zaliczać się 
nie mógł. . 


IV. 


Szlacheckiej prowenienc
yi, herbu Jastrzębiec, 
w n1łodym jeszcze wieku, udał się byl Niegoszewski 
do Włoch, i z Padwy, gdzie prawdopodobnie wyż- 
szemi krzepił się naukami, często przybywa! do We- 
necyi, i tam, obracając się w kołach ludzi uczonych, 
krąg swoich wiadomości rozszerzal. 
Jednym z naj zaufałiszych j ego przyj aciół był 
potomek slynnego Alda !Ianutiusa (um. r. 1515), 
rlrukarza, wydawcy klasykó,v greckich i łacińskich, 
przedrukowy,vanyclr z rękopisów krytycznie przej- 
rzanych. Edycye te, mające doniosłe w dziejach 
sztuki drukarskiej znaczenie, do których stosowano 
nieznane przedtem czcionki, italikami zwa.ne, popra- 
wnością swoją i piękl1o
cią ze\vnętrzną, do dziś 
dnia niedościgły wzór stanowią, nosząc właściwe 
sobie Aldynó'lV miano. Następcy starego Alda, zięć 
jego, Andrzej Asulanus, i syn Pawel, zdołali utrzy- 
mać sławę firmy. Wnuk Aldusa, również Aldus, był 
ostatnim z tej rodziny. On to, wydając dziela Cyce- 
rona, jeden z tomów tego ¥.J1dania poświęcił Zamoj- 
.
kiemu, i \v przedmowie podniósl wysokie zalety
		

/kraushar_drobiazgi10424_0001.djvu

			422 


DfPROWIZATOR Z xY! WJEKU'. 


Stanisława Niegoszewskiego, jako twórcy i improwi- 
zatora, i świetną mu wróżył przyszłość. Taką bo- 
wiem miał nasz rymotwórca łatwość wierszowania, iż 
nie .lękal się publicznego popisu, na którym na za- 
dany temat improwizacyą odpowiadał:. 
Jeden z owych popisów odbył się w Wenecyi, 
w r. 1584, i o nim to Aldus Manutius obszernie się 
. . 
rozpIsuJ e. 
Miejscem turnieju poetyckiego był piękny, dziś 
już, niestety, w ruinie pozostający kościół śś. Jana 
i Pawła (SS. Gioranni e Paolo), w narzeczu ludowenl 
Wenecyan, Zanipolo zwany, obok którego, na pla- 
cyku, wznosi się znany pomnik kondotiera Bartolo- 
mea Colleoni'ego z Bergama, wykonany, wedlug 
planu Andrea deI Veroccio, przez Aleksandra Leo- 
pardi' ego w r. 1496. Kosztował wprawdzie ów po- 
mnik przeszło sto tysięcy dukatów, ale ambicyi ni- 
czem niezasłużonego Colleoni' ego stało się zadość. 
Popis Niegoszewskiego poprzedził l1rogram, przezełi 
ułożony, wystawiający lwa skrzydlatego, na którego 
postaci rozmaitego rodzaju wiersze, dziwnym ksztal- 
tern, wypisane byly, a pod owym wizerunkiem mie- 
ścił się następujący napis: 
"Ku wiecznej sławie Stanislawa Kiegoszew- 
skiego, Polaka, imieniowi Wenetów na uszanowania 
dowód, tudzież na godny znak wzajemnej z Aldem 
l.Ianuccim przyjaźni i na niejakąś pamięć swojej tu 
bytności, z przywiązania do nauk, za zdolnego są- 
dem przyjaciól uznany, ,vszystkie teologiczne twier- 
dzenia i calą Arystotelesa naukę dowodzić przedsię- 
bierze: z teologii dogmatycznej i szkolnej, z ogólnej
		

/kraushar_drobiazgi10425_0001.djvu

			BfPROWIZATOR Z XYI WIEKU. 


423 


Arystotelesa :filozofii naturalnej, moralnej i boskiej, 
z matematyki... Z nauk tych na wszystkie zarzuty 
odpowiadać będzie wierszem, hexametrem i penta- 
metrem. Aby zaś każdy się przekonał, jak daleko 
w pięknych i przedniejszych naukach postąpił, w ja- 
kiejkolwiek danej sobie materyi, prozą lub wierszem 
bez przygotowania mówić będzie... N akoniec w pla- 
tonicznych liczbach i kabalistycznych marzeniach, 
podlug upodobania, czynione zarzuty zbijać będzie 
W kościele ś
. Jana i PawIa, w sam dzień ł\ajś"\vię- 
tszej Panny Grolnnicznej, popołudniu, 1584 r." 

Iusial być bezwątpienia arcyciekawy pr
ebieg 
owej "dysputy, i prawdopodobnie za staraniem ambi- 
tnego improwizatora zachowano pamięć popisu cu- 
dzoziemca w kościelnem archiwuIn. 
Korzystaj ąc z po bytu poety Gomulickiego na 
zjeździe literackim 'v 'Venecyi, zwróciIelll się za 
jego łaska,vem zaleceniem, do skrzętnego szperacza 
i archeologa, sympatyzującego w piśmiennictwie na- 
Bzem, komandora Nicola Barozzi'ego, prosząc go 
o odpowiednie w tym kierunku poszukiwania. 
Z odpo"\viedzi jednak, jaką otrzynlalem, po- 
wziąłem przekonanie, że kwerenda będzie bezowo- 
cną, gdyż, j ak pisze sign. Barozzi, l' arckit"io della 
chicsa del Giuv. e Paulu audó m-ise1'amLlzte dispC1'SO... 
Trudno będzie wiatru po polu szukać...
		

/kraushar_drobiazgi10426_0001.djvu

			42-1 


DIPROWIZA TOR Z XTI WIEKl
. 


"\-T. 
. 


... 


Ocalona z powodzi wieków książeczka ozdo- 
bna Niegoszewskiego, wydana w Wenecyi 1588 r., 
nosi tytuł: 


('"' 
ł 


AD 
ILL VSTRISS. PRINCIPEM 
IOANNEM ZAMOI 
SCIVM REGNI POLONIE 
l\IA GNVM CAN C ELLARIVM ET 
EXERCITVVM lMPER. P. P. 
STANISLAI NIEGOSSEVVII POLaNI 
REIPVB. VEN. EQ. A VRA Tł. 


EPINIKION 


Jest to osobliwszego rodzaju pochwala Jana Zamoj- 
skiego, ułożona z wiersza heroicznego i sześciu dy- 
tyrambów, w sześciu językach: Pierwszy, z napiselIl 
Gedeon, jest po hebrajsku; drugi, Epaminondas, po 
grecku; Fabius JJIaximus, po łacinie; Gran Capitan 
Gonzales Hernandez de COI"duba, po hiszpałisku; l1farco 
Antonio Colonna, po wlosku; Jan Grabia z Tarnowa 
wielki hetman lcr6l. lJolsk., po polsku. 
Pisownia, spotęgowana błędami drukarskiemi, 
rzecz, zwróconą do hetmana,. wielce niezrozumia!ą: 
czyni. W bombastycznych określeniach wielbi ry- 
motwórca bohatera, zapewniając, że "dokąd dnia
		

/kraushar_drobiazgi10427_0001.djvu

			D[PROWIZATOR Z XVI WIEKV. 


425 


wiecznego 'v jasnem niebie stanie, cnotę, złączoną 
z ;:;zczęścienl, wielbić będzie." Proponuje tedy, aby 
na złotym slupie murarze wydrążyli napis: "Pierwej 
świata jasne zorze udawać złotowłosy Apollo prze- 
stanie, niż twoja, Zamojski, cna sława ustanie. Ale 
póki złotych koni słońce wyprzęgać będzie wielkiej 
morskiej toni (?), wzięte będą twe sprawy i wszy- 
stkiego świata, w pamiątkę na wieczne lata..." 
Z tych wszystkich drobnych szczegółów wynu- 
rza się oblicze rymopisa, niepozba,vionego zdolności, 
ale goniącego za efektem, pragnącego rozglosem 
i szermierką słów zasłużyć na poklask współczesnych. 
Jeśli jednak śmierć wczesna nie dozwoliła zdol- 
nościom Niegoszewskiego należycie się rozwinąć i za- 
służyć na uznanie, jakiego na próżno szuka! między 
swoimi, niech przynajmniej spełnią się sny złote 
ambitnego mlodzieńca i ta bloga pewność 1 jaką ży- 
wił 'v swem sercu, obierając sobie za godło słowa: 
1łon est 'JJwrtale, quod op to, i niech we trzy stulecia. 
po wydaniu Epinikionu, obecne pokolenie odświeży 
w swej pamięci wizerunek Ikara, któremu słOlice 
prawdziwej poezyi, przyś.wiecające z doby Kocha- 
nowskiego, wiotkie i słabe poderwalo skrzydła... 


..... ..-
		

/kraushar_drobiazgi10429_0001.djvu

			SPIS RZECZY. 


Starościna rawska. . . . 
Sprawa Bolestraszyckiego 
Pamflety astronomiczne . 
Porlróż obywatela warszawskiego do Persyi 
Z weneckiego archiwum. . . . . . . . . 
Romans szlachcica szkockiego w Polsce 
Echa wiedeńskiego pogromu . 
Vincenzio da Filicaia 
Jakób Becal . . . . 
Francya i Polska . . 
Sprawa Dogrumowej 
Kazimierz J arochowski 
Tadeusz Korzon . . . . . 
Historyjki i plotki historyczne . 
Improwizator z XVI wieku . . 


Str. 
1 
43 
63 
109 
127 
139 
151 
161 
173 
191 
243 
319 
339 
353 
415 



 . 4