/Archiwum_002_04_035_0001.djvu

			- 


- 


London 11 th F ebruary 1968 
Registered at the G. P. O. as a npwsnaopr 


I Dziś 6 stron 


1 


Cena 45, 


Rok XXIII nr 6 (1141) 
LONDYN 11 lutego 1968 


JADWIGA MAURER 


"Małowierni" 


TYGODNIK 


Redakcja i admimistracja : 67 Gnat Russell 
Street, London, W.C.1, tel. CHA 3644. - Pre. 
numerata kwartalna .£2.0.0, w Stanach Zjed- 
noczonych i Kanadzie $6.00, w Belgii 285 fr. 
belg., we Francji 28 fr., w Nlienwrech 24 DM, 
w Szwajcarii 28 fr. szw., we Włoszech 3300 
lirów, w imnych krajach równowartość $6.00, 
- Zmiana adresu ls. - Czeki należy wy- 
stawiać na ,,\Viadomości". - Ogłoszenia: ad- 
ministracja "Wiadomości".' Cena za l cal X 
1 szpalta 30s. 


a 


powieści Kaden-Bandrowskiego 


OD DLUż
EGO JUż CZASU nur- 
rej:i w r3Jl11ach pewnej umolW1nej 
przYZIWoi,tOŚlCi, o jakąś dozę posre.d- 
lilią, o umilllr. Wl!>zyiStkill11 wiadomo że 
iSitnieją tell1lt8Jty święte, uświęco:ne sa- 
me w sobie i że istnicti.a. pi.sarze, któ- 
rych działa1ność pozaliteracka już z 
,góry dyiSk.waHfikuje ich ubwory w 
oczach pewnej gil'Ulpy kry.ty-ków. Pow- 

echmie mane są wypadki Hamsuna, 
.PoUll1da i wielru pLsarzy niemieckich. 
IkJtórzy byli sympailyika.mi hi,t}eryz:mru. 
W literaltul"ze Po'l,ski liudowej takill11 
zdyiSikiwalifiJkowanyim auto:rem je5-t 
Moozar, w dużo mniej.szej mie1'Ze i 
Bratny. Mówi s;ę wtedy językiem po- 
toc.mym że ta&i czy iJ!II!1Y 'Pisarz jest 
skorn.proJIlliltoiwany. W kirytyce mów 
sie iJnaczej, baroziej 'Lawile, ale ma 
tS'ię to samo na myślL 


* 


Kry.t,ycy li,teraccy i recenzenci lubia. 
się przechwalać wobec czy te1n i ków 
że sa ja:koby cał,kowicie nie.zaJeżIl1i w 
swoich sądach. M.im. z8JPewn
ają że 
osoba autora jest im zupeł>nie obojęt- 
na i nie g1ra żadnej mli w ich im- 
fl.erpretacji. OwtSzem, tak być chy.ba 
powimno. Niestety, w praktyce ocena 
absolultma, .tam gdzie chod:Di o snrawy 
.}ooZoki.e, jest niemo:M-irwa, choć ciągłe 
za.pe'WII1j.a.nie o istnieniu krYJly.ki o.deQ'- 
wanej od WIsze1'kich pobud.ek poza1lite- 
raclcilC,h wes,zło w modę ma Zachodzie. 
Wiadomo że k:ryty:ka ('Pożal sie Boże 
:Dresoz.tą) za żelazna. kuutyna. nie b3JWi 

ię w po,zory obiekitywi.zmru i że 1lIP. 
'POzytywiści z Świętoc.how.s.kim na cze- 
le taJkże mru nie ho
dowala,. Dążenie 
do ooel"Wania wa,larów estetycznych 
od wszellkie_i ,treści wydało kilka szkół 
antybiografiC7JIlych i amtyhi'Sitoryc.z- 
mych w i11lterp.retacji litera" a ostat- 
nio strutYOSityCY używający móz.gÓtw e- 
lektronowych. W,szysSzanowaniu dla ludzi dobrej wo- 
li skOlTzystały Orzesz 'kowa i Konop- 
lIlicka. Kl-asycz'nym przykladem n3.to- 
m
aoSlt wrogiego przyjęcia na tle me- 
ltafi'zyczmo-'l1arodowym była recP/pcja 
..MaaOlWanego p'taika" Kosińskieg-o. 
Obecnie wychwa3a się ,.epopf>ie o 
w,rze.śniru" KJUniczalka, podlkreś,la,jm: 
ra.z po 'raz że epOlpeja taika jest bar- 
dzo poltrzebna. 


* 


Rozważywszy więc ten s'
an rzeczy 
i stIwie.rd.zi'W1szy po raz kitóryś że 0- 
bie'kty.wizm też IW1 swoje gramice, za- 
baJWiłall11 się w ten sposób przy lek- 
turz.e "Mało.w,iernych" Putramenta że 
wmawiałam sobie jakoby pO'Wieść t
 
ma.piLSał Hołuj. Dlaczeg-o wy.bólr mój 
!padł a&u.rat na Hołuja? Bo HDłuj u- 
chodzi za autora powieści poIityc.z- 
mych, bo ludzie jego te
 sa. często 
c.zalmo--bialli, bo posługuje sie tech- 
nilką dialo
ÓIw podOib.na. do tej stoso- 
wanej w "Małowiernych", bo ja wiell1l 
zres.:Dtą, tak mi wpadło. I jes.zcze, bo 
Ho}.uj jest aUJlorem po
eści o Oś- 
w.ięcirn.iu, "KO'lliec nasz
o świalta", 
która choć ni,by pseudopoliltyczna, 
jes't chyba najbar,rł.ziej wstrzą.s.3jącym 
ŚłWiadec'bwem, jalkie zaJWiera cała po- 
ka.źiIla Hte:ratrura o tym obozie. Czy 
jest to prawdopodobne, żeby Hołl\1j 
napisał "Małowiel"nych"? Nie, na pe- 
wno nie. Było to osz.u
,
wo zas,tosOlWa- 
.ne po to aby wyłączyć o.s.obę praw- 
dziwego aUJto,ra. Dobiegła,m jednak w 
ten Siposób końca powie
ci nie wy- 
,krzykllląJW1S.zy ani razu że przecież au- 
tor dopiero wczoraj mówił c3łkiem 
na o'Pak i że nie jest moralnie powo- 
łany do żadnej tego roJzaju kirytyki 
i czegoś tam jeszcze. 
W ja'kiś czas potem pr.l:eczy;\.ałam 
w "Na An
enie", dodatku do nr. 1130 
..Wiadomo
ci" (bo "WiadomoścI" 
pł"zychod!Z
 tu b'l,nlzo p67mo) , wypo- 
wiedź o "Malowim',nych" BuJtramen
o i 
"pl"zez ptl"yz'l1at osoby aUJlora. Wypo- 
w.iedź ta, :DWaiy.wszy nastawienie au- 
tora pta,wić z prod'ukcyjłl1ia;ka- 
mi mimiOlllego okresu. Powie.ść pro- 
dukcyjna musi bez,pośrednio d(J
Yczyć 
mas, przed15l
awlać knnf1ikty klasy 
p\!"3cująced, a lepiej je
zcze - prole- 
taria,tu od we'Wllla.'tll'z i na zewn
h'z. 
Poszczeg-ólme postacie wystęJ>ujące 
l1a szerokim Ue załog-i jakiejś, po- 
wiedzmy, ko.pa,1ni S1). tylko pr.z-ed'Sta- 
wicielami, czy.li w praktyce pa'P,iero- 
wym'i symbolami ścieraja.cych się .ze 
soba. sił w dro.dze do ideału - ko- 
m'UII1ioz,mru. Produkcyjniak jest naj- 
nailWn.iejtSzym odgakziealiem symbo- 
li;7Jmu, zbli-żonym do przY1Powieści i 
podobnym w za.m-iel'z€lIliu i wykona- 
niu do owoców lirt:{waJtwry religijno- 
dyrlak
yczmej najnihszego ga.t'lJllku. 
,.Małowr.elr,ni". WTęlCZ odwrotnie, są 
powieści;J "eHt
łI'na" zaj,młUjąca. si
 
wyłącznie losami e:li.ty rzą>dzącej lub 
walczącej o władzę. "Małowielmi" na- 
leża. do te.go typu powi
ci, k,tóry 
Wyka w 
,wojej pracy "Pogra.n
cze 
powieści" pa'o'Ponuje .słu
znie nazy- 
W'lĆ nie powieO'Wl"ÓCił w peWlIlym sensie do J>OZyty- 
wi'zmu, choć zachował niekitóre cechy 
naJtwrałi
mu 7JWiązame z Młodą Po.1ską. 
Bigda urzecZOtlly au'y.s.-Lrokraltką (w je- 
go mniemamiru, o to tylko przecież 
chodzi) KOSitryiniową.. ktÓłfej twal'Z 
,..;<"s.t talk SJ
lachetma, że moiŻiIla by ją 
dlrUlkować na ba.nkJnotach j, tD na wyż- 
szych, co najmmiej stuz.łotÓIWkach", 
!lOłW1tórzony został w Ligezie urzc- 
c.zonym LeOikadią. Stosune'k ten kom- 
promilt'\loje Ligęzę i przedstawia go ia- 
ko Wokulskiego Pol
,ki Ludowej, ana- 
OOromizm ulegający czarowi miw zie- 
miań"Skie
o. POt8ifać Ligezy i je
l} 
F<"ralwa należą do najbardtz.iej uda- 
nych w powieści. Gdyiby Putrament 
był r07.budO'Wał w&tel{ Ligezy 
 skUl"- 
clZył wyjąitikowo .słabe wątkii Lichtmera 
i przeciws.tawionego mu niejako 
Kłl"anca, pOlWlieść zyis.kałaby literaciko, 
a,le straciłaby ki>lka sellJsacyjmych klu- 
oZyików. :lJwła's'zcza sprawa Kranca, 
męc.zennika i ideowca, tak wie/le mzy 
iuż pO>ru
zaTIa w alpoJogetyce komu- 
nizmu, wyma,gałaby jaikieg"oś balf- 
d:Diej indywidua1nego podejścia i J):1"ze- 
rosłalby ramy "Małov.-iernych". Słaby 
je!'lt także wątek spi.sku i zamachu. 
dall{'ikie echo "Popiołu i diamentru" 
AndrzejełWl8lkiego. 


." 
',' 


Od Kadellla taikże pocho.dz,i me,:oda 
psychofii71jo1ogic'ma o,p1.sów. St.amy du- 
c.
a 
d.a wane są za pomocą WyiSzcze- 
gol'll1ama symtpł1:omów jakby jakiejś 
chO'l"o,by, ja,kie ta.kim stanom tOW;1.- 
rZYB.Zą. Po,Jj,tycy Kadena za,rÓWlllo jak 
i PutramellJta ci er pi a. na zawro.ty g,ło- 
wf, nooności, 
óle w piersiach, a,ryt- 
mię serca. WIęc n'P. kiedy Bxyń.ski 
przeg.rywa .cał
 swoją karierę jedną 
mow
 w. sejm.ie: "Hryński siedlZiał jak 
s.kwnuenlały. Plr:zeszło mu już zdener- 
wowall1ie ost.re, Mujące w okoEcy ser- 
ca, uderzające .,
o glowy cię,żlką, go- 
r1}C!! fala krwI . A oto Kaden póź- 
m€'j'SiZY, tem z fragmentu "Jedwabny 
węzeł" dalszego ciąg-u zamierzo.nej 
tTy.logii: ,,8{próbował schodzić. Wiel,kie 
poty, gorąco, zimno, a futra nie mógł 
wciągmąć. Para-liż, nerlki, lIIryibm:a 
c.zy wąJtroba". To poseł Deptuła o,pu- 
szozający sa.lę obraz sejmowych z. 
UlczUlCiem porażki. 


* 


Osobiście fra.puje mnie w "Mało- 
wiernych" użycie symboliki ch1"Ześ- 
cijańskiej nie licującej jakoś z tema- 
t-:m. . Sam tytuł budzi takie sko.:rurze- 
ma jak "prawowierni", "ludzie ma- 
łej wiary", które są niejako częścią 
s,kład?W11 słownictwa chrześcijańskie- 
go. L:ICh.
er za swój 8f1-:y.kuł, w któ- 
ry.m od.kryrwa tajemnice pal'tii, o
rzy- 
lI1uje trzyd'zieści srebr.n
ków! Nie 
wchodzę w to że w Sta.nach Zjedno- 
c'
OIJ1ych wsze1Jkiego rW.l:ajru honora- 
ria wY1Płaca się czeikiem i źe zdoby- 
cie trzydziestu dolairów w mo.netach 
byłoby w ogóle połączone z nielaJC.la 
wysi
kiem. Autor całkiem oozy.wi,śde 
wykazuje częs.to że nie o.rieIlJ
uje si
 
w arkanach życia na Zachodzie. Ale 
lo nic, bardziej od niego stY'lizuJący 

ie na zachodll1io, jak Andr.zejewski i 
BrandyiS, te.ż nie są tak świet31ie zo- 
rientO'Wami jak udaja.. Tę niewiedzę 
moż'na Put,r3Jmen.tO'Wi ewentuałnie wy- 
baczyć. N3Jtomiast jego wrogość wo- 
bec Zachodu, utrzymana w ttonie 
,.śmielfć kalP'i't3lli
(om", jeslt w liJter3ltu- 
rze Po18,ki LudDwej po Doro'SltU ana- 
chronizmem. WrogOŚĆ do Zac,hodu wy- 
raoża się dzisiaj całkiem i'nac'zej: bar- 
dziej podstępnie, skrycie, nie ta,k pro- 
sto z mostu, po jezuicku, żeby także 
uiyć okire.
lenia związanego z religią. 
Kito się chce dO'Wiedzieć, jak się to 
robi, temu polecam powieść Bll"ezy 
..Uł"ząd". 


ZBIGNIEW 


GRABOWSKI 


I PISZE DO PARTII CZARNYM PUTRAMENTEM. 


()D CZASU DO CZASU otrzymuję 
z Polski, od osoby zmanej mi tyi- 
ko z korespondencji, książki, które 
mpja łaskawa ofialI"odawezyni uwa- 
ża 'La cell.ne i godne pomania. Malo 
kiedy przez te lata znajomości li. 
stow.nej byłem jej tak wdzięczny jak 
przed Jrilku tygodniami, kiedy prze- 
słała mi polWieść Jerzego Putramen- 
ta "Małvwiermi".*) po,pi.ero póź..ni?i 
dowiedziałem się że IU;Jążki juŻ me 
sposób dostać w księgarniach, że zl?- 
stała wykupiona, i to podobno nIe 
tylko przez chciwą publ1czność, i że 
ł:.tanowi dalej sensację .War
za
y. 
Potem dopiero doszły m
le _W'l£ŚCl o 
liście Putramenta do .,zycla War- 
szawy",' gdzie bronił swojej powjeści 
przed zarzutami że szkaluje ona par- 
tię i podkreślał że jest to tylko oska'r- 
żenie pewnych. elem£
tów, . owych 
właśnie "małoWIernych - 1. to z 
minionego" okresu "błędów l wy- 
paczeń". . 
Przyznaję się od razu że kIedy cZf- 
tałern rzecz Jerzego putram
t
 
l': 
wi£(lziałem o całym tle pOWleśCl, Jej 
echach, samopokajamiach i .scenerii, 
która tak często powtarza SIę w u- 
strojach tota'lnych. Była to ró'.vmież 
pierwsza powieść. putral!1e.nt
, któ- 
rą czytałem w ŻYCIU. Ponlcwl!-z od 
. 
1935 znajduję się za gramcą, .nle 
miałem okazji śledzić rozwoju pIsa: 
rzy właśnie wterlv dora
tających l 
zdobywających szlify autor8kie. po 
raz pierwszy zet,knąłem się 
 
utr
- 
mentern jako au,'orem po 'Y0Jme, k.le- 
dy na łamach jEdnego z pIsm kraJO- 
wych ("Odrod-zC1llia" czy "Twórczoś- 
oi") uk8łZało się jego opowiada,n;" o 
silnym węź
e d'ram3tycznym. Otp 
żobnie,rz armili Berlinga spotyk'ł SIę 
trafem losu bodai ze swoją żon
, 
lttóra wrac'1ła z Rosji: spotykają Się 
w jakiejś chacie na d
wI!ych kresach 
n3 jedną noc. Pragmema trzymane 
na wodzy przez lata rozła,ki wylbu- 
chają, ale oto w sąsiedniej izbie c: ha - 
t.y umiera akurat j
na z ..re:Pl!-tnan- 
tek". MałżonkoWIe me mogą SIę zdo- 
być na Erotykę w tych waru
kach 
 
sZanują śmierć w izbie za śCIaną I 
męczą. się 'P.r.ze;z cała. noc,. która za- 
powiadała SIę Jako noc mIłosna. Ich 
pośwaecelllie 
p{JOtyl{8 się ra.no z s'!,r- 
ka1'tycznyrni uwagami bab i chło-. 
pów z sqJsiednie.i izby. izby umarłeJ 
kobiety: nikt nie wIerzy w to po- 
święcenie, było ono zaltem nadaremne. 
Opowiad:mi e napisane było :Ii pa- 
sią i jak najle>piej nastroiło mme. do 
Putrame'nko PI?: 
trafił mocą swojego talentu zrobI c 
pogrzeb pierwszej klasy - Putra- 
menta stać było na pogrzeb trze- 
ciej czy czwartej klasy. Zmac,ie aneg- 
dotę o pogrzebie trzeciej klasy na 
'kitórym niebOl
'zCJz)'fk sam niesie trum- 
nę? Istotnie Putrament nie.sie trum- 
nę, w której spoczywają. ZlWłOiki tWOil"U 
kiedyś żywego. Jest wprost z3gad'ką 
że ton bwór taik !'rz;yblko zachorował I 
tak szybko umarł - jest to bowiem 
powieść o lud'Ziach martwych, o 3JU 
tomatac,h powtaTZających żałosne 
bajki o ludziach niezdo1nych do sa- 
modzie1n£go myśle.nia, 
 l
i.ach bez 
10ialności wobec przYJaclól, o lu- 
d7iiach którzy nie potrafią koszto- 
W.1Ć prostych radości życia. Jako 
studium wpływu doktryny na czło- 
wie'ka jE1st to 'fl
,udi'lim wierne i s't:ra- 
szne. . 
Nie znam klucza do tej powlcści, 
chociaż je.st to na pewno "un roman 
a clef" - czy raczej powieść z wy- 
trychem. Nie wiem, czy L1gęza, bo- 
ha,ter powieści, czł	
			

/Archiwum_002_04_036_0001.djvu

			! 


Nr 1141, 1lith FebóJ.'Uiary, 1968 


JANUSZ KOW ALEWSKl 


D 


- - JESTEŚ HOCHSZTAPLER! 
- powiedziała Krystyna 
podniesionym głosem, a jej, spokoj- 
ne zwykle i pogodnie u;miechnięte, 
zielonawo-niebieskie oczy błyszcza- 
ły mocno i były bardziej przez to 
niebieskie i powiększone: różowe u- 
sta natomiast były zaciśnięte i po- 
bladłe. 
Michał najpIerW myślał że się 
przesłyszał, a potem zląkł się że jej 
<;ię coś stało: przy ko
acji na dole 
przed chwilą była taka jak zwykle 
- z ożywieniem gaworzyła z dziec- 
kiem, potem spokojnie odprowadzi- 
ła Jurka do łazienki, dała mu czy- 
stą piżamę i świeży ręcznik - bia- 
ły w niebieskie pasy z kremowym 
szlaczkiem. ., A teraz - gdy zna- 
lazła <;ię w sypialni - nagle to stra- 
szne słowo, takie niezwykłe w jej 
ustach, bo nigdy nikogo nie wyzy- 
wała. I ten głos podniesiony, a pra- 
wie nil!dy nie podnosiła głosu. 
- Hoch - co? - zapytał. w na- 
dzi
i że może się jednak przesły- 
szał. 
- Hochsztapler - powtórzyła i 
zaczęła "spelować": H - jak huli- 
gan. - o - jak owieczka, ch - jak 
chłystek. sz - jak szmira. t - jak 
tuman. a - jak Agatha Christie, p - 
jak pajac. I - jak Leda z łabędziem, 
e - jak Ewerest. r - jak Roman Ra- 
t<;chka . " Już w:esz teraz? 
-- ("o to za żarty? 
- Niestety, to nie żarty. FaJd: 
j
steś hochsztapler. 
- Powiedziałaś że: ..jesteś", to 
7naczy że ja jestem? wciąż się 
I'pewniał. 
- Tak, powiedziałam że je..teś. 
że ty iesteś - odebrała mu wszelką 
nad7ieję. 
- - No wiesz... Bo żebyś choć 
powiedziała: ..wy
lądasz ja1(". albo 
"robisz wrażenie", nil" byłoby mi 
tak żal i tak dziw, ale tak. moja 
mała,. . 
- Nie jestem dla ciebie żadn:ł 
..moja mała" i nie: "wydaie mi sk 
że jesteś". ale jesteś - znis7czyła 
re<;ztki jego złudzeń i patrzała mu 
prosto w oczy tymi swymi błyszczą- 
cymi turkusami. 
- Nie patrz tak - poprosił - 
bo czuję się jak Cezar. 
- Nie idę umierać za ciebie... 
Ja wiem. ale sztyletujesz mnj
 
tym spojrzeniem. 
- O nie. tym razem t(l już nie. . . 
Nie wykręcisz się teraz tymi dowcip- 
kami, jak tyle razy dotąd się wy- 
kręcale
. Teraz już wiem na pew- 
no; jesteś obrzydli
y hochs7tapler . . . 
ł po coś ty się ze mną żenił, łaczył 
tym węzłem dozgonnym? Po co? 
za<;zlochała. 
- Ho cię kochałem i kocham 
powiedział, ocierając łzę wzrusze- 
ma. 
- On mnie kocha... Boże, jaki 
on hochsztapler... 
- Co tobie się stało? Co to ma 
znaczyć? Skąd ta nagła do mnie 
nienawiść? Wszystkiego mógłbym 
<;ię spodziewać... Że mnie, w wy- 
buchu nienawiści, powiesz: "dureń". 
albo ..kretyn", albo ..ostatnia idyjo- 
ta" . .. Ale hochsztapler? Wszystko 
od ciebie bym pogodnie i godnie 
nrzyjął, każdą obelgę. Ale hochątap- 
kra - nie! 
- - A dlaczego? 
- Ho to do mnie nie pa<;uje. W 
tym nie ma prawdy psychologiczne.j. 
la ni
nawidzę oszustwa. kanciar- 
..twa. Ja człowiek szczery. Kocham 
nrawdę. We rrnie nie ma a!1i kropli 
fal<;zu, ja żyję prawdą. tylko praw- 
tyna. 
- W co? 
- W te konferencje "Skarbu Na- 
rodowego" . ., i w to że jesteś ten 
..prawiedliwy, ta prawda chodząca? 
- głos Krystyny drżał, na niebies- 
k.im połysku turkusów pojawiły się 
błyski - łzy, siłą wstrzymywane. 
..Prawda chodząca... na kaczych 
nogach" - pomyślał Michał, bo. 
nie wiadomo na fali jakiego skoja- 
rzenia. podpłynęło wspomnienie z 
nie tak dawnych lat wojskowych; 
w wojsku się mawiało: ..Ach ty. . , . . 
na kaczych nogach chodzący..... 
Nigdy nie wiedział dlaczero .,na 
kaczych nogach", a teraz nagle zro- 
zumiał: niepewnie, chybotliwie, z 
boku na bok. Czy włalawjelł1iem 
"Joamny d'A,rc" braCttwo bratałem go w 
pl"zeddzień wyrzuce.nia z "KUlrieug przepisów kucharskich 
za,lecal11yeh przez swoje pitSomo. 
Utył. :me razy pl1zyjeżdżałem 00 
Wall'SizaJWY zllipraszał mnie do siebie 
ma sztuikę mięsa z rurą i ogóo:k5em 
monasltel''Sikim. Była w.sp.a.niała! 
Henryk Pr7.yborows.ki, 
Poznań, 1932. 


-- 


R 


ciel, który chce ciebie ze mną po- 
różnić, .. moż
 nawet rozwieść. 
- No wiesz... 
- Wiem. teraz wiem, moja ko- 
chana żono! Przyznaj się, kto to 
jest? Kim jest ten tajemniczy hoch- 
sztapler? 
Chciała powiedzieć: "Ty, Micha- 
siu", ale powiedziała: 
- To teraz ty będziesz we mnie 
wpierał zdradę, cudzołóstwo hoch- 
sztaplerstwo? ' 
- A skąd ten anonim, skąd ta 
maskarada. . . Poczekaj: wcwraj 
godzina dziewiąta trzydzieści? Tak, 
był taki facet, mojego wzrostu, u- 
brany w brązowy ortalion, też pew- 
nie jak i mój od Tazaba, brązowy 
kapelusz. .. nawet pomyślałem że 
podobny do mnie. I tyś za nim posz- 
ła . .. Widziałaś jego twarz? 
- Przelotnie, kilka razy profil, 
głównie to plecy, bo szłam za nim. . . 
- No więc widzisz! Zagadka się 
wy jaśniła_ teraz przeproś i ,.pocałuj 
swoje słoneczko" wybuchnął 
śmiechem -- kawał Wiecha. Ty pew- 
nie nie znasz Wiecha... 
- Niezupełnie - powiedziała. 
- Co: niezupełnie? 
- Zagadka wyjaśniła si", niezu- 
pełnie: nie wiemy kim był ten po- 
dobny do ciebie. 
- Twój wielbiciel tajemniczy. 
- Nie mam wielbicieli. 
- Nie żartuj: przy swoich trzy- 
dziestu latach wyglądasz najwyżej 
na dwadzieścia... Najwyżej,.. mu- 
sisz mieć wielbicielaków. 
- Ani najwyżej, ani najm7ej 
wielbicieli nie mam i nie chcę mieć. 
Chcę mieć męża... Chcę żeby się 
ustatkował na starość... 
- Na co? Proszę? 
- TaJe. tak. spójrz na swojc wło- 
sy, spó.irz na tę okrąglejącą ..kibić". 
Pora, Michasiu, się ustatkować - 
Krystyna się zmieniła, jakby nie ta 
"jędza" sprzed pół godziny; mówiła 
teraz z perswazją, spokojnie. tonem 
mądrej matki, albo starszego do- 
świadczonego profesora lub doktora 
'- przyjaciela domu... 
- O cLym ty mówisz? Przecież 
wiesz że to tylko intryga, Że to nie 
ja z tą jakąś rudą na tym Patneju . . . 
Krystyna westchnęła i przerwala: 
- Tylko kto? 
- Właśnie; kto? - powtórzył i 
też westchnął. - Bo jeśli ni:: twój 
wielbiciel.. . 
- I nie ty - poddała. 
- To chyba... - namyślał Się 
nad nowym kłamstwem. 
- Reżym - zakończyła. 
"Co za wspaniały wykręt, genial- 
ny!" - chciał wykrzyknąć, ale na 
szczęści c zaniemówił z wrażenia i 
podziwu dla jej pomysłowości: sam 
by lepiej nie wymyślił, bo to mó- 
wić można przecież wszystko na 
reżym. a nic sprawdzić - żaden 
przyzwoity emigrant polityczny nie 
chodzi na pogwarki do reżymowych 
melin, zwanych ..ambasadami" lub 
"konsulatami". 
- Rzeczywiście - powiedział. - 
A skąd wiesz? 
- Prosta dedukcja: to nie by- 
łcś ty, to nie był mój -- jak chcesz 
mi wmówić - kochanek, więc tyl- 
ko reżym. Intryga reżymowa. Jesteś 
duży działacz społeczny, chcą cię 
albo skompromitować, albo uwikłać, 
może na szpiegostwo namówić. Bo 
oni, wiesz, ze wszystkimi tak. 
.,Kochana, poczciwa, szlachetna 
- myślał Michał o żonie z rozrzew- 
nieniem - znowu dała się nabrać, 
znowu się wykręciłem". 
- Tak, tak - mówił wzdychając 
--- ile to się człowiek nacierpi na 
tej emigracji politycznej. Słuchaj, 
ale to groźne. Co z tym zrobić? Bo, 
rzućmy takie przypuszczenie. ja rze- 
I:zywiścre miałbym coś na sumie- 
ni u.. . 
- Ale na SZczęSCIe nie masz? 
- Oczywiście że nie, sama t;raz 
już widzisz... 
"Och, jakiś ty niepoprawny kłam- 
czuch, jaki urodzony hochsztapler" 
- myślała Krystyna i westchnęła, a 
M.ichał mówił dalej: 
- Ale gdybym, rzućmy miał coś 
na sumieniu albo gdybym miał 
mniej rozumną i kochającą żonę, 
jakąś jędzę histeryczkę. a ona by 
uwierzyła, to faktycznie rozróbka 
mogłaby być nielicha i jakiś, rzućmy, 
szantaż możliwy... To tak sobie 
myślę że tej sprawie mOŻe należało- 
by nadać jakiś bieg... 
- Tak, może tej sprawie należy 
nadać jakiś bieg - mówiła Krysty- 
na w zamyśleniu. 
- Właśnie: jaki bieg? - instynk- 
townie szukał u niej rady bo choć 
jak każdy mężczyzna, a
tomatycz
 
nie uważał ją za głupszą, jako ko- 
bietę, podświadomie uznawał jĘ:j du- 
ży rozum i bystrą inteligencję, z 
wyjątkicm, oczywiście, dziedziny 
taktyki miłosnej, w której uważał 
się za nieprześcignionego mistrza. 
- Czwarty! Ostateczny! po- 
wiedziała z energią. - TrLcba temu 
położyć kres! 
- Takiemu szantażowi? Tak, masz 
rację - przyświadczył. - To nil 
dopuszczalne! Takie hochsztapler- 
stwo. Trzeba z tym skończyć!
		

/Archiwum_002_04_037_0001.djvu

			- 


Nr 1141, 11th February, 1968 


STEFANIA KOSSOWSKA 


. 


DZIEŁO 


() KSIĄŻCE Adama Pragiera 
"Czas przeszły dokonany", któ- 
rą uznalismy zgodnie za najwybit- 
.niejszą książkę roku, mówię w za- 
stępstwie Wacława Zagórskiego, któ- 
ry z powodu choroby nie mógł wziąć 
udziału w dzisiejszym wieczorze.*) 
lcby odda; tej książce sprawiedli- 
wość, trzeba by przygotować się 
długo i sol;dnie. jeśli więc nie po- 
wiem o niej wszystkiego co należa- 
łoby powiedzieć, proszę znaleźć wy- 
tłumaczenie w tym zastępstwie. 
Chyba rzadko można z większą 

Iusznością powiedzieć o książce że 
jest "dziełem życia" jak o wspom- 
nieniach Adama Pragiera. I dlatego 
że jest znakomita, najlepsza ze wszy- 
stkiego co napi!.ał, i że jest sumą 
całego życia, nie tylko tych lat, któ- 
re poświęcił jej napisaniu. l jeszcze 
dla innych powodów. "Czas przesz- 
ły dokonany" (nawiasem mówiąc, co 
za świetny tytuł!) jest autobiograf,ią 
kogoś, kto nagromadził ilość doświad- 
czeń, jaką mógłby łatwo obdzielić 
wielu ludzi. Będąc osobistym, pry- 
watnym pamiętnikiem, książka ta 
daje jednocześnie obraz czasów, któ- 
re hyły jednym znajciekawszych, 
najważniejszych, najburzliwszych o- 
k resów nowoczesnej historii. Dzie- 
ciństwo i wczesna młodość Pragiera, 
czyli - jak on mówi - "początek 
jego świadomej orientacji w świe- 
cie" przypadły na ostatnie dziesięcio- 
lecie ubiegłego wieku. W jego wspom- 
nieniach mieści się więc ponad pół 
wieku - bo książk:i doprowadzona 
jest do połowy r. 1945. 
W istocie mieści się w niej jesz- 
Cze wi
cej. gdyż historią rodzinną 
zaczepia o powstan;a. o pozytywizm, 
sięgając aż do pierwszej połowy 
XIX w. 


*) Przemówienie wygłoszone na 
rozdaniu nagród litcrackich za r. 
1967, przyznanych przez Zwi;j.zek Pi- 
sarzy Pol'ikich na Uchodztwie. Por. 
artvkuł Juliu'iza Sakowskiego ,.Z 
uhocza loży na czoło sceny" w 1065/ 
1066 nr. "Wiadomości". 


ZYCIA 


Pragier je ,t bardLiej wszechstron- 
ny niż wiedzieli nawet ci, co go 
znają od dawna. Wiadomo - adwo- 
kat, działacz socjalistyczny, polityk, 
proi"e'ior ekonomii, publicysta. Zu- 
pe!ną niespodzianką dla większości 
czytelników jest to że również skoń- 
czył medycynę, a dla wielu innych - 
że jest znawcą i kolekcjonerem sztu- 
ki. Wspomnienia jego mają podob- 
ną różnorodność tematów. Z tej o- 
gromnej książki można by śmiało 
wykroić kilka zamkniętych w sobie 
całości. Jedną z nich byłaby historia 
polskiego socjalizmu, inna dawała- 
by obraz życia politycznego między- 
wojenncj Polski. Jeszcze inna, rów- 
nie ważna, mówiłaby o polityce rZą- 
du emigracyjnego w czasie wojny. 
Niech nikt jednak nie myśl,i że jest 
to książka dla specjalistów - poli- 
tyków, historyków. socjalistów. Ca- 
ła jest lekturą pasjonującą a w nie- 
których fragmentach przejmuje jak 
,.thriller", w pełnym znaczeniu sło- 
wa kryminalny, np. gdy mowa o 
Brześciu i Berezie. gdzie Pragier 
był więźniem politycznym. Nie- 
mniej - i znacznie przyjemniej - 
wciąga początek książki, krótka, 

kondensowana na kilkunastu stro- 
nach historia rodzinna, która jest 
jednocześnie historią najbardziej kul- 
turalnej w Polsce, światłej i patrio- 
tycznej klasy zawodowej inteligen- 
cji. Równie ciekawe są wspomnie- 
nia ze studiów uniwersyteckich w 
Zurichu w czasie, gdy rodził się 
nowy socjalizm i rewolucja roSYj- 
ska, gdy mało znanymi mówcami 
na studenckich zebraniach bywaU 
płowowąsy Lenin czy wymizerowa- 
ny, niedbale u"rany Piłsudski. 
Nasza literatura. w odróżnieniu 
np. od angielskiej, jest niezwykle u- 
boga w dobre literacko utwory o 
charakterze wspomnień czy auto- 
biografii. Do niedawna był to w o- 
góle rodzaj mało u nas popularny, 
który rozwinął się dopiero po woj- 
nic. Jem się zjawiał. przeważnie 
szwankował literacko. albo autor nie 
miał wiek ciekawego do powiedze- 
nia. 


Adam Pragier, bogaty we wspom- 
nicnia, jesf jednocześnie znakomi.. 
tym pisarzem. Pisze stylem zwięz- 
łym, nie mówi nic niepotrzebnego. 
Nie znajdzie się u niego żadnego 
frazesu, żadnej sztampy, żadnej nie- 
jasności. Klarowność jego myśli 
idzie w parze z precyzją jej wyra- 
żenia. Jako kronikarz historii, w 
której brał czynny udział, potll1fił 
zachować zdumiewający spokój i 
obiektywizm, nawet w sprawach kłę- 
biących się od namiętności - tych 
naj gorszych , bo politycznych - i to 
tak osobi
cie go dotykających jak 
więzienia rosyjskie, potem polskie, 
jak nieszczęsny proces brzeski. Po- 
mocna mu w tym jest nie tylko na- 
turalna wyższość ludzi prawdziwie 
mądrych, ale i poczucie humoru, 
który Lnicnacka pryska drobną is- 
kierką w najbardziej nieoczekiwa- 
nej uwadze. Np. o znanym komu- 
niście Feliksie Konie: "...był Sowie- 
tom przydatny. Tolerowano go też 
i pozwolono mu umrzeć śmiercią w 
Sowietach jak najbardziej nienatu- 
ralną, bo ze starości i choroby." O 
pobycie w rosyjskim więzieniu ra- 
zem z grupą polskich socjalistów: 
.....Panowała wśród nas wszystkich 
pełna harmonia, solidarność i przy- 
jaźń. Polacy kłócą się tylko na wol- 
ności." O wyroku na Korfantego: 
..Wyrok z pewnością był sprawied- 
liwy - bo nikt nie był zadowolony". 
Odwrotnie niż wielu pamiętnika- 
rzy, Pragier nie jest prorokiem po 
fakcie, nie udaje że wszystko wie- 
d7.iał od początku lepiej od innych. 
te przewidział, że powiedział, że on 
jeden ostrzegł. Budzi to zaufanie 
do jego prawdomówności i sprawied- 
liwości. 
Dla tych wszystkich powodów, o 
których mówiłam i dla tych licznych, 
o których nOe ',zdąż!ył:am wspom'" 
nieć, ..Czas przeszłv dokonany" Ada- 
ma Pragiera je'it jedną z naj waż- 
uiejszych książek, jakie się ukazałv 
na emigracji - nie tylko w O'itat- 
nim roku. 


Stefania Kossowska- 


- fak! -- potwierdziła. -' Ale 
jak? Iść po prostu do policji'! 
Słuchał. "Ładna historia - po- 
myślał - policja potwierdzi że wszy- 
stko dokładnie tak było, jak anonim 
opisal a Krystyna widziala". 
- Z czym? Za mało podstaw - 
udawał że :>ię namyśla. - Ten ano. 
nim. .. po polsku, trzeba im tlu- 
mac7Yć. przY'iięgły tłumacz... duży 
kłopot. 
- ]"'10że oddasz sprawe Ja'iiowi? 
- spróbowała. 
- Jasiowi... Jasiowi... Przyjaciel, 
prawda. ale adwokat. a oni wszyscy 
jerłnakowi - aby for'ię wyciągn
ć. . . 
Wiesz, na razie sprawę między sobą 
7ałatwiliśmy. prawda? 
.- Nie zupełnie... Bo wiesz, kie- 
dy wczoraj z płaczem wróciłam do 
domu z tego Patneju i zadzwoniłam 
do sklepu... w tej nadziei że może 
rzeczywiście miałam halucynację, to 
cicbie jednak nie było... 
- Więc masz wątpliwości? Więc 
jednak mnie podejrzewasz? Niedob- 
ra . . _ Tak. mówił mi Stanisław żeś 
dzwoniła. Często wybiegam ze skle- 
pu w różnych sprawach. I co ci Sta- 
nislaw powiedział'? 
- Że wyskoczyłeś dok
!d
 na chwi- 
lę.. . 
- Widzisz: na chwilę, i to właś- 
nie na Patnej, bo przecież ci mówi- 
łem że była konferencja Skarbu Na- 
rodowego. .. No, dobrze, już? Roz- 
chmurz się kochana. 
- Więc tak to zostawisz? Nie 
chcesz skończyć ostatecznie? - spy- 
tala. 
- Zostawmy to na razie. Nie ma 
z czym biec do policji. ani do Jasia. 
Chyba że coś znowu się stanie, na 
t'rzykład ponowią szantaż. O, wte- 
dy, tak! Wtedy wystąpię do właści- 
wych czynników o surowe ukaranie 
tych reżymowych szpiegów! A na 
razie rozchmurz liczko i daj buzi. 
Próbował ją pocałować, ale się 
7ręcznie jego obściskom wymknęła. 
I wvmówiła się bólem płowy. 
.,Jak zwykle. dobrze się skończy- 
lo - myślał Michał uradowany. - 
Jutro wszystko będzie już 7uuełn.ie 
dobrze". 
I zasnąl mocno ..snem sprawied- 
liwego", jak to mówią. bo sumie- 
nie miał absolutnie czyste. Może nie 
tak bardzo absolutnie, ale czyste, 
naprawdę. gdyż wierzył w to, co mó- 
wił Krystynie - że jej nigdy nie 
zdradził. Ani Alicji. 
Ale nazajutrz nie wszystko bylo 
..zupełnie dobrze", jak to w swym 
zdrowym optymizmie przewidywał. 
Trzecią poczta - bo było to w 
cZ'łsach zdrowych rzadów konserwa- 
tvwnych i pocztę doręczano w Lon- 
dynie trzy razy dziennie - Michał 
dostał w swym sklenie białą pod- 
lużną koperte. Przyniósł ją. wspól- 
nik. kolega wojskowy. Stani'iław. i 
Dołożył na biurku, przy którym 
\1'ichał, w pokoiku za skl
pem. ro- 
bił obrachunek utargu dziennego. A 
w kooerci e był taki sam arkusz bia- 
łego . oapieru. zaoisanv tatdm; sa- 
mymi dużymi litcrami taldej samei 
maszynv. jal( ten wczorajszy, który 
przyszedł do Krystyny. Ale gorzej: 


do anonimu dołączona była foto- 
grafia - Alicji i Michała_ Charak- 
tcr szantażu był zupełnie wyraźny 
na pierwszy rzut oka. Duże litery 
maszynowe potwierdzały domysł: 
NA.IPRA WDOPODOBNIEJ PAN 
ŻONĘ OSZUKAŁ. TO ŁA TWO- 
WIERNA PRZYZWOITA KOBIE- 
TA. NIE WART PAN TAKIEJ ŻO- 
NY. ALE TO NIE NASZA SPRA- 
WA. NASZA SPRAWA JEST IN- 
NA: MA CHARAKTER POLI- 
TYCZNY. NIE MORALNY. SZCZE- 
GÓŁY PRZEDSTAWI PANU 
NASZ WYSŁANNIK, Z KTÓRYM 
SPOTKA SIĘ PAN JUTRO RA- 
NO PRZED SKLEPEM. W JAKI 
SPOSÓB - TO PAN ZOBACZY. 
JAKAKOLWIEK PRÓBA PORO- 
ZUMIENIA SIĘ Z POLICJĄ BĘ- 
DZIE NAM NATYCHMIAST ZNA- 
NA -- WSZĘDZIE MAMY SWO- 
ICH LUDZI - I W TEJ SAMEJ 
CHWILI KILKA FOTOGRAFII, 
PODOBNYCH DO TEJ, KTÓRĄ 
ZAŁĄCZAMY, PRZEŚLEMY PAŃ- 
SKIEJ żONIE. I WTEDY SZCZĘŚ- 
ClE PANA SKOŃCZY SIĘ NA 
ZAWSZE. DO JUTRA. 
Michał myślał i myślał. Nie po- 
zostaje nic innego, tylko porozu- 
mieć się z Jasiem. 
Umówił się z Janem telefonicznie 
- że będzie u niego na kolacji w 
bardzo pilnej sprawie. Jan miał wol- 
ny wieczór. 
- Chętnie cię zobaczę - powie- 
dział. - A co takiego? 
- Szantai: - powiedział Michał 
krótko. 
Potem zadzwonił do KrY'ityny że 
nie bedzie na kolacji w domu. 
..- Dlaczego? - zapytała. 
Wahał się przez chwilę, ale wrO- 
dzona miłość prawdy przemogła 
w nim - równie wrodzony - pocią.
 
do kłamstwa i powiedział -- pół- 
prawdę: 
- Bo wiesz... postanowiłem jed- 
nak usłuchać twojej rady wczoraj- 
szej i omówić z Tanem sprawę tego 
szantażu. 
- Bardzo dobrze - pochwalila. 
- A nie myślisz że idę cię zdra- 
dzać? Wierzysz mi? Takiemu hoch- 
sztaplerowi? Ach ty... kochana 
roześmiał się. 
Ale nie do śmiechu mu było. 
Jan mieszkał niedaleko Shepherds 
Bush - na tyłach High Kensington. 
od strony Holland Parku, samotnie. 
Zaprosi! do kuchni. pdzie z napię- 
tą uwagą przyrządzał kolację - był 
wśród kolegów znany jako "hobiarz" 
kuchmistrz. 
- Opowiadaj -- rzucił krótko i 
uniósł pokrywę aluminiowego 
wie- 
cidła. z którego wypłynął delikatny 
7auach cebuli, bobkowego liścia i 
majeranku. - Pieczeń ma dosyć - 
poznał po zapachu; przykrył garnek 
i odstawił. 
Michał próbował poczatkowo cy- 
ganić - że niby szantażowany jest 
niewinnie. ale Jan spojrzał surowo i 
niosąc półmisek z pierogami do 
jada!ni, Dowiedział: 
- Jeś'i chcesz żebym ;;ię wyciąg- 
nął z tej historii musisz powiedzieć 
mi wszystko. Całą prawdł.: i tylko 


prawdę. 
I Michał, wzdychaj
!c. opowiedział. 
- Załatwił.: ci to, ale pod wa- 
runkiem - powiedział Jan, gdy Mi- 
chał - razem z kolacją '- skończył 
'iwą spowi
dź. 
- Oczywiście. rozumiem że to 
musi kosztować: biznes jcst biznes, 
Jasiu. 
- Ale przyjaźń jest przyjaźń, Mi- 
chasiu. Nie taki chcł.: oi postawić 
warunek. 
- A jaki? zapytał Michał 
szczęśliwy że nie będzie musiał o- 
twierać kabzy, życie bowiem zdą- 
żyło go już nauczyć oszczędności. 
Jan odniósł półmi'iek i talerze do 
kuchni; wrócił z serem. Postawił !la 
stole i powiedział: 
- Na deser dostaniesz sera. 
- Jaki warunek? - spytał Michał 
niecierpliwie. 
- Będziesz musiał rozwieść się z 
Krystyną. . . 
- Co? Zwariowałeś. . . Zawsze 
uodejrzewałem że na nią lecisz... 
Takiś.. . 
-- Takim - powiedział Jan. - 
Nie chcesz się z nią rozwieść? 
- Nie! Ja ją kocham! - krzyk- 
nął Michał. 
- Nie chcesz sic z nią rozwie<ć. 
bo ją kochasz... Dobrze. To zmie- 
nimy warunck - mówił Jan - zer- 
wiesz z tą Alicją. 
- Dlaczego? Ją też kocham... 
- MOlna kochać dwie kobiety? 
- spytał Jan, 
- Można nawet i trzy i więcej... 
Każda miłość jest inna - mówił Mi- 
chał. 
- To jest twoja teoria i prakty- 
ka. Ale Krystyna wyznaje inną teo- 
rię: że prawdziwa miłość. to miłość 
monogamiczna. Twoi:: postępowa- 
nie ją unieszczęśliwia. 
- Skąd wiesz? 
- Łatwo można się domyślić z 
tego, coś mi powiedział... 
- Ale ona nie wie. 
- Z tego coś opowiedział wynika 
ż:: ona wie... 
- Ale pr7ecież ją prz
konałem, 
wykręciłem się i tym razem... 
- Nie bardzo się wykręciłeś. 
Przecież przyszedłeś do mnie - że- 
bym ja cię wykręcił... 
-- No tak, z tego szantażu reży- 
mowego. 
- Tak. a ja to zrobię tylko pod 
warunkiem: że od dziś zaczniesz żyć 
uczciwie. to 7l1aczy uczciwie postę- 
powa
 wobec Krystyny. Zerwiesz z 
Alich! . . . 
-. Przcc.ież... To jest przyjaźń 
od lat prawie dziesięciu. od kiedyś- 
my tu przylecieli te Anglię ratować. 
- Wytłumaczysz jej... Albo, jeś- 
li chcesz. ja - jako twój adwokat - 
jej to wytłumaczę Że Anglia Anglią, 
a żona Loną. I dziecko dzieckiem. 

asz syna. Wojna się skończyła. 
Czas likwidować wojenne długi i na- 
wyki, Michasiu. 
- Jasiu! Przyjacielu! Chciałbyś to 
lfobić dla mnie... 
-- I dla KrY'ityny. Michasiu. Ale 
drtJr"i warunek... 
. - Jaki znowu? 
- przysIęgniesz, oficjalnie, jako 


WIADOMOŚCI 


ADAM PRAGIER 


w 


za u 


lku 


SĄDZĘ że raz na rok, pisząc w 
okresie świątecznym, między 
Gwiazdką a Trzema Królami, mogę 
na krótką chwilę przestać zajmować 
się polityką i zboczyć w zaułek eska- 
pizmu, ku mojemu dawnemu "hob- 
by" - ku sprawom plastyki. Pod- 
nietę do tego dał mi artykuł Maria- 
na Bohusz-Szyszki o ikonografii Pił- 
sudskiego ("Wiadomości" nr 1132) 
Bardzo dobrze się stało że chociaż 
po latach i choćby pobieżnie, taki 
przegląd dokumentacji plastycznej 
dotyczącej Piłsudskiego został do- 
konany. Nigdy dotąd tego nie zro- 
biono, choć był na to czas i wiele 
sposobno
ci. 
Bohusz-Szyszko z wielką słusz- 
ilością zauważa że tylko rzadko zda- 
rzało się, by królowie czy wielcy 
ludzie znajdowali malarzy, którzy 
by ich znaczenie historyczne i cha- 
rakter umieli wyrazić w portretach 
będących zarazem wybitnymi dzie- 
łami sztuki. A tych portretów były 
przecie tysiące. Wystarczy zajść w 
Londynie do panopticum na Trafal- 
gar Square, zwanego "National Port- 
rait Gallery", żeby się przekonać 
jak okropnie to wygląda. W pew- 
nym czasie Anglicy doszl,i wreszcie 
do przekonania że sami nie pora- 
dzą i poczęli sprowadzać malarzy z 
zaJ!;ranicy, by matowali ich królów 
i wielmożów. Najlepiej powiodło im 
się z Holbeinem. Jego Henrvk VIH 
iest dziełem znakomitym, Stoi 01- 
brzvmi król - byk na r07krac70- 
nych nogach. z podniesiom,. płowa i 
oczami 
roźnie wpatrzonvmi w wi- 
dn. Portret jest na ooeraniczu ka- 
"vkatury czy groteski i moż
 wła(- 
"ie dlatepo - jest arcy.-1zielem. Van 
Dyck malował królów i wiplmożńw 
I!ladkich i elel!anckich i rodoba się 
do dzi
. To wszystko. 
Słusznie Bohusz-SzY'izko na czele 
wszystkich wizerunków Piłsudskie
o 
stawia portret namalowany przez 
Konrada Krzvżanowskiego z r. 1920, 
Oddaje on Piłsudskiel!o takim. iaki 
był w szczytowym punkci
 swojego 
życia. Ani jednel!o dotkniecia pęr17- 
1:1 za wicIe, a jednak charakter tej 
niezwykłej postaoi jest w rełni od- 
c:1anv. Ale ze swoboda. z iakiej ko- 
rzvsta laik wobec artysty. nie 11'0- 
dze sie z nazwanicm tepo obrazu 
nrze7 Bohusz-Szyszke .,szkicem olej- 
nym". Obraz jest dziełem samym w 
sobie i nie ma żadnego innego celu. 
Szkice s
. jak samo 
łowo określa. 
r róhami przveotowawczymi do oeł- 
neeo dzieła. Nie ma Dny tym zna- 
czenia. czy obraz został namalowa- 
ny w oiagu kilkunastu minut. czy w 
ciągu wielu lat. Cel szkicu mieści 
sie nie w nim samym, ale w oełnym 
dziele. do którego powstania ma 
kiedyś służyć. Są obrazy, nawet du- 
że i całkiem wykończone. które jed- 
nak są szkicami. bo miały służyć 
malarzowi jako studia przygotowaw- 
cze do ostatecznego dzieła. Przy- 
kład: studia Maneta do kgo obrazu 
"Egzekucja cesarza Maximiliana", 
wiszące w kilku galeriach świato- 
wych. Obraz Krzyżanowskiego nie 
ma niczemu innemu służyć poza da- 
niem plastycznego wyrazu postaci 
Marszałka. Ani jeden król polski 
czy wielki człowiek nie ma takiego 
portretu. Wizerunki królów Matejki 
(wspaniali - Batory. Zygmunt Sta- 
ry, Zygmunt III, ksi
!żę Witold) -. 
to nie są portrety. ale parafrazy 
plastyczne, którym za materiał słu- 
żyła dawna ikonografia i kostiumo- 
logia. Są legendami w języku pla- 
stycznym. 
Gdyby obrazy i rysunki prędko 
malowane z tej tylko przyczyny mia- 
ły być szkicami, trzeba by uznać 
 
szkice wszystkie niemal rysunki 


rejentowi-adwokatowi, mnie - jut- 
ro w moim biurze, spiszemy to na 
oficjalnym blankiecie - że nigdy 
już z żadną kobietą, poza plecami 
własnej żony nie będziesz... 
- Zwario
ałeś? Jasiu! 
- Nie Michasiu. Przysięgn:e'iz. 
- To już za wiele. Nie przysięgn,,! 
- Proszę bardzo. Nie przysięgaj. 
Idź jutro na spotkanie Nieznanego. 
Proszę bardzo. Niech cię wciągną 
w aferę szpiegowską. Biegaj za Matę 
Hari. Niech cię potem Anglicy wsa- 
dzą do więzienia, albo deportują do 
ko!chozu na Ziemiach Ojzyskanych. 
Chcesz? Proszę bardzo. 
- Nie, nie wciągną! Nie dam się 
wciągnąć! - Michał bił się w pier- 
si. - Nie będę Mata Hari. . 
- Bardzo słusznie, Michasiu. bar- 
dzo chwalebnie. Jesz chleb angielski. 
kicpski co prawda, korzystasz z go
- 
c:ny Króla. to będziesz lojalny. mi- 
mo że w Jałcie Churchill cię sprzc- 
dał.. . 
Głównie to Roosevelt -- przer- 
wał Michał. 
- Ale Bóg z nimi, ty jest;:ś ho- 
norowy gość i nie zdradzi'iz Anglii. 
- Nie! - krzyknął Michal i ude- 
rzył piękią w stół. 
- Nie wylewaj waćpan wina, 
jak rzekł Skrzetuski do Czapliłlskie- 
go, bardzo mi się fantazja twoja 
podoba. Ale oni - reżym znaczy - 
nie uznają twego poglądu na honor. 
Oni albo cię zmuszą do współpracy, 
alho Krystynie prześlą fotografie j 
doprowadzą do skandalu. 
- No to co robić? 


es 


kap 


Zr- zbiorólt' In tyt.utu im, Jó.;e!u Piłwds1.i-go 11' Londynie 


. . 


.... 


I 
BO,O'IC-NIKOM 
 ,,
,_ 'LIC<, , , 
II - 


Od1'l1ak.l "Za wierną służbę" i Krzyż Niepodległości. 
Projektowane 1)I'zez Wojciecha Jastrzębowskiego. 


Rembrandta, Goyi, wszystkie nie- 
mal akwarele Michałowskiego. Niech 
więc Bohusz-Szyszko przyzna temu 
niepospolitemu portr
towi rangę sa- 
moistnego dzieła sztuki. Zapewniam 
go że tak jest - jak Boga kocham. 
Na drugim miejscu co do waż- 
ności Bohusz-Szyszko słusznie sta- 
wia rysunek Kazimierza Mlodzia- 
nowskiego z r. 1914. Młodzianowski 
był malarzem miernym. Ale tutaj, 
całkiem wyjątkowo, zrobi! rysunek 
.;wietnie oddający wielką siłę Pił- 
sudskiego i niezwykły jego charak- 
ter, we wczesnym okresie legi:mo- 
wym. \\'szystko to jeszcze było po- 
tencjalne, ale Młodzianowski odczu- 
wał to głęboko, bo to co tworzył, 
było dziełem miłoz- 
cze kręcisz, mimo wszystko - po- 
myślała. - Ale co zrobić? Nie ma 
ideałów. Trzeba po prostu kochać. 
co się kocha". 
I przytuliła się dJ niego mocno. 
Michał dopiero w rok potem, po 
wcselu Alicji i Jan, wyznał Kry- 
stynie całą prawdę. 
Ale ona - .nie wygadała się. A 
mówią że kobiety... 
Są różne kobiety. Może KrY'ityna 
jest wyjątkiem? Nie, jest po prostu 
Krystyną. Lubi dUŁo myśl
ć, mało 
mówić. a jeśli mówi, to po namy- 
śle. Jeśli coś zrobi, to po jeszcze 
dłuższym namyśle. Krystyna pracu- 
je - głową. I sercem. 
Cała tajemnica moi drodzy, - 
w miłości. I w cierpliwości. A mi- 
łość - prawdziwa - cierpliwa jest, 
jak uczył św. Paweł. 


Janusz Kowalewski.
		

/Archiwum_002_04_038_0001.djvu

			4 


ST ANISŁAW STRZETELSKI 


WIADOMOSCl 


Rudolf Rathaus 


RUDOLFA RATHAUSA po:z.nałem 
rw r. 1941 w nowojorskim m.ies.z:'ka- 
ni'U MaJksymHiall1a Węgrzyill.ka, ówcze@- 
nego wydaJWCY i redalk.toll"a "Nowego 

iaJta". Już wtedy uderzyła mnie ja- 
ko dom.:tnująca cecha ooobowoflCi Ra- 
tha.\1IS"!l jego Żoa,r1irwooć patr.:otyc:zm
. 
:vIi.en.ił s:rawy nie ma prze- 
s..zkód nie do p.l'I2:ezrwyciężenia. 
Gdy WÓW1c:zas, przed gronem zebr t- 
nych u W ęg1rzyrrvka kireślił szeroko 
zakrojone plamy pl"Olpagamdy potls.kieJ 
w Ameryce i jeden z obecnyc.h zau- 
wa'żył że na rea.lizac.ię tych planów 
pol
ebne będą tY'Siące dO'Ia.rów, Rat- 
hau". od'Pail"ł bez wahania. 
- Myi\i się pam, potrzeba co naj- 
ml1iej miUiona dolarów i mill!on ten 
Il1IUiSimy zebrać. 
Wiele lat później syJwetkę Ra.thau- 

 zamknął AJfil"oo Jurzy;kO'WSki w 
t
kim żal'\tobldrwym, ale jakże traf- 
nym ujęciu: 
- Z Rsudolfem - mó:wił - tl'\zeb:ł 
OiSIlrożnie i łagod
1ie, bo to szozegól- 
nie o.Sltil"Y wypadek O!j)ętania PoLską. 
"O/pęta.ny Polską" był Ralthaus od 
pie1'w
zej chwi
i przybycia do Sita- 
nów. W dkres.ie od r. 1940 do 1945 
nie było w Ameryce ważn:ejszej pol- 

Kiei a'kcji poliJtycznej lub kiu.llural- 
nej, w kilórej brakłoby R!iJthaUJSa. ja- 
KO ill1iojatom, ol'\gami,z,a.tora, doradcy, 
mówcy. 
Do tej chwirli dila wielu ludzi je'st 
nie.p.ojetą za.gadką, w jaki spo,sób 
Raltlulu<;o, prz'y por.nocy jedll1ego tyl.ko 
człowieka. przyjaciela swego Anto- 
ni-eg'O Tarnows'kiego, :z.dołał ul'ucho- 
mić i prowadzić w Ameryce przez 
bliL!;jKO drwa la,ta samod,zielną pol'Siką 
akcje radioIWą. W god7.:mie raldiowej, 
zor.!!\im;tZQwalllej przelZ tę parę, przema- 
wiały i broniły tez polskich najwybj,t- 
niejSoze w owym ok,resie osobistośd 
życia publicz,nego Ameryiki. 
Dz.iał8l1ność radiowa Ra,thausa i 
Tarnowskieg-o czeka wciaż na !'w
o 
hitStoryfka. Za!pomll1iame przemówienia 
w spr3JWie D'OI-skiej lilC:znych lumi.narzy 
amen-y>kań«ikicn. oputbli,kolWame dtziś, 
rzuciły'by wiele Ś/wiatł>a na motyw 
._PoL.oki, nal'chJlJJieie,rw nie 
p
zełamie się lodu obojętll1ości czy 
nieehęci, a to mOŻlna zrobić tyiliko za 
pomocą przyjaciół. 
S,ktl'Omny Ul'Zędni,k Mini
ers.bwa 
SlJfl'aw Zagramic7!nych, bez włas:1ych 
środikó'\\- f.itnansowych, bez powiązm'i 
oficjal,nych czy masoński:ch, zdoł'ał 
przy potrnocy swej, nieodżałowanej pa- 
mięci małlŻonki MarH z Romerów w 
k,ró1kim czasie nawiązać stosulJ1oki 
p,rzyjaźni lub zażyłej znajomo,śc.i i pn- 
zy.s.kać dla swej działa'lności ta'kie 
o<;obitstośei ja.k Eleonora Roosevelt, 
C. W. WitłJikie, He,rbert Agar, C. W. 
BUl11i 1 llt, Robert Tafit, Dorothy Thom'P- 
son, E. R. Murrow i w.iele innych. 
O rozległości i s.topniu SItosll'llkólW 
RathaiUsa Śiwiooczy dobi,\Jnie fakt iż 
naJleżał en do założycieli i do końc
 
był członkiem "Freedom Hous.e", naj- 
bardziej w.płyrw:owej OO'gani'zacji libe- 
raJ.nyoh kół amerykańskich. 
IW r. 1946, po Jałcie i po San Fra.n- 
cilSCo, wezwamy przez swego pT1ZY'ja- 
ciela z okresu przed,woje11ll1ego, Al- 
:f:reda JurzylkowtS.kiego, wyjechał Rait- 
hauls do Bra-zy.lii. Miało to być pożeg- 
ndJIJie z potlityką i pow,rót do t.zw. ka- 
riery życdowej, Wyszło zupełnie ina- 
czej. 
AJlfred JUl'\zyokOlWlski, geniaJmy er- 
gamizator, 
tóry po utracie majątku 
w Polsce w r. 1939, zaczynając od ze- 

'a zbudorwał w ciągu kilku lat wielo- 
mmOin.ową fort'll/l1ę i uz.nallly jest za 
jednego z g-łóWil1ych promO'tolrów u- 
przemy>!'lłO'Wienia Bra, zy,lioi nie prze- 
stał być gorąlCym pa,triota pollSlk1m. 
Jurz'Y'kowski łą 
wmachu. Nie może teraz pmyjechać 
doO Nowego Jaovku, aJle jeśli r.ze,czo- 
ZII13JWCY i dr Py:ka za3łJ)robują z,na- 
leZliony ohiekt, mOŻll1a kwporwać_ W 
glJ.'anicooh do 150,000 dolarólW. Za go- 
tówkę i bez hi!poteki. 
- A to dOlpiero poozątek - dodał 
później. - Na dalli&zym plall1ie jest 
progr3Jm styipendiÓiW d'la uozonych z 
I'OIJ.Siki i coroczne nagrody dla po.tskieh 
n3JU:kowców, pisarz,y., artyisJtów w kll"a- 
jfU i poza bajem. 
.W nas'tępnych laotach prog-ram ten 
zoSllał wykonany co do joty. W r. 
1960 Pol Siki ImISllyitut Naukowy Wlpro- 
wad.z.a się do zakupionego przez Fu.n- 
dacie A. JurzylkorwSlkie,go wSlp3Jniałe- 
go wmachu przy ul. 66-ej w najibar- 
dJZie
j relpfI"ezentacyjnej dzielnicy N o- 
wego Jorku. W r. 1961 Insrtytut Nau- 
korwy przeksZJt.ałca scwój księgozbiór w 
Bilblio.tekę im. AI£reda Jurzy.koWi!'lkie- 
go. W dwa lata póŹini.ej Fundacja J,u- 
I1zy,kow&kiego zooZyina rea,li:z{)wać pro- 
gr3Jm s:typend.ia/I'llY, za.Soilajac n
 ten 
cel I>owa
nymi fundfUslzami POIlski In- 
stytut Naukowy, Fundację Kości'UJs.z- 
kkę, 
socjoł0gów i, fi
OilogÓfW. AUltOil", MaD.'- 
cO' di M'RAUTU, nie jes.t pi.sarzem ZaJWo- 
dowyun. Podobni.e jak L3JmpedutSa na- 
,pisał jedll1a kisi-ą:iJkę, w kitórą wło,żył 
-całego Sliebi.e, ale dOSlz.edł do niej z 
IP1,zeciW1llego końlCa: nie od stil"ony ary- 
stolkra.ej,i i dyiplomacji" lecz z CJha
upy 
wiejlSkiej w prowil1cji Puglie (j-edlllej 
z najibard7iiej zacofamych). Po odby- 
ciu służby wojlSokowej, ambi1my chło- 
paik po,s,zu.kdwał nowych dlróg życia, 
próbolWał pielęgni'aTstwa. był ko
ejiJ1O 
kruJCoo.rzem i zamlataozem, wy.em.igro- 
wał do F,ramcj,i., pracolWał jak i gM,,;e 
się d'ało, kisZllałcąc tS
ę jednoOcze'śnie, wy- 
8Zedł ObrOllllllą ręką. z prześladorwania 
przc'z NiemcÓJW, na 'ko:1D.ec doszedł do 
posooy tecłunoilka, specja,liiSlty od 8!j)ara- 
tów r8Jdio-ltelewiozyjmych. W,tedy zabrał 
s1ę do. spisywania E\wei u.rO'z.ma
lCtOnej i 
bo,gart:ej w doświadczenia biogra:£i;. 
J e,gl pioom.a Pll) prostu, języlkiem sa- 
m.ookoa, z TIa.lotami reg,ionaJ.nY1mil, z 
ohłop!'lką 11'ailWll1a przebi.egło.śc.ią, lecz 
olThteJligell1t,me, z zaciekarw:ieniem do 
wszyistkiego co nieZt!lt3Jne i trudl1e, z 
mIl1Óo
t:wem 
"ZCJzegółów dowo.dJZących 
bYi&trośc.i obsCll'Waoji, wres.zc.ie z od- 
waga po,glądów i, bezw
ględn'Ościa są- 
du. GłÓWllly:m przedmaotem jego kry- 
tyki je'Slt b.iutl'Oikll'acja. Nie ból'ak mu 
humoru o c.zarnyim zabarwie:niu i 
prze!kor.nym tZacięcifU, o czym świad- 
elzy złudnie pogodny tytuł. 
KSIĄ.1:KI NIECZYTANE 
Di'no BU:Dzalbi., pitS8Jrz o apokalolpty- 
oZt!lej wY\'Jbramti. 
rytyk artystyczny 
"CoIT,iere de
aa Sera", c.złonek "jmy" 
mie.7iliICZOII1ych kOll1kul'\sów, bywa p,ro- 
tSJwny przez kisięgamie o "pmzedsta- 
w:ieruie" Ś'W.ieżo wydanych książe,k za- 
proswnemu gronu. Moda na takie 
,przedstaJWia.nie sz.aITeje głóWII1ie w Me- 
d.io
an.ie. J3Jko św.Le\Jny mówca, Buzza- 
ti p'Ozwala sobie na sal"katS,tYOZll1e pa- 
mdolksy, Os'ta,tnio wygł{)Slił przed przy- 


o 


pobne pT.z.€iPisy pro- 
tok'ólam.e, których wY'liczamie Za..lIl'O- 
wadZli!oby nas zbyit dalełko. JeżeH cho- 
dzi o stanow.isika społec.ZII1e "ligna- 
ger"ów, bylli to posiadacze Wł3JSillOŚci 
w mieŚICie samym lub w oko.licy., a 
przede w:s:
likim ci, w lcl.ÓTYiC'h rę- 
kach z.najdował sie głÓWll1Y ó
Z€'sny 
prze:myisł tJlmcki i sl\llkienmiczy. s'pro- 
wad-zaH oni SiUlro,wiec i p1'Zeka 1 zywali 
go r.zemieŚlln:ikom do pl"Zel'óbkd, a go- 
towe wytwo,ry potem wywolZ.ili. Wy- 
robiło się nawet z biegiem OZ3'SU pew- 
ne przeę.iwieńsltwo między zawodem 
rzemr.eś.lltlJilC'zyim a przywi.lejami rodo- 
wymi. Wśród Pl'\zyjętyc,h członków 
wymi-enionycih rodów widz,imy proku- 
ratol'\Ólw, adtwOlkrutów, wyższych ull'zęd- 
niików i t.d. Jeslt też l"Z€Clza ciekawą 
że wśród przyjętych człoll1ków tych 
uprzywilejowanych rodów b1'U
sel- 
SJkich znajlduiemy j'lliŻ w XIV w. przed- 
st3Jwlic.ieli sz,lachity, i to nawet szla- 
chty utytułowanej. Pojaw.iaja się zre- 
Sz,ta - jt3Jk już Wlspomnieliśmy 


:Q











fełt 

 DE Heeren van het COUDENBERGHS m 

 GeOachte worden geq
aert tegen 
 den 13. Jf 

 Junii I7()
 

"'?&,,He""'4"h.łe-1'&,Q......c..

4

 m 

 . y /;{), .f

;Jf.;..d
,-j
.;rk

 
łń ten 3" uren op het 

 

 Stadt - Huys, om te doen den Schepenen 
 

 Keu

efer Stad t Brułfele. ?
N _
-;})Ń 4'N
 



 




r?"
,;i?..
6,K.?
z<,x. 
'iII"I:;'<'-C jPhA! 

 1;;..;) 0<1 
H?
 Z_
/..c.'
Ie. -;f
,

4-;f J.u
';' łt 





:R



RR
 
-? '" /.?) 
..4'-' 
;&
 


Zaproszenie, wystosowane do c7łonków rodu COlldenbergh - 
r. 1794 


" 


 f'.
 :;:. 
 
. '.": . . 

... :" ,,
 - 

 . 

', ";jl .
:ih . 

. 
 
 . _ '/ /
'
.,
: 
 .r 
 ... , 
_ 
 . . ti 
.
 .

 , 
".. , 
-... 
'\ 
' " ._ 
 ..... _ Ij,
 . !'ł.. 
7'-.C'\.;;;.... -..:':-. '-'. ł::J"'\ ....'::
 
" 
:'.." :4:.'( . ..' _ 
 ... 
r
 
4.":'" .... :.' " r '."i } .r;..J'Jk'H . '"" 
ł

...;.....:-ł- ", v:. r T34£L1,J;' r 
""I" .... . 


y 



:r. 
, 
fil 


:, 


I'u....tl. .. 


. ."
'i1 
.
.
 
 
 
:.. 
 . 
 


, 


1\ 


-""-a;
 
;; 


$k
IU 


. .f' 
.ser1a':";r h .ł 


i.....
. 


C'''xbe 


:',.,...,,;i.. 


'>,v)'. 



 
/. . 



 


.
'- '--o 


.. . 


c .- 


Płan Bruksełi z r. 1697, obramo\\'any herbem miasta i herbami 
siedmiu rodów bruksełskich 


t 


tk 


a 


sltąpien.iem do tematu, błyskotli- 
wy wywód że każda z wydawamych 
dz.iś masowo 
s:iątŻek jeSot zwykile czy- 
tana przez jedną. osobę: 3JU,tora. Ni
 
c:zyta .ie
 wyda:w.ca, dro.kllll'\Z, sęd,zia 
konl
Ulrs.owy, recenzent. Są to rzec'Zy 
nie l100ające si
 aboolutnie do ozyita- 
lilia. Literaoko-a:J)tys.tYC'ZII1e audyty- 
IÓłw. W r. 1896 założył pi'.Jmo I.iterac- 
iklie, k.tólre - podobnie no na!'kało się ślIiCZll1ie wykońcZOl!le za- 
bawki .z d1'1Zewa, komplety mj.niaturo- 
wycih n
zYń wyipołerowalllych do 
gładkO'Ści pOO'lCelamy, g.dz,ie w pl,zyb.)- 
,rac/h gospod3Jl'\skich 'Pr.z.eważały wyro- 
,by rzemaeś!Lnńc.ze z dl'zewa, g1li:ny, sło- 
my, trzcimy, żelaza - ól'oz'pall1O<;zył się 
'kOllorowy plastyik i tandeta fabryc.z- 
na Wlszeliknego rodzaju. DO'8trojo.ne do 
styilu, dil"a.mtiące ucho ry;tmy roz- 
bl"ZII11
ewają z pły.t. Na głę,boka pN- 
w.mcję dochodz
 już produkCJje zes.po- 
lu Ś/p.iewacZoeIg'o ..Rokes", :rodem z An- 
g;Lii. ałe pOipu'larnego tylko we Wło- 
szech. Opa:korwamie tych pły;t jest nie 
,tyliko j.a.sJk,raJWe, ale nadto perfumo- 
wame. 
,W OSit3Jt,n
lCh czasooh coraz częściej 
"pl'IZycią.gają słuchaczy tony s,ta,ro- 
świeckiego wa1czyka, Śipii€IWa.ne
o 
śrwi eiyun , mł.od:zieoozym tetnoretm, 
C'zyista dylKc,ja. TekSot s.kłalda s.ie z li- 
cznyiC'h strof. po k,tÓlrych pow.talrza sh 
refrem zaozYlllajqcy się od słów: ,.Niech 
żyje pa!pież", ..Viva .i
 pa'Pa!" Ok:ł!ZI\1- 
ie s.ie że jetSit. to pie..;ń s.lawiqca Jan'! 
XXIII. Na.ilWll1a jak 
piewy naIWnych 
wędil"o.Wlnych bal'dÓJW, wy.mieonia cnoty 
i z,as,},ugi ,.dobreg-o p1lJpieia". p.rzypi- 
sując mu iuż dokona.Thio cudów: jak 
pe.wien fry"'zier 'Poz,był się Taka 'Pl"zez 
odbycie plie1g1rzyimkl rio rod.zi:nnego do()- 
mu !,aipieia., jak dz.ięki żar1.iwemu we- 
zwaniu jeg-o pomocy chory n
 ga'rdło 
ś'piewa!k od:zwkał głos. a um!.era):Jca 
!1:aikonm:ica zdil"owie. Tak to już wieść 
wmalnna ka.ntOJlJilzuie oQ"ólnae ukochane- 
fł'O paiDieża. WyczUlCia popu
lall'll1ośc.i 
dowodzi wvibrama (l1a kontra.!'-tu z bie- 
żalCYII11 Slty,lem l"O'zbra.iająco sen:tym€l11- 
talna nuta. w trzy1;ałltowym, talllcc.z- 
nVnl f(>mpie. 
. Słuc.h<1cze kirwaia .g-łowami. wybi- 
jaja twk.t, WlZl'UlSoz.a.j1l si
. w,z,dychaj:ł, 
przyfkłalSkuja, a po Slkończ€'llJiu siegaja 
do kabzy. kmruia płyte i "pyltai
 o 
wi
ej podobnych. OkalzuJje się że j
st 


"I!. ,. ...... __ 
-",.J.
 .... :"..... -
 .' . 
: ,. t
'9
 ł"_-;" ';;,7, 
 
.."", '. 
'L 
 
 % ""'" 
- 
" ," f:' ",...- 
: . . "" , 
. "!> .'." .... 


.... 


T 



 -
 l :'ł'.:. 
.. =.,'
 <.
.r:'] 
...--. , 
'
. .;
<..,...,. 
. '
, . 


.i 


, 


,;' 


Herb rodziny t'Kint, 
haftowany na jedwabiu 


WlŚoród tych cz.łonków nowe nazwitSoka, 
sko.ro mO.ŻII1a było być przyjętyun d,zię- 
ki pl"Zod.Joom nie tylko z lil!l.ili męskiej 
ale takiże żeńskiej. N.ie była to więc, 
jt3Jk czytaJmy we 
tępie do l{ataloogu 
wyiSltawy, z 
tóre.go ozerpiemy niejed- 
ne dame do n
l1iejlSzego artyi\młu, kasta 
zamlkin.i
il:a., chooiaż była jak najbar- 
dtz':ej U!j)l'zywiUejowama. Każdy z na- 
leżących do niej rodów posi3Jdał scwój 
he"ł"b, a l'OIdz,imy, kitóre Da podstawie 
żeńskiego pocohodzen5t 
obraZlk.lem Ada.ma i Ewy sibroj.nych w 
l
cie, wśród kiwiatów, drzew, olbrzy- 
mach motyili i, n.iepraJWdopod.oooie pą- 
"!owych pomtpOIJ1ÓW pl'\zed.s1ta:wiających 
JalWka nad pn.iem ow.ilIliętym przez 
plamistego węża. UtZa.sadnia scwO'ja 
pochwałę tym że lubi historyj'ki z fan- 
tazji nauikowej. Obwali dobre pomy- 
sły P3Jna BOlga i. zastanawia się, skarl 
On je biel'\ze. Laura ma jechać do 
cioei z mamą, bo tatuś me może, ale 
mama boi się SoalJllolotu, więc prosi 
Pama Boga: "Ozy nie zechc,iałby>Ś po- 
ilecieć z namn?" Sceptyk F.ra	
			

/Archiwum_002_04_039_0001.djvu

			- 


N,r 1141, 11th Febl'uary, 1968 


s 


PUSZKA 


REWOLUCJA W ROSJI 


Zapewne w związku z półwieczem 
rewolucji bolszewickiej dyplomata i 
historyk amerykański George Ken- 
nan przygotował wydanie książki 
p.t. "Revolutionary Russia" która 
niebawem ma wyjść z druku: Pierw- 
szy rozdział tej książki, już teraz o- 
głoszony w formie wykładu w ra- 
dio, dotyczy zagadnienia podstawo- 
wego. Jakie były przyczyny rewolu- 
cji, czy była nieunikniona i kto ją 
przeprowadził? Na te pytania komu- 
niści mają łatwą i prędką odpowiedź. 
To oni właśnie, jako ..awangarda 
proletariatu", stanęli na czele mas 
robotniczych w Piotrogradzie, w Mo- 
skwie i w innych ośrodkach przemy- 
słowych, porwali za sobą masy 
chłopskie i obalili machinę admini- 
stracyjną caratu, kt6ra już i tak kru- 
szyła się pod ciosami wojny. Nie- 
wiele od komunist6w różnili się w 
tej sprawie socjaliści i liberałowie z 
tą tylko r6żnicą że za rewolucję' u- 
znawali obalenie cara. a nie przeję- 
cie władzy przez bolszewików któ- 
rc nastąpiło dopiero po kilku' mie- 
siącach. 
Kennan stawia pytanie w czym 
tkwiła główna słabość u
troju wła- 
dzy caratu i dlaczego upadł on w tym 
właśnie czasie gdy to się stało a 
nie wcześniej czy p6źniej. Bierze' on 
pod uwagę zarzuty stawiane zazwy- 
czaj caratowi: że nie umiał sprostać 
wymogom unowocześnienia Rosji w 
zakresie gospodarczym i technicz- 
nym, że utrzymywał naród w ::iem- 
nocie i że był zbyt srogi i despotycz_ 
ny, by mógł liczyć na podtrzymanie 
przez naród, gdy przyszła naj cięższa 
pr6ba. 
Kennan nie odmawia całkowicie 
słuszności tym zarzutom, ale wy jaś- 

ienie takie uważa za niewystarcza- 
Jące. 
Przede wszystkim nie jest prawdą 
że Rosja przedrewolucyjna była cał- 
kowicie w zastoju, jeżeli idzie o u- 
nowocześnienie gospodarki. W ostat- 
nich dziesięcioleciach przed rewolu- 
cją. uprzemysłowienie wzrastało w 
tempie wcale szybkim. W latach 1890- 
1900 wzrost uprzemysłowienia wy- 
nosił 8% rocznie; w latach 1906- 
] 914 - 6 % rocznie. Są to cyfry od- 
powiadające wzrostowi uprzemY'iło- 
wienia nowoczesnych państw w ca- 
łej Europie, w podobnym stadium 
ich rozwoju. Tyle - że w Rosji pro- 
ces ten rozpoczął się o wiele póź- 
niej. Przerwała go wojna, klęski wo- 
jenne, a później rewolucja i wojna 
domowa. Nie ma żadnych podstaw 
do twierdzenia że gdyby Rosja car- 
ska była miała ku temu sposobność, 
przemysł nie rozwijałby się w po- 
dobny spos6b dalej. 
Sowiety, na gruzach rozbitej ad- 
ministracji i gospodarki. przeprowa- 
dziły uprzemysłowienie na swój spo- 
sób, przy pomocy terroru i znacz- 
nego obniżenia poziomu życia lud- 
ności, ale twierdzenie że dopiero re- 
wolucja umożliwiła w ogóle uprze- 
mysłowienie, jest bezpodstawne. Tu- 
taj trzeba dodać że w kołach lewico- 
wych, zwłaszcza brytyjskich, zabo- 
bon ten tkwi mocno. Oto np. fabia- 
nista prof. Cole twierdzi ż
 tyrania 
Stalina była "obiektywnie koniecz- 
na", gdyż bez niej rewolucja nie 
spełniłaby swojego historycznego 
zadania, jakim było unowocześnie- 
nie gospodarki. Dodatkowo trzeba 
zauważyć, że kierunek rozwoju go- 
spodarki Sowiety znac.,.nie zniekształ- 
ciły, gdyż położono główny naci'ik 
na przemysł ciężki i zbrojeniowy, z 
zupełnym pominięciem potrzeb spo- 
życia ludności. O tych sprawach 
Kennan nie wspomina. 
Jednym z warunków uprzemysło- 
wienia Rosji przedrewolucyjnej było 
inwestowanie na wielką 	
			

/Archiwum_002_04_040_0001.djvu

			6 


WIADOMOSCI 


- 


Nr 1141. 11th February, 1968 


M 


Prosił mnie kicd\'ś malarz. 
Pastelow)'ch barw nieba 
Dob)'wając z palety: 
- N api!la'l"z, kitóry Sło.nimskie- 
mu, wez,wamemu do urzędu praso- 
wego, udało si
 śc.iągtlląć z 'k\llpy 811"- 
1wszy i samemu z koJei slkolllfisko- 
wać. 
Pani Kowa.lczykOlWa przypomnma 
rówlnież OIbrzyd.JiWą sprawę napa,ści 
na Sł.o.nimtS'kiego za 'J)l"IZepi Ę lony, pa- 
,Ła.-iOltyc.zno-humani,tamy wiersz ".Dwie 
odczywy", IW którym wyjątkowo 
głl\lpi oenerowski dlZliennikam Zyg- 
munt Ipooor.ski dopatrzył si.ę "o,bel- 
gi .rzuconej w twarz Narodowi PoI- 
sikiemu". Lpohorski lZ3Jtełefonował do 
Słol1im
lkiego. że chce .s.ię z nim zo- 
baczyć a gdy Sł.onimski przy.szedł 
na miejSiCe ospo.
ikalllia, tZII1iewaiył 1!;0 
cZyi!1il1ie. Ta naJpaść s,potkała się z 
ogól'nym .potępieniem: w ,;Wiadoono- 
kiach L
terackiC'h" zabrał głos Wa- 
daJW Borowy, 'PaJWeł Hułka-LaslkQw- 
!O,ki, Gabrliell Karski, prof. Tadeusz 
K. Zes.zyity il.e ma- 
z,U(ja 'l"óŻtllorodlllość za.iI!1.teresowań i 
!l'I'iezrwykła 3JkrtY'Wll1OŚć koli. M. J. Gry- 
ce;!J'Hera., 
iStna uracO'Wi,ta pszczółikiegów i Iprowokatt'orów, ogło- 
siZOll1ej no WyibuCJRu rewOllucji rooyoj- 
skiej. 'I1ie ma naz,wiska Bmzo.zow
kie- 
J!.o" i że ..w całej pełJni Wyistąpiła 
obecnie moo7.liwoś;; fata,lnej p.omyłki 
(ma !tle osO'bi>!;l
vC'h TWf1'ach'IIDków so- 
cjallr.lS.tów I!"OI1s l lcie ma małe z.rOlZll1mie.nie dla 
bwórczości artys.tyoz.nej. Nie (l>Odob- 
.na - piSlze mjg - "wyiSnuwać da- 
leko idących w:nios.ków z niedoce- 
nienia za :życia .f3Jk ,ll''lJdnego do 
z.głębienia poety, jak Stani.słaJW Wy- 
spiań&lci, lub z kampamii prowadzo- 
IIlcU IPNełz pewne O'dłamy lpfI"asy pne- 
c
wko Stamisławowi Ptrzyibys;zewskie- 
mu. Nie tpOdobna powołyiWać si4i\ !tyl- 
ko na jaskll"awe przY'kłady, a zaPO'- 
mil1ać zUjpełtnie o kulcie. jakim olta- 
dZa ml.rod wielu wybitnyeh swych 
syinów - także !Za żyoia". 
CZlWamta notaltka daje wy.raz za- 
niepQ1kojenii\l, ja'kie wywDłała tpOgło- 
s'ka że Zr.ze,s.ze.nie Air.tys.tów Tealtru 
Roz.m.a.iltości obejmuje TeaJtr Po1siki. 
W cią.gu lIliecałego rOOw przez scenę 
Te3Jlru POI1s,kiego tpTzesunęli, się S"ze- 
ks.pir, MOI!iier, F.redro, Musset, że- 
romski, RosibworOlWlski, Wys\pitańJski 
Mors!tJjn, pOOClZ8iS gdy w Roo.mairtoś- 
ciadh ..A<.,rooorwały przewalŻtlllite naz- 
WlilSKa, kitóryiC'h tIlawet nie wypada wy- 
mieniać po tamtych". 
W,tyillllŻe zeszycUe mjg omawia diwie 
ksiątilk.i o PoOsce: Richarda FeilJlel""d 
..Połen und Schweirz" i Stanisłarwa 
Dobl'lZyoloiego "Der Geist der pool- 
nilSChen Literatur". "W ksiąŻJCe dr. 
Felllell"a ;nie ma ani tCIklirwego senty- 
menłtalitzmu ani 'Przesady w odmalo- 
wywani'u usług SZlWajearii dla Pol- 
giki.. Wiemy skąditnąd że te sY'l11!Pa- 
tie wr. 1863 byily 7I\lIpełmie pla:to- 
nicZll1e a pomoc powstańcom niewiel- 
ka... dr tPeller ogranicza się też do 
sbwierozenia fakltów" 
Recenzent występuje ..'Przeci'WIko 
Wyit po<Śipies.z.nemu 1rwierozeniu au- 
tora że famtalZja i 1Jcz'UCiowoś'Ć były 
zasadnJiczym bodźcem WISzełkich PO'- 
czynań dziejowych Po1s.ki, zaznacza 
że umieliśmy .rządzić s.ie w pobrze- 
bie WIlas.nymi. :reall1yrni 
nteresami, i 
kOl"zyiŚcil1ll11li i... że byJiśmy dalecy od 
us.taw.icZlllie przypisywanych nam za- 
'Pędów samobójczych". 
W KOlie HiiSltoryików kol. Grycend- 
le,r wY1gła8'Za ,tmy referaty. PierwSlZY 
p.t. "Na nowych drogach (o "Duchu 
dziejólW Po:1siki)" omalWia pog'.ląKly 
J. K. Kochamosltrwa,. po czyim zag.Jębił 
£ole w lek,tUlrZe dZieł CO'nrada i o JlJ1m 
otoczył jego fOltog1J:afiwmi., a.i mód 
go rYlSo,wać z p3Jmięcii. Pokonawszy 
hlUdnośd technicZII1e wY'rzeźbił gło- 
w.e . CO'l}:ra.da ? Utdel'\zającyrn podo- 
blenlSlttwle. GłębNi wyralZ41 oczu śwnau- 
c.zy o sC'l2 i,I1Ituicji młodego rzei'bja- 
rza 
Popiiel'.Sie Conrada umie.szozOlno w 
bibliotece na honorowym miejscu, 
alUltl()rra obsypano pochwałami" :r.z.ą.d 
prowi.ncji udrl-ieli.ł mu stypendium na 
d3J1.lze sloodja a'l'tyis.tycz,ne._ un!wersy- 
Ite.t allJbeo11tańs,ki obni,ż.yił dla lI1/iego 
gramc
 wieku przyJęcia na wieczo- 
rowe kUirSY na wyd'zia:le sztuk pięk- 
nych. 
Polacy wEdrnonton «()ok. 2 i pól (/c 
IIUJdności, liczącej !ponad 181.000) 
ISZC.ZYC3 się ró:wmież dallliem Śiwia- 
tu wY'biltnego pianitS.ty, Mall'ka Ja 
błońskiego, kitÓiry ()od lcillm la t odnosi 
sukcesy kOTICeł"'tując w Ameryce i 
E\lIropie. 


I\:SIĄŻKA POLSKIEGO UCZO:\lEGO 
O USTROJU BRYTYJSKIM 
Kontl'OlWe'l,.yjny sym'Pozjon pod re- 
da.kcją prof. W. J. Stankiewicza 
"C11i.si,s iln BriltilSh Govemmenlt: the 
Need for Reform" doczeikał sie trze- 
ciego nakład1J w Pl1Zeciągu sZeŚCiu 
mie'sOęcy od chwi.łi Ulkaz3Jnia si(' 'W 
ma,rcu ub..r. (makła.dem f!ll'my Collier- 
:\'Iacmilkm w Londyill>ie). 
PrO'f. Stalllkie'w,iclz za.jmuje staJllo- 
wiiSlko ()odmienne od szerc.gu wS'półczes- 
mych socjolog-ów pO'li,tyc'z.nych ja'k 
Gabriel Allmontd i SaIlIIfUel Beer (Sltamy 
ZjednOCJzOll1e) czy Richard Rose 
(,W,ie1ka Bryi!an.ia), kitórzy wierzą w 
skuteoZll1ość powo1nY1:h. ,niemal au!o- 


Czytelnicy 


J. E.-H. w Sachseln: ...często my- 
ślę o "Wliadomościach" jako pun!kIC!e 
centTal.nY\I'l1 mego obecnego życia. Są 
one dIła mlllie w tej chwi,li wSiZyis.tkim 
-- .i bi,blioteką, i l,i,s.tami od przyj., 
dół, a !I1aJWet wiaoomośCtiami z Kraju. 
Toteż drziękuję serdeczn.
e za... pa- 
kiet z numerami "Wiadomości". Po- 
działały one na mnie jak "woda ży- 
cia"... P,ismo jest nad'a,1 z,nakom.icie 
redagowane... nr 1126 doslkonały! 
Mnie o("zyw,iśde naj-bal'dziej zai.nlte- 
resowała "Poezja dW'UdziesltOlleci.a" 
(w dodatka! .,Na Antenie"). I po- 
mYŚtleć że gdyiby.m nie dos,
a.ła teg-O' 
m'I.IJmeru, nie miałabym tych kill,ku 
godz,i!!1 pe1nych ilntenS
'I\Vneb{) my- 
ślenja o st
no.gl<'1.mie roz,morwy... Za 
mało wGCil'.iZY poetów współczeStIIy.ch 
- w sto"ullIk'll do św.iet:nej p,rolzy, 
kitórą wy,pełmione 1'3 "Wiadomości". 
I. O.: Ntume'r świątooZll1Y ... jest 
r()ozp.racoWlników, którym 
ja'k pi.ęklI1'ie mówi X. Kannn,1 Kam- 
rta,k - składamy gracje, dodajemy 
dlZ:ś nastZlpujące n3JZlW'iska: K. Biz'l1l1.. 
Stef:a.n G
'apnell, Aniela Klein. Lech 
PaslZ'kOlW'Słd, Kazimiera Skalska, Le- 
opold WellitSZ i Adam Zielińsloi. 


Wzmacniajcie nerwy i oczyszczajcie 
krew, a b.,.dziecie cieszyć sie zdro- 
wiem i wzmożoną energią do pracv! 
Wyciąg" z życiodajnych gruczoł6w 
zwierz
cych 


KALEFLUID 


Używanie tego preparatu I)olep!'za 
stan zdrowia w spo
ób bardzo znacz- 
ny, w wypadkach ogólnego osłabie- 
nia, depresji nerwowych, zm
czenia, 
wyczerpania, zaburzeń i starości. U 
kobiet również w wieku przejścio- 
wym. Wysyłamy bezpłatne przepi!'y 
używania w j
zyku polskim. 
Laboratoire KALEFLUID 
66. BId. Exelmans. Pari
 16-e. 


- 


l.Jleyilatllod koło Readimg. Ma być: Ley- 
lalnd kolo BrestOtn. Miej.cO/Wość słY'n- 
na z budowy autobusÓw... piszę, by 
przes:tl'.z.ec cie,ka.wych, by nie błądz:- 
Id wokół Readi'l1g lub zmyileni 
łęd- 
ną pisOlW1ni
 Leyland, nie sz'ukali go 
w Wal.i,i. 
H. B. w Miami: ...Wy,rażam szcze- 
,ry żal z pOlWodl\l wiadom.oś,ci o choro- 
bie red. GrydlZewskiego. My na ob- 
czyŹinie jes.teśmy jego dłużni'kami za 
'pracę i PO'świ
enie, kJtóre dają nam 
możlJlość cieszen.ia s.ię Waszymi i na- 
s,zY'm.i "Wiadomo.ścia,mi". 
N. R.-W. w Belo Horizonte: Pra
- 
niemy... przełOZI(h'OIWieni'a i ż"yczenia dla 
redailrej:i, w szczeg1ólności życząc jej, 
by ,nie ulegała ZlbY'tnio "nowoc.zesnym 
prądom..... 
A. W.: Ja'k dotąd nikt z Polaków 
"Pi
zą'Cych Ina tematy iz.raeloslde j
koś 
nie zauwa,żył że żydtZli na okuporwa- 
nych terenach arabsłdch s.tosują: l. 
pacyfikację. 2. o.sa,dJnilClt:w{) wojikowe. 
L. W.: Z pralWldJz.iwyim wz.ruSiZeniem 
p.rzeczyilaJliśmy aril:Y'kuł Zofii Ko'za- 
rynowej w II1:r. 1136 ..Wiadomoś.ci" 
p.lt. "Motyrw czekania" ... Pani Ko- 
zarynorwa w swej pięk1nej 1u'Y'tyce do- 
wiodła :be się zna.komicie wczuła w 
nie,przecię-..my ilI1itelekt [Ewy K11ZYŻ8- 
'now.skiedl ... WinslZuj-ę wa,komi,tego 
pióra. 
M. C. w Bikfayi: Dziękuję... za u- 
kochallle "Wil8Jdomości", lotóre mi 
ZI!I()WU b
dą pł"'ze,z rok torwarzy:siZYć 
w mym OOcojęzycZ/!1ym życi;u. 


Co 
ysylać teraz? 
PO CO PUDŁOWAć, SKORO POINFORMUJE NAJLEPIEJ 
NAJNtOWSZY .BIULETYN T AZABA .:..:..:. (TRZY GWIAZDY) 
..BOLO" bluzki, z kołJniel'\zykiem hb ..Golfy"? Ortaliony? 
Jeżeli tak. to tvlko dobre i ze ws.zystkimi ..szykamami" 
bo dobrv 1!;at1JiJ1ek nailepiej g,ie opłaca. 
OSl RZA do golenia ..Gilette Surper SHver", ka.1kulujące Fie u 
T AZABA: £1 Ca 500 zł snrz6(Iaja 
ie "iak bułk,i" "po 12 - 15 zł za 
sZltuke (cło 75 gr. za s
tuke). Lącz.ni e z wysyl1ką: 50 szt. 29/6; 
100 !'>z,t. 55/-: 500 s,zt. £12.15.0: 1000 szt. £22.15.0. 
Biuletynam
 .:":..:., lIlajno;wszyrni ce.nnikami najbardziej aktualnych 
leków 3JJlg-ielskich. niemieckich, szwajca'rskich 
li n.oświadczennem 20 lat służy 
Najwi
kszy na świecie Polski DOIII Wysyłkowy 
TAZAB 22 ROLAND GARDENS. LONDON, S.W.7. 
100 EAST 10th STREET, NEW YORK 3, N.Y., 
tel. Alganquin 4-4161 


- 


- 


- 


- 


- 



 


- 


Ostatni łalll 


PRIX SONNoING, lIlalgrooa duńska u- 
dziełana za "cellll1Y Wlkład do kul- 
tUil"Y eurO!j)ejlSikiej". przY'PadJa w 
tym roiku w udziale A,rbhurowi 
Koesblerorwn. Jest to jedma z naj- 
tSIp:raJWiedililWoiej przyidzielalllych na- 
g1roo międzyna.rodowych. bo Koes.t- 

er jest iSltotm.ie a!Utorem o ogrom- 
lIlym i bar.dzo nieprzeciętnY'm do- 
ro'blku. Ma on za sobą kilLka po- 
Wlieści. z kitórych "CiemIIlość w po- 
łUldnie" stała s.j
 ubwoll'em klaosycz- 
mY'm je.żeli chodzi o nakre
lenie tła 
ślled
bw sowieckich i procesÓIW po- 
bzO'wych. Ma tomy essayów i 
w.
poII1Ulień, wśród którrych najcie- 
kalW'Sze są o/pisy woj.ny do()i!I10wej w 
HilS,
a1liii i autobiografi1:wa r.zecz 
pJt. ,.słt'l'1zała w błękicie". gdz.ie d'ał 
obra.z śl'OdOow,isk k{)munisty.czlllych 
BerHna i ParY'ża. Na z3l5adz.ie ..on 
reviellt ItoujOUl'lS..." Koestler po- 
'WIl"ócił do s.wodej p1l'1rw,szej miłoś- 
ci, do nauk ścilsJych; zac'zynał s,wo- 
ja kar.ierę jako kores;pomde!It nau- 
kowy wieIJ.ikiego ongiś dJzierIllJJiika 
..Belil
ner Ta,geblaJtt" (Koeshler 
jest co m
jmniej trójjęzycznym au- 
torem: pltSał po węgiersIm i nie- 
miecka!, a od la.t pisuje pO' angnel- 
silw). OS!3Jtnne trzy h.:ażki Koe.s.t- 
lera POll'uSlZ8ja zag-adlllienia nowo- 
czesnej psychologii. 
KSIĄ.żKA O RODZINIE OST A 'liNlE- 
GIO CARA p.t. "Nicholas and 
Alexand'l"a", najpisallla p'l"zez ame- 
l'y!kańskiego autora Robe.rta Mas- 
sie'ego. robi bodaj większą karie- 
rę niż ,,20 I.i,s.tów..... córkti Sla.}illl'l. 
Rzecz ZII1ajtd.uje się na liście bes-t- 
sellerów 8Jmerykańs.kich i uk3JZała 
się TÓiW1nież w WOellkiej Brytanii. 
Pańsbwo Ma.s.s.ie mają syna. cier- 
piącego na hemofiHę, tak jak syn 
M
koł3Jja i Aleksandry. care,wilC7. 
A!lekJsiej. W Stalllaoh Zjedn{)czony
h 
pół mi,lio:na dmeci cierp.i na 
 c'ho- 
robę a że l'OtdiZke ich s.tanowi3 po- 
tencja,1nych ozy,telników książk
, 
g.dzi.e dużo sie na te'n tema.t mów:, 
mo'że to 
YĆ jedną z przyezym jej 
poIWoozema. Recenzenci 3Jng:ielscv 
przY'Zlnaja zres.Zitą ks.iążce f.pore za- 
lety HteraClkie. 
NlOWA POWIEść NIKOSA KA- 
ZA:NTZA:KISA 'p.t. "The FraJ:r:- 
cides (Bl'ł3ltobóLicy)" pojawiła się 
w pl'\Zekład1zie angielskim w Lon- 
uY'nie. ZdaJnOem kry.ty.ki 3Jn1!;ie1Slkiej 
jest to naj5ła:bsze dzieło znako.ni- 
tego g1reekiego pOlWieściopisarza. 
którego s.zczYI
Qowym o.siągnięciem 
była powieść p.t. "Chrystus na no- 
wo() ukn.'zyżorwamy"; Kaz.arnrtza,kis 
miał otl'\z.yimać za ,nią nag1rodę NO'- 
bla. NiiClSltety, tak si
 nie Sitało, cho- 
ciaż kill,ka powieści gu'ec.kiego au!o- 
ra. z "ClhrYlStusem..." na czele. p'rze- 
wy;ilsza kilasą u.twory n.iektó.ryeh 01'- 
tartmich laureatów Nobla. "Chrys- 
tusa...... po