/kronika_1200001_0001.djvu

			 

'{ "f' .
 -..ł, 
:i';iit 
 :,: ...IlJ-' 
., "'
' l ' 
 'i.;'
 1ł1 ' lit 
 
 ' I 
· 


:-" I ) .. I ' 
 " : 
 
) fl 
l t! 
 
,,/,!. .. , "- 'Iti 
 /11I1 1 II'
 
!r', .
;..:';" ' . _ ...,', ':.

 .

 
; .. 1ffl I ; , 
I
 i" .......:. ",'" 'ł', ::!;' .': J J ! 'I ' I j t, 
P. !/.. ,:1, 

:-:.,,:, , 
.../, f. ( : I I . 'I 
}';
ł1
 I
 .'ą/.r,.
.tr:.o ..ł. I
!ł I ' I I'
' Ij 
. 
1
:!.i: fi ... 
 " ' \. ..,....l" '.' . ':' r ;, 
f."
''''t!'-ii! ";11... ," " /'
Y' 1 1 
 I 
l, " .;hl':':.... i;i:::. !ISł
 
 ." " I I 
 I ' I I 

.;.':
I,:
:'I
;

Ift:,"",".."'.
t . Ii. 
, .......".,,;,/ J .. 'r4i',
 II. '
 l, !.
' I ' 

.( d: ;!,,.:iilli JiI ',. '.."'\';( ,.
. 
t :
" 1>1,1 
I' III/Ihi_ ; j'. ..' ', \ 1 1 , ," 
f', fI" 'e;;; / :, .,' . , ,"" 'I'; I II 
,t. ,'''...-= 'k, I :. ł. .1 
; dl.... 
"i . I .. ,...' ':;'- ,; , . 
, i 1. P'
J.:... '
I; , ", 
 I I" I ' 
óliU: ł 

, ':' 1 ;- '.j, "'; 
. LJ I \ . 
 :;""$ 
 
 . .' .' _ _ -:... 
. - . 

i I' ł 
'
'. 11""" "- .,.Q: .,
 ;;;;' 1 " "", ':
.
 i', ' I ' , 
:: "ó,' - , .> , , "'
""'I ' 
 ,.
 ' 
;i;
. s:: 4 Ił!! ł 
 Al i" .
 I.
) 
" .,. U . '''11 &::- ' I 
'/i: ";' ,I :...i' 1''' li 

 
,-.---- II,
 I 
..' 
 I . i' .. - . 
,._-:
:f": ,, '; , 
",,'>", 
 i 
 
-
 "-:I';;::: : \ \, 
. ...
 ...--- 
 

---"
;:
;

:'




;
II' 'I 


"., 


:C'
...c 1 

' ,,//..' .'./; \::
!
 
7 1/ - - - H, " : .\ 
Af
 j ....., - c_
 , __ 1"1\ \! 
(//. 'r . . ri"-'.... ' _ _ I \ ,\ \ 
".:, - - - I 
: 
-. ':J;.'h'(J-'-= -Ł
 i " / ' 1 " \ " 
/,(1 /, -II """' 
,' " 
. ',-. -, --- -
--=- - -....:::::.' \ 1
 \ 
.., I' ---.6 
-'-'" . 
\ ' 

;;t;j.j
-'...-
::. -:


= -; " \,,: 
:.>' ¥, ., 



 
 / -=--- \.., . 
- 
.;- 0'. % /?- _ __
\ ,,\ 
.. '7'. 

/-/ _ __.--= '. 


,I 
, 


{ 


I 


!( \ 
\ 


111 b /9/J 


. 
... 


II 


I 


"'10 


,J, 


I 


("'o. 


.... 


II 


.....
 '" 


\ 


/' 


'" 


t 
" 


I 


I 


!- " 


l< 
:tC 


/
		

/kronika_1200003_0001.djvu

			. 


TOWARZYSTWO MIŁOŚNIKÓW 
MIASTA BYDGOSZCZY 


KRONIKA BYDGOSKA 


XII.. 


1990 


BYDGOSZCZ 1991
		

/kronika_1200004_0001.djvu

			". 


'l KOLI;:GIUM RED KCYJNE: 
Henryk Dubowik, 
Włodzimierz jastfŻębski - przewodniczący, . 
Stanisław I(rasucki, 
Jan Malinowski 


PRZEWODNICZĄCY KOMISJI WYDAWNICZEJ TMMB: 
Jerzy Derenda 


PROJEI(T OI(LADI(I: 
Bohdan Panasewicz 


REDAI(TOR TECHNICZNY: 
Ryszard Tanan 


.' 
. . 


\. 


" 



 
O 1
8
 


I 


Zakłady Graficzne im. KEN - zam. 19/92 O I
		

/kronika_1200005_0001.djvu

			SPIS TREŚCI 


STUDIA I SZKICE 


Janusz Kutta: Społeczeństwo miasta Bydgoszczy w latach 1920-1939 (cz. 1) ..... 7 
Marek Romaniuk: Napływ Niemców do Bydgoszczy w latach 1939-1945 ......... 21 
jarosław Wenderlich : Bydgoskie Stronnictwo Pracy ....."...................... 29 
Franciszek Nowak: Nazwy ulic Bydgoszczy ..................................... 46 
Bogumił Rogalski: Architektura sakralna Bydgoszczy - dawniej i dziś ........... 51 
Stanisław Krasucki: Z dziejów Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej (W 50 rocznicę 
powołania AK) ..... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 78 
Stefan Turowski, jerzy Zawadzki: Niemieckie szkolnictwo średnie w Bydgoszczy 
( 1920 - 1939) ............................................................. 101 
Elżbieta Alabrudzińska: Kościół Ewangelick
h
ugsburski. \Y Bydgoszczy w latach 
1920-1939 .........................: . . . 
 . '. . . .". . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 122 
Stefan Pastuszewski: Początki kościoła narodowego w Bydgoszczy .............. 134 
Barbara janiszewska-Mincer: Z życia codziennego rzemieślników bydgoskich w XVI 
i XVIIw. ................................................................ 140 


MATERIAŁY 


Krystyna Kwaśniewska: Ludność miasta Bydgoszczy. Charakterystyka wybranych 
cech za lata 1978 -1988 .............................................."... 152 
Włodzimierz jastrzębski: Straty polskiej ludności Bydgoszczy w czasie II wojny 
światowej w świetle akt sądowych "O uznanie za zmarłego" .................. 157 
Zofia Sawaniewska-Mochowa: Wilno jest w nas. Szkice o działalności Oddziału Byd- 
goskiego Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej .................. 161 
Dariusz jasiński: Naprawa parowozów w Zakładach Naprawczych Taboru Kole- 
jowego w Bydgoszczy (1851-1985) ........................................ 165 
Tadeusz jaszowski: "Jedliny" - Oddział Ochrony Sztabu Okręgu Pomorskiego AK 181 
Zdzisław Goździewski: Fabryka Sucharów - "Chleb Szwedzki" (Knackebrod) 
w Bydgoszczy (1937 -1939) ................................................ 193 
Mirosław Gajewski: Udział bydgoskich konstrukcji szybowcowych w pierwszych pol- 
skich konkursach w 1923 r. i 1925 r. ........................................ 199 
Marek K. jeleniewski: Rada Ludowa na Miasto Bydgoszcz i Przedmieścia (1918- 
- 1920) .................................................................. 207 
, 


.* 


,
		

/kronika_1200006_0001.djvu

			4 


SYLWETKI, BIOGRAFIE I WSPOMNIENIA 
jan Malłnowskl: Malarstwo Renaty Uzarskiej-Bielawskiej ....................... 221.. 
Aurelia Borucka-Nowlcka: Bronisław Zygfryd Nowicki .......................... 254 
Mieczysław Bielski: Generał Wiktor Thommee (1881-1962) ..................... 256 
J6zef Holz: Z Poniatowskiego do kamieniołol1lów (cz. II) - Czerwoniak ........... 273 


PRZEGLĄDY - OMÓWIENIA - RECENZJE 
KI. Romuald Blnlak: IX Tydzień I(ultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy: 
"Bydgoszcz na szlakach chrześcijańskiej Europy" ........................... 284 
Jadwiga Oleradzka: Teatr Polski w Bydgoszczy. Drugi sezon Marczewskiego ....... 288 
Daniel B. Rudnicki: Polska literatura piękna publikowana na łamach "Dziennika 
Bydgoskiego" w latach 1907-1920 ........................................ 293 
. jerzy Konieczny: Adam Grzymała Siedlecki w obronie Henryka Sienkiewicza ..... 301 
Włodzimierz Moch: Stare po nowemu, czyli "Wileńskie Rozmaitości" ...:.......... 304 
Wadaw Kocon: Pitawal Bydgoski (recenzja książki J. Derendy i B. Sygita pt. "Przez 
czarta opętane") .......................................................... 307 
Maksymilian Grzegorz: Historia Bydgoszczy t. I ................................ 311 
Stefan Pastuszewskl: Na marginesie tomu I "Historii Bydgoszczy" ................ 315 


KRONIKA 


Aleksandra Ruclńska: I(ronika wydarzeń za 1990 rok 


......... ...... .... ......... 


318 


Z tYCIA TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW MIASTA BYDGOSZCZY 


Sprawozdanie z działalności TMMB za 1990 r. .................................. 338 
Z tAŁOBNEJ KARTY 
I Róża Marla I(ulwieć (1921-1991) I - opr. Anna Perllńska ...................... 341 


"
		

/kronika_1200007_0001.djvu

			STUDIA I SZI(ICE 


-
		

/kronika_1200008_0001.djvu

			-Ą.,,- 


1 ',., .:..
.... 
 
'" f,
 ;;;.-:'1 ' 
 
 - -" 
. ==--=---.: 
, '" . - ", .-- -.::"':'.;. - --........- 
 . 
\ ł F 


 .

.
' - 'T.
 
1 . ").......... ,
r. 

--- -- 
l ! '. ;-- " 
.
.. 
. ""............ 
... . 

 
. j

A_ \' 
j f . ' ' 
 :. ) , ' \ , , 
Li . . .,.-....... 
 'ł-o 
i ł. 
""-ł' 
;. 
: I . , 
 '
 £ ' ł J
 
f ł " .t
:' ,\ t 

""f l' 
"
 'l. \ . '. :
. - F I "..." :"""...... . :-
 
, ' . " 
, "-..':".:.:' '\o. ''' io .
 'ił '. 
 .,---- .,..., '..... 
i ,_.......ł..ł \. ,:"",;,,' ''' . ::_:',. : -- 
' - 
 '" 
. 1 ::::- :f1 -' 
.. . 
 
.;..
 · :=:::.,.;' - 

 ,( 
" , ",'
 I .' " .... ..,, 

-----:!. 
,6", ,'. .' "', " , '_, 
l ", '\, 'I Y,. ...-i' 

,:------ " r 
'. 
: '\. \ L, I ' ,. *' ,I .... ... 
 " ", ';; , , 
. 
 ' t\ ' J I. ,.,.'- ..,,,.......:.. 
:;:,.,;;
 " , 
oj . ' , - \;< J '!'! '
'
 .'
 
."
 . ..:...:..
 

.::. : : ,t 

 . \ .... 
 .. 
_.t.". .... '..' .
 <1 
" ";',:/k " i, :-' ",. 
__
. "':t=u \.', .' 
'., ", } ł 
 !P 
 ' 
 11 t
 " 
,'l'" \); ł. 
 
 
 
 
 't
 . 
 
 ł ) , ',' 
".--. " ..... -łł l \ "'1 
 t ' , 
t \ .........,' . Ą, II( 
- : ; 
l' ..' f " .,
,,
i H\Y.1trotC; ..j, 'ł
,\t
 l. ' 
l !
' ,; 
I \ 
 I

I !.Jr' r :
i.g; 
 
 i 1 . 
, 
 , l ;'
 / 4-l ł [ , ;1 , . \ . 
'< '_ .
; 
 . .i r,.., " '/'''' 

 \' ,r...:
: : 1 .. .11" \ i . ,'.' ,Mi ,,
:1, 
 
JłtI · , .' . . . ',1 
\ 
 lt 1.1)' J j .ll1 l f 
' 
 'ł 
", .' ';:,> . 1 ....... ...', >
,'.:;:.t. f " 
 '; 'J 
, -II 
 . .
,
: " \. --- ' . .". ł 
,; ": V " ,_..-- 
 ," -- - -.' -- \ ' 
ZO
'ł '
 \ ' ł 
',': ,
. 
. 
 	
			

/kronika_1200009_0001.djvu

			JANUSZ KUTTA 


SPOŁECZEŃSTWO MIASTA BYDGOSZCZY 
W LATACH 1920 - 1939 


CZ ĘŚĆ' I 


Szkic niniejszy dotyczy społeczności bydgoskiej w okresie dwudziestolecia mię- 
dzywojennego. Na społeczeństwo to traktowane jako zbiorowość pragniemy spoj- 
rzeć przede wszystkim oczyma historyka. Mamy przecież świadomość, że wszech- 
stronne omówienie tej zbiorowości wymaga podejścia interdyscyplinarnego i współ- 
działania specjalistów takich zwłaszcza dyscyplin naukowych, jak demografia, so- 
cjologia czy psychologia społeczna. 
Szkic ten składa się z dwóch części. W części pierwszej skupimy uwagę na prze- 
mianach demograficznych, w tym na czynnikach kształtujących rzeczywiste za- 
ludnienie miasta Bydgoszczy i zasadniczych zmianach w stanie jego ludności. Część 
druga szkicu będzie dotyczyć przemian społeczno-zawodowych w Bydgoszczy. 
I 
W styczniu 1920 r. Bydgoszcz, po prawie półtorawiekowej przynależności do 
państwa pruskiego powróciła do Macierzy i włączona została, mimo ciążenia ku Po- 
morzu, do województwa poznańskiegol. Długotrwałe bytowanie polskiej ludności 
tego miasta w ramach obcej państwowości nie mogło nie odbić się na strukturze 
i stanie ludności, a także na mentalności polskich bydgoszczan, których władze prus- 
kie usiłowały przekształcić w "Prusaków polskiego pochod_zenią-". ,Faktem po_
ostaje, 
iż Polacy byli z Bydgoszczy systematycznie wypierani, a ich miejsce zaj mował na- 
pływowy element niemiecki: urzędnicy, nauczyciele, przedstawici.ele 
olnych zawo- 
dów, lecz tAkże rzemieślnicy, kupcy i robotnic y 2. 
Dość wspomnieć, iż w 1919 r. wśród 65 tys. mieszkańców Bydgoszczy, Polaków 
naliczono tylko ok. 17-20%8. Zapewne ten odsetek Polaków był wyższy. Wyklu- 
czyć bowiem nie można, iż w oficjalnych statystykach władz niemieckich do Niem- 
ców zaliczano Polaków, którzy z różnych powodów (niedostateczna świadomość 
narodowa, uzależnienie od pracodawcy niemieckiego), podawali swą narodowość 
j ako niemiecką.. 
Ta niekorzystna dla Polaków struktura narodowościowa w Bydgoszczy rychło 
uległa radykalnej zmianie. Zaledwie w ciągu paru lat od chwili powrotu miasta do 
Polski nastąpiło rzucające się w oczy odniemczenie i spolszczenie miasta. To pierw- 
sze było wynikiem żywiołowego i dobrowolnego odpływu bydgoskich Niemców, 
którzy, jak się okazało, słabo związani z miastem, tracąc dotychczasową uprzywilejo- 
waną pozycję społeczną, "nie wytrwali na posterunku" i wracali do Rzeszy. Tylko 
.w 1920 r. z Bydgoszczy wyprowadziło się 16,6 tys. osób, zaś w okresie 1921-=-1923 
dalszych l l tysięcy. Poczynając od 1925 r. odpływ ludności niemieckiej z miasta był 
już niewielki i do 1939 r. wyniósł ogółem około 2,3 tys. osób 5 . 
Tak więc odsetek Niemców w Bydgoszczy, który jeszcze w 1921 r. wynosił nieco 
ponad 25%, a w 1923 - prawie 16% w latach następnych spadł do około 8% ogółu 
ludności miasta (w latach 30-tych mieszkało w Bydgoszczy ok. 10 tys. Niemców).
		

/kronika_1200010_0001.djvu

			8 


już od połowy lat dwudziestych Bydgoszcz obok Poznania należała, do najbardziej 
polskich miast'. 


Tabela I 


Ludność miasta Bydgoszczy według narodowości 
w roku 1921 I 1931 
. 


1921 r. )931 r. 
Narodowość Ludność % Ludność % 
ogółem ogółem 
Ludność m. Bydgoszczy 89.282 100 1)7.200 100 
Polacy 63.245 70,84 104.647 89,29 
Niemcy 24.874 27,86 I ) .276 9,62 
2ydzi 692 0,77 912 0,78 
Ukraińcy i Rusini . . 63 0,05 
Białorusini . . 12 0,01 
Litwini . . 5 0,00 
Rosjanie . . 159 0,14 
Czesi . . II 0,01 
inna i nie podana 471 0,53 115 0,10 


lródlo: AP - Bydg., Akta Magistratu m. Bydgoszczy, sygn. 869, Ruch ludnosci, k. 67,71; Statystyka 
Polski, s
ria C, z. 76, Warszawa 1938, tab. 12, s. 41. 


I 
Ludność miasta Bydgoszczy według wyznania 
religijnego w latach 1921 I 1931 


Tabela 2 


. 192) r. ) 931 r. 
Wyznanie Ludność Ludność . 
ogółem % ogółem % 
Ludność m. Bydgoszczy 87.643 100 117.636 100 
rzymskokatolickie 
i ormiańskokałolickie 63.860 72,87 103.594 88,06 
greckokatolickie i obrzą- 
dek wschodni Kościoła ka- 
tolickiego . . 138 0,01 
prawosławne . . 350 0,03 
ewangelickie 22.583 25,77 ) 0.648 9,05 
inne chrześcijańskie . . 627 0,06 
mojżeszowe 745 0,85 ).692 ),43 
in
e nie chrześcijańskie . . 2 0,00 
nie określone, nie podane, 
bezwyznaniowi 455 0,51 149 0,01 


tródło: Statystyka Polski, T. XXIV, Warszawa 1928, tab. VI, s. 36-37; Statytityka Polski, seria C, 
z. 76, Warszawa 1938, tab. II, s. 36.
		

/kronika_1200011_0001.djvu

			9 


Tabela 3 


Ludność miasta Bydgoszczy według wyznania 
w 1937 r. 


ewangelic- ewangelic- , 
rzymsko kato- greckoka- .. .. 
kie - ki e - au- prawo- :!:!,
 
- Iickie tolickie sławni o o 
Liczba unijne gsburskie E 
 
Miasto ludności pOla-INiem I Inni - 
I 
Polacy I Niem pOla-[Niem pOla-INiem pOla-INiem Zy- 
cy cy cy cy cy cy cy cy cy I dzi 
- W tysiącach 
Byd- 
goszcz ]37.] 46 1 ]22.698 1 2 . 105 : - :8.823' 940 I - 1 ]]0 1 - 1 115 1 - 1 29712.058 
I I 
w odsetkach 
100 I 69,4 I ],5 I - I 6,8; 0,69 / - jO,08/ - 1°, 08 1 - 1°, 16 1 1 ,5] 


lródło: AP - Bydg., Urząd Wojewódzki Pomorski, sygn. 50068, Powiatowa Księga Narodowościowa 
k. 348. 


\ 


Błędem jednak byłoby lekceważenie mniejszości niemieckiej w Bydgoszczy, po- 
dobnie zresztą, jak w całym województwie poznańskim, czy pomorskim. Nie li- 
czebność bowiem tej mniejszości była tu sprawą najistotniejszą. O jej rzeczywistym 
znaczeniu decydowały: pozycja ekonomiczna, wysoki poziom cywilizacyjny w po- 
równaniu z innymi mniejszościami narodowymi w Rzeczypospolitej, a i w Bydgo- 
szczy, prężność organizacyjna, pielęgnowanie "ideałów narodowych", ścisły związek 
z ośrodkami dyspozycyjnymi w Rzeszy, a także kierownictwo i stała pomoc material- 
na i moralna macierzystego kraju, wyznaczającego tej mniejszości rolę przysłowio- 
wego "konia trojańskiego" w niepodległym państwie polskim 7 . Bydgoszcz stała się 
w okresie międzywojennym jednym z najważniejszych centrów niemczyzny w Pol- 
sce8. 
Z gwałtownym spadkiem liczby ludności niemieckiej wiązał się żywiołowy roz- 
rost elementu polskiego i silny wzrost ogólny ludności Bydgoszczy. Gdy bowiem 
w 1920 r., już po włączeniu w kwietniu tego roku 18 gmin podmiejskich, faktycznie 
przedmieść, liczba mieszkańców wynosiła niespełna 89 tys., to po dziesięciu latach 
wynosiła już ponad 117 tys. Ten wzrost o prawie 30 tys. świadczy, iż Bydgoszcz 
mimo braku poparcia ze strony władz państwowych, a nawet pewnego jej pokrzyw- 
dzenia, wykazywała "silny pęd do rozwoju"9. Jstotnie w następnych ośmiu latach 


Tabela 4 


Przyrost ludności w Bydgoszczy 
między spisami w r. 1921\i 1931 


Ludność obecna Przyrost 
wg spisu 
Miasto w liczbach 
9 XII ]93] 30 IX ]921 w odsetkach 
bezwzględnych 
Bydgoszcz I 117.528 I 87.G43 I + 29.855 I +34,1 


lródło: "Wiadomości Statystyczne", R. X, 1932, z. 7, s. 138
		

/kronika_1200012_0001.djvu

			10 


Tabela 5 


Przyrost ludności w Bydgoszczy 
w latach 1931 11939 


Liczba ludności Przyrost 
Miasto w liczbach 
31 VIII 1939 9 XII 1931 w odsetkach 
bezwzględnych 
Bydgoszcz I 143.237 I 117.528 I +25.709 I +21,9 


lródło: "Wiadomości statystyczne", R. X, 1932, z. 7, s. 138; AP - Bydg., Akta miasta Bydgoszczy, 
sygn. 323a; Wiadomości Statystyczne miasta Bydgoszczy,1939, nr l, s. l; Statistisches Jachr- 
buch der Stadt Bromberg 1939-1942 (Entwurf). (Obliczenia własne). 


liczba mieszkańców miasta powiększyła się o dalsze 24 tys., osiągając na początku 
1939 r. ponad 141 tysięcy1o. Tak więc rzeczywisty wzrost ludności Bydgoszczy w o- 
kresie dwudziestolecia międzywojennego wyniósł około 54 tys. osób. W porównaniu 
do 1910 r. liczba mieszkańców w tym mieście wzrosła prawie dwu i półkrotnie. Byd- 
goszcz w latach 1920-1939 należała w Polsce do miast wielkich, plasując się na 7 
miejscu. Przez cały ten okres była największym miastem powiatowym w Polsce. 


Tabela 6 


. 
Ludność wielkich miast w Polsce 
w latach 1900, 1910, 1921, 1931 i 1939 - 


Powi erzch- 1900 I 1910 I 1921 I 1931 I 1939 
Miasta nia w km 2 
l I 1939 r. tysiącach . 
w 
M. St. Warszawa 141 594 781 937 1172 1289 
Łódź 59 310 408 452 605 672 
Lwów 67 160 196 219 312 318 
Poznań 17 110 150 169 245 272 
I(raków 48 85 143 184 219 259 
Wilno 105 139 181 129 195 209 
Bydgoszcz 75 47 53 88 117 141 
Częstochowa 48 38 73 80 117 138 
I(atowice 42 32 43 50 126 134 
Sosnowiec 33 . 99 86 109 130 
Lublin 30 40 66' 94 112 122 
Gdynia 66 . 0,9 1,3 30 120 
Chorzów 24 58 73 73 81 110 
Białystok 39 61 80 77 91 107 


lródło: Mały Rocznik Statystyczny. Warszawa 1939. tab. 32. s. 36 


-' 


Rodzi się pytanie: co było przyczyną tego dynamicznego rozwoju ludności Byd- 
goszczy. Niewątpliwie duży wpływ na zaludnienie miasta wywarł rozwój przemysłu, 
handlu i komunikacji u . Możliwość znalezienia pracy, a także mieszkania w Bydgo-
		

/kronika_1200013_0001.djvu

			11 


szczy, przyciągały do niej Polaków z wszystkich dzielnic kraju. Istniało też duże za- 
potrzebowanie na przedstawicieli inteligencji; grupa inteligencji miejscowego po- 
chodzenia była doprawdy nieliczna. A tymczasem potrzebni byli nauczyciele, sę- 
dziowie, pracownicy różnych działów administracji. Nic też dziwnego, że Bydgoszcz 
w pierwszych latach II Rzeczypospolitej stała się obszarem silnej imigracji Polaków 
z Wielkopolski, Pomorza, b. Królestwa Polskiego, Małopolski, a także Polaków 
z zagranicy. I właśnie swój rozwój ludnościowy Bydgoszcz zawdzięczała w znacznej 
mierze gwałtownemu przypływowi ludności polskiej. Przybywali tu przede wszyst- 
kim Polacy urodzeni w województwach poznańskim i pomorskim. Województwa te 
stanowiły niejako naturalne zaplecze dla szybko rozwijającego się miasta. W latach 
1920-1923, a więc w okresie wzmożonego ruchu wędrówkowego, z województw tych 
napłynęło do Bydgoszczy prawie 33 tys. osób. I jakkolwiek spora część tych imi- 
grantów wkrótce opuściła miasto (prawie 15 tys. osób), to jednak saldo tej migracji 
było dodatnie i wynosiło ponad 18 tys. osób. Z danych pierwszego powojennego spi- 
su ludności przeprowadzonego w II Rzeczypospolitej wynika, iż w 1921 r. mieszkało 
w Bydgoszczy 28,4 tys. osób urodzonych w Poznańskiem i prawie 11 tys. urodzonych 
w województwie pomorskim. Przybysze z tych dwóch województw stanowili w 1921 r. 
prawie połowę mieszkańców Bydgoszczy. To właśnie ci imigranci, "swoi" przecież, 
przyczynili się do szybkiego spolszczenia miasta i wyrównania strat ilościowych 
spowodowanych emigracją Niemców bydgoskich. Wśród tej ludności napływowej 
przeważała zdecydowanie ludność wiejska i robotnicy z mniejszych miast Poznań- 
skiego i Pomorza. 
W Bydgoszczy osiadła też "moc reemigrantów" z Westfalii i Ameryki Północnej, 
"przywożąc z sobą dość znaczne kapitały, doświadczenie, wiedzę, stwarzając szereg 
warsztatów". W świetle zachowanych statystyk dokładne ustalenie liczby tych ree- 
migrantów, a także ich składu zawodowego, jest prawie niemożliwe. 
jak już wspomniano, do Bydgoszczy przybywali również Polacy z tzw. "Kon- 
gresówki", to jest województw centralnych i wschodnich oraz b. Galicji, to jest 
województw południowych i Sląska Cieszyilskiego, a także uchodźcy polscy z Lit- 
wy i Ukraińy. W Bydgoszczy osiadło też nieco Rosjan, którzy po rewolucji bolsze- 
wickiej szukali schronienia w Polsce. 
W latach 1921-1923 przybyło do Bydgoszczy prawie 11 tys. Królewiaków 
i ponad 3,3 tys. Galicjan. jednak część z nich nie zadomowiła się w Bydgoszczy 
i powróciła bądź w swoje rodzinne strony, bądź przeniosła się do innych miejscowości 
w Poznallskiem i na Pomorzu. Saldo migracji osób pochodzących z b. Królestwa 
Polskiego i Małopolski było dodatnie i wynosiło dla Królewiaków 6,6 tys., a Mało- 
polan - około 2,5 tys. Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, iż w okresie 
1921 -1923 wśród stałych mieszkańców Bydgoszczy było około 10 tys. Królewiaków 
i Galicjan, co stanowiło około 10°i<> ogółu mieszkańców miasta. W Poznaniu przybysze 
z dwóch omawianych dzielnic stanowili już tylko ok. 6,50/0' 
Wśród imigrantów z województw centralnych i wschodnich przeważały w Byd- 
goszczy osoby urodzone w województwach warszawskim, łódzkim, kieleckim i mieś- 
cie stołecznym Warszawie. Stanowili oni prawie 87°i<> wszystkich przybyszów z wo- 
jewództw centralnych i wschodnich. jeśli chodzi o imigrantów z Małopolski i Sląska 
Cieszyńskiego, to wyraźnie przeważały osoby urodzone w Krakowie i województwie 
krakowskim oraz z województwie lwowskim i mieście Lwowie. Przybysze z tych wo- 
jewództw stanowili 85,5% imigrantów z Małopolski i 2,3% ogółu mieszkańców. 
Imigracja Polaków z b. Królestwa Polskiego i Galicji osłabła w następnych la- 
tach, chociaż aż do 1929 r. miała saldo dodatnie. Poczynając od 1930 r. saldo to było 
już ujemne. Odtąd odpływ Królewiaków i Galicjan z Bydgoszczy był większy niż
		

/kronika_1200014_0001.djvu

			12 


Tabela 7 


Pochodzenie terytorialne ludności 
miasta Bydgoszczy w 1921 r. 
 


Pochodzenie Płeć 
Ogółem 0/ 
terytorialne /0 I I I 
M ol I( % 
/0 
Ludność m. Byd- 
goszczy 87.643 100 40.996 46,78 46.647 53,22 
Bydgoszczanie 25.538 29, 14 11.913 13,59 13.625 15,55 
Inni 48.229 55,04 22.508 25,68 25.721 29,35 
Wielkopolska 28.397 32,40 13.151 15,01 15.246 17,40 
Pomorze 10.952 12,50 5.061 5,77 5.891 6,42 
Górny Śląsk 314 0,36 199 0,23 115 0,13 
b. I(rólestwo 
Polskie 6.018 6,87 2.850 3,25 3.168 3,61 
b. Galicja 2.371 2,71 l .157 1,32 1.214 1,39 
Śląsk Cieszyński 30 0,03 19 0,02 11 0,01 
b. Kresy 
wschodn ie 147 0,17 71 0,08 76 0,09 
Zagranica 12.899 14,71 6.136 7,80 6.763 7,71 
Niewiadome 977 l, l l 439 0,50 538 0,61 


2ródło: Statystyka Polski. T. XXXVI. Warszawa 1928. z. 2. tab. II. s. 30-31. tab. IV. s. 62-63. tab. 
V. s. 110-131 (obliczenia własne) 


ich napływ. Nie można dzisiaj ustalić faktycznej liczby osób urodzonych w b. Kró- 
lestwie Polskim i Galicji, a mieszkających w Bydgoszczy w latach trzydziestych. 
Bardzo prawdopodobne jest, że odsetek tych osób spadł poniżej 10 0 1<>. Był jednak 
nadal wyższy niż Poznaniu i w pobliżu leżącym Toruniu, gdzie stanowili oni odpowied- 
nio: 6,5% i 5%12. 
A skoro już mowa o imigrantach z innych dzielnic kraju, to trzeba zwrócić uwagę 
na fakt, iż w Bydgoszczy zamieszkiwało w 1921 r. nieco ponad 2,8 tys. osób, które 
urodziły się w dużych miastach, w tym 2,1 tys. w dużych miastach b. Królestwa 
Polskiego (m.st. Warszawa, Łódź, Częstochowa, Radom, Lublin, Białystok) i b. 
Galicji (Kraków, LWÓW)13. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż w gru- 
pie imigrantów z największych miast polskich (Warszawa, Kraków i Lwów) było 
sporo osób z wyższym i średnim wykształceniem, które objęły w Bydgoszczy odpowie- 
dzialne stanowiska w administracji, szkolnictwie i sądownictwie, a także w niektó- 
rych działach administracji gospodarczej. Liczyło się .także i to, że ci imigranci wno- 
sili do Bydgoszczy, której ludność w niemałej części rekrutowała się ze środowiska 
wiejskiego, kulturę i obyczajowość miejską, by nie powiedzieć, wielkomiejską. 
Ruchowi wędrówkowemu poświęcono nieco więcej uwagi, ponieważ właśnie 
dodatnie saldo tego ruchu decydowało o szybkim ludnościowym rozwoju miasta. 
W latach dwudziestych przyrost wędrówkowy znacznie przewyższał w Bydgoszczy 
przyrost naturalny. W okresie wzmożonego ruchu wędrówkowego 1921-1924 
był on 2-4 krotnie wyższy niż przyrost naturalny. W drugiej połowie lat dwudzies. 
tych na przyrost rzeczywisty ludności miasta mniej "lięcej równo składały sie przy- 


-
		

/kronika_1200015_0001.djvu

			, 


13 


Tabela 8 


Pochodzenie terytorialne ludności miasta Bydgoszczy 
z uwzględnieniem miast powyżej 50 tys. mieszkańców w 1921 r. 


Miasto 
Ludność . .Iczęsto-I Ra-I Lub- B'.'y-I po'-I K'.-I L . I 
.\\iasto ogółem m.st. Ra- 
War- Łodz I . o 
Chowa, dom, hn stok nań ków wow zem o 
szawa 
Bydgoszcz 
r. 87.643 791 703 44 164 45 19 660 174 223 2.823 3,22 
m. 40.996 381 329 20 60 23 I 7 324 86 111 1.341 1,53 
k. 46.647 410 374 24 104 22 12 336 88 112 1.482 1,69 


r - razem 
m - mężczyźni 
k - kobiety 
Źródło: Statystyka Polski, T. XXXVI, Warszawa 1928, Z. 2, tab. IV, s. 62-63 


ros t wędrówkowy i naturalny. Również w latach trzydziestych, z wyjątkiem okresu 
1930-1932, kiedy saldo przyrostu wędrówkowego było ujemne, przyrost wędrów- 
kowy decydował o wzroście liczby ludności Bydgoszczy14. 
Lecz ruchem wędrówkowym zajęto się obszerniej z innych jeszcze powodów. 
Otóż napływ "innej" ludności do Bydgoszczy, to jest rodaków z b. Królestwa Pol- 
skiego i Małopolski, a także z zagranicy nadał temu miastu "specyficzne znamię", 
jak to ujął znany pisarz Adam Grzymała-Siedlecki, od 1922 r. związany z Bydgoszczą. 
"Kto znał Bydgoszcz w tych latach (1920- 1925 - J. K. ) - pisał on - był świad- 
kiem konglomeratu temperamentów, sposobu myślenia, ustosunkowania się do życia, 
a nawet dialektów polskich. Obok zniekształconej polszczyzny przez amerykańską 
angielszczyznę - zgermanizowana mowa ludu z Nadrenii, ale mowa, w której nie 
dającymi się wyrozumieć paradoksami zachowały się szczątki etymologii polskiej 
z X V chyba wieku, tuż swoista gwara pomorska i śpiewny akcent lwowski. W rzeszy 
kresowej znowu najprzeróżniejsze odmiany (...). Ta niespodziewana, a niemal stu- 
procentowa wszechpolskość etnograficzna nadała powojennej Bydgoszczy specy- 
ficzne znamię"15. 
Istotnie to przemieszanie się różnych typów Polaka, nadało Bydgoszczy swoisty 
koloryt. Podobhie zresztą było w Toruniu, mieście sąsiadującym z Bydgoszczą, 
a także w Poznaniu. Znakomitą większość mieszkańców międzywojennej Bydgosz- 
czy, powtórzmy raz jeszcze, stanowili "inni" Polacy. Rodowici bydgoszczanie w ła- 
tach dwudziestych stanowili tylko około 29% ogółu mieszkańców. 
Imigracja i osiedlanie się "innych" Polaków w Bydgoszczy niosły z sobą, siłą 
rzeczy, zarzewie konfliktów na tle dzielnicowym. W tym mieście, podobnie zresztą 
jak i w Poznaniu czy Toruniu, doszło do zderzenia się odmiennych układów społecz- 
no-kulturowych i cywilizacyjnych. Ujawniły się różnice wykształcenia, wychowania, 
nawyków, mowy. W napływowym elemencie rodowici bydgoszczanie często dostrze-- 
gali niebezpiecznego konkurenta na rynku pracy, wykupującego warsztaty i sklepy, 
zabierającego miejscowym posady i zarobki. Zrodził się podział na "my" i "oni", 
który z kolei prowadził do międzygrupowych ocen, bardzo często negatywnych oraz 
sądów podkreślających cechy odrębne. W ścisłym związku z tymi ocenami i sądami
		

/kronika_1200016_0001.djvu

			14 


/ 


kształtowały się stereotypy, a więc uproszczone skróty myślowe zabarwione emo. 
cjonalnie. 
Wobec Królewiaków i Galicjan wytworzył bydgoszczanin, podobnie zresztą 
jak poznańczyk i .torunianin, stereotypy mające bronić jego grupę przed wpływami 
grupy "innych" rodaków, uznanej i uznawanej za gorszą. Odbiciem negatywnego 
nastawienia bydgoszczanina do "innych" rodaków stały się takie skróty myślowe, 
jak "Galicjok z Kongresówy", "Galileusz", "bosy Antek", "chadziaj", "Rusek". 
W tych wydawałoby się humorystycznych wyrażeniach tkwiła i ujawniała się nie- 
chęć i pogarda dla przybysza, obojętnie, z Warszawy, Krakowa, Lwowa, Podkarpa- 
cia czy tzw. Kresów wschodnich. Także imigranci, "oni", odpłacając pięknym za 
nadobne, naśmiewając się ze zwyczajów i obyczajów miejscowych, operowali ste- 
reotypami w odniesieniu do miejscowej ludności. Myślenie obustronne w katego- 
riach stereotypowych prowadziło nieuchronnie do zamykania się tak miejscowych, 
jak i przybyszów we własnych grupach, które "solidarnie się trzymały"l6. 
Ze społecznym deprecjonowaniem innej grupy, tak charakterystycznym dla 
myślenia w kategoriach stereotypowych, łączy się apoteoza własnego dziedzictwa 
kulturowego, własnych cech charakterologicznych i własnych zasług społecznych. 
Rdzenna ludność Bydgoszczy, a i Poznania i Torunia, miała takie poczucie wyższoś- 
ci nad rodakami z innych dzielnic kraju. Z kolei ludność napływowa starała się pod- 
kreślać swoją wyższość nad miejscowymi, powiedzieć można, swoją lepszą polskośćl? 
Antagonizm na tle dzielnicowym miał więc w Bydgoszczy, podobnie jak w całej 
Wielkopolsce i na Pomorzu, obiektywne i subiektywne uwarunkowśł nia . Antagonizm 
ten podsycały niejednokrotnie dominujące w Bydgoszczy partie polityczne: Ćhrześ- 
cijańska - Demokracja i endecja. Podsycając niechęć, a nawet wrogość do "innych" 
Polaków, dążyły one do zapewnienia sobie wpływów i "rządu dusz" w mieście. 
Duża liczba imigrantów z b. Królestwa Polskiego i Galicji sprawiła, iż antago- 
nizm na tle dzielnicowym wystąpił w Bydgoszczy w formie bardziej ostrej niż w Po- 
znaniu czy Toruniu. 
Skupialiśmy dotąd uwagę na negatywnych, bardziej uchwytnych skutkach 
imigracji. Lecz błędem byłoby ograniczyć się tylko do tych skutków negatyw- 
nych. Mimo bowiem wszystkich trudności, kształtowały się między ludnością 
miejscową i ludnością napływową zjawiska i procesy pozytywne, świadczące 
o integrowaniu się różnych grup etnicznie jednorodnej przecież ludności. W latach 
trzydziestych proces integracji w społeczności bydgoskiej zyskiwał przewagę nad 
procesem dezintegracji. Najlepszym sprawdzianem spoistości miejscowych i "in- 
nych" Polaków była postawa bydgoszczan w okresie poprzedzającym agresję nie- 
miecką na Polskę, a także bydgoski wrzesień 1939 r. 
I jeszcze jedna kwestia. Wspomniano już, iż imigranci z b. Galicji i b. Króles- 
twa Polskiego wydatnie zasilili miejscową, bardzo nieliclną grupę inteligencji, 
zwłaszcza zaś tzw. "inteligencji wyższej". Rdzennych bydgoszczan z wyższym wy- 
kształceniem, przede wszystkim lekarzy i prawników, którzy ukończyli głównie 
uniwersytety niemieckie, można było policzyć na palcach jednej ręki. To właśnie 
napływowa inteligencja, wśród której nie brakowało postaci naprawdę wybitnych, 
przyczyniła się do wytworzenia w Bydgoszczy, już w połowie lat dwudziestych, 
"kolonii intelektualnej pierwszorzędnych sił". To właśnie te siły przyczyniły się do 
przełamania ujemnych sądów i ocen o życiu umysłowym i kulturalnym Bydgoszczy, 
postrzeganej niekiedy w kraju jako "głusza bydgoska" i "polska Beocja"18. Od poło- 
wy lat dwudziestych grupę inteligencji bydgoskiej zasilali już absolwenci miejsco- 
wych szkół średnich oraz polskich uniwersytetów. 
Inna to już sprawa, iż w Bydgoszczy, podobnie zresztą jak i w pozostałych mia- 
\
		

/kronika_1200017_0001.djvu

			15 


Tabela g 


Ludność miasta Bydgoszczy w wieku lat 10 I wyżej według wykształcenia w 1921 roku 


Ludność miasta Posiadane wykształcenie 
Miasto Ogó- domowe początkowe średnie 
łem M K 
o' 
#J I mi k I I k I I k 
r. r. m r. m 
I 
Bydgoszcz I 38.23615461200 446 !H .2621 23.295 27.9671 9893 4520 5373 
70.292132.056 
Ol 100,0 45,60 0,63 6,43 7,64 
/0 54,40 i 0,91 I 0,28 72,92 33,14 39,78 I 14,07 


Posiadane wykształcenie 
zawodowe, śred- umiejętność 
nie i niższe wyższe niewiadome analfabeci czytania i 
niewiadome 
r. I.m I k r. Im I k r. I m I k r. I m I k r. I mi k 
1159 722 437 1027 881 146 3970 1616 2354 1615 599 1016 720 223 497 
1,64 1,02 0,62 1,46 1,25 0,22 5,64 2,29 3,35 2,29 0,85 1,44 1.02 0,31 0,71 


.:... 


stach Wielkopolski i Pomorza, dominowały osoby z domowym i początkowym 
wykształceniem. Osoby te stanowiły prawie 3/4 ogółu ludności miasta w wieku po- 
wyżej dziesięciu lat życia. Prawdą jest, iż stopień wykształcenia mieszkańców Byd- 
goszczy był niski z wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Lecz prawdą jest i to, 
że analfabeci, tak liczni w wielu miastach województw centralnych i wschodnich, 
stanowili wśród bydgoszczan tylko nieco ponad 2°1<>1'. Ten niewielki odsetek osób 
nie umiejących czytać i pisać spadł w latach trzydziestych do ok. 1,6% (1931 r.)IO. 
Na początku niniejszego szkicu wspomniano już o mniejszości niemieckiej w Byd- 
goszczy. Trzeba do tej istotnej kwestii wrócić raz jeszcze i rozpatrzyć ją nieco głębiej. 
Otóż jak już wykazano bydgoszczan narodowości niemieckiej było pod koniec lat 
dwudziestych ponad II tysięcy, a w latach trzydziestych liczba ta zmniejszyła się 
o około l tys. osób. Sądzić można, iż w Bydgoszczy pozostali ci Niemcy, którzy z mia- 
stem związani byli od pokoleń, powiedzieć można, zasiedziali. Problem koegzyst
h- 
cji polskich i wcale licznych niemieckich bydgoszczan urastał w tej sytuacji do rangi 
istotnego zagadnienia. W pierwszych latach po inkorporacji Bydgoszczy do Polski 
dała o s
bie znać nagromadzona w Polakach w dobie zaborów wrogość do Niemców.
		

/kronika_1200018_0001.djvu

			16 


" 


Polscy bydgoszczanie domagali się szybkiego odniemczenia miasta. Niejednokrotnie 
ostro krytykowali władze miejskie za opieszałość w tym względzie i tolerowanie 
niemczyzny w życiu publicznym. W połowie 1921 r. doszło w Bydgoszczy nawet do 
rozruchów na tle narodowościowym. Polaków wzburzyły masowe rugi polskich ro- 
botników w Niemczech, zwłaszcza w Westffalii. Polacy "patrząc na rzesze ,wracają- 
cych bezdomnych uchodźców, przejęli się hasłami odwetowymi w celu zmuszenia 
tutejszych mieszkańców narodowości niemieckiej do opuszczenia granic Polski"21. 
Domagano się, by "wszyscy Niemcy miasta Bydgoszczy zwołali w przeciągu czte- 
rech dni wiec protestujący przeciwko maltretowaniu Polaków w Niemczech". Gro- 
żono, że jeśli gwałty na rodakach naszych w Niemczech nie ustaną", to "za każdego 
Polaka, któremu się najmniejsza krzywda stanie - dziesięciu Niemcom tutejszym 
damy to odczuć na ich własnej skórze"22. Ówczesnego prezydenta miasta Jana Ma- 
ciaszka wprost oskarżano o sprzyjanie Niemcom 23 . Z czasem jednak ten wrogi sto- 
sunek Polaków bydgoskich do obywateli narodowości niemieckiej uległ złagodzeniu. 
Nieufność wszakże u bardzo wielu pozostała. 
Nie bez znaczenia był tu omówiony już napływ Polaków z innych dzielnic kraju. 
Otóż "styczność społeczna" ludności miejscowej z napływową osłabiła poczucie 
obcości względem tych Niemców, którzy pozostali w Bydgoszczy. Niemcy zaczęli 
się wydawać rdzennym bydgoszczanom ludźmi bliższymi kulturowo, bardziej "swoi- 
mi" niż rodacy z innych dzielnic kraju. Zmniejszenie się poczucia obcości wobec 
Niemców zauważono w całej Wielkopolsce i na Pomorzu w pierwszych latach II Rze- 
czypospolitej24. Na łamach lokalnej prasy niejednokrotnie zwracano uwagę na upra- 
wiany w tych dzielnicach, a i Bydgoszczy, swoisty "kult niemczyzny", tak w życiu 
prywatnym, jak i urzędach 25 . Oczywiście, obiektywne "wymierzenie" różnic i na tej 
podstawie stopnia obcości bydgoszczan względem Niemców z jednej, i przybyszów 
z innych dzielnic kraju z drugiej strony, jest niemożliwe. 
Od połowy lat dwudziestych Niemcy bydgoscy jakby pogodzili się z realiami 
powojennego świata. Oficjalnie starali się wykazać, iż są lojalnymi obywatelami 
państwa polskiego. Korzystali zresztą z uprawnień przysługujących mniejszości 
narodowej. Po podpisaniu w 1934 r. polsko-niemieckiej deklaracji o nie stosowaniu 
przemocy władze niemieckie starały się o sprawiedliwe i dobre stosunki z Niemcami 
bydgoskimi. Czyniono im ułatwienia w szkolnictwie niemieckim, niemieckim ruchu 
spółdzielczym itp., kierując się zasadą "uważania lokalnych obywateli, polskich 
Niemców za "gente germani natione poloni" , jak może nieco przesadnie stwierdził 
J. Suski 26 . Pod wpływem tej polityki polska zbiorowość w Bydgoszczy, w dalszym 
ciągu podejrzliwa i ostrożna w stosunku do Niemców, zaczęła jednak zmieniać swoje 
nastawienie do bydgoskich Niemców. Polacy poczynali wchodzić z nimi w bliższe 
stosunki handlowe i towarzyskie. Oficjalnie władze bydgoskie odnosiły się do tych 
zmian przychylnie. jednak nieoficjalnie za pośrednictwem polskich organizacji spo- 
łecznych starały się "usztywnić" Polaków w tym sensie, aby się oni starali poloni- 
zować Niemców, zamiast rozmawiać z nimi po niemiecku i samemu ulegać germani- 
zacji. Było to w Bydgoszczy specjalnie ważne, gdyż prawie wszyscy rodowici Polacy 
bydgoscy mówili dobrze po niemiecku i byli skłonni używać tego języka w stosun- 
kach z Niemcami, gdy Niemcy słabo tylko i niechętnie mówili po polsku"27. 
To poprawne, by nie powiedzieć dobre współistnienie dwóch narodowości w Byd- 
goszczy uległo radykalnej zmianie po konferencji monachijskiej w 1938 r. "Niemcy 
bydgoscy podnieśli głowy, zaczęli unikać stosunków z Polakami, przestali kupować 
w polskich sklepach - wspomina J. Suski i starali się zamykać w swoich tylko kołach 
i stowarzyszeniach. Szybko też zaczęli szerzyć na nowo pogłoski, o "tymczasowości"
		

/kronika_1200019_0001.djvu

			17 


" 


przynależności Pomorza do Polski i o rychłym triumfie niemczyzny"28. Poprawne 
współistnienie Polaków i bydgoskich Niemców zastąpiła narastająca z każdym dniem 
wrogość. 
Na problem więzi pomiędzy ludnością polską i niemiecką patrzyliśmy dotąd nie- 
jako od strony stosunków oficjalnych. Lecz więzi te miały i swój wymiar nieformal- 
ny, trudniejszy do źródłowego uchwycenia. I trzeba przyznać rację pamiętnikarzowi, 
który stwierdza 29 : "Mieszkańcy jednego domu, a nawet jednej dzielnicy znali się 
zwykle bardzo dobrze i długie lata żyli w zgodzie. (Nieraz do końca !). Sprzyjały temu 
zarówno pewne cechy obu grup, jak i pamięć wspólnej przeszłości; ta zbliżała w każ- 
dym razie do siebie mieszkańców zasiedziałych. Bez względu na narodowość midi 
oni sobie wiele do powiedzenia - o wspólnie przeżytych kataklizmach i o stosunkach, 
które panowały za ich dzieciństwa i za ich młodości. Nierzadko spotykało się oby- 
wateli, którzy brali udział w wojnie prusko-francuskiej w 1870 roku. Byli wśród 
nich i Niemcy, i Polacy. (Jako obywatele pruscy Polacy służyli wtedy w pruskim 
wojsku). Na tysiące liczyli się wśród obu narodowości weterani I wojny światowej. 
Ponadto żyła jeszcze wspólna pamięć dobrobytu, który panował w Rzeszy po roku 
1870; urządzeń socjalnych zaprowadzonych przez Bismarcka; praworządności prus- 
kiej. W obu wypadkach miejscowa ludność bywała dwujęzyczna; Niemcy mówili, 
w każdym razie rozumieli po polsku, dorośli Wielkopolanie i Pomorzanie mieli za 
sobą pruską szkołę, więc mówili i pisali po niemiecku, zazwyczaj poprawnie. Dodaj- 
my jeszcze wspólne nawyki, upodobania, fobie. (...). Niechęć do Wschodu, do wszyst- 
kiego, co odczuwano jako wschodnie, szczególnie w obyczaju, można by przytoczyć 
jako przykład fobii wspólnej obu narodowościom (wśród ludności zasiedziałej). 
Tu kolej na jeszcze jedną okoliczność, znaną wyłącznie tym, którzy wzrośli albo przy- 
najmniej mieszkali dłuższy czas wśród ludności "mieszanej"). Taka ludność nigdy nie 
dzieli się na grupy narodowe "bez reszty". (...). Z ludnością, która przez wieki mówi- 
ła dwoma językami i poddawana była wpływowi dwóch różnych obyczajów, nigdy 
tak nie jest. Część nie chce się opowiedzieć ani po jednej, ani po drugiej stronie, 
a w każdym razie odnosi się do takich podziałów nieufnie. Czasem dlatego, że ludzie 
chcą mieć święty spokój, dobra materialne cenią wyżej od duchowych albo też chwa- 
lą sobie nade wszystko uciechy tego świata; stanowczy wybór przynależności na- 
rodowej bywa z takimi postawami trudny do pogodzenia. Ale czasem unika się go 
z innych powodów, właśnie w imię jakichś wartości, które się wyżej ceni: religii, ro- 
dziny. Jeśli ludzie tak patrzą na sprawy - a znałem takich! - każdą władzę traktu- 
ją jako dopust boski i każdej po kolei słuchają, nawet z pewną dozą lojalności. Myślę, 
że takich ludzi było w (Bydgoszczy) sporo. Myślę również, że swoją obecnością ła- 
godzili napięcia, póki czasy były mniej więcej normalne". 
Ten sam pamiętnikarz dalej trafnie stwierdza 30 : "Później wybór stawał się coraz 
trudniejszy do ominięcia. Przebiegał jednak inaczej, niż można się było spodziewać. 
Małżeństwa mieszane opowiadały się to po jednej, to po drugiej stronie. Polacy 
z dziada pradziada ubiegali się o bbywatelstwo niemieckie, a rodowici Niemcy, 
spolszczeni w pierwszym pokoleniu, uparcie trwali przy swojej polskości". 
Jak więc widać wzajemne stosunki pomiędzy Polakami i Niemcami bydgoskimi 
w dwudziestoleciu międzywojennym były złożone i bardzo skomplikowane. Obraz 
tych stosunków malowany wyłącznie białą i czarną farbą, jak niekiedy to czyniono, 
bez uwzględnienia półcieni, będzie obrazem niepełnym i nie odda prawdy o istocie 
i charakterze współistnienia dwóch narodowości w międzywojennej Bydgoszczy. 
A skoro już mowa o mniejszościach narodowych w Bydgoszczy, to nieco uwagi 
trzeba poświęcić Żydom bydgoskim. Stanowili oni po mniejszości niemieckiej drugą 


2 - Kronika bydgoska 


l'
		

/kronika_1200020_0001.djvu

			18 


co do wielkości mniejszość w mieście. Mniejszość ta licząca w 1921 r. niespełna 7pO, 
w 1931 r. około 900 a u schyłku dwudziestolecia międzywojennego ponad 2 tys. osób 
była skonsolidowana i dobrze zorganizowana politycznie i zawodowo. Żydzi izolo.
 
wali się od zbiorowości polskiej, natomiast pozostawali w ścisłych 
ontaktach z in- 
nymi większymi ośro
kami żydowskimi w Polsce. I ch sytuacj a gospodarcza przed- 
stawiała się dobrze; utrzymywali swoją niezależność i mocną pozycję finansową. 
Jednak rozwój tej mniejszości utrudniały w Bydgoszczy organizacje polskie posługu- 
jące się niejednokrotnie hasłami antysemickimi. Miały miejsce również "sporadyczne 
bojkoty i pikietowania"31. Niechęć a nawet wrogość do Żydów była w Bydgoszczy, 
podobnie jak w Poznańskiem i na Pomorzu dość silnie zakorzeniona. Pamiętano 
zachowania się tej ludności w okresie zaborów, kiedy to Żydzi, podający się za Niem- 
ców, wspierali antypolskie poczynania władz pruskich 32 . Nic też dziwnego, że część 
Żydów bydg9skich opuściła miasto wraz z ludnością niemiecką w czasie największego 
odpływu tej ludnpści w latach 1920-1921 33 . W okresie międzywojennym antysemi- 
tyzm w Wielkopolsce i n
 Pomorzu podsycała miejscowa prasa, między innymi 
endecka "Gazeta By
goska", prowadząc "ostrą kampanię przeciw żydowską"34. 
Białorusini, Ukraińcy i Rusini, Litwini, Rosjanie i .Czesi stanowili w Bydgoszczy 
minimalny odsetek ogółu ludności. Nie odgrywali też większej roli w życiu społecz- 
nym miasta. Trudno nawet w tym przypadku mówić o mniejszościach narodowych. 
, Bydgoszcz stała się w okresie dwudziestolecia międzywojennego wielkim miastem 
Polski, zajmując pod względem liczby ludności 7 miejsce. Już w 1923 r. znalazła się 
w gronie miast ponad stutysIęcznych. Zaledwie w ciągu ćwierćwiecza 1900- 1925 r. 
liczba mieszkańców Bydgoszczy się podwoiła. Szybki, by nie powiedzieć dynamicz- 
ny. rozwój ludności miasta trwał przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego. 
W pierwszych dziesięciu latach tego okresu Bydgoszcz żawdzięczała wzrost ludności 
przede wszystkim przyrostowi wędrówkowemu, który znacznie przekraczał przyrost 
naturalny ludności. W tych latach miasto to było obszarem wyraźnie imigracyjnym. 
Dodatnie saldo ruchtt wędrówkowego Judności utrzymało się w Bydgoszczy również 
w latach trzydziestych, choć nie było jl!ż tak wysokie, jak w dziesięcioleciu po- 
przednim. - 
Bydgoszcz będąc w II Rzeczypospolitej znaczącym ośrodkiem przemysłu i han- 
dlu, a także ważnym węzłem komunikacyjnym przyciągała Polaków z całego woje- 
wództwa poznąńskiego, do którego dość niefortunnie została włączona w 1920 r., 
i woj
wództw3 pomorskJego. Te dwa województwa, zwłaszcza zaś powiaty sąsiadu- 
jące z Bydgoszczą stanowiły naturalne zaplecze ludnościowe dla rozwijającego się 
miasta. Lecz do Bydgoszczy napłynęła i osiadła na stałe także duża liczba Polaków 
z innych dzielnic kraju. Napływ rodaków z b. Królestwa i b. Galicji, różniących się 
pod wieloma względami od ludności miejscowej, prowadził siłą rzeczy do konfliktów 
i antagonizmów dzielnicowy€h. jednak dłuższe bytowanie obok siebie etnicznie jed- 
norodnej lud'ności. stopniowo przełamywało wzajemne uprzedzania i antagonizmy; 
prowadziło do swoistej dyfizji kulturowej. 
Rodzima ludność Bydgoszczy, licząc tu również Niemców zasiedziałych w mieście, 
stanowiła tylko około 1/3.ogółu mieszkańców. Pozostała część mieszkańców to osoby 
wyWodzące .się głównie ze wsi i śro.dQwisk małomiasteczkowych. Większość wię
 
mieszkańców międzywojennej Bydgoszczy to' bydgoszczanie pierwszego pokolenia. 
Znako
ita większość mieszkańców 
iasta (ok. 75°1<» legitrmow
ł
 się nis
im
 
domowym I początkowym, wykształcentem. Odsetek osób me umiejących plsac 
i czy,tać, a więc ,analfabetów, był w. mieście minimalny. Lecz minimalny był również 
odsete
 osób z wyższym wykształceniem, (1 ,5
1o), co musiiłło rzutować na stan życia 
. 


,
		

/kronika_1200021_0001.djvu

			19 


umysłowego Bydgoszczy. Z upływem czasu tętno życia umysłowego i kulturalnego 
w Bydgoszczy było bardziej wyczuwalne. 
Bydgoszcz była jednym z najbardziej polskich miast. Już na początku lat trzy- 
dziestych Polacy stanowili prawie 90% ogółu ludności, a odsetek ten jeszcze nieco 
wzrósł w latach następnych. Największą i najbardziej liczącą się mniejszością na- 
rodową w Bydgoszczy byli Niemcy. U schyłku dwudziestolecia międzywojennego 
stanowili oni jeszcze około 8°i<> wszystkich mieszkańców. Stąd też w życiu społecz- 
nym Bydgoszczy kwestia współistnienia tych dwóch narodowości urosła do rangi 
jednego z najistotniejszych problemów. Stosunki pomiędzy polskimi i niemieckimi 
mieszkańcami oficjalnie układały się różnie i były odbiciem stanu stosunków między- 
państwowych polsko-niemieckich. Na gruncie bydgoskim były więc w tej koegzy- 
stencji okresy napięć i wrogości, ale i długie lata poprawnego współżycia. Jeszcze 
bardziej złożony charakter miały więzi nieformalne pomiędzy obu narodowościami. 
Kształtowały się one w życiu codziennym, i stąd są słabo uchwytne źródłowo. Byli 
Polacy bardziej gorliwi niż sami Niemcy, lecz byli i Niemcy, którzy spolszczyli się 
w pierwszym pokoleniu i trwali przy polskości. Problem ten domaga się dogłęb- 
nych studiów. 
Podziałowi narodowemu mieszkańców Bydgoszczy odpowiadał mniej więcej 
podział wyznaniowy. Polacy byli w swej masie katolikami, zaś Niemcy - ewange- 
likami. Sporadycznie tylko wyznanie religijne bydgoszczan nie pokrywało się z ich 
narodowością. 
Pora teraz by zająć się strukturą społeczno-zawodową bydgoszczan. Problemowi 
. temu zostanie poświęcona część druga tego szkicu. 


PRZYPISY 


l Por. Polska Bydgoszcz 1920-1930. Dziesięć lat pracy twórczej, Bydgoszcz 1930, s. 7 -26 


31. 


2 Por. J. Wojciak, Pod pruskim zaborem (1815-1920), (w:) R. I(abaciński, W. I(otowski, 
J. Wojciak, Bydgoszcz. Zarys dziejów, Bydgoszcz 1980, s. 93 -178. 
3 Por. "Przed dziesięciu laty", "Dziennik Bydgoski" (dalej: "Dz. Bydg."), nr 261 z 11 XI 
1928; Polska Bydgoszcz..., s. 33. 
ł Z. Dworecki, Problem niemiecki w świadomości narodowo-politycznej społeczeństwa pol- 
skiego województw zachodnich Rzeczypospolitej 1922-1939, Poznań 1981, s. 25. 
li Archiwum Państwowe w Bydgoszczy (dalej: AP - Bydg.), "Orędownik Miejski dla 
Bydgoszczy (Stadt - Anzeiger Jiir Bydgoszcz)", 1920 r. nr 25 i n.; "Orędownik Urzędowy miasta 
Bydgoszczy, nr 12 z 9 IX 1922, s. 8. Por. J. I(utta, Ludność naplywowa w Bydgoszczy w latach 
1930-1939, (w:) "Kronika Bydgoska", t. X, 1990 r., s. 116; M. Romaniuk, Niemcy bydgoscy 
wobec powrotu miasta do Polski w 1920 r., "Kronika Bydgoska", t. X, 1990 r., s. 107-109. 
I J. I(utta, Ludność naplywowa..., s. 116. 
'l Por. Z. Oworecki, Problem niemiecki w świadomości..., s. 31. 
8 Por. W. I(otowski, W latach Drugiej Rzeczypospolitej 1920-1939, (w:) R. I(abacinski, 
W. I(otowski, J. Wojciak, Bydgoszcz..., s. 201-204. 
· Polska Bydgoszcz..., s. 33. Por. Z. I(uras, 1(. Sienkiewicz, Ludność Bydgoszczy w latach 
1920-1970, cz. I, Bydgoskie Towarzystwo Naukowe, Praca Wydzialu Nauk Humanistycznych, 
seria C, nr 26, Praca Komisji Historii , t. XV, Warszawa - Poznań 1985, s. 108-110. 
10 AP - Bydg., Roczniki statystyczne miasta Bydgoszczy 1931-1939. Por. Z. I(uras, 1(. 
Sienkiewicz, Ludność Bydgoszczy..., s. 151, tab. I. 


2*
		

/kronika_1200022_0001.djvu

			20 


11 Polska Bydgoszcz,... s. 71 -96. Por. K. Wróblewska, Życie gospodarcze w latach 1772- 
-1945. (w:) Bydgoszcz. Historia. Kultura. Życie Gospodarcze, Gdynia 1959, s. 165-169; 
W. Kotowski, W latach Drugiej Rzeczypospolitej 1920-1939.... s. 181 - 185. 
12 J. Kutta. Ludność napływowa.... s. 117- 118. 
13 Zob. tab 8. 
1& AP - Bydg., Rocznik statystyczny miasta Bydgoszczy 1935, "Ogólny ruch ludności 
miasta Bydgoszczy" i "Napływowy ruch ludności w mieście Bydgoszczy" (Iużne kartki). Zob. 
też Z. Kuras. K. Sienkiewicz, Ludność Bydgoszczy.... s. 109. 148-149. 
15 Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Bydgoszczy, sygn. WPB 1043 III rkps. 
II Szerzej zob. J. Kutta, "My" i "oni" na Pomorzu w latach 1920-1939. Przyczynek do 
dziejów integracji społeczeristwa polskiego". (Art. w druku w "Zapiskach Historycznych". 
t. L VI. R. 1991, z. 2-3, 
. 59-85). 
17 Tamże. 
18 Por. A. Krupianka. Życie literackie, (w:) Bydgoszcz. Historia..., s. 306. 
10 Zob. tab. 9. 
20 Drugi powszechny spis ludności z dn. 9 X I I 1931 r. Mieszkania i gospodarstwa domowe. 
Ludność. Stosunki zawodowe. Województwo Poznańskie. Bez miasta Poznania, Statystyka Pol- 
ski, seria C, z. 76, tab. 17, s. 84 (obliczenia własne). 
21 "Dz. Bydg.", nr 138 z 19 VI, nr 143 z 25 VI 1921. 
22 Tamże, nr 137 z 18 VI 1921. 
23 J. Kutta, Prezydenci miasta Bydgoszczy 1920-1939, rozdz. I (książka w druku). 
2& F. Znaniecki, Studia nad antagonizmem do obcych. "Przegląd Socjologiczny", t. l, Poz- 
nań 1931, s. 171-172, 182-183, 190 i n. 
25 "Trzeba widzieć - pisał Kazimierz Kierski - z jakim niekłamanym zadowoleniem 
pierwszy lepszy urzędnik czy urzędniczka (...) zawiązuje konwersację z interesantem, który 
zagadał doń po niemiecku. z jaką uprzejmością sprzedaje mu znaczki pocztuwe lub bilet ko- 
lejowy! I tak na każdym kroku (...). Dzisiaj język polski nie jest Niemcowi w Polsce potrzeb- 
ny, bo "głupi Polak" stara się na każdym kroku uprzyjemnić mu życie w kraju "chwilowo 
okupowanym" i uważa sobie za honor, gdy go może poinformować lub załatwić w jego oj- 
czystym niemieckim języku". (K. Kierski, "Kult niemczyzny". "Kurier Poznański", nr 126 
z l VI 1924; tenże. "Prawa języka niemieckiego". "Kurier Poznański". nr 139 z 18 VI 1924 r. 
Zob. też, F. Znaniecki, Miasto w świadomości jego obywateli. Z badań Polskiego Instytutu So- 
cjologicznego nad miastem Poznaniem, Poznań 1931, s. 48-49, 78. 
21 J. Suski, W służbie publicznej na dwóch kontynentach. Toronto 1982, s. 124. 
27 Tamże. 
28 Tamże. s. 124 i n. 
211 Z. Raszewski, Miasto B. Pamiętnik gapia, (w:) "Karta", luty 1991 r., nr 2, s. 62-63. 
30 Tamże, s. 63. 
31 AP - Bydg., Urząd Wojewódzki Pomorski, sygn. 50068, Powiatowa Księga narodo- 
wościowa, k. 382. 
32 Por. Dziennik Polskiego Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu. w grudniu 1918, Poznań 
1918. s. 39; M. Seyda, W sprawie wojsk wielkopolsko-pomorskich, "Gazeta Warszawska", nr 137 
z 21 V 1920 r.; "Kurier Poznański" z 4 V 1920 r. 
33 Por. Z. Dworecki. Problem niemiecki w świadomości..., s. 31-32. 
sa AP - Bydg., Urząd Wojewódzki Pomorski, sygn. 50068, Powiatowa księga..., k. 382.
		

/kronika_1200023_0001.djvu

			MAREK ROMANIUK 


NAPL YW NIEMCÓW DO BYDGOSZCZY 
W LATACH 1939 -1945 


W wyniku wszczętej I września 1939 roku wojny Trzeciej Rzesza dokonała anek- 
sji Polski. Rozstrzygnięcia w zakresie prawno-administracyjnego statusu zajętych. 
zachodnich terenów państwa polskiego przyniósł dekret Fiihrera z 8 października 
1939 r. (wszedł w życie 26 października 1939 r.). Mocą wspomnianego aktu prawnego 
obszary te zostały wcielone do Trzeciej Rzeszy. Bydgoszcz znalazła się w granicach 
nowej jednostki administracyjnej okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie (Reichs- 
gau Danzig-Westpreussen)l. Okręg tworzyły trzy regencje - jednostki administra- 
cyjne niższego szczebla. Siedzibą jednej z nich obrano Bydgoszcz, miasto liczące 
wówczas nieco ponad 134 tys. mieszkańców i wokoło 7% zamieszkiwane przez oby- 
wateli narodowości niemieckiej2. Ze względu na wielkość i rangę zyskało ono status 
powiatu miejskiego, na czele którego stanął nadburmistrz. Poważny, sięgający 38%, 
był również udział ludności niemieckiej w ogólnej liczbie mieszkańców okręgu. 
Większość Niemców zamieszkiwała na obszarze b. Wolnego Miasta Gdańska i Prus 
Wschodnich (ok. 600 tys.). Resztę, stanowili Volksdeutsche (ok. 150 tys.), zamiesz- 
kujący na tym terenie w okresie przedwojennym 3 . Znaczny udział Niemców w spo- 
łeczeństwie okręgu, a także świadomość wpływu blisko stupięćdziesięcioletniej obec- 
ności kultury niemieckiej na germanizację obszarów stanowiących niegdyś zabór 
pruski, wpłynęły na przekonanie władz hitlerowskich o niemieckim charakterze i ro- 
dowodzie tych ziem. I mplikowały również rachuby na rychłe ponowne zniemczenie 
tych obszarów. 
Germanizacja stała się wykładnią polityki narodowościowej okupantał. Realizo- 
wano ją dwutorowo. Jednym z kierunków była eksterminacja i wysiedlanie ludności 
narodowości polskiej, uznanej za niepodatną zniemczeniu. Problematyka ta była 
już przedmiotem dociekań naukowych historyków regionu. Zaowocowały one sze- 
regiem różnorodnych publikacji 5 . Mniej uwagi poświęcano drugiemu z aspektów, 
germanizacji tzn. osadnictwu i napływowi ludności niemieckiej. Problematykę tę 
podejmowano badając zjawiska w odniesieniu do obszaru całego okręgu Rzeszy 
Gdańsk-Prusy Zachodnie bądź regencji bydgoskiej. Problematyce napływu 
Niemców do Bydgoszczy nieco tylko uwagi poświęcił Wł. jastrzębski analizując 
przeobrażenia ludnościowe i narodowościowe w mieście w latach 1939-1945 7 . 
Dotychczas zagadnienie ruchów migracyjnych ludności niemieckiej w Bydgosz- 
czy nie było przedmiotem odrębnych, szczegółowych badań. Wydają się one istotne 
z racji rangi miasta, w którym ulokowano siedzibę władz regencji,a więc pełniącego 
rolę ośrodka decyzyjnego i ważnego ogniwa systemu administracyjnego III Rzeszy. 
Bazą rekrutacyjną dla osadnictwa niemieckiego na obszarach wcielonych byli 
obywatele Rzeszy właściwej (Altreich), lecz także osoby narodowości niemieckiej 
z terenów wschodnich, tzn. Niemcy nadbałtyccy zamieszkujący Litwę, Łotwę i Es- 
tonię (Baltendeutsche), Niemcy z Wołynia i znad Bugu (Wolhyniendeutsche, Bug-
		

/kronika_1200024_0001.djvu

			22 


deutsche) oraz pochodzący z Besarabii i północnej Bukowiny (Bessarabiendeutsche). 
Ruch migracyjny Niemców z Rzeszy odbywał się z reguły na zasadzie swobodnego 
wyboru, bądź też poleceń służbowych i odkomenderowywania. Napływ Niemców 
ze Wschodu był konsekwencją wykonania umów repatriacyjnych zawartych kolejno 
z Estonią (15 X 1939 L), Łotwą (30 X 1939 L,), ZSRR (3 XI 1939 L, 5 IX 1940 r. 
- po wcieleniu Besarabii i Bukowiny 28 VI 1940 L do ZSRR), Litwą, Łotwą i Es- 
tonią (VIII 1940 L), z Rumunią (22 X 1940 L) i ponownie z ZSRR (lO I 1941 L)8. 
Repatriację Niemców ze Wschodu podyktowały obawy przed oparciem osadnic- 
twa wyłącznie na Niemcach z Rzeszy właściwej, dysponującej ograniczonymi moż- 
liwościami i sprzyjające jej wyludnieniu. Zlekceważono jakby tym samym możliwość 
oparcia się na elemencie niemieckim w trakcie dalszych podbojów ZSRR. Napływ 
ludności niemieckiej ze Wschodu, rolniczej w charakterze, obliczony był przede 
wszystkim na zagospodarowanie i objęcie gospodarstw polskich po wysiedleniu ich 
prawowitych właścicieli. Repatriantom niemieckim ze Wschodu obiecywano znaczne 
polepszenie sytuacji materialnej, jednocześnie podsycając strach przed pozostaniem 
pod wpływami bolszewickimi. 
W efekcie do 1943 r., kiedy to akcja osiedlania została przerwana ze względu na 
klęski militarne Trzeciej Rzeszy i brak ewentualnych kandydatów na osadników 
w okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie repatriowano i osiedlono ogółem 55 tys. Niem- 
ców ze Wschodu. W regencji bydgoskiej osiedliło się ok. 26 tys. osób, z czego większą 
część stanowili Niemcy z Besarabii 9 . 
Odmienne motywy kierowały ludnością niemiecką napływającą do miast. Osied- 
lenie na obszarach wcielonych stwarzało możliwość szybkiego awansu społecznego, 
objęcia eksponowanych stanowisk w tworzącej się hitlerowskiej administracji pań- 
stwowej, policji, lecz również dorobienia się majątku. Dotkliwe braki wysoko wy- 
kwalifikowanej kadry były podstawowym problemem towarzyszącym organizowa- 
niu urzędów. Nie ominęły one administracji miejskiej Bydgoszczy. "'\ 
Zadaniem pierwszoplanowym władz okręgu stało się zatem zapewnienie właściwej 
kadry urzędniczej. Polityka kadrowa prowadzona przez władze okręgu była jedno- 
znaczna. Wynikała ona z nastawienia namiestnika Rzeszy i gauleitera okręgu Alber- 
ta Forstera. Bezwzględny prymat w zakresie oceny przydatności i fachowości zy- 
skali Niemcy z Rzeszy - Reichsdeutsche i obywatele b. \Volnego .\\iasta Gdal1ska. 
Niemcom tej właśnie kategorii stworzono najdogodniejsze warunki dla objęcia 
stanowisk w urzędach administracji, co zdecydowało o wielokrotnie większym na- 
pływie do miasta obywateli z Rzeszy i b. Wolnego Miasta Gdańska niż innej kate- 
gorii Niemców 1o . 
Na gruncie bydgoskim realizatorem polityki kadrowej w administracji był kreis- 
lei ter NSDAP i nadburmistrz miasta Werner Kampe, również gdańszczanin ll . 
W tej grupie upatrywano osoby oddane ideom narodowego socjalizmu i posiadające 
należyte kwalifikacje zawodowe. Tych ostatnich brakowało niekiedy gdańszczanom, 
lecz nazistowski rodowód zjednywał poparcie gauleitera Forstera. Nieufnie odnosił 
się on do Volksdeutschów i repatriantów ze Wschodu. Zwlekano nawet z przyzna- 
niem im niemieckiej przynależności narodowej (nastąpiło to dopiero w 1940 r.). 
U podstaw obiekcji legły niesnaski i rozbicie mniejszości skupionej w Deutsche Ver- 
einigung, jungdeutsche Partei i NSDAP. Niewystarczające okazało się gorliwe pod- 
kreślanie niemieckości dokumentowane działalnością w Selbstschutzu, denuncjacje 
i represjonowanie Polaków. Do końca funkcjonowania administracji okupacyjnej 
w mieście miejscowi Niemcy zajmowali niższą od Reichsdeutschów i gdańszczan 
pozycję. Ich większy napływ był przyjmowany przez władze administracyjne okręgu 
co najmniej niechętnie. Istotniejsza fala imigracji Volksdeutschów w liczbie 4048
		

/kronika_1200025_0001.djvu

			23 


osób miała miejsce do października 1940 roku. Byli to Niemcy pochodzący z Okręgu 
Warty i Gdańsk - Prusy Zachodnie, w mieście szukający 	
			

/kronika_1200026_0001.djvu

			24 


tystyczne zaczerpnięte z niewykorzystywanych dotąd źródeł archiwalnych. Pozwo- 
liły one również na krytykę dotychczasowych ustaleń statystycznych 16 . 


Tabela nr l 


Napływ Niemców do Bydgoszczy w latach t 939 - t 945. 


Obywatele Niemcy Niemcy z Bess- 
Okres Rzeszy i bałtyccy arabii i Wołynia Razem 
b. WMG 
I 2 3 4 5 
IX-XII 1939 1272 240 69 1581 
I-III 1940 1273 139 24 1436 
I V - VI 1940 3321 270 2 3593 
VII-IX 1940 2256 53 14 2323 
X-XII 1940 3645 221 461 4327 
w 1940 10495 683 501 11679 
I-III 1941 1444 47 22 1513 
I V - VI 1941 1927 72 204 2203 
VII-IX 1941 1154 58 289 1501 
X-XII 1941 490 12 71 573 
w 1941 5015 189 586 5790 
I-III 1942 117 12 85 214 
I V - VI 1942 436 9 14 459 
VII-IX 1942 214 13 29 256 
X-XII 1942 O -7 44 37 
w 1942 767 27 172 966 
I-III 1943 419 6 12 437 
1 V - VI 1943 549 7 42 598 
VII-IX 1943 2291 28 62 2381 
Do l X 1941 3259 41 136 3416 
X 1943-1111944 657 27 50 734 
IV 1944-X 1944 -282 31 55 -196 
od l XI 1944 375 58 105 538 
XI 1944-1 I 1945 230 8 4 242 
w l 1943-1945 3864 107 225 4196 
Ogółem w latach 
1939-1945 21413 1246 1553 24212 


Analizując dane statystyczne stwierdzić należy, że absolutną większość imigran- 
tów niemieckich stanowili obywatele Rzeszy i b. Wolnego Miasta Gdal1ska. Ich 
liczba z 1272 w grudniu 1939 r. wzrosła do 21413 zarejestrowanych 1 stycznia 1945 r. 
Napływ tej kategorii Niemców do miasta odbywał się ze zmienną dynamiką. jego
		

/kronika_1200027_0001.djvu

			25 


szczyt przypadł na 1940 r., kiedy to do miasta przybyło 10495 osób. W latach na- 
stępnych systematycznie malał - do 5015 osób w 1941 r. i zaledwie 767 osób w 1942 r. 
Pewien wzrost liczby imigrantów odnotowano w połowie 1943 r., kiedy to do miasta 
przybyło 3259 osób. Następnie jednak tendencja wzrostowa uległa załamaniu i do 
stycznia 1945 r. odnotowano wzrost ich liczby do 3864 osób. Ujawnione tendencje 
uzasadnione są akcentowaną już polityką władz okręgu. Wzrost liczby imigrantów 
w 1943 r. związany był, jak się wydaje, z nowym napływem wywołanym powoła- 
niem pod broń osób dotychczas pełniących funkcje administracyjne, zmobilizowanych 
do Wehrmachtu w związku z klęskami militarnymi i potrzebami rekrutacji do wojska. 
Znacznie mniejszy wpływ na strukturę ludności miasta miał napływ Niemców 
nadbałtyckich oraz pochodzących z Besarabii i Wołynia. Liczba Bałtów w grudniu 
1939 r. wynosiła 240 osób, a do l stycznia 1945 r. wzrosła do 1246 osób. W przy- 
padku Besarabian i Wołynian liczby te wynosiły odpowiednio 69 i 1553 osoby. 
Okresem najintensywniejszego napływu Bałtów był 1940 r., w którym do miasta 
przybyły 683 osoby. Napływ Niemców besarabskich i wołyńskich był największy 
w 1940 r. i 1941 r., kiedy przybyło 501 i 586 osób. W latach następnych napływ tzw. 
Baltendeutschów oraz Bessarabien i Wolhynien-Deutschów był niewielki i kształto- 
wal się na zróżnicowanym poziomie, od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu osób 
rocznie. W rezultacie napływ obu omawianych kategorii Niemców miał charakter o- 
graniczony. W dniu l stycznia 1945 r. osób wspomnianego pochodzenia było w mieś- 
cie tylko 2799 i przy 21413 Reichsdeutschach i gdańszczanach stanowili oni jedy- 
nie margines społeczności Bydgoszczy. W efekcie zróżnicowany był udział procento- 
wy napływowej ludności niemieckiej, jej poszczególnych kategorii w ogólnej liczbie 
mieszkańców miasta l7 . 


Tabela nr 2 
Udzial niemieckiej ludności naplywowej w ogólnej liczbie mieszkańców Bydgoszczy w latach 
1939-1945. 


Ludność Obywatele Niemcy Niemcy z Bess- 
Stan na: miasta Rzeszy i b. baltyccy arabii i Wołynia Ogółem 
W.M. Gdanska 
ogółem osób I 
osób Oi Ol osób Ol o!'ób o' 
10 /0 ,o o 
31 XII 1939 130776 1272 0,97 240 0,18 69 0,05 1581 1,20 
31 XII 1940 138044 11767 8,52 923 0,67 570 0,41 13260 9,60 
31 XII 1941 145103 16782 11,56 1112 0,77 1156 0,80 19050 13,13 
31 XII 1942 143208 17549 12,25 1139 0,79 1328 0,93 20016 13,97 
31 IX 1943 146054 20808 14,25 1180 0,81 1444 0,99 23432 16,05 
31 X 1944 147631 21183 14,35 1238 0,84 1549 1,05 23970 16,24 
I I 1945 148779 21413 14,39 1246 0,84 1553 1,04 24212 16,27 


- 
Prymat zyskali Reichsdeutsche i gdallszczanie. W 1939 r. był to niespełna 1% 
ludności miasta. Stały wzrost ich liczby spowodował, iż w styczniu 1945 r. stanowili 
14,39%. Liczba Bałtów zamieszkujących miasto w latach 1939-1945 była stosunko- 
wo niewielka i ulegała minimalnym wahaniom. Do 1945 r. ta kategoria Niemców 
wahała się w granicach l % ogólnej liczby bydgoszczan. Zbliżony był udział procen- 
towy Niemców pochodzących w Besarabii i Wołynia, którzy w styczniu 1945 r. sta- 
nowili zaledwie 1,04% ogółu mieszkańców miasta. 


.
		

/kronika_1200028_0001.djvu

			26 


Udział ogółu niemieckiej ludności napływowej wzrósł znacznie od 1,2° 10 w 1939 r. 
do 16,27% w styczniu 1945 r. Przesądził o nim napływ obywateli Rzeszy i b. Wolnego 
Miasta Gdańska, któremu patronowały władze polityczno-administracyjne okręgu, 
skłonne tej kategorii Niemcom powierzyć zagospodarowanie obszarów wcielonych 
do Trzeciej Rzeszy. 


PRZYPISY 


l Hitlerowskie prawo okupacyjne w Polsce w: Docc. occup., t. V., opr. K. Pośpieszaiski, 
cz. 1 Ziemie wcielone do Rzeszy, Poznań, 1952, s. 84-88, ROBI, t. I, s. 21, 35, 
2 E. jędrzejewski, Hitlerowska koncepcja administracji państwowej. 1933-1945, Ossoli- 
neum, 1975, s. 225-226. 
3 W. Jastrzębski, Polityka narodowościowa w Okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie, 
Bydgoszcz, 1977, s. 105, 
· J. Sziling, Hitlerowska polityka osadnicza w regencji bydgoskiej, Prace Komisji Historii 
BTN, t. II, 1964, s. 143-144, 
6 Zob. prace m. innymi: T. Jaszowskiego, W. jastrzębskiego, A. Perlińskiej, J. Szilinga, 
II W. jastrzębski, op. cit.: j. Sziling, op. cit.:, 
7 Zagadnieniu temu poświęcił uwagę jedynie: W. jastrzębski, Przeobrażenia ludnościowe 
i narodowościowe Bydgoszczy w okresie okupacji hitlerowskiej (1939-1945), Prace I(omisji 
Historii BTN, t. III, Bydgoszcz, 1966, s. 135-150, 
8 j. Sziling, op. cit., s. 145, 
o Ibidem, s. ]5], 
10 W. jastrzębski, Polityka narodowościowa..., s. ]46-]47, 
11 Zob. T. jaszowski, Warner Kampe - amator zbrodni, Bydgoszcz, 1967 
12 W. jastrzębski, op. cit.:, s. ]49-]72, 
13 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy Zarząd m. Bydgoszczy ]939-1945, sygn. 29. 
33-34, 36. 
ił Ibidem, sygn. 33 
15 Ibidem. 
111 A.P. - 8., Zarząd 111. Bydgoszczy 1939- ]945, sygn. 7]a, 324-328, Zarząd Miejski 
w Bydgoszczy ]945-]950, sygn. 332, zob. j. Pietras, Okupacja w Bydgoszczy w latach 1942- 
-19J4 w świetle dokumentów Delegatury Rządu Londyńskiego w: Prace Komisji Historii BTN, 
t. XI, Bydgoszcz, 1975, s. 265-266 - autor podaje dane statystyczne odnośnie struktury 
narodowościowej miasta opracowane przez Służbę Informacyjną Sekcji Zachodniej Departa- 
mentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu; porównaj dane statystyczne w: W. Jastrzębski, 
Przeobrażenia ludnościowe i narodowościowe... - dane statystyczne podane w pracy są rozbież- 
ne z nowymi ustaleniami. _ Sądzić można, iż zaczerpnięte z wyników spisu powszechnego 
z 8 XII ]940 roku lub materiałów sprawozdawczych wysyłanych władzom zwierzchnim były 
umyślnie zawyżane dla udokumentowania procesu zniemczenia. Nowe ustalenia opracowano 
w oparciu o materiały bezpośrednie, sporządzone przez miejski urząd statystyczny, przez co 
jak się wydaje bardziej wiarygodne. Umożliwiają one dokonanie kilku sprostowań. Liczbę 
przybyszów niemieckich ze wschodu do 8 XII ustalono na 1184 nie zaś 1547 osób. Liczba 
Niemców naplywowych w mieście od IX 1939 do 8 XII 1940 r. wzrosła do 1581 nie zaś 2021 
osób. W 1942 roku do Bydgoszczy przybyło ze Wschodu ogółem 172 osoby, nie zaś jak podano 
we wspomnianym opracowaniu 667 osób pochodzących tylko z Wołynia. Próby krytyki nie 
wytrzymuje hipotetyczne przyjęcie, że w związku z załamaniem się napływu Niemców ze 
Wschodu w 1943 roku za miarodajne przyjąć można rezultaty statystyczne właściwe dla sta- 


,
		

/kronika_1200029_0001.djvu

			27 


nu na I II 1943 r. Liczba repatriantów niemieckich ze Wschodu nieznacznie ale rosła. Osta- 
tecznie w dniu I I 1945 r. wynosiła ona dla Niemców nadbałtyckich I 246 osób zaś dla pocho- 
dzących z Besarabii i Wołynia I 553 osoby. Podobne rozbieżności dotyczą grupy reichsdeut- 
schów i gdańszczan. Ich liczba w mieście do 8 XII 1940 r. wynosiła 9551 osób, nie 9354, 
w 1941 - 16782 osoby, nie 16713. I(orekty wymagaj
 również ustalenia dotyczące liczby 
ludności narodowości niemieckiej (miejscowych volksdeutschów i napływowych) - przeby- 
wającej w mieście dnia I V 1944 r. ocenianej na 37864 osoby. W dniu I I V 1944 r. było ich 
faktycznie 41 058 osób a liczba ta do I I 1945 r. wzrosła do 41 762 osób. 
17 A.P. - B., Zarząd m. Bydgoszczy (1939- 1945), sygn. 71a, 324-328, Zarząd miejski 
w Bydgoszczy (1945- 1950), sygn. 332.
		

/kronika_1200030_0001.djvu

			,..." 


',y. j - 
'
 łf 
.,,7 , ! -'_'" 
'.-""""- .f 
, --. ! . 
.'< 
 ' IiJ .) 
if!,
-:;'
i ,(? 
". ....-.. 


____A 


-" . 


.... 

 .---- :;..'--:;-' ---""..
 


,
<.... 



 

, 
/' 


-- 


r 


..". 
--"'!/'Wf.. 


;;. 


,
 .
-... - 


- 
'..::
 ";'
,::"
....:" lO. ł 
t. . 1._4 
..
,
. ttl: 

 "'!IIIII 
'.." 
, . łn.U 
, . . 

, "" .., , l 
łJJ 1it
'L,B li. 
-:- -, 

 '\.. 
I Jąl .
 l i " 
 

',t rd'

 '
'
,'::


, .
 
 ' ." -
, 
 . , " ."
 '''rlłłłt'.ł.
r 
 

 ,t" "',,'" -' 
... ...
't 
 .. .x .
 "/}#"'/h/"ł 
v,' ..r
'.

"" 
,.... .
 "'" . ','+;

 
 ....!;., ,(7
':"J'ł'/"/'4 """"- 
:',. ,,' &.''tI'" :: .....,< 
 
 
" ,J:6... 
--.:; - - "
 I r . 
'. 5.! 
 
 
 
 " -r: ", 'i<£'
-. ,'Oh:'=: ';;i
 :\ 
".., 
 
, ,"'"7 -.... 'S:... ... ' ."".,,, '- '.-;' ....1;;-. 't f " f....,:: ::;;... .;;,..;; Ij 
.... 
'" 
< -...;: 
. ,,.'" ,
. 'l  ;,b 
 ,:<. :.(
 
 
 - , ,/ i t - -, \ ł 
,
 ,
,'.", t' - 
 <11I:..., j;:;,ZX

 ,e..... 
 '. 
- '." 

 , IfI ' 
. --.... "
 ,d 
 ..._ _ 1 
'......."'" :"
 ""'" ,........., ,'tlj},
, 
 ...=... . .,..... 
 -.....
 '-, 
 -, ' 
, /' .
;?:;" .... 
 
 
.......
 '" f'..... 
 "'.",::" ' "r ' -....., I: 

>......
 
"

'
$;..

 % 
 ".t ::;:;. < -' .. " 'N 
 
,. ", -, 

 
 
 
 t 
 - -f!!!!!!' . , '. ,- 
. ; '- ..
.. ',:



d. 
10-
 . '\. ',i I 
- 
," 
 .
 -.
 '.*-', ,\. :", 'i 
,;....:. 
 ,-:;,;l.' ,. , ' : ,', 
.
 \ ., ,'\'\ '., 
- 
 
 -' 
 
 ........ -:- I ......, 
 , ł ." .. 
'
'
'ł.
 /....". , :.: 
H 
 ','.., --: . 
 'S> ,\,., ' 
"
:, l' ?;
"./ 

, ,

.. ';ih
,i :
; .
; 
 '\. 
 ......: ' \ _ 
",""". /" 

 'tl,.
. 

.. 
." . ł 'lfltdl':J!ł"",.. .. 



. 
 - 


 
 ' ., ł .,
,,\

.
,;';,,'. 
 -: .{ ':i l{'!j. 
.;;:;;::' '. 
'
 
...., -- 

 '1' ' ...- 4- , ,.. r 
 
:.::-, . 
.-tS:, ..r.;-"!" I '" --.w-:- 
 .. 
Jr:.... 

- '
-' -
. ' -' """1.:0 .' 
.-;-'.' 
___ 
 ź A. 
 .,r:.? E .aL4I:' .....L., ";;: 
' . -=- --_
:#i("::.::

. 
, { 
-".. J!!ł 
 · l#;;'_ .
...a.:.,' --

 \ "";:-;7"""- '" 
.. " 
 
,"


 
 :-"-

ł..,>i.,..,... 

 _. 
...::I!: I
'" 
, i 
 .:: -: 
 .-c;.. . ł" ,'!Jk . ._.._. ....- . , ',.ifIf"'-'""- 
 (/ , ,,,,....:;;1 
io
; 

;t'" . , 
 
: 
 ;-. . ' ,. 
 ::::;:;:;-- .

 
 1. ' J ' 
 ;" - -=..
 ,..! 

jo< j..,
 . 
 
 .;-.
.. '" 

 ---- ....
-=- 
 i -::7.
.
 
'.1 .....1,1 .. : 
 - , - , 

 
:' )f/ 
 Jl, i, --,V''-:;::' 
,r, " , ?' . .- -' --- - - ' 1 
 
, ..-.<'
 ... 
. .:: .,.;. .' . ...."", -. .,.. - 
 .. "1T 
 
 łr. .....--::;,;.. 
,. , . . ł.. -:: :;.-- ___ -- 
 ......-:" ..".1 -......." '-;'0 . ..,.-:!! '''f., '. ::0::::= 
} ,." '::."," 
";;'''''''''-:::::: 
 
 G- li "-- 
. - . 
;j;; 
;
,'" . .:::,

; .-- - --.' ::;:;-.r 
- ,'" . -:;;:;III'; _ 
,.-"'. . ..;.. 

 ..:-


 _ 
- , 
 -. -- -::.:I 
:_
';':ł<.; ---\.
 
 I ...
 I 
iI -- fi 
 i .. - ,-':" ...;;a, O:";: 
 

; ... 
 .'f 
 
 ;f.r.:ł::
 ;ił f
:!;::"
 .-iif..= -_ "'
,... 

. 
 _ -
'
 
I ; -- -,.- ; t'" ... 
L-= d;:;;:::' :rI ,," 'Ił" ...ry'., I .".. 
I 'A """-,::,,t.' . Ą:. ,
t(r .' 
 ' .. >"'f<
' 
.t; J:1 r 
- C .
 ' .... ..... .' -...... ...... y 
 
i] -- -t

 
.
 - ć"- ...- · 
 :s.: . 1 ... --,.. 
 
u, 
___ - __.
 -.:__' 
 ,, ' t E 
- -... --
 - 
 - .......-- --=-- ;....- 
 
 .,.. - - --,,-' - 
... 
 
 < ...""..". ---.-;;-.",;; 
 ....... ---
- . . 

 - ... - ......._- ._.._ - ,:,... -.;:; , ,___ ;;JL...;..... __ ...... . ,'_ , ---:.. _ 
, .- 
 _ J;.. L 
.......... ,- - 
---= 
 ;:
.. " :
- .,J =;;;..... ". ::- - ' :. -= _- 
 -...;. , 
--- 
 
 _ ..ł. 
 - 

 -::;;;:.... -. ----
:d
 ,( 
_. ... ,.; 
_ _--___ - 
. 
 . -"" 
 :'ł_., - _ _ ___' _ 
'....' 
---;:;:r....-------- ___ _ _ ... _ 


" 


... 


-, ........., 


WENECJA BYDGOSKA I - 1957, drzeworyt - Bronislaw Zygfryd Nowicki
		

/kronika_1200031_0001.djvu

			. 


JAROSŁAW WENDERLICH 


BYDGOSKIE STRONNICTWO PRACY 
, 


Bydgoszcz obok Poznania, Katowic, Warszawy stanowiła jeden z naj prężniej- 
szych ośrodków działalności chrześcijańsko-demokratycznej w Polsce. Silna tu była 
- powstała z połączenia Narodowego Stronnictwa Robotników i Narodowego Związ- 
ku Robotniczego - Narodowa Partia Robotnicza opierająca swój program na syn- 
tezie elementów narodowych i socjalistycznych z mocnymi elementami solidaryzmu 
społecznego. Podczas Kongresu Konstytucyjnego Stronnictwa Pracy ] O paździer- 
nika 1937 roku nastąpiło zjednoczenie Chrześcijańskiej Demokracji z Narodową 
Partią Robotniczą. Akces do Stronnictwa Pracy zgłosiły m.in. Chrześcijańskie Związ- 
ki Zawodowe, Związek Hallerczyków, Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół", Sto- 
warzyszenie Dowborczyków i Katolickie Towarzystwo Polek. \V sklad Zarządu 
Głównego jako przedstawiciele Pomorza weszli działacze NPR - Antoni Antczak 
i Zygmunt Felczak. 


IDEE I PROGRAMY 


Uchwalony na Kongresie Zjednoczeniowym w 1937 r. Program stwierdzał, że 
"życiem jednostek i narodu winny kierować chrześcijańskie zasady moralne wyklucza- 
jące zarówno totalitaryzm, jak i niczym nie krępowany liberalizm" Stronnictwo Pracy 
określając się jako partia antykomunistyczna deklarowało gotowość rozwijania 
i obrony kultury polskiej, jako kultury chrześcijańskiej i zachodniej oraz obronę 
ducha narodowego. Uważano, że najwyższa forma organizacji narodu - suwerenne 
państwo, nie jest celem samym w sobie, nie może więc panować nad narodem. Ma 
natomiast zapewnić jego wszechstronny rozwój, co gwarantuje tylko państwo opar- 
te na demokracji, prawie i poszanowaniu praw obywatelskich. Państwo demokracji 
parlamentarnej rozwijające samorząd i wszelkie formy inicjatywy społecznej opartej 
na zaufaniu społeczel1stwa. 
Zagrożenie Polski przez totalitarnych sąsiadów - hitlerowskie Niemcy i stali- 
nowski Związek Sowiecki - powinny mobilizować ją do maksymalnego rozwijania 
swych sił wewnętrznych. Ponieważ samodzielne wyrównanie dysproporcji sił nie 
jest możliwe winniśmy oprzeć się na sojuszu z mocarstwami zachodnimi i starać się 
grupować wokół siebie mniejsze narody, podobnie jak Polska zagrożone. Demokracja 
polityczna musi być uzupełniana i umacniana demokracją społeczno-gospodarczą 
tj. systemem samorządów społecznych i zawodowych. Podstawą ustroju gospodar- 
czego winna być własność prywatna, ograniczona w zakresie ściśle niezbędnym do 
wykonywania ogólnopaństwowego planu gospodarczego. Bogactwo nie może skupiać 
się w rękach garstki, pal1stwo powinno więc dążyć do jego upowszechniania w myśl 
sformułowań encyklik papieskich. Politykę gospodarczą w zakresie produkcji, wy- 
miany i kredytu musi regulować państwo bez nadmiernej ingerencji biurokracji
		

/kronika_1200032_0001.djvu

			30 


. 


w sprawy gospodarki prywatnej. Istotny jest tu udział czynników sp?łecznych i gos- 
podarczych i uwzględnienie wskazań nauki chr
eścijańsko-społecz.neJ.. . 
Program Kongresu Konstytucyjnego Stronmctwa. Pracy. ?powladal Się. za. przys- 
pieszeniem realizacji reformy rolnej. Postulował komecznosc upo
szec
mama 
ul- 
tury agrarnej i oparcia struktury rolnej kraju na gospodarstwach sredn
ch. Stwier- 
dzono, że najstroskliwiej należy popierać ruch spółdzielczy jako wyłączający zbędne 
pośrednictwo, umacniający rodzimą wytwórczość, kształcący w samodzielności 
społecznej i gromadzący bogactwa w służbie kraju. Otoczone szacunkiem siły zbroj- 
ne powinny być bezpartyjne. Niezbędny jest nadzór nad kartelami i stopniowa na- 
cjonalizacja wielkiego przemysłu!. 
Za fundament moralny narodu uznano chrześcijaństwo. Dlatego religię kato- 
licką potraktowano jako pierwszą wśród równouprawnionych wyznań. Jedno- 
cześnie państwo miało stać na straży wolności sumienia i wyznania, a religia nigdy 
i przez nikogo nie powinna być nadużywana w polityce. W państwie polskim Polacy 
są gospodarzami, a ich interesy mają wartość nadrzędną. Mniejszościom słowiańskim 
należy zagwarantować prawo do odrodzenia narodowego i kultury pod warunkiem 
lojalności, powinny się one czuć w Polsce jak u siebie. Jednocześnie trzeba twardo 
odpierać wszelkie zakusy mniejszości narodowych przeciwko interesom polskim. 
Wobec Niemców należy zajmować dokładnie taką samą postawę jaką Niemcy zaj- 
mują w Rzeszy wobec mniejszości polskiej. 
Stronnictwo Pracy odrzucało walkę klasową i klasowe podziały, akcentując swój 
centrowy charakter i podkreślając orientację na Zachód we wszystkich dziedzinach 
poprzez likwidację analfabetyzmu kulturowego, prymitywizmu gospodarczego i bi- 
zantynizmu politycznego. 


. 


* 


* 


W okresie okupacji na ideologię i program Stronnictwa Pracy duży wpływ wy- 
warły idee organizacji "Unia", której jednym z szeregowych członków był obecny 
papież Karol Wojtyła. Podstawę doktryny politycznej "Unii" stanowił unionizm - 
przekonanie o stałym i nieodwracalnym dążeniu ludzi do jedności. Unl czlowleka 
z człowłeklem I narodem, narod6w z narodami i ludzkością, ludzkości z Bogiem. Unia 
wskrzeszala Ideę Jagiellońską, Ideę unl narod6w środkowoeuropejskich pod polską 
hegemonią, jako wstępu do sfederowania Europy pod polską hegemonią, jako wstę- 
pu do sfederowania Europy. Terytorium państwowe Rzeczypospolitej unioniści wi- 
dzieli w granicach wyznaczonych przez Odrę, Nysę, Bałtyk, Dźwinę, Dniepr, 
Zbrucz, Karpaty, przy przeformowaniu ZSRR w luźny związek narodów. 
Polska miała się odrodzić moralnie w duchu chrysitanizmu i stać zaczynem odro- 
dzenia w świecie w oparciu o polską tradycję historyczną i kulturalną. Proponowano 
nową organizację kultury, sprowadzającą się do korporacjonizmu ideowo-kultural- 
ne
o, decentralizacji i regionalizacji w imię zachowania niekosmopolitycznej "swoj- 
skiej" kultury. Zasadniczym rysem ideologii "Unii" był solidaryzm społeczny - 
odrzucenie teorii klasowych i walki klas. W sprawach ustroju wewnętrznego Polski 

,Unia" wypowiadała się w .duchu encyklik papieskich, zwłaszcza Quadragesimo anno, 
Idąc w sprawach ekonomicznych dalej, gdyż aprobowała posunięcia ekonomiczne 
typu socjalistycznego, do granicy likwidacji własności prywatnej, którą uważała za 
podstawę dobrze funkcjonującej gospodarki, ale była gotowa ograniczyć i poddać 
kontroli państwowejl.
		

/kronika_1200033_0001.djvu

			31 


Idee "Unii" stały się platformą, podstawą programu Stronnictwa Pracy w Pol- 
sce Ludowej. Stronnictwo uważało, że z pozostałych po XI X wieku trzech idei: 
demokracji, nacjonalizmu i socjalizmu trzeba dokonać syntezy na bazie i zgodnie 
z chrystianizmem. Realizację tej syntezy uznano za zadanie i rację bytu SP. Sądzo- 
no, że jedynie wielka reforma moralna w duchu chrystanizmu może dokonać tej syn- 
tezy. Demokracja w rozumieniu SP nie może być demokracją mechanicznej wię- 
kszości, lecz systemem zachowującym równowagę autorytetu i wolności. Nacjona- 
lizm winien skłaniać nie ku wrogości wobec innych narodów, lecz do rozsądnej dba- 
łości o interes narodowy, miarkowanej względem na interes innych i dążeniem do 
stworzenia uni narodów. Socjalizm, to według SP kult pracy, jej wyzwolenie i pry- 
mat polityczny pracujących, bez naruszania uprawnionych żądań klas i warstw 
składających się na całość narodu, to socjalizm respektujący solidaryzm, łagodzący 
antagonizmy klasowe. Przyczyn zacofania Polski upatrywano nie tylko w jej wadli- 
wym ustroju, lecz w biernej konsumpcyjnej postawie Polaków. W związku z tym 
postulowano konieczność wychowania nowego człowieka - dynamicznego, twórcze- 
go, traktującego pracę jako posłannictwo narodowe. 
* 


* 


* 


Opracowany przez podziemne władze dokument programowy uchwalony został 
przez Kongres Stronnictwa 15 lipca 1945 r. Czytamy w nim m.in. "Stronnictwo Pra- 
cy jest obozem politycznym polskiego świata pracy. Stoi na gruncie chrześcijańskim, 
narodowym, demokratycznym, praworządności i sprawiedliwości społecznej. SP uznaje 
prymat celów ducha nad celami materii. Konieczność jednej etyki w życiu prywatnym 
i publicznym, autonomii Kościoła oraz religijnego wychowania dziecka nr rodzinie 
i w szkole. 
... Trzeba więc wychować w Polsce nowy typ człowieka, dla którego praca twórcza 
dla przyszłości jest najwyższym życiowym celem. Trzeba zbudować ustrój, w którym nie 
będzie miejsca dla posaożytów, a zapewniona będzie godność społeczna i prymat poli- 
tyczny ludu pracy, w którym jedyną miarą wartości obywatela będzie nie pieniądz, 
ani pochodżenie stanowe, czy przynależność do kliki rządzącej, lecz jego uczciwość 
i praca twórcza. 
...Nie stworzyl takiego ustroju socjalizm. Walcząc bowiem slusznie o wyzwolenie 
pracy, postawił on znowu na piedestale jedynie cel materialny, równą konsumpcję 
bogactw zamiast twórczego rozwoju jednostki przez pracę dla ogólu. Dlatego ustrój so- 
cjalistyczny nie zapewni masom rzeczywistej wolności i równości, a przez swą jedno- 
stronność hamuje postęp osobowości, prowadzi do obniżenia materialnej stopy życia 
i w miejsce kapitalizmu prywatnego propaguje jeszcze bardziej uciążliwy kapitalizm 
państwowy' '3. 
Dzięki intelektualistom "Unii", szczególnie pracom Kazimierza Studentowicza, 
SP sporo uwagi poświęciło reformom społeczno-gospodarczym. Posiadało ono do- 
ktrynę ekonomiczną podobną do idei "państwa dobrobytu". Była ona oparta na 
interwencjoniźmie państwowym, daleko idących nacjonalizacjach kluczowych ga- 
łęzi przemysłu; systemie pełnego zatrudnienia; ograniczeniu wolnej konkurencji 
z zachowaniem mechanizmu rynkowego uznanego za warunek zasadniczy istnienia 
racjonalnej gospodarki; rozbudowanym systemie spółdzielczości; utrzymaniu włas- 
ności prywatnej w przemyśle lekkim, handlu i rzemiośle, przy poddaniu całokształtu 
gospodarki systemowi planowania odmiennego od znanego z praktyki i teorii socja- 
lizmu. Centralny organ planujący miał być wyposażony w minimum funkcji spro- 
wadzających się do dzielenia dochodu narodowego na część konsumowaną i oszczę- 
dzaną oraz do rozdziału części oszczędzonej na poszczególne dziedziny życia społecz- 


,
		

/kronika_1200034_0001.djvu

			32 


no-gospodarczego. Wszelkie dalsze szczegółowe planowanie miało należeć do samo- 
rządu społeczno-gospodarczego z tym, że ograniczałoby ono autonomię przedsię- 
biorstw państwowych i prywatnych tylko w sprawach przekraczających ich możli- 
wości wykonawcze. 
Program SP z 1945 r. szeroko omawiał sposoby zapewnienia prymatu pracy 
w hierarchii społecznych wartości, równouprawnienia pracy i kapitału, zapewnienia 
powszechnych ubezpieczeń i sprawiedliwej płacy rodzinnej, ochrony i godności 
pracy, dostępu do dóbr kulturalnych. Wypowiadał się przeciwko kolektywizacji 
utożsamianej z biurokracją, biernością i brakiem inicjatywy produkcyjnej. Sporo 
uwagi poświęcił kontroli cochodów reinwestycji tak zwanych w nauce Kościoła 
"dochodów zbędnych". Stwierdzał, że wszystkie skoncentrowane dziedziny życia 
gospodarczego winny ulec uspołecznieniu co niekoniecznie musi być równoznaczne 
z upaństwowieniem. 
Projektowana przez SP przebudowa rolnictwa - upełnorolnienie gospodarstw 
poprzez parcelację za odszkodowaniem - przeciwstawna była wysuwanym przez 
lewicę hasłom likwidacji wielkiej własności ziemskiej. Zwrócono uwagę na koniecz- 
ność dokonania szeregu inwestycji towarzyszących przebudowie rolnictwa m.in. 
w dziedzinie dróg, zaopatrzenia. Uprzemysłowienie traktowano jako środek rozła- 
dowania nadmiaru rąk do pracy. 
Ustrój polityczny Polski miał się opierać na klasycznej zasadzie trójpodziału władz 
z tym, że cele i metody rządzenia nie powinny być sprzeczne z moralnością chrześci- 
jańską. Rząd i prezydent mieliby odpowiednio silną pozycję. Administracja i armia 
byłyby apartyjne. Polityka zagraniczna Polski winna dążyć do rozbudowy ścisłych 
i trwałych stosunków politycznych, gospodarczych i kulturalnych z demokratycz- 
nymi państwami Zachodu. 
Bardzo krótki okres powojennej działalności Stronnictwa Pracy - do 18 lipca 
1946 r. kiedy Zarząd Główny SP pod wpływem politycznego terroru uchwalił za- 
wieszenie na czas nieokreślony działalności Stronnictwa - nie mógł w warunkach 
stalinowskich represji i dywersyjnej aktywności grupy "Zrywu" wystarczyć do 
szerokiego zaprezentowania i rozprzestrzenienia idei chrześcijańsko-demokratycznej 
partii. Mimo tych trudności w połowie 1946 r. liczyła ona ponad 100 tysięcy członków, 
w tym trzy czwarte robotników. . 
Wiele z koncepcji programowych i idei Stronnictwa Pracy nie straciło do dzisiaj 
aktualności. Obiema rękoma podpisać nie można np. pod następującymi sformuło- 
waniami programu SP z 1945 r. dotyczącymi ustroju najlepiej zabezpieczającego 
wolność i twórczy rozwój jednostek i narodów "Nie stworzył takiego ustroju komu- 
nizm, będący w całej konsekwencji zrealizowaną doktryną Marksa. jej materialistyczny 
światopogląd przerodził się w wojujące bezbożnictwo. Hasło dyktatury proletariatu 
doprowadziło do dyktatury kierownictwa partii i zmieniło proletariuszy w niewolników, 
trzymanych w karbach okrutnego terroru, wytworzyło czerwony faszyzm. Kolektywizm 
przez odebranie własności wepchnął społeczeństwo w nieopisaną nędzę, a stachanow- 
szczyzlla stała się systemem wypompowywania wszystkich sił przywiązanych do war- 
sztatu robotników. Z internacjonalizmu i hasła walki klas ukuta została broń, która 
w służbie sowieckiego imperializmu rozłożyć ma inne narody. 
Nie stworzył takiego ustroju i nacjonalizm, bo choć odrzucił hasło walki klas i zrów- 
nał pracę i kapitał w służbie dla celów zbiorowych narodu, ale rozniecił w masach niena- 
wiść do innych narodów i zamiast pobudzić je do pokojowej pracy twórczej rzucił je do 
wojny w imię grabieży dóbr cudzych. W swej walce z demokratycznym indywidualiz- 
mem nacjonalizm, a zwłaszcza faszyzm, zniwelował jednostkę w trybach ustroju to- 
talnego" . 


.
		

/kronika_1200035_0001.djvu

			33 


We współczesnych nam czasach, w roku 1992 jakże aktualnie brzmią słowa do- 
tyczące pracy i demokracji: "...miano człowieka pracy jest mianem zaszczytnym, ty- 
tułem wyższości w stosunku do wszelkich nierobów i pasożytów społecznych.... Praca 
nie jest towarem i cena jej nie może być regulowana wyłącznie prawem podaży i popytu. 
Należy przyznać i zabezpieczyć pracy jej godność społeczną... 
...Demokracja to ustrój, w którym nie decyduje siła lecz prawa - w którym zdobywa 
się zwolenników przez przekonanie ich o słuszności swego światopoglądu - w którym 
pozostawia się miejsce na swobodne ścieranie się idei i głoszących je stronnictw, byle 
nie chciały one nadużyć tej swobody dla stosowania oszustw i przemocy. W ustroju 
jakim rozum i sumienie zbiorowe ma możność wyboru światopoglądu i formy rzqdzenia, 
taka mu naj bardziej odpowiada". 


STRONNICTWO NA KUJAWACH I POMORZU DO 1950 R. 
Szczególną rolę w upowszechnianiu ideologii i zasad Stronnictwa Pracy odegrały 
wychodzący w Bydgoszczy pod redakcją Jana Teski "Dziennik Bydgoski" oraz re- 
dagowana trzy razy w tygodniu przez Antoniego Antczaka "Obrona Ludu". Kampa- 
nia prasowa "Dziennika Bydgoskiego" i "Obrony Ludu" po zjednoczeniu Chrześci- 
jańskiej Demokracji z Narodową Partią Robotniczą zaowocowała wzrostem popar- 
cia społecznego i objęciem siatką organizacyjną Stronnictwa Pracy całego Pomorza. 
Na apel Komitetu Wykonawczego SP uchwalony w trudnej sytuacji politycznej 
i międzynarodowej pod koniec 1938 roku członkowie stronnictwa zbojkotowali 
wybory sejmowe i aktywnie zaangażowali się w wyborach samorządowych. Najwięk- 
-sze sukcesy odnotowano na Pomorzu, utrzymując dotychczasowy stan posiadania 
18 radnych w Bydgoszczy i powiększając liczbę mandatów w pozostałych miejscowoś- 
ciach, razem 64 mandaty na 496 możliwych. W wyborach do Rady Miejskiej Byd- 
goszczy 18.12.1938 r. Stronnictwo Pracy uzyskało 18 mandatów, Obóz Narodowy - 
15, Obóz Zjednoczenia Narodowego PPS - 6, Niemcy - 2." 
Wybuch II wojny światowej zmusił działaczy Stronnictwa Pracy do ukrywania 
się. Poszukiwało ich gestapo. Początkowo zerwane kontakty odbudowywać zaczął 
z Toruniem, Bydgoszczą i Inowrocławiem poznański ośrodek SP. W skład Komitetu 
Wykonawczego SP w Warszawie z Pomorza weszli - Zygmunt Felczak jako wice- 
prezes oraz Antoni Antczak. Ten ostatni konspiracyjne kontakty rozbudowywał 
w Toruniu; Walczak i Kostusiak w Inowrocławiu; Rochowiak w Bydgoszczy. 
Franciszek Rochowiak od 1938 r. redaktor toruńskiej "Obrony Ludu", wielo- 
letni sekretarz Okręgu Zjednoczenia Zawodowego Polskiego z polecenia władz w War- 
szawie założył tajną organizację zajmującą się wywiadem, pracą polityczną i pomo- 
cą potrzebującym. Utrzymywał on kontakt z komendą okręgu pomorskiego Służby 
Zwycięstwa Polsce i organizacją "Gryf Pomorski". 20 października 1941 r. Niemcy 
aresztowali go wraz z Cyranowiczem, Ignasiakiem, Krzemińskim, Nowakiem i So- 
bolewską. Rozbite aresztowaniami pomorskie SP odbudowywali Antczak, Felczak, 
Kwasiborski i Kaczorowski. Kontakty pomiędzy delegatem rządu na województwo 
pomorskie Antonim Antczakiem oraz Zygmuntem Felczakiem, a konspiracyjnymi 
grupami SP w Toruniu, Bydgoszczy, Inowrocławiu istniały przez całą okupację. 
Grupa radykalnych działaczy dawnej NPR-lewicy pod przewodnictwem A. Ant- 
czaka i Z. Felczaka w okresie luty 1942 - luty 1943 decydowała nawet o linii ideo- 
logicznej i politycznej stronnictwa. Rozdźwięki w kierownictwie Stronnictwa Pracy 
spowodowały, iż Falczak w depeszach do Karola Popiela zaproponował zmiany w Ko- 
mitecie Wykonawczym Zarządu Głównego SP. Prezesem miał zostać redaktor jan 
Teska "jawor", jednakże początkowo zaakceptowana przez Popiel a propozycja na 
skutek sprzeciwów Antczaka i Kwasiborskiego nie uzyskała aprobaty. 


3 - K.ronika bydgoska
		

/kronika_1200036_0001.djvu

			34 


W połowie 1945 r. grupa działaczy na czele z Felczakiem, Widy-Wirskim i Brze- 
zińskim, która już w 1943 r. wystąpiwszy z SP utworzyła Stronnictwo Zrywu Na- 
rodowego, podjęła decyzję utworzenia konkurencyjnego do Stronnictwa Pracy ugru- 
powania. Nawiązano kontakty z PPR-em. W rozmowach 21.01.1945 r. w Lublinie 
z Gomułką. Zambrowskim i Rolą-Żymierskim zadeklarowano gotowość do współ- 
pracy. Nagrodą dla Widy-Wirskiego była nominacja na stanowisko wojewody po- 
znańskiego, zaś Felczaka wicewojewody bydgoskiego. 
15 lipca 1945 r. w Bydgoszczy odbył się zjazd na którym proklamowano wzno- 
wienie Stronnictwa Pracy. Wzięło w nim udział 115 członków z Pomorza i Poznań- 
skiego oraz nieliczni z Warszawy, Gdańska. Przemówienia wygłoszone na zjeździe 
były przesadnie serwilistyczne wobec prezydenta KRN Bieruta i rządu, mocne w sto- 
sunku do tzw. "reakcji". Stanowiły one ewidentną i niemoralną dywersję wobec 
faktycznych władz i ogniw Stronnictwa Pracy. Powołany przez zjazd bydgoski 
Główny Komitet Wykonawczy składał się z Zygmunta Felczaka - prezesa, Brze- 
zińskiego - sekretarza generalnego, Tadeusza Michejdy, Widy-Wirskiego, Posmy- 
kiewicza, Henryka Zawadzkiego, Henryka Trzebińskiego, Pawła Kubika i ks. To- 
masza Kołakowskiego. Montowana przez Felczaka i Widy-Wirskiego organizacja 
pomimo poparcia PPR-u, dopuszczenia do udziału w Komisjach Porozumiewawczych 
Stronnictw w Bydgoszczy i Poznaniu, dużych środków finansowych, wydawania 
dziennika "Ilustrowany Kurier Polski" nie osiągnęła sukcesów organizacyjnych. 
Ich wpływy ograniczały się do Bydgoszczy, Torunia, Grudziądza, Poznania i Ostrowa 
Wielkopolskiego. 
Po konsultacjach z przedstawicielami episkopatu i działaczami terenowymi Za- 
rząd Główny SP podjął decyzję o ponownym nawiązaniu kontaktów ze "Zrywem" 12 
listopada wznowiono rozmowy w Toruniu. Wzięli w nich udział Popiel, Antczak, Ma- 
deyski, Studentowicz z jednej strony i Felczak z Trzebińskim z drugiej. Ostatecznie 
ustalono wspólny skład Komitetu Wykonawczego Zarządu Głównego SP, powołano 
komisję programową, powierzono dwu pracującym odrębnie - w Bydgoszczy (Fel- 
czak, Studentowicz) i w Warszawie (Kumieniecki, Lityński) prace przygotowawcze 
do Stworzenia organizacji młodzieżowej SP. 
W 1946 r. rozpoczęły - się w całym kraju zjazdy Stronnictwa. W Bydgoszczy 
2 czerwca. Tylko w Bydgoszczy i w dużym stopniu Poznańskiem organizacje SP 
pozostawały pod wpływem "Zrywowców". Prezesem Zarządu Wojewódzkiego w 
Bydgoszczy został Felczak; wiceprezesami - Antczak, Mańczak; członkami - 
Haupe, Starszak, Wilandt, Godek, Mencel, Szwajkert, Filgner, Fredyk, Kręgielew- 
ski, Trella, Chmielewski, Mielcarek. 
6 i 7 lipca 1946 r. na posiedzeniu Zarządu Głównego SP w Bydgoszczy "Zrywow- 
cy" zażądali odroczenia kongresu o 2-3 miesiące, powołania komisji weryfikacyjnej 
mającej wyeliminować delegatów oskarżonych o powiązania z ośrodkami spoza 
SP, 40-procent mandatów w przyszłych władzach naczelnych SP. Żądania te nie 
były dla chrześcijańsko-demokratycznego nurtu SP możliwe do przyjęcia. "Zrywo- 
wa" część Komitetu Wykonawczego ZG SP podjęła 17.07.46 r. decyzję o zawiesze- 
niu w prawach członków SP - Turowskiego, Bukowskiego, Lewandowicza i Studen- 
towicza, wycofanie z KRN - Turowskiego i Bukowskiego, zawieszenia Antczaka 
i Kwasiborskiego, czasowego powierzenia obowiązków prezesa Widy-Wirskiemu 
oraz powołania głównej komisji weryfikacyjnej. W tej sytuacji prezes Karol Popiel 
wobec wspieranej przez PPR i Urząd Bezpieczeństwa dywersji grupy "Zrywu" 
18 lipca 1946 r. zwołał zebranie członków ZG SP. Zebrani odrzucili zarzuty stawiane 
przez "Zrywowców", zaprotestowali przeciw stanowisku władz i postanowili za- 
wiesić działalność SP do czasu zmiany stanowiska rządu 5 . 
"
		

/kronika_1200037_0001.djvu

			35 


Pozostali na placu boju samozwańczy "Zrywowcy" nie potrafili zyskać zaufa- 
nia, ani poparcia własnych członków, episkopatu i społeczeństwa. Traktowani przez 
PPR jako narzędzie stanowili nie posiadającą społecznego zaplecza agenturę mającą 
za zadanie rozsadzić SP. Przywódca "Zrywu" Widy-Wirski wylądował ostatecznie 
w PZPR, zaś jego zwolennicy wchłonięci zostali przez Stronnictwo Demokratyczne. 
Informacja skierowana przez pełnomocników PPR do sekretarza generalnego 
KC PPR Władysława Gomułki z 4.02.1945 r. świadczy o instrumentalnym trakto- 
waniu działaczy Stronnictwa Pracy. Piszą w niej m.in. "...Zgłosiło się kilku N P R- 
-owców do współpracy. jeden poseł. Załączam Wam życiorysy, które złożyli u naszych 
oficerów. Sądzę, że możemy ich wykorzystać rozstawiając odpowiednio - nie wzmac- 
niając i nie tworząc N P R-u. Decydujcie". 
Dokonywana przez PPR i!1fi1tracja i majoryzacja Stronnictwa Pracy uczyniły, 
że rzekome SP traciło wpływy i członków. Np. w lutym 1948 r. w bydgoskim Za- 
rządzie Miejskim zatrudnionych było 3438 pracowników, w tym 51 % bezpartyj- 
nych, 230/0 członków PPS, 18% PPR, 8%SP. Uchwała Rady Naczelnej rzekomego 
Stronnictwa Pracy z lipca 1950 r. o zaprzestaniu działalności motywowana "potrzebą 
zjednoczenia wysiłków w budownictwie socjalizmu obu działających wśród warstw 
mieszczG11skich Stronnictw" (tj. Stronnictwa Demokratycznego i Stronnictwa Pra- 
cy - przypisy J. W.) spowodowała, że z jednej z największych organizacji woje- 
wódzkich SP w kraju, formalnie liczącej 3700 członków, do SD przeszło tylko 1210. 
Wielu z nich zaprzestało aktywności, a później zerwało więzi ze stanowiącym przy- 
budówkę PPR/PZPR Stronnictwem Demokratycznym. Wchłonięcie SP przez SD 
nie miało wpływu na działalność polityczną i program tegoż ostatniego. Zyskało ono 
majątek zlikwidowanego "zrywowego SP" i przede wszystkim jego organ wyda- 
wany w Bydgoszczy - dziennik "Ilustrowany Kurier Polski"6. 


STOWARZYSZENIE POLITYCZNE "PRAWDA I SPRA WIEDLIWOŚC" 
Obrady tzw. "okrągłego stołu" stały się zapalnikiem przyspieszającym erupcję 
politycznych inicjatyw i krążenia idei. W gronie działaczy zgrupowanych wokół 
Tymczasowego Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ "Solidarność", Komitetu 
Obywatelskiego w Bydgoszczy oraz Prymasowskiego Komitetu Charytatywno- 
-Społecznego (dawnego Pomocy Uwięzionym i Ich Rodzinom) przy bazylice św. 
Wincentego a Paulo w Bydgoszczy powstało przekonanie, iż istnieje potrzeba po- 
wołania partii politycznej nowego typu łączącej elementy tradycji z nowoczesnym 
stylem myślenia i działania. Ponieważ najbliższy temu modelowi był program Stron- 
nictwa Pracy prezentowany przez mec. Władysława Siłę-Nowickiego w grudniu 1988 
r. działacze janusz Hebenstreit, Stanisław januszkiewicz i jarosław Wenderlich 
zwrócili się z pislt}em do jacka Maziarskiego o nawiązanie kontaktu z powstającym 
w Warszawie ruchem chrześcijańsko-demokratycznym. Na list odpowiedział re- 
daktor naczelny tygodnika "Ład" jerzy Skwara prosząc o współpracę. 
21 lutego 1989 r. powołano Stowarzyszenie Polityczne Prawda i Sprawiedliwość" 
w Bydgoszczy afiliowane do Stowarzyszenia Krzewienia Katolickiej Nauki Spo- 
łecznej i Chrześcijańsko-Demokratycznego Klubu Myśli Politycznej w Warszawie. 
Uchwałę założycielską podpisali - Mieczysław Adamowicz, janusz Bruski, janusz 
Hebenstreit, Stanisław januszkiewicz, Tadeusz jasudowicz
 Zbigniew Kucewicz, 
Franciszek Miłosz, Bronisław Pastuszewski, Stefan Pastuszewski, jan Stranz, 
Elżbieta Szott, Ignacy Trybuszewski, jarosław Wenderlich, Albin Zieliński. 
Wyrastające z tradycji chrześcijańsko-demokratycznych, solidarnościowych 
niepodległościowych Stowarzyszenie w deklaracji programowej za podstawowy 


3.
		

/kronika_1200038_0001.djvu

			36 


cel postawiło sobie szeroko pojętą działalność polityczną prowadzoną w duchu praw- 
dy, demokracji, personalizmu, solidarności międzyludzkiej, humanizmu i sprawied- 
liwości. jedno z głównych zadań widziało w przełamywaniu totalitarnych monopoli, 
w szczególności na "nieomylność" i "kierowniczą rolę" jednej partii, traktując jako 
pilną konieczność potrzebę reaktywowania w regionie bydgoskim Stronnictwa Pra- 
cy - partii politycznej najbliższej etosowi chrześcijańskiemu, humanistycznemu 
i polskiej tradycji. 
W służbie publicznej SP "Prawda i Sprawiedliwość" odwołała się do społecznego 
nauczania Kościoła uosobionego zwłaszcza w naukach dwu wybitnych Polaków - 
. papieża jana Pawła II i prymasa Stefana Wyszyńskiego. Na początku działalności 
za najważniejsze zadania stojące przed krajem Stowarzyszenie uważało: 
- oparcie systemu politycznego na zasadach demokratycznych w szczególności - 
trójpodziale władz, systemie wielopartyjnym, incompatibilitas, kadencyjności u- 
rzędów . 
- wprowadzenie pluralizmu związkowego, gospodarczego, politycznego z prze- 
łamaniem dotychczasowych totalitarnych monopoli. 
- dokonanie reformy gospodarczej przy równouprawnieniu sektorów własności 
przez wprowadzenie praw rynku, a jednocześnie skutecznej ochrony podstawowych 
interesów ekonomicznych najsłabszych grup społecznych (emerytów, rencistów, osób 
niepełnosprawnych, chorych, rodzin wielodzietnych). 
- ratowanie naturalnego środowiska człowieka przed degradacją. 
- przywrócenie należnego miejsca etosowi pracy jako zespołowi wartości będących 
wzorcami zachowania m.in. pracowitości, rzetelności, uczciwości, aktywności, so- 
lidarności, godności pracy i godziwej zapłaty za nią7. 
Założyciele SP "Prawda i Sprawiedliwość" posiadali wieloletnie doświadczenie 
w pracy społecznej i tzw. drugiego obiegu. Wcześniej organizowali m.in. Akcję Wy- 
chowawczo-Wypoczynkową pn. "Wierni Bogu i Ojczyźnie", redagowali "Chrześci- 
j ański I nformator Kulturalny", "I nformator Bydgoski", "Świadectwo", "Serwis 
informacyjny". W Prymasowskim Komitecie Pomocy Uwięzionym i Ich Rodzinom 
organizowali pomoc materialną, prawną i informacyjną. Udzielali się także w Dusz- 
pasterstwie Ludzi Pracy, Archikonfraterni Literackiej, Duszpasterstwie Mło- 
dzieży przy parafii Ducha św. Organem prasowym SP "Prawda i Sprawiedliwość" 
zostało pismo społeczne chrześcijan "Świadectwo", zaś jako forum publicznych de- 
bat potraktowano założony w 1988 r. Dyskusyjny Klub Polityczny "Patria". 
Przez okres pięciu miesięcy SP "Prawda i Sprawiedliwość" działało bez osobowoś- 
ci prawnej. Osobowość tę uzyskało 10.08.89 r. Wcześniej Stowarzyszenie wydelego- 
wało B. Pastuszewskiego, S. Pastuszewskiego i j. Wenderlicha do podjęcia rozmów 
ze Stowarzyszeniem Krzewienia Katolickiej Myśli Politycznej oraz Chrześcijańsko- 
-Demokratycznym Klubem Myśli Politycznej w Warszawie. Decyzją zebrania ple- 
narnego Chrześcijańsko-Demokratycznego Klubu Myśli Politycznej w Warszawie 
z dnia 18.03.89 r. SP "Prawda i Sprawiedliwość" została członkiem wspierającym 
Klub, zaś Bronisław Pastuszewski członkiem Rady Naczelnej. 
Oblicze polityczne, struktura organizacyjna i formy pracy Stowarzyszenia kształ. 
towały się w pierwszych miesiącach działalności w ostrej walce politycznej. Wysu- 
nięcie przez Stowarzyszenie kandydatury Stefana Pastuszewskiego na posła, a na- 
stępnie (popieranej przez KPN) Tadeusza jasudowicza na senatora w wyborach 
do Zgromadzenia Narodowego w 1989 r. spowodowało konflikt w Komitecie Oby- 
watelskim w Bydgoszczy z którego wystąpili Tadeusz jasudowicz i jarosław Wen- 
derlich. Stefana Pastuszewskiego z komitetu usunięto. 


.
		

/kronika_1200039_0001.djvu

			37 


ł- 


Dnia 22 kwietnia 89 r. po uzyskaniu poparcia Tymczasowego Zarządu Regionu 
NSZZ "Solidarność", KPN, SP "Prawda i Sprawiedliwość", Duszpasterstwa Lu- 
dzi Pracy, Archikonfraterni Literackiej, NZS i Federacji Młodzieży Walczącej 
utworzono Solidarnościowo-Opozycyjny Komitet Wyborczy. Kierownictwo Biura 
Organizacyjnego SOKW mieszczącego się przy ul. Piotra Skargi 13 w Bydgoszczy 
powierzono Markowi Koczwarze. 
W trakcie kampanii wyborczej promującej kandydatury Tadeusza jasudowicza 
i Stefana Pastuszewskiego pod redakcją niżej podpisanego Andrzej Bogucki, Paweł 
Gąsiorowski i Bernadeta Wenderlich wydali trzy numery gazety wyborczej pn. 
"Prawda- Solidarność- Sprawiedliwość". Oprócz informacji dotyczących wybo- 
rów zawierały one życiorysy i wywiady z kandydatami do Zgromadzenia Narodo- 
wego, propagowały także złożenia i idee Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnic- 
twa Pracy i związanego z nim autonomicznego Stowarzyszenia Politycznego "Praw- 
da i Sprawiedliwość"8. 
Kontrowersyjna decyzja utworzenia alternatywnego (wobec Komitetu Obywa- 
telskiego "Solidarność") Solidarnościowo Opozycyjnego Komitetu Wyborczego po- 
mimo porażki wyborczej była lekcją demokracji, gdyż zmusiła członków stronnictwa 
do bardzo dużego wysiłku i aktywności oraz zaznajomienia się za założeniami pro- 
gramowymi innych ugrupowań, przyczyniła się do zebrania doświadczeń organiza- 
cyjnych i stworzenia programów działania. W toku kampanii wyborczej kształtował 
się program SP "Prawda i Sprawiedliwość" jako części chrześcijańsko-demokratycz- 
nego Stronnictwa Pracy. Opierał się on na czterech podstawowych fundamentach 
I) Chrześcijaństwie. Członkowie SP korzystają ze wskazań nauki społecznej Kościoła, 
w szczególności encyklik papieskich. W swym postępowaniu winni przestrzegać 
etyki chrześcijańskiej - prawdy, sprawiedliwości, świadectwa osobistego przykła- 
du. Odpowiedzialność w postępowaniu łączy się z personalizmem, gdyż w imię enig- 
matycznie pojętego "społeczeństwa" nie można unicestwiać jednostki, a z nią zwią- 
zany jest prymat osoby na rzeczą, kwestia praw ludzkich i wynikających z nich 
obowiązków. 
II) Demokracji. jako ustroju w którym decyduje nie siła, lecz prawda, w którym 
zdobywa się zwolenników przez przekonanie ich o słuszności swego poglądu na świat 
i pozostawia miejsce na swobodne ścieranie idei i głoszących je stronnictw, byle 
nie chciały one nadużyć tej swobody dla stosowania oszustw i przemocy. Z demo- 
kracją związana jest wolność jako prawo głoszenia poglądów i idei, jako niezalet- 
ność i niezawisłość jednego państwa od drugiego. Z demokracją związany jest też 
pluralizm, czyli likwidacja wszelkich monopoli. 


III) Pracy. "Tylko zbiorową pracą popartą przez dobry ustrój społeczny i polityczny, 
zdołamy przetworzyć POlskę ze słabej gospodarczo i kulturalnie zacofanej, zakuwanej 
w niewolę przez obce potęgi - w Polskę nową, bogatą i silną, atrakcyjną dla narodów 
Europy środkowej i współdecydującą wraz z nimi o przyszłych losach świata... Praca 
jest obok władzy największą silą twórczą, jaką dysponuje człowiek. Ona daje mu egzy- 
stencję materialną i środki na rozwój kulturalny, ona jest dźwignią postępu narodowe- 
" 
go... . 
I V) Solidarności. "Jesteśmy za solidaryzmem społecznym - pokojówyrn, choł- nie 
wykluczającym rywalizacji współdziałaniem opartym o naturalną wspólnotę interesów 
różnych grup społecznych. To dzięki solidarności, współdziałaniu i pomocy wzajemnej 
poszczególni ludzie i społeczeństwa się rozwijali i osiągali, ambitne, trudne cele".
		

/kronika_1200040_0001.djvu

			38 


REAKCJE NA WYDARZENIA 


Działania zmuszające do demokratyzacji życia politycznego w kraju polegały 
m.in. na tym, że Stowarzyszenie Polityczne "Prawda i Sprawiedliwość" nie uchylało 
się od zajmowania stanowiska w sprawach trudnych i społecznie ważnych. Wiele 
z tych propozycji wyprzedzało późniejsze decyzje i rozwiązania prawne 9 . 
Uchwałą nr 4/89 z dnia 3 kwietnia 89 r. uznano, że nie można mówić o demokracji 
w Polsce, jeżeli nie przywróci się Korony Orłu Białemu i dawnej nazwy Rzeczpospo- 
lita Polska. Orzeł w Koronie i przywrócenie dawnej nazwy państwa nie miało li 
tylko znaczenia symbolicznego, lecz przede wszystkim podkreślać pełną suwerenność 
i niepodległość Państwa Polskiego. Pełny tekst uchwały zawierający pakiet spraw 
zdaniem SP istotnych dla Narodu i Państwa przesłano do Kancelarii Sejmu, Urzędu 
Rady Ministrów oraz na ręce ówczesnego Przewodniczącego Rady Pailstwa. Doma- 
gano się w nim m.in. zniesienia Święta Odrodzenia w dniu 22 lipca, a ustanowienia 
- obok święta państwowego w dniu 11 listopada - święta Narodowego w dniu 
3 maja, wyeliminowania zewnętrznych zagrożeń dla suwerenności, niezawisłości 
i tożsamości narodowej m.in. poprzez usunięcia z Konstytucji ustępów sankcjonu- 
jących szczególny układ stosunków z ZSRR, jak również konieczności oficjalnego 
i ostatecznego wyrzeczenia się przezeń tzw. doktryny Breżniewa, sprzecznej z fun- 
damentalnymi założeniami prawa międzynarodowego. 
" 
W uchwale nr 3/89 czując się zobowiązanymi zachować pamięć o tych Polakach, 
którzy przyczynili się do odzyskania i utrzymania Niepodległości, w związku z 50 
rocznicą śmierci wybitnego Polaka, Ślązaka Wojciecha Korfantego, wystąpiono 
do władz woj. katowickiego o utworzenie w Katowicach muzeum biograficznego 
W. Korfantego i zwrócono się do członków SP o poparcie idei postawienia w Kato- 
wicach pomnika tego patrioty. 
Uchwałą nr 6/89 SP "Prawda i Sprawiedliwość" zajęło stanowisko w sprawie 
aneksji przez NRD torów żeglugowych w Zatoce Pomorskiej. Zaprotestowano prze- 
ciwko historycznemu ciągowi błędów i niedbalstwa dyplomacji PRL przy rozgra- 
niczeniu polskiej i niemieckiej przestrzeni morskiej. 
Dnia 8 czerwca 1989 r. SP "Prawda i Sprawiedliwość" uchwałą nr 7/89 zobowią- 
zało się podjąć pracę nad pr7;ywróceniem pamięci Polaków ofiar straszliwego terro- 
ru Urzędu Bezpieczeństwa, tzw. informacji wojskowej i NKWD w okresie 1945- 
-1955 r. na terenie Bydgoszczy i regionu. Powołano zespół na czele z Stanisławem 
januszkiewiczem, Bronisławem Pastuszewskim i Krzysztofem Sidorkiewiczem, 
którego celem było zbieranie informacji od świadków i rodzin. ofiar terroru lat 
1945-1955, dotarcie do istniejącej dokumentacji sądowej, przywrócenie społeczeń- 
stwu pamięci o zamęczonych przez NKWD i UB, otoczenie opieką społeczną grobów 
ofiar terroru stalinowskiego. 
Uchwałą nr 8/89 SP "PiS" poparło postulat rejestracji Niezależnego Zrzeszenia 
Studentów i wyraziło zaniepokojenie naruszaniem wolności zrzeszenia 
ię. 
Uchwały i oświadczenia SP nie przysparzały sympatrii centrowemu stronnic- 
twu, ani na lewicy, ani na prawicy. Powstanie rządu Mazowieckiego Stronnictwo 
przyjęło przychylnie, ale już od początku zauważyło słabości i błędy nowej władzy. 
W oświadczeniu nr 6/89 z 25 września 1989 r. przeczytać można "Z zaniepokojeniem 
zauważamy popełnianie przez władze błędów poprzednich ekip rządowych. Przede 
wszystkim poważne decyzje powinny być konsultowane. Dwukrotna podwyżka cen 
podstawowych surowców jakimi są paliwa pędne nie była konsultowana i stanowi ogólne 
zaskoczenie. Pogłębia ona inflację, powoduje dezorganizację i chaos cenowy. Polityka
		

/kronika_1200041_0001.djvu

			39 


faktów dokonanych tylko na krótką metę może przynieść efekty. W dalszej persptktywit 
pogłębić ona może niewiarę społeczeństwa w skuteczność reform. Urynkowanie Ctn 
w naszej ocenie jest niezbędne, lecz nie może się ono odbywać poprzez gwaltownt wpro- 
wadzenie - po 40 latach gospodarki komunistycznej - metody kapitalizmu wolno- 
konkurencyjnego. Ponadto tzw. urynkowienie stanie się pozornym w obliczu nadal 
istniejących mnopoli skupu, transportu, dystrybucji. Za ewolucyjnym, nie gwałtow- 
nym urynkowieniem jesteśmy także dlatego, że żywiołowe elementy wolnej konkurencji 
nie mogą przesłonić zasad etyki oraz troski o osoby i rodziny najsłabsze... z przykrością 
stwierdzamy dalsze rozmijanie się teorii z praktyką, obietnic z rzeczywistością. Skoro 
działacze opozycji programowo głosili zasady podziału władz i nie łączenia funkcji, to 
tych idei sami powinni przestrzegać. Z ubolewaniem należy stwierdzić, iż w rządzie 
premiera T. Mazowieckiego wielu ministrów piastuje równocześnie funkcje posłów i St- 
natorów. Zaprzecza to idei podziału władz na wykonawczą i ustawodawczą i rodzi prak- 
tyki, które mogą być naśladowane przez kolejnych przeciwników demokracji". 
Z okazji pięćdziesiątej tragicznej rocznicy wybuchu II wojny światowej i zawar- 
,cia haniebnego traktatu Ribbentrop-Mołotow SP "Prawda i Sprawiedliwość" po- 
tępiając deportację milionów obywateli Rzeczypospolitej do stalinowskich i hitle- 
rowskich obozów koncentracyjnych, mord oficerów polskich w Katyniu oraz ode- 
branie suwerenności Litwie, Łotwie i Estonii domagało się zadośćuczynienia ofiarom 
i ich rodzinom "Dla moralnego osądzenia sprawców zbrodni i ludobójstwa proponujt- 
my powołanie niezależnej Głównej Komisji. Badania Zbrodni Stalinowskich. Jtdno- 
cześnie dla ofiar stalinowskiego bezprawia i ich rodzin domagamy się od władz Związku 
Radzieckiego wyrazów ubolewania i odszkodowania pieniężnego" - czytamy w oś- 
wiadczeniu z sierpnia 1989 r. 
Reagując na wydarzenia polityczne w kraju i na świecie Stowarzyszenie wysto- 
sowało petycje do rządu PRL i Sejmu potępiając bestialską masakrę czerwcową 
w Pekinie oraz terror reżimu komunistycznego wobec społeczeństwa chińskiego. 
Oświadczeniem z dnia 6.09.89 r. ustosunkowano się do jednoznacznych ingerencji 
w wewnętrzne sprawy Polski i stwarzania napięć międzynarodowych wokół klaszto- 
ru Sióstr Karmelitanek w Oświęcimiu. W homilii księdza prymasa józefa Glempa 
wygłoszonej 26 sierpnia 1989 r. antypolsko nastawione środowiska żydowskie dopa- 
trzyły się rzekomych akcentów antysemickich godzących w narodowe i religijne uczu- 
cia Żydów. Przeważająca część zachodnich środków masowego przekazu - także 
część prasy polskiej m.in. "Gazeta Wyborcza" - poparła stanowisko środowisk 
żydowskich. Opinie te przechodziły do porządku dziennego nad faktem, że w komo- 
rach gazowych Brzezinki nie ginęli wyłącznie sami Żydzi. Ofiarami ludobójczych 
praktyk hitlerowskich podali także przedstawiciele wielu innych narodowości w tym 
m.in. Polacy, Cyganie i Rosjanie "Uważamy, że nikt nie powinien uzurpować sobie 
prawa do decydowania o dopuszczalnym formach kultu religijnego na terenie Oświę- 
cimia. Nikt nie może odmówić siostrom zakonnym prawa do modlitwy za pomordowa- 
nych i zmarłych na polskiej ziemi". 
Uchwały i ośwfadczenia stanowiły fragment aktywności Stronnictwa Pracy. Du- 
ży wkład wniósł tu działacz ROPCiO Stanisław januszkiewicz, który wielokrotnie 
publicznie wypowiadał się na temat mechanizmów i funkcjonowania demokracji. 
Z jego inicjatywy we wrześniu 1987 r. powstał tekst tzw. "Deklaracji o wprowadzeniu 
w Polsce demokracji". Wspólnie z jarosławem Wenderlichem udało się im dla tez 
zawartych w "Deklaracji" uzyskać poparcie 130 działaczy z województw bydgoskie- 
go i pilskiego. Tekst podpisali m.in. Anna Romanow, Sławomir Dutkiewicz, Wiesław 
Królak, Krzysztof Sidorkiewicz, Marek Koczwara, Tadeusz jakubek, Marek Re-
		

/kronika_1200042_0001.djvu

			40 


wers, Stefan Pastuszewski, jan Perejczuk, Antoni Tokarczuk, Marek jarociński, 
Barbara Spudych, Elżbieta Marciniak, józef Cyl, Elżbieta Warzocha, Krystyna 
Perejczuk, Małgorzata Perucka, Eugeniusz Sadłowski, Franciszek SamojednylO. 


PUBLICYSTYKA, EDUKACJA I MITYNGI 


Inne forum propagowania ideałów chrześcijańskiej demokracji stanowiły: re- 
dakcja pisma społecznego chrześcijan "Swiadectwo" oraz Dyskusyjny Klub Poli- 
tyczny "Patria". 
Pierwszy numer "Świadectwa" ukazał się z datą 29 listopada 1987 roku w tzw. 
drugim, podziemnym obiegu, pod redakcją Stefana Pastuszewskiego. Na pierwszej 
stronie znalazły się w nim artykuły programowe Stefana Pastuszewskiego pt. "Sło- 
wem i przykładem" i jarosława Wenderlicha "Nieuzasadniona bierność i bezczyn- 
ność". Wspólnym mianownikiem obu artykułów było wezwanie do aktywności, do 
postawy dynamicznej, kreacyjnej "Nie preferujemy bowiem chrześcijaństwa biernego, 
pietystycznego oraz uległego złej władzy... Odpowiedzialność nierozerwalnie złączona 
jest z wolnością; tylko człowiek wolny odpowiada za swoje czyny; człowiekowi zniewo- 
lonemu przypada rola posłusznego narzędzia lub kozła ofiarnego. Dopóki społeczeństwo 
w którym żyjemy nie będzie społeczeństwem wolnym i rządzącym się demokratycznie, 
dopóty nie może być mowy o dzieleniu się odpowiedzialnością" - napisał S. Pastu- 
szewski. wtórował mu apel j. Wenderlicha "W społeczeństwie biernym, apatycznym, 
gdzie od dłuższego czasu nastąpiło zasklepienie się w kręgach rodzinnych i towarzyskich, 
gdzie w walce z trudnościami codziennego życia i pogoni za zaspokojeniem elementarnych 
potrzeb życiowych człowiek staje się maszyną, robotem, niewolnikiem, godna pochwaly 
i szacunku jest praca tych, którzy dla posługi ludziom poświęcają swoje siły dobru 
społecznemu i podejmują się tego trudnego obowiązku. Obecnie istnieje pilna potrzeba 
aktywności. Potrzeba ta nie jest jednak bezwarunkowa. Non possum. Nie możemy 
milczeć, nie sprzeciwiać się zamierzeniom lub działaniom marnującym prawo Boże 
i prawa ludzkie"ll. 
Pod redakcją Stefana Pastuszewskiego "Świadectwo" wydawano do listopada 
1989 r. Oprócz uchwał i oświadczeń SP "Prawdy i Sprawiedliwości" zawierało ono 
publicystykę dotyczącą etosu pracy, ,wyboru i ordynacji wyborczych, działalności 
wolnych związków zawodowych, mechanizmów władzy, zagadnień etycznych. Do 
powtarzalnych rubryk, tzw. kapliczek "Swiadectwa" należały m.in. "Obrona przed 
złym wychowaniem", "Co zamiast komunizmu?", "Polemiki i repliki", "Problemy 
religioznawcze". Wiele było artykułów historycznych dotyczących najnowszej 
historii Polski i narodowej martyrologii. 
Od 27 numeru w listopadzie 1989 r. redakcję "Świadectwa" objął niżej podpisa- 
ny. Powiększono format pisma i zmieniono jego szatę graficzną, którą opracował 
Marek Drzycimski. W tematyce "Świadectwa" pojawiły się nowe elementy, jak 
historia Stronnictwa Pracy, konflikt z komitetami obywatelskimi, działalność 
T. G. "Sokół", przykłady zbrodni sowieckich. Do 31 numeru "Świadectwa" wyda- 
wanego w latach 1987-1990 najpłodniejszymi autorami artykułów byli Stefan Pa- 
stuszewski, Tadeusz jasudowicz, Jarosław Wenderlich, Irena Choroszko, Stanisław 
Januszkiewicz, Roman Wyborski. 
Założony przez jarosława Wenderlicha w listopadzie 1988 r. Dyskusyjny Klub 
Polityczny "Patria" początkowo funkcjonował w tzw. drugim obiegu. Pierwsze 
spotkania odbywały się w prywatnym mieszkaniu. Brali w nim m.in. udział Anna 
Romanow, Elżbieta Marciniak, janusz Perejczuk, jan Rulewski, Bolesław Magie- 
lowski, Sławomir Dutkiewicz, Stefan Pastuszewski, Stanisław januszkiewicz. Po
		

/kronika_1200043_0001.djvu

			41 


zmianie sytuacji politycznej w kraju dyskusje przeniesiono na forum publiczne i od- 
bywały się one w bydgoskim Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki przy al. 
l Maja 10 (obecnie Gdańska). Ze zorganizowanych spotkań dyskusyjnych wymienić 
można: "Demokracja czy demokratyzacja" - dotyczące działalności komitetów 
obywatelskich i efektów obrad okrągłego stołu, "Sąsiedzi, a Polska racja stanu" 
(28.11.89 r.) - dotyczące koncepcji sojuszy oraz federacji Rzeczpospolitej z Cze- 
chosłowacją i krajami ościennymi; "NKWD i UB - ludobójcy, czy ofiary syste- 
mu?", "Wizje samorządu polskiego,a samorząd w Europie Zachodniej". W spotka- 
niu 15.04.1990 r. poświęconym wydarzeniom 19 marca 1981 pt. "Przerwana sesja 
- dziewięć lat później" brali udział bezpośredni uczestnicy tzw. prowokacji byd- 
goskiej - Krzysztof Gotowski, Maciej Głuszkowski, Stefan Pastuszewski, jan 
Rulewski, jarosław Wenderlich. Po raz pierwszy od 1939 roku, w 70 rqcznicę wojny 
polsko-bolszewickiej w DKP "Patria" spotkali się sędziwi uczestnicy walk z Armią 
Czerwoną. Genezę i przebieg wojny oraz "Cudu nad \Visłą" w sposób błyskotliwy 
i nieszablonowy przedstawił Ryszard Tusk. 
SP "Prawda i Sprawiedliwość" zorganizowała inspirowane przez Stefana Pa- 
stuszewskiego dwie konwencje. jedną z udziałem prezesa Władysława Siły-Nowic- 
kiego i Kazimierzij Świtonia poświęconą programowi i historii Stronnictwa Pracy. 
Drugą z udziałem Rl.in. janusza Korwin-Mikke poświęconą samorządowi terytorial- 
nemu. 
J nną formą popularyzacji idei ruchu chrześcijańsko-demokratycznego były cy- 
kliczne mityngi, poświęcone bieżącym problemom politycznym i społecznym, or- 
ganizowane w centrum Bydgoszczy przed Spółdzielczym Domem Handlowym "Ry- 
wal". Podczas mityngów odczytywano dokumenty i oświadczenia SP "Prawda i 
Sprawiedliwość" oraz rozprowadzano wydawnictwa. Z bardziej znanych rezolucji 
wymienić można uchwałę domagającą się odwołania prezydenta miasta Bydgoszczy 
Władysława Przybylskiego, oświadczenie protestujące przeciwko powołaniu Woj- 
ciecha jarzembskiego na stanowisko prezesa Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, 
petycje w sprawie zmiany nazw ulic bydgoskich. Uchwały, oświadczenia i petycje 
nie pozostawały martwymi, papierowymi deklaracjami, lecz SP "PiS" starało się 
doprowadzić do ich realizacji. M.in. w odpowiedzi na negatywne stanowisko Miej- 
skiej Rady Narodowej w Bydgoszczy odnośnie zmian nazw ulic wspólnie z Konfe- 
deracją Polski Niepodległej (Piotr jurecki, Adam Segenbusch i inni) przeprowadzono 
akcję protestacyjną pikietowania ratusza w wyniku której nazwiska znacznej części 
skompromitowanych działaczy "ruchu robotniczego" zniknęły z ulic bydgoskich. 
Dopiero we wrześniu 1989 r. na Walnym Zebraniu Stowarzyszenia Politycznego 
"Prawda i Sprawiedliwość" wybrano zarząd, który ukonstytuował się następująco: 
przewodniczący - Stefan Pastuszewski, I wiceprzewodniczący - jarosław Wen- 
derlich, II wiceprzewodniczący - Krzysztof Sidorkiewicz, sekretarz - Janusz He- 
benstreit, skarbnik - Ignacy Trybuszewski, członkowie - Zbigniew Kucewicz, 
Adam Briigmann, Janusz Bruski, Leszek Tucholski, Marek Bronisz, Stanisław ja- 
nuszkiewicz. W skład komisji rewizyjnej weszli - Roman Sidorkiewicz - prze- 
wodniczący, Elżbieta Szott i Stanisław Białecki, w skład sądu koleżeńskiego - 
józef Cyl, Albin Zie1iński, Hieronim Pierzgaiski. 
We wrześniu 1989 r. z inicjatywy janusza Hebenstreita powstało, początkowo 
jako agenda SP "PiS", Społeczne Towarzystwo Edukacyjne posiadające szerszy 
zakres działania niż Społeczne Towarzystwo Oświatowe (STO). Celem STE było 
stworzenie społecznego, niezależnego od aparatu politycznego i państwowego, sto- 
warzyszenia skupiającego nauczycieli i rodziców. Uznano, że o kształcie systemu 
oświatowo-wychowawczego, zawartości merytorycznej programów nauczania i in- 


'"
		

/kronika_1200044_0001.djvu

			42 


nych sprawach dotyczących szkół i ich uczniów winno decydować całe społeczeństwo. 
Dnia 26.02.90 r. janusz Hebenstreit, Grażyna Sawicka, jarosław Wenderlich zare- 
jestrowali, uzyskując osobowość prawną, statut STE w Sądzie Wojewódzkim w Byd- 
goszczy. Społeczne Towarzystwo Edukacyjne konsekwentnie pod przewodnictwem 
J. Hebenstreita realizuje swój program m.in. tworzenia wzorcowych szkół społecz- 
nych; przeprowadzania zmian prawnych, organizacyjnych i metodycznych woświa- 
cie; organizowania - wykładów, preklekcji, imprez oświatowych i innych o cha- 
rakterze edukacyjnym i wychowawczym 12 . 
Członkowie SP "Prawda i Sprawiedliwość" byli także inicjatorami powstania 
Bydgoskiego Towarzystwa Społeczno-Gospodarczego (BTSG). Statut tego Towa- 
rzystwa opracował i zarejestrował w sądzie m.in. Krzysztof Sidorkiewicz. Należy 
podkreślić, te Krzysztof Sidorkiewicz opracował także i zarejestrował w sądzie 
prawomocny od 11.08.89 r. statut SP "Prawda i Sprawiedliwość", 
Z innych działań wspomnieć należy zorganizowanie przez SP "Prawda i Spra- 
wiedliwość" oraz Duszpasterstwo Młodzieży przy parafii św. Ducha 21-22.10. 
1989 r. i 20-21.10.1990 r. I i II Rajdu Pamięci ks. Jerzego Popiełuszki. Komendan- 
tami i pomysłodawcami rajdów byli jarosław Wenderlich, janusz Hebenstreit, 
Hieronim Pierzgaiski. W założeniu organizatorów ta ciesząca się coraz większą po- 
opularnością impreza patriotyczno-religijna ma się stać, i staje, tradycją. Z kolei 
z inicjatywy Stefana Pastuszewskiego dokonywano zbiórki pieniędzy na renowację 
śluz Starego Kanału Bydgoskiego i wspólnie z innymi organizacjami utworzono przy- 
tułek dla osób bezdomnych. Zbiórka książek dla Polaków na Litwie, udzielanie 
porad prawnych dla potrzebujących to kolejne przejawy aktywizmu i społeczni- 
kowskiej pasji członków Stronnictwa Pracy. Ze szczególnym aplauzem spotkały się 
zorganizowane przez Stefana Czaplę z Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej 
i jarosława Wenderlicha z SP "Prawda i Sprawiedliwość" pod patronatem redakcji 
"Dziennika Wieczornego" festyny nad Kanałem Bydgoskim. W organizacji pierwsze- 
go "świętojańskiego" 24 czerwca 1990 r. uczestniczyli przedstawiciele Konfederacji 
Polski Niepodległej, m.in. Stanisław Niesyn, Piotr jurecki oraz Zjednoczenia Chrze- 
ścijańsko-Narodowego. Drugi festyn nad kanałem we wrześniu organizowały TKKF 
"Świt", "PiS" i redakcja "DW". W obu imprezach nawiązujących do bydgoskich 
tradycji wzięło udział kilkanaście tysięcy osób. Liczne konkursy m.in. gry na instru- 
mentach, na najładniejszy wianek, wiedzy o Bydgoszczy i jego ludziach, na Miss 
Lata oraz zawody sportowo-rekreacyjne, kiermasze i puszczanie wianków, cieszyły 
się sporą frckwencją i zainteresowaniem. 
Szczególnie uczczono 70 rocznicę "Cudu nad Wisłą". 15 sierpnia 1990 r. SP 
"Prawda i Sprawiedliwość" wraz z Konfederacją Polski Niepodległej zorganizowało 
na Starym Rynku kiermasz wydawnictw niepodległościowych. W programie arty- 
stycznym wystąpił chór "Hasło" oraz recytatorzy z Miejskiego Ośrodka Kultury. 
Przeprowadzono także konkurs pt. "Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku". Na 
zakończenie patriotycznej uroczystości członkowie SP "Prawda i Sprawiedliwość" 
oraz Konfederacji Polski Niepodległej m.in. jarosław Wenderlich, Adam Segen- 
busch, Zygmunt Dziemian zainaugurowali bieg z pochodniami na trasie pomnik 
Męczeństwa na Starym Rynku - kwatera żołnierzy poległych w wojnie polsko-bol- 
szewickiej na cmentarzu nowofarnym. Po odpaleniu pochodni od znicza przy Sta- 
rym Rynku uczestnicy ulicą Gdańską przebiegli do mogił obrońców Ojczyzny, gdzie 
oddano im hołd. 
Działalność polityczna SP "Prawda i Sprawiedliwość" od początku toczyła się 
w opozycji do Komitetu Obywatelskiego i w konfrontacji do PZPR i jego sił sojusz-
		

/kronika_1200045_0001.djvu

			43 


. 


niczych. Wyrazem opozycji do KO było nie tylko wystąpienie zeń Tadeusza ja- 
sudowicza i jarosława Wenderlicha, ale i aktywność Solidarnościowo-Opozycyjnego 
Komitetu Wyborczego. Różnice w podejściu dotyczyły m.in. przeciwstawiania się 
XIX-wiecznemu liberalizmowi i ograniczeniu go interwencjonizmem państwowym, 
krytyki nieokreślności politycznej i programowej ruchu KO, krytycznej oceny po- 
lityki Balcerowicza traktowanej jako drakońska operacja fiskalna powodująca takie 
skutki jak - gwałtowny spadek produkcji (recesja) oraz gwałtowny wzrost cen 
(inflacja) i bezrobocie 13 . 
Tymczasowa siedziba SP "PiS" i Stronnictwa Pracy znajdowała się początkowo 
w Bydgoszczy przy ul. jar Czynu Społecznego. Od czerwca 1990 r. chrześcijańscy 
demokraci uzyskali lokal przy Starym Rynku 5. Równocześnie z działalnością 
w Bydgoszczy tworzono koła Stronnictwa Pracy w województwie. Koordynatorem 
pracy kół z ramienia SP był Zbigniew Kucewicz, Leszek Tucholski został przewodni- 
czącym koła w Inowrocławiu, Henryk Tokarz w Żninie, zaś Henryk Boniśniak w Złot- 
nikach Kujawskich. 9 grudnia 1989 r. w Auditorium Maximum Uniwersytetu War- 
szawskiego odbył się ogólnopolski Zjazd Stronnictwa Pracy. Wzięli w nim udział 
następujący przedstawiciele SP - jarosław Wenderlich przewodniczący, Bronisław 
Pastuszewski mąż zaufania, Stanisław januszkiewicz, Leszek Tucholski, Zygmunt 
Dziemian, Stanisław Białecki, Poświęcony podstawowym założeniom ideowym i pro- 
gramowym Stronnictwa Zjazd otworzył Prezes Tymczasowego Zarządu Głównego 
Władysław Siła-Nowicki. Główne referaty -programowe przedstawili - janusz Za- 
błocki, Andrzej Owsiński, Zygmunt Drozdek, ks. joachim Kondziela. 


ZAGROŻONA DEMOKRACJA 


Na III Kongres Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, który od- 
był się w dniach 28-29 kwietnia 1990 roku delegatami wybrano w Bydgoszczy - 
Marka Bronisza, Zdzisława Cisowskiego, Bronisława Pastuszewskiego, Jarosława 
Wenderlicha, w Inowrocławiu - Franciszka Karpińskiego, Kazimierza Nalewaika, 
Leszka Tucholskiego, Wojciecha Wiącka, w Złotnikach Kujawskich - jarosława 
Kuczyńskiego; w Żninie - Henryka Tokarza. W imieniu delegacji woj. bydgoskiego 
jarosław Wenderlich zgłosił na Kongresie wniosek o podjęcie dwu uchwał. Pierwszej 
_ o uznanie papieża jana Pawła I I honorowym członkiem Stronnictwa Pracy (Ka- 
rol W ojtyła był członkiem "Unii" która następnie weszła w skład Stronnictwa Pra- 
cy) i drugiej - o sprowadzenie do Polski prochów jednego ze współtwórców Stron- 
nictwa Pracy i koncepcji konfederacji polsko-czechosłowackiej generała Władysła- 
wa Sikorskiego. Propozycję pierwszą ze względu na rygory prawa kanonicznego 
odrzucono, natomiast drugą przyjęto. 
Wybrany podczas Kongresu prezes Zarządu Głównego ChDSP Władysław Siła- 
Nowicki przestrzegał "...Musimy przed całym społeczeństwem powiedzieć: jesteśmy 
przed groźbą stworzenia nowej monopartii. jedynie w Polsce kontynuuje się rządy 
lewicy związanej z komunistami. jedynie u nas. To. jest gigantyczna manipulacja. 
I przed tym trzeba przestrzegać i to trzeba mówić rządowi premiera Mazowieckiego, to 
trzeba mówić ludziom, którzy są w kierownictwie, żeby patrzyli co się u nich dzieje. jakie 
są na ten temat rozdźwięki I jakie oburzenie wywołał Wałęsa, kiedy zaczął dopominać 
się o demokrację. jak bardzo zaatakowali go ludzie, których on sam mianował na te 
stanowiska, blędnie uważając, że można iść niedemokratyczną drogą do demokracji. 
A dziś, kiedy się o demokrację upomina, jest nieslychanie atakowany i opowiada się, 
że zaczynają mówić, iż Lech nadaje się do muzeum. To są problemy naszego czasu, 
to są problemy niebezpieczeństwa grożącego nam ustroju totalnego, stworzenia nowej
		

/kronika_1200046_0001.djvu

			44 


. 


monopartii, którą się świadomie buduje. Bo - proszę Państwa - to, że jest 
teraz taki monopol środków masowego przekazu, że nie dopuszcza się wolnej 
myśli, że uchwala się ustawę o partiaell politycznych mającą być grobem partii 
politycznych, mającą nie dopuśćić do powstania wolnej myśli, to fakt. To wszystko jest 
dążeniem do monopartii, która jest przekleństwem XX wieku". W uchwalonym pod- 
czas Kongresu apelu do społeczeństwa napisano m.in. "Musimy być aktywni dziś 
- jest to imperatyw kategoryczny. Nie monopartia - to przekleństwo XX wieku, lecz 
wspólny wysiłek wszystkich Polaków może wydobył - wydobędzie kraj z jego obec- 
nych trudności"l4.. 
Niebezpieczeństwo tworzenia monopartii ze strony tzw. "różowych" czyli grupy 
skupionej wokół Michnika, Kuronia, Geremka i Lityńskiego przez SP"Prawda 
i Sprawiedliwość" zauważona była już znacznie wcześniej. Próby opanowania ko- 
mitetów obywatelskich przez tą frakcję były aż nadto czytelne dlatego członkowie 
SP wielokrotnie sygnalizowali je podczas organizowanych mityngów, konferencji 
prasowych, wywiadów radiowych i w publikacjach prasowych. Dnia 16 lutego 1990 r. 
w Bydgoszczy przedstawiciele KPN (Piotr jurecki, Adam Segenbusch), Stronnictwa 
Pracy, SP"Prawda i Sprawiedliwość" (Stefan Pastuszewski, jarosław Wenderlich) 
NZS Wyższej Szkoły Pedagogicznej (Tomasz Kopiński) zawarli "Porozumienie na 
rzecz demokracji w regionie bydgoskim" stwierdzając, że "w obliczu powtarzających 
się prób zastąpienia jednej nomenklatury drugą, pluralizmu monopolizmem, istnieje 
potrzeba obrony takich wartości jak demokracja, równość, solidarność, godność i spra- 
wiedliwość społeczna. Wymienione wartości coraz bardziej są zagrożone". 
Wymienione organizacje do których dołączyło Zjednoczenie Chrześcijańsko-Na- 
rodowe utworzyły 17 kwietnia 1990 r. "Forum Narodowe" porozumienie wyborcze 
ugrupowań o charakterze centro-prawicowym. W "Deklaracji Ideowej" Forum Na- 
rodowego napisano "Nasi radni będą starać się o zdrowe i bezpieczne warunki pracy, 
równe szanse startu życiowego dla wszystkich, równowagę między materialną, a ducho- 
wą sferą życia. Chcemy, aby samorząd lokalny stanowił pluralistyczną reprezentację 
wszystkich mieszkańców i ich grup oraz aby na co dzień funkcjonował demokratycznie, 
czyli w ciągłej konsultacji ze swoimi wyborcami. Jesteśmy przeciwni dominowaniu 
w samorządzie jednej orientacji politycznej o totalitarnych zapędach". Program wy- 
borczy Forum Narodowego przewidywał m.in. dążenie do - uruchomienia posia- 
dającego osłonę socjalną rynku pracy; stworzenia warunków do odbudowy konku- 
rencyjności w ramach działalności gospodarczej poprzez likwidację wszelkich do- 
tychczasowych monopoli; przeciwdziałania korupcji i próbom tworzenia mafii go- 
spodarczych. 
SP "Prawda i Sprawiedliwość" opracowało program wyborczy pod nazwą "Na- 
sze miasto - naszym domem" i wspólnie z innymi organizacjami w ramach Forum 
Narodowego wystawiło do wyborów samorządowych w Bydgoszczy pełną listę 
55 kandydatów, w tym większość bezpartyjnych fachowców. Niestety, jedynym 
z tego grona, który się przebił do Rady Miejskiej był Stefan Pastuszewski, wybrany . 
następnie przewodniczącym komisji kultury tejże rady oraz wiceprzewodniczącym 
samorządowego sejmiku wojewódzkiego. Działaczom SP znacznie lepiej w wyborach 
samorządowych powiodło się w terenie. M.in. w Żninie Henryk Tokarz został wice- 
przewodniczącym Rady Miejskiej, w Inowrocławiu Kazimierz Nalewaik radnym. 
Z chwilą wyborów prezydenckich w Stronnictwie Pracy i SP "Prawda i Spra- 
wiedliwość" doszło do podziału. 11 października 1990 r. po burzliwych obradach 
zgromadzeni na Zebraniu Ogólnym członkowie zdecydowaną większością głosów 
podjęli uchwałę o udzieleniu poparcia w nadchodzących wyborach kandydaturze 
Lecha Wałęsy. Równocześnie powołano grupę roboczą w składzie jarosław Wen-
		

/kronika_1200047_0001.djvu

			45 


derlich, Adam Brugmann, Ryszard Tusk celem ustalenia z Porozumieniem Centrum 
i Biurem Wyborczym Lecha Wałęsy w Bydgoszczy form i zasad współpracy. Wpływ 
na taką decyzję miał konflikt pomiędzy Zarządem Głównym ChDSP, reprezentowa- 
nym przez prezesa Władysława Siłę-Nowickiego, i Radą Naczelną ChDSP reprezen- 
towaną przez prezesa Kazimierza Świtonia odnośnie niespodziewanego wysunięcia 
kandydatury Siły-Nowickiego na prezydenta, a przede wszystkim negatywna ocena 
pracy rządu premiera Mazowieckiego. Brak selektywnego systemu interwencjoniz- 
mu państwowego; brak koncepcji ekonomicznych ograniczających: inflację, recesję 
i bezrobocie; wprowadzenie XI X-wiecznych, drapieżnych mechanizmów wolno- 
rynkowych, zamiast społecznie zorientowanego rynku; czy wreszcie monopolistyczne 
i antydemokratyczne posunięcia, jak łączenie funkcji ustawodawczych (posłów, 
senatorów) z wykonawczymi (ministrów) w jednym ręku - spowodowały, że Mazo- 
wieckiemu postanowiono się przeciwstawić popierając Wałęsę. 
Stowarzyszenie Polityczne "Prawda i Sprawiedliwość" jako sfederowana i au- 
tonomiczna część Stronnictwa Pracy uważa się za partię środka, partię centrową 
łączącą najlepsze tradycje polskiej lewicy niepodległościowej (Piłsudski) oraz chrześ- 
cijańskiej demokracji (Sikorski, Paderewski, Korfanty) i narodowej demokracji 
(Dmowski). 
Przedwojenne podziały partyjne w chwili obecnej uważa za anachroniczne i nie- 
adekwatne do współczesnej sytuacji pragnąc nowoczesnej, dynamicznej partii cen- 
trowej odrzucającej zarówno skrajności internacjonalistycznego komunizmu, jak 
i szowinistycznego nacjonalizmu. 


PRZYPISY 


1 Tekst programu opublikowany w "Polonii" nr 4668 z 13.10.1937 
2 jerzy Braun - Zarys doktryny ideowej "Unii" 
I Program Stronnictwa Pracy ZWSP, Kraków 1945 
& Waldemar Braun "Historia Stronnictwa Pracy", ODiSS Warszawa 1988 r. 
fi Konstanty Turowski - "Dzieje Stronnictwa Pracy w latach 1945-1946" w"Chrześci- 
janinie w Swiecie" nr 103 z 1982 r. 
II Włodzimierz jastrzębski - "Życie polityczne w Bydgoszczy w latach 19-15-1956" 
czę
ć I i 1/ w "Kronikach bydgoskich" nr IX z 1988 r. i X z 1990 r. 
7 Uchwała Załotycielska nr 1/89 Stowarzyszenia Politycznego "Prawda i Sprawiedliwość" 
oraz Deklaracja Programowa z dnia 21.02.89 r. 
8 Gazeta Wyborcza "Prawda-Solidarno
ć-Sprawiedliwo
ć" numery 1-3 z 1989 r. 
. zob. Uchwały, oświadczenia, stanowiska opublikowane w pieśmie społecznym chrześ- 
cijan "Świadectwo"" nr 7/21 z 1.05.89 r. 
10 zob. "Deklaracja o wprowadzeniu w Polsce demokracji" w zbiorach Stanisława ja- 
nuszkiewicza 
11 "ŚwiadectJ,vo" nr l z 28.11.1989 r. 
12 zob. Statut Społecznego Towarzystwa Edukacyjnego 
13 "Ani biali, ani czerwoni - bialoczerwoni" w Gazecie Pomorskiej z 21.05.91 r. 
14 Wybrane dokumenty Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, Warszawa 
1990 r. 
15 Deklaracja ideowa Forum Narodowego oraz Program Wyborczy ChDSP dla miasta 
Bydgoszczy "Nasze miasto) naszym domem" w aktach SP "Prawda i Sprawiedliwość".
		

/kronika_1200048_0001.djvu

			FRANCISZEK NOWAK 


N.Lt\ZWY ULIC BYDGOSZCZY 


A. Pochodzenie nazw ulic 


Decydujące znaczenie dla przestrzennej orientacji w mieście mają nazwy ulic 
dzielnic, alei - są one na ogół starsze, trwałe, od pewnego czasu poddane oficjalnej 
kodyfikacj i i prawnej ochronie. 
Bydgoszcz rozwijała się w ciągu wieków przestrzennie, zmieniając równocześnie 
charakter swej zabudowy, wygląd architektoniczny, przebieg ulic, nawet cieków 
wodnych; obrastała w liczne urządzenia miejskie, służące różnym celom, np. obron- 
nym czy gospodarczym, takie jak fosy, groble, mury obronne, baszty, wieże, mosty, 
tamy itp., które z czasem przerabiano, przemieszczano lub likwidowano. Zdarza się, 
że o faktach tych jedyne świadectwo zachowała się w nazwach. Miasto rozrastało 
się i wchłaniało okoliczne miejscowości, pola, łąki, lasy, stopniowo zmieniając ich 
charakter, pokrywając je zabudową miejską. Dawne stare peryferia miasta stawały 
się jego nowym poszerzonym centrum, niekiedy o nazwach wskazujących na ich 
pierwotną peryferyjność. 
Współczesne nazwy ulic stanowią jeden z wielu typów nazw, jakie istnieją 
w języku polskim na określenie miejsca. W wyniku długotrwałego procesu rozwo- 
jowego podlegały różnym zmianom, które doprowadziły do wykształcenia się stru- 
kturalnych nazw ulic już zupełnie skonwencjonalizowanych. Są one wyrazami zło- 
żonymi składającymi się z członu utożsamiającego ulica (też plac, aleja itp.) oraz 
członu odróżniającego, którym może być przymiotnik, na przykład Cicha, Wodna; 
rzeczownik w mianowniku liczby pojedynczej lub w mianowniku liczby mnogiej, na 
przykład Chwytowo, Grobla, Bulwary, Ugory; rzeczownik \V dopełniaczu liczby po- 
jedynczej lub w dopełniaczu liczby mnogiej, na przykład Berwińsklego, Łucznicz- 
ki, Architektów, Betoniarzy bądź zestawienie syntaktyczne przyimka z rzeczow- 
nikiem, na przykład Ku Wiatrakom, Nad Kanałem; rzeczownik z rzeczownikiem, 
na przykład Wiosny Ludów, Obrońców Bydgoszczy; przymiotnik z rzeczownikiem, 
na przykład Czarna Droga, Babia Wieś; liczebnik z rzeczownikiem, na przykład 
3 Maja, 24 Stycznia; rzeczownik z przymiotnikiem, na przykład Komuny Paryskiej, 
UnII Lubelskiej; rzadko złożona typu Nowotoruńska, Nowogrodzka; oraz zesta- 
wienia wielowyrazowe, na przykład 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich, 62 Pułku 
Piechoty Wielkopolskiej. 
Wyjaśnienie znaczenia nazwy ulicy nie zawsze jest proste, gdyż wymaga zba- 
dania historycznego sposobu tworzenie się nazwy ulicy, jak i współczesnych tenden- 
cji w miejskich nazwach ulic. 
Znaczeniowe typy nazw ulic Bydgoszczy, według ich statystycznej tendencji 
przedstawiają się następująco. 


.,.
		

/kronika_1200049_0001.djvu

			47 


Tabela I. 


Nazwy ullc Bydgoszczy wedlu g typów znaczeniowych 


Typ znaczeniowy 


Ol 
10 


I. Od nazw miejscowości 
I l. Od nazw topograficznych 
III. Od nazw osobowych 
I V. Nazwy przyrodnicze 
V. Od nazwań ludzi 
VI. Nazwy metaforyczne 
VI I. Nazwy kulturowe 
VIII. Nazwy związane z faktami historycznymi 


22,9 
21,9 
20,2 
11,8 
8,5 
7,7 
3,7 
3,3 


I. Najliczniejsza grupa nazw ulic Bydgoszczy pochodzi od nazw miejscowości. 
Materiał należący do tego typu podzieliłem następująco: 
l) kierunkowe nazwy ulic prowadzące do konkretnych, mniej lub bardziej odleg- 
łych miejscowości, od których wzięły nazwę, np. Aleksandrowska, Brodnicka, 
Chojnicka, Darłowska, Elbląska, Fordońska, Gdyńska, Inowrocławska, Kcyńska, 
Mogileńska, Nakielska, Olsztyńska, Poz-nańska, Radziejowska, Sandomierska, 
Toruńska, Ustrzycka, Wąbrzeska, Żnińska; 
2) nazwy ulic mające związek z zagranlczymi nazwami geograficznymi, np. Bał- 
kańska, Bułgarska, Chorwacka, Czerkaska, Czeska, Kijowska, Litewska, Lwowska, 
Łużycka, Morawska, Norewska, Saska, Serbska, Smoleńska, Wileńska, Witebska, 
Żmudzka; 
3) nazwy ulic o (rodzimej) treści etnicznej i regionalnej, np. Beskidzka, Góralska, 
Kampinoska, Karpacka, Kaszubska, Kraińska, Kujawska, Łęczycka, Mazurska, 
Pałucka, Podhalańska, Podolska, Pomorska, Śląska; \ 
4) nazwy ulic niekierunkowe, pochodzące od nazw wsi i osad, np. Chwytowo, Glinki, 
Kapuściska, Ludwikowo, Opławiec, Osada, Prądy, Woziwody; 
II. Nazwy ulic Bydgoszczy pochodzące od nazw topograficznych stanowią 21,9%. 
Pochodzą od nazw obiektów terenu (naturalnych i sztucznych), od określeń właści- 
wości topograficznych ulicy - położenia, kształtu, rodzaju podłoża. Pojęcie topo- 
grafii ma tu bardzo szeroki zakres. Obej muje elementy terenu otwartego: pola, 
łąki, lasy, drogi, wody, wzgórza itp., jak i elementy terenu w obrębie zabudowy 
miejskiej. 
Nazwy topograficzne określają: 
l) miejsce i położenie ulicy, np. Boczna, Brzegowa, Graniczna, Nadrzeczna, Niziny, 
Podleśna, Skrajna, Strumykowa, Terasy oraz położenie określane za pomocą wyra- 
żenia przyimkowego (Do Magazynów, Do Rakarni, Ku Młynom, Ku Wiatrakom, 
Nad Kanałem, Nad Torem, Nad Wisłą, Na Skarpie, Na Wzgórze Dąbrowskiego, 
Na Wzgórzu, Pod Blankami, Pod Borem, Pod Wiaduktem, Przy Zamczysku; 
2) kierunek i kształt ulicy, np. Falista, Gładka, Kręta, Krzywa, Okólna, Okrężna, 
Podłużna, Prosta, Rozłogi, Skośna, Stroma; 
3) podłoże ulicy, np. Bagienna, Błotna, Granitowa, Kamienna, Lądowa, Mokra, 
Podmokła, Sucha, Wapienna; 
4) rozmiar ł wielkość ulicy, np. Daleka, Długa, Drobna, Krótka, Mała, Niecała, 
Średnia, Wąska;
		

/kronika_1200050_0001.djvu

			48 


111. Nazwy ulic pochodzące od nazw osobowych stanowią 20,20/0' Nazwy tego 
typu bywają wyrażone samym nazwiskiem (Brodzińskiego, Ujejskiego, Weyssen- 
hoffa, Dąbrowskiego, Marcinkowskiego), imieniem i nazwiskiem (Leopolda Staffa, 
Tadeusza Kościuszki, Henryka Wieniawskiego), określeniem stopnia (Gen. J. Bema, 
Por. R. Pazińskiego), zawodu (Dra A. jurasza), czy funkcji (al. Stefana kardynała 
Wyszyńskiego, Królowej jadwigi). 
Nazwy tego typu pochodzą od nazwisk: 
1) pisarzy I uczonych, np. A. Asnyka, W. Bełzy, T. Boya-Żeleńskiego, 
\. Curie- 
Skłodowskiej, J. Długosza, A. Grzymały-Siedleckfego, S. Kaliskiego, E. Orzeszko- 
wej, Śniadeckich, J. Tuwima, L. Zamenhofa, S. Żeromskiego; 
2) wielkich wodzów, bojowników o wolnośf I nlepodłegłośf, np. J. Chłopickiego, 
K. Chodkiewicza, S. Czarnieckiego, Ks. Markwarta, Dra E. Warmińskiego, j. Za- 
mojskiego; 
3) władców, przedstawicieli możnych rodów, np. Stefana Batorego, Bolesława 
Chrobrego, jana Kazimierza, Kościeleckich, Królowej jadwigi, Leszka Białego, 
Mieszka I, Ossolińskich, Słupskich, Śniadeckich, jana Sobieskiego, Księcia Witolda, 
Władysława IV, Władysława Hermana, Zygmunta Augusta; 
4) malarzy I rzeźbiarzy, np. J. Brandta, j. Chełmońskiego, W. Gersona, A. Grott- 
gera, J. Matejki, .M. Piotrowskiego, j. Styki, L. Wyczółkowskiego; 
5) muzyków, np. F. Chopina, M. Karłowicza, K. Kurpińskiego, S. Moniuszki, F. 
Nowowiejskiego, M. Ogińskiego, I. Paderewskiego, K. Szymanowskiego, W. War- 
dyńskiego, H. Wieniawskiego; 
6) ludzi teatru, np. W. Bogusławskiego, S. jaracza, L. Solskiego, A. Zelwerowicza; 
7) zasłużonych pedagogów, np. J. Korczaka, Pestallozziego, B. Trentowskiego; 
8) Imion świętych, np. Sw. Antoniego z Padwy, Sw. Floriana, Śiętojańska, Mariac- 
ka, Ojca Maksymiliana Kolbego; 
9) postaci literackich I fantastycznych, np. Ikara, Kmicica, Konrada Wallenroda, 
jacka Soplicy, Zagłoby, Kubusia Puchatka. 
IV. Nazwy ulic przyrodnicze stanowią 11,8% ogółu nazw ulic w Bydgoszczy. Do 
tej grupy nazw należą te, które wywodzą się od nazw roślin i zwierząt. Ten typ nazw 
z historycznego punktu widzenia może być uznany za pochodną od nazw topogra- 
ficznych. W najwcześniejszym bowiem okresie powstawania nazw ulic, takie nazwy, 
jak Brzozowa, Dębowa, Jarzębinowa wskazywały elementy topografii miejskiej: teren 
zarośnięty drzewami. Różnice między nazwami topograficznymi i przyrodniczymi 
zaznaczają się dopiero w późniejszym okresie. W tej grupie nazw wyróżniamy naZ\vy 
ulic związane z fauną, np. Borsucza, Gęsia, jastrzębia, Motylowa, Niedźwiedzia, 
Pszczelna, Tukanowa, Zajęcza oraz nazwy związane z florą, np. Bluszczowa, Brzo- 
zowa, Cisowa, jeżynowa, jęczmienna, Mahoniowa, Orzechowa, Rzepakowa, Wiś- 
niowa. 
V. Ulice pochodzące od nazwań ludzi obejmują 8,5 ogółu nazw. jest to typ 
dość obszerny, obejmujący wiele ugrupowań, jak na przykład nazwy zawodów 
(Ciesielska, Flisacka, Garbary, Piekary, Zduny), specjalności (Artyleryjska, Kos- 
monautów, Rakietowa), stowarzyszeń (Filarecka, Filomacka), organizacji (Har- 
cerska, Szarych Szeregów), ugrupowań społecznych I zawodowych (Akademicka, 
Chłopska, Partyzantów, Rycerska), stanowisk I godności (Biskupia, Generalska). 
VI. Kolejny zespół nazw nazwałem metaforycznymi (7,70/0)' Wzorów dla nazw 
metaforycznych dostarczyły nazwy topograficzne. Różnica polega na tym, że nazwy 
topograficzne określają obiektywne właściwości terenu, a nazwy metaforyczne - 
subiektywne właściwości, ściślej - właściwości przypisywane ulicy wskutek su-
		

/kronika_1200051_0001.djvu

			49 


biektywnych skojarzeń, jak Błękitna, Burzowa, Chmurna, Ciepła, Deszczowa, 
Kawowa, Koralowa, Księżycowa, Letnia, Modrakowa, Nastrojowa, Opalowa, Per- 
łowa, Sporna, Swobodna, Szafirowa. 
VII. Nazwy kulturowe ulic Bydgoszczy (3,7%) oznaczajq dzieła ludzkich rąk oraz 
urządzenia, instytucje i wytwory kultury społecznej i duchowej, jak na przykład 
Budowlana, Dźwigowa, Handlowa, Kuracyjna, Miodowa, Srebrna, Woskowa. 
VIII. Nazwy związane z faktami historycznymi I datami stanowią 3,3% ogółu 
nazw ulic Bydgoszczy. W tym typie mieszczą się nazwy takie, jak: 3 Maja, 20 Stycz- 
nia. Grunwaldzka, Zwycięstwa, Bohaterów Westerplatte. 
Ustalone typy nazw ulic Bydgoszczy nie odbiegają od stosunków nazewniczych 
innych miast polskich. 


B. Pisownia nazw ulic 


Pisownia nazw ulic sprawia piszącym wiele kłopotów, stąd niejednokrotnie moż- 
na spotkać ich niepoprawne zapisy w korespondencji czy na tabliczkach z nazwa- 
mi ulic. 
Zarówno ulice jednowyrazowe (Grobla, Planty, Ugory). jak i wielowyrazowe 
(Komisji Edukacji Narodowej, Wiosny Ludów) piszemy wielką literą. 
W nazwach wielowyrazowych piszemy wielką literą wszystkie składniki, jeśli 
wchodzą one w sposób ścisły w skład nazwy własnej, np. Babia Wieś, jar Czynu 
Społecznego, Stary Rynek, Wały jagiellońskie. 
Wyrazy występujące jako nazwy pospolite, ale wchodzące jako składniki członu 
określającego nazwy ulicy, piszemy także wielką literą, np. ulica Doktora jurasza, 
ulica Królowej jadwigi, ulica Księdza Markwarta, ulica Św. Floriana, ulica Gen. 
Teofila Magdzińskiego. W Slowniku ortograficznym języka polskiego pod redakcją 
M. Szymczaka (Warszawa 1981) istnieje przepis zalecający pisanie skrótu wyrazu 
święty małą literą, np. ulica św. Antoniego z Padwy. Przepis ten jednak nie jest 
zgodny z wyżej przedstawioną zasadą; gdyż skrót Św., podobnie jak skróty Ks. 
czy Gen., wchodzi w skład nazwy ulicy i powinien być pisany wielką literą. 
Wyraz aleja w liczbie pojedynczej jest wyrazem bliskoznacznym wyrazu ulica 
i dlatego pisze się go małą literą (aleja Planu 6-letniego). Natomiast w liczbie mno- 
giej wchodzi w skład nazwy ulicy (można tę nazwę wówczas rozumieć: ulica Aleje 
Mickiewicza) i wówczas wyraz ten należy pisać wielką literą: Aleje Mickiewicza, 
u zbiegu Alej ł Świętojańskiej). Stąd za niepoprawny należy uznać napis Aleja ste- 
fana Kardynala Wyszyńskiego. 
Tą dość prostą zasadę całkowicie odrzucają wydawnictwa traktujące o nazwach 
ulic Bydgoszczy. I tak "Plan Bydgoszczy" (Warszawa-Wrocław 1988) i "Spis 
telefonów województwa bydgoskiego 1990" (Bydgoszcz 1990) stosują skrót al. 
od nazwy aleja i Aleje. Od wyrazu Aleje należy urabiać skrót Al. Z kolei "Spis po- 
cztowych numerów adresowych" (Warszawa 1974) stosuje jednakowy zapis dla 
wyrazów aleja i Aleje - Aleja (błąd l) i Aleje. 
Tablica z nazwą ulicy w Bydgoszczy: ul. 3-go Maja posiada niewłaściwie zapisa- 
ny liczebnik, ponieważ niepropawne jest pisanie liczebników cyframi, do których 
dodaje się końcówki przypadkowe, np. 3-go 'trzeciego'. 
Duże zastrzeżenie budzi tabliczka z nazwą ulicy A. G. Siedleckiego (bydgoskie 
Wyżyny), ponieważ jest to nazwisko złożone typu Grzymala-Siedleckl i oznacza 
jedną osobę. Każdy człon tego nazwiska jest znaczeniowo równorzędny i dlatego 


4 - Kronika byd
oska
		

/kronika_1200052_0001.djvu

			50 


piszemy je z łącznikiem. A więc jedynie poprawna nazwy tej ulicy to ulica A. Grzy- 
mały-Siedleckiego. 
Zdziwienie wywołuje tablica z nazwą ulicy M. Curie-SkłodowskieJ. jeśli chodzi 
o nazwiska kobiet chronologia wymaga, aby nazwisko panieńskie poprzedzało naz- 
wisko z małżeństwa. Ale we Francji, gdzie nasza uczona mieszkała i wyszła za mąż, 
nazwisko męża wymienia się na pierwszym miejscu, dlatego najczęściej sama sto- 
sowała tę kolejność nazwisk: Curie-Skłodowska., stąd nazwy wielu ulic w Polsce 
i uniwersytetu przyjęły zapis tego nazwiska zgodnie z tradycją francuską. Natomiast 
w nazwiskach składających się z właściwego nazwiska i pseudonimu wskazany jest 
szyk, w którym pseudonim znajduje się na drugim miejscu, a w nazwie ulicy T. 
Boya-Żeleńskiego zasada ta nie jest przestrzegana. Co prawda znajomość prawa 
językowego Behaghla pozwala zrozumieć tę pozorną dziwaczność. Według tego 
prawa szyk równorzędnych członów polega na tym, że jeśli nie wchodzą w grę wzglę- 
dy natury rzeczowej, to człon krótszy na ogół poprzedza dłuższy. Tak można tłu- 
maczyć porządek członów w tego rodzaju nazwiskach. Ale jak się ma tak taki szyk 
do polskiej tradycji tego typu nazwisk? 
Zmienić należy tablice z nazwami ulic, które podają nazwisko bez imienia, gdyż 
prowadzi to do dezorientacji co do pochodzenia nazwy. Nazwa ulicy Ponlatowklego 
może odnosić się do bratanka Stanisława Augusta - księcia józefa (1763-1813), 
do józefa Poniatowskiego (1816-1873) śpiewaka i kompozytora, do polityka ju- 
liusza Poniatowskiego (ur. 1886), do Kazimierza Poniatowskiego (1721-1800) 
- brata Stanisława Augusta, do Stanisława Poniatowskiego (1676-1762) ojca 
Stanisława Augusta czy etnografa prof. Stanisława Poniatowskiego (1884-1945). 
Ulica o nazwie Małachowskiego może sprawiać kłopot w odniesieniu do swojej naz- 
wy, gdyż nazwę tę można wywodzić m.in. od gen. Kazimierza Małachowskiego 
(1765-1845) czy od prof. Romana Małachowskiego (1887-1944), czy też od Sta- 
nisława Małachowskiego (1736-1809) - marszałka Sejmu Czterolc:tniego. Podobne 
kłopoty sprawiają nazwy ulic bez imienia: Bronikowskiego, Chołoniewskiego, Kra- 
szewskiego. 
Najstarsze nazwy ulic Bydgoszczy powstawał samorzutnie, ucierały się w co- 
dziennym życiu, są cennym świadkiem przeszłości, informującym o wyglądzie miasta 
i życiu bydgoszczan, dlatego objęte są ustawą ochronną i nie powinny być zmieniane. 
Nie zawsze to jest przestrzegane. Zlikwidowano już takie nazwy ulic, jak Bramka, 
Do Magazynów, Do Rakarni, Kraińska, Pohulanka i inne. 
Nazwy bydgoskich ulic mówią o swoim pochodzeniu, o zasadach pisowni obo- 
wiązujących przy ich zapisywaniu oraz o nieprzestrzeganiu niekiedy przez Radę 
Miejską ustawy o ochronie nazw ulic miejskich. \ 


-'r, ..
		

/kronika_1200053_0001.djvu

			BOGUMIŁ ROGALSKI 


ARCHITEKTURA SAKRALNA BYDGOSZCZY 
DAWNIEJ I DZIŚ 


"Do najszlachetniejszych dzieł ducha 
ludzkiego słusznie zalicza się sztuki 
piękne, zwłaszcza sztukę religijną i jej 
szczyt, mianowicie sztukę kościelną. 
Z natury swej dążą one do wyrażenia 
w jakiś sposób w dziełach ludzkich 
nieskończonego piękna Botego." U 122 
Konstytucji o liturgii świętej, Sobór 
Watykański II, POJmań 1968, s. 67). 


I. Wstęp 


Przedstawiając współczesną architekturę sakralną nie sposób zupełnie pominąć 
jej prapoczątki, i nie napomknąć o roli tradycji, ukształtowanej przez wieki, szczegól- 
nie chrześcijańskiej. Najtrwalszym dokumentem przekazu historycznego są zacho- 
wane budowle lub ich relikty. Pozwalają prześledzić koleje ewolucji od wzgórza 
sakralnego, wkrótce z ołtarzem ofiarnym lub bez, poprzez mieszkanie w okrągłej 
jurcie koczowników czy w izbie prostokątnej, po grobowiec i świątynię w układzie 
centralnym lub podłużnym. Niezrównany badacz wierzeń i idei religijnych M. Elliade 
zakłada, że pewne podstawowe zachowania religijne istniały zawsze od chwili, kiedy 
tylko człowiek po raz pierwszy uświadomił sobie swą pozycję w kosmosie. Wymagały 
one oprawy architektonicznej, wpierw choćby jakiegoś znaku, kamienia, drzewa 
świętego, potem ołtarza ofiarnego czy świątyni dla kontaktu profanum z sacrum, 
człowieka z bóstwem. Ponieważ potrzeby religijne ludzkości, bardziej czy mniej 
powszechne, są nieprzemijające, ważną stała się architektura sakralna. Dowodów 
wcale nie potrzeba szukać w historii. Wystarczy zliczyć ile w najbliższych latach 
buduje się kościołów na świecie, w Polsce, a nawet w Bydgoszczy. Tutaj starą, zwią- 
zaną z początkami miasta, architekturę sakralną wyznaczył układ podłużny wnętrza, 
nie licząc przybudowanych z czasem kaplic. Dopiero w XX wieku z inicjatywy Zgro- 
madzenia Księży Misjonarzy z Krakowa bazylika św. Wincentego a Paulo została 
wzniesiona "w kształcie rotundy, w stylu renesansu z barokiem... i stanowić będzie 
wielką ozdobę miasta" (wytyczne inwestora dla architekta). jakąś kontynuacją 
"idei rotundy" jest obecnie wykańczany kościół Matki Boskiej Zwycięskiej przy ul. 
B. Głowackiego, nowej parafii wydzielonej na Bielawkach z bazylikalnej. Oba 
typy budowli: podłufna i centralna, starsze nawet od chrześcijaństwa. Są bogatym 
dorobkiem szeroko rozumianego śródziemnomorskiego kręgu kulturowego, którego 
żadna współczesna, rewolucyjna nowoczesność nie wykorzeni. Doświadczenia ideo- 
wo-plastyczne co najmniej kilku tysiącleci nic nie jest w stanie zastąpić. Przypomnie- 
nie o tym mogłoby służyć nawrotowi do starych treści tradycji nie tyle formy plas- 


4-
		

/kronika_1200054_0001.djvu

			52 


tycznej, co jej wyrazów ideowych. Tak można rozumieć odejście w ustaleniach so- 
boru watykańskiego II z 1965 r. od dawnych form, szczególnie wnętrz architektury 
sakralnej na rzecz jednej, raczej bezsłupowej sali wspólnej modlitwy. 
Semantyczne rozumienie "współczesna architektura sakralna" autor przyj- 
muje według aktualnego słownika języka polskiego. "Współczesny" oznacza: "Wy- 
stępujący w czasach najnowszych, charakterystyczny dla dzisiejszej epoki." Za 
jej początek przyjęto ustalenia Soboru Watykańskiego II-go z 1965 r. w sprawie 
wytycznych dla nowo wznoszonych kościołów. Natomiast architektura sakralna jest 
przedstawiona jako: "mająca związek z kultem religijnym". Ponieważ w ostatnim 
trzydziestoleciu nowy parafialny ośrodek duszpasterski składał się z kościoła, sal 
katechetycznych i zebrań, ogólnodostępnych, biura parafialnego oraz plebanii, ca- 
ły zespół ma charakter architektury sakralnej. Ośrodek taki, typowy na zachodzie, 
szczególnie tam, gdzie nauka religii nie odbywa się w szkołach, u nas w części staje 
się przeżytkiem wobec przywrócenia religii tamże. 
2. Współczesne tendencje programowe w architekturze sakralnej. 
Rezygnując z przeglądu genezy idei i formy architektury sakralnej przeszłości, 
nie sposób nie wspomnieć o ostatnich zmianach wprowadzonych przez II Sobór 
Watykański (1962-1965 r.). Najważniejsza z obrzędów liturgii katolickiej - msza, 
dotychczas widowisko dla wiernych w języku potocznie niezrozumiałym - łaciń- 
skim, miała stać się dramatem, w którym, wszyscy uczestniczący, modlą się zbioro- 
wo w rodzimej mowie. Pociąga to za sobą odstępstwo od wiekowego, tradycyjnego 
kształtowania wnętrza kościelnego. Możliwym stało się wznoszenie dużych przestrze- 
ni architektonicznych bez podpór wewnętrznych, dzięki osiągnięciom myśli kon- 
strukcyjnej ostatnich właściwie kilkudziesięciu lat. Jednakże warto zacytować parę 
wytycznych dla projektowania nowych kościołów według Ordo Missae z 1969 r.: 
"Wieczerza Pańska, czyli msza św. jest synapsą czyli zgromadzeniem ludu bożego, 
zbierającego się w jedno pod przewodnictwem kapłana dla sprawowania pamiątki 
pańskiej". Logicznym wnioskiem jest kościół z wnętrzem jednoprzestrzennym i jed- 
nym zewsząd widocznym ołtarzem. Ale znowu w innym miejscu: "Prezbiterium 
powinno się odróżniać od nawy kościoła albo przez lekkie podwyższenie albo przez 
specjalną strukturę i ozdobę"l. Sumując: przestrzeń jedna, ale zróżnicowana, po- 
wiązania zaś; prezbiterium - nawa, ołtarz - wierni, wizualne, akustyczne, a nawet 
zapachowe (kadzidło). Coraz częściej wprowadza się amfiteatralne wznoszenie się 
posadzki od prezbiterium ku wejściu, jeszcze do niedawna obce architekturze sa- 
kralnej, znane świeckiemu teatrowi od starożytności. Poprawia się wtedy nieco wi- 
doczność ołtarza dla uczestników liturgii, lecz jednocześnie jakby deprecjuje jego 
rangę, którego podstawa z szeregiem stopni od prawieków wynosiła się ponad po- 
sadzkę zajmowaną przez wiernych. Sam ołtarz zmienił teraz usytuowanie z przyścien- 
nego na wolno stojący z obejściem wokoło, aby kapłan mógł odprawiać mszę twarzą 
do wiernych, podobnie jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Z nim zaś ma łą- 
czyć się dawna ambona, teraz często raczej mównica przyołtarzowa z braku doświad- 
czeń plastycznych. Tak jej znaczenie podkreśla Ordo Missae: "Godność słowa bożego 
wymaga, aby w kościele było odpowiednie miejsce, z którego się je głosi i ku czemu 
zwraca się spontanicznie uwaga wiernych w czasie liturgii słowa. Ambona winna być 
umieszczona zgodnie z strukturą kościoła w ten sposób, aby wierni dobrze widzieli 
i słyszeli ministrów". Tabernakulum - drugie centrum sakralne, teraz poza ołta- 
rzem, wraca na dawne, osobne miejsce, częste jeszcze w Średniowieczu 2 . Może znaleźć 
się także w pobliskiej kaplicy lub w ścianie prezbiterium jako sakramentarium, zwa- 
ne czasem błędnie cyborium. Chór muzyczny winien wrócić również w pobliże ołta- 


-
		

/kronika_1200055_0001.djvu

			53 


rza, skąd w XV w. na ogół został przeniesiony nad kruchtę3. Poprawić to mote akus- 
tykę odbioru muzyki organowej i śpiewu chóru, bez mechanicznego nagłaśniania, 
zawsze głos deformującego, a jakże często powodującego złą słyszalność i powstanie 
pogłosu (echa). Rozplanowanie rzutu oraz kształtowanie bryły kościoła zalety teraz 
zupełnie od fantazji twórcy, który nie potrzebuje być związany żadnymi regułami 
tradycji, jak dawni mistrzowie, puszcza wodze wyobraźni nieraz z wynikiem absur- 
dalnym. Moda na nieograniczoną inność za wszelką cenę, nieznajomość tradycji, 
doprowadza do zatracenia charakteru sakralnego architektury współczesnej, jej 
dawnej, jakże bogatej symboliki. Rewolucj a soboru watykańskiego I l-go w sprawie 
architektury, burząc dużo z dotychczasowego dorobku, nie wracając do bogactwa 
tradycji "obraL.'l mówionego" sztuk plastycznych ubiegłych wieków t zastała obie 
strony zleceniodawcę - kler oraz twórców nieprzygotowanych zarówno do nowego, 
jak i znajomości jakby zapominanego dorobku dwóch tysiącleci chrześcijaństwa. 
Nie bezpodstawnie mówi się wśród kręgów krytyków sztuki o nich "non literatum" , 
porównując z osiągnięciami artystycznymi z naszej przeszłości. Dawniej, jeszcze do 
XVI I I w. zleceniodawcami - fundatorami były elity społeczne, a realizatorami przed- 
sięwzięć sprawdzeni, znani im swymi dziełami artyści, często wysokiej klasy. Nie 
byłoby "złotej kaplicy" i Wawelu renesansowego o tej randze artystycznej, gdyby 
Zygmunt Stary nie spotkał się z renesansowym ruchem artystycznym na jagielloń- 
skim dworze węgierskiem w Budzie i we Włoszech, skąd pochodziła jego tona Bona 
Sforza. Podobnie także nie byłby możliwy wysokiej klasy barokowy wystrój wiejskie- 
go kościoła w Ostromecku, dorównującego wzorom chełmińskim, fundowanego w po- 
czątku XVIII w. przez Pawła Mostowskiego wojewodę chełmińskiego ł . Zagadnienie 
bynajmniej nie jest bagatelne, skoro w 1989 r. według szacunkowych danych Sto- 
warzyszenia Architektów Polskich, w budowie było około 3000 różnych obiektów 
sakralnych 5 . Długie ograniczanie architektury sakralnej przez władze państwowe 
do lat siedemdziesiątych, stało się główną przyczyną "eksplozji" budowlanej, gdzie 
właściwie niewidoczny jest kryzys gospodarczy lat ostatnich. Dodatkowym czynni- 
kiem inicjacyjnym szeregu inwestycji, obciążających społeczeństwo t było "wyrzuce- 
nie" nauczania religii ze szkół po krótkim okresie jego przywrócenia w 1956 r., jako 
sprzecznej z pojęciem państwowej szkoły świeckiej. Efektem tego puste, nie wykorzy- 
stane zupełnie szkoły w soboty, tak rzadkie w krajach bogatszych. "Eksplozja" w Pol- 
sce przypomina podobną spontaniczną akcję budowlaną kościołów w średniowiecznej 
Francji. Między rokiem 1050 a 1350 wzniesiono 80 katedr, 50 wielkich kościołów 
i kilkadziesiąt tysięcy parafialnych. Nasycenie ich było tak silne, te często jeden 
przypadał na 200 mieszkańców, parokrotnie powyżej potrzeb użytkowych. Wybu- 
dowano ich tyle, że według sprawozdania biskupa Guillaume la Maire z Angers 
z 1311 r.: "kościoły stoją pustką". Ponadto wkrótce wierni stracili zainteresowanie 
w praktykach religijnych 6 . W dzisiejszej Francji sytuacja jest podobna. Wiele ko- 
ściołów stoi zamkniętych z braku praktykujących wiernych i księży, nawet tych 
które niejednokrotnie były w Średniowieczu budowane olbrzymim wysiłkiem fi- 
nansowym gmin. W Holandii praktykujących katolików jest 4%. Podobnie we Fran- 
cji, co nie przeszkadzało, że w latach powojennych, głównie z powodu zniszczeń wo- 
jennych i eksplozji urbanistycznej wybudowano tam 2500 kościołów parafialnych 
(bez świątyń i kaplic zakonnych)? 
Czy nam w przyszłości unormowanej gospodarczo i politycznie, nie grozi wylud- 
nienie kościołów? Oczywiście podstawą ustalenia ilości erygowanych nowych parafii 
winna być współczesna lub planowana ilość wiernych, którą można przyjąć dla 
optymalnego ekonomicznie programu inwestycyjnego. Tutaj głosy są rótne. Sta- 
tystycznie w diecezjach polskich jest 10719 kościołów (globalnie) na 34843000
		

/kronika_1200056_0001.djvu

			54 


" .- ., : "" ,; -- ' " ' . ,": -, : f.{":;K.... ::; ;...ł:ft
-: ..:::t



Tfi?r



r.l!:.::;;.;
 t;;

,r{ J
f:; 
I;'.
; ' :: ;' -
1
 
 
, ...--' 
 " .."'...., 
Łk"<
' < " 
,,'" ., .,";:;jt ....<1"', 
". ..',"' .
:j 
t 
';.
,
.:;




 .
A
' 
;:.,t
?'; , -
 ,
'
lŁ


:


, 


.
:'
,' 
:


':
 :

;

:;:'.,.' :;:
:,' .
;. 
?5
:'
 
"""' ,\, 
, '. ," 
 
 '.- K J'" , .' o,), . .l
 '

' , 

*...,
)"
 , . . -.. ,'.. . ". 'I ,, ' 

 
"j'
' ,,/
 .:
.
....ł.ło-, ".,<,!,' '. 
 .:-.,... ,. :' ....
,n,.y. ".
 ..:
.;.;....; .
.., ,::.<- ',' 
i!, 
 .', iŁ' 
'.
'W. -
 ','... ' 
 I!.,'>4 , '. 
" '," . 
 ,.. , " ;',',':' '.'...,-:;t." .",i
. ł" .". ';'::'".-.:ł;--: 

;-':"l'ł"' 
 "I': -'

 .' _ ........'!Y
 
.- .

 
 ..
:... 
".. '\
;. 
--..... .;;:.. ,-... . .
_......
 .-: ......:..., ......ł" : 
'i\- a: 
,,
-'" 
W .',......---. " '". , .,..... ,-.;....,,"::.-., .... -;. _. $ ":'" 

t'J .'
. ... 
-_,.... 
.:""'..'" "'-, ".,.:. '.'

 4 'f ..-


-
:
 ,'" . 
. --łr;;;
 :ł> -
. . ;... .:.. 
ft.
"\ 
J 
 
 'oA.
'
 , 
 ...'fl.J!'I:
 , ' ' ;. " , " , ,. -ł-"': -e,<'),., "'

o!'I"-_C , "
;"' , c . "", . " ......,Y:'"'--
 : :..,. ,- t ,
 " ,; '..:t, 
, "'
.!'łtt"' t?i
' .'..-J,;y-, .'., >. " N 'U.- WOj, <00-', 

' 
,!'" "> .'
 ',. .., --... 
',. " 
, i
,
 -.I' 
'" "'.;.;,.-, ,
 
?

'
' '. . r...;
 J..
' '..,;.
 ""*-Ś , / ::';r,' .. , "'.: ,>'
 
." , ..t4 

.q.." 'i'
,J.i}" ,'" ' 
 ''''';J;:-łF
''';:;'' ,
," ''':(''. )I'
.... 

' l ,:\...' .,:" " "r'''';:'':::''' 


 
'_ K ' l
" ,
 ' \ . " , ,..... "S ',.. ' , " ,,"'\At: - -.' 
rt.-f:. ,.;:1 .......
' .;01.... o:
..'""ł: .">"'
.:ł- L -.:. J.' סס/1O ...- 
. .".." 
 i-. - ... "" ../. .."'
 
 
ł ", , : ".'.' ..0;. 
 ' ..... ......'
...' .'. 
' 
:', " 'y',. ..fI 
-'\o" .f",\;> .. , ' 
.. ..., '.-' no '. 
. ł .

 \
" "
r:j:i 

.., -

.: 
 "
.. .... ."_ .ł..-" 1 '_
:
.ł. ..
- .'I-
-
.' :t0'l;- ".: 
x
 
 0'- _.....,
... __1''''''-. .,. 

._).,':j.Io'!t
", ł;;; ł=,,
.,_. , "
%"'łJ: 
 'i6
' , .,..J.,... ,',
ł .H.r.i1:"--'-
"'ł'ł,I, 
 :'l._ł'łi{.7
 

 '-'ł-
l\ . '>J ,. iJl ,, (" J.. , . , r","","

'» , -'
V ł t'
"""! I 
'!!'.' " . , ..,..
.
<"> '" /
, 


. f.' , . , ..... ' . t'. 
\ , ,ł, ''':'''<. 

.--ł 
. 
: 
 :a:Iio' .. ; ..
., ", .' -" .. ;' (:>OW' . ...
. 'l .;,;,., "'.. .."',' ,';,... 

K ..' ........:.ł
 ;"Uf : ..ł-,
::'!:. 
d 1.- - ).e,j ""l'
"'.,r':"R.' C".('o".. ." 
\,. "1," ".1." "" .". - ił
\
 . p'. ..... .......-.{ftt. ".-
 
'Jl' <,--o",.:...
.,);.".':';
;- '> 
 ." 
 ';.,'" .;....., ,',.:'.:
"", " . .,P'..--:'.;' ...."..'...g '. ' "t 
:. .,.'ł"",J'...',....',t..."" -r-", .
:..,.. 
"" ..;:. - " ,
....... ," .-/". .' , ".h"ft 
 :1t,ł.I
 f ł 

. '., - .: ........ .. 
< - :L r 
 .... 
 
 .
.. .. .' I ..ł.... < . 
 
ił' lit 
,::c::-,
-<.
.. .ł 


 ,
';
;;;,:',;::1..":
':J::t:.:"i;.f,


'" ' . " '.. '-.;ł
 .
<. ,
: 
. __ 
;--" ;
1." .'. ,,", ',.... "
: 

.:tbf-" ,
.ł; 


.1'..;;:;;."':-;.
.;.r;;.;-
.:::.:
;
-:,. ,', ,""f.:,.i>.: :..'.:,; ",'. ',..:.'
>,'
. .....*.J. 

--:..:..-;... 
..:>.:;. ::+;
 
-l..
 ._ ........,J__""..... ,', .l
"" 

,..',;".
1 > .. ".... , ; " ".".'... ,...:;

:1",
 . 


L....p""-
...,:,-.


 .-. 
4

".. - ...{.._
...'"
.I.
- -,-.. ............._.
 r	
			

/kronika_1200057_0001.djvu

			55 


w. wznoszono tu kościoły w układzie podłużnym, zaś dopiero w XX w. tak!e 
centralnym. Dawniej były one dostosowane do potrzeb mieszczaństwa i klasztorów, 
zarówno w rzędzie wielkości i funkcji. jak w każdym znaczniejszym mieście często 
inwestycje te przerastały potrzeby religijne parafii. Jedynym znanym dawnym do- 
kumentem ikonograficznym kościołów bydgoskich, w większości nie zachowanych, 
jest miedzioryt widoku Bydgoszczy E. j. Dahlbergha z 1657 r. ze skarpy Szwede- 
rowa 8 . Nikt jego dotychczas nie zweryfikował, a wybitny szwedzki rysownik nie 
zawsze bywał dokładny, tutaj w rozmieszczeniu i identyfikacji nazw kościołów. 
Patrząc od stro
 lewej rysunku w legendzie Dahlbergha "C" oznacza błędnie koś- 
ciół parafialny sw.św. Marcina i Mikołaja, a w rzeczywistości kolegium Jezuickie 
z kościołem wzniesionym w 1638-1640 r. przy starym Rynku. Został on rozebrany 
przez Niemców w 1940 r. razem z zachodnią pierzeją rynku i krwawym śladem ręki 
rozstrzelanego jednego z księży (Piotra Szarka lub Stanisława Wiórka) parafii św. 
Wincentego ci Paulo, co utrwaliło się w pamięci i tradycji Bydgoszczan pod dniem 
9 września 1939 r. "E" oznacza błędnie kościół Bernardynów zamiast kościoła pa- 
rafialnego św.św. Marcina I MIkolaja, w kształcie zasadniczym z XV w., "j" - koś- 
clól św. Egidy nie zacho
any, "D" - św. Krzy!a w pobliżu dzisiejszej kaplicy przy , 
ul. Mostowej, "K" - nie jest kościołem św. Stanisława lecz ratuszem, "G" - nie 
jest kościołem Klarysek lecz Karmelitów Panny Marii, który w 1824 r. został prze- 
budowany na teatr, spalony podczas działań wojennych
 a mury w dobrym stanie 
już w 1945 r. rozebrane na polecenie ówczesnego prezydenta miasta. Podobnie" B" 
nie jest ratuszem lecz pierwotną kaplic, szpital n, św. Ducha z XV w., która rozbu- 
dowana w XVII w. została włączona do ufundowanego klasztoru klarysek przez 
Annę z Rozrażewskich Smoszewską, na rysunku nieco przeskalowaną. Obydwa o- 
statnie kościoły klasztorne zajmowały przedmieście Gdańskie za Brdą. "F" natomiast 
nie oznacza kościół Karmelitów lecz szpitalny św. Stanlslawa z 1529 r. na przedmieś- 
ciu Kujawskim, w pobliżu Zbożowego Rynku, nie zachowany, podobnie jak nie 
oznaczony tuż obok, starszy św. Idziego zapewne z XII w. Zaś "L" określa kościół 
bernardyński, św. Trójcy (dziś św. Jerzego), z zabudowaniami klasztornymi z 1545- 
1542 r. na wschodnim krańcu przedmieścia Kujawskiego. Nie oznaczone kościoły 
z przedmieścia Poznańskiego można odczytać według iglic wież w pobliżu klasztoru 
Jezuitów. Byłyby to kościoły lub kaplice: szpitalny św. Krzyia z 1550 r., nie zacho- 
wany i św. Trójcy z 1579 r., w miejscu XX wiecznego, na dawnym Chwytowie. 
Także za zamkiem i Brdą widoczna jest wieżowa sylweta kościoła czy kaplicy z do- 
datkową wieżyczką szczytową, trudnego do bliższego zidentyfikowania. Porównując 
rysunek widoku miasta z planem na tym samym arkuszu wszystko wskazuje, że 
zaznaczony dwór Meyera tzw. Grodztwo (Meyerhoff), w miejscu dzisiejszego gma- 
chu Urzędu Wojewódzkiego, posiadał wspomnianą kaplicę. Wszystkie kościoły, jak 
wynika z opisanego rysunku należały do prostych typów przeważnie jedno nawo- 
wych z węższym prezbiterium na osi podłużnej. Wyjątkiem była i jest fara staro- 
miejska św.św. Marcina i Mikołaja, hala trójnawowa, z prezbiterium zamkniętym 
wielobocznie. Całość przykryta gotyckim sklepieniem gwiaździstym. Z dawnych 
kaplic fary zachowała się jedyna, fundowana w 1617 r.przez mieszczańską rodzinę 
Łochowskich, na planie kwadratu, przesklepiona kopulą renesansową, z rzeźbionymi 
maszkaronami na zewnętrznym fryzie podkopułkowym świetlika. Miała ona wez- 
wanie św. Fabiana i Sebastiana patrona w chorobach zakaźnych i różnych rzemiosł 
oraz zajęć. Kaplica jest jedynym zachowanym niewielkim układem centralnym 
w Bydgoszczy. Przykładem prostych rozwiązań jednonawowych tzw. salowych 
z węższym podłużnym prezbiterium jest Kościół Klarysek, dziś Wniebowzięcia 
N. P. Marii oraz pobernadyński, dziś garnizonowy św. jerzego. Z kronikarskiego
		

/kronika_1200058_0001.djvu

			56 


obowiązku wypada wspomnieć, że mający duże zasługi w przywróceniu dawnej 
świetności wnętrza kościoła Klarysek prezbiter ks. Gierczyński (m.in. sprowadzenie 
wywiezionego przez Prusaków ołtarza głównego z Sypniewa w 1955 r.), podczas osa- 
dzania nowego, ciekawie skomponowanego ciągu ceramicznego drogi krzyżowej w na- 
wie, przeniósł ambonę rokokową z XVIII w. na ścianę łuku tęczowego prezbiterium. 
Niestety ostała się wtedy sama mównica, natomiast nie wiadomo co stało się z rzeź- 
bioną balustradą schodów, takimż zapleckiem z reliefem szczytu fary i bogato pro- 
filowanym drewnianym baldachimem. Natomiast niekorzystnym jest podwieszenie 
"pająka" oświetleniowego z XVIII w. przerobionego nieudolnie dla oświetlenia 
elektrycznego, tuż pod drewnianymi kasetonami, zamiast jak dawniej ok. 3,0 m 
nad posadzką. Natomiast zaginął, mote też wtedy, zapewne bezpowrotnie, "pająk" 
gotycki z XV w. figurujący w katalogu zabytków sztuki w Polsce l O. 
Prosperita Bydgoszczy w drugiej połowie XIX w., zarówno gospodarcza, jak 
i wzrost ludności, spowodowała rozbudowę miasta oraz zwiększenie liczby kościołów, 
już teraz zarówno katolickich, jak protestanckich. Oczywiście wznoszone były w sty- 
lach eklektrycznych, co ciekawe katolickie przeważnie barokizujących a ewangelickie 
gotycyzujących. Do pierwszych zaliczyć można kościół św. Trójcy przy ul. Świer- 
czewskiego 26, na dawnym cmentarzu pokościelnym (Chwytowo), wybudowany 
w latach 1910-1912 według projektu architekta Rogera Sławskiego z Poznania. 
Prace wykończeniowe wnętrz prowadził Adam Ballenstedt, a figuralny wystrój 
rzeźbiarski wykonał Władysław Marcinkowski - obaj z Poznania. Ograniczona po- 
wierzchnia działki uniemożliwiała zaprojektowanie placu przykościelnego, ale nie- 
wielka wyniosłość terenu oraz bryła kościoła z wieżą stała się akcentem dzielnicy, 
pomniejszonym od kilkunastu lat przez budowę w sąsiedztwie kilku wysokich punk- 
towców Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Architekt zaprojektował koś- 
ciół w typie bazylikowym, z transeptem, wcześniej w Bydgoszczy nie stosowanym, 
z wyższą nawą główną, doświetloną górno-bocznie z niższymi nawami bocznymi, 
w stylu elektyzującego baroku z wolutowymi szczytami. Brak tu jednak wyczucia 


,
- 
""----;:.::-r::::---."""""'

-----:'" 
. ' . j 


/; 


.- 



.
 
. 
.' 


- , 



 


. - 
,ł 
, ! «I .," 
'Ii 'I" ł. I. o- 
r f . 
 " 
'I "; 
.,.'.. " - f
Oi[ ,'
I ..!' . 
,,!f <" '1 
' ' j :: , . 
 
-
 
< - 
 ' -
-
 
'u ć'. 
 '
j,;-., ! 
; i'
 a
1 


\ 


...:; - 


...
 
W'" '''": 
.-i>
...3
.. '" 


2. I(ościół parafialny p.w. św. Trójcy na 
Chwytowie z 1910-19 r., w miejscu zniszczo- 
nego, filialnego z 1579 r., w konwencji eklek- 
tyzmu barokowego, fot. B. Rogalski.
		

/kronika_1200059_0001.djvu

			57 


stylowych proporcji i powiązania harmonijnego poszczególnych brył architekto- 
nicznych, głównie od północy. Obcym detalem w stylu, nawet barokizującym, jest 
czerwona wykładzina ceramiczna, zamiast zewnętrznej faktury ściany w kamieniu 
lub tynku. Dobra ówczesna ceramika zapewne zachęcała do jej powszechnego sto- 
sowania w Bydgoszczy. Kościół ma 1038,0 m 2 powierzchni użytkowej naw i ok. 
16000,0 m 3 kubatury. Wysokość wieży 52 m. Obsługuje ok. 15000 parafian (1989 r.). 
Fundowany był przez polskie katolickie społeczeństwo miasta, przy pomocy finan- 
sowej kurii gnieźnieńskiej i papieża, jako kościół pomocniczy fary staromiejskiej, 
gdyż parafia św. Trójcy erygowana została dopiero dekretem Prymasa Polski z dn. 
1.04.1924 r. jednak już wcześniej miała pełną bazę mieszkalną dla księży, gdyż 
plebania z budynkami pomocniczymi wybudowana została w latach 1913-1915. 
Całość zrealizowana wówczas została w jednolitym ujęciu stylowym. Dopiero w o- 
statnim czasie istniejąca zabudowa została jeszcze zagęszczona przez dobudowę do- 
datkowego skrzydła domu katechetycznego im. papieża jana Pawła II. Powstał on 
z inicjatywy proboszcza, dziekana i prałata ks. jerzego Gołębiewskiego, popartej 
finansowo i pracą fizyczną parafian. Budynek o powierzchni użytkowej 586,0 m 2 
i kubaturze 2056,0 m 3 , właściwie 3 kondygnacyjny z podpiwniczeniem w 1983 r. 
zaprojektowali rzeczywiście: architekturę arch. Maćkowiak Władysław, konstrukcję 
inż. inż. Brzykcy jerzy i Gałgański Grzegorz, a roboty budowlane prowadził sposobem 
gospodarczym inż. Dionizy Wencel, wszyscy z Bydgoszczy. Projekt został zatwier- 
dzony wraz z wydanym pozwoleniem na budowę w dniu 16.03.1983. przez Woje- 
wódzkie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy, a podpisanym przez dy- 
rektora arch. jerzego \Vinieckiego ll . Dom katechetyczny jest trzecim elementem 
stylowym, odbiegającym od starszych zdecydowanie koncepcją architektoniczną. 
Świadczy chyba o powszechnej biedzie materiałowej, takiej jak trwała dachówka, 
czy wymiarowa jednolita kolorystycznie cegła. Tym niemniej dla tej rangi archite- 
ktury użyteczności publicznej warto w przyszłości pomyśleć o tynkach szlachetnych, 
zamiast farby przy odnawianiu nim także blend kościoła. 
Innym znaczącym architektonicznie jest kościół Najświętszego Serca Jezusowego 
na placu Piastowskim sprzed 1914 r., projektowany przez arch. Fryderyka Oskara 
Hossfelda z Turyngii, czynnego zawodowo na Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce, 
niekiedy w Polsce przy pomocy Rogera Sławskiego 12 . Autor twierdził, że nawiązywał 
do baroku świątyń Niemiec północnych, zaś projekt wykonał w biurze projektów 
Wydziału Budownictwa Ministerstwa Robót Publicznych w Berlinie w 1908 r. 
Inwestorem przedsięwzięcia budowlanego, fundowanego głównie przez państwo 
pruskie katolikom niemieckim Bydgoszczy (bez wyposażenia: skarb państwa 341000 
mk, papież 8000 mk, parafianie 7000 mk), były miejscowe władze budowlane. 
Współudział w wykonaniu rysunków roboczych dla detali miał radca budowlany 
Herman, królewski inspektor budownictwa Powiatowego i Rządowy Budowniczy 
Mandtke, którzy podpisali projekt do zatwierdzenia. Natomiast przy koncepcji 
pomagał radca budowlany Lange z Bydgoszczy, zaś architekt Asman brał udział 
przy przepracowaniu projektu wstępnego w zakresie elewacji frontowej i wieży. 
Wystrój rzeźbiarski zewnętrzny kościoła był dziełem rzeźbiarzy Mayera i Webera 
z Berlina - Wilmersdorf, wewnętrzny Franke - Nauschutz z Scharlotenberga. 
Rzeźby apostołów portalu głównego wykonał rzeźbiarz Schreiner z Regensburga, 
zaś wystrój malarski sklepień i stropów artysta malarz Ernst Fey z Berlina, a obraz 
w ołtarzu Bolesław Lewański, które fundowane były z Landeskunstfonds (krajowy 
fundusz sztuki). Organy o napędzie elektrycznym urządzeń pneumatycznych wy- 
konał VOIker z Bydgoszczy. Materiałem podstawowym budynku jest cegła a detali 
piaskowiec śląski i sztuczny kamień. Roboty budowlane prowadził rządowy budow-
		

/kronika_1200060_0001.djvu

			58 


niczy Otto Mandtke a wykonawcą był mistrz murarski Emil Heidemann z Bydgosz- 
czyli. Trzeba przyznać, że typ bazylikowy kościoła z transepte
.i ch?rem muzycznYł:ł 
nad głównym wejściem reprezentuje dobre proporcje elewacJI. Nles!ety barok 
Ie 
umiał sobie radzić z wkomponowaniem pojedyńczej wieży, która tutaj została umie- 
szczona w narożu zewnętrznym murów nawy bocznej i transeptu. Kościół obsługuje 
ok. 18000 parafian przy powierzchni użytkowej naw 821 mI, zdolnych pomieścić 
do 2000 wiernych. Kubatura wynosi 17090 mB. 
Znaczącą inwestycją parafii ostatnich lat jest wielofunkcyjny dom katechetycz- 
ny przy pl. Piastowskim 5: 6 klas, duża kaplica, biura parafialne i mieszkania. Bu- 
dynek 5 kondygnacyjny z podpiwniczeniem o powierzchni użytkowej 644,0 mI 
i kubaturze 4667,0 m 3 zaprojektowany (wg podpisu w projekcie): architekturę - 
arch. Henryk Potracki z Bydgoszczy, konstrukcję także. Kierownikiem budowy, 
realizowanej sposobem gospodarczym był inż. Franciszek Wyżgowski z Bydgoszczy, 
zaś inicjatorem inwestycji proboszcz ks. Bogdan jaskólski, przy wspąrciu finanso- 
wym i pracą fizyczną parafian. Projekt został zatwierdzony wraz z wydaniem poz- 
wolenia 31.03.1983 r. Budowę zaczęto 25.05.1983 r. a ukończono 6.06.1986 r. la . 
Architektura plomby domu katechetycznego w pierzei placu charakteryzuje się pła- 
ską ścianą z dużymi otworami okiennymi, a wnękami logii przy szczytach bocznych 
ponad poziomami dachów sąsiednich budynków. Zarówno wielkością okien jak 
i "wyskoczeniem" w pionie z otoczenia architektonicznego rozsadza pierzeję placu, 
zaś kaplica, zajmująca prawie jedną kondygnację, jest zupełnie nieczytelna w ele- 
wacji budynku. 
jednakże sakralny ruch budowlany w Bydgoszczy został zapoczątkowany wcześ- 
niej przez Niemców, ewangelików, którzy w XIX w. miasto zdominowali, a w 1910 r. 
stanowili 79,5% mieszkańców!ł. jak już wyżej wspomniano architektura prote- 
stancka charakteryzowała się eklektyzmem form gotycyzujących, niekiedy z ele- 
mentami romanizującymi. Dla wnętrza charakterystyczne było połączenie chóru 
muzycznego nad głównym wejściem, akcentowanym jedną lub dwoma wieżami, 
z balkonami dla wiernych wzdłuż bocznych ścian podłutnych. Takim warunkom 
odpowiada kościół Aw. Piotra I PaWła przy pl. Wolności, od 1945 r. katolicki, a wznie- 
siony jako ewangelicki w 1870-1873 r. według projektu architekta berlińskiego 
fryderyka Adlera. Warto wspomnieć, że wystrój wnętrza jeszcze w latach pięćdzie- 
siątych pseudogotycki, został potem zastąpiony barokowymi ołtarzem i amboną, 
co jest zgodne z tradycją krajową dla architektury gotyckiej kościołów. Cechą tej 
architektury jest wysokiej klasy ceramiczny detal, szczególnie tu głównego portalu 
wejściowego, eklektycznie romanizujący. Architektura kościoła nie tyle swoimi pro- 
porcjami, co bryłą i usytuowaniem na placu przy parku jest ważnym akcentem. 
Niestety zegar wieżowy od 1988 r. nie działa. 
Drugi charakterystyczny kościół - zbór ewangelicki Chrystusa - został wznie- 
siony efektownie na skwerze śródmiejskim przy ul. Warszawskiej w 1896-1897 
według projektu berlińskiego architekta Henryka Seelinga lli . Razem ze szkołą pod- 
stawową przy ul. Sowińskiego tworzył oś kompozycyjną stylowo jednorodną, w e- 
klektycznym gotyku z cegły wiśniówki, dobrej ceramiki. Niestety zespół został 
zepsuty podczas rozbudowy szkoły podstawowej dwoma "rozlazłymi" bocznymi 
skrzydłami w brudnym szarym tynku - socjalistyczna nicudolność materiałowa. 
Sam budy
ek zboru - c
ęściowo zni.szczony podczas działań wojennych w 1945 r., 
został wkrotce przez gminę ewangelicką odbudowany według projektu architekta 
Jana .Kossowskiego z Bydgoszczy. Autor zasto
ował wtedy. sygnaturkę barokizującą 
lobmżył przedtem wyjątkowo stromy dach sIOdłowy, zWieńczony w kalenicy ażu- 
rowym kutym grzebieniemlI. Wprawdzie nawarstwienia kulturowe różnych epok
		

/kronika_1200061_0001.djvu

			!59 


"' 


.ł. 


-_.
 


. : 
 
," j 
" 


A
 


( 



 


...:j" 1 



'. " 
, 


.... 
 . 
"* .
. 


3. Zbiór ewangelicki p.w. Chrystusa przy ul. 
Warszawskiej z 1896-97 r., w konwencji 
eklektyzmu gotyckiego, stanowił ze stylo- 
wo podobną szkołą podstawową jeden 
wartościowy zespół architektoniczny, 
zniszczony ciężkimi klockami dobudowa- 
nych skrzydeł w latach 1960-tych. Szpe- " 
cące ogrodzenie ma chronić zbór przed 
wandalizmem młodzieży. fot. B. Rogalski. 


" 


¥ 


'....
. 
:. 


'n 


-".. 
. 
 
. . 


. .-'"" 



 


;
 ..
. 


-"'{;:
 
:.
# 


..,........' " 


.. 

 


.

 .:t 
ł 
> 


, 
, 


w architekturze są częste, lecz tu nieprzekonywujące. Zupełnym zaś nieporozu- 
mieniem, szpecącym architekturę, jest solidne ogrodzenie stalowe z siatki w pobliżu 
muru zboru, wystawione niedawno. Rozbiórka "nieporozumienia" aż prosi się, na 
rzecz zdecydowanego zagospodarowania skweru zielenią niską - krzewy i wysoką 
_ drzewa, która w tradycji naszej zawsze towarzyszyła znaczącym budowlom. 
Pokrewny stylowo nowy zb6r ewangeUckl Aw. Krzyża przy pl. Kościeleckich 7, 
od 1945 r. św. Andrzeja Boboli 0.0. Jezuitów, został wzniesiony też według pro- 
jektu Henryka Seelinga w latach 1900-1903 16 . Szczyty dachów wzdłut ścian po- 
dłużnych nawiązują do gotyckiej fary chełmińskiej. Kościół stanął na wałach zamku 
bydgoskiego, w miejscu wczcśniejs
ego ewangelickiego, wybudowanego przez bu- 
downiczych Gretha i Bothke w latach 1784-1787 r., w parafii ustanowionej w 1772 r. 
na polecenie króla pruskiego i ma ok. 800 m 2 powierzchni użytkowej. Pseudogotycki 
front kościoła z smukłą iglicą wieży zamyka klasycznie perspektywą ul. Magdziń- 
skiego. Wnętrze przypomina nisko sklepioną trójnawową halę akustycznie spraw- 
dzoną przez filharmonię. Architekturę charakteryzuje tradycyjnie precyzyjne rze- 
miosło budowlane i wysoka klasa ceramiki budowlanej, wtedy związana z re- 
gionem. Należy ubolewać, że kościół jezuicki w ostatnich latach zmienił charakter 
plastyczny dachu i sterczyn, z nieosiągalnej trwałej dachówki ceramicznej na blachę 
miedzianą. To kiedyś najtrwalsze pokrycie dzisiaj nie wytrzymuje różnych "kwasów 
poprzemysłowych spadających z nieba". Także pod takim pokryciem zbudowany 
został nowy dom zakonny, nawiązujący tylko formalnie fakturą muru nie tynko- 
wanego. Dzisiejsza cegła znowu świadczy o nieudolności przemysłu na tle ściany 
sąsiedniego kościoła. Budynek wybudowany został według projektu mgr int. E. 
Święcickiego z Bydgoszczy, sprawdzonego przez arch. T. Czerniawskiego w Miej- 
skim Zespole Usług Projektowych, w latach 1978-1981, z inicjatywy O. Superiora 
i rektora kościoła Fr. Płatka, z środków finansowych z;łkonnych i parafian. W bu.
		

/kronika_1200062_0001.djvu

			60 


dynku znajdują się mieszkania zakonne, biuro parafialne i Klubu Inteligencji Ka- 
tolickiej, w sumie na powierzchni użytkowej 788,0 m 2 , w kubaturze 3937,0 m 3 , na 
trzech kondygnacjach nadziemnych z podpiwniczeniem. Parafia została wydzielona 
z farnej staromiejskiej erygowana 1.07.1967 r. i obecnie ma ok. 3000 parafian. jest 
nie rozwojowa. Natomiast dawny ewangelicki dom parafialny mieści się przy pl. 
Kościeleckich 6 też w stylu pseudogotyckim, obecnie przychodnia chorób dziecię- 
cych. 
jedynym architektonicznym układem centralnym w ujęciu monumentalnym, nie 
tylko na skalę wielkości, jest bazylika św. Wincentego a Paulo przy al. Ossolińskich 2. 
Wprowadziła ona nowy element, do dawnej tradycji lokalnej układu podłużnego, 
kopułową rotundę nawy głównej, opartej na wzorach barokowych bazylik rzymskich. 
Takie były sugestie dla architekta ze strony Zgromadzenia. jednocześnie kościół 
można właściwie zaliczyć do architektury współczesnej, gdyż zaczęty w 1925 r. jest 
w dalszym ciągu wykańczany według różnych gustów. Niestety już pierwszy archi- 
tekt projektu według którego budowano bazylikę z szkołą misjonarską popełnił dwa 
zasadnicze odstępstwa, niekorzystne plastycznie, w stosunku do wnętrz podobnych 
rozwiązań klasycznych, utrwalonych przez wieki. Znany z prac wykończeniowych 
kościoła św. Trójcy architekt Adam Ballenstedt z Poznania opracował projekt 
w. 1924 r. Wtedy na podstawie dekretc arcybiskupa gnieźnieńskiego kardynała Ed- 
munda Dalbora z dnia 1 maja 1924 r. wydzielona została nowa parafia Zgromadze- 
nia Księży Misjonarzy pod wezwaniem św. Wincentego a Paulo wraz z pięcioma in- 
nymi, z jedynej dotychczas parafii staromiejskiej. Generalna koncepcja bazyliki jest 
konglomeratem rotundy z układem krzyżowym, dziwnym dlatego, że podcinającym 
sklepieniami beczkowymi nad jego ramionami podstawę i tak już płytkiej czaszy 
kopuły. Ryzykowne raczej konstrukcyjnie przedsięwzięcie, a plastycznie niekorzy- 


-.-.. .'
 
---.... i"-< .
:_ł:
.-S
"'ł (.:. 

 :.:- < 



 +.. 
;..,._
' .ł;';.t
:

 i 


." 
 . ".:.:"':,. . , 

 " 

 <". *" 
 


.
. 


..-iJ- ":,,k 


")'\< 


.. 


,..-+.
" 


-'7
 
; \ 


"ł';;- 


. , 




 



 
;- -
 .- 

.. ?J 
__

.
-j ..
.
 
i. 


1i f ' 


.._
... 
*" 
_. 



S." 


.".-, ....- 
L 
 ' 
M1:
&" 
 .3,iJ 
i
 I'{: t
 iY 1
 ;:

t',L 
, --' , 
" 
 ,', ł ",\ I ,
 rr'ł' . " . -,.. ;'r ,.._
' '.' ,", 
r ;.-
,.,.,.. r- 
.. 
 'i' 
:.._; - -- -,: ,
:.(. ,,', .., , H
 :'" .. , 
..,,,>.,,
,'!II,"
 "' ( łl f"'--} "... , 1.........'" 
.. , -- .. "\:' ' ł 'f- J ' ' .. - ' , 7-"':$'1 r 
'
 .'._':;- ,:. 
-. "l; (
 .:
.? ! 
"'. .' .., 
,'
'" i 
ł-- tIł.' 
 ,- ,.. 
 . 
.....
 '" .","
 ..... ...... >.;
 

"",,
':".,, . ..... 
... 
 ....... . 
..... "':8::,;11,;,.,. .:" :""., '"" .,
'
". < '". ., . 
:., oJ, -.:> 


"", 
", 
 .. 
..0.,: . 


-; 


.... *-.. 
:fł- ' 


T <_..... 


"'" :.,... 


4. Bazylika parafialna p.w. św. Wincentego ił Paulo z zakładem wychowawczym (nigdy nie 
uruchomionym) w modelu wg projektu A. Ballenstedta z 1924 r., nie przestrzeganego w po- 
wojennej realizacji.
		

/kronika_1200063_0001.djvu

			61 


stne, nie znane jest zupełnie w jakimś innym rozwiązaniu architektonicznym. Nie 
wykluczone, że jednym z powodów pęknięć nasady kopuły (ostatnio zabetonowane) 
mogła stać się w 1935 r. wadliwie zaprojektowana kopuła, która przetrwała dzięki 
zbrojeniu stalą, typową dla żelbetu. Podpalenie kościoła przez Niemców z począt- 
kiem 1945 r. też mogło osłabić konstrukcję17. Drugim błędem architektonicznym 
w stosunku do architektektury klasycznej jest zaprojektowanie przez A. Ballensted- 
ta głównego portyku we "wnęce" między dwoma skrzydłami domu zgromadzenia, 
zamiast wysunięcia go. Dziś pełną krasę koncepcji architektonicznej można oceniać 
głównie na podstawie zdjęć modelu, gdyż wykończenie bazyliki, niespójne w ostat- 
nich latach, nie przestrzegało koncepcji autora, który w czasie realizacji też wprowa- 
dzał zmiany, nie żyjącego od 1942 r. Po 1945 r. znanym pierwszym kontynuatorem 
odbudowy bazyliki (kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej) oraz dachu nad skrzyd- 
łami mieszkalnymi, zamiast jak w projekcie pod dachówką, pod papą był arch. Jan 
Kossowski w 1958 r. Wprowadzenie wtedy ścianki kolankowej nad gzymsem wień- 
czącym skrzydeł mieszkalnych nie przewidywanej przez A. Ballenstedta, uniemożliwi 
obecnie wyprofilowanie głowicy bocznych pilastrów portyku głównego, gdyż w część 
jej trafiła wspomniana ścianka kolankowa. Kontynuując prace wykończeniowe 
w latach 1967-1968 zmontowano nad kopułą żelbetową konstrukcj ę stalową, z wie- 
życzką barokizującą tatami pod pokrycie blachą stalową ocynkowaną. Projektan- 
tami architektury i konstrukcji byli inż. inż. Henryk Świderski i Władysław Mako- 
wiecki z warszawskiego Biura Studiów i Projektów "Mostostal". Projekt zatwierdził 
i wydał zezwolenie na budowę Wydział Budownictwa Urbanistyki i Architektury 
w Bydgoszczy 20.04.1966 r., podpisane przez kierownika wydziału arch. Ryszarda 
Czarlińskiego. Odstępstwo w stosunku do pierwotnego projektu polegało na zre- 
zygnowaniu z kilku pasów świetlikowych kopuły na rzecz południkowych żeber pla- 
stycznych, zbieżnych u podnóża wieńczacej latarni. Podobnie jak w kopule rzymskiej 
bazyliki św. Piotra na Watykanie Michała Anioła, projektant wprowadził zewnętrzne 
żebra, wysmuklające korzystnie czaszę dachu. Znaczący akcent w sylwecie miasta 
uzyskał 60,0 m wysokości razem z krzyżem latarni. Dalsze zmiany szły w różnych 
kierunkach. W 1961 r. zamurowano wejście portalowe do kaplic szczytowych w par- 
terze skrzydeł mieszkalnych. Wkrótce zostały zmniejszone otwory okienne nad por- 
talami bocznymi rotundy, ograniczając jeszcze bardziej niedobór światła natural- 
nego we wnętrzu kościoła. Zamurowano także zachodni otwór drzwiowy, wprowadza- 
jąc tam. rodzaj "skrzyni" wykorzystywanej tylkowokresiewielkiego tygodnia na grób 
Chrystusa. O wielkości kościoła świadczą parametry kompleksu kościelno:'mieszkal- 
nego z kaplicami. Powierzchnia użytkowa samej świątyni obecnie wynosi ok. 2500 m 2 , 
co pozwala zgromadzić maksymalnie ok. 5000 osób (50% siedzących i 50% stoją- 
cych). Średnica żelbetowej kopuły bydgoskiej bazyliki wynosi 38,0 m, a kamiennych 
w rzymskim Panteonie 43,2 m i w bazylice św. Piotra na Watykanie 41,4 m. Kuba- 
tura całego kompleksu bydgoskiego wynosi ok. 141800 m 3 , z czego nawa z kopułą 
60400 m 3 . jest to największy zespół architektoniczny miasta, do którego może być 
zbliżona jedynie wielkość opery, w budowie od parunastu lat. Z obowiązku zawo- 
dowego autor pozwala sobie zwrócić uwagę, że suma szerokości drzwi ewakuacyj- 
nych z kościoła jest zdecydowanie za mała (ok. 50% w stosunku do wymogów pra- 
wa budowlanego). Największy jednak udział w wykończeniu wystroju wnętrza ba- 
zyliki ma arch. Wiktor Zin z Krakowa podczas administracji parafią przez ks. su- 
periorów Ludwika Sienko, Strycharza i ostatnio Czesława Żaka. Projektant wpro- 
wadził marmurowe, kanelowane pilastry z głowicami wokół rotundy o wys. 12,70 m, 
aż do klasycznego architrawu z gzymsem wieńczącym, likwidując poprzedni dwu- 
podział na rzecz wysmuklenia wnętrza bębna nawy. Jednocześnie w 1975 r. w ka-
		

/kronika_1200064_0001.djvu

			62 



 : 


":'. 


.. 
 
 l' 


", 
 """1 


:.4" »- 
-, ) .....<,
 


. "," ,
:t 
:;."'
 --:-..-;". 
i'" ;S'.: 


< 
 :..

 


1> 


, , 


f' .; 

 ""! 'ił 


" 


:"''ł:"'. 


.;::-
. 


.. 
",,"ł' 


.... 
< 


-4
 ., 


"- 


'ł:' 
 


L.. 
. 
, 

. - 


-.., , 


/ 


li __< 
,"" 


J ;. 
. 
t 
 


" 


t 



 
l 

' .. 
,
. 
<" ....
.. . 


.
 , '" 
'-';".¥ 
, 
J .: 
, 
r 
., 
.J!'" 
ł 


, 
, , 


:. 


:"
' . 


, . 



 




 


,11\; 



 ,
 


ł.' 
," '....- 



 


, ' 


.,. ....... 4-.__ 


'..' 


5. Bazylika, widok na ołtarz główny z zawieszonymi w powidrzu figurami pod krzyżem, 
z podejściem do tabernakulum jak do wejścia domku jednorodzinnego. Wystroj plastyczny 
wg projektu W. Zina, po 1970 r., z zbiorów parafialnych.
		

/kronika_1200065_0001.djvu

			63 


setonach kopuły osadzono rozety w 32 wzorach stylizowanych kwiatów polskich, 
a na ich żebrach "gwoździe rozetowe" na tle niestety fioletu, zamiast tradycyjnego 
błękitu - symbolu nieba. Także zespół mozaik we wnękach sklepiennych, napi
ów 
pod latarnią i w belce czołowej chóru, wystrój prezbiterium oraz marmurowy oł- 
tarz z pulpitem, przesunięty bliżej nawy na podniesionej posadzce prezbiterium, 
są dziełem arch. W. Zina. Jednakże najbardziej ekspresyjnym dzidem, na czołowej 
ścianie prezbiterium, jest monumentalny krucyfiks, na tle podświetlonej kolorowej 
mozaikowej wnęki, z mniej udaną grupą św. Wincentego z biednymi i dziećmi, za- 
wieszoną w "powietrzu" u stóp krzyża, zrealizowany ok. 1978 r. Natomiast naru- 
szeniem stylowego wnętrza jest przecięcie i likwidacja części architrawu w prezbi- 
terium dużymi mozaikami figuralnymi, a dysonansem stylowym wykonanie kutej, 
ażurowej balustrady z elementów "X" na chórze muzycznym. Zastosowany motyw 
jest transpozycją fragmentu kraty wykonanej w latach pięćdziesiątych dla gmachu 
sejmu według projektu arch. Bohdana Pniewskiego. Tu, dla jedności stylowej wnę- 
trza, jednoznaczne zastosowanie winny mieć klasyczne tralki. W sumie jednak wnę- 
trze bazyliki ma bogaty wystrój architektoniczno-rzeźbiarski i kolorystyczny, co 
nadaje jemu wyraz monumentalny, mogący konkurować z innymi rozwiązaniami 
nie tylko w kraju. 
Ostatnio do wzbogacenia wnętrza bazyliki przyczynia się liturgiczny sprzęt, czy 
plastyczny detal. Marmurowy ołtarz główny został uzupełniony odlanymi w brązie 
czterema świecznikami i specjalnymi na świecę paschalną według projektu arch. 
W. Zina oraz krzyżem procesyjnym tzw. jerozolimskim, dziś o motywie plastycznym 
już zapomnianym. Również tego samego autorstwa z 1989 r. są konfesjonały z drew- 
na dębowego z dziwnie wklęsłym "zadaszeniem". Także z inicjatywy ks. superiora 
Cz. Żaka nowy stół ołtarzowy wraz z wystrojem metaloplastycznym otrzymała 
kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej. Trudny do rozwiązania jest problem akus- 
tyki, kosztowne podgrzewanie dużej kubatury, a konieczne rozwiązanie właściwego 
oświetlenia naturalnego i sztucznego (obecnie bardzo jaskrawego) oraz wentyla- 
cji'. Grzechem fascynacji nagłaśniającą elektroniką przez administrację wszystkich 
kościołów jest, niepotrzebne i rażące melomanów, przekazywanie mechaniczne 
nawet sakralnego śpiewu chóralnego. Jedno jeszcze należy sobie życzyć, aby, gdy 
w przyszłości dojdzie do otynkowania elewacji bazyliki, nie odstępować diametral- 
nie od projektu arch. Ballenstedta. jednak już obecnie należałoby się zatrosiczyć 
o oprawę zieleni dla architektury bazyliki na całym. międzyulicznym skwerze cmen- 
tarza kościelnego. Klasyczna architektura, klasycznie zamykająca oś M. Piotrow- 
skiego, główny akcent architektoniczny miasta, posiada jedyne w Bydgoszczy świado- 
mie urbanistyczne wyeksponowanie na tle dzielnicy. Stąd konieczność zaprojekto- 
wania i zrealizowania także klasycznego ogrodu - parku przykościelnego i to jak 
najszybciej, bo drzewa rosną wolno. W planach urbanistycznych nie należałoby prze- 
widywać mieszkalnej lub innej zabudowy punktowej pól - ogrodu Instytutu Ho- 
dowli i Aklimatyzacji Roślin, aby nie stało się podobnie jak przy kościele św. Trójcy. 
Konieczna tu ochrona konserwatorska i potraktowanie bazyliki jako zabytku. 
Parafia św. Wincentego a Paulo obecnie liczy ok. 24000 wiernych i nie jest roz- 
wojową, wobec nie przewidywania nowego budownictwa mieszkaniowego. Podję- 
cie w 1924 r. i kontynuowanie kosztownego przedsięwzięcia inwestycyjnego przez 
parafię nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc finansowa Polonii amerykańskiej 
w okresie międzywojennym jak i powojennym, co warto byłoby uczcić tablicą pa- 
miątkową. Z kronikarskiego obowiązku wypada jeszcze wspomnieć, że w przed- 
sionku bazyliki od paru lat istnieje tzw. galeria "Kruchta" - zmienna wystawa 
obrazów olejnych lub grafiki miejscowych plastyków. 


--
		

/kronika_1200066_0001.djvu

			64 


Eklektyczną barokową architekturę sakralną wielkiej Bydgoszczy międzywoj- 
nia zamknęła rozbudowa kościoła św. Mlkolaja w fordonie przy Rynku, zrealizowa- 
na według projektu arch. Stefana Cybichowskiego z Poznania w latach 1927-1928, 
w cegle, w tradycyjnym układzie bazylikowymlI. Niestety w ostatnich latach ba- 
rokowy hełm wieży spłonął od uderzenia pioruna. Wkrótce postawione nowe zwień- 
czenie, wyższe, w prymitywnym kształcie i proporcjach, nie dorównując poprzednie- 
mu hełmowi w barokowej formie i proporcjach. 


4. Charakterystyka wspólczesnej, bydgoskiej architektury sakralnej. 


Przedstawiona poniżej współczesna architektura sakralna zrywa przeważnie 
z tradycją lokalną, a czasami nawet sakralną, ale niezupełnie. Kościół pw. Matki Bo- 
skiej Zwycięskiej przy ul. B. Głowackiego jest założeniem centralnym jak bazylika św. 
Wincentego a Paulo, a kościół Zmartwychwstania Pańskiego przy al. Kardynała 
S. Wyszyńskiego reprezentuje typ bazylikowy 3 nawowy, niestety zaślepiony da- 
chem w miejscu górno-bocznych otworów okiennych. Pewna współczesna de- 
koracyjność, nie tyle z formy co z idei, moi e mieć swą genezę w baroku katolickim, 
który trwa w Bydgoszczy nawet we wnętrzach gotyckich kościołów. Wyraża się 
ona bogactwem materiału, głównie w wystroju wnętrz, takim materiałem jak pole- 
rowany marmur, brąz, metaloplastyka, wcześniej właściwie lokalnie nie stosowa- 
nym. Drewno, powszechne w baroku, znalazło się na marginesie. Kiedyś tradycją 
bydgoskiego była wysoka jakość ceramiki budowlanej, z stylowym detalem łącznie, 
w murze spoinowanym beztynkowym, przeważnie budowli pseudogotyckich. Za- 
stosowanie muru spoinowanego w złej cegle klinkierowej domu zakonnego 0.0. Je- 
zuitów przy pl. Kościeleckich dało wynik negatywny. Bardziej pozytywnie wypadło 
lico zewnętrzne muru kościoła p.w. O. Maksymiliana przy ul. Kolibrowej 5, gdzie nie- 
równość obrzeży cegły starano się zastąpić spoinowaniem mniej trwałym - wałkiem 
wypukłym. Wątpliwe jest jednak pozostawienie na węgłach strzępi ceglanych z po- 
wodu kształtu wnętrz nieprostokątnych. Dachówkę w pewnym stopniu wyparło 
pokrycie dachu blachą miedzianą, tam gdzie nie znalazła się papa. jednakże naj- 
większym niepowodzeniem współczesnej architektury sakralnej jest jej przypadko- 
we usytuowanie, obniżające wartość jakiejkolwiek kompozycji przestrzennej. Od 
40 lat lokalizacje kościołów były zupełnie poza zainteresowaniem wszelkich planów 
urbanistycznych miasta. Wprawdzie dobrych wzorów rozmieszczenia akcentów ur- 
banistycznych z przeszłości nie brakowało, począwszy od fary, kiedyś ścieśnionej 
w murach obronnych miasta średniowiecznego, poprzez wyżej opisane realizacje 
z XIX/XX w., a kończąc na szczególnie eksponowanej bazylice św. Wincentego 
a Paulo. jedynie w projekcie urbanistycznym osiedla starych Kapuścisk opracowa- 
nym przez "Miastoprojekt" Poznań pod koniec lat czterdziestych był przewidywa- 
ny kościół na wysokiej skarpie doliny Brdy, widocznej od ul. Nowotoruńskiej. 
W latach późniejszych ten piaszczysty fragment skarpy "zużyła" nie istniejąca 
już dziś wytwórnia cegły silikatowej. Właściwie dopiero ostatnie lata wykazały 
fizycznie, że architekturę sakralną nie da się wykluczyć z współczesnych osiedli 
i może być akcentem wzbogacającym ich monotonność. Tu znowu trochę niedawnej 
historii. Na erekcję nowych parafii, nawet w wielotysięcznych osiedlach, nie wyra- 
żały zgody władze. Wtedy z inicjatywy prymasa Stefana Wyszyńskiego zaczęły 
powstawać tzw. ośrodki duszpasterskie z uprawnieniami prawie pełni posług para- 
fialnych. Znalazły się one początkowo w przystosbwanych kaplicach cmentarnych, 
a nawet w domach mieszkalnych. Z czasem ośrodki stały się nowymi parafiami, 
zgodnie z prawem kanonicznym. Zaistniała wtedy potrzeba budowy świątyni, na co
		

/kronika_1200067_0001.djvu

			65 


władze w latach 1980/81 na ogół się zgadzały. Pośpiech w realizacji inwestycji, sty- 
mulowany obawą zmiany polityki kościelnej był jeszcze jednym z czynników przy- 
padkowości lokalizacji. Szkoda jednak że w niektórych przypadkach projektanci 
nie wykorzystali w pełni walorów jakie dawała działka. Dlatego perspektywa osi 
widokowej ul. Kołobrzeskiej trafia niestety skośnie na front kościoła i na krawędź 
ścian wolnostojącej, projektowanej dzwonicy. Błędem kompozycyjnym, wbrew tra- 
dycji, było usytuowanie cmentarza kościoła 1,5 m poniżej poziomu jezdni głównej, 
przelotowej ul. B. Głowackiego, nawet gdyby trzeba było podnieść teren ziemią 
z wykopów. W drugim wypadku, gdy kościół w Osowej Górze jest zdecydowanym 
akcentem wobec zabudowy jednorodzinnej otoczenia, żałować wypada, że jego front 
znalazł się od ul. Osowagóra. Istniały możliwości, nawet w założonej koncepcji ar- 
chitektonicznej, skierowania fruntu ku południu. Takie usytuowanie jakby spina- 
łoby rozwidlenie ulic Grunwaldzkiej i Osowa Góra, co wkrótce stałoby się realne 
wobec planowanej przebudowy węzła drogowego i likwidacji pobliskich niewielkich 
budynków mieszkalnych (zał. inf. o terenie WBPP-NB-8331/39/81/s). Natomiast 
nowy Kościół zajął korzystne centralne miejsce kaplicy cmentarnej przy ul. Arty- 
leryjskiej 10 w zbiegu promienistym alejek. Mimo romantycznego usytuowania 
szkoda, że nie wzbogacił jakiegoś osiedla Przykładem ścieśnienia na skrawkach 
działek przycmentarnych są kościoły przy ul. Stawowej i Jaskółczej. Brak trady- 
cyjnego placu przed głównymi wejściami, miejsca na obrzeżne zadrzewienie depre- 
cjonuje przecież nie podrzędną architekturę. Warto jeszcze wspomnieć, że tam gdzie 
ze względów ekonomicznych należałoby założyć zieleniec lokalizowano kościoły 
z braku innych możliwości przy propozycji władz. Przedrożało to poważnie społeczne 
koszty budowy. W takiej sytuacj i znalazły się kościoły przy ul. Szpitalnej i al. Kardy- 
nała S. Wyszyńskiego 2b. W pierwszym wypadku osadzono 250 szt. pali żelbeto- 
wych długości do 10 m, w drugim na dawnym wysypisku wykonano specjalnie sta- 


,
,
'" 


.' 
. ' 


." 

, 


'1'., 

 
. j 


h!.' 
. 
.... 


. , 
,,
 
,
,
 ,... ',
 
, ",' - 


l 


.; 
.....7..... 


-- -::;;..
 
, _" 


, ł 


'. ' 


.. 


-- _
....:w.. 


'.. ',,; 


.ł:> 


.... ..
 


,-, 


6. Kościół parafialny p.w. św. Krzyża na 
cmentarzu Nowofarnym przy ul. Artyle- 
ryjskiej 10, budowany po 1982 r., z wieżą 
boczną w części górnej zwężoną jedno- 
stronnie, od nazwy jakby oddalającej się, 
fot. B. Rogalski. 


" ' 


5 - Kronika bydgoska
		

/kronika_1200068_0001.djvu

			66 


bilizowaną "poduszkę" żwirową grubości 4,0 m, by na niej położyć żelbetowe stopy 
zbrojone grubości 70 cm pod cały kościół. Tym niemniej pejzaż miasta został wzbo- 
gacony o nowe wartości architektoniczne, więc warto zatrzymać się szerzej nad 
niektórymi, prawie już wykończonymi. Wszystkie przedstawione kościoły są świą- 
tyniami katolickimi, gdyż inne wyznania nic prowadzą podstawowych inwestycji. 
Koścl6ł p.w. św. Krzyża na cmentarzu przy ul. Artyleryjskiej powstał na miejscu 
kaplicy cmentarnej z inicjatywy ks. proboszcza i dziekana Eugeniusza Barełkow- 
skiego. Ośrodek dus 7 pasterski z rektorem dawnej kaplicy cmentarnej, przystosowa- 
nej do posług religijnych, zost
ł powołany 19.03. 1971 r. Erekcja parafii, wydzielonej 
z św. Wincentego li Paulo, nastąpiła 1.10.1979 L, na podstawie dekretu prymasa. 
Budowę kościoła rozpoczęto 2.08.1982 r., z wmurowaniem 16.12.1984 r. symbolicz- 
nego kamienia węgielnego ze starej katedry gnieźnieńskiej, poświęconego wcześniej 
przez papieża jana Pawła II. Odtąd liturgia odbywała się w nowych murach. De- 
cyzja o zatwierdzeniu projektu i pozwolenie na budowę wydana została przez Wo- 
j ewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy dnia 27.07.1982 L 
i podpisane przez dyrektora arch. jerzego Winieckiego. Projekt architektury i wy- 
stroju wnętrz opracował arch. jerzy Tomaszewski z Bydgoszczy, konstrukcję inż. 
Zbigniew Lewiński z Bydgoszczy. Roboty budowlane prowadził i Henryk Pawłow- 
ski i Edward Narzyński z Bydgoszczy. Zrealizowany kościół ma 970,Om 2 powierz- 
chni użytkowej, w tym kruchta z nawą i prezbiterium 477,4 m 2 , a razem 7648,0 m 3 
kubat ury 19. Fundatorami kościoła są głównie parafianie w ilości ok. 2400 osób, za- 
równo pod względem finansowym jak również pracy fizyczncj na budowie. Kon- 
cepcja rozplanowania nawiązuje do schematów tradycyjnych: rzut krzyża części 
sakralnej prawie ginie w bryle, od wschodu wnęka prezbiterium, ale bez światła okien- 
nego, chór nad kruchtą od zachodu. Obrys schematu krzyża jest zarysowany murami 
ceglanymi właściwie bez kątów prostych, a jego ramiona są zestawione z mniej czy 
bardziej regularnych trapezów. Wnętrze jest niewielkie, jednolitej wysokości. Dłu- 
gość osi podłużnej nawy nie przekracza 30,0 m, a założony kształt umożliwić może 
rezygnację z mechanicznego nagłaśniania. Wprowadzenie i odpowiednie rozmiesz- 
czenie elementów architektoniczno-materiałowych odbijających, rozpraszających 
i tłumiących głos czy dźwięk na pewno pozwoli usłyszeć chór, a nawet głos kapłana 
w naturalnym brzmieniu. Zaletą dalszą projektu jest umieszczenie pomieszczeń 
pomocniczych i klas katechetycznych w bryle wschodniej, piętrowej kościoła. Za- 
traciło to charakter krzyża w bryle razem z zagęszczonym miejscami, siłny"m skar
 
powaniem murów od zewnątrz. Warto odnotować, że kościół posiada dzwony z fun- 
dacji małżeństwa szwedzko-polskiego Stig Harald i Eugenia Teresa, z domu Barto- 
szek, Helinów, włączające się automatycznie o godz. 12.00. Należy podkreślić wy- 
sokiej klasy rzemiosło robót wykończeniowych wnętrza, szczególnie w wykładzinie 
marmurowej posadzki, ołtarza i słupów chóru, akustycznie niekorzystnych, zreali- 
zowanych przez Alfonsa i Mariusza Szumińskich według projektu wystroju wnętrz. 
Pewne wątpliwości plastyczne i może także akustyczne, budzi podbicie stropu do 
wiązara stalowego dachu z wąskich deseczek wzbogaconymi drobnymi sękami, 
miejscami w kształcie "kasetonu kopułkowego" . Zastosowana tu drobna skala drew- 
nianej faktury nie nadaje się dla budynku publicznego tej rangi. Brak tradycyjnej 
bocznej kaplicy dla modlitwy indywidualnej. 
Zupełnie inny typ architektoniczny reprezentuje kościół, jakby rotunda, p.w. 
Matki Boskiej Zwycięskiej przy ul. Głowackiego. Inicjatorem budowy był ks. pro- 
boszcz jerzy Tworowski, a fundatorami w pracy fizycznej i gotówce byli parafianie. 
Zalążkiem parafii był ośrodek duszpasterski z kaplicą św. Kazimierza przy ul. Bał- 
tyckiej 64a, gdzie pierwsza msza odbyła się 30.11.77 r. Wkrótce nastąpiła erekcja 
"'"
		

/kronika_1200069_0001.djvu

			67 


7. Kościół parafialny p.w. Matki Boskiej Zwy- 
cięskiej, budowany od 1981 r. przy ul. Gło- 
wackiego, niby jako rotunda z sześciu bo- 
ków wklęsłych, z dachem też wklęsłym, 
niby stożkowym, nieproporcjonalnie ma- .; 
łym w stosunku do masywu bryły mu- 
rowanej. Wejście główne do nawy na wy- 
sokim parterze zaślepione ścianą pod dasz- 
kiem przesuwającą fałszywie akcent na 
podrzędne wejście do sal katechetycznych 
w przyziemiu, fot. B. Rogalski. 


'I 


J 


..y 
 , n 


I 


°l 
i'..,. 


-, 


. 


.. 
,;1 ł 
ł c "". -::-.. 



(. '" 


.. f ... 


wydzielonej z parafii św. Wincentego a Paulo, na podstawie dekretu prymasa. 
W 1990 r. miała około 12500 wiernych. Budowę kościoła rozpoczęto 22.08.81 r. 
Wyświęcenie, z niewykończonym wystrojem wnętrz, miało miejsce 10.06.85 r. De- 
cyzja o zatwierdzeniu projektu i pozwolenie na budowę wydane zostało przez Wo- 
jewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy w dniu 30.09.1980 r. 
i podpisane przez dyrektora arch. Jerzego Winieckiego. Projekt architektury opra- 
cował arch. Aleksander Holas z Lubonia k. Poznania, a konstrukcję inż. Aleksander 
Hirny z Bydgoszczy. Techniczny nadzór realizacyjny pełnił inż. Gerard Wiśniew- 
ski. Wielkość kościoła określają parametry: powierzchnia zabudowy - 870,0 m 2 , 
powierzchnia użytkowa dwu kondygnacji 1793,0 m 2 , kubatura 21300,0 m 3 , wy- 
liczona pojemność nawy 1642 os. przy 650 os. siedzących, wysokość z latarnią 
kopuły 29,45 m. W przyziemiu mieści się kaplica dla 130 osób, zakrystia, salki 
katechetyczne i pomieszczenia techniczne o 785,7 m 2 . Na drugiej kondygnacji ro- 
tunda nawy, bez wydzielonego prezbiterium, z przedsionkiem ma 945 m 2 , zaś chór 
muzyczny nad przedsionkiem i w nawie 62,0 m 2 . Wysokość murów nawy kościcła 
od terenu wynosi 17,45 m, a z dachem i latarnią 29,45 m 20 . Kościół niewątpliwie jest 
akcentem urbanistycznym osiedla, o ile w przyszłości otoczenie nie zostanie 
zupełnie obudowane wysokościowcami. Wątpliwości budzi usytuowanie jego 
frontu, nie prostopadle do osi ul. Kołobrzeskiej, widocznego z ul. Bałtyckiej 
i wejście główne do kościoła jakby pod arkadą przyziemia, bo zamknięte ścianą 
obudowującą schody do nawy, oraz obniżenie poziomu cmentarza przykościelnego 
o 1,5 m w stosunku do ul. Głowackiego, Projektowana wolnostojąca dzwon- 
"nica w tej sytuacji winna zostać zrealizowana bliżej ul. Głowackiego. Udziw- 
niona jest jakby podwójna konstrukcja murów kościoła: przyziemie na rzucie ko- 
listym i drugiej kondygnacji na "wklęsłym dwunastoboku", którego mury spoczy- 
wają na specjalnych łukach w przyziemu. Wnętrze nawy jest zamknięte jakby ko- 
pułą wklęsłą, podobną do kształtu dachu, robiącą wewnątrz. wrażenie ugięcia jakby 
przeciążonej konstrukcji. Do kompleksu zabudowy działki należy wolnostojąca 
plebania z biurem parafialnym, wybijająca się wysuniętymi niepotrzebnie ku ul. 
B. Głowackiego garażami. stylistycznie nie ma nic wspólnego z kościołem i nie od- 
powiada randze miejsca. 
W nurcie współczesnej mody sakralnej architektury "nautologicznej" znalazł 
się koścl6ł "statek żaglowy" p.w. Świętych Polskich Braci Męczennlk6w między 
ulicami Szpitalną (front) a Lubińską (zaplecze). Wezwanie rzadko spotykane, więc 
warto je omówić, tym bardziej, że nawiązuje ideowo do bydgoskich męczenników, 


5*
		

/kronika_1200070_0001.djvu

			68 


-
 


--- 


-_-: 
. -,""ł..-.1= 



 


: /' 
"¥;:,,-,,:,,,,,,>< " 

f" " " 
-'>-:;'

 
'-
 
,:" 

.,

 ':.
"
:':Yo-

 :: 



. '
..., .:";:&:. 


. "... 
.' 
 . .' 'o: 
". 
" 
':::, :--., - ,.>-: 
. ." '- ?

 


 


.;
 

..... 
- 



.:.t:;...... 


.
 
 ' 



 ..., 
{" 
 


',
<
 . 
, " ']1' ". 


ił 
t;'ł \ .i' 
' L 
<: 
" " 
, ,'", 
- 
':,: 
; ,I(

;.c ,>, 
.' ' 


.,..j;:...-....
 



 :,:
 

 ..._.,,
.;i>.:
>'- 
" 

 


, ",;" 
:

ł' , 
. '. .;;.. ")., 


...,' 
 



......
 


i 

 


<;'t, 
'"';" 
.-."" .-: 



'.". .:.. . . 
;if.
.
 


O.Y. 
'
 


. 
. 


.. 
:.. :'''' 



>. 
. , w,...., 
"..
 
:..
..-:- 


J' 
, , 


..' 
....
. 
..-_,
.'7':?
_-
.......,....,.... .=., 


'-'


 
 
: ;
.:
. 
._; - 
 


:-;..
. -:: 
-::>.-: 
, - 


yJ 


1:
.2i. 
 .
. 
. 
' 


... 


" 
..... 
, , 


", 
.
 



 


1r 


"._ 
.A 


".,:;r 
"'.;......,.., ",", '... ; ,--...,' 


".> ..
:.,' 1:
 . 


8. Kościół parafialny p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników wybudowany w latach od 
1979 do 1990 przy ul. Szpitalnej przykładem architektury nautologicznej. Ani kompozycji, 
ani tradycji katolickiej nie odpowiada krzyż równoramienny grecki, zawieszony nietypowo 
bocznymi ramionami na szczytach trójkątnych "żagli" dzwonnicy, fot. B. Rogalski. 


mordowanych przez barbarzyńców niemieckich między 1939 a 1945 r. Kult ich pod 
właściwą nazwą: Pięciu Braci Męczenników zamordowanych w terenie święto- 
wojciechowym pod Międzyrzeczem przez zbójców w 1003 r. rozwinął się w Polsce 
i Czechach w XI w. W 1038 r. relikwie Pięciu Męczenników wywieźli z Gniezna do 
Pragi Czesi podczas wyprawy łupieżczej do Polski. Stamtąd w 1987 r. parafii udało 
się uzyskać fragment relikwi do mensy ołtarzowej nowego kościoła bydgoskiego. 
Parafia wydzielona została z parafii św. Józefa dekretem prymasa z 15.081976 r. 21 . 
Realizatorem inicjatywy społecznej budowy kościoła był proboszcz Romuald Biniak, 
a fundatorami parafianie według projektu architektonicznego arch. Leopolda Ta- 
raszkiewicza z Gdańska, konstrukcyjnego mgr. inż. Tadeusza Lisiewicza z Bydgosz- 
czy, a wystroju wnętrz Kazimierza Gąsiorowskiego z Warszawy. Roboty budowlane 
nadzorował inż. Henryk Misterek z Bydgoszczy. Decyzję o zatwierdzeniu planu reali- 
zacyjnego wydało w dniu 21.01.1974 r. Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzen- 
nego w Bydgoszczy, podpisaną przez dyrektora Jerzego Winieckiego. Decyzję o po- 
zwoleniu na budowę wystawił w dniu 5.03.76 r. Urząd Miejski w Bydgoszczy. Kom- 
pleks zabudowy ośrodka parafialnego, zrealizowany metodą tradycyjną, składa 
się z kościoła z kaplicami i zapleczem katechetycznym, osobno zaś z plebanii z biu- 
rem parafialnym i domu sióstr zakonnych z budynkiem gospodarczym, na działce 
budowlanej o pow. 15880 m 2 skarbu państwa, oddanej w wieczystą dzierżawę. Zes- 
pół obsługuje ok. 30000 parafian pobliskich osiedli. Budowa kościoła została rozpo- 
częta 30.09.79 r. od osadzenia aż na gruncie nośnym, 250 pali żelbetowych kilkuna- 
stometrowych. Kościół jednokondygnacyjny ma 3533 m 2 powierzchni zabudowy,
		

/kronika_1200071_0001.djvu

			69 


użytkowej 3260 m 2 , kubatury 28315 m 3 . Powierzchnia użytkowa kościoła w części 
nawy, prezbiterium i chóru wynosi l 947 m 2 i według wyliczenia projektanta może 
pomieścić 1947 osób siedzących (0,84 m 2 /os.)22. Wyliczenie jest co najmniej dwukrot- 
nie zaniżone, gdyż faktycznie siedziska zajmują maksimum połowę powierzchni, 
a reszta jest wykorzystywana dla uczestników nabożeństw stojących, co faktycznie 
ma miejsce w praktyce. Wtedy, przy maksymalnym zapełnieniu nawy, prześwit 
zewnętrznych drzwi ewakuacyjnych może okazać się za mały w świetle prawa bu- 
dowlanego. 
Budynek kościoła usytuowany został na osi wschód zachód, z frontowymi wej- 
ściami w podłużnej wnęce podcieniowej od wschodu przy ulicy Szpitalnej, z toro- 
wiskiem tramwajowym. Upodobania marynistyczne autora projektu spowodowały 
zastosowanie świetlika wschodniego w "bębnie" nadprezbiterialnym w kształcie 
architektury sterowni, czyli okrętowego ośrodka nawigacyjnego. Elewacje boczne 
naśladują dwustronnie trójkątne żagle podtrzymujące w szczytach ażurowe elemen- 
ty konstrukcyjne dzwonnicy. Rzut kościoła, w opinii miejscowego proboszcza, ma 
symbolizować leżący kielich mszalny, ale zdominowany elementami marynistycz- 
nymi, jest w bryle nieczytelny. Podobnie ginie dzwonnica w perspektywie prostopa- 
dłej od ulicy Szpitalnej, jakby przysłonięta nawą, cofnięta ku zapleczu. Tam do- 
piero tworzy akcent ciekawej architektury i kameralnego wnętrza urbanistycznego, 
ale dlaczego elementy, łączące oba "żagle" ,związane są krzyżem greckim, obcym 
tradycji katolickiej, tu jakby obciętego dołem krzyża łacińskiego. Osobnym zagad- 
nieniem są podstawowe wnętrza. Główna nawa halowa, o rzucie wycinka koła z prez- 
biterium w ściętym wierzchołku, posiada pas okienny typu przemysłowego w obu 
ścianach bocznych i frontowej nad wejściami. Autor architektury uzasadnia je 
w opisie projektu, ale nie przekonywująco, tak: "małe otwory pod sufitem podwójnie 
szkolne" - jako izolacja akustyczna od strony ul. Szpitalnej stanowić będzie od- 
powiednie zabezpieczenie otworów okiennych. Punktem centralnym hali jest oł- 
tarz obejściowy we wnęce prezbiterialnej, ku któremu promieniście zbiegają się 
dojścia do amfiteatralnie ustawionych siedzisk, podobnie jak żelbetowe żebra stro- 
podachu. Zaprojektowany pod papą ostatnio mimo zbyt małego spadku, dublowany 
jest blachą miedzianą, co nie daje gwarancji jego szczelności z dodatkowego pokrycia. 
W pobliżu chóru muzycznego zgrupowane zostały aż dwa "wieńce" podpór żelbeto- 
wych dachu i chóru, usytuowanego najgorzej akustycznie i wbrew zasadom wytycz- 
nych Soboru Watykańskiego II. W wystroju wnętrza bogato została potraktowana 
ściana zaoltarzowa lecz bez znajomości dawnej tradycji kulturowej starożytności, 
średniowiecza, a nawet niedawnej praktyki. Pomylone zostały proporcje między 
najważniejszym sakrum - zminimalizowanym krucyfiksem, a zmajoryzowanymi 
postaciami pięciu męczenników. Winno być odwrotnie, lub chociaż w proporcjach 
naturalistycznych. Natomiast zupełnym nieporozumieniem jest wystrój kaplicy 
świętych męczenników. Czerń i czerwień wnętrza, z trudno czytelną czerwoną plamą 
ręki męczennika z bydgoskiego Starego Rynku w 1939 r., kojarzy się w tradycji 
z światem mocy podziemnych, hadesem starożytności lub piekłem chrześcijańskiego 
nie tylko średniowiecza. Wystarczy wspomnieć, że czerń pierwszej kondygnacji 
siedmiopiętrowego babilońskiego zikuratu oznaczała świat podziemny. Natomiast 
Hans Memling w gdańskim obrazie Sądu Ostatecznego, ukończonym w 1471 r., 
potępionych, spadających w otchłań piekielną przedstawia na tle czarnym, takim 
kolorze diabłów i czerwieni ognia 23 . Można się zgodzić, że tragedia rozstrzeliwań 
Polaków przez Niemców była "piekłem" dla Bydgoszczan, ale nie można przedsta- 
wiać jego kolorystycznej symboliki w świątyni, gydż teologowie uznali czerń za 
pozbawieną jakiejkolwiek nadziei w boską sprawiedliwość, co tu nie mogło i nie
		

/kronika_1200072_0001.djvu

			70 


miało miejsca. Wypada jeszcze odnotować ceramiczne ścienne reliefy figuralne przy 
wejściach na zaplecze katechetyczne (m.in. prymasa Wyszyńskiego) oraz w nawie. 
O ile wejściowe są "rozgadane" i plastycznie nie wysokiej klasy, o tyle w nawie, 
szczególnie droga krzyżowa jest bardziej przekonywująca. Rolę surowego litego 
muru ceglanego, niż ogrodzenia, spełnia ciąg piętnastu otworów witrażowych z obra- 
zami tajemnic różańca św. Zaczyna się obok plebanii z biurem parafialnym, potrakto- 
wanej tutaj jak duża willa dwukondygnacyjna z podpiwniczeniem, prostopadłościa- 
nowa o pow. zabud. 532 m 2 , użytkowej 1114 m 2 i kubaturze 4235 m 3 . Podobny cha- 
rakter mieszkalny posiada dwukondygnacyjny dom sióstr, częściowo podpiwniczo- 
ny o pow. użytkowej 562,8 m 2 i kubaturze 1985 m 3 , a gospodarczy 969 m 3 . 
W planie zagospodarowania przestrzennego działki, komunikację z dojściami po- 
traktował autor projektu wybitnie geometrycznie. Zrezygnował, wbrew wielowieko- 
wej tradycji, z nowej zieleni wysokiej, niezbędnej jako trwałe otoczenie tej rangi 
architektury. Zachowany zaś dąb od frontu, z obciętymi w czasie budowy gałęziami, 
wymaga specjalistycznej konserwacji, gdyż wskazane byłoby go zachować jako świad- 
ka inwestycji i pierwszego miejsca kultu z kapliczką zawieszoną na pniu. 
Kościół p.w. Zmartwychwstania Pańskiego przy ul. Stefana Kardynała Wyszyń- 
skiego 26 nie miał "szczęścia" inwestycyjnego. Wprawdzie zalążkiem parafii była 
wkrótce rozbudowana kaplica cmentarna przy b. ul. Stepowej, gdzie od 1970 r. 
odbywały się msze św. dla mieszkańców Osiedla Leśnego. Parafia wydzielona zo- 
stała z św. Wincentego ci Paulo i erygowana dekretem prymasa 15.12.1979 r. Pro- 
boszczem, inicjatorem i realizatorem budowy kościoła został 17.11.1980 ks. Henryk 
Surma, Góral z Podhala. Dzisiaj parafia liczy ok. 12000 wiernych. Rezultatem braku 
"szczęścia" inwestycyjnego jest wpierw zbyt mała powierzchnia użytkowa nawy na 
wysokim parterze oraz trudności w przypisaniu autorstwa architektury czy jej 
poszczególnych elementów zrealizowanych. Zmiany projektu w trakcie realizacji 
były przedmiotem zatargów z władzami budowlanymi. Projektantami w kolejności 
zaangażowania się byli arch. arch. janusz Sudar, Gronowski i Tadeusz Czerniawski, 
niewątpliwy autor dzwonnicy, wszyscy z Bydgoszczy. Dalszym negatywnym mo- 
mentem jest najniekorzystniejsze usytuowanie kościoła w porównaniu z innymi, 
na działce z darowizny. Abstrahując już od wysokich kosztów fundamentowania 
w dawnym wyrobisku piaskowym, a później wysypisku śmieci (stabilizowana ubi- 



 


9. ł(ościół parafialny p.w. Zmartwychwstania Pańskiego przy ul. kard. Wyszyńskiego 26, 
wybudowany w latach 1880 do 1990 jako dwukondygnacyjny. Na pierwszym planie 
Chrystus frasobliwy - świątek podhalański pod daszkiem, a przed nim białe krzyżyki 
z nazwami miejsc martyrologii i walk Polaków w czasie II wojny światowej. Na drugim 
planie dzwonnica, za nią kościół z labiryntem pochylni i schodów do wejścia głównego 
w pobliżu niebezpiecznej trasy przelotowej Bydgoszcz- Gdańsk, fot. B. Rogalski. 
10. ł(ościół parafialny p.w. Chrystusa ł(róla przy ul. Stawowej, murowany w cegle licowanej 
i obok plebania z klasami katechetycznymi w tynku malowanym - dwa obce stylowo bu 
dynki. Front niby tradycyjny, dwuwieżowy sugeruje fałszywie nawę główną i dwie boczne, 
gdy wnętrze jest jedno-halowe, bezsłupowe. We wnękach ściany frontowej niby naw 
bocznych k1ockowate rzeźbione figury apostołów, fot. B. Rogalski. 
11. ł(ościół parafialny p.w. Najśw. Marii Panny, Matki ł(ościoła budowany od 1981 r. w 
bardzo ciężkiej i kosztownej konstrukcji żelbetowej, jakby ramownicy z zawieszonymi na 
niej wspornikowo "skrzyniami" z konfesjonał
mi lub kaplicami, dostępnymi z nawy ha. 
łowej bezsłupowej. fot. R. Rogalski,
		

/kronika_1200073_0001.djvu

			; 


:'tt 


.' 


" , 
-
«.. 
.... 


."._-,. 

 


0"0'. 


...
.... , 
, .
. ł< 


II 



 o"" 


4- 


'. 


'.... 



,.
.., 


, i 'ł 
U 
'! , 


.". .. .>:
. "'.
 


'. ,'$ 


.....,..... ;h 


, .' 
, 


---- ..- 


. .
 


ł 


.
 ". 



 


i 


" "" 


. 
 
 


" 
' . .( W' T 
. 
 \ 


'!""
 


,t 


.. 



. 


y':. """._

 Ho. ., -'. 


"..,>,,:. 


. 


, :0- 
l' 's ".
 
'fI:,Xl
't 
.


. ł ;r' 

 .; 
'-*
: , 
'. '. t, " 
, " , -,ty 
'lo,"' 
 
, , "',
 


'If 


, ,I 



' f 
! 
" 
; >l
 
""',, 
k .
. ...;,; 

..t

; 


'1J 


,";' 



 ..,-' 
. 
'." 
L o " 


" 


','.,. 

 
!lo <, 
.....1 


........ 


8ł "' "nq 
,t "I'. m 
.". 


.. ,.0"' .
-}... .,:,::,
;:". "'
, 
"'" 


'" 


J 
ł 


,
 


'.- 
. 


"'ł 


4#.' 


,.'. 1 /< 
." .
 
" { 
'... " 


"'" "I 
_'
"';'
'
11( .


 



'.....
'-'
 


t 


.:...... 



" 


:-'. 


." , 
"..' 


71 


,,- - r< 


," 
I 
;t 
'1 
, 
I 
j 
, 



 


. . 


ł 
j 


>.... -:" 


" ',1 


9 
..1 
< 
'. 
'ł 
ł 
ł 
1 

 
ł 
.. 10 
ł 
.
 
.. 
! 



 
A 
j 
ł 
ł 
j 
1 

 



., 


...,-.... 


t 


11
		

/kronika_1200074_0001.djvu

			72 


jakami "poduszka" żwirowa o grubości 4,0 m i wzmocnione ławy żelbetowe), oder- 
wanie od osiedla jest błędne nie tylko kompozycy
nie i funkcjonalnie. Kościół jest 
odcięty od osiedla dwupasmową drogą tranzytową Gdańsk-Poznań-Inowrocław- 
Toruń, której natężenie ruchu z czasem będzie się jeszcze nasilać. Bezpieczeństwo 
wychodzących z kości0ła może stać się w przyszłości koniecznością budowy przej- 
ścia podziemnego. Decyzja o zatwierdzeniu i pozwolenie na budowę wydane zostało 
przez Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy dnia 4.05. 
1981 r. i podpisana przez dyrektora arch. J. Winieckiego. Budowa została rozpoczęta 
w maju 1981 r. pod kierunkiem arch. Henryka Misterka, według projektu konstruk- 
cyjnego inż. Bohdana Piestrzyńskiego i współpracownika janusza Nowaka z Byd- 
goszczy, przy szerokiej pomocy parafian w pracy fizycznej i gotówce. Pewne wspar- 
cie finansowe napłynęło wkrótce z Holandii i Niemieckiej Republiki Federalnej 
(oświadczenie proboszcza). 26.09.1982 r. w obecności prymasa J. Glempa został 
wmurowany w zrąb wznoszonych murów kamień węgielny z grobu jesusa Chrystu- 
sa, o czym mówi napis na tabliczce marmurowej, na północnym murze kościoła. 
Konsekracja kościoła przez biskupa Nowaka i pierwsza msza św. odbyła się 
24.03.1985 r. Kościół ma pow. zabudowy 633,0 m 2 , pow. użytkowej naw z przed- 
sionkiem i prezbiterialnym podwyższeniem 500,0 m 2 . Ukończony został w 
1985 r. Wkrótce zaczęty dom parafialr.y o kubaturze 3066 m 3 wyświęcony 
został 16.12.1987 r. Dzwonnica wolnostojąca z trzema dzwonami, o napę- 
dzie elektrycznym, sterowanymi zegarem, wyświęcona została 16.12.1 989 r. 2ł . 
Architektura budynku jest konglomeratem tradycyjnej bazyliki trójnawowej, ale 
bez górno-bocznego oświetlenia nawy głównej, o proporcjach gotyckich "zmoderni- 
zowanych" dobudówką "kostkową" z frontu. Na tym tle na główny akcent wysuwa 
się labirynt żelbetowych pochylni dla wózków dziecięcych i inwalidzkich, obok 
schodów na wysoki parter nawy oraz do podziemnej kaplicy i sal katechetycznych. 
Według przepisów dla sal publicznych niedopuszczalne jest użytkowanie tam pod- 
czas zgromadzeń ruchomych sprzętów, a cóż dopiero różnych wózków, gdyż w razie 
awarii i paniki zamkną wyjścia ewakuacyjne. jedynie w kościele na Błoniach dla 
wiernych z wózkami wydzielone jest osobne pomieszczenie z bezpośrednim dojściem 
z zewnątrz i kontaktem audiowizualnym z głównym ołtarzem. Należy tu także pod- 
kreślić b. dobre rzemiosło budowlane, mierny natomiast wystrój rzeźbiarski we 
wnętrzu autorstwa Ryszarda Kaczora z Grudziądza (Chrystus Zmartwychwstały, 
zamocowany nieco za wysoko, Jan Chrzciciel prymitywny plastycznie). Najciekaw- 
sze są dwie barokowe postacie apostołów, ale na nieco małych konsolach przy ścianie 
wejściowej. 
Parafia i kościół p.w. Chrystusa Kr61a na Błoniu powstała jak część innych no- 
wych. Zastępczym kościołem wpierw była kaplica - kostnica cmentarna przed 
wzniesienim nowego gmachu. W programie konkursowym z 1959 r. na socjalistyczne 
osiedle (ok. 60 ha) Błonie nie było kościoła. W realizacji jego natomiast negatywnie 
odcisnęło swe piętno do dziś czytelna, "militarna łapa" kierunku dawnych pasów 
startowych lotniska i rozrzutność w zagospodarowaniu terenu przez zamiejscowych 
zwycięzców konkursu. Stąd pół osiedla nie mogło przekroczyć 5 kondygnacji, na- 
wet w tzw. punktowcach. Dopiero później realizowane mogły być wyższe, gdy Do- 
wództwo Wojsk Lotniczych odstąpiło od pierwotnych ograniczeń, a uciążliwość aku- 
styczna sąsiedniego lotniska została. Programiści i projektanci konkursowi, zapomina- 
jąc o dziś brakującym placu publicznym czy targowisku na terenach w pełni uzbrojo- 
nych, w centrum osiedla zaprojektowali kilkuhektarowy "zadarniony skwerek". 
I Zapomnieli, że osiedle graniczyło z kompleksem leśnym. Powyższy skwerek byłby 
idealnym dla usytuowania tam kościoła. Z różnych względów kościół znalazł się 


_ .A.
		

/kronika_1200075_0001.djvu

			73 


przypadkowo usytuowany. Zanim jednak to nastąpiło historia starań o parafię 
i pozwolenie na budowę prawie typowa. Osiedle, które w 1975 r. zamknęło się 25000 
mieszkańców, pierwotnie należało do parafii Miłosicrdzia Bożego z kościołem przy 
ul. Nakielskiej 68, a później do parafii św. Trójcy. Na bazie kaplicy cmentarnej 
powstał pierwszy w Bydgoszczy ośrodek duszpasterski, a w 1968 r. wikariat z ks. 
Henrykiem Berką, późniejszym proboszczem i inwestorem kościoła Chrystusa Kró- 
la przy ul. Stawowej. Zanim do tego doszło, rozbudowa ośrodka duszpasterskiego 
była pasmem administracyjnych zakazów i sankcji. Dopiero po rocznych staraniach 
budowę domu parafialnego rozpoczęto w 1978 r., a zakończono w 1980 r., na skraju 
cmentarza kat. przy ul. Lotników l. Projekt podpisany został przez arch. jerzego 
Obremskiego, a do autorstwa architektury przyznają się arch. Stanisław jureko, 
konstrukcji inż. Z. Arciszewski wszyscy z Bydgoszczy. Budynek dwukondygnacyjny, 
pod dachem płaskim, z podpiwniczeniem posiada powierzchni użytkowej 815,6 m 2 , 
kubatury 4900,0 m 3 . Znajdują się w nim: 6 klas katechetycznych, biuro parafialne 
i mieszkania dla księży. Fundatorami domu parafialnego byli parafianie zarówno 
w pracy społecznej jak w gotówce. 
Parafia erygowana została 2.02.1978 r. z ośrodka duszpasterskiego dekretem 
prymasa. Osiedle Błonie zostało właściwie ukończone i dochodziło do 19000 wiernych. 
Ewidentnym wyrazem czasu jest kolejne przypadkowe usytuowanie nowego kościoła, 
na skrawku cmentarza ewangelickiego (ok. 2400 m 2 ) na narożniku ulic Stawowej 
44 i Lotników. Stąd trudności z jakimkolwiek zakomponowaniem urbanistycznym, 
skoro nawet zabrakło miejsca na placyk wyjściowy. Autorami projektu architekto- 
nicznego był arch. Stanisław jureko, konstrukcj i inż. inż. Zbigniew Arciszewski 
i O. Gołaszewska, wszyscy z Bydgoszczy. Pozwolenie na budowę wydało Wojewódz- 
kie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy 26.07.1983 r. z podpisem dy- 
rektora arch jerzego Winieckiego. Budowa rozpoczęta została 21.07 .1983r., a wmurowa- 
nie kamienia węgielnego 5.09.1984 r. Pracami budowlanym ikierowali wpierw techn. 
józef Kostański, a po roku inż. Z. Arciszewski. Gabaryty kościoła: pow. użytkowa 
halowej nawy 910,0 m 2 , kaplicy niedostępnej z nawy 103,0 m 2 , kaplica matek z wóz- 
kami 67,5 m 2 , chór nad wejściem 75,0 m 2 25. Kościół może pomieścić przy 50% miejsc 
siedzących 2200 os. Wzniesiony został metodą tradycyjną w elewacjach z cegły 
spoinowanej, zwieńczonych pasmem klinkieru, konstrukcja dachu stalowa pod po- 
krycie papą. Istnieje niezgodność trój działu elewacji wieżowej, sugerującego nawy 
boczne, gdy wnętrze jest jednonawowe. Zabrakło też konsekwencji w rozmieszczeniu 
okien, których miejsce było w krótszych południowych ścianach, zaprojektowanych 
uskokowo. Plastyczny wystrój wnętrz projektował arch. Henryk Pracz. Wyra- 
zem nieznajomości tradycyjnej ikonografii chrześcijańskiej, a nawet tak ważnej 
kompozycji jest relief ściany ołtarzowej. Nad głową Chrystusa zmartwychwstałego 
znalazł się krzyż - drugi ważny symbol religijny. Takie zestawienie dwu samodziel- 
nych elementów ikonograficznych nie stosowane było w sztuce chrześcijańskiej26. 
Sufit nawy podbity jest deseczkami drewnianymi w charakterze płaskiej podłogi 
okrętówki i częściowo płytami gipsowymi nie nawiązuje ani do żelbetowych kase- 
tonów nad prezbiterium, jak również spłaszcza wnętrze. Całość ukończone zostało 
w 1989 r., a w 1986 t., mimo stanu surowego, odbyła się pierwsza pasterka. Funda- 
torami kościoła byli parafianie przy niewielkim współudziale finansowym Fundacji 
Pomocy dla Budowanych Kościołów z Wiednia. 
Koścl6ł p.w. Najświętszej MarII Panny Matki Kościoła przy ulicy jaskółczej też 
powstał na skraju cmentarza. Początkowo ośrodek duszpasterski od 1.07.1971 r. 
istniał w kaplicy cmentarnej. Erekcja parafii, wydzielonej z parafii M. B. Nieustają- 
cej Pomocy na Ugorach 16, nastąpiła 1.02.1981 r. dekretem prymasa. Obecnie pa-
		

/kronika_1200076_0001.djvu

			74 


rafia rozwojowa liczy ok. 4600 wiernych, a proboszczem jest Andrzej Rosa, jedn?- 
cześnic inicjator budowy nowego kościoła z ośrodkiem katechetycznym. DecyzJę 
o zatwierdzeniu projektu wydało Wojewódzkie Biuro Planowania Prze
t
zen?ego 
w Bydgoszczy w dniu 11.05.1981 r. podpisaną przez dyrektora arch. J. Wmlecklego. 
Projektantami architektury byli arch. arch. Stanisław jureko i Zenon Sroń, konstru- 
kcji inż. Zbigniew Arciszewski, kierownikiem budowy inż. Rudolf Szumny. Całko- 
wita pow. użytkowa (bez 2550,0 m 2 piwnic) kościoła i ośrodka katechetycznego z biu- 
rem parafialnym wynosi 873 m 2 , w tym samej nawy z niewydzielonym prezbiterium 
437,0 m 2 . Realizacja przeważnie metodą tradycyjną: elementy nośne ramownice 
żelbetowe wylewane w deskowaniu, mury ceglane nośne i wypełniające. Projekt 
wnętrza arch. S. jureko z jedynym w Bydgoszczy prefabrykowanym stropem kase- 
tonowym żelbetowym, kopułkowym 27 . Sprawą dyskusyjną jest wnętrze prostopa- 
dłościanowe, a wątpliwe obecne kaplice boczne z słupem ramownicy w osi środkowej, 
pierwotnie projektowane na aneksy z konfesjonałami. Chór w miejscu tradycyjnym 
nad wejściem głównym. Należy podkreślić staranne wykoilczenie wnętrza, ale mało 
akustyczne naturalnie, ze względu na kształt i marmurowe posadzki. Zupełnym nie- 
porozumieniem choćby ekonomicznym i plastycznym .iest zawieszenie wspornikowe 
w elewacji podłużnej "skrzynek" kaplicznych czy konfesjonalnych. 
Kościół p.w. św. Maksymiliana Kolbego przy ul. Osowa Góra reprezentuje archi- 
tekturę podporządkowaną głównie ekspresyjnie niespokojnej formie, może w stylu 
"namiotowym". jak wszystkie nowe parafie wywodzi się z ośrodka duszpasterskiego 
powołanego 9.03.1982 r., wydzielona z parafii św. Antoniego, ul. Koronowska 14. 
Inicjatorem budowy był proboszcz Kazimierz Kamiilski. Z pierwszego okresu 7a- 
kazów pochodzi "prywatny" budynek jednorodzinny z kaplicą "na dziko", później 
rozbudowany na plebanię. Decyzja o pozwoleniu na budowę kościoła wydana zo- 
stała przez Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego w Bydgoszczy 1705 
1982 r. z podpisem dyrektora arch. J. Winieckiego. Budowa rozpoczęta została wy- 
kopami 4.05.82 r., a kamień węgielny osadzony 25.05.1983 r. Pozwolenie wł(ldz bu- 
dowlanych na użytkowanie kaplicy codziennej i wbudowanych w bryłę kościoła 
części katechetycznej wydane było 2.11.84 r. Autorami architektury byli arch. arch. 
Tadeusz Miler i Henryk Czyżewski, konstrukcji mgr inż. Baldwin lwicki, kier. bu- 
dowy kolejno inż. inż. Schmidt i Władysław Anklewicz. Projekt wystroju wnętrz 
wykonał mgr Michał Kubiak, wszyscy z Bydgoszczy. Parametry kościoła wg kon- 
cepcji urbanistyczno-architektonicznej, zatwierdzonej przez Kurię Metropolitarną 


. 


:---'.' ....
.
 


' ;,
.
		

/kronika_1200077_0001.djvu

			75 


w Gnieźnie 12.X.1981 r.: pow. użytkowa (z piwnicami) 1549,4 m 2 , w tym nawa głów- 
na 511,5 m 2 , boczna - kaplica NMP 109,5 m 2 , kaplica dnia codziennego 99,5 m 2 , 
kubatura całości ok. 15000,0 m 3 . Budynek zrealizowany jest metodą tradycyjną: 
mury ceglane, elementy nośne żelbetowe wylewane w deskowaniu, konstrukcja da. 
chu stalowa pokryta blachą miedzianą, podbita w nawie drewnem i płytami. Rzut 
całości w obrysie zewnętrznym jest wielobokiem nieregularnym rozbitym jeszcze 
jakby "strzępiami" ryzalitów głównie z klatkami schodowymi. Nawa główna, na 
rzucie trapezu z uciętymi narożami podstawy, stanowi właściwie z prezbiterium wie- 
lobocznym jedno wnętrze użytkowe, nawet z kaplicą NMP. Nad ołtarzem jest świet- 
lik dachowy - trójkątna zwyżka, a chór muzyczny zajmuje cały pas nad wejściami, 
zgodnie z tradycją przedsoborową, ale w tym kształcie wnętrza najgorzej pod względem 
akustycznym, co pogarszają jeszcze marmury posadzek. Najlepiej rozwiązane wnętrze 
posiada kaplica dnia codziennego z oryginalnym, ale nieekonomicznym, bo pod dużą 
salą katechetyczną, żelbetowym stropem z krzyżujących się żeber po przekątnej, 
osadzonych na pasie przymurnym z lekką zwyżką do wnętrza. Podobny strop zasto- 
sowany został w kaplicy dolnej kościoła przy ul. Kard. Stefana Wyszyńskiego, ale 
bez bocznej zwyżki nie daje tego efektu. Istnieją pewne podobieństwa idei (świetlik 
nadołtarzowy, kształt nawy, sąsiedztwo kaplicy codziennej w rzutach) do kościoła 
przy ul. Szpitalnej. Inna jest nieco bryła, a szczególnie zdecydowanie faktura ściany 
zewnętrznej nawiązująca tu do tradycji dawnej cegły, jednak z wątpliwymi szczę- 
piami na narożach. Fundatorami dalekiego i raczej ubogiego przedmieścia byli 
parafianie pracą i środkami finansowymi oraz trochę rodacy zagraniczni. Wypada 
wspomnieć, że dzwon jest darem wotywnym za przeżycie obozów okupacyjnych ks. 
Stanisława Dawidziaka z Bufalo w USA. Posiada zegar sterujący i jest wykorzy- 
stywany, jak przystało w dawnej tradycji, rzadko przestrzeganej w centrum miasta. 
5. Refleksje autorskie 
Architektura była i jest zawsze najbardziej spektakularnym wyrazem kulturo- 
wym i społecznym swych czasów, możliwości społeczeństwa na określonej szero- 
kości geograficznej. jej specyficznym gatunkiem była zawsze świątynia, której 
funkcja, forma i symbolika przedstawiała od wieków materialnymi środkami po- 
trzebę łączności człowieka z trascendencją. Różnie w poszczególnych epokach ewo- 
luowały plastyczne czy stylistyczne ujęcia problemu. Ciąg rozwoju kulturowego 
Europy z jej bogatym zróżnicowaniem regionalnym został przerwany niedawno 
sztuką modernistyczną, czy ostatnio postmodernistyczną. Natomiast w architek- 
turze sakralnej poważne zmiany wprowadził Sobór Watykański I I. Zaginęła wtedy 
wielowiekowa tradycja, szczególnie w symbolice sztuki. Teologowie przestali się tym 
zagadnieniem zajmować, a nieświadomi architekci stali się jedynymi twórcami bo- 
żego przybytku w formie jakie tylko podsunęła wyobraźnia, zawsze jednak ograni- 
czona miarą wiedzy, talentu i doświadczenia. Dodatkowym czynnikiem, w polskich 
warunkach, było właściwie nie uznawanie przez władze komunistyczne potrzeb 
religijnych człowieka, objawiające się w zakazach budowy kościołów. Stąd cały mi- 
niony okres był walką społeczeństwa o prawo do powołania nowej parClfii z własnym 
kościołem, nie programowanym w nowych dużych osiedlach. Pewne ustępstwa wła
z 
uzyskiwało społeczeilstwo w krótkich okresach tzw. "odwilży". Dlatego wpiuw 
sporadyczne inwestycje sakralne realizowane były szybko, co nie sprzyjało poszu- 
kiwaniom twórczym. Tym nie mniej najciekawsza wtedy architektura powstała na 
terenach, gdzie przetrwcła tradycja lokalna np. na Podhalu. Micjscowy materiał: drew- 
no i kamień, architektura, dach dostosowany do warunków atmosfer ycznych or,az ta- 
lent architekta w uwspółcześnieniu form tradycyjnych przyczynił się do powstania nie-
		

/kronika_1200078_0001.djvu

			\ 
, 


.76 


wielkich, ciekawych kościołów. Na przełomie lat 1979/1980 nastąpiła eksplozJa bu- 
downictwa skralnego, do czego nikt nie był przygotowany, ani ze strony zlecemodaw- 
ców - kleru, ani architektów. Na uczelniach teologicznych czy techmcznych temat 
współczesnej architektury sakralnej właściwie nie istnieje. Stąd powszechne zasko- 
czenie wszystkich decydentów i trudno ściśle określić, której stronie przypisać więk- 
szą część niepowodzeń, że w ostatnich latach powstało tak mało architektury sa- 
kralnej godnej uwagi. Organizacja budowy też nie zawsze bywała prawidłowa. Po- 
dobnie jak podczas wznoszenia budynków przez przedsiębiorstwa uspołecznione, 
ginęli w wypadkach pracownicy, tak i budowa kościołów sposobem gospodarczym 
opłacona została w Bydgoszczy pojedyńczymi wypadkami śmiertelnymi (znane 
autorowi). Wymaga jednak odkreślenia, że wysoką jakością rzemiosła budownictwo 
sakralne przewyższa każde inne. Autor w swej ocenie nie jest odosobniony, a szerzej 
przedstawił rys historyczny dla refleksji szczególnie tym wszystkim decydentom, 
którzy dotąd zdominowani byli i są przez - architektów. Oni decydują właściwie 
o technologii, wielkości bryły, środków wyrazu plastycznego i detalu, o kształcie 
i akustyce wnętrza, prawie zawsze bez współpracy akustyka, a w sumie o kosztach. 
Powstają kościoły zimne, w wystroju marmurowym, trudne nawet do opanowania 
przez aparaturę nagłaśniającą, a przy tym bardzo drogie, co wzbudza zdziwienie 
turystów z zachodniej Europy. A przecież każdemu, nie obojętnemu na piękno mu- 
zyki czy śpiewu sakralnego, marzy się usłyszeć dźwięk czy głos w naturalnym brzmie- 
niu, co jest możliwe jedynie we wnętrzach gotyckich czy barokowych. Na pewno do- 
brze byłoby przy dekanatach lub większych parafiach powołać społeczne organy 
doradcze, aby przerwać wąską jakby monostrukturę decydencką proboszcz - ar- 
chitekt. Legendą jest bowiem, że kościoły buduje się według gustu społeczeństwa. 
Natomiast wielkiej rozwagi wymaga erygowanie nowych małych, nierozwojowych 
parafii miejskich przez kurię biskupią. Przychodzą bowiem czasy, że o pieniądz bę- 
dzie trudniej. Wzbogacony zaś w dobra materialne rynek będzie czynnikiem hamu- 
jącym dobrowolne ofiary parafian na tacę dla utrzymania budynków, księży i innej 
służby kościelnej. Namiastką problemu jest ostatnia uchwała episkopatu o przenie- 
sieniu religii do przeciążonych nadmiarem dzieci szkół. Co wtedy z klasami kate- 
chetycznymi w ośrodkach parafialnych? Mimo pewnych refleksyjnych uwag krytycz- 
nych, by namówić szczególnie decydentów do wzbogacania doświadczeń, celem ar- 
tykułu jest danie świadectwa dużego wysiłku społeczeńswa bydgoskiego w wznosze- 
niu swych nowych świątyń. Szczególne uznanie składa autor tym wszystkim, którzy 
zmęczeni po pracy zawodowej sami pracowali na budowach lub łożyli "wdowi grosz" 
oraz księżom oddanym bez reszty dziełu swego życia. Powstały dzieła, które wzbo- 
gaciły monotonię osiedli Bydgoszczy. Na pewno teraz nie może być żadnej wątpli- 
wości, że w planie urbanistycznym Bydgoszczy winny być uwzględnione rezerwy 
terenowe pod świątynie, szczególnie tam, gdzie mają powstać nowe lub rozbudowy- 
wane osiedla. Pozwoli to na usytuowanie kościoła zgodnie z jego rangą społeczną 
i architektoniczną. 
Autor składa podziękowanie tym wszystkim, którzy jemu zawierzając służyli 
pełną informacją, umożliwiającą napisanie tej skromnej kroniki. Tylko w jednym 
wypadku potrzebna była interwencja Kurii Biskupiej w Gnieźnie. 


PRZYPISY 


1 Gr.do Missae, lnstitutio Oeneralis, 1969, .nr nr 7,257 (wprowadzenie do mszału rzymskie- 
go) - za M. E. Rossier-Siedlecką: Posoborowa architektura sakralna, aktualne problemy pro- 
jektowania..., Lublin 1980, s. 124. 


..
		

/kronika_1200079_0001.djvu

			77 


2 Ordo Missae, op. cit., nr nr 272, 262, 276, ss. 222, 221, 247. 
3 M. E. Rosier-Siedlecka, op. cit., s. 239. 
4 Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. XI, z. 3, Warszawa 1977, s. 110, ił. 143; Seminarium 
SARP nt. architektury obiektów sakralnych, Warszawa 1983, s. 1-153. 
6 H. Adamczewska: Wypowiedź podsumowująca na "Konwersatorium polskiej architek- 
tury współczesnej - Moda" w Mogilanach od 23 do 26.11.88. - z notatek autora - uczestnika. 
II J. Gimpel: Jak budowano w Średniowieczu (tłumaczenie z francuskiego) Warszawa 1968, 
ss. 13, 167. 
7 M. E. Rosier-Siedlecka, op. cit., s. 9. 
8 Zrobicie to po swojemu - z prof. Giovannim Barberinim..., rozmawia Ewa Nowakow- 
ska, w: "Polityka" nr 52, z dn. 24.12.88., 11; S. Siwek: Budownictwo sakralne - ciąg dalszy, 
w: "Tygodnik Powszechny" nr 2, z dn. 12.01.86., s. 3; Historia nie jest okrutnym zwierzem 
- Z Angeliką Weber (Frankonka z Monachium), studentką politologii Uniwersytetu Mona- 
chijskiego..., rozmawia Paweł Zbierski, w: "Tygodnik Powszechny" nr 50, z dn. 11.12.88., s. 5. 
9 E. A. Oahlberg: Situs Oppidi Brombergae..., w: De rebus a Carlo Oustavo..., Norimbergae 
1666, wyd. S. Pufendorf ; J. Kozanecki: Zabytki architektury starego miasta, w: Bydgoszcz, 
historia, kultura życie gospodarcze, Gdynia 1959, ss. 39-52, daty; Katalog zabytków..., op. 
ciL, m. Bydgoszcz - datowanie. 
10 Kat	
			

/kronika_1200080_0001.djvu

			STANISŁAW KRASUCKI 


z DZIEJÓW OKRĘGU POMORSKIEGO 
ARMII KRAJO

J 
W 50 ROCZNICĘ POWOŁANIA AK 


"Poległym w holdzie, 
Żyjącym ku pamięci..." 


l. Sytuacja ludności polskiej I warunki do pracy podziemnej na Pomorzu 
Od jesieni 1941 r. gen. Tadeusz Komorowski "Korczak" był komendantem Ob- 
szaru Zachodniego ZWZ, w skład którego wchodził Okręg Pomorski. Stanowisko to 
zajmował gen. "Korczak" do czerwca 1943 r., tj. do momentu powołania go na do- 
wódcę Armii Krajowej. Odbierając meldunki o tragicznej i stale pogarszającej się 
sytuacji ludności polskiej i nasilającym się terrorze okupanta, Generał postanowił 
zorientować się na miejscu i w tym celu podjął decyzję przedostania się na teren pod- 
ległego mu obszaru. Granicę przekroczył w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 
i po wielu trudnościach, pilotowany przez doświadczonych przewodników z konspi- 
racji, dotarł do Ostrowa Wielkopolskiego. Tu na podstawie przeprowadzonych roz- 
mów z miejscowym dowództwem stworzył sobie pełny obraz warunków i możliwości 
pracy podziemnej na tym terenie, tak dalece odmiennych od panujących w Gene- 
ralnym Gubernatorstwie. W wspomnieniach swych po latach, kiedy na wszystko 
patrzy się z perspektywy czasu i wyważonych osądów, stwierdził, że "Główną róż- 
nicę między Polską środkową a zachodnią stanowiła ilość Niemców. Aby zachodnią 
Polskę zniemczyć, osiedlano tam masowo osadników z Rzeszy. W każdym prawie 
domu znalazł się Niemiec, pilnie strzegący sąsiadów. Ze strachu o własną skórę i przy- 
szłość, każdy z nich stał się szpiclem. Najgorszą plagą byli oczywiście Niemcy mie- 
szkający w tej części Polski od dawna. Mówili po polsku, znali miejscowe warunki 
i stosunki, wskutek czego roztoczony przez nich nadzór dawał się bardzo dotkliwie 
we znaki"!. Oceniając możliwości organizowania podziemia, Generał oceniał je na- 
stępująco: "Dalszą trudność w organizowaniu podziemia stanowił przymus pracy. 
Polak, który nie pracował od rana do wieczora, mógł się łatwo znaleźć w obozie 
koncentracyjnym. Niemcy świadomie skazywali Polaków na ciągłą pracę niewolni- 
czą, nie pozostawiając im wolnej chwili na życie osobiste". W ostatecznej konkluzji 
gen. "Korczak" doszedł do wniosku, że "w tych warunkach nie mogło być mowy 
o zorganizowaniu na tamtym terenie sztabu wyższego dowództwa podziemnego. 
Pracą należało kierować z z(!wnątrz, z Warszawy. Ale w terenie, nawet ograniczona 
działalność możliwa była na zachodzie wyłącznie za pomocą ludzi miejscowych, albo 
takich, którzy z wyglądu uchodzić mogli za Niemców i którzy mieli odpowiednie 
papiery" . 
Ocena Komendanta Obszaru Zachodniego była trafna i wiernie oddawała isto- 
tę sytuacji na samym Pomorzu, gdzie Polacy pozbawieni zostali wszelkich praw 
i poddani zostali wraz z Żydami ustawodawstwu specjalnemu. Oznaczało to maso
		

/kronika_1200081_0001.djvu

			79 


konfiskatę mienia, wysiedlanie, zakaz swobodnego poruszania się, likwidację szkol- 
nictwa, zakaz używania języka polskiego, terror i całkowite ograniczenie wolności 
osobistej. Pierwszym zadaniem było niszczycielskie uderzenie w inteligencję i ducho- 
wieństwo i masowa deportacja do Generalnej Gubernii. Wszystkie te akcje prowadzo- 
ne z całą bezwzględnością i brutalnością, a jednocześnie z właściwą niemieckiemu 
aparatowi dokładnością, miały jeden nadrzędny cel - wyniszczenie na tych ziemiach 
elementu polskiego. Znając dobrze rolę Kościoła Katolickiego w walce o polskość 
tych ziem, władze niemieckie już w pierwszym okresie okupacji przeprowadziły 
masową eksterminację polskiego duchowieństwa na Pomorzu. Część księży rozstrze- 
lano, innych uwięziono w obozach koncentracyjnych, gdzie większość z nich została 
zamordowana lub doprowadzona do śmierci ną skutek nieludzkich warunków. Tylko 
nieliczni pozostali na wolności 2 . Prowadząc konsekwentne wyniszczanie polskiej 
inteligencji i środowisk narodowo-społecznych Pomorza, uderzono w nauczycielstwo 
wszystkich stopni. O szczęściu mogli mówić ci, którzy zostali wysiedleni do Gene- 
ralnej Gubernii, bądź też pozostali na Pomorzu pracując jako robotnicy, czy rolnicy. 
Było ich około 10% ogółu pomorskich nauczycieli 3 . Już w pierwszych tygodniach 
okupacji Niemcy wymordowali około 20 tys. Pomorzan, głównie ze sfer aktywnych 
narodowo, z świadomym poczuciem polskości i zdolnościami przywódczymi. Takich 
ludzi okupant obawiał się szczególnie i jeszcze przed wybuchem wojny miał przy- 
gotowane ich imienne listy. Na liście takiej figurował m.in. wybitny działacz nie- 
podległościowy Pomorza ks. płk józef Wrycza 4 . 
Takie były realia pracy konspiracyjnej na terenie Pomorza i bez wątpienia na- 
kreślały one formy i kierunki działania, wpływały ńa tworzenie struktur organiza- 
cyjnych, metody realizacji zadań, taktykę oddziałów partyzanckich, dobór dziedzin 
wywiadu itp. Nie ulega tu wątpliwości, że pomimo tak trudnych warunków, z czego 
zresztą zdawała sobie dobrze sprawę Komenda Obszaru Zachodniego i Dowództwo 
Armii Krajowej, zdołała Armia Krajowa na Pomorzu uruchomić i rozwinąć pod- 
stawowe dziedziny walki - identyczne jak w całym okupowanym kraju. 


2. Tworzenie się Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej, jej rodowód, 
struktury organizacyjne. 
Sięgając do korzeni Armii Krajowej w przekroju ogólnokrajowym bierze się za 
punkt wyjścia koniec września w oblężonej Warszawie, kiedy stworzona została 
tam organizacja wojskowa Służba Zwycięstwu Polski (SZP) pod kierownictwem gen. 
Michała Karaszewicza- Tokarzewskiego, dowódcy Okręgu Korpusu VI II (Toruń), 
a w czasie walk wrześniowych dowódcy etapów Armii" Pomorze". Dalsze przeobra- 
żenia organizacyjne szły przez ZWZ aż do powołania Armii Krajowej. Stąd też często 
w zaświadczeniach weryfikacyjnych wielu żołnierzy Armii Krajowej figuruje zapis: 
"odbył służbę wojskową w szeregach SZP, ZWZ, AK". Oznacza to, że byli żołnie- 
rzami Sił Zbrojnych w Kraju, które w miarę upływu czasu i swego rozwoju zmieniały 
nazewnictwo, aby przejść do najbardziej właściwego - Armia Krajowa. Na Pomo. 
rzu jeszcze przed wybuchem wojny, mniej więcej w początkach 1939 r., Sztab Głów- 
ny przewidując w przypadku agresji niemieckiej przejściowe wycofanie się z tych 
ziem, prowadził przygotowania do stworzenia specjalnej sieci dywersji i wywiadu ó . 
Przygotowania dywersji pozafrontowej przebiegały w ramach prac Samodzielnego 
Referatu Informacyjnego przy DOK VIII. jeszcze wcześniej na skutek stale zao- 
strzającej się sytuacji i zagrożenia polskiego stanu posiadania w Wolnym Mieście 
Gdańsku, rozpoczęto tworzenie Tajnej Organizacji Wojskowej (Związku Strzelec- 
kiego). Działała ona w oparciu i przy pomocy organizacyjnej, szkoleniowej i mate-
		

/kronika_1200082_0001.djvu

			80 


riałowej 2 Batalionu Strzelców, stacjonującego w Tczewie 6 . Wkrótce też o
ganizacja 
dywersji i wywiadu znalazła się w sferze działań Inspektoratu a następme Sztabu 
Armii "Pomorze"7. Tworzone grupy nosiły kryptonim "Grunwald". 
zrost zagr

 
żenia wojennego wpływał na nasilenie prac w tajnych przygotowan!ach dywersji 
pozafrontowej. Wielce pomocne było tu tradycyjne nieł:nal wyczuleme, a przez to 
właściwe rozeznanie społeczeństwa polskiego na Pomorzu niebezpieczeń
twa g
oż
- 
cego ze strony zachodniego sąsiada i pełne zrozumienie potrzeby przecJwstawlema 
się temu zagrożeniu. Wydaje się, że znaczącą rolę odegrała tu też osobowość gen. 
Karaszewicza- Tokarzewskiego, jednostki o mocnym charakterze i dużych zdolnoś- 
ciach jednoczenia społeczeństwa 8 . Dobrze też wiązał z swą pracą nastroje ludności 
i jej narodową aktywność szef Ekspozytury Nr 3 Oddziału II mjr jan Henryk Ży- 
choń. Ochotników do grup dywersji pozafrontowej werbowano we współpracy z Fe- 
deracją Polskich Związków Obrońców Ojczyzny, Związkiem Strzeleckim, Związkiem 
Oficerów Rezerwy, Związkiem Podoficerów Rezerwy, Urzędem Wychowania Fi- 
zycznego i Przysposobienia Wojskowego, Chorągwią Pomorską Związku Harcer- 
stwa Polskiego, Kolejowym Przysposobieniem Wojskowym i innymi organizacjami 
o obliczu narodowo-niepodległościowym. I stnieją też podstawy do twierdzenia, że 
Inspektorat Armii "Pomorze" przewidywał pozostawienie w Borach Tucholskich 
wydzielonych grup z batalionów Obrony Narodowej. Grupy te, składające się z miej- 
scowych ludzi, dobrze znających teren, zaplecze i warunki lokalne, mogłyby inspi- 
rować powstawanie małych oddziałów leśnych dla prowadzenia na zapleczu wroga 
działań sabotażowo-partyzanckich 9 . Z przebiegu działań wrześniowych na Pomorzu 
wynika, że z niektórych oddziałów odciętych w tak zwanym "Korytarzu Pomorskim" 
tworzyły się w Borach Tucholskich pod dowództwem najbardziej zdeterminowanych 
oficerów grupy żołnierzy i prowadziły działania partyzanckie do pierwszych dni 
października 1939 r. Był to okres długi, jeśli się zważy szybki przebieg kampanii 
i zajęcie Pomorza już w pierwszych dniach września. Nie ulega wątpliwości, że oku- 
pacyjne władze niemieckie pomimo euforii wywołanej zwycięską kampanią, odczuły 
obecność tych grup na tyłach frontu i dla ich zwalczania musiały organizować spe- 
cjalne jednostki, złożone z wojska i żandarmerii, którym przydzielano samochody 
pancerne, a nawet samoloty rozpoznawcze. Nasuwa się wniosek, że przy ustabili- 
zowanym polskim froncie obronnym tego typu działania partyzanckie mogłyby się 
skutecznie rozwijać i wiązać większe siły niemieckie. Sam natomiast fakt stosunkowo 
długiego utrzymywania się i kontynuowania walki na zajętym przez wroga terenie 
świadczyć musi o silnym poparciu i pomocy ze strony ludności, pomimo barbarzyń- 
skiego terroru i represji okupanta. Stanowiło to dobre prognozy dla dalszej pracy 
podziemnej na Pomorzu. 
Werbunek do grup dywersji, sabotażu i wywiadu "Grunwald" prowadziły prak- 
tycznie w ścisłej konspiracji wydziały wojskowe przy starostwach pod fachowym 
nadzorem II Oddziału. Kierowano się zasadą werbowania ludzi, którzy w warunkach 
okupacji mogliby żyć i działać na stopie legalnej, a więc nie byli spaleni w oczach 
wroga. Kierownictwo natomiast miało z miejsca przejść całkowicie do podziemia. 
Wytypowani kandydaci po złożeniu przysięgi przechodzili tajne przeszkolenie w za- 
kresie minowania dróg, mostów, obiektów, zasad zbierania materiałów wywiadow- 
czych, szyfrów, posługiwania się środkami łączności, bronią, słowem w formie zbli- 
żonej do szkolenia, jakie w dalszych okresach wojny i okupacji przechodzili żołnie- 
rze Armii Krajowej: Wykładowcy n
 tych k
rsach, podobnie jak w konspiracyjnych 
Sz
ołac
 Podc
?rązy
h Rezerwy 
Ie
hoty I Szkołach Podoficerskich Armii Krajo- 
weJ, byli, znam jedyme z pseudo,
lmowl0. .Przed wybuchem wojny, po 20 sierpnia 
poszczegolne grupy "Grunwaldu , zorgamzowane systemem trójkowym i piątko-
		

/kronika_1200083_0001.djvu

			81 


wym, otrzymały broń i materiały wybuchowe i inne środki sabotażu. Na czele orga- 
nizacji stanął znany działacz kombatancki i niepodległościowy mjr rezerwy Marceli 
Cyrklewicz ll . Poza siecią" Grunwaldu" 3 Ekspozytura I I Oddziału Sztabu Głównego 
w Bydgoszczy utworzyła specjalną sieć wywiadu strategicznego, biorąc pod uwagę 
wariant przejściowego opuszczenia Pomorza. 
Błyskawiczny przebieg działań w bitwie granicznej i klęska w Borach Tuchol- 
skich oraz nieprzewidzianie szybki odwrót Armii "Pomorze" spowodowały ogromny 
wstrząs w całej administracji, w ewakuacji władz i urzędów, zdezorganizowały też 
całą sieć "Grunwaldu". Stąd też rezultaty działalności nie były duże. Nie zdołano 
rozwinąć poszczególnych ogniw, zerwana została łączność z ośrodkami dyspozycyj- 
nymi. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie wszystko poszło na marne. Otrzymane 
przeszkolenie i zaszczepiona idea walki podziemnej były dla wielu członków "Grun- 
waldu" mocnym zaczynem w ich dalszej pracy konspiracyjnej. Niektórzy z nich 
jak też z innych kręgów narodowo-społecznych musieli Pomorze opuścić, zasilając 
szeregi Armii Krajowej w Generalnej Gubernii, na Kresach Wschodnich, w "Wach- 
larzu" i Powstaniu Warszawskim 12 . 


W działalności Armii Krajowej na Pomorzu wyróżniają się dość wyraźnie trzy 
okresy. Pierwszy z nich, zawierający się w latach 1939-1940, charakteryzuje się, 
zgodnie z celami wojny, tworzeniem szkieletu organizacyjnego, a następnie jego roz- 
budową z myślą o powstaniu powszechnym zsynchronizowanym z ofensywą alian- 
tów na Zachodzie (oczywiście zwycięską) i załamaniem się Niemiec. Następny okres, 
w którym wykształcają się struktury dostosowane do walki długotrwałej, następuje 
po przejściowym załamaniu się klęską Francji oraz masowych, aresztowaniach 
w jesieni 1940 r. Trwa on mniej-więcej do 1943 r., przy czym 1942 r. charakteryzuje 
się dużym rozwojem organizacyjnym, z pewnym przyhamowaniem w drugiej jego 
połowie, jako następstwem osłabienia sieci i strat kadrowych. Okres trzeci, ostatni, 
to lata 1943-1944 oraz początek 1945 r. Pomimo coraz trudniejszej sytuacji poli- 
tycznej, następuje dalszy rozwój szeregów Armii Krajowej, ich konsolidacja, uaktyw- 
nienie różnych form walki i wreszcie - ich przystosowanie do nowej rzeczywisto- 
Ści 13 . 


W pierwszym okresie praca podziemna na Pomorzu, podobnie jak w innych re- 
gionach kraju, prowadzona była w oparciu o doświadczenia i dorobek SZP. już 
w styczniu 1940 r. płk Stefan Rowecki (ówczesny Komendant ZWZ na okupację 
niemiecką) zgłosił do Komendy Głównej ZWZ w Paryżu meldunek, że w następnym 
miesiącu wysłana zostanie z Warszawy na Pomorze odpowiednia ekipa dla zorien- 
towania się w warunkach pracy i sytuacji w konspiracji. Już pod koniec paździer- 
nika 1939 r. kpt. (mjr) józef Chyliński otrzymał nominację na Szefa Sztabu i Za- 
stępcy Komendanta Okręgu Pomorskiego ZWZ14. Przystąpił energicznie do monto- 
wania sieci łączności konspiracyjnej wiodącej na Pomorze przez Włocławek, Toruń, 
Bydgoszcz, Grudziądz. Wkrótce, w początkach stycznia 1940 r. (a więc z wyprze- 
dzeniem przewidywanego terminu) J. Chyliński przedostał się na Pomorze, gdzie 
szybko nawiązał kontakty i stworzył pierwsze struktury organizacyjne Komendy 
Okręgu, jak Oddział I (Organizacyjny), Oddział II (Wywiad). Wojskową Służbę 
Kobiet organizowała Zofia Strzelecka "Zofia"15. Rozpoczęto montowanie sieci wy- 
wiadu, kontrwywiadu, łączności konspiracyjnej, służb pomocniczych, kwater i pun- 
któw kontaktowych 16 . W lutym 1940 r. Chyliński wyjechał do Warszawy, gdzie zło- 
żył meldunek sytuacyjny swym przełożonym z Komendy Głównej oraz mjr. Józe- 
fowi Ratajczakowi, Komendantowi Okręgu Pomorskiego 17 . 


6 - Kronika bydgoska
		

/kronika_1200084_0001.djvu

			82 


W 1940 r. Związek Walki Zbrojnej na Pomorzu nawiązuje kontakty z szeregiem 
już istniejących organizacji regionalnych 18 i zgodnie z zasadą łączenia wysiłkó
 pod 
jednym dowództwem i w jednej armii podziemnej, rozpoczyna prace scalemowe. 
Później przychodzi fala masowych aresztowań. Zlikwidowany zostaje w. Warszawi.e 
punkt kontaktowy Okręgu Pomorskiego, a sam Komendant Okręgu mjr J. RataJ- 
czak uwięziony i po długim, ciężkim śledztwie, w którym nikogo nie wydał - stra- 
cony. 
Po aresztowaniach, Okręg przystępuje do odbudowy porwanej sieci organizacyj- 
nej. Są duże trudności z utrzymaniem łączności z Komendą Główną. W tym trud- 
nym okresie obowiązki Komendanta Okręgu sprawuje mjr J. Chyliński. Stara się 
odtwarzać i rozwijać łączność wewnętrzną między podokręgami. Nadzór nad Okrę- 
giem przejął płk Rudolf Ostrihansky, by z czasem, w końcu 1941 r. objąć funkcję 
Komendanta Okręgu 19. Przybywa do Bydgoszczy, gdzie przy pomocy Szefa Sztabu 
pracuje nad odbudową Komendy Okręgu. W sumie w 1942 r. Okręg Pomorski dzięki 
coraz większemu doświadczeniu i wytrwałości miejscowych kadr konspiracji osiąga 
stopień organizacyjny zbliżony do innych Okręgów. Jest to wielki sukces, osiągnięty 
dzięki doświadczeniu i ofiarności żołnierzy konspiracji, a szybka odbudowa po dotkli- 
wych aresztowaniach świadczy o dużej odporności psychicznej Szefa Sztabu Okręgu 
i zdolnościach organizacji pracy podziemnej. Natomiast płk R. Ostrihansky po bez- 
skutecznych próbach zalegalizowania swego pobytu na terenie Pomorza zostaje 
are
ztowany w maju 1943 r. przy próbie przejścia granicy w wyjeździe do \Varszawy. 
Wtedy obowiązki Komendanta Okręgu przejmuje znów mjr J. Chyliński i pełni je 
do października 1943 r., tj. do czasu skierowania na to stanowisko ppłka janusza 
Pałubickieg0 2o . Będzie to już ostatni Komendant Okręgu Pomorskiego Armii Krajo- 
wej2l. 
W sumie ciągłość działania Komendy Okręgu zachowała się przez całą okupację, 
pomimo wielkich trudności, jakie powodowały osłabiające ją fale aresztowań, częste 
przenoszenia się sztabów z miejsca na miejsce, trudności w zalegalizowaniu się nie- 
których dowódców i ciągłe straty uszczuplające i tak już nieliczną kadrę oficerską. 
Ostatecznie też skrystalizowały się następujące organy Komendy Okręgu: Wydział 
I (Organizacyjny), Wydział II (Wywiadowczy), Wydział III (Operacyjno-Szkole- 
niowy), Wydział I V (Kwatermistrzostwo), Wydział V (Łączność). Ponadto zorgani- 
zowane zostało Biuro Informacji i Propagandy (BI P), Referat Kolejowy, Służba 
Zdrowia, Duszpasterstwo, Wojskowy Sąd Specjalny, Łączność Konspiracyjna Szta- 
bu oraz stanowisko oficera do zleceń specjalnych. Mocno zorganizowana została 
Wojskowa Służba Kobiet. Dla poszczególnych wydziałów i służb opracowane zosta- 
ły szczegółowe wytyczne i instrukcje. W organach niższego stopnia (inspektoraty) 
organizacja sztabów zbliżona była do struktury Sztabu Okręgu. Znać było solidną, 
fachową pracę wojskową, dostosowaną do warunków i potrzeb terenu 22. 
W latach 1941-1943 Okręg Pomorski dzielił się na trzy podokręgi - Północny, 
Południowy i Południowo-Wschodni, obejmując łącznie tereny przedwojennego Wo- 
jewództwa Pomorskiego oraz terytorium Okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie nie na- 
leżącego do Polski. W 1943 r. w miejsce trzech wymienionych podokręgów powsta- 
ły dwa: Północny ("Mosiądz", "Bursztyn") i Południowy ("Mosty", "Globus", 
"Porfir"). Stworzono natomiast zaczątki Okręgu Północno-Wschodniego (Króle- 
wiec - "Zamek") i Północno-Zachodniego (Szczecin - "Tratwa", "Mewa"). Na 
tereny te wkraczała też podziemna administracja Okręgowej Delegatury Rządu - 
ODR "Zatoka". 
Podobnie jak w innych Okręgach Armii Krajowej zorganizowane zostały w O- 
kręgu Pomorskim Inspektoraty Rejonowe, jako pośrednie szczeble taktycznego do-
		

/kronika_1200085_0001.djvu

			83 


wodzenia między Komendantem Okręgu a Komendantem dwóch do trzech Obwo- 
dów, tworzących I nspektorat. Sztaby Inspektoratów były stosunkowo szczupłe, 
kilkuosobowe, koncentrujące się w swej działalności, poza sprawami taktycznymi, 
na wywiadzie, łączności i wyszkoleniu. Komendanci Obwodów z reguły dysponowali 
silniejszymi sztabam
, kierując na swym terenie (powiat) całą pracą organizacyjną, 
wyszkoleniem oraz wszystkimi działami walki bieżącej. W skład Sztabu Obwodu 
wchodzili Komendanci Podobwodów i Rejonów, a w miastach garnizonowych - 
Komendanci Dzielnic. Najniższą komórką terenową była Placówka AK, obejmująca 
gminę lub większy zakład pracy.23 jako podstawową jednostkę taktyczną tworzono 
plutony w składzie trzech drużyn, każda licząca trzy sekcje. W 1944 r. Okręg Po- 
morski miał na stanie około 18 tys. zaprzysiężonych żołnierzy, a oddziały tzw. I 
rzutu liczyły 4955 żołnierzy. Były jednak znaczne braki w obsadzie stanowisk ofi- 
cerskich. 


3. Formy, kierunki I zakres działania ArmII Krajowej na Pomorzu. 


Okręg Pomorski Armii Krajowej realizował na swym terenie zadania wyznaczone 
mu przez Dowództwo Armii Krajowej, realizujące z kolei zadania wyznaczone Siłom 
Zbrojnym w Kraju jako składowej części Wojska Polskiego podległego Naczelnemu 
Wodzowi i prawowitemu Rządowi Polskiemu. Armia Krajowa była więc w całym 
tego słowa znaczeniu armią (a nie organizacją wojskową podległą danemu ugrupo- 
waniu politycznemu), podporządkowaną jednemu ośrodkowi rozkazów i dyspozycji, 
regulaminu i dyscypliny. Tak też było i w Okręgu Pomorskim, w którym pomimo 
szczególnie trudnych warunków, praca niepodległościowa realizowana była, podobnie 
jak w całej Polsce, w różnorodnych formach walki bieżącej i przygotowaniach do 
powstania powszechnego. W warunkach armii podziemnej walka bieżąca, jej nasi- 
lanie w pewnych kierunkach, rozpoznawanie sił i środków wroga, penetracja jego 
środowisk, działały na rzecz przygotowań do powstania ogólnokrajowego. Przygo- 
towania te wchodziły w zakres planowania operacyjnego i były uzależnione od wy- 
darzeń na arenie międzynarodowej, sytuacji na frontach i zadań stawianych przez 
aliantów stronie polskiej. W planach powstania powszechnego przewidywano roz- 
maite warianty przebiegu wydarzeń na Pomorzu, co wpływało na kierunek prac 
organizacyjnych Komendy Okręgu. Zawsze jednak doceniano znaczenie uchwyce- 
nia Wybrzeża dla odpowiedniego wsparcia lotniczego i wykonania desantu morskie- 
go24. Świadczy o tym fakt, że podjęto nawet prace w kierunku praktycznego przy- 
gotowania zaplecza dla desantu morskiego, tworząc zawiązki batalionu morskiego 
(głównie z Szarych Szeregów) oraz zespoły fachowców dla przejęcia i odpowiedniej 
obsługi urządzeń portowych podczas lądowania. Później, kiedy zrodziła się koncep- 
cja akcji "Burza", Komenda Okręgu podjęła z rozkazu Komendanta Głównego 
przygotowania organizacyjne i wojskowe na swym terenie. Mjr j. Chyliński uczestni- 
czył w odprawach w Warszawie, gdzie omawiane były sprawy "Burzy" na terenie 
Pomorza, takie jak: sposób wszczęcia działań, terminy przejścia do walki jawnej, 
odtwarzanie zawiązków regularnych jednostek pomorskich itp. Jako etap pierwszy 
przewidywano okres czujności i okres pogotowia, przeznaczony na uzupełnienie 
stanów osobowych i uzbrojenia, a następnie przejście do wzmożonej akcji dywer- 
syjnej, nasilanej w miarę wycofywania się wojsk niemieckich. Finałem miało być 
uderzenie, planowane nie na całym terenie, lecz na wybranych 34 "ogniskach walki", 
szczególnie ważnych pod względem taktycznym, skąd miano rozwijać akcję. Za- 
pewniało to lepszą koncentrację sił i środków. W planach Komendy Okręgu przewi- 
dywano uruchomienie punktów rzutów, nakazywano zdobywanie broni, organi- 


6.
		

/kronika_1200086_0001.djvu

			84 


zowanie oddziałów saperskich celem zabezpieczenia obiektów o charakterze wojsko- 
wym, internowanie aparatu bezpieczeństwa okupanta, uwolnienie więźniów. Prze- 
widziano też zaopatrzenie w żywność, powołując w Komendzie Okręgu Referat 
"Rolnik"25. Plany "Burzy" na Pomorzu łączyły się ściśle z odtwarzaniem Sił Zbroj- 
nych w Kraju dla Dowództwa Okręgu Korpusu VII I. W oparciu o kadry przeznaczo- 
ne do tego już w okresie konspiracji i rozwinięte w walce oddziały partyzanckie, 
powstać miała najpierw jedna dywizja piechoty (dawna 4 OP), a w następnej fazie 
zawiązki dwóch dalszych (dawnej 15 OP i 16 OP) oraz brygady kawalerii zmotory- 
zowanej i dwóch batalionów morskich. Równolegle z odtworzeniem regularnych jed- 
nostek wojskowych postępować miało odtworzenie administracji państwowej26. 
W ramach planów odtwarzania Sił Zbrojnych w Kraju Komenda Główna Armii 
Krajowej przewidywała też wykorzystanie Korpusu Zachodniego. Była to formacja 
tworzona na terenie Generalnego Gubernatorstwa, a rekrutująca się z Polaków 
z Wielkopolski i Pomorza, wysiedlonych bądź zmuszonych z innych powodów do 
opuszczenia tych dzielnic. Byli tam też żQłnierze z jednostek Armii "Pomorze" 
i "Poznań", którzy w wyniku walk wrześniowych znaleźli się w okręgach central- 
nych Polski, zdołali uniknąć niewoli i tam przeszli do konspiracji 2i . 
Po Powstaniu Warszawskim łączność Komendy Głównej z Komendą Okręgu 
została na pewien czas przerwana. Wobec coraz trudniejszej sytuacji politycznej 
było to szczególnie dotkliwe. Łamały się koncepcje i założenia"Burzy", owoce dłu- 
gich, ofiarnych prac przygotowawczych, pełnych najwyższego poświęcenia, ludz- 
kich istnień, utraty swych najbliższych. Ostatecznie w warunkach wymagających 
szczególnej determinacji odtworzono w Milanówku koło Warszawy Komendę Ob- 
szaru Zachodniego pod dowództwem płka Jana Szczurka-Cergowskiego ps. "Sław- 
bor" . Celem nawiązania łączności z Pomorzem skierowano do Torunia i Bydgoszczy 
grupę oficerów, którzy dotarli na miejsce i nawiązali kontakt z Komendą Okręgu 
Pomorskiego. Ta z kolei ułatwiła nawiązanie łączności z Komendą Okręgu Poznań- 
skiego. Miejscem kontaktów stała się Bydgoszcz. W styczniu 1945 r. przybył do Byd- 
goszczy pchor. Henryk Niesobski jako kurier Komendanta Okręgu Poznańskiego 28 . 
W sumie na skutek zachodzących wydarzeń na obszarach polskich zajmowanych 
przez Armię Czerwoną akcja "Burza" dla Obszaru Zachodniego, a w tym dla Okrę- 
gu Pomorskiego została odwołana. Zastąpiono ją rozkazem "Deszcz", ograniczają- 
cym działania do ochrony ludności i ważnych obiektów. Zadania te żołnierze Armii 
Krajowej wykonywali do końca, czynnie przeciwdziałając zniszczeniom, jakie w trak- 
cie ewakuacji usiłowały wykonać władze niemieckie. 
Podstawowe znaczenie dla całości działań Armii Krajowej zarówno w przygo- 
towaniu powstania powszechnego i akcji "Burza", jak też wszystkich form walki 
bieżącej miało zjednoczenie wysiłków wszystkich organizacji konspiracyjnych o cha- 
rakterze wojskowym pod jednolitym dowództwem. Prace scaleniowe prowadziła 
Komenda Okręgu Pomorskiego zgodnie z wytycznymi Komendy Głównej, opartymi 
z kolei na instrukcjach Rządu i Naczelnego Wodza,lladającymi jedynie ZWZ-AK 
charakter armii polskiej . Na Pomorzu dokonano scalenia w latach 1940-1944 na 
ogół pomyślnie, łącząc szereg organizacji zarówno o charakterze regionalnym jak 
też o szerszym zasięgu działania, jak np. Szare Szeregi 29 . Z niemal wszystkimi po- 
zostałymi podjęta została współpraca taktyczna. Całkowite podporządkowanie ich 
struktur i stanów osobowych Komenda Okręgu odkładała do chwili przystąpienia 
do walki jawnej. W negocjacjach scaleniowych trzeba było też uwzględniać wymogi 
konspiracji, które w Armii Krajowej były bardzo silnie przestrzegane, podczas gdy 
tak masowa organizacja regionalna jak "Gryf Pomorski" była mocno rozbita aresz- 
towaniami (niestety, na skutek lekkomyślności.niektórych członków). Poważnie
		

/kronika_1200087_0001.djvu

			85 


zdekonspirowana była też "Polska Armia Powstania30. jeśli się pisze, że scalanie 
różnych organizacji wojskowych było jednym z podstawowych zadań organizacyj- 
nych dowództwa Sił Zbrojnych w Kraju i tak też było rozumiane i wykonywane 
przez Komendę Okręgu Pomorskiego, to w żadnym wypadku nie można tego trak- 
tować jako wyraz ambicjonalnych dążeń Armii Krajowej, jak wskazywało na to 
w okresie powojennym wielu historyków i publicystów, zajmujących się problema- 
tyką II wojny światow"ej i okupacji, a których wybitnie tendencyjna interpretacja 
wielu faktów budzi poważne, uzasadnione zastrzeżenia 31 . 
Równolegle z przygotowaniami do powstania powszechnego i "Burzy" prowadzo- 
na była w różnych formach walka bieżąca.' Toczyła się ona ze zmiennym nasileniem 
w poszczególnych okresach okup¥ji, z uwzględnieniem zadań ogólnokrajowych 
i specyfiki własnego terenu. 
Szczególnie mocno rozwinięto na Pomorzu działalność wywiadowczą. Było to 
uwarunkowane strategicznym położeniem Pomorza, a szczególnie rejonów na Wy- 
brzeżu od Gdyni na wschód aż do Królewca. Przywiązywała do nich duże znaczenie 
Komenda Główna, tworząc własną sieć informacyjno-wywiadowczą. Formalnie była 
ona niezależna od Komendy Okręgu, w praktyce jednak ściśle z nią współpracowała 
i na wiele jej sukcesów i osiągnięć składała się praca wywiadu Okręgu, działalność 
wielu ludzi, doskonale znających miejscowe warunki, teren, obiekty i ich zabez- 
pieczenie, sposób penetracji itp. Wywiad Komendy Głównej, określany jako wywiad 
ofensywny, składał się z szeregu komórek wywiadu dalekosiężnego. Jedna z jego sieci 
oznaczona kryptonimem "Stragan", już od wiosny 1942 r. działała na terenie Gdyni 
Gdańska 32 . W ramach "Straganu" utworzono w 1942 r. sieć "C" nastawioną niemal 
wyłącznie na zbieranie informacji o tematyce morskiej. Pracowali tam członkowie 
terenowych zawiązków \Vydziału Marynarki Wojennej Komendy Głównej, a więc 
był to wywiad bardzo wyspecjalizowany. Wysyłano też na Pomorze tzw. ekipy wy- 
jazdowe "Straganu" z ściśle określonymi zadaniami, przeważnie bieżącej obser- 
wacji obiektów militarnych na terenach Rzeszy lub do Rzeszy przyłączonych. 
Po rozbiciu "Straganu" wywiad ofensywny na Pomorzu przejął całkowicie "Lom- 
bard". Działalnością sieci "Lombardu" kierowali z terenu Warszawy wyspecjalizo- 
wani oficerowie, między nimi "cichociemni". Starano się, \V przeciwieństwie do "Stra- 
ganu" pozyskiwać do współpracy ludzi narodowości niemieckiej. Po przeszkoleniu 
wysyłano agentów na Pomorze, najczęściej do większych miast ze względu na łat- 
wiejszą konspirację. "Lombard" prócz współdziałania z wywiadem Komendy Okręgu 
Pomorskiego AK współpracował z wywiadem takich organizacji jak "Miecz i Pług", 
Narodowe Siły Zbrojne, "Gryf Pomorski", Batalion "Odra". Zasięg działania był 
bardzo rozległy. Obejmował tereny Rzeszy od Hamburga, przez Szczecin, Wybrzeże 
Gdańskie i Elbląg aż do Królewca. Silny punkt wywiadu był w Gdyni. Doskonale 
zakonspirowany zdołał przejść stosunkowo szczęśliwie aresztowania w latach 1942- 
- 1943. 
Dobrze zorganizowany był wywiad Komendy Okręgu. jego gęsta sieć umożli- 
wiała stałą obserwację wszelkich posunięć okupanta i szybkie przekazywanie infor- 
macji odpowiednim ogniwom organizacyjnym. Udało się wciągnąć do współpracy 
wielu pracowników administracji, a w tym nawet funkcjonariuszy policji. Penetro- 
wano niemal wszystkie gałęzie przemysłu pracującego bezpośrednio lub pośrednio 
na potrzeby wojska - przemysł lotniczy, motorowy, kolej, transport samochodowy, 
produkcję amunicji itp. Zwracano baczną uwagę na nastroje wśród wojska i ludności 
cywilnej, na efekty bombardowań rejonów nadmorskich, zarówno materialne jak 
i moralne. Struktura sieci informacyjnej zezwalała na weryfikację wiadomości 
i szybkie ich opracowywanie. W zasadzie każdy żołnierz armii podziemnej mi
ł
		

/kronika_1200088_0001.djvu

			86 


obowiązek obserwacji okupanta w swym środowisku i przekazywania swych spo- 
strzeżeń 33 . Niesłychanie aktywny był tu Inspektorat Bydgoski, którym kierował 
od połowy 1942 r. por. Aleksander Schulz (ps. "Michał, Maciej"), poprzednio Ko- 
mendant Garnizonu na miasto Bydgoszcz 34 . Do pracy wywiadu przywiązywał szcze- 
gólną rolę i pod tym kątem organizował całokształt pracy bieżącej. Dzieląc miasto 
na rejony, obejmujące 6 dzielnic, terytorialnie zgodnych z zasięgiem posterunków 
policji, powołał ponadto rejony wydzielone, jak kolej czy fabryka prochu w Łęgno- 
wie. Rejony z kolei dzieliły się na placówki terenowe i tu również wprowadził "Mi- 
chał" istnienie placówek wydzielonych w zakładach przemysłu zbrojeniowego oraz 
na lotnisku i magazynie amunicji w Osowej Górze. W sumie, na tym terenie, gdzie 
niemal każdy krok Polaka był kontrolowany i śledzony w zakładzie pracy, w kamie- 
nicy, wśród sąsiadów, dzięki dobrze zorganizowanej i mocno osadzonej w terenie 
siatce organizacyjnej, aparat gospodarczy okupanta, jego administracja, poczta, 
kolej i inne organy były dokładnie rozpoznane i mogły być zaatakowane w najbar- 
dziej newralgicznych ogniwach. Wywiad ogólny, na którego rozbudowę zwracał 
"Michał" dużą uwagę, dzięki masie konspiratorów, ofiarnych, szeregowych ludzi 
podziemnych, stał się na Pomorzu, a w tym też w Bydgoszczy, ogromnym bankiem 
informacji wojskowych, gospodarczych i politycznych, działających na rzecz wspól- 
nego zwycięstwa. 
Wywiad Komendy Okręgu współpracował ściśle z wywiadem Okręgowej Dele- 
gatury Rządu. Zbiory informacji obu wywiadów wzajemnie zazębiały się i uzu- 
pełniały, szczególnie na odcinku produkcji zbrojeniowej, polityki okupanta, nastro- 
jów ludności polskiej i niemieckiej, dyslokacji oddziałów wojskowych i policyjnych 
itp. Istniała też wzajemna pomoc w pokonywaniu trudności kadrowych. I tak przy- 
kładowo kpt. józef Gruss, ps. "Stanisław", "józef", pierwszy szef wywiadu Okręgu 
był przewidziany do dalszej służby w Wydziale Bezpieczeństwa ODR "Zatoka". 
Z kolei Wydział Bezpieczeństwa przekazał Komendzie Okręgu wspomnianego Ale- 
ksandra Schulza oraz józefa Eischtaedta ("Mikrus", "jacek")35. 
Praca wywiadu była wysoko oceniana przez dowództwo alianckie, szczególnie 
wtedy, kiedy ważyły się jeszcze losy wojny i temperatura uczuć brytyjskich w sto- 
sunku do wysiłku wojennego Polski była jeszcze wysoka. Admiralicja brytyjska wie- 
lokrotnie podkreślała dużą wartość informacji z Gdyni i północnych portów niemiec- 
kich. Kapitalne znaczenie miało wykrycie ośrodka doświadczalnego broni rakieto- 
wej w Peenemunde przez grupę "Bałtyk", wyłonioną przez "Lombard", a wybitnie 
wspomaganą przez wywiad Komendy Okręgu 36. 
Dalszym członem walki bieżącej była działalność dywersyjno-sabotażowa, in- 
spirowana i kierowana przez specjalnie stworzoną komórkę - "Kedyw" (Kierow- 
nictwo Dywersji). Był to oddzielny pion bojowy wyspecjalizowany w dywersji i sa- 
botażu. Do zadań "Kedywu" należało też organizowanie zalążków oddziałów par- 
tyzanckich, stosowanie aktów sabotażu i odwetu wobec Niemców oraz likwidowanie 
rodzimych zdrajców, skazanych wyrokiem sądów Polskiego Państwa Podziemneg03 7 . 
W Okręgu Pomorskim komórki "Kedywu" istniały od szczebla Okręgu do niższych 
jednostek organizacyjnych. Tam gdzie nie zdołano zorganizować komórki "Kedywu", 
prowadzenie działań dywersyjnych należało do kompetencji danego dowódcy. Ze 
względu na charakter zadań i wymaganą tu dyspozycyjność, dobór ludzi do szere- 
gów "Kedywu" był szczególnie staranny zarówno pod względem wyszkolenia, jak 
i cech charakteru. Doskonałym elementem żołnierskim byli tu harcerze z "Szarych 
Szeregów". W Bydgoszczy grupy bojowe "Kedywu" występowały pod kryptoni- 
mem "Osa-Kosa"38.
		

/kronika_1200089_0001.djvu

			87 


Obiektem niemal stałej działalności sabotażowej była fabryka amunicji w Oso- 
wej Górze. Pracująca tu grupa żołnierzy Armii Krajowej kierowana przez sierż. 
Sztabrawę oraz Alfonsa Talkowskiego uszkadzała zapalniki do bomb lotniczych. 
Dołączył tam do akcji sabotażowej st. wachm. 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich 
Władysław Kowalski, który wykonał również na polecenie dowództwa dokładny 
szkic fabryki z lokalizacją bunkrów i zaznaczeniem miejsc pracy Polaków 39 . Ponad- 
to z Osowej Góry przerzucano amunicję dla oddziałów partyzanckich w Borach Tu- 
cholskich. Podobna działalność sabotażowa wraz z przerzutem amunicji prowadzo- 
na byhf w fabryce amunicji w Łęgnowie. W Grudziądzu rozwijano sabotaż w war- 
sztatach lotniczych i magazynach amunicji. Pracował tam i działał bardzo skutecz- 
nie służący w wojsku niemieckim Polak z Grudziądza nazwiskiem Trepnau. Zdobyta 
i wykradziona broń i amunicja z zakładów grudziądzkich gromadzona była w leś- 
niczówce w Dusocinie, a stamtąd przerzucana do Lipinek, partyzanckiej wsi, będą- 
cej zapleczem zaopatrzeniowym oddziałów leśnych 40 . DZiałająca w Grudziądzu grupa 
dywersyjna "Kedywu" spowodowała poważne uszkodzenie przewodów gazowych do 
fabryki Herzfeld- Victorium, powodując dłuższą przerwę w zbrojeniowej produkcji 
tej fabryki. 
Na kolei prowadzono niemal stały sabotaż, uszkadzając parowozy, zwierając 
osie, źle sprawając nity. Propagowano metodę zwolnionej, tzw. "żółwiej" pracy. 
Wśród drobniejszych sabotaży, przeprowadzanych często z własnej inicjatywy, 
bez odgórncgo rozkazu (z wiadomych względów trudno jest określić ich powszechność, 
rozmiary i stopień szkodliwości dla okupanta), były akcje duże, dobrze przygotowa- 
ne, starannie przemyślane i wymierzone w obiekty szczególnie newralgiczne. Takim 
uderzeniem była akcja sabotażowa wykonana przez dobrze kierowaną grupę w DAG 
(Dynamit Aktien Gesellschaft)41, w dniu 23 czerwca 1944 r. Doprowadzono do po- 
tężnej eksplozji materiałów wybuchowych. Prócz poważnych szkód materialnych 
wybuch spowodował śmierć 15 osób, między nimi szefa działu produkcji, wybitnego 
specjalisty chemika z Hamburga. Przykładem udanej akcji przeprowadzonej przez 
grupę dywersyjną obwodu starogradzkiego było podpalenie cystern spirytusu w Sta- 
rogardzie Gdańskim w 1944 r. 
Grupy dywersji bojowej przeprowadziły szereg zamachów na konfidentów gesta- 
po oraz na tych funkcjonariuszy aparatu okupanta, których stosunek do ludności 
polskiej nacechowany był okrucieństwem i szczególną nienawiścią. Na Wybrzeżu 
wykonano wyrok śmierci na Obersturmfiihrerze SS Raschu za jego wyjątkowo wrogi 
stosunek do Polaków i nieludzkie traktowanie jeńców wojennych. Wyrok wykonano 
w jego mieszkaniu w Lęborku. Taki sam los spotkał w Golubiu nad Drwęcą niemiec- 
kiego urzędnika Behlke, przy czym dla uniknięcia represji na ludności upozorowano 
jego utonięcie w rzece Drwęcy. Wyrok śmierci wykonany został też w powiecie 
Swiecie na Niemcu Hertzbergu, administratorze majątku ziemskiego. W listopadzie 
1943 r. głośny był zamach na terenie powiatu kościerskiego (interesował się nim oso- 
biście sam Himmler) na znanego działacza NSDAP, nadleśniczego Ericha Bachusa. 
Sam Erich Bachus zdołał uciec, w wyniku wymiany ognia zginął natomiast jego oj- 
ciec. W kwietniu 1944 r. zlikwidowany ,został w okolicy Brodnicy funkcjonariusz 
niemieckiej policji Maks Sentkowski. 
Te podane wybiórczo przykłady świadczą, że na Pomorzu istniał i działał system 
wymiaru sprawiedliwości Polskiego Pallstwa Podziemnego. I chociaż nie dosięgnął 
każdego, który na to zasłużył, odstraszająco działał na wszystkich tych, którzy u- 
ważali, że mogą bezkarnie gnębić i poniewierać człowieka tylko dlatego, że jest Po- 
lakiem i chce zachować swą godność. Ludziom prześladowanym dodawało to otuchy,
		

/kronika_1200090_0001.djvu

			88 


że istnieje podziemna polska władza, która się za nimi ujmuje. W warunkach Po- 
morza i innych ziem przyłączonych do Rzeszy było to szczególnie ważne. 
Konspiracyjny wymiar sprawiedliwości karą śmierci nie szafował. Ten najwyższy 
wymiar stosowano w wypadkach szczególnych, w wyjątkowo dużym natężeniu złej 
woli, wrogości i bestialstwa, bądź też przy zagrożeniu dekonspiracją (konfidenci ges- 
tapo). W wielu wypadkach wysyłano ostrzeżenia i orzekano kary ostrzegawcze. 
Bardzo często były one skuteczne i hamowały zbytnią gorliwość przedstawicieli apa- 
ratu okupanta 42 . 
Na Pomorzu działała też komórka dywersyjna "Zagralin", kierowana bezpośred- 
nio przez Komendę Główną. Przeprowadziła ona kilka udanych akcji na terenie 
Rzeszy. W bazie tej grupy na terenie Bydgoszczy opracowano wiosną 1943 r. zamach 
bombowy na dworcu kolejowym w Berlinie. Z innych akcji wymienić należy podpa- 
lenie na trasie Bydgoszcz- Gdańsk transportu sł omy 43. Akcje sabotażowe prowadzo- 
ne były na liniach kolejowych dalekobieżnych prowadzących ze wschodu przez Po- 
morze do Berlina, Szczecina i innych miast w głębi Rzeszy. W akcjach aktywnie 
uczestniczyła część członków Szarych Szeregów 44 . 
Wiele uwagi poświęcała Komenda Okręgu pracy propagandowej, chociaż główne 
jej nasilenie nastąpiło dopiero w połowie 1944 r. Rozprowadzanie materiałów infor- 
macyjnych było bardzo trudne i stąd też ograniczało się do żołnierzy Armii Krajo- 
wej i pewnego kręgu ludzi nie zorganizowanych, lecz zasługujących na zaufanie. 
Prócz materiałów z wydawnictw centralnych ("Biuletyn Informacyjny", ,Wiado- 
mości Polskie", "Żołnierz Polski"), które zresztą z trudem przedostawały się na te- 
ren Pomorza, wydawano przez BI P przy Komendzie Okręgu gazetę konspiracyjną 
"Strażnica Bałtyku" oraz regionalny "Biuletyn Informacyjny". W Jastrzębiu (pow. 
Chojnice) drukowano na ręcznej drukarni gazetkę ,_ Głos Serca Polskiego" a w Lip- 
nie czasopismo "Iskra Wolności" oraz w Lubiczu "Nasza Warta"45. Prócz wydaw- 
nictw przechodzących przez BI P kolportowano niektóre czasopisma Delegatury 
Rządu na Kraj, przede wszystkim takie jak "Zachodnia Straż Rzeczypospolitej" 
i "Rzeczpospolita Polska" oraz wiele okolicznościowych ulotek i odezw Delegata 
Rządu RP na Kraj. Informowano w nich o bieżącej sytuacji politycznej, pozycji 
Polski w obozie aliantów, polskiej racji stanu, problemie granic na wschodzie i za- 
chodzie, formach ustrojowych itp. W stosunku do okupanta wyrażano bezkompro- 
misową postawę walki, piętnując wszelkie formy kolaboranctwa, lokajstwa i służal- 
czości. Podkreślano ciągłość Państwa Polskiego i suwerenność jego władz w kraju 
i na obczyźnie. 
Okręgowi Pomorskiemu Armii Krajowej nie udało się na swym terenie zorganizo- 
wać większych oddziałów partyzanckich o znaczeniu taktycznym, któreby zdołały 
chociaż przejściowo opanować jakąś miejscowość, czy mniejszy rejon. Nie doszło też 
do koncentracji zgrupowań partyzanckich, jak na Wołyniu, Wileńszczyźnie, Nowo- 
gródczyźnie, czy w Lubelskim. Porównując ten odcinek walki bieżącej w skali wi- 
docznej na Pomorzu z innymi rejonami kraju, nie można nie uwzględnić tu warun- 
ków lokalnych, a więc tych wszystkich czynników, które umożliwiały organizację 
i utrzymywanie się oddziałów leśnych, jak ukształtowanie terenu, wię
sze masywy leś- 
ne i ich charakter, warunki narodowościowe, gospodarcze i polityczne. Pod tym wzglę- 
dem region Pomorza nie przedstawiał się korzystnie. Element polski był poważnie 
osłabiony przez masowe wysiedlenia i wywłaszczenie, a wskutek nadania nawet 
niepełnego państwowego obywatelstwa niemieckiego powoływany do służby wojsko- 
wej. Teren był silnie nasycony siłami policji, żandarmerii, a w miarę zbliżania się 
frontu - oddziałami wojskowymi. Znaczna część Pomorza pokryta była wprawdzie 
dość dużymi obszarami leśnymi (największy masyw leśny - Bory Tucholskie), 


..
		

/kronika_1200091_0001.djvu

			89 


były to jednak lasy zupełnie inne niż w Małopolsce Wschodniej, na Wołyniu czy na 
Wileńszczyźnie, gdzie niedostępność terenu mocno utrudniała oddziałom okupanta 
prowadzenie działań. Lasy pomorskie były to przede wszystkim lasy sosnowe, sta- 
re, wysokopienne, bez gęstego poszycia, przeważnie suche, bez bagien i moczarów, 
tak typowych dla lasów na wschodzie. Stosunkowo wysoka kultura gospodarcza, 
wyrażająca się dużą ilością dróg bitych i duktów leśnych umożliwiała docieranie 
siłom okupanta do obszarów leśnych i patrolowanie ich przez jednostki zmotoryzo- 
wane. W tej niekorzystnej dla działań leśnych sytuacji, zorganizowanie i utrzymanie 
do końca oddziałów partyzanckich na Pomorzu, chociaż mniejszych i liczebnie słab- 
szych niż w okręgach wschodnich i centralnych, było niewątpliwie dużym sukcesem 
organizacyjnym Komendy Okręgu, dowódców oddziałów i grup, dobrego systemu 
łączności, placówek terenowych oraz wielkiej rzeszy ludności, ofiarnie wspomaga- 
jącej swe "leśne wojsko". Przykładem zorganizowania i działania takiego oddziału 
leśnego w specyficznie trudnych warunkach Pomorza może być historia Zgrupowania 
AK G-200 "Świerki" w Borach Tucholskich. Posiadał on rozbudowaną bazę w rejo- 
nie kompleksu leśnego Osiek (powiat Starogard Gdański) - Osie (powiat Świecie). 
Zaczątki oddziału tworzyli ludzie, którzy właściwie już od początku, tj. z chwilą 
wkroczenia wojsk niemieckich nie mogli żyć na stopie legalnej i zmuszeni byli ukry- 
wać się46. Bory Tucholskie dawały im najczęściej schronienie. Zbiegowie ci budowali 
dobrze zamaskowane bunkry leśne, przeważnie w pobliżu rodzinnych wsi, które za- 
pewniały im podstawową egzystencję. Jednym z tych, którzy już od pierwszych dni 
okupacji przeszli do podziemia, był Stefan Guss, z zawodu nauczyciel 47 . Energiczny, 
zdolny organizator, S. Guss, ps. "Dan" , stworzył grupę leśną. Po utworzeniu w mar- 
cu 1941 r. placówki ZWZ-A K w Lipinkach (płd.-wsch. część Borów Tucholskich) 
i nawiązaniu ściślejszych kontaktów z Inspektoratem Bydgoskim AK, przekształciła 
się ona w oddział występujący pod kryptonimem "Świerki" i liczący już około 30 
ludzi. Partyzanci przeprowadzili szereg udanych akcji, przeważnie o charakterze 
rekwizycyjnym. Uderzano najczęściej w fanatycznych zwolenników hitleryzmu, 
zdobywając broń, amunicję, mundury, bieliznę, większe partie żywności czy też 
kartek żywnościowych. Były też i akcje czysto bojowe, jak uderzenie na areszt wię- 
zienny w Osieku w listopadzie 1942 r. i uwolnienie z niego ludzi zatrzymanych za 
kontakty z konspiracją. Wszyscy uwolnieni, a między nimi Zygfryd Prokop, łącznicz- 
ka frania i jej ojciec Antoni Bobkowski zasilili szeregi oddziału. W lutym 1942 r. 
oddział "Dana" pośpieszył na pomoc otoczonej w rejonie leśnictwa Dębowiec grupie 
leśnej. Brawurowe uderzenie na tyły obławy przerwało pierścień okrążenia, ratując 
z beznadziejnej sytuacji broniących się w leśnym bunkrze partyzantów. Udane akcje 
rozsławiły oddział w okolicy, a sam dowódca otrzymał miano "nieuchwytnego leś- 
nego hetmana"48. Rozwścieczeni Niemcy byli mniej uprzejmi i określali go jako 
"bezczelnego szefa polskich bandytów". 
Wiosną 1943 r. rozkazem Komendy Podokręgu Północno-Zachodniego skiero- 
wany został do oddziału "Świerki" por. Alojzy Bruski, ps. "Grab" z zadaniem prze- 
jęcia dowództwa 49 . "Dan" , cieszący się opinią doskonałego organizatora otrzymał 
zadanie utworzenia nowego oddziału w rejonie Cekcyna, z tym, że mógł sobie do- 
brać ludzi z oddziału przekazanego" Grabowi". W ten sposób powstał oddział par- 
tyzancki "jedliny". 
Objąwszy "Świerki", "Grab" jako oficer służby stałej z miejsca przystąpił do 
starannego szkolenia bojowego, modyfikując je warunkami leśnymi. Potrafił tu wy- 
pracować swoisty regulamin służby wewnętrznej i metody szkolenia, dostosowane 
do partyzanckich form walki. Obdarzony dużymi zdolnościami dowódczymi, odwa- 
gą osobistą, koleżeński a jednocześnie wymagający, dbały o ludzi, stanowił w tych 


,
		

/kronika_1200092_0001.djvu

			90 


szczególnych warunkach wzór dowódcy oddziału leśnego. Oddział systematycznie 
rozrastał się, zdobywał doświadczenie, doskonalił się w stałych akcjach, potyczkach, 
wypadach i patrolach. Staranne rozpoznanie terenu i doskonale zorganizowane za- 
piecze partyzanckie w postaci terenowej placówki i solidarnej postawy ludności 
Lipinek, zapewniały bieżące informacje o ruchach niemieckich oddziałów, grożących 
obławach, planowanych akcjach Wehrmachtu, żandarmerii, jednostek SS i jagdko- 
mmando so . Często zorganizowane z dużym nakładem sił i środków operacje kończy- 
ły się uderzeniem w próżnię, gdyż uprzedzony o niebezpieczeństwie" Grab" forsow- 
nym marszem przenosił się na inny teren, by tam niepokoić okupanta zaskakujący- 
mi akcjami zbrojnymi. Potrafił też "Grab" przyjąć walkę, znaleźć słabe miejsce 
w pierścieniu okrążenia i koncentrycznym atakiem przebić się. Kiedy w początkach 
maja 1944 r. Niemcy przygotowali dużą operację oczyszczenia Borów Tucholskich, 
koncentrując ponad 2,5 tys. ludzi przy wsparciu bronią pancerną, w rejonie Lipinek 
doszło do kilkudniowych, zaciętych walk podczas których "Grab" zadając przeciw- 
nikowi dotkliwe straty zdołał wyjść z okrążenia i ocalić oddział. 'W sumie przez cały 
okres swego istnienia oddział wiązał poważne siły niemieckie, wytwarzając u okupan- 
ta poczucie zagrożenia, a wśród ludności polskiej otuchę i nadzieję. Oddział prze- 
kształcił się z czasem w zgrupowanie, złożone z oddziału kadrowego i kilku podod- 
działów. Pododdziały te, prowadzone przez doświadczonych dowódców, przeważnie 
podoficerów, działały w wyznaczonych rejonach i na każde wezwanie "Graba" 
spieszyły na wyznaczone miejsce koncentracji sl . W sumie przyjąć można, że w osta- 
tnim półroczu swego istnienia zgrupowanie liczyło ponad 150 doświadczonych, za- 
prawionych w walkach partyzanckich żołnierzy. W sierpniu 1944 r. przybywa do 
zgrupowania ppor. Henryk Szymanowicz i obejmuje stanowisko zastępcy "Graba". 
Pełnić je będzie do końca, aż do rozwiązania zgrupowania 52 . 
Oddzielny temat w,historii Zgrupowania Armii Krajowej "Świerki" stanowi 
współpraca z radziecką grupą desantową dowodzoną przez por. Kazimierza Waluka, 
ps. "Zelazny", "Bystrooki", "Czarny". Była to współpraca, którą można by nazwać 
raczej wszechstronną i życzliwą pomocą, udzielaną przez gospodarza terenu - Ar- 
mię Krajową. Desant lotniczy zrzucony został w czerwcu 1944 r., a więc wtedy, 
kiedy tereny Pomorza stawały się już bezpośrednim zapleczem frontu wschodniego. 
Podstawowym zadaniem grupy por. Waluka było zbieranie i przekazywanie do 
dowództwa frontu informacji dotyczących dyslokacji wojsk, budowy umocnień, 
rozmieszczenia lotnisk, zakładów zbrojeniowych itp. Współpraca została w pełni 
zaakceptowana przez Komendę Okręgu i wywiad Armii Krajowej przekazywał 
grupie zwiadowczej por. Waluka cenne materiały, stanowiące charakterystykę 
zaplecza frontu. Była to lojalność i współpraca w okresie, kiedy władze sowieckie 
dopuszczały się na zajętych przez Armię Czerwoną terenach Polski masowych i bez- 
względnych represji wobec oddziałów Armii Krajowej i administracji Polskiego Pail- 
stwa Podziemnego. Sam "Grab" wypełniał postulat lojalnej współpracy i wspólnej 
walki z właściwą sobie uczciwością i żołnierską otwartością, traktując zwiadowców 
z grupy. desantowej jako żołnierzy wojsk sprzymierzonych w walce ze wspólnym 
wrogiem S3 . Podobna atmosfera pomocy i współpracy panowała w innych oddziałach 
partyzanckich Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej. 
Stałe nadawanie meldunków informacyjnych przez pracujące radiostacje nie 
mogło ujść uwadze nieprzyjaciela. W Borach Tucholskich pojawiły się dotychczas 
niewidziane i nieznane samochody radiopelengacyjne, starające się ustalić miejsca 
pracy radiostacji i jednocześnie stacjonowania oddziałów leśnych. Coraz częstsze 
były obławy, starcia, potyczki. Trzeba było zmieniać miejsca postoju, przebijać się 
przez zastawiane obławy, forsownymi marszami odrywać się od wroga. _
		

/kronika_1200093_0001.djvu

			91 


W drugiej dekadzie września 1944 r. Zgrupowanie "Świerki" otrzymało obiecany 
przez por. Waluka pokaźny zrzut broni i amunicji przekazany w okolicach Su- 
chobrzeźnicy. Pozwoliło to na dozbrojenie zgrupowania i zaplanowanie większej 
akcji zaczepnej, takiej, któraby mocno wstrząsnęła Niemcami. Akcją taką był u- 
dany wypad nocny na Czersk Swiecki, przeprowadzony połączonymi siłami zgrupo- 
wania i grupy desantowej. Zaskoczenie było całkowite. Stacjonujące w zaatakowanej 
miejscowości oddział niemieckich lotników i jednostka własowców poniosły duże 
straty. Opanowano dobrze zaopatrzone magazyny, zdobywając wiele bielizny, umun- 
durowania i żywności. Niemcy zmuszeni byli zawezwać na pomoc oddziały Wehr- 
machtu z Grudziądza i Świecia. Po wykonaniu zadania partyzanci wycofali się w la- 
sy. Straty ich były minimalne. Ranny został zwiadowca grupy desantowej, Kostia 
Kalinowski. W trakcie walki pierwszej pomocy udzielił mu sanitariusz z oddziału 
"Graba" Andrzej Adamski, ps. "Tolek"54. 
Wypad na Czersk Świecki przeprowadzony został w okresie Powstania War- 
szawskiego i Niemcy obawiali się, że jest to początek powstania ogólnego na Po- 
morzu. Dlatego też pomimo niekorzystnej sytuacji na froncie skierowali na teren 
Borów Tucholskich silne oddziały wojskowe, chcąc ostatecznie oczyścić obszar 
tyłowy. Doszło wtedy do krw
wych walk w dniu 12 października w rejonie Osiek 
_ Leśna jania, a przede wszystkim pod koniec miesiąca, w dniach 27 i 28 paździer- 
nika w rejonie Błędna - Starej Rzeki. Z przeważającymi siłami policji,jagdkomman- 
do i Wehrmachtu walczyły połączone pododdziały "Sójki" (Huberta Bukowskiego) 
i "Becha" (Feliksa Warczaka) oraz dwie radzieckie grupy desantowe - w sumie 
około 100 ludzi. Zadano nieprzyjacielowi duże straty i ostatecznie zdołano wyjść 
z okrążenia. Straty własne były jednak również dotkliwe, a ponadto utracono wszyst- 
kie zapasy amunicji, żywności i lekarstw. 
Późną jesienią, w obliczu zbliżającej się zimy i przy coraz większym nasyceniu 
terenu oddziałami nieprzyjacielskimi, warunki przetrwania zgrupowania stawały 
się coraz cięższe. Coraz trudniej było zdobywać amunicję, żywność i lekarstwa. Trze- 
ba było część ludzi skierować na zimowe leża w oczekiwaniu, kiedy ruszy front 
wschodni, który zastygł nad Wisłą. W głębi lasu pozostał w końcu jedynie zreduko- 
wany do minimum kadrowy oddział "Graba" w sile 18 ludzi, a wraz z "Grabem" 
jego zastępca, "Marek" (Henryk Szymanowicz). 
Przed samym Bożym Narodzeniem spadł puszysty śnieg, który ułatwił Niemcom 
wykrycie oddziału por. Waluka "Żelaznego" w rejonie "Bombenplatzu". Po 
trzech dniach ciężkich walk i ustawicznego odrywania się od pogoni, oddział zo- 
stał niemal całkowicie zniszczony. Uratował się jedynie ciężko ranny "Żelazny" 
i jeden zwiadowca. W podobnych okolicznościach zaatakowany został pod Starą 
Hutą oddział" Graba". Zdołał wprawdzie wyrwać się z okrążenia, ale pościg trwał da- 
lej, idąc po śladach widocznych na śniegu. Trzeba było oddział przejściowo rozpro- 
szyć, wyznaczając punkt zborny. Około 17 stycznia 1945 r., garstka ludzi, skupiona 
wokół "Graba" i "Marka" stoczyła w rejonie Swiecia swą ostatnią walkę z patro- 
lami Wehrmachtu. Pomimo skrajnego wyczerpania, poderwana do nadludzkiego 
wysiłku, zadała przeciwnikowi znaczne straty i sama, mocno wykrwawiona, z tru- 
dem oderwała się od wroga. Po przejściu w okolice Maksymilianowa w dniu 19 stycz- 
nia oddział (a raczej jego resztki) został rozwi.ązany. Dalsze losy "Graba" i jego lu- 
dzi układać się już będą w nowych warunkach. Nie były one szczęśliwe dla żołnierzy 
Armii Krajowej, podobnie zresztą jak i w innych rejonach Polski. 
Poza Zgrupowaniem "Świerki", które było bez wątpienia najsilniejszą jednostką 
partyzancką na Pomorzu, istniały jeszcze inne oddziały leśne Armii Krajowej na 
tym terenie. jednym z nich był wspomniany już oddział partyzancki "jedliny",
		

/kronika_1200094_0001.djvu

			92 


zorganizowany przez Stefana Gussa "Dana". Liczący około 30 ludzi działał na te- 
renie powiatów Tuchola i Sępólno. Przeprowadził szereg udanych akcji rekwizycyj- 
nych. Od października 1944 r. oddział "Dana" ściśle współpracował z radziecką grupą 
desantową ppor. Stanisława Mikielewicza. Grupa ta posiadała dwie radiostacje. Wspól- 
nie z nią rozpoznawano patrolami bieg Wisły, miejsca dogodnych przepraw i poło- 
żenia mostów. Wspólne działania trwały do końca, tj. do wkroczenia Armii Czerwo- 
neJ. 
Oddział jana Sznajdera ("jaś", "Dąb") powstał w końcu 1941 r. w ramach Taj- 
nej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski" i po przejściowej podległości innej 
regionalnej organizacji "Polska Armia Powstania" przeszedł do Armii Krajowej. 
W sile około 20 ludzi operował głównie w rejonie Czersk i Tuchola. Działał bardzo 
aktywnie, potrafił nawet dołączyć do sił biorących udział w ataku na Czersk Świecki. 
Wielkim sukcesem wywiadowczym oddziału było zdobycie informacji o rozlokowa- 
niu niemieckich wyrzutni rakiet VI i V2 pod Wierzchucinem. Dane te zostały prze- 
kazane radzieckim grupom wywiadowczym. W styczniu 1945 r. część rozbitków ze 
zgrupowania "Graba" znalazła schronienie w dobrze zamaskowanych ziemiankach 
"jasia", dzieląc dalsze losy jego grupy. 
Oddział jana Szalewskiego, ps. "Soból", "Szpak" powstał z jednej najwcześniej 
zorganizowanych grup partyzanckich. jan Szalewski jako oficer rezerwy po zakoń- 
czeniu walk wrześniowych zdołał uciec z transportu jenieckiego i od tego czasu ukry- 
wał się. Szybko nawiązał kontakt z ludźmi, których losy układały się podobnie. 
W 1941 r. zorganizował grupę partyzancką w okolicach Czerska. Podporządkował 
się "Gryfowi Pomorskiemu", a następnie "Polskiej Armii Powstania". jesienią 
1943 r. przeszedł wraz z swym oddziałem do Armii Krajowej, pozostając w niej aż 
do zakończenia walk. Oddział "Sobola" był najdalej wysuniętym na północ oddzia- 
łem Armii Krajowej. Przeprowadził wiele akcji odwetowo-rekwizycyjnych, stoczył 
szereg potyczek z policją i żandarmerią. Był dobrze zorganizowany i stosunkowo 
dobrze uzbrojony. Działał głównie w powiatach kościerskim i chojnickim, często 
jednak robił wypady na południe powiatu kartuskiego. Wiosną 1944 r. dokonał 
śmiałego napadu na areszt żandarmerii w Brusach, gdzie uwięziony był żołnierz 
z oddziału "Sobola" Wojciech Warsiński, ps. "jeleń". W akcji rozbito areszt i uwol- 
niono "jelenia" oraz kilku innych aresztowanych. 
Krwawą bitwę obronną stoczył oddział" Sobola" pod koniec maja 1944 r. pod 
Łubianą, powiat Kościerzyna. Niemcy po ściągnięciu dużych sił policji, żandarmerii 
i oddziałów SS z obozu ćwiczeń SS "Westpreussen", zdołali otoczyć "Sobola" oraz 
kilka grup" Gryfa Pomorskiego", kwaterujących w schronach i bunkrach leśnych. 
Otoczenie nastąpiło w nocy z 25 na 26 maja. jednocześnie Niemcy zamknęli szczelnie 
wszystkie drogi w okolicznych wsiach, a rano przystąpili do likwidacji zgrupowania. 
Ofiarna obrona, a jednocześnie podejmowane z niesłychaną brawurą i determinacją 
(aczkolwiek nie zawsze skoordynowane) próby wyjścia z okrążenia, wywołały u prze- 
ciwnika przesadne wyobrażenie o sile okrążonych oddziAłów. Po całodziennej walce 
w godzinach wieczornych poszczególne grupy za cenę dużych strat zdołały się prze- 
bić przez pierścień okrążenia. Poległo około 20 partyzantów. Niemcy również po- 
nieśli znaczne straty. Na nieszczęście dla Polaków po walkach pod Łubianą zdekon- 
spirowane zostały miejsca lokalizacji schronów partyzanckich, a wśród nich schron, 
w którym znajdował się "Soból". Było to koło leśniczówki Trawice, w powiecie choj- 
nickim. Prawdopodobnie tam zamierzał on nawiązać kontakt i zebrać ludzi. Całko- 
wicie zaskoczony wraz z trzema partyzantami przyjął walkę. Dwaj z nich polegli, 
a sam "Soból" ciężko ranny wyniesiony został przez swego adiutanta Stanisława 
Kęcińskiego. Długo leczył się z ran na konspiracyjnej kwaterze. Pod koniec września 


..
		

/kronika_1200095_0001.djvu

			93 


po powrocie do lasu nawiązał kontakt z grupą desantową ppor. jana Miętkiego i od- 
tąd oddział "Sobola" działał z nią wspólnie, przekazując zdobyte informacje wywia- 
dowcze. 
W lasach brodnickich działała około 20-osobowa grupa leśna por. "Sprężyny". 
Najprawdopodobniej jej należy przypisać udaną akcję uwolnienia z aresztu w Brod- 
nicy kilku żołnierzy Armii Krajowej w 1942 r. 
jak już wspomniano, oddział "Świerki" przekształcił się w zgrupowanie, liczące 
ponad 150 ludzi. Ten istotny fakt w dziejach walk leśnych Armii Krajowej w Borach 
Tucholskich wydarzył się na wiosnę 1944 r. i niezależnie od wojskowego rozkazodaw- 
stwa był wynikiem ogromnego autorytetu i siły moralnej" Graba". Były to czynniki 
niezmiernie ważne w warunkach armii podziemnej. Pod rozkazy "Graba" przeszło 
wtedy sześć zaprawionych w walkach pododdziałów, z których każdy miał już swą 
własną kartę bojową, stworzoną w samodziel.nych działaniach w Borach Tucholskich, 
Były to pododdziały: 
- "Sójki", pod dowództwem plut. czasu wojny Huberta Bukowskiego ps. "Sójka", 
w liczbie 20 ludzi 
- "Becha", pod dowództwem Feliksa Warczaka ps. "Bech", w sile 12 ludzi 
- "Wilka" pod dowództwem plut. czasu wojny jana Sikorskiego ps. "Orlicz", 
"janek", w sile 20 ludzi 
- "Bródki", pod dowództwem sierż. Bernarda Szapańskiego ps. "Bródka", w licz- 
bie 10 ludzi 
"Dziki", pod dowództwem sierż. Bernarda Weinera ps. "Dzik", w sile 15 ludzi 
- "Szyszki", pod dowództwem plut. Piotra Guza ps. "Czubek", w liczbie 15 ludzi. 
Dowódcy, najczęściej ludzie "miejscowi", związani z życiem i warunkami leś- 
nymi, doskonale radzili sobie z warunkami, w jakich przyszło im działać. Wiedzieli, 
jak zamaskować się na postoju, jak przenosić się z miejsca na miejsce nie pozosta- 
wiając po sobie śladów, gdzie i jak przygotować zasadzkę i jak jej uniknąć, kiedy 
przyjąć walkę i szybko odskoczyć, wreszcie - jak w lesie zdobyć żywność, kiedy nie 
można było podejść do wioski czy pojedynczych osiedli. Ludzie ci, z których każdy 
przedstawiał własną osobowość, tak że trudno byłoby charakteryzować ich łącznie, 
mieli niemal identyczny stosunek do "Graba". Czuli się jego podkomendnymi jesz- 
cze przed wejście do jego zgrupowania i działając w zasadzie niezależnie byli zawsze 
gotowi na jego wezwanie do akcji, której przeprowadzenie wymagało wspólnego dzia- 
łania. Tak więc ich wcielenie do zgrupowania i formalne podporządkowanie perso- 
nalne było w ogólnym odczuciu uznaniem wielkiego zaufania i szacunku, jakim cie- 
szył się "Grab" nie tylko wśród partyzantów, lecz również wśród ludności Borów 
Tucholskich, stanowiącej zaplecze oddziałów walczących. jeszcze dziś, po tylu la- 
tach, pozostali przy życiu leśni żołnierze "Graba" z dumą wspominają okres służby 
i walki u tego wybitnego dowódcy, który tak pięknie łączył w sobie i godził wszystkie 
dodatnie cechy oficera służby stałej z pełnym zrozumieniem istoty armii podziemnej 
i jej w pełni ochotniczego charakteru. 
Na Pomorzu oprócz oddziałów Armii Krajowej działały jeszcze oddziały i grupy 
leśne organizacji konspiracyjnych o charakterze regionalnym, a nawet takie, które 
nie podlegały żadnej organizacji. Wszystkie jednak z sobą współdziałały i solidarnie 
śpieszyły sobie z pomocą. 


3. Epilog. 


jak już wspomniano, nie doszło na terenie Pomorza do realizacji "Burzy", 
chociaż przygotowania do niej były bardzo staranne i intensywne. Tragiczne doś-
		

/kronika_1200096_0001.djvu

			94 


wiadczenia oddziałów Armii Krajowej z Kresów Wschodnich i okręgów centralnych 
dowiodły niezbicie, że wszelka współpraca i współdziałanie bojowe z wkraczającymi 
jednostkami sowieckimi kończy się rozbrojeniem, internowaniem i zesłaniem. W tej 
sytuacji Komenda Okręgu przyjmując, że ujawnienie się wobec dowództwa sowiec- 
kiego własnych oddziałów zgodnie z założeniami "Burzy" jest równoznaczne z ich 
unicestwieniem, a czując się jednocześnie odpowieazialną do końca za swój teren, 
ludność i mienie, wydała rozkaz pod kryptonimem "Deszcz". Wszystkie inspektora- 
ty otrzymały szczegółowe polecenia rozpoznania na swym terenie obiektów prze- 
mysłowych, komunikacyjnych, elektrowni, gazowni, wodociągów i innych, narażo- 
nych na zniszczenie przez wycofujące się władze niemieckie. Zorganizowane grupy 
zdobywały szkice tych obiektów z rozmieszczeniem ładunków wybuchowych, sta- 
rały się ustalić, w jaki sposób będą odpalane i jak można je unieszkodliwić. Kapital- 
ne znaczenie w opanowaniu Bydgoszczy przez wojska sowieckie miało uniemożli- 
wienie wysadzenia mostów na Brdzie. W akcji tej brał udział st. wachm. W. Kowal- 
ski s5 . Wielu żołnierzy Armii Krajowej spełniało rolę przewodników wkraczających 
czołówek sowieckich 56 . 
Rozkazem ostatniego Dowódcy Armii Krajowej i jednocześnie Dowódcy Sił 
Zbrojnych w Kraju gen. bryg. Leopolda Okulickiego z dniem 19 stycznia 1945 r. 
rozwiązana została Armia Krajowa. Nie stanowiło to jednak automatycznego zdemo- 
bilizowania wielu tysięcy żołnierzy Polski Walczącej, szczególnie w trudnej i skom- 
plikowanej sytuacji, jaka wtedy panowała. Na terenach zachodnich, w tym rów- 
nież na Pomorzu, trwała jeszcze okupacja niemiecka (dnia 12 stycznia ruszyła potęż- 
na ofensywa sowiecka, a 24 stycznia zajęta została Bydgoszcz) i Armia Krajowa pro- 
wadziła nadal swe działania. Szły w teren o.statnie rozkazy, ale łączność rwała się 
w warunkach toczonych walk i szybko posuwającego się frontu s7 . Łączniczki z tru- 
dem docierały do nakazanych miejscowości przez dworce kolejowe przepełnione 
wojskiem i ewakuowaną ludnością niemiecką. Rozmaicie, często wprost tragicznie 
układały się losy resztek oddziałów leśnych. Oddział "Jasia", "Dęba", który do koń- 
ca ściśle współpracował z grupą desantową i zasilał Dowództwo Frontu Białoruskie- 
go cennymi informacjami, z zaufaniem poszedł na spotkanie sowieckich czołówek 
pancernych. Kontakt ten zakończył się internowaniem i zesłaniem w głąb Związku 
Sowieckiego. 58 Podobny los spotkał wielu innych żołnierzy Armii Krajowej. Nie 
oszczędził też wielu mieszkańców partyzanckiej wsi Lipinki za ich ofiarną i bohater- 
ską pomoc niesioną leśnym ludziom spo.d znaku Armii Krajowej. W ówczesnej ter- 
minologii było to "oczyszczanie terenu" z wrogich elementów. Tragiczny był kres 
żołnierskiej drogi bohatera z Borów Tucholskich kpt. Alojzego Bruskiego "Graba" - 
więzienie we Wronkach, proces będący parodią prawa i sprawiedliwości i wyrok 
śmierci. Powojenne losy żołnierzy Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej i struktur 
Polskiego Państwa Podziemnego na Pomorzu to temat odrębny, wymagający od- 
dzielnego opracowania, dotychczas traktowany marginalnie, bądź też szerzej jako 
oręż propagandy minionego reżimu. 
W opracowaniu starano się przedstawić zarys dziejów Armii Krajowej na Pomo- 
rzu na tle ogólnokrajowym. Historia Armii Krajowej jest sprawą wielką, a zarazem 
trudną i skomplikowaną, a finał jej - tragiczny. Ten tragizm dziejów, tragizm pol- 
skiego losu, tak wyraziście zakodowany w historii Armii Krajowej dotyczy jej jako 
całości, całej formacji wojskowej, jak też losów poszczególnych żołnierzy, bo prze- 
cież one składają się na obraz całości. Można by to też nazwać - "na rozstajach dróg", 
bo przecież po zajęciu Pomorza przez wojska sowieckie część oficerów i żołnierzy 
Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej nie godząc się z nowym porządkiem pozostała 
w konspiracji i prowadziła działalność niepodległościową nadal, w nowych warun-
		

/kronika_1200097_0001.djvu

			95 


kach. Podstawą tej działalności było przekonanie o ciągłości Państwa Polskiego, 
którego jedynym legalnym reprezentantem jest istniejący i działający na obczyźnie 
Rząd RP. Było to przekonanie mocno ugruntowane w latach wojny i okupacji i ono 
wtedy stanowiło o spoistości i zwartości konspiracyjnej pracy niepodległościowej. 
Kwestionując celowość takiego stanowiska w ówczesnej sytuacji (szczególnie z per- 
spektywy czasu), nie można kwestionować czystości intencji. 
Wszelkie rocznice są okazją do cofania się w przeszłość, tym bardziej, jeśli można 
to czynić na podstawie własnych doświadczeń i własnych przemyśleń, chociaż zaw- 
sze dzieje minione są wzbogacane poglądami współczesnych. Podobnie też ma się 
rzecz w 50-tą rocznicę powołania Armii Krajowej, bo przecież historia nigdy nie była, 
nie jest i nie będzie nauką zamkniętą, a przeszłość będzie tematem ocen, dysput 
i polemik. Mówiąc czy pisząc o dziejach Armii Krajowej na Pomorzu nie można też 
uniknąć chociażby najbardziej podstawowej, syntetycznej oceny jej działalności. 
Chyba warto tu cofnąć się do ostatnich dni 1941 r. kiedy komendant Obszaru Za- 
chodniego gen. Tadeusz Komorowski "Korczak" wizytując podległy mu obszar 
(do którego należał również Okręg Pomorski) stwierdził bardzo ograniczoną możli- 
wość prowadzenia tam pracy podziemnej i rozwinięcia na miejscu sztabu wyższego 
dowództwa. Realia życia polskiej ludności w pełni na to wskazywały. Tymczasem 
Okręg Pomorski Armii Krajowej udowodnił, że nie istniał tylko z nazwy, ale że po- 
trafił rozwinąć całą organizację wszystkich szczebli dowodzenia i podjąć wszystkie 
formy walki bieżącej oraz przygotowania do powstania powszechnego, a następnie 
do akcji "Burza". Wykonywał rozkazy i realizował wytyczne Komendy Głównej, 
a tak ważny dział pracy podziemnej jak wywiad, doprowadził do perfekcji. Rozwi- 
nął, choć w skromniejszym zakresie niż w innych okręgach, oddziały leśne, a echa 
strzałów w Borach Tucholskich i poza nimi świadczyły, że Polska żyje i walka trwa. 
Armia Krajowa na Pomorzu nie działała w próżni. W wysiłku niepodległościowym 
tych ziem zaznaczył się również udział szeregu większych i mniejszych podziemnych 
organizacji. Większość z nich w wyniku prac scaleniowych przeszła do Armii Krajo- 
wej, inne, jak" Gryf Pomorski" zachowały do końca swą odrębność organizacyjną, 
chociaż poszczególne grupy" Gryfa" podporządkowały się Komendzie Okręgu AK. 
Niezależnie od wszystkiego, od chęci zjednoczenia się czy też samodzielnego działa- 
nia, panowała zawsze wzajemna lojalność, życzliwość, współpraca i chęć niesienia 
sobie pomocy. Nie było też żadnych tendencji separatystycznych. Dobrze zorgani- 
zowany wywiad "Gryfa" współpracował przez cały okres okupacji z wywiadem Armii 
Krajowej, a nawet, jak wskazują na to poważne dane, ludzie z wywiadu "Gryfa" 
pracowali jednocześnie w siatce wywiadu Komendy Głównej AK "Stragan". Wy- 
wiad "Gryfa" kierował też punktem przerzutowym do Szwecji. Zdołał on przerzu- 
cić do Szwecji około 350 osób. Była to trasa, z której korzystali ludzie z wywiadu i Od- 
działu V Komendy Głównej Armii Krajowej. Korzystał z niej również kurier Ko- 
mendy Głównej Jan Nowak jeziorański. Należy się spodziewać, że w przypadku 
"Burzy" wszystkie dotychczas działające samodzielnie organizacje niepodległościo- 
we podporządkowałyby się całkowicie jednemu dowództwu i jednemu Dowódcy 
Sił Zbrojnych w Kraju, czyli Dowódcy Armii Krajowej. Tak działo się w okręgach 
w których przeprowadzano "Burzę" i nic nie wskazywało na to, aby na Pomorzu 
miało być inaczej. 
Oddziały Armii Krajowej na Pomorzu lojalnie i życzliwie współdziałały z gru- 
pami spadochronowymi, kierowanymi na zaplecze niemieckie przez dowództwo 
Frontu Białoruskiego. Było to w okresie, kiedy Komendzie Okręgu wiadomy był już 
los oddziałów Armii Krajowej na terenach Polski zajętych przez Armię Czerwoną.
		

/kronika_1200098_0001.djvu

			96 


Nie ulega wątpliwości, że dowódcy i żołnierze grup spadochronowych, pomimo oso- 
bistej dzielności i chęci wykonania zadania, niewiele mogliby zdziałać bez pomocy, 
a nawet opieki ze strony oddziałów Armii Krajowej i "Gryfa Pomorskiego". Jakie 
były za to dowody "uznania i wdzięczności", aż nadto wiadomo. 
W wysiłku wojennym Armii Krajowej na rzecz wspólnego zwycięstwa Okręg 
Pomorski ma swój znaczący udział. Oceniać go trzeba relatywnie, to znaczy biorąc 
pod uwagę warunki okupacji na Pomorzu i porównując je z warunkami panującymi 
w innych regionach Polski. Tylko takie podejście prowadzi do oceny słusznej i spra- 
wiedliwej, prowadzi do wniosku, że zrobiono bardzo wiele. 
W 50-tą rocznicę powołania Armii Krajowej, tej wielkiej ochotniczej armii po- 
dziemnej, armii obywatelskiej o ogromnym potencjale moralno-wychowawczym, 
1992 r. jest jej rokiem jubileuszowym. Przypada on w nowym okresie, kiedy po dłu- 
gim, pół wieku niemal trwającym systematycznym fałszowaniu, świadomym zakła- 
mywaniu naszej ojczystej historii, szczególnie jej czasów najnowszych, żołnierz 
Armii Krajowej może u schyłku swych dni mówić o niej własnym, pełnym głosem. 
Może nie tylko mówić, ale i pisać. Niechaj z tej potrzeby pisania zrodzi się mono- 
grafia Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej, monografia czynu niepodległościowego 
Polski Walczącej na Pomorzu, monografia adresowana głównie nie do pokolenia 
wojennego, ale do Polaków urodzonych po wojnie, bo przecież dla nich jest ona naj- 
bardziej potrzebna. A więc poległym w hołdzie, żyjącym ku pamięci. 


PRZYPISY 


1 Tadeusz Bór-Komorowski, Armia Podziemna, Studium Polski Podziemnej, Londyn 
1979, Część pierwsza, s. 89-92. 
2 Stefan Karboński, Polskie Państwo Podziemne, Paryż 1975, s. 75. 
3 Tamże. s. 77 - 78. 
ł Ks. płk józef Wrycza, jako znany ze swej nieprzejednanej postawy wobec problemu 
niemieckiego, należący jak ogół działaczy pomorskich do zwolenników zdecydowanej poli- 
tyki wobec Niemców, figurował już przed wybuchem wojny na specjalnej liście przeznaczonych 
na zagładę. W stosunku do księży katolickich sprawy te prowadził dr Leo Axel Hawranke, 
znany gdański hitlerowiec i zacięty polakożerca. Poczynił on w rejestrze księży diecezji cheł- 
mińskiej pewne adnotacje, jak np. "gefahrlich, hintelistig, unbrauchbar" (niebezpieczny, podstę- 
pny, niepotrzebny). Nazwisko ks. j. Wryczy znajdowało się na tej liście z trzykrotnym pod- 
kreśleniem. 
li Potwierdził to między innymi mjr juliusz Kroenitz, oficer Inspektoratu, .a następnie 
Sztabu Armii "Pomorze". W Kampanii Wrześniowej pełnił funkcje oficera do zleceń specjal- 
nych Dowódcy Armii. 
II Według relacji płka Stanisława janika, ostatniego dowódcy 2 Batalionu Strzelców 
z Tczewa. 
7 Relacja juliusza Kroenitza. 
8 Zbigniew Mierzwiński, Generalowie II Rzeczypospolitej, Warszawą 1990 s. 323-331. 
Ił Konrad Ciechanowski, Ruch Oporu na Pomorzu Gdańskim 1939-1945, Ministerstwo 
Obrony Norodwej, Warszawa 1972, s. 15. 
10 Dariusz Gozdawa-Gołębiowski, jan Gozdawa-Gołębiowski, Szkolenie w ZWZ-AK, Wy- 
dawnictwo Sekcji Wojskowości Polskiej XIX i XX Wieku Studenckiego Koła Naukowego 
Historyków Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1985, Tom 2, s. 15-31. 
11 Marian Woźniak, Geneza i początki organizacyjne Służby Zwycięstwu Polski - Związku 
Walki Zbrojnej w Obszarze Poznańsko-Pomorskim, Walka Podziemna na Pomorzu w latach
		

/kronika_1200099_0001.djvu

			97 


1939-1945, Materiały sesji w Toruniu 27-28 IX 1989 r., Biblioteka Fundacji "Archiwum 
Pomorskie AK, s. 74, 75. 
12 Przykładem tego jest chociażby Szkoła Podchorążych Rezerwy AK "Agrykola" Szare 
Szeregi, w której znajdowały się klasy bydgoska i poznańska, a komendantem obu był absol- 
went Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Bydgoszczy, Ferdynand Ziętek. Większość 
podchorążych obu klas brała udział w Powstaniu Warszawskim. Słynny Bernard Nuszkowski, 
który przed wojną był kierownikiem Studia Bydgoskiego PR i oficerem rezerwy 62 pp, w kon- 
spiracji pełnił funkcję kierownika Referatu Legalizacji Oddz. III Komendy Obszaru Lwów 
Al(. Aresztowany we Lwowie w październiku 1943 r. i tam stracony w styczniu 1944 r. (Biu- 
letyn Informacyjny Ziemi Czerwieńskiej nr 3/69 z 23 stycznia 1944). Łukasz Ciepliński, oficer 
służby stałej 62 pp, w okresie okupacji działa w konspiracji. Mianowany komendantem Obwodu 
Rzeszów ZWZ, a następnie inspektorem rejonowym ZWZ-AK. Od jesieni 1944 r. komendant 
Podokręgu Rzeszów AK, komendant Okręgu Kraków "Nie", w 1945 r. kolejno prezes Okręgu 
Kraków i Obszaru Południe "WiN", a w 1947 r. prezes Zarządu Głównego "WiN". Areszto- 
wany i skazany na karę śmierci, l marca 1951 r. stracony w Warszawie. Maksymilian Jarzem- 
ski, absolwent Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Bydgoszczy, oficer służby stałej 
64 pp, w Warszawie w Al( awansowany do stopnia kapitana. Instruktor konspiracyjnej Szkoły 
Podchorążych Rezerwy Piechoty. Osaczony w swym mieszkaniu przy ul. Brukowej 10, po 
stoczonej walce ciężko ranny popełnił samobójstwo. Adam Adrian, również absolwent bydgos- 
kiego "klasyka", porucznik służby stałej lotnictwa, zbiegł z niewoli, przedostał się na zachód 
i tam po przeszkoleniu konspiracyjno-dywersyjnym został zrzucony do kraju. Przydzielono 
go do Oddziału III Sztabu Lotniczego AK. Awansuje do stopnia kapitana. Aresztowany w Kiel- 
cach w kwietniu 1944 r. przewieziony do Częstochowy i stracony. Zygmunt Siekierski, oficer 
rez. 16 Pułku Ułanów, mieszkaniec Nakła koło Bydgoszczy, po brawurowej ucieczce z Oflagu 
II/C w Woldenbergu kurier Komendy Głównej AK, aresztowany we wrześniu 1943 r. i po dłu- 
gim, wyjątkowo bestialskim, nawet jak na zwyczaje gestapo śledztwie, nikogo nie wydawszy, 
stracony zostaje w Inowrocławiu. Wielu oficerów z pułków pomorskich różnych stopni i szcze- 
bli dowodzenia, uniknąwszy niewoli tworzy zręby armii podziemnęj w rozmaitych regionach 
kraju, np. ppłk Kazimierz Heilman-Rawicz, d-ca 62 pp organizuje SZP i ZWZ na terenie Rze- 
szowszczyzny, a kpt. Władysław Liniarski, d-ca I batalionu tego pułku będzie w konspiracji 
komendantem Okręgu Białystok AK. Halina Stabrowska, mieszkanka Bydgoszczy, członek 
Polskiego Białego Krzyża i Zarządu Polskiego Związku Zachodniego, poseł na Sejm od 1938 r. 
w czasie okupacji pełni wiele odpowiedzialnych funkcji w Warszawie w KG SZP-ZWZ-AK, 
ostatnio kierowniczka sekretariatu d-cy Obszaru Zachodniego AK. Aresztowana w paździer- 
niku 1943 r. i po ciężkim śledztwie na Pawiaku rozstrzelana w publicznej egzekucji wraz z 50 
więźniami z Pawiaka. Pośmiertnie odznaczona Orderem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecz- 
nych. Udział Pomorza n w walce konspiracyjno-niepodległościowej prowadzonej w szeregach 
Al( poza Pomorzem jest tak istotny, że zasługuje na odrębne opracowanie. Tu podać można 
jedynie wybrane przykłady, które świadczą, jak wysoce wartościowy element pochodzący ze 
społczeństwa pomorskiego zasilał w pracy niepodległościowej inne tereny okupowanego kraju. 
13 Bogdan Chrzanowski, Konspiracja Rządu RP w regionie nadbałtyckim (1939-1945), 
Walka Podziemna na Pomorzu w latach 1939-1945, op. cit. s. 128. 
l" Tamże. s. 128, 129. 
16 Elżbieta Zawadzka, Kobiety w Armii Krajowej na Pomorzu, Walka Podziemna na Po- 
morzu w latach 1939-1945, op. cił. s. 230, 242. 
Ul Nieocenione usługi oddała tu ofiarna praca pionu Wojskowej Służby Kobiet (WSK). 
Geneza pracy konspiracyjnej pomorskich kobiet-żołnierzy wywodzi się właściwie już ze śro- 
dowisk zbliżonych do organizacji" Grunwald". Wiele z nich początkowo nie było jeszcze za- 
przysiężonych. Pełniły funkcje łączniczek, obsługiwały punkty kontaktowe i noclegowe, po- 
magały w ucieczce jeńcom i internowanym, ukrywały i pielęgnowały rannych żołnierzy z dzia- 


7 - Kronika bydgoska 


.
		

/kronika_1200100_0001.djvu

			98 


łań wrześniowych, współ	
			

/kronika_1200101_0001.djvu

			99 


gowej Delegaturze Rządu, w \Vydziale Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego. Następnie 
skierowany do pracy wojskowej do dyspozycji Dowództwa Okręgu Pomorskiego AK. Pełni 
funkcje Komendanta Garnizonu Bydgoszcz, Inspektoratu i Podokręgu Północno-Zachodniego. 
Awansowany kolejno do stopnia porucznika. Kawaler Orderu "Virtuti Militari". Zmarł 
16 września 1990 r., a na krótko przed śmiercią odznaczony został Krzyżem Oficerskim Orderu 
Odrodzenia Polski. 
21 Bogdan Chrzanowski, op. cit. s. 147. 
25 Było to zgodne z ogólnokrajowymi planami Dowództwa Sił Zbrojnych w Kraju i Dele- 
gatury Rządu RP na Kraj. 
26 Stanisław Nowicki, "Strzelczyk", "Mestwin", relacja z działalności ODR "Zatoka" 
Autor relacji, absolwent Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Bydgoszczy, w latach. 
okupacji członek Delegatury-Wydział Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego, Inspektor 
3 Obwodu Bydgoszcz. Współpracował z odpowiednimi ogniwami AK. Po wojnie skazany na 
karę śmierci z zamianą na długoletnie więzienie. Zmarł 4 kwietnia 1988 r. 
27 jednym z organizatorów Korpusu Zachodniego był rtm. Zbigniew Szacherski (16 Pułk 
Ułanów Wlkp. i 7 Pułk Strzelców Konnych). W latach okupacji tworzy zawiązki Zgrupowania 
Kawalerii Obszaru Zachodniego, złożonego z kawalerzystów Armii "Poznań" i "Pomorze", 
którzy po walkach wrześniowych znaleźli się na terenie Generalnej Gubernii, bądź też zostali 
tam przesiedleni z Wielkopolski i Pomorza. Trzon 7 Pułku Strzelców Konnych - baon BOńcza, 
pod dowództwem rtm. Edwarda Sobeckiego chlubnie zapisał się w Powstaniu Warszawskim. 
28 Pchor. Henryk Niesubski po raz pierwszy wysłany był do Bydgoszczy w listopadzie 
1944 r. wraz z ppor. Zaradniewiczem "jur" w celu nawiązania łączności z Komendą Obszaru 
Zachodniego i Komendą Główną przez Okręg Pomorski. W dniu 10 stycznia 1945 r. został po- 
nownie wysłany do Bydgoszczy przez p.o. Komendanta Okręgu Poznańskiego kpt. Kołodzieja 
"Drwala" celem otrzymania rozkazów z Komendy Obszaru Zachodniego w związku z przewi- 
dzianą ofensywą \Vojsk Sowieckich. Powrócił do Ostrowa Wlkp. przywożąc rozkaz podpisany 
przez mjr. "Dembora" nakazujący akcję dla ochrony ludności cywilnej i ważnych obiektów. 
Przykład ten charakteryzuje warunki, w jakich w tym okresie musiała działać siatka łączności 
AK. H. Niesobski, życiorys, w zbiorach autora, 
all Ferdynand Ziętek, relacja w zbiorach autora. 
SD Henryk Szymanowicz, relacja w zbiorach autora. 
3l Przykładowo chociażby Konrad Ciechanowski w swej obszernej pracy "Ruch Oporu na 
Pomorzu Gdańskim 1939-1945", op. cit. 
32 Bogdan Chrzanowski, op. cit. s. 134. 
33 Henryk Szymanowicz, op. cit. 
3& Bardzo pomocne było mu tu jego środowisko z lat szkolnych - harcerstwo, koledzy 
z gimnazjum klasycznego i humanistycznego, a później działalność w organizacji Zakonu 
Krzyża i Miecza, mocno ugruntowanej w Bydgoszczy w okresie przedwojennym w kołach 
wojskowych, aparacie państwowym i organizacjach społecznych. 
36 józef Elchstaedt, ppor. rez. w 61 pp. Do pracy konspiracyjnej wstępuje w styczniu 
1940 r. W 1942 r. przechodzi do BlP. Następnie jest w Inspektoracie i w Podokręgu Północno- 
-Zachodnim. Działając z polecenia Szefa Oddziału II Komendy Okręgu prowadzi rozmowy 
scaleniowe z organizacją "Miecz i Pług". Działa też w sabotażu i dywersji. 
S8 Był to również efekt dobrej współpracy z wywiadem organizacji "Miecz i Pług", którą 
kierował na Pomorzu Augustyn Trager "Sęk". 
37 Zajmował się tym na szczeblu Komendy Okręgu Wojskowy Sąd Specjalny i Okręgo\\ y 
Wydział Sprawiedliwości. 
38 Konrad Ciechanowski, op. cit. s. 245. 
3' janina Kowalska, Wspomnienie o ojcu, w posiadaniu autora. 


\ 


7*
		

/kronika_1200102_0001.djvu

			100 


.0 And.rzej Adamski "Tolek" (żołnierz ze Zgrupowania "Graba"), relacja w zbiorach 
autora. 
'1 Henryk Szymanowicz, op. cit. 
u Bernard Szapański "Bródka" (dowódca pododdziału "Bródki"), Ze wspomnień z okresu 
okupacji na Pomorzu, w zbiorach autora. 
ł3 Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, Londyn 1951, t. III, s. 453. 
.. jan Szalewski (dowódca od.działu partyzanckiego), relacja w zbiorach autora. 
.5 Z treści i formy miejscowej prasy podziemnej wynikała też duża troska o polski stan 
posiadania w postulowanych granicach zachodnich i stanowiło to czynniki zbieżne z prasą 
"Gryfa Pomorskiego". 
ł8 Bronisław Manikowski "I(rużel" (z-ca d-cy placówki Al( w Lipinkach), Początki grup 
i oddziałów leśnych, w zbiorach autora. 
.7 Henryk Szymanowicz, Uroczystość odslonięcia Tablicy Pamiątkowej Zgrupowania Armii 
Krajowej "Świerki" w Lip inkach, Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Zarząd 
Wojewódzki w Bydgoszczy, 24 czerwca 1989, s. 4. 
.8 Henryk Szymanowicz, op. cit. s. 6. 
411 Henryk Szymanowicz, Spełnił żołnierski obowiązek, Pomerania, Miesięcznik Społeczno- 
-Kulturalny, Gdańsk 1987, Nr 3, 4, 5 
50 Marian Bonin (placówką AK w Lipinkach), relacja w zbiorach autora. 
. 51 Bernard Weiner "Dzik" (dowódca pododdziału "Dziki"), Ze wspomnień z Borów Tu- 
cholskich, w zbiorach autora. 
52 Andrzej Adamski, op. cit. 
53 Stwierdza to ppor. Henryk Szymanowicz, jako z-ca "Graba". Potwierdził to też nie- 
jednokrotnie por. Kazimierz Waluk, d-ca grupy desantowej w swych powojennych wystąpie- 
niach wspomnieniowych. 
54 Po stoczonej walce por. Waluk przed frontem zgrupowania serdecznie podziękował 
"Tolkowi" za okazane koleżeństwo i pomoc, a sam I(alinowski był mu za to wdzięczny do 
końca wspólnych walk. 
55 Sylwetka tego zasłużonego żołnierza podana jest w opracowaniu: Stanisław I(rasucki, 
LXX lat 1918-1988, W 70 rocznicę powstania 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich im. gen. dyw. 
Gustawa Orlicz-Dreszera, I(ujawsko-Pałuckie Towarzystwo Kulturalne, Bydgoszcz 1988. 
58 Andrzej Adamski, op. cit. 
51 Irena jagielska-Nowak "Ewa" (kurierka Komendy Okręgu), relacja w zbiorach autora 
58 Tadeusz jaszowski, "Jedliny" Oddzial Ochrony Sztabu Okręgu Pomorskiego AK, maszy- 
nopis przekazany do numeru XII Kroniki Bydgoskiej. 


'. 


.. 


..
		

/kronika_1200103_0001.djvu

			SrEFA'\l TVROWSKI 
JERZ}' ZAWADZKI 


NIEMIECKIE SZKOLNICTWO ŚREDNIE 
W BYDGOSZCZY (1920-1939) 


a. Szkolnictwo państwowe ł prywatne 
W latach 1920-1939 w województwie poznańskim istniały trzy typy szkół 
średnich - gimnazja, gimnazja realne i wyższe szkoły realne oraz progimnazja z nie- 
pełnym programem szkoły średniej.1 
W styczniu i lutym 1920 r. zwolniono ze szkół średnich nauczycieli słabo włada- 
jących językiem polskim. Nie przyjmowano również do służby takich nauczycieli - 
Niemców, którzy w przeszłości odznaczali się wrogim usposobieniem wobec polsko- 
ści, prześladowali ludność polską, uprawiali szpiegostwo itp.2 W związku z tym 
"Biirgerrat" w Bydgoszczy wysłał do Naczelnika Pai1stwa Polskiego protest przeciw- 
ko usuwaniu nauczycieli niemieckich. W piśmie swym powołuje się nie tylko na przy- 
rzeczenie rządu polskiego, dane swego czasu Niemcom, ale także na znaną z historii 
tolerancję polską.3 Ponadto rząd polski nie mógł odstąpić od żądania przysięgi służ- 
bowej, którą złożyć musieli wszyscy nauczyciele, czynni w szkołach średnich (Za- 
łącznik nr 4):1 
Złożenie przysięgi przez nauczycieli narodowości niemieckiej nie pociągało za 
sobą ani utraty prawa do opcji, ani możności zrzeczenia się zatrudnienia w Polsce, 
ani poddania się obowiązkowi służby wojskowej. 
Ci nauczyciele, którzy przysięgę złożyli lub mieli złożyć, traktowani byli na równi 
z innymi jako urzędnicy pai1stwa polskiego i nie oddawało się ich do dyspozycji 
państwa pruskiego. Zwolnienie tych nauczycieli nastąpić mogło jedynie w drodze 
dyscyplinarnej lub na mocy ogólnych przepisów. 5 Wszyscy nauczyciele, którzy wstrzy- 
mali się od złożenia przysięgi, zostali zwolnieni z pracy. Musieli opuścić Bydgoszcz 
w terminie do dnia 25 września 1923 r. 6 
Nauczycieli, agresywnie zachowujących się wobec władz polskich aresztowano 
i umieszczano w miejscu odosobnienia. M.in. internowano nauczycielkę szkoły han- 
dlowej w Bydgoszczy, wybitną działaczkę niemieckiego ruchu kobiecego jeszcze 
w okresie zaboru pruskiego Martę Schnee. 7 Zobowiązano I nspektoraty Szkolne w O- 
kręgu Poznańskim do szczegółowego zbadania wszystkich akt personalnych tych 
nauczycieli, którzy po I stycznia 1908 r. przybyli na teren Bydgoszczy8. Starosta 
Bydgoski przekazał władzom szkolnym listę tych nauczycieli, którzy skorzystali 
z prawa opcji na rzecz Niemiec. 9 
Pomimo, że Traktat Warszawski nie nakładał na Polskę obowiązku tworzenia 
szkół średnich dla niemieckiej mniejszości narodowej, Ministerstwo b. Dzielnicy 
Pruskiej rozporządzeniem z dnia 11 czerwca 1920 r. zezwoliło młodzieży niemieckiej 
na kontynuowanie nauki w tych szkołach w języku niemieckim. lo 
Na okres przejściowy w szkołach średnich utrzymano klasy r9wnoległe z niemiec- 
kim j
zykiem nauczania w tych wypadkach, gdy liczba uczniów wynosiła 15 w kla
		

/kronika_1200104_0001.djvu

			102 


sach wyższych oraz 20 w klasach niższych. u W Bydgoszczy utworzono ,poza tym" 
dla młodzieży niemieckiej trzy równoległe klasy pierwsze. l2 
b. Stan liczebny I rozmieszczenie. 
Potrzeby mniejszości niemieckiej zaspakajać miały także szkoły prywatne. licz- 
ba powstałych szkół znacznie przekraczała zapotrzebowanie. l3 W 1920 roku zgłoszo- 
no do Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego wnioski o koncesję dla 6 placówek 
prywatnych w Bydgoszczy.Ił Większość tych szkół okazała się niepotrzebna, gdyż 
nie była w stanie zapewnić młodzieży odpowiedniego poziomu nauczania. ls 
Według stanu z l lutego 1922 r. istniało w Bydgoszczy 7 szkół średnich: 
l) Niemieckie Gimnazjum - Prywatny Zakład ul. E. Warmińskiego 9, dyrektor 
Willibałd Kronig. 
2) Niemieckie Liceum im. Dregera - Prywatny Zakład ul. E. Warmińskiego, 
róg Petersona l. Dyrektor' Leo Rademacher. 
3) Niemieckie progimnazjum, ul. Grodzka 27, dyrektor Fritz Hopp. 
4) Niemiecka Szkoła Handlowa, ul. jagiellońska 14, dyrektor Fryderyk Schulz. 
5) Niemiecka prywatna szkoła klasyczna, ul. Dolina 17a, dyrektor Ryszard 
H eil. 
6) Niemiecka Szkoła wydziałowa "dla dziewcząt (w gmachu lic. Dregera) ul. 
Petersona, kierownik E. Stoli. 
7) Niemiecka Szkoła Wydziałowa dla chłopców (w gmachu gimn. mat. przy- 
rod.) ul. Konarskiego 7, kierownik A. Fricke. 
Średnią szkołą typu państwowego było ewangelickie seminarium Nauczycielskie 
przy ul. Bernardyńskiej. Funkcję dyrektora pełnił Maksymilian Szaiiński l7 . W cza- 
sie swojego pobytu w Bydgoszczy - Stanisław Głąbii1ski - Minister Wyznań Re- 
ligijnych i Oświecenia Publicznego spowodował zamknięcie miejscowego niemieckie- 
go seminarium nauczycielskiego. l8 - 
W 1923 r. zo
tały zlikwidowane następujące szkoły: l) Niemiecka Szkoła Han- 
dlowa przy ul. jagiellońskiej 14, Niemieckie Progimnazjum przy ul. Grodzkiej 27, 
Ni,emiecka Szkoła Klasyczna przy ul. Dolina 17a. l9 
W szkołach średnich liczba oddziałów i uczniów systematycznie malała. Ilustruje 
to poniższa tabela. 


. Tabela Nr 7 


Uczniowie gimnazjum w Bydgoszczy w latach 1925-1934 . 


\. 


Rok szkolny Ilość klas Ilość uczniów 
1925/26 17 480 
1926/27 17 478" 
1927/28 16 - 469 
1928/29 15 411 
1929/30 15 420 
1931/32 15 332 
" 
1932/33 14 287 
1933/34 9 176 
... f 


J, 
Analizując stan klas i uczniów, stwierdzamy, że najwyższa ilość oddziałów"była 
W latach 1925/26, 1928/29, 1930/31, 1931/32. Można z tego wyciągnąć wniosek, że 


'"'
		

/kronika_1200105_0001.djvu

			103 


nie zawsze liczba uczniów decydowała o ilości klas (np. 15 - 412,411,361 uczniów 
i 16 klas - 401, 306 uczniów). 
O wynikach nauczania i wychowania decydowała kadra nauczycielska i jej przy- 
gotowanie do zawodu. Swiadczą o tym materiały, zebrane z niektórych prywatnych 
szkół bydgoskich. 


Tabela Nr 8 


Uczniowie prywatnych szkól niemieckich w roku szkolnym 1930/31 


Ilość 


Nauczyciele 


Nazwa szkoły chI. dz. pełne zatrudn. n i epełn e zatrudn. 
akadem. semin. akadem. semin. 
Prywatne Gimn. 
Koed. z niem. j. 
nauczania -. dyr. 
Georg Gretsch 369 27 16 ]2 ] ] 2 
Prywatne Gimn. 
Hum. i Matem. 
Przyrod . dyr. 
WJlter Schura 504 94 ]6 ]3 6 l 
Prywatne Liceum 
im. Oregera dyr. 
dr Moritz Landwehr 112 312 11 3 16 5 


Wnikliwa ocena materiałów źródłowych pozwala stwierdzić, że większość ucz- 
niów wymienionych szkół pochodziła spoza Bydgoszczy, a nawet woj. pomorskiego. 
Były i takie powiaty z których od 1-3 uczniów uczęszczało do szkół bydgoskich. 
Trzeba również podlueślić wielką operatywność na tym odcinku Niemieckiego Zwią- 
zku Szkolnego. 22 
Na uwagę zasługuje kontynuacja tradycji przez Prywatne Liceum im. Dregera 
w Bydgoszczy. 
Początek szkoły sięga roku 1866. Założycielami byli Waleria i Emma Mogilow- 
skie. Szkoła mieściła się wówczas przy ul. Długiej. Z biegiem czasu przekształcona 
została na Wyższą Szkołę dla Dziewcząt i przeniesiona do lokalu przy ul. Gdańskiej. 
W 1879 r. szkołę przejęły Ida i Zofia Schneider scalając z założonym przez nie 
w 1867 r. Prywatnym Seminarium Żeńskim w Bydgoszczy. W kwietniu (889 r. 
przełożoną obu szkół została Małgorzata Dreger a w 1906 zlikwidowano seminarium. 
Magistrat miasta Bydgoszczy mianował przełożoną szkoły Annę Lowe (1 I X 1909- 
-31111 1912),pojej rezygnacji Fretza Klosege(l IV 1912-151X 1920). Od 161X- 
- 31 VIII 1922 kierował szkołą dyrektor Leo Rademacher a od 1 I 1923-31 VIII 1926 
dr Hans Tietze. Po nim dyrektorem został dr Moritz Landwehr, który funkcje tę 
piastował do likwidacji szkoły \V 1935 r. 
Powstałe 15 XI 1919 r. Towarzystwo "Dregersches Lyzeum" kupiło szkołę od 
Małgorzaty Dreger i tym samym stało się właścicielem instytucji.
		

/kronika_1200106_0001.djvu

			104 


W roku szkolnym 1919/20 jako członek przystąpiło do Niemieckiego Towarzystwa 
Szkolnego (Deutscher Schulverein).23 Była to prywatna szkoła stanowiąca własność 
Niemieckiego Związku Szkolnego. 24 W 1924 r. zmieniła nazwę na Prywatne Liceum 
i Wyższe Liceum im. Dregera w Bydgoszczy. Liczyła 7 klas. Przy Liceum działała 
Prywatna Niemiecka Szkoła Przygotowawcza, Koedukacyjna, 3 klasowa 25 . 
W Liceum istniały różne organizacje uczniowskie: Wander und Sportvereinigung 
des Dregerschen Lyzeum (Kółko Wycieczek i Sportu przy Liceum im. Oregera) 
i Schiilerinnenvereinigung des Dregerschen Lyzeum fOr Einheitskurschrift. 26 Kółko 
Polonistyczne, LOPP.27 
W związku z nową organizacją szkolnictwa w 1932 r. Liceum przeszło w stan 
likwidacji, który zakończono 31 VIII 1935 r. Dwie klasy licealne przyłączono do 
Prywatnego Gimnazjum Niemieckiego. 28 
W szkole uczyło przeciętnie 30 nauczycieli w przeważającej części z wykształ- 
ceniem akademickim. Liczba ta uległa stałym wahaniom co zależne było od uzyska- 
nia zezwolenia władz polskich na nauczanie i od posiadania obywatelstwa polskiego.D 
Szkoła wyposażona była w pomoce naukowe i bibliotekę liczącą np. w roku szkolnym 
1927/28- 3100, w 1930 - 3839 tomów 30 . W szkole organizowane były gabinety: 
przyrodniczy, geograficzny, chemii i fizyki 31 . 
Statystykę uczniów wykazuje poniższe zestawienie: 
Rok szkolny 


1917/18 
1918/19 
191 9120 
1920/21 
1921/22 
1922/23 
1923/24 
1924/25 
1924/25 
1925/26 
1926/27 
1927/28 
1928/29 
1929/30 
1930/31 
1930/32 


Ilość uczniów łącznie 
ze Szkołą Przygotowawczą 
509 
539 
395 
405 
522 
455 
423 
433 
415 
395 
393 
398 
388 
294 
297 
287 


Pod względem zawodu rodziców największą grupę stanowili: dzieci kupców, na- 
stępnie przemysłowców, rolników i wolnych zawodów 32 . 
Po likwidacji Liceum Dregera działa do 1939 r. w budynku przy ul. Petersona 1 
Prywatna Szkooła Powszechna im. Dregera z niemieckich językiem nauczania 
w Bydgoszczy. Szkoła ta przeniesiona miała być we wrześniu 1939 r. do nowowy- 
budowanych pomieszczeń przy ul. Pierackiego 2 (Chodkiewicza 2). 
Przy Liceum Dregera istniała Prywatna Szkoła Przygotowawcza. W 1925 r. 
zatrudnieni w niej byli niżej poda
i nauczyciele: 


l) Margot Brinkmann 
2) Gertrud Exner 
3) Maria Kohligh 


ł 1 


- naucz. lic. 


" " 
- naucz. prac ręcznych 


..
		

/kronika_1200107_0001.djvu

			105 


4) Alice Krengel 
5) Lidia Kopisko 
6) Felicja Kriiger 
7) Edyta Pleikos 
8) Filip Rudolf 


" " " 
naucz, lic. 


" " 


" " 


nauczyciel liceum. 


Począwszy od roku szkolnego 1933/34 następowała dalsza likwidacja niemieckich 
szkół prywatnych w Bydgoszczy, przeprowadzana ściśle według dyrektyw, wyni- 
kających z reformy szkolnictwa w Polsce. Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznań- 
skiego z dwóch szkół średnich, istniejących w Bydgoszczy w roku szkolnym 1933/34 
poleciło utworzyć jedną szkołę średnią.33 
Gimnazjum i Liceum Dregera (mimo zapowiedzianej w 1935 r.likwidacji,) czyn- 
ne było do końca roku szkolnego 1938/39. 34 
Mimo posiadania wystarczającej ilości obiektów szkolnych, Niemcy bydgoscy 
przystąpili do budowy nowych placówek oświatowych. W piśmie Kuratorium Okrę- 
gu Szkolnego Poznai1skiego z dnia 17 października 1934 r. czytamy: "Kuratorium 
nie czyni zastrzeżeń pod względem pedagogiczno-wychowawczym i higienicznym 
co do projektu budowy prywatnego gimnazjum i szkoły powszechnej z niemieckim 
językiem nauczania" .35 
W 1937 r. przerwano budowę tej szkoły. "Kurier Poznański" proponował, aby 
władze podatkowe zastanowiły się, czy należy zezwalać na budowę szkół niemieckich 
w Bydgoszczy. Proponował "wstrzymać tak długo budowę ośrodka szkolnego, aż 
nie będzie wykończona nasza polska szkoła w Raciborzu" .36 
W Bydgoszczy gorąco omawiane były sprawy szkolnictwa niemieckiego, a to 
z powodu odmówienia Niemcom prawa używania na rok szkolny 1937/38 dotychczaso- 
wego lokalu szkolnego i wstrzymanie budowy gmachu gimnazjum prywatnego. 37 
"Deutsche Rundschau in Polen" z 29 maja 1938 r. donosił o nieprzyjęciu przez 
Zarząd Miejski w Bydgoszczy części nowo wzniesionych zabudowań szkolnych, 
w których miała się mieścić obok gimnazjum niemiecka szkoła powszechna. "Za- 
rządzenie to uniemożliwiło otwarcie z początkiem roku szkolnego szkoły niemieckiej". 
Zainteresowani wnieśli odwołanie do Urzędu Wojewódzkiego w Toruniu. 38 
"Deutscher Schulverein" w Bydgoszczy otrzymał od Zarządu miejskiego zaświad- 
czenie, iż przerwana swego czasu zarządzeniem władz z powodu przekroczenia obo- 
wiązujących przepisów budowa gmachu prywatnego gimnazjum niemieckiego i pry- 
watnej szkoły powszechnej w tym mieście - z dniem I kwietnia może być podjęta 
i doprowadzona do końca. 39 
I 
Urząd Wojewódzki Pomorski uchylił zarządzenie Zarządu Miejskiego w Bydgo- 
szczy z dnia 26 sierpnia 1938 r. zakazujące prowadzenia robót budowlanych, związa- 
nych z wykończeniem budynków szkolnych w Bydgoszczy.4o 
"Deutsche Rundschau in Polen" wyraził nadzieję, że "dalsze prowadzenie tej 
budowy nie natrafi już na trudności". 
Cofnięcie zakazu budowy gmachu niemieckiego w Bydgoszczy było dowodem 
daleko idącej tolerancji władz w stosunku do Niemców. 
Z tolerancją tą nie szło w parze postępowanie władz niemieckich w stosunku do 
Polaków w Niemczech, którzy od dłuższego czasu nie mogli -się np. doczekać zezwo- 
lenia dalszego prowadzenia budowy gmachu liceum dla dziewcząt w Raciborzu, nie 
mówiąc już o innych trudnościach w dziedzinie szkolnej.łl
		

/kronika_1200108_0001.djvu

			106 


Opinia niemiecka z zadowoleniem powitała zezwolenie na dalszą budowę kom- 
pleksów niemieckich gmachów szkolnych w Bydgos
czy. Równobrzmiące artykuły 
prasy w tej sprawie z naciskiem podkreślały nadzieję, że zezwolenie władz polskich 
jest niezależne od wzajemnych żądarl Polaków w Niemczech (unabhangig Gegen- 
sei tigkeitsgeschaften). 42 
Prywatne gimnazjum w Bydgoszczy kosztowało (do 1939 r.) 2000000 zł. Nie- 
miecki Związek Szkolny zwrócił się do adwokata Wilhelma Spitzera, aby poczynił 
starania o dalsze kredyty "ponieważ potrzeby szkolnictwa niemieckiego w Bydgo- 
szczy są znacznie większe". 43 
, 
Nowo wybudowane gimnazjum im. Alberta Durera 44 rozpoczęło swoją działal- 
ność dopiero w roku szkolnym 1938/39. 45 
Utrzymanie dość licznych prywatnych szkół niemieckich związane było z poważ- 
nymi nakładami finansowymi. Niemiecki Związek Szkolny dość często zwracał się 
oficjalnie do "Fundacji Niemieckiej" ("Deutsche Stiftung") o możliwie szybkie 
finansowanie szkolnictwa mniejszościowego i przydzielenie odpowiednich kredytów4 6 . 
Począwszy od 30 października 1922 r. do 19 stycznia 1923 r. wymieniona instytucja 
przekazała na cele szkolnictwa niemieckiego dotację w wysokości 32500000 marek, 
ponadto dodatkowo w tym okresie przyznano 8000000 marek na uposażenie dla 
nauczycieli niemieckich 47 . Również Biuro Zagraniczne - Auslands - Buro \V Berli- 
nie 48 , przesłało na rzecz szkolnictwa niemieckiego w Polsce (1923 r.) 3 miliony marek 
oraz 3000 marek na pomoc materialną dla nauczycieli 49 . Szkolnictwo niemieckie 
w Polsce finansowane było także przez "Pomoc Wschodnią" ("Osthilfe")50 oraz 
"Związek Niemczyzny Zagranicznej" (Verein fUr das Deutschtum im Ausland"). 
Zasiłki dla niemieckich nauczycieli szkół prywatnych w latach 1927-1939 wahały 
się w granicach od 100-400 RM rocznie, jako dopłata do pobieranego w Polsce 
uposażenia 51 . 
Bydgoskie władze szkolne postanowiły dopiero w przeddzień wybuchu I I wojny 
światowej zamknąć niektóre niemieckie szkoły prywatne. Likwidację prywatnej 
szkoły z niemieckim językiem nauczania "Dregersche Lyzeum" zaplanowano na 31 
sierpnia 1939 r. 52 . 
\V okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej w 1939 r. wydano też 
szereg zarządzeń ograniczających programy nauczania i wychowania, np. zakaz nau- 
ki stenografii w szkołach niemieckich 53 , czy wydalenie ze szkół średnich uczniów za 
antypolskie wypowiedzi 54 . 
Słuszną zatem była polityka władz oświatowych, prowadzona na odcinku szkół 
średnich. Zmierzano do ograniczenia stanu posiadania Niemców w tym zakresie. 
Według stanu z dnia 31 sierpnia 1939 r. w Bydgoszczy działało 6 polskich szkół 
średnich i tylko l niemiecka 55 . 


c. Kierunek Ideowo-wychowawczy. 
Po dojściu Hitlera do władzy pogłębiał się proces faszyzacji metod wychowaw- 
czych w mniejszościowym szkolnictwie niemieckim. Przeciwdziałanie władz polskich 
wobec postępującej hitleryzacji szkolnictwa niemieckiego określano jako przejaw 
stosowania "metod Nowosilcowa"56. Młodzież niemiecka w Polsce wychowywana by- 
ła w duchu narodowego socjalizmu. Witano oficjalnie na dworcu bydgoskim mło- 
dzież hitlerowską, która tranzytem przejeżdżała przez Bydgoszcz do Torunia 57 . 
Pouczano młodzież, że powinna trwale bronić stanu posiadania swych rodziców i żad- 
ną miarą nie opuszczać Polski 58 . 


I
		

/kronika_1200109_0001.djvu

			107 


:- W- prywatnych niemieckich szkołach średnich posługiwano się" sprowadzonymi 
z Niemiec podręcznikami o wrogiej Polsce treści. Nauczyciele niemieccy niechętnie 
używali podręczników ustalonych przez Ministerstwo WRiOP. Wpływało to ujem- 
nie na wychowanie młodzieży. Np. pod koniec listopada 1931 r. w starszych klasach 
gimnazjum niemieckiego w Bydgoszczy ukazały się na ścianach i sprzęcie szkolnym 
swastyki hitlerowskie. Podobne znaki zostały narysowane w dzienniku szkolnym 
i na portrecie Prezydenta Rps9. Propaganda rewizjonistyczna uprawiana była nie 
tylko na łamach prasy i czasopism periodycznych, ale także w wydanych w 1937 r. 
podręcznikach szkolnych i pomocach naukowych (atlasy, mapy)60. 
Młodzież bydgoskich szkół średnich korespondowała z uczniami szkół w Rzeszy. 
Władze polskie nie prowadziły kontroli tych listów, w przeciwieństwie do Niemców, 
którzy od dawna stosowali takie metody w stosunku do listów polskich 61 . 
Uczniowie bydgoskich szkół średnich uczestniczyli w szkoleniu wojskowym. 
Często przybywały z Bydgoszczy do Ostromecka wycieczki uczennic i uczniów pry- 
watnego gimnazjum niemieckiego z Bydgoszczy. Byli to członkowie tzw. Koła Krajo- 
znawczego (Jugendgruppe), istniejącego przy tymże gimnazjum. Wycieczki do Ostro- 
mecka i z powrotem do Bydgoszczy uczestnicy odbywali pieszo w czwórkach z roz- 
winiętymi proporczykami, pod kierunkiem nauczycieli: Alfreda Coppika, Zygfryda 
Kriigera, Ruty Scherrschnidtowej i Edyty Schnertowej. W marszach obowiązywał 
rygor wojskowy. 
Uczestnicy wycieczek pozostawali w Ostromecku przez 2 dni. Byli zakwaterowani 
w domu ewangelickim, specjalnie w tym celu wydzierżawionym. Patronat nad szko- 
leniem sprawował właściciel ordynacji joachim v. Alvensleben z Ostromecka 62 . 
W tym czasie odbywały się również wykłady o treści bliżej nie zbadanej. Starosta 
Grodzki Bydgoski zarządził po
fną obserwację ćwiczeń wojskowych oraz spowodo- 
wał wydanie przez władze szkolne zakazu na przeprowadzanie tego rodzaju wycie- 
czek6
. 

 "Rozzuchwalenie" młodzieży niemieckiej przyjęło formy prawne, kiedy władze 
nasze zezwoliły na urządzanie tzw. "Heldengedankfeier" (święto poległych). Pod- 
czas tych uroczystości odbywały się specjalne manewry nocne oddziałów młodzieży 
niemieckiej. W zwartym szyku wojskowym młodzież umundurowana na wzór hitle- 
rowski, wyruszyła' z Bydgoszczy do Osowej Góry. W czasie przemarszu i ćwiczeń 
używano zmotoryzowanych ambulansów, kuchni polowych itp. Służbę łączności 
pełnili młodzi motocykliści. Po całodziennych i nocnych manewrach z soboty na 
niedzielę, oddziały młodzieży niemieckiej wracały do Bydgoszczy. Spotykano się na 
cmentarzach ewangelickich, oddając hołd poległym w czasie I wojny światowej6s. 
Społeczeństwo polskie zwracało uwagę na wrogą działalność gimnazjów niemiec- 
kich. Były one kuźnią germanizmu. Przygotowywały przyszłe kadry, realizujące 
program narodowo-socjalistyczny. Organ Narodowej Demokracji "Kujawiak: 
pisał: -r " 
"jeżeli polskie szkoły w Niemczech oddano pod władzę bezwzględną urzędów 
państwowych, kierując całokształt wychowania według planów niemieckich, to bez- 
względnie należy te same metody zastosować do. szkół niemieckich w Polsce. Tego 
domaga się społeczeństwo, tego domaga się obecna sytuacja polityczna". 
Postulowano, aby w szkołach niemieckich w Polsce wprowadzić stały nadzór 
naszych władz szkolnych i administracyjnych 66 . 
(-1.- d. Kadra nauczycielska ł jej postawa. 
Nauczycielom, zatrudnionym w niemieckim szkolnictwie w Poisce przysługiwało 
w 1920 r. niżej wymienione wynagrodzenie (w markach polskich):
		

/kronika_1200110_0001.djvu

			108 


Grupa uposatenła 
I 
II 
III 
IV 
V 
VI 
VII 
VIII 
IX 
X 
XI 
XII 


Wysokość wynagrodzenia 
5.000 
4.500 
3.800 
3.200 
2.600 
2.100 
1.800 
ł .300 
l. 100 
800 
600 
450 


Dodatek drożyźniany wypłacano (rocznie) w markach polskich. 


I 
II 
III 
IV 
V 


Wysokość dodatku 
(rocznie) 
900 
720 
600 
480 
360 


Grupa 


Kierownik szkoły na wsi otrzymywał 2 morgi ziemi. Nauczyciel po studiach wyż- 
szych - dodatkowe wynagrodzenie. Nauczyciele, posiadający odpowiednio kwali- 
fikacje do nauczania religii otrzymywali rocznie 1200 marek. Nauczyciele szkół 
powszechnych uczyli w wymiarze 30 godzin tygodniowo. Za godziny nadliczbowe 
wypłacano im należność 2 razy w roku. 
Nauczyciele nie posiadający wymaganych kwalifikacji pobierali wynagrodzenie 
miesięczne wg grupy X urzędników państwowych (800 marek polskich). 
Nauczycielom przysługiwał dodatek za wysługę lat. Korzystać mogli z dłuższege 
urlopu bezpłatnego. Po przejściu na emeryturę zaliczano im okres służby w państwie 
pruskim i polskim 67 . 
Reasumując, stwierdzić należy, że uposażenie nauczycieli składało się z nastę- 
pujących pozycji: . 


ł. wynagrodzenie podstawowe 
2. dodatek na wysługę lat 
3. " drożyźniany 
4. opał, względnie rekompensata 
5. przydział ziemi wZględnie równowartość 
6. dodatek za specjalizację, 
7. " za kierownictwo. 


Nie dysponuję odpowiednimi materiałami źródłowymi z końca lat dwudziestych 
i początku trzydziestych okresu międzywojennego. Natomiast przedstawię pobiera- 
ne przez nauczycieli wynagrodzenie na przykładzie 2 szkół bydgoskich, wypłacane 
w złotych polskich.
		

/kronika_1200111_0001.djvu

			109 


W Liceum im. Dregera uposażenie nauczycieli było bardzo zróżnicowane co 
ilustruje poniższe zestawienie (stan 1 I V 1938). 
. 
l. Hanna Konnert 373, - zł. 
2. Rudolf Philip 610,- " 
3. Gertrud Prollwitz 555,- " 
4. Fridrich Reeder 425, - " 
5. Charlette Romanwski 397,- " 
6. Urszula Schouer 186,- " 
7. Willi Schmidt 330,- " 
8. Siegfried Schiitz 206,- " 
Należy przypuszczać, że w wykazie tym nie podano wszystkich zatrudnionych 
w tej szkole nauczycieli oraz ich kwalifikacji zawodowych. 
W gimnazjum nauczyciele otrzymywali następujące wynagrodzenie: 


1. Wilhelm Bollenbach 
2. Alfred Coppik 
3. Franz Diistcrhoff 
4. johanna Fuchs 
5. Irene Kruschke 
6. Siegfried Kriiger 
7. Ferdinand Lang 
8. johann Michalsky 
9. johannes Mielke 
10. Edeltraut Mroczek 
11. Hugo Riener 
12. Heinz Reinhold 
13. Richard Scherschmidt 
14. Wilhelm Schram 


311,- zł. 
440,- " 
265,- " 
500,- " 
575, - " 
500, - " 
840, - " 
430, - " 
470,- " 
205, - " 
720, - " 
299, - " 
425,--" 
310,- " 


. 


Nauczyciele - zatrudnieni w prywatnym szkolnictwie niemieckim byli zobowią- 
zani do przedłożenia zaświadczeń o lojalności. W przypadku negatywnym nie mogli 
oni podejmować pracy pedagogicznej71. Zgodnie z zarządzeniem Kuratorium Okręgu 
Szkolnego Poznańskiego z dnia 19 stycznia 1923 r. musieli się poddać egzaminowi 
ze znajomości języka polskiego. Egzamin pisemny obejmował taki zakres wiadomości 
jak: tłumaczenie czytanki na język polski, napisanie do Kuratorium wniosku o prze- 
niesienie. Na egzaminie ustnym: a) pogadanka o sprawach szkolnych, b) znajomość 
zasad gramatyki polskiej, c) przetłumaczenie dowolnego rozporządzenia urzędowego 
na język niemiecki.7 2 
Kandydaci na nauczycieli narodowości niemieckiej i obywatelstwa polskiego mogli 
kształcić się w polskich zakładach kształcenia nauczycieli na wyższych u'czelniach. 
Dla podniesienia swych kwalifikacji zawodowych brali udział w Tygodniu Peda- 
gogicznym w Hamburgu. Z Bydgoszczy uczestniczyli (1922) nauczyciele: Wilhelm 
Beyer, Artur Fleig, Hans Tiedtke, Georg Rudtke 73 . I nstytut dla Niemców Granicz- 
, nych i Zagranicznych zorganizował w 1922 r. kurs, na który wyjechali następujący 
nauczyciele z Bydgoszczy: Else Bergen, johanna Dries, dr Artur Fleig, dr Adolf 
Geide, dr Richard Hanatsch, Martin Herber, Marianne Hiibner, dr Hans Januer, 
Willibald Kronig, Fritz Marsel, dr Leo Rademacher, Margarette Riemer, Ruta 
Staemmler, Irma Stiller, Walter Schnura, Gertrud Wackritz. 7ł Wśród uczestników 
kursu byli: dyrektorzy szkół średnich, profesorowie i nauczyciele szkół średnich, 
nauczyciele seminarium nauczycielskiego, pastor Berthold Harhausen.'iS
		

/kronika_1200112_0001.djvu

			110 


Władze szkolne w . Bydgoszczy z
olniły w latach 1920-1922 - 62 nauczycieli' 
zatrudnionych w różnych typach szkół na terenie miasta. 76 Przywódcy mniejszości 
niemieckiej w Bydgoszczy nawoływali nauczycieli, aby wytrzymali trudny okres, 
pozostali w Polsce. "Każdy Niemiec będzie Wam wdzięczny i udzieli pomocy". 
Zaapelowano do rodziców aby wspierali nauczycieli i niemiecką szkołę w Polsce. 77 
Nie odniosło to większego skutku, skoro już w 1924 r. niektórzy nau'czyciele jak np. 
Maria Bern, Artur Fleig, Heronim Hennig, Oskar Klein, Lee Rademacher, Emilie 
Reuther, Margarett Riemer, otto Schonbock, Hans Tietze opuścili swoje stanowiska. 78 
Na podstawie gruntownych i sprawdzonych badań należy stwierdzić, że' nau- 
czycielstwo niemieckie w Polsce, zwłaszcza na Ziemiach Zachodnich i pograniczu, 
było na ogół elementem nielojalnym i szkodliwym. Pozostawało w kontakcie z za- 
grąnicą i pr:owadziło robotę .dla państwa niebezpieczną, częstokroć wybiegającą 
poza zakres obowiązków zaw9dowych.79 _ 
Ludność polska nie była z tego stanu.zadowoI9na, tym bardziej, że nauczyciele 
ci nie władali należycie językiem polskim. Działalność nauczycieli, jaką prowadzili, 
nie była pożądana, chociaż formalnie nie można im nic właściwego zarzucić. Obo- 
wiązki swoje w szkole, z natury rzeczy, wypełniali opieszale. Ich stosunek do dzieci 
polskich był zupełnie bierny. Sprawy wychowawcze w zakresie wychowania obywa- 
telskiego i państwowego zupełnie ich nie interesowały.80 
Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego za uprawianie propagandy irre- 
dentystycznej w gimnazjum niemieckim im. Dregera w Bydgoszczy zastosowało na- 
stępujące rygory: nie zatwierdziło na rok szkolny 1932/33 nauczycielki Felicytas 
Kriiger. Wymieniona sympatyzowała z "Deutsche Vereinigung" (Zjednoczenie 
Niemieckie), ogranizacją skrycie działającą na szkodę Polski. Wobec państwa pol- 
skiego i rządu była wrogo usposobiona. Odmówiono zgody na dalsze zatrudnienie nau- 
czycielek: Margot Brinkmann, Hanny Kohnert, Ottona Korthalsa i Minny Poppel 81 . 
W 1934 r. Kuratorium P.znańskie nie udzieliło zezwolenia na nauczanie w tej szko- 
le nauczycielkom Lidii Kopiske i Marii Werner82. Poleciło dyrektorowi zmienić organi- 
zację samorządu szkolnego, wzmocnić nadzór i ograniczyć wycieczki młodzieży na 
teren W. M. Gdańska 83 . Władze szkolne nie dopuściły pastora Martina Hesekiela do 
nauczania w prywatnym liceum żeńskim z niemieckim językiem nauczania w Byd- 
goszczy ze względów pedagogicznych 84 . 
Głównymi wykonawcami szkolnej polityki byli nauczyciele niemieccy. Wielu 
, z nich stanowiło aktyw organizacji niemieckich. Powiązani byli z wybitnymi działa- 
czami politycznymi i współdziałali w kolportażu literatury hitlerowskiej oraz inspi- 
_ rowali rodziców do wystąpień antypolskich8 5 . Nauczyciele aktywnie włączali się do 
pracy różnych organizacji niemieckich, a zwłaszcza młodzieżowych, sportowych 
i politycznych 86 . 
Przyznać należy, że poważny wpływ na nauczycieli niemieckich wywierały partie 
polityczne, a zwłaszcza "jungdeutsche Partei - JDP (Partia Młodoniemię.cka). 
Dlatego też Rudolf Wiesnet (przywódca JDP) na zjeździe w Bielsku dnia 26 i 21 VI 
1931 r. apelował do nauczycieli aby wychowywali w duchu niemieckim "chociażby 
to było w niektórych wypadkach -połączone z przekroczeniem ram programowych 
lub groziło utratą zajmowanego stanowiska"87. ! ' .- 
Dyskusja wśród nauczycieli na zjeździe wykazała, że większość z nich reprezen- 
.towała kierunek 
ychowania- młodzieży w duchu ideologii hitlerowskiej. Ten pogląd 
, przybrał kształty programu działania, obowiązującego w niemieckim szkolnictwie 
mniejszościowym. Nauczyciel niemiecki Willi Qamaschke (naczelny redaktor ;,Deut- 
Sche Schulzeitung in Pole n") .z Bydgoszczy zadbał, aby ten program był w pełni 
realizowany przy wychowywaniu młodego pokolenia Niemców88. ,;, l
 . lJłJ ;..:IU .. 


..,.
		

/kronika_1200113_0001.djvu

			111 


Ministerstwo WR i OP w piśmie z dnia 8 sierpnia 1938 r. zajęło stanowisko w spra- 
wie zakazu politycznej działalności nauczycieli narodowości niemieckiej. Minister 
zalecał Kuratorium pilnie przestrzegać nauczycielstwo przed zbyt intensywnym an- 
gażowaniem się w walce partyjno-politycznej, przy czym jednak oświadczył, że da- 
leki jest od intencji ograniczenia nauczycielstwa w jego prawach obywatelskich, 
gdyż rozumie dobrze że "sprawy publiczne nie mogą i nie powinno mu być obojętne". 
W dalszej części konkludował Minister, że działalność w życiu politycznym zdolna 
jest wywrzeć niekorzystny wpływ na zgodne i stałe współżycie rodziców i uczniów 
ze szkołą, albo że istnieje niebezpieczeństwo, że nauczyciel potraktuje dzieci swych 
przeciwników politycznych w inny sposób. 89 . 
Poglądu tego nie podzielała JDP. Twierdziła, że nauczyciel narodowości niemiec- 
kiej powinien brać udział w jakiejś organizacji bez względu na jej program politycz- 
ny. Zakaz działalności narodowej i politycznej dla nauczycieli narodowości niemiec- 
kiej oznaczałoby zatem zupełne ograniczenie jego praw obywatelskich, do czego brak 
podstaw i powodów. 90 . 
Dla władz szkolnych i państwowości polskiej przynależność nauczycieli narodo- 
wości niemieckiej do organizacji i partii polityc?:nych, o charakterze rewizjonistycz- 
nym, hakatystycznym czy hitlerowskim nie mogła być obojętna. Stąd słuszna wy- 
daje się obawa i troska o wychowanie młodego pokolenia niemł-eckiego w duchu lo- 
jalności wobec państwa polskiego. 


e. Programy I podręczniki. 


W uwagach do programu nauczania w szkołach średnich czytamy, że: "celem nau- 
czania języka polskkiego jest szybkie opanowanie materiału". Szczególny akcent 
należy położyć na czytanie, pisanie i mówienie oraz nauczanie gramatyki. Wykłady 
w języku polskim muszą być prowadzone na wysokim poziomie"91. 
Nauczyciel niemiecki powinien dokładnie nauczyć się historii Polski. Po zmianach 
politycznych od 10 stycznia 1920 r. historia Polski staje się ważnym ogniwem w wy- 
chowaniu młodego pokolenia. 92 
W "Amtliches Schulblatt" (Urzędowy Dziennik Szkolny) Nr 3/4 z 20 marca 
1920 r. czytamy: ' 
a) w szkołach niemieckich nie wolno uczyć tego co godzi w państwowość, naród 
polski, j ego obywateli i narodowość, 
b) materiał historyczny przedstawiać ob.iektywnie, uwzględniać sąsiadów Pol- 
ski. 
Należy wpajać uczniom szacunek dla własnej Ojczyzny i Polski, w której żyją. 
Historia powinna pomóc w wychowaniu narodowo-polskim, pielęgnowaniu interna- 
cjonalizmu ."Kto uczy historii jest nauczycielem narodu i stoi ponad partią. Poli- 
tyka nie należy do szkoły"95. . 
W wytycznych do realizacji programu nauczania historii w klasach starszych jest 
mowa o skróceniu historii Niemi
c. Położono nacisk na historię kultury i specjalne 
terytoria. 
Program nauczania historii dla klas 1-5: 
< . "Starzy Germanie. Niemiecka mitologia. Niemieccy bohaterowie - Karol Wielki, 
Otto Wielki. Stare polskie legendy. Najazdy Mongołów. Obrazy z życia niemieckich 
klasztorów. Kazimierz Wielki, Jadwiga i jagiełło. Powstanie miast w Polsce. Obrazy 
z życia reformacji i kontrreformacji. Zygmunt Stary i Zygmunt August. . 
1 klasa (Quinta) - 
I półrocze (do I lutego).
		

/kronika_1200114_0001.djvu

			112 


Wielcy książęta: Jan Sobieski, Fryderyk Wielki. Upadek Polski. Napoleon. 
Upadek powstania Prus. Obrazy z polskich powstań w XIX wieku. Powstanie Rzeszy 
Niemieckiej. I wojna swiatowa. 
l) półrocze 
Obrazy z legend i historii Starożytnej Grecji i Rzymu. 
2 klasa (Quinta). 
Historia starożytna i średniowieczna. Powstanie państwa frankońskiego pod 
Chlodwigen. 
I półrocze 
Przegląd państw Star(}żytnego Wschodu. Historia Grecji. Aleksander Wielki. 
Państwa hellenistyczne. Historia Rzymu aż do wojen z Macedonią i Syrią. 
.. I I półrocze 
Historia imperium rzymskiego. Wojny domowe. Prowincje. Związki kulturalne. 
Germanie. Wędrówki ludów. Kształtowanie się państwa Germanów na ziemi rzym- 
skiej. Państwo Franków. 
3 klasa 
Historia średniowiecza od powstania państwa Franków (500-1500). 
Kraje arabskie. Prehistoria Słowian. Najstarsza polska historia. Niemcy i PoI- 
ska. Walka między cesarstwem a papiestwem. Wyprawy krzyżowe i ich znaczenie. 
Znaczenie rycerstwa. Fryderyk Barbarossa w walce z papiestwem. Polityka wschod- 
nia Henryka Lwa. Rola organizacji kulturalnych Niemców w kolonizacji Słowian. 
Następne tematy: Unia polsko-litewska. Miasta Hanzatyckie. Znaczenie Konstan- 
tynopola dla Europy. Udział Polski w rozwoju kultury. Przegląd historii bizantyj- 
skiej, ruskiej i panowania Mongołów w Rosji. Niebezpieczeństwo tureckie. 
4 Klasa (O III). 
Od wyjścia ze średniowiecza do rewolucji francuskiej (1500-1789). 
Państwo Karola V. Reformacja w Niemczech. Ruchy religijne w Polsce. Unia 
Lubelska i walki religijne we Francji. Ruchy religijne w Anglii. Walki Polaków ze 
Szwedami, Turkami i Tatarami. Piotr I. Panowanie Fryderyka Wielkiego. Wojna 
7-letnia. Walka z kolonializmem angielskim w Ameryce. Przegląd historii kolonializ- 
mu w Ameryce Północnej. Pierwszy rozbiór Polski. , 
5 klasa (U. II). 
Od rewolucji francuskiej do czasów współczesnych. 
Wpływ rewolucji francuskiej na Polskę. Prusy i Austria. Ruch reformatorski 
w Polsce. III rozbiór Polski. Upadek Polski. Legiony Polskie. Kongres Wiedeński. 
Powstanie listopadowe 1830. Wiosna Ludów 1848. Powstanie styczniowe 1863. 
Rosja i Prusy wobec Polski. I wojna światowa i jej skutki. 
6 klasa (O I I). 
Historia starożytna, wczesne średniowiecze do powstania państwa francuskiego: 
7 klasa (U. I) 
Historia średniowiecza, nowożytna do wybuchu rewolucji francuskiej. 
8 kalsa (O. I). 
Od rewolucji francuskiej do współczesności".M 
Począwszy od roku szkolnego 1917/1918 do 1928/29 realizowano w prywatnym 
liceum im. Dregera następujące przedmioty nauczania: J 
- religia 
- język niemiecki 
" polski 
" francski 


!
		

/kronika_1200115_0001.djvu

			113 


język angielski 
historia 
historia sztuki 
- geografia 
- matematyka 
- biologia 
- rysunki 
- prace ręczne 
śpiew 
ćwiczenia cielesne 
kaligrafia. 


W roku szkolnym 1928/29 uczyło w niej 34 nauczycieli wg następujących kwali- 
fikacji: dyr. dr Moritz Landwehr, 16 nauczycieli licealnych, 2 pastorów, l proboszcz, 
2 nauczycieli szkoły powszechnej, I śpiewu, 5 profesorów gimnazjalnych, 4 szkoły 
wydziałowe, 3 specjalistów (wJ. prace ręcznie itp.)95. 
W zależności od typu szkoły średniej, zróżnicowany był program nauczania 


Tabela Nr 9 


Program nauczania progimnazjum wg stanu z 111920 r. lle 


Przedmioty Klasa I Klasa I I Klasa III Razem 
pol. I niem. pol. I niem. pol. I niem. pol. I niem. 
Religia 2 2 2 2 2 2 6 6 
J. ojczysty 4 5 4 4 4 4 12 13 
Historia 2 I 2 l 2 2 6 4 
I. J. obce 
nowożytne - 6 5 5 5 5 10 16 
II. J. obce - - - 6 - 6 - 12 
Geografia 2+1 2 2+1 2 2+1 2 6+3 6 
Biologia 2+1 2 4+1 2 6+1 2 12+3 6 
Matematyka 5 5 4 4 4 5 13 14 
Prace ręczne 3 - 2 - 2 - 7 - 
Rysunki 4 - 2 2 2 2 8 4 
Kaligrafia 2 2 - I - - 2 3 
Muzyka 2 2 2 2 l 2 5 6 
Gimnastyka 3 2 2 2 2 2 6 6 
30+2 29 31+2 33 32+2 34 93+6 96 


Do języków obcych nowożytnych zaliczano języki: angielski, francuski i nie- 
miecki. 
Program nauczania w Gimnazjum Humanistycznym, obowiązujący w Okręgu 
Szkolnym Poznańskim w roku szkolnym 1930/31: 


8 - Kronika Bydgoska
		

/kronika_1200116_0001.djvu

			114 


Plan niemieckiego gimnazjum 
z 151X 1929 
Religia 16 
J. polski 41 
J. niemiecki 32 
Lacina 31 
Nowożytne 
j. obce 17 
Historia 22 
Geografia 
w j. polskim 5 
Geografia 10 
Biologia 11 
Fizyka, Chemia. - 
Kosmografia 11 
Matematyka. '30. 
Filozofia 
Propedeut yką. ,2 - 
Razem 255 
po 45 minut 


Plan państwowego gimnazjum 
wg rozporządzenia z 2 I 1929 
16 
32 


29 


21 
22 1/2 


12 1/2 
12 1/2 
13 


- , 
. 


11 
20 


. 3 
240 
po 50 minut 


Nowożytne języki obce wprowadzono już od klasy pierwszej, natomiast język 
polski od klasy drugiej. D? 


- -- -
 - 
Program naucza.l!!a w Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym (1930 r.): 


Plan niemiecki 
z 151X 1929 


Plan pa

twowego gimnazjum 
2 I 1929 


Religia 16 
J. polski 41 
J. niemiecki 32 
J. nowożytne 28 
I 
Historia ' 16 
Historia 
i geografia 
w j. polskim 5 
Biologia 14 
Fityka, Chemia itd. 22 
Matematyka 35 
Fil. Prop. I 
Przedmioty 
ogólno kształcąc. e 221 
Rysunki, 
prace techn. 16 
Śpiew 4 
w.L 16 
257 


16 
30 


'. 


26 
15 1/2 


20 
22 
34 
3 


179 


I . 


16 
5 
24 
240 
po 50 minut. 


po 45 minut 


: .
... ..:; .

. ---:-...;- --
		

/kronika_1200117_0001.djvu

			1] 5 


W szkole realnej starego typu obowiązywał następujący program nauczania: 
. . 


W niemieckim planie W polskim planie 
Języki obce 74 26 
Język ojczysty 
i przedmioty ogólnokształc. 60 61 
Przedmioty mat. 
przyrodnicze 71 70 
Przedmioty art. 
techniczne i w.f. 36 61 


W gimnazjum realnym wykładano m.in. takie przedmioty jak: Religia (2), 
j. niemiecki (4), Historia (3), Nauka o Ziemi (1), j. polski (4), j. angielski albo łaci- 
na (4), j. grecki (7), Matematyka (5), Historia sztuki i filozofia (2). Do tego dochodzi- 
ły do wyboru język hebrajski oraz obowiązkowo, j. angielski, francuski w zależności 
od klasy.9D 
Do nauki języka polskiego obowiązywał m.in. podręcznik L. Grzegorzewski, 
Lehrbuch der polnischen Sprache, Poznań ,1930, O. Caller Deutschpoln. und polno 
deutsches Worterbuch Leipzig 1928. jako pomoc w nauczaniu języków obcych słu- 
żyły słowniki wyrazów obcych, np. H. Schaffler, Deutsch engl. und engl. deutsches 
Worterbuch, Leipzig 1929 i H. Regivue, Deutsch-franz. und franzdeutsches Wor- 
terbuch, Leipzig 1930. 
W nauczaniu matematyki oprócz już wymienionych używano również podręcz- 
niki: F. Grautza, Arithmetik und Algebra zum Selbstunterricht, Leipzig 1930. 
. Przy realizacji programu z religii, korzystano z publikacji krajowych i zagranicz- 
nych. A. Krawczyk, Grundrissder Kirchengeschichte Polens, Katowice, 1929 Wilhelm 
Bickerich, Evangelisches Leben unter den weissen Alder, Leszno 1925, "jugendgar- 
ten 1930" - das jahrbuch fUr die evangelische jugend in Polen bis zu 18 jahren, 
Każdego roku ukazywały się nowe podręczniki do nauki języka niemieckiego. 
Np. A. Kriiger, Deutsche Literaturkunde, Leipzig 1927, A. Vesper, Die schone li- 
teratur, Leipzig 1930. 
Władze polskie w szkołach niemieckich, a zwłaszcza średnich, zalecały następu- 
jące podręczniki, opracowane przez polskich naukowców a mianowicie: St. Pio- 
trowski, Geografia dla klas wyższych, T. III, Warszawa 1924, j. Wąsowicz, W. Zier- 
hoffer - Świat w cyfrach. Warszawa 1928, j. Romer, Powszechny atlas geograficz- 
ny, Warszawa 1928, j. Loth - Zarys dziejów rozwoju horyzontu geograficznego na 
'tle dziejów historii odkryć, Kraków 1928 ,T. Szumański, Zasady kartografii, War- 
szawa 1926, W. Małkowski - Geografia fizyczna, Warszawa 1928 jak również nie- 
'ri1ieckie wydawnictwo K. Wartling, Geografische Vergleiche und Studienfraten, 
Leipzig 1930. Do nauki biologii wykorzystywano podręcznik J. Scholl Geheimnisse 
- der Botanik, Stuttgart 1928. : 
Stale wzbogacano księgozbiór i podręczniki do nauki historii. Opracowaniem 
literatury historycznej zajmował się wspomniany już W. Damaschke. W 1930 r. . 
opublikował "Der Vierjahrige- Reichstag und die Konstitution-von 3 Maj". Bydgoszcz 
1930, "Geschichte Polens", 2. Teil. Z podręczników wydrukowanych poza granicami 
kraju wymienić należy R. Frankenberg, Das Grenz und Auslandsdeutschtum im 
Geschichtsunterricht der hoheren Schulen, Leipzig 1928. K. jankiestowski, Das 
Problem der nationalen Minderheiten Europa, Leipzig - Berlin 1929. ' _ 
Podobnie jak w rozdziale II trudno jest, z powodu braku odpowiednich materia- 
łów źródłowych określić cały zestaw używanych podręczników szkolnych. Nie ulega 


8.
		

/kronika_1200118_0001.djvu

			116 


jednak najmniejszej wątpliwości, że nauczyciele narodowości niemieckiej chętniej 
korzystali z podręczników pochodzących z Rzeszy niż polskich; opracowanych przez 
wybitnych naukowców. 


f. Organizacje młodzieżowe działające w szkołach bydgoskich. 


Osobny rozdział stanowi sprawa niemieckich organizacji młodzieżowych, które 
wychowywały młodzież niemiecką w duchu narodowego socjalizmu i bezwzględnej 
walki dla fUhrera. Struktura organizacyjna, metody wychowawcze i rozpowszechnia- 
na literatura były wierną kopią odpowiednich wzorów Hitlerjugend. jedną z form 
działalności było organizowanie obozów i kursów, w czasie których prowadzono szko- 
Icnie ideologiczne i wojskowe. Wobec jaskrawej sprzeczności z interesami państwa 
i przepisami o stowarzyszeniach (zasada wodzostwa), organizacje te były półjawne 
i nielegalne, bądź zakumuflowane przy oddziałach organizacji politycznych dla 
dorosłych. Prowadziło to do ustawicznych konfliktów z władzamj,loo 
W akcji kulturalno-oświatowej Niemców szczególne miejsce zajmowała młodzież, 
dla której przygotowywano specjalne rozrywki sportowe i kulturalne. Aktywność 
przywódców mniejszości niemieckiej na odcinku młodzieżowym miała na celu 
uchronienie jej przed polonizacją. Ruch ten noszący nazwę "jugendpflege" nie był 
jakąś specjalną organizacją, lecz tylko wzmożonym ruchem przeciwko wzrastaniu 
wśród młodzieży niemieckiej wpływów polonizacyjnych. Szerzył się nie tylko wśród 
zrzeszonej młodzieży niemieckiej, ale starał się opanować tę, która dotychczas do 
żadnej organizacji niemieckiej nie należała. IOI 
Działalność "Jugendpflege" nie była przez władze administracyjne niczym ha- 
mowana. Np. w majątku ziemskim joachima v. Alvenslebena w Ostromecku urzą- 
dzono obóz wakacyjny dla młodzieży niemieckiej. Organizatorem był "Deutscher 
Verband fUr jugendpflege". W dniu otwarcia obozu odbył się zjazd młodzieży nie- 
mieckiej z Bydgoszczy i okolicy.l02 
"Verband fur jugendpflege" prowadził akcję kulturalno-oświatową, dbał o pod- 
niesienie ducha niemieckiego i pielęgnował kulturalne tradycje pruskie. l03 Rozbudo- 
wywał świetlice, biblioteki. Posiadał własny organ prasowy "jugend im V olke", 
który stanowił dodatek tygodniowy do "Deutsche Rundschau in Polen" .104 Taki 
był oficjalny program, określony w statucie i uznany przez polską administrację. 
Faktycznie Związek uprawiał agitację hitlerowską. Na zebraniu" Verband fUr JU- 
gendpflege" w dniu 26 stycznia 1936 r. czytano w Bydgoszczy wyjątki z książki 
Hitlera "Mein Kampf" oraz podano wykaz literatury hitlerowskiej.l05 W dniu 18 
stycznia 1937 r. zapoznano członków wymienionego Związku z programem NSDAP.lol 
Również na terenie Bydgoszczy i to w niemieckim gimnazjum koedukacyjnym 
w klasie Vb istniała organizacja młodzieżowa o programie harcerskim pod nazwą 
"Bund der deutscher jugendschaft in Polen". Celem organizacji było krzewienie 
niemieckiego ducha narodowego. Członkowie utrzymywali łączność z pokrewnymi 
organizacjami hitlerowskimi z terenu W. M. Gdańska i Niemiec. Wyjeżdżali w okre- 
sie letnim na obozy harcerskie. Obozy te często przekształcały się w musztry wojsko- 
we i ćwiczenia lekkoatletyczne. Na wzór hitlerowskich organizacji młodzież obowią- 
zywało bezwzględne posłuszeństwo wobec kierownictwa organizacji. W czasie trwa- 
nia tych obozów oficjalnie głoszono, że młodzież niemiecką wychowuje się na wzo- 
rach hitlerowskich, przyjętych z Rzeszy.l07 
Niemieckie organizacje młodzieżowe posiadały dużą swobodę działania. Wywo- 
ływało to oburzenie wśród społeczeństwa polskiego w Bydgoszczy, które dotknięte 
w uczuciach patriotycznych .wkraczało do akcji i rozpędzało uczestników imprez. IOI 


,
		

/kronika_1200119_0001.djvu

			117 


Organizowano masowe wycieczki młodzieży niemieckiej z Bydgoszczy i innych 
miast do Rzeszy. Każdego roku dzieci obywateli niemieckich, wyjeżdżające z miasta 
na kolonie letnie do Niemiec, otrzymywały bezpłatne zbiorowe wizy powrotne. lOIl 
Niezdecydowane stanowisko zajmowały władze wobec nielegalnie działających 
niemieckich organizacji młodzieżowych. Świadczy o tym decyzja, podjęta przez 
MSW w stosunku do "Deutsche Pfadfinderschaft" (Harcerstwo).llo 
"Nierejestrowanie, czy nielegalizowanie "Deutsche Pfadfinderschaft" nie może 
oznaczać cichego zezwolenia na dalszą jej działalność, jak również nie może pociąg- 
nąć za sobą specjalnych represji. Związek ten należy do czasu tolerować
 przy rów- 
noczesnym stawianiu trudności w ramach obowiązującego ustawodawstwa" .111 
Przy niemieckim gimnazjum koedukacyjnym w Bydgoszczy od kilku lat dzia- 
łała grupa skautów. Po przewrocie faszystowskim w Niemczech, przekształciła się 
w organizację typu hitlerowskiego. 1l2 Kuratorium nie dokonało jej likwidacji, cho- 
ciaż posiadało wystarczające dowody wrogiej działalności, a nawet zezwoliło na no- 
szenie jednolitych strojów, zbliżonych krojem do mundurów Hitler-jugend. lls 
Polskie władze reprezentowały jednolite stanowisko w sprawie przynależności 
młodzieży niemieckiej do Hitler-jugend. Ministerstwo WR i OP uznało należenie 
młodzieży szkolnej do Hj za. niedopuszczalne w myśl obowiązujących przepisów 
szkolnych. MSZ poparło opinię Ministerstwo WR i OP, uważając, że załatwienie tej 
sprawy leży wyłącznie w gestii władz szkolnych. lI ' 
W dniu l lutego 1935 r. został powołany do życia Zarząd Oddziału NSDAP 
w Bydgoszczy. Przy oddziale tym istniała sekcja młodzieżowa "Hitler-jugend", 
dzieląca się na drużynę chłopców, liczącą 12 członków pod kierownictwem Wernera 
Krugera i drużynę dziewcząt "Bund Deutscher Madel" (w liczbie 9) pod kierownic- 
twem Hildegard Teske. Była to młodzież niemieckich szkół średnich (narodowość 
i obywatelstwo niemieckie).ll5 
Młodzież niemiecka nie podporządkowała się ustalonym w tym zakresie przepi- 
som. Spotykano ją często w brunatnych mundurach albo z hitlerowską odznaką 
organizacyjną. Wywoływało to słuszne oburzenie polskiej ludności Bydgoszczy, która 
domagała się ukrócenia nadmiernych przywilejów mniejszości niemieckiej.lul Tole- 
rancja i pobłażliwość władz polskich sprzyjały wrogiej i dywersyjnej działalności 
młodzieży niemieckich szkół średnich. Pod pozorem turystyki, uprawiano ćwiczenia 
o charakterze wojskowym. ll ? 


PRZYPISY 
1 J. Szwemin, Szkolnictwo i oświata na Pomorzu 1920-1930, Lwów 1933 s. 98. 
I APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz sygn. 1154, Woj. Poznańskie - Wydze Szkoln. Sredn. 
Okólnik Nr 17 z 3 I I 1920, "Dziennik Bydgoski" Nr 28 z l O I V 1920 S. 2 Wydaleni. 
a "Dziennik Bydgoski" Nr 91 z 21 I V 1920 art. pt. Protest niemiecki. 
ł APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 1664. Woj. Poznański, Oddział Szkolnictwa Sred- 
niego 12 VIII 1920 - Ogłoszenie w sprawie przysięgi nauczycieli Niemców. 
li AP B, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 1241. 
. Ibidem, pismo z 25 VIII 1920 (Kurat.) do Inspektoratu Szkolnego w Bydgoszczy. 
7 "Dziennik Bydgoski" Nr 275 z 5 XI I 1920 art. pt. Aresztowanie niemieckiej nauczycielki. 
II APB, KOSPoz. pismo z 14 V 1922 do Miejskiej Inspekcji Szkolnej w Bydgoszczy, sygn. 
1211. 
. Ibidem, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 1063 K(JSPoz. Wydze 11141 1921 do Wojewody 
W Poznaniu.
		

/kronika_1200120_0001.djvu

			118 


10 J. Szwemin, Op. cit. s. 115. 
11 Ibidem, s. 116. 
11 APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz sygn. 1412. 
13 Ibidem, 
ił Ibidem, sygn. 1130. 
15 J. Szwemin, op. cit. s. 117. 
l. AP.B, Insp. Szkolny Bydgosżcz, sygn. 1130 - Spis prywatnych szkół niemieckich 
1 111922. "Deutsche Schulzeitung in Polm" Nr 2 z 15 X 1920. Prywatne gimnazjum w Byd- 
goszczy wg stanu z 23 IX 1920 miało 440 uczniów, 15 klas, zatrudniało 26 nauczycieli Z.St.A. 
Potsdam, Dt. Stilt. sygn. 342. 
,17 W. Weber, Adresy m. Bydgoszczy za rOK 1923 s. 33. 
18 AAN, Ambasada RP Berlin, sygn. 3870, pismo MSZ z 141X 1923 do Poselstwa Polskiego 
w Berlinie. 
III W. Weber, Adresy m. Bydgoszczy 1923 s. 26-27. 
20 APB, Rep. 201, Schulv. sygn. 199. 
Ił Ibidem. 
II Ibidem. 
13 Ibidem, sygn. 291/10. 
Ił Ibidem, akta Lic. im. Dregera, sygn. 1 
15 Ibidem, sygn. 2. 
2' Ibidem, sygn. 5 - 
17 Ibidem, sygn. 7 
28 Ibidem, sygn. 8 
21 Ibidem, sygn. 2 
30 Ibidem, sygn. 3 
3l Ibidem, sygn. 4 
81 APB, akta Schulv. sygn. 291/10. 
J3 Ibidem, akta KOSP, sygn. 431. 
Ił Ibidem. . 
15 Z. St. A. Potsdam, Dt. Stift. sygn. 388 - KOSPoz. 17 X 1934 do Zarządu Miejskiego 
w Bydgoszczy. 
38 "Kurier Poznański" Nr 71 z 15111938 art. pt. Sprawa budowy niemieckiego ośrodka 
szkolnego w Bydgoszczy. 
17 AAN, akta MSZ t. 98 sygn. 2350, MSW tjn. Tygodniowy Komunikat Informacyjny 
Nr 5 z 1 VII 1937 z życia mniejszości narodowych. 
II Ibidem, akta MSW, sygn. 966. 
Sil "Kurier Poznański" Nr 153 z 3 IV 1938 art. pt. Ustępstwa bez wzajemności, Z. st. A. 
Potsdam, Dt. Stilt. sygn. 999. 
łO AAN, akta Ambasada RP Berlin, sygn. 3883, UWPT - Wydze Kom. BudowI. 10 VIII 
1938 do Schulverein w Bydgoszczy. 
ł1 "Słowo Pomorskie" Nr 187, 18 VIII 1938 S. 2, art. pt. Sprawa niemieckiego gmachu 
szkolnego w Bydgoszczy. 
łI AAN, akta MSZ, sygn. 2351, MSW - 81V 1938 tjn. Tygod. Komunikat Inform. Nr 14 
z życia mniejszości narodowych. 
CI Z.ST.A. akta Dt. Stift. sygn. 388 - Deutscher Schulvefein Bydgoszcz, pismo z 17 II 
1939 do adwokata W. Spitzera. 
łł Mala Encyklopedia Powszechna-PWN, Warszawa 1971 S. 668 A. Dfirer, niemiecki ma- 
larz, grafik i teoretyk sztuki, najwybitniejszy przedstawiciel Renesansu w środkowej Europie.
		

/kronika_1200121_0001.djvu

			119 


, ł6 Z.St.A. Potsdam, akta Dt. Stift. sygn. 388 Deutsches General I(onsulat Thorn 
19 XII 1938 do A. A. Berlin pismo w sprawie ErOffnung des Lyzeums und des Gimnaslum der 
Durerschule in Bromberg. 
ł8 Ibidem, sygn. 336, Bericht iiber die 11 Vorstandssitzung Schulv.. Bromberg II II 1922 
do Dt. Stift. 
ł7 Ibidem, sygn. 339, Der Oberleitungs - I(ommissar fOr die Provlnz Schulverwaltung der 
ehem. Prov. Posen 311 1923 an die Dt. Stift. 
ł8 Ibidem, sygn. 473. Instytucja mająca na celu zbieranie funduszy od Niemców I przeka- 
zywanie ich na cele mniejszości narodowych. - 
łII Ibidem, sygn. 342, Deutsches Generalkonsulat Posen - piśmo z 15 XI 1923 do Aus- 
wartiges Amt. 
50 Ibidem, sygn. 340, akta Ot. Stiit. Deutscher Schulverein Bromberg, pismo z 23111925, 
Direktor Treunt w Berlinie. "Osthilfe" zobowiązała się do stałego finansowania das Dregersche 
Lyzeum w Bydgoszczy. 
61 Ibidem, akta ot. Stift. sygn. 351, Provinzial - Schulkollegium der Provinz Branden- 
burg und Berlin - pismo z 21 III 1927 do Erich Krahmer Mollenberg Berlin. Pomoc taką 
otrzymali nauc1.yciele prywatnego gimnazjum w Bydgoszczy: Antonina Popel, Antonina 
Furbach, Laura Merger. 
62 APB, UWPT, Rep. 4 nr 342, Ibidem, Rep. 20L, Schulv. sygn. 85. Insp. Szkolny Byd- 
goski, pismo tajne z 28 VIII 1939 do KOSP w Toruniu. Ibidem, pismo tajne KOSP z 19 VIII 
1939 do Inspektora Szkol en ego w Bydgoszczy. 
.53 Ibidem, akta KOSP, sygn. 2967, pismo Kurat. z 23 VI 1939 Dyrektorzy Prywatnych 
i państwowych Szkól Srednich Ogólnokształcących w Okręgu. 
5ł Ibidem, akta KOSP, sygn. 2967. Usunięte Gunthera Karau z Prywat. Gimn. Koedukac. 
im. A. Di1rera z niemieckim językiem nauczania w Bydgoszczy (ujemnie wyrażał się 29 I V 
1939 w pociągu o polskości). 
56 APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz sygn. 342, Ibidem, akta KOSP, sygn. 346. Sprawozdanie 
Inspektora Szkolnego w Bydgoszczy z 31 VIII 1939. 
58 "DRP" Nr 119 z 25 V 1933 art. pt. Der Bromberger Schulprozess vom Jahre 1933. 
67 "Kurier Bydgoski" Nr 99, 1 V 1934 art. pt. Młodzież hitlerowska w mundurach w Byd- 
goszczy. 
68 Z.St.A. Potsdam, akta Dt. Stift. sygn. 306, pismo DV z 16 XII 1935 do E. Krahmer 
Mollenberg w Berlinie. 
511 AP B, akta m. Bydgoszczy sygn. 746, Urząd Sledczy Sprawozdanie dzienne Nr 34 z 
14 XII 1931. 
110 AAN, 
kta MSW, sygn. 2350. . ..y.' 
111 Ibidem, akta MSZ, sygn. 2241, MSZ pismo tajne 8 VIII 1937 do Min. Poczt. i Telegr. 
112 APB, Rep. 4 nr 273 - Wyciąg ze sprawozdania. sytuacyjnego Starosty Chełmińskiego 
za m-duty 1936. .
 
liS Ibidem, Rep. 4 nr 137. 

 Ibidem, Rep.A nr 318 - Starosta Grodzki Bydgoski pismo pfn 18 VI 1937 do UFPT. 
116 "Slowo Pomorskie" Nr 62 z 141111933 art. pt. Nocne manewry niemieckie. K. M. Pos- 
pieszaiski Zachodnio-niemiecka propaganda o prześladowaniu Niemców w Polsce, Przegląd 
Zachodni VI I - VIII 1957 s. 493. 
81 "Kujawiak" Br łOI t 22 VII11939 s. 3 art. pt. O nadzór nad gimnazjum niemieckim. 
'7 "Deutsche Schulzeitung in Polen" Nr l i BeiIage der Deutschen Schulzeitung - Gesetz 
betreffend die Rcgelung der Lehrgehalter in Polen von 15 VII 1920. 
as Ibidem, Nr 15 z 141V 1921 s. 113, Wie berechne ich sein Gehatt? 
u Z.St.A. Potsdam, akta Dt. Stift. sygn.-395, Deutscher Schitlverein In Bromberg.
		

/kronika_1200122_0001.djvu

			120 


70 CAMSW, sygn. 654 t. 40, UWPT, Uwagi na zjeździe starostów - Ref. Narodowościowy 
1935. 
71 Ibidem. 
72 AP B, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 1170. 
73 .Z.St.A. Potsdam, akta Dt. Stift. sygn. 337 Dr Ltithje Hamburg 22 V 1922 prośba o do- 
tację dla niemieckich nauczycieli z Polski do Dt. Stift. 
74 Ibidem, sygn. 350, Institut fUr Grenz und Auslandsdeutschtum im Marlburg 26 VI 1922. 
75 Ibidem. 
78 APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 1251, Zwolnienie nauczycieli niemieckich. . 
77 "Deutsche Schulzeitung in Polen" Nr 1 z 1 X 1921 art. Was wird aus unserer Schule? 
78 Z.St.A. Potsdam, Dt. Stift. sygn. 310 Deutsche Schulv. 31 III 1924 - ł(omisarze do 
Spraw Zaopatrzenia Nauczycieli w Berlinie. 
79 APP, sygn. 185, "Goniec Wielkopolski" Nr 93 z 21 I V 1929. 
80 APB, ł(OSP Toruń, sygn. 1129 - Insp. Szkolny Bydgoszcz pfn 30 III 1937 do ł(OSPoz. 
81 APB, ł(OSPoz. sygn. 2966. 
82 Ibidem, Insp. Szkolny sygn. 715, pismo MWR i OP 22 XII 1934 do ł(OSPoz. 
83 Ibidem, ł(OSPoz. sygn. 2966. 
84 APB, ł(OSPoz. sygn. 2966 - pismo z 23 I I 1932 do pastora M. Hesekiela. 
86 Ibidem, sygn. 2960. 
88 Ibidem. 
87 Ibidem, Rep. 4 nr 5063. 
88 Ibidem. 
89 APB, Rep. 201, Schulv, sygn. 38 JDP - Hauptgeschaftsstelle Bielsko 16 VII 1938 an 
den Deutschen Schulverein Bydgoszcz. 
90 Ibidem. 
91 "Deutsche Schulzeitung in Polen Nr 3 z 1 XI 1920 s. 18-19, Zur Behandlung des Pol- 
nisches in Unterricht in den hoheren Schulen, Georg Rudtke. 
92 Ibidem, s. 19 Der Geschichtsunterricht in den deutschen Schulen Polen. 
93 Ibidem, Nr 3 z 1 XI 1920. 
94 Die hohere Schule, Beilage der "Deutschen Schulzeitung in Polen" Nr 7 z 1 VI 1923 - 
Recht1inien fUr einen Lehrplan der Geschichte an den deutschen hoheren Schulen in Polen. 
95 APB, Insp. Szkolny Bydgoszcz, sygn. 716. 
98 Die hohere SChule, Beilage der Deutschen Schulzeitung in Polen Nr 4 z 1 V 1920. 
97 Ibidem, Nr 1 z 1 X 1930 s. 5-9. 
98 Ibidem. 
99 Ibidem, Nr 50 z 15 VII 1921 s. 175-176. 
100 R. W. Staniewicz, Legenda i rzeczywistość V Kolumny Niemieckiej, Przegląd Zachodni 
Nr 6/57 s. 371. - 
101 APB, Rep. 4 Nr 556, Ibidem Rep. 201 Schulv. sygn. 305/4 skarga obywateli polskich 
narodowości niemieckiej z 24 III 1938 do Prezydenta RP. 
102 Ibidem, akta Star. Pow. Bydgoszcz sygn. 2942. 
103 APB, akta PP Bydgoszcz, Urząd Śledczy w Bydgoszczy, Sprawozdanie dzienne Nr 4 
z ruchu mniejszości niemieckiej 19 I 1935. 
104 Ibidem, Sprawozdanie dzienne Nr 65 z ruchu mniejszości niemieckiej 15 VII I 1935. 
105 Ibidem. 
108 "Słowo Pomorskie" Nr 110 z 10 V 1936 s. 11 art. pL ł(iedy to się skończy? 
107 CAMSW, sygn. 654 t. 124, sygn. 124, 127, 255, 430. 
108 Ibidem 
109 Ibidem 
110 APP, Rep. 4 nr 15411, MSW - pismo z 12 XI 1935 do Wojewody w Lodzi.
		

/kronika_1200123_0001.djvu

			121 


111 Ibidem. 
112 Ibidem, Urząd Śledczy w Bydgoszczy, Sprawozdanie dzienne Nr 49 z ruchu mniejszości 
niemieckiej z 23 V 1935. 
113 Ibidem. 
11t APB, KOSPoz. sygn. 2960. 
116 AAN, akta Ambasada RP Berlin UWPoz. pismo tajne z 20 II 1935 do MSW, sygn. 3876. 
118 "Słowo Pomorskie" Nr 110 z 10 V 1936 s. 11 art. pt. Kiedy to się skończy? 
117 APB, Rep. 4 nr 137, Przegląd pomorskiej prasy niemieckiej za czas od 15 X -17 XI 
1936. 


,.I 


'\
		

/kronika_1200124_0001.djvu

			ELŻBIETA ALABRUDZIŃSKA 


KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI 
W BYDGOSZCZY W LATACH 1920-1939 


Protestantyzm w Polsce międzywojennej stanowił prawdziwą mozaikę wyznań 
i Kościołów. Skomplikowany stan prawny, jaki istniał w tym okresie w dziedzinie 
wyznaniowej, był w głównej mierze dziedzictwem zaborów. Po listopadzie 1918 roku 
w granicach Polski znalazło się aż siedem Kościołów ewangelickich i mimo licznych 
prób rozwiązania tego problemu, stan ten nie uległ zmianie aż do 1939 roku. Kościo- 
ły te, choć bliskie sobie konfesyjnie, zachowywały przez cały okres międzywojenny 
odręhność organizacyjną i ustrojową. Istniało więc siedem niezależnych od siebie 
związków wyznaniowych: Kościół Ewangelicko - Augsburski z Konsystorzem 
w Warszawie, Kościół Ewangelicko-Unijny z Konsystorzem w Poznaniu, Ewange- 
licki Kościół Unijny na Polskim Górnym Śląsku, Kościół Staroluterski, Kościół 
Ewangelicki Augsburskiego i Helweckiego Wyznania (w Małopolsce), Kościół 
Ewangelicko-Reformowany z Konsystorzem w Warszawie i Jednota Wileńska 1 . 
Kościół Ewangelicko-Augsburski był spośród tych związków wyznaniowych naj- 
większy liczebnie - w 1933 roku liczył około 400 tysięcy wiernych i 128 parafii 
obsługiwanych przez 120 duchownych. Siedzibą władz zwierzchnich Kościoła była 
Warszawa, a stanowisko Generalnego Superintendenta piastował przez cały okres 
międzywojenny ks. Juliusz Bursche. Skład narodowościowy Kościoła Ewangelicko- 
Augsburskiego był mieszany - polsko-niemiecki. Najwięcej wyznawców pochodziło 
z terenu byłego Królestwa Polskiego, jak również z Górnego Śląska i Śląska Cieszyń- 
skiego. Najważniejsze ośrodki stanowiły parafie w Warszawie i Łodzi (w pierwszej 
dominowali Polacy, w drugiej Niemcy). 
Kościół Ewangelicko-Augsburski składał się z dziesięciu diecezji: warszawskiej, 
płockiej, kaliskiej, piotrkowskiej, lubelskiej, łódzkiej, wołyńskiej, wileńskiej, śląs- 
kiej i wielkopolskiej2. 
W Bydgoszczy, podobnie jak na całym terenie byłego zaboru pruskiego, najwięk- 
sze wpływy posiadał Kościół Ewangelicko-Unijny, Kościół pod względem narodo- 
wościowym niemal czysto niemiecki. Parafia Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego 
została tu utworzona dopiero po pierwszej wojnie światowej, a główny wpływ na 
jej powstanie miały ruchy migracyjne. Po wyzwoleniu, w 1920 roku, nastąpił bowiem 
duży napływ do Bydgoszczy ludności polskiej - głównie z byłej Kongresówki, 
Małopolski i Śląska Cieszyńskiego, w tym także ludności ewangelickiej. Również 
część Niemców bydgoskich uległa w tym czasie, na skutek postępującej stabilizacji 
Rzeczypospolitej, powolnej polonizacji. Ludność ta nie chciała podporządkować się 
żywiołowi niemieckiemu grupującemu się w Kościele Ewangelicko-Unijnym i dla- 
tego postanowiła przystąpić do organizowania życia kościelnego na własną ręk ę 3. 
Pierwsze ślady tych starań odnajdujemy już w drugiej połowie 1921 roku. 
W dniu 31 sierpnia tego roku w "Dzienniku Bydgoskim" można było przeczytać: 
"Narodowo uświadomieni współobywatele nasi Polacy - ewangelicy, przeważnie ci,
		

/kronika_1200125_0001.djvu

			123 


którzy się do Bydgoszczy sprowadzili z Królestwa i Śląska Cieszyńskiego, zamierzają 
powołać do życia "Towarzystwo Polaków - Ewangelików" i starać się o polskie 
nabożeństwa, przynajmniej raz na cztery tygodnie"4. W tym samym czasie liczba 
ewangelików bydgoskich mówiących po polsku była oceniana na około 580 osób. 
Natomiast w październiku 1921 roku bydgoszczanie już wiedzieli, iż w ich mieście 
organizuje się polski zbór ewangelicki, a głównym inicjatorem tego przedsięwzięcia 
jest kapelan wojskowy z Poznania - ks. józef Mamica5-. 
Polska gmina ewangelicka została utworzona w Bydgoszczy w dniu 20 lutego 
1922 roku. Od tego dnia zaczęło bowiem funkcjonować Kolegium gminy, któregą 
prezesem był Stanisław Miller. Pierwsze nabożeństwo ewangelickie w języku pol- 
skim zostało w grodzie nad Brdą odprawione przez ks. 
\amicę w dniu 26 marca 
1922 roku - w kościele staroluterańskim przy ul. Poznańskiej 13. Odtąd pastor 
ten przyjeżdżał do Bydgoszczy regularnie raz w miesiącu, nabożeństwa odbywały 
się również w dni świąteczne 6 . 
Oficjalne erygowanie zboru nastąpiło w 1924 roku. Gmina bydgoska nawiązała 
wówczas kontakt z Konsystorzem w Warszawie i została włączona w skład senio- 
ratu poznańsko -pomorskiego,na którego czele stał ks. G. Manitius 7 . 
Do tego czasu opiekę duszpasterską nad polską gminą ewangelicką w Bydgoszczy 
sprawował jej główny organizator - ks. Mamica, człowiek bardzo zasłużony dla 
ojczyzny i Kościoła. józef Mamica pochodził z Pruchny koło Cieszyna, a studia teo- 
logiczne odbywał w Wiedniu i Bazylei. Po powrocie do kraju został w 1903 roku 
wikariuszem w Bielsku, następnie proboszczem w Błędowicach. Ks. Mamica brał 
czynny udział w staraniach o przyłączenie Śląska do Polski - jeździł z tą misją dwu- 
krotnie - w roku 1919 i 1920 - do Paryża, do uczesthików konferencji pokojowej. 
Brał udział w I I i III powstaniu śląskim, za co został odznaczony orderem Virtuti 
Militari, Polonia Restituta i Krzyżem Zasługi. Ks. Mamica został powołany na szefa 
wojskowego duszpasterstwa ewangelickiego na okręg poznarlsko-pomorski. Obok 
gminy bydgoskiej, j. Mamica zainicjował także powstanie zborów ewangelickich 
w Poznaniu, Toruniu i Grudziądzu 8 . W Bydgoszczy odprawiał również ewangelickie 
nabożeństwa wojskowe dla żołnierzy miejscowego garnizonu 9 . 
W 1924 roku nabożeństwa gminy bydgoskiej odbywały się przeważnie w kościele 
staroluterańskim lub w auli Gimnazjum Klasycznego przy Placu Wolności. W grud- 
niu tego roku po raz pierwszy przybył do Bydgoszczy pastor Gustaw Manitius 
i odprawił tu uroczyste nabożeństwo 1o . 
Koniec 1924 roku i pierwsze miesiące roku następnego były dla gminy okresem sta- 
rai1 o stałego duszpasterza. W dniu I marca 1925 roku odbylo się Walne Zgromadze- 
nie członków zboru. Przewodniczył mu sam senior G. Manitius, który wcześniej od- 
prawił nabożeństwo w kościele przy ul. Poznańskiej 13. Celem zgromadzenia było u- 
sankcjonowanie faktu przyłączenia zboru do Konsystorza warszawskiego, wybór 
nowego Kolegium oraz wystaranie się u Konsystorza o stałego kapłana ll . 
W rezultacie starań bydgoskiego Kolegium, gmina otrzymała jeszcze w marcu 
stałego administratora. Był nim ks. jan Schlafke. W Niedzielę Palmową 1925 roku 
odbyło się w Bydgoszczy uroczyste nabożeństwo, w czasie którego ksiądz ten został 
wprowadzony w urząd przez G. Manitiusa. już trzy miesiące później w zborze byd- 
goskim miała miejsce pierwsza konfirmacja 12 . 
W tym okresie można już mówić o ukształtowanej strukturze bydgoskiej gminy. 
jej władzami byli: pastor (administrator, a dopiero od 1937 roku stały proboszcz), 
Kolegium Kościelne (od 1936 roku Rada Kościelna) i Zebranie Parafialne. Najpraw- 
dopodobniej przez pewien okres gmina w Bydgoszczy posiadała status filiału - nie 
miała bowiem własnego proboszcza pochodzącego z wyboru, a duchowni byli wyzna-
		

/kronika_1200126_0001.djvu

			124 


czani przez Konsystorz. Pełnili oni jednak obowiązki proboszcza i posiadali takie 
same uprawnienia. 
Ogólny zarząd nad sprawami kościelnymi sprawowało Kolegium. W zakres jego 
kompetencji wchodziło: przygotowanie wyboru proboszcza, zarząd majątkiem koś- 
cielnym, nadzór nad moralnością chrześcijańską w parafii, działalność charytatyw- 
na, dozór nad szkolnictwem, prowadzenie ksiąg parafialnych itp. Natomiast prero- 
gatywami Zebrania Parafialnego było: dokonywanie wyboru proboszcza, Kolegium 
i Komisji Rewizyjnej, wybieranie delegatów do Zebrania Senioralnego, uchwalanie 
budżetu parafii. Wybory do władz odbywały się na Walnych Zebraniach Parafial- 
nych, prawo głosu mieli wszyscy członkowie powyżej 21 roku życia (w okresie póź- 
niejszym powyżej 24 roku życia). Głosowanie było tajne. Do Kolegium Kościelnego 
wybierano siedem osób, a do Komisji Rewizyjnej trzy OSOby13. 
Udało się ustalić tylko jeden skład Komisji Rewizyjnej - dla 1925 roku. Człon- 
kami Komisji byli wówczas: W. Hellwik, R. Kautz i A. Miller 14 . 
Bardzo niekompletne są również dane dotyczące składu osobowego Kolegium 
Kościelnego. Nie można się na ich podstawie pokusić nawet o ustalenie dat wyborów 
i długości kadencji. Są i odwrotne sytuacje - znamy termin wyborów, jak np. w lu- 
tym 1927 roku 1S , a nie możemy ustalić składu nowo obranego Kolegium. 


Tabela nr l 


Skład Rady Kościelnej w latach 1922-1939 16 


F:unkcja 1922-1923 1924 II I 1925 1932-1934 1937 1938-1939 
prezes S. Miller L. Wawrzy- K. Bauer K. Kluck Nehring L. Gundlach 
kiewicz 
- A. Hinc Brauerowa B. Assmann - J. Kakoszke 
- A. Schnei- J. Białon J. Kakoszke - E. Dobrantz 

 - der 
.
 - A. Peitsch A. Schneider - - E. Piradoff 
o W: Szulc 

 - Szulc W. Schwartz - - 
s:: 
o - - A. Tom - - J. Kędziera 
- 
N 
U - - A. Hinc - A. Wende 
- 
- - A. Peitsch - - E. Engler 


Bardzo trudna do ustalenia jest liczebność Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego 
w Bydgoszczy. W 1924 roku, w momencie ukonstytuowania się zboru, liczba jego 
członków wynosiła około trzydziestu. W Walnym Zebraniu Parafialnym w dniu 
l marca 1925 roku uczestniczyło już około 150 osóbl?, (liczba wyznawców musiała 
być więc jeszcze wyższa), ale nieprawdopodobna wydaje się liczebność zboru określo- 
na w księdze adresowej z 1928 roku na 1800 dusz 18 . Podważają ją bowiem orienta- 
cyjne dane z następnych lat zawarte w listach administratora parafii bydgoskiej 
do seniora G. Manitiusa. Wynika z nich, że w 1932 roku należało do zboru bydgos- 
kiego 115 "płacących rodzin", natomiast w 1934 roku około 200 rodzin prenumerowa- 
ło wychodzący w Bydgoszczy "Przegląd Ewangelicki". Dość prawdopodobna wydaje 
się więc informacja zamieszczona w piśmie Starosty Grodzkiego Bydgoskiego do 
Urzędu Wojewódzkiego Poznańskiego z 1937 roku, iż gmina liczy 496 członł<ów. 
Natomiast opracowania niemieckie oceniają liczbę wyznawców Kościoła Ewange- 
cko-Augsburskiego w Bydgoszczy w 1939 roku na 400-500 OSÓb 19 . 


I
		

/kronika_1200127_0001.djvu

			125 


Z danych tych wynika niezaprzeczalnie, że przez cały okres międzywojenny 
liczba wyznawców Ko
cioła dość dynamicznie wzrastała i \\' 1939 roku osiągnęła 
swój stan najwyższy - około 500-600 osób. 
Źródła nie zawierają informacji na temat narodowości wyznawców Kościoła 
Ewangelicko-Augsburskiego w Bydgoszczy. Wydaje się jednak oczywiste, że znacz- 
na większość wiernych była narodowości polskiej. Niejakim dowodem tego było wiel- 
kie przywiązanie członków zboru do polskości (mowa o tym będzie w dalszej części 
artykułu), jak również używanie wyłącznie języka polskiego w czasie nabożeństw 
i wszelkich zebralI. Skład narodowościowy gminy w Bydgoszczy był więc dużo ko- 
rzystniejszy od struktury całego Kościoła w RP, a główną przyczyną tego było ist- 
nienie w mieście silnego niemieckiego Kościoła ewangelickiego. Parafia ewangelicko- 
augsburska była od samego początku traktowana jako przeciwwaga dla niemiec- 
kiego ewangelicyzmu w Bydgoszczy. 
Pewną orientację w bazie społecznej gminy bydgoskiej dają zawarte w źródłach 
informacje o zawodach wykonywanych przez członków Rady Kościelnej. Dla Ko- 
legium wybranego w dniu I marca 1925 roku wyglądało to następująco: prezes 
K. Bauer był dyrektorem Banku Stadthagen, Brauerowa - żoną właściciela browaru, 
j. Białon - mistrzem ładowniczym, A. Schneider - kupcem, W. Schwartz - urzę- 
dnikiem, A. Torn - magistrem farmacji, A. Hinc - kupcem, A. Peitsch - inży- 
nierem, natomiast zastępcy członków - A. Kronszewski - był piekarzem, 
L. Wawrzykiewicz - przemysłowcem 2o . Dane te oraz porównanie z parafiami w innych 
miastach nasuwają wnioski, że większość wyznawców pochodziła z wyższych sfer 
społecznych - spory był odsetek inteligencji, urzędników, kupców i przemysłowców, 
niewielki natomiast procent stanowili robotnicy. 
jak już zostało powiedziane powyżej, pierwszym administratorem parafii ewan- 
gelickiej w Bydgoszczy został ks. jan Schlafke. Był to młody dwudziestokilkuletni 
kapłan, świeżo po studiach teologicznych w Warszawie, ordynowany w maju 1924 
roku. Ks. Schlafke pełnił funkcję administratora parafii bydgoskiej do 1926 roku 21 . 
jego następcą był Waldemar Galster ; administrował on gminę w Bydgoszczy 
w latach 1926-1929. Ks. Galster był rówieśnikiem jana Schlafke. Również ukoń- 
czył teologię na Uniwersytecie Warszawskim, ordynowany został na pastora w maju 
1924 roku 22 i przez trzy lata pracował jako wikariusz parafii św. jana w Łodzi. 
W latach 1926-1927, równolegle do administrowania parafii bydgoskiej, odprawiał 
nabożeństwa w zborze toruńskim 23 . 
W okresie 1929-1930 obowiązki administratora pełnił ks. jerzy Kahane. Kapłan 
ten, ordynowany w 1927 roku, pracował początkowo jako nauczyciel religii w Se- 
minarium Nauczycielskim w Działdowie. Zwierzchnikiem duchownym Kościoła 
w Bydgoszczy był jedynie dwa lata, równocześnie zresztą był administratorem zboru 
toruńskiego. W 1930 roku został proboszczem parafii w Gdyni 24 . 
Do 1932 roku gmina bydgoska znajdowała się naj prawdopodobniej pod bezpo- 
średnią administracją seniora G. Manitiusa 25 . 
Najdłużej - w latach 1932-1939 - obowiązki duchownego w parafii ewange- 
licko-augsburskiej w Bydgoszczy pełnił ks. Waldemar Preiss. W. Preiss urodził się 
w 1908 roku w Łodzi. Po ukończeniu nauki w gimnazjum przez rok studiował po- 
lonistykę i germanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, po czym przeszedł na 
Wydział Teologii Ewangelickiej. Ordynowany na pastora został w 1931 roku i przez 
rok pracował jako wikariusz zboru warszawskieg0 26 . 
W dniu 15 marca 1932 roku Konsystorz mianował Waldemara Preissa admini- 
stratorem polskiego zboru ewangelicko-augsburskiego w Bydgoszczy. Dnia I kwiet- 
nia 1932 roku ks. Preissa powołano również na administratora zborów w Toruniu 


,;
		

/kronika_1200128_0001.djvu

			126 - 


i Grudziądzu. Przejął on od ks. Kahane zbór toruński w dniu 14 kwietnia 1932 roku 27 . 
Waldemar Preiss wielokrotnie w latach 1932-1933 próbował zrzec się administracji 
zboru grudziądzkiego, ale bezskutecznie, ponieważ Konsystorz nie miał odpowied- 
niego kandydata na to stanowisko 28 . W 1933 roku administratorem parafii w Gru- 
dziądzu został ks. Ryszard Danielczyk, ale już trzy lata później gmina grudziądzka 
znalazła się znów pod opieką ks. Preissa i problem ten ostatecznie rozwiązała dopie- 
ro osoba R. Trenkiera. 
Ryszard Trenkler objął pracę w gminie bydgoskiej w marcu 1936 roku na stano- 
wisku wikariusza nieordynowanego. W dniu 25 października 1936 roku został ordy- 
nowany w Warszawie, a w rok potem wybrany na proboszcza parafii ewangelicko- 
augsburskiej w Toruniu. R. Trenkler otrzymał równocześnie administrację parafii 
grudziądzkiej. Rok 1937 oznaczał więc ostateczny koniec administracyjnej zależności 
Torunia i Grudziądza od parafii ewangelicko-augusburskiej w Bydgoszczy29. W tym 
samym roku Waldemar Preiss został wybrany na pełnoprawnego proboszcza byd- 
goskiego zboru ewangelicko-augsburskiego 30 . 
Współpraca pastorów z Radą Kościelną zboru bydgoskiego przebiegała na ogół 
harmonij nie. Do pewnych konfliktów doszło w latach 1932-1933. W 1932 roku były 
to spory natury osobistej między samymi członkami Kolegium - prezesem Kluc- 
kiem i sekretarzem B. Assmannem. Ks. Preiss opisywał je w liście do seniora .Ma- 
nitiusa w sposób następujący: "...Zapowiada się na najbliższym posiedzeniu Kole- 
gium na "pojedynek" p.inż. Klucka z p. Assmannem, którego post
powanie wobec 
prezesa Kolegium jest więcej niż "nerwowe". Będę się starał ten konflikt osobisty 
załagodzić, w czym pozostali członkowie Kolegium mi chyba dopomogą"31. Jednak- 
że rok później doszło do dość ostrych sporów między prezesem K. Kluckiem a samym 
Waldemarem Preissem. Nieznane pozostają źródła tego konfliktu. Musiały być one 
jednak dość poważne, skoro W. Preiss zastanawiał się nawet, czy nie doprowadzić 
do rozwiązania Rady Kościelnej32. 
Na przełomie 1938 i 1939 roku zostało dokonane ostateczne wytyczenie granic 
parafii bydgoskiej. Według ustaleń Rady Kościelnej parafia Kościoła Ewangelicko- 
-Augsburskiego w Bydgoszczy obejmowała: miasto Bydgoszcz, powiat bydgoski, 
południową część powiatu świeckiego, powiat sępoleński, wyrzyski, chodzieski, wą- 
growiecki, żniński, szubiński, mogileński, inowrocławski wraz z miastem I nowro- 
cławiem 33 . Nie wiadomo jedynie, jak został przez seniora Diecezji Wielkopolskiej 
G. .Manitiusa rozwiązany problem I nowrocławia i powiatu inowrocławskiego. Była 
to sprawa sporna o tyle, że również gmina toruńska postulowała włączenie tego ob- 
szaru w swoje granice. Najprawdopodobniej jednak zwyciężyła argumentacja W. 
Preissa, który powoływał się na stan faktyczny - z I nowrocławia i powiatu inowroc- 
ławskiego do parafii bydgoskiej należały już bowiem cztery rodzinyM. 
Bydgoska gmina ewangelicko-augsburska przez cały okres międzywojenny nie 
posiadała własnego domu modlitwy. Ze szczególnie dużymi trudnościami lokalowy- 
mi borykała się w latach 1924-1925. Pierwsze nabożeństwa, jak już wspomniano, 
odbywały się w kościele staroluterskim przy ul. Poznańskiej 13. W lipcu 1924 roku 
nastąpiły prawdopodobnie jakieś nieporozumienia ze staroluteranami w związku 
z terminami nabożeństw ewangelicko-augsburskich i polski zbór przestał korzystać 
z gościnności ewangelików niemieckich 35 . Nabożeństwa odprawiano jakiś czas przy 
ul. Marcinkowskiego 8b - w lokalu należącym do Christliche Gemeinschaft inner- 
halb der Landeskirche, a pod koniec września gmina uzyskała od władz pozwolenie 
na korzystanie z auli Gimnazjum przy Placu Wolności 36 ., 
Lata 1924-1925 były dla gminy okresem starań o własny dom modlitwy. Pro- 
wadzono rozmowy z superintendentem Assmannem w sprawie wydzierżawienia 


.....
		

/kronika_1200129_0001.djvu

			127 


jednego z kościołów ewangelicko-unijnych. Nie doprowadziły one jednak do żadnych 
ustaleń s7 . Ostatecznie gmina ewangelicko-augsburska porozumiała się znów ze sta- 
roluteranami i w okresie od 1926 do 1939 roku korzystała z ich świątyni 38 . 
W 1925 roku parafia bydgoska zakupiła od Społeczności Ewangelickiej lokal 
przy ul. Libelta 8 (po zmianie numeracji ul. Libelta 4). Mieścił się tu odtąd dOI)1 zbo- 
rowy, kancelaria i mieszkanie pastora 39 . 
Podstawowymi środkami dochodów gminy bydgoskiej były składki parafialne, 
kolekty i opłaty za posługi kościelne. Pomocy finansowej parafii udzielały władze 
państwowe - subwencje otrzymywała od Ministerstwa b. Dzielnicy Pruskiej i Mi- 
nisterstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Również władze Kościo- 
ła przekazywały na rzecz gminy określone fundusze. Od 1937 roku (z wejściem w ży- 
cie dekretu Prezydenta RP z 25 listopada 1936 roku) zaczęto wypłacać proboszczowi 
parafii bydgoskiej dotacje osobowe. Waldemar Preiss otrzymywał w ten sposób 
200 zł miesięcznie. Pensję podobnej wysokości dostawał również z parafii. I nne jego 
dochody pochodziły z administrowanych zborów w Grudziądzu i Toruniu. Zbór 
grudziądzki płacił mu za cztery przejazdy na lekcje religii i jedno nabożeństwo 
miesięcznie ISO zJ40. 
Sytuacja finansowa parafii bydgoskiej nie była najlepsza, gmina borykała się 
z wieloma trudnościami. Dużym obciązeniem był dług zaciągnięty przy zakupie do- 
mu zborowego, którego spłacanie ciągnęło się latami. Niedobory budżetowe Rada 
Kościelna pokrywała poprzez urządzanie imprez, wieczor6w towarzyskich, progra- 
mów muzycznych. Władze gminy często również zwracały się o pomoc materialną 
do Urzę
u Wojewódzkiego i MWRiOp41. 
_ Polska parafia ewangelicko-augsburska w Bydgoszczy przejawiała wiele różno- 
rodnych form działalności. Regularnie odprawiane nabożeństwa upiększane były 
występami chóru i grą na organach. Nabożeństwa świąteczne odprawiali na ogół 
księża zamiejscowi. W Wielkanoc 1926 roktr' np. zjechali do Bydgoszczy ks. Gloeh 
z Warszawy, ks. Mamica z Poznania i ks. O. Krenc z Nieszawy. Już w 1926 roku 
odbywały się w zborze bydgoskim nabożeństwa dla dzieci i młodzieży do lat 14, 
inną formą działalności była tzw. szkółka niedzielna. Było to nabożeństwo dla dzieci 
w wieku przedszkolnym i z pierwszych trzech klas szkoły podstawowej połączone 
z nauczaniem katechizmu 42 . 
. Administratorzy parafii bydgoskiej udzielali dzieciom i młodzieży szkół średnich 
systematycznej nauki religii, uczyli również religii w Toruniu i Grudziądzu. W la" 
tach 3D-tych liczba dzieci i młodzieży szkół bydgoskich uczęszczających na lekcje 
religii do ks. Preissa wynosiła 50-IW 3 . Wszystkie dzie
i objęte były również nauką 
konfirmacyjną. 
Dużą aktywność wykazywały istniejące przy parafii stowarzyszenia. W 1927 
roku kS' Q Galster zorganizował Towarzystwo Ewangelickie. Przy gminie działało 
również -Koło Pań. Organizowano, wspomniane już wyżej, Wieczorki Towarzyskie, 
połączone niekiedy z programami muzyc:(;nym
, a latem urządzano wycieczki - 
zarówno dla młodzieży i uczestników 
zkółki niedzielnej, jak i ogólne dla wszystkich 
parafian". Dużym urozmaiceniem były wizyty pasto
ów ewangelickich z innych 
krajów. W J	
			

/kronika_1200130_0001.djvu

			128 


dzież bydgoska ściśle współpracowała z podobnymi towarzystwami z Poznańskiego 
i Pomorza, czego dowodem były organizowane w Bydgoszczy "Dni Młodzieży". 
W październiku 1933 roku ks. W. Preiss wspólnie z ks. Danielczykiem wystąpili 
do seniora G. Manitiusa z propozycją zwołania konferencji księży z Poznańskiego 
i Pomorza w celu omówienia: 
,,1) możliwości i sposobu powiększenia nowych zborów, 
2) wydawania miesięcznika lub dwutygodnika dla potrzeb polskich ewangelików, 
3) urządzenia we wszystkich zborach, a zwłaszcza w Gdyni, Tczewie, Toruniu i Gru- 
dziądzu "Dni Młodzieży" mających na celu stworzenie normalnie funkcjonujących 
Stowarzyszeń Młodzieży"47. 
Propozycja została naj prawdopodobniej przyjęta, ponieważ już w dniach 21-22 
stycznia 1934 roku odbył się w Bydgoszczy pierwszy "Dzień Młodzieży", na który 
zaproszono grupy z Torunia, Grudziądza i Poznania. I mpreza ta połączona została 
z obchodami ósmej rocznicy powstania Stowarzyszenia Polskiej Młodzieży Ewan- 
gelickiej w Bydgoszczy i składało się na nią uroczyste nabożeństwo (kazanie wygło- 
sił prawdopodobnie senior G. Manitius), referaty, dyskusja, część towarzyska i ko- 
lacja na 70 osób 48 . Drugi zjazd młodzieży W. Preiss urządził w Toruniu w 1935 roku, 
a trzeci - w dniach 28-29 czerwca 1936 roku ponownie w Bydgoszczy. Przebiegał 
on pod hasłem: "Praca dla narodu i państwa w stowarzyszeniach młodzieży"'8. 
W dyskusji nad referatami R. TTenkler i W. Preiss skrytykowali utożsamianie poję- 
cia ewangelicyzmu z niemieckością i negowanie patriotyzmu u Polaków - ewange- 
Iik6w
o. 
Bydgoska parafia ewangelicko-augsburska pełniła w latach 30-tych funkcję te- 
renowego ośrodka pracy religijno-społecznej, oddziaływującego na wszystkie inne 
parafie Wielkopolski i Pomorza. Obok Bydgoszczy ośrodki takie znajdowały się 
jedynie w Warszawie, Łodzi, Łucku, Cieszynie i Katowicach 51 . 
Ks. Preiss zrealizował również drugą ze swoich propozycji przedstawionych ks. 
\1anitiusowi w październiku 1933 roku. Od 1934 roku zaczął wydawać dwutygodnik 
"Przegląd Ewangelicki", przekształcony w lipcu 1937 roku w tygodnik. "Przegląd 
Ewangelicki" drukowano w 1936 roku w 800 egzemplarzach, pismo przeznaczone 
było głównie dla parafian z terenu Wielkopolski i Pomorza, ale 200 egzemplarzy 
wysyłano również na Mazury. Na łamach "Przeglądu Ewangelickiego" W. Preiss 
przeciwstawiał się zdecydowanie wpływom niemieckim w łonie Kościoła Ewangelic- 
ko-Augbsurskiego. Często dochodziło do polemik nie tylko z niemieckimi pismami 
luterańskimi, ale również z polskim "Zwiastunem Ewangelicznym" i "Głosem E- 
wangelickim" - głównie z inspiracji, licznych w Polsce centralnej, wyznawców Koś- 
cioła Ewangelicko-Augsburskiego narodowości niemieckiej51. 
W. Preiss redagował "Przegląd Ewangelicki" ogromnym nakładem pracy. Mu- 
siał pokonywać wiele problemów, również dużych trudności natury finansowej. 
Okazał się znakomitym organizatorem i człowiekiem niesłychanie zaangażowanym 
w sprawy Kościoła. Ks. Ryszard Trenkler wspominał swoją współpracę z Walde- 
marem Preissem tak: "Moim szefem był ks. sen. Waldemar Preiss, człowiek nie- 
zwykle zdolny, wymagający, redaktor "Przeglądu Ewangelickiego" ukazującego 
się w Bydgoszczy. Wciągnął mnie z miejsca we wszystkie dziedziny swojej pracy 
parafialnej i redaktorskiej. Była to krótka lecz bardzo dobra szkoła, z której czerpa- 
łem przez całe życie"35. 
O tym, że W. Preiss posiadał autorytet u wyznawców obu narodowości świadczył 
fakt, że wszedł w 1937 roku (zresztą obok W. Galstera - wtedy już proboszcza w 
Starej Iwicznej) w skład tzw. komisji pacyfikacyjnej, mającej rozstrzygać spory 
między Polakami i Niemcami w łonie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego".
		

/kronika_1200131_0001.djvu

			129 


Bardzo interesująco przedstawiały się kontakty W. Preissa z seniorem Diecezji 
Wielkopolskiej - ks. Gustawem Manitiusem. Prowadzili oni bardzo bogatą kores- 
pondencję, a G. Manitius liczył się zawsze ze zdaniem ks. Preissa. Często pytał go 
nawet wprost o rady w różnych kwestiach, np. w sprawie określenia zasięgu tery- 
torialnego poszczególnych parafii diecezji, czy też programu obrad Zebrań Senio- 
ralnych. Ks. Preiss podał do rozpatrzenia na Zebraniu Senioralnym mającym się 
odbyć w 1939 roku następujące propozycje: urządzanie we wszystkich parafiach 
raz do roku tygodni ewangelizacyjnych, względnie misyjnych, z udziałem dwóch - 
trzech księży zamiejscowych, zwoływanie zebrań pastorskich raz do roku w ramach 
diecezji, urządzanie zjazdów diecezjalnych towarzystw młodzieży, kobiet oraz pra- 
cowników szkół niedzielnych itp. Ostatni punkt proponowanego przez niego progra- 
mu brzmiał: "Ścisła współpraca parafii polskich z niemieckimi w naszej diecezji 
Ta sprawa winna być na początku ujęta we właściwy sposób, aby nie było żadnych 
narodowościowych zgrzytów"55. 
Ks. Preiss wielokrotnie jeździł do Poznania, aby osobiście omawiać z seniorem 
ważniejsze sprawy dotyczące zboru bydgoskiego. Bywał w Bydgoszczy i G. Mani- 
tius - przewodniczył on Walnym Zebraniom Parafialnym, brał udział w "Dniach 
M.łodzieży"56. Natomiast w kwietniu 1933 roku wizytował zbór bydgoski sam zwierz- 
chnik Kościoła - biskup Juliusz Bursche 57 . 
Człon kowie gminy aktywnie włączali się do pracy całego Kościoła, nie brakowało 
bydgoszczan nigdy na zjazdach ogólnokrajowych, czy Zebraniach Senioralnych. 
W dniach 27-29 czerwca 1925 roku np., ks. J. Schlafke i członek Rady Kościelnej 
Artur Peitsch brali udział w II Zjeździe Związku Polskiego Towarzystw i Zborów 
Ewangelickich w Państwie Polskim, odbywającym się w Poznaniu. W Zebraniu 
Senioralnym w marcu 1939 roku uczestniczyli: ks. Preiss, j. Kakoszke i A. Peitsch 58 . 
O tym, że członkowie parafii nie ograniczali się do biernego uczestnictwa w życiu 
ogólnokościelnym świadczy pismo Prezydium Walnego Zebrania Parafialnego do 
Konsystorza w Warszawie z dnia 9 maja 1934 roku 59 . Dowiadujemy się z niego, że 
członkowie zboru bydgoskiego, zgromadzeni na Walnym Zebraniu Parafialnym 
w kwietniu 1934 roku, uważając, że "... brak ustawy o wzajemnym stosunku Państwa 
i Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (...) stoi na przeszkodzie do dalszego rozwo- 
ju polskiego ewangelicyzmu na terenie byłej dzielnicy pruskiej...", zwrócili się za 
pośrednictwem Konsystorza w Warszawie do czynników kościelnych i państwowych 
ustalających projekt ustawy z prośbą o przyspieszenie rokowań. 
Niewiele wiemy o stosunkach polskiej parafii ewangelicko-augsburskiej z innymi 
bydgoskimi Kościołami. Domyślać się można, że niezbyt dobrze układały się kontak- 
ty z wyznawcami Kościoła Ewangelicko-Unijnego. Niestety nie mamy na ten temat 
żadnych informacji, poza wspomnianym już faktem bezskutecznych rokowań w 
sprawie wydzierżawienia kościoła. Sciślejsze więzy łączyły polskich ewangelików 
z dwoma związkami wyznaniowymi w Bydgoszczy - z Kościołem Staroluterskim 
i Kościołem Ewangelicko-Reformowanym. 
Trzeba pamiętać, że prawie cały okres międzywojenny ewangelicy polscy korzy- 
stali ze świątyni staroluterskiej. Przychylne stanowisko staroluteran wynikało głów- 
nie z tego, że ich Kościół pozostawał w opozycji doktrynalnej i organizacyjnej wobec 
Kościoła Ewangelicko- Unij nego. 
Bardzo dobre stosunki łączyły parafię ewangelicko-augsburską z istniejącym 
w Bydgoszczy filiałem Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Polskojęzyczni kal- 
wini uczęszczali na nabożeństwa gminy ewangelicko-augsburskiej. Ks. Jerzy Kaha- 
ne do tego stopnia szanował odrębność kalwinów, że dzieci ich nauczał w oparciu 
o Kątechizm Heidelberski flo . 


." 


g - Kronika bydgoska 


-
		

/kronika_1200132_0001.djvu

			130 


Kościół Ewangelicko-Augsburski cechowała lojalność wobec rządu polskiego 
i bojkotowanie infiltracji wpływów niemieckich. W rocznice państwowe (3 Maja, 
II Listopada) odprawiano uroczyste nabożeństwa. W dniu 16 maja 1935 roku odby- 
ło się w kościele przy ul. Poznańskiej nabożeństwo żałobne w intencji J. Piłsudskiego. 
Do ogłoszeń o tego typu nabożeństwach dołączano prośby skierowane do dyrekcji 
szkół powszechnych i średnich o zwalnianie uczniów ewangelików z lekcji w celu 
wzięcia udziału w tych uroczystościach 61 . 
Ze strony władz bydgoskich Kościół Ewangelicko-Augsburski' doznawał pełnego 
poparcia. Istnienie w Bydgoszczy o'gniska polskiego protestantyzmu leżało w inte- 
resie władz państwowych, dlatego też wspierały one działalność gminy. W dniu II 
kwietnia 1933 roku Wojewoda Poznański postulował w piśmie do bydgoskiego' Ma- 
gistratu, by przyznać Kościołowi Ewangelicko-Augsburskiemu te same przywileje, 
jakie posiadały wyznania uznane przez państwo, a zwłaszcza Kościół Rzymskoka- 
tolicki. W uzasadnieniu poparcia wniosku gminy o udzielenie subwencji, Starosta 
Bydgoski oświadczył: "W każde święto zarówno państwowe, jak i narodowe odprawia 
się w zborze nabożeństwa w języku polskim, a kazania wygłaszane również w języku 
polskim odznaczają się treścią patriotyczną o nastawieniu prorządowym"62. 
Źródła nie pozwalają na określenie stosunku społeczeństwa bydgoskiego do wy- 
znawców Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jednakże możemy przypuszczać, 
że bydgoszczanie nastawieni byli do polskich ewangelików pozytywnie, głównie 
z tego powodu, że stanowili oni pewne przeciwstawienie tak silnemu w Bydgosz- 
czy niemieckiemu ewangelicyzmowi. Nawet "Dziennik Bydgoski" będący pismem 
chadeckim, krytycznie nastawionym z reguły do wszystkich mniejszości wyznanio- 
wych, w stosunku do ewangelików polskich wykazywał dużą przychylność. Przez 
cały okres 1922-1939 na łamach "Dziennika" zamieszczane były ogłoszenia o na- 
bożeństwach gminy i o Walnych Zebraniach Parafialnych, a pod zawiadomieniem 
o pierwszej konfirmacji w zborze bydgoskim, redakcja umieściła następujący komen- 
tarz: "Pierwszy to zastęp młodocianych serc stojący pod sztandarem Chrystusa, 
by staczać bój wiary w imię Ewangelii i żyć dla dobra umiłowanego Kościoła swego 
oraz ukochanej Ojczyzny - Polski"63. 
Polska parafia ewangelicko-augsburska w Bydgoszczy stanowiła społeczność li- 
czebnie niewielką. Jednakże jej znaczenie było niewspółmierne do liczby członków. 
Ewangelicy augsburscy byli w Bydgoszczy jedyną czysto polską grupą ewangelicką, 
grupą prężną organizacyjnie i bardzo otwartą na zewnątrz. Tu wychodził też organ 
kościelny Wielkopolski i Pomorza "Przegląd Ewangelicki". Gminie przypadłO' 
bardzo trudne zadanie - przeciwważenie wpływów tak potężnego w Bydgoszczy 
Kościoła EwangelickO'-Unijnego. 
Sprawdzianem rzeczywistego patriotyzmu i przywiązania do polskości człon- 
ków parafii ewangelicko-augsburskiej były lata II wojny światowej. Wyznawcy 
Kościoła nie poddawali się "jako ewangelicy" germanizacji, wielu zginęło w obozach 
i więzieniach, nie chcąc wyprzeć się polskiej narodowości. Tragiczny był również 
IO'S duszpasterzy bydgoskich. Organizator bydgoskiej gminy, ks. Mamica został 
w czasie II wojny światowej przez Niemców aresztowany i zamordowany. Areszto- 
wany został również ks. Galster (m.in. za działalność w Bydgoszczy) - więziony 
na Pawiaku, został zwolniony ze względu na stan zdrowia. Księdza Kahane Niem- 
cy zamonJowali w instytucie eutanazji w Pirnie koło Drezna. Waldemar Preiss na- 
tomiast został aresztowany w'listopadzie 1939 roku, przebywał w więzieniach w Byd- 
gO'szczy i. Gdańsku, udało mu się przeżyć obozy koncentracyjne w Stuthofie, Sach- 
senhausen, Dachau i wrócił do Bydgoszczy w lipcu 1945 ro-ku 84 . 


. 


-
		

/kronika_1200133_0001.djvu

			131 


PRZYPISY 


1 W. Gastpary, Protestantyzm w Polsce w dobie dwóclz wojen światowych 1914-1939, War- 
szawa 1978, s. 71-73; A. Tokarczyk, Ewangelicy polscy, Warszawa 1988, s. 110 
2 K. Krasowski, Związki wyznaniowe w I I Rzeczypospolitej, Studium historycznoprawne, 
Warszawa-Poznań 1988, s. 206-207; A. Wantuła, Zwięzłe wiadomości z historii Kościoła, 
Warszawa 1964, s. 105, 107; A. Tokarczyk, op. cit., s. 112 
3 S. Pastuszewski, Polski luteranizm w Wielkopolsce i na Pomorzu wobec nacjonalistycznej 
niemczyzny, Bydgoszcz 1987, s. 25; G. Jaskułowski, Mniejszościowe związki wyznaniowe na 
terenie miasta Torunia w latach 1920-1939, praca magisterska, s. 85 
4 "Dziennik Bydgoski" (cyt. dalej: "Dz. B."), nr 198 z 31. 081921 
l> "Dz. B." nr 227 z 4. 10 1921 
II "Dz. B." nr 56 z 17.03.1922, nr 59 z 21.03.1922, nr 79 z 14.04.1922, nr 90 z 28.04.1922, 
nr 138 z 28.06.1922 
7 E. Kneifel, Die evangelisch - augsburgischen Oemeinden in Polen 1555-1939, Miinchen 
1971, s. 243; S. Pastuszewski, op. cit., s. 25 
8 S. Pastuszewski, op. cit., s. 26; G. Jaskułowski, op. cit., s. 99-100 
II "Dz. B." nr 138 z 18.06.1925, nr 216 z 19.09.1925 
10 "Dz. B." nr 244 z 19.10.1924, nr 284 z 6.12.1924, nr 13 z 17.01.1925 
11 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy (cyt. dalej: APB), Komenda Policji Państwowej na 
miasto Bydgoszcz (cyt. dalej: Komenda P.P.n.m.B.), nr 16, "Wiadomości Kościelne Polskiego 
Zboru Ewangelickiego" z 26.02.1925, Raport z 2.03. I 925; "Dz. B." nr 48 z 28.02.1925 
12 "Dz. B." nr 79 z 5.04.1925, nr 170 z 26.07.1925; E. Kneifel, op. cit., s. 244 
13 APB, KO:llenda P.P.n.m.B., nr 16, "Wiadomości Kościelne Polskiego Zboru Ewange- 
lickiego" z 26.02.1925; S. Grelewski, Wyznania protestanckie i sekty religijne w Polsce współ- 
czesnej, Lublin 1937, s. 231-232, 820-828 
14 AP B, Komenda P.p.p.m.B., nr 16, "Wiadomości Kościelne Polskiego Zboru Ewange- 
lickiego" z 26.02. 1925 
15 Archiwum Państwowe w Poznaniu (cyt. dalej: APP), Polski Zbór Ewangelicko-Augsbur- 
ski w Poznaniu (cyt. dalej: Pol. Zbór Ew. - Ausgb. w P.), nr 4, List W. Galstera do G. Mani- 
tiusa z 16.01.1927 
11 APP, Pol. Zbór Ew.-Ausb. w P., nr 14, Pismo Rady Kościelnej Zboru w Bydg. do G. 
Manitiusa z 28.02.1932; nr 15, Pismo Prezydium Walnego Zebrania Parafialnego Polskiego 
Zboru Ew.-Augsb. w Bydg. do Konsystorza w W-wie z 9.05.1934; AP B, Komenda P.P. n.m.B., 
nr 16, Raport z 2.03.1925; Urząd Wojewódzki Pomorski w Toruniu (cyt. dalej: UWP), nr 4451, 
Pismo Starosty Grodzkiego Bydg. do Urzędu Wojewódzkiego Poznańskiego z 15.05.1937; 
"Dz. B." nr 40 z 17.02.1924, nr 100 z 1.05.1938; E. Kneifel, op. cit., s. 243 
17 APB, Komenda P.P.n.m.B., nr 16, Zestawienie sekt bydgoskich z 1.10.1924, Raport 
z 2.03.1925 
18 Księga adresowa miasta Bydgoszczy (cyt. dalej: Ks. adr. m. B.), na 1928 r., s. XVII 
11 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 4, List W. Preissa do G. Manitiusa z 13.05.1932; 
nr 15, List W. Preissa do G. Manitiusa z 9.03.1934; APB, UWP, nr 4451, Pismo Starosty Gro- 
dzkiego Bydg. do Urzędu Wojewódzkiego Poznańskiego z 15.05.1937; E. Kneifel, op. cit., s. 244 
20 APB, Komenda P.P.n.m.B., nr 16, Raport z 2.03.1925 
21 E. Kneifel, Die Pastoren der Evangelisch-Augsburgischen Kirche in Polen, Ein biogra- 
phisches Pfarrerbuclz mit einem Angang, Ansbach 1967, s. 160 
22 ibidem, s. 90; S. Pastuszewski, op. cit., s. 26; "Dz. B." nr 95 z 25.04.1926 
13 G. Jaskułowski, op. cit., s. 27 
14 ibidem; E. Kneifel, Die Pastoren..., s. 108; S. Pastuszewski, op. cit., s. 27 
113 ,Ę. Kneifel, Die evangelisch..., s. 244 


9.
		

/kronika_1200134_0001.djvu

			132 


211 E. Kneifel, Die Pastoren..., s. 150; G. jaskułowski, op. cit., s. 101 
1!7 APP, Pol. Zbór
Ew.-Augsb. w P., nr 14, Pisma Konsystorza do W. Preissa z 5.03.1932, 
8.04.1932, 8.06.1932, Pisma Konsystorza do G. Manitiusa z 22.06.1932, 21.07.1932, Pismo 
J. Kahane do G. Manitiusa z 23.03.1932 
28 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, Pismo Konsystorza do G. Manitiusa z 10.11. I 
1932, Pismo Konsystorza do W. Preissa z 21.11.1932; nr 15, Listy W. Preissa do G. Manitiusa 
z 22.03.1933, 8.04.1935 
29 APP, Pol. Zbór Ew.-AlIgsb. w P., nr 15, Pisma Konsystorza do R. Trenkiera z 21.03.1936, 
28.10.1936; S. Pastuszewski, op. cit., s. 27-28; G. jaskułowski, op. cit., s. 101 
30 E. Kneifel, Die evangelisch..., s. 244 
31 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, List W. Preissa do G. Manitiusa z 24.08.32 
31! APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15, List W. Preissa do G. Manitiusa z 1.09.1933 
33 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 13, Pismo W. Prcissa do G. Manitillsa (bez daty) 
3C ibidem, List W. preissa do G. Manitiusa z XII 1938, Pismo Rady Kościelnej zboru 
toruńskiego do G. Manitiusa z 26.1 1.1938 
36 "Dz. B." nr I 90 z 17.08.1924 
3' "Dz. B." nr 166 z 19.07.1924, nr 218 z 19.09.1924; Ks. adr.m.B. na 1926 r., s. XXXIX 
37 APP, Konsystorz Ewangelicki w Pozn., nr 791, Sprawozdania j. Assmanna na synody 
obwodowe z 1925 i 1926 roku 
38 "Dz. B." nr 107 z 10.05. I 934, nr 114 z 20.05.1934; S. Pastuszewski, op. cit., s. 26 
31 APP, Konsystorz Ewangelicki w Pozn. nr 670, Spis polskich gmin ewang.-Iuterańskich 
z 1932 r.; Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, Pismo Rady Kościelnej zboru bydgoskiego do 
G. Manitiusa z 23.03.1932; Ks.adr.m.B. na 1926 r., s. XVII; "Dz. B." nr 90 z 19.04.1931; 
S. Pastuszewski, op. cit., s. 28 
co APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 13, List W. Preissa do G. Manitiusa (bez daty); 
nr 14, List W. Preissa do G. Manitiusa z 19.10.1932; APB, UWP, nr 4451, Wykazy duchownych 
Kościoła Ew.-Augsb. pobierających dotacje z tytułu pełnienia obowiązków duszpasterskich, 
z 8.10.1937, 1.0 1.1938, 11.04.1938, 10.05.1938, 5.09. I 938 
ł1 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, List W. Preissa do G. Manitiusa z 13.05.1932; 
AP B, UWP, nr 4451, Pismo Starosty Grodzkiego Bydg. do Urzędu Wojewódzkiego Pozn3ń- 
skiego z 15.05.1937 
CI! APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, List W. Preissa do G. Manitiusa z 13.05.1932; 
nr 15, Listy W. Preissa do G. Manitiusa z 1.09.1933 i 18.10.1933; "Dz. B." nr 76 z 2.04.1926 
&S APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 14, Listy W. preissa do G. Manitiusa z 16.07.1932, 
24.08.1932, 3.09.1932 
« APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 4, List ks. Galstera do G. Manitiusa z 16.01.1927; 
nr 14, List W. Preissa do G. Manitiusa z 13.05.1932; E. Kneifel, Die evangelisch..., s. 244; 
C6 "Dz. B." nr 81 z 5.04.1936 
ł8 APB, UWP, nr 2026, Spis stowarzyszeń zarejestrowanych sądownie w Bydg. (bez daty); 
Ks. 3dr. m. B. na 1936/37 r., s. XXVIII 
C7 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15, List W. preissa do G. Manitiusa z 18.10.1933 
es ibidem, Listy W. Preissa do G. Manitiusa z 21.12.1933 i 13.01.1934 
C9 G. jaskułowski, op. cit., s. 105-106; APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15, List 
W. Preissa do G. Manitiusa z 12.03.1936 
50 S. Turowski, Działalność niemieckich instytucji wyznaniowych, rękopis 
61 S. Pastuszewski, op. cit., s. 28 
61! APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15, Listy W. preissa do G. Manitiusa z 9.03.1934, 
12.03.1936; E. Kneifel, Geschichte der Evangelisch-Augsburgischen Kirche in Polen, Niirnberg 
1965, s. 242; Die evangelisch..., s. 244
		

/kronika_1200135_0001.djvu

			133 


63 Pięćdziesiąt lat w służbie Kościoła. Wywiad z ks. R. Trenklerem, "Zwiastun" 1986, 
nr 19-20, s. 291, za: S. Pastuszewskim op. cit., s. 27 
64 S. Pastuszewski, op. cit., s. 27; W. Gastpary, op. cit., s. 238 
55 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 13, Listy W. Preissa do G. Manitiusa z 7.11.1938 
i 5.03.1939 
51 APP, Pot. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15, Listy W. Preissa do G. Manitiusa z 18.08.1933, 
25. tO. 1 933, 20.02.1935 
57 "Dz. B." nr 93 z 22.04. t 933 
58 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 13, Lista obecności na Zeb:aniu Senioralnym Die- 
cezji Wielkopolskiej w Pozn. z 14.03.1939; nr 20, Spis delegacji i delegatów na II Zjazd Związku 
Polskiego Tow. i Zborów Ewang. w Państwie Polskim z 27.06.1925 
59 APP, Pol. Zbór Ew.-Augsb. w P., nr 15 
10 S. Pastuszewski:, Karta czesko-braterska i kalwińska IV dziejach Bydgoszczy, "Kalen- 
darz Bydgoski" R. XIX: 1986, s. 63 
111 "Dz. B.", nr 102 z 3.05.1925, nr 100 z 29.04.1928, nr 113 z 16.05.1935 
6% AP B, Akta m. Fordonu, nr 438, za: S. Turowskim, op. cit., 
63 "Dz. B." nr 170 z 26.07.1925 
114 E. Kneifel, Die Pastoren..., s. 90, 108, 150; Die evangelisch..., s. 244; S. Pastuszewski, 
Polski luteranizm..., s. 26-27. 


..
		

/kronika_1200136_0001.djvu

			STEFAN PASTUSZEWSKl 


POCZĄTKI KOŚCIOŁA NARODOWEGO 
W BYDGOSZCZY 


Ścisłe wiązanie życia narodowo-społecznego z życiem religijnym, tak charakterys- 
tyczne do okresu "rewolucj i oświeceniowej" powodowało, że formuła Kościoła naro- 
dowego w chrześcijaństwie przewijała się przez całe nowożytne dzieje. "Świadomość 
religijna była zarazem bardzo ważną sferą świadomości społecznej, a dla warstw lu- 
dowych bywała, jak się uważa, jedyną formą więzi refleksyjnejl)". W najszerszym 
tego słowa znaczeniu Kościołami narodowymi były i są Kościoły wschodnie, w tym 
prawosławne, które w zasadzie organizacyjnie na wysokim poziomie autonomii 
funkcjonują w ramach jednego narodu, ale też państwa i najczęściej w liturgii uży- 
wają języka tegoż narodu. Ale skądinąd Kościół Rzymskokatolicki używający do 
Soboru Watykańskiego II w większości przypadków łaciny jako języka liturgii i po- 
siadający uniwersalistyczną organizację eklezjalną, też, choćby -:- w przypadku 
Polski, ściśle wiązał się z żywotnymi problemami poszczególnych nacji, niezwykle 
wiernie służąc, aż do ostatecznych konsekwencji, żywotnym interesom tych narodów. 
W okresie prereformacyjnym i I Reformacji (XVI w.) przeważająca większość róż- 
nych odłamów chrześcijańskich też podpadała pod naj szerszą definicję Kościoła 
narodowego, gdyż nie dość, że wprowadziły one język ojczysty do liturgii i życia 
wewnątrz-kościelnego, ale wystąpiły z uniwersalistycznej, papieskiej organizacj i 
eklezjalnej. Inna rzecz, że od XIX w. część protestanckich związków wyznaniowych 
zaczęła tworzyć własne światowe organizacje wspólnotowe, choćby wspomnieć 
Światową Federację Luterańską, Światowy Alians Kościołów Reformowanych czy 
Światowy Związek Babtystów, lub wręcz powszechne, scentralizowane organizacje 
eklezjalne, jaką np. jest Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Międzynarodowe 
Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego czy Organizacja Teokratyczna Świadków 
Jehowy. 


FRANCUSKI RODOWÓD 


Z uwagi na wykazaną powyżej niejednoznaczność pojęcia "Kościół narpdowy" 
można więc w zasadzie mówić w miarę precyzyjnie jedynie o subkategoriach tej tak 
ogólnej kategorii. jedną z nich jest "współczesny Kościół narodowy o rodowodzie 
rzymskokatolickim" . 
Ta subkategoria, podobnie zresztą jak wiele pojęć o wyróżniku "współczesny", 
zaczęła funkcjonować po Wielkiej Rewolucji Francuskiej (1789-1799). Uchwalona _ 
12 lipca 1790 r. "Konstytucja cywilna duchowieństwa" nie bez wpływu koncylia- 
ryzmu i gallikanizmu oraz norm, powstałego w 1702 r. narodowego Kościoła holen- 
derskiego - Kościoła Utreckiego [COND - Bischoppelijke Clrezie)zakazywała 
francuskiemu duchowieństwu uznawania władzy jakiegokolwiek zagranicznego bis- 
kupa w tym biskupa Rzymu (art. 4). Ten sam dokument (art. 81) żądał od biskupów
		

/kronika_1200137_0001.djvu

			135 


i proboszczów złożenia uroczystej przysięgi na wierność narodowi, prawu i królowi. 
("Chciano w ten sposób stworzyć Kościół narodowy - bez naruszania rzymskoka- 
tolickiej dogmatyki 2 "). I w zasadzie Kościół taki stworzono, gdyż spośród proboszczów 
i wikarych francuskich przysięgę tę złożyła większość, tj. ok. 50 tysięcy, choć na 
130 biskupów - tylko czterech. Kościół Narodowy Francji, mocno atakowany przez 
papiestwo, upadł jednak wraz z rewolucją. Wiek XIX, zwany też "wiekiem nacjo- 
nalizmów", odnowił we Francji, tej "najstarszej córze Kościoła", ideę Kościoła na- 
rodowego. W 1830 r. kapelan gwardii królewskiej w Wersalu - ks. Ferdynand Ch{!teJ 
(1795-1857) ogłosił w czasopiśmie "Reformateur" kilka artykułów, w których pro- 
pagował religijne idee liberalne i gallikańskie (ograniczenie supremacji Papieża). 
W 1831 r. kapłan ów zerwał z Kościołem Rzymskokatolickim i założył Kośóiół Fran- 
cusko-Katolicki (Eglise CatholiqueFrancaise). Urządził świątynię na przedmieściu 
Paryża, w której zaczął odprawiać msze w języku francuskim. Wyświęcony na bisku- 
pa przez mistrza zakonu templariuszy - B. Fobre-Palaprat'a ogłosił się "z woli ludu 
i kleru prymasem francuskiego Kościoła". Po 1838 r. ten marionetkowy związek 
wyznaniowy rozpadł się na różne odłamy, a w 1842 r. został zdelegalizowany, na 
wyraźne życzenie Rzymu, przez króla Filipa Orleańskiego. Ks. F. Chatel udał się na 
banicję do Belgii, gdzie funkcjonował w ramach, założonego tam w 1833 r. przy współ- 
pracy z nim, przez ks. Charlesa Henriego Helsena (1791-1842) Kościoła Apostolsko- 
-Katolickiego. Ten lewicujący w kategoriach świeckich związek wyznaniowy, na- 
wiązujący do chrześcijaństwa pierwszych wieków liczył zaledwie kilkuset zwolenni- 
ków, głównie ze środowisk robotniczych i rzemieślniczych. Piętnowany za koligacje 
z ruchem socjalistycznym po kilkunastu latach zanikł. W odróżnieniu od Kościoła 
Narodowego Francji, powołanego przez Wielką Rewolucję Francuską, który zacho- 
wywał rzymskokatolicką doktrynę i kult, Kościół Francusko-Katolicki, a także 
Kościół Apostolsko-Katolicki miały już charakter reformistyczny. Nawiązując do 
teologii unitarianizmu odrzucały dogmat o Trójcy Świętej. Na centralnej św iątyni 
KF-K widniał nawet napis: "jedynemu, a nie troistemu Bogu". Doktryna francusko- 
-katolicka oraz apostolsko-katolicka, głosiły liberalny naturalizm religijny o zabarwie- 
niu panteistycznym. W zakresie kultu novum było zniesienie spowiedzi indywidualnej 
i postów oraz wprowadzenie języka ojczystego do liturgii. KF-K odrzucał oczywiście 
autorytet Papieża i znosił celibat duchownych. Cechą XIX-wiecznej Europy było 
wręcz "oglądanie się" na Francję. Nic też dziwnego, że idee ks. F. Chatela i ks. C. 
Helsena bardzo szybko rozpowszechniły się w całej rzymskokatolickiej Europie, 
w której od dłuższego czasu dyskutowano tezy gallikanizmu, jansenizmu i febronia- 
nizmu, jako m.in. doktryn koncyliarnych, głoszących wyższość Soboru nad Papieżem 
i podnoszących znaczenie Kościołów lokalnych, ściśle wiążących się z określonym 
narodem. 


DZIAŁALNOŚC KS.' J. CZERSKIEGO 
Ideami tymi, aż do ostatecznych konsekwencji
 przejął się na terenie Krajny 
i Kujaw wybitnie zdolny, a przy tym niepokonany wikary z Piły - ks. jan Czerski 
(1813-1893). Ten urodzony w Warlubiu na Kociewiu kapłan kończył gimnazjum 
nie gdzie indziej tylko w Bydgoszczy. Studia teologiczne odbył w Seminarium Ducho- 
wnym w Poznaniu, gdzie w 1842 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako 
wikary w Poznaniu, Wirach i Pile. W 1844 r. wyraźnie bazując na wzorach francusko- 
-belgijskich, założył w Pile Gminę Chrześcijańsko-Apostolsko-Katol
cką (Ch
jstlich- 
-Apostolisch-Katolische Gemeinde) i o.głosił w formie specjalnej bro.szury, wydanej 
w Poznaniu, swą apostazję z Kościoła Rzymskokatolickiego. Już sama nazwa tego 
związku wyznaniowego jest nawiązaniem do neo-katolicyzrnu francusko-belgijskiego.
		

/kronika_1200138_0001.djvu

			136 


W 1844 r. ks. j. C
erski zost?ł suspendowany, a w 1845 r. ze zwolennikami - eks- 
komunikowany. 
Podstawy doktrynalne gmin chrzcścijallsko-katolickich były w zasadzie rzymsko- 
katolickie o pewnych redukcjach typu ewangelickiego. jedynym źródłem wiary była 
Biblia bez Tradycji, w indywidualistycznej, dostępnej każdemu interpretacji. Credo 
oparte zostało o Skład Apostolski Wiary, Konstantynopolski Symbol Wiary w rycie 
rzymskim oraz Anastazjański Symbol Wiary. Indywidualistyczna, dostępna dla 
każdego, interpretacja Biblii odrzuciła naukę o czyśćcu, pośrednictwie świętych, od- 
pustach i postach. W liturgii centralne miejsce zajmowała msza w rycie rzymskim, 
ale jednak odprawiana w języku ojczystym, mająca - na wzór ewangelicki - 
znacznie rozbudowaną liturgię słowa. Komunia, na znak jedności kapłana z wiernymi, 
miała dwie postacie. jeśli idzie o organizację nowego związku wyznaniowego, to była 
ona ustroju prezbiterialnego, tj. składały się na nią w miarę samodzielne zbory, za- 
rządzane przez Radę Starszych. Władzę naczelną dla wszystkich zborów stanowił 
Synod złożony z przedstawicieli duchownych i świeckich. Rola kapłana w zarządzie 
parafii została sprowadzona jedynie do urzędu duchownego. Prymat Papieża przestał 
obowiązywać. 
Równolegle z apostazją ks. J. Czerskiego miało miejsce ogłoszenie w 1844 r. przez 
ks. jana Rongego z Wrocławia rozprawy pt. "Rzym i kapituła wrocławska", w której 
niepochlebnie przedstawił on działalność Kościoła Rzymskokatolickiego, za co ścią- 
gnął na siebie suspensę. W 1844 roku wystosował też list otwarty do biskupa Trewiru 
- Arnoldiego w sprawie wystawiania na widok publiczny Całunu TurYllskiego. 
W liście tym zakwestionował prawdziwość relikwii oraz nadużywanie przez Kościół 
Rzymskokatolicki ciemnoty i zabobonności prostego ludu. Zyskując dość znaczne 
poparcie społeczne a także znając głośną już w Wielkopolsce i na Pomorzu działalność 
reformatorską ks. j. Czerskiego, zasugerował mu połączenie wysiłków. W 1845 r. 
obaj reformatorzy zwolali do Lipska, reprezentujący 60 tysięcy wiernych i 88 księży, 
Sobór Narodowy (w nazwie Soboru podkreślono narodowy charakter Kościoła, 
choć oprócz Niemców należeli doń Polacy i Czesi), podczas którego sformułowano 
Wyznanie Lipskie, będące podstawą doktrynalną powstałego wówczas Kościoła 
N iemiecko- Katol ickiego. 
Z uwagi na wyraźni c nawiązujące do doktryny Kościoła Francusko-Katolickiego 
tendencje unitariańskie (nieuznawanie dogmatu o Trójcy Świętej) ks. j. Czerski 
w zasadzie nie przystąpił do tego związku wyznaniowego, choć wśród jego zwolen- 
ników idee Wyznania Lipskiego znalazly poparcie, rodząc tym samym tendencje 
rozłamowc. 


., 


BYDGOSKI NEO-KATOLICYZM 
Bydgoszcz odegrała znaczną rolę w rozwoju Gminy Chrześcijańsko-Apostolsko- 
-Katolickiej. Właśnie tu, 27 października 1844 r. do Wydziału Spraw Wewnętrznych 
Królewskiej Rejencji Pruskiej wpłynął wniosek o zarejestrowanie tego związku wy- 
znaniowego. Wniosek ten, żądający m.in. przekazania na cele gimny części rzymsko- 
katolickiego majątku kościelnego w Pile, spraw szkolnych i cmentarza spotkał się 
z chłodnym przyjęciem, jednak władze nie przeszkadzały rozwojowi nowej konfesji. 
W Bydgoszczy ks. J. Czerski wydał w 1845 r. swoje credo religijne w formie "uspra- 
wiedliwienia" - "Rechtfertigung meines Abfalles von der Romischen Hofkirche", 
będące bazą całego jego późniejszego piśmiennictwa i homiletyki. 
W tym samym roku miejscowa grupa jego zwolenników wydała anonimową bro- 
szurę "johanes Czerski's Leben und Wirken". Grupa ta (20 osób), rekrutująca się
		

/kronika_1200139_0001.djvu

			. 


137 


po częś::i z ur7ędników pallstwowych. utworzyła w Bydgoszczy w kwietniu 1845 r. 
czwartą gmir.ę nco-I(
tolid ą (po Pile, Unnic w \Vcstfalii i Toruniu). już w lipcu 
gmina ta liczyła 70 wyznawców. Podlegały jej filie w Fordonie i Koronowie, a przez 
. pewien czas także w Nakle, Szubinie, i Polichnie (potem stały się one filiami gminy 
chodzieskiej). Z czasem filie te, łącznie z fordońską i koronowską, usamodzielniły się. 
Władze miejskie ostatecznie poparły dysydentów, przekazując im w 1848 r. na cele 
sakralne, użytkowany dotąd jako magazyn mebli, słomy, a także jako wytwórnia 
amunicji, znajdujący się przy ul. Kaiserstrase [obecnie ulica Bernardyńska] kościół 
pobernardyński, którego konwent zlikwidowano w 1829 r. W pierwszym okresie 
gmina chrześcijańsko-apostolsko-katolicka cieszyła się także poparciem luterańskiego 
superintendenta okręgowego w Bydgoszczy - ks. johannesa Romberga, który 
widział w niej ważne narzędzie rozwoju protestantyzmu na tym terenie, jako że 
prowadziła zdecydowaną walkę z Papiestwem oraz, dokumentując rozpad w Kościele 
rzymskim, zapobiegała przechodzeniu części luteran na pozycje rzymskokatolickie, 
co w tym czasie nie było taką znów rzadkością. 
W okresie największego rozkwitu wyznania (1845-1846) bydgoska gmina chrześ- 
cijańsko-apostolsko-katolicka była drugą co do wielkości (po gminie poznańskiej) 
w całym ruchu. Liczyła 137 członków, rekrutujących się głównie z rzemieślników, 
kupców i niższych urzędników, a także inteligencji. Znaczny procent stanowiły osoby 
żyjące w małżeństwach mieszanych, piętnowanych zarówno przez rzymskokatolicyzm 
jak i luteranizm oraz pozostające w separacji. Było ich ponad połowę, gdyż 64 8 . Wię- 
kszość wyznawców, podobnie jak w całym ruchu neo-katolickim, stanowili Niemcy. 
Wprawdzie na 137 zarejestrowanych, 37 osób miało nazwiska polskie, jednak nie ma 
żadnych dowodów ku temu, że byli to Polacy, co nie jest zresztą wykluczone. Nie- 
mniej nabożeństwa odprawiane były przede wszystkim w języku niemieckim. 
Bydgoska gmina - głównie ze względów doktrynalnych - nie weszła ostatecznie 
w skład Kościoła Niemiecko-Katolickiego, powstałego w 1845 roku podczas Soboru 
Narodowego. Niemniej po synodzie jedenastu gmin chrześcijańsko-apostolsko- 
-katolickich, który odhył się 22-24 lipca 1846 r. w Pile, zarysował się w całym związ- 
ku ostry podział na zwolenników wiary racjonalnej (kierunek pilski). 
Doszło też do podziału w gminie bydgoskiej. Za pierwszym kierunkiem opowie- 
działo się 35 osób, zaś za drugim - ponad 50. Druga grupa została wzmocniona przez 
przybycie ze Szwajcarii ks. Schossmanna, który zaczął prowadzić regularne dusz- 
pasterstwo w kościele pobernardyńskim. Niemniej wraz z wieloma wiernymi zaczął 
on coraz wyraźniej zdążać do luteranizmu, tak że 29 sierpnia 1852 r. wraz l całą niemal 
gminą przeszedł do Ewangelickiego Kościoła Unii Staropruskiej'. ... 
Proces ten w znacznym stopniu został przyśpieszony przez superintendenta byd- 
goskiej diecezji unijnej - ks. johannesa Romberga, który przez cały okres egzysten- 
cji miejscowej gminy chrześcijańsko-apostolsko-katolickiej oddziaływał na jej wy- 
znawców, popierając zwolenników wiary pozytywnej i postępujące procesy protestan- 
tyzacji wyznania. Na rozpad całej Gminy Chrześcijańsko-Apostolsko-Katolickiej 
wpłynęło też ograniczenie jej działalności przez państwo pruskie, bowiem w czasie 
Wiosny Ludów w 1848 roku większa część wiernych i kapłanów,konsekwentnle stając 
na pozycjach narodowych, opowiedziała się za społecznymi przemianami typu rewo- 
lucyjnego. Część bydgoskich neo-katolików wróciła na łono Kościoła Rzymskokato- 
lickiego, a część pozostała przy ks. j. Czerskim i na mocy unii w Gotha w 1859 r. 
połączyła się z Przyjaciółmi Światła ["Glichtfreunde") w związek wolnych gmin 
religijnych. (Bund Freireligieser Gemeinden). Gmina Chrześcijańsko-Apostolsko- 
-Katolicka w końcowej fazie swego istnienia była już w zasadzie zwl,zklem wyzna- 
niowym o charakterze ewangellkalnym, pierwszym tego typu, który w fazie zorga-
		

/kronika_1200140_0001.djvu

			... 


. 


138 


nizowanej zaistniał na terenie grodu nad Brdą. Mimo że formalnie opowiadał się on 
za sprotestantyzowaną doktryną i litu.rgią katolicką, to jednak ustrojowo zblliżał się 
coraz bardziej do modelu wolnokościelnego. Choć Gmina Chrześcijańsko-Apostolsko- 
-Katolicka W Bydgoszczy w formie pierwotnej egzystowała jedynie od kwietnia 
1845 r. do 1852 r., to jednak byli jej członkowie, należący już wówczas do Gminy 
Wolnoreligijnej w Pile bądź Toruniu, funkcjonowali w bydgoskim organizmie spo- 
łecznym jeszcze w latach siedemdziesiątych XIX wieku, w taki czy inny sposób 
rozpowszechniając swe idee. W 1927 r. wyznawcy gmin wolnoreligijnych wstąpili do 
Niemieckiego Związku Unitariańskiego (Deutschen Unitarien-Bund), nie mającego 
już wiele wspólnego z katolicyzmem. Doszło jakby do powtórzenia losu kościoła 
Francusko-Katolickiego i Kościoła Apostolsko-Katolickiego z Belgii. XIX-wieczny 
katolicyzm narodowy stworzył więc w Bydgoszczy spoleczne podstawy, jako że dość 
szeroko spopularyzował zasady Kościoła narodowego o proweniencji rzymskokatolic- 
kiej, pod datujący się od 1921 r. rozwój polsko-katolicyzmu, który w latach 30-tych 
miał właśnie tu, a nie gdzie indziej, najliczniejszą parafię w całym kraju. 


PRZYPISY 


, ..ł j. l)w()rzaczkowa, Reformacja a problemy narodowościowe w przedrozbiorczej Wielkopolsce, 
w: Odrodzenie 1 Reformacja w Polsce t. XXIII 1978 s. 79 
2 Sz. Włodarski, W. Tarowski, Kościoły Chrześcijańskie, Warszawa 1969 s. 235 
3 Z. Zalewski, Herezja jana Czerskiego w Poznaniu, Kronika Miasta Poznania 1924 
nr 9-10, s. 193 
c Verwaltungs-Bericht des Magistrats zu Bromberg fur die zeit vom l April1878 bis 31 Mar;. 
1883, Bromberg 1884 


-. . 


BIBLIOGRAFIA 


1. Konrad Algermissen, Czerski johannes w: Neue Deutsche Biographie, Berlin 1953 t. III, 
s. 461 -462 
2. P. Becker, Johannes Czerski - der Begrunder der C/zristlich-Katolischen Ocmeinde in 
Schlleidemuhl, Grenzmarkische Heimatblatter 1928 nr 4 s. 67 -68 
3. johannes Czerski, Offenes Olaubensbekenntnis der Christlich-apostoischkatllolischen Oemeinde 
zu Schneidemuhl, Posen 1844 
4. johannes Czcrski, Rechtferligung meines Abfalls von der romischen Hofkirche, Bydgoszcz 
1845 
5. johannes Czerski: Leben und Wirken, Bydgoszcz 1845 
6. Die Traung des apostolisch-katholischen Pfarrers Czerski in Schneidemuhl, Bydgoszcz 1845, 
Commisions- Verlag von Louis Levit. 
7. Erklarung der evangelischen Freunde zu Bromberg. Bydgoszcz 1845, Commisions- Verlag 
von Louis Levit. 
8. L. Grundler, Lexikon der christlichen Kirchen und Sekten unter Berucksichtigung der Mi- 
. ssionagesellschaften und zwischenkirchlichen Organisationen. t. I, Wien 1961, s. 394-395 
9. M. Laubert, Die Anfange der Wirksamkeit Czerski in der Provinz Posen: "Grenzmarkische 
Heimatblatter" 1933, nr 8, s. 7-49 
10. jerzy Misiurek, Czerski jan: w: "Encyklopedia Katolicka" t. III, Lublin 1979, TN KUL, 
. 839 'ł.1. t .1.
		

/kronika_1200141_0001.djvu

			139 


II. A. Nadolny, Działalność reformatorska Jana Czerskiego, Lublin 1967, maszynopis Biblioteki 
KUL 
12. L. Regger, Czerski Johannes: w: Enciclopedia Cattolica, t. I V Citta dei Vaticano 1949-54, 
s. 1102-1104. 
13. Johannes Romberg, Die Spaltwzg des Christ, -katholischen Vereins in Bromberg in zwe; 
Vereine nD.mUch und des Leipziger Bekenntnisses, Bydgoszcz 1845 verlag in Commission ei 
E. G. Mittler 
14. J. Willequet, La vie tumultuense de L'abbe Helsen, Paris 1956 
15. Zygmunt Zalewski, Herezja Jana Czerskiego w Poznaniu: "Kronika Miasta Poznania" 
1924, nr 9-10, s. 161-195 


, 


i
		

/kronika_1200142_0001.djvu

			BARBARA jAN/SZEWSKA-M/NCER 


Z ŻYCIA CODZIENNEGO 
RZEMIEŚLNIKÓW BYDGOSKICH 
W XVI I XVII W. 


X VI w. był dla Bydgoszczy okresem rozkwitu. t\liasto - liczące z przedmieścia- 
mi około 5 tys. mieszkańców należało do średnich, jednakże wyróżniało się spośród 
innych prężnym i wielostronnym rozwojem rzemiosła i handlu. Rozwoju tego nie 
były nawet w stanie zatrzymać na dłuższy okres liczne wojny i klęski żywiołowe 
X VII w., na skutek których ucierpiała Bydgoszcz. 
Wygląd miasta w XVI i XVII w. przedstawiał się interesująco. Bydgoszcz opa- 
sana była murem pochodzącym z X V w. a prowadziły do niej trzy murowane bramy: 
poznańska, kujawska i pomorska l . Poza murami znajdował się zamek obronny. 
Miasto posiadało 9 kościołów, 4 zabudowania klasztorne, 232 domy przeważnie 
murowane, a ponadto 47 na przedmieściu. Domy pokryte były w większości dachów- 
ką. Na rynku znajdował się ratusz z wysoką wieżą i wodotrysk. Drogi były brukowa- 
ne. Od 1523 r. istniała łaźnia miejska i w tym też roku zbudowano pierwsze urządze- 
nia kanalizacyjne. 
W ratuszu, w którym znajdowała się siedziba władz miejskich, mieściła się rów- 
nież gospoda - w piwnicach zaś było więzienie i magazyny na towary, które sprze- 
dawano w kramach usytuowanych także wokół tego budynku. Po obu stronach 
Brdy usytuowano liczne spichrze, a na Wyspie Młyńskiej istniały: mennica, młyny 
zbożowe i folusznicze, a także żupy solne. 
To wszystko, co był w stanie ujrzeć przybysz przy pierwszym pobycie w ówczes- 
nej Bydgoszczy, świadczyło o poziomie rzemiosła i handlu. Największy wpływ 
na wygląd miasta i na życie codzienne jego mieszkańców mieli jednak rzemieślnicy 
bydgoscy. Oni też brali w tym życiu codziennym największy udział. 
Rzemieślnicy skupieni byli w cechach. Organizacja cechowa obejmowała niemal 
wszystkie strony ówczesnego życia rzemieślnika. l\tiała cele religijne, polityczne, 
wojskowe, towarzyskie, a przede wszystkim gospodarcze. Prawo zakładania cechów 
należało do kompetencji rady miejskiej. W Bydgoszczy, mimo dużych braków źród- 
łowych, można stwierdzić istnienie 21 cechów rzemieślniczych w okresie staropolskim. 
Stanowi to liczbę pokaźną, zważywszy, że w dużym ośrodku miejskim - Wrocławiu 
liczba ich nie była o wiele wyższa 2 . 
Na podstawie zachowanych statutów cechowych można stwierdzić działalność 
następujących cechów rzemieślniczych: rzeźników, zdunów i garncarzy, krawców, 
piekarzy, czapników, kuśnierzy, szewców, stolarzy i testarzy, ślusarzy, bednarzy, 
kołodziejów, mielcarzy, piwowarów, murarzy, przewoźników i sukienników, kowali, 
stelmachów. 
Liczba cechów bydgoskich nie była stała, lecz uzależniona przede wszystkim od 
gospodarczego stanu miasta. W okresie klęsk żywiołowych i wojen niektóre cechy 
zaprzestały swej działalności. Po pewnym czasie powstawały jednak na nowo.
		

/kronika_1200143_0001.djvu

			141 


W niektórych cechach zgromadzeni byli rzemieślnicy różnych zawodów. I tak 
np. do cechu stolarzy należeli również tokarze i szklarze. Zdarzało się też, że rze- 
mieślncy bydgoscy należeli do organizacji cechowych w Toruniu 4 . Byli to gwoź- 
dziarze, rymarze i szlarze. 
Byli również rzemieślnicy różnych, rzadszych specjalności, których przynależ- 
ności do cechów bydgoskich nie stwierdzono, a członkostwa cechów w innych mia- 
stach nie zdołano źródłowo udowodnić. Uważa się, że w okresie lat 1559-1675 
można na podstawie wzmianek źródłowych naliczyć ponad 80 specjalności rzemieśl- 
ników bydgoskich 5 . 
W ówczesnej Bydgoszczy można więc było spotkać takie zawody, jak: iglarze, 
piernikarze, postrzygacze sukna, tkacze sukienni, złotnicy, malarze, siodlarze, min- 
cerze, cyrulicy. W grupie rzadkich specjalności wymienić można: zegarmistrza, 
papiernika, olejnika, lutnistę, mydlarza, szlifierza i miecznika. W Bydgoszczy 
było też niewątpliwie wielu rybaków, skoro ten zawód obok garnarstwa zalicza- 
no do naj starszych w mieście. Prącowali tutaj również kominiarze, kamieniarze, szli- 
fierze, mosiężnicy, łaziebnicy i sternicy. Ci ostatni związani byli bardziej z handlem 
niż z rzemiosłem, jednakże niejednokrotnie sami naprawiali i wykonywali sprzęt 
pływając y 6. 
Statuty wykazywały wiele cech wspólnych, szczególnie w zakresie funkcji pro- 
dukcyjnych. W każdej jednak korporacji wytworzył się stopniowo własny styl oby- 
czajowy, który zdobywał wśród mieszczan pewien prestiż 7 . 
Pełnoprawnym członkiem cechu był "mistrz", a jego droga do tego tytułu była 
trudna i kosztowna. Mistrza przyjmowano do cechu pod warunkiem posiadania 
przez niego nieruchomości, której wartość niejednokrotnie oceniano, i posiadania 
prawa obywatelstwa miejskiego. Przystąpienie do prawa miejskiego uwarunkowane 
było udowodnieniem swego "prawego pochodzenia", czyli wywodzeniem się z le- 
galnego związku małżeńskieg0 8 . 
W bydgoskim cechu murarzy przyjmowano także mistrzów nie posiadających 
nieruchomości pod warunkiem wpłacenia przez nich pewnej sumy pieniędzy radzie 
i cechowi 9 . 
Mistrzem zostawało się po żmudnej nauce, która trwała w zależności od zawodu 
od I -6 lat. Nie wolno było łączyć dwóch rzemiosł, nawet jeżeli były one znacznie 
ze sobą spokrewnione, jak np. piekarskie i piernikarskie. Liczba mistrzów była pra- 
wie w każdym cechu ograniczona. W cechu szewców nie mogła przekroczyć 21, a w 
cechu piekarzy - 40. 10 
, Naukę w rzemiośle należało rozpoczynać od tzw. terminu, czyli przyjęcia do mis- 
trza na naukę. Uczeń musiał przedstawić list "dobrego urodzenia" i wpłacić tzw. 
wpisowe. Wpisowe kształtowało się różnie. Przeważnie składały się na nie pieniądze, 
wosk i piwo w różnej wysokości. W cechu rzeźników wpisowe wynosiło 18 gr. beczkę 
piwa i 2 funty wosku; w cechu sukienników uczeń płacił tylko 2 zł i dwa funty wos- 
ku - przy czym istniała w tym rzemiośle możliwość wyłożenia tych należności 
przez mistrza, gdyby ucznia nie było na nie stać. W cechu szewców wpisowe wynosi- 
ło jedynie 2 zł, a u mielcarzy trzeba je było uiścić aż w trzech ratach. Najpierw uczeń 
zobowiązany był przekazać konew piwa, po dwóch tygodniach próbnych I beczkę 
piwa i I funt wosku, a po kolejnych 12 tygodniach - gdy zdecydował się na pozo- 
stanie w cechu, musiał się ponownie wkupić beczkę piwa i I funtem wosku.u 
Do wszystkich cechów bydgoskich poza szewskim przyjmowano na naukę je- 
dynie uczniów wyznania rzymsko-katolickiego. Statut cechu szewców przewidywał 
również przyjmowanie Niemców - protestantów.
		

/kronika_1200144_0001.djvu

			142 


Wpłacone przez uCinia pieniądze trafiały do tzw. skrzynki brackiej, czyli małego 
skarbca. Wosk używany był podczas uroczystości kościelnych i brackich, a piwo 
wypijali bracia cechowi z okazji przyjęcia nowego ucznia. Uczeń spełniać musiał 
wszystkie obowiązki nakazane mu przez mistrza. Związane były one nie tylko z war- 
sztatem rzemieślniczym - niejednokrotnie bowiem elew używany był do różnych 
prac w gospodarstwie domowym prowadzonym przez panią majstrową. Nie szczę- 
dzono mu kar cielesnych. Los jego nie był łatwy. Nawet podczas uroczystości ce- 
chowych spełniał rolę służącego usługując starszym. Jeżeli nawet miał chwilę wolne- 
go czasu, jego możliwości uczestniczenia w kulturze mieszczańskiej były bardzo ogra- 
niczone. Taki trudny okres łatwiej było przetrzymać uczniowi, którego nauka trwa- 
ła tylko rok, jak w wypadku cechu rzeźnickiego. Wprawdzie uczeń poza wpisowym 
musiał zapłacić mistrzowi 5 zł za roczną naukę, ale po tym okresie mógł się już uwa- 
żać za wyszkolonego. Zanim został mistrzem, musiał jeszcze rok przepracować, ale 
już w innym charakterze - czeladnika, lub mógł na I rok wywędrować do innej miej- 
scowości a następnie wrócić już w charakterze mistrza. 
W cechu sukienniczym uczeń musiał uczyć się zawodu aż cztery lata, a następnie 
na okres dwóch lat udać się na wędrówkę. Za wpłacenie pewnej sumy można było 
skrócić okres nauki z 4 do 3 lat. 
O wiele łatwiejszy start mieli mistrzowscy synowie. Niejednokrotnie zwolnieni 
byli oni z wpisowego, a ich okres nauki był znacznie skrócony. W cechu sukienników 
musiał uczyć się tylko dwa lata i jeden rok wędrować. 
W niektórych cechach długość nauki nie była określona. Nie zależała wyłącznie 
od zdolności ucznia, ale przede wszystkim od woli mistrza. W interesie mistrza leża- 
ło jak najdłuższe wykorzystanie młodzieńca w charakterze ucznia. Uczeń mógł bo- 
wiem wykonywać prostsze prace, a mistrz nie był zobowiązany do zapłaty.12 
Po zakończeniu nauki, uczeń po ponownym wkupieniu się, zostawał czeladni- 
kiem. W jego dalszym szkoleniu dużą rolę odgrywała wędrówka - wynikająca 
niekiedy z przepisu statutowego, a niekiedy z własnej woli. Podczas wędrówki 
i pracy u innego mistrza, czeladnik poszerzał nie tylko swą wiedzę, ale zdobywał też 
ogólne obycie i znajomość nowych miast. 
W cechach, gdzie wędrówka nie była obowiązkowa, czeladnik mógł nadal po- 
zostać u swego mistrza, który jednak obowiązany był mu płacić za pracę. 
Wysyłając swego czeladnika na wędrówkę, mistrz wręczał mu list, w którym 
stwierdzał odbycie przepisanej statutem nauki, oceniał jego umiejętności, stwier- 
dzał pochodzenie i prosił o opiekę ze strony cechu, do którego wędrujący się udawał. 
Tego rodzaju listy cechowe zachowały się w odniesieniu do czeladników cechów byd- 
goskich przybyłych do Torunia.l:ł Z Bydgoszczy do Torunia udawali się mydlarze, 
bednarze, garncarze, szklarze, łaziebnicy, szewcy i tkacze. Po zakończeniu wędrówki 
czeladnik otrzymywał tzw. "list wyuczenia", w którym stwierdzano nauczenie się 
zawodu. lł 
Ostatnim etapem jego nauki było wykonanie sztuki mistrzowskiej, tzw. maj- 
stersztyku. W skład sztuki mistrzowskiej wchodziło na ogół kilka przedmiotów, które 
podlegały ocenie cechmistrzów. Po ich przyjęciu czeladnik zdobywał godność maj- 
stra. Musiał wkupić się do cechu i urządzić dla współbraci uroczystą kolację. Następ- 
. nie powinien był założyć własny warsztat, co pOłączone było z dużymi kosztami. 
Najprostszą drogą, do nabycia warsztatu było ożenienie się z wdową po rzemieślniku 
lub z jego córką.l5 
W chwili osiągnięcia tytułu mistrza, rzemieślnik nabywał wielu uprawnień. Mógł 
'wybierać' władze .cechu i być do nich wybierany, korzystać ze wszystkich przywile- 
JÓW danego cechu, mpgł zostać ławnikiem, radnym czy wreszcie burmistrzem. Mi,ał
		

/kronika_1200145_0001.djvu

			143 


prawo należeć do różnego rodzaju bractw religijnych lub do bractwa kurkawego 
i uczestniczyć we wszystkich ceremoniach i uroczystościach miejskich. Swoje wy- 
twory mógł sprzedawać w warsztacie, w jatkach lub przekazywać je kramarzom. 
Jatki posiadali głównie rzeźnicy i piekarze. Musieli za nie składać opłaty zarówno 
władzom miejskim, jak i staroście. Rzeźnicy z każdej poćwiartowanej sztuki bydła 
musieli oddawać staroście łopatki. Obowiązek ten jako niesprawiedliwy zniósł do- 
piero Zygmunt August w 1570 roku anulując tym samym postanowienia zawarte 
na ten temat w przywileju Dobesza Puchały z 1434 roku 16 . 
Piekarzy zobowiązywano pod karą do posiadania w jatce od wschodu słońca do 
wieczora świeżego chleba zarówno pszennego, jak i żytniego. W każde suche dni, 
czyli raz na kwartał piekarze musieli wpłacać do ratusza po 10 szelągów, a na' Wiel- 
kanoc upiec burmistrzowi i radzie po jednym "półtorałokietnym" struclu 17 . 
Życie rzemieślnika, mimo posiadania przez niego wielu praw i przywilejów, skrę- 
powane było nak.azami i zakazami wynikającymi ze statutów cechowych. 
Cech regulował nie tylko życie zawodowe rzemieślników. Wnikał w życie pry- 
watne, strzegł dobrych obyczajów, potępiał pijaków i cudzołożników, nakazywał 
uczestnictwo w nabożeństwach. Z drugiej strony zabezpieczał opiekę chorym, zmar- 
łym urządzał pogrzeby, pamiętał o wdowach i dzieciach po majstrach. Wdowa mo- 
gła być członkiem cechu, ale po roku zobowiązana była do małżeństwa z członkiem 
danego cechu. 
W niektórych cechach, np. piekarskim kobiety mogły na równi z mężczyznami 
zdobywać tytuł mistrzowski pod warunkiem, że były "uczciwe i porządne". Kobie- 
tom "nierządnym" nie wolno było należeć do cechu, a tym bardziej piec chleba 18 . 
Wszystkie cechy potępiały swych braci za nieodpowiednie zachowanie w domu, 
mieszkanie z kobietą nie będącą żoną, stosunek z nierządnicą, a także za złe pożycie 
małżeńskie. Po udowodnieniu jednego z tych przewinień groziły wysokie kary do 
usunięcia z cechu włącznie. Karano także tego, który wiedząc o sytuacji domowej 
współbrata, nie zameldował o tym starszym cechu. 
Poszczególne cechy miały na swe zebrania specjalne siedziby, odbywały je w do- 
mu cechmistrza lub innych członków - niekiedy zaś posiadały swe własne gospody. 
Szewcy bydgoscy posiadali na cele swej działalności własny dom 19 . O gospodzie 
brackiej mówi się w uchwale cechu sterników, a także w statucie szewców fordoń- 
skich 20 . Co do istnienia innych brak jest danych źródłowych. 
Większość cechów posiadała jednak zapewne 'swe gospody, które pełniły różne 
funkcje. Odbywały się w nich wszelkiego rodzaju zebrania i uroczystości cechowe. 
W gospodach zatrzymywali się czeladnicy odbywający wędrówkę. Tutaj też prze- 
trzymywano skarbiec bracki - pieniądze ze składek, wosk, pieczęcie, statuty ce- 
chowe i przywileje, a także chorągwie, z którymi występowano na procesjach. 
W gospodzie dużą rolę odgrywał karczmarz, zwany tutaj ojcem gospodnym 
i jego żona "matka gospodnia". Bracia zobowiązani byli ich szanować, a uczeń czy 
czeladnik pragnący wstąpić do cechu, musieli przybyć do gospody i tutaj szukać 
pośrednictwa 21 . Podczas spotkań w gospodzie, nie wolno było grać w karty czy kości. 
Gry te były w ogóle zakazane w miejscach publicznych, a dozwolone w wyjątkowych 
wypadkach między braćmi cechowymi. 
Podczas posiedzeń w gospodzie, czy w innych siedzibach obowiązywały twarde 
zasady. Żadnemu bratu nie wolno było usiąść, dopóki starszy cechu nie wskazał mu 
miejsca. Podczas narad i otwierania skrzynki brackiej nie wolno było mieć przy sobie 
ani broni palnej ani noża.. . .,. 
W gospodzie pielęgnowano także chorych uczniów i czeladników. Panowała bo- 
'wiem zasada, że w razie choroby tychże, mistrz zobowiązany był zajmować się chorym 


. 


.
		

/kronika_1200146_0001.djvu

			144 


. 


co najmniej przez 2 tygodnie. jeżeli choroba się przewlekała, oddawano chorego do 
gospody, gdzie zajmowali się nim na zmianę członkowie cechu, z którego pochodził. 
Pieniądze na leczenie i wyżywienie chorego brano ze skrzynki brackiej. 
jeżeli cech nie posiadał gospody, a z jakiegoś powodu nie można było odbyć 
posiedzenia w domu cechmistrza, każdy ze współbraci zobowiązany był do udzielenia 
gościny w swym domu. 22 
Współbraciom nakazywano żyć z sobą w zgodzie. Za obmowę, obelgę, wyja- 
wienie tajemnicy, czy wreszcie rękoczyny, płacono duże kary w postaci pieniędzy 
i wosku. Nie wolno było się również pojedynkować. A jeśli by ktoś koniecznie chci al 
się bić z którymś ze swych współtowarzyszy, mógł to uczynić jedynie w gospodz\e 
w obecności ojca gospodnieg0 23 . Przyjmowano jednak, że do takich bójek może do- 
chodzić tylko między uczniami i czeladnikami. Stąd starsi towarzysze musieli być 
przy bójce obecni i zważać, by nie dochodziło do nadużyć i kaleczenia się. Niezależ- 
nie od wyników konfliktu, obaj bijący się musieli zapłacić karę po 2 funty wosku, 
jeśli byli uczniami, a po 4 funty wosku, jeśli czeladnikami. Gdyby jednak obaj bi- 
jący się pochodzili od jednego mistrza - ten, który rozpoczął bójkę, musiał posta- 
wić całą beczkę piwa dla towarzyszy. 
Cechy rzemieślnicze zwracały też uwagę na schludny wygląd swych członków. 
Szewcom, a nawet ich uczniom nie wolno było np. siedzieć boso przy warsztacie. 
Nie lubiano także w swym gronie kawalerów. Uważano bowiem, że nieżonaty 
rzemieślnik narażony jest bardziej od innych na kontakty z "nieuczciwymi" i "nie- 
rządnymi" kobietami. Zatem młody mistrz musiał w ciągu roku wejść w związki 
małżeńskie. jeżeli tego nie uczynił, po roku musiał zapłacić karę w postaci l beczki 
piwa. Kara ta powtarzała się co roku, jeśli trwał w stanie wolnym. Surowiej poczynał 
sobie z kawalerami cech krawiecki. Ilość beczek piwa wzrastała tutaj proporcjonal- 
nie do liczby lat pozostawania w stanie bezżennym 2 -ł. 
Do obowiązków cechów należało również przestrzeganie spełniania posług re- 
ligijnych zarówno przez współbraci, jak i przez ich rodziny, czeladników i uczniów. 
Bractwa cechowe posiadały w różnych kościołach bydgoskich swe ołtarze lub kapli- 
ce i wspierały kościół datkami pieniężnymi. Niekiedy kilka mniejszych cechów 
opiekowało się jednym ołtarzem. Pod koniec XVI wieku 11 cechów bydgoskich peł- 
niło rolę bractw kościelnych.- Tylko jednak kuśnierze, szewcy, krawcy, ślusarze i sto- 
larze mieli swe ołtarze 2S . Szyprowie mieli natomi.ast w kościele farnym swą kaplicę, 
a w kościele karmelitów ołtarz pod wezw. św. Barbary. 
Do najbardziej znanych bractw kościelnych w Bydgoszczy należały: Bractwo 
Bożego Ciała przy kościele parafialnym, Bractwo Szkaplerzne w kościele Karmeli- 
tów, św. Anny - przy kościele farnym, św. józefa przy kościele karmelickim i Brac- 
wo Wniebowzięcia NMP u bernardynów. 
W zakresie obowiązków związanych z religią przestrzegano najbardziej, ażeby 
członkowie cechu godnie występowali podczas różnego rodzaju procesji i uczestni- 
czyli w pogrzebach współbrata lub kogoś z jego rodziny. 
Najważniejszym zadaniem cechów było opanowanie rynku zbytu, jaki stanowiło 
miasto wraz z najbliższymi okolicami. Cechy dążyły również do uniezależnienia 
członków swych korporcji od kupców i szlachty. Podstawą organizacji cechowej było 
.wyłączne prawo produkcji w mieście, a stałym regulatorem cen z interesie konsu- 
menta były jarmarki i targi 26 . Władze miejskie zmusiły cech zdunów, który obsłu- 
giwał chętnie okoliczne wsie, do dostarczania miastu rocznie 8 tysięcy dachówek 27 . 
W cechach pilnowano też, ażeby między braćmi nie dochodziło do konkurencji. 
I tak np. w cechu piekarzy za odmawianie klientów groziła kara 8 groszy28. Sukien- 
nikom nie wolno było kupować obcych materiałów. Mogli sprzedawać tylko własne 


.
		

/kronika_1200147_0001.djvu

			145 


materiały zaopatrzone pieczęcią miejską. Nie wolno było też bratu prosić prządki, 
by odłożyła na później przędzenie wełny innego mistrza, ani werbować do siebie 
czyjegoś czeladnika 29 . Przestrzeganie zakazów w zakresie konkurencji było chyba 
najbardziej dotkliwym żądaniem wobec mistrzów z jednego cechu i stąd rzadko było 
w pełni respektowane. 
Rzemieślnicy odgrywali także dużą rolę poza cechem i zasięgiem jego działal- 
ności. Ich dzieci uczyły się w szkole parafialnej, a potem niekiedy nawet w kolegium 
jezuickim. Uzdolnione pod względem muzycznym - mogły skorzystać z bursy 
karmelitów, w której uczono przez 7 lat zarówno muzyki religijnej, jak i świeckiej30. 
Rodziny rzemieślnicze brały udział we wszelkiego rodzaju obrzędach i zabawach 
miejskich. W X VI i X VII wieku lubiano się bawić, a przede wszystkim śpiewać. 
Bawiono się nawet podczas jarmarków, na które często przybywali kuglarze. 
W X VII w. istniał już pierwszy teMr bydgoski. Powstał on na terenie kolegium 
jezuitów. Uczniowie wystawiali sztuki o różnym charakterze - nawet opery. Przed- 
stawienia odbywały się przy różnych okazjach, jak wizyta biskupa Kaspra Działyi1- 
skiego, starosty Jerzego Ossolińskiego, nowy rok szkolny czy przybycie do Bydgo- 
szczy króla Jana Kazimierza. Powstała wtedy sala teatralna mieszcząca się na pierw- 
szym piętrze kolegium. Była to okazała sala mogąca pomieścić około 300 osób. Znaj- 
dowała się w niej scena sukcesywna, jak na owe czasy bardzo nowoczesna. Pozwalała 
ona na zmianę dekoracji bez opuszczania kurtyny, na szybką zmianę miejsca akcji 
podczas grywanych sztuk. Przedstawienia dla liczniejszej publiczności odbywały 
się na podwórzu 31 . Teatr jezuicki miał duże powodzenie i był często odwiedzany przez 
rzemieślników i ich rodziny. 
Rzemieślnicy mieli również swój udział w obronie miasta, a szczególnie w przy- 
gotowywaniu mieszczan do obrony. Stanowili bowiem większość członków bractwa 
kurkowego w Bydgoszczy. Bractwo kurkowe było konfraternią strzelecką, którego 
geneza sięgała średniowiecza. Cechy rzemieślnicze były w swych założeniach także 
organizacjami wojskowymi, którym przydzielano do obrony odcinki murów miej- 
skich lub bramy. Taki system obrony miasta stwarzał konieczność szkolenia jego 
mieszkańców we władaniu bronią i zaznajamianiu ich z taktyką prowadzenia wojen. 
Funkcję szkoły strzeleckiej zaczęły spełniać bractwa zwane kurkowymi lub strzelec- 
kimi zorganizowane na wzór cechów rzemieślniczych. Uczono w nich strzelania 
do celu z broni będącej w danym czasie w użyciu, a więc z łuków, kusz, rusznic, ha- 
kownic a nawet armat. 
W Bydgoszczy elementami systemu obronnego były mury miejskie z bramami 
i basztami, a także wały i fosa. Dostęp do fosy utrudniony był przez konstrukcje 
drewniane, zwane palisadami. 
Pierwsze dowody na istnienie bractwa w Bydgoszczy pochodzą z 1495 r. i zawar- 
te są w kronice Wojciecha Łochowskiego, natomiast pierwszy zachowany dokument 
dotyczący tej konfraterni pochodzi z 1523 r. 32 . Dotyczy on uprawnień zwycięzcy 
dorocznych zawodów zielonoświątecznych, zwanego królem kurkowym. Zwalniano 
go ze wszelkich danin, podatków, ciężarów i posług miejskich - pozostawiając do 
płacenia jedynie podatek od domu i jatek, jeśli takie posiadał. W drugiej połowie 
XVII w. zwycięzca otrzymywał również łańcuch z pięknym kurem wykonanym ze 
srebra i złota. Zasada była taka, że gdyby zwycięzca swój triumf powtórzył przez 
3 kolejne lata, miał otrzymać owy klejnot na własność. Nigdy do tego jednak nie 
doszło. 

iczba członków bractwa wynosiła około 50. Członkostwo było rzeczą kosztowną, 
niedóstępną dla przeciętnego mieszczanina. Warunkiem przyjęcia była oprócz nie- 


10 - Kronika bydioska 


/
		

/kronika_1200148_0001.djvu

			146 


nagannej moralności umiejętność strzelania, posiadania własnej broni i wpłacenie 
2 talarów oraz dwóch funtów wosku 33 . Mimo elitarnego charakteru tej korporacji 
większość członków stanowili rzemieślnicy, głównie cechmistrze. Zwycięstwo 
w strzelaniach zielonoświątecznych ułatwiało zdobycie godności miejskich. I tak 
np. jan Grabiński został w 1681 r. królem kurkowym a w 1687 r. osiągnął godność 
prezydenta. Po nim zdobył fotel prezydenta w 1691 r. Walenty Łukaszewicz, który 
został zwycięzcą zawodów w 1686 r. 34 . 
, . Głównym założeniem bractwa kurkowego było jednak nauczenie strzelania jak 
największej liczby mieszczan. Uczono strzelania z broni zakupionej na ten cel przez 
korporację. Dla kończących naukę urządzano także zawody, jednakże nie o godność 
króla kurkowego, lecz o drobne nagrody. Zarówno jedne, jak i drugie zawody obcho- 
dzono bardzo uroczyście. Połączone były z jedzeniem, piciem, zabawami, wystę- 
pami wędrownych teatrów, itp. W dni te bawiły się całe rodziny. 
" Należy zastanowić się nad tym, czy wszystkie wzniosłe cele cechów rzemieślni- 
czych znalazły swe odzwierciedlenie w praktyce. Czy udało się wykształtować rze- 
mieślnika bliskiego oczekiwanym idea10m - o wysokim morale, dużym stopniu 
uczciwości, bezkonfliktowego, posłusznego władzom cechu, a równocześnie pozba- 
wionego skrupułów w donosach na współbraci i rezygnującego z udziału o współza- 
wodnictwo zawodowe i większe zarobki. 
Nie znając nawet bliżej życia codziennego rzemieślników w X VI i X VII W., 
można na te pytania odpowiedzieć przecząco. Żądania były bowiem zbyt wygóro- 
wane, a ludzie tych czasów ulegali również różnym pokusom. 
Spójrzmy zatem na przykłady. Walka z konkurencją doprowadziła w Bydgosz- 
czy w latach 1669-70 do głośnego procesu przeciwko piekarzowi Białemu. jan Bia- 
ły oskarżony został przez współbraci cechu piekarskiego o to, iż chcąc przyciągać 
do siebie więcej klientów wsypywał do chleba różne zioła i sproszkowane kości stra- 
ceńców3 5 . Okazało się, że plotki takie rozsiewał inny piekarz - jan Frowerk, który 
nie mógł znieść, iż jan Biały wypiekał lepszy chleb i miał więcej nabywców. Twier- 
dził więc, że oskarżony posyłał pewną kobietę na miejsce, gdzie tracą złoczyńców 
(szubienica bydgoska stała na skarpie między dzisiejszą ulicą Seminaryjną i Lubelską), 
aby stamtąd przynosiła kości, które następnie po stłuczeniu sypał do ciasta chlebo- 
wego. Zeznania świadków wykazały jednak, że jan frowerk rozsiewał bezpodstaw- 
ne plotki, ażeby zniszczyć swego konkurenta. Tym samym właśnie jego uznano za 
winnego i wymierzono mu karę 30 grzywien, a pozostałych braci cechu piekarskiego, 
którzy dalej roznosili tę plotkę, skazano na kary po 20 grzywien od każdego. 
W związku z, nakazem wierności i przykładnego życia małżeńskiego możemy słu- 
żyć innym przykładem, który dotyczy chirurga bydgoskiego jakuba Mildego i jego 
żony. Warto tutaj zaznaczyć, że od XVI wieku rozróżniano wśród osób zajmujących 
się leczeniem doktorów i chirurgów. Każdy doktor miał ukończone studia medyczne 
i tytuł naukowy. Zajmował się on wyłącznie leczeniem chorób wewnętrznych. Chi- 
rurdzy natomiast zwani byli w tym czasie także cyrulikami lub "rannymi lekarzami". 
Nie' posiadali' oni wykształcenia uniwersyteckiego, lecz cechowe. "Puszczali" krew, 
leczyli rany, złamania, obcinali kończyny i często występowali jako rzeczoznawcy. 
Zasięg pracy chirurga' był jeszcze szerszy - wyrywał on zęby, strzygł i golił oraz speł- 
niał funkcje masażyst y 36. ' 
-: je.dnym z' chirurgów bydgoskich był w latach 60-tych X VII w. jakub Milde. 
Pewnego dnia 1668 r. wszyscy zaskoczeni zostali jego nagłą śmiercią. Udał się on 
do łaźni miejskiej, gdzie zajmował się masażem i tam nastąpił jego zgon. jego ciało 
badało,'dwóch rzeczoznawców - jeden z nich orzekł, że Milde zmarł na udar mózgu, 
drugi zaś,-że -.został. on otruty37. Posądzenie oc otrucie padło- na żonę Mildego, która 


.. . .. .... . -... ..
		

/kronika_1200149_0001.djvu

			147 


rzekomo zajmowała się znachorstwem i była w kontakcie "ze złymi duchami". 
Przy okazji, w czasie śledztwa wyszedł na jaw romans żony chirurga z synem rajcy 
miejskiego, Walickim. Ażeby ten fakt nie wyszedł na światło dzienne, sprawę umożono. 
Nie udało się również zapobiec cechom bogaceniu się jednych, a ubożeniu innych. 
Byli przecież lepsi i gorsi fachowcy różnych rzemiosł. Bardziej przedsiębiorczy 
i sprytni umieli często bezkarnie omijać zakazy. Rzemieślnicy różnili się zatem znacz- 
nie pod względem posiadanych dóbr materialnych. Różnice te ujawniają się np. 
w tzw. Księdze testamentów 38 , która zawiera spisy pozostawionego przez bydgosz- 
czan mienia, w tym też w dużym stopniu dotyczy rzemieślników. Łatwo można 
stwierdzić, że niektórzy rzemieślnicy bydgoscy byli bardzo bogaci. Oprócz wyszu- 
kanych mebli, wartościowych przedmiotów z cyny i srebra, posiadali niejednokrotnie 
nuty, instrumenty muzyczne i dość pokaźne jak na owe czasy biblioteki 39 . Wśród 
książek znajdowały się dzieła klasyków greckich i rzymskich, prace z zakresu lite- 
ratury pięknej, filozofii i oratorstwa, dzieła religijne i pisma dotyczące sztuki wró- 
żenia 40 . 
Taki bogaty dom mieszczański ujrzymy również w aktach procesu o czary pro- 
wadzonego przeciwko żonie krawca, Katarzynie Paprockiej w 1638 r. 41 . Katarzyna 
wkrótce po śmierci swego poprzedniego męża Zawarcińskiego, poślubiła jego dawne- 
go przyjaciela, również krawca - Adama Paprockiego. Już z poprzednim mężem 
uchodzili za ludzi bardzo bogatych. Zawarciński był dobrym fachowcem, oboje 
z żoną byli bardzo pracowici. Warzyli i sprzedawali piwo, handlowali rybami przy- 
wożonymi z Gdańska, hodowali pszczoły. Mieli pięknie urządzony dom i ogród. 
Bogactwo ich wzbudzało u niektórych podziw, u innych zazdrość. Zawarciński za- 
chorował jednak poważnie na żołądek i w krótkim czasie zmarł. Podczas choroby 
Katarzyna otaczała go troskliwą opieką. 
Bardzo dobrze układało się też współżycie Katarzyny z Adamem Paprockim. 
Katarzyna przeniosła się do jego domu, a w poprzednim, po krawcu Zawarcińskim, 
zamieszkał cechmistrz Tomasz Koles. 
Zazdrość, nienawiść i przebiegłość tegoż cechmistrza Kolesa zburzyły niebawem 
pracowite nienaganne życie Katarzyny. Tomasz Koles jeszcze w dwa lata po śmier- 
ci Zawarcińskiego winien był Katarzynie dość dużą sumę pieniędzy w ramach spła- 
ty połowy wartości domu, w którym mieszkał. Chciał tej spłaty uniknąć i trafił na 
podatny grunt. Pap rocki ożenił się ze starszą od siebie Katarzyną wkrótce po śmier- 
ci swojej żony, o co zarówno rodzina jego żony, jak i jego krewni mieli duże preten- 
sje. Zaczęto więc rozsiewać plotki, że został on zmuszony przez Katarzynę do mał- 
żeństwa przy pomocy czarów. Co więcej - twierdzono, że Katarzyna uprawiając 
czary spowodowała śmierć Zawarcińskiego, a następnie małżeństwo z Paprockim. 
Niebawem oskarżona została o czary przed sądem ławniczym. Spreparowano do- 
wody jej winy. Katarzyna padła ofiarą zorganizowanej i pozbawionej wszelkich 
skrupułów kliki, w skład której wchodzili niemal wszyscy świadkowie, jak i cały kom- 
plet sędziowski. Okrucieństwem było wystąpienie przeciwko Paprockiej kilku 
członków cechu krawieckiego z cechmistrzem na czele. Skandalem, nawet w ówczes- 
nych czasach, można było śmiało nazwać wystąpienie członków sądu w charakterze 
świadków oskarżenia 42 . 
Katarzyna miała prywatnego obrońcę, a mimo jego starań nie uniknęła tortur. 
Sprawa jej trafiła jednak do sądu apelacyjnego w Warszawie. Nie znamy jej zakoń- 
czenia. 
Przykłady te ujawniły, jak rzeczywistość odbiegała od ideałów. Cechami nie 
zawsze rządziła uczciwość. Nawet w tak elitarnym i szanowanym bractwie kurko- 


10.
		

/kronika_1200150_0001.djvu

			..... 


148 


wym fałszowano wyniki strzelania, ażeby nie pozbyć się klejnotu - łańcucha 
z kurem. Pilnowano, ażeby jedna osoba nie osiągnęła godności króla kurkowego 
w trzech kolejnych latach, gdyż wtedy musiałaby tę nagrodę przechodnią otrzymać 
na własność. 


PRZYPISY 


1 B. janiszewska-Minccr, Dzieje gospodarcze w ,. 1316-1772, w: Bydgoszcz-Ilistoria-kul- 
tura-
ycie gospodarcze, Gdynia 1959, s. 144/145 
2 Z. Guldon, R. Kabaciński, Szkice z dziejów dawnej Bydgoszczy XV J - XV II J w., Bydgoszcz 
1975, s. 23; w XI V w. liczba ta wynosiła 29 
3 Statuty i przywileje ceclló1ł' bydgoskicll z lat 143./-1770, wyd. T. Esman i Z. Guldon, 
Bydgoszcz 1963 
-I R. Kabaciński, Handel i rzemiosło, w: R. Kabaciński, W. Kotowski, j. \Vojciak, Bydgoszcz 
Zarys dziejów, Bydgoszcz 1980, s. 50 
s Ibidem, s. 50 
8 B. janiszewska-Mincer, op. cit., s. 139-142; Taksa pOdwojewodzi,iska dla m. Bydgoszczy 
z 166-1 r., w: Statuty i przywileje..., s. 85 
7 R. Kabaciński, op. cit., s. 64 
8 j. Lilieyko, Życie codzienne w Warszawie za Wazów, Warszawa 1984, s. 64; B. Baranowski, 
Życie codzienne małego miasteczka w XV I I i XV J I J W., Warszawa 1975, s. 52 
II Potwierdzenie przez Wladysława IV statutu cecllu murarzy, Warszawa 13 V 1640, w: 
StaJuty i przywileje..., s. 56-59 
10 Statut cechu piekarzy z 5 X 1569, w: Statuty i przywileje..., s. 36-39; Statut cechu 
szewców z 11 I 1694, w: Statuty i przywileje..., s. 69-73 
11 Statut cechu rzeźników z 20 X 1576, w: Statuty i przywileje..., s. 45-47; Statut cechu 
sukienników z 22 X 1665, ibidem, s. 59-65; Statut cechu mielcarzy z 18 I V 1689, ibidem, 
s. 37 -38; Statut cechu szewców z 11 I 1694, ibidem, s. 69-73 
12 Z. Guldon, R. Kabacit'tski, op. cit., s. 28 
13 H. Piskorska, Listy cecllowe bydgoszczan w Archiwum m. Torunia, 
u. List wyuczenia Bieniarza Draniczki, garncarza z Bydgoszczy z r. J576 - opublikowany 
w artykule H. piskorskiej, op. cit., s. 37 
15 B. Baranowski, op. cit., s. 55 
18 Przywilej Zygmunta Augusta dla rzeźników bydgoskich, Warszawa 1570, w: Statllty 
i przywileje..., s. 39-4J 
17 Statut cechu piekarzy 1569 r., w: Statuty i przywileje..., s. 36-39 
18 Postanowienia cechu piekarskiego z 1572 r., w: Statuty i przywileje..., s. 42 
111 Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 35 
20 Uchwala cechu sterników z 1679 r., w: Statuty i przywileje..., s. 66-67; B. janiszewska- 
-Mincer, Z wizytą u dawnych szewców, "Kalendarz Bydgoski" 1975, s. 179-182 
21 B. janiszewska-Mincer, Z wizytą..., s. 180 
22 Statut cechu piekarzy z 1569 r., w: StaJlIty i przywileje..., s. 38 
23 B. janiszewska-Mincer, Z wizytą..., s. 182 
240 B. janiszewska-Mincer, Dzieje gospodarcze..., s. 140 
25 R. I(abaciński, op. cit., s. 64 
28 B. janiszewska-Mincer, Dzieje gospodarcze..., s. J38 
27 Wyrażenie zgody cechu zdunów na dostarczanie miastu 8 tysięcy dachówek rocznie, 
z 1574 r., w: Statuty i przywileje..., s. 44/45
		

/kronika_1200151_0001.djvu

			149 


28 Statut cechu piekarzy z 1569 r., w: Statuty i przywileje..., s. 37 
211 B. janiszewska-Mincer, Bydgoscy sukiennicy, "Kalendarz Bydgoski" 1976, s. 158-159 
30 B. janiszewska-Mincer, Od szkółki parafialnej do Akademii Muzycznej, "Kalendarz 
Bydgoski" 1983, s. 101 
31 B. janiszewska-Mincer, Bydgoskie siedziby Melpomeny i Talii, "Kalendarz Bydgoski" 
1986, s. 72 
32 B. janiszewska-Mincer, Bractwo kurkowe w Bydgoszczy, cz. l Okres staropolski, Kronika 
Bydgoska X, s. 57; tejże, Z dziejów bractwa kurkowego (strzeleckiego) w Bydgoszczy, częśł J 
Okres staropolski, Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, Historia 111-1 V; 
tejże, Strzelnictwa Bractwa Kurkowego, "Kalendarz Bydgoski" 1973, s. 135-138; tejże, Kró- 
lowie bydgoscy, "Kalendarz Bydgoski" 1975, s. 176-178 
33 B. janiszewska-Mincer, Bractwo kurkowe..., s. 59 
3ł Ibidem, s. 61 
31i B. janiszewska-Mincer, Diabeł Węgliszek i czarownice, "Kalendarz Bydgoski" 1970, s. 63 
38 B. janiszewska-Mincer, Pierwsi lekarze bydgoscy, "Kalendarz Bydgoski" 1974, s. 151 
87 B. janiszewska-Mincer, Diabeł..., s. 63 
38 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, Liber testamentorum civilium bidgostiensis, rkp. 
197 
31 B. janiszewska-Mincer, Dzieje kultury bydgoskiej w świetle dotychczasowej literatury, 
cz. I do 1920, Zeszyty Naukowe WSP w Bydgoszczy, Studia .Pedagogiczne nr 5, s. 177-178 
40 R. Kabaciński, op. cit., s. 68 
n Biblioteka PAN w Kórniku, rkp. 1037, Causa contra Paprocka ratione veneficii 1638; 
B. janiszewska-Mincer, Bydgoski proces o czary w 1638 r., Prace Komisji Historii Bydgoskiego 
Towarzystwa Naukowego Bydgoszcz 1966, s. 105-124 
ł2 B. Janiszewska-Mincer, Bydgoski proces..., s. 123 


\ 


..
		

/kronika_1200152_0001.djvu

			-
 '"
 " '

 
--

 
K · 
 

j; 
, ", 


. _'.i!'{") 
'fi t" . 
. ,
:'" ;7-: 
C:::.. ,:: ł.: "
"\\,'.-,"C> 
ł r , .
', . ':M ". J'

::r;- -:':::: .,
 _'.\ 
I " 
_. _ , 
' 't . ,,".. ..,. _ ..,. 
. ł...x -J:.:*,% :!:łl", -- 
 j,J 
, ";II , "" .. ":fI; I r 
.. · ."4 '
",
ł' lt :', ił' n';... _ \... 
 
: 1e.1.'!.., ,.. ,. .
 · ....b. 
 ....:t.., . ,
 . '.... 
... ... . q..
"'''
''''
ł' 
 '''''.;.l ""- ' 
 /'./ 1 \ 
.. ..... ...a - Ił , 
 
P ', '
!I'.;h i , ii-
 "..; 
. ł . , .. 
. 
, , . t"i
;'"", ,;o,. , 
" '. , -., , 
" , . :1 .-......-..,.. . J ' " ' 
I.J!' , fil. _, """,, . _.,. . . _ 
u 
 '4 
 
. .. 
 . , .....tr.i:,.,

: r ' ';4 
\' ,qy-;:' 
1fI __'
 < '. 
- .... .---::.,,, - ." ) ' "J ..- " '.. J..; '.' t 
" 
-'-""""'; .... -
. I J.... 
 I łI '" - .- 4. 'łł" . . 
. I
 " ;.o."" t::3 ' ',r, '. _:: '... :",'," ,'. _ /' / 
' ' .ł,. ': 
 .1.., li ł I 
 f ",.,:,  . _ . 
. · ,'. · ....
 '

 '-; """';.' 
 . / '-:' '.. ..-."!!" 
 
. 
i : I ; ',,' '
'''ł!' ti 
. I : ł '' II,'" 'rliE

. *
*,.;".
..... .;._
.: 
" " . ,,'Tł, , '. 
r,,
. ... . "_"'__...
 ....... 

.. · , .i.... f.ll '
;;'" :;.
;:.,;;,;:.;: ,'''\'
.. '.. . '" > ::> ' , 
-- , . . '. 'Lo..... .... '. ':'o- .'.......... J 
. '" · l; : '. ," -; .";' . -łoi.: j , c;,.-. , :...:t. "'" 
..;... 'Lj
'. ,:It:.. .a.-.' I ,:;(. ,.; lo" _ 
 '
 
.- t" ,! !';I /.' . . '
\.,\.....
 -.....-". ,. 
 
 ' 
-. .' J
,."'! f. i .,
..;..." . 
.." '-"'>'_ . " "'
{ł.." .,....-1..,-', 
1ft. .,. "iii-:.J' . '., _ ___.. ,.... , . . , 
- Go' fio' "I''' ...t, dl- >F 
ff.'.: 'I'j..
 
 _
 ..,,'/;
, .. . . . , &'. 
 
..'.." · -'. ".., ., 
',..' ''!iI::. 
. . .......:.:.-- . 
N
J.Jjt" 'i!;':.
*r.l}'i c:.::
.. ,'
' 
"J.. .., ".. .---1 . 

 , "' . " " " " 
- ,, '. , 'L'. '''.ł:,.''". ,..';"
,. 
- '. \ .)
,.
. //.;'. / .';':. , 
_. - """, . 
 , ,:,
1?,!t" '.', . ;;'",: ;
 , ' "" 

 -- '.. '. ,.. "',.. -". 
-.:, --.
 .." j,
ł;
l'-;,. . '_""" ". ,, 
 , '. , 
'j
 
. .' \ i., ''''\; .. , J(" . ,,, '_ 
.-. . 
"', .
. \.,:, >.;";> .


. ""/!'.. 
.. 
......,... . 
 ....... - 
- . :.. {' , . '.... ..;',:: ... ..
,. ." .... 
--
 

'k "il
 
:s-;

.. :.,.._'. 

, 

', ... 
- '-r; ... -" A>'-''''''''',_" . 
"" .'. .,........,.." ,. '. ., 
. . ... ,,' . ". .. .. 

 \"'-. 

-_ ...:.. , 
">OIIt "'O_-I'"!'......... . , 
. .. .. -. --..., -. 
',,- '
,'! 
< 
'-- 
 ,."'<" '
, 
-.;
 
' 
:::::.- 
'- ' "'. 


'.. 
<. 

..
 
_ . 


""""':; ( ' 
". ,. '" -""!...n . .: 
- 
.' 
 no , __o 


, \L'" 


:"'" 
l.J.: 
, 
\ł.\\'
 . '" 




J'> 
- 


-;\ 


'- , "
. " 
-..:.......- 

 -,..,. , . 
, 
$fJ 


:»'*
 


: 
 .. 
',.. 
 ..,.. 
.
,';:;.. 
'I 



' 


#' 


!. t 


- 


.......
_... 
. 


iI<
' 
., 



 


- 
-.-....-- - 
. --.- 


'" 

"""...... ,. ,..=-:..... 

'. ""- '. <łr.I.. 
...", . ".' '. '$T"" ..,"",! 


, ... 
.. 


...... . 


L _ 


. 

 .
:. 


.
. 


. ..[Ił. 
" ...' 


r; 
 
'
 


.(" 
-, 
........ 


...-1, .+ 


'; 


,":.-
 


. an T urwid 
. Man 
B RDĘ, węgiel - 
WIDOK NA
		

/kronika_1200153_0001.djvu

			MATERIAŁY 


\. 


. 
 .
		

/kronika_1200154_0001.djvu

			KRYSTYNA KWAŚNIEWSKA 


LUDNOŚĆ ,MIASTA BYDGOSZCZY 
CHARAKTERYSTYKA WYBRANYCH CECH 
ZA LATA 1978-1988 


\ 


W dziesięcioleciu przypadającym na okres lat 1978-1988, stanowiącym jedno- 
cześnie bazę badawczą ostatnich Narodowych Spisów Powszechnych przeprowadzo- 
nych przez Główny Urząd Statystyczny, następowały w Bydgoszczy istotne zmiany 
ludnościowe. Na tle ogólnego wzrostu liczby ludności dokonywały się przeobrażenia 
w strukturze wieku, wykształcenia i zatrudnienia jej mieszkańców. Te właśnie czyn- 
niki są przedmiotem zainteresowania autorki niniejszego artykułu. Dane odnoszące 
się do miasta Bydgoszczy zestawione zostały z odpowiednimi informacjami o zasięgu 
szerszym, dotyczącymi głównie województwa bydgoskiego, a w niektórych przypad- 
kach również i kraju. 
Ogólna liczba ludności miasta uległa w latach 1978-1988 zwiększeniu o blisko 
12% i osiągnęła na dzień 6 grudnia 1988 r. stan 377800 osób. Odpowiednio, tempo 
dynamiki tak dla woj. bydgoskiego, jak i dla kraju wyniosło około 8%. Miasto Byd- 
goszcz skupiało przeszło 34% ogólnej liczby ludności województwa i ponad 53<}'
 
ogólnej liczby ludności zamieszkałej w miastach tego obszaru administracyjnego. 
Należy tu nadmienić, iż województwo bydgoskie należało do terenów dobrze zur- 
banizowanych i zajmowało pod względem liczby ludności dziewiąte miejsce w Pol- 
sce. 
W przedziale lat 1978-1988 ogólne proporcje płci wśród mieszkańców miasta 
nie uległy zmianie. Na 100 mężczyzn przypadało nadal 111 kobiet. Przewaga kobiet 
była o 5 wyższa w stosunku do wojewódzwa i o 3 w stosunku do średniej krajowej. 
W strukturze ludności według płci nie zaszły żadne istotne zmiany. Mężczyźni sta- 
nowili analogicznie jak w 1978 r. 47,4% ogółu mieszkańców Bydgoszczy. 
Pod względem struktury wiekowej ludność z lat 1978-1988 charakteryzowała 
się wzrostem liczebności osób w wieku nieprodukcyjnym (przed- i poprodukcyjnym) 
na tle stosunkowo mniejszego przyrostu liczby osób w wieku produkcyjnym. Re- 
lacje pomiędzy tymi grupami odzwierciedlał najlepiej współczynnik obciążeń demo- 
grafiqnych z 1988 r. W Bydgoszczy na każde 1000 osób w wieku produkcyjnym przy- 
padało średnio 658 w wieku nieprodukcyjnym, a w skali województwa aż 747. Na 
uwagę r;asługuje stosunkowo większy przyrost ludności w wieku przedprodukcyjnym. 
Grupa ta w okresie międzyspisowym zwiększyła się prawie o 19000 osób, a jej udział 
w ogólnej liczbie ludności wzrósł z 25,3% do 27,6%. W pozostałych grupach przy- 
rosty liczebne były mniejsze. Powiększenie się liczby osób w wieku przedprodukcyj- 
nym było efektem wyjścia z tej grupy mało liczebnych roczników niżowych urodzo-. 
nych w latach sześćdziesiątych i zwiększonego poziomu urodzeń na początku lat 
osiemdziesiątych. Ponadto do tej kategorii osób zaliczały się roczniki wyżu demo- 
graficznego z lat siedemdziesiątych i one to właśnie zapoczątkowały w tym dziesię- 
cioleciu wyż w szkolnictwie podstawowym. 
Liczba osób w wieku produkcyjnym powiększyła się tylko nieznacznie, co było 
efektem ogólnego wzrostu liczby mieszkańców miasta. Analizując ten problem szcze-
		

/kronika_1200155_0001.djvu

			153 


gółowo można stwierdzić, iż mniejsza skala tego przyrostu spowodowana była zwięk- 
szeniem się rozmiarów emigracji zagranicznej tak charakterystycznym dla lat osiem- 
dziesiątych (wyjeżdżali głównie osobnicy czynni zawodowo) oraz wspomnianym już 
przesunięciem się do tej kategorii ludności mało liczebnych roczników urodzeń z lat 
sześćdziesiątych. 
Przesuwanie się roczników niżu i wyżu demograficznego doprowadziło do przt- 
mieszczania się liczebności osób w poszczególnych podgrupach ludności wieku pro- 
dukcyjnego. Najgłębsze zmiany z tego tytułu wystąpiły w młodzieżowej podgrupie 
wiekowej (18-29 lat). W 1988 r. ilość młodzieży, która reprezentowała roczniki 
urodzeń z lat sześćdziesiątych była niższa o 21,3 tysiąca osób tj. o 25,4% w woj. 
bydgoskim o 21,5%) w porównaniu z 1978 r. Natomiast w związku z przesunięciem 
się "w górę" roczników wyżu demograficznego z lat pięćdziesiątych zwiększyła się 
w omawianym okresie grupa osób w przedziale wieku 30-59 lat i to o 25,8%,. 
W rezultacie tych zmian ludność w wieku produkcyjnym miasta, uznana za poten- 
cjalne zasoby pracy, uległa pewnemu postarzeniu. Ogólnie rzecz biorąc należy stwier- 
dzić, iż w liczbach bezwzględnych grupa osób w wieku produkcyjnym zwiększyła się 
w dziesięcioleciu 1978-1988 o prawie 10 tysięcy, co stanowiło przyrost o ponad 12%, 
zaś w skali województwa o 8,8 tysiąca (o 7, l 

). Udział tej kategorii wiekowej wogól- 
nej liczbie ludności niewiele się zmienił: w 1978 r. wynosił 13% (w województwie 
12, I O
), a w 1988 r. 14,2% (w województwie 12%). 
Syntetycznym miernikiem przeobrażeń w poziomie wykształcenia ludności 
są zmiany w liczebności osób posiadających wykształcenie ponadpodstawowe. 
Z ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego wynika, że ten status wykształcenia 
posiadała w Bydgoszczy co druga osoba. Zwraca też uwagę fakt że gdy jeszcze w 
1970 r. jak pokazują dane spisowe znaczna część, bo około 14% ludności woj. 
bydgoskiego w wieku 15 lat i więcej, nie posiadała wykształcenia podstawowego, 
to w 1988 r. wskaźnik ten wynosił już tylko 3%, a w mieście Bydgoszczy zaledwie 
1,3%. Przypatrując się szczegółowo ogólnemu stanowi wykształcenia ludności, na- 
leży stwierdzić, korzystniejszą pod tym względem pozycję edukacyjną mężczyzn 
niż kobiet. Wiąże się to głównie z faktem, iż liczniejsza jest populacja kobiet star- 
szej generacji odznaczająca się dosyć niskim poziomem wykształcenia. 
Na podstawie wyników spisowych można wykazać, że na wszystkich poziomach 
wykształcenia nastąpił w Bydgoszczy wydatny postęp. I tak wyższe wykształcenia 
w 1988 r. posiadało 10% społeczności miasta w wieku powyżej 15 lat) w 1978 r. 
tylko 7°
), średnie 31 % (w 1978 r. - 27%), zasadnicze zawodowe 28, l %. Zmniejszył 
się tylko, co jest rzeczą zrozumiałą wyspółczynnik osób z wykształceniem podsta- 
wowym, licząc w stosunku do pozostałych kategorii wykształcenia. 
Kolejnym polem badawczym dla przemian ludnościowych są gospodarstwa do- 
mowe i rodziny. Według zasad przyjętych w spisach gospodarstwo domowe tworzy 
zespół osób wspólnie zamieszkujących i razem utrzymujących się. W końcu 1988 r. 
miasto Bydgoszcz skupiało przeszło 130 tysięcy gospodarstw domowych, w obrębie 
których żyło około 97°
 ludności. Pozostałą część mieszkańców stanowiły osoby 
zamieszkujące w gospodarstwach zbiorowych (np. koszary wojskowe, internaty itp.). 
W porównaniu z poprzednim spisem z 1978 r. nastąpił przyrost liczby gospodarstw 
domowych wyrażający się cyfrą 12304. Tendencja ta wynikała z ogólnego wzrostu 
liczby ludności miasta, będącego następstwem ruchu naturalnego i migracyjnego, 
jak również przemieszczania się ludności z gospodarstw zbiorowych. 
Wzrostowi liczby gospodarstw domowych towarzyszył przyrost ludności w nich 
pozostających. Liczba ta zwiększyły się o przeszło 40 tysięcy. Dynamika przyrostu 
ludności żyjącej w gospodarstwach domowych była o dwa punkty wyższa niż ogólny
		

/kronika_1200156_0001.djvu

			154 


przyrost ludności miasta. W ogólnej zbiorowości gospodarstw domowych zdecydo- 
wanie przeważały gospodarstwa wieloosobowe, które w 1988 r. stanowiły przeszło 
80
1o) w 1978 r. przeszło 780/0)' Wśród tych ostatnich przeważały gospodarstwa 3-4 
osobowe, które skupiały ponad 46% ludności żyjącej w tych zbiorowiskach. W na- 
stępnej kolejności znalazły się gospodarstwa domowe 2-osobowe (24,8%). Gospo- 
darstwa większe, od 5-osobowych wzwyż stanowiły naj mniejszą grupę tych zbioro- 
wości (9,4%). Liczba gospodarstw jednoosobowych wynosiła 20% całości i charak- 
teryzowała się -. w porównaniu z poprzednim spisem - mniejszym udziałem. 
Gospodarstwa jednoosobowe zasługują na szczególną uwagę ze względu na struktu- 
rę wieku i płci osób w nich żyjących. Dotyczą one w główniej mierze ludności star- 
szej, w znacznej części najsłabszej ekonomicznie i przez to wymagającej szczególnej 
uwagi i troski, w tym także ze strony instytucji powołanych do sprawowania opieki 
społecznej. .. \ 
Dominującym typem rodziny była rodzina dwupokoleniowa, skupiająca pod 
jednym dachem rodziców i dzieci. W 1988 r. w Bydgoszczy było takich rodzin pra- 
wie 90% (w województwie bydgoskim ogółem 95%). Populacja tych rodzin posia- 
dających na utrzymaniu dzieci do 24 roku życia poważnie wzrosła od 1978 r. Po- 
zostałą część stanowiły ,rodziny wielopokoleniowe, powstałe jako skutek pozosta- 
wania młodych w gospodarstwach domowych swoich rodziców, najczęściej z uwagi 
na brak własnego mieszkania. Generalnie jednak przeciętna liczba osób w rodzinie 
kształtowała się na poziomie 3 i w okresie badanym uległa nieznacznemu zmniejsze- 
niu. 
Osobnego omówienia wymaga sprawa rodzin niepełnych, obejmujących matki 
z dziećmi, bądź ojców z dziećmi. W omawianym okresie tego typu zbiorowości wy- 
kazywały największą dynamikę rozwoju. Rodziny niepełne powstawały najczęściej 
na skutek zgonu współmałżonka lub rozpadu rodziny. Zaobserwowana, znaczna 
przewaga matek wychowujących dzieci nad ojcami z dziećmi wynikała przede 
wszystkim z większej umieralności mężczyzn oraz decyzji sądów, które w przypadku 
rozwodu pozostawiały dzieci pod opieką matki. W ostatnich latach zaobserwowano 
zwiększ.anie się populacji niezamężnych matek. Spośród rodzin niepełnych szczegól- 
nie interesujące z punktu widzenia ekonomicznego i społecznego pozostają rodziny 
posiadające na utrzymaniu dzieci do 24 roku życia. Z braku jednego z małżonków 
napotykały o.ne na znaczne trudności o charakterze bytowym i wychowawczym. 
Zasoby mieszkaniowe miasta Bydgoszczy zwiększyły się w porównaniu ze stanem 
sprzed 10 lat w stopniu wyższym, aniżeli wynosił przyrost liczby ludności. Najbar- 
dziej zwiększyła się powierzchnia użytkowa mieszkań, następnie liczba izb, potem 
zaś ilość. mieszkań. Przyrost liczby mieszkań był wyższy od przyrostu liczby gos- 
podarstw domowych. Zmiany te wpłynęły na poprawę wskaźników analitycznych, 
charakteryzujących warunki mieszkaniowe ludności. Odnotowano obniżenie się 
przeciętnej liczby osób na mieszkanie z 3,62 do 3,27 i osób na izbę z 1,12 do 0,97. 
Nastąpił również wzrost przeciętnej powierzchni użytkowej mieszkania przypadają- 
cej na osobę z 13,8 m 2 do 16, l m 2 . Stan taki był wynikiem różnych zmian zachodzą- 
cych w okresie dziesięciolecia 1978-1988, przede wszystkim zaś wyższych efektów 
budownictwa mieszkaniowego. Oddano bowiem do użytku 22300 nowych miesz- 
kań. Przybyło także nowych powierzchni mieszkalnych na skutek rozbudowy j prze- 
budowy zasobów już istniejących. 
W końcu 1988 r. .na terenie miasta znajdowało się 112 tysięcy mieszkań. Posia 
dały one 377 tysięcy izb i obejm{)wały 5896 tysięcy m 2 powierzchni. Przeciętna 
liczba izb przypadających na jedno mieszkanie kształtowała się na poziomie 3,37, 
podczas gdy w 1978 r. wynosiła 3,25. Odpowiednio zaś powierzchnia użytkowa jedne-
		

/kronika_1200157_0001.djvu

			155 


go mieszkania wyrażona w metrach kwadratowych kształtowała się na poziomie 
52,6 i 50,0. Wynika z tego, że omawiane dziesięciolecie charakteryzowało się przy- 
rostem mieszkań większych. W ogólnej liczbie mieszkali znajdujących się na terenie 
Bydgoszczy mieszkań jednoizbowych był 2,6% (w 1978 r. - 4, l %), dwuizbowych - 
17,2% (21,2%), identyczny był natomiast wskaźnik mieszkań trzyizbowych i wyno- 
sił - 37,4%. Mieszkania składające się z czterech izb stanowiły 31,40/0 (26,4%), 
a o liczbie pięciu i więcej izb - 11,4% (10,9%). 
Istotnym elementem charakterystyki warunków mieszkaniowych jest stan wy- 
posażenia mieszkań w stosowne instalacje. Analizowany okres i na tym odcinku 
przyniósł pewien postęp. Zasoby mieszkaniowe posiadające: wodociąg stanowiły 
w 1988 r. - 96,8°1<> (w 1978 r. - 90,3°1<», łazienkę - 81,3% (68,4°1<», ciepłą wodę 
_ 79,8% (63,4(%), gaz z sieci - 86,4°1<> (14,3%) i centralne ogrzewanie - 76, l °łlo 
(63,8%). O postępie w tych dziedzinach decydowało nie tylko nowe budownictwo, 
ale także modernizacja starych zasobów mieszkaniowych. 
Liczba rodzin przypadających na jedno mieszkanie uległa zmniejszeniu, z 1,31 
do 1,16. Podstawą zamieszkania poszczególnych rodzin był: przydział kwaterunko
 
wy - w 38°łlo, spółdzielcze mieszkanie lokatorskie - 33% oraz własnościowe - 5°
. 
W budynkach administrowanych przez właścicieli prywatnych mieszkało 11 

 ro- 
dzin. Gospodarstwa domowe utrzymujące samodzielność skupiały przeszło 97000 
osób, co stanowiło 75
/O całości. Pomimo tych zmian w dalszym ciągu utrzymuje się 
w Bydgoszczy deficyt mieszkań w stosunku do liczby gospodarstw domowych, jak- 
kolwiek w porównaniu z 1978 r. uległ on wyraźnemu zmniejszeniu. 
W omawianym dziesięcioleciu na skutek oddziaływania wielu czynników spo- 
leczno-ekonomicznych poziom aktywności zawodowej ludności Bydgoszczy uległ 
zmniejszeniu z 50
1o do 47%. Stosunkowo niska podaż nowych rąk do pracy była 
skutkiem wejścia w wiek prodkcyjny mało licznych roczników niżu demograficz- 
nego z lat sześćdziesiątych i jednocześnie zaprzestania pracy zawodowej przez obfite 
roczniki z lat dwudziestych. Zmiany poziomu tej aktywności były silnie zróżnicowa- 
ne zarówno w zakresie płci, jak i wieku. Wśród mężczyzn prawie we wszystkich gru- 
pach wiekowych poziom aktywności zmniejszył się wydatnie, szczególnie zaś wśród 
młodzieży oraz osób w starszym wieku produkcyjnym. W pierwszym przypadku 
można to łączyć ze wzrostem ilości młodych uczęszczających do szkół. W drugim 
natomiast przypadku podstawową rolę odegrały zwiększone możliwości przejścia na 
wcześniejsze emerytury, a także występujący dosyć często wzrost inwalidztwa. 
Rozwój systemu urlopów i zasiłków wychowawczych zwiększył w analizowanym 
okresie możliwości wycofania się z czynnego życia zawodowego młodych kobiet, 
najczęściej w wieku 20-34 lat. Z odwrotną tendencją mieliśmy natomiast do czy- 
nienia wśród kobiet w wieku 35-44 roku życia, co wiązać można z faktem, iż po 
odchowaniu dzieci niemal wszystkie one wróciły do pracy. Zmusiła je do tego postę- 
pująca inflacja mająca swoje konsekwencje w coraz bardziej napiętych budżetach 
rodzinnych. Pośród kobiet w wieku powyżej 44 lat aktywność zawodowa systematycz- 
nie malała, przy czym w rocznikach do 54 roku życia zmniejszała się stopniowo, a po 
przekroczeniu tego ostatniego progu spadek ten miał wręcz gwałtowny charakter. 
Z punktu widzenia bilansu zasobów pracy w tym okresie istotnym zagadnieniem 
stała się więc wtórna aktywizacja emerytów i rencistów. Rozwojowi tego zjawiska 
sprzyjał korzystny system prawny w postaci podwyższonego pułapu zarobków nie 
zagrożonego zawieszeniem świadczeń emerytalno-rentowych. 
Przechodząc do bezpośredniej charakterystyki ludności czynnej i biernej zawo- 
dowo już na wstępie należy stwierdzić, że w 1988 r. na 100 osób czynnych zawodowo 
przypadało aż 114 biernych, podczas gdy dziesięć lat wcześniej wskaźniki te kształ-
		

/kronika_1200158_0001.djvu

			156 


to wały się na mniej więcej równym poziomie 100:100. Liczba osób niepracujących 
wynosiła w Bydgoszczy 201 tysięcy. Wśród nich było 71 tysięcy osób tj. o 44 tysiące 
więcej niż w 1978 r., które żyły głównie z tzw. niezarobkowych źródeł utrzymania 
czyli emerytur, rent inwalidzkich, stypendiów, alimentów itp. 
Na koniec 1988 r. w Bydgoszczy czynnych zawodowo było 176 tysięcy osób. 
W stosunku do 1978 r. ilość ich powiększyła się tylko o 4
o' Wśród nich wyższe wy- 
kształcenie posiadało 14%>0 wykształcenie średnie i zasadnicze zawodowe po 35

, 
zaś reszta legitymowała się ukończeniem szkoły podstawowej. Najwięcej osób z wy- 
kształceniem wyższym, bo aż 35% ukończyło studia techniczne, a dalej w następu- 
jącej kolej ności: uniwersyteckie lub różnorzędne (np. nauczycielskie), medyczne 
i rolnicze. W pionie osób ze średnim i zasadniczym zawodowym wykształceniem tak- 
że dominowały specjalności techniczne, a w dalszej kolejności: ekonomiczne, ogólne, 
handlowo-gastronomiczne, medyczne, nauczycielskie i rolnicze. Z danych ostatniego 
Narodowego Spisu Powszechnego z 1988 r. wynikało, że czynni zawodowo poza rol- 
nictwem skupieni byli przeważająco w sferze produkcji materialnej (67%), w tym 
najliczniej w przemyśle (37

), a następnie w budownictwie (12%), handlu (II 
/
) 
oraz transporcie (5%). W ramach sfery niematerialnej z największą .koncentracją 
osób czynnych zawodowo mieliśmy do czynienia w oświacie oraz ochronie zdrowia 
i opiece społecznej (po 7%). 
Kończąc przegląd danych charakteryzujących zmiany w zatrudnieniu na tere- 
nie Bydgoszczy za lata 1978-1988 należy jeszcze zwrócić uwagę na kształtowanie 
się sytuacji na uspołecznionym i prywatnym rynku pracy. Przede wszystkim należy 
nadmienić, iż prawie dwukrotnie wzrosło w tym czasie zatrudnienie w sektorze 
prywatnym, podczas gdy w sferze uspołecznionej postęp był minimalny. Mimo tych 
zmian sektor prywatny zatrudniał w kOł1cU 1988 r. jedynie około 10% osób czyn- 
nych zawodowo w mieście Bydgoszczy. 


..
		

/kronika_1200159_0001.djvu

			WWDZIMIERZ JASTRZĘBSKI 


STRATY POLSKIEJ LUDNOŚCI BYDGOSZCZY 
W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ 
W ŚWIETLE AKT SĄDOWYCH 
,,0 UZNANIE ZA ZMARŁEGO" 


Przez wiele powojennych lat przyjmowano jako miarodajne szacunkowe oblicze- 
nia strat wśród polskiej ludności Bydgoszczy, które ustalono na poziomie 36350 
ofiar}. Struktura ubytków w rozbiciu na poszczególne kategorie, wyodrębnione 
w zależności od przyczyny śmierci, według tych danych przedstawiała się następu- 
jąco: 
zabitych wskutek bezpośrednich działań wojennych 2600 
zamordowanych 10500 
zmarłych w obozach i więzieniach 12000 
zmarłych w obozach pracy przymusowej 750 
zmarłych wskutek wycieńczenia 2500 
zaginionych 8000 
Podejmowane przez badaczy próby urealnienia tych liczb przy pomocy imien- 
nych wykazów ofiar nie powiodły się. Mimo uruchomienia za pośrednictwem Głów- 
nej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie i jej agend terenowych 
w postaci okręgowych komisji rozbudowanego aparatu dochodzeniowo-śledczego, 
który zajmował się gromadzeniem dowodów zbrodni wojennych, szacunki daleko 
odbiegały w swej wymowie w sensie in plus, od 
staleń posiadających pokrycie 
w źródłach. Przykładowo niżej podpisanemu w jego książce pt. Terror i zbrodnia 
opracowanej na podstawie dokumentacji Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hit- 
lerowskich w Bydgoszczy udało się i to w odniesieniu do jednostki administracyjnej 
o wiele większej aniżeli Bydgoszcz, bo rejencji bydgoskiej obejmującej miasto oraz 
powiaty: bydgoski, chełmiński, sępoleński, świecki, toruński, tucholski i wyrzyski, 
zgromadzić dowody zbrodni hitlerowskich w kategorii: "zamordowani" dla zaledwie 
4400 osób. W samej Bydgoszczy, w której na jesieni 1939 r. terror był jednym 
z najostrzejszych na ziemiach polskich zginęło z ręki niemieckiego okupanta tylko 
396 mieszkańców!. Przeprowadzone tuż po wojnie ekshumacje szczątków ofiar nie 
potwierdzały także wysokich szacunków strat. Obecnie można wiarygodnie stwier- 
dzić, iż powojenne szacunkowe ilości ofiar, przyjmowane pod wpływem emocji, 
a często również w celu zrzucenia całej odpowiedzialności za zbrodnie na jednego 
tylko okupanta tj. hitlerowskie Niemcy, nie posiadają pokrycia w rzeczywistych 
źródłach. 
W tej sytuacji istnieje potrzeba nowego spojrzenia na problematykę strat wojen- 
. nych i to zresztą nie tylko w odniesieniu do poszczególnych regionów, ale i dla całej 
Polski 3 . Trzeba w tych rozliczeniach, czego dotąd nie robiono, uwzględnić także 
efekty eksterminacyjnych działań drugiego sp'ośród okupantów, czyli Związku 
Radzieckiego. Należy również zająć się wstydliwie dotychczas traktowaną sprawą 
strat poniesionych przez polskie społeczeństwo ziem zachodnich w służbie hitle- 
rowskiej Rzeszy. Chodzi tu o mieszkańców przymusowo wcielanych do Wehrmachtu.
		

/kronika_1200160_0001.djvu

			158 


Już z góry można przewidzieć, że tego rodzaju badania będą trudne i żmudne. 
Zapowiadają się też, bez gwarancji powodzenia, na wiele lat. Póki co istnieje koniecz- 
ność wykorzystania w nich źródeł, które dotychczas z różnych przyczyn nie były 
przedmiotem zainterespwania historyków. Na pierwszy plan pośród nich wysuwają 
się sądowe akta "O uznanie za zmarłego". 
Sądy Grodzkie, głównie tuż po wojnie tj. w latach 1945-1950 na wniosek rodzin, 
najczęściej współmałżonka lub dzieci przeprowadzały postępowanie dowodowe w ce- 
lu ustalenia okoliczności śmierci w czasie okupacji i wojny ich najbliższych. Za punkt 
wyjścia przyjmowano tu fakt zamieszkiwania denata w zasięgu działania konkret- 
nego sądu w dniu 31 sierpnia 1939 r. Datę i okoliczności śmierci ustalano w oparciu 
o dokumenty przedstawione przez rodzinę lub zeznania ewentualnych świadków. 
W zależności od wartości materiału dowodowego ostateczny werdykt sądu był mniej 
lub bardziej szczegółowy. Ponieważ jednak sprawy sądowe toczyły się w niedalekiej 
odległości czasowej od dramatycznych wydarzeń wojennych, ostateczne decyzje 

ądowe posiadają w sobie spory ładunek obiektywizmu. 
.'. Słabym punktem dokumentacji "O uznanie za zmarłego" jest stosunkowo duża 
przypadkowość spraw napływających do sądów. O sądowną decyzję ubiegały się 
najczęściej wdowy po ofiarach wojny, które chciały zmienić swój stan cywilny oraz 
osoby zainteresowane postępowaniem spadkowym po śmierci swych najbliższych. 
Z tych przyczyn materiały sądowe nie mogą mieć zastosowania przy ustalaniu osta- 
tecznych ilości ofiar wojny. Pozwalają natomiast ustalić miarodajnie przyczyny 
śmierci oraz odpowiednio je pogrupować. Zgromadzony materiał daje też pogląd na 
proporcje pomiędzy poszczególnymi kategoriami strat wojennych, np. stosunek 
zbrodni hitlerowskich do sowieckich, procentowy udział w stratach osób poległych 
w obronie Polski i Rzeszy hitlerowskiej (Wehrmachtowcy) itp. 
Dla miasta Bydgoszczy, a także okupacyjnego okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy 
Zachodnie główne przyczyny strat wojennych w świetle materiałów "O uznanie za 
zmarłego" można usystematyzować w sposób następujący: l. obrońcy Polski, którzy 
zginęli na różnych frontach II wojny światowej, 2. ofjary zbrodni hitlerowskich, 
3. ofiary zbrodni sowieckich, 4. żołnierze polegli w mundurach Wehrmachtu. W 
obrębie poszczególnych grup da się wyodrębnić dodatkowe kategorie przyczyn strat 
ludnościowych. Osobną grupę spraw, nie związaną bezpośrednio z mieszkańcami 
Bydgoszczy stanowiły wnioski rozpatrywane przez bydgoski Sąd Grodzki z powódz- 
twa mieszkańców przedwojennych polskich kresów wschodnich, którzy po II wojnie 
światowej trafili na ten teren jako repatrianci. Ofiary te nie wlicza się do ogólnego 
bilansu strat ludnościowych miasta Bydgoszczy. 
Największą ilość ofiar pośród bydgoszczan przysporzyła celowa, eksterminacyj- 
na działalność hitlerowskiego okupanta. Według akt sądowych "O uznanie za zmar- 
łego" w latach 1939-1945 z rąk hitlerowców śmierć poniosło 342 mieszkańców Byd- 
goszczy. Aż 183 spośród nich zginęło w egzekucjach na jesieni 1939 L, 59 zmarło 
w obozach koncentracyjnych, 41 poniosło śmierć podczas pobytu na robotach przy- 
musowy w Rzeszy, 32 zamordowało Gestapo, zaś 27 to ofiary bombardowań Luft- 
waffe we wrześniu 1939 r. 
Drpgi okupa
t tj. Związek Radziecki odpowiada za śmierć 84 mieszkańców 
Bydgoszczy, z czego aż 59 stanowiły ofiary pobytu Armii Czerwonej w tym mieś
ie 
po wyzwoleniu w 1945 L Trzydziestu dziewięciu bydgoszczan zmarło po deportacji 
w sowieckich łagrach, zaś 20 niemieckiego pochodzenia lub podejrzanych o takowe 
zginęło w prowizorycznych obozach na miejscu tj. w Bydgoszczy lub okolicy. jest 
rzeczą charakterystyczną, że daleko idącej pomocy w dziele aresztowania i pil nowa- 
niC;ł t.a.kich :osób udzi.
la
y radzieckiemu NKWD ppwojenne władze polskie z Milicją
		

/kronika_1200161_0001.djvu

			159 


Obywatelską i Urzędem Bezpieczeństwa na czele. Dwudziestu pięciu bydgoskich 
żołnierzy, policjantów i pograniczników (członków przedwojennej Straży Granicz.., 
nej) zginęło w ZSRR po internowaniu w 1939 r. a więc w obozach w Kozielsku, 
Starobielsku i Ostaszkowie. . 
- Na różnych frontach II wojny światowej walcząc o niepodległość swej ;ojczyzny 
poległo 257 mieszkańców Bydgoszczy. Aż 231 stanowili żołnierze września' 1939 'L 
Większość z nich walczyła w szeregach bydgoskich jednostek wojskowych: 55 w,61 
pp, 37 w 62 pp, 16 w Bydgoskim Batalionie Obrony Narodowej, 10 w 15 -pal, 9 
w 11 dak, 7 w 16 p. ul. itp. Najbardziej krwawa była bitwa pod Kutnem, po.qczas 
której znalazło śmierć 107 bydgoszczan. Działając w ruchu oporu - według danych 
bydgoskiego Sądu Grodzkiego - zginęło 14 mieszkańców Bydgoszczy, 10 padło 
w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, zaś 2 w jednostkach Ludowego 
Wojska Polskiego. 
Zaskakująco wielu mieszkańców Bydgoszczy, podobnie jak i okupacyjnego okrę- 
gu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie znalazło się w szeregach hitlerowskiego Wehr- 
machtu. Według danych Sądu Grodzkiego w Bydgoszczy 262, spośród nich 
poległo na różnych frontach II wojny światowej. Stu jedenastu zginęło pod- 
czas walk na wschodzie, 50 w obronie Rzeszy hitlerowskiej bezpośrednio na jej te- 
rytorium, 49 na froncie zachodnim, a 22 na południu Europy. Sześciu bydgoszczan 
próbowało zdezerterować, zostali ujęci i skazani na kary śmierci przez hitlerowskie 
sądy wojenne. 


Tabela Nr 7 


Straty mieszkańców Bygdoszczy w latach 1939-1945 


Żołnierze , 
Zbrodnie Zbrodnie Obrońcy 
hitlerowskie sowieckie ojczyzny Wehrmachtu Razem 
osób o' osób Ol osób O' osób o' osób o 
10 o 10 o ,o 
I I I I 
342 36,2 I 84 8,9 257 27,2 262 27,7 945 100 


Najbardziej ciekawe i jednocześnie zaskakujące są w tej tabeli dane dotyczące 
proporcji pomiędzy wyodrębnionymi przyczynami strat mieszkańców miasta. Spe- 
cyfika okupacji na Pomorzu Gdańskim sprawiła, iż obok wysokich ilościowo ofiar 
zbrodni hitlerowskich, na drugim miejscu znaleźli się polegli żołnierze Wehrmachtu. 
Ich liczba przekroczyła nawet wysokość ubytków pośród obrońców niepodległości 
Polski. Z danych tych nie należy jednak wyciągać zbyt pochopnych wniosków o po 
datności mieszkańców Bydgoszczy na hitlerowskie poczynania germanizacyjne. 
Powszechnie wiadomo, co udowodnili już historycy, że przy wpisywaniu Polaków 
do III grupy niemieckiej listy narodowej, a co za tym idzie wcielaniu do szeregów 
Wehrmachtu obowiązywał bezwzględny przymus 4 . W aktach bydgoskiego Sądu 
Grodzkiego jest wiele przykładów na to, iż obroilcy ojczyzny - polscy żołnierze 
września 1939 r. ginęli potem masową za nie swoją sprawę w szeregach hitlerowskie- 
go wojska. 


PRZYPISY 


l Po raz pierwszy tego rodzaju rozliczenie znalazło się na kartach książki]. Kołodziejczyk 
pt. Prawqa o "krwawej niedzieli brdgoskiej", Bydgoszcz 1945 s. 86 


\
		

/kronika_1200162_0001.djvu

			160 


. 
. Jastrzcbski, Terror i zbrodnia. Eksterminacji ludności polskiej i lydowskiej w rejencji 
bydgoskiej w latach 1939-1945, Warszawa 1974 s. 268 
s W dotychczasowych szacunkach całą 6 milionową rzeszę strat Polski przypisywano Niem- 
com jako sile sprawczej. Taka była ogólna wymowa literatury historycznej wydanej w Polsce 
Ludowej. Historycy zachodnioniemieccy byl i zdania, iż w ogólnym bilansie strat ludnościowych 
Polski w II wojnie światowej 1,5 miliona ofiar stanowiły zbrodnie radzieckie. Por. Peter Rassow, 
Deutsche Geschichte, stuttgart 1987 s. 725 

 W. Jastrzębski, W dalekim, obcym kraju. Deportacje Polaków z Pomorza do ZS R R w 1945 r., 
Bydgoszcz 1990 s. 9-34 i inni 


-
		

/kronika_1200163_0001.djvu

			ZOFIA SAWANIEWSKA-MOCHOWA 


WILNO JEST U NAS 
Szkic o działalności Oddziału Bydgoskiego " 
Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi WileńskieJ 


"Wszystko piękno w mej duszy przez 
Wilno pieszczone. Tu pierwsze słowa mi- 
łości, tu wszystko, czym dziecko i mło- 
dzieniec żył w pieszLZocie z murami i w 
pieszczocie z pagórkami. 
jedno z najpiękniejszych miast w świecie! 
(józef Piłsudski, Fragment przemówie- 
nia na Zjeździe L
gionistów w Wilnie 
12 VIII 1928) 


Kresy północno-wschodnie Rzeczypospolitej, od wielu stuleci nierozerwalnie 
związane z polską historią i literaturą, przestały po II wojnie światowej istnieć jako 
samodzielne pojęcie terytorialne. Żyją jednak w pamięci wielu ludzi, urodzonych 
gdzieś na tej pięknej, pełnej po dziś dzień pamiątek polskości ziemi, rozciągającej 
się od Dźwiny po Niemen. W przybyłych do grodu nad Brdą przesiedleńcach z Wi- 
leńszczyzny pamięć o utraconej krainie lat dziecięcych i młodzieńczych nigdy nie 
osłabła. Choć wpisali się na trwałe w pejzaż i koloryt Bydgoszczy, nigdy nie zatracili 
głębokiej potrzeby zamanifestowania wspólnoty i żywotności środowiska wileńskiego. 
W znacznym stopniu zintegrowało bydgoskich wilnian Duszpasterstwo Byłych 
Mieszkańców Kresów Wschodnich, jednocząc w czasach wyjątkowo trudnych, peł- 
nych pogardy i fałszu, liczną gromadę ludzi poszukujących duchowego wsparcia 
w Kościele, konsekwentnie dążących do ukazywania prawdy o powikłanych i tra- 
gicznych losach mieszkańców były Kresów Wschodnich. Z kręgu Duszpasterstwa 
wywodzą się znani animatorzy środowiska wileńskiego: Adam Borzobohaty, Jan 
Malinowski, Anna Rutkowska, Eugeniusz Siemaszko. 
Jakkolwiek Duszpasterstwo spełniło i spełnia doniosłą rolę, to niewątpliwie po- 
. trzebna była społeczności wileńskiej Bydgoszczy działalność instytucjonalna. 
W 1989 r. w związku z zachodzącymi w naszym kraju przemianami demokratyczny- 
mi taka możliwość powstała. 14 stycznia tegoż roku zwołano w Toruniu, ośrodku 
dziedziczącym bogate tradycje Uniwersytetu Stefana Batorego, I Zgromadzenie 
Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, na którym - w wyjątkowo en- 
tuzjastycznej atmosferze - wyłoniono Zarząd Główny. Funkcję prezesa powierzo- 
no prof. Sławomirowi Kalembce, prezesem honorowym została prof. Wilhelmina 
Iwanowska. Dwa tygodnie później, 28 stycznia 1989 r., odbyło się z inicjatywy Ta- 
deusza Neckowicza zebranie założycielskie Oddziału Bydgoskiego. Aula A TR-u 
z trudem pomieściła zainteresowanych, którzy przybyli także spoza Bydgoszczy. 
Ożywiona i twórcza dyskusja podczas tego spotkania pokazała, że w bydgoskich 


J l - Kronika bydioska
		

/kronika_1200164_0001.djvu

			162 


"wileńczukach" przetrwała serdeczna pamlęc o ziemi rodzinnej, uwspółcześniona 
myślą i szczerą troską o losy dzisiejszych polskich mieszkańców Wileńszczyzny, 
pozbawiona jakichkolwiek akcentów rozrachunkowych i ziomkowskich. Panowało 
powszechne przekonanie o potrzebie jak najpilniejszego realizowania zadall statu- 
towych Towarzystwa: utrwalania . rozwijania wiedzy o przeszłości i współczesności 
Wilna i Ziemi Wileńskiej, podtrzymywania więzi pomiędzy miłośnikami tego regio- 
nu oraz nawiązywania współpracy z zainteresowanymi problematyką wileńską oso- 
bami i instytucjamL t 
30 stycznia 1989 r. ukonstytuował się spośród wybranych na zebraniu ogólnym 
osób Zarząd Oddziału. W jego skład weszli: Tadeusz Neckowicz --=-- prezes (pełnił tę 
funkcję do 7 listopada 89 ), Jan Malinowski - wiceprezes, Zofia Sawaniewska-Mo- 
chowa - sekretarz, Regina Kirkilo-Stacewicz - skarbnik, Henryk Dubowik i Władysław 
Kierul - członkowie. Komisję Rewizyjną tworzą: Dionizy Zabłocki (przewodniczą- 
cy), Halina Guść i Adam Borzobohaty (członkowie). 
Początki działalności Oddziału, pomimo ogromnego entuzjazmu, upływały w dość 
trudnych okolicznościach. Choć już w pierwszych miesiącach istnienia zrzeszał on 
220 członków (obecnie 260), to wciąż nie miał stałej siedziby i borykał się z nie 
rozwiązanymi kwestiami finansowo-ekonomicznymi. O "starcie" Oddziału Byd- 
goskiego TMW i ZW opowiedział dość szczegółowo prezes T. Neckowicz na łamach 
I KP. Po długotrwałych dyskusjach Zarząd zadecydował, że nasz Oddział wzorem 
Zarządu Głównego i innych regionalnych oddziałów będzie starał się o uzyskanie 
siedziby na neutralnym gruncie, nie zamierza też wiązać się z żadną partią, organi- 
zacją czy ugrupowaniem, bo to umieszczałoby naszą działalność w kontekście po- 
litycznym. O znacznej stabilizacji w pracy Oddziału można mówić z chwilą uzyska- 
nia (od 31 maja 1989 r.) stałej siedziby w Bibliotece Głównej WSP (pok. 21). 
Ważne ze względów organizacyjnych było zebranie ogólne członków l kwietnia 
1989r. Oprócz możliwości ciekawego spotkania z prof. W. Iwanowską - prezesem 
honorowym Towarzystwa i Wiesławem Żurowskim - sekretarzem Zarządu Główne- 
go, który przestrzegł zebranych przed niebezpieczeństwem rozproszenia ruchu wi- 
leńskiego, stało się okazją do wyłonienia trzech sekcji problemowych. Sekcję naukowo- 
odćzytowq, która zajmie się - jak się później okaże bardzo aktywnie - popularyzo- 
waniem szeroko pojętej wiedzy ci historii i kulturze Wilna i Ziemi Wileńskiej założył 
Henryk Dubowik. Natomiast Sekcja organizacji i kontaktów, powołana przez Grzego- 
rza Wiiewskiego, ujęła w swym programie działania: rozpoznanie sytuacji Polaków 
na Litwie, nawiązywanie śCisłych kontaktów ze szkołami, instytucjami i środowis- 
kami polskimi na Wileńszczyźnie, pozyskiwanie do współpracy instytucji bydgoskich, 


eszcie organizowanie tak ocze.kiwanych wyjazdów turystycznych. 
Najkrótszy żywot miała Sekcja gospodarczo-finansowa utworzona na tym ze- 
braniu przez Romanę Kłodeckq. W ogóle sprawy finansowe sprawiały wiele kłopotu 
w związku z brakiem kOl1)petentnej osoby, chętnej do prowadzenia księgowości. 
Początkowo kwestiami finansowymi (zbieraniem składek, otwarciem konta) zaj- 
mowali się z polecenia Zarz,ą<;lu R. Kirkiłło-Stacewicz i W. Kierul, a po ich rezygna- 
cji z pracy w Zarządzie funkcję skarbnika i księgowej zarazem przejęła dobrze znana 
w środowisku wileńskim Bydgpszczy Anna Rulkąwska. ' .. 
.Zebranie ogólne I kwietnia 1989 r. oprócz powołania sekcji problemowych miało 
jeszcze.inny bardzo ważny aspekt. Pokazało przede wszystkim oczekiwania i potrze- 
by członków Towarzystwa. Bardzo dobitnie sformułowano pogląd na te
.at real
ej 
pomocy dla Polaków na Litwie, .d.la odradzającego się harcerstwa polskiego na Wileil- 
szczyźnie. Trzeba pomagać, ale musi to być pomoc mądra, bez natrętnego dydak- 
tyzmu, bez uszczęśliwiania ną siłę i co najważniejsze bez ingerowanią w kQn 
pcje 
.. . 


It
		

/kronika_1200165_0001.djvu

			163 


odrodzenia. Zwrócono w dyskusji uwagę, że Towarzystwo powinno przede wszyst- 
kim koncentrować się na działalności wewnętrznej, popularyzatorskiej, nie mającej 
żadnych aspektów politycznych. Potrzebne są więc kameralne spotkania, na których 
uczestnicy będą mogli wymieniać poglądy, kontynuować tradycje wileńskie, prezen- 
tować pamiątki i materiały o znaczeniu historycznym. Zarząd Oddziału potraktował 
te propozycje bardzo serio i próbował w ciągu dwóch lat istnienia Towarzystwa moż- 
liwie najpełniej je zrealizować. 
Działalność samokształceniową, popularyzatorską prowadzono w formie odczy- 
tów, spotkań, dyskusji. Doskonałą okazją do upowszechniania wiedzy o przeszłości 
Wilna i Ziemi Wileńskiej stały się zebrania ogólne (28 I 89, l I V 89, 17 III 90). Przy- 
pomnijmy, że na zebraniu założycielskim po emocjach wyborów i dyskusji nad 
statutem uczestnicy mogli pogłębić dzięki odczytowi Henryka Dubowika wiedzę o 
polonicach przechowywanych w bibliotekach litewskich. To kulturalne dziedzictwo 
polskie powinno być przekazane odradzającej się społeczności. Usilnie zabiegają 
o to działacze Fundacji Kultury Polskiej na Litwie. Drugie zebranie stworzyło nie- 
zapomnianą szansę spotkania z prof. Wilhelminq Iwanowskq, która bardzo barwni
 
opowiedziała o przeszłości USB. Scharakteryzowała strukturę uczelni, kadrę, piękne 
tradycje patriotyczne oraz ogromne osiągnięcia naukowe w wielu dyscyplinach. 
Dużo uwagi poświęciła bujnemu życiu studenckiemu i organizacjom studenckim. 
Na trzecim zebraniu przypomniane zostały w sposób niezwykle sugestywny za spra- 
wą jana Malinowskiego tradycje kiermaszy kaziukowych. 
Popularyzowaniem wiedzy o przeszłości i współczesności Wilna i Ziemi Vv'ileń- 
skiej oraz integrowaniem społeczności wileńskiej w Bydgoszczy zajmuje się progra- 
mowo od chwili założenia Sekcja naukowo-odczytowa. Od maja 1989 r. odbywają się 
w każdy trzeci wtorek miesiąca w czytelni Biblioteki Głównej WSP spotkania kame- 
ralne, poświęcone szeroko rozumianej problematyce wileńskiej, tak historycznej, 
jak i współczesnej. Niezwykła, bezpośrednia atmosfera skłania uczestników do dzie- 
lenia się przeżyciami z niedawnych pobytów w rodzinnych stronach oraz wspomnie- 
niami z czasów przedwojennych, z okrutnych lat wojny i zmieniających się na Ziemi 
Wileńskiej okupacji, czy wreszcie z epopei przesiedleńczej. Te impresje wileńskie 
stały się trwałym elementem comiesięcznych spotkań. Wrażeniami z półrocznego po- 
bytu na stypendium naukowym w Wilnie podzieliła się Zofia Sawaniewska-Mocho- 
wa, kreśląc przejmujący obraz sytuacji politycznej, religijnej i językowej Polaków 
na Litwie. 
Oprócz tematyki wspomnieniowej, osobistej, Sekcja zaproponowała miłośnikom 
Wilna i Ziemi Wileńskiej swoiste podróże literackie i artystyczne na Kresy. W tym 
cyklu tematycznym przybliżono twórczość i osobowość wybitnych, a przecież ogóło- 
wi mało znanych współczesnych autorów północnokresowych : Zofii Bohdanowiczo- 
wej (referat J. Malinowskiego) i Czesława Miłosza (referaty H. Dubowika i Z. Sawa- 
niewskiej-Mochowej); przypomniano w formie przyczynku do dziejów książki 
w XIX-wiecznym Wilnie postać drukarza i wydawcy Antoniego Marcinkowskiego 
(referat H. Dubowika), wreszcie za sprawą J. Malinowskiego spopularyzowano dwa 
pasjonujące tematy: "jak budowano w Wilnie pomnik Mickiewicza" oraz "jak pow- 
stała i działała Rozgłośnia Wileńska Polskiego Radia, czyli "wilerlska kukułka". Dość 
często gościła na spotkaniach Sekcji naukowo-odczytowej problematyka historyczna. 
Podjęto np. dzięki Irenie Michalskiej, Reginie Kirkiłło-Stacewicz i JarlOwi Mali- 
nowskiemu bardzo rozległy temat szkolnictwa polskiego w Wilnie w okresie między- 
wojennym. Wspólnie z Toruńsko-Bydgoskim Oddziałem Towarzystwa Miłośników 
Lwowa zorganizowano dwa spotkania poświęcone uczczeniu znaczących dla środo- 
wisk kresowych rocznic: Cudu nad Wisłą i 11 Listopada. Referaty Stanisława Kra- 


11.
		

/kronika_1200166_0001.djvu

			164 


suckiego, podkreślające wyjątkowe męstwo młodzieży polskiej w walkach o Wilno 
i Lwów, wywołały u zebranych wspomnienia i refleksje bardzo osobiste. 
Sięganic po tematykę historyczną nie oznacza bynajmnieJ, że dla uczestników 
spotkań ważna jest jedynie chlubna i bogata przeszłość wilellska, a teraźniejszość 
Wileńszczyzny spychana jest na margines. Nigdy Towarzystwo nie traktowało Ziemi 
Wileńskiej jak skansenu, jak zamkni
tej na zawsze przeszłości. Jakkolwiek jest to 
dla wilnian "kraina utracona", to przecież wewn
trznie głęboko utrwalona, żywa 
poprzez związki z mieszkającymi tu naszymi rodakami. Często więc pojawiał się 
w dyskusjach nurt współczesny podejmujący próbę oceny obecnej złożonej sytuacji 
Polaków i kultury polskiej na Litwie. Tematy historyczne wywoływały niejako py- 
tania o stan współczesnego szkolnictwa polskiego na Wileńszczyźnie (ref. G. Wiżew- 
skiego), o sytuację religijną Polaków, wreszcie o możliwości rozwijania polskiego życia 
kulturalnego. Głęboko odczuwalny jest brak stałego programu polskiego w radiu i tele- 
wizji litewskiej. Jedna audycja radiowa na tydzień i jedno krótkie niedzielne spotka- 
nie w telewizji nie zaspokajają oczekiwań i 
otrz
h zwartej mniejszości polskiej. 
Sekcja naukowo-odczytowa śledziła też wydarzenia dokonujące się w ostatnich 
latach na Litwie, dążąc do obiektywnego pokazania wszystkich aspektów ohecnych 
stosunków polsko-litewskich. Starano się w ocenie dążeń niepodległościowych litwi- 
nów odejść od "nurtu rozrachunkowego" i osobistych uprzedzeń, alc też nie ukry- 
wano zaniepokojenia nacjonalistycznymi i antypolskimi \\'ystąpieniami \\" prasie 
litewskiej, jak również działalnością Towarzystwa "Vilnija" i Związku Wiczów 
Litewskich. 
Niewątpliwym osiągnięciem Sekcji jest redagowanie i wydawanie od stycznia 
,1990 r. kwartalnika "Wileńskie Rozmaitości" (szczegółową charakterystykę pisma 
przedstawia w tymże tomie "Kroniki Bydgoskiej" ich recenzja pióra Włodzimierza 
Mocha). 
Oprócz działalności samokształceniowej, popularyzatorskiej i organizacyjnej 
(przygotowanie orygin,alnych legitymacji członkowskich) Zarząd Oddziału poszuki- 
wał różnych możliwości pomocy naszym rodakom na Litwie. Szerokim rezonansem 
społecznym odbiła się akcja gromadzenia książek. Prowadził ją Zarząd i Sekcja orga- 
nizacji i kontaktów. Do zbiórki literatury włączyły się szkoły bydgoskie (zwłaszcza 
SP nr 32), bihlioteki i prywatne osoby. Pomieszczeń do przechowywania książek 
udzieliła Biblioteka WSP i Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin oraz członek 
Towarzystwa Henryk Sienkiewicz. Zarząd wspierał darami książkowymi (150 sztuk) 
takie dwie bardzo ważne w życiu Polaków na Litwie instytucje, jak: FUlldacjaKlll- 
tury Polskiej i Katolickie Stowarzyszenie Polaków. Członkowie Zarządu docierali 
podczas wyjazdów turystycznych i służbowych do różnych środowisk polskich na 
Wileńszczyźnie, W. Kierul do Podbrodzia, Z. Sawaniewska-Mochowa - Suderwi, 
Nowej Wilejki, do wielu kół i Zarządów tcrenowych Związku Polaków na Litwie. 
G. Wiżewski nawiązał bliski kontakt ze szkołą polską nr 19 im. Wł. Syrokomli, 
której przekazał podręczniki do nauki języka ojczystego, słowniki, literaturę piękną. 
W ogóle Sekcja organizacji i kontaktów zrzeszająca 19 osób przekazała łącznie do 
ZPL i szkolnictwa polskojęzycznego 1048 książek. Zorganizowała też dwie wyciecz- 
ki do Wilna. Za pośrednictwem bydgoskiego ROAD-u Oddział przekazał na pomoc 
Litwie 300 tys. zł. 
Z dwuletniej już działalności Oddziału Bydgoskiego TMW i ZW płynie wniosek 
dość optymistyczny: jeśli się czegoś bardzo pragnie, to nawet skromnymi siłami, 
w niezbyt sprzyjającej sytuacji finansowej, można dla prezentacji szeroko rozumia- 
nej kultury wileńskiej, dla integracji środowiska i podtrzymania więzi z naszymi ro- 
dakami na Ziemi Wileńskiej zrobić ńaprawdę sporo.
		

/kronika_1200167_0001.djvu

			DARIUSZ JASIŃSKI 


NAPRAWA PAROWOZÓW 
W ZAKŁADACH NAPRAWCZYCH 
TABORU KOLEJOWEGO 
W BYDGOSZCZY (1851-1985) 


l. PIERWSZE LATA NAPRAWY PAROWOZÓW 
W WARSZTATACH GŁÓWNYCH KOLEI WSCHODNIEj (1851-1919). 


Z rozwojem sieci kolei żelaznych i wzrostem ruchu pociągów związane były po- 
czątki zakładów naprawczych taboru kolejowego. Pierwsze warsztaty tego typu 
powstawały po ułożeniu lub w czasie budowy pierwszych linii kolejowych. Remonto- 
wanie, sprawdzanie oraz przerabianie środków trakcyjnych i taboru kolejowego to 
główne zadania tych zakładów. Lokowano je najczęściej na początku, na końcu lub 
w połowie szlaków kolejowych. Były to pierwotnie niewielkie szopy albo budynki, 
w których umieszczano' stanowiska do przeglądu parowozów i wagonów. 
Wraz z budo
ą odcinka linii Krzyż- Bydgoszcz zaczęto organizować warsztaty 
naprawcze kolei wschodniej. Usytuowano je w Bydgoszczy, w miejscu gdzie znajdo- 
wał się zarząd przedsiębiorstwa, w bezpośrednim sąsiedztwie dworca, na hektarze 
gruntów folwarku Bocianowo, wcielonego do miasta Bydgoszczy w dniu I listopada 
185J L Oddanie warsztatów do użytku nastąpiło jeszcze pod koniec 1851 L niedługo 
po rozpoczęciu eksploatacji odcinka kolei wschodniej. W 1852 r. zakłady składały 
się z parowozowni i kuźni. W J855 r. oddano do użytku budynek administracyjny, 
a w następnym roku halę napraw parowozów (późnicjszą kotlarnię), halę napraw 
wagonów (późniejszą tendrownię) i magazyn. Zakłady były nadal rozbudowywane. 
W latach 1860-1862 powstała nowa kuźnia. W roku 1867 oddano do użytku tunel 
umożliwiający bezpośrednie przejście do warsztatów. W latach 1874- J875 wznie- 
siono nową halę napraw parowozów o 44 stanowiskach pracy. W 1884 r. zakłady 
wzbogaciły się o halę napraw wagonów, którą w osiem lat później rozbudowano. 
W tymże roku zbudowano nową kuźnię oraz halę budowy zwrotnic. W 10 lat później 
oddano do użytku nową kotlarnię, gdyż naprawa kotłów w dotychczasowych warun- 
kach przedłużała remonty. Na przełomie XIX i XX stulecia nastąpiła kolejna mo- 
dernizacja i powiększenie hali napraw parowozów. W J906 L znajdowało się w re- 
moncie równocześnie 80 lokomotyw. Kolejna modernizacja nastąpiła w 1910 L, 
kiedy stanowiska napraw dostosowano do nowych długości parowozów. O skali roz- 
budowy zakładów świadczy fakt, że teren w ciągu pierwszego pięćdziesięciolecia 
istnienia powiększono aż siedemnastokrotnie, a na początku XX wieku warsztaty 
ukształtowano w postaci w jakiej przetrwały przez dziesiątki następnych lat. 
Pozycja bydgoskich warsztatów naprawczych w systemie organizacyjnym prus- 
kich kolei państwowych zmieniała się w wyniku ewolucji jakiej podlegał ten system 
w drugiej połowie XI X wieku. W początkowych latach istnienia warsztaty podpo- 
rządkowane były Dyrekcji Kolei Wschodniej w Bydgoszczy, poprzez osobę nadmi- 
strza maszynowego. Na krańcach kolei wschodniej w Berlinie i Królewcu koncen- 
trowała się naprawa wagonów, w Bydgoszczy natomiast specjalizowano się w na-
		

/kronika_1200168_0001.djvu

			166 


prawie parowozów. W 1874 r. w wyniku rozwoju sieci kolejowej nastąpił podział 
kolei wschodniej na komisje kolejowe. Jedną z nich umiejscowiono w Bydgoszczy 
i podporządkowano jej miejscowe warsztaty naprawcze. Na czele zakładów stał 
mistrz maszynowy warsztatów. Z dniem I stycznia 1876 r. przeprowadzono kolejną 
reorganizację, która podporządkowała warsztaty ponownie Dyrekcji Kolei Wschod- 
niej w Bydgoszczy. Zakład zaliczono do kategorii głównych warsztatów napraw- 
czych. Wykonywał on większe naprawy środków trakcyjnych, wagonów oraz urzą- 
dzeń mechanicznych. Zakres jego działania rozciągał się na obszar Piła (bez stacji 
w Pile) - Bydgoszcz, Bydgoszcz- Warlubie (bez stacji), Laskowice- jabłonowo 
(bez stacji), Bydgoszcz- Toruń-Otłoczyn. Kolejne żmiany nastąpiły od dnia I 
stycznia 1895 L Powołano 20 okręgów dyrekcyjnych. Dzięki temu zmniejszył się 
zakres terytorialny bydgoskiej dyrekcji kolejowej. W warsztatach naprawczych 
nastąpił podział na dwie jednostki organizacyjne, kierowane przez dwu warsztato- 
wych inspektorów kolejowych podległych bezpośrednio dyrekcji kolejowej. Tak 
zorganizowane przedsiębiorstwo przetrwało przez kolejne lata istnienia. 
O parku maszynowym bydgoskich zakładów w początkowych latach istnienia 
nie wiemy niestety zbyt wiele. Można jednak śmiało stwierdzić, iż sercem ich i źród- 
łem siły dla wszystkich maszyn była kotłownia. W kilku kotłach wytwarzano parę, 
którą kierowano następnie do głównej maszyny parowej, początkowo o mocy 30- 
-50 KM. Od urządzenia tego rozchodziła się machaniczna transmisja mocy poprzez 
umieszczone pod stropami, długie wały od których do poszczególnych maszyn w od- 
działach odchodziły pasy transmisyjne napędzające poszczególne maszyny. Z cza- 
sem, w miarę wzrostu zapotrzebowania na moc kotłownię rozbudowywano. W 1906 
roku w bydgoskich warsztatach istniały trzy niezależnie funkcjonujące kotłownie, 
trzy maszyny parowe o mocy około 150 KM i 13 silników elektrycznych o łącznej 
mocy około 190 KM. 
Duże znaczenie w zakładzie odgrywały także: tendrownia, kuźnia, oddział me- 
chaniczny, odlewnia i stolarnia. 
W związku ze stałą rozbudową i modernizacją, warsztaty stale zwiększały możli- 
wości naprawcze. Początkowo w naprawie znajdowały się 3-4 lokomotywy jedno- 
cześnie. W kolejnych latach, dzięki zwiększeniu liczby stanowisk do 57 w 1893 L, 
dynamicznie rosła produkcja naprawcza zakładu. W tym czasie wzrasta znacznie 
liczba remontowanych wagonów do 7000 wagonów towarowych i 2100 wagonów 
osobowych w 1906 r. 
Zakłady zatrudniały coraz więcej pracowników. W 1851 r., pracował w warszta- 
tach kierownik i 20 robotników, a z chwilą oddania do eksploatacji nowego budynku 
do naprawy parowozów, w połowie lat siedemdziesiątych, już 555. W 1906 r. zatrud- 
nionych było około 1500 osób. Stawiało to bydgoskie warsztaty wśród największych 
zakładów przemysłowych w Wielkopolsce i na Pomorzu Gdańskim. Spośród podanej 
liczby pracowników, około połowę stanowili robotnicy zatrudnieni w oddz.iale na- 
praw parowozów. Efekty jego pracy stanowiły podstawową część produkcji zakładów. 
Parowozy pracujące na kolei wschodniej były dla niej specjalnie zamawiane i za- 
kupywane. Głównym kontrahentem były fabryki niemieckie, głównie berlińska fa- 
bryka Borsiga, stocznia i zakłady mechaniczne Schichaua z Elbląga, które rozpoczę- 
ły produkcję i dostawy lokomotyw w 1860 r. Parowozy były dostarczane także przez 
szczecińskie zakłady" Vulcan". 
"Brda" i "Wda" to typy pierwszych lokomotyw, które wjechały na stację w Byd- 
goszczy, a następnie były naprawiane w tutejszych zakładach naprawczych. Były 
to w pełni sprawne i nowoczesne jak na owe czasy maszyny.
		

/kronika_1200169_0001.djvu

			167 


W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku, tak do pociągów pos- 
piesznych jak i osobowych stosowano w zasadzie lokomotywy wyposażone w silniki, 
które napędzały jedynie dwa koła umieszczone na osi środkowej. Wśród parowozów 
z jedną osią napędową, znalazło się także na kolei wschodniej, w. pierwszych latach 
istnienia 9 lokomotyw typu crampton, a jedna z nich sprowadzona została z Anglii, 
z zakładów Stephensona w Newcastlc up Tyne. Być może i ona była naprawiana 
w bydgoskich warsztatach. 
Początkowo do obsługi pociągów towarowych w tym regionie używano, a więc 
i naprawiano w Bydgoszczy, lokomotywy parowe z dwoma osiami napędowymi. 
W końcu lat sześćdziesiątych X I X wieku zaczęto wprowadzać parow9zy towarowe 
z trzema osiami napędowymi. Lokomotywy takie dominowały do kOllca minioilego 
wieku. Parowozy towarowe i osobowe używano początkowo również do służby ma- 
newrowej. W latach siedemdziesiątych do prac tego typu przystosowano lokomotywę 
pasażcrską "Motława", przerabiając ją na tendrzak z dwoma napędzanymi osiami. 
Lokomotywy tego typu produkowano w fabryce Hartmanną w Saksonii. . 
Dziewiętnastowieczne lokomotywy pracowały na parę nasyconą. Koła w zależ- 
ności od serii znajdowały się na zewnątrz lub wewnątrz ostoi. Tendry, których waga 
dochodziła do kilkunastu ton były najczęściej 3-osiowe. Można było na nich umieścić 
około 10 m 3 wody i 5 ton węgla, co zmuszało do stosunkowo częstych postojów dla 
uzupełnienia zapasu wody. Poważnym niedociągnięciem w pracy lokomotywy paro- 
wej był brak układu hamulcowego. Jedynym hamulcem był ręczny śrubowy hamulec 
tendra oraz ręczne hamulce w wagonach. Obsługa parowozu odbywała się na nieosło- 
niętych pomostach i była szczególnie trudna w czasie zimy i w deszczowym okresie 
jesienno-wiosennym. Dopiero w latach pięćdziesiątych rozpoczęto montaż pierw- 
szycb osłon, które później przekształcono w budki dla maszynisty. 
Pierwsze lokomotywy pospieszne nosiły nazwy rzek, a towarowe - miejscowości 
położonych w niewielkiej odległości od szlaków kolei. Nazwami wysp określano pierw- 
sze tendrzaki. Z czasem jednak w wyniku wzrostu liczby i rodzajów tych środków 
trakcyjnych, ze względów czysto praktycznych, zi11ieniollo ich klasyfikację (np. 
Niemcy), a nazwy zastąpiono numerami inwentarzowymi. Jeszcze jednak przez pe- 
wien czas w codziennej praktyce stosowano nazwy, które umieszczane były na spe- 
cJ
lnych tabliczkach przytwierdzanych do ścian bocznych kotła. W latach siedem- 
dziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego stulecia, postęp konstrukcyjny parowozów 
był stosunkowo niewielki. Dzięki niemu jednak wzrosła ich moc i prędkość. Jednak 
coraz szybszy rozwój przemysłu wymagał sprawniejszych nlasżyn. Konieczne stało 
się dalsze zwiększenie mocy. Należało także zwiększyć liczbę kół. Spowodowało to 
konieczność kolejnych zmian konstrukcyjnych, gdyż dłuższym parowozom trudniej 
było wchodzić w łuki. Problem ten rozwiązano z chwilą wprowadzenia do eksplo- 
atacji nowego typu parowozu zwanego "american". Maszyna ta powstała w wyniku 
prac specjalnej komisji, wykorzystując głównie osiągnięcia angielskiej i amerykall- 
ski ej myśli technicznej. Parowozy pospieszne tego typu, od nazwy miejscowości 
w której je budowano, nazywano hanowerskimi. W 1891 r. podobną lokomotywę, 
jednak z innym wózkiem, skonstruowano w zakładach Hel1schla w Erfurcie. Po- 
tocznie nazywano ją lokomotywą typu erfurckiego. I 
Od 1894 r. kilkanaście parowozów obu typów pracowało na terenic bydgoskicj 
dyrckcji i z całą pewnością było naprawianych w tutejszych zakładach. . 
Na bazie lokomotywy typu hamburskiego zbudowany został przez niemieckicgo 
konstruktora von Borriesa w ł 893 roku jeden z naj popularniejszych parowozÓw 
pospiesznych przełomu stuleci, typ S3 (nomenklatura PKP - Pd I). . 
. . W picrwszym dziesięcioleciu XX w. rozpoczęto produkcję nowych typów paro
 


,
		

/kronika_1200170_0001.djvu

			168 


wozów. Były to mocniejsze i szybsze od swoich poprzedników "atlantici". Najlepszą 
konstrukcją był model P8 (PKP - Ok l), który po dokonaniu szeregu poprawek 
i udoskonaleń stał się niezastąpiony w służbie pasażerskiej. 
W miarę upływu czasu zdecydowanie wzrastała wydajność silników parowozo- 
wych i ekonomiczność ich pracy, poprzez udoskonalenia konstrukcyjne. Większa 
moc silników, większe prędkości spowodowane nowinkami technicznymi zmusiły 
do bliższego zainteresowania się układem hamulcowym. Pierwszym prawdziwie 
sprawnym hamulcem zespolonym był hamulec zbudowany przez Westinghousa. 
Ten system hamulcowy przyjęty został w 1893 roku przez koleje pruskie, dopusz- 
czające jednak także inne hamulce zespolone na sprężone powietrze. 
Rozwój techniki w zakresie budowy parowozów na całym świecie, doprowadził 
do współzawodnictwa między producentami, a co za tym idzie dalszego udoskonale- 
nia tych maszyn. Szczyt rozwoju konstrukcyjnego parowozu zanotowano w prze- 
dedniu wybuchu I wojny światowej. Kolejne lata nie zmieniły już zasadniczo jego 
budowy. Na przełomie XIX i XX w. nowoczesna lokomotywa stała się symbolem 
postępu. Wielkim szacunkiem cieszyli się również ludzie, którzy pracowali przy jej 
budowie, obsłudze i remoncie. 
Stały postęp techniczny utrudniał jednak pracę zakładów naprawczych. Ozna- 
czał on zwiększenie wymagań wobec maszyn, systemu organizacyjnego, a przede 
wszystkim wobec umiejętności robotników, majstrów i inżynierów. Wzrastający 
w poszczególnych latach stan zatrudnienia w bydgoskich Głównych Zakładach 
Naprawczych Kolei Wschodniej, świadczy jednak o stałym rozwoju przedsiębior- 
stwa, a tym samym o sprawnym systemie organizacyjnym, potrafiącym dostosować 
się do zaistniałych zmian. Nie dysponując pełniejszą dokumentacją z prac warszta- 
tów z XI X wieku, możemy jedynie domyślać się, że parowozy i poszczególne ich serie 
były naprawiane również w bydgoskich warsztatach naprawczych. Warto jedno- 
cześnie zaznaczyć, że specjalizując się w remontach parowozów nie zaniedbywano 
napraw wagonów. \V przededniu I wojny światowej bydgoskie zakłady były jednym 
z najważniejszych ośrodków naprawy taboru kolejowego kolei wschodniej i tym 
samym jedną z największych firm remontujących parowozy. 


2. NAPRA\VA PAROWOZÓW W WARSZTATACH GŁÓWNYCH I KLASY 
W BYDGOSZCZY W LATACH 1920-1939. 


Dnia l sierpnia 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Efektem jej stało się zniszcze- 
nie oraz rozbicie gospodarcze i polityczne ówczesnej Europy. W wyniku zmian politycz- 
nych, zatwicrdzonych traktatem wersalskim, pallstwo polskie odzyskało niepodleg- ' 
łość. Po 123 latach zaborów na wszystkich mapach świata znów pojawiła się Rzecz- 
pospolita Polska - wolne, niezależne i suwerenne państwo. 
Ustawa sejmowa o podziale administracyjnym kraju włączyła Bydgoszcz do wo- 
jewództwa poznańskiego. Ten ważny ośrodek przemysłowy nad Brdą zasiedlali 
jednak głównie Niemcy wywodzący się w większości z kolonistów. Po podpisaniu 
traktatu wersalskiego, zaczęli oni masowo wracać do swego kraju. Odsetek bydgos- 
kich Niemców zmniejszył się po zakończaniu I wojny światowej z 82% w 1919 roku 
do 27% we wrześniu 1921 roku. Spowodowało to znaczne osłabienie gospodarki, 
poprzez wyjazd licznej rzeszy fachowców z różnych dziedzin przemysłu, w tym i re- 
sortu komunikacji. Polacy zamieszkiwali głównie w okolicznych wsiach. Zmusiło 
to władze polskie do podjęcia doraźnych kroków w celu utrzymania ruchu na kolei. 
Palacze pracowali jako maszyniści, robotnicy zmuszeni byli stać się rzemieślnikami, 
a w niektórych przypadkach także pracownikami umysłowymi. Bronili oni mienia,
		

/kronika_1200171_0001.djvu

			169 


które opuszczający Polskę Niemcy starali się okradać i dewastować. Lokomotywy 
wraz z całym taborem, mające w myśl traktatu pokojowego pozostać w Rzeczpospo- 
lite.i, niemieccy maszyniści wywozili w głąb Niemiec, przemalowując uprzednio ta- 
bliczki z nazwami miast. I tak udało się wywieść z naszego kraju około 1400 paro- 
wozów i 42100 wagonów. Dzięki postawie polskich robotników uratowano jednak 
wiele urządzeń, maszyn oraz materiałów. 
jednym z podstawowych zadań pierwszych władz było przejęcie zakładów prze- 
mysłowych przez administrację polską. W wypadku ZNTK nastąpiło to w styczniu 
1920 r. PKP Warsztaty Główne I Klasy to pierwsza polska nazwa tego przedsię- 
biorstwa. 
Odzyskanie nieppdległości dało początek organizowaniu w miarę stabilnej hie- 
rarchii ,,-ładzy i podporządkowanie poszczególnych przedsiębiorstw odpowiednim 
resortom. Bydgoskie zakłady podlegały początkowo Ministerstwu hyłej Dzielnicy 
Pruskiej w Poznaniu. jednak w myśl uchwały Rady Ministrów z 12 lutego 1920 r., 
przeszły pod bezpośrednie kierownictwo Ministerstwa Kolei Żelaznych w Warsza- 
wie. W tym samym roku, w wyniku podziału sieci kolejowej w kraju, bydgoskie 
warsztaty podporządkowano organizacyjnie DOKP w Gdańsku, a od 1933 r. DOKP 
w Toruniu, bezpośrednio zaś naczelnikowi wydziału mechanicznego DOKP. W skład 
tego wydziału wchodziły następujące oddziały: Ogólny, Wagonowy, Techniczny 
i Elektrotechniczny. Podobny podział wprowadzono również do strukfury organi- 
zacyjnej zakładów w Bydgoszczy. W całym okresie międzywojennym, na terenie 
DOKP Gdańsk, potem DOKP Toruń, istniał tylko jeden warsztat naprawczy - 
w Bydgoszczy. W skali kraju było ich w 1936 r. 13. z czego I klasy zaledwie 6. Wśród 
nich zakłady bydgoskie pod względem liczby pracowników zajmowały II miejsce 
tuż za Poznaniem. Świadczy to o znaczeniu zakładów w Bydgoszczy. w polskim 
kolejnictwie II Rzeczpospolitej. 
Aby lepiej zaznajomić się z warunkami pracy Warsztatów Głównych I Klasy 
należy poznać ich strukturę organizacyjną. Niestety można się tu oprzeć jedynie na 
zarządzeniu ministra komunikacji z 23 maja 1936 r. o organizacji warsztatów głów- 
nych kol ci palistwowych (akta ZNTK nie zachowały się). 1 tak wyróżniano trzy biu- 
ra: Biuro Personalno- Rachunkowe, Biuro Techniczne i Biuro Usprawnienia oraz 
15 działów warsztatowych. Były to: Dział Parowozowy, Dział Wagonów Osobowych, 
Dział Wagonów Towarowych, Dział Zwrotnic, Dział Kotlarski, Dział Mechaniczny. 
Dział Kowalski, Dział Odlewniczy, Dział Tendrowy, Dział Elektrotechniczny, Dział, 
Techniczno-Gospodarczy, Dział Narzędziowy, Dział Obróbki Drzewa, Dział Tapi- 
cerski i l\\alarski, Dział Spawania i Cięcia Metali. Na terenie zakładu funkcjonował 
również magazyn podręczny. Na czele \Varsztatów Głównych stał naczelnik, podle- 
gły bezpośrednio dyrektorowi DOKP w Gdańsku (później w Toruniu). Pierwszym 
naczelnikiem Zakładów w wyzwolonym kraju był Franciszek Hoffmann. Zastąpił 
go w 1923 r. inż.Osiliski, którego zastępcą był inż. Adam Krzyżanowski. Funkcję 
inż. Osińskiego w 1926 r. przcjął inż. Rudolf Szmidt. Ostatnim naczelnikiem okresu 
międzywojennego był piastujący to stanowisko w latach 1937-1939 mgr inż. jan 
Rupiński. 
Na czele poszczególnych biur i działów warsztatowych stali kierownicy, podlegli 
bezpośrednio naczelnikowi. Pośród wszystkich działów największe znaczenie miały: 
Parowozowy, Wagonów Osobowych i Wagonów Towarowych, które kierowane były 
przez długie lata przez Franciszka Hoffmanna oraz mistrzów Kędzierskiego i Ko- 
wal kowskiego. 
W poszczególnych warsztatach stosowano podział pracy na drużyny robotnicze.
		

/kronika_1200172_0001.djvu

			170 


Robotnicy wykonywali te same czynności, dzięki czemu wykształcili się na wysokiej 
klasy specj ali stów . 
Warsztaty Główne w Bydgoszczy podjęły działalność organizacyjno-gospodarcz
 
j liŻ w styczniu 1920 r. W związku z tym największym problemem pierwszej polskiej 
dyrekcji była kwestia kadrowa. Zwolnieni w liczbie 1500 osób Niemcy, byli doświad- 
czonymi pracownikami i dlatego zastąpienie ich przez ludność miejscową, w począt- . 
kowym okresie nie przynosiło dobrych wyników produkcyjnych. Sprawę, w pewnym 
stopniu, rozwiązano zatrudniając wracających z Westfalii i Nadrenii Polaków. \\' 
miarę upływu czasu sytuacja ta normalizowała się. Wzrastała liczba pracowników. 
\V 1932 r. zatrudnionych było ogółem 1948 osób, w tym na etatach bezpośrednio pro- 
dukcyjnych 1738 . W kolejnym roku ich liczba zmniejszyła się .do 1408. W ciągu 
kolejnych lat nastąpiło powiększenie liczebne załogi. Na początku 1936 r. liczyła 
ona 1817 pracowników fizycznych. W czasie dwóch kolejnych lat ich ilość spadła 
i 15 stycznia 1938 r. zamknęła się w granicach 1520, jednak w sierpniu 1939 r. wyno- 
siła już 2280 pracowników. Byli to najczęściej pracownicy dobrze znający swoje 
obowiązki. To właśnie dzięki ich zaangażowaniu, ofiarności oraz zapałowi można 
zawdzięczać w miarę szybką odbudowę kolejnictwa, a w szczególności taboru ko- 
lejowego II Rzeczpospolitej. 
_ Głównymi zadaniami produkcyjnymi stawianymi przed pracownikami war- 
sztatów przez władze nadrzędne była naprawa okresowa taboru kolejowego i urzą- 
dzeń mechanicznych, wytwarzanie części zapasowych taboru kolejowego oraz wy- 
konywanie innych robót niemożliwych do przeprowadzenia w warsztatach pomocni- 
czych dla potrzeb PKP i prac podejmowanych na zlecenie Ministra Komunikacji 
na rzecz sektora państwowego, spółdzielczego i prywatnego. Niestety, w związku 
z brakiem danych źródłowych, nie można przedstawić całej działalności produkcyj- 
nej zakładów tego okresu. Wycinkowe dane pozwoliły jednak w głównym zakresie 
określić rodzaj i szacunkową wielkość produkcji tych zakładów. 
W okresie międzywojent1ym warsztaty wykonywały naprawy główne i średnie 
parowozów. Liczba napraw głównych w 1923 r. wynosiła około 100. Liczba ta w ko- 
lejnych latach przypuszczalnie wzrastała, jednak liczby te nie są poparte odpowied- 
nimi źródłami pisanymi i dlatego mogą być nieścisłe. Pierwsze dane, którymi dyspo- 
nujemy, dotyczące wielkości produkcji pochodzą z 1933 r. 


Tabela l 
Liczba dokonanych napraw okresowych w Warsztatach Głównych I Klasy w Bydgoszczy 
\\' latach 1933 - 1938 


I 1933 I '934 I 1935 I 1938 
PAROWOZY 
naprawa główna 50 70 75 84 
naprawa średnia 100 112 200 348 


_ Przytoczone dane św.iadczą o powolnym, ale systematycznym wzroście produkcji. 
Potwierdzają ten wniosek skąpe, wycinkowe dane miesięczne z 1938 r. Na ich pod- 
stawie można roczną liczbę napraw określić na 84 naprawy główne i 348 napraw 
średnich. 
Począwszy od 1930 r. w bydgoskich warsztatach nastąpił znaczny spadek kosz- 
tów produkcji. Przyczyną tego zjawiska były obniżki cen surowców oraz półfabry- 
katów, robocizny, postęp organizacyjny i podniesienie wydajności pracy. .
		

/kronika_1200173_0001.djvu

			171 


Ważnym problemem jest kwestia bazy technicznej zakładu. Według źródeł, tak 
ustnych jak pisanych, warsztaty nie dysponowały nowoczesnymi zdobyczami tech- 
niki. Większość prac wykonywano ręcznie. Zaledwie 20% urządzeń napędzano ele- 
ktrycznie. Dopiero gdy oddano do użytku nową elektrownię na Jachcicach, której 
pierwszym odbiorcą były Warsztaty Główne, poprawiła się nieznacznie sytuacja 
w tej dziedzinie. Brak było także urządzeń dźwigowych. W związku z tym parowo- 
zy trzeba było podnosić ręcznymi podnośnikami. Nie było również przenośnych spa- 
warek oraz wielu innych urządzeń, które w zdecydowany sposób ułatwiłyby pracę 
załodze. Jedynymi bardziej sprawnymi i w miarę nowoczesnymi urządzeniami były 
przesuwnice, suwnice mostowe, podnośniki Bekiera i Kutruffa, podnośniki specjalne, 
młoty parowe oraz zapadnie. 
Najczęściej spotykanym na ówczesnych szlakach kolejowych parowozem był 
Ty 23 w ruchu towarowym, pt 31 w pospiesznym i Ok 22 w osobowym. Obsługę lo- 
kalnego ruchu pasażerskiego prowadziły tendrzaki serii OkI 27. Pociągi pasażerskie 
na liniach o słabej. nawierzchni prowadziły maszyny serii Os 24. Parowozy Tr 2J 
obsługiwały lekkie pociągi towarowe i pracę manewrową, natomiast Pu 29 stosowano 
do prowadzenia pociągów tranzytowych z Prus Wschodnich do Rzeszy. Wiele egzem- 
plarzy wyżej wymienionych serii remontowano między innymi w Bydgoszczy. 
W ciągu całego okresu II Rzeczpospolitej w bydgoskich Warsztatach Głównych 
obowiązywał ośmiogodzinny, sześciodniowy tydzień pracy, (jedynie w latach 1931- 
-33, w czasie kryzysu gospodarczego, pracowano 3 dni w tygodniu). W zależności od 
ilości i stanu taboru kolejowego znajdującego się w naprawie, praca odbywała się na 
jedną lub dwie zmiany. Niekiedy też przedłużano dzień pracy. Przykładem mogą być 
trzy miesiące 1922 L, kiedy pracowano o trzy godziny na dobę dłużej ze względu 
na dużą ilość jednostek dostarczonych do remontów. Robotnicy warsztatów pod- 
chodzili do pracy z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem. W latach trzydziestych, 
kiedy pożar strawił część wagonowni, sami w dosyć szybkim tempie ją odbudowali, 
pragnąc jak najszybciej wznowić naprawę wagonów. Praca w zakładach była bardzo 
ciężka i żmudna, a zarobek według nielicznych danych źródłowych niższy od prze- 
ciętnej krajowej (przeciętna krajowa - 155 zł, w Warsztatach Głównych w Bydgosz- 
czy - 148 zł). ;. 
Zapoznając się z dziejami bydgoskich zakładów w okresie międzywojennY
l1, 
można śmiało stwierdzić, że stanowiły one ważny ośrodek napraw taboru kolejowego. 
Specyfika napraw zmieniła się jednak dosyć znacznie. O ile w okresie pruskim napra- 
wiano głównie parowozy, o tyle w czasie istnienia II Rzeczpospolitej nastąpiło pewne 
zrównoważenie produkcji. W równym stopniu rozwijano naprawy parowozów posz- 
czególnych typów i wagonów. Dzięki zmianom organizacyjnym i zwiększeniu specja- 
lizacji, podniesiono wydajność pracy, co związane było z coraz większą liczbą mi- 
prawianego taboru. Świadczy to o stałym rozwoju zakładu, który w latach 1920:- 
-1939 zajmował poczesne miejsce wśród przedsiębiorstw naszego kraju. 
r 


3. WARSZTATY NAPRAWCZE KOLEI RZESZY W BYDGOSZCZY 
(REICHSBAHNAUSBESSERUN GSWERK BROMBERG) 
W LATACH 1939-1945 


Lata 1939-1945 stanowią czarną kartę w dziejach naszego kraju. Zaatakowane 
znienacka przez hitlerowskie Niemcy państwo polskie stawiało bohaterski' opór 
najeźdźcy. Nie było niestety w stanie utrzymać niepodległości. W pierwszych dniach 
września wojska niemieckie wkroczyły do Bydgoszczy. W szeregach obrońców JI1iasta
		

/kronika_1200174_0001.djvu

			172 


stanęli między innymi pracownicy warsztatów kolejowych z Franciszkiem Marchlew- 
skim na czele. Oddział składa.iący się z około dwóch tysięcy uzbrojonych kolejarzy 
wraz z młodzieżą Przysposobienia \Vojskowego, stoczył w dniu 5 września 1939 r. 
walkę z nacierającymi, od strony Szwederowa, wojskami niemieckimi. Zmuszeni 
do poddania, spotkali się z licznymi rcpresjami ze strony okupanta. Wielu z nich 
zostało rozstrzelanych. Rozpoczął się okres dyskryminacji ludności polskiej. Rabu- 
nek i konfiskata mienia polskiego stały się nieodłącznym elementem rzeczywistości 
tamtych czasów. Rozwiązano wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje. Wpro- 
wadzono zakaz posługiwania się językiem polskim. W miejsce polskich szkół wpro- 
wadzono szkoły niemieckie. Zagrabiano księgozbiory polskich bibliotek, zamknięto 
polskie kościoły, między innymi Klarysek i Wincentego ił. Paolo, a dla Polaków 
przeznaczone hyły .icdynie Św. Trójcy i Św. Jana, w których wprowadzono jednak 
liturgię w języku niemicckim. Pozbawiono Polaków służby lekarskiej. .\1łodzież wy- 
syłano na roboty do Niemiec, intelektualistów oraz byłych działaczy społecznych, 
politycznych i kulturalnych do obozów koncentracyjnych. Znaczną część ludności 
polskiej, nieurodzonej w Bydgoszczy lub na Pomorzu, wysiedlono do Generalnej 
Guberni. Okupant wprowadził nowy podział administracyjny kraju. Województwo 
pomorskie znalazło się w obrębie okręgu Gdalisk - Prusy Zachodnie, który obej mo- 
wał byłe województwo pomorskie, Wolne l\'Uasto Gdańsk, część Pomorza z Człu- 
chowem, część Prus Wschodnich z Elblągiem oraz województwa warszawskiego. 
Władzę nad tym terenem sprawował namiestnik Rzeszy gauleiter Albert Forster. 
\V Bydgoszczy mieściła się siedziba rejencji, do której należał między innymi TorUIi. 
Działania wojenne nie zniszczyły miasta. Straty materialne w okolicach dworca, 
mimo bombardowania, nie były duże. Przyległe do niego Warsztaty Kolejowe pozo- 
stały niemal nietknięte. 
W pierwszych dniach września polska dyrekcja zakładów zarządziła przygotowa- 
nie do ewakuacji najcenniejsze maszyny i urządzenia. Załadowano je na wagony dzie- 
ląc na kolumny i skierowano na wschód oraz południe kraju. Jedna z nich dotarła 
do Kutna, gdzie zbombardowało ją lotnictwo niemieckie, a znajdujące się na niej 
maszyny uległy zniszczeniu. Drugi pociąg z ładunkiem ZNTK w okolicach I nowro- 
cławia zatrzymało wojsko niemieckie, a po zajęciu Bydgoszczy skierowało go w dro- 
gę powrotną do warsztatów naprawczych. Dzięki tym zabiegom Niemcom udało się 
dosyć szybko uruchomić produkcję, mimo pewnych działań opóźniających ze strony 
robotników polskich. 
Warsztaty kolejowe po przejęciu przez administrację niemiecką otrzymały nazwę 
Reichsbahnausbesserungswerk Bromberg (RA W Bromberg) i zostały podporządko- 
wane dyrekcji warsztatowej Werkstattendirektion z siedzibą w Berlinie. Na stano- 
wiska dyrektorów i kierowników, a także majstrów i brygadzistów powołano w więk- 
szości Niemców. 
Naczelnym zadaniem nowych władz zakładów było jak najszybsze ich urucho- 
mienie. Zasadniczo nie zmieniono profilu produkcji. Nowością stało się jedynie wpro- 
wadzenie tzw. bauzugów, mających doprowadzać do stanu użyteczności uszkodzone 
linie i tabor kolejowy. W warsztatach w czasie okupacji istniały następujące działy: 
administracja, techniczny, gospodarczy, wagonownia, parowozownia, tendrownia, na- 
rzędziownia i dział elektrotechniczny. Pracę wykonywano w systemie dwuzmiano- 
wym po 10 godzin z dwoma przerwami na posiłek. Polacy traktowani byli z dużą bru- 
talnością, a ich płace były średnio o 20% niższe. Oprócz tego musieli płacić specjalny 
podatek tzw. Polensteurer. Sytuacja Polaków w zakładach była bardzo ciężka. Nie- 
mcy wprowadzili w halach produkcyjnych, wybudowanych jeszcze przez administrac-
		

/kronika_1200175_0001.djvu

			173 


ję polską wiele nowych maszyn i urządzeń oraz opracowali między innymi technologię 
wspaalniczą. Produkcja opierała się nadal na naprawie parowozów i wagonów. 
jednym z najczęściej stosowanych typów parowozów produkcji niemieckiej, 
które remontowano w bydgoskich warsztatach w okresie okupacji był Ty 5. Pro- 
dukowano go w latach 1939-1942, między innymi w Zakładach Hipolita Cegiel- 
skiego w Poznaniu oraz w Ostrowcu Świętokrzyskim w Zakładach Metalowych. 
Parowóz ten o nacisku osiowym 15 ton był dosyć uniwersalny, mógł prowadzić tak 
składy towarowe jak i osobowe. Zewnętrznie miał konstrukcję podobną do parowo- 
zu Ty 4. 
Uproszczeniem serii Ty 5 był Ty 2, budowany w latach 1942-1945. między in- 
nymi w Zakładach Hipolita Cegielskiego oraz Fabloku. Przeznaczony był do prowa- 
dzenia głównie średnich pociągów towarowych (wojskowych). Parowozy te prowadzi- 
ły tender lekkiej konstrukcji beczkowej bez oddzielnego podwozia. Całkowicie za- 
mknięto budkę maszynisty. Lokomotywy tego typu naprawiano we wszystkich zakła- 
dach naprawczych tak w Niemczech jak i na terenach okupowanych. 
I nnym parowozem wojennym był parowóz towarowy serii Ty 4 z trzycylindro- 
wym silnikiem. Maszynę wykorzystywano głównie dla potrzeb armii niemieckiej. 
Był to najsilniejszy parowóz na świecie, aż do pojawieni:! się parowozu Trumana Ty 
246. 
OpróLZ wyżej wymienionych serii, \\' bydgoskich warsztatach \\' czasie okupacji 
hitlerowskiej naprawiano również inne typy parowozów, jednak w zdecydowanie 
mniejszych ilościach. W tej sytuacji Ty 5, Ty 4 i Ty 2 stanowiły podstawę produkcji 
naprawczej. 
Przez cały okres od września 1939 do stycznia 1945 roku warsztaty pracowały na 
potrzeby okupanta. \"1 łańcuchu zakładów naprawy taboru kolejowego stanowiły 
dla Niemców ważne ogniwo. 
W ostatnich dniach przed wyzwoleniem niemiecki nadzór warsztatów, nakazał 
Polakom pełnić całodobowe dyżury i zakazał opuszczać stanowiska pracy. jednakże 
już 22 stycznia 1945 roku Niemców nie było w mieście, a Polacy zaopiekowali się 
opuszczonym zakładem i zaczęli przygotowywać się do produkcji na rzecz P:1Ilstwa 
polskiego. 


4. BYDGOSKI E ZAKŁADY NAPRAWCZE TABORU KOLEJOWEGO 
\"1 POLSCE LUDOWEJ (1945-1985). 


Dnia 24 stycznia 1945 r. Bydgos
cz oswobodzono. Administracyjnie od 25 stycz- 
nia 1945 r. miastem zarządzała Tymczasowa Komisja Miasta Bydgoszczy. 
Podobnie jak w czasie I wojny światowej, bydgoskie warsztaty naprawcze nie 
poniosły większych strat materialnych. Kierownictwu niemieckiemu nie udało się 
sprawnie zorganizować demontażu maszyn i urządzeil produkcyjnych. 22 stycznia 
ściągnięto do zakładu, pod karą śmierci, wszystkich robotników. jednak efektem 
ich pracy było jedynie zdemontowanie niektórych obrabiarek oraz wymontowanie 
z niewielu maszyn silników elektrycznych i innych ważniejszych urządzeń. Dzięki 
spuszczeniu przez robotników polskich wody z kotłów wyremontowanych już paro- 
wozów, wiele z nich pozostało w warsztatach zakładów. 
W 1945 r. w ponownie polskim przedsiębiorstwie, przyjęto przedwojenną struk- 
turę organizacyjną. Powrócono do dawnej nazwy - Warsztaty Główne I Klasy 
PKP. Podzielono je na Zarząd i Ruch. W skład Zarządu wchodziły jednostki o cha- 
rakterze administracyjno-ekonomicznym, natomiast w skład Ruchu działy technicz-
		

/kronika_1200176_0001.djvu

			174 


ne związane bezpośrednio z procesem produkcji. W roku 1950 nastąpiły zmiany 
. strukturalne w całej gospodarce narodowej. Nie ominęły one i Bydgoszczy. War- 
sztaty Główne przemianowano na Zakłady Naprawcze Parowozów i Wagonów nr 13 
w Bydgoszczy. Dokładniej opracowano podział pomiędzy Zarządem a Ruchem. 
Zakładem zarządzał dyrektor naczelny, mając do pomocy głównego inżyniera (ja- 
ko swego pierwszego zastępcę), oraz dyrektora do spraw administracyjno-finanso- 
wych. Do Zarządu należały działy: Planowania, Finansowo-Księgowy, Kontroli 
Technicznej, Kadr, Zatrudnienia i Płac, Głównego Mechanika i Konstrukcyjny. 
Wydział Napraw Parowozów, Wydział Napraw Wagonów i Wydział Produkcyjny 
tworzyły od 1951 r. Ruch. W ten sposób zorganizowane przedsiębiorstwo podlegało 
bezpośrednio, utworzonej w 1950 r. Dyrekcji Zakładów Produkcyjnych w Poznaniu, 
która podporządkowana była Ministerstwu Kolei. Na tym jednak nie zakończyły si
 
zmiany w nazwie i przyporządkowaniu zakładów. Od l stycznia 1952 r. zostuły prze- 
mianowane na Przedsiębiorstwo Państwowe Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego 
i podlegały Centralnemu Zarządowi Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. 
W wyniku zmian politycznych, jakie zaistniały w naszym kraju w 1956 r. doszło do 
zmian organizacyjnych również w gospodarce narodowej. Likwidowano zarządy 
centralne, powołując w ich miejsce zjednoczenia. W ten sposób powstało w 1958 r. 
Zjednoczenie Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Stanowiło ono łącznik 
między przedsiębiorstwami a Ministerstwem Komunikacji. \"1 poszczególnych zakła- 
dach wprowadzono nowe regulaminy, które nie zmieniły jednak zasadniczo struktu- 
ry tych jednostek. Kolejna reorganizacja polskiego kolejnictwa nastąpiła na początku 
lat osiemdziesiątych. Zlikwidowano wówczas zjednoczenia, a od 1982 roku zakłady 
wchodzą w skład Polski Kolei Pailstwowych. Z okazji czterdziestolecia Polski Lu- 
dowej zakłady otrzymały imię Obrońców Bydgoszczy i od tego czasu ich pełna nazwa 
brzmi: Polskie Koleje Państwowe Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego imieniem 
Obrońców Bydgoszczy. W ciągu 41 powojennych lat zachodziły również przeobraże- 
nia wewnątrz przedsiębiorstwa, które podyktowane były zmianami w zakresie pro- 
dukcji oraz liczby zatrudnienia. 
" W czasie walk o Bydgoszcz, miasto opuściło również niemieckie kierownictwo war- 
sztatów naprawczych. Aby zabezpieczyć zakład i jak najszybciej uruchomić produk- 
cję, na ogólnym zebraniu załogi w dniu 25 stycznia 1945 r. wybrano tymczasowy za- 
rząd, na którego czele stanął ślusarz Franciszek Kęsy. Dnia 28 stycznia 1945 r. na 
kolejnym zebraniu załogi obsadzono większość stanowisk kierowniczych. Kierowni- 
kiem \Varsztatów został Leon Walio, jego zastępcą Franciszek Kęsy, kierownikiem 
Biura Personalnego Walerian Gołąbek, kierownikiem Działu Technicznego Wła- 
dysław Szynkiewicz a kierownikami oddziałów:, parowozowego - jan Gałka, ten- 
drowego - Bernard Liptal, kotlarskiego - Zielewicz, wagonowego - Rybczyński, 
mechanicznego - .Marceli Młodzikowski, kowalskiego - Henryk Klinder, elektrycz- 
nego - józef Żelek a spawalniczego - Henryk Łukaszkiewicz. Z biegiem czasu 
przeprowadzono kolejne zmiany personalne. Naczelnikiem w latach. 1945-1950 
był mgr inż. jan Rupiński, jego zastępcą Tadeusz Krzyżanowski, którego w póź- 
niejszym okresie zastąpił Eugeniusz Wodiczko. Kolejnymi Dyrektorami Naczelny- 
mi byli: Karol Gross (1952-1953), inż. Stanisław Nowak (1953-1956), Antoni 
Stachowi ak (1956-1961), mgr inż. Zygmunt Smok (1961-1982) i aktualnie pełnią- 
cy te obowiązki mgr inż. Aleksander Kaszowski. . 
Pierwsze kierownictwo zakładów spotkało się w 1945 r. z wieloma trudnościami. 
Problem zaopatrzenia warsztatów w wodę, parę, tlen, energię elektryczną udało się 
rozwiązać do polowy lutego 1945 r., ale już pod koniec stycznia rozpoczęto remonty 
parowozów i wagonów. Dnia 30 stycznia 1945 r. oddano do eksploatacji pierwszy
		

/kronika_1200177_0001.djvu

			175 


naprawiony po wojnie w miejscowych zakładach parowóz. \"1 ciągu kolejnych pięciu 
dni wyremontowano następne cztery, a dwa inne gotowe były do jazd próbnych. 
Naprawiono w tym czasie także 34 wagony towarowe. Produkcja wzrastała z dnia 
na dzień. Do końca lutego oddano do użytku 32 parowozy i 1430 wagonów towa- 
rowych. Bilans na koniec 1945 r. został zamknięty liczbą 389 ,naprawionych paro- 
wozów i 8056 wagonów towarowych. Wyprodukowano również 460,6 ton odlewów 
żeliwnych. Okres 1945-1950 to odbudowa i naprawa taboru kolejowego, naprawa 
obrabiarek, urządzeń mechanicznych i maszyn oraz produkcja części zamiennych. 
W kolejnych latach w myśl wytycznych władz zwierzchnich, zakład wyspecjalizo- 
wał się w naprawie parowozów i wagonów towarowych, zaprzestając napra\v wa- 
gonów osobowych. 
 
Duży wpływ na wyniki produkcyjne miała rozbudowa zakładów. \"1 latach 1948 - 
-1954 wybudowano kotlarnie, akumulatorownię, acetylenownię, magazyn farb, 
odlewnię żeliwa i hotel robotniczy. Nowa odlewnia, wagonówka, urządzenia socjalne, 
warsztaty uczniów oraz modernizacja starych hal spowodowały dalszy rozwój pro- 
dukcji. 
Unowocześniono park maszynowy. Duże zasługi w tym względzie należy przypi- 
sać miejscowym wynalazcom i racjonalizatorom zrzeszonym w zakładowym Klubie 
Techniki i Racjonalizacji. Dzięki ich rozwiązaniom osiągnięto znaczne oszczędności 
produkcyjne i poprawiono warunki pracy na poszczególnych stanowiskach. Widać 
również wyraźny postęp w zakresie technologii produkcji. 
Następowała stopniowa automatyzacja przedsiębiorstwa. Wprowadzano urzą- 
dzenia, które zastępowały człowieka na niektórych stanowiskach pracy. 
Początkowy okres działalności zakładów w Polsce Ludowej charakteryzuje har- 
dzo szybki wzrost zatrudnienia. Pod koniec 1945 L załoga liczyła 3175 osób, a w la- 
tach 1952-1957 już około 5000. Od 1958 r. następuje stopniowy spadek liczby pra- 
cowników do 4044 osób w 1975 r. i 3219 w 1984 L, Z czego zdecydowaną większość 
stanowili robotnicy zatrudnieni bezpośrednio w produkcji. W kształceniu kadry 
pracowniczej pomagały: przyzakładowa Zasadnicza Szkoła Zawodowa oraz Ochot- 
niczy Hufiec Pracy, które przygotowały do pracy w ZNTK dużą rzeszę oddanych 
pracowników. 
W czterdziestoleciu powojennym w Bydgoszczy naprawiano głównie parowozy 
oraz różnego typu wagony. W okresie tym nastawiono się na naprawę wagonów wę- 
glarek i cystern typu" Viii ach" , "Linz" i "Klagenfurt" oraz tak zwanych demokra- 
tek ostrowieckich. Zakłady produkowały również żurawie elektryczne na pod- 
woziu szynowym dla obsługi portów, a później także okrętowe dźwigi pokładowe 
dla przemysłu stoczniowego. Z tego krótkiego zestawienia widać, że zajmowano się 
dosyć szeroką gamą produkcji. Jednak zdecydowanie wiodącym kierunkiem była 
i jest naprawa wagonów i lokomotyw. \"1 1851 r. w bydgoskich Warsztatach Głów- 
nych rozpoczęto naprawę praowozów. \"1 1985 r. halę parowozowni opuściły ostatnie 
naprawione tutaj maszyny parowe. Przedsiębiorstwo zwiększyło zakres napraw 
lokomotyw spalinowych, nowych olbrzymich kolosów, które wyparły czarne, przy- 
brudzone sadzą i popiołem wspaniałe rumaki zwane parowozami. 
W zakładzie działało wiele organizacji i zrzeszeń, których istnienie świadczyło 
o rozlicznej gamie zainteresowań jego pracowników, którzy dobrą pracą i działal- 
nością pozaprodukcyjną rozsławili imię zakładu nie tylko na terenie miasta i regio- 
nu, ale także w skali kraju i świata. 
Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w Bydgoszczy w ciągu pierwszych czter- 
dziestu powojennych lat urosły do rzędu najdynamiczniej rozwijających się zakła- 
dów w kraju, zarówno pod względem wartości produkcji jak i wydajności pracy oraz
		

/kronika_1200178_0001.djvu

			176 


liczby zatrudnienia. Udogodnienia socjalno-bytowe, płace, baza wypoczynkowa. 
działalność Zakładowego Domu Kultury i klubów sportowych "Brda" i Kolejowego 
Klubu Wioślarskiego, różne koła zainteresowań w których skupiali się pracownicy 
zakładów wystawiają przedsiębiorstwu dobre świadectwo. Doceniły to również na- 
czelne władze państwowe dekorując ZNTK w 1977 r. Orderem Sztandaru Pracy II 
klasy. 


Tabela 2 


Zatrudnienie w ZNTK Bydgoszcz w latach 1945-1985 


ROK I ZATRUDNIENIE I ROK I ZATRUDNIENIE 
. ' 
1945 3175 196fi 4638 
1946 3975 1967 4644 
1947 4630 1968 4716 
1948 4733 1969 4810 
1949 4642 1970 4845 
1950 5181 1971 4754 
1951 4941 1972 -łtj72 
1952 5109 1973 4469 
1953 5094 1974 4270 
1954 5133 1975 4044 
1955 5229 1976 4103 
1956 5069 1977 4069 
1957 5052 1978 4008 
1958 4931 1979 3910 
1959 4728 1980 3801 
1960 4618 1981 3740 
1961 4514 1982 3226 
1962 4374 1983 3205 
1963 4381 1984 3219 
1964 4431 1985 3227 
1965 4578 
 


5. ZAKOŃCZENI E 


Dnia 18 października 1985 r. w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego 
im. Obrońców Bydgoszczy nastąpiła historyczna chwila. Kierownik Wydziału Na- 
praw Parowozów Jan Budziak przekazał Dyrektorowi Naczelnemu Zakładów mgr 
inż. Aleksandrowi Kaszowskiemu trzy ostatnie, naprawione parowozy. Były to 
Tkz 211, pt 47-1 oraz tendrzak Tkp 5161. \"1 czasie tej 6kazałej uroczystości poszcze- 
gólne egzemplarze trafiły do swych właścicieli: Muzeum Kolejnictwa, MO Kostrzyil 
i kopalni Węgla Kamiennego "Wiktoria" Wałbrzych. 
Ostatni egzemplarz parowozu serii TKz 211, który wyrelT lI )Otowano w Bydgosz- 
czy, wyprodukowano w firmie Borsig w 1936 roku, na zamówienie Towarzystwa 
Kolei Piaskowych w Pyskowicach. Projektantem maszyny, zaliczanej do najwięk- 
szych tendrzaków w Europie, był inż. August Meister. Służył potem wielu właści- 
cielom i znalazł w końcu miejsce w Muzeum Kolejnictwa, na którego zlecenie doko- 


I
		

/kronika_1200179_0001.djvu

			177 


',""," '.' 


"ł;.. 


'. 
" 


ł ,
4 


.., o"f 



: 


. ' 
". :1<-": 


u, } 


.,.. .l-'. 

.... / 
.
 ".;" 


<' 
 . 



= . 
'1" 


," 


'«t 


,'O,, .
' 


i- 



 "".,". 


'.....; 


.. ."" 


-. .' 


.'m 


,
 


..... 
f'o, ' 
" :1; 



 . < 
. .....,1) .;_41;. 
.>' '. ,"'*, 't"':, ".. 
. ". 
 
 


i! .. 


\ . 
......: 
. 
-t
.) 
\J . 
V 


'v' 


":: 
/-.. 


.....<.. .<-". 


-< 
 '" 
.
 'ł:' 'i' '. 
,. ,u '- N.;Q '. 
"".-".. tE . /' To%,. 1f
. 


\"0 
't.:::J 


et 
o 


J 
... 


. "..- 


....'!:! 


. -i.-,
 
-t".- 


'. 


. ....>.:".. 
. 


.
,
. 
.,,:- 


,)<; 


. . 
.. 


" 


-.
:. 'S.., ;. 


, '-" ,.' 
ol "'.'ę,.;."" 


.,.:::- 


t 


, - -.
. <= 
.>-.:
,_...:
...

: :



 



 


"""1: ...:. 


"
. .>" , - .., , 
 
< . -
,:
-
' ". 



. 



 


, 
.-. \
 
; 


-, 
_
':,,-...:.::". A 
..,...., 


.....;.' - 
.... 


.>It 


-- 


ii 
Jt;:. 



'Ja, 


,
,,'
 

' 
..." ...:-" 
"
,'
:: 


'. , 


.,....: <".--3 


:->- "" 


J, 



 


"J:i..o. 


... ":!:"" 
'... 
, 


-ł" 
1 



\:
: 


Parowóz Pt-47 jeden z trzech ostatnich naprawianych w ZNTK Bydgoszcz 


f; -....&... '
 I 

', ':'?:.t J ' . 
/" '-I

;'< 
, '" ,. -. 


'- ,. 
-' 


'.... 


ł 
ł 


$<" ./.. 


O \ 


.;. 


":-:.:I! 


,o. '".:._ 


....:- 'o",»: 


.:'(, .>; 
.-1..... . 


.. " 


_;,. . 
<: ." 


-'., 

 1\'/ 
j.
,
 "-:- 


\. 


. 
 ..,," 


.., 


. 
 


tYGv 


\..::... 


.;< 


.....; 


.', 


- 


Parowóz TKZ21I, jeden z trzech ostatnich 
parowozów naprawionych w ZNTK Byd- 
goszcz 


Parowóz TKP 5161, jeden z trzech ostatnich 
parowozów naprawionych w ZNTK Byd- 
goszcz 


nano jego ostatniej naprawy. Rzeczą charakterystyczną i unikalną jest pomalowa- 
nie tego egzemplarza, zgodnie z przedwojenną tradycją, na kolor piaskowy. Ma to 
na celu należyte wyeksponowanie sylwetki parowozu. 
Innym parowozem, który opuścił w dżdżysty, październikowy dzień bydgoskie 
zakłady był pt 47-1. Zbudowano go w pierwszej Fabryce Lokomotyw w Polsce S.A. 
w Chrzanowie, na zamówienie Ministerstwa Komunikacji. Parowóz przydzielono 
w 1948 r. parowozowni Łódź Kaliska. Potem przeniesiono go do Częstochowy, a na- 
stępnie do Poznania, skąd trafił 3 lutego 1983 r. do.MD Kostrzyń. Zaopatrzony był 


12 - Kronika bydogoska
		

/kronika_1200180_0001.djvu

			178 


początkowo w kocioł firmy Babcook - Zieleniewski. W ostatnim okresie zainstalo- 
wano na nim kocioł z parowozu pt 47-86 z Sosnowca. W Bydgoszczy przeszedł na- 
prawę śrcdnią z rewizją wewnętrzną kotła i mógł pracować do 1987 r. Przeznaczony 
był do obsługiwania linj Kostrzyń - Krzyż. 
Ostatnim z parowozów oddanych do użytku w Bydgoszczy 18 października 1985 r. 
był Tkp 5161. Należał on do rodziny parowozów przemysłowych typu "Śląsk". 
\Vykorzystywany był w nim kocioł wyprodukowany w 1958 r. w Sosnowieckich 
Zakładach Budowy Kotłów. W Bydgoszczy przeprowadzono w nim dwie kolejne 
naprawy główne w 1976 i w 1985 r. Przez najbliższe lata, po remoncie, miał obsługi- 
wać Kopalnię \Vęgla Kamiennego "Wiktoria" w Wałbrzychu. 
Gdy z zakład,ów wyjechały ostatnie naprawione w bydgoskich zakładach paro- 
wozy, rozpoczęła się druga część uroczystości, w której wzięli udział przedstawiciele 
władz państwowych, resortowych, byli, pracownicy Wydziału Napraw Parowozów 
i załoga zakładów. Przypomniano w skrócie historię napraw parowozów w Bydgo- 
szczy, a następnie zasłużonym pracownikom wręczono odznaczenia państwowe i za- 
kładowe. Zasłużonym parowoziarzom przyznano także pamiątkowe medale, wy- 
bite z okazji zakończenia napraw parowozów w Bydgoszczy. Wraz z zakończeniem 
uroczystości zamknął się pewien rozdział w historii zakładów. Trwał on 134 lata. 
Ostatnie parowozy żegnano z łezką w oku i dużym wzruszeniem. Trudno było wyo- 
brazić sobie bydgoskie zakłady bez parowozów, stojących majestatycznie na sta- 
nowiskach naprawczych, a później po przeciągłym gwizdku ruszających do prób i na 
kolejowe trasy. Pamięć o nich jednak nie zaginęła. Kolejarze z bydgoskich ZNTK 
postanowili postawić szczególny pomnik. Stał się nim wspaniale odnowiony w tu- 
tejszych zakładach pt 47-93, przedstawiciel parowozów pospiesznych, które odegra- 
ły istotną rolę na szlakach kolejowych naszego kraju. Maszyny tej serii naprawiane 


r ,
 


-. 


, \, 


" 
.' 


I 
ł! l. 


'" ,) 


. 
, 


, 
. ( 


...... 
- 


l' 



""'--L_4 
I\
 1D] ' ' 
:' .
" 
" ,-- 
_ . 
'
 " 

- -
 .. 
. "'i 
 
H -- 


. .. 
 . ;..." - . 
... " . , łr 

 
 '<"" 
,r ł" 

-- 
 l' 
j'
 1 1 , ,/ i I .' 
'
- '" 
, " I' ," 
.., r -. 
, l:ll 
i 

 ; . . 


.. .. 



 


w:" 


1 ; 


..
 
_. 
.. 


« 
,'L, 


'. 


. i..: 
.. ł 
'ł
( .?.... ., "
 . 
" ':'__
 i.'-
-- 
2-0 



-; 

ł :
 :
 
,
 : 
-....,::;i.;";: -r 
 - _' ' 
..,..
 
 ..... , ' " ...... .- 
" ' '., 
:f;' 

 . ,.,',.,

,' "
, ' 
""...... .... ' :. "".E 
 ... : 

. ... -"f:. 
, ''": " ,,
 '. --."'" 
..
. 
,:'_ '" ,,
'< 

" 
 ,
:-;';::
uv
:S-
"


:j..--:, -- 


' ,'J} 
" 


"} 


., 


, .. 
... ,<'o 


"- 

 


. 
'.. 


"'-
,.10.. 


. 
........"'? 


'
 -C:;:"
' 


.,..,.. 


, ... 


,.,.;::.--.., 


,,- (t 


St-44, które rozpoczęto naprawiać w ZNTK Bydgoszcz po parowozach
		

/kronika_1200181_0001.djvu

			179 


jedynie w Bydgoszczy stały się wspaniałą wizytówką pracowników najstarszego, 
aktualnie pracującego, przedsiębiorstwa grodu nad Brdą. Pięknie odnowiony, po- 
malowany na zielony, lśniący kolor, przykuwa wzrok wszystkich podróżujących 
przez Bydgoszcz pasażerów Polskich Kolei Państwowych. 
Wydział Napraw Parowozów w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego 
im. Obrońców Bydgoszczy przestał w październiku 1985 roku istnieć. jego pracow- 
nicy po odpowiednim przeszkoleniu rozpoczęli naprawy lokomotyw spalinowych 
St 44. Przed załogą nowego wydziału stanęły olbrzymie zadania. Przestawienie cha- 
rakteru produkcji nie było zadaniem prostym. Plany jakie postawili przed sobą pra- 
cownicy bydgoskich zakładów były jednak ambitne, a ukształtowali je ludzie, którzy 
wiele lat poświęcili remontom parowozów w bydgoskich PKP Zakładach Napraw- 
czych Taboru Kolejowego. 


MATERIAL Y 1RÓDLOWE 


Krótka charakterystyka techniczna i ekonomiczna produkcji naprawczej w ZNTK "Bydgoszcz". 
opr. Dział Ekonomiki i Analizy Gospodarczej ZNTK "Bydgoszcz", Bydgoszcz 1969 (maszy- 
nopis w Archiwum Zakładowym PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy), 
Kaszowski A., Materiały z uroczystości przekazania ostatniego parowozu naprawionego w PKP 
ZNTK im. Obr. Bydgoszczy 18.10.1985, Bydgoszcz 1985 (maszynopis w Ośrodku Kształcenia 
i Propagandy PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy), 
Neydek L., ZNTK Bydgoszcz 1939 - 1950, (maszynopis w Dziale TO PKP ZNTK im. Obr. 
Bydgoszczy), 
Akta Działu Organizacji i Normowania PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
Akta Działu Kadr i Szkolenia PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
Akta Działu Planowania i Analiz PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
Akta Działu Zatrudnienia i Płac PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
Akta Działu Głównego Mechanika PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
. Akta Wydziału Napraw Lokomotyw PKP ZNTK im. Obr. Bydgosczy, 
Akta Centralnego Biura Rozdzielczego PKP ZNTK im. Obr. Bydgoszczy, 
Akta Klubu Techniki i Racjonalizacji przy PKP ZNTK im. Obrońców Bydgoszczy, 
Relacja inż. Tadeusza jasińskiego, Bydgoszcz, ul. Kś. Witolda 6, 
Relacja jana Budziaka, Bydgoszcz, ul. Curie-Skłodowskiej 106/4, 
Relacja Stanisława Stojaka, Bydgoszcz, ul. Stawowa 72/1, 
Relacja józefa Siudy, Bydgoszcz, ul. Stawowa 66/1 
Relacja jana Barasa, Bydgoszcz, ul. Łomżyńska 35/36. 


BIBLIOGRAFIA 


I. Bydgoszcz. Historia, kultura, życie gospodarcze, Gdynia 1959, 
2. jastrzębski W., Terror i zbrodnia. Eksterminacja ludności polskiej i żydowskiej w rejencji 
bydgoskiej w latath 1939-1945, Warszawa 1974, 
3. jastrzębski W., W latach okupacji, (w:) Dzieje Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego 
w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod red. K. Wajdy, 1976, 
4. Kalembka S., Wajda K., Warsztaty Główne Kolei Wschodniej 1851-1920, (w:) Dzieje Za- 
kładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod 
redakcją-K. Wajdy, Bydgoszcz 1976. 
5. Kubiński M., Położenie robotników w mieście Bydgoszczy w latacb 1929-1938, (w:) Prace 
Komisji Historii BTN, t. 7, Bydgoszcz' 1970, 


12*
		

/kronika_1200182_0001.djvu

			180 


6. Latos F., Garść wspomnień w rocznicę wyzwolenia ZNTK, (w:) Echo ZNTK, 1971, nr 2 
7. Madajczyk Cz., Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970, 
8. Moraczewski T., Relacje autora, Echo ZNTK, 1972, nr 1/44, 
9. Piwowoński J., Parowozy kolei polskich, Warszawa 1978, 
10. Plenkiewicz M., Organizacja i główne fazy rozbudowy w latach 1945-1975, (w:) Dzieje Za- 
kładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod 
red. K. Wajdy, Bydgoszcz 1976, 
11. Plenkiewicz M., Uruchomienie i odbudowa zakładów po wyzwoleniu, (w:) Dzieje Zakładów 
Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod red. 
K. Wajdy, Bydgoszcz 1976, 
12. Podszucki B., Działalność produkcyjna w okresie Polski Ludowej, (w:) Dzieje Zakładów 
Naprawczych Taboru Kolejo"'ego w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod red. 
K. Wajdy, Bydgoszcz 1976, 
13. Skowroński M., Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w okresie międzywojennym 1920- 
-1939, (w:) Dzieje Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy 1851-1975 
praca zbiorowa pod red. K. Wajdy, Bydgoszcz 1976, 
14. Terczyński P., Ostatnia była .... pierwsza, (w:) Sygnały, nr 47, 
15. T. W., Bydgoskie parowozy - pomniki, (w:) Sygnały, nr 74, 
16. Wajda K., Kalembka S., Warsztaty Główne Kolei Wschodniej 1851-1920, (w:) Dzieje 
Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy 1851-1975, praca zbiorowa pod 
redakcją K. Wajdy, Bydgoszcz 1976, 
17. Wasilewski J., Dlaczego piaskowy?, (w:) Sygnały, 1985, nr 47. 


,
		

/kronika_1200183_0001.djvu

			. 


TADEUSZ JASZOWSKI 


"JEDLINY" - ODDZIAŁ OCHRONY SZTABU 
OKRĘGU POMORSKIEGO AK 


Oddział partyzancki Armii Krajowej, "jedliny 102", powstał na wiosnę 1944 r. 
jako drugi z kolei oddział partyzancki utworzony przez Stefana Gussa, pseudonim 
,.Dan", głównego organizatora oddziałów partyzantki pomorskiej. Pierwszy powoła- 
ny przez siebie oddział partyzancki, "Świerki l Ol", Stefan Guss przekazał nowemu 
dowódcy, Alojzemu Bruskiemu, pseudonim "Grab", a sam zajął się tworzeniem no- 
wego oddziału. 
Żyjący do dziś dowódca "jedlin", inżynier leśnik, jan Sznajder, podaje, że 
w kwietniu 1944 r. "Dan" odłączył się od "Świerków", zabierając ze sobą jedną 
sekcję dla ochrony działania. Oficjalnie "Dan" został wyznaczony na komendanta 
Inspektoratu Chojnicko-Tczewskiego AK z zadaniem rozwojll działań partyzanckich 
na tym terenie. 
Oddział "Jedliny 102" miał być tworzony na terenie powiatu tucholskiego i tam 
bazować z tym, że w przyszłości, w miarę rozwoju akcji "Burza" planowany był 
do ochrony sztabu i dowództwa Armii Krajowej w Bydgoszczy. Stąd częste wizyty 
w tym oddziale składał zarówno komendant okręgu AK płk janusz Pałubicki, jak 
i komendant podokręgu Aleksander Schulz. 
W kwietniu 1944 r. nowo tworzący się oddział partyzancki, Stefan Guss, uloko- 
wał się w lasach w rejonie Błędna, po zachodniej stronie Wdy, między Suchobrzeź- 
nicą i Starą Rzeką i wraz z zabranymi od "Graba" partyzantami zabrał się do za- 
kładania obozu, budowy szałasów i ziemianek. Wraz z nim w obozie pod Błędnem 
znajdowali się: Czesław Frydrych pseudonim" Tyka", Franciszek Nelke, pseudonim 
"Michał", Benedykt Czaplewski pseudonim "Jakobin", a poza tym nieznani z naz- 
. k J ." Ż k " W .". B b ." 
WIS a " ez , "u '" ąz I" U I . 


Po 7 maja 1944 r. oddział został wzmocniony przez przydzielenie przeniesionego 
ze "Swierków" Franciszka Wojciechowskiego, pseudonim "Świerk", który był za- 
wodowym podoficerem (st. sierżantem) 59 pp. z I nowrocławia. Ten stan osobowy 
pozwalał już na werbowanie szeregowych partyzantów i szkolenie ich. Ponieważ 
zgodnie z założeniem oddział partyzancki "jedliny 102" miał bazować na terenie 
powiatu Tuchola, ważną rzeczą stało się pozyskanie odpowiednich ludzi, zamiesz- 
kałych na tym terenie, którzy stanowili punkty zaopatrzenia i wywiadu, a ponadto 
bazę werbunkową dla oddziału. Takie punkty zostały zorganizowane początkowo 
przez "Dana", a następnie przez jana Sznajdra w szeregu miejscowości powiatu 
tucholskiego. 
W samej Tucholi takie punkty stanowili - szewc Antoni Giłka, zegarmistrz 
jan Cybulski, proboszcz Walery Labentz, b. prezes sądu grodzkiego, Stanisław 
Hoppe, Jan Kaźmierczak, Stanisław Szweda, b. kapelan szwoleżerów ze Starogardu, 
ks. Stryszyk i wielu innych.
		

/kronika_1200184_0001.djvu

			182 


.. 


" ..
 
< 


".:.c 


, 
". 
 


-.'<'. 


.. ".:
 
'f 


'11 


.. 


" 


Stefan Guss ps. "Dan" twórca i pierwszy do- 
wódca nowego oddziału "jedliny". W czerw- 
cu 1944 r przekazał dowództwo Sznajderowi 


jan Sznajder ps. "Dąb" ppor., dowódca od- 
działu "jedliny", zdjęcie z okresu okupacji 


.'\ ': 


'.. . 
 
. 


..,,:.... 



. . <
 


.<
.:; "." 


;
, 


...: 
 


,..,.. 


". ,. 
.-" . 


::< 

. 
-. 


:..,<..&. 


" 


". Ą. 
, 


." (0--. 
' . '
		

/kronika_1200185_0001.djvu

			183 


"ł 
ł 


" 


"- 



 .,
 


,,," 


.., 


;. 


d 


'" 


, , 


Franciszek Wojcinchowski ps. "Swierk", 
chorąży, b. podof. 59 pp. Inowrocław, w par- 
tyzantce od X 1943 



!I 


W terenie podstawową bazą informacyjno-zaopatrzenio,wą było leśnictwo \Vy- 
palanki, Stefana Andrzejeszczaka i jego żony Praksedy. \V Sliwicach taką rolę speł- 
niali nauczyciel Wincenty Nalikowski, a poza tym jan Połom, Gawroński, a nawet 
mieszkaniec Śliwic pochodzenia niemieckiego, Nurnberg. 
W Zalesiu do pomocy partyzantce zgłosiły się całe rodziny Grzywaczów, Sło- 
mińskich, Chylewskich, Smiglów, Kędzierskich, a ponadto dwaj bracia Rzyducho- 
wie, Konrad i Franciszek. W Cekcynie rodziny Pestków, Hoppów, Smieszków, 
Rydzkowskich, nauczyciel Konrad Szmelter, kolejarze Hoffman i Bronisław Fle- 
ming, kierownik młyna, Stefan Tokarski leśniczy z Knieii, Stefan Orlikowski i inni. 
Na terenie Bysławia bazy partyzanckie stanowili Teodor Hoppe, Bruno i .\\arta 
Hoppowie, piekarz Franciszek Bercnt, rodzina Romanowskich, dwaj bracia Łeb- 
kowie, Stanisław i Cyprian, rodzellstwo Krzysztof i Danuta Kazimierscy, rodzina 
Szworackich z Płazowa i inni. W Pruszczu informatorem był kolejarz Ignacy Witkie- 
wicz, w Lubiewie Alfons Giłka, a ponadto leśniczy z Lisiego Kąta, Leonard Wende 
z rodziną i z leśnictwa Sowiniec, Alojzy Kneba. 
Z tych punktów werbunkowo-informacyjnych oddział "jedliny" otrzymywał 
chętnych do partyzantki ludzi, którzy z różnych przyczyn byli na swoim terenie 
"spaleni", bądź też nie chcieli dłużej wysługiwać się okupantowi i woleli przejść 
na stopę nielegalną. 
W czerwcu 1944 r. Stefan Guss definitywnie przekazał nowo sformowany oddział 
partyzancki Janowi Sznajdrowi, pseudonim "Dąb", "jaś", a sam oddział zostal 
przeniesiony w rejon bagna" Grzybno", w nadleśni.ctwie Woziwoda, w niedalekiej 
odległości od wsi Biała.
		

/kronika_1200186_0001.djvu

			184 


Dowódca oddziału partyzanckiego "jedliny 102", Jan Władysław Sznajder, 
urodzony w 1919 r. w Wągrowcu po ukończeniu gimnazjum humanistycznego w Cho- 
dzieży w 1938 r. pełnił służbę w Junackich Hufcach Pracy, przy budowie wałów prze- 
ciwpowodziowych nad Wartą, a następnie od września 1938 r. odbywał służbę woj- 
skową w Dywizyjnym Kursie Podchorążych przy 15 dyw. pi ech. w Bydgoszczy. 
Kurs podchorążych był zorganizowany przy 61 pp. Po skończeniu podchorążówki 
został skierowany na praktykę pułkową do 62 pp. z którym odbył kampanię wrześ- 
niową. 
W trakcie odbywania służby wojskowej poznał innego podchorążego z 15 dp. 
Aleksandra Schulza, późniejszego "Michała - Macieja" z ZWZ - AK. 
Po zakończeniu kampanii wrześniowej i ucieczce z niewoli niemieckiej, jan Sznaj- 
der zamieszkał w janowcu Wielkopolskim, pow. Żnin, gdzie pracował fizycznie 
i związał się z konspiracją gnieźnieńską, początkowo Służbą Zwycięstwu Polski, 
następnie "Związkiem Odwetu". Po aresztowaniach w Poznaniu i Gnieźnie i ponow- 
nym zetknięciu się z Aleksandrem Schulzem, nawiązał kontakt z Pomorskim Okrę- 
giem AK. To właśnie Aleksander Schulz zaproponował go na dowódcę nowego od- 
działu partyzanckiego "jedliny 102". 
Łączność tego oddziału z Bydgoszczą była stale podtrzymywana i to w różny 
sposób. już w maju 1944 L, a więc jeszcze w trakcie organizacji nowego oddziału 
partyzanckiego, na podstawie informacji dostarczonych przez Antoniego Giłkę z Tu- 
choli, drużyna Benedykta Czaplewskiego, "jakobina", dokonała zbrojnego napadu 
na uzbrojonych urzędników niemieckich, przewożących wozem konnym karty żyw- 
nościowe, odzieżowe, różne inne dokumenty aprowizacyjne oraz pieczęcie niemiec- 
kich urzędów. 
Zdobyte w ten sposób karty aprowizacyjne zostały dostarczone do Bydgoszczy, 
Torunia i Grudziądza i użyte przez piony zaopatrzeniowe komendy Okręgu AK 
na pomoc dla osób aresztowanych i ich rodzin, więźniów obozu w Potulicach, oraz 
na zaprowiantowanie osób przyjezdnych. Głównie wykorzystaniem kart aprowiza- 
cyjnych zajęły się członkinie Wojskowej Służby Kobiet, które w Komendzie Okręgu 
zajmowały się służbą kwatermistrzowską i intendencką. Był to bardzo piękny przy- 
kład współpracy oddziału partyzanckiego z pionami dowództwa. 
W czerwcu 1944 r. przybył na inspekcję oddziału partyzanckiego "jedliny 102", 
w rejonie bagna "Grzybno", pod Białą, komendant Okręgu AK, płk. Janusz Pału- 
bicki, pseudonim "Gradus", "Grom" i "Piorun". Przyjechał samochodem ciężaro- 
wym, znajdującym się na wyposażeniu przedsiębiorstwa niemieckiego, którego kie- 
rowca, o nazwisku Rozszczyn, był pochodzenia ukraińskiego, korzystał z tego po- 
wodu z różnych udogodnień, a jednocześnie był członkiem zaprzysiężonym AK 
i pełnił funkcję osobistego kierowcy płk. Pałubickiego. 
Z uwagi na to, że od kwietnia 1944 r. dowództwo Okręgu było mocno penetro- 
wane przez bydgoskie Gestapo, zostało aresztowanych szereg osób z dowództwem 
współpracujących jak: inspektor inspektoratu Bydgoszcz, Zygmunt Szatkowski, 
szef łączności Okręgu Gustaw Olszewski, kierowniczka sekretariatu szefa sztabu 
Okręgu ppłk. Chylińskiego, Franciszka Gendaszek, zachodziła konieczność zmiany 
miejsca pobytu zarówno dowódcy Okręgu płk. Pałubickiego, jak i dowódcy pod- 
okręgu północno zachodniego, Aleksandra Schulza. Obaj wysokiego szczebla dowód- 
cy pozostali w kwaterach partyzanckich. Natomiast dowodzenie okręgiem w Byd- 
goszczy sprawowali poprzez punkty kontaktowe "jedlin" w Tucholi, Cekcynie, 
Wypalankach, oraz przez punkty kontaktowe "Swierków" w Świeciu, Warlubiu 
i Lipinkach.
		

/kronika_1200187_0001.djvu

			185 


Na te punkty przyjeżdżali: szef łączności podokręgu, a następnie okręgu, Leszek 
Biały, pseudonim "Jakub", nowo mianowany komendant inspektoratu Bydgoszcz 
Alojzy Suszek, pseudonim "Paweł", oraz szef łączności garnizonu, a potem inspekto- 
ratu, Maciej Krzyżanowski, pseudonim "Kuba". Zazwyczaj przyjeżdżano koleją 
do stacji kolejowej Zarośle, bądź Małe Gacno, skąd łącznicy, po wymianie haseł, 
doprowadzali przyjezdnych do obozów partyzanckich. 
Długotrwały pobyt zarówno płk. Pałubickiego jak i dowódcy podokręgu Ale- 
ksandra Schulza w terenie był wykorzystywany dla opracowania warunków współ- 
pracy trzech oddziałów partyzanckich a to "Świerki 101", "jedliny 102" i "Szy- 
szki 103", które miały utworzyć zgrupowanie partyzanckie "Cisy 100". Na dowódcę 
'zgrupowania przewidywany był Aleksander Schulz. Plan utworzenia zgrupowania . 
partyzanckiego "Cisy" wchodził również do ogólnego planu akcji "Burza" i miał za 
zadanie, jak to w swoich wspomnieniach ujmuje Aleksander Schulz, po przez stałe 
nękanie miejscowych posterunków żandarmerii i rozlokowanych w terenie oddziałów 
jagdkommando wywoływać niepokój wśród administracji okupacyjnej i wiązać 
swoją działalnością kilka tysięcy żołnierzy i policjantów tak potrzebnych na Froncie 
Wschodnim. 
Plan utworzenia zgrupowania partyzanckiego "Cisy 100" szedł jeszcze dalej. 
Zakładał powiązanie oddziałów partyzanckich z zapleczem partyzanckim, jakie 
stanowili mieszkańcy poszczególnych wsi i przewidywał wybuch w określonym cza- 
sie powstania przeciwko okupantowi. Za takim rozwiązaniem wypowiadał się Aloj- 
zy Bruski, pseudonim "Grab", bardzo bojowy dowódca oddziału partyzanckiego 
"Świerki 101". 
Stefan Guss, pseudonim "Dan", doskonały organizator i dobrze znający teren 
Borów Tucholskich wypowiadał się za minimalizacją akcji partyzanckich na rzecz 
przedłużenia trwania oddziałów partyzanckich w terenie, co zdaniem Gussa dawało 
szansę ukrycia się ludziom prześladowanym przez okupanta i przedłużało "legendę" 
trwania oddziałów partyzanckich na terytorium włączonym do Rzeszy, w niewiel- 
kiej odległości od Berlina. 
Te dwie różne koncepcje wykorzystania oddziałów partyzanckich były rozważa- 
ne przez dowództwo okręgu w Bydgoszczy, które badało w terenie stan uzbrojenia 
oddziałów, ich wyszkolenie, bazy zaopatrzenia i możliwości działania. Ostatecznie 
zwyciężyła koncepcja Stefana Gussa i zgrupowanie "Cisy 100" nigdy nie zostało 
utworzone. Przyczyniło się do tego stwierdzone słabe uzbrojenie oddziałów party- 
zanckich i ich skład osobowy, głównie z mieszkańców śródleśnych wsi i robotników 
leśnych, którzy doskonale dawali sobie radę w walce wśród gęstych zagajników i byli 
mistrzami w maskowaniu swego pobytu i zacieraniu śladów przemarszu, natomiast 
nie mieli żadnych szans w walce na otwartej przestrzeni z dużo lepiej uzbrojonym 
przeciwnikiem. - 
Jednostki policyjne i grupy Wehrmachtu przeznaczane do zwalczania partyzant- 
ki mogły się szybko przerzucać z miejsca na miejsce z uwagi na posiadane samocho- 
dy i motocykle, a szczególnie groźne dla partyzantów były granatniki i moździeże 
o stromym torze pocisku, którymi ostrzeliwano zagajniki. 
Partyzanci w dużej mierze byli uzbrojeni w broń myśliwską, której śrutowe 
pociski były b. groźne w walce w gęstych zagajnikach, natomiast w walce na otwar- 
tych przestrzeniach, wobec małej donośności, były do niczego. 
Dlatego lepszą formą działalności okazało się w praktyce uderzanie na nieprzyja- 
ciela małymi grupami (sekcjami), szybkie przenoszenie się z miejsca na miejsce przy 
pomocy rowerów i czasem podwód, oraz ustalanie z góry miejsca zbiórki na wypadek
		

/kronika_1200188_0001.djvu

			186 


rozproszenia. Na takim miejscu były z góry przygotowane zapasy żywności i wody 
oraz opatrunki. 
Tak więc plany utworzenia zgrupowania partyzanckiego zostały po zbadaniu 
jego możliwości działania zarzucone. 
Kontakt oddziału partyzanckiego "Jedliny 102" z Bydgoszczą był utrzymy- 
wany, niezależnie od łączności operacyjnej, z powodów sanitarnych. Partyzanci 
żyli w niehigienicznych warunkach, często chorowali, zdarzały się rany i złamania. 
Częstym gościem w oddziale był bydgoski lekarz, dr Antoni Gdaniec, który nie tyl- 
ko ,opatrywał rannych, ale prowadził szkolenie sanitarne i uczył członków oddziału 
udzielania pierwszej pomocy w wypadku zranienia, tamowania krwotoków, opatry- 
wania złamań itp. -Przeprowadzał też dr Gdaniec badania ogólnego stanu zdrowia 
partyzantów, co było decydujące dla ich przydatności w oddziale. jak z tego widać, 
dowódca oddziału Jan Sznajder, przenosił do oddziału partyzanckiego praktyki 
z normalnej służby wojskowej. Podnosiło to samopoczucie żołnierzy, którzy zawsze 
uważali się za wojsko. 
W szczególności było to podkreślane w czasie przeprowadzanych akcji, kiedy 
chodziło o zdobycie zaopatrzenia (żywności), a ponadto i to głównie, uzupełnienie 
uzbrojenia. Wolno było rekwirować, świnie i barany, zabierać brOił i amunicję, ale 
nie wolno było zabierać pieniędzy prywatnych, kosztowności, czy biżuterii. Na 
zebrane zwierzęta rzeźne i broń wystawiano pokwitowania. 
W okresie czerwca i lipca 1944 r., działając' w oparciu o bazę partyzancką nad 
bagnem "Grzybno" drużyny i sekcje "jedlin 102" dokonały rekwizycji broni i amu- 
nicji w następujących miejscowościach: u burmistrza niemieckiego w Drzycimiu, 
w nadleśnictwie Zamrzenica, leśnictwie Wand owo i nadleśnictwie Gołąbek. Zdobyto 
kilka sztuk broni krótkiej, I pistolet maszynowy, karabinek typu "Winchester" 
i kilka drylingów. 
Akcje te wywołały atak jednostek "jagdkommando" na bazę partyzancką nad 
bagnem "Grzybno", która została wytropiona przez niemieckie służby leśne z nad- 
leśnictwa Gołąbek. jednocześnie silnie penetrowano oddziałami policji i Wehrmach- 
t
 cały teren leśny między Tucholą, Tleniem i Czerskiem. 
Zmusiło to oddział "jedliny 102" do przeniesienia się w rejon jeziora Strzyżyny 
na terenie nadleśnictwa Lisi Kąt, w pobliżu Koronowa. Przemarsz około 25 ludzi 
z całym wyposażeniem i zaopatrzeniem odbywał się marszem ubezpieczonym, częś- 
ciowo w walce ze ścigającym nieprzyjacielem, a możliwy był dzięki przewodnikom 
spośród miejscowych robotników leśnych i posiadania przez jana Sznajdra dostarczo- 
n'ej z Bydgoszczy mapy terenu, jeszcze przedwojennej wojskowej "sztabówki". 
Później oddział dysponował zestawem mikro map sztabowych sporządzonych przez 
Macieja Krzyżanowskiego, pseudonim "Kuba", który oficjalnie pracował u niemiec- 
kiego fotografa w E3ydgoszczy i rozporządzał odpowiednim sprzętem. 
Na terenie nadleśnictwa "Lisi Kąt" oddział przebywał ponad tydzieil, w dość nie 
sprzyjających wąrunkach, gdyż był to teren leśny pozbawiony zagajników, dość 
przejrzysty i łatwy do przeprowadzenia ataku. Jednak szczęśliwym zbiegiem okolicz- 
ności oddział nie został tam wykryty i po tygodniu powrócił do leśnictwa Szczucza- 
nek, do poprzednio zajmowanej bazy nad bagnem "Grzybno". Bazowanie w pobliżu 
bagna miało i tę dobrą stronę, że w zatopionych w bagnie blaszanych bańkach można 
było długi czas przechowywać zapasy żywności, w szczególności mielone i zasolone 
mięso, którym głównie żywili się partyzanci. Chleb był wypiekany we własnym za- 
kresie w polowych piekarniach, albo, w wypadku penetracji terenu przez patrole 
policyjne, dostarczany przez zaprzyjaźnione zaplecze, głównie mieszkańców wsi 
Zalesi.e i Suminy.
		

/kronika_1200189_0001.djvu

			187 


Wobec trwających ciągle obław w lesie podjęto decyzję rozproszenia oddziału 
i wyjątkowo ulokowania poszczególnych ludzi w wioskach,w dobrze zamaskowanych 
bunkrach. Partyzantów przyjęli mieszkańcy Zalesia, Zamartego, Sumin, Cekcyna, 
Krzywogońca, Budzisk i Mikołajskich. Wszędzie w tych wioskach pod stodołami, 
oborami i szopami były wykopane zamaskowane bunkry, w których ukrywano po- 
szukiwanych przez okupanta ludzi, względnie poszukiwane przedmioty jak radio- 
aparaty i broń. 
Okazało się, że był to dobry sposób na masowe obławy i patrole "jagdkom- 
manda". Partyzanci po prostu zniknęli z przeczesywanego terenu i nie było żadnego 
śladu ich działalności. Po ustaniu obław, przez łączników wezwano członków oddzia- 
łu na zbiórkę w rejonie leśniczówki Wypalanki. Tam też, w widłach drogi Tuchola 
- Wielkie Gacno i szosy Wielkie Gacno - Śliwice postanowiono założyć nowy obóz 
"jedlin" . 
Tu została wykopana studnia, piwnica na magazyn żywnościowy, latryny i urządzo- 
ny obóz mieszkalny, częściowo w ziemiance, a częściowo na powierzchni z dobrym 
zadaszeniem i dwoma wejściami. Teren obozu został otoczony okopem i stanowiska- 
mi dla broni maszynowej. Mimo bliskiej odległości od dość ruchliwej szosy Wielkie 
Gacno - Sliwice, obóz ten nigdy nie został wykryty przez nieprzyjaciela i właściwie 
do końca okupacji był bazą oddziału partyzanckiego "jedliny 102". 
W okresie sierpnia 1944 r. dowództwo okręgu w dalszym ciągu próbowało skoor- 
dynować działalność poszczególnych oddziałów partyzanckich, a w szczególności 
"Jedlin" i "Swierków", bazujących w pobliżu wsi Lipniki, w powiecie świeckim 
i stąd kilka razy jan Sznajder odbywał piesze i rowerowe podróże z obozu pod Wiel- 
kim Gacnem do obozu "Swierków", pod Lipinkami, dla omawiania warunków współ- 
pracy i ustalania łączności. Dowódca oddziału "Świerki l Ot", por. Alojzy Bruski, 
pseudonim" Grab" miał zadanie utrzymywania łączności z oddziałem partyzanckim 
"Szyzki 103", ppor. Jana Szalewskiego, pseudonim "Sobol" , bazującym w powiecie 
Kościerzyna. 
W sumie jednak trudności w jednolitym dowodzeniu i utrzymywaniu łączności 
były tak duże, że w warunkach trwającej okupacji tworzenie zgrupowania było nie- 
możliwe. Myślano już tylko o.wykorzystaniu tego zamiaru przy realizacji planu "Bu- 
rza" . 
Wybuch powstania warszawskiego, dojście wojsk radzieckich do Wisły i działania 
administracji hitlerowskiej, która masowo wzywała wszystkich mężczyzn, niepodle- 
gających służbie w Wehrmachcie, do prac przy okopach i umocnieniach budowanych 
na zachodnim brzegu Wisły, wszystkie te wydarzenia zaczęły wpływać na ruch oporu 
na terenie Pomorza. 
Z jednej strony w kierunku jego umasowienia, z drugiej strony zaczęła narastać 
dezorientacja na temat stosunku Armii Radzieckiej do Armii Krajowej. Niby to 
była współpraca wojskowa i wykorzystywanie możliwości wywiadowczych, a jedno- 
cześnie tyłowe oddziały A. R. rozbrajały i internowały oddziały Armii Krajowej na 
Wileńszczyźnie, na Wołyniu i w Lubelskiem. 
Mimo tych kontrowersji "Jedliny 102" udzielały pomocy zbiegłym z niewoli 
jellcom radzieckim i po dokładnym sprawdzeniu, że nie są nasłani przez "jagdkom- 
mando" przyjmowały ich do oddziału. jan Sznajder wspomina przypadek Ukraiń- 
ca Wasyla, pochodzącego z rejonu Winnicy i marynarza Kolki, pochodzącego z Le- 
ningradu, którzy w ciągu sierpnia zostali przyjęci do oddziału i walczyli do końca 
w jego składzie. 
Natykano się też na inne grupy uciekinierów z różnych obozów, którym udziela- 
no pomocy żywnościowej i odzieżowej, oraz kierowano w kierunku wschodnim.
		

/kronika_1200190_0001.djvu

			188 


Wobec pojawiania się na terenie Borów Tucholskich grup zwiadowczych Armii 
Radzieckiej, wśród których było wielu Polaków, przeniesionych do oddziałów zwia- 
dowczych z jednostek polskich, tworzonych na wschodzie, komendant podokręgu 
północno zachodniego AK, Aleksander Schulz, wydał specjalny rozkaz ogranicza- 
jący aktywność partyzancką do koniecznych wypadów po żywność, aby nie kom- 
plikować sytuacji przebywającym w Borach Tucholskich grupom zwiadowczym, 
których działalność wywiadowczo-informacyjna na rz
cz radzieckich frontów była, 
zdaniem Schulza, ważniejsza niż siłą rzeczy drobne akcje partyzanckie. jednocześnie 
z upoważnienia dowódcy Okręgu Pomorskiego AK, "Michał-Maciej", czyli Alek- 
sander Schulz nakazał wszystkim komórkom organizacyjnym udzielania spadochro- 
niarzom wszelkiej pomocy i kontaktowania ich, jak najśpieszniej, z miejscowymi 
dowódcami oddziałów partyzanckich. 
Przy okazji współpracy ..Jedlin 102" z grupami desantowymi należałoby wyjaś- 
nić pewne utrwalone w historii pomorskiej okupacji nieporozumienie na temat 
przynależności organizacyjnej grup desantowych. Mianowicie grupa desantowa jana 
Miętkiego, pseudonim "Wirski" twierdziła, że jest grupą desantową l-szej armii 
WP i tak została w relacjach upamiętniona. Trzeba stwierdzić, że armie nie prowa- 
dziły dalekiego wywiadu i wszystkie grupy desantowe działały na rzecz frontów ra- 
dzieckich i przez fronty były organizowane i wysyłane. 
jeśli nawet w grupach desantowych występowali Polacy, to byli przenoszeni 
z jednostek organizclcyjnych WP do jednostek AR i tam byli szkoleni, następnie 
wysyłani na zaplecze niemieckich frontów i działali na rzecz frontów, a nie armii. 
In:la rzecz, że dowództwo radzieckie nie przejmowało się sprawami formalno-praw- 
nymi i nie kłopotało się ustaleniami, czy w związku z takimi przeniesieniami byli 
to jeszcze żołnierze polscy, czy też członkowie AR. Przede wszystkim członkowie 
grup desantowych byli ze strony radzieckiej zrzucani "na ślepo", nikt ich nie ocze- 
kiwał, tak jak to miało miejsce przy zrzutkach z Londynu, czy Brindisi, nikt ich nie 
przyzwyczajał do życia w warunkach okupacji. Można stwierdzić, że byli wysyłani 
na stracenie, na "rozkurz". Liczono tylko, że utrzymają się jakiś czas w terenie, 
nadadzą kilka informacji, a potem zostaną zlikwidowani. To, że wielu z nich przeżyło 
było z pewnością dla dowództw radzieckich frontów zaskoczeniem, a wynikło z faktu 
nawiązania kontaktu z oddziałami partyzanckimi AK i "Gryfa Pomorskiego", 
które pomogły im przetrwać. 
Trzeba przyznać, że w pionach dowództw radzieckich frontów, odpowiedzialnych 
za szkolenie, organizację i wysyłanie grup desantowych, panowała dziwna niewie- 
dza na temat stosunków panujących na terenach zajętych przez Niemców. Uważa- 
no na przykład, że tereny te są zasiedlone przez Niemców i zrzucano grupy składają- 
ce się z Niemców, żołnierzy Wehrmachtu, którzy dostali się do niewoli radzieckiej. 
Taka grupa o nazwie "Reich" została zrzucona na teren powiatu brodnickiego i jej 
członkowie natychmiast przeszli na stronę niemiecką i wzięli udział w obławie na 
swoich dowódców rekrutujących się z Armii Radzieckiej. Nie orientowano się jakie 
pieniądze mają obieg na terenach włączonych do Rzeszy i wyposażano grupy desan- 
towe w "Ostmarki", które na tych terenach były bezwartościowe, a ponadto de- 
konspirowały ich posiadaczy. Mimo tych potknięć członkowie grup desantowych 
zwłaszcza Polacy, mieli szansę przetrwania z uwagi na przychylne stanowisko lud- 
ności polskiej Pomorza i dowództw Armii Krajowej. 
"jedliny l 02" na przełomie sierpnia i września 1944 r. zetknęły się z grupą de- 
santową Kazimierza Waluka, pseudonim "Żelazny", "Bystrooki", który przybył 
ze swoim oddziałem do bazy "Świerków", koło Lipinek nawiązał bliski kontakt 
z "Grabem". W trakcie narady odbytej w obozowisku "Świerków", u której wzięli
		

/kronika_1200191_0001.djvu

			189 


udział: jan Sznajder, dowódca "jedlin 102", Alojzy Bruski, dowódca "Świerków 101" 
oraz Waluk i jego zastępca "Prońko" oficer AR. ustalono zasady współdziałania, 
łącznie ze wspólnymi akcjami na wytypowane punkty dowództw hitlerowskich. 
Takim punktem, nadającym się do akcji był Czersk Swiecki, w którym stacjonował 
oddział rekonwalescentów z hitlerowskiego lotnictwa oraz znajdowały się magazyny 
uzbrojenia i środków żywnościowych. 
W połowie września 1944 r. Waluk poprzez swoje radiowe kontakty z dowódz- 
twem radzieckim wywołał zrzut broni i amunicji w rejonie Suchobrzeźnicy, która 
posłużyła na dozbrojenie oddziałów partyzanckich. Wraz z zasobnikami z bronią 
został zrzucony jeszcze jeden zwiadow
a, Anatol jegliński, dawny mieszkaniec Byd- 
goszczy, mający rodzinę żony na ul. Dworcowej i znany z przedwojennej działalności 
na terenie ZNTK jako zamiłowany krótkofalowiec. 
jegliński przywiózł ze sobą dwie radiostacje typu "Siewier" , z których jedną 
przeznaczył dla dowództwa AK w Bydgoszczy, w celu utrzymywania łączności ra- 
diowej z oddziałami partyzanckimi w Borach Tucholskich. Nareszcie Leszek Biały, 
szef łączności podokręgu mógł zrealizować swoje marzenia o łączności radiowej 
z Borami Tucholskimi. Czy przewidywał, że ta radiostacja już w końcu stycznia 1945 
stanie się przyczyną jego aresztowania i śmierci? 
Narazie jednak próbowano łączności radiowej, która wobec braku wyszkolonych 
radiowców nie udawała się i przygotowywano się do ataku na Czersk Świecki. Do- 
szło do niego w październiku 1944 r. i wzięły w nim udział połączone siły partyzantów 
z "jedlin 102", "Świerków 101" i 16 desantowców Waluka. Łącznie około 100 żoł- 
nierzy. Około godz. 22-ej, śmiałym atakiem zajęto śródleśną osadę, spychając żoł- 
nierzy Wehrmachtu do gmachu szkoły, w której się zabarykadowali i ostrzeliwali. 
Do godziny 2 w nocy ładowano zdobycz na podwody, a następnie wobec nadjeżdża- 
jących posiłków, szosą od strony jeżewa, wycofano się do obozu "Świerków 101" 
w rejonie Lipinek. 
W czasie akcji został ranny jeden z żołnierzy Waluka, Konstanty Kalinowski, 
który został wyniesiony z pola walki przez żołnierzy "jedlin". W podzięce otrzymali 
od spadochroniarzy pistolet maszynowy. Po odmeldowaniu się u dowodzącego cało- 
ścią Bruskiego, "jedliny 102" powróciły do swojego obozu pod Wielkim Gacnem. 
W tym czasie "jagdkomando" i policja przeczesywały lasy w rejonie leśnictwa 
Wypalanki, ale położonego w pobliżu obozu "jedlin" nie, odnalazły. Miejsca tego 
nie zdradzili też ostro nieraz nagabywani mieszkańcy leśniczówki Andrzejeszczako- 
wie. W październiku na stałe przeniósł się do "jedlin" Anatol jegliński, który miał 
tu częstszy kontakt z dowództwem okręgu AK w Bydgoszczy. Wykorzystywał też 
do swoich depesz ustalenia wywiadu "jedlin" na temat wyrzutni pocisków rakie- 
towych pod Wierzchucinem oraz ogólne informacje o produkcji w Łęgnowie, tran- 
sportach kolejowych itp. 
Również w październiku "jedliny 102" zetknęły się z grupą uzbrojonych żołnie- 
rzy pochodzenia francuskiego, którzy stanowili część współpracujących z hitlerow- 
cami oddziałów rządu Vichy. jak się okazało nie mieli oni ochoty walczyć na froncie 
wschodnim i szukali kontaktu z partyzantką, albo drogi za Wisłę. jeden z tych Fran- 
cuzów, oficer - lotnik, który przedstawił się jako "Michel" pozostał na stałe w od- 
dziale partyzanckim. W końcu października 1944 r. partyzanci z oddziału Huberta 
Bukowskiego, "Sójki", Piotr Łepek i Piotr Chorosz przyprowadzili do obozowiska 
"jedlin" członków grupy desantowej, która 27 października 1944 r. wydostała się 
z okrążenia w rekonie nadleśnictwa Błędno. Grupa poniosła straty (2 żołnierzy) 
i porzuciła w odwrocie radiostacje i zapasy żywności. 2 żołnierzy, zastępca dowódcy 
"Arkadij" i oficer radziecki "Kolka" było rannych. Z prawdziwą wdzięcznością 


. 


\.
		

/kronika_1200192_0001.djvu

			190 


. 


prżyję1i pomoc i opiekę ze strony partyzantów "jedlin" i gotowi byli do wspólnej 
walki z Niemcami. 
Grupa po wylądowaniu składała się z 10 żołnierzy, z których część była pochodze- 
nia polskiego. Dowódcą był ppor. Stanisław Mikielewicz mówiący po polsku, ale 
z pochodzenia raczej Białorus, jego zastępcą był lejtnant AR. "Arkadij", radiotele- 
grafistą był inny oficer AR" Kolka". Poza tym w walce z żandarmerią niemiecką 
polegli: Polak józef Biernacki i Rosjanin Siergiej Malagin. Drugim zastępcą Mi- 
kielewicza był pochodzący z Warszawy ppor. Stanisław Sendei, pochodzenia żydow- 
skiego. Resztę stanowili Polacy ze Lwowa i Tarnopola, Ryszard Waszkiewicz, Bo- 
lesław Kiciński, Feliks Gardziński i sierżant Kamiński. 
.. 
Współpraca z Mikielewiczem okazała się trudna, gdyż był on człowiekiem kłam- 
liwym i podstępnym. Obiecywał zrzuty broni i amunicji do których ciągle z różnych 
przyczyn nie dochodziło, wysuwał różne zarzuty co do możliwości współpracy po 
wyzwoleniu i w widoczny sposób dążył do usunięcia z dowództwa jana Sznajdera 
i zajęcia jego miejsca dla dowodzenia całością oddziału partyzanckiego. 
.. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza gdyż z uwagi na padający śnieg żołnierze 
"jedlin", od połowy listopada 1944 r., nie mogli opuszczać obozu, aby nie pozosta- 
wiać śladów. Stłoczona grupa około 40 mężczyzn w jednym pomieszczeniu ł
two 
popadała w rozdrażnienie i agresję. Aby to rozładować organizowano wspólne modli- 
twy, czytanie powieści i wierszy Słowackiego, Mickiewicza i Tuwima. Ograniczono 
też nadawanie depesz przez Anatola jeglińskiego, aby nie zdradzać siedziby party- 
zantów. Śnieg unieł1}ożliwiał też łączność z Bydgoszczą, gdyż kurierzy pozostawiali- 
by ślady, które mógł' wykorzystać nieprzyjaciel. 
Tak oddział "jedliny" doczekał końca 1944 r. i wszedł w 1945 r. Rozpoczęcie 
ofensywy na Wiśle przez fronty radzieckie spowodowało taką wędrówkę ludów po 
szosach i drogach, nawet leśnych, że partyzanci odzyskali swobodę ruchów, gdyż 
śladów naj rozmaitszych pieszych i konnych było w lesie zawsze pełno, a ewakuujące 
się oddziały wojskowe i policyjne nie miały czasu na zajmowanie się zwalczaniem 
partyzantki. Podjęto więc stałe wypady do Bysławia, Cekcyna, Tucholi, Lubiewa 
i Pruszcza dla zbierania informacji, które były przekazywane radiotelegrafistom je- 
glińskiemu i "Arkadijemu" dla powiadamiania swoich dowództw. Dobre informacje 
o transportach wojskowych przekazywali kolejarze Hoffman i Bronisław Fleming. 
Zidentyfikowano między innymi obecność na Pomorzu jednostek dywizji pancernej 
"Grossdeutschland" oraz przedarcie się z Prus Wschodnich jednostek pancernych 
i zmotoryzowanych dywizji "Wiking". 
Zaobserwowano też organizowanie się na terenie Pomorza jednostek grupy 
armii "Weichsel", która starała się obsadzić obronnie teren od Elblaga poprzez Mal- 
bork, Gniew, Czersk do Chojnic i Okonka. O wszystkich tych spostrzeżeniach było 
natychmiast informowane dowództwo radzieckie przez radiotelegrafistów. 
jednocześnie wykorzystywano możliwości poruszania się dla zdobycia zaopa- 
trzenia. Poruszano się głównie saniami, korzystając ze zdobycznych sań i koni. 
Wobec możliwości ataku ze strony Mikielewicza, jan Sznajder przeniósł się w okre- 
sie stycznia 1945 r. do oddzielnego bunkra w rejonie Wierzchownika, gdzie przeby- 
wał z kilku zaufanymi partyzantami, natomiast w obozowisku pod Wielkim Gac- 
nem pojawiał się tylko sporadycznie, dla wydania rozkazów i odebrania meldunków. 
Zresztą w końcu stycznia 1945 r. cały oddział "jedliny 102" musiał się z obozowiska 
wycofać, gdyż w pobliżu zakwaterował pułk niemieckiej artylerii, którego patrole 
stale przeczesywały lasy. Oddział przeniósł się do ziemianek w rejonie bagna" Grzyb- 
no", które zajmował na jesieni 1944 r. 


...
		

/kronika_1200193_0001.djvu

			191 


W tym czasie nastąpiła wewnętrzna rozgrywka wśród oddziału spadochroniarzy 
której ofiarą padł ppor. Sendei zastrzelony przez Mikielewicza. Śmierć Sendela ofi- 
cjalnie Mikielewicz tłumaczył starciem z żandarmerią niemiecką, jednakże Bolesław 
Kiciński, "Arkadij" i "Kostek" otwarcie mówili o kłótni i zabójstwie Sendela przez 
Mikielewicza, który być może chciał pozbyć się niewygodnego świadka własnych 
niepowodzeń w walce z żandarmerią. Być może też nie chciał mieć świadka swojej 
współpracy z oddziałem "jedlin", która po wyzwoleniu tych terenów przez Armię 
Radziecką mogła być niekorzystnie dla niego interpretowana przez własne jego do- 
wództwo. A może chodziło po prostu o rozgrywki personalne, w których Sendei stał 
się ofiarą. 
W końcu stycznia i pierwszej połowie lutego 1945 r. coraz wyraźniejsze były obja- 
wy rozgardiaszu i upadku ducha wśród oddziałów Wehrmachtu, a nawet oddziałów 
SS i policji niemieckiej, które nawet w wypadku natrafienia na ślady działalności 
partyzanckiej reagowały ospale i niechętnie. Z drugiej strony nasycenie terenu przez 
różne formacje hitlerowskie było tak silne, że stale dochodziło do niespodziewanych 
spotkań podczas których tylko zimna krew i duża dyscyplina oddziału pozwalała 
na wywinięcie się z opresji. 
Dnia 14 lutego 1945 r. "jedliny 102" były zgrupowane na terenie leżącym wokół 
bagna "Grzybno", w leśnictwie Szczuczanek, natomiast dowódca oddziału jan 
Sznajder z kilku partyzantami udał się na rozpoznanie linii obronnych Wehrmachtu 
i odległości w jakiej znajdują się Rosjanie. Z kierunku wsi Zalesie słychać było grę 
na harmonii i jaj< się okazało były tam już jednostki radzieckie. Spotkanie było 
przypadkowe, ale przebiegło spokojnie, dowództwo "jedlin" zostało dostarczone do 
leśnictwa Sowiniec, gdzie kwaterował sztab pułku, a następnie do Zalesia, gdzie 
mieściło się dowództwo dywizji. 
Zarówno jedno jak i drugie dowództwo wykorzystało informacje o położeniu jed- 
nostek Wehrmachtu i jego sile, dostarczone przez tołnierzy "jedlin". Przyjęto ich 
dobrze, ale nakazano złożyć broń. Na drugi dzień, tj. 15 lutego 1945 r. ponownie ich 
uzbrojono, ale tylko w broń krótką i posłużono się nimi w charakterze przewodników 
w przeprowadzonym w tym dniu natarciu na pozycje hitlerowskie. Natarcie to do- 
prowadziło do uwolnienia z opresji całego składu oddziału "jedliny" i spadochro- 
niarzy Mikielewicza, którzy musieli opuścić ziemianki, wykryte przez żołnierzy Wehr- 
machtu i prowadzić walkę w gęstych zagajnikach. 
Szczęśliwie wszyscy ocaleli, było tylko kilku rannych. Nastąpił krótki okres ra- 
dości z wyzwolenia i faktu przeżycia w trudnych chwilach końcowych dni okupacji 
hitlerowskiej. Dowództwo pułku AR wyraziło partyzantom podziekowanie za udzie- 
loną pomoc i przekazało ich w ręce N KWD. Byli wielokrotnie przesłuchiwani, roz- 
dzieleni od spadochroniarzy i wszystkich obcokrajowców, przewożeni do różnych 
miejscowości, wreszcie osadzeni w więzieniu w Chełmnie nad Wisłą. Oczywiście 
w czasie przesłuchań przedstawiali się jako żołnierze Armii Krajowej, mówili o swo- 
jej walce z Niemcami i jednocześnie o pomocy jakiej udzielali spadochroniarzom 
A. R., zbiegłym jeńcom sowieckim, oraz o dostarczanych informacjach wojskowych 
dla radzieckich sztabów. 
, Wszystko to dla oficerów N KWD nie miało znaczenia. Liczył się tylko fakt ich 
przynależności do AK. W więzieniu zostali pozbawieni wielu osobistych przedmiotów, 
butów i kożuszków i przeniesieni do obozu w Działdowie. Stąd po ponownych prze- 
słuchaniach i badaniach zostali załadowani na pociąg i przez Warszawę, Legionowo, 
Tłuszcz, Białystok wywiezieni do ZSRR początkowo do obozu pracy w Korkinie, 
koło Czelabińska, a następnie do obozu Kysztym na Uralu. I nternowanych podzielo- 
no na grupy, z których dwie pierwsze o lepszym stanie zdrowia pracowały ciężko
		

/kronika_1200194_0001.djvu

			192 


. 


w kopalniach węgla i rudy, oraz w kołchozach, a inne zajmowały się pracami gospodar- 
czymi w obozie, bądź były od pracy zwolnione. 
Niezmiernie przykre było to, że internowani członkowie "jedlin" byli zgromadze- 
ni razem z jeńcami niemieckimi, którzy zajmując eksponowane stanowiska w admi- 
nistracji obozu byli ich przełożonymi. Cały czas pobytu w obozach jan Sznajder 
walczył o uchylenie administracyjnej decyzji o internowaniu członków oddziału "je- 
dliny" w ZSRR i wreszcie w styczniu 1946 r. uzyskał zainteresowanie się ich losem 
ze strony oficerów NKWD, którzy zaczęli przyznawać, że ich internowanie było 
niesłuszne. jednakże dopiero w końcu maja 1946 r. nastąpiła repatriacja "jedlin" 
do Polski, tym razem do Brześcia nad Bugiem. Przejęło ich UB, które przekonwojo- 
wało ich do obozu pracy w jaworznie. Tam po dalszych przesłuchaniach i badaniach 
wreszcie 4 czerwca 1946 r. wypuszczono ich na wolność. 
Powrócili do kraju, prawie wszyscy żołnierze "jedlin", którzy w lutym 1945 r. 
zostali internowani przez NKWD w Borach Tucholskich. Inaczej potoczyły się losy 
tylko Piotra Chorosza i Alfonsa Tydy, którzy zbiegli z obozu internowania w Dział- 
dowie i w ZSRR nie byli i Konrada Kukawki i Leona Kędzierskiego, którzy nieu- 
daną próbę ucieczki z obozu pracy w Korkinie (ZSRR) opłacili wyrokiem skazują- 
cym na karne roboty w kopalni miedzi. 
Na zakończenie wypadnie stwierdzić, że żołnierze "jedlin 102" przeszli tragicz- 
ną, ale jakże "normalną" drogę polskiej konspiracji walczącej ofiarnie z Niemcami, 
a następnie rozbrajanej i prześladowanej zarówno przez NKWD jak i przedstawi- 
cieli obozu PKWN. Los ich był ściśle związany z decyzjami politycznymi jakie za- 
padły w jałcie i Poczdamie w sprawie przyszłości Polski. 
Los żołnierzy "jedlin" był o tyle mniej tragiczny, że ich dowódca, jan Sznajder, 
był człowiekiem stanowczym i ofiarnym, cały czas im towarzyszył na dobre i na złe 
i umiał w końcu wywalczyć wolność dla siebie i dla tych którymi tak umiejętnie 
dowodził. Ten ówczesny młody podchorąży i podporucznik 15 dywizji Piechoty 
Wielkopolskiej dobrze się zasłużył Ziemi Pomorskiej. 


\
		

/kronika_1200195_0001.djvu

			ZDZISŁAwaOźDZIEWSKI 


FABRYKA SUCHARÓW - "CHLEB SZWEDZKI" 
.. .. 
(KNACKEBROD) W BYDGOSZCZY (1937-1939) 


Początki umiejętności wypiekania chleba giną w pomroce dziejów ludzkości. 
Rozcierano ziarna zbóż na kamieniach i rozgotowywano w formie polewki (bryi), 
lub prażono w całości, co stwarzało możliwość przygotowania posiłków na dłuższy 
okres czasu. 
Lecz dopiero odkrycie fermentacji roztartego ziarna wymieszanego z wodą do- 
prowadziło do sztuki wypiekania chleba. Stał się on od tamtych czasów podstawo- 
wym elementem odżywiania ludzkości i jest nim do dzisiaj. Miarą szacunku dla tego 
rodzaju pożywienia jest fakt, że znalazł się on nawet w modlitwach j niedawne to 
jeszcze czasy, gdy uronione okruchy chleba podnoszono z szacunkiem. 
Ludy nie obdarzone zbyt szczodrze przez naturę urodzajną ziemią i nadmiarem 
zbóż, potrafiły wypiekać chleb nadzwycIaj trwały (np. z dodatkiem zmielonej 
kory drzew), który mógł być przechowywany latami. Sztuki tej dokonywali miesz- 
kańcy Skandynawii i nie jest przypadkiem, że właśnie w Szwecji opanowano chyba 
najpierw sztukę wypiekania nadzwyczaj trwałych sucharów z ledwie ześrutowanego 
ziarna żyta. 
Rozwój techniki spowodował, że ludzie dogadzając swemu podnie::ieniu odrzu- 
cili z ziaren zbóż łuskę i zaczęli wypiekać biały chleb. 
Lecz nauka na przestrzeni końca ubiegłego i obecnego wieku dowiodła, że wła- 
śnie w tej łusce i tuż pod nią znajdują się istotnie składniki pożywienia potrzebne 
do rozwoju i właściwego działania organizmu ludzkiego. 
I bodaj Szwedzi właśnie pierw i wypracowali metodę wypieku na skalę przemy- 
słową trwałych sucharów, bardzo dietetycznych ze śrutowanego tylko całego ziarna 
żyta, czy też pszenicy. Dlatego też chyba nazwany on został u nas "chlebem szwedz- 
kim" (knakebrod) w okresie przedwojennym, a obecnie sucharkami - "chrupkami". 
Były one w okresie przedwojennym sprowadzanie w niewielkich ilościach do na- 
szego kraju, w którym był przecież nadmiar zbóż. I właśnie w 1935 r. powstała w Byd- 
goszczy spółka akcyjna pod zarządem: Stanisława Niewiteckicgol, Tadeusza Zia- 
bickiego i Piecka, mająca na celu uruchomi ni.' produkcji tego chleba w naszym mie- 
ście. Pomysłodawcą i inicjatorem tego przedsięwzięcia był Stanisław Niewitecki 2 . 
Zakupiono posesję przy ul. Kościuszki 53 w Bydgoszczy po zbankrutowanej 
olejarni, przyległą do torów kolejowych, co dawało możliwość zbudowania bocznicy. 
Istniał tam budynek fabryczny naprzeciw wjazdu z wysokim kominem kotłowni 
na zapleczu, a z przodu budyneczek mieszkalny z czerwonej cegły. Przewidywano 
w przyszłości budowę własnego młynas. 
Wszystkie urządzenia do przygotowania i formowania ciasta zakupiono w Szwe- 
cji, a piec tunelowy gazowy do wypieku - w Niemczech'. 
Produkcja ruszyła w końcu 1937 r. przy instruktażu wysłannika firmy szwedz- 


13 - Kronika bydgoska
		

/kronika_1200196_0001.djvu

			194 


-'-':';'" - 


-...- ---
 



, - -,' 'L" I\L.::J 


. 
.. 
.., 


';.
.:
 :

 ...

 


<, .
.::" 
 


'"" 
 
 ,",.
,7'...., '.

--
'
 .

<. ..;
:>.
..< 


l' 
, 
J,. ' .' . , ' , 
 
". '.:
 
: 
 



-'
'... ..:J;.;:-.:";' " 


} , 


......, ".:: ."., 


:.0,";:". :< 


<.-'0,_,. 
"0'. .;.",:..... 


"." ''; 


'. ". : -
;.:,..
.
.
>.;:- .
.;.:;
; .. 
';- .7,.. '-:.
.'!-.
. :;.' ." 


0"0 ..:.....;: 
. 
. <;-.
 


,!!:-,;.-", 





 j.. 


Ao
.
:...-"" 


.
"<: 
,...., 


.:...
' ho: .:: ;:-:".:. ...... 


#- 


'l 


J 
J 


:""1.. 


Ó!: 


tY': I ': :"?
 

; , ;; 1 ''''''; , '''''' 
,::'łJ,"""'o ,':,: 
fu;-""-" :: 
-'.;' . ,.', 
.. 
'. :..", 
"< ,.... . 


'. ,--.;--;- .
:., 

. 


'
;-t:'{'":.- .
: ,;'<

 . 


,ll
 

-!:' 

 . 


". ..
 ;;- 


. 
..,:" ).'.
 
f 
.. "','/
':ti:,:
::-- , 
 , ' , ' , ,::: 
: . 
 , .:"...
 .

) --- -> y 
. .
 , .- .
' , : , 
<

. .
:
. , " ' , ' " . ..,.. 
. _ "...
 r', .. 
. - ".. . . <- ." <':'- ..:-- -: '" .. _ ,- 
"', ".,< y' <.:..:w
>
ti,at:
.


:
"" ,,',:. '" 
" ';'\: -:

, ",';;;;'''' , , 
.,
\
;J
,
 .:..l
,ą¥r
G
l' 


t..t 




 


',
" 



 


'. 


Widok oRólny zabudowań fabrycznych 


kiej, który szkolił równocześnie pracowników niewykwalifikowanych. oraz dwóch 
przyszłych mistrzów, młodych piekarzy: Jana Fabisiaka i Marcina Serafina 5 . 
Po kilku miesiącach młoda załoga, licząca około 30 osób, samodzielnie poprowa- 
dziła wypiek 6 rodzajów sucharów z pierwszym znakiem jakości, a mianowicie: 
nr l. Chleb żytni. Ciemny chleb żytni z uwydatniającym się smakiem żyta. 
nr 2. Chleb żytni. Ta sama jakość co nr I, lecz z kminkiem. 
nr 3. Chleb Grahama. Zawiera wszystkie wartościowe składniki pszenicy. 
nr 4. Chleb pszenny. Dla dzieci i przestrzegających dietę. Zalecany przez lekarzy. 
Bez domieszek korzeni. 
nr 5. Chleb delikatesowy. Cienki jasny, chleb żytni, nadzwyczaj kruchy, wypie- 
czony bez fermentacji. 
nr 6. Chleb delikatesowy. Ta sama jakość co nr 5, lecz z kminkiem. 
Prawdziwym majstersztykiem był chleb delikatesowy (nr 5 i 6), gdyż był urabiany 
bez fermentacji z dodatkiem lodu i natychmiast po uformowaniu wprowadzany do 
pieca. 
Ciasto na suchary (nr 1-4) było poddawane fermentacji, a po tym formowane 
- jak i pozostałe - w płaty o wymiarach około 30 x 40 cm. Cała powierzchnia ich 
była równomiernie jak gdyby perforowana, to znaczy były wygniatane dołki, co 
zapobiegało powstawaniu pęcherzyków w czasie wypieku, który przebiegał w tem- 
peraturze 220-250°C. Płaty te następnie umieszczano w suszarni na przeciąg 12 
godzin w temperaturze około 600C, po tym ułożone w kilku warstwach krojono pi- 
łami tarczowymi na małe prostokątyowym. 6 x 13 cm i paczkowano.
		

/kronika_1200197_0001.djvu

			195 


Dzisiaj trudno ustalić, ile ważyła taka paczka - podobno 200, czy też 250 gra- 
mówII. 
Natomiast cena detaliczna wynosiła: 
nr l i 2 55 groszy za paczkę 
nr 3 i 6 65" I' " 
co przy cenie 5 groszy za bułkę pszenną i 33 groszy za l kg. chleba białego żytniego 
nie było zbyt tanio, ale to były suchary. 
jak głosiła broszurka firmowa, napisana przez dr. Martę Tomankową, wydruko- 
waną w Drukarni Bydgoskiej S.A. przy ul. Poznańskiej 12-14, "Chleb Szwedzki" 
zwany Knackebrod posiadał w porównaniu z innymi gatunkami chleba najwięcej 
składników odżywczych, a mianowicie w 100 gramach zawierał: 
wody 8, l grama 
ciał białkowych 8 " 
tłuszczu 0,6 " 
węglowodanów 56,3" 
celulozy (błonnika) 14,9 " 
Poza tym chleb szwedzki miał duże ilości cennych soli mineralnych, z czego na 
uwagę zasługuje duża zawartość soli fosforowych, soli potasowych, żelaznych i wapnio- 
wych, jak również witaminy z grupy B. W tłuszczu tegoż chleba znajdują się zna- 
czne ilości fitosteryny i lecytyny, substancji działających dodatnio na tkanki móz- 
gowe i system nerwowy. 
Trzeba też wspomnieć o dodatnim wpływie tego chleba na rozwój i utrzymanie 
uzębienia, czego nie można powiedzieć o pieczywie białym. 


.;. 
 


",{ 


. ....i,; 


"t,<' , 


',4 ,,_"o; 


.-....:.- 



. . 
'. 


,JF'- J,' ::L 
,.: <
(. '''. 


.-:.-
 


'.

" 


-.; i: 
< 


.: ,,
. 


d.
::, 


t 


, fil " 
" , 1\;01.. 
::'..1:::.
 


-p 


f 



 -;-:
" 
 .;.:
. 
--....
:":."":.: :.' 
?
:-<-
:
:::::-
. 

:: ,- - 
.,,

 
-,r $ I 
i
;;I; 
'ii 
_
. f
 


\
t " " 
f',,;,' ' , 
..'.', " i:, 


'--1 
:1", 


..': 
.
 
. .,' 


.
 . 
'.
 
". 

::' > '<' ,,
i; ,,',;:;:,;:!
";(:x < 
....... i 
 -t.... 
..> 
.... 
 
.' 


!i)
}
'::
1:,x 


. . - 
.. 
-:: .": . 
 




. 
.::,' 
. ": -': :''':' ." :.:.... 
....-:.; ';".'-:0 




. -:.
 


,', 
" 


.
C'.i" 
. . ). 1'
 
\
 .;.: 


l:':' '., 



 :'

'ł-
 
i,,
'" f
'.'" ''''''',,,.. " 
, " , :" 'V'"d ">,?,,:;'\«r:':
;"f:," 
:
...

' > ;,
, 
\':'
 '< .. .. ' - 

"
, 
,_., 
): 
,:
:
,"lt::.
': 


;>: , 
""'L '-
 
 , ' , :
r , ' , ;, , : . : 
 , L
 , 
> , f , ' , :' , .
. "' .. ' _ ,' 

. 
 
 "" <>
 


	
			

/kronika_1200198_0001.djvu

			196 


Chleb ten, znów w/g informacji broszurki fabrycznej nabyć można było w skła- 
dach delikatesowych, spożywczych, kolonialnych i owocowych. Pierwszym głównym 
odbiorcą był dom handlowy Pakulskich w Warszawie? 
Jakby w ramach produkcji ubocznej z odpadów pieczywa pszennego mielono 
"tartą bułkę", produkt używany w każdym gospodarstwie domowym, zaś mielonkę 
z nr 5 i 6 oferowano jako dodatek do zsiadłego mleka. 
"Chleb Szwedzki" był eksponowany wiosną 1938 r. na Targach Poznańskich 
w stoisku pięknie udekorowanym kłosami zbóż, gdzie poza kierownictwem 4 pra- 
cownice zakładu prowadziły sprzedaż sucharów przez 15 dni, aż jedna z nich naba- 
wiła się nawet chrypki na skutek nadwyrężenia strun głosowych 8 . W następnym roku 
wyroby te były eksponowane na Targach we Lwowie'. 
Była też próba zainteresowania tym pieczywem odbiorców w Stanach Zjedno- 
czonych Ameryki Północnej1o. 
W ostatnich miesiącach przedwojennych 1939 r. zakład był oblegany przez za- 
mawiających - potrzeby wielokrotnie przekraczały możliwości produkcyjne ll . 
Dalszym przejawem inicjatywy Stanisława Niewiteckiego było zakupienie zes- 
polu budynków w Solcu Kujawskim od zbankrutowanej spółki angielskiej, gdzie 
pierwszym jego zamiarem było uruchomienie produkcji konserw warzywnych, a po 
tym konserw mięsnych z uwzględnieniem potrzeb stołówek zbiorowego żywienia 
i przerobu odpadów na mączkęl2. 
Działalność tę przerwał wrzesień 1939 r. Stanisław Niewitecki jak stał, tak został 
wyrzucony ze swego domu przez zaborcę Kampego i schronił się na Lubelszczyźnie. 
Może nawet dzięki temu uniknął natychmiastowej śmierci, jaką pomieśli inni 
polscy przedsiębiorcy wówczas w Bydgoszczy. Przyczyną takiego obrotu wydarzeń 
stały się zbiory numizmatyczne, na które złakomił się wtedy ów KampelI. 
W czasie okupacji rozbudowano zakład, stawiając nową większą halę, gdzie 
zainstalowano dwa większe piece tunelowe i towarzyszące wyposażenie sprowa- 
dzono z Niemiec. 
Od pierwszego dnia wolności w styczniu 1945 r. Wojsko Polskie przejęło zarząd 
wszystkich fabryk żywności i w budynku przy bramie zakładu umieszczono oddział 
wartowniczy. 
A Stanisław Niewitecki stanął też zaraz do kierowania uruchomieniem produkcji 
po swojej odysei wojennej i dwukrotnej ucieczce znad Renu i spod Wyrzyska. 
Nikt nie pytał o wynagrodzenie, wszyscy pracowali za możność przeżycia, do- 
stawaliśmy w zakładzie chleb, a po tym i zupę z podrobów przywożoną z Zakładów 
Mięsnych znajdujących się na ul. Jagiellońskiej. 
Wypiekiem kierował jan Fabisiak, drugi mistrz Marcin Serafin dopiero pod ko- 
niec 1945 r. wrócił z obozu jenieckiego z dalekich rejonów północnej Norwegii. 
Po tym zarząd nad przedsiębiorstwem tym przejęło Zjednoczenie Przemysłu 
Piekarniczego. 
Wypiek sucharów wstrzymano w połowie 1946 r., kiedy uruchomiono produkcję 
innych sucharów tylko dla potrzeb wojska. Stanisław Niewitecki odszedł z zakładu 
30 września 1946 r. lł . 
W następnych latach przedsiębiorstwo to zagospodarowały Zakłady Przemysłu 
Cukierniczego "jutrzenka". 
Marcin Serafin, który w międzyczasie został kierownikiem Wydze I znajdują- 
cego się przy ul. Garbary złożył "Zgłoszenie projektu" nr II/54 dn. 20 maja 1954 r. 
wespół z Głównym Technologiem "jutrzenki" na wypiek "Chleba Szwedzkiego", 
bo importowano te suchary dla zaopatrzenia statków żeglugi morskiej.
		

/kronika_1200199_0001.djvu

			197 


Projekt został przyjęty przez Komórkę Wynalazczości 24 maja 1954 r. lft . Pro 
ponowano wykorzystanie istniejących maszyn i urządzeńul. Wniosek został w za- 
sadzie przyjęty, próby przeprowadzono nawet wielokrotnie, zbierały się co kilka mie- 
sięcy różne "gremia" wielce utytułowane z udziałem "czynników" społecznych i po- 
litycznych, zaproszono nawet Stanisława Niewiteckiego, sporządzono kilkanaście 
różnych dokumentów,17 by po latach (listopad 1958 r.) uznać to przedsięwzięcie za 
niecelowe. 
Bodaj w latach siedemdziesiątych WSS "Społem" we Wrocławiu uruchomiła 
wypiek "Chleba Szwedzkiego" na licencji zakupionej w Austrii i nazwano te sucha- 
ry "Chrupkami". 
Organizatorzy tej produkcjLmusieli wiedzieć o istnieniu fabryki "Chleba Szwedz- 
kiego" w Bydgoszczy, bo odszukali Wandę Niewitecką w Poznaniu i Marcina Se- 
rafina, który był zaproszony do Wrocławia i miał możność zapoznać się z ich wyro- 
hami. 


PRZYPISY 


l Stanisław Niewitecki, ur. 26.04.1904 r. w Gołańczy, zmarł 5.1.1969 r. 
II Relacja Wandy Niewiteckiej, żony st. Niewitecklego w Bydgoszczy 
3 Relacja Wandy Niewiteckiej, 
ł Relacja Marcina Serafina 
1\ Marcin Serafin ur. 11.11.1912 r. 
41 Relacja Marcina Serafina 
7 Relacja Wandy Niewiteckiej 
8 Relacje Kazimiery Fabisiak 
· Relacja Kazimiery Fabisiak 
10 Wspomnienia st. Niewiteckiego 
11 Wspomnienia St. Niewiteckiego 
11 Wspomnienia St. Nlewitecklego i relacja W. Niewiteckiej 
13 Stanisław Niewitecki był znanym numizmatykiem, jednym z założycieli bydgoskiego 
Stowarzyszenia w 1935 r. I reaktywował to Stowarzyszenie w ramach Polskiego Towarzystwa 
Archeologicznego w Bydgoszczy - 1954 r. Okupacyjne jego losy były dramatyczne, torturo- 
wany przez 3 dni w 1942 r. w Zamku Lubelskim - stracił zdrowie. Postać ta znalazła swoje 
miejsce w Polskim Słowniku Biograficznym PAN Tom XXIIIII zeszyt 96 str. 91 
Ił Relacja Wandy Niewiteckiej 
15 I(opia projektu jest w posiadaniu M. Serafina 
II Maszyny te po wstrzymeniu produkcji wywieziono na teren Zakładów Chemicznych - 
Lęgnowo w Bydgoszczy 
1-7 Znajdują się w posiadaniu M. Serafiną
		

/kronika_1200200_0001.djvu

			, ,"",,"" 
"'" /;;' 
, _}"N

 
"'.. ;..
 ' 


, "J', 
.... .
.:j:' 
'
.....
:'" 

' 


{II-¥ 
, ",,*.L.. ;:' 
" 
 '-<" /_....: 
. .". 


. 
,.:' 'Jf;"", ':-' 


.
,,;; LA' 


._
:_ .

 S: ._-;iI{
' :c-
'< >,,»=..,..:_.
-
.....:.:,,:.,.-.
; -':-7""" ""'-
"'''''::--;:-- 
" "
:
>
.
:
 .:
" '. 
 
::#
. , 
, 
.z: - ' <.... ,,
,;;'

 
'H
" '-Ł,.:"o> 
A" · .; ,,? _ : .' fe-
:: 

- .. 


--' 


"'
- 


" 


,

,"
:... 


{'" 




v'" 


.....;.":.. 


..o( _ 
 


-.-"" 
,. 


.::--.';{'.4

 


A 



 

, 


.
# 


'" 
..<,
 .. 
.
 
. ' ........ 
,< 
..."t 


t": 


:'Ji: 


j 


, 


! 


" =""'" - 


,. 


" 


....' 



 '< .' 



 


...,. - 
'" .. 
/' ,/' ,/ 
r , 
/' , 
/i'.",/ /'/u 
/-:,.
;
 ,."., 
'Co . 
.t;-""",'-'" 

,."" 


." 


..... 7 / 1 
t"l>lł 


. 
.: 


y, 
f, I, 

 


'. 


;". 



 
'
 
'", 


.. 


.... .... 
".: . 


" 


.. 

:
. ."Y' 

" '- 


ł 
, f. 
, " 
, ł 
f · 
, f 


.. 


',+ 


F' ' 


,- 


"", 


.. 


" 


...,(1- """,.J" 
;
"
 'ł 

",1' j 

:,' , 
" 
,r' li 
'
..--y ,ł 
-Jt.:" 


- 
.. 
tł
ł 


,--ł' 


, 



-4I 


..... 



ł 
, 


ł!',. 
ł i 


, 


tu 


}'

 ..- 


" 


.p.... 


... 


,. 


r 


.0..:.-..... 


'.1J"".:
 
-:;:"'"' 


. 


"'
 


, , J 
l . t. 
, ł 
} r 


'::-.: 


-::..'1.:-"'>". 


.

 
--- ' 


ł 



. 


...... 
$. 
".

 


".
 
t 


'. 


A 


,-1r 


., 



 
/..1 
.Ji
 
 


t 


.... 


.. 


"
. 


,"'-' 
;i' 
... 


ł 
>ł; 


,. 

 


-oł:
 '". 



. . 


¥.$X' . . 


,.. 


.--- ł--: 


.""'" '.U 
..-' 


I 
; 

 


..,..r' 
-" 

 


;::.:.-.
 
 



.-' 


.. 


-.. _. .......
. 
#, ' 

-

 


.r 


#"'!ł 


.
 .. 


J 


,.. 


,. "--	
			

/kronika_1200201_0001.djvu

			MIROSŁAW GAJEWSKI 


UDZIAŁ BYDGOSKICH KONSTRUKCJI 
SZYBOWCOWYCH 
W PIERWSZYCH KONKURSACH POLSKICH 


.... 


Szybownictwo, jako jedna z dyscyplin lotnictwa, w czasie kilkudziesięciu 
ostatnich lat uległo niewiarygodnemu rozwojowi. Nie dziwią nas już dzisiaj ponad 
tysiąckilometrowe przeloty, piloci latający z coraz to większymi prędkościami w każ- 
dym niemalże terenie i nowoczesne konstrukcje szybowców. Z rozrzewnieniem, 
zadumą, a nawet uśmiechem patrzymy na historię sprz
d laty, kiedy pierwsze kroki 
w tej dziedzinie sportu stawiano w Polsce bez niczyjej pomocy. Nie mieliśmy wów- 
czas instruktorów, doradców, pilotów szybowcowych, nie dysponowaliśmy udanymi 
konstrukcjami, a loty wykonywali wyłącznie piloci samolotów. Były to lata, w któ- 
rych uczono się i zdobywano doświadczenia, realizując odwieczne pragnienia czło- 
wieka zapanowania nad przestrzenią powietrzną. Znaczny wkład w tej dziedzinie 
mają również ludzie związani z Bydgoszczą. 
Chronologicznie rzecz biorąc - pomijając legendy - najbardziej eksponowane 
miejsce w dziejach polskiego szybownictwa zajął Czesław Tański, artysta-malarz, 
i konstruktor lotniczy. W latach 1894-1898 opracował on projekt szybowca - skrzy- 
dłowca, który nazwał "Lotnią". Na nim to po wielu próbach udało mu się w 1896 r. 
- na łąka
h nadburzańskich pod janowem Podlaskim - wykonać kilkunastome- 
trowy lot ślizgowy. Był to polski początek lotów bezsilnikowych. l Z chwilą wynale- 
zienia silnika spalinowego i zastosowania go do aparatów latających zapomniano 
na pewien czas o szybownictwie, aczkolwiek w wielu krajach pierwszym krokiem 
konstruktorów samolotów była budowa szybowców. Idee lotu bezsilnikowego zaczęły 
przenikać do Polski zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Ukazało się w tym cza- 
sie wiele artykułów prasowych dotyczących szybownictwa. Ponieważ w powstającym 
dopiero lotnictwie polskim odczuwano niedostatek wszystkiego, u wielu osób lata- 
nie bezsilnikowe spotykało się z brakiem zrozumienia. Inaczej patrzyli na to Niem- 
cy i być może to spowodowało konieczność zmiany poglądów na szybownictwo. 
W powstałym pod koniec 1921 r. miesięczniku "Lot", w zeszycie nr 3 ukazała się 
obśzerna wypowiedź ówczesnego zastępcy Szefa Departamentu Lotnictwa Mini- 
sterstwa Spraw Wojskowych ppłka pil. Z. Zycha-Płodowskiego, w której przedsta- 
wił on sprawozdanie z konkursu szybowcowego w Rhon. Piloci niemieccy uzyskali 
zadziwiające jak na owe cząsy wyniki. Najdłuższy w czasie lot szybowcem wynoszą- 
cy 21,5 minuty wykonał (?) Hirth, a inny pilot niemiecki Artur Martens przeleciał 
odległość 8,9 km. Były to bez wątpienia najlepsze osiągnięcia w lotach szybowco- 
wych na świecie. 
Czasopismo "Lot" zaczęło coraz częściej propagować loty szybowcowe w Pol- 
sce, udowadniając, że w sprzyjających warunkach atmosferycznych można przele- 
cieć kilkanaście kilometrów, a nawet wznosić się ponad start kilkaset metrów. 
W 1922 r. powstał projekt przeprowadzenia zawodów szybowcowych, mimo 
że nie było jeszcze na czym latać. Wiodącym ośrodkiem, gdzie już od dwóch lat
		

/kronika_1200202_0001.djvu

			2.10 


dyskutowano o lataniu bezsilnikowym, była Sekcja Lotnicza Politechniki w War- 
szawie. Entuzjaści lotnictwa zwracając się do pionierów polskiego lotnictwa wojsko- 
wego, ppłka pil. j. de Beaurein'a, ppłka inż. M. Pietraszka, płka pil. H. Łosowskiego 
i ówczesnego dowódcy lotnictwa, gen. pil. Armanda Leveque'a, otrzymali wszech- 
stronną pomoc. Organizatorom pierwszych zawodów zapewniono materiały na budo- 
wę szybowców, polowe hangary i przewozy wojskowe. Ponadto oddano do ich 
dyspozycji na czas trwania imprezy około 100 żołnierzy. W kilku ośrodkach w kraju 
trwały intensywne prace przy budowie szybowców. W styczniowym zeszycie "Lo- 
tu" w 1923 r. ukazał się artykuł informacyjny o tym, że Związek Lotników Polskich 
zamierza zorganizować na wiosnę "I Polski Konkurs Płatowców Bezsilnikowych". 
Nie żdążono jednak ukończyć budowy szybowców do ustalonego terminu i zawody 
przesunięto na przełom sierpnia i września. Do pierwszego konkursu zgłoszono 9 
konstrukcji, a wśród nich dwie z Bydgoszczy. Szybowce miały nazwy nadane przez 
konstruktorów. Były to: "Żabuś" kpt. Franciszka jacha i "Dziaba" mjr inż. Stefa- 
na Malinowskiego (z Bydgoszczy), "Akar" Adama Karpińskiego i "I kub" Wacława 
Ulasa (z Warszawy), "Polon" por. Alojzego Błażyńskiego i "M-I" inż. Tułacza (z 
Poznania), "Lublin l" i "Lublin 2" inż. Stanisława Cywińskiego (z Lublina) i "Pi- 
rat" Mieczysława Kućfira z Suchedniowa. 
Do przeprowadzenia zawodów należało wybrać odpowiedni teren. W tym celu 
15 sierpnia wyjechała z Warszawy do Zakopanego grupa przyszłych szybowników. 
Oceniano Antałówkę, okolice Czerwonych Wierchów, Gubałówkę, ale tereny te nie 
nadawały się do lotów. Wreszcie po kilkudniowych poszukiwaniac!1, 22 sierpnia 
wybrano teren Czarnej Góry pod Białką koło Nowego Targu - jak się później oka- 
zało też niezbyt odpowiedni. Przez ponad dwa dni składano szybowce, po czym 25 
sierpnia rozpoczęto pierwsze próby lotów, które wykonał tylko Adam Karpiński 
na "Akarze" . Dnia 30 sierpnia odbyło się uroczyste otwarcie zawodów poprzedzone 
mszą odprawioną w intencji - jak mówiono - "szybowicieli" . Ksiądz wypożyczył 
nawet na cele sygnalizacyjne kościelną sygnaturkę. Po mszy kierownik zawodów 
inż. Mieczysław Pietraszek przedstawił komisarzom sportowym wszystkich uczestni- 
ków konkursu i pilotów, których było 10, przy czym dwóch latało na jednym szybow- 
cu "Akar" . Szybowce ulokowano w trzech namiotach lotniczych na zachodnim zbo- 
czu pod lasem. Starty przeprowad7ano przy użyciu liny wzlotowej. Regulamin za- 
wodów przewidywał rozegranie 3 konkurencji, długotrwałości lotu, przelotu i że- 
glowania. 
Zawody odbywały się przy dużym zainteresowaniu okolicznej ludności Podhala. 
Liczne wycieczki młodzieży szkolnej, wczasowiczów, a także wojska przybywały pod 
Czarną Górę, aby zobaczyć wzloty szybowców. Nie było ich jednak zbyt dużo, 
gdyż do 13 września wykonano jedynie 18 lotów. Powodów było kilka. Czarna Góra 
nie była odpowiednim terenem do lotów. Posiadała zalety lotniska tylko z jednej 
strony (południowo-zachodniej) i to zaledwie od połowy zbocza, zaczynając w górę. 
Do połowy pokrywał ją las, który stanowił obszar niekorzystnych prądów termicz- 
nych powodujący ponadto turbulencję, co przy słabych wiatrach tworzyło przeszko- 
dę trudną do przebycia. Las ograniczał również przestrzeń użyteczną i długości lo- 
tów. Także pogoda nie dopisała. W okresie trwania zawodów wiatry były słabe, u- 
niemożliwiające wzloty szybowców. 
Ogółem zanotowano dziewięć dni bezwietrznych. Ponadto brak znajomości pod- 
staw konstrukcyjnych szybowców spowodował, że oprócz "Akara" wszystkie kon- 
strukcje uległy podczas lotów zniszczeniu. W konkursie zwyciężył Adam Karpiński, 
student Politechniki Warszawskiej, na szybowcu własnej konstrukcji. Wykonał on 
najdłuższy w czasie lot, trwający 3 min. 14 sek., najdłuższy przelot wynoszący 3 km,
		

/kronika_1200203_0001.djvu

			201 


o
iągając wysokość 20 m ponad start. 2 jak zaprezentowały się w zawodach szybow- 
ce bydgoskie? "Żabuś" kpt. pil. Franciszka jacha został zbudowany w warsztatach 
Niższej Szkoły Pilotów w Bydgoszczy. Był on jednym z dwóch szybowców z podwo- 
zi 
m płozowym. Konstrukcję wyróżniały: brak usterzenia pionowego, duże lotki 
i staranne wykonanie. 
Podczas pierwszego lotu, 6 września o godz. 10.30, szybowiec F. jacha po sta'-cic 
zatoczył krąg, po 17 sekundach z wysokości 10m przechylił się na skrzydło i spadł 
rozbijając kadłub. Pilot nie odniósł obrażeń. Przyczyną kraksy był nadmiernic skom- 
plikowany układ sterowania. Ster wysokości był uruchamiany nogą, zaś lotki dwi.:- 
ma dźwigniami. Każda dźwignia osobno napędzała jedną lotkę. "Żabuś" podczas ' 
konkursu wzbudził jednak duże zainteresowanie miejscowej ludności. jeden z gaz- 
dów chciał go nawet kupić za 50 mln marek polskich. 
Szybowiec wykonano jako konstrukcję drewnianą o układzie górnopłata typu 
parasol. Kadłub o przekroju prostokątnym, a w widoku z boku o kształcie profilu 
lotniczego, półskorupowy, czteropodłużnicowy, pokryto sklejką. Podwozie główne 
zamontowano na półkolistych stalowych resorach. Płozę tylną amortyzowała guma. 
Płat szybowca był prostokątny, dwudźwigarowy, pokryty płótnem, wsparty na 
piramidzie z rur stalowych na kadłubie i podparty zastrzałami z rur stalowych o u- 
kładzie litery N. Części zewnętrzne skrzydeł ścieniały się ku końcowi. Lotki sięgały 
do przedniego dźwigara, a ich część zewnętrzna z odciążeniem aerodynamicznym do 
krawędzi natarcia płata. Usterzenie pokryto płótnem. Kadłub szybowca pomalo- 
wano lakierem bezbarwnym, a pokrycie płócienne było cellonowane. Na bokach 
kadłuba umieszczono napis "Żabuś". Dane techniczne szybowca były następujące: 
rozpiętość 14,5 m, długość 6,6 m, wysokość I ,5 m, powierzchnia nośna 20 m 2 , wydłu- 
żenie 10,5, ciężar własny 122 kG, ciężar użyteczny 60 kG, ciężar całkowity 190 kG. 
Obciążenie powierzchni 9,5 kG/m 2 . 3 
Druga bydgoska konstrukcja, mjra inż. Stefana Malinowskiego, została zbudo- 
wana również w Niższej Szkole Pilotów w Bydgoszczy. Szybowiec wzbudzał specjal- 
na uwagę. Była to jedyna w Polsce maszyna przeznaczona do lotu żaglowego dyna- 
micznego o niezwykłym układzie bezogonowca (zdj. 3). Płatowiec ten stanowił szybo- 
wcową adaptację prac nad zmianą profilu w locie, które konstruktor "Dziaby" 
rozpoczął już w 1916 r. w Petersburgu. Doznawszy zachęty ze strony kierowników 
laboratoriów aerodynamicznych w Rzymie i Turynie, kontynuował w 1920 r. prace 
we włoskiej fabryce "Ansaidon", uzyskując na swój mechanizm w 1921 r. patent 
polski i francuski, a później jeszcze angielski i niemiecki. I stota pomysłu inż. Mali- 
nowskiego polegała na tym, że mechanizm dźwigniowy ciągnący za górne i dolne 
pokrycia płata powodował wzrost krzywizny profilu przy jednoczesnym zmniejsze- 
niu jego grubości. "Dziaba" miała takie mechanizmy w obu skrzydłach, co pozwalało 
na wykorzystanie urządzenia zarówno do sterowania podłużnego, jak i poprzecznego 
przez jednoczesną zmianę profilu obu skrzydeł lub też tylko jednego skrzydła. W tym 
czasie popularna była jedna z teorii lotu szybowego mówiąca o możliwości wznosze- 
nia się szybowca - na wzór ptaków - przez wykorzystanie poziomych dynamicz- 
nych podmuchów powietrza, pod warunkiem nagłego zwiększenia siły nośnej (np. 
kąta natarcia) płata w chwili rozpoczęcia się podmuchu. Ponieważ uznano, iż reak- 
cja pilota jest zbyt powolna, stworzono koncepcję "wiatroczułka" czyli powierzchni 
sterowej, która powodowałaby samoczynnie wzrost kąta natarcia płata. Inż. S. Ma- 
linowski chciał, aby "Dziaba" wykorzystywała owe podmuchy dynamiczne. W tym 
celu wyposażył ją w poziomy ster przedni - wiatroczułek, który został sprzężony 
z mechanizmem zmiany profilu płata. Pilot "Dziaby" kpt. Tadeusz Miśkiewicz tak 
pisał o niej: "Było to duże skrzydło ze zmiennym profilem grubości 50 cm, rozpię-
		

/kronika_1200204_0001.djvu

			202 


.....;.,. . 


- 
,. 'I 


A 
:ił-' '"" 
;.' 'O-:! - 
,# a:. 


. , l .= .!, 

 - .... 


ł 
 ....... - 
...... 


&c_ 


J
 


,+ " 



 


.:: 


...-- ,'
 l_t r{ 
1: t 
...
 4'-' ł ---
=t1"- 

;
 
. '/
-
 , -'
-
 
':

 
 -'if,.=, _"-- __-- :::-!I' 


" , 


+ :r.g: 


,,- 

-
> 


'
-
--=-= ....- 



. 


-' 
 
 if
:
 

 ' 
:
f 
 
:.. 
,............ '- 
_r "&. 


,

 
t



 


-... .... 


... 



.:
- 
rc--
_-::,. 



 


l" 

-"'"
 

J.
 
-. s:;; 



 


""': 


---=-=-
-:.,: 


_=- ;:i:1"" '- 

-.:--- 
==>0115. -- ,. 


.r--:;;< 
, 



- -L 


.- 


-_ E" 

 

.' ."-.,,, 
 " 



. "- 
-
 


- .. 
 -- 

..... =':' -- 
-- 


( 4
 
- , 
. -4.
' 

 . 
\ -f, 


-.- 
.,., 


, = 


-. 
,. 
"'i.- .l 


:Ii 


-10.: =- _=
::- 
- 

 
\ 


-1-.... 
 o'" 



 '-
 


,;:' 


.,:1, ..: 
- ,-, . .-.;- 
 
- 
- 
. ..
 
_-:

, . 

 


"" 
 



 
=", 


-
 


J.. 

ł 
'\.; 
,. , 


-ł.' 
 .;fI 



 
- -.' 


.... 


'
 
'i"'+ ""f!t 


r 


. - 
 

 


." 
>.- 


_ - ";;'L J . 



.- J-- 


" 



li



f1"":,, 


......-.....=-- 
"lf- 
",LC 
=-
. 
 


..,
 


""'.....- 


..---=- .....,.." 


:::,
-:;-""",,-'._"" 

 
 '" ...-": - ,.
 
-- - - 
-ł=
 
=;;__--=-=- 
"" = "':,.,;E __ =c 
 
.-
,g "'
 

-#
 


..., 


-' 


.:.,...
 
'

 
 


<
i! 



 


-.".
 
.- 


"" 
)
': 
" - 


,..- 

' 


...
... 



"' 
y TV,,:,' 
,r- 


... 
"' 


'
:Jł 


2; 


r
 


J 


'ł 


.. 
. II 


Zdjęcie nr 1 
. ." 
Szybowiec "Zabus 


Zdjęcie nr 2 
Szybowiec "Dziaba" 


-' 


Zdjęcie nr 3 
Wciąganie szybowca na start 


ZlIjęcie nr 4 
"Bydgogzczanka" podczas lo- 
tu w 1925 r.
		

/kronika_1200205_0001.djvu

			203 


tości 6,75 m, bez podwozia, z małym ruchomym stcrem z przodu. Właziło się do tego 
"potwora" przez dziurę od dołu, wstawiało się ramiona w formy i całą tę sztuczkę 
trzeba było nosić na plecach ba! nawet biegać z nią, żeby się oderwać od ziemi". 
Gdy "Dziaba" była przygotowana do pierwszego ltartu 6 września, wiatr prze- 
wrócił ją na plecy i połamał. Podczas zawodów została wyremontowana, otrzymując 
podwójne stateczniki pionowe, lecz nie doszło do wypróbowania jej w locie. Była 
pierwszym polskim latającym skrzydłem. (zdj. 2) Przy zastosowaniu systemu stero- 
wania pilotaż byłby zbyt trudny, tak więc "Dziaba" nie nadawała się do wykony- 
wania poprawnych lotów. 
Ten jednomiejscowy szybowiec doświadczalny konstrukcji drewnianej o układzie 
latającego skrzydła posiadał płat ze środkową częścią prostokątną i częściami ze- 
wnętrznymi trójkątnymi. Drewnianą konstrukcję płata zaprojektowano jako jedno- 
dźwigarową. Pokrycie było płócienne. W środkowej części płata wykonano otwór, 
przez który od dołu pilot wkładał górną część ciała, a głowa wystawała ponad płat. 
Szybowiec był unoszony na ramionach pilota, które wchodziły w specjalne formy. 
Pilot był ponadto przypasany do szybowca. \Vewnątrz płata na dwóch podwójnych 
żebrach głównych (na styku części zewnętrznych płata z częścią środkową) znajdo- 
wały się mechanizmy zmiany kształtu profilu płata. Składały się one z dwóch stalo- 
wych wysięgników (umieszczonych w płaszczyźnie tych żeber), rury zawieszonej na 
ich końcach i obracających się na tej rurze dwuramiennych dźwigni, których końce 
były połączone z pokryciem poprzez górne i dolne listwy żeber. Pilot miał przed sobą 
wolant w postaci koła, sprzężony linkami z tymi mechanizmami. Przed płatem była 
umieszczona mała powierzchnia sterowa - wiatroczułek, sprzężona linką z mecha- 
nizmami zmiany kształtu profilu. Tył środkowej części płatu przedłużono. Pokry- 
cie płócienne szybowca było cellowane. Z przodu kadłuba umieszczono napis "Dzia- 
ba". 
Dane techniczne szybowca przedstawiały się następująco: rozpiętość 6,75, dłu- 
gość 5 m, wysokość 0,5 m, powierzchnia nośna 15 m 2 , wydłużenie 3, ciężar własny 
45 kG, ciężar użyteczny - 70 kG, ciężar całkowity 115 kG, obciążenie powierzchni 
8 kG/m. 24 
Na stokach Czarnej Góry uczestniczył w konkursie jeszcze jeden pilot konstruk- 
tor, który miał bardzo bliskie kontakty z Bydgoszczą. Był to por. pil. Alojzy Bła- 
żyński, który 9 marca 1919 r. wsławił się niezwykłym wyczynem. Porwał wtedy 
z pruskiego lotniska w Bydgoszczy myśliwiec "Brandenburg", będąc tylko mecha- 
nikiem tamtejszej eskadry lotniczej. Wylądował na terenie zajętym przez powstań- 
ców wielkopolskich, biorąc następnie czynny udział w powstaniu. Ojciec jego od 1903 r. 
mieszkał w Bydgoszczy, a on sam związał się z tym miastem do czasu swej tra- 
gicznej śmierci we wrześniu 1934 r. Za całokształt służby bojowej był odznaczony 
orderem Virtuti Militari V klasy oraz Krzyżem Walecznych. 
W zawodach szybowcowych latał on na skonstruowanym i zbudowanym w 3 
Pułku Lotniczym w Poznaniu "Polonie". Zdobył wtedy V nagrodę, a jego szybowiec 
posiadał najkorzystniejsze ze wszystkich konstrukcji kształty aerodynamiczne 5 . 
I Konkurs Płatowców Bezsilnikowych, którego nazwę później zmieniono na I 
Polski Konkurs Szybowcowy zapoczątkował współzawodnictwo w sporcie szybow- 
cowym. Nie było to łatwe, ale bardzo potrzebne przedsięwzięcie. Zainicjowano ry- 
walizację w lataniu i konstruowaniu szybowców i chociaż po zakończeniu zawodów 
krytycznie oceniano wyniki, mając na uwadze lepsze osiągnięcia za granicą, to jednak 
analizując skromne możliwości i środki pionierzy polskiego szybownictwa zebrali 
wiele cennych doświadczeń, które przyczyniły się do rozwoju sportu szybowcowego 
w latach późniejszych. I wtedy też nie zabrakło bydgoszczan.
		

/kronika_1200206_0001.djvu

			204 


- ..... 


""'-, 


t" 

.,- 


, 1t....
. 


'. 



 



 ; 


""""-'.4........... 


'1 


io 




 , 
. . 


...... 


.' 
. 
 


. ".. .......: .. '!lo 


Zdjęcie nr 5 
.,Bydgoszcianka" z podwo- 
ziem płozowym 


. 


... ........... 


cM 


\V 1925 r. Związek Lotników Polskich w Poznaniu zorganizował zawody - na- 
zwane II \Vszechpolskim Konkursem Szybowców. Odbyły się one od 17 maja do 
14 czerwca na wzgórzach w Oksywiu koło Gdyni. Do startu zgłoszono 21 konstrukcji 
szybowców, ale udział wzięło tylko 15, w tym 3 szybowce z Bydgoszczy. Loty wyko- 
nywało I I pilotów. I mpreza okazała się jednak mniej udana niż poprzednia z 1923 r. 
Słabe wyniki konkursu były spowodowane nieodpowiednio wybranym terenem, nie- 
dostatecznym przygotowaniem pilotów oraz warunkami lotnymi. 8 
Bracia Stanisław i Mieczysław Działowscy z Bydgoszczy (znani później jako kon- 
struktorzy samolotów), w połowie 1924 r. rozpoczęli w warsztatach Niższej Szkoły 
Pilotów budowę szybowca własnego projektu, nazwanego "Bydgoszczanka" . Sta- 
nisław był szefem mechaników, a Mieczysław mechanikiem w tej szkole. Budowa szy- 
bowca została zakończona w 1925 r. "Bydgoszczanka" z numerem konkursowym 2 
wzięła udział w II Konkursie Szybowców, pilotowana przez (?) Strzelczyka. Pierw- 
szy lot nastąpił 18 maja 1925 r. Podczas zawodów wykonano na niej kilka lotów 
w łącznym czasie I min. 12 sek. Początkowo szybowiec miał podwozie kołowe, ster 
wysokości dzielony, a ster kierunku nisko umieszczony, wchodzący w wykrój 
steru wysokości. Po uszkodzcniu podczas nieudanego startu szybowiec przerobiono. 
Zlikwidowano wykrój w sferze wysokości i umieszczono wyżej ster kierunku, a na- 
stępnie zmieniono podwozie na płozowe. 
Bydgoszczanka" była jednomiejscowym szybowcem konstrukcji drewnianej 
o układzie górnopłata. Kadłub wykonano w postaci płaskiej kraty, składającej się 
z owalnej ramy sklejanej z kilku warstw listew i pionowych rozpórek, wykrzyżowa- 
nej drutami. Na poziomej beleczce w przodzie kadłuba zamontowano siodełko i ste- 
rownicę w postaci wolantu i orczyka. W płaszczyźnie poziomej kratę usztywniono 
do płata drutami. Podwozie było amortyzowane względem kadłuba sznurem gu- 
mowym. Na osi podwozia długości I ,6 m początkowo osadzono dwa koła, później 
dwie jesionowe płozy. Płoza ogonowa była drewniana. Płat szybowca trapezowy, 
dwudżwigarowy, do pierwszego dźwigara pokryty sklejką, pozostała część płótnem. 
Skrzydła zamocowano do wzmocnionego żebra, umieszczonego na piono\\"ych roz- 
pórkach kraty kadłuba i usztywniono drutami biegnącymi do górnej i dolnej listwy 
ramy kadłuba. Lotki z dużym rogowym odciążeniem aerodynamicznym mogły być 
wychylane jednocześnie w dół lub w górę, wspomagając działanie steru wysokości. 
Lotki były usztywnione drutami mocowanymi do dźwigienek sterowania. Statecz- 
nik poziomy i stery pokryto płótnem. Statecznik poziomy był ponadto usztywniony 
drutami. Napęd lotek i sterów odbywał się za pomocą linek. Górna linka napędu 
lotek biegła w płacie. a dolna pod płatem. Pokrycie płócienne szybowca było celle-
		

/kronika_1200207_0001.djvu

			205 


nowane. Na sterze kierunku i końca lotek umieszczono numer konkursowy 2. Na 
sterze kierunku był również napis "Bydgoszczanka" . 
Dane techniczne szybowca przedstawiały się następująco: rozpiętość 10,25 m, 
długość 6,5 m, wysokość 2,6 m, powierzchnia nośna 15 m 2 , wydłużenie - 7, ciężar 
własny 78 kG, ciężar użyteczny 70 kG, ciężar całkowity 148 kG, obciążenie powierz- 
chni 9,9 kG/m 27 . 
Drugi z bydgoskich szybowców nazwany "Bimbuś" zbudował w 1925 r. w Niższej 
Szkole Pilotów w Bydgoszczy kpt. Franciszek jach. W II Konkursie Szybowców 
na Oksywiu z numerem konkursowym 3 pilot Władysław Szulczewski wykonał na 
nim jeden lot trwający 16 sekund. "Bimbuś" był jednomiejscowym szybowcem kon- 
strukcji drewnianej o układzie górnopłata. Posiadał kadłub w postaci kraty płaskiej, 
usztywnionej w płaszczyźnie poziomej drutami mocowanymi do płata. Z przodu 
kadłuba wykonano małą kabinę ze sklejki. Płoza główna była z drewna jesionowego. 
Płat prostokątny, dwudźwigarowy, usztywniono drutami umocowanymi do kozła 
nad płatem i do dołu kadłuba. Keson ze sklejki sięgał do przedniego dźwigara. Płat 
i usterzenie pokryto płótnem. Dane techniczne: rozpiętość - 12 m, długość 6,5 m, 
wysokość 1,8 m, powierzchnia nośna 18 m 2 , wydłużenie 8, ciężar własny 80 kG 
ciężar użyteczny 65 kG, ciężar całkowity 145 kG, obciążenie powierzchni 8 kG/ms: 
Trzeci szybowiec, również konstrukcji kpt. Franciszka jacha, był zmodyfiko- 
waną wersją "Żabusia" z I Konkursu Płatowców Bezsilnikowych. Szybowiec został 
przebudowany w Bydgoszczy. Konstruktor dodał usterzenie pionowe, a system ste- 
rowania przerobił na zwykły. Szybowiec pilotowany przez kpt. F. jacha z numerem 
konkursowym 4 wykonał kilkan.aście udanych lotów. Pilot otrzymał I nagrodę za 
naj dłuższy lot (560 m). Szybowiec po zawodach przekazano do Muzeum Wojska 



. 


;.-<'ii' 


,..., "-4 
. -,t,' 


.' 


r 
'1 


\ 4 1 


.. 


I 
,;. 


:"f:/fu--:::" 



 ...
t : ,". , '
;

"?
 - 
{:'tiilM'<
. _ 


ł- 


Zdjęcie nr 6 
Szybowiec "Bim buś" 


.' ,: ;\ :
.' :.;::"

1


.
;
:
..
;.
';
;; 
, ,""", . 
#f!t....
..
 ': 


Zdjęcie nr 7 
Szybowiec "labuś II" pod- 
czas lotu 


""'.1' 
 '< .,' '
7'1i . 
'I
" 
 
f
f j

 



 
.;. 



: .
. ,1ł 

.

 ...-;,.';,t

:_.o
" ... ..:-:-" >
		

/kronika_1200208_0001.djvu

			20G 


Polskiego w Poznaniu, gdzie po wybuchu wojny w 1939 r. został zniszczony przez 
Niemców. 9 
Drugi polski konkurs był nieudany w obliczu ówczesnych osiągnięć międzynaro- 
dowych. Z dwu sposobów reagowania na niepowodzenia: "dać spokój" lub - "pod- 
woić wysiłki", wybrano, niestety, ten pierwszy, przyjmując tezę, że w Polsce brak 
jest terenów do latania! Na szczęście nie wszyscy się z nią zgodzili ale III Krajowe 
Zawody Szybowcowe zorganizowano dopiero w 10 lat później. Czas ten starano się 
wykorzystać, owocnie, tworząc podstawy polskiego sportu szybowcowego. jego 
wszechstronny rozwój w ostatnich latach II Rzeczypospolitej, spowodował, że przed 
1939 r. Polska była potęgą szybowcową świata, drugą po Niemczech. Masowość 
szkolenia, osiągnięcia sportowe, liczebność pilotów wyczynowych, konstrukcji oraz 
prac naukowo-badawczych rozsławiły Polskę w Europie i na świecie. lo Piękną kartę 
w tej historii ma także Bydgoszcz, ale to już dzieje Szkoły Szybowcowej w Fordonie 


PRZYPISY 


l Jerzy R. Konieczny, Tadeusz Malinowski, Mała encyklopedia lotników polskich, WKiŁ 
Warszawa 1983, s. 167-170. 
2 Szybownictwo - nasze piętnastolecie, "Skrzydlata Polska" 1938 nr 10, s. 295-300; 
Tadeusz Malinowski, Pierwsze w Polsce zawody szybowcowe, "Skrzydlata Polska" 1983 nr 31- 
-32, s. 5-6; Witold Rychter, Skrzydlate wspomnienia, WKiŁ Warszawa 1980, s. 41-45. 
3 Andrzej Glass, Polskie konstrukcje lotnicze 1893-1939, WKiŁ, Warszawa 1976, s. 346- 
-363; Zdzisław Gryglicki, Polskie konstrukcje lotnicze, "Żabuś", "Skrzydlata Polska" 1955 
nr 17. 
& Andrzej Glass, op. dt. s. 351-352; Szybownictwo-nasze piętnastolecie, "Skrzydlata PoI- 
ska" 1938 nr 10, s. 298. 
5 Józef Podgóreczny, Kpt. pilot Alojzy Blażyński (1898-1934), "Mówią wieki" - ma- 
gazyn historyczny 1981 nr 2, s. 35 -36; Andrzej Glass, op. cit. s. 348. 
II Szybownictwo-nasze piętnastolecie, op. cit. s. 299-300; Konkurs szybowców w Gdyni, 
"Lot Polski" 1925 nr 22. s. 2-7. 
7 Andrzej Glass, op. cit. s. 356-357. 
II Zdzisław Gryglicki, Polskie konstrukcje lotnicze, Szybowiec "Bimbuś" , "Skrzydlata Polska 
1955 nr 32.; Andrzej Glass, op. cit. s. 360. 
Ił Zdzisław Gryglicki, Polskie konstrukcje lotnicze, Szybowiec "Żabuś 2", "Skrzydlata PoI- 
ska" 1955 nr 32; Andrzej Glass, op. cit. s. 349-350. 
10 Szybownictwo-nasze piętnastolecie, op. cit. s. 299-300; Szkoły i tereny szybowcowe, Wa- 
runki przyjęcia na kurs pilota1:u, "Skrzydlata Polska" 1936 (wydanie specjalne), s. 52; Alma- 
nach, Polskie lotnictwo sportowe, PWN, Warszawa 1988, s. 104-148.
		

/kronika_1200209_0001.djvu

			MAREK K. JELENIEWSKI 


RADA LUDOWA 
NA MIASTO BYDGOSZCZ I PRZEDMIEŚCIA 
1918-1920 


Kiedy w listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, terytorialny 
kształt odrodzonego Państwa pozostawał nadal nieokreślony. Bydgoszczanie z o- 
gromnym entuzjazmem powitali koniec wojny światowej i proklamowanie II Rze- 
czypospolitej, jednak warunki na jakich zawieszono działania wojenne, przyjęte 
przez społeczeństwo polskie z dużym rozczarowaniem przewidywały, iż na terenach 
zicm leżą
ych w granicach Rzeszy z 19] 4 roku, do czasu zawarcia traktatu pokojo- 
wego, obowiązywać miała administracja niemiecka. 
Utworzenie polskiego rządu w Warszawie, stało się impulsem dla podjęcia walki 
politycznej na terenach, które pozostawały nadal pod okupacją pruską. Główny 
ciężar tej walki wziął na siebie dotychczasowy tajny Centralny Komitet Obywa- 
telski, w dniu 12 listopada 1918 roku przekształcony w oficjalnie działającą Naczelną 
Radę Ludową. Stać się ona miała instytucją rezrezentującą wszystkich Polaków 
zamieszkałych na wschodnich rubieżach monarchii pruskiej. \V swej deklaracji pro- 
gramowej jej przywódcy stwierdzali, iż zadaniem Rady będzie kierownictwo spra- 
wami politycznymi, administracyjnymi i wojskowymi na terenach polskich należą- 
cych nadal do Niemiec. Ostateczne uregulowanie statusu tych ziem pozostawiono 
konferencji pokojowejl. Za swą siedzibę Rada obrała Poznań. Podstawę jej działania 
stanowić miały Rady Ludowe działające w powiatach i większych miastach. Orga- 
nem wykonawczym miał być wybrany sposród jej członków Komisariat. Twórcom 
Rady chodziło o stworzenie takiej reprezentacji politycznej Polaków, wybranej 
demokratycznie, która pokieruje ich dalszym losem, w sposób dla nich możliwie 
naj korzystniejszy. Kompetencje Polskich Rad Ludowych na terenach niemieckich 
sprowadzono do czterech punktów: 
J. Czuwanie nad utrzymaniem ładu, porządku i bezpieczeństwa publicznego. 
2. Nawiązanie kontaktu z radami robotniczo-żołnierskimi i wprowadzanie do nich 
swoich przedstawicieli. 
3. Porozumienie z władzami w celu współdziałania w sprawach publicznych. 
4. Udzielanie pomocy żołnierzom zwolnionym z wojska i osobom powracającym na 
tereny działania rad. 2 
W celu wybrania Naczelnej Rady Ludowej na dzień 3 grudnia 1918 roku zwołano 
do Poznania Polski Sejm Dzielnicowy. W obradach sejmu mieli wziąć udział repre- 
zentanci wszystkich polskich Rad Ludowych. Zadaniem sejmu obok wybrania składu 
Naczelnej Rady Ludowej i jej organów, było stworzenie politycznych podstaw dzia- 
łania oraz określenie stojących przed Radą zadań. 
Zgodnie z zaleceniami Komisariatu zaczęły się ujawniać dotychczasowe tajne 
Rady Ludowe działające na terenie całego zaboru. już J 6 listopada 1918 roku powoła- 
no Radę Ludową na miasto Bydgoszcz. 3 Na jej prezesa wybrano jana Biziela, se- 
kretarzem został jan Teska, skarbnikiem józef Milchert, zaś członkami Zarządu
		

/kronika_1200210_0001.djvu

			208 


Władysław Kużaj i Antoni Czarnecki. Pierwotnie Rada liczyła 35 osób, a od 24 
listopada, po odbyciu dwóch wieców wyborczych (dla mieszkańców miasta i przed- 
mieść)ł Radę powiększono do 50 osób i zmieniono jej nazwę na: Radę Ludową na 
Miasto Bydgoszcz i Przedmieścia. 5 Postanowiono również zwołać pierwsze posiedze- 
nie Rady na dzień 27 listopada. Na posiedzeniu tym stworzono podstawy dalszej 
działalności Rady. W skład Zarządu włączono ks. jana Filipiaka i Melchiora Wierz- 
bickiego. Spośród członków Rady wybrano liczący 17 osób Wydział Wykonawczy6 
i wyłoniono specjalne komisje programowe, którym powierzono nadzór nad posz- 
czególnymi dziedzinami życia. Były to komisje: 
a. spraw ogólnych, 
b. finansowa, 
c. przechodźców (emigrantów reemigrantów), 
d. dekoracji miasta, ' 
e. organizacji towarzystw, 
f. wskazywania pracy, 
g. straży obywatelskiej. 
W kolejnej fazie obrad Rady wybrano delegację na Polski Sejm Dzielnicowy. Pol- 
ską społeczność Bydgo')zczy na tym sejmie reprezentować mieli: l. Antoni Czarnec- 
ki 2. Franciszek Smoliński 3. Ludwik Sosnowski 4. jan Teska 5. Wincentyna Tes- 
kowa 6. Melchior \Vierzbicki 7. jan Cywil'lski 8. Filipina Czajkowska 9. ks. jan Fi- 
lipiak 10. Helena Marchlewska t l. jan Świątkowski 12. Teodor Wolny. 
już na następny dzień tj. 28 listopada zwołano posiedzenie komisji d/s ogólnych, 
w trakcie którego powzięto trzy znaczące decyzje. Po pierwsze - postanowiono wy- 
stąpić do burmistrza z wnioskiem o włączenie w skład magistratu trzech członków 
spośród obywateli narodowości polskiej (10 grudnia wyznaczono jako kandydatów 
do magistratu A. Czarneckiego, J. Milcherta i M. Wierzbickkiego) których zadaniem 
była reprezentacja i obrona interesów bydgoskich Polaków w kontaktach z niemiec- 
kimi władzami miasta. 
Po drugie - skierowano do władz Prowincjonalnego Kolegium Szkolnego w Po- 
znaniu kategoryczne żądanie natychmiastowego wprowadzenia do programu szkól 
bydgoskich nauki języka polskiego. I nicjatorem tego wniosku był ks. Filipiak, lecz 
odzwierciedlał on pragnienia wszystkich Polaków. Dlatego też spotkał się z całkowi- 
tym poparciem pozostałych członków Komisji. 
Po trzecie - doskonaląc strukturę Rady postanowiono utworzyć kolejną komisję 
- zdrowia. Kierownictwo komisji powierzono przewodniczącemu Rady, długoletnie- 
mu lekarzowi janowi Bizielowi. Przed komisją postawiono zadanie podniesienia kul- 
tury zdrowotnej społeczności polskiej. Kultura ta na skutek zaniedbań ze strony oku- 
panta stała na bardzo niskim poziomie. 
W dniach 3-5 grudnia 1918 roku odbył się w Poznaniu Polski Sejm Dzielnico- 
wy. W trakcie obrad uznano linię obraną przez dotychczasowe kierownictwo Naczel- 
nej Rady Ludowej jako jedynie słuszną. Potwierdzono, iż rozwiązanie kwestii za- 
chodnich granic Polski, a tym samym przynależności politycznej Wielkopolski 
i Pomorza pozostawić należy konferencji pokojowej. W czasie trwania obrad sejmu 
po raz pierwszy Naczelna Rada Ludowa określiła się politycznie, deklarując soli- 
darność z utworzonym w Paryżu Komitetem Narodowym Polskim, ze stojącym na 
jego czele Romanem Dmowskim, i wyrażając dezaprobatę wobec, zdaniem Rady, 
zbyt radykalnego Warszawskiego Rządu jędrzeja Moraczewskiego. (Choć w pierw- 
szym trzyosobowym składzie Komisariatu znaleźli się dwaj działacze chadecji 
W. Korfanty i k5. St. Adamski, na poczynania zarówno Naczelnej Rady Ludowej
		

/kronika_1200211_0001.djvu

			209 


jak i później Ministerstwa byłej Dzielnicy Pruskiej decydujący wpływ mieli politycy 
endeccy.) 
jak wykazały wyniki obrad Sejmu oraz skład i kompetencje Naczelnej Rady 
Ludowej8 ambicją członków Rady było objęcie zasięgiem swej działalności wszyst- 
kich ziem polskich pozostających w zaborze pruskim. 8 Znalazło to odzwierciedlenie 
zarówno w składzie organu wykonawczego - Komisariatu jak i samej Rady. Od 
obrad Sejmu sześcioosobowy Komisariat tworzyli 9 : Ks. Stanisław Adamski i Wła- 
dysław Seyda z Wielkopolski, Stefan Łaszewski i Adam Poszwiński z Pomorza 
oraz ze Śląska Wojciech Korfanty i Józef Rymer. Dla zwiększenia operatywności 
NRL utworzono dwa Podkomisariaty: w Gdańsku - na Prusy Królewskie, Książęce 
Pomorze i Mazowsze oraz w By tomu na Śląsk. Pierwsza wybrana podczas Sejmu, 
Naczelna Rada Ludowa liczyła 82 osoby. (28 z Księstwa Poznańskiego, 13 z Prus 
Królewskich, 2 z Warmii, 3 z Mazowszy Pruskiego, 4 z ziem leżących po lewej stronie 
Łaby, 3 z ziem po prawej stronie Łaby oraz 29 osób ze Śląska.) Przejmując kierow- 
nictwo spraw gospodarczych, administracyjnych i politycznych Rada utworzyła 
cztery Wydziały: Gospodarstwa Krajowego, Organizacji i Propagandy, Polityki 
i \Vojska oraz Administracji i Sądownictwa. Wydziały podzielono na sekcje. lo 
Na pierwszym, po obradach Sejmu, zebraniu Rady Ludowej na Miasto Bydgoszcz 
i Przedmieścia jakie odbyło się w dniu 10 grudnia 1918 roku. przedstawiciele społecz- 
ności bydgoskiej zdali pozostałym członkom Rady relację z jego przebiegu. Z zado- 
woleniem przyjęto włączenie do składu Naczelnej Rady Ludowej jana Cywińskiego, 
jako reprezentanta Bydgoszczy. Zaakceptowano również linię programową N RL, 
uznając ją za jedynie możliwą w obecnych warunkach. Komisję do Spraw Ogólnych 
zobowiązano do systematycznego informowania NRL o bieżącej działalności Rady 
Ludowej w Bydgoszczy jak również o problemach z jakimi spotykają się jej przed- 
stawiciele w kontaktach z władzami miasta. Na zebraniu ponownie poruszono sprawę 
nauki języka polskiego w szkołach bydgoskich. Członkowie Rady postulowali, by 
ze względu na ogromne znaczenie tego problemu, wysłać do Poznania swych przed- 
stawicieli, którzy w bezpośrednich rozmowych z Radcą Szkolnym przedstawią argu- 
menty przemawiające za natychmiastowym wprowadzenięm nauki języka polskiego 
do programu szkół. Jako reprezentacja społeczności miasta do Poznania udali się 
księża Filipiak i Konopczyński. O przebiegu rozmów mieli poinformować Radę na 
jej kolejnym zebraniu w dniu] 6 grudnia. 
Od relacji z wizyty w Prowincjonalnym Kolegium Szkolnym w Poznaniu rozpo- 
częło się kolejne zebranie Wydziału Wykonawczego Rady, w dniu 16 grudnia 19]8 
roku. Ks. Filipiak informując o rezultacie rozmów stwierdził, iż jego misja zakończyła 
się fiaskiem. Urzędnicy niemieccy bardzo niechętnie odnieśli się do przedstawionych 
im postulatów, uważając, że nie ma formalnych podstaw do zmiany dotychczasowego 
stanu rzeczy. VI tej sytuacji mówca zaproponował, by o poparcie sprawy zwrócić 
się do Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej. Wniosek przyjęto i już następnego 
dnia odpowiedni dokument wysłano do Poznania. 
Przedstawiciele Komisariatu natychmiast podjęli, zakończoną powodzeniem, 
interwencję u władz niemieckich. Naukę języka polskiego wprowadzono od stycznia 
1919 roku do programu szkół średniego i wyższego stopnia w wymiarze 4 godzin 
tygodniowo. Władu nakładały jednak na każdego Polaka, którego dziecko miałoby 
pobierać naukę języka polskiego, obowiązek złożenia pisemnej prośby. W związku 
z tym ks. Filipiak i Komisja Szkolna zorganizowali w mieście trzy biura: w Farze, 
kościele św. Trójcy i Domu Polskim, w których odbierano i pomagano sporządzać 
takie wnioski. W sumie zebrano ich około 5000. 11 Komisja Szkolna zajęła się także 
wyszukaniem odpowiednich nauczycieli (na tych których wyznaczyły władze nie- 


14 - Kronika bydgoska
		

/kronika_1200212_0001.djvu

			210 


mieckie nie wyrażono zgody) oraz przygotowaniem i rozprowadzeniem potrzebnych 
podręczników. 
- Nauczeni doświadczeniem członkowie Rady zrezygnowali z planowanego kiero- 
wania do magistratu wniosku o organizowanie różnego rodzaju kursów dla Polaków. 
Postanowili, iż zarówno samą organizacją tych kursów jak i ich programem zajmą 
się bądź członkowie Rady, bądź cieszący się ich zaufaniem inni obywatele polscy. 
Mając na względzie interesy miasta i zamieszkałych w nim Polaków uznano, iż 
pierwszym i najważniejszym zadaniem jest pr
ygotowanie kadry nauczycielskiej 
i urzędniczej. \V związku z tym doktorowi Bizielowi powierzono organizację kursu 
przygotowującego kadry pedagogiczne dla przyszłych szkół polskich 12 , zaś wniosek 
o przygotowanie kursu dla urzędników skierowano do Towarzystwa Kupców, 
a nadzór nad nim miał sprawować józef Milchert. W programie kursu przewidziano 
naukę stenografii, korespondencji i pisania na maszynie. 
jak wynika z powyższego obrazu działalności Rady, w początkowej fazie tworzyła 
i doskonaliła ona swoje struktury oraz podejmowała decyzje, których celem było 
regulowanie podstawowych spraw i problemów trapiących polską społeczność Byd- 
goszczy. jednak zasadniczym zadaniem jakie stawiali przed sobą członkowie Rady 
było stworzenie podstaw do niedalekiego, jak wierzyli, przejęcia Bydgoszcz przez 
władze polskie. (Intencją członków Rady było, by po powrocie miasta w granice 
Rzeczypospolitej, istniał w nim trzon kadry urzędniczej, gospodarczej, społecznej 
i politycznej, na której przygotowanie postanowiono poświęcić czas pozostały do 
konfrencji pokojowej, a w której pomyślny dla Polski i Bydgoszczy wynik nikt nie 
wątpił. Kadra ta miała wziąc na siebie ciężar tworzenia odpowiednich organizmów 
życia w niepodległym już mieście. 
Jjk wykazały późniejsze wypadki, społeczeństwo polskie oprócz wykorzysty- 
wama wszelkich legalnych możliwości, stworzonych przez sytuację zaistniałą po 
wojnie na terenach zaboru pruskiego, prowadziło szeroką działalność konspiracyjną, 
której celem było gromadzenie sił i środków do ewentualnego wystąpienia zbrojnego. 
W drugiej połowie grudnia 1918 roku stosunki pomiędzy Niemcami i Polakami 
zamieszkałymi w Wielkopolsce uległy wyraźnemu pogorszeniu. Niemcy zorientowali 
się bowiem, że wśród społeczności polskiej istnieją gotowe do walki oddziały zbrojne. 
Uświadomili sobie również, iż w wojsku pruskim wiele jednostek jest zdominowanych 
przez POlaków. W zwjązku z tym podjęli kroki zmierzające do opanowania sytuacji, 
wysyłając do Poznania i innych miast Wielkopolski nowe jednostki wojskowe, jak 
również formacje ochotników (tzw. Heimatschutz), Polacy z kolei pragnęli jak naj- 
prędzej doprowadzić do starcia zbrojnego, gdyż mieli świadomość zagrożenia jakie 
niesie za sobą powiększenie garnizonów niemieckich, a tym samym osłabienie sił 
polskich. Z drugiej jednak strony zdawali sobie sprawę z faktu, iż nie są jeszcze do 
starcia przygotowani. Również Komisariat NRL był przeciwny podejmowania walki. 
jednak wybuch powstania był nieunikniony. 27 grudnia przed poznańskim ho- 
telem "Bazar", w którym mieszkał Paderewski, doszło do pierwszego starcia zbroj- 
nego. Wkrótce opanowano Poznań. Walki przeniosły się do innych miast. Utworzo- 
no Armię Wielkopolską, a Komisariat NRL początkowo przeciwny walkom, posta- 
wiony przed faktem dokonanym objął kierownictwD powstania i władzę na wyzwo- 
lonych terenach. . 
Powstanie Wielkopolskie nie przyniosło niestety wolności Bydgoszczy. Co praw- 
da powstańcy uwolnili spod niemieckiego jarzma szereg miejscowości podbydgoskich 
jak Inowrocław, Szubin czy Łabiszyn, a w nocy z 21 na 22 stycznia 1919 roku dotarli 
nawet do odległej zaledwie o 12 km Brzozy, jednak samej Bydgoszczy nie zdołali 
wyzwolić. la Brak elementu zaskoczenia, jaki wykorzystano w Poznaniu sprawił,
		

/kronika_1200213_0001.djvu

			211 


że Niemcy pomimo rewolucyjnego wrzenia i demoralizacji ogarniającej wojska gar- 
nizonu bydgoskiego, zdołali zgromadzić siły zdolne do odparcia ataku. jednostki 
Grenzschutzu wzmocniono uzbrojonymi urzędnikami i kolejarzami oraz zmobilizo- 
waną ludnością cywilną. 
Na skutek przeciwuderzenia niemieckiego, mimo licznych prób powstańczych 
do walki o Bydgoszcz nie doszło. Wzmocnienie wojsk niemieckich sprawiło, iż naj- 
ważniejszym zadaniem powstańców stało się utrzymanie zdobytych już terenów, 
a nie opanowywanie nowych. Linia frontu ukształtowała się kilkanaście kilometrów 
na południowy-zachód od Bydgoszczy. 
W szeregach powstańczych znalazło się wielu Bydgoszczan. Część z nich uczestni- 
czyła w walkach od samego początku, gdyż licząc się z możliwością wybuchu powsta- 
nia przebywała w Poznaniu. Część natomiast została przerzucona przez linię frontu 
już w trakcie działań zbrojnych. Pod egidą Rady Ludowej stworzono bowiem w Byd- 
goszczy komórkę zajmującą się rekrutacją i przerzutem ochotników do oddziałów 
powstańczych. (Na jej czele stanęły: Walentyna Teskowa, Stefania Tuchołkowa 
i Apolonia Ziółkowska). Ludzie ci włączali się do powstania z bronią zakupioną 
z funduszy Rady. Obok działań konspiracyjnych Rada prowadziła ożywioną działal- 
ność interwencyjną. Wielokrotnie jej członkowie powiadamiali Komisariat NRL 
w Poznaniu o karach śmierci na jakie skazywano powstańców za dezercję z armii 
niemieckiej. Dzięki interwencjom Komisariatu do wykonywania wyroków nie 
doszło. Rada Ludowa koordynowała również pomoc bydgoszczan dla jeńców i inter- 
nowanych, których więziono w licznych obo
ach zorganizowanych na terenie miasta. 
W celu złagodzenia losu tych osób Rada korzystała z wszelkich dostępnych jej możli- 
wości. Pomimo, iż dotychczasowe próby jakiegokolwiek zbliżenia do niemieckiej 
Rady Robotników i Żołnierzy (istniejącej w Bydgoszczy od 10 listopada 1918 r.) 
nie powiodły się, gdyż Niemcy zdecydowanie odrzucali możliwość współpracy z pol- 
skimi przedstawicielami społeczności bydgoskiej, Zarząd Rady Ludowej na posie- 
dzeniu w dniu 25 stycznia 1919 roku uchwalił interpelację do Rady Robotników 
i Żołnierzy. W interpelacji tej przedstawiono warunki w jakich przebywają polscy 
jeńcy i zwrócono się do członków Rady o interwencję u swoich władz w celu zwolnie- 
nia, ewentualnie złagodzenia ich losu. Rada Robotników i Żołnierzy, wystąpienie 
Rady Ludowej zignorowała, nie przyjmując go do wiadomości. Również późniejsze 
próby zbliżenia się do Rady niemieckiej zakończyły się podobnym rezultatem. 
Na przełomie 1918 i 1919 roku wydarzenia związane z trwającym powstaniem, 
a więc udział w nim bydgoszczan czy los jeńców, zdominowały co prawda poczyna- 
nia Rady Ludowej, jednak nie były jedynymi zagadnieniami jakie pozostawały w jej 
zainteresowaniu. Członkowie Rady zajmowali się również innymi problemami tra- 
piącymi bydgoskich Polaków. W okresie tym dochodziło na przykład do częstych 
napaści niemieckich bojówek na lokale w których gromadziła się ludność polska. (Wy- 
darzeniem, które wzburzyło polską społeczność Bydgoszczy, a władze Regencji zmu- 
siło do wyrażenia Radzie Ludowej oficjalnych przeprosin, było pobicie na dworcu 
kolejowym przez kolejarzy i marynarzy niemieckich dwóch członków Rady: ks. 
Jana Filipiaka i Władysława Kużaja w dniu 9 stycznia 1919 r.) Wielokrotnie obiek- 
tem napaści stawał się Dom Polski. 
Interwencje u władz miasta i wskazywanie winnych przyczyniło się do ukrócenia 
tego procederu. Choć pobicia zdarzały się i później., to miały już charakter sporadycz- 
ny. Ponownie fala terroru wybuchła w sierpniu, po ogłoszeniu wyników traktatu 
wersalskiego. 


14*
		

/kronika_1200214_0001.djvu

			212 


. 


Po zawarciu układu w Trewirze 14 na ulice miasta powoli wracał spokój. Władze 
Bydgoszczy stopniowo znosiły ograniczenia wprowadzone w okresie trwania działań 
wojennych. Również w obradach Rady Ludowej daje się zauważyć powrót do nor- 
malności. Zebrania jej organów stają się znowu systematyczne. \V dniu 3 marca 
1919 roku głównym punktem obrad Zarządu Rady stał się problem obsadzenia sta- 
nowiska inspektora szkolnego na miasto Bydgoszcz. Poprzednim inspektorem był 
Niemiec ks. Becker. jednak jego niewłaściwe, zdaniem Rady, postępowanie przynio- 
sło sprawie polskie szkody. Wystąpiono o mianowanie na to stanowisko Ks. Filipia- 
ka. Ks. Becker nie godził się z postanowieniem Rady, ignorując jej zal,ccenia. W związ- 
ku z tym Rada Ludowa zwróciła się o interwencję do biskupa, będącego przełożo- 
nym obu księży. Rozstrzygnięcie biskupa było korzystne dla księdza Filipiaka i zgod- 
ne z wnioskiem Rady. W marcu 1919 roku ks. jan Filipiak zostaje mianowany in- 
spektorem szkolnym na miasto Bydgoszcz. Problemem szczególnie ważnym i wyma- 
gającym szybkiego i radykalnego załatwienia stała się sprawa byłych jeńców i inter- 
nowanych powstańców, zwalnianych obecnie z niewoli przez władze niemieckie. 
Osoby te bardzo często nie mogły znaleźć dla siebie zatrudnienia, tym samym nie 
posiadły środków do życia, a więc zarówno one jak i ich rodziny pupadały w nędzę. 
Zjawisko to objawiło się w czasie obrad Rady w postaci wniosków o zapomogi z ja- 
kimi zwracano się do niej. Po raz pierwszy taki wniosek wpłynął 8 marca, jednak 
w późniejszym okresie podobne wpływały wielokrotnie. Na posiedzeniu Zarządu 
postanowiono wniosek rozpatrzyć pozytywnie, przyznając nadawcy bezzwrotną 
zapomogę. Była ona jcdnak niewielka, ze względu na szczupłość funduszy jakim 
dysponowała Rada. Również w późniejszym okresie wnioski starano się załatwiać 
pozytywnie, choć wysokość kwot była zawsze symboliczna. 
Zarówno niewielkie wysokości kwot przyznawanych w ramach zapomóg, jaki 
i inne ograniczenia w wydatkach Rady, spowodowane były brakiem stałego źródła 
dochodów. Fundusze jakie wpływały na jej konto i pozostawały do jej dyspozycji, 
pochodziły z dobrowolnych zbiórek organizowanych wśród Polaków. Rada nie dys- 
ponowała żadnym przymusem finansowym. Podstawową kwotą jaką miała do po- 
działu był tzw. "podatek narodowy", który na mocy decyzji Polskiego Sejmu Dziel- 
nicowego mieli płacić dobrowolnie wszyscy Polacy. jego wysokość ustalono na po- 
ziomie jednorocznego podatku dochodowego 16 . 
W dniu 9 maja podczas obrad Zarządu Rady miał miejsce znamienny fakt, cha- 
rakteryzujący stosunek Rady Ludowej w Bydgoszczy do ówczesnego Rządu Rzeczy- 
pospolitej Polskiej. Członkowie Zarządu zaprotestowali bowiem przeciw zarządze- 
niom wraszawskiej Komisji Wyborczej w sprawie wyborów do Sejmu RP. W me- 
moriale skierowanym do Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu stwier- 
dzono, iż Rada Ludowa na Miasto Bydgoszcz i Przedmieścia postanawiając nie 
respektować rozporządzenia Komisji Wyborczej, deklaruje swą lojalność wobec 
NRL i oczekuje jej decyzji w tej sprawie, jako jedynej władzy posiadającej takie 
kompetencje. 
Zdarzenie to choć jednostkowe było poparcie separatystycznej polityki realizo- 
wanej przez Komisariat Naczelnej Rady Ludowej \V Poznaniu, której uwieńczeniem 
stało się utworzenie Ministerstwa byłej Dzielnicy Pruskiej. Zarówno NRL jak i póź- 
niej MbDP starały się bowiem o utrzymanie jak największej niezależności wobec 
Warszawy. 
Z niepokojem oczekiwali bydgoscy Polacy na wyniki konferencji pokojowej 
w Paryżu. Niepokój ten był w pełni uzasadniony, bowiem antagonizm angielsko- 
-francuski, przy obojętności Stanów Zjednoczonych sprawił, iż w kwestiach dotyczą- 
cych Polski, w trakcie obrad nie było korzystnych warunków do obrony jej intere-
		

/kronika_1200215_0001.djvu

			213 


sów. Premier brytyjski obawiając się wzmocnienia Francji, wyraźnie dążył do tego, 
by nie doszło do zbytniego osłabienia pokonanych Niemiec. Wykorzystując ten fakt, 
oraz to, że pozycja Francji była w Wielkiej Trójce najsłabsza. Niemcy prowadzili 
zaciętą walkę dyplomatyczną. Działania te sprawiły, iż pierwotny - korzystny dla 
Polski projekt traktatu zmieniono i zastąpiono nowym, w którym kosztem Polski 
przyznano Niemcom szereg terytoriów. Stąd obawy by Bydgoszcz nie pozostała 
w granicach Rzeszy. Podpisanie Traktatu Wersalskiego nastąpiło 28 czerwca 1919 r. 
N a mocy art. 27 i 28 Bydgoszcz przyznano Polsce. 
Pozytywne rozstrzygnięcie Traktatu Wersalskiego, przyjęte z ogromnym zado- 
woleniem zarówno przez członków Rady jak i pozostałych Polaków - mieszkań- 
ców miasta, nakładały na nich obowiązek zabezpieczenia polskich intcresów na tym 
terenie, aż do cza'-u ratyfikacji traktatu i faktycznego przejęcia tych ziemi, co miało 
nastąpić w styczniu 1920 roku. Członkowie Rady mieli bowiem świadomość, iż za- 
równo władze niemieckie, jak i przedsiębiorcy wykorzystają ten czas do ogołocenia 
miasta z wyposażenia fabryk, urządzeń i sprzętów. W celu zapohieżenia temu na 
dzień 26 lipca na posiedzenie Zarządu Rady zaproszono obywateli polskich, którzy 
zatrudnieni byli w urzędach, instytucjach i fahrykach niemieckich. Po przedstawie- 
niu im stanu prawnego, polecono by zwrócili baczną uwagę na ewentualne przygo- 
towanie Niemców do wywozu rzeczy. O każdym zauważonym przypadku mieli na- 
tychmiast informować Zarząd Rady. Rada z kolei informowała Ministcra b. Dzielni- 
cy Pruskiej, który podejmował interwencję w komisji rozjemczej lub u władz nie- 
mieckich. Pomimo przedsięwzięcia tych kroków Niemcy w okresie poprzedzającym 
przejęcie miasta przez władze polskie zdołali wywieźć szereg urządzeń i sprzętów. 
Powodem takiego postępowania Niemców i nieskuteczności prot
stó'.v s'dadanych 
przez władze polskie było niejasne brzmienie art. 256 Traktatu W
rsalskicgo, doty- 
czącego tej kwestii. Artykuł stanowił co prawda, iż "wszelka wbsność znajdująca 
się na odstąpionych terytoriach przechodzi na własność dancgo mocarstwa.", jednak 
nie precyzował czy jako punkt odniesienia należy przyjąć moment zawicszenia bro- 
ni, czy też dzień uprawomocnienia się traktatu. Stąd obie strony interpretowały 
ten przepis z korzyścią dla siebie. 
W okresie sierpień 19 I 9 - styczeń 1920 Niemcy zdołali wywieźć z Bydgoszczy 
m.m. : 
20 wagonów wyposażenia urzędu wojewódzkiego 
drukarnię 
wyposażenie urzędu celnego 
" dyrekcji lasów 
" dyrekcji kolei i warsztatów 
" Państwowego In6łytutu Rolniczego 
" kasyna oficerskiego z ul. Jagiellońskiej 
" wszystkich jednostek wojskowych 
" szkoły wojennej 
" lotniska 
" Szkoły Sztuki i Przemysłu 
most kolejowy z ul. Pomorskiej 

 
Wywieziono także wszelkie materiały budowlane jak drewno z tartaków, cegły z ce- 
gielni. Ponadto zapasy zboża oraz bydło i trzodęl7. 
Korzystne dla Bydgoszczy postanowienia traktatu spowodowały konieczność 
utworzenia w mieście stałego przedstawicielstwa polskiego. Specjalnym dekretem 
Naczelnej Rady Ludowej z 28 lipca 1919 roku powołano do życia Podkomisariat 
Naczelnej Rady Ludowej na Obwód Nadnotecki z siedzibą w Bydgoszczyl8. Na jego
		

/kronika_1200216_0001.djvu

			214 


czele stanął znany bydgoski adwokat, długoletni działacz polityczny i społeczny, 
członek Rady Ludowej - Melchior Wierzbicki. Podkomisariat rozpoczął pracę 
l sierpnia 1919 roku. 
Po podpisaniu Traktatu Wersalskiego, choć do jego ratyfikacji pozostało jeszcze 
ponad siedem miesięcy, władze Rzeczypospolitej podjęły szereg decyzji służących 
przygotowaniu przejęcia ziem byłego zaboru pruskiego. Już w dniu l sierpnia 1919 
roku weszła w życie ustawa "O tymczasowej organizacji zarządu byłej dzielnicy 
p ruski ej "19. 
Na mocy postanowień jej przepisów z dniem l sierpnia 1919 roku utworzono Mi- 
nisterstwo byłej Dzielnicy Pruskiej z siedzibą w Warszawie. Komisariat Naczelnej 
Rady Ludowej uległ likwidacji. Przed ministerstwem postawiono zadanie przejęcia 
wszystkich władz i urzędów od Komisariatu NRL i organów administracji pruskiej. 
Zgodnie z pkt. 9 tej ustawy, z przyłączonych do Polski ziem byłego zaboru pruskiego 
utworzono dwa województwa: Poznańskie dla obszaru byłego Wielkiego Księstwa 
Poznańskiego i części powiatów sycowskiego i namysłowskiego oraz Pomorskie 
z pozostałych ziem przyłączonych do Rzeczypospolitej. Bydgoszcz znalazła się tym 
samym w obrębie województwa poznańskiego. , 
Niemcy w odpowiedzi na niekorzystne dla nich rozstrzygnięcia Traktatu Wer- 
salskiego ponownie rozpętali w Bydgoszczy falę terroru. Wielokrotnie dochodziło do 
napaści na polskie kluby, lokale czy domy. Wybijano szyby w polskich sklepach 
i mieszkaniach. W związku z tym na dzień 14 sierpnia 1919 roku postanowiono zwo- 
łać posiedzenie Komisji Wykonawczej Rady. W trakcie obrad powzięte dwie uchwa- 
ły mające zabezpieczyć Polaków przed aktami terroru ze strony nacjonalistów nie- 
mieckich. 
Mocą pierwszej uchwały skierowano do magistratu żądanie wydania odpowiedniego 
aktu, który zezwalałby na utworzenie polskiej Straży Obywatelskiej. Uzasadniając 
ten wniosek członkowie Rady krytykowali zarówno niewłaściwe działanie samego 
magistratu jak i opieszałość policji. Przytaczając liczne przykłady przemocy stoso- 
wanej wobec obywateli polskich przez Grenzschutz jak i bojówki cywilne, Rada 
pozostawiała magistratowi na podjęcie decyzji 8 dni. Przy braku takowej postano- 
wiono, iż Straż Obywatelska zostanie utworzona na podstawie samodzielnej decyzji 
Rady, bez udziału i wpływu administracji niemieckiej. 
Drugą ważną uchwałą było postanowienie skierowania do magistratu sta- 
łych przedstawicieli, przed którymi postawiono zadanie kontrolowania pracy 
urzędników niemieckich oraz reprezentację i obronę polskich interesów. Postano- 
wienie Rady Ludowej zbiegło się z podjęciem tej kwestii w trakcie rokowań polsko- 
-niemieckich jakie odbyły się na początku $ierpnia 1919 roku w Berlinie. Niemcy 
wyrazili zgodę na ustanowienie polskich delegatów przy urzędach niemieckich. 
Delegatem przy landracie bydgoskim został członek Rady Ludowej Stanisław Nie- 
siołowski (późniejszy pierwszy polski starosta miasta), przy magistracie jan Ma- 
ciaszek 20 z Naczelnej Rady Ludowej (desygnowany na polskiego prezydenta miasta), 
przy urzędzie regencyjnym Melchior Wierzbicki. Ks. Jan Filipiak został członkiem 
deputacji szkolnej. Również na początku sierpnia na posiedzeniu Zarządu Rady 
postanowiQno wystąpić z wnioskiem do Rady Miejskiej o przyjęcie w jej poczet 
dwu obywateli polskich (dotychczas nie było w niej polskiej reprezentacji). Wyzna- 
czono nawet kandydatów w osobach jana Teski i Schuberta. Propozycja ta spotkała 
się jednak ze zdecydowaną niechęcią ze strony Niemców. W związku z taką ich reak- 
cją członkowie Zarządu uznali forsowanie wniosku za bezcelowe. 
Szczególnie tragiczna stała się sytuacja Polaków z powodu trudności w zaopa- 
trzeniu w podstawowe artykuły niezbędne do życia. Pomimo formalnych gwarancji
		

/kronika_1200217_0001.djvu

			215 


urzędnicy niemieccy z niechęcią wypełniali swoje obowiązki wobec obywateli pol- 
skich. Rozpoczęła się paniczna ucieczka Niemców do Rzeszy. Wielu Polaków za- 
trudnionych dotychczas w fabrykach niemieckich pozostało bez pracy. Zdomino- 
wany przez Niemców handel przestał spełniać swoją rolę. W mieście zaczynało bra- 
kować żywności, szerzyła się spekulacja. 
Zaniepokojona takim stanem rzeczy Rada Ludowa początkowo usiłowała orga- 
nizować doraźną pomoc dla Polaków we własnym zakresie. Apelowano do obywateli 
polskich o solidarność w tym trudnym okresie. W instytucjach polskich wydawano 
bezpłatne posiłki, a wśród okolicznych chłopów dokonywano interwencyjnych zaku- 
pów żywności dla potrzeb miasta. Jednak poczynania te okazały się niewystarczają- 
ce. W tej sytuacji postanowiono wystąpić o pomoc do Ministerstwa byłej Dzielnicy 
Pruskiej. Na skutek jego interwencji w połowie września Ministerstwo Zdrowia 
skierowało do Bydgoszczy większą partię żywności dla dzieci i matek karmiących. 
Podobne dostawy miały miejsce aż do stycznia 1920 roku. Korzystała z nich nie tyl- 
ko ludność polska. Choć dostawy te sytuacji nie rozwiązywały, to jednak w znako- 
mity sposób łagodziły trudy życia polskich bydgoszczan. 
Ostatnie miesiące jakie pozostały do przejęcia Bydgoszczy przez władze polskie, 
to okres szczególnie aktywnej działalności członków Rady. W związku z dalszymi 
licznymi przypadkami wywozu różnego rodzaju sprzętu, towarów i zwierząt w głąb 
Rzeszy, za sprawę najważniejszą uznano zapobieżenie temu procederowi. Na pro- 
blem uczulono wszystkie polskie organizacje społeczne działające na terenie miasta 
i okolic. Członków tych organizacji pouczono o formach przeciwstawiania się wywo- 
zowi. Pracujących w niemieckich fabrykach Polaków zobowiązano do informowa- 
nia Rady o przypadkach przygotowywania sprzętu do wywozu. Podobne zobowią- 
zanie nałożono na polskich kolejarzy, pocztowców i urzędników. Rada z chwilą uzy- 
skania informacji o wywozie kierowała na ręce władz miasta i regencji protesty. 
Gdy okazało się, że przedsięwzięte kroki nie są w stanie powstrzymać rabunku po- 
stanowiono odwołać się do wszystkich obywateli polskich. Na zorganizowanym 
w dniu 8 stycznia 1920 roku zjeździe przedstawicieli Polskich Rad Ludowych obwo- 
du nadnoteckiego ogłoszono następującej treści deklarację: 
"Wszelki wy\\ÓZ produktów rolnych uzależniony zostaje od zezwolenia polskich 
delegatów przy starostwie oraz od komisji doradczej składającej się z jednego przed- 
stawiciela rolnictwa i dwóch robotników". 
Takie zdecydowane postawienie sprawy i dokładne egzekwowanie deklaracji, 
choć wywozu artykułów i żywności nie zlikwidowało, to w zasadniczy sposób go 
ograni czyło. 
Drugim bardzo istotnym zagadnieniem jakim zajęła się po raz kolejny Rada pod 
koniec 1919 roku, to organizacja kursów i szkoleń w celu przygotowania przyszłych 
kadr urzędniczych dla aministracji polskiej. Na posiedzeniu Zarządu Rady w pierw- 
szych dniach grudnia postanowiono stworzyć towarzystwa urzędników, które za- 
kładały w swych planach szkolenie kadr dla potrzeb polskiej Bydgoszczy. Sprawę tę 
poruszano również na licznych wiecach ludności polskiej, jakie odbywały się na prze- 
łomie 1919 i 1920 roku. W rezolucji ogłoszonej po wiecu w dniu 26 listopada zebrani 
domagali się by: "Rada Ludowa i Podkomisariat w Bydgoszczy miały prawo mia- 
nowania urzędników". 
W grudniu 1919 roku członkowie Rady zajęli się również oceną urzędników za- 
trudnionych dotychczas w administracji niemieckiej. Wytypowano osoby, które 
zdaniem Rady powinny nadal piastować swoje stanowiska oraz te, które po przeję- 
ciu Bydgoszczy przez Polaków, na skutek swej wrogiej wobec nich postawy, powinny
		

/kronika_1200218_0001.djvu

			216 


zostać zwolnione. Po dokładnej analizie kandydatur postanowiono pozostawić 
wszystkich urzędników polskich. 
W końcowych miesiącach 1919 roku w decydującą fazę weszły przygotowania do 
uroczystego włączenia Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej. Zarówno w mieście 
jak i w poszczególnych dzielnicach powstawały specjalne komitety obywatelskie, 
zajmujące się dekoracją trasy, którą wkroczyć miały do miasta polskie oddziały 
wojskowe. Kierownictwo tych prac przyjęły na siebie dwie komisje Rady: komisja 
dekoracji miasta i komisja przyjęcie wojska polskiego. Na początku 1920 roku w ho- 
telu "Pod Orłem" otwarto specjalne biuro koordynujące działania w sprawie przy- 
gotowań do przyjęcia Wojska Polskiego. 
25 listopada 1919 roku podpisano z Niemcami porozumienie, które zawierało 
szczegółowy harmonogram przejęcia ziem przyznanych Polsce na mocy Traktatu 
Wersalskiego. Dlatego już w grudniu do pracy przystąpił Generalny Komisarz 
Rzeczypospolitej Polskiej dla przejęcia majątku państwowego w mieście Bydgoszczy 
- Jan Maciaszek. Wyposażony w instrukcję dla komisarzy powołanych do odbiera- 
nia zarządów i majątku państwowego od władz niemieckich, rozpoczął swą pracę od 
zapoznania się ze stanem wyposażenia urzędów miasta. Podobnie jak on do pracy 
przystąpili komisarze wyznaczeni do przejęcia innych urzędów i władz. Komisarzy 
mianowano na wniosek bydgoskiej Rady Ludowej, najczęściej spośród jej członków. 
Obok troski o mienie przejęte od Niemców, zarówno Rada Ludowa jak i Pod- 
komisariat dążyły do zapewnienia optymalnych warunków, które pozwoliłyby na 
uniknięcie rozruchów jakie mogłyby wybuchnąć w chwili wycofania z miasta wojsk 
niemieckich, a przed wkroczeniem wojsk pols!dch. Obawę taką uzasadniało nara- 
stające naprężenie w stosunkach polsko-niemieckich i prowokacyjna postawa Gren- 
zschutzu. W tej sytuacji Podkomisarz Melchior Wierzbicki skierował w dniu 19 
grudnia do niemieckiego burmistrza Hugona Wolffa pismo wraz z z1łączonym do 
niego obwieszczeniem w języku polskim i niemieckim, z prośbą o rozmieszczenie go 
w mieście2 1 . W obwieszczeniu, które niebawem ukazało się na ulicach miasta pisano 
m.in. : 
"W tych przełomowych historycznych dniach, w których wojska niemieckie będą 
opuszczały kraj i miasta, polskie hufce zajmą ich miejsce, należy zachować spokój. 
Szanujcie uczucia waszych współobywateli innej narodowości. Okażcie że zanie 
pokojenie ludności niemieckiej jest bezpodstawne, że umiecie uszanować ich życie 
i mienie bez względu na język i wyznanie waszych współobywateli. Przejęcie miasta 
i kraju powinno się odbyć w spokoju i porządku. ...Pragniemy na przyszłość spoko- 
ju, ładu i porządku, wymaga tego rozwó.i kraju i dobro narodu. Stąd przejęcie kraju 
winno się uskutecznić bez wykroczeń i bezprawia. Zatem jeszcze raz obywatele! 
Konieczną jest rozwaga, spokój, karność i porządek". 
Do prośby o zachowanie ładu przyłączył się również Prezes Regencji v. Biilow: 
"...Ład i porządek będzie tylko wtenczas zapewniony w kraju gdy ludność unikać 
będzie niepotrzebnych zbiegowisk i wszystkiego, co by przyczynić się mogło do za- 
burzeń i kroków nieprzyjaznych. Wyrażam przekonanie, że ludność obu narodowości 
chętnie da posłuch powyższej odezwie i zastosuje się do zarządzeń powołanych or- 
ganów bezpieczeństwa". 
W dniu 19 stycznia 1920 roku w ratuszu bydgoskim nastąpiło uroczyste przeka- 
zanie symbolicznego klucza miasta. Władze przejął od dotychczasowego niemieckie- 
go burmistrza Hugona Wolffa pierwszy komisaryczny prezydent miasta Bydgoszczy 
- Jan Maciaszek. W uroczystości obok Wolffa stronę niemiecką reprezentowało 12 
radców miejskich, oraz 28 radnych dotychczasowej Rady Miejskiej. Stronę polską
		

/kronika_1200219_0001.djvu

			217 


reprezentowali: Melchior Wierzbicki, jan Biziel, jan Teska, Antoni Czarnecki, 
ks. Jan Fiłipiak, józef Milchert i Władysław Kużaj (wszy
cy z Rady Ludowej) oraz 
członek NRL Mieczysław Chłapowski z Sobiejuch. Sporządzono odpowiednie pro- 
tokoł y 22. 
W dniu następnym do Bydgoszczy wkroczyły pierwsze oddziały Wojska Pol- 
skiego. 


PRZYPISY: 


1 Odezwa I(omisariatu NRL z dnia 14 listopada 1918 roku. Zob. Z. Dworecki Polskie Rady 
Ludowe w Wielkopolsce 1918-1920 Poznań 1962 str. 34, również Tygodnik Urzędowy NRL 
nr I z dnia 16 stycznia 1919 r. 
II Odezwa ł(omisariatu NRL z dnia 14 listopada 1918 roku. Dziennik Polskiego Sejmu 
Dzielnicowego w Poznaniu, w grudniu 1918 roku. Poznań 1918 str. 5-7. 
3 Akta archiwalne Rady Ludowej na miasto Bydgoszcz i Przedmieścia znajdują się w Dziale 
Zbiorów Specjalnych Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy. Nr 598/111 i 599/111. 
& Wiece wyborcze odbywały się w Domu Polskim zakupionym w 1906 roku z inicjatywy 
znanego bydgoskiego działacza społecznego dr Emila Warmińskiego. Dom znajduje się obecnie 
na terenie ZPC "jutrzenka" przy ul. E. Warmińskiego. 
6 Pierwszą Radę Ludową na miasto Bydgoszcz i Przedmieścia stanowili: jan Biziel, jadwiga 
Bandurska, jan Cywiński, Antoni Cywiński, Filipina Czajkowska, Antoni Czarnecki, Antoni 
Chmielewski, Franciszek Doberstein, Bronisław Felczykowski, jan Filipiak, Ignacy Frankow- 
ski, Tomasz Graczyk, jan Gosieniecki, Wojciech Gordon, Tomasz Grzesiewicz, Franciszka 
jędrzejewska, Marcjanna jutrowska, Feliks jóźwiak, jan janicki, Henryk I(aszubowski, jan 
I(onopczyński, Franciszek I(iedrowski, józef I(rygier, józef I(olat, Władysław I(użaj, I(a- 
tarzyna Łaczkowska, jakub Łukomski, I(onstanty Lewandowicz, Antoni Mateja, Helena 
Marchlewska, józef Milchert, Stanisław Muszyński, Stanisław Niesiołowski, Michał Niedbaiski, 
Adam Pazderski, Ludwik Sosnowski, Franciszek Sporny, józef Sporny, Stefan Stawiński, 
Roman Stobiecki, jan Swiątkowski, Marcin Szumiński, jan Teska, Wincentyna Teskowa, 
Stefania Tuchołkowa, Melchior Wierzbicki, Rozalia Wichłacz, Ewa Wieczorkowska, Helena 
Wozińska, Teodor Wolny. 
II W składzie Wydziału Wykonawczego znaleźli się: j. Biziel, j. Teska, M. Wierzbicki, 
j. Filipiak, j. I(onopczyński, M. Niedbaiski, j. Milchert, A. Czarnecki, j. CyWiński, S. Tuchoł- 
kowa, W. Teskowa, F. Czajkowska, j. Łukomski T. Graczyk, 1(. Lewandowicz, j. Swiątkowski, 
S. Niesiołowski. 
7 Dziennik Polskiego Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu op. cit. 
a W Radzie znalazł się reprezentant Bydgoszczy jan Cywiński (W tygodniku Urzędowym 
NRL figuruje jako jan Ciwiński) Tygodnik Urzędowy NRL nr l z 16 stycznia 1919 r. 
· Do obrad sejmu I(omisariat tworzyli: I(s. Stanisław Adamski, Wojciech I(ońanty, Adam 
Poszwiński. 
10 Zob. Tygodnik Urzędowy NRL nr I 
11 Zob. jerzy Wojciak, Bydgoszcz w dobie Powstania Wielkopolskiego, Poznań 1970 str. 83 
12 I(urs rozpoczął się w kwietniu 1919 roku i trwał 6 miesięcy. Wzięło w nim udział 60 osób 
Zob. j. Wojciak op. cit. str 92 
13 A. Czubiński, Z. Grot, B. Miśkiewicz Powstanie Wielkopolskie, Warszawa-Poznań 1988 
str. 344. 
Ił Układ zawarto 16 lutego 1919 roku. 
16 W dniu 3 stycznia 1919 roku w Bydgoszczy wprowadzono stan wyjątkowy. 


t 
f 


, 
I 
, 
t 
, 


"'- 


- 


"'- 


I 
I 
r
		

/kronika_1200220_0001.djvu

			218 


111 Dziennik Polskiego Sejmu Dzielnicowego op. et. 
17 Wykaz rzeczy wywiezionych przez Niemców znajduje się w aktach Miejskiego Urzędu 
Policyjnego, Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Bydgoszczy nr 324. 
18 W trakcie rozmów dwustronnych jakie odbyli w Berlinie przedstawiciele Naczelnej Rady 
Ludowej St. Łaszewski i M. Wierzbicki w dniach 7 i 8 sierpnia 1919 roku ustalono, iż podko- 
misariatowi przyznaje się "Rodzaj zastępstwa konsulatu rządu polskiego" a zasięg jego władzy 
będzie się pokrywał z ziemiami przyznanymi Polsce na mocy Traktatu Wersalskiego, a nie 
wyzwolonymi przez Powstanie Wielkopolskie: Bydgoszcz i powiat bydgoski, powiat wyrzyski, 
część powiatu chodzieskiego część powiatu czarnkowskiego (bez Czarnkowa) część powiatu 
wieleńskiego (bez Wielenia), część powiatu inowrocławskiego (bez Inowrocławia). 
18 Dziennik Praw Państwa polskiego nr 64 z dnia 12 sierpnia 1919 r.. 
20 Jan Maciaszek był przed wojną adwokatem w Lesznie. Brał udział w przygotowaniu 
Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu. Pełnił w czasie jego trwania funkcje dowódcze. Pre- 
zydentem Bydgoszczy pozostawał do czerwca 1921 roku. Wówczas to w czasie rozruchów tłum 
demonstrantów po zdemolowaniu ratusza wyprowadził Maciaszka na Stary Rynek. Został 
pobity i obrabowany. Interweniowały Policja i Wojsko. Byli zabici i ranni. Po dymisji Macia- 
szek otworzył w Bydgoszczy kancelarię adwokacką. Zmarł w 1932 roku. 
21 Akta Magistratu m. Bydgoszczy. WAP w Bydgoszczy nr 941. 
22 Akta j/w. 


, 


---
		

/kronika_1200221_0001.djvu

			1 


" 



 


SYL WETI(I, 
BIOGRAFIE I WSPOMNIENIA 


"' 


, 
.. 


.
 


i. 
, . t
		

/kronika_1200222_0001.djvu

			'ił- 


.' 


. 



. '" 
l--..._ 
f" 
, 'J/ł """ 


- 


.' 



* 


,,", 



 
'
"J.:- 


'
i:c """"" 


:> 
'\ 



>': 
,'
 ; ;;;.' 
.., ,} 


! 


¥.:... 


'ol' 

:...; 
#i 
'f 



 


ł 


. 



:- 


.ą 


. 


" , 


.'.,... ' 


,:-"::. 


,; 


tt 


. , 


- 
: 


. ' 


... 


." 


"t.' . 


.' 


.;" 



 


.'Y! 


O" ' 


,> 


"
 


'... 


'"'>-. 
.. .. 
',' 



 .. 


''''' 


:#/Il', ' 
t 


-:;) 


.' 


:' 


"",' 


ł'ł''' 


"',; 


'. 


to 



 
""IJiIIIIIp
 


f 


..
 


- 


'\ 
s " ... 
.,
 
(' ł- 


RENATA UZARSKA-BIELAWSKA 



:. ." 


'J 


t 
': ,
 
J 


":<..,.. . 
...x;. .
. 


t<'"". 


. 
 :". 


''-- 


.
' .,: . 


"',.IJ'i". 



:. 


"
 


ł. 


,"": 


" 


.... 
" . 


. 
'""t: 


", 


,o. ..:.
". 




 


''t 
. ' 


.

 



 
 


"!' 


,.,."'
 , , 

. ')110' "'" 


. ".> . t 


ł 


",'fi'. 


'"4. 


.,...--'S._ 


1iI- 


". 
.< 
 .,s 


.." 


ł- -:--.., 



, 


.
 


t J 


ł ' 

: 
, " 
,' 


, 

ą 


i.w 
 '. 


.. 


..
 


" 
. t".- 


:< 


. 


... 


". 


'. 


.'
		

/kronika_1200223_0001.djvu

			JAN MA L INO WSK I 


"' 


MALARSTWO 
RENATY UZARSKIEJ-BIELA WSKlEJ 


Rozważania nad zjawiskiem, jakim w dziejach bydgoskiej plastyki jest twórczość 
malarska Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, rozpocznijmy od przypomnienia truizmu 
określającego relacje między sztuką a rzeczywistością. Konsekwencje ich widoczne 
są we wszystkich dziedzinach tej pierwszej: w literaturze, plastyce, architekturze, 
muzyce... Dzieło każdej z nich w ten czy inny sposób związane jest z miejscem, czasem 
i innymi oklicznościami jego powstania. Każdy twórca ulega wpływom otoczenia, 
w którym się urodził, wychowywał, w którym budował lub... dewastował swój war- 
sztat artystyczny. A więc i dzieło malarskie, podobnie jak kreacje innych artystycz- 
nych domen, musi być w określonym wymiarze zwierciadłem tego, co i jak przeżywał 
jego autor. Będzie ono zatem tym doskonalsze, im gł
biej, im prawdziwiej, ale także 
im kunsztowniej znalazł w nim jego twórca wyraz dla swoich obserwacji i przemyśleń 
oraz związanych z nimi estetycznych emocji. 
Spróbujmy zweryfikować słuszność tej konstatacji śledząc rozwój osobowości 
Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, szczególnie w aspekcie kształtowania się jej indywi- 
dualności artystycznej. 
I tak już w dzieciństwie dawaly o sobie znać pewne jej inklinacje w kierunku 
plastyki. Wspominając ten naj wcześniejszy okres swego 
Dzieciństwo życia pisała: 
Zamiłowanie do wypowiedzi plastyczn)'ch zostało mi przeka- 
zane chyba w sposób atawistyczny. jak tylko sięgam pamięcią (aż do okresu przedszkol- 
nego) zawsze "musiałam" coś lepić w plastelinie, masie solnej lub w mokrym piasku, 
bądź rysować i malować. ZabG1ł-'ę z rówieśnikami traktowałam marginalnie. 
Mieszkałam" w domu z dużym ogrodem, więc często tam zaszywałam się i obserwo- 
walam leżqc na trawie różne owady, trawki i rośliny, lub wdrapywałam się IW najwyż- 
sze gałęzie i przygląda lam się przepływającym chmurom, podziwiałam ich przepiękną 
kolorystykę i różne dziwne kształty. Raz były one lekkie, ulotne niczym baletnice, innym 
razem ciężkie, groźne i tak nisko wiszące, jak gotów do ataku szybko zbliżający się statek 
piracki albo wiedźmy z bajki. 
Odkąd sięgam pamięciq, uwielbiałam taki kontakt z naturą. Nie chciałam z nikim 
dzielił się swoimi myślami i nie chciałam nikogo dopuścić do lnojegoświata, wspaniałego 
świata marzeń. Byłam o niego zazdrosna, nie chciałam widzieć w nim nikogo obcego, bo 
wtedy już nie byłby w pełni mój... Potrafiłam godzinami istnieł w tym świecie, obser- 
wować iprzetwarzać go w sposób plastyczny. Było to tak naturalne jak oddychanie i tak 
traktowane przez rodziców i rodzeństwo. 
Możemy na podstawie tego wyznania ustalić pierwszy, jakże jedruk istotny 
element konstrukcj i psychiczno-plastycznej talentu artystki: kult otaczającego ją 
świata przyrody (rośliny, owady, zjawiska atmosferyczne), traktowanego jako po- 
most do "wspaniałego świata marzeń". Konstatacja ta wymaga jednak jeszcze uzu-
		

/kronika_1200224_0001.djvu

			222 


pełniającego ją komentarza: otaczająca estetycznie wrażliwą, uzdolnioną dziewczynkę 
natura fascynowała ją nie dla samej siebie, ale jako stymulator, może pośrednik, 
może przewodnik do świata marzeń. 
Wprawdzie wspominając ten pierwszy etap kształtowania się swego plastycznego 
stosunku do otaczającej rzeczywistości Renata Uzarska nie precyzuje, czy ów "świat 
marzeń" miał kształty realne, czy też były to wiżje raczej metafizyczne, to jednak 
bardziej prawdopodobną wydaje się ta druga ewentualność. Można tak sądzić na 
podstawie jej wyznania, że potrzebowała wówczas samotności, że była zazdrosna 
o ten "świat" ewokowany kontemplacją natury, że "Rówieśnicy najczęściej mnie 
drażnili, a na pewno przeszkadzali". 


Zastanówmy się zatem, czy w owym układzie: natura, świat marzeń, egocentry- 
cznie zawłaszczająca go osobowość artystyczna - nie odzywa się jakieś echo typowo 
romantycznego indywidualizmu, który wyraził się w Fichtowskim konflikcie "ja" 
z "nie-ja" kryjącym całą resztę rzeczywistości? 


* 
* * 


Młodość wymienia okres dzieciństwa, w którym łatwiej było przenosić się w "świat 
marzeń". Szkolne lata siłą rzeczy zacieśniają kontakty, 
Szkoła choćby nie1ubiane, ze światem rzeczywistym, przede wszys- 
tkim z ludźmi. I wówczas dokonuje się poszerzenie zakresu 
obserwacji i związanych z nimi doznań. Renata Uzarska tak odtwarza przebieg tego 
procesu: 
W późniejszym okresie, tj. od początku szkoły średniej, czyli już w Państwowym 
Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy z tą samą pasją, z jaką obserwowałam przy- 
rodę, zaczęłam pr
yglądać sięlud
iom,analizować charaktery, mimikę i typy urody ludz- 
kiej. Na podstawie tak naturalnie zdobytych informacji sporządzałam szkice portretowe 
konkretnych osób, bądź tworzyłam własne portrety charakterystyczne, a przede wszystkim 
psychologiczne. 
Te szkice portretowe pozwoliły mi w sposób wtórny, głębiej obserwował naturę ludzką, 
jej cechy zewnętrzne i wewnętrzne. J to mi pozostało do dnia dzisiejszego. 
Wspominając okoliczności i mechanizm kształtowania się jej zainteresowań 
artystka przyznaje, iż ze szczególnym upodobaniem wyszukiwała punkty obserwa- 
cyjne znajdujące się poza otaczającym ją środowiskiem, gdyż wówczas mogła w spo- 
sób nieskrępowany i niczym nie zakłócony przeprowadzać pasjonujące ją analizy 
i wyprowadzać z nich stosowne wnioski. A więc nadal zaznaczała się granica między 
"ja" a resztą rzeczywistości. 
Owe penetracje duchowe potencjalnych modeli portretowych odkryły przed nią 
bezsporną prawdę, że zewnętrzne piękno może być zaprzeczeniem ludzkiego wnętrza 
i odwrotnie. "Przyglądając się ludziom, którym natura poskąpiła urody i wdzięku, 
bądź starcom, których zewnętrzne piękno - kojarzące się najczęściej z gładkim 
licem i świeżością - przeminęło, dostrzegałam te najwspanialsze cechy decydujące 
o tym, że człowiek jest Człowiekiem" konstatowała z czasowej perspektywy ocenia- 
jąc swoje artystyczne dojrzewanie. 
Jeśli zatem w najwcześniejszym okresie kontemplacje natury prowadziły ją 
w bliżej nieokreślony świat marzeń, to teraz, w latach szkolnych, obserwacje tejże 
natury, ale ześrodkowane na jednym jej przedstawicielu - człowieku odkrywały 
przed nią dwolstośf jego postaci: zewnętrzną powłokę i intrygującą duchowość, roz-
		

/kronika_1200225_0001.djvu

			223 


szyfrowywanie stawało się atrakcyjnym przedmiotem artystycznych zmagań samej 
z sobą. 
W ten sposób jeszcze przed pOdjęciem studiów na toruńskim Wydziale Sztuk 
Pięknych, wykształtowały się dwie zasadnicze domeny plastycznych zainteresowań 
Renaty Uzarskiej: pejzai i portret. 


* * * 


już w okresie szkolnym przyszła malarka zaczęła zdawać sobie sprawę, że artys- 
tyczne przetwarzanie wrażeń zrodzonych w rezultacie in- 
Uniwersytet tymnych penetracji przyrody, a szczególnie odczuć powsta- 
łych w procesie zgłębiania ukrytych pokładów ludzkiej psy- 
chiki, nie jest rzeczą łatwą. Podejmowane wówczas wysiłki utrwalenia ołówkiem czy 
pędzlem owych wrażeń czy odczuć uświadomiły jej wagę technicznych umiejętności 
warsztatowych w twórczym procesie. Spoglądając na ówczesne swoje prace z pewnej 
perspektywy czasowej nazwała je "impulsywnymi zapisami rysunkowymi na użytek 
prywatny". Okazało się bowiem, że im głębiej i intensywniej dociekała duchowych 
tajemnic ludzkiego wnętrza, tym wyraziściej manifestowała się nieporadność w ope- 
rowaniu narzędziami, którymi artystyczne "odkrycia" można było przenieść na 
papier lub płótno. "Nieliczne próby akwarelowe, jakie podejmowałam w tym temacie 
plastycznym w okresie średniej szkoły kończyły się niepowodzeniem. Technika farb 
wodnych odbierała moim zamysłom plastycznym drapieżności a wręcz dodawała 
slodkości" - samokrytycznie oceni swoje pierwsze potyczki z portretem. 
Nic więc dziwnego, że w okresie uniwersyteckim Renata Uzarska szczególną 
uwagę zwróciła na rysunek i na opanowaniu wszystkich jego aspektów technicznych 
skoncentrowała swoje ówczesne zainteresowania. 
Na studiach zrozumialam, dzięki prof. Dargiewiczowi, jedną ważną rzecz, że bez 
rzetelnych podstaw rysunkowych nie ma szans na tworzenie autentycznie wartościowych 
prac plastycznych. To On, nieżyjący już, bardzo mi życzliwy nauczyciel pozwolii zro- 
zumieł, że tylko na kanwie dobrego rysunku może powstał dzieło w różnych dyscyplinach 
plastycznych. Już na J-szym roku ucząc teorii anatomii czlowieka i następnie wdrażając 
ją w praktyce podczas łwiczeń rysunkowych pomógł mi swymi pochwalami i zachętami 
pr
elamać barierię technic
ną i dzięki Niemu zdobyłam naprawdę dobre podstawy 
rysunkowe. 
W późniejszym okresie studiów taką samą postawę aprobującą i zachęcającą wobec 
tego, co robiłam, przyjąl wykladowca pan Firlej. Wspaniały, życzliwy i mądry czlowiek I 
Poza opanowaniem technik plastycznego wyrazu emocji artystycznych toruńskie 
studia przyczyniły się do skonstruowania zrębów, już dojrzałego w pełni, poglądu na 
sztukę. Wprawdzie Renata Uzarska nadal naj intensywniej "studiowała" poza uczel- 
nią, w plenerze i w domu, to jednak uważnie przyglądała się także i temu, co działo 
się w jej studenckim - i nie tylko - środowisku artystycznym. 
W owym okresie, obejmującym lata 1962-1967, dokonywał się w nim burzliwy 
ferment. Wiele nowości, często pozornych czy złudnych, fascynowało nie tylko stu- 
dencką młodzież, ale i doświadczonych artystów, profesorów uczelni. jest rzeczą 
znamienną, iż Uzarska przez cały czas utrzymywała dystans wobec tych fascynacji, 
a niejednokrotnie nawet euforii. I kiedy młodzi gniewni entuzjazmowali się manierami 
abstrakcjonistycznymi, twierdząc iż zwalniają one od obowiązku legitymowania się 
umiejętnościami rysowania, ona nazywała ich poglądy herezją, a większość obrazów 
powstałych w modnej konwencji - "kiczami abstrakcyjnymi". 
Kształtującej się ówcześnie jej postawy wobec "mody" w sztuce nie należy jednak 
"rozumieć jako jednostronnej wrogości w stosunku do tego co nowe. Przeciwnie!
		

/kronika_1200226_0001.djvu

			224 


-,.. 


Stała na stanowisku, że nawet najbardziej kontrowersyjne kierunki możliwe są do 
zaakceptowania, jeśli uprawia się je po odpowiednim przygotowaniu, a przede wszys- 
tki m w duchu... "daleko idącej interpretacji natury". 
W dość powszechnym klimacie pogoni za poklaskiem publiczności, pochwałami 
krytyków, za pseudoprekursorstwem opowiadała się przede wS7)'stkim za artystyczną 
autentycznością. Nowoczesność w sztuce polega bowiem, jej zdaniem, nie na natych- 
miastowym podchwytywaniu modnych w niej trendów, nie na plf'giatowcmiu aktual- 
nie reklamowanych technik, które to komercyjne praktyki w plastyce nazywa do- 
sadnie "nieuczciwością i cwaniactwem". Dostrzega ją natomiast w ewclucyjnym 
procesie poszukiwań przez artystę tych tematów i takich środków ich wyrnu, które 
jak najadekwatniej oddadzą jego samego, to znaczy jego temperament, jego 
posób 
widzenia otaczającego świata, ewokowane przezeń przeżycia itd. Jeżeli na takiej 
drodze dochodzi do spotkania z NOWYM, wówczas jest to stan uczciwy, bo natural- 
ny: także wówczas, jeśli pokrywa się z rozrekalmowanymi osiągnięciami innych. 
W gorącej atomsferze lat sześćdziesiątych, kiedy po obaleniu monopolu realizmu 
socjalistycznego także i plastyka polska zachłystywała się otwartym oknem na świat, 
mimo dystansowania się od abstrakcjonizmu i skrajnego formizmu, Renata U.:arska 
utwierdzała się zatem w towarzyszącym jej odtąd stale prześ" iadczeniu, że zakrcs 
tematyki jak i forma czy przekazywana treść mogą być zmienne w twórczcści 
artysty, ale muszą wynikać z własnej wewnętrznej potrzeby, a nie być odpowiedzią 
na oczekiwania odbiorcy, krytyków czy ogólnie pojętej mody. 


* 
* * 


Nie ulega wątpliwości, że w poszukiwaniu najsluszniejszej, to znaczy n:!jbardziej 
odpowiadającej własnym artystycznym predyspozycjom 
Lege Artls psychicznym, drogi pomogła jej grupa młodych lud7i, stu- 
dentów Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja 
Kopernika, która nazwała się Lege Artls. Dobór jcj członków dokonał się w sposób 
naturdny, na zasadzie samoselckcji w wyniku długich dyskusji o sztuce, jej roli, 
zn;'czcniu tak dla twórcy, jak i odbiorców. Doprowadiiły one ich uczestników do 
przekonania o bezsensowności stwarzania czy też podporządkowywania się określo- 
nemu stylowi, do odrzucenia jakichkolwiek barier w zakresie formy i treści. Jeśli za- 
tem w przypadku toruńskiej Lege Artis można mówić o jal"imkolwiek programie, to 
był nim nakaz tworzenia pod wpływem czysto osobistych, jak najbardziej subiek- 
tywnych impulsów. Zgodnie z tym postulLitem rzeczywistość była traktowana przede 
wszystkim jako uzasadnienie podejmowania tałdch czy innych rozwiązań formalnych. 
Doświadczenia uzyskiwane w konsekwencji świadomego doboru elementów formy 
częściowo zależnych od natury, ale przede wszystkim od zamierzonego tematu, 
pozwalały adeptom lege artis na uświadamianie sobie własnego temperamentu artys- 
tycznego, a tym samym kodowały w nich przekonanie o konieczności dochowania 
wierności samym sobie. 
Związek zatem z tą grupą miłośników autentycznej sztuki, rzeczników niezależ- 
ności w twórczym procesie stał się kolejnym i - jak się przekonamy - istotnym 
a trwałym instrumentem kształtującym tożsamość artystyczną Renaty Uzarskiej- 
-Bielawskiej. Przemyśleniom z okresu przynależności do Lege Artis, jak tet powsta- 
łym pod ich wpływem przekonaniom, pozostała bowiem wierna do dnia dzisiejszego; 
to one pozwoliły jej szczerze" wejrzeć w siebie", "przyznać się" do pewnych upodo- 
bań, uświadomić własne inklinacje psychotwórcze, a więc rozwijać się artystycznie 
w sposób naturalny, bez ulegania atorytetom, nie mówiąc jut o modnych nowinkach 


,
		

/kronika_1200227_0001.djvu

			225 


* 
* * 


W kształtowaniu organizacji artystyczno-psychicznej najpierw studentki Wy- 
działu Sztuk Pięknych, z czasem samodzielnej artystki pe- 
Życie rodzinne wien udział ma jej mąż. Wydawałoby się, że jest to sprawa na 
tyle osobista i intymna, że powinna znaleźć się poza jakim- 
kolwiek krytycznymi kwerendami. Z drugiej jednak strony dzieje kultury do
tar- 
czają wiciu przykładów, utwierdzających w przekonaniu o nader ścisłym niejedno- 
krotnie związku procesów twórczych z życiem prywatnym. Przekonajmy się, jak 
rzecz ma się w przypadku Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, w oparciu o jej wlasne 
wspomnienia i refleksje. 
Przypominając pierwsze niepowodzenia, jakie towarzyszyły jeszcze w Liceum 
Sztuk Plastycznych jej zmaganiom z podporządkowaniem techniki farb wodnych 
aspiracjom portretwym zanotowała: 
Byłam bliska zarzucenia tego tematu w malarstwie. Jednakże moja sympatia, a obecny 
mążpodtrz,'mywal we mnie te zainteresowania, nie szczędząc zachęt i pochwał. Już w 
klasie maturalnej namawiał mnie do namalowania autoportertu". 
Potem pojawiły się inne trudności, kłopoty innego rodzaju, szczególnie dokuczliwe 
\V pierwszym etapie studiów uniwersyteckich. 
Czułam się w tym czasie trochę bezradna - tak w zakresie technicznym jak i tema- 
tycznym - wspomina po latach. Po upływie czasu, kiedy pokonywałam pierwsze trud- 
ności i zaczęłam samodzielnie poruszać się w sferach sztuki od strony praktycznej i teo- 


\ '".,' . h ,. 


. '\-
:, ' 


...:. . 


;",." -'. 


< 



 t40 . 


..:.i 


,r'<
 


.f ", 


.-'1. ':": -
 '> ..
"c 


':. . "41 


.' ' 
.- 
. " 


:t. 




 . 


.' . .. 
. 



'. ..'\ 


. 
. .' 


. ł: 
::.. .,
 


..,.' -:-" 


, 


.-- .
 . "." 


.. ,'" 


. 
;)-. ",". 



.
 . 



 


.::
 ..

 ..
/.../''';'' 
, 


....;.$.: 


,j. 
 


.,,";.
 '* 



: . 


:\ 


" 



 -"o 


, " 


'. 
, . 




. 
,.- 


.'c.' 
": 


,.- 


. 


SŁONECZNIKI - 1962 


15 - Kronika bydgoska
		

/kronika_1200228_0001.djvu

			226 


retycznej, zrozumiałam jak bardzo pomogły mi pochwały, zachęty i ogromne emocjonalne 
zainteresowanie mojego męża tym, co robię IV tej dziedzinie. Prawdopodobnie bez tego 
prawie że "popychania" do pr:zsodu, byłabym zwykłą lekkomyślną studentkq zaliczającą 
lepiej czy gorzej studia. Wiedząc zaś, że mój najdroższy oczekuje ode mnie pracy nad 
sobą, a przynajmniej niezmarnowania szansy, jaką mi dała natura (CQ wielokrotnie 
powtarzał, każdą wolnq chwilę poświęcałam malarstwu i rysunkowi, co z czasem stało 
się moją pasją. 
Wpływ bliskicgo człowieka, którego artystka darzy bezwlględnym zaufaniem, 
nie ogranic7ćJł się do stymulowania rozwoju i kształcenia uzdolnień. Sięgał także 
w dziedziny merytoryczne. Oto, wspominając początki swojego twórczego życio- 
rysu, wyznaje: 
C hciałam malował, nie wiedziałam jednak dokładnie ani jak, ani co. Często tema- 
tyka była przypadkowa w sensie nagłego olśnienia czy zauroczenia, a często - co zro- 
zumiałam dopiero w późniejszym okresie - umiejętnie podsuwana przez mojego męża. 
Pierwsze kwiaty, jakie namalowałam, to były właśnie słoneczniki, które mąż kupił 
mi specjalnie w tym celu u. ogrodnika w Toruniu. 
lVręczając mi latem 1962 r. ogromny ich bukiet zażartował, że "dotychczas najdo- 
skonalej ten temat zrealizował Van Gohg, więc jest ciekawy czy podejmę udaną próbę 
rywalizacji". Podjęłam... pierwszy raz wtedy, wkrótce drugi i po wielu latach trzeci raz. 


... ... ... 
\ 
Wreszcie kształcąca turystyka, uprawiana w latach przedkryzysowych i trakto- 
wana jako dalszy ciąg studiów, przede wszystkim w zakresie 
doskonalenia technicznego i zgłębienia różnorodnych tajem- 
nic formy, to jeszcze jeden z czynników wpływających na to, 
co stanowi indywidualność artystyczną Renaty Uzarskiej- 
- Bielawskiej. 
jej uzdolnienia i zainteresowania plastyczne musiały w nieuchronny sposób pro- 
wadzić do rozkochania się w sztuce w ogóle, a więc nie tylko współczesnej czy nowo- 
żytnej, ale także w rozumieniu historycznym. 
Zastanawiając się retrospektywnie nad swoim do niej stosunkiem artystka 
wyznaje: 
Pasjonuję się sztuką od jej prehistorii do współczesności, gdyż uwielbiam wyłuski- 
wanie z każdej epoki pereł, tych najwspanialszych, jedynych, ponadczasowych dzieł 
umyslów i rąk ludzkich. 
Początkowo owo wyłuskiwanie odbywało się w warunkach stosownych do studen- 
ckiego statusu początkującej malarki, to znaczy w oparciu o materiał dostarczany 
przez reprodukcje. Jeszcze przed studiami, ale już po pomyślnym wyniku egzaminów 
wstępnych, zachwycała się, między innYp1i, malarstwem impresjonistów (rzecz zro- 
zumiała, jeśli przypomnimy, że od najwcześniejszych lat obserwację rzeczywistości 
traktowała jako klucz do świata wewnętrznego). 
Wtedy obydwoje [tzn. z przyszłym mężem} pasjonowaliśmy się malarstwem impre- 
sjonistycznym i tych wielkich twórców: Vincenta van Gogh'a, Paul'a Cezanne'a 
i Paul'a Gaugina'a, których dzieła analizowaliśmy często w wydaniu albumowym, 
wśród niezliczonych innych kolekcjonowanych przez męża. 
Później, w miarę artystycznego dojrzewania, w konsekwencji rosnącego popytu 
miłośników malarstwa na dzieła Renaty Uzarskiej-Bielawskiej mogła sobie pozwolić 
na bezpośredni kontakt z arcydziełami sztuki w najsławniejszych galeriach i muzeach 
Europy. jak owe praktyczne studia wyglądały, na czym polegały, jak owocowały? 


Konfrontacje 
teorII z praktyką
		

/kronika_1200229_0001.djvu

			227 


AUTOPORTRET - 1963 


J 
,- 



' 
"

, ' 
'J..ł'." ;" , 
:.}'> }" 
-y: 
,t ',',< '; 

 1- .,. 
 


" 


L' 


"J<, . 


... 
. .. 
, 


.. 
< ' 


:
;' i- i" 
, ,.'\ 


.' 
, 



 ;;::'. 

: t
 
1'" 

 





", 
,. .. 


fi, 


"T". 


. , 
":
 ' 


Niechże znowu odpowiedzi na te pytania udzieli bezpośrednio sama wielbicielka 
wielkiej sztuki, szczególnie zaś tworzonej przez impresjonistów i fowistów. 
lVraz z mężem wędrowaliśmy po wszystkich ważnych i mniej ważnych muzeach 
zwiedzanych miast i stolic jak Paryż, Rzym, Wiedeń, Praga, Moskwa, Florencja, 
Wenecja i wiele innych mniej popularnych, ale nie mniej interesujących. 
Konfrontowaliśmy 
 oryginalem dotychc
asowe wyobrajenia u:zsyskane na 
podstawie wiadomości teoretyc
nych O danym dziele, bądź to architektonicznym, 
bądź urbanistycznym, rzeźbiarskim czy malarskim. 
Na ogół po powrocie z takich wspaniałych wojaży byłam pełna pasji twórczej, której 
starczało nawet na wiele miesięcy. Ale zdarzało się i tak, że nabawiałam się kompleksu, 
gdyż wiele dzieł doskonałych pod względem treści i formy ukazywało mi moją nieza- 
radnośł, szczególnie warsztatową. J odwrotnie! Prace, które zostały uznane przez wszech- 
potężną krytykę za największ:! dzieła, wywoływały we mnie takie rozczarowanie w sto- 
sunkg do powszechnie głoszonej ich doskonałości, najczęściej formy i warsztatu, że 
przestawałam wierzył w magię nazwisk i nadprzyrodzonych uzdolnień, natomiast zro- 
zumiałam, że każdy z twórców - nie wyłączając tych największych - wciąż od nowa 
walczył o stworzenie każdego kolejnego dzieła. I' 
\ 
Skrajne emocje powodowane autopsją jako instrumentem w studiowClniu s: tuki, 
od zachwytu, poprzez samokrytycyzm aż po zniechęcenie i całkowitą t1p:łtię tonował- 
jednak nieodparta potrzeba samodzielnego malowaniC1. Była ona ewokowan(zarówno 
ową wielką turystyką, której ślad utrwaliły pochodzące z tamtych 'at miejskie pej- 
zaże, jak 'też bardziej prozaicznymi spacerami i wycieczkami, które gruntowały na- 


, i _. 


15-
		

/kronika_1200230_0001.djvu

			228 


rastające już od wczesnego dzieciilstwa, ale teraz dopiero świadome w całej rozcią- 
głości przekonanie, że nie ma nic cudowniejszego od natury, że to ona i tylko ona 
łączy w sobie najwspanialsze bogactwo treści i formy. 
Autoanaliza subiektywnych reakcj i na rzeczywiste czy tylko pozorne arcydzieła 
sztuki światowej, kontrola oddziaływania krajobrazu, przyrody na własne poczyna- 
nia twórcze, zarówno na ich problematykę jak i technikę, doprowadziły Renatę 
Uzarską-Bielawską do odkrycia, że nasz odbiór świata zewnętrznego jest uzależniony 
od naszego aktualnego nastroju, od naszych przeżyć wewnętrznych w danym mo- 
mencie. To one w dużej micrze determinowały jej percepcję otoczenia, a więc tak 
zakres jak i formę artystycznego przekazu efektów tej kontemplacji. 



.: 


II 


\V jakim zakresie czynniki determinujące krystalizowanie się tożsamości artys- 
tycznej Renaty Uiarskiej-Bielawskiej czytelne są w jej dokonaniach malarskich? 
Czy rzeczywiście miały znaczący wpływ na jej psychiczną strukturę w procesie prze- 
kazywania oglądanego świata - zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego? Spró- 
bujmy odpąwiedzieć na te pytania przyglądając się wnikliwiej obrazom wybranym 
spośród ponad setki dzieł przez nią stworzonych. 
:;.
., , 


. )«. 
. '.< 


, " 


.. 


.:. .... 


f. >"0 


r 


J ...'s:
 
\
),'l , 


,;, '..., 


y ,<;, 



\ 
... 
" 


.? 
 t 


. 
.! 


'>-
 


\'< \, 
,!' 


" ,
, , 
'.
 t 


.'Iit ... ," 


.
. 


" , 


'!" 


\ '>,.: 


'
........ 


.
. 1 


.
." ' 


'" 't 
..1ł- f 
> >- 


...' .. 


'
J .. 


tle 


" 



{
,
 r. ... 
, ;ł 
. -:
_._
-.
-.
.,. :":. 
") - ""y 
',' 
 :-' lii' ',. 


, 


'.. _ -; ił' 



'»'" r ";:'
 


fi. .....: ..... ..."" 


.:- 


,..
- 


. : 
 


.. , 


. ", .. - 


x'" _," 


i..'- 


"\o ' 
\ 


,,-f 


"c: .. ".;'; .
 
, >, 


.. 
\ ,,' 


.' 


" 


.' ' 


" 


.. 


PORTRET MĘŻCZYZNY 
- 1965 II 


,
		

/kronika_1200231_0001.djvu

			229 


PORTRET STARCA 
- 1966 


." :
 


" :.
:
: .'
-; , ,,', 
 4-'- . ;.
 t ,;:;:'" :.:
 
 
 
 _ 
 i: 
.i:' . 
!






:>

t". 

.
 
 ::


:
 
.'
"':" 
 
ł ,-
' : '
..'
:<. 
J
':',:>!,
, .
.

.,.t'J t ł , et ' 

':



 
Ui".," '. "ttf", .\.,.. ",.) '. . '.,' 
'-ł ' 

..."-',' '
'>
:
 ł ." r....
 
, 
,:,..-.<
..-', 
-;ł 
. -J. (ł ł '
" , .. _ ::<
:--



".
 -' 
': it 
, "'..... t
 
 t .:on 
... _n _ ......,;
 ' ...
 
.:':.1 .: "':
<."' 
:: " ',/. 
".: '

: 
, ,.: ,.5,' J:.' ,', , . "


i. ... '; 
 .. 
, . ' . 
 V " .
.,,. t!I!\ 
... , :,. " , . . , > \, . , 
 , 
 , i" . ł.-Ą'. " . . , ' " t' ,. : , ; , ", " ; ' , ' : ' " '1L;. ,, . , . ,. ' , ' , ..: , '- , . , '
 :*->. ., > 
.'\. - ":?' :r;'; 
 .' 
. ':i. -: - "'-'t. 
,'
 

... ,'....; , . ,
. 'r 
 f ',:,,'. 
-?- ;-t.,..... .... 
 
 ,, 
" , . _

. . 
 , --Y-;., 
. < ,:: ."_ 
" ," ,"l,'" :"., 
n 
 
 -,I', 
." l.
.
.
'.;'.i,.
fr. 
; .. ,\. ), 
 :1ji' < 
, '"c: 
'i 
'\j'.\.J ł '-{'j'.,
 :
Vm " 
 \ '."
:' .
,
 ..
. "Ji' 
.....' ..' - ... '.:. .' -\':":",:t..- -, -' .. 
"' , . .: : , : >
. < :, : : ' , ' , ... , 
.
 . -';-
_. :ł"" , 
 , ' , 
 ,. :... ," -.
 , .. ., ' , .. ..:"' , . 
 ' . 
:.... '\
" \:" '.' . ':. ,;i, ",,' , _. "'):.' 
, 
; 
.'v 
; ,".,';, ,.,:-' , ' . _ 71r{'
 
'\ '",,:' 
, <. 


. 



" 
" 


 ,:;: ',' , ' 
it'., >;«-' '	
			

/kronika_1200232_0001.djvu

			230 


nq egzystencję. Uwagę przykuwały tylko ich oczy, oczy patrzqce jakby już z druKiegli 
brzegu / Oczy, w których widoczna była mqdrośł czlowieka znajqcego prawdziwq wartośł 
życia, człowieka, który już nie potrzebuje dokonywał wyboru, nie musi szamotał się ze 
sprawami dnia codziennego, doprowadzajqcymi innych do stresów czy wybuchów gniewu. 
Te małe czy większe, ale jakże absorbujqce w pelni aktywnych ludzi, sprawy były dla 
nich niczym przelatujqce muchy, którymi nie warto się zajmował. Owe oczy sugerowały, 
ił zamiast tracił na byle co czas, energię i nasze uczucia lepiej skierował je ku bliskim, 
do drugiego człowieka, albo w ogóle do ludzi. Dla każdego z tych starców dobra materialne 
nie przedstawialy już żadnej wartości. Oni oczekiwali dobroci od innych ludzi, bo i sami 
chcieliby jeszcze czuł sis potrzebni, oczekiwani i odwzajemniał miłośł do innych, otwar- 
tych ku nim istot. Niestety... 
Powyższe reminiscencje uświadamiają nam w pełni nie tylko zewnętrzne okolicz- 
ności, ale i znamienny nastrój, jakie towarzyszyły powstawaniu Mężczyzny z muszkq. 
Ten Portret starca jest bowiem rzeczywiście próbą artystycznego zapisu starczej sa- 
motności, wynikającej z nieubłaganego upływu czasu, podkreślonej odejściem na 
zawsze bliskich i przyjaciół. Faktura chropowata, wynikająca z krótkich dość wąs- 
kich pociągnięć pędzla, ale gęsta, wdziera się jakby w bruzdy twarzy portretowanego 
mężczyzny, oddając rysunkiem cechy człowieka s
arego, zwiędłą, pomarszczną, 
a więc z natury rzeczy niezbyt urodziwą twarz. Model jest ubrany w biedny, niedość 
schludny strój. Mimo smutego i bezradnego jego oblicza z tej twarzy emanuje we- 
wnętrzne piękno, czystość i szlachetność charakteru. Z oczu przemawia dobroć i mą- 
drość. I te właśnie pozamaterialne przymioty portretowanego zadecydowały o odrzu- 
ceniu przez malarkę kolorów burych, szarych, brudnych i zastosowaniu jasnych, 
czystych, świetlistych barw widma słonecznego. W ten sposób przeszła ona do po- 
rządku dziennego wobec zewnętrznej rzeczywistości, aby wyeksponować to, co zmy- 
słami jest trudno uchwytne. Dlatego analiza jej dzieła nie rozbudza negatywnych 
emocji a wywołuje uczuCia sympatii, może nawet czułości, a napewno refleksji, że 
starość nie powinna być samotna. Czerwona muszka pod brodą modelu przypomina 
dawną jego elegancję i wytworność, staje się więc symbolem godności, która towa- 
rzysząc mu ongiś zasługuje na szacunek i dziś. _. 


. 
. . 


Portret starca J l prezentuje inny typ urody, typ prowokujący u obserwatora 
uczucia całkiem odmienne niż w poprzednio omówionym 
pr
ypadku. Tym razem bowiem studium przypadkowego 
modelu w toruńskim parku musiało w rezultacie psycholo- 
gicznych dociekań i hipotez doprowadzić debiutującą arty- 
stkę do krytycznych wniosków, wiodących siłą rzeczy nie 'do 
nastrojów ludzkiej solidarności, co raczej do współczucia. Indagowana w tej sprawie, 
tak oto odtworzyła myślowy tok swoich ekspresjonistycznych dociekań. Ten kolejny 
bohater jej portretowych starań o naj doskonalszy przekaz konsekwencji wywołany-ch 
obserwacją otaczającej rzeczywistości... 
Nie bywal widzem teatralnych spektakli, alt zapewne dorywczo pracujqc w tym przy- 
bytku Melpomeny czy Talii wykonywał tam jakieś podrzędne prace. Potem dlugo "od- 
poczywal" z podobnymi sobie. Z czasem chcial nawet "wrócił" do domu, ale żona byla już 
nie dla niego, dzieci się odwróciły, wstydziły się. l tak prawie minęło życie. . Teraz 
chcialby cofnqł się do czasów mlodości. Wiele by zmienił, już nie poprzestałby na obiet- 
nicach. Przykro tak samotnie siedzieł na tej lawce. Oto podbiega czyjeś dziecko. Stary 
człowiek wyciqga ręce, chce wziqł je na kolana, przytulił, chociaż nigdy tak nie postę- 


Portret 
starca II
		

/kronika_1200233_0001.djvu

			231 


pował ze swoim dziełmi. Ale oto maleństwo staje, przygląda się i odwraca z płaczem bieg- 
nąc do rodzic6w. Stary człowiek gorzko uśmiecha się, myśląc, że wszędzie tak właśnie 
reagują na jego widok, a przecież on chciał był dobry. Rzeczywiście, mało mial czasu 
dla najbliższych, ale grono koleg6w było takie wesole i liczTl'e... To oni go pociągali, a on 
zawsze ulegał. Przebywal z nimi, potem wracal do domu, obiecywał, znowu przesiadywal 
z podobnymi sobie, wracal... wreszcie nie mial dokąd wr6cił. ... Jakieś dziecko nadgryzlo 
bulkę i wrzuciło do kosza ... Trztba poczekał... 
Próbując wyciągnąć wnioski z takiego właśnie odczytu ludzkiej sylwetki, a przede 
wszystkim wyrazu twarzy wybranego modelu malarka musiała samej sobie postawić 
szereg pytań: czy mamy prawo pogardzać człowiekiem tylko dlatego, że ma on słaby, 
podatny na negatywne wpływy charakter? dlaczego ten człowiek nie miał tego 
szczęścia, by trafić na prawdziwych przyjaciół? może łatwiej znaleźć aprobatę dla 
swego postępowania u takich samych życiowych bankrutów? 
jakby odpowiadając na te pytania pociągnięciami pędzla Renata Uzarska-Bie- 
lawska przede wszystkim tym razem wykorzystała możliwości stworzone przez ry- 
sunek. Z jego bowiem pomocą starała się oddać cechy charakterystyczne ludzi tego 
pokroju, co jej model, to znaczy ludzi, niejako skazanych na taką właśnie drogę 
życia już od momentu ich przyjścia na świat, czego świadectwem ma być ich uroda. 
I tym razem głównym narzędziem artystycznego przekazu stały się barwy ukła- 
dające się w tęczowe smugi, jakbyśmy oglądali świat przez kryształ. Smugi t
, czyste 
i jasne, wydają się symbolizować wewnętrzną naiwność, infantylność, skłaniają do 
wiary, że w życiu wszystko ułoży się samo, bez nakładu pracy nad własnym charak- 
terem, osobowością, bez wysiłku włożonego dla zabezpieczenia bytu sobie i założonej 
przez siebie rodzinie. . 
Wyraźna faktura obrazu w swojej formie nie ma cech drapieżności, nie wdziera 
się w głąb, powstrzymuje się od zbytnego podkreślenia zniszczenia oblicza modelu. 
Mimo to artystka zdaje się sugerować okrucieństwo wyrzutów sumienia, bardziej - 
jej zdaniem - zżerających człowieka niż melancholia, jeśli Portret starca II skon- 
frontujemy z Mężczyznq z muszkq. 


. 
. . 


W tym samym przedziale czasu powstała Para. Portret znowu zainspirowany 
, zachowaniem ludzi, ponownie świadczący o krytycznym 
Para stosunku jego twórczyni wobec obserwowanego środowiska 
ludzkiego. Stanowi on jakby kolejny etap w procesie odkry- 
wania tajemnic wnętrza istot z gatunku homo sapiens. Od poprzednich malarskich 
relacji artystycznych zabiegów tego rodzaju różni się tym, iż ujawnia, że pokrywa 
zewnętrzna nie tylko nie konfirmuje, nawet nie sugeruje tego, co kryje się we wnę- 
trzu, ale - wprost przeciwnie - stara się ukryć jego prawdziwy stan fasadowymi 
pozorami. 
Kolorystyka tego obrazu działa barwami czystymi, kontrastowymi, jednakże wy- 
rafinowanymi, co sprawia wrażenie ogromnej świetlistości, przypominającej efekty 
witrażowe. Nie sposób przejść obok nich obojętniel W zamierzonym przez artystkę 
konflikcie z tym zewnętrznym pięknem, symbolizowanym harmonią barw (a więc 
środkiem artystycznym zawsze najszybciej i najłatwiej rzucającym się w oczy), jest 
kompozycja i faktura rysunku. Oto obydwie głowy zostały jednakowo potraktowane, 
jednakże symbolicznie wymowne odwrócenie się ich od siebie rowbija tę zewnętrzną, 
pozorną jedność (oboje piękni, rzekomo ufni i jakby szczęśliwi we wzajemnym :ł;r01;lł-
		

/kronika_1200234_0001.djvu

			232 


,..r,' ".:' 
 . 00:. .'s
 


" \",
<
..,- 

.;; .. .,:'".; 

 

. ". 


... 
'..
' . 


... ". 
 
.... .'>. , 
 '
 , ;'>----' " 
.,",
. JS...... . ... --o 
o _'
 . .,+":
. 

<¥
 
. 
- .. 
'" 
:x ,",.; 
. ' .. ' , ..
.. n' 
. . 
::-.'. 
-" -->". >-.
:..... 
, ,\, > \ " /,., 
'
rt x.' , ;
....
 
"'
 , 

 . .
 
\ 
.. ,,' ł-...:.= 
.
 \ ., 
:'l 
:" '>
j
:>', .' " 
", 
I 
I 
. 
;. :,.' 


"v..; 
,;-. 


.- ";";j 


- ' 
x.... .. 


f, ": 


.,' , " , ' j. 
.' /!'., 
" £ ....- ,-... 
,.<:i
:; ;

;
 _ 
':
; ,'" .. 


;;l;' 


. 
: 
.j 


.... . ..
:.' 
.. "
,:\':: V,:
/?i'
,1 
.
 ' 1l-,oWI.
 
 ""'
 --. 
A ":,...... ..s:
.:- 
; ':
 --.. ,\ " 
<

,." 
..,.; 
>1:' .. :
 .c. "

\":fl2;'l.: 
,.d '::: 
,}
 , '
 ' t , ,) 
 j "z;":::> 
..., ...;... ....
\} ..:!(.

'>.
: 


 <, '...,: 'ł.-'<"."..". ',;c"-:.'.. , 


,.< 
 
i:i<, 
....'. . 


.
- i-
 .> =-:. ty 
i.--;'''
 "., 
)<..:''1:" ./ 
. 


,
_.;

 
... ..,.... 
 ':
'
'. 

 i:' h 
 . 



- 


" 
'
: 


.."
;. 


" , . 
.
. .ł 
'
 


t.-, 
..,\ 



, " 
J... . 
.': f:. .. 


:ł<' ...". 
t 1 " 


:
"
:
;
 . 
.. , 



 .'.. 


< ..'
,f r: 

;. .1 .:.:.' 


ł l'; 


'J _ 


,'S 


...v........ .}::"'::./.,
... 
. ';"
. ...
.""1.

. '. &
 
. ,;::,:::J:;; :_

h,
,
 


. ,, ' , ..;... , ,', ' " .',' " _,, ' , , , -
.. , 
'i:. . , . 


1
 , ;< "" ' , 
, '. .' ...., -
 ::. .¥....,-i- :.:-:, '
,;".'. .
.t .'. '..>..." 


mieniu). Kompozycja Pary narzuca bowiem myśl o "osamotnieniu we dwoje", 
o nudzie, a może i skrywanej wrogości. Takie refleksje mogą iść jeszcze dalej: może 
to tak zwane "małżeństwo z rozsądku", może efektowna para hochsztaplerów, może 
kiedyś równoległe ich drogi życiowe zaczęły rozchodzić się w wyniku sukcesów, które 
każde realizowało na własną rękę i teraz wzajemnie już nie rozpoznają się? jakkolwiek 
byśmy jednak nie interpretowali myśli towarzyszących twórczyni tego portr6tu in 
sialu jego nascendi, to jedno jest pewne: jej negatywna ocena aktualnej wartości 
duchowej obojga modeli. 
.Mniej więcej taka treść przekazana została fakturą uzyskaną szerokim, twardym, 
szczeciniastym pędzlem; fakturą o wydłużonych plamach, lub też - farbą wycis- 
kaną z tuby. Technika ta spowodowała świetlistość obrazu, podkreśliła emanujące 
zeń zdecydowanie w interpretacji tematu. Rezygnując ze światłocienia na rzecz 
płaszczyznowości artystka jeszcze bardziej wyakcentowała treściową i formalną jed- 
ność dzieła. Zdecydowana faktura, gra mocnych plam barwnych o podobnym natę- 
żeniu i nasyceniu zapewnia efektywność wewnętrznej ekspresji. 
Nieprzeparta musiała być skłonność do konfrontowania rzeczywistości zewnę- 
trznej z światem uczuć i myśli, skoro przetrwała ona przez 
Arlekin następne dwa dziesięciolecia. Arlekin z 1973 r. jest bowiem 
kolejną próbą wydobycia na jaw tego, co kryje się za szablo- 
nową, konwencjonalną maską, taką właśnie, jakie tradycyjnie od stuleci nosili tra- 
dycyjni bohaterowie włoskich commedia dell' arie, a potem komedii francuskich.
		

/kronika_1200235_0001.djvu

			233 


Pytana o sprawczą przyczynę wyboru takiego \\-"łaśnie tematu artystka wyjaśnia 
zupełną przypadkowość jego podjęcia: kiedy pracowała nad jakimś obrazem, do- 
tarła do niej ze świeżo uruchomionego radia melodia z refrenem "Arlekinie, Arlekinie.." 
Wprowadziła ona nastrój nostalgiczny, tęsknotę za jakimś tajemniczym, romantycz- 
nym ale niespełnionym światem. Wywołał on najpierw mgliste skojarzenie z Don 
Kichotem, potem z klownem, a następnie nieprzepartą chęć przeniesienia owych 
doznań na płótno. Zdjęła ze sztalugi zaczęty obraz i natychmiast zaczęła tworzyć 
swego Arlekina. 
Bohater tego dzieła przeżywa własny dramat, która ukrywa pod maską konwen- 
cjonalnego, przez wszystkich oczekiwanego uśmiechu. Z racji jego zawodu otoczenie 
stale wymaga, aby się śmiał. Nawet po pracy! On tymczasem marzy o tym, żeby 
przyjmowano jego postać z sympatią, miłością, nawet czcią, a nie reagowano szyder- 
czym śmiechem czy choćby uśmiechem politowania. Zastanawia się więc, czy nie 
uciec od samego siehie, VI" świat, aby tam zgubić to, co go dręczy, a znaleźć to, o czym 
marzy. 
Konsekwentnie wobec takiej wizji kompozycja obrazu jest wyraźnie statyczna. 
Ustawienie głowy arlekina, z lekkim jej przechyleniem, sugerujc jego niezdecydowa- 


ARLEKIN - 1973 


- 
" "., > ., ,». ',' ,:-
 , " 

 ..-r..... .. . ._:
. 
./-. 
. < <.' , 'II
" ',. ", 
 
, .1> - ,> ''"' :''!< 
':;<.. -, - '. '",; ,". ' ,.' 
,y,_ .' '. .' ':V"',, '.. ',
 " 
. ; >'/ .: ,<;:\\',
::>
!': 
.
'
/,[
' 
,:t:::
;';---.< .', .. 'c, . ; 
 ; 
,. 
 
 ':"...." ..
 ..... ;
.;-..::- ." ii.:.:.
 
, ' " :: . ' , ', ., .
 , i: 4;' .;,,;; ",". ',.> 
, ł- ? 'I, ; :.' ',. .
 
'. . 
\'i
ij
 ..
 ,;
, 

{.::
C.::: 
,;t;
r.':'; '''"1 ." "i, b .... " " , 
.i',i:
.
'::
:
i;
\ .
' '

:;
j;
. (.' ,ł '\r 
 " . r- "..... r t t 



. 
.
,


 .;

..
;
it
 ,.

,. .. 
.v.>o';"':. 
;:i


 :

 · .::
. Itt 
'
 '.i!, 
.: 
,c.'\'.
,t. . " - ł
;, ."'%1.;" ",' 
'
'''H .',',
; '
:
 '''',
'\ " ł, ::. 
 
' " -', .:':
 , :' 

 , 
 
-..
 , ::
 .. 
.'
 , -.'


 , 
 - 



 .','., 
 



ti
;:; 
. " ':(


', ;;t:
ii



,<::' 
" . v,o 't" ". '
,...
4
' .';f;fJi> v., "!n' ;./.... ',' ' ...." 

\'

'.-: <, ,.':'i\".-".;.'.L-::-,....:,'"' 1\ ,.,,;,
,
,,' ,
<. 

1 
 . ,\\ t
 ':

 .,.
,', :" 'i: 

r 
'
'
:': "
.,:- :,
":
"

' 
,
,,

 ':' , 
;;:< 
\:\'t1. ... "rł
' - '"' '" '« ",', '
 t ,', ' 
. "" 
 \, I> ,,"' -
 _

A( '
\o. 
 -.... .' .. 
,"'
",,:.;>::" 
" ""'" ' :':'
'., ".: , 
"', . ..."{<
 ,, . . '" " 
", ,...'... < ' , . ',,"' >- 
,.. I" 
 . 
 ...._.
- . 
:.
 . ", ,:
.;:,,

.os 
t '" 
 '




:',,' ,.', ',L '.
 ' 

 , . , ,:
 " 
 . ' . ' , -:t , 
, , ' ., : , ,\ , : , ' , ; ,. . , " . . 
 ' : łI . " 
 < ' . 
.
 , 
:;,::

 - ,....
 ..,' ", >- ", 
 ." 
_ :... .. :;..', ;" .
 ""' .." ,' 
i-;'f. ,.,.. : ,',. - ". 
ł "" 
;,,, . " 
 ,: ". ....':>.. :. ' . ::,'. . . . ' , 
 . " ,.
 , . , . , .
} _ . . " : . .. " ..... ' . ..
 . : . . .. . , . :.,', " " " _ . ' . 
 .. 
 .', : ". ' , ., " 
 , ' .> . , . , 
 " , : . _, ., :' . ' : , ' , " ,.." 
 _.', .
 , . , . , . . . . . . ' " . .. . , 

 : , ' ,", ' . . , '
 " 
 , . , ' , ' , :. . ' . 
 .' ' , ' , i . : "" 
 , ,, 


 

 
,;


{f
:.; .:_ 

'c 

 ;
'" 


",p"'" 
ł:<'
Zt,: . \: 
,ł " 
:/
,,' ; 
ł 
. u 
j ;.f'
 


. .. 


'. 

:
 

..
:,o 
l". 
j"i "'.., 
,1.:]:"(,. 
, .. :;

;', 

 

, 

 ¥ 
.. . 
'( 
';
		

/kronika_1200236_0001.djvu

			234 


nie, oczekiwanie, marzycielską nieśmiałość. Zmęczone oczy patrzą wyczekująco. 
Najbardziej jednak znaczący jest chyba jego uśmiech: nie wiadomo czy tylko pro- 
fesjonalny, zwyczajny grymas, czy też mimowolny, jakby przepraszający, jakby 
nieśmiało zachęcający to, o czym marzy. Twarz smutna i nieładna, ale uduchowiona, 
sygnalizująca tęsknoty ku czemuś innemu niż bezpośrednia rzeczywistość. 
Faktura obrazu jest niejednolita, analogicznie do ekspresji twarzy arlekina nie- 
zdecydowana: raz chropowata, szorstka jakby pędzel ze złością zostawiał ślad po 
sobie, gdzie indziej lekka, ulotna jakby przypadkowe muśnięcie, delikatny dotyk 
czegoś prawie nierzeczywistego. 
Pozbawione ciepła niebieskie tło sugeruje pustkę przestrzeni, pustkę uczuciową 
wokół tego samotnika. Koresponduje z nim całokształt kolorystycznej kompozycji, 
w której paryskiemu błękitowi towarzyszy równie chłodna jasna zieleń i biel. A więc 
znowu barwa jest głównym, jeśli nie najważniejszym środkiem plastycznego wyrazu. 


. 


. . 


, jeśli scharakteryzowane powyżej studia portretowe Renaty Uzarskiej-Bielaw- 
skiej odkrywały ludzkie niedole: samotność, niezaspokojoną potrzebę uczuciowych 
kontaktów z otoczeniem, gorycz klęski po zmarnowaniu życia, pragnienie dowartoś- 
ciowania itd., to błędne byłoby wyprowadzenie z nich wniosku o pesymizmie artystki. 
Stanowią one bowiem jedynie świadectwo jej współczującego humanizmu. Że dostrze- 
ga ona w życiu także jego pozytywy, a nawet bardzo radosne i podniosłe objawy, 
tego dowodem jest powstała w t 979 r. Cisza czyli Autoportret z mężem. 
już sam sposób zatytułowania obrazu jest sugestią kierunku, w jakim należy 
podążać próbując go interpretować. Cisza to symbol jakiegoś 
Cisza eksterytorialnego obszaru, miejsca odizolowanego od hała- 
sów, burz, brutalności i wszelkiego zła, będących właśnie jej 
zaprzeczeniem. Doskonale więc także nadaje się, aby utożsamić się z atmosferą szczę- 
śliwego małżeństwa, które chce odseparować się od wulgarności, kłamstwa, wścib- 
stwa, zawiści i im podobnych negatywów coraz bardziej zatłoczonego, a więc i coraz 
agresywniejszego świata. 
Zmaterializowaniem tej ciszy przy pomocy środków plastycznych jest gąszcz ro- 
ślinny. Delikatnie, ale stanowczo, otacza on dwie głowy wyłaniające się z secesyjnie 
niemal wijących się liści. Głowa kobieca, ukazana en face, ufnie przytulona do męża, 
spogląda przed siebie. jej delikatności towarzyszy surowa czujność głowy mężczyzny, 
jakby wypatrującego czy ciszy ich życia nie zagraża jakieś niebezpieczeństwo. Oto 
symbol dwojakiej jedności: ona penetruje granice świata pozazmysłowego, on czuwa 
nad niezakłóceniem tego duchowego procesu, nad jej bezpieczeństwem, nad tym, by 
nikt i nic nie sprofanowało ich rodzinnego sanktuarium. 
Szczególny, duchowo wzniosły klimat tego portretu i jego scenerii został oddany 
subtelną, przydymioną kolorystyką szarych pastelowych fioletów, różów, błękitów 
i zieleni. Zastanowienie się nad ich wymową prowadzi nieuchronnie do uznania dla 
ekspresyjnych możliwości umiejętnej gry barwami. 


. 


. . 


Cisza swoim nastrojem spokoju i szczęścia jest w twórczości autorki lvfężczyzny 
z muszką wyjątkiem potwierdzającym regułę: wyjątkiem 
Ostatnia droga z racji osobliwie podniosłej atmosfery, która z niej emanuje: 
potwierdzeniem reguły, jaką jest ów współczujący humanizm. 
W obrębie dorobku portretowego kwintesencją takiego właśnie stosunku do ludzi 
jest portręt zbiorowy - jeśli wolno użyć takiego określenia w stQ
;unku do Ostatniej
		

/kronika_1200237_0001.djvu

			235 


drogi z ł 980 r., wystawionej w 1987 na VII Ogólnop
lskiej Wystawie Malarstwa, 
Rzeźby i Medalierstwa, zorganizowanej pod hasłem "Przeciw wojnie - Majdanek!". 
Ostatnią, drogą. kroczy tragiczny pochód tragicznych postaci. Na tle czerwono- 
-krwistego nieba widać zarys obozu koncentracyjnego z strażniczymi wieżami i dy- 
miącym kominem krem.1toryjnym, wydzielającym gęsty dym, który snuje się w po- 
ziomie przechodząc w szeroką, niemal żółto-szarą smugę. Po lewej stronie obrazu 
jego kompozycję równoważy szkicowo zaznaczony fragment suchego drzewa, :wy- 
pełnionego znowu krwistymi, wzdłuż pnia i gałęzi ślizgającymi się smugami czer- 
wieni. Symboliczne drzewo niemego krzyku! Na pierwszym planie, centralnie ale 
z lekkim przesunięciem w prawo porusza się bezładna kolumna do ostateczności wy- 
n
dzni3łych dziecięcych postaci. To jeszcze dzieci, ale już starcy! 1worzą ją żywe 
szkie
ety o bladotrupich gł9


ch z czarnymi oczodołami, w których bardziej należy 
domyślać się, niż można dopatrzeć, istnienia oczu. Głowy te, pochylone, wynurzają 
się z pleców przygarbionych jak u starców. Z wysiłkiem posuwające się naprzód 
kościotrupy, ubrane w długie pasiaste koszule, poruszają się na potwornie powy- 
krzywianych, zdeformowanych nogach o monstrualnie pogrubionych staw2ch kola- 
nowych. . 
. ,"Ni
t z uczestników tego przeraźającego pochodu nie ma d
ść sił, żeby pomóc 
JOnym: 
, btó na czele "grupy kroczy 'malec, który sp'ogląda dziwnymi, rozbieganymi gał- 
k
m} ocznymi i niesie swego ukochanego misia. Cię:iko mu, niemal słyszymy jak dyszy, 
ale tuli się do zabawki, będącej - być może - ostatnim, jeszcze żyjącym w nim, 
wspomnfcniem szczęśli\.vego dzieciństwa. jego nóżki, krzywe, o szm	
			

/kronika_1200238_0001.djvu

			236 


jest prawie witrażowo świetlisty i zawiera ogromny ładunek dramatu i średniowiecz- 
nej jakby mistyki. 
Szkicowość rysunku została przez artystkę podkreślona nerwowym konturem, 
widocznym ruchem pędzla i" silnymi kontrastami światła i barwy. Zamierzona rezy- 
gnacja z formy estetycznej na rzecz szkicowej prowadzi odbiorcę do uświadomienia 
sobie, iż ma tu do czynienia z symbolicznym przekazem znaczenia przypadku i prze- 
mijania, przekazem wyrosłym na gruncie protestu przeciw wojnie, przeciw okru- 
cieństwu, a zwłaszcza przeciwko okrucie{lstwu dorosłych wobec dzieci. 


III 
U progu rozważań nad miejscem pejzażu w hierarchii dokonań artystycznych 
Renaty Uzarskiej-Bielawskiej odnotujmy jej wyznanie, nadzwyczaj istotne dla 
charakterystyki i oceny jej malarskiego dorobku. 
Pasja i determinacja, z jaką van Gogh próbował oddał za pomocą czystych i kontras- 
towych kolorów stan ducha, była zbieżna z moją instynktownie odczuwaną potrzebą 
wyrażania siebie, własnej osobowości bądź chwilowego nastroju za pomocą przede wszyst- 
kim barw. W mniejszym zakresie interesowała mnie fabuła, gdyż właśnie zwyczajny, 
bezpretensjonalny temat dawał mi częściej pretekst dla uzyskania określonego nastroju. 
Owe artystyczne credo zaczęło zapewne kształtować się już w naj wcześniejszym 
okresie twórczych poczynań, czego potwierdzeniem mogą 
Słoneczniki być Słoneczniki z 1963 r. oraz ich powtórzenie z 1965 i z lat 
późniejszych. Przypomnijmy okoliczności, które doprowa- 
dziły do podjęcia tego tematu. Pomyślne złożenie wstępnego egzaminu na studia uni- 
wersyteckie zostało uczczone przez narzeczonego bukietem słoneczników z propozycją 
potraktowania go jako przedmiotu wysiłku malarskiego, który pozwoliłby na uwolnie- 
nie się od fascynacji van Gogh'iem i stworzenie własnej plastycznej koncepcji tego 
tematu. . 
Jak Renata Uzarska poradziła sobie z realizacją tak ryzykownego zadania: przez- 
wyciężenia narzuconej powszechnej artystycznej świadomości wizji, stworzonej przez 
malarza, którego twórczość została uznana za jeden z cudów świata? 
Z fascynujących ją od najmłodszych lat oberwacji natury wyniosła przekonanie, 
że słoneczniki są szczególnym rodzajem kwiatów. Ich osobliwość polega na tym, że 
równocześnie są i kwiatami, i owocami. Nadaje to im symbolikę, którą należy uw- 
zględnić także i w tym momencie, kiedy wykorzystuje się je dla celów dekoracyjnych. 
Będąc roślinami ogrodowymi lub polnymi, powinny być eksponowane w wolnej 
przestrzeni, na tle przyrody, gdyż ich uroda ujawnia się w pełni dopiero w harmonii 
z żywą naturą. 
W przeciwieństwie zatem do realizmu van Gogh'a, którego Słoneczniki stoją 
w wazie na tle jednolitej w kolorze ściany, na jakiejś podłodze czy innej bliżej nieo- 
kreślonej płaszczyźnie, ambitna jego wielbicielka zaproponowała własną koncepcję 
ujęcia tego tematu. Potraktowała go mianowicie symbolicznie i bardzo dekoracyjnie, 
pokrywając całą powierzchnię obrazu krótko przyciętymi pędzlami o szczeciniastym 
twardym włosiu. Grubo nakładając farbę, bardzo krótkimi, szerokimi uderzeniami 
oddała za pomocą gęstej faktury i koloru charakter mocnego, szorstkiego i wybitnie 
stabilnego w kompozycji kwiatu. Jako tło dla barwnej plamy bukietu, skompono- 
wanej przez różne odcienie złota, aż do ciemnych brązów oraz intensywnej zieleni 
liści i łodyg, wybrała jasną zieleń, sugerującą właśnie żywą naturę i przestrzeń. 
Współzawodnictwo z van Gogh'iem było swoistym sukcesem toruńskiej studentki, 
gdyż jej Słoneczniki zaraz po pierwszej wystawie, na której zostały wyeksponowane 
(a miała ona miejsce w Warszawie w 1969 r.) znalazły nabywcę.
		

/kronika_1200239_0001.djvu

			237 


. 
. . 


Znamienny od lat dziecinnych kult przyrody nie koliduje w malarstwie Renaty 
Uzarskiej-Bielawskiej z uznaniem dla piękna architektury i godnych podziwu roz- 
wiązań urbanistycznych. jej romantyczna dusza skłan,iała ją przede wszystkim do 
sygnalizowania w artystycznych przekazach uroku starych uliczek i domów, a neo- 
impresjonistyczne sympatie, charakterystyczne właśnie dla dwudziestowiecznych 
romantyków, decydują o tym, że podstawowym środkiem owych przekazów staje 
się światło - zarówno naturalne jak i emitowane z ulicznych lamp. 
Kiedy oglądamy miejskie pejzaże, które zeszły za. sztalugi artystki w dziesięcio- 
leciu 1978-1987, zwraca uwagę fakt, że podziwiając piękno starych domów jakby nie 
dostrzegała otaczających i wypełniających je ludzi, że przechodziła do porządku nad 
pięknem ich detali architektonicznych, całą swoją uwagę koncentrując na plastycznej 
potędze światła. To ono przede wszystkim, nie ludzka ręka, załamując się na ścianach 
i dachach rzeźbi po swojemu stare mury, wydobywając z kamieni rzeźbiarskie struk- 
tury. 
Jeśli można mówić o twórczości malarskiej posługując się słownictwem muzycz- 
nym, to trzeba byłoby przyglądając się miejskim pejzażom Paryża, Florencji, We- 
necji, Nesebaru w Bułgarii czy Torunia, Gdańska, wreszcie Bydgoszczy autorstwa 
Uzarskiej-Bielawskiej przede wszystkim wyeksponować jako główny ich walor 
współgranie bardzo Intensywnego światła I równie głębokiego cienia, ślizgających się 
po zmurszałych murach, których/ortissimo niejednokrotnie ustępuje miejsce pianissi- 
mu półtonów świetlnych czy wręcz poświaty. Raz bowiem miejska architektura jest 
nam prezentowana w pełni południowego słońca, raz jej wizję kształtują chmury na 
niebie, kiedy indziej wreszcie podziwiamy ją w półmroku czy też nocnym plenerze. 
Równolegle z owymi eterycznymi efektami świetlnymi charakter miejskich krajo- 
brazów Renaty Uzarskiej-Bielawskiej determinuje nastrój, zarówno ten, w jakim 
ona odbierała intrygujący ją temat, jak i emanujący z niego samego. 
Oto powstały w 1980 r. cykl impresji z Nesebaru, prastarego bułgarskiego miasta, 
usytuowanego na półwyspie wrzynającym się w Morze 
Cykl nesebarskl Czarne. Artystka podziwiała je w pełni sezonu, kiedy tłumy 
turystów rozkoszowały się wspaniałą pogodą, darzącą ich 
naj czystszym błękitem nieba i olśniewającą bielą architektury. Tymczasem jej Nese- 
bar symbolizuje deprymującą samotność i zapomnienie. Skąd taka metamorfoza? 
Sięgający jeszcze czasów najwcześniejszego dzieciństwa i narodzin własnych doznań 
plastycznych odruch jej organizacji psychicząej skłonił ją do wyobrażenia, jak to 
hałaśliwe, wielobarwne, pulsujące falami przewalających się przez nie turystów 
miasto wygląda po sezonie. Efektem tej wyimaginowanej wizji stały się trzy obrazy 
Nesebaru, jakiego ich twórczyni nigdy nie wid1Jiała, ale jaki sobie wymarzyła. 
Namalowała je z wyjątkową ekspresją. Długie wyraziste pociągnięcia pędzla wy- 
wołały wrażenie rozchwiania, niepewności i gwałtownego ruchu. Domy o białych 
świetlistych ścianach w okresie letnim, sugerujące statyczność swojej konstrukcji, 
malownicze, jakby wykonane z klocków, na tych obrazach zostały przedstawione 
w czasie nawałnicy, szalejących wiatrów, pozbawione swojej kubiczności. Widzowi 
wydaje się, jakby wszystkie ich ściany trzeszczały i miały się rozpaść lada chwila. 
Wszystko tu wiru.ie, zmienia charakter, gubi ową statyczność podziwianą w okresie 
słonecznej spokojnej pogody. Po powierzchni nieba snują się, a nawet gwałtownie 
przesuwają się chmury ciężkie, zróżnicowane w odcieniach swojej barwy. Domy wraz 
z drewnianymi do nich przybudówkami pod wpływem wichury pochylają się ku 


.
		

/kronika_1200240_0001.djvu

			. 

 



, 


, 


'. 


. 


) 


.\ 


, '« 


'". 


NESEBAR I -..A 1980 



 


.....v> 


ł,,; .' 


....... 


...... 


f 


'. .f. 


".. 


.. 


.-.\
 


.,i-' 


'C::'" 


,
 
" 


'n> 


,., 


.
 


.
 


.... 


... 


'".:>' 


,', 


ł'; 


,,!' 


t
 



. 


.,."". 



.- 
 
'4, 


,
 .ti.'
 '" 


, 
'," ,+-' , 
.... " 


,
 ::
 
. 
'_.:
...
\<.' 



 . . 
.-- 
, 


. 


,'!I';" " 
:
.,.

..v.: 

 
.« f
'.,,: 



( 


.
 ' 


:. 
, 



 


l" 


. ';t 
..
 
. "
 


"." '
... 
, 


..t". 


,-..;;: . 

 '- 


,,:: 



 


. .
; 


<
 




" 
, 


" 


':.;.--; 


1- 


.) 
>''ł t" 


.. 


'" 

 


'. 



,

 
 


,.." , 


'";:' 


;, 


. ...... 



_.... 


:n. 


.;r 


',. 


,0.' 


.
.;' 
 


'*" 


:i" . 


': 
. 


'" 


.... 
......'. 


.
., 


->,<. 


, "t 
't.\ 


(., 


"r,". 


"« 


'f; 


. 
':'.. 
"'.;:' 


.. 



, 1 


'#. 


;ł- " 




' 
._"t-. 


; / 


. .
 


.' 


,< 

 
 


.. 
. '
' 


: .:. 


> 
.\ i 


" 
t' 


"
,f 
, 


';
4 


....:;" / 


" 



: 


''j
 
'

 


, 

.$01 


.' 
.. ,," 



, 


.. 7j." 
... 


, . 


. 
I 



. 

 .. 
 . ;,-,:. 


.
 -.;. 


,', 
f 


. 


E;:". 


" 



.:- '. 


'" 


t 


", 


'. 


...... - 


'.. 


:"," 


.:' 


II 
 


.
		

/kronika_1200241_0001.djvu

			239 


sobie, jakby wzajemnie szukały oparcia. Wąskie chodniki i brukowane ulice, o charak- 
terystycznych wypukłościach, podkreślonych przez malarkę wężowymi liniami i niby 
wilgotnymi błyskami wielobarwnych plam dopełniają kompozycji tematu. A wszystko 
to razem wywołuje tęsknotę do spokoju, ciszy, slonecznej sielanki. 
Nastrój dominujący w trzyczęściowym cyklu nesebarskim posiada swój niepowta- 
rzalny nostalgiczny urok. Mnóstwo różnokierunkowych giętkich linii, kolorystyka 
szarości z półtonami i walorami wszystkich podstawowych kolorów składa się tu na 
wrażenie ciągłej zmienności, ale i niezmiernego bogactwa świetlnego, subtelnej dy- 
namiki, odczuwanej jako pulsowanie, drganie, migotanie. 
Podobny nastrój tęsknoty, sugerowany jednak nieco innymi środkami, został 
oddany w obrazach będących owocami podróży do Włoch 
i Francji. 
W jednym z nich (Paryż nocą) atmosfera nocy została uzy- 
skana za pomocą kolorystyki błękitów paryskich i ultra- 
maryny. Podświetlone, bardzo przestrzenne niebo z odcie- 
niami fioletów pozwala widzowi domyślać się, że poza granicami wyznaczonymi ra- 
mami obrazu jest miasto pełne światła, które mimo późnej pory pulsuje życiem. Ale 
tutaj, w prezentowanym jego fragmencie jest spokój, nie widać ludzi. Tajemnicze 
języki kolorowych plamek raz błysną silniej, a za chwilę delikatnie gasną i wtapiając 
się w nieprzeniknioną bryłę muru wydobywają zeń niedopowiedziane kształty do- 
mów, ulicy, bruku czy chodnika. Bardziej ,intensywna plama ciemnego błękitu pod- 
. powiada, że tam może być czeluść drzwi, a może zastygły w bezruchu samotny czło- 
wiek, jak artystka zafascynowany urokiem chwili. 
Chłodne zielenie, fiolety, a nawet czerwienie rozjaśniają sąsiednie miejsca. Te 
· fajerwerki drobnych plamek wspomagają czytelność przedstawianego motywu; dzięki 
nim nasz wzrok, choć z trudem, wyławia z nocnej czeluści bogactwo architektury. 
Niedopowiedzenie, znamienne dla tej serii obrazów, prowokuje nastrój tajemniczości, 
samotności, tęsknoty, pragnienie ujrzenia więcej niż widzimy. 
Mury starych miast, które tyle widziały, pociągają wyobraźnię swoją tajemni- 
czością. Bezradna wobec jej nieprzenikalności artystka może pokazać jedynie własne 
nastroje. Dlatego zapewne te ciemne, nocne pejzaże są romantyczne, a więc nie- 
dopowiedziane, tajemnicze, pełne marzeń i tęsknoty za spełnieniem, ale wolne od 
dramatu. Czasem są bogate w blaski, plamki lamp ulicznych (jak w Wenecji I - 
Pałac Dożów 1978, Wenecji II - Plac św. Marka 1978, Florencji - Santa Maria del/ 
Fiorre 1979); kiedy indziej - bajecznie kolorowe dzięki neonowemu światłu jakby 
'. rozpryskującemu się w tęczowych kroplach deszczu i w kałużach (jak w Toruniu - 
Pomnik Kopernika 1984, Gdańsk - ul. Długa 1987, Paryżu - Sekwana 1981), jesz- 
cze innym razem jest to noc cicha, tajemnicza z wizją spóźnionego przechodnia 
(Bydgoszcz - ul. Wąska 1985, Bydgoszcz - ul. Jezuicka 1985, Bydgoszcz - Zaułek 
1986, Toruń - ul. Most
wa 1985). 
Głęboka, wydłużona perspektywa ulicy skupia uśpione bryły domów - tylko 
tu i ówdzie widać jasny błysk w oknie rzucającym poświatę na chodnik lub przeciw- 
legły mur. Delikatnie odbijają się od nich zarysy dachów na tle już to jaśniejszego, już 
kontrastowo gorącego nieba, jakby sugerującego, że gdzieś dalej jeszcze tętni życie, 
że tam jest jasno od lamp ulicznych i witryn sklepowych (Wenecja nocą 1979), W głębi 
perspektywy to rozjaśnione niebo tworzy jeszcze większy kontrast. Cień jest tam 
bardziej ciemny, jeszcze wierniej strzeże spokoju i tajemnicy kryjącej się w nim dali. 
Taki nastrój podkreśla chropowata, ale dość spokojna faktura, bez widocznych 
śladów pędzla. Przede wszystkim w sposob sugestywny odtwarza ona materię, tynki, 


Nocne urnpresje 
urbanistyczne
		

/kronika_1200242_0001.djvu

			" 


" 


.> 


:....., 


',
... 



:-o ..:" 



 


" 


",':
"
:, t,
 



 .;: -:;.
'{- 


.. 


(, 


"-.-,,.;"., 
.t: 


". t: 


:"" 
 


',,;':' 


., 
. 


: ot '
': ;':-' :'
 "'." 
::
" ':<* .' 


. - .!.> 
":;. f;, ':, "'.' 
,;.-. 


::: 
ł:
 , \ ,;, 

..'łł" ... 
- ...' ...-. 


'Ił.;: . 
"'".. 


:
..u 
. -:.... -. 
.' 
 
.
. 

 .
. 
"'''' 


.... . 


......-. 


.;.:.. 


"
" 


'. 


.
:,' 


..,.: 


"..;, 

A
 .

 


 
." 


;," 


. 
.t . 


'" 
<. 


..' 


f:.- 


,. 


:
 


MIASTO NOCĄ - 1990 



 ) 


:....:
 .J 
'!}' 


;f. 


'
..' 



.,' 




 
-'
.... 


< 
.. .' 


, 
" 


',
 


.
 .. 


" < ..1 ! ,
 
'iti: 
:
i.t, 




. 


'. 


., 


.
' 


",;...::' 


<'
' 



.
. 
1 



,,. . 


". 
,; 
 
u' h 


.... 
:1':" 


< , 


...,: 


:::ł,. 


'.. \ł l 
'....: 'ł. ł 
"';< ł 


1-' 
) 
 
':.:
 
;1:\ 
, , 
(:.L.' ,- 


, cI, 
t: ,. 


"'..."'- 


ł u 


:."1.x
: >_ł: - 



 



] . 


,
 ''J:'
' 


"," 


:, f/

: 
',"", "" uu ',',' ': "c)t', ",,<: ' 
,,'" ""Y
''''';' I 'F"\'t' 

. .. ,- < 
 ,
 


A" 
::.


. .:. -<::_" ,:.,

 {J;; $ 
.,'" 
 :, ;,.

 
u : ,", :J ",v , 
{"
.,.

,' < ,, ' ł::. " " J , 


I
L . 
A -"1:" - %::.
 .....; .::::1'.....;-. 



 . 


-r 


fi>' 


'. 
*" 


ii. 


'
..t .. 
11: 
II";' 

 
, 


..,
 


;
; 


... ,
 !7: 


-:-.", 


Ui. oC: 






 


,.ł"', 


uA. , 
".A
, 
u..:, ..., 
--

 :
. '. 


,..... 
>+;- .
. 
.' 
( .. 



 ' o'.. 



.. 
 



 ...:. 


...... 


,. 


. 
:
 ) tł. 


<-\1<0 .j.;- 


",t 


i:':: t,;:/
t;/ 
}f>ł'
> .d 
I""
:: ,j ;:
',L'
 .,;
 
.
. .

 {".J . - .'-:K'
.
 v 



u 


:;;:- 


;,:"* '" 
'. 



.":. 


) 


"';:.__
 1IV ......
 


>, 
:. ii""t- 


'A 


}. 


";.ł 
fl,t.: 


::q _.
.: 


: ,-, .': "", , ! 
.
 '. 


.
. . 


....... 


..f;. 


... , 
 r. 
 


,

. .,. 


..f 


< 
-s._ 
" ";'lJ' , 



-

.:
 

.: 


f, 


;\, 



. 
';""=

K 


....

. -'M 


, ' 


:;. .;- 
 . 
 


.
 


: 
 


'...' 


i" 
.
,.h, 


... y
 
 


, 
,7,"" 


. 

":".." 


...,: 


, , 
, " 


, 
"'" 


'Ił 
li';' ,
: 


:';
 .. 


: ....t 


'" 
-, 

 


.<-
:/.<-.:.. .. i'..
 .. 
,.< 
 'ł', .'. 
'
'd' 
.f,.... 


> 
. 
. 


_=:...[.S':. - 


. c:.
. 'ł" 



; .*':... 


;:.fI.'" --ł! 



 


,. '< 


'.".. 
(I/' :
 


:; 
.. 


". 


.,t:"". 




 
" :'..-"" 


'".li 
'1", 


""',, ., 


. 
 '"' 


.;., 


<, 
.. :t"j 


", 



 > 


'. 


t;.;'-':' 
, 


..
 


.
,
 
 

 
,> 


,'. 



:.: 


. 


r 


-:
,""
'- ...:;. 
."".:_- 
.-...j; 


::;,.

 . 



",..:: -!., 


.. .

 


<. : 
," 



.:Io ,.." 

lł ::
. 
I"'!'r'" " ,; , ,JF,- 
, ',Ii. ,.. '; ',.',' J'" . ',- 
......,. 
.::. 

 ...
...;
.;"!.. ':.-" 
> 

 ,,' ',,',' 
',".., ," ł.L,,
, " " "i 
;, ...' \"-(' ", <
 


<
.... 
X-. 



..., 


;" ., 
."" 
' 


'.,';': 


,.;1 



 .:;, 
;,:--;::',:łi' 


'. 


'
 
.:
 


......... 


.-;O.v. 


/ 


ł ' ,,',' 
'.>f"' 
..._u 


""'; 


>' 


::<'.. 


:,1" 


,.1..

;<: 


,..;, 


i
:.
 .. 
:.,.,. 


" .':: 


,
 


"l 


'lP 
".'
 


._
 


'... 


..:; 
: 
':, \ 
:/'j 
.j; 
" 


'. 


i;,.><=. 


:,!iIiiI>' 


-,.: >lJ)/
 , :

.
 , .

 , :, , _ , -k ,:, ' , .. 

.....- .

<:" 
...... 


.. 


" 


:.
> :
 


'\.,>.. 



...: 


;;::- 


.';",. 



 .:i" 


;,-, 
. 
.

{
 . 


.

.
 . i 




1--,


 


.,,> 
,
 >...
 



. .
. 


{ fi:, 


-- 
J) 


.:
 


,
.
 ". 


ł 


, " 


..F'.
. 


.:-:.: 
. ./


...:. ;.... 


'" 


«j"X
		

/kronika_1200243_0001.djvu

			ł 


'" 


.
 . 


:-.*.'!" 


'.;
 
',' 


.' 


,,'" 

 
'
 


:,.. ,"t"., 
: f, .,'
. 
.;.; , ."t.., I 


":\;'i
' 
, ' 


.;
' 


'.... , .... 

'»:: "'" 


" 


,.
s
. 



t;', 


,,- 
.... 


i -:-: 
'. 


. ,:

:-. 


't 


, 
.. 
'i 
.
 t.. 
. ' 



łj 


'.- 


:."'O!
 


, , ' 
-t }>. .;..' 


" ,, ' , .t. 
., \ 


f)' 
... 


'... 



 " 

 ' 

... IV .
 
'
 ..
 ' 
..(' ","f . 


,t; 


... ?:' 


" 


/ 


.cy» 

.;
 


'. 


. ..i 


< .. 


..,." 


,,' 


", ł... 


,i 
.. 



 


. ->!ł'
 


'}";1 


:..
 


.. 



.
 
.'1 
.* 


'
 


'" 


. .", 


'1 


ł! 
t 


,:,;
s: 
,&'. "', 


.
< 


. , 

 .
 


. ii 


ił '
.ł: 
':C, 
 ,:11 


. ;" 


"-;'" 
..", 


.. ".A 
.:. -.:- . 
;. ...' 



 


, ;'so.''"' 


.:. 
. 


"'ii..' 


.: .[:"'
""-ł 
*'-. ,",... 


jj' 


" 


'- 


,
'
 , ' ,
 

,.'".':' 


, ł \

 
, ł 


,t 


t.l 
t/"'<' 


.<\ 
i/ 
 


lI,..-: 


,fi:. ' 
:if'. 


1.: 


.,' , 
"
i1 


'
'" 
.
 L,
: 
,;.,: 


.1* 



 


"4'.,: 


, 
. . ..," - :'5-" >! 
..... .:";: -

 ",
 
',It
;'O 
"'fi' 
,;
 



 
""
... .
... 
; 
: 
II .. 
,,', . 
, 


,>ł' '. 


,) 


,< 


',I; 
, 


.
 
 


"'
"j." 


'ł 
;',,<,
 



/:t 


'J-' 
, 
,. . 
?... 



:.tt'

 


.
.
,
:'i. · 
" 


od 


.. ł 


""''$-",""' " 


: " 



 .:.
 


.{
' 


"-t"" ':" 
 
"

 . 


-ł...'"". 


! 


'
 



 


,'" 


'. 



 


i"'i', 
" 


1'>.- 



f 


.' 


.;.:.
 


ł. 



 


ł., 


,< 


, , 


.'>"
		

/kronika_1200244_0001.djvu

			242 


które dzięki właściwościom swej powierzchni wchłaniają światło. W oknach ciemnych 
pomieszczeń, przy ościerznicach drzwi, na wypukłościach gzymsów, kolumn, po deko- 
racjach płaskorzeźb w śladowy sposób ślizgają się światełka pozwalające bardziej do- 
myślać się niż dostrzegać kształty i strukturę materii. W efekcie takich zabiegów bez 
wątpliwości rozszyfrowujemy pewne fragmenty architektury, ale niektóre pozostają 
nieodgadnione: jak bywa w nocy, która ma swoje prawa, jest porą tajemnic, marzeil 
i lęków. Wraz z jej upływem odsłonią się tajemnice, ale zginie też i urok. 
Ucieczka od otaczającej rzeczywistości, wszystko jedno czy od rozsłonecznionego 
białego miasta na tle jasnego nieba i szafirowego morza w rozszalałą wichurę jesieni, 
czy od światłocieni renesansowej architektury włoskich miast, albo gotyku Paryża 
lub Torunia \V uroki nocnych nastrojów, jest klasycznym przykładem romantycznej 
postawy wobec życia. 


. 


... . 


A jaki charakter będzie ona miała w przypadku pejzażu krajobrazowego? 
Najcelniejsze dzieła Renaty Uzarskiej-Bielawskiej o takiej tematyce powstały 
w ostatnim okresie jej twórczości, a więc w czasie kiedy jej artystyczne poglądy przy- 
brały kształt najbardziej dojrzały. jego podstawę stanowi głębokie, w pełni już ugrun- 
towane jej przekonanie, że nie ma nic piękniejszego od przyrody. 
Tylko w niej - stwierdza - można dostrzec idealną harmonię, którą człowiek od 
początku swego istnienia podpatrywał i transponował na różne sposoby w różnych dzie- 
dzinach swojej działalności i to nie tylko artystycznej, chociaż w niej najłatwiej dostrzec 
te związki. W wielu kierunkach sztuki abstrakcyjnej, która - jak butnie głosili jej pro- 
pagatorzy - miała był zerwaniem z naturą, jak na ironię widać wyraźnie bądź to 
"zapis" świata rzeczywistego, bądź świadome nawiązywanie doń w sposób syntetyczny, 
uproszczony. 
Tak abstrakcyjnie czyste kierunki, jakimi są neoplastycyzm i suprematyzm, wzięły 
swój początek niejako z oczyszczania i upraszczania czy też syntetyzowania elementów 
czerpanych z przyrody. Nigdy żaden twórca nie jest w stanie stworzyć form, kształtów 
czy doznań wizualnych na tyle abstrakcyjnych, żeby nie można było kojarzyć ich z za- 
stanymi w naturze. Nawet w najwspanialszych dziełach architektury, od czasów staro- 
żytnych po dzień dzisiejszy, harmonię os.iągali ich twórcy dzięki podpatrywaniu natury. 
jakie zatem naturalne jest, że właśnie wśród przyrody człowiek szuka ukojenia i szczę- 
ścia, oderwania od zgiełku i zgrzytów cywilizacji. 
Dlatego czczę naturę, wobec której czuję się taka niepozorna, tak bardzo od niej uza- 
leżniona, a zarazem tak bardzo nią olśniona. Działa ona na mnie różnorodnie. W za- 
leżności od pogody, od pory roku, dnia i miejsca pobytu, od charakteru obserwowanego 
jej fragmentu, wywoływanego przez nie nastroju powodowana jestem zmiennymi uczu- 
ciami. J zależnie od nich ten sam fragment przyrody interpretuję w różny sposób. 
A zatem ekspresja mojego widzenia natury przede wszystkim jest rezultatem od- 
bioru świata zewnętrznego poprzez pryzmat moich różnorodnych uczuć. 
Szukając w praktyce potwierdzenia tych teoretycznych refleksji, spośród licz- 
nych prac artystki, urodzonej w Toruniu, ale zrosłej z Bydgoszczą, a poświęconych 
pejzażowi krajobra
owemu, dajmy pierwszeństwo obrazom zainspirowanym Ziemią 
Tucholską. Najbliższy to bowiem Bydgoszczy obszar, stosunkowo najmniej zdewas- 
towany cywilizacją, w którym malarka mogła być najbliżej przyrody i poddawać 
się tym uczuciom, których nie doznawała w kontaktach z ludźmi, a które - jak 
twierdziła - już w latach dzieciństwa przenosiły ją w wspaniały świat marzeń.
		

/kronika_1200245_0001.djvu

			243 


Oto tryptyk Bory Tucholskie (1988). jego zadaniem było zapewne ukazanie 
całego bogactwa złotej polskiej jesieni. Aby je wykonać, na- 
Bory Tucholskie leżało wykorzystać możliwości kilkuczłonowej kompozycji 
(dlatego tryptyk), pozwalającej na oddanie uroku zmieniają- 
cych się barw, dostrzegalnego w miarę upływu czasu, a więc niewykonalne na jednym 
płótnie. Każdy zaś z członów tego dzieła Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, począwszy 
od pierwszego, przemawia wymieniającą się kolorystyką: od typowych dla późnego 
lata chłodnych zieleni do również chłodnych żółci w pierwszym z nich; poprzez ocie- 
plenie tych ostatnich, począwszy od złotych poprzez chromowe aż do zdecydowanie 
złotych ugrów - w drugim; i wreszcie chromowych ugrów, poprzez cynobrową czer- 
wień aż do sjeny palonej (czyli umbry o żółtym odcieniu) - w trzecim. Dzięki takiemu 
rozwiązaniu widz przyglądający się Borom Tucholskim odbywa jakby wędrówkę w 
czasie, pozwalającą mu w zaiste filmowym skrócie dostrzec w mgnieniu oka zmien- 
ność kolorystyczną przyrody: od lata do końca sławnej z swoich uroków naszej jesieni. 
Grubo nakładana szpachlą farba pozwoliła pejzażystce oddać bogactwo gęstwiny 
wybranego fragmentu borów, przez którą nie da się dostrzec czegokolwiek. Szpachla 
umożliwiła syntetyczne przekazanie tego bogactwa bez detali, w tym przypadku nie- 
istotnych, a może i przeszkadzających w kompleksowym odbiorze. Natomiast dzięki 
takiej właśnie technice, dzięki grubo nakładanym krótkim a szerokim plamom całość 
wibruje, migocze, oddycha, a więc żyje swoim życiem. Mnóstwo większych i mniej- 
szych plam kładzionych w zależności od potrzeby oddania już to całkowitej ciszy 
i bezruchu, już lekkiego ożywienia, sugerują słaby podmuch wiatru, powodujący de- 
likatny szum nagrzanego listowia, wyrażającego w ten sposób jakby zadowolenie 
i ulgę liści zmęczonych upałem. Z kolei wielokierunkowo, nieprecyzyjnie kładzione 
duże; wartościująco dozowane plamy sygnalizują jakby pomruk leśnej gęstwiny, 
tajemniczo i zazdrośnie ukrywającej swoje wnętrze. Różnorodne, delikatnie zróżni- 
cowane płaszczyzny mówią o ruchu światła i cienia. Ten ostatni nie jest zbyt głę- 
boki, gdyż operując kolorem artystka rezygnuje z czerni, dzięki czemu cały tryptyk 
emanuje pogodą, wprowadzając odbiorców w nastrój wewnętrznego zadowolenia, 
optymizmu, tęsknoty za autentycznym pięknem natury w jej jesiennych szatach. 
Powstały w tymże 1988 r. dyptyk, również zatytułowany Bory Tucholskie, jest 
jakby zapowiedzią nastroju wywoływanego przez wyżej omówiony tryptyk; można 
byłoby nawet zastanawiać się, czy nie wyprzedza go w kolejności powstania. 
Dwuczęściowy obraz mógłby także nosić tytuł "Wkraczanie w jasność". Przy- 
glądający się mu widi odnosi bowiem wrażenie, że znajduje się w środku boru i z da- 
leka dostrzega centralnie rozwartą gęstwinę, zwaną przysiekiem. Uzyskane za po- 
mocą różnych walorów zieleni aż do żółci, a chwilami ugru i czerwieni, światło pozwa- 
la domyślać się, że za otaczającą go ciemnością jest inny - radosny, słoneczny 
i optymistyczny świat (właśnie taki, do jakiego wprowadzał tryptyk Bory Tuchol- 
skie l). jednakże wejścia doń broni woda gęsto zanieczyszczona rzęsą. A więc za tym 
domniemanym pięknem można jedynie tęsknić, chociaż jest ono tak blisko?' 
Obydwa skrzydła dyptyku są zamknięte dużymi płaszczyznami ciemnych zieleni 
i czerni, podczas gdy płaszczyzny wewnętrzne tworzą świetlistą czeluść, zapowia- 
dającą cudowny świat. Zatem widz jest niejako wciągany w ra
y obrazu, poddaje się 
sugestiom przeżycia prawdziwości sytuacji i nastroju. Prawie ze wszystkich stron 
otoczony romantyczną i tajemniczą gęstwiną zieleni (efekt ustawienia pod kątem 
obu skrzydeł dyptyku) odczuwa dreszcz lęku i równocześnie tęsknoty do tej dalekiej, 
magnetyzującej jasności, która jest symbolem bezpieczeństwa. 


16.
		

/kronika_1200246_0001.djvu

			244 


Nam110wana szerokimi, raz płasko raz grubo nałożonymi plamami walorowymi, 
plamami w części ciemnymi a w części jasnymi, całość dyptyku zwraca uwagę wyjąt- 
kową świetlistością i wielkim zróżnicowaniem zarówno przestrzeni jak i głębokości. 
Raz drobny i gruby, gdzie indziej szeroki i płaski, umiejętnie operujący i walorem, 
i kontrastem kolorystycznym sam ślad szpachli sugestywnie wprowadza widza 
w głąb przestrzeni. 


. 


. . 


W zupełnie inny nastrój wprowadzają także tematycznie podobne obrazy: 
Chmury nad rzeką (1980) oraz Chmury (1989). Dziesięcio- 
Chmury... letni przedział czasowy między nimi przy równoczesnych 
analogiach problemowych wydaje się uwarygodniać wyz- 
nanie artystki co do okoliczności determinujących jej plastyczne interpretacje obser- 
wowanej natury. 
Oba symbolicznie oddają potęgę przyrody, wobec której ujawnia się kruchość 
i jakby nieważność istnienia człowieka. Okazuje się bowiem, że ona może istnieć bez 
ludzi, ale oni w sposób naturalny nie mogą egzystować bez niej. 
Uświadomi
nie tego faktu skłoniło artystkę do zastosowania w obu kompozycjach 
podziału płaszczyzny obrazu konsekwentnie wobec takiego właśnie poczucia waż- 
ności: natury I człowieka. Dominuje na nim, zajmując dwie trzecie powierzchni, 
płaszczyzna górna, przedstawiająca przestrzeń nieba pokrytego masą chmur ciężkich, 
ołowianych, niosących grozę i nieznane fatum. Ogrom tych przestworzy przytłacza 
wąski, w proporcji dwukrotnie od nich mniejszy, pas ziemi. 
Kolory są tu utrzymane w różnych gradacjach szarości: ciepłych, ale częściej 
chłodnych, aż do granatów i czerni. Wprawdzie przeważa głęboki cień, ale przy lek- 
kich smugach jasnych świetlistych plam - wbrew dominującemu nastrojowi smutku, 
zadumy, a może strachu - widz doznaje także uczucia nadziei. Równoc
eśnie zaś 
kontrast najgłębszych cieni i błysków światła sprawia wrażenie ruchu, nieodzownego 
w trakcie walki ciemności i świetlistości, symbolu dobra i zła. 
Pozostawiony świadomie ślad szpachli, najczęściej jednokierunkowej w pionie 
"nie oddaje gwałtownego ruchu, a - wprost przeciwnie - zawieszenie nastroju tajem- 
niczości i niewiadomej na dłuższy czas. Optyczny ciężar masywnego ołowianego nieba, 
przygniatającego niewielki skrawek ziemi, nie dając pewności rychłej zmiany nas- 
troju, niemal nakazując pogodzenie się z takim stanem rzeczy, nie odbiera jednak 
nadziei na nadejście pogody. 
Inaczej rzecz ma się w Chmurach. Tu poprzedni nastrój tajemniczej niewiadomej, 
ale nie pozbawionej nadziei, został zwielokrotniony i pozbawiony promyka opty- 
mizmu. Taki efekt został uzyskany na skutek podporządkowania całej płaszczyzny 
obrazu niebu symbolizującemu zagrożenie; dokonało się ono poprzez odbicie górnej 
partii pejzażu w wodzie. Nad widzem unoszą się gradowe chmury, sunące nisko, coraz 
niżej, a pod nimi nie ma miejsca dla oparcia ludzkiej stopy, gdyż opanowała je nie- 
skończenie szeroka i głęboka bagnista woda, o czym świadczą czarne cienie rzucane 
przez kępy kwitnących lub zasuszonych traw. 
Walor szarości wpłynął na sugestywne oddanie głębi i ciężaru żywiołów. Bardzo 
rozległa, jaśniejąca wartościowo przestrzeń z napływającymi zza obrzeża obrazu 
i następnie nieruchomo wiszącymi ołowianymi, prawie czarnymi chmurami, odbija- 
jącymi się w stalowej i gęstej, a tylko chwilami świetlistej wodzie sprowadza nastrój, 
który artystka chciała przekazać: bezradność, zagubienie, a więc i lęk. 


\
		

/kronika_1200247_0001.djvu

			, 



..
:
 



,., 

 "'". 


,. 


'e" 


:; 


<' 


.
fł." · 
ł . '. 


''? 


.. .i"o 
, 


.' 



>.<. .'  


.ii../." 
xt. 


"
,O" 
 


O,':..;: 


<
.:;.. 



.'.. 


};. 


" ';
 
ot- 

 .._
 <, 


.:...... 


"'" 


:.rt" 


.",,: 


. 
.
 .- . 


..\"f.< 


.":i:.: 
t
 


", 



 


e 


,
 


-:-:.. 


... 4.
' 


,:4' 


":1£.. 



, 


. .-'
. 


. . . 

 


-;..s.-y 


'"":..:- 


...;:":. ->: 
J 


:;....c; 


>:,-
-.ł. 


'!J!". 


:

:> 


t...
 : 


.,01".<-;".: 


.


.. 
..., 


ORY TUCHOLSKI E - CHMURY - 1989 



( 


, 
. 


-......:.
-. 


'I> 
\
., :Jf'" 
-,".?" 



 
! -
 '._
' 


oI.ii.." 


....,,
.... . 


." 
. ". "'"... 
 

...::..

y 


..r..." . .
-.; t..:'
 


;.
- .. 


"-i<' 
 


'! . .
. 
i 


.,,,
 


, ' 
, 


..0-'"1. 


o;""" 


'łf/' 


" 



 



 


1980 


:'
?"':_-.
 


'ł. 
"1\ 


':",;":;",--Z 



 


""-iI,'" 


"t.', 


"J" y =
. -
- 


,.J 


tfII"" 


't," :.;,...'"'" 


....,.<. 


..... 


.
;. 



 
" 

 .." ,/ 



 



,,' f-: '
" " 



 :i 


.>....'i 





.
:--
.. ..., 


, ' 


t 


" ,;;"," 


!Ii 


;
: 


'. ł. 
_'#0,0 


'. ',ot, 
1tM" 
", 


-... 



 


.,;;.." 


>ł... 


,:" 


.. "<-.':.":. 
. 
'" 
;: . 


_"
",,tr' " 
>, 


-1-" 


,.
 .. .f:..
".:¥" 


, 

, 
, 


'
 


'",- "'" 


':«" 


.ł... 


t 


.... .. ,'" 


.' 


,*'"" 


'". .

..,':. 


':
 


" 


t 


.;. ;. 


".: 


-.,:. " 


'Ii" 
" 


'. 


.., 
. 


t,;. 



 ..j; 


:;IiI" 


..
 : 



 


.- 
:
.. 


.',........ 


...:.
 . 


,.- 


:. K.-: 


:,;:
. 


,,>..,. .- 


>IiI_.,. 


'. 


. 
-': 



 .: 


. 


'. 


""
 


.:. 


...' 
it<:,jt-t, 



, 
.'".
 .'!.- 


.--. 


" 


. 

 



. 


.'.,;. 



 
. 
'f' 


t> ':"':
		

/kronika_1200248_0001.djvu

			246 


. 


'« , 


. 


. 


"Naj młodsze" dzieło Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, powstałe w 1991 r., Trzy 
wierzby, jest jeszcze jednym dowodem, jak chętnie posłu- 
giwała się ona także symboliką, która przecież wyrastała 
z tegoż samego podłoża, co ekspresjonizm czy neoimpresjo- 
nizm. 
jeśli bowiem jako portrecistka artystka preferowała ekspresjonistyczne transfor- 
macje swoich modeli, od czasu do czasu tylko sugerując symbolizm wymowy swoich 
przekazów plastycznych (szczególnie w przypadku Ostatniej drogi), to w jej pejzażach 
- zarówno miejskich jak i krajobrazowych - z symboliką spotykamy się się coraz 
częściej (Wenecja nocą, Dyptyk, Chmury itd.). 
Obraz został skomponowany na trzech planach. Pierwszy z nich stanowi rozle- 
wisko, którego efekt podkreśla wiele plam cieplejszych i kontrastowych, kładzionych 
ze swadą, raz lekkimi, raz zamaszystymi pociągnięciami pędzla. Na planie przednim, 
a zarazem środkowym, znajdują się ogromne, czarne, masywne pnie trzech drzew, 
przedstawione za pomocą czerni i szarości, układanych oszczędnie ale zdecydowanie, 
jakby cięciami ,szpachli. Na trzecim planie - błękit tła. Najodleglejsze w nim plamy 
są całkowicie gładkie, chłodne niebieskościami, nie dają oparcia wzrokowi. Dopiero 
horyzont, zaznaczony w miarę regularnymi liniami poziomymi o walorowo jaśniej- 
szych tonach błękitów, stwarza złudzenie konkretów. Właśnie ten horyzont, nie do 
końca określony, dzięki jednoczesnemu zastosowaniu kilku poziomych jaśniejszych 
smug wywołuje (jak to bywało i we wcześniejszych obrazach) poczucie niewiadome], 
którego efektem jest albo lęk, albo po prostu tęsknota za czymś innym. 
A więc trzy plamy przestrzenne i trzy stopnie trudności! Ale także trzy symbole! 
, Drzewa są odgrodzone od widza grząskim rozlewiskiem. Przejście przez nie, nie 
wiadomo jak głębokie, jest pokonaniem pierwszego etapu trudu. Rozlewisko może 
być zatem traktowane jako symbol niewiadomej. Po jego przebrnięciu dostajemy się 
na grunt w miarę stabilny. Daje on czas i sposobność do zastanowienia się nad włas- 
nymi aspiracjami i możliwościami. Te trzy wierzby stanowią zatem jakiś symbol bez- 
pieczeństwa. Wreszcie trzeci plan, niewiadoma smuga światła, pociągająca tych, 
którzy nie chcą zadowolić się rzeczywistością, to symbol ryzyka. jego odczucie pod- 
kreśla rozległa, wręcz bezkresna, nieujarzmiona przestrzeń. jest ona mokra i chłodna, 
nawet wręcz zimna; zimna zaś kobaltami, różnymi błękitami i ultramarynami, przy 
których występujące tu i ówdzie szarości, zielenie dają wrażenie ciepła, a fiolety i brą- 
zy są wręcz gorące. Swiadomie stosowana wyjątkowo oszczędna faktura, mimo że 
również uzyskana szpachlą, skutecznie wywołuje wrażenie bezkresnej przestrzeni, 
potęgującej odczucie owego ryzyka. .
 
jeśli jednak spróbujemy spojrzeć na trzy wierzby oddzielone od reszty świata 
z jednej strony rozlewiskiem, z drugiej tajemniczą, niemal nie kończącą się przestrze- 
nią, w ten sposób, aby zapomnieć o kompozcyjnych nieuansach, wówczas może nam 
się wydać, że przywołują one symbol czwarty, jakby dominujący nad poprzednimi: 
symbol osamotnienia! 


- 
Trzy wierzby 


IV 
Konfrontacja wybranych dzieł Renaty Uzarskiej-Bielawskiej z konkluzjami wy- 
prowadzonymi z retr<;Jspektywnego wglądu w najważniejsze determinanty jej du- 
chowej konstrukcji artystycznej, a w konsekwencji i poglądów na sztukę, przede 
wszystkim zaś malarstw
, po \ ierdza, iż do dnia dzisiejszego pozostała wierną wiel-
		

/kronika_1200249_0001.djvu

			247 


bicielką szeroko pojętej natury. Ze zrozumiałych przyczyn z nie,?:mierzonego bo- 
gactwa jej zj awisk szczególną uwagę artystki musiał zwrócić czlowlek jako istota 
najtrudniejsza do poznania, bo potencjalnie dysponująca nieskoilczoną ilością po- 
staw, zachowań, reakcj i intelektualnych i emocjonalnych. 
Trudno jednak zgodzić się z poglądem, że "Większość prac artystki związana jest 
tem	
			

/kronika_1200250_0001.djvu

			248 


dzlalny ujmuje przede wszystkim jako grę barw i świateł, podkreślając bogactwo 
tonacj i i walorów i w ten właśnie sposób sygnalizując ów nastrój. 
Wychodząc zatem z założenia, że szczegóły tylko przeszkadzają w odbiorze jej 
przekazu, artystka przechodzi nad nimi do porządku, malując jakby tylko "siebie". 
To pozorne nledokończenłe jest zatem zamierzone, stanowi ono bowiem środek od- 
twarzający ogólne wrażenie opracowywanego wycinka natury; dla subiektywnego, 
impresjonistycznego ujęcia najbardziej przydatnym wydaje się być obraz widziany 
z pewnego dystansu przestrzennego, gdyż tylko wtedy można ująć go w całości - 
jako zjawisko optyczne polegające na zespole barw. 
Gdy przyglądamy się pejzażom Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, możemy czasem 
zastanawiać się - na przekór poprzednim konstatacjom - czy stosunek malarki do 
odtwarzanej rzeczywistości nie jest jednak proweniencji realistycznej, jak na przy- 
kład w obrazach z Nesebaru, Borów Tucholskich czy nawet w Chmurach. Taka re- 
fleksja będzie jednak tylko złudzeniem, wynikającym z chęci artystki odtworzenia 
momentalnych zjawisk lub też momentalnych zmian w przyrodzie, głównie - do- 
dajmy - za pomocą właściwej dla niej techniki barw, pozwalającej skutecznie oddać 
wibrację kolorów i powietrza; czasem w wyniku rozwiązań kompozycyjnych (tryp- 
tyk). 
Inaczej natomiast ma się rzecz w przypadku portretów jej pędzla. Z omówionych 
powyżej przykładów trudu artystycznego twórczyni Arlekina w tej dziedzinie ma- 
arstwa wynika bowiem, że nie chodzi w nich o utrwalenie chwilowego nastroju ani 
modelu, ani jego portrecistki, gdyż cały jej wysiłek skierowany jest na iście ekspre- 
sjonistyczny odczyt tego, co istotne, absolutne i co przekracza granice zmysłowego 
poznania, dokonany, oczywiście, środkami plastycznymi. Metaforyczny - siłą rzeczy 
- charakter takiego zabiegu z góry eliminował jakiekolwiek pokusy realistyczne, 
jakąkolwiek momentalność, jakiekolwiek subiektywne impresje, skoro celem sta- 
wały się wartości absolutne. 
Potwierdzenie takiej właśnie interpretacji jej techniki portretowania znajdziemy 
we własnych wyznaniach artystki. 
Georges Roualt w swoich dramatycznych w wymowie, a przecież tak oszczędnych 
w formie i skromnych tematycznie kompozycjach był dla mnie symbolem ekspresjonizmu 
doskonalego. Właśnie on nie poprzez gest teatralny, czy "słodko-łzawe" przesłania rea- 
listyczne, ale poprzez swą surowq, chropowatą dynamiczną fakturę i oszczędny z kolei 
kolor symbolicznie przekazywal utajoną wewnętrzną ekspresję, a często dramat. 
I rzeczywiście: portrety malowane przez Uzarską-Bielawską są dramatyczne w wy- 
mowie, dalekie od "słodko-łzawego" realizmu, natomiast pełne ekspresji tego, co 
w ich modelach jest nieosiągalne środkami wyłącznie zmysłowymi. 
W poszukiwaniu elementów syntezy dotychczasowego dorobku artystki, w pró- 
bie ustalenia jakby wspólnego mianownika tego, czym dotąd legitymuje się jej twór- 
czość należy wreszcie zwrócić uwagę na dobór barw. Niezależnie bowiem od tego, jaki 
"rodzaj" nastroju bywa podstawowym kryterium tematu rozpracowywanego na 
sztaludze Renaty Uzarskiej-Bielawskiej, zawsze najważniejszym narzędziem, środ- 
kiem jego wyrazu stawał się kolor. Co do dominującej jego roli w malarstwie artystki 
zgodni są wszyscy dotychczasowi jej krytycy i recenzenci. 
Warto przy tej okazji przypomnieć, iż już od mniej więcej 1925 r. punkt ciężkości 
w dziedzinie zainteresowań mistrzów pędzla zaczął przesuwać się w kierunku pro- 
blematyki koloru oraz że ten kierunek poszukiwań artystycznych miał swoje hi- 
storyczne źródło w impresjonizmie. A więc istotnie: impresja, nastrój będą poszuki- 
Wąć swego wyrazu poprzez barwę!
		

/kronika_1200251_0001.djvu

			249 


Dlatego też sztuka uprawiana przez Renatę Uzarską-Bielawską - podobnie jak 
i przez innych kolorystów - dąży do możliwie najbardziej autonomicznych i wyszu- 
kanych efektów barwnych, nawet kosztem funkcji przedstawiania opracowywanego 
tematu, bo on niejednokrotnie stanowi dla artystki zaledwie punkt wyjścia lub wręcz 
pretekst (por. tryptyk poświęcony Borom Tucholskim czy nocne pejaże urbanisty- 
czne). 
Problematyka koloru, znajdując się w centrum uwagi malarki, wysuwa się na 
tyle zdecydowanie na plan pierwszy jej twórczego wysiłku, że ogranicza nawet wartości 
przestrzenne i rysunkowe po to właśnie, aby skoncentrować zainteresowania widza 
na obszarze jakości barwnych. Tym samym zapewne zamiarem należy tłumaczyć 
sygnalizowaną już uprzednio amorficzność jej pejzaży. 
Gdybyśmy zadali sobie trud skonfrontowania dorobku Renaty Uzarskiej-Bie- 
lawskiej z twórczością czołowych polskich (i nie tylko) kolorystów, to okazałoby się, 
że bliska jej była technika jana Stanisławskiego, dla którego krajobrazów istotna była 
szeroka i syntetyczna plama barwna, wyczucie koloru i otaczającej je uczuciowej 
aury; że drapieżność czy agresywność (jak przemiennie rzecz określali recenzenci 
wystaw autorki Portretu starca I I) jej zestawień kolorystycznych ma swój odpowied- 
nik w obrazach Zygmunta Waliszewskiego ; że wreszcie grube nakładanie farby, two- 
rzenie chropowatych i nierównych powierzchni, sąsiedztwo bruzd i smug barwo róż- 
nej temperaturze, jednym słowem malarskie bogactwo dominujące nad stroną treś- 
ciową pozwala na porównywanie z warsztatem Jana Cybisa. 
Przytoczone 'wyżej przykłady nie świadczą absolutnie o jakichkolwiek zależnoś- 
ciach artystycznych, a jedynie potwierdzają Indywidualność artystyczną Renaty 
Uzarskiej- Bielawskiej, która od początku swej twórczości systematycznie studiując 
światowy dorobek w pasjonującej ją dziedzinie zawsze dochowuje wierności sobie, 
swoim odczuciom i przeżyciom, nie ulega żadnym (zwłaszcza przelotnym) tendencjom 
i nie podporządkowuje się nowinkom. 
Rozpatrując rzecz z drugiej strony należy stwierdzić, iż ta polityka utrzymywania 
artystycznej tożsamości nie przeszkadza zmianom, rozwojowi jej malarstwa. Uważne 
przyjrzenie się w kolejności ich powstawania dziełom autorki Słoneczników pozwala 
bowiem na dostrzeżenie procesu jej warsztatowego dojrzewania. Budując swoją 
sztukę na fundamentach rzetelnego rysunku, dzięki właściwie dobieranej technice 
malarskiej, posługując się impastami, uzyskiwanymi przez nakładanie farb szpachlą 
lub grubym pędzlem szczeciniastym, dochodzi do tworzenia obrazów niemal całko- 
wicie odrealnionych, jakby wykreowanych i niemalarskiej materii. Raz na dużej 
płaszczyźnie pozostawia mocne, zdecydowane i szerokie ślady fakturalne, uzyskując 
efekty świetlistych witraży; kiedy indziej dzięki krótkim a mocnym uderzeniom 
szpachlą lub twardym pędzlem stwarza dzieła, które można byłoby nazwać malar- 
skimi gobeJlnaml. 
Nie zamykając zatem swojej twórczości w jednoznacznych dogmatach warszta- 
towych, a trafnie dobierając zestawienia elementów formy, zdaniem jej, najbardziej 
adekwatnej w konkretnej sytuacji Renata Uzarska-Bielawska osiąga różnorodność 
tej formy, podobnie jak za każdym razem utrwala na płótnie inny, choć zawsze ory- 
ginalnie własny, świat: ciszy lub namiętności, ukojenia lub niepokoju, miłości lub 
dramatu.
		

/kronika_1200252_0001.djvu

			250 


" 


Ważniejsze prace malarskie Renaty Uzarskiej-BlelawskleJ 


" 


1. Słoneczniki 
2. Autoportret 
3. Gabinet 
4. Portret profesora B. 
5. Portret mężczyzny 
6. N a lawce 
7. 1V parku 
8. Sloneczniki I I 
9. Dziewczyna 
tO. Szarlatani 
11. Para 
12. Portret starca 
13. Starzec z muszką 
14. Zima 
15. Spojrzenia 
1 6. Spacer 
17. Odwrót 
18. Polów 
19. Port 
20. Zaduma 
21. Niepokój 
22. Spelnienie 
23. Wiara 
24. Wazon z kwiatami 
25. Bratki na trawie 
26. Wreszcie śpi 
27. N a moście 
28. Zabawa 
29. Na plaży 
30. Bracia 
31. Rodzina 
:12. Arlekin 
33. Rozejm 
34. ...i zawsze 
35. Cyklon 
36. Róte 
37. Ścietka donikąd 
38. Ołowa mężczyzny 
39. Koniec 
40. Wspomnienia 
41. Kwiaty polne 
42. Gdańsk - Żuraw 
43. Gdańsk - Stare Miasto 
44. \V arszawa - Ulica Piwna 
45. Powrot 
46. Pod wiatr 
47. Portret rektora T. 


1962 
1963 
1963 
1964 
1965 
1965 
1965 
1965 
1965 
1966 
1966 
1966 
1966 
1967 
1967 
1967 
1967 
1967 
1968 
1968 
1968 
1968 
1969 
1969 
1969 
1970 
1970 
1971 
1971 
1972 
1972 
1972 
1973 
1973 
1974 
1974 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 
1975 


48. Portret rektora G. 
49. Portret rektora D. 
50. Widok z okna 
51. Lustro 
52. Wzgórze 
53. Zachód słońca 
54. M ilośł 
55. Graby 
56. Kwiaty 
57. Odbicie 
58. Bydgoszcz - Ulica Wąska 
59. Bydgoszcz - Zaułek 
60. Bydgoszcz - Ulica Jezuicka 
61. Oczekiwanie 
62. Werzecja - Pałac DoMw 
63. Werzecja - Plac św. Marka 
64. Gondole 
65. Wenecja nocą 
66. Ukojenie 
67. Cisza 
68. Nostalgia 
69. Panorama Torunia 
70. Rozstanie 
71. Droga 
72. Chmury nad rzeką 
73. Nesebar I 
74. Nesebar II 
75. Nesebar I I I 
76. Ostatnia droga 
77. Toruń - Pomnik Kopernika 
78. Toruń - Ulica Mostowa nocą 
79. Paryż - Sekwana 
80. Obcy 
81. Brzeg 
82. Portret rektora R. 
83. Portret Irerzy S. 
84. Żagle 
85. Bydgoszcz - Ulica Wąska 
86. Bydgoszcz - Ulica Jezuicka 
87. Goździk czerwony 
88. Bydgoszcz - Ulica Długa 
89. Bydgoszcz - Ulica Zaułek 
90. Trzy Gracje 
91. Taniec 
92. Przemijanie l 
93. Przemijanie 11 
94. Przemijanie /1 J 


, 


1975 
1975 
1976 
1976 
1976 
1976 
1976 
1976 
1977 
1977 
1978 
1978 
1978 
1978 
1978 
1978 
1978 
1979 
1979 
1979 
1979 
1979 
1980 
1980 
1980 
1980 
1980 
1980 
1980 
1981 
1981 
1981 
1982 
1982 
1982 
1982 
1983 
1984 
1984 
1985 
1985 
1986 
1986 
1987 
1987 
1987 
1987
		

/kronika_1200253_0001.djvu

			251 


Cykl Bory Tucholskie: 
95. Pejzaż zielony 
96. Dyptyk 
97. Tryptyk 
98. Chmury 
99. Konary 
100. Ustronie 
101. Nenufary 
102. Rzęsa wodna 
103. Pejzaż smętny 
104. Światło i dźwięk [ 
105. Światło i dźwięk 11 
106. Światło i dźwięk 11 [ 
107. Portret dzieci 
108. Malbork - Zamek [ 


1988 
1988 
1988 
1988 
1988 
1988 
1989 
1989 
1989 
1990 
1990 
1990 
1990 
1990 


109. Malbork - Zamek 11 
, 110 Malbork - Zamek [I I 
111. Trzy wierzby 
112. Zachód słońca 
113. Drzewa nad wodą [ 
114. Drzewa nad wodą [[ 
1 15. Trawy 
1 16. Światło i cień 
Ił 7. Kwiat paproci 
118. Życie 
1 19. Zza drzew 
120. Konary 11 
121. Zmierzch 
122. Zielone odbicie 
123. Gąszcz 


1990 
1990 
1991 
1991 
1991 
1991 
1991 
1992 
1992 
1992 
1992 
1992 
1992 
1992 
1992 


Wystawy prezentujące dorobek artystyczny Renaty Uzarskfej-Blelawskfej 


Klub Studenta "Nurt" 
Biuro Wystaw Artystycznych 
Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych - Galeria w Pała- 
cyku 
Biuro Wystaw Artystycznych - Klub Związków Twórczych 
(13 Muz) 
Ratusz Miejśki 
Dom Kulturalny "Polfa" 
Dom Nauczyciela 
Galeria "Ilustrowanego Kuriera Polskiego" 
Związek Polskich Artystów Plastyków - Salon Sztuki 
Współczesnej 
Wojewódzki Dom Kultury - Salon Sztuki 
Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych 
Państwowe Muzeum Zamkowe 
Muzeum Miejskie 
Wy
za Szkoła Pedagogiczna 
Wyższa Szkoła Pedagogiczna 
Wyższa Szkoła Pedagogiczna 
Inowrocławski Dom Kultury 
Miejski Ośrodek Kultury 
Galeria Sztuki Współczesnej "Desy" 
Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki - Galeria "Punkt" 


l. 1967 Poznań 
2. 1967 Bydgoszcz 
3. 1969 Warszawa 


4. 197 I Szczecin 


5. 1975 Malbork 
6. 1975 Starogard Gdańśki 
7. 1977 Bydgoszcz 
8. 1977 Bydgoszcz 
9. 1981 Toruń 


10. 1983 Włocławek 
1 1. 1985 Gdańsk 
12. 1988 Malbork 
13. 1989 Gustrow 
14. 1989 Zwickau 
15. 1989 Czeskie Budziejowice 
16. 1989 Bańska Bystrzyca 
17. 1990 Inowrocław 
18. 1990 Gniezno 
19. 1990 Warszawa 
20. 1992 Gdańsk 


l. 1967 
2. 1968 
3. 1968 
4. 1968 
-5. 1969/70 
6. 1970 
7. 1977 


Rzeszów 
Radom 
Bielsko-Biała 
Opole 
Lublin 
Opole 
Bydgoszcz 


II. Udział w ogólnopolskich wystawach 
Jesienne konfrontacje 
Partyzantka kielecka w plastyce 
Jesień Bielska 
Opolska wiosna 
Lublin w stu obrazach 
Opolska wiosna 
Motywy wiejskie w polskim malarstwie współczesnym
		

/kronika_1200254_0001.djvu

			252 


, 8. 1983 
9. 1986 


Radom 
Bydgoszcz 


Ogólnopolski Salon Zimowy PJastyki 
Ogólnopolska Wystawa Malarstwa im. Leona Wyczółkows- 
kiego 
Lublin/Majdanek Ogólnopolska Wystawa Malarstwa, Rzeźby i Medalierstwa 
"Przeciw Wojnie" 


10. 1987 


I. 1967 
2. 1967 
3. 1970 
4. 1986 
5. 1988 


III. Udział w wystawach polskiej sztuki za granicą 
Belgrad 
Sarajewo 
Schwerin 
Pitesti 
Le Havre 


, 


BJBLJOGRAFJA 


I. Jerzy Mech: Świat kolorowy. IlustrowallY Kurier Polski 1968, nr 20 z 24.1. s. 6 
2. Marceli Bacciarelli Gazeta Pomorska 1968, nr 27 z 1.11, s. 5 
3. Zbigniew Suchar: Architektura, scenografia, malarstwo. Pomorze 1968, nr 3 z 1-15.H, 
s. 15 
4. Marian Turwid: Plastyka 1970-1971. Roczllik KulturalllY Kujaw i Pomorza t. VII, rok 
1971-1972, s. 168-176 
5. tenże: Plastyka 1972. Roczllik KultllralllY Kujaw i Pomorza t. VHI, rok 1973-1974, 
s. 196-202 
6. [Katakg wystawy indywidualnej] Włocławek 1983 (wrzesień) 
7. Bogdan Bock: "Rozpacz" czasem znaczy miłość. Kujawy 1983, nr 42, z 19-25.X, s. 5 
8. Barbara Janlszewska-Mlncer: [Katalog wystawy indywidualnej] Malbork 1988 (grudzień) 
9. VK Christian Menzel: Werke polnischer Maler in Museum. Schweriller Volszeitullg 1989, 
nr 207 z 2j3.JX, s. 8 
I 
10. Bezaurbernde Kunstausstellung eroffnet. Der Demokrat (Rostock, Schwerin, Neubranden- 
burg) 1989, nr 211 z 7. JX, s. 6 
11. cm: In leuchtenden Farben (Kunst und Kultur). Norddeutsche Zeitullg 1989, nr 214 z 1I.JX, 
s.4 
12. Tadeusz Blerkowskl [Katalog wystawy indywidualnej] Jnowrocław 1989 (grudzień) 
13. Andrzej Mlkulskl [Katalog wystawy indywidualnej] Gniezno 1990 (czerwiec) 
14. M. Lebioda [Katalog wystawy indywidualnej] Warszawa 1990 (lipiec) 


PRZYPJSY 


1 Wszystkie podkreslenia moje - J. M. 
I Wszystkie cytaty w tej pracy pochodzą z rękopisu wspomnień, ustnych autoryzowanych 
wyjaśniell artystki w rozmowach na temat jej twórczości oraz z prowadzonego przez nią no- 
tatnika warsztatowego
		

/kronika_1200255_0001.djvu

			'. '", 

 , ,'.0 '.... ,
M ,
«.
-...... 
,:......., -
 , _
,. 
 
'

 , 

"A... _
 < .
.2'1./.
_. 
 "

.
S,'JM , N ,, '
 _

.:::,.,.
=:;;-:: 
. 
.....;.:.
 "
:
.1ifJ


-

""J!> 'j;;/" ..?tJ
1t":"E"'\

";d

1L ł'

...,.;;'---y 

 
-
 . ", 
:
:..; -t=<:
 .", ." . 
......
. 
_'_.' '<":
'łJ.""""'

fłł:_

;:;'
 
...' ,.', .

 \ ,
:ff'
 " l'. 
j ) (' ;f:.t
. j ::... '/. . 
 I !,I
 ,: I ri
 , ! .', U;'. 

f4:i:
 
 . A '
''! l '' \J W ' . 
': '
::;'7"
';;
k
' ;' 
 . -' '
' ł 'Hft 
 r >.-ł 
". " , .\' ,:':i '
" '. .7 1 " .... ... "'/ ,"'''/ -/. ., . " I t'. ' f 
, '. ..). l "
""'''1-. "I"....!
 ',' " 
 
J " ft: . i.
'. ",L
'" ..
",.ł.' /....', F_./- ...". '" "- " 
:. 
.t.
.
..', i..łI.l. ,"'.11.;.-.....( fł t \..-1 1I.ł... ,,,....
 .......-.. 
 '- 1 . . 4
 
.. . . " ':"'jL
t" 
,,-
' ł .
#ż'...JL
.
"'-----:';'::"-:::"""._
' J ,.' I ";;;
 


 I 
'" 
¥7:
' r.ł1 ...". "'.."., It--_....
 
..l 
 I.. ......__......_. 
,"
,L""'" "t...".. ,. 
-¥ ,lO .....,.. ...........- *. ' _ 
... " . .. 
 > -:.. . 
'

 '« . it:. . ....... -0::- L , . I I 'f"""" . 
'<'if"ę-ł"', .
.:,,; I T"') )-i'
 :
' 
:;;::
< i
. ":.;.: t"""',
,., 
t: , 

luł 
 !;.!.t.
>"" .t' 
, ":', ł. J, > "fi,,:,,"':" .' > .' ,,,.; O ';,' i t I ,-.4;': . 1 I I ' 't 
 t'
 jJi
""':c!: . 
· ,
. 
l>i,";f, . 
;I"', "("4 )-, '. lo ,:"I'F'
 ,)! 
;.
. j.;tl t)i;. '
' 
 .', 0 
"i 


',.,' 
 'I . ., 
_., '"":- 
 
 / t.. , ! ] ł ". I I, "ł,.4
"
 lr !' - * 

4ł'.'.,....," ... ';""
--'.:\''''' . t ,' t ..... 
j' 'Iri :u::'. 
....7J.Ł
;';:,,¥
;,;,., ",. 1"( >;., ,Ii '\- i'; ,*" . ..., 
".JOt. __' 
 ('u
 1'it :::ł. .
. -. . oc' -'. .' '. , l 
 ' "I "..........., .. 
-- *> ):... ." 
L ,-' ,-'... . ': ..' l.* ' I ! : I ... ... 
, .J.-of" 'I
 t.
"'-ł- 'w....,-'1;...... 4,/.3

..,..:+',.


_ l_':':,

 .:.



 .
.__..
"
' 
, ',i> .' 
-: 
.-;--'- 
 .
_
""";,...... - 
 ,
,' 
;; " .::;.........-.I;

.. .
......
 .. 
 -.,,-. _ 
_ ' , ł 
.., . , ....,....' - ___o 
..,__ _:'"""," 
 
BYDGOSZCZ - JATKI - 1961 drzeworyt Br. Nowickiego 


" 


.-.........'" ... 
, ';ł" 


.. . .ł
 




_ . 
 6-:: :s
:::;.::-:';- '''.
I
 
-.- .. 
 --::---
,:;.... . ... ?.. -,"-. 
.. " z:-- --T' ,', _' --. ,: 

";...
,,
:- ':'-:":
-
"",-:",:::- - :
; 
 

 -.r... ______""-
. 
 .. 
-.... ,t:.,.- 
. -_ :
::=-

 :'-- 
. 

' -' 
.....,-"" .,.,...;". 
 ... ,_.
_ _ _
-,,'C'___....,.- 
" _ ---;. .
' ,.J' - 
?t::
?:-:..;. - ..-- / 



,- 


';? 


"
 ".::
 


...: _

:::-;:. 
 
-- ...-..
::-;
 
:;:
 


,.,.. , 


WENECJA BYDGOSKA - 1966 drzeworyt Br. Nowickiego
		

/kronika_1200256_0001.djvu

			AURELIA BORUCKA-NOWICKA 


BRONISLA W ZYGFRYD NOWICKI 


urodzony 20 lutego 1907 r. w Baden-Baden, życiem i twórczością związany był 
z Bydgoszczą. Tutaj ukończył Gimnazjum Humanistyczne, a następnie studiował na 
Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 1932-1939 zajmował się 
grafiką reklamową. W 1939 r. zmobilizowany został do wojska i walczył w obronie 
Warszawy, skąd dostał się do niewoli niemieckiej i do 1945 roku przebywał w Wol- 
denbergu w oflagu lic: Tam zajmował się pracą artystyczną jako drzeworytnik, 
grafik użytkowy i plakacista. Po wojnie wrócił do Bydgoszczy i poświęcił się pracy 
artystycznej. W roku 1945 zostaje członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków 
i bierze aktywny udział w działalności związkowej pełniąc wiele różnych funkcji 
również w Zarządzie Głównym ZP AP w Warszawie. Poza tym był aktywnym człon- 
kiem wielu stowarzyszeń m.in. Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Kulturalnego, 
Towarzystwa Przyjaciół Sztuki i Towarzystwa Miłośników m. Bydgoszczy, którego 
został honorowym członkiem 
Bronisław Zygfryd Nowicki. uprawiał rysunek, grafikę artystyczną i użytkową, me- 
dalierstwo oraz malarstwo, które realizował wyłącznie na corocznych plenerach ma- 
larskich w kraju i poza Polską. Dorobek artystyczny tego twórcy jest ogromny. Ka- 
talog wystawy pośmiertnej która odbyła się w roku 1982 w bydgoskim Biurze Wystaw 
Artystycznych, w rok po jego śmierci, obejmował 691 pozycji. 
Bardzo liczne są prace z zakresu sztuki użytkowej m.in. plakaty, opakowania, ety- 
kietki, zaproszenia, katalogi, ilustracje książkowe, znaki firmowe. Znakomitą wię- 
kszość tych prac projektował dla bydgoskich instytucji i przedsiębiorstw. 
Grafikę artystyczną wykonywał w technikach drzeworytniczych i linorycie. Tema- 
tem prac w większości jest krajobraz ze szczególnym uwzględnieniem motywów byd- 
goskich. Te liczne grafiki są już dzisiaj ważnym dokumentem historycznym, bowiem 
zawarte są w nich nie istniejące już JT:lotywy naszego miasta, jak "Jatki", czy wielo- 
krotnie powtarzana "Wenecja bydgoska". W dziełach graficznych tematem, do któ- 
rego artysta nawiązuje wielokrotnie, są drzewa. Pracom tym nadaje tytuł "Drama- 
tów". Ich dynamika i siła wyrazu nasuwają refleksje nad problemem egzystencjona- 
Inym. jego grafiki, to sztuka białoczarna, niekiedy tylko uzupełniona dyskretnym 
kolorem brązu lub ciemnej zieleni. 
Najbogatszą spuściznę artystyc7ną stanowią rysunki, których powstało wieleset. 
W rysunku doszedł do mistrzowskiego opanowania warsztatu. Za pomocą zwartej, 
zdecydowanej i bardzo oszczędnej kreski tworzył swoje kompozycje pejzażowe lub 
też cykle "Dramatów". Bezbłędnie odczytywał piękno, czy też dramat pejzażu odda- 
jąc w rysunku to, co było w nim naistotniejszego, szczególnie uwidacznia się to w ry- 
sunkach detali architektonicznych. Rysunków nie traktował jako wstępnego szkicu 
do większej kompozycji, a jako dzieło samoistne, jako ukończoną kompozycję. Nie- 
kiedy rysunek stawał się inspiracją powstawania grafiki. Wiele prac rysunkowych
		

/kronika_1200257_0001.djvu

			255 


powstało w czasie podróży artystycznych również za granicą. Artysta chętnie dzielił 
się z przyjaciółmi swoimi wrażeniami z podróży organizując wystawy indywidualne. 
Rezultaty swojej pracy pokazał w 44 wystawach indywidualnych. Uczestniczył też 
w bardzo licznych wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą. Bronisław Zygfryd 
Nowicki zmarł 15 kwietnia 1981 roku w Bydgoszczy. 


",+.. 


i 
C 
", 
r 


- 



 '.
.$ < <;;. . 


, 
t 
J 


.
 .'>,:. ) 
>< 


,-. 



 


I 


BRONISŁA W 
ZYGFRYD 
NOWICKI 


". '=,,' 


.
		

/kronika_1200258_0001.djvu

			MIECZYSŁAW BIELSKI 


, 
GENERAŁ WIKTOR THOMMEE (1881-1962) 


Należał do tych dowódców Wojska Polskiego, którzy dobrze zdali "trudny eg- 
zamin" w okresie wojny 1939 r. Wykazał ogromną konsekwencję w działaniu i nie- 
przeciętne zdolności operacyjne. Zasłynął już w okresie wojny polsko-bolszewic- 
kiej, jako dowódca pułku i brygady piechoty. W wojnie obronnej 1939 r. znakomi- 
cie dowodził Grupą Operacyjną "Piotrków" i dzielnie bronił twierdzy Modlin. Smia- 
ło można go zaliczyć do grona naj wybitniej szych dowódców wojny 1939 r. Zygmunt 
Grębecki w artykule okolicznościowym, napisanym z okazji pośmiertnego awansu 
W. Thommeego na gen. dyw. tak go charakteryzował: "...Porywał swoim przykła- 
dem odwagi i miał wszelkie cechy urodzonego dowódcy, który potrafił ujmować 
w swe ręce nie tylko życie żołnierskie w czasie bitwy, ale brać w jasyr w okresie po- 
koju serce podkomendnych. Gorący patriota, miał zalety rycerskie Mohorta. (...) 
Był on pełen kultury zachodnioeuropejskiej, choć wtrącał rusycyzmy i miał przecią- 
głowschodnią wymowę; nieco rubaszny, używał dosadnych wyrażeń i wyrażał się 
niezwykle obrazowo i dowcipnie. Szczerozłoty w prostolinijności nie cierpiał dono- 
sów i pochlebstw"l. Pomimo tak wielu zasług nie jest postacią znaną w polskim spo- 
łeczeństwie. Nie jest też postacią znaną na Pomorzu, chociaż spędził tu wiele lat, 
głównie jako wieloletni dowódca 15 DP w Bydgoszczy i dowódca Okręgu Korpusu 
nr VIII w Toruniu 2 . Dlatego też jego sylwetka godna jest przypomnienia i szer- 
szego upowszechnienia. 
Urodził się 30 listopada 1881 r. w Swięcianach na Wileńszczyźnie. Był synem 
Edwarda i józef y z domu Eggerth. Według rodzinnej legendy3 dziadek przyszłego 
generała jan Thommee, właściciel fabryki rękawiczek w Wilnie, był synem, niestety 
nie znanego z imienia, oficera wojsk francuskich, który podczas odwrotu Napoleo- 
na spod Moskwy [został] zmuszony do leczenia swoich ran w Święcianach (7). Kuracja 
przedłużyła się i po jej zakończeniu francuski oficer nie miał już ochoty na powrót 
do rodzinnej Alzacji. Ożenił się z piękną opiekunką ze Swięcian, dając początek tzw. 
starszej linii Thommee w Polsce'. jego wnukiem był Edward 5 , ojciec generała, dzier- 
żawca majątku ziemskiego a następnie administrator kilku domów mieszkalnych 
w Petersburgu. Zanim jednak przeniósł się do Petersburga zdołał z jednego z klasz- 
torów "uprowadzić" węgierską zakonnicę - józefę Eggerth i wziąść z nią ślub 
w kościele ewangelicko-augsburskim. Pani józefa urodziła swemu mężowi, w latach 
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XI X wieku, sześciowo dzieci, czterech sy- 
nów i dwie córki. Wszyscy synowie, nawiązując do tradycji wielkiego francuskiego 
przodka, wybrali karierę wojskową. Najstarszy z rodu - Wiktor, został generałem 
Wojska Polskiego; Ryszard i Eugeniusz - polegli jako oficerowie armii carskiej 
w I wojnie światowej. Najrnłodszy z braci - Paweł, zawodowy oficer armii rosyj- 
skiej, następnie major Wojska Polskiego, znajduje się na liście zamordowanych 
w Związku Radzieckim oficerów polskich z obozu w Starobielsku 6 . Tragicznie rów- 


.
		

/kronika_1200259_0001.djvu

			257 


<.:.:. 
..
 
':"'I':. 
 .
. "'" ' :.... 


'" {i. ," 

' ,',

 ' ,,;,;
 
, 3 
.,. o" fo",..
.". 
 

;','1 '
 '. 
.
...... .2< 
>}, ,
 


,L \;3ił

;::
t 

c:<. 


,'L 
..q, 


,',',' 
fk 


n: '"
 
., ". " 



-... 
... 
c,€' "" 


, ;k
:J 

''\;', 


. v:ł 
.' '"':vf 



 ,
 
, , 



. 
" 
, 


--o /
f
 



 , 
; , '
 
tł 
> /{ .:Jł
 
, .' 
"
}
tQ

 


.'.' 



.
 


1'> 


. ".' !';-. 
"," ", 


,"",t.. 
......:. 


 


.. 


gen. bryg. 
WIKTOR THOMMEE 


f" . 'hi, 1,-",,:] -',' _ , '. . 

C 
; ','- <
.";?::{'''; 
?
,.t.L_
,1i .' 
:'
)i} :
\:
{

 , Ef

';:;'k
 \.: .,.
 
'
 . '
 , :' , ' , 
 " .
 , - , . . -, , : , & , ' , 
 , :: , . : ; , 
 " " 
"" ,, , - , ' , '
v _ .,,'?\ ¥ 
? _: o , ' ':.
:'
;
:,>,: " .' 
'.::t>$.. < 
 
 ..', 
-'';;

'';)':,' ::':>;?;:
,' "t ,
, 
,
', <' , \« 
. 
 'co . ",..."";;,:, .." " , v , ;
 
 &< . : ," 
 . ' , 
 
 
 , < , ; ,, : . ' , ' , 
 , ' , 
 , ' , ; . '. .... . , : : ; , ' , :
 , . , ' : : , : , . , 
 , ' , 
 . " ; , ' , '
 , 
 , . ,, !. , . , '. ,, " . : e' ..t ' . "" , . " ' .. , . ".,' . " ".r 
 : : . ' 
, ' , ' : " :' 
 , " -';- , . , \. , ! , _ , 
 . ',',' " ;
 ' 
" . , " , 
"< " ..
 , ' ,, ' , . , , , " , :
 , .
 " , .,:;: , " , :
 , ' , ";- , j , ..:\ , '.;Z .. .
 , '\
 . ' , 

_. , ' , :;" ,'
< 
:' <;, ,
 
_.t-,:;<

>" 
- , 
--,' - - . . ..._:'
 7"" '/..t

.
-
 


nież zakończyła swoje życie matka generała, zamordowana w więzieniu bolszewic- 
kim podczas przesłuchania w 1919 r. 
Wiktor Thommee początkowe nauki pobierał w polskich prywatnych szkołach 
w Swięcianach, Lidzie i Dyneburgu, aby je następnie w latach 1895-1900 uzupeł- 
nić w szkole realnej w Petersburgu. We wrześniu 1901 r. zdał jako ekstern egzamin 
do ,,\Vładimierowskogo Wojennogo Uczyliszcza", które ukończył 10 sierpnia 1904 r., 
otrzymując nominację na podporucznika piechoty. Przydział otrzymał do 124 pułku 
piechoty w Woroneżu, z którym niebawem wyruszył na wojnę rosyjsko-japońską, 
jako młodszy oficer lO-tej kompanii, dowodzonej - przez Polaka - kpt. 
Leona Berbeckiego, później również generała Wojska Polskiego. Gen. L. Berbecki 
w wydanym już w Polsce Ludowej pamiętniku, tak wspominał swego - 
kolegę: "...Mój młodszy oficer, podporucznik Thommee, który później po moim zra- 
nieniu przybył do kompanii wprost z ławy szkoły wojskowej, miał większe szczęście 
do kul ode mnie. Po wyleczeniu i po powrocie na front został w najbliższym spotka- 
niu z nieprzyjacielem ciężko ranny kulą karabinową w kolano i przyszły dzielny 
obrońca Modlina w roku 1939 został odniesiony na noszach do ambulatorium. loł- 
nierze kompanii nazwali go "naszym kompanijnym kulochwytem" i mówili doń 
w czasie przenoszenia: "Żal, panie poruczniku, że pan odjeżdża; tak bezpiecznie 
n'am było z panem jako kulochwytem". Już do końca wojny leczył podporucznik 
Thommee swe strzaskane kolano'. Po ranach odniesionych podczas walk nad rzeką 


17 -- Kronika bydgoska
		

/kronika_1200260_0001.djvu

			258 


Szache (rana w prawe biodro) oraz w czasie ataku na wieś juchuantun (22 luty 1905 r.) 
pobyt w szpitalu się przedłużył i powrót do macierzystego pułku nastąpił już po za- 
kończeniu działań wojennych. Za swoją postawę w wojnie rosyjsko-japońskiej otrzy- 
mał wszystkie odznaczenia bojowe, a wkrótce po jej zakończeniu pamiątkowy, rocz- 
nicowy medal bitwy połtawskiej. 
Po pewnym czasie opuścił szeregi armii 8 , zamieszkał w Charkowie, gdzie wówczas 
mieszkali jego rodzice i podjął studia w Wyższej Szkole Handlowej. Nawiązał wów- 
czas kontakt z polskimi studentami i zetknął się z pracą patriotyczną'. Niebawem 
jednak przerywa studia. W 1907 r. znów jest w wojsku, awansując jednocześnie na 
porucznika, a w 1911 r. na sztabskapitana. W następnym roku zdał egzamin kon- 
kursowy do Mikołajewskiej Akademii Wojennej, którą ukończył już w trakcie trwa- 
nia I wojny światowej (1917 r.), otrzymując dyplom oficera Sztabu Generalnego. 
Na wojnę wyruszył jako dowódca 276 kupiańskiego pułku piechoty wchodzącego 
w skład 69 Dywizji Piechoty z 33 Korpusu. Wkrótce objął dowództwo batalionu 
i awansował kolejno na kapitana (1915 r.) i podpułkownika (1916 r.). W 1916 r. 
został adiutantem, a następnie szefem oddziału operacyjnego sztabu 47 Korpusu, 
sformowanego do działań wojennych na terenie Dobrudży. Wyróżniał się nieprze- 
ciętną inteligencją, dużą pracowitością i niebywałą wręcz brawurą. Podczas walk 
był pięciokrotnie ranny, m.in.: pod Nowosiołkami koło Przemyśla (8 X 1914 r.) 
i Skidlem (29 IV 1915 r.)lO. Za zasługi bojowe otrzymał liczne odznaczenia: Ordery 
św. Anny 4,3 i 2 stopnia (w tym jeden z napisem" "Za Odwagę"), Ordery św. sta- 
nisława 3 i 2 stopnia, Order św. Włodzimierza 4 stopnia. Pod koniec wojny dowodził 
czasowo l pułkiem strzelców. Warmii rosyjskiej służył do 26 maja 1918 L, W sumie 
13 lat, 4 miesiące i 21 dniu. 
już w 1917 r. należał do Związku Wojskowych Polaków frontu rumuńskiego. 
Po wybuchu rewolucji został aresztowany przez bolszewików, lecz udało mu się 
zbiec z więzienia i przez pewien okres ukrywać się w Charkowie. Nie było to jedyne 
aresztowanie płk. Thommee w tym burzliwym dla dziejów Europy okresie. Był 
więziony również przez Niemców, lecz zdołał uciec do Kijowa. Więziła go również 
specjalna komisja armii Denikin3 "do walki z wrogami jedinoj Niedielimoj Rosyji" . 
We wrześniu 1918 r., z rozkazu polskich władz wojskowych, udał się na Kubal}, 
gdzie uczestniczył w organizowaniu polskich oddziałów bojowych. Otrzymał zadanie 
ściągnięcia do polskich formacji wojskowych oficerów i żołnierzy - specjalistów: arty- 
lerzystów, mechaników, radiotelegrafistów i lotników. Wkrótce został oficerem 
operacyjnym dowództwa Wojska Polskiego na Wschodzie, a od 9 listopada 1918 r. 
szefem sztabu tego dowództwa. W karcie ewidencyjnej, w opinii za ten okres znaj- 
dujemy następującą charakterystykę: "...Wybitny oficer i dowódca. (...) Dzięki 
swym wybitnym zdolnościom organizacyjnym i bojowym przyczynił się znakomicie 
do powodzenia akcji tworzenia Siły Zbrojnej na Wschodzie..."12. Z chwilą powstania 
4 Dywizji Strzelców gen. Lucjana Żeligowskiego objął jej kwatermistrzostwo, a póź- 
niej szefostwo sztabu. Uczestniczył w walkach w rejonie Odessy (szef sztabu obrony 
zewnętrznej odcinka, którym dowodził płk Michał Żymierski) i Terespola. Podczas 
walk w rejonie Odessy dywizja podlegała dowódcy francuskiemu gen. Franchet 
d'Espery, a politycznie dowódcy Wojska Polskiego we Francji gen. józefowi Halle- 
rowi. W połowie czerwca 1919 r. wraz z 4 D Strz., przez. Besarabię i Bukowinę, prze- 
dostał się w rejon Stanisławowa, aby niebawem wziąć udział w wojnie polsko-ukraiń- 
skiej. Teraz przechodziła ona pod rozkazy Naczelnego Wodza Wojsk Polskich - 
józefa Piłsudskiego. Z tej okazji dowódca dywizji gen. Żeligowski wystosował do 
Komendanta specjalny raport następującej treści: "...Melduję, że oddziały 4-ej 
Dywizji Strzelców Polskich przybyły z Besarabii i stanęły w rejonie Stanisławów-
		

/kronika_1200261_0001.djvu

			259 


Tyśmienica. Na rozkaz Naczelnego Dowództwa walczyliśmy do tej chwili w szere- 
gach armii sprzymierzonych. Dziś stanęliśmy na ukochanej ziemi ojczystej i jesteś- 
my Szczęśliwi, że stajemy w bezpośredniej obronie granic Ojczyzny, nareszcie w sze- 
regach armii polskiej".13 Dywizja weszła w skład Grupy gen. Wacława Iwaszkiewicza i 
wyróżniła się podczas walk z Ukraińcami pod Niżniowem, Uścieczkiem ijazłowcem, wy- 
chodząc 17 lipca 1919 r. nad Zbrucz. Henryk Bagiński, autor pracy "Wojsko Polskie 
na Wschodzie", tak oceniał udział płk. Thomee w walkach na froncie galicyjskim: 
"...przede wszystkim zasługuje na podkreślenie praca ppłk. Thommee, szefa sztabu 
dywizji, który umiał w odpowiedniej chwili pokierować działaniami, nie opuszcza- 
jąc oddziałów nawet w nocy. Za układ działań pod jazłowcem otrzymał podzięko- 
wanie w rozkazie gen. I waszkiewicza"14. Pozytywną opinię o swoim podkomendnym 
przedstawił 26 lipca 1919 r. gen. Żeligowski. "...Ppłk Thommee jest bardzo doświad- 
czonym, bojowym oficerem z armii rosyjskiej. Ranny kilka razy, brał udział w woj- 
nie japońskiej i obecnej. Skończył kurs Akademii Sztabu Generalnego, lecz sądzę, 
że będzie lepszym frontowym niż sztabowym oficerem, ponieważ wrodzona miękość 
i delikatność charakteru ujemnie czasami wpływa na dyscyplinę ścisłej i punktual- 
nej roboty sztabowej. Osobiście jest niestrudzonym pracownikiem i oficerem bardzo 
lubianym w dywizji. jest bardzo skromnym i uczciwym człowiekiem"15. W karcie 
ewidencyjnej, już tu cytowanej, znajduje się zapis: "...Dzięki swym zdolnościom orga- 
nizacyjnym i bojowym przyczynił się znakomicie (...) do zwycięstwa nad UkraiIl- 
cami"16. 
Po zakończeniu działań na froncie ukraińskim 4 D Strz. została zreorganizowana 
i przemianowana na 10 Dywizję Piechoty. Wkrótce przerzucono ją na front litewsko- 
białoruski i oddano pod komendę gen. Gustawa Zygadłowicza. Funkcję szefa sztabu 
nadal pełnił ppłk Thommee, którego jednak niebawem przerzucono na Pomorze 
gdzie 11 sierpnia 1919 r. objął stanowisko szefa Oddziału III (operacyjnego) Frontu 
Pomorskiego. Uczestniczył w pracach przygotowawczych oraz w samej operacj i 
(w styczniu i lutym 1920 r.) zajęcia Pomorza przez wojska polskie. W tym okresie 
jest kilkakrotnie wymieniany w rozkazach Frontu Pomorskiego. 
W okresie wojny z Rosją Radziecką dowodził: 28 pułkiem strzelców kaniow- 
skich, 29 pułkiem piechoty, 19 i 20 brygadami piechoty, a nawet czasowo 10 Dywi- 
zją Piechoty, w skład której wchodziły m.in. wcześniej wymienione jednostki. jako 
dowódca 19 brygady piechoty uczestniczył w bitwie warszawskiej bijąc się w rejo- 
nie Radzymina z oddziałami 25 i 27 Dywizji Strzelców z 16 Armii nieprzyjaciela. 
jednostka ta weszła do akcji 14 sierpnia 1920 r. Wyróżniła się podczas walk 
pod Nieporętem, Dąbkowizną, Izabelinem i Wólką Radzymińską. Natarcie na 
Dąbkowiznę i Wólkę Radzymińską rozwijało się według planów płk. Thommee 
i doprowadziło do osaczenia 81 brygady sowieckiej z 27 D Strz. atamana Putny. Za 
te działania gen. Żeligowski wnioskował o odznaczenie płk. Thommee Krzyżem 
Virtuti Militari IV klasy. We wniosku opracowanym w Wilnie 30 listopada 1920 r. 
pisał: "... wnioskuję o odznaczenie ppłk. Thommee orderem VM I V kI. za walki 
19 brygady w dniu 15 sierpnia pod Wólką Radzymińską, Izabelinem, Dąbkowizną. 
(...) Po zajęciu tych wsi poleciłem płk. Thommee przeprowadzenie ryzykownej i nie- 
bezpiecznej operacji związanej z opanowaniem wsi Mokra na tyłach Radzymina. 
Nie bacząc na wielkie straty, z niezwykłem uporem, miejscowość została zdobyta. 
Brygada wytrzymała też kontrataki sił bolszewickich"17. Dowódca brygady cieszył 
się wówczas ogromnym autorytetem wśród swoich podkomendnych. jeden z nich, 
por. Zanorowski napisze po latach: "...Miałem możność przekonać się, że: "... był to 
autorytet bezwzględny iwypróbowa ny"18. Czasowy dowódca 10 OP płk Stanisław Ma- 
łachowski, za okres walk wystawił mu taką opinię: "...Miałem możność przekonać się 


17*
		

/kronika_1200262_0001.djvu

			,260 


o bardzo dobrych wynikach pracy ppłk. Thommee, wobec czego zapytany o opinię, mu- 
szę przedłożyć lJie inną-tylko najlepszą."19 Dowódca frontu gen. Józef Haller na margi- 
nesie zrobi dopisek: "...bardzo dobry oficer o wyrobionym charakterze. Pracowity, 
nieco za mało samodzielny. Nadaje się w sztabie generalnym". We wniosku na Vir- 
tuti Militari stwierdzał: "...należy do naj dzielniejszych i najbardziej okrytych sławą bo- 
jową oficerów 10 OP. W żadnym boju nie zawiódł, w każdej akcji wyróżnił się bez 
względu na osobiste niebezpieczeństwo tam, gdzie wahały się szale bitwy, gdzie 
niezbędne było oko dowódcy"20. jako przykłady takich bojów podawał we wniosku 
boje pod Radzyminem, przebijanie się pod Ostrowem i kontratak pod Niewodnicą 
nad Narwią. Zgodzić się wypada z płk. Małachowskim, który wypełniając wniosek 
nominacyjny na pułkownika podkreślał zdolności operacyjne, osobistą dzielność, 
inicjatywę i doświadczenie bojowe 21 . Otrzymał awans na pułkownika ze starszeil- 
stwem od 1 czerwca 1919 r. 
Po zakończeniu działań wojennych 22 płk Thommee, już jako dowódca 20 bryga- 
dy piechoty (od 18 kwietnia do 20 sierpnia 1921 r.) znalazł się wraz z 10 OP w Ło- 
dzi. Również i jego pokojowa służba została wysoko oceniona przez ówczesnego do- 
wódcę dywizji płk. Małachowskiego"... dowódca 20 brygady piechoty, sumienny, 
pracowity, obowiązkowy, nieco za słaby w stosunku do podporządkowanych mu 
oficerów, inteligentny. Wojskowo wykształcony, posiada duży zasób doświadczeń 
wojskowych"23. Tak pozytywne opinie przełożonych nie mogły pozostać bez wpływu 
na dalszą karierę pik. Thommeego. W sierpniu 1921 r. przeniesiono go na stanowisko 
szefa sztabu Dowództwa Okręgu Generalnego nr I X w Brześciu nad Bugiem, a w 
październiku tego roku został l oficerem sztabu I nspektoratu Armii nr III z siedzibą 
w Toruniu. Z początkiem 1923 r. rozpoczął 10 miesięczny kurs dla wyższych dowód- 
ców wojskowych w Centrum Wyższych Studiów Wojskowych w Warszawie. Z owego 
okresu zachowały się takie opinie przełożonych": ...posiada zdrowy rozsądek i zna- 
jomość zawodu .wojskowego. (...) Osiągnął dobre wyniki w podróżach końcowych 
kursu. Nieco nierówny w rozwiązywaniu poszczególnych zadań, które miał do wyko- 
nania. (...) bardzo nadaje się na dowodzenie dywizją. Może oddać usługi w sztabie 
armii. Lokata 6/15. (...) Oficer, który dzięki swej pilności pracy zasługuje na wyższa 
lokatę. (...) bardzo pilny"24. 
Po ukończeniu kursu wrócił do Torunia na uprzednio zajmowane stanowisko, 
chociaż otrzymał propozycję objęcia odpowiedniej funkcji w Sztabie Generalnym. 
W tym czasie rozpoczął wykłady w Centrum Wyszkolenia Kawalerii i w Szkole 
Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu z geografii wojennej, taktyki i histo- 
rii wojen i wojskowości. Za okres pracy w Inspektoracie Armii nr III jego dowódca 
gen. Leonard Skierski wystawił mu wręcz znakomitą opinię: "...I oficer Inspekto- 
ratu nr 3 posiada bardzo wysokie i cenne zalety osobiste i służbowe, wyjawiające się 
w pełni dopiero przy bliższym poznaniu, gdyż na pierwszy rzut oka pewna kancias- 
tość manier oraz prędki, gorący charakter zacierają należyte wrażenie. Stosunek do 
przełożonych pełen karności, wolny od służalczości. Stosunek do podwładnych, jak- 
kolwiek nie zawsze równy, ale nacechowany wielką serdecznością, życzliwoścą, oj- 
cowsko-braterską opieką i bezstronnością. Wysokie poczucie honoru wolne od pie- 
niactwa. Pod względem bojowo-taktycznym posiada ogromny zapał, dużo fantazji 
i inteligencji, gorliwie pracuje nad udoskonaleniem się w tej dziedzinie. Ma wspaniały 
dorobek bojowy. Służby kancelaryjnej nie lubi i rwie się do frontu, do bezpośred- 
niego kontaktu z masą żołnierzy, którą potrafi, jak to pokazała wojna, zagrzać i pop- 
rowadzić do czynu. Proponuję na dowódcę dywizji piechoty"25. Podobną konkluzją 
zakończona jest opinia kolejnego przełożonego, szefa sztabu generalnego, gen. Sta- 
nisława Hallera z 30grudnia 1923 r. "...Wybitny oficer sztabu generalnego nadający
		

/kronika_1200263_0001.djvu

			261 


się na dowódcę dywizji piechoty"26. Wyjątkowo pozytywne opinie otrzymał płk Tho- 
mmee od przełożonych za lata 1921 i 1922 (generałów: Franciszka Krajewskiego, 
Skierskiego, Hallera). Inspektor Armii i gen. dyw. Edward Rydz-Śmigły dopisał na 
jednej z nich: "...bardzo dobry oficer sztabu generalnego"27. 
Po tak pochlebnych opiniach niedługo przyszło czekać płk Thommee na samodziel- 
ne stanowisko dowódcze. Dnia l lipca 1923 r. otrzymał awans na generała brygady, 
a 15 sierpnia 1924 r. został przeniesiony do Bydgoszczy, gdzie prawie przez 10 lat 
będzie dowodził 15 Dywizją Piechoty. Z ogromnym zapałem przystąpił do pracy 
mającej na celu podniesienic wartości bojowej jednostek wchodzących w skład dy- 
wizji: 59 Wielkopolskiego pułku piechoty (Inowrocław), 61 pułku piechoty (Byd- 
goszcz), 62 pułku piechoty (Bydgoszcz), 15 wielkopolsego pułku artylerii lekkiej, 
15 dywizjonu artylerii ciężkiej, baterii artylerii przeciwpancernej, 82 kompanii 
czołgów TK, 15 kompanii telegraficznej, 15 batalionu saperów, 15 baterii przeciw- 
lotniczej, kawalerii dywizyjnej, kompanii kolarzy i służb 28 . W dwa lata od czasu o- 
bjęcia dowództwa dywizji skierowano go na kurs wyższych dowódców we francji 
(kurs taktyki broni połączonych - 1926 r.). Nadal uchodził w opiniach wielu dowód- 
ców za wybitnego oficera i nieprzeciętnego dowódcę. W pełni taką opinię potwier- 
dzają dalsze oceny przełożonych. Gen. dyw. Władysław Hubischta, dowódca Okręgu 
Korpusu nr VIII w Toruniu, któremu podlegała 15 Dywizja Piechoty, 19 listopada 
1924 r. pisał: "...00 każdej pracy pełen zapalu, posiada w wielkim stopniu dar prze- 
lania swej wiedzy wojskowej na swoich podwładnych (...) Bardzo żywy, dlatego 
da się czasem jakąś sprawą lub zajęciem zbytnio przejąć, uważam jednak, że ten 
pod każdym względem bardzo wyrobiony, doświadczony oficer wnet osiągnie ten 
zawsze zrównoważony wewnętrzny spokój by być wybitnym wyższym dowódcą"29. 
W miesiąc później, kilkakrotnie tu cytowany gen. Skirski opiniował: "...00 poprzed- 
nich moich opinii o gen. Thommee dodaję, że dzięki wzorowemu i gorliwemu kierow- 
nictwu jego, 15 Dywizja Piechoty pod względem wyszkolenia bojowego wysunęła 
się na czoło wojsk korpusu. jest przy tym generał brygady Thommee zdecydowanym 
aż do poświęceń obrońcą honoru wojska, co znakomicie działa na konsolidację kor- 
pusu oficerskiego"30. W jednej z następnych opinii gen. Skierskiego, wystawionej 
w styczniu 1926 r., znajdujemy taki fragment: "...\Vzorowy przykład serdecznego 
zajęcia się sprawą wychowania wojska. Dopomaga mu w tym gruntowna wiedza 
znakomicie pogłębiona w Centrum Wyższych Studiów Wojskowych, a jeszcze więcej 
zapał do pracy i nadzwyczaj sympatyczny stosunek do podwładnych, którzy go 
kochają i słuchają zarazem". (...) Stała się 15 dywizja doskonałym aparatem bojowym 
w zakresie przygotowania swych kadr do zaszczytnego zadania obrony ojczyzny. 
Na manewrach w sierpniu 1925 r. wykonał olbrzymią pracę przygotowawczą i wy- 
konawczą, co też dało świetne wyniki. W ogóle wybitny dowódca dywizji piechoty 
i wychowawca wojska"31. 
W okresie dowodzenia 15 OP i pełnienia funkcji komendanta garnizonu bydgos- 
kiego był postacią znaną. Krążyła o nim niezliczona ilość anegdot, również na temat 
jego rusycyzmów, zbyt często używanych w mowie potocznej. Zaśmiewano się z jego: 
"...Nuż, bezczelność... jak nie zadasz tropki po żopie, to nie rozumie... Ja was nau- 
czę i pouczę jak trzeba wykonywać rozkazy"32. Często jego decyzje były niekonwen- 
cjonalne, niektóre wręcz szokujące, jak na ówczesne czasy, np. wprowadzenie zwy- 
czaju - bodaj jedynego w całej Polsce - że oficerowie garnizonu bydgoskiego, 
mieli prawo pokazywać się po służbie w miejscach publicznych w ubraniach cywil- 
nych33. II: 
Wkrótce po ukończeniu kursu wyższych dowódców we Francji otrzymał pro- 
pozycję podjęcia pracy w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych, lecz odmówił
		

/kronika_1200264_0001.djvu

			262 


i powrócił na uprzednio zajmowane stanowisko dowódcy 15 OP. W tym okresie 
był też członkiem Komisji Kawalifikacyjnej przy DOK VIII, do rozpatrywania 
spraw przeniesień do rezerwy majorów WP i oficerów młodszych. W latach 1928 
-1929 pełnił również funkcję członka Sądu Honorowego dla generałów. Nadal ucho- 
dził w opiniach swoich przełożonych (generałów: Edwarda Rydza-Śmigłego, Wła- 
dysława Hubischty, Leona Berbeckiego, Leonarda Skierskiego) za wyjątkowo 
zdolnego oficera i nieprzeciętnego dowódcę. Opinia gen. Berbeckiego z 1928 r., 
bardzo pozytywna, kończyła się zapisem "...nadaje się na dowódcę Okręgu Korpu- 
SU"34. 


Trudno się dziwić, że w listopadzie 1934 r. awansował na Dowódcę Okręgu Kor- 
pusu nr VIII w Toruniu. Do jego podstawowych obowiązków należało utrzymanie 
bezpieczeństwa i porządku na obszarze Pomorza. Z ogromną gorliwością inspekcjo- 
nował znajdujące się na tym terenie wielkie jednostki: 4 OP w Toruniu, 15 OP w 
Bydgoszczy, 16 OP w Grudziądzu i Pomorską Brygadę Kawalerii, której sztab 
stacjonował również w Bydgoszczy35. Po swoim poprzedniku gen. Stefanie Pasław- 
skim przejął wiele inicjatyw społecznych dalej je kontynuując i uzyskując wielkie 
uznanie miejscowego społeczeństwa. Na wypadek wybuchu wojny planowano mu 
powierzyć dowództwo Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Grudziądz", która miała 
się składać z czterech dywizji piechoty i dwóch brygad kawalerii. Wkrótce jednak 
plany obrony Pomorza uległy zmianie i w 1938 r. niespodziewanie przeniesiono ge- 
nerała na Dowódcę Okręgu Korpusu nr I V w Łodzi. Decyzja o przeniesieniu spotkała 
się z dużym niezadowoleniem generała, czemu dał wyraz w pamiętnikach, których 
kilkutomowy maszynopis znajduje się w archiwum Wojskowego Instytutu Histo- 
rycznego w Rembertowie 38 . Trudno dziś doszukać się rzeczywistych motywów 
przeniesienia gen. Thommeego do Łodzi. A może należy poważnie potraktować 
zapis płk. Bohdana Hulewicza w wydanych w Polsce Ludowej pamiętnikach. 
"...Znakomitym żołnierzem był gen. Thommee. Umysł prosty, nieskomplikowa- 
ny, rozumiejący trafnie. Legioniści go nie lubili..."37. Część wyższych dowódców 
WP uważała go w owym czasie za dowódcę administracyjnego. Za przykład 
mogą posłużyć słynna opinia płk. Stefana Roweckiego, późniejszego dowódcy AK, 
który pozostawił dość krzywdzący sąd o gen. Thommee. "...Doświadczenie ma za 
sobą. Nie przypuszczam aby mógł być brany w rachubę jako dowódca operacyjny, 
raczej dowódca administracyjny"38. Pomimo braku motywacji, do wykonywania 
swoich obowiązków przystąpił z typową sobie energią. I nspekcjonował wielkie jed- 
nostki rozlokowane na terenie DOK IV (7 OP w Częstochowie; 10 OP w Łodzi; 
26 OP w Skierniewicach i 44 OP Rez. w Łowiczu), zabezpieczał mobilizację sił 
armii "Łódź" dbał o właściwą współpracę wojska z cywilnymi władzami państwo- 
wymi i samorządowymi. 
W wojnie 1939 r. dowodził Grupą Operacyjną" Piotrków" a od 13 września 
1939 r. obroną Modlina. GO "Piotrków" powstała 31 sierpnia 1939 r. w ramach 
armii "Łódź" dowodzonej przez gen. dyw. juliusza Rómmla. Składała się z 30 Po- 
leskiej OP, Wołyńskiej Brygady Kawalerii oraz obsady odcinka "Borowa Góra" 
(VII batalion ckm, II dywizjon 4 pułku artylerii ciężkiej i 2 pp Leg.)39. Zadaniem 
GO było utrzymanie rejonu Piotrkowa, kontaktu z 7 OP z armii "Kraków" i dozo- 
rowanie kierunku Radomsko-Skarżysko Kamienna. Rejon ten stanowił w polskim 
planie obronnym obszar operacyjny szczególnie ważny z uwagi na biegnące tędy 
główne linie komunikacyjne z zachodu w kierunku środkowej Wisły i Warszawy oraz 
koncentrację odwodu Naczelnego Wodza armii "Prusy". Od pierwszych godzin woj- 
ny GO "Piotrków" znalazła się w strefie najcięższych walk. Tu bowiem na styku armii 
""Łódź" i "Kraków" uderzały: XVI Korpus Pancerny gen. Ericha Hoepnera i XI
		

/kronika_1200265_0001.djvu

			\ 
.) 7 
'"" 
: ł . 
ł NW TOM V8&.. 

 
 o 
.f 

 
 .Zbcłs
" 
. 
\S' 


""') 




\ 
. 


P:OŃs.... 


. 
,j KowaL 
, 
'arś!
 
. .
 
I.,",en r= 



 " 


o 
KUTNO 


'7 


LuBIN 
O 


'h4i,,- 
O 


loJ 
. 


30 
-..4 "---- 


40 


5Cu. 
-
 


LEG E N 0-' 
.. .UI",. li!I'!'łł".", '" f'Q'łl.
.".-,. 
""'
Cllh..
". 



 


to 
ARMIA 



 


4ł1 :;P ,,}, I no 
,;...wt. O 

,'C '\ 
'.....,.....,,, R M , 


\, 

 p.. 
'(... 


.. 


"'_
....ł..
		

/kronika_1200266_0001.djvu

			......., 
 . IM'W l 



 


..
.
 . 

:r

} 

',' . 


.,... , "J'" 
.:";;"'4
 


" 
\.! ?"".{ 01" 
'...-.....
 
..\{ ?t11-irfl 


"';".... 


/.C 
...:.. 
.. 


_.:
__¥t;..,.. } 


JI 
"r 
''<,,1- 


'0 A';1;{" !.'4" 



... 


s ;-'\A t,j\ 


o 
Pio.,j{'G.ll o 
 t. 
'I 
 '-'.
 
'I', 
(- ':'"
:
:.:;;: 
?-; !:L
"",._ 
q 
.'''" ''I< 


"> 
... 


o :1 € 
 '2 159m'ł 

 - 
._::h'
", - 
_ ..','. 


----ł w--- _ T . .... 


Korpus Armijny gen. Wilhelma von Leeba, które stanowiły główną pięść uderze- 
niową sił niemieckich skierowanych do wojny z Polską. Działania bojowe GO"Piotr- 
ków" można podzielić na trzy okresy. Pierwszy - to działania od l do 7 września. 
Do 7 września GO biła się w wyżej wymienionym składzie. W dniu 6 września został 
zbombardowany znajdujący się w julianowie koło Łodzi sztab armii "Łódź" i na- 
stąpiła utrata łączności pomiędzy dowództwem armii a podległymi związkami tak- 
tycznymi. Dnia 7 września grupa zwiększyła swój skład o 2 i 28 DP jednocześnie 
zmieniając nazwę na GO gen. Thommeego. Walki od l do 7 września charakteryzują 
 
się dużym wysiłkiem bojowym. Nieprzyjacielowi dysponującemu dużą przewagą .. 
liczebną i techniczną oraz swobodą manewru nie udało się rozbić GO. Oddziały wcho- 
dzące w jej skład wyróżniły się w walkach pod Mokrą, Borową Górą, jeżowem i Roz- 
przą. Drugi okres to walki odwrotowe z linii rzeki Mrogi do Modlina, stoczone 8-13 
września 1939 r. Był to zarazem naj trudniejszy okres dla dowództwa i wojsk GO. 
Starano się ratować resztki rozprzęgającej się armii "Łódź", bowiem jej dowództwo 
i sztab zostały odcięte przez pancerny zagon wojsk przeciwnika. GO wycofywała 
się z "wiszącymi" skrzydłami 40, bez kontaktu z sąsiadami. Oddziały bombardowane
		

/kronika_1200267_0001.djvu

			265 


z powietrza, maszerowały przeważnie nocami, w dzień bijąc się lub kryjąc po la- 
sach. W tak trudnej sytuacji gen. Thommee tylko nadludzkim wysiłkiem utrzymywał 
dowodzenie 2, 28, 30 OP i Wołyńską BK41. Po walkach w rejonie Woli Cyrusowej 
wojska grupy ruszyły do lasów skierniewickich z zamiarem dotarcia do Góry Kal- 
warii i Otwocka. Ponieważ XI Korpusowi Armijnemu udało się wyjść na tyły GO, 
gen. Thommee w dniu 9 września zreyzgnował z pierwotnego zamiaru i podjął de- 
cyzję przebijania się do Warszawy. Trzydniowe walki w rejonie Mszczonowa i Bło- 
nia zakończyły się jednak niepowodzeniem, pomimo ich wsparcia przez przybyłą 
z obszaru Modlina 8 OP płk. Teodora Furgalskiego. Dnia 13 września 1939 r. wojska 
GO skierowały się do Modlina. W tych trudnych działaniach odwrotowych na szczegól- 
ne podkreślenie zasługuje rola gen. Thommeego, którego hart ducha oraz umiejęt- 
ności dowódcze w dużym stopniu zaważyły na losach GO. Nie tylko nie dała się ona 
rozbić, ale zdołała wycofać się do twierdzy modlińskiej, skupiając wokół siebie inne 
jednostki armii "Łódź", jak np.: wspomniane 2 i 28 OP oraz pozostałości GO gen. 
Franciszka Dindorf-Ankowicza w postaci 31 pp i resztek Kresowej Brygady Kawa- 
lerii. Uratowano też prawie całą artylerię. 
Warto też pamiętać, że działania bojowe GO w tym okresie również były nie- 
świadomym współdziałaniem z bijącą się nad Bzurą Grupą Armii gen. dyw. Tadeu- 
sza Kutrzeby. Uderzając bowiem w kierunku Warszawy GO gen. Thommeego wią- 
zała czasowo siły X VI Korpusu Pancernego oraz) 8 i ) 9 OP nieprzyjaciela. 
Obrona Modlina (14-29 wrzesień ) 939 r.) - to kolejna, wspaniała karta w ży- 
ciorysie generała i historii wojennej dowodzonych przez niego oddziałów. Zamknięte 
w Modlinie jednostki broniły się do 29 września i kapitulowały na honorowych wa- 
runkach dopiero kiedy skapitulowała już Warszawa, kiedy zabrakło wody, żywności, 
amunicji i medykamentów dla załogi i było ponad 4 tysięcy rannych. Kapitulował 
zresztą pod zdecydowanym naciskiem sztabu, w przekonaniu, że jako ostatni polski 
dowódca ustępuje z pola walki. Dopiero w Nicei, jak sam stwierdza, w 1945 r. do- 
wiedział się o walkach gen. Franciszka Kleeberga 42 . Kapitulacja Modlina zamyka 
istnienie i historię wojenną GO gen. Thommee. 
jego postawa we wrześniu) 939 r. godna jest podkreślenia i szerszego upowszech- 
nienia. Tylko dzięki jego zdecydowaniu i konsekwencji w działaniu można zawdzię- 
czać, że pozostawione przez kontuzjowanego gen. Rómmla jednostki armii "Łódź" 
nie uległy rozproszeniu i zamknęły się w Modlinie. Zdał dobrze egzamin zastosowany 
przez generała sposób dowodzenia jednostkami "z samochodu" (w pierwszych dwóch 
tygodniach wojny), drogą osobistych kontaktów z podległymi pododdziałami ł3 . 
Biorąc pod uwagę fakt, że po 11 września sztab GO składał się zaledwie z czterech 
oficerów, tak wyjątkowa aktywność dowódcy GO dała dobre efekty. Uporczywa 
obrona osamotnionej twierdzy była też formą obrony honoru oręża polskiego w 1939 
r. Gen Rómmel pod koniec działaJl wojennych odznaczył go Złotym Krzyżem Or- 
deru Wojennego Virtuti Militari. W pamięci ówczesnych podkomendnych, jak i póź- 
niejszego gen. Franciszka Adama Arciszewskiego pozostało jako: "...człowiek o nie- 
słychanej energii, tężyźnie i żołnierskim fasonie. Nie było widać po nim jakiegoś 
załamania się a przeciwnie podnosił żołnierzy na duchu wierząc, że sytuacja nie jest 
beznadziejna, a kryzys wojny będzie opanowany"ł4. Nie wszyscy jednak w pełni a- 
kceptowali postępowanie generała we wrześniu 1939 r. W londyńskim archiwum, 
w zbiorze relacji armii "Łódź", znajduje się kilkudziesięcio stronicowy raport płk. 
dypl. Zygmunta Łakińskiego, który w VI części raportu (Sprawy personalne) tak 
pisał o gen. Thommee: "......Bardzo odważny osobiście, przedzierał się niejednokrot- 
nie do otoczonej zupełnie 30 OP, aby osobiście na miejscu wydać dalsze rozkazy. 
Ranny w nogę, zdaje się 12 września nadal dowodził GO do końca wojny. Jedyny
		

/kronika_1200268_0001.djvu

			266 


zarzut (...), że w obronie Modlina nie zastosował większej aktywności. Podsuwanych 
niejednokrotnie sugestii w tym kierunku nie przyjmował, twierdząc, że jest za słaby 
na aktywne działania. Uzasadniał swoją odmowę tym, że ma rozkaz bronić twierdzy 
i nie może wyjść na przedpole, gdyż może się stać jak Moskalom przy obronie Mod- 
lina w okresie I wojoy światowej, którzy wyszli na przedpole, zostali pobici i musie- 
li twierdzę oddać. Był to wyraźny kompleks niższości w stosunku do dowództwa 
niemieckiego..."45. jest to głos co prawda odosobniony, lecz na tyle charaktery- 
styczny, że wart był przytoczenia. Osobiście przekonywuje mnie argumentacja 
generała, który mając przemęczoną poprzednimi walkami załogę i ograniczone 
środki bojowe nie chciał zbytnio ryzykować. Zresztą zarzut o braku aktywności na 
przedpolu nie pokrywa się z prawdą. Wystarczy przytoczyć tylko dwa przykłady: 
wielokrotne zabiegi o utrzymanie składnicy amunicyjnej w Palmirach czy działa- 
nia bojowe Oddziału Wydzielonego płk. dypl. Stanisława Sztarejki w Puszczy Kam- 
pinoskiej. Warto też podkreślić, że Modlin bronił się 18 dni, mimo skromnych sił 
i środków, stawiając czoło pięciu niemieckim dywizjom, w tym jednej pancernej. 
Obroną objęto obszar 85 km 2 . Oprócz Modlina broniono Nowego Dworu, Zakroczy- 
mia i 25 wsi. Teren ten zamieszkały był przez około I l tysięcy ludności, która wiele 
wycierpiała w okresie obrony. Moment poddania twierdzy był ciężką próba dla gen. 
Thommeego. W cytowanych już wspomnieniach tak przedstawiał swoje osobiste 
przeżycia: "...Niezwykła cisza. Ani jednego samolotu na niebie. Pustka. Od rana 
nic nie mieliśmy w ustach, lecz nie odczuwamy głodu. jakby świat się zmienił w cią- 
gu tych paru godzin. Wolny człowiek staje się niewolnikiem, zależny wyłącznie od 
strażników (...) Nic nie raduje, wszystko przygnębia i hańbi. Czyż nie lepiej byłoby 
zginąć w tych murach? (...). nad wszystkim.. dominuje jednak uczucie śmiertelnej 
krzywdy"411. 
Gen. Thommee poddawał twierdzę gen. josephowi Straussowi na honorowych 
warunkach, uzyskując gwarancję wolności osobistej z prawem zatrzymania broni 
bocznej. Gwarancje wręczano każdemu oficerowi z podpisem w imieniu Hitlera oraz 
z nakazem udzielenia wszelkiej pomocy ze strony władz wojskowych. Po złożeniu 
broni obrońcy Modlina zostali przewiezieni do obozów w Mławie, lIawie i Działdo- 
wie. Gen. Thommee został osadzony w obozie w Działdowie. Zgodnie z umową ka- 
pitulacyjną w połowie października 1939 r. zwolniono do domów wszystkich żoł- 
nierzy oraz część oficerów, w tym i gen. Thommeego, który opóźniał wyjście z obozu 
ze względu na przetrzymywanych tam innych oficerów. W obozie wDziałdowie 
podjęto też prace zmierzające do powołania organizacji konspiracyjnej. Za aprobatą 
gen. Thommeego utworzył ją szef sztabu GO ppłk. dypl. Mieczysław Wilczewski. 
Po opuszczeniu obozu wyznaczeni oficerowie przystąpili do organizowania pracy 
konspiracyjnej w Warszawie, Krakowie, Grudziądzu, Poznaniu, Katowicach, Kiel- 
cach i Lublinie ł7 . 
Pomimo honorowych warunków kapitulacji Modlina gen. Thommee został 7 lis- 
topada 1939 r. aresztowany przez Gestapo i wywieziony do obozu Henrswaide pod 
Lipskiem. W niewoli miał przebywać do kwietnia 1945 r. Był przytrzymywany 
w Oflagach: I V C Colditz, I V B Konigstein, I V A Hohenstein, VIII E johannis- 
brunn, VII A Murnau i VI B Dossel. W tym ostatnim obozie został w dniu 27 wrześ- 
nia 1944 r. ranny podczas nalotu lotnictwa alianckiego. "...jego zachowanie w nie- 
woli było zawsze godne, nigdy nie uznawał niemieckich rozkazów. Podtrzymywał 
załamanych na duchu i wierzył w ostateczne zwycięstwo. ,,- napiszą po latach 
jego współtowarzysze niedoli. jeszcze w obozach podjął walkę o należytą ocenę 
działań bojowych we wrześniu 1939 r. Doprowadziło to do konfliktu z częścią gene- 
rałów, współtowarzyszy niewoli, a głównie z gen. Rómmlem, który nawet w J943 r.
		

/kronika_1200269_0001.djvu

			267 


powołał sąd honorowy w Oflagu VII A Murnau dla rozpatrzenia sporu. Gen. Tho- 
mmee zareagował zerwaniem stosunków z gen. Rómmlem i podporządkował się 
starszemu obozu, płk. józefowi Koryckiemu, polskiemu Tatarowi, który przed wojną 
pełnił funkcję dowódcy pułku artylerii lekkiej w Toruniu. Po latach odpowiadając na 
zarzuty gen. Rómmla, gen. Thommee na łamach "Tygodnika Demokratycznego" 
udzielił takiej odpowiedzi: "...Stwierdzam, że etyka żołnierska całego mego skromnego 
życia - była i jest prawa. Nie zawiodła mnie też ona w ciężkich chwilach września 
1 939 r. ani pod Łodzią ani w Modlinie. Sąd honorowy, wyznaczony przez gen. Rómm- 
la w Murnau w 1943 r. nie posiadał jakichkolwiek uprawnień ustawowych, a orzecze- 
nie sądu spowodwane zostało moją krytyką dowódców porzucających armie, jak 
i tych generałów, którzy opuścili własne oddziały"48. Zapoczątkowany w obozie 
spór miał się przeciągnąć na lata powojenne. 
Po wyzwoleniu obozu, w kwietniu 1945 r., zgłosił się do służby wojskowej w Pol- 
skich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Pozostał jednak bez przydziału, w dyspozycji 
szefa sztabu Naczelnego Wodza. Niestety pięcioletni okres niewoli odcisnął piętno 
na zdrowiu generała 49 . Podjął leczenie we Francji i we Włoszech. W lutym 1946 r. 
przeniesiono go jednak w stan nieczynny. Mieszkał nadal w Nicei, praktycznie bez 
środków do życia, wspomagany przez komendanta miejscowego ośrodka - mjr. An- 
toniego Robaka. W owym obozie dla ozdrowieńców II Korpusu był świadkiem śmier- 
ci i pogrzebów kilku polskich generałów: jana Leopolda Cehaka, juliusza Drapelli 
i Mieczysława Dąbkowskiego. Szczególnie z dwoma pierwszymi łączyła go przyjaźń 
i wspólne losy wojenne. Gen Cehak w wojnie 1939 r. dowodził, wchodzącą w skład 
GO "Piotrków", 30 Polską OP. Gen. Drapella, chociaż w okresie wojny dowodził 
27 D P z armii "Pomorze", to jednak podczas przebijania się do Warszawy został 
rannym pod Modlinem i już do końca walk pozostawał w schronie dowódcy obrony 
twierdzy, służąc radą i pomocą gen. Thommee 5o . Dnia 14 lipca 1946 r. wysłał na ręce 
marszałka Michała Roli-Żymierskiego pisemne oświadczenie, deklarując powrót do 
czynnej służby w wojsku polskim w kraju. Po skonsultowaniu sprawy z płk. Zakrzew- 
skim, przedstawicielem L WP w Paryżu, w połowie stycznia 1947 r. wyjechał do Polski. 
Dnia 27 stycznia 1947 r. zameldował się w Ministerstwie Obrony Narodowej. Niestety 
do czynnej służby nie został przyjęty. Po miesięcznym urlopie, jaki otrzymał po przy- 
jeździe do Warszawy, oświadczono mu, że "...w Ludowym Wojsku Polskim nie ma 
miejsca dla sanacyjnych generałów". Zamieszkał wraz z żoną u teściów swej córki 
-, Przysieckich w Toruniu bezskutecznie starając się podjąć jakąkolwiek pracę. 
Przez pewien okres czasu mieszkał w "resztówce" Przysieckich - Antoniowie, po- 
łożonej 13 km od miasta. Nie otrzymał zgody, pomimo ponawianych próśb, na za- 
mieszkanie we własnym mieszkaniu w Warszawie, ani zgody na pracę zarobkową. 
Trudne warunki życia zmusiły go do wystąpienia na drogę sądową, w celu uzyskania 
renty inwalidzkiej. W ciągu całej kariery wojskowej był aż dziewięciokrotnie ran- 
ny, w tym dwukrotnie podczas II wojny światowej. Dzięki posiadanym dokumentom, 
oraz oświadczeniom dwóch świadków, byłych podkomendnych - kpt. Abramowicza 
i por. 1\'1iętkiewicza, otrzymał rentę w wysokości 6 tysięcy zł, co nie wystarczało, w o- 
wych czasach, na utrzymanie siebie i rodziny. Żył w bardzo trudnych warunkach, 
prawie w nędzy, w stałym poniżeniu i zapomnieniu. Z czasem przeniósł się do Gdań- 
ska, gdzie mieszkała jego córka wraz z mężem. Aby dorobić do małej renty pracował 
jako woźny i stróż nocny w Bibliotece Powiatowej. Z wdzięcznością wspomina w pa- 
miętnikach o paczkach przychodzących z zagranicy, głównie od byłych podkomend- 
nych i ich rodzin 51 . Pomimo tak trudnych warunków wykazywał pewną aktywność spo- 
łeczną, przez długie lata pełniąc funkcję radnego w Kościele Ewangelickim w Sopocie. 
Dopiero po październiku 1956 r., z inicjatywy marszałka Konstantego Rokossowskiego,
		

/kronika_1200270_0001.djvu

			268 


przybyła do Gdańska delegacja wojska polskiego w osobach gen. józefa Kuropieski 
i admirała Wiszniowskiego, aby zaproponować Generałowi powrót do Warszawy 
i bardziej godziwe warunki egzystencji. Dnia 15 stycznia 1957 r. powrócił on więc 
do własnego mieszkania na Żoliborzu, zniszczonego gruntownie przez dzikich lo- 
katorów. 
SkOl1czył się więc dziesięcioletni okres szykan i represji. Mógł teraz przystąpić 
do pracy nad wspomnieniami, których kilka tomów, zatytułowanych "Od Warty 
do Modlina" znajduje się w archiwum Wojskowego Instytutu Historycznego w Rem- 
bertowie. Opublikowano do tej pory tylko nieliczne fragmenty na łamach Wojsko- 
wego Przeglądu Historycznego i Tygodnika Demokratycznego dotyczące obrony 
Modlina, oraz kilka polemik z gen. Rómmlem na temat oceny działań armii "Łódź". 
Poddawał w niej ostrej krytyce dowodzenie armią przez gen. Rómmla, wytykając 
wiele poważnych błędów. Istotą sporu stała się ocena postępowania gen. Rómmla, 
szczególnie po 6 września 1939 r. Krytykował też na łamach prasy pamiętniki gen. 
Rómmla "Za honor i ojczyznę", które ukazały się w 1958 r. Polemika wzbudziła 
duże zainteresowanie zarówno wśród historyków jak i uczestników walk. 52 Generał 
i we wcześniejszych okresach swego życia nie stronił od pióra. Po zakończeniu wojny 
1920 r. opracował dwie rozprawy: "lO dywizja w bitwie pod Warszawą" i "Mjr 
WaJter w walkach pod Warszawą". Często na jego relacj e i raporty powoływali się 
historycy piszący o wojnie polsko-sowieckiej 1919- 1920 r. lub wojnie polsko-ukraiil- 
skiej 1918-1919 r. 
W okresie międzywojennym gen. Thommee był wyróżniony najwyższymi odzna- 
czeniami, m.in.: Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta, Orderem Vir- 
tuti Militari V klasy, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasłu- 
gi, Medalem Interalliee, Medalem Pamiątkowym za wojny 1918- 1920 r., Medalem 
lO-lecia Odzyskania Niepodległości, Medalem "Za ratowanie tonących". Ten ostatni 
medal otrzymał za wyczyn z 1937 r. kiedy to uratował tonących w Morzu Bałtyc- 
kim: wiceministra A. Bobkowskiego i mjr. dypl. Wojciechowskiego. .. 
Rodzinę założył w Petersburgu w 1908 r. Ożenił się z Finką, Niwą Bemm. Miał 
jedną córkę Wiolantę. Mieszkająca w Ciechocinku wdowa, po nieżyjącym już bra- 
tanku generała - Mścisławie, Zofia Thommee, tak pisała o generale: "...był wzoro- 
wym mężem i ojcem, ale nie czułostkowym. Tęsknota do najbliższych skłoniła go 
do powrotu do kraju w końcu lat czterdziestych (...) Starszy pan miał fantazję 
i duże poczucie humoru (u.) kiedy był dowódcą i mieszkał w Toruniu lubił robić 
nietypowe inspekcje w ubraniu cywilnym. Umiał znaleźć jakąść dziurę w płocie jed- 
nostek wojskowych i tak przejść, by go nie zauważono, aż na wartownię czy nawet 
dalej do biura komendanta, którego wtedy odpowiednio częstował "wiązanką nie- 
parlamentarnych słów".53 Innym razem Pani Zofia powie, że "...był bardzo rodzinny. 
Dbał nie tylko o najbliższych, ale i o rodzinę zamordowanego w Związku Radziec- 
kim brata Pawła". Wśród pamiątek rodzinnych zachowała się spora ilość zdjęć ze 
wspólnych pobytów Mścisława Thommeego wraz z generałem i jego małżonką nad 
morzem lub z okresu kilkakrotnych kuracji w Sanatorium Wojskowym w Ciecho- 
cinku. Z najbliższych, córka Wiolanta mieszka w Warszawie przy Placu Inwalidów, 
w przedwojennym mieszkaniu generała. W Warszawie też mieszka wnuczka joanna 
j wnuk Krystian Przysiecki, znany dziennikarz. Drugi wnuk, jarema Breza, w Lon- 
dynie prowadzi własne przedsiębiorstwo przewozowe. ł ", 
W pamięci podkomendnych, którzy stykali się z nim po wojnie, pozostał gen. 
Thommee jako człowiek towarzyski, wesoły gawędziarz i kompan ogólnie lubiany 
w towarzystwie. Miał charakterystyczny barwny akcent i to nie tyje wileński co ro- 
syjski. Często i chętnie pod koniec życia spotykał się z żołnierzami, podąficerami
		

/kronika_1200271_0001.djvu

			269 


,-- 

. 


. 
, :'i 
ł- 
,;,. ..".. 
' 
., 
, ' ' s" " ,. 
'Y . 


. 


" 


1r 


. 


.k' 


, . 
. 
,...... 
t3( 
 
J 



,. 
'i- ' 


. ",:. 


.... .-iiI
 


'r, 


.ł /1<1"-.0 


. 
'1\ 


ł'" 
": . . 


.' . 

- " 


. 

 


# 
'l' . 


'. 


'...... 


" , 
J:,:' , 



-.".. 
 


, 


, .. 
, 


.... r '(I 
...: 


Nad trumną przemawiał gen. bryg. Roman Abraham - pierwsza z prawej córka genera- 
ła Wiolanta 


i oficerami jednostek, którymi dowodził w okresie wojny J939 r. Lubił długie spacery 
na świeżym powietrzu, orzechówkę i sport. Sam musiał być dobrze wysportowany 
skoro w J 937 r. zdołał uratować dwóch tonących. 
Zmarł w Warszawie J3 listopada J 962 r. w wieku 8J lat. Został pochowany na 
Powązkach w Alei Zasłużonych. W uznaniu zasług polskie władze na emigracji 
w Londynie awansowały go w dniu J stycznia 1964 r. do stopnia generała dywizji. 
Odpowiednią tablicę upamiętniającą dzielnego generała wmurowano na cmentarzu 
ewangelicko-augsburskim w Warszawie. 


PRZYPISY 
l Z. Grębecki, Gen. Wiktor Thommee, Wiadomości (Londyn) z 25 lipca 1965 r. 
I Na Pomorzu przebywał w okresie operacji zajęcia dzielnicy przez Wojsko Polskie (od 
llsierpnia 1919 do lutego 1920 r.); jako oficer Inspektoratu Armii nr III w Toruniu (1922 r.); 
dowódca 15 DP w Bydgoszczy (1924-1934) dowódca Okręgu Korpusu nr VIII w Toruniu 
(1934-1938); w okresie powojennym w Toruniu i Gdańsku-Oliwie (1947-1956). Patrz: 
M. BieJski, Grupa Operacyjna "Piotrków" 1939, Warszawa 1991, s. 414-415; M. Bielski, 
Gen. Wiktor Thommee, Mówią Wieki, iu 9fwrzesień 1984, s. 5-9. 
I W. Thommee, Od Warty do Modlina, Materiały i Dokumenty Wojskowego Instytutu 
Historycznego (MlD WIH), II [2/99] T. VI, s. 92 
· "Starsza linia" Thommee w Polsce związana była z Wileńszczyną, młodsza z ziemią łódz- 
ką. Część tej drugiej linii mieszkała w Kaliszu. .
		

/kronika_1200272_0001.djvu

			270 


I Edward Thommee (1848-1932), jako goniec uczestniczył w powstaniu styczniowym. 
Dwóch krewnych Edwarda zginęło na szubiennicach Murawjewa-Wieszatiela po upadku po- 
wstania. Część rodziny została zesłana na Sybit. Pracował na Wileńszczyźnie jako administra- 
tor majątków ziemskich a następnie administrator domów mieszkalnych. Zawarł związek 
małteński z Józefą Eggerth. Często zmieniał miejsca zamieszkania: Lida, Dyneburg, Wilno, 
Swięciany, Rzeczyca, Roslaw koło Smoleńska, Charków, Petersburg. Po rewolucji, wraz 
z synami przeniósł się do Polski. Zmarł w 1932 r. w Bydgoszczy. 
. Pawel Thommee (1898-1940). Patrz: Lista Katyńska, opracował Adam Moszyński 
Londyn- Warszawa 1989, s. 327 
7 L. Berbecki, Pamiętniki, I(atowice 1959, s. 48-49 
1 Ten fragment tyciorysu generała budzi pewne kontrowersje. W opracowanym w Byd- 
goszczy 8 kwietnia t 932 r. życiorysie generał podaje taką wersję. Poniewat uczestniczył w życiu 
Polonii był pod stałym nadzorem policji, a następnie zesłany do Lubocina, poczem na I(aukaz 
i na I(rym "...przyjmując pod uwagę moje zasługi wojenne zeslano mnie niby na leczenie". 
Nadzór został spotęgowany po wykryciu uczestnictwa brata Ryszarda w tzw. powstaniu swea- 
borskim. Brat został zesłany do pułków syberyjskich, a Wiktor wystąpił z armii. Centralne 
Archiwum Wojskowe (CAW), Akta personalne gen. Thommee, Syg.43; 3006; 5276; 5467. 
1 CA W, I(omisja I(rzyża i Medalu Niepodległości. Syg. 26.601, t, 127 We wniosku wymienia 
swoją pracę z młodzieżą polską w Petersburgu, członkostwo bliżej nie określonej polskiej partii 
socyjalno-rewolucyjnej; udział w ruchu niepodległościowym Finlandii; udział w pracach pol- 
skich kół studenckich w Charkowie; pracę z polską młodzieżą wojskową w Odessie; zorganizo- 
wanie w początkowym okresie I wojny światowej, wraz z późniejszym ministrem Nakonieczni- 
kowem, Związku Wojskowych Polaków; członek ZWP frontu rumuńskiego. 
10 CAW, 433+006+5276 Ap gen. Thommee, op. cit., 
11 Tamte 
11 Tamźe 
13 H. Bagski, Wojsko polskie na Wschodzie, Warszawa 1921, s. 500 
Ił Tamźe,iń 533 
11 CAW, Ap s. gen. Thommee, op. cit., 
1. Tamże 
17 Tamte
 M. Tarczyński, Cud nad Wisłą, Bitwa warszawska 1920, Warszawa 1990. 
s, 55-57; L. Zeligowski, Wojna 1920 r. Wspomnienia i rozważania, Warszawa 1990, s. 72-101. 
II CAW, 43+300 6+5276 Ap gen. Thommee, op. cit., 
111 Tamźe 
20 Tamże 
11 Tamte 
II Przebieg służby w okresie wojny polsko-radzieckiej: 
17 VI do 15 VII 1920 - 28 pułk strzelców kresowych; dca pułku 
15 VII do J 6 VIII 1920 19 Brygada Piechoty; dca brygady 
16 VIII do 18 VIII 1920 - 10 Dywizja Piechoty; dca dywizji 
18 VIII do 21 VIII 1920 - 19 BP; dca brygady 
21 VIII do 29 VIII 1920 - 29 pułk piechoty: dca pułku 
29VIII do 10 IX J920 - 19 BP; dca brygady 
10 IX do 28 IX 1920 - 28 psk; dca pUłku 
281 X 1920 do 2 I 1921 - 19 BP; dca brygady 
2 I do 17 I 1921 20 BP; dca brygady 
17 I do 20 I 1921 - 10 DP; dca dywizji 
20 I do 28 II 1921 - 19 BP; dva brygady 
28 (( do 15111 1921 - I(urs informacyjny dla wyższych dowódców. 
Patrz. CAW, 5276; 5467. Ap gen. Thommee, op. cit.,
		

/kronika_1200273_0001.djvu

			271 


23 CA W, 3006, Ap gen. Thommee, op. cit., 
Ił Tamże 
26 Tamże 
II Tamże 
17 Tamże 
18 T. jurga, Regularne jednostki Wojska Polskiego w 1939 r., Warszawa 1975, s. 228-230; 
28 CA W, 43; 3006, Ap gen. Thommee, op. cit.. 
30 Tamże 
31 Tamże 
32 Z. Grębecki, op. cit., 
33 Tamże 
34 CA W. 43+3006+5276 Ap gen. Thommee, op. cit., 
36 Do obowiązków dowódcy Okręgu Korpusu nr VIII jako organu MSWojsk. należało: 
_ ogólne kierownictwo oraz nadzór nad zaopatrzeniem i gospodarką jednostek i oddziałów 
oraz administrację zasobami materiałowymi na tcrenie OK; 
_ czuwanie nad dyscypliną wojskową przez podległe władze garnizonowe, nadzór nad dzia- 
łalnością oświatową, wychowaniem i bezpieczeństwem wojska; 
- sądownictwo wojskowe; 
- sprawy mobilizacyjne, administrację rezerwami ludzi i zwierząt, 
- sprawy personalne podoficerów oraz pracowników cywilnych w wojsku; 
_ kierownictwo organami przysposobicnia wojskowego i wychowania fizycznego; 
_ współpraca z cywilnymi władzami państwowymi i samorządowymi oraz propaganda i rc- 
prezentowanie wojska; 
- gospodarka finansowa; 
- budownictwo wojskowe. 
Patrz: CAW, Akta Gabinetu MSWojsk., t. 783; Akta Oddziału IV Sztabu Generalnego, t. 51; 
W późniejszym okresie przyznano dowódcom okręgów korpusów uprawnienia w zakresie koor- 
dynacji wyszkolenia jednostek i wykorzystania obozów ćwiczebnych oraz organizacji OPL 
i OPGaz na terenie OK. Całkowicie podporządkowano dowódcom OK tylko brygady i półbry- 
gady Obrony Narodowej jako jednostki terytorialne wojska. E. Kozłowski, Wojsko Polskic 
1936-1939, Warszawa 1974, s. 101-102. 
31 MiD WIH, 11(3)16, gen. Thommee, Od Warty do Modlina. Przyczyny. skutki, kontro- 
wersje cz. I, s. 42; W. Thommee, Własnoręczny życiorys generała (bez daty), odpis w zbiorach 
autora. 
37 B. Hulewicz, Wielkie wczoraj w małym kręgu, Warszawa 1973. s. 172 
38 S. Rowecki, Wspomnienia i notatki autobiograficzne (1906-1939), Warszawa 1988. s. 98 
38 M. Bielski, Grupa Operacyjna "Piotrków", Wiedza Obronna nr 2/1988, s. 63-64 
łO Oba skrzydła ugrupowania bojowego były otwarte. Generał wydał podległym sobie od- 
działom następującą instrukcję: "...Manewrować wyłącznie nocami, w szykach zwartych. We 
dnie się bić, przebijać się tylko z konieczności." MiD WIH,II(2)99, Od Warty do Modlina, t. II, 
s.84 
łl Sposób wycofywania był następujący:".. .Systemem na jeża. czyli: wagenburg ; w marszu 
nocnym Wielkie jednostki tworzą czworobok, w środku dowództwo, artyleria, tabory. Po- 
jazdy mechaniczne w zaprzęgach konnych, motory zgaszone (...) Sztab armii posuwać się bę- 
dzie zawsze z jedną z Wj, nigdy sam, by się nie "odłączyć". MiD WIH, 11(2)99, W. Thommec, 
op. cit., s. 84 
łI MiD WIH, 11(2)99, W. TllOmme, t. I V ("Paryż Nicea"), op. cit., s. 120 
ł3 System polegał na tym, te dowódca grupy operacyjnej wraz z szefem operacyjnym mjr. 
dypl. I. Kwiecińskim oraz adiutantem S. Białkowskim i niewielką obsługą kancelaryjną uda- 
wali się samochodem, eskortowanym przez kilka motocykli, na front ustalając wcześniej
		

/kronika_1200274_0001.djvu

			272 


w sztabie 00 marszrutę, i tam bezpośrednio orientował się w sytuacji. W sztabie pozostawał 
ppłk M. Wilczewski z resztą oficerów i starał się utrzymać kontakt z dowódcą 00 za pomocą 
środków łączności, w razie konieczności wysyłając oficerów ordynansowych. Na podstawie 
uzyskanych wiadomości i znanych sobie zamiarów dowódcy 00, w jego imieniu wydawał roz- 
kazy dla podległych jednostek. Dopiero po powrocie gen. Thommeego do sztabu były one 
szczegółowo rozpracowywane. Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego 
w Londynie (AlPiM), B.1.70/A, M. Wilczewski, Relacja z kampanii wrześniowej, s. 9; M. Biel- 
ski, Grupa Operacyjna "Piotrk()w", Warszawa) 99), s. 96-97. 
u Cytat za: Z. Mierzwiński, Generałowie I I Rzeczypospolitej, Warszawa 1990, s. 320 
16 AIPiM,B.1.42/A, Raport płk. Z. Łakiilskiego, cz. VI (Sprawy personalne), Charalderys- 
tyka oficerów GO gen. Thommee, s. 75-76. 
łll MiD WIH,II(2)290, W. Thommee, Ze wspomnień dowódcy obrony J)lodlina, s. 203 
17 AIPiM,B.1.42/A, Raport,. op. cit., s. 83 
ł8 W. Thommće, Wypowiedź gen. Wiktora Thommeć w zwi:tzku z artykułami gen. J.:fLCgO 
ł(irchmayera i gen. Juliusza Rómmla, dotyczącymi przebiegu kampanii wrześniowej 1939....., 
Tygodnik Demokratyczny, nr 8 z 25 11-3 I V 1959 r. 
&I List Marii Powierzy-Radeckiej z 13 XI 1989 r. (Londyn), w zbiorach autora. 
50 MiD WI H, II (2)99, op. cit., s. 120; M. Bielski, GO "Piotrków" op. cit., s. 379 
11 MiD WIH,II (2)99, t. I V, op. cit., s. )65. Autor wymienia z \\'dzięcznością r01zinę płk. 
dypl. dr Włodzimierza Dembińskiego, kpt. Włod.limierza Dlierowicza, kpt. Mieczysława K:l- 
czurka, Oleńkę ł(ochanowską i Helenę Piwowar. 
63 J. Ćwierdziński, O właściwą ocmę armii "Łódź", Wojskowy Przegląd Historyczny, nr 
1/1959, s. 265-306; J. ł(irchmayer, Na marginesie wspomnień dowódcy armii "Łódź", WPH, 
nr 2/1959; M. Porwit, Komentarze do historii polskich działań obronnych w 1939 r., cz. I, War- 
szawa 1983, s. 94-97; inne recenzje: Bibliografia wojny wyzwoleńczej narodu pulskiego. 
Materiały z lat 1939-)967, Warszawa 1973, s. 292-293; M. Bielski, GO "Piotrków". op. cit., 
s.9. 
li3 Notatki z rozmów z Zofią Thommee, (Ciechocinek - czerwiec) 989), (w zbiorach autora) ; 
List Zofii Thommee z czerwca 1989 r. (w zbiorach autora). 


ł l!
		

/kronika_1200275_0001.djvu

			J()ZEF HOLZ 


Z PONIATOWSKIEGO DO KAMIENIOŁOMÓW 


CZĘśC II CZERWONIAK 


Powrót z sali sądu do celi przebiegał już w bardziej minorowym nastroju. Po- 
mimo że spodziewałem się dziesięcioletniego wyroku, z "łaski" sędziego zmniejszo- 
nego o jeden rok, to moje samopoczucie "obniżyło" się dość pokaźnie. Iść po wyrok 
a wracać z wyrokiem, to jednak dwie całkiem różne strony medalu. Tupet i pewność 
siebie opuściły mnie natychmiast po pożegnaniu matki i narzeczonej. Usiłowałem 
jeszcze robić dobrą minę do złej gry, ale to już nie było to. 
Wracaliśmy tą samą drogą. jagiellońska, Bernardyńska, Zbożowy Rynek i Wały 
jagiellońskie. Trasa krótka, można ją przebyć w ciągu kwadransa. jednak moim 
marzeniem było, żeby ten kwadrans trwał lata. Po półrocznym przebywaniu w ciem- 
nej, śmierdzącej celi miałem okazję zobaczyć inny świat. Tak bardzo nie chciało się 
wracać! 
Ale rzeczywistość była twarda. Ciężka, żelazna brama z judaszem, rewizja pod- 
czas której odebrano nam to, czego nie zdążyliśmy zjeść i znowu pawilon! 
jednak nie na długo. Po mniej więcej godzinie zostałem wywołany z celi z "rze- 
czami". Zaprowadzono mnie do kancelarii, sprawdzono personalia i po chwili stałem 
już na korytarzu l-go piętra w "Czerwoniaku". Ponowna rewizja, podczas której 
zabrano mi chusteczkę (bo miałem dwie) zostałem wprowadzony do celi. 
Dużo słyszałem o powitaniu nowoprzybyłego więźnia przez starszych stażem 
współtowarzyszy niedoli i stojąc w drzwiach czekałem na rzucenie pod nogi ręcznika. 
Według zwyczaju przyjętego w kryminale rzucony ręcznik należało podeptać, oczyścić 
nim buty i odrzucić. Nic takiego się nie stało. Pomyślałem, że mam do czynienia 
z "frajerami" nieznającymi się na rzeczy. Przedstawiłem się, podałem rękę każdemu 
z pięciu lokatorów celi. Ktoś odebrał mi majdan i wskazał łóżko. Po kilku słowach 
zorientowałem się, że to tacy sami "kryminaliści" jak ja. Wszyscy byli takimi sa- 
mymi "bandytami" dążącymi do obalenia ustroju itd. 
Cela w porównaniu z poprzednią, wydawała mi się luksusem. Dla każdego łóżko 
(były piętrowe), dosyć grube sienniki, prawdopodobnie nie dawno wymieniano słomę, 
taboret dla każdego, wspólna mała szafka wisząca na ścianie, a przede wszystkim 
okno, pomimo że niezbyt duże i zasłonięte blendami, dawało dużo światła i widok na 
niebo. Tak więc pierwsze wrażenia podniosły mnie trochę na duchu. 
Pozostała kwestia." Who is who". Kto jest swój, a kogo trzeba się wystrzegać. 
Tego jednak nie można było w ciągu kilku minut wyjaśnić. Wymagało to więcej 
czasu. jednak co mnie najwięcej cieszyło to fakt, że było już po rozprawie, że opu- 
ściłem "gościnne progi" pawilonu i że nie podlegam już oprawcom z bezpieki. Chociaż 
tego nigdy nie można być pewnym! Mogło się zdarzyć i zdarzało się, że w wyniku 
jakiejś wpadki delikwent napowrót wędrował do UB, bo gdzieś, ktoś wymieni' jego 


18 - ł(ronlka bydioska
		

/kronika_1200276_0001.djvu

			274 


nazwisko. Mnie takie zdarzenie spotkało po kilku tygodniach pobytu w czerwoniaku. 
Wywołano mnie z celi, na szczęście bez majdanu i zaprowadzono na powrót do pa- 
wilonu. Tam czekał na mnie mój pierwszy, niezbyt rozgarnięty "oficer śledczy". 
Po kilku naiwnych pytaniach typu - jak się Wam siedzi? - przeszedł do meritum 
sprawy. Czy znam kogoś o nazwisku H. L.? Tak, bo przecież pracowaliśmy razem 
w radiowęźle. Co mogę o nim powiedzieć? 
W rzeczywistości mogłem powiedzieć bardzo dużo. Znaliśmy się jak łyse konie. 
Przyjaźniliśmy się prawie 3 lata. Kolega był bardzo zaangażowany w harcerskiej 
drużynie ministrantów, którą z łaski rządzących rozpędzono. jego wizja przyszłości 
i poglądy nie różniły się od moich. Przez długi czas stanowiliśmy nierozłączną parę 
monterską. Ale to był jeden aspekt sprawy. Drugi nie był tak pozytywny. 
Nasza przyjaźń skończyła się za sprawą dziewczyny. Tak! Tej, która była na 
rozprawie i dzisiaj jest moją małżonką. Chciał mi się biedak pochwalić, jaką ma "fajną" 
dziewczynę i od tej chwili "przestał ją mieć". I nie ja mu ją odbiłem, lecz ona mi się 
oświadczyła. Byłem więcej niż zaskoczony i powiedziałem, że przecież ma chłopaka, 
ale usłyszałem, że to mu się tylko tak wydaje. Ostatnie pół roku przed aresztowaniem, 
to był bardzo nieciekawy okres. Nasza para monterska uległa likwidacji. Po prostu 
bałem się pracować z nim na dachach. Doszło do tego, że oberwałem od niego na 
ulicy w środku miasta i przy wielu obserwatorach. Krótko mówiąc nienawiść za- 
stąpiła przyjaźń. 
No i teraz takie pytanie! Co mogę o nim powiedzieć? Wystarczyło powiedzieć 
jedno słowo i może byśmy się spotkali w celi. Prawdę mówiąc podejrzewałem, że już 
siedzi, a jeżeli tak, to pewnie z tego samego artykułu. 
Na szczęście, dzięki wybitnej inteligencji ubeka, udało mi się zwekslować rozmo- 
wę na tory czysto zawodowe. Nasza rozmowa skończyła się niczym. Nie udało się 
omotać jeszcze jednego wroga ustroju. Na sam koniec zapytałem, dlaczego mnie o to 
pyta i o dziwo odpowiedział mi. Usłyszałem, że pracownicy radiowęzła zostali po- 
wiadomieni o mojej rozprawie i poproszono ich o obecność na sali rozpraw. Ten 
właśnie kolega powiedział wtedy, że lepiej nie iść, bo mogę coś "wysypać". Czy to 
jest prawda, nie wiem, ale taka rozmowa się odbyła. Zrządzeniem losu, gdy po wyjściu 
z więzienia rozpocząłem pracę w przedsiębiorstwie budowlanym, jednym ze współ- 
pracowników był właśnie H. L. Dawna przyjaźń nie wróciła, ale nie było również 
nienawiści. Pracowaliśmy razem jeszcze około 10 lat aż do jego śmierci. 
O opisanym zdarzeniu nigdy mu nic nie powiedziałem. I tak by nie zrozumiał. 
Ale czas wrócić do celi. jeżeli dobrze pamiętam, była to cela 72. Tych pierwszych 
kilka godzin do wieczornego apelu skończyło się w zasadzie remisem pomiędzy mną 
i resztą. W ciągu następnego dnia sprawa się wyjaśniła ku obopólnemu zadowoleniu. 
Wiedzieliśmy, że wszyscy jesteśmy "swoi" i że współżycie będzie prawidłowe. 
Dzisiaj już nie pamiętam z kim razem siedziałem w tej celi. Co jakiś czas przerzu- 
cano więźniów, a takich przerzutek przeszedłem co najmniej dziesięć. Każda z nich 
stanowiła w pewnym sensie zagrożenie. Zawsze można było się spodziewać kapusia. 
jednak miałem szczęście i nigdy w Czerwoniaku z takim się nie spotkałem. Czy w ogóle 
byli? Tak byli. 
O jednym, o ile dobrze pamiętam, Stanisławie P. mieszkającym 200 m od więzie- 
nia przy Nowym Rynku słyszałem, że po aresztowaniu jeździł razem z ubekami 
aresztować kolegów z tej samej organizacji. Po kilku takich wyprawach, po powrocie 
do celi powiedział współtowarzyszom; No, dzisiaj złapaliśmy ostatniego s.... syna! 
Nie wiem co mu obiecali, jednak nawet podczas śledztwa nie siedział w ubowskim 
pawilonie, lecz w czerwoniaku. "Sprawiedliwość" przyznała mu ulgow
 siedem lat. 
Wszyscy ląkatorzy cel "bandyckich" byli jeszcze w dalszym c!ągu więźniami
		

/kronika_1200277_0001.djvu

			275 


śledczymi. Wiązał się z tym przywilej noszenia własnego ubrania i włosów. Tak 
miało być aż do zatwierdzenia wyroków, co trwało 14 dni. Po zatwierdzeniu obowią- 
zywał więzienny garnitur i "kolano", a w ciągu następnych kilku dni wyjazd w nie- 
znane, czyli do Wronek, Sieradza, Rawicza, Sztumu albo jeszcze gdzie indziej, na- 
turalnie już na prawach więźnia karnego. 
Żeby ten wyjazd "odłożyć" na możliwie jak naj dalszy termin, należało napisać 
prośbę o kasację wyroku, co w konsekwencji pociągnęłoby za sobą ponowną roz- 
prawę. 
Naturalnie nie wierzyłem w taką możliwość, ale wniosek napisałem i tym samym 
przedłużyłem pobyt w Czerwoniaku o kilka miesięcy. Dawało to tę dodatkową 
korzyść, że mogłem uzyskać częstsze widzenie i paczki, a rodzina nie musiała wy- 
jeżdżać daleko w celu odwiedzenia mnie. 
_ Pierwszy raz "przerzucono" mnie do sąsiedniej celi nr 74 po około trzech ty- 
godniach. Systematyczne przerzutki miały z punktu widzenia naszych opiekunów 
jeden zasadniczy cel: zapobieżenie zbliżeniu i zaprzyjaźnieniu się więźniów. Punkt 
widzenia więźniów był jednak zupełnie inny. Każda przeprowadzka stanowiła 
urozmaicenie, pozwalała poznać innych ludzi i niejednokrotnie stanowiła prawdziwą 
szkołę współżycia. Od starszych wiekiem można się było wiele nauczyć. Bardzo często 
lokatorami jednej celi byli ludzie z przeciwnych biegunów społecznych, którzy w nor- 
malnych warunkach nigdy by się nie spotkali. 
Byli wśród nich ludzie bardzo prymitywni i z wyższym wykształceniem. Byli tacy, 
którzy poza najbliższą okolicą miejsca zamieszkania świata nie widzieli, a także wy- 
kształceni i doświadczeni, od których można było usłyszeć wiele ciekawych rzeczy. 
Te czynniki powodowały, że przerzutki nie były straszne. Naturalnie pierwszych 
kilka godzin, a czasami dni żyło się w pewnym napięciu i zachowywało się rezerwę. 
Jednak dla mnie przerzutka nie stanowiła nigdy zagrożenia. Przeciwnie, po kilku 
tygodniach, gdy wszyscy w celi opowiedzieli już, co się do opowiadania nadawało, 
spotkanie z innymi ludźmi było lekarstwem na nudę. . 
Chcąc sobie jeszcze bardziej urozmaicić życie napisałem prośbę do naczelnika 
o możliwość korzystania z książek szkolnych i materiałów piśmiennych. Ponieważ 
był to okres walki z analfabetyzmem, dostałem pozwolenie. Otrzymałem z domu 
podręczniki historii, języka polskiego i algebry oraz zeszyt w kratkę i ołówek. 
W cenzurze więziennej ponumerowano kartki w zeszycie, a na książkach dano 
"imprimatur" . 
Miałem teraz dodatkowe zajęcie i dobrze je wykorzystałem. Historia i język polski 
nie wzbudziły u mnie specjalnego zainteresowania, skwapliwie jednak zabrałem się za 
algebrę. 


* 
* * 


Ołówek posłużył mi jednak również do mniej zbożnych celów. już w celi w pa- 
wilonie układałem w myślach proste więzienne wiersze. Teraz na krawędziach gazet, 
bo przecież zeszyt był ponumerowany i mógł być kontrolowany, zapisałem wiersz, 
a właściwie tekst piosenki na popularną melodię" Wołga, Wołga". Treść tej piosenki 
związana była z naszą organizacją, Polska Młodzież Kadecka i brzmiała następująco: 


Za kratami wicher śpiewa, 
smętną piosnkę nuci wciąż; 
razem z wichrem szumią drzewa, 
szumi brzoza, klon i wiąz. 


l l} 


18.
		

/kronika_1200278_0001.djvu

			276 


Szumią o tym, te w więzieniu 
chłopcy PMI(-owcy są 
siedzą ciągle w mroku, w cieniu 
i sen o wolności śnią. 
O wolności ciągle śnili 
chcąc swe życie dać na stos, 
teraz za to siedzą w celi 
taki PMK-owców los. 
Jednak chłopcze czy dziewczyno 
nie smuć się, choć jest ci źle, 
te ponure czasy miną 
i już nie powtórzą się. 
Piosenka uzyskała uznanie kolegów w celi dzięki przerzutkom dotarła również 
do innych kolegów z PMK. 
I nna piosenka miała następujący tekst: 
Wolności zabłyśnie jutrzenka, 
radośnie uśmiechnie się świat, 
zakończy się nasza udręka 
i każdy żyć będzie jak brat. 
Choć dzisiaj kazali nam milczeć, 
by każdy ich kłamstwem wciąż żył, 
my po to musimy dziś cierpieć, 
by przemoc rozpadła się w pył. 
Nie zamkną nam ust karabinem, 
nahajka się nie zda na nic, 
bo przecież dowiedzie świat czynem, 
że wart jeszcze tego by żyć! 
O Boże! błogosław sztandary 
żołnierzy idących na bój 
i nie daj zwyciężyć szatanom, 
których dziś otacza nas rój. 
Treści trzeciej piosenki już dzisiaj nie pamiętam. jednak wszystkie trzy zapisane 
na skrawkach papieru z zaszyfrowaną datą i nazwiskiem, wsunąłem głęboko w rurkę 
niewykorzystanej instalacji elektrycznej. Może tkwią tam do dzisiaj? 


. * . 


jednym z interesujących współtowarzyszy był Sekretarz Wojewódzkiego Ko- 
mitetu PPS. Roman Drożniakiewicz. Działaczem był już w okresie międzywojen- 
nym. Bardzo ciekawie opowiadał o rowerowych wędrówkach po wsiach od majątku 
do majątku i agitacji w sprawie tworzenia związków zawodowych i kół PPS. Z całym 
obiektywizmem mówił, że jego praca na terenie zachodniej części Polski była bardzo 
trudna. Robotnicy folwarczni mieli stosunkowo dobre warunki i nie dawali posłuchu 
"komunistycznym" podszeptom. Bardzo często natychmiast sprowadzali policję, 
która jednak po wylegitymowaniu i sprawdzeniu partyjnej legitymacji odstępowała 
od jakichkolwiek działań i tylko po -cichu doradzała szybką zmianę terenu. 
Na wschodnich rubieżach sprawa przedstawiała się inaczej. Dużo gorsze warunki 
życia sprawiały, że "agitator" spotykał się z przychylnym przyjęciem, doprowadzał 
do strajków i w konsekwencji - na skutek interwencji "dziedziców" - lądował za
		

/kronika_1200279_0001.djvu

			277 


kratkami. -Jednak czasem tylko na kilka godzin, bo PPS była legalną partią i jej 
członkowie mieli prawo przeprowadzać agitację. 
Po wojnie szybko awansował w hierarchii partyjnej. Znał osobiście i nawet 
przyjaźnił się z Sekretarzem Centralnego Komitetu PPS, premierem j. Cyrankiewi- 
czem. jednak ta przyjaźń trwała bardzo krótko, bo tylko do czasu, gdy zaczęto 
wcielać w życie ideę zjednoczenia, której Drożniakiewicz był przeciwny. 
Zaczęły się szykany. Uszkodzony samochód, wybite szyby w samym środku 
miasta w mieszkaniu na pierwszym piętrze, pod arkadami naprzeciw Kościoła 
Klarysek, a gdy i to nie pomogło, został pobity "przez nieznanych sprawców" w ko- 
rytarzu domu, w którym mieszkał. Przeżył tylko dlatego, że napastnicy myśleli, że 
już nie żyje. Wiedział, kto go napadł, ale bał się cokolwiek powiedzieć. Niedługo po 
tym został aresztowany, osadzony w Czerwoniaku i zapomniany. Nikt z nim nie 
rozmawiał, nikt nie przeprowadzał śledztwa, nie było nawet sankcji prokuratury, 
która by usprawiedliwiała aresztowanie. Nie pomogły żadne zażalenia, ani pisma 
żony do Cyrankiewicza. Nie znał go. W czasie, gdy z nim siedziałem, miał już za 
sobą przeszło rok więzienia. 
Zgodnie z informacjami, jakie udało mi się uzyskać od dalszej rodziny, przebywał 
w więzieniu cztery lata i po zmianie "klimatu" w PZPR przypomniał sobie o nim 
Cyrankiewicz, przyczynił się do zwolnienia i uzyskania odszkodowania za bezprawne 
osadzenie w więzieniu. 
Zdarzyło się również, że siedziałem przez ścianę z "kierownictwem" Powiatowego 
Urzędu Bezpieczeństwa z Torunia. O tym, kim ci panowie są, dowiedzieliśmy się 
przy okazji dosyć humorystycznego zdarzenia. 
Podczas spaceru jeden z więźniów przyskoczył do innego z okrzykiem: "I co 
k. . . . e! Też spadłeś z tego białego konia?" 
W tym czasie wszyscy więźniowie wiedzieli, że aresztowano cały sztab PUBP. 
Siedzieli: szef (jeżeli dobrze pamiętam nazywał się Wołos), jego zastępca oraz 
ośmiu lub dziesięciu kierowników sekcji. Poznał ich żołnierz KBW, którego przy- 
dzielono do służby w areszcie U B w Toruniu, aresztowany za niedozwolone podanie 
paczki więźniowi. Aresztowanie tego chłopaka odbyło się z wielkim ceremoniałem. 
Wezwano na plac apelowy całą jednostkę i szef powiatówki wygłosił przemówienie, 
którego treść zawierała się w stwierdzeniu, że - wszyscy jedziemy dzisiaj na białym 
koniu do lepszej przyszłości i biada temu, kto z tego konia spadnie. Po czym wezwano 
delikwenta przed front, zdjęto mu pas i naramienniki i osadzono w celi. 
Traf chciał, że kilka tygodni później szefostwo zbyt dużo narozrabiało i stało się 
niewygodne dla władzy. Główna ich wina polegała na tym, że wszyscy "siedzieli 
w kieszeni" u sierżanta informacji l A WP niejakiego Safira. Był to Żyd, który 
nagrabił pokaźny majątek "szabrując" na Ziemiach Odzyskanych, w strefie oku- 
pacyjnej łącznie z Berlinem. jak opowiadali jego "koledzy", dwa lub trzy razy w mie- 
siącu przewoził całą ciężarówkę antyków, dzieł sztuki, złota i innego dobra. 
Kiedyś, gdy odbywała się rozprawa, wracając z sądu skarżył się na korytarzu 
,klawiszowi na prokuratora. Mówił tak głośno, że w celi wyraźnie słyszeliśmy nastę- 
pujący monolog: 
- Pane odżałowy, ale ten prokurator jest gupi, on mówi, że ja kochać pieniądz, a ja 
-umiałem zabrać Wołos i jego rodzina do Krynicy i zostawić tam 5 mln złotych (rok 
1948). Albo, że ja mieć młyn, na pięć par walce? To jest młynek! - 
Niezależnie od tego w akcie oskarżenia mówiono o kilku dużych kamienicach 
w Warszawie i Łodzi oraz o większej ilości złota. Był to bardzo uciążliwy człowiek. 
Żebrał wśród współwięźniów o papierosa albo o cokolwiek, a miał w więzieniu w ma- 
gazynku zapasy żywności przesyłane mu przez krewnych z Izraela. Gdy tylko kto- 


.
		

/kronika_1200280_0001.djvu

			278 


kolwiek powiedział mu coś do słuchu, zaraz. zgłaszał się do raportu do naczelnika 
z oskarżeniem o antysemityzm. Bali się go więźniowie i klawisze. Był prowokatorem 
na wielką skalę i stanowił zagrożenie dla innych więźniów. 
Ubowcy opowiadali, że gdy aresztowano również jego żonę - Polkę - i gdy 
przebywali w sąsiednich pokojach w UB, to przez drzwi mówił do niej: "Stasia, jak 
on będzie od ciebie coś chciał, to ty mu daj, a ja go po tym wrobię". 
Ponieważ z toruńskimi ubowcami sąsiadowałem przez ścianę, to zdarzyło się, 
że podczas pisania listu na korytarzu siedzieliśmy obok siebie. Trafiło się, że najpierw 
pisał list szef, a później jego zastępca. Aż przykro było słuchać, jak się wybielali, 
oskarżając się wzajemnie. Każdy z nich twierdził, że ci drudzy to świnie i mordo- 
bijcy, a on usiłował bronić przesłuchiwanych. jak to wyglądało w rzeczywistości, 
dowiadywaliśmy się od innych więźniów, którzy pochodzili z Torunia. 
W jednej celi z ubowcami siedział jezuita, ojciec Chrobak. Wsadzono go tam, żeby 
nie wywierał "destruktywnego" wpływu na innych więźniów. Nie wiem, co mu za- 
rzucano, ale wiem, że był zasłużonym żołnierzem Armii Krajowej i brał udział 
w powstaniu warszawskim, podczas którego został poważnie ranny w nogi i kulał 
w butach ortopedycznych. Nie ulegało wątpliwości, że był wrogiem ustroju. 
Ubowcy darzyli go dużym szacunkiem i nie pozwolili mu pełnić dyżurów w celi, 
ani wykonywać innych prac. Czy zachowywaliby się tak, gdyby był więźniem w To- 
runiu za ich "panowania"? Należy wątpić I 
Wspomnę o jeszcze jednej ciekawej postaci, o majorze Zautaszwili. Gruzin i bi a 
łogwardzista z lat rewolucji przeszedł w stopniu porucznika artylerii do wojsk Pił- 
sudskiego w czasie kampanii kijowskiej. W wojsku polskim ukończył studia i został 
wykładowcą w szkole artylerii w Toruniu. Nie znam jego przeżyć w latach 1939-45, 
ale wiem, że po wojnie dalej wykładał w Toruniu, lecz niezbyt podobał się władzy. 
Został aresztowany i przewieziony do siedziby "Informacji" w Bydgoszczy (ul. 
Warszawska). Szefem tej jednostki był oficer marynarki wojennej w randze koman- 
dora. Bardzo często "zaszczycał" go osobistym przesłuchaniem, podczas którego 
chciał zmusić go do przyznania się, że prowadził wywrotową robotę w wojsku. 
jednak mały czarnowłosy Gruzin był twardy. Nie zmogły go głodowe dni, twarde 
loże czy też "stójki" w pomieszczeniu o wymiarach 50x 50 cm. W śledztwie dopo- 
mógł młody porucznik artylerii, z którym zamknięto Gruzina na noc w jednej celi. 
Porucznik przez pół nocy klął i wyzywał rząd, partię i ustrój, a rano podczas kon- 
frontacji powtórzył to wszystko i powiedział, że są to słowa majora Zautaszwili. 
Na kapturowej rozprawie, bez obroocy, Gruzin otrzymał "sprawiedliwy" kilkuletni 
wyrok. 
już w pierwszej części moich wspomnień wymieniłem nazwisko Czesława Sa- 
wicza, z którym siedziałem w jednej celi w U.B. Był to żołnierz Armii Krajowej 
Okręgu Wileńskiego. Razem z majorem Szendzielarzem (pseudonim "Łupaszko") 
przebył długą drogę z Wilna do Gdańska, gdzie w 1948 roku został aresztowany za 
działalność w kontrwywiadowczej grupie "Cecylia", w której kontynuował zadania 
rozpoczęte w lasach Wileńszczyzny. Do tej samej organizacji należeli również prze- 
bywający równocześnie ze mną w bydgoskim więzieniu bracia jerzy i Wacław Ło- 
zińscy, ich kuzyn Edmund oraz Witold Milwid, Władysław Subortowicz, Matulewski 
Mikołaj. Raube Lucjan i inni. Wszyscy przeszli przez piekło przesłuchań. Postępo- 
wano z nimi szczególnie okrutnie. W ten sposób "nasza" bezpieka wyrównywała 
rachunki za ich walkę z sowiecką partyzantką na wschodzie i za walkę z komu- 
nistycznymi sprzedawczykami na terenie Pomorza. l 
Z tej grupy skazano na karę śmierci jerzego i Wacława Łozińskich, oraz Witolda 
Milwida i Władysława Subortowicza. Wszyscy sie{lzieli. w wydzielonych celach dla
		

/kronika_1200281_0001.djvu

			279 


skazańców i kontakt z nimi był bardzo trudny. Osobiście nie spotkałem się z żadnym 
z nich. Od czasu do czasu, przez stłuczoną "blendę", widziałem ich podczas spaceru 
na dziedzińcu więziennym. Przez "przepisowe" trzy miesiące oczekiwali ostatecznego 
rozstrzygnięcia i tylko Wacław Łoziński został ułaskawiony na 15 lat więzienia. 
Trzech pozostałych skazańców zamordowano w piwnicach "czerwoniaka" ,przy czym 
istnieje podejrzenie, że Witold Miłwid został zatłuczony albo też przed wykonaniem 
wyroku był bity w celi. Takie wrażenie odniósł jeden z kolegów, który dzień później 
został osadzony w celi, w której przebywał Milwid. Zastał tam zbryzgane krwią 
ściany oraz ślady krwi na posadzce. jak na ironię wyroki wykonano dzień po 
rocznicy uzyskania niepodległości 12 listopada 1949 r. Pozostali współoskarżeni 
otrzymali wieloletnie wyroki. Zamordowanych pochowano w zwykłych drewnianych 
skrzyniach, w zupełnej tajemnicy, nocą pod płotem cmentarza. Miejsca grobów wy- 
równano i zamaskowano tak, żeby nie pozostał żaden ślad. Rodzinom nie udzielano 
żadnych informacji w tej sprawie. jednak wytrwałość i upór wdów po zamordowa- 
nych doprowadziły do tego, że dowiedziały się, że pochowano ich na cmentarzu 
przy ul. Kcyńskiej. Starały się uzyskać bliższe informacje w Urzędzie Miejskim, 
w bezpiece i prokuraturze. jednak urzędy te starannie zacierały ślady i albo nie 
udzielały żadnych informacji, albo wprowadzały w błąd. 
Po upływie długiego czasu udało się przekonać grabarza, żeby ustalił i wskazał 
miejsce spoczynku pomordowanych. Przezwyciężył strach przed bezpieką i pomógł 
w ekshumowaniu zwłok i przeniesienia ich w inne, bardziej godne miejsce. Zwłoki 
były już w stanie rozkładu i rozpoznano je po szczątkach ubrania i obuwia. 
Pochowano ich obok siebie i dzisiaj sąsiadują ze sobą trzy groby nakryte płytami, 
na których można już było wykuć napisy informujące o tym, że leżą tutaj trzej 
oficerowie Armii Krajowej. 
Niedaleko tych trzech grobów znajduje się czwarty, w którym leży śp. 1\-1arian 
Olejniczak. jego również zamordowano na mocy wyroku sądowego w dniu 30 grudnia 
1949 r. Uczeń Liceum przy Placu Wolności miał w chwili śmierci 22 lata. Został 
aresztowany razem z rodzicami i siostrą za przynależność do nielegalnej organizacji. 
Obydwie panie zostały po kilku miesiącach zwolnione. Marian, strasznie maltreto- 
wany podczas śledztwa w Urzędzie Bezpieczeństwa, miał złożyć zeznania, na pod- 
stawie których można by oskarżyć kolegów szkolnych o przynależność do orga- 
nizacji. Zniósł długie męczarnie i nikogo nie wydał. Zemsta bezpieki była straszna. 
Karę śmierci i wyrok wykonano w piwnicy "Czerwoniaka". 
W połowie września 1949 roku rano przy wydawaniu śniadania "klawisz" po- 
wiedział mi, że mam się przygotować, bo pójdę na rozprawę. Ta informacja zaskoczyła 
mnie, jak i wszystkich w celi. Pisałem co prawda wniosek o rewizję procesu, ale te 
rozprawy odbywały się zaocznie i o ich wyniku powiadamiano pisemnie. Sądziłem, 
że jakaś pomyłka. jednak około 10.00 wywołano mnie z celi i zaprowadzono do admi- 
nistracji. Tam, po sprawdzeniu personalii oddano mnie pod opiekę milicjanta, który 
mnie i młodą dziewczynę miał zaprowadzić do Sądu Rejonowego. Przy bramie ode- 
brał pistolet, włożył go do kabury i po wyjściu za bramę powiedział: "nie uciekać, 
bo będę strzelać.!" 
O ucieczce nie myślałem. Nie miałem przecież żadnych kontaktów z ludźmi, 
którzy mogliby mi w tym pomóc. Wiedziałem, że sam nie dam rady, a zdawałem 
sobie sprawę z tego, jakie represje spotkają rodzinę i ewentualnie znajomych. 
Postanowiłem trochę postraszyć "przedstawiciela władzy" i powiedziałem: "po 
co miałbym uciekać, przecież ta rozprawa to jakaś pomyłka, a ja mam już dziewięcio- 
letni wyrok". Milicjant pobladł. Nie wiedział, co ma zrobić. Po chwili wyjął pistolet 
z kabury i włożył do kieszeni spodni. al 
I L ł ł " _ , 
 - }
		

/kronika_1200282_0001.djvu

			280 


Nie mógł przecież iść pomiędzy ludzi z bronią w ręku. 
Widząc jego zachowanie pomyślałem, że może ze strachu odda mnie napowrót 
za bramę, więc zapytałem: "Idziemy"? "Idziemy" - powiedział i poszliśmy. 
W budynku Sądu na pierwszym piętrze miał znowu kłopot. Dziewczyna miała 
rozprawę w innej sali niż ja. Zostawił mnie na korytarzu i powiedział: "Niech Pan 
poczeka" . 
No, to poczekałem. Usiadłem na ławkę i za chwilę zauważyłem kolegę z Radio- 
węzła. W tej chwili sprawa stała się dla mnie jasna. 
W styczniu 1949 roku posądzono nas obydwu o kradzież niewielkiego agregatu 
stanowiącego część urządzenia do produkcji penicyliny. Niosło go dwóch chłopców, 
postawili go na chodniku i poszli grać z kolegami w piłkę. Traf chciał, że w tym czasie 
razem z kolegą przejeżdżaliśmy tam na rowerach i ktoś rzucił na nas podejrzenie. 
Pierwsza rozprawa odbyła się w marcu, gdy już siedziałem w śledztwie i kolega został 
uniewinniony, a taraz przyszła kolej na mnie. Chciałem porozmawiać z kolegą, ale 
zbywał mnie półsłówkami i bardzo przestraszony dosyć prędko odszedł. Po chwili 
wywołano moje nazwisko i wszedłem do sali rozpraw, w której była sędzina, sekretarz 
i milicjant w roli oskarżyciela. Znowu miałem okazję się trochę uśmiać, gdy mnie 
zapytano o adres i podałem "Czerwoniak". Cała trójka zaczęła nerwowo szukać na- 
kazu aresztowania i nikt nie mógł go znaleźć. Odetknęli dopiero po zapytaniu o ka- 
ralność. 
Rozprawa trwała około 15 minut i naturalnie zostałem uniewinniony. Po wyjściu 
z sali zobaczyłem na korytarzu kilkadziesiąt osób stojących przed drzwiami i cze- 
kających na mnie. Dowiedzieli się, że jestem więźniem politycznym z dziewięcio- 
letnim wyrokiem, a takie curiosum warto było zobaczyć. jednak nie wszyscy byli 
ciekawscy. 
Do rąk i do kieszeni zaczęto mi wpychać jabłka, bułki, kiełbasę i papierosy. Ktoś 
stojący za mną cicho powiedział: "Chłopie wiej, gliny nie ma". 
Usiadłem na ławce i zacząłem jeść. Zacząłem naturalnie od wędlin, których już 
kilka miesięcy nie widziałem. Obok mnie na ławce zaczęto składać paczuszki, a jakaś 
pani wciskała mi do ręki pieniądze. Całe to zdarzenie bardzo mnie wzruszyło. Wy- 
obrażałem sobie, że mam przed sobą obraz tej drugiej utajonej Polski. To nie była 
Polska z gazet, masówek i szkoleń. 
Tłumaczyłem ludziom, że nie potrzebnie mnie tak obdarowują, że nie wiele 
z tego doniosę do celi. Pieniędzy naturalnie nie przyjąłem. Zacząłem zwracać paczki 
z masłem i jabłkami. jednak pomimo to mój ładunek był całkiem pokaźny. Po 
jakimś czasie przez tłumek zaczął przeciskać się mój opiekun. Zdziwiony spojrzał na 
mój bagaż i powiedział: "Proszę Pana, idziemy". 
Ten zwrot był również znamienny. Nigdy i w żadnych okolicznościach "władza" 
nie zwracała się do mnie inaczej jak przez "wy" albo zgoła "ty". Gdy już z milicjan- 
tem schodziłem po schodach, ktoś podał mi jeszcze całą cegłę papierosów. 
Po chwili znaleźliśmy się za bramą, mój opiekun odetchnął. Przekazał mnie kla- 
wiszom i odszedł zadowolony, że uniknął dziewięciu lat więzienia, bo tyle by musiał 
odsiedzieć, gdybym mu uciekł. Zgodnie z przewidywaniem odebrano mi prawie 
wszystko. Dostałem tylko kilka bułek, jedną małą laskę kiełbasy i wszystkie papie- 
rosy. Naturalnie wszystko było pokrojone, a z papierosów zrobiono tytoń. Po przy- 
jęciu w administracji wróciłem do celi. Koledzy bardzo się ucieszyli, gdy im po- 
wiedziałem, że zostałem uniewinniony. Za chwilę całkiem skromnie wyjaśniłem, że 
dotyczy to zupełnie innej sprawy. Pozostała jednak pamięć o tym, jak zostałem po- 
traktowany przez zupełnie obcych ludzi oraz przez długoletniego kolegę. 
Czas upływał bardziej lub mniej monotonnie.
		

/kronika_1200283_0001.djvu

			281 


Zbliżał się termin rozpatrzenia wniosku o kasację wyroku. Nie miałem żadnych 
złudzeń co do wyniku. W styczniu 1950 roku odczytano mi zawiadomienie o tym, że 
wyrok został utrzymany. Od tej chwili zostałem już "pełnoprawnym" więźniem 
karnym. 
Na drugi dzień zaprowadzono mnie do magazynu, w którym musiałem zostawić 
cywilną odzież. Otrzymałem "mundurek" i drewniaki. W drodze powrotnej fryzjer 
zgolił mi włosy na kolano i zamknięto mnie w celi razem z innymi więźniami karnymi. 
Zdawałem sobie sprawę z tego, że czas mojego pobytu w Bydgoszczy zbliża się 
ku końcowi. Czekały na mnie: Rawicz, Sieradz lub Wronki. O wszystkich więzieniach 
już słyszałem. Na podstawie opowiadań najbardziej obawiałem się Wronek. Miałem 
jeszcze jedno widzenie z matką. Powiedziałem, że następne tak szybko nie nastąpi. 
Dwa tygodnie później usłyszałem ruch na korytarzu i wywoływanie więźniów 
z celi. Wywołano i mnie. 
Na parter do celi "wysyłkowej" wprowadzono 27 więźniów. Większość z nich 
znałem ze wspólnego pobytu a o innych słyszałem. Strach przed więzieniem karnym 
łagodził częściowo fakt, że pojadę ze znajomymi. Ponieważ mróz dochodził do minus 
25°C otrzymaliśmy kurtki. Po wyprowadzeniu na podwórze kazano nam wsiąść 
I do odkrytego "LUBLINA", siadać na podłodze jeden przy drugim i pomiędzy no- 
gami tych, co siedzieli za plecami. Dla pewności skuto nas kajdanami. Po godzinnym 
oczekiwaniu, gdy już wszyscy zdążyli zupełnie przemarznąć, z bramy więzienia wy- 
ruszyła mała kolumna składająca się z "łazika", Lublina z więźniami i drugiego Lubli- 
na z Kabowcami. W tyle pojazdu z więźniami siedziało ich trzech z automatami przy- 
gotowanymi do strzału. Kolumna skierowała się przez Bernardyńską do jagiellońskiej 
i dalej w kierunku Fordonu. 
Po raz ostatni mogliśmy zobaczyć Bydgoszcz, jak w moim przypadku na około 
8 lat. 
jazda trwała koło godziny. Dotarliśmy do Torunia, gdzie przyjęto nas w "Okrą- 
glaku". Po wjechaniu na podwórze jeszcze około pół godziny siedzieliśmy na cięża- 
rówce, zanim zdjęto nam kajdany i kazano wysiadać. Zmarzniętym ludziom trudno 
było się podnieść i zejść. Wprowadzono nas do budynku, rozmieszczono w celach 
i o dziwo, podano ciepły napój przypominający herbatę. Zdawaliśmy sobie sprawę 
z tego, że Toruń jest tylko stacją przesiadkową, nikt jednak nie znał stacji docelowej.
		

/kronika_1200284_0001.djvu

			, \io "". " " 

'... .. 
 ;-." ,,- 
\
.::
;:,... ł 
-
 r '" .""" .:;' '," } ' \ .. '";.- . 
 
" 
,:- -
 ';';. ',,!
 ':'!" , l- ;&;ł 
» 'f».. ,. .. p .; r:!, , 
.,' ",," \ .;' '-;' ,"'- l >,;... :'" ...:..:..

 ':"I . , . , . ., 
>\.. , 

 
'" : .' .' . , ' 
"" ,ft:. , '\.. 
 I ' " )/. '''Y t '" 
l' /
 ,. / )' ..\.... r 
 
../_ _ " "'t/, 
'4 
" /1' -- d II ,J'. 
-;: "',' ... \ ;;, " V :. .... 
.. k- ) ,.--" '\ >..
. '
':..; '':'':'1 f i' 
j .
 ":', ' łJ :';
:"
 "".....;. 
 ,::;,'
 _ <
 
 
" ł. '.i
.. "'o .; o"'Y_.. \ < 
· · L E: 
..., . r ".. " _ 
" :
; - '- · )
; ,t:", I 
:.iJ.;¥IA::' 
 . . >:i. t4t
 "
;, , Ą" : 
". . , o'" c;}; :.." 1: : 
 "t:. 
 ,..
 :';:' ':
 .:;.:;._ .
 
.-- )- l "" "'..... #>
 ....;"0;/' I ; 
 ;
'. u' ',
 , '
 
 w -:' ',' . 
">-'.....," \: . , . ł ,,
 II , ..,. "'_' 
, .. . . ,.,.. ..q
. . .' " .,_ 

"" ....., I ' "< . 

 . ..: ::';.....;. , .' '. ... :; .,' . . , f;, _ 41':.1{ u,,
...... ) \ , ' , ' 
-.. ...., ".'. "". '.' - '...

 ....-, 
' ... .. ,.. < . ". - .
 l' .... '. ,_ . ., 
/;
,:

 < 
'."
.
,:; ..
.:.}>;tt:£:. .'i:--:/ , 'l , ,', 

..
.}£:;
 
rj . 'J Y:. .':
 

,-:
 }# . : :



< "
;

 , u: , i ;t".
 , 'p ,.,." '
-j 
t , "'
.: };;
,
 
. (_ . .Y'
4 
t
' :

: ł t: , 'f;:., ',' .,' , ;ł, ., . 
. 
 , ' " , : , ' . '
 
 , 
_,:
 :
 . ' , "
¥ , ,;' , . , ;'; , ' , 'M ,, 
i . 
' , ' ,.. ,; .. '" ' , ' , 

, 'j'. .' ". . ""'C/,:,;;", . ", ... _.. 
 


 .t
if
/;

 ś'
'" ?
:: > \:'

:,J
..
 :
.'- y

i:
 , :' , ' " ..C- 
":, .:., -9 .f \" h '-ł.l' o'.. 
. ." '. .
. 
· " c:' 
- L _ '. '. ..-....-., ., 
"':"-'- ;'0- 
 . , . '-.,_
 
I.:. . ,'. . '............ ,............ " .. 
', u . 
. ":"- 5.. ,-" -, 
::Z: 
;
 . ":
. 
{

;., .
. 
: 
. ;. · --: . '
-; 
 

 i





..__ 
' .. '.. ", .,.. -. .-..... 
"",.,.
. """ ' 


t 4ło:i 


;p 
,/r 
"/1 


#;-..... 


". 


...:.
 


II!._-:.ł:
"f".:: 


. '"1- 


WIDOK 


M"" 


;r 


1;= ':;../ 
. ......- ..., 
, !"", I 
-r4 

.. 
 


f 


""'....,...... 


j. ! 
'
, J 


f 


""'- 


... 


1"1 
"I..#ł'i 
" 
I 


, 

, , 
'-.. 

. 
- 


, 


.-ił'''': .

' 


. 


 


'-'"..t: 


j;, 


..... 


.:.
' 


F' 
r I 


'
'ł ;=: 
.,Ał,; ,... 


4IIii< 1! 


,'-ł 



 



.-;:. 
-:. 


Marian Turwid 
giel - 
NA FARĘ, wę
		

/kronika_1200285_0001.djvu

			PRZEGLĄDY 
OMÓWIENIA 
RECENZJE 


. 
. 


ł
		

/kronika_1200286_0001.djvu

			Ks. ROMUALD B/N/AK 


IX TYDZIEŃ KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ 
W BYDGOSZCZY 


"BYDGOSZCZ NA SZLAKACH CHRZEŚCIJAŃSKIEJ EUROPY". 
W panoramie życia kulturalnego naszego miasta Tygodnie Kultury Chrześci- 
jańskiej od szeregu już lat znalazły trwałe miejsce. Każdego roku spora liczba osób 
oczekuje na propozycje programowe tego wydarzenia. Propozycje te bowiem nie są 
przypadkowe, ale podporządkowane idei odpowiadającej aktualnemu zapotrzebo- 
waniu jego uczestników. Organizatorzy zatem I X Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, 
obchodzonego od 10 do 18 listopada 1990 r., pragnęli i tym razem uwzględnić po- 
trzebę czasu. 
Nowa sytuacja polityczna kraju, chęć zbliżenia Polski do Europy wywołały hasło 
przewodnie tego Tygodnia: "Bydgoszcz na szlakach Chrześcijańskiej Europy". 
Podejmującym do realizacji taką myśl organizatorom chodziło o ukazanie miejsca 
miasta Bydgoszczy w Europie, jego wkładu w kulturę europejską, jak również his- 
torii miasta, niestety, dla wielu Bydgoszczan nieznanej. Nie bez znaczenia na wybór 
myśli przewodniej była zbliżająca się 650 rocznica nadania praw miejskich miastu, 
które w ostatnich dziesięcioleciach niezmiernie się rozbudowało i stało się miejscem 
zamieszkania dla wielu ludzi nie zawsze związanych uprzednio z ziemią bydgoską. 
Tematyka I X Tygodnia Kultury tak bardzo powiązana z Bydgoszczą skłoniła Ks. 
Bpa jana Nowaka, Protektora Tygodni, do powołania Komitetu Honorowego, 
w którego skład weszli: ,..- 
Prezydent Bydgoszczy - dr Krzysztof Chmara, 
Przewodniczący Rady Miejskiej w Bydgoszczy - mgr inż. Zdzisław Kostkowski, 
Proboszcz Parafii Sw. Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy - ks. prałat 
Romuald Biniak 
Prezes Bydgoskiego Towarzysztwa Naukowego - prof. dr hab. - Roman Mazur 
Prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy - inż. Romuald Misterek. 
Organizacją Tygodnia - podobnie jak w latach ubiegłych - zajęła się Archikon- . 
fraternia Literacka pod kierunkiem swojego Seniora Domu w Bydgoszczy mgr 
in!. Aleksandra Grzybka. Czynnie w organizacji uczestniczyły takie instytucje jak 
Bydgoskie Towarzystwo Naukowe, Teatr Polski w Bydgoszczy, Filharmonia Po- 
morska, Muzeum im. Leona Wyczółkowskiego, Biuro Wystaw Artystycznych, oraz 
Biblioteka Wojewódzka i Miejska w Bydgoszczy. 
Spotkania odbywały się w 12 kościołach Bydgoszczy, oraz w Szubinie i Nakle. 
Po raz pierwszy miały one miejsca poza kościołami, mianowicie w siedzibie Bydgos- 
kiego Towarzystwa Naukowego, Wyższej Szkole Pedagogicznej, w liceum nr V 
i VI, a sesja nau
owa w sali posiedzeń ratusza.
		

/kronika_1200287_0001.djvu

			285 


Choć jako wiodące uznano tematy wykładów związane z Bydgoszczą, to jednak, 
podobnie jak w poprzednich Tygodniach, nie zabrakło innych tematów oraz spektakli 
teatralnych, imprez muzycznych, wystaw artystycznych i historycznych. Z tych 
ostatnich na szczególną uwagę zasługuje wystawa zbiorów biblioteki Ojców Bemar. 
dynów z Bydgoszczy "Bernardinum", która zorganizowana w Biurze Wystaw Artys- 
tycznych pozwoliła pokazać mieszkańcom naszego miasta skarby piśmiennictwa, 
które przechowuje się w Bibliotece Miejskiej, a które, niestety, ze względu na braki 
lokalowe tej instytucji nie mogą być często udostępniane szerszej, publiczności. 
Wystawa ta dla wielu zwiedzających, szczególnie młodzieży, była pierwszym kon- 
taktem z tak czcigodnymi zabytkami piśmiennictwa o znaczeniu europejskim, a po- 
wstałymi i przechowywanymi w naszym mieście. .. 
Aczkolwiek wystawa ta była wspaniała, to jednak szczególną okazała się zorga- 
nizowana w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego - wystawa "Skarby 
Katedry Gnieźnieńskiej". Była to wyjątkowa ek5pozycja, bowiem dopiero drugi raz 
w tysiącletniej historii skarbca katedry w Gnieźnie Arcybiskup Gniezna Ks. Kard. 
Józef Glemp zezwolił, aby skarby te opuściły katedrę i zostały udostępnione zwiedza- 
jącym poza Gnieznem. Wyróżnienia tego jako pierwsza dostąpiła Warszawa, a po niej 
Bydgoszcz! Wystawa, przygotowana bardzo starannie przez pracowników Muzeum 
dyr. jerzego Żurawskiego, Danutę Sójkowską, Bożenę Matuszak-Radtke i Elżbietę 
Kopaczyńską i innych, była wydal zeniem nie tylko w wymiarach Bydgoszczy i re- 
gionu, ale całego kraju. W pięknel przemyślanej aranżacji plastycznej ukazała ona 
największe unikatowe zbiory Katedry, wyroby złotnicze głównie polskiej prowenie- 
ncji od XII do XX w. ze słynnym kielichem św. Wojciecha, szaty liturgiczne z XV- 
-XIX w., oraz dzieła sztuki z zakresu rzeźby i malarstwa. Starannego przygotowa- 
nia dopełnił wydany katalog wystawy i uroczyste jej otwarcie wraz z koncertem 
"Dawna Muzyka Polska" Akademii Muzycznej w Łodzi pod dyr. dr Wojciecha Poś- 
piecha. Zainteresowanie wystawą było bardzo duże, zwiedziło ją przeszło 15000 osób; 
w dużej mierze była to młodzież z Bydgoszczy, ale nie zabrakło wśród zwiedzających 
grup z Gdańska, Poznania czy Wrocławia. Wystawa ta niewątpliwie była jedną 
z największych, jakie w ostatnich dziesięcioleciach organizowało Muzeum w Bydgo- 
szczy. 
Podobnie jak w latach ubiegłych nie zabrakło koncertów w Filharmonii, jak i 
koncertów w Kościołach. Niezwykłe wrażenie na uczestniczących w nich zrobił 
koncert "Pieśni Pielgrzymów" w kościele farnym w wykonaniu Capelli Bydgostiensis 
i Zespołu Madrygalistów pod dyrekcją jacka Urbaniaka. Połączenie pięknych śpie- 
wów poruszającego się po kościele orszaku śpiewaków było niezwykłym przeżyciem 
dla słuchających. 
W programie nie zabrakło też innych zespołów i kbncertów, szczególnie w wyko- 
naniu chórów, bowiem Tydzień Kultury w tym roku odbywał się w czasie kiedy Od- 
dział w Bydgoszczy Polskiego Związku-Chórów i Orkiestr obchodził 90-lecie swojego 
istnienia. Było to szczególną zatem okazją do zaprezentowania repertuaru chórów 
należących do tego związku i chórów parafialnych. Od lat duży wkład w organizację 
Tygodni Kultury Chrześcijańskiej wnoszą artyści Teatru Polskiego w Bydgoszczy. 
W tym I X również ich nie zabrakło. Spektakle takie jak "Czytanie Sybirskie", 
"Katyń", "Deportacja" swoją tematyką budziły refleksje nad losem Polaków i Oj- 
czyzny, której Swięto Niepodległości w czasie trwania Tygodnia obchodziliśmy. 
Choć wszystkie programy artystyczne były jakby namaszczeniem całego przed- 
sięwzięcia, to jednak istotne i to bardzo były wykłady i dyskusje, które - jak już na 
początku zaznaczono - miały przybliżyć Bydgoszcz i jej historię ludziom tu miesz- -
		

/kronika_1200288_0001.djvu

			286 , 


kającym. Obejmowały one zatem zagadnienia początków miasta, jego historycznego 
rozwoju, jego kultury i ludzi, którzy ją w tym mieście tworzyli. 
jako novum w dotychczasowych programach Tygodni zorganizowano w tym roku 
, trwającą dwa dni sesję naukową w sali posiedzeń Rady Miejskiej, w czasie której 
w gronie zainteresowanych i fachowców omówiono nieraz sporne kwestie dotyczące 
historii miasta i jego dorobku kulturalnego, który bez żadnej przesady stawia je 
wśród miast Europy tworzących jej kulturę na przestrzeni wieków. 
Nie brakowało i w tegorocznym Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej akcentów 
dotyczących dnia dzisiejszego i przyszłości miasta, choćby wspomnieć gorącą dys- 
kusję z cyklu" Wieczorne Polaków Rozmowy" w Kościele Sw. Polskich Sraci Mę- 
czenników na temat "Bydgoszcz - -przeszłości i przyszłości". Dyskusja ta dowiodła, 
że mieszkają w naszym mieście ludzie, którzy je kochają, znają i chcieliby coś dla 
niego zrobić. 
Kultura chrześcijańska wypływa z wiary i kształtuje ducha człowieka, stąd i w tym 
tygodniu nie zabrakło tzw. "Szkoły duchowości chrześcijańskiej", w ramach której 
przez kilka wieczorów w Kaplicy Sióstr Franciszkanek przy ul. Gdańskiej ks. Ro- 
muald Siniak głosił prelekcje - rozważania na temat duchowości pracy ludzkiej, 
wskazując na jej problemy w obecnej rzeczywistości polskiej, apostolatu w środowis- 
ku pracy i próby rozwiązania ich w nauczaniu Kościoła. 
Program całego Tygodnia dopełniły spotkania autorskie i tradycyjne już kier- 
masze książki katolickiej. 
Rozpoczęty uroczystą Mszą św. sprawowaną przez Protektora całego przedsię- 
wzięcia Ks. Bpa jana Nowaka z jego homilią w bydgoskiej farze Tydzień ten w 1990 r. 
zakończył się przepięknym, a zarazem przejmującym spektaklem w Teatrze Polskim 
pt. "Dialogi Karmelitanek". Usadowieni na scenie widzowie poprzez bardzo piękną 
grę aktorów niejako uczestniczyli w tragicznych wydarzeniach bohaterek widowiska, 
ale chyba jednocześnie wielu widzom cisnęło się pełne podziwu spostrzeżenie, jak 
piękny i jak wielki jest człowiek ducha. 
IX Tydzień Kultury Chrześcijańskiej - podobnie jak poprzednie - był nie- 
wątpliwie ważnym wydarzeniem kulturalnym w naszym mieście, ale pomimo infor- 
macji w prasie, w radio i telewizji, nie wspominając o ambonach, wielu zabieganym 
wokół doczesności ludziom umknęło ono z pola widzenia i nie dostrzegli oni tego, 
w czym mogliby uczestniczyć i co przeżyć. 
Dla pełnego obrazu programu całego I X Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej 
w Bydgoszczy wymieńmy wszystkie propozycje programowe, które w nim zostały 
zaprezentowane. 


Wykłady 


Bartoszyńska-Potemska Albina - Tw6rczość Leona Wycz6łkowsklego I jego epoka. 
Biniak Romuald - Szkoła duchowości chrześcijańskiej - Problemy pracy w Polsce. 
Biniak Romuald - Zarys Tygodni Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy. 
Dubowik Henryk - Dzieje dawnej książki religijnej 
Gałkowski Jerzy - Szlaki kultury 
Kabaciński Ryszard - Bydgoskie księgozbiory kościelne. 
Kabaciński Ryszard - Dzieje Ojc6w Jezult6w w Bydgoszczy. 
Kulak Zbigniew - Pojęcie Europy wczoraj I dziś 
Lbik Lech - Geografia koścloł6w bydgoskich do końca XVIIIw. 
Lbik Lech - PocZ4tkl parafii farnej w Bydgoszczy. 
Muzolf Danuta - St
nlslaw -B
rtłomlej z Bydgoszczy, uczony bernardyn
		

/kronika_1200289_0001.djvu

			287 


Ociepa jolanta - Najstarsze zbiory polskich kazań I literatury religijnej w Bibliotece Publi. 
cznej w Bydgoszczy. 
Pastuszewski Stefan - Szli święci przez Bydgoszcz 
Poklewski józef - Zabytki sakralne Pomorza. 
Węgrzyn-Klisowska Walentyna - Bydgoskie szkoły I kapele muzyczne w okresie XV-XVIII w. 


Dyskusje I spotkania autorskie 
Kabaciński Ryszard i Pastuszewski Stefan - Bydgoszcz przeszłości I przyszłości 
Sulima-Kamiński jerzy - spotkania autorskie. 


Koncerty 
Capella Bydgostiensis i Zespół Madrygalistów - Pieśni pielgrzymów 
Orkiestra Kameralna Akademii Muzycznej w Bydgoszczy - ,,7 słów Chrystusa na Krzyżu" 
j. Haydna 
Chór Wyższej SZkoły Pedagogicznej - Koncert pieśni religijnej. 
Chór Ośrodka Kultury w Bydgoszczy "Pro Arte" - Koncert pieśni chóralnej. 
Chóry Polskiego Związku Chórów i Orkiestr - Koncert z okazji gO-lecia Związku. 
Chór "Exultate Deo" - przy parafii Św. Polskich Braci Męczenników - Koncert pieśni 
religijnej. 
Chór" Vincentinum" - przy parafii Św. Vincentego ił Paulo - Koncert pieśni religijnej. 
Woźniak Tadeusz - "Przesłanie" - poezja śpiewana. 


Spektakle teatralne - Teatr Polski w Bydgoszczy 
Czytania Sybirskie 
Dialogi Karmelitanek 
Katyń 
Marszałek Józef Piłsudski 
My Deportowani. 


Wystawy 
Andrzej Piwarski - wystawa malarska 
Skarby Katedry gnieźnieńskiej 
Zbiory Biblioteki Ojców Bernardynów - "Bernardlnum" 


, 


:. 


. .,.
		

/kronika_1200290_0001.djvu

			JADWIGA OLERADZKA 


TEATR POLSKI W BYDGOSZCZY: 1989-90 


DRUGI SEZON MARCZEWSKIEGO 


Pierwszy sezon bydgoskiego Teatru Polskiego pod dyrekcją Andrzeja Marii 
Marczewskiego wzburzył stojącą wodę teatralnej prowincji. Po latach nijakich, nie- 
dopracowanych premier, gdy nawet ćwierćsukces stawał się wydarzeniem, nowy 
kierownik artystyczny zaproponował Bydgoszczy teatr przede wszystkim efek- 
towny, błyskotliwy i dynamiczny. Wprowadzono w repertuar rekordową ilość pre- 
mier, sięgnięto w rejony literatury wcześniej nie penetrowanej, wreszcie - co w przy- 
padku sceny prowincjonalnej ma niebagatelne znaczenie - odwołano się do praw 
rynku nawiązując kontakt z widzem poprzez wypełniane przez odbiorców ankiety. 
Apetety zostały zatem rozbudzone - być może nawet nadmiernie. Bo po pierwszym, 
brawurowym sezonie oczekiwano już tylkp sukcesów - nie analizując zmieniających 
się uwarunkowań. Tymczasem drugi sezon nowej dyrekcji (1989;90) okazał się być 
wyraźnie słabszy, co zresztą jest w teatrach nieledwie prawidłowością. Premier było 
nadal dużo - ale na ten imponujący pozorną obfitością repertuar złożyły się tym 
razem: 2 monodramy, 3 edukacyjne pozycje sceny impresaryjnej, bajka dla dzieci 
oraz dwie propozycje małoobsadowe, z których jedną (muzyczną) prezentowano 
wyłącznie na scenie nocnej. 
Premierą wiodącą, zamierzeniem najpoważniejszym, angażującym większość 
środków i sił teatru stać się miała adaptacja rzadko granych "Termopil polskich" 
Tadeusza Micińskiego. Był to zamysł szczególnie odpowiedzialny i trudny, bowiem 
każda scena sięgająca po ten dramat już od początku napotyka na nieprawdopodobne 
wręcz kłopoty bogactwa. Dylemat i problem - co pozostawić, czego poniechać - 
jest tu bowiem nie tylko sprawą koncepcji interpretacyjnej, ale także wyborem 
między poezją a publicystyką; poematem dramatycznym i historyczną panoramą. 
Marczewski- reżyser - wybrał drogę pierwszą, paraboliczną, akcentującą 
równoczesność zdarzeń, owych "okamgnień" Micińskiego, w której poszczególne 
sekwencje, przenikające się w zmiennym rytmie ekspresji i liryki, składają się na 
określony zamysł inscenizacyjny. Można było się wprawdzie spierać o zbytnią chwi- 
lami jednostronność akcentów, tuszująca autorski panslawizm, ale adaptator tak 
ogromnego dzieła miał w końcu prawo do wzmacniania lub osłabiania własnych 
przemyśleń. Szczególnie, że w planie teatralnym spektakl był jednak wierny auto- 
rowi, a w konstrukcji - logiczny. Bydgoskie przedstawienie "Termopil" miało więc 
rozmach i wiele teatralnej urody, monumentalną, a nie natrętną kompozycję prze- 
strzeni (scenografia józefa Napiórkowskiego), w której nader istotny, równoprawny 
czynnik stanowiło operowanie światłem, kolorem, wizją plastyczną. (Niezwykle 
efektownym znakiem plastycznym były zawieszone na tylnej ścianie sztandary). 
Tam więc, gdzie Marczewski działał wizją, obrazem - "Termopile polskie"
		

/kronika_1200291_0001.djvu

			289 


robiły spore wrażenie. Były bowiem efektowne bez efekciarstwa, nawet pewien ma;' 
nieryzm (w twórczości Micińskiego wszechobecny) dobrze spektaklowi służył. Forma 
jednak musi być wypełniona treścią i tu, niestety, pojawił się problem wykonawstwa. 
Aktorstwo przedstawienia - z nielicznymi wyjątkami - pozostawało bowiem 
daleko w tyle za inscenizacją, było o klasę gorsze od propozycji reżyserskiej. Z trud-o 
nego zadania wywiązali się dobrze - lub poprawnie - jedynie nieliczni. Józef Fryź- 
lewicz obdarzył króla Stanisława Augusta wewnętrznym skomplikowaniem, two- 
rząc postać rozdartą między rozumem a słabością, uniesieniem a rezygnacją. Nie dało 
się już tego powiedzieć o Marianie Czerskim (k
. Józef Poniatowski) który - choć 
zdarzały mu się i dobre momenty, przypominał raczej postać patriotycznego kapitana 
niż człowieka będącego osią i strategiem wielkiej koncepcji narodowego odrodzenia. 
Większość wykonawców spektaklu w ogóle nie potrafiła połączyć w aktorskiej k
n- 
cepcji antynomii Micińskiego: funkcji symbolicznych i realnych. I tylko w planie 
drugim lśnił jak perła uriańska monolog Mnicha wygłoszony przez Hieronima Ko- 
nieczkę ze wspaniałą prostotą i wielką siłą dramatyczną. Należy żałować, że tej siły 
nie dostawało wykonawcom ról znacznie przecież ważniejszych. Budzące riiedosyt, 
kontrowersje, czasem nawet niechęć - przedstawienie" Termopil polskich" pozosta- 
wało jednak na pewno najważniejszą premierą sezonu. Było bowiem wyrazem ambicji 
twórczych teatru - co liczy się nawet wówczas, gdy zamierzenie spełnione zostało 
połowicznie. ' 
Do tradycji poprzedniego sezonu - prezentowania w Dyskusyjnym Klubie Tea- 
tralnym prapremier utworów autorów polskich - nawiązano spektaklem pt. "Mro- 
żek 27". Po raz drugi jednak trzeba się było tu uciec do specyficznego kamuflażu. 
W poprzednim sezonie "Obywatela Pekosiewicza" grano jako "próbę otwartą." 
bowiem autor nie wyraził zgody na prapremierę w Bydgoszczy, we wrześniu 1989 
roku pod tytułem "Mrożek 27" ukryto "Alfę", dramat w pierwszym obiegu nie dru- . 
kowany, a w teatrach nie grany z woli Mrożka. Tak więc znów mieliśmy do czynienia 
z "próbą w kostiumie premiery". "Alfa", napisana w okresie stanu woj ennego uka- 
zuje psychologiczny dramat politycznego lidera, internowanego "pod dobrą opieką" 
w luksusowej willi rządowej. Sztuka ta, w 1989 r., gdy bieg wydarzeń politycznych 
wyprzedził wszelkie diagnozy literatury, raziła swoim anachronizmem - świeżej 
daty. Zbyt wiele było w niej bowiem uproszczeń, schematów czarno białych, także 
psychologicznego teoretyzowania, brzmiącego jednak dość sztucznie. Inscenizacja 
Marczewskiego (scenografem był Ryszard Strzembała) podkreślała jeszcze pesymizm 
sztuki, zagęszczając atmosferę sennego koszmaru sposobem komponowania przes- 
trzeni scenicznej, dekoracją, światłem. Dramat Alfy stał się więc na scenie bydgoskiej 
jakby mniej realny, bardziej zbliżony do klimatu powieści Franza Kafki. Może to 
i lepiej, bo granie "Alfy" - w 1989 roku - jako rozrachunkowego dramatu o stanie 
wojennym, byłoby już na pewno przedsięwzięciem jałowym, anachronicznym, być 
może również - niepotrzebnie śmiesznym. Natomiast skonstruowanie opowieści 
o człowieku miażdżnym przez machinę historii mogło nadać sztuce rys prawdy, bez 
doraźności literackiego pierwowzoru, skomponowanego wszak w tonie nihilistycznej 
elegii. Mrożek nie tai w "Alfie" sympatii do literackiego pierwowzoru postaci tytu- 
łowej, czyli do Lecha Wałęsy. Dla konstrukcji utworu wyniknęły stąd jednak także, 
implikacje niepomyślne. Bowiem w sztuce poza głównym bohaterem nie ma postaci 
pełnokrwistych - są jedynie postawy, typy, schematy, stereotypy. Brak natomiast 
materiału na pokazanie sytuacji człowieka w historii. Stąd też i w dialogach niełat
o 
było utrzymać rytm teatralnie nośny, powypełniać działaniem częste spadki napięcia. 
Marczewski próbował - zapewne słusznie - oderwać bohatera sztuki od jego pierwo- 
wzoru. Stąd wziął się pomysł obsadzenia w głównej roli młodego Mariana .Czerskieg.o, 
t t. _ _ . ,", " 


1 g - ł(ronika byd&oska 


--
		

/kronika_1200292_0001.djvu

			290 


który nie udźwignął w pełni trudnego zadania. Udało mu się jednak nadać swojemu 
bohaterowi pewien rys "podwójnej świadomości", przenikliwość, w której mieściło 
się przeczucie własnego - tragicznego - losu. 
. Trzecią z czterech - pełnospektaklowych - premier była adaptacja "Nienasy- 
cenia" Stanisława I gnacego Witkiewicza (reżyseria S. Zacharkiewicz, scenografia 
Wojciech Zembrzuski). Adaptacja ta, wierna - w naj ogólniejszych zarysach - 
myśli i poetyce futurologicznej powieści Witkacego, ujęta została w ramy groteski, 
w której wątki autobiograficzne przeplatały się z filozofią artystyczną, satyra z ero- 
tyką, a problemy władzy z wątkiem głównym: nienasyceniem erotycznym. Taka - 
groteskowa - wizja świata została w bydgoskim teatrze nieco zamazana poprzez 
zbyteczne udziwnienia formalne. Nałożenie ich na witkacowską formę chwilami zupeł- 
nie zaciemniało przesłanie myślowe utworu. Były jednak i zdania przeciwne: pod- 
kreślano znakomity ruch sceniczny, rytm przedstawienia, pomysłowe światła, dobre 
kostiumy. Ogólnie podobali się aktorzy: Piotr Siciński, Krystyna Bartkiewicz, Marian 
Czerski. 
W kilka dni później, również w lutym, miała miejsce jedna z najbardziej udanych 
premier tego sezonu, pomyślana skromnie, ale tak dopracowana i urocza, że stała się 
prawdziwą ozdobą repertuaru. Były to "Czarownice" według poezji Marii Pawlikow- 
skiej-jasnorzewskiej; spektakl muzyczny, ale mający zarys pewnej fabuły, a nawet 
coś w rodzaju ról - typów kobiecych, w które wcielić się mogły aktorki. Było to - 
mówiąc najkrócej - przedstawienie o miłości, poetyckie, tworzące odrębną i nie- 
konwencjonalną rzeczywistość artystyczną. Eugeniusz Rzyski - autor scenariusza, 
inscenizacji i muzyki (kostiumy Wojciech Zembrzuski) zaproponował widowni spek- 
takl oryginalny, dopracowany w szczegółach, konsekwentny i precyzyjny w kształto- 
waniu klimatu poezji Pawlikowskiej przy pomocy środków, jakimi dysponuje teatr 
. współczesny. Siłą sprawczą i organizującą całość była oczywiście muzyka, ale - na 
szczęście - "Czarownice" nie stały się podgatunkiem którejś z estradowych wersji 
"poezji śpiewanej". Przedstawienie tworzyło całość zamkniętą, z wątkami fabular- 
nymi, miało wyraźnie wyczuwalne wewnętrzne napięcie, zaś kolejne etiudy nigdy 
nie sprawiały wrażenia przypadkowości, nie kojarzyły się z estradową składanką. 
W zespołowej kreacji - każda z pięciu aktorek miała tu zresztą fragmenty popisowe 
- wyróżniła się znakomicie śpiewająca Wanda Rzyska. 
Następna - także małoobsadowa premiera, okazała się, niestety, porażką teatru. 
Porażką tym dotkliwszą, że przygotowaną "dla uczczenia" Międzynarodowego 
Dnia Teatru. "Europa" australijskiego pisarza Michaela Gowa - w przekładzie 
i reżyserii Mariana F. Dworakowskiego była przysłowiową "marną sztuką w złych 
rękach". Nieznany w Polsce dramat okazał się stekiem banałów połączonych w wą- 
tlutką historyjką o miłości, przetłumaczoną językiem ubogim i sztucznym. Reali- 
zacja godna była literatury, niedbalstwo w komponowaniu sytuacji, w sposobie pro- 
wadzenia dialogu, w sposobie konstruowania ról - przypominało wręcz teatr ama- 
-torski. 
Zaskoczeniem okazały się natomiast dwa inne spektakle. Monodram Barbary 
Zgorwewicz (reżyseria józef Fryźlewicz, scenografia Mariusz Napierała) oparty na 
opowiadaniu Andrzeja Lenartowskiego - zatytułowany "Wielki piątek czyli ko- 
bieta demon" był chyba jedną z naj ciekawszych realizacji teatralnych w sezonie 
1989/90 (doceniło to później jury XXV Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów jednego 
Aktora przyznając B. Zgorzalewicz jedną z dwóch najważniejszych nagród). Prozę 
Lenartowskiego, dość zresztą nierówną, chwilami wręcz ocierającą się o kicz, można 
- by porównać z wczesnymi nowelami Nowakowskiego lub Pastuszka. Z jedną wszakże 
różnicą - jej bohaterka, owa "Kobieta demon", cmentarna sprzątaczka Genowefa
		

/kronika_1200293_0001.djvu

			291 


Szczur została tu przedstawiona jako bezwolny nieledwie podmiot historii. jej od
 
ruchy i instynkty, nawet najgorsze, wcale nie składają się na osobowość odrażającą. 
Bowiem owa "kobieta demon" ma tu mentalność ameby, mściwość istoty pierwotnej, 
stały i utrwalony kod upokorzeń, jakich przyszło jej doznawać we wszystkich fazach 
nędznego życia. jej niby to "zaangażowanie polityczne" jest zaledwie projekcją 
zemsty i wyładowaniem kompleksów, jej tęsknota do syna, którego nie może urodzić 
- marzeniem o odkupieniu niemożliwym, o odrzuceniu fatum bękarta. Genowefa 
Szczur Lenartowskiego myśli przede wszystkim brzuchem, zaś jej tragedię stanowi 
absolutna niemożność oceny własnej sytuacji, spojrzenia na życie, jako na ciąg zda- 
rzeń, w pewnym sensie przecież logicznych. Niezwykle trudno jest zagrać taką po- 
stać. Nawet charakterystyczność postaci, nawet prymitywizm jej zachowań, także 
przestrzeń, w której dzieje się akcja (bohaterka opowiada o swoim życiu w cmentar- 
nej kaplicy) w pewien sposób działały przeciwko aktorce, która ten trud podjęła 
Łatwo było natomiast osunąć się przy realizacji takiej prozy w kicz, w efekt odstrę- 
czający prymitywizmem reakcji. Nic takiego tym razem nie nastąpiło. Reżyser 
i aktorka spojrzeli bowiem na bohaterkę jakby według klasycznych przykazań tea- 
tru ("jeśli grasz potwora, szukaj w nim znamion dobroci"). Toteż Genowefa Szczur: 
polityczna donosicielka, kolejowa dziwka, dzieciobójczyni, obłąkana, a wciąż pełna 
nienawiści mieszkanka nor, dworców i hoteli robotniczych - w interpretacji Bar- 
bary Zgonalewicz nie budziła obrzydzenia i wstrętu, ale zwyczajne, nie chciane może, 
ale jednak nieodparte współczucie. 
Było w tej realizacji także parę momentów słabszych, można by sobie też darować 
jaskrawość niektórych momentów. Nie zmienia to jednak faktu, że "Wielki piątek, 
czyli kobieta demon" był spektaklem budzącym szacunek - dla trudu i umiejętności 
aktorki, dla jej scenicznej osobowości, umiejętności utrzymywania kontaktu z wi- 
downią. Także dla kultury reżysera, który pracując nad niełatwym materiałem lite- 
rackim, zachował umiar i takt, dokonując tym samym jedynego właściwego wyboru. 
Z kolei "Brzuch" Bohdana Drozdowskiego (reżyseria Bohdana Czechaka) - 
,prezentowany w podwójnej wersji: jako monodram i jako dwuczęściowa małoobsa- 
dowa sztuka - rekomendował się przede wszystkim dobrą rolą józefiny Szałańskiej. 
I tu - jak w premierze poprzedniej - mieliśmy do czynienia z prozą nierówną i efe- 
kciarską. Podejmowała ona temat modny i popularny; problem tzw. matki zastęp- 
czej, pojawiający się nieoczekiwanie w polskich, zgrzebnych realiach. Struktura utwo- 
ru Drozdowskiego zwichnięta jest kompozycyjnie. Najpierw mamy ogromny mo- 
nolog Anny S., służącej, która wynajęła swój brzuch, by urodzić dziecko za pieniądze, 
potem zaś kilkanaście minut publicystyki stawiającej przed widzem tzw. pytania bez 
odpowiedzi. To pomieszanie gatunków i stylistyk nie pozostało bez wpływu na od- 
biór premierowej, dwuczęściowej wersji - akt drugi był tu jakby wątpliwą ozdobą 
pierwszego, wprowadzając niepotrzebny rys jednoznaczności w sprawę wyartykuło- 
waną już wcześniej wystarczająco dobitnie. Wersja monodramowa, prezentowana 
poza teatrem (także na OFTjA, gdzie aktorka, niestety, "przegrała" reakcje boha- 
terki) wydała mi się znacznie ciekawsza. Ale też w sztuce Drozdowskiego racje nie 
zostały przez autora rozdzielone równo - jakąkolwiek bowiem "Brzuch" zgromadzi 
publiczność, jej sympatia zawsze kierować się będzie stronę Anny S., pazernej i nie- 
mądrej, ale ludzkiej i prawdziwej w swych naturalnych instynktach. Cała reszta, 
czyli finałowe zeznania innych bohaterów (w tym kobiety, która "brzuch" wynajęła, 
nie chcąc urodzić dziecka w obawie przed utratą figury, będącą podstawą jej kariery 
aktorskiej) brzmią sztucznie i pusto - są tylko igraszką, dodatkową pointą, której 
równie dobrze mogłoby nie być. 
Józefina Szałańska wykreowała na tym słabym literacko materiale postać praw- 


19*
		

/kronika_1200294_0001.djvu

			292 


dopodobną. Rozpoczęła od ostrej charakterystyczności - jako komicznie wystro- 
jone czupiradło, śmieszące prostactwem, pretensjami, drażniące pazernością i nie- 
miłym sprytem. Obraz ten nabierał w trakcie monologu Anny S. kolejnych cech ludz- 
kich. Kiedy odpadać zaczęły śmiesznostki, zaś w bohaterce zbudziła się świadomość 
i poczucie człowieczeństwa, aktorka zastosowała tu zasadę redukcji środków i może 
dlatego udało się jej dość wydumaną przez autora postać uwiarygodnić. 
Ostatnią - i zupełnie, moim zdaniem, nieudaną - premierą drugiego sezonu 
Andrzeja M. Marczewskiego w bydgoskim Teatrze Polskim były "Ciężkie czasy" 
Michała Bałuckiego. Miała to być - sądzę - uwspółcześniona wersja przebrzmiałej 
ramotki, z pobrzmiewającymi tu i ówdzie elementami satyry społecznej i politycz- 
nej. Ale groteskowe przekoncypowanie sztuki całkowicie ów sens zatarło. W pamięci 
pozostały tylko zabawne kostiumy zaprojektowane przez Elżbietę Tolak i jej sceno- 
grafia, która wprawdzie walnie przyczyniła się do zamazania przesłania realizacyj- 
nego, ale jako pomysł plastyczno-architektoniczny godna była uwagi. 
Wypada jeszcze wspomnieć o propozycjach najskromniejszych, pozostających 
jakby poza właściwą działalnością teatru. Na Scenie Nocnej, Tadeusz Woźniak przy- 
gotował (wraz z jolantą Majchrzak) "Wrzosy" Emila Zegadłowicza. Spektakl mu- 
zyczny był intymnym wyznaniem poetyckim, opartym o wiersze erotyczne, śmiałe, 
chwilami wręcz drastyczne. A efekt ani razu nie przekraczał granic dobrego smaku 
- i dlatego też była to premiera udana. 
Dwa przedstawienia z cyklu teatru faktu politycznego przygotował w ramach 
sceny impresaryjnej aktor bydgoskiego teatru Kazimierz Kurek. Pierwszym był 
"Katyń", oparta na książce "Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów" publicys- 
tyczna relacja tragicznych, a do niedawna mało znanych, wydarzeń z polskiej historii 
(występowali w tej specyficznej "lekcji polskiego" Sabina Studzińska, Wojciech 
Kalwat, Wiesław Kowalski, Kazimierz Kurek i Leszek Sadzikowski); drugim: "My, 
deportowani", widowisko złożone ze wspomnień Polaków pisanych w więzieniach 
i łagrach radzieckich. 
Nadto w repertuarze Sceny Impresaryjnej znalazły się w tym sezonie dwie inne 
pozycje: baśń muzyczna Macieja Woytyszki "Pożarcie królewny Bluetki" (reżyseria 
i choreografia jerzy Stępniak, muzyka Tadeusz Woźniak) oraz misteryjny dramat 
Karola Wojtyły "Promieniowanie Ojcostwa" (reżyseria A. M. Marczewski). 
Był to zatem sezon nie równy, z pozornymi tylko kłopotami bogactwa. Rozma- 
itość repertuaru tylko częściowo rekompensowała liczne niepowodzenia artystyczne. 
Stąd też i oceniono ten okres pracy nowej dyrekcji niezbyt przychylnie - rów- 
nież dlatego, że po pierwszym brawurowym sezonie spodziewano się przynajmniej 
kontynuacji, nie zaś wyraźnego obniżenia lotów. 


f.,I 


I 
i 


--
		

/kronika_1200295_0001.djvu

			DANIEL B. RUDNICKI 



 


POLSKA LITERATURA PIĘKNA 
PUBLIKOWANA NA ŁAMACH 

DZIENNIKA 
BYDGOSKIEGO" W LATACH 1907-1920 


"Dziennik Bydgoski" jako czasopismo codzienne został powołany z inicjatywy 
bydgoskich kupców, a w szczególności dzięki wsparciu Bolesława Kasprowicza oraz 
inicjatywie redaktora gnieźnieńskiego "Lecha" jana Teski. Pierwszy numer okazowy 
wydano w dniu 2 grudnia 1907 r. Zawierał on nie tylko zapowiedź nowego pisma na 
terenie miasta, ale zarazem stworzenie "...placówki obrony narodowej [...] przeciw 
zalewowi niemczyzny" pod hasłem obrony narodowości i - jak zawsze - "wiary"l. 
Nowa gazeta bydgoska starała się zaspokoić wszystkie zainteresowania czytelni- 
ków. Na pierwszej stronie zamieszczano wiadomości polityczne z zagranicy i z terenów 
pozostających pod zaborem rosyjskim i austriackim. Znajdowały się tam również 
informacje o znaczeniu ogólnonarodowym, np. o obchodach grunwaldzkich 2 , obcho. 
dach związanych z jubileuszem juliusza Słowackieg0 3 , Adama Mickiewicza', lub 
innych zasłużonych dla polskiej kultury ludzi. Strony druga i trzecia zawierały stałe 
rubryki jak "Sprawy polskie"5 i " List Y od przyjaciół" , przynoszące wiadomości 
o zebraniach bydgoskich i okolicznych towarzystw. "Wiadomości potoczne?" pre- 
zentowały opisy wypadków, zdarzeń, informowały o życiu kulturalnym miasta, na 
dole drugiej strony drukowano powieści w odcinkach. "Dziennik Bydgoski" zamiesz.. 
czał na swych łamach zarówno utwory powieściopisarzy polskich, jak i tłumaczenia 
. powieści z języków: angielskiego, francuskiego i czeskiego. Rubryka "Wiadomości 
literackie" informowała głównie o książkach, które w ostatnim czasie ukazały się na 
rynku księgarskim. Strona czwarta poświęcona była ogłoszeniom. Dotyczyły one 
imprez kulturalnych, organizowanych przez polskie towarzystwa. Ponadto zamiesz- 
czano reklamy handlowe i ogłoszenia prywatne. 
W swych dążeniach "Dziennik" zamierzał oprzeć się na "prostym ludzie", który 
starał się pozyskać dla siebie. Dlatego też redagowany był językiem prostym, potocz. 
nym a artykuły, które publikował, były treściowo przystępne. Do "prostego ludu" 
redakcja zaliczała nie tylko robotników z miasta i wsi, ale także szeroką warstwę 
średnich rzemieślników' i kupców oraz chłopów. Podstawą programu pisma, pre.. 
zentowanego społeczeństwa polskiemu w warunkach zaboru, było tworzenie dobro.. 
bytu poprzez pracę nad podniesieniem poziomu handlu i przemysłu polskiego. 
Dużo uwagi poświęcano rolnictwu, szczególnie sprawie małych gospodarstw. 
Redakcja wychodziła z założenia, że podstawową siłą społeczeństwa jest dobrobyt. 
toteż niejednokrotnie zgłaszała swoje poparcie dla żądań robotniczych, broniąc ich 
przed wyzyskiem ze strony przemysłowców niemieckich. Sprawy Polaków w zaborze 
pruskim znajdowały na łamach pisma Teski wszechstronne odzwierciedlenie. Wy.. 
dawca dążył do tego, by w każdym polskim domu znalazł się egzemplarz "Dziennika". 
Propagandę polskości w rodzinach polskich redakcja uważała za jedno z głównych za..
		

/kronika_1200296_0001.djvu

			294 


dań. W krótkim czasie' "Dziennik Bydgoski" zyskał sobie dużą poczytność wśród 
mieszkańców Bydgoszczy: w 1907 r. było 1500 czytelników, w 1912 r. - 5200, 
w 1918 r. - 1800, lecz czytało go znacznie więcej osób, niż było oficjalnych prenu- 
meratorów. s 
Redakcja "Dziennika Bydgoskiego" próbowała ogarnąć wszystkie żywotne spra- 
wy Kaszubów, Mazurów, Ślązaków, Pomorzan, Wielkopolan. Swiadczy o tym stu- 
tysięczny nakład numeru okazowego pisma z dnia 2 grudnia 1907 r. Dowodzą tego 
również liczne przedruki z gazet poznańskich, śląskich i pomorskich. "Dziennik 
Bydgoski" był kroniką wydarzeń gospodarczych, politycznych i kulturalnych w okre- 
sie rozwijającej się gospodarki przemysłowej oraz I wojny światowej i rewolucji 
w Rosji, którą śledził z niepokojem. 
jan Teska dokonał wyłomu w twierdzy prusactwa, jaką była Bydgoszcz przed 
1907 r. już od pierwszego numeru wydawca czasopisma przystąpił do szerokiej ofen- 
sywy kulturalnej. Pierwszy felieton o charakterze literackim poświęcony był Władys- 
ławowi Bełzie 9 , jego tworczości i działalności. Życiorys Władysława Bełzy miał za- 
chęcić do trwania na ,,[...] placówce obrony narodowej "10. Redaktor pisał: "Oto 
w roku bieżącym obchodził szanowany i ukochany poeta 40-letnią rocznicę pracy 
swej na polu literackim. 40 lat przetrwał na jednej i tej samej niwie, 40 lat trzymał 
pióro w niezmęczonej dłoni i 40 lat rozsiewał ziarenka drobne pomiędzy serca dzieci 
polskich, ażeby je napoić uczuciem narodowym, ażeby one zrozumiały, co znaczy 
być Polakiem, to wytrwałość godna uznania i siejba bogata dająca plony"ll. Pierwszy 
felieton literacki "Dziennika Bydgosekiego" został bogato zilustrowany fragmentami 
wierszy Władysława Bełzy, ukazującymi bliskie i znane nam postacie.: Stanisława 
Konarskiego, jana Czeczota, Stanisława Staszica, Tadeusza Czackiego 12 . 
Na swych łamach "Dziennik Bydgoski" prezentował ludzi wybitnych i zasłużo- 
nych dla umacniania narodowej kultury i literatury m.in. Bolesława Prusa 13 , Henryka 
Sienkiewiczal', później józefa Conradais. Ten kierunek działań daje świadectwo 
zaangażowania redakcji w tworzeniu ówczesnego życia kulturalnego i politycznego. 
Wielka literatura - sylwetki znanych twórców i epigonów, a także literatura utyli- 
tarna - wszystko to było orężem w walce z bezwzględnym zaborcą pruskim, wszyst- 
ko to miało służyć wyrobieniu świadomości czytelnika, kształcić charakter, budzić 
uczucia narodowe, doskonalić osobowość czytelników, ukazywać związki literatury 
polskiej z literaturą światową. 
Wśród zgromadzonego materiału literackiego obejmującego lata 1907-1920 
możemy znaleźć 342 pozycje o różnorodnej formie, popularyzujące literaturę polską 
i obcą. Publikacje "Dziennika" mają różnorodny charakter, spotykamy rozprawki 
literackie, szkice, utwory poetyckie, nowele, powieści, opowiadania. Redakcja prze- 
ważnie posługiwała się materiałami pochodzącymi z prasy poznańskiej, warszawskiej, 
krakowskiej. Dziś trudno dokładnie dociec, z jakich źródeł korzystał jan Teska, 
a to z powodu braku dokumentacji archiwalnej "Dziennika Bydgoskiego", zniszczo- 
nej we wrześniu 1939 r. przez hitlerowców po ich wkroczeniu do Bydgoszczy. Można 
jedynie stwierdzić, że najwięcej przedruków literatury pięknej przypada na okres 
1914-1918, a więc wtedy, gdy redakcją zajmowała się Wincentyna Teskowa, 
a wspomagała ją bydgoska literatka Stefania Tuchołkowa. 
W interesującym nas okresie "Dziennik" nie gwarantował wielkich możliwości 
rozwoju krytyki literackiej, ponieważ nie był pismem o charakterze literackim, po- 
.nadto.znajdował się pod ciągłą kontrolą cenzury pruskiej, dlatego też aby rzetelnie 
przedstaić tę działalność redakcji "Dziennika" należy uwzględnić następujące fakty: 
: - Lata 1907-1920 były j ak gdyby etapem wstępnym bydgoskiej krytyki lite- 
, -: _ rackiej,
		

/kronika_1200297_0001.djvu

			295 


- krytyka i literatura piękna służyły jako "broń" przeciwko procesowi germa- 
nizacji; ich celem było utrzymanie polskości i umacnianie świadomości naro- 
dowej czytelników. 
Krytykę literacką na łamach "Dziennika Bydgoskiego" w latach 1907-1920 
reprezentują publikacje np.: Lucjana Rydla 18 , Henryka Sienkiewicza 17 , Bernarda 
Chrzanowskiego 18 , Władysława Korotyńskiegol 9 . Prace wymienionych autorów były 
najczęściej "pirackim" przedrukiem z innych pism i gazet, bez opłacenia honorarium 
autorskiego. Natomiast do przedstawicieli bydgoskiej krytyki należeli: Stefania 
Tuchołkowa 20 , józef Wolski 21 i nieznany autor, ukryty pod pseudonimem EloJI. 


LITERATURA PIĘKNA 
Poza systematycznym informowaniem czytelników o ukazywaniu się nowości 
książkowych na rynku wydawniczym w zakresie literatury naukowej, publicystycz- 
nej i pięknej, na łamach "Dziennika Bydgoskiego" publikowano przede WS
stkiDl 
oryginalne teksty literackie i wiersze, nowele i opowiadania, baśnie dla dzieci oraz 
fragmenty prozy, a także powieści w odcinkach. Wydawca "Dziennika" rozumiał, 
że literaturą piękną można pobudzić społeczeństwo do walki o godność narodową, 
a przede wszystkim wychować młode pokolenie Polaków. Poprzez treści literackie 
'realizowano hasła: "Za wiarę i mowę, ojców naszych", "Uczcie dzieci czytać i pisać", 
'lO Uczcie dzieci mówić po polsku", "Oświata ludu dokona cudu". jan Teska apelując 
,do miejscowego społeczeństwa, pragnął rozbudzić jego miłość do ojczyzny, propo- 
nował "materiał do nauczania", którym była polska literatura piękna. Literaturę tę 
cechowała "...prostota myśli i formy"23. 
Beletrystyka pełniła tę samą rolę, jaką dziś pełni w każdym podręczniku szkolnym 
do nauki języka polskiego. Uczyła obywatelskiej postawy, poczucia solidarności 
narodowej, prezentowała wzorce moralne oraz wskazywała kierunki działania i roz- 
woju osobowościowego dla czytelników. Z tych też względów możemy mówić o utyli- 
tarnym charakterze literatury pięknej, publikowanej na łamach "Dziennika" 
w okresie poprzedzającym wybuch I wojny światowej. W tym też czasie literatura 
piękna - szczególnie poezja, staje się "bronią" umęczonego społeczeństwa polskiego 
Bydgoszczy, utwierdzając w polskości tych, którzy dotąd mieli odwagę mówić ojczys- 
tym językiem, budziła sumienie Polaków, którzy na skutek prześladowań gotowi byli 
zapomnieć i zwątpić w to, jaki naród reprezentują. Piętnując zdrajców, redakcja wy- 
rażała nadzieję, że Polska powstanie i odrodzi się jako nowe, niezależne państwo. 
. Redaktorzy "Dziennika Bydgoskiego" dobierając tendencyjnie materiał do publi- 
kacji, pragnęli, aby treści, zawarte w publikowanych utworach wzywały do soli- 
darności w działaniu wszystkich warstw społecznych, polskich mieszkańców Byd- 
'goszczy. 


POEZJA 
"Dziennik Bydgoski" od pierwszego numeru propagował poezję, utwory poetyc- 
kie ukazywały się znacznie częściej niż nowele, opowiadania czy powieści. Fakt ten 

jest w pełni zrozumiały, ponieważ fragment powieści czy opowiadania lub noweli jest 
większy, niż tekst rymowany. 
Twórczość poetycka była istotnym środkiem oddziaływania na społeczeństwo. 
Aby jednak zainteresować czytelników literaturą piękną, należało liczyć się z ich 
.gustami i przyzwyczajeniami. Z tego też powodu większość wierszy w "Dzienniku" 
ma charakter okolic
nościowy, religijny czy też ilustracyjny i nie cechuje się zbyt
		

/kronika_1200298_0001.djvu

			296 


wysokim poziomem artystycznym. Redakcja grzeszyła brakiem krytycznej )selekcji 
w doborze utworów przeznaczonych do druku. 
W przeważającej masie drukowanych utworów na łamach "Dziennika" znajdu- 
jemy teksty autorów związanych z Bydgoszczą lub regionem, czerpiących wzorce 
z poezji romantycznej. Redakcja prezentowała na swych łamach również utwory 
klasyków polskich, m.in. Zygmunta Krasińskieg0 2ł , juliusza Słowackieg0 25 . Cechą 
wspólną dla większości tekstów poetyckich, prezentowanych na łamach "Dziennika", 
jest głoszenie idei patriotyzmu i solidarności narodowej, wzmiankowane utwory po- 
wtarzają idee romantyków i ich epigonów. Również pod względem formy i treści, 
'utwory bydgoskich wierszopisarzy charakteryzują się wtórnością, poprzez nawiązanie 
do form i treści romantycznych tekstów (np. "Nieśmy oświaty kaganiec", D.B. 
1914, nr 123). Najczęściej bywały to wiersze liryczne, a autorzy utworów poetyckich 
.czerpali tematy z pieśni i piosenek ludowych. 
W krótkich utworach poetyckich ich autorzy, ukazując piękno krajobrazu pol- 
skiego oddziaływali na czytelników, uświadamiając ich o znaczeniu tradycji i korzeni 
narodowych (np. "Mowo polska", D.B. 1917, nr 231). Poprzez symbolikę zawartą 
w swych utworach poeci pragnęli nawiązać do tradycji religijnej mniejszości polskiej 
oraz propagowali ówczesny wzorzec moralny prawdziwego Polaka: "Dobry Polak - 
to katolik". 
Redakcja przeciwstawiała się bierności za pośrednictwem publikacji tekstów 
:mających charakter mobilizujący, ale zarazem nauczający jak powinien postępować 
rzetelny Polak (np. Stefania Tuchołkowa, "Wątpiącym", D.B. 1914, nr 284). Autorka 
zaprezentowała Polskę jako wartość rzeczywistą i realną, przez co uświadamiała 
czytelników o konieczności utrzymania tradycji i kultury narodowej26. 
Poezja, opublikowana na łamach "Dziennika Bydgoskiego", była nie tylko 
."służebniczką narodu", ale również stawała się ostrzeżeniem dla tych którzy według 

 autorów (np. Stefanii Tuchołkowej, Anny Prus-Krzemieńskiej) poddali się procesowi 
germanizacji, lub przyjęli postawę ugodową wobec władz pruskich. Stanowisko to 
dotyczyło szczególnie ziemiaństwa, określanego wówczas mianem konserwatywnego. 
Autor, ukrywający się pod pseudonimem "Polak", postawił w swym utworze pt. 
"Pytasz mnię: czemu? (D.B. 1909, nr 43) problem ziemiaństwa i sprawy polskości. 
jednocześnie ustosunkował się do tej grupy społecznej, wytykając jej takie wady 
jak: chwiejność poglądów politycznych, lekki stosun-ik do spraw Polski, stawianie na 
_czele prywaty i dóbr materialnych "panów polskich", którzy - sprzedając swe 
. majątki - doprowadzili do dalszego napływu Niemców na ziemie rdzennie polskie. 
, jako wzór postępowania dla Polaków, autorzy prezentowali postawę rolnika 
polskiego. Ukazywali czytelnikom chłopa pozostającego na ziemi ojców, wiernego 
zasadzie prawa boskiego, żyjącego spokojnie, pracującego na roli. Chłop stara się 
utrzymywać ziemię w swych rękach, by przekazać ją następnym pokoleniom bo- 
gatszą i żyźniejszą. Postawa chłopa zaprezentowanego w utworze zatytułowanym 
"Chłop polski" (D.B. 1914, nr 123, Dod.) przypomina wszystkie wartości moralne 
jakie prezentował bohater powieści Bolesława Prusa - Ślimak - w "Placówce". 
Na łamach "Dziennika Bydgoskiego" dominowały teksty zawierające treści 
: religijne. To, że wiersze te były pisane jakby na zamówienie lub okoliczność święta 
. kościelnego świadczy o roli, jaką wyznaczali poezji redaktorzy "Dziennika". Autorzy 
tekstów, propagując wzorzec Polaka - katolika, nie pozbawiali swych utworów tre- 
: ści patriotycznych, przeciwnie, starali się nasycić dany tekst jak największą dawką 
treści związanych z narodem, Polską. 
Poezja, publikowana w piśmie pod koniec I wojny światowej (w latach 1918-1920) 
.char
kteryzuje się innymi wartościami, w jej treściach znajdujemy niepewność dnia
		

/kronika_1200299_0001.djvu

			297 


jutrzejszego polskiej mniejszości, oczekiwanie na rozwiązanie problemu istotnego dla 
ówczesnych Polaków - pozostania w dalszej niewoli, lub przyłączenia ziem regencji 
bydgoskiej do Polski. Ta niepewność zrozumiała jest jeśli przypomnimy sobie, że 
w tym czasie po zawieszeniu działań bojowych powstania wielkopolskiego, w wyniku 
podpisania traktatu w Trewirze (27.XII.1918-16.1I.1919 r.), Bydgoszcz i jej polscy 
mieszkańcy byli narażeni na ciągłe szykany ze strony "Grenzschutzu". W poezji 
drukowanej na łamach "Dziennika Bydgoskiego" możemy zauważyć domaganie 
się wyodrębnienia tematów narodowych, nawoływano w ten sposób, by społeczeń- 
stwo polskie opowiedziało się po stronie Polski i organizacji społecznych, głoszących 
idee przyłączenia się do macierzy. Blisko sto pięćdziesiąt lat musiała Bydgoszcz czekać 
na powrót do ojczyzny, a fakt ten poeci piszący na łamach "Dziennika" komentowali 
tak: 
"Koniec niewoli - Polska zmartwychwstała!" 
Gazeta w radosnym upojeniu informowała swoich czytelników o wszystkich 
nieomal sprawach odradzającego się kraju. W utworach poetyckich znajdujemy po- 
chwałę działalności Paderewskiego, Korfantego i Piłsudskiego (np. "Mazurek Pade- 
rewskiego", D.B. 1919, nr 181). Autor utworu postulował realizację haseł wolnościo- 
wych i przemian społecznych: 
"Marsz, marsz Polacy, 
Hej do broni!, do pracy! 
Paderewski przodem 
I dzie przed narodem..." 
Oszołomieni wolnością redaktorzy opublikowali również wiersz o bardziej rewo- 
lucyjnej treści ("Na wiekopomny dzień", D.B. 1920, nr 16) oto fragment: 
"Z dziedzicem kmieć jak z bratem brat! 
Niech dobry przykład ma z nas świat!..." 
Solidaryzm wszystkich warstw społecznych, głoszony w wspomnianym utworze, był 
idealistycznym marzeniem o równości i wolności ówczesnych społeczników i patrio- 
tów. Wprawdzie naród odzyskał wolność i niepodległość, lecz zaczynała się nowa wal- 
ka, związana z przynależnością partyjną. Z biegiem lat konflikty wybuchające na 
tym tle coraz bardziej się zaostrzały, tak jak zaostrzała się walka o sprawiedliwość 
społeczną. 
W latach 1918-1920 zaprezentowano na łamach "Dziennika" nowy rodzaj poe- 
tyki, dotąd nie prezentowanej - satyrę. jej pierwszym twórcą i propagatorem był 
Stanisław Krasicki. Ten zasłużony nauczyciel, krytyk i poeta, uprawiaj,!c ten rodzaj 
poezji, starał się nie tylko przelać w serca bydgoszczan radość życia, ale również uka- 
zać wady mieszkańców naszego grodu. jego utwory zawarte w cyklu poetyckim pl.: 
"Wiersze figlarne", łączyła postać Dziada Polikarpa, miejskiego łazarza wspominają- 
cego "...niemiecki porządek, ...za pruskie pany", a szydzącego i ośmieszającego wady 
i złe przyzwyczajenia mieszkańców Bydgoszczy, np.: 
"Wy Bydgoszczanki Stasie, Manie, józiel 
Na toś Boga macie fajne buzie 
Byście po szwabsku wciąż szwargotały? 
Grzech to niemały..." 
Twórczość poetów bydgoskich posiadała wyraźnie charakter utylitarny, tematy 
obejmowały nieomal każdy przejaw życia społecznego miasta i jego mieszkańców 
w trudnych latach zaboru pruskiego. Poetykę publikowaną na łamach "Dziennika 
BydgDskiego" cechowało zaangażowanie, ludowość, patriotyzm, religijność, która 
przyjmowała niekiedy cechy dewocyjne. Autorami, byli najczęściej anonimowi twór- 
cy związani z redakcją, prawdopodobnie rekrutowali się z szerokiej rzeszy działaczy
		

/kronika_1200300_0001.djvu

			298 


społecznych. Pod względem artystycznym utwory poetyckie nie przedstawiały wię- 
kszej wartości, ich wartość objawiała się głównie w niesieniu słowa polskiego i ukazy- 
waniu wzorców moralnych przeciwstawnych do wzorców propagowanych przez prus- 
kie szkolnictwo i instytucje kulturalne. 


NOWELA I OPOWIADANIE 


Drugi co do ilości zespół oryginalnych utworów opublikowanych na łamach "Dzien- 
nika Bydgoskiego", to nowele i opowiadania, przeznaczone głównie dla najmłod- 
szych. 
Autorzy nowel i opowiadań rekrutowali się, podobnie jak w przypadku utworów 
poetyckich, z kręgu autorów bydgoskich. Byli to: Anna Prus-Krzemień ska, Wanda 
Brzeska 27 , znajdujemy również przedruki utworów następujących autorów: Henryka 
Sienkiewicza 28 , Heleny Mniszek 29 , Władysława Reymonta 3o , Marii Konopnickiej31. 
Wśród publikowanych nowel i opowiadań autorów polskich, znajdziemy parę prze- 
druków tekstów autorów obcych m.n. Marka Twaina 32 , Teodora G. Robertsa 33 . 
Utwory wymienionych pisarzy drukowano na zasadzie przedruku z innych czasopism, 
lub książek. 
Drukowane nowele i opowiadania, miały podobnie jak poezja, za cel szerokie 
propagowanie wzorca Polaka. Dotyczyło to zjawisko głównie tekstów autorów pol- 
skich, natomiast przedruki literatury obcej tr?ktowano jako element rozrywki lub 
sensacji. Teksty o treści sensacyjno-kryminalnej i rozrywkowej miały za cel "przy- 
ciągnięcie" szerokiej rzeszy nowych czytelników i w ten sposób spopularyzowanie 
polskiej gazety, wśród społeczeństwa Bydgoszczy. Inne cele przyświecały redakcji 
"Dziennika", kiedy publikowała literaturę ukierunkowaną dla odbiorcy młodego 
- dzieci i młodzieży. Teksty te publikowano najczęściej w dodatkach do "Dziennika". 
W utworach tych bohaterami były zwierzęta obdarzone ludzkimi cechami charakteru, 
posiadające wszelkie wady i zalety. Opowiadania przeznaczone dla młodzieży polskiej 
miały charakter moralistycznej powiastki. Redakcja faworyzowała szczególnie teksty 
zawierające elementy krytycyzmu moralno-obyczajowego, zabarwione humorem 
i żartem. 
I nne znaczenie i cele przyświecały redakcji, kiedy decydowała się na opublikowa- 
nie całego lub fragmentu utworu znanego pisarza polskiego, np. Heryka Sienkiewicza 
czy Władysława Reymonta. Były to najczęściej teksty nasycone dużą dozą patrio- 
tyzmu i solidarości narodowej. Nowele lub fragmenty prozy wspomnianych autorów 
publikowano w celu rozbudzenia społeczeństwa polskiego, a także uświadomienia mu 
wartości i bogactwa kultury polskiej. Wśród tak dobranego materiału znajdujemy 
fragment powieści "Potop" Henryka Sienkiewicza, (opatrzony tytułem od redakcji: 
"Kordecki" - D.B. 1909, nr 234) nowelę Władysława Reymonta - "I wynieśli" 
(D.B. 1917, nr 22) czy tekst Marii Konopnickiej "Niemczaki" (D.B. 1908, nr 2). 
jak już nadmieniłem, nowele i opowiadania miały za cel uświadomienie nieprze- 
mijających wartości narodowych, rozbudzenia solidarności społecznej wśród żyjących 
pod ciężkim jarzmem pruskim Polaków. Poza wyżej wymienionymi celami, nowele 
i opowiadania pełniły ważną funkcję edukacyjną, bo poprzez kontakt czytelników 
z polskim słowem drukowanym, nauczyły i utrwalały język polski wśród całej mniej- 
szości polskiej Bydgoszczy. 


POWIEŚC ODCINKOWA 
N a łamach "Dziennika Bydgoskiego" w latach 1907-1920, opublikowaną rów- 
. nież 23 poy:ieści w odcinkach, o różnorodnej tematyce.i wartości artystycznej. Wśród
		

/kronika_1200301_0001.djvu

			299 


tych utworów możemy wyróżnić trzy grupy tematyczne: powieść sensacyjno-kry- 
minalną (9 utworów) najczęściej anonimowych twórców (np. "Gorzka nagroda", 
D.B. 1908, nr 6-108). Powieść sensacyjno-kryminalna miała za cel "przyciągnąć" 
szerokie rzesze czytelników, miała, podobnie jak nowela pomóc utrwalić wśród czy- 
telników nawyk czytania polskiej gazety codziennej. 
Następna grupa powieści, to utwory historyczne. Powieść historyczna-miała przy- 
pominać o latach świetności i potęgi państwa polskiego, miała również za zadanie 
nauczyć historii Polski. Powieść historyczną (10 utworów) reprezentują: Trelewski 34 , 
Adam Kosiński 35 , józef Łomnicki 36 , Kazimierz Gliński 37 , Adam Krechowiecki 38 . 
W prezentowanej przez "Dziennik Bydgoski" panoramie powieści nie zabrakło 
utworów uznanych autorów polskich, jak: Bolesława Prusa 39 , Marii Rodziewicz6w- 
ny4°, Ignacego Maciejewskiego (Sewera)41, Michała Bałuckiego (Elpidiona)ł2. 
Podsumowując poczynione rozważania dotyczące charakterystyki treści lite- 
rackich, obecnych na łamach" Dziennika Bydgoskiego" w latach 1907-1920 trzeba 
nadmienić, że materiał literacki nie był rozległy. jeśli chodzi np. o poezję, często po- 
wtarzały się nazwiska twórców liryki okolicznościowej np.: Anny Prus-Krzemieńskiej, 
Stefanii Tuchołkowej, Wandy Brzeskiej. Występuje duża liczba utworów anonimo- 
wych pisarzy, prawdopodobnie wywodzących się z kręgu redakcji lub amatorów wier- 
szopisania, nierzadko grafomanów z kręgu czytelników gazety. Skromnie reprezento- 
wana jest twórczość poetów spoza kręgu literackiego "Dziennika", a zupełną rzad- 
kością są na łamach przykłady poezji obcej. 
Analizując dział prozy należy stwierdzić, że przeważały teksty Anny Prus-Krze- 
mieńskiej, Stefanii Tuchołkowej i Stanisława Krasickiego oraz anonimowych twórców 
literatury wywodzących swój rodowód z ziemi bydgoskiej. Powieść odcinkowa to 
głównie proza, mająca charakter sensacyjno-kryminalny lub rozrywkowy, choć prze- 
drukowano też utwory o treści patriotycznej np. "Placówka" - Bolesława Prusa, 
"Przebudzeni" - Michała Bałuckiego). Literatura obca w prozie reprezentowana 
była przez autorów tekstów sensacyjno-kryminalnych. Dramat nie był w "Dzienniku" 
w ogóle prezentowany. 
Należy stwierdzić, że działalność "Dziennika Bydgoskiego" odegrała niepoślednią 
rolę w latach 1807-1920. Zasługą pism'a było systematyczne upowszechnianie wiedzy 
o życiu literackim przez: 
1. Prowadzenie serwisu informacyjnego o wydawnictwach bieżących (w stałych 
działach: "Z nowych wydawnictw", "Z ruchu wydawniczego", "Ruch wy- 
dawniczy"). 
2. Zamieszczanie szkiców i artykułów poruszających tematykę kulturalno-lite- 
racką. 
3. Publikowanie informacji o poetach i prozaikach, jak artykuły, wywiady, 
wspomnienia, krótkie informacje dotyczące życia i twórczości pisarzy, a także 
nowości wydawniczych. 
4. Prezentowanie krótkich informacji dotyczących życia literackiego w Polsce 
(również w Bydgoszczy) i za granicą. 
Trzeba stwierdzić, że literatura piękna, publikowana na łamach "Dziennika Byd- 
goskiego", była traktowana jako źródło wspomagające moralnie społeczeństwo pol- 
skie oraz jako ilustracja poglądów politycznych, głoszonych przez jana Teskę i jego 
zespół redakcyjny. Literatura piękna pełniła jeszcze jedną ważką rolę, dobór jej, 
choć w wielu przypadkach kontrowersyjny, miał tworzyć "podręcznik" z wypisami 
tekstów dla polskich rodzin. Literatura piękna miała uczyć patriotyzmu, poczucia 
odrębności narodowej i religijnej, i przez to przygotować następne pokolęnie Polaków
		

/kronika_1200302_0001.djvu

			300 


do przejęcia inicjatywy politycznej w regionie silnie germanizowanym przez żywioł 
niemiecki. 
Poprzez swą działalność w latach 1907-1920 redakcja "Dziennika Bydgoskiego" 
przygotowywała nowe zastępy dziennikarzy, działaczy kultury, nową rzeczywistą 
polską inteligencję, która swą kulturotwórczą rolę spełniła w okresie dwudziestolecia 
międzywojennego. 


PRZY PI SY 


1 Prasa polska w latach 1864-1918, praca pod red. Jerzego Lojka, Warszawa 1976. s. 197 
I D.B. 1910, nr 157, s. 1 (Grunwaldzki rok) 
a D.B. 1909, nr 146,s. 1 
& D.B. 1916, nr 115, s. 2 
I D.B. 1913, nr 95, s. 1 
· D.B. 1911, nr 67, s. 2 
, D.B. 1913, nr 116, s. 3 
· D.B. 1932, nr na 25-1ecie - tabela, s. 4 
1 D.B. nr okazowy z 2.XII. 1907 r. 
II op. cit. 
11 Ibidem 
11 Ibidem 
u np. D.B. 1914, nr 29-106 
1& np. D.B. 1008, nr 234-235 
16 np. D.B. 1913, nr 39, Dod. 
1. np. D.B. 1914, nr 103 \ 
17 np. D.B. 1916, nr 109 
l' np. D.B. 1915, nr 255 
l' np. D.B. 1918, nr 6 
10 np. D.B. 1920, nr 197, Dod. 
21 np. D.B. 1920, nr 206 
21 np. D.B. 1920, nr 273 
23 Obrazy literatury polskiej, T. I, s. 246 Warszawa. 1966 
Ił D.B. 1919, nr 92, Dod. 
u D.B. 1009, nr 92 
18 D.B. 1914, nr 284 
27 D.B. 1916, nr 296, Dod. 
28 D.B. 1008, nr 234-235. 
28 D.B. 1009, nr 64-66 
80 D.B. 1917, nr 22-23 
al 'D.B. 1908, nr 2-4 
a2 D.B. 1914, nr 139, Dod. 
aa D.B. 1915, nr 240-245 
3& D.B. 1908, nr 107 - l 16, "Podanie gminne o założeniu miasta Bydgoszczy" 
sa D.B. 1914, nr 293-287, "Bitwa pod I(irchholmem" 
a. D.B. 1915, nr 78- 159, "W usługach królewny" 
17 D.B. 1916, nr 89-157, "Mąż krwawy" 
as D.B. 1916, nr 158-228, "Mrok" 
at D.B. 1914, nr 29-106, "Placówka" 
łO D.B. 1911, nr 88-152, "Szary proch" 
&1 D.B. 1916, nr 229-300, "ponad siły" D.B. 1917, nr 1-153 
łJ D.B. 1915. nr 10-77, "Przebudzeni" 


.. 


I
		

/kronika_1200303_0001.djvu

			. 


JERZY KON IECZN1' 


ADAM GRZYMAŁA SIEDLECKI 
W OBRONIE HENRYKA SIENKIEWICZA 


W tomie VI I "Kroniki Bydgoskiej" z 1986 r. ukazał się artykuł Zdzisława Mrozka 
pt. Bydgoskie tradycje sienkiewiczowskie w dobie międzywojennej. Przypomina on , 
zjawiska związane z recepcją życia i twórczości Henryka Sienkiewicza na terenie 
Bydgoszczy do 1927 r., z koncentracją uwagi na dziejach budowy pomnika pisarza 
w Mieście. 
Działalność organizatorska i polityczna autora Trylogii została przypomniana 
w omówionym środowisku także w latach trzydziestych. Ilustruje ten fakt list Adama 
Grzymały Siedleckiego adresowany 13 grudnia 1934 r. do dra Witolda Bełzy, ówczes- 
nego dyrektora Biblioteki Miejskiej. Wypowiedź Siedleckiego nawiązywała do kores- 
pondencji Stefana Kawyna, ogłoszonej w "Wiadomościach Literackich" 9 grudnia 
1934 r. (nr 50) zatytułowanej Pod szczęśliwym panowaniem Najjaśniejszego Mikołaja 
Wtórego. 
Przepiszmy tekst wystąpienia Kawyny: 
" [...J. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na fakt, który, dziś mało znany, niemal za- 
pomniany, posiada swoistą wymowę. Może niewielu tylko w Polsce [...J wie, jaką 
tajemnicę kryje tzw. kamień węgielny pomnika Mickiewicza w Warszawie. Że jest 
to tajemnica równie bolesna jak... haniebna, tego dowodem niech będzie przytoczony 
dokument fundacyjny, do dziś dnia znajdujący się w podwalinach pomnika ugody 
polsko-carskiej [...J. «Na wieczystą rzeczy pamięć. Z łaski Bożej pod szczęśliwym pa- 
nowaniem Najjaśniejszego Mikołaja Wtórego, Cesarza Wszech Rosji, Króla Polskiego 
za rządów jenerał Gubernatora jego Mości Księcia I meretyńskiego i za prezydentury 
miejskiej w Warszawie jenerała Bibikowa niżej podpisani w liczbie XIV mężowie 
pozdrawiają w Panu wszystkich, którzy te słowa czytać będą. Aby dzieła ludzkie, 
w biegu czasów dokonane, nie zaginęły kiedyś w mroku zapomnienia, słuszną i spra- 
wiedliwą rzeczą jest utrwalić je i przekazać w piśmie potomnym. Przeto wiadomem 
czynimy wszem wobec i każdemu z osobna, komu danem będzie oglądać ten list nasz, 
iż dnia dzisiejszego ku chwale i pamięci wiecznej Adama Mickiewicza, sławnego 
Wieszcza, który ozdobą i światłem był narodu polskiego, poczęliśmy wznosić ten 
pomnik z dobrowolnych składek obywateli całej Polski, przez rzeźbiarza naszego 
Cypriana Godebskiego pięknie i wspaniale wykonany. Ku większej zaś wierze i prze- 
świadczeniu tej sprawy dla przyszłych pokoleń niniejsze pismo, własnoręcznie przez 
nas podpisane, postanowiliśmy złożyć w podwalinie rzeczonego pomnika. Błogosław 
Boże nam i wam. Amen. 
Dan w Warszawie w dniu pierwszym miesiąca maja roku odkupienia MDCCCIIC, 
zaś od szczęśliwego narodzenia się Adama Mickiewicza roku setnego ». 
Następują podpisy członków komitetu budowy pomnika.
		

/kronika_1200304_0001.djvu

			. 


302 


I 


Autorem tego dokumentu, powstałego «(pod szczęśliwym panowaniem Naj- 
jaśniejszego Mikołaja Wtórego» był Henryk Sienkiewicz. 
Stefan Kawyn (Lwów)". 
Przypomnijmy, że zabiegi Sienkiewicza o pomnik Mickiewicza w Warszawie, 
realizujące dawny jego pomysł z 1882 r., nabrały rozmachu od lutego 1897 r. pod 
koniec roku następnego, gdy pomnik stanął na Krakowskim Przedmieściu. Objęły one 
zorganizowanie komitetu, prowadzenie układów z Cyprianem Godebskim, któremu 
powierzono wykonanie pomnika, a nade wszystko sporządzenie aktu erekcyjnego, 
wmurowanego w cokół, głoszącego, iż monument powstał "pod szczęśliwym pano- 
waniem" Mikołaja I I. 
julian Krzyżanowski, kompetentny komentator udziału Sienkiewicza w sprawie 
budowy pomnika Mickiewicza stwierdził na kartach książki Henryka Sienkiewicza 
żywot i sprawy: ,,[Sienkiewicz] obawiał się [pamiętając o zapisie w akcie erekcyjnym 
- j. K.], by go nie pomówiono o serwilizm, choć cenę taką trzeba było zapłacić za 
zezwolenie na pomnik. jeśli domysł to słuszny, to obawy nie były bezzasadne, jeszcze 
bowiem w 1934 r. wypominano mu w prasie ów akt erekcyjny". 
Upomnienie wpisane w korespondencję Stefana Kawyna na kartach "Wiado.- 
mości Literackich" pod redakcją naczelną .Mieczysława Grydzewskiego spotkało się 
z odprawą Grzymały Siedleckiego. Nie godził się nasz krytyk z próbą odczytania aktu 
erekcyjnego jako świadectwa służalczości wobec władz carskich, zakładał natomiast, 
iż była to konieczność w zniewolonym kraju. 
Oto tekst listu do Bełzy, przechowywanego w zbiorach Izby Pamiątkowej Adama 
Grzymały Siedleckiego Biblioteki Wojewódzkiej w Bydgoszczy (Sygn. rkpsu 643 t. I I): 
"Szanowny i Drogi Panie Dyrektorze! 
Otrzymałem przed chwilą przysłany mi łaskawie przez Pana odpis (rewelacji) 
p. Kawyna z (Wiadomości Lit.). Ów dokument fundacyjny mógł redagować Sien- 
kiewicz. Pewne cechy stylu wskazywałyby nawet, że tak jest. W każdym razie musi 
być on na tym dokumencie podpisany jako prezes komitetu budowy pomnika Mic- 
kiewicza w Warszawie. Przypuszczam, że w okresie stawiania pomnika ten akt wę- 
gielny nie był dla społeczeństwa tajemnicą i jeżeli kogo czym dziwił, to niezwykłą 
wówczas u s t ę P li w o ś c i ą rządu rosyjskiego, pozwalaj ącego wyłącznie w języku pol- 
skim redagować tak ważny dokument. Trzeba wziąć pod uwagę, że była to epoka, 
kiedy nawet księgi parafialne musiano pisać w języku rosyjskim. 
Dokument haniebny? 
Odtwórzmy sobie sytuację 1898 r. Na jenerałgubernatorstwo warsz. przybywa 
ks. Imeretyński, który próbuje wprowadzić kurs (łowienia serc polskich). Łowienia 
w sieć rosyjskiej racji stanu - to rzecz prosta. Sienkiewicz i grono innych ludzi wy- 
zyskuje natychmiast sytuację: spróbować wnieść prośbę o pozwolenie wzniesienia 
w Warszawie pomnika Mickiewiczowi. Czy wierzą w przychylne załatwienie podania? 
Ani trochę. Są pewni, że rząd odmówi (zabraniał wówczas budowania kościołów). 
Ale próbują - dla spokoju sumienia polskiego - że nie zaniedbali okazji. S.taje się 
rzecz n i e p r a w d o P o d o b n a: I meretyński przeforsował udzielenie pozwolenia. Pom- 
nik zaczynają budować. Oczywiście, jeżeli w fundament pomnika ma być wmuro- 
wany akt erekcyjny, to dziecko wówczas by tylko nie rozumiało, że akt ten musi się 
rozpocząć od konwencjonalnego zwrotu o szczęśliwym panowaniu takiego to a takiego 
monarchy, rozciągającego swą władzę nad krajem, gdzie ten pomnik staje. Dla Ko- 
mitetu, a przypuszczam, że głównie dla Sienkiewicza to się dzieje, że rząd pozwala 
dodać dla osłody naszej tytuł k ról a P o l s k i, w obiegu życia publicznego wówczas 
nieużywany i nie sp rzeciwia się użyciu patriotycznych zwrotów o (wieszczu) i (OZ- 
dobie i świetle narodu polskiego), a co ważniejsze na rewolucyjne w warunkach 


,
		

/kronika_1200305_0001.djvu

			303 


ówczesnych brzmiące zdanie (obywatele całej Polski), co przypominało zwalczane 
przez carat pojęcie Polski, j ed n ej w trójzaborowości. Te szczegóły były dla Komitetu 
stokroć bardziej korzystne od straty moralnej użycia na wstępie słów o szczęśliwym 
panowaniu Mikołaja II. 
Oczywiście powstaje pytanie, czy jednak tego Mikołaja II nie dałoby się uniknąć, 
poniechawszy w ogóle myśli wmurowywania aktu? By na to odpowiedzieć, trzeba by 
wiedzieć, czy I meretyński za cenę pozwolenia na pomnik, nie obstawał przy koniecz- 
ności zredagowania takiego dokumentu - i jakie były perypetie ustalania tekstu, 
w którym za szczęśliwego Mikołaja dano Polakom wolną rękę co do użycia słów: 
(cała Polska), (wieszcz narodu) etc. 
	
			

/kronika_1200306_0001.djvu

			WŁODZIMIERZ MoCH 


STARE PO NOWEMU, 
CZYLI "WILEŃSKIE ROZMAITOŚCI" 


"Wileńskie Rozmaitości" - kwartalnik Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi 
Wileńskiej. Oddział w Bydgoszczy - weszły w drugi rok swego istnienia. Środowisko 
byłych mieszkańców Kresów Wschodnich jest w mieście nad Brdą dość liczne i ak- 
tywne zarazem. Oddzlal bydgoski pokusił się więc o wydawanie własnego pisma jako 
jedyny w kraju. Traktując pierwszy numer jako sondaż środowiska kresowego 
w zakresie jego potrzeb oraz próbę stworzenia płaszczyzny wzajemnych kontaktów 
Zespół Redakcyjny wykłada w nim swój program: 
"Chcielibyśmy informować o istotnych wydarzeniach w dzialalności naszego od- 
działu, o poczynaniach Zarzqdu Głównego, o tych interesujqcych przejawach życia po- 
lonii litewskiej i bialoruskiej, których nie przedstawiają mass media. Uważamy za 
potrzebne przypominanie - czasem może odkrywanie - osiągnięć szeroko rozumianej 
kultury, którą tam tworzyli nasi ojcowie, dziadowie, pradziadowie... Czyniąc zadość 
nostalgicznym tęsknotom nas wszystkich pragniemy prezentować środowisku ludzi, miej- 
sca, wydarzenia, z którymi jesteśmy lub powinniśmy być związani". 
Pismo, otwarte dla wszystkich chętnych do współpracy, jak dotąd pozostaje 
wierne tej deklaracji, także zapowiadana rozmaitość form wypowiedzi znajduje od- 
powiedni wyraz. Ukazało się dotąd pięć numerów, zawierających materiały o różno- 
rodnym charakterze. Sporo miejsca zajmują bieżące informacje, zwarte sprawozdania 
z działalności Oddziału i środowisk z nim związanych, np. Duszpasterstwa Byłych 
Mieszkańców Kresów Wschodnich przy kościele Św. Polskich Braci Męczenników na 
Wyżynach. 
Dzięki szkicom jana Malinowskiego czytelnik zyskuje w miarę dokładny obraz 
wileńskiej prasy ukazującej się w języku polskim, zarówno przed laty, jak i dziś 
I Czasopiśmiennictwo polskie na Litwie przeżywa obecnie, po latach zaprogramowa- 
nego zastoju, kiedy to 1tkazywał się jedynie "Czerwony Sztandar", prawdziwy 
rozwój, choć boryka się z licznymi problemami natury wydawniczej i finansowej, 
nieobcymi też periodykom krajowym. Prezentacji nowych pism wileńskich służą ich 
minimonografie, zamieszczone w kolejnych numerach "Rozmaitości". Czytelnikom 
została przybliżona "Nasza Gazeta", "Znad Wilii", "Kurier Wileński" oraz "Ma- 
gazyn Wileński". 
Redakcja śledzi z uwagą wszystko, co dotyczy spraw wileńskich: konferencje, 
wystawy, spotkania, podaje bibliografię aktualnie ukazujących się wydawnictw po- 
dejmujących problematykę wileńską. Do ważniejszych odnotowanych wydarzeń na- 
lażała międzynarodowa konferencja "Wilno - Wileńszczyzna jako krajobraz i śro- 
dowisko wielu kultur", jaka odbyła się we wrześniu 1989 r. w Białymstoku oraz wy-
		

/kronika_1200307_0001.djvu

			305, 


stawy prezentowane w Bydgoszczy, takie jak "Wileńskie środowisko artystyczne 
1919-1945" czy wystawa pamiątek związanych z dziejami AK Okręgu Wileńskiego. 
To ostatnie zagadnienie wprowadza nas w krąg tematyki historycznej, znajdującej 
wyraziste odbicie na łamach pisma. już same tytuły oddają jej treść: "Wilno w życiu 
józefa Piłsudskiego" i "Droga do niepodległości Wilna i Ziemi Wileńskiej w latach 
1919-1920", dwa szkice Stanisława Krasuckiego, opublikowane w numerach 3. 
4. w 70. roczcnicę "Cudu nad Wisłą (i Wilią" - jak słusznie dopowiada redakcja). 
Związki józefa I. Kraszewskiego z Wilnem omawia szeroko Henryk Dubowik w nu- 
merze 4. W tym kręgu mieszczą się też dzieje kultu maryjnego na Wileńszczyźnie. 
W artykule "Pani na Borunach" (nr 2. i 3.) Leszek Kostecki odsłania nieznane fakty 
dotyczące historii cudownego obrazu Matki Boskiej w Borunach koło Holszan, zaś 
w materiale "Święto Opieki NMP Ostrobramskiej" (nr 4.) J. Malinowski kreśli dzieje 
najważniejszeJ od ponad 200 lat uroczystości w Ostrej Bramie. 
Także obecne problemy tycia religijnego Polaków na Litwie nie pozostają bez 
echa, by wspomnieć wywiad w numerze 4. z Władysławem Mackiewiczem, prezesem 
Katolickiego Stowarzyszenia Polaków na Litwie. Czuwa ono nad stworzeniem mniej- 
szości polskiej godziwych warunków rozwoju duchowego w wierze swych ojców. 
W chwili rozbudzenia religijnego, po latach tłumienia aspiracji milionów katolików 
na Litwie jest to zadanie niezwykle ważne i trudne zarazem. 
. Nurt wspomnieniowy dominuje w "Rozmaitościach", co nie powinno nikogo dziwić, 
dobrze się więc stało, że oprócz materiałów czysto historycznych pojawiają się arty- 
kuły wspomnieniowe o charakterze osobistym, nasycone tęsknotą za "krajem lat 
dziecinnych". Należy do nich przejmująca swym realizmem gawęda Ireny Michal- 
skiej "Moje wileńskie szkoły" (numery 2, i 4.). Zwłaszcza obraz stosunków panują- 
cych w gimnazjum im. E. Orzeszkowej, przesiąkniętych wzajemną życzliwością 
i przyjaźnią uczniów, nauczycieli oraz szkolnego personelu, budzi w czytelniku szczery 
podziw. W tej szkole nie było problemów narodowościowych ani wyznaniowych, 
mimo jej wielonarodowego charakteru. Gdy porównać ją z wieloma polskimi szkołami 
funkcjonującymi współcześnie oraz przywołać obecną, jakże skomplikowaną sytuację 
polskiego szkolnictwa na Litwie, to rodzą się niewesołe refleksje. 
Czytelnik "Wileńskich Rozmaitości" łatwo dostrzeże wszechstronność ujęcia 
spraw wileńskich. Obok artykułów mających charakter historycznej ciekawostki, 
np. opisujących kto i dlaczego był patronem Wilna (nr 1.). można się zapoznać z po- 
ważnymi szkicami historycznoliterackimi Henryka Dubowika "Wilno w literaturze 
staropolskiej" (nr 3.) i "Wilno w twórczości Czesława Miłosza" (nr 2.). Znajdziemy tu 
również cykl językowych rozwatań Zofii Sawaniewskiej-Mochowej pt. "Pogaduszki 
wileńskie" (numery 1., 2., 4.). Autorka śledzi w nim, w aspekcie popularnym, his- 
torię, zasięg i żywotność wielu wyrazów znamiennych dla słownictwa kresowegOr, 
osadzonego w wielojęzycznych tradycjach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wyliczyć 
tu można np. rojsty, żagary, kucję, wienik, kińdziuk, itp. 
Dominik Kuziniewicz, ostatni (?) gawędziarz z Wilna, kultywujący jeszcze gwarę 
wileńską, dał się także poznać czytelnikom pisma (nr 2.). Wzorem "Magazynu 
Wileńskiego" redakcja wprowadziła cykl "Sylwetki wileńskie" (nr 2.). Pierwsza 
z nich, to przedstawiona przez S. Krasuckiego postać księdza bi
kupa Władysława 
Bandurskiego, wielkiego patrioty, współtwórcy epopęi legionowej. Zawartości biule- 
tynu dopełniają wiersze o motywach bliskich sercu każdego Wilnianina. 
jeśli mówić o pewnych niedostatkach pisma, to, jak się wydaje, w nikłym stopniu 
została na jego łamach przedstawiona współczesność Wileńszczyzny, życie Polaków, 
obecnych mieszkańców tej ziemi oraz ich wzajemne kontakty z innymi nacjami 
Republiki Litewskiej, głównie z Litwinami. Tej problematyki nie zastąpią - swoją 


20 - Kronika bydio
ka
		

/kronika_1200308_0001.djvu

			306 


drogą słuszne - protesty wobec dewastacji grobów żołnierzy AK na wileńs
ich 
cmentarzach. 
"Wileńskie Rozmaitości" wyróżniają się spośród innych podobnych periodyków 
staranną szatą graficzną. Krojem czcionek winiety i zamieszczonym w niej herbem 
Wilna nawiązują do przedwojennych dzienników wileńskich. Od 4. numeru pismo 
powiększyło swą objętość z 8 do 12 stron formatu A4. zszywanych, pojawiły się 
pierwsze ilustracje. Fakt, że jest drukowane, a nie powielane, i do tego na niezłym 
papierze, to wynik pomocy Zakładów Graficznych im. KEN w Bydgoszczy. 
jednak w głównej mierze regularne ukazywanie się pisma jest możliwe dzięki spo- 
łecznej pracy członków Sekcji Naukowo-Odczytowej Oddziału Bydgoskiego TMW 
i ZW oraz innych autorów. Na szczególną wdzięczność czytelników zasłużył sobie 
niestrudzony jan Malinowski, w jednej osobie autor, redaktor i wydawca. 
Redakcji "Rozmaitości" pozostaje życzyć, by nie traciła zapału, a pismo na 
trwałe wpisało się w kulturalny i czytelniczy pejzaż Bydgoszczy L. Wilna. 


. 


;(I . .':' .. " .
		

/kronika_1200309_0001.djvu

			- 
WACŁAW KOCON 


PITA W..t\L BYDGOSKI 


W 1990 r. UKAZAŁA SIĘ KSIĄŻKA JERZEGO DERENDY I BOGUSŁAWA 
SYGITA pt. PRZEZ CZARTA OPĘTANE. 
(BYDGOSZCZ 1990, WYDAWNICTWO POMORZE, s. 217). 
Została ona na okładce określona jako "Pitawal bydgoski". Nazwa "pitawal" po- 
chodzi od nazw!ska Fran
ois Gayol de Pitaval. jest on autorem pierwszego dzieła 
zajmującego się w formie literackiej słynnymi i ciekawymi procesami, dzięki czemu 
stał się twórcą tej nowej formy (1734 r.). Autorzy w "Przedmowie" postawili pytanie, 
czym jest pitawal - powieścią, dokumentalnym opowiadaniem, a może tylko zbiorem 
niezwykłych reportaży. Odpowiadając na to pytanie posłużyli się słowami Stanisława 
Szenica, autora pierwszego polskiego pitawala: "Myślą pitawala powinno być, aby 
przewód sądowy dawnych wieków odtworzyć we współczesnym kolorycie i atmosfe- 
rze". Przyjęło się zapatrywanie, że pitawale, opisujące sprawy sądowe, przeważnie 
kryminalne, karne, sta-nowią swoisty gatunek literacki. Recenzując pracę Autorów 
pretendującą do miana "pitawal" nie można uniknąć zadania pytania, czy zasługuje 
ona na tę nazwę i odpowiedz na to pytanie. Odpowiedź ta zostanie udzielona w koń- 
cowej części recenzji. 
Recenzowana praca składa się z 21 rozdziałów. Dwa pierwsze z nich stanowią 
"Przedmowę" i "Wprowadzenie". W Przedmowie Autorzy zawarli - historię pita- 
wala, w tym także w Polsce, zaznaczając związki wyżej wspomnianego Stanisława 
Szenica z regionem bydgosko-kujawskim oraz krótkie opisy pierwszych bydgoskich 
procesów. W niedługim "Wprowadzeniu" określają skromne swą pracę jako pierwszą 
próbę zbiorowego p
zedstawienia -dawnych procesów sądowych lub spraw karnych 
na terenach regionu pomorsko':kujawskfego. Rozdziały III-XX zawierają meryto- 
ryczną treść pracy. Treść tę określają- tytuły rozdziałów: I II Sąa Kasztelański (1253 - 
-1254) - IV Husyci przed Sądem (rok 1480) - V Tumult na Starym Rynku (rok 
1598) - VI Wypędzona z kamieniem na szyi (rok 1"623) - VII Cżęsto wystarczył 
cień podejrzenia... (lata 1638-1669) :....- VIII jak w Fordonie czarownice sądzono? 
(lata 1670 -17 47) 
 I X N a stos wrzucone (lata 1687 -1747) - X Kacie, czyń swoją 
powinność (do roku 1738) - XI Najsłynniejszy oszust w dawnej Polsce (lata 1615- 
-1647) - XI I Burmistrza opresja niezwykła (rok 1673) - XI I I Prawie Monacho- 
machia (rok 1756) - XV Płonąca kula nad Bydgoszczą (rok 1785) - XVI Obelga 
(łata 1810-1811) - XVII "Łaska Pańska" (lata 1811-1814) - XVIII Rozwody 
(lata.1811-1814) - XIX Mord "rytualny" (rok 1900) - XX jak się bydgoski ka- 
walarz przebrał za cesarza Wilusia i co z tego wynikło (przed I wojną światową). 
Rozdział XXI zawiera wyliczenia bogatych źródeł i literatur z których korzystali 
autorzy (69 pozycji). 


20.
		

/kronika_1200310_0001.djvu

			308 


w części merytorycznej (III-XX) przedstawiono głównie sprawy natury krymi- 
nalnej. Dobrze jednak się stało, że autorzy nie ograniczyli się tylko do tych spraw, 
lecz że znaleźli również w swym pitawalu miejsce dla sprawo charakterze cywilno- 
-prawnym i obyczajowym, opisanych w rozdziałach "Prawie Monachomachia" 
"Płonąca Kula...", "Łaska Pańska" i "Rozwody". W "Łasce pańskiej" zobrazo- 
wano jak sojusznik - cesarz Napoleon miał przede wszystkim na względzie interesy 
Francji i własny, nadając francuskim marszałkom i generałom majątki ziemskie 
w Polsce i jak ci nowi właścicieli, przebywający poza nią, postępowali wobec chłopów, 
wyciskając w sposób bezwzględny z nadanych włości jak najwyższe dochody. Nie 
omieszkano jednak ukazać, jak Sąd Księstwa Warszawskiego, złożony z Polaków, 
przeciwstawił się tej bezwzględności nowych francuskich dziedziców. Zaciekawić, 
oczywiście w pewnym sensie i wzbudzić refleksje nad naturą człowieczą też mogą 
"Rozwody", w "Prawie Monachomachia" i "Płonąca Kula". 
Na końcowych kartach pracy - poza rozdziałami - zostały umieszczone "Przy- 
pisy". 1ródłem ich są poważne pozycje naukowe. Przypisy te spełniają pozytywną 
rolę. Wyjaśniają bowiem terminologię historyczno-prawną, z której w pracy nie 
można było zrezygnować. Są też w nich dość obszerne komentarze oraz stosowne re- 
fleksje. M. in. przypisy do rozdziału III pt. "Sąd Kasztelański" podają wiadomości 
O sądownictwie okresu feudalnego, w tym też historyczne ciekawostki o dowodzie 
z pojedynku stron. Przypisy do rozdziału I V pt. "Husyci przed sądem" zawierają 
interesujące wywody na temat ruchu husyckiego. Opisy narzędzi tortur, relacje 
o smutnej pozycji społecznej kata i o jego osamotnieniu mieszczą się w przypisach do 
rozdziału X pt. "Kacie, czyń swą powinność". Przypisy do rozdziałów podnoszą 
bardzo wartość recenzowanej pracy, gdyż zawarty w nich poważny materiał informa- 
cyjny pozwala czytelnikowi wzbogacić swą wiedzę historyczno-obyczajową i przez 
!o uzyskać więcej korzyści z lektury pracy. 
. W czterech rozdziałach (VI- VII- VIII-IX) autorzy opisują procesy sądowe 
w sprawach o uprawianie czarów. Choć rozdziały te w stosunku do pozostałych szes- 
nastu rozdziałów stanowią ilościowo niewielką część, to można przyjąć, że ich istota 
i problematyka są dla autorów pracy przedmiotem szczególnego zainteresowania, 
na co może wskazywać nadanie książce tytułu "Przez czarty opętane". jest to zro- 
zumiałe, gdyż wiara w czary, wywołana przez nią psychoza oraz procesy przeciw po- 
dejrzanym o czary ciążyły na społeczeństwach Europy przez długie średniowieczne 
i nawet nowożytne wieki jak czarne chmury burzowe z budzącymi lęk i grozę pio- 
runami. 
Wiara w czary ujawnia się już w głębokiej starożytności. Na jej istnienie wśród 
starożytnej społeczności żydowskiej wskazuje zawarty w Starym Testamencie 
(Księga powtórzonego prawa 18.9.10) zakaz uprawiania "magii lub czarów", bo "nie 
pozwala na to Twój Bóg, Jahwe". Rozpowszechnione w średniowieczu islamskim 
praktyki magiczne były pochodze"rlia przedmuzułmańskiego i związane z wierzeniami 
świata antycznego. Ze Wschodu praktyki magiczne zostały przez Hiszpanię przenie- 
sione do Europy. W 386 r. został ścięty na rozkaz władcy Hiszpanii i Galii Maksyma 
biskup Pryscylian, oskarżony o uprawianie magii. Pod wpływem gemańskich wierzeń 
w demony i bóstwa wiara w czary zaczęła przenikać w świat chrześcijański. Karol 
Wielki (1824) ustanowił karę śmierci dla oskarżonych na terenie Saksonii o czary. 
W Europie średniowiecznej uzasadniano potrzebę tępienia osób rzekomo uprawia- 
jących czary głoszoną przez teologów scholastycznych możliwością nawiązywania 
przez ludzi z szatanem kontaktów osobistych a nawet cielesnych. jednocześnie w spra- 
wach o czary miało duże znaczenie stanowisko prawne, że czary stanowiły przestę- 
pstwó takie przeciw wierze i życiu. Z upływem wieków psychoza czarów rozwijała
		

/kronika_1200311_0001.djvu

			309 


się coraz bardziej, ogarniając całą Europę. Występowała ona zarówno wśród kato- 
lików jak i wśród protestantów. W szczególności uwidoczniało się to w krajach nie- 
mieckich, do czego przyczyniały się długoletnie wojny i inne kataklizmy. W Europie 
zachodniej od XIII do X VII I w. spalono na stosie ok. 300000 osób, podejrzanych o 
o czary. W 1631 r. ks. Fryderyk Spee wydał anonimowo książkę pt. "Zastaw prze- 
stępczy czyli o procesach przeciwko czarom" i podważył zawartą argumentacją 
wiarogodność przyznawania się do czarów przez osoby poddane nieludzkim torturom. 
To dzieło i później racjonalizm Oświecenia doprowadziły stopniowo, choć trwało to 
przez długie dziesiątki lat, do całkowitego zaniku procesów w sprawach o czary. 
Proces w tych sprawach odznaczał się szczególną surowością i cechami inkwizycyj- 
nymi i nawet, gdy nadano mu charakter kryminalny zachowano stosowanie tortur 
bez ograniczeń. Ponieważ przestępstwa o czary z pomocą szatana praktycznie nie 
można było udowodnić, winę opierano na domniemaniu, mającym moc dowodu. 
Kary nakładane na skazanych z upływem lat stawały się coraz sroższe tak, że wymie- 
rzano już tylko karę spalenia na stosie. . 
W procesach o wiarę w czary występowały w zdecydowanej przewadze jako 
podejrzane kobiety (ok. 900k), We wszystkich epokach wychodzono z irracjonal- 
nych przesłanek, że mają one szczególne uzdolnienia do czarów. Taka ocena musi 
zastanowić. Czyżby wypływało to z pozycji kobiety na Wschodzie, gdzie była ona 
traktowana jako istota niższego rzędu. 
W Polsce procesy w sprawach o czary rozpoczęły się dopiero w połowie XVI w., 
choć o wiele wcześniej wierzenia w czary były już rozpowszechnione. Surowość wy- 
rokowania była taka sama jak na Zachodzie, co pokazują opisane w pracy procesy. 
Także w Polsce podejrzewano o czary przeważnie kobiety. Psychoza czarów nasila się 
od drugiej połowy XVII w., a swój szczyt osiągnęła na początku XVIII w. Refleksyj- 
nie można tu zauważyć, co jest ciekawe pod względem socjologicznym, że w tym 
okresie (barok) praktykowano w Polsce pobożność zwaną barokową. Wyrażała się 
ona w przywiązywaniu o wiele bardziej wagi do formy bujności nabożeństw niż do 
pobożności eucharystycznej. W 1775 r. Sejm zniósł procesy o czary. W 1793 r. doszło 
w Poznaniu w drodze samosądu do ostatniego w Polsce spalenia "czarownicy" na 
stosie. 
jeśli chodzi o opisane w recenzowanej pracy procesy przeciwko "czarownicom", 
to trudno pojąć, że u występujących w nich sędziów, przeważnie górujących wykształ- 
ceniem nad ogółem społeczeństwa, zacofanie mogło wziąć górę nad rozumem przez 
przyjęcie, że te kobiety mogły rzeczywiście obcować cieleśnie z czartami w ludzkiej 
postaci, spotykać się ze sobą przez długie lata na Łysych Górach w sposób ukryty 
przed świadkami i nie zostać przyłapane na "gorącym uczynku". Przeraża straszne 
okrucieństwo stosowanych tortur i wiara, że uzyskane w ten sposób zeznania są 
prawdziwe. Ale lektura opisywanych zdarzeń skłania też do zastanowienia, czy w 
naszej dobie ludzkość, nasze społeczeństwo są już całkowicie wolne od zabobonów, 
czy zaniechano stosowania okrucieństw i wymyślnych tortur. Autorzy ukazują - na 
tle przedstawionych przez nich spraw'sądowych - do jak fatalnych następstw pro- 
wadzą: fanatyzm, przesądy, brak tolerancji, nienawiść, fałszywe oskarżenia, kiero- 
wanie się niskimi pobudkami. I znowu nie można powstrzymać się od refleksji, czy 
nasze społeczeństwo jest wolne od tych przywar? Smutna zaś konstatacja autorów, 
że "posądzenie o czary były najlepszym sposobem pozbycia się ludzi niewygodnych, 
konkurentów, nawet wierzycieli" wcale nie straciła na aktualności, choć nie chodzi 
już o czary, bo zawiść, donosicielstwo z niskich pobudek nie są rzadkimi zjawiskami. 
Recenzowany pitawal cechuje się tym, że sięga nawet do bardzo odległych czasów 
np. JJ Sąd Salomona", a na terenie Polski aż do XI w. i przechodząc przez wieki kończy
		

/kronika_1200312_0001.djvu

			310 


swe opisy w początkach obecnego wieku. Jest w pełnym znaczeniu historyczny. I choć 
w zasadniczej swej części ogranicza się do rcgionu bydgosko-pomorsko-kujawskiego, 
to właściwy wybór srraw w nim opisanych powoduje, że może być również interesują- 
cy dla czytelników spoza tego regionu. Można o nim powiedzieć ze słusznością, że te 
-"dawne dzieje" zostały odtworzone w autentycznym kolorycie i atmosferze. Przed- 
stawione opisy sprawo podłożach - kryminalnym, obyczajowym, społecznym, poli- 
tycznym i religijnym - dzięki temu urozmaiceniu, ciekawej akcji i historycznej 
prawdzie czyta się z dużym zainteresowaniem. 
Wartość recenzowanej pracy podnoszą liczne (36) zdjęcia, rysunki i reprodukcje, 
przedstawiające budynki, narzędzia tortur, widoki miast i inne przedmioty związane 
z jej tematyką. 
Praca jest owocem współpracy polonisty - dziennikarza i naukowca-znawcy 
kryminalistyki, co wyszło jej na dobre. Została ona napisana językiem żywym, komu- 
nikatywnym i ze znawstwem pod względem historyczno-prawnym. 
I dając teraz odpowiedź na pytanie, czy recenzowana praca zasługuje na nazwę 
"pitawal" - wypada, mając na uwadze to co o niej wyżej napisano - powiedzieć, 
że spełnia ona wymagania i zadania, jakie stawia się tej formie literackiej, a co uza- 
sadnia na danie jej przez autorów miana "pitawal bydgoski". 
Choć autorzy przez skromność określają swą pracę jako napisaną - "w lżejszej 
formie literackiej", to stanowi ona tak pod względem literackim jak i co do jej zalet 
treściowych bardzo wartościową pozycję literacką, wzbogaca ona i urozmaica niezbyt 
obfitą bydgoską literaturę.
		

/kronika_1200313_0001.djvu

			MAKSYMILIAN GRZEGORZ 


HISTORIA BYDGOSZCZY T.I 


HISTORIA BYDGOSZCZY, T. 1 DO 1920 R., POD RED. MARIANA BISKUPA 
WARSZAWA-POZNAŃ 1991, SS. 712:f:149 ILUSTRACJI 


Wśród wielu liczących się europejskich miast porównywalnych poziomem roz- 
wojowym i rangą z Bydgoszczą jedynie nieliczne posiadają własne rzeczywiście nau- 
kowe monografie swych dziejów i to często niezależnie od faktu posiadania czy nie- 
posiadania własnych środowisk humanistycznych, zdolnych do udźwignięcia ciężaru 
tak poważnych badań. Przyczyn tego stanu rzeczy należy doszukiwać się w poziomie 
zachowania bazy źródłowej i stopniu jej opracowania archiwalnego, a przede wszyst- 
kim naukowego oraz roli tych ośrodków miejskich w dziejach ich makroregionów, pa- 
ństw i kontynentów lub jednostkowych, ale ważnych w dziejach społeczeństw ludz- 
kich wydarzeń, które mogłyby ze względów natury ogólniejszej stanowić zachętę 
do gruntowniejszych studiów. 
Bydgoszcz, jako czołowy obecnie ośrodek na ziemiach Polski Północnej, nie leżała 
w pobliżu skrzyżowań dalekosiężnych europejskich szlaków handlowych, nie stała się 
też nigdy punktem centralnym zdarzeń historycznych na europejską skalę, jej zasób 
archiwalny przed ponad 20-tu laty był uporządkowany w stopniu minimalnym, jesz- 
cze gorzej przedstawiało się jego opracowanie naukowe, choć w wiekach średnich 
funkcjonowała jako ośrodek lokalnej administracji kasztelańskiej którego znaczenie 
wzrosło wraz z pojawieniem się zagrożenia krzyżackiego, konkurując skutecznie 
z uznanymi emporiami handlowymi i rozwijając się dość znacznie, a mimo to do- 
czekała się naukowego opracowania w postaci własnej "Historii". jest to niewątpliwie 
ewenementem biorąc pod uwagę wielkość miasta, w polskiej historiografii i regiona- 
listyce, tym bardziej godnym podkreślenia, że niektóre z sąsiednich ośrodków o boga- 
tszych tradycjach historycznych i humanistycznych nie potrafiły się zdobyć na peł- 
niejsze nowoczesne opracowanie swych dziejów. 
Tym większą zasługę należy przypisać tym wszystkim, którzy wyszli z inicjatywą 
opracowania dziejów Bydgoszczy i kontynuowali z uporem swe zamierzenia aż do 
pomyślnego zakończenia, to jest przede wszystkim władzom miejskim Bydgoszczy 
i Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego oraz zespołowi autorskiemu kierowanemu 
Przez redaktora naukowego "Historii Bydgoszczy" prof. dr Mariana Biskupa. 
Oddana do rąk czytelnika część pierwsza monogafii Bydgoszczy, będąca owocem 
wielu lat żmudnych kwerend w archiwach, muzeach i bibliotekach, tak polskich jak 
i zagranicznych, obejmuje chronologicznie dwa zasadznicze okresy dziejowe grodu 
nad Brdą, a więc okres piastowski i I Rzeczypospolitej (do 1772 r.) oraz czasy zaboru 
pruskiego (1772-1920).
		

/kronika_1200314_0001.djvu

			312 


Całość monografii poprzedza "Przedmowa" napisana w imieniu Bydgoskiego 
Towarzystwa Naukowego oraz wstęp pióra Mariana Biskupa charakteryzując do- 
tychczasowy stan badań oraz omawiający cel i metodę pracy. Konstrukcja obu wy- 
mienionych części pracy jest w pewnym sensie podobna do siebie, gdyż każdą z nich 
poprzedza zwięzłe omówienie bazy źródłowej i stanu badań (dla pierwszej części Ze- 
nona Guldona do 1772 r., a dla drugiej Kazimierza Wajdy do 1920 r.), a zamykają 
podsumowania (w pierwszym przypadku Mariana Biskupa do 1772 r., a w drugim 
Kazimierza Wajdy do 1920 r.). 
Część pierwsza składa się z dziewięciu rozdziałów kolejno omawiających położenie 
geograficzne miasta (Andrzej T. Jankowski), pradzieje i wczesne średniowiecze (Ge- 
rard Wilke), początki grodu i podgrodzia, lokację miasta na prawie magdeburskim, 
handel w XIV i XV w., udział Bydgoszczy w wojnach polsko-krzyżackich w XV w. 
(Ryszard Kabaciński), rozwój urbanistyczny i przemiany ludnościowe w latach 
1466-1772, życie gospodarcze Bydgoszczy w latach 1466-1772 oraz samorząd 
i gospodarkę finansową miasta w latach 1466-1772 (Zenon Guldon), dzieje poli- 
tyczne Bydgoszczy 1466-1772 oraz kulturę, naukę i szkolnictwo 1466-1772 (Fran- 
ciszek Mincer). 
Część drugą, równie obszerną jak pierwsza, podzielono aż na jedenaście rozdziałów, 
które zajmują się: przemianami administracyjnymi i społeczno-gospodarczymi w pie- 
rwszym okresie rządów pruskich 1772-1806, dziejami politycznymi i kulturalnymi 
Bydgoszczy w latach 1772-1806 (Franciszek Mincer), rolą Bydgoszczy i departmentu 
bydgoskiego w czasach Księstwa Warszawskiego 1806-1815 (Marian Kallas), sto- 
sunkami ludnościowymi i gospodarczymi w latach 1815-1850 (Jerzy Wojciak, Ka- 
zimierz Wajda), politycznymi i narodowymi problemami Bydgoszczy w latach 1815- 
-1850 z uwzględnieniem polityki germanizacyjnej, szkolnictwem i życiem kultural- 
nym Bydgoszczy w latach 1815-1850 UerzyWojciak), przemianami terytorialny- 
mi, ludnościowymi i gospodarczymi w latach 1850-1914 (Kazimierz Wajda), sto- 
sunkami politycznymi i narodowościowymi, a także oświatą, kulturą i sztuką w la- 
tach 1850-1914 Uerzy Wojciak), sytuacją Bydgoszczy w okresie pierwszej wojny 
światowej i powstania wielkopolskiego 1914-1920 (Mieczysław Wojciechowski). Ksią- 
żkę zamykają: wykaz skrótów, indeksy: osobowy, nazw geograficznych i etnicznych 
(Zbigniew Karpus) oraz spis ilustracji. 
Interesujące wprowadzenie do rozdziału o początkach Bydgoszczy stanowią przed- 
stawione przez Andrzeja T. jankowskiego uwagi na temat położenia geograficznego, 
rzeźby terenu, wód podziemnych i klimatu. Dane te wprawdzie w większości odnoszą 
się do stanu współczesnego, ale ułatwiają zrozumienie kierunków rozwoju miasta 
wzdłuż szlaków komunikacyjnych: gańskiego (na północ), poznańskiego (na zachód) 
i toruńskiego (na wschód). Podział ten, mimo braku pewnych wskazówek na temat 
trendów rozwojowych w przeszłości (np. zmian klimatycznych) zawiera pewne in- 
formacje na temat tendencji rozwojowych równoleżnikowych tego ośrodka miej- 
skiego. Miasto ciążyło ku Wiśle. 
Gerard Wilke dokonał oceny dotychczasowego stanu badań archologicznych, 
określając czas powstania grodu bydgoskiego nad Brdą na XI w. Z braku źródeł 
pisanych jedynie dalsze badania archeologiczne mogą udzielić odpowiedzi na tematy 
układu przestrzennego miasta itp. 
W podrozdziale "Gród i podgrodzie", jednym z najistotniejszych dla bliższego 
umiejscowienia Bydgoszczy w konkretnym środowisku geograficznym, a także 
administracyjno-politycznym R. Kabaciński, poczynając od podania daty pojawienia 
się 28 marca 1238 r. pierwszego kasztelana bydgoskiego, stwierdza, że kasztelania 
bydgoska powstała "niewątpliwie wcześniej", a jej terytorium zostało wydzielone
		

/kronika_1200315_0001.djvu

			313 


z sąsiedniej kasztelanii wyszogrodzkiej" oraz dodaje, że należy ona do grupy naj- 
starszych kasztelanii kujawskich (s. 84). Autor pisze następnie o obowiązku stróży, 
naprawy starych i budowy nowych umocnień, a także o zwolnieniach od tych cię- 
żarów oraz o ich zniesieniu, by przejść do problemu ustalenia metryki i lokacji osady 
podgrodowej. Zasługą autora jest niewątpliwie szersza próba analizy osady położonej 
na wschód od grodu w kierunku Brdy, związanej z kościołem św. I dziego, który - 
jego zdaniem - był kościołem parafialnym. Ustalenia R. Kabacińskiego dotyczące 
zarówno tych spraw, jak i granic kasztelanii wymagają jednak dalszych badań histo- 
rycznych, a przede wszystkim archeologicznych. Zastrzeżenia budzi zwłaszcza po- 
gląd autora o wydzieleniu kasztelanii bydgoskiej z kasztelanii wyszogrodzkiejl, 
wynikający niewątpliwie z przeświadczenia o bliższych związkach osadniczych okolic 
Bydgoszczy z Wyszogrodem. Wprawdzie w literaturze historycznej dość powszechny 
jest pogląd o tym, że ziemie między Brdą i Płytwicą należały do Kujaw albo Pomorza, 
jednakże już j. Powierski wykazał jego bezzasadność w wypadku przynależności do 
Kujaw, aj. Spors zakwestionwał - moim zdaniem słusznie - przynależność do Po- 
morza'. 
Zdaniem tegoż ostatniego ziemie między Brdą i Płytwicą należały do kasztelanii 
nakielskiej, a zostały od niej oderwane po opanowaniu Bydgoszczy przez książąt 
kujawskich 3 . R. Kabaciński omówił też stosunkowo gruntownie rolę Bydgoszczy jako 
grodu nadgranicznego w okresie walk polsko-krzyżackich w latach 1309-1343, po- 
święcając sporo miejsca chwilowej okupacji Bydgoszczy przez oddziały krzyżackie 
(1331-1337). Pewnym dostrzeżonym mankamentem wydaje się tu być pominięcie 
problemów zmian graniczych do jakich doszło na pograniczu świecko-bydgoskim 
w latach 1309-1349, to jest w okresie tuż po zajęciu południowej części Pomorza 
Gdańskiego, a oficjalnie przeprowadzoną delimitacją granic polsko-krzyżackich na 
mocy wystawionych przez strony zainteresowane dokumentów międzypaństwowych 
(1349 r.). Ostateczny bowiem przebieg tych granic okazał się dla Polski, korzyst- 
niejszy, niż stan z okresu po 1309 r. i późniejszego, gdyż Zakon został odsunięty od 
Brdy, co niewątpliwie miało wpływ na rozwój bydgoskiej aglomeracji osadniczej. 
Uwaga ta dotyczy w szczególności szkicu nr 18, umieszczonego na s. 77, a ujmującego 
w sposób schematyczny obszar patrymowium miejskiego opracowanego na podstawie 
dokumentu lokacyjnego z 1346 r. Ustosunkowanie się do powyższego zagadnienia 
mogło przynieść interesujące wnioski natury regionalnej i szerszej. Nawi
sem mówiąc, 
szkoda, że wspomniany szkic nie został w pracy umieszczony we właściwym miejscu 
(np. na s. 98 lub n.) 
Pracowicie i zręcznie przedstawiony proces lokacji Bydgoszczy (1346 r.), wnoszący 
niewątpliwie sporo nowych elementów, wywołuje jednak pytania, na które trudno 
znaleźć zdopowiedź. Osadzając sam fakt lokacji w kontekście szerszych porównań, 
autor mógł uwzgldnić także procesy osadnicze zachodzące równolegle na Pomorzu 
Gdańskim (w 1346 r. lokowano tam m.in. Chojnice - przywilej cząstkowy. Bytów- 
kolejne dwa przywileje w krótkich odstępach czasu, Tucholę) Obowiązkowo powinien 
był się jednak odwołać do monografii Inowrocławia, którego ustrój był wzorcem dla 
ustroju Bydgoszczy. Rażącym raczej niedopatrzeniem jest pominięcie możliwości 
bliższego określenia prawa magdebuskiego przez nieuwzględnienie szerszej literatury 
przedmiotu. 
Miasto lokacyjne, zdaniem autora, znajdowało się na zachód od zamku starostów 
królewskich. Obszar wewnętrzny objęty murami oblicza autor na 20 ha. Liczbę dzia- 
łek na 300. Powyższe dane przejęto zapewne z okresu staropolskiego ](1466-1772). 
który został opracowany przez Z. Guldona. Autor ten na podstawie znacznie bo- 
gatszego materiału źródłowego. zwłaszcza archiwalnego mógł wreszcie zdobyć się na 


21 - I(ronika bydgoska
		

/kronika_1200316_0001.djvu

			314 


bardziej precyzyjne ukazanie zarówno rozwoju przestrzennego jak i gospodarczo-spo- 
łecznego i ustrojowego. Z. Guldon ocenia rozwój demograficzny miasta wraz z przed- 
mieściami w początkach XVII w. na około 5000 osób, ukazując równocześnie stop- 
niowy spadek liczby mieszkańców do 1391 osób w 1772 r. Również F. Mincer w swych 
wywodach nawiązuje do badań nad układem przestrzennym miasta oraz jego archi- 
tekturą. Ze zrozumiałych względów (obszerniejszej podstawy źródłowej i nieco lepiej 
zarysowanych badań cząstkowych) wyniki ustaleń Z. Guldona i F. Mincera zdają się 
być bardziej dogłębne. 
Zdecydowanie najwyżej wypada jednak ocenić poziom opracowania dziejów 
Bydgoszczy w czasach pruskich i to zarówno w ich płaszczyźnie społeczno-gospodar- 
czej jak i dziejów politycznych oraz kulturalnych, ą także etnicznych (narodowo- 
ściowych), nie mówiąc już o znakomitym wręcz ukazaniu rozwoju układu przestrzen- 
nego miasta. Miał na to niewątpliwie decydujący wpływ narastający sukcesywnie za- 
sób archiwalny oraz stan jego opracowania naukowego, a także fakt przetrwania 
całych zespołów architektonicznych. 
Ukazanie się "Historii Bydgoszczy" należy przyjąć z ogromnym zadowoleniem, 
zdając jednak sobie sprawę z faktu, że oznacza to tylko zamknięcie pierwszego etapu 
prac nad tym liczącym się ośrodkiem miejskim w Polsce Północnej. 
Ogromny, do końca nieprzebadany materiał archiwalny oświetli jeszcze niejedną 
stronę życia grodu nad Brdą. zwłaszcza że ta interesująca monografia razi nieco tym, 
iż nie uwzględnia często istniejącej nowszej literatury przedmiotu (szczególnie po 
1976 r.), co w sposób szczególny odbiło się na stanie opracowania historii tegoż miasta 
do połowy XV w. Mówiąc o jej mankamentach nie można ominąć też faktu niewy- 
korzystania bogatego materiału kartograficznego, w tym z Archiwum Wojennego 
w Sztokholmie. Cytowanie pominiętych opracowań zajęłoby zbyt dużo miejsca, stąd 
problem ten jedynie zasygnalizowano. Mimo pewnych wyrażnych niedociągnięć, 
ocena poyzytwna tej pracy wydaje się oczywista. 


PRZYPISY 


1 J. Spors. Podziały administracyjne Pomorza Gdańskiego i Slawieńsko-Slupskiego od X / / 
do poczqtk6w X IV w., Słupsk t 983, s. 209 n., gdzie obszerna bibliografia 
I Ibidem 
· ibidem 


j 


fi" 


..
		

/kronika_1200317_0001.djvu

			STEFAN PASTUSZEWSKI 


NA MARGINESIE TOMU I 
"HISTORII BYDGOSZCZY" 


Blisko dwadzieścia lat trwały prace nad monografią d
iejów Bydgoszczy i kto 
wie ile jeszcze potrwają, bowiem w 1991 r. ukazał się dopiero pierwszy tom "Historii 
Bydgoszczy". obejmujący okres do 1920 r. Wprawdzie BTN zapowiada w przedmo- 
wie tegoż wydania. że następny tom zamknie się na 1980 r. jednak aby pracować 
w zgodzie z rytmem dziejów, to należałoby jako kolejną cezurę wyznaczyć 1989 r., 
kiedy to doszło do ostatecznego upadku systemu realnego socjalizmu. Okres 1945- 
-1989 z uwagi na ograniczony dostęp do materiału archiwalnego można przedstawić 
jako zestaw nie skomentowanych faktów. 
I tom "Historii Bydgoszczy" jest dziełem tak długo oczekiwanym, że aż podwójnie 
cennym. jego podstawowa periodyzacja (do 1772 r., lata 1772-1920) wprawdzie 
zamazuje odrębno
 okresu wczesnośredniowiecznego I rozdrobnienia feudalnego 
w państwie polskim, to jednak odpowiada historiozoficznej linii rozwoju grodu nad 
Brdą. Nić tę starają się wysnuć syntetyczne podsumowania poszczególnych okresów, 
dokonane przez M.Blskupa I K. Wajdę. Wydaje się, iż należałoby w oparciu o te 
rozprawy, a także świetną pracę R. Kabacińskiego "O dziejowym rozwoju Bydgo- 
szczy" (1988), przeprowadzić porządną dyskusję o linii rozwojowej miasta i opra- 
cować w oparciu o nią coś na kształt resumme historycznego Bydgoszczy. które 
mogło by zostać potraktowane jako odrębne wydawnictwo. 
"Historia Bydgoszczy" nie uniknęła jednak schematycznej tendencyjności w dwóch 
kwestiach: ruchu robotniczego i pomostowej dwunarodowości miasta. Nierzadko 
mijając się z obiektywizmem, a już na pewno "po linii i na bazie" sprawy te poruszają: 
jerzy Wojciak i Kazimierz Wajda. To nawet dobrze, że bezwładność cyklu wydaw- 
niczego pozwala dziś, w "nowej epoce", ukazać się książce z "minionej epoki" i pomóc 
zweryfikować autentyczność postaw pewnych badaczy, którzy obecnie w innych 
niż historie sferach dali się poznać jako "pionierzy postępu", po drodze oczywiście 
porzucając mniej korzystne dla kariery organizacje, a lokując się w tych, które 
obecnie są u szczytu (K. Wajda). A przecież "gwoli prawdy historycznej" podrozdział 
K. Wajdy "Formowanie i rozwój bydgoskiej klasy robotniczej" można zastąpić 
podrozdziałem "Struktur społeczno-zawodowa miasta", zaś podrozdział J. Wojciaka 
"Początki i rozwój ruchu socjalistycznego w Bydgoszczy" o ileż korzystniej byłoby 
zastąpić syntezą komparatystyczną dotyczącą ruchów politycznych w mieście. 
Owej okazjonalnej tendencyjności nie uniknął także redaktor naukowy tomu - 
Marian Biskup, wynosząc pod niebiosa dęte rozprawy K. Wajdy, które "ukazaly 
ważką rolę ruchu robotniczego w mieście na przełomie XIX-XX w." (s. 12). M. Bis- 
kup, nadmiernie zresztą dodając rangi, popularno-naukowej ostatecznie, pracy 
zbiorowej pod redakcją Gunthera Meinhardta "Aus Brombergs Vergangenheit') 

 


21.
		

/kronika_1200318_0001.djvu

			316 


(1973), ustawia całą monografię w wyraźnej opozycJI wobec tejże. Przemilcza zna- 
mienny fakt, iż właśnie ukazanie się w Wilhelmshaven, w końcu sentymentalnej- 
pisanej z opozycji osób pozbawionych ojczyzny rodzinnej (Heimat) pracy, stało się 
ostatecznym Impulsem do podjęcia starań o polską monografię. M. Biskup, powołując 
się na modnego w pewnym okresie jerzego Topolskiego i popierając jego koncepcję 
historiograficznej "syntezy rzeczywistej", opisanej w dziele o tytule nomem omen 
wyraźnym ;,Marksizm i historia" (1977), przeciwstawia, niczym rasowy marksista, 
twórczej roili woli czlowleka rolę czynnika gospodarczego. Ów wywód o zdeterm ino- 
wanych przez obiektywne prawa ekonomiczne ludzkich poczynaniach (s. 16-17) 
nie tylko trąci anachronizmem, ale też jest mętny i nie przekonuje. Najdziwniejsze 
że M. Biskup utrzymuje, iż mimo akcentowania przez poszczególnych autorów 
"tej wlaAnle gospodarczej osi syntezy", zamiaru tego nie udało się całkowicie osiągnąć 
(s. 17). Drugą niekonsekwencją zespołu autorskiego jest stosunek do kontrowersyjnej 
pracy "Aus Brombergs Vergangenheit". Mimo. że M. Biskup zapewnia, iż praca ta, 
"spóźniona wyraźnie w swoich założeniach, stanowić mogła tylko faktograficzne 
uzupełnienie dla okresu J1olskiego" (s. 14), to jednak nierzadko dochodzi do wykorzys- 
tania zawartych w niej interpretacji. Wniosek taki można wyciągnąć z dużej liczby 
germanizmów, choćby wspomnieć "cementowe elementy budowlane" (s. 539), za- 
miast "betonowe" czy "majster" (s. 540) zamiast "mistrz". Nie pierwszy to zresztą 
przypadek wykorzystania niemieckich opracowań przez bydgoskich historyków, po 
uprzednim ideologicznym ich zd