/Licencje_055_06_001_0001.djvu

			I, 
, . 
, 


g



ka, l a2 i-33'1- A 
 I CZAS 
UMK Tomu / T 

- 
 --=---- 
K.Gdr..rki :MATKA MORTESKĄ- 
I 



 , 



 
.ł .ł 


r . 



 


( 
'. .. ",""" 
,.. 
'... 


. : .;/ 


") 
.. 


..
.' 
 




 


. 
.. 
. 


}). 
 f, 


" 

. 


, 
. .
 ," 


, 
.. . 


\; 


..
 ::< 


ł . 


o'. . 


. 


.. 
if 


'. ' 


. ł 


ł 


.. 


't 
, 
I 
i 


, .. 
..
 :4.\4 
- \ ...,.. 


.- ' 
... 


. .
		

/Licencje_055_06_002_0001.djvu

			r 


.
		

/Licencje_055_06_003_0001.djvu

			Matka Mortęska 


-
		

/Licencje_055_06_004_0001.djvu

			f 


LUDZIE I 


c Z A S Y (7) 


(1) Jean Steinmann, PAWEŁ Z TARSU 


(2) Henri Marrou, AUGUSTYN 


(3) Josef Pieper, TOMASZ Z AKWINU 


(4) Michel Carrouges, KAROL DE FOUCAULD 


(5) Jadwiga Stabińska, KROLOWA JADWIGA 


II 
, 


(6) Bronisław Mamoń, KAROL LUDWIK KONIŃSKI 


t 


I
		

/Licencje_055_06_005_0001.djvu

			021;)'; 


Karol Górski 


MATKA MORTĘSKA 


Społeczn, Instytut Wyhwniczy . lnak . 


1911 \
		

/Licencje_055_06_006_0001.djvu

			Opracowanie graficzne 
ZOFIA DAROWSKA 


O
.J 


.3
 



r:oTlZ; 
(UNlW::R:..Y;): 
 r.A 
\1._ '" T
;m;t'\) 

-;-
---:=: 


Na okładce fragment współczesnego portretu Magdaleny Mor- 
tęskiej, ongiś w lwowskim klasztorze benedyktynek, obecnie 
w krzeszowskim klasztorze benedyktynek. Fot. W. Górski 


o.
o 


.......
		

/Licencje_055_06_007_0001.djvu

			... 


PRZEDMOWA 


Dzieje żyoia duchowego, religijnego przeżycia w Pol- 
sce, są trudne do napisania. Aby wszystko dobrze zro- 
bić, trzeba by badacza, który by ponad trzysta lat 
pracował pilrnie - albo kilkunastu, również pilnych 
i dobrze przygotowanych. Ale i dziś są jakby wyspy 
w tym morzu niewiadomości, na których można stanąć 
twardo na gruncie źródeł - i opisać choć jedną postać. 
Tak się składało, że od lm trzvdziestu ośmiu zajmuję 
się właśnie Magdaleną Mortęską. Początkiem było to, 
że się zezłościłem. ZnakoIl'lity socjolog warszawski, pr()- 
fesor Stefan Czarnowski, napisał w: referacie na VII 
lVliędzynarodowy Kongres Historyków w Warszawie 
w r. 1933, że reformacja polska nie wydała mistyków 
L była owocem rachuby szlachty. Wydało mi się to 
sprzec2JJ1e z tym, co już wiedziałem o epoce i zacząłem 
szukać źródeł. W Toruniu wpadł mi do rąk rękopis, 
ofiarowany Książnicy Miejskiej przez Polaków z Ame- 
ryki. Dyrektor Zygmunt Mocarski powiedział mi, że 
rękopis ten znalazł się w Ameryce Północnej jako wła- 
sność księdza-emigranta z "Prus Zachodnich", czyli 
Pomorza, a po jego śmierci przeszedł w ręce owych 
ofiarodawców. Były to rozmyślania o Męce Pańskiej, 
pisane piękną polszczyzną - dowód polskości kraju. 
Zacząłem szukać - i natrafiłem na Magdalenę Mortę- 
ską. Piękne Roz'Tłąyślania wydałem drukiem, przypisu- 
jąc je ksieni chełmińskiej jako autorce. I szukałem 4.J;,! 
dalej, dorywczo, ale stale. Byłem jako ekspert przy 
komisyjnym otwarciu i zapieczętowaniu trumny, 
w której spoczywają jej Z1Włoki. Myszkowałem po bi- 


5
		

/Licencje_055_06_008_0001.djvu

			bliotekach seminariów i klasztorów. Gdy na zamówie- 
nie wydawnictwa "Znak" zacząłem pisać tę książkę - 
znalazłem; w Ossolineum, w ostatniej transzy rękopi- 
sów, które badałem - prawdziwą perłę: Nauki i roz- 
mowy duchowne ksieni, którą przez elimiJnację i ana- 
lizę utożsamić mogę z "jednooką pa I l1!ną". Przemówiła 
tu raz jeszcze, jak z kart żywota jezuity Brzechwy, jak 
z kart kroniki klasztornej, wyda:nej przez o. W. 
Szołdrskiego, czy z kart: Rozmyślań. Owe Rozmyślania 
wynurzyły się dla mnie przed ostatnią wojną i zagi- 
nęły bez śladu podczas kataklizmu. Myślę, że w Nau- 
kach przemawia po trzech i pół stuleciach Magdalena 
Mortęska z całym bogactwem swego języka, swej wy- 
obraźni, swego talentu i zamiłowania do piękna - 
przemawia całą głębią swego życia wewnętrznego, tak 
prostego, twardego i mocnego. Tym przeżyciem tak 
niezwykłym chcę się dziś z Czytelnikiem podzielić. Po- 
dzielić przygodą, która nie każdemu się zdarza. 


... 


......
		

/Licencje_055_06_009_0001.djvu

			PRUSY KROLEWSKIE W XVI WIEKU 


N
zwa Prus, otoczona nienawiścią od czasów rozbio- 
rów, nie budziła w XVI w. uczuć nieprzyjaznych. 
Oznaczała ona zarówno ziemie przyłączone do Korony 
Polskiej w r. 1454, jak i księstw'o pruskie, rządzone 
przez Hohenzollernów. Mieszkańcy. zarówno ci, któ- 
rzy !llówili po niemiecku, jak i ci, co po polsku, nazy- 
wali siebie Prusakami, a ci, którzy siedzieli w Prusech 
Królewskich, uważali się za współobywateli wielkiej 
R
eczypospo1itej. Bronili jednak swych przywilejów, 
wśród których najcenniejsze było prawo indygenatu, 
czyli wyłącmego obsadzania urzędów w kraju przez 
ra:lowitych Prusaków. Dawna mowa pruska zaginęła 
lub dogorywała w ustach sta'rców na wschodzie kraju. 
A
e nazwa plemienia przeszła na mies2'Jkańców mówią- 
cych po polsku czy niemiecku, a wraz z nią patriotyzm 
lckalny, krajowy, bynajmniej nie sprzeczny z przy- 
wiązaniem do wielkiej wspólnej ojczyzny. Osiadłe 
w Prusach KrólE:wskich liczne rodziny polskie zlały się 
z miejscowymi, zachowując mowę i tradycje polskie. 
Tacy Kostkowie przybyli z Mazowsza, Działyńscy 
1; ziemi dobrzyńskiej bronili przywilejów i odrębności 
pruskich, ale z mowy i obyczaju byli Polakami. Egze- 
kucja dóbr królewskich, uchwalona przez sejm ko- 
ronny w r. 1562/63, godziła w interesy możnych panów 
pruskich, ktÓrzy stawiali jej opór, broniąc rzekomych 
swych odrębności. Kostkowie jednak skłaniali się do 
kompromisu i mieli posłuch u średniej szlachty, która 
dążyła do ściślejszej unii z Koroną. Działyńscy i Ce- 
mowie, wspierani przez Gdańsk, Toruń i Elbląg, nie 


7
		

/Licencje_055_06_010_0001.djvu

			chcieli się zgadzić na inkarporację. Wreszcie w r. 1569 
wola króla przeważyła szalę. Prusy Królewskie zastały 
włączone do Karony w ten sposób. że posłowie za- 
siedli w izbie poselskiej. a senatarowie w senacie. Wiel- 
kie miasta uchyliły się od zajęcia miejsc w sejmie 
i pazostały na uboczu. 
Pa śmierci Zygmunta Augusta opinia Prus Królew- 
kich była podzielona. Kostkawie stali po stronie Wa- 
lezjusza. gdy tymczasem Działyńscy i Cem()wie. wiel- 
kie miasta i protestanci skłaniali się ku Habsburgam, 
Po ucieczce Walezjusza stronnictwa Zamoyskiego 
obrała Stefana Batorego. za którym opawiedzieli się 
Kostkawie. Większość senatu wybrała cesarza Maksy- 
miliana. a Gdańsk stanął po jego stronie. Batary oblEgł 
miasta i zmusił do uznania swej władzy. 
Walki wyznaniowe nie były na abszarze Prus Kró- 
lewskich zbyt astre. Protestantów była wielu, zarówr.o 
po miastach. jak i wśród szlachty. Zygmunt August 
pozwalił mieszkańcom Gdańska, Elbląga i Torunia araz 
i Malborka na przyjmowanie komunii św. pod dwiema 
postaciami. co. w praktyce oznaczała przyjęcie prate- 
stantyzmu. Szerzył się tu luteranizm. natomiast kal- 
winizm przyjmawał się wśród patrycjatu miejskiego. 
Na wsi wśród szlachty była sparo arian. Katalicy byli 
bezradni i bierni. Jeden tylko. biskup warmiński Sta- 
nisł.aw Hozjusz nawoływał da garliwości. Sobór try- 
dencki zakańczany w r. 1563 przyniósł zmiany na 
lepsze. Wszędzie budziła się garliwaść. Henryk Walezy 
mianawał biskupem chełmińskim Piotra Ko.stkę. wy- 
kształconego. w Paryżu i zwolennika refarmy. Na tle 
tej bezarężnej walki o reformę Kaściała. przede 
wszystkim toczonej wśród katolików. wyrosła postać 
ksieni chełmińskiej i reformatorki. Magdaleny Mor- 
tęskiej. 


......
		

/Licencje_055_06_011_0001.djvu

			JEDNOOKA PANNA, WALKA Z OJCEM 
O POWOŁANIE 


Mortęscy byli pochodzenia staropruskiego. Osiedli 
byli we wsi Mortęgi pod Lubawą i w herbie nosili dwie 
łapy drapieżnego ptaka, jak mówiono - orła. Dawno 
zarzucili mQlWę staropruską i w XVI w. mówili już tyl- 
ko po polsku. Tak spolszczyły się staropruskie rodziny, 
które wydać miały w następnych wiekach Jana Hen- 
ryka Dąbrowskiego i Tadeusza Rejta'l1a. Wszyscy oni 
byli zawzięci i nieustępliwi, a śmiali w przedsięwzię- 
ciach. Mortęscy w XV w. należeli do Towarzystwa J asz- 
czurczego, które skupiało opozycję przeciw Krzyża- 
kom, i opowiedzieli się po stronie Polski podczas dłu- 
giej, trzynastoletniej wojny z Zakonem (1454-1466), 
która przynieść miała jako owoc przyłączenie zacho- 
dniej części państwa zakonnego do Bolski pod nazwą 
Prus Królewskich (pokój toruński 1466 r.).' W nagrodę 
Ludwik Mortęski zosiał starostą w Pokrzywnie pod 
Grudziądzem i wojewodą chełmińskim (1475-1479). 
Potomek jego, też Ludwik, otrzymał od króla Zyg- 
munta Starego starostwo pokrzywień ski e prawem len- 
nym, czyli wieczyście: Jagiellonowie hojnie rozdawali 
dobra koron:ne. Syn owego drugiego Ludwika był kasz- 
telanem elbląskim (1505-1539) i miał sY'lla Melchiora, 
miecznika ziem pruskich, potem podkomorzego mal- 
borskiego (t 1587). Melchior ożenił się z Elżbietą Kost- 
czanką, siostrą biskupa Piotra. Kostkowie stali w tym 
czasie u szczytu wpływów i znaczenia. Jan, wojewoda 
sandomierski, był nawet wysuwany przez szlachtę jako 
kandydat do korony polskiej, a w Prusach Książęcych 


9
		

/Licencje_055_06_012_0001.djvu

			chciano go mieć jako gubernatora, czyli regenta za rzą- 
dów słabego na umyśle księcia Albrechta Fryderyka. 
Krzysztof Kostka był wojewodą chełmińskim. Kostko- 
wie '\vszyscy pozostali przy Kościele katolickim-:- pozo- 
stał także szwagier ich, Melchior Mortęski. Był to pan 
bogaty i uparty, który straciwszy w egzekucji dóbr 
prawo własności do Pokrzywna, zachował je jako sta- 
rostwo królewskie i żył na zamku dostatnio i wygodnie. 
Żona zmarła mu po urodzeniu trzech córek i syna Lud- 
wika. MelchioT oddał dwie starsze córki na wychowa- 
nie do klasztoru w Strzelnie na Kujawach, najmłodszą, 
Magdalenę, urcdzoną w r. 1554, wzięła do siebie siostra 
pana miecznika, starościna Wulkowska z Topolna pod 
Świeciem. 
Klasztor w Strzelnie należał do zakonu norbertanek. 
Niewiele wiemy o jego życiu w tych latach, gdyż archi- 
wa i biblioteki uległy zniszczeniu. Z przykładu innych 
klasztorów norbertanek wjemy, że nie wprowadzono 
tam jeszcze reform trydenckich ani nowego, szerzonego 
przez jezuitów rodzaju modlitwy, mianowicie meto- 
dYC2nego rozmyślania w oparciu o punl<.ty z góry uło- 
żone. Te nowości zaczęły się przyjmować w klasztorach 
nOlrbertanek dopiero w XVII w. Ii powoli prowadziły 
do zmiany duchowości. Można przypuszczać, że 
w Strzelnie panowała dawna pobożność średniOlWieczna, 
oparta o liturgię oraz o różne litanie i koronki do anio- 
łów, do kirewnych Matki Bożej - formy, które później 
uległy zapomnieniu. Panny Mortęskie zachowały wiarę 
ojców w murach klas:zJtoru. ale nie wydaje się, by jakoś 
głębiej przeżyły problematykę religij'ną. Całe pańskie 
środowisko Mortęskich było tradycyjnie przywiązane 
do katolicyzmu, ale wcale się nie g.arnęło do reformy. 
Po powrocie córek z klasztoru pan Melchio
 wydał je 
za mąż: Annę za Ernesta Wejhera, protestanta, staro- 
stę puckiego, znanego później wojownika; Elżbietę za 
Adama Żalińskiego, sędziego tuchoLskiego. Elżbiecie 


10 


"""""-
		

/Licencje_055_06_013_0001.djvu

			dedykOW'ał nieznany poeta przekład noweli Boccaccia 
Gryzeldis. Anna zaś skłoniła męża do przejścia na ka- 
tolicyzm i spolszczyła całą rodzinę Wejherów, ale dla 
życia zakonnego zrozumienia nie okazywała. Najmłod- 
sza Magdalena chowała się u ciotki, aż przez nieostroż- 
ność, pomagając w kuchni przy oprawianiu nóżek cie- 
lęcych, wykłuła sobie prawe oko. Nie zepsuło to sto- 
stmków Melchiora ze starościną Wulkowską, która cho- 
wała bratanicę suro.wo, ucząc ją pogardy dla świata 
i niewątpliwie pracowitości: miała z Magdaleny wy- 
rosnąć dobra pani domu, gospodarna i zabiegliwa. Czy- 
tać i pisać jej nie uczono: widocznie pani starościna 
uważała to za zbyteczne. Mała Magdalena przed dwu- 
nastym rokiem życia postanowiła wstąpić do klaS2'Jtoru 
i kiedy już ją o.jci
 odwołał do. domu, by brała udział 
w przygotowaniach do wesela jednej, a potem drugiej 
siostry, była zdecydowana poświęcić się życiu zakon- 
nemu. Jadąc tedy pod górę chełmińską (z przeprawy 
przez W,isłę, rzekła do sługi ojcowskiego: "Chcesz - 
prawi - waćpan wierzyć, że ja nie umrę, aż w tym 
klasztorze mniszką zostanę?" "Pierwej ja złą śmier- 
cią zginę, niżelibyś waćpanna, będąc tak zacną panną, 
zakonnicą być miała", odparł sługa. Na co Magdalena: 
"Nie mów waszmość słów próżnych, bo ja mam wielką 
ufność i nadzieję, że mIi to, co mówię, sprawi Pan i Zba- 
wiciel mój, któremum ja się poślubiła." Wnioskować 
stąd można, że złożyła była ślub wstąpienia do zakonu. 
Była wtedy w dwunastym roku życia, czyli było to 
w r. 1565 lub 1566 
Była Magdalena sumienia bardzo delikatnego. Raz 
chwyciła kilka wiśni, które niesiono do stołu, i ukryła 
je. Ale niepokój powstał w niej taki, że odniosła ciotce 
owe wiśnie z żalem i wstydem. Była tedy odważna 
i zdecydowana. Ciotka wpajała w nią gorący kult 
Matki Bożej, który jej pozostał na całe życie. 
Niewiele wyszło z planów ojca, by najmłodsza córka 


11
		

/Licencje_055_06_014_0001.djvu

			była na weselach sióstr: Magdalena poparzyła sobie ręce 
przed weselem pani W ejherowej, zapewne pomagając 
przy gospodarstwie, a na wesele pani Żalińskiej była 
chora na "ośpicę" . Ale też w ogóle bywać na zabawach 
nie chciała, mimo że mia'ła powodzenie i to nawet więk- 
sze od starszych sióstr. Choć brakło jej jednego oka, 
była przystojna i postawna, wzrostu około 1,75 m, ry- 
sów regularnych, o nosie dużym, ale kształtnym. Tak 
ją widziałem w trumnie w Chełmnie, gdzie ,twarz wy- 
schnięta zatraciła zmars
zki, a zgadnąć jeszcze można 
tę postawę szlachetną i imponującą, jaką miała za ży- 
cia. 
Tak mijały lata wśród walki z ojcem o udział w życiu 
towarzyskim i zabawach. Miała już Magdalena lat bli- 
sko dwadzieścia cztery - więc dawno przekroczyła 
wiek, w którym wstępowano wówczas w związki mał- 
żeńskie. Odpalała wszystkich konkurentów i zniecier- 
pliwiony miecznik, domyślając się, że chce iść do kla- 
sztoru, przeznaczył jej na mieszkanie dwór w Mortę- 
gach, daleko od Pokrzywna. Tu przebywała pod opieką 
ochmistrzyni, czyli ,.pani starej", z dziesięciu białogło- 
wami. Ojciec ustanowił surowe przepisy, których prze- 
strzegać miała "pani stara": "pierwsza, aby żaden męż- 
czyzna do ich mieszkania przystępu nie miał, druga, 
aby Magdalenie nikt książki, mianowicie duchownej, 
nie użyczał, trzecia, aby jej nikt pisać ani czytać nie 
uczył" . 
Ale widocznie pisarz prowentowy nie uchodził za 
mężczyznę, skoro panna Magdalena skłoniła go, by ją 
nauczył abecadła i liter (pisanych). "I tak jej Pan Bóg 
w tej mierze pobłogosławił, że ZJa dwie niedziele czytać 
i pisać doskonale się nauczyła", pisze współczesny jej 
biograf. Z tą doskonałością bywało rÓżnie. Znamy pismo 
Magdaleny: była to niedbała kursywa, przy czym z po- 
czątku pisała literę "e" tak, jak to bywało w latach 


12
		

/Licencje_055_06_015_0001.djvu

			dwudziestych XVI W., kiedy jeszcze pismo neogotyckie 
i łacińskie się nie zró:żnicowało. Około 1578 r. był to 
anachronizm. WidocZ'l1ie uczył ją pisma człowiek star- 
szy, który nabywał .tę sztukę przed przeszło pięćdzie- 
sięciu laty. Ale w każdym razie Magdalena nauczył,a 
się czytać i pisać. "Z tego nie inaczej jak z wielkiego 
skaI'lbu i drogiego klejnotu się ciesząc i Bogu z niego 
dzięki czyniąc, starała się jak m'Ogła o modlitewki i inne 
książki duchowne". To był zaiste wielki skarb dla nie- 
dawnej analfabetki. Ten przełom w życiu .oświecił ją, 
co znaczy nauka dla kobiet i dlatego będzie przy klasz- 
torach zakładać szkoły - dla dziewcząt. Tymczasem 
jeden z dworzan, dowiedziawszy się o staraniach sta- 
rościan!:i, przyniósł jej z jarmarku toruńskiego Po- 
styllę księdza Wujka, jezuity. Tą nazwą określano wów- 
czas zbiory Ewangelii na niedziele i święta z k.omen- 
tarzem. Były postylle protestanckie i kat.olickie, a ks. 
WlUjek, tłumacz Pisma św., wydał też swoją. Czytała 
ją i "czytaniem się jej ugasić nie mogła" i zapalała się 
coraz bardziej do myśli o wstąpieniu do klasztoru. 
Żywotów świętych księdza Skargi nie znała i mawiała 
później, że gdyby je miała, "poważyłaby się w nadziei 
łaski Bożej naśladować wielkich przykładów życia 
świętych Bożych, choć ze skróceniem wieku sweg.o". 
Na szczęście postępowała roztropnie. Ze wszystkiego 
widać, że nie wiedziała nic o swym dalekim kuzynie, 
Stanisławie Kostce z Rostkowa, który w r. 1567 zmarł 
w opinii świętości w Rzymie. Gdyby o nim wiedziała, 
byłby o tym wspomniał jej biograf-jezuita. Później 
w kronice nic o beatyfikacji krewnego w r. 1605 nie za- 
pisano - może przez pokorę Magdalena kazała rzecz tę 
zamilczeć. 
Czytanie Postylli nie był
 łatwe, bo "pani stara" 
i służba ciągle ją nachodziły. Czytała więc po nocach 
"tajemnie okna zasłoniwszy, aby znikąd światło po- 


13
		

/Licencje_055_06_016_0001.djvu

			strzeżone nie było". Tak chłonęła nową prawdę przy 
lichych świeczkach, wyrzekając się "pociech świec- 
kich". Ale .ojciec raz po raz przyjeżdżał i zabierał ją 
do krewnych i przyjaciół "na wesela, biesiady, dobre 
myśli i krotochwile; ku temu gościom, którzy się o nię 
starali, w domu swoim chęć wielką pokazował, często- 
wał ich hojnie i pannę, tłumiąc w niej ducha Bożego 
i drogę zamiłowania świata pokazując, kosztem wiel- 
kim stroił". Wiemy, że miewała do dwudziestu par 
obuwia. suknie czarne jedwabne haftowane (czarne, 
bo panowała mada hiszpańska, w której, jak i u Mau- 
rów, kolor czarny był najwytworniejszy). Ojciec uno- 
sił się i papadał w :ł;urię, gdy odmawiała swej ręki kan- 
kurentom. Brat Ludwik przyglądał się biel1nie despo- 
tyzmowi .ojca. Poszedł .on był .ochotniczo na wyprawę 
pod Gdańsk z królem Stefanem. Może było tak, jak 
.opisuje jed'no z Razmyślań, powstałych w Chełmnie: 
"Pootaw sobie ,na umyśle, jakobyś patrzała na jedyneg.o 
ojca syna i matki zacny, a ono .on och.otnie na wojnę 
się wyprawuje z wielkim płaczem i częstym .omglewa- 
niem rodziców swoich. Także wszyscy w domu płacząc 
okoła niego chodzą, d.owiadując się, ca mu jest tega za 
potrzeba, odwodząc od tego, aby tym odjachaniem ra- 
dzicam smutku nie czynił. A .on na płacz domowy nie 
dbając idzie z ochotą i pożegnawszy się w domu, z wiel- 
ką zarotą (nadzieją) rodziców pojechał na wojnę". 
Może tak wyglądał wyjazd Ludwika - a choć matka 
nie żyła, były "omglewające" siostry. Po wajnie Lud- 
wik czekał lI1a nagrody z rąk króla i zapewne polował. 
Były te polowania w Prusach Królewskich, na łag.od- 
nych, jesiennymi -barwami pokrytych pagórkach - 
znane i opisywane w poezji teg.o czasu. Tomasz Bie- 
laW'Ski w swym Myśliwcu (1595) tak pisał o polowaniu 
w dobrach tychnowskich pod Kwidzynem: 


..Toć i tobie mówię drugi 
Zasadź się pod same smugi. 


u
		

/Licencje_055_06_017_0001.djvu

			Boć już trąbka wypędzi co za zwierza z lasa, 
Psi, poznasz jako głoszą, cić nadzieja nasza. 
Tuć już o zająca snadnie, 
Gdy w pole z lasu wypadnie. 
U la la, to dopiero ruszyć prędko koniem, 
Bo jeśli się zatrzymasz, będzie wnetże po nim... 


Niewiele miała Magdalena w bracie obrony, ale wie- 
działa, że mu zbywana pieniądzach i jest na nie czuły. 
Wreszcie stary despota "obawiając się przez to gnie- 
wu Pańskiego, mniej sobie na ostatek począł ważyć po- 
ciechę swą doczesną niż wolę Bożą". Ale i tu chciał 
urządzić wszystko 'po swojemu. Więc dał córce piękną 
kamienicę w Toruniu i obiecał dosta'teczne dochody, 
"by tylko panna wejściem swem do zakonu familii 
swojej sromoty nie zadawała". Chciał więc, by Magda- 
lena wstąpiła do jakiego czcigodnego, starego klasztoru. 
gdzie by żyła osobno ze swej renty, tak jak to było 
w rozprzężonych klasztorach sprzed reformy tryden- 
ckiej. Zdaje się, iż domyślał się zamiaru wstąpienia do 
podupadłego klasztoru w Chełmnie i starał się go po- 
krzyżować. Pozwolił zres2rtą w adwencie r. 1578 jeździć 
córce na roraty do pobliskiej Lubawy, gdzie do połu- 
dn
a w kościele pozostawała. Pościła przy tym surowo 
na intencję wstąpienia do klasztoru, sypiała na ławie, 
rozrzucając pościel dla pozoru, mimo silnych mrozów 
nie opuściła roratów żadnego dnia. "Gdy zaś na nie wy- 
jeżdżała, zmówiwszy się na post dobrowolny z swoją 
służebną, stawiały w kachel (kafel, otwór w piecu) gar- 
nuszek grochu z pyszką, aby uwrzał, póki by nie przy- 
je<:hały, i bywało to, że uwierał ban12'JQ dobrze. choć go 
nikt nie doglądał, i smaczniejszy bywał niżeli to. co na 
S'tole ojcowskim, lubo dostatnim, bywało, u którego 
siedząc nie tak już jadły, jako się 2!myślały jeść, chcąc 
swój post doskonale uchować." Wspominała to owa 
służebna po wielu latach. W Lubawie był klasztor ber- 


15
		

/Licencje_055_06_018_0001.djvu

			nardynów. ale Magdalena nie znajdowała tam opieki 
duchowej i kierownictwa. Czuła się bardzo osamotnio- 
na. Sen zadecydował o wyjeździe z Mortęg. Śnił się jej 
dwór w Mortęgach. w którym mies2Jkała. "dość budow- 
ny i przestronny. ale jakoby chałupka jaka il!-ikczemna. 
pochylona. oko)?ciała. smrodliwa. Uczuwszy w nim 
duszność wielką. wyszła z komnaty !Swojej na ganek. 
al
ci się jej ukazał na górze jakiś pałac śliczny z wielu 
pokojami kosztownie przybranymi. któremu gdy się 
pilnie przypatrzyła. napadło ją natychmiast wielkie 
pragnienie widzenia go, a w tern była do niego ochotnie 
od tych. którzy tam na straży byli, przypuszczona". 
Obudziwszy się, długo r02J111yślała nad swoim snem i do- 
szła do wniosku. że trzeba naiychmiaost opuścić Mor- 
tęgi i przenieść się do klas2Jtoru w Chełmnie. aby "ja- 
ko ostróżny ptak od sieci i sideł nieprzyjacielskich 
uszła". Ale wtedy napadły ją wahania: żal się zrobiło 
starego i samotnego ,ojca. domu rodzinnego. przyszły 
obawy przed ostrością, surowością, ubóstwem. cięż- 
kością życia zakonnego. Przełamała te wahania czy- 
tając żywot św. JagnieszKi (święto przypadało 16 li- 
stopada) i rzekła sobie: ..Wytrwam umocniona łaską 
i pomocą Bożą, bo w życiu zakonnym taki sobie płotek 
uczynię. którego przeskoczyć nie będę mogła". 
Tu mamy o dalszych wypadkach 'rozbieżne wiado- 
mości. Kronika. pisana pod okiem Magdaleny. podaje. 
że umówiła się z ojcem. iż pojedzie na dwa tygodnie 
do Chełmna do klasztoru w okresie przed Bożym Na- 
rodzeniem. Podaje też kronika. że p. Mortęska przy- 
jechała z dwiema służebnicami swymi. p. Dorotą 
Przepałkowską i p. Zuzanną Piecewską. Tymczasem 
żywot. pisany już po śmierci starościanki. w czter- 
dzieści ,trzy czy cztery lata p6ŹJniej od kroniki. podaje. 
że wyjechała ona potajemnie z Mortęg z trzema słu- 
żebnicami, niby jadąc do Lubawy na roraty i kazała 


i 


16 


t 
I'
		

/Licencje_055_06_019_0001.djvu

			i 


zawrócić w stronę Chełmna i śpieszno jechać. Chyba 
to ze wspomnień owej trzeciej służebnicy, która nie 
była wtajemniczona w plany i może do klasztoru nie 
wstąpiła. Tak zaczęła się wielka przygoda życia Mag- 
daleny Mortęskiej - szukania Boga za murami zruj- 
nowanego klasztoru. 


- 



 
I 


'1 


z 


,ć, -, ::=-'
 
'f,
 "- 
\\ UM' 
 


.

 I
		

/Licencje_055_06_020_0001.djvu

			BENEDYKTYNKI W CHEŁMNIE 


Klasztor benedyktynek w Chełmnie, położony na 
wys ocz yźnie ponad doliną Wisły, która toczy swe 
szare wody wśród łąk i lasów liściastych, miał pier- 
wotnie regułę cysterską i był wymieniony w spisach 
opactw tego zakonu. Początkami swymi sięgał połowy 
XIII w., a może nawet i wcześniej, czasów misji pier- 
wszego biskupa pruskiego, Chrystiana. Założony pier- 
wotnie we wsi Czarze, przeniesiony został do miasta 
Chehnna, gdzie było bezpieczniej. Nie wiadomo do- 
kładnie, kiedy zamieniony został na klasztor bene- 
dyktynek. Zmiana była to istotna, mimo bowiem iż 
cystersi mieli regułę św. Benedykta, dodali do niej 
własne konstytucje. Ale zakon cysterski był wyjęty 
spod władzy biskupów diecezjalnych i podlegał wprost 
papieżowi, benedyktynki zaś poddane były jurysdykcji 
biskupiej. Z.,griapa reguły nastąpiła przed r. 1439, kiedy 
to wielki mistrz Paweł Rusdorf nadał im dobra. Spra- 
wy te nie są jeszcze ostatecznie wyjaśnione. Można '
 
przypuszczać, że biskupi chełmińscy, poddając klasztor 
swej władzy, wprowadzili doń regułę benedyktyńską. 
W każdym razie reguła benedyktyńska i czarne habity 
obowiązywały w Chełrrmie w XVI w. 
Czasy reformacji przyniosły opustoszenie klasztoru. 
Zabrakło powołań, a dobra znalazły się w ręku miesz- 
czan-protestantów. Wszędzie w Europie północnej wła- 
dze miejskie zajmowały opustoszałe klasztory i zabie- 
rały ich dobra. Realizowano w ten sposób hasła refor- 
macji, a Chełmno, choć należało do biskupów, nie było 
tu wyjątkiem. Biskup chełmiński Tiedemann Giese nie 


18
		

/Licencje_055_06_021_0001.djvu

			był wrogiem reformacji, następca jego, Jan Lubodzieski 
(1551-1562), wychowanek uniwersytetu w Wittem- 
berdze, gdzie wykładał ongi Marcin Luter, nie mógł 
się 'zdobyć na energiczną walkę z nowinkami religij- 
nymi. Mieszczanie założyli szkołę na poziomie gimna- 
zjum i sprowadzili do niej na rektora wybitnego hu- 
manistę, a zarazem protestańta, Jana Hoppego. Do- 
piero na nalegania Hozjusza, biskupa warmińskiego, 
biskup Lubodzieski usunął Hoppego. Szkoła upadła, 
gdy rektor przeniósł się do Królewca, do nowo po- 
wstałego uniwersytetu. Aby uchronić klasztor przed 
zajęciem przez władze miejskie, za staranie! Jana 
Służewskiego, wojewody brzesko-kujawskiego, przy- 
były do Chełmna dwie bernardynki i klaryska z Gnie- 
zna. Zofia Izdbieńska. siostra biskupa poznańskiego. 
Ostatnie benedyktynki nie bardzo chciały je wpuścić, 
ale wreszcie ustąpiły. Przez lat dwadzieścia dwa stare 
zakonnice przyjmowały do klasztoru kandydatki, które 
rychło porzucały jego mury. Brak talentów organiza- 
cyjnych i jakieś wady życia zakonnego były tego przy- 
czyną. Nowy. od r.1574, biskup chełmiński Piotr Kostka f 
,zamierzał sprowadzić jezuitów do budynków. gdzie 
dachy przedekały. mury groziły zawaleniem, a w kruż- 
gankach hukały sowy. Biskup Kastka obsadził już 
klasztor bernardynów w Lubawie i franciszkanów 
w Chełmnie Polakami. Były co prawda przepowiednie 
mniszki. starej Niemkini. która głosiła. że przyjdą Poł- 
ki i klasztor się odrodzi. Pamiętała je zapewne ostatnia 
b ened yktynka. Agn ieszka Plem ięcka. która zmaTła 25 
listopada 1578. 
Da tego klasztoru w nędzy postanowiła wsrtąpić Mag- 
dalena Mortęska. Przyjechawszy w adwencie 1578 r.. 
zastała sześć 
owicjuszek. z których jedna miała się 
odznaczać nieznośnym charakterem. Zastała staroświec- 
kie metody kształcenia nowicjuszek z biciem, zastała 
głód. Zniosła to wszystko i przetrwała. bo tu właśnie - 


19
		

/Licencje_055_06_022_0001.djvu

			\
 


\ 

 



 


" 


mając lat dwanaście czy trzynaście - postanowiła 
wstąpić. Dziwne są drogi. którymi postępują dusze 
lud zkie ku swemu powołaniu. 
Po dwóch tygodniach pan Melchior. wówczas już 
podkomorzy malbarski i senator - co prawda tylko 
w granicach Prus, ba podkomorzowie w Koronie w ra- 
dzie królewskiej nie zasiadali - przysłał "panią starą" 
ze sługami, "wedle umowy". Ale Magdalena admówiła. 
OchmiSJtrzyni namawiała, błagała, płakała, groziła 
gniewem ojcowskim - ale na próżno. Starościanka na- 
pisała list do :ojca, wyjaśniając mu swój ślub, po czym 
"panią starą" odesłała. "To było dziwne w oczach na- 
szych - pisze kronikarka - gdy panią starą do furty 
prowadziła, woźniki jej własne (konie cugowe), na któ- 
rych, gdy u pana ojca była, jeździła. nad wolą woźnicy, 
który je przy 'bramie trzymał, z ręku się jego wydarł- 
szy, do furty, kędy panna stała, przybieżały i z kolaską, 
łzy okwite (obfite) z oczu nad przyrodzenie wypusz- 
czając. Wszyscychmy się na to. co przy tym byli, zdu- 
mieli. czekając, co dalej 'będzie, a panna Magdalena 
twarzą wesołą rzekła do onych woźników swych: - 
Już się więcej do mnie nie wracajcie, bo mnie stąd 
brać nie będziecie - i kinąwszy ręką swą na nie, rze- 
kła: - Idźcież już w imię Pańskie. - My przy tern bę- 
dąc i słudzy jej łzami się zalawszy ,odjechali, a mychmy 
się do klasztoru od furty wróciły". 
Melchior otrzymawszy list "od frasunku za1niemógł", 
a wyzdrowiawszy wysłał list z pogróżkami dla panny 
i klas
toru, gdyby 
ą zatrzymywał. Magdalena udała 
się o protekcję do panów, którzy przybyli na sejmik 
ziem pruskich do Chełmna, a więc do biskupa kujaw- 
skiego Stanisława Karnkawskiego, późniejszego pry- 
masa, do kasztelana lądzkiego Sierakowskiego, posłów 
królewskich, do wujów: biskupa Piotra Kostki i Krzy- 
sztofa Kostki, wojewody pomorskiego. Ci ostatni radzili 
jej, by jeszcze się zastanowiła, po czym widząc jej de- 


20
		

/Licencje_055_06_023_0001.djvu

			cyzję, napisali do Melchiora, wstawiając się za jego 
córką. Melchior trochę się uspokoił, ale wysłał naj- 
starszą córkę, Annę Wejherową, by namówiła Magda- 
lenę do przyja:zdu na ślub brata. Znając siostrę, panna 
Mo
tęska ubrała się w habit, prosząc, by nie zdradzały, 
że jeszcze ślubów nie składała. Mistyfikacja się udała. 
Siostra, zobaczywszy ją w habicie, rozpaczała, "wołanie, 
narzekanie i płacze niepomierne czyniąc, przez kilka 
dni nie mogąc jeść an.i spać". Ponieważ Anna jechać 
miała do seniora rodu Kostków, wojewody sandomier- 
skiego Jana Kostki (kandydata do korony królewskiej), 
Magdalena, bojąc się obrazy krewnych, że bez ich 
zgody profesję czyniła, postanowiła odkryć mistyfi- 
k.ację i napisała list do siostry, który jej włożyła przy 
pożegńaniu w zanadrze, prosząc, by go 'Przeczytała po 
przyjeździe do pana wojewody i wstawiła się za nią. 
W liście tym prosiła, by się siostra 'nie frasowała, a ra- 
czej Bogu dziękowała. Wyjaśniła mistyfikację: w ha- 
bicie jeszcze nie chodzi, ale się chciała wykręcić od 
wesela brata; prosiła, by się Anna na nią nie obrażała 
i prosiła ciotkę wojewodzinę, by ją, Magdalenę, wzięła 
w ohrQillę. Strapiona paru Wejherowa wyjechała z Cheł- 
mna do Lipna (Lipienka), gdzie przebywał wojewoda 
sandomierski u swej matki, a babki panien Mortęskich. 
Tu rozegrała się scena godna komediopisarza. Pani 
Wejherowa histeryzowała, wszyscy ją cieszyli. Wyjęła 
tedy list z zanadrza i chciała go czytać, ale "z żalu czy- 
tać nie mogła". Wojewodzina wzięła list i zaczęła czy- 
tać - okazało się, że to do pani Wejherowej. Chciała 
ona jeszcze raz jechać po siostrę do klasztoru, ale ją 
hamowali i błagali, by dała pokój "i był pokój przez 
trzy miesiące". 
Z bratem Ludwikiem stosunki ułożyły się inaczej. 
Magdalenę widocznie odwiedził, a ona oddała mu swo- 
ją część spadku po matce w dwóch trzecich, zostawiając 
sobie tylko 100 złp. renty. W zamian prosiła Ludwika, 


21
		

/Licencje_055_06_024_0001.djvu

			by jej przywiózł rzeczy z Mortęg, gdyż nic prawie ze 
sobą nie zabrała. Poradziła mu, by zamieszkał w jej po- 
kojach i wszystko spakowawszy, odesłał do klasztoru. 
Podstęp udał się i Magdalena sprzedawała mieszczanom 
swe rzeczy. Z -sukien zrobić kazała dwa ornaty aksamit- 
ne czarne oraz kapę i antepedium atłasowe czarne. Inne 
rzeczy i klejnoty sprzedała za 500 złp., z czego spłaciła 
długi klasztorne, resztę obróciła na utrzymanie sióstr. 
W nowicjacie spała na rozkaz s. Izdbieńskiej bez poście- 
li, według surowej średniowiecznej reguły, przykrywa- 
jąc się kocem prostym i kołderką. 
ościel jedwabną, 
którą przywiozła z domu, oddała po profesji ubogiej 
przy fmcie. Tak zrywała z przeszłością, zaczynając no- 
we życie z pełnym, całkowitym, heroicznym zaparciem 
się siebie. 
Po trzech miesiącach - więc gdzieś zapeWTIe w kwie- 
tniu 1579 r. - wojewoda sandomierski Jan Kostka po- 
słał po nią "panią starą", by przyjechała do Lipna (Li- 
pienka) na pogrzeb swej "starki" czyli babki, a jego 
matki, Elżbiety, wdowy po wojewodzie chełmińskim 
Stanisławie Kostce. Gdy Magdalena, bojąc się podstępu, 
uparcie odmawiała, ochmistrzyni udała się do księży 
"ślubując imieniem pana wojewody i pani wojewodziny, 
że ją zaraz po pogrzebie odeślą". Zgodziła się Magda- 
lena nie bez obaw. Tu wreszcie zobaczyła ,ojca i prze- 
prosiła go, a "który pierwiej się do niej z łaskawym 
i ze łzami ręki swej podaniem pokwapił, niż mu ona 
do 'nóg upaść mogła", Tak tea1r.alnie i rzewnie jednano 
się owego czasu. Ale gdy przyszło do wyjazdu, ojciec 
zaczął ją namawiać, by go odwiedziła w Pokrzywnie. 
"To już było u niej bardzo podejrzane i namówić się 
na to nie dała". Ale wojewoda sandomierski jako zrę- 
czny dyplomata znalazł wyjście: wojewodzina i on ślu- 
bowali pannie Mortęskiej, że "gdzie by jej nazajutrz 
pan Ojciec nie odesłał, że oni ją wziąć i odwieźć d,o kla- 
sztoru obiecali". Ze strachem jechała Magdalena z oj- 


22
		

/Licencje_055_06_025_0001.djvu

			cem i bratową do Pokrzywna, gdzie przenoco-wała i bez 
przygód do klasztoru wróciła. Ta było chyba ostatnie 
widzenie się jej z ojcem, którego. przecie kachała i któ- 
rego samatności się użalała. 
Magdalena zabiegała przez duchownych i świeckich, 
by biskup Piotr Kostka przybył na konsekrację nowi- 
cjuszek i uparządkawał życie w klasztarze. Profesję 
składały nawicjuszki i uzyskały konsekrację od bi- 
skupa 4 czerwca 1579 r. Była ich trzynaście, w tym 
klaryska p. lzdbieńska i zapewne dwie bernardynki araz 
s. Elżbieta Krowicka i dwie inne z klasztaru taruń- 
skiego, pięć nowicjuszek spaśród sześciu, które Magda- 
lena zastała przyjeżdżając, ona sama i jedna z jej pa- 
nien służebnych. Zapewne klaryska i dwie bernardynki 
nie składały profesji, a tylko otrzymały kansekrację 
czyli ,błagosławieństwa. Biskup nazajutrz pa konse- 
kracji wezwał profeski, by wszelkie swe mienie oddały 
do-"szafunku przełażonych", co one ochatnie uczyniły. 
ll__czerwca biskup zaTządził wybory ksieni, którą zo- 
stała Magdalena. Biskup konfirmował ją na ten urząd 
i podparządkawał jej klasztor toruński. 
Tak zaczęła się reforma klasztoru chełmińskiego.. Od- 
biła się ona głośnym echem w Polsce i wieść dotarła 
do- Rzymu, dokąd doniósł o fakcie nuncjusz. Był ta 
pierwszy klasztor gruntawnie zrefarmowany i odno- 
wiony po sabarze trydenckim. Inne klasztary żeńskie -- 
benedyktynki ze Staniątek, cysterski, norbertanki - 
trwały w dawnych zwyczajach i stopniowo, gdzieś 
w pierwszych dziesięcioleciach XVII w. przyjmawały 
reformę, a wraz z nią nQwą metadę modlitwy myślnej. 
W Chełmnie zaczęła się wszystka od razu, wszystka od 
nowa, na gruzach i ruinach dawnego. życia zakO'l1nego, 
z którego. nic nie zastała. Magdalena znalazła w wes- 
tiarni stare, czarne habity, w' rupieciach regułę bene- 
dyktyńską po niemiecku,J pasek żelazny, włosienńicę 
i dyscyplinę z mieczykami, które chowała jak relikwie. 


23 


,
		

/Licencje_055_06_026_0001.djvu

			Panna Izdbieńska, która broniła przez tyle lat praw 
i majętności klasztoru, pozostała w Chełmnie i żyła do 
r. 1586. Zmarła mając lat siedemdziesiąt. Nie czyniła 
ona żadnych trudności nowym porządkom, których sa- 
ma ustanowić nie zdołała. Magdalena nie miała po- 
rządnego ćwiczenia w nowicjacie, więc radziła się teraz 
przede wszystkim jezuity, księdza Jana Zębowskiego, 
"który - jak pisze kronika - był najpierwszym mi- 
strzem naszym duchownym". Ten charakter szkoły 
ignacjańskiej silnie się odbił na całym życiu zakonnym 
benedyktynek chełmińskich. Obok tego radziła się ksie- 
ni bernardynów, którzy do r. 1587 byli spowiednikami 
w klasztorze (o. Marcin z Bieganowa). Ślad ich wpływu 
widać w starych rozmyślaniach, które odnaleźliśmy 
w Toruniu przed wojną. W pierwszej części mają one 
po cztery punkty (jak u benedyktynów hiszpańskich 
z Monserratu, dokąd św. Ignacy się udał na rozmy- 
ślania przed założeniem swego za'konu). W tej części 
były też ślady znajomości średniowiecznych apokry- 
fów, jak tzw. ewangelii Nikodema, które po reformie 
trydenckiej były tępione. W drugiej części są medy- 
tacje na wzór przyjętych zwyczajnie przez jezuitów, 
mianowicie trzypunktowe. Przypuszczam, że rozmy- 
ślania pochodzą z Chełmna i są nawet dziełem Magda- 
leny. Część pierwsza odpowiadałaby pierwszym latom 
reformy, kiedy zakonnicami opiekowali się bernardyni 
(do r. 1587), część druga należał8lby do lat późniejszych. 
Tak się kształtował z wolna prąd reformy w Cheł- 
mnie. 



 


, 
. 


I 
I
		

/Licencje_055_06_027_0001.djvu

			"' 
-.-- 


f 
POCZĄTKI REFORMY I EDMUND DELACROIX 


\. 


W kilka lat później kronikarka zakonna opiśała po- 
rządek życia. jaki wprowadzono za nowej ksieni. Spać 
szły siostry o godzinie 7 wieczór. o 7.30 był drugi dzwo- 
nek na ciszę. O 11 w nocy wstawały na jutrznię i go- 
dzinki Panny Marii, po czym mogły iść na spoczynek 
do 4 rano. ale wiele z nich pozostawało w kościele na 
modlitwie. czytaniu i rozmyślaniu. Czasem któryś 
z księży dawał im jeszcze nauki: "Z rzadka się zdarzało. 
żeby po jutrzni przesypiać się miały, okrom znacznej 
niesposobności głowy i to tylko niektórych starszych". 
Były młode i silne i nie dbały na trud, byle się wdrożyć 
do życia kontemplacyjnego. które obrały. 
O godzinie 4 wstawały na modlitwę. o 5 było go- 
dzinne rozmyślanie. o 6 zaczynały się msze i godziny 
kanoniczne. W kapitularzu zakonnice oskarżały się 
publicznie z błędów. po czym ksieni zadawała pokutę. 
"Z k.apituły wychodziły w wielkiej cichości. każda do 
zabaw (zajęć) swoich: jedne do nauki czytania albo 
śpiewania, drugie do robót kościelnych. insze do zabaw 
domowych według potrzeby. gdyż same sobie posobicą 
(po kolei) w kuchni warzyły, chleb piekały. szaty w kla- 
sZJtorze pierały..." Magdalena pełniła na równi z nimi 
służbę tygodniową, od której jako ksieni mogła się 
uwolnić. Przed obiadem na "mniejsze pół godziny". 
a wi
c na krótko przed 10 (w posty obiad bywał o go- 
dzinę później, o 11), dwie "tygodniowe" szły do kuch- 
ni przygotować obiad i -nakryć do stołu. inne udawały 
się do cel na rachunek sumienia. Na drugi dzwonek. 
po umyciu rąk. w milczeniu, udawały się do refekta- 


25
		

/Licencje_055_06_028_0001.djvu

			rza. Podczas posiłku czytano, powtarzano kazanie lub 
rOZJmyślanie, "które siostry i u stołu powiadały z roz- 
kazania starszych dla ćwiczenia. Tamże u stołu pokuty 
rozmaite odprawowały dla zawstydzenia i umartwie- 
nia pewnych defektów swych nie tylko jawnych, ale 
i tajemnych, co sobie niektóre siostry upraszały u star- 
szych". Był to więc wynik tego zapału i gorliwości, 
k'tóre Magdalena miała rozpalić w klasztorze. Przecie 
wzorów przed sobą nie miały, ,tylko stare ramy reguły 
i zwyczajów, które nową, własną treścią wypełniały. 
Po obiedzie i benedykcji szły na krótko do kościoła, 
po czym udawały się na rekreację, gdzie jednak nie 
było zupełnej swobody rozmów. Miały mówić "o rze- 
czach zbawiennych i dobrach zakonnych (dobru życia 
zakonnego), o czym miały na tablicy spisane pewne 
artykuły, aby im nie wolno było wnosić innych roz- 
, mów i nowin niepotrzebnych, jeno jako im z posłuszeń- 
stwa naznaczone było". Potem od godziny 12 były mod- 
litwy i rozmyślania w celach do 14, i to pod kontrolą 
jednej z sióstr. Ta kontrola wprowadzona została przy 
wszystkich zajęciach pod 'niewątpliwym wpływem je- 
zuitów. Po 14 były nieszpory, a jezuita sprawdzał 
w rozmowie wyniki rozmyślania porannego i poobied- 
niego. Była to niewątpliwie nauka odbywania rozmy- 
ślań, na co u benedyktynek chełmińskich zwracano te- 
raz pilną uwagę. Zakonnice miały obowiązek same pi- 
sać swe rozmyślania i dlatego po bibliotekach zacho- 
wało się wiele ,takich rękopisów z rozmyślaniami, lep- 
szych i gorszych, pisanych przez benedyktynki na roz- 
kaz starszych. "Potem, gdy zadzwoniono pierwsze do 
wieczerzy, zeszły się do refektarza. Każda z nich książ- 
kę sobie daną do ćwiczenia duchownego czytała aż do 
2 dzwonienia". Już nikt Magdalenie nie zakazywał czy- 
tać ani nie musiała się z tym ukrywać. Po ,6 wieczór 
były dalsze modły i czytanie ustępu z Pisma św. prze- 
znaczonego na poranną medytację, po czym 15 minut 


26
		

/Licencje_055_06_029_0001.djvu

			rachunku sumienia. Rachunek ten odbywały zakonnice 
dwa razy dziennie, co jest też wyraźnym wpływem 
jezuitów. O 7 szły siostry na spoczynek, przy czym 
jedna z sióstr przepl:"owadzała kontrolę, czy wszystkie 
są na miejscu, a jeśli kogoś nie było, to go szukała. 
Ta kontrola mogłaby nas oburzać. Była to rzecz ciężka 
i przykra, jeszcze jedno umartwienie wprowadzone, 
aby nie dopuścić do takiego rozprzężenia, j.akie było 
w klasztorach przed reformą trydencką. Czy nie było 
wśród sióstr oporów? 
Przy tak surowej i trudnej ascezie duży nacisk kładła 
Magdalena na śpiew kościelny i muzykę podczas li- 
turgii. Wprowadziła renesansową polifonię czyli śpiew 
na gł,osy, ale nie do godzin kanonicznych, które śpie- 
wały siostry po łacinie, mozolnie jej się nauczywszy. 
Na głosy śpiewały "mutety o Męce Pańskiej figurą"; 
szczególnie w czasie Wielkiego Tygodnia śpiewały pan- 
ny prefacje we mszach, aby odciążyć k.apłanów, oraz 
"jutrznie ciemne z lamentacjami, z lekcjami i laude- 
sami, a po nich tropy według porządku". W Wielki 
Piątek i w Sobotę psałterz u grobu Pańskiego fig.urą 
i mutety żałosne o Męce Pańskiej śpiewały." 
Szczególne nabożeństwo miały benedyktynki do 
Matki Bożej. Śpiewały przez cały rok wotywy o Najśw. 
Pannie, odprawowały do niej posty i dyscypliny brały, 
mówiły średniowieczne modlitwy, jak koronki i psał- 
terz' Matki Bożej, złożony z krótkich wyjątków. Nabo- 
żeństwa te zaczęły odprawiać, "kiedy niektóre z nich 
w powinnościach zakonnych słabieć poczęły". Nie ma 
się czemu dziwić: prócz długich modłów uczyły się po 
łacinie, wiele godzin poświęcały na naukę śpiewu. 
A przy ,tym ..w adwent i w poście raz tylko w dzień 
z olejem jadały. Na wszystkie święta przez rok posty 
pościły, choć nie przykazane od Kościoła powszechnego 
były, tylko z dobrej woli i 'nabożeństwa". Nie wolno 
było bez pozwolenia starszych nakładać na siebie pry- 


21
		

/Licencje_055_06_030_0001.djvu

			watnych postów, nosić włosiennic, pasków z włosia J 
i szczeciny, brać prywatnie dyscypliny, -nie mówiąc 
o biczowaniu do krwi. Ale siostry zabiegały o takie ' 
pozwolenia. Nie są to rzeczy niezwykłe w okresach gor- 
liwego odrodzenia reHgijnego. Tak było u felicjanek, 
założonych w r. 1855, które właśnie w taki sposób 
rywalizowały w gorliwości, z narafeniem zdrowia, aż 
przełożeni musieli ten zapał powściągać. 
Tu w Chełmnie dyscyplinę brały zakonnice trzy razy 
tygodniowo w adwent i w wielkim poście oraz co 'dzień 
przez ostatnie trzy dni zapustów, za grzechy swoje 
i cudze, żywych i umarłych, a w innym czasie raz w ty- 
godniu i w każdą wilię święta Matki Bożej. "Na po- 
ścieli nie sypiały, w koszulach niektóre nie chodziły". 
To nie mogło trwać długo i skończyło się k.atastrofą. 
"A iż taką mortyfikacyją na zdrowiu osłabiały, w cho- 
robę łożną wpadłszy wszystkie, od pamięci niektóre 
z nich odchodziły." Kiedy to było - kronika nie zapi- 
sała, ale musiało to być w początkach reformy. Żywot 
Magdaleny podaje, że gdy się wszystkie zakonnice po- 
chorowały, posługiwała im ona sama wraz z jedną 
z sióstr, dawną służebną swą, a teraz w zakonie. Chóru 
nie było w "kościele, obie zakonnice pracowa'ły w kuch- 
ni i na posłudze chorym. Zachorowała też Magdalena 
z ową siostrą. Musiała już mieć gorączkę, gdy się jej 
śnił wielki ,krzyż zielony (miewała więc sny kolorowe!), 
na którym kazano jej się położyć i nie ruszać, "ażby 
wszyJstkie żywioły wygorzały". Chodziło o cztery ży- 
wioły: krew, "czarną krew", żółć i flegmę, które we- 
dług starogreckiej nauki medycznej były w ciele i po- 
wodowały choroby. Pomysły te przejęło średniowiecze 
i znać je musiała z rozmów Magdalena. Rzeczywiście 
obudziła się w srogiej gorączce. Chorowała też owa 
druga siostra, ale inne mogły już im posługiwać. 
Biskup Kostka, dowiedziawszy się o chorobie i tych 
niepohamowanych umartwieniach, nakazał pod posłu- 


28 



 
,
		

/Licencje_055_06_031_0001.djvu

			szeilst wem "w koszulach chodzić, na pościeli lęgać i po 
jutrzni się przesypiać, i w wilię komunii trochę kolacji 
używać". Reguła benedyktyńlska, ułożona we Włoszech 
u progu wieków ciemnych i surowych, nie przewidy- 
wala noszenia bielizny i używania pościeli. W średnio- 
wieczu drogą dyspens ustalił się bardziej łagodny zwy- 
czaj, od którego zakonnice ,chciały powrócić do pier- 
wotnej reguły, co było ponad ich siły. Toteż później 
Mag dalena, "bacząc, że wiele młodych, subtelnych 
i pieszczonego wychowania panien dla ostrości zakon- 
nej, zwłaszcza nieużywania białych szat i pościałki, 
prosić o zakon śmiałości nie miały i te. co były do no- 
wicjatu weszły, wynijść zamyślały, zjednała dyspen- 
sacyją w tej mierze u Stolicy Apostolskiej, włożywszy 
na to miejsce na siostry swoje, aby profeski w pasku 
albo sznurze sypiały". Tak podaje jej żywot, który po- 
mija 2JUpełnie rolę biskupa. Czy było to później, czy 
jeszC'ze ,za biskupa Kostki - nie wiemy. W każdym 
razie napływ panien z wielkich domów Korony i Litwy 
nie usrtał. 
Nie ustał też dlatego, że przy całej ostrości wytwa- 
rzała się w atmosferze entuzjazmu jakaś radosna przy- 
jaźń, o której pisze kronikarka: "W prostocie i szcze- 
rości dziwnie się 
ochały, z prostoty wszystko sobie 
w dobro obracały". "Miłość i jednostajność serca" pa- 
nowała, "była we wszystkich jedna dusza i jedno serce, 
wierność, uczciwość i we wszystkim uszanowanie jedno 
przeciw drugim zachować się z pilnością starały", co 
pociągało do-zakonu świeckie panny, będące w szkole. 
Płynęły stąd i "ochotne posłusz
stwo", gorliwość 
w pracy, praktY1kowanie ubóstwa w taki sposób, że 
zamił:.niano siostrom cele, a one nic ze sobą nie brały, 
zadowalając się tym, co zastały. Zamieniały za zezwo- 
leniem starszych padorki, obrazki itp. dlatego, "aby 
sobie okazy je do zamiłowania prywaty odejmowały". 
Do furty nie chodziły latami całymi, umartwienia chę- 


, 


29 



 
I
		

/Licencje_055_06_032_0001.djvu

			tnie znosiły. Magdalena w piątek nie tylko wystrzegała 
się grzechów w mawie, ale nawet nie pozwalała sabie 
roześmiać się i przestrzegała tegO' u sióstr. Gdy się jej 
to zdarzyła, surawa karała się dyscypliną lub - cO' 
dziwne - "usta sobie pantoflem a ,ta abijała". Było 
ta zapewne jakieś średniowieczne umartwienie, prze- 
kazane przez klaryski. Ale z kroniki wynika, że ta 
wszystko było w atmasferze pogody i młodości. Wie- 
rzymy kronikarce: taka atmosfera radzi się z entuzja- 
zmu, a ten potrafiła rozniecić panna Mortęska. Przy- 
kład panny., z damu senatorskiegO', która rzuciwszy 
wszystko, garliwie przodowała W; umartwieniach, mu- 
siał wywołać zapał u córek szlacheckich i mieszczań- 
skich, które w życiu klasztornym znalazły caś, czego 
w świecie widać nie miały: jakąś radosną i pogodną 
I wspólnotę i współzawodnictwo w rzeczach, które były 
dla nich osiągalne. Była też atmosfera piękna w muzy- 
ce i śpiewie i myśli nowe, głębokie, niezwykłe, które 
ł odkryw.ano nieaczekiwanie jak skarb, do którego klu- 
I czem były mozolnie wyuczone litery. Tego nie przeży- 
wały już pÓźniejsze pokolenia, którym spowszedniała 
nauka czytania i pisania. 
W tym właśnie momencie owej nowej, swobodnej 
'twórczości wspólnoty che
mińskiej na polu form życia 
zakonnego zjawił się cysters, opat z Chc1tiIlon, Edmund 
Delacroix. UJWażał on, że klasztory w Chełmnie i Toru- 
niu należą do jego zakonu i chciał je wizytować. Bi- 
skup Kostka nie zgodził się na wizytację, ale tylko na 
odwiedziny, zapewne by się przekonał, że klasztor jest 
reguły be?edyktyńskieJ. Ale opat urządził wizytację, 
nakazał stosować regułę cysterską, wydał ustawy wi- 
z)'Itacyjne. Kazał w nich zarzucić habity czarne i wło- 
żyć szare, a właściwie białe, jakie nosili cystersi. Opie- 
kę nad klasztorem z pominięciem ,biskupa ordY1nariusza 
diecezji przekazał opatowi cysterskiemu z Koranowa, 
którym był w latach 1567-1600 Wawrzyniec 
alińS'ki. 


30
		

/Licencje_055_06_033_0001.djvu

			Wraz z Żalińskim był opat z Chfttillon także w Toruniu, 
ale wizytacji nie odprawiał. Edmund a Cruce wyrażał 
się bardzo dobrze o 'Magdalenie w swej relacji. Pisał 
o specjalnym powołaniu jej, o odnowieniu żyCia za- 
konnego, o tym, że jest przy niej dwadzieścia zakonnic 
i cztery nowicjuszki, a niedługo osiągnie liczbę trzy- 
dziestu. Naprawia stale budynki; odzyskała wiele po- 
siadłości klasztoru i dokładnie zachowuje regułę. Jeden 
z ojców (cY'stersów) z Koronowa został spowiednikiem, 
dvugi odprawia msze. O Toruniu pisał, że na skutek 
wymarcia mniszek jedyna pozostała konwerska została 
ksienią i od siedmiu lat przyjęła pięć nowicjuszek. Wia- 
domości te, spisane oik. 1580 r., nie były ścisłe, gdyż 
w Toruniu ksieni nie było, tylko starsza. Cała ta akcja 
opata miała na celu odebranie biskupowi władzy nad 
obu klasztorami. Nic tedy dziwnego, że ten kazał sobie 
oddać artykuły wizytacji i skasował wszystkie decy- 
zje. - Magdalena, która już kazała poszyć nowe, białe 
habity, poniosła spore straty. Biskup wydał mandat 
zakazujący słuchania wizytatora cystersów. Ten wy- 
toczył kilku biskupom polskim w Rzymie pmces, który 
ciągnął się latami. Statuty Edmunda w klasztorach cy- 
sterskich długo czekały na realizację, gdyż dopiero 
około r. 1620 opat oliwski ks. Adam Trebnic wprowa- 
dził je w życie w klasztorach połskich. Proces w Kurii 
skończył się przegraną cystersów. Magdalena, podpo- 
rządkowawszy się biskupowi na ślepo, odmawiała przy- 
jęcia pozwów p'rzed sąd prymasa do Łowicza. Miała 
później spokój, ale proces hamował niewątpliwie la- 
tami całymi sprawę wprowadzenia zmian do reguły 
benedyktytiskiej, które były potrzebne ze względu na 
warunki polskie i potrzeby czasu. 
Niewątpliwie przyjęcie reguły cysterskiej byłoby 
zahamowało rozmach zakonnic w Chełmnie. Reforma 
cystersów postępowała powałi i napotykała na opory. 
Tymczasem w CheŁmnie za'cz)"nalI1o wszystko od nowa, 


31 


l
		

/Licencje_055_06_034_0001.djvu

			nie trzeba było niczego odrzucać ani zmieniać, jak było 
u cystersów. Właściwie to, co stworzyła Magdalena 
Mortęska, było nową gałęzią zakonu benedyktyńskiego, 
opartą o starą regułę, ale stosowaną w nowy sposób. 
Był to rzeczywiście, jak się miało okazać po, dwudziestu 
kilku latach, nowy polski zakon. I dlatego miał do po- 
konania tyle trudności i przeszkód.
		

/Licencje_055_06_035_0001.djvu

			PANNA PODSKARBIANKA 


Klas:lJtar benedyktynek w Taruniu znaj dawał się 
w XVI w. również w stanie upadku. Tradycja mówiła, 
że najpierw nastąpiła wewnętrzne ra
przężenie. Za- 
konnice gramadziły prywatny majątek idachody, 
z których żyły, na cO' starsze, acz niechętnie, wyraziły 
zgadę. Potem przyszła epidemia, podczas której umarły 
dwadzieścia cztery zakannice, w tY'm awe starsze, bro- 
niące ścisłaści przestrzegania reguły. Nastąpiła zupełne 
razprzężenie. Pozostałe w klas:lJtorze zakannice addały 
miastu dachody i przywileje, parozdaw,ały srebra ka- 
ścielne i sprzęty. Nie chciały owe siostry przyjmawać 
nowicjuszek i sprzyjały planom władz miejskich, by 
z klasztaru zrobić śpichrz alba szpital dla starców 
i ubagich. Istatnie zamieszkało tam trzydziestu uba- 
gich. Część budynków klasztornych, pozbawiana dachu, 
zawaliła się. 
N a przeszkodzie tym planam stanął Jan Służewski, 
wajewO'da brzesko-kujawski (t15BO), który wyprasił 
sabie ad króla dobra klasztaru do administracji i jaka 

pieku>n opatrywał klasztar i szpital przez lat kilka- 
naście. Intrygi tarunian i zakonnic daprowadziły da 
tego, że oddał miastu administrację, zostawiając sobie 
dożywotni_a wsie Pigżę i Wytramowke. Za ta dabra- 
wolne ustępstwo dastał Służewski i jego żona daży- 
watnie mieszkanie w kamienicy na ragu Kruczej (dziś 
Rabiańskiej) i Żeglarskiej. 
Klasztoru broniła konwerska, dawna kucharka, 
Halszka Krawicka. W niemieckich aktach magistratu 
zwana jest Herminkynne. Miała więc dwa nazwiska, 00' 


:II 


33
		

/Licencje_055_06_036_0001.djvu

			nie było wyjątkiem w Toruniu, gdzie ludność była 
dwujęzyc2Jna. P. Halszka nie bardzo umiała czytać po 
niemiecku, choć w klasztorze była od siódmego roku 
życia. ale broniła klasztoru jak mogła. C.O prawda wy- 
dała przywileje miastu, ale za pokwitowaniem. Władze 
miejskie nie pozwalały przyjmować nowych kandy- 
datek i naciskały, by się przeniosła do mies2Jkania 
w mieście. Zarzucano ,też p. Krowickiej, "żeś ty nie jest 
zakonna, ale dziewka prosta"._Zwróciła się tedy o po- 
moc do Cheh!!l:'ła, do klaryski p. Izdbieńskiej, gdyż mia- 
ła przy sobie tylko jedną świecką niewiastę. Mieszkał 
przy klasztorze też stary organista. P. Izdbieńska po- 
siała do Torunia bernardynkę Barbarę W ąsowską 
i dwie n
icjuszki. które się tam uczyły śpiewać. Gdy 
biskup Kostka zarządził konsekrację SIóstr w Chełmnie, 
kazał tam przybyć p. Krowickiej. wówczas już siedem- 
dziesięcioletniej. z trzema siostrami. £0 konsekracji 
wróciła p. Halszka jako starsza do Torunia z ;trzema 
zakonnicami. Nie została ksienią, ale "panną starszą". 
Ksieni według reguły była ,obierana dożywotnio. "pan- 
nę starszą" mianowano i odwoływano: była to funk- 
cja prowizoryczna. Wraz z p. Halszką Krowicką poje- 
chała p. Jacbynie,wska, dawna bernardynka i dwie mło- 
de zakonnice. Elżbieta K wiatlmwska i Anna Micha- 
łówna z T,orunia (ta ostatnia zwana też była Zóraw- 
kówną). Zaraz po powrocie zaczęto przyjmować z po- 
lecenia biskupa 
wicjuszki. Pierwszą była późniejsza 
sekretarka konwentu toruńskiego i niewątpliwie au- 
to
ka kroniki Angelika Hoffmanówna albo SwieTczów- 
na z Torunia. Miała ona wówczas lat czternaście. Pisze 
sama o sobie: "która aczkolwiek rodzice i wszystkie 
powinne swoje jadem heretyckim zarażone miała i sa- 
ma już poniekąd tym jadem napojona była, wszakże 
Pan Bóg ją nie tylko z błędu wyrwał, ale i na wieczną 
służbę sobie powołał". To maluje ją doskonale. Sierota. 


34
		

/Licencje_055_06_037_0001.djvu

			wychowana w klasztorze, stała się jego patriotką na 
przekór wszystkim - i miastu i ksieni chełmińskiej. 
Powoli napływały inne kandydatki, wiele z nich było 
z Torunia, jak Anna Wysiękałówna albo Kmo
załówna, 
Jagnieszka Rychlikówna z Rybaków (dzielnica miasta), 
potem Anna Strzybist.a "z miasta". Te mieszczanki 
uczyły się czytać i pisać i odbywały lIlowicjat. Zatrzy- 
mujemy się na tych szczegółach: malują one miesz- 
czańskie początki reformy toruńskiej, a zarazem śro- 
dowisko miasta Torunia, tak bardzo polskie mimo nie- 
mieckości "panów rady". Ponieważ dobra klasztoru 
toruńskiego były w ręku mieszczan, zaopatrywano za- 
konnice w żywność z Chełmna, przynajmniej przez 
pierw:sze lata. Biskup Kostka wydał dekret 31 sierpnia 
1581 r. podporządkowujący klasztor w Toruniu ksieni 
chełmińskiej i tworzący unię klasztorów. Kandydatki 
do zakonu odbywały nowicjat w Chełmnie, a panna 
przysłana z Chełmna miała być asystentką starszej 
toruńskiej. Tak było przez lat dwadzieścia, jak pisze 
kronika chełmitńska, to znaczy do wyboru i konsekracji 
osobnej ksieni w Toruniu. Nie było to rozwiązanie 
najszczęśliwsze: M.agdalena była młoda, energiczna 
i bezwzględna. W r. 1584 z polecenia biskupa wezwała 
do Chełmna p. Halszkę Krowicką, która dobiegała kre- 
su życia, i tu ją zatrzylnała, a na jej miejsce mianowała 
starszą p. Świętosławską. W Toruniu mówiono 
o krzywdzie, jaka spotkała dawną przełożoną, która 
rychło dokonała życia w Chełmnie. Tymczasem bis- 
kupowi i ksieni chełmińskiej chodziło o energiczną 
akcję przeciw torunianom dla odzyskania dóbr i przy- 
wilejów, które im p. Krowicka oddała była. Zaczęto 
w toruńskim klasztorze narzekać, że p. Mortęska upro- 
siła sobie u wuja biskupa "jakąś zwierzchność ducho- 
wą abo dozór" nad pannami toruńskimi; rzeczywiście 
biskup kazał posłać cały konwent z Chełmna do To- 
runia i poddał go władzy ksieni chełmińskiej osobnym 


35
		

/Licencje_055_06_038_0001.djvu

			-- 


dekretem. Dotknięta była osobiście wcale nie słodka 
panna Angelika, Mór.a musiała odbywać część nowi- 
cjatu w Chełmnie. Magdalena przenosiła raz po raz za- 
konnice z jednego klas2Jtoru do drugiego, szerzyły się 
plotki i były obrazy w Toruniu, podejrzenia donosów, 
bo młodziutka p. Srzobska tęskniła do Chełmna i pi- 
sała listy. Były narzekania, że do Torunia przysyła się 
takie panny, których ksieni chełmińska nie może ścier- 
pieć lub które są nieznośne. Tak było na pewno z pan- 
ną, którą Magdalena chcia'ła wydalić z klasztoru i od- 
dała pod zarząd konwentu, a siostry jej nie lubiły. Mia- 
ła ona wówczas sen czy widzenie, w którym ujrzała 
Chrystusa niosącego zaszarganą i zabłoconą owcę. 
Porwała się z miejsca, jako że była szybka w postano- 
wieniu i "spytała: Panie mój, cóż to dźwigasz tak plu- 
gawego? - Odpowiedział Pan: Tać to jest, której znosić 
i o nią się starać nie chcesz. Tym widokiem przestra- 
szona dziwnie jej pOItern usługowała i inszych, aby ją 
w łasce i miłości miały, napominała". Zdaje się, że to 
była p. Bartnicka, która wysłana do Torunia, została 
tam nawet pcdprzeoryszą, Nie był to wypadek odosob- 
niony. 
Niezadowolenie z rządów przysłanej do Torunia na 
starszą p. Doroty z Brąsberka (Brunsbergi, Braniewa) 
było tak silne, iż siostry niektó
 protestowały wobec 
biskupa Kostki przeciw jej rządom i teatralnie padały 
przed nim krzyżem (w r. 1585). Biskup odmówił zmiany 
przełożonej, złajał i ukarał oporne kar,cerem. Ostro też 
upominała je Magdalena. Karcer zresztą trwał krótko. 
Ciężko się układały stosunki w Toruniu, gdzie nara- 
stała niechęć. Pobyt sióstr tamtejszych w Chełmnie 
w czasie zarazy przyczynił się tylko do pomnożenia nie- 
chęci. Wreszcie Magdalena, nie mogąc dobrać odpo- 
wiedniej przełożonej, a sama będąc chora, posłała do 
Torunia po pannę Angelikę i poleciła dokonać wyboru 
kandydatki na starszą. Ponieważ przedtem pozwoliła 


36
		

/Licencje_055_06_039_0001.djvu

			siostrom obierać sobie dowolnie Toruń lub Chełmno 
na miejsce pobytu, liczyła, że jalkaś jednolita opinia 
da się wysondować w Toruniu. Istotnie wysunięto tam 
kandydaturę chorowitej panny Zofii Dulskiej, pod- 
skarbianki koronnej, a zakonnicy w Chełmnie. Została 
ona w r. 1587 wyznaczona na starszą przez Magdalenę 
i biskupa. Odtąd zapanował w Toruniu spokój. 
Zofia Dulska' była córką Jana, podskarbiego koron-=] .l. p 
nego i pruskiego, kasztelana chełmińskiego oraz Bar- 
bary MniszchóWiny. Ojciec jej był protestantem, oso- 
bistością wpływową na dworze Batorego. Był on żo- 
naty cztery razy, a małżeństwa te znaczą ,stopniowe 
etapy jego kariery. PochodlJił ze średniej szlachty z po- 
wiatu świeckiego, gdzie leży Dulsk, i był pierwszym 
sena-torem w rodzinie. Pierwszą żoną jego była szlach- 
cianka, Barbara Rożnówna, jak się zdaje, rodem z Ma- 
łopolski. Owdowiawszy, pojął za żonę wdowę wyso- 
kiego rodu, Barbarę Mniszchównę, która była przedtem 
za Firlejem. Z małżeństwa tego miał pięć córek i ani 
jednego syna. Znów owdowiawszy, ożenił się z Zofią 
Oleśnicką, ale dzieci nie miał. Jeszcze raz owdowia'ł 
i pojął za żonę Zofię Herburtównę, też niebiedną, jak 
i poprzedniczki. Córki pan podskarbi wydawał dobrze: 
za Mikołaja Działyńskiego, wojewodę chełmińskiego, 
za Mikołaja Kiszkę na Litwę, za Macieja Konopac- 
kiego, też z czasem wojewodę chełmińskiego. Zosta'ły 
jeszcze dwie: naj młodsza Barbara, która wyszła za mąż 
po jego śmierci, oraz Zofia, nieuleczalnie chora, jak się 
zdawało, która o własnych siłach chodzić nie mogła. 
Pan podskarbi postanowił znaleźć dla niej miejsce 
w klasztorze, tym bardziej, że córka okazywała wyraź- 
ną chęć po temu. Oddał tedy Zofię do klasztoru w Cheł- 
mnie, obiecawszy niemały posag, bo 10000 złp. Magda- 
lena liczyła ponadto, że przy pomocy p8!na podskarbie- 
go uda się odzyskać dobra toruńskiego klasztoru. O do- 


37
		

/Licencje_055_06_040_0001.djvu

			bra klasztoru chełmińskiego procesowała się energicz- 
nie i skutecznie z mieszczanami i szlachtą. Znała życie 
i obyczaje panów szlachty i wiedziała, jak się do rzeczy 
brać w tej Rzeczypospolitej, gdzie sprawiedliwości się 
dochodziło "prawem i lewem". Ale miała skrupuły 
i żaliła się przed spowiednikiem: "Mam, prawi, tak 
wiele animuszu i sposobów, ojcze, żebym to tym lu- 
dziom sowicie zganić i im prędko odpór dać mogła, 
gdybym nie pomniała na powołanie moje zakonne i na 
cichość Chrystusa, Pana mego". Obrała więc drogę sa- 
mego tylko prawa i ufała, że wygra. Ale z torunianami 
sprawa była bardzo trudna, miasto było bogate i miało 
potężnych protektorów na dworze, wśród nich samego 
Jana Zamoyskiego. Dlatego zgodziła się przyjąć p. Dul- 
ską do klasztoru, by mieć poparcie podskarbiego. Była 
to zresztą jej krewniaczka. Po kilku miesiącach zdro- 
wie p. Dulskiej polepszyło się na tyle, że mogła sama 
chodzić, a że gorliwie chciała zostać mniszką, odbyła 
profesję w r. 1586, a w r. 1587 została starszą w Toru- 
niu. Ale nadzieje na pomoc pana podskarbiego w pro- 
cesach z torunianami zawiodły. Śmierć króla Stefana, 
niezgodna elekcja i wojna z arcyksięciem Maksymi- 
lianem, uspokojenie kraju po zamieszkach nie były 
chyba jedyną przyczyną bierności: zapewne nie chciał 
się on angażować w walkę ze współwyznawcami w in- 
teresie zakonnic. Posagu też nie dał, a klejnoty prze- 
znaczył dla córek zamężnych. Zofia Dulska czuła się 
pokrzywdzona. Była "to natura miękka i słaba, choro- 
witość pogłębiła w niej brak samodzielności. Słuchała 
tedy Magdaleny, ale też później ulegała siostrom ze 
swego konwentu, Móre nie darmo sobie ją wybrały 
i wyprosiły. Miały teraz przełożoną podług swej woli. 
Na razie panował tedy pokój, ale Magdalena nie zda- 
wała sobie chyba sprawy, że wśród panien toruńskich 
były takie, u których pozostał w pamięci jej obraz jako 
ksieni despotycznej, wścibskiej, gwałtow
j l groźnej. 


38 


:-
		

/Licencje_055_06_041_0001.djvu

			Ciążyć on miał latami na stosunkach między klaszto- 
rami, mimo że z biegiem czasu zmieniał się charakter 
Magdaleny, rosł,a cnota cierpliwości, łagodność ura- 
biała jej stosunek do podwładnych. Tego w Toruniu 
nie chciano widzieć czy nie widziano.
		

/Licencje_055_06_042_0001.djvu

			2ARNOWIEC I NIESWIE2 


Tymczasem energia Magdaleny przyniosła jako owoc 
nową reformę - w klasztorze żarnowieckim. Klasztor 
ten, reguły cysterskiej, pozostawał pod władzą opatów 
oliwskich. Rozkład życia zakonnego w Żarnowcu po- 
stąpił znacznie. Zostały tam tylko trzy zakonnice, które 
wpuszczały do klasztoru kobiety i mężczyzn, "z któ- 
rymi rozmaite igrzyska i zasiadania czyniły. A nie ma- 
jąc dosyć na tej rozpuście w klasztorze, na wieś do pod- 
danych swych i do inszych domów świeckich na dobrą 
myśl (tj. zabawy) wybiegały z. wielką niesławą i zgor- 
szeniem wiela person tak duchownych jako i świec- 
kich". Trwoniły też majątek klasztoru. Chodziły wieści, 
że "czarami i gusłami prawie szatąńskimi się bawiły 
na zarazę i skazę tych, na których jaką obrazę miały" 
i że ukazywali się "w straszliwych maszkarach szata- 
ni... ogniste płomienie wypuszczając z paszczęk, z oczu 
i z uszu". Te wszystkie straszliwe opowieści dotarły 
do Magdaleny przez jej krewnego, Jana Kostkę, kano- 
nika chełmińskiego, który został opatem oliwskim. 
Magdalena pojechała obejrzeć klasztor i zastała w nim 
liczne zgromadzenie w habitach cysterskich. Panny 
tamtejsze sprowadziły bowiem z okolicy osoby świe- 
ckie, które poprzebierały w habity. Pokazały też kon- 
stytucje cysterskie św. Bernarda. Ksieni chełmińska 
nie dała się mimo wszystko oszukać. Opuściwszy Żar- 
nowiec, podała warunki swe opatowi oliwskiemu. 
Zmierza'ły one do obsadzenia klasztoru nowym kon- 
wentem reguły benedyktyńskiej i wyjęcia go spod wła- 
dzy cystersów. A więc miały zakonnice chodzić w czar- 
nych habitach, mówić oficjum rzymskie według zasad 


.. 


40
		

/Licencje_055_06_043_0001.djvu

			trydenckich, miały pozostawać pod władzą ordynariu- 
sza diecezji, od którego. zależała osoba spowiednika, 
oraz zachowane być miały ustawy i ćwiczenia zakonne 
takie, jak w Chełmnie. Oznaczało to zmianę reguły. 
Opat Jan Kostka i cały konwent cysterski w Oliwie 
zapratestowali i sprawa spełzła na niczym. A tymcza- 
sem fałszywe zakonnice pozdejmowały habity i roz- 
jechały się do domów. 
Tak długo, jak żył apat Jan Kastka, sprawa po-zosta- 
wała w zawieszeniu. Po jego śmierci biskup kujawski 
Hieronim Rozr,ażewski, któremu podlegało całe Pomo- 
rze i Żarnowiec, ponownie podjął tę myśl. Bronił on 
benedyktynek w procesie wytoczonym przez Edmunda 
Delacroix i teraz chciał dokonać ref,ormy w Żarnowcu 
przy ich pomocy. Magdalena przedstawiła mu swe wa- 
runki. "Więcej ta panna jednooka widzi niżeli my 
- WSZ)llscy", rzekł żartobliwie biskup do otoczenia, prze- 
czytawszy list; przyjął warunki i obiecał w Rzymie 
uzyskać zgadę na zmianę reguły. Magdalena zawioz'ła 
do Żarnowca cZltery zakonnice i zostawiła je tam, ale 
wracając uzyskała od biskupa Rozrażewskiego obie- 
tnicę, że zabierze trzy pozostałe cysterski z Żarnowca. 
Na ich miejsce przysłała trzy nowe z Chełmna. Biskup 
patwierdził na piśmie swe abietnice z tym, że gdyby 
nie mógł ich dotrzymać, Magdalena zabierze z Żar- 
nawca swój kanwent. 
Sama reforma miała przebieg dramatyczny. W wiel- 
kim, opustoszałym gmachu cystersek żarnowieckich 
trzy stare siostry udawały działanie szatana: "smrody 
bardzo zaraźliwe cZ)llniły, kędy siadały i sypiały aź do 
utęsknienia wielkiega", kładły do pieca szalej, "pad 
nogi oset wkopywały" i czary kładły w pościel. Pana 
nawet namówiły chłapa, by zaczaił się z toporem 
w nocy w krużganku i zabił którą siostrę idącą na jutrz- 
nię. Równocześnie stare siastry cysterski handlowały 
przez okna mieniem klasztoru. Widząc, że czary się 


41
		

/Licencje_055_06_044_0001.djvu

			nie udają, jedna z nich w biały dzień wyjechała ze 
szwagrem i siostrą, przebrawszy się przy furcie w świe- 
ckie adzienie i przeszła atwarcie na protestantyzm. 
Dwie pazostałe ugięły się. Jedna pajechała do Żukawa, 
druga da Chełmna. 

ównacześnie z absadzeniem Żarnowca taczyły się 
rokawania z księciem Mikałajem Krzysztafem Radzi- 
.... wiłłem Sierotką, wajewodą wileńskim, panem na Nie- 
świeżu,- który pastanawił ufundować klasztor bene- 
dyktynek. Nie bez znaczenia był tu głas jegO' brata 
JerzegO', biskupa wileńskiegO', potem krakawskiegO' 
i kardynała. Z kraniki nieświeskiego klasztaru dawia- 
dujemy się, że 9 sierpnia r. 1589 przyszły da Chełmna 
listy ad Mikalaja Krzysztafa Radziwiłła, podówczas 
wajewody trackiegO', z prapazycją przysłania kanwentu 
da Nieświeża. Pisał też fundatar da wuja ksieni cheł- 
mińskiej, biskupa Piatra Kastki, który adpisał 14 maja 
1590 r. Na propazycję Radziwiłła adpawiedział 7 lipca 
1590 r.-w imieniu zakannic ks. Prokap Zwanawski,- 
dziekan i pleban świecki (ze Świecia). Zakannice wy- 
mawiały się, że nie mają reguły przetłumaczanej na 
palski i nie mogą jej przesłać. Chciały mieć kapelana 
z seminarium w Wilnie araz by wybudowana kaściół 
i klasztar na wzór kalegium jezuitów w Pułtusku. Nie 
chciały się zgadzić, by warunkiem przyjęcia był pasag, 
bo reguła "by na uboższymi gardzić zabrania, taż 
i a stanach rÓŻmych rozumiemy". Nie miała Magdalena 
uprzedzeń cO' da stanu asób, zgłaszających się da zaka- 
nu: takie uprzedzenia będą w pięćdziesiąt lat później 
u karmelitanek we Lwowie, gdzie apierana się przyj- 
mawaniu mieszczek, a u karmelitów byli tacy, którzy 
głasili, że urzędy i gadnaści zakonne są dla szlachty. 
Ale w paczątkach refarmy trydenckiej czystaść pa- 
stawy chrześcijańskiej niczym nie była skażona. Za- 
konnice w liście opIsyw:ały swe pieczęci (widacznie 


42
		

/Licencje_055_06_045_0001.djvu

			.., 


tego. żądali prawnicy zatoczenia wojewady) i pasłały 
odpisy swych dakumentów. 
W dalszej karespondencji prosiły, by wajewada obie- 
cał, że klasztar zastanie wymurawany do sześciu lat, 
w przeciwnym razie zakannice będą magły wrócić da 
Chełmna. Z klasztaru macierzystego. mają otrzymać 
wypasażenie z wyjątkiem futer, które są w Nieświeżu 
tańsze. Potrzebne były następujące księgi: dwie agen- 
dy (czyli parządek nabażeństw), dwa mszały, dwa gra- 
duały (do śpiewania, jeden na chórze, drugi da nauki 
śpiewu), ponadto dwa psaŁterze, dwa antyfonarze pełne, 
brewiarzów asiem (ba tyle miało być zakannic), diur- 
nałów asiem (skrócane brewiarze, zawier,ające tylko. 
gadz
ny kananic
ne), tyleż oficjów Panny Marii "im- 
presu wielkiego dla jutrzennych godzin alba na cnego. 
czytania, które powinne adprawawać". Chodziła o księ- 
gi dużymi czciankami drukawane. Panadta książki da 
czytania, na CD taki nacisk kładła Magdalena i tłuma- 
czyła: "dla czytania przy stolie i dla ćwiczenia duchaw- 
nega siostrom też potrzeba, asabliwie tych: 
Zy.wotów świętych (zapewne Ska:rgi) 
Pastylie (Postylle, zapewne ks. Wujka T J) 
Biblia (zapewne Nowy Testament) 
O naśladawaniu Pana Jezusowym cztery egzempla- 
rze (była ta znana książka Tomasza a Kempis, przypi- 
sywana przez panny Janowi Gersonawi) 
Aryby dziesiątek (nie adgadniane) 
Pamiętne egzeIDJplarzów cZJtery (jest ta książka Woj- 
ciecha Emporyna z Wągrowca Pamiętne życia chrze- 
ścijańskiego., 1585) 
Skarb duszny cztery (książka bezimiennie wydana 
w r. 1582) 
Zwierciadeł cztery (jest ta Zwierciadła życia chrze- 
ścijańskiego. przypisyw,ane Ludwikawi z Granady wy- 
dawane po palsku od 1577 r.) 
Desideriuszów (sic) cztery (jest to Kaspra Wilkow- 


43
		

/Licencje_055_06_046_0001.djvu

			skiego, lekarza, książka ascetyczna Desiderosus albo 
ścieżka do miłości Bożej, 1589) 
Przewodników cztery (jest to Ludwika z Granady 
Przewodnik grzesznych ludzi, wydawany wielokrotnie 
od 1567)". 
Proszą zakonnice o kapłana z "ćwiczenia świętego", 
o ile można z ukończonym seminarium, a więc nie ta- 
kiego, który gdzieś prywatnie się uczył. Sobór try- 
dencki wprowadził zasadę, że kandydaci na kapłanów 
mają ksz:ta'łcić się nie prywatnie, ,ale w seminariach. 
Takie seminarium powstało wówczas w Wilnie (1582) 
i Magdalena chciała, by kapelani byli właśnie stamtąd. 
Panien ma przyjechać nie osiem, ale dziesięć, do rządu 
kilka, do chóru, "około nauki i ćwiczenia panien świec- 
kich ich tyż będzie 'tJotrzeba dwu". Prosiły, by książę 
sam trzymał dobra, z których ma płacić rentę, i by 
przysłał cztery wozy "dla ośmiu person". Książę wo- 
jewoda wziął rzecz do namysłu, jak zapisano na margi- 
nesie listu. 
Przedstawiła też Magdalena opis budynku klasztor- 
nego murowalIlego, z dormitarzem wspólnym na pię- 
trze, przy nim izba ksieni. W tym samym budynku 
("murze") ma być mieszkanie dla panien świeckich, 
kandydatek do zakonu i uczennic szkoły, "żeby od nich 
belo zamknione dobrze do zakonnych i nie wolne prze- 
ście, jako ta, żeby miały swoją izbę, kownatę (kom- 
natę) niemal-ą, kuchnię, podwórza, przy kościele kaplicę 
choć kraty tylko zagrodzoną, gdzie by swe nabożeń- 
stwo odprawowały, nie między ludźmi i nie między za- 
kannymi". Oddzielenie szkoły i internatu od klasztoru 
ma więc być zupełne. Jest tu jeszcze mowa o ośmiu 
zakonnicach, bo sześć za mało. Na tyle ma starczyć 
fundacji, większa liczba zależeć będzie od posagów. 
Z Nieświeża pisano, że to będzie pierwszy klasztor 
panieński na Litwie. Zapewniano, że przyjmowanie 
wizyt kobiet nie jest dla dyscypliny zakonnej niebez- 


44
		

/Licencje_055_06_047_0001.djvu

			pieczne. Dowodem są przykłady nawróceń pratestan- 
tek z rozmów z zakannicami, "czego sunt apud nos nota- 
bilia exempla". Więcej też będzie stąd jałmużny, a ści- 
sla klauzura wywoła zgorszenie, bo protestanci będą 
głasić, że mniszki caś ukrywają i matki nie będą im 
oddawać dzieci na wychawanie. Zacne panie katolicz- 
ki na Litwie mają zwyczaj udaw.ać się da klasztaru na 
Wielki Tydzień, a zakaz tegO' byłby wyrazem pagardy 
i przyniósłby karzyści protestantom. Chciał też waje- 
wada, by żona jego magła wchadzić da klasztaru, kiedy 
zechce. WreszCIe doszła do wyjazdu Magdaleny do Nie- 
swieza l8 listO'pada !590) praz do O'statecznej ugody 
i obrania miejsca na klasztor. Panny miały wyjechac 
w sierpniu 1591. 15 sierpnia tegO' roku przybyli słu- 
dzy książęcy pa Chełill!l1a i nawy konwent z p. 

więtosławską jako starszą i Dorotą Hartmannówną 
"z brądzbOlrka" lBramew.o) na czele wyruszył do Nie- 
swieza. 
Panna starsza miała lat trzydzieści pięć, przeory- 
sza - dwadz.ieścia c
tery, najstarsza wIekIem zakan- 
mea - lat czterdzieści trzy. P:rócz ośm,iu sióstr chóro- 
wych były dwie konwer,ski. Zakannice przybyły do Nie- 
świeża 5 .\VTześn,ia 1:J!H i zamieszkały w drewnianym 
dworze. Po pIęciu latach przeniosły, Się da murawane- 
gO' klasztoru. W kilka lart ;później Magdalena posłała 
Jeszcze dWIe zakonnice na miejsce wracających do 
.t>rus (1597). 
Ale i na tej 
owej fundacji 'bruździły spary z cy- 
stersami. Za radą brata wojewoda wystarał się w Rzy- 
mie o dyspensę od postanawIeń reguły cysterskiej. 
Właśnie ref armatorzy trydenccy starali się twarzyć 
ogólnie abawiązujące prawa, ba dyspensy demaraliza- 
wały zakonników. Tu wrócona do zasad sprzed refor- 
my trydenckiej przez skrupuł legaLności. Ale - jak pi- 
sze kronika toruńska - panna Świętasławska, atrzy- 
mawszy bullę Klemensa VIII z dyspensą, "nie wie- 


45
		

/Licencje_055_06_048_0001.djvu

			działa, co z nią czynić i do jakiego pożytku zakonnego 
tę sprawę przywieść". 
Fundacja nieświeska jest przykładem, z jaką pilno- 
ścią, r,ozwagą i starannością Magdalena Mortęska two- 
rzyła nowe klasztory. Najpierw długo, pr'zez kilka lat 
trwały rokowania i szczegółowe ustalanie warunków, 
czasu i sposobu budowy klasztoru, r,ozkładu pomiesz- 
cząń, wyposażenia zgromadzenia. Nie zapominała Ma- 
gdalena (jak widać z wła,snoręcznych notatek dawa- 
nych owemu księdzu Prokopowi) o łyżkach i talerzach, 
miskach, nieckach, rożnach, dzienicach, panwiach, 
garncach, kotłach, półmiskach i przystawkach. Książki 
drukowane i rękopisy do rozmyślań, szaty, pościel i po- 
włoki, bieliznę osobistą i stołową dano z Chełmna. 
Upominała się u księcia o to, by fundator nikomu nie 
dawał władzy nad klasztorem ani duchownemu, ani 
świeckiemu. Prosiła o pomnożenie dochodów, bo jej 
się zdały małe, oraz opisanie uposażenia, zwłaszcza 
w mieście, bo wiedziała, jakie stąd mogą być przy- 
krości. Na pewno tak samo starannie dobierała osoby 
na stanowiska kierownicze i na początki fundacji, a po- 
tem w razie potrzeby je zmieniała. Fundacje dlatego 
się udawały, że niczego nie zostawiano przypadkowi, 
a wszystko było przemyślane i przygotowane. Rzecz 
w Polsce rzadka i niepospolita. 
.
		

/Licencje_055_06_049_0001.djvu

			. 


.., 


JEZUICI OSIADAJĄ W TORUNIU 


Zakon jezuitów był w Polsce od swego przybycia 
główną ostoją ruchu reformy Kościoła. Jezuici, zwią- 
zani ślubem posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, 
gorliwie pracowali nad wprowadzeniem w życie posta- 
nowień soboru trydenckiego. Rzucani po paru w głąb 
krajów ogarniętych przez protestantyzm, umieli do- 
trzeć do katolików, nawrócić możnych, ująć w swe ręce 
wychowanie młodzieży. Do Polski sprowadził ich bi_ l \ 
skup warmiński, kardy
ał Stanisław Hozjusz
 i osa- 
dził w Braniewie. (Później tworzyli swe siedziby i otwie- 
rali swe szkoły we wszystkich częściach Polski. Biskup 
Piotr Kostka chciał ich mieć w swej diecezji i myślał 
zrazu o oddaniu im klasztoru benedyktynek w Cheł- 
mnie. Skoro reforma uratowała ten klasztor, pragnął 
ich osadzić w Toruniu. Toruń był największym mia- 
stem diecezji i zarazem drugim pod względem wiel- 
kości i ?Jnaczenia w Prusach Królewskich. Miasto od 
r. 1557 oficjalnie wprowadziło u siebie za zgodą Zyg- 
munta Augusta komunię pod dwiema postaciami, co 
oznaczało liturgię protestancką i przyjęcie nauk refor- 
macji. Luterani2Jm miał swe oparcie właśnie w Toru- \ 
niu. Katolikom pozostał na Nowym Mieście domini- 
kański kościół Św. Mikołaja, f.ara (Św. Jakub) była 
w ręku protestantów. Na Starym Mieście protestanci 
objęli kościół pofrandsZJkański Panny Marii, - oddany 
radzie miejskiej w la'tach 1557-59 przez ostatnich za- 
konników, którzy przeszli na reformację. Fara staro- 
miejska - Św. Jan - była pod patronatem królew- 
skim i do r. 1595 odbywały się tu na przemian nabo- 


47
		

/Licencje_055_06_050_0001.djvu

			żaństwa katolickie i protestanckie, rada miejska bo- 
wiem opierała się wydaniu kościoła katolikom i nie do- 
puszczała mianowanych przez królów proboszczów do 
wykonywania praw i obowiązków. Dopiero po śmierci 
biskupa Piotra Kostki następca jego, biskup Piotr Ty- 
licki, odebrał kościół z rąk magistratu, ale zarząd ma- 
jątku zatrzymało miasto. W ręku katolików znajdował 
się stojący poza murami mia stakOściółek Św. Ducha 
przy klasztorze benedyktynek. Będzie o nim później 
mowa. Biskup Piotr Kostka, mimo że sprawa odzyska- 
nia kościoła Św. Jana nie była zakończona, podjął za- 
biegi, by sprowadzić jezuitów do Torunia i erygował 
kolegium w Toruniu 9 lipca 1593. Jako uposażenie dał 
dom proboszcza Św
J ana;- szkołę parafialną, jedną 
z kaplic w kościele Św. Jana (jeszcze nie odzyskanym) 
do wyłącznego użytku ojców, dom bracki obok jatek 
miejskich, dom zamieszkały przez choralistów (śpiewa- 
ków chóru kościelnego katolickiego) lub inny należny 
do kościoła. Do tego doszły: kamienica Mortęskich, ofia- 
rowana przez rodzeństwo: Ludwika, starostę pokrzyw- 
'nickiego, Annę Wejherową i Magdalenę Mortęską, oraz 
wieś Kowróz, zakupiona przez tę ostatnią. Kapituła 
i biskup darowali wieś Ostaszewko. Przekazanie domu 
proboszcza i_szkoły jezuitom _ nastąpi
o _25 listopada 
1596, przy czym przełożonym został o. Piotr Fabricius 
(K owalski). Magdalena Mortęska prz esła ła ojcom wy- 
posażenie kaplicy, domu i zapasy. Wszystkie przybory 
kościelne były podwójne, ale burs do noszenia wiaty- 
ku - trzy. Widocznie Magdalena liczyła się z liczny- 
mi nawróceniami w ostatniej godzinie. Na ornaty i an- 
tepedia nie szczędziła "srebrnogłowu" (materia jedwab- 
na) i adamaszku. Prócz tego do Kowroza, gdzie zapew- 
ne była kaplica, "na ołtarz wszystkie potrzeby do 
Ofiary Pańskiej i ochędóstwa". 
J I Magdalena przesłała też jezuitom bibliotekę: mszał 
jeden, Zywoty świętych (Skargi), Nowy Testament, 
48
		

/Licencje_055_06_051_0001.djvu

			. 


o naśladowaniu Pana Jezusowym Gersona - 1, łaciń- 
skie drugie". (Chodziło tu o Naśladowanie Tomasza 
a KerTIjpis, książkę przypisywaną Janowi Gersonowi.) 
Ponadto Kasjan ksiąg osiem (jest to dzieło pt. O żywocie 
i ćwźczeniach ludzi świat opuszczających), ale w zamian 
jezuici darowali zakonnicom O dobrach duchownych 
ksiąg ośmiorO' (autora tej książki nie udało się ustalić). 
Zakonnice dały też ojcom wykład reguły benedyk- 
tyńskiej Jana Torquemady, licząc na duszpasterską po- 
moc jezuitów. 'Ci ostatni bronili się przed przyjmowa- 
niem jakichkolwiek zobowiązań wobec klasztoru i na- 
wet z tego powodu wahali się z przyjęciem fundacji. 
Magdalena "postrzegła tego... jako mądra prędko, po- 
czem wyprawiła natychmiast do Pułtuska, gdzie się 
kongregacja ojców tych odprawowała, spowiednika 
swego z taką deklaracją, że gotowa była z konwentem 
swoim w grodzie, w którymbykolwiek chciała Socie- 
tas, zapisać się, że ani pismem ani prośbą używać ich 
posług nie miała". Ta gotowość złożenia deklaracji 
w księgach grodzkich uspokoiła jezuitów, ale Magda- 
lena delikatnie o pomoc się upomniała, darując komen- 
tarz do reguły i to w dwóch egzemplarzach. 
 
Wyposażyła też nowy dom Towarzystwa we wszyst- 
ko: dla czterech ojców poszły cztery zegarki, w tym 
jeden, co kwatery (kwadranse) wybijał. Musiało to 
drogo kosztować. Pościel nową "w barchan nasypaną" 
poslała również. Pierzyn "od-spodnich" i zwierzchnich 
po sześć, poduszek dwanaście, "duchen" (szlafmyc) na 
głowę sześć. Do tego była bielizna pościelowa, po dwa 
komplety na każdą pościel. Ponadto koszul osiem, chu- 
stek trzydzieści (bardzo dużo!), obrusów osiem, tyleż 
ręczników, serwet dwadzieścia cztery. Zastawa sto- 
łowa przyjechała także z Chełmna: osiem łyżek srebr- 
nych, talerzy cynowych dwanaście, przystawek cyno- 
wych szesnaście, półmisków cynowych cztery, kone- 
wek cztery i lawaterz (do mycia rąk) - ,też z cyny. 


4 


49
		

/Licencje_055_06_052_0001.djvu

			- 


Miednice były dwie, świeczniki na stół dwa, kociołki 
mosiężne trzy. Stoczki (widocznie do świecenia po po- 
kojach) były cztery. 
Jednym słowem - z wyjątkiem mebli, które zapew- 
ne były na miejscu - wszys.tko przyjechało z Chełmna. 
Jezuici później z wdzięcznością wspominali Magda- 
lenę, uważając ją za główną swą fundatorkę. Jej to 
bowiem zabiegi doprowadziły do fundacji. 
.Me pomyślny koniec starań niósł z sobą zarodek 
przyszłych sporów z klasztorem toruńskim. Oto Magda- 
lena Mortęska nie miała z czego zapłacić jednej z rat 
za wieś Kowróz. Wieś tę odkupiła Magdalena od swej 
ciotki, wojewodziny brzeskiej Małgorzaty z Kostków 
Służewskiej, za 11 000 złp. W styczniu 1594 Magda- 
lena uzyskała zgodę Zofii Dulskiej, wówczas starszej 
to
uńskiej, na użycie jej posagu. Dała ona 2000 złp., 
a później pożyczyła (lub dała) jeszcze 3000 i jeszcze 
400 .zlp. i pono jeszcze 100 złp. na potrzeby klasztoru 
chełmińskiego. O to były potem kwasy. Konwent to- 
ruń,ski protestował, że te wszystkie dary (czy pożyczki) 
były bez jego zgody. Magdalena stała na stanowisku, 
że to pieniądze posażne Zofii Dulskiej, która wstąpiła 
do klasztoru chełmińskiego i wyraziła zgodę na prze- 
:z;naczenie ich na fundację jezuitów. 
Właściwie z pomocy jezuitów najłatwiej korzystać 
mogły benedyktynki toruńskie, mając ich na miejscu. 
Ale w rzeczywistości stosunki nie były ani bliskie, ani 
przyjazne, a jezuici częściej pracowali w innych kiasz- 
torach benedyktynek niż w Toruniu. Niemniej bliskie 
stosunki potężnego zakonu reformy trydenckiej ze zre- 
formowanymi benedyktynkami miały wielkie znaczenie 
dla dziejów życia wewnętrznego w Polsce. Benedyk- 
tynki pozostawały pod bardzo silnym wpływem du- 
chowości jezuickiej, którą też szerzyły wśród swych 
wychowanek i ich rodzin. -
		

/Licencje_055_06_053_0001.djvu

			- 


KSIENI DULSKA 


Konwent toruński długo walczył o prawo wybrania 
własnej przełożonej i odniósł zwycięstwo, jak pisaliśmy, 
w r. 1588. Teraz poczuł swą siłę i zaczął dyktować wolę 
cichej i ,chorowitej pannie starszej. Konwent uważał 
się za współrządcę klasztoru, głosił zasadę średniowiecz- 
nych zgromadzeń stanowych "nic o nas bez nas" i ogra- 
niczał monarchiczną władzę ksieni, taką, jaką ustana- 
wiała reguła benedyktyńska. Tu "sejmujący" konwent 
nie mógł nie popaść w zatarg z ksienią chełmińską, 
która z dalekiego Chełmna rozciągała swą władzę nad 
klasztorem. Na razie panowała cisza, gdyż wszystkie 
wysiłki kierowano ku odzyskaniu dóbr, zajętych przez 
torunian. 
Dobra te uzyskał w r. 1555 od Zygmunta Augusta 
kasztelan brzeski Jan Służewski, ale na skutek zabie- 
gów i połączonych wysiłków mieszczan toruńskich i za- 
konnic w r. 1558 oddał miastu majątki, zachowując 
w dożywocie dwie wsie, Pigżę i Wytramowice. Po 
śmierci Jana wdowa po nim trzymała te wsie aż do 
r. 1592, kiedy je zwróciła. Była ona, jak pisaliśmy, 
ciotką Magdaleny, 'która zapewne niemało starań po- 
święciła, by ten dobrowolny zwrot doprowadzić do 
skutku. Król formalnie powierzył torunianom w r. 1559, 
administrację dóbr szpitala Św. Ducha, połąc
onego od 
czasów 'krzyżackich z klasztorem benedyktynek. Po- 
nieważ mieli już oni w swym ręku dobra klasztoru, 
sięgnęli po kamienicę, położoną przy kościele Św. Ja- 
kuba, zabrali przywileje 'klasztorne i starali się usu- (} 
nąć z niego ostainią benedyktynkę. Tak było do r. 1579, 


51
		

/Licencje_055_06_054_0001.djvu

			kiedy konwent zasilony z Chełmna zaczął odradzać się. 
W r. 1580 biskup Piotr Kostka zmusił miasto do usu- 
nięcia z klasztoru ubogich, których tam umieścił magi- 
strat. Torunianie ugięli się. M.agdalena Mortęska jeź- 
dziła kilkakrotnie do Warszawy na dwór królewski, 
starano się o poparcie królowej Anny Jagiellonki, księ- 
dza Piotra Skargi; nawet Jan Zamoyski zmienił sta- 
nowisko i obiecał pomóc odzyskać majątki, dając na to 
słowo hetmańskie. 
Batory w r. 1583 powierzył opiekę nad klasztorem 
niejakiemu Walentemu Wróblewskiemu, który wydo- 
stał od magistratu większą część majątku klasztoru, 
ale co do reszty się ugodził. Dobra te Wróblewski za- 
trzymał dla siebie i dopiero biskup Piotr Kostka ode- 
brał mu je i zwrócił zakonnicom. Wymagało to procesu 
przed sądem w Chełmży, a Wróblewski nawet apelo- 
wał w r. 1586 do nuncjusza. 
O resztę majątku zakonnice - już za czasów Zyg- 
munta III - wytoczyły miastu sprawę przed sądem 
relacyjnym w r. 1590. Panna Dulska jeździła kilka- 
krotnie z Magdaleną Mortęską do Warszawy, wręczała 
suplikę królowi, zabiegała o pomoc ojca-podskarbiego, 
ale tu pomocy nie uzyskała. Miasto nie chciało się 
zrzec administracji dóbr klasztornych, panna Dulska 
odmawiała przyjęcia kompromisu, mimo że nawet nie- 
którzy jezuici go doradzali. Proces przed sądem rela- 
cyjnym rozpoczął się na nowo 23 h-wietnia 1593 r. Mia- 
sto przegrało sprawę i wydać musiało majątek szpi- 
talny, wymieniony w nadaniu w. mistrza z r. 1415, 
a więc wsie Brzeźno Górne i Dolne, Pigżę z karczmą 
oraz czynsze i prawa - resztę zatrzymało i trzeba było 
zacząć nowy proces. Ale do tego brakło dokumentów, 
które uprzednio zabrał magistrat. Tymczasem klasztor 
toruński, uzyskawszy samodzielność gospodarczą i unie- 
zależniwszy się pod tym względem od pomocy Cheł- 
mna, zaczął dążyć do pełnej niezależności prawnej, cze- 


52
		

/Licencje_055_06_055_0001.djvu

			go wyrazem miała być własna ksieni. W dążeniu do 
zrzucenia zwierzchności Chełmna wytaczano najdzi- 
waczniejsze i najmniej poważne zarzuty: a to, że Kost- 
kowie zabrali swą siostrę Annę z Torunia do Chełmna 
(gdyż tam chciała być zakonnicą), a to, że Magdalena 
Mortęska 2)abrała pastorał srebrny i pieczęć z Torunia 
do Chełmna; Magdalena zaprzeczała, by zabrała pa- 
storał, pieczęć zaś zgubiły zakonnnice, wiozą'c ją z Cheł- 
mna do Torunia. Podnoszono zarzut zagarnięcia pie- 
niędzy posagowych p. Dulskiej na fundację jezuitów, 
głoszono, że to Magdalena Mortęska wydała przywileje 
miasta heretykom (tj. torunianom), że zabrała do 
Chełmna p. Krowicką, starszą toruńską, że się sprzeci- 
wiała wyborowi Zofii Dulskiej na starszą i że jej nie 
pozwalała rozmawiać w Chełmnie z siostrami tamtej- 
szymi. Magdalena oświadczyła, że zakaz ten był spo- 
wodow,any obawą przed plotkami. Ale sprawa dotarła 
do biskupa Tylickiego, który 7 czerwca 1597 r. odbył 
wizytację i godził "niektóre poswarki". Biskup wezwał 
tu Magdalenę i ostro ją upomniał. Kronikarka toruń- 
ska pisze o niej wzgardliwie, że się "przywlokła" z Cheł- 
mna. Tymczasem przyjechała ona na polecenie biskupa 
i rokowała ze starszymi z Torunia i Nieświeża o uzy- 
skanie decyzji papieskiej co do reformy reguły. Istotnie 
taką suplikę wysłano w r. 1598 do Rzymu w imieniu 
m. Mortęskiej i konwentu chełmińskiego. 
Zatrutej atmosfery w Toruniu nie uleczył biskup 
Tylicki, polecając w r. 1599 dokonanie wyboru ksieni. 
Magdalena, zapytana o zdanie, powiedziała, że widzi 
dwie przeszkody u Zofii Dulskiej: młodość i upór ("bo 
się zdania swego bardzo trzyma") i radziła zwłokę. 
Doszło to zapewne do uszu zainteresowanej, gdyż sto- 
sunki stają się odtąd coraz gorsze. Zofia Dulska, wy- 
brana ksienią, chce się całkowicie odłączyć od Chełmna. 
Sekunduje jej jadowita autorka kroniki, sekretarka. 
W r. 1601 na rozkaz nowego biskupa chełmińskiego, 


53
		

/Licencje_055_06_056_0001.djvu

			- 


. 


Wawrzyńca Gembickiego, Zofia Dulska z przeoryszą 
i sekretarką pojechały do Chełmna na rozmowy o re- 
formie ("około jakiejsi jedności klasztorów" pisze kwa- 
śno Angelika). Starania w Kurii miał rozpocząć w imie- 
niu zakonnic biskup kujawski Hieronim Rozrażewski, 
ale umarł w Rzymie (9 lutego 1600), a papiery pogi- 
nęły. Chodziło więc o wysłanie któregoś z księży i po- 
krycie kosztów. Zofia Dulska podjęła wówczas akcję 
przeciw zmianie reguły i żądała zwrotu owych pie- 
niędzy, które dahi na kupno wsi Kowróz. Ale poryw- 
czy biskup Gerr4Jicki przerwał, mówiąc do Magdaleny: 
"Nic po tym, ja nie każę wracać, wszak wiedz'ą wszy- 
scy, na coś je WM. obróciła, że nie na pożytek swój, 
ale na chwałę Bożą". Po odjeździe biskupa doszło do 
przykrej wymiany zdań obu ksień w sprawie rzekome- 
go "odmawiania" p. Anny Kostczanki od wstąpienia 
do klasztoru toruńskiego. P. Dulska mówiła nawet 
z "natrząsaniem". Na to Magdalena: - ..Bymci wżdy 
nie była starszą w leciech i w zakonie, toćby się czy.nić 
nie godziło. Ale żeś i profesją czyniła w ręku moich, 
dalekroć to więcej czynić nie przystoi". - Na to p. 
Dulska: - "Proszę, odpuśćże mi WM.... Te swary bo- 
lały bardzo Magdalenę. Panny z Torunia odmówiły 
przyjazdu na konsekrację piętnastu nowych zakonnic 
w Chełmnie, a w r. 1602 nie chciały w czasie zarazy 
przybyć do Chełmna, tylko przez dwa tygodnie noco- 
wały w pol u w namiotach, a potem podzieliły się na 
trzy częsci i mieszkały po folwarkach. 
Dziwnie wyglądają te ludzkie, bardzo ludzkie strony 
życia zakonnego i trudno się czasem oprzeć wrażeniu, 
że nie było tam pracy nad sobą. Ale może jest to złu- 
dzenie. Może była praca, ale i niezgodne charaktery: 
z jednej strony energia, szeroki umysł, śmiałość de- 
cyzji, z drugiej chorobliwa słabość i delikatność natury 
skłonnej do zgryźliwości i melancholii, ale upartej i wy- 
trwałej. Jedno jest pewne: inny, szlachetniejszy duch 


54
		

/Licencje_055_06_057_0001.djvu

			Wleje z kroniki chełmińskiej niż z kroniki toruńskiej, 
gdzie protestant nie umiera, ale "zdycha". Może to 
wskazówka, gdzie głębiej sięgała odnowa natury ludz- 
kiej, podjęta z takim trudem pod hasłem reformy try- 
denckiej. 
Jednego nie można Zofii DuLskiej odmówić: gospo- 
darności i wytrwałości w procesach. Panna podskar- 
bianka, zostawszy ksienią, wytoczyła nowy proces 
"panom torunianom". Miasto nie chciało wydać doku- 
mentów klasztoru. Wobec tego ksieni w r. 1599 złożyła 
skargę do króla. Król wyznaczył komisarzy, przed któ- 
rymi magistrat zaprzeczył, by miał w posiadaniu jakieś 
dokumenty klasztoru. Ksieni nie dała temu wiary i wy- 
toczyła sprawę przed sądem relacyjnym na dworze 
królewskim, przedstawiając protokolarne zeznania p. 
Halszki Krowickiej, ostatniej zakonnicy dawnego kon- 
wentu z czasów przed reformą. Sąd 18 marca 1603 
ogłosił wyrok, skazujący miasto na wydanie dokumen- 
tów, a w ich braku - odszkodowania w wysokości 
10 000 złp. Warunkiem było, że ksienl Dulska złoży 
przysięgę, iż nie otrzymała wszystkich dokumentów 
zdepo,nowanych ongiś na ratuszu. Ksieni przysięgę zło- 
żyła, miasto dokumentów nie wydało. Wtedy spadła 
na nie banicja sądowa i mieszczanie zapłacili. Magi- 
strat gotów był złożyć przysięgę, że nie wie o innych 
dokumentach niż te, które już oddano (1604). Zakon- 
nice utyskiwały, że odszkodowanie za małe i ksieni da- 
lej się procesowała. Odzyskała wieś Brzezinko, złożyw- 
szy przysięgę, że to wieś szpitalna. Pofem procesowała 
się o to, że miesz'czanie pomogli wdowie po młynarzu, 
Marcinie Pachurze z Młyńca, uciec do miasta i wy- 
słali milicję, by sprowadzić jej bydło. Wbrew zdaniu 
ksieni Pachurowie byli jednak ludźmi wolnymi. Dalej 
procesowała się ksieni Dulska o prawo spławu zboża 
Wisłą, a rybołówstwo na Wiśle etc., uzyskała nawet ko- 
misję ona sejmie 1616, ale wtedy miasto zgodziło się na 


55
		

/Licencje_055_06_058_0001.djvu

			układ. Ksieni zrzeka się pretensji o dochody z Brze- 
. 
zinka i mł)'1na Pachura, odstąpiła od komisji i zrezy- 
gnowała z pretensji do rybołówstwa i spławu na Wiśle 
.oraz do rozszerzania jakiejś tamy przy klasztorze. Za 
to zakonnice wzięły 2000 złp. Ksieni umieszczała pie- 
niądze na hipotekach, kupiła trzy wsie, pożyczała 
mieszczanom pieniądze. Klasztor toruński bogacił się 
pod jej rządami. -----...... 


-
		

/Licencje_055_06_059_0001.djvu

			REFORMA CHEŁMIŃSKA ZATWIERDZONA 


Tymczasem w Chełmnie Magdalena pracowała nad 
reformą. I ona gromadziła pieniądze - ale celem było 
uzyskanie w Rzymie złagodzenia postanowień starej 
surowej reguły, nie dopasowanej ani do czasów no- 
wych, ani do polskiego klimatu. Mo:hna było w VI wieku 
naszej ery spać bez pościeli i nie nosić koszuli, ale 
w XVI w. to już nie przemawiało do przekonania. 
Można było nie jeść mięsa przez cały rok i chodzić 
w sandałach na bose nogi i w habitach, ale we Wło- 
szech, nie zaś na północ od Alp. W ciągu stulecia na- 
rastały dyspensy, ale to nie było najlepsze wyjście 
z punktu widzenia reguły zakonnej i jej przestrzegania. 
Lepiej było ją złagodzić, niż otwierać furtkę do jej ła- 
mania, skoro raz po raz trzeba było uciekać się do dy- 
spensy. Wreszcie była k
estia szkoły dla dziewcząt. 
Stare przepisy reguły o tym nie mówiły. Istnienie 
szkoły przy klasztorze stwarzało poważne trudności, 
gdyż trzeba było ustalić jej stosunek do klauzury za- 
konnej. Wreszcie chciała Magdalena zaostrzyć skutecz- 
nie dyscyplin
 i stworzyć jednolity dla wszystkich 
klasztorów nowicjat. 
Po przygotowaniu pn'Jjektu zmian odbyły się dysku- 
sje z uczonymi kapłanami, głównie jezuitami. Rady be- 
nedyktynów nie zasięgano: poziom ich życia i wiedzy 
w Polsce zostawiał wiele do życzenia. Jedynie w Lubi- 
niu dokonał reformy qpat Stanisław Kiszewski (t 1604), 
który jeździł do Cluny, by zobaczyć się z mnichami 
tej sł)"nnej kongregacji: ujrzał spalone ruiny kościoła 
i klasztoru, zburzonego w czasie walk religijnych. Mni- 


57
		

/Licencje_055_06_060_0001.djvu

			-- 


chów nie było. Pod rządami opata Kiszewskiego żył 
w Lubiniu świątobliwy mnich Bernard z Wąbrzeźna 
Ct 1603), ale Magdalena nie dotarła do Lubinia: inne 
klasztory, benedyktyńskie były w upadku. Opat tyniecki 
jeździł w sto koni z psami, sokołami, zbrojną asystą, 
jak wielki pan, a zakonnice ze Staniątek uzyskały 
w Rzymie zwolnienie od jego zwierzchności. Reformę 
utrudniali królowie, nawet najpobożniejsi. Rozdawall 
oni bogate opactwa zasłużonym księżom z kancelarii 
i służby dyplomatycznej. Ci opaci "komendatoryjni" 
mało troszczyli się o życie za,konne, ale za to starali 
się zagarnąć dochody. Z czasem doszło do podziału ma- 
jątku między opatów i zakonników, którymi rządzili 
wybierani przeorzy. Opat mieszkał - jeśli przyjeżdżał 
do klasztoru - w osobnym pałacyku lub dworku poza 
klauzurą i nie świecił przykładem w zachowywaniu re- 
guły. Zwykle zabiegał o to, by zostać biskupem. Toteż 
nie u benedyktynów, ale u jezuitów szukała rady Mag- 
dalena Mortęska. 
Posta nowiono nie zmieniać reguły - to było nie- 
możliwe - ale dodać do niej "deklaracje", wyjaśnie.- 
nia, które podawały, co się opuszcza, co zmienia lub 
uzupełnia. To wymagało zgody Stolicy Apostolskiej. 
W piśmie uzasadniającym prośbę o zatwierdzenie re- 
formy podały benedyktynki chełmińskie siedem punk- 
tów. Chodziło im o to, by nie zatraciła się tradycja, 
jak było przed reformą, aby ułatwić ponowne refor- 
my i wyjaśnić' regułę: aby nowe fundacje trzymały 
się zwycz'ajów i reguły i by zmienić przepisy trudne do 
zachowania w północnych krajach. Nie pominięto też 
sprawy zabiegów cystersów i wyrażono pragnienie, by 
klasztory benedyktynek były wszczepione "w sam śro- 
dek tej macicy zgromadzenia kassyneńskiego", z któ- 
rym zwyczaje ich się bardzo zgadzają. Wreszcie - do- 
dali to prawnicy - by tą drogą uzyskać dary i wol- 
ności od Stolicy Apostolskiej. Osobno zestawiono racje, 


58
		

/Licencje_055_06_061_0001.djvu

			dlaczega ma być centralny nawicjat. Wszystkie pisma 
aprobawane były niewątpliwie przez biskupa Wawrzyf1- 
ca Gembickiega. 20 czerwca 1603 wyruszył jeden z ka- 
pelanÓw zakonnic, ks. Jan Krajewski, do Klemensa 
VIII. Na drogę dostał 600 złp. - małlO, bardzO' mało. 
Ale towiarzyszyły mu pragnienia i !madlitwy zakonnic. 
Ksiądz Krajewski siedział dwa lata w Rzymie i po- 
wrócił dopiera 25 maja 1605. Pomagał mu tam je
uita, 
10. Baksza. Rezultat 'był wspaniały. Ks. Krajewski przy- 
wiózł pisma papieskie zlecające dlOkonanie aprO'baty 
reformy lJluncjuszawi w Warszawie jaka delegatawi, 
a ten jaka subdelegata wyznaczył biskupa chełmińskie- 
ga Wawrzyńca Gembickiega. W czerwcu, w czasie byt- 
naści biskupa w Chełmnie, przedstawił mu ksiądz Kra- 
jewski pisma, plO czym wyznaczana zastała wizytacja 
na 19 września. Biskup przybył z dwoma kananikami, 
praJWnikiem, nota,riuszem publicznym i tealogiem je,- 
zuitą. Był też aczywiście ks. Krajewski, wezwano ksie- 
nię i cztery urzędniczki. 
Kronika zapisała szczegółowlO cały przebieg O'br,ad. 
Pytano, dlaczego nie ma ksieni toruńskiej i czy inne 
klasztory się zgadziły na refarmę. Następnie czytana 
regułę i deklaracje chełmińskie, porównując z właską 
regułą z Monte Cassino i z deklaracjami rozdział pa 
rozdziale, sprawdzając meritum spraw i dokładnIOść 
przekładu na język polski. Pa każdym rozdziale py- 
tała komisja, jak zakannice zachowują dane przepisy. 
Czasem czynilOno zmiany, czasem nie dawana żadnych 
deklaracji, jeżeli reguła była przestrzegana bez zmian. 
Ta mazolna praca trwała kilka dni, plo czym zakonnice 
przedstawiały swoje wątpliwości i zapytania co do 
jedności, to jest unii klasztorów zreformawanych, oraz 
innych drabniejszych spraw. Wreszcie komisja imie-" 
niem papieża zaltwierdziła deklaracje. Biskup palecił 
przywieźć przepisaną na czysto regułę z deklaracjami 
do apieczętawania, i tu zaczęła się walka. 


59
		

/Licencje_055_06_062_0001.djvu

			Biskup kazał ksieni Dulskiej pojechać do Chełmna 
"dla porozumienia się" w sprawach reformy, to znaczy 
dla jej przyjęcia. Pojechała chora 11 października, wy- 
słuchała informacji, niczego nie zdecydowała i już 
13 października wróciła do Torunia, domagając się tek- 
stu pełnego, by zdecydować, na co złożą przysięgę, a na 
co nie. To znaczy, że z góry już przewidziała, że refor- 
my w całości nie przyjmie; ale jej egzemplarza nie da- 
no, prawdopodobnie był w przepisywaniu. Dopiero 22 
października Magdalena posłała w siedmiu punktach 
istotne zmiany wprowadzone przez deklarację. Wywo- 
łały one burzę w konwencie toruńskim: "chcą nas złu- 
pić z wolności tej, przy której nas Ociec nasz św. Be- 
nedykt zostawił, a rzeczy jakieś nowe regułą i powin- 
ność naszą chcą udać rozmaitym sposobem w tym po- 
stępując, już w rzeczy miłością, już pogróżkami, mó- 
wiąc, że będziecie musiały przyjąć, jeśli nie będziecie 
chciały". List ten, streszczony w kronice toruńskiej, na 
życzenie Magdaleny odesłano do Chełmna, ale w ty- 
dzień później zjawiła się tam deputacja w osobach prze- 
oryszy Elszki Decjuszówny, sekretarki Angeliki Hoff- 
manówny i Barbary Gąsczyńskiej. Były to przywód- 
czynie opozycji, "które jako tam były przyjęte i od- 
prawione od panny ksieni chełmińskiej, lepiej o tym 
milczeć" zapisała p. Angelika. Ksieni Dulska przezornie 
została w Toruniu, bo przecie nie mogła powiedzieć, że 
nie wiedziała o przygotowaniach do zmiany przepisów. 
Za to już 2 listopada posłała do biskupa kapelana z pro- 
testem prosząc, by reguły nie podpisywał bez zgody 
panien toruńskich. Niewątpliwie zarzucała Magdalenie 
uzyskanie pism papieskich podstępem i na podstawie 
fałszywych informacji. Interweniow.ała też przez je- 
zuitę o. Łaszcza, protestując przeciw reformie i "z pła- 
czem" prosząc o obronę przed ksienią chełmińską. Z?a- 
je się, że ulegała tu naciskowi swego konwentu, .ktor
 
z niechęcią myślał o poddaniu się władzy energiczneJ 


60
		

/Licencje_055_06_063_0001.djvu

			ksieni chełmińskiej. Biskup starał się sprawę ułagodzić 
i obiecywał, że niczegO' narzucać nie będzie, aż adbędzie 
wizytację w Toruniu. Ale opazycji nie chadziło tylko 
a adrębnaści toruńskie, ale w ogóle występowała ana 
przeciw refarmie, przeprawadzonej w Chełmnie. 
Gdy tedy księża kapelani z Chełmna przywieźli bis- 
kupawi do Lubawy na zamek księgę reguły z deklara- 
cjami da podpisu i apieczętawania, znaleźli się w atmo- 
derze nieżyczliwej, tak jakby tQi pisma papieskie uzy- 
skane była fartelem i bez wiedzy ksieni Dulskiej. Nie 
była to prawda, bOi niewątpliwie ksieni Dulska brała ł 
udział w raZJmowach o reformie, tylko że nie debatawał 
nad nią konwent toruński, który teraz stawał akaniem. 
Widzimy tę scenę na gatyckim zamku w Lubawie, 
gdzie w zimnej izbie na kaminku renesansowym trzas- 
kają płonące palana. Biskup Gembicki przyj-ął księży 
z Chełmna niełaskawie, pieczętować nie chciał, wzią- 
wszy księgę chciał ją cisnąć w ogień, ale jeden z ojców 
(więc jezuita) za rękę gO' uchwycił. Księga padła na zie- 
mię, a biskup powiedzia'ł parywcza, że ,..ta na oszukanie 
i paniżenie drugich" czyniły benedyktynki chełmińskie. 
"Jednak jeden z ojców, który tam był, z lekka o tym 
rzecz wzwodził, że to niepodobna". Tak jezuici urato- 
wali refarmę. Przez dwa dni pracawano nad tłumacze- 
niem sprawy i rozplataniem intryg. Wreszcie biskup 
paprawił caś jeszcze "gwali pannie ksieni taruńskiej", 
co przyjęto bez oporu. Potem Wawrzyniec Gembicki 
padpisał zatwierozenie refarmy, kazał opieczętawać 
i odesłać da Chełmna. Zafia Dulska, dowiedziawszy się 
o swej porażce, znowu (zapewne 5 grudnia) pOIsłała pro- 
sząc, by biskup zakazał drukować regułę "a da kapła- 
nów tych, cO' do ks. biskupa jeździli z regułą, wskazała, 
że się tego będą musieli wstydzić, tak śmiele, jakby 
miała największą mac prawdę zatłumić". Ale biskup 
nie zakazał druku ani nic a tym nie mówił, więc bene- 
dyktynki śpiesznie wysłały ks. Krajewskiego do Kra- 


61
		

/Licencje_055_06_064_0001.djvu

			kowa, dając mu regułę i 200 zlp. "na strawę i na druka- 
rza". Reguła rychło, bo jeszcze w r. 1605, ukazała się 
w druku, a biskup Gembicki podtrzymywał swe dzieła. 
W przeciwieństwie do aburzenia, jakie reforma wy- 
wołała w Toruniu, ksieni nieświeska, p. Świętosławska, 
regułę przyjęła i o nią prosiła przez dwóch przysłanych 
umyślnie księży. 
A równocześnie niemal, 22 października 1605 umarła 
w klasztorze jedenastoletnia dziewczynka, parwana 
przez "ośpicę" . Zw,ala się Magdalena z MOil'rtęg i była 
bratanicą ksieni, oddaną jej na wychowanie, gdy miała 
pięć lat. Dziecko umarło, przykryte swą kołdrą złoto- 
głową, trzy szatki jedwabne, a czwarta aksamitna czar- 
	
			

/Licencje_055_06_065_0001.djvu

			"DEKLARACJE" DO REGUŁY. SZKOŁA DLA 
DZIEWCZĄT 


Ozy tając długie artykuły dodane przez komisję pa- 
pieską do reguły na podstawie projektów Magdaleny, 
widzimy, poprzez sformułowania. prawnicze i opisy, 
tego żywego człowieika, k;tóry je układał. Magd
lena 
żyła nie poza konwentem, w odosobnieniu i oddaleniu, 
ale włączała się w codzienne s[)lrawy, w dzień powszed- 
ni. Razem spożywała posiłki, nie zwalniała się z kolejki 
tygodniowej robót kuchennych i porządikowych, spę- 
dzała z siostrami rekreacje. Według Deklaracji ksieni 
powinna rozmawiać często z siostrami, 'z każdą siostrą 
z osobna, pytając o potrzeby duchowe i mateTialne, 
o motywy pracy nad sobą i uczynione postępy, starając 
się, by każda -opuściła ją zadowolona. Nie rządzi z wy- 
żyn, wydając rozkazy, ale pociągać chce przykładem, 
naśladując Jezusa w Jego cichości, miłości i łagodności. 
Potrafi być surową w ostatecznej potr:zebie, ale okazuje 
się doskonałą w wypełnianiu obowią'zków, w pokorze 
i roztropności: dlatego też siostry otaczają ksienię za- 
ufaniem. Śpieszy ona z pomocą tym, które są pełne 
obaw, aby nie popadły w smutek, który jest trądem 
życia zamkniętego w murach klasztoru. Na modlitwie 
radzi 'Się Boga we wszystld:m, a szczególnie w sprawach 
kierowania duszami, szukając świateł nadprzyrodzo- 
nych i modli się za siostry. Ustępliwa jest i łagodna 
wobec sióstr skłonnych do porywów zapału i równie 
łatwo popadaj-ących w zniechęcenie. Często je wzywa 
i dodaje odwagi, daje rady i wskazówki co do środków 
postępu. Jeżeli siostra jaka zaniedbuje się w obowiąz- 


63
		

/Licencje_055_06_066_0001.djvu

			kach i popada w letnią oziębłość, starania ksieni skła- 
niają ją do mówienia i do odsłaniaJnia utajonych przy- 
czyn. Podtrzymuje na duchu, radząc żarliwą i pilną 
modlitwę, samotne rozmyślania przez kilka dni, 
a w ostateczności doradza renowację, czyli ponowny 
nowicjat, przez kilka miesięcy. Nie ma to być jednak ani 
nakaz, ani kara, ale tylko rada i namowa. Jeśliby ksie- 
ni napotkała uparty sprzeciw - może odesłać siostrę 
do celi i kazać jej tam dawać posiłiki. Ale Magdalena 
wie, że cela powinna posiadać kratę w oknie. Nie jest to 
więzienie - ale trzeba zapobiec czynom rozpaczliwym. 
Tegoż dnia ksieni idzie odwiedzić zbuntowaną siostrę 
i upomina ją, jeśli to nie pomoże - przychodzi na na- 
stępny dzień i pyta, jakiej korzyści duchowej spodziewa 
się po swym uporze. Jeśli to nie działa - ma wrócić do 
siostry po dwóch dniach, a wreszcie oddaje sprawę kon- 
wentowi, ale sama wstrzymuje się od wydania wyroku. 
Zgromadzenie ma wybrać cztery siostry, które powinny 
wyznaczyć pokutę dla opornej. Kara cielesna, zacho- 
wana w projekcie z r. 1599, zostaje milcząco pominięta 
w r. 1605. Wprowadzono prawo do czasowego wyjazdu 
do innego klasztoru. Gdyby to wszystko nie pomogło _ 
oporna zakonnica ma wrócić do klasztoru macierzyste- 
go, gdzie ją zamykać miano w celi. Nie słyszymy, by 
za życia Magdaleny miało dojść do czegoś podobnego. 
Taką ksienią, jaką odmalowano w Deklaracjach, chciała 
być Magdalena. Czy nią była? 
Magdalena nie miała przesądów stanowych. W De,- 
klaracjach zapisano formalny nakaz nie czynienia żad- 
ny;ch różnic między szlachciankami a mieszczankami, 
a to zgodnie z zasadą św. Benedykta. Pytano postulan- 
tek, jaki zawód znają. W pół wieku później nastroje 
w zakonach bardzo się zmieniły. Był karmelita bosy, 
który głosił, że urzędy w zakonie są dla szlachty i sam 
ubiegał się o prowincjalstwo. Śmierć przecięła jego sta- 
rania. U karmelitanek bosych we Lwowie sprzeciwiano 


64
		

/Licencje_055_06_067_0001.djvu

			się przyjmowaniu mieszczanek, na co ostro reagowała 
przeorysza, m. Teresa Marchocka. Ale w początkach 
reformy trydenckiej było inaczej. 
Deklaracje zajmują się też poddanymi klasztoru. Za- 
lecają ostrożność w oddawaniu w dzierżawę dóbr, bo 
dzierżawca - zwykle szlachcic, czasem mieszczanin - 
może postępować okrutnie z poddanymi. Jeżeliby sąd 
wiejski nie był kompetentny do osądzenia ciężkiego 
przestępstwa, ksieni miała wyznaczyć dwóch urzędni- 
kÓw lub księży, ,a jeśliby to nie było możliwe - dwÓch 
pobożnych sąsiadów. Subprzeorysza miała dbać o do- 
brą uprawę roli, kontrolować rachunki, baczyć, by pla- 
ce były sprawiedliwe, bez straty klasztoru i bez krzyw- 
dy pracowników. Przepisy te zmierzają do odciążenia 
od wglądu w sprawy zarządu dÓbr, a szczególnie do 
uwolnienia ksieni od nawału spr,aw świeckich. W Pol- 
sce, jak głoszą Deklaracje, ksienie zmuszone są odby- 
wać podrÓże dla obrony dóbr klasztornych. Chodziło 
przede wszystkim o osobiste stawanie w sądach, by 
uniknąć wyroku zaocznego, oraz o doglądanie dóbr. 
Aby więc odciążyć ksienię i uchronić ją od "ducha 
światowego" zarząd dóbr oddany został podprzeoryszy, 
ktÓrą przed zeświecczeniem chronić mogła zawsze 
ksieni. 
Zmysł rzeczywistości Magdaleny znalazł swe odbicie 
w przepisach o urzędach klasztornych. Do kapituły 
konwentu należały: wybór urzędniczek, wydzierżawia- 
nie ziemi, zamiana dóbr na inne i darowizny. Obok tego 
stworzono radę starszych, złożoną z przeoryszy, pod- 
przeoryszy, sekretarki i dwóch sióstr mianowanych 
przez ksienię. 
Przeorysza zastępować miała ksienię w zarządzie we- 
wnętrznym klasztoru. Wymagano od niej sumienia 
oświeconego, wiele miłości bliźniego i gorliwości, oby- 
czajów wzorowych, roztropności i męstwa. Magdalena 


5 


65
		

/Licencje_055_06_068_0001.djvu

			uważała, że umysł ciasny, bujna wyobraźnia, gadatli- 
wość - stanowią przeszkody do objęcia tego urzędu. 
Podprzeorysza była ekonomką klasztoru. Nie mogła 
być młoda ani porywcza, ani przywiązana do rodziny, 
ani ciekawa nowinek, ani oddana sprawom doczesnym. 
Przeszkodą do objęcia urzędu były "grube" i mało wzo- 
rowe obyczaje, nieuprzejmość, sumienie "wolne" czyli 
nieskrupulatne. 
Sekretarka mogła równocześnie piastować funkcję 
mistrzyni nowicjatu. Miała więc stanowisko bardzo od- 
powiedzialne. Deklaracje widzą w niej stróżkę spra- 
wiedliwości w klasztorze i "matkę duchową" sióstr. Jej 
też przy;padał obowiązek braterskiego upom;nienia ksie- 
ni - zawsze w cztery oczy i tajemnie. Sekretarka była 
też jakby trybunem ludu: miała wysłuchiwać wszelkich 
skarg sióstr i w ich imieniu mogła zanosić te skargi 
ksieni. Deklaracje wymagały od niej roztropności, spo- 
koju, łagodności i wielkiej gorliwości. Siostry niedbałe 
nie mogły być dobrymi sekretarkami. Dodajmy, że se- 
kretarka pisała kronikę i inne księgi konwentu. Brak 
kroniki rzuca światło na upadek życia zakonnegO', gdyż 
właśnie "stróżka sprawiedliwości" zaniedbywała swe 
obowiązki. 
Kustoszka pe}ni funkcje jakby straży bezpieczeństwa. 
Była ona z urzędu obowiązana donosić ksieni o każdym 
zauważonym wykroczeniu. Zdaje się, że takie sformu- 
łowanie funkcji kustoszki nastąpiło pod wpływem idei 
i metod zarządu Towarzystwa Jezusowego, gdzie ota- 
czano wszystkich kontrolą. Kustoszka miała za zadanie 
czuwać, by nie było potajemnych rozmów ani zebrań. 
Nie mogła być tedy charakteru zamkniętego w sobie. 
Co prawda i sekretarka miala funkcje nadzOTu, miała 
donosić ksieni, która z sióstr opuściła komunię św., co 
było znakiem wewnętrznego zamętu w duszy, któremu 
należało zaradzić. Wreszcie siostra portulanka, czyli 
furtianka, co wieczór i co rana obchodziła cały klasztor 


66 


-
		

/Licencje_055_06_069_0001.djvu

			i donosiła ksieni, jeśli rano nie znalazła czegoś na miej- 
scu, na którym było z wieczora. 
Co kwartał przeorysza przeprowadzała kontrolę w ce- 
lach, zaglądając do łóżek i skrzyń, by zobaczyć, czy 
ślub ubóstwa jest przestrzegany. Te surowe przepisy 
i nieustanna kontrola nie wydają się zbyteczne. Z róż- 
nych artykułów Deklaracji wnioskujemy, że po klasz- 
torach trzymano psy, koty, ptaki dla rozrywki, że za- 
konnice prowadziły korespondencję ze "światem" za 
pośrednictwem zakrystianki i portulanki, że kazały so- 
bie szyć habity wcięte w talii z "riusz-ami" i "alarno- 
darni" dla ozdoby. Siostry słuchały pieśni świeckich 
podczas rekreacjli, gotowały sobie osobne posiłki, do- 
magały się dod.atkowych szat, łóżek wygodnych, ubie- 
rały się w jedwabie i bogaJte futra. W dzień pogrzebu 
ksieni lub siostry zapraszano gości ,na stypę. A więc 
było co tępić. 
Kantorka miała za zadanie uczyć śpiewu. Powinna 
była być "umartwiona w porywczości i gniewie" - 
oczywiście musiała cierpliwie znosić fałszowanie. Nie 
powinna była być melancholiczką (widzimy te melan- 
choliczne dusze muzykalne) ani nie miała "podobać się 
sobie i pogardzać innymi". To w kilku zdaJniach portret 
artystki, bo przecie kantorka musiała pięknie śpiewać. 
Mistrzyni renowacji, czyli panownego nowicjatu, nie 
pawinna była grzeszyć gadulstwem ani skłonnością do 
goryczy wobec bliźniego. MiS!trzynię panien świeckich, 
czyli uczennic, cechować powinny były roztropność, su- 
mienie prawe, obyczaje "przystojne", czyli zapewne ta, 
co dziś nazywamy taktem i dobrym wychowaniem. 
Siostra zakrystianka nie mogła mieć upodobania 
w światowych plotkach ani być zamknięta wabec prze- 
łożonych (dla kontroli tego, co by mogło przez zakrystię 
docier,ać do klauzury). Nie wolno jej było udawać się 
do kościoła bez towarzystwa, nawet gdy byli ludzie 
w kościele, nie wolno jej też było rozmawiać z księ- 


67
		

/Licencje_055_06_070_0001.djvu

			dzem inaczej jak w obecności ksieni, a szaty liturgiczne 
podawała przez okno. Te bardzo surowe przepisy przy- 
niesione zostały niewątpliwie z Włoch i Hiszpanii i mia- 
ły zapewnić ścisłe przestrzeganie klauzury. Siostra por- 
tula'llka powinna była posiadać te same cnoty, co za- 
krystianka. 
Tak wyglądała organizacja wewnętrzna klasZ!toru zre- 
formowanych benedyktynek. Potwierdzona przez Sto- 
licę Apostołską przetrwała do dziś. Zapewniła ona jeśli 
nie wzrost nieustanny życia kontemplacyj'nego, to 
w każdym razie w ciągu stuleci utrzyma'llie poziomu, 
nie dopuszczającego określenia "upadek". Zycie we- 
wnę-trzme przynajmniej na poziomie średnim utrzymało 
się przez stulecia, znając okresy wzrostu i odrodzenia. 
Świadectwem tego są roZ!myślania, pisane przez zakon- 
nice w nowicjacie i w czasie renowacji, kltóre zachowały 
się w dużej ilości po klasztorach lub - po ich kasa- 
cie - po bibliotekach. 
Można też w Deklaracjach znaleźć inne ślady inicja- 
tyw -Magdaleny. Nakazują one tedy używać widelców, 
a 'nie łyżek czy rąk do nabiera'llia z talerzy. Widelec, 
wynalazek nowy, torował sobie w XVI w. drogę po- 
przez dwór królewski. Nakazują też Deklaracje, że tyl- 
ko jedna siostra napełnia talerze, inne zaś nie mają pra- 
wa czynić jej uw.ag. Magdalena udzielała w Deklara- 
cjach rad, jak się siostry powinny zachowywać w po_ 
dróży, a niczego z klasztoru nie wolno było ze sobą za- 
bierać bez pozwolenia ksieni. 
Przede wszystkim jednak indywidualność reforma- 
torki rysuje się w dziedzinie życia umysłowego. Kandy- 
datki do zakonu musiały nauczyć się czytać w języku 
polskim i łacińskim i to w ciągu pół roku pobytu w kla- 
sztorze jak'o postulantki. Jeśli lIlie podołają - wolno im 
pr,zedłużyć czas nauki dwukrotnie na trzy miesiące. 
Jeżeli mimo to nie nauczą się czytać po ładnie i po pol- 
sku - nie mogą być dopuszczone do profesji. AnaUa- 


68 


--
		

/Licencje_055_06_071_0001.djvu

			betek i półanaHabetek Magdaleni
 w klasztarze mieć 
nie chciała. Była za to mniej wymagająca co da śpie- 
wu - wystarczyło znać "salmizację", czyli gamy. De- 
klaracje zaka'zywały przyjmawania da zakanu asób 
mała inteligentych, gdyż zapadają one zwykle na cha- 
raby psychic2Jne ("charują na umyśle"), wmawiają 
w siebie, że cierpią na różne dalegliwaści fizyczne i da- 
magają się dyspens, co. demaralizuje resztę. 
Nacisk na życie intelektual,ne w refarmie chełmiń- 
skiej znajduje wyraz w spisie książek, które siastra peł- 
niąca służbę tygadniawą pawinna była głaśna czytać 
podczas pasiłków. Była ich dziesięć, w tym trzy histb- 
ryczne z Zywotami świętych Skargi i żywatem NPanny 
Marii przypisywanym - św -: Bana'Wenturze. Był tu też 
"Baroniusz polski", czyli Marcin Baran, autor Katalogu 
świętych oraz kHku żywotów świątobliwych Polaków. 
Poza tym była O naśladawaniu Chrystusa Tomasza 
a Kempis, ale przypisywane przez zakannice Janowi 
Gersonawi. Poczesne miejsce w lekturze zajmawały 
Jana Kasjana Kalacje, czyli W :nowym polskim wydaniu 
dwudziestego. wieku Razmów dwadzieścia czt'ery. Były 
ta wywiady z ajcami pustyni a życiu wewnętrznym, 
perła literatury starochrześcijań,skiej. A dalej szły pis- 
ma ascetyczne XVI i XVII w. Zywot Jezusa Chrystusa, 
zapewne Ludwika z Granady, tegoż Zwierciadła i Prze- 
wadnzk grzesznych ludzi; Kaspra Wilkowskiega, leka- 
rza, Desiderasus, jezuitów: Hieronima Piattiega Dobra 
duchawne ze stanu zakannnega (1606) i Juliusza Faz:i.a 
(Fatia) Księgi a umQ7'twieniu nieparządnych naszych 
skłanności (1604). Przekłady były w znacznej części da- 
kona/ne'W Chełmnie przez ks. Wojciecha Półgęskowica, 
kapelana klasztoru, o którym niżej będ2Jie mowa. Pa- 
nadto. Deklaracje radziły ksieni cZY'tać Sześć skrzydeł 
seraficznych Bonawentury oraz Zabiegi dla zakannic 
zakon'u św. Benedykta (książki tej nie odnaleziano 
w bibliografiach). Panadta na kapitułach czytana prze- 


69
		

/Licencje_055_06_072_0001.djvu

			kład wykładu reguły św. BenedyMa przez Turrecre- 
matę (drukowany w r. 1607). Wszystko to wskazuje, że 
oczekiwano pogłębienia życia duchowego poprzez lek- 
turę. Braca umysłowa, choć na ograniczonym wycinku, 
zajęła poważne miejsce w życiu zreformowanych bene- 
dyktynek w Chełmnie. 
W tę pracę umysłową wdrażały się siostry już w no- 
wicjacie. Przez dwa pierwsze miesiące mistrzyni uczy- 
ła przyszłe zakonnice aktów strzelistych oraz począt- 
ków sztuki medytowania. Przez następnych sześć mie- 
sięcy dawała ona nowicjuszkom do medytowania wy- 
brane myśli z Piata (Hieronima Piatti, O stanie zakon- 
nym i powalaniu) oraz z Fr. Aryasa o umartwieniu 
(traktat drugi z dzieła Trzy traktaty duchowne, wyda- 
nego dopiero w r. 1610 w przekładzie polskim, widocz- 
nie korzystano z rękopisu). Obaj autorzy byli jezuitami. 
Po medytacji odbywały się duchowne rozmowy, czyli 
dyskusje, które rozpoczynała jedna z nowicjuszek, pro- 
ponując którąś z myśli tematu medytacji. Mistrzyni 
wzywała nowicjuszki imiennie do zabierania głosu, 
a milczenie było znakiem braku powołania. Na końcu 
dyskusji mistrzyni podsumowywała ją. Medytacje przy- 
gotowywano na podstawie księgi czwartej dzieła jezu- 
ity Bernardyna Rossignolego O ćwiczeniu w doskona- 
łości (przekład wyszedł drukiem w r. 1612, przedtem 
korzystano widocznie z rękopisu). Ponadto Deklaracje 
dawały przykłady pytań i odpowiedzi w dyskusji. Po 
tych sześciu miesiącach dyskusji ksieni lub siostra wy- 
brana przez konwent egzaminowała nowicjuszki we- 
dług zaleceń zawartych w książce Turrecrematy. W cią- 
gu ostatnich czterech miesięcy nowicjatu medytacje 
stały na pierwszym planie nauczania i przed profesją 
miał miejsce egzami-n. 
Po profesji jeszcze przez rok nowe profeski odbywały 
takie ćwiczenia osobno, zanim je dopuszczono do kon- 
wentu. Były zwolnione z prac, ale też uczestniczyły 


70
		

/Licencje_055_06_073_0001.djvu

			w chórze zakonnym tylko podczas wielkich świąt. Za 
to miały obowiązek czytać książki jezuitów Rossignole- 
go i Łukasza Pinellf'go O doskonałości zakonnej ksiąg 
czworo (1607). Finelli ułożył w formie dialogu wzoro- 
wanego na Naśladowaniu swoje rozważania o powoła- 
niu zakonnym. 
Nowe profeski miały obowiązek układać na piśmie 
swe medytacje. Dopiero po konsekracji przez biskupa 
i nałożeniu "trzeciego velum" wchodziły one w skład 
konwentu na pełnych prawach członkiń. Warunkiem 
była dobra znajomość łaciny, która pozwalała rozumieć 
odmawiane i śpiewane modlitwy i pełnić funkcję lek- 
torki przy odprawianiu godzin kanonicznych. 
Podobnie siostry odbywające renowację, czyli jakby 
ponowny nowicjat, musiały pracować umysłowo. W dni 
świąteczne po komunii i odmówieniu oficjum słuchały 
przez pół godziny czytania duchownego, rozmyślały 
przez godzinę, a po obiedzie szły do osobnej kapliczki 
i po odmówieniu psalmu 116 i godzinek do N. Marii 
Panny odbyw,ały duchową rozmowę, a potem spisywały 
swe myśli. Po nieszporach i komplecie odczytywały one 
głośno wobec iD/llych sióstr swe rozmyślania i popra- 
wiały je po dyskusji. Po wieczerzy i odmówieniu psal- 
mu dalej trwała dyskusja, ,a mistrzyni renowacji zada- 
wała im punkty do medytacji na ranek następny. Te 
właśnie medytacje zachowały się na piśmie, może tylko 
najlepsze. Czasem w woluminie zapisało je kilka rąk - 
może były to zadane medytacje, które potem na czysto 
spisywano? W każdym razie powstawał nawyk pracy 
umysłowej, który przetrwał na pewno do kasaty 
w XIX w. 
Ten sam nacisk na wykształcenie występuje w prze- 
pisach o nauce panien świeckich w szkole klasztornej. 
Ponieważ takich pensjonariuszek świeckich mieszkają- 
cych przy klasztorze nie zna reguła, zastosowano do 
nich przepisy o oblatach, czyli dzieciach ofiarowanych 


71 


.
		

/Licencje_055_06_074_0001.djvu

			- 


do klasztoru. Mistrzyni panien świeckich nie wolno by- 
ło jednak nakłaniać ich do wstępowania do klasztoru. 
Jeśliby zgł,aszały się chętne, mistrzyni miała odsyłać 
je, zalecając modlitwę i przedstawiając od razu prze- 
szkody do wstąpienia. Mistrzyni miała wypytywać kan- 
dydatki, czy znaj-ą jakie rzemiosło i czy zgodziłyby się 
zostać w razie czego konwerskami, aby zrazić dziew- 
częta próżne. Istotą wychowania w internacie było wpo- 
jenie zasad czystości i porządku, aby były dobrze przy- 
gotowane do życia w świecie. Oczywiście pieśni, roz- 
mowy, rozrywki były ściśle kontrolowane. Na wZJór 
kolegiów jezuickich były poufne konfidentki, które do- 
nosiły, co się dzieje w internacie. Nie są to rzeczy przy- 
jemne i zapewne moŻina było inaczej kontrolę zorgani- 
zować. Ale tu wpływ doradców duchownych był decy- 
dujący. Magdalena stawiała przed oczy panien świec- 
kich zasadę, że w świecie powihno się poznawać dawne 
wychowanki benedyktynek po dokładnej znajomości 
obowiązków chrześcijańskich. Dlatego mistrzyni panien 
świeokich miała nauki dla nich według Summariusza 
powinności chrześćjańskich. Książki tej nie odnaleziono. 
Potem miała mistrzyni przepytywać każdą pannę 
z osobna. Dawano też pannom świeckim do medytacji 
cnoty teologiczne i kardynalne, po czym odbywały się 
rozmowy i dyskusje, by wykazać korzyści nabycia tych 
cnót. Uczono je rachunku sumienia, który w szkoie du- 
chowości, propagowanej przez jezuitów, odgrywał rolę 
bardzo daniasłą. Uczyły się też przygotowania do ka- 
munii św. i dziękczynienia po niej oraz modlitw przy 
stole. Należało wpoić w nie cztery zasadnicze pojęcia: że 
dla wytrwania w dobrem potrzeba: l) nieustannej i żar- 
liwej modlitwy, choćby krótkiej, 2) częstego przystępo- 
wania do spowiedzi i komunii św. (tzn. częściej niż raz 
na rok), 3) wierności Bogu, bliźniemu i samemu sobie, 
4) cnoty męstwa w pokusach. To wszystka było zasad- 
niczym profilem wychowania. 


,; 72 


-
		

/Licencje_055_06_075_0001.djvu

			Ca da nauki, ta .obejmawała .ona nabycie umiejętnaści 
czytania i pisania, rachunków, śpiewu i hafciarstwa. 
Panny świeckie wstawały a godzinie 5 rana, a 5.30 uda- 
wały się da k.ościDła klas2JtDrnegD na mDdlitwę pDranną, 
.odbywały medytacj ę, słuchały jednej mszy i wracały 
parami, zawsze w ciszy i milczeniu. P.otem miały kwa- 
drans czasu na przygotDwanie dD lekcji, ktÓre trwały 
da 9. Zapewne były ta dwie gadziny. Od 9 do 9.30 była 
śniadanie, pDtem nauka .od 9.30 dD 11. O 11 był .obiad, 
pDtem była rekreacja dD 12.30 a dalej nauka dD 16, ale 
skracanD ją i o 15.45 panny świeckie szły na litanię dD 
kaściała. Nauka trwała więc dwie g.odziny i kwadrans. 
Pa litaniach miały dzieWJCzęta czas wDlny, z tym że 
siastra-nauczycielka wskazywała im, CD mają rabić, i ta 
w milczeniu a na chwałę Bażą. Zapewne często przyga- 
tawywały lekcje, ,ale też pDrządkawały i czyściły rze- 
czy. Razem byłD zapewne pięć i pół - pięć i trzy kwa- 
dranse nauki i Dkała dwóch gDdzin pracy lub nauki 
własnej. P.otem była wieczerza, zapewne D 18 i krÓtka 
rekreacja. O 18.30 panny szły na litanię dD wszystkich 
świętych, .odprawiały rachunek sumienia i szły spać. 
Nie kazanD im pisać medytacji, uważając ta za zbyt 
trudne. W nDwicjacie też dopierD pD dwóch miesiącach 
pDlecanD pisać medytacje, a czytały je głDśnD i publiez- 
nie dapierD prafeski. 
Wydaje się, że praca wychDwawcza, zapDczą'tkawana 
przez Magdalenę Martęską, wydała swe DWDce. Ze SZkD- 
ły klasztDrnej wychadziły kobiety, które umiały IDgicz- 
nie rDzważać postawione zagadnienie, dy;skutDwać 
D sprawach życia wewnętrznegD, stawiać zagadnienia 
i Ddpawiadać na nie. Jeśli zaś .odprawiały ca dzień raz- 
myślania, zdDbywały zapewne niezwykłą siłę charak- 
teru. Niewątpliwie był ta przewrót w życiu rodzin pol- 
skich. WychDwanki klaszt.orów zaszczepiły w nich idee 
refarmy trydenckiej i przywiązamie dD KDścioła na kil- 
ka wieków. 


73
		

/Licencje_055_06_076_0001.djvu

			Podejmując się wychowania bogatych panIen, Mag- 
dalena nie pozwoliła na żadne wyróżnienia dla mająt- 
ku i urodzenia. Wszystkie panny, córki senatorów czy 
mieszczańskie, pełniły kolejno służbę tygodniową, by 
zaprawić się do pracy. Nosiły tedy wodę i drwa, paliły 
w piecach i sprzątały. Polecano im czyścić rzeczy oso- 
biste i mistrzyni panien świeckich odbywała często kon- 
trolę łóżek i rzeczy. Nie chodziło o uporządkowanie ich 
przed wyjazdem do rodziców, ale o stałą codzienną dba- 
łość o porządek. Był też czas, specjalnie na to przezna- 
czony. W ten sposób oducz,ano próżniactwa. 
Co do zewnętrznego zachowania, Magdalena zalecała 
prostotę i naturalność, a więc spokojne zachowanie "bez 
niecierpliwości", spokojne ręce, mowa wyraźna, nie po- 
śpieszna, bez podnoszenia głosu i krzyku. Uczyła także 
mowy roztropnej, bez zgorszenia i obrazy innych, z in- 
tencją "budowania". Zalecała uprzejmość, by weszła 
ona w zwyczaj także po powrocie do domów. Zalecała 
nabycie cichości, właściwego zachowania, pogody 
w przeciwnościach, wstrzemięźliwości w uczuciach oraz 
prawdziwej i serdecznej pokory w szczęściu i powodze- 
niu. Chyba nie na próżno. Wydaje się, że chciał.a kie- 
rować uczennicami nie przez łagodność ani przez oka- 
zywanie władzy, ale jakąś drogą pośrednią. Kara cie- 
lesna, która była w pierwotnej regule benedyktyńskiej, 
została opuszczona w nowej regule. 
Reforma chełmińska przekształciła benedyktynki 
w zakon nauczający. Oczywiście klauzura nie mogła 
być utrzymana w takiej postaci, jak w zakonach kOIll- 
templacyjnych. A więc była krata w rozmównicy. Nikt 
ze świeckich, nawet panny z internatu, nie miał prawa 
wejść do klauzury. Nawet jeśli wnoszono ciężkie przed- 
mioty na podwórko, działo się to za osobnym pozwole- 
niem ksieni. Bez jej zgody nie tylko nowicjuszki, ale 
i panny świeckie nie mogły przyjmować odwiedzin 
krewnych. Klasztor otwierano ,o 5 rano, w niedziele po 


74 


-
		

/Licencje_055_06_077_0001.djvu

			pierws:zej mszy, a zamykano o 19. Wewnątrz nie było 
żadnej komunikacji między konwentem a nowicjatem 
i między nimi a pomieszczeniem panien świeokich, gdzie 
przebywała z nimi ich mistrzyni. A mimo to znaleźli się 
gorliwcy, którzy czynili zarzuty Magdalenie, że nie trzy- 
ma się przepisów dla zakonów kontemplacyjnych. 
Trzeba tu zauważyć, że z wyjątkiem prezentek, któ- 
re miały jeden klasztor w Krakowie, nie było w Polsce 
XVII w. żeńskich zakonów wyłącznie wychowawczych. 
Prezentki są zakonem czysto polskim, urszulanek do 
nas nie sprowadzono. Widocznie szkoły prowadzone 
przez benedyktynki i później za ich przykładem inne 
zakony żeńskie zdały egzamin i zaspokajały potrzeby 
kraju. 
Warunki polskie wymaga'ły pewnego złagodzenia re- 
guły. Komisarz papieski zezwolił ksieni' na wyjeżdża- 
nie w razie koniecznej potrzeby (np. pozew do sądu) 
tylko za osobnym każdora2Jowym zezwoleniem bi-skupa 
i to na piśmie i na określony czas. Biskupi chełmińscy 
trzymali się tego na ogół ściśle. 
Mogły też zakonnice opuszczać klasZ!tor w czasie "po- 
wietrza", czyli epidemii i innych klęsk elementarnych. 
Ale Deklaracje zakazywały wyjeżdżania do rodzin. 
Każdy klasztor miał zbudować w swych dobrach dwór, 
dokąd by siostry mogły wyjeżdżać w razie "powietrza". 
Klasztor żarnowiecki posiadał taki dwór blisko morza, 
w rybackiej wsi Dębki, gdzie dotąd zachow.ały się stare 
drzewa okalające regularnie zarysowaną polanę. W ra- 
zie wojny zagrożony konwent powinien był szukać 
schronienia w innym klas2Jtorze tejże reguły. 
Inne zmiany reguły przyniosły w Deklaracjach zła- 
godzenie surowych przepisów, zbyt uciążliwy;ch i nie 
nadających się do utrzymania w północnym klimacie, 
o czym była mowa. 
Co do stroju, to habit zachowano czarny, jak w ma- 
cierzystym klasztorze Monte Ca-ssino. Było to zarazem 


75
		

/Licencje_055_06_078_0001.djvu

			odrzuceniem pretensji cystersów do ll1arzucenlia swej re- 
guły Chełmnu. Na lato zakonnice używać mogły dwu 
habitów i dwóch kap, aby lepiej zachować czystość _ 
to znaczy habity i kapy szły co pewien czas do prania. 
Na zimę noszono "kibicę" z rękawami: była to szata 
podszyta futrem, a siostry chore i słabowitego zdrowia 
mogły nosić ponadto suknię lub kapę otwartą podbitą 
fUirem, czapkę i zarękawek, pończochy i skarpetki weł- 
niane. Na nogach siostry nosiły patynki bez pięt. Futro 
musiało być tarnie - kożuchy awcze, skórki królicze. 
W posagu wolno było z domu przywieźć lisy i popielice 
alba "nowogródki", czy1i futerka wiewiórcze, sprowa- 
dzane z Nowogrodu Wielkiego, ale tylko za zgodą ksie- 
ni. Nie wolno było używać ani bielizny jedwabnej ani 
jedwabnych ha'bitów i innych szat. BielizJlla pościelowa 
została wprowadzona przez Deklaracje i 10 była jedna 
z najważniejszych koncesji, ucz)'1nionych na rzecz po- 
stępu cywilizacji. Siostra magła mieć dwie pierzyny, 
dwie skromne poduszki, jasiek z "duchną", czyli czapką 
do spania. Rozumiemy dobrze, jak ciężko było przeby'" 
wać całą zi111ję w nie opalanych, wilgotnych pomieszcze- 
niach klasztornych. U cystersek siostry szły na kilka 
godzin ogrzewać się w specj.alnej salii, zwainej "kalefak- 
torium" . U benedykt)'1nek tr,zymano się surawej reguły, 
pozwalano jedynie na powiększenie ilości ciepłych rze- 
czy. Magdalena 'za to wprowadziła przepis zobowiązu- 
jący do przepasywania się sznurem przed udaniem się 
na spoczynek, co było niew'ątpliwie bardzo przykre. 
Druga poważna zmiana dotyczyła pożywienia. Za- 
miast oleju pozwolono używać w adwencie nabiału, ale 
w wielkim poście królował olej. Mięso, zakazane przez 
pierwotną regułę, dopuszczone było w niedziele, wtorki 
i czwartki, a jeśli nie było ryb - także i w poniedziałki, 
ale za pozwoleniem ksieni i poza okresem postów, kiedy 
mięsa w ogóle nie jadano. Na obiad były prócz tego 
dwa dania mączne lub jarzyny, także na wieczerzę da- 


76 


-
		

/Licencje_055_06_079_0001.djvu

			wano dwa -clania; chleb był w dowolnej ilości. Śniada- 
nia nie było, obiad był wczesny. W dni postne zamiast 
wieczerzy dawano coś lekkiego, na przykład ser. Te go- 
mółki sera stanowią częste pozycje w rachunkach klasz- 
tOI1nych. Piwo dawano do stołu - gr.ało ono tę rolę, co 
dziś herbata lub kawa. Dawano grzane piwo jako zupę. 
Stąd konsumowano go dużo w ciągu roku, zwykle lek- 
kiego. 
Zakonnice poddawały się dobrowolnie ciężkiej poku- 
cie biczowania się w poniedziałki i środy za dusze zmar- 
łych sióstr. Zwyczajowo biczowano się tylko w piątki, 
a M.agdalena dawała przykład surowej ascezy. 
Dalszym ciężkim umartwieniem by10 wstawanie 
w nocy na modły, latem czy zimą, w mróz i ziąb. Siostry 
wstawały o godzinie 4.30 rano, o 5 szły na m,edyltację, 
o 6 odprawiano prymę, potem była msza cicha, komu- 
nia św., potem dalsze godziny kanoniczne i druga msz,a, 
którą w święta i niedziele śpiewano. 
Potem przeorysza dawała znak opuszczenia kościoła 
i siostry szły na kwadrans sprz.ątać w celach. Następnie 
pracowano, a jeśli kilka sióstr było razem, jedna z nich 
'czy;tała, !Żywoty świętych lub inną księgę pobożną. 
Obiad był o lO, w posty - o 11. Potem szły siostry na 
wielkie oficjum i godzinki do Najśw. Panny. Następnie 
była rekreacja w milczeniu, wiosną i latem z prze- 
chadzką po wirydarzu albo podczas słoty i zimna du- 
chowne rozmowy pod przewodnictwem przeoryszy 
i znowu w kościele nona (godzina kanoniczna, po łaci- 
nie, jak inne). Następr.ie siostry pracowały do nieszpo- 
raw, które przypadały zimą około 15. W zimie praco- 
wano do kompIelty. W dni świąteczne odbywały się 
w tym czasie lekcje śpiewu. Po komplecie była wiecze- 
rza. Czasem przed nią odprawiano litanie i modły. Po 
komplecie czytano głośno, następnie siostry udawały 
się na mchunek sumienia i obowiązywała cisza. Około 
21 siostry udaw,ały się na spoczynek, by wstać o 23 


71
		

/Licencje_055_06_080_0001.djvu

			na jutrznię, po kJtóred ,była oficjum do N. Marii Panny. 
Snu była tedy najwyżej sześć godzin. Te modły zimą, 
w nocy, przy chwiejnym świetle łajówek, ciemne kruż- 
ganki i kościół, w którym pałyskiwały złacenia i srebra! 
CO' było siłą przyciągającą powołania? 
Nie umartwienie. Ten, kto by chciał pisać histaTię 
umartwienia bez uwzględnienia tych głębszych prze- 
żyć, które stały poza nim, które da niego nagliły - 
ten byłby pisa'ł historię szaleństwa ludzkiego. Ale to nie 
było szaleństwo. Umartwienie było odpłatą, dakonaną 
z całą siłą woli i zapałem, za to przeżycie niewymowne, 
które dawała modlitwa. 
Nie byle jaka. Modlitwa wyuczona, przemedytowana, 
rozlewająca się :potęgą uczucia w śpiewie chóralnym, 
unisono, na modłę gregoriańską w godzinach kanonicz- 
nych i oficjach, tryskająca bogactwem polifonii w mo- 
tetach i mszach śpiewanych "figurą" (na g-łosy). Te msze 
były wielkim przeżyciem, koncertem dawaJnym Bogu, 
do któregO' przygotowywano się sumiennie, a siostra 
kam:torka kredą na tablicy wypisywała, które siostry 
mają śpiewać j.akie części, aby nie była pomyłek. Nie 
była orkiestry, nie wołno było nawet ksieni nakazać 
siosirze grać na jakimś instrumencie. Ale chyba były 
organy i organista, który akampaniował. Wśród godzin 
kanoniczmych i mszy śpiewanych wielkim, na nasze 
pojęcia rzadkim wydarzeniem była komunia św., raz 
w tygodniu pa spowiedzi - więc według pojęć tego 
czasu - bardzo często. Ksieni mogła polecić siastrze, 
która nie czyniła postępów, przystępowanie do sakra- 
mentów rzadziej, raz na miesiąc lub w wielkie święta. 
Potem była kapi'tuła Co' piątek lub częściej, z wy- 
Z'nawaniem win i dawaniem pokJlity, tak jak to radzli.ł 
Turrecremata. Był w tym życiu rys tragizmu i wiel- 
kości. Taka była szkała hiszpańska, która królowała 
w duchowości Chełmna. 
Są różne kierunki szkoły życia wewnętrznego, które 


78
		

/Licencje_055_06_081_0001.djvu

			podają zespół metad asiągania doskonałaści i kantem- 
placji. Są takie, które z optymizmem patrzą na naturę 
ludZJką:i gotDwe tral
tować ją łagodnie - inne, widząc 
zło, radzą chwytać ją astro i prow,adzić bezwzględnie. 
Są szkoły, które zwracają się da rozumu i pociągają 
intelektualistów - inne przemawiają do serca. Średnio- 
wiecze zmało szkoły związane 'z zakonami, takie samO' 
w wielkich połaciach Europy. W czasach nowożytnych 
pDwstają sZJkoły obejmujące całe narody - hiszpańska, 
francuska, częściowo włoska. Najpotężniejszą z nich 
w chwili przyjmowania refarmy trydenckiej była szkoła 
hiszpańska. 
Trudno jest analizować te subtelne nieraz różnice 
w metodach. Ale nic lepiej nie maluje rÓżnic narodo- 
wych, jak analiza malarstwa religijnegO' XVI i XVII w. 
Madonny włoskie są słodkie i łagodne, otaczają je po- 
godni święci i święte. Nie ma w obrazach włoskich tra- 
gizmu i rozdarcia, jakie przedstawiają mistrzowie hisz- 
pańscy, lubujący się w barwach ostrych i kontrasto- 
wych. Taka była duchawość hiszpańska - ka:rmeliita- 
nek bosych św. Teresy z Ayili i karmelitÓw bosych św. 
Jana Dd Krzyża, jezuitów, założonych przez św. Igna- 
cegO'. Ale i reform,ator benedyktynÓw, Garda ,Timenez, 
reprezentawał padobną duchowość, choć w szczegółach 
metody życia wewnętrznegO' się różniły. SzkO'ła hJszpań- 
ska osiągała napięcie woli przez systematyczną medy- 
tację. Jest w niej caś rzemieślnkzego, dokładnego a nie- 
uchronnego, coś co sumiennie, wytrwale łamie i bu- 
duje, wznosi zręby, z których 'zerwie się kontemplacja. 
Tacy byli, do tego prowadzili ci wszyscy pisarze, Hisz- 
panie i Włosi - których przekłady czytały i medyto- 
wały zakonnice w Chełmnie - przeważnie, choć nie 
wyłącznie, jezuici. Dlatego reforma chełmińska była 
jedną z głÓwnych dźwigni szerzenia w Polsce tej du- 
ChOWDŚci hiszpańskiej w epoce potrydenckiej. Obok je- 
zuitów, karmeHtów i karmelitanek benedyktynki cheł- 


79
		

/Licencje_055_06_082_0001.djvu

			mińskie tę właśnie d:uchawość sobie przyswaiły i nią 
żyły. 
Reforma chełmińska miała też swą stranę prawną: 
przepisy a sposobie elekcji ksieni zaczerpnięte są z Tur- 
recrematy; dodania, że ksienie wszystkich klasztorów 
biorą w niej udział. Biskup Gembicki zastrzegł sobie pra- 
wo obecności przy elekcji. Biskup mógł odsunąć udziele- 
nie ksieni benedykcji, czyli "konsekracji", do chwili, gdy 
da dowody dobrych r:ządów. KlalS'ztary przyjmujące 
zrefoI"111iowaną regułę wyjęte były spod abediencji ja- 
kiegokolwiek zakonu i ,podlegały tylko władzy biskupa 
danej diecezji. Biskupom też podlegali kapelani i spo- 
wiednicy. Miał być spowiednik zwyczajny, któremu 
spowiadać się były obowiązane wszystkie siostry, ale 
dwa lub trzy razy da raku ksieni za wiedzą biskupa 
powinna była sprowadzić spowiednika nadz,wyczaI- 
nego dla wszystkich sióstr. Była ta forma kantrIOli - 
zwykle dakon)llw:ali jej upraszeni j-ezuici. Przy klasz- 
torze rezydowali stale księża świeccy, kapelani i spo- 
wiednicy, :kJtórzy obowiązani byli da odprawiania 
mszy i głoszenia kazań. Zatwie!rdzał ich biskup lub 
jega sędzia kościelny, czyli oficjał. W ten sposób be- 
nedyktyni zostali odsunięd od wpływu na klasztory 
zrefarmowane, którymi zresztą, a ile wiadama, wcale 
się nie interesowali. Te wszystkie zasady wyszczegól- 
nione już w projekcie Deklaracyj wysłanym da Rzymu. 
Brali udział w układaniu go księża klasztorni, ks. Kra- 
jewski i ks. Półgęska wic, a także na pewna tealagowie 
bi.slmpa i jezuici. Kompilowali ani materiał - duża 
wzięli z Pisma św., komentarza Turrecremaoty, pism 
GrzegOł"za Wielkiego i Kasjana, ćwiczeń św. Ignacego 
Loyali. Z ducha Tawarzystwa Jezusowego wzięta sfar- 
mułowanie posłuszeństwa (pasłuszny "jak tru,p") 
ostrzejsze niż li ŚW. Benedykta. Wzięto też stamtąd 
kontrolę wewnętrzną kronwentu i metodę mzmy- 
ślań araz kontrolę "panien świeckich". Kanony sobaru 


80 


-
		

/Licencje_055_06_083_0001.djvu

			trydenckiego zostały szeroko uwzględnione. Idąc za du- 
chem reformy Wjprowa.dzono brewiar.z rzymski, choć 
zachowano benedyktyńską liturgię w wigilie świąt obok 
rzym.skiej. (Zachowano też posty benedyktyńskie.) Ale 
przy tym wszystkim jest poza pracą uczoną księży sam 
pomysł, sama koncepcja odnowionego życia, która - 
jak pisaliśmy - jest dziełem Magdaleny. Jej to dzie- 
łem są niewątpliwie słowa Deklaracyj malujące obraz 
ksieni doskonałej - takiej, jak ją ona widziała. Ona 
wprowadziła prżepisy o renowacji, czyH ponownym no- 
wicjacie zakonnk, a przede wszystkim o wychowaniu 
"panien świeckich". Chyba za te ostatnie przepisy za- 
sŁuguje na miejsce w historii polskiego wychowania. 
Wreszcie pomysł stworzenia kongregacji wyrastał 
Z .tr.adycji benedykityńskiej, przede wSzy'stJkim klu- 
niackiej. 
Nie można pominąć roli, jaką w przeprowadzeniu re- 
formy benedyktyńskiej odegrali wielcy biskupi re- 
formy trydenokiej: Piotr Kostka, który rzu.cał jej pod- 
waliny i bronił przed cystersami, Piotr :.r'ylioki, Hie- 
ronim Rozrażewski, wreszcie W,awrzyniec Gembicki, 
który musiał być dokładnie poinformowany nie tylko 
o staraniach w Rzy:mie, ale i o treści proponowanych 
zmian, skoro w ciągu kilku dni wizytacji ułożył O'sta- 
tec:zmą redakcję i Deklaracje aprobował. Późniejsze wa- 
haJnia wcale temu nie przeczą. Dlatego 'to portrety bi- 
skupów, malowane przez malarza Anusa ze Świecia 
obok portretów papieży-protektorów reformy zawisły 
w klasztorze w Chełmnie. Dziś oglądamy je w pałacu 
biskupim w Pelplinie. Portrety nie najlepsze, ale chwy- 
tające indywidualne rysy tych twarzy, okolonych za- 
rostem według ówczesnej mody. 
Reforma weszła w życie. To znaczy: zaczęły się dla 
Magdaleny lata obrony, w,alki, trudu umocnienia dzieła, 
rozszerzenia go 'na całą Polskę i Litwę. Będą to lata 
zmagań i cierpienia, wypalania w sobie miłości własnej. 


I 
I 
I 


I 
I 
:, 
I 
j 


15 


81
		

/Licencje_055_06_084_0001.djvu

			- 


T.ak umacniała się w ksieni chełmińskiej wewnętrzna 
doskonałość w latach bezsilnych zmagań ze złą wolą, 
w latach spadku sił fizycznych, chorób i starości. Przez 
to cierpienie znoszone cierpliwie umacniała się reforma. 
Wytrwałość i tylko wytrwałość wśród oporów, nago- 
nek ze strony niechętnych, wojen, ucieczek, epidemii 
dała dziełu zwycięstwo. Dzieło to wyrosłe z entuzja- 
zmu, z miłości Boga wśród grona młodych kobiet stało 
się szkołą życia poprzez cierpienia, zwłokę, mozolny 
trud lat coraz cięższych. W nich ksz;tałtowała się oso- 
bowość Magdaleny na ścieżkach Naśladowania. Oso- 
bowość, której obraz przejdzie do następnych pokoleń. 
Walki nie rozpoczęli benedyktyni. Może zdawali so- 
bie sprawę, że reguła nie obowiązuje pod grzechem, 
a władza kościelna może ją dostosowywać do zmie- 
nionych okoliczności. Może też wiedzieli, że w dalekiej 
Hiszpanii reformator zakonu, Garcia Jimenez, wprowa- 
dzilł modliltwę zmetodyzowaną, rozmyśl.ania podzielone 
na punkty, odstępując od liturgicznej pobożności bene- 
dyktynów średniowiecznych. 
Qpozycja wyszła z kół gorliwców, którzy nie mogli 
się pogodzić z istnieniem zgromadzenia żeńskiego, które 
nie miało klauzury najściślejszej. Rozgorzała także tam, 
gdzie pamiętano surowość młodej Magdaleny sprzed 
lat dwudziestu kilku i obawiano się jej despotyzmu. 
Była też opozycja możnych pań, które chciały osadzać 
swe córki na godnościach ksieni, skoro dały pieniądze 
na założenie dla nich nowych klasztorów. Wszyscy ci 
przeciwnicy chcieli rozbić kongregację, zakładaną 
przez Magdalenę. I tu podziwiać trzeba siłę charakteru 
Magdaleny, ktÓra często opuszczona przez wszystkich, 
nawet przez biskupów, spokojnie stawiała czoło burzy. 
Była tego zdania, że broni dzieła dobrego- i oddaw,ała 
je Bogu. My dziś widzimy, że było -:;0 dzieło wspa- 
niałe. 
Ale Magdalena zbierJ3.ła za życia żniwo' przykrości, 


82
		

/Licencje_055_06_085_0001.djvu

			zawodów i trudów. Nie udało się jej utrzymać kon- 
gregacji zwartej i ścisłej. Nie ma się czemu dziwić, 
że nie ostały się przyja2Jdy ksieni na elekcje (końmi, 
z WiLna, Lwowa czy Nieświeża do Chełmna czy Żar- 
nowca!?), ale została jedność głębsza, stworzona przez 
atmosferę. 
Była też reforma chełmińska 
ziełem czysto polskim. 
Nie stworzyli jej cudzoziemcy, nie wzorowała się na 
jakimś szesnastowiecznym typie kongregacji benedyk- 
tyńskiej. Układali ją Polacy i stosowali w życiu Polacy. 
DlategO' słusznie należy się dziełu Magdaleny miano 
pO'lskiej reformy_ I dlatego właśnie napotkało ona na 
opary. Nigdy w Palsce obce zakony nie natrafiały na te 
trudności, które stały na dradze zakonów polskich. 
Nigdy też rządy cudzoziemców nie napotykały na takie 
wewnętrzne sprzeciwy i rozłamy, co rządy Polaków. 
W kobiecych zakanach i zgromadzeniach było w tej 
dziedzinie lepiej niż w męskich. Ale i ref.orma cheł- 
mińska nie była wyjątkiem. 


II 
!I 
I
		

/Licencje_055_06_086_0001.djvu

			"A TO MOJ MIECZ" 




 


Zdawał,o się, że po gwałtownych protestach ksieni 
Dulskiej przeciw reformie wszystko ucichło. Biskup 
Gembicki sprawy przyjęcia jej nie poruszał, nie po- 
ruszała jej też Magdalena. 
Tymczasem w czasie wielkiego postu r. 1607 zacho- 
rowała ksieni chełmińska "na febrę i na gm"ączkę". 
Przeorysza zawiadomiła o tym Zofię Dulską "według 
zwyczaju naszego zakonnego, dla ratunku przez mo- 
dlitwę". Zapewne list był t.ak czuły i alarmujący, że 
ksieni toruńska przyjechała. Magdalena przez jedną 
z sióstr starszych poradziła jej, by poprosiła o zrefor- 
mowaną regułę. P. Dulska, podeJrzewając ,podstęp, od- 
mówiła: ,,- Nie mogę tego uczynić be.z zgromadzenia 
sióstr swych toruńskich". 
Wtedy Magdalena następnego dnia poprosiła ją do 
siebie i wręczyła regułę. To było co innego. P. Dulska 
przyjęła, uprzejmie dziękując. Rozstały się w zgodzie. 
Aliści po Wielkiejnocy, dnia 18 kwietnia, przyjechała 
p. Dul,ska, domagaj-ąc się owych pieniędzy danych na 
Kowróz. Była bardzo podniecona i widocznie rozdr,aż- 
niona czytaniem drukowanej reguły. Magdalena przy- 
pomniała jej dawną rozmowę. Rzekła wtedy do niej: 
"Wiedz o tym, Zosiu, żem ja z tobą nie darmo do War- 
szawy jeździła, ale żebyś mnie wspomogła 3000 złp. na 
fundowanie 00. jezuitów w Toruniu, z których też twój 
klasztor będzie miał pomoc i posługę" (Kronika toruń- 
ska). Zofia Dulska na to odparła: "Dam bar.dzo rada, 
by i wszystko, by się jeno obróciły na chwałę Boga". 


84 


-
		

/Licencje_055_06_087_0001.djvu

			I teraz ksieni 'toruńska słów tych się nie wyparła, ale 
dodała: "Tak jes:t, pozwalam z chęcią dać, by i wszy- 
stko, alem się była nie obaczyła. Przeto teraz nie po- 
zwalam i upominać się będę, bo ich toruńskiemu klasz- 
torowi, a nie chełmińSkiemu zapisano. I takci z inszych 
miar ten ubogi klasztor ma dosyć ukrzywdzenia od 
klasztoru chełmińskiego." ZaczęłR się dyskusja. Magda- 
lena powiedziała wreszcie, że chętnie by oddała dla 
zgody, ale nie ma pieniędzy i musiałaby zastawić ma- 
jętność klasztorną. Na to padły słowa, godne córki pod- 
skal'biego koronnego: "Wieręć nie wiem, nie płaci bo- 
gaty, ale winowały". 
Żaliła się 'tedy p. Dulska, że do Chełmna "posyłają 
boga'te a do mnie kucharki", i przeszła wreszcie do 
'Sprawy reguły. "Ze strony reguły - powiedziała - ze- 
znać to muszę, że wszystko w niej bardzo dobre, ale 
że mię o to nie 'Pytano, kiedy do Rzymu posłano i do 
druku dawano, tedy jej nie przyjmuję, a wolę przy 
tych konstytucjach zostać, choć ciężkie, niż na to po- 
2JWolić, co beze mnie czy,niono. Spy,tała jej panna ksie- 
ni: - A wiecież, ktÓrego to 
akonu konstytucje? Od- 
.powiedziała: - Dosyć mi na tym, żem je w klasztorze 
swym znalazła. Rzekła jej panna ksieni: - Toć w sza- 
rym odzieniu chodzić musicie wedle tych konstytucji 
i inne ceremonie 
achować, jako tam opisują (była to 
więc reguła cysterska!). Qdpowiedziała: - W 011).0 mi 
to zachować je albo nie zachować. Udano (oczerniono?) 
nals W Rzymie, a przeto ja też do Rzymu poślę". 
I tak dalej, upierając się, że do Rzymu pośle. Czyta- 
jąc to, dzilwić się wypada, że w Polsce praktyka zrywa- 
nia sejmów tak się porwali przyjmowała. Panna Dulska 
jako poseł byłaby to częściej robiła. 
Na wyjezdnym Magdalena zgodziła się oddać owe 
pieniądze, jeżeli zostanie skazana wyrokiem sądu, choć- 
by miała zastawić majętność. Tak zaczęła się na dobre 



 


(!' 


85
		

/Licencje_055_06_088_0001.djvu

			.schizma_wśród kJ.asmorów benedyktyńskich. Już 5 
czerwca 1607 konwent toruński wezwał notariusza 
publicznego i zgromadziwszy się w kościele, złożył 
oświadczenie przeciw podstępnemu uzyskaniu zmiany 
reguły u Stolicy Apostolskiej. Przedstawiono przywi- 
leje, a panna Angelika zeznała, że klasztor toruński zo- 
stał zreformowany bez udziału matki Mortęskiej, któ- 
. rej zarzuciła podanie nieprawdziwych wiadomości 
o spustoszeniu klasztoru i o zaborze dóbr przez herety- 
ków: nie byli to heretycy, ale torunianie, którzy zostali 
heretykami. 
- 
W tej sytuacji biskup Gembicki postanowił ratować 
reformę i obrał drogę wizytacji klasztoru toruńskiego. 
I zaprosił Magdalenę. Wizytacja odbyła się 19 września 
1608. Biskup, wedle kroniki toruńskiej, zostawił klasz- 
tor przy dawnej regule, dał tylko punkty wizytacji. 
Zofia Dulska złożyła ustną protestację. Kronika cheł- 
mińska szczegółowo przedstawia dyskusję. Magdalena 
zgłosiła gotowość ustępstw, ale ksieni toruńska przed- 
łożyła skargę na kilku arkuszach, protestowała prze- 
ciwko nowej regule i rzekomemu zatajeniu przed Sto- 
licą Apostolską starej, przeciw próbom narzucenia 
zwierzchności Chełmna, czego konwent nie chciał. 
Przedstawiła polski przekład "prawdziwej" reguły, za- 
rzucając, że zreformowana jest fałszyw.a. 
I tu doszło do punktu kulminacyjnego w dyskusji, 
której nie możemy wstrzymać się od przytoczenia, tak 
w niej malują się charaktery. 
Na zapytanie, ,co w regule złego, odparła Zofia Dul- 
ska: - "Nie masz tam nic złego, ale jej ja przecież 
nie chcę". 
Namowy i prośby biskupa Gembicklego na nic się 
nie zdały. Zofia Dulska oświadczyła, że Magdalena 
Mortęska "sobie zmyśliła jedność, ,aby klas
tory nasze 
z pieniędzy łupiła." Biskup Gembicki na to: "A cóż 
wam wzięła?" 


86 


-
		

/Licencje_055_06_089_0001.djvu

			"A to mię złupiła z ubogiego posagu mego,. Panny 
z posag.ami od nas do siebie namawia, ,a dd nas kucharki 
stręczy, a to mówiąc, jęła płakać. A widząc to biskup, 
rzekł jej: - A już płaczecie! - To mój miecz - po- 
wiedziała. A on: - Chwała Bogu, że inszego nie macie, 
wierzam, żebyście nas pobiła. Dla1;egoście też tak mała, 
że się na wszystko gniewacie; widzicie, jako to panny 
chełmińskie wieLkie są, bo się nie gniewają". 
Widzimy tę wysoką, pastawną i opanowaną Magda- 
lenę, z której biła c.ała siła jej niezwykłej osobowości - 
i tę małą, drobną zapewne pannę Dulską, która we 
łzach szukała ulgi dla swej bezsilnaści. 
Po wizytacji zawzięt-:Jść ,tylko wzrosła. Ksieni toruń- 
ska posłała dwóch księży do Lubawy, by złożyć protest 
do aktów konsystoTZa, "ale jej ks. biskup nie kazał 
przyjmować". P. Dulska wiedziała, że jest zagniewany, 
i w instrukcji dla kapelanów poleciła złożyć protest 
i upomnieć się o dług z prośbą o wyznaczenie sędziów. 
Poleciła też bisIDU'powi listów nie pokazywać, chyba by 
go źle poinformowano. 
Spór wszedł na drogę prawa. 19 grudnia 1608 Mag- 
dalena zaproponowała ugodę o dług, co Toruń zbył 
listem, w którym pisano "aby ona sama upairow,ała to, 
aby snadniej było". 29 grudnia 1608 Magdalena przez 
ks. Krajewskiego przysłała pismo swoje i konwentu 
chełmińskiego z zapytaniem co to za dług, u koga za- 
ciągnięty i kto się upomina. Tegoż dnia Zafia Dulska 
wysłała swegO' przybocznego prawnika, ks. Benedykta 
Wroneciusa do Lubawy z prośbą do biskupa o przyję- 
cie jej protestu. Przez rak 1609 toczył się praces o pie- 
niądze i ciągłe rokowania o reformę. Komisarze biskupi 
przysądziH Toruniowi aż 5800 złp., ale Magdalena za- 
kwestionawała wyrok i ofiarawywała dobrowolnie 
1000 złp. Stała chyba na stanowisku, prawnie jedynie 
słusznym, że p. Dulska, wstąpiwszy do klasztoru, prze- 


II 
II 


:1 


87 


.-..4
		

/Licencje_055_06_090_0001.djvu

			stała dysponować posagiem. Wreszcie biskup Gembioki 
9 października 1609 przysądził Tomniowi 1200 zlp., 
a sam ofiarował Zofii Dulskiej 300 złp. widocznie a:by 
ją pocieszyć. 
Równocześnie toczyły się rokowania o reformę. Za- 
chowały się pełnomocnictwa i inne pisma panien to- 
ruńskich, w kiórych podzwania szlacheckie "nie po- 
zwalam", choć około połowy konwentu stanowiły 
mieszczki i one - p. Decjuszówna, p. Hoffmanówna _ 
kierowały walką. Pisały one "nad to więcej na żadną 
rzecz nie pozwalamy", "Na inakszą reIol'macyją regu- 
ły pozwolić nie możemy". 
Konwent -toruński nie chciał się zgodzić na nazwę 
reformy "che
mińskiej", na nowe opisanie funkcji 
urzędniczek (tu obawiano się żelaznej dyscypliny), nie 
chciał nowego sposobu wyboru k'sieni i opisania jej po- 
winności, nowicjatu wspólnego, renowacji prafesek, 
unii klasztorów. Na szczególną uwagę zasługuje ów pra- 
test przeciw "renowacji profesek", czyli panownemu 
nowicjatowi - ta pozwoli nam ustalić autorstwo bez- 
imiennych Nauk ksieni. Ostatnia skarga Torunia do- 
tyczyła pieniędzy i złożona została przez Zafię Dulską 
z płaczem. 
Z rokowań nk .nie wyszło, konwent toruń.ski nie 
chciał też uznać wyroku biskupa Gembickiego i składał 
ciągłe protesty wobec notariusza publicznego. Widzimy, 
jak zak.onnice toruńskie, przejęte ważnością chwiii, 
zbierają się w kościółku klasztornym i wsłuchane w ma- 
giczne formuły aktów pr.awnych - zaJkładają protesty. 
Ofiarą tych protestów padł kapelan klasztoru cheł- 
mińsikiego, który wyjednał potwierdzenie reformy 
w Rzymie, ks. Krajewski. Napisał on pismo do nun- 
cjusza SimoneUa, które złożył 9 marca 1609. Bronił 
w nim reformy chełmińskiej imieniem Magdaleny. Pan- 
ny toruńskie oskarżyły go o złożenie pisma oszczercze- 
go ("lib'ellus") i złożyły w nuncjaturze skargę na niego 


88 


-
		

/Licencje_055_06_091_0001.djvu

			i protest przeciw reformie (1610). Ks. Wronecius złożył 
też protest w ich imieniu w Chełmży. Biskup Gembicki 
przeszedł był na biskupstwo kujawskie i pismo przyjął 
oficj.ał i administrator, ks. Odinetus Perrenat, stary 
Francuz, sprowadzony jeszcze przez biskupa Kostkę. 
Ks. iWirolIlecius skadył też Magdalenę, ale już o 11 000 
złp. Taik rosły pretensje (1611). Ks. K-rajewski nie wy- 
trzymał nerwowo i domagał się, by Magdalena wyto- 
czyła proces w Rzymie. Gdy Magdalena nie chciała ze 
względu na koszty i głównie, by un
knąć zgorszenia, 
poczuł się obrażony. Podrażnienie jego ciągle rosło i nie- 
wątpliwie było spowodowane chorobą, która rychło 
i nagle przerwać miała pasmo jego życia. Opuścił on 
służbę klasztoru z obrazą o drobne sprawy i rychło 
zmarł. A schizma trwała nadal. 


J
		

/Licencje_055_06_092_0001.djvu

			POLONEZ W ZBORZE 


Nietolerancja była cechą powszechną w okresie re- 
formacji i reformy trydenckiej. Katolicy i protestanci, 
między sobą wyłączali się ze wspólnoty kościelnej i sta- 
rali się wzajemnie zniszczyć. Krwawe rozprawy i egze- 
kucje znalazły swój punkt szczytowy w wojnie trzy- 
dziestoletniej (1618-1648). W Polsce nie było stosów, 
na których palono błędowierców, i to zwodziło i zwodzi 
historyków. W Polsce była też nietolerancja, ale nie tak 
posępna jak w krajach Zachodu i Północy. Był w niej 
akcent fraszki. Była to jakby melodia taneczna w peł- 
nym tragizmu chorale rozdarcia - jakby kilka nut 
polOllleza. T,ak, właśnie poloneza, z jego minami, pusze- 
niem się, teatralnością. Był w tej fr,aszce a
cent po- 
gardy, który na pewno bolał, budził nienawiści, a za- 
razem był niepokonaliny. lon to myli historyków, któ- 
rym się wydaje, że skoro nie było w Polsce stosów, to 
dowód, że panowała tolerancja. 
Ew,angelicy w Poznaniu zbierali się na nabożeństwa 
w kamienicy Górków, położonej w Rynku. Był to pa- 
łac, wystawiony przez możnych panów, mających rezy- 
dencję w Kórniku. Ostatni z Górków herbu Łodzia, Sta- 
nisław, wojewoda pozna.ński, umarł w r. 1592. Był on 
luteraninem i głową różnowierców w Wielkopolsce. Ka- 
mienicę swą w Poznaniu przek.azał na zbór ewangelicki. 
Spadek po nim przejęli Czarnkowscy: Andrzej, Piotr, 
Stanisław i Jan, którzy byli katolikami. Na razie zosta- 
wili ewangelików w posiadaniu kamienicy, a właściwie 
pałacu: na górze zamiast dachu był taras z fontanną, 
skąd roztaczał się widok na miasto leżące u stóp, na 


90
		

/Licencje_055_06_093_0001.djvu

			wieże ratusza, zamku i kościołów - i dalekie wzgórza 
okryte zielenią. Zaiste pałac ten był zbudowany "na 
dobrą myśl", czyli na zabawę. 
Czarnkowscy z Połaj ewa nie byli ludźmi poważnymi. 
Ty}ko jeden z ni'ch, Andrzej, zasiadł na krześle woje- 
wody kaliskiego w r. 1606, Jan był kasztelanem "drąż- 
kowym" na Santoku (1597), potem MiędzyrzecZIU (1602). 
Piotr za h:-zymał się na podkomorstwie poznańskim, 
o Stanisławie nic nie wiemy. Lubili oni żarty i facecje. 
W latach późniejszych, kiedy Magdalena zajechała do 
nich z ich siostrą, zakonnicą, nie chcieli gości wypuścić. 
Chcieli "z wielkiej chęci i ludzkości zatrzymać ją dłu- 
żej, niżeli jej biskup pozwolił; konie zawierali, koł,a, osi 
od karety zdejmowali, przecie, by jej było piechotą iść, 
zatrzymać się nie dała". Jednemu z tych Czarnkow- 
skich przypadła w udziale kamienka Górki w Poznaniu. 
Czarnkowskim ewangelicy dali (czy ofiarowywali) 
12000 złp. byle mieć prawo odprawiania nabożeństw. 
Wtedy to do Stanisława Czarnkowskiego udała się 
półżartem mieszczka poznańska, szwagieI'lka bUl"mistrza, 
Anna Petrusówna, "już w leciech będąc", prosząc, by 
"heretyki z kamienicy wyrugował, co z chęcią wielką 
uC'zynić obiecał. Nazajutrz po ranu, ,gdy się heretycy ze- 
szli na kazanie, pan CzarI1lkowski, nabrawszy sług 
swych i ludzi (sposobem żartownym) wszedł do kamie- 
nicy i z muzyką, kazał grać i z pannami, co się na kaza- 
nie zeszły, w taniec iść". "Iść" - a więc był to zapewne 
"polski", "polonez". "A ministrowi heretyckiemu kazał 
z katedry zleźć i spełnić (skończyć, mÓiwiąc) «Zleźże 
z tego dziubasa, bo cię ZlI"zucę; nie na kazanie moi przod- 

owie to tu miejsce budowali, ale na dobrą myśl» (na 
z:abawę). Zląkłszy się minister i wszyscy pouciekali 
precz. A pan Czarnkowski kamienicę pozamykał zam- 
kami i kłódkami, które miał na pogotowiu, i pieczęciami 
pozapieczętował, a sam się schronił na kilka dni, to 
porobiwszy". To znaczy uJkrył się. Późniejsza relacja 


91
		

/Licencje_055_06_094_0001.djvu

			kroniki poznańskiej podaje, że udawał wraz z towarzy- 
szami pijanego podczas burdy. 
Protestanci udali się do króla. Był to czas, gdy kato- 
licy napadali na zbory ewangeli-ckie, niszczyli je. Król 
odpowiedział, że nikogo przymuszać nie może, "ani mi 
się godzi, .aby religii waszej kto cierpieć miał", ale ka- 
zał mieszczanom ocllwpić kamienicę od Czarnkowskich. 
W ten sposób znów zosławiał drogę do otworzenia tam 
zboru. Miasto kupiło kamienicę za 11 000 zlp., ale Czarn- 
kowscy postawili za warunek, że nie ma tam być zboru. 
Było to w r. 1601. Wtedy protestanci ofiarowali się od- 
kupić kamienicę za 12 000 zlp. Anna Petrusówna chcia- 
ła w kamienicy założyć klaszt	
			

/Licencje_055_06_095_0001.djvu

			i wstępować do klasztoru oraz by zakonnice modliły się 
za mieszczan jako za fundatorów. Magdalena warunki 
przyjęła, umowę spisano. Przeróbki i naprawy prowa- 
dzili ksiądz Krajewski i panna Petrusówna. Razem 
jeździła Magdalena cztery razy do Paznania, dagląda- 
jąc swego dzieła. Miała przy tym poparcie bisikupa An- 
drzeja Opali,ńskiego. W r. 1608 Magdalena kupiła za 
2000 złp. sąsiadującą z pałacem kamienicę i przezna- 
czyła ją dla sióstr konwersek. 24 pa
dziernika 1608 wy- 
słała ksieni chełmińska cztery konsekrowane zakonnice 
i jedną k,onwerskę da nowego klasztaru, dając im całe 
uposażenie i bibliotec2'Jkę z trzydziestu dwu tomów. PÓŹ- 
niej spisana kronika poznańska, myląca się co do dat, 
opisuje pierwsze nabożeństwa w kaplicy klasztO'rnej. 
Starszą została panna Anna Nietaszkowska, przeory- 
szą - p. Zofia Klińska. W r. 1609 wysłano z Chełmna 
dziesięć panien, w tym p. Barbarę Kołakowską jako 
przeoryszę, a Zofię Dydyńską "za mistrzynię da dzieci". 
Pojechały też dwie pierwsze poznanianki: Katarzyna 
Szadzianka i Regina Klockówna. Magdalena nie była 
jednak zadowolona z panny srtarszej i szukała adpo- 
wiedniej kandydatki. VI ,r. 1610 wysłała młodą pro- 
feskę, Dorotę Żerońską, na st.a
szą, a "do pomocy jej 
i dla przećwiczenia na czas posłano z nią pannę Dorotę 
Kamieńską, która była starszą W Żarnowcu". P. Ka- 
mień,ska i p. Przepałk	
			

/Licencje_055_06_096_0001.djvu

			wiemy, zapewne była pozbawiona ułomności. Że była 
"nie upośledzona szczęsciem świeckim" - jest chyba 
przenośnią, która tłumaczy jej powołanie. Jezuita ks. 
Wysocki darował jej przekład Piattiego Dobra duchow- 
ne ze stanu zakonnego (Kalisz, 1606). Przeczytawszy 
go - a miała lat dwadziescla - postanowiła wstąpic 
do klasztoru. Za radą niektórych jezuitów oddano ją 
do Chełmna w r. 160B. U panien świeckich była osiem 
miesięcy, w nowicjacie rok i pięć miesięcy, po czym zo- 
stała konsekrowana i odbyła praktykę kolejno u każdej 
urzędnic2Jki. 
o trzech latach pobytu w Chełmnie ksieni 
wysiała dwudziestopięcioletmą Dorotę na starszą do 
Poznania. Wybór okazał się tramy. Potrafiła ona ułożyć 
stoounki z p. Kamieńską, "ktorej ona rady i przestrogi 
z wielką pIlnością przestrzegała". Za staraniem Magda- 
leny. po niespełna siednuu latach została ksienią 
w r. 1t:i17 "na tern czas miała lat trzydzieści. a iż była 
ostrego r:azumu, przy goręcszy-m (s
c) natury ducha 
żarliwego do zachowania jak najsciślej reguły l do tego 
sumnienia ścisłego. dlatego tak w samej sobie, jako 
i w innych przestrzegała bardzo ostr,ości zakonnej i gro- 
miła ootrymi i przykrymi słowy siostry. wpadające 
w defekty". Nie będziemy tu dalej o niej pisali. Rzą- 
dziła do r. 1637. złagodziwszy swe postępowanie po wi- 
dzeniu Dzięciątka Jezus. Magdalena stale. choć z dale- 
ka. wglądała w sprawy klaszt:aru poznańskiego. Po 
śmierci siostry Zofii Klińskiej stawiała ją za wzór do- 
skonałości zakonnej. Oto wyjątek z jej listu. dającego 
pojęcie o naukach. jakich udzielała: 
"Racz, Panie Boże. być miłościw tej naszej siestrze 
namilszej - umrzeć nie może. bo nam zostawiła świą- 
tobliwe przykłady cnót świętych: tej żaden powód i po- 
chwała nie nadena (sic), tej żadna przeciwność d,o znacz- 
nej '11iecierpliwości przywieść nie mogła. tej podwyż- 
szenie nie podnosiło i poniżenie nie ucisnęło; tak się 
upewtniała, że na bezpiecnej bardzo skale posłuszeń- 


94
		

/Licencje_055_06_097_0001.djvu

			stwa stanęła; gdzie ją kol wiek obrócono i cokolwiek 
rO:lJkazalIlo, że i najmniejszej admiany po niej znać nie 
było, jeno proste i wesołe pasłuszeństwa, pragnienie 
wypełnić tak, jako najlepi umiała li mogła. Tej dastatek 
w nałóg nie zaciągał, tej ,niedostat
k do semrania nie 
przywodzieł. Zdało się jej, że i w największej nędzy 
była bogata, mając dobre sumnienie, by jej na czym 
schodzić miało, nigdy Q tym nie myśleła (sic), w:szytka 
s:ę na Opaitrzność Boską spuszczając, na Mórej się nie 
omyliła. A cóż rzekę o wdzięcności jej dobrodziejstw 
Boskich! Tak się zdało, że ta -cnota w il1iej przodkowała 
przed innymi, bo wiem, że ta sama w niej żadnej od- 
miany czynić nie dopuszczała, a iż była wierna w ma- 
łych rzeczach, niechaj że ją Pan postanowi nad więk- 
szymi w Królestwie sw,oim, aby z nim wesła do przy- 
bytków jego." Jest to jeden z .niewielu listów Magda- 
leny, które przechowały się do naszych czasów. Prze- 
znaczony do czy.tania głośnego, pisany stylem jasnym 
i potoczystym, daje nam ,prÓbkę, jak wyglądały prze- 
mówienia, wygłaszane na kapitułach zakonnych. 
Troska D klasztor poznański nie była zbyteczna. Mag- 
dalena wysłała w pierwszej ,obsadzie siastry, które 
wstępowały do zakonu w wieku dojrzałym i nawet po- 
deszłym, po pięćdziesiątce. Te kobiety zdecydowane 
w swoim powolaniu i doświadczone traktowały życie 
zakonne poważnie i surowo. Stanowiły one ostoję re- 
guły i były przeciwwagą dla bogatych panien bez po- 
wołania, które oddawano da klasztoru. Miasto nie było 
środowiskiem spokojnym, dwa razy porywano panny 
z internatu, ,osiadały w klasztorze za protekcj-ą biskupią 
damy na dewocji, córki senatorskie w zakonie miewały 
swe fantazje. Ale klasztor pO:ZJllański przetrw,ał pierw- 
sze burze i rozwinął się. 


..-...
		

/Licencje_055_06_098_0001.djvu

			LWOWSKIE PERYPETIE 


Magdalena nie bardzo sobie potrafiła dać rady z le- 
ciwą damą, która przybyła do niej ze wschodnich kre- 
sów 6 stycznia ,1593. Liczyła sobie wówczas - jak po- 
daje żywot jej -lat siedemdziesiąt cztery, co jest chy- 
ba o dziesięć za dużo. Przywiozła z sobą dwie siostry 
i krewną i oddała się ćwiczeniom duchownym. Ta ener- 
giczna osoba zwała się Katarzyna Szaporowska, poch,o- 
dziła z możnego rodu Kołów z Dalejowa, a ojciec jej 
pooiadał dobra na Pokuciu. Chciała ona poświęcić się 
życiu zakonnemu już madąc szesnaście lat, ale musiała 
zwalczać opór rodziców, którzy ją chcieli wydać za mąż. 
Uprawiała tedy pokuty niezwykle ostre, o jakich za- 
pewne słyszała od czerńców ruskich. Kazała sobie da- 
wać dyscypliny, przypiekała ciało rozpalonym krzyży- 
kiem żelaznym i kratką żelazną, spała na podłodze, no- 
siła łańcuszki na nogach, przepasywała się sznurem 
z węzłami. 
olewała nogi wrzącą wodą - pono wsa- 
dzała je też w ul pszczeli - a podczas wielkiego postu 
boso po mrozie chodziła do kościoła. Nosila włosiennicę, 
choć się kazała biczować rózgami do krwi. Te wszystkie 
okrucieństwa wobec samej siebie miały być naśladowa- 
niem męczenników. Wreszcie skłoniła rodziców do zgo- 
dy na wstąpienie do zakonu. W stąpiła do dominikanek 
i wystąpiła, wstąpiła do klarysek i wystąpiła. Wreszcie 
pojechała do Chełmna z siostrami Anną i Krystyną 
i krewną Anną Kucz;kowską. Po rekolekcjach wszystkie 
trzy wstąpiły do zakonu, a Katarzyna wyjechała do 
Lwowa zakładać klasztor. Ojciec zapisał jej swe dobra, 


96
		

/Licencje_055_06_099_0001.djvu

			to jest cztery wsie na Pokuciu, ona zaś jeszcze w r. 1593 
kupiła we Lwowie dworek Herburtów i wystawiła obok 
drewniany kościółek. Dworek przerobiła na klasztorek, 
otoczywszy go drewnianym parkanem. Arcybiskup Jan 
Dymitr Soiikowski poświęcił kościółek i objął protekcję 
nad nowym klasztorem. Katarzyna wystarała się o listy 
polecające arcybiskupa, króla Zygmunta III i Jerzego 
lviniszcha, wojewody sandomierskiego, d,o Magdaleny 
i prosiła o przysłanie konwentu (15 lutego 1595). Mag- 
dalena nieufnie patrzyła na te poczynama. Majątki le- 
żały daleko od klasztoru, Lwowa ksIeni chełmińska me 
znała. Ta nieufność odbiła się w czternastu punktach 
"kondycji" nałożonych na Katarzynę Szaporowską. 
Miała się wystarać o oddanie wyłącznej opieki nad 
klasztorem arcybiskupowi lwowskiemu i to przez Sto- 
licę Apostolską, król i papież mieli potwierdzIć nadania 
dóbr oraz gruntów w mieście, także tych, które by 
z czasem zostały kupione. ChodzIło o wypas bydła, 
wrąb do lasów królewskich. Inne punkty mowiłyo urzą- 
dzeniu klauzury, o spowiedniku "z ćwiczenia ojcow je- 
zuitów, co by wyrozumiał zakpnnym ustawom, a jeśli- 
by rzec można, żeby był z seminarium". Panna Kata- 
rzyna miała tylko przez rok opiekować się budynkami, 
a potem zdać je bez żadnych długów pannie starszej. 
To znaczy nie miała być ksienią, Zastrzegła się Ksieni 
chełmińsKa przeciw przyjmowaniu panien do zakonu 
inaczej nIż wedle przepisów, reguły, przeciw zaciąganiu 
długów; żądała opatrzenia futrami na zimę "porueważ 
się im na wyprawę pieniędzy nie dało". Gdyby w ciągu 
roku warunków tych p. Katarzyna nie spełniła - 
Chełmno mogło zabrać z powrotem przysłany konwent. 
Widzimy z tych warunków, jak się rysowała w oczach 
Magdaleny panna Katarzyna: chaotyczna, wielomówna, 
nie przewidująca, pełna fantazji i pomysłów. Warunki 
przyjęła, pożyczyła regułę (jeszcze nie drukowaną), za- 
brała ją odjeżdżając i przepisywała na noclegach. 


7 


97
		

/Licencje_055_06_100_0001.djvu

			"Ażechmy za nią słali mil kilkadziesiąt, prosząc, aby 
nam zaś zwróciła, jako jej od nas pożyczyła etc". To 
było kompromitujące w oczach ksieni chełmi,ńskiej. Te 
dwie ,osobowości nie mogły się zrozumieć. 
Katarzyna jednak rozwinęła gorączkową działalność, 
by dopełnić warunków. Papież Klemens VIII na jej 
prośby polecił legatowi, kard. Gaetaniemu, potwier- 
dzić i aprobować fundację (akt z 12 marca 1596). Król 
wydał przywilej zatwierdzający dobra klasztoru i po- 
zwalający nabyć inne, pozwolił też na wrąb do lasów 
(7 maja 1596). I teraz nastąpiła rzecz nieoczekiwana: 
Katarzyna wraz z sześcioma kandydatkami przyjęła 
z rąk arcybiskupa habit zakonny i velum i złożyła od 
razu profesję według reguły benedyktyńskiej i refor- 
macji chełmińskiej. W Chełmnie zapisano: "Pa'nna Ka- 
tarzyna Sza:pmowska, kondycjom dosyć uczynić nie mo- 
gąc wyżej omienionym, panien do klasztoru nie dostała; 
dlatego sama się przełożoną stawszy [Zj świeckimi kil- 
kanaście, zakonnego życia sposób zaczęła, a pannie ksie- 
ni podziękowała". Widocznie tak brzmiał list. 
Tymczasem arcybiskup Solikowski poświęcił nowy 
kościół drewniany, bo się pierwszy spalił, i konsekrował 
Katarzynę i sześć panien "według bulli rzymskiej" 
(1597). W roku następnym papież za staraniem arcy- 
biskupa potwierdził fundację klasztoru i usunął wszyst- 
kie defekty z punktu widzenia prawa kościelnego (m. in. 
z powodu braku profesek przy fundacji, bulla z 30 paź- 
dziernika 1598). W r. 1599 arcybiskup konsekrował 
jeszcze dziesięć panien, nowych profesek, a 17 września 
1599 - p. Katarzynę Sza-porowską na ksienię. Pojecha- 
ła tedy nowa ksieni do Chełmna po s
ostry swe. Spot- 
kała ją odmowa: "Sióstr my tobie dla pomnożenia 
chwały Bożej nie bronimy, ale niech pierwej klasztor 
twój będzie od świętej Stolicy ApostoLskiej przyjęty, 
dopiero my siostry swe damy przy twoich rodzonych, 
które by wam ćwiczenie zakonne dawały, gdyż rodzone 


98
		

/Licencje_055_06_101_0001.djvu

			- 


twoje nie są sposobne do tego". Ostry był to wyrok. 
Katarzyna oświadczyła, że do ćwiczenia żadnych sióstr 
już nie potrzebuje i chciała zabrać tylko rodzone siostry. 
Gdy i to się nie powiodło, wyjednała listy legata (ra- 
czej nuncjusza) Klaudiusza Rangoniego, arcybiskupa 
lwowskiego, biskupa chełmi,ńskiego, kapituły lwow- 
skiej, króla Zygmunta III, królowej, różnych senato- 
rów i jeszcze raz pojechała - ale i tym razem nada- 
remnie. Magdalena uważała fundację za niepewną. 
Wreszcie w r. 1604 Katarzyna posłała do Chełmna ko- 
pię breve papieskiego, konfirmującego fundację lwow- 
ską - i Magdalena ustąpiła. Kronika chełmińska pisze 
kwaśno, że odesłano Krystynę i Annę Szaporowskie 
i Annę Kuczkowską, krewną ich, "z małą nadzieją 
o pomnożenie dobra zakonnego, dla ich małej sposob- 
ności". A przecież tak żle nie było. Anna Szapororwska 
była ksienią, i dobrą ksienią, po śmierci siostry przez 
lat trzydzieści, po'niej Krystyna przez dwa i pół. Przy- 
czyna .tego sądu leżała gdzie indziej - w jakichś od- 
miennych obyczajach czy -temperamencie. Oto Krysty- 
na Szaporowska przebywała w Toruniu, skąd wróciła 
do Chełmna. Konwent toruński nie mógł jej ścierpiec 
"dla obyczajów nietre£nych". Może chodziło po prostu 
o inne niż na Pomorzu obyczaje? Przy tych zatargach 
nie doszło do konfliktu takiego, jak między Chełmnem 
i Toruniem. Niewątpliwie była to zasługa obu stron, 
a krewna M.agdaleny, Katarzyna z Kostków Ostrorogo- 
wa darowała klasztorowi lwowskiemu wielki sad 
w mieście. 
21 marca 1608 L'Jmarła Katarzyna Szaporowska i po- 
chowana została w kościele murowalnym Wszystkich 
Świętych, który zbudowała przy klasztorze. Umierając, 
poleciła siostrom lwowskim i rozkazała "aby uciecZJkę 
miały w potrzebach swych duchownych do. panny ksie- 
ni klasztoru chełmińskiego; druga, aby sobie przełożo- 
nej nie obierały ze zgromadzenia swego, ale z Chełmna, 


99
		

/Licencje_055_06_102_0001.djvu

			za paradą panny ksieni naszej". Zaleciła im też unię 
z Chełmnem. Tymczasem K.rystyna zaczęła się "wdzie- 
rać" na urząd starszej, gdy tymczasem kanwent chciał 
obrać Annę Szaparawską. Wmieszał się w to oficjał, 
nakładając cenzury kaścielne na zgramadzenie. Kan- 
went udał się o pamac da Magdaleny, któr,a tym roz- 
brojona napisała do p. Anny, prosząc, by nie wzbraniała 
się przyjąć urzędu; w liście drugim, da konwentu, 
udzielała rad. Przesłała też wykład reguły benedyktyń- 
skiej Turrecrematy. Ksienię Annę Szaparawską kon- 
sekrawał w r. 1609 arcybiskup lwowski Jan Zamayski, 
wielki pratektar klasztoru. Spakajne jej rządy utrwa- 
liły regułę chełmińską w klasztorze lwawskim. Zacha- 
wał an we wdzięcznej pamięci Magdalenę Mortęską, 
której partret - jeden z naj starszych - datąd prze- 
chowuje konwent w Krzeszawie. Ksienię Katarzynę, 
Annę i Krystynę uczcił żywatami w kranice, przecho- 
wanej w wersji z XVIII w., ale apartej na starszych 
żywotach. W ten spasób dzieła reformy i szkała dla 
dziewcząt rozkwitły w stalicy Rusi Czerwonej. A Jed- 
nak, patrząc na te dzieje, żywić można wątpliwość, czy 
nigdy człowiek nie maże bez reszty, całkawicie wyras- 
nąć ze swegO' śradowiska?
		

/Licencje_055_06_103_0001.djvu

			PROCESOWE INTERMEZZO 


Magdalena Mortęska prowadziła liczne procesy, re- 
windykując dobra klasztorne, choć kronika pisze o nich 
stosunkowo mało. Dużo natomiast jest wiadomości o bu- 
dowach w majątkach, osadzaniu gburów, czyli kmieci, 
skupie solectw, o karczunku, o ustalaniu granic. 
W pierwszych latach ksieni wykupywała lub vv"ypro- 
cesowywała majątek zagarnięty przez mieszczan cheł- 
mińskich. Dziwnie się nazywają. Są nazwiska polskie, 
jak Rogalski, Powaska, Raczka; są inne niemieckie, jak 
burmistrza Lorenza Gelfelda, ktÓry zabrał część ogro- 
du klasztornego. Byli inni, których nazwiska świadczą 
o polszczeniu się, jak Marcin Roga (Rogge), Konrad 
Hege. Ale też jest Zygmunt Górski, którego przodek 
zwał się Marek von Bergen. A więc Polacy o przekrę- 
conych nazwiskach, czy Niemcy, którzy się spolszczyli? 
Magdalena unikała procesów. Mając dobre prawo, 
wolała ugodzić się i coś zapłacić. Chodziło jej o to, że 
mieszćzanie przegrodzili drogę biegnącą pod murem od 
strony stoku ku Wiśle i od drugiej strony, or,az o za- 
mieszkiwanie w sąsiednich baszrtach; to w:szystko prze- 
szkadzało spokojowi klauzury. Chodziło też o jakieś 
przejście do ogrodu klasztornego. Magdalena ofiarowa- 
ła 300 złp. mieszczanom, ale gdy ci ugody nie chcieli, 
wytoczyła proces przed sądem biskupa jako pana mia- 
sta. Chodziło też o domy i place zagarnięte przez miesz- 
czan, co zaświadczał dawny ,opiekun klasztoru, bar- 
dzo zresztą nieudolny, kanonik chełmiński Jan Kos. 
Podcza,s sporu przed sądem Magdalena ofiarowała się 
brać tylko połowę opłaty za naukę od córek mieszczan 


101
		

/Licencje_055_06_104_0001.djvu

			- 


chełmińskich (10 złp. zamiast 20 złp. roc7Jnie), uprawiać 
przyłączone ogrody i co najważniejsze dać klucze do 
furtek radzie miejskiej, aby w razie potrzeby mogła 
dojść do muru. Biskup wydał wyrok przysądzający 
pretensje klaszrtorowi i kazał zburzyć płoty (1583). 
W r. 1586 mimo oporu miasta kupiła Magdalena łąki 
od Agnieszki Rogalskiej i jej męża Konrada Hegego, od 
Anny Opiusowej i Zygmunta Górskiego. Miasto jeszcze 
w r. 1590 sprzeciwiało się temu. W r. 1598 zaczął się 
proces z Zygmuntem Górskim, mieszczaninem, o wieś 
Małe Zakrzewko, którą dzierżył jego przodek. Górski 
wzywał klasztor do wykupu, ale w r. 1608 od procesu 
odstąpił. 
W r. 1598 toczyła Magdalena proces o wieś także na 
Pomorzu z panem Łąckim, który sam proces rozpoczął. 
Po jego śmierci doszło do ugody z wdową. 
Wszystko to były procesy małe, nic nie znaczące. 
Prawdziwy proces staropolski, zawiły, trudny, pełen 
podstępów i chwytów prowadzić musiała Magdalena 
o wieś Grabowo w pow. świeckim. Była to dawna wieś 
klasztoru, której część w r. 1564 uprosił sobie u biskupa 
chełmińskiego Lubodzieskiego Michał "Wulkowski i To- 
poliński", chorąży pomorski. Były to grunty na Gra- 
bowie i Rutkach. Co więcej, na gruncie grabowskim 
zbudowany został dwór topoliński. Przecieramy oczy. 
Przecie w T.opolnie wychowywała się Magdalena, 
u ciotki rodzonej, chorążyny pomorskiej Wulkowskiej 
i musiała to wszystko widzieć i wiedzieć. Wulkowscy 
byli bezdzietni i majątek po chorążym przeszedł na jego 
siostrzeńca, Samuela Konarskiego (z Konarzyn), też 
chorążego pomorskiego. Ten prawem i lewem, jak pi- 
sze kronika chełmińska, "sobie do Topólna co rok więcej 
pola, łąk, lasu i jeziora przyczyniał z wielkim ukrzyw- 
dzeniem klasztornym i uciskiem ubogich poddanych". 
Starania opiekuna klasztoru, księdza Jana Kosa, na nic 
się nie zdały. Czy to wszystko widziała i słyszała Mag- 


102
		

/Licencje_055_06_105_0001.djvu

			dalena w młodości? Na pewno tak, bo ks. Kos rozpoczął 
proces z chorążym Konarskim w r. 1571. Trwać miał on 
lat trzydzieści siedem, a chor'ąży spasał łąki, zajmow,ał 
dobytek poddanych klasztoru z Grabowa i Rutek, na- 
jeżdżał często i bił sługi klasztorne i poddanych aż do 
krwi. Chciał nawet wszystko zagarnąć, aż za sprawą 
Magdaleny wojewoda przysła'ł dwudziestu hajduków na 
obronę gruntów klasztornych. Do dziesięciu lat nie było 
rozprawy, gdyż chm'ąży krzyżował tok spraw w sądzie. 
Do tych rzeczy niewątpliwie odnoszą się barwne opisy 
zachowania się Magdaleny, jakie przekazał nam żywot 
Brzechwy. Oto "gdy się osoba jedna przegrażała, że ją 
miała kazać, jako udawano, na pewne miejsce jadącą 
despektować", pisze tak do spowiednika swego: "Gdy 
mi to powiedziano, że mi despektami grozi, wziąwszy 
o tern wiadomość, że mię ubić (obić?) chciano, jecha- 
łam tam, gdziem się była zapuściła i miałabym to so- 
bie za wielkie szczęście, gdybym tę zapłatę otrzymała 
za liche usiłow:anie moje dobra L'Jbawiennego dusz ludz- 
kich". Było w niej ,wielkie i ryceDskie serce, ale też pod- 
szeptywało ono środki walki, przed którymi się wzdra- 
gała jako zakonnica. A dalej pisze jezuita-biograf: 
"Ksienią zostawszy, a trafiwszy na wielkie spustoszenie 
wiosek ubogich klasztornych miała wielką okazy ją gnie- 
wu i niecierpliwośoi, osobliwie przeciwko sąsiadom, 
którzy tego spustoszenia byli przyczyną. Pan Bóg albo- 
wiem, próbując jej cierpliwości, przypuścił był na nią 
dwu sąsiadów, którzy majętność pewną klasztorną od 
książąt pomorskich miejscu temu nadaną, z obu stron 
co rok to bardziej ściskali, drogi stare gubili, łąki sobie 
przywłaszczali (na komisjach :przez piece poddanych 
dukt prowadz,ić się grozili), z gruntu klasztornego bydło 
zajmowali, na Wiśle klasztornej ryby łowili, wiele in- 
nych pr.zykrości wyrządzali, czyniąc zgoła, co im się po- 

obało". Niewątpliwie ,chodziŁo o Grabowo i Rutki, 
a jednym z .sąsiadów był Samuel Konarski. Kto był 


103
		

/Licencje_055_06_106_0001.djvu

			drugim? Zapewpe Konopacki z Cieleszyna albo Zem- 
bowski lub Cieliński, współwłaściciele tej wsi. Otóż 
Magdalenie, dalekiej od bierności, przychod7iły na myśl 
"kOlllcepty ł1ozmaite", jak bronić dobra sióstr i "ojczy- 
zny ChrystusOWIej". "Te i tym podobne myśli bywały 
w sercu jej dni kilka i wynajdywał dowdp jej bystry 
przemysłów wiele, jako się tym szkodnikom obronić 
było i im takie postępki zganić, ale Duch Boży i z::Ikon- 
ny wiódł ją z drugiej strony do cierpliwości i skromnego 
znoszenia krzywd". Aby się opanować, udała się na dwa 
tygodnie na rekolekcje, jakby na nowy nowi
jat, by 
uspokoić w sobie wzburzenie. Szarpała się między sło- 
wem/ Boga: "mnie pomslta, ja oddam", a poc,:?Juciem 
krzywdy i ..żeby nie dać nad sobą przewodzić". W koń- 
cu reikolekcji. których mimo trudności nie przerwała, 
usłyszała jakby jasnym umy.słem słowa Ewangelii: 
,.A ja wam powiadam, miłujcie nieprzyjacioły wasze, 
dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, 
módlcie się za prześladowniiki i potwarzające, abyście 
byli synami Ojca waszego, który w niebie jest". Roz- 
płakała się i zbrzydziła sobie niecierpliwość, "za czem 
dusza jej w radościach jakby latała". Rozumiemy taki 
przełom. Czekała teraz cierpliwie końca procesu. Po- 
mógł jej wreszcie brat, wojewoda chełmiński Ludwik 
Mortęski, który pojechał do Piotrkowa na sesję try- 
blmału i przez siedem tygodni na koszt własny tam sie- 
dział, pilnując pr.ocesu aż do wydania wyroku (1607). 
W roku następnym umarł w marcu stary chorąży po- 
morski, zawzięty wróg i powinowaty Magdaleny. Syn 
jego. też Samuel i chorąży pomorski, skłonił się do 
ugody. Ze strony klasztoru występował sam wojewoda 
chełmiński. W czasie obchodzenia granic 22 wrzeŚTIia 
1608 p. Samuel nagle ciężko zaniemógł, ale nie chciał 
przerwać obchodu ani go odłożyć na inny czas, ale "roz- 
kazawszy sługom swym na ziemi kobierce rozpostrzeć", 
położył się na nich i rzekł do wszystkich, którzy tam 
natenczas byli: "Nie daj tego, Boże, raczej sobie obie- 


104
		

/Licencje_055_06_107_0001.djvu

			ram tu na tym miejscu umrzeć, aniżeli zdmwiu swemu 
folgując, miałbym tym ubogim zakm1TIicom więcej 
krzywdy dopuścić i czynić albo tą zwłoką prawa ich 
w czym naruszyć". Był to tryumf Magdaleny. W tea- 
tralnej, barokowej form,ie wyraził się on jawnie, gdy 
"potomek jednego z onych adwersarzów prawem prze- 
konany upadł do nóg jej, z płaczem żebrząc, aby dworu 
jego, który zbudowany był na gruncie klasztornym, nie 
znosiła i cokolwiek grunciku z łaski pozwoliła. Dusza 
miłosierna dała się tym proobom użyć, choć ojciec jego 
jednej skiby z tego, co nieprawnie posiadł, ustąpić nie 
chciał". Takie to interludium wśród spraw zakonnych 
przeżyła ksieni u progu nowych a ciężkich zmagań 
o reformę zakonu. O dalszych procesach nie słyszymy. 
"Animusz" ksieni nie miał już ujścia. 


I 
I 


..J
		

/Licencje_055_06_108_0001.djvu

			PANI MARSZAŁKOWA 


24 września 1610 r. dojechała do Chełmna z licznym 
dworem końmi zajeżdżonymi do ostatka Elżbieta z Ga- 
stomiSkich Sieniawska, wdowa pa Prokopie, marszałku 
wielkim koronnym. Była tO' pani trzydziestosiedmia- 
letnia, otyła, choleryczna i despotka. Zasłużona jezui- 
tami.. bo ufundowała im klasztor we LVJiawie, trzymała 
przy sobie stale spowiednika jezuitę. Przywiazła z sobą 
dwie córki, które addała do klasztoru wbrew wali ra- 
d2'Jiny. 
Elżbieta z Gastomskich Sieniawska, urodzona 
w r. 1573 a córka Anze1ma, wojewody rawskiego, wy- 
chowana była na dworze Anny Jagiellanki, która ją 
wydała za Prokapa Sieniawskiega, wówczas jeszcze 
arianina, czławieka talerancyjnego i wielkodusznegO' 
(1590). Elżbieta, która była gorliwą katoliczką, skłoniła 
męża do przejścia na wiarę ikatolicką. Ociągał się on 
z publicznym wyznaniem jej, bojąc się opinii panów 
pratestanckich. Skłonił go do jawnego przyznania się 
Zygmunt III, obiecując marszałkostwa nadworne. Sie- 
niaw:ski przeszedł na katolicyzm, został marszałkiem 
nadwornym, potem wielkim. Był człowiekiem dobrym 
i bardzo był lubiany. Popisywał się chętnie siłą fizyczną 
i raz wobec króla zatrzymać chciał za koła karetę za- 
przężoną w kOlIlie na stolcu góry. Udało mu się, ale się 
poderwał i zmałrł wkrÓtce potem (1596). Elżbieta została 
z czworgiem małych dzieci, z których naj starsza córka, 
Zafia, miała pięć lałt. Elżbieta zdecydawała s:ę pozostać 
wdową, co nie była wcale rzeczą prostą, bo rodzina 
2Jw
kle naciskała na zawarcie nowego ZWiąZlku, a za- 


106 


--
		

/Licencje_055_06_109_0001.djvu

			t 


rząd obszernych dóbr wymagał męskiej ręki. Tę rękę 
posiadała Elżbieta, a raczej może, jak pisze współczesny 
biograf, "ząb Gostomskich". Ten "ząb" u marszałkowej 
zgoła niemały. Oto, gdy przybył do .niej w odwiedziny 
możny pan, proltestant, w sześćset koni, przeraziła się, 
że chce ją porwać, a pr'zymusiwszy do ślubu, potem 
akt przemocy ulegalizować. Uzbroiwszy tedy czeladź 
i sąsiednią szlachtę, ukryła ją w pomieszczeniach zam- 
kowych, a sama wystawnie przyjęła gościa i prosiła go 
do stołu. Gdy ten zaczął opowiadać jakąś mitologiczną 
bajkę o porwaniu, przerwała mu mówiąc: "Ja nie bajkę 
powiem, ale rzecz prawdziwą, na którę moje oczy pa- 
trzyły: jeden zuchwały wdowę porwał, za co w Warsza- 
wie łeb mu ścięto. Wtem porwawszy się od stołu, po- 
szła do pokoju". Zerwała ze ściany sztuciec męża i na- 
biwszy go (a może był nabity?), chwyciła puginał i mo- 
dląc się, stanęła w olmie. Rzecz była ukartowana. Ze- 
wsząd sypnęła się czeladź zbrojna, a gość bez pożegna- 
nia szybko z orszakiem wyjechał. łnni konkurenci, jak 
książę Janusz Ostrogski, byli ostrożniejsi. 
Elżb:eta prowadziła teraz żywot surowy i ascetyczny. 
ModHła się po d
iewięć godzin dziennie, kazała się bi- 
czować pannom służącym, nosiła włosiennicę, sypiała na 
podłodze, kładąc na łOr2:u krucyfiks. Gdy jej spowiedni:k 
zakazał dyscyplin ze względu na zdrowie, biła sama sie- 
bie pięściami, szarpała włosy i ciało drapała, rękę o zie- 
mię mocno biła, aż jej palce puchły. Wynalazła też spo- 
sób zastępujący budzik, by zatruwać sobie odpoczynek 
nocny: trzymała w pokoju pieski, które za lada poru- 
szeniem przerywały jej sen. Idąc spać, gasiła świecę na 
własnym ciele. W tej "cholerycznej" ascezie nie zanied- 
bywała umartwiania ducha. Kiedy się jej jakiś piesek 
pokojowy bardzo spodobał, kazała go utopić po kryjo- 
mu, bo go lub:ł,a i przeszkadzał jej na modli1wie. Pościła 
i suszyła trzy dni w tygodniu, a służebne jej na wyraź- 
ny rozkaz mówiły jej, co się im w pani marszałkowej 


I 
I 


'j 


107
		

/Licencje_055_06_110_0001.djvu

			nie podobało. Czy mówiły szczerze - też nie wiadomo, 
bo wiemy, że miała zauszniczki i pochlebczynie, poboż- 
ne dewotki. Te właśnie służebne dawały jej dyscyplinę 
"i w gębę padczas mocno biły". Tak to wyglądało. - 
Był później w XVIII w. pan, który polując na kaczki 
wpadł do głębokiej wody, a że pływać nie umiał, szedł 
na dna. Wówczas chłop chwyciwszy za czub pański wy- 
ciągnął go da łódki. Za to został aćwiczony, gdyż śmiał 
się tknąć pańskiego czuba, i dostał hojną nagrodę, bo 
mu uratował życie. Biły tedy służebne panią marszał- 
kową "pa gębie" z należną rewe,rencją, tym więcej że 
dwór trzymała krótko i przewinień nie darowywała. 
Dzieci chowała z dużą niezręcznością i bezwzględnością. 
Najstarsza Zofia do szóstegO' roku życia przebywała 
przy babce macierzystej w Sierpcu i tu była przez 
wszystkich lubiana. Wyrosła z czasem na osobę przy- 
stojną. "Albowiem że Pan Bóg przy zacności familijej 
i dziedzictwa na tak wielkiej majętności dał jej był 
urodę piękną, kompleksy ją subtelną, twarz wspaniałą, 
oko wesołe, obyczaje poważne, wzrost wysoki, do tegO' 
mądrość i roztrqpnaść wielką, także ludzkaść i przyjem- 
naść jakąś dziwną, że każdy na nią patrząc, niewinność 
w niej anielską uważać i zaraz szanować ją musiał", pi- 
sze biograf współczesny. Matka, pani marszałkowa, jej 
nie lubiła, a że zauszniczki dobrze to wyrozumiały, za- 
częły .mJ.osić platki na pannę Zofię i nawet jedna z nich 
rzuciła oszczerstwo dotyczące jej moralności, w CD mat- 
ka uwierzyła. Faworytką pani marszałkowej była ła- 
gadna i potulna Elżbieta. Córka Anna i jedyny synek 
Hieronim, czyli Jarosz, rychło zmarli. Pazostałe przy ży- 
ciu córki chowała pani marszałkowa umyślnie tak ostro, 
by zbrzydziły sobie pobyt na świecie i nabrały powała- 
nia zakonnegO'. Z Elżbietą poszło łatwo, Zofia długo się 
wahała, tym więcej, że całe otoczenie było .po cichu 
przeciwne planam ID 3 rszałk owej , nie mÓwiąc a radzi- 
n;e. Wuj Hieronim Gostomski, wojewoda poznański, 


108
		

/Licencje_055_06_111_0001.djvu

			-- 


godził się na oddanie Elżbiety do klasztoru, ale sprzeci- 
wiał się planom co do Zofii. O rękę tej ostatniej starał 
się syn Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Sierotki, woje- 
wody wileńskiego, za nim wstawiał się Sieniawski, pod- 
czaszy koronny, a i król Zygmunt III, jako najwyższy 
opiekun siemt, przechylał się do tych planów. Ale mar- 
szałkowa nie chciała ustąpić. Chcieli tedy krewni siłą ją 
zajechać i panny, a przynajmniej Zofię, zabrać. Matka 
nie dawała za wygraną, córki "lada o co łajała, biła i za- 
wstydzała, aby się były co naprędzej naparły z domu 
do zakonu". Z cichym zachwytem piszą o tym panegi- 
ryści. Zofia w dwa lata po potwarzy na rozkaz spowied- I 
nika poszła do matki i wyznała jej, że jest niewinna I I 
owej potwarzy, pod której ciężarem żyła nieustannie. I 
MarszaHwwa, napomniana uprzednio przez spowied- 
nika, mile ją przyjęła, ale P9stępowania nie zmieniła. 
Potwarczyni odwołała swe zarzuty dopiero na łożu 
śmierci, gdy Zofia była już w klasztorze chełmińskim. 
Zofia bywała na zabawach, ale przychodziły jej myśli, 
że za lat kilkanaście czy kilkadziesiąt uczestnicy pomrą 
wszyscy. Szarpana niepokojem, często przystępowała 
do sakramentów, aż wreszcie w czasie pielgrzymki na 
Jasną Górę w r. 1609 powzięła decyzję. Ale jeszcze 
wstrzymywała się z wyjawieniem matce; w powrotnej 
drodze u wuja, gdy chciał urządzić tańce, a marszałko- 
wa zaczęła płakać, córki rzuciły się do nóg wuja też 
z płac
em prosząc, by nie nastawał. Dopiero po czter- 
dziestogodzinnym nabożeństwie i całonoonych adora- 
cjach Zofia z si,ostrą wyjawiły zamiar matce i prosiły 
o zgodę na ślub czystości. Klasztoru nie umiały jeszcze 
wybrać. Obie panny złożyły śluby prywatne 17 lutego 
1tHO w Łuce. Uradowana matka przyjęła w służbę wię- 
cej czeladzi, by mieć zbrojnych na wypadek, gdyby 
Hieronim Gostomski dał pozwolenie na porwanie, 
i zdwoiła modły wraz z córkami. Zofia napisała wtedy 
raz jeszcze ślub swój na kartce własną krwią. Rzecz nie 
była łatwa do przeprowadzenia w razie zbrojnego na- 


109
		

/Licencje_055_06_112_0001.djvu

			jazdu, gdyż służba i dworzanie byli po cichu przeciwni 
oddaniu panny Zofii do klasztoru. 
Wybór przyśpieszyli jezuici, którzy bardzo chwalili 
reformę chełmińską i zasługi Magdaleny Mortęskiej. 
Popierał te plany Mikołaj Lancycjus czyli Łęczycki, 
surowy asceta i pisarz jezuicki, który był spowiedni- 
kiem - jak się zdaje - "dożywotnim" marszałkowej 
.i przebywał na dworze w Łuce. Śmierć Hieronima Gos- 
tomskiego pokrzyżowała plany rodziny. Pani mal'szał- 
kowa postanowiła skorzystać z dezorientacji krewnych 
męża, szczególnie podczaszego koronnego, i ruszyła 
okólnymi drogami przez Mazowsze północne, omijając 
trakty wielkie i gościńce, gdzie istotnie przygotowy- 
wano na nią zasadzki. Jechała we wrześniu 1610 r. 
w słoty, burze i szarugi, nie szczędząc koni po piachach 
puszcz mazowieckich - ku Chełmmi. W strachu wiel- 
kim przed niebezpieczgństwem wiozły matka i córki 
relikwie, trzymając je w rękach. Elżbieta zachorowała 
w drodze, ale się nie zatrzymano. 
W Chełmnie Magdalena przyjęła gościnnie marszał- 
kową, która obiecała ufundować klas2'Jtor za 40000 złp., 
drugie tyle przyrzekła jako posag panien przy przyję- 
ciu do nowicjatu, a jezuitów miała ufundować za 60000 
złp. tam, gdzie by najbardziej było potrzeba. Magda- 
lena, dobrze usposobiona przez jezuitów, przyjęła pan- 
ny Sieniawskie do nowicjatu po dziewięciu dniach pró- 
by, służebnicę ich jednak dopiero po sześciu miesiącach. 
Tymczasem marszałkowa za radą swego spowiednika 
rozmyśliła się i dała posagu tylko 4000 złp. za obie 
córki. 
Przyczyna tego była natury bardzo zasadniczej: spo- 
wiednik zraził się do Magdaleny i porządków panują- 
cych w Chełmnie i przekabacił od r,azu marszałkową 
tak, jak ją przedtem namówił. 
Magdalena uważała, że ona jest kierowniczką du- 
chową swych zakonnic i na tym tle doszło do oziębie- 
nia stosunków z ks. Janem Korczewskim rektorem je- 


rl 


110
		

/Licencje_055_06_113_0001.djvu

			- 


zuitów z Torunia, który chciał objąć kierowruictwo. Rek- 
tor przedstawił swe zastrzeżenia spowiednikowi mar- 
szałkowej, ks. Mikołajowi, składając winę na matkę 
Mortęską. Jak można sądzić, ksiądz ten Illależał do od- 
łamu rygorystów. Poza tym był wyznawcą nowego 
wówczas kierunku w teologii moralnej: pylo to praw- 
nicze rozważanie każdego grzechu i ocenianie go bardzo 
skrupulatne. Owi rygoryści mniej uwagi zwracali na 
ogólną postawę wobec Boga, gdyż szczegółowe roztrzą- 
sanie każdego grzechu przenosiło w praktyce (jeśli nie 
w teorii) punkt ciężkości na sprawy moralne. Ale o za- 
gadnieniu tym trudno coś więcej powiedzieć z powodu 
braku szczegółowych badań w Polsce. 
Ksiądz Mikołaj zaczął codziennie głosić kazania dla 
zakonnic, którym powiedział, że w drodze do klasztoru 
poczuł smród jakiś, z czego wywnioskował, że tu jest 
grzech śmiertelny. Następnie nauczał o sumieniu ..tak 
subtelnie. że się ich wiele w zgromadzeniu potrwożyło, 
gdyż 'dokł,adał do tego, że się ich wiele zwodzi złą spo- 
wiedzią albo głupim spowiednikiem, albo niedostatecz- 
nym w mocy rozgrzeszenia. A co wiedzieć, jeśli miał 
moc, jeśli nie był w grzechu, jeśli cię zrozumiał i wiele 
innych okolkzności. Aż i to, a co wiedzieć, jeśli był po- 
rządnie święcony, jeśli był chrzczony ten spowiednik, 
przed którymeście się spowiadały, twierdząc, że wszyst- 
kie spowiedzi wniwecz". Tak to zapisała kronikarka 
chełmińska. Widać, że ów kaznodzieja zaczął wysokie 
rozważania teoretyczne, do których zakonnice nie były 
przygotowane i które brały dosłownie. Powstał niepo- 
kój. Poza tym zaczął dwóm nowicjuszkom, zapewne 
pannom Sieniawskim, wywodzić, że je źle uczą w nowi- 
cjacie i że należy "mieć afekt wielki do ojca duchow- 
nego, jako do środka, przez który do Boga przychodzi". 
Chciał też być wyłącznym spowiednikiem zakonnic 
i prosił, by nikt inny ich nie spowiadał, tylko ten, któ- 
rego on wyznaczy. 
W czasie pobytu ks. Mikołaja przyjechał do Chełmna 


111
		

/Licencje_055_06_114_0001.djvu

			- 


na kilka dni prowincjał jezuitów. Był nim wówczas 
o. Piotr Fabrycy (Kowalski). Magdalena prosiła, by on 
sam spowiedzi słuchał. Prowincjał sprostował wiele 
nauk i pism ks. Milwłaja i uspokoił skrupuły zakonnic, 
a niefortunnego spowiednika lekko upomniał. Odtąd 
ks. Mikołaj był wrogiem reformy chełmińskiej i nieraz 
go miała Magdalena napotkać na szlakach swego życia. 
W naukach, znalezionych przeze 'In'nie w rękopisie, jest 
egzorta o sumieniu i o spowiadaniu się z grzechów 
myślnych, umieszczona gdzieś w r. 1614. Może to echa 
owych nauk rygorysty? 
Marszałkowa przybyła znów w r. 1611 i chciała teraz 
zabrać córki z klasztoru w Chełmnie. Gdy Zofia odma- 
wiała, marszałkowa naciskała przez innych, "nigdy jej 
wesołego oka nie pokazała, ustawnie fukała, łajała, na- 
wet bHa przy siostrach drugich, kilkakroć bez żadnej 
przyczyny pogębek (policzek) jej dała, gdy nie dbając 
nic na słowa macierzyńskie, żadnym sposobem z nowi- 
cjatu (abo jako ona mawiała) z raju swego ziemskiego 
wyjść nie chciała". Tak zapisał jezuita nieznany z imie- 
nia, może ks. Fenicki, autor żywota Zofii Sieniawskiej. 
Kronika chełmińska zmilczała sprawę. Elżbieta z Gos- 
tomskich Sieniawska, nie mogąc sama nic wskórać po- 
słała do córki ks. Mikołaja, aby on "ociec jej duchowny 
i spowiednik dożywotni, na którym wielce polegała 
zawsze" córkę nakłonił do wystąpienia z nowicjatu 
w Chełmnie. Ale "panna mocno się trzymała". "Przy- 
szło do tego (jak pisze biograf), że mężnie i prawie Sie- 
niawskim z ojca a Gostomskim z matki odpowiedziała 
sercem i animuszem kapłanowi onemu: «Nie wierzę te- 
mu, żeby Pan Bóg to, co słyszę przez wrn. pana mówił, 
ale jakoś mi wm. pan był ojcem i przyjacielem życzli- 
wym gdyś mię w powołaniu moim umacniał i utwier- 
dzał, a nadto gdyś mi drogę do tego tu miejsca i zakonu 
pokazował i radził, tak teraz, gdy mię z zakonu tego 
wywodzisz, muszę wrn. pana mieć za szatana i za wiel- 
kiego nieprzyjaciela dusze mojej»". I więcej z nim roz- 


112
		

/Licencje_055_06_115_0001.djvu

			--- 


mawiać nie chciała. Marszałkowa, acz niechętnie, zgo- 
dziła się wreszcie na profesję córek. Nastąpiła ona 
4 października 1611 r. Marszałkowa dała wtedy za obie 
córki posagu 4000 złp., kieHch srebrny pozłocisty z pa- 
teną, srebrnogłowu (jedwabiu) z bi.ałą nicią łokci sie- 
dem'Ilaście, atłasu czerwonego wzorzystego łokci dwa- 
dzieścia. W dwa tygodnie po profesji zmarła Elżbieta 
Sieniawska, która już chora przyjechała do kl.asztoru. 
Marszałkowa odjechała. Swym temperamentem i upo- 
rem, swym "zębem" niemało miała przysporzyć kłopo- 
tów i klasztorowi, i pozostałej przy życiu córce. Chciała 
rządzić wszędzie, a surowe umartwienia umacniały jej 
wolę, nic nie osłabiając uporu. Zdaje się, że zajęła się 
teraz budową kościoła Św. Piotra i Pawła przy kole- 
gium jezuickim we Lwowie. 


II
		

/Licencje_055_06_116_0001.djvu

			-- 


. 


WOJEWODA I BISKUP 


Pan Maciej Konapacki był synem JerzegO', kasztelana 
chełmińskiegO' i Anny Kostczanki. Ożeniony był z sia- 
strą ksieni Dulskiej, Elżbietą, i miał z nią liczne patom- 
stwa: pięciu synów i trzy córki. A wansawał też po dra- 
binie dygnitarskiej ad sekretarza królewskiegO' do gad- 
naści wajewady chełmińskiegO', który ta urząd piasta- 
wał w latach 1605-1611 wraz ze starostwem grudziądz- 
kim. Owdawiawszy, obrał stan duchawny, i nie rezyg- 
nując na razie z wajewodz\ńskiej gadnaści, zabiegał 
o opróżniane przez Wawrzyńca Gembickiega biskup- 
stwa chełmińskie. Nie był jednak pewien, czy gO' Rzym 
zatwierdzi, ba przecie nie wiadoma, gdzie studiawał. 
Bywał "w rycerskim stanie", ta znaczy żałnierzem, po- 
sławał na sejmy i sejmiki, na sejmiku w Radzynie 
w r. 1594 brał udz!iał w burdzie wywałanej przez Ple- 
mięckich i został w niej ranny. Na sejmiku generalnym 
w Malbarku w)'lstępawał przeciw absadzeniu biskup- 
stwa chełmińskiegO' przez przybysza z Korony, gardła- 
wał przeciw podatkom. Mimo to znalazł drogę do króla, 
brał udział w kamisjach i paselstwach, a Zygmunt III 
mianował gO' biskupem. Sprawa zostawała w tajemnicy, 
chać kanonicy chyba o tym wiedzieli. WaJewoda udał 
się da Ornety na Warmię, gdzie widacznie przez kilka 
miesięcy dauczał się liturgii i tealagii. Otrzymał tu 
w tajemnicy święcenia subdiakonatu i diakonatu przed 
30 czerwca 1611. Jeszcze 23 sierpnia tegaż roku na sej- 
miku malborskim biskup-nominat występował jako 
człowiek świecki i wajewada. Kiedy otrzymał święcenia 
kapłańskie, kiedy zrzekł się godności wojewodzińskiej 


114 


--
		

/Licencje_055_06_117_0001.djvu

			-- 


i starostwa grudziąd
kiego - na pewno nie wiadomo, 
pono 28 sierpnia 1611 złożył urząd wojewoq.y. W końcu 
roku został zapewne wyświęcony, bo w początku stycz- 
nia 1612 rządził już diecezją. 
Nowy biskup nie miał praktyki w sprawach kościel- 
nych ani L'Jnajomości kanonów. Był przez całe życie - 
do siódmego krzyżyka - politykiem i dygnitarzem 
świeckim. Jako wojewoda miał władzę niewielką. Z pra- 
wa ustanawiał cennrki w miastach i sądził Żydów. Tych 
ostatnich w Prusach Królewskich prawie że nie było. 
Miał też wedle zwyczajów Prus Królewskich sądow- 
ni-ctwo karne, także nad szlachtą, ale nie posiadał żad- 
nego aparatu wykonawczego poza pachołkami i szlach- 
tą, którą mógł zwołać na zajazd, by wykonać wyrok. Ale 
był wielkim panem i senatorem Królestwa. Nauczył się 
przeprowadzać swą wolę przez drobne szykany i za- 
straszanie. Był człowiekiem gwałtownym i nietaktow- 
nym, a sakra biskupia nie usunęła tych wad. 
Był biskup Konopaoki szczególnie życzliwy dla klasz- 
toru w Toruniu. Zaprosił podczas zarazy r. 1602 za- 
konnice do swego dworu w Gronowie, oddał córki na 
wychowanie ksieni Dulskiej, swej szwagierce, i zgo- 
dził się, by dwie z nich, Zofia i Katarzyna, wstąpiły do 
klasZJtoru. Zostawszy biskupem, dał ksieni Dulskiej ge- 
neralnie prawo wyjeżdżania w sprawach klasztoru, gdy 
poprzednicy udzielali pozwolenia każdorazowo. Kazał 
jej wydać odpis protestacji, złożonej za biskupa Gem- 
bickiego, co dowodzi, że wiedział o planach wytoczenia 
Magdalenie Mortęskiej procesu w Rzymie. Toteż rządy 
jego miały być szczególnie ciężkie dla klasztoru cheł- 
mińskiego. Zres
tą nie tylko dla niego. Porywczy bi- 
skup żądał od szlachty składania płużnego, opłaiy, która 
zanikła w koń;cu XV w., a król w zamian za nią dał 
biskupowi chełmińskiemu Chełmno i Starogród z do- 
brami. Ale biskup Konopacki zaozął się teraz domagać 
jeszcze i płużnego. Na sejmiku generalnym maI bor- 


115
		

/Licencje_055_06_118_0001.djvu

			skim w r. 1613 groził ekskomuniką opozmym i propo- 
nował kompromis. Ostro odpowiedział mu nowy woje- 
woda chełmiński, Ludwik Mortęski, brat' Magdadeny, 
Biskup nie chciał dopuścić elblążan do udziału w sej- 
miku, bo podpadli pod banicję królewską, ale sprawę 
przegrał. Obronił za to prawo jezuitów do otwarcia 
szkoły w Toruniu. 
Zatarg z klasztorem chełmińskim zaczął się od przy- 
jazdu biskupa do Chełmna 19 czerwca 1612 r. Kazał 
rozrzucić płoty przy murach miasta i domki w wie- 
żach, by przywrócić miastu obronność, co dotknęło 
i klasztor. Potem zaczął kwestionować gramice posia- 
dłości, a do klasztoru usłużnie doniesiono, że mówił: 
"Mieszkają sobie by jakie księżne, musi je skrócić". 
Po tych przygotowaniach wysłał oficjała, Odineta Per- 
renot, do Magdaleny, by zwróciła posag Zofii Dulskiej 
(chodziło wciąż o sumy, wyłożone na kupno wsi Kow- 
róz dla jezuitów). Magdalena godziła się dać "z miłości", 
"bo ani mnie posagów zwracać, ani się go pannie ksieni 
upominać nie godzi, gdyż tego prawa duchowne i sama 
profesj.a nasza zakazuje". Stanęła tedy na gruncie pra- 
wa kanonicznego. Wtedy biskup KO'llopacki wezwał ją 
do Starogrodu na 30 ,czerwca 1612. Rozmowa jest tak 
charakterystyczna i zarazem przykra, że warto ją przy- 
toczyć. To nie były metody kościelme, ale wojewodziń- 
skie, które tu chwytamy na gorąco, zapisane w kronice 
chełmińskiej osobno jako słowa biskupa, osobno - 
ksieni. Zestawiamy je razem, jak toczyła się rozmowa, 
krótko streściwszy to, co dotyczyło owego długu, rze- 
komo zaciągniętego u Zofii Dulskiej na fundację 
e- 
zuitów w Toruniu. Biskup Konopacki żądał zwrotu z ty- 
tułu dekretu biskupa Gembickiego, Magdalena gotowa 
była dać 1200 złp. dobrowolnie, ale nie z tytułu wyroku, 
powołując się na przepisy prawa kanonicznego. Biskup 
zarzucił jej pychę i chęć upokorzenia Zofii Dulskiej, 
gdyż przez to przypisuje sobie nad nią przełożeństwo, 
"a jako jakie pęto na jej szyję tym chcecie włożyć, aby 


116 


...
		

/Licencje_055_06_119_0001.djvu

			wam za io dobradziejstwa była powinna". Zarzucił jej 
grzech i radził wejrzeć do sumienia swegO'. Ale Magda- 
lena nie dała się wciągnąć w dyskusję na ten temat 
i stała mocno na gruncie prawa kościelnego. Wtedy 
dyskusja zeszła na temat reformy reguły. 
"Biskup: - O dla Boga, także owa książka (reguła), 
pewnie że też o nią będzie czyniła [Zofia Dulska], bo te 
rzeczy z takim dokładem wydawają w Rzymie, jeśli 
dO'brze atrzymane. A ówdzie tytuły bardzO' wadzą, pa 
coście ją tam kładli (reforma miała dotyczyć i klasz- 
toru w Toruniu - to jest właśnie ów tytuł). 
Magdalena: - O książkę, proszę, niech mię [Wasza 
Miłaść] zaniecha, bo już dobrze ztwierdzona nie tylkO' 
zwyczajem przez kilka i 30 lat, ale aprobO'wana i kon- 
firmowana, i obrońcami dobrze opatrzona na wieki: bi- 
skup kujawski, legat i biskup chełmiński. Jeśli Wasza 
Miłość co takiego w tym czynić będziesz chciał, tam mi 
do ,tych dwóch ucieczkę ukazano; jeśli dobrze otrzy- 
mana, na inszym czas przez milczenie zachawała. 
Biskup: - Nu, a kiedy ona [Zofia Du1skal pośle do 
Rzymu, ale musimy tę książkę dobrze przesiać, prze- 
czytawszy ją pierwej od deski do des... 1 d. 
Magdalena: - Boże się pożal, że tytułów szukam, ale 
i w tychem ja nic nie winna. T'ak jakam ich nie szukała, 
takem a nic hie prosiła, niech [W.asza Miłość] pyta bi- 
skupów, czemu także w ,suplikacje i w liściech swych 
do Ojca św. kładli, bo mi tego nigdy nikt pokazać nie 
może, żebym się Q to starała. Do tegO' się znam, żem o to 
prosiła, aby te wszystkie łaski, o które się staramy, ścią- 
g.ały się i do tych klasztorów, które z Chełmna są osa- 
dzone albo jeszcze O'sadzone być mają, gdyżem już 
miała wiadomość o Jarosławiu i a Poznaniu, że też 
i Toruń wpisali, do nich tę rzecz odsyłam... 
Biskup: - Albo o tym nie wiecie, że ja was mogę ka- 
rać i to tam odmienić. 
Magdalena: - K,arać mnie Wasza Miłość możesz 
wprawdzie i proszę, abyś Wasza Miłość karał, jeśli we- 


117 


)
		

/Licencje_055_06_120_0001.djvu

			dle reguły swej nie żyję, w czym powinieneś mi Wasza 
Miłość dozór, abym wedle niej żyła, ale co odmieniać 
i stanowić na nas co inszego, Boże uchowaj, tego W,asza 
Miłość żadną miarą nie dokażesz, oprÓcz żebyście się 
Wasze Miłości wszyscy 'trzej za naszą prośbą na jedno 
zwolili. 
Biskup: - Rozkazuje tam [nowa reguła] mieć nowi- 
cjat osobno albo każdy klasztor ma taki Zbysławek 
(mowa o filii w Bysławku). Co to z tymi regułami albo 
mandatami, by mi i dziesięć papieżów rozkazywało, 
klatki to (pułapki), a kto mi to może rozkazować, czego 
ja nie mogę, ani żadna reguła nie może tego na nie wło- 
żyć, żeby nowicjuszki miały osobno chować. Co z tymi 
prawami duchownymi, klatki to tu u nas, jako na przy- 
klad: kiedy by mi papież rozkazał przyjąć sąsiada, nie 
powinienem tego uczynić, bo nie mam kędy ani miej- 
sca dla niego. 
Magdalena: - Nowicjat osobny Kościół św. wszyst- 
kim mieć rozikazuje i w regule naszej Benedykt św. toż 
rozkazał i dawne to rozkazanie, a ona [Zofia Dulska] 
powinna wiedzieć, czego się podejmowała i ślub czy- 
niła żyć wedle reguły. Na list spólny starać się o ka- 
sację pozwalam. 
BIskup: 
 Ale wróćmy się do pieniędzy; naznaczcie 
czas, na który byście jej dać mieli. A o tę kasację spól- 
nie się starajcie i spólny list napiszcie, bo jeśli ta spra- 
wa przyjdzie na mój sąd, pewnie, wiedzcie o tym, że 
stracicie. Apelacji żadną miarą nie dopuszczę. 
Magdalena: - Od dekretu Walszej Miłości pewnie 
apelować będę, bo każdemu woLne prawo, a na ostatek 
czyń Wasza Miłość, co się Waszej Miłości podoba, ja 
ufaml Bogu, że środki na obrol!1ę prawdy zradzi." 
Magdalena nie odpowiedziała na wszystko, nie wy- 
powiedziała się ostatecznie co do wspólnej z Toruniem 
supliki o kasację reformy chełmińskiej. Broniła do 
ostalvka tego, co nakazywało jej pra'wo kanonic2Jne i re- 
guła. 


118
		

/Licencje_055_06_121_0001.djvu

			Mimo napiętych stosunków z Toruniem, Magdalena 
doniosła 17 lipca 1613 Zofii Dulskiej o śmierci jej krew. 
nej, Halszki Dulskiej, ,zakonnicy w Chełmnie, prosząc 
o modlitwy i obiecując wzajemność. Było to wycią- 
gnięcie ręki. 
Dyskusja w Starogrodzie zachwiała pe,wnością bi- 
skupa K()[lopackiego. Sprowadzić postanowił z Niemiec 
(był z rodziny tradycyjnie spr,zyjającej Habsburgom, 
jak Kostkowie sprzyjali Francji) teologów benedyktyń- 
skich, aby z ich pomocą reformować zreformpwaną re- 
gułę. Naznaczył już nawet wizytację na 28 sierpnia 
1613, ale odłożył ją. Teologowie nie przyjechali. Po- 
stanowił też porozumieć się z legatem (nuncjuszem!). 
Konsekrował w lipcu rodzoną córkę, benedyktynkę 
w Toruniu, polecił rozsądzić spór o dług komisji z ks. 
Odinetem na czele. Będąc chory przyjechał 30 wrze- 
śnia 1613 do klasztoru w Toruniu zobaczyć córki. Zmarł 
1 listopada w Wąbrzeźnie. Kronika chełmińska zapi- 
sała złośliwą plotkę, że mu po śmierci Łzy krwawe pły- 
nęły z oczu. Od końca XVI w. szerzyły się bowiem 
mniemania niektórych teologów, że umarli dają znaki 
żywym, jeśli .są w czyśćcu. 


.oL
		

/Licencje_055_06_122_0001.djvu

			-- 


MODLITWA 


W tych ciężkich, przełomowych latach Magdalena 
szukała sił w modlitwie. Mamy dwa teksty z biografii, 
z których jeden mówi o .sposobie modlitwy, drugi o nau- 
kach udzielanych siostrom w pouczeniach na kapitule 
i w rozmowach prywatnych. "Dał jej też był Pan Bóg 
wielkie nabożeństwo w rozmyślaniu męki Zbawiciela 
naszego, wielkie w niem kochanie miała, nim serce swo- 
je chłodziła i wielką się słodkością Ducha Bożego w niej 
słodziła." Płakała, patrząc na krucyfiks, przez trzy lata 
tylko o Męce Pańskiej rozmyślała. "Upominała sama 
siebie ta panna, naprawując upadłe nabożeństwo 
w swym klasztorzę, onemi słowy: «Patrzaj a czyń we- 
dle wizerunku, któryć na górze kalwaryjskiej ukaza- 
no»..." A dalej pisze biograf: "Miewała też o tej wielkiej 
tajemnicy częste rozmowy z siostrami". Ułożyła też roz- 
myślania, które dała do poprawienia jednemu z jezui- 
tów; ten przejrzawszy je oddał jej i rzekł: "Nie masz 
tu co poprawować, ale nie wierzę, żeby to był biało- 
głowski dyskurs, wszakże jeżeliby to białogłowa pi- 
sała, Boże ją błogosław". Magdalena, bojąc się, że to 
pochlebstwo, chciała rękopis spalić, ale spowiednik za- 
bronił jej i kazał go dać innym do przepisywania. 
I oto mamy dwa anonimowe rękopisy. Jeden z nich, 
pisany w końcu XVI lub w początkach XVII w., ręką 
inną niż Magdaleny, zawiera doskonałe medytacje 
o Męce Pańskiej. Pochodził z Pomorza, pisała go kobie- 
ta. Piękne są te rozmyślania. Brak karty tytułowej, po- 
czątku i zakończenia. Część pierwsza zawiera medytacje 
o Męce Pańskiej, dzielone na cztery punkty, jak to było 


120
		

/Licencje_055_06_123_0001.djvu

			u benedyktynów. Autorka znała też apokryficzną ewan- 
gelię Nikodema, kitórą do
walano jeszcze rozważać. 
Starałem się zebrać dowody, ,Że to dzieło Magdaleny. 
Ale mimo wszelki,ch "poszlak" zabrakło dowodu prze- 
konywającego i ostaiec:zmegol 
Oto rozmyślania o pierwszej tajemnicy konania 
w Ogrojcu, z których część przytoczymy: 
,,(Uważaj) 3. Wielką pokorę i uczciwość, (z) którą się 
modlił do Ojca Niebieskiego, pokazując Mu krew swoję 
i ono gorzkie dziwowisko i smutku pełne, jakowe nigdy 
widziane nie jest po wszystkim świecie i nie będzie 
więcy widziane. 
4. Wielki sposób modlenia się i jego doskonałą rescy- 
gnacyją (sic) w ręce ojcowskie, bo nic inszego nie chciał, 
tylko żeby się naszczyrzy i naprości wola boska w nim 
działa. 
5. Skuteczność w modlitwie jednostajny, a iż tym 
dłuży się modlił, im bardzi nie mógł i na zdrowiu scho- 
dził, dlatego też pocieszon był od anioła i wysłuchany 
od Ojca, wielkim sercem zabieżał swym nieprzyjacio- 
łom. " 
Dalej autorka Rozmyślań poleca rozważać własne nie- 
dostatki, gnuśność, radzi modlitwę do Boga Ojca i każe 
dziękować Bogu za tak wielką miłość oraz "żądać łaski, 
byś zawsze uciekała się o pomoc jego w odpTawieniach, 
używając tego samego sposobu modlitwy, którego uży- 
wał Chrystus". Na końcu dodaje modlitwę: 
"Panie Jezu Chryste, proszę Cię przez boleści Twoje, 
któreś w Ogrójcu ucierpiał, przez krew, którąś potem 
wylał, przez modlitwę, którąś czynił, a nade wszystko 
przez miłość nieskończoną, która Cię do tego przy- 
wiodła: co ja teraz wszystko ofiaruję Ojcu Niebieskie- 
mu, aby mi raczył użyczyć daru moditwy i uciekania 
się do Ciebie samego w utrapienich moich: w Tobie 
samym nadziję (sic) pokładania i abym zawsze mówić 
mogła: «Ojcze, jeśli to może być, niechaj mię m;inie ten 


121 


----- 


-
		

/Licencje_055_06_124_0001.djvu

			kieUch; nie moja, ale Twoja najświętsza wola niechaj 
będzie»". 
Tak wyglądają rozmyś!ania anonimowe z kręgu be- 
nedyktynek, może samej Magdaleny? 
Po przeszło trzydziestu latach znalazłem w Bibliotece 
Osso1i!neum rękopis z początków XVII W., zatytułowany 
Nauki duchowne, slużące do postępu duchownego, od 
moi drogi matki i dobrodziki wielki, panny ksieni, 
które mi dawala częścią w pospolitości z inszymi w ka- 
pitulach i rozmowach duchownych. Zaczyna się on 
przed r. 1607. kiedy autorka wyszła z nowicjatu, potem 
tekst biegnie tą samą ręką do r. 1616 włąc2Jnie, a póź- 
niej inna ręka kontynuuje od r. 1619. pr;zy czym są 
uzupełnienia starczą ręką z 1628 i 1630. Tekst kończy 
się rozważaniami w postaci nauki ksieni już zmarłej. 
podczas rozmyślań przy jej ciele. 
Czy są zbieżności owych Rozmyślań i Nauk? Chyba 
tak i to uderzające. choć nieczęste. Oto pod rokiem 1608 
jest "Romnowa duchowna. którą panna ksieni miała 
W ostatki zapusty" i jest tu mowa o konaniu w Ogrojcu. 
Przytaczam punkty zbieżne: 
,,3. Modlitwę do Ojca trzykroć przytaczając. 
4. Zupełna rezignacyj,a na wolą ojcowską. 
5. Trwałość do potu krwawego. 
6. A na ostatek tych sposobów Pan używa, jakich 
używają na wojnie z potykaniem z nieprzyjacioły: 
l. gdy postrzały lecą, upadają na zilillię (sic). 2. mie- 
cze w ręce biorą i wręcz się biją, 3. głosem jednakim 
wszyscy asło (sic) wołając, 4. Krwią się oblewają. 5. 
a na ostatek i umierają. 1. A tu Pan na,przód na zimię 
upada, 2. ręce z mieczem modlitwy wyciąga. 3. asło 
(sic) "Oj-cze" woła. 4. krwawym się potem oblewa, 5. 
w konaniu trwa. Abym nie przyszła w tę złość zasmu- 
cenia, których środków używać: 
l. bać się Boga l oziębłości, abym w nią nie wpadli. 


122 


..... 


- ----..
		

/Licencje_055_06_125_0001.djvu

			-- 


2. pobudzać się naukami rozmaitymi z Pisma św. 
i przykładów świętych, 3. martwić i zwyciężać w so- 
bie złe skłonności, 4. znosić skromnie błiźnich niedo- 
statki i krewkość". 
Umyślnie przytoczyłem obszerny wyciąg, by wyka- 
zać, że zbieżności datyczą raczej toku myśli; szczegól- 
nie oryginalne jest ujęcie Chrystusa jako wojownika, 
które nie opiera się ani na Ewangelii, ani na ojcach 
Kościoła, ani na współcze.snej literaturze ascetycznej, 
i jest jakimś oryginalnym wkładem, nie spotykanym 
na ogół w licznych współczesnych rozmyślaniach a Mę- 
ce Pąńskiej, które miałem w ręku. 
Kim byla owa ksieni, która dawała takie nauki? 
Ksienie były tylko u cystersek, benedyktynek i klary- 
sek. Dalsze światło na pochodzenie rzucają nauki na 
s. 185-190 z r. 1616, pisane jeszcze ręką pierwszą. 
"Tegoż roku (1616) miesiąc(a) maja dnia 4 panna ksie- 
ni upominanie w kapitule. Wszystkie zakony mają swe 
stepnie (sic) do wykorzenienia złości i do szczepienia 
onót. A jeśli obecny przełożony temu w te (sic) z który- 
kolwiek mi.ary podołać nie maże, mają ucieczkę jedni 
do swoich kapituł wielkich, drudzy do prawincyjałów 
swoich, drudzy do jenerałów..." Te zapiski z opuszcze- 
niami, czasem chropawe pod względem stylu, noszą 
właśnie dlatego znamię autentycZ'ności. Otóż ksieni 
wymienia na pierwszym miejscu zakon, gdzie odwoły- 
wać się mogą zakonnicy i zakonnice do kapituły wiel- 
kiej: to cystersi, benedyktyni takiej kapituły całegO' 
zakO'nu czy kongregacji nie mieli. PrO'wincjałów i gene- 
rałów mieli franciszkanie, dO'minikanie, jezuici, ale nie 
benedyktyni. Jest to wskazówka, że ksieni była bene- 
dyktynką. 
Dalej podaje ksieni "stopnie" ich zakonu: ,,1. stopień 
mamy w kapitułach prywatnych, 2. O'ddanie starszy. 
aby to uczynieła, czemu przeorysza podołać nie może, 
3. kapituła wszystkiego zgromadzenia, w który obie- 


123 



 


j
		

/Licencje_055_06_126_0001.djvu

			rają sióstr 4. i dawają jem moc i władzę na wszelką 
sprawę". Odpowiada to regule zreformowanej w Cheł- 
mnie: są kapituły sióstr starszych i młodszych, przewi- 
dziane w Deklaracjach, oraz wskazówka, że rządzi zgro- 
madzeniem przeorysza, od której jest odwołanie do 
starszej (tak się ksieni skromnie nazywa), wreszcie do 
kapituły wszystkiego zgromadzenia, to znaczy kon- 
wentu. Żadnego odwołania do wyższej władzy nie ma. 
Jest natomiast nadzór biskupów: "...gdzie własnych 
swych czcić ani słuchać nie chcą, przychodzą na kara- 
nie mnichom, proboszczom a biskupom..." Jest to więc 
zgromadzenie nie posiadające egzempcji, czyli wyłą- 
czenia spod władzy biskupów, którzy mogli zlecać swe 
uprawnienia proboszczom. To już na pewno nie mogą 
być cysterski, k,tóre były egzymowane i ksieni jest 
benedyktynką. 
Chodzi teraz, z którego klas:zJtoru. Pierwsza ogólna 
wskazówka: raczej z takiego, który został skasowany. 
w XIX w., gdyż rękopis został zakupiony w 1. 1858- 
1859 przez Ossolineum. Klasztory nie skasowane, jak 
w Małopolsce Staniątki i Lwów, przechowywały pil- 
nie swe biblioteki. Druga wskazówka: w Naukach znaj- 
dują się zapiski z renowacji, czyli ponownego nowicja- 
tu, który wprowadziła reforma chełmińska. Ponieważ 
w Staniątkach reformy nie przyjęto, rękopis na pewno 
z klasztoru tego nie pochodzi. Trzeba więc ustalić, które 
klasztory benedyktynek - poza Staniątkami - miały 
w -tym czasie ksienie konsekrowane przez biskupa. 
"Panny starsze" były zwykle mianowane, tu zaś chodzi 
o ksienię. Otóż w r. 1607 ksienie były w Chełmnie, To- 
runiu i Lwowie. Toruń odpada, gdyż tu sprzeciwiano 
się właśnie renowacji. Pozostaje Chełmno i Lwów. 
Ksieni lwowska, Katarzyna Szaporowska, zmarła w r. 
1608 - a w Naukach nie ma żadnej przerwy ani 
wzmianki o zmianie ksieni. Poza tym klasztor lwowski 
przechował swe zbiory do r. 1945. W Żarnowcu, By- 
sławku, Nieświeżll były w r. 1607 1ylko panny starsze. 


124 


--
		

/Licencje_055_06_127_0001.djvu

			-- 


Pozostaje Chełmno, gdzie klasztor został skasowany 
przez władze pruskie w r. 1821, a biblioteka została roz- 
proszona; kronikę klasztoru znaleziono na probostwie 
na Kaszubach. W -ten sposób dochodzimy do wniosku, 
że ksienią udzielającą Nauk była Magdalena Mortęska. 
Kto Nauki spisywał? Otóż w r. 1607 konsekrowane 
zostały panny, które już przedtem czyniły profesję. 
Wedle przepisów reformy pozostawały one poza kon- 
wentem przez rok, aż do konsekracji, ale tej ostatniej , 
w r. 1606 nie było. Szósta konsekracja miała miejsce 
w r. 1601, siódma - dopiero w r. 1607. Autorka pisze 
narzeczem wielkopolskim z mazurzeniem, co może 
wskazywać nawet na północ, na okolice nadnoteckie 
(w transkrypcji mazurzeriia nie uwzględniam). Otóż na 
dwanaście panien konsekrowanych w r. 1607 było sześć 
z Wielkopolski, ale z nich cztery zostały w najbliższych 
latach wysłane na fundację do Poznania. Pozostały 
w Chełmnie dwie: Jadwiga Orzeiska z Krajny, staro- 
ścianka kościańska, kasztelanka rogozińska oraz Regina 
Benasiówna z Kalisza. Która z nich była autorką? 
Panna Orzeiska zmarła w r. 1617 jako subprzeorysza 
klasztoru chełmińskiego, a w rękopisie Nauk między 
r. 1616 a 1619 jest luka i od tej dstatniej daty pisze 
nauki inna ręka. Może tedy autorką pierwszej części 
była Jadwiga Orzeiska? 
Tak więc rękopis Naak pozwoli nam wejrzeć w we- 
wnętrzne przeżycia Magdaleny i konwentu. Źródło nie- 
zwykle cenne, bez analogii, choć czasem są opuszcze- 
nia, które przerywają tok myśli, bo może zaginęła jedna 
kartka lub więcej. Jak tedy przeżywała Magdalena 
ciężki rok 1613, gdy waliło się na nią tyle klęsk? Myśl 
jej biegła szlakiem b:blijnego kantyku: 
"Roku Pańskiego 1613 w kapitule słowa z pieśni, 
które mówieła oblubinica (sic) do oblubinica swego 
wzywając go do siebie: Przydź mieły (sic) mój do ogro- 
da swego a nie w [tu jakaś luka] boć już winnica nasza 


125
		

/Licencje_055_06_128_0001.djvu

			zakwitnęła i tymi akty [?] w zimi naszy pokazali. Głos 
synogarlicy słuchany jest i owoc wydała słodki gardłu 
mojemu. Jest winnica [owo?] że doktorowie św. rozu- 
mieją, doktorowie Kościół powszechny i wszystkich 
wiernych. Z dusze każdego człowieka chrześćjańskiego, 
która zakwitnie przez żądzę gorącę postępku 'W dosko- 
nałości, k czemu przez wykonywanie tych żądz owoc 
wydaje spraw, cnót i słodki dla miełości, z który po- 
chodzą, 3. wykład: rozumieją, być każde zgromadzenie. 
Te wszystkie rzeczy ja minąwszy (...) I to je[st] też 
zgromadzenie kożde jest winnicą, bo też mówię o zgro- 
madzeniu naszym, która zakwHnęła była". 
To są notatki, urywane, splątane, gdy ręka i pamięć 
nie nadążała za płomienną mową. To strzępy uczuć 
i przeżyć, pełne jakiegoś żaru. To zapisane przeżycie 
słów, może za trudnych dla słuchaczki. Zresztą to je- 
dyny tekst, potrącający o przeżycie mistycZ'Jle. Ale i on 
przechodzi od żaru wewnętrznego do ascezy. 
Prostsza była nauka "Roku Pańskiego 1613 grudnia 
24. Panny ksieni w kapitule napominanie o przygoto- 
waniu do przywitania Pana nowonarodzonego. Wszyscy 
sobie życzemy do ty stajni przywitać i powi'nną chwałę 
oddać 'llowona-rodzonemu Zbawicielowi, lecz tam nie 
każdy wniść może, bo tak sam powiedział: Żaden do 
mnie przyść nie może, jeśli go Ociec Niebieski lIlie po- 
ciągnie. Zaczem Jeronim św. woła: Żądaj, żądaj i pra- 
gni, aby cię pociągnął. 
1. Kogo pociągnuł (sic): napierwi do tej stajni wiernie 
czujących nad sZ1kodą swą, bowiem dobroć boska barze 
,tego chce pociągnąć i do Zbawiciela przywieść, ale 
sprawiedliwość boska przygotowane obiera, a nieprzy- 
gotowanych łaskawie, cierpliwie oczekiwa, kołacząc do 
serca ich często, aby się do przyjęcia łaski przysposa- 
biali przez czujność umartwieni.a. 
2. Przysposobionych ciągnie prędko, pilnie i potężnie 
wszystkimi okolicznościami jem dopomagając jako 


126
		

/Licencje_055_06_129_0001.djvu

			przygotowanym, aby szli i postępowali do przygotowa- 
nia i oglądania Zbawiciela swego. 
3. Jak[a] ta dobroć Boska, że oczekiwa wolny woli 
naszy, aby zaczęła, a do zaczęcia środki podaje, a jako 
prędko [dusza?] poc7Jnie przez straż nad sobą, martwiąc 
złe skłonności, :tak prędko i pilnie z potężną pomocą On 
nie omieszka, żeby mającym początek była dana po- 
moc, aby do postępu okwicie pomoc mieli. Przeto jeśli 
nie ciągnie, proś, aby buł (sic) ciągniony. A jeś1iż pra,... 
gnie, aby cię pociągnuł (sic), tedy pragni pragnąć, aby 
cię rpocliągnuł (sic). Tak Rezigneliusz uczy z doktorów 
św." 


Rezigneliusz to Bernardyn Rossignolo, jezuita, autor 
trak1:atu pt. O ćwiczeniu w chrześćjańskiej doskona- 
łości, który tłumaczył ks. Wojciech Półgęskowic, ka- 
pelan klasztoru che1miń'skiego, i ogłosił drukiem, przy- 
pisując k'siążkę kuzynce Magdaleny, księżnej Annie 
z Kostków Osirogskiej w r. 1612, a więc na rok przed 
ową nauką. 
W r. 1614 w zapusty - kiedy trwała burza o nie- 
przestrzeganie klauzury soborowej i wmawiano sio- 
strom, że są pod ekskomuniką - ksieni miała naukę 
o sum:eniu. Sumienie to "wł.asnego ser,ca umiejętna 
straż w okazyj ach do grzechu". Następnie podaje ksieni 
trzynaście cech dobrego sumienia - na pewno za ja- 
- kąś pracą teologi'czną czy ascetyczną i rozróżnia cztery 
rodzaje sumienia: dobre i spokojne, dobre "ale zawsze 
sturbowane", "złe a wżdy spokojne", wreszcie "złe 
a sturbowane". Rozważania te oparte są na Rossignolu, 
którego nazwisko au1:orka zapisek przeinaczyła na 
"Erzigneliu8z". W rozdziale VI rozróżnia on cztery 
stopnie, "po których szatan prowadzi do grzechu: 
,,1. poduszczenie, 2. pozwolenie, 3. ukochanie, 4. bro- 
nienie. Do kltórych pokusa z poduszczeniem przychodzi? 
Grzegorz św. mówi, że do zbawionych zabawą świętą, 
pobożmą pokusa przystępu nie ma. A św. Augustyn do- 


127 


-
		

/Licencje_055_06_130_0001.djvu

			kłada, że proznowanie węzgłówkiem szatańskim jest. 
Przeto kto próżnuje duchem, że się tuła myślami po 
rozmaitośd, a nie ma straży te[j] nad sobą, żeby się 
wracał do myśli i zabaw świętych i pobożnych, wnet 
sza1an jako pies na swe węzgłówko wstępuje, aby po- 
duszczał pierwy do myślenia, potem do patrzenia 
wnętrz:nymi oczyma na to, co nie należy i czego się wy- 
rzekł, zatem poduszcza aby pożądał, a jeśli pożąda i już 
pozwala, jeśli dla smaku, jaki ma w ony zabawie, po- 
tężnie się nie sprzeciwia, już na trzeci stopień kochania 
postępuje, a z trzeciego na czwarty barzo łacn:<> wstąpi, 
bo jako się kocha, .tak będzie chował i broniuł (sic). 
2. Potem wiedzieć trzeba, jakiego jest ułożenia wnę- 
trzny człowiek po tych stopniach żałośnie postępując, 
bo już na wszystkie cztery nie zaraz wstępuje, przeto 
na kożdym stopniu inakiJm się staje w myślach i spra- 
wach ten, który słucha poduszczenia a zaraz się po- 
tężnie nie sprzeciwia. Przychodzi nań niejaka bojaźń 
i struchlałość do rzeczy duchownych: trudność na roz- 
myślaniu, myśli wielość, na modlitwie tęsknóść. Za tern 
jakieś pomieszanie i rozerwanie wnętrzne, skąd wyrosła 
niespokojność, a rozumiejąc, że ten ciężar niepokoju 
stąd cierpi, że [nie po]zwala pokusom, zachodzi w myśl 
o stanie swym jako jest cię
ki i trudny, pełen pokus 
ciężkich i poczyna wątpić [czy] je zwycięży. A tern już 
na drugi stopień nakłada n,ogę i trapiony bojaźnią, 
brzydnie mu Zakon i wszystkie zabawy jego święte 
ogorszcza mu. A już mu te przed oczyma jego wnętrz- 
nymi stoją, do który'ch mu się wrócić nie godzi. Przecie 
dla ulżenia utrapienia mieło (sic) mu na nie patrzeć 
i o nich myślić, aby mogło być i onych używać, barzo 
by temu rad, a tam już w tym pozwala na sercu. Na 
tym wtórym stopniu już będąc już do rzeczy duchow- 
nych związany: do posłuszeństwa jak na męki, do na- 
bożeństwa ociężałość, sumpienie niespokojne, stąd z leda 
przyczyny w zasmucenie wpada, w którym Babilon 


128
		

/Licencje_055_06_131_0001.djvu

			w myślach buduje, a wszystkie straty obraca na stan 
powołania swego. Potem' za czasem sumnienie ugłasz- 
cze, bo mu ona oziębłość, rozpusta wnętrzna przydzie 
w nałóg, że już bez sumnienia będzie. Wszystkę wol- 
ność dawał myślom swym, aby nie wiem kaduk cały, 
wszystkiego jem pozwala. Czyż już bynamni sumnie- 
nia abo nie ma, zda mu się, że nawolnieszy bywa od 
utrap
enia, bo jeśli się czego boja abo żąda, a lnie ma, 
wnet utrapienia pełen, którego nie mogąc Zinosić, za- 
myśla domysły abo zabaw, abo do rozmów takich, 
które by zmysły pozwierzchne cieszyły. A o duszy 
myśli i co pożytecznego zdadzą mu się męką i ściśnie- 
niem serca, i już się nędznik odwracać wszystek poczy- 
na od wszelaki pobożności, wstępując na trzeci stopień 
kochania w tym, czego się buł (sic) wyrzekł [z] święty 
pohożności". I tu ksieni upomina, wzyw,ając do nawró- 
cenia. Doskonały ten obraz psychrki załamywania się 
zakonnicy kończy się optymistycznym akcentem na- 
wrócenia i ostrożności na przyszłość. 
Obok tych trudnych, ale głębokich i przejmujących 
nauk ,ascetycznych ksieni udzielała też nauk, jak roz- 
myślać, by uniknąć oziębłości. Opowiadała sceny 
z Biblii i przypowieści. Oto urywek: 
,,3. Historia o Mojżeszu, gdy wojnę wiódł z nieprzy- 
jacielem. Kiedy się modlił, w:ygrawał, kiedy ręce jego 
na modlitwie uwisły, przegrywało (sic), aż Aaro'l1 i Dr 
ręce jego wspierali. Aaron wykłada się «górny» to jest 
nadzieja, Dr wykłada się «uczyń» to znaczy miełość. 
4. Historia o winnicy, którą Pan sobie szczepiuł, na 
którą że mu tarnek i kw.aśnych jabłek narodzieła, przez 
proroka Pan żałośnie narzeka. 
5. Kiedy trzody patryjar'chy Jakóba legały, że wody 
do posilenia nie miały, abowiem studnice były zawa- 
lone od nieprzyjaciół kaminiami (sic): a trzody są nasze 
zmysły wnętrzne i sieły duszne. 
6. Słowa Salomonowe: mówi leniwemu: Idź leniwcze 


8 


129 


J
		

/Licencje_055_06_132_0001.djvu

			do mrówki, a naucz się jako ona nie mieszka czasu 
swego do roboty w lecie, żeby miała co jeść [w] zimie, 
ale leniwie siedząc za stołem, mając rękę w zanadrzu 
głodem umiera. O leniwcze, ściągnij rękę, a nie giń tak 
marnie!" 
Te przypowieści krótkie, jędme, treściwe jak przyto- 
czone wyżej i inne, jak o drzewie uschłym, przemawiać 
musiały obrazami i żarliwym uczuciem do zakonnic. 
Czyż można się dziwić, że je zapisywały starannie i za- 
pamiętywały? W nich leżała siła i moc przyciągają1ca 
reformy dokonanej w Chełmnie. Zakonnice żyły Pi- 
smem św., Testamentem Starym i Nowym, mówionym 
i śpiewanym częściowo w liturgii. Daleko odbiegła re- 
forma chełmińska od schyłku średniowiecza, gdzie się 
skupiano na litaniach i koronkach do Matki Bożej 
i świętych, do członków rodziny Marii i do aniołów. Re- 
forma trydencka, taka jak ją widzimy w tych Naukach, 
odrzucała na.bożeństwa partykularne i indywidualne 
i wracała do Pisma św. Wróciła też do ojców Kościoła, 
z których pism Magdalena czerpała owe alegoryczne 
tłumaczenia tekstu biblijnego, które tyle czaru dodają 
jej słowom. Myślę, że to coś nowego w naszym spoj- 
rzeniu na tamte czasy, coś bardzo żywego i pociąga- 
jącego: żywy człowiek, który przemyślał i przeżył 
słowa Biblii. Z tych słów czerpała Magdalena siłę, by 
przetrwać wraz ze zgromadzeniem burze, które się do- 
koła rozpętały. 


--
		

/Licencje_055_06_133_0001.djvu

			W ALKI O JAROSLA W 


Nie można powiedzieć, by Kostkowie, których wy- 
niesienie tyle zawiści budziło u ich krewnych, także 
KO'nopackich, nie wspierali dzieła ksieni chełmińskiej. 
Kuzynka jej, córka Krzysztofa Kostki, "pani Batorowa" 
(żona Stefana Batorego, bratanka króla), darowała ko- 
ściołowi klasztornemu srebrny kociołek do wody świę- 
conej (1607). Anna Kostczanka, córka Jana wojewody 
sandomierskiego, a wdowa po Aleksandrze Ostrogskim, 
wojewodzie wołyńskim, okazała się hojniejszą: ufun- 
dowała klasztor benedyktynek w Jarosławiu. W ten 
sposób część fortuny starego Konstantyna, wodza 
wszystkich dyzunitów i zaciętegO' wroga unii brzeskiej, 
przeszła na benedyk:tynki. Anna Kostczanka owdowiała 
w r. 1603 i sama chowała dzieci. Kilkakroć pisała, by 
Magdalena, cioteczna jej siostra, przyjechała obejrzeć 
miejsce -na klasztor w JarO'sławiu. Rokosz Zebrzydow- 
skiego opóźnił te zamiary do r. 1609. W roku tym Mag- 
dalena obrała miejsce na klasztor, omówiła zagospoda- 
rowanie -nabytych majętności. W r. 1611 udał się do Ja- 
rosławia nowy konwent, hojnie wyposażony. PO'ściel 
i książki (dwadzieścia O'siem tytułów polskich w trzy- 
, dziestu czterech tomach, siedem łacińskich w czterdzie- 
stu dziewięciu tomach, w tym brewiarzów nowych 
i oficjów N. Marii Panny pO' trzynaście) popłynęły Wisłą 
i Sanem na szkutach księżnej pani. Siostry jechały wo- 
zami, towarzyszył im ks. Wojciech Półgęs'kowiec, spo- 
wiednik, który miał też powiadomić o regule biskupa 
przemyskiego, ks. Stanisł,awa Siecińskiego (1609-1619). 
Starszą została najlepsza współpracownica Magdaleny, 


131
		

/Licencje_055_06_134_0001.djvu

			.. 


Dorota Kamieńska. Wraz z siostrami przeznaczonymi do 
Jarosławia pojechały trzy siostry do Lwowa, wysłane 
na prośbę ksieni Katarzyny Szaparowskiej i arcybiskupa 
Jana Zamoyskiego. Zdawało się, że wszystko ułoży się 
gładko, gładziej niż przy innych fundacjach. 
Nagle wiosną 1612 wybuchł.a burza. 
s. Mikołaj, ów 
powiernik pani marszałkowej, postarał się, by wyzna- 
czono na spowiednika sióstr skrupulata ks. Piotra. Ten 
pdmawiał siostrom rozgrzeszenia z powodu niedostatecz- 
nej klauzury. On i inni rygoryści uważ,ali, że tylko taka 
klauzura, jaka jest w klasztorach kontemplacyjnych 
w Rzymie, jest zgodna z prawem kościelnym. Nie znając 
dobrze prawa kanonicznego, nie 
dawali sobie rygo- 
ryści sprawy z tego, że Stolica Apostolska ma prawo 
tworzyć klauzury specjalne, odchylające się od norm 
soboru trydenckiego i zwyczajów rzymskich. Szermu- 
jąc naj nowszą literaturą ascetyczną, ks. Piotr głosił, że 
siostry są pod ekskomuniką, gdyż dyspensa jest niedo- 
sta'teczna i że kl.asztor chełmiński prowadzi dusze do 
potępienia. Powstała panika. Można sobie wyobrazić, 
że dojść mogło do rozstroju nerwowego i zbiorowej psy- 
chozy. Starsza, Dorota Kamieńska, załamała się wraz 
z częścią sióstr, lecz inne mocno trwały przy regule. 
Powstały wewnętrzne tarcia, panna Kamieńska wzy- 
wała Magdalenę. Rygoryści, mający duże wzięcie u bi- 
skupa przemyskiego, namówili go, by przyjechał na 
wizytację. Przybywszy, biskup Sieciński rozpa'trzył za- 
rzuty i zostawił wszystko po dawnemu aż do przyjazdu 
ksieni chełmińskiej. Tak rzecz się przeciągnęła od maja 
do grudnia 1612 ir. 
Kronika chełmińska szczegółowo przedstawia całą wal- 
kę o regułę, podając wszystkie zarzuty i odpowiedzi na 
nie. Niewątpliwie chodziło o dostarczenie materiału do 
obrony reguły w r.azie ponawiania się napaści. Ale tu 
opuścimy te szczegóły, bardzo zresztą ciekawe, a ogra- 
niczymy się do spraw niektórych, najbardziej jaskra- 
wych i najdonioślejszych. 


132. 


--
		

/Licencje_055_06_135_0001.djvu

			-- 


Gdy ksieni chełmińska przybyła w adwent r. 1612 do 
Jarosławia, k8. Piotr odmówił spowiadania jej, głosząc, 
że jest pod ekskomuniką. Także te siostry, które z nią 
przestawały, uważał za ekskomunikowanc. Magdalena 
nie ulękła się i posłała do Przemyśla z prośbą, by biskup 
na czas jej -pobytu pozwolił jej kapelanowi, który z nią 
przyjechał z Chełmna, słuchać spowiedzi w klasztorze. 
Biskup zgodził się na to bez trudu, a wtedy energiczna 
ksi.eni wypowiedziała posługi ks. Piotrowi, "że już wię- 
cej spowiedzi zakonnic słuchać nie miał". Zaczęła się 
rozglądać za innym spowiednikiem, ale wobec bolesnego 
rozdarcia konwentu w Jarosławiu prosiła jezuitów 
o spowiednika choćby dla kilku zakonnic - tych za- 
pewne, które uważały się za wyklęte. Rygoryści zaczęli 
od postawienia warunku, aby oświadczyła, że będzie 
posłus2Jna swemu biskupowi. Odparła, że nigdy nie była 
nieposłuszna "ani być chcę przeciwną woli starszych 
moich, oprócz żeby mi co przeciwnego ustawom i po- 
winności mojej rozkazywali". Spowiednikowi to wy- 
starczyło. 
Zaczęły się pertraktacje z ksienią chełmińską i na- 
mowy, by na trzy tygodnie odstąpiła od przywilejów 
papieskich. Magdalena doskonale zdawała sobie spra- 
wę, że przez to znalazłaby się pod cenzurami kościel- 
nymi i twardo odmawiała. 
Rygoryści, licząc na swe wpływy u biskupa. oskarżyli 
Magdalenę, że nie przestrzega klauzury nakazanej przez 
sobór trydencki, a biskupowi przypomnieli przysięgę 
stosowania kanonów soborowych. Chcieli, by kazał wy- 
brać ksienię i usunął klas2Jtor jarosławski spod władzy 
ksieni chełmińskiej. Kronikarka chełmińska na podsta- 
wie relacji Magdaleny zapisała, iż byli zupełnie pewni 
swego i próbowali przez intrygi i nacisk pobożnych nie- 
wiast, krewnych Doroty Kamieńskiej, przeprowadzić 
swą wolę. 
Magdalena nie miała nikogo do porady. Nie ulękła 
się jednak i na kilku arkuszach wypisała swe racje, od- 


133
		

/Licencje_055_06_136_0001.djvu

			czytała na kapitule i podała biskUipO'wi. Jej nieprze- 
ciętna inteligencja górowała nad jarosławskimi teo- 
logami tak bardzo, że biskup trzy dni studiował z ka- 
nonik.ami jej memoriał, analizując równocześnie za- 
rzuty rygorystów, prz.edstawione pr:zez rektara, ks. 
Angelusa - tym więcej, że mu przedstawiono, że cały 
konwent z wyjątkiem dwóch sióstr jest przeciwny 
Magdalenie. Na czwarty dzień biskup z kalllonikami 
przy;był do klasztoru, a wezwawszy z.akonnice, kazał 
czytać memoriał ksieni chełmińskiej i przekonał się, że 
konwent stai po jej stronie. Magdalena wymownie 
przedstawiła, jak przyjechaWlszy tu, zastała "to małe 
zgromadzenie w wielkim utrapieniu, zjednoczenie ich 
rozerwane, część jedna bez sakramentów osierociała 
i samą pannę starszą wspólnie ze wszystkimi pełną bo- 
jaźni i wątpliwości, nie wiedząc, czego się trzymać i za 
kim by iść miały, gdyż dotąd upewnione były o drodze 
swej, k,tórą im teraz pokazano być błędem ciężkim i za- 
traceniem wiecznym grożąc, jeśli jej nie ustąpią". Na- 
stępnde przedstawiła wszystkie argumenty rygorystów, 
z pa'Waływ,allliem się ich na "nowych autorów", na nie- 
umiejętmość komisarzy i nieświadomaść kanonów (daw- 
ny biskup chewiński a ówczesny kujawski Wawrzyniec 
Gembicki i nuncjusz!). Jezuiccy teologowie też "nie 
abaczyli się" zdaniem przeciwni'ków reformy, a Ojca 
św. aszukana. Ta wszystko zbijała Magdalena spokoj- 
nie, rzeczowO', rozumnie. Biskup przedstawił cztery 
zarzuty rygorystów co do spasobu praktykowania klau- 
zury. Były to sprawy drabne na pozór, np. że drzwi 
ostatnie ma zamykać siostra partulanka od wewnątrz, 
a nie świecka siostra od zewnątrz, cO' miała być zgodne 
z kanonami itd. Magdalena i na ta wszystko odpowie- 
działa, pa czym biskup Sieciński od razu wydał de- 
kret, zastawiając klasztor przy regule ustanowi'onej 
przez komisarzy papieskich, zapewniając starszą i sia- 
stry, że żadnej klątwy na sobie nie nosiły i nakazując, 
by go powiadomić, gdyby ktoś 'znawu je trwożył. Ale 


134 


-
		

/Licencje_055_06_137_0001.djvu

			została w nim jakaś wątpliwość, gdyż pozostawił to do 
najbliższego sejmu, gdzie się miał rozmówić z komi- 
sarzami: kanclerzem wielkim koronnym, biskupem ku- 
jawskim Wawrzyńcem Gembickim i nuncjuszem Rui- 
nim. Dekret zapadł 16 grudnia 1612. Biskup Sieciński 
ustanowił teraz nowego spowiednika, a ks. Piotrowi 
odebrał prawo spowiadania na terenie diecezji przemy- 
skiej. 
Było to zwycięstwo zupełne. Może pozornie zdawało 
się, że bi'skup tylko chwilowo umał regułę. Ale bliskie 
i serdeczne stosunki, jakie go odiąd łączyły z dziełem 
reformy, dowodzą, że postawa Magdaleny, jej siła cha- 
rakteru, prawość i nieprzeciętna inteligencja przeko- 
nały go do niej i do jej dzieła. Ale takie walki musiały 
ją kosztować. Wtedy to może, w tak ciężkiej próbie 
modliła 	
			

/Licencje_055_06_138_0001.djvu

			ska zawiera szczegółową relację księdza Wojciecha. 
Ostro.żność ta ,nie była zbyteczna: rygoryści raz jeszcze 
przypuścili atak na reformę chełmińską, a za nimi stała 
marsza
kowa Sieniawska, która chciała jedyną żyjącą 
córkę zabrać z konwentu chełmińskiego i uczynić ksie- 
nią w nowym, przez siebie fundowanym klasztorze. 
Biskup Sieciński chciał się przede wszystkim przeko- 
nać, czy reforma była dokonana przez biskupów i przez 
nich zgło.szo.na do. Rzymu. Ksiądz Wo.jciech przywiózł 
mu odnośne pełnomocnictwa biskupów kujawskiego. 
Pstro.końskiego i chełmińskiego Wawrzyńca Gembickie- 
go.. Ks. Wo.jciech był u tego ostatniego i u nuncjusza 
Ruiniego, który przedtem już pytał prowincjałów je- 
zuitów, jakie je1st ich zdanie o refo.rmie chełmińskiej. 
Otrzymał o.cenę pozytywną i przyjąwszy życzliwie ks. 
Wojciecha oświadczył, że zo.stawia bez zmian dzieło 
komisarzy, którego zmieniać nie ma prawa. 
Jezuici zatrzymali KS. Wojciecha, przedstawili spra- 
wę ks. Argentiemu, swemu wizytaltorowi przybyłemu 
z Rzymu. Ów zwołał dwukrotnie ko.nsultację prowin- 
cjałów: litewskiego ks. Bokszy, polskiego. ks. Fabrycju- 
sza, z udziałem teologów: ks. Łaszcza, Bembusa, Horzi- 
diusa (Ortiz, Hiszpan) i ks. Włoszka. Badano skargę 
i zarzuty marszałkowej, kióre przywiózł ks. Piotr, re- 
gułę chełmińską z Deklaracjami ,i kanony trydenckie. 
Uznano, że ksieni chełmińskiej nie moŻina stawiać za- 
rzutów łamania praw kościelnych. Chcieli się jeszcze 
przekonać, czy wyjeżdżała za pozwoleniem biskupów. 

s. Wojciech przedstawił pisma i uzyskał rezolucję 
ustną: "tam mi dopiero rozkazali po prostu milczeć, 
do. do.mu jechać i tego. tylko dojrzeć, aby się nie roz- 
przestrzeniało nad deklaracje". W listach do Magdaleny 
Mortęskiej ojcowie pisali, "żeby się wedle swej refor- 
macji, tak porządnie skończonej, trzymała". Pisał też 
do niej list utrzymany w ciepłym tonie biskup prze- 
my;ski Sieciński, który upewniał Q swej czujnej opiece 
i donosił, że ks. Piotr, "jako skoro dowiedziałem się 


136 


-
		

/Licencje_055_06_139_0001.djvu

			o nim, tak stąd umknął". Zdołał jednak dotrzeć do nun- 
cjusza z listami marszałkowej. Stawiała ona klaszto- 
rom reformy chełmińskiej zarzuty nieprzestrzegania 
klauzury, co biskupi przez niedbalstwo lub przychyl- 
ność niewłaściwą tolerują, twierdziła, że komisję uzy- 
skała Magdalena w Rzymie bez wiedzy biskupów. Nad- 
worny jej teolog zestawił teksty autorów (teologów), 
które sprzeciwiały -się postanowieniom komisarzy pa- 
pieskich, a marszałkowa żądała, "aby nasz klasztor (j.ak 
pisze kronika chełmińska) przez gwałt zawarto, osobli- 
wie samą ksienię, ,aby j-ą zawarto". Chciała pani Sie- 
niawska zabrać córkę z klasztoru w C
ełmnie i zbudo- 
wać dla niej własny klasztor. Nuncjusz uchylił się od 
oolj)owiedzi, zaznaczając, że trzeba posłać z tym do Rzy- 
mu, a gdy ks. Piotr wspomniał o prawie biskupów 
w tym zakresie, odesłał go do nich. Było to zwycięstwo 
kompletne. 
Biskup Konopacki, choć był chory, jak się zdaje, żył 
jeszcze i nie wiadomo, dlaczego nie podjął walki na 
sejmie. Magdalena jednak miała się na baczności. 
ZWTóciła się tedy z pismem do nuncjusza o inkwizycję, 
czy reguła jest w klasztorze chełmińskim przestrzega- 
na. Nuncjusz napisał, że na wizytację nie ma czasu, 
a konfirmacji nie potrzeba, bo reguła zreformowana 
wystarcza. Obiecał też pomoc w Rzymie, 'z czego Mag- 
dalena postanowiła skorzystać. W r. 1615 księżna 
Ostrogska, kuzynka jej i fundatoł"ka Jarosławia, wysła- 
ła ks. Śliwskiego do Rzymu. Magdalena uzyskała listy 
biskupów chełmińskiego, poznańskiego i przemyskiego, 
wstawiające się za reformą i posłała je do Stolicy Apo- 
stolskiej. 
Fundacja jarosławska rozwijała się teraz bez prze- 
szkód. Nie zachowała się jej kronika, ale tylko wykaz 
profesek, który zawędrował po kasacie do Biblioteki 
Ossolineum, akta zaś gospodarcze - do Staniątek. 
W r. 1613 odwołała Magdalena z Jarosławia Dorotę Ka- 
mieńską z trzema siostrami, a na ich miejsce pojechała 


137
		

/Licencje_055_06_140_0001.djvu

			jako starsza Anna Kostczanka, mistrzyni nowicjatu, 
a zarazem sekretarka i kronikarka z Chełmna z trzema 
innymi siostrami: Anną Kostczanką, swą bratanicą 
i dwiema Podleskimi. W ten sposób klasztor jarosławski 
stał się Jakby fundacją kobiet z rodziny Kostków: Anna 
z S
temberku Kostczanka zostala pierwszą ksienią 
klasztoru jarosławskiego od 9 października 1613, drugą 
ksienią była jej bratanica, też Anna, starościanka koś- 
cierska, od 21 maja 1642, trzecią - Anna Kostczanka, 
starościanka lipieńska, od 4 października 1656 roku. 


-
		

/Licencje_055_06_141_0001.djvu

			SANDOMIERZ 


Pani marszałkowa przekonała się o swej klęsce i po- 
stanowiła pójść do Canossy. Prawdziwa Canassa, ta 
z XI w., polegała na tym, że cesarz Henryk IV pozornie 
ugiął się przed papieżem Grzegorzem VII po to, by tym 
łatwiej go pokonać. Marszałkow.a nie znała na pewna 
historii walki cesarstwa z papiestwem, ale obrała tę 
samą dr,ogę. W r. 1614 stawiła się w Chełmnie bez ks. 
Piotra ofiarowując się zbudawać klalsztor w Sando- 
mierzu na dwanaście panien zakonnych z Chełmna. Da- 
wała na ta 40 000 złp. W zamian żądała plenipotencji 
od córki na wszystkie dobra ojczyste i macierzyste, 
a więc na całą fortunę po Prokopie Sieniawskim i spa- 
dek, który miała córce zostawić. Stanęła tedy intercyza 
za zgodą administratara biskupSItwa, ks. Odineta Pere- 
not. Jeździła w tej sprawie Magdalena z Zofią Sieniaw- 
ską iDoratą Kamieńską do Bydgoszczy, by tam wpisać 
umowę do ksiąg ziemskich, bo tego prawo wymagało. 
U zyskano też zezwolenie biskupa krakowskiego, Piotra 
Tylickiego, który zastrzegł przyjęcie przez nowy kon- 
went reguły reformowanej. 
W ciągu roku marszałkowa wystawiła drewniany 
klasztor i kościółek za 10000 złp. na nabytym poprzed- 
nio placu w Sandomierzu przy murach miejskich (plac 
kasZJtował też 10000 złp.). Wtedy Magdalena wysłała 
21 października 1615 nowy kanwent z dziesięciu sióstr 
chórowych i Itrzech konwersek. Dodała spowiednika, 
ks. Kaspra Choroniusza, i pannę świecką dla posługi. 
Starszą miała być jak zwykle przy początkach fundacji 
Darota Kamieńska. Magdalena wystarała się dla niej 


139 


.J
		

/Licencje_055_06_142_0001.djvu

			o mandat biskupa chełmińskiego Jana Kucbarskiego, 
nakazujący trzymać się reformy. Marszałkowa przy- 
słała po siostry trzy karety 'z końmi, wóz skarbny, kuch- 
nię, wozy, służbę, ponadto dwie ochmistrzynie (panie 
stare) i kapelana swego, jakiegoś ks. Wojciecha (nie 
Półgęskowica) . 
Wyposażenie było bogate, dużo k;siążek drukowanych 
i pisanych, były "karty ćwiczenia" dla nowicjuszek. 
Swoje własne rozmyślania "po dwoje brali", czyli 
w dwóch egzemplarzach. Pościel i bielizna, szalty, garn- 
ki, "zegarki ciekące 2", czyli klepsydry, "szczotki c'Zo- 
salne 2", "stoczków 7". Magdalena przepisała dokładnie 
porządek podróżny, bojąc się długich postojów. Zofia 
Dulska zapraszała nowy konwent do Torunia - Mag- 
dalena zgodziła się, byleby podróżnych nie zatrzymy- 
wała. Siostry miały półgłosem modlić się w karetac,h, 
odprawiać w ciszy rozmyślania, czytać głośno książki 
duchowne, które dano do karet. Wolno było półgłosem 
prowadzić rozmowy duchowne. Do Sandomierza poje- 
chało przodem dwóch księży, by klasztor obejrzeć i po- 
święcić. Wszystko odbyło się planowo. Siostry przyje- 
chały 1 listopada, w imieniu biskupa krakowskiego, ks. 
Piotra Tylickiego (ongi biskupa chełmińskiego i pro-' 
tektora reformy), wita'ł je w kościele archidiakon san- 
domierski, Marcin Wróblewski. Wszystko przewid,ziano 
z wyjątkiem zasadzki. 
W Sa'ndomierZJU czekał wysłany przez marszałkową 
ks. Piotr Studziński. Już w drodze spotkano go w Iłży, 
gdzie był u biskupa, którego nakłaniał do zmiany klau- 
zury. Panna Dorota, nauczona doświadczeniem, powo- 
łała się na regułę zatwierdzoną przez komisarzy i na 
pisma biskupów chełmińskiego i krakowskiego, nakazu- 
jące się trzymać reformy, które ze sobą widocznie mia- 
ła. Marszałkowa już poprzednio podstępnie uzyskała 
zgodę Magdaleny na przysłanie z Jarosławia dwóch 
sióstr, które w czasie poprzedniego za,targu opowiadały 
się za ks. Piotrem. Mi.ały one stać się zaczynem fer- 


140 


.....
		

/Licencje_055_06_143_0001.djvu

			---.otIIII 


mentu w nowym zgromadzeniu. Ks. Piotr kazał poczy- 
nić okienka zal
ratowane w drzwiach i zwolenniczki 
jego zaczęły się poroL'Jumiewać z nim skrycie pismami. 
Wtedy Dorota Kamieńska kazała skasawać awe okienka. 
Nie chciała też przyjąć brewiarz ów cysterskich, ale 
trzymała się reguły. 
Magdalena więc znowu pajechała do Sandomierza 
w r. 1616. Tu marszałkowa nadskała na adwołanie 
p. Doroty i naznaczenie starszą córki swej, Zofii. Wy- 
raźnie tedy chciała się rządzić w kanwencie. Magdale- 
na, widocznie znużona, zgodziła się na to, wzięła też 
starsze wiekiem siostry, przysłane z Chełmna. Starszą 
naznaczyła Zofię Sieniawską, mima jej młodości i "pło- 
chości" czyli lekkamyślności, którą jej w Chełmnie za- 
rzucano. Marszałkowa nie zgodziła, się, by któraś z sióstr 
starszych wiekiem została da pamocy córce i "usilnie 
rozkazywała i swojej karety dała, aby je ksieni z sobą 
do Chełmna wzięła". Nie wiemy, które siostry wróciły 
da Chełmna, ale widzimy tę scenę, gdy marszałkow,a, 
adziana w czarny habit benedyktynek, który sabie 
przybrała za strój z pobożności, "rozkazuje usilnie" za- · 
brać owe siostry. Jednakże sytuacja marszałkowej była 
trudniejsza niż przedtem. Nie tylko parażka jej w War- 
szawie, ale i nawe breve papieskie z r. 1.616, zatwier- 
dzające reformę chełmińską, nakładały wędzidło na jej 
niepohamowane zachcianki. 
I tak zaczęły się niespokajne dzieje wewnętrzne 
klasztoru sandomierskiego w pierwszych latach pa fun- 
dacji, kiedy marszałkowa ciągle chciała się mieszać do 
jego spraw i wzywała córkę da siebie. Zafia Sieniawska 
z wolna dojrzewała do stanowiska przełożonej, które 
przyjęła z obawą i płaczem pad naciskiem matki i z na- 
kazu Magdaleny Mortęskiej, jak pisze biograf ksieni 
sandomierskiej. 
W r. 1617 pani marszałkawa omal nie zginęła podczas 
najazdu tatarskiego pod wadzą Kantemira. Tatarzy za- 
łożyli swój kosz niedaleko Łuki, gdzie rezydowała pani 


141 



j
		

/Licencje_055_06_144_0001.djvu

			Sieniawska. Dworu nie zdobywali, ale marszałkowa 
z dwoma zakonnikami i ludem uciekła za Dniestr, na 
błota zwane Chaszcze. Tu dopadli ich Tatarzy. M.arszał- 
kow.a, potężna i otyła, przybrana w czarny habit, zwró- 
ciła uwagę jednego z Tatarów, który domyślił się w niej 
osoby znacznej, za którą można by wziąć niezły okup. 
Chciał ją tedy wziąć na siodło i porwać w jasyr. Ale to 
był cherlak Marszałkowa mimo umartwień była tak 
ciężka, że nie zdołał jej wsadzić na konia, tym bardziej 
że się broniła. Ciął ją tedy szablą raz i drugi, ale chybił. 
Uderzył sztychem i nie ranił, ale ogłuszył. Marszałkowa 
straciła przytomność i ocknęła się w błocie nad rzeką. 
Zaczęła wołać w rozpaczy pomocy św. Michała. Opodal 
w trzcinach ukrywał się z czółnem chłop imieniem Mi- 
chał, jej poddany. Myśląc, że to jego wołają, podpłynął 
i wziął marszałkową na czółno, !po czym ją zawiózł na 
brzeg, gdzie gałęzie zasłaniały ją od lądu i od wody. 
Tu przesiedziała dwa dni w trwodze, o głodzie i chło- 
dzie, słysząc nawoływania Tatarów, któr'zy - jak jej 
się zdawało - jej poszukiwali. Gdy niebeZJpieczeństwo 
. minęło, odnalazł ją inny chłop i odprowadził do Łuki. 
Po tych przejściach czterdziestokilkoletnia pani zacho- 
rowała ciężko i wezwała jedyną córkę do Stryja. Do 
Sandomierza doszły już były wieści, że marszałkowa 
dostala się w ręce Tatarów, toteż z wielką radością wy- 
ruszyła Zofia Sieniawska z kilku siostrami do chorej 
matki. Po powrocie zastała w konwencie niepokoje i za- 
targi. Złożyła z urzędu starsze zakonnice i odesłała je 
na renowację. Ta ostrość nie usunęła niezadowolenia, 
głównie starszych wiekiem zakonnic, przysłanych wi- 
docznie z Chełmna. Panna Sieniawska sama tedy 
wszystk,iego doglądała, :nawet w czasie choroby. 
Nie mamy dokładnych wiadomości o konfliktach 
w Sandomierzu. Nie dochowała się kronika klasztoru, 
a żywot p. Zofii Sieniawskiej, pisany przez nieznanego 
jel'Juitę, (o. Karnkowskiego lub o. Feniokiego), jest pięk- 
ny pod względem literackim, ale przedstawia sprawy 


142 


-
		

/Licencje_055_06_145_0001.djvu

			- 


tak, że zrozumiałby je ktoś, kto i tak wszystko wiedział. 
Autor nie cofa się przed podaniem drastycznych nawet 
szczegółów, ale chwali i marszałkową, i jej córkę, i całe 
zło zwala na szatana. Inne źródła - kronika chełmiń- 
ska - urywa się na r. 1618 i jest tylko krótka wzmian- 
ka pod r. 1615, że panna Sieniawska kilka razy brała 
siostry z klasztaru w Jarosławiu i odsyłała je, a w r. 
1620 prosiła o siostry z Chełmna, od czego się Magda- 
lena wymówiła. Żywot marszałkowej, pełen panegi- 
rycznych dla niej uwielbień, napisał jezuita, o. Waw- 
rzyniec Susliga, ale próżno w nim szukać wyjaśnienia 
spraw sandomierskich. 
A byłoby co wyjaśnić. Marszałkowa obróciła teraz 
swój ,animusz przeciw radzanej córce. Co prawda, uzy- 
skawszy zezwolenie biskupa, waziła ją z sobą aż na 
Wołyń do Ratna, gdzie Zofia ciężko chorowała, a matka 
zale,wała się łzami. Ale potem, przyjeżdżają1c da Sando- 
mierza, nie stawała w klasZJtorze, nie chodziła do ko- 
ścioła zakonnic, córki nie przyjmowała, a jeśli pnzyszła 
do benedy.ktynek "miasto pociechy pokornie i u macie- 
rzy6skich nóg leżącą i, choć bez dani'a przyczyny do 
takiej obrazy, przepraszają'cą córkę swoją, przy wszyst- 
kim zgramadzeniu lżyła, łajała, a czasem odepchnęła" - 
pisze biograf, jezuita. 
Co było przyczyną tych gniewów? Biograf podaje 
cztery i wcale niebłahe. Pierwsza, że p. Zafia prowadzi- 
ła niezakonny żywot i siostry rozpuszczała oraz że od- 
stąpiła od reformy chełmińskiej. Druga, że często wy- 
jeżdżała z klasztaru i siostry wysyłała. Trzecia, że ode- 
słała do Chełmna cztery siostry, które nie chciały zno- 
sić jej napomnień i same chciały wracać do macierzy- 
stego klasztoru; odesłanie nastąpiło za zgodą nowego 
biskupa krakowskiego, Marcina Szyszkowskiego. One 
to zapewne były źródłem pierwszych trzech zarzutów, 
w które uwierzyła też Magdalena. Czwarty i ostatni 
powód gniewu marszałkowej na córkę - to były żąda- 
nia panów Sieniawskich, krtórzy nastawali na budowę 
. 


143
		

/Licencje_055_06_146_0001.djvu

			mirowalI1ego klasztoru i kościoła. Marszałkowa, wziąw- 
szy jeszcze w r. 1614 plen
potencję od córki na zarząd 
jej dóbr, nie dawała jak widać pieniędzy. Sieniawscy 
uważali za dyshonor dla rodu, by krewna ich w "lada 
jakim klasztorze" była ksienią, a marszałkowa posądza- 
ła córkę, że ich do interwencji podmawiała. Dodajmy, 
że się klasztor spalił i znów odbudowano go w drzewie. 
Tymczasem i ksieni chełmińska, i marszałkowa napi- 
sały do biskupa Szysz'kowskiego w sprawie usunięcia 
Zofii Sieniawskiej z przełożeństwa. Biskup naznaczył 
zjazd na 5 sierpnia w Iłży - roku nie znamy. Zapewne 
był to r. 1622, gdyż wówczas wpisano do ksiąg konsy- 
storskich w Chełmży mandaty i pisma biskupów 
z r. 1614, dotyczące Sandomierza. Raczej jednak rzecz 
się stała w r. 1623, gdyż mamy list Magdaleny z 30 sty- 
cznia 1623, do arcybiskupa Wawrzyńca Gembickiego, 
w którym prosi go o obronę reguły chełmińskiej wobec 
tego, że biskup wileński przywiózł jakieś pismo z Rzy- 
mu i biskupi zastanawiali się nad jakimiś zmianami 
w przywilejach. Biskup kr,akowski Szyszkowski naru- 
szył je, jak się uskarża Magdalena, Móra odniosła się 
w tej sprawie do konserwatorów wyznaczonych przez 
Stolicę Apostolską i prosiła o wspólne pismo biskupów 
do Rzymu w obronie reguły chełmińskiej. Nie doszło do 
tego, ,ale zapewne interwencja prymasa i konserwato- 
rów reguły doprowadziły do zjazdu k,sieni chełmińskiej 
z biskupem krakowskim, marszałkową i Zofią Sieniaw- 
ską. Autor biografii tej ostatniej, opisując sprawę, miał 
przed sobą niełatwe zadanie, bo nikogo nie chciał ura- 
zić mówiąc, jak było. Dowiadujemy się tedy, że na za- 
rzuty p. Zofia nic nie odpowiedziała, ale odpowiedział 
biskup. Najpierw wytknął marszałkowej, że niesłusznie 
"na świątobliwą córkę następuje". Dodajmy: na pewno 
tak nie powiedział, ale zapewne wypomniał matce, że 
przecie ciągle domagała się, by córka przy niej była, co 
nie mogło nie przynieść szkód klasztorowi. Dodał, że 
i ksieni, i siostry jeździły za jego pozwoleniem. Nastę- 


144 


-
		

/Licencje_055_06_147_0001.djvu

			pnie miał się zwrócić biskup do Magdaleny, ganiąc jej 
to, że się niepotrzebnie z klasztorem sandomierskim 
kłóci. Nie była jednak mowy o kłótni, bo Magdalena 
była przełożoną. Toteż biskup zapewne powiedział, że 
nie ma podstaw da abaw a przestrzeganie reguły cheł- 
mińskiej, a zakannice odesłane zastały do Chełmna za 
jegO' wiedzą i walą. Tak zakańczył się kanflikt przed- 
stawiany przez biografa w niekarzystnym dla Magda- 
leny naświetleniu. Mima to wynika jasna z jego słów, 
że Magdalena nie upierała się przy swym zdaniu. 
Rok 1623 przyniósł pożar klasztoru. Jednak biskup 
Szyszkawski tak wysoka cenił rozwijające się talenty 
admtnistracyjne Zofii Sieniawskiej, że zgadził się na 
wybór jej na ksienię i kansekrawał ją, niewątpliwie za 
wiedzą i zgodą ksieni chełmińskiej (9 września 1624). 
Obecna była przy tym scharaw.ana marszałkowa, która 
jadąc da Lublina, zabrała z sobą córkę. W padróży, 
w Radawcu zmarła stara despotka 20 września 1624 r. 
Odtąd Zafia Sieniawska jest wreszcie sabą. Zrazu 
myślała o przeniesieniu klasztoru da Lublina, ale zre- 
zygnowała z tej myśli. Musiała toczyć spór o swe dzie- 
dzictwa, które zbrojnie zajechali krewni. Stawać tedy 
musiała przed trybunałami, prowadzić dwór matki bli- 
sko przez pół roku aż do razpuszczenia gO' i odprawienia 
służby, spłacać legaty matki. W r. 1628 zaczęły ją tra- 
pić przeczucia śmierci. 
Była Zafia Sieniawska żywa i wesała, mimo pakory 
i umartwień, pańska w swych wystąpieniach i nakazu- 
jąca szacunek. Kochała się w psach i trzymała brytany 
do pilnawania klasztoru. Była bardzO' muzykalna, pa- 
siadała dabrą pamięć, umiała po łacinie. Pisała wiele 
rozmyślań, także o Męce Pańskiej. Maże niektóre z nich 
adnajdą się w bibliotece seminarium w Sandomierzu. 
Biograf przedstawił ją jako wzorową zakonnicę; mima 
nieporozumień z Magdaleną Mortęską nigdy nie doszło 
do aziębienia stosunków, nie mówiąc a zerwaniu, 
a klasztor sandomierski przechowywał portret ksieni 


10 


145
		

/Licencje_055_06_148_0001.djvu

			chełmińskiej i trzymał się reformy, jak widać z pozo- 
stałych po zakonnicach rękopisów. Jeśli chodzi o du- 
chowość klasztoru, to szerzyła się tu wiara w zjawy 
dusz czyśćcowych, szatana i inne. W innych klasztorach 
reformy nie można zauważyć tych zjawisk w podobnym 
stopniu. Zofia Sieniawska wizji aż do choroby ostatniej 
(poza snami) nie miewała. 
Latem 1629 r. Zofia Sieniawska ,zachorowała. Czując 
nadchodzącą śmierć, wezwała do siebie siostry. I tu po 
raz ostatni zabłysła "płochość" panny Sieniawskiej, 
przemieniona we wspaniały heroizm: kazała przynieść 
wina i wypiła do sióstr strzemiennego. Zmarła 9 listo- 
pada 1629, a ostatnie niemal jej słowa skierowane były 
do Chrystusa: "Dilecte mi, pergamus, pergamus". "Umi- 
łowany mój, idźmyż dalej, idźmyż dalej". 


- 


....
		

/Licencje_055_06_149_0001.djvu

			l' 


. 


ROMA LOCUTA 


Magdalena przekroczyła sześćdziesiątkę w r. 1614. 
Czuła na barkach trud życia i z troską patrzała na "ro- 
zerwaną gromadkę". Do klasztorów w Toruniu, Żar- 
nowcu, Nieświeżu, Pozmaniu, Lwowie, Jarosławiu 
w r. 1614 przybył Sandomierz. W r. 1602 powstały za- 
lą:ŻJki klasztoru w Bysławku, w dobrach dziedzicznych 
Zofii Żalińskiej, profeski chełmińskiej. W r. 1603 ufun- 
dowany został klasztor ze srta
szą, p. Zofią Żalińską, na 
czele. Ale później wróciła ona do Chełmna z powodu 
choroby i klasztor był rządzony z Chełmna, skąd przy- 
słano urzędniczki. Rachunki przedstawiano też w Cheł- 
mnie, tak iż za życia Magdaleny była to jakby filia 
chełmińska. Zdaje się, że był tam nowicjat w r. 1612. 
Całe dzieło reformy wymagało jeszcze utrwalenia. 
Po śmierci biskupa Konopackiego Magdalena, oba- 
wiając się, by i jego następca, biskup Jan Kucborski, 
nie uległ akc
i prowadzonej przez Toruń, która krzyżo- 
wała jej plany za biskupów Tyliakiego, Gembi-ckiego 
i Konopackiego, zaczęła szukać ugody. Już poprzednio 
raJZ proponowała przez prowincjała jezuitów, o. Fabry- 
cego, swoje warunki. Gotowa była zapłacić 1200 zlp., 
ale nie z tytułu wyroku czy dekretu, gdyż to byłoby 
wbrew prawu kanonicznemu, ale dobrowolnie i dla 
zgody, w zamian za co Zofia Dulska wyrzekłaby się 
apelacji do Rzymu i przyjęła reformę. Po przygotowa- 
niu gruntu przyjechała Magdalena do Torunia 14 listo- 
pada 1613, a więc zaraz po zgonie biskupa Konopackie- 
go, ale dowiedziała się tylko o niezłomnym postanowie- 
niu Zofii Dulskiej posłania do Rzymu. Magdalena rzekła 


147 


... 


j
		

/Licencje_055_06_150_0001.djvu

			. 


- 


jej: "Przeto dla Boga proszę: obaczcie się i ja Pana me- 
go prosić będę, iż jeślim ja jest wam do obaczenia na 
zawadzie, aby mię jako zawadę ze świata wziął, a was 
oświecił, bo mi się zda, że wy umyślnie obaczyć się nie 
chcecie, ażby po mojej śmierci, za czym ja sobie umrzeć 
życzę. A to mówiąc, rozrzewniła się", zapisała kronikar- 
ka chełmińska, która była świadkiem rozmowy. Ale 
ksieni Dulska pozostawała niewzruszona. Raz jeszcze 
złożono protestację toruńską do akt oficjała w Chełmży 
w r. 1615. Jednak daje się wyczuć jakieś złagodzenie, 
choóby w zaproszeniu zakonnic jadących na nową fun- 
dację do Sandomierza, by zatrzymały się w klasztorze 
tOI"uńskim. Zofia Dulska nawiązała też stosunki z klasz- 
torem w Nieświeżu i posłala starszej, p. Dorocie 
z "Brunsberki", czyli z Braniewa, podarki. Zres
tą za- 
jęta była procesem o porwanie z internatu klasztoru to- 
ruńskiego dwóch panien Ostromeckich, sierot po pro- 
testancie Bartoszu Ostromeckim, które babka, katolicz- 
ka, oddała tam na wychowanie. Porwał je przemocą 
Aleksander Bąkowski, który odsiedział karę w więzie- 
niu pod wieżą ratusza toruńskiego i zapłacił ogromną 
grzywnę 1600 złp. w r. 1617. 
A tymczasem przez ks. Śliwskiego, jak wspomniano 
wyżej, kosztem księżnej Ostrogskiej czyniła Magdalena 
starania w Rzymie o potwierdzenie reformy zatwier- 
dzonej przez komisarzy w r. 1605. Wniosek: i petycję 
przesłali biskupi: przemyski, pozi11ański i chełmiński; 
biskup włocławski, Wawrzyniec Gembicki, wyłączył się, 
bo był przecie naonczas komisarzem. Papież Paweł V 
wydał 11 czerwca 1616 dekret pochwalny, a równocze- 
śnie też wyszło breve do biskupa chełmińskiego, wyra- 
żające pochwałę dla reformy. Dekret wprowadził unię 
klasztorów reformy i obowiązek wzajemnej pomocy. 
Ale go nie wydrukowano. Znalazł się w odpisie w ak- 
tach klasztoru toruńskiego. Ks. Wojciech Półgęskowic 
od razu wydał drukiem ponownie regułę, nadając jej 


148 


...
		

/Licencje_055_06_151_0001.djvu

			tytuł poniekąd bojowy Sprawa o reformacyj ej (Kra- 
ków, 1618), ale dał tylko wzmiankę o dekrecie. 
W Chełmnie ten list pochwalny odczytano wraz z bło- 
gosławieństwem dla Magdaleny, która "z płaczem taką 
rzecz od nich miała: Najmilsze Siostry! nie wynośmy 
się z tego, że nas Stolica Apostolska chwali, a to po- 
rządki nasze wsławiły się, że o nas ludzie tak mile rozu- 
mieją, a my się podobno inakszemi znajdujemy; bójmy 
się, żeby nam nie rzeczono: wzięłyście już zapłatę swo- 
ją". Zapisał to biograf Magdaleny, o. Brzechwa, ale 
wiemy, że przemówienia jej na kapitułach zapisywano. 
Te słowa Magdaleny tłumaczą wszystko: nie chciała 
chwalić się dekretem, nie kazała go zapisać w kronice 
ani opublikować. Wystarczyć musiała wZJmianka we 
wstępie do drugiego wydania reguły reformowanej. 
Równocześnie toczyły się rokowania z TorWliem. 
Prowincjał jeZJuitów, ks. Stanisław Gawroński, wraz 
z księżmi .z klasztoru chełmińskiego, nic nie sprawił. 
Spowiednik jezui,ta, który słuchał spowiedzi rocznej, 
"poturbował panny i ks. NosieIskiego, spowiednika ich, 
że wypowiedział służbę i odstał po święciech zaraz. Ta- 
ki pożytek z jezuitów" zapisała kronikarka 	
			

/Licencje_055_06_152_0001.djvu

			rnD, by żaden spawiednik "nie turbował' paniep taruń- 
skich o przyjęcie reformy (1619), ,ale dalej naciskał. 
Wreszcie w r. 1620 padwaił starania. Nie przestraszył 
się gJ"oźby zał.ożenia urzędu przez ksienię, ale groził r.o- 
zesłaniem sióstr da innych klaszt.orów. Poparli g.o lista- 
mi nowy prymas, Wawrzyniec Gembicki, i biskup płacki 
Henryk Firlej, brat przyrodni kisieni Dulskiej. Musiała 
się ugiąć i w dniach lł-25 września 1620 r. przez ty- 
dzień rak.owała w Staragrodzie i Chełmnie. Nie mamy 
szczegóławej relacji z r.okowań, ale w archiwum 
w SZJtakhalmie zachow.ał się list Zofii Dulskiej da arcy- 
biskupa Wawrzyńca Gembickieg.o z 16 września 1620 r. 
Jak z listu tegO' wynika, Wawrzyniec Gembi,oki wezwał 
Zafię Dulską da pajednania się z klasztorem chełmiń- 
skim i upomniał, by praktykawała cnoty zakonne po- 
kary i pasłuszeństwa. Pisał jej -też, że ksieni nieświeska 
wystąpiła z jakąś krytyką zref.ormowanej reguły i przy- 
pisywał ta zarażeniu "duchem taruńskim" alba raczej 
Zafii Dulskiej. Ksieni taruńska zaprzecza, by przyczy- 
niła się da jakiegoś pisma klasztaru nieświeskiego "na- 
ganiającegO' pracy wm. megO' miłaściweg.o pana w .ordy- 
nacyi na regułę Benedykta św. uczyni.onej, które by 
duchem taruńskim alba raczej maim miała być pisane". 
J ak zwykle uskarżała się na swe "sieractw.o" i prześla- 
dowania. Uskarża się, że zgromadzenie chełmińskie wy- 
starała się a nawą bullę Ojca św. Ufa jednaik Bagu, że 
"pa długich płaczliwych sierackich próbach" zwycięży. 
Insynuuje, że Gembicki potwierdził regułę chełmińską 
wbrew swej wali. Nie chce narzucania jednaści i do- 
maga się ustępstw ze strony klasztoru chełmińskiegO' 
("traszec:zJkę swegO' ustąpić"). Prasi arcybiskupa Q pa- 
mac i domaga się sprastawania "omyłek a klasztarze 
naszym, które ksiądz Krajewski w żądaniu Kamisyi 
Ojca św. w Rzymie nad wiadam.ość i zlecenie sobie po- 
ważył się udawać". Chadziła a refarmę klasZJtaru w Ta- 
runiu przez ksienię klas2Jtaru chełmińskiegO', czemu 
w Toruniu zaprzeczana. Była ta więc sprawa prestiżo- 


150
		

/Licencje_055_06_153_0001.djvu

			wa, wywołująca niezadowolenie "u samych domowni- 
czek zakonnych nie bez wielkiego żalu i ukrzywdzenia 
naszego". Gembicki chciał wraz z biskupami rOZJstrzy- 
gać spór na sejmie. napominając do zgody zakonnej 
i praktykow.ania cnót zakonnych, co ksieni Dulska przy- 
jęła z pokoTą, ale wolałd sama doprowadziĆ do kompro- 
misu. Właśdwie tedy chodziło o dwa punkty: o przy- 
muszenie do jedności, która zdaniem Zofii Dulskiej 
miała być dobrowołna, i o względy prestiżowe. Do tego 
się sprowadzał przedmiot sporu ze strony konwentu 
.toruńskiego i jego ksieni po kilkunastu latach walki. 
Ostatecznie ksieni Dulska reformę przyjęła. "A do tego 
musiało przyjść za jego [biskupa] wielkim usiłowaniem, 
że przyjęły panny toruńskie tę reformację chełmińską 
z poprawką niektórych rzeczy", pisze kronika toruńska. 
Biskup kazał odśpiewać w Chełmnie Te Deum, ale kie- 
dy odwiedził klasztor toruński, przekonał się, że opór 
trwa nadal i zmienił spowiednika. Była więc zgoda, ale 
tyłko jakby zasadnicza, bez .omówienia, na czym mia- 
łyby polegać zmiany. O to trzeba było dalej rokować. 
Była zgoda, ale słomiana. Magdalena przyjęła ją. I mia- 
ła rację. 
Sprawa reformy była wygr,ana, nie ,trzeba było 
zadrażniać niepotrzebnie innych. Przycichli odtąd ry- 
goryści i marszałkowa przestała wojować z ksienią 
chełmińską. Jeszcze tylko parę razy rygoryści podnosili 
w Poznaniu trudności, które się rychło skończyły. Cho- 
dziło teraz o to, by dzieło utrwalić.
		

/Licencje_055_06_154_0001.djvu

			KSIĄDZ WOJCIECH I SEMINARIUM 


Nazywał się Półgęskowic i pochodził z Pakośd. To 
małe miasteczko ,nad górną Notecią dawało szczególnie 
dużo powołań duchownych. Raz po raz spotykamy księ- 
ży zwących się Pakost. Pakostka, którzy nie muszą być 
z sobą spokrew:nieni. Ksiądz Wojciech był wśród nich 
tym, który chodzii do kolegium jezuitów w Poznaniu. 
Kronika chełmińska podaje, że w r. 1587 przysłali go 
jezuici "z poznańskiego seminarium ćwiczenia swego", 
a biskup Kostka zatwierdził go jako spowiednika i ka- 
pelana. Ksiądz Wojciech zwał się wówczas Mesochenius, 
z grecka, przełożywszy na tę mowę klasyczną swe na- 
zwisko Półgęskowic. Ale nie był z tego zadowolony, 
choć ta humanistyczna moda była powszechna. Może 
się krępował i szukał sobie nazwiska. W r. 1603 zwał 
się "Pułgęskowic", w, 1618 - "Pakostyens", w 1610 - 
Mesochenius Pacost (sic), "Pakostka", "z Pakościa". 
Otrzymał od ksieni probostwo w Czystem, ale się go 
zrzekł w r. 1599. Był to człowiek cichy, pokorny, łagod- 
ny. Pełen skromności i prostoty obracał się wśród tych 
spokrewnionych między sobą wielkich dam, które rzu- 
ciły świat, by wdziać habit benedyktyński. Wszak były 
w Chełmnie trzy córki Firleja, wojewody krakowskie- 
go, dwie Sieniawskie, córki marszałka wielkiego, trzy 
Sapieżanki, Kostczanki i tyle innych. Podrwiwał sobie 
nawet czasem z ksieni, gdy ludzkie środki wysuwała 
na czoło dla pomnożenia chwały Bożej. Oto, gdy o jej 
bratankę, córkę Ludwika Martęskiego, starał się hrabia 
Swiętego Cesarstwa, Gabriel Tamowski, Magdalena 
uważała, że "ten człowiek miał być w Prusiech wielkim 


152 


--
		

/Licencje_055_06_155_0001.djvu

			obrońcą religii ka'tolickiej" i popierała u brata zabiegi. 
"Ale też i sióstr swoich często o modHtwy na tę inten- 
cyją prosiła, a tern częściej i usilniej, im większy przez 
niEiktóre osoby to jej pragnienie wstręt mi.ało". 
A ksiądz Wojciech, gdy się wszystko roz'chwiało, iro- 
nizował: "A toż, prawi, wasze modlitwy, otoż starania 
i pieczołowania tak długie wasze". Podejrzewał, że pod 
pobożnością kryła się próżność. Magdalena odparła, że 
przyjęła porażkę jako karę Bożą i boi się, by Bóg na 
potomstwie jej rodu nie karał. 
W archiwum w Sztokholmie 2Jnalazły się listy Mag- 
daleny i jej brata Ludwika Mortęskiego do późniejsze- 
go arcybiskupa Wawrzyńca Gembickiego w tej sprawie. 
Listy zostały wywiezione przez Szwedów w czasie "po- 
topu" i u nich - ocalały. Otóż okazuje się, że inicjato- 
rem małżeństwa był ówczesny biskup kujawski i kan- 
clerz Wawrzyniec Gembicki. Chodziło mu zapewne, jak 
wynika z przytoczonych słów Magdaleny, o umocnienie 
katolicyzmu w Prusach Królewskich. W Prusach Ksią- 
żęcych było wiele utytułowanych rodzin protestanckich, 
na ziemiach polskich - żadnej. Widocznie przypisywa- 
no duże znaczenie osadzeniu na Pomorzu katolika ma- 
jącego tytuł hrabiego Świętego Cesarstwa. W ten spo- 
sób katolicy świeccy mieli się przyczynić do triumfu 
Kościoła. Ludwik Mortęski bardzo sobie upodobał "pa- 
na grabię", kasztelanica sandomie:rskiego Gabriela Tar- 
nowskiego i prosił Magdalenę, by w tej sprawie pisała. 
Potem poróżnili się o sprawy majątkowe. Ludwik do- 
magał się, by oprawa (wiano) jego córki była zapisana 
na dobrach własnych przyszłego zięcia, ale kasztelan 
sandomierski nie chciał się na to zgod2Jić. Termin inter- 
cyzy (Boże Narodzenie 1610) upłynął, w styczniu inter- 
weniował Gembicki. Magdalena wymówiła się pisząc, 
że nie mieszała się do tych spraw, a pisała list jedynie 
na prośbę brata. Teraz, po zerwaniu, pisała: "czemu 
abym zabieżeć mogła, nie uznawam się być sposobna 


1 


. 


153
		

/Licencje_055_06_156_0001.djvu

			i 


z wielu miar", i jedynie modliła się. List ten z 21 stycz- 
nia 1611 r. potwierdza tedy relację życiorysu. Trzy dni 
wcześniej odpisał Gembickiemu Ludwik Mortęski pełen 
urazy. Już po napisaniu listu był u niego "pan grabia". 
"Jakie ostre mowy były, siła by o tern pisać, ale ostat- 
nia mowa taka była, że czekać będę ostatniej rezolucyi". 
Nie wierzył w ugodę i cieszył się skąpy wojewoda: "Pan 
Bóg niech będzie pochwalon, że się to szydło z tego 
miecha wynurzyło". Panny o zdanie nie pytano. Za 
Tarnowskiego nie wyszła. 
Ksiądz Wojciech z temperamentu był naukowcem. 
Może nie miał wielkiego polotu, ale był na pewno do- 
brym filologiem i miał zacięcie literackie. Zapewne dla- 
tego zrzekł się parafii, nie szukał godności duchownych, 
ale pracował w zaciszu, tłumacząc księgi. Ogłosił osiem 
przekładów (Kasjana, Fatiego TJ, Turrecrematy wy- 
kład reguły św. Benedykta, Ariasa TJ, Rossignola TJ, 
Alvareza i Trithemiusza oraz patronał, czyli wykaz 
świętych benedyktyńskich). Ponadto ogłosił dwa wy- 
dania reguły reformowanej z Deklaracjami, opatrzyw- 
szy je wstępem. Prócz tego ten "niegodny kapłan klasz- 
toru chełmińskiego" napisał i ogłosił drukiem książkę 
ascetyczną Medycyna duchowna (Poznań, 1618) O!raz 
zostawił przekłady nie drukowane, które były jeszcze 
w Chełmnie po jego śmieI'ci. Był to więc dorobek nie- 
mały, tym: więcej że ksiądz Wojciech tworzyć musiał 
przynajmniej po części terminologię polską na polu 
ascetyki. Wymienił go wśród humanistów Prus Królew- 
skich szkocki pisarz Andrzej Loaechius. Nikt dotąd się 
nim nie zajął, nikt nie zanalizował, czy tłumaczył do- 
brze oraz jak wyglądały jego styl i polszczyzna. Pozo- 
stał cichy i nieznany, taki, jakim był za życia. A był to 
zapewne intelektualista czystej wody. Reprezentował 
na pewno duchowość ignacjańską, choć nikt ni
 :lJbadał, 
czy nie wnosił do niej cech indywidualnych. I tu mamy 
lukę, k,tórą trzeba by zapełnić. Nie był na pewno ksiądz 
Wojciech wielkim twórcą czy nowatorem, ale właśnie 


* 


IJ 


154 


) 


--
		

/Licencje_055_06_157_0001.djvu

			tacy ludzie cisi, skromni nauozyciele, wychowawcy, po- 
pularyzatorzy i kierownicy sumień urabiali duchowość 
szerokich kół, nie tylko zakonnic, ale i świeckich wy- 
chowanek dnternatów. 
Ks. Wojciech nie uchylał się od posług, jeździł do 
legata, kardynała Gaetaniego, w r.1597, redagował czy- 
stopis Reguły z Deklaracjami w r. 1605 i przedstawił go 
Wawrzyńcowi Gemlbicikiemu. Obronił go przed irytacją 
biskupa i powiózł zaraz zatwierdzony tekst do drukarni 
w Krakowie. Odwoził siostry na fundację jarosławską 
w r. 1611 oraz bronił sprawy reformy na sejmie r. 1613 
- i to bardzo skutecznie. Stał jakby w cieniu wielkiej 
osobowości Magdaleny i podziwiając ją, popierał jej 
dzieło. A ona, wyczuwszy jego zamiłowania i zdolności 
literackie, dawała pieniądze na druk lub wyjednywa'ła 
zasiłki od krewnych, jak od księżnej Ostrogskiej. 
Zakonnice otaczały Wojciecha prawdziwą życzliwo- 
ścią. Kronika chełmińska z dramatycznym napięciem 
opisuje jego ciężką chorobę w r. 1598, gdy półtara ty- 
gadnia był nieprzytomny. Przygotowano_go da śmierci 
i nawet wszystko do pogrzebu, ale zgromadzenie trzy 
razy z rzędu urządzało czterdziestogodzinne nabożeń- 
stwo za jego zdrowie przez dzień i noc, brało dyscypli- 
ny, podejmowało posty i inne pokuty na intencję wy- 
zdrowienia. I przyszedł do siebie w środę przed Bożym 
Ciałem. Dapieraż była radość, gdy doniesiono, że "przy- 
szedł do baczenia, a prosi o trachę gramatki". Co to 
była ta "gramatka"? Pole
a z wody i tartego chle- 
ba lub z chleba, piwa i żóHka. Zawsze w dziejach naj- 
gorsze potrawy mają wymyślne nazwy. 
Inni kapelani przychadzili i odchodzili - on trwał 
na miejscu. I wtedy w 1615 r. Magdalena powzięła asta- 
tecznie zamiar załażenia seminarium dla kapelanów, 
gdzie by klerycy żyli według przepisów reguły bene- 
dyktyńlskiej, choć bez składania ślubów. Po uzyskaniu 
święceń abowiązani byliby służyć klasztarom benedyk- 
tynek tak długa, aż nie zwrócą lub nie odsłużą wyło- 


155
		

/Licencje_055_06_158_0001.djvu

			żonych na wykształcenie sum. Gdyby nie było dla nich 
miejsc w klasztorach benedyktynek, mieli być zatrud- 
nieni w diecezji chełmińskiej, która własnego semina- 
rium nie założyła. Co prawda miało ich kształcić kole- 
gium jezuitów w Toruniu, ale nie było podstaw praw- 
nych do żądania, by kończąc nauki szli właśnie do die- 
cezji chełmińskiej. Alumnów miało być sześciu, ponadto 
prowizor, czyli zarządca, a zarazem spowiednik, który 
otrzymywał oSl)bną pensję. Prowizor miał od alumnów 
po sześciu tygodni.ach próby odbierać przysięgę, że bę- 
dą po skoń'czeniu nauk służyć w klasztorach benedyk- 
tynek (do których zaliczono kapUcę Mortęskich w Lu- 
bawie, z dwoma altarystami, którą w r. 1618 ufundo- 
wała Magdalena i hojnie wyposażyła), ,a gdyby nie było 
dla nich miejsca - przyjmą beneficja w diecezji cheł- 
mińskiej. 
Magdalena wy,posażyła seminarium w fundusz 11 500 
złp., do których ks. Wojciech dołożył 500 złp., zapewne 
oszczędności całego żyda. Założenie semina1rium wy- 
magało aprobaty p.apieskiej. Przywiózł ją ks. Śliwski 
z Rzymu w r. 1616. Magdalena obrała Poznań na sie- 
dzibę seminarium, ale z powodu wielkich kosztów i od- 
ległości przeniosła je w r. 1618 na rozkaz biskup.a Kuc- 
borskiego do Torunia. Zapisała też na ten cel kamienicę 
przy ul. Kruczej, zwanej dziś Rabiańską. Seminarzyści 
mieli uczestniczyć w nabożeństwach u Św. Jana i cho- 
dzić do kolegium jezuickiego na naukę. Było to dzieło 
wielkie i niezwykłe. Diecezje nie umiały się zdobyć na 
seminaria diecezjalne, a biskupi w drugiej połowie 
XVII w. zaczęli je oddawać zakonom, misjonarzom 
lub bartoszkom (czyli "księżom komunistom", jak wte- 
dy zwano to zgromadzenie wychowawcze, sprowadzone 
z Niemiec). Tu ksieni chełmińska zdobyła się na fun- 
dację małego seminarium o własnych siłach - rzecz 
bez precedensów. Ksieni Dulska nie chciała korzystać 
z usług wychowanków seminarium, ale dawała odtąd 


156 


--
		

/Licencje_055_06_159_0001.djvu

			-- 


j 


indywidualne stypendia klerykom, którzy zobowiązy- 
wali się służyć na przyszłość klasztorowi toruń- 
skiemu. 
S
minarium rozwijało się dobrze, aż w r. 1624 epi- 
demia zabrała pięciu kleryków bliskich święceń ka- 
płańskich i chłopca do posługi oraz prowizora ks. Hie- 
ronima, który im posługiwał. Został tylko "ksiądz 
Piotro". Ale potem słyszymy, że seminarium było czyn- 
ne w r. 1633 i kształciło nadal księży. Upadło zapewne 
po wojnach "potopu". 
Ofiara ks. Wojciecha zwróciła zapewne uwagę Mag- 
daleny na potrzebę zaopatrzenia starych wysłużonych 
kapelanów. Ufundowała tedy dom dla emerytów z od- 
powiednim utrzymaniem. Zbudowała w Chełmnie ka- 
mienicę na gruncie klasztornym i opatrzyła czynszem 
rocznym, na co uzyskała potwierdzenie od biskupa 
Jana Kucbarskiego. Stało się to zapewne w latach 
1618-1624. 
Ks. Wojciech żył jeszcze w r. 1620, kiedy wspomina 
go w liście Magdalena. Nie żył już w r. 1633. Był to 
skromny i' cichy, jakże pożyteczny i ofiamy współpra- 
cownik dzieła systematycznie i logicznie zbudowanego 
przez Magdalenę. Pozostało po nim - jak pisaliśmy - 
prócz dziesięciu pozycji drukowanych jeszcze "kilko- 
ro ksiąg nie drukowanych", które może się gdzieś od- 
najdą. 


, 
1
		

/Licencje_055_06_160_0001.djvu

			SŁOMIANA ZGODA 


Przysłowie maWI, ze słamiana zgoda je,S't lepsza ad 
żela2mej wajny. Niewątpliwie wiedziała a tym Magda- 
lena. Od ugady z września 1620 toozyły się rokowania 
a nową farmę unii i a zmianę "reformacji". Przed 22 
listopada był w Chełmnie rektar jezuitów z Tvrunia 
z własnym planem, zapawiedziala też przyjazd Zofia 
Dulska. Z materiałów zachowanych w a:rchiwum kon- 
wentu taruńskiega w)'lnika, że panny 'tamtejsze żądały, 
by nie "maJtka zakonna", czyli, jak można wyrozumieć, 
ksieni chełmińska, ale biskup pilna wał dyscypliny 
w lclasztorach. Nie chciały, by w akcie nowej reformy 
czy unii zapisano prawa zakonnic do odwoływania się 
da biskupa. Godziły się na pom
 wzajemną klasz,ta- 
rów, nakazaną przez papieża w r. 1616.. ale nie chciały 
brać zabowiązań i domagały się, by zagwarantowana 
zwrat pożyczki i zapisana ją na dobra,ch wspomaga- 
nego klasztoru. Tu widać z całą pewnaścią rękę ksieni 
Dulskiej. Dalej panny to	
			

/Licencje_055_06_161_0001.djvu

			awej bezapelacyjnej i upartej negacji, jaką spotyka- 
liśmy przedtem, nie jest też podważona ważność pasta- 
nowień komisji papieskiej z r. 1605. 
Drugi memoriał zawiera projekt nowej pasiaci unii 
z trzema klasztarami, ale z zachowaniem starej !reguły 
i uozestnktwem w zasługach zakonnych. CO' to może 
aznaczać? Wydaje się, że rektar jezuitów wysunął pro- 
jekt, by Ulnia klasZJtorów miała na czele c2Jtery najdaw- 
niejsze klasztory. Byłyby ta: Chełmna, Toruń, Nieśwież 
i Żarnowiec. Inne klas2Jtory by im podlegały. Tak było 
u cystersów, gdzie cztery klasztory macierzyste rzą- 
dziły swymi filiami. Torunianki godziły się na to, ale 
nie chciały przyjąć reguły reformowanej, tylko zacho- 
wać swoją starą, czyli cysterską z dyspensami. Chciały 
jednak (punkt 2) utrzymać wspólny tryb życia z in- 
nymi klasztorami, ale zachować też własne obyczaje. 
a każda ksieni miała być panią w swym klasZJtorze. 
Wzajemne stosunki miały polegać na "zobopólnej prze- 
strodze i nauce między przełożanymi" (punkt 3) i udzie- 
laniu pomocy w gwałtawnej potrzebie, np. przy obsa- 
dzaniu godności przełożonej O'dpowiednią osobą, ale 
z ,zachowaniem walnych wybO'rów. Pomoc maierialna 
miała być udzielana w formie pożyczJki z zapi'sallliem na 
dobrach klasztorru-dłużnika. Urzędni,czki klasztoru miała 
mianować ksieni (punkt 4). Wreszcie stałość miejsca 
(a więc brak przenosin) miała przytłumić plotki, a tak 
pojęta unia miala być li tylko związkiem miłości Wrla- 
jemnej, ale nie więzią prganizacyjną. 
Ksieni Dulska posłała Magdalenie w podarku ciepłą 
czapkę, pisywały do siebie w tonie serdecZll1ym i po- 
kornym, odwiedzały się i równacześnie wysłały listy 
do Nieświeża (1621). Rokowania toczyły się dalej w 1622, 
kiedy Magdalena miała jechać do Sandomierza w lecie 
tegO' roku. Stosunki ksieni chełmińskiej zNieświeżem 
były chłodne. Po śmierci ksieni Świętosławskiej w r. 
1608 starszą została tam przeorysza, p. Dorota Brądz- 
berska, czyli Hartmannówllla. Pochodziła z Braniewa 


159
		

/Licencje_055_06_162_0001.djvu

			i była niewątpliwie Niemką. Listy jej, pisane illiepo- 
radną polszczyzną, wskazują na ta wyraŹJnie. Braniewo 
dostarczało w końcu XVI w. wielu powołań do klasz- 
torów reformy chełmińskiiej. Dorota Bierentówna z Bra- 
niewa wstąpiła w 1580 r. do Chełmna i była przez czas 
pewien starszą w Toruniu, ale nie umiała sobie dać 
rady z konwentem. Były też Anna Al'tmanówna w Cheł- 
mnie, Pryska z Braniewa i Regina z Braniewa w Żar- 
nawcu, Anna z Ornety złotnikówna wstąpiła da Cheł- 
mna w r. 1613, aDarata Buzawówna z Braniewa 
w r. 1625 da klasztoru w Nieświeżu. Ale już w tym 
czasie większość pawołań z Wa'rmii płynęła da bry- 
gidek w Gdańsku alba do charyta'tywnego i wycha- 
wawczega zgromadzenia katarzynek, załażonego. na 
Warmii w r. 1571 przez Reginę Pratmann (t 1613). Da- 
rata Hartmannówna, ur. w r. 1567, wstąpiła do klasz- 
toru w Chełmnie mając lat 15, w 24 roku żYClia paje- 
chała do Nieświeża. Tu lata całe żyła prawie bez kan- 
taktów z Chełmnem, ba kupcy stamtąd nie jeździli z wi- 
cinami do Torunia i Chełmna ani Gdańska. Czuła się 
niewątpliwie obca w śradowisku nieświeskim. Na po- 
czątku wstąpiło tu sparo mieszczanek wileńskich i da- 
piera później zaczęły napływać szlachcianki, wśród 
nich córki rodów senatorskich, a nawet w r. 1621 wstą- 
piła Krystyna Eufemia Radziwiłłówna, obrana ksienią 
w 1644/45 r. W r. 1622 powstał nowy klasztor bene- 
dyktynek w WiLnie, dakąd kanwent przysłano z Nie- 
świeża, ksienią została Marianna Kuczkawska. Mag- 
dalena nie była zadowalana z panny Doroty i przesłała 
do spowiednika wileńsk'iego klas:1'Jtaru jakieś krytyc2Jne 
uwagi pod adresem konwentu nieświeskiego. P. Darota 
abraziła się, że nazwano siostry "padniankami" . Wi- 
docznie uznała ta za obelgę. Sięgnijmy do słowników: 
"Panna" pisana bywa'ła "Padna", a obok fOl'my "pa- 
nienka" był,a też gwarowa "paniaJnka". Magła być i "pa- 
dnianka", ale nie była się o co. obrażać. Panna Dorota 
przylgnęła teraz całą duszą da myśli o zmianie reformy 


160 


.......
		

/Licencje_055_06_163_0001.djvu

			i przysłała nawet w zimie 1622 umyślnego posłańca na 
koszt własny do Torunia, by jej przywiózł projekt no- 
wej "reformacji". Ale ksieni Dulska ją zbyła, pisząc 
też, że nie chce się wtrącać do trudności konwentu 
z Nieświeża z biskupem wileńskim. Jeszcze 28 grud- 
nia 1623 dopraszała się p. Dorota tekstu nowej "refor- 
macji" i książek Jakichś, ale było już za późno. W mar-o 
cu 1623 ksieni Dulska odmówiła przysięgi na reformę, 
czego żądał biskup Kucbarski. Sprawa tedy upadła -- 
biskup nie nastawał. 
Toruń przeżywał teraz okres swej ekspansji. Niestety 
nie znamy dokładnie jej d:zJiejów, gdyż w grudniu 1623 
zmarła kronika.rka, zawzięta przeciwniczka reformy 
chełmińskiej, Angelika HoHmallnówna i zapisy nie by- 
ły kontynuowane. Ale z akt wiemy, że w r. 1623 po- 
wstał klasztor w Drohiczynie z fundacji Wojciecha 
N'iemiry, wojewody podlaskiego, ożenionego z siostrze- 
nicą Zofii Dulskiej. W Łomży powstał klasztor w r. 1628 
z fundacji innego krewnego ksieni toruńskiiej, Adama 
Kossobudzkiego, wojewody mazowieckiego. Ubogo wy- 
posażony klasztor w Radomiu, na który uczyniła zapis 
siostra Zofii Dulskiej, Barbara Tarłowa, osadzono w r. 
1627. Starszą zos'tała tu córka fundatorki. 
W przeciwieństwie do tego rozwoju działalności ze- 
wnętrznej Chełmno przedstawia się słabiej. Korespon- 
dencja Doroty Brądzberskiej wskazuje, że były jakieś 
fermenty w kongregacji. W r. 1626, po dwóch latach 
milczenia Torunia, ozwała się Dorota do Zofii Dulskiej 
donosząc, że doszła do niej wiadomość o śmierci Mag- 
daleny i odprawiała za jej duszę modły, choć urazę na- 
dal żywiła o te "padnianki", despekty i milczenie. Py- 
tała, czy tedy Magdalena żyje? Ale dalszej korespon- 
dencji nie mamy. Magdalena podjęła ostatnią swą fun- 
dację - organizację nowego klasztoru w Sierpcu. Za- 
kładać go chciała ostatnia z zasłużonego rodu Bażyń- 
skich, Zofia Potulicka, w dobrach macierzystych 
swych - w Sierpcu (1624). Ksienią miała tam być 


11 


161 


-
		

/Licencje_055_06_164_0001.djvu

			Anna Potulicka, jej córka, ale dobra były oddane 
w zastaw do wykupu i nie dawały dochodów. Funda- 
torlm z córką wstąpiła do klalsztoru w r. 1625. W roku 
następnym wybuchła wojna szwedzka i klas:lJtor był 
w inędzy. Mamy list siostry Katarzyny Stryjkowskiej 
z SieI1pca r. 1627 do Zofii Dulskiej z prośbą o masło 
i gomółkJi sera. O pieniądze prosić 'zapewne nie śmiała, 
bo przecie Toruń domagałby się zapisu na mająłtkach, 
a te były już obciążone. Magdalena uzyskała jakąś po- 
życzkę, która nli.e rozwiązała trudności i obciążyła mie- 
nie nowego klasztoru. Konwent chełmiński wydał 
33 000 złp. na fundację w Sierpcu i był u kresu swych 
możliwości finansowych. 
W tych trudnych latach ksieni chełmińska ui'rzymy- 
wała słomianą zgodę z Toruniem z całą usilnością. 
I utrzymała ją. 


- 


......
		

/Licencje_055_06_165_0001.djvu

			OD POWIETRZA... WOJNY... 


W r. 1624 przyszła zaraza. Magdalena pisała o niej do 
Zofii Du1skiej w liście własnoręcznym z 24 grudnia 
1624: "Przyszedł czas i godZlina, aby były doświadczo- 
ne s}ugi Boże przez utrapienie jako złoto przez ogień, 
a co by w ty próbie znalazł woli swy świętej w nas 
przeciwnego, aby odpuścił. Pomóżcie prosić, pokornie 
proszę, a to nas wszystkich Ina pokutę i poprawę żywota 
zdrowo zachować z dobroci swy święty raczył. A ze 
wszystkiego niech będzie uchwal on na wieki". Pisała, 
że w seminarium w Toruniu :lJmarło pięciu kleryków 
"a posługę im ksiądz J eronim śmiercią swą zapieczęto- 
wał z chłopcem". Donosiła o zarazie we wsia,ch klaszto- 
ru, w Grabowie zmarło pono do czterdziestu ludzi, na 
folwarku .tylko urzędnik, "który i wszystkich zapowie- 
trzył, ułakomiwszy się na fraszki, że je tanie przeda- 
wano". "Powietrze" trwało jeszcze w r. 1625 i Magda- 
lena z siostrami chorymi i zdrowymi przeniosła się na 
jeden .z folwarków z miasta, gdzie szerzyła się epidemia. 
Tu zachorowała i było z nią tak źle, że siostry ją opu- 
ściły, by przygo'tować wszystko do pogrzebu. Miała 
wtedy lat siedemdziesiąt jeden. Nieoczekiwanie choroba 
ustąpiła i ksieni wstała i ubr,ała się. Wtedy jedna z sióstr 
powiedziała: "Kiedyć nam Pan Bóg teraz Waszą Miłość 
tym sposobem do zdrowia przywrócił, tedyć mamy 
mocną nadzieję, że nam długo żyć będziesz i nie lada 
jako umrzesz". Na to Magdalena: "Boga mego o to 
zawsze proszę, aby jako urodzenie moje i wejście na 
ten świat urodzeniu wszystkich lud2Ji jest podobne, 
tak 'też aby jednakie było zejście. Wiernci, żem jest ze 


I 


163 


.....
		

/Licencje_055_06_166_0001.djvu

			wszech przed Bagiem mO'im najgrzeszmeJsza. ale jed- 
nak. iż też ta wiem. że Pan Bóg niektórym ludziom. 
chO'ć grzesznym. daje ta w: nagrodę jakąkalwiek, że coś 
dabrega na świecie uczynili - że pa skańczeniu żywota 
ich znaki się jakie cudO'wne d2Jieją - ja Pana megO' 
proszę. aby śmierć maja była bez tych znaków widacz- 
nych. ale pospalitym wszystkim ludzi trybem. A jaka 
ich nie była przy narodzeniu moim, tylkO' płacz i la- 
ment, tak aby nie była przy konaniu, jedna łzy p(jkutne. 
TegO' sabie jednak życzę, jeżeli ta jest wala Baża, abym 
na wsi bez kaściała nie umarła. ale żebym jaka Jakub 
patryjarcha w grabie mO'im pachawana była, którym 
zbudO'wała sabie i miłym siostram maim, którem da 
Chełmna za sobą powabiła". 
Widać tu jak siastry - Q tyle ad niej młodsze - wi- 
dzą w niej świętą. a świętym tawarzyszyć miały. we- 
dług ówczesnych pajęć, znaki przy uradzeniu i przy 
śmierci. Magdalena zaprzeczyła. by były 'takie znaki 
przy jej urodzeniu i nie chciała ich przy śmierci. Wy- 
ra
nie domagała się, by jej nie chowana w osobnym 
grobowcu, ale we wspóLnej krypcie, którą dla kości 
dawna zmarłych zakannic i dla trumien sióstr zmar- 
łych za jej życia kazała wymurawać pad zachodnim ra- 
mieniem transeptu koś ciała klasztarnega w Chełmnie. 
Myśl jej obracała się dakała śmierci, siły słabły. Trzy- 
mała słamianą zgadę. 
Długie lata pokaju. wczasie których rósł ekspart zba- 
ża z ziem palskich i pamnażał dobrobyt, przysparzyły 
dO'chadów klasztarawi chełmińskiemu. Kranika zapi- 
sała. że karczowana krzaki i brana pod pług nieużytki, 
zakładana folwarki i asadzana chłapów (gburów) na 
gaspadarstwach. Pieniądze obracała Magdalena na fun- 
dacje, na wydawanie książek drukiem, na zamawianie 
dZJieł sztuki, na hajne jałmużny dla klasztorów i kaścia- 
łów. Raz pa T.az zapisywana jałmużny dla jezuitów, 
dla kapelanów. dla seminarium, dla domu wysłużanych 
kapel.anów, dla szpitali i kaściałów. Szczególnie dbała 


, 


164 


...
		

/Licencje_055_06_167_0001.djvu

			- 


o kaściół klas,ztarny, a kaplicę rodzinną w Lubawie 
i kapliczkę Św. Agnieszki w Chełmnie. Nie szczędziła 
kosztów ani pracy na hafty, sama wymyślała wzory, 
starała się a największą wspaniałaść nabożeństw. To 
wszystko skańczyła się, gdy na Prusy Królewskie spadł 
w r. 1626 najazd szwedzki króla Gustawa Adolfa. 

 S:zJwedzi, korzystając z cichega poparcia elekt ara 
brandenburskiegOI, wylądawali w PHawie, zajęli War- 
mię półnacną. Poddał się im Elbląg, padł pa krótkiej 
obronie Malbork. Król Zygmunt III zastąpił pod Gnie- 
wem drogę swemu stryjecznemu bratu, królOlwi szwedz- 
kiemu - i zastał pabity. Ale. hetman Kaniecpalski nie 
stracił gławy pa porażce i nadal zagradzał drogę nie- 
przyjacielawi. 
W latach 1627 i 1628 toczyły się krwawe baje na zie- 
miach pomorskich. Ota COl wówczas w naukach czy raz- 
myślaniach z r. 1628 mówiła Magdalena: 
"A już więcy !Uie pacrniętaj nieprawości naszych. Ota 
wejrzy, my wszyscy lud Twój jesteśmy, bolejem, że 
dom chwały Twajej spustoszał R. P. 1628. Da dobrego 
rządu inszych spakajnegO' Col zachow.ać [z] strony mnie 
.. samych (sic) i inszych nauka. 
l. Rozumieć się za sługę i niewOlInicę wszystkich, gdyż 
tak w samy rzeczy jest. Chrystus Pan mówi, że ten, 
który insze usługuje jest sługą, ma być jaka sługa. 
2. Ten urząd z wielką baja:lmią, pakorą, cierpliwością 
sprawować, gdyż sama reguła ni na kaga nie jest sraż- 
sza, jaka na przełażanych, grożąc patępieniem i arnych 
obwinując, COl by się kOlI wiek między trzodą Chrystu- 
sową nalazła przygannego. 
3. Mądrości da rządu dabrega potrzeba, raztrapności 
wielki, ota przeto barza się Panu Bogu padaibał, gdy 
król Salomon a ta Pana prosiuł aby mu dał mądrość, 
aby umiał rządzić lud J ega i dał taką, jaki żaden nie 
miał przed nim i pa nim te[ż] [nie?] masz. Naz[w]ana 
gOI 'królem spoikajnym dla wielki mądrości. Z łaska- 


165
		

/Licencje_055_06_168_0001.djvu

			wości bowiem wielki pokój za dni jego buł (sic). Ty 
mądrości potrzeba, abym ani w prawo ani w lewo nie 
wystąpieła w karności zatrzymaniu z uspokoj[e]niem 
i ukontowaniem (sic) kożdego str[z]egąc się, nie iż z afe- 
ktem popędliwym więcy jedny niż drugi dogadzając, 
folgując, przebaciwając (sic). A że tę Pan mądrość da 
proszącemu wierzyć i upewnić [się], że wysłucha, ba 
w tern co się rze[?]da chwały JegO' [i] zbawienia dusiZ 
należy, Bóg dobra nie odmawia, alie daje. Z nadzieją 
wiełką prosząc w rzeczach obojętnych może być ta 
wątpliwość, że Pan odmówi, bowiem co nam jest po- 
trzebniejszego, aniż my sami, jako gdy prosim o po- 
kój, pogadę, urodzaj. PO'wód łtrzeci - obojętne, lec[zJ 
o mądrość do rządu dobregO' prosić dla chwały Jego 
i zbawienia dusz nie odmawia. 
4. Potrzeba, ,aby:m macierzyńską miełO'ść miała prze- 
ciw wszystkim jednakową [...?] a raczy od samego Chry- 
stusa uczyć się, który wszystków (sic) ojców i matek 
przechodZIi, jako znosiwał oskarżonych, wymawiał jako 
onę cudzołożnicę osądzoną łaskawie odprawiuł (sic) 
z pobudką do dobregO' życia, onego powietrzem zarażo- 
nego uzdrowiwszy rzekł: Idźże a więcy nie grzesz i in- 
szych więcu (sic). Od tego się uczyć miełości, łaskawo- 
ści, aby kożdy z ukontentowaniem odszedł tak z po- 
kuty jako i strofowania megO'. Z tem[i], które niespo- 
kojne i przeciw mnie są obrażone, a w defekty często 
wpadają jako postępować. 
1. Dobrze takowym [życzyć?]. 2. Rana Boga usilnie 
prosić. za nich. 3. Jakbym nie baczyła tego, co przeciw 
mnie mówią, czynią abo mówią. 4. Nie sama prze się, 
alie przez inszych więc do obaczenia naprawiwszy sio- 
strę którą baczną, aby się z nią mową taką zabawiała, 
z który by s'ię ona obaczyć mogła, a gdy ktÓrą trzeba 
strofować, dobrze starać się o to, aby prędko pocieszona 
beła, choć nie przez sarnę starszą, alie przez inszą na- 
prawując; insze defekty mniejsze nie zawżdy strofo- 


166 


-- 


.....
		

/Licencje_055_06_169_0001.djvu

			wanie, alie postawą, jestami (sic) jakimi dać znac, ze 
je baczę do nich, aby się zawstydzieły i obaezeły stara- 
jąc się, aby beły wszystkie w uspokojeniu i wolności 
roztropny. Szkody jakie się znajdu (sic) z nieroztropny 
ostrości i nieukontentowanie powołaniem [pobudką?] 
do grzechów ciężkich, aż też insze zwykły się wiesić (sic) 
sami" . 


Czyniła więc rachunek sumienia ze swych rządów 
i pokutowała za porywczość. Zapewne nie była to 
nauka wygłoszona do sióstr. 
Modliła się też o zwycięstwo, ale na modlitwie otrzy- 
mała odpowiedź, że się nieprzyjacielowi będzie powo- 
dziło. Spowiednik uspokoił ją: "Nie frasujże się tedy, 
boć insza: będzie mu się powodziło, a insza: zwycięży; 
przeto czekaj końca a nie ustawaj w modlitwie". 
W dniach 11-12 lutego 1629 r. Szwedzi pobili woj- 
sko koronne pod Górznem i omal nie zdobyli zaskocze- 
niem Torunia. Wtedy to wybuchła panika w Chełmnie 
i nie tylko w tym mieście. 
Magdalena, nie mając się kogo radzić, zdecydowała 
się uchodzić z sFostrami Wisłą, na szkucie - do Byd- 
gOS2Jczy, gdzie jej gościnę ofiarowały klaryski. Tam 
zapewne poznał ją jakiś oficer wojsk cesaI1skich, jakiś 
książę, który prosił ją, by go przyjęła za syna i do- 
puściła do uczestnictwa w zasługach zgromadzenia. 
Prosił też -o paciorki, które potem nosił w największych 
niebezpieczeństwach, a gdy trzykrotnie kule poszarpały 
na nim odzież, nie czyniąc szkody, ofiarował klaszto- 
rowi kilka sznurków pereł. 
Po zawarciu rozejmu w Starym Targu (26 września 
1629) Magdalena z konwentem wróciła do klas2Jtoru i do 
spustoszonych dóbr, gd2Jie chłopów ograbiły wojska 
własne i posiłkowe cesarskie, a wielu poddanych wy- 
marło na zarazę, inni zaś uciekli. Trzeba było zaciągać 
długi, aby odbudowywać zniszczenia. Już nie było za co 
wspierać inne klasztory, jak Sierpc, ani wydawać dru- 


167 


....
		

/Licencje_055_06_170_0001.djvu

			kiem książek. Oto nauka Magdaleny na wilię 1630 r. - 
ostatnią, jaką miała przeżyć. 
"R.P. 1630 Kościół św. upomina nas, w Po[ś]cie upo- 
mina nas tymi sl1owy: jutro oglądacie twarz Pana. Ro- 
zumie to o kożdy z nas zaś [?] 
Na słowa pieśni Salomonowych: «Który się pasiesz 
między liliami i zbierasz je na nizenie rostące». Na te 
słowa natrafiałam myśląc, co. by wam, podać, gdyż ro- 
zumiem temu, że życzycie sobie kożdo z was, jako byś- 
cie Panu swemu podarunek oddali. Przeto co by za 
podarunek? Ten md się zda nasłusznieszy, abytmy Mu 
dali liliją, bo tam rad przebywa, uciechy swe ma i kar- 
md się nimi, a liliją, która na nizenie roście: Wejźmiż 
to sobie do uważania. Przypatrzmy się, kady roście: na 
nizenie; na pokorną duszę łaska Ducha św. [z]stępuje - 
2. Jako przy ziemi tylko. Ma 3..kwiatki ceglasty ferby 
(sic), 4. Pręt jej roście ku górze, 5. listki zostawując 
a sam pręt ku górze pnie. Umysł i żądzl\ ku Bogu coraz 
więcy goręca wyniesiona. 2. Listki dobry przY1kład zo- 
stawując inszem i uczynki, 3. Kwiatki 3' - śluby nasze, 
w tych się On kocha, tymi się pasie, stami (sic) się na- 
rodziuł (sic). Jaśnie widze
 ubóstwo, za ulubioną so- 
bie obrał a czystości, Boże uchowaj, co inaczy rozumie, 
jeno sema czystość sprawa Ducha św. Posłuszyństwo za 
pokarm swój miał, za pociechę. Podobną (sic) te kwiat- 
ki znajdziemy zwiędłe, od robaka napsowane, czart to 
osukał [?] i jest się czego wstydzić. Cóż cZYInić? Pospoli- 
cie wodą zioła ożywają; tak i my wodą łez skruchy, ża- 
lem te kwiatki ożywiwszy, ofiarujmy, starając się 
w czem osobliwem i nowem przysłużyć się Mu, a On to 
od nas wdzięcZJIlie przymie i wszystkie [z] tą liliją pódź- 
my do przywitania". 
I poszła do żłobka wigilijnego - po raz ostatni. 


......
		

/Licencje_055_06_171_0001.djvu

			W OCZACH LUDZKICH 


f 


Jak widzieli wspókześni -starą ksienię, której modli- 
twom się powierzano, którą uważano jakby za świętą? 
Zebrał tę opinie biograf-jezuita, o. Stanisław Brzechwa, 
głównie z ust sióstr, młodszych o wiele od założycielki 
i reformatorki. 
Widziały tedy siostry praktykę ślubów - zamiło- 
wanie ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Nie używała 
Magdalena słowa "mój", "moja", a gdy raz szukając 
zagubionej książki zawołała "to moja książka" - !Ze 
wstydu uderzyła się w twarz. Gdy spadła ze stołka i po- 
tłukła się, nie chciała prosić o maść dla siebie, ale pro- 
siła dla "jednej ubogiej". 1nfirmeI'lka zbywała ją tedy 
opryskliwie, a ona znosiła to z cierpliwością, aż jej na 
drugi dzień owa siostr.a dała maści w "jakiejś skorupie". 
Nosiła zużyte szaty, a na tej, której używała w końcu 
życia, było czterdzieści łat. Krewne jej czyniły oto wy- 
mówki siosirom i daTowały materiał na habit, ale gdy 
go uszyto, Magdalena nie chciała go nosić. Siostry jej 
pytały: "Czemuż to inne ksienie ro
tropnie sobie po- 
stępują? Dadzą sobie kupić, co potrzeba, chodzą jak 
przełożone". Ale ona tłumaczyła, że widocroie "insze 
zasługują to klasztorowi sowicie, ja zaś niepożyteczna 
i próżnująca nie zasłużę, nie zarobię". 
Biograf jej przypisuje czystości ducha respekt, jaki 
jej okazywali możni, z obawą nieraz idąc na rozmowę 
z ksienią. Ona zaś cieszyła się, że straciła w dzieciństwie 
oko, gdyż to ją ochroniło, jak mawiała, od pokus życia 
światowego. Unikała też hucznych przyjęć, na które ją 
zapraszali w czasie podróży możni panowie. Obraził slię 


169
		

/Licencje_055_06_172_0001.djvu

			a ta dumny HierOlllim Gostomski, wojewoda poznański, 
a brat ma:[
szałkowej SieI1liawskiej, który chciał dla Ma- 
gdaleny UTządzić przyjęcie na zamku w Wałczu. Ale 
Magdalena wyprosiła, by mogła jeść tylko z wojewodzi- 
ną, na co sarkał wajewoda: "Nie nowina mi miewać za- 
konnice i ksienie w domu m.oim, a żadna z nich takiej 
mi wzgardy chęci mojej jako ta nie pokazała". Ale się 
udobruchał i na wyjezdnym żegnał uprzejmie Magda- 
lenę: «Miałem za złe, że Wasza Wielmożność u stołu 
mego nie jadła, pragnąłem bowiem z Waszą Wielmoż- 
n.ością się namówić; teraz mówię, żem się zbudował z tej 
ochrony stanu swego i stateczności, żeś na mię respektu 
nie miała, swem)li stanoWIi panieńskiemu dogadzając; 
widzę, żeś Wasza Wielmożność prawa zakonnica, reguł 
swoich zakonnych i w drodze przestrzegająca. Odpuść 
wszystko, Bóg cię niech błogosławi, a po mn:ie się tego 
spodziewaj zawsze, żeć to odsługow:ać będę, kiedykol- 
wiek mię w czym używać będziesz»". 
Podziwiano p.osłuszeństwo Magdaleny, którą czasem 
ostro karcił biskup za zwłokę w wypłacie donatywy, 
czyli podatku dla R2Jplitej. Tak było w r. 1620 czy 1621, 
kiedy Turcy stali u wrót Polski i trzeba było szybko 
płacić należności - a Magd.alena pieniędzy nie miała. 
Biskup ostro zakaza'ł jej zastawiać lub dawać w dzier- 
żawę majątki. Posyłając pieniądze prosiła, by biskup 
spełnił groźbę izwolni'ł ją z zarządu majątk,aroi: "Niech 
z .okrętu tu tego klasztoru jako nieposłuszny Jonas będę 
do Zbysławka (Byslawka) wy-rzuconą, aby klaszt.or ten 
w pokoju był zachawany przy swej wolności. Na .odda- 
nie liczby z włodowania swego gotowam z łaski Pana 
mojego; z, błędów się wymawiać nie będę, bo w nich 
jako we wszystkim niedołężna znalezioną 
yć mogę. 
Jednak ZJa wielką i miłościwą 'łaskę od Waszej Wielmoż- 
ności dobrodzieja mego ta mieć będę, gdy w pokoju do 
pożądaneg.o kresu mego przyjść będę mogła, o którą 
uniżenie proszę i do tej się jako najlepiej oddawam". 
Biskup jej nie usunął, ale też w ostrych słowach zaka- 


170 


.......
		

/Licencje_055_06_173_0001.djvu

			zał jechać do Sandomierza i polecił modlić się o zwy- 
cięstwo nad Turkami. Odpisała mu Magdalena: "Co się 
tyczy posłuszeństwa mego Waszej Wielmożności memu 
Miłościwemu Panu, żebym je wcale oddała, Pana Boga 
proszę; a jeżeltibym co takiego, com powinna, Waszej 
Wielmożności memu Miłościwemu Panu kiedy nie od- 
dała, pewnie bym taką niełaskę słusznie sobie pTzypi- 
sać musiała. Lec;z; i tej przyczyny w sobie naleźć nie 
mogę. Przyjdzie mi tedy za Panem moim [z] skromną 
wesołością do kresu mnie od Niego wyznaczOl!lego krrzyż 
ten 2Jndeść w milczeniu, Jemu samemu wszystko odda- 
wając, któremu wszystko najlepiej wiadomo". Dalej 
obiecywała, że resztę dona	
			

/Licencje_055_06_174_0001.djvu

			ustępy na równi z innymi, dopóki sił starczyło. Gdy ich 
zbrakło, nie pozwalała sobie służyć. Tak jak poprzednio 
w młodości zakonnej, nie pozwalała służyć sobie daw- 
nym pannom służącym, ale sama im odsługiwała dawną 
ich posługę. O pomoc w starości prosiła pokornie 
i uprzejmie. Spowiednik dawał jej do prania bieliznę 
ubogich żebraków lub wziętą ze szpirtala, a gdy "to 
umartwienie, które ona sobie za rekreacyją miała, od- 
jął", bardzo się tym martw.iła. 
B10graf zapisał z opowiadań sióstr, że Magdalena 
znakiem krzyża przywróciła wzrok staruszce w gospo- 
dzie na drodze do Nakła. Babka usilnie prosiła o błogo- 
sławieństwo. "Za ,tern babka zaraz przejrza'ła i upadla 
do nóg jej mówiąc: Już oię widzę, moja święta panno". 
Magdalena, przerażona, uciekła z izby do sieni, bijąc 
się w piersi i sercem skruszonym mówiąc: "Boże, bądź 
miłościw". Zakazała f\;eż odmawiać psalm dziękczynny 
"mówiąc, że ta babka farrtazyją sobie uczyniła i zacie- 
rała przed siostrami jak najbardziej ono dzieło tak 
dziwne. A gdy one twierdziły, że pierwej nic zgoła nie 
widziała, a teraz dobrze widzi, nie mogąc już tego dalej 
pokryć i wymówić mówiła, że to wiara jej sprawiła". 
Na modlitwie Magdalena miewała, choć nie często, 
przeżycia mistyczne. Tak więc, gdy oddała oporną pro- 
feskę pod rządy konwentu - co było ciężką karą - 
ukazał się jej Chrystus niosący zaszarganą i obłoconą 
owcę na ramionach. Wizję tę namalowano na jednym 
z portretów J\llagdaleny, któr'a odtąd zmieniła swe postę- 
powanie i ową siostrę inaczej traktowała. Mdała też wi- 
dzenie, gdy chciała wydalić nowicjuszkę - i cofnęła 
się przed tym krokiem. Na modli:twie płakała czasem, 
.a zmoczywszy chustkę, chodziła po !inną do skrzyni. 
Raz w czasie postu, w początkach jej rządów, gdy sio- 
stry nie miały co jeść, znalazła - szukając chustki - 
100 dukatów w skrzyni. 
Udawały się do niej siostry w swoich strapieniach, 
jalm do "miasta ucieczki", ufając jej modlitwom, radom, 


172 


...... 


"""'--
		

/Licencje_055_06_175_0001.djvu

			nakazom i zakazom, zapisując jej słowa. Szczególniej 
upodobały sobie siost,ry, gdy mówiła z nimi o Męce 
Pańskiej. Raz, gdy rozważała z nimi siedem słów Chry- 
stusa na krzyżu, przy słowach skierowanych do dobrego 
łotra: "Dziś ze mną będziesz w raju", "przyszedł jej wiel- 
ki do serca zapał, którego znieść nie mogąc, serce prze- 
żegnała mówiąc: Jezu, Jezu, co się ze mną dzieje? i na- 
tychmiast stała się wszystka jako schorzała i zemdlona". 
Otóż mamy jedną z takich nauk Q siedmiu słowach, 
zapisaną w zbiorze Nauk duchownych około r. 1628. Nie 
wiadomo, czy to właśnie ta nauka, o której pisał bio- 
graf. W każdym razie zbieżność jest tu uderzająca: 
,,7 -pacierzy mówi[ć] przygotowanie do Naśw. Sakra- 
mentu. Stawić się na Kalwaryjej i ymano'Wać (sic) sobie 
j.akobym słyszała Chrystusa mówiącego z krzyża do 
mnie, a ja mu też odpowiadąm. 1. Przy pierwszym sło- 
wie «Ojcze odpuść jem, bo nie wiedzą, co czynią» prosić 
Boga Ojca, aby przez zasługi i modlitwę Syna swego 
odpuściuł (sic) wszystkie grzechy moje, i te, których do 
siebie nie... [znam?], bo wiele tu grzeszymy, a do siebie 
tego nię baczymy, zda się nam na rozbieranie sum nie- 
nia, że nie możem w sobie nic znaleźć, a ono pełno de- 
fektów rozmaitych w nas. Przeto, prosić o odpuszczenie 
wszystkich. 2 słowo «Dziś ze mną będziesz w raju». 
Przydała, że to, że mi się zda, jakby się obejrzał i skło- 
nił łaskawie i z dziwną miełością. Co to za dziś tak 
szczęśliwe? I oto jeszcze w tym żywocie przypuszcza 
mię do raju serca swego Boskiego, w którym jest pełno 
rozmaitych drzew cnót, aktów i,ch. A1ie naprzedniesze 
drzewo żywota miełości, z któryś dla mnie cierpiał, 
z który sam sobą mnie karmisz. Niechże mieszkam 
w tym raju serca Twego Boskiego, karmiąc się tem 
'Owocem Boski miełości Twojej. A Ty .też Panie przy- 
bądź d'O dusze m'Ojej i we mnie mieszkaj, abym ja w T'O- 
bie, a Ty we mnie mieszkał. 3 słowo, w którym oddawa 
Jana w opiekę Matce swojej, a onę jemu za matkę. Pro- 
. sić Go, aby też i o mnie staranie miał i oddał mnie 


173
		

/Licencje_055_06_176_0001.djvu

			w opiekę tym umiełowanym swoim, a mianowicie Matce 
swojej, którą za matkę daje, aby mię uczyła jako mi- 
strini (sic) moja i opiekę miała o mnie jako matka i przy- 
czyną ratowała mnie. Jana św. daje za opiekuna (sic) 
jako patrona Kościoła. Pojmi, jako ci zacnymi opieku- 
nami (sic) na testame[n]cie swym opatrzuł (sic), jako cię 
wielce umiełował, gdy cię tym swym umiełowanym zo- 
stawiuł, abyś w sieroctwie swym pewne obrońce miała." 
Biograf dodaje, że "takie afekcyje częste w niej by- 
wały Ina modlitwach serdecznych, a osobliwie, gdy 
o Męce Pańsk,iej rozmyślała". Poza tymi przypadłoś- 
ciami 	
			

/Licencje_055_06_177_0001.djvu

			T 


Zdaje się, że żebraków specjalnie nie lubiła, choć żad- 
nego nie odprawiała bez jałmużny, a gdy r.az staruszkę 
jedną odesłała, wyznaczyła jej ordynarię przy furcie 
klasztornej co dzień aż do śmierci. Jakaś w tym wszyst- 
kim była prostota i wielki rozsądek. 
Siostry opisywały ją jako cichą, cierpliwą, lagodną - 
ale wiemy, że z początku tak nie było i jeszcze w r. 1628 
wypominała sobie w rozmyślaniu pr.zytoczonym wy- 
żej ostrość i niewyrozumiałość. Wiedziała też, że jest 
przeciw niej opozycja - i starała się jej nie drażnić. Nie 
była opozycja liczebnie silna, gdyż wybrano na następ- 
czynię Zofię Firlej6wnę, kt6ra z uwielbieniem pisała 
o niej do ksieni wileńskiej, dziękując za życzenia: "ale 
bymci jej była wolała naśladować w pokornym posłu- 
szeństwie aniżeli w przełożeństwie, bo jej roztropności 
w urzędzie i świąto	
			

/Licencje_055_06_178_0001.djvu

			wasze, z kiórycheście mię znosiły. A iżem wam mniej 
służyła, niżeście wy sGbie życzyły i ja powinna była, 
odpuszczenia u was proszę, bać mi to nie pochodziła 
z żadnej nieżyczliwości przeciwko wam. Postępku du- 
chownegom w was zawsze bardzo pragnęła i abyście 
onem mlekiem napojone były, jak apostół mÓwi, w któ- 
rem byście rosły budując samych siebie, bardzom zaw- 
sze wszystkim i każdej z osobna życzyła. Jednak czegam 
usłużyć wam w tern omieszkała albo z gnuśności swej 
zaniedbał.a ścieżek przykładem życia torować, jako też 
że i sposób sprawowania i rządzenia mego czasem po- 
dobno był na maluczkie ostry, przeto i w tern błędu nie 
wymawiam, odpuszczenia ad was prosząc, i aby mi to 
do poratowania grzesznej duszy mojej nie przesZJkadza- 
ło, pokornie błagam. A iżem w Panu wszystkie miłowa- 
ła, jawne mu są zamysły moje, gdyż wszystkim, żadnej 
nie wyjmując, radabym była wszystkie dobra zbawien- 
ne w postępku cnÓt świętych zgromadziła przez środki 
przystojne i należące do tego, tak jako .osierociałemu 
stanawi naszemu należało. Przyznawając tę prawdę 
zawsze i we wszystkiem, że płeć i stan nasz jest ostat- 
nią cząstką w Kościele powszechnym, która sama przez 
się nie mogąc, we wszystkim na rozsądku przełożanych 
przestać powinna, poczytałam ta za wielki znak łaski 
Bożej nad wami, że przełożonym naszym wszystkie za- 
mysły i postępki około zbawiennego dobra_ naszego 
zawsze jasne były, tak iż nie mamy nic w życiu swem, 
czego by rozsądek ich uważny nie przyznał być pomocą 
do postępku do zachowania reguł i kanonów świętych. 
A jako pasterski z urzędu ich dozór w wizytacyj ach na 
oko najdował, tak nas i Stolicy Apostolskiej opisował, 
skąd otrzymać nam co u ,niej, trudności żadnej nie było. 
Po kilkakroć pokój nasz w Panie chciał nieprzyjaciel 
pomieszać przez niektóre asa by, tak iż za złem udaniem 
i wlaśni przełożeni nasi przeciwko nam pobudzani by- 
wali. A przyznawając sobie własną błahość moję, nig- 
dym wywody żadnymi cZ)'lnić nie chciała, ale żeby oni 


176 


- 


.......
		

/Licencje_055_06_179_0001.djvu

			sami pilną inkwizycyją swą prawdy dochodzili, którą 
gdy przy nas znajdowali, samiż jej obrońcami potęż- 
niejszymi potem byli. To nie dlatego przypominam, aby 
ta rzecz wam dobrze wiadoma nie była, ale abym do 
prośby swej, którą ma:m wnieść do was, przys'tęp uczy- 
niła i serca wasze do wypełnienia jej skłoniła. 
Bo gdy sobie wspomnicie, z jakich nas trudności sam 
Pan Bóg w prawdzie swej wyswobadzał, którejśmy się 
z łaski Jego zawsze trzymać pragnęły, tern łatwiej się 
zatrzymać w dobru zaczętym będziecie mogły. Do tegoż 
służy prośba moja, którą do was wnoszę: 
Najprzód proszę, abyście na to zawsze pamiętały, żeś- 
cie się ślubem obowiązały żyć wedle reguły św. Bene- 
dykta. Miejże każda nad sobą straż: posłuszeństwo prze- 
łożonej nad drugimi abyście wcale oddawały tak. ja- 
koście ślubowały P. Bogu, który powiedział: «Ślubujcie 
a wedle ślubu oddajcie». A iż niektóre ostrości reguły 
w tych tu krajach do zachowania były przy trudniejsze 
a sumienie o wierne wypełnienie ślubu pilnie upomi- 
nało, prosić zaś o dyspensacyją poczytałam za szukanie 
życia przestr{)nnego, przeto nie o dyspens3.cyją, ale 
o rozsądek Kościoła św. starałam się, będąc gotowa tak 
na ostrość jako i na dyspensacyją, gdyż nam tak naj- 
bezpieczniej było. To że już dobrotliwość Boska zrzą- 
dziła przez Kościół swój, który Duchem Jego wszystkl:) 
sporządza, niech mu będzie chwała wieczna. Gdzie była 
potrzeba ostrość zachować, tam dyspensowano a w dys- 
pensacyi - a
h przecie miarę wszystkiego określono 
tak, iż nad to określenie dalej sobie rozprzestrzeniać 
życia nie godzi się ani też tego nie jest potrzeba żad- 
na, bośmy powinny na skromnej żywności i odzieniu 
przestawać. Pozv"ala reguła wprawdzie z potrzeby łaskę 
pokazać, ale nie zmyślności dogadzać. Potrzeba straży 
i czujności każdej nad sobą a przełożonej i nad drugimi, 
aby się chytra zmyślność nie wkradła, która zawsze 
chce rozprzestrzenienia. 


12 


177
		

/Licencje_055_06_180_0001.djvu

			..,.. 


Druga prośba do was, abyście we ćwiczeniu duchow- 
nem nie ustawały. Ta bowiem. jest .on powrózek we 
troje skręcony, ktÓrym się do woli P. Boga naszego 
przywięzujemy i da miłości Jego. Przez ten środek z na- 
mi rozmawia, uczy i cieszy, zmacniając krewką słabaść 
naszę w dobrem. A jaka są niewypowiedziane pożytki 
tej świętej zabawy, tak niemniej wielkie szkody 
z opuszczenia jej. To bowiem jest wezwania naszego 
rzemiosło, bez którega wezwania niesmaczne i bez 
wszelkiej ozdoby swej w oczach Boskich i ludzkich, 
wielką obrzydłaścią jest stan zakonny bez cnÓt. A cnoty 
jako będą mogły być, kiedy się w nich nie będziem 
ćwiczyć, poznawać i wypełniając, a złości wykorzenia- 
jąc? 
Trzecia moja prośba do was tyczy się zawarcia 
i ochrony od każdej płci, stanu i lat, jako nam św. Ko- 
ściół w regule rozkazuje, ka:hdego C2Jasu i na każdem 
miejscu; którą żeście za łaską Bożą dotąd zachowały, 
ato wam Bóg błogosławił na wszystkiem .obficie i wsła- 
wił was z zbudowaJniem wielu, żeście twarzy swej na 
widok nie pokazowały i okna zmysłów swoich od oka- 
zyji umartwieniem zawierały. A kiedy potrzeba wycis- 
nęła z klasztaru się wychylić, bajaźń Boża, wszystko raz- 
mierzywszy, przynukając o prędkie wrÓcenie odpacząć 
aż w korabiu jako gołębicy nie dała. Prędko iścił wam 
Bóg .onę obietnicę, iż, gdybyście wy J ega słuchały, On 
sam tych wszystkich rzeczy tak hojnie wam przydawał, 
żeby był najpilniejszy dozór wasz tego nie dokazał, byś- 
cie były najdłuże,j w folwarku mieszkały. Nie potrzeba 
wam było zabiegać łaski dla datku ani się kumać 
z gośćmi, którzy się wielekroć z tej ochrony waszej bu- 
dawali; bo to każdy w zakonnych miłować musi, gdyż 
w rozmawach, choć z duchownymi, rozerwania uciszo- 
nemu umysłowi trudno się ustrzec i doskonałym. Więc 
i ta ochrona wasza z domawymi świeckimi, z którymi 
po kilka lat pod jednym dachem mieszkając, nie tylko 
pospolitowania z nimi żadnego, ale ani znajomości tak 


178 


....... 


-
		

/Licencje_055_06_181_0001.djvu

			z twarzy jako i z imienia nigdyście nie miały, co mnie 
było nie tylko pociechą, ale i ochroną tam, gdzie wam 
tę świętą ochronę pod płaszczykiem ścisłości nieprzyja- 
ciel wydrzeć usiłował. Bolało go to, żeście w zawarciu 
swym w pokoju bez rozerwania umysłu na przyjście 
Oblubiel'ica swego czuły. A w tej świętej uchronie od 
świata i od wszystkich fraszek jego iżali wam, naj- 
milsze siostry, na czem schodziło? Zaprawdę nigdy na 
żadnej rzeczy nie schodziło przy łasce Bożej, która nad 
wami zawsze znacZJna była we wszystkich oikoło nas 
dziełach Jego. To, że Jego samego właśnie były, któż 
nie przyzna tego? Bo nam był zawsze wszystko we 
wszystkiem; o czem łatwiej pomyślić niż wymówić. Nie 
była to nigdy wola Jego, abym wam pieniądze zbierała, 
ale środkóvJ do cnó
 świętych jako najwięcej zgroma- 
dzić, do tego mię łaska Jego mocno przyrzucała. Bo 
iżeśmy są tego wezwania i rzemiosła, starać się o cnoty, 
które bez środków jako rzemiosło bez naczynia wyro- 
bione być nie mogło, przeto Bóg z dobrotliwości swej 
Boskiej samże nam sporządził i na zrządzenia swe sam 
wprowadzał i łaską poprzedziwszy, do skutku przywo- 
dził, nie inszym umysłem, jeno tym, abyście się przez 
te środki przy łasce Jego zatrzymać mogły, któremiście 
oczy Bosi:ie na się obróciły: przez zachow,anie reguły 
wierne to Bogu oddawając, coście Mu ślubami swymi 
obiecały; przez pracę około wykorzenienia złości, a szcze- 
pienia cnót w nieustajnym ćwiczeniu, pobudzając ducha 
do postępku; przez tę świętą ochronę obyczajem skrom- 
nym i sianowi zakonom należącym, jako prawdziwym 
oblubienicom Króla niebieskiego przystoi, z swej po- 
winności czystego serca strzec, aby go oglądały. 
A iż to wszystko z łaski P. Boga macie i wiele was 
w dobrym zwyczaju i jakoby w świętym nałogu trwa, 
[s]nadnie się wam za pomocą dobroci Boskiej w tym 
dobru zatrzymać bez wszelkiej trudności; gdyż łatwiej 
goto
Nego strzec niż znowu nabywać. Na niepewną 
bowiem nie każdy uchwyci, choć wszyscy chcą ułapić. 


179
		

/Licencje_055_06_182_0001.djvu

			Aczeście wy za pomocą Bożą i łaską uchwyciły te dobre 
i święte zwyczaje, wiedzcież pewnie, iż póki się w nich 
wiernie trzymać będziecie, dotąd błogosławieństwo Pań- 
skie nad wami nie ustanie; a skoro po życiu swym we- 
dle reguły słabieć poczniecie, już i ćwiczenia duchowne 
smakować nie będą. Więc że bez smaków duchownych 
pociech życie jest tęskliwe, .a szukając ich tam, gdzie 
ich nie masz prawdziwych, otworzą się drzwi wszyst- 
kim okazyjom do spuSJtoszenia, tak iżby się próżno spo- 
dziewać czego inszego, jedno obrzydliwości spustosze- 
nia z gorszeniem bliźnich. Przeto proszę dla miłości Zba- 
wiciela naszego, który nas niepożyteczne z niewymow- 
nej dobr.oci swej łaską swą uprzedził i dotąd prowadził, 
nie pogardzajcież tą łaską Jego, hojnie na nas wylaną. 
Chcecie nie być z niewdzięcznymi od niej odrzuconemi. 
prag.nijcie nie tylko się w niej zatrzymać, ale jej sobie 
przyczyniać, gdyż to jest świętą wolą Jego, abyście ro- 
sły i owoc cnót świętych przynosiły. 
O przełożonej, Wtóra by po mnie nastąpić miała. 
umyślnie żadnej wzmianki cZY'nić nie chcę; niech to sa- 
mego Boga sprawa będzie przez świętą zgodę serc i gło- 
sów waszych. O to tylko proszę przez miłość Pana na- 
szego, aby się każda z was strzegła uporu; bo jeśli zgo- 
da i miłość jest znakiem do żywota przejrza'nych, tedyć 
niezgoda z uporem jest zmakiem odrzuconych. Niechże, 
proszę, stanowi waszemu powinnej skromności świad- 
Idem będą obyczaje przystojne i pokorna powolność. 
a Bóg z dobroci swej wejrzy na sieroctwo wasze i da 
wam lepie! niż się spodziewacie. Już was Panu temu 
oddawam, który niegodności mojej do rządzenia was na 
czas mi był poruczył; w Jego ojcowskie ręce zaś was 
oddaję, a rachunek, na który idę, aby ze mną łaskawie 
czynić raczył, o przyczynę was wszystkich do niego 
proszę" .
		

/Licencje_055_06_183_0001.djvu

			ODEJŚCIE I ZWYCIĘSTWO 


Zbliżał się koniec. 15 stycznia 1631 
marła w Toruniu 
stara alIltagonistka, ale i współpracownica Magdaleny 
Mortęskiej, ksieni Dulska. W cztery dni późnie1 zapad- 
ła na zdrowiu k,sieni chełmińska. Gromnicę miała za- 
wczasu przygotowaną. 
Choroba trwała niecałe cztery tygodnie. Z opisu bio- 
grafa o. Brzechwy nie można wywnioskować, j-aka to 
była choroba. Magdalena zachowywała cały czas przy- 
tomność. Musiała bardzo cierpieć, skora r.az pa raz pro- 
siła a jakąś zmianę w posłaniu, ale wnet się wycofywa- 
ła. Biograf padkreśla wie1kie posłuszeństwo, cichość, 
poddanie się zabiegom, łagodność. Prosiła na kilka dlIli 
przed śmiercią, by ją przeniesiono na infiDmerię. "Tu, 
prawi, gdzie teraz leżę, uprzątnąć dla drugiej, aby się 
nie bała pa mnie". Zdawała sobie sprawę, że umiera. 
Spowiednik twardo ją upomniał, abY!1 l ie domagała się 
zmiany: "Tu cię Bóg złożył chorabą, tu też i czekaj 
kańca, tu ducha oddaj Panu, nie kędy i kiedy ty chcesz, 
ale kędy i kiedy wola Jego. święta będzie". Ostro ją 
prowadził! Magdalena odez,wała się do obecnych sióstr: 
"Panie Boże mu zapłać, nałajał mi, jako mju PalIl rozka- 
zał". Chciała się wyniszczyć: "Radabym, abym się dla 
miłości Pana mego stała jako skorupa". "Życzyłam sobie 
tego zawsze i Boga mojego prasiłam, aby mię starł na 
prach, ażeby z tego prochu sabie chwałę uczynił; ale ja 
teraz, kiedy mię Pan Bóg ściera boleściami, niecierpli- 
wie znoszę", żaliła się, choć - jak pisze biograf - "tej 
niecieI1pliwości najmniej w niej nie było". Nie chciała 
wskazać następczY'ni, a do cierpień fizycznych docho- 


181
		

/Licencje_055_06_184_0001.djvu

			dziła świadomość, że zostawia klasztor w długach, gdy 
przedtem cieszyła się, że tych długów nie ma. Teraz 
przyszły zniszczenia, zawodziły procenty od ś,um zapi- 
sanych w posagu, a ona nadal przyjmowała kandydatki 
bez liczenia dochodów, Znosiła teraz niepokój o przy- 
szłość z poddaniem woli Bożej. 
W klasztorze modlono £ię o zdrowie, wzywano leka- 
rza. Co dzień kapelan odprawiał w celi mszę ŚW., .,spo- 
wiedź też i komunią niemal co dzień odprawcwała. I by- 
ło to w podziwieniu u sióstr, czego się zawsze tak często 
spowiadała, bo nie mogły postrzec w niej żadnego de- 
fektu, ale tylko ob£iJte przykłady cnót gruntownych 
i dziwne z Panem Bogiem swoim zjednoczenie", 1\1od- 
lila się: "Jezu Panie dobrotliwy, zmiłuj się nade mną, 
mizerną grzesznicą. Mój dobry Panie Jezu, uczyńże 
z niewolnicą Twoją upodobaną wolą Twoję, przypuśćże 
już służebnicę Twoję do zapłaty wybranych Twoich". 
Prosiła, by jej czytano książki duchowne o życiu we- 
wnętrznym: "Przeczytajcież mi, prawi, co duchownego, 
niechaj przedsię dusza ma swoję ochłodG, gdy ciału 
ciężko". "Trudno to wypowiedzieć - pisze biograf - 
jak to czytanie do serca jej przenikało, albow:em w ta- 
kiej słabości i bólach zataić afektu swego przeciw Bogu, 
gdy czytania słuchała, nie. mogła." 
W czwartek 17 lutego zaczęły się silne boleści z lewej 
strony ciała. W nocy' zdawało się, że to agonia. Spowia- 
dała się tedy i przystąpiła do kcmUlnii św., mó- 
wiła już z trudem, prosiła o pokropienie wodą 
święconą. Przeniesiono ją na inne łóżko, ale przez cały 
piątek 18 lutego cierpiała bardzo. Opowiadano sobie 
w klasztorze, że uprosiła to sobie ze względu na spe- 
cjalny kult do Męki Pańskiej. W sobotę nad ranem za- 
częło się konanie. Przy litanii do Wszystkich Świętych 
chciała bić się w piersi na "Agnus Dei", ale sił nie mia- .. 
ła, choć ustami poruszała. Potem boleści zaczęły ustę- 
pować i o 7 rano nastąpił zgon, gdy siostry w kościele 


182 


.... 


......
		

/Licencje_055_06_185_0001.djvu

			.....Jr 


, 


śpiewały ostatnie Alleluja w starozapustną sobotę pod- 
czas wotywy do N. Marii Panny. 
Siostry pochowaly ją wbrew jej woli w osobnym gro- 
bowcu. Na pogrzeb przybyło wielu księży świeckich 
i jezuici z T'orun:a. "Tym na koniec spos:?bem panna 
ona, którą śp. on wielki biskup i senator Korony pol- 
skiej Jegomość ksiądz Pio
r Tylicki zwykł był nazywać 
pobożną i prawdz:wie zakonną, żywot swój zapieczęto- 
wała" pisał o. Brzechwa. 
Od razu po śmierci otoczono ją kultem jako śvdąto- 
bliwą. Tak nazwal ją w kazaniu pGgrzebcwym o. Br7ech- 
wa, wyrażając nadzieję, "że... teraz w słońce przyoble- 
czona jest". Napisał też żywot Magdaleny pt. Pochod- 
nia ludziom zakonnym. Mówiła o świątobli"vości kroni- 
ka poznańska, portrety zawieszano w klasztorach, mod- 
lono się, aby za jej przyczyną poznać ukryte grzechy 
i niedoskonałości. Tak było w klasztorach reformy, któ- 
rych :3rzechwa w r. 1634 naliczył "pod dwanaście". To 
zn5.czy było ich jede:1aście wraz z nowo założonym 
przez Nieśwież klasztorem w Miilsku (Chełmno, By- 
sławek, Żarnowiec, Poznań, Sierpc, Sandomierz, Jaro- 
sław, Lwów, Nieśwież, Wilno, Mińsk). Ale Toruń z filia- 
mi (Radom, Drohiczyn, Łomża, Grudziądz) nadal sta- 
wiał opór reformie. Dopiero w r. 1634 biskup Za dzik 
zjechawszy na wizytację postawił za warunek konse- 
kracji ,nowej ksieni Piwnickiej - przyjęcie reformy. 
Ugię!a się, a z nią większość konwentu. Biskup usu- 
nął nazwę reformy "chełmińskiej", zniósł nierealny 
udział ksieni innych klasztorów w elekcji przełożonej, 
ograniczył przenoszenie do innego klasztoru do wypad- 
ków wyjątkowych i zastrzegł dobrowolność renowacji, 
czyli ponownego nowicjatu. Biskup Zadzik ostro wkro- 
czył w nieporządki panujące w klasztorze torullsbm,9 
a jakiejś pannie N., która pisała traktaty w obronie 
dawnej reguły, kazał odebrać "piórko" i zakazał pisać. 
Wszelkie wywody przeciwko reformie chełmińskiej ka- 
zał spalić. Unia klasztorów została przywrócona. Był 
--- 


, 


183 


.......
		

/Licencje_055_06_186_0001.djvu

			to pośmiertny tryumf Magdaleny. Jeszcze raz w r. 1651 
odezwały się w Toruniu głosy przeciw reformie, ale to 
był koniec opozycji. 
Dzieło Magdaleny przetrwa-ło kryzysy i rozwijało się 
nadal. Ilość klasztorów doszła do dwudziestu, wszystkie 
prowadziły działalność wychowawczą. Większość padła 
ofiarą kasaty w XIX w. (Ocalały Staniątki, stojące po- 
za refoll"mą, oraz Lwów, Przemyśl i Łomża, w Wilnie 
klasrztor dotrwał do ery wolności w r. 1905 i odrodził 
się, a z niego po przeniesieniu konwentu do Żarnowca 
w r. 1945 za-częły odradzać się i :inne klasz'tory. Kult 
Magdaleny płynął przerz wieki nieprzerwanym, choć 
wąskim, nurtem. W końcu XVII w. włączono ją do 
katalogu świętych benedyktyńskich w Polsce, choć 
beatyfikowana nie była. W r. 1709 zaczęto proces in- 
forma-cyjny, przerwany przez epidemie i wojny. Prze- 
niesiono w r. 1741 ciało, które nie uległo rozkładowi, 
do ,nowej trumny. Po kasacie iklasztoru w Chełmnie 
w r. 1821 ciało zostało ukrY'te (w r. 1866) w krypcie 
przez szarY'tki, kitóre objęły klasztor i kościół. Odna- 
lez:ono je w r. 188I. 
Była Magdalena "wielką Pamorzanką", jak pisał 
o niej Jan Karnowski. Nie wiadomo, co podziwiać wię- 
cej: dzieło reformatorki, liczne fundacje, talenty orga- 
nizacyjne czy bogaCltwo .zdolności, żY'cie umysłowe 
i artystyczne czy głębię duchowych przeżyć. Rzadko 
w dziejach napotkać można postać tak nieprzeciętną, 
którą poznać można nie tylko z biografii, ale nawet 
z jej czynów, słów i myśli, tak jak się one przełamy- 
wały w umysłach słuchaczy i widzów. 


. 


...... 


......
		

/Licencje_055_06_187_0001.djvu

			..,... 


UW AGIO ŹRODŁACH 



sią:lJka ta opracowana została na podstawie poszu- 
kiwań źródłowych, prowadzonych od wielu lat. Podsta- 
wowym źródłem narracyjnym je1st wydana w r. 1634 
książeczka jezuity Stanisława Brzechwy Pochodnia 
ludziom zakonnym, wydana ponownie przez księdza 
Pobłockiego pt. Zywot świątobliwej Magdaleny Mortę- 
skiej, Pelplin, 1880. Dane te skontrolowano i uz:upeł- 
niono na podstawie czterech kronik klasztornych: cheł- 
mińskiej, toruńskiej, poznańskiej i grudziądzkiej, które 
wydał drrukiem o. Władysław Szołdrski w "Miesięcz- 
niku Diecezji Chełmińskiej" w latach 1934, 1937-1939. 
Ponadto materiału dostarczył żywot Zofii Sienia-wskiej 
Świątobliwe życie Zofiej z Granowa Sieniawskiej, wyd. 
ks. J. Gajkowski. KrakÓw-Warszawa, 1911. IIl1!l1e ma- 
teriały znalazły się w żywotach zebranych przez J aro- 
szewicza w dziele Matka świętych polska (1769). Czy- 
nionO' też poszukiwania w archiwach i bibliotekach 

 kościeLnych i klasztornych w Pelplinie, Toruniu, War- 
szawrie, Wrocławiu, Lubiniu i Sandomierzu, Krzeszowie, 
Staniątkach, Sierpcu, a przede wszystkim w Żarnowcu, 
gdzie znalazły się też materiały z Wilna. Parę ceamych 
pozycji znalazło się w RiiksaTlkivet w SZ1tokholmie, do- 
kąd wywie.ziono z Polski w czasie wojen "potopu" 
ogromną korespondencję arcybiskupa Wawrzyńca Gem- 
bickiego. Najcenniejsze, bo malujące duchowość, oka- 
zały się dwa znaleziska: rękopis Książnicy Miejskiej, 
. dziś zaginiony, który ogłoszony został przez autora 
w serii "Pisarze ascetycZillo-m1styc:zmi Polski", t. I, 
Pisma benedyktynek reformy chełmińskiej, Poznań, 


185 


........
		

/Licencje_055_06_188_0001.djvu

			1937. Drugim znaleziskiem był zb:ór notatek z nauk 
nie nazwanej ksieni, Nauki i rozmowy duchowne, którą 
na podstawie analizy utożsamić trzeba z Magdaleną 
Mortęską. Z opracowań biograficznych wymienić trze- 
ba: Jan Karnowski, Wspomnienie o wielkiej Pomorzan- 
ce, błogoslav:ionej Magdalenie Mortęskiej, "Mestwin" 
nr 8, dodatek do "Słowa Pomorskiego", 1926. Karol 
Górski, SwiąiObliwu Magdalena lHortęska w: Pom01'ze 
wczoraj i dziś, Lwów 1934, i tenże: Od religijności do 
mistyki. Zarys dziejów życia wev:nęi7'znego w Polsce, 
t. I. Lublin, 1962. 
Ponadto opracowaniem źródłowym jest praca Ka- 
rola Górskiego Zofia Dulska ksieni toruńska i jej spór 
z :Magdal-eną Mortęską ksienią chełmińską o reformę 
zakonu w: "Nasza Przeszłość", t. XXV, Kraków, 1966; 
oraz tegoż: M. Magdalena Mortęska i jej rola w refor- 
mie trydenckiej w Polsce (z obszernym dodatkiem źró- 
dłowym, zawierającym korespondencję i dokumenty) 
w: "Nasza Przeszłość", 1971 (w druku). 
Pragnę tu wyrazić wdzięczność wszystkim instytu- 
cjom, które umożliwiły mi wykorzystanie materiałów 
źródłowych, oraz Społecznemu Instytutowi Wydawni- 
czemu "Znak", który tyle trudu i starań włożył w wy- 
danie tej książki.
		

/Licencje_055_06_189_0001.djvu

			SPIS TRESCI 


Przedmowa 
Prusy Królewskie w XVI wieku 
Jednooka panna. Walka z ojcem o powołanie 
Benedyktynki w Chełmnie . 
. Początki reformy i Edmund Delacroix 
Panna podskarbianka 
Żarnowiec i Nieśwież 
Jezuici osiadają w Toruniu 
Ksieni Dulska . 
I Reforma chełmińska zatwierdzona 
'" Deklaracje do reguły. Szkoła dla dziewcząt 
"A to mój miecz" 
Polonez w zborze 
Lwowskie perypetie 
Procesowe intermezzo 
Pani marszałkowa 
Wojewoda i biskup 
Modlitwa 
Walki o Jarosław 
Sandomierz 
Roma locuta . 
Ksiądz Wojciech seminarium 
Słomiana zgoda 
Od powietrza... wojny... 
W oczach ludzkich 
Odejście i zwycięstwo . 
Uwagi o źródłach . 


5 
7 
9 
18 
25 
33 
40 
47 
51 
57 
63 
84 
90 
96 
101 
106 
114 
120 
131 
139 
147 
152 
158 
163 
169 
181 
185 


./---
		

/Licencje_055_06_190_0001.djvu

			Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300044881282 


Printed in Poland. Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, Kraków, 
1971. Wydanie l. Nakład 5000+350 egz. Objętość: ark. wyd. 8, ark. druk. 
11,75. Papier drukowy kl. IV, 70 g, format 82XI04 prod. Fabryki Ce- 
lulozy i Papieru w Kluczach. Oddano do składania 20.11.1971. Pod- 
pisano do druku 7.V.1971. Druk ukończono w czerwcu 1971. Zam. 152 
Nr M-7-141. Cena zł 38.- Krakowskie Zakłady Graficzne Zakład Nr l, 
Kraków, ul. Kazimierza Wielkiego 95. 




 


» 


--.
		

/Licencje_055_06_192_0001.djvu

			., 


}lioteka I 
'-wnp -- 
K '; 'oruń! ( i 1-

rł...'r' 
,,\ ł 


Biblioteka Główna UMK 
1\\11\\\\\\\\\\\\\1\\\1\\1\\\1\\\\\\1\\111\\\111\\\11\\ 
300044881282 


Ct'oa zł 38.- 


'" 


,,". tNA 
. . . 
- ,,, 


-. . :.:.- 


I . 
! .' . 


"łł"
 ..' - , 
'4
 · . 
 . ..' 
j . . , '.. .' . . " , i . 
" , .' "., 
" . l I 
.. ł 
':' o,l
f
 ł" , " · t " 

. . - - t . 
". .,. ., 
t' : ' r' 't . 
 . , " ... tł(' . . 

. . . ,,'{- .' . 
... .T;(" .' .'. . 
'! . .,. ';\"N1 
 :: ,
 } ':' ) 
." ......,. 
 1 
. 'i. . .,' . .
,. ' ,,' , f ', .' 
 > 
 
,'" 
'" \J" . .:,T'" I 
- . - . 
. I. ' 
' . 
... .t,; , -ł -4 
. . ,c'. iĘ. L
'łłt t' l.:.,:.- 
.,,,' ,'t""'o IJ 
, I'. :11..' ł \." \ . 4. łt..ł l ' . .... ' · 
 
'. '. "'ł J
 * 
\ ;')' 
...u.,.. 4.. 
 
" . ,..' .. , 1 
, \" 
 
1Htił ::,' .ll
tf'.QÓ 
 ł 

. 
.I' l 1< .if*.."!., 1 .. .. 


. '- .' 
.' Ą. 
\cli 
· , "\f 
\. \, 
 ....; 


,. i 


"'
J 


, '.. 
t.. 
lo. 


i ' 
. . 


& 
, <-..,". 


'. 
, 1 


, .ę1 


,ł 
..' 
.-. 


.,. :. 



 


,." ... 


". ,. 


.
'.