Zarys dziejów katolicyzmu polskiego

arol 


Teol 


HOMINES ET HISTORIA IX 


Karol Górski 


Zarys dziejów 
katolicyzmu polskiego 


& 


Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 
Toruń 2008
>>>
HOMINES ET HISTORIA IX 


Karol Górski 


Zarys dziejów 
katolicyzmu polskiego
>>>
Uniwersytet Mikołaja Kopernika 
Wydział Nauk Historycznych 


HOMINES ET HISTORIA IX 


Kolegium redakcyjne: 


Redaktor: Wiesław Sieradzan 


Członkowie: Krzysztof Mikulski 
Kazimierz Maliszewski 
Janusz Małłek 
Andrzej Radzimiński 
Jan Sziling 
Janusz Tandecki 
Jarosław Wenta 


Sekretarz: Wojciech Piasek 


l 


--
>>>
ł,.1 o 6 f
 



Teot. 


HOMINES ET HISTORIA IX 


Karol Górski 


Zarys dziejów 
katolicyzmu polskiego 


Redaktorzy wydania: 
Wojciech Piasek, Wojciech Szramowski 
Przedmowa: 
Wojciech Piasek 


. 


Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 
Toruń 2008 


""'--
>>>
R
cenzent 
WaM,mar RozynltowJlti 


Projekt okładki 
1'omaJzjaroJz,wJlti 


Opracowanie redakcyjne 
Iwona Waltartey 


Na obwolucie - Włócznia Świ..tego Maurycego 


ISBN 978-83-231-2311-8 


Printed in Poland 
Q Copyright by Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 
Ci Copyright by Wacław Górski 
Toruń 2008 


Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikolaja Kopernika 
Redakcja: ul. Gagarina 5,87-100 Toruń 
tel. (056) 611 42 95, fax (056) 611 4705 
e-mail: dwyd@umk.pl 
Dystrybucja: ul. Reja 25, 87-100 Toruń 
teL/fax: (056) 611 42 38, e-mail: books@umk.pl 
www.wydawnictwoumk.pl 


l 


Wydanie pierwsze 
Druk: Drukarnia Cyfrowa UMK 
ul. Gagarina 5, 87-100 Toruń 


I 


A OOOA
O 



 v\ 10 \0') 


I 
I
>>>
Spis treści 


Słowo wstępne od Redaktora serii "Homines et historia" XI 
Od Redaktorów wydania................................................... XV 


Karola Górskiego studia nad historią Kościoła jako 
dziejami religijności - stosunku osobistego i społecznego 
do Boga (Wojciech Piasek) ........................................... XXI 


Karol Górski 
Zarys dziejów katolicyzmu polskiego ............................ 1 


Przedmowa ............... ............ ............. .............. .... .............. 3 


Część I. Średniowiecze ..................................................... 7 


Rozdział 1. Pogaństwo i chrześcijaństwo ....................... 9 
Pogaństwo polskie ............................................................ 9 
Możliwości rozwoju Polski pogańskiej ............................ 11 
Przyjęcie chrześcijaństwa. Rządy Mieszka ..................... 13 
Czasy Chrobrego....... .............. ............ ......... ...... ...... ........ 18 


Rozdział 2. Kościół w ręku świeckich ............................ 27 
Walka o reformę Kościoła na Zachodzie ........................ 27 
Kazimierz Odnowiciel ..................................................... 30 
Bolesław Śmiały i św. Stanisław....................................... 31 


-v-
>>>
Władysław Herman .......................................................... 35 
Bolesław Krzywousty i nawrócenie Pomorza ................. 36 
Okres dzielnicowy ....... ...... ....... .... ............. .......... ...... ...... 40 


Rozdział 3. Wyzwolenie Kokioła polskiego.................. 47 
Reforma Kościoła .............................................................. 47 
Zakony ............. ................. ............. .............. ....... .............. 49 
Misje i sprawa pruska ....................................................... 52 
Misje na Litwie i Rusi ...................................................... 56 
Zagadnienia społeczne ..................................................... 58 
Kościół a odbudowanie królestwa .................................. 60 
Stosunek do papiestwa ..................................................... 65 
Przywileje Kościoła ........................................................... 66 


Rozdział 4. Korporacjonizm średniowieczny................ 70 
Zasady.............. ...... ............ ............ ............. .......... ...... ...... 70 
Korporacje przemysłowe .................................................. 82 
O rganizacja handlu .. ........... ............... ............ ........ ........... 83 
Rolnictwo . ................ ....... ...... ..... ............ ......... ..... .............. 84 
l nne korporacje ............. ....... ..... ............ ......... .............. ...... 84 
Ocena ustroju ........... ....... ....... .... ............ ........ ...... .............. 86 


Rozdział 5. Kościół wbudowany w państwo .................. 87 
Polska i Zachód ................................................................. 87 
Idea sprawiedliwości międzynarodowej i sprawy 
niemieckie ............. ....... ...... ..... ........ ..... .............. ............ 89 
Kościół na Rusi i Litwie ................................................... 93 
Życie umysłowe, zakony, miłosierdzie ............................. 97 


Rozdział 6. Nawrócenie Litwy........................................ 100 
Dzieło nawrócenia ............................................................ 100 
Walka z Krzyżakami o nawrócenie Litwy i Żmudzi ..... 103 


Rozdział 7. Polska w okresie soborów............................ 108 
Sobór w Konstancji ............................................................ 108 


-VI-
>>>
Husytyzm . ............... ............ ........ ...... .............. ..... ............. 
Zabiegi o unię Kościołów.................................................. 
Sobory bazylejski, florencki, Warna ................................ 
Kazimierza Jagiellończyka spór soborowy........................ 


Rozdział 8. Przełom średniowiecza ................................ 
Nowe Czasy.............. ..... ............. ............ ...................... ..... 
Próby reformy.......... .................. ............ ................ ............. 
Wojna pruska ..... .............. ......................... ...... .................. 
Zatargi Kazimierza Jagiellończyka z kurią ................... 
Upadek obyczaj ów ......... ............. ................. ...................... 
Humanizm ............. .............. ...... ...... ...... ............ ................ 
Kapitali zm ........ ..... .............. ............. ...... ........ ..... .............. 
Mistyka średniowieczna....... ............. ....... ...... ........ ........... 
Charakterystyka katolicyzmu średniowiecznego ............ 


Część II. Czasy nowożytne ............................................. 


Rozdział 9. Rewolucja religijna ...................................... 

 Polska wobec przewrotu .................................................... 
..::sy Przyczyny rewolucji religijnej w Polsce ............................ 
, Rewolucja religijna w Polsce ............................................. 
S ekularyzacj a Prus......... ......................... ...... ............... ...... 
Rola Niemców w Polsce .................................................... 
I Episkopat. Książki. Spory duchowieństwa ze szlachtą... 
Rozdział 10. Czasy Zygmunta Augusta ......................... 
Zygmu nt August .................... ....... ..... ............. .......... ....... 
Stanisław Hozjusz ............. ..... ....... ..... ....... ...... ................. 
Społeczne i kulturalne oblicze katolicyzmu ................... 


Rozdział 11. Ostateczna rozgrywka ............................... 
Bezkrólewie ..... ....... ...... ...... ............ ............. ...................... 
Walezjusz i Batory............................................................ 


- VII - 


- 


115 
118 
119 
127 


129 
129 
131 
133 
136 
140 
142 
142 
144 
147 


149 


151 
151 
156 
157 
158 
162 
163 


166 
166 
169 
181 


183 
183 
185
>>>
Hipotetyczny obraz Polski protestanckiej ....................... 
"7 Społeczność katolicka ....................................................... 
Rozdział 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV. .... 
Zygmunt II I ..... ............... ............ .............. ..... ........... ........ 
Władysław IV ... .......... ..... ...... ....... ..... ........ .... ............ ........ 

 Społeczność katolicka do połowy XVII w. .................... 
Unia brzeska " ....... ...... ............ .............. ........ ....... ....... ...... 
Ocena dzieła unii brzeskiej .............................................. 
Misje ............... ....... ............. ............. ............. ........ ............. 
Zagadnienie społeczne. Sprawa chłopska ....................... 
Charakterystyka okresu .... ............ ............. ........... ............ 


Rozdział 13. Druga połowa XVII w. ............................. 
Charakterystyka okresu ................ ............. ....... ........ ........ 
Dwóch królów Piastów..................................................... 
-l Upadek oświaty a życie katolickie .................................... 
f Życie religijne i mistyka .................................................... 
Unia i misje ..... ............... ............ ............. ....... ............. ...... 
Stosunki społeczne . ....... ...... ............ .............. ........ ............ 


Rozdział 14. Kryzys moralny, intelektualny, 
gospodarczy ....... ..... ....... ..... ........ .................. .......... ....... 


Rozdział 15. Wiek XVIII ................................................ 
Charakterystyka epoki ..... ............. ........ ...... ...... ........ ....... 
Unia i dyzunia .. ............... ............. ............ ....... .................. 
Misje . ......... ...... ........ ............. ....... ...... ....... .... .......... ............ 
Praca charytatywna .... ............ ............ ..................... ......... 
Zagadnienia społeczne ..... ............. ............ ......... .............. 
Prądy antykatolickie .. ............. ............. ....... ....... ..... ........... 
Szkoły .............. ...... ........ ..... ............. ............. .............. ....... 
Mistyka ..... ............ ....... ....... ............. ........... ......... .............. 


- VIII - 


L 


189 
196 


206 
206 
220 
223 
234 
246 
251 
255 
262 


263 
263 
271 
277 
280 
282 
285 


289 


297 
297 
303 
313 
316 
317 
319 
320 
326 


-
>>>
Część III. Epoka porozbiorowa ..................................... 331 


Rozdział 16. Od rozbiorów do roku 1830....................... 333 
Charakterystyka społeczeństwa ....................................... 333 
Rządy pruskie ......... ....... ...... ..... ...... ...... ............ ............ ..... 336 
Rządy austriackie .............. ..... ............ ............. .......... ........ 337 
Rosja i zabór rosyjski ......................................................... 339 
Losy unii . ....... ........ ............ ............ ............. ....................... 342 
Wielkie Kięstwo Warszawskie ....................................... 347 
Królestwo Kongresowe i Rzeczpospolita Krakowska .... 349 


Rozdział 17. 1830-1848 .................................................... 357 
Odrodzenie katolickie na emigracji ................................ 357 
Kościół w zaborze pruskim ............................................. 371 
Kościół w zaborze austriackim ......................................... 372 
Kościół w zaborze rosyjskim ............................................ 375 
Kasata u ni i . ............................ ............ .............. ..... ............. 378 
Pius IX a Polacy................................................................. 391 


Rozdział 18. 1848-1863................................................... 393 
Zycie religijne ........ .............. ............ ..................... ............. 393 
Odrodzenie katolickie w kraju ......................................... 394 
Powstanie styczniowe ....................................................... 401 
Zabór pruski ............... ............................. .................. ........ 408 
Zabór austriacki ..... ........ ...... ..... ............. ................ ............ 410 


Rozdział 19. 1863-1890 ................................................... 411 
Charakterystyka ogólna .... ............ ................................... 411 
Zabór rosyj ski ..... .............. ............. .............. ....... ............... 412 
Upadek unii na Chełmszczyźnie i na Podlasiu ............... 415 
Kościół polski na Syberii .................................................. 426 
Zabór austriacki ............. ............ ............... .................... .... 427 
Ostatnie lata Piusa IX ...................................................... 430 
Kościół unicki ....... ....... ..... ............ .............. ......... ....... ....... 432 


-IX-
>>>
Kulturkampf ...... .......... ..... ...... ....... ..... ............... ......... ....... 434 


Rozdział 20. Życie kościoła u schyłku XIX w. 
i w przeddzień wojny światowej (1890-1914) ............. 442 
Charakterystyka ........... .............. ...... ............ .............. ....... 442 
Zabór rosyj ski.. ........................... .............. ...... .............. ..... 442 
Zabór austriacki ........ ....... ..... ........ .... ............... ........ ......... 448 
Wielkopolska. Arcybiskup Stablewski ............................. 453 
Działalność misyjna .......................................................... 456 
Postawa kulturalna katolików polskich .......................... 459 
Życie społeczne i polityczne a katolicyzm ....................... 461 


Uwagi o literaturze ........................................................... 473 


-x- 


L 


-
>>>
Słowo wstępne od Redaktora serii 
"Homines et historia" 


K olejny tom serii "Homines et historia" ponownie 
poświęcony jest wybitnemu przedstawicielowi to- 
ruńskiego środowiska historycznego, twórcy szkoły ba- 
dań nad zakonem krzyżackim - pro£ dr. hab. Karolowi 
Górskiemu. Po opublikowaniu jego autobiografii nauko- 
wej oraz szkiców z dziejow kultury, które zostały bardzo 
dobrze przyjęte przez świat nauki i szybko wyprzedane 
przez Wydawnictwo Naukowe UMK, sięgamy po raz ko- 
lejny do twórczości tego historyka o niezwykle szerokich 
horyzontach badawczych. Wynika to z pragnienia przy- 
pominania jego znakomitych dzieł, odbijających nie tylko 
stan historiografii polskiej sprzed kilkudziesięciu lat, ale 
mogących przyczynić się do jeszcze szerszego zapozna- 
nia czytelników i badaczy z dorobkiem naukowym Karola 
Górskiego. 
Studia Profesora nad dziejami Kościoła w Polsce, 
a zwłaszcza religijności i mistyki, należą obok badań 
dotyczących zakonu do najważniejszych w jego dorobku 
naukowym. Choć osobiście nie należę do grona bezpo- 
średnich uczniów Profesora, gdyż uczestniczyłem jedy- 


-XI- 


-
>>>
Słowo wstępne od Redaktora serii "Homines et historia" 


nie w jego wykładach monograficznych wygłaszanych na 
UMK na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, mogłem się 
o tym przekonać nie tylko dzięki lekturze jego znakomi- 
tych badań w tym zakresie, Profesor udzielał mi bowiem, 
jeszcze jako młodemu asystentowi, w swoim mieszkaniu 
przy ul. Krasińskiego, niezwykle cennych wskazówek na- 
ukowych w czasie, kiedy zajmowałem się modelami re- 
ligijności i świętości w żywotach ku czci św. Wojciecha 
oraz postacią i kultem bł. Juty von Sangerhausen. 
Tom IX serii "Homines et historia" zawiera dzieło 
praktycznie dotąd nieznane, gdyż na skutek działań cen- 
zury wstrzymano jego druk. Dzięki poszukiwaniom heu- 
rystycznym dr. Wojciecha Piaska, adiunkta w Instytucie 
Historii i Archiwistyki UMK, w spuściźnie po Profesorze 
przechowywanej w Bibliotece Głównej UMK udało się 
odnaleźć maszynopis powstały krótko po II wojnie świa- 
towej i uzupełniony przez autora w latach 50. XX wieku. 
Stał się on podstawą niniejszej książki. Jako Redaktor serii 
musiałem podjąć decyzję, czy istnieje potrzeba opubliko- 
wania "Zarysu dziejów katolicyzmu polskiego", pomimo 
upływu już ponad 60 lat. Pozytywna decyzja wynika ze 
sporej jeszcze aktualności zawartej w niej treści oraz spe- 
cyficznego podejścia metodologicznego pro£ K. Górskie- 
go do analizy i syntezy problemów związanych z histo- 
rią Kościoła. Szerzej o tym pisze poniżej w znakomitym 
studium dr Wojciech Piasek. Profesor Karol Górski jako 
osoba głęboko wierząca ściśle wiązał ten zakres badań 
z przemyśleniami religijnymi i współczesnymi mu tren- 
dami filozoficzno-teologicznymi, dlatego tak ważne miej- 
sce zajmują w nich dociekania nad minionymi i bardziej 
współczesnymi szkołami duchowości i klimatami religij- 


- XII - 


L 


.-.
>>>
Słowo wstępne od Redaktora serii "Homines et historia" 


nymi. Silny nacisk kładł Profesor na badanie indywidual- 
nych form przeżyć religijnych. Takie podejście metodolo- 
giczne wpływa, w mojej ocenie, na ponadczasowość prac 
Karola Górskiego w tym zakresie i może zainteresować 
nie tylko badaczy dziejów Kościoła, ale też szersze grono 
czytelników. 


dr hab. Wiesław Sieradzan, pro] UMK 


- XIII -
>>>
-
>>>
Od Redaktorów wydania 


1 


P rzedkładane czytelnikom wydanie Zarysu nie ma 
charakteru krytycznego. Nie odnosimy się do ustaleń 
w niej zawartych, pozostawiając te kwestie do dyskusji 
specjalistom. Zgadzamy się z opinią Jerzego Kłoczow- 
skiego, że jest to w gruncie rzeczy pierwsza w XX wieku. 
poważna synteza polskiego chrześcijaństwal. Jej znaczenia 
naszym zdaniem nie umniejsza fakt, iż pogodzenie nieja- 
ko dwóch przeciwstawnych celów: praktycznego - przed- 
stawienie inteligentnemu czytelnikowi całości dziejów 
katolicyzmu polskiego, i naukowego - podjęcie syntezy, 
sprawiło, że ucierpiał aparat naukowy w postaci przypisów 
i wyczerpującej bibliografii. Niewątpliwie duży wpływ na 
taki kształt dzieła miała także powojenna sytuacja nauki 
polskiej, wynikająca z wojennych zniszczeń 2 . Jak sądzimy 
nie w sferze faktograficznej, ale przede wszystkim inter- 


1 J. Kłoczowski, Karol Górs!d - historyk polskiego chrzefcijaństwa, 
[w:] Karol Gorski - człowiek i uczony, red. Z. H. Nowak, Toruń 1999, 
s.73. 
2 Zob. s. 5 niniejszej książki. 


-xv-
>>>
Od Redaktorów wydania 


pretacyjnej, na którą również musiały odcisnąć swe piętno 
wojenne doświadczenia autora, będzie ewentualnie toczy- 
ła się dyskusja. 
Chcielibyśmy przede wszystkim zwrócić uwagę czy- 
telnika, że Zarys, obok takich prac Górskiego, jak wydane 
w 1946 r. Państwo krzyżackie w Prusach i w 1947 r. Pol- 
ska w zlewisku Bałtyku 3 , zaświadcza, iż po wojnie w hi- 
storiografii polskiej nie tylko istniał potencjał do zmian 
w kierunku zasadniczo odbiegającym od stylu procesual- 
no-ilościowego (modernistycznego)4, w ramach którego 
marksizm niewątpliwie znajduje swoje miejsce, ale "kul- 
turowa modernizacja" historiografii polskiej w ogóle nie 
musiała się wiązać z ukształtowaniem scjentystycznej hi- 
storiografii nieklasycznejs. Dorobek naukowy Górskiego, 


] Na temat tej ostatniej interesujące uwagi formułuje H. Sam- 
sonowicz: U)1miar europejski dorobku naukowego Karola Górskiego, [w:] 
Karol Górski, red. Z. H. Nowak, s. 79-85. 
4 Zob. W. Wrzosek, Historia - Kultura - MetafOra. Powstanie nie- 
klasycznej historiogrrifii, Wrocław 1995. W pracy tej autor proponuje 
podział historiografii na klasyczną i nieklasyczną, tę ostatnią zaś dzieli 
na dwa nurty: modernistyczny (procesualno-ilościowy) i niemoderni- 
styczny, tj. antropologię historyczną. Chronologicznie rzecz ujmując, 
historiografia klasyczna rodzi się w XIX w., w którym niepodzielnie 
panuje. W początkach XX w. kształtuje się nieklasyczna historia. Od 
końca lat 20. do końca 40. mamy, jak pisze Wrzosek, "lata walki" 
z historiografią klasyczną i współistnienie w ramach nieklasycznej hi- 
storiografii tendencji modernistycznych i antymodernistycznych. Ko- 
lejne lata, tj. 1950-1970, to triumf historiografii modernistycznej. Po 
roku 1970 następuje ekspansja nurtu antymodernistycznego, tj. antro- 
pologii historycznej. To ujęcie historii oparte na dziejach historiografii 
francuskiej ma jedynie charakter modelowy. 
s Zob. W. Piasek, Czlowiek - Kultura - Absolut - pisarstwo hi- 
storyczne Karola Górskiego, [w:] K. Górski, Spoleczne podstawy kultury. 


- XVI-
>>>
Od Redaktorów wydania 


a także prowadzona przez niego metodologiczna refleksja 
udostępniona częściowo w wydanej w roku 2006 pracy 
Społeczne podstawy kultury. Zbiór prac przekonują, że był 
to potencjał bardzo owocny i interesująct. 
Oczywiste jest, pomijając uwarunkowania polityczne, 
że w obliczu stanu kultury, z którym skorelowane są zmia- 
ny, jakie zaszły w historiografii światowej po II wojnie 
światowej, trudno się spodziewać, by doszło do ukształ- 
towania jakieś alternatywy o naprawdę szerokim zasięgu 
wobec scjentystycznej historiografii nieklasycznej. Nie 
chodzi zatem o to, by toruńskiego historyka i, szerzej hi- 
storiografię polską, postrzegać jako wyspę na kulturowym 
morzu historiografii. 
Dla tych, którzy dziejom historiografii przyglądają 
się w perspektywie "doskonalącego się Rozumu", jest to 
jej margines i przykład, nieadekwatny naszym zdaniem, 
próby "zreformowania" odchodzącego w przeszłość stylu 
myślenia i pisania o przeszłości. Dla innych, przykłada- 
jących zdroworozsądkową perspektywę do historii jest 
pewnie jedynie swoistą ciekawostką zasługującą ewentu- 
alnie na przypis, być może akapit w powojennej historii 
historiografii polskiej. W przyjętej przez nas antropolo- 
gicznej perspektywie jej oglądu, ukierunkowującej ba- 
dania na "poszukiwanie bogactwa i struktury ludzkiego 


Zbiór prac, "Homines et historia" V, red. i przedm. W. Piasek, Toruń 
2006, s. XI-LXXV. 
6 Bibliografia prac Górskiego obejmuje 613 pozycji, doliczając 
do niej Społeczne podstawy ku/tury i przedkładane dzieło. Bibliografia 
prac Górskiego zestawiona przez I. Czarcińskiego znajduje się w jego 
autobiografii. K. Górski, Autobiogrtifia naukowa, red. W. Sieradzan, 
"Homines et historia" IV, Toruń 2003, s. 185-249. 


- XVII -
>>>
Od Redaktorów wydania 


doświadczenia oraz jego sensu"7, praca ta i cała twórczość 
Górskiego są niezaprzeczalnym dowodem kulturowego 
bogactwa powojennej historiografii polskiej. 
Wydanie tej pracy chcielibyśmy widzieć również z jed- 
nej strony jako zwycięstwo zasad wolności dociekań i kry- 
tyki, które uznajemy za konstytutywne wartości nauki, 
a które odnajdujemy w wizji człowieka i świata toruńskiego 
historyka, z drugiej strony zaś jako triumf samego Gór- 
skiego, który pomimo niesprzyjających okoliczności zde- 
cydował się na kierowanie nimi w swojej pracy naukowej. 


2 


Poniższe wydanie zostało oparte na maszynopisie prze- 
chowywanym w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu. 
Jest to tekst z odręcznymi poprawkami autora, który ze 
względu na miejscami bardzo słabą czytelność skolacjo- 
nowano z tekstem egzemplarza korektorskiego wydruko- 
wanego w 1947 r. (przechowywanego w Bibliotece KUL). 
Do tekstu włączono dodatkowo uzupełnienia autora z lat 
1952-1957, które zachowały się w jego spuściźnie i które 
Karol Górski zaopatrzył w odnośniki do poszczególnych 
stron tekstu drukowanej korekty, a nie maszynopisu. Su- 
geruje to, że w czasie, kiedy uzupełniał swoje dzieło był 
w posiadaniu lub miał dostęp do szczotki drukarskiej czy 
też egzemplarza korektorskieg0 8 . Wszystkie uzupełnienia 


7 C. Geertz, Przedmowa, [w:] tenże, Zastane Iwiatlo. Antropolo- 
giczne refleksje na tematy filozoficzne, Kraków 2003, s. 5. 
I Procedura wydawnictwa Jachowskiego, w którym dzieło miało 


- XVIII - 


-
>>>
Od Redaktorów wydania 


umieszczono w nawiasach kwadratowych, dla odróżnienia 
od tekstu podstawowego. Ze względu na dopisywany tekst 
zmieniła się numeracja przypisów. Tam, gdzie autor nie 
określił dokładnego miejsca włączenia uzupełnień, wsta- 
wiano je do tekstu zgodnie z zasadą logiczności i płynno- 
ści wywodu. Ujednolicono, uwspółcześniono i poprawiono 
opisy bibliograficzne. Do wykazu literatury dodano pozy- 
cje występujące w uzupełnieniach autora. Zdarza się, że 
w tekście dzieła występują formy zapisu imion i nazwisk 
odmienne od obecnie przyjętych przez historiografię. Po- 
zostawiano wówczas formę nadaną przez autora i obok, 
w nawiasie, zamieszczono formę współcześnie używaną. 
Nie zdecydowano się na pominięcie wykazu literatury, 
choć wiadomo, że upływ czasu spowodował jej dezaktu- 
alizację. Stanowi ona integralny element przedkładanego 
dzieła i chociażby z tego powodu powinna zostać opubli- 
kowana. Z tych samych powodów wykaz pozostawiono 
w układzie nadanym mu przez autora. Nie dokonywano 
żadnych poprawek merytorycznych. 
Chcielibyśmy podziękować Pro£ Danucie Musiał, dy- 
rektorce Instytutu Historii i Archiwistyki UMK, za przy- 
chylność, jaką okazała wobec inicjatywy wydania Zarysu, 
Panu Pro£ Wiesławowi Sieradzanowi, który zgodził się 
na jego publikację w serii "Homines et historia" i podob- 
nie jak w przypadku wydania w tej serii innej pracy Gór- 
skiego sprawował pieczę nad całym przedsięwzięciem, 
dr. hab. Waldemarowi Rozynkowskiemu, który zechciał 


się ukazać, przewidywała tylko korektę autorską. J. Jachowski, Wspo- 
mnienia poznańsldego księgarza i wydawcy, Poznań 1959, s. 69. Więcej 
na temat losów książki zob. s. XLVI-L niniejszej książki. 


- XIX-
>>>
Od Redaktor6w wydania 


przeczytać maszynopis i podzielić się uwagami. Realizacja 
tej inicjatywy nie byłaby jednak możliwa bez życzliwości 
syna Pro£ Karola Górskiego - Wacława Górskiego, który 
wyraził zgodę na publikację dzieła Ojca, za co składamy 
wielkie podziękowania.
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 
Kościoła jako dziejami religijności - 
stosunku osobistego i społecznego 
do Boga 


1 


S tudia nad historią Kościoła Karola Górskiego stano- 
wią jeden z wielu wyznaczonych przez niego obsza- 
rów badawczych!, którym zainteresował się jeszcze przed 
drugą wojną światową2. Do naukowego zajęcia się tym 


I W swojej pracy Górski wyróżniał następujące główne kierun- 
ki badawcze: "1) historię państwa i zakonu krzyżackiego. 2) badania 
nad historią Pomorza Wschodniego po r. 1466, 3) badania nad ustro- 
jem stanowym i parlamentarnym [...]. 4) badania kopernikańskie [...]. 
5) historię krajów nadbałtyckich [...]. 6) historię religijności, 7) hi- 
storię kultury". Biblioteka Uniwersytecka UMK, Spuścizna Karola 
Górskiego akc. 4/2006 (obecnie w trakcie porządkowania, dalej BU 
UMK, SKG): Ocena dorobku naukowego prof dr. Karola Górskiego, 
s. d2, b7. Dorobek tych badań omawiają autorzy artykułów zawartych 
w dwóch pracach poświęconych twórczości Górskiego: Karol G6rski - 
człowiek i uczony. red. Z. H. Nowak, Toruń 1999; Karol G6rski - czło- 
wiek i uczony. cz. 2, red. M. Biskup.J. Tandecki. Toruń 2004. 
2 O kolejach tych badań Górski pisze w artykule: Moja droga do 


- XXl- 


-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


tematem skłonił go referat Stefana Czarnowskiego wy- 
głoszony na Międzynarodowym Kongresie Nauk Hi- 
storycznych w Warszawie w 1933 r. 3 Według Górskiego 
Czarnowski powielił niesprawdzony sąd Józefa Szujskie- 
go o katolicyzmie potrydenckim jako płytkim, niemają- 
cym ani mistyków, ani świętych 4 . Toruński historyk po- 
stanowił poszukać źródłowych dowodów falsyfikujących 
ten sąd. Owocem starań było podjęcie edycji serii Pisarze 
ascetyczno-mistyczni Polski. We wstępach do kolejnych to- 


historii życia wewnętrznego, [w:] W kierunku chrzefcijańskiej kultury, 
Warszawa 1978, s. 642-648. Warto zwrócić uwagę, iż w ich prowa- 
dzeniu musiał zmagać się nie tylko z materią, o czym wspomina w au- 
tobiografii, opisując trudności związane z powojennymi kwerendami 
i koniecznością podejmowania podróży czy też uwarunkowaniami 
polityczno-ustrojowymi, ale także z brakiem zrozumienia sensu ich 
prowadzenia zarówno przed, jak i po wojnie. Omawiając okoliczno- 
ści wydania drugiego tomu pisarzy ascetyczno-mistycznych, pisze: 
"tom [u.] napotkał przeszkody. Węszono wszędzie błąd w wierze lub 
moralności, panował szczególny lęk przed słowem ..mistyka«. Bro- 
nił mnie ks. Żychliński [.u]". K. Górski, Autobiografia naukowa, red. 
W. Sieradzan, "Homines et historia" IV, Toruń 2003, s. 107-108. 
W okresie powojennym badania Górskiego, aż do wydania pracy Od 
religijnofci do mistyki. Zarys dziej6w życia wewnętrznego w Polsce, nie 
znajdowały zrozumienia wśród profesjonalnych historyków. Podsu- 
mowując sposób, w jaki została ona przyjęta, mówi: "W sumie książka, 
jak się zdaje, spełniła, choć w części swe zadanie. Naukowcy niewie- 
rzący przyjęli ją życzliwie, z uznaniem podkreślając jej bezstronność. 
O ile przedtem spotykałem się z ironią i zdumieniem, gdy mówiłem, 
że zajmuję się historią mistyki, teraz to ustało". Tamże, s. 118-119. 
3 K. Górski, Autobiografia, s. 45-46. 
4 K. Górski, Problematyka religijnofci w epoce potrydenckiej w Pol- 
sce, [w:] tenże, Studia i materiały z dziej6w duchowofci, Warszawa 1980, 
s.240. 


- XXII - 


...... 


--
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


mów, które ukazały się w latach 1937 5 i 1939 b , zakreślał 
on ogólne "teoretyczne" ramy swoich badań. Rozpoczął 
od wyznaczenia granic i ustalenia znaczenia najważniej- 
szych pojęć. Przed wybuchem wojny przygotowywał jesz- 
cze tom trzeci zawierający dziennik życia wewnętrznego 
Bogdana Jańskiego, z którego kilka fragmentów ukazało 
się już po wojnie 7 . W powojennych czasach kontynuuje 
poszukiwania i, jak świadczy chociażby plan seminarium 
sporządzony w niewoli oraz szkic w punktach przedmo- 
wy do książki, poza chęcią ratowania źródeł, równolegle 
prowadzi refleksje nad założeniami podejmowanych ba- 
dań i nosi się z zamiarem wydania jakiejś większej pracy8. 
Z jego inicjatywy na Wydziale I Towarzystwa Naukowego 
w Toruniu w 1947 roku powstaje "Komisja do przeprowa- 


5 Pisma ascetyczno-mistyczne benedyktynek reformy chełmińskiej, 
wyd. K. Górski, Pisarze ascetyczno-mistyczni Polski, t. l, Poznań 1937. 
6 Autobiografia mistyczna M. Teresy od Jezusa, karmelitanki bosej 
(Anny Marii Marchockiej) 1603-1652, wyd. K. Górski, Pisarze asce- 
tyczno-mistyczni Polski, t. 2, Poznań 1939. 
7 K. Górski, Autobiognifia, s. 110. 
B K. Górski, Projekt seminarium historii mistyki, [w:] tenże, Studia 
i materiały, s. 17. O problemie ratowania i edycji źródeł do dziejów 
życia wewnętrznego wypowiada się: K. Górski, Zagadnienie edy- 
cji źródeł do dziejów życia wewnętrznego w Polsce, "Archiwa. Biblio- 
teki i Muzea Kościelne", t. 1, 1960, z. 2, s. 45-49. Wczdniej zaś, 
w 1947 r., rozważając problemy badań nad historią mistyki w Polsce, 
pisze, iż jest to m.in. "pole pracy i ratowania cennych nieraz dokumen- 
tów, które ulegają zniszczeniu lub dostają się do rąk niepowołanych 
amatorów i dyletantów". K. Górski, Stan badań nad mistykq w Polsce, 
"Nasza Przeszłość", R. 3: 1947, s. 253. W innym miejscu tego artykułu 
czytamy zaś: "Gdy materiał zostanie choćby powierzchownie zbadany 
i zestawiony, przyjdzie dopiero czas na badania konstrukcyjne". Tam- 
że, s. 253. 


- XXIII - 


-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


dzenia badań historii uczuć religijnych", która po dwóch 
latach przestaje istnieć, zmieniając w międzyczasie swoją 
nazwę na "Komisja do badań historii mistyki"9. 
Powojenna kwerenda pozwoliła na wydanie w 1962 r. 
monografii Od religijnofci do mistyki. Zarys dziejów ży- 
cia wewnętrznego w Polsce 1 °, która wraz z Dziejami życia 
wewnętrznego w Polsce. Wiek XIX i początek XX w. lI oraz 
Teologią ascetyczno-mistyczną12 stanowiącą aneks, złoży- 
ła się na wydany w roku 1986 Zarys dziejów duchowości 
w Pol sce 13. Wcześniej, bo w 1947 r. został przygotowany 
do druku Zarys dziejów katolicyzmu polskiego oraz wyda- 
ny w 1948 r. Zarys dziejów pracy charytatywnej Kościoła l4 . 


9 W. Szczuczko, Karol Górskijako edytor, [w:] Karol Górski, cz. 2, 
s. 70-71. 
10 K. Górski, Od religijnofci do mistyki. Zarys dziejów życia we- 
wnętrznego w Polsce, cz. 1 (966-1795), Lublin 1962. Historię pisania 
tej pracy Górski przedstawia w Autobiografii. Znaczącą rolę w podję- 
ciu tego wysiłku odegrały zachęty historyka francuskiego Ambroise'a 
Joberta oraz jego pomoc polegająca m.in na dostarczaniu Górskiemu 
literatury obcojęzycznej. K. Górski, Autobiografia, s. 96-98,104-106. 
Był to początek przyjaźni między historykami, której losy odzwier- 
ciedla znajdująca się w spuściźnie Górskiego prowadzona przez nich 
korespondencja początkowo oficjalna, z czasem bardzo osobista. 
11 K. Górski, Dzieje życia wewnętrznego w Polsce. Wiek XIX i po- 
czqtek XX w., "Roczniki Teologiczno-Kanoniczne", t. 11: 1964, z. 4, 
8. 5-50. 
12 K. Górski, Teologia ascetyczno-mistyczna (wiek XIX-XX), [w:] 
Dzieje teologii katolickiej w Polsce, t. 3, cz. 1, red. M. Rechowicz, Lublin 
1975, s. 301-336. 
13 K. Górski, Zarys dziejów duchowofci w Polsce, Kraków 1986. 
14 K. Górski, Zarys dziejów pracy charytatywnej Kofcioła, Toruń 
1948 (na prawach rękopisu). Jest to przerobiony i uzupełniony skrypt 
wykładu głoszonego w 1947 r. w Studium Wiedzy Religijnej w Toru- 
niu. Praca ta również została opublikowana w formie obszernego ar- 


- XXIV - 


..-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


W roku 1980 r. ukazuje się zbiór Studia i materiały z dzie- 
jów duchowości, w którym Górski zawiera rozproszone 
lub w ogóle niedrukowane artykuły i rozprawylS. Prace te 
wyznaczają swojego rodzaju punkty graniczne na powo- 
jennej drodze jego badań l6 . We wstępie do Zarysu dziejów 
katolicyzmu pisze: "Dzieło to zamyślone w obozie jeńców, 
opracowywane przy bibliotekach przerzedzonych i trud- 
no dostępnych, nosi na sobie znamię epoki, zbyt trudnej 
dla naukowca chciałoby się rzec, zbyt trudnej dla człowie- 
ka. Ale wierzymy mocno, iż nie jest ono dziełem schyłku 
badań naukowych, a jeno kamieniem milowym w doli- 
nie, za którą znów się droga wznosi"17. W przedmowie 
do Studiów, Górski podkreśla, że książka jest wynikiem 


tykułu. K. Górski, Zarys dziejów pracy charytatywnej Koleioła (od cza- 
sów najdawniejszych do drugiej wojny fwiatowej), "Studia Pelplińskie", 
t. 17: 1986, s. 200-235. 
15 K. Górski, Studia i materiały z dziejów duchowofci. 
16 Z obszerniejszych pozycji ukazały się jeszcze: Rozmyf/ania 
dominikańskie, wyd. K. Górski, W. Kuraszkiewicz, Warszawa 1965; 
K. Górski, Duchowof( chrzeleijańska, Wrocław 1978; tenże, Kierow- 
nictwo duchowe w klasztorach żeńskich w Polsce XVI-XVIII w. 'Teksty 
i komentarze, "Textus et Studia. Historiam Theologiae in Polonia 
Excultae Spectantia", t. 11, Warszawa 1980; M. Głowacki, K. Gór- 
ski, Ks. B. Markowski. Zapiski dotyczqce życia wewnętrznego, "Nasza 
Przeszłość", t. 54: 1980, s. 13-149; A. M. Borkowska, K. Górski, Hi- 
storiogrtifia zakonna a wzorce fwiętolei w XVII w., "Textus et Studia. 
Historiam Theologiae in Polonia Excultae Spectantia", t. 15, Warsza- 
wa 1984. W sumie wydał on około siedemdziesięciu różnorodnych 
tekstow z dziejów religijności, zarówno w języku polskim, jak i ob- 
cym. Pełna bibliografia prac Górskiego zestawiona przez I. Czar- 
cińskiego znajduje się w jego autobiografii. K. Górski, Autohiogrtifia, 
s. 185-249. 
17 Zob. s. 5 niniejszej książki. 


- XXV - 


-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


45 lat poszukiwań i przemyśleń l8 , a omawiając swój doro- 
bek w dziedzinie badań nad życiem wewnętrznym, wypo- 
wiada się o dorobku końca lat siedemdziesiątych: "opróż- 
niłem półki i szuflady prawie całkowicie"19. 
Studia nad dziejami religijności wydają się kluczowe 
dla całej naukowej twórczości Górskiego. Według toruń- 
skiego historyka, jako dzieje stosunku osobistego i społecz- 
nego do Boga podejmują zagadnienie stanowiące najgłęb- 
szą treść historii ludzkości. Jeśli zgodzimy się, iż podstawą 
badań jest szeroko rozumiana wizja świata i człowieka, 
która w tym wypadku była świadomie budowana, po- 
winniśmy potraktować te zainteresowania jako centralny 
punkt jego twórczości 20 . Ich metodologiczny fundament 
stanowi punkt wyjścia do metodologicznej refleksji na 
temat prowadzenia badań historycznych w ogóle. Już na 
studiach Górski dyskutował z przyjaciółmi o nowych za- 
łożeniach historii Kościoła, "która - podkreśla - stawała 
przed nami mętna i pozbawiona uroku"21. Z powojennych 
przemyśleń nad tym zagadnieniem wyrasta problem so- 
cjologizującej perspektywy w historii - transcendentnej 


18 K. Górski, Przedmowa, [w:] tenże, Studia i materiały, s. 5. 
19 K. Górski, Autobiografia, s. 157. 
20 Słusznie i bardzo przytomnie zauważa Jerzy Kłoczowski, iż 
"Zakon NMP, główny przedmiot badań Górskiego [...] należy [...] 
do historii chrześcijaństwa i na ten aspekt jego dziejów, nierzadko za- 
pominany, zwracał stale uwagę". J. Kłoczowski, Karol Górski - his/orYR 
poisRiego chrzefcijaństwa, [w:] Karol Górski, s. 63. 
21 BU UMK, SKG, rękopis wystąpienia, s. 6. Okoliczności, 
w których zostało ono wygłoszone, nie udało się ustalić. 


-XXVI-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


interpretacji - i ogólnie kwestia koinologii, a także zasad- 
niczego jej składnika - klimatu kulturalneg0 22 . 
Zdaniem Górskiego bez eschatonu - okresu końco- 
wego dziejów - stąją się one absurdem. "Postęp - pisze 
nasz historyk - sam w sobie i sam dla siebie nie może być 
celem dla historii, [...] w pojęciu postępu zawiera się two- 
rzenie dóbr zbliżających ludzkość do celu"23. Nie będąc 
materialistą, wyznaje, iż "przyjmuje teologiczne rozumie- 
nie eschatonu dziejów ludzkości. Skoro jest Bóg, ludzkość 
zmierza do Niego, jak od Niego wyszła. I to jest punkt 
wyjściowy"24. Bóg, będąc punktem wyjścia i kresu wszech- 
świata, jest również, co oczywiste, punktem wyjścia i kre- 
sem człowieka. Górski podkreśla: "Bóg w ludzkości widzi 
tych nielicznych, którzy realizują w życiu obraz Chrystu- 
sa. Tych obsypuje łaską świętości, dla nich równa ścież- 
ki, im daje świecić na świeczniku [.. .]. To jest sens teo- 
logiczny dziejów. A reszta jest scenerią dla przygód łaski. 
Tak dla pasjonujących przygód łaski w duszach ludzkich, 
w pokątnych ich drogach wiodących do celu, w załomach, 


22 Tamże, s. 5. Na temat Górskiego koncepcji socjologicznej 
perspektywy badań pisze: W. Piasek, Karola GórsRiego Roncepcja spo- 
lecznych podstaw Rultury: "Roinologia" i "interpretacja transcendentna 
historii", "Komunikaty Warmińsko-Mazurskie", 2006, nr 1 (251), 
s. 107-118. Koncepcje klimatu kulturalnego omawiam: W. Piasek, 
.Historia z trefciq psychologicznt( - Roncepcja R1imatu Rulturalnego Karo- 
la GórsRiego, "Zapiski Historyczne", t. 71: 200b, z. 2-3, s. 145-153. 
23 BU UMK, SKG, niepublikowany rękopis, s. 1. Jest to prawdo- 
podobnie wersja artykułu: Z drugiego brzegu (Odpowiedz na pytania 
A. Grzegorczyka), "Więź", 1960, nr 3, s. 70-73. Cytowane fragmenty 
nie weszły do ostatecznej wersji artykułu. 
24 Tamże. 


- XXVII -
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


które od Boga ich oddalają"25. Zadając sobie pytanie o to, 
jak zbadać tak rozumiane dzieje, odpowiada, iż dzieje ła- 
ski to "dzieje życia wewnętrznego jako procesu, w którym 
święci kanonizowani zajmują miejsca poczesne, ale nie są 
wyłącznymi aktorami wydarzeń"26, a także dzieje "świata 
życia społecznego, w którym dla wolności owych świę- 
tych jawnych i ukrytych toczyła się walka o wyzwolenie 
osobowości ludzkiej. W żelaznych, może raczej w ołowia- 
nych pętach władzy ojca rodu, w niewolniczym ustroju, 
w poddaństwie i przywiązaniu do gleby nie było miejsca 
na prawa osobowości ludzkiej. I problem [...] oparcia ży- 
cia na zrzeszeniu nie na przymusie to problem pasjonujący 
w dziejach. To więcej niż historia problemów moralnych 
- to historia problemu jednego i podstawowego dla wszel- 
kiej moralności: Dzieje osoby ludzkiej w Klimatach, for- 
macjach, epokach, Kulturach ludzkich "27. 


2S Tamże, s. 3 
26 Tamże. 
27 Tamże, s. 5-6. Każda z prac Górskiego wpisuje się w zrekon- 
struowany zasadniczy cel jego działalności historiograficznej, tj. zapis 
dziejów łaski w poszczególnych kulturach i ludzkiej kulturze jako ca- 
łości. Problematyka zakonu krzyżackiego od powstania, poprzez róż- 
norodne zagadnienia jego funkcjonowania, aż do upadku, badana jest 
w kontekście ustroju korporacyjnego średniowiecza, którego państwo 
krzyżackie jest przeciwieństwem. Stąd rozpatrywanie poszczególnych 
zagadnień związanych z jego dziejami ma pozwolić na wydobycie za- 
sad duchowych i systemu wartości, które są fundamentem później- 
szych form ustrojowych i które ostatecznie sprowadzają człowieka na 
drogę moralnego nihilizmu. Badania krajów nadbałtyckich to sprawa 
wpływu czynnikow społeczno-geograficznych na rozwój jednostki, 
a w konsekwencji na formę społeczną, której człowiek jest twórcą. 
Badania kopernikańskie podejmują kwestię roli geniusza w kulturze 
i wpływu srodowiska społecznego na jego dzieło. 


- XXVIII- 


1::..
>>>
Karola Gorskiego studia nad historią 


Mówiąc O osobowości i "osobie ludzkiej" odwołuje się 
nasz badacz do tomizmu i personalizmu 28 . "Człowiek - pi- 
sze - jest nie tylko jednostką gatunku, ale też osobą. Oso- 
ba to coś, co o sobie stanowi [. u]. To świadoma hypostaza, 
świadomy siebie podmiot w ujęciu filozofji odwiecznej. 
Świadomość ta jest najwyższym wykończeniem bytu. [...] 
Maritain wskazuje, iż »człowiek skończony i nieszczęśli- 
wy w swym bycie może przejść do stanu nadludzkiego 
tylko przez złączenie intelektu i miłości z lepszym obiek- 
tem, niż on. Bóg stoi u szczytu osobowości, a człowiek jest 
również osobą, choćby w sposób jak najuboższy; w sto- 
sunkach między temi dwiema osobami zawiera się miste- 
rium zdobycia wolności«"29. 
Zdaniem Górskiego, rozwój osobowości i świętość 
jest podstawą oraz celem wszystkich struktur życia spo- 
łecznego. Całe życie społeczne należy widzieć jako pracę 
dla człowieka i nad człowiekiem poprzez "osoby zbioro- 
we, które podtrzymują słabość ludzką i dźwigają duszę 
ludzką ku coraz pełniejszemu rozwojowi. Bo nie postęp 
techniki i panowanie nad przyrodą, nie bogactwo i nie 
użycie, a rozwój wewnętrzny każdego człowieka jest 
istotnie ważny i jedynie trwały"30. Podkreśla również, że 
dzięki odpowiedniemu zorganizowaniu życia społeczne- 
go niektóre jednostki mogą całkowicie lub częściowo od- 


28 O tomizmie jako fundamencie wizji 
wiata i człowieka G6r- 
skiego pisze: W. Piasek, Człowiek - Kultura - Absolut - pisarstwo hi- 
storyczne Karola Górskiego, [w:] K. G6rski, Społeczne podstawy kultury. 
Zbiór prac, "Homines et historia" V, red. i przedm. Wojciech Piasek, 
Toruń 2006, s. XIX-XX, XXVIII-XXX. 
29 K. Górski, Wychowanie personalistyczne, Poznań 1936, s. 17-18. 
30 K. Górski, Społeczny ustrój fredniowiecza, Warszawa 1939, s. 74. 


- XXIX - 


-'---
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


dać się kontemplacji. Ta zaś "jest najwyższą formą życia 
doczesnego, formą, dla której istnieje i państwo, i prze- 
mysł, i wiedza, i technika. Cóż bowiem ze stanowiska 
osobowości jest więcej warte od zjednoczenia z Bogiem 
w kontemplacji "31. 
Jak zaznaczyłem, od początku zainteresowań dzieja- 
mi Kościoła najważniejszą kwestią dla autora Zarysu była 
odnowa dotychczasowego sposobu ich podejmowania. 
Krytykując powojenną historiografię Kościoła w Pol- 
sce, zaznacza nie tylko jej pozytywistyczne podstawy 
ukierunkowujące badania na pewien typ problematyki, 
ale również wskazuje na upadek historiografii Kościoła 
w ogóle: "Wśród różnych przyczyn wymienić trzeba - pi- 
sze - wymieranie starego pokolenia, które nie pozostawia 
następców [...] na miejsce opróżnione przez wielkich hi- 
storyków, jak ks. pro£ J. Nowacki, pro£ T. Silnicki, za- 
częli wchodzić historycy amatorzy, którzy za szczytowe 
osiągnięcie uważali napisanie pracy materiałowej"32. Jest 
to dla niego pewna forma przejawiania się pozytywizmu, 
tym razem w jego epistemologicznym wymiarze, skupia- 
jącym się na faktografii i przyczynkarstwie 33 . Krytycznie 
odnosi się jednocześnie do badań wychodzących z socjo- 
logicznych założeń, jakie na KUL prowadził pro£ Kło- 
czowski z uczniamj34. Zwraca uwagę, że nie da się w tej 
perspektywie ująć przeżyć religijnych, a nawet następuje 


31 K. Górski, Wychowanie, s. 187. 
32 Górski, O problemach historii Kofciola w Polsce [głos w dyskusji], 
"Więź", 1969, nr 6, s. 1Ol. 
33 Tamże. 
34 Tamże. 


-xxx-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


ich redukcja. Podkreśla jednak ich wartość, polegającą 
m.in. na "stawianiu pytań" materiałowi źródłowemu 35 . 
Prawdopodobnie w latach 50. Górski napisał: "trzy- 
dzieści blisko lat pracy było potrzeba, by wreszcie zrozu- 
mieć, na czym polega zło i gdzie leży droga odnowienia"36 
historii Kościoła. W artykule z 1953 roku zatytułowanego 
Nowe metody w zakresie historii Kościoła postuluje koniecz- 
ność nowych "podwalin teoretycznych"37. Zauważa w nim, 
iż "każda gałąź nauki opiera się o pewne założenia filozo- 
ficzne. Nie mówimy tu o historiozofii. [...] Jeśli mówimy 
o założeniach filozoficznych, to mamy na myśli przede 
wszystkim pewną filozofię leżącą na dnie metody badaw- 
czej, u podstaw metodologii, która to filozofia pozwala tak 
czy inaczej kierować badaniami, natomiast zamyka pewne 
drogi i eliminuje pewne zagadnienia z pola badawczego. 
Otóż na pytanie, na jakich założeniach opiera się dziś 
w Polsce historia Kościoła, odpowiedzieć musimy: na filo- 
zofii pozytywizmu"38. Tymczasem skoro "Kościół nie jest 
w oczach katolików organizacją ludzką, a dziełem Boga, 
punkt wyjścia powinna stanowić teologia"39. "Teologia - 


3S Górski w ogóle miał krytyczny stosunek do socjologii, którą 
utożsamiał z nauką posługującą się metodą "empiryczno-schematycz- 
ną" zbliżoną do metody nauk przyrodniczych i proponował w jej miej- 
sce "koinologię" - filozofię życia społecznego, będącą systematyką 
pojęć utworzonych metodą filozoficznej abstrakcji. Zob. W. Piasek, 
Karola Górskiego koncepcja, s. 107-118. 
36 BU UMK, SKG, rękopis wystąpienia, s. 6. 
37 K. Górski, Nowe metody w zakresie historii Kofciola, "Sprawoz- 
dania z Czynności Wydawniczych i Posiedzeń Naukowych oraz Kro- 
nika TN KUL", R. 5: 1953, s. 23. 
38 Tamże, s. 22-23. 
39 Tamże, s. 23. 


- XXXI - 


""'-- 
-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


pisze w innym miejscu - wysuwa twierdzenie, że uświę- 
cenie jest celem życia ludzi. [...] Stąd problem stosunku 
człowieka do Boga, nie tylko świętych kanonizowanych. 
To istotne zagadnienie historii życia Kościoła, zarazem 
to serce dziejów Kościoła" 40. Celem Kościoła jest przede 
wszystkim rozwój życia łaski, tego, co nazywamy życiem 
wewnętrznym ludzkości 41 , a istotę jego zadań i podstawę 
bytu stanowi kształtowanie stosunku osobistego i spo- 
łecznego do Boga 42 . 
Dla pełnego zrozumienia koncepcji Górskiego badań 
na historią Kościoła, podejmujących problem historii sto- 
sunku osobistego i społecznego do Boga, ważne jest po- 
strzeganie przez naszego historyka instytucji Kościoła. Tu 
również punkt wyjścia stanowią teologiczne założenia - 
pojęcie Kościoła jako ciała mistycznego Chrystusa 43 . We 
wstępie do przedkładanej pracy pisał: "Z góry należało 
podkreślić, iż nie chodziłoby o historię stanu duchownego, 
czyli kleru, jak to się zbyt często ujmuje, Kościół bowiem 
obejmuje zarówno duchowieństwo, jak i świeckich, a du- 
chowieństwo stanowi tylko jego część zwaną w teologii 
»kościołem nauczającym«. Zbyt często dawniejsi history- 
cy Kościoła ograniczali się do tej właśnie części, traktując 
część jako całość"44. 


40 BU UMK, SKG, rękopis zatytułowany "Nawiązanie do wczo- 
rajszej dyskusji", s. 1. 
41 K. Górski, Zagadnienie edycji źródeł do dziejów życia wewnętrz- 
nego w Polsce, [w:] tenże, Studia i materiały, s. 96. 
42 K. Górski, Od re/igijnofci do mistyki, s. 10. 
43 BU UMK, SKG, niepublikowany rękopis recenzji (zob. 
przyp.), s. 2. 
44 Zob., s. 3 niniejszej książki. 


- XXXll-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


W obszarze badań nad historią Kościoła zdaniem to- 
ruńskiego historyka powinno się znaleźć "życie wewnętrz- 
ne chrześcijan skupiające się dookoła trzech problemów: 
1) wpływu wiary na życie umysłowe, co znajduje wyraz 
w badaniu teologii i filozofii chrześcijańskiej, 2) wpływu 
miłości Boga i nadziei, co znajduje wyraz w badaniu twór- 
czości mistycznej, 3) wpływu miłości bliźniego na prak- 
tyczne postępowanie chrześcijan, co znajduje wyraz w ba- 
daniu prądów społecznych i działalności charytatywnej 
w obrębie społeczności chrześcijańskiej"45. W tym samym 
artykule czytamy dalej: "natomiast odrzucić należy to, 
co na pozór winno być przedmiotem badania: działanie 
Opatrzności Bożej. [...J Wydaje się rzeczą jasną, że dla 
katolika na podstawie Objawienia drogi Opatrzności po- 
zostaną zakryte do chwili Sądu Ostatecznego. [...] Dlate- 
go sądzimy, że symplicyzm historiozoficzny nie tylko nie 
odpowiada wymogom nauki historycznej, ale nie posiada 
podstawy w założeniach teologicznych"46. Wyznaczony 
przez Górskiego obszar zainteresowań historią Kościoła 
zakreślają, jak można wnioskować z powyższej wypowie- 
dzi, cnoty teologalne; w zasadzie wyczerpujące wszystko, 
co odnosi się do stosunków człowieka z Bogiem. Przed- 
miotem cnót teologalnych jest Bóg jako najwyższa prawda 
(przedmiot wiary), największe dobro (przedmiot nadziei) 
i wreszcie największe dobro samo w sobie (przedmiot 
miłości)47. Na tym wyznaczeniu obszaru badań kończy 


45 K. Górski, Nowe metody w zallresie historii Kofciola. s. 23. 
46 Tamże. s. 24. 
47 J. Woroniecki. Katolicka etylla wychowawcza. t. 2, cz. 1, wyd. 
Lublin 1986, s. 273. 


- XXXIII- 


-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


się według autora Zarysu "ingerencja" teologii w badania 
dziejów Kościoła i dodajmy dziejów w ogóle, reszta należy 
do metody historycznej. Na podstawie zdobytego mate- 
riału nie chce on również formułować żadnych wniosków 
z zakresu teologii historii i uznaje, że ewentualnie może 
to robić teolog"8. 
Pomimo szerokiego wachlarza zagadnień, które w tym 
programowym tekście Górski stawia przed historią Ko- 
ścioła, oraz krytyki dotychczasowych pozytywistycznych 
fundamentów ukierunkowujących badania na zagadnienia 
państwowo-organizacyjne, nie są to wszystkie dziedziny 
badań, jakie widzi i akceptuje. W innym miejscu wska- 
zuje m.in. na historię gospodarczą instytucji kościelnych, 
geografię historyczną Kościoła, historię ustroju i prawa 
kościelnego, historię szkolnictwa katolickiego czy też 
historię stosunku Kościoła do Państwa 49 . Zaznacza przy 
tym, iż nowe założenia historii Kościoła w innym świetle 
stawiają i te zagadnienia 50 . Należy zatem również i je wi- 
dzieć w perspektywie ostatecznego celu człowieka. 
Swoją perspektywę analizy dziejów Kościoła jako dzie- 
jów stosunku osobistego i społecznego do Boga traktuje 
jako analizę religijności. Pisze o sobie m.in. jako historyku 
zajmującym się historią religijności, a swoje zainteresowa- 
nia historią Kościoła określa jako badania nad religijno- 
ściąsI. Nigdzie jednocześnie nie definiuje tego pojęcia. 


48 BU UMK, SKG, rękopis zatytułowany "Nawiązanie do wczo- 
rajszej dyskusji", s. 1. 
49 K. Górski, O problemach historii Kofcio/a w Polsce [głos w dys- 
kusji], s. 100. 
50 K. Górski, Nowe metody w zakresie historii Kofcio/a, s. 24. 
51 Zob. przyp. l, s. XXI. 


- XXXIV -
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


Można jednak uznać, iż używając pojęcia religijności, ma 
on na uwadze, jak czytamy u jego intelektualnego men- 
tora o. Jacka Woronieckiego, "stały [...] nastrój duchowy 
w stosunku do Boga"S2, którego różne formy czy też typy 
bada. Zarówno związek z Woronieckim, jak i kontakty 
z ks. Konstantym Michalskim, ks. Antonim Szamańskim 
musiały wpłynąć na rozumienie historii Kościoła przez 
Górskiego. Podobnie jak i udział w ruchu "odrodzenio- 
wym"S3. Omawiając problematykę życia wewnętrznego po 
pierwszej wojnie światowej, uzn3:je ich za pionierów no- 
wych prądów w życiu wewnętrznym czy - podobnie jak 
ks. Szamańskiego - osoby okazujące tym prądom głębo- 
kie zrozumienie s4 . Sam ruch "odrodzeniowy", którego był 
uczestnikiem, toruński historyk stawia na czele innych 
ruchów tego czasu, w których wyrażały się prądy życia 
wewnętrznegoss. 
Związek z "odrodzeniowym" nurtem katolicyzmu, 
podejmującym w swojej refleksji jego problemy i słabości, 
z której następnie wyciągano wnioski dla ukształtowania 
nowej sylwetki duchowej człowieka wierzącego w kraju, 
musiał mieć istotny wpływ również na wyznaczenie kon- 
kretnych kierunków badań podejmowanych przez Gór- 
skiego. Jego zdaniem podstawowe pytanie, jakie należy 
postawić źródłom, to pytanie o religijność polską w ko- 


S2 J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, s. 273. 
S3 ° aktywności Górskiego w Stowarzyszeniu Katolickiej Mło- 
dzieży Akademickiej "Odrodzenie" zob. W. Piasek, Człowiek - Kul- 
tura -Absolut, s. XIX-XXII. 
S4 K. Górski, Zarys dziej6w duchowofci, s. 318-319. 
ss Tamże, s. 319. 


- XXXV - 


-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


lejnych okresach dziejów Polski, o jej charakter5 6 . Pod 
wpływem literatury pięknej i publicystyki początków XX 
wieku, której autorzy pisali o "duszy narodowej" pojętej na 
wzór duszy indywidualnej, o religijności polskiej utarł się 
pogląd utrudniający do dziś trzeźwe spojrzenie na ni ą 57. 
Błąd polega, jak czytamy w innym miejscu, na uznaniu 
stałości jej cech, a także na przyjętym przez historiografię, 
wspominanym na wstępie, przekonaniu o jej płytkości 58 . 
W ujęciu Górskiego badania nad religijnością zasad- 
niczo obejmują dwa aspekty: indywidualny i społeczny. 
Analiza religijności w wymiarze indywidualnym od- 
nosi się do zjawiska jednostkowego, polegającego na prze- 
życiu miłości Boga "takiego, jaki się przejawia w ramach 
Kościoła, w oparciu o jego dogmaty, sakramenty i naukę 
o łasce"s9. Początkowo obejmowała ona badania nad histo- 
rią mistyki, czyli "przeżyć religijnych i poglądów na dro- 
gę wiodącą do doskonałości chrześcijańskiej"60. Wkrótce 
jednak Górski poszerzył je o badanie "prostszych posta- 
ci przeżyć religijnych" i zdecydował się na nazwanie ich 
badaniami nad życiem wewnętrznym 6I . W tytule syntezy 
i ostatniej pracy poświęconej tej problematyce, na którą 
złożyły się rzeczy wcześniej wydane, znajdujemy jednak 
określenie "dzieje duchowości". Pomimo iż termin ten 


56 K. Górski, O problemach historii Kofciola w Polsce [głos w dys- 
kusji], s. 101. 
57 Tamże, s. 92. 
58 BU UMK, SKG, Uwagi o katolicyzmie polskim, s. 1 (niepubli- 
kowany maszynopis). 
59 K. Górski, Od religijnofci do mistyld, s. 5. 
60 Pisma ascetyczno-mistyczne benedyktynek [przedmowa], s. 8. 
61 K. Górski, Prąjekt seminarium historii mistyki, s. 19. 


- XXXVI-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


od początku nie w pełni satysfakcjonował autora, przy- 
stał jednak na jego użycie 62 . Problem według Górskie- 
go polegał na tym, że termin spiritualite, który zakreślał 
obszar przedmiotowy badań nad uprawianą przez niego 
problematyką we Francji, po przetłumaczeniu na polski 
daje termin wieloznaczny-właśnie "duchowość", obejmu- 
jący wyższe dziedziny przyrodzonego życia psychicznego, 
m.in. "naukę i sztukę"63. Rozwiązaniem byłoby, jak wska- 
zuje w Od religijności do mistyki, dodać określenie "chrze- 
ścijańska" czy też "katolicka", co jednak nie znajduje we- 
dług niego "prawa obywatelstwa w języku polskim"64. 
Aspekt badań nad religijnością dotyczący "przeżycia" 
ma kluczowe znaczenie. Poszukując podstaw tego stanu 
rzeczy, należy znów odwołać się do wizji świata i człowie- 
ka Górskiego. Na drodze rozwoju i wzbogacania osobo- 
wości, tj. życia wewnętrznego człowieka, którego kresem 
jest pełnia rozwoju osobowości, jaką jest świętość, kluczo- 
we znaczenie odgrywa mistyka 65 . 
Badając religijność w aspekcie indywidualnym, Górski 
posługuje się trzema pojęciami, które pozwalają mu na jej 
usystematyzowanie i klasyfikację. Każdy z mistyków pod- 
kreśla to, co stanowi według niego rzecz najważniejszą dla 
osiągnięcia zjednoczenia z Bogiem, polecając pewne me- 
tody i kładąc nacisk na pewne formy pracyl'6. N a tej podsta- 
wie możliwe jest dokonywanie klasyfikacji i rozróżnienie 


62 K. Górski, Autobiografia, s. 113. 
63 K. Górski, Od religijnofci do mistyki, s. 9. 
64 Tamże. 
6S K. Górski, Wychowanie personalistyczne, Poznań 1936, s. 74. 
66 Pisma ascetyczno-mistyczne benedyktynek [przedmowa], s. 9. 


- XXXVII - 


........
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


szkół ulegającym wewnętrznym przemianom, które mogą 
być poddanym szczegółowym badaniom 67 . Pojęcie szkoły 
życia wewnętrznego "jako zespołu metod osiągnięcia do- 
skonałości oraz zespołu ludzi, którzy realizują jej cele, jest 
bardzo istotne dla trafnego uchwycenia procesu rozwojo- 
wego religijności"68. Drugim pojęciem wykorzystywanym 
w badaniach życia wewnętrznego jest "kierunek", mniej 
zwarty i metodycznie zorganizowany"9. Trzecie pojęcie to 
"pokolenie", grupa ludzi urodzonych w tym samym mniej 
więcej czasie, których psychikę ukształtowały wspólne 
przeżycia lub ich brak 70 . 
Kluczowe miejsce w badaniach zajmuje pojęcie "szko- 
ły" zaczerpnięte od Piere'a Pourrata, które zdaniem Gór- 
skiego pozwala na autonomiczne potraktowanie życia 
duchowego i nieredukowanie go do społecznego wymia- 
ru życia człowieka. Porzucenie tego pojęcia czy też zbyt 
ograniczone jego rozumienie powoduje, iż to co jest indy- 
widualnym przeżyciem, rozpatruje się na tle psychiki grup 
społecznych 71 . Ponadto, pojęcie "szkoły" pozwala na pro- 
wadzenie badań porównawczych. W jednym z listów ba- 
dacz odpowiada na recenzję Zarysu: "Czy pojęcie »szkoły« 
jest niewystarczające, jak pisze Ojciec, i trzeba: uwzględnić 
warunki i specyficzne ramy - ale to byłaby socjologia [...] 
ja wolę szukać charyzmatu. »Szkoły« moim zdaniem służą 
tylko do celów porównawczych, a nie dla przedstawienia 


67 K. Górski, Problematyka religijno/ci, s. 241. 
68 Tamże. 
69 K. Górski, Od religijno/ci do mistyki, s. 11. 
70 Tamże. s. 12. 
71 Tamże, przyp. 6, s. 6. 


- XXXVIII -
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


genezy i ewolucji - znowu wydaje mi się, że to prowadzi 
do socjologii. Zdaje mi się, że lepiej uzupełnić metodę, 
którą stosowałem przy analizie szkół, przez oparcie jej na 
fi l .. [ ] "72 
meta zyce, teo Ogll ... . 
Zauważmy, iż badanie religijności w jej aspekcie indy- 
widualnym pokrywa się z tym, co Górski nazywał inter- 
pretacją immanentną, historyczną73. Różnorodność szkół 
wiąże się z "psychologią religijną" i w tym wypadku z psy- 
chiczną strukturą jednostki. Pewnym typom psychicznym 
odpowiadają określone szkoły życia wewnętrznego, a na 
typach psychicznych bazuje charyzmar7 4 . Struktura psy- 
chiczna człowieka nie jest zdolna dostosować się w całości 
do wzoru, jakim dla chrześcijanina jest Chrystus, "są na- 
tury - pisze Górski - skłonne do optymizmu życiowego 
i do pesymizmu, są natury o silnej emocjonalności i inne 
o przewadze woli lub refleksji. Wymaga to przystosowa- 
nia zasad wychowania do konkretnej natury tego, który 
dąży do doskonałości"75. 


72 Karol G6rski - Antoni Bazielich eSsR. Robimy nie dla siebie ani 
dla względu ludzkiego, ale dla zasady. Korespondencja 1952-1988, przyg. 
do druku K. Maj, A. Zieliński, Toruń 2006, s. 54 (1987). 
73 W. Piasek, Metodologiczna refleksja Karola G6rskiego, "Zapiski 
Historyczne", t. 69: 2004, z. 4, s. 123-136. 
74 Karol G6rski - Antoni Bazielich eSsR, s. 54. 
75 K. Górski, Autobiogrtifia, s. 116-117. Natrafiamy tu na kwe- 
stię znaczenia czynnika psychologicznego w dziejach, co odsyła nas 
do szerszego zagadnienia, mianowicie psychohistorii i ewentualnych 
związków wizji świata i człowieka Górskiego z tym nurtem historio- 
grafii tym bardziej, jeśli przyjmiemy szerokie rozumienie tego nur- 
tu wyznaczone przez psychologiczny wymiar przeszłości. Na temat 
tożsamości psychohistorii zob.: T. Pawelec, Wprowadzenie: psychohi- 
storia w poszukiwaniu tożsamofci, [w:] Psyche i Klio. Historia w oczach 


- XXXIX-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


Krytyczne uwagi adresowane do ujęcia socjologicz- 
nego historii Kościoła nie oznaczają, jak wskazywałem, 
iż toruński historyk, odrzucając je w swoich badaniach 
dziejów religijności, wyklucza jednocześnie sens badania 
społecznego aspektu religijności. Problem polega na tym, 
na jakim obrazie społeczeństwa i jednostki ta analiza jest 
oparta. Wychodząc z personalistycznej wizji świata i czło- 
wieka, podkreśla, że człowiek jest przede wszystkim oso- 
bą, a na drugim miejscu jednostką społeczną. Socjologizm 
przesłania według Górskiego istotę rzeczy, pomijając zna- 
czenie badań nad życiem wewnętrznym i jego psycholo- 
gi ą 76. Odwołajmy się ponownie do jego wizji człowieka 
i świata. "Jeśli zaprzeczymy istnieniu Boga - czytamy 


psychohistoryków, wybór, przekład i wstęp, T. Pawelec, Lublin 2002, 
s. 11-31. Kwestie terminologiczne dotyczące współpracy historii z psy- 
chologią, w tym utożsamianie tej współpracy wyłącznie z psychoana- 
lizą, porusza również: T. Ochinowski, O użytecznolci i bezużytecznolci 
psychologii w badaniach historycznych. Wybrane opinie historyków polskich 
od lat czterdziestych do dziewiętdziesiqtych XX w. [w:] Klio Polska. Stu- 
dia i materiały z dziejów historiografii polskiej po II wojnie Iwiatowej, 
red. A. Wierzbicki, Warszawa 2004, s. 82-84. Problem związku twór- 
czości Górskiego z psychologią staje się jeszcze bardziej znaczący, gdy 
weźmiemy pod uwagę stworzoną przez niego kategorię klimatu kultu- 
ralnego, mającąwyraźnypsychologicznycharakter. Zarówno Ochinow- 
ski w powyższym artykule,jak i Pawelec wwystąpieniu zamieszczonym 
w tym samym zbiorze, poruszają kwestię związku twórczości Górskie- 
go z psychologią. T. Pawelec, Psychoanaliza w refleksji metodologicznej 
historyków polskich po II wojnie Iwiatowej (okres PRL), [w:] Klio Polska, 
s. 115-130. Wydaje się jednak, iż głębsze wnioski na ten temat 
możliwe są dopiero, gdy potraktujemy to zagadnienie w kontekście 
wcześniej zrekonstruowanej wizji świata i człowieka Górskiego. Zob. 
W. Piasek, .Historia z trelciq psychologicznq". 
76 Karol Górski -Antoni Bazielich CSsR, s. 15 (22.01.1965). 


-XL-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


w Wychowaniu personalistycznym - to musimy początek 
wszelkiego życia wyprowadzić z materii, życie duchowe 
będzie tylko odległą jej funkcją. Wobec tego celem roz- 
woju życia duchowego będzie również materia. Jeśli przyj- 
miemy istnienie osobowości, co w związku z doktryną 
materialistyczną jest niemożliwe, to rozwój jej w żadnym 
razie nie może stać się celem człowieka. Z prymatu ma- 
terii płynie przede wszystkim związek jego z gatunkiem, 
którego jest cząstką. Stąd dobro społeczności ludzkiej i jej 
rozwój będzie zawsze górować nad wszelkim rozwojem 
osobowości. Ten rozwój wewnętrzny będzie miał grani- 
ce ściśle zakreślone, podporządkowany będzie całkowicie 
dobru społeczności, to znaczy, iż rozwijane będą tylko 
cechy potrzebne do życia społecznego [.. .]"77. Całkowicie 
w związku z tym odrzuca socjologię religii, która według 
niego prowadzi do materialistycznego ujęcia przyczyn zja- 
wisk duchowych 78 . 
Tak jak w badaniu religijności indywidualnej inspiruje 
się koncepcją Pourrata, tak w badaniu religijności i jej form 
jako zjawiska społecznego odwołuje się do Gabriela Le 
Brasa 79 . To, co szczególnie wartościowe u tego badacza to, 
zdaniem Górskiego, z jedn:i strony nienegowanie znacze- 
nia badań nad życiem wewnętrznym, z drugiej strony zaś, 
płynący z jego studiów wniosek, że zajmowanie się spo- 
łecznym wymiarem religijności nie musi oznaczać utra- 
ty faktu, iż przyczynia się On do zjednoczenia człowieka 
z Bogiem. W tym postrzega, jak to określa, "subtelność" 


77 K. Górski, Wychowanie, s. 211. 
78 Karol G6rski - Antoni Bazielich CSsR, s. 53. 
79 K. Górski, Problematyka religijno!ci, s. 243-244. 


- XLI- 



--
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


metody Le Brasa, której brak badaczom odwołującym się 
do czynników społecznych przy badaniu religijnościBO. 
Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że dociekania nad spo- 
łecznym aspektem religijności traktowane są przez Gór- 
skiego jako przedłużenie badań nad jej aspektem indy- 
widualnym. Szkoły życia wewnętrznego według naszego 
historyka tylko pozornie ograniczone były przez mury 
klasztorów, a w rzeczywistości kształtowały szeroko rozu- 
mianą praktykę życia religijnego: akcje charytatywne, mi- 
sje, stosunek do spraw społecznych, praktykę religij ną 81. 
Rozważania nad społecznym aspektem religijności 
obejmowałyby zatem bezwzględnie trzeci punkt progra- 
mu Górskiego. Biorąc pod uwagę, iż o badaniach obej- 
mujących pierwszy punkt tego programu pisze, że należy 
je prowadzić w płaszczyźnie osiągnięć ponadindywidual- 
nych, można je również zaliczyć do społecznego aspektu 
badań 82 . Ponadto, jak można sądzić z powyższej wypowie- 
dzi, zostają one poszerzone przede wszystkim o pominię- 
te w nich praktyki religijne. Wszystkie rozpatrywane jako 
mierniki intensywności i jakości przeżycia religijneg0 83 . 
Brak w pierwotnym planie badań praktyk religijnych 
sensu stricte wyjaśnia, jak sadzę, fakt, iż powiązane są one 
z jedną z cnót moralnych i nie mają, tak jak w pozostałych 
przypadkach, za przedmiot samego Boga. Z drugiej stro- 
ny, wśród cnót moralnych religia zajmuje centralne miej- 


80 Karol Górski - Antoni Bazielich CSsR, s. 15. 
81 K. Górski, Od religijnofci do mistyki, s. 6. 
82 K. Górski, Nowe metody w zakresie historii Kofcioła, s. 25. 
83 K. Górski, Od religijnofci do mistyki, s. 6. 


- XLIl-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


sce, ubogacając stosunek człowieka do Boga oraz spełnia- 
jąc kluczową funkcję w rozwoju osobowości 84 . 
Niejasna jest obecność pojęcia "obyczaju" w praktyce 
badawczej Górskiego, ponieważ nie zostało ono wyod- 
rębnione jako obszar zainteresowania 85 . Rzecz staje się 
zrozumiała, gdy przyjrzymy się uwadze Górskiego doty- 
czącej badań nad religijnością. Podkreśla on, iż religijność 
najczęściej badano jako aspekt obyczajów i postrzegano ją 
jako jedno ze 
awisk ich historii, ujmowanych dodatkowo 
w formę anegdotyczną. W ten sposób nie można według 
niego zrozumieć istoty zjawisk, które się za nimi krył y 86. 
Głębiej, jego zdaniem, sięgają te próby, które podejmują 
badanie modelu obyczajowego, zaś "wszelkie próby - pod- 
kreśla - zbadania poziomu moralnego na podstawie akt 
procesowych dadzą obraz jednostronny"87. Wydaje się, że 
w ten sposób Górski konceptualizuje dla analizy historycz- 
nej pozostałe cnoty moralne, zwane również obyczajowy- 
mi 88 . Warto zwrócić uwagę, iż nawiązuje w tym miejscu 
także do antropologii kulturowej. W swoich wystąpieniach 
wskazywał na związek badań nad obyczajowością z "me- 


84 "Cnota religii, stałe usposobienie woli oddawania Bogu czci 
jako Bogu - pisze Górski - [...] ma w rozwoju osobowości rolę do- 
minującą: podnosząc wszystkie władze człowieka ku Bogu, stawia 
centrum życia ludzkiego, ludzkich zamierzeń o wiele wyżej ponad 
płaskim w rzeczywistości ideałem cnoty bez Boga". K. Górski, Wy- 
chowanie, s. 73. 
85 Zob. np. K. Górski, Od religijnofci do mistyki, s. 150-155. 
86 K. Górski, Problematyka religijnofci, s. 244. 
87 Tamże. 
88 A. Żychliński, Życie wewnętrzne. Rozważania teologiczne, 
Lwów 1931, s. 173. 


-XLlII-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


todą etnologii"89. Podobnie jak w innych nawiązaniach do 
antropologii, z dużym prawdopodobieństwem czerpie on 
inspiracje z koncepcji podstawowego wzoru kulturowego 
Ruth Benedict 9o . Chodzi o najważniejszą cechę konkret- 
nej kultury, jej syntetyczną charakterystykę na poziomie 
makro, grupującą poszczególne zwyczaje w konfiguracje 
o pewnym wzorze dominującym, zaś na poziomie mikro 
wyznaczającą typową osobowość jednostki 91 . Co ważne, 
Górski w fakcie, iż struktury te są względem siebie izo- 
morficzne, widzi wspomnianą powyżej możliwość zrozu- 
mienia istoty tych zjawisk. 
Tak samo jak w aspekcie jednostkowym, charakter re- 
ligijności w aspekcie ponadjednostkowym ujmuje poprzez 
wyznaczanie typów religijności. Zależą one, jego zda- 
niem, w dużej mierze od psychicznej struktury jednostki 
i większych grup. Badacz uważa także, iż bezzasadne jest 
poszukiwanie jakiegoś jednego typu charakteryzującego 
całe społeczeństwo. Należy raczej widzieć różnorodność 
typów religijności, wynikającą z jednej strony z różnorod- 


89 BU UMK, SKG, Zagadnienie teorii dziejów, s. 1. 
90 O inspiracjach antropologicznych w twórczości Górskiego, 
w których kluczową rolę odegrała amerykańska antropologia kulturo- 
wa Boasa i jego uczniów, zob. W. Piasek, Antropologizowanie historio- 
grafii polskiej - przypadek pisarstwa historycznego Karola Górskiego, [w:] 
Gra i koniecznof{' Zbiór rozpraw z historii historiografii i filozofii historii, 
red. G. A. Dominiak, J. Ostoja-Zagórski, W. Wrzosek, Bydgoszcz 
2005, s. 219-232; tenże, Historiogrtifia poIska po drugiej wojnie fwiato- 
wej -lokalne znaczenia, "Echa Przeszłości", t. 7: 2006, s. 312-328. 
91 Z. Mach, Kultura i osobowof{ w antropologii amerykańskiej, War- 
szawa 1989, s. 44-48. 


- XLIV -
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


ności psychiki wiernych, z drugiej zaś ze swobody, jaką 
Kościół daje w wyborze form więzi z Bogiem 92 . 
Przy omawianiu badań Górskiego nad społecznymi 
formami religijności nasuwa się pytanie o zastosowanie 
w nich skonstruowanej przez niego koinologii, która, jak 
pisałem, wiele zawdzięcza tym badaniom, a nie jest zasad- 
niczo wykorzystywana przez Górskiego do konceptuali- 
zacji społecznego aspektu religijności. W przypadku syn- 
tez odpowiedź jest prosta. Koncentrując się na badaniach 
indywidualnego aspektu religijności, kwestie społecz- 
ne rozważa tylko tam, gdzie to jest konieczne i wynika 
z wzajemnej relacji między jednostkowym a społecznym 
aspektem religijności 93 . Rozpatrywanie problemu religij- 
ności w jego indywidualnym wymiarze pochłaniało go na 
tyle, że na wymiar społeczny nie starczało czasu. Nie bez 
znaczenia jest także fakt, że przy refleksji nad koinologią 
wskazuje na problemy użycia jej w analizach społeczeństw 
historycznych w skali makrospołecznej94. 


92 K. Górski, O prohlemach historii Kofcioła w Polsce [głos w dys- 
kusji], s. 102. 
93 Zob. K. Górski, Od religijno/ci do mistyki, s. 6. 
94 K. Górski, Metoda badań kultury małych społeczno/ci zamknię- 
tych, [w:] tenże, Społeczne podstawy kultury, s. 36-37; tenże, Tworzenie 
kultury, [w:] tenże, Społeczne podstawy kultury, s. 149-153. W spu- 
ściźnie Górskiego znajdują się dwa niepublikowane teksty, w których 
wykorzystuje on do badania religijności koinologię: BU UMK, SKG, 
Polskie struktury społeczno-religijne na tle porównawczym; Wkład 
religijności polskiej do chrześcijaństwa. Ten ostatni tekst w formie 
skróconej został przez Górskiego włączony do pracy Społeczne pod- 
stawy kultury. 


-XLV-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


2 


Jak w świetle powyższej interpretacyjnej rekonstrukcji ba- 
dań Górskiego w zakresie dziejów Kościoła należy widzieć 
prezentowane dzieło? Zanim jednak udzielę odpowiedzi 
na to pytanie, chciałbym podać kilka ustaleń dotyczących 
jego losów. 
Zarys koncepcyjnie został prawdopodobnie opracowa- 
ny jeszcze w obozie jenieckim, a na pewno tam zrodził się 
pomysł jego powstania 95 . Druku podjęła się Spółka Księ- 
garsko-Wydawnicza "Księgarnia Akademicka" powoła- 
na w maju 1945 r. z inicjatywy Jana Jachowskiego, któ- 
rej celem było wydawanie prac naukowych, prowadzenie 
księgarni i antykwariatu 96 . Ten sam poznański księgarz- 
wydawca, przed wojną wydał dwa tomy pisarzy ascetycz- 
no-mistycznych zredagowane przez Górskiego. Nakład 
Zarysu miał wynieść 300 egzempl arzy 97, nigdy jednak 
praca ta nie wyszła drukiem. Jak wynika z wykonanego 
przez samego księgarza i wydawcę chronologicznego spi- 
su jego wydawnictw, sporządzono jedynie 12 egzemplarzy 
korektorskich 98 . Jachowski umieszcza to dzieło w swoim 


95 Górski został zmobilizowany 24 VIII 1939 r. i brał udział 
w kampanii wrześniowej w bitwie pod Kutnem i obronie Warsza- 
wy. Przebywał w obozach jenieckich w Brunszwiku i Woldenburgu 
(od 24 VI). Po oswobodzeniu obozu jenieckiego w Woldenburgu 
30 I 1945 r. powrócił do kraju. 
96 Zob. J. Jachowski. Wspomnienia poznańskiego księgarza i wy- 
dawcy, Poznań 1959, s. 63-64. 
97 BU UMK, SKG, list Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej do 
K. Górskiego, Warszawa, 16 VI 1954. 
98 J. Jachowski, Wspomnienia, s. 106. 


-XLVI-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


spisie pod rokiem 1947, w tym czasie bowiem zostały one 
przygotowane. Wydanie Zarysu planowano na 1948 r., 
taka data widnieje na jednym z zachowanych egzempla- 
rzy99. Potwierdzają to także oferty wydawnicze z 1947 r., 
zawarte na okładkach pozycji wydanych dotychczas przez 
"Księgarnię Akademicką". Książka została ujęta w nich 
bez podania ceny, obok innych wydanych i z ceną zbytu, 
a więc już obecnych na rynku 1oo . 
O przyczynach nieukazania się Zarysu nie dowiadu- 
jemy się niczego z Autobiogrtifii GórskiegolOl. Wszelkie 
wątpliwości rozwiewa jednak ręczny dopisek J achowskie- 
go na marginesie, jakiego dokonał w rękopisie spisu swo- 
ich wydawnictw, który niewątpliwie stanowi podstawę 
dla tego wydrukowanego we Wspomnieniach. Przy Zarysie 
czytamy: "nie wyszło c. nie zezwoliła na druk!"I02 Dzieła 
nie wydano zatem na skutek interwencji powołanego, jak 
wiadomo w lipcu 1946 na mocy dekretu Krajowej Rady 


99 Jest to egzemplarz znajdujący się w Bibliotece KUL. O pozo- 
stałych egzemplarzach nic nie wiadomo. Strona tytułowa Zarysu zo- 
stała również umieszczona we wspomnieniach Jachowskiego, w
ród 
wybranych przez niego jako materiał ilustracyjny do wspomnień. 
J. Jachowski, Wspomnienia, s. 96. Istnienie egzemplarzy korektorskich 
prawdopodobnie zmyliło J. Kłoczowskiego, który podaje, że książka 
wyszła, nakład został jednak przez władze zniszczony, a uratowało się 
bardzo mało egzemplarzy. J. Kłoczowski, Karol Górski, s. 73. 
100 Archiwum PAN odział w Poznaniu, Spuścizna J. Jachowskie- 
go (dalej APANSJJ): sygn. P. III - 69/71, Karty tytułowe książek dru- 
kowanych przez Wydawnictwo Akademickie. 
101 K. Górski, Autobiografia. 
102 APANSJ], sygn. P. 111-69/121, Spis artykułów i haseł opubli- 
kowanych w czasopismach i słownikach oraz prac i publikacji wyda- 
nych przez drukarnie. 


-XLVII-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


Narodowej, Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publika- 
cji i Widowisk 103 . Skąd zatem korektorskie egzemplarze? 
Wyjaśnienie jest dosyć proste. Książka przechodziła przez 
cenzurę dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy zezwo- 
lenie dotyczyło składu, J achowski otrzymał zgodę, jednak 
gdy starał się o zgodę na druk, już jej nie otrzymaP04. 
Dalsze losy dzieła Profesora możemy śledzić na pod- 
stawie jego korespondencji z poznańskim księgarzem. 
W liście z kwietnia 1954 r. zawiadamia on Górskiego, 
iż Spółka Księgarska "Światowid" z Warszawy przejęła 
"Księgarnię Akademicką" i prowadzi jej likwidację. Suge- 
ruje, że jako autor ma prawo domagać się honorarium, po- 
nieważ nie z jego winy Zarys nie został wydany. Na końcu 
listu dopisuje "Sprawa poufna, proszę nie powoływać się 


103 Instytucja cenzury faktycznie istniała w Polsce już od r. 1945. 
W styczniu przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego powo- 
łano Centralne Biuro Kontroli Prasy w listopadzie przemianowane 
na GUKPPiW. Sam wydawca i kierowane przez niego wydawnictwo 
z biegiem lat i krzepnięciem władzy i jej instytucji zaczął mieć coraz 
większe trudności. W 1947 r. jego wydawnictwo wydało 15 książek, 
w 1948 r. - 23, ale już w 1949 r. -13. W 1950 r. do druku przygotowa- 
no 3 książki, z czego wyszła jedna. W 1950 r. wydawnictwo na sku- 
tek decyzji Centralnego Związku Społdzielczego zostało postawione 
w stan likwidacji, inicjatywa Jachowskiego ostatecznie padła ofiarą 
tzw. "bitwy o handel". J. Jachowski, Wspomnienia, s. 106. 
104 Podobnie było z książką M. Dybowskiego, Formowanie woli. 
W jednym z listów Spółdzielni "Światowid" do Urzędu Kontroli Pra- 
sy, Publikacji i Widowisk, który dotyczy jej losów wydawnictwo za- 
znacza, iż z informacji Jachowskiego wiadomo, że książka otrzymała 
zgodę na skład, ale na druk już nie, APANSJJ, sygn. P. 111-69/90, 
odpis listu, 11 111955 r. W spisie dzieł wydanych przezJachowskiego 
praca ta jest opisana podobnie jak Zarys: "niewydrukowane - istnieją 
3 egz. korektowe". J. Jachowski, Wspomnienia, s. 111. 


- XLVlIl- 


--
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


na mnie"los. Jachowski list wysłał do Górskiego dziewięć 
miesięcy po wyjściu z więzienia. Dnia 12 listopada 1952 
roku został on aresztowany i skazany za to, że jako kie- 
rownik "Spółdzielczej Księgarni Akademickiej w latach 
od maja 1945 r. do listopada 1952 r. przechowywał w celu 
upowszechnienia i rozpowszechniania książki i wydaw- 
nictwa o treści antyradzieckiej i antykomunistycznej, 
propagujące rasizm i nacjonalizm oraz sanacyjne i endec- 
kie, propagujące faszyzację Polski - zawierające fałszywe 
wiadomości, mogące wyrządzić istotną szkodę interesom 
Państwa Polskiego"106. 
Górski natychmiast podjął korespondencję z likwi- 
datorem, bowiem już 17 maja 1954 r. nadeszło od niego 
pismo, w którym wyjaśnia kwestie wysokości honorarium 
oraz informuje, iż dzieło zostaje zwrócone pocztąl07. Całą 
sprawę zakończono 16 czerwca, kiedy to przesłano na kon- 
to Górskiego 10 660 zł, po wcześniejszym potrąceniu po- 
datku i odliczeniu zaliczki, którą otrzymał wcześniejlO8. 
Z tego co wiadomo, Górski nie podejmował już prób 
wydania Zarysu ani nie wspominał o tej książce w rozmo- 
wach. W Bibliotece Uniwersyteckiej UMK znajdują się 
jednak uzupełnienia datowane na lata 1952-1957. Pocho- 
dzą z okresu, o którym Górski pisał w autobiografii jako 


lOS BU UMK, SKG, list J. ]achowskiego do K. Górskiego, Po- 
znań, 24 IV 1954 r. 
106 J. Matysiak, Działalnoffwydawnicza i lisięgarsliajanajachow- 
sliiego w latach 1919-1952, ,.Biblioteka", 2003, nr 7, s. 57. 
107 BU UMK, SKG, list Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej 
do K. Górskiego, Warszawa 17 V 1954 r. 
108 BU UMK, SKG, list Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej 
do K. Górskiego, Warszawa 16 VI 1954 r. 


-XLlX- 


--
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


o ciężkich czasach. Być może praca nad nimi była jedną 
z dróg, których, jak sam pisze, w tym czasie poszukiwał, 
aby "oderwać myśl i skierować ją do innych tematów"I09. 
Charakter przekładanej pracy najlepiej oddaje cyto- 
wany już fragment wstępu do niej, w którym Górski pisze, 
iż jest ona owym kamieniem milowym w dolinie, za którą 
znów wznosi się droga 11O . Trzeba na tę książkę patrzeć jako 
na pracę, którą poprzedza skrystalizowanie się koncepcji 
badań nad historią Kościoła jako historią religijności: sto- 
sunku osobistego i społecznego do Boga. 
Celem Zarysu, tak jak i późniejszych badań, jest od- 
powiedź na pytanie: "czym był katolicyzm polski w cią- 
gu wieków"lll. Zawiera on w zasadzie wszystkie obszary, 
które weszły później w skład koncepcji badań nad historią 
Kościoła stworzonej przez Górskiego. Tym, co w sposób 
szczególny odróżnia badania od Zarysu jest obszerna ana- 
liza relacji politycznych państwo-Kościół. Odwołując się 
do wizji świata i człowieka Górskiego, tę problematykę 
również należy związać z jego badaniami nad dziejami 
osobowości i życiem wewnętrznym. Podejmuje ją w kon- 
tekście historycznego rozwoju form organizacyjnych pań- 
stwa, problemu społecznego oddziaływania religii i oparcia 
"socjologicznych formacji" na religii 112. Prawdopodobnie 
taka konceptualizacja wpłynęła na późniejsze niewracanie 
do nich. W zakończeniu jednej z prac poświęconej temu 


109 K. Górski, Autobiografia, s. 93. 
110 Zob, s. 5 niniejszej książki. 
111 Tamże. 
112 BU UMK, SKG, niepublikowany rękopis recenzji (zob. przyp. 
6), s. 5-6. 


-L- 


---
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


zagadnieniu pt. Państwo chrześcijańskie średniowiecza, wy- 
powiadając się o nowym ideale historycznym chrześci- 
jaństwa, o nowym porządku, podsumowuje: "Królestwo 
Boże na ziemi to panowanie Chrystusa w duszach ludz- 
kich, a nie nad materią świata. Warunkiem, choć nie je- 
dynym, rozwoju tego panowania Bożego w duszach jest 
porządek życia doczesnego, zrealizowany w życiu pań- 
stwa. Ale choć warunki życia społecznego i państwowego 
mogą sprzyjać lub nie sprzyjać Królestwu, pozostanie ono 
zawsze »nie z tego świata«, gdyż będzie duszami rządziło 
nie od zewnątrz, nie przez ciało, lecz od wewnątrz, przez 
tajne drogi Boże, wiodące do dusz" 113. 
Badania Górskiego nad państwem i jego chrześcijań- 
skimi założeniami nie tylko znacząco wpłynęły na pro- 
blematykę Zarysu, ale również zaważyły na jego koncep- 
cji. Wypracowane w toku tych rozważań ujęcie Górski 
zastosował zarówno w Zarysie, jak i w książce poświęco- 


113 K. Górski, Państwo chrzefcijańskie fredniowiecza, Warszawa 
1938, s. 30. Zob. również np. tenże, Społeczny ustrój fredniowiecza; 
Zainteresowania zagadnieniami społecznymi spowodowały, że Gór- 
ski podjął studia w prywatnej Szkole Nauk Politycznych i były na 
tyle poważne. iż w pewnym momencie musiał podjąć decyzję o dal- 
szej drodze życiowej. W autobiografii czytamy: "Gdzieś w 1926- 
-1927 r. zdecydowałem, że to nie dla mnie - byłem zbyt naiwny. 
Wybrałem zdecydowanie drogę naukową". K. Górski. Autohiogrtifia. 
s. 25. W wywiadzie, który ukazał się na dwa lata przed śmiercią. Gór- 
ski mówi: "Wierzyłem wraz z innymi. że można zbudować katolicki 
model społeczeństwa podobnie jak model liberalny czy socjalistyczny. 
Przekonałem się jednak, że jest to niemożliwe, ale nadal interesuje 
mnie problematyka społeczna i socjologiczna. np. wykorzystanie me- 
tody filozoficznej w socjologii ". O rodzajach religijnofci. Rozm. K. Baro- 
nowski, "Tygodnik Powszechny", R. 40: 1986, nr 43, s. 3. 


-LI-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


nej dziejom pracy charytatywnej w Kościele 1l4 . W miej- 
sce odwołania do teologii w śledzeniu indywidualnego 
i społecznego stosunku do Boga znajdujemy w przedkła- 
danym dziele odwołanie do zasad nauki chrześcijańskiej. 
Wyjaśniając tytuł swojej pracy, Górski wskazuje, iż posze- 
rza dotychczasowe rozumienie Kościoła, który obejmuje: 
"społeczność [duchowieństwo i świeckich - przyp. W.P.], 
jak i historyczną formę ujęcia nauki Kościoła, która nie 
zawsze musi być zgodna z ujęciem poprawnym i zgodnym 
z samą istotą tej nauki. Tak bywało i w Polsce w różnych 
epokach, gdy katolikami mienili się ludzie stojący na pery- 
ferii nauki kościelnej lub przyznający się do niej okazyjnie, 
w miarę potrzeby. Wydaje się, że i te formy zdegenero- 
wane można będzie podciągnąć pod termin »katolicyzm«, 
choć z punktu widzenia nauki Kościoła można wątpić, 
czy należy traktować je w obrębie historii Kościoła. To 
zaważyło na wyborze tytułu, niezbyt filozoficznie ścisłe- 
go, ale obejmującego szerszy zakres pojęć od innych"1l5. 
Więcej na temat takiej konceptualizacji przedmiotu badań 
dowiadujemy się z innych prac Górskiego. "Zasady nauki 
chrześcijańskiej - pisał - są niezmienne, ideał historyczny 
jest zmienny. Zasady są pełne i wszechstronne, ideał za- 
wsze gdzieś niepełny, zawsze niedoskonały, czasem prze- 
sadny, czasem niedociągnięty. Materia bowiem opornie 
ulega duchowi, a gdy mu się podda, usiłuje obciążyć go 
swą treścią"1l6. Z innej pracy poświęconej dziejom pracy 
charytatywnej Kościoła, wydanej w roku 1948 dowiaduje- 


114 K. G6rski, Zarys dziej6w pracy charytatywnej. 
115 Zob. s. 3-4 niniejszej książki. 
116 K. Górski, Państwo chrzefcijańskie fredniowiecza, s. 8. 


- Lll-
>>>
Karola Górskiego studia nad historią 


my się szerzej o inspiracjach Górskiego, z których czerpał 
przy formułowaniu swojego 
ięcia: "Działalność charyta- 
tywna chrześcijan w różnych epokach różne przybierała 
formy. Różne bowiem zagadnienia społeczne w różnych 
epokach wysuwały się na plan pierwszy, różny też był 
ideał historyczny chrześcijaństwa w poszczególnych epo- 
kach. Ideałem historycznym chrześcijaństwa nazwał [...] 
Jacques Maritain wyobrażenie, jakie o chrześcijaństwie 
i jego zadaniach w życiu doczesnym wyrobiła sobie dana 
epoka. Ten ideał jest zmienny, niezmienna jest natomiast 
nauka Kościoła. [...] Żadna z [...J [poszczególnych epok 
- przyp. W.P.] nie tworzy ideału we wszystkich szcze- 
gółach zgodnego z nauką Kościoła [.. .]. Rozróżniamy za 
Maritainem trzy takie ideały: starożytny, średniowieczny 
[...] oraz nowoczesny"1I7. Dalej zaś czytamy: "Oto ramy 
pojęciowe, w których należy rozpatrywać dzieje miłosier- 
dzia chrześcijan w ciągu wieków. Pozwolą one zrozumieć 
różnorodność jego zastosowań"1l8. 
Badania Górskiego nad dziejami religijności polskiej 
powinniśmy potraktować jako centralny punkt jego twór- 
czości, od którego koncentrycznie wychodzą wszystkie 
pozostałe. Z jednej strony fundament tych badań, dzieje 
stosunku osobistego i społecznego do Boga, stanowi dla 
Górskiego najgłębszą treść historii ludzkości w ogóle, 
z drugiej, zaś metodologiczna refleksja nad ich uprawia- 
niem miała zasadniczy wpływ na sposób badania pozo- 
stałych obszarów jego zainteresowań. 


117 K. Górski, Zarys dziejów pracy charytatywnej, s. 201 (numeracja 
stron na podstawie artykułu). 
I\B Tamże, s. 203. 


- LIII -
>>>
Karol Górski 


Zarys dziejów 
katolicyzmu polskiego
>>>
Przedmowa 


M yśl o tej książce powstała z rozmowy z jednym 
z mych przyjaciół, który zapytywał mnie czy istnie- 
je książka, traktująca o historii Kościoła w sposób taki, by 
człowiek inteligentny, ale nie zawodowy historyk, mógł 
w niej znaleźć obraz całości dziejów katolicyzmu pol- 
skiego. Z wstydem musiałem mu odpowiedzieć, że takiej 
książki nie ma. Wtedy też zrodziła się z jego propozycji 
i zachęty myśl napisania takiego właśnie dziełka, które by 
nie było podręcznikiem ani monografią, ale zarysem syn- 
tetycznym. Z góry należało podkreślić, iż nie chodziłoby 
o historię stanu duchownego, czyli księży, jak to się zbyt 
cZęsto ujmuje, Kościół, bowiem obejmuje zarówno ducho- 
wieństwo, jak i świeckich, a duchowieństwo stanowi tyl- 
ko jego część zwaną w teologii "kościołem nauczającym". 
Zbyt często dawniejsi historycy Kościoła ograniczali się 
do tej właśnie części, traktując część jako całość. Dlatego 
tytuł należało traktować tak, by w nim się uwydatniało 
odmienne ujęcie. Można było ująć go jako "Zarys dzie- 
jów społeczności katolickiej w Polsce", co byłoby ścisłe, 
ale wydawało się autorowi, że można będzie nadać tytuł 
krótszy, zastępując słowa "społeczność katolicka" przez 
słowo "katolicyzm", obejmujące zarówno społeczność, 
jak i historyczną formę ujęcia nauki Kościoła, która nie 


-3-
>>>
Przedmowa 


zawsze musi być zgodna z ujęciem poprawnym i zgodnym 
z samą istotą tej nauki. Tak bywało i w Polsce w różnych 
epokach, gdy katolikami mienili się ludzie stojący na pery- 
ferii nauki kościelnej lub przyznający się do niej okazyjnie, 
w miarę potrzeby. Wydaje się, że i te formy zdegenero- 
wane można będzie podciągnąć pod termin "katolicyzm", 
choć z punktu widzenia nauki Kościoła można wątpić, 
czy należy traktować je w obrębie jego historii. To zawa- 
żyło na wyborze tytułu, niezbyt filozoficznie ścisłego, ale 
obejmującego szerszy zakres pojęć od innych. 
Praca ta ma wiele braków i błędów. Właściwie histo- 
ryk zawsze się waha, czy może wydać pracę, w której są 
luki i niedociągnięcia. Ale zadecydował o wydaniu dzieła 
tak niedoskonałego fakt, iż dziś nikt nie jest już w sta- 
nie napisać o własnych siłach historii Kościoła w Polsce, 
choćby jej poświęcił całe życie. Materiał jest tak olbrzymi, 
iż przepracować go o własnych siłach, wobec wielkich luk 
w opracowaniach monograficznych, nie zdoła nikt. Próba 
zbudowania całości z pomocą szeregu gruntownych i sze- 
roko zakreślonych monografii, której poświęcił swe życie 
Władysław Abraham, wielki badacz na tym polu historii, 
zawiodła: nie starczyło długiego, owocnego życia. Oka- 
zuje się i tu, że jedynie wielkie zbiorowe dzieło może roz- 
wiązać trudności, dzieło zakrojone na 8-10 tomów, pisane 
przez specjalistów, którzy podzielą między siebie okresy. 
Ale jednak jest sens pisać książki, jak ta. Oto dzieło zbio- 
rowe daje obraz epoki poszczególnej, ale nie daje obrazu 
całości. Każdy autor traktuje rzecz nieco odmiennie. Praca 
zbiorowa stoi w pół drogi między monografią szczegółową 
a właściwą syntezą. Na syntezę bowiem, w ścisłym zna- 
czeniu tego słowa, może się zdobyć tylko jeden człowiek. 


-4-
>>>
Przedmowa 


Jest to dzieło osobiste ze wszystkimi dobrymi i złymi stro- 
nami tego ujęcia. Takim właśnie dziełem osobistym jest 
niniejsza próba. Sens syntezy dla badań historycznych - 
pomijając jej znaczenie praktyczne - zaspokojenie potrzeb 
inteligentnego czytelnika - polega na tym, że wykrywa 
ona braki w ogólnym obrazie powstałym z zestawienia ba- 
dań monograficznych i wskazuje nowe drogi badań. War- 
tość jej wobec postępu wiedzy nie trwa długo - czasem 
kilka lat, potem trzeba ją poprawiać. Nie jest to synteza 
stopnia wyższego, która sięga do historiozofii, a synteza 
stopnia niższego, która zestawia badania i wyciąga wnio- 
ski o charakterze stwierdzającym stan faktyczny. Jeśli na 
podstawie takiej właśnie syntezy "pierwszego stopnia" 
można będzie sobie zdać sprawę, czym był katolicyzm 
polski w ciągu wieków, jakie były jego zdobycze i jakie 
wady, jeśli w dalszej konsekwencji badacze będą mogli 
się pokusić o porównanie z innymi krajami - cel zostanie 
osiągnięty w całej pełni. A jeśli książka ta tak dalece za- 
dań swych nie spełni, a jedynie pobudzi badaczy do lep- 
szych syntez i nowych opracowań w obliczu nadchodzącej 
rocznicy tysiąclecia chrztu Polski - również zadanie jej 
będzie spełnione. Dzieło to zamyślone w obozie jeńców, 
opracowywane przy bibliotekach przerzedzonych i trudno 
dostępnych, nosi na sobie znamię epoki, zbyt trudnej dla 
naukowca - chciałoby się rzec, zbyt trudnej dla człowieka. 
Ale wierzymy mocno, iż nie jest ono dziełem schyłku ba- 
dań naukowych, a jeno kamieniem milowym w dolinie, za 
którą znów się droga wznosi. 


-5-
>>>
CZĘŚĆ I 


, 
Sredniowiecze
>>>
--
>>>
ROZDZIAL I 


Pogaństwo i chrześcijaństwo 


Pogaństwo polskie 


P ogaństwo polskie nie wykształciło, jak to zgodnie 
stwierdzają badacze, wyższych form kultu. Nie wy- 
tworzył się silny i zwarty stan kapłański, który by stawiał 
opór misji chrześcijańskiej. Nie rozwinęła się też silniej 
pogańska mitologia. Badacze stwierdzają też, że w Polsce 
na skutek akcji Kościoła została zdumiewająco mała liczba 
pogańskich pozostałości i śladów kultu. Nie jest to zu- 
pełnie ścisłe. Należy w każdej religii pierwotnej odróżnić 
religię jako taką i magię. 
Religia jest to stosunek człowieka do Boga, pełen czci, 
pietyzmu, posłuszeństwa i poddania; człowiek błaga, Bóg 
daje. Nie odgrywa tu roli charakter religii - wielobóstwo 
czy jednobóstwo. Inaczej jest z magią. Tu człowiek za po- 
mocą zaklęć kaptuje siły nadprzyrodzone - dobre lub złe 
- i każe im służyć sobie. Stosunek człowieka do świata nad- 
przyrodzonego w religii i magii jest zgoła inny: w pierw- 
szym uznaje wyższość jego, w drugim poddąje go swej woli. 
Są też różnice inne. Religia w zasadzie jest jawna, kult nie 
jest otoczony tajemnicą, przepisy obowiązują wszystkich 


-9- 


--
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


wyznawców. Inaczej jest z magią: jest ona wiedzą tajemną, 
uprawianą w kołach wtajemniczonych, zdrada nauk jest ka- 
rana śmiercią. Tajne związki w celach magicznych - "kluby" 
jednorodne, męskie lub żeńskie - mają zasady postępowania 
odrębne od reszty członków plemienia. Wreszcie religia jest 
uważana wśród ludów pierwotnych za rzecz dobrą, magia 
zaś za rzecz złą i karalną. Inny też jest ich stosunek do wła- 
dzy państwowej, choćby w księstwie plemiennym. Religia 
u ludów pierwotnych związana z plemieniem jest zwykle 
ostają władzy, król jest często najwyższym kapłanem. Ina- 
czej jest z magią: w Afryce środkowej związki tajne o celach 
magicznych zwalczają władzę książęcą czy królewską, gdyż 
w anarchii ich wpływy zaznaczają się najsilniej. Czarodziej 
nie jest kapłanem, choć czasem kapłani potajemnie upra- 
wiają magię. W zasadzie są to zjawiska zupełnie odrębne, 
jeśli nie sprzeczne. 
W Polsce pierwotnej istniały niewątpliwie i religia, 
i magia obok siebie. Zaklęcia, które słyszymy w XV w. 
w kazaniach - świst-poświst, leli-poleli, łado - nie są 
to, jak mniemano, imiona bogów, ale magiczne formuł- 
ki. Kościół walczył z nimi szczególnie zacięcie, podczas 
gdy część obrzędów religijnych przyjął i uznał: siano 
pod obrusem na Boże Narodzenie, odwiedzanie zwie- 
rząt, potrawy z makiem, snop w rogu izby - to ślady 
starodawnego kultu zespolonego z religią. Zostały też 
wianki na św. Jana, sobótki, baby na Wielkanoc itd. 
Są to pozostałości kultu przyrody, związanego z rol- 
niczymi zajęciami ludu. Kościół przyjął je tak samo, 
jak przyjął niektóre zwyczaje Anglosasów, odbierając 
im pogańskie ich znaczenie. Natomiast magię wytępił 
prawie zupełnie. 


-10-
>>>
Moź/iwo!ci rozwoju Po/ski pogańskiej 


Ciekawa jest rzecz, że w Skandynawii utrzymała się 
ona dłużej wraz ze śladami dawnej religii. Może odle- 
głości, trudność dojścia do wszystkich zakątków, stępiły 
ostrze pracy misjonarzy, a później hierarchii. Ale mogła 
też być przyczyna inna. Oto w Polsce pogańskiej istniała 
silna władza państwowa jeszcze przed rokiem 966. Ona 
to mogła tępić tajne związki magiczne jako niebezpieczne 
dla siebie. Istotnie wiemy, iż za Mieszka, Piastowie forso- 
wali kult państwowy pogański - bogini śmierci Nyi, który 
został później zastąpiony przez chrześcijaństwo. W każ- 
dym razie jest rzeczą pewną, iż u Słowian połabskich i na 
Pomorzu kult pogański rozwinął się znacznie silniej, i to 
Ze szkodą dla władzy książęcej. Niejednokrotnie władcy 
szukali oparcia w Niemczech i chrześcijaństwie, ulegając 
reakcji pogańskiej. Nawet upadek Arkony na Rugii łączy 
się ze sporami książąt i kapłanów: książęta nie dali od- 
sieczy oblężonej przez Duńczyków świątyni. Być może, 
że kult połączony tu był z magią i przeciwstawiał się po- 
wstaniu silnej władzy książęcej. Piastowie pogańscy mieli 
do czynienia z takimi samymi trudnościami, ale zwalczali 
je skutecznie. 


Możliwości rozwoju Polski pogańskiej 


Polska pogańska wyłania się z przeszłości w ciągu ostat- 
nich dziesiątków lat. Nie źródła pisane, lecz wykopaliska 
dają o niej świadectwo. Było to państwo plemienne, silne 
i zasobne, prowadzące handel ze skandynawską północną 
i poprzez jej targowiska z krajami arabskimi. Dowodem 
na to są liczne skarby monet arabskich, znajdowane w Pol- 


-11-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


sce północnej i środkowej, które sięgają VIII w. Handellą- 
dowy, przez Wołyń, nie rozwijał się prawie zupełnie. Pol- 
ska dążyła ku Bałtykowi - nawet na monecie Chrobrego 
spotykamy napis runiczny. Towar z Polski szedł zapewne 
morzem na wyspę Gotlandię, stąd do ujść Newy, przez 
Nowogród Wielki rzekami na Wołgę. Towarem tym były 
futra i niewolnicy. Wydaje się, że handel niewolnikami 
był bardzo rozwinięty w Polsce pogańskiej. Może z tego 
powodu pomiędzy Połabianami a Polakami panowała tak 
wielka nienawiść: jeśli Polacy jeńców wziętych na wojnach 
sprzedawali kupcom arabskim i żydowskim, były po temu 
powody. Wydaje się, że sprzedawano też córki - kupiec 
żydowski Ibrahim ibn Jakub, podróżujący po Słowiań- 
szczyźnie około roku 963 mówi o potędze Mieszka i po- 
daje, że w Polsce daniny wybierano w pieniądzu (zapew- 
ne od kupców tylko). Podaje też, że wiano za żony było 
bardzo wysokie, tak iż wielka liczba córek była przyczyną 
wzbogacenia się, a wielka liczba synów zubożenia. Wydaje 
się, że wysoka cena córek jest wynikiem zabijania ich (jak 
w Prusach pogańskich) lub sprzedawania. Mamy też ślad 
późniejszy, dowodzący rozwoju handlu ludźmi: Chrobry 
zakazał sprzedawania w niewolę chrześcijan, poganami 
wolno było nadal handlować. Wydaje się tedy, że Polacy 
nie byli tak łagodni i dobrotliwi w epoce pogańskiej, jak 
to podają z upodobaniem dawni badacze z epoki roman- 
tyzmu: przecie obok kultu przyrody istniał kult bogini 
śmierci Nyi. Podczas prac wykopaliskowych w katedrze 
gnieźnieńskiej znaleziono pod jej fundamentami kości 
zwierząt. Potwierdza to podanie Długosza, że katedra 
gnieźnieńska stanęła na miejscu świątyni Nyi. Bogini tej 
składano widać w ofierze zwierzęta - głównie upolowane. 


-12-
>>>
Przyjęcie chrzefcijaństwa. Rzqdy MieszRa 


Kult ten nie mógł być sielski i łagodny, skoro dotyczył bo- 
gini śmierci. 
Kultura materialna Polski pogańskiej była wysoka, 
jak można sądzić z wykopalisk gnieźnieńskich. Istniały 
miasta handlowe, rozwijała się gospodarka, która stała na 
wcale wysokim poziomie. Nie zdołano jednak wytworzyć 
pisma. Brak pisma jest ogromnym hamulcem w rozwo- 
ju kultury duchowej. Co prawda, pamięć słuchowa jest 
u ludów pierwotnych silniej rozwinięta niż wśród społe- 
czeństw cywilizowanych i opowiadacze przekazują z po- 
kolenia na pokolenie długie nawet utwory bez większych 
zmian, ale objętość utworów duchowych takiej kultury 
nie może być wielka, brak jej też danych do silniejsze- 
go rozwoju. Skandynawowie wynaleźli runy wzorowane 
na greckim alfabecie, ale w Polsce nie były one używa- 
ne. Zresztą nie starczyły do stworzenia literatury pisanej: 
kraje śródziemnomorskie, gdzie powstało i udoskonaliło 
się pismo, górowały tak bardzo nad kulturą krajów bał- 
tyckich, że runy musiały ulec pismu łacińskiemu. Rywa- 
lizować z kulturą śródziemnomorską w zakresie dorobku 
duchowego Północ nie mogła. 


Przyjęcie chrześcijaństwa. Rządy Mieszka 


W tych warunkach Polska pogańska miała przed sobą 
kilka dróg do wyboru. Pierwszą była walka z niemczy- 
zną połączoną z chrześcijaństwem. Uporczywe trwanie 
przy przeszłości nie doprowadziło jednak do zwycięstwa 
-losy wytępionych Połabian są tego dowodem. Druga dro- 
ga oznaczała przyjęcie kultury niemieckiej - materialnej 


-13-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrzdcijaństwo 


i duchowej - z zachowaniem pogaństwa. Żaden z ludów 
połabskich jej nie obrał, ale znamy podobne rozwiązanie 
z dziejów Litwy. Litwini przyjęli mowę, obyczaj, pismo 
od Rusinów, zostali jednak poganami i walczyli z Niem- 
cami. Ale w końcu stanęli wobec alternatywy: albo ulec 
w walce z Zakonem niemieckim albo zlać się z Rusią. Po- 
gaństwo, choćby się tak utrwaliło jak litewskie, nie miało 
przed sobą możliwości rozwoju wobec istnienia w sąsiedz- 
twie kultur chrześcijańskich. Dlatego trwanie przy nim 
oznaczało w końcu zawsze klęskę, gdyż chrześcijaństwo 
miało za sprzymierzeńca starą, wysoką kulturę, odziedzi- 
czoną po llelladzie i Romie. 
Trzecią drogą była zmiana religii z zachowaniem 
własnej kultury. Możliwości było kilka, gdyż wśród lu- 
dów pogańskich prowadzili misję Arabowie i Żydzi, nie 
mówiąc o misjonarzach chrześcijańskich z Rzymu i Kon- 
stantynopola. Misja arabska prowadzona była przez kup- 
ców, a w legendzie o nawróceniu Włodzimierza występują 
jej ślady w postaci wysłania poselstwa do Arabów, by się 
przekonać, jaka jest ich wiara. Arabowie, zezwalając na 
wielożeństwo, nie stawiali wysokich wymogów moral- 
nych poganom - wszak i Mieszko miał harem. Nieśli wraz 
z wiarą znajomość pisma i wysoką kulturę wyrosłą z pnia 
śródziemnomorskiego. Literatura arabska była bogata, 
obejmowała dzieła poetyckie i prozaiczne, było w niej 
wiele dzieł naukowych - filozoficznych, matematycznych, 
przyrodniczych - stała ona w X w. wyżej od kultury łaciń- 
skiego Zachodu. Ale skutkiem przyjęcia islamu przez Pol- 
skę byłoby odcięcie się od zachodu Europy i zupełne od- 
osobnienie. Stałaby się Polska celem krucjat, a nietrudno 
przewidzieć, iż skutkiem ich byłby upadek państwa i nie- 


-14-
>>>
Przyjęcie chrzefcijaństwa. Rzqdy Mieszka 


zależności oraz wytępienie ludu. Misja żydowska niosła 
takie same odosobnienie. Żydzi zdołali nawrócić turański 
lud Chazarów nad Wołgą, a przynajmniej górne warstwy 
jednego ze szczepów. Ślady po nich zostały dotąd w okrę- 
gu tambowskim w Rosji. Ale, głosząc szczytny monote- 
izm, ani nie dawali w posagu bogatej i wielostronnej kul- 
tury (poza księgami czysto religijno-moralnymi), ani nie 
mogli zapewnić pomocy przeciw potędze niemieckiej. 
Misja chrześcijańska szła z Carogrodu i z Rzymu. Ca- 
rogród przodował potęgą kulturalną i blaskiem. Ruś po 
nawróceniu, w ciągu pierwszych dwóch wieków wyraź- 
nie górowała kulturą nad Polską, dopiero później nastąpił 
zastój i uwiąd w Bizancjum. Język liturgiczny cerkiew- 
no-słowiański, choć należał do wschodnio-słowiańskiej 
grupy narzeczy i nie był zupełnie zrozumiały dla zachod- 
nich Słowian, był oczywiście łatwiejszy od łacińskie- 
go. Uderzało piękno i przepych w liturgii, a misjonarze, 
św. Cyryl i św. Metody, działali skutecznie na Morawach. 
W X w. misja bizantyjska sięgała na Węgry i zdoby- 
ła wreszcie Ruś. Co prawda, tu dłuższy czas wahały się 
umysły, czy obrać Wschód czy Zachód. Nawet po chrzcie 
Włodzimierza (988) stosunki z Rzymem pozostały bli- 
skie, są też pewne ślady łacińskie w ustroju Kościoła, 
a w liturgii kult św. Mikołaja, czysto zachodni, przyjęty 
został z Italii w końcu XI w., już po ostatecznym zerwa- 
niu Konstantynopola z Rzymem. Ostatecznie bizantyjskie 
wpływy na Rusi odniosły zwycięstwo. Ruś więcej od Pol- 
ski zyskała pod względem kultury, literatury i sztuk pięk- 
nych, choć na czas krótki. Kościół wschodni nie walczył 
z państwem, oddając mu całą doczesną dziedzinę. Bra- 
kło zatargów, ale brakło też wolności, którą wywalczył 


-15 - 


...... 
-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


sobie i społeczeństwu Kościół rzymski. Z walki między 
państwem i Kościołem wyrosła idea samorządu, wyrosło 
też pojęcie prawa, które stoi ponad wolą władcy. Ponadto 
przeważył w myśli i życiu Cerkwi ideał klasztorny wyrze- 
czenia się świata i zaprzeczenia go, w przeciwieństwie do 
Zachodu: Kosciół rzymski przekształcał stosunki społecz- 
ne i walczył o ich poprawę - Cerkiew zapatrzona w ideał 
klasztorny przechodziła obok życia, starannie unikając 
zbrudzenia się jego pyłem i błotem. 
Rzym na razie dawał znacznie mniej od Carogrodu. 
Kultura była niższa i bardziej pierwotna. Ale były w niej 
zadatki przyszłego rozwoju, które snadź intuicyjnie przej- 
rzał Mieszko. Był to władca wielki, przyćmiony przez 
sławę i świetność syna, podobnie jak Filipa Macedońskie- 
go przyćmił Aleksander. Przyjął Mieszko chrzest z po- 
budek politycznych, by łatwiej oprzeć się Niemcom, ale 
ten realista stał się pobożnym chrześcijaninem. Wielką 
w tym zasługę miała Dąbrówka, słusznie przez Kościół 
polski czczona, nawet jako świątobliwa. Inne ludy uzna- 
ły za świętych mężczyzn, którzy je nawrócili - Włodzi- 
mierza, Stefana, Wacława. Polacy kultem otoczyli - choć 
go nie potrafili w kościelne formy ubrać - dwie kobiety: 
Dąbrówkę, później Jadwigę (królową). Misję prowadził 
biskup misyjny, zależny tylko od Rzymu, z siedzibą w sto- 
łecznym Poznaniu Oordan, potem Unger t1012). Było to 
wielkim triumfem Mieszka: kler polski nie został zwią- 
zany z powstającą wówczas metropolią w Magdeburgu, 
której cesarz Otto poddać chciał ludy słowiańskie dotąd 
pogrążone w pogaństwie. Badacze niemieccy, jak Brack- 
mann, widzą w tym dowód nieżyczliwej dla Niemiec po- 
lityki papieża Jana XIII. Był to rzymski szlachcic - z tą 


-16-
>>>
PrZY}fcie chrzefcijaństwa. Rządy Mieszka 


rzymską szlachtą i z rzymskim klerem Mieszko umiał od 
początku nawiązać bliskie stosunki. Rzym papieski naów- 
czas słaby, zależny od cesarzy niemieckich, miał sto lat 
później wyrosnąć do rzędu potęgi najpierwszej, która ce- 
sarzom dawała i odbierała korony. Mieszko miał genialną 
intuicję, jak nikt ze współczesnych. 
Misję prowadzili księża sprowadzeni z Czech, ale 
i z Niemiec, i z Włoch. Niekoniecznie księża z Czech byli 
Czechami: kraj ten nawrócony przed jednym pokoleniem, 
nie miał sam dostatecznej liczby księży. Byli to zapewne 
księża Niemcy mówiący po słowiańsku. Wzorem czeskim 
Wznosili oni obok świątyń okrągłe baptysteria - kościoły 
chrzcielne jak ten, który zachował się pod nazwą kościoła 
św. Feliksa i św. Adaukta na Wawelu. Nie było przymu- 
su w nawracaniu ani chrztu masowego w wodach rzek, 
gromadami jak na Rusi. [Niemniej wykopaliska w Po- 
znaniu wykazały ponad wszelką wątpliwość, że odbywały 
się chrzty masowe w ocembrowanej sadzawce sztucznej, 
osłoniętej rodzajem szopy czy namiotu. Chrzest przyjął 
dwór, kto chciał, mógł trwać w pogaństwie. Nawracanie 
było indywidualne, wielu też pozostawało poganami.] 
Mieszko I pozostawał w zależności od cesarstwa, 
płacąc daninę z części ziem. Nazywano go przyjacielem 
cesarza, co oznaczało sprzymierzeńca, gdyż w owych cza- 
sach sprzymierzeniec oznaczał władcę zależnego w stop- 
niu znacznym (według rzymskiej terminologii). Mieszko 
niejednokrotnie mieszał się do wewnętrznych sporów 
W Niemczech i pustoszył kraj w czasie wojen domowych. 
Toteż gdy w kilka lat po śmierci Dąbrówki zapragnął się 
ożenić, oddani polityce biskupi niemieccy nie sprzeciwili 
się porwaniu przezeń z klasztoru córki jednego z margra-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrzekijaństwo 


biów, Ody. Co prawda ślubów jeszcze nie złożyła, rodzina 
pragnęła tego małżeństwa, ale biskupi uważali to za zła- 
manie zobowiązań, do którego dopuścili tylko ze względu 
na dobro ojczyzny. Widocznie był to niebezpieczny sąsiad. 
Ale też owo porwanie stało chyba na przeszkodzie póź- 
niejszym staraniom o kanonizację Mieszka, która spotka- 
ła np. Szczepana węgierskiego. 
Mieszko wraz z Odą i synami z drugiego małżeń- 
stwa poddał kraj swój w ostatnich latach życia pod pro- 
tekcję papiestwa. Odtąd Polska była ojcowizną św. Piotra 
i z tego tytułu książęta płacili daninę, zwaną świętopie- 
trzem. W innych krajach poddanych władzy św. Piotra, 
np. w Anglii, traktowano je jako uciążliwy haracz. W Pol- 
sce było inaczej. Wobec potęgi cesarstwa Piastowie szu- 
kali oparcia i opieki w papiestwie, a symbolem tego było 
świętopietrze. Stąd inny do niego był w Polsce stosunek. 
Mieszko, poddając Polskę papieżowi, zdecydował o jej 
dalszym rozwoju. Czechy stały się częścią cesarstwa nie- 
mieckiego, Polska zaś dążyła do niezależności, szukając 
oparcia w papiestwie. Mieszko zdecydował tedy o chrze- 
ścijańskim i łacińskim charakterze Polski, o jej katolicy- 
zmie i niezawisłości. 


Czasy Chrobrego 


Syn Mieszka, Chrobry, zbierał owoce jego pracy i pro- 
wadził je do końca. Przede wszystkim zabiegał o dzieło 
misji, następnie stworzył niezależną od Niemiec organi- 
zację kościelną na ziemiach polskich. Liczba pogan w Pol- 
sce była niemała, zdobycie misjonarzy nie było łatwe. 


-18- 


...
>>>
Czary Chrobrego 


W wiekach ubiegłych dostarczała ich Irlandia pod nazwą 
"Szkotów" (tak bowiem zwano wówczas Irlandczyków). 
Benedyktyni irlandzcy sięgali do Niemiec, na ziemie Sło- 
wian zachodnich, do Galii, ale brakło im zdolności or- 
ganizacyjnych. Tak np. Kościół w Niemczech zorganizo- 
wali nie oni, a działający w VIII w. angielski misjonarz 
św. Winfryd- Bonifacy. W wieku X brakło zarówno Irland- 
czykom, jak i Anglosasom większego rozmachu. Brakło 
go też Niemcom. Dlatego też Chrobry szukał misjonarzy 
w Italii, wśród pustelników, których gromadził i organi- 
zował św. Romuald. Pustelnicy ci słynęli świątobliwością 
życia, wśród nich przebywał św. Wojciech, biskup Pragi, 
bliski Chrobremu i Polsce. 
Święty Wojciech należał do warstwy drobnych książąt, 
którym rozwój stosunków niósł zagładę wszędzie w Eu- 
ropie. Warstwa ta dostarczyć miała Kościołowi szeregu 
misjonarzy i świętych, którzy rzucali świat, by oddać się 
całkowicie sprawie Bożej. Święty Wojciech, wychowany 
w Niemczech, został biskupem w Pradze, w warunkach 
bardzo trudnych: dynastia Przemyślidów, która rządziła 
nad Wełtawą, pozostawała w walce z rodem św. Wojcie- 
cha, Sławnikowicami, którzy rządzili w Libicach. Stąd 
każde wystąpienie biskupa mogło nabierać cech politycz- 
nych. Praga była bardzo powierzchownie chrześcijańska, 
a gorliwość nowego biskupa przysporzyła mu tylu wrogów, 
iż złożył godność i udał się do Rzymu. Tu osiadł w klasz- 
torze benedyktynów u św. Aleksego na Awentynie. Stykał 
się tu ze św. Nilem, starym greckim pustelnikiem, i z mło- 
dym cesarzem Ottonem III. Na prośby Czechów, z naka- 
zu papieża wrócił do Pragi. Ale nim dotarł do niej, doszła 
doń wieść o wyrżnięciu całej jego rodziny: udał się więc 


-19-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


do Polski, do przyjaciela swego Bolesława. Tu głosił kaza- 
nia i nawracał - a wreszcie udał się do Prus pogańskich, 
by głosić Ewangelię. W Prusach został zamordowany 
w roku 997, wnet po przybyciu. Chrobry sprowadził cia- 
ło jego do Gniezna i zaczął starania o utworzenie arcybi- 
skupstwa. Do kanonizacji wystarczał wówczas kult. 
Z postacią św. Wojciecha łączy się powstanie pieśni 
Bogurodzica. Dawniejsi badacze odrzucili podania o au- 
torstwie św. Wojciecha, ostatnio dr J. Birkenmajer wy- 
sunął szereg dowodów za nim. Oto Bogurodzica podobna 
jest budową swą do hymnów greckich wieku X i może 
się wiązać ze stosunkami, jakie łączyły św. Wojciecha ze 
św. Nilem, pustelnikiem. Święty Wojciech stałby więc za- 
równo u kolebki literatury polskiej, jak i u kolebki misji 
oraz organizacji Kościoła polskiego. Był osobistością tak 
znaną w Kościele, iż wieść o męczeństwie oraz żywot 
jego rychło znalazły oddźwięk. Cesarz Otto III, przyja- 
ciel jego, wystawił mu pomnik w Rzymie, pod Rawen- 
ną, w górach Sabińskich, ufundował ku jego czci klasztor 
w Akwizgranie, następnie postanowił odbyć pielgrzymkę 
do jego grobu. Nastąpiła ona w roku 1000 i miała również 
polityczne podłoże. Otto pojmował cesarstwo jako prawo 
do przewodzenia równym monarchom. Współczesne mi- 
niatury przedstawiają cztery ukoronowane postaci - czte- 
ry równe człony chrześcijańskiej społeczności: Germanię, 
Italię, Galię i "Sklawinię" - czyli Polskę. W planach jego 
Chrobry miał być jednym ze współbudowniczych chrze- 
ścijańskiej społeczności narodów. Cesarstwo wedle pojęć 
średniowiecza nakładało na piastuna specjalne zadania 
w dziedzinie współpracy z Kościołem w celu realizowa- 
nia jego zamierzeń. Cesarz był to świecki współuczestnik 


-20- 


--
>>>
Czasy Chrobrego 


apostolskiej pracy Kościoła i to właśnie miała na celu jego 
koronacja przez papieża. Niemcy pojmowali inaczej cesar- 
stwo - miało ono im zapewnić panowanie nad wszyst- 
kimi narodami, królowie chrześcijańscy mieli być lenni- 
kami cesarza, a ziemiami pogan mógł on rozporządzać 
dowolnie. Otton III patrzał na cesarstwo inaczej niż jego 
współrodacy i pragnął współudziału Polski i jej potężnego 
władcy - na prawach równego - w pracy nad realizacją 
ideałów chrześcijańskich w życiu narodów. 
Pielgrzymka do grobu św. Wojciecha miała związać 
się z realizacją tych planów. Otto zniósł trybut, płacony 
dotąd cesarstwu przez Chrobrego, i przekazał mu przy- 
sługujące w owych czasach cesarzom prawo obsadzania 
godności biskupich na ziemiach swego kraju. Były to 
Wstępne kroki do koronacji. 
Równocześnie zostały uwieńczone pomyślnym skut- 
kiem starania Chrobrego o ustanowienie osobnego arcy- 
biskupstwa dla Polski. Arcybiskup miał szczególne prawa 
w stosunku do biskupów sobie podległych - mianowicie 
wyświęcał ich. Jeśli arcybiskup był poza granicami pań- 
stwa, Kościół był zależny od sąsiada. Toteż papiestwo nie 
zezwalało na koronację władców, którzy nie mieli u siebie 
arcybiskupstwa, nie byli oni bowiem w zupełności nieza- 
leżni. Starania Chrobrego w Rzymie o arcybiskupstwo zo- 
stały pomyślnie ukończone, ale samo ustanowienie nastą- 
piło w Gnieźnie z ręki cesarza. Metropolia gnieźnieńska 
powstała na ziemiach nieobjętych dotąd stałą organizacją 
kościelną. Biskupstwo poznańskie nie weszło zrazu w jej 
skład, zachowując zupełną niezależność, podległe tylko 
Rzymowi. Stało się to za sprawą biskupa Ungera, Niemca, 
który czuł się pokrzywdzony odebraniem mu reszty ziem 


-21- 


........
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


polskich, dotąd podległych jego misji. Niektórzy bada- 
cze przypuszczają, iż pozostawiono mu nadal wschodnie 
Mazowsze z Warszawą, które wchodziło do rozbiorów 
w skład tej diecezji, inni są zdania, iż przyłączono je do 
biskupstwa poznańskiego później. W każdym razie cesa- 
rzowi nawet Niemcy przyznawali prawo okrojenia diecezji 
misyjnej w Poznaniu i utworzenia na jej ziemiach nowej 
metropolii. W skład jej weszły biskupstwa: krakowskie, 
wrocławskie i kołobrzeskie na Pomorzu. Dwa ostatnie 
były nowe - co do krakowskiego przypuszczają niektó- 
rzy badacze, że przetrwało ono od czasów św. Cyryla 
i św. Metodego - ale wydaje się to mało prawdopodobne. 
Biskupstwo poznańskie weszło w skład nowej metropolii 
po śmierci Ungera - już bez oporu. Pierwszym arcybisku- 
pem został brat św. Wojciecha, Radzim-Gaudenty. Spo- 
śród innych biskupów na uwagę zasługuje Reinbern, bi- 
skup kołobrzeski. Siedział on mało w swej diecezji, gdzie 
też chrześcijaństwo zapuściło wątłe korzenie, natomiast 
prowadził misję na Rusi. Być może, iż przebywał przy zię- 
ciu Chrobrego, Świętopełku, w Turowie na Polesiu, gdzie 
później istniało żywe ognisko życia religijnego, na pew- 
no zaś później przebywał w Kijowie, gdzie był uwięziony 
wraz z córką Chrobrego przez księcia Jarosława. 
Młoda metropolia polska została od razu przedmio- 
tem napaści niemieckiego duchowieństwa, które dążyło 
do podporządkowania sobie ze względów politycznych 
ziem słowiańskich. Nie mogąc przeciwstawić się Ottono- 
wi, niemieccy duchowni podfałszowali papieskie doku- 
menty, poddając ziemie polskie metropolii magdeburskiej. 
Na razie pozostało to bez skutku, ale za to udaremni- 
li Niemcy koronację Chrobrego, gdyż koronę dla niego 


-22-
>>>
Czasy Chrobrego 


przeznaczoną dostał król węgierski Szczepan. Po śmierci 
Ottona III następca jego, Henryk, przeciwstawiał się sku- 
tecznie koronacji. Był on daleki od marzeń Ottona i szedł 
po linii dążeń niemieckich. Ale Kościół polski posiadał 
już swą organizację niezależną. Na tym polega przełomo- 
We znaczenie wypadków 1000 r. Dzięki nim Polacy mogli 
się modlić w języku własnym i słuchać w nim kazań, nie 
ulegli wynarodowieniu w pierwszych wiekach po nawró- 
ceniu, związali się z kulturą łacińską, a nie niemiecką i na 
jej fundamencie zbudowali własną. 
Praca misji wewnętrznej nie była łatwa, mimo powsta- 
nia organizacji kościelnej. Chrobry chciał jej dopomóc, wy- 
dając przepis o wybijaniu zębów tym, którzy łamali posty 
(na Wzór praw Karola Wielkiego). Było to barbarzyństwo, 
które na pewno korzyści Kościołowi nie przyniosło. Sam 
Chrobry prowadził rozpustny tryb życia, wydając później 
SWe kochanki za rycerzy. Z żywotu pustelnika peczerskie- 
go Mojżesza Węgrzyna dowiadujemy się o niskim pozio- 
mie moralności ówczesnej Polski, o trzebieniu niewolnika, 
który nie chciał romansO\
.ać ze swą panią. Tym większym 
kontrastem byli przybysze z Włoch, eremici św. Romu- 
alda, którzy mieli w Polsce kilka klasztorów, na pewno 
W Kazimierzu Biskupim i Międzyrzeczu. W Kazimierzu 
pięciu braci zostało zamordowanych przez rabusiów. Po- 
mnożyli oni liczbę patronów Polski. T. Wojciechowski 
usiłował wykazać, że męczeństwo nastąpiło w Międzyrze- 
czu: gdyby obejrzał zabytki i stwierdził charakter tradycji 
lokalnej, nie byłby z takim przekonaniem forsował swych 
twierdzeń. Obok eremitów wyżej wymienionych na obu 
stokach Tatr i na Podhalu działał św. Świerad, czczony 
nad Dunajcem i nad Wagiem, oraz uczniowie jego Bene- 


-23- 


Je-r
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


dykt nad Wagiem, Just i Urban nad Dunajcem. Być może, 
iż siedzibą ich był Opatowiec. Uczniowie św. Wojciecha, 
benedyktyni, działali w Czechach, na Węgrzech (gdzie 
pod jego wezwaniem jest katedra w Ostrzyhomiu) oraz 
w Polsce u boku brata jego Radzima. 
Obok misji wewnętrznej Chrobry popierał też misję 
zewnętrzną, w Prusach. Tu działał Sas wysokiego rodu, 
przyjaciel św. Wojciecha, Brunon. Miał on zostać arcybi- 
skupem misyjnym, przedtem nawrócił częściowo plemię 
Pieczyngów nad Dolnym Dnieprem. Tej misji, prowadzo- 
nej z ramienia Chrobrego, Włodzimierz Wielki nie prze- 
szkadzał, raczej ją wspierał. Następnie Brunon udał się do 
Prus i tu na pograniczu Prus, Litwy i Rusi - więc w rejo- 
nie Grodna - poniósł z kilkunastu towarzyszami śmierć 
męczeńską. Święty Brunon był wyrazicielem najczystszej 
idei misyjnej i nie wahał się w obronie Chrobrego wystąpić 
przeciw własnym rodakom i cesarzowi Henrykowi, który 
przeciw Polsce zawarł przymierze z pogańskimi Lutyka- 
mi. Akcję misyjną prowadzili też inni cudzoziemcy, jak 
opat Tuni (Antoni? albo z Tyńca) i Astryk, który zdradził 
Chrobrego. Cudzoziemcy też są twórcami pierwszych 
pomników literatury, wcale jak na owe czasy licznych 
- a więc żywotów św. Wojciecha, św. Brunona, pięciu bra- 
ci. Miały one na celu zbudowanie czytelnika i przynoszą 
stosunkowo mało danych o życiu współczesnej Polski. 
Jedno jest pewne: chrześcijaństwo bardzo powierzchownie 
przeniknęło do Polski, nie zmieniło obyczajów ani cha- 
rakteru, nie stało się jeszcze czymś głęboko przeżytym. 
Mieszko II, syn Chrobrego, umiał po łacinie i po grecku, 
umiał czytać (księgi religijne), ale na życiu jego wpływ 
chrześcijaństwa nie zostawił większego śladu. Dlatego też 


-24- 


........
>>>
Czasy Chrobrego 


nie było dziwnym, że po śmierci Chrobrego miała przyjść 
reakcja, tym więcej, że wojny pociągały za sobą z jednej 
strony napływ pogańskich niewolników, z drugiej - cię- 
żary i świadczenia, które spadały na masy ludowe i w ich 
pojęciu łączyły się z chrześcijaństwem. 
W końcu życia Chrobry dopiął celu upragnionego 
- koronacji. Skorzystał ze śmierci Henryka II, by od pa- 
pieża Jana XIX, bardzo przekupnego, jak mówią współ- 
cześni, dostać koronę. Włożył ją na swą skroń 25 grudnia 
1025 r. - rychło potem zmarł. Klęski Mieszka II pocią- 
gnęły za sobą katastrofę państwa. Wybuchła reakcja po- 
gańska, najsilniejsza na kresach państwa - na Pomorzu 
i na Mazowszu. Najsłabsza była, jak się zdaje, na Śląsku 
i na ziemi krakowsko-sandomierskiej. W Wielkopolsce 
wielkie zniszczenia poczynił najazd czeskiego ks. Brze- 
tysława II w 1038 r., który spalił Gniezno i zabrał rzeko- 
mo relikwie św. Wojciecha do Pragi. Historycy dotąd nie 
zdołali orzec, które relikwie - praskie czy gnieźnieńskie 
są autentyczne, gdyż w Gnieźnie twierdzono, iż Czechom 
podsunięto inne relikwie. Takich wątpliwości pełno w hi- 
storii Kościoła we wczesnym średniowieczu. 
Wraz z państwem Chrobrego runął Kościół polski, 
jego dzieło. Pierwszy okres historii Kościoła w Polsce 
można nazwać heroicznym. Składa się nań pasmo wy- 
siłków obcych misjonarzy, kwiatu zakonników Europy, 
którzy nieraz kończą swe prace męczeństwem. Masa 
ludu przypatruje się im, ale raczej ostrożnie wstępu- 
je w ich ślady. Nie ma nienawiści do nowej wiary, ale 
i zapału, nie ma też męczenników w Polsce w ścisłym 
znaczeniu tego słowa - są natomiast w Prusach. Nawró- 
cenie Polski następuje bezkrwawo, ale powierzchownie, 


-25-
>>>
ROZDZIAł. I. Pogaństwo i chrześcijaństwo 


oparte na państwo. Reakcja pogańska, która jest regułą 
w krajach misyjnych, łączy się również z wystąpieniem 
przeciw państwu. Masy ludności przyjęły jednak z za- 
dowoleniem, bez oporu, powrót ostatniego Piasta - Ka- 
zimierza, a wraz z nim chrześcijaństwa. Jedynie na Ma- 
zowszu i Pomorzu spotkał się on z oporem. Mazowiecki 
władca Masław (Miecław) został pokonany j pogaństwo 
upadło, na Pomorzu - mimo zwycięstwa orężnego nad 
nim - utrzymało się. Być może, że żywioły przywiąza- 
ne do dawnej wiary udały się na emigrację - w Polsce 
zatriumfowało odtąd bez walki chrześcijaństwo. Było 
ono jednak raczej wyrozumowane niż przeżyte, raczej 
stanowiło zespół praktyk religijnych niż prawdę żywą. 
Miało ono przetrwać dwa stulecia, zanim stało się prze- 
życiem mas polskich. Zresztą to nic dziwnego - historia 
zna długie trwania pozostałości pogańskich w obyczaju 
i pojęciach, a nawet w postaci resztek kultu, i to nawet 
przez parę stuleci. 
Wiekopomną zasługą Piastów jest związanie Polski 
z chrześcijaństwem i kulturą antyku. Powoli, w ciągu 
wieków będzie Polska asymilować sobie jego dorobek. 
Trwać to będzie przez całe średniowiecze. W XIIIw. 
przyjdzie głębsze zrozumienie zasad religii i realizacja 
w życiu, w XV w. - zapoznanie się z dorobkiem umy- 
słowym Europy. Twórczą okaże się Polska od XIV w. 
zrazu na polu misji, potem na polach innych. Ale do- 
piero XV w. przyniesie ostateczne przyswojenie sobie 
dorobku średniowiecza przez społeczność katolicką 
w Polsce. 


-26-
>>>
ROZDZIAf. 2 
Kościół w ręku świeckich 


Walka o reformę Kościoła na Zachodzie 


W chwili, gdy Kazimierz, mnich kluniacki, zwol- 
niony został przez papieża od ślubów i wrócił do 
Polski, Kościół na Zachodzie od dwóch wieków znaj- 
dował się w mocy świeckich. Zarówno biskupstwa, jak 
i opactwa i kościoły parafialne były w mocy ludzi świec- 
kich, którzy obsadzali je wedle swej woli, dysponowali 
ich dochodami, zagarniali ich dobra. Stało się to na sku- 
tek ewolucji wiekowej i powstania feudalizmu. W ciągu 
wieków po upadku cesarstwa rzymskiego władcy fundo- 
wali biskupstwa i klasztory, sprawując nad nimi opiekę, 
podobną do kontroli i własnego zarządu. W czasach, gdy 
cZęść zdobywców germańskich wyznawała arianizm, 
fundowali oni dla siebie własne kaplice, gdy zaś prze- 
szli na katolicką wiarę - zachowali własność swych ko- 
ściołów. Gdy zaś władza cesarska za następców Karola 
Wielkiego upadła, feudalni panowie zagarnęli "adwoka- 
cję", czyli zarząd dóbr licznych kościołów. Przeciw tym 
rządom świeckich powstała opozycja ze strony ducho- 
wieństwa, głównie zakonnego. Świeccy bowiem dawa- 


-27-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


li godności duchowne ludziom niegodnym, którzy po- 
błażali ich wybrykom, albo takim, którzy płacili im za 
to. Symonia, czyli sprzedawanie godności duchownych 
było na porządku dZiennym, podobnie małżeństwo pro- 
boszczów i biskupów, którzy obsiadali z rodzinami dobra 
kościelne i starali się dziedzicznie sprawować godności 
duchowne. Opozycja wychodziła z kół kluniackiej kon- 
gregacji klasztorów benedyktyńskich. Pod jej wpływem 
cesarze niemieccy zaczęli mianować świątobliwych kan- 
dydatów na biskupstwa, ale zła do korzenia nie usunęli. 
Cesarze mniej pobożni brali pieniądze za nominacje, 
a zresztą biskupi nie mieli czasu na zajęcia kościelne. Bi- 
skupi bowiem byli podporą władzy cesarza, który dawał 
katedry swym zaufanym doradcom. Piastując biskup- 
stwa, zostawali równocześnie hrabiami, bo władca wo- 
lał dawać lenna im niż feudalnym panom. Biskupi byli 
bardziej ulegli, zresztą władza ich nie była dziedziczna. 
W rezultacie próby reform zawodziły, gdyż Kościół był 
pogrążony w polityce. Wobec tego pojawił się w Lo- 
taryngii, na pograniczu niemiecko-francuskim, ruch 
inny, zmierzający do zupełnego wyzwolenia Kościoła 
od władzy świeckich i od politycznych zainteresowań. 
Ten program miał zrealizować mnich kluniacki na tro- 
nie papieskim, Grzegorz VII. Miał on za sobą w chwili, 
gdy podejmował walkę z cesarstwem, nie tylko klasztory 
i kler rzymski, ale też opinię mas, też mas ludowych, na 
których mógł się oprzeć. 
Polska w walce tej udziału nie wzięła, kraj na wpół 
pogański stał daleko od problematyki chrześcijańskiej, 
którą zawierała walka cesarza i papieża. Sam Kazimierz 
był mnichem i popierał zakony, ale choć misję prowa- 


-28-
>>>
Walka o reformę Kofciola na Zachodzie 


dzili benedyktyni, i to z Nadrenii, żaden z klasztorów 
benedyktyńskich w Polsce nie należał do kongregacji 
kluniackiej. 
Pojęcia Polaków ówczesnych były bardzo powierz- 
chownie urobione przez chrześcijaństwo. Nie uważa- 
no za konieczne, by małżeństwo było zawierane wobec 
Kościoła, stosowano pogańską formę połączoną z roz- 
wodami, nawet w rodzinie panującej. lIerman uważał 
za swego następcę syna Zbigniewa, choć matka jego nie 
była ślubną małżonką w rozumieniu Kościoła. Trzeba 
było całego szeregu wojen domowych, by młodszy syn, 
Bolesław, urodzony z małżeństwa kościelnego, zdo- 
był uznanie jako jedyny dziedzic państwa. W 1176 r. 
biskup płocki Werner został zamordowany za to, że 
nie chciał udzielić rozwodu wojewodzie Boleście. Brat 
jego sprowadził pogańskich Prusów i biskupa, stoją- 
cego na przeszkodzie, zgładził. Widocznie wyobraża- 
no sobie w rodzinie Bolesty, że następca da rozwód. 
W początkach XII w. cześnik Krzywoustego, Sieciech 
Młodszy, jak podano w opisie cudu, który go spotkał, 
lekceważył sobie naukę Kościoła i przystępowanie do 
sakramentów. Z pobłażaniem patrzono na księży i bi- 
skupów, którzy brali żony i mieli potomstwo. Zresztą 
na Rusi małżeństwo księży było prawem (biskupi byli 
bezżenni). Dlatego też hasła reformy gregoriańskiej 
nie znajdowały w Polsce oddźwięku w masach - mia- 
ła ona być zrealizowana dopiero o 150 lat później niż 
na Zachodzie. Tak wielkie było opóźnienie kulturalne 
Polski w tym czasie. Dzieje nasze są wyścigiem z cza- 
sem, walczymy o to, by dogonić przodujące kraje. Jesz- 
Cześmy ich nie dogonili. 


-29-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


Kazimierz Odnowiciel 


Jedyny żyjący potomek Piastów musiał z ruin dźwigać 
i państwo, i Kościół, a rządził jedynie lat 18. Otaczał 
się benedyktynami, wśród których byli Irlandczycy, jak 
Anchoras, drugi opat Tyńca, byli też Irlandczycy we 
Wrocławiu. Zdaniem większości badaczy, biskupstwa 
w Polsce ściśle były związane z klasztorami benedykty- 
nów. Z nich nawet stworzono pierwsze kapituły, a upo- 
sażenie rozdzielano między biskupstwa i opactwa. Na- 
tomiast prof. Abraham był zdania, że kapituły powstały 
z otoczenia biskupów, złożonego z księży świeckich i za- 
konnych. W każdym razie na Wawelu benedyktyni mie- 
li kościółek św. Michała, we Wrocławiu do biskupstwa 
zostało wcielone opactwo św. Marcina na ostrowie tum- 
skim. Z opactwa w Płocku stworzono za Hermana bi- 
skupstwo, a benedyktynów przeniósł książę do Mogilna. 
Biskupstwo dostawało zwykle całą kasztelanię, czasem 
kapitułę, z hojności księcia - drugą. Uposażenie klasz- 
toru obejmowało zwykle 100 niewolników z ziemią, na 
której siedzieli. 
Kler sprowadzał Kazimierz z pogranicza francusko- 
-niemieckiego, skąd przybył konwent do Tyńca (z Liege). 
Te stosunki z Nadrenią, Belgią i Północną Francją miały 
przetrwać wieki. Kazimierz nie zdążył odnowić wszyst- 
kich biskupstw, jedynie biskup krakowski, opat Aron 
z Tyńca, rezydował przy katedrze i spełniał funkcje ar- 
cybiskupa. Stąd biskupi krakowscy starali się niejedno- 
krotnie o "odnowienie" tej godności dla nich. Katedry 
w Gnieźnie i Poznaniu leżały w ruinie, Kołobrzeg był 
pogański. O Śląsk toczyły się walki z Czechami i biskup 


-30-
>>>
Bolesław Śmiały i Iw. Stanisław 


nie mieszkał we Wrocławiu, lecz w Ryczynie lub Smogo- 
rzewie. Hierarchię miał odbudować Bolesław Śmiały i to 
jest jego wiekopomna zasługa. 


Bolesław Śmiały i św. Stanisław 


Polska okrzepła pod rządami Odnowiciela i za następcy 
jego wyszła na szerszą arenę polityczną. Bolesław Śmiały 
stanął w obozie papieskim przeciw cesarzowi. Grzegorz 
VII starał się potędze niemieckiej, która zagrażała Italii 
i papiestwu, przeciwstawić pierścień państw niepodle- 
głych, poddanych jedynie stolicy św. Piotra. Symbolem 
niezależności była korona, mimo iż cesarze królów nawet 
traktować chcieli jak lenników. Papiestwo za Grzego- 
rza VII stało na innym stanowisku. Dlatego też Grze- 
gorz VII dawał korony władcom sąsiadującym z Rzeszą, 
a jedynie żądał od nich posłuszeństwa Stolicy Apostol- 
skiej i pomocy w przeprowadzaniu reformy Kościoła. Tak 
Normanowie, którzy zdobyli południową Italię, mieli 
ZOstać obrońcami św. Piotra. Obok królestwa neapolitań- 
skiego powstało chorwackie, wskrzeszone zostały węgier- 
skie i polskie, uznane duńskie, przeniesione na Wilhelma 
Zdobywcę - angielskie. W tej akcji Polska grała dużą rolę 
jako państwo potężne, które wyparło z Węgier wpływy 
cesarza Henryka nr: Toteż ton pism papieskich do Śmiałe- 
go jest pełen szacunku i uznania. Legaci wysłani do Polski 
przywieźli mu koronę, którą włożył na skronie w obec- 
ności 15 biskupów 25 grudnia 1076 r. Byli wśród nich na 
pewno, obok legatów i biskupów polskich, także biskupi 
obcy, naj pewniej z Węgier. Wskrzeszona została stoli- 


-31-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


ca gnieźnieńska i biskupstwa wrocławskie i poznańskie, 
kołobrzeskiego nie odnowiono, gdyż pogańskie Pomo- 
rze nie uznawało władzy nowego króla. Początki diecezji 
włocławskiej i płockiej są dość mgliste. Stanisław Za- 
krzewski uważa, że już za Mieszka II przeniesiono stolicę 
z Kołobrzegu do Kruszwicy, gdzie ongiś istniało biskup- 
stwo, a później do Włocławka. Inni badacze przesuwają 
fundację biskupstwa kujawskiego ze stolicą w Kruszwicy, 
potem we Włocławku, na czasy Hermana, tak samo za- 
łożenie biskupstwa płockiego. On również miał zamienić 
opactwo na łęczyckim grodzie na kolegiatę. Za Hermana 
miałby nastąpić podział Mazowsza między biskupstwo 
płockie, poznańskie i arcybiskupstwo gnieźnieńskie, ale 
znów ostateczne ustalenie granic przesuwają badacze na 
czas jeszcze późniejszy. 
W związku z koronacją nastąpiło nadanie Polski 
jako ojcowizny św. Piotra. Po nadaniu Mieszka i Chro- 
brego ponowił je Kazimierz, teraz na pewno raz jeszcze 
jako królestwo została Polska nadana przez Śmiałego. 
Król wspierał politykę papieską i wyprawił się na Ruś, by 
osadzić panowanie w Kijowie wielkiego księcia lzasła- 
wa, którego wówczas wygnano. Izasław szukał pomocy 
w Rzymie, której mu nie odmówiono. W Kijowie jednak 
nie utrzymał się, mając przeciw sobie część kleru, która 
uległa wpływom greckim i walczyła z Rzymem. Spory 
na ten temat dzieliły mnichów klasztoru peczerskiego 
w Kijowie, a nawet dwóch świątobliwych - Antoni i Teo- 
dozjusz byli przywódcami dwóch stronnictw. Greckim 
obyczajem, by zachować zgodę, Cerkiew zgodnie czciła 
obu po ich śmierci. Jednak dopiero w początkach XII w. 
metropolici greccy doprowadzili do ostatecznego zerwa- 


-32-
>>>
Bolesław Śmiały i Iw. Stanisław 


nia Z Rzymem i zaszczepiać poczęli na Rusi jad niechęci 
przeciw "łacinnictwu". 
Bolesław poparł Izasława dorywczo, potem chciał 
zagarnąć jego skarby. Wygnany ostatecznie z Rusi książę 
udał się na Zachód i tu zmarł. Bolesław byłby przeszedł 
do historii jako filar Kościoła, gdyby nie sprawa św. Sta- 
nisława. 
Sprawa ta była przedmiotem zaciętych sporów i po- 
lemikI. Dawniejsi badacze opierali się na kronice mistrza 
Wincentego Kadłubka, spisanej może w 100, może na- 
Wet w 130 lat po wypadkach. Pro£ T. Wojciechowski od- 
rzucił zupełnie przekaz Wincentego jako niehistoryczny 
i oparł się jedynie na kronice Anonima, tzw. Galla, spi- 
sanej około roku 1113. Anonim nie zajmuje stanowiska 
zdecydowanego, potępia króla za zbrodnię, biskupa za 
"zdradę" i nie podając o co chodziło, przechodzi do in- 
nych spraw. Na tej podstawie Wojciechowski stanął na 
stanowisku buntu biskupa i jego związków z Czechami 
i Niemcami, podsunął nawet myśl, że był przeciwnikiem 
reformy gregoriańskiej. W dyskusji, jaka się rozwinęła 


1 T. Wojciechowski, Szkice historycznejedenastego wieku, Warsza- 
Wa 1925; Polemika: "Przegląd Powszechny", 1909, 1910; "Kwartalnik 
Historyczny", 1910; W. Semkowicz, Sprawa Iw. Stanisława w lwietle 
nowego źródła ikonograficznego, [w:] Księga Pamiqtkowa ku czci O. Bal- 
zera, t. 2, Lwów 1925; M. Gębarowicz, Poczqtki kultu Iw. Stanisława 
ijego Iredniowieczny zahytek w Szwecji, Lwów 1927; P. Dawid, Casi- 
mir le Moine et Boleslas le Płnitent, "Etudes Historiques et liu. sur la 
Pologne medievale", t. 5, Paris 1932; M. Gębarowicz, Polska, Węgry 
czy Sycylia odhiorcą listu Paschalisa II7 "Kwartalnik Historyczny", 1937; 
K. Górski, Przyczynki do Iw. Stanisława, "Tygodnik Warszawski", 
nr 30 z 28 VII 1946; [K. Górski, O sprawie Iw. Stanisława, "Nasza 
Przeszłość", t. 4, 1948, s. 61-82]. 


-33-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościoł W ręku świeckich 


dokoła jego twierdzeń, ustalono, że użyte przez Ano- 
nima słowo "traditor" oznacza buntownika, nie zdrajcę. 
Istotnie nie ma żadnych śladów zdradzieckich związków 
biskupa z zagranicą. Ustalono, że Anonim należy do kie- 
runku raczej nieprzychylnego hasłom Grzegorza VII, 
ale co do przedmiotu sporu wypowiedział ostatnie, jak 
dotąd, słowo Stanisław Smolka: "ignoramus et ignora- 
bimus"-"nie wiemy i nie będziemy wiedzieli". Późniejsze 
badania wyjaśniły, że ani Herman, ani Piastowie w ogóle 
kultu św. Stanisława nie popierali, choć Herman zatar- 
gowi zawdzięczał tron. Badania wyjaśniły szereg szcze- 
gółów z zapisanej przez mistrza Wincentego legendy, 
które to szczegóły, jak kara dla niewiernych żon, występ- 
ki króla, dodała wyobraźnia ludowa, okazało się też, że 
kult miał szczególnie silne oparcie wśród ludu. Nie jest 
wykluczone, że sam św. biskup pochodził z ludu, który 
nieprzerwanie doń się modlił. Próba ukucia ze sprawy św. 
Stanisława broni przeciw nieomylności Kościoła, w jakim 
to celu próbowano nadużyć hipotezę Wojciechowskiego, 
nie ostała się wobec źródeł i rzecz została w zawiesze- 
niu. Stanowiła ona w początkach XX w. próbę dla wiary 
katolików jako jeszcze jeden przykład "konfliktu, wiary 
i wiedzy". I to jej dodatkowe znaczenie. Zamordowanie 
biskupa odbyło się w formach wyroku sądowego, a na- 
stąpiło zapewne w roku 1079. Stolica Apostolska nie 
zareagowała, zajęta walką z Henrykiem IV i może na- 
wet niepoinformowana. Ówczesny arcybiskup wytoczył 
św. Stanisławowi proces kościelny i skazał go (prawdopo- 
dobnie już po śmierci), a wiadomość o tym skazaniu bi- 
skupa przez metropolię z pominięciem apelacji do Rzymu 
dotarła do papieży. Ale rzecz została zbyt mało znana, by 


-34-
>>>
Władysław Herman 


Stolica Apostolska miała interweniować. Wyroki wydane 
na św. Stanisława były niezgodne z obowiązującym pra- 
wem, nawet przedgregoriańskim, a prawo to było znane 
w Polsce. Niezgodność wyroku z prawem świadczy prze- 
ciw winie biskupa, gdyż niezgodnie z prawem skazuje się 
takich, którym winy nie można udowodnić. Bajką jest, 
że na króla spadła osobna klątwa albo że Polska została 
pozbawiona korony królewskiej. W rzeczywistości wy- 
buchł bunt Hermana przeciw starszemu bratu, wsparty 
przez Sieciecha - Bolesław z garstką zwolenników uszedł 
na Węgry, gdzie zginął w tajemniczych okolicznościach. 
Pokuta jego w Ossiaku jest wedle wszelkiego prawdopo- 
dobieństwa pobożną legendą, zmyśloną przez jego zwo- 
lenników i tych, którzy pamiętali jego dobrodziejstwa dla 
Kościoła. Jedyny syn jego, Mieszko, został po powrocie 
do Polski otruty na dworze stryja. 


Władysław Herman 


Zwycięski a buntowniczy Herman nie koronował się. Był 
to władca słaby, który obawiał się interwencji niemieckiej. 
Insygnia królewskie zostały w katedrze krakowskiej pod 
opieką kleru. Zdaje się, że obok obawy przed Niemcami 
niechęć możnych przeciw wzmocnieniu władzy Piastów 
drogą koronacji stała na przeszkodzie utrzymania króle- 
stwa. Piastowie byli z natury raczej okrutni - obawiano 
się, iż skoro zostaną władcami z łaski Boga, nie będą się 
krępowali żadnymi względami na poddanych, a nawet na 
sprawiedliwość. Tak sprawa św. Stanisława, w której król 
nie zawahał się stracić biskupa, stała się przyczyną zarzu- 


-35-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


cenia koronacji przez władców piastowskich. Królestwo 
miało po dwóch przeszło wiekach wskrzesić Kościół. 
Władysław Herman przeszedł do obozu cesarskiego 
także w dziedzinie kościelnej. Uznawał on antypapieża 
mianowanego przez cesarza, obsadzał biskupstwa Niem- 
cami. Napływ ich był duży. Późniejszy biskup Bambergu, 
Otto, przebywał w tym czasie w Polsce i zebrał znaczny 
majątek, ucząc dzieci i młodzież. Przybywali też inni, nie- 
wątpliwie przeciwnicy Grzegorza VII i reformy Kościoła. 
Polska oderwała się od Zachodu romańskiego i popłynęła 
za niemiecką nawą. Herman był pobożny i fundował bi- 
skupstwa (płockie, włocławskie), żona jego, Judyta, siostra 
Henryka IV, darowała całą kasztelanię chropską (później 
zwaną wolborską) kapitule krakowskiej. Ale to wszystko 
nie sięgało głęboko w psychikę polską. 


Bolesław Krzywousty i nawrócenie Pomorza 


Syn Hermana, Krzywousty, podjął myśl podboju Pomo- 
rza i nawrócenia go. Po dwudziestu przeszło latach walk 
zdobył Szczecin i zmusił oporne plemię do uznania swej 
władzy oraz do obietnicy, że przyjmie chrzest. Nawróce- 
nie Pomorza n nie było łatwe. Znali oni chrześcijaństwo, 
książę ich, Warcisław, był ongiś ochrzczony, ale woleli 
trwać przy pogaństwie, które nakładało mniejsze obo- 
wiązki. Krzywousty więc stosował przymus. Po uznaniu 
panowania polskiego, wysłał Krzywousty misjonarza 
w osobie Bernarda, rodem Hiszpana. Misja jego nie po- 
wiodła się - poganie śmieli się z ubóstwa misjonarzy, prze- 
ciwstawiając mu swe bogactwo. Zdaje się, że w związku 


-36-
>>>
Boleslaw Krzywousty i nawrócenie Pomorza 


z tą misją był pobyt legata Idziego w Polsce w roku 1124. 
Wówczas to zapewne utworzone zostało nowe biskup- 
Stwo misyjne w Lubuszu nad Odrą, z zadaniem nawró- 
cenia Pomorza nadodrzańskiego, gdzie biskupem został 
Bernard. Pomorze nadwiślańskie przyłączone zostało do 
diecezji kujawskiej z siedzibą we Włocławku, środkowe 
zaś po Koszalin - do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. 
Biskupstwo poznańskie dostało tylko pas na północ od 
Noteci - być może, iż wówczas wynagrodzono je za stratę 
ziemi lubuskiej częścią Mazowsza (archidiakonat czerski 
z Warszawą). Misja Bernarda nie powiodła się - biskup- 
stwo lubuskie objęło niewielki obszar nad Dolną Wartą 
i Odrą. Później biskupi lubuscy dostali bogate uposażenie 
pod Opatowem (dwa opola) i prawo do prowadzenia misji 
na Rusi. Pomorze miał nawrócić kto inny. 
Wobec niepowodzenia misji Bernarda, zwrócił się 
Krzywousty do Ottona, biskupa bamberskiego, który do- 
skonale znał język polski z czasów swego pobytu w Kra- 
kowie. Otton ruszył na Pomorze w licznym orszaku, jak 
dyplomata raczej niż apostoł. Wynik był dobry. Pośredni- 
cZąc między Pomorzanami a Bolesławem, pouczając lud, 
doprowadził go do porzucenia pogaństwa. Nie przyjął nic 
od neofitów, gdy mu ofiarowali skarby z świątyń pogań- 
skich - rozdał je ludowi, by utrudnić powrót do dawnej 
wiary. Ale gdy Otton opuścił Pomorze, wyszli z ukry- 
cia kapłani bożków i lud wrócił do dawnej wiary. Wtedy 
Krzywousty zagroził nową wyprawą i zniszczeniem kraju. 
Pomorzanie udali się o pośrednictwo do Ottona. W czasie 
drugiej swej wyprawy misyjnej Otton zdołał ostatecznie 
Pomorzan nawrócić. Konia wróżebnego bożka Swiato- 
wida sprzedano w odległe kraje, kult pogański przestał 


-37-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


istnieć. Później utworzono nowe biskupstwo z siedzibą 
w Kamieniu, biskupem został Polak, Wojciech. Podlegał 
on jako biskup misyjny wprost Rzymowi, ale brał udział 
w synodach prowincji gnieźnieńskiej. 
N awrócenie Pomorza było ostatnim dziełem państwo- 
wej i orężnej misji Piastów. Polska nie miała sił, by na- 
wrócić pogan należących do tego samego plemienia, mó- 
wiących tym samym językiem. Trzeba było sprowadzać 
obcych misjonarzy, którzy dzieło doprowadzili do szczę- 
śliwego końca. Granice Polski i chrześcijaństwa oparły się 
na ujściu Odry. Krzywoustemu podlegała też Rugia, ale 
nie zdołał jej nawrócić. Pogańskimi były też kraje Luty- 
ków i Obodrytów, które się Polsce przeciwstawiały. Suk- 
cesy polskie zostały osłabione przez fakt, że Krzywousty 
musiał złożyć hołd z Pomorza cesarzowi niemieckiemu. 
Miało to być początkiem oderwania tego kraju (1135). 
Przyczyną słabości Polski w dziele misji na Pomorzu 
był niewątpliwie niski poziom życia religijnego w kra- 
ju. Krzywousty, objąwszy rządy, nawiązał znów stosun- 
ki z Rzymem. W 1104 r. legat papieski złożył z urzędu 
dwóch biskupów, m.in. biskupa Czas ława (Czesława) 
w Krakowie, który był żonaty i miał syna. Ale i nadal 
byli biskupi żonaci, nie mówiąc o księżach. Do Polski 
zjeżdżali się niewątpliwie z Zachodu księża, którzy 
uniknąć chcieli działania reformy kościelnej. Ale też 
napływali zwolennicy reform, jak biskup krakowski 
Maur, dwaj bracia Aleksander i Walter, rodem z Malon- 
ne w Belgii. [Obok zwolenników reform napływali też 
księża, pokłóceni z władzą duchowną, a nawet heretycy. 
Na tabliczce ołowianej znalezionej w grobie biskupa kra- 
kowskiego Maura (1110-1111) napis ułożył niewątpliwie 


-38-
>>>
Bolesław Krzywousty i nawrócenie Pomorza 


manichejczyk, skreślając z Credo wszystko, co mogłoby 
świadczyć o zmartwychwstaniu ciał i o tym, że Chrystus 
był prawdziwym człowiekiem. Oczywiście, nie świad- 
czy to przeciw prawowierności samego Maura.] Powsta- 
ją w tym czasie klasztory kanoników regularnych, jak 
Opactwo w Trzemesznie, zapewne też w Czerwińsku, we 
Wrocławiu na Piasku z filią w Mstowie. Sprowadzono 
ich z krajów romańskich. Do Laon w północnej Fran- 
cji jeździł zapewne kształcić się późniejszy arcybiskup 
Jakub ze Żnina. [Benedyktynów reformował zapewne 
ok. 1124 r. kardynał Idzi z Tusculum, który jako legat 
bawił w Polsce. Może od tego czasu datuje się luźna za- 
leżność opactw polskich od Cluny.] Benedyktyni [jed- 
nak] tracą na znaczeniu. Jedynie tylko możny ród Aw- 
dańców zakłada benedyktyńskie opactwo na Lubiniu. 
Piotr Włast (Włostowic) funduje opactwo kanoników 
regularnych (z Arrovaise w Belgii, w diecezji Liege). 
Stosunek do papiestwa opiera się znów na trady- 
cyjnym aliansie. Ale dziwi księcia polskiego i jego radę 
przysłanie z Rzymu paliusza arcybiskupowi i protestują 
przeciw wymaganej przysiędze na wierność papieżowi. 
Walka cesarstwa z papiestwem powoli przygasa. Po za- 
warciu konkordatu w Wormacji w 1122 r., następuje zgo- 
da obu najwyższych czynników świata chrześcijańskiego, 
a cesarz Lotar jest wiernym sprzymierzeńcem Kościoła. 
To wszystko wpływa na osłabienie stanowiska Polski na 
terenie międzynarodowym. Trzeba się bronić przed pre- 
tensjami arcybiskupstwa magdeburskiego do zwierzch- 
nictwa nad Kościołem w Polsce, które wysuwa arcybiskup 
św. Norbert, opierając się na falsyfikatach z początków 
XI w. Wszystko to było oznaką osłabienia politycznej 


-39- 


-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


sytuacji Polski, które miało wystąpić szczególnie silnie 
w okresie dzielnicowym. 


Okres dzielnicowy 


Polska w okresach swej siły szukała wzorów nie w Niem- 
czech, a na Zachodzie, w krajach romańskich. Tak było 
jeszcze za Krzywoustego, stąd przybywali biskupi, 
jak Walter, biskup wrocławski i brat jego Aleksander, 
biskup płocki, gorliwi stronnicy reform. Utrzymywał 
też stosunki z Francją Piotr Włast (Włostowic). Wraz 
z biskupem Mateuszem pisali do św. Bernarda z Clair- 
vaux, zapraszając go do Polski i okazując możliwości 
misyjne na Rusi. Ale Bernard nie przybył. Natomiast 
w czasach osłabienia Polska dostawała się zwykle pod 
przemożny wpływ Niemiec. Było tak również w epoce 
dzielnicowej. 
Podział na dzielnice, dokonany w testamencie Krzy- 
woustego, został usankcjonowany przez zgodę panów du- 
chownych i świeckich. Arcybiskup Jakub ze Żnina stanął 
po stronie młodszych książąt i dopomógł, rzucając klątwę 
na Władysława, do ich zwycięstwa. W ten sposób Kościół 
stanął po stronie zwolenników osłabienia władzy monar- 
szej. Być może, iż poza stanowym interesem możnowład- 
ców, do których Jakub się zaliczał, grały tu rolę nadzieje 
na wyzwolenie Kościoła spod przewagi władzy świeckiej. 
Nie jest prawdą, by papież rzucił klątwę na buntowni- 
czych braci - wiadomość tę zaczerpnięto ze źródeł moc- 
no podejrzanych, sfałszowanych zapewne przez jednego 
z czeskich uczonych w XIX w. 


-40-
>>>
Ollres dzielnicowy 


Epoka dzielnicowa zaznaczyła się od razu silnym 
Wzrostem wpływów niemieckich. Niemcy przeżywali 
W drugiej połowie XII w. falę powrotną regalizmu i nie- 
chęci do papiestwa. Wśród kleru niemieckiego cesarze, jak 
Fryderyk I Rudobrody, mają zapewnione poparcie, także 
przeciw papieżom. W rękach ich wybory biskupów prze- 
st
ą w istocie być wolne - wola ich decyduje w Kościele. 
Tendencje te znajdują odbicie w Polsce, gdzie znów poja- 
Wiają się biskupi z żonami i dziećmi i odżywa "starowier- 
stwo" zachodnie z jego nadużyciami. Niemcy nie brali też 
udziału w umysłowym ruchu Zachodu, który szczególnie 
We Francji dochodzi do wspaniałego rozkwitu. Obawia- 
li się zastosowania rozumowych metod do wiary w Boga 
i trwali w nieoświeconym fideizmie do początków XIIIw. 
To samo obserwujemy w Polsce. Episkopat epoki dziel- 
nicowej pochłonięty jest walkami politycznymi, jak np. 
walka biskupa Gedki przeciw Mieszkowi Staremu. Nie 
chodziło tu o sprawy religii, a o zakres władzy księcia. Do 
społecznych reform Kościół polski XII w. nie był zdolny. 
Inaczej było na Zachodzie, gdzie we Francji biskupi sta- 
wali w obronie uciskanego chłopa, uważając, że w nim, 
jako w ubogim, odbija się Chrystus. Rzucali oni klątwę na 
tych, którzy chłopu zabierali jego dobytek, doprowadzali 
do pokoju wewnętrznego. W Polsce feudalnych wojen nie 
było, ale ucisk chłopa niewątpliwie istniał ze strony panów 
i urzędników. W tej sprawie - np. w obronie chłopów, któ- 
rzy zabili niedźwiedzia i zostali za to ukarani najwyższym 
wymiarem grzywny - występował biskup Gedko przeciw 
Mieszkowi Staremu. Ale akcji szerszej nie było. 
Klasztory benedyktyńskie pogrążyły się w upadku. 
Opinia zwracała się przeciw nim. Benedyktynów z Wro- 


-41-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


cławia wypędzono, osadzając na ich miejscu nowy zakon, 
rozwijający się w Niemczech - premonstratensów, czyli 
norbertanów (1190). Natomiast obok premonstratensów 
wiele nadań dostają cystersi, którzy karczują puszcze 
i osuszają bagna. Jest to zakon nowy, który powstał we 
Francji w początkach XII w. Cztery klasztory cysterskie 
były pochodzenia francuskiego: Sulejów, Koprzywnica, 
Wąchock, Jędrzejów. Spolszczyły się one rychło i zwią- 
zały ze środowiskiem polskim. Inaczej było z cystersami 
niemieckimi, którzy przysyłali całe konwenty niemiec- 
kie i odrębny charakter narodowy nadal zachowywali, 
a wstępujących do nich Polaków wysyłali na Zachód. 
W ten sposób klasztory cystersów niemieckich stały się 
rozsadnikami i ogniskami obcej kultury i wrogiej w koń- 
cu kolonizacji. Klasztory cysterek były mniej ekskluzywne 
pod względem narodowym. 
Fundacje klasztorów cysterskich pochodziły od księcia 
albo od możnych rodów. Tak powstały klasztory książęce 
w Lubiążu, Sulejowie, Wąchocku, Jędrzejowie, Lądzie, 
Trzebnicy, Owińskach, rycerskie w Łeknie, Mogile, Ko- 
przywnicy, Byszewie itd. 
Rola cystersów była zapewne dość duża w zakresie 
kolonizacji pustek, ale niewielka w dziedzinie duszpa- 
sterstwa, a także nauki nowych umiejętności. Świętych 
wydała druga połowa XII w. mało: Wernera, biskupa 
płockiego, o którym była wyżej mowa, oraz Bogumi- 
ła, arcybiskupa gnieźnieńskiego (1182). Kult Wernera 
nie rozwinął się, został on tylko uznany za czcigodnego 
- bł. Bogumił, który żył w końcu XII w. i znany jest źró- 
dłom pod imieniem Piotra, złożył godność arcybiskupią 
około 1192 r., osiadł w pustelni w Dobrowie nad Wartą. 


-42-
>>>
Okres dzielnicowy 


Kult jego miał charakter ludowy, a źródła były tak skąpe, iż 
Wojciechowski mógł podjąć usiłowania, by umieścić go 
w XI w. w czasach św. Stanisława. Jednak mniemania 
te nie ostały się wobec wymowy źródeł. Błogosławiony 
Bogumił doczekał się beatyfikacji na zasadzie starodaw- 
nego kultu w XX w. 
Sytuacja prawna biskupa jest ściśle związana z przepi- 
sami prawa książęcego. Biskup jest jednym z dostojników, 
wyższym od kasztelana, równym godnością namiestni- 
kowi prowincji. Uposażenie jego składało się zrazu 
Z dochodów przekazanych przez księcia, potem z dóbr. 
W końcu XII w. biskupi zdobywają dla siebie dziesięciny 
z dóbr książęcych. Dziesięciny z dóbr rycerskich należały 
do ich posiadaczy. Biskupi byli doradcami książąt i zajęcia 
ich w dużej mierze doryczyły polityki. Po śmierci biskupa 
książę zagarniał jego majątek ruchomy; działo się to na 
podstawie tak zwanego ius spolii, przejętego z Zachodu. 
Kapituły były zrazu utrzymywane z dochodów księcia, 
potem dostały część dóbr biskupich. Biskupów miano- 
wał książę, po śmierci Krzywoustego prawo to przeszło 
zrazu na seniora, naj starszego z rodu Piastów. Kościoły 
parafialne były własnością fundatora i mogły być przed- 
miotem darowizny, a proboszcz był "człowiekiem" właści- 
ciela. Pierwotnie zakładano kościoły misyjne po grodach 
oraz kaplice zamkowe. Z nich rozwinęły się parafie, inne 
fundowali książęta i możni panowie oraz biskupi. Uposa- 
żenia były hojne: wieś cała, nawet trzy wsie. Dziesięciny 
były pierwotnie ciężarem państwowym, który przeszedł 
później na Kościół. Wolnymi od nich byli rycerze - to 
jest źródło dziesięciny swobodnej, czyli rycerskiej, składa- 
nej jedynie z tytułu prawa kościelnego dowolnie obrane- 


-43-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


mu kościołowi. Sieć kościołów parafialnych była bardzo 
rzadka w XII w., a sytuacja prawna parafii nieustalona. 
Kościół w ogóle znajdował się w zależności od świeckich 
praw, a duchowni byli "ludźmi" świeckich panów, biskupi 
- księcia, proboszczowie - właścicieli kościołów. Klasz- 
torne świątynie były też własnością fundatorów, którzy do 
dóbr i zarządu nimi rościli sobie pretensje. Stąd książęta 
dokonywali niekorzystnych dla Kościoła zamian majątko- 
wych wbrew woli duchowieństwa. 
Legaci papiescy odwiedzali Polskę dość często: ostat- 
nim w XII w. był Piotr z Capuy w 1197 r., który zarządził 
przestrzeganie celibatu. Nie jest tedy słusznym zdanie 
Niemców, że Kościół polski nie utrzymywał wzorowych 
stosunków z Rzymem i że to było przyczyną braku postę- 
pu. W istocie brak dążności do reformy wypływał z pano- 
wania świeckich nad Kościołem, które miało ulec obale- 
niu w XIIIw. 
W końcu XII w. zaczęły się pojawiać pierwsze ozna- 
ki wyzwolenia Kościoła. Kazimierz Sprawiedliwy, ongiś 
przeznaczony do stanu duchownego, objął rządy w dziel- 
nicy krakowskiej po wygnaniu Mieszka Starego przez 
panów, duchownych i świeckich. Na zjeździe w Łęczycy 
postanowili oni zgodnie zmienić testament Krzywouste- 
go w tym sensie, że odtąd władza zwierzchnia miała na- 
leżeć do potomków Kazimierza Sprawiedliwego według 
zasady pierworodztwa (1180). Kazimierz ze swej strony 
zniósł obowiązek dostarczania podwód i koni, ciążących 
na poddanych wsi kościelnych. Był on źródłem nadużyć 
ze strony urzędników, a zniesienie jego miało duże zna- 
czenie gospodarcze dla Kościoła. Ale zasługuje na uwagę 
także motywacja przywileju, który mówi o ucisku chło- 


-44-
>>>
Okres dzielnicowy 


pa. Kościół zaczął budzić się z letargu i wysuwać żądania 
sprawiedliwości wobec ludu. Na razie przywilej objął tylko 
dobra kościelne, ale był on znamienny dla przemiany cza- 
Sów. Inny przywilej, udzielony przez Kazimierza, dotyczył 
zniesienia ius spolii, umożliwiał więc gromadzenie zaso- 
bów kruszców w ręku Kościoła. Przywilej ten oznaczał 
początek wyzwolenia gospodarczego Kościoła spod wła- 
dzy księcia, które wyprzedziło, zdaniem pro£ Silnickiego, 
wyzwolenie polityczne. Przywileje te dotyczyły biskupstw 
i dóbr Kościoła, podlegających Kazimierzowi, a więc ani 
biskupstwo wrocławskie, ani poznańskie, ani arcybiskup- 
stwo w całości nie były przezeń objęte, niemniej wyłom 
Został wykonany i stał się początkiem dalszego rozwoju. 
Przywileje udzielane Kościołowi ułatwiły uzyska- 
nie zatwierdzenia papieża jako zwierzchnika Polski, dla 
zmiany sposobu dziedziczenia senioratu. Papiestwo zain- 
teresowało się teraz Czechami i Polską. Kazimierz Spra- 
Wiedliwy, książę uczony i przyjaciel duchownych, z który- 
mi lubił toczyć teologiczne rozmowy, popierał cystersów 
francuskich, a także joannitów. Za jego też czasów podjęto 
Znowu wyprawy orężne na pogan - na Jaćwież i usiłowa- 
no zmusić ją do chrztu. Był to oddźwięk krucjat. 
Krucjaty w Polsce pociągały jedynie jednostki: Hen- 
ryka Sandomierskiego, Jaksę - po powrocie z Ziemi 
Swiętej zakładali oni klasztory: joannitów, bożogrobców. 
Pojawiają się w tym czasie templariusze. Ale hasło wojen 
krzyżowych nie znalazło oddźwięku w partykularzu pol- 
skim. Podobnie jak w północnych Niemczech, popular- 
niejsze były tu wyprawy na sąsiadów pogańskich niż do 
Ziemi Świętej. Niemcy w drugiej połowie XII w. podbili 
Ostatnie księstwa pogańskich Słowian: kraj Lutyków do- 


-45-
>>>
ROZDZIAł. 2. Kościół w ręku świeckich 


stał się pod panowanie Albrechta Niedźwiedzia w 1148 r., 
kraj Obodrytów zachował własną dynastię, ale poddał 
się Henrykowi Lwu (1160). Rugia została zdobyta przez 
Duńczyków w 1168 r., w 1181 r. niemiecka krucjata do- 
tarła do Szczecina, dawno już chrześcijańskiego, i zmusiła 
książąt do uznania zwierzchności niemieckiej. Polska tra- 
ciła całą dzielnicę. Piastowie urządzali swoje mniej udane 
krucjaty na Prusów, ale na misje się nie zdobyli.
>>>
ROZDZIAl. 3 
Wyzwolenie Kościoła polskiego 


Reforma Kościoła 


P oczątek XIII w. przynosi w Polsce narodziny literatury 
polsko-łacińskiej w postaci dzieła pierwszego Pola- 
ka, mistrza Wincentego. Jest to wychowanek francuskich 
szkół, a kronika jego jest dowodem, że Polska zaczyna 
brać udział w umysłowym ruchu Zachodu. Choć spisana 
zapewne w początkach XIII w., należy do poprzedniego 
stulecia. Kadłubek jest reprezentantem literackiej i filolo- 
gicznej kultury francuskiej tego stulecia. Jest to wiek wiel- 
kich filozofów, jak Abae1ard. Myśl europejska idzie przede 
Wszystkim torami Platona. Zresztą nie filozofia, a literatu- 
ra piękna i filologia są w centrum zainteresowań - inaczej 
będzie w XIII w. Mistrz Wincenty nie jest filozofem, ale 
raczej literatem i moralistą. Pisze podręcznik, którym do 
XVI w. będzie się młodzież posługiwała. Jest wyznawcą 
monarchii, ograniczonej przez poddanych, ale nie pogłę- 
bia tej myśli. Mistrz Wincenty nie był jedynym Polakiem, 
który brał udział w ruchu umysłowym Zachodu. Biskup 
Iwo Odrowąż chciał wstąpić do klasztoru w St. Victor, 
gdzie uprawiano symbolizm mistyczny i poezję. Silne cen- 


-47-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


trum naukowe powstaje we Wrocławiu, gdzie przebywa 
znakomity prawnik Jakub ze Skarzeszowa. Śląsk wyda 
historyka-dominikanina Marcina Polaka z Opawy i fizy- 
ka Vitelona. Drugim ośrodkiem studiów była szkoła kate- 
dralna w Krakowie. Załamała się ona w swym rozwoju na 
skutek najazdu Tatarów. Sięgało jednak światło nauki i do 
innych dzielnic. W Wielkopolsce książę Przemysław I, 
człowiek świecki, lubił czytać księgi teologiczne, a życiem 
swoim dawał przykład cnót. Wszystko to dowodzi, że 
powierzchowne dotąd zainteresowania chrześcijaństwem 
uległo znacznemu pogłębieniu. 
Wyrazem zmienionych czasów jest wyzwolenie Ko- 
ścioła. Biskupi dotąd mianowani przez książąt, teraz są 
obierani przez kapituły. Pierwsza taka elekcja odbyła się 
na Śląsku w 1201 r., druga, o wiele głośniejsza, gdzie się 
starli "starowiercy" i zwolennicy reform - w Krakowie 
w 1207 r., a obrany został mistrz Wincenty. W Pozna- 
niu książę Władysław Laskonogi obstawił rycerstwem 
katedrę w czasie elekcji biskupa, by przeprowadzić swego 
kandydata. Było to początkiem walk Kościoła z książęta- 
mi o wolność wyborów biskupich. Henryk Brodaty, książę 
śląski, choć nie zrzekał się uprawnień książęcych wobec 
dóbr biskupich, pozwalał na wolną elekcję. Leszek Biały, 
brat jego Konrad Mazowiecki i Władysław Odonic, ksią- 
żę części Wielkopolski, w 1210 r. w Borzykowie udzielili 
Kościołowi obszernego immunitetu, czyli zwolnienia od 
danin, posług, podatków dóbr kościelnych. Natomiast 
Władysław Laskonogi w Wielkopolsce nie chciał się daw- 
nych uprawnień wyrzec. Naprzeciw niego stanął do walki 
arcybiskup Henryk Kietlicz, człowiek uparty, wojowni- 
czego usposobienia, który za wszelką cenę chciał uzyskać 


-48-
>>>
Zakony 


zupełną wolność dóbr Kościoła od danin, posług i sądow- 
nictwa księcia. Rozpoczęła się walka, w której arcybi- 
skup rzucał klątwy na księcia, a zarazem popierał prze- 
ciw niemu bratanka jego Władysława Odonica. Odonic 
był uległy Kościołowi i hojnie szafował nadaniami, w ży- 
ciu osobistym był bigotem i rozpustnikiem. Ostatecz- 
nie stary Władysław Laskonogi umarł na wygnaniu, ale 
Odonic utracił większość kraju na rzecz książąt śląskich. 
Walka o wolność Kościoła, środkiem do uzyskania której 
miały być przywileje, wyrodziła się w walkę o przywileje 
jako takie. Środek stał się celem, a biskup płocki, nie mo- 
gąc zyskać przywilejów równych innym, uciekł się do fał- 
SZerstw. Tej samej drogi chwytały się klasztory, szczegól- 
nie dawniejsze benedyktynów i kanoników regularnych 
różnych kongregacji, które nie mogły od księcia uzyskać 
przywilejów drogą legalną. Czasem do podrobionego do- 
kumentu wstawiano wiadomości prawdziwe o rzeczywi- 
stych nadaniach, ale w tych usiłowaniach wyraźnie malu- 
je się zmaterializowanie i zarazem upadek wewnętrznego 
życia potężnych i bogatych opactw. 
Skutecznie natomiast przeprowadzono walkę z mał- 
żeństwami księży, aczkolwiek byli kanonicy żonaci do 
połowy XIII w. Synów księży pozbawiono prawa do 
święceń. Ostatecznie udało się usunąć całkowicie mał- 
Żeństwa księży. 


Zakony 


Życie ascetyczne i głębia religijnego przeżycia uciekły 
z klasztorów benedyktyńskich - zostały u cystersów, ale 


-49-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


rozbudziły się szczegolnie w zakonach nowych. Były to 
dwa zakony żebracze, dominikanie i franciszkanie. Nie 
posiadały one dóbr ziemskich, a jedynie kościoły i bu- 
dynki klasztorne z ogrodem. Zakonnicy żyli z jałmużny. 
Zakony te osiadły po miastach w przeciwieństwie do be- 
nedyktynów czy cystersów, którzy mieli dobra ziemskie, 
a ostatni często (choć nie zawsze w Polsce) osiadali na 
nieużytkach i w puszczach. Praca zakonów żebrzących 
miała charakter misyjny, apostolski. Zakonnicy obiega- 
li wsie i miasta, głosząc wszędzie kazania. Szczególnie 
chętnie osiadali oni przy placach targowych, gdzie łatwo 
było skupić większą liczbę słuchaczy. Przemawiali oni 
do ludu jego językiem. 
Pierwszymi dominikanami polskimi byli krewnia- 
cy biskupa Iwona Odrowąża, którzy towarzyszyli mu do 
Rzymu i tam wstąpili do zakonu. Jeden z nich, św. Jacek, 
zasłynął jako niezmordowany misjonarz i apostoł. Sieć 
polskich klasztorów dominikańskich objęła Śląsk i Pomo- 
rze Szczecińskie, a także Prusy. Święty Jacek sięgnął po 
Ruś, ponoć dotarł do Kijowa. Pracował w Prusach, gdzie 
dominikanie zastąpili w misji cystersów, dotrzeć miał do 
Danii. Przy tym ogromnym rozmachu brakło Polakom 
umiejętności organizacyjnych, stąd często władzę w pro- 
wincji polskiej sprawowali Niemcy. Franciszkanie polscy 
tworzyli wspólną prowincję z Czechami. Zakon ten był 
szczególnie popierany przez dynastię Piastów. Księżne: 
Jolanta, Salomea, Kinga zostały klaryskami. Francisz- 
kanie prowadzili intensywną pracę misji wewnętrznej na 
równi z dominikanami. Oba zakony przyjmowały braci 
świeckich, tercjarzy, którzy żyjąc w świecie, zachowywa- 
li regułę. W ten sposób wpływ zakonów żebrzących się- 


-50-
>>>
Zakony 


gał bardzo głęboko i przemienił z gruntu społeczeństwo 
polskie. Wiek XIII przynosi w Polsce wielkie pogłębienie 
pobożności wśród mas i zrozumienie chrystianizmu. Do- 
tąd było inaczej, społeczność chrześcijańska żywa obej- 
mowała nieliczną grupę części kleru - masa była w życiu 
okazyjnie chrześcijańską. Teraz społeczność chrześcijań- 
ska obejmuje wszystkie warstwy, od książąt aż do warstw 
chłopskich. Wyrazem tego pogłębienia są święci polscy, 
którzy pojawiają się licznie w tym stuleciu: św. Jacek, 
hl. Czesław u dominikanów, bł. Kinga, bl. Salomea, 
hl. Jolanta u klarysek, bł. Wincenty Kadłubek, bł. Iwon 
Odrowąż, Prandota, świątobliwi biskupi, św. Jadwiga Ślą- 
ska i jej mąż Henryk Brodaty, w ziemi chełmińskiej bł. 
Jutta i Jan z Łobdowa. Następuje pogłębienie i uświęcenie 
małżeństwa chrześcijańskiego, które znajduje swój wyraz 
w małżeństwach żyjących w czystości: bł. Salomea i Ko- 
loman, bł. Kinga i Bolesław Wstydliwy. Związki te były 
żywym dowodem, że w małżeństwie katolickim węzeł 
duchowy istniał równie realnie, jak materialnie. Na po- 
głębienie nastrojów religijnych wpłynąć musiały także 
najazdy tatarskie, które zmiotły ramy społeczności wy- 
godnie i egoistycznie bytującej, a zmusiły wszystkich do 
myślenia o Bogu. 
Niestety niewiele wiadomości o pobożności mas, 
a nawet o prawdziwym obliczu świętych, przynoszą nam 
ich żywoty, pisane wedle szablonu, stereotypowo, dodając 
rzadko jaki rys wyrazisty, indywidualny. Wiemy np., że 
św. Jacek miał szczególniejszy kult do Maryi Panny, ale 
takich wiadomości jest stosunkowo niewiele. 


-51-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


Misje i sprawa pruska 


Wiek XIII to okres wielkiej działalności misyjnej Ko- 
ścioła polskiego. Rozpoczyna ją działalność w Prusach. 
Klasztor cystersów w Łeknie ufundowany został przez 
ród Pałuków, wywodzący się od krewnych św. Wojciecha. 
Do niego należał zapewne arcybiskup Bogumił, który za- 
pisał swe dobra na cele misji. Z rodu Pałuków pochodził 
też Filip, który darował klasztorowi Dębogórę i wstąpił 
do zakonu. Tu, w Łeknie, zrodziła się myśl podjęcia misji 
w Prusach. Rozpoczęli ją opat Gotfryd i brat Filip oko- 
ło 1206 r. Filip zginął śmiercią męczeńską wśród pogan, 
ale misja zaczęła rozwijać się pomyślnie. Nawróciło się 
dwóch możnych Prusów i wielu spośród ludu. Opiekę nad 
misją sprawował zrazu Henryk Kietlicz, ale rychło pa- 
pież ustanowił osobnego biskupa misyjnego, Chrystiana, 
zakonnika z klasztoru w Łeknie (1215). Był to Niemiec, 
ale finansowe poparcie oraz opiekę militarną i polityczną 
czerpał z Polski. Prowadzili też misję cystersi z Pomorza. 
Plan papieża polegał na tym, by nowo nawróconych 
nie poddawać władztwu sąsiadów, ale zachować im nie- 
zawisłość pod opieką papiestwa, a najczęściej w ramach 
księstw duchownych. Przykład oporu Połabian, którzy 
woleli zginąć niż uznać władzę Niemców, działał tu od- 
straszająco. Mimo to misja biskupa Chrystiana korzystała 
z poparcia polskiego, przede wszystkim ze strony woje- 
wody Krystyna, który rządził pograniczem chełmińsko- 
-mazowieckim. Tak długo jak żył Krystyn, misja rozwi- 
jała się pomyślnie. Chrystian nawrócił dwóch możnych 
Prusów, zwanych Warpoda i Surwabuno, którzy udali się 
z nim w 1215 r. do Rzymu i oddali św. Piotrowi swe po- 


-52-
>>>
Misje i sprawa pruska 


siadłości. Niepomyślny zwrot nastąpił z chwilą oślepienia 
Krystyna z rozkazu Konrada Mazowieckiego i rychłej po- 
tem jego śmierci. Tło tej ponurej tragedii nie jest znane 
- w każdym razie nikt nie chciał się podjąć następstwa 
po wojewodzie i pogranicze stanęło otworem. W tym 
czasie nastąpiła zwykła w czasie misji reakcja pogańska, 
rozpoczęły się napady na nawróconych i mordowanie ich. 
Równocześnie możni pruscy zaczęli napadać na pogra- 
nicze polskie i pustoszyć ziemię chełmi ńską. Aby wes- 
przeć misję, papież Honoriusz III rzucił hasło krucjaty. 
Co prawda Leszek Biały, książę krakowski polecał inną 
metodę. Ponieważ Prusowie musieli w Polsce kupować sol 
i żelazo oraz wyroby przemysłu, proponował założenie 
targów na pograniczu i w głębi Prus. Tu schodziłaby się 
ludność dla nabywania potrzebnych artykułów, a równo- 
cześnie słuchałaby kazań. Projekt ten zasługuje na pod- 
kreślenie jako dowód, że w Polsce misja orężna spotykała 
się już wówczas z zastrzeżeniami. Plan Leszka nie został 
wprowadzony w życie i on sam brał udział w wyprawach 
krzyżowych. Wyprawy te odbywały się w latach 1221 
i 1222, ostatnia z udziałem licznych książąt polskich, ale 
trwałego wyniku nie osiągnięto. W Prusach nie było or- 
ganizacji państwowej, którą można by zmusić do uległości 
i w ten sposób ułatwić misję. Zobowiązania, które brali 
na siebie Prusowie w razie klęski, nie były przez nich do- 
trzymywane. Obrona pogranicza była bardzo słabo zorga- 
nizowana, a zbiorowa "stróża" rycerstwa różnych dzielnic 
rozprzęgła się już w 1224 r. Wówczas to Konrad wezwał 
Krzyżaków. 
Słabość i niepowodzenie akcji misyjnej zwykle źle 
świadczyło o sile wewnętrznej społeczności religijnej, 


-53-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


która ją prowadzi. W tym wypadku nie należy jednak wy- 
suwać takich wniosków w stosunku do Polski. O ile pod- 
czas nawracania Pomorza istotnie brakło jej sił do misji, 
o tyle wiek XIII był świadkiem ogromnego rozmachu akcji 
apostolskiej, prowadzonej przez zakony żebracze. Domi- 
nikanie przybyli do Polski w 1222 r., na cztery lata przed 
wezwaniem Krzyżaków. Nie Kościół polski tedy zawiódł, 
a państwo rozbite na dzielnice, które nie umiało zapewnić 
bezpieczeństwa misji. Polska zatraciła poczucie swej racji 
stanu, a ciasny egoizm książąt prowadził do utraty dojrze- 
wających owoców dawniejszych wysiłków misyjnych. 
Z chwilą sprowadzenia Krzyżaków misja pruska zo- 
stała wyrwana spod kierownictwa Kościoła polskiego, do 
którego zaliczał się biskup Chrystian. Co prawda Krzyża- 
cy zwlekali przez lat kilka i utworzyli nowy zakon rycer- 
ski dobrzyński, oparty na cystersach, dla ochrony dzieła 
misji (1228). Dobrzyńcy składali się z rycerzy meklem- 
burskich, może już zniemczonych w znacznym stopniu, 
ale niemniej związani byli z Kościołem polskim. Inaczej 
było z Krzyżakami. Po przybyciu nad Wisłę w 1230 r. 
korzystali zrazu z pomocy książąt polskich, a z Chrystia- 
nem utrzymywali poprawne stosunki. Ale skoro biskup 
Chrystian dostał się do niewoli pogan, nie wykupili go, 
a u papieża uzyskali podział Prus na diecezje, z których 
jedną tylko miał zachować dawny biskup misyjny. Prusy 
zostały wyjęte z wszelkiego związku z Polską i połączo- 
ne z nowym arcybiskupstwem w Rydze. Akcja krzyżacka 
nie spotkała się ani z oporem ze strony książąt polskich, 
ani ze strony Kościoła. Ziemia chełmińska stanowiła ob- 
szar podległy jednemu z biskupstw polskich i wchodziła 
w skład metropolii gnieźnieńskiej - teraz została oderwa- 


-54-
>>>
Misje i sprawa pruska 


na. Jedynie książę pomorski Świętopełk walczył z Krzy- 
żakami w płaszczyźnie politycznej i militarnej, mając 
przeciw sobie Piastów. Biskupa Chrystiana, gdy wy- 
szedł z niewoli po sześciu latach, nikt w Polsce nie wziął 
w obronę. W ten sposób Polska straciła wpływ kościelny 
i pOlityczny na Prusy. Kraj znalazł się pod zwierzchnic- 
tWem Stolicy Apostolskiej, ale w rzeczywistości pod wy- 
łącznym panowaniem Krzyżaków, którzy uciskali nowo 
nawróconych, odmawiając im prawa własności, zawiera- 
nia małżeństw i w ogóle praw ludzi wolnych. Wybuchło 
tedy w 1242 r. powstanie Prusów, wspierane przez Świę- 
topełka pomorskiego. W roku 1249 w umowie w Dzierz- 
goniu legat papieski Jakub z Liege zapośredniczył pokój. 
Prusowie nawróceni mieli pozostać w myśl postanowień 
ludźmi wolnymi i wspierać jedynie Krzyżaków w walce 

 poganami - kwestia organizacji państwowej nie była 
Jasno postawiona. W rezultacie Prusy znalazły się pod 
panowaniem zakonu, papież zdołał wywalczyć dla na- 
Wróconych wolność osobistą i prawo własności. Książęta 
polscy i Kościół polski zostali w tej sprawie zupełnie na 
uboczu. Z działalności misyjnej Krzyżacy usunęli zu- 
pełnie cystersów polskich, natomiast pozwolili pracować 
dominikanom prowincji polskiej i nawet ich zrazu popie- 
rali. Toteż nawrócenie Prusów w znacznej mierze było 
dziełem misjonarzy polskich. Język kościelny tego ludu 
Jest utworzony z wyrazów polskich, a nie niemieckich, 
Co dowodzi przemożnej roli misjonarzy polskich. Z akcji 
tej Zostały klasztory żeńskie reguły cysterskiej w Chełm- 
nie i Toruniu, założone pewnie jeszcze przez Chrystiana 
lub jego towarzyszy, oraz klasztory dominikanów pro- 
Wincji polskiej w Elblągu, Chełmnie i Toruniu, obsa- 


-55-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


dzone zresztą przeważnie przez Niemców. Franciszka- 
nie prowincji czesko-polskiej mieli klasztory w Elblągu, 
Chełmnie i w Toruniu. 
Raz jeszcze wystąpiła inicjatywa polska w misji wśród 
pruskiego szczepu Jaćwingów. Książe Kazimierz Kujaw- 
ski, syn Konrada Mazowieckiego chciał zdobyć dla sie- 
bie choć część Prus. Staraniom politycznym towarzyszy- 
ło ustanowienie biskupstwa misyjnego dla Litwy, które 
miało zapewne objąć ziemie Jaćwieży. Siedzibą jego był 
Łuków, pierwszym biskupem został Wit, dominikanin, 
uczeń św. Jacka. Niewątpliwie misjonarze polscy sięgnęli- 
by na Podlasie i Litwę, ale Krzyżacy udaremnili te zamia- 
ry. Kazimierz musiał zrzec się swych pretensji, a biskup 
Wit już w 1257 r. zrezygnował z biskupstwa. 


Misje na Litwie i Rusi 


Misję na Litwie prowadzili nadal franciszkanie za- 
równo z Polski, jak i z Inflant. Była chwila, że książę 
Mendog przyjął chrzest (1251). Papież dał mu koro- 
nę królewską, by w ten sposób zapewnić niepodległość 
nawróconej Litwy. Ale potem wrócił Mendog do po- 
gaństwa (1261). Było to zresztą w interesie Krzyżaków, 
którym zależało na tym, by mieć pozór do prowadzenia 
zaborczych wojen. Jednak i po odpadnięciu Mendoga 
na Litwie chrześcijaństwo było tolerowane, Witenes 
budował nawet kościoły. Misja chrześcijańska, która 
tu pracowała, zajmowała się opieką nad licznymi osa- 
dzonymi na Litwie jeńcami polskimi i nad kupcami 
przybyłymi z Prus, Polski i Inflant. Obok tego mogła 


-56- 


l
>>>
Misje na Litwie i Rusi 


prowadzić bez przeszkód misję wśród pogan i prawo- 
sławnych. Opowieści o męczeństwie kilku franciszka- 
nów w Wilnie mają charakter bajeczny. 
Terenem misyjnym była też Ruś, głównie Ruś Czer- 
Wona. Pracował tu św. Jacek i dominikanie polscy. Na- 
tomiast nie sięgali oni nad brzegi Morza Czarnego. Tu 
działało osobne dominikańskie stowarzyszenie misyjne, 
ZWane Societas Peregrinantium. Składało się ono w dużej 
mierze z Włochów, którzy mając oparcie w genueńskich 
koloniach na brzegach Morza Czarnego, sięgali w głąb 
stepów, docierali do niewolników i jeńców, nawracali 
pogan i muzułmanów. Peregrynanci później zostali włą- 

zeni do prowincji ruskiej dominikanów, która przyjęła 
Ich tradycje. Ale w początkach akcji misyjnej i przez całe 
średniowiecze dominikanie polscy chyba wyjątkowo za- 
Puszczali się tak daleko. 
Akcja misyjna na Rusi Czerwonej dawała w XIII w. 
tak dobre wyniki, że powstało nawet biskupstwo misyjne, 
które trwało jednak bardzo krótko. Biskupem był Ge- 
rard (1254-1256). Później usiłowano założyć biskupstwa 
W Łukowie (1257), wreszcie opiekę nad misją i katoli- 
kami na Rusi Czerwonej sprawował, jak i poprzednio, 
biskup lubuski, z misją ruską łączy się sprawa pojednania 
Rusi z Rzymem. Zerwanie rzeczywiste nastąpiło, jak 
wSpomniano, w początkach XII w., próby nawiązania 
Stosunków przez wysłanie legatów do Kijowa w 1166 r. 
nie dały wyników. Teraz wobec niebezpieczeństwa tatar- 

kiego książę Daniel zaczął szukać oparcia na Zachodzie 
l dał się skłonić do zawarcia unii z Rzymem. W Kościele 
wschodnim zawsze o utrzymaniu lub zerwaniu z Rzy- 
mem decyduje państwo. Kościół jest podporządkowany 


-57-
>>>
ROZDZIAł. J. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


jego potędze, a mogą się opierać tylko jednostki. Ale też 
unia zależy od polityki państwa i jego siły. Daniel Ha- 
licki spodziewał się pomocy z Zachodu przeciw Tata- 
rom. W 1254 r. w Krakowie w obecności ks. Bolesława 
Wstydliwego i biskupa Prandoty legaci wręczyli koronę 
królewską posłom Daniela. W ten sposób na wschód 
od Polski miały w myśl planów papieskich powstać dwa 
królestwa chrześcijańskie związane z Rzymem - Litwa 
i Ruś. Ale gdy na Daniela spadł najazd tatarski, a pomoc 
Zachodu zawiodła - zerwał on z Rzymem. Niemniej ak- 
cja misyjna na Rusi trwała nadal, we Lwowie, w Hali- 
czu były kościoły katolickie dla mieszczan przybyłych 
z Zachodu, Polaków i Niemców. Działalność misyjną 
prowadzili głównie franciszkanie polscy, jak to wykazał 
Wł. Abraham. Wymienić tu trzeba Benedykta Polaka, 
franciszkanina, który brał udział w podróży Jana de Pla- 
no Carpino do Złotej Ordy (1245-1247). 
Bilans akcji misyjnej w Polsce w XIII w. jest dodatni, 
obejmuje ona Prusy, Litwę i Ruś, a choć Prusy traci na 
rzecz Niemców, utrzymuje się na Rusi Czerwonej, przy- 
gotowując wielkie osiągnięcia następnych stuleci. Misyjny 
rozmach polskiego Kościoła w XIII w. jest kartą pełną 
chwały w jego dziejach. Jest on dowodem, że nauka ka- 
tolicka do głębi przeniknęła do społeczeństwa i potrafiła 
zeń wydobyć ogromne energie entuzjazmu. 


Zagadnienia społeczne 


Najazd tatarski okrył Polskę żałobą. Uważano, że walka 
toczy się w obronie wiary chrześcijańskiej - Henryk Po- 


-58-
>>>
Zagadnienia społeczne 


b ożny zginął pod Legnicą "pro defensione fidei et suae 
gentis" (w obronie, wiary i narodu swego). Jest to począ- 
tek przekonania, które rozwinie się w XIV w., że Polska 
jest przedmurzem chrześcijaństwa. Niemniej w Polsce 
idea nawracania mieczem nie przyjęła się nigdy - zespo- 
lenie miecza i chrześcijaństwa ograniczyło się tylko do 
obrony. 
[Innym przykładem społecznej działalności Kościoła 
jest zwalczanie zakazów ograniczających wolność zawie- 
rania małżeństw między poddanymi. Na Rusi Cerkiew 
nie zdołała jej wywalczyć, podczas gdy w Polsce średnio- 
wiecznej istniała w pełni w XIV i XV w.] 
Innym dowodem żywotności społeczności katolickiej 
jest poruszenie zagadnień społecznych i narodowych. Po- 
łożenie chłopa na prawie polskim uległo znacznemu po- 
gorszeniu w XIII w., gdyż liczne przywileje zmniejszyły 
dochody księcia w postaci danin i posług, a wobec tego 
wymogi ciążyły coraz silniej na pozostałych dobrach, 
niechronionych przez immunitet. Księstwa malały przez 
nieustanne podziały, ale Piastowie chcieli żyć na dawnej 
stopie i pomnażali ciężary. Dochodziło do tego, że chło- 
pi uciekali do pogańskich Prus, by uchronić się od uci- 
sku księcia. W sprawie tej biskupi udali się do papieża 
Grzegorza IX, który w 1233 r. wystąpił przeciw ucisko- 
wi chłopów. Zdaje się, że bulla papieska odniosła skutek, 
gdyż dalszych skarg nie słyszymy. Innym pomnikiem in- 
terwencji Kościoła w sprawy społeczne jest niewątpliwie 
umowa, zawarta w 1229 r. między książętami polskimi 
a ruskim, o oszczędzaniu w czasie wojen ludności bez- 
bronnej. Pierwszy to w naszych dziejach przykład ochrony 
ludności cywilnej, która stała się jedną z podstawowych 


-59- 


..
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


zasad prawa narodów. Nie zbadano bliżej, jak rozwijała się 
ta mysi na Zachodzie. 


Kościół a odbudowanie królestwa 


Doniosłym wydarzeniem w dziejach Kościoła polskiego 
i Polski była kanonizacja św. Stanisława, ktora nastąpiła 
w 1253 r. Przeprowadzić ją było trudno, brakło źródeł, 
w Rzymie sprzeciwiano się kanonizacji w tak długi czas 
po śmierci, przy niepewnych źródłach. Głównego opo- 
nenta, kardynała Reginalda, przekonał cud. Kanonizacja 
stała się faktem i usymbolizowała walkę o wyzwolenie 
Kościoła spod przewagi państwa, którą właśnie zwycię- 
sko zakończył Kościół w Polsce. Piastowie uznali świę- 
tego i zjechali się licznie na jego kanonizację. Zaczęło się 
szerzyć mniemanie, że Polska za karę z powodu męczeń- 
stwa św. Stanisława została rozbita na dzielnice, a teraz, 
po ekspiacji, powinna się zjednoczyć. Tak kanonizacja 
św. Stanisława stanowi pierwszy, ważny etap na drodze 
do zjednoczenia. W szarpanej przez wewnętrzne niezgo- 
dy Polsce, stała się ona punktem zwrotnym: Piastowie 
odtąd starają się współdziałać, bezinteresownie wysyłają 
sobie posiłki dla obrony ziemi polskiej - tak czyni Bo- 
lesław Wstydliwy. Prowadziło to do zacieśnienia stosun- 
ków między Piastami i przygotowało moralną atmosferę, 
konieczną do zjednoczenia. Może nie jest przypadkiem, 
że ks. Leszek Czarny, następca Bolesława Wstydliwego, 
który pierwszy podjął realizację planu zjednoczenia Pol- 
ski, miał na pieczęci obraz wotywny przedstawiający mszę 
św. Stanisława, pod którym klęczy książę. 


-60- 


I 
- 


-ł.
>>>
Ko{ció/ a odbudowanie królestwa 


Położenie narodu polskiego stawało się w końcu 
XIII w. istotnie bardzo trudne. Przy braku silnej pań- 
stwowości przenikał na ziemie polskie element niemiecki, 
który zalał Dolny Śląsk, ziemię lubuską, Nową Marchię, 
Pomorze Szczecińskie, Prusy - i groził nowymi podboja- 
mi. W szkołach księża niemieccy tylko w swoim języku 
wykładali autorów, w kościołach głosili kazania tylko po 
niemiecku. Kościół polski zrozumiał niebezpieczeństwo, 
grożące narodowi. Kościół tradycyjnie uznawał prawo 

ażdego narodu do posiadania duszpasterzy, władąjących 
Jego językiem. Innocenty III (t1216) wprowadził zasa- 

ę, że mogą istnieć pod władzą biskupa parafie różnego 
Języka i obrządku. Biskupi Polacy stanęli w obronie ję- 
zyka polskiego i polskości w Kościele. Najpierw walka 
rozgorzała na Śląsku, najbardziej zagrożonym. Tu biskupi 

awrzyniec i Tomasz I wywalczyli dla Kościoła zupełny 
Immunitet. Biskup Tomasz II, równie jak oni silna indy- 
widualność, podjął walkę w obronie polskości. Chodziło 
o dziesięciny, od płacenia których uchylali się niemiec- 
cy koloniści. Pomijając uszczerbek, jaki ponosił przez to 
KOŚciół, stanowisko Polaków, którzy płacili dziesięciny, 
stało się znacznie gorsze od Niemców, którzy i tak przy 
kolonizacji na prawie niemieckim starali się zagarnąć naj- 
lepsze ziemie ze szkodą Polaków, a po miastach stanowili 
Warstwę uprzywilejowaną i rządzącą. Po stronie Niemców 
stanął książę Henryk Prawy wrocławski, sprawujący rządy 
zwierzchnicze nad resztą książąt śląskich. Opowiedziała 
się za nim część duchowieństwa niemieckiego, która lek- 
ceważyła klątwy rzucane przez biskupa, oraz niemieccy 
franciszkanie. Ci ostatni zupełnie nie zwracali uwagi na 
biskupa, oderwali się od prowincji polskiej i przyłączyli 


-61-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


do saskiej. Przy prowincji polsko-czeskiej zostały tylko 
klasztory w Opolu, Głogówku, Bytomiu i Wodzisławiu. 
W ten sposób walka sięgnęła nawet do poszczególnych 
konwentów. Ostatecznie sam przedmiot sporu udało się 
zakończyć kompromisowo, Niemcy mieli płacić dzie- 
sięciny w pieniądzu, nie w snopach, jak Polacy, co było 
sposobem znacznie korzystniejszym. Oto Polacy musieli 
czekać ze zwózką zboża aż do przyjazdu plebana albo jego 
pełnomocnika, który wybierał co dziesiąty snop. Często 
tedy zboże marniało na polu. Niemniej od zasady płace- 
nia dziesięciny biskup nie odstąpił. W czasie owej walki, 
nowy arcybiskup gnieźnieński, Jakub Świnka, na synodzie 
w Łęczycy w 1285 r. wydał zarządzenie nakazujące, by 
księża w obrębie prowincji kościelnej gnieźnieńskiej gło- 
sili kazania po polsku, obowiązkowo znali język polski, 
w szkołach zaś po polsku objaśniali autorów. Godziło to 
wyłącznie w żywioł niemiecki, który po polsku uczyć się 
nie chciał. Postanowienia synodu były oznaką rosnących 
niebezpieczeństw i dowodem, że Kościół polski podejmu- 
je walkę w obronie zagrożonego bytu narodu polskiego. 
Naród polski nie mógł się skutecznie opierać fali ko- 
lonizacji niemieckiej, nie posiadając ostoi we własnym 
państwie. Panująca w XIII w. filozofia tomistyczna wy- 
soko stawiała rolę władcy i państwa. W traktatach swych 
św. Tomasz rozróżnia typy ustrojowe - nie było wśród 
nich jedynie państewek dzielnicowych. Tym silniej mu- 
siało się przejawić dążenie Kościoła do zjednoczenia 
państwa, dążenie, które wyrastało z miłości ojczyzny 
i uświadomienia sobie niebezpieczeństw. Wobec zupeł- 
nego upadku myśli politycznej w dynastii, której człon- 
kowie stali się wyrazicielami obcych interesów - czeskich 


-62-
>>>
Kofci6ł a odbudowanie kr6/estwa 


czy węgierskich - Kościół podjął się odrodzenia polskiej 
racji stanu i polskiej państwowości. Miał on niewątpliwie 
zrozumienie dla racji bytu odrębnej narodowości polskiej 
i odrębnej dla niej organizacji kościelnej i państwowej. 
Podczas rokowań, w końcowej fazie zatargu biskupa 
Tomasza II z Henrykiem Prawym, książę zrozumiał, że 
biskup walczył o Polskę. W duszy zniemczonego Pia- 
sta drgnęła uśpiona polskość - i stał się on bojownikiem 
o zjednoczenie Polski. Kościół popierał go, gdy zajął Kra- 
ków po śmierci Leszka Czarnego - choć walczył z nim 
Warcholski biskup krakowski, Paweł z Przemankowa. Ale 
arcybiskup popierał politykę zjednoczenia. Po przedwcze- 
snej śmierci Henryka w czasie starań o koronację, Kraków 
miał przypaść Przemysłowi II Wielkopolskiemu, Wro- 
cław najbardziej polskiemu z Piastów Śląskich - Henry- 
kowi Głogowskiemu. Henryka mieszczanie nie wpuścili 
do miasta, ale poddali mu się kanonicy na Ostrowie Tum- 
skim we Wrocławiu. Przemysł ustąpił z Krakowa, uwożąc 
insygnia królewskie do Gniezna. Tu dnia 26 VI 1295 r. 
Jakub Świnka koronował go na króla. Nie był ów Piast 
władcą wybitnym ani człowiekiem wartościowym. Ale 
w braku innego możliwego kandydata Kościół polski jego 
wysunął na króla i włożył mu na skroń koronę. W nie- 
spełna 8 miesięcy później Przemysł zginął zamordowany. 
Następca jego, Łokietek, nie dorastał do zadania. Gdy go 
wygnali Czesi - w 1300 r., Jakub Świnka nie zawahał siłę 
włożyć koronę królewską na głowę Wacława czeskiego. 
Za wszelką cenę chciał odbudować królestwo polskie, by 
uchronić Polskę od rozszarpania. Nie doczekał chwili, 
gdy Łokietek koronował się w Krakowie - zmarł w 1314 r. 
Już za życia jego zaczęły się mnożyć objawy wskazują- 


-63-
>>>
ROZDZIAł. J. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


ce, iż była to ostatnia chwila na wskrzeszenie królestwa, 
czyli symbolu jedności i niezawisłości. Niemiec ze Śląska, 
oddany Czechom biskup Jan Muskata, zasiadł na stolicy 
krakowskiej i wraz z mieszczanami stolicy usiłował Pol- 
sce narzucić niemieckiego władcę. Rodzony siostrzeniec 
Jakuba, biskup wrocławski llenryk z Wierzbna, zdobył 
dla swych dóbr biskupich niezależność i książęce prawa, 
ale idei zjednoczenia Polski nie służył, zajęty yartykular- 
nymi sprawami. Na szczęście dzieło Jakuba Swinki zna- 
lazło kontynuatorów wśród kleru polskiego, szczególnie 
w osobach następców jego, arcybiskupów Borysława oraz 
Janisława i biskupa kujawskiego Gerwarda. Królestwo 
polskie zostało wskrzeszone z chwilą koronacji Łokietka 
w Krakowie w 1320 r. 
Wskrzeszenie państwa polskiego jest wiekopomną za- 
sługą Kościoła polskiego. Społeczność katolicka, objąwszy 
w XIII w. cały naród, odczuła potrzebę świeckiego wyra- 
zu dla siebie - państwa opartego na duchowym współ- 
działaniu z Kościołem, wyrażone w obrzędzie pomazania 
i koronacji. Kościół wskrzesił tedy państwo. I dlatego od- 
tąd państwo polskie, jego racja stanu, tak nierozerwalnie 
połączone zostały z Kościołem. 
Społeczność katolicka polska w XIII w. prowadziła 
ożywioną misję, pogłębiła życie religijne w narodzie. Wy- 
zwolona z rąk świeckich, skupiła się przy biskupach. Ko- 
ściół polski jest w XIII w. kierowany przez biskupów. Sze- 
reg wybitnych i bardzo wybitnych postaci zasiada w tym 
stuleciu na biskupstwach polskich. Oni są prawdziwymi 
wodzami i kierownikami całej społeczności. Przy nich stoi 
reszta kleru świeckiego i zakony, przede wszystkim żebra- 
cze i tercjarstwo. Obok świateł są i cienie: obok świeckich, 


-64-
>>>
Stosunek do papiestwa 


oddanych głęboko sprawie Bożej, a nieulegających ślepo 
zachciankom kleru, jak IIenryk Brodaty, Przemysł I - są 
też bigoci, osłonięci maską hipokryzji, jak Odonic. Obok 
biskupów-pasterzy, jak Prandota, są też bojownicy o dobra 
doczesne, jak Paweł z Przemankowa. Ale obraz w sumie 
jest dodatni. 
Niemniej są poważne braki. Oto Polska zajęta misją 
Wewnętrzną i zewnętrzną, pracą praktyczną, konkret- 
ną, pozytywną, zaniedbała kontakty z myślą Zachodu. 
Nie ma Polaków w szeregach uczniów św. Tomasza czy 
św. Bonawentury, wielki wiek filozofii nie świeci nazwi- 
skami Polaków. Staliśmy na uboczu, w tyle. Tylko na Ślą- 
sku, jak wspomniano wyżej, było lepiej. Brakło też wiel- 
kich budowli gotyckich w tym wieku - są dopiero zaczątki 
nowej, wspaniałej sztuki. Ani rzeźba, ani malarstwo nie 
ZOstawia godnych uwagi pomników. Polska stoi na pery- 
feriach życia duchowego Europy chrześcijańskiej. Uświa- 
domiła ona sobie swą katolickość - świat Zachodu poszedł 
dalej, znacznie dalej. Na zapoznanie się z jego dorobkiem 
zabrakło w XIII w. czasu i sił. Odbije się to później na 
całym życiu społecznym Polski. Gdy się w Polsce obudzą 
zainteresowania filozoficzne, będzie to okres upadku wiel- 
kiej filozofii scholastycznej. Umysłowość polska będzie się 
Urabiać na schyłkowych owocach wielkiego drzewa myśli 
średniowiecznej. 


Stosunek do papiestwa 


Stosunki Kościoła polskiego z papiestwem były w oma- 
Wianym okresie bardzo bliskie. Legaci przybywali do 


-65-
>>>
ROZDZIAł. 3. Wyzwolenie Kokioła polskiego 


Polski bardzo często w XIII w. - wiemy o 10 legacjach. 
Odbyło się też 25 synodów w czasie do 1320 r., na któ- 
rych wprowadzano w życie postanowienia dotyczące re- 
formy obyczajów duchowieństwa i świeckich. Papieże też 
interweniowali jako opiekunowie Polski w sporach du- 
chownych. Bonifacy VIII wreszcie przeciwstawił się pre- 
tensjom Przemyślidów czeskich do korony polskiej. Za 
zgodą Rzymu koronował się Przemysł, później Łokietek. 
W walce z Wacławem czeskim cieszył się on poparciem 
papiestwa, które nie chciało, by polska ojcowizna św. Pio- 
tra znalazła się pod panowaniem króla czeskiego, lennika 
i księcia Rzeszy. Z punktu widzenia polityki papieskiej 
zarówno Polska, jak i Węgry powinny były stanowić prze- 
ciwwagę dla potęgi Niemiec. Tej polityki będzie się trzy- 
mać papiestwo również za Łokietka, w pierwszych latach 
rządów Kazimierza Wielkiego. Toteż nie ma w Polsce 
śladów niechęci do Rzymu, jaka często występuje w tym 
czasie w Niemczech, a nawet w Anglii i czasem we Francji 
na tle sprzeczności ich polityki z dążeniami papiestwa. 


Przywileje Kościoła 


Starania Iwona Odrowąża o utworzenie osobnego arcybi- 
skupstwa w Krakowie zostały przerwane po jego śmierci. 
Gniezno utrzymało zwierzchność nad biskupstwami pol- 
skimi, a arcybiskupi odbywali wizytacje. Sufragani poja- 
wiają się od połowy XIII w. Wpływy niemieckie rosną 
silnie na Śląsku, gdzie nawet organizacja kapituły upo- 
dabnia się do niemieckiej (1226). Wiek XIII jest okresem 
powstawania parafii. W początkach stulecia było ich na 


-66-
>>>
Przywileje Kofcio/a 


Śląsku około 150, W ciągu wieku powstało nowych 500, 
kilkadziesiąt w początkach XIV w. - razem liczba ich do- 
sięgła 700, co już nasyciło Śląsk. Tworzenie parafii nie 
było wynikiem kolonizacji niemieckiej, a prądu, który 
szedł w całym Kościele, szczególnie od soboru laterań- 
skiego w 1215 r., który unormował prawne położenie 
parafii. Uposażenie składało się przeważnie z dwóch ła- 
nów (60 mórg polskich), z dziesięcin, staropolskiej opłaty 
Zwanej "kolendą" i wzorowanego na Niemczech "meszne- 
go". Dostatnio uposażone parafie nie były już własnością 
świeckich, którzy zachowali tylko prawa patronatu. 
Immunitet kościelny stopniowo był realizowany: przy- 
Wilej z 1210 r., wydany w Borzykowie przez część książąt 
polskich, znosił ogólnikowo ciężary prawa książęcego, 
przywilej z 1214/1215 r. skasował przewód w dobrach 

oŚcielnych i daniny składane w nierogaciźnie. Ale panu- 
Jący wprowadzali nowe daniny, mimo poprzednich zwol- 
nień, nie uznawali przywilejów poprzedników, urzędni- 
cy również nie przestrzegali prawa, które ich pozbawiło 

ochodów. Dlatego też walka trwała przez cały w. XIII 
I zakończyła się właściwie kompromisowo. Zwolnienia od 
udziału w wyprawach przychodzą w latach 1230-1240, 
od stróży, czyli pilnowania grodów około 1230 r. Dotyczą 
One poddanych Kościoła, dopiero od 1240 r. obejmują lu- 
dzi Wolnych, osiadłych w majętnościach klasztorów, którzy 
odtąd mają dawać daniny i świadczyć posługi nie księciu, 
a duchownym panom. Biskupstwa uzyskują te przywileje 
około 1250 r. Mimo wielokrotnych zwolnień, książęta za- 
trZymali swe prawo nocowania w dobrach kościoła - raz 

o roku zwyczajowo - oraz prawo wybierania podwód dla 
siebie, choć w formie złagodzonej "przewodu rycerskiego" 


-67-
>>>
T 


ROZDZIAł. J. Wyzwolenie Kościoła polskiego 


(przewoz mięsa, ryb, mąki, złota i srebra, więźnia zakute- 
go w kłody). Również zachowali często prawo wybierania 
daniny w zbożu, zwanej poradlne, z reguły zaś wybiera- 
li je z dóbr duchownych w wypadkach nadzwyczajnych. 
Główne ciężary zostały zniesione w dobrach Kościoła 
w 71%, na Mazowszu w 60%, tu bowiem władza ksią- 
żęca stawiała silny opór żądaniom kleru. Na Pomorzu 
znów nadania przyszły bardzo późno, w ostatniej ćwierci 
XIII w., za rządów Mszczuja. Zachodzą tu czasem nada- 
nia regale bursztynowego i prawa strądowego, czyli prawa 
zabierania tego wszystkiego, co morze wyrzuci po burzy. 
Książęta hojnie szafowali w XIII w. rozdawnictwem 
prawa łowów wielkich na grubego zwierza - Kazimierz 
Wielki cofnął je po części, zastrzegając sobie prawo po- 
lowania na jelenie i dziki, a w dobrach mazowieckich 
arcybiskupa także na tury. Przywilejów menniczych da- 
wali książęta mało, po części dlatego, że rycerstwo sprze- 
ciwiało się przejściu w ręce Kościoła uprawnień do bicia 
monety. Gdy więc Odonic nadał prawo bicia monety bi- 
skupowi poznańskiemu, doszło do buntu rycerstwa, które 
przywołało księcia śląskiego Henryka Brodatego (1232). 
Później biskupi zaczęli wykonywać te swoje uprawnienia 
w Krobi dopiero w końcu XIII w. i to na krótko. Na ogół 
Kościół polski, uzyskawszy wolność, nie usuwał się od 
obowiązków wobec państwa, w przeciwieństwie do sze- 
regu krajów na Zachodzie. Z ciężarów prawa książęcego 
mimo zwolnień zostały: udział w wyprawie wojennej, ści- 
ganie przestępców, dostarczanie podwód i stacji dla księ- 
cia (choć w mierze ograniczonej), czasem drobne daniny 
na znak uznania zwierzchności. Natomiast daniną realną 
było poradlne, które ustaliło się w XIV w. w wysokości 


-68-
>>>
Przywileje Kofcioła 


12 groszy oraz l ćwiertni żyta i l ćwiertni owsa z łanu 
Z dóbr szlacheckich i biskupich, a 24 groszy i podwójnej 
ilości zboża z łanu z dóbr klasztornych. Ponadto, wład- 
Ca mógł nakładać nadzwyczajne daniny. Dobra kościelne 
liczne i dobrze zagospodarowane były jednym ze źródeł 
dochodow panującego i potęgi państwa. 
Pierwsze dwudziestolecie w. XIV należy właściwie do 
poprzedniego stulecia. W ciągu pierwszego dziesięcio- 
ciolecia pojawia się kolejno dwóch legatów - reszta wieku 
minie bez odwiedzin. Do 1327 r. Śląsk jest jeszcze częścią 
państwa polskiego, Pomorze dopiero w 1309 r. dostaje się 
W ręce krzyżackie. Koronacja Łokietka w 1320 r. otwiera 
nowy okres w życiu narodu polskiego i państwa. Zmienia 
się stanowisko papieża, który osiada w Awinionie i ulega 
wpływom francuskim. Jan XXII rozwija system fiskalny 
kurii, by zebrać fundusze na krucjatę. Krucjata zawiodła, 
ale system został, a wraz z nim nowy sposób traktowania 
zagadnień ze strony kurii. Przejściowe lata w początkach 
XIV w. stanowią i w dziejach Kościoła ciąg dalszy stu- 
lecia, w którym Polska za sprawą rozbicia dzielnicowe- 
go przekształciła się w społeczeństwo stanowe późnego 
średniowiecza i stworzyła nowy, choć w znacznej części 
Z obcych złożony, stan miejski, który nie istniał w ciągu 
dwóch poprzednich stuleci. W tych wszystkich przemia- 
nach Kościół kroczył na czele życia i wytyczał nowe drogi. 
W XIV w. będzie wykańczał budowę nowej społeczności, 
opartej na zasadzie korporacyjnej.
>>>
... 


ROZDZIAł. 4 
Korporacjonizm średniowieczny 


Zasady 


C hrześcijaństwo od początku swego istnienia oddzia- 
ływało na ustrój społeczny, choć w sposób pośredni. 
Nie głosiło hasła zniesienia niewolnictwa - przeciwnie, 
zachęcało służbę i niewolników do słuchania panów, 
nawet złych. Ale równocześnie nałożyło na wszystkich, 
nawet na posiadających, obowiązek pracy. W ten sposób 
zwalony został mur dzielący wolnego posiadacza od nie- 
wolnika okrytego pogardą. Uświęcenie pracy ręcznej sku- 
teczniej podkopało niewolnictwo od haseł wyzwolenia. 
Z wolna niewolnik zamienia się w poddanego (w cią- 
gu VI i VII w.), potem zostaje wolnym. Z ducha religii 
Chrystusowej płynęła potrzeba wolności - nie tylko du- 
chowej, ale i prawnej. Powoli ustrój społeczny uległ prze- 
kształceniu. 
Z tego punktu widzenia feudalizm był cofnięciem 
się, spowodowanym przez niepewność życia i mienia, 
nieustanne najazdy obce i wojny prywatne. Oddanie się 
pod władzę możnego było jedynym ratunkiem, ale też 
otwierało wrota wielu nadużyciom, przemocy i uciskowi, 


-70-
>>>
Zasady 


które nie były rzadkie w tych czasach okrutnych i barba- 
rzyńskich. Kościół starał się zaradzić złu, podkreślając 
obowiązek opieki nad poddanymi, a szczególnie podno- 
sząc brutalnego wojownika do godności rycerza. Rycerz 
miał bronić wiary, opiekować się wdowami i sierotami, ale 
sankcji przeciw łamiącym te zasady nie było. W XI w., 
jak wspomniano, biskupi rzucali klątwę na tych, którzy 
grabili chłopów, gdyż biedni nosili w sobie obraz Chry- 
stUsa. Ale mimo to, system feudalny nie mógł odpowiadać 
W sposób doskonały ideałom chrześcijaństwa. 
Chrześcijaństwo od początków swego istnienia chęt- 
nie popierało formy wolnych zrzeszeń i te zrzeszania wy- 
posażało w prawa. W ten sposób powstawały korporacje 
kościelne - bractwa, zakony, potem kapituły. Te pojęcia 
z wolna zaczęły się przenosić do życia świeckiego, szcze- 
gólnie odkąd Kościół po reformie gregoriańskiej nabrał 
nowego rozmachu. Na rozwój korporacji miejskich, obok 
starych rzymskich instytucji, wywarły wielki wpływ 
bractwa kościelne, w których zrzeszali się rzemieślnicy 
i kupcy. W ten sposób wyrósł nowy ustrój, oparty na wol- 
nych korporacjach. Rozwinął się on kosztem feudalnych 
panów, duchownych i świeckich. Utracili oni wpływ na 
miasta, a chłopi wykupili się z poddaństwa, pozostając 
dzierżawcami ziemi. Od XIII w. reformy feudalne straci- 
ły dawną treść, choć zostały jako ogólnie przyjęte zasady 
zawierania umów między rycerstwem i panującymi, oraz 
między poszczególnymi państwami. 
Polska, Węgry, Prusy krzyżackie nie znały feudalizmu 
prawnego, ale istniał tu porządek do feudalnego zbliżo- 
ny, z warstwą możnego rycerstwa, które posiadało urzędy 
i znaczne dobra, a było zobowiązane do służby rycerskiej 


-71-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


wedle form, pokrewnych feudalnym. W XIII w. zaczęła 
się w Polsce przebudowa ustroju w duchu korporacyjnym. 
W Polsce i na Węgrzech proces przebudowy kor- 
poracyjnej odbył się przez przyjęcie prawa czynszowego 
niemieckiego, wzorowanego na zachodnich przykładach, 
oraz przez wprowadzenie samorządnej organizacji miej- 
skiej. Chłop z poddanego stawał się wolnym dzierżaw- 
cą, zobowiązanym do danin i niewielkiej robocizny. Po- 
wstawały miasta z ludnością wolną, wszędzie rozwijał się 
samorząd - najpóźniej w Polsce - wśród szlachty. Ustrój 
korporacyjny zapewniał równowagę stanów, na które lud- 
ność się dzieliła. Każdy stan miał odrębne prawa i obo- 
wiązki, ale żaden nie miał przewagi zdecydowanej nad in- 
nymi. Rycerstwo miało pierwszeństwo, ale nie posiadało 
pieniędzy, gdyż dochody jego były małe, mieszczanie byli 
pozbawieni zaszczytów, ale dysponowali pieniędzmi, kler 
był usunięty od urzędów świeckich, ale dobrze wyposa- 
żony i otoczony szacunkiem dla misji duchowej i wiedzy. 
Chłop był wolny i materialnie lepiej od drobnego rycerza 
sytuowany, gdyż nie ponosił ciężarów służby wojennej dla 
kraju. Przejście do innego stanu było wolne - "powietrze 
miejskie" uwalniało nawet poddanych zbiegłych, chłop 
mógł dostać obywatelstwo miejskie, kształcić się na księ- 
dza, a za zasługi wojenne mógł zostać rycerzem. Jednak 
przejście takie było rzadkie, częściej mieszczanin dosta- 
wał się do szeregu stanu rycerskiego. Stany, choć wyposa- 
żone w prawa, nie były zamkniętymi kastami. 
Państwo zajmowało w ustroju korporacyjnym stano- 
wisko nadrzędne. Państwo nie prowadziło gospodarki na 
własną rękę, choć posiadało majątki - zwykle były one 
w dzierżawie. Jedynie kopalnie były częściej pod jego 


-72- 


l
>>>
Zasady 


zarządem bezpośrednim. Wyjątek stanowiły tu Prusy 
krzyżackie, gdzie zakon uprawiał handel i konkurował 
z poddanymi, wykorzystując swą przewagę. Usiłował 
też po miastach współzawodniczyć z rzemieślnikami, 
Zorganizowanymi w cechy, gdyż osadzał pod zamkami 
własnych rzemieślników. Ale też odczuwano to jako nad- 
UŻycie i ludność w XV w. chwyciła za broń przeciw kup- 
Com i mnichom. Wszędzie gdzie indziej państwo zajmo- 
wało stanowisko nadrzędne, kontrolując życie, wkraczając 
w wypadku nadużyć. Utrzymywało ono równowagę mię- 
dzy wsią i miastem, między rzemieślnikami a kupcami. 
W wypadkach nagłych umiało wkraczać, by rozwiązać 
egoistyczne korporacje lub zatrudnić masy podczas głodu, 
jak to czynił Kazimierz Wielki: organizował on roboty, 
dając zboże głodnej ludności. 
Państwo powierzało korporacjom funkcje wyłącznie 
wychowawcze i gospodarcze, nie czyniło z nich organów 
reprezentacji kraju, poza jednym wyjątkiem - w XIV w. 
w Portugalii, gdzie król powołał radę z przedstawicieli za- 
wodów. Wyjątek ten potwierdza ogólną regułę. Korporacje 
nie miały charakteru politycznego. Nie miały też cech przy- 
musowości, np. korporacje z okresu schyłkowego cesarstwa 
rZymskiego. Każdy mógł zmienić zawód, ale w danej miej- 
scowości tylko korporacja mogła zajmować się produkcją. 
Korporacje nie były zasadniczo organami, narzędziami 
państwa - były wyrazem samorządu, który był nadzorowa- 
ny przez władze miejskie i państwowe, ale niekrępowany. 
Reprezentację polityczną i obronę przed uciskiem 
miały sobie oddaną stany. Nastąpił więc podział funkcji: 
stany objęły zagadnienia polityczno-społeczne, gospodar- 


-73-
>>>
- 


ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


cze, obronę przed uciskiem, korporacje zaś czysto gospo- 
darcze i wychowawcze. 
W Polsce pierwszych Piastów starano się zapobiec uci- 
skowi chłopa przez ustanowienie urzędu obrońcy wdów, 
sierot, obcych, za którymi nikt się nie wstawiał. Nosił on 
tytuł wojskiego i miał wysokie stanowisko w hierarchii. 
Są dwa sposoby zwalczania ucisku - przez reprezentację 
ludności i przez ustanowienie obrońców z urzędu. Takimi 
byli starożytni rzymscy trybunowie, potem późnorzymscy 
"defensorowie" - zwykle biskupi. W czasach merowiń- 
skich w państwie Franków ustanowiono obrońców, zwa- 
nych trybunami. Wzór ten naśladowali pierwsi Piastowie, 
nazywając omyłkowo trybuna wojskim (niby trybun woj- 
skowy). Ale zdaje się, że urząd ten nie spełnił w całości 
pokładanych nadziei, szczególnie gdy ucisku dopuszczali 
się urzędnicy. 
Teraz funkcje te przeszły na władzę monarszą i repre- 
zentację stanową. Trzeba powiedzieć, że obrona ta była 
skuteczniejsza i ucisk występuje, jak można sądzić, rzadziej 
niż w okresach poprzednich, a wywołuje silny i głośny 
sprzeciw. W Szwecji chłopi mieli własną reprezentację sta- 
nową od XV w., we Francji zasiadali razem z mieszczana- 
mi. W Polsce reprezentacja stanowa utworzyła się w dru- 
giej połowie XV w. i chłopów nie objęła. Ale nadużyciom 
zapobiegało prawo odwoływania się do sądów państwo- 
wych, wobec których chłop i szlachcic byli sobie równi. 
Ustrój średniowieczny miał na celu rozwój osobowości 
człowieka przez stworzenie odpowiednich warunków ma- 
terialnych. Zmierzał do zapewnienia warunków bytu dla 
każdej rodziny i starał się stworzyć stałość stosunków, bez 
której niemożliwe jest osiągnięcie szczęśliwości i wycho- 


-74-
>>>
Zasady 


Wanie nowych pokoleń. Kosztem ograniczeń możliwo- 
ści wielkiego zysku dawał on stałość stosunków i usuwał 
grozę kryzysów i bezrobocia. Przez to przede wszystkim 
służył osobowości człowieka. Ponadto wprowadzał on do 
życia gospodarczego normy moralne w postaci przepisów, 
kontrolowanych przez władzę. Dlatego też nie rozumieją 
ustroju średniowiecznego ci, którzy traktują go tylko jako 
środek zapewnienia umiarkowanego dobrobytu, w sensie 
drobnomieszczańskim. Nie była to również lepsza czy 
najlepsza jedynie organizacja społeczeństwa, gdyż rozwój 
osobowości był punktem centralnym. Nie było też celem 
Ustroju utrzymanie hierarchii, aczkolwiek w cechach prze- 
Wagę mieli majstrowie, czyli przedsiębiorcy; obok korpo- 
racji o typie hierarchicznym istniały związki robotnicze, 
które prowadziły walkę o prawa. Istotny i zasadniczy 
był w ustroju średniowiecznym wysoki poziom moralny 
i postawienie celu życia ponad gospodarczym wyścigiem 
o większy zysk. Ta właśnie pogoń za zyskiem miała być 
wyeliminowana zupełnie, duch kapitalizmu był ścigany 
i piętnowany. Jeśli ustrój korporacyjny miał na celu wy- 
Chowanie doskonalszego człowieka, to jednocześnie miał 
za warunek istnienie pewnego, dość już wysokiego pozio- 
l11u moralnego, zrozumienie obowiązków i wolę do wyko- 
nania ich. Bez tej właśnie postawy etycznej ustrój korpo- 
racyjny wyrodziłby się w narzędzie wyzysku i ucisku. 
Dlatego ustrój korporacyjny mógł zaistnieć w okresie, 
gdy wpływ Kościoła był przemożny w życiu społecznym. 
Był on tego wpływu obliczem i wyrazem, a wraz z jego 
upadkiem i ustrój sam zwyrodniał i zatracił zrozumienie 
Swych celów. Cele te były przede wszystkim wychowaw- 
cze, realizowane zaś były w pracy zawodowej i przez nią, 


-75-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm 
redniowieczny 


a oparte na zasadach etyki. Z chwilą, gdy ludzie zatracili 
jasną świadomość swego celu, na plan pierwszy wysunęła 
się żądza zysku. 
Rozkwit ustroju korporacyjnego przypada na XIV 
i połowę XV w. Później wszędzie zaznacza się jego upa- 
dek. Ustrój ten powstał drogą prób empirycznych w ciągu 
XII i XIII w. na pograniczu Francji i Niemiec. Do Polski 
przeniesiony został jako wzór gotowy i wykształcony. To- 
też dla badacza zachodniego ustrój polski ma wartość jako 
obraz, w którym można zbadać, jak sobie ludzie średnio- 
wieczni wyobrażali wzorowy ustrój. Nie zostawiło nam 
średniowiecze traktatu teoretycznego o zasadach swego 
ustroju - zastąpić go muszą wzorowe realizacje, jak na 
przykład Polska. Ustrój Polski wykształcił się ostatecznie 
za Kazimierza Wielkiego i w tej swej wykończonej formie 
zostanie on tu zanalizowany. 
Ustrój korporacyjny średniowiecza nie obejmował ca- 
łego życia gospodarczego w równej mierze. Dotyczył on 
przede wszystkim przemysłu i handlu, tylko w małym 
stopniu i pośrednio dotyczył rolnictwa. Mimo to całość 
życia stosowała się do jego zasad, aczkolwiek ważne i pod- 
stawowe nawet gałęzie produkcji były niezorganizowane 
i tylko w nieznacznym stopniu podlegały planowaniu. 
Planowanie zasadniczo istniało w ustroju korporacyjnym 
i to bardzo wyraźnie, szczególnie przy organizacji han- 
dlu. Nie stało ono zasadniczo na przeszkodzie rozwojowi 
inicjatywie prywatnej, ale skierowało ją na tory ustalone. 
Działo się to przede wszystkim przez działalność samo- 
rządu, gospodarczego i miejskiego, które były uzgodnione 
przez państwo. Istniało też planowanie na szczeblu każdej 
wsi, gdzie rolnicy byli związani ustalonym podziałem pól 


-76-
>>>
Zasady 


wedle systemu trójpolowego, a każdy z nich miał w jed- 
nym z trzech łanów ¥.! swej ziemi. Mimo planowania, kra- 
je rolnicze miały zboże na eksport, a życie gospodarcze 
przechodziło okres wielkiego ożywienia. Jednak cel gos- 
podarczy nie przyświecał jako cel najdalszy ani państwu, 
ani społeczeństwu. 
Ustrój korporacyjny opierał się na 5 zasadach, które 
można śledzić w realizacji polskiej, to: 1) poszanowanie 
osobowości człowieka i jej rozwój, 2) zasada własności, 
3) zasada słusznej płacy, 4) zasada stałości cen, 5) upań- 
stwowienie pieniądza. 
1. Osobowość. Zadaniem człowieka według nauki 
chrześcijańskiej jest rozwój własnej osobowości w zjed- 
noczeniu z osobami Trójcy Świętej. Dlatego, by człowiek 
mógł pracować nad sobą i osiągnąć pewien poziom do- 
skonałości moralnej, koniecznym jest, by posiadał pewne 
minimum dobrobytu. Bez tego minimum doskonałość 
osiągnąć może święty, stosując cnoty heroiczne. Jednak 
Większość ludzi do heroizmu nie ma sił i powołania, a gdy 
brak im minimum środków do życia - nie są zdolni do 
moralnego życia i do pracy nad sobą. Społeczność ludz- 
ka stacza się do poziomu, gdzie wszyscy walczą przeciw 
Wszystkim. Dlatego też społeczność chrześcijańska mu- 
siała zapewnić człowiekowi warunki umożliwiające życie 
uczciwe, nie mogła zaś mu stawiać wymogów heroicznych 
w życiu codziennym, do którego masa ludzka nie jest zdol- 
na. Dlatego też owo życie uczciwe jest warunkiem, który 
umożliwia rozwój osobowości. 
2. Własności bronić można trzema argumentami. 
Pierwszy wychodzi z gospodarczych przesłanek i głosi, że 
człowiek lepiej gospodarzy na własnym niż na cudzym; 


-77-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


ten warunek podnosił św. Tomasz z Akwinu. Drugi wy- 
chodzi z założeń pracy, która znajduje swą doskonałość 
i płynącą z niej radość, gdy człowiek pracuje w indywi- 
dualnym warsztacie pracy i może stać się artystą w swym 
zawodzie. Trzeci argument, bodaj najważniejszy - widzi 
we własności warunek utrzymania i rozwoju rodziny; bez 
własności rodzina będzie z trudem wegetować. Średnio- 
wiecze uznawało prawo własności, ale ograniczało je ser- 
witutami na rzecz społeczeństwa. Państwo zachowywało 
własność zwierzchnią i prawo odebrania własności czło- 
wiekowi. Własność była nadto obciążana obowiązkiem 
dawania potrzebującym: 1) z tytułu obowiązku całego 
nadmiaru, 2) z tytułu jałmużny i miłosierdzia - nawet 
części rzeczy potrzebnych. 
3. Sluszna placa ma dostarczyć środków do utrzyma- 
nia pracownika i rodziny jego, ma starczyć na kulturalne 
jego potrzeby. W nauce Kościoła praca była obowiązkiem, 
a jednocześnie człowiek każdy miał prawo do utrzymania. 
Prawo to posiadał również człowiek niemogący pra- 
cować z powodu wieku, kalectwa, niezdolności, a także 
z powodu braku pracy. Zwykle jednak praca była połączo- 
na z płacą. Praca uświęcona była w średniowieczu przez 
przykłady świętych, połączona z kontemplacją, uznana za 
środek uświęcenia. Ale praca nie była czymś mesjańskim, 
wyzwalającym. Przywódca metodystów w XVIII w. w An- 
glii, Wesley, mógł powiedzieć: "Pracujcie jak najwięcej, 
oszczędzajcie jak najwięcej, dawajcie jak najwięcej", śre- 
dniowieczny kaznodzieja nie powtórzyłby tych słów. Nie 
powiedziałby: "pracujcie jak najwięcej", bo zostawiłby czas 
na kontemplację, rozrywkę i odpoczynek. Człowiek nie 
był według niego przeznaczony wyłącznie do pracy. Nie 


-78-
>>>
Zasady 


wysuwałby na plan pierwszy oszczędności, gdyż zachę- 
całby człowieka do życia wedle wymogów środowiska, do 
którego należał, a skąpstwo byłby piętnował jako wystę- 
pek. Jedynie trzecie hasło powtórzyłby bez wahania. To 
właśnie ujęcie pracy stało się przyczyną zarzutów stawia- 
nych w epoce liberalizmu ustrojowi średniowiecznemu, 
który miał być konsumpcyjny, a nie produkcyjny. Wielkie 
budowle wzniesione prymitywnymi środkami, zdumie- 
Wające swą trwałością, są pierwszymi świadkami przeciw 
temu zarzutowi. Zdumiewająca ruchliwość i przedsiębior- 
czość człowieka średniowiecznego jest dowodem dalszym. 
Ale trzeba przyznać, że nie troska o producenta, a troska 
o konsumenta wysuwała się na czoło zainteresowań śre- 
dniowiecznych. A z drugiej strony praca nie miała charak- 
teru wyzysku, nie zachęcano ludzi do pracy ze wszystkich 
sił, jak najwięcej, choćby ze szkodą dla zdrowia. Dlatego 
człowiek średniowieczny miał równowagę duchową i umiał 
myśleć o życiu: miał na to czas, którego zabrakło ludziom 
późniejszych epok, wciągniętych w jarzmo pracy bez końca. 
4. Stała i słuszna cena miała służyć rozwojowi oso- 
bowości człowieka. Nie można bowiem prowadzić życia 
skupionego, pracy nad pogłębieniem siebie i wzbogace- 
niem swego życia wewnętrznego, jeśli stosunki ogólne są 
niepewne, ceny chwiejne i niestałe, a zyski ciągną z wa- 
runków nieliczni spekulanci. Stałość cen służyła potrze- 
bom konsumenta nie mniej niż producenta. Słuszna ich 
Wysokość broniła prawa jednych i drugich. Ceny ustalone 
były przez korporacje producentów w miastach. Opierały 
się one na kalkulacji, uwzględniając ceny surowca i słuszną 
płacę. Aby jednak nie przerodziły się one w środki wyzy- 
sku, wobec istnienia monopolu produkcji przez korpora- 


-79-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


cje, przeciwdziałano w dwojaki sposób. Mogły ingerować 
władze państwowe lub miejskie i ustalać cennik lub nawet 
rozwiązywać korporacje. Był to sposób nadzwyczaJny, 
używany rzadko. Środkiem zwykłym było ustanawianie 
jarmarków, na których ceny ustalane przez korporacje nie 
obowiązywały. Jeśli ceny stałe były zbyt wysokie w sto- 
sunku do siły nabywczej konsumenta, mógł on wstrzy- 
mać się z zakupem do jarmarku, a tu cena kształtowała 
się według prawa popytu i podaży. To samo odnosiło się 
do cen produktów rolnych. Tu jednak ceny ustalała nie 
korporacja producentów, a konsumentów w postaci rady 
miejskiej. Jednak co tydzień był targ wolny, gdzie cenniki 
nie obowiązywały. W ten sposób powstały "klapy bezpie- 
czeństwa" i ustrój korporacyjny omijał niebezpieczeństwa 
płynące z monopolu produkcji. Ceny w średniowieczu 
rosły jednak, choć bardzo powoli. Zjawisko to nie było 
ujemne dla całości życia, gdyż zyskiwali ostatecznie pro- 
ducenci: prawdziwą zaś klęską bywa zawsze spadek cen. 
Średniowiecze zachęcało do oszczędzania, ale narzędzi 
i wytworów, nie zaś pieniędzy. Wedle pojęć średniowie- 
cza pieniądz powinien był być ciągle w obiegu. Kościół 
zachęcał do dawania jałmużny albo też do ofiar na cele 
pożyteczne. Bogacza średniowiecznego powinna była ce- 
chować hojność, rozrzutność niemal (jak np. Wierzynka), 
gdy bogacz nowoczesny ma żyć skąpo, aby udzielać in- 
nym pożyczek na procent. W średniowieczu zachęty do 
jałmużny prowadziły do wspierania konsumpcji, a przez 
to również produkcji. 
5. Pieniądz w ręku państwa - do tego prowadziła fi- 
lozofia św. Tomasza. Podkreślała ona społeczny charak- 
ter pieniądza, którego wartość mogło regulować państwo. 


-80-
>>>
Zasady 


W średniowieczu było ciągle za mało kruszcu wobec ro- 
snących potrzeb życia gospodarczego. Można było tedy 
albo utrzymać wartość kruszcu w pieniądzu na tej samej 
wysokości, a wówczas ceny byłyby spadły i nastąpiłoby 
zahamowanie produkcji, albo przy utrzymaniu stałych 
cen zmniejszać zawartość kruszcu w pieniądzu. Państwo 
średniowieczne obrało drugie wyjście i "pogarszając" nie- 
Ustannie pieniądz, wspierało konsumpcję i produkcję. Tra- 
cili na tym ludzie, gromadząc oszczędności, musieli je więc 
wkładać w życie gospodarcze. Taką politykę prowadził Ka- 
zimierz Wielki, a w rezultacie zostawił Polskę murowaną. 
W średniowieczu nie było narastania wielkich kapita- 
łów, poza spekulacją na handlu zamorskim lub okresami 
Wojen. Jeśli trzeba było zbudować kosztowniejsze urządze- 
nia techniczne, podejmowało się tego miasto lub korpora- 
cja: wówczas stosowała ona zasadę spółdzielczą, obniżając 
ceny półfabrykatów, które dostarczała producentom. 
Pożyczanie pieniędzy na procent było zwalczane 
w średniowieczu. Istniały dwie doktryny w Kościele: do- 
minikańska i franciszkańska. Do schyłku średniowiecza 
panowała pierwsza. Dominikanie uważali za szkodliwą 
i zakazaną wszelką pożyczkę na stały odsetek, natomiast 
zezwalali na udział w zyskach z przedsiębiorstwa, czyli 
na pożyczki na odsetek ruchomy: w ten sposób unikano 
naruszania substancji majątku w razie strat lub małych zy- 
sków. Franciszkanie uważali, że można pożyczać na mały 
o stałej wysokości procent i zakładali banki pobożne, by 
zWalczać lichwę. Podnoszenie cen i lichwa były główny- 
mi występkami w życiu gospodarczym średniowiecza. 
Chrześcijanom nie wolno było trudnić się lichwą - zajmo- 
wali się nią Żydzi, którym Kazimierz pozwolił pobierać 


-81-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


108% rocznie. Z końcem XV w. system franciszkański za- 
czął zdobywać sobie coraz więcej zwolenników. 


Korporacje przemysłowe 


Funkcje korporacji przemysłowych obejmowały szereg 
dziedzin. Było ich pięć: 1. Kontrola jakości produkcji łą- 
czyła się z moralną odpowiedzialnością korporacji za 
członków. Chodziło przede wszystkim o towar standary- 
zowany przeznaczony dla nieznanego nabywcy. Zamówie- 
nia specjalne nie były przez nią objęte - tu otwierała się 
możliwość wzbogacenia się dla wybitniejszych, zdolniej- 
szych rzemieślników. Nie przez ilość, a przez jakość wyż- 
szą wiodła droga do wybicia i wzbogacenia. Nie było też 
reklamy ani ściągania przez namowy konsumenta. Wśród 
członków korporacji obowiązywała wzajemna pomoc, nie 
zaś nieuczciwa konkurencja. 2. Kontrolę cen przeprowa- 
dzano przez ustalenie cenników. 3. Korporacja rozdzielała 
surowce nabyte taniej i starała się, by każdy warsztat miał 
udział w większych zamówieniach. Chodziło o dostarcze- 
nie wszystkim pracy i środków utrzymania, tak by nikogo 
nie zdeptać, szczególniej warsztatów prowadzonych przez 
wdowy. Człowiek stał ponad zasadą produkcji. 4. Warun- 
ki normowała sama korporacja, szczególnie jeśli chodzi 
o uczniów, nad którymi roztaczano opiekę. Przy zawiera- 
niu umowy o pracę był obecny przedstawiciel władz korpo- 
racji. We Włoszech mógł robotnik zarobkować, używając 
narzędzi mistrza poza godzinami pracy. Czas pracy był 
dłuższy - do 12 i 14 godzin na dzień, ale było bardzo wiele 
świąt, tak iż przeciętnie wynosił on, uwzględniając dzisiej- 


-82-
>>>
Organizacja handlu 


szą liczbę dni wolnych, około 8 godzin dziennie. Robotnicy 
tworzyli własne związki i prowadzili walkę o lepsze warun- 
ki pracy, organizując strajki. Walk tych było w średniowie- 
czu znacznie mniej niż w czasach nowożytnych, a przebieg 
ich był znacznie spokojniejszy. Wpływała na to przynależ- 
ność do tej samej korporacji i większe poczucie solidarności 
oraz sprawiedliwości. Nie sama organizacja, a duch religij- 
ny decydowały o niewielu zatargach społecznych. W Polsce 
średniowiecznej nie słyszymy o nich. 5. Dostarczanie su- 
rowców przez zakup wspólny, budowanie zakładów prze- 
mysłowych było już omówione. Spółki obliczone na zysk 
były w średniowieczu wielką rzadkością: celem ich było 
Ułatwianie produkcji warsztatu indywidualnego. 


Organizacja handlu 


W dziedzinie wymiany towarów jako podmioty upraw- 
nień występują miasta. Ochrona celna dla przemysłu nie 
istniała, ale za to ochraniany był handel krajowy w tym 
przeświadczeniu, że kupcy będą ochraniać interesy rze- 
mieślnika. Zamiast celnej granicy ustanowiono składy 
towarów, których dalej nie wolno było wieść cudzoziem- 
Com - musieli sprzedać towar po ustalonej cenie lub zabrać 
go z powrotem. Wewnątrz kraju punkty celne zakreślały 
granice dla poszczególnych ośrodków produkcji, tak że 
niełatwo mogły konkurować. Wśród kupców kramarze 
tworzyli osobną korporację. Kupcy w wypadku prowadze- 
nia ryzykownych operacji (w handlu zamorskim, w czasie 
Wojen) tworzyli spółki z ograniczonymi udziałami. Zasad- 
niczo w spółkach średniowiecznych udziałowcy pracowali 


-83-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


w przedsiębiorstwie, długoletni zaś pracownicy stawali się 
udziałowcami. W ten sposób praca i kapitał zespalały się 
w tych samych rękach. 


Rolnictwo 


Rolnictwo nie miało organizacji korporacyjnej, poza 
cząstkową organizacją wsi jako jednostki produkcyjnej 
(trójpolowy system), o którym była mowa wyżej. Szlachta 
w korporacje nie łączyła się, tworząc osobny stan - jedynie 
cechowe wzory przyjmowały oddziały wojsk najemnych 
z "mistrzami" rot na czele, z towarzyszami, czyli czelad- 
nikami i pachołkami Gakby uczniami). Widać stąd, jak 
potężny był wpływ myśli korporacyjnej na całe życie. 
Ustrój korporacyjny był skomplikowany, gdyż nie wyra- 
stał z jednej zasady. Usiłował pogodzić wolność i plano- 
wość, inicjatywę jednostki i dobro społeczeństwa, prawa 
robotnika i hierarchię w produkcji, prawa konsumenta 
i słuszny zysk wytwórcy. Równoważył więc sprzeczności, 
tworzył luki (jak w rolnictwie) i elastyczne alternatywy. 
Był on fundamentem dobrobytu skromnego może, ale 
równomiernie rozłożonego i zapewniał stałość warunków 
życia. Nie wymagał heroizmu w życiu codziennym, by za- 
chować uczciwość. Był moralnie zdrowy. 


Inne korporacje 


Obok korporacji o celach gospodarczych były też korpo- 
racje narodowościowe, związanie z gminami lub ich czę- 


-84- 


L
>>>
Inne korporacje 


ściami. Rządziły się one własnym prawem, używały jako 
urzędowego swego własnego języka; korporacje te były 
dość silne, by bronić swych praw, za słabe, by szkodzić 
państwu, szczególnie odkąd obce mieszczaństwo Kra- 
kowa i Poznania uległo w walce z Łokietkiem. Językiem 
urzędowym była łacina. Tak było w Polsce. W państwie 
krzyżackim Niemcy byli uprzywilejowani, na ostatnim 
rniejscu stali Prusacy. Sprawa języka w szkołach gra- 
ła o tyle rolę, że w języku uczniów wykładano autorów. 
O postanowieniach synodu łęczyckiego z 1283 r. była 
mowa wyżej. 
Były też korporacje oświatowe - uniwersytety, rzą- 
dZące się własnymi prawami. Uniwersytety były zor- 
ganizowane wedle wzorów włoskich i francuskich. We 
Włoszech rektorów wybierali studenci, we Francji pro- 
fesorowie. W skład korporacji uniwersyteckiej wchodzili 
profesorowie, uczniowie i bedelowie (czyli woźni). Stu- 
denci byli zorganizowani w nacje dla celów samorządu 
i samopomocy. Uniwersytety znajdowały się czasem pod 
kontrolą państwa, czasem biskupów. W ogólnych zarysach 
uniwersytety przetrwały dotąd w swych formach średnio- 
Wiecznych, gwarantujących wolność i rozwój nauki. 
Kościół wreszcie był zorganizowany w korporacje za- 
rÓWno terytorialnie - biskupstwa, parafie, jak i inne - ko- 
legiaty, zgromadzenia zakonne. Należały tu bardzo liczne 
bractwa wyposażone w specjalne przywileje, O walkach 
narodowościowych w Kościele była już mowa - ogólny 
światopogląd średniowiecza prowadził do ich załagodze- 
nia. Kościół zresztą był reprezentantem myśli, która leżała 
u podstaw porządku korporacyjnego, i wychowawcą ludzi. 
Ludzie ci do ustroju dorośli, wychowawszy w sobie poczu- 


-85-
>>>
ROZDZIAł. 4. Korporacjonizm średniowieczny 


cie sprawiedliwości, wyzbywszy się dążenia do zysku za 
wszelką cenę, poddawszy się jarzmu moralnych nakazów 
chrześcijaństwa. 


Ocena ustroju 


Ustrój zrealizowany w Polsce w XIII i XIV w. doskonalszy 
był od tego, który wprowadzili pierwsi Piastowie. Tworzył 
on harmonię stanów, opartą na wolności. Poddaństwo 
zniknęło niemal bez reszty, niewolnictwo występowało 
sporadycznie - przywozili nielicznych niewolników kup- 
cy włoscy z kolonii nad morzem Czarnym. Miara spra- 
wiedliwości pomnożyła się znacznie w życiu społecznym 
wobec równowagi stanów. Można mówić o osiągnięciu 
znacznego stopnia harmonii - większego niż w stuleciach 
przeszłych i przyszłych. Porządek związany został z oso- 
bą Kazimierza Wielkiego, ale realizowany był na długo 
przed nim. 
Korzenie jego tkwiły w poglądach filozofów średnio- 
wiecza na społeczeństwo, którego władca był vicesgerens 
multitudinis - zastępcą społeczności, a związany był pra- 
wami, boskimi i prawami państwa. Nie było tu miejsca 
na despocję w stylu orientalnym, ale było miejsce na spra- 
wiedliwość. Dlatego absolutny monarcha, jakim był Kazi- 
mierz Wielki, wydał zbiór praw i przezwany został kró- 
lem chłopów. Niewątpliwie był to wynik pracy Kościoła: 
w XIII w. przepoił on do głębi swą nauką naród polski - 
w XIV w. zrealizował harmonijny ustrój. 


-86-
>>>
ROZDZIAł. 5 
Kościół wbudowany w państwo 


Polska i Zachód 


W ydaje się, jak gdyby zainteresowania teoretyczne 
wyczerpały się i wysiliły w wieku św. Tomasza 
Z Akwinu, św. Bonawentury i Dunsa Scota. Mimo że 
filozofia nie przestaje kwitnąć w XIV w., wydając nową 
szkołę - nominalistyczną, zwaną via moderna - to zain- 
teresowania społeczności katolickiej zwracają się ku za- 
gadnieniom praktycznym. Przede wszystkim to akcja 
miłosierna, która przybiera szeroki rozmach, następnie 
te praktyczne zagadnienia miłości Boga - stąd rozwój pi- 
śmiennictwa mistycznego. Wreszcie zagadnienia społecz- 
nego i państwowego życia budzą zainteresowania i dysku- 
sje. Metafizyka stoi jakby na planie dalszym. 
Polska zwrócona w XIII w. do zagadnień praktycz- 
nych, w dalszym ciągu nimi się zajmuje. Są jednostki, któ- 
re biorą udział w ruchu filozoficznym Zachodu, ale zwią- 
Zane są z Polską: Peregryn, dominikanin żyjący około 
1305 r., po którym zostały kazania, Benedykt z Sentino(?) 
z diecezji kamieńskiej, oto część nazwisk. Ale przeważa 
praca duszpasterstwa w zakonach, pomoc klerowi świec- 


-87-
>>>
ROZDZIAł. 5. Kościół wbudowany w państwo 


kiemu, który jej tak potrzebuje, że nie ma w Polsce czę- 
stych na Zachodzie zatargów o jurysdykcję. Prowadzą też 
zakony działalność społeczną, pośrednicząc w poszuki- 
waniu pracy, dając jałmużnę. 
Nie bierze też Polska udziału w twórczości mistyków, 
których wydały Niemcy całą plejadę. Przeważa w Polsce 
wpływ włoskich wszechnic, gdzie studiowano przede 
wszystkim prawo, Bolonia do 1360 r. nie miała wydzia- 
łu teologicznego. Toteż uczeni polscy XIV w. - to przede 
wszystkim uczeni prawnicy-kanoniści. Takim był arcybi- 
skup Jarosław ze Skotnik, mecenas sztuki, uczony współ- 
twórca statutów kazimierzowych. Uniwersytet kazimie- 
rzowski najlepiej był wyposażony w katedry prawnicze, 
co świadczy o kierunku zainteresowań intelektualnych, 
i króla, i jego otoczenia. 
Prawnicy polscy pozostawali pod wpływem francu- 
skim, odrzucali zwierzchność cesarza, uznawali tylko 
jego pierwszeństwo wśród równych. Z pojęć francuskich 
zaczerpnęli pojęcie korony królestwa polskiego, do której 
należały nadal oderwane przemocą kraje. Podtrzymywali 
oni władzę monarchy. [Kazimierz Wielki, biorąc w obronę 
kapituły przed nominacjami i prowizjami Awinionu, któ- 
ry narzucał biskupów i kanoników, wprowadził zwyczaj, 
że kapituły polskie wybierały jednomyślnie kandydata 
królewskiego, którego potem dyplomacja przeprowadzała 
w kurii. W ten sposób przygotował on drogę dla faktycz- 
nego wpływu prawa nominacji królewskiej, istniejącego 
od czasów Jagiełły. Na skutek tego coraz więcej polity- 
ków zasiadało na stolicach biskupich. Jedynie biskupi kra- 
kowscy i kapituła tamtejsza stawiali czasem opór i toczyli 
z królem spory, które zresztą nigdy nie przeradzały się 


-88-
>>>
Idea sprawiedliwo!ci międzynarodowej i sprawy niemiec/de 


w zaognione walki. Kazimierz nie łamał wprost przywi- 
lejów Kościoła, ale starał się umniejszyć na rzecz nowych 
fundacji parafialnych wielkie uposażenie biskupów i ka- 
pituł oraz ograniczył wolność od ciężarów państwowych, 
którą cieszyły się od XIII w. bogate opactwa. I tu jednak 
do konfliktu nie doszło, tym więcej, że stosunki Kazimie- 
rza z kurią, mimo iż czasem zasiadali na tronie papieskim 
przyjaciele Luksemburgów, nigdy nie były złe. Kościół 
polski starał się podtrzymać państwo, a polityka ta znaj- 
dowała zrozumienie w Awinionie.] Takie też stanowisko 
zajmował episkopat, który przyczyniwszy się walnie do 
odbudowy państwa, stał się teraz jego podporą. Realizm 
biskupów miał jednak i złe strony: absorbował ich zainte- 
resowania w działalności politycznej, odwracał powoli od 
spraw czysto kościelnych. 
Nie można zauważyć, by w Polsce zaznaczyły się rega- 
listyczne teorie nominalisty Ockhama - wroga papiestwa. 
Ockham należał do skrajnego odłamu franciszkanów, 
tzw. Jraticelli. Praticelli domagali się powrotu do zupełne- 
go ubóstwa. Wpływy ich w prowincji polskiej zakonu były 
minimalne. Zdaje się, że prawnicy polscy XIV w. trzyma- 
li się tradycyjnej via antiqua, św. Tomasza i Dunsa Scota 
- nominalizm zaszczepił się silniej dopiero po odnowieniu 
uniwersytetu przez Jadwigę. 


Idea sprawiedliwości międzynarodowej 
i sprawy niemieckie 
W XIV w. duchowieństwo polskie podjęło inicjatywę du- 
żej wagi. Chodziło o odzyskanie Pomorza drogą procesu 


-89-
>>>
ROZDZIAł. S. Kościół wbudowany w państwo 


kościelnego przeciw Krzyżakom. Procesy międzynaro- 
dowe tym się różnią od procesów wytaczanych obywate- 
lom przez państwo, że brak im egzekutywy. Stąd nigdy 
wyrok sprawy nie przesądza. Ale znaczenie ich polega 
na wprowadzeniu pojęcia sprawiedliwości do stosunków 
międzynarodowych. Wyrok w międzynarodowym proce- 
sie zawsze zapada głęboko do sumień ludzkich i stanowi 
zaprzeczenie gwałtu i przemocy. W tym tkwi dodatnie 
znaczenie procesów międzynarodowych w życiu ludz- 
kości. Polska miała w przyszłości wysoko nieść sztandar 
sprawiedliwości międzynarodowej. Warto wspomnieć, iż 
w XIV w. wkroczyła na drogę procesów i prawa. 
Pierwszy proces wytoczony został w 1320 r., sędzia- 
mi byli biskupi polscy, wyrok zapadł przeciw Krzyżakom. 
Był to wyraz sądu sumienia wobec przemocy, okrytej 
płaszczem obłudy. Krzyżacy apelowali do papieża, wielki 
mistrz stanął przed nim osobiście i zdołał go przekonać, 
że zarzuty polskie są niesłuszne. [Krzyżacy apelowali do 
Awinionu, a skoro nie wygrali sprawy, podrobili bul- 
lę papieską, która orzekała, że Łokietek papieża oszukał 
i sprawę ma rozsądzić raz jeszcze biskup sambijski. Bulla, 
podrobiona w kancelarii papieskiej, została przechwycona 
i prokurator krzyżacki stracił na czas pewien prawo wstę- 
pu do pałacu papieskiego w Awinionie. Ale odpis fałszy- 
wej bulli powędrował do archiwum krzyżackiego i stał się 
w wiele wieków później źródłem błędnych komentarzy.] 
Z polskiej strony zabrakło obrońcy - biskup kujawski 
Gerward umarł na krótko przedtem w Awinionie, gdzie 
bawił w sprawie zatwierdzenia wyroku. Ale sprawa została 
w zawieszeniu, wyrok nie został skasowany. Drugi proces 
wytoczył Kazimierz Wielki Krzyżakom w 1339 r. Tym 


-90-
>>>
Idea sprawied/iwofci międzynarodowej i sprawy niemiec/de 


razem sędziami byli Francuzi - zakon znów proces prze- 
grał, ale uratowała go od ostatecznego potępienia śmierć 
papieża Benedykta XII. Następca jego, dawny nauczyciel 
Karola Luksemburczyka, chciał sprawę załagodzić i pod- 
jął się pośrednictwa. Dwa wygrane procesy nie zwróciły 
Polsce Pomorza, ale stanowiły znaczny sukces polityczny 
i utrwaliły w sumieniach polskich przekonanie o krzyw- 
dzie wyrządzonej przez zakon. 
Kościół w inny jeszcze sposób wspierał polskie prawa 
do ziem oderwanych - Śląska i Pomorza. Biskupi polscy 
podnieśli wobec papieża, że wszystkie ziemie polskie pła- 
cić powinny świętopietrze, a więc i Śląsk, i Pomorze, i zie- 
mia chełmińska, i biskupstwo kamieńskie z Pomorzem 
Zachodnim. Papież przychylił się do tego stanowiska. Jan 
XXII zbierał fundusze na krucjatę i zmienił sposób po- 
bierania świętopietrza: zamiast od rodziny płacono teraz 
po denarze od głowy. Denar miał wartość około 8 groszy. 
Nie był więc to bardzo uciążliwy podatek, ale Niemcy nie 
chcieli go płacić. Na Śląsku na czele oporu stanął bogaty 
Wrocław, na Pomorzu kapituła chełmińska oraz opat cy- 
stersów z Pelplina. Niemców wspierali Luksemburgowie 
i. Krzyżacy. Walka była niezwykle ostra. Nie zdołał jej na 
Sląsku wygrać biskup Nankier, zwalczany przez niemiec- 
ką część kapituły. Król Jan czeski popierał nawet Walden- 
sów, którzy zamordowali inkwizytora, Jana Schwenkin- 
felda, dominikanina [który mimo nazwiska niemieckiego 
był Polakiem z pochodzenia.] Wobec pogróżek Niemców 
nuncjusz papieski nie mógł się pokazać na Śląsku. Z Po- 
morza Wschodniego świętopietrze płacono ukradkiem, 
w tajemnicy, biskup kujawski przez sto lat od zajęcia kraju 
przez zakon do bitwy grunwaldzkiej ani razu nie mógł 


-91-
>>>
ROZDZIAł. S. Kościół wbudowany w państwo 


się pojawić na Pomorzu, wyręczając się w sprawach są- 
dowych oficjałem (czyli sędzią duchownym), przebywają- 
cym w Gdańsku. Luksemburgowie nie ograniczyli się do 
osadzenia na stolicy wrocławskiej oddanego sobie biskupa 
(po śmierci Nankiera w 1342 r.) w osobie zniemczonego 
Przecława z Pogorzeli. Chcieli oni oderwać biskupstwo 
wrocławskie od związku z Gnieznem i przyłączyć do no- 
wego arcybiskupstwa, które powstało w Pradze w 1344 r. 
Udało się temu zapobiec, ale sprawa świętopietrza wyglą- 
dała niekorzystnie, gdyż i ludność polska pod wpływem 
Niemców niechętnie je płaciła. Ostatecznie Luksembur- 

owie w 1342 r. zgodzili się na pobieranie tej opłaty ze 
Sląska i odebrali jej przez to bojowy, antyczeski, wyraź- 
nie polski charakter. Poddani Krzyżaków z ziemi cheł- 
mińskiej zgodzili się też dawać świętopietrze, ale z dobrej 
woli, nie z obowiązku (1330). Walka o świętopietrze, choć 
zakończona niepowodzeniem, przyczyniła się do silniej- 
szego obudzenia polskości na Śląsku. 
W walce tej zaznaczył się silny rozdźwięk w łonie ka- 
pituły wrocławskiej, która jeszcze w końcu XIII w. była 
czysto polska. Teraz zasiadało w niej wielu Niemców, któ- 
rzy nic sobie nie robili z nakazów papieskich ani bisku- 
pich. Niemcy w ogóle byli wyraźnie niechętni Kościołowi 
i jego prawom już w XIV w. Był to skutek walki toczonej 
przez cesarzy przeciw papieżom. Nastroje te ułatwiły roz- 
szerzenie się reformacji w XVI w. Szczególnie gwałtownie 
występowali przeciw klerowi mieszczanie Wrocławia, co 
prowadziło do nieustannych zatargów. Korzystali z nich 
królowie czescy, by narzucić swą przewagę Kościołowi 
na Śląsku, który mimo wszystko utrzymał silne związki 
z Polską. Wszędzie jednak Niemcy zdobywali coraz więk- 


-92-
>>>
Kofció! na Rusi i Litwie 


sZe wpływy, kapituła wrocławska w końcu stulecia była 
przeważnie niemiecka, jedynie zaś archidiakonat opolski, 
czyli Śląsk Górny był nadal zupełnie polski, a w czasie 
sporu o świętopietrze płacił je bez oporu. Walki narodo- 
Wościowe toczyły się w średniowieczu, ale przebieg ich był 
znacznie łagodniejszy niż w czasach nowożytnych. Łago- 
dził je wpływ Kościoła, tak iż przebiegały one w formach 
zatargów prawnych, a nie walk morderczych. 


Kościół na Rusi i Litwie 


Przyłączenie Rusi Czerwonej przez Kazimierza Wielkie- 
go w 1340 r., a potem ostateczne objęcie w administrację 
królewską około 1348 r. łączy się z ożywieniem działal- 
ności apostolskiej Kościoła katolickiego na tych ziemiach. 
Zagadnienie było o tyle zawikłane, że prawosławni z taką 
nienawiścią odnosili się do łacinników, że przyjmując ich 
do swej cerkwi chrzcili ich ponownie, jakby pogan. To 
samo robili tedy łacinnicy z prawosławnymi. O zbliżeniu 
nie było mowy. Cerkiew na Rusi Czerwonej po upadku 
państwowości Rurykowiczow stała się ostoją narodowości 
ruskiej. Godności duchowne obsadzała szlachta i miesz- 
czanie, a gdy górne warstwy dały się pozyskać dla katoli- 
cyzmu, masy drobnej szlachty i drobnego mieszczaństwa 
oraz lud tym zacieklej trzymał się Cerkwi. Walka narodo- 
Wościowa przybierała tu formy walki religijnej. Cerkiew 
szukała pomocy pogańskich Litwinów, gdyż w Konstan- 
tynopolu po zaciętych walkach z łacinnikami w XIIIw. 
przeważało zdanie, że lepsze jest dla prawosławnych pa- 
nowanie pogan lub muzułmanów niż katolików. W tych 


-93-
>>>
ROZDZIAł. S. Kościół wbudowany w państwo 


warunkach Kazimierz musiał oszczędzać uczucia ludno- 
ści prawosławnej. Biskupstwa w Chełmie i Włodzimierzu 
były in partibus infidelium, a we Lwowie i w Haliczu spra- 
wował jurysdykcję biskup lubuski i on ustanawiał parafie, 
których powstawało coraz więcej. Zakładano je między 
Sanem a Wisłoką, na obszarach pod Przemyślem, gdzie 
masowo osiadała ludność polska po miastach, wresz- 
cie w dobrach, rozdawanych kolonistom przybywającym 
z Korony i Śląska. Jednak arcybiskupstwa łacińskiego Ka- 
zimierzowi Wielkiemu nie udało się założyć - może nawet 
nie naciskał w Rzymie na wykonanie swej prośby, gdyż 
[poza plecami papieża] zabiegał w Carogrodzie o wskrze- 
szenie arcybiskupstwa prawosławnego w Haliczu. Zostało 
ono skasowane po zajęciu Rusi Czerwonej przez Polaków, 
a do władzy nad biskupami ruskimi rościł sobie pretensje 
nowy metropolita prawosławny, ustanowiony na Litwie. 
Starania Kazimierza Wielkiego osiągnęły cel swój dopiero 
po śmierci, gdy powstała znowu metropolia prawosławna 
w Haliczu. 
Wskrzeszenie metropolii prawosławnej odbiło się nie- 
korzystnie na położeniu Kościoła katolickiego. Rusini za- 
częli prześladować katolików, zabierać kościoły i ich upo- 
sażenie. Położył temu kres bodaj Władysław ks. Opolski, 
mianowany namiestnikiem przez Ludwika Węgierskiego 
(1372). Władysław Opolczyk pozostawił po sobie pamięć 
złego Polaka, który się łączył z wrogami ojczyzny, ale dla 
katolicyzmu na Rusi Czerwonej, a pośrednio i dla polsko- 
ści położył wielkie zasługi. Uposażył on hojnie dominika- 
nów we Lwowie, którzy zaczęli teraz rywalizować z misją 
franciszkańską, która poprzedziła ich pracę. Następnie 
jego staraniom przypisać należy utworzenie w 1375 r. 


-94-
>>>
Kofci6ł na Rusi i Litwie 


łacińskiej metropolii w Haliczu. Prawa biskupa lubuskie- 
go zostały przekreślone, obok arcybiskupstwa powstały 
diecezje przemyska, chełmska, włodzimierska. Ale zdaje 
się, że wieść o utworzeniu łacińskiej prowincji kościelnej 
WYWołała wzmożenie się oporu Rusinów. Spadł najazd li- 
tewski, popierany przez prawosławnego księcia bełzkiego, 
Gedyminowicza Jerzego, syna Narymunta. Władysław 
Opolczyk musiał uchodzić z kraju. Ludwik Węgierski 
prZywrócił wnet swe panowanie, ale usunął Opolczyka 
i zastąpił go starostami węgierskimi. Arcybiskup halicki 
nie mógł osiąść przy swej katedrze i czynił w Rzymie sta- 
rania o przeniesienie stolicy do obronnego Lwówka, gdzie 
przeważała ludność katolicka. Tylko biskup przemyski 
Eryk rządził istotnie swą diecezją - inni biskupi byli nadal 
in partibus in.fidelium. Dopiero po ostatecznym przyłącze- 
niu Rusi Czerwonej do Polski za Jadwigi i Jagiełły została 
Ustanowiona we Lwowie, w nowej stolicy, metropolia kato- 
licka. Twórcą jej i właściwym organizatorem był francisz- 
kaninjakub, zwany Strepa (Strzemię), arcybiskup lwowski 
W latach 1391-1409. [Diecezja łacińska kijowska powstała 
ok. 1400 r., wtedy też obsadzone zostało biskupstwo wło- 
dZimierskie. Witold chciał utworzyć w Wilnie metropolię 
łacińską, mając poparcie dominikanów, i przeciwstawiał 
się powstaniu biskupstwa łacińskiego w Łucku.] Biskup- 
stwo chełmskie zostało ustanowione ostatecznie w 1417 r., 
pierwszym biskupem rezydującym został dominikanin Jan 
Biskupiec z Krakowa. Wiernymi byli coraz liczniej napły- 
Wający osadnicy polscy i polszczący się po miastach Niem- 
cy oraz przechodzący na katolicyzm Rusini. Z misją na 
Rusi Czerwonej łączy się praca misjonarzy, franciszkanów 
i dominikanów w Mołdawii. Kraj ten został w XIV w. sko- 


-95-
>>>
ROZDZIAł. S. Kościół wbudowany w państwo 


lonizowany przez rumuńskich osadników z Siedmiogro- 
du, powstało tu osobne księstwo ze stolicą w Suczawie lub 
Serecie. Osadnicy ci byli wschodniego obrzędu, językiem 
kościelnym był cerkiewno-słowiański. Dążenia unijne, 
jak zawsze w Kościele wschodnim, ściśle uzależnione były 
od polityki władców, którzy w XIV w. szukali oparcia na 
Węgrzech i w Polsce. Jednak nieustanne zmiany politycz- 
ne powodowały zrywanie unii z Rzymem, tak że biskupi 
Seretu często przebywali poza diecezją, bywali też sufra- 
ganami w Polsce. Franciszkanie Andrzej Wardy (Wa- 
siłło) w biskupstwie gnieźnieńskim w latach 1377-1388, 
Jan w krakowskim (t1394), dominikanin Stefan tamże 
(t1412). 
Starania o nawrócenie Litwy nie ustawały przez cały 
wiek XIV: Działali tu szczególnie misjonarze francisz- 
kańscy, którzy cieszyli się względami pogańskich książąt. 
W 1323 r. wyraził chęć przyjęcia chrztu Gedymin. Krzy- 
żacy robili co mogli, by go od tego odstręczyć. Istotnie, 
Gedymin zwalczany przez pogańskie stronnictwo, a za- 
grożony przez intrygi Krzyżaków, odstąpił od zamiarów, 
a ponoć, jak twierdzili franciszkanie, uczynił to po długiej 
walce ze sobą, płacząc z rozpaczy. Gdy przybyli legaci pa- 
piescy, oświadczył im, że nie miał zamiaru przyjmować 
chrztu, ale w dalszym ciągu otaczał opieką misjonarzy 
i szukał zbliżenia z Polską. Inne próby nawrócenia Litwy 
podjęte zostały wobec Olgierda przez Kazimierza Wiel- 
kiego. Jednak tym razem stanowisko książąt litewskich 
mimo obietnic chrztu nie było szczere, a Kazimierzowi 
chodziło o polityczne korzyści. Oddał on sprawę w ręce 
cesarza Karola Luksemburczyka, długo toczyła się kore- 
spondencja, Olgierd żądał części Prus i Inflant, Krzyża- 


-96-
>>>
"" 


Życie umysłowe, zakony, miłosierdzie 


cy stale intrygowali przeciw chrystianizacji Litwy, żąda- 
jąc dla siebie w nagrodę Żmudzi i hołdu lennego Litwy. 
Sprawa cała rozbiła się (1356-1359). Ale myśl nawrócenia 
Litwy przez Polskę nie miała zaginąć. W Polsce podtrzy- 
rnywał ją biskup poznański Dobrogost. 


Życie umysłowe, zakony, miłosierdzie 


Doniosłym wydarzeniem w dziejach katolickiej społecz- 
ności w Polsce było założenie uniwersytetu w Krakowie. 
Bez światła wszechnicy nie mogła się rozwinąć myśl fi- 
lozoficzna ani pogłębić życie religijne. Polska zostawała 
W tyle za innymi krajami. Czechy posiadały swój uni- 
wersytet z wydziałem teologicznym od 1346 r. Założenie 
uniwersytetu w Krakowie w 1364 r., choć bez wydziału 
teologicznego, mogłoby odegrać ogromną rolę w rozwoju 
Kościoła w Polsce i na Wschodzie. Ale śmierć Kazimierza 
Wielkiego, słabe uposażenie, organizacja niedostosowana 
do warunków (rektor był wzorem włoskim obierany przez 
studentów), wreszcie odsunięcie się z niewyjaśnionych 
przyczyn biskupa krakowskiego, spowodowały upadek 
wszechnicy. Młodzież polska napływała za to gromadnie 
do Pragi, która tętniła życiem umysłowym i kulturalnym. 
Tu rozwinęła się dyskusja nad częstą komunią św., któ- 
ra rozdzieliła Czechów i Niemców - pierwsi w znacznym 
stopniu ulegali tendencjom radykalnym, uważając, że 
absolucja nie odpowiada prawdzie, jeśli grzesznik zataił 
grzechy - dlatego byli za częstą komunią św. bez prze- 
szkód dla wszystkich. Mistrzowie inni - przeważnie 
Niemcy, a wraz z nimi teologowie polscy - byli ostroż- 


-97-
>>>
ROZDZIAł. S. Kościół wbudowany w państwo 


niejsi. Do sporów tych dołączyły się zatargi o katedry, 
a w 1387 r. Niemcy wyszli z Pragi i udali się częściowo 
do Wiednia, częściowo do innych miast. Powstał wtedy 
projekt założenia w Chełmnie uniwersytetu - ale Krzyża- 
cy go nie poparli. Praga była też wielkim centrum sztuki. 
Polska w XIV w. wznosi wspaniałe gotyckie katedry. Ka- 
zimierz Wielki buduje kościoły halowe, przeznaczone dla 
wielkiej liczby wiernych. Kraków jest pod silnym wpły- 
wem mistrzów praskich. Właściwie dopiero w XIV w. 
Polska przyswaja sobie sztukę gotyku - w następnym 
przyswoi filozofię scholastyczną. 
Czasy Ludwika Węgierskiego zaznaczyły się w dzie- 
jach Kościoła założeniem w 1382 r. klasztoru na Jasnej 
Górze, gdzie ks. Władysław Opolski umieścił przywie- 
ziony z Rusi Cudowny Obraz Najświętszej Maryi Panny. 
Osadzony został przy nim zakon węgierski św. Pawła Pu- 
stelnika, który w ten sposób uzyskał polską gałąź. Funda- 
cja klasztoru Jasnogórskiego miała ogromne znaczenie dla 
rozwoju kultu maryjnego w Polsce. Innym wypadkiem 
jest ogólny przywilej dla Kościoła z 1381 r., zmniejszający 
dla biskupów poradlne do normy szlacheckiej, dla klaszto- 
rów - dwa razy wyższej. Był to ostatni etap walki Kościoła 
o przywileje. 
Wiek XIV jest okresem wielkich epidemii, z któ- 
rych najstraszniejszą była dżuma grasująca około 1350 r. 
Zabrała ona znaczną część ludności Europy, wyludniła 
klasztory, które zapełniły się znów ludźmi bez powołania. 
Od tej chwili zaczyna się wyraźny upadek średniowiecz- 
nego porządku na Zachodzie. W Polsce w klasztorach 
panowała bodaj mierna cnota, ale nie świętość. Wśród 
nieszczęść pojawiła się sekta biczowników. Do Polski, 


-98-
>>>
Życie umysłowe, zakony, miłosierdzie 


jak się zdaje, epidemia nie doszła, ale biczownicy prze- 
szli przez nią w 1349 r. U schyłku wieku pojawiło się na 
Zachodzie szereg kobiet-mistyczek obdarzonych wiel- 
kimi talentami, które odegrały znaczną rolę w reformie, 
choć chwilowej, życia religijnego. Były to św. Katarzyna 
Sieneńska, otoczona przez poetów i artystów (t1378), 
i św. Brygida Szwedzka. Na ziemiach polskich żyła w Kwi- 
dzynie mistyczka Dorota z Mątów, która zostawiła po 
sobie pisma mistyczne w postaci rozmów z Chrystusem. 
Mieszkała w zamurowanej celi, z jednym oknem do pre- 
zbiterium katedry w Kwidzynie. Słowa jej spisywał dawny 
profesor teologii z Pragi, Jan z Kwidzyna. Zmarła w 1394 r. 
Kolejną kobietą, która odegrała wielką rolę w dziejach 
Kościoła w Polsce, była Jadwiga (królowa).
>>>
ROZDZIAł:. 6 
Nawrócenie Litwy 


Dzieło nawrócenia 


W okół królowej Jadwigi powstało wiele fantazji 
opartych na niedokładnej znajomości źródeł. 
Należy do nich opowieść o głębokiej i romantycznej 
miłości do Wilhelma. Najnowsze badania wykazały, że 
królowa w chwili, gdy zdecydowała się na małżeństwo 
z Jagiełłą, miała niespełna 12 lat. Słusznie zauważo- 
no, że psychologicznie jest rzeczą niemożliwą, by była 
zdolna do miłości w tym sensie, o jakim mówią o niej 
historycy dawniejsi. Jadwiga upierała się przy Wil- 
helmie, bo była przekonana o sakramentalnym cha- 
rakterze małżeństwa z nim zawartego: tymczasem, 
miało ono nabrać go dopiero po dojściu do pełnolet- 
ności. Poza tym różnica wieku z 35-1etnim Jagieł- 
łą i różnica kultury między dworem andegaweńskim 
a dworem litewsko-ruskim wystarczała, by utrwalić ją 
w uporze. Ofiara jej była niewątpliwie wielka, Jagieł- 
ło był gruboskórny i dość nieokrzesany w porównaniu 
z książętami, przesiąkniętymi rycerską kulturą Za- 
chodu. Ale Wilhelm był człowiekiem marnym, czego 


- 100-
>>>
Dzielo nawrócenia 


dowiódł, oskarżając Jadwigę o bigamię. Zarzut ten, 
podtrzymany przez Krzyżaków, został uchylony przez 
papieża Urbana VI, który wysłał do Polski osobnego 
legata do zbadania sprawy. Ale żył ten zarzut dalej na 
dworze Habsburgów i być może, że habsburska królowa, 
Elżbieta, żona Kazimierza Jagiellończyka, przyczyniła 
się do stłumienia żywego do połowy XV w. kultu królo- 
wej w Krakowie. Religijne życie Jadwigi nie zostało do- 
tąd zbadane. Są traktaty pisane przez jej spowiednika, 
dominikanina Bitterfelda, traktujące o ascezie - nie- 
wątpliwie poznać z nich można i ascezę królowej oraz 
jej poglądy na częstą komunię św., nie są jednak dotąd 
Opracowane. Wiadomo jedynie, że królowa odznaczyła 
się wielkim miłosierdziem, a ponadto była w niej sub- 
telność miłości bliźniego, wychowana przez starą kultu- 
rę chrześcijańską. "A któż im łzy powróci?" - zwróciła 
się do Jagiełły, który na jej prośby zgodził się zwrócić 
wyrządzone szkody chłopom. Jadwiga, która poświęciła 
SWe upodobania dla nawrócenia Litwy i zasłynęła jako 
miłosierna królowa, jest jedną z naj piękniejszych postaci, 
jakie wydał Kościół w Polsce. Najwspanialszym pomni- 
kiem tej ofiary jest największe dzieło Kościoła średnio- 
wiecznego - nawrócenie Litwy. 
Jagiełło miał w swej rodzinie najbliższej chrześcijan 
- matka jego, ks. Julianna Twerska, była prawosławna, 
tak samo kilku braci. Ale Litwini uważali przejście na 
obrządek wschodni za wyrzeczenie się narodowości, dla- 
tego Jagiełło pozostawał przy pogaństwie, choć obyczaj 
i mowa na dworze były ruskie. Sytuacja Litwy po śmier- 
ci Olgierda i wybuchu waśni pomiędzy Jagiełłą z jednej 
strony, a Kiejstutem i synami jego z drugiej strony, była 


- 101 -
>>>
ROZDZIAł. 6. Nawrócenie Litwy 


tak trudna, że zostawało albo zlanie się z Rusią, albo 
poddanie się zakonowi. Jagiełło oddał Litwę w len- 
no Krzyżakom i obiecał chrzest, Witold ze swej strony 
uczynił to samo i nawet dał się ochrzcić. Zakon był ar- 
bitrem stosunków na Litwie. Wtedy przybyło w jesieni 
1384 r. poselstwo polskie z propozycją korony. Rokowa- 
nia toczyły się przez 1385 r., w początku 1386 r. Jagiełło 
z Witoldem i resztą książąt przybył do Krakowa i przyjął 
chrzest. Zobowiązał się on ochrzcić Litwę. Nie dotyczy- 
ło to Żmudzi, która wprost władzy jego nie podlegała. 
Na Litwie mieszkała już znaczna liczba jeńców-Polaków 
i potomków ich, którzy zachowali swą wiarę i mowę. 
Napływali też Polacy z zagarniętego przez Gedymino- 
wiczów Podlasia, ponadto kupcy z Polski, Prus i Inflant 
licznie zamieszkiwali Wilno. Wschodnie części Litwy 
właściwej gęsto były zamieszkałe przez prawosławnych 
Rusinów. Misja tedy napotkała szczególniejsze warunki 
pracy. Najpierw na Wielkanoc 1386 r. odbył się w Wilnie 
chrzest możnych Litwinów, zupełnie bez trudności. Ka- 
tolicyzm zabezpieczył to, o co im szczególnie chodziło 
- odrębność od Rusinów, niezależność od Niemców. Na- 
stępnie rozpoczęła się misja wśród ludu. Ułatwiał ją Ja- 
giełło, który przełożył Ojcze nasz na język litewski i sam 
do ludu przemawiał z zachętą. Misjonarze, sprowadzeni 
z Polski i Czech, musieli posługiwać się czasem tłuma- 
czami. Lud chrzczono gromadami, przez zanurzanie, 
nowo nawróceni dostawali białe wełniane szaty i obuwie 
sprowadzane z Polski. Rusini przechodzili też na katoli- 
cyzm tam, gdzie mieszkali wśród Litwinów. Wznoszono 
skromne, drewniane kościoły. Tak dokonało się wielkie 
dzieło usunięcia ostatniego pogańskiego państwa w Eu- 


- 102 -
>>>
Walka z Krzyżakami o nawr6cenie Litwy i Żmudzi 


ropie, dokonane bez dobycia miecza, bez krwi rozlewu, 
drogą pokoj ową 2. 


Walka z Krzyżakąmi o nawrócenie 
Litwy i Zmudzi 


Od razu przeciw dziełu chrystianizacji wystąpili Krzyża- 
cy. Podjęli wyprawy, w czasie których darowywali życie 
poganom, mordowali chrześcijan. Głosili, że Jagiełło jest 
fałszywym chrześcijaninem, wyśmiewali skromne ko- 
ściółki drewniane, które puszczali z dymem. Wówczas 
papież Urban VI wysłał legata, by sprawdził, czy istot- 
nie Jagiełło jest chrześcijaninem. Relacja jego rozwiała 
wszelkie wątpliwości. Ustanowione zostało w 1387 r. 
biskupstwo wileńskie, pierwszym biskupem został fran- 
ciszkanin, Andrzej Jastrzębiec, biskup Seretu, drugim 
- potomek osiadłego na Litwie rodu mazurskiego Ja- 
kub Plichta. Wśród kleru są przybysze z Polski, ale dużo 
potomków Polaków i Niemców osiadłych na Litwie za 
czasów pogańskich. Wśród misjonarzy działał Hieronim 
z Pragi, norbertanin, który zbyt ostro tępił resztki po- 
gaństwa i chciał wyrąbać gaje święte, co się szczególnie 
kobietom nie podobało. Witold odesłał go z Litwy - Hie- 
ronim wstąpił do kamedułów, potem do kartuzów. Mi- 
sja trwała i po założeniu biskupstwa, gdyż w zakątkach 
pozostało wielu jeszcze pogan, których siłą do chrztu nie 
zmuszano. Ochrzczeni zaś długo przechowywali nie- 


2 J. Fijałek, Uchrzefcijanienie Litwy, [w:] Polska i Litwa w dzie- 
jowym stosunku, Kraków 1914, s. 63. 


- 103 -
>>>
ROZDZIAł. 6. Nawrócenie Litwy 


które pogańskie wierzenia i zwyczaje, tak że pesymiści 
obliczali liczbę ochrzczonych Litwinów około 1410 r. na 
zaledwie 20 tysięcy. Cyfra ta wydaje się zbyt niska, sko- 
ro Jagiełło ochrzcił kilka tysięcy Tatarów, którzy przy- 
jęli katolicyzm, a zarzucili islam; na pewno przyłożył 
się więcej do nawrócenia Litwinów. Witold ufundował 
szereg kościołów, które dotąd stoją. W Bazylei słusznie 
mógł na soborze mistrz Kozłowski wygłosić pochwa- 
łę Jagiełły, który bez krwi rozlewu nawrócił wielki lud. 
Tak samo pochwał nie szczędził cesarz Zygmunt Luk- 
semburski, nieszczery zresztą przyjaciel Polski i jej kró- 
la. Żmudź została nadal pogańska i pod panowaniem 
Krzyżaków. Dzieje jej nawrócenia należą do XV w. Po 
zwycięstwie pod Grunwaldem Żmudź znalazła się pod 
panowaniem Jagiełły i Witolda do ich śmierci, po czym 
miała wrócić pod rządy krzyżackie (traktat toruński 
1411 r.). Obaj władcy zabrali się do dzieła nawrócenia 
ludu, który uporczywie dotąd walczył z chrześcijań- 
stwem. Ponieważ trudno było o kler władający narzeczem 
żmudzkim, sam Jagiełło z Witoldem jeździli i zachęcali 
lud do przyjęcia nowej wiary, tłumacząc, że nie łączy się 
ona z niewolą. Na sobór w Konstancji udało się posel- 
stwo żmudzkie, które przekonało Europę, że Żmudzini 
chcą chrztu. Złożyło ono skargę na zakon, która zrobi- 
ła wielkie wrażenie. Redagowali ją polscy uczeni: "Gdy 
światłość owa, która świat cały oświeca, ślepoty naszej 
ciemności zaczęła oświecać, gdy Stwórcy światła spodo- 
bało się naród litewski do poznania prawdziwej światło- 
ści, to jest wiary katolickiej nakłonić, wielu braci naszych 
z tymże narodem litewskim, które jesteśmy kością z kości 
i ciałem z ciała, odrodziło się z świętego źródła chrztu. 


- 104-
>>>
Waliła z Krzyża!łami o nawrócenie Litwy i Żmudzi 


Którzy jako mogli poznać i jako im powiedzieli kazno- 
dzieje wskazywali nam ucząc, że do zbawienia zależnego 
od najwyższego Stwórcy rzeczy, nie powinien zgoła do- 
stąpić i nie może nikt poza mężami katolickimi, pobożnie 
wyznającymi wiarę Chrystusa. Uczyli nas też ponadto, 
że nie ma na świecie ludu bliższego Bogu Najwyższemu 
poza ludem chrześcijańskim, a który by się cieszył peł- 
niejszą a obfitszą wolnością. Tam też wspomniani bra- 
cia nasi zapewniali nas, że pełnia sprawiedliwości z ust 
Najwyższego pochodząca, bardziej jest umiłowana wśród 
chrześcijan, niż wśród innych ludów pogan. Miłość zaś 
Boga i bliźniego z taką siłą i rozgłosem jaśnieje wśród 
miłośników Chrystusa, że jakby szczególnym długiem 
jakimś jeden do drugiego przywiązany, nie powinien ni- 
komu czynić, co by mu się nie podobało, ani życzyć nawet 
powinien innemu, czego by nie chciał, by mu uczyniono, 
po tym można poznać prawdziwego chrześc
ianina"J. 
Sobór polecił przeprowadzić badania na miejscu i do- 
konać dzieła nawrócenia arcybiskupowi lwowskiemu i bi- 
skupowi wileńskiemu (1417). Ustanowili oni biskupstwo 
w Miednikach. Próba buntu została bez trudu stłumiona 
przez Witolda, który o tym doniósł od razu Krzyżakom, 
by sparaliżować ich intrygi. W pokoju melneńskim 1422 r. 
zakon ostatecznie wyrzekł się Żmudzi na rzecz Jagiełły 
i Witolda. Nawracanie mieczem skończyło się niepowo- 
dzeniem. Wyższość polskiego słowa i polskiej dyplomacji 
nad przemocą krzyżacką zajaśniała w całej pełni. Chrzest 
Litwy jest zasługą wiekopomną wobec świata i cywiliza- 
cji, oznaczał on bowiem zwycięstwo lepszych, szlachet- 


3]. Fijałek, Uchrufcijanienie Litwy, s. 85. 


- 105 -
>>>
ROZDZIAł. 6. Nawrócenie Litwy 


niejszych cech natury ludzkiej nad brutalnym realizmem 
przemocy. 
Nawróconej Litwy Polska nie wynarodowiła. Bisku- 
pów i księży z Polski nie sprowadzano prawie wcale, god- 
ności duchowne były zastrzeżone dla Litwinów. Młodzież 
z Litwy kształciła się na księży w Pradze, gdzie Jadwiga 
założyła osobną dla niej bursę i w Krakowie. Ale wyższe 
warstwy po litewsku nie mówiły już w czasach pogań- 
skich. Teraz odrzuciwszy język ruski, przyjmować zaczęły 
polski. Jak wykazały badania ks. J. Fijałka, pilnie strzeżo- 
no, by kler po wsiach znał język litewski. Tak dokonane 
zostało dzieło szlachetnej miłości narodu do narodu. 
Występuje ta szlachetność chrześcijańska także w ak- 
tach unii. Widać, że kultura polityczna Polski w tej epoce 
przesiąknięta była do gruntu chrześcijańskimi pojęciami. 
Polacy nie wydali filozofów w średniowieczu, ale długo, 
z zamiłowaniem uprawiane studia prawnicze wychowały 
pokolenia prawników, którym nie były obce filozoficzne 
podstawy chrześcijańskiego państwa. Dowodem na to 
będą słowa aktów unii horodelskiej: "Jest rzeczą poży- 
teczną dowiedzieć się o tym i pilnie przeglądać, aby jako 
ludziom dajemy cielesne dobrodziejstwa, też, abyśmy to 
zważali, jakbyśmy im i niebieskie pokarmy dawali i które 
na tym świecie bogactwy prędko przemijającymi uboga- 
czamy, tymże drogę wiecznego błogosławieństwa abyśmy 
pokazali, aby tu naszej szczodrobliwości znali pomocy, 
a potem przyszłej chwały zapłaty przez pokazanie nasze 
otrzymali w imię Zbawiciela nas wszystkich. Dlatego 
my Władysław z łaski Bożej król polski [...] i Aleksander 
rzeczony Witold wielki książę litewski [...] oznajmujemy 
przez ten list [...] iż ziemie litewskie i ich obywatele [...], 


- 106 -
>>>
Walka z Krzyżakami o nawr6cenie Litwy i Żmudzi 


chcąc [...] Z wielkim pożądaniem w nabożeństwie przyję- 
tej wiary na potomne czasy utwierdzić i ugruntować, aby 
je Najwyższy Pan, za którego łaską, a staraniem naszym 
wzięli oświecenie wiary ku chwale i czci imienia swego 
i tejże wiary powszechnej oświeceniu, pomazaniem łaski 
swej utwierdził, iż, gdyśmy ich częstokroć dary szczodro- 
bliwości naszej pocieszyli, tedy też, jako najbarziej być 
może, chcemy je duchowymi dary zachować i przez dobre 
sprawy i prace zachować. Którzy, aby w stałości wiary le- 
piej się ćwiczyli i żeby z cnoty w cnotę postępowali, jarz- 
mo niewolej, w której do tego czasu byli zamotani i zwią- 
zani, z szyje ich składając i rozwiązując, z wrodzonej nam 
szczodrobliwości i łaski jem wolności, swobody, łaski, 
esempcje i przywileje, które zwykłe być dawane ludziom 
powszechnej wiary, wedle zamknienia w sobie niniejszego 
przywileju dajemy i użyczamy".
>>>
ROZDZIAł:. 7 
Polska w okresie soborów 


Sobór w Konstancji 


S obór był widownią, na której po raz pierwszy Polska 
i uczeni polscy zaprezentowali się światu. Uniwersytet 
Jagielloński, wskrzeszony w roku 1400, miał wśród swych 
profesorów wychowanków Uniwersytetu Praskiego i sze- 
reg jego profesorów. Znaleźli tu schronienie przeciwnicy 
Husa, Czesi Szczekna i Palecz, którzy nadali uniwersy- 
tetowi wybitnie antyhusyckie piętno. Hołdowali teolo- 
gowie krakowscy nominalizmowi, na który Palecz, zrazu 
realista, nawrócił się, zrywając z Husem. Nominalistą też 
był Mateusz z Krakowa, który brał udział w organizacji 
uniwersytetu i przez uczniów swoich nadał mu kierunek 
praktyczny w teologicznych studiach. Wśród prawników 
najwybitniejszym był Paweł Włodkowic z Brudzenia, 
z ziemi dobrzyńskiej, uczeń znanego profesora padew- 
skiego, kardynała Zabarelli, który również nominalizmo- 
wi hołdował. Wraz ze wszystkimi uniwersytetami młoda 
uczelnia krakowska wobec schizmy papieskiej głosiła ideę 
wyższości soboru nad papieżem. Toteż delegacja polska, 
która przybyła na sobór w Konstancji, od razu znalazła 


- 108 -
>>>
Sobór w Konstancji 


się wśród przyjaznych dla siebie nastrojów. Przywódcą 
jej był Mikołaj Trąba, arcybiskup gnieźnieński, człowiek 
rozsądny i umiarkowany, który cieszył się dużym autory- 
tetem i później przywiózł z soboru godność prymasowską, 
choć od wybranego papieża, Marcina V, dokumentu nie 
otrzymał. Obok niego Andrzej Laskarz oddał się przede 
wszystkim sprawom ogólnym, reprezentując kierunek 
skrajny. Natomiast obronę interesów Polski i Litwy pro- 
wadził Paweł Włodkowic. Włodkowic wystąpił z trakta- 
tem o władzy papieża i cesarza, w którym wysunął i uza- 
sadnił twierdzenie, że cesarz nie ma władzy nad ziemiami 
pogan ani też papież. Zasadniczo myśli te głosili dawni 
teologowie, Innocenty IV i św. Tomasz z Akwinu, a także 
mistrz Pawła, kardynał Zabarella. Ale zasługą profesora 
krakowskiego jest wysunięcie zagadnienia w odrębnym 
traktacie i obrona jego w sposób tak przekonywujący, że 
sobór stanął po stronie Polaka. 
Średniowiecze bowiem nie było wyraźnie przekonane 
o tym, że nie należy pogan nawracać mieczem. Teologo- 
wie, przede wszystkim niemieccy, wysnuwali ze Starego 
Testamentu wniosek, że ziemie pogan mają należeć do 
chrześcijan, że nie przysługują im, skoro są w jarzmie 
grzechu, prawa własności, zakładania rodziny, posia- 
dania własnego państwa. Cesarze niemieccy darowali 
Krzyżakom Prusy, potem Litwę - Krzyżacy opierali się 
na tych nadaniach i żądali Żmudzi dla siebie. Ponadto na 
Zachodzie szeroko rozpowszechniane było mniemanie, 
ie chrzest Litwy jest tylko manewrem i podstępem, ma- 
jącym ma celu zagarnięcie ziem zakonu. Włodkowic nie 
argumentował faktami, gdyż fakty nie mogą przemówić 
do ludzi, którzy ich nie znają i naocznie ich nie stwierdzi- 


- 109-
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


li. Przeciw faktom Krzyżacy zawsze wysuwali zarzut, że 
oskarżyciele są ich przeciwnikami. Natomiast do ludzi Za- 
chodu zawsze trafiały wywody ogólne, teoretyczne, opar- 
te na logice. Te właśnie argumenty wysuwał Włodkowic. 
Właściwie argumentacja jego nie odpowiadała w całości 
przyjętej powszechnie nauce Kościoła. Wbrew tej nauce 
powszechnie uważał, że cała władza należy do papieża, 
także w sprawach świeckich, a cesarz jest "ministrem" 
jego, podczas gdy Kościół głosi niezależność od siebie obu 
władz, duchownej i świeckiej, a wyższość przyznaje du- 
chownej. Pogląd Włodkowica jest skrajnością, którą wy- 
znawali niektórzy teologowie średniowieczni, ale nie cały 
Kościół. Nie przyjęły się też poglądy, jakoby papież mógł 
karać pogan za bałwochwalstwo, gdyż człowieka obowią- 
zuje wiara w jednego Boga. Skrajnością jest też pogląd, 
że papież może odjąć władzę niewiernym nad wiernymi. 
Z fałszywych dekretów czerpie Paweł mniemanie, jakoby 
papież posiadał władzę nad imperium rzymskim albo ja- 
koby tylko papież miał prawo decydować o wydaniu wojny 
niewiernym. Uważał też zgodnie z teologami soborowy- 
mi, że papież czerpie swą władzę od Chrystusa, za ogólną 
zgodą Kościoła. Ale rzucał też inne myśli, które potom- 
ność uznała za zgodne z nauką Kościoła: oto, że cesarz nie 
ma władzy nad poganami ani z tytułu objawienia, ani za 
ogólną zgodą, a jedynie przez przemoc i tyranię. Krzyżacy, 
walcząc z pokojowo usposobionymi niewiernymi, nie pro- 
wadzili, jego zdaniem, wojny sprawiedliwej [4] , na to poję- 


4 Stanisław ze Skarbimierza jest twórcą polskiej koncepcji spra- 
wiedliwej wojny. Szedł za nim Paweł Włodkowie. Poglądy Stanisława 
szczegółowo zanalizował L. Ehrlich, Polski wykład prawa wojny XV 


-110 -
>>>
Sobór w Konstancji 


cie składa się 5 warunków: musi ją prowadzić 1) świecki, 
2) w obronie ojczyzny lub dla odzyskania rzeczy zagrabio- 
nej, 3) z konieczności i dla uzyskania pokoju, 4) bez nie- 
nawiści i chęci łupu, 5) z rozkazu władcy. Zdaniem jego 
poddani zakonu nie byli obowiązani do posłuszeństwa 
w wypadku wojny niesprawiedliwej, nie tłumaczy ich też 
obawa utraty dóbr materialnych w razie nieposłuszeń- 
stwa, gdyż biorąc udział w wojnie niesprawiedliwej, są 
prawdopodobnie w stanie grzechu śmiertelnego. Krzyża- 
cy obowiązani są zwrócić łupy zdobyte na pokojowo uspo- 
sobionych poganach, których niesłusznie napadli. Ostro 
bardzo potępiał nawracanie mieczem i zwyczaj urządzania 
wypraw w święta N. Marii Panny jako łamanie przepisu 
kościelnego prawa o święceniu dni świętych. Niesprawie- 
dliwy napad na pokojowo usposobionych pogan nie da się 
pogodzić z miłością bliźniego, gdyż rzeczy sprzeczne się 
wykluczają, a wedle Prawdy naszymi bliźnimi są zarówno 
wierni, jak i niewierni. Ponieważ zaś przywileje papieskie 
i cesarskie nie zwalniają Krzyżaków od posłuszeństwa 
prawu przyrodzonemu j boskiemu, nie mają mocy obo- 
wiązującej. Dalej mówił Włodkowic, że wolno chrześci- 
janom sprzymierzać się z pokojowo usposobionymi poga- 
nami i wspierać ich, gdy są niesłusznie napadnięci. 
Były to poglądy szerokie, ogólnoludzkie. Twierdzenia 
jego rozbiły zupełnie stare poglądy o potrzebie nawraca- 
nia mieczem, którym hołdowali przedtem najpoważniejsi 
ojcowie soborowi, jak Piotr z Ailly. Piotr w 1410 r. ogłosił 
był odpust dla udających się na pomoc Krzyżakom prze- 


wieku, Kazanie Stanisława ze Skarbimierza de be/lis iustus, Warszawa 
1955. 


-111- 


.k--
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


ciw pogańskiej rzekomo Polsce i Litwie. To dowodzi, jak 
niełatwym było zadanie Pawła i jak znakomicie się z nie- 
go wywiązał, zyskując ogólny poklask i uznanie. Zasługa 
Włodkowica jest ogólniejsza, nie tylko ograniczona do 
Polski. Znamionuje jego wystąpienie przełom czasów. 
Nie jest to pogląd ubrany w formę renesansową, jakby 
się chciało mniemać, ani nie wyrasta z ducha renesan- 
su. W końcu średniowiecza zaznaczył się zdecydowanie 
kierunek, który przeciwstawił się stosowaniu przemocy 
do spraw wiary. Będzie go wyznawał Mikołaj Kuzań- 
czyk, ostatni wielki filozof średniowiecza, który napisał 
traktat o Bogu, przeznaczony dla muzułmanów i żydów. 
Znajdzie on swój wyraz w polityce polskiej wobec Rusi- 
nów: w 1432 r. za radą Włodkowica przyznano prawo- 
sławnym równouprawnienie, równy z katolikami dostęp 
do urzędów. Wobec powstania Świdrygiełły, którego 
popierali Rusini, Zbigniew Oleśnicki zwrócił się w spra- 
wie zrównania w prawach schizmatyków z katolikami do 
Włodkowica. Ten opowiedział się za zrównaniem, gdyż 
drogą miłości łatwiej będzie ich pozyskać dla myśli jedno- 
ści Kościołów. Ta wiara w dobrą wolę człowieka, a odrzuce- 
nie przemocy cechowały poglądy Włodkowica na soborze 
i były objawem ogólnego prądu opanowującego Kościół; 
miał on załamać się w okresie walk religijnych XVI w. 
Znaczenie wystąpienia Włodkowica dla dzieła misji 
zmierzymy przez fakt, że w Europie Zachodniej przy- 
pisuje się podniesienie myśli wyrażonych przez Pola- 
ka w Konstancji dopiero dominikaninowi Las Casas 
w pierwszej połowie XVI w. Las Casas był misjonarzem 
w Ameryce i widząc ucisk, jakiemu ulegali Indianie, wy- 
stąpił w ich obronie, głosząc te same zasady, które sto lat 


- 112-
>>>
Sob6r w Konstancji 


przed nim wypowiedział Polak. Trudno jest stwierdzić, 
czy znał on jego pisma, gdyż do aktów soboru nie został 
traktat Włodkowica włączony - może ze względu na ce- 
sarza. W każdym razie wśród sędziów sporu polsko-krzy- 
żackiego w Konstancji zasiadali Hiszpanie. [Inny sławny 
prawnik uważany za twórcę prawa narodów, żyjący 
w XVI w. Hiszpan Vitoria głosił zasady analogiczne do 
poglądów Włodkowica.] Włodkowic bronił też Polski 
w innym sporze wiążącym się ze sprawą krzyżacką. Do- 
minikanin Falkenberg, Niemiec z Pomorza Zachodniego, 
wystąpił z paszkwilem przeciw Polakom, zarzucając im 
pogaństwo. Głosił on, że jest zasługą wojowanie z Pola- 
kami. Traktat ten był, jak się zdaje, pisany na zamówienie 
Krzyżaków, ale był za ostry nawet na ich gust i nie przy- 
jęto go. Autor udał się do Paryża, gdzie znalazł chętnych 
słuchaczy, szczególnie wśród dominikanów tamtejszych, 
którzy podtrzymywali sprawę księcia burgundzkiego. 
Następnie paszkwil pojawił się w Konstancji. Tu wywo- 
łał odpowiedź Włodkowica, który domagał się ukarania 
Falkenberga za herezję. Został on uwięziony przez sobór, 
potępiła go i skazała na więzienie kapituła dominikań- 
ska, ale znalazł możnych protektorów. Zapewne osłaniał 
go po cichu cesarz Zygmunt, sprawa jego bowiem wią- 
zała się ze sprawą teorii Jana Petit. Ten dominikanin pa- 
ryski, stronnik księcia burgundzkiego, głosił, że zabicie 
spiskującego przeciw władzy jest zasługą. Uniwersytet 
paryski i przedstawiciele Francji domagali się potępie- 
nia go za herezję, sprawa miała charakter polityczny, gdy 
Petit bronił księcia burgundzkiego, który kazał zamor- 
dować swego krewnego, ks. Orleańskiego pod zarzutem 
spisku przeciw królowi. Za księciem burgundzkim sta- 


- 113-
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


li Anglicy i cesarz. Sprawa Falkenberga związała się ze 
sprawą burgundzką i groziła rozbiciem soboru. Dlatego, 
mimo poparcia Francuzów, mimo orzeczenia komisji, 
która Falkenberga potępiła, co prawda nie za herezję, nie 
doczekała się ona zakończenia na soborze. Polacy prote- 
stowali i apelowali od decyzji papieża do następnego so- 
boru. Uczynili to w sposób niezręczny, zakładając protest 
w kościele na ostatnim posiedzeniu soboru, czym zrazili 
sobie opinię. Włamali się też do pałacu, gdzie mieszkał 
papież i złożyli tam protest. Marcin V załatwił sprawę 
dyplomatycznie, obsypując łaskami Jagiełłę i Witolda, 
a karcąc poselstwo i grożąc mu sądem. Falkenberg został 
przewieziony do Rzymu, uwięziony w zamku św. Anioła 
i dopiero, gdy Jagiełło wystąpił przeciw husytom, papież 
potępił Falkenberga, który złożył odwołanie swych pism. 
Ale potępienie nie potwierdziło zarzutu herezji, stawia- 
nego ze strony polskiej. 
Sprawa Falkenberga łączyła się z ostrym zatargiem na 
tle narodowym, jaki wybuchł w tym czasie wśród domi- 
nikanów prowincji polskiej. Niemcy chcieli się oderwać 
i przyłączyć klasztory na Śląsku, na Pomorzu Zachodnim 
i w Prusach do prowincji dolnosaskiej. Stanowisko Polski 
i opór naczelnych władz zakonu udaremniły te zamia- 
ry. Zaognienie sporów polsko-niemieckich odpowiadało 
zaognieniu zatargów czesko-niemieckich, na tle których 
rozwinął się husytyzm. Hus był zwolennikiem angiel- 
skiego reformatora Jana Wiklefa, którego poglądy zostały 
przez Kościół potępione. Sam Hus przybył na sobór za 
listem żelaznym, tu został potępiony, a cesarz Zygmunt, 
mimo danego słowa, kazał go spalić na stosie. Stało się to 
początkiem wojen husyckich. 


- 114-
>>>
Husytyzm 


Husytyzm 


Husytyzm w Polsce nie miał zwolenników wśród profe- 
Sorów uniwersytetu, ale zyskał sobie wyznawców wśród 
części księży i szlachty, tym więcej, że głosił zupełne 
ubóstwo Kościoła i zwalniał od dawania dziesięcin. [Czy 
wśród mieszczan i chłopów byli licznie reprezentowa- 
ni zwolennicy hustytyzmu, jak głosi Ewa Maleczyńska, 
nie da się dziś stwierdzić. Na pewno nie zdołał on jednak 
pociągnąć mas ludowych tak jak w Czechach.] Husytyzm 
w Polsce przyjmował się także jako doktryna polityczna: 
głosił on bowiem, że skoro biskup czy król popełniają 
grzech, ustaje ich władza. Poza tym, jako ruch słowiań- 
ski skierowany przeciw Niemcom, zn3:idował sympatie 
W okresie natężenia walk z Krzyżakami. Jagiełło i Wi- 
told, zrażeni do cesarza Zygmunta, popierali husytów. 
Witold przyjął koronę czeską i wysłał namiestnika do 
Czech (1420-1422). Wywołało to jednak wielką niechęć 
do Polski na Zachodzie i po zawarciu pokoju nad jezio- 
rem Mełnem w 1422 r., w którym Krzyżacy wyrzekli się 
nareszcie praw do Żmudzi, Witold i Jagiełło zarzucili 
popieranie husytów i obiecali nawet przeciw nim pomoc 
cesarzowi Zygmuntowi. W Polsce wzrósł opór katolicki, 
Szczególnie odkąd został biskupem Zbigniew Oleśnicki 
(1423). W 1420 r. synod Kościoła polskiego pod przewod- 
nictwem arcybiskupa Mikołaja Trąby wydał szereg ka- 
nonów zmierzających do reformy Kościoła. Już w 1423 r. 
Zbigniew Oleśnicki czynił zabiegi o stworzenie konfede- 
racji przeciw husytom i zjednał szlachtę małopolską. Król 
9 kwietnia 1423 r. wydał w Wie1uniu edykt, którym gro- 
ził konfiskatą majątku i utratą szlachectwa za wyznawa- 


- 115-
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


nie husytyzmu. Przepisy te godziły w prawa szlacheckie, 
jednak opinia była tak przeciwna nowinkom w wierze, że 
dwa miesiące po wydaniu edyktu powstała konfederacja 
przy królu, z udziałem Witolda, w celu walki z husyty- 
zmem (w Nowym Mieście Korczynie, czerwiec 1424 r.). 
Konfederacja jednak nie położyła kresu szerzeniu się 
husytyzmu. Miał on zwolenników zarówno w Małopol- 
sce, jak i w Wielkopolsce. Po śmierci Jagiełły, gdy prze- 
możny wpływ na rządy miał Zbigniew Oleśnicki, opo- 
zycja podniosła głowę. Oleśnicki był politykiem nader 
zdolnym, o szerokich horyzontach, silnym charakterze 
i autorytecie, ale był gwałtowny i ambitny, próżny i nawet, 
jak zarzucano mu, nie prowadził życia czystego. Stąd miał 
przeciwników, i wśród duchowieństwa, i wśród świeckich 
katolików. Chcieli to wyzyskać husyci i po szeregu najaz- 
dach na dobra biskupstwa krakowskiego, zawiązali konfe- 
derację pod wodzą Spytka z Melsztyna. Na konfederatów 
uderzyli od razu panowie małopolscy, doszło do bitwy pod 
Grotnikami, w której husyci zostali rozgromieni, Spytek 
poległ (1439). [Twierdzenia E. Maleczyńskiej, że Spytek 
miał zorganizowaną na wzór husycki piechotę, nie da się 
uzasadnić na podstawie źródeł. Spytek sprowadził zapew- 
ne watahę chłopów z własnych dóbr, jak to zwykle czyniła 
szlachta przy zatargach granicznych i zajazdach.] Przy- 
wódcą husytów w Wielkopolsce był Abraham Zbąski. 
Biskup poznański, Piotr z Bnina, obległ go i zmusił do 
poddania się, odprzysiężenia błędów husyckich i wydale- 
nia duchownych. Kilku z nich spalono na stosie. Później 
wytoczono procesy husytom na Kujawach. Są to jedyne 
ślady działalności inkwizycji biskupiej w Polsce. Inkwizy- 
cja wyznaczona przez króla nie zostawiła śladów działa- 


-116 -
>>>
Husytyzm 


ni a, choć inkwizytorzy byli. Między Polską a Zachodem 
zachodziła tu różnica - w Polsce hasła tolerancji, głoszone 
przez czołowych przedstawicieli uniwersytetu, znajdo- 
wały silny oddźwięk. Trzeba dodać, że z drugiej strony 
husyci występowali z fanatyzmem przeciw katolikom 
na Śląsku i przeciw kultowi Najświętszej Maryi Panny. 
Znajdowali się też husyci wśród profesorów uniwersy- 
tetu - takim był Andrzej Gałka z Dobszyna, z którym 
walczył św. Jan Kanty. Andrzej Gałka uszedł z Krakowa 
W 1449 r., ale nie był on odosobniony w swych poglądach. 
W archiwum królewieckim znajdował się traktat, napisa- 
nyokoło 1451 r. w obronie Związku Pruskiego przez jed- 
nego z księży włocławskich. Wykazuje on wyraźne cechy 
husyckie, choć autor cofa się przed wysuwaniem ostatecz- 
nych wniosków, które były potępione. Traktat ten stano- 
wi cenny przyczynek do dziejów złotej wolności i prawa 
buntu. Teoretycznie już św. Tomasz uznawał opór prze- 
ciw tyranom. Teoria prawa buntu doznawała znacznego 
Wzmocnienia w czasie schizmy papieskiej - głoszono, że 
sobór może złożyć papieża, a hasła te przeniknęły do teo- 
rii politycznej. Inny traktat królewiecki, też pisany przez 
Polaka w obronie związku, wykazuje te same tendencje, 
choć nie ma zabarwienia husyckiego. Te same argumenty 
o prawie buntu wysuwano ze strony polskiej, gdy chodziło 
o przyjęcie w poddaństwo Prus w 1454 r. Można by po- 
wiedzieć, że idee o wyższości soboru nad papieżem, które 
tak silnie się zakorzeniły w umysłach polskich, stworzyły 
postawę ahierarchiczną w społeczności polskiej. Ta posta- 
Wa ahierarchiczna katolików polskich znalazła silne echo 
w teorii państwowej, w której wyraźnie głoszono wyż- 
SZość społeczeństwa nad królem (np. w traktatach Zabo- 


-117-
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


rowskiego W 1505 r.). Husytyzm ze swymi hasłami buntu 
wobec przemocy, z ograniczeniem prawa posłuszeństwa 
do wypadków, gdy władza nie grzeszy, odgrywał w proce- 
sie powstawania złotej wolności rolę fermentu. 


Zabiegi o unię Kościołów 


Opanowanie przez Polskę obszarów wschodnich i nawró- 
cenie Litwy wprowadziło na porządek dzienny zagadnie- 
nia unii Kościołów na ziemiach polskich. Myśl tę popierał 
ze względów politycznych Witold. Dążenia do unii silnie 
się zaznaczały wśród Serbów i Bułgarów, wystawionych 
na niebezpieczeństwo tureckie, a niechętnych Grekom. 
Metropolita Rusi, rezydujący na Litwie Serb Cyprian 
(1376-1406) był ostrożnym zwolennikiem unii, następca 
jego Bułgar Grzegorz Camblak (1406-1419) opowiedział 
się za nią wyraźnie, Moskwa była jej przeciwna. W 1415 r. 
za sprawą Witolda odbył się synod w Nowogródku, gdzie 
postanowiono powrócić do jedności z Rzymem. Wystą- 
pili tu przedstawiciele Rusi Litewskiej, myśl unii przyjęta 
została życzliwie również w Nowogrodzie. Natomiast na 
soborze w Konstancji Krzyżacy urabiali przeciw niej opi- 
nię. Wreszcie w 1418 r. przybyło do Konstancji imponu- 
jące poselstwo z 300 przedstawicieli społeczności ruskiej 
pod wodzą Camblaka, z udziałem posłów nowogrodzkich 
i prosiło o przyjęcie do jedności z Kościołem. Ale sobór 
był u kresu swego istnienia, papież obawiał się konfliktu 
ze skrajnymi żywiołami i zgromadzenie rychło potem za- 
mknął. Błogosławił jedynie poselstwo Camblaka i rzecz 
odłożył. Rychło potem zmarł Camblak i sprawa upadła. 


-]18 -
>>>
Sobory bazy/ejski, florencki, Warna 


Ale w Polsce myśl unii nie zgasła, zwolennikiem jej był 
Zbigniew Oleśnicki, który uważał ją za łatwą do przepro- 
wadzenia. 


Sobory bazylejski, florencki, Warna 


Sobór bazylejski obesłany został przez króla i przez bi- 
skupów, przy czym dużą rolę w poselstwach grali profe- 
sorowie, jak np. prawnik krakowski Mikołaj Kozłowski. 
Mikołaj Lasocki z ramienia soboru brał udział w kon- 
gresie w Arras, który miał doprowadzić do pokoju mię- 
dzy Francją i Anglią (1435). Rychło jednak sobór popadł 
W zatarg z papieżem Eugeniuszem IV (1437). Papież 
rozwiązał sobór, sobór zaś wybrał antypapę w osobie Fe- 
liksa V (1439). Wobec tego konfliktu, który kompromi- 
tował najwyższe czynniki w Kościele, opinia europejska 
zajęła stanowisko niejednolite. Niemcy ogłosiły neutral- 
ność, w istocie nie zerwały z papieżem. Węgry jawnie 
się przy nim opowiedziały. W Polsce biskupi wahali się, 
prymas Wincenty Kot raczej był za soborem, biskup po- 
znański Piotr Bniński za Eugeniuszem IV: Uniwersytet 
z całym zapałem poparł sprawę soboru i pociągnąć za 
sobą usiłował swego kanclerza, Oleśnickiego. Na stano- 
wisko uniwersytetu wpływało przeświadczenie, że tylko 
sobór może przeprowadzić reformę Kościoła. Dawał mu 
wyraz najwybitniejszy myśliciel polski tej epoki Jakub 
z Paradyża, cysters. Był on właściwym twórcą teologii 
moralnej, pisał wiele o życiu zakonnym, ale i o innych 
zagadnieniach moralnych, np. o lichwie. Pragnął on go- 
rąco reformy Kościoła i mniemał, że jedynie sobór zdoła 


- 119-
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


ją przeprowadzić. Jego poglądy znalazły wyraz w trakta- 
cie uniwersyteckim, który później sobór rozpowszech- 
niał jako najlepszy traktat w swej obronie. Obok Jakuba 
z Paradyża pisali traktaty w obronie soboru Jan Elgot, 
Wawrzyniec z Raciborza, Tomasz ze Strzempina, Bene- 
dykt Hesse. Sława Uniwersytetu Krakowskiego rozniosła 
się szeroko w kołach zwolenników soboru. Hołdował być 
może przez czas pewien tym poglądom, idąc za starszy- 
mi, także Jan Kanty, co nie stanęło na przeszkodzie jego 
kanonizacji. Kościół bardzo łagodnie traktował te błędy 
popełnione w okresie schizmy, kanonizując św. Wincente- 
go Ferreriusza, ongiś zwolennika papieża awiniońskiego, 
bł. Ludwika Lallemand, kardynała z Arles i św. Jana Kan- 
teg0 5 . Zresztą sobór bazylejski ogłosił jako dogmat naukę 
o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. 
Papież nie uznał tej uchwały, dopiero Pius IX w 1854 r. 
dogmat ten ogłosił. W Krakowie zaś już od XV w. nauka 
o dogmacie owym zapuściła wśród teologów nader silne 
korzenie. Stanowisko uniwersytetu nie przesądzało jed- 
nak stanowiska całego Kościoła i państwa. 
Tu głos decydujący miał przy małoletnim Władysła- 
wie III biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, który ży- 
wił plany dalekosiężne, dotyczące i młodocianego króla, 
i Polski. Postanowił on zdobyć dla Polski tę rolę, którą 
w czasie soboru w Konstancji odegrał cesarz Zygmunt 


s Zarzut ten postawił przy procesie kanonizacyjnym "adwokat 
diabła". Zauważono jednak, że w rękopisie św. Jana Kantego wypi- 
sane były także inne błędy teologiczne, nie było tedy pewności, czy 
wyznawał błędy koncyliarne, czy też mówił o nich na wykładach na 
równi z innymi błędnymi opiniami. 


- 120-
>>>
Sobory bazy/ejski.florenclli. Warna 


Luksemburski, a więc stanowisko w Europie najpierwsze. 
Droga do tego wiodła przez rozwiązanie sprawy Kościo- 
ła wschodniego i w ogóle sprawy wschodniej w Europie. 
Turcy posuwali się wytrwale i nieustannie w głąb ziem 
chrześcijańskich. Zdobyli już cały niemal Półwysep Bał- 
kański aż po Dunaj i raz po raz sięgali po Węgry. Zagro- 
Żone zniszczeniem cesarstwo wschodnie szukało pomocy 
w Europie łacińskiej, a w związku z tym toczyły się roko- 
wania o unię. Papież Eugeniusz IV pokonał soborowych 
dyplomatów i w 1439 r. na soborze we Florencji stanęła 
unia, która zachowała nie tylko obrządek wschodni, ale 
i zwierzchnią władzę patriarchy carogrodzkiego nad Ko- 
ściołem wschodnim. Tak pojęta unia ograniczała się nie- 
mal do wymienienia imienia papieża w liturgii Kościoła 
wschodniego i przyjaznych stosunków między Rzymem 
i Carogrodem. Nie spotkała się ona z życzliwym nasta- 
wieniem w Carogrodzie, Moskwa ją odrzuciła, lud pra- 
wosławny w wielu okolicach buntował się przeciw niej. 
Nienawiści wzajemne greków i łacinników sięgały nie- 
słychanie głęboko: przecie chrzczono ponownie łacinni- 
ków, przechodzących na obrządek wschodni i na odwrót. 
W tych okolicznościach unia nie rokowała nadziei trwało- 
ści - zależna była od okoliczności politycznych. W Polsce 
Spotkała się ona ze zdecydowaną niechęcią. Nawet prośba 
metropolity kijowskiego Erazma i starego księcia Świdry- 
giełłyo unię, skierowane do soboru w 1439 r., spotkała się 
z oporem Polski. 
Mianowany metropolitą Rusi Grek Izydor doznał 
złego przyjęcia na Litwie, w Moskwie został uwięziony 
i musiał ratować się ucieczką. We Lwowie Rusini nie cho- 
dzili na msze, które odprawiał w obrządku wschodnim 


- 121 -
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


Izydor w katedrze łacińskiej. Niechętnie odniósł się do 
unii uniwersytet, w Polsce uważano, że ustępstwa papieża 
są zbyt wielkie, gdy prawosławni uważali, że są zbyt małe. 
Na tym tle rosły sympatie do soboru, który występował 
przeciw dziełu florenckiemu, żądając usunięcia liturgii 
wschodniej. Na tym tle wyrosła polityka Oleśnickiego. 
Chciał on wziąć w swe ręce sprawę wschodnią. Decyzja 
leżała w ręku tego, który mógł dać odsiecz Carogrodowi. 
Zwycięzca, który by wyparł Turków z Europy, podykto- 
wałby rozwiązanie sprawy Kościoła wschodniego. Ole- 
śnicki chciał ją rozstrzygnąć po myśli interesów Polski, 
które w umysłach współczesnych utożsamiać się zaczęły 
z rozszerzeniem obrządku łacińskiego. Dlatego też poparł 
myśl osadzenia na tronie węgierskim Władysława III. Pol- 
ska związana z Węgrami stanowiłaby, jego zdaniem, siłę 
dostateczną do wygnania Turków z Europy, a w obrębie 
chrześcijaństwa byłaby znaczyła więcej niż ongiś państwo 
Zygmunta Luksemburczyka, który posiadał Węgry i Cze- 
chy. Nie liczył się przy tym z trudnościami na Węgrzech 
i wysoko ocenił siły wewnętrzne Polski. W 1440 r. Wła- 
dysław ruszył na Węgry, ale tu stronnictwo habsburskie 
było dość silne, by rozpocząć wojnę domową, która trwała 
dwa lata. Papież postanowił przeciągnąć Oleśnickiego na 
swoją stronę i ofiarował mu kapelusz kardynalski, to samo 
uczynił antypapa soborowy Feliks V, obdarzając ponadto 
purpurą arcybiskupa Wincentego Kota. W każdym razie 
nie należało zrażać Węgrów, którzy stali przy papieżu. 
Oleśnicki tedy w 1441 r. na zjeździe w Łęczycy przeforso- 
wał uchwalenie neutralności Polski wobec zatargu papieża 
i soboru. Sam zaś odmówił przyjęcia purpury kardynalskiej 
z rąk Eugeniusza IV, a przyjął ją od antypapy Feliksa V; 


- 122 -
>>>
Sobory bazy/ejski,jlorencki, Warna 


Uznali też antypapę arcybiskup lwowski Jan ze Sprowy 
i prymas Wincenty Kot. 
Cała ta subtelna gra została pokrzyżowana przez 
dyplomatę papieskiego, kardynała Juliusza Cesariniego. 
Doprowadził on do rozejmu na Węgrzech - zawarte- 
go w interesie krucjaty, do której zapalił się młody król 
- z pominięciem interesów Polski (1442). Na jego stro- 
nę przeszedł też Mikołaj Lasocki, niechętny odtąd Ole- 
śnickiemu. Cesarini uzyskał od króla w 1443 r. przywilej, 
równający w prawach duchowieństwo łacińskie z unic- 
kim. Oznaczałoby to utratę stanowiska uprzywilejowa- 
nego i dominującego, jakie zajmował obrządek łaciński, 
a nawet dopuszczenie ruskich biskupów do senatu. Na to 
Polacy nie chcieli się zgodzić. Opór wśród duchowieństwa 
wywołał również przywilej nadawania godności duchow- 
nych, przyznany przez Eugeniusza IV królowi. Wreszcie 
z ręki króla spadły represje na Uniwersytet Krakowski. 
Wyprawa króla w 1443 r. przyniosła mu zwycięstwo, ale 
z Polski zaczęto wzywać go do powrotu. Oleśnicki uważał 
teraz sprawę wypędzenia Turków z Europy za przedsię- 
wzięcie nierealne. W Polsce panowało ogólne rozpręże- 
nie. Król jednak parł do wyprawy. Sporna wśród badaczy 
była sprawa zawarcia rozejmu z Turkami w Szegedynie 
1 sierpnia 1444 r., który król, wedle Długosza, zaprzy- 
siągł, a już 4 sierpnia wydał manifest wojenny. Oskarżano 
Cesariniego, głównego inspiratora wyprawy, iż namówił 
króla do złamania przysięgi, d3:iąc mu uwolnienie od niej. 
Ostatnio pro£ Oskar Halecki na podstawie nowo odkry- 
tych źródeł wykazał, że rokowania z Turkami toczyły się 
w czerwcu w Adrianopolu, przy czym głównie o rozejm 
zabiegali posłowie despoty serbskiego, Jerzego Brankowi- 


- 123 -
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


ca. Poseł królewski zaprzysiągł rozejm na 10 lat, z tym że 
król go przysięgą potwierdzi, sułtan zaś zaprzysiągł oso- 
biście i ruszył przeciw swym wschodnim nieprzyjaciołom 
do Azji Mniejszej. Król bez przerwy czynił przygotowa- 
nia wojenne, traktując rokowania jako podstęp. Zdaniem 
pro£ Haleckiego nie było przysięgi królewskiej na rozejm 
po przybyciu posłów tureckich do Szegedynu, król od 
razu wydał manifest wojenny 4 sierpnia i wezwał Polskę 
do udziału w wyprawie i uznania papieża Eugeniusza IV. 
Oleśnicki i panowie w odpowiedzi, która doszła do króla 
nad Dunajem, odradzali wyprawę. Legenda o przysiędze 
powstała na tle niechęci, jaką żywiło otoczenie Oleśnic- 
kiego do papieża i Cesariniego. Dodać można, że znalazły 
w niej wyraz poglądy Włodkowica na obowiązującą moc 
traktatu zawartego z niewiernymi. Jest rzeczą uderzającą, 
iż źródła tureckie nie mówią wyraźnie o złamaniu przysię- 
gi przez króla. Na wyprawę nie wyruszyły oddziały Bran- 
kowica, który rozejm z Turkami zawarł na własną rękę. 
Osłabiło to siły chrześcijańskie o trzecią część bitnego 
żołnierza. Pod Warną doszło do bitwy między wojskami 
chrześcijańskimi a tureckimi. Flota wenecka nie zdołała 
przeszkodzić Turkom w przeprawie na brzeg europejski, 
tym więcej, że wspomagała ich flota genueńska: Genua 
rywalizowała od dawna z Wenecją. Dnia 10 listopada 
1444 r. poległ król na polach Warny, wraz z nim zginął 
główny twórca wyprawy, Cesarini. Plan odsieczy dla Kon- 
stantynopola został zniweczony, po królu Władysławie 
nikt go nie podjął i stolica cesarstwa wschodniego wpadła 
w ręce Turków w 1453 r. Jak ocenić wyprawę warneńską 
ze stanowiska polskiego i katolickiego? Każda wojna krzy- 
żowa była wyrazem interesu politycznego, sprzężonego 


- 124-
>>>
Sobory bazy/ejski,j/orencki, Warna 


z interesem Kościoła. Czy miała Polska interes w wypar- 
ciu Turków z Europy? Otóż Turcy stanowili specyficzne 
niebezpieczeństwo dla kultury chrześcijańskiej, gdyż nie 
mieli zrozumienia dla wartości, które nie służyły potrze- 
bom wojny. Ten fanatyczny i militarystyczny naród mógł 
być zatrzymany tylko siłą oręża. Tam, gdzie przeszło pa- 
nowanie tureckie, zostawała ruina. W przeciwieństwie 
bowiem do Arabów, Turcy dóbr kultury nie szanowali 
i niszczyli wszystko. Dlatego też obrona przed Turkami 
była koniecznością, jeśli nie najbliższą, to na dalszą metę. 
Jeśliby Warneńczyk zdołał wyprzeć Turków z Europy, nie 
byłoby zagrożenia Polski w XVII w. Dlatego też niewąt- 
pliwie Oleśnicki był politykiem dalekowzrocznym. Ale 
przeceniał siły polskie, które trzeba było przerzucać na 
ogromną odległość, siły Węgier, które nie zdobyły się na 
jedność, a natomiast wyczerpały się w wojnie domowej. 
Wreszcie nie docenił Oleśnicki roli przestrzeni na Bałka- 
nach i siły oraz sprawności militarnej Turków. W każdym 
razie były to trudności z wykonaniem - plan ze stanowi- 
ska polskiej racji stanu był trafny;. 
Ze stanowiska Kościoła plan Oleśnickiego miał, jak 
się zdaje, na celu, nadać charakter inkorporacji do Ko- 
ścioła rzymskiego un
inym tendencjom Wschodu. Róż- 
nice między dwiema koncepcjami - unii i nawrócenia 
na obrządek łaciński, występują przez cały bieg dziejów 
Polski od XV w. W stuleciu tym państwowość polska 


6 Nowe światło na zagadnienie rzucił O. Halecki, Nowe uwagi 
krytyczne o wyprawie warneńskiej, Kraków 1939, gdzie też zestawiona 
jest cała literatura. [Pogląd odmienny wyraża J. Dąbrowski, L'annle 
1444, Cracovie 1952]. 


- 125 -
>>>
ROZDZIAł. 7. Polska w okresie soborów 


utożsamiła się z katolicyzmem i obrządkiem łacińskim, 
a państwowość moskiewska z prawosławiem: Moskwa 
sprzeciwiała się misji łacińskiej wśród Ugry - szcze- 
pu fińskiego w połowie w. XV: Litwa zajmowała w tej 
sprawie stanowisko podobne do polskiego - raczej ob- 
rządek łaciński niż unia. Dlatego też zapewne Wielki 
Książę Kazimierz złożył obediencję antypapie Felik- 
sowi v: Była to walka dwóch tendencji w Kościele ka- 
tolickim, które przejawiają się w ciągu dziejów, aż do 
ostatnich czasów. Będą one stale się pojawiać w historii 
Kościoła polskiego. 
Tymczasem siły Bazylejczyków malały nieustannie. 
Nie tylko karierowicze przechodzili na stronę papieża, 
nie tylko następowała zmiana poglądów. Siły zwolen- 
ników soboru w Polsce osłabiła katastrofa w klasztorze 
mogilskim, którego zakonnikiem był mistrz Jakub z Pa- 
radyża. Zgromadzenie było bardzo rozprzężone, Jakub 
dążył do jego reformy i przeprowadził wybór opata re- 
formatora w osobie Dominika z Krakowa. Ale w koń- 
cu roku 1441 lub początku 1442 zakonnicy zrzucili go 
z godności. Jakub opuścił Mogiłę i zakon cystersów, 
a wstąpił do kartuzów. Kartuzi zresztą uznawali Euge- 
niusza IV: Widocznie zwątpił, by można było dokonać 
reformy Kościoła przez ruch od dołu. Pisał on dalej, 
piętnując błędy kurii rzymskiej i nadużycia, które do 
niej wtargnęły. Jako kartuz wywarł znaczny wpływ na 
dążności do reformy w XV w., a później będą się nań 
powoływać reformatorzy XVI w., zrywając z Rzymem. 
Myśl taka była obca Jakubowi: pozostał do końca życia 
prawowiernym wyznawcą Kościoła, którego błędy chciał 
naprawić. 


- 126 -
>>>
Kazimierza Jagiellończyka spór soborowy 


Kazimierza Jagiellończyka spór soborowy 


Z chwilą wstąpienia na tron Kazimierza Jagiellończyka 
sprawa uznania nowego papieża Mikołaja V została prze- 
sądzona. Król, wysyłając poselstwo z obediencją, prosił 
o przyznanie mu prawa nadawania wszystkich beneficjów 
w Polsce - otrzymał 90, ponadto zamiast dziesięcin i an- 
nat (opłat do kasy papieskiej) 10 tys. florenów od duchow- 
nych na obronę od Turków (1447). Poselstwo Zbigniewa 
wyprzedziło posłów króla. Prosił on o potwierdzenie god- 
ności kardynalskiej, którą dostał od Eugeniusza IV (i nie 
przyjął) oraz o władzę legata w Polsce z prawem rozda- 
wania beneficjów kościelnych. Kapelusz papież przyobie- 
cał - odmówił nadania godności legata. Zresztą niechęci 
Wielkopolan i króla opóźniły nadanie oficjalne kapelusza 
- dopiero Długosz wysłany w 1449 r. sprawę pomyślnie 
załatwił. Złożył on też papieżowi obediencję w imieniu 
Uniwersytetu Krakowskiego, który najdłużej wytrwał przy 
soborze: obediencję swą złożył w chwili, gdy sobór się upo- 
korzył, antypapa zaś, Feliks V, zrezygnował z godności. 
Sprawa unii na ziemiach wschodnich została, jak 
się zdawało, pogrzebana. Izydor przebywał w Rzymie, 
Kazimierz w 1449 r. uznał nad Kościołem wschodnim 
zwierzchność metropolity moskiewskiego, przyznając mu 
metropolię kijowską. Metropolita Jonasz, zawzięty wróg 
Rzymu, zniszczył resztki unii, jakie pozostawił po so- 
bie Izydor. Natomiast Kazimierz popierał misję łacińską 
i wzywał w tym celu Jana Kapistrana, który nie przybył 
jednak na Ruś. W trakcie wojny l3-1etniej Kalikst III po- 
dzielił metropolię ruską na dwie: kijowską i moskiewską. 
Kijowską dostał mnich Grzegorz, Grek z Carogrodu, po- 


I 
I 


- 127 -
>>>
twierdzony przez patriarchę-unitę, moskiewską - in par- 
tibus - zachował dla siebie Izydor. Jonasz umarł w 1461 r. 
i Grzegorz istotnie zasiadł w Kijowie. Podlegała mu Ruś 
Halicka, gdyż metropolia halicka nie była obsadzona od 
1410 r. Wytworzyła się tymczasem sytuacja paradoksalna. 
Patriarchat carogodzki znów oderwał się od Rzymu, ale 
metropolici kijowscy szukali potwierdzenia patriarszego, 
nie zrywając z Rzymem. Z drugiej strony chrzczono po- 
nownie łacinników, przechodzących na obrządek wschod- 
ni już unicki, jakby byli poganami i vice versa. Dopiero 
Aleksander VI potępił w 1501 r. zwyczaje ponownego 
chrztu. Unię z Rzymem, którą wyznawali bodaj tylko me- 
tropolici, zerwał w 1519 r. Jonasz II. Zygmunt Stary tole- 
rował ten stan rzeczy ze względów politycznych, a nawet 
w 1539 r. przywrócił prawosławne biskupstwo we Lwo- 
wie (na miejsce arcybiskupstwa halickiego). Natomiast 
udzielał poparcia łacińskiemu obrządkowi. Prawosławie 
mogło istnieć, jeśli dobrowolnie nie chciało połączyć się 
z Rzymem.
>>>
ROZDZIAł. 8 
Przełom średniowiecza 


Nowe czasy 


Z wycięstwo papieża nad soborem miało znaczenie na- 
der doniosłe w dziejach duchowych ludzkości. Ozna- 
cza ono załamanie się filozofii nominalizmu. Nominalizm 
załamał się, ale wraz z nim i scholastyka. Nie znalazła 
ona w sobie dość sił, by wyłonić nowy prąd, a do dawnych 
kierunków wracać nie chciała. Filozofia może się rozwi- 
jać skutecznie w określonym środowisku, w określonym 
świecie pojęć. Tu dochodzi do granic zakreślonych przez 
to środowisko i te pojęcia. Z chwilą, gdy granice te osią- 
gnie i ustali swe stanowisko wobec problematyki owego 
środowiska i pojęć, które w nim mają obieg, traci rozmach 
i żywotność, a myśl odwraca się do innych zagadnień lub 
do innych kierunków myśli. Filozofia dana zostaje za- 
rzucona. Nie traci ona przez to nic ze swej wartości jako 
systemu prawd podstawowych, ale przestaje mieć zastoso- 
Wanie. Trzeba zmiany warunków, by mogła odzyskać swą 
żywotność i aktualność. Tak np. platonizm chrześcijański 
W XII w. zatracił swą siłę żywotną i zaczął więdnąć. Wiek 
XIII przyniósł rozwój arystotelizmu chrześcijańskiego, 


- 129-
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


który stanął u szczytu rozwoju, dając syntezę poglądu na 
świat ówczesny, ale już w początkach XIV w. został zwy- 
ciężony przez nominalizm. Teraz załamał się ten ostatni. 
Niektórzy filozofowie wrócili do uprawiania via antiqua 
- do tomizmu i skotyzmu. Ale brakło im rozmachu. Ostat- 
ni wielki systemat filozoficzny stworzył w średniowieczu 
kardynał Mikołaj Kuzańczyk (w połowie stulecia). Zresztą 
zwycięskie papiestwo odwróciło się od scholastyki. Ene- 
asz Sylwiusz Piccolomini radził Czechom-husytom zająć 
się antykiem. Antyk z jego rozsądkiem, umiarem, równo- 
wagą miał być lekarstwem na skrajności scholastyki. An- 
tyk ten zawierał w sobie filozofię Platona. I oto Ficino we 
Florencji wskrzesza Akademię Platońską, a ponieważ jest 
księdzem - w kazaniach częściej mówi o filozofach niż 
o Ewangelii. To nowy prąd humanizmu, który zrazu po- 
częty z chrześcijańską intencją, będzie w środowisku póź- 
nego średniowiecza nabierał charakteru pogańskiego. Bę- 
dzie w nim pęd do użycia świata, któremu hołduje pierwszy 
humanista polski, Grzegorz z Sanoka, arcybiskup nominat 
lwowski - oraz pierwiastek indywidualizmu. Humanizm 
jednak powoli docierał do Polski i dopiero na przełomie 
XV i XVI w. zdobył znaczniejsze nieco wpływy - częścio- 
wo przez Włochów-dworaków, częściowo przez Niem- 
ców. Ale zwycięstwo miał odnieść dopiero za Zygmunta 
Starego. Natomiast Uniwersytet Krakowski, tak bardzo 
upokorzony z chwilą klęski soboru, zwrócił swe zaintere- 
sowania w kierunku nauk matematyczno-przyrodniczych, 
głównie astronomii. Tu nominalizm okazał się płodnym. 
Studiowano pisma Buridanusa, francuskiego filozofa 
XIV w., (który doczekał się współcześnie znacznego 
wzięcia na tle rozwoju nowej fizyki). Z tych zaintereso- 


- 130 -
>>>
Próby reformy 


wań wspaniale rozkwitła astronomia, który wydał Woj- 
ciecha z Brudzewa, a później Mikołaja Kopernika. Ten 
rozwój nauk matematyczno-przyrodniczych był skutkiem 
odwrócenia się wszechnicy krakowskiej od zagadnień teo- 
logicznych, w badaniu których spotkała ją klęska. 


Próby reformy 


Dążenia do reformy były w XV w. podejmowane wie- 
lokrotnie w Kościele polskim, szczególnie w pierwszej 
jego połowie. Odbywały się synody diecezjalne, gdzie 
publikowano statuty, zawierające kary za łamanie prze- 
pisów moralnych. W diecezji krakowskiej odbyły się one 
w latach 1423 (za Wojciecha Jastrzębca), 1436 i 1446 (za 
Oleśnickiego), 1459 (za Tomasza Strzempińskiego), w po- 
znańskiej w latach 1420 i 1426 za Andrzeja Laskarza, 
w płockiej w 1423 r. za Jakuba Kurdwanowskiego, we 
wrocławskiej w 1423 r. za Jana Pelli. W 1430 r. na sy- 
nodzie całej prowincji i całej zarazem Polski, w Kaliszu, 
pod przewodnictwem Mikołaja Trąby, przeprowadzono 
szereg postanowień o reformie. W drugiej połowie stule- 
cia wydawały statuty kapituły. Ale brakło konsekwencji, 
sięgnięcia do głębi. Klasztory, szczególnie cysterskie, obce 
duchem i językiem, znajdowały się w stanie upadku - je- 
dynie paulini, dominikanie, augustianie nie ulegli rozkła- 
dowi. Franciszkanie wydali nową gałąź - bernardynów. 
Uczeń św. Bernardyna ze Sienny, św. Jan Kapistran długo 
kazał na Śląsku, wzmacniając tu katolicyzm. Na zaprosze- 
nie króla i Oleśnickiego przybył do Krakowa, gdzie głosił 
Słowo Boże i zwalczył ostatecznie husytyzm. Oleśnicki 


-131-
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom 
redniowiecza 


wystawił bernardynom klasztor na Stradomiu. Na Śląsku 
bernardyni wyłonili się z konwentualnych franciszkanów, 
w Koronie i na Litwie powstali obok nich. Rychło roz- 
szerzyli się po Polsce, pociągając świętością życia. Święty 
Jan z Dukli, św. Szymon z Lipnicy, bł. Ładysław z Gie1- 
niowa byli bernardynami: pisali mało, chyba pieśni dla 
ludu. Zajmowali się duszpasterstwem i pracą miłosierną. 
Odbijali od innych zakonów, w których w XV w. wolno 
było mieć - wbrew regule - pieniądze prywatne, nawet 
u franciszkanów konwentualnych. Zdaje się, że głównym 
złem, jakie toczyło Kościół w XV w. w Polsce była chci- 
wość. Dowodem tego są walki o dziesięcinę, interwencje 
w sprawach sądowych. W 1406 r. w Piotrkowie postano- 
wiono, że sprawy dotyczące duchownych (z wyjątkiem 
sprawo dobra dziedziczne) idą przed sąd duchowny, spra- 
wy dotyczące świeckich (z wyjątkiem spraw małżeńskich 
i napaści na duchownego) - przed sąd świecki. Ale nie 
przestrzegano tych postanowień, w 1434 r. w Warcie ure- 
gulowano sprawę ramienia świeckiego przy wykonywaniu 
wyroków sądów duchownych. Zdaje się, że nadmierne za- 
interesowanie sprawami materialnymi stało na przeszko- 
dzie przeprowadzania skutecznej reformy. 
Druga połowa XV w. różni się znacznie od pierwszej. 
Pierwsza rozkwita misją na Litwie i Żmudzi, wspaniały- 
mi wystąpieniami Polaków na soborze w Konstancji, akcją 
o zjednoczenie Kościołów, ostatnią w Europie krucjatą, 
sporami soborowymi, sporami o husytyzm. Drugą ce- 
chuje ruch odwrotny, powolnego zamierania i usypiania. 
Punktem zwrotnym są wypadki w pierwszych latach pa- 
nowania Kazimierza Jagiellończyka, wojna pruska, pod- 
porządkowanie Kościoła państwu. 


- 132 -
>>>
Wojna pruska 


Wojna pruska 


Ta wojna zaczepna była połączona z poważnym kryzysem 
sumień, przynajmniej w niektórych kołach duchowień- 
stwa. Krzyżacy dochowywali pokoju, związek walczący 
z nimi, znajdował się w konflikcie z Kościołem. Autory- 
tet papiestwa zmalał znacznie w porównaniu z wiekami 
poprzednimi, niemniej istniał i wzywał do walki z kace- 
rzami i islamem, a Polska dobyła miecza przeciw Krzyża- 
kom. Nikt ich nie bronił w Polsce, ale były skrupuły. Nie 
miał ich król ani stronnictwo królewskie, w którym dzia- 
łał niejeden półhusyta. Ale miał je Oleśnicki. Oleśnicki 
podpisał traktat brzeski z Zakonem w 1435 r. i uważał się 
Za związanego nim. Widział zresztą trudności, piętrzące 
się w Rzymie. 
W odpowiedzi na skargi Zakonu i biskupa warmiń- 
skiego papież Mikołaj V wysłał legata w 1450 r., by zbadać 
niebezpieczeństwo, grożące Kościołowi ze strony konfe- 
deracji pruskiej. Legata spotkał opór ze strony stanów, 
a wielki mistrz, który chciał tylko poddanych nastraszyć, 
co prędzej go pożegnał (1451). Legat jednak, biskup z Si- 
lves w Portugalii, nabrał złego wyobrażenia o Związku 
i uznał jego członków za wyklętych z tytułu należenia do 
konfederacji, skoro polecił udzielać absolucji tym, którzy 
z niego wystąpią. Odpowiednio też poinformował kurię 
rzymską. Papież polecił tedy konfederacji rozwiązać się 
(1451), jej obrona na piśmie zredagowana przez polskich 
kanoników z Włocławka zrobiła złe wrażenie. Ale Mi- 
kołaj V, mimo że w otoczeniu jego byli życzliwi Krzyża- 
kom kardynałowie niemieccy, nie chciał sprawy zaogniać, 
a zresztą był do Krzyżaków zrażony z powodu nieudania 


- 133 -
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


się misji legata. Ze strony polskiej nie było, jak się zda- 
je, akcji w obronie Związku. Krzyżakom w 1452 r. udało 
się nakłonić papieża do wytoczenia Związkowi procesu 
(jesienią 1452 r.). Oleśnicki w tym czasie doradzał kon- 
federatom pruskim, by prosili papieża o nowego legata 
i sam się ofiarowywał, by oszczędzić kosztów. Kardyna- 
łowi przyświecała bez wątpienia myśl ponowienia proce- 
sów przeciw Krzyżakom z czasów Łokietka i Kazimierza 
Wielkiego, rzucenia na nich klątwy, a wtedy król polski 
użyje ramienia zbrojnego, by złamać zakon. Ale plan ten 
był niewykonalny. Oleśnicki oddziaływał jednak w inte- 
resie Związku na dyplomatę papieskiego Eneasza Sylwiu- 
sza Piccolomini, późniejszego Piusa II. 
Ani do legacji, ani do procesu w Rzymie nie doszło, 
gdyż związkowcy udali się przed sąd cesarza, a za nimi 
ochotnie przenieśli sprawę Krzyżacy. Wielki mistrz po- 
lecił swemu prokuratorowi w Rzymie wydostać bullę po- 
tępiającą Związek bez sądu. Legalną drogą było to nie- 
wykonalne, więc krzyżacki dyplomata wydobył "tajnym 
sposobem" bullę fałszywą, z datą 1452, w rzeczywistości 
z 1453 r. Nie została ona opublikowana, a znana jest tylko 
z odpisu. Kiedy wybuchło powstanie w Prusach, a Polska 
stanęła po stronie związkowców, papież Mikołąj V zacho- 
wał neutralność i odrzucił żądanie zakonu, by Związek 
potępić. Po jego śmierci w 1455 r. na tron wstąpił sędziwy 
Kalikst III (Borgia), Hiszpan, który szykował wyprawę 
krzyżową na Turków i chciał zgromadzić całe chrześci- 
jaństwo pod jej sztandarami. Łatwo było go przekonać, że 
Polacy przeszkadzają Krzyżakom w udziale w krucjacie. 
Gdy mu przedstawiono bullę poprzednika, potwierdził ją 
nie badając autentyczności. W ten sposób Związek znalazł 


- 134-
>>>
Wojna prusIła 


się pod klątwą, ale też i jego obrońcy, między innymi król 
polski, co prawda nie jako wyklęty, którego się unika, ale 
tylko toleruje. Dyplomacja polska wytężyła teraz wszyst- 
kie siły, pisała do Rzymu królowa Zofia, która miała duże 
poważanie w kurii, ale bezskutecznie. Biskupi polscy nie 
uznali klątwy. Może wiedzieli, że bulla jest fałszywa, ale 
nie mieli dowodów, może zaś nie uznawali bulli Mikołaja V, 
bo nie była ogłoszona, a przez to nie obowiązywała. Ole- 
śnicki, który sprzeciwiał się przyjęciu w poddaństwo Prus 
ze względów zasadniczych (pokój brzeski), ale potem był 
za wojną energiczną, już nie żył - następca jego (od 1455) 
Tomasz z Strzępka, profesor teologii, publicznie oświad- 
czył, że Związek jest zgodny z prawami Kościoła. Tak 
samo dominikanie oraz cystersi w Prusach i w Polsce klą- 
twy nie uznali, wierzyli jej w Prusach kartuzi i częsciowo 
franciszkanie. Jednak episkopat polski nie wystąpił w Rzy- 
mie, a tylko ignorował bullę Kaliksta III, potwierdzającą 
rzekomą ekskomunikę rzuconą przez Mikołaja v: 
W 1458 r. umarł Kalikst III, ale plany krucjaty nie 
rozchwiały się. Nowy papież, Eneasz Sylwiusz Piccolo- 
mini, który przybrał imię Piusa II, chciał je realizować. 
Do Polski był usposobiony niechętnie, zawczasu urobiony 
przez dwór wiedeński, który go karmił plotkami o bigamii 
Jadwigi i pobożnym grzechu popełnionym przez nią dla 
dobra Kościoła: Habsburgowie nie mogli przeboleć niepo- 
wodzenia Wilhelma. Eneasz ponadto wystarał się w 1457 r. 
o nadanie mu przez papieża biskupstwa warmińskiego, ale 
król przeciwstawił mu swego kandydata i nie uznał go. 
Stosunki od razu były napięte. Jednak dyplomacji polskiej 
udało się skłonić Piusa II do zawieszenia działania bulli 
- odwołać jej nie chciał, ale bał się, by ze sprawy pruskiej 


- 135 -
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


nie wyłoniła się herezja, podobna do husyckiej. Tak spra- 
wa wyglądała do końca jego życia, mimo że legat jego, 
Hieronim Lando w 1463 r. w Brześciu chciał rzucić inter- 
dykt na miasto, do którego przybyli posłowie pruscy. Mu- 
siał on Polskę opuścić, wystąpił przeciw królowi i został 
odwołany. Wszystko to podkopywało autorytet papieski. 
W 1464 r. umarł Eneasz Sylwiusz w czasie przygotowań 
do krucjaty, którą chciał dowodzić. Następca jego Paweł II 
starał się znów załatwić sprawę husycką. Zamierzał on 
skłonić Kazimierza do wojny o Czechy, jego legat zapo- 
średniczył pokój w Toruniu 1466 r., potem papież zdjął 
formalnie klątwę ze związkowców. Traktatu jednak nie 
potwierdziF. 


Zatargi Kazimierza Jagiellończyka z kurią 


Nie skończyły się one rychło i trwały do końca jego ży- 
cia. Niemałe w nich znaczenie odgrywało jego otoczenie 
złożone z zupełnie uległych mu duchownych, jak Kuro- 
zwęccy Stanisław i Krzesław, Wojciech z Żychlina. Czy 
odgrywały tu rolę wpływy husyckie czy półhusyckie - nie 
wiadomo, tak jak i postać Jana Gruszczyńskiego, biskupa 
włocławskiego i kanclerza nie została bliżej zbadana pod 
kątem stosunku do husytyzmu. Husyci uważali, że król 


7 J. Friedberg, Spór Polski z Rzymem w czasie wojny 13-letniej, 
"Kwartalnik Historyczny", 1910, s. 407-467; E. Liidicke, Der Recht- 
skampl des Deutschen Orden gegen den Bund der preussischen Stande 1440- 
-1453, "Altpreussische Forschungen", Bd. 12, 1935, s. 1-43, 173- 
-217. Ta ostatnia praca wyjaśnia sprawę fałszerstwa bulli. 


- 136-
>>>
Zatargi Kazimierza Jagiellończyka z kuriq 


ma wyłączne prawo sądzenia duchownych, a niewątpliwie 
osadzania ich na godnościach. W każdym razie Kazimierz 
od początku chciał uzyskać prawo obsadzania biskupstw 
w zamian za uznanie papieża, ale dostał tylko pewną licz- 
bę godności niższych do swego uznania. Wówczas roz- 
począł walkę przy każdych wyborach, grożąc represjami 
tym, którzy by głosowali na innego kandydata niż on 
chciał. Był to powrót do praktyk z czasów przed Grzego- 
rzem VII, ale król miał teraz za sobą część, i to znaczną, 
kleru. Jedynie kapituła krakowska stawiała mu opór: żył 
tu duch Oleśnickiego, zazdrośnie strzeżono wolności ko- 
ścielnych. Na tym tle wybuchł spór o wybór biskupa kra- 
kowskiego po śmierci Tomasza Strzempińskiego (1461). 
Król wysunął Jana Gruszczyńskiego, biskupa włocław- 
skiego jako swego kandydata, kapituła chciała Jana Lutko- 
wicza z Brzezia, papież mianował bratanka Oleśnickiego, 
Jakuba z Sienna, który przyjął święcenia i objął diecezję. 
Król przemocą zmusił kapitułę do ustąpienia: skazał jej 
członków i Jakuba na banicję, dobra kazał zająć. Osta- 
tecznie ustąpił papież, a król przesunął Jana Gruszczyń- 
skiego do Gniezna, Lutkowicowi rychło dał biskupstwo 
krakowskie, Jakubowi włocławskie. Wolność Kościoła 
była złamana. Trudniej poszło Kazimierzowi z biskup- 
stwem warmińskim - za wolnością kapituły opowiedziały 
się stany pruskie i król musiał uznać po 12 latach wal- 
ki swego wroga, Mikołaja T ungena, który był aliantem 
Macieja Korwina, króla Węgier oraz Krzyżaków. Jeszcze 
raz walczył Kazimierz o Warmię z następcą Tungena, Łu- 
kaszem Watzenrode - po jego śmierci - Olbracht uznał 
Lukasza, skoro ten uderzył w pokorę. Wszystkie te walki 
miały za skutek zeświecczenie Kościoła. Król mianował 


- 137 -
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


na biskupstwa polityków, a ci mało zajmowali się sprawa- 
mi Kościoła. Kanonie rozdawał król swoim urzędnikom 
kancelarii, a ci wyręczali się licho płatnymi zastępcami. 
Skoro szlachta doszła do znaczenia w XV w., zaczęła się 
domagać zastrzeżenia godności kanonicznych dla synów 
szlacheckich: Kościół stał się przedmiotem chciwości sta- 
nu, który osiągnął przewagę w państwie. Już w 1414 r. 
Jan XXIII na życzenie Jagiełły postanowił, że w kapitu- 
łach gnieźnieńskiej i krakowskiej kanonikiem może być 
tylko szlachcic albo człowiek ze stopniem akademickim. 
W 1438 r. szlachta żądała od kapituły krakowskiej usu- 
nięcia wszystkich plebejuszów, bez względu na stopień 
akademicki, tego samego chciał Kazimierz Jagiellończyk 
w 1484 r. wobec wszystkich kapituł. Ale kapituły stawiały 
opór, zresztą były fundacje dla uczonych. W 1496 r. sta- 
tut piotrkowski ograniczył liczbę plebejuszów uczonych 
do pięciu w każdej kapitule. W innych wypadkach "nowa 
szlachta" była usunięta od godności kapitularnych. 
Skutki tego dały się zauważyć w XVI w., w chwili, gdy 
reformacja zaczęła się szerzyć. Zabrakło wówczas bisku- 
pów, którzy by umieli przeprowadzić reformę i przeciw- 
stawić się nowinkom. Był to rezultat polityki króla Kazi- 
mierza Jagiellończyka. 
Polityka ta miała jeszcze jedno pole tarć z papie- 
stwem - sprawę czeską. Trudno dziś orzec, czy nie by- 
łoby większym złem dla Kościoła niszczenie ogniem 
i mieczem husyckich Czech od pozostawienia tam he- 
rezji, która zamknęła się w sobie i przetrawiła, stając się 
elementem zachowawczym, zasklepionym w swych dok- 
trynach i obyczaju, konserwatywnym nawet w modzie. 
Jagiellonowie mniemali, że trzeba postępować łagodnie 


- 138 - 


I
>>>
Zatargi Kazimierza Jagiellończyka z kurią 


i zjednać Czechów drogą miłości. Gdy więc w końcu 
1466 r. papież wyklął króla czeskiego Jerzego z Podiebra- 
du, a związek katolików z Czech, przeważnie Niemców, 
ofiarował Kazimierzowi koronę czeską, ten począł zwle- 
kać. Uważał, że należy zaprowadzić nabożeństwa kato- 
lickie w Czechach i odnowić hierarchię, a reszta sama się 
ułoży. Pragnął drogą pokojową uzyskać od husytów koro- 
nę dla swego syna i zjednać potem katolików. Ale papież 
chciał złamać herezję, a gdy król nie przystał na to, cof- 
nął przysłaną już przez legata bullę, potwierdzającą pokój 
toruński. Posłowie papiescy udali się na Węgry i skłoni- 
li króla Macieja Korwina do przyjęcia korony czeskiej. 
Ostatecznie Czechy właściwe opanował Władysław, syn 
Kazimierza, obrany przez husytów, koronowany w Pradze 
przez biskupów polskich i katolickich. Maciej Korwin za- 
jął Morawy, Śląsk i Łużyce. W czasie walki dyplomatycz- 
nej nuncjusz papieski rzucił klątwę na Kazimierza i jego 
syna Władysława. Przy tej okazji zaznaczył się ahierar- 
chiczny charakter katolicyzmu polskiego: poseł polski 
w Rzymie oświadczył w 1478 r., że jeżeli klątwa nie będzie 
zdjęta, "wtedy będzie wykonane laudum krąjowe orzeka- 
jące, że tylko biskupi mogą w kraju godności duchowne 
nadawać, a beneficia zastrzeżone dla stolicy apostolskiej 
przechodzą do prezenty królewskiej. Ponadto będzie wy- 
dane zarządzenie, aby nikt nie ważył się odwoływać do 
kurii rzymskiej, a tylko do władz duchownych w kraju, 
których ostatnią instancją będzie parlament królewski"8. 
A więc nie król, ale parlament królewski: idee soborowe 


8 F. Papee, [hasło w:] Encyk/opedja polska, t. 5, dz. 6: Historia 
polityczna Polski, cz. 1: Wieki frednie, Kraków 1920, s. 556. 


- 139-
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


nie tylko żyły nadal, ale rozszerzały się przez analogię na 
sprawy świeckie. Ten sam ahierarchiczny katolicyzm re- 
prezentuje w swym traktacie Jan Ostroróg, który domaga 
się, by król nie składał obediencji papieżowi. Ostatecz- 
nie doszło do kompromisu, który milcząco uznał Rzym: 
Władysław zatrzymał Czechy, Maciej resztę ziem korony 
św. Wacława. Na zamku hradczańskim przebywali ka- 
toliccy księża, przy katedrze siedziała katolicka kapituła, 
ale arcybiskupa nie było. Natomiast arcybiskup husycki 
przebywał w mieście przy kościele tyńskim. Jagiellonowie 
szczycili się tolerancyjnym rozwiązaniem. Czy uczynio- 
no jednak coś dla pojednania Czechów z Rzymem? Otóż 
nie, zawiedli tu biskupi polscy, którzy w tej sytuacji wiele 
uczynić mogli, katolicyzm polski zatracił prężność, którą 
miał w początkach stulecia. Ten stan rzeczy przetrwał do 
reformacji. Wówczas większość Czechów przyjęła naukę 
Lutra, skrajny odłam - bracia czescy - zbliżyli się do kal- 
winizmu. Jedynie niewielka grupa "utrakwistów" odbyła 
powolną ewolucję do katolicyzmu. Po soborze trydenckim 
papież pozwolił im na Komunię pod obiema postaciami. 
W początkach XVII w. zlali się oni z powrotem z katoli- 
kami. Zasługi polskiej w tym chyba nie było. W każdym 
razie jednak Polacy uratowali Czechów od nowych okrut- 
nych i krwawych krucjat. 


Upadek obyczajów 


U schyłku XV w. malał autorytet papiestwa, ktore pogrą- 
żyło się w sprawy włoskie i ulegało wpływom cesarstwa 
lub Francji. Nie umiało się ono zdobyć na rozstrzyganie 


- 140 -
>>>
I 


Upadek obyczajów 


spraw spornych i niezałatwionych, jak sprawa krzyżacka 
po pokoju toruńskim. Plany krucjaty, dawno przebrzmia- 
łe, ciągle odżywały, by nigdy się nie zrealizować. Władcy 
wykorzystywali je, by pobierać na przygotowania dzie- 
sięciny i inne dochody kościelne. W Polsce przynajmniej 
używano tych pieniędzy na wzmocnienie Kamieńca Po- 
dolskiego i obronę przed Tatarami. 
Wśród kleru świeckiego upadek był znacznie większy. 
Biskup Watzenrode, który uchodził za człowieka poboż- 
nego, miał nieprawego syna. Bywali biskupi rozpustni, 
biskupi humaniści pisali rozpustne wierszyki, sprawami 
Kościoła mało się zajmowali. Ogólny upadek i rozprzęże- 
nie daje się zaobserwować na przełomie XV i XVI w. 
Na tym tle odbija się szlachetnością św. Kazimierz. 
Wychowywał się on w atmosferze dworu krakowskiego, 
która nie była bardzo budująca. Ojciec dał jemu i braciom 
nauczycieli w osobach starego Długosza, rygorysty, i roz- 
pustnego Włocha Kallimacha. Wszyscy bracia Kazimie- 
rza, poza najmłodszym Zygmuntem, nosili na sobie piętno 
rozpusty. Kazimierz jeden został czysty. Był opanowany, 
trzeźwy, energiczny, umiał rządzić i rozkazywać. Wytępił 
rozbójników pod Krakowem, gdy spełniał za nieobecno- 
ści ojca funkcje namiestnicze. Potem pojechał do Wilna, 
gdzie żył w czystości samotnie wśród pokus świata, które 
przed nim się otwierały. Umarł młodo na gruźlicę, oto- 
CZony opinią świętości wśród upadającego porządku śre- 
dniowiecza. 
Czy wśród ludów utrzymywała się dawna czystość 
obyczajów - powiedzieć trudno. Raczej tak. Tu działały 
słabiej te czynniki, które zeświecczały od góry społecz- 
ność: polityka i humanizm. 


-141- 


..J
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


Humanizm 


Bezkrytyczny zwrot do starożytności oznaczał nawrót do 
pogaństwa, zwrot ku człowiekowi - postawienie go za 
miarę i centrum wszystkiego. Odsunięcie myśli o Bogu 
prowadziło do powolnej dechrystianizacji świata. Zaczę- 
ło się przy tym od kleru. Pierwszym biskupem humani- 
stą w Polsce był Grzegorz z Sanoka. Podróże do Włoch 
wpływały na umocnienie tego nowego prądu, który osią- 
gnął pełny rozwój już w XIV w. Nie było w humanizmie 
jawnej niewiary, ale odwrócenie się bez zaprzeczenia. To 
będzie później tłumaczyć wystąpienie Lutra. Humanizm 
wyrażał się też w indywidualizmie. Pierwszym teorety- 
kiem jego w XV w. jest Eneasz Sylwiusz - upada dawna 
korporacyjna koncepcja społeczności, zostaje tylko jed- 
nostka i państwo. U nas wyrazicielem tej postawy jest Jan 
Ostroróg, który zwalcza cechy, wysuwając równość ludzi 
przeciw "towarzyszom" cechowym. Obok indywiduali- 
zmu religijnego Gersona i Tomasza a Kempis, to dalsza 
oznaka przemiany umysłowości średniowiecznej na no- 
wożytną. 


Kapitalizm 


Innym jeszcze objawem jest wzrost ducha kapitalizmu. 
Duch kapitalizmu, zmierzający do zysku za wszelką cenę, 
przejawiał się, choć niezbyt silnie, przez całe średnio- 
wiecze. Teraz występować zaczyna coraz śmielej. Upada 
dominikańska doktryna, mimo że św. Antoni, biskup 
Florencji, wyciąga z niej nowe, śmiałe wnioski o prawach 


-142 -
>>>
Kapitalizm 


państwa do majątków obywateli. Wszędzie zaczynają wy- 
rastać nowi bogacze, których coraz rzadziej spotyka los 
Jacques Coeura - konfiskata mienia. Wyrastają oni na 
dzierżawie kopalń srebra, jak Fuggerowie i Turzonowie. 
Państwo nie może zakazać pobierania odsetek. W końcu 
XV w. w Polsce duch kapitalizmu przejawia się inaczej. 
Są co prawda objawy lichwy, które się mnożą - dowodzą 
tego pisma moralistów, jak np. Jakuba z Paradyża. Ale 
lichwa w Polsce przybiera inny charakter. Możni poży- 
czają królowi pieniądze i biorą za to w zastaw dobra, aż 
do wykupienia. Sumy zapisane były niewielkie w stosun- 
ku do dochodowości dóbr, ale król nie miał pieniędzy na 
ich wykup. W ten sposób kosztem państwa rosły fortuny, 
Szczególniej na Rusi. Była to forma lichwy, gdyż dochody 
z dóbr zastawionych były procentem i to niewspółmier- 
nie wysokim. Usiłował ją zwalczyć w Polsce już papież 
Mikoł3:i V. Duch kapitalizmu przejawia się też jaskrawo 
w Polsce i w krajach ościennych w pogorszeniu położenia 
chłopa. Wobec rosnącego eksportu zboża, szlachta bierze 
się do rolnictwa, stara się powiększyć folwarki, odsuwa 
mieszczan od władania ziemią, pogarsza położenie chło- 
pa. Co prawda czynsze zdewaluowały się w ciągu wie- 
ków i były niewspółmierne do wartości ziemi. Ale szlach- 
ta woli robociznę od czynszów, bo z folwarków ciągnie 
znaczne dochody. Gdy zaś chłop chce szukać lepszych 
warunków - w 1496 r. przytwierdza go do ziemi. Szlach- 
cic staje się z rycerza kapitalistą ziemskim, rozciąga na 
chłopa swe sądownictwo, eliminując sołtysa, potem uzy- 
skując za Zygmunta Starego, drogą prejudykatów, zrze- 
czenie się króla sądzenia w apelacji skarg chłopa na pana. 
Polska rośnie w dobrobyt i po ten dobrobyt sięga szlachta. 


- 143 -
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


Na razie chłopu nie dzieje się źle, tym więcej, że władza 
jest zbyt słaba, by go ścigać w razie ucieczki. Ale położe- 
nie jego będzie stale się pogarszać. Chłop w Polsce nigdy 
nie był niewolnikiem, który nie ma rodziny ani własności 
żadnej i żadnych praw, jedynie człowiekiem wolnym, choć 
poddanym nie króla, a prywatnego pana, z którego dóbr 
nie mógł się wydalać. Ale położenie jego ulegało zmia- 
nom, i to nie na lepsze. Zachwianie równowagi stanów 
w końcu XV w. oznacza załamanie się średniowieczne- 
go porządku katolickiego, opartego na sprawiedliwości 
i harmonii. Występuje to załamanie również w rzemiośle, 
gdzie coraz częściej widać ograniczenie liczby warsztatów, 
by podnieść dochody oraz wyzysk ze strony majstra. Duch 
egoizmu ogarniał wszystkie stany. 


Mistyka średniowieczna 


Życie mistyczne stanowi istotę, duchowy rdzeń życia 
Kościoła - z jego upadkiem następuje upadek Kościoła, 
z rozkwitem - łączy się zewnętrzny blask. 
Mistyka uprawiana jest według różnych metod po- 
stępowania w ascezie i modlitwie - stąd mówić należy 
o różnych szkołach ascetyczno-mistycznych. W średnio- 
wieczu dominowały szkoły związane z zakonami, jedynie 
w Niemczech i Niderlandach można mówić o szkołach 
mistycznych-narodowych. Jak rzecz przedstawiała się 
w Polsce? Najstarszą szkołę mistyczną na ziemiach Polski 
reprezentowali benedyktyni. Opierała się ona na liturgii, 
w czasie której myśl zakonnika wznosiła się ku Bogu. Ten 
sam kierunek reprezentowali cystersi i kartuzi. Modlitwa 


-144 -
>>>
Mis/ylla fredniowieczna 


była silnie przepojona uczuciem, rozwinął się w tych za- 
konach kult maryjny. Ale po benedyktynach i cystersach 
polskich nie zostało wiele śladów oryginalnej twórczości 
- nieco kazań polskich u benedyktynów i przekłady pieśni 
o św. Bernardzie (Rozmowa z Chrystusem) u cystersów. Były 
też przekłady objawień św. Brygidy. U cystersów kwitła 
w końcu XV w. sztuka religijna. Czytano i tłumaczono na 
benedyktyńskim św. Krzyżu pisma Jana Gersona, u któ- 
rego zaznaczała się indywidualistyczna pobożność XV w. 
Nie wiadomo, jaki kierunek reprezentowali premonstra- 
tensi i kanonicy regularni, w każdym razie znali pisma 
św. Bernarda, więc cysterskie, a także niewątpliwie w XV w. 
dzieło Tomasza a Kempis O naśladowaniu. Zaliczone jest 
ono do szkoły niderlandzkiej, autora znamionuje postawa 
niechętna wobec wiedzy i teorii, wybitnie zaś praktycz- 
na. Kraków jest w połowie XV stulecia ogniskiem życia 
religijnego, żyje tu grono ludzi świątobliwych - św. Jan 
Kanty, Stanisław z Kazimierza, Stanisław mansjonarz, 
Michał Gedrojć, Izajasz Boner. Nie zostawili oni po sobie 
żadnych pism - może był to dowód, że ulegli wpływom 
Naśladowania. 
Dominikanie reprezentowali kierunek intelektuali- 
styczny i optymistyczny. Dominikanie polscy wydali 
kilku pisarzy ascetyczno-mistycznych, wśród nich Jana 
Bitterfelda, spowiednika Jadwigi, który zostawił po sobie 
parę traktatów ascetycznych, dotąd nieopublikowanych. 
Tłumaczono też na polski Żywot bł. Henryka Suzo i szereg 
żywotów świętych z Legenda aurea Jakuba de Voragine. 
Zachowały się też kazania z początków XV w. Francisz- 
kanie byli nastawieni mniej intelektualnie od dominika- 
nów, ale również optymistycznie i pogodnie. Dla księżnej 


- 145-
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


Kingi przetłumaczyli psałterz, później przetłumaczono 
na polski Żywot Pana Jezusa św. Bonawentury, francisz- 
kanin też napisał Rozmyślania o męce Pańskiej. Zachowały 
się też resztki alokucji, które dają poznać pogodną, kon- 
templacyjną mistykę franciszkańską. 
W średniowieczu ogniskami, w których kwitła mi- 
styka, były obok klasztorów uniwersytety. Uniwersytet 
Krakowski nie stanowi w tej dziedzinie wyjątku. Czytano 
tu i komentowano niewątpliwie pisma dotyczące częstej 
Komunii św., o którą w końcu XIV w. toczył się w Pradze 
spór między Czechami ulegającymi wpływom Wilklefa 
a Niemcami i Polakami, przy czym Mateusz z Krakowa 
zajmował stanowisko umiarkowane. W sporze o Niepo- 
kalane Poczęcie, którego bronili franciszkanie przeciw 
dominikanom, uniwersytet stał od początku po stronie 
franciszkanów. Jan Paterek z Szamotuł napisał szereg ka- 
zań o Niepokalanym Poczęciu oraz żywot Najświętszej 
Maryi Panny. To zainteresowanie maryjnymi zagadnie- 
niami wyraźnie się zaznacza w Polsce w XV w. Wśród 
szerokich mas społeczeństwa wyrazem kultu maryjnego 
była pieśń Bogurodzica. Później kult maryjny stanie się ce- 
chą typową pobożności polskiej. 
Pisma ascetyczne układał znany profesor krakowski 
Jakub z Paradyża. Polski pustelnik nieznany bliżej z imie- 
nia, napisał szeroko rozpowszechniony traktat Tarcza du- 
chowna. Wszystko to nie jest jeszcze opracowane. Trudne, 
zawiłe wywody mistyków niemieckich, jak T aulera, Suza, 
nie znajdowały większego oddźwięku w Polsce średnio- 
wiecznej. Okres wielkiego rozkwitu mistyki w Polsce 
miał przyjść później, w wiekach XVI i XVII. W końcu 
XV w. franciszkanie odrodzili się w postaci gałęzi ber- 


- 146 -
>>>
Charakterystyka katolicyzmu fredniowiecznego 


nardyńskiej - bł. Ładysław (Władysław) z Gielniowa, 
bernardyn, jest autorem pieśni śpiewanych w godzinkach. 


Charakterystyka katolicyzmu średniowiecznego 


Średniowiecze było dla katolicyzmu polskiego okresem 
kształtowania się. Po blisko trzech wiekach nawykania 
do chrześcijaństwa, przyjętego powierzchownie, przyszło 
głębokie przejęcie się nim w stuleciu XIII, wraz z wiel- 
kim rozmachem misji i rozkwitem mistyki. Kościół od- 
budowuje wówczas państwo, bez którego życie narodu 
było zagrożone. Ale, idąc po tej linii, staje się Kościołem 
państwowym za Łokietka i Kazimierza, tracąc na rozma- 
chu i wewnętrznej sile. Misja na Rusi nie wydała wielkich 
wyników. Znakomitym dziełem katolicyzmu polskiego 
stać się miało dopiero nawrócenie Litwy, dzieło polityki 
i żarliwości religijnej, przeprowadzone umiejętnie, przy- 
noszące trwałe owoce. Polska zdecydowanie przeciwsta- 
wiła się husytyzmowi, a w pismach mistrzów krakow- 
skich brzmi już nuta "między here
ią a schizmą", która 
stanie się tak częsta w literaturze katolickiej następnych 
stuleci. Wiek XIV przyniósł też realizację praktyczną 
porządku społecznego opartego na zasadach chrześci- 
jańskich i silne prądy, by zasady te realizować w stosun- 
kach międzynarodowych - od procesów z Krzyżakami 
w XIV w. do traktatów Włodkowica. Są te dążenia nie- 
wątpliwie chlubą katolicyzmu polskiego. Ale wyrastały 
one na gruncie scholastyki nominalistycznej, która w Pol- 
sce się przyjęła: nie przeszła myśl polska szkoły Tomasza 
Z Akwinu - chyba jego epigonów. Zaczęła ona samorzut- 


-147 -
>>>
ROZDZIAł. 8. Przełom średniowiecza 


ną pracę od dorobku via moderna Ockhamistów. Na tym 
gruncie powstała ahierarchiczność katolicyzmu polskiego 
- sprzyjanie soborom przeciw papieżowi i obrona prawa 
do buntów przeciw królowi. Ale XV w. był też okresem 
rozkwitu mistyki, choć raczej o praktycznych tendencjach 
zbliżonych do Tomasza a Kempis, oraz odrodzenia idei 
wypraw krzyżowych, przebrzmiałej już na Zachodzie. To 
dorobek katolicyzmu.
>>>
cz
ść II 


Czasy nowożytne
>>>
ROZDZIAł. 9 
Rewolucja religijna 


Polska wobec przewrotu 


E poka nowożytna w dziejach Kościoła i całej Europy 
staje pod znakiem rozdwojenia religijnego. Dotąd 
było tylko jedno chrześcijaństwo zachodnie, zjednoczo- 
ne w posłuszeństwie wobec Rzymu. Teraz następuje roz- 
łam, który decydująco wpływa na cały duchowy rozwój 
ludzkości. Protestantyzm wytwarza odmienną od katolic- 
kiej postawę życiową, a wśród walk opanowuje całą pół- 
noc Europy. Luteranizm jest bardziej uległy monarchom 
i staje się ostoją dla absolutyzmu władców niemieckich. 
Kalwinizm, w którym duchownych wybiera gmina, a nie 
mianuje władca, stał się podnietą dążeń ludowładczych 
i republikańskich w Szwajcarii, Niderlandach i Anglii. 
Jego postawa aktywna w stosunku do życia społecznego 
i międzynarodowego, które pragnął kształtować, prze- 
trwała do dziś dnia, podczas gdy luteranizm uważał dzie- 
dzinę polityki za podległą diabłu i nie wkraczał do niej. 
Poglądy Zwinglego, który zbliżał się do tradycyjnych ujęć 
katolickich o dwóch władzach, zostały bez echa: zwy- 
ciężył w Szwajcarii pogląd Kalwina, który państwo pod- 


-151 -
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


porządkowywał Kościołowi, odwrotnie niż u luteranów. 
Kościół katolicki, zdany na wolę władców, podporządko- 
wywał się im i uznał absolutyzm. Wbrew średniowiecznej 
nauce o prawie buntu przeciw tyranom we Francji powsta- 
je teoria, iż katolik powinien być bezwzględnie posłuszny 
królowi: są to poglądy, które głosił czołowy przedstawiciel 
katolicyzmu francuskiego XVII w. Bossuet. Na tym tle 
wyrasta we Francji gallikanizm, podporządkowanie Ko- 
ścioła królowi, a Francja szczyci się, że odniosła zwycię- 
stwo nad innowierstwem u siebie, nie łamiąc tolerancji, 
a teraz przoduje wśród narodów katolickich oraz całej 
Europie. Ale też opozycja przybiera we Francji charakter 
religijno-polityczny jak w jansenizmie szerzonym przez 
Jana Verger, opata komendatariusza z St. Cyran i opactwo 
cysterek w Port- Royal. Papiestwo, uzależnione od Habs- 
burgów, z wolna traci swój bezpośredni wpływ, mimo od- 
budowy Kościoła na soborze trydenckim. A wreszcie po 
wojnach religijnych XVII w., po prześladowaniach Lu- 
dwika XIV, przychodzi triumf racjonalizmu. 
W tym wielkim dramacie rozbicia Europy, powolnego 
niszczenia jej spuścizny chrześcijańskiej, a zarazem wśród 
nowych realizacji odbudowujących na gruzach dawnego 
porządek katolicki, Polska bierze udział żywy, bardzo 
wydatny. Polska nie stoi jak ongiś na peryferii życia ka- 
tolickiego, przeciwnie, jest w nim jednym z czołowych 
czynników. Przez czas pewien jest jednym z głównych 
centrów rozwoju protestantyzmu. Badacze dotąd na tę 
właśnie rolę Polski zwracali szczególniejszą uwagę, tak 
iż dzieje tzw. reformacji w Polsce są daleko lepiej znane 
od dziejów reformy katolickiej, która po niej nastąpiła. Co 
więcej, panują najbardziej niezgodne ze źródłami wyobra- 


- 152-
>>>
Po/ska wobec przewrotu 


żenia O tym ostatnim okresie. Pracy tej przedmiotem jest 
historia społeczności katolickiej, nie zaś religii w ogóle, 
dlatego pobieżniej, niż by może wypadało z obszernych 
dotychczasowych badań, przedstawiona będzie rewolucja 
religijna, która w Polsce skończyła się zupełną porażką 
- bez krwi rozlewu. Polska tolerancja XVI w. jest faktem. 
Wyrosła ona z poglądów krakowskich uczonych stulecia 
poprzedniego, jak Paweł Włodkowic, który wbrew ogólnie 
przyjętej nauce Kościoła uważał grzech przeciw miłości 
Za cięższy od grzechu przeciw wierze. Dlatego w stopniu 
większym niż w innych krajach tolerowano błądzących 
i dopiero Hozjusz przełamał tę postawę - nie do tego jed- 
nak stopnia, by miały wybuchnąć krwawe prześladowa- 
nia. Tolerancja ta postawiła katolicyzm polski na progu 
zagłady, ale potem, ograniczona do politycznej dziedziny 
Za sprawą Hozjusza, umożliwiła pokojowe zwycięstwo 
katolicyzmu. 
W płaszczyźnie europejskiej Polska odegrała ogrom- 
ną, niedocenioną dotąd rolę w sprotestantyzowaniu 
Niemiec. Rewolucję religijną w Rzeszy popierała Fran- 
cja, tępiąc ją u siebie. Są dane, że Zygmunt Stary świa- 
domie wszedł na tę samą drogę przez traktat krakowski 
1525 r., którym sekularyzował Prusy. Przez ten fakt 
stworzono przykład tolerowania nowej wiary przez mo- 
narchę gorliwie prawowiernego, co stało się zachętą dla 
książąt Rzeszy. Francja, choć ich popierała, nie posunęła 
się tak daleko. Prusy stały się pierwszym księstwem du- 
chownym w Rzeszy, zamienionym na państwo świeckie 
przez władcę duchownego, który przyjął nową naukę. 
Był to przykład, który rychło znalazł naśladowców, m.in. 
wśród Hohenzollernów, siostrzeńców Zygmunta Stare- 


- 153-
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


go. Hohenzollernowie dotąd zawsze trzymali się klienteli 
cesarskiej i nic nie wskazuje na to, by mieli ją porzucić 
dla czysto kościelnych spraw. Dopiero sekularyzacja Prus 
musiała wpłynąć na dom elektorski w sensie skłonienia go 
na stronę Lutra. Nastąpiło to ostatecznie po 1535 r., przy 
czym nadzieja na sukcesję w Prusach musiała odgrywać 
niemałą rolę. Gdyby Prusy nie były dla Hohenzollernów 
przyszłą zdobyczą, gdyby warunkiem ich posiadania nie 
było porzucenie dawnej wiary - może by Brandenburgia 
wytrwała przy Kościele albo do katolicyzmu wróciła, tym 
więcej, że potężni Habsburgowie zostali mu wierni. Wte- 
dy historia Niemiec potoczyłaby się inaczej, nie powsta- 
łoby w dalekiej przyszłości na jednolitych wyznaniowo, 
katolicyzmowi wrogich obszarach północy, potężne i za- 
borcze państwo o specyficznej ideologii, w której zrodze- 
niu niemieckie ujęcie protestantyzmu wraz z amoralno- 
ścią w polityce odegrało tak wielką rolę. Polska i Francja, 
popierając protestantyzm w Niemczech, gotowały sobie 
w dalekiej przyszłości srogą odpłatę. Polska w stopniu 
większym niż Francja. 
Było dwudziestolecie w XVI w. (1548-1570), kiedy 
Polska była ziemią obiecaną prześladowanych protestan- 
tów, krajem, który już tylko formalnie trzymał się jedności 
z Rzymem, którego odpadnięcia - przy sytuacji podob- 
nej do angielskiej - spodziewano się lada chwila. Nagle 
nastąpił w Polsce zwrot do katolicyzmu i błyskawiczna 
porażka innowierstwa. Wzbudziło to w Europie prote- 
stanckiej zdumienie i nienawiść, której na przełomie XVI 
i XVII w. dawali nieraz wyraz Niemcy, a której echa do- 
trwały do dziś. Powrót Polski do katolicyzmu utrzymał 
równowagę między katolicyzmem i protestantyzmem na 


- 154-
>>>
Po/ska wohec przewrotu 


północy Europy, a w całości dał katolicyzmowi przewagę, 
którą utracił dopiero w końcu XVII w. Tu było zapewne 
źródło nienawiści świata protestanckiego. 
Dlaczego zwrot w Polsce nastąpił tak nagle? Powszech- 
nie przyjęte jest zdanie, iż w Polsce protestantyzm szerzył 
się wśród możnych panów i był jedynie ruchem politycz- 
nym. Ani niższe duchowieństwo, ani drobna szlachta, jak 
na Mazowszu, ani chłopi nie chcieli nowinek religijnych. 
Poziom moralny kleru niższego w Polsce nie był jednak 
gorszy niż w Niemczech, a jednak w Niemczech księża 
brali żony i przyjmowali naukę Lutra, a w Polsce na ogół 
Zostawali przy katolickiej wierze. Przyczyna tego nie jest 
jasna. Chyba że wzgląd polityczny decydował o przyjmo- 
waniu nowej wiary. Z drugiej strony należy postawić py- 
tanie, czy istotnie protestanci polscy byli tak płytcy, jak 
się mówi, czy tylko dla kariery wracali na łono Kościoła 
za królów katolickich? Wydaje się, iż nie brakło elemen- 
tów ideowych wśród protestantów polskich, tylko znaleź- 
li się oni w swej masie w szeregach nie luterańskich czy 
kalwińskich, a przeszli na arianizm. Polska wyprzedziła 
w rozwoju duchowym Europę o lat 120, gdyż racjonalizm 
religijny zaczął przyjmować się wśród protestantów do- 
piero w końcu XVII w. Arianizm pociągnął za sobą ele- 
menty najgorliwsze protestantyzmu polskiego, rozbił jego 
jedność - zarazem działał na zewnątrz, na rozwój myśli 
religijnej w Niderlandach i Anglii. Dlaczego nie przyjął 
się w Polsce? Niewątpliwie zasoby katolickich sił były 
bardzo wielkie, protestantyzm nie zdołał ich zniszczyć, 
a Hozjusz zaktywizował je i Kościół odrodził się. Dla- 
tego, mimo braku wybitniejszych teologów wśród prote- 
stantów polskich, którzy nigdy uniwersytetu nie zdołali 


- 155-
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


opanować, nie należy w płytkości innowierstwa widzieć 
głównej przyczyny upadku rewolucji religijnej w Polsce. 


Przyczyny rewolucji religijnej w Polsce 


Z masami gorąco przywiązanymi do wiary, wyposażo- 
ny w całą potęgę świeckiego blasku, władzy i bogactwa 
wkraczał Kościół polski w epokę nowożytną, u progu 
której miał wystąpić Marcin Luter. Przy całej zewnętrz- 
nej świetności tkwiła w Kościele polskim słabość, się- 
gająca kamieni węgielnych. Biskupi mianowani przez 
króla byli politykami raczej niż pasterzami, więcej dbali 
o sprawy państwowe i materialne niż kościelne i ducho- 
we. Taki Jan Łaski po sekularyzacji Prus, bojąc się pa- 
pieża i jego gniewu za udzielenie zgody, radził królowi, 
by poseł jego w Rzymie udawał, że nic nie wie o seku- 
laryzacji. I to był prymas, jeden z najczynniejszych ludzi 
w Polsce. Zbyt często biskupi utożsamiali obronę swych 
przywilejów z potrzebami Kościoła. Byli mecenasami li- 
teratury i sztuki, jak Tomicki, Gamrat, politykami, ale 
nie następcami apostołów. Kapituły obsadzone przez 
nielicznych, kumulujących godności z łaski króla kano- 
ników, przejęte były tym samym duchem. Nieszlachtę 
nieustannie starano się z nich wykluczyć, klasztory od- 
mawiały otwierania szkół, choc opływały w dostatki. 
Duchowieństwo parafialne było w biedzie, wizytatorzy 
mówią o "proletariuszach". Szlachta pogardzała nim, 
zmuszała do robót, był wypadek, że szlachcic obił pleba- 
na za to, że nie chciał przyjść napisać mu pozwu do sądu. 
Kościół zużywał swe siły na spory ze szlachtą o dziesię- 


- 156-
>>>
-. 


Rewolucja religijna w Polsce 


ciny. Z potężnego organizmu ulatywał duch - zamierało 
życie mistyczne. 


Rewolucja religijna w Polsce 


W tych warunkach zetknięcie z nauką Lutra musiało 
przynieść porażkę i wstrząs do gruntu sięgający, który 
z trudem tylko, w beznadziejnej na pozór sytuacji, prze- 
trwał i przezwyciężył Kościół polski, by wejść w nowy 
okres wspaniałego rozkwitu. Na razie czekały go same 
klęski. Kościół polski w chwili, gdy wystąpił ze swą nauką 
Luter, nie miał biskupów zdolnych do przeprowadzenia 
reformy. Był co prawda król, gorący katolik, który stał przy 
starej wierze tak zdecydowanie, jak mógł to uczynić czło- 
wiek renesansu, dla którego religia stała na drugim i trze- 
cim miejscu, po uwielbieniu dla piękna i sławy. Będzie 
tedy król groźnie występował przeciw nowinkom, wyda- 
Wał zakazy i nakazy, ale nie będzie chciał ich wykonać 
- a równocześnie pozwoli na sprotestantyzowanie Prus. 
Bona będzie zwalczała nowinki i mianowała niegodnych 
biskupów, jak Gamrat. Biskupi będą żądali od króla obro- 
ny wiary i czekali na ogólną reformę w Kościele. Zwąt- 
piono bowiem w niektórych kołach już w XV w., by dało 
się utrzymać czystość kleru i celibat, i wielu duchownych 
chciało się ożenić. Myślano też, że jedynie zmiana języka 
nabożeństw pogłębić będzie zdolna wiarę mas. Większość 
zatrzymywała się w pół drogi: kler wyższy, przesiąknię- 
ty humanizmem, wielbił kąśliwego Erazma z Rotterda- 
mu, który jednak z Rzymem nie zerwał. Młodsi 19nęli do 
Lutra. Tak więc w Polsce, jak i gdzie indziej, humanizm 


- 157-
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


zeświecczył duchowieństwo i w pokoleniach młodszych 
zespolił się z reformacją. 
Volker rozróżnia 7 przyczyn rozwoju reformacji w Pol- 
sce: 1) wpływy przedluterańskie, a więc husyckie, niezbyt 
zresztą silne, ale istniejące, 2) humanizm, o którym była 
wyżej mowa, 3) liczne podróże na uniwersytety niemiec- 
kie, gdzie szerzyły się nowinki religijne, później do Ge- 
newy, do Kalwina, 4) mieszczaństwo niemieckie, które 
propagowało z zapałem naukę Lutra, mającą zabarwienie 
narodowe, 5) wpływ sekularyzacji Prus, gdzie powstało 
silne ognisko protestanckie w obrębie państwa polskiego, 
6) zepsucie wyższego duchowieństwa, 7) spory między 
szlachtą a duchowieństwem o przywileje, sądownictwo 
duchowne, dziesięciny. Wszystkie te przyczyny zaczynają 
działać w czasie panowania Zygmunta Starego. Jest ono 
jakby wstępem do właściwego rozwoju reformacji, który 
nastąpi za Zygmunta Augusta. Dlatego data 1548 jest gra- 
nicą: także i z tego względu, że w r. 1549 biskupem zostaje 
Hozjusz, któremu Polska zawdzięcza, że jest katolicką. 
Była już mowa o husytyzmie, którego wpływy w po- 
czątkach XVI w. były nikłe (Biernat z Lublina?), o huma- 
nizmie, o którym wiele w literaturze pisano, o zepsuciu 
duchowieństwa wyższego. Pozostałe przyczyny zostaną 
tu kolejno przedstawione. 


Sekularyzacja Prus 


Jedną ze spraw, którą średniowiecze zostawiło do rozwią- 
zania epoce nowożytnej, było zagadnienie krzyżackie. Za- 
kon dawno się przeżył, teraz był u kresu rozkładu. Starym 


-158 -
>>>
Sekularyzacja Prus 


Krzyżakom około 1490 r. wydawało się, że po ich śmierci 
już nikt nie będzie znał obyczajów zakonnych. Wyda- 
wało się im, że lata około 1450 były czasami świetności 
i rozkwitu, gdy w rzeczywistości był to czas upadku. Ale 
u schyłku XV w. było jeszcze gorzej. Każdy dbał o zebra- 
nie majątku mimo ślubu ubóstwa, gdyż o starców nie dba- 
no i kto nie zebrał majątku, o tego się nikt na starość nie 
troszczył. Wśród poddanych zakon był otoczony pogardą 
i nienawiścią. Traktat toruński pozwalał Polakom doń 
Wstępować, ale nikt nie korzystał z tych uprawnień, wy- 
jątek stanowi ks. Janusz Mazowiecki. Trzeba było sprawę 
krzyżacką rozwiązać. Stare projekty przesiedlania zakonu 
na Podole zaczęły odżywać, ale Krzyżacy im się opierali. 
Wówczas w umyśle prymasa Jana Łaskiego (1510-1531) 
pOwstał plan sekularyzacji na wzór hiszpański. Król zo- 
stałby wielkim mistrzem Krzyżaków i uzyskałby od pa- 
pieża dyspensę na wstąpienie w związki małżeńskie. Ale 
plan ten nie znalazł uznania przede wszystkim u Krzyża- 
ków. Papiestwo pogrążone w upadku moralnym tym za- 
wziętszą prowadziło obronę przywilejów Kościoła. Dlate- 
go stawało w obronie rozkładającego się zakonu. Stawali 
w jego obronie książęta Rzeszy i sam cesarz, ostatni zaś 
wielki mistrz związał się z prawosławną Moskwą prze- 
ciw Zygmuntowi i zaczął sam wojnę. Zamiast go wygnać, 
prowadzono opieszale wojnę i wdawano się w rozejmy 
i rokowania. Przyczyną była może obawa przed wystą- 
pieniem szlachty. Zygmunt Stary opierał się na możno- 
władcach, oni zaś skupiali wbrew prawu w swym ręku 
urzędy i korzystali z hojności króla, by otrzymywać dobra 
od niego. Obawiali się, że w razie wojny szlachta, zwoła- 
na na sejm obozowy, zacznie sejmować i uzyska od króla 


- 159- 


....
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


obietnice godzące w interesy senatorów. Dlatego też woleli 
pokój okupiony ustępstwami, od koniecznej wojny, a król 
szedł za ich zdaniem. W 1524 r. powstał jeszcze inny 
projekt, który znalazł swą realizację w roku następnym. 
Polska zbliżyła się do Francji, a król Franciszek I wyjaśnił 
posłowi polskiemu Hieronimowi Łaskiemu, że popiera 
protestantów w Rzeszy przeciw cesarzowi, a u siebie ich 
tępi. Zdaje się, że w Polsce postanowiono go naśladować. 
Gdy więc w 1525 r. za pośrednictwem swych krewnych 
Albrecht podjął rokowania, rychło doszło do ugody, tym 
więcej, że nadeszła dla Krakowa wiadomość o klęsce 
Franciszka I pod Pawią. Postanowiono zgodzić się na plan 
Hohenzollernów, by Prusy sekularyzować dla Albrechta, 
przy czym przyjąłby on luteranizm. W ten sposób chcia- 
no może zyskać w Rzeszy poparcie protestantów przeciw 
cesarzowi i zjednać sobie ruchliwy i wpływowy dom Ho- 
henzollernów. Biskup warmiński Maurycy Ferber poda- 
wał inne przyczyny: niechęć króla do wydatków na wojnę 
- ogólna niechęć do wysiłków oraz obawa, że za Albrech- 
tem wystąpią protestanci gdańscy. Zgodzili się na ten plan 
i katolicki król, i prymas, i biskupi, tylko nieco obawiali 
się papieża. Zdawało im się, że dowiedli swą decyzją nie- 
zwykłej zręczności politycznej i dalekowidztwa. Historia 
okazać miała, że Prusy w ręku Hohenzollernów stały się 
zarzewiem wrogich Polsce knowań, które doprowadziły 
do rozbioru kraju. 
Mógł Zygmunt Stary uspakajać swe katolickie sumie- 
nie wraz z biskupami myślą, że przecie rozdarcie w Ko- 
ściele rychło się skończy, mógł ogłaszać u siebie ostre 
edykty przeciw luteranom - dowiódł tylko swej słabości. 
Po sekularyzacji Prus słabo protestował przeciw zamianie 


- 160-
>>>
Sekularyzacja Prus 


biskupstw katolickich na protestanckie i sekularyzację ich 
dóbr - nie miało to znaczenia, gdyż król nie zdobył się na 
energiczne wystąpienie. W taki sposób w granicach Pol- 
ski znalazła się prowincja rządzona przez lennego księcia, 
w której panował luteranizm. Od razu Albrecht stał się 
naturalnym obrońcą protestantów polskich. 
Prusy za Zygmunta Starego były ogniskiem ruchu re- 
formacyjnego w Polsce. Tu chronili się zbiegowie przed 
sądami biskupów i represjami króla, tu wobec zakazu wy- 
dawania ksiąg luterskich w Polsce wychodziły katechizmy, 
przekłady biblii, postylle, wydawane przez Seklucjana 
w Królewcu, a Małeckiego w Ełku. Prusy stały się w ten 
sposób kolebką literatury religijnej i polemicznej w języ- 
ku polskim. W założonym przez Albrechta gimnazjum 
w Królewcu uczyli luteranie z Polski, gdy przekształciło 
się ono w uniwersytet, licznie ściągali nań Polacy. Al- 
brecht nie skąpił im poparcia materialnego. Jan Kocha- 
nowski był jego nadwornym poetą, kształcili się Stanisław 
Murzynowski, tłumacz Pisma św. Sarnicki i inni. Al- 
brecht prowadził korespondencję z senatorami polskimi, 
nawet z głową katolików, Janem Tarnowskim utrzymywał 
ścisłą przyjaźń. Protestanci chcieliby go widzieć na tronie 
polskim - był on istotnie jednym z najbliższych krewnych 
Jagiellonów, którzy wygasali na Zygmuncie Auguście. Był 
czas, gdy Albrecht mógł liczyć na koronę polską, choć 
Zygmunt Stary i Bona nieufnie nań spoglądali. 
W ten sposób Prusy stały się ogniskiem luteranizmu 
w Polsce. Znaczenie ich miało zmaleć za Zygmunta Au- 
gUsta. Z chwilą, gdy za jego rządów nastała tolerancja re- 
ligijna, a biskupi utracili prawo sądzenia i egzekwowania 
wyroków na heretykach, zaczęły się w całej Polsce ukazy- 


- 161- 


...
>>>
... 


ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


wać druki protestanckie i Królewiec utracił swe monopo- 
listyczne stanowisko (około 1556 r.). Co więcej, przy ro- 
snącej swobodzie wyznaniowej uzyskał w Polsce przewagę 
kalwinizm, z którym luteranie walczyli bezwzględnie. 
Prusy utraciły wpływ na protestantów polskich i odosob- 
niły się od nich. Ten stan rzeczy trwał i później, kalwini 
i arianie polscy uchodzący do Prus po wojnach "potopu" 
byli tam zaledwie tolerowani. Tymczasem duchowni lute- 
rańscy Prus woleli jezuitów od kalwińskiego elektora. Jed- 
nak w początkach reformacji Prusy grały rolę decydującą, 
kiedy Jan Łaski usiłował w latach 1556-1560 utworzyć 
Kościół narodowy polski, udał się w 1558 r. do Królew- 
ca, gdyż bez zgody Albrechta nie można było planu tego 
realizować. Od 1569 r. w Prusach na skutek przywileju 
Zygmunta Augusta luteranizm był religią panującą. Dla 
dziejów Kościoła w Polsce sekularyzacja Prus ma znacze- 
nie ogromne do połowy XVI w. Stworzyła ona, zamiast 
słabego i pogardzanego zakonu, nowe silne państwo, któ- 
re prowadziło ofensywę religijno-polityczną na obszarze 
Polski. Prawowierny Zygmunt Stary omal nie przygoto- 
wał przejścia narodu polskiego na protestantyzm. 


Rola Niemców w Polsce 


Innym pośrednikiem przenoszącym gorliwie nowinki 
religijne do Polski byli Niemcy. Luteranizm był dla nich 
narodową wiarą, co Luter silnie podkreślał. Wśród miesz- 
czan niemieckich znajdowały tedy religijne nowinki grunt 
najpodatniejszy, obok nich klasztory cysterskie, które 
obsadzane przeważnie przez Niemców, z wykluczeniem 


- 162 -
>>>
Episkopat. Ksiqżki. Spory duchowieństwa ze szlachtq 


Polaków, rychło opustoszały. Szczególnie silnie przeję- 
ło się nowymi prądami naj silniejsze skupienie Niemców 
w Polsce - Gdańsk. Tu prądy religijne zespoliły się z ha- 
słami społecznymi. Gdy w 1523 r. biskup kujawski Maciej 
Drzewicki chciał uwięzić kaznodziejów luterańskich, nie 
mógł tego uczynić wobec postawy mieszczaństwa, w kil- 
ka miesięcy później przy ponownej próbie musiał szybko 
miasto opuścić. W 1524 r. lud urządził szturm na obra- 
zy w kościołach, wreszcie 22 stycznia 1525 r. obalił radę 
miejską i ustanowił nową. Klasztory pokasowano, zakon- 
ników i zakonnice wyrzucono z dawnych siedzib. Oba- 
lona rada miejska trzymająca się katolicyzmu i burgrabia 
Ebert Ferber zwrócili się do króla o ratunek. Sejm piotr- 
kowski w początku 1526 r. zlecił Zygmuntowi załatwie- 
nie sprawy. Król zwołał sejmik do Malborka, a następnie 
W otoczeniu znacznych sił wkroczył 17 kwietnia 1526 r. 
do miasta. Przywrócono dawną radę miejską, postawio- 
no przed sąd przywódców buntu i stracono 15 z nich. 
Przywrócono kult katolicki w kościołach, zakazano pod 
karą śmierci przechodzenia na luteranizm. Ale srogie te 
pOstanowienia nie przeszkodziły szerzeniu się nowych 
nauk w Gdańsku ani w innych miastach Prus, ani w ogóle 
W Polsce. Gdańsk, Elbląg, Toruń miały się stać ogniskami 
lUteranizmu. 


Episkopat. Książki. 
Spory duchowieństwa ze szlachtą 


Podróże za granicę i książki nowinkarskie przyczyniły się 
do Szerzenia nowych nauk. Król chciał być tolerancyjny 


- 163 -
>>>
ROZDZIAł. 9. Rewolucja religijna 


wedle starej zasady jagiellońskiej i odpisał do dr. Ecka, 
który chciał, by karał różnowierców: "Pozwól mi być pa- 
sterzem kozłów i baranów". Przypomina to sceptyczne 
powiedzenie Leona X, gdy mu odczytano treść wystąpie- 
nia Lutra przeciw papiestwu: "Brat Marcin ma ciekawy 
umysł". Ludzie z epoki renesansu nie rozumieli gorliwości 
religijnej ani fanatyzmu. A one właściwie cechowały nową 
epokę. Religia stawała się znów czymś poważnym, istot- 
nym w ZYClU. 
Tymczasem biskupi - prymas Gamrat oskarżany 
o rozpustę i Lataiski o pijaństwo i inni - chcieli surowy- 
mi zakazami ratować wiarę, nie zmieniając trybu życia. 
Synody z lat: 1510, 1511, 1512, 1521, 1522, 1523, 1527, 
1530, 1532, 1539, 1542, 1544, 1546, 1547 nic nie potra- 
fiły zdziałać, choć potępiały naukę Lutra i starały się po- 
wściągnąć rozprzężenie w klasztorach (1521), starały się 
podnieść poziom wykształcenia proboszczów (1522), bro- 
niły duchownych przed sądami świeckimi (1523), wpro- 
wadziły inkwizycję (1527), potępiały kumulację godności. 
Na żądanie biskupów król w 1520 r. wydał zakaz szerze- 
nia nauki Lutra, w 1523 r. ustanowił karę śmierci za jej 
głoszenie, wprowadził rewizję książek, których cenzurę 
powierzył rektorowi uniwersytetu. W 1534 r. król kazał 
studentom powrócić z uniwersytetów zarażonych kacer- 
stwem pod karą wykluczenia od urzędów, w 1540 r. za- 
kazał wyjazdów na nie pod karą śmierci, ale w 1543 r. 
złagodził ten zakaz. Po edyktach tych zmalała liczba stu- 
dentów na uniwersytetach luterańskich, ale nie na długo, 
kary bowiem nie były wykonywane. 
Sądy duchowne wzywały winnych głoszenia nauk 
heretyckich - najczęściej po przesłuchaniu ich i odprzy- 


- 164-
>>>
Episkopat. Ksiqżki. Spory duchowieństwa ze szlachtq 


siężeniu od błędów przez oskarżonych byli oni wypusz- 
czani. Byli to ludzie niskiego stanu - możnych biskupi nie 
śmieli pozywać, gdyż szlachta zazdrośnie strzegła swych 
przywilejów sądowych. Synod piotrkowski w 1542 r. opo- 
wiedział się za ostrymi karami - duchownych wyznają- 
cych nowinki miano więzić i pozbawiać urzędu. Jedy- 
nym wypadkiem zastosowania kary śmierci było spalenie 
w 1539 r. z rozkazu Gamrata staruszki Katarzyny Wei- 
glowej w Krakowie i to nie za luteranizm, a za "judaizm", 
tj. przeczenie istnieniu Trójcy Świętej i Bóstwa Chrystu- 
sa: za to samo Kalwin kazał spalić Serweta w Genewie 
w 1553 r. Wszystkie wystąpienia biskupów skutku nie 
odnosiły i nowinki religijne szerzyły się coraz szybciej 
w końcu panowania Zygmunta I. 


...
>>>
ROZDZIAł:. 10 


Czasy Zygmunta Augusta 


Zygmunt August 


Z ygmunt August, syn Zygmunta Starego, już w Wil- 
nie uległ wpływom kalwinizmu, którego gorliwymi 
zwolennikami byli tak mu bliscy Radziwiłłowie. Toteż 
od razu po jego wstąpieniu na tron powiał inny wiatr. Co 
prawda król, potrzebując poparcia biskupów w sprawie 
małżeństwa swego z Barbarą, potwierdził ojcowskie za- 
kazy, ale owe wykonywane nie były. Ponadto zaczęto swo- 
bodnie drukować w Polsce pisma reformacyjne. Wpływy 
luteranizmu przeważały dotąd, popierane przez Albrech- 
ta, propagowane przez rzutkiego Seklucjana z Królewca. 
Teraz na czoło zaczynają się wysuwać w Wielkopolsce 
bracia czescy, mimo wygnania emigrantów z Czech 
przez króla w 1551 r. W Małopolsce, na Litwie i Rusi, 
a także wśród możnych w Wielkopolsce, zaczyna zdo- 
bywać przewagę nauka Kalwina. Waha się nawet jedyny 
w chwili śmierci Zygmunta Starego senator katolik, Jan 
Tarnowski. Zwolennicy rewolucji domagają się zwołania 
soboru narodowego, Komunii św. pod obiema postacia- 
mi, małżeństwa księży. Wydają się te postulaty możliwe 


- 166 -
>>>
Zygmunt August 


do przyjęcia dla katolików, którzy pragną uniknąć roz- 
darcia jedności. Nie zwalczano więc ostro nowinek, sta- 
rano się dojść do kompromisu. Nawet prawowierna ka- 
pituła krakowska szukała drogi pośredniej. Zdawało się 
katolikom polskim, że Komunia pod dwiema postaciami 
da się pogodzić z wiernością dla Rzymu: przecie sobór 
bazylejski przyznał ją Czechom, choć papieże tej kon- 
cesji nie uznali. Przecie Ruś miała i Komunię pod dwie- 
ma postaciami, i małżeństwo księży, i język słowiański 
w nabożeństwach. Wszystko to były postulaty prote- 
stanckie, więc pomost do zgody nie zdawał się trudny do 
rzucenia. Wreszcie myśl soboru narodowego trafiała na 
grunt podatny w Polsce, gdzie piętnastowieczne dążenia 
do ugruntowania wyższości soboru nad papieżem były 
bardzo silne, a nigdy dotąd nie spotkały się z przeciwną 
opinią: po klęsce soborowej milczano, ale nie odrzucono 
dawnych poglądów. Toteż część biskupów sprzyjała re- 
formacji, jak biskup kujawski Drohojowski, który wraz 
z dworem jadł mięso przez cały Wielki Post, i chełmski 
Jakub Uchański, inni gotowi byli przystać na sobór naro- 
dowy i zniesienie celibatu, który zdaniem protestantów 
był przyczyną demoralizacji wśród kleru. Toteż, gdy 
w 1556 r. sejm uchwalił zwrócić się do papieża o zwo- 
łanie soboru narodowego i koncesje w sprawie celibatu, 
Komunii pod dwiema postaciami, języka narodowego 
w liturgii, sprawa katolicyzmu zdawała się przegrana. 
Król uchwały sejmu przesłał do Rzymu, nuncjusz Lip- 
pomano, zraziwszy sobie biskupów i króla, bezskutecznie 
żądając prześladowania protestantów, zrozpaczony opu- 
ścił Polskę. W Rzymie uważano Rzeczpospolitą za pla- 
cówkę straconą. Król pozwolił wielkim miastom w Pru- 


- 167 -
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


sach wprowadzić nabożeństwo luterańskie (Gdańsk, 
Toruń, Elbląg 1555 r.) i zbliżał się coraz bardziej na tle 
sprawy inflanckiej do ciotecznego brata, Albrechta Ho- 
henzollerna, propagatora i wyznawcy nauk Lutra. W tej 
sytuacji, zdawało się beznadziejnej, gdy spośród zako- 
nów tylko dominikanie toczyli walkę z nowymi prądami, 
ks. Stanisław Orzechowski zakłócał sejmy sprawą swego 
małżeństwa. Był to wychowanek Lutra, u którego nawet 
mieszkał, ale później z Kościołem nie zerwał. Osobiście 
niepowściągliwy, nie chciał przyjąć święceń, do czego 
zmusił go ojciec. Biskup Dziaduski ścigał go za herezję, 
choć Orzechowski jedynie chciał się żenić, a potem rze- 
czywiście to uczynił. Cały rozkład katolicyzmu polskie- 
go znalazł wyraz w jego sprawie: ahierarchiczność, swo- 
bodne traktowanie przepisów kościelnych, warcholstwo, 
które nie wahało się prywaty uczynić sprawą publiczną 
na sejmach w latach 1550 i 1552, z drugiej strony am- 
bicje urażone i ciasnota. Walczył naprawdę o Kościół 
tylko jeden człowiek - Hozjusz. Szlachta ujęła się za 
Orzechowskim i obaliła sądownictwo biskupie w imię 
wolności swej. W 1552 r. zniesiono czasowo jurysdykcję 
biskupią, która ograniczała swobodę religijną szlachty, 
w 1555 r. przedłużono owo zawieszenie do soboru na- 
rodowego. W 1555 r. zbory kalwińskie w Małopolsce 
zawarły unię z braćmi czeskimi, grupą nieliczną, ale 
dobrze zorganizowaną, o wyraźnej i skrystalizowanej 
nauce. Działać począł w Polsce były nuncjusz papieski, 
teraz odstępca Vergerio, przeciwnik Kościoła bardzo 
niebezpieczny, a w 1556 r. wrócił do kraju czołowy pro- 
testant polski Jan Łaski. Oto sytuacja, w której wystąpił 
Hozjusz. 


- 168 -
>>>
Stanislaw Hozjusz 


Stanisław Hozjusz 


Karol Stanisław Hozjusz 9 uważany jest za najwybitniejszą 
postać reformy katolickiej w Polsce, a jedną z czołowych 
- jeśli nie czołową w pewnych chwilach - w katolicyzmie 
europejskim. Postać ta, zbyt mało znana społeczeństwu 
polskiemu, zasługuje na specjalną uwagę. Biskup war- 
rniński i kardynał, jeden z przewodniczących soboru try- 
denckiego z ramienia papieża, rozpoczął swą wielką drogę 
życiową od walki z protestantyzmem w Polsce. Jego dzie- 
je przez lat przeszło piętnaście są dziejami katolicyzmu 
w Polsce i dopiero później przychodzą inni, a to, co wiąza- 
ło się z czynami jednego człowieka, staje się przedmiotem 
troski i zabiegów całego ruchu. Hozjusz stoi u początków 
odrodzenia katolicyzmu polskiego. Piętno hozjuszowe 
długo na nim pozostanie. 
Hozjusz był synem mieszczańskim. Ojciec jego przy- 
był z Badenii do Polski, osiadł w Krakowie, potem w Wil- 
nie jako kierownik mennicy królewskiej. Stanisław urodził 
się w Wilnie 1504 r., wychował w Wilnie i Krakowie. Brat 
jego posiadał majątek Bezdany, on sam uważał się za Po- 
laka. Z domu wyniósł też doskonałą znajomość niemczy- 
zny obok języka polskiego. Studiował na Akademii Kra- 
kowskiej obyczajem epoki autorów starożytnych, Tomicki 
wysłał go do Włoch, gdzie dalej studiował autorów oraz 


9 Literatura: B. EIsner, Der ermliindische Bischrf Stanislaus Ro- 
sius aIs Polemiker, Konigsberg 1911; J. Lortz, Kardinal Stanislaus Ho- 
sius. Beitriige zur Erkenntnis der Persiinlichkeit und des Werkes, Brauns- 
berg 1931; J. Umiński, Stanislaw Rozjusz, Płock 1928; Zagadnienia 
hO:rjańskie, "Przegląd Teologiczny", t. 11, 1930, s. 135-152. 


- 169 -
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


prawo. Był z wykształcenia humanistą, pisał łaciną wy- 
tworną, celował w układaniu epigramatów. Szedł karierą 
dworską w kancelarii królewskiej, popierany przez Tomic- 
kiego i Chojeńskiego, pracowity, staranny, skromny, wła- 
dający świetnie piórem, zręczny w układaniu pism, w wy- 
najdowaniu argumentów. Około 1536 r. pod wpływem 
śmierci ojca zarysował się w młodym humaniście prze- 
łom: zaczął czytać św. Augustyna i wewnętrznie zerwał 
ze światem. Odtąd zaczął studiować teologię, w której był 
zawsze samoukiem. W dziedzinie, w której zasłynął naj- 
bardziej, w której był autorytetem w Trydencie i w Rzy- 
mie, pozostał zawsze tym, który nie miał mistrza poza 
księgami. Był to rys charakterystyczny jego życia, skąd 
płynęła i cała jego siła, i cała nieśmiałość, której wyrazem 
było nieustanne szukanie rady i opinii innych. 
Hozjusz późno, dopiero w 1543 r., przyjął święcenia 
kapłańskie. Od wczesnej młodości był katolikiem gorli- 
wym, przy czym miał kult dla Najświętszej Maryi Panny. 
Jako student i urzędnik kancelarii królewskiej nigdy nie 
uległ nowym prądom, a za to przeciwstawiał się im zdecy- 
dowanie w swym otoczeniu. Potrafił rzucić w ogień księ- 
gę heretycką znalezioną u chorego przyjaciela. Jest w tym 
czynie cały Hozjusz: zdrowie duszy ważniejsze od zdro- 
wia ciała i względu na przykrość czy szkodę wyrządzoną 
zagrożonemu. Gdy mu w kancelarii królewskiej kazano 
przygotować koncept pisma w sprawie rozwodu Zygmun- 
ta Augusta z austryjaczką, czego domagała się nienawi- 
dząca synowej Bona - Hozjusz odmówił ze względów 
zasadniczych. Projekt upadł. Rzadka w tych czasach czy- 
stość obyczajów, powaga i pracowitość zwracały na niego 
uwagę kół dworskich. Zygmunt August, wstąpiwszy na 


- 170 -
>>>
Stanisław Hozjusz 


tron w 1548 r., dał mu stolicę chełmińską (1549 r.) i wy- 
słał do Wiednia celem zawarcia przymierza z Habsburga- 
mi przeciw buntowniczym poddanym. Odtąd zawiązał się 
między królem a biskupem stosunek szczególniejszy. Ho- 
zjusz, wyniesiony ze stanu mieszczańskiego do godności 
senatorskiej, czuł się szczególniej związany z monarchą, 
którego nazywał swym dobrodziejem i któremu, jak mó- 
wił, wszystko zawdzięczał. Równocześnie uważał za swój 
obowiązek dbać o zbawienie duszy swego dobroczyńcy 
i władcy. 
Jako biskup Hozjusz zwrócił się wyłącznie do teolo- 
gii, której poświęcać zwykł 8 godzin dziennie. Drugie tyle 
przeznaczał na sprawy administracyjne - resztę na sen, 
jedzenie i odpoczynek. Olbrzymia pracowitość i fenome- 
nalna pamięć pozwoliły Hozjuszowi w czasie stosunko- 
wo niedługim przerobić całą współczesną literaturę teo- 
logiczną, zarówno protestancką, jak i katolicką. Ponadto 
znał bardzo dobrze pisma Ojców Kościoła, św. Augustyna 
Zaś czytał w całości sześć razy w swym życiu. Znał też 
gruntownie pisma św. Tomasza, co w tych czasach było 
rzadkością. Zdolności Hozjusza nie znajdowały wyrazu 
w zamiłowaniach teoretycznych, w teologicznej spekulacji 
nad zagadnieniami oderwanymi od potrzeb życia. Był to 
praktyk i przez to wcielał w siebie jedną z cech typowych 
katolicyzmu polskiego, podobnie jak przez kult maryjny. 
Ho
jusz miał znakomity zmysł organizacyjny i talent 
polemiczno-propagandowy. Wniósł on do dyskusji teolo- 
gicznej zamiłowanie do konstrukcji prawniczej i zdolno- 
ści swe jako biskup rozwinął w całej pełni. Był niestrudzo- 
ny w pisaniu listów, których pozostawił po sobie tysiące. 
Przede wszystkim nieustannie zwracał się w słowie i pi- 


-171-
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


śmie do króla, którego sympatie kalwińskie nie były mu 
obce. Udawał jednak, że nic o tym nie wie, pisał tak, jak- 
by król był tylko opieszałym katolikiem. W ten sposób 
stawiał Zygmunta Augusta w sytuacji dość dwuznacznej 
i paraliżował jego sympatie dla reformacji. 
Druga dziedzina, w której rozwinął ożywioną dzia- 
łalność, to było odrodzenie episkopatu. Biskupi, słynni 
z błyskotliwego mecenatu nauk i sztuk, głośno protesto- 
wali przeciw nowinkom religijnym, ale nie czynili nic, 
by zbliżyć życie swoje do głoszonych zasad, nie dba- 
li o dyscyplinę wśród kleru, na synody wysyłali tylko 
swych zastępców. Jak wspomniano, niektórzy wyraźnie 
sprzyjali nowym prądom. Hozjusz, choć nie należał do 
prowincji gnieźnieńskiej, zaczął jeździć na synody, prze- 
prawiając się nawet z narażeniem życia przez Wisłę, byle 
sparaliżować opór kryptoprotestantów i doprowadzić do 
reformy. W dyskusjach powtarzał ciągle to samo. Darmo 
szukać u niego urozmaicenia argumentów raz zestawio- 
nych, bogactwa błyskotliwej oryginalności: to praktyk, 
który wie, że powtarzanie skuteczniejszą jest bronią od 
bawienia nowością. W 1551 r. ułożył dla zebranych na 
synodzie piotrkowskim biskupów wyznanie wiary ka- 
tolickiej. Po dokonaniu w nim poprawek synod przyjął 
dzieło Hozjusza. Ogłoszenie wyznania wiary katolic- 
kiej miało w pewnym sensie dla katolicyzmu polskiego, 
i nie tylko polskiego ,znaczenie decydujące. Właściwie 
trudno było zdać sobie sprawę z istoty poglądów prote- 
stanckich, zarówno z powodu nieustannego rozwoju my- 
śli teologicznej w obrębie luteranizmu i kalwinizmu, jak 
i z powodu panującej tam swobody komentowania Pisma 
Świętego. Hozjusz był pierwszy, nie tylko w Polsce, któ- 


- 172 -
>>>
Stanisław Hozjusz 


ry zapoznał się z całością literatury protestanckiej i po- 
lemicznej katolickiej, z rzadką jasnością umysłu ustalił 
punkty sprzeczne z nauką Kościoła katolickiego i sfor- 
mułował tę ostatnią w języku prostym i eleganckim, 
używanym przez humanistów, odrzucając przy tym za- 
wiłą formę argumentacji scholastycznej i pomij3:iąc cał- 
kowicie dyskusje między szkołami teologicznymi. Się- 
gnąwszy do pism Ojców Kościoła i orzeczeń soborów, 
Hozjusz pierwszy przedstawił zwarte wyznanie wiary 
katolickiej, odpowiadające potrzebom nowych czasów. 
Toteż jego "wyznanie" oraz katechizm rozszerzyły się 
szeroko, zarówno w łacińskiej wersji oryginalnej, jak 
i w przekładach: polskim, niemieckim, francuskim, wło- 
skim, angielskim, czeskim, arabskim i armeńskim. Jest 
to miara znaczenia Hozjusza dla Kościoła, nazywano 
go "filarem Kościoła", "drugim Augustynem", "śmiercią 
Lutra", "młotem na heretyków", a ze strony przeciwnej - 
"Papstmutter", "bożyszcze i doktor wszystkich papistów", 
"polski bożek", zasady jego - "Hosenglauben". W 1551 r. 
król przesunął go na biskupstwo warmińskie. Został 
teraz księciem, pierwszą osobą w Prusach Królewskich, 
w rękach jego znalazły się znaczne środki finansowe 
i wielki autorytet godności. Na tym nowym stanowi- 
sku wykończył w latach 1551-1553 swe wyznanie wiary 
i gorliwie zabiegał o nawrócenie protestantów. Już jako 
biskup chełmiński starał się nawrócić radę Torunia, jako 
biskup warmiński złamał protestantów w Braniewie, 
USuwając starostę Projka, a potem zmuszając radę miej- 
ską do uznania nauki katolickiej. Elbląg stawiał mu opór 
bierny, lecz zawzięty i skuteczny. W nagrodę za zasługi 
został w 1556 r. legatem papieskim w Polsce, a w 1558 r. 


- 173 -
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


udał się do Rzymu, gdzie, jak się okazało, był najlepszym 
znawcą protestantyzmu. Wysłano go teraz do Wiednia, 
by skłonić cesarza i cały dom Habsburgów austriackich 
do obesłania soboru w Trydencie, na który nie chcieli 
przybyć protestanci. Cesarz Ferdynand i syn jego Mak- 
symilian, licząc się z potęgą protestantów w Rzeszy, 
niechętnie godzili się na sobór bez ich udziału i chcie- 
li doprowadzić do kompromisowego załatwienia spra- 
wy protestantyzmu na soborze z udziałem innowierców. 
W 1560 r. Hozjuszowi przypadło trudne zadanie prze- 
konania Habsburgów, że taki sobór nie jest możliwy. 
Twierdzono, że rozmowy z Hozjuszem wstrzymały 
Maksymiliana od przejścia na luteranizm, w każdym ra- 
zie Ferdynand i Maksymilian, a wraz z nimi katoliccy 
książęta Rzeszy postanowili wysłać delegatów na sobór. 
W 1561 r. Hozjusz został kardynałem i jednym z lega- 
tów papieskich na sobór w Trydencie. Jego staraniom 
przypisano obesłanie soboru także przez Polskę i Hisz- 
panię. W ciągu dwu lat niezmordowanej pracy, nawet 
podczas choroby, przyczynił się do sformułowania nauki 
Kościoła w stosunku do nowych prądów oraz do wydania 
przepisów o reformie obyczajów i stosunków. Wysuwano 
jego kandydaturę przy obiorze papieża. 
W Polsce w tym czasie nowy nuncjusz, Commendone, 
umiejętnie zdołał przejednać króla, choć w 1563 r. osta- 
tecznie odebrano pomoc "ramienia świeckiego" przy wyko- 
nywaniu wyroków kościelnych i szlachta uzyskała zupełną 
swobodę wyznania. Po soborze Hozjusz wrócił do Polski, 
a król, zapewne nie bez jego wpływu, przyjął księgę ustaw 
soboru trydenckiego na posiedzeniu sejmu. Był to akt oso- 
bisty, obowiązujący tylko Zygmunta Augusta, nie było 


- 174 -
>>>
Stanisław Hozjusz 


żadnej uchwały sejmu, ale sprawa pozostania Polski przy 
Kościele katolickim została niejako przesądzona (1564). 
W czasie nieobecności Hozjusza sytuacja religijna 
w Polsce uległa zmianie. W chwili, gdy kraj opuszczał, 
Jan Łaski był bliski utworzenia Kościoła narodowego. Co 
prawda podróż jego do Królewca, by skłonić Albrechta 
do przyjęcia konfesji kalwińskiej lub do unii z kalwinami, 
spełzła na niczym, ale teraz kalwini w Koronie i na Li- 
twie byli tak silni, szczególnie po unii z braćmi czeskimi, 
że i bez luteranów, (którymi byli teraz przeważnie tylko 
Niemcy - 110 zborów niemieckich i 32 polskie), można 
było stworzyć Kościół narodowy oparty na kalwinizmie. 
W Wielkopolsce mieli razem kalwini i bracia czescy 80 
zborów, w Małopolsce 250, na Litwie 191, razem 521. 
Spodziewano się też, że chwiejny król do niego przystąpi. 
Słabą stroną protestantyzmu polskiego w ogóle, a kalwi- 
nów w szczególności, był brak gruntownie wykształco- 
nych teologów. Możni panowie byli dyletantami, spośród 
duchownych jedynie Jan Łaski miał gruntowne wykształ- 
cenie - inni "ministrowie", jak się nazywali, wikłali się 
cZęsto w trudnościach teologicznych. Z sytuacji tej korzy- 
stali wyznawcy arianizmu, a więc racjonaliści, którzy od- 
rzucali bóstwo Chrystusa. Arianie rekrutowali się przede 
Wszystkim spośród protestantów - zbiegów z Włoch. 
Tępił ich Kalwin. Szukali tedy schronienia w tolerancyj- 
nej Polsce. Wśród nich bardzo wykształcony i przebiegły 
był lekarz Blandrata, który uszedłszy z Genewy, udawał 
w Polsce wyznawcę kalwinizmu. Kalwin ostrzegał przed 
nim zbory polskie, ale traktowano to jako osobiste za- 
wiści. W każdym razie tylko Jan Łaski miał dość wielki 
autorytet, by rozstrzygnąć na miejscu wszelkie trudności, 


- 175 -
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


pisma z Genewy bowiem wywoływały niekończące się 
dyskusje. 
W styczniu 1560 r. umarł Jan Łaski. Od razu krypto- 
arianie podnieśli głowy. Najczynniejszy z nich, Grzegorz 
Paweł z Brzezin, doprowadził swymi pismami do dysku- 
sji, które zakończyły się rozbiciem zboru małopolskiego, 
mimo ponowienia unii z braćmi czeskimi w 1561 r. - nie 
na długo. Arianie bodaj przeważali wśród protestantów 
polskich w Małopolsce i na Rusi (70 gmin, z tego 20 na 
Wołyniu wobec 9 kalwińskich, w Wielkopolsce 4 gmi- 
ny ariańskie), wahał się nawet Mikołaj Radziwiłł Czarny. 
Luteranie i kalwini odcinali się ostro od arian i domagali 
się wygnania ich z Polski. Skrajne odłamy arian wystę- 
powały przeciw sprawowaniu urzędów, służbie w wojsku, 
noszeniu broni, były za zniesieniem poddaństwa, nato- 
miast nie sprzeciwiały się pobieraniu procentów. W prote- 
stanckim obozie powstał ogólny zamęt, i to w chwili, gdy 
katolicyzm odnowiony został przez uchwały trydenckie. 
Commendone zdołał podnieść gorliwość episkopa- 
tu, w szczególności niepewny Uchański, prymas (1562- 
-1581), wyraźnie zrywać począł z przeszłością. Hozjusz 
w nowej sytuacji przekonał króla, że nie należy wypę- 
dzać arian z Polski, gdyż albo trzeba wygnać wszystkich 
różnowierców, albo tolerować wszystkich. Niezmordo- 
wanie głosił on, że źródłem wszelkiego zła jest odszcze- 
pieństwo religijne. Z protestantami i z ich uczuciami 
nie liczył się wcale. Mówił, że skoro odeszli od jedności 
z papiestwem, są satanistami, a wszyscy są równie źli. 
Zdając sobie sprawę, że spory w łonie różnowierstwa 
są ratunkiem dla katolicyzmu i służą jego odrodzeniu, 
podkreślał różnice, nie szczędząc ostrych sądów. Jedynie 


- 176-
>>>
Stanisław Ho'Zjus'Z 


Melanchtona oszczędzał, ceniąc go za życie bez zarzu- 
tu. Domagał się śmierci dla heretyków, powołując się na 
spalenie Serweta przez Kalwina, a skoro to nie byłoby 
już możliwe z powodu liczby różnowierców - żądał ich 
wygnania. Protestanci oczywiście odpowiadali mu nie- 
nawiścią. Dziś pisarze protestanccy zarzucają mu, że 
Wszystkie środki były dlań dobre. Argumenty przytoczo- 
ne przez nich, że przeinaczał Pismo Święte i naciągał je, 
nie są jednak przekonywujące. W atmosferze gwałtow- 
nej walki religijnej Hozjusz, jeden z pierwszych w obo- 
zie katolickim, zerwał z postawą ugodową, z przyznawa- 
niem się do własnych błędów, które było powszechne, 
a przeszedł do ataku, odpowiadając ostro protestantom 
i traktując ich z góry. Czy grzeszył przeciw miłości bliź- 
niego? Faktem jest, że w arsenale jego nie ma szyderstwa 
ani gryzącej ironii. Skoro taki Jan Łaski zaczynał pole- 
mikę z nim od słów: "Bóg cię uderzy, pobielana ściano" 
(Dz. Ap. 23, 3), nie można mieć za złe, że pisał ostro 
protestantom i traktując ich z góry: "Czy grzeszył Pan 
Jezus Chrystus". Bezwzględność w przedstawianiu zasad 
Kościoła nie przeradzała się jednak u Hozjusza w niena- 
wiść do ludzi: dowodem na to wydaje się jego rozmowa 
Ze starym Albrechtem Hohenzollernem, odstępcą i by- 
łym mnichem, już po soborze trydenckim, którego z taką 
prostotą namawiał do powrotu na łono Kościoła, iż ten, 
wysłuchawszy go spokojnie, zapytał nie bez ironii: "Zda- 
je mi się, że chcesz mnie uczynić papistą?" Co Hozjusz 
podchwycił, mówiąc, że kto nie jest papistą, jest satanistą. 
Rozstali się potem w zgodzie! Widocznie musiał Hozjusz 
mieć wielki urok osobisty. Nie znamy przebiegu rozmo- 
wy jego z Rejem, toczonej przy drzwiach zamkniętych. 


- 177 -
>>>
ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


Ostatnim większym wystąpieniem Hozjusza była 
akcja za unią w Lublinie, gdzie przyczynił się do prze- 
łamania oporu separatystów z Prus Królewskich i prze- 
mawiał za zjednoczeniem, podkreślając przy tym, że 
źródłem wszelkiego zła jest odszczepieństwo religijne. 
Może na skutek zabiegów protestantów, którzy nie mogli 
go znieść, został przez króla wysłany do Rzymu w misji 
dyplomatycznej (1569). Pobyt jego w Polsce przyczynił się 
do udaremnienia planów rozwodu króla z trzecią żoną, 
Katarzyną Rakuską, na który liczyli jeszcze protestanci. 
Na Warmii zostawiał Hozjusz jako zastępcę (i następcę) 
Marcina Kromera, historyka pochodzącego z tej samej 
mieszczańskiej warstwy. Zostawiał też jezuitów, któ- 
rych sprowadził do Braniewa w 1564 r., oraz episkopat, 
natchnięty nowym, potrydenckim duchem. Walna bitwa 
była rozegrana. Hozjusz mógł wyjechać z Polski, w której 
katolicyzm się odrodził i co dzień czynił nowe postępy 
na drodze do odzyskania dawnego stanu posiadania. Nie 
mogły zahamować jego rozmachu zabiegi protestantów, 
którzy w 1570 r. zawarli w Sandomierzu zgodę trzech wy- 
znań: ewangelicko-augsburskiego, reformowanego i braci 
czeskich. Wykluczeni z niej byli arianie, których racjonali- 
styczne poglądy stanowiły kamień obrazy dla wszystkich. 
Ostatnie lata Hozjusza (1569-1579) upłynęły w Rzy- 
mie, gdzie został wielkim penitencjariuszem. W listach 
pisanych z Wiecznego Miasta występował przeciw kon- 
federacji warszawskiej gwarantującej wolność wyznania 
i domagał się od Wale
usza, aby odmówił jej zatwier- 
dzenia. Występował przeciw kandydaturze Batorego, bo 
Batory wydawał się podejrzany w swym katolicyzmie. 
Rychło jednak zmienił zdanie o nowym królu. Zdaje się, 


- 178 -
>>>
Stanisław Hozjusz 


Że na starość Hozjusz stracił orientację w stosunkach pol- 
skich. W Rzymie oddawał się miłosierdziu i wspierał wy- 
gnańców, głównie Anglików, hojny też był dla nędzarzy. 
Zmarł w 1579 r. w wieku lat 75. Czy był święrym? Nie- 
którzy sądzą, że tak, w szczególności biograf jego, Reszka, 
a także badacz XIX w. Hipler i w XX w. ks. Umiński. 
Protestanci temu przeczą. 
Czy Hozjusz był wielkim doktorem Kościoła? Bodaj, 
że był bardzo wielkim teologiem. Stworzył on nową teo- 
logię, tradycyjną co do treści, humanistyczną co do formy, 
odrzucając scholastyczną metodę przedstawienia. Trudno 
jest orzec, czy przez to nie zatraciła się ścisłość myślenia - 
przynajmniej w pewnym stopniu. W każdym razie ta nowa 
teologia będzie zwycięsko ścierała się w XVI i XVII w. 
z różnowierstwem. Hozjusz rozpracował w niej w szcze- 
gólności pojęcia tradycji oraz prymatu papiestwa. W Pol- 
sce przełamał on przez swe pisma resztki koncyliaryzmu 
i przywrócił katolicyzmowi jego hierarchiczny charakter. 
Katolicyzm potrydencki w Polsce będzie się tym właśnie 
różnił od dawnego, ze schyłku średniowiecza. 
Czy Hozjusz posiadał miłość chrześcijańską w stop- 
niu tak wielkim, by go można było uznać za świętego? Był 
bardzo miłosierny, ale polemika? Być może, iż jej ostrość 
w XVI w. nie raziła: wszak dobro duszy stawiał ponad 
wzgląd ludzki i wyciągając wszystkie konsekwencje z za- 
łożeń nauki Kościoła, wypowiadał je bezwzględnie, na- 
zywając protestantyzm satanizmem, skoro herezja prowa- 
dzi do potępienia. Jeśli Włodkowic i koncyliaryści polscy 
XV w. uważali za większe zło grzech przeciw miłości niż 
grzech przeciw wierze, to Hozjusz zajmował stanowisko 
odwrotne. Formułował swe poglądy ostro i kanciasto. 


- 179-
>>>
ROZDZIAL 10. Czasy Zygmunta Augusta 


Wołał o "ramię świeckie" do pomocy dla Kościoła, zry- 
wał z liberalizmem renesansu, był heroldem epoki wojen 
religijnych. Ale skoro śmierć heretyków nie mogła w jego 
czasach zapobiec temu złu, które widział - domagał się to- 
lerancji państwowej dla wszystkich różnowierców na rów- 
ni. Ale zasadniczo tolerancję uważał za zło. Dziś w okresie 
zatarcia przeciwieństw wyznaniowych Hozjusz zdumiewa 
i razi katolików, nie tylko protestantów. Czy istotnie jest 
to przeszkoda do kanonizacji - nie umiemy powiedzieć. 
Bo Hozjusz mógłby odrzec, że tak miłował ludzi, iż chciał 
z ich dusz usunąć zło nawet za cenę cierpień. 
Niewątpliwie Hozjusz Polskę dla Kościoła uratował. 
W okresie najazdu najgroźniejszych nowatorów - eksnun- 
cjusza Vergeria, eksbiskupa Dudycza, byłych księży i by- 
łych zakonników z różnych krajów Europy, w czasach, 
gdy katolicy w senacie i w izbie poselskiej stanowili mniej- 
szość, on jeden właśnie swoją metodą mówienia nieoględ- 
nie, ostro, bez osłonek o katolicyzmie zatrzymał napór 
nowych doktryn. Jak to się stało - dziś trudno powiedzieć. 
Bo przecież argumenty Hozjusza, choć doskonale dobra- 
ne, świetnie przedstawione, poparte erudycją historyczną 
- to było za mało. Czy może osobista postawa, surowość 
osobistego życia o tym zdecydowały? Zwycięstwo sa- 
motnego Hozjusza w Polsce jest niewątpliwie zjawiskiem 
niemal zagadkowym. Dlaczego np. Szwecja przestała być 
katolicką - czy dlatego, że w chwili decydującej zabrakło 
w niej człowieka na miarę Hozjusza? 
Spoczął Hozjusz w Rzymie, na Zatybrzu i grób jego 
zapomniany został przez rodaków, dla których stworzył 
hospicjum św. Stanisława (1575). Ludzie z jego szkoły 
obsadzali przez długie lata biskupstwa w Polsce, sprowa- 


- 180-
>>>
Społeczne j kulturalne oblicze katolicyzmu 


dZeni przez niego jezuici wychowali całe nowe pokolenia. 
Ąl e Hozjusz pozostał Polakom nieznany i Niemcy zaczęli 
przygotowywać się do podjęcia jego kanonizacji. 


Społeczne i kulturalne oblicze katolicyzmu 


Za Zygmunta Augusta znalazło ono bodaj najpełniejszy 
SWój wyraz w pismach ks. Stanisława Orzechowskiego lO . 
O ile Hozjusz reprezentował odrodzenie katolicyzmu 
wyzwolonego z przesądów i błędów, o tyle przez Orze- 
chowskiego przemawiały stanowy przesąd i przeszłość. 
Nigdy nie wyrzekł się on wiary ojców, bronił jej w pi- 
smach i dysputach, zawiódł protestantów, którzy świet- 
nego pisarza zaliczali przez czas pewien do swoich. Była 
istotnie chwila, gdy w 1556 r. chciał zerwać z Rzymem, 
ale by stać się prawosławnym. Orzechowski obalił wła- 
dZę sądową biskupów, swoim małżeństwem, które zawarł 
publicznie, skompromitował prawa Kościoła i jego hierar- 
chię. Z drugiej strony, jako polemista katolicki obrzucał 
przeciwników obelgami i błotem. Od roku 1560 prowa- 
dził tę polemikę, ale wbrew zdaniu Kubali wątpić należy, 
czy istotnie on przeważył szalę za katolicyzmem. Był na 
to zbyt wielkim warchołem. Za to głosił pierwszy sprawę 
unii z Rusią i przygotował do niej umysły. Zdecydowa- 


10 Biskup przemyski Dziaduski wyklął Orzechowskiego za mał- 
żeństwo ze szlachcianką Magdaleną Chełmską. Papież prywatnie 
kazał zdjąć z niego ekskomunikę i pozwolić żyć w małżeństwie, póki 
się nie zbada dokładnie sprawy; urzędowej dyspensy nie dostał ni- 
gdy; biskupi zwlekali z rozpatrzeniem sprawy do jego śmierci (1566). 
Rzecz trzymano w tajemnicy, by nie łamać zasady celibatu. 


- 181 -
>>>
,...- 


ROZDZIAł. 10. Czasy Zygmunta Augusta 


nie ujemne znaczenie miały jego pochlebstwa dla szlach- 
ty i dla jej wolności. Z pogardą pisał o mieszczanach, 
o zajmowaniu się handlem, o niewoli litewskiej, a wiel- 
bił równość szlachecką, potępiał tytuły, podkreślał hasła 
wolności i szlachecki honor. Utrwalał w ten sposób szla- 
checkie przesądy i to się podobało. Równocześnie głosił 
wyższość stanu duchownego nad świeckim i bronił kato- 
licyzmu przeciw różnowiercom. Pisma jego podobały się 
i pochlebiały szlachcie. Przedrukowywano je wielokrotnie 
po upadku rewolucji religijnej. Orzechowski stał się jed- 
nym z twórców złotej wolności i jednym z największych 
szkodników społeczności polskiej. Utrwalił on bowiem 
w masach szlacheckich postawę stanową, przeniósł ahie- 
rarchiczność ze spraw kościelnych na polityczne. Im dalej 
w głąb epoki nowożytnej, tym wpływ Orzechowskiego 
był silniejszy. Zapomniano o jego życiu, rozczytywano się 
w pismach. Daremnie szukalibyśmy w nich szlachetnej 
postawy społecznej protestanta Frycza. Ale zwycięstwo 
pośmiertne Orzechowskiego nie miało mu przyjść łatwo 
nawet w stosunku do aktywnych i gorliwych żywiołów ka- 
tolickich. Dodajmy, że inni pisarze tego wieku byli prze- 
ważnie protestantami. Największy z nich, Kochanowski, 
był katolikiem, ale postawę miał renesansową, daleką od 
przejęcia się sporami religijnymi epoki. Katolicyzm polski 
miał stworzyć własną kulturę dopiero w następnych lat 
dziesiątkach. 


-...Ar...
>>>
ROZDZIAł. II 
Ostateczna rozgrywka 


Bezkrólewie 


O stateczna rozgrywka nastąpiła w czasie pierwszej 
wolnej elekcji. Do walki stanęły teraz dwa obozy - 
katolicki i protestancki. Wysokie wyrobienie polityczne 
społeczeństwa polskiego w XVI w. było m.in. przyczyną, 
iż w odróżnieniu od innych krajów walka nie przybrała 
charakteru orężnego. Polska słusznie w XVI w. uważana 
była za najbardziej tolerancyjny kraj Europy. Źródłem tej 
tolerancji nie była teraz religijna obojętność, ale raczej nie- 
chęć do bratobójczych walk i rozlewu krwi. Niemniej, po 
wygaśnięciu Jagiellonów, protestanci i katolicy stanęli do 
walki o króla, który by zadecydował o przyszłym charak- 
terze kraju. Walka toczyła się w kilku etapach. 
Pierwszy etap rozegrał się w sporze o to, kto ma za- 
stępować króla w czasie bezkrólewia. Protestanci wysuwali 
marszałka wielkiego koronnego Firleja, katolicy - prymasa 
Uchańskiego. Za prymasem stanęli wszyscy Wielkopo- 
lanie bez względu na wyznanie i walkę wygrali, a wraz 
z nimi obóz katolicki. Drugi etap walki nastąpił na sej- 
mie konwokacyjnym, gdzie rozstrzygnięto sprawę sposo- 


- 183 - 



 


...
>>>
... 


ROZDZIAł. I I. Ostateczna rozgrywka 


bu i miejsca elekcji. Protestanci chcieli, by elekcji dokonał 
sejm, gdyż mieli przewagę wśród rodów możnowładczych 
i zamożniejszej szlachty. Mogli się spodziewać, iż na sej- 
mikach uda im się przeprowadzić swoich posłów w więk- 
szości województw i ziem, gdyż tylko na Mazowszu cała 
szlachta była katolicka. Młody Jan Zamoyski, wysuwając 
zasadę, że każdy szlachcic ma prawo do udziału w elekcji, 
występował w interesie nie tylko szerokich mas drobnej 
i średniej szlachty, ale także w interesie katolicyzmu, któ- 
ry w masach silnie się trzymał. Zwycięstwo zasady elekcji 
viritim było zarazem zwycięstwem katolicyzmu. Dalszym 
zwycięstwem było ustalenie miejsca elekcji w Warszawie, 
a więc na katolickim Mazowszu. Katolicy mogli się słusz- 
nie spodziewać, że drobna szlachta mazowiecka, która była 
gorąco przywiązana do Kościoła, stawi się licznie i przewa- 
ży szalę na rzecz kandydata katolickiego. Protestanci zanie- 
pokojeni sukcesami katolików po sejmie konwokacyjnym 
zawiązali konfederację, gwarantującą wolność wyznania 
(konfederacja warszawska), na wzór pokojów religijnych, 
które ustanawiano na Zachodzie w epoce przed soborem 
trydenckim. W Polsce była to nowość. Z biskupów pod- 
pisał ją tylko krakowski Franciszek Krasiński, "dla dobra 
poko.i u ", inni biskupi zaczęli ją zwalczać. 
Na polu elekcyjnym okazało się, że katolicy trafnie 
obliczyli swe szansę. Drobna szlachta mazowiecka stawi- 
ła się licznie. Protestanci opowiedzieli się za kandydaturą 
habsburską, gdyż Habsburgowie, choć katolicy, odznacza- 
li się wielką tolerancyjnością. Katolicy stanęli przy kandy- 
daturze królewicza francuskiego Henryka, który zamie- 
szany był w wypadki z nocy św. Bartłomieja. Podział ten 
jednak nie był wyraźny, niektórzy katolicy stali po stronie 


- 184 -
>>>
Walezjusz j Batory 


domu rakuskiego. Zręczny poseł francuski, Montluc, bi- 
skup, ale zarazem kryptokalwin, zdołał przeciągnąć część 
protestantów - ród Zborowskich - na stronę kandydatury 
andegaweńskiej. Resztę zrobiła niechęć do Niemców. 


Walezjusz i Batory 


Nowy król wahał się, czy ma zaprzysiąc konfederację war- 
szawską, przeciw której występowali biskupi. Ostatecznie 
zaprzysiągł ją raz w Paryżu, potem w Polsce podczas ko- 
ronacji, po zawziętym sporze senatorów protestanckich 
z biskupami. Ucieczka Henryka przesądziła o spokojnym 
rozwoju wypadków. Podczas nowego bezkrólewia mo- 
menty polityczne wyraźnie wysuwają się przed momen- 
ty wyznaniowe. Wiadomo już, że królem z woli szlachty 
będzie tylko katolik, natomiast toczy się walka mas szla- 
checkich przeciw kandydaturze rakuskiej. Wybór Stefana 
Batorego wywołał wielkie obawy w Rzymie, gdzie Habs- 
burgowie przedstawiali nowego króla jako poplecznika 
protestantyzmu. Rzeczywistość była inna, Batory był gor- 
liwym katolikiem, ale umiał zachować tolerancję i umiar 
w swych posunięciach. Popierał jezuitów, przyznając pra- 
Wa uniwersytetu kolegium w Wilnie, hojnie wyposażył 
fundowane przez siebie kolegium w odzyskanym Połocku. 
Rzym pogodził się z nim zupełnie. Papiestwo snuło wiel- 
kie plany odzyskania dla Kościoła całej Północy, pokona- 
nia Turków, nawrócenia Rusi. W tych sprawach Batory 
okazał zrozumienie dla planów papieskich, szczególniej, 
jeśli chodzi o wojnę z Turkami. Na razie toczyła się woj- 
na z Iwanem Groźnym, która, mimo zwycięstw, zaczęła 


- 185 - 


...
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


przybierać obrót przewlekły. Psków bronił się skutecznie, 
wśród szlachty zaczęło się szerzyć niezadowolenie z woj- 
ny. Wojsko chciało odejść spod murów Pskowa. 
Iwan już przed wyprawą na Psków wysłał gońca 
do cesarza, Wenecji i do papieża, prosząc o interwencję 
w sprawie pokoju z Batorym, obiecując ligę przeciw Tur- 
kom. Unii nie obiecywał. Z Rzymu wysłano więc jezu- 
itę Possevina z poselstwem do króla Stefana i do Iwana, 
by zapośredniczyć pokój. Na pierwszym miejscu stały 
w instrukcji sprawa pokoju, potem krucjata przeciw Tur- 
kom i sprawa unii kościelnej z Rzymem. Przewidywa- 
no w Rzymie, że ta ostatnia sprawa nie powiedzie się, 
ale miał Possevin wyjednać tolerancję dla katolików lub 
Kościóła katolickiego w Moskwie, obsługiwanego przez 
jezuitów. Stefan Batory przyjął Possevina nieufnie, ale ry- 
chło przekonał się do niego, tym więcej, że zdawał sobie 
sprawę, iż długo wojny prowadzić nie może. Rokowania 
prowadzone przez Possevina szły bardzo opornie, o lidze 
przeciw Turkom przedstawiciele cara nie chcieli słyszeć, 
podobnie o unii, wreszcie zabronili jezuicie mówić o nich 
w czasie rokowań. Poruszano więc tylko sprawy pokoju. 
Iwan był nieustępliwy, oblężenie Pskowa przeciągało się. 
Wreszcie Iwan popadł w depresję po zabiciu własnoręcz- 
nie, w gniewie, brzemiennej synowej i syna oraz zgodził 
się na odstąpienie całych Inflant Polsce, w zamian za 
zwrot Wielkich Łuków. Układy toczyły się więc dalej 
w Jamie Zapolskim i szły bardzo opornie, gdyż posłowie 
Iwana chcieli wytargować ile można. Gdy nie chcieli się 
zgodzić na umieszczenie wzmianki, iż pokój zawarty zo- 
stał w obecności legata Grzegorza XIII, nawet Possevin 
wytrącony został z równowagi i rzucił się na jednego z po- 


- 186-
>>>
Walezjusz j Batory 


słów, chwycił go za szubę i wyniósł za drzwi, po czym 
Uczynił to samo z drugimi. Wreszcie 15 stycznia 1582 r. 
stanął pokój. Poźniejsze wypadki wytworzyły w umy- 
słowości polskiej mniemanie, że pośrednictwo Possevi- 
na przeszkodziło Batoremu w ostatecznym rozgromieniu 
państwa moskiewskiego i stało się pośrednio przyczyną 
PÓźniejszych niepowodzeń. Jest to zgoła twierdzenie bez- 
zasadne. Współczesne źródła, korespondencja polityczna 
dowodzą, że Batoremu zależało bardzo na pokoju, że pod- 
bój Moskwy nie był rzeczą możliwą ani w tym czasie nie 
wchodził w zakres planów Batorego. Nie łudzono się też 
w Rzymie co do unii, ale starano się nie pominąć żadnej 
eWentualności rokowań. Poza tym chodziło o powstrzy- 
Olanie niebezpieczeństwa tureckiego. W latach następ- 
nych, po śmierci Iwana Groźnego, Batory chciał istotnie 
dokonać podboju Moskwy i zdołał przeciągnąć na swą 
stronę także papieża Sykstusa V, a to za pośrednictwem 
POssevina. Śmierć króla Stefana przecięła realizację tych 
planów. Ale w opinii polskiej pozostał obraz nie rzeczy- 
Wistości historycznej, a odbicie obrazu Matejki, na którym 
przed zwycięskim królem jezuita z lisią twarzą przedsta- 
wia prośby pokornych posłów Iwana. 
Stefan Batory, zdobywszy Inflanty, postanowił przy- 
Wrócić w tym kraju kult katolicki. Zygmunt August 
w przywileju inkorporacyjnym zezwolił mieszkańcom 
Inflant na swobodne wyznawanie religii ewangelicko- 
-augsburskiej, ale Niemcy tamtejsi komentowali to w ten 
sposób, iż kult protestancki ma być wyłączny. Batory 
nie uznawał przywileju Zygmunta Augusta, wychodząc 
z założenia, że Inflanty podbił orężem i prawo jego jest 
prawem miecza. Rządził tedy w Inflantach jak wład- 


- 187 -
>>>
ROZDZIAł. I I. Ostateczna rozgrywka 


ca absolutny, rozdając starostwa Polakom i Litwinom. 
Pod względem wyznaniowym zachowywał tolerancję, 
ale wszędzie wprowadzał swobodę dla kultu katolic- 
kiego. Nie wskrzesił, wbrew żądaniom Rzymu, arcy- 
biskupstwa w Rydze i biskupstw w Dorpacie i Kurlan- 
dii, gdyż to wymagałoby odbierania dóbr zagarniętych 
przez szlachtę w czasie sekularyzacji, ale stworzył dla 
całych Inflant nowe biskupstwo wendeńskie. Dla spra- 
wy misji katolickiej w północnej Europie zajęcie Inflant 
przez Polskę było bardzo doniosłe. Zawsze misjonarze 
korzystali z usług kupców, a sami często w przebraniu 
kupieckim dostawali się do krajów, dokąd dostęp był dla 
nich wzbroniony. Wreszcie, nawracanie przybywających 
w celach handlowych przedstawicieli innych wyznań 
jest stosunkowo niezbyt trudne, jak wykazuje praktyka 
misyjna wszelkich wyznań. Otóż Inflanty były zawsze 
ważnym obszarem handlowym. Tu krzyżowały się dro- 
gi biegnące z zachodniej Europy do Moskwy z drogami 
wiodącymi ze Szwecji. Z portów inflanckich można było 
zorganizować pracę misyjną na protestanckiej Północy, 
jak i na prawosławnym Wschodzie. Toteż plany Batore- 
go spotkały się z życzliwą oceną papiestwa. W Inflan- 
tach król osadził jezuitów w Rydze, Dorpacie i Kiesi. 
Praca misyjna jezuitów prowadzona wśród ludności nie- 
mieckiej dawała bardzo nikłe rezultaty, natomiast ka- 
zania ich, wygłaszane w języku łotewskim i estońskim, 
początki literatury religijnej w tych językach wskazują, 
iż starania ich nie pozostawały bez wyników. Plany misji 
w Moskwie zawiodły zupełnie, Iwan po zawarciu pokoju 
nie chciał słyszeć ani o lidze przeciw Turkom, ani o unii, 
ani o tolerancji dla katolików. Jezuici usiłowali też odzy- 


- 188-
>>>
Hipotetyczny obraz Polski protestanckiej 


skać dla katolicyzmu Szwecję. Sprawa ta zostanie omó- 
wiona poniżej. 
[Na Śląsku reformę trydencką przeprowadzono przy 
pomocy Habsburgów, a duchowni niemieccy starali się 
nieraz usuwać język polski z nabożeństw. Korzystali 
z tego protestanci, którzy znaczną liczbę Polaków na Ślą- 
sku Dolnym i Średnim zdołali zjednać przez nabożeństwa 
W języku polskim. Tak połączenie na terenie etnicznie 
polskim dążeń reformy trydenckiej z narodowymi dąże- 
niami niemieckimi i absolutyzmem Habsburgów naraziło 
katolicyzm na poważne straty.] 
Czasy Stefana Batorego były okresem dalszych, szyb- 
kich postępów katolicyzmu w Polsce. Król zachowywał 
Zupełną tolerancję, ale wprowadził nowy kalendarz grego- 
riański. Protestanci wszędzie sprzeciwiali się jego przyję- 
ciu, gdyż był dziełem znienawidzonego papiestwa. Anglia 
przyjęła go w XVIII w., Niemcy w początkach ostatniej 
ćwierci tego stulecia, Szwecja aż w XIX w. Rusi król no- 
Wego kalendarza nie narzucał. 


IIipotetyczny obraz Polski protestanckiej 


Czy historykowi wolno rozważać, co byłoby, gdyby nastą- 

iła ta czy inna możliwość dziejowa? Wydaje się, że tak, 
Jeśli chodzi o niedługi okres po owej niedoszłej realizacji. 
Wówczas przez analogię stosunków można by taką możli- 
Wość zrekonstruować. Znaczenie dla historyka zbudowa- 
nia takiej możliwej konstrukcji polega na uwydatnieniu 
się przy tej sposobności zjawisk o charakterze społecznym, 
gospodarczym, politycznym, niezależnych od niezreali- 


- 189-
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


zowanej możliwości. Te przyczyny głębsze i stałe istnia- 
łyby, choć w innych warunkach, ale w podobny sposób. 
Ich wykrycie i ocena ma dla historyka pewne znaczenie. 
Dlatego też, omówiwszy rolę protestantyzmu w czasach 
zygmuntowskich, warto się zastanowić, co by nastąpiło, 
gdyby Polska została protestancką. Oczywiście należy 
postawić granicę chronologiczną dla tego domniemanego 
obrazu. Granicą początkową będzie stan rzeczy w chwili, 
gdy Polska była najbliższą zerwania z katolicyzmem, mia- 
nowicie za panowania Zygmunta Augusta, około 1555 r., 
gdy sejm domagał się wprowadzenia Kościoła narodowe- 
go. Granicą końcową będzie pojawienie się następnego 
z kolei prądu kulturalnego, jakim był racjonalizm, który 
się rodził jako system myślowy w końcu XVII w. i w po- 
czątkach XVIII w. Wówczas bowiem powstaje nowy zu- 
pełnie obraz społeczności europejskiej, antagonizm kato- 
lików i protestantów przechodzi na plan dalszy. Dlatego 
możliwości snucia dalej obrazu hipotetycznego zawodzą. 
Historyk może się pokusić o zgadnięcie, jak by wy- 
glądała Polska protestancka? Czy nie ulegałaby pokusom 
złotej wolności, czy nie byłaby państwem szlacheckim 
z upośledzonym chłopem i mieszczaninem, jaka byłaby jej 
kultura, ekspansja kulturalna na Wschód, czy uniknęłaby 
niszczących wojen na Wschodzie? 
Więc przede wszystkim reformacja pojawiła się w Pol- 
sce w chwili, gdy przewaga szlachty nad królem i nad in- 
nymi stanami była ugruntowana. Toteż zaprowadzenie 
reformacji nie odbyłoby się przeciw szlachcie, a jedynie 
za jej zgodą i poparciem. Jej przede wszystkim musieliby 
zapłacić królowie za zmianę religii - i to rozdaniem dóbr 
kościelnych. Tak było w Anglii, w jeszcze większym stop- 


- 190-
>>>
Hipotetyczny obraz Po/ski protestanckiej 


niu nastąpiłoby to w Polsce. Król nie zdobyłby zbyt wiele, 
szlachta wyszłaby wzbogacona. 
Położenie chłopa nie zależało od religii, a od gospo- 
darczej sytuacji, którą szlachta wyzyskiwała. Poddaństwo 
było w protestanckich krajach Niemiec, w Danii, w ka- 
tolickiej Austrii i w Polsce. Nawet miasta kalwińskiej 
Szwajcarii miały swoich poddanych, którzy odrabiali 
pańszczyznę. Przyczyny tego leżały w rozwoju kapitali- 
stycznej gospodarki folwarcznej, która dostarczała zboża 
?a eksport. Jedynie arianie byli przeciwni pańszczyźnie 
l popierali gospodarkę czynszową, pożycząjąc pieniądze 
na procent. Byli też znienawidzeni jako lichwiarze. Poło- 
ienie miast też nie zależało od wyznawanej religii. Miasta 
W Polsce i Niemczech podupadły na skutek zmiany dróg 
handlowych po odkryciu Ameryki i drogi do Indii. Wyro- 
sły nowe, wielkie centra nad Atlantykiem - dawne upadły. 
W luterańskich krajach północno-wschodnich Niemiec 
położenie mieszczan niewiele się różniło od położenia 
w Polsce w XVI i XVII w. Religia nie decyduje o formach 
zasadniczych ustroju gospodarczego, choć wpływa na ich 
ducha. Tak więc Kalwin pozwalał pożyczać pieniądze na 
procent przez banki - stąd rozwój kapitalizmu w krajach 
kalwińskich - Niderlandach, Szwajcarii, w Anglii wresz- 
cie, podczas gdy do końca XVII w. krąje katolickie i lu- 
terańskie pozostały w tyle, gdyż branie procentów było 
potępiane. Gdyby więc Polska była kalwińską, szlachta 
Ztnieniłaby się w kapitalistów w stopniu większym niż 
była, gdyż ząjęłaby się nie tylko rolnictwem, przemysłem, 
a nawet handlem, ale też lichwiarstwem. Ofiarą lichwia- 
rzy szlacheckich może padaliby przede wszystkim drobny 
szlachcic, chłop, rzemieślnik. Polska stałaby się kapitali- 


-191- 


...
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


styczną w stopniu większym niż była - ale czy nie kosztem 
sprawiedliwości społecznej? 
Wydaje się też, że przyjęcie protestantyzmu nie 
przyczyniłoby się do usunięcia złotej wolności. Istniała 
ona i bujała w luterańskiej Danii w XVII w. i w Szwe- 
cji w XVIII w. Jednak wszędzie luteranizm dawał raczej 
przewagę władzy monarszej. Natomiast kalwinizm niósł 
w sobie pierwiastki ludowładztwa. Duchownych w Ko- 
ściele luterańskim mianował panujący, w Kościele kal- 
wińskim wybierali wierni. Toteż kalwinizm w Szkocji, 
Holandii, purytanizm w Anglii, występowały przeciw 
absolutnej władzy monarszej, w imię zasad ludowładz- 
twa. W Polsce niewątpliwie kalwinizm miał tak wielkie 
wpływy, że Polska protestancka byłaby przede wszystkim 
kalwińską, ludowładczą, z tronem elekcyjnym, parlamen- 
taryzmem, prawem do buntu. Tak samo wyglądał Sied- 
miogród, rządzony przez szlachtę kalwińską. Zapewne 
pod tym względem Polska protestancka niewiele różniła- 
by się od Polski katolickiej. 
Czy byłaby inna kultura? Rej, Samuel Twardowski, 
Wacław Potocki i tylu innych byli protestantami. Ani po- 
ezja polska, ani proza zarażona makaronizmem nie była- 
by inna. Ale mniej byłoby wpływów włoskich i hiszpań- 
skich, mniej renesansu włoskiego i baroku, za to więcej 
wpływów niemieckich i holenderskich. Szczególnie silnie 
oddziaływałyby uniwersytety protestanckie północnych 
Niemiec oraz Holandii. Silniejsze byłoby zainteresowanie 
naukami przyrodniczymi, na pewno racjonalizm, które- 
mu hołdowali arianie, łatwiej szerzyłby się w Polsce pro- 
testanckiej niż w Polsce katolickiej. Większy byłby nacisk 
na oświatę chłopa - ale Polska protestancka, wzorująca się 


- 192 -
>>>
Hipotetyczny obraz Polski protestanckiej 


w końcu XVII w. nie na Wersalu, a na Holandii, dopiero 
W tym czasie zaczęłaby przybierać inne oblicze kulturalne 
niż Polska czasów saskich. Przedtem różnica nie byłaby 
Zapewne wielka. 
Wpływ niemiecki zaznaczyłby się też silniej poprzez 
dwór królewski. Na pewno na tronie elekcyjnym Polski 
protestanckiej zasiadałaby dynastia niemiecka, tak jak 
W Dani i Szwecji. Czy byłoby to zjawisko pomyślne - na- 
leży wątpić. Rządy Sasów w XVIII w. nastawione były na 
WYzysk Polski na rzecz Saksonii. Nie wydaje się, by zdro- 
wy instynkt szlachty, która w XVI w. nie chciała Niemca, 
miał się mylić. A mimo to wydaje się, że prędzej czy póź- 
niej wyznaniowa wspólnota z krajami północnej Europy 
wprowadziłaby na tron polski niemieckich władców ze 
Wszystkimi skutkami, jakie by stąd wypływały. 
Czy Polska protestancka zrealizowałaby unię z Ko- 
ściołem wschodnim? Niewątpliwie tak, i to w tej mierze, 
W jakiej uczyniłaby to Polska katolicka. Państwo miało tak 
wielki wpływ na Cerkiew, że do zjednoczenia doprowa- 
dzić mogło. Ale czy upodobnienie obrządków protestan- 
tów polskich do prawosławia doprowadziłoby do wspól- 
ności języka i spolszczenia mas ludu ruskiego? U szlachty 
polonizacja nastąpiła i tak pod panowaniem katolicyzmu 
- ale czy masy ludu zarzuciłyby swój język? Raczej należy 
przypuszczać, że stawiałyby opór, popierane przez wład- 
ców Moskwy. Narzucenie mowy polskiej masom ludu 
ruskiego poprzez Kościół narodowy, nie wydaje się moż- 
liwe. Zarzut stawiany unii, że ułatwiała wynarodowienie 
chłopa polskiego byłby zapewne stawiany Kościołowi na- 
rodowemu, który by łączył narodowości we wspólnocie 
obrządku, podobnego u prawosławnych i protestantów. 


- 193 - 


..
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


Kościół mógł łagodzić walki narodowościowe lub je ob- 
ostrzać w razie różnic wyznania - usunąć zupełnie ich nie 
mógł. Czy Polska protestancka mogła liczyć na zbliżenie 
się do Moskwy, skoro kryptokalwin Lukaris zasiadł na 
tronie patryjarszym w Carogrodzie w XVII w.? Szwecja 
była protestancka i do Moskwy się nie zbliżyła, patriarcha 
Cyryl Lukaris uznany został za heretyka i potępiony. Poza 
tym różnice wyznaniowe między prawosławiem XVII w. 
a protestantyzmem były bardzo silne i bynajmniej zbliże- 
nia nie rokowały, nawet w Ingrii, zdobytej przez Szwe- 
dów. Różnica między Moskwą a Polską w XVII w. nie 
da się sprowadzić do tarć wyznaniowych. Była to rywa- 
lizacja o ziemie zachodnioruskie, prowadzona przez dwie 
silne państwowości. W razie unii jedna musiałaby ustąpić 
pierwszeństwa drugiej. Jeśli Żółkiewski wyobrażał sobie 
unię Moskwy z Polską jako panowanie Polaków nad Ro- 
sjanami, to plan jego upadłby, choćby sam Zygmunt III 
został prawosławnym. 
Czy może Polska protestancka nie rywalizowałaby 
ze Szwecją o Dominium Maris Baltici? Chyba niewiele 
by się zmieniło, Szwedzi walczyli o panowanie nad Bał- 
tykiem i z katolicką Polską, i z prawosławną Moskwą, 
i z Danią, z którą łączyła ich wspólność wiary. W grę 
wchodziły nie tylko względy wyznaniowe, ale interesy 
gospodarcze i polityczne. Dlatego też protestancka Dania 
była w przymierzu z katolickimi Habsburgami. Nie sądzę, 
by protestantyzm uratował czy uchronił Polskę od kon- 
fliktu z Turcją albo pozwoliłby uniknąć zadrażnień spo- 
łecznych, narodowościowych i religijnych, jakie narastały 
na Ukrainie i wybuchły płomieniem buntów kozackich. 
Były to zjawiska zbyt skomplikowane, by wyznanie więk- 


-194 -
>>>
Hipotetyczny obraz Po/ski protestanckiej 



Zości Polaków mogło zmienić ich charakter. Przyczyna 
Ich leżała w przewadze możnowładztwa, kolonizującego 
ziemie stepowe, przeciw któremu występowały żywioły 
pragnące wolności. 
Właściwie tedy zasadnicza różnica między możliwym 
obrazem Polski protestanckiej a Polską katolicką wystę- 
puje w dziedzinie kulturalnej i społeczno-gospodarczej. 
Polska protestancka byłaby bardziej skłonna do stosowa- 
nia kapitalizmu (w wypadkach przewagi kalwinizmu), 
a ponadto byłaby podatniejsza na przyjęcie racjonalizmu. 
W związku z tym, zaznaczyłaby się różnica zasadnicza 
dopiero z chwilą narodzeł:lia się tego ostatniego, u schyłku 
XVII w. Później tę ewentualność też rozpatrzymy. 
Na zakończenie tych rozważań można przytoczyć 
obraz religijny Mazurów pruskich. Przy zmianie religii 
W 1525 r. masy ludu trzymały się uporczywie dawnych 
wierzeń, które długo bardzo przetrwały. Należy przypusz- 
czać, że w razie przyjęcia przez Polskę protestantyzmu, 
wiele katolickich pozostałości utrzymałoby się długo, jak 
Utrzymał się kult maryjny wśród Mazurów pruskich. Dla- 
tego też przedstawienie cech charakterystycznych prote- 
Stantyzmu Mazurów stanowić będzie zakończenie tych 
rOZważań na marginesie reformacyjnego ruchu w Polsce 
W XVI w. 
Mazurzy zachowali cały szereg cech katolickich w swej 
religijnej obyczajowości: żegnanie się, klękanie i bicie się 
W piersi w czasie modlitw, szczególniej przy odmawianiu 
Ojcze Nasz. Obchodzą uroczyście dzień Trójcy Świętej, 
Boże Ciało, Świętej Matki Bożej, ku czci której niektóre 
wsie nie pracowały w sobotę. Wielki Czwartek jest więk- 
SZym świętem niż Wielki Piątek (odwrotnie niż u Niem- 


- 195 -
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


ców, którzy w Wielki Piątek nie pracują). Na św. Jakuba 
(25 VII), na Przemienienie (6 VIII) świętują, odbywają się 
pielgrzymki, m.in. do katolickich kościołów. W adwencie 
przestrzegano ciszy, na Boże Narodzenie śpiewano kolędy 
w czasie Jutrzni urządzanej przez młodzież. Do począt- 
ków XVIII w. utrzymywała się spowiedź uszna, używanie 
ornatów albo żegnanie znakiem krzyża św. Do ostatnich 
czasów odbywały się pielgrzymki Mazurów do cudow- 
nej figury Najświętszej Maryi Panny w Świętej Lipce, 
a podczas tzw. mszy luterskiej Mazurzy ze świecami na 
klęczkach obchodzą ołtarz. Inne pozostałości katolic- 
kie przeszły do rzędu wierzeń, np. o mocy uzdrawiającej 
wody zaczerpniętej w Wielką Sobotę, o mocy uzdrawia- 
jącej Eucharystii w godzinie śmierci. Radosna pobożność 
odbija od surowości Niemców. Przykład ten dowodzi, 
że lud polski przyjął reformację jako coś obcego, trwając 
uporczywie przy obyczajowości katolickiej. 


Społeczność katolicka 


Walka stoczona przez katolicyzm z protestantyzmem 
skończyła się tak szybko zwycięstwem katolików, iż za- 
chodzi pytanie, czy nie była bardzo łatwa. Protestantyzm 
polski był "rośliną egzotyczną", a skoro go szlachta odstą- 
piła - rychło upadł (ks. Załęski). Zdaniem protestanckiego 
badacza Volkera nie królowie, a masy katolickie złamały 
innowierstwo
statecznie szlachta zadecydowała o kato- 
lickim charakterze Polski. Wolna w dziedzinie politycz- 
nej - żądała autorytetu w wierze, dlatego powróciła do 
katolicyzmu. Miała zaufanie do jezuitów, których wiara 


1tJi\
 


- 196-
>>>
Spo/uznol{ katolicka 


była pewna. Jezuici zaczęli też bić protestantów także na 
polu kultury, tworząc ją w duchu narodowym i katolic- 
kim lepiej niż czynili to protestanci. Z tego zgodnego sądu 
Volkera i Załęskiego wynikałoby, że protestantyzm polski 
był słaby, a przez to zwycięstwo łatwe, a zwycięscy - nie- 
koniecznie - byli ludźmi wielkiej miary7 
Jednak zanalizowawszy natężenie walki, rozwinię- 
tej miary talentu w doborze argumentów, jasności przed- 
stawienia, sumienności badania przedmiotu, widzimy, 
że polemiści, kato l icc y) poczynając od Hozjusza, włożyli 

alkę bardzo duży wysiłek. Nie dorównali im p;te- 
stanci, którym zabrakło ludzi wykształconych. Możni 
Wzgardliwie traktowali "ministrów", a polemiści jezuiccy 
mniejszego kalibru będą wytykać protestantom, że ich 
polemiści to plebejusze, a katoliccy - to sama szlachta. 
Nie były to argumenty poważne.) W istocie zwycięstwo 
nastąpiło tak szybko na skutek wielkiego wysiłku i talentu 
Ze strony katolickiej, bo szlachtę trzeba było przekonać;] 
Co więcej, będą jeszcze później występować protestanci 
zbrojnie, jak w rokoszu Zebrzydowskiego, ich przywódcy 
- Radziwiłłowie na Litwie i Leszczyńscy w Wielkopolsce 
będą potęgami, walka o urzędy, o kościoły będzie się to- 
cZyć przez długie lata. Zwycięstwo nie było tedy łatwe. 
Podczas walk wyrosła nowa społeczność katolicka, 
złożona wyraźnie z dwóch grup różniących się liczbą, 
składem, postawą życiową. Jedna z nich to element czyn- 
ny, gorliwy, złożony z biskupów, profesorów, zakonników 
Oraz konwertytów spośród świeckich, zarówno mężczyzn, 
jak i kobiet. Mają oni poczucie odpowiedzialności za los 
dusz ludzkich, które m3:ią wybierać między Bogiem a po- 
tępieniem, postawa ich misyjna i apostolska przekształca- 
, 


- 197 -
>>>
ROZDZIAł. I I. Ostateczna rozgrywka 


ła się nieraz w bojową. Druga grupa, o wiele liczniejsza, 
to masa katolicka, o tradycyjnym przywiązaniu do wiary, 
do obrzędów, kultu maryjnego, zdecydowanie niechętna, 
wszystkim niechrześcijanom, odnosząca się pogardli- 
wie do Kościoła wschodniego jako do czegoś niższego, 
z protestantami związana węzłami pokrewieństw i są- 
siedztwa i gotowa ich tolerować. Masa ta będzie - jeśli 
chodzi o szlachtę - na plan pierwszy wysuwać momenty 
polityczne przed religijnymi. Idzie za grupą aktywną, ale 
nie zawsze, nie stale. To tradycyjne podłoże katolickie, od 
jego stosunku do grupy przodującej, od liczebności i jako- 
ści tej ostatniej w znacznej mierze zależy charakter całej 
społeczności katolickiej, 
W skład grupy aktywnej wchodzą trzy czynniki, nie- 
równe co do liczebności, ale bardzo wpływowe: biskupi, 
zakony, wśród nich na pierwszym miejscu jezuici, Uni- 
wersytety Krakowski i Wileński - obok tego jednostki 
świeckie niezorganizowane w stronnictwo lub też jakikol- 
wiek"związek, ale złączone z owymi trzema. 
I Episkopat u schyłku XVI w. składał się przede wszyst- 
klm z wychowanków Hozjusza, których biografie nie są 
dotąd opracowane. To trzech prymasów kolejno zasiada- 
jących na stolicy gnieźnieńskiej: Stanisław Karnkowski 
(1581-1603), Bernard Maciejowski (1606-1608), Wojciech 
Baranowski (1608-1615). Należy tu biskup wileński (1579- 
-1591), potem krakowski (1591-1600), kardynał Jerzy Ra- 
dziwiłł, arcybiskup lwowski Jan Dymitr Solikowski (1583- 
-1603), biskup chełmiński Jan Kuczborski (1614-1624), 
ongiś obaj sekretarze Hozjusza, biskup kujawski Hieronim 
Rozrażewski (1578- 1600). W ten sposób wpływ Hozjusza 
sięga w głąb XVII w. Biskupi byli bardzo gorliwi w przepro- 


- 198 -
>>>
Społecznoff katolicka 


wadzeniu reformy w swych diecezjach. Karnkowski, jeszcze 
jako biskup kujawski, Piotr Kostka, biskup chełmiński, Piotr 
Wolski, biskup płocki, nakłonili po długim oporze prymasa 
Uchańskiego do zwołania w 1577 r. synodu, który przyjął 
Ustawy trydenckie, a jedynie zwrócił się do papieża o dys- 
pensę od niektórych kanonó
Biskupi ci bronili w senacie 
praw Kościoła, starali się o odzyskanie utraconych świątyń, 
a prowadząc sami życie wzorowe, usuwali nieodpowiednich 
księży i dbali o wychowanie kleru stojącego na wysokim 
poziomie. [Na ziemiach wschodnich oni dopiero zorgani- 
zowali życie Kościoła łacińskiego (np. bp Wołucki w 1597 r. 
utworzył kapitułę w Kamieńcu, podczas gdy dotychczas 
kanonicznej organizacji nie było.] Ten pod każdym wzglę- 
dem, wybitny episkopat był jednym ze źródeł odrodzenia 
katolickiego. 
Drugim był zakon jezuitów. Zakon ten powstał 
W Hiszpanii, toteż hiszpański, pesymistyczny typ reli- 
gijności zespolony został przez sw. Ignacego z wolunta- 
rystyczną postawą życiową. Ćwiczenia duchowne utrzy- 
mywały w jezuicie dyscyplinę wewnętrzną, choć znaczną 
cZęść życia spędzał on nieraz poza klasztorem. Dzięki 
ścisłej kontroli wzajemnej, jezuici stanowili organiza- 
cję tak zwartą i sprężystą, że protestanci byli wobec niej 
bezsilni. Górowali też nad nimi przystosowaniem do 
życia dworskiego i dworskiej kultury, która zapanowała 
Wówczas w Europie. Jezuita z ułożenia był dworzani- 
nem, czuł się dobrze w zamkach i pałacach, otrzymy- 
wał od przełożonych wiadomości dotyczące wydarzeń 
politycznych, był więc wszędzie pożądany i potrzebny. 
Instytucja "misji dworskiej", na którą wysyłali przeło- 
Żeni zakonu specjalnie dobranych ojców, była potężnym 


- 199-
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


środkiem nawracania. Jezuici górowali ogładą, zręczno- 
ścią, wymową nad duchownymi protestanckimi. Byli też 
gruntownie wykształceni w duchu humanizmu. Szkoły 
swe zbudowali na wzór gimnazjum luteranina Sturma, 
ale nadali im charakter bardziej praktyczny. Ze szkół ich 
wynoszono znajomość łaciny w mowie i piśmie, umie- 
jętność wymowy, ułożenie towarzyskie. Szlachta, nawet 
różnowiercza, chętnie oddawała im młodzież na na- 
ukę, gdyż starannie unikali nawet pozorów nawracania 
w szkole. Niemniej wychowankowie ich nawracali się 
bardzo często. Szkoły były bezpłatne, ale rodzice hojnie 
obdarowywali zakon. Stąd ścigać poczęła jezuitów nie- 
nawiść ze strony protestantów, którzy nie widzieli innej 
obrony przed nimi, jak zakaz wjazdu w granice księstw 
i królestw protestanckich. Istotnie nawrócili oni całe po- 
łudniowe i zachodnie Niemcy, Flandrię, Polskę, Węgry, 
a byliby niewątpliwie pozyskali taką np. Norwegię, gdy- 
by się mogli do niej dostać. Równocześnie zakon pro- 
wadził misje w Indiach, Chinach, Japonii, na wyspach 
Indonezji, w Ameryce. Protestanci misji wśród ludów 
pozaeuropejskich w tym czasie nie prowadzili. Wydawa- 
li jezuici uczonych, krzewili nową sztukę, barok, który 
przeciwstawiał swą nieco sztuczną wspaniałość oschłej 
pustce zborów kalwińskich, a nawet luterańskich. Jezuici 
byli przednią strażą katolicyzmu, najczynniejszą grupą - 
ale mieli wielu wrogów zarówno wśród kleru świeckiego, 
jak i zakonnego. Zarzucano im ekspansywność na szko- 
dę innych, bezwzględność w postępowaniu. Narażali się 
czcigodnym instytucjom naukowym, naruszali spokój 
niejednego katolika tradycyjnego. Niemniej wpływ ich 
i znaczenie były ogromne. 


- 200 -
>>>
Społecznoft katolicka 


Pierwsi jezuici przybyli do Polski z nuncjuszem Lip- 
pomano (1555-1557), potem z nuncjuszem Montovato, 
1558 r., kiedy przyjechał Piotr Kanizjusz, jeden z czoło- 
wych jezuitów niemieckich. Arcybiskup Dzierzgowski, 
potem Przerębski, obiecywali im fundację, ale sprowadził 
ich dopiero Stanisław Hozjusz do Braniewa. Tu wśród 
ludności niemieckiej, ale w pobliżu rdzennych obszarów 
Polski i Litwy, w sąsiedztwie krąjów skandynawskich, pod 
bokiem Uniwersytetu Królewieckiego powstało w 1564 r. 
kolegium o misyjnym zacięciu. Związane było ono wielu 
węzłami z Akademią Wileńską, promieniowało na Prusy, 
ziemie koronne, Litwę i Inflanty. Młodzież wschodnio- 
pruskich domów szlacheckich zapoznawała się w ich kole- 
gium z kulturą polską i nabierała sympatii do katolicyzmu. 
Drugie z kolei kolegium powstało w twierdzy katolicyzmu 
polskiego na Mazowszu, w Przasnyszu (fundacji biskupa 
Noskowskiego w 1566 r., pod kierownictwem Polaka, je- 
zuity, o. Stanisława Rozrażewskiego). Zygmunt August 
w 1565 r. oficjalnie dopuścił jezuitów do swych dzierżaw 
i zamierzał założyć dla nich wyższą szkołę w Wilnie, ale 
skończyło się na projektach. Do Wilna sprowadził jezu- 
itów biskup Protasewicz w 1569 r., do Poznania w 1572 r. 
biskup Konarski, do Jarosławia w 1574 r. Zofia ze Sprowy 
Kostkowa. Jezuici polscy należeli do prowincji austriackiej, 
ale orientując się w nastrojach szlachty, nie opowiedzieli 
się za kandydaturą habsburską. Na tym tle doszło do za- 
targów i powstania w 1575 r. osobnej prowincji polskiej. 
Początki jezuitów polskich opromienione były świę- 
tością Stanisława Kostki. Właściwie nie posiadamy jego 
biografii, która by potrafiła przemówić do nas językiem 
współczesnym. Był to chłopiec cichy, głęboko zatopio- 


- 20 l -
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


ny w przeżyciach mistycznych, którego otoczenie - brat, 
ochmistrze - nie rozumieli zgoła. Heroiczna jego uciecz- 
ka z protestanckiego środowiska w Wiedniu do zakonu 
i rychła śmierć w opinii świętości, kanonizacja, kult w ca- 
łym świecie katolickim, uczyniły zeń patrona młodzieży. 
Innych świętych w Polsce zakon na ołtarze wprowadzić 
badaj nie usiłował, aż dopiero Andrzej Bobola beatyfiko- 
wany został w XIX w., kanonizowany w XX w. 
Batory był wielkim protektorem jezuitów. Upoko- 
rzywszy Gdańsk, zażądał od miasta dopuszczenia ich, 
co mieszczanie wykonali po długim oporze w 1584 r. 
Batory przed wyprawą na Połock ufundował w 1578 r. 
uniwersytet jezuicki w Wilnie, przekształcając dawne 
kolegium. Fundował też kolegium w Połocku, sprowadził 
zakon do Inflant i Siedmiogrodu. Świeccy przyjaciele je- 
zuitów, konwertyta Chodkiewicz, Mikołaj Zebrzydow- 
ski, Mikołaj Radziwiłł Sierotka, Bernard Maciejowski 
(późniejszy kardynał), zakładali i wyposażali kolegia 
jezuickie, podobnie prymas Karnkowski i arcybiskup 
Solikowski oraz możne damy. Akcja ta nie była skoordy- 
nowana - kolegia powstawały w miarę potrzeb i pomyśl- 
nych warunków. 
W ten sposób jezuici wkrótce pokryli siecią swych 
domów i misji dworskich całą Polskę. Wszędzie docie- 
rali, dysputowali, nawracali. Nie uchylali się od misji 
wśród ludu, który na Litwie był niesłychanie zaniedbany 
na skutek opustoszenia parafii i zamętu reformacyjnego. 
Miejscami wykorzeniano pogaństwo, gdzie indziej star- 
cy przystępowali do pierwszej spowiedzi i Komunii św. 
Jeszcze w XVII w. lud na Litwie nie zawsze wiedział, jak 
przystępować do Stołu Pańskiego. 


- 202 -
>>>
Spo/uznolł katolicka 


Dysydenci rywalizować usiłowali z jezuitami: aria- 
nie mieli swą wszechnicę w Rakowie, dokąd zjeżdżali ich 
wyznawcy z całej Europy, kalwini mieli szkoły w Wilnie 
i Słucku, luteranie w Gdańsku, Toruniu, Elblągu, przy 
czym zamierzali utworzyć w Toruniu uniwersytet. Zarów- 
no walka z różnowierstwem, jak i ciągłe kontakty z zagra- 
nicą, wyjazdy na studia, napływ profesorów i przełożonych 
cudzoziemców, przyczyniały się do utrzymania poziomu 
i ożywienia ruchu umysłowego w szkołach jezuickich. 
Jezuici wychowali znakomitych mówców, pisarzy, teo- 
logów. Wstąpił do nich Piotr Skarga, niewątpliwie czoło- 
Wa postać w zakonie w tych latach. Jezuitą był Jakub Wu- 
jek, autor pomnikowego przekładu Pisma Świętego, który 
wyparł dawniejsze, protestanckie. Był on też autorem po- 
stylli, czyli zbioru kazań na niedziele i święta. Znakomi- 
tym pisarzem był też Benedykt Herbest, były profesor 
wszechnicy krakowskiej. Inni zajmowali się praktycznym 
duszpasterstvvem. 
Odradzały się też inne zakony. Benedyktynki zrefor- 
11l0wała ksieni w Chełmnie, Magdalena Mortęska, która 
zakładała szkoły dla dziewcząt przy klasztorach. Odegra- 
ły one w wychowaniu kobiet rolę podobną do szkół jezuic- 
kich wobec młodzieży męskiej. Trudniej szło z benedyk- 
tynami, których bogate opactwa dawał król w komendę 
swoim dworzanom, a ci o życie zakonne się nie troszczyli. 
Cystersi zrazu podupadli zupełnie, gdyż zakonnicy Niem- 
cy zaczęli masowo opuszczać klasztory, przyjmując naukę 
Lutra. Dopiero po wypełnieniu się Polakami, zaczęły się 
odradzać, ale wysokiego poziomu nie osiągnęły. Studia 
były zaniedbane. Bernardyni, dominikanie utrzymali się 
na poziomie dość wysokim, podobnie franciszkanie. 


- 203 -
>>>
ROZDZIAł. II. Ostateczna rozgrywka 


Trzecim czynnikiem aktywnym w katolicyzmie pol- 
skim były uniwersytety. Były one narzędziem szerzenia 
nauki katolickiej. Wilno przeciwstawiło się wszechnicy 
królewieckiej i zamknęło jej drogę na Wschód. Zespole- 
nie nauki i katolicyzmu dawało Kościołowi wielką moc 
promieniowania. Akademia Krakowska co prawda pod- 
upadała nieustannie, mimo zabiegów o poprawę. Niemniej 
wydawała obrońców Kościoła - jakjakub Górski. Główne 
jej znaczenie polegało na tym, że skupiała w swych mu- 
rach młodzież chłopską, mieszczańską i drobnoszlachec- 
ką, gorliwie katolicką, a młodzież tę aktywizowała i przez 
nią oraz przez swe kolonie (gimnazja) oddziaływała na 
kraj, przede wszystkim na warstwy ludowe. 
Ludzie świeccy nie stanowili jakiejś zwartej organi- 
zacji, jak zresztą wszędzie w Europie. Byli fundatorami, 
patronami, opiekunami sprawy katolickiej i jej czołowych 
obrońców. Pewne formy organizacyjne zaczęły powsta- 
wać dopiero za Zygmunta III, ale właściwie dopiero XIX 
i XX w. pociągnie świeckich do aktywnej roli. Stan badań 
nad dziejami katolicyzmu polskiego w końcu XVI w. nie 
pozwala jeszcze omówić ich roli w tym okresie. 
W przeciwieństwie do aktywnej grupy katolickiej, 
masa wierząca trwała w swym przywiązaniu do starych 
form i uchylała się od walki. Żywoty świętych Skargi urobią 
jej poglądy na życie chrześcijańskie i na świętość. W tym 
czasie, co jest rzeczą charakterystyczną, masa otaczała 
kultem świętości nie bojowników, pisarzy, mówców, nie 
Hozjusza, Skargę, Wujka, a ludzi skromnych i cichych, 
żyjących w swym kółku, uprawiających heroiczne miło- 
sierdzie. Taki Tomasz Zieliński z Zieleńca pod Wrześnią, 
właściciel skromnego folwarku, który w młodości ulegał 


- 204 -
>>>
Społeczno!t Iłatoliclła 


naukom innowierczym na dworze możnego pana, potem 
Wrócił do katolicyzmu, żył bez rozgłosu w swym dwo- 
rze - otoczony jest dotąd kultem jak święty. Zieliński nie 
lubił dysput o wierze w kole sąsiadów i uchylał się od nich 
jako niekompetentny, za to zbierał żebraków i nędzarzy, 
karmił ich i leczył u siebie, budując dla zakaźnie chorych 
- wedle ówczesnych zasad leczenia - izolacyjne szałasy za 
ogrodem. Tam osobiście im posługiwał, wbrew oporowi 
krewnych i żony. Kierował jego życiem duchownym zna- 
ny teolog i kaznodzieja, ks. Powodowski, który też spi- 
sał żywot Tomasza Zielińskiego. Z chłopami żył Tomasz 
Zieliński blisko. Pijany chłop w Pyzdrach, dokąd zawieźli 
zboże na sprzedaż, uderzył go kijem aż się przewrócił. 
Chłop wołał, że zamiast rozdawać pieniądze żebrakom, 
powinien je oddać poddanym. Zieliński winę mu darował 
i poszedł do kościoła modlić się zań. Po śmierci (1586) 
uznano go za świętego, za chlubę kaliskiej ziemi. Lud do- 
tąd opowiada cuda, których biograf z XVII w. nie zapisał. 
Do 1914 r. szła po Wielkiej Nocy co roku pielgrzymka 
do Zielińca. Kult ten, dopuszczony przez Kościół, choć 
nieusankcjonowany, jest w pewnym stopniu wskazówką, 
jak pojmowano świętość w szerokich kołach katolików 
u schyłku XVI w.
>>>
ROZDZIAł.. 12 


Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Zygmunt III 


Panowanie pierwszego Wazy, trwające blisko 44 lata, ob- 
fitowało w tyle wydarzeń w dziedzinie religijnej, iż zasłu- 
guje na specjalnie szerokie potraktowanie. Była to epoka 
największego nasilenia walk religijnych, ale i religijnych 
zainteresowań w całej Europie. Na wszystko patrzono pod 
kątem widzenia religii i pod jej płaszczykiem przemycano 
polityczne i gospodarcze interesy. W postawie mas zaszła 
zmiana: na ludzi innej wiary patrzyły wrogo lub co naj- 
mniej niechętnie i podejrzliwie. Zasługą zaś była walka 
za Wiarę. 
Po okresie, gdy w XVI w. władca narzucał wiarę swą 
poddanym, przyszedł drugi, gdy naprzeciw siebie stanę- 
ły dwa obozy wrogich państw. W tych warunkach czy- 
sto polityczne sprawy nabierały charakteru religijnego. 
Protestanci niemieccy marzyli o narzuceniu Polsce króla 
współwyznawcy, który by siłą wprowadził religię ewange- 
licką. Zygmunt III wygnany ze Szwecji przez stryja pro- 
testanta, przez całe życie marzył o odzyskaniu siłą tronu 
ojców i wprowadzeniu do Szwecji katolicyzmu. Zatracała 


- 206 -
>>>
Zygmunt III 


się wiara w dobrą wolę strony przeciwnej, miecz stawał 
się ulubionym środkiem misji. Było w tym zatracenie jed- 
nej z podstawowych zasad nauki chrześcijańskiej, nawrót 
W obu obozach do koncepcji najskrajniejszych średniowie- 
cza, które miały wykazać swą bezsilność w czasie wojny 
trzydziestoletniej. 
Nauka chrześcijańska nie ulega zmianie w ciągu wie- 
ków, ale ulega zmianie wyobrażenie, jakie ludzie o niej 
mają. To wyobrażenie nazwał Maritaio "Ideałem histo- 
rycznym chrześcijaństwa". Inny był ideał w starożytno- 
ści, inny w średniowieczu, inny w czasach najnowszych. 
Ideał średniowieczny to jednolita społeczność walcząca 
pod przewodem cesarza przeciw niewiernym. Przetrwał 
On w skażonej formie do XVII w. i dłużej. Stąd cesarz 
prowadził wojnę przeciw protestantom w imię wiary, ale 
i Gustaw Adolf w imię wiary wkraczał do Niemiec, ma- 
rZąc o koronie cesarskiej dla siebie. Wyłamywała się z tej 
ideologii Francja, prowadząca własną politykę narodową, 
nie była też ona popularna w Polsce. 
Do tej epoki należał w całej pełni Zygmunt III. Aby 
go zrozumieć, przebiec należy krótko dzieje jego młodo- 
ści. Ojciec jego, król Jan III, ożenił się z KatarzynąJagiel- 
lonką, gorliwą katoliczką. Sam skłaniał się do katolicy- 
zmu, czego wyrazem była jego własna liturgia, zbliżona 
do anglikańskiej, którą w Szwecji wprowadził. Uważał 
się za wybitnego teologa i zaprosił sobie jezuitów do dys- 
put religijnych. Przybył też w 1574 r. Stanisław Warsze- 
Wicki, który królowi bardzo się podobał, jednak Jan III 
uparł się przy Komunii Świętej pod dwiema postacia- 
mi i zniesieniu celibatu. Po wyjeździe Warszewickiego, 
przybył zręczny jezuita, Norweg, Wawrzyniec Nikolai. 


- 207 -
>>>
......-- 


ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


W 1576 r. najmłodszy brat króla, Karol książę Suder- 
mański, stanął na czele partii luterskiej, która jednak sta- 
nowiła w Szwecji mniejszość. W 1577 r. przybył znów 
Possewin, by rokować o unię. Przez 10 miesięcy dyspu- 
tował z królem, który lubował się w dialektyce i wreszcie 
dokonał tego, że Jan w tajemnicy złożył wyznanie wiary, 
przyjął Komunię Świętą pod jedną postacią i dał toleran- 
cję katolikom, ale żądał dyspensy dla Szwedów co do ko- 
munii pod dwiema postaciami i małżeństwa księży. Nie 
wiadomo, czy chodziło tu o opór reformatora liturgii, 
czy o przezorność polityka. Tymczasem przez rok 1578- 
-1579 bawiła w Szwecji misja jezuitów polskich, którzy 
mówili kazania polskie dla dworu Katarzyny, szwedzkie 
dla wszystkich i otworzyli szkołę. W 1579 r. Possewin 
przywiózł z Rzymu odmowę papieską co do dyspensy. 
W czasie pobytu na zamku w Westeras król chciał za- 
brać dwunastoletniego królewicza Zygmunta na kazanie 
luterańskie. Zygmunt odmówił, ojciec dał mu osiem razy 
w twarz, ale uporu chłopca nie złamał. Zygmunt chciał 
uciekać do Polski; w psychice jego powstał uraz w sto- 
sunku do protestantyzmu. By zrozumieć jego postępo- 
wanie, trzeba tedy zawsze pamiętać o scenie w Westeras 
w 1579 r. Zygmunt nie mógł być ani indyferentem, ani 
tolerować innowierców po tym, co przeżył na przełomie 
dzieciństwa i młodości. 
W Sztokholmie tłum luterański zburzył w 1580 r. mi- 
sję jezuicką, a po śmierci królowej w 1583 r. polscy jezu- 
ici odjechali. Zygmunt pozostał katolikiem, siostra jego 
przeszła na protestantyzm po tym, jak stary Jan III oże- 
nił się po raz drugi z żarliwą luteranką. Przy Zygmuncie 
pozostało paru jezuitów polskich aż do jego wyjazdu do 


- 208 -
>>>
Zygmunt III 


Polski. Taki był koniec krótkiej, trudnej a nieudanej misji 
polskiej w Szwecji. 
Nowy król, po kądzieli Jagiellończyk, bo siostrze- 
niec Zygmunta Augusta, był człowiekiem prawym i bar- 
dzo uczciwym w swym życiu prywatnym, skrupulatnym 
w wypełnianiu obowiązków monarszych, ale bardzo 
upartym, a przy tym pozbawionym zdolności politycz- 
nych. Los sprawił, że się urodził jako królewicz, że miał 
piastować dwie korony - ale do żadnej nie dorastał. Był 
to w duszy artysta, amator muzyki i pięknych obrazów, 
z zamiłowań rzeźbiarz i złotnik (stąd opowiadanie, że 
szukał sekretu robienia złota). Lubił ciche życie rodzin- 
ne, talentów wojskowych nie miał żadnych, kierowanie 
państwem tak wielkim i tak niewdzięcznym jak Polska 
sprawiało mu wiele trudów. A równocześnie był o wła- 
dzę zazdrosny, był w duszy absolutystą, choć skrupulatnie 
wypełniał niemiłe zobowiązania wobec Rzeczypospolitej. 
Szwed w każdym calu, w Polsce nie czuł się dobrze i tę- 
sknił do dalekiej północnej ojczyzny. Nie było w nim nic 
ekspansywnego, nic wybuchowego, zimny, milczący i za- 
mknięty był przeciwieństwem Batorego i serc Polaków 
zjednać nie potrafił. Popełnił niezliczoną ilość błędów 
i niezręczności politycznych, usiłując prowadzić tę samą 
politykę, co Zygmunt August. 
A więc Zygmunt August zdobył dla Polski Inflanty, 
a wraz z nimi chciał uzyskać przewagę na Bałtyku. Zyg- 
munt III zobowiązał się zwrócić Estonię i uczynił to, wy- 
wołując konflikt ze Szwecją. Właściwie ten konflikt po 
wygnaniu go przez Karola Sudermańskiego był nieunik- 
niony, ale można go było odwlec. Natomiast w Polsce po- 
Wstało wrażenie, że król narzuca Polsce wojnę (która i tak 


- 209 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


by zapewne wybuchła, jeśli nie za Karola IX, który pod- 
burzał protestantów w Inflantach, to za Gustawa Adolfa, 
który chciał opanować Bałtyk i interweniował w Moskwie). 
Niemniej Zygmunt III rozumiał znaczenie Inflant i zna- 
czenie morza dla Polski. Stworzył więc znów flotę, któ- 
rej potrzeby Batory nie rozumiał, ale zmarnował tę flotę, 
oddając ją w służbę Habsburgów, którzy chcieli przewa- 
gę swą ugruntować na Bałtyku. Tak samo jak Zygmunt 
August opierał się on w polityce bałtyckiej na Hohenzol- 
lernach, których linię elektorską wpuścił do Prus za cenę 
pomocy w planach wschodnich. Zygmunt III realizo- 
wał tylko obietnicę wuja - ale nie był zmuszony do tego. 
Trzeba jednak zauważyć, iż w sprawach Prus Książę- 
cych Zygmunt nie powodował się względami religijnymi. 
Oddał opiekę nad umysłowo chorym synem Albrechta 
elektorowi, choć mógł przygotować przez mianowanie 
gubernatora włączenie kraju do Polski, a przez to powolne 
jego nawrócenie na katolicyzm. Ograniczył się jednak do 
uzyskania swobody budowania kościołów dla katolików 
w Prusach i sam ufundował kościół w Królewcu. W ten 
sposób protestantyzm utrwalił się w Prusach Książęcych. 
Decydowały tu niewątpliwie zamiary szwedzkie króla, 
który zajęty był wojną w Inflantach i szukał pomocy Ho- 
henzollernów do odzyskania tronu szwedzkiego. A rów- 
nocześnie rokosz Zebrzydowskiego domagał się usunięcia 
elektora z Prus i włączenia kraju do Polski. 
Natomiast w Inflantach Zygmunt kontynuował poli- 
tykę Batorego. Starał się o restytucję katolicyzmu, o po- 
prawę położenia chłopów. Ryga nie dopuszczała jezu- 
itów w swe mury, aż wreszcie po długich sporach osiedli 
oni w 1591 r. Jednak nienawiść Niemców i luteranów do 


-210-
>>>
Zygmunt III 


Polski i katolicyzmu była tak silna, że w 1598 r. okazy- 
wali oni sympatię dla Szwedów, a kraj cały, podminowa- 
ny agitacją Karola Sudermańskiego, gotów był niejako 
do powstania. Biskupem inflanckim został od 1589 r. 
gorliwy Otto Schenking (po Mielińskim i Nideckim). 
W całej diecezji wendeńskiej było w 1615 r. zaledwie 
18 księży świeckich. Główny ciężar pracy spoczywał na 
jezuitach, głównie nawróconych inflantczykach, z któ- 
rych o. Tolgsdorf specjalnie zajmował się ludnością ło- 
tewską. W Dorpacie król zakazał luteranom głoszenia 
kazań po estońsku, ale w Rydze katolicy byli nagabywani 
przez tłum, rada miejska odmawiała im prawa urządza- 
nia uroczystych pogrzebów, uroczystego noszenia wia- 
tyku chorym, spowiadanie nawet skazańców-katolików 
przez księży było zakazane. Za to król i starostowie ka- 
tolicy odbierali kościoły protestantom i oddawali księ- 
żom katolickim. Na tle tych walk wyznaniowych zrozu- 
mieć można, dlaczego Szwedzi tak łatwo opanowywali 
kraj. Najdłużej wytrwali w wierności Ryżanie, związani 
interesami gospodarczymi z Litwą. W Rzeczypospoli- 
tej Lew Sapieha przypisywał utratę Inflant tolerowaniu 
protestantów. Tak rozumowano w początkach XVII w. 
w obu częściach Europy - katolickiej i protestanckiej. 
Zygmunt III wzorem Jagiellonów i Batorego prowa- 
dził ekspansję na Wschód, gdzie państwo moskiewskie 
ulegało rozkładowi. Zamiast osadzić na tronie carów 
człowieka sobie oddanego, sam wziął koronę dla siebie, 
choć wiedział o różnicach religijnych, jakie dzieliły go 
od masy ludności. Zresztą ten sam błąd popełnił Gustaw 
Adolf, wysuwając kandydaturę swego brata do korony 
carskiej. 


-211-
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Wreszcie Zygmunt III zbliżył się do Habsburgów, 
miał kolejno dwie żony Austriaczki, ale przy tym nie zdo- 
łał zachować niezależności politycznej, o którą chodziło 
Zamoyskiemu. Kanclerzowi nie chodziło o wojnę z I Iabs- 
burgami, o przejście do obozu protestanckiego - na to Za- 
moyski był zbyt wyraźnym katolikiem - ale tylko o nieza- 
leżność, której Zygmunt zachować nie umiał, ściągając na 
kraj wreszcie wojnę turecką. 
Z Zamoyskim król nie umiał się porozumieć, nie lubił 
go ze względu na prymat polityki nad religią, który wi- 
dział w postępowaniu kanclerza, i bał się jego opieki. Nie 
rozumiał, że Zamoyski chce przeprowadzić głosowanie 
większością w sejmie dla dobra kraju, nie umiał przepro- 
wadzić reform ani zdobyć popularności szlachty. Błędem 
było też wplątanie Polski w wojnę z Turcją. 
Czy Polska mogła stanąć przeciw Habsburgom pod- 
czas wojny trzydziestoletniej? Byłoby to niebezpieczne 
podkopywanie sąsiada, z którym nie było konfliktów. Ale 
nie musiała też Polska stawać po stronie Habsburgów. 
Masy szlacheckie niechętnie myślały o wojnie, która wy- 
wołałaby silne rozdźwięki religijne wewnątrz kraju. Odzy- 
skanie Sląska było problematyczne, bo protestanci śląscy 
nie chcieli panowania katolickiego Wazy i związku z ka- 
tolicką Polską, a katolicy śląscy stali przy Habsburgach. 
Bardziej popularna była myśl walki z Turcją, ale słusz- 
nie obawiano się jej potęgi oraz dwulicowości Habsbur- 
gów, którzy Polskę gotowi byli zostawić na pastwę najazdu 
tureckiego. Niewątpliwie rozwikłanie interesu narodowe- 
go, racji stanu państwa, splątanych z religijnymi nastroja- 
mi epoki, w której oczekiwano lada chwila wojny religij- 
nej w Europie lub ją widziano, nie było rzeczą łatwą dla 


- 212-
>>>
Zygmunt III 


człowieka typu Zygmunta III. Łatwiej sobie z tym dawali 
radę biskupi polscy i senatorowie katoliccy, którzy osta- 
tecznie nie dali się wciągnąć do wojny trzydziestoletniej, 
mimo wysiłków Habsburgów, którzy wysuwali raz po raz 
religijne motywy. Dlatego również należy poczytywać za 
błąd Zygmuntowi III wplątanie Polski w wojnę z Turcją. 

ojna ta rozpoczęła się od klęski pod Cecorą i śmierci 
Zółkiewskiego, który poległ jak prawdziwy rycerz chrze- 
ścijański. Polskę wystawioną na najazd turecki opuścili 
Habsburgowie i cała Europa katolicka. Jedynie protestant 
Jakub I Stuart, król angielski, wysłał zaciężne wojska, 
które przybyły do Gdańska już po zakończeniu wojny 
i opłacone ze skarbu Rzeczpospolitej wróciły do kraju. 
Ciężar walki spoczął na sędziwym Janie Chodkiewiczu, 
a po jego śmierci w obozie na Stanisławie Lubomirskim. 
Turcy, po bezskutecznych próbach zdobycia obozu pol- 
skiego pod Chocimem, dali za wygraną i zawarli rozejm 
w chwili, gdy Polacy mieli już tylko jedną beczkę prochu 
(1621). Papież ustanowił święto Matki Bożej Różańcowej 
ku uczczeniu tego zwycięstwa, które w ten sposób co do 
znaczenia zrównane zostało z Lepanto i Wiedniem. Za- 
słoniło ono Europę, rozdartą przez wojnę trzydziestolet- 
nią, i dało bezpieczeństwo od ściany tureckiej: Turków bo- 
wiem protestanci zachęcali do uderzenia na Habsburgów. 
Zwycięstwo chocimskie wstrzymało na pół wieku napór 
turecki na granice Rzeczypospolitej, ale mimo to winę spo- 
wodowania wojny złożyła historia na błędy Zygmunta III, 
gdyż wybuchła ona wbrew jego intencjom. 
Za Zygmunta III walka religijna przeniosła się rów- 
nież na arenę polityczną z powodu z jednej strony, błę- 
dów króla, z drugiej zaś, forytowania katolików na urzę- 


- 213-
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


dy. Król przyzwyczajony do ścisłego kółka doradców, 
jakie istniały w krajach rządzonych absolutnie, stworzył 
sobie i w Polsce taką kamaryllę, stronnictwo katolickie 
i dworskie zarazemlI. Do kamarylli należeli jezuici, jak 
Gołyński i Skarga, którzy zdołali powstrzymać króla od 
opuszczenia Polski podczas zjazdu w Rewlu, gdy ojciec 
król Jan domagał się powrotu do Szwecji. Wliczano do tej 
kamarylli podkomorzego Andrzeja Bobolę (stryja święte- 
go), Niemkę Urszulę Mejerin, ochmistrzynię fraucymeru 
królowej i wychowawczynię dzieci królewskich, podkanc- 
lerzego, potem prymasa J ana Tarnowskiego, podczaszego 
koronnego, potem wojewodę krakowskiego Jana Tęczyń- 
skiego, podkanclerzego Stanisława Mińskiego, marszałka 
wielkiego koronnego Jędrzeja Opalińskiego, kasztelana 
wojnickiego, potem marszałka Zygmunta Myszkowskie- 
go, podkomorzego Teodora Denhofa i innych. Zamoy- 
ski do niej nie należał i występował przeciw niej wrogo. 
Właściwie jednak nie posiadamy dokładnej monografii 
jej poświęconej, nie znamy ani jej błędów, ani trafnych 
posunięć, ani win, ani zasług. Sąd historyków jest o niej 
ujemny, ale bardzo ogólnikowy. Nie obejmowała ona jako 
stronnictwo szerokich kół, nie obejmowała też wszystkich 
katolików ani nawet wszystkich katolików aktywnych: 
byli tu zwolennicy orientacji habsburskiej. Na tym tle do- 
szło do rozdźwięku z Zamoyskim i król udaremnił plany 
kanclerza co do reformy ustroju i wprowadzenia głosowa- 


11 Nie jest wiadomo, czy bractwo św. Anny założone przez arcy- 
biskupa Solikowskiego w 1593 r. pozostawało w jakimś związku z ka- 
maryllą. Należał do niego król, celem jego było wspieranie Kościoła 
w walce z herezją. 


- 214-
>>>
Zygmunt III 


nia większością głosów na sejmach. Rola kamarylli jest tu 
nieznana. Nie wiadomo, czy król, czy też kamarylla bę- 
dzie stale usuwała w cień ucznia Zamoyskiego, Stanisława 
Żółkiewskiego, który był gorliwym katolikiem, ale wro- 
giem Habsburgów. Można mu było co prawda zarzucić, 
że zgodził się na przyjęcie prawosławia przez królewicza 
Władysława w czasie kapitulacji Moskwy, co można tłu- 
maczyć albo obojętnością dla wiary, albo nieuczciwością 
w rokowaniach z bojarami. Niemniej Żółkiewski był kró- 
lowi bezwzględnie wierny. Nie należeli też przeważnie do 
kamarylli biskupi, których król mianował po zasięgnięciu 
rady spowiednika jezuity. Program stronnictwa na we- 
Wnątrz wyrażał się w dążeniu do wzmocnienia władzy 
królewskiej, wprowadzenia władzy bodaj absolutnej - 
heroldem tych zasad był sam Skarga. Z tym wszystkim 
próba ta nie była szczęśliwa. Masy szlacheckie, katolickie 
w większości, odnosiły się niechętnie do kamarylli. Pró- 
ba stworzenia "stronnictwa katolickiego" i dworskiego nie 
była popularna. Wystąpiło to w całej pełni w czasie roko- 
szu Zebrzydowskiego. 
Opozycja antyhabsburska i przeciwna absolutyzmo- 
wi prowadzona była przez Zamoyskiego, zasłużonego 
Sprawie katolickiej, fundatora Akademii w Zamościu, 
poplecznika unii Brzeskiej i nawet wyprawy Dymitra Sa- 
mozwańca na Moskwę. Ale po jego śmierci następca jego, 
Zebrzydowski, zerwał z legalną opozycją. Zebrzydowski 
Według zdania jezuitów pan "pobożny i długiej modlitwy, 
ale twardej głowy i w zdaniu uparty" (to znaczy tępy), za- 
cZął zwoływać zjazdy i prowadził masy szlacheckie do ro- 
koszu. Rokosz był wyrazem niezadowolenia tradycyjnych 
katolików z polityki dworu - jezuitów zrazu nie atako- 


-215-
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


wano, chyba osobiście Skargę. Ale w miarę rozwoju wy- 
padków protestanci, którzy licznie przystąpili do rokoszu, 
uzyskiwali coraz większy głos. Wreszcie Stanisław Dia- 
beł Stadnicki zredagował zarzuty przeciw jezuitom, które 
uchwalili potem sami katolicy. Domagano się tedyodda- 
lenia jezuitów, głoszących Absolutum dominium od dworu 
(chodziło o Skargę), wszystkich jezuitów cudzoziemców 
ma się wydalić z kraju w ciągu dwunastu tygodni. Król nie 
ma w sprawach publicznych radzić się jezuitów, król ani 
nikt inny nie ma czynić nowych fundacji dla nich, a domy 
ich poza ośmiu kolegiami mają być zniesione, majątki 
sprzedane do dwóch lat, w przeciwnym razie przejdą na 
Akademię Krakowską albo na szpital dla ludzi rycerskich. 
Jeśliby jezuici nie zastosowali się do uchwały, mają być 
z kraju wygnani, król musi usunąć z dworu ich narzędzie, 
podkomorzego Bobolę (1606). Skarga bronił się w słowie 
i piśmie, ale władze zakonu były zaniepokojone obrotem 
sprawy. Rokosz został złamany przez wojska Żółkiew- 
skiego i Chodkiewicza, lecz król nie mógł wyzyskać zwy- 
cięstwa z powodu oporu Żółkiewskiego. Na sejmie 1607 r. 
artykuł o jezuitach upadł, uchwalono nadto przywró- 
cić wygnanych przez radę miejską jezuitów do Torunia. 
Rokosz Zebrzydowskiego był ostatnią próbą szerokich 
kół protestanckich przeciwstawienia się królowi, którego 
chciano detronizować. Porażka jego wpłynęła na dalsze 
osłabienie dysydentów, którzy tylko na Litwie pod osło- 
ną Radziwiłłów i Wielkopolsce z pomocą Leszczyńskich 
mieli większe wpływy. Ale też klęska rokoszu była koń- 
cem dążeń reformistycznych mas szlachty, która odsu- 
nęła się od życia politycznego, narzekając wciąż na kró- 
la. Z drugiej strony, władze naczelne zakazały jezuitom 


- 216-
>>>
Zygmunt III 


polskim mieszania się do spraw polityki bieżącej. Skarga 
musiał usunąć kazanie o monarchii z drugiego wydania 
książki zawierającej kazania sejmowe. Jezuici przestają 
odtąd walczyć z ustrojem polskim, zawierają kompromis 
z masą tradycyjnych katolików. Zwolennicy absolutyzmu 
w innych krajach - w Polsce pogodzili się z republiką 
szlachecką, co najwyżej mówili oględnie w kazaniach 
o nadużyciach wolności. Wsiąkli oni w masę szlachecką, 
której nie przeciwstawiali się. Za to szlachta coraz bar- 
dziej do nich się przyzwyczajała. Zarzuty rokoszowe już 
się nie powtórzą. 
Jakie były losy stronnictwa dworskiego po rokoszu 
- bliżej nie wiadomo. Na pewno popierało ono myśl in- 
terwencji w Moskwie, by wprowadzić tam katolicyzm. 
Jezuici towarzyszyli Dym itrowi Samozwańcowi, któ- 
ry w tajemnicy przyjął katolicyzm. Jeden z młodych je- 
zuitów posłował od Dymitra do Rzymu. Nie wiadomo 
bliżej, jaką rolę grała kamaryla w sprawie przyjęcia ko- 
rony moskiewskiej przez króla nie dla syna, a dla siebie 
i We wszystkich sprawach, w których polityka wiązała się 
z religią. W każdym razie próba stworzenia katolickiego 
stronnictwa dworskiego w postaci kamaryli skończyła się 
niepowodzeniem. Polska stała się katolicką na zupełnie 
innej drodze, nieopartej na Habsburgach i koncepcji poli- 
tycznej. Zdecydowały względy czysto religijne. 
Byłoby błędem mniemać, że tylko szlachta była kato- 
licka. Równie gorliwy, fanatyczny w obliczu wojny trzy- 
dziestoletniej był stan mieszczański, który za radą i namo- 
wą jezuitów usuwał z rady i rządów dysydentów, zamykał 
ich zbory po miastach, odbierał obywatelstwo. Protestanci 
przenosili się więc do miast pruskich, Gdańska, Torunia, 


- 217-
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


gdzie znów katolicy byli wykluczeni od praw miejskich. 
Tłumy napadały na zbory ewangelickie i burzyły je. Dy- 
sydenci domagali się tolerancji, ale w całej Europie na- 
brzmiewały konflikty religijne. Toteż i dysydenci, jak 
Krzysztof Radziwiłł i Leszczyński, porozumiewali się co 
do detronizacji Zygmunta z wrogiem Polski, Gustawem 
Adolfem. W odróżnieniu od Zachodu w Polsce do wojny 
religijnej nie doszło. 
Przy wszystkich swoich błędach Zygmunt III miał 
wodzów tak znakomitych, jak żaden z królów polskich, 
choć sam talentów wojskowych nie miał. Po Zamoyskim 
byli Żółkiewski i Chodkiewicz, po nich Koniecpolski. 
Toteż rządy jego są okresem najświetniejszych zwycięstw 
i największego zewnętrznego blasku Rzeczpospolitej. 
Miał też polityków miary nieprzeciętnej u boku - Lwa 
Sapiehę, biskupa Zadzika. Umiał tedy dobierać sobie 
wodzów i ministrów, choć na koronę spadało odium 
błędów. Najczęściej stawia się mu zarzut nietolerancji. 
Mianowicie dawał urzędy katolikom, protestantów po- 
mijał. Ongiś Mikołaj Radziwiłł Czarny, wszechwładny 
faworyt Zygmunta Augusta, dawał urzędy tym, którzy 
przeszli na protestantyzm. Zygmunt robił na odwrót, ale 
dyskretniej. Wywoływało to rozgoryczenie wśród gor- 
liwych protestantów, których było coraz mniej. Trzecie 
pokolenie protestanckie trzymało się wiary z przyzwy- 
czajenia do tego, że uchodziło to za rzecz modną w ko- 
łach magnackich: Prokop Sieniawski tak bał się opinii 
swej sfery, że przyjął katolicyzm potajemnie, gdy go żona 
do tego skłoniła. Z drugiej strony, Zygmunt umiał utrzy- 
mać przy sobie protestantów Szwedów, którzy mu towa- 
rzyszyli na wygnaniu. Przywrócił on w 1589 r. Bracchium 


- 218-
>>>
Zygmunt III 


saeculare przy egzekucji wyroków kościelnych i odbierał 
protestantom kościoły po miastach i wsiach, gdzie był 
patronem. 
Sprzeciwiało się to pojęciom protestanckim, wedle 
których gmina jest właścicielem kościoła, a dopiero po jej 
wygaśnięciu świątynią dysponuje państwo, ale z punktu 
widzenia prawa katolickiego kościelnego było inaczej. Ni- 
gdzie nie narzucał król wiary dysydentom siłą, wszędzie 
protestanci odprawiali swe nabożeństwa bez przeszkód. 
Ani w Szwecji, ani w Danii, ani w Anglii czy w prote- 
stanckich częściach Niemiec, katolicy tego prawa nie mie- 
li. Czy nie ma tedy pewnej przesady w tych zarzutach, 
kierowanych pod adresem Zygmunta? W każdym razie 
Ze stanowiska psychologii, ze stanowiska urazu psychicz- 
nego, który miał do protestantyzmu, postępował bardzo 
umiarkowanie. Odmienne co prawda było jego stanowisko 
wobec prawosławnych - sprawa będzie szerzej omówiona 
przy unii. Nadmienić tu należy, iż uważał, że prawosław- 
nych wiąże wola ich biskupa. 
W polityce religijnej król realizował postulaty wiel- 
kich mas katolickich, które coraz niechętniej odnosiły się 
do dysydentów. Gdyby król swą władzą nie wprowadzał 
w życie postulatów większości występującej coraz ostrzej 
przeciw dysydentom, dojść mogło, wobec rosnącego w ca- 
łej Europie zaognienia, do rozruchów i tumultów w stop- 
niu znacznie większym niż zaistniały, a może nawet wy- 
buchłaby wojna religijna. 
Oceniając politykę Zygmunta, możemy w końcu 
powiedzieć, że mimo wszystkich błędów, sprzyjało mu 
szczęście i rządy jego nie pozostawiły państwa ani w sta- 
nie osłabienia, ani rozstroju, mimo nieustannych wojen, 


-219-
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


które łącznie trwały lat 30. Polska była w chwili jego 
śmierci pierwszą potęgą na wschodzie Europy. 


Władysław IV 


Następca jego Władysław IV był synem swej epoki, ale 
momenty polityczne górowały w jego postępowaniu nad 
religijnymi. Ostre zatargi między Radziwiłłem a katoli- 
kami podczas elekcji, które ledwie zażegnano, skłoniły go 
do tolerancyjnej polityki wobec protestantów. Liczył też 
na zjednanie sobie Szwedów i odzyskanie korony szwedz- 
kiej. Dlatego przyjął do Polski wygnanych z Czech różno- 
wierców, dlatego urządził w 1645 r. w Toruniu Colloqium 
charitativum, dysputę zgodną o wierze między katolika- 
mi, luteranami i kalwinami - która nie mogła dać wyniku 
i nie dała go, ale służyć miała jako środek propagandy. 
W rzeczywistości i w Polsce przeciwieństwa religijne sil- 
nie się zaostrzały, jak to miały wykazać najbliższe lata. 
Polityczny, a nie religijny cel miał zakon Najświętszej 
Maryi Panny, założony przez Władysława, rodzaj brac- 
twa polityczno-religijnego, które miało stanowić królew- 
ską partię. Opór szlachty udaremnił ten zamiar - skoń- 
czyło się na założeniu "Królewskiej kongregacji", sodalicji 
o celach wyłącznie religijnych. Podupadła ona po wyga- 
śnięciu Wazów - zreorganizował ją w 1714 r. Mniszech. 
Raz jeszcze nie powiodło się stworzenie partii katolickiej. 
Stosunek króla do Kościoła był pozytywny, miał jezuitów 
na swym dworze, sprowadził pijarów do Polski, a wraz 
z nimi zaczęły przenikać szerzej wpływy włoskiej misty- 
ki. Przyjazd Marii Ludwiki, królowej francuskiej, miał 


- 220 -
>>>
Władysław IV 


otworzyć w Polsce okres wpływów francuskich. Zazna- 
czyły się jednak one silniej po wojnach "potopu". 
Czasy Władysława IV zaznacząją się pewnym obni- 
żeniem poziomu życia katolickiego w Polsce. Zaznaczyło 
się to przede wszystkim w rezygnacji jezuitów z dawnych 
zamiarów, w przenikaniu do nich coraz silniej atmosfery 
społeczności katolickiej. Z elity stawali się częścią masy. 
Przełożeni zwalczali w jezuitach polskich narodowe wady 
lub ich zaczątki - butę j próżność, podszywanie się pod 
szlachectwo, zamiłowanie do uczt i kielicha (choć nie sły- 
chać o pijaństwie), lekkomyślną krytykę ludzi wybitnych, 
dworactwo, zabieganie o protekcję u możnych dla siebie 
i innych. Od 1608 r. prowincjałami są Polacy, od 1645 r. 
wyłącznie Polacy dostępują tej godności. Podobnie się 
dzieje z rektorami i profesorami. Starali się o to jezuici 
polscy przez Władysława IV: Jezuici stali się przez to bliż- 
si masom, ale urwał się kontakt z Zachodem i nowymi 
prądami w katolicyzmie. Odbijać się to poczyna także na 
szkołach jezuickich. Jezuici mieli ambicje założyć uniwer- 
sytet w Koronie. Ale spotkali się oni z oporem Akademii 
Krakowskiej, która nie dopuściła do założenia uniwersy- 
tetu jezuickiego w Poznaniu (1611-1616). Wtedy jezuici 
POstanowili założyć kolegium w Krakowie. Rozpoczęła 
się gorsząca walka, przy czym powstała anty jezuicka par- 
tia katolicka z kasztelanem krakowskim, księciem Jerzym 
Zbaraskim na czele. Walka zawichrzyła sejmy, przeniosła 
się do Rzymu. Ostatecznie jezuici w 1634 r. przegrali. Jeśli 
jezuici powodowali się ambicją przy zakładaniu kolegium 
w Krakowie, to Akademią kierował egoistyczny interes. 
Nie ma w niej już żadnych wybitnych sił naukowych, 
a dopuszczenie do niej jezuitów mogło przyczynić się do 


- 221 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


podniesienia jej poziomu. Walka nie przyniosła korzyści 
głębszych, nawet zwycięskiej Akademii. Walka jezuitów 
z Akademią była symptomem rozrastania się egoizmu 
korporacyjnego w obrębie społeczności katolickiej. Rywa- 
lizować będą między sobą zakony, kapituły z zakonami, 
kler świecki z zakonnym w ogóle. 
Szlachta niechętnie patrzyła na rozrost dóbr duchow- 
nych, w 1634 r. postanowiono zakazać uposażania klasz- 
torów dobrami ziemskimi, chyba za specjalną uchwałą sej- 
mu. Rywalizacja stanów (i korporacji duchownych) będzie 
z czasem rosła: w XVIII w. każdy klasztor jezuicki będzie 
miał własnego ojca-adwokata, który oddawał się prowa- 
dzeniu procesów. 
Stosunki Władysława IV z papieżem Urbanem VIII 
(zmarłym w 1645 r.) były złe, nuncjusz Filonardi zarzucał 
królowi popieranie protestantów, o czym się dowiedziano 
z przejętych listów. Biskupi polscy stanęli po stronie króla 
i stosunki uległy na lat kilka nawet zerwaniu. Po śmierci 
papieża Urbana VIII nastąpiło znaczne zbliżenie Włady- 
sława IV do Watykanu, szczególnie w związku z planami 
wojny tureckiej, które król przygotowywał. Zatargi po- 
wyższe były przyczyną, dla której Polska w tym czasie nie 
miała kardynała. 
Rok 1638 przyniósł uchwałę sejmu, która zamknęła 
szkoły ariańskie w Rakowie, z powodu zrąbania krzyża 
przez uczniów. Szkoła ta, jedyna wyższa uczelnia arian 
w Europie, była solą w oku zarówno katolików, jak i in- 
nych wyznań protestanckich, których przedstawiciele 
zgodnie współdziałali z katolikami w tej sprawie. Był to 
jedyny objaw prześladowań religijnych za Władysława IV 
w epoce, gdy wszędzie szalała wojna religijna. 


- 222 -
>>>
Spolecznof{ katolicka do polowy XVII w. 


Społeczność katolicka do połowy XVII w. 


Rzadko która epoka jest tak ważna i ciekawa w dzie- 
jach katolicyzmu polskiego, jak czasy Zygmunta III. 
Pod względem znaczenia piśmiennictwa, bogactwa ży- 
cia katolickiego, problematyki, wysiłków, przewyższają 
one zmagania okresu soborowego, a są prawie nieznane. 
W ogóle czasy Zygmunta III są zbadane bardzo powierz- 
chownie, pod względem zaś historii religijnej nie znala- 
zły łaski w oczach badaczy. Więc tylko fragmenty można 
tu przedstawić, jak dzieje unii Brzeskiej - inne sprawy 
są nieopracowane. Ani królewska kamarylla - pierwsze 
stronnictwo katolickie w Polsce - nie ma opracowania, ani 
życie mistyczne, ani życie umysłowe, ani misje, ani praca 
charytatywna, ani postawa wobec chłopa nie są dostatecz- 
nie znane. Najmniej są znani ludzie - poza czołowymi 
postaciami. Dlatego opisanie tych czasów będzie bardzo 
niedostateczne. 
Na początku episkopat. Zygmunt dbał o mianowanie 
dobrych biskupów. Zrazu miał jeszcze koło Hozjuszo- 
We, potem przyszli inni, bardziej politycy, bardziej ulegli 
stanowym i cywilizacyjnym przesądom, jak Gębicki, ale 
na ogół episkopat stał na wysokim poziomie. Brak nam 
jednak szczegółowych monografii tych postaci. Synody 
prowincjalne odbyły się w latach 1589 pod przewodem 
Karnkowskiego, J607 - B e
narda Maciejowskiego, 1621- 
Waw!zy ńc ą-Gębickiego, 1628, 1634- Ja
Wężyka,1Q11. 
- Macieja Łubieńskiego. Był to Dstarni synod ogólnopolski 
i pr
cjalny 
da
ej RZ$zYP2sP2lliej. Obecni byli na 
nim przedstawiciele unitów. Do prowincji gnieźnieńskiej 
należeli teraz biskupi wendeński, chełmiński i warmiński 


- 223 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


(dawniej w prowincji ryskiej) oraz bakowski na Mołdawii 
(misyjny). Utracony został Lubusz, zajęty przez protestan- 
tów, a Wrocław ignorował synody, choć formalnie do pro- 
wincji należał do 1818 r. 
Obok biskupów rolę czołową w społeczności katolic- 
kiej grają zakonnicy. Jezuici wydali całą plejadę pisarzy 
apologetów - to Jakub Wujek, Piotr Skarga, Stanisław 
Grodzicki, Marcin Świątecki, Fryderyk Bartcz, Marcin 
Łaszcz, Benedykt Herbest, Szymon Górski,Jan Conarius, 
obok nich idą mistrze teologii i filozofii, autorzy rozpraw, 
przeważnie cudzoziemcy i cała masa kaznodziejów, jak 
Stanisław Warszewicki, Marcin Laterna, autor polskiej 
książki do nabożeństwa - Harfy duchownej, Świątecki wy- 
stępował przeciw lichwie, czyli. praktykom mamonizmu, 
Bembus - w obronie ludu
aznodziejstwo polskie tej 
epoki w porównaniu z Niemcami, Francją, Włochami stoi 
bardzo wysoko. Przebija w jego tworach głęboka nauka, 
przede wszystkim wskutek rozczytywania się w pismach 
Ojców Kościoła. Forma piękna, wykształcona na wzorach 
humanistycznych. Odpadła zawiła forma scholastycznych 
rozważań, ale do klasycznego spokoju daleko: gwałtow- 
ność przebija w polemice, czasem uderza kaznodziejstwo 
w ton rubaszny. Mowa polska jędrna, żywa, obrazowa. Po 
łacinie przemawiano tylko do królów albo na uniwersyte- 
cie, lub celniejsze utwory ogłaszano drukiem w łacińskim 
przekła 
ż;e
 ednym z czołowych kaznodziejów, polemi- 
stów, dZIa aczy jest Piotr Skarga (1536-1612), mieszcza- 
nin zapewne, ksiądz świecki, który wstąpił do jezuitów. 
Jego dziełem jest nawrócenie Radziwiłłów zNieświeża, 
synów znanego kalwina Mikołaja Czarnego. Jego głów- 
nie wysiłkom przypisać należy przełom na rzecz katoli- 


- 224 -
>>>
SpołuznoIł katolicka do połowy XVII w. 


cyzmu na Litwie, początki pracy w Inflantach. On był 
pierwszym propagatorem unii Kościołów, której sprawa 
się zastarzała, bo nikt się nią poważnie nie zajął. Uderzał 
w herezje, ale nie w heretyków: "Prawda, że złe heretyc- 
kie, ale ludzie dobrzy, złe błędy, ale natury chwalebne, złe 
odszczepieństwo, ale krew miła". Był przeciw tolerancji, 
ale za miłością różnowierców. Radził jednak trzymać się 
od nich z daleka. Chciałby naciskać na nich, aby weszli do 
Kościoła - zostawić tylko tych, co by cierpieć gotowi. Nie 
było w nim miękkości, ale twardy realizm, logika, upar- 
ty temperament. Czy święty? Postać "o tyle idealna, o ile 
żołnierz w ogniu bojowym ideałem ludzkim być może" 
(Windakiewicz). Choć wychowany przez renesans, miał 
w sobie ducha wojownika, czasem bywał brutalny: stał na 
przełomie do krwawych czasów wojny trzydziestoletniej. 
Piętnował "polityków" ugodowych wobec różnowierców, 
Skrycie niechętnych Kościołowi. Zdaniem jego, jeśli Pol- 
ska ma mieć jakąś przyszłość, musi być bezwzględnie ka- 
tolicka. Dlatego domaga się, by sejmiki wybierały posłów- 
-katolików. 
Skarga był politykiem-teoretykiem. Wyznawał zasa- 
dę monarchizmu, był przeciw demokracji, bo w wielkim 
państwie nie możliwa. Niechętny był ustrojowi konsty- 
tucyjnemu, krzewił ideę porządku - a jeśli mają być wy- 
bory - niech wybierają katolików. Ale woli ustrój arysto- 
kratyczny od rządów mas szlacheckich. Dlatego szlachta 
Występowała przeciw Skardze i nie mogła znieść jego pro- 
pagandy. Był on czołowym teoretykiem królewskiej partii 
katolickiej. 
Skarga miał silne wyczucie potrzeb społecznych i spo- 
łecznych krzywd. Domagał się obrony ludu, występował 


- 225 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


przeciw pozostawieniu panom prawa karania śmiercią 
poddanych; wołał, że rzadkie wsie szlacheckie, gdzie nie 
ma ucisku, że chłopi są "jako ziarna pod młyńskim ka- 
mieniem". Za wzór stawiał podkomorzego Bobolę, który 
chłopów bez przeszkód dopuszczał do siebie, czynszami 
nie obciążał, pogorzelcom pomagał. Program jego to był 
system patriarchalnej opieki pana nad chłopem. Innego 
nie znał - zresztą nikt innego programu w Europie nie 
wysunął. 
W stosunku do ludności miejskiej, która cierpiała od 
lichwy, wysunął projekt banku pobożnego (Mons pieta- 
tis), który dawał pożyczki na niski procent - i bank taki 
w Krakowie, ówczesnej stolicy, założył. Walczył z nędzą. 
Zorganizował w Krakowie arcybractwo miłosierdzia, 
opiekowało się ono nędzą, dziadami, starcami. Z dumą 
pisał, że na tydzień daje ono od 15-30 zł polskich jał- 
mużny, czego nie czyni żaden pan, kupiec czy prałat. Był 
to organizator pracy społecznej, działacz chrześcijański, 
obejmujący swą akcją wszystkie stany, wyznawca postawy 
społecznej, którą z nim podzielali Petrycy, Nowodworski, 
Kochowski. Z własnych skromnych środków założył po- 
przednio w Grójcu szpital. 
Skarga pisał wiele. W XVI w. ukazało się 215 bro- 
szur religijnych, w tym tylko 58 katolickich. Z innowier- 
ców Faust Socyn napisał 28 broszur, Grzegorz Paweł 
- 25; Skarga napisał 20 broszur, w tym 10 religijnych, 
10 polityczno-społecznych. Sam kolportował swe bro- 
szury, zachęcał biskupów, by kupowali więcej książek 
i rozdawali je. Odbiorców w Polsce było od 900 do 1500 
w owych czasach. Największy wpływ wywarły jego Ży- 
woty świętych, książka dla rodzin, która wychowała masy 


- 226 -
>>>
Społecznoff katolicka do połowy XVII w. 


i urobiła typ katolicyzmu polskiego. Żywoty dokonały po- 
Wtórnej jakby chrystianizacji społeczeństwa polskiego. 
Skarga był przeciwnikiem estetyzmu w literaturze, 
której stawiał względy praktyczne na celu. Znał się na 
rnalarstwie i cenił Giotta, kochał się w średniowiecznych 
chorałach i nie lubił renesansowej muzyki. Uważał, że ję- 
zyk polski nie nadaje się do naukowych prac, zresztą po- 
dzielał tu powszechne zdanie. 
Skarga narzucił szerokim masom katolików, przede 
wszystkim szlachcie, program realizacji unii, której bronił 
do schyłku życia, i program wojny tureckiej. Był pionie- 
rern zajęcia się Rusinami i od niego, przez polemiki, za- 
CZyna się wpływ humanizmu na Rusi. 
. Obok Skargi moralistami-popularyzatorami byli Wu- 
Jek i Laterna, kanonik Powodowski, biskup Kuczborski, 
politykiem-teoretykiem, był biskup poznański Wawrzy- 
niec Goślicki, autor dzieła De optimo senator e, które mia- 
ło duży rozgłos w Anglii. W tym samym czasie biskup 
Wereszczyński wystąpił przeciw leniwej, pacyfistycznej 
ziemiańskości wielbionej przez Reja i Kochanowskiego. 
Wskazywał na niebezpieczeństwo tureckie, domagał się 
WYchowania rycerskiego. Pisma jego odbiły się głośnym 
echem w Polsce. Skarga napisał wówczas swe Nabożeństwo 
'Żołnierskie. Do umysłowości polskiej weszła nuta rycer- 
ska, zespolona z religijną, która będzie w niej dominować 
Przez wieki. Ważną rolę odegrali tłumacze dzieł ascetycz- 
nYch na język polski. Byli to częściowo jezuici, częściowo 
księża świeccy. Ksieni chełmińska Magdalena Mortęska 
WYdawała przekłady pism ascetycznych, które tłumaczył 
jej kapelan, ks. Wojciech Półgęskowic z Pakości. Szymon 
Wysocki wyrobił polski język ascetyczny. 


- 227 -
>>>
ROZDZIAŁ 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


z" kaznodziejów i pisarzy łacińskich zasłynął Sarbiew- 
ski, je-zuita, któremu powierzono poprawienie hymnów 
w brewiarzu z polecenia Urbana VIII. Jego Lyrica i Epi- 
grammata (Kolonia 1625) nabyły europejskiego ro

su 
i czytane były w protestanckich szkołach angiels
. }\le 
już u Sarbiewskiego zaczynają się pojawiać oznaki zepsucia 
stylu - przesada w przenośniach, nadmiar ozdób retorycz- 
nych, "uczone fraszki" dla zabawy słuchaczy, wielka liczba 
cytatów z Pisma Świętego, pisarzy starożytnych i później- 
szych. Na przełomie epok stał też wielki kaznodzieja do- 
minikański, Fabian Birkowski, porównywany ze Skargą, 
który kazał m.in. o ucisku chłopów. W czasach Włady- 
sława IV zwycięża barokowe krasomówstwo. Zresztą sam 
król lubował się w nim: osobiście religijny, ale interesujący 
się przede wszystkim polityką, nudził się na długich kaza- 
niach, które pasjonowały pokolenie poprzednie, wychowa- 
ne w ogniu walk religijnych. Szukał w kazaniach zabawy 
i rozrywki, oprócz treści poważnej. Nie był odosobniony: 
barokowy smak zwyciężył, prowadząc do obniżenia pozio- 
mu wielkiego kaznodziejstwa polskiego. 
Teologię reprezentują w tym czasie Marcin Białobrze- 
ski, biskup kamieniecki, zm. 1586, Stanisław Sokołowski, 
zm. 1593, kanonik Powodowski, prawo - biskup Piasecki, 
Szymon Starowolski, historyk. 
Ale to zestawienie nie daje obrazu całości. Nie mamy 
porównania między Polską a Zachodem, nie znamy miej- 
sca, jakie zajmujemy, choć wiemy, że w kaznodziejstwie 
przodowaliśmy. Nie wiemy, jaki był nasz wpływ na in- 
nych - poza Rusią, na którą wpływ był ogromny. 
Obok kaznodziejów są praktycy, misjonarze w kraju 
- o. Nahajus TJ, Tatar nogajski schwytany jako dziecko, 


- 228 -
>>>
Spolecznofć katolicka do polowy XVII w. 


który kręcił się po dworach magnackich, ten sam Skarga 
i tylu innych. 
Wspaniały jest rozwój życia zakonnego, mistyki 
w pierwszej połowie XVII w., który omówimy osobno, 
oraz rozwój misji zagranicznej, udział w misjach w Chi- 
nach i Japonii, Indiach, misja polska w Persji i misje bliższe 
na 
mie, w Mołdawii. I te będą omówione osobno. 

kolei trzeba mówić o ludziach świeckich, o kon- 
wertytach gorliwych, a nawet fanatycznych, o ludziach \ 
o temperamentach burzliwych, obnoszących je jak barw- 
ny płas M zcz - k wed k le b h al' B okowej k mody. W h ięc owa Katarzy- r_ 
na, z ysz ows ic użeńs a, wyc owana przez cu- l: 
dzoziemkę-kalwinkę w surowej dyscyplinie genewskiej, 
owdowiawszy, przeszła na katolicyz
 Zapraszała tedy 
wędrujących kaznodziejów kalwińskich, dysputowała 
z nimi, a gdy się nie dawali przekonać - kazała szczuć 
psami. Na starość znalazła się w klasztorze karmelitanek, 
które sprowadziła z Belgii, i sama zmywała podłogi oraz 
pełniła najcięższe funkcje. Oto I.ew Sapieha, który 0f'usz- 
cza religię reformowaną, gdy po nocnej pijatyce nietrzeź- 
wi panowie zaciągają go na nabożeństwo i do Komunii 
Świętej. Oto stary Konstantyn Ostro
i, który chce syna 
zabić za to, że przeszedł na katolicyzm i każe mu spać 
Ze służbą. Oto znów Katarzyna z Gostomskich Sieniaw- 
sk
 w
owa po Prokopie, któ!:.ego 
r óc iła z różnowier- 
stwa Pr okop podźwignął się, chcąc się popisać siłą, gdy 
zatrzymał za koła kolasę królewską, jadącą z góry. Pro- 
kop umarł. Katarzyna została panią wielkiego majątku 
z trojgiem dzieci. Konkury możnych często kończyły się 
porwaniem i przymuszonym ślubem - gdy więc przybył 
zalotnik w 500 koni, uzbroić kazała służbę i postawiła ją 


- 229 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


pod broń. Sama wyszła na spotkanie gościa, a gdy pod- 
czas obiadu począł czynić mitologiczne aluzje, wybiegła 
do izby męża, porwała rusznicę i stanąwszy w oknie za- 
wołała służbę zbrojną. Pan jak niepyszny opuścił zamek. 
Sieniawska obie córki oddała do klasztoru, wioząc je 
okólnymi drogami, by krewni ich nie porwali. Zakłóciła 
spokój benedyktynkom swymi wymaganiami, aż wresz- 
cie dopięła swego: córkę zrobiła ksienią w Sandomierzu - 
i uprzykrzała znów jej życie swym despotyzmem. Wobec 
służby swojej była surowa i sama służbę żeńską ręcznie 
karała, a potem pokutę za porywczość odprawiała. Zo- 
fia Sieniawska, jej córka, umierając jako ksieni. zwołała 
wszystkie zakonnice i piła do nich strzemiennego winem. 
Oto świat baroku polskiego, nieznany prawie, gdzie obok 
heroizmu stoi występek, obok świętości nawet bigoteria: 
marszałek Wolski miał piękną kolekcję obrazów wło- 
skich, a bojąc się, by nie stały się przedmiotem zgorszenia, 
przed śmiercią kazał nimfom domalować sukienki. Czy 
ten katolicyzm był powierzchowny? Tak twierdzą bada- 
cze od czasów, kiedy młody poeta Zygmunt Krasiński 
napisał w liście do ojca: "że wojen u nas religijnych nie 
było, to tylko dowód, że nikt w nic nie wierzył mocno. 
O to, w co ludzie wierzą, biją się. Wojna jest znakiem ży- 
cia. Trza było okropnie słabych i ślamazarnych ludzi, by 
po oczytaniu się starożytnych, po obznajomieniu się z całą 
cywilizacją europejską, dać się opanować przez jezuitów, 
by dać sobie wydrzeć z rąk wszystko przez ludzi, którym 
nie wierzyli, bo któż z panów polskich wierzył katolicy- 
zmowi? Cała Polska to raz protestancka, to znów socy- 
niańska, to znów Rzymską apostolską bywała". Zdanie to 
powtórzył częściowo Szujski i odtąd pokutuje ono jako 


- 230 -
>>>
Społuznolć katolicka do połowy XVII w. 


sąd niesprawdzony, poprzez Bystronia, Briicknera i Sta- 
nisława Czarnowskiego. Wszystko było powierzchowne - 
katolicyzm polski epoki baroku nie był głęboki, nie wydał 
mistyków ani świętych. Przypatrzmy się rzeczywistości. 
Oto jezuici mieli w pierwszym swym pokoleniu święte- 
go - Stanisława Kostkę. Inne zakony, które się odrodzi- 
ły lub powstały w Polsce, wydały cały szereg mistyków 
i świątobliwych. Mistyka nowożytna, w przeciwieństwie 
do średniowiecznej, wydała kilka szkół narodowych - 
hiszpańską, włoską, francuską - i czwartą, nienarodową 
- św. Franciszka Salezego, przeznaczoną dla ludzi po 
części świeckich (Filotea). Można by jednak tę ostatnią 
szkołę uważać za odłam szkoły włoskiej. Szkoła hisz- 
pańska odznaczała się surowością i pesymizmem wobec 
natury ludzkiej. Tragizm jej najlepiej oddaje hiszpańskie 
malarstwo XVII w., które powstało pod jej wpływem. Do 
szkoły tej należeli: jezuici, benedyktyni i karmelici bosi 
oraz karmelitanki. Szkoła włoska wyrosła z humanizmu 
chrześcijańskiego, była pogodna i radosna, reprezentowali 
ją teatyni i oratorianie (filipinami zwani od św. Filipa Ne- 
reusza), a może też pijarzy (w Polsce od 1642 r.). Szkoła 
francuska wysuwała na plan pierwszy człowieczeństwo 
Chrystusa i wydała wreszcie w końcu XVII w. kult Serca 
Jezusowego. Krzewili ją oratorianie francuscy, misjonarze 
św. Wincentego a Paulo, szarytki. Powstała w XVII w. 
Poglądy sale
iańskie wyznawały wizytki. Ale w każdym 
kraju byli też przedstawiciele szkół różnych, np. hiszpań- 
skiej we Francji, a zakonnicy nie zawsze należeli do tej 
szkoły, którą reprezentował ich zakon, szczególnie w póź- 
niejszych pokoleniach. 


- 231 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Polska w pierwszej połowie XVII w. znajdowała się 
pod wpływem hiszpańskim. Hiszpańską szkołę repre- 
zentowali głównie jezuici, tak samo henedyktynki refor- 
my chełmińskiej, kierowane l'rzez Magdalenę Mortę- 
ską.. wreszcie karmelici polscy. Ci ostatni rekrutowali się 
w znacznej mierze z dawnych żołnierzy. Pierwszy klasztor 
powstał 1605 r., zakon ten wydał wielu wybitnych asce- 
tów i kierowników duchownych, prowadził misję w Persji. 
Opracowania jego dziejów brak. Karmelitanki bose, spro- 
wadzone z Belgii, spotkały się z oporem społeczeństwa 
wobec surowości reguły, wstępowały do nich córki rodów 
najznakomitszych. Zasłynęły wśród nich Teresa od Jezusa 
Marchocka, autorka autobiografii mistycznej, jedynej jak 
dotąd w całej literaturze staropolskiej, a posiadającej eu- 
ropejskie znaczenie. Dawne zakony wydały szereg świą- 
tobliwych reformatorów: Konstancja Kalinowska dokonać 
chciała reformy bernardynek, a o. Cyprian Godecki (1610) 
stworzył z bernardynów polski zakon reformatów, który 
wkrótce rozpowszechnił się w Rzeczypospolitej. W 1626 r. 
założony został w Krakowie przez Zofię z Maciejowskich 
Czeską zakon wychowawczy żeński prezentek, którego 
dzieje i znaczenie nie są opracowane. W bardzo skrom- 
nej mierze znamy dotąd mistykę polską, ale to, co znamy 
wskazuje, że Polska dorównywała w rozwoju życia mi- 
stycznego Francji i Hiszpanii, a stała wyżej od Niemiec, 
Czech i Węgier. 
[Jezuici polscy przyczynili się do stworzenia specjalnej 
formy nabożeństwa maryjnego, która polega na oddaniu 
się w służbę Matki Bożej z wyrzeczeniem się własnych 
pragnień. To "święte niewolnictwo" miał rozpowszech- 
niać w XVIII w. św. Ludwik Grignon de Montfort, ale 


- 232 - 


-
>>>
Społuznolf katolicka do połowy XVII w. 


powoływał się on na przykład Polski, gdzie było bardzo 
rozpowszechnione i gdzie jego szerzycielem był polski 
jezuita Falacjusz. Nazwisko to długo stanowiło zagadkę. 
Obecnie już wiemy, że był to o. Fenicki (Fenicjusz), żyją- 
cy w pierwszej połowie XVII w. Był on autorem dziełka 
łacińskiego Mariae mancipium (Niewolnik Maryi) wyda- 
nego w Lublinie w 1632 r. Przyjaciel jego o. Chomętow- 
ski przełożył to dziełko na język polski, a wpływ jego na 
późniejszy rozkwit nabożeństwa maryjnego w Polsce był 
ogromny, sięgając i do mas ludu i do zakonów, jak karme- 
lici, marianie i inni.] 
Czy można mówić o istnieniu polskiej szkoły mistycz- 
nej? Pisarze ascetyczni i mistyczni - Drużbicki, Łęczycki, 
Pawłowski mają europejskie stanowiska. Drużbicki był 
pierwszym, który szerzył kult Najświętszego Serca Jezusa 
na 30 lat przed św. Małgorzatą-Marią Alacoque. Pawłow- 
ski był szerzycielem kultu maryjnego. Ten właśnie kult 
jest szczególnie bliski Polsce. Wydaje się, że można mówić 
o powolnym powstawaniu narodowej szkoły mistyki, któ- 
rej cechą typową jest humanizm chrześcijański, znajdu- 
jący swój wyraz w kulcie maryjnym - naj szczytniejszego 
człowieczeństwa. Kierunek ten znajdzie pełen swój wyraz 
W drugiej połowie XVII stulecia. Źródła nie pozwalają 
tedy twierdzić, by katolicyzm polski był bardziej płytki 
od zachodnioeuropejskiego, choć jest stanowczo mniej 
reklamowany. Ale przyczyna tego leży nie w mniejszej 
Wartości odrodzenia katolickiego w Polsce, a w nieznajo- 
hlości przeszłości i nieumiejętności przedstawienia jej na 
właściwej płaszczyźnie. 
Ci kaznodzieje, pisarze, mistycy, fundatorzy kolegiów 
i szkół byli to wszystko przedstawiciele katolicyzmu ak- 


- 233 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


tywnego. Oddziaływali albo bezpośrednio, albo pośred- 
nio, choćby przez szkoły. Szkolnictwo jezuickie odegrało 
rolę ogromną, obok niego katolicki charakter miały szkoły 
Akademii Krakowskiej, szkoły innych zakonów. Szkoła 
i książka, i kazanie działały na masę katolików tradycyj- 
nych. Ale ta zachowywała w wielu sprawach swe poglą- 
dy dawne, swe przesądy i przyzwyczajenia. Okazać się to 
miało w sprawach politycznych, społecznych, w sprawie 
unii i wreszcie w codziennym życiu. 


Unia brzeska 


W XVI w. myśl unii Kościołów została wysunięta zrazu 
[przez Benedykta Herbesta, który działał na Rusi Czer- 
wonej, propagując jednak przechodzenie na obrządek ła- 
ciński. Potężnego orędownika znalazła idea unii w osobie 
Piotra Skargi, który zawarł ją] w piśmie O jedności Kościoła 
Bożego, którą podtrzymali jezuici. Warunki unii nie były 
bliżej określone - Skardze, jak można mniemać, chodziło 
zrazu raczej o przyjęcie przez Ruś obrządku łacińskiego, 
w każdym razie w okresie ożywionych polemik religij- 
nych sprawa została postawiona ze strony katolickiej po 
długim, jak pisał Skarga, okresie zaniedbania. Ale Bato- 
ry sprawy unii nie poruszał, obawiano się bowiem w ko- 
łach rządowych buntu Rusi. Dopiero wypadki lat 1589 
i 1590 ruszyły z miejsca realizację zagadnienia. W 1589 r. 
ustanowiony został patriarchat dla całej Rusi w Mo- 
skwie, co poddawało prawosławnych w Polsce pod władzę 
ościennego mocarstwa. Litwa już w średniowieczu przez 
utworzenie osobnej metropolii uniezależniła swych pra- 


- 234 -
>>>
Unia brzeska 


wosławnych poddanych od Moskwy - teraz ustanowienie 
patriarchatu przekreśliło to osiągnięcie. Zamoyski chciał 
więc utworzyć polski patriarchat prawosławny w Kijowie, 
ale patriarcha carogrodzki Jeremiasz, który przybył z Mo- 
skwy do Polski, odmówił. Patriarcha zwołał synod, złożył 
oskarżonego o nadużycia metropolitę Onezyfora Dzie- 
woczkę, ale reformy nie przeprowadził. Niezadowolony 
z nominacji króla, który godność metropolitalną dał Mi- 
chałowi Rahozie, usamodzielnił bractwa w Wilnie i Lwo- 
wie, poddając je wyłącznie swej władzy (bractwa zależne 
od Carogrodu, nazywano "Stauropigiami"). Równocze- 
śnie nadał specjalne prawa egzarchy biskupowi łuckiemu 
Cyrylowi Terleckiemu. Po wyjeździe patriarchy zaczęły 
się tarcia między biskupem lwowskim Gedeonem Bałaba- 
nem a Stauropigią. Bałaban zaś, człowiek lichy, zaczął za- 
rnyślać o unii z Rzymem. Byli też inni, którzy poważniej 
o unii myśleli. Cerkiew przechodziła okres głębokiego 
upadku. Odstępstwo szlachty, która przechodziła na pro- 
testantyzm, potem opuszczała go, przyjmując katolicyzm, 
osłabiało ją na zewnątrz. Upadek dyscypliny, rozprzężenie 
rnoralne i ciemnota musiały razić wobec rozwoju zarówno 
katolicyzmu, jak i protestantyzmu. Gdy zawiodły nadzie- 
je na reformy podjęte z Carogrodu, pozostał tylko Rzym: 
Moskwa, pogrążona w ciemnocie, nie mogła być wzorem. 
Już w 1590 r. czterej biskupi z Terleckim na czele opowie- 
dzieli się w tajemnicy za unią na zjeździe w Bełzie. Myśl 
tę popierał biskup łucki (katolicki) Bernard Maciejewski 
oraz Adam Pociej, kasztelan brzeski, ongiś prawosławny, 
potem kalwin i znów od 1577 r. prawosławny, ciążący ku 
Rzymowi. Także ks. Konstanty Ostrogski, protektor pra- 
wosławnych w Polsce, skłaniał się do unii - nie wiadomo, 


- 235 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


czy ze względów materialnych (wsi w Czechach, o któ- 
re zabiegał u cesarza), czy też pod wpływem nastrojów: 
Konstantyn teologiem nie był i uważał sakramenty za 
"wymysły ludzkie". Wreszcie Pociej, owdowiawszy, został 
księdzem i objął w 1593 r. jako mnich "Hipacy" biskup- 
stwo prawosławne we Włodzimierzu. Ale inni biskupi mu 
nie ufali. W 1591 r. metropolita Rahoza zgodził się w ta- 
jemnicy na unię, a wraz z nim wszyscy biskupi. Pocieja 
wtajemniczono ostatniego. Początek dał biskup Bałaban, 
który w styczniu 1595 r. przystąpił wraz z klerem do unii 
z Rzymem. Teraz wystąpił Zygmunt za unią, ale okazało 
się, że prawosławni senatorzy wypowiadali się ostrożnie, 
Rahoza był chwiejny. Dnia 12 czerwca 1595 r. na syno- 
dzie w Brześciu podpisano akt unii w obecności Raho- 
zy, Pocieja, Terleckiego, Pełczyńskiego (bpa pińskiego). 
Nieobecni biskupi wszyscy zgłosili swój akces, rozpoczęły 
się teraz w Krakowie rokowania bez udziału Rahozy. Ze 
strony senatu występowali Jan Zamoyski, Lew Sapieha, ze 
strony Rusi - biskupi Pociej i Terlecki, z biskupów łaciń- 
skich Bernard Maciejewski i nuncjusz. Król gotów był dać 
unickim biskupom miejsce w senacie, jeśli senat się zgo- 
dzi. Ale teraz zaczęły się trudności z Ostrogskim, a Ra- 
hoza właściwie unii nie chciał, prowadząc grę dwulicową. 
Wpływy kalwińskie w otoczeniu Ostrogskiego grały rolę 
niemałą: nauczyciel założonej przez niego prawosławnej 
akademii, Grek Cyryl Lukaris był właściwie krypto- 
kalwinem. Pod wpływem Ostrogskiego odpadli biskupi 
lwowski i przemyski, stary książę szukał pomocy na syno- 
dzie protestantów w Toruniu i w Carogrodzie, a królowi 
groził powstaniem. Król wstrzymał wtedy zwołanie 
synodu i wysłał do Rzymu Terleckiego i Pocieja. Dnia 


- 236 - 


I 
-
>>>
Unia brusIla 


2S listopada 1595 r. stanęli oni w Rzymie. Po krótkich 
rokowaniach zawarto unię. Obrządek został bez zmian, 
nawet w credo pozostawiono brzmienie dawne, bez Filio- 
que, byle uczono należycie. Dnia 23 grudnia 1595 r. w sali 
Konstantyna w Watykanie nastąpiło uroczyste 
iedno- 
czenie Kościołów. Ale teraz zaczęły się trudności w Pol- 
sce. Senatorowie nie chcieli dopuścić biskupów unickich 
do senatu, wśród nich - biskupi łacińscy. Nie jest bliżej 
znane stanowisko prymasa Karnkowskiego, ale z faktu, że 
nie on, a Bernard Maciejewski został kardynałem, można 
wnioskować, że był przeciwny zrównaniu unitów z bisku- 
pami łacińskimi, a przynajmniej nie zajął zdecydowanego 
stanowiska za unią. Grały tu niewątpliwie rolę przesądy 
kulturalne i stanowe oraz narodowe. Pogardzano klerem 
Kościoła wschodniego, który pochodził z ludu lub drobnej 
przeważnie szlachty, nie ufano wierności Rusi. 
Synod zwołany do Brześcia w październiku 1596 r. 
był miejscem rozbicia: Ostrogski zwołał antysynod, gdzie 
występował przedstawiciel patriarchy carogrodzkiego. Za- 
moyski kazał go później uwięzić jako samozwańca i obce- 
go agenta. Część biskupów do unii nie chciała przystąpić 
(lwowski i przemyski), inni z Rahozą unię podpisali, przy 
czym niemałą rolę odegrała wola panującego, z którą się 
Kościół wschodni zawsze bardzo liczył. Od tej chwili za- 
czyna się zawzięta walka o unię. 
Ostrogski porozumiał się z protestantami, w 1599 r. 
stanęła w Wilnie wspólna konfederacja przeciw unii. 
Wrogowie jej uzyskali przewagę w sejmikach na Litwie 
i trybunale litewskim (gdzie protestanci mieli przewagę 
do końca rządów Zygmunta III). Raz po raz trybunał 
wydawał wyroki przeciw unitom, jedynie król wstrzy- 


- 237 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


mywał mandatami ich wykonanie. Tworzono komisje 
do badania gwałtów unickich, podczas gdy Nalewajko 
w latach 1595-1596 specjalnie pustoszył dobra biskupa 
Terleckiego, oszczędzając włości ks. Ostrogskiego. Część 
katolików była unii przeciwna. Właściwie podczas pierw- 
szych lat dziesiątków objęła ona tylko dobra królewskie 
i to bardzo powierzchownie. Biskupi uniccy żyli w bie- 
dzie z powodu zaboru dóbr, a na Pocieja, który po Ra- 
hozie został metropolitą, wykonano zamach. Do połowy 
XVII w. zabito około 100 księży unitów, głównie na 
Ukrainie i w Przemyskiem. 
Sytuacja unii zdawała się beznadziejna. Kler ciem- 
ny i chwiejny, biskupi osamotnieni. Po śmierci Rahozy 
w 1599 r. metropolitą został Pociej, Terlecki urażony usu- 
nął się, choć unii nie porzucił. Sejm w 1600 r. w większo- 
ści był przeciw unii i biskupów unickich stawiono przed 
sąd o nowości w obrządku, czego im zresztą przeciwnicy 
udowodnić nie mogli. W 1603 r. Ostrogski zerwał sejm 
z powodu unii, w 1605 r. trybunał litewski wydał wyrok 
na metropolitę, pozbawiający go urzędu - ale król odmó- 
wił wykonania. Zwycięstwo rokoszu Zebrzydowskiego 
oznaczałoby z całą pewnością zniesienie unii. W 1608 r. 
wybuchł bunt kleru w Wilnie przeciw Pociejowi, któ- 
rego do cerkwi nie chciano wpuścić, w 1609 r. uchwała 
sejmu poddała sprawy unij trybunałowi, który odsą- 
dził metropolitę od urzędu. Pociej bronił jedynie unii na 
gruncie prawnym - na resztę obowiązków brakło mu sił. 
Nawrócił jednak wiele rodzin szlacheckich na Wołyniu. 
Dyzunia znajdowała oparcie w Konstantynie Ostrogskim 
(zm. 1608), którego otaczali kalwini i arianie, w czę- 
ści możnych prawosławnych (Ogińscy, Tyszkiewicze, 


- 238 -
>>>
Unia brusiła 


Czetwertyńscy), przede wszystkim w bractwach miesz- 
czańskich. Obok tego oparciem dla niej byli protestan- 
ci, co też uchodźca z Moskwy, kniaź Kurbski, wyrzucaj 
Ostrogskiemu. Tymczasem w walce skrzepły oba obozy. 
Dla unii wielkim sukcesem było odrodzenie zakonu ba- 
zylianów. Bazylianie byli w upadku, klasztory w znacznej 
mierze opustoszały, poziom wiedzy i życia był niski. Je- 
zuici skierowali do bazylianów konwertytę z kalwinizmu 
Welamina Rutskiego, szlachcica nowogródzkiego. Wraz 
z Józafatem Kuncewiczem i kilku innymi obsadził on 
klasztor św. Trójcy w Wilnie, który zasłynął świętością 
życia (1609). Pod kierownictwem jezuitów wychowały się 
tu liczne zastępy zakonników, którymi biskupi uniccy za- 
częli obsadzać klasztory. Wiedzą górowali oni nad klerem 
prawosławnym. Był to jakby garnizon katolicki, wsadzony 
W szeregi unii, który nadał jej prężność i siłę. W Kościele 
wschodnim biskupi są bezżenni, dlatego brani są spośród 
zakonników. Reforma bazylianów dała unii katolicki epi- 
skopat. Powoli unia wychowywała własny kler, na Litwie 
utrwalała się coraz bardziej, podobnie na Wołyniu. Za 
Dnieprem, w Mohylowszczyźnie, w Kijowie i na Ukrainie 
przeważali dyzunici. Dyzunici tworzyli również szkoły. 
Co prawda Akademia Ostrogska upadła po śmierci Kon- 
stantyna, którego dwóch synów było katolikami, a trzeci 
przeszedł na katolicyzm rzymski przed śmiercią, ale za to 
bractwa tworzyły szkoły. One też zakładały drukarnie. 
Polemika toczyła się po polsku. Po polsku też pisał czo- 
łowy publicysta dyzunii, Melecjusz Smotrycki, uczeń Lu- 
karisa w Ostrogu, potem słuchacz filozofii na Akademii 
Wileńskiej i teologii na luterańskich uniwersytetach nie- 
mieckich. Był on nauczycielem szkoły brackiej w Wilnie, 


- 239 - 


...
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


książkę jego Lament Ortologa (1610) kazał skonfiskować 
król, odpowiadali na nią Skarga i Morochowski, sekretarz 
królewski. 
Czy prawosławni byli uciskani? Bezwarunkowo był 
nacisk ze strony królewskiej w postaci nakazów, pozba- 
wiania beneficjów etc., nie było ani rozlewu krwi, ani po- 
zbawiania wolności. Było to zgodne z panującą wówczas 
zasadą "cuius regio eius religio" - czyja władza, tego wia- 
ra. Chodziło tu o kler, chłopów nie pytano o wiarę, był 
zresztą wypadek w 1604 r., że chłopi sprzedali cerkiew na 
meczet. Mieszczan i szlachty nie prześladowano za wiarę. 
Król i biskupi uniccy wychodzili z założenia, że o wie- 
rze kleru i wiernych decyduje biskup, jeśli biskup został 
przy prawosławiu - zostawiano kler i wiernych w spoko- 
ju. Z drugiej strony możni panowie prawosławni i prote- 
stanci oraz szlachta nie tolerowali unii w swych dobrach, 
wielu katolików czyniło podobnie. Ciągłe zatargi, skar- 
gi dyzunitów zrobiły swoje. Opinia katolicka z niechęcią 
odwracała się od unii w latach 1610-1620, nie pomagały 
starania Welamina Rutskiego, nowego metropolity (od 
1613 r.), Józafata Kuncewicza, arcybiskupa połockiego, 
ani zabiegi jezuitów. Zarzucano unii, że podkopała pań- 
stwowość polską na ziemiach wschodnich, że zawiodła, 
nie jednocząc wszystkich Rusinów w obediencji Rzymu. 
Z punktu widzenia politycznego domagano się zniesie- 
nia unii. Chwiał się już król i biskupi łacińscy. W sejmie 
unitów nie było prawie wcale, w senacie w 1624 r. było 
ich 3. Szczególnie w okresie walk o tron carski sprawa unii 
uważana była za przeszkodę - królewicz Władysław był 
za prawosławnymi, polityka ulegała wahaniom. Krytycz- 
ny moment nastąpił w latach 1619-1623. W 1619 r. przy- 


- 240 -
>>>
Unia hrzeska 


był do Polski patriarcha jerozolimski Teofanes, osobistość 
podejrzana, agent Turcji i Moskwy. Teofanes, przybywszy 
do Kijowa, zjednał dla sprawy prawosławia Kozaków, któ- 
rzy dotąd byli obojętni. Pod ich osłoną zbrojną wyświęcił 
On całą nową hierarchię prawosławną z metropolitą Jobem 
Boreckim na czele, który rezydował w Kijowie. [Kozacy 
utopili w Dnieprze wójta kijowskiego Chodykę za popar- 
cie udzielane unitom, co dało w mieście zwycięstwo pra- 
wosławnym.] Było to znakomite wzmocnienie rozbitego 
dotąd prawosławia. Równocześnie było to zagrożenie dla 
Rzeczypospolitej. Kozacy stanęli przy dyzunii i w 1620 r. 
odmówili udziału w wyprawie Żółkiewskiego. Cecora była 
dowodem, że sprawa dyzunicka jest narzędziem w rękach 
państw ościennych. W roku następnym wobec grożącego 
najazdu tureckiego Konaszewicz-Sahajdaczny uzależniał 
pomoc od uznania hierarchii prawosławnej. Król, który 
wydał wyroki banicji na nowych biskupów dyzunickich, 
zawiesił je pod naciskiem senatu do następnego sejmu, 
choć powiedział: "Niech raczej zginie Rzeczpospolita, 
gińmy ty i ja, byle wiara św. uszczerbku nie poniosła". Bi- 
skupi łacińscy odmówili wystąpienia w obronie unii, któ- 
rą utrzymywał tylko król i nuncjusz. Mimo zwycięstwa 
pod Chocimem, los unii zdawał się przesądzony. Prymas 
Gębicki był za kasatą, dotychczasowy obrońca unii Lew 
Sapieha był również teraz za jej zniesieniem, bo niepo- 
trzebna i niebezpieczna. Rzym rozważał poważnie sprawę 
kasaty dzieła brzeskiego. Na sejmie 1623 r. katolicy z Wo- 
łynia chcieli zniesienia unii, w senacie Rutski nie znalazł 
obrońców, katolicy niechętnie mu odpowiadali, że nie 
mają czasu albo że unia ich nie obchodzi. W Warszawie 
przebywali równocześnie Borecki i mianowany biskupem 


- 241 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


połockim dyzunickim Smotrycki. Sejm utworzył komi- 
sję do rozpatrzenia skarg wzajemnych - dzięki królowi na 
tym się skończyło. Papież Grzegorz XV musiał upomi- 
nać prymasa Gębickiego. Punktem zwrotnym w dziejach 
unii, jej ratunkiem i zwycięstwem była śmierć arcybiskupa 
połockiego Józafata Kuncewicza. Był to gorliwy biskup, 
znakomity mówca, zwany przez prawosławnych "Du- 
szochwatem", "porywaczem dusz". Pracował skutecznie 
w Połocku, Witebsku i Mohylewie, ale skoro Smotrycki 
został arcybiskupem połockim - zaczęły się trudności. 
Rusini zaczęli odpadać masowo od unii, fanatycy sta- 
rali się doprowadzić do starcia z Józafatem Kuncewiczem. 
Wreszcie dnia 12 listopada 1623 r. tłum rzucił się na sie- 
dzibę arcybiskupa i zamordował go. Natychmiast nastąpił 
zwrot opinii przeciw dyzunii. Zaczęło się masowe prze- 
chodzenie na unię, komisja pod przewodnictwem Lwa 
Sapiehy skazała dwudziestu kilku winnych na karę śmier- 
ci - z nich tylko jeden nie nawrócił się na unię. Melecjusz 
Smotrycki uszedł na Wschód. 
Mimo zwrotu opinii przeciw prawosławiu, jeszcze 
w 1624 r. wszyscy bazylianie z wyjątkiem 100 przeszli do 
franciszkanów, bojąc się kasaty zakonu. Nowych zakon- 
ników musieli kształcić karmelici. Ale po klęsce kozaków 
w 1625 r. pod Kurukowem, dyzunici stracili oparcie. Rut- 
ski radził zniszczyć hierarchię dyzunicką i zmusić koza- 
ków do uznania unii. Istotnie bractwo wileńskie w 1626 r. 
zamyślało o unii. Rutski w 1626 r. założył seminarium 
duchowne w Mińsku - przed tym księża świeccy kształ- 
cili się dorywczo, papieskie kolegium ruskie w Wilnie 
miało uczniów mało, nie wszystkie miejsca były obsa- 
dzone, w Rzymie były dla unitów 4 miejsca w kolegium 


- 242 -
>>>
Unia brzeska 


papieskim. Rok 1627 przyniósł unii wielki tryumf: Me- 
lecjusz Smotrycki, wróciwszy ze Wschodu, przystąpił 
do unii i napisał Apologię, wykazując herezje w pismach 
swoich dawniejszych i w pismach innych pisarzy prawo- 
sławnych. Projektował utworzenie patriarchatu polskie- 
go dla prawosławnych. Udał się on na synod do Kijowa, 
by nawrócić Boreckiego; tu ustąpił sam pod naciskiem 
zebranych, podpisał to, co chciała większość, ale następ- 
nie protestował, choć nie polemizował z prawosławnymi. 
Ten człowiek słaby i chwiejny radził zwołać wspólny sy- 
nod unitów i dyzunitów, na co król się zgodził w 1629 r. 
- ale dyzunici nie przybyli, odwołując się do patriarchy 
carogrodzkiego, którym był znany już Lukaris. [Przy- 
czyną istotną była obawa przed kozakami, którzy wdarli 
się do cerkwi w Kijowie, gdzie 11 lipca 1629 r. odbywały 
się narady duchowieństwa pod przewodnictwem komi- 
sarza królewskiego Adama Kisiela (jeszcze wówczas po- 
Zornego unity). Wołali oni pod adresem archimandry- 
ty Piotra Mohyły: "Budet unie hospodarczykowi damy 
Boreckiemu takaja jak wojtowi". Mohyła zbladł i omal 
nie spadł ze stołka. Kisiel chciał kozaków uspokoić, ale 
kozacy zawołali doń: "Ne huczy Lasze. Posłowie cię pro- 
szą, a hultaje pijani łają i grożą". Uczestnicy narad roze- 
szli się, a Borecki i Mohyła ukryli si ę 12.] Król zakazał 
teraz budowy cerkwi prawosławnych i nie chciał mia- 
nować senatorami dyzunitów, których skargi przycichły 
w ostatnich latach jego życia. Smotrycki zapytany przez 
papieża Urbana VIII co do metody nawrócenia pra- 


12 K. Chodynicki, Ko/dół prawosławny a Rzeczpospolita Polska. 
Zarys historyczny 1370-1632, Warszawa 1934, s. 489. 


- 243 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


wosławnych nie znalazł innej rady jak Compelle intrare 
- "Przymusić do wejścia": duchownych prawosławnych 
nie puszczać do dóbr szlachty łacińskiej, szlachcie zaś 
unickiej nie pozwalać przechodzić na obrządek łaciński. 
Była to istotnie bolączka unii, która rocznie traciła do 
100 rodzin szlacheckich na rzecz obrządku łacińskiego 
i stawała się coraz bardziej wiarą chłopską. Dobra cer- 
kwi zagarniała szlachta lub dysponowała nimi dowolnie: 
po śmierci Konstantyna Ostrogskiego syn jego oddał za- 
garnięte przez ojca dobra biskupstwa unickiego w Łucku 
- biskupowi obrządku łacińskiego. Szlachta łacińska ka- 
zała proboszczom unickim robić w polu i składać opła- 
ty za dopuszczenie do funkcji kapłańskich, za opór zaś 
więziła. Proboszczowie łacińscy wybierali dziesięcinę 
od chłopów unickich i nawet od proboszczów unickich! 
Unici żalili się, że się im gorzej dzieje niż mahometanom 
i żydom, którzy dziesięcin księżom łacińskim nie płacą. 
Wszystko to wpływało hamująco na rozwój unii. Mimo 
to, dzięki Rutskiemu krzepła ona coraz bardziej. Okaza- 
ło się to po śmierci Zygmunta III. 
Władysław IV zainaugurował nowy okres w dziejach 
unii. Był daleki od religijnej gorliwości ojca, a przed elekcją 
poczynił obietnice dyzunitom i dysydentom, tym więcej, 
że wybuchła wojna z Moskwą. Obiecał uznać metropo- 
lię prawosławną, dać prawosławnym biskupstwa prze- 
myskie, łuckie, mścisławskie, lwowskie arcybiskupstwo 
było w rękach prawosławnych. Król chciał, by Rutski do 
śmierci zachował tytuł metropolity i prosił Urbana VIII 
o potwierdzenie tych ustępstw. Liczył na zgodę papieża, 
gdyż ustępstwa te przyjął jego doradca i teolog nadworny, 
o. Magni, kapucyn. Prymas Wężyk, biskupi i 54 posłów 


- 244 -
>>>
Unia brzeska 


i senatorów założyło protest, ale król wskrzesił hierarchię 
dyzunicką z metropolitą Piotrem Mohyłą na czele i 6 bi- 
skupstwami. Zaczęły się odbierania siłą cerkwi i klasz- 
torów unitom oraz niekończące się procesy. Urban VIII 
ustępstw nie uznał, nuncjusz zaś w jego imieniu założył 
protest. 
Metropolita Rutski odmówił oddania cerkwi mimo 
uchwał sejmu i obronił cerkwie w Wilnie na czele ludu: 
hetman Krzysztof Radziwiłł cofnął się przed tłumem. 
Poziom duchowy biskupów unickich był nawet wyższy 
teraz niż łacińskich, gdyż oddani byli wyłącznie spra- 
Wom Kościoła i zupełnie apolityczni. Liczba klasztorów 
bazyliańskich wynosiła w 1636 r. razem 30, w tym 20 
męskich. Kler świecki zaczynał się odradzać, pojawia- 
li się pisarze polemiczni, liczbę wiernych obliczono na 
3 mln (ogólnie na Litwie było ok. 4 mln mieszkańców, 
Rusinów w całej Rzeczypospolitej za Skargi miało być 
6 mln). Dyzunia w Wielkim Księstwie Litewskim trzy- 
mała się tylko za Dnieprem, w Koronie w Przemyskiem 
byli biskupi unicki i prawosławny, na Wołyniu toczyła 
się walka. Lwowskie i Ukraina były przeważnie prawo- 
sławne. Utrwalenie unii było dziełem Rutskiego, wła- 
ściwego organizatora jej w ciągu długich rządów (1613- 
-1637). Papież Urban VIII nazywał go "Atanazym Ru- 
skim", w rodzinnych bowiem stronach nowogródzkich na- 
wrócił wszystkich arian. Ale stosunek biskupów łacińskich 
do unii pozostawiał wiele do życzenia: sufragan wileński 
odmawiał pierwszeństwa przed sobą metropolicie Rutskie- 
mu, synod łaciński w 1643 r. zakazał biskupom unickim 
używać tytułu biskupa, nosić fioletów, krzyżów na pier- 
siach. Prymasem był wówczas Maciej Łubieński. Rów- 


- 245 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


nocześnie mówiło się o popieraniu unii. Nawet kanonicy 
w Krakowie odmawiali Rutskiemu pierwszeństwa przed 
sobą. W tych warunkach pozbawiona poparcia króla, który 
oddawał klasztory i dobra w ręce dyzunitów, unia powin- 
na była upaść. Jednak stała mocno, szczególniej na Białej 
Rusi, co więcej, o unii mówił nawet metropolita dyzunicki 
Piotr Mohyła, który kijowską szkołę bracką przekształcił 
na akademię prawosławną, o charakterze polskim. Unia 
Mohyły rozbiła się o sprawę złożenia wyznania wiary 
przed papieżem - rzecz typowa dla hierarchów wschod- 
nich. [Mohyła był zresztą nadal terroryzowany przez ko- 
zaków.] Zmarł on w 1645 r. Ossoliński znów projektował 
utworzenie patriarchatu polskiego podległego Rzymowi, 
ale nowy metropolita Sylwester Kossow, przyjaciel wo- 
jewody Kisiela, był przeciwnikiem zmian. Ze względów 
politycznych Władysław IV lawirował między unią a pra- 
wosławiem. Na kasatę unii było, jak się okazało, za późno, 
zwalczać prawosławia nie mógł ze względu na Kozaków, 
których potrzebował przeciw Turcji. W rezultacie nie za- 
dowolił nikogo i zostawił sprawę wyznaniową w stanie 
zaognienia. Okazało się, że ani polityka popierania unii, 
ani polityka popierania prawosławia nie dawały rezultatów 
w zaognionej atmosferze pierwszej połowy XVII w. Nawet 
chwilowe uciszenie walk, które było wynikiem polityki 
Władysława, było bardzo powierzchowne. 


Ocena dzieła unii brzeskiej 


Unia była dziełem aktywnej mniejszości katolickiej, zre- 
alizowanym wbrew woli większości wyznawców Kościoła 


- 246 -
>>>
Ocena dzieła unii brzeskiej 


katolickiego, która do niej odnosiła się obojętnie lub nie- 
chętnie. Właściwie zadecydowała o jej powodzeniu po- 
stawa Zygmunta III, który obronił dzieło brzeskie przed 
atakami zarówno dysydentów, jak i Kozaków czy też pew- 
nych kół katolickich. Mniejszość aktywna, która unię zre- 
alizowała, miała na oku dobro dusz i rozszerzenie Kościo- 
ła katolickiego. Dlatego domagała się równouprawnienia 
dla unitów, miejsc w senacie dla biskupów lub co najmniej 
metropolitów, wolności dla kleru i dóbr kościelnych na 
Wzór wolności i przywilejów Kościoła rzymskokatolic- 
kiego. Ale większość katolików polskich powodowała się 
z jednej strony interesem państwowym polskim i nieuf- 
nością do trwałości unii, z drugiej strony, przesądami 
kulturowymi i stanowymi, które kazały w unii widzieć 
gorszą wiarę i wiarę chłopską. Nie można zaprzeczyć, 
że na skutek utrzymania w liturgii języka cerkiewno-sło- 
wiańskiego większość ogromna kleru unickiego była za- 
Wsze odcięta od wielkich prądów kulturalnoreligijnych, 
które znajdowały swój wyraz czy to w literaturze greckich 
ojców Kościoła i teologów, czy łacińskich ojców, dokto- 
rów i pisarzy. Literatura teologiczna w języku ruskim czy 
cerkiewno-słowiańskim była zawsze skąpa, przekłady 
nie były zbyt liczne. Dzieła św. Tomasza z Akwinu nie 
były dostępne dla przeciętnego księdza unickiego. Nie 
mogła tego braku zastąpić znajomość jednego z języków 
nowożytnych, na przykład polskiego, gdyż najcenniejsze 
dzieła teologów polskich pisane były po łacinie. Toteż 
pod względem wykształcenia religijnego kler unicki był 
skazany na upośledzone stanowisko, bazylianie znający 
łacinę, studiujący we Włoszech, stanowili chlubny wy- 
jątek - ale i mniejszość, Cerkiew w Cerkwi. Także pod 


-247 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


względem moralnym fakt małżeństwa księży unickich 
stawiał przed nimi ideał poświęcenia sprawom religii 
o wiele mniej kompletny i pełny niż przed księżmi łaciń- 
skimi, żyjącymi w celibacie. Mówi się, że było z drugiej 
strony mniej wypadków załamania i upadków w dziedzi- 
nie czystości niż wśród kleru zachowującego celibat. Ale 
na pewno pijaństwo wśród żonatych księży unickich bar- 
dziej było rozpowszechnione niż wśród kleru łacińskiego. 
W całości ideał doskonałości kleru unickiego był niższy 
niż kleru łacińskiego, z czego płynęło jego dalsze uposle- 
dzenie, obok upośledzenia intelektualnego. Wszystko to 
składało się na obraz "pół kościoła", organizacji niedosko- 
nałej z samej natury rzeczy, a stąd rodziły się wśród kle- 
ru unickiego urazy psychiczne i niechęci do łacinników. 
Wreszcie język narodowy liturgiczny zbliżał zawsze unię 
do prawosławia i do Rosji. Do tego wszystkiego dołącza- 
ły się szlacheckie niechęci do wiary już prawie wyłącz- 
nie chłopskiej, której duchowieństwo parafialne, ciemne 
i stojące moralnie nisko, pociągane było do chłopskich 
danin i robocizn, poddane samowoli panów. Kler łaciński 
odnosił się doń z pogardą. Z natury rzeczy była Cerkiew 
mniej doskonałą od Kościoła łacińskiego, a upośledzenie 
na skutek przesądów kulturalnych i stanowych osłabiało 
ją jeszcze bardziej. Zarzut, że unia nie była trwała, obraca 
się po części przeciw katolikom polskim, którzy ją upośle- 
dzali celowo. Większość katolików, jak wspomniano, nie 
chciała zrównania unii z Kościołem łacińskim. Ze wzglę- 
dów politycznych chciała ona oderwać Kościół wschodni 
od zależności od nowego patriarchatu moskiewskiego. 
Jedni chcieli unii z Rzymem, innym wystarczało podpo- 
rządkowanie Cerkwi w Polsce patriarchatowi carogrodz- 


- 248 -
>>>
Ocena dzieła unii hrzeskiej 


kiemu lub stworzenie własnego patriarchatu. Wszystko 
miało się odbyć bezboleśnie, bez wstrząsów i walk. Wal- 
ka wydana unii przez dyzunitów skompromitowała dzieło 
brzeskie w oczach masy katolików polskich, myślących ka- 
tegoriami politycznymi. Nawet biskupi-politycy godzili się 
na jej kasatę. W tych warunkach mniejszość katolicka pol- 
ska potrafiła tylko obronić unię i przekonać wreszcie więk- 
szość, że jest ona korzystniejsza od prawosławia. Równo- 
Uprawnienia owa mniejszość aktywna zdobyć nie zdołała. 
Ciekawe jest stanowisko jezuitów. Nie walczyli oni 
o równouprawnienie kleru unickiego z łacińskim, co 
ks. Załęski przypisuje obawie przed biskupami łacińskimi, 
ale mogła to być równie dobrze obawa przed szlachtą i jej 
niechęcią. Jezuici przeciągali młodzież na obrządek ła- 
ciński, uważając go za "bezpieczniejszy". Papież w 1624 r. 
zakazał unitom przechodzenia na obrządek łaciński, ale 
Zygmunt III nie pozwolił ogłosić tego zakazu - może ze 
względu na chwilę niezwykle dla unii trudną, gdy groziła 
jej zagłada ze strony sejmu. Nie pozwolił nawet ogłosić 
tego zakazu w formie złagodzonej, odnosząc go tylko do 
kleru. Jezuici nadal przeciągali młodzież na obrządek ła- 
ciński. W 1633 r. władze jezuitów koronnych i litewskich 
Zwróciły się do generała zakonu, by zakazał atakować 
dyzunitów z ambony i drażnić profesorów oraz prześlado- 
Wać w szkołach uczniów dyzunickich, jako też odradzać 
przechodzenia na unię. Ponadto prosili, by spowiednikom 
nakazano roztrząsać panom sumienie, gdyby ci popiera- 
li dyzunię ze szkodą unii. Jezuici zajmowali stanowisko 
Ostrożne, popierali unię, unikając narażenia się opinii pu- 
blicznej. W dobrach swych wprowadzali unie. Nie byli 
już w tym czasie awangardą katolicyzmu, jak w czasach 


- 249 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Skargi, a w każdym razie zachowywali wobec unii daleko 
idącą rezerwę. 
Tym większą zasługę mieli księża uniccy i kler, któ- 
rzy rezygnując z politycznych ambicji, trzymali się unii 
z przekonania, ograniczając się wyłącznie do dziedziny 
religijnej. Dzieło unii w płaszczyźnie ogólnokościelnej 
było jedną z największych zdobyczy Kościoła w epoce 
nowożytnej, którą postawić można na równi z nawróce- 
niem Ameryki i misjami na Dalekim Wschodzie. Doko- 
nane zostało bez rozlewu krwi jak w Ameryce, z wynika- 
mi o wiele trwalszymi niż na Dalekim Wschodzie. Unia 
wreszcie jest największą i najtrwalszą próbą zjednoczenia 
Cerkwi wschodniej z Rzymem, podjętą po 1054 r. Unie 
z Grekami były krótkotrwałe. Unia florencka przetrwała 
na ziemiach litewskich przez lat blisko 80, ale nie sięgnęła 
głębiej. Unie z Ormianami, Melchitami, Syryjczykami, 
Maronitami, Koptami, Jakobitami obejmowały nieliczne 
odłamy tych grup religijnych lub małe grupki, otoczone 
morzem islamu. Miliony, i to na lat setki, zjednoczyła tyl- 
ko unia brzeska. Jeśli więc ze strony cudzoziemców zarzu- 
ca się Polakom, że wyzyskali unię dla celów politycznych, 
że unia była niedoskonała, że była przeszkodą w nawróce- 
niu Rosji - trzeba im przypomnieć liczby i fakty. Faktem 
jest, że unia głównie istniała dzięki państwowości polskiej 
i po jej upadku długo nie przetrwała. Ale czy z punktu 
widzenia i zbawienia dusz, o które chodzi tym, którzy ze 
stanowiska katolickiego czynią Polsce zarzuty, unia nie 
spełniła swego zadania? A zresztą zwróćmy uwagę na 
fakt, że w XX w. w Stanach Zjednoczonych, gdzie ist- 
niała pełna swoboda religijna, gdzie nie było "upośledze- 
nia" ze strony Polaków - unici emigrujący z byłej Galicji 


- 250 -
>>>
Misje 


wschodniej przed 1914 r. bardzo licznie przechodzili na 
prawosławie. Widocznie źródło słabości unii tkwi gdzie 
indziej. Nie może służyć tu za wytłumaczenie brak wła- 
snej hierarchii, istnienie tylko sufraganów unickich, bo 
podobne fakty u innych emigrantów w Ameryce nie pro- 
wadzą do odstępstw od Kościoła katolickiego. Przyczyny 
muszą leżeć gdzie indziej, bodaj głębiej. Dlatego też, jeśli 
Polska w epoce panowania cuius regio eius religio w całej 
Europie zrealizowała bez rozlewu krwi dzieło najwięk- 
Szego w dziejach połączenia części Cerkwi zachodniej 
Ze wschodnią, jest to tytuł do chluby tej mniejszości ak- 
tywnej katolickiej, która dzieła dokonała, choć w całej 
pełni postulatów swych przeprowadzić nie mogła. Dziś 
chyba i już o tym pisać można, spokojnie. To są popioły 
przeszłości, walki z epoki zamkniętej bezpowrotnie. Do 
Ostatnich lat brzmiała polemika o unię, prowadzona tymi 
samymi, niezmiennymi argumentami od lat 350. Gdy się 
je czyta - czy list biskupów łacińskich do papieża z 1754 r., 
czy dyskusje wcześniejsze, i porównuje się je z dyskusją do 
cZasów ostatnich toczoną - zdumienie ogarnia wobec fak- 
tu, że się nic w niej nie zmieniło. Co więcej, żadna strona 
nie mogła drugiej przekonać. Dziś wchodzimy w epokę 
zupełnie nową. Już nie ma unii na ziemiach polskich. Czy 
i nadal, bez rewizji, stare argumenty będą w obiegu? Czyż 
nic się w życiu nie może zmienić? 


Misje 


Rozmach misyjny katolicyzmu polskiego nie wyczerpał 
się w sprawie unii ruskiej. Analogią do niej była mała, bo 


- 251 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


obejmująca tylko część narodu, unia z Ormianami osia- 
dłymi w Polsce. Liczyli oni zaledwie 10 tys. dusz, trudnili 
się handlem, nienawiści do Rzymu nie czuli. Twórcą unii 
był arcybiskup ormiański Mikołaj Torosowicz, człowiek 
wartości małej, namiętny handlarz końmi, obyczajów lek- 
komyślnych. Pokłócony z wiernymi, ratując przed sądem 
przybysza z Armenii, "wartabieda" Chaczadura, udał się 
do karmelitów, potem do jezuitów o pomoc. W 1630 r. 
stanęła unia, przy czem wprowadzono Komunię Świętą 
pod jedną postacią i celibat księży. Językiem liturgicznym 
pozostał armeński. W unii ormiańskiej widać bogate owo- 
ce doświadczeń z unią ruską i chęć zapobieżenia łatwym 
odstępstwom. Ale zatargi wśród Ormian trwały dalej, To- 
rosowicz chwilami nawet myślał o zerwaniu z Rzymem, 
tak iż prawdziwy rozwój unii ormiańskiej nastąpił dopiero 
za Sobieskiego. Jest ona niewątpliwym dowodem wielkiej 
prężności Kościoła polskiego. Niewątpliwym jej dowodem 
obok prób nawracania Szwecji i Inflant, obok przenikania 
do Prus Książęcych, jest związana z kolonizacją ziem po- 
łudniowo-wschodnich szeroko zakrojona akcja budowy 
kościołów i klasztorów. Potoccy popierali wszędzie domi- 
nikanów, którzy mieli swą rezydencję nawet w wysunię- 
tym w stepy Kudaku. Wiśniowiecki w swych dobrach po- 
pierał bernardynów. W 1637 r. kozacy wymordowali cały 
ich konwent w Łubniach. 
Innym polem misji była Mołdawia, szarpana we- 
wnętrznymi rozterkami, oscylująca między Polską a T ur- 
cją. Około 1588 r. otworzyły się tam widoki misji. Ho- 
spodar Piotr Kulawy, szukający oparcia w Polsce, usunął 
za sprawą jednego ze swych doradców, Brutiego, duchow- 
nych protestanckich i wezwał misjonarzy jezuickich. Bru- 


- 252 -
>>>
Misje 


ti, Albańczyk i katolik, gorliwie ich popierał. Ale między 
jezuitami, którym przewodził Warszawicki, a bernardy- 
nami, którzy tu dawniej pracowali, powstały niesnaski. 
Jezuici byli za ostrożnością, zachowaniem obrządku grec- 
kiego i kalendarza juliańskiego. Natomiast bernardyni byli 
zwolennikami innej metody - nawracania na obrządek 
łaciński. Jezuici dokonali mężnych nawróceń wśród przy- 
byłych z Węgier protestantów, ale wycofali się w 1590 r. 
Praca trwała dalej, zostało wskrzeszone biskupstwo mi- 
syjne bakowskie, podległe od 1607 r. Gnieznu. Głównym 
protektorem misji był arcybiskup lwowski Jan Dymitr So- 
likowski. Później misja podupadła. Niepewność stosun- 
ków, ciągła groza wojny utrudniały pracę w tym kraju, 
położonym na pograniczu dwóch kultur. Jezuici polscy 
i węgierscy ponownie podjęli tu pracę za Władysława IV 
Persja była krajem, do którego w początku XVII w. się- 
gnęli augustianie, a w 1609 r. także karmelici bosi. Szli oni 
zwykle przez Polskę, zabierając po drodze listy polecające 
od Zygmunta III do szacha Abbasa. Na tę misję chciał się 
wybrać późniejszy metropolita unicki, Welamin Rutski, ale 
go towarzysz karmelita odesłał z Moskwy. Opiekę nad mi- 
sją sprawowali królowie polscy. Władysław IV, wysyłając 
posłów do szacha z propozycjami przymierza przeciw Tur- 
cji' popierał w listach misję, w której brali udział karmelici 
polscy. Pracowali oni przede wszystkim wśród chrześcijan. 
Królowa Maria Ludwika, która wspierała też francuską 
misję jezuicką w Konstantynopolu, dała 15 tys. dukatów na 
Utworzenie misji jezuickiej w Persji. Za wstawiennictwem 
posła polskiego Ilinicza powstała ona istotnie w 1647 r. 
Pojedynczo pracowali też Polacy w Indiach, byli to 
karmelici Mikołaj od św. Józefa (Mikołaj Biberstein Kazi- 


- 253 -
>>>
ROZDZIAl 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


mierski) i Dyonizy od Jezusa (Władysław Miliński, kasz- 
telanic rozpierski). Do Chin udawali się jezuici polscy wy- 
jątkowo, za specjalnym pozwoleniem swych władz, gdyż 
zasadniczo kierowano ich do pracy w obrębie Rzeczypo- 
spolitej. Z Polski do Chin udało się w XVII w. trzech je- 
zuitów, do Japonii jeden. Wszyscy byli ludźmi wybitnymi. 
Andrzej Rudomina wbrew woli ojca został jezuitą, praco- 
wał zrazu w Indiach, potem w Chinach. Po pięciu latach 
pracy w tym kraju zmarł w 1631 r. Mikołaj Smogulecki, 
starosta nakielski, faworyt ponoć Zygmunta III, uzdol- 
niony matematyk, wstąpił do jezuitów i przez Jawę udał 
się do Chin. Pracował przeważnie w Nankinie, starając się 
dotrzeć do kół wykształconych. Ponieważ znał astronomię 
i miał zamiłowanie i zdolności badawcze w tym kierunku 
wiedzy, pisał rozprawki astronomiczne po chińsku, stosu- 
jąc po raz pierwszy w tym kraju logarytmy. Został zawe- 
zwany do stolicy cesarskiej, Pekinu, obracał się na dwo- 
rze, następnie apostołował w Mandżurii, w Kantonie i na 
wyspie Hainan. Zmarł w 1656 r. Ojciec Michał Boym, 
pochodzący ze znanej rodziny mieszczańskiej ze Lwowa, 
pracował w Tonkinie, potem na wyspie Hainan, wreszcie 
na dworze cesarskim ostatnich władców z dynastii Ming. 
Dynastii tej Mandżurowie wydzierali jedną prowincję 
za drugą, sytuacja była krytyczna. W rodzinie cesarza 
szerzyło się chrześcijaństwo, a wreszcie władca wysłał 
o. Boyma do Rzymu z obediencją. Powrót był bardzo trud- 
ny i trwał długo, na dworze cesarskim zwyciężyły prądy 
wrogie chrześcijaństwu. Ojciec Boym obrał drogę lądową 
przez Siam i Tonkin. Tu zmarł, powierzając listy papie- 
skie towarzyszowi Chińczykowi (1659 r.). Zapewne nigdy 
nie doszły one do cesarza. Mandżurowie wkrótce potem 


- 254 - 


-
>>>
Zagadnienia społeczne. Sprawa chłopska 


opanowali ostatnie prowincje, gdzie utrzymywała się 
władza Mingów, a sama dynastia została wymordowana. 
W Japonii pracował o. Wojciech Męciński, któ- 
ry n
jpierw przebywał w Indiach. W drodze do Japonii 
uwięzili go Holendrzy, wrogo usposobieni do misjonarzy 
katolickich. Zdołał jednak uciec i przez Macao, kolonię 
portugalską, dostał się z czterema innymi jezuitami do Ja- 
ponii, gdzie właśnie szalało prześladowanie po krótkim 
okresie tolerancji. Wstęp dla misjonarzy europejskich był 
zakazany. Jezuici, wiedząc, że grozi im śmierć, przybyli 
W przebraniu japońskim. Ponieważ umieli po japońsku, 
udali się w góry, skąd zamierzali dotrzeć do prześlado- 
wanych katolików. Ale na drugi dzień po wylądowaniu 
zostali wyśledzeni, uwięzieni, po czym zażądano od nich 
odstępstwa od wiary. Przez kilka miesięcy trwały tortury, 
105 razy poddano ich męczarni przymusowego wlewania 
wody. Wreszcie powieszono ich żywcem głowami w dół 
w studni pustej, na dnie której leżały gnijące odpadki. 
Ojciec Męciński konał 7 dni, dw
j towarzysze przeżyli 
go o dwa dni, po czym ich ścięto. Opis tych heroicznych 
czynów był znany w Polsce i wywierał wpływ na młodzież 
w szkołach, gdzie go czytano. Ale w praktyce, na skutek 
lądowego charakteru państwa i małego zainteresowania 
się morzem, zapał misyjny znajdował ujście w pracy na 
terenach bliższych. 


Zagadnienia społeczne. Sprawa chłopska 


Z chwilą wprowadzenia w Polsce w XVI w. pańszczyzny 
i poddaństwa, ustrój korporacyjny średniowiecza przestał 


- 255 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


istnieć w swej istocie. Na to miejsce, w formach jeszcze 
po części korporacyjnych, powstał kapitalizm "wczesny", 
krępowany jeszcze przepisami moralnymi i prawami śre- 
dniowiecznymi, ale wysuwający moment zysku na plan 
pierwszy. Najsilniej rozwijał się on tam, gdzie znalazła do- 
stęp nauka Kalwina. Luter bowiem zwalczał jako lichwę 
pożyczanie pieniędzy na procent, podczas gdy Kalwin ze- 
zwalał na to bankom. Toteż kraje kalwińskie zaczynają 
przodować pod względem bogactwa, w tyle za nimi pozo- 
stają kraje luterańskie i katolickie. 
Jezuici zajęli w stosunku do lichwy stanowisko wrogie, 
ale rozpracowali naukę o "utraconych zyskach i powstałych 
stratach" na skutek pożyczania pieniędzy, tak iż w pewnej 
mierze zezwalali na obroty kapitalistyczne. W stosunku 
do czeladzi pozostawała nadal w mocy średniowieczna or- 
ganizacja cechowa, mimo że cechy te zaczynają się zamy- 
kać, dopuszczając tylko potomków mistrzów do egzaminu 
mistrzowskiego. I tu coraz częściej zaczyna występować 
duch kapitalizmu, a wraz z nim objawy walk społecznych, 
jak strajki robotnicze. 
Chłop znalazł się w położeniu poddanego, ale w ten 
sposób we wschodniej Europie powróciły czasy feudalne 
(w znaczeniu społeczno-gospodarczym). Katolicy nie pod- 
jęli walki w obronie dawnego porządku korporacyjnego, 
może dlatego, iż przemiana nastąpiła w okresie najwięk- 
szego upadku Kościoła, w końcu XV w. Na tle socjalnym 
zaczęły wybuchać powstania chłopskie w Niemczech i na 
Węgrzech. W Polsce ich nie było, mimo powiększenia 
pańszczyzny i wprowadzenia poddaństwa. Prawdopo- 
dobnie praktyka była łagodniejsza niż w innych krajach, 
ale wiemy, że Zborowscy nie liczyli się z życiem chłopów 


- 256 - 


-
>>>
Zagadnienia społeczne. Sprawa chłopska 


i kazali zabijać poddanych, którzy się skarżyli. Niemniej 
od XVI w. odzywają się głosy za odebraniem panu prawa 
karania chłopa śmiercią. Występują przeciw temu "prawu 
miecza" w rękach prywatnych Skarga i Szymonowicz, jak 
poprzednio protestant Frycz Modrzewski 13 . 
Czy narzucali panowie także wiarę chłopom? Tak by 
mogło wynikać z konfederacji warszawskiej 1573 r. Ale bi- 
skupi jej nie uznawali i nie godzili się na to, by w dobrach 
dysydentów nie było katolickich kościołów. W praktyce dy- 
sydenci budowali nawet kościoły dla katolików (np. Trep- 
kowie). Z drugiej strony dysydenci chłopi siedzieli w do- 
brach panów katolickich (na Pomorzu). Zdaje się, że dobra 
duchowne musieli opuszczać, ale sprawa nie jest zbadana. 
[Stosunek chłopa do reformacji nie został dokładnie 
zbadany. Kaznodzieje protestanccy piętnowali panów 


]] Inne przykłady cytuje A. Świętochowski, Historia chło- 
p6w polskich, Poznań 1928, I 209-222, 245-256. Praca ta jest pisana 
Stronniczo, autor lekceważy umotywowane opinie uczonych miary 
Baranowskiego, Kutrzeby, Rafacza i usiłuje im zarzucić ukrywanie 
prawdy dla celów dydaktycznych. Argumenty, które przytacza na 
obronę swych twierdzeń, nie są przekonywujące, gdyż przeinacza on 
sens tekstów źródłowych, przypisuje zawsze szlachcie tylko moment 
zysku. Niemniej w tym dziele zgromadzone są ciekawe materiały, 
dotyczące np. dominikanów, okrucieństwa szlachty w XVIII w. Au- 
tor zresztą zupełnie nie rozróżnia aktów samowoli od wyroków 
wydawanych na podstawie bardzo okrutnego prawa niemieckie- 
go. U. Tazbir w recenzji "antitemiusza" ("Pamiętnik Literacki", 
XLVIII, 1957, s. 198 n.) analizuje poglądy społeczne anonimo- 
Wego jezuity, autora tej sztuki z l. 1618-1624 i przytacza poglądy 
obrońców chłopów (Bembusa, Smigleckiego, Starowolskiego, Jana 
Chądzyńskiego). Nie można jednak generalizować obrazu saty- 
rycznego i przenosić go na całą szlachtę, jak to czyni J. Tazbir, 
który pomija zarządzenia prowincjałów jezuickich.] 


- 257 - 


...
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


różnowierców za ucisk chłopa - to samo czynili księża 
katoliccy w stosunku do katolickich możnych. Lecz inne 
znaczenie miał głos kapłanów katolickich, materialnie 
niezależnych od magnatów, mających opracie w bisku- 
pach i królu - inne zaś głos ministrów ewangelickich, 
zależnych od różnowierczej szlachty. Co więcej, kapłani 
dysponowali konfesjonałem i cenzurami kościelnymi, mi- 
nistrowie zaś nie. Wydaje się ponadto, że masy chłopskie 
były niechętnie usposobione do panów protestanckich, 
którzy znosili nabożeństwa katolickie w swych dobrach, 
a równocześnie podnosili ciężary pańszczyźniane. Dodaj- 
my, że wśród nich były jednostki burzliwe i okrutne. Wy- 
daje się, że chłopi przez opozycję do nich raczej skłonni 
byli trzymać się dawnej wiary, jeśli brać pod uwagę tylko 
motywy materialne. Materialiści dziejowi zarzucają, że 
katoliccy polemiści straszyli szlachtę protestancką bunta- 
mi chłopskimi. Z drugiej jednak strony niewątpliwie Ko- 
ściół łagodził tarcia społeczne, stając wymownie w obro- 
nie chłopów, przez co znikały przyczyny zaostrzenia się 
walk społecznych.] 
Kaznodzieje w XVI w. i w początkach XVII w. często 
występowali przeciw uciskowi chłopa. Birkowski mówił: 
"Panowie odrzychłopscy! Słuchajcie co mówi do Was Iza- 
jasz: Pan jako mąż wynidzie, jako mąż wojenny, wzbu- 
dzi żarliwość, krzyczeć będzie i wołać, nad nieprzyjacioły 
swoimi wzmocniony będzie. Wnidzie w sąd dla ubogich 
swoich, i zbawi syny ubogich, a upokorzy niesprawiedli- 
wych". Jednak między kazalnicą a życiem może istnieć 
przepaść, trzeba zbudować pomost w postaci norm postę- 
powania. 


- 258 -
>>>
Zagadnienia społeczne. Sprawa chłopska 


Czy były tedy jakieś normy, według których moż- 
na by ustalić, co było uznane za dopuszczalne, a co nie. 
A więc Skarga, stawiając za wzór podkomorzego Bobolę, 
podnosił, że chłop miał zawsze do niego dostęp. W sto- 
sunkach pańszczyźnianych istotnie podleganie urzędni- 
kom pańskim, bez możności dostępu do samego pana, 
było zawsze odczuwane jako krzywda. Dalej Skarga mó- 
wił, że o. Bobola nie przeciążał czynszami chłopów i po- 
magał odbudować się pogorzelcom. Ale to były wszystko 
rzeczy ogólne. Szczegółowe przepisy, które były obowią- 
zujące dla jezuitów, wydał w 1591 r. wizytator Ludwik 
Masello, w 1633 r. prowincjał litewski Łęczycki wy- 
dał szczegółowy okólnik, jak postępować z poddany- 
mi. Okólnik ten odnosił się do dóbr jezuickich, ale był 
też wzorem dla ludzi świeckich i niewątpliwie w pracy 
duszpasterskiej jezuitów odgrywał, rolę. Pańszczyzna 
nie mogła według zasad sprawiedliwości przekraczać 
2-3 dni w tygodniu. Jeśliby chłop nie mógł wypełnić 
obowiązku składania daniny do dworu i płacenia podat- 
ków państwowych, dostarczania podwód i żywności dla 
wojska, a to z powodu klęsk elementarnych wojny czy 
zarazy, jezuici pokrywali wszystko ze swoich funduszów, 
a jego wraz z rodziną i dobytkiem, żywili. Karę cielesną 
zachowano. Wymierzać ją mógł tylko włodarz, będący 
Zarazem sędzią, i to nie więcej jak 30 plag. O wymia- 
rZe tej kary musiał wiedzieć i wyrazić zgodę prokurator 
- czyli zarządca dóbr, jezuita. W wypadkach ciężkich 
przestępstwo karze decydował jezuita rektor z konsulto- 
rami, włodarz karę wykonywał. Kary pieniężne obracano 
na ubogich lub zwracano rodzinie. Jezuici urządzali też 
misje religijne wśród poddanych, ale szkół nie zakładali. 


- 259 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Inne normy postępowania można by ustalić, zbadawszy 
akta kapituł i praktykę ich w stosunku do poddanych, 
którym hojnie udzielano ulg i pomocy. 
W jakiej mierze normy te były stosowane przez 
szlachtę? Ze słów kaznodziejów widać, że było gorzej, 
natomiast z rachunków dworskich wynika, że pańszczy- 
zna w pierwszej połowie XVII w. wynosiła przeciętnie 
2-3 dni tygodniowo. A więc zasady jezuickie przenikały 
do szlachty. Praktyka była zapewne łagodna. Niemniej 
na całym programie katolickim w sprawach robocizny 
zaciążył jego szlachecki charakter. Tak samo jak w spra- 
wach ustrojowych szlachta narzuciła swój punkt widze- 
nia. Katolicyzm na Zachodzie był królewski, w Polsce 
był szlachecki. N a Zachodzie popierał monarchów ab- 
solutnych, gdyż ci go bronili od protestantyzmu. Wo- 
jując mieczem, nie tylko słowem. Bossuet uzasadniał 
nawet Pismem św. bezwzględne posłuszeństwo wobec 
króla, pomijając starą naukę Kościoła o walce z tyranią. 
W Polsce nie król, a szlachta katolicka murem broniła 
Kościoła. Tak tedy, jak na Zachodzie Kościół od czasów 
reformacji spętany był wolą monarchów, którzy mu na- 
rzucali ludzi i zabierali dochody, tak w Polsce spętany był 
przez szlachtę, która obsadzała w nim najwyższe god- 
ności, nie pozwalała na jawną krytykę urządzeń, któ- 
re uważała za konieczne. Ale mimo wszystko aktywni 
katolicy tę krytykę w końcu XVI wieku i w początkach 
XVII przeprowadzali. Świadomość, że chłopu dzieje się 
źle, przenikała do mas szlacheckich i kół kierujących. Jan 
Kazimierz dał temu wyraz, składając we Lwowie śluby 
poprawienia doli chłopa. Gdyby nie miał tej świadomo- 
ści, nie powziąłby decyzji w chwili krytycznej. Zapisana 


- 260 -
>>>
Zagadnienia społeczne. Sprawa chłopska 


przez dziejopisarza w XVIII w. opowieść o Kazimierzu 
Korsaku, odnosząca się do XVII w. również jest dowo- 
dem, że sumienie szlachty było przez Kościół rozbudzo- 
ne: Kazimierz Korsak, szlachcic, pokutował jako paro- 
bek w dobrach swoich i siostry, odrabiając pańszczyznę 
za swego gospodarza, odbierając razy od dworskich, aż 
Wreszcie na łożu śmierci odkrył spowiednikowi jezuicie 
swą tajemnicę. To dowód wysokich wartości moralnych, 
jakie tkwiły w katolicyzmie polskim w XVII w., także 
w dziedzinie społecznej, mimo iż konkretnego progra- 
mu nie wysunął, a jedynie starał się nadać ludzkie piętno 
stosunkom pańszczyźnianym. 
Natomiast w dziedzinie akcji charytatywnej za- 
znaczyły się nowe inicjatywy. Ksiądz Skarga założył 
W Krakowie bank pobożny, udzielający pożyczek na ni- 
ski procent. Podobna instytucja istniała we Lwowie. 
Skarga również założył Arcybractwo Miłosierdzia oraz 
Bractwo św. Łazarza, opiekujące się żebrakami. Mniej 
Uczyniono w Warszawie, która wyrastała na stolicę pań- 
stwa. Istniały tu średniowieczne szpitaliki, niedostosowa- 
ne do potrzeb miasta. W ogóle średniowieczne szpitale 
w znacznej mierze uległy zawierusze religijnej w XVI w. 
lub też dochody ich, oparte na czynszach, zmalały na 
skutek dewaluacji pieniądza. Zdaje się, że w okresie re- 
formy Kościoła po soborze trydenckim wiele z nich zo- 
stało odnowionych. Biskupi podczas wizytacji badali ich 
stan, ofiarność publiczna urosła. Jednak nie odpowiadały 
one potrzebom miast wielkich, gdzie gromadziło się wiele 
nędzy. Wiemy, że w 1599 r. przybyli do Polski bonifra- 
trzy, osadzeni przez Zebrzydowskiego w Kalwarii. Ale 
dzieje akcji charytatywnej nie zostały jeszcze napisane. 


- 261 -
>>>
ROZDZIAł. 12. Czasy Zygmunta III i Władysława IV 


Charakterystyka okresu 


Katolicyzm polski epoki potrydenckiej, porównany 
ze społecznościami katolickimi innych krajów, wykazy- 
wał nie mniejszą od nich prężność, jeśli nie większą na 
niektórych polach. Zwycięstwo nad różnowierstwem 
osiągnął dzięki stworzeniu wspaniałej literatury, której 
chyba dorówna literatura francuska i hiszpańska. Doko- 
nał dzieła unii z Kościołem wschodnim, prowadził misje 
w Persji i na Mołdawii, złączył odłam Ormian z Kościo- 
łem. Charytatywna praca mogła się poszczycić niemały- 
mi wynikami. Rozwój życia religijnego znajdował swój 
wyraz w powstaniu polskich zakonów (reformaci, bene- 
dyktynki reformy chełmińskiej, prezentki) oraz wielkim 
rozkwicie mistyki i świętości w zakonach dawnych i ob- 
cych do Polski przyniesionych. W epoce Władysława I
 
gdy wzrósł ogromnie dobrobyt kraju i egoizm przejawiał 
się na wszystkich polach, zaczął się załamywać rozmach 
katolicyzmu potrydenckiego, który silnie podlegał stano- 
wym i cywilizacyjnym przesądom szlachty. Katolicyzm 
ten gorliwy i rycerski, nie zdobył się na program społecz- 
ny, mimo iż w sumieniu jego świadomość krzywdy chłopa 
była bardzo żywa. Próbą jego miały być wojny, które roz- 
poczęły się od 1648 r. i otrzymały nazwę "potopu". Miały 
one wybitnie religijne zabarwienie. W ich ogniu rycerski 
i narodowy charakter katolicyzmu polskiego, wraz z kul- 
tem maryjnym, ofiarnością, ale i wadami, okrzepł jesz- 
cze. Cechy jego przetrwały i XVII w., i upadek dawnej 
Rzeczypospolitej. 


- 262 -
>>>
ROZDZIAł:. 13 
Druga połowa XVII w. 


Charakterystyka okresu 


D zieje drugiej połowy stulecia stanowią ostatni okres 
świetności Rzeczypospolitej i rozpadają się wyraźnie 
na dwie części: wojny "potopu", które zniszczyły kraj, oraz 
krótki okres potęgi za Sobieskiego. Czasy Michała Kory- 
buta Wiśniowieckiego są jakby dalszym ciągiem panowa- 
nia Jana Kazimierza, a w życiu katolicyzmu polskiego nie 
zaznaczają się niemal wcale. 
Wojny "potopu" stanowią punkt zwrotny w dziejach 
Rzeczypospolitej nie tylko pod względem gospodarczym 
i politycznym, ale także kulturalnym i religijnym. To ostat- 
nie zagadnienie nie zostało jednak dokładnie zbadane. 
Katolicyzm polski od razu zaczął ponosić ogrom- 
ne straty. Zawierucha kozacka pustoszyła południowo- 
-wschodnie ziemie Rzeczypospolitej. Ginęła nie tylko 
szlachta, ale i księża. Wszyscy bernardyni w Łubniach, 
którzy nie chcieli uchodzić z księciem Jeremim, wyginę- 
li w liczbie 24. Umierali przedstawiciele innych zakonów 
- jezuitów ogółem zginęło 41, przeważnie na ziemiach 
wschodnich, wśród nich święty Andrzej Bobola. Ginęli 


- 263 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


też księża świeccy i zakonnice, o ile nie zdążyły na roz- 
kaz przełożonych uciec na Zachód. Najcięższe, bliżej 
jednak niezbadane straty poniosła unia, przeciw której - 
jak i przeciw jezuitom, zwracała się nienawiść Kozaków. 
Chmielnicki występował jako obrońca prawosławia i żądał 
dla metropolity kijowskiego miejsca w senacie. Wszyst- 
kie urzędy miały być na Kijowszczyźnie zastrzeżone dla 
prawosławnych, unia na Ukrainie miała być skasowana. 
W ugodzie zborowskiej 1649 r. Rzeczpospolita zgodziła 
się na wygnanie jezuitów z Ukrainy, oddanie tamże dóbr 
unickich prawosławnym, zastrzeżenie dla prawosławnych 
godności w województwach kijowskim, bracławskim, 
czernihowskim, dopuszczenie metropolity prawosławne- 
go do senatu. Jednak król utrzymał arcybiskupstwo połoc- 
kie w ręku unitów, a tylko biskupstwo witebskie włączył 
do prawosławnego mścisławskiego. Kasata unii w ogóle 
nie nastąpiła, a metropolity Sylwestra Kossowa nie do- 
puszczono do senatu. Biskupi łacińscy zgodzili się jednak 
na oddanie prawosławnym biskupstw unickich: łuckiego, 
chełmskiego i przemyskiego oraz szeregu cerkwi i dóbr 
w innych biskupstwach. Ale Kozacy domagali się zupeł- 
nej kasaty unii. Daremnie rząd dla przejednania Kossowa 
odbierał unitom dobra i dawał je prawosławnym. Koza- 
czyzna poddała się w 1654 r. carowi, co prawda ducho- 
wieństwo prawosławne w Kijowie z Kossowem na czele 
było w opozycji do nowej stolicy, ale sytuacji to nie zmie- 
niło i mimo niechęci do patriarchy w Moskwie Cerkiew 
przestała podlegać Carogrodowi. 
W ugodzie hadziackiej 1659 r. Rzeczpospolita poczy- 
niła dalsze ustępstwa prawosławnym. Biskupi prawosław- 
ni mieli zasiadać w senacie, unia miała być skazana na za- 


- 264 -
>>>
Charakterystyka okresu 


gładę, w województwie kijowskim wszystkie urzędy miały 
być dla prawosławnych, w bracławskim i czernihowskim 
- po połowie. Rzeczpospolita uznała Akademię Mohy- 
lańską w Kijowie. W 1659 r. sejm, mimo oporu bisku- 
pów i części katolików, zatwierdził oddanie prawosław- 
nym dóbr unickich, czego Kozacy wymagali. Ale rozejm 
andruszowski w 1668 r. pozostawił Kijów przy Moskwie 
Wraz z Kozaczyzną. Główne ognisko prawosławia znala- 
zło się poza granicami Polski i unia została ocalona. Dzie- 
je odbudowy zniszczeń i misji ponownej nie są znane: ale 
faktem jest, że po wojnach wielkie masy opowiedziały 
się za unią. Metropolita Kolenda i uniści zaczęli od spro- 
wadzenia uroczystego zwłok bł. Józefata Kuncewicza do 
Połocka. Łatwo odzyskiwali cerkwie, klasztory i dobra. 
Unici domagali się teraz znowu miejsca dla metropolity 
i biskupów w senacie, ale król i senat znów byli temu prze- 
ciwni, z wyjątkiem dwóch biskupów, Stanisława Tarnow- 
Skiego przemyskiego i Tomasza Ujejskiego kijowskiego. 
Jako powód odmowy przytoczono, że biskupi uniccy są 
z reguły zakonnikami i nie wypada im jako bazylianom 
zajmować się sprawami publicznymi. Był to wybieg. Za 
to uwolniono dobra unickiej Cerkwi od poborów woj- 
skowych (podatków), a odstępstwo od wiary katolickiej 
W obrządku zarówno łacińskim, jak i greckim obłożono 
karą wygnania (1668). Jednak jezuici nadal przyjmowali 
Unitów na obrządek łaciński, mimo skarg metropolity Ko- 
lendy i zakazów płynących z Rzymu. 
Najazd szwedzki miał również charakter religijny, 
Szwedzi chcieli w Polsce wprowadzić protestantyzm, 
Czego domagały się n3:iradykalniejsze żywioły luterań- 
skie w Niemczech od początków stulecia. Mimo zapew- 


- 265 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


nień O tolerancji zakonnice uciekały na Śląsk i na Węgry, 
klasztory i kościoły były grabione i profanowane. Zginęła 
pewna liczba księży - znów sprawy te nie są bliżej zbada- 
ne. Wszędzie dysydenci łączyli się ze Szwedami, grając 
tę rolę, którą obrali sobie Niemcy w Polsce w 1939 r. Gdy 
więc naród cały, wraz z wielkimi masami chłopów chwy- 
cił za broń, a zwycięska obrona Częstochowy zelektryzo- 
wała katolików, Szwedzi zaczęli ponosić porażki, padała 
też zemsta na dysydentów: Leszno, siedziba braci czeskich 
i Komeniusza, który Szwedom sprzyjał, uległo spustosze- 
niu. Komeniusz uszedł do Holandii. W Toruniu, gdzie 
Niemcy, protestanci miejscowi prześladowali katolików, 
odebrano im jeden z kościołów. Najbardziej skompromi- 
towani dysydenci, jak Bogusław Radziwiłł, uszli za grani- 
cę. Arianie z Sądecczyzny uszli na Śląsk, a chłopi złupili 
ich dwory w odwet za łączenie się ze Szwedami. Król Jan 
Kazimierz ślubował arian wygnać z Polski. 
Pierwotnie zamierzano wygnać wszystkich dysyden- 
tów i żydów. Potem sejm w 1658 r. uchwalił amnestię 
dla wszystkich z wyjątkiem arian. Przeciw nim i przeciw 
żydom wysuwano argument gospodarczy: trudnili się 
pożyczaniem pieniędzy na procent i dlatego byli zniena- 
widzeni jako lichwiarze. Ale żydzi brali też od możnych 
pieniądze na procent i pożyczali innym, klasztory, kapi- 
tuły, instytucje duchowne lokowały u żydów pieniądze. 
W razie ich wygnania wszyscy wierzyciele żydowscy zo- 
staliby poszkodowani. Dlatego stanęli oni w obronie ży- 
dów, którym nic się nie stało. Arianie, którzy na procent 
pieniędzy nie brali, a tylko dawali, mieli przeciw sobie 
także swoich dłużników. Arianie byli zwalczani przez 
kalwinów i luteranów, w Anglii pisma ich były zakaza- 


- 266 -
>>>
Charakterystyka okresu 


ne, choć czytano je po kryjomu. Jeszcze w 1689 r., gdy 
Wilhelm III ogłosił tolerancję religijną, wyłączył z niej 
arian i katolików. Tylko w IIolandii i Polsce cieszyli się 
oni wolnością. Teraz kazano im opuścić Polskę w ciągu 
3 lat, potem w ciągu lat 2 (do 1661). W 1660 r. odbyła się 
W Rożnowie nad Dunajcem ostatnia publiczna dysputa re- 
ligijna w Polsce, toczona między reformatami i jezuitami 
a mistrzami ariańskimi zJędrzejem Wiszowatym na czele. 
Strony rozeszły się nieprzejednane. Część arian przyjęła 
katolicyzm, wśród nich poeta Wacław Potocki, inni opu- 
ścili kraj, udając się do Prus oraz do Niderlandów. Pisma 
Wiszowatego odegrały znaczną rolę na Zachodzie, tu po 
Wojnie trzydziestoletniej, po walkach religijnych w An- 
glii powstała ogólna niechęć do szerzenia wiary orężem. 
Sekty protestanckie nie umiały się wzajemnie przekonać, 
coraz bardziej w łonie protestantyzmu brakło autorytetu: 
zaczęto go szukać w rozumie. Na tak przygotowany grunt 
padły hasła racjonalistów religijnych, jakimi byli arianie. 
Hasła ich, przedtem zwalczane, zostały teraz przyjęte za 
podstawę dyskusji w łonie protestantyzmu. Ze sztywnych 
form prawowierności w duchu Melanchtona czy Kalwina 
zaczęli się wyłamywać jeden po drugim teologowie pro- 
testanccy, wprowadzając w stopniu większym lub mniej- 
Szym racjonalizm. Stało się to początkiem rozwoju ilo- 
ŚCiowego teologii protestanckiej, dla której schyłek XVI1 
i XVIII w. jest epoką rozkwitu. Stały się te przemiany 
Początkiem zwrotu w umysłowości europejskiej. Polska 
pozostała od nich z dala, jak gdyby zastrzyk arianizmu 
wywołał jakiś wewnętrznyantywirus, który zasadniczo 
odwrócił myśl polską od racjonalizmu na długie lata: 
zasady jego nie były dla Polaków nowością. Wygnanie 


- 267 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


arian przyczyniło się do tego, że katolicyzm polski szedł 
przez najbliższych lat kilkadziesiąt innymi drogami niż 
np. francuski. 
Inni protestanci, choć uzyskali amnestię, stali się 
przedmiotem szykan i procesów. Społeczność katolicka 
okazywała im niechęć i nietolerancję na każdym kroku. 
Zaczęły się procesy o kościoły, zabrane ongiś katolikom 
w XVI w. - rewindykowano je licznie, protestanci darem- 
nie szukali oparcia za granicą. Szykanowała ich młodzież 
szkolna, w 1672 r. nie było jednego różnowiercy w senacie 
- choć potem znów w nim zasiadali. Ale chłopów i miesz- 
czan Niemców wyznających wiarę dysydencką przyjmo- 
wano do Polski, pozwalano im wznosić kościoły, tak iż 
kolonizacja niemiecka i luterańska na spustoszonych za- 
chodnich ziemiach polskich zaczęła obejmować znaczne 
obszary. Nietolerancja w Polsce miała swoje odpowiedniki 
i w krajach habsburskich, a we Francji Ludwik XIV ob- 
chodził się z kalwinami o wiele okrutniej, zmuszając ich 
do zmiany wiary groźbą wygnania, albo "pacyfikacjami" 
wojskowymi (dragonady). Z drugiej strony w Polsce dy- 
sydenci mieli sprawo posiadać kościoły i odprawiać na- 
bożeństwa. W praktyce dawano im jeszcze urzędy, na- 
wet senatorskie, dopuszczano do izby poselskiej. Także 
w krajach protestanckich, w Szwecji, Danii i Norwegii, 
dysydenci, wśród nich katolicy, nie byli w ogóle tolerowa- 
ni do XIX w., w Anglii katolikom wzbraniano dostępu do 
urzędów, zakazywano publicznego kultu do 1829 r. Arian 
ścigano do 1813 r. Taki stan rzeczy uniemożliwiał wszel- 
ką misję i wszelką możność głoszenia prawdy. Dopiero 
XVIII w. obali przez racjonalizm te przegrody, a po okre- 
sie niewiary i obojętności religijnej znów umożliwi pro- 


- 268 -
>>>
Charakterystyka okresu 


wadzenie misji katolickiej wśród protestantów. W Polsce 
nietolerancja miała inne jeszcze złe skutki - spychała pro- 
testantów, zarówno szlachtę, jak i chłopów i mieszczan, 
w ramiona germanizacji, której w znacznej mierze ulegali 
na ziemiach zachodnich. W tym miejscu omówić należy 
rolę protestantyzmu w życiu polskim, także i w następ- 
nych wiekach, by do zagadnienia tego nie wracać. Pro- 
testantyzm został złamany pod względem politycznym, 
a później usunięty, blisko na półtora wieku, poza nawias 
życia polskiego, ale nie przestał istnieć jako biegun kultu- 
ralny w stosunku do katolicyzmu i miał w pewnej mierze 
odbudować swe znaczenie w XIX w. 
Jaką rolę kulturalną odgrywał protestantyzm w sto- 
sunku do społeczeństwa katolickiego w Polsce? Mówi się, 
że przyczynił się on do rozwoju piśmiennictwa w języku 
polskim, a jego zasługą jest zmuszenie katolików polskich 
do pisania w mowie ojczystej. Przedtem bowiem sądzili 
oni, że jedynie łacina jest właściwą mową do pisania o rze- 
czach Bożych. Tymczasem literatura religijna w języku 
polskim docierała do szerokich warstw, do kobiet, które po 
łacinie nie umiały, była bardziej dostępna i zrozumiała dla 
wszystkich. Literatura katolicka w języku polskim rychło 
osiągnęła przewagę nad protestancką, szczególnie odkąd 
jezuici wystąpili w szranki, jednak protestantyzm dał po- 
pęd do jej rozwoju. Mówi się też, że skutkiem protestanty- 
Zmu była konieczność silniejszej kontroli nad sobą samym 
u katolików. Reformacja Lutra i Kalwina była protestem 
przeciw rozprzężeniu w Kościele katolickim, szczególnie 
w zakonach i duchowieństwie wyższym. Istnienie obok 
Kościoła katolickiego odłamów protestanckich skłaniało 
katolików do bacznej kontroli, żaden ich błąd nie uszedł 


- 269 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


uwagi niechętnych sędziów i oskarżycieli. Protestantyzm 
przyczynił się niewątpliwie do rozwoju piśmiennictwa. 
Wyprzedził on swą literaturą w języku polskim rozwój 
literatury katolickiej i sprowokował nawet jej powstanie. 
Ale odrodzenie katolicyzmu nie może być uważane za 
jego zasługę, gdyż gdyby wystąpienia wrogie automatycz- 
nie budziły siły Kościoła, wówczas XVIII w., pełen doń 
niechęci, byłby świadkiem wspaniałego rozkwitu życia 
katolickiego. Tymczasem właśnie był to okres upadku na 
skutek nasilenia prądów wrogich religii. Jeśli więc katoli- 
cyzm w XVI i XVII w. zdobył się na odrodzenie religijne 
oraz moralne i wielką twórczość literacką, było to skut- 
kiem zasobu sił i świętości, jakie w sobie posiadał, a nie 
skutkiem istnienia protestantyzmu. Gdyby tych sił brakło 
- nastąpiłby upadek. W końcu XVII w. protestantyzm był 
niewiele słabszy niż bezpośrednio przed 1650 r., a jednak 
katolicy popadli w marazm. Protestantyzm bez wątpienia 
wyzwalał przez swe istnienie i walkę zasoby sił społeczeń- 
stwa katolickiego, ale z chwilą, gdy tych wewnętrznych 
zasobów zabrakło - protestantyzm wyzwalał tylko niena- 
wiść wyznaniową. 
Wreszcie usunięcie protestantów z życia politycznego 
w końcu XVII w. i w XVIII w. miało za skutek zwrot 
ich do zagadnień gospodarczych. Już w czasach Stanisła- 
wa Augusta zaczynają mieszczanie-protestanci odgrywać 
dużą rolę w życiu gospodarczym. Szlachta występuje na 
arenie dziejowej w Wielkopolsce w XIX w. Tu po upad- 
ku Rzeczypospolitej załamuje się szereg wielkich fortun. 
Na ich gruzach wyrastają nowe, zbudowane w znacznej 
części przez protestantów polskich. Zachowali oni swą 
miłość ojczyzny mimo upośledzenia prawnego i w cza- 


- 270 -
>>>
Dwóch królów Piastów 


sie walki o utrzymanie polskości pod zaborem pruskim 
stanęli w pierwszym szeregu, przodując swą gospodarno- 
ścią i oszczędnością wyrobioną w czasach, gdy do życia 
politycznego dawnej Rzeczypospolitej dostępu nie mieli. 
Wielu z nich w XIX w. wróciło na katolicyzm, by się ze- 
spolić z resztą narodu. 
Odmienną była rola protestantów polskich na Śląsku 
Cieszyńskim, którzy naj skuteczniej oparli się germanizacji 
i czechizacji i stali w pierwszym szeregu obrońców polsko- 
ści. Natomiast na Mazowszu Pruskim jeden tylko pastor 
Gizewiusz (t1848) stawał zapamiętale w obronie polskości 
ludu - inni duchowni wprzęgli się do dzieła germanizacji. 
Powstała tu niechęć wyznaniowa do katolików, sztucznie 
podsycana przez władze pruskie, które w ten sposób sta- 
rały się odseparować protestanckich Mazurów od Polski. 
Rola protestantów polskich w XX w. jest znacznie większa 
od ich liczebności, gdyż skupiają się oni wśród inteligencji 
i wydają szereg wybitnych uczonych (Briickner, Kot, By- 
Stroń). Znaczenie ich dla społeczności katolickiej polega 
na krytycznym ich nastawieniu w stosunku do przeszłości 
katolickiej i teraźniejszości. 


Dwóch królów Piastów 


Już okres klęsk wojennych i wichrzeń domowych za Jana 
Kazimierza obok zamknięcia się polskiej społeczności 
katolickiej i utrwalenia przesądów oraz niechęci, na- 
Wet do unii, przyniósł także rozpolitykowanie Kościoła. 
Klęski wojenne kazały szukać ratunku dla kraju, czynnik 
polityczny zaczął zajmować coraz więcej miejsca w zaję- 


- 271-
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


ciach biskupów, tym więcej, że królowie obsadzali epi- 
skopat swymi doradcami, a więc politykami. Zaczęli się 
też zajmować polityką niektórzy jezuici, wbrew zasadzie 
neutralności przestrzeganej przez zakon. Ojciec Cieci- 
szowski agitował w ostatnich latach Jana Kazimierza za 
dworem austriackim, za co go spotkała, zresztą bardzo 
lekka, kara. Inny jezuita, o. Pikarski występował prze- 
ciw Lubomirskiemu, jezuici odmawiali rozgrzeszenia 
skonfederowanym żołnierzom, ułatwiali proces prze- 
ciw Lubomirskiemu. Bezkrólewie i czasy króla Michała 
przyniosły jeszcze pogorszenie. Zakon kontemplacyjny, 
jakim były zawsze karmelitanki, został wciągnięty w wir 
rozgrywek. Modliły się tedy karmelitanki warszawskie 
za kandydatem austriackim. Później król Michał, któ- 
ry miał przeciw sobie większość senatu, wykorzystywał 
pobożnie wizyty u tychże karmelitanek, by zasiadać 
z otoczeniem w refektarzu i odbywać za kratą poufne 
narady. Partia francuska zorientowała się w tym pod- 
stępie i zaczęła urządzać formalne gonitwy, by dołączyć 
się do orszaku królewskiego, odbywającego dewocję po 
kościołach warszawskich. Wszystko to odwracało od 
spraw religijnych. Biskupi rzadko zwoływali synody, 
synodów prowincjalnych nie zwoływano do końca Rze- 
czypospolitej. Trzeba było usuwać rozprzężenie karności 
zakonnej u karmelitanek, co się powiodło. Ale w innych 
zakonach rozluźnienie pozostało. Kanony zakazują księ- 
żom udziału w walkach, ale jezuita o. Muchowiecki kie- 
rował artylerią pod Zbarażem, jezuita o. Lisicki poległ 
pod Zborowem, walcząc na czele oddziału. Przyzwy- 
czailiśmy się w tym widzieć objawy patriotyzmu, ale nie 
zwracamy uwagi na dowody upadku karności kościelnej, 


- 272 -
>>>
Dwóch kr6/ów Piastów 


świadczące może o zatracie głębszego zrozumienia istoty 
katolicyzmu i zadań Kościoła. 
Polityczne namiętności rozszalały się do tego stop- 
nia, że w 1672 r. groziła wojna domowa w obliczu najazdu 
tureckiego. Stanęły naprzeciw siebie dwie konfederacje 
- gołąbska przy królu Michale i szczebrzeszyńska przy 
hetmanie Janie Sobieskim. Wówczas nuncjusz Buonvi- 
si przy pomocy biskupa Trzebickiego i kilku senatorów 
świeckich doprowadził do zgody, ratując być może Pol- 
skę przed ostateczną zagładą. Dzieło pokoju okazało się 
trwałe i przyniosło w roku następnym wielkie zwycięstwo 
Sobieskiego pod Chocimiem. 
W rozbudzoną podczas wojen "potopu" świadomość 
religijną i poczucie wyznaniowej odrębności uderzyły woj- 
ny tureckie. Polska przeszła do historii jako przedmurze 
chrześcijaństwa. Różne narody w poszczególnych epo- 
kach dziejów spełniały tę funkcję w czasach, gdy naprze- 
ciw jednolitego i zwartego świata chrześcijańskiego wy- 
rastał zwarty świat islamu, grożący w imię wojny świętej 
zalewem i zniszczeniem zarówno cywilizacji, jak i samej 
religii. W XVII w. groziło to niebezpieczeństwo ze strony 
Turków, których państwo wyłącznie militarne i zdobyw- 
CZe było, w przeciwieństwie do Arabów, wrogiem wszel- 
kiej wyższej kultury. W zdobytym Kamieńcu wszystkie 
niemal kościoły zamieniono na meczety, ludność chrze- 
Ścijańską w znacznej części Turcy wygnali, nie pozwalając 
zabrać majątku. Pod ich rządami było tylko miejsce dla 
pozbawionej praw, pogardzanej, ciemnej i ubogiej "rai" 
chrześcijańskiej. Dlatego wielką zasługą Polski wobec 
społeczności katolickiej jest zatrzymanie, a później zła- 
ll1anie tej niebezpiecznej potęgi. 


- 273 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


Utrata Kamieńca była nieustannym zagrożeniem dla 
Polski. Lwów stał się miastem pogranicznym, podobnie 
Zamość. Dlatego myśl wojny tureckiej przeniknęła głębo- 
ko do mas szlacheckich i znalazła wyraz w poezji Kochow- 
skiego. Jan III, który zrazu myślał o ekspansji na północ 
i odzyskaniu Prus, musiał pójść za głosem opinii. Zresztą 
i on sam z tradycji i usposobienia był typowym przedstawi- 
cielem zarówno lepszej części szlachty polskiej, jak i katoli- 
cyzmu polskiego. Boy-Żeleński w swej książce o Marysieńce 
usiłował "odbrązowić" Sobieskiego. Sądzę, że podkreślił 
tylko wielkość jego charakteru. Sobieski, człowiek o bar- 
dzo silnym temperamencie, umiał zachować czystość przed 
małżeństwem w bardzo trudnych warunkach, a później 
małżeńską wierność we wszelkich okolicznościach, o czym 
świadczy jego poufna korespondencja. Jest to miara jego 
siły charakteru, a wynika to z pracy Boya może wbrew 
jego intencji. Jeśli zaś autor usiłuje insynuować, że Sobie- 
ski opuściłby obóz dla ukochanej kobiety, to fakty przy- 
toczone przezeń świadczą właśnie o czymś przeciwnym. 
Z siłą charakteru króla łączyła się jego religijność bardzo 
głęboka i rozumna. Świadczą o tym fakty popierania unii, 
obrona i zachęta oraz pomoc dla misji, także jezuickiej 
w Holandii i Kurlandii, zrozumienie dla potrzeb oświaty. 
Jan III łatwo uległ ogólnym nastrojom walki z pół- 
księżycem, do czego skłaniała go też osobista tradycja. 
Okoliczności polityczne zmuszały go niemal do tego. 
Wojnie tureckiej poświęcił drugą część panowania. Jego 
zasługą wobec całej kultury Europy i chrześcijaństwa jest 
złamanie potęgi tureckiej pod Wiedniem i na Węgrzech. 
Ostatnio Niemcy usiłowali przywłaszczyć sobie laury 
zwycięstwa, przyznając Polakom miejsce "wojsk pomoc- 


- 274 -
>>>
Dwóch królów Piastów 


niczych ". Ale źródła jednomyślnie mówią o strachu armii 
cesarskiej przed Turkami, o tym, że czekała ona jak wyba- 
wienia przybycia króla, o tym, że król dowodził, król zła- 
mał centrum wojsk tureckich, król odniósł zwycięstwo. 
Po odsieczy Wiednia i zwycięstwach na Węgrzech potęga 
turecka już się nie podniosła. Habsburgowie zebrali owoce 
Zwycięstwa, a równocześnie opuszczali Sobieskiego, gdy 
usiłował odzyskać Kamieniec i zdobyć Mołdawię. Rzym 
ocenił zrazu doskonale znaczenie zwycięstwa. Papież In- 
nocenty XI ustanowił święto Imienia Najświętszej Maryi 
Panny w dniu 12 września na pamiątkę wydarzenia, któ- 
re uratowało Europę i dla wyrażenia wdzięczności Matce 
Bożej. Dyplomacja papieska spodziewała się zupełnego 
wypędzenia Turków z Europy i zachęcała Polskę do wy- 
trwania w Lidze państw chrześcijańskich. Dla wciągnięcia 
do niej Moskwy Sobieski wyrzekł się Kijowa i ziem od- 
stąpionych rozejmem andruszowskim, a nawet przyznał 
carom prawo protekcji nad prawosławnymi w Rzeczypo- 
spolitej. Tymczasem owoce porozumienia zgarniali inni. 
W Rzymie w ostatnich latach rządów króla wpływ Polski 
zaczął maleć, lekceważono prośby Sobieskiego o kapelusz 
kardynalski dla protegowanego, nie załatwiano sprawy 
prezenty na opactwa, do której rościli sobie prawo i pa- 
pież, i król; skąpiono też subsydiów. Przyczyny tych przy- 
krych zgrzytów nie są bliżej zbadane: może był to wpływ 
niechętnej Sobieskiemu Francji albo nawet i Habsburgów. 
Może też zawinił sam Sobieski, którego złym duchem 
w polityce lat ostatnich był jezuita, o. Vota. Był to typowy 
przedstawiciel kierunku, który spodziewał się nawrócenia 
śWiata za pomocą zabiegów dyplomatycznych, a może był 
to agent austriacki. Był to epigon epoki, w której nawróce- 


- 275 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


nie władcy decydowało o nawróceniu całego narodu. Ale 
czasy się zmieniły. W Rzymie głosu nie miał wielkiego, 
ale był czas, gdy spodziewano się po nim wiele. W 1680 r. 
usiłował nawrócić księcia brunświckiego, w 1684 r. w cza- 
sie rokowań o pokój polsko-moskiewski udało mu się uzy- 
skać prawo założenia misji jezuickiej w stolicy państwa 
carów. Założył ją za pieniądze cesarza, pracowali w niej 
jezuici czescy, dojeżdżając do Kijowa i Smoleńska, gdzie 
byli katolicy polscy. Bunt strzelców w 1689 r. położył 
kres istnieniu owej misji. Przez lat 12 przebywał o. Vota 
przy Sobieskim, który go bardzo lubił. Vota utrwalał kró- 
la w wierności dla Ligi mimo dwulicowości partnerów. 
Będzie on później u boku Augusta II, będzie namawiał 
papieża do uznania koronacji elektora brandenburskiego 
na króla pruskiego w 1701 r., rokując stąd nadzieje jego 
nawrócenia wraz z krajem. Ocena o. Voty i jego działal- 
ności musi ze stanowiska katolicyzmu polskiego wypaść 
ujemnie. Kościół katolicki powinien zabiegać o zbawienie 
dusz i rokować z państwami w sprawach religii. Powinien 
też zabiegać o pokój wewnętrzny, jak to czynił Buovisi, 
i pokój między narodami. Ale są to sprawy wagi zasadni- 
czej, interesy podstawowe życia religijnego, a drobne gry 
o charakterze osobistym nie powinny być przedmiotem 
interwencji. Ojciec Vota sprowadzał politykę Kościoła do 
drobnych gier dyplomatycznych o sprawy osobiste wład- 
ców, obniżył autorytet jego i nic trwałego zdziałać nie po- 
trafił. Taki przynajmniej sąd można o nim dziś wydać, 
gdyż nie doczekał się osobnego opracowania polskiego. Za 
czasów Sobieskiego rozpolitykowanie Kościoła dochodzi 
do ostatnich granic. Prymas Prażmowski, potem prymas 
Radziejowski to politycy i intryganci, nieinteresujący się 


- 276 -
>>>
Upadell ofwiaty a życie Ilato/icllie 


życiem wewnętrznym Kościoła. Jan III nie miał szczęśli- 
wej ręki przy obsadzaniu biskupstw, zapewne dlatego, że 
mianował polityków. Byli biskupi gorliwi i pobożni, jak 
Stefan Wierzbowski poznański, założyciel Góry Kalwa- 
rii pod Warszawą, protektor dzieł miłosierdzia i zakonu 
marianów, dawny misjonarz Michał Bartłomiej Tarło, 
też biskup poznański, który rozwijał działalność charyta- 
tywną. Ale były to wyjątki. Opactwa również dostawały 
się do rąk polityków: Oliwę dostał ks. Hacki, specjalista 
w odczytywaniu szyfrów i szef niejako królewskiego w tej 
dziedzinie wywiadu. Nie należy się więc dziwić, że druga 
połowa XVII w. wykańcza tylko dzieła zapoczątkowane 
Za Zygmunta III, że nie ma prawie nowych inicjatyw. To 
właśnie nadaje jej piętno schyłkowości. Dla katolicyzmu 
polskiego zwycięstwo wiedeńskie twórczego znaczenia 
nie miało, było tylko chwalebnym wspomnieniem, któ- 
re nawet nie zachęcało do nowych wysiłków. Tych wy- 
siłków zabrakło nie dlatego, iż wygasła ofiarność czy też 
duch relig
iny w masach, ale dlatego, że zmalały liczebnie 
i znacznie obniżyły się pod względem intelektualnym ży- 
wioły aktywne w katolicyzmie polskim, które dokonały 
ongiś jego odrodzenia na przełomie XVI i XVII w. 


Upadek oświaty a życie katolickie 


Wypadki wojenne odbiły się też na szkolnictwie. Aka- 
demia Wileńska była przez 6 lat zamknięta. Jezuici co 
prawda zabiegali o założenie uniwersytetu we Lwowie 
w latach 1659-1661, rezygnując z planów poznańskich. 
Ale mimo uzyskania przywileju od Jana Kazimierza, 


- 277 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


opór Akademii Krakowskiej był tak silny, że wreszcie 
udaremnił założenie uniwersytetu we Lwowie. Zresz- 
tą brakło jezuitom polskim sił na stworzenie nowej 
szkoły wyższej. Szkoły średnie były spustoszone i po- 
palone, uczniowie się rozpierzchli lub uciekali w czasie 
wojen wraz z nauczycielami w bezpieczne miejsce. Ma- 
jątki, z których zakon czerpał dochody, były spustoszone. 
Z wolna odbudowywano kolegia. A równocześnie wojny 
i zarazy przyzwyczaiły do niepunktualnego rozpoczy- 
nania nauki. Uczniowie zjeżdżali się powoli, nauczy- 
ciele zaczynali pracę opieszale. Zaznaczył się upadek 
szkół, uczono byle jak, młodzież starsza szła do wojska, 
nie kończąc edukacji. Zdarzać się poczęło, że zamożny 
szlachcic był niewykształcony, co należało do wyjątków 
w XVI w. Wszędzie na Zachodzie wprowadzano do szkół 
nauki przyrodnicze, w Polsce pozostały szkoły przy ła- 
cinie, która zajmowała miejsce pierwsze. A i to była ona 
licha. Generał jezuitów, Oliva, w 1676 r. czynił wyrzuty 
jezuitom polskim z powodu upadku szkół i zaniku do- 
brej znajomości łaciny oraz tolerowania brzydkiego sty- 
lu. Poza łaciną tylko matematyka cieszyła się większą 
opieką. Upadek szkół przypisuje się zerwaniu stosunków 
z Zachodem. Zresztą upadek uniwersytetów polskich nie 
stanowi w Europie wyjątkowego zjawiska. Wszędzie po- 
stęp wiedzy w XVII w. odbywał się poza wszechnicami, 
przez wysiłki badaczy prywatnych. Ale w Polsce jedynym 
takim badaczem był gdańszczanin Heweliusz. 
Nie studiowano też w Polsce nowej filozofii - Karte- 
zjusza, Malebranche'a, mimo że o niej wiedziano. Lekarz 
Jana III O'Connor, Anglik, pisze w swych wspomnieniach, 
iż dyskutował przy stole w obecności króla z biskupami 


- 278 -
>>>
Upadek o/wiaty a życie katolickie 


o nowej filozofii i zarzucał im, że nie chcą jej wprowa- 
dzić do szkół. Ale biskupi nie dali się przekonać, choć król 
poparł Anglika. Być może, iż decydował tu wpływ hisz- 
pański, niechętny nowościom francuskim. Zaważyć mógł 
On na stanowisku jezuitów polskich, Akademii Wileńskiej 
i biskupów. Ale stosunki Polaków, a w szczególności jezu- 
itów polskich z Zachodem, szczególnie zaś z Hiszpanią, 
w tym czasie nie są zbadane. Zauważyć trzeba, iż wła- 
śnie w drugiej połowie XVII w. nastąpił w Polsce znacz- 
ny wzrost zainteresowania św. Tomaszem z Akwinu. Czy 
pozostawało to w związku z oporem przeciw "nowej filo- 
zofii"? Znowu nie można jeszcze na to dać odpowiedzi. 
Wydaje się rzeczą niewątpliwą, iż w Polsce dokładnie 
wiedziano o nowych prądach, które szerzyły się na Za- 
chodzie. Obawie przed racjonalizmem i ateizmem przy- 
pisać należy ścięcie za ateizm Kazimierza Łyszczyńskiego 
w 1689 r. Łyszczyński był postacią dość oryginalną. Był 
ongiś w nowicjacie jezuickim i nawet uczył w klasach niż- 
szych w szkole, potem wystąpił i ożenił się. Zarzucano 
mu życie przeciw naturze, za co go wyklął biskup wileński 
Brzostowski. Pisał rozprawki przeciw dowodom na ist- 
nienie Boga, ale nie publikował ich. "Przyjaciel" jego Jan 
Brzoska, stolnik bracławski, wykradł mu te pisma i przed- 
łożył biskupowi wileńskiemu Brzostowskiemu. Teologo- 
wie orzekli, że poglądy Łyszczyńskiego są ateizmem, on 
sam twierdził, iż pisał tylko dla ćwiczenia filozoficznego. 
Postawiono go przed sąd biskupi, potem przed sąd sejmo- 
wy i skazano na karę śmierci. Łyszczyński wyraził skru- 
chę, przyjął publiczną pokutę, ale wyrok wykonano (1690). 
Był to jeden z dwóch znanych w czasach nowożytnych 
w Polsce wypadków stracenia za przekonania religijnie lub 


- 279 -
>>>
ROZDZIAł. I]. Druga połowa XVII w. 


antyreligijne (drugi, Katarzyny Weiglowej przez Gamrata). 
W innych krajach było ich znacznie więcej. Pisma Łysz- 
czyńskiego oraz trupa jego spalono. Stracenie jego dowo- 
dzi bezradności biskupów, szczególnie tych, którzy sprawę 
przeprowadzili: prymasa Radziejowskiego, biskupów: wi- 
leńskiego - Konstantego Kazimierza Brzostowskiego, po- 
znańskiego - Stanisława Witwickiego, kijowskiego - An- 
drzeja Załuskiego. Chcieli zapewne powstrzymać w ten 
sposób postępy racjonalizmu i niewiary. Wiemy bowiem, 
że Łyszczyński nie był zupełnym wyjątkiem. Zapisano, że 
Józef Lubomirski nie chciał się spowiadać na łożu śmier- 
ci, aż go skłonił do tego lekarz Żyd - ciekawy przykład 
głębokiego stosunku do religii (t1702). Śmierć Łyszczyń- 
skiego nie zapobiegła szerzeniu się racjonalizmu w Polsce, 
aczkolwiek nastąpiło to znacznie później, z powodu ma- 
łego zainteresowania filozofią i zerwania kontaktów z Za- 
chodem. Niemniej była ona symptomem nadchodzącego 
kryzysu intelektualnego i moralnego. 


Życie religijne i mistyka 


Życie religijne mas uległo, jak można sądzić, obniżeniu, 
mimo żarliwości, a nawet bigoterii. Były to niewątpli- 
wie skutki wojennej zawieruchy, gdyż równocześnie cały 
szereg objawów życia wskazuje, iż w społeczności ka- 
tolickiej tkwiły duże siły. Zaszczepiają się w Polsce za- 
kony, przybyłe z Zachodu i powstają nowe. Misjonarze 
i szarytki przybyli z Francji w 1651 r., wizytki w 1654 r., 
Maria Kazimiera sprowadziła do Warszawy francuski 
zakon kontemplacyjny benedyktynek od Najświętszego 


- 280 -
>>>
Życie religijne i mistyka 


Sakramentu (sakramentek) w 1687 r. Misjonarze zajęli 
się pracą wśród ludu, rychło też w szeregu diecezji wzię- 
li w swe ręce seminaria duchowne i kształcenie kleru. 
Wraz z nimi zaczął się szerzyć wpływ pojęć francuskich 
i francuskiej szkoły mistyki, zupełnie w Polsce niezbada- 
ny. We Francji toczyła się w tym czasie walka z janseni- 
zmem, kierunkiem oschłym, surowym życia religijnego, 
pokrewnym kalwinizmowi przez swój pesymistyczny 
pogląd na naturę człowieka. Jansenizm został potępiony 
przez Rzym, zwalczali go jezuici. W Polsce pierwsze jego 
echa dochodzą około 1683 r. w dziele Stanisława Hera- 
kliusza Lubomirskiego Rozmowy Artakssesa i Ewandra. 
Autor nie zajmuje określonego stanowiska i referuje oba 
poglądy. Czy zaznaczył się wpływ jansenizmu w Polsce 
już w XVII w., nie wiemy. Innym kierunkiem skrajnym, 
Potępionym przez papiestwo, był kwietyzm, czyli bierne 
poddanie się miłości Bożej bez żadnej pracy nad sobą. 
Nie udało się dotąd natrafić na ślady jego w Polsce. 
Z Włoch przybyli do Polski w 1674 r. oratorianie 
Włoscy, czyli filipini (byli też inni oratorianie, francuscy, 
którzy w Polsce gałęzi swej nie mieli). Pijarzy przybyli 
Za Władysława IV, otrzymali przywileje w 1655 r. Go- 
rące przyjęcie zgotowano w Polsce trynitarzom, którzy 
Zajmowali się wykupem jeńców i niewolników z niewoli 
tureckiej i tatarskiej. Zbierali oni jałmużny i wyruszali do 
l' urcji, gdzie wynajdowali niewolników chrześcijan i wy- 
kupywali ich. Mieli w swej regule przepis, iż skoro by wła- 
ściciel niewolnika chrześcijanina nie chciał go sprzedać 
i przez to zwrócić mu wolność, trynitarz miał obowiązek 
oddać się sam w niewolę, by wybawić bliźniego. Zakon 
ten, założony w Hiszpanii w średniowieczu, cieszył się na 


- 281 -
>>>
- 


ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


przełomie XVII i XVIII w. w Polsce wielkim uznaniem 
. . 
I poparciem. 
Powstał też w tym czasie (1673) nowy zakun polski, 
mianowicie marianie, założeni przez o. Stanisława Pap- 
czyńskiego. Wyrośli oni z pnia pijarskiego, ale przybrali 
narodowy charakter, stawiając na plan pierwszy kult N aj- 
świętszej Maryi Panny, modlitwę za dusze poległych żoł- 
nierzy. Ojciec Papczyński był sam kapelanem wojskowym 
i pierwsi zakonnicy po części byli dawnymi żołnierzami. 
Zakon ten odzwierciedla dobrze rycerski typ pobożności 
polskiej, utrwalony jeszcze w czasie wojen tureckich. Inny 
kapelan wojskowy, o. Skopowski założył polską gałąź do- 
minikanów-obserwantów. 


Unia i misje 


Za czasów Sobieskiego zostały dla unii zjednane biskup- 
stwa dyzunickie lwowskie i przemyskie. W Przemyślu byli 
obok siebie biskup unicki i dyzunicki. Sobieski zatwier- 
dził na arcybiskupstwie lwowskim Józefa Szumlańskiego, 
ongiś rotmistrza pancernego, który nie był unii niechętny. 
Wobec wojen tureckich król zakazał stosunków z Kon- 
stantynopolem, przez co więzy między prawosławnymi 
w Polsce i Moskwie uległy wzmocnieniu. Ale unici pod- 
jęli znów akcję i starali się w 1680 r. ściągnąć dyzunitów 
na "kolokwium" do Lublina. Szumlański wyraził zgodę, 
ale potem się cofnął. Za to w 1682 r. biskup przemyski 
Innocenty Winnicki tajnie przyjął unię, a po śmierci bi- 
skupa unickiego w 1692 r. z całą diecezją uznał zwierzch- 
ność Rzymu. Szumlański w 1681 r. lub może wcześniej 


- 282 -
>>>
Unia i misje 


również tąjnie przyjął unię, ale zwlekał, mimo zachęty 
Ze strony Jana III, gorliwego jej zwolennika. W 1694 r. 
duchowieństwo we Lwowie opowiedziało się wreszcie za 
zjednoczeniem z Rzymem. Po śmierci Jana III SzumIań- 
ski począł się jednak wahać, nie wiedząc, jakie stanowi- 
sko zajmie jego następca - wreszcie sejm, by zachęcić do 
przyjmowania unii, dopuścił mieszczan unitów do pia- 
stowania godności w miastach. W 1700 r. cała diecezja 
lwowska wraz ze Stauropigią przystąpiły do unii, w 1702 r. 
uczynił to biskup łucki Żaboklicki. Były to owoce prze- 
mian, jakie zaszły za Sobieskiego: ostateczne odpadnięcie 
Kozaczyzny oraz przechodzenie szlachty ruskiej na kato- 
licyzm w obrządku łacińskim ułatwiło dokonanie dzieła, 
tym bardziej że wspólna walka z Turkami zatarła wiele 
różnic. Prawosławnym zostało tylko biskupstwo mohy- 
lowskie. Zdawało się, że unia odniosła zwycięstwo osta- 
teczne, ale właśnie w najbliższych latach miała ona stanąć 
wobec nowych niebezpieczeństw. 
Natomiast unia ormiańska utrwaliła się ostatecznie 
Za arcybiskupa Hunaniana (1686-1695). Już przedtem, 
w 1684 r. teatyni objęli wychowanie kleru ormiańskie- 
go. Za sprawą arcybiskupa Hunaniana powstał w 1690 r. 
żeński zakon kontemplacyjny benedyktynek ormiańskich. 
W końcu XVII w. nastąpiło też ostateczne nawróce- 
nie i polonizacja zarazem Inflant polskich, niewielkie- 
go obszaru pozostałego przy Rzeczypospolitej. Odtąd 
w Latgalii żyje jedyny odłam narodu łotewskiego, który 
pozostał przy katolicyzmie. Spolszczyły się tu warstwy 
wyższe, a także część mieszczan i chłopów. Do Inflant 
polskich należała też ziemia piltyńska, ale pozostawa- 
ła ona w zarządzie Hohenzollernów i katolicyzm się 


- 283 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


w niej nie ostał. Jan III interweniował w obronie mi- 
sji jezuickiej w Mitawie, by ich pozostawiono, tak samo 
interwencja jego zapewniła im dalszy pobyt w Holandii 
(1686-1687). 
Misja mołdawska prowadzona była nadal przez je- 
zuitów, a wspierana przez króla Jana. Borykała się ona 
z wielkimi trudnościami i zdobywała stosunkowo mały 
wpływ na ludność miejscową. Rywalizowali tu nadal z je- 
zuitami franciszkanie, co oczywiście utrudniało pracę. Je- 
zuici utrzymywali stale tajnych misjonarzy w Kamieńcu 
Podolskim, pod panowaniem Turków, gdzie przetrwało 
nieco ludności katolickiej. 
Misja perska cieszyła się poparciem Jana Kazimie- 
rza, potem Jana III. W końcu XVII w. liczono tu 12 
wielkich misji augustianów, karmelitów, kapucynów, 
jezuitów różnej narodowości z biskupstwem, w Ispaha- 
nie na czele. Persowie nawracali się rzadko, pracowano 
wśród chrześcijan, toteż liczba rzekomo miliona wier- 
nych w 1722 r. wydaje się mocno przesadzona. Polacy 
pracowali w misjach utrzymywanych przez inne narody 
(np. wśród jezuitów francuskich), również ufundowa- 
na przez Jana III misja w Szamachi podlegała jezuitom 
francuskim, choć kierował placówką o. Zapolski. Jezu- 
ici tej misji nosili tytuł "kapelanów poselstwa J. Mości 
Króla Polskiego". Niektórzy z nich byli używani przez 
króla do misji dyplomatycznych na dworze szacha, któ- 
rego król starał się skłonić do współdziałania przeciw 
Turkom. W Persji i Indiach działali nadal karmelici ije- 
zuici, jeden z karmelitów polskich apostołował w Syrii 
i Palestynie. Były to jednostki, ale wszystko świadczy 
o żywotności sił katolicyzmu polskiego. 


- 284 -
>>>
Stosunki społeczne 


Stosunki społeczne 


[Dowodem jak silny był wpływ Kościoła na stosunki spo- 
łeczne i jak łagodził on z jednej strony ustrój pańszczyź- 
niany, nadając mu cechy patriarchalne, z drugiej strony 
usuwał nienawiści stanowe, było niepowodzenie agitacji 
Chmielnickiego, który w 1651 r. chciał wywołać powsta- 
nie chłopskie na ziemiach rdzennych Korony. Szlachta 
wyruszyła na wyprawę berestecką, zarząd krajem sprawo- 
wali biskupi i opaci. Oni to bez trudu i bodaj bez walk 
zbrojnych stłumili zamieszki, wywołane przez emisa- 
riuszy Chmielnickiego (okolice Lądu), a jedynie tylko na 
Podhalu Kostka Napierski zdołał wywołać ruch zbrojny na 
większą skalę. Również apele Karola Gustawa, który pod- 
burzał obietnicami wolności chłopów przeciw szlachcie 
polskiej, która chwyciła za broń w 1656 r., pozostały bez 
echa. Chłopi chwycili za broń przeciw Szwedom, w dużej 
mierze także z pobudek religijnych, nie tylko z powodu 
zdzierstw wojsk najeźdźczych.] 
W stosunkach społecznych ważnym wydarzeniem mo- 
gły stać się śluby Jana Kazimierza dnia l kwietnia 1656 r. 
Król wobec zwycięskiej walki z najazdem szwedzkim 
chciał wyrazić wdzięczność Matce Bożej, a zarazem za- 
dośćuczynić za obrazy Jej, dokonywane przez arian. Obrał 
tedy Maryję za patronkę swoją i całego królestwa. Ślubo- 
wał też dalej: "Gdy zaś z wielkim bólem serca wyraźnie 
widzę, że za łzy i ucisk włościan Syn Twój, sędzia spra- 
wiedliwy, smaga królestwo moje w ostatnim siedmioleciu 
powietrzem, wojnami i innymi klęskami, przeto przyrze- 
kam i ślubuję, że po przywróceniu pokoju wraz ze wszyst- 
kimi stanami wszelkich użyję środków, celem odwrócenia 


- 285 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


dalszych nieszczęść i postaram się, aby lud w moim kró- 
lestwie od wszelkich obciążeń i niesprawiedliwego ucisku 
uwolnić". Podkanclerzy koronny ks. Trzebicki, biskup 
krakowski złożył identyczne śluby w imieniu senatu. 
Pierwszą część ślubów o oddaniu Polski pod opiekę Naj- 
świętszej Maryi Panny przyjęła szlachta z zapałem, dru- 
gą na ogół przemilczała. Zdaje się, iż król chciał przede 
wszystkim zapobiec uciskowi chłopa przez kwaterunki 
wojskowe i nadmierne obciążanie podatkowe - tak wy- 
nika z innych jego wypowiedzi i współczesnych źró- 
deł. Nie ma danych, by przypuszczać, iż Jan Kazimierz 
chciał znieść lub zmniejszyć pańszczyznę. Ale nawet tak 
skromnie zakreślony program nie został wykonany. Prze- 
ciwnie, nastąpiło znaczne pogorszenie położenia chłopa. 
Nawet zwolnienia w dobrach królewskich, poczynione 
dla chłopów walczących za ojczyznę, nie były szanowa- 
ne. Wszędzie zaś nastąpiło powiększenie pańszczyzny. 
Szczególnie w Małopolsce zmniejszano gospodarstwa 
chłopskie, by powiększyć folwarki oraz pomnożyć licz- 
bę małorolnych zatrudnionych na folwarku. Z Zachodu 
sprowadzała szlachta kolonistów niemieckich, którym 
oddawała ziemie opustoszałe i gwarantowała im samo- 
rząd i wolność. Chłop zaś polski był w stosunku do przy- 
bysza upośledzony. 
Zapomniano zupełnie o programie Starowolskiego, 
który chciał wziąć chłopa pod opiekę prawa, na wzór 
stosunków w niektórych krajach zachodnich. Jednak ani 
w krajach wschodnioniemieckich i zgermanizowanych, 
jak Brandenburgia, Prusy, Pomorze Zachodnie, Saksonia, 
ani w krajach habsburskich położenie chłopa nie było lep- 
sze, z Moskwy uciekali chłopi na Litwę. 


- 286 -
>>>
Stosunki spoleczne 


Sprawą chłopską zajmowali się w kazaniach w drugiej 
połowie XVII w. jezuici Lorencowicz i Młodzianowski 
(t1686), karmelita Aleksander od Dzieciątka Jezus (An- 
drzej Kochanowski t1667). Ale w początkach XVIIIw. 
zapisuje stara karmelitanka, że kaznodzieje boją się wy- 
pominać grzechy możnym z ambony, gdyż spotykają ich 
za to pogróżki. Zapewne chodziło tu o sprawę chłopską. 
Zapisały też karmelitanki w drugiej połowie XVII w. 
rozmowę z chłopem, który uporczywie twierdził, że nie- 
bo jest dla panów, a piekło dla chłopów. Czy znajdowała 
W tym wyraz rozpacz, czy była to złośliwość albo tylko 
ciemnota, jak mniemały zakonnice? 
Nikt dotąd nie zbadał literatury XVII w. pod kątem 
Sprawy chłopskiej, a niewątpliwie można by ustalić, w ja- 
kiej mierze sumienie katolickie było jeszcze wrażliwe na 
zagadnienia społeczne. Niewątpliwie Wacław Potocki był 
człowiekiem głęboko religijnym i poezja jego utrzymuje się 
na wyżynach. Nie może on być jednak uważany za typo- 
Wego przedstawiciela społeczności katolickiej, w stosun- 
ku do której były arianin zajmuje stanowisko krytyczne. 
Raczej równy mu bodaj talentem Wespazjan Kochowski 
jest przedstawicielem religijnej i patriotycznej społeczno- 
ści szlacheckiej. Ich wypowiedzi, powiązane z całością 
literatury współczesnej, mogłyby naświetlić pogłębienie 
się ujemnych stron życia katolickiego tej epoki, a wśród 
nich, obok nienawiści wyznaniowych niemających nic 
Wspólnego z religijną gorliwością, obok życia hulaszcze- 
go i ogólnego lenistwa - także zatraty poczucia krzywdy, 
wyrządzanej chłopu. Całość złożyłaby się zapewne na ob- 
raz kryzysu moralnego, który przeżywała Polska na równi 
z całą współczesną Europą. 


- 287 -
>>>
ROZDZIAł. 13. Druga połowa XVII w. 


Wśród nieszczęść i klęsk, wojen i nieurodzaju ("Za 
króla Sobka nie było w polu snopka") szerzyły się epide- 
mie. Równocześnie rozwijała się praca charytatywna, któ- 
rą znamy bardzo niedostatecznie, bo tylko ze sprawozdań 
misjonarzy w Warszawie. Zastali oni organizację szpital- 
ną stolicy bardzo niedostateczną. W 1652 r. w czasie za- 
razy nie grzebano umarłych z obawy - dopiero francuscy 
zakonnicy przełamali strach osobistym przykładem. Dla 
obsługi chorych i grzebania zmarłych założyli oni brac- 
two św. Rocha w 1667 r. Bractwo św. Benona, istniejące 
dawniej (od 1623 r.), zajmowało się tylko cudzoziemcami. 
Powstało też Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia, do któ- 
rego w Paryżu należała królowa Maria Ludwika i które 
zaszczepiła też w Polsce. Istniało ono również w Wilnie 
ok. 1655 r., jak na to wskazują pewne dane. W Krako- 
wie biskup Andrzej Trzebicki założył szpital dla obłąka- 
nych przy ul. Szpitalnej (1679 r.), opiekował się szpitalem 
św. Ducha, gdzie znajdowały przytułek sieroty oraz Ar- 
cybractwem Miłosierdzia, do którego nadal wstępowa- 
ło wielu członków. Biskup Trzebicki zostawił też liczne 
zapisy na cele charytatywne w testamencie. Biskup Tarło 
również rozwijał działalność charytatywną. Dowodzi to, 
iż ofiarna miłość bliźniego nie zmalała w tych czasach 
i świadczy dodatnio o katolicyzmie polskim tej epoki.
>>>
ROZDZIAł. 14 
Kryzys moralny, intelektualny, 
gospodarczy 


Zbadano dotąd bliżej w krajach zachodnich Europy kry- 
zys intelektualny, umiejscowiony mniej więcej w trzydzie- 
stoleciu 1685-1715, z którego narodził się racjonalizm. 
Kryzys ten wyrażał się w niezadowoleniu z katolicyzmu 
i sprzęgniętego z nim absolutyzmu we Francji, nieza- 
dowoleniu z chrześcijaństwa w ogóle. Pierwszy z nich 
wyrażał się w jansenizmie, który miał też oblicze poli- 
tyczne, drugi w wychwalaniu "dobrych pogan", dobrych 
dzikusów, np. Indian Czerwonoskórych czy Chińczyków, 
i przeciwstawieniu ich etyki chrześcijaństwu, które zda- 
niem współczesnych zawodziło. Podobny kryzys przecho- 
dziła protestancka Anglia, gdzie po wojnach religijnych 
szerzył się racjonalizm, nie bez wpływu poprzez Holan- 
dię polskich arian. Holandia weszła również na tę drogę, 
emigranci IIugenoci, wygnani przez Ludwika XIV, stali 
się jego propagatorami. Wyrażał się racjonalizm w odrzu- 
ceniu wszelkiego objawienia i nadprzyrodzoności, a jeśli 
w pierwszym okresie głosił deizm, czyli wiarę w Boga bez 
Wiary w Opatrzność, to chrześcijaństwo ograniczał do 


- 289 - 


...
>>>
ROZDZIAł. 14. Kryzys moralny, intelektualny, gospodarczy 


czynnej miłości bliźniego i głosił równość wszystkich wy- 
znań. Takim pozostał w Anglii, gdy we Francji w połowie 
XVIII w. zaczął przybierać charakter ateistyczny. Rów- 
nocześnie jednak wiara w świat nadzmysłowy znajdowała 
swój wyraz w niezwykłym rozszerzaniu się kabały, potem 
okultyzmu. 
Obie te tak sprzeczne w zasadzie tendencje znala- 
zły wyraz w różnych odłamach masonerii, która stała 
się typową organizacją dla racjonalistów wieku oświe- 
cenia. Początków jej można sięgać w tajnych organiza- 
cjach protestantów, duchownych i świeckich, którzy na 
tej drodze starali się przeciwstawić potędze organizacji 
jezuitów. Tak było w Niemczech. Ale właściwa masone- 
ria wyłoniła się w końcu XVII w. w Anglii z organizacji 
rzemieślniczych, do których wstępować zaczęli uczeni 
- racjonaliści i arystokraci, szukając dogodnej atmosfe- 
ry dla szerzenia w tajnych kołach nowych prądów. Loże 
odgrywały dużą rolę w walkach politycznych w Anglii. 
Zrazu większość ich sprzyjała dynastii katolickiej Stuar- 
tów, potem przewagę uzyskali zwolennicy Hanowerczy- 
ków. Około 1717 r. masoneria angielska uzyskuje osta- 
teczną organizację i rozpoczyna ekspansję na kontynent. 
Jeden z jej twórców, pastor Desaguliers (syn emigranta 
Francuza, osiadłego w Anglii) chciał jej nadać charak- 
ter religijny i moralny, by zastąpić upadające zdaniem 
jego chrześcijaństwo. W niektórych lożach szerzył się 
okultyzm, a jednym z typowych przedstawicieli racjo- 
nalizmu, który umiał go pogodzić z okultyzmem, był 
Benjamin Franklin. 
Racjonalizm wszędzie zwalczał katolicyzm, szczegól- 
nie zaś masoneria, potępiona przez papieży. Jednocześnie 


- 290 -
>>>
Stosunki społeczne 


racjonalizm domagał się słusznych reform społecznych, 
jak usunięcia tortur, poprawy położenia chłopa, znie- 
sienia poddaństwa, zrównania stanów, a także wolności 
słowa, druku, tolerancji religijnej. W Polsce racjonalizm 
zaczął się szerzyć z dużym opóźnieniem, do mas nie się- 
gnął, miał charakter praktyczny, społeczno-polityczny 
i domagał się reformy państwa. Ostrza antyreligijnego 
na ogół nie miał, ale łącząc się z indyferentyzmem, od- 
działywał destrukcyjnie na wierzenia chrześcijańskie 
i moralność katolicką. 
Oto zarys kryzysu intelektualnego, zakończonego 
zwycięstwem racjonalizmu, na tle którego rozgrywają się 
dzieje polskie XVIII w. Ale powstaniu tego kryzysu inte- 
lektualnego towarzyszył kryzys moralny, bliżej niezbada- 
ny, ale bardzo głęboki. 
Nie wiadomo, czy nadmierna wyrozumiałość, o którą 
oskarżano jezuitów jako kierowników sumień, czy woj- 
ny religijne zakończone niepowodzeniem, czy wielkie 
wyczerpanie wojnami wywołały w krajach katolickich 
ogólne załamanie się energii, zwrot do zabaw, próżniac- 
twa, używania życia. Religijność przekształciła się w de- 
wocję, niedbalstwo i lenistwo rozpanoszyły się wszędzie. 
Tak było w Hiszpanii, gdzie źródło kryzysu przypisują 
Wojnom i absolutyzmowi - racjonaliści zaś jezuitom. We 
Włoszech znów ten kryzys przypisują Hiszpanom. Ogar- 
nął on Austrię za Karola VI, gdzie go przypisują cesa- 
rzowi. We Francji znalazł wyraz w niechęci do bigoterii 
króla Ludwika XIV w ostatnich latach jego rządów, a po- 
tem w rozprzężeniu moralnym regencji i czasów dwóch 
Ostatnich Ludwików. W Polsce występuje on już w końcu 
XVII w., gdy Wacław Potocki pisze: 


- 291 - 


I
>>>
ROZDZIAł. 14. Kryzys moralny, intelektualny, gospodarczy 


Śpi świat pijany - Diabeł na warcie, by nikt nie budził 
stoi, 
Grozi palcem z daleka, psów nawet popoi 
Żeby spali, nie szczeka żaden na katedrze, 
Abo niezrozumiałym głosem; chcieli pyska 
Uchylić, który chleba po kawałku ciska. 


Wymowny ten głos nie oszczędza i duchowieństwa, 
które ogólnemu marazmowi uległo. Może to być skutek 
wojen i ruiny, niestałości warunków, jeśli wierzyć Morsz- 
tynowi: 


Złodziej ci gdańskie powyłupia skrzynie, 
Plon cię w zagonie obiecany minie, 
Piorun popali dwory i stodoły, 
Nie odda lichwy z sumą dłużnik goły, 
Czynszów zniszczeni nie popłacą chłopi, 
Szkuty ze zbożem nagły wiatr potopi; 
Lecz tem coś rozdał między przyjaciele, 
Szczęście nie władnie i twem to nazwij szczerze. 


Szczególnie silnie rozkwitł ten marazm za krola Sasa, 
po wyczerpujących wojnach, po epidemii, która w samym 
Wilnie w latach 1708-1709 zabrała 22 tys. chrześcijan 
i 4 tys. żydów, w małej Chodzieży 800 ofiar w ciągu paru 
miesięcy, w całej Polsce 181 jezuitów na ogólną liczbę 
około 2 tys. Zapewne, jak obliczają, Litwa około 1740 r. 
miała połowę tej liczby mieszkańców co 100 lat wcze- 
śniej, więc 2 miliony zamiast 4. Być może, że ludność 
całej Rzeczpospolitej zmalała o połowę lub może o jedną 
trzecią. Na tym tle pęd do używania życia nabiera szcze- 


- 292 -
>>>
Stosunki społeczne 


gólnego sensu. Ogólne niedbalstwo, lenistwo, brud, obok 
rozrzutności i życia nad stan oraz pijaństwa i pieniactwa 
cechują wszystkie stany w Polsce w XVIII w. Reakcja za- 
czyna się dopiero za Stanisława Augusta, o 30 lat później 
niż w Austrii. Przyczyna tego leży w ustroju anarchicz- 
nym Rzeczypospolitej i w osobach królów Sasów, którzy 
dbali o Saksonię, a Polskę wyzyskiwali dla swych celów. 
Dopiero Stanisław August, praca Konarskiego i innych 
reformatorów szkół przyczyniły się do przełamania kry- 
zysu moralnego, który przyprawił obok innych przyczyn 
państwo o ruinę. 
Kraje protestanckie przechodziły również ostro ten 
kryzys moralny. W Niemczech po ruinie i wyludnieniu, 
spowodowanym przez wojnę trzydziestoletnią, tylko ini- 
cjatywa władców absolutnych zmuszała ludzi do pracy 
i zabiegów, a niemoralność warstw wyższych znajdowała 
w XVIII w. hamulec tylko w strachu przed władzą. An- 
glia za ostatnich Stuartów i w pierwszej połowie XVIII w. 
przechodziła ogólny upadek moralności, którego wyrazem 
jest zwątpienie Desaguliersa w chrześcijaństwo, a w poli- 
tyce choćby korupcja Walpole'a. Ale w krajach protestanc- 
kich reakcja racjonalistyczna przyszła szybciej i sięgnę- 
ła niewątpliwie głębiej niż w krajach katolickich. Temu 
wśród innych przyczyn przypisać należy wyprzedzenie 
w stworzeniu nowej postawy moralnej, jakie uzyskały 
kraje protestanckie w stosunku do katolickich w XVIII 
i XIX w., z wyjątkiem Francji, która z nimi zwycięsko nie- 
raz rywalizowała, oraz przez długi czas monarchii Habs- 
burgów, która była jedną z pierwszych potęg Europy. 
Inną przyczyną wyprzedzenia, jakie uzyskały kraje 
protestanckie, jest szybszy rozwój kapitalizmu w krajach 


- 293 -
>>>
ROZDZIAł. 14. Kryzys moralny, intelektualny, gospodarczy 


kalwińskich, za którymi w XVIII w. poszły kraje lute- 
rańskie. W ten sposób w ciągu XVIII w. punkt ciężkości 
przesuwa się z krajów katolickich południowej Europy 
bardziej ku północy, przy czem Francja nadal pozostaje 
pierwszą potęgą, a rywalizuje nie z Hiszpanią, a z An- 
glią, gdzie się zaszczepił kapitalizm holenderski. Stąd 
powstało mniemanie o wyższości protestantyzmu nad 
katolicyzmem. Właściwie w XVI i XVII w. kraje katolic- 
kie górowały nad protestanckimi, inaczej było w XVIII 
i XIX w. Czy przyczyny tego nie należy szukać raczej 
w przesunięciu się gospodarczego punktu ciężkości 
na Bałtyk i Morze Północne z Morza Śródziemnego - 
a mniej w powodach religijno-moralnych, nie jest jeszcze 
ostatecznie ustalone. W każdym razie protestanci wyzy- 
skiwali ten moment dla wykazywania swej wyższości, 
a Polska była również jednym z przykładów, który przy- 
taczali dla jej wykazania. Ostatnio i wśród publicystów 
polskich podniesiono te zarzuty, głosząc, że katolicyzm 
tryumfujący w epoce saskiej głosił zasady indywiduali- 
zmu wegetacyjnego, ograniczenia do minimum potrzeb, 
a w związku z tym także i wysiłków. 
Porównanie okresu saskiego i okresu rozkwitu kato- 
licyzmu potrydenckiego wykazuje z jednej strony upadek 
katolicyzmu polskiego i jego życia religijnego w czasach 
saskich, z drugiej strony zaś wielką prężność gospodarczą 
w końcu XVI i XVII w., która znalazła swój wyraz w ko- 
lonizacji ziem wschodnich. Nie tylko chodzi tu o Ukrainę. 
Między początkami XVI w. (1528) a schyłkiem XVIIIw. 
ilość łanów w posiadaniu szlachty wzrosła na Białej 
Rusi o 71%, na Zmudzi o 60% (przy czem nie osiągnię- 
to w 1790 r. stanu sprzed połowy XVII w.), w dobrach 


- 294 -
>>>
Stosunki społeczne 


królewskich w tych obszarach o 200% na Białej Rusi, 
o 70% na Litwie. 
Wielka prężność bardzo katolickiego społeczeństwa 
polskiego z końca XVI i pierwszej połowy XVII w. jest 
dowodem, że nie katolicyzm jako taki był przeszkodą 
gospodarczego rozwoju. Przyczyny załamania się szukać 
należy, zgodnie z badaczami dziejów gospodarczych Pol- 
ski, w wyludnieniu i zniszczeniu spowodowanym przez 
wojnę i zarazy. [Spadek ludności wynosił w woj. krakow- 
skim 23%, w Krakowie 50%, w Wielkopolsce w miastach 
60-70%, we wsiach królewskich co najmniej 70%, w ca- 
łej Wielkopolsce ok. 50%. Na Mazowszu na wsi ok. 40% 
ludności, w miasteczkach ok. 70%, w całości Mazowsze 
straciło ok. 43% mieszkańców. W Prusach Królewskich 
ubyło 55-60% mieszkańców, Gdańsk stracił ¥.3 ludności.] 
O wyludnieniu, które pozbawiło Polskę w XVIII w. poło- 
wy lub ¥.J ludności i zepchnęła ją z miejsca, które zajmowa- 
ła na równi z Rosją, na miejsce dalsze (6 milionów wobec 
11), była już mowa wyżej. W dziedzinie zaś gospodarczej 
należy przytoczyć cyfry i daty. Za Jana Kazimierza zo- 
stało zniszczonych na Rusi Czerwonej 53% gospodarstw 
chłopskich; w ziemi sanockiej we wsiach królewskich było 
86% łanów opuszczonych, w duchownych 82%, w szla- 
checkich - 58%. Z Podhala uszło za granicę 20 tys. ludzi 
i już nie wróciło. Miasteczka zostały tak samo zniszczo- 
ne. W Oświęcimiu zostało z 500 mieszkańców 21, z 200 
rzemieślników - 6. W mniej zniszczonych miasteczkach 
w Małopolsce zostało 36% domów, na Mazowszu jesz- 
Cze w 1811 r. - zaledwie było 28% stanu sprzed wojen 
"potopu". Z braku kruszcu w 1685 r. zamknięto mennicę 
i otwarto na stałe dopiero za Stanisława Augusta. Spadł 


- 295 - 


J 
I
>>>
ROZDZIAł. 14. Kryzys moralny, intelektualny, gospodarczy 


eksport zboża za morze, a gdy się Polska zaczęła podnosić, 
rynki były zajęte przez nowych eksporterów - państwo 
rosyjskie (przez Archangielsk) oraz kraje Hohenzoller- 
nów. Dalszą przyczyną upadku była gospodarka królów 
saskich, którzy, jak wspomniano, o Polskę nie dbali. Są 
to przyczyny wystarczające dla wytłumaczenia upadku 
gospodarczego Polski. Obok nich jednak postawić należy 
marazm, jaki ogarnął społeczeństwo polskie zarówno na 
skutek wojen i klęsk elementarnych, jak i ogólnego kry- 
zysu moralnego, jakim została Europa ogarnięta. Był to 
kryzys spowodowany nie przez katolicyzm, a w łonie ka- 
tolicyzmu, którego przyczyny, jak wspomniano, nie zosta- 
ły dotąd wszechstronnie i gruntownie zbadane.
>>>
ROZDZIAł. 15 
Wiek XVIII 


Charakterystyka epoki 


, J{ Jiek XVIII przyniósł znaczne obniżenie poziomu 
V V życia religijnego. Biskupi zajmowali się polityką 
i kłócili się między sobą. Biskup poznański Święcicki był 
zwolennikiem Leszczyńskiego, przeciwnikiem Augusta II. 
W czasie obrony zamku królewskiego przed Sasami strze- 
lał sam z armaty. August oddał go pod sąd papieża, biskup 
został odesłany do Rzymu, skąd wrócił po kilku latach, 
odbywszy pokutę. Synodów prowincjalnych nie było wca- 
le. W diecezji włocławskiej nie było synodu od 1641 r. 
do końca Rzeczypospolitej. Ostatni synod diecezjalny 
w XVIII w. odbył się we Lwowie w 1765 r. Synody były 
zawsze środkiem usunięcia nadużyć. Skoro ich nie zwo- 
ływano, mogły nadużycia kwitnąć. Stosunek do prote- 
stantów nacechowany był nienawiścią. Szwedzi w czasie 
wojen za Karola XII starali się zachowywać poprawnie, 
nawet utrzymywali czasem przyjazne stosunki z jezu- 
itami, a klasztory żeńskie budziły w nich zaciekawienie 
pozbawione niechęci. Ale mimo to, po zakończeniu woj- 
ny uchwalono w 1717 r. zakaz budowy nowych świątyń 


- 297 -
>>>
,-- 


ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


protestanckich, odnawiania starych i kazano zburzyć te, 
które wzniesiono za czasów wojny, pod opieką szwedzką. 
W 1718 r. rugowano z izby poselskiej jedynego posła - 
kalwina, August II udawał gorliwego katolika, prowadząc 
gorszące życie prywatne i nie mniej gorszące intrygi prze- 
ciw całości Polski. Jedna z nich wiązała się ze sprawą to- 
ruńską, która zrobiła Polsce opinię kraju prześladującego 
krwawo protestantów. 
W Toruniu trwały stale napięcia na tle walki między 
protestancką i niemiecką radą oraz mieszczaństwem z jed- 
nej strony a katolicką ludnością, która składała się z pro- 
letariatu i mieszkańców przedmieść, z drugiej. Toruń był 
centrum luteranów w Polsce, ale była też tu szkoła jezuicka. 
Między uczniami protestanckiego gimnazjum a uczniami 
jezuickiego dochodziło do bójek. W 1724 r. bójki po pro- 
cesji doprowadziły do uwięzienia jednego z uczniów jezu- 
ickich, w odwet za co porwali oni ucznia protestanta, tłum 
rzucił się na kolegium, zdewastował je, spalił urządzenia, 
między innymi obrazy świętych, przy czem władze miej- 
skie wkroczyły późno i opieszale. Jezuici wytoczyli skargę 
i rozpoczął się proces. Miasto lekceważyło sobie wyrok 
Rzeczypospolitej i nie przedsięwzięło środków, by sprawę 
załatwić ugodowo. Tymczasem król August II postanowił 
ukarać mieszczan surowo, a nawet niesprawiedliwie, aby 
wywołać interwencję Europy. Wyrok wydano, skazując 
dwóch burmistrzów i dwunastu mieszczan na karę śmier- 
ci. Do wykonania jego trzeba było przysięgi jezuitów, że 
raz jeszcze podtrzymują prawdziwość zarzutów. Nuncjusz 
zakazał jezuitom składania przysięgi, ale list jego dorę- 
czono złośliwie już po wykonaniu wyroku. Ścięty został 
burmistrz Roesner, dwóch skazanych uratowano przez 


- 298 -
>>>
- 


Charakterystyka epoki 


ułaskawienie, jednego za pieniądze, drugiego, bo został 
katolikiem. Wyrok ten wywołał falę oburzenia w całej 
Europie protestanckiej. Ale Augustowi II nie udało się 
przeprowadzić planu rozbioru Polski. Już po jego śmier- 
ci, w 1733 r. sejm wykluczył protestantów od godności 
poselskiej i deputackiej w trybunale oraz od urzędów. 
Te objawy nienawiści wyznaniowej uzasadniono faktem 
upośledzenia katolików w krąjach protestanckich, a na- 
stępowały one w chwili, gdy wszędzie zarysowywać się 
zaczynał prąd za usunięciem ograniczeń wyznaniowych. 
Były w stosunku do reszty Europy spóźnione o lat 100 
i dlatego tak bardzo raziły opinię europejską. Nie szły one 
wcale w parze z głębokim i szczerym katolicyzmem. Od 
1635 r. nuncjusz w Warszawie sądził sprawy zastrzeżone 
dla papieża - teraz zaczęto domagać się odebrania tych 
praw na rzecz prymasa, nawet chciano w 1726 r. wypędzić 
opornego nuncjusza z Polski. Był to wpływ poglądów gal- 
likańskich, które prowadziły do oderwania od Rzymu pod 
względem administracyjnym poszczególnych krajów. Po- 
zornie pod względem wiary i obyczajów nic się nie zmie- 
niło, ale w rzeczywistości takie usamodzielnienie zapew- 
niało nie tylko bezkarność dla nadużyć duchowieństwa, 
ale także dla błędnych doktryn, jak np. jansenizm, które 
były przez Rzym zwalczane. 
August III przeszedł na katolicyzm dla względów poli- 
tycznych, za życia i pod naciskiem Augusta II. W Rzymie 
spodziewano się, że nawróci Saksonię i o. Salerno, który 
go wychowywał, dostał kapelusz kardynalski. August III 
był człowiekiem słabym i nieudolnym, rządzili za niego 
inni, o nawracaniu Saksonii wcale nie myślał. W 1736 r. 
otrzymał król uznanie prawa nominowania biskupów, 


- 299 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


które faktycznie było wykonywane od czasów Kazimierza 
Jagiellończyka. W 1737 r. ostatecznie zakończony został 
spór o komendę opactw: konkordat wschowski przyznał 
królowi prawo obsadzania 13 opactw. Czasy Augusta III 
przyniosły szerzenie się dalsze prądów racjonalistycznych, 
szczególniej przez koła dworskie. Stanisław August był 
religijnie obojętny, ale nie odnosił się do Kościoła wrogo. 
W myśl zasad racjonalizmu chciał wysłać na synod unic- 
ki swego komisarza z prawem veta, chciał kasaty zako- 
nów z wyjątkiem tych, które zajmowały się nauczaniem. 
Episkopat za jego czasów był nadal bardzo lichy. Z bi- 
skupów gorliwych wymienić można Turskiego, ostatnio 
krakowskiego (t1800), Okęckiego, ostatnio poznańskiego 
(t1793), Józefa Załuskiego (kijowskiego) Wacława Hie- 
ronima Sierakowskiego, arcybiskupa lwowskiego (t1780). 
Przeważnie biskupi przechodzili z diecezji na diecezję, 
do coraz lepiej uposażonych. Gorszące życie prowadził 
prymas Podoski, biskup poznański Młodziejowski był 
człowiekiem bez skrupułów, biskup wileński Massal- 
ski był znany z chciwości; jako targowiczan powieszono 
biskupów Kossakowskiego (inflanckiego), Massalskiego 
(wileńskiego), a Skarszewskiego (chełmskiego) skazano na 
długoletnie więzienie. Szereg księży należało do masone- 
rii, której sprzyjali niektórzy biskupi. Na tym tle głębokie- 
go upadku hierarchii, przy jednoczesnym upadku teologii 
i filozofii chrześcijańskiej w Polsce oraz zakonnego życia, 
rozgrywały się walki o równouprawnienie dysydentów. 
Równouprawnienie dysydentów było przejściem do nowej 
struktury społecznej, która swą jedność opierała nie na 
jedności wyznania, ale na jedności moralnej. Niewątpli- 
wie więź jedności moralnej jest słabsza od wyznaniowej, 


- 300 -
>>>
Charakterystyka epoki 


ale społeczność katolicka może rozwijać się w niej zupeł- 
nie swobodnie. Tego nie rozumiano w epoce, gdy żywe 
jeszcze były echa walk religijnych. Dlatego wszędzie sta- 
wiano opór równouprawnieniu dysydentów, obawiając się, 
że ich propaganda zaszkodzi katolicyzmowi. Jak się póź- 
niej miało okazać, obawy te były płonne, protestantyzm 
liberalny miał bardzo małą siłę ekspansywną, natomiast 
równouprawnienie katolików w krajach protestanckich 
przyczyniło się do rozszerzenia nauk religii katolickiej. 
Co do Polski to równouprawnienie dysydentów miało do- 
prowadzić w konsekwencji w XIX w. do nawrócenia sze- 
regu z nich na katolicyzm. Dlatego walka najgorliwszych, 
choć nieoświeconych żywiołów katolickich przeciw rów- 
nouprawnieniu nosi na sobie piętno czegoś tragicznego. 
Oto, gdy Repnin użył sprawy dysydenckiej dla obalenia 
reform Czartoryskich i stworzył konfederacje w Toruniu 
i Słucku - król wolnomyśliciel opierał się ustępstwom, 
których domagały się Rosja i dwory protestanckie, gdyż 
bał się reakcji mas szlacheckich. Wtedy z ramienia Rep- 
nina późniejszy prymas Podoski zmontował konfederację 
radomską w obronie wiary, a przeciw królowi. Narzędziem 
jego był gorliwy biskup krakowski Sołtyk. 
[Papież Klemens XIV i wysłannicy jego starali się 
poprzeć konfederację i doprowadzić do p
jednania dwo- 
ru i konfederatów, jednak bezskutecznie. Również bez- 
skuteczna była interwencja papieska wiosną 1772 r., by 
skłonić dwory katolickie do zbrojnej interwencji w obro- 
nie Polski, której groził już wyraźnie rozbiór. Francja, 
Hiszpania i Austria uchyliły się wówczas od pomocy. Ta 
wyraźna i zdecydowana akcja papiestwa w obronie upada- 
jącego państwa polskiego wyraźnie odbija od obojętności 


- 30 l -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


tych państw, które mogłyby udaremnić rozbiór swą inter- 
wencją.] 
Kiedy król ustąpił żądaniom Repnina, wtedy kon- 
federacja radomska musiała uznać też prawa dysyden- 
tów: równouprawnienie, dostęp do urzędów, zezwolenie 
na małżeństwa mieszane, z postanowieniem (godzącym 
już w prawo kanoniczne) o tym, że dzieci z małżeństw 
mieszanych wyznają religię różną: synowie - ojca, cór- 
ki - matki. Sprawy sporne miały być poddane "sądowi 
mieszanemu". Protestowali biskupi Sołtyk i Załuski (ki- 
jowski), za co ich wraz z Wacławem i Sewerynem Rze- 
wuskim wywieziono do Kaługi. Sejm ugiął się, ale masy 
szlacheckie chwyciły za broń w obronie praw religii ka- 
tolickiej i wolności. Duszą oporu był biskup kamieniecki 
Adam Krasiński, który uszedł z Warszawy. W konfede- 
racji barskiej znalazły się elementy najróżniejsze, wrogo- 
wie Stanisława Augusta i warchołowie, masoni i katolicy. 
Katolickie były masy, które, ufne w pomoc Najświętszej 
Maryi Panny, podjęły walkę. Popierali je zakonnicy, jak 
o. Marek Jandołowicz, ludzie niewybitni, ale gwałtow- 
ni. Czy był to objaw odrodzenia religijnego katolicyzmu? 
Zdecydowanie nie. To był odruch tradycyjnej masy kato- 
lickiej społeczności, której brakło przywódców. Czynniki 
aktywne zanikły lub składały się z ludzi niewyrastających 
ponad masę. To, co wśród księży wyrastało ponad nią, nie 
miało wspólnego języka z szerokimi kołami: racjonalizm 
ten język już zmienił. Dlatego nie było programu w kon- 
federacji barskiej, choć było wiele bohaterstwa, nie było 
przeciwstawienia, się wadom narodowym w Polsce, choć 
była pobożność i wiara w pomoc nieba, a represje uderzały 
w Kościół. Konfederacja barska zapoczątkowała tradycję 


- 302 -
>>>
Unia i dyzunia 


walk o niepodległość, wydała piękne przejawy rycerskiej 
pobożności, jak "zakon Najświętszej Maryi Panny" i pie- 
śni religijno-rycerskie. Źródłem odrodzenia katolicyzmu 
polskiego nie była. 
Po jej klęsce i rozbiorze kraju sprawa wyznaniowa zo- 
stała uregulowana. Zniesiono sądy mieszanie, które nie 
weszły w życie, odsyłając sprawy sporne do sądów asesor- 
skich, z senatu dysydentów wykluczono, w izbie poselskiej 
dano im 3 miejsca. Były to skutki zbrojnego ruchu barzan. 
Sprawy unii i prawosławia omówione są osobno. 
Tendencje do ograniczenia władzy Kościoła znajdowa- 
ły swój wyraz w projekcie kodeksu Zamoyskiego, w zabo- 
rze dóbr biskupstwa krakowskiego po usunięciu umysłowo 
chorego Sołtyka od zarządu diecezji. Pierwotnie tworcy 
Konstytucji 3 Maja inaczej mieli zamiar sformułować pra- 
wa religii katolickiej, której ostatecznie przyznano stano- 
wisko religii panującej, przy tolerancji innych wyznań. Do 
walki religijnej w Polsce, poza konfederacją barską, nie 
doszło. Racjonaliści zdawali sobie sprawę z siły przywią- 
zania mas do wiary, konfederację barską sprowokował swą 
polityką Repnin. Papiestwo ze szczególną radością przy- 
jęło wiadomość o odrodzeniu Polski w Konstytucji 3 maja. 


Unia i dyzunia 


W dziejach unii punktem zwrotnym stało się wystąpienie 
Piotra Wielkiego. Piotr był wrogiem katolicyzmu [choć 
od lat 1694-1695 spotykamy misję jezuicką w Moskwie 
(założoną przez generała Piotra Wielkiego, Patryka Gor- 
dona)], a Akademii Paryskiej, która go wzywała do unii, 


- 303 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


polecił wystosować memoriał - były to posunięcia poli- 
tyczne. Szczególnie wrogo odnosił się do unii. W Połocku 
własnoręcznie przed ołtarzem bł. Józafata ściął jednego 
z bazylianów, orszak jego zabijał innych. Czyn ten Piotr 
starał się ukryć, ale biskupa unickiego łuckiego Ignacego 
Żaboklickiego kazał porwać i wywieźć do Moskwy, gdzie 
ten umarł. Arcybiskup łaciński lwowski Zieliński był też 
wywieziony - zapewne ze względów politycznych [i zmarł 
w Moskwie w nędzy]. Dopiero w 1710 r. sejm potwierdził 
traktat Grzymułtowskiego, a wraz z nim prawo cara do 
opieki nad prawosławnymi. W tymże roku nowy biskup 
łucki, Cyryl Szumlański przeszedł z unii na prawosławie, 
ale w obawie przed represjami zbiegł i w 1712 r. został 
biskupem w Perejasławiu za Dnieprem. Prawosławnymi 
miał się opiekować stolnik cara, Polak Bogusław Syp- 
niewski, zapewne dysydent, który osiadł w Mohylowie. 
Liczba dyzunitów była przed wystąpieniem Piotra na wi- 
downię nikła: biskupstwo [białoruskie w Mścisławiu było 
jedynym, które przetrwało], zostały bractwa w Wilnie 
i Łucku, liczono wiernych na [paręset tysięcy (prawosław- 
nych)14]. Wysiłki Piotra poszły w kierunku ich pomnoże- 
nia i zorganizowania. Po nieudanej próbie z Szumlańskim 
[i kilku biskupami prawosławnymi na Białej Rusi] poja- 
wił się na widowni biskup prawosławny smoleński książę 
Sylwester Czetwertyński, który w 1720 r. zaczął wystę- 
pować jako biskup mohylowski. Żądał miejsca dla siebie 
w senacie oraz domagał się, by ekonomie królewskie były 


lO Ks. Likowski podaje ich liczbę na kilkanaście tysięcy i błęd- 
ną wiadomość o upadku biskupstwa białoruskiego. A. Deruga, Piotr 
Wie/ki a unici i unja kolcie/na 1700-1711, Wilno 1936, s. 231, p. 20. 


- 304 - 


L
>>>
Unia i dyzunia 


w rękach prawosławnych, jeśli lud tę wiarę wyznaje. Król 
August II, wobec nacisku Piotra, uznał go oraz zwrócił 
dyzunii dwa klasztory prawosławne na Polesiu, zabrane 
przez unitów. 
W tych warunkach, gdy zaznaczać się zaczął nacisk 
dyzunii popieranej przez cara, metropolita Leon Kiszka 
zwołał na 26 VIII 1720 r. synod do Zamościa. Tu upodob- 
niono unię do obrzędu łacińskiego. Wprowadzono święto 
Bożego Ciała, uznano zmiany w liturgii, zaprowadzone 
już w końcu XVII w. przez metropolitę Żochowskiego; 
nowy mszał ukazał się w 1727 r. u bazylianów w Supraślu. 
Usunięto zwyczaj nakrapiania Hostii Krwią Chrystusa, 
potępiony przez papieża Juliusza w IV wieku; w cerkwiach 
skasowano ikonostasy, wrota carskie, wprowadzono orga- 
ny, śpiewanie godzinek, odmawianie różańca, nabożeń- 
stwa do Najświętszego Sakramentu, codzienną Mszę św., 
księża mieli golić brody i strzyc włosy, nosić strój jak księ- 
ża łacińscy (co już zaprowadzili u siebie bazylianie). Odtąd 
unia odcięła się zewnętrznie od prawosławia. Bazylianie 
podzieleni zostali na dwie prowincje, które znów w 1743 r. 
zostały złączone na rozkaz Benedykta XlV. Jednak za na- 
stępcy Kiszki, Atanazego Szeptyckiego, zaostrzyły się za- 
targi między bazylianami a klerem świeckim: zakonnicy 
chcieli zagarnąć dla siebie nąjlepsze stanowiska. 
August I] po śmierci Czetwertyńskiego zdobył się 
na niezależność, odmówił zatwierdzenia kandydatowi 
carskiemu Berle, a po 8 latach sporu osadzony został na 
Mohylowie przez Augusta III Józef Wołczański (1732- 
-1743). Za Augusta III stronnictwo Czartoryskich szu- 
kąjące oparcia w Rosji oraz wszechwładny minister Briihl 
gotowi byli do ustępstw na rzecz prawosławia, a kosztem 


- 305 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


unii, aby zjednać Rosję. Dlatego popierali wysuniętego 
przez Rosję na metropolitę po śmierci Szeptyckiego bi- 
skupa Teodora Rudnickiego, którego posądzano o sprzy- 
janie prawosławiu. Ale unici przeprowadzili u króla no- 
minację Floriana Hrebnickiego (1748). Znów wypłynęła 
sprawa zakazu przechodzenia na obrządek łaciński, które 
ułatwiało propagandę prawosławną i dawało możliwość 
żądania opuszczonych przez unitów godności duchow- 
nych i prebend dla dyzunitów. Ale biskupi łacińscy byli 
przeciw zakazowi, wysuwając następujące argumenty 
(1752): 1) obrządek łaciński jest panujący, więc ma mieć 
pierwszeństwo przed greckim; 2) zakaz przechodzenia na 
obrządek łaciński kopie granicę między katolikami i znosi 
wolność; 3) przez faworyzowanie unii obrządek ruski się 
rozrośnie, a kościoły łacińskie opustoszeją; 4) Rzym może 
więcej ufać łacinnikom niż grekom; 5) wielka część Ru- 
sinów to łacinnicy (Polacy), chłopi mazurscy, którzy stali 
się unitami, bo szlachta skąpiła na kościoły, a chłopi się 
ruszczą i ciążą do dyzunii, chodząc na odpusty do Kijo- 
wa; 6) uniccy księża prędko ruszczą na Ukrainie i Podolu 
łacinników, przeciągając ich do Cerkwi. Stąd zakaz prze- 
chodzenia na obrządek łaciński krzywdzi łacinników. 
Były to więc w znacznej mierze motywy narodowe. 
August III sprzeciwił się ostatecznie zakazowi przecho- 
dzenia na obrządek łaciński. 
Unia tymczasem wykazywała dużą żywotność. Rdze- 
niem jej byli bazylianie pochodzący w znacznej części ze 
szlachty polskiej i łacińskiej, którzy zmieniali obrządek na 
grecki. Kształcili się oni w Ołomuńcu, w Wiedniu u pi- 
jarów, w Rzymie w kolegium greckim i kolegium propa- 
gandy, w Braniewie u jezuitów. Szkoły ich miały wysoki 


- 306 - 


-
>>>
Unia i dyzunia 


poziom, teologię mieli w Wilnie i Lwowie, studiowali też 
wiele na Akademii w Zamościu. Mieli własne drukarnie, 
między innymi liturgiczną w Poczajowie. Ale duchowień- 
stwo świeckie narzekało na nich, że zagarniają lepsze be- 
neficja, godności w kapitułach, że nie dbają o wychowanie 
kleru świeckiego, że seminarium w Mińsku upadło, a legat 
wojewodziny brzeskiej na seminarium w 1755 r. zagarnęli 
też dla siebie, tak jak legaty na seminarium mińskie i swer- 
neńskie. Te zatargi, choć łagodzone przez biskupów-ba- 
zylianów, były rysą, która przyczyni się do rozbicia unii. 
W 1754 r. zmarł drugi z Wołczańskich, Hieronim, 
biskup mohylowski, 1713-1754, a synod petersburski bez 
pytania Polski narzucił na biskupa Jerzego Koniskiego, 
rektora Akademii Kijowskiej. Koniski zaczął zasypywać 
władze polskie skargami, np. na budowanie cerkwi unic- 
kich w pobliżu prawosławnych, na misję ludową świąto- 
bliwego dominikanina o. Owłoczyńskiego i jezuity o. Za- 
ręby, jakoby groźbą lud odciągali, o usuwanie dyzunitów 
od urzędów w miastach, na ucisk parochów przez dzier- 
żawców dóbr - żydów, nawet na jeden wypadek napadu. 
Celem tego było utworzenie komisji królewskiej, która 
by odebrała część dóbr i cerkwi unii. Unicki arcybiskup 
połocki Jazon Smogorzewski, bardzo bystry i energiczny 
oraz wykształcony, stał się teraz prawą ręką metropolity 
Wołodkowicza. Unici sprzeciwiali się komisji. Stanisław 
August postanowił komisję wysłać, równocześnie chciał 
na synod unicki wydelegować komisarza z prawem veta, 
ale spotkał się z oporem i nuncjusza, i biskupów unickich. 
Ostatecznie sprawa poszła w odwłokę. W czasie, gdy po- 
ruszona została sprawa dysydencka, Repnin zamierzał 
oderwać od unii 4 biskupstwa. Ostatecznie ustanowiono 


- 307 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


w sprawach religii sąd mieszany bez udziału unitów: było 
to ich porażką. 
Nieustanna agitacja Koniskiego, połączona z groźba- 
mi represji, wydała wyniki w postaci planu unity ks. Tur- 
kiewicza podjęcia rokowań o połączenie unii z dyzunią, 
co Koniski przyjął życzliwie. Unici czuli silę nieustannie 
zagrożeni przez ucisk carycy Katarzyny. 
Najostrzej toczyła się walka na Ukrainie. Ziemie na 
prawym brzegu Dniepru opustoszały zupełnie w końcu 
XVII w., zostały skolonizowane przez chłopów unickich 
z głębi Rzeczpospolitej, szerzyły się tu misje bazyliańskie, 
cerkwi prawosławnych było w roku 1764 zaledwie 20. 
Jednak z Zadnieprza prowadzona była wytrwała agitacja, 
kierowana przez biskupa perejasławskiego Gerwazego 
Lincewskiego i ihumena MelchizedekaJaworskiego, któ- 
rzy oderwali tu 80 cerkwi w Śmilańszczyźnie. Równo- 
cześnie prowadzili oni agitację, która znalazła swój epilog 
w wybuchu hajdamaczyzny, ruchu o zabarwieniu socjal- 
nym i religijnym (1768). Zginęło wówczas około 300 księ- 
ży unickich, profanowano Przenajświętszy Sakrament, co 
świadczy o poziomie uświadomienia mas. Po rzezi nastą- 
piła okupacja rosyjska, przy czem niektórzy popi uniccy 
zaczęli przechodzić na prawosławie i skarżyć się na ucisk 
unitów. Katarzyna II poleciła bronić ich wojsku. W ciągu 
lat 1771-1773 odebrano unitom 1200 cerkwi, księża prze- 
chodzili na prawosławie albo szli do więzienia, rodziny 
ich wypędzano. Lud był ciemny i uległy, opór był rzadki. 
Więzieni księża (68 w Berdyczowie) prosili nuncjusza Ga- 
rampiego o pomoc. Rząd polski odmówił wtedy podpisu 
pod traktatem pokojowym, jeśli więźniowie nie odzyskają 
wolności. Nastąpiło to istotnie na rozkaz posła Stackelber- 


- 308 -
>>>
Unia i dyz.unia 


ga, przy czem więźniowie musieli zrzec się beneficjów. Do 
1775 r. na Ukrainie było 1300 cerkwi prawosławnych na 
ogólną liczbę 1902. Odtąd zabory ustają. Jedną z przyczyn 
słabego oporu unii był zatarg rządu z metropolitą Wołod- 
kowiczem, który nie był uległy żądaniom Warszawy, gro- 
ził szlachcie batogami za wyrządzanie krzywd Cerkwi, 
jeździł z licznym orszakiem kozaków. Był ponadto chciwy 
i nieudolny. W 1767 r. zabrano mu zarząd Ukrainy i od- 
dano Leonowi Szeptyckiemu, biskupowi lwowskiemu na 
interwencję króla w Rzymie. Wołodkowicz wysłał wtedy 
kozaków nadwornych do konfederacji barskiej. Szeptycki 
okazał się również nieudolny, misja biskupa chełmskiego 
Ryłły, wysłanego przez nuncjusza na Ukrainę, skończyła 
się jego uwięzieniem przez Rosjan, uwolniono go na in- 
terwencję Wiednia, gdyż został od 1772 r. poddanym Au- 
strii. Dopiero po śmierci Wołodkowicza w 1788 r. nastą- 
piły rewindykacje cerkwi unickich. Szło to bardzo szybko: 
metropolita Jazon Smogorzewski miał w 1783 r. już 1746 
cerkwi, gdy prawosławni 186. Przeszkadzał mu protektor 
prawosławia książę Ksawery Lubomirski, o co mu Smo- 
gorzewski wytoczył proces przed trybunałem o zabór cer- 
kwi unickich i proces wygrał. Smogorzewski dla ratowa- 
nia unii ma Ukrainie założył seminarium w Żytomierzu, 
chciał kler rekrutować ze szlachty, nie z chłopów i miesz- 
czan, wzbraniając im wstępu do stanu duchownego. Przez 
to niezwykłe i niezgodne z tradycją i prawami Kościoła 
postanowienie chciał podnieść poziom i znaczenie kleru 
wobec szlachty, która go uciskała. Popierał go kasztelan 
zawichojski Karwicki, ale w Smilańszczyźnie, którą kupił 
Potemkin, w Korsuńszczyźnie i Zwinogródczyźnie (Lu- 
bomirskiego) nadal miał on trudności. 


- 309 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


Pierwszy rozbiór oderwał z Rzeczpospolitej ziemie 
białoruskie, gdzie było najwięcej prawosławnych wraz 
z siedzibą biskupa. Od 1772 r. centrum dyzunii był Słuck, 
gdzie rezydował hieromonach Paweł Wołczański, lojalny 
wobec Polski. Po jego śmierci w 1783 r. przybył tu Wik- 
tor Sadkowski, wychowanek Koniskiego z Kijowa. Roz- 
począł on znów skargi o gwałty. Sadkowski w 1785 r. 
został biskupem perejasławskim z ramienia Katarzyny, 
która przeniosła to biskupstwo do Słucka. Popierali go 
Radziwiłłowie, którzy nie zezwalali na przejście chło- 
pów na unię, jeśli przyjmował ją proboszcz. Sadkowski 
w 1787 r. złożył przysięgę wierności królowi. Akcja jego 
,niepozbawiona gróźb, wydawała rezultaty: w 1787 r. miał 
on na Białej Rusi 94 cerkwie, a w 1787 r. już 298 razem 
z Ukrainą. Gdy w 1789 r., w czasie sejmu czteroletniego 
zaczęły się spiski wśród ludu, aresztowano Sadkowskiego, 
a także księży unickich na Wołyniu. Kilkunastu stracono, 
usunięto cały konsystorz łucki pod zarzutem spisków, ale 
nie wiadomo, czy słusznie. Sejm Wielki, aby zreorganizo- 
wać Kościół prawosławny, w 1792 r. uchwalił utworzenie 
trzech biskupstw i jednego arcybiskupstwa prawosławne- 
go, podległych patriarsze carogrodzkiemu. Plan ten, któ- 
ry był częściową kasatą unii i zmianą zasadniczej polityki 
Rzeczpospolitej, popierany był przez biskupa kijowskiego 
obrządku łacińskiego Cieciszowskiego, przeciw niemu był 
biskup Skarszewski, późniejszy targowiczanin. W zamian 
za to dopuszczono metropolitę unickiego Teodora Rosto- 
ckiego do senatu, ustanowiono świeckie kapituły unickie, 
fundusze na seminaria duchowne, wyznaczono pensje dla 
biskupów unickich, ustanowiono nową diecezję - mińską 
- z części połockiej pozostałej przy Rzeczpospolitej. Był 


-310-
>>>
Unia i dyzunia 


to już epilog polityki dawnej Rzeczpospolitej wobec unii. 
Zwyciężyły w tym momencie niechętne dla niej tendencje 
wśród kleru łacińskiego. 
W chwili upadku dawnej Rzeczpospolitej stan unii nie 
był pomyślny. Kler niższy był ciemny, ledwie umiał czytać 
i pisać, brakło kandydatów wykształconych, bo uposaże- 
nie było liche, zależność od szlachty wielka. Biskupi nie 
fundowali seminariów, mimo uchwał w 1720 r. Bazylia- 
nie nie zakładali ich również; tylko w diecezji chełmskiej 
było seminarium, stąd poziom kleru był tu wyższy. Gdzie 
indziej przyjmowano też kandydatów, którzy studiowali 
i przyjmowali święcenia na prawosławnej Akademii Ki- 
jowskiej lub na Wołoszczyźnie. Istniało tylko we Lwo- 
wie kolegium (papieskie), prowadzone przez teatynów, 
na 10 wolnych miejsc (od 1708-1709) oraz 4 wolne bur- 
sy w Rzymie w kolegium greckim i 16 miejsc w Wilnie 
(na 20). Tego było zbyt mało. Na bazylianów skarżył się 
kler świecki w latach 1746, 1747 do Rzymu - papież kazał 
wówczas dawać godności świeckie księżom świeckim. Po- 
łowa bazylianów składała się z mnichów, którzy przeszli 
z obrzędu łacińskiego - byli to Polacy. Od 1726 r. składali 
oni ślub o niezabieganie o godności, ale uzyskali zwolnie- 
nie w 1753 r. od Benedykta XIV: Ślub ten nie przeszka- 
dzał im jednak i przedtem w zabiegach. Kler unicki (poza 
bazylianami) był nadal pociągany do pańszczyzny, żydzi 
- arendanże- zmuszali księży do kupowania wszystkiego 
w karczmach. Nadal ściągali z parafii ruskich dziesięciny 
księża łacińscy, mimo zakazu z Rzymu, a w 1764 r. wszy- 
scy synowie księży zostali zamienieni na poddanych, jeśli 
do 15 roku życia nie chodzili do szkoły, rzemiosł albo nie 
zamierzali zostać księżmi. Było to uznanie praktyki zna- 


-311-
>>>
T 


ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


nej już W XVII w. Protesty nuncjusza zostały bez zmian. 
W rezultacie synowie księży uciekali za Dniepr do Rosji. 
Dopiero w 1792 r. skasowano uchwałę sejmu, krzywdzącą 
synów księży. 
Jeśli były wypadki chciwości biskupów unickich, to 
winni temu byli oni sami. Natomiast niezawiniona nie- 
chęć do unii ze strony kleru łacińskiego, a w szczególności 
biskupów, nie ustawała. W XVIII w. biskupi łacińscy usi- 
łowali podporządkować sobie Kościół unicki, co wywo- 
ływało rozgoryczenie. Katolicyzm polski nie umiał nadal 
wyplenić przesądów stanowych i kulturalnych, choć unia 
miała charakter w tym czasie wybitnie polski. Język do- 
mowy kleru, język rozpraw naukowych, język urzędowy 
był polski, poczucie narodowe było silnie rozwinięte. Ale 
rekrutował się ten kler z mieszczan, chłopów i drobnej 
szlachty, o typie kultury ruskim. I ten stosunek do unii 
był jednym z ciężkich błędów katolicyzmu polskiegol s . 


15 Wysuwano przeciw unii już w XVIII w. ze strony biskupów 
łacińskich zarzut, że przez unię osadnicy polscy na ziemiach 
wschodnich ulegają rutenizacji. Jest to argument nacjonalistyczny 
i dlatego odpowiedzieć nań trzeba nie argumentem religijnym, a na- 
cjonalistycznym. Rozpraszanie chłopów polskich po wielkich obsza- 
rach ziem wschodnich, nawet nie w zwartych osadach, a pojedyn- 
czo, było marnowaniem sił narodu polskiego, gdyż jednostki i małe 
grupy zawsze ulegają wchłonięciu przez otoczenie. Tam, gdzie 
osadzano zwarte wsie polskie, np. na Podolu, nie ulegały one asy- 
milacji przez środowiska. Czy unia była zła, czy wadliwą była ko- 
lonizacja? - przy równoczesnym sprowadzaniu Niemców na ziemie 
rdzenne Polski? Unia ułatwiała rutenizację osadników chłopów, 
ułatwiała też polonizację wszystkiego, co się ponad masę chłop- 
ską wznosiło. Polacy mają pretensję do unii, że ułatwiała rute- 
nizację chłopa. Rusini - że ułatwiała polonizację warstw wyższych, 


-312-
>>>
Misje 


Misje 


Żywioły aktywne w katolicyzmie polskim, którym 
w XVIII w. brakowało na ogół głębszego wykształcenia, 
podjęły próbę nawrócenia żydów - zadania niezwykle 
trudnego, jak wykazały wieki. Żydzi częściowo ulegali 
asymilacji i przyjmowali chrzest - na Litwie wynagra- 
dzano ich za to szlachectwem. Ruch ten nigdy nie przy- 
brał charakteru masowego. Dla opieki nad nawróconymi 
żydówkami ks. Turczynowicz (t1773) założył na Litwie 
w 1737 r. zgromadzenie zakonne "Mariawitek", które się 
nigdy silnie nie rozwinęło. Dominikanin o. Owłoczyński, 
który w oczach żydów był "jedynym prawdziwym chrze- 
ścijaninem", również zabiegał o ich nawrócenie (t1763). 
Zdawało się, że większe wyniki da akcja Jakuba Józefa 
Franka. Był to zamożny kupiec na Wschodzie, zwolennik 
nauki Sabbataj-Cwi, żydowskiego Mesjasza z XVII w. 
Sam on stworzył rodzaj nauki ezoterycznej. Walczył 
z talmudystami, którzy płacili mu w zamian nienawiścią. 
W 1757 r. wziął go w opiekę biskup kamieniecki Miko- 
łaj Dembowski, mimo nieufności nuncjusza. Dembowski 
mniemał, że jeżeli nawet sam Frank nie jest szczery, syno- 
wie i wnukowie jego i zwolenników jego będą już chrze- 
ścijanami w całej pełni. Dlatego po dyspucie zgodził się na 
przyjęcie przezeń chrztu. Frank popadł w zatarg z nauką 
Kościoła i był internowany w Częstochowie, potem osiadł 


mieszczaństwa i drobnej szlachty. Punkt widzenia polityczny czy 
nacjonalistyczny nie może być decydującym w sprawach natury 
ściśle religijnej. Właśnie potępienie ..Action Fran
aise" nastąpiło na 
skutek wysuwania przez nią prymatu polityki nad religią. 


-313-
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


w Austrii, wreszcie w Isenburgu. Z córką jego ożenił się 
książę Jerzy Marcin Lubomirski. Wraz z Frankiem przy- 
jęło chrzest parę tysięcy żydów, którzy zostali nobilitowa- 
ni. Frank umarł w 1791 r. i kazał się pochować w stroju 
polskim. Na ogół misja wśród żydów wyników nie dała. 
[Duże znaczenie na przyszłość miała wewnętrzna 
misja prowadzona na Inflantach. Była to misja w całym 
znaczeniu tego słowa. Inflanty w końcu XVI w. były kra- 
jem niemal wyłącznie protestanckim, a wysiłki gorliwego 
biskupa Ottona Schenkinga (t1628) nie zdołały zaradzić 
brakowi kleru. Na obszarze całej Latgalii w 1613 r. nie 
było ani jednego księdza katolickiego. Wojny XVII w. nie 
sprzyjały poprawie, a dopiero po pokoju oliwskim i rozej- 
mie andruszowskim zaczęła się odbudowa pozostałej przy 
Polsce części Inflant polskich, czyli Latgalii. Wielcy pa- 
nowie, pochodzenia niemieckiego zaczynają przechodzić 
na katolicyzm w końcu stulecia (Wolffowie, Platerowie). 
Lud wiejski był z imienia protestancki, w rzeczywistości 
było jeszcze dużo pozostałości pogaństwa. Przez cały 
XVII w. działały na tym obszarze tylko misje jezuickie, bi- 
skupi inflanccy bywali sufraganami prymasów i mieszkali 
poza diecezją. Dopiero biskup Mikołaj Korwin-Popławski 
(1685-1710) przeniósł swą siedzibę do Dyneburga i zaczął 
pracę nad rozkrzewieniem katolicyzmu w swej diecezji, 
budując kościoły, wyświęcając księży świeckich, sprowa- 
dzając dominikanów do Posinia (1694) i Agłony (1699). 
Jezuici utworzyli sześć stacji misyjnych. W połowie XVIII 
w. powstało wiele kościołów murowanych, bernardyni 
osiedli w Wie10nie i Korsówce, misjonarze w Iłłukszcie, 
a w latach 1755-1767 Konstanty Ludwik Plater fundował 
klasztor misjonarzy z seminarium duchownym i rezyden- 


- 314-
>>>
Misje 


cją dla biskupa - sufragana w Krasławiu. Seminarium to 
zaradziło wreszcie brakowi kleru, przy czem wspierane 
było przez rzymską propagandę. Pojawił się rodzimy kler 
łotewski, pisano i wydawano łotewskie książki, zarówno 
religijne, jak i świeckie. Jeśli zważymy, że na obszarze 
Inflant protestanckich nie drukowano żadnych książek 
łotewskich ani estońskich, to rola Latgalii w budzeniu 
i odrodzeniu narodowości łotewskiej jest niezmiernie do- 
niosła. Rozkrzewienie katolicyzmu na obszarze Latgalii 
dało w wyniku silną liczebnie grupę katolicką w obrę- 
bie narodu łotewskiego. To było jedno z ostatnich dzieł 
dawnej Rzeczpospolitej, którym przysłużyła się Kościo- 
łowi powszechnemu. Sąd nasz o katolicyzmie XVIIIw. 
jest może zbyt surowy: przy wszystkich jego brakach nie 
sposób traktować pogardliwie jego misyjnej prężności, 
a odbudowa Kościołów łacińskich i unickich na obszarze 
całych ziem wschodnich świadczyła o ofiarności, skiero- 
wanej może po linii najmniejszego oporu, niemniej bar- 
dzo wielkiej.] 
Misje zamorskie dogasały wszędzie - racjonalizm za- 
bijał zapał religijny i ofiarność. Misja mołdawska trwała, 
wspierana jeszcze przez Stanisława Augusta. Misja perska 
wspierana była przez Augusta II, który fundował jezuitom 
polskim dom w Gandzie (1700 r.). Przyjście do władzy 
dynastii Afgańskiej (1722) i wojny domowe położyły kres 
misji katolickiej w tym kraju. Karmelici pracowali dalej 
w Indiach. Ojciec Filorencjusz od Jezusa Nazareńskiego 
(Mikołaj Szostak) był w latach 1750-1773 biskupem Vera- 
poly w Indiach i podwoił tam liczbę świątyń oraz założył 
seminarium. Był to już schyłek misji europejskich, które 
odrodzić się miały dopiero w XIX w. za Grzegorza XVI. 


-315 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


Praca charytatywna 


Wiek XVIII przyniósł wojny i epidemie okropne, przez 
które wymierała ludność całych miast i wsi. Przyniósł też 
nowe zjawiska w Jziedzinie pracy charytatywnej. Mały 
zakon duchaczy, poświęcający się pielęgnowaniu chorych, 
zabłysnął świętością w początkach stulecia, gdy w latach 
1707-1709 wymierały całe konwenty ofiarnych zakonnic 
na posłudze dla chorych, wśród nich wymienić należy 
świątobliwą Nimfę Suchońską. Ale w Arcybractwie Mi- 
łosierdzia w Krakowie było coraz mniej członków. Ak- 
cja charytatywna wyrosła z pobudek religijnych traciła 
znaczenie. Jedynie misjonarze byli czynni. Na przełomie 
XVII i XVIII w. wiele działał misjonarz, biskup poznań- 
ski Tarło, który wymownie bronił chłopa przed uciskiem 
panów w 1715 r.: "Ubogi lud ciemiężycie, nie tak moc 
i siłę, jako okrucieństwo wasze nad nimi pokazujecie, 
ustawami, deputacjami, kontencjami, stacjami, przecho- 
dami, tysiąc inszych wymyślnych zażywając sposobów, 
ubogich kmiotków niemal ze skóry łupicie. Opamiętaj- 
cie się, kiedyżkolwiek miejcie nad ubogimi miłosierdzie; 
czy li ostatnią z nich kroplę krwi wytoczyć, czy li duszę 
wydrzeć chcecie - wołam do was wszyscy, którzy jakim- 
kolwiek sposobem ubogich oprymujecie, opresji dopusz- 
czacie, oprymować każecie, od opresji bronić mogąc i po- 
.. .,. . . " 
wmm to czymc, me czymcie . 
W Warszawie założyli misjonarze pierwszą i jedyną 
aptekę publiczną w latach 1725-1730, ks. Baudoin, Fran- 
cuz, założył na wzór św. Wincentego dom podrzutków, 
zbierając nań pieniądze po domach i pałacach (1736). Mi- 
sjonarze też założyli szpital Dzieciątka Jezus w 1756 r., 


-316-
>>>
Zagadnienia spoleczne 


który został od 1761 r. szpitalem generalnym i królewskim. 
Ksiądz Baudoin umarł świątobliwie w 1768 r. W Wilnie 
założyli misjonarze dom podrzutków i pracowali w szpi- 
talach. o. Śliwicki, przyjaciel Konarskiego, założył 
w Warszawie lombard o celach Mons pietatis. Zdaje się, 
że dużo ludzi świeckich prowadziło akcję charytatyw- 
ną, ofiarność była nawet duża. Nie byli to jednak ludzie 
stojący na czele społeczeństwa. Poza tym racjonalistycz- 
nie pojęte chrześcijaństwo zachęca do czynnej pomocy 
bliźniego, nawet w materialnej pomocy widzi główną jej 
cechę. Dlatego na samych rezultatach materialnych akcji 
charytatywnej nie można jeszcze budować sądu o katolic- 
kim charakterze społeczeństwa. Bliższe zbadanie dziejów 
akcji charytatywnej rzuci na to zagadnienie niewątpliwie 
nowe światło. 


Zagadnienia społeczne 


[W najgorszym okresie upadku za Sasów podnosiły się 
głosy księży przeciw paleniu czarownic. Pojawiają się zno- 
wu próby ograniczenia wolności małżeństw poddanych, 
czemu przeciwstawiał się Kościół w XVI w. i czego za- 
kazywała konstytucja z 1511 r. Teraz znów synod płoc- 
ki z 1733 r. jawnie je potępił, lecz projekt Zamoyskiego 
ograniczenie takie wprowadzał. Ale zbyt mało znamy 
literaturę współczesną, by wydać tu sąd ostateczny. Wy- 
daje się, że jest zasługą racjonalizmu], iż poruszył sprawę 
chłopską i mieszczańską. Ale nie należy przeoczyć faktu, 
że w połowie XVIII w. kaznodzieje katoliccy poruszają 
sprawę chłopską, a wojewoda Garczyński w 1753 r. wzy- 


-317-
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


wa w swojej broszurze interwencji papieskiej w obronie 
chłopa 16. Istotnie mogła ona zdziałać wiele, ale do tego, by 
papież sprawą się zajął, trzeba było wystąpienia biskupów 
lub choćby ludzi świeckich w Rzymie. Nikt tego nie uczy- 
nił. [Oczynszowanie chłopów przynosiło, jak twierdzą 
badacze marksistowscy, rozwarstwienie społeczne wsi na 
niekorzyść małorolnych, a na korzyść bogatych chłopów. 
Dlatego gromady nieraz prosiły o przywrócenie dawnych 
stosunków z pańszczyzną, gdyż wówczas różnice socjalne 
mniej dawały się odczuwać. Może dlatego konserwatyw- 
ne elementy katolickie nie były czułe na sprawę zniesienia 
pańszczyzny, tym więcej, że nie było możliwości zatrud- 
nienia bezrolnych w przemyśle. Starano się usuwać nad- 
użycia, tak np. ksieni sandomierska Siemianowska (bene- 
dyktynka) zakazała bicia karbowników przez urzędników 
i kazała donosić o wykroczeniach do klasztoru, ale sama 
kazała wymierzać kary cielesne swym poddanym i stara- 
ła się przy pomocy wojskowej utrzymywać pańszczyznę. 
W dobrach innych klasztorów małopolskich stosunki 
z chłopami u schyłku XVIII w. były też nie najlepsze. 
Były to objawy zwyrodnienia patriarchalizmu.] 
Później, pod wpływem nowych prądów, kaznodzieje 
katoliccy zaczynają występować znowu przeciw ucisko- 
wi chłopów, piszą za tym księża racjonaliści, jak Dmo- 
chowski, Jezierski, Staszic, domaga się reform Kołłątaj, 
[a biskup wileński Massalski nakazuje zwalczać z ambony 
traktowanie chłopów jako niewolników i z urzędu podaje 
program takich kazań (1776 r.).] Ale nie katolicyzm, a idee 


16 A. Świętochowski, Historia chlop6w polskich w zarysie, Poznań 
[1928], t. 1, s. 178-179. 


-318-
>>>
Prądy antykatolickie 


wieku oświecenia są dla nich pobudką. [Przeciw procesom 
o czary wystąpił bernardyn o. Serafin Gamaiski.] Katoli- 
cy nie przodują - idą za ogólnym prądem. Jest to jeszcze 
jeden dowód na to, iż elementy najczynniejsze, przodują- 
ce, które nadawały siłę i rozmach katolickiej społeczności 
w końcu XVI w. i w XVII w. teraz ją opuściły. 


Prądy antykatolickie 


Masoneria przyszła do Polski za Augusta II, który się nią 
posługiwał w celach politycznych. Po potępieniu przez 
papieża Klemensa XII loże rozwiązały się na rozkaz Au- 
gusta III (1738), ale już w 1742 r. spotykamy lożę w Wi- 
śniowcu. Loże służyły za środek wpływu dla różnych 
mocarstw. Cechowała je na ogół płytkość w sprawach 
filozoficznych: po potępieniu przez Benedykta XIV loża 
warszawska "Trzech braci" rozwiązała się: dowodzi to, że 
należeli do niej ludzie, którzy z katolicyzmem zrywać nie 
chcieli. Później wśród masonów byli ludzie pobożni, jak 
Matuszewic, który przetłumaczył dziełko O nafladowa- 
niu. Przeważali w Polsce zapewne indyferenci. Chcieli oni 
wygnania zakonów, głównie jezuitów z wyjątkiem pijarów, 
gdyż zakony zdaniem ich psuły i fanatyzowały ludność. 
Wśród masonów, pomimo częściowych potępień papie- 
skich, znajdowali się księża (Mickiewicz w Wilnie, eks- 
jezuita, poeta Kniaźnin). Dowodzi to upadku autorytetu 
papiestwa i powierzchowności katolicyzmu u ludzi przez 
racjonalizm urobionych. Zdarzały się wystąpienia przeciw 
religii, jak w sztuce Saul, granej w Warszawie w 1789 r. 
Przeciw masonom pisał starosta Rohatyński, Szymon 


-319-
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


Łabęcki, potem w "Gazecie Warszawskiej" eksjezuita 
Luskina. Rubasznie atakował farmazonów Wawrzyniec 
Surowiecki, reformat, który później założył szkołę w Pa- 
kości, gdzie uczono łaciny starą metodą. Wśród warstw 
wyższych, nawet wśród średniej szlachty, masonów było 
bardzo wielu, organizacja była modna. Popierali ją pry- 
mas Podoski i biskup poznański Młodziejowski, choć nie 
ma pewności, że do niej należeli. Odsłania to całą głębię 
upadku Kościoła w tej epoce. 


Szkoły 


Schyłek XVII w. i pierwsze dziesięciolecie XVIII w. są 
okresem najgłębszego upadku szkolnictwa w Polsce. 
Zresztą upadek ten jest analogiczny do obniżenia pozio- 
mu szkół w całej Europie - z wyjątkiem Francji, Holan- 
dii, Anglii. W krajach katolickich upadek szkół jezuickich 
zaznaczać się zaczyna około 1640 r. Równocześnie zani- 
kać zaczyna komentarz Arystotelesa w klasach wyższych. 
W Polsce jezuici-cudzoziemcy znikają ze szkół po 1645 r., 
greka zostaje zaniedbana, zanika jako "niepotrzebna" 
w końcu XVII wieku. Filozofii uczono mało, młodzież 
szlachecka nie chciała jej studiować ani zdawać egzami- 
nów. Jezuici odrzucili Kartezjusza, dopiero w początku 
XVIII w. wprowadzać poczęli nową "filozofię chrze- 
ścijańską". Wymowy uczono wedle zasad barokowych, 
szczególniej zepsuty był styl w szkołach w Poznaniu i Ka- 
liszu. Historii w ogóle zaczęli uczyć jezuici bardzo późno, 
w półtora wieku po protestantach, którzy ją wprowadzili 
około 1560 r. W Polsce wprowadzono ją około 1740 r. 


- 320 -
>>>
-r 


Szkoły 


Również nauka łaciny podupadła, natomiast uczono 
w Polsce stosunkowo dużo matematyki. Przyczynami 
upadku szkół były: zerwanie z Zachodem, odstąpienie 
od zasad zawartych w przypisach ordynacji studiów (Ra- 
tio studiorum), ubóstwo programu szkolnego i ideowego, 
które nie podlegały zmianom, panowanie werbalizmu. 
Wobec rozleniwienia młodzieży stosować poczęto peda- 
gogikę kija, co wpływało tylko na upadek szacunku dla 
nauczyciela. Zakaz zbyt silnego bicia w szkołach wydano 
w 1720 r. Później zarzucano jezuitom, że świadomie trzy- 
mali młodzież w ciemnocie, a dopiero pijarzy zmusili ich 
do podniesienia poziomu szkół. Nie jest to słuszne: zakon 
przechodził okres upadku, z którego zaczął się dźwigać 
równocześnie z zabiegami Konarskiego. 
Przełomu w wychowaniu dokonał Konarski. Był on 
wychowany w Rzymie w atmosferze oświecenia, we wcze- 
snym jego okresie, gdy nie było jeszcze w rozdźwięku 
z chrześcijaństwem. Ten wpływ środowiska rzymskiego 
wyrobił jego umysłowość, a chociaż później ulegał janse- 
nizmowi, przynajmniej częściowo, oraz wiele brał od ra- 
cjonalistów, od Kościoła nigdy nie odszedł. Konarski zra- 
zu szedł drogą polityczną i posłował do Francji z ramienia 
Leszczyńskiego. Tu przekonał się, że liczyć można tylko 
na własne siły, aby odrodzić naród. Założył więc w 1740 r. 
kolegium dla szlachty w Warszawie. Jezuici internatów 
nie prowadzili, była to więc nowość. Szkoła Konarskie- 
go przypominała rycerskie akademie na Zachodzie, zry- 
wała zupełnie prawie łączność chłopca z domem, by go 
odosobnić od wpływów ujemnych środowiska. Sarma- 
tyzmowi przeciwstawiała europejską ogładę, zwalczała 
błędy wymowy, a przede wszystkim wyrabiała postawę 


- 321 - 


..ł.-
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


obywatelską. Po 20 latach Konarski odważył się wydać 
dzieło o naprawie stosunków w Rzeczpospolitej O skutecz- 
nym rad sposobie, a ulubiony jego uczeń Ignacy Potocki był 
jednym z twórców Konstytucji 3 maja. Pod względem wy- 
chowania religijno-moralnego szkoła nie dawała wyników 
pomyślnych. Przejawiała się w niej pewna surowość, jak 
w jansenizmie (chodzenie parami na przerwach), religijność 
nie miała w sobie, jak można sądzić, żarliwości. Toteż wy- 
chowankowie Konarskiego byli racjonalistami i masonami. 
Konarski przeprowadził też reformę szkół pijarskich 
w Koronie, pijarzy litewscy oparli mu się, ale niewątpli- 
wie niejedno przejęli z jego zasad. Konarski podniósł- 
szy poziom szkół, zrównał je z Zachodem, wprowadził 
przedmioty nauczania w Polsce dotąd nieznane, a przez 
swą pracę pobudził jezuitów do rywalizacji. Ale z punktu 
widzenia dziejów społeczności katolickiej pijarzy repre- 
zentowali daleko idący kompromis z prądami racjonali- 
zmu: pijar Mignoni radził w 1751 r. oprzeć się na Lockem, 
Gassendim, Malebranche'u w nauczaniu filozofii, a więc 
na zdecydowanych racjonalistach. On sam wyznawał me- 
tempsychozę, czyli wędrówkę dusz. Odrzucając ciemnotę, 
odrzucano wraz z nią dorobek myśli katolickiej dlatego, 
że był już częściowo zapomniany. Jezuici zwalczali pija- 
rów przez cały schyłek XVII w. i początki XVIII w. Nie 
chcieli dopuścić pijarów do otwierania szkół, z obu stron 
tolerowano bójki młodzieży, która nawet używała bro- 
ni. Wreszcie jezuici przeszli do szlachetniejszych metod 
walki, starając się podnieść poziom swych szkół. Zaczęli 
wysyłać młodych zakonników na studia specjalne za gra- 
nicę i wprowadzili języki nowożytne, historię i tak zwaną 
philosophia amunior czyli fizykę. Z wolna fizyka coraz bar- 


- 322 -
>>>
--ł- 


Szkoły 


dziej ograniczała liczbę godzin filozofii właściwej. Nawet 
w szkołach jezuickich usuwano Arystotelesa i scholastykę 
na rzecz nowej i eklektycznej "filozofii chrześcijańskiej". 
Jezuici polscy szli tu za wiedeńskim swym mistrzem 
Sterlingiem, który był zwolennikiem Chrystiana Wolfa. 
Wykładano też prawo natury i prawo narodów. Jednak 
jeszcze w 1765 r. w Poznaniu rozpracowywano tezy ary- 
stoteliczne, które bardzo nowocześnie ujmują zagadnienie 
fizyki. Na ogół jednak zwyciężał tomizm. Drukowali je- 
zuici mało, może też z obawy przed nowością tej filozofii. 
Jedną z czołowych postaci jezuitów polskich był o. Roga- 
Iiński, który wprowadził w Polsce doświadczalną naukę 
fizyki. Badali też jezuici ropę w Małopolsce, Stanisław 
August chciał ich użyć do zbierania pomiarów do mapy 
Polski. Uczyli też w szkołach sztuki wojskowej i ekono- 
mii. Dbali teraz o poprawność języka, odrodzili w swych 
szkołach wymowę. W dziedzinie wychowania obywatel- 
skiego jezuici od rokoszu Zebrzydowskiego unikali kry- 
tyki ustroju - wyjątek stanowi Pęski w 1670 r., który na 
sejmiku szkolnym wystąpił za większością głosów i elek- 
cją za życia króla, ale pisma swego nie drukował. Na ogół 
rzadko jezuici chwalili veto, zwykle mówili o potrzebie 
umiaru w sposób ogólnikowy. W 1754 r. zakazały władze 
jezuicie Bielskiemu drukować pochwałę wolności Polski. 
Od połowy XVIII w. wykład prawa natury zastępował 
wychowanie obywatelskie. Jezuici w okresie reformy rzu- 
cili hasło odrodzenia na zewnątrz i naprawy stosunków 
wewnętrznych, starali się wychować człowieka, obywatela 
i katolika. Poziom szkół jezuickich od połowy XVIII w. 
podniósł się znacznie, otwierano konwikty i kolegia szla- 
checkie, szkoły te w Polsce stały wyżej niż we Włoszech, 


- 323 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


na równi ze szkołami we Francji i Niemczech. Stanisław 
August zaczął się do jezuitów odnosić przychylnie i chwa- 
lił ich po kasacie, także inni racjonaliści w Polsce życzliwie 
oceniali ich dorobek. W zakresie wychowania moralnego 
Bohomolec zwalczał wady narodowe swymi komediami, 
grywano je w teatrach szkolnych. 
Pod względem religijnym jezuici zmienili swe nastawie- 
nie wobec protestantów. W okresie pierwszym, w XVI w. 
przeważał w zakonie typ działacza i wojownika o szerokich 
zainteresowaniach i agresywnej postawie. Punkt wyjścia 
był wyłącznie religijny - jezuita uczył, polemizował, pisał, 
głosił Słowo Boże. W okresie drugim, od połowy XVIIw. 
przeważał typ domatorsko-duszpasterski. Nie było po- 
lemik, szkołami interesował się jezuita mało, politycznie 
był bierny, natomiast zajmowała go literatura pobożna 
i ascetyczna. To był okres upadku. Następnie od połowy 
XVIII w. ukazuje się trzeci typ jezuity, wyspecjalizowa- 
ny pod względem studiów, krytyczny wobec zjawisk życia 
polskiego, mniej agresywny wobec innowierców i racjona- 
listów, zwalczający ciemnotę i zabobon. Zamiast walki na 
plan pierwszy wysuwa się praca spokojna, organiczna. Hi- 
storyzm stał się podstawą krytyki współczesności Polski. 
Postawa zakonu była patriotyczna. 
Ale i jezuici ulegli wpływowi racjonalizmu. Co prawda 
nigdy nie było wśród nich odchyleń od wiary, ale zaczęli 
zaniedbywać starą tradycję filozoficzną. Zainteresowania 
ich szły w kierunku nauk przyrodniczych, usiłowali pogo- 
dzić katolicyzm ze zdobyczami racjonalizmu. Nie walczyli 
z nim wprost, jak dominikanie Gergel i Kowalski, którzy 
przeciwstawiali się teatynom, zwolennikom Kartezjusza. 
Natomiast stosowali metodę eklektyczną. Czołowa po- 


- 324 -
>>>
t 


Sdoły 


stać wśród młodego pokolenia jezuitów, fizyk Rogaliński 
umiał pogodzić wiedzę z głęboką wiarą. Ale niemniej tra- 
cili broń przeciw racjonalizmowi i ateizmowi. 
Trzeci zakon, który miał ogromny wpływ na wy- 
chowanie, to misjonarze, którzy kształcili księży, a 1rJ 
seminariów znajdowało się w ich ręku (22). Szybko 
zaczęli ulegać wpływom prądów, które nurtowały we 
Francji. A więc mimo odrzekania się od czystego janse- 
nizmu, ulegali jego wpływom, czytając, i to codziennie, 
katechizm Colberta dla diecezji w Montpellier, dzieło 
w istocie na pół jansenistyczne. Generał du Cayla w koń- 
cu XVIII w. kazał uczyć, "strzegąc się zawsze, ażeby 
młodzież nie zaprawiać w jakąś mistyczność, do której 
są niesposobnymi ". Był to wyraźny wpływ jansenizmu 
i racjonalizmu. Filozofię chrześcijańską wprowadzili 
misjonarze po kasacie szkół jezuickich, gdyż w szkołach 
Komisji Edukacyjnej jej nie uczono. Unikali oni scho- 
lastyki, wprowadzając filozofię współczesną. Ksiądz 
Hussarzewski, jeden z czołowych misjonarzy polskich, 
w końcu zupełnie odrzucił scholastykę. Wysłany był on 
do Wiednia, by zreorganizować seminarium duchowne 
w latach 1760-1765. Było ono później rozsadnikiem jó- 
zefinizmu. Niemniej o. Śliwicki, prowincjał 1739-1774, 
zwalczał jansenizm i gallikanizm. Nie należy się tedy 
dziwić, że tradycjonaliści chwalili misjonarzy. Katoli- 
cyzm bez filozofii nie był dla nich groźny. Należy jednak 
podnieść wielką gorliwość misjonarzy w pracy charyta- 
tywnej, a ks. Józef Jakubowski, dawny kapitan artylerii 
i wychowawca w korpusie kadetów, cieszył się wielkim 
mirem w wojsku i w czasie powstania kościuszkowskiego 
był używany jako doradca fachowy. 


- 325 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


Czwarty zakon wychowawczy - bazylianie, nie zosta- 
li dotąd zbadani. Utrzymywali oni bliski kontakt z Rzy- 
mem, należałoby się tedy spodziewać wpływów włoskich. 
"Bartoszkowie" kształcący młodzież niezamożną istnieli 
tylko w Łowiczu (od 1758). Korpus kadetów natomiast 
był z ducha racjonalistyczny i wolnomyślny. Doradzano tu 
czytanie Woltera. Inaczej było w szkołach Komisji Edu- 
kacji Narodowej, które miały personel złożony w znacznej 
części z dawnych jezuitów, również program zachowywał 
nauczanie religii w czasie nauk niedzielnych Gak i w szko- 
łach jezuickich). Mimo to szkoły Komisji Edukacyjnej 
wychowywały ludzi podatnych na wpływy racjonalizmu. 
[Inne zakony, jak marianie, też myślały o pracy oświa- 
towej i szkołach. Pobudką były tu niewątpliwie zachęty 
Klemensa XIV, który nie tylko bez sprzeciwu przekazał 
dobra pojezuickie na rzecz Komisji Edukacyjnej, ale da- 
wał zwolnienie od klauzury zakonnikom-nauczycielom. 
W zamian pragnął, by nauczyciele składali przysięgę pra- 
wowierności katolickiej, czego nie przeprowadził.] 


Mistyka 


Na przełomie XVII i XVIII w. nastąpiła klęska mistyki - 
"la decoute des Mystiques" - jak pisze Pourrat. W końcu 
XVII w. szerzył się kwietyzm religijny, bierne oddanie się 
Bogu, bez pracy nad sobą. Głosił go w Rzymie Molinos, 
aż został potępiony w 1687 r., po okresie, w którym papież 
Innocenty XI go tolerował. Podobne hasła "czystej miło- 
ści" głosiła we Francji p. Guyon. Po dyskusji między Bos- 
suetem a Fenelonem, który bronił kwietystów, Fenelon 


- 326 -
>>>
Mistyka 


został potępiony i musiał odwoływać swe poglądy. To była 
katastrofa dla mistyki. Zwycięża teraz kierunek im wro- 
gi, oschły w religii, surowy w wymaganiach - jansenizm, 
który domagał się rzadkiej Komunii Świętej i wymagał 
"usposobienia" do jej przyjęcia. Jansenizm był potępio- 
ny w połowie XVII w., ale teraz odrodził się we Francji, 
a z Francji promieniował na całą Europę. Racjonaliści 
go nie zwalczali, widząc w nim sprzymierzeńca w walce 
z jezuitami. W Polsce pierwsze ślady wyraźne janseni- 
zmu spotykamy u benedyktynek w czwartym dziesiątku 
XVIII w., podobnie w innych klasztorach żeńskich. Nie- 
wątpliwie szerzył się on bardzo za pośrednictwem wpły- 
wów idących z Francji. Ogarniała oschłość religijna war- 
stwy wyższe, tak na przykład karmelitanki, ongiś zakon 
arystokratyczny, ma coraz więcej powołań mieszczań- 
skich. Ponieważ do przyjęcia nowej zakonnicy potrzebna 
jest zgoda całego konwentu - wzrost liczby mieszczanek 
wśród karmelitanek jest niewątpliwie skutkiem zmniej- 
szenia się liczby powołań z kół szlacheckich. A karmeli- 
tanki są zakonem kontemplacyjnym, o rozwiniętym życiu 
mistycznym. Jednak w Polsce mistyka przetrwała długo, 
szczególnie w zakonach skromniejszych, jak uduchaczek, 
które wydają autorki mistyczne nawet w końcu XVIIIw. 
Szerzy się szczególnie w XVIII w. kult obrazów, a głów- 
nie kult maryjny. Nie zawsze przy tym jest on objawem 
religijności, wolnej od kwietyzmu. Jeżeli konfederaci bar- 
scy szukają obrony tam, gdzie są cudowne obrazy Ma- 
ryi Panny, to jest w tym pewna doza kwietyzmu, gdyż 
militarnie są przygotowani słabo do walki, i to z własnej 
winy- niekarności. Życie religijne zostaje w XVIII w. za- 
chwaszczone przez przesądy, zabobony, łatwowierność, 


- 327 -
>>>
ROZDZIAł. IS. Wiek XVIII 


a nawet magię. Masy wierzą w duchy, gusła, zaklęcia. 
Magia "biała" podszywa się pod imię Marka Jandołowi- 
cza, karmelity, konfederata barskiego. Księża nieoświe- 
ceni nie umieją ze złem walczyć, racjonaliści zaś wyśmie- 
wają religię. Wielką zasługą jezuitów było oczyszczenie 
i poprawienie kalendarzy. Wszystko wskazuje na to, iż 
obniżył się poziom umysłowy aktywnej grupy katolickiej, 
ludzie zdolniejsi z niej się usuwali, pozostała miernota. 
Nastąpiło pod wpływem racjonalizmu jakby rozszcze- 
pienie katolicyzmu: część bardziej światła zamknęła się 
w oschłej, racjonalistycznej postawie, co najwyżej upra- 
wiając filantropię. Zatraciła ona - nie wyłączając wielu 
jezuitów - kontakt z wielką tradycją intelektualną Ko- 
ścioła i szukała nowych dróg, a właściwie kompromisu 
z racjonalizmem. Jest to niewątpliwie okres głębokiego 
upadku katolicyzmu zarówno w Polsce, jak i w Europie. 
Widać to w kazaniach. Naśladowano tu wzory francu- 
skie, ale mniej Fenelona i Bourdaloue'a, więcej Massil- 
Iona, błyskotliwego i wykwintnego. Kazania te cechuje 
deklamacja i moralizatorstwo bez siły. Argumentacja jest 
racjonalistyczna, temat raczej moralny niż dogmatyczny. 
Pismo św. cytowane jest tylko dla ozdoby, ojcowie Ko- 
ścioła zarzuceni. Nie ma w tych kazaniach zapału, choć 
budowa ich jest misterna i logiczna. Za to brak też daw- 
nych wad - napuszoności, makaronizmów i dowcipko- 
wania. Tak mówiła i myślała góra dotknięta racjonali- 
zmem. Reszta, wrogo do wszelkich nowości nastawiona, 
ale ciemna, broniła uporczywie zarówno dogmatów, jak 
i zabobonu, odpłacając nienawiścią wszystkim niekato- 
likom. Poziom jej życia moralnego zostawiał też na ogół 
wiele do życzenia - rozpasanie czasów saskich, pijaństwo, 


- 328 -
>>>
Mistyka 


ucisk chłopów były zjawiskiem częstym. Pobożność jest 
często uczuciowa i zewnętrzna, rozpowszechniają się 
książki do nabożeństwa, które ułatwiają nawet wyrażanie 
uczuć. Duchowieństwo niższe było gorliwsze od wyższe- 
go. Z drugiej strony trzeba w ludziach oddzielać to, co 
katolickie, od tego, co katolickim nie jest. Trzeba ocenić 
należycie pracę charytatywną, praktykę życia codzienne- 
go. Upadek obyczajów, tak znamienny dla epoki saskiej 
i stanisławowskiej, obejmował przede wszystkim warstwę 
wyższą oraz stolicę kraju. Prowincja, masy szlachty śred- 
niej i drobnej, mieszczanie, chłopi tkwili w przeszłości. 
Na tle ogólnego upadku, jakby wbrew wszelkiej słabo- 
ści, zarysowuje się prośba biskupów polskich w 1765 r. do 
papieża o wprowadzenie kultu Przenajświętszego Serca 
Jezusa. Zgoda papieża została uzyskana, zrazu jedynie dla 
Królestwa Polskiego. Polska tedy przodowała w zapro- 
wadzeniu kultu, zapoczątkowanego we Francji w końcu 
XVII W., ale nieobcego i Polsce przed połową XVII w. 
(Drużbicki). Również prymas Poniatowski zaprowadzał 
wszędzie kult Eucharystyczny. Ludzie ci nie byli tedy zu- 
pełnie obcy życiu Kościoła. 
Ku końcowi stulecia następuje zmiana: we Włoszech 
już w połowie XVIII w. odrodziła się mistyka katolicka 
w nowym zakonie redemptorystów, którzy głosili kult 
maryjny i szczerą, gorliwą pobożność, postawę pełną 
zaufania i miłości wobec Boga. W 1787 r. przybył do 
Warszawy św. Klemens Hofbauer, Morawianin, który 
rozpoczął pracę przy kościółku niemieckim św. Benona. 
Król Stanisław August życzliwie się odnosił do nowych 
apostołów, których praca przypadła na najcięższe chwile 
konającej Rzeczpospolitej. Zrazu prowadzona wśród cu- 


- 329 -
>>>
ROZDZIAł. 15. Wiek XVIII 


dzoziemców, rychło przeniosła się na Polaków, którzy dali 
szereg powołań. 
Redemptoryści trafnie uważali, że bez wciągnięcia 
do pracy katolików świeckich nie zdołają odrodzić życia 
katolickiego w społeczeństwie, dlatego stworzyli instytu- 
cję oblatów, rodzaj świeckich współpracowników, których 
nazwiska częściowo dałoby się ustalić. Główna jednak ich 
praca przypada już na czasy po rozbiorach i zostanie niżej 
omówiona.
>>>
cz
ść III 


Epoka porozbiorowa
>>>
ROZDZIAŁ 16 


Od rozbiorów do roku 1830 


Charakterystyka społeczeństwa 


E poka 1795-1914 roku przyniosła odrodzenie katolicy- 
zmu polskiego po głębokim upadku w końcu XVIIIw. 
Dzieje jego są jakoby linią wstępującą, choć bynajmniej 
nie równomiernie i nie w zależności od siły ucisku. Kato- 
licyzm odrodził się mimo ucisku, choć nie z powodu uci- 
sku. Błędnym jest mniemanie, że ucisk zawsze prowadzi 
do odrodzenia: może ono nastąpić wtedy, gdy w uciska- 
nym jest zasób ukrytych sił. Tu, w katolicyzmie polskim 
sił tych nie było - biorąc rzecz po ludzku. Ani biskupi, 
ani kler zakonny czy świecki, ani uczeni teologowie, ani 
lud nie zdobyli się na opór, choćby bierny w całym sze- 
regu prześladowań. Brakło klerowi wiedzy teologicznej 
i odwagi przekonań, świeckim - tego samego w stopniu 
jeszcze większym. Dlatego nie ucisk wywołał odrodzenie 
katolicyzmu polskiego, jak nie obudził on sił w unii. Ka- 
tolicyzm polski odrodził się mimo ucisku, lecz nie z jego 
powodu. 
Duchowieństwo nadal wychowywane było w duchu 
jansenizmu mniej lub więcej świadomego. Mieli go w ręku 


- 333 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


księża misjonarze z ks. Jakubowskim na czele, a u misjona- 
rzyprzerabianowzakresie teologii katechizm zMompellier, 
ułożony przez biskupa Colberta w początkach XVIII w., 
nie bez wpływów jansenizmu. Katechizm ten wyda- 
ny został po polsku w 1800 r., po raz drugi w 1860 r. 17 
Może dalsze badania wykazałyby, w jakim stopniu inne 
podręczniki były przepojone febronianizmem, względnie 
gallikalizmem i józefinizmem. Faktem jest bowiem, że 
duchowieństwo odznaczało się tchórzliwością wobec za- 
rządzeń władz świeckich, tak jakby odczuwało wewnętrz- 
nie, że prawo rozkazywania nawet w sprawach duchow- 
nych należy do państwa. Służalczość i karierowiczostwo 
cechowały jednostki moralnie słabe. 
W zakonach na ogół szerzyła się ciemnota - poza pija- 
rami i misjonarzami, którzy ulegali nowym prądom. N a- 
pływ do nowicjatów był mały i to z synów warstw niższych. 
Warstwy wyższe hołdowały wolterianizmowi i wpływ du- 
chowieństwa na nie był właściwie żaden.Jedynie lud był po- 
datnym terenem pracy, ale tu utrudnienia ze strony rządów 
zaborczych stały na przeszkodzie do organizowania misji 
jego oświecenia. 


17 O misjonarzach warszawskich tak pisał św. Klemens Hofbau- 
er do generała redemptorystów O. Blasucci 12 VI 1800: "Anoverunt 
P. P. Missionarii Vincentini nunc primo et necessitatem et utilitatem 
frequentiorum Sermonum, Discursuum et Contionum ad populum, 
et ideo jam a prac:senti anno imitatores nostri facti sunt; et qui alias 
notam rigorismi satis aperte hic praeseferebant, ex Gallia enim huc 
advocati ante plus quam 100 Annos, rigorismum secum asportarunt 
a frequentiori usu Communionis poenitentes arcentes". Monumenta 
Hofbaueriana VIII, 74. Pod wpływem redemptorystów zaczęli odstę- 
pować od zasad, które były w istocie jansenizmem. 


- 334 -
>>>
Charakterystyka społeczeństwa 


Teologia znajdowała się w stanie upadku. Profesor 
teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego ks. Józef Bogucicki 
wygłosił w 1787 r. wobec króla Stanisława Augusta mowę, 
w której występować miał "duch irreligii". Misjonarz 
ks. I Iusarzewski, profesor Uniwersytetu Wileńskiego, 
odrzucił zupełnie scholastykę i wprowadził na to mit:jsce 
chyba filozofię - racjonalizm lub może idealizm Kanta. 
Rzecz ta nie jest dotąd zbadana. 
Nie przychodziła też pomoc z zewnątrz. W ostatnich 
latach Rzeczpospolitej przybyli do Warszawy redempto- 
ryści, wrogowie jansenizmu. Święty Alfons Liguori od- 
rodził mistykę w Kościele katolickim. Jego wychowanko- 
wie mówili śmiało o rzeczach, których się wstydził wiek 
oświecenia - np. o piekle, szatanie, czyśćcu. Mówili też 
o tym, czego nienawidzili janseniści - mianowicie o zba- 
wieniu, które oczekuje ludzi, i krzewili nadzieję zbawienia. 
Stąd byli namiętnie zwalczani także przez znaczne odła- 
my kleru. W Warszawie wydatnie oddziaływali na lud. 
Zabrali się do wychowania kobiet, które nieuczone ani 
prawd wiary, ani zasad moralności, tonęły w Warszawie 
w rozpuście, a na starość żebrały. Wpływ ich na lud był 
bardzo znaczny, warstwy wyższe zdobywali sobie bardzo 
powoli i opornie. Inaczej zupełnie było w Wiedniu oko- 
ło 1814-1815 r., gdzie św. Klemens Hofbauer pracował 
wśród intelektualistów i studentów oraz stanął u kolebki 
odrodzenia katolicyzmu w Austrii. W Polsce tak nie było. 
Być może, że trzeba było przeorania Europy krwawym 
pługiem wojen napoleońskich, by zwrócić znów dusze ku 
religii. Może jednak w Polsce działalność jego napotykała 
Szczególne trudności. Więcej mógł zdziałać jego wycho- 
wanek o. Podgórski. 


- 335 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbior6w do roku 1830 


Co prawda religijne nastroje obudziły się po rozbiorach. 
Dawał im wyraz biskup Jan Woronicz, płomienny kazno- 
dzieja. Ale bodaj brak głębszego teologicznego wykształ- 
cenia spowodował, że nastroje religijne wyraziły się tylko 
w religijnym sentymentaliźmie, jak u Brodzińskiego, a nie 
zdołały wydać poważnego ruchu katolickiego. Do tego 
bowiem zawsze trzeba silnych podstaw intelektualnych. 
Z drugiej strony wpływy XVIII w. i jego doktryn, prze- 
ciwnych uniwersalizmowi, wyrażały się dwoiście z jednej 
strony w serwilizmie wobec urzędników, z drugiej - jako 
przeciwieństwo - w silnym przesyceniu religijności pier- 
wiastkami narodowymi, co u Woronicza znalazło wyraz 
w mesjanizmie. Ta mglista treść narodowo-sentymentalna 
długo zastępować miała w katolicyzmie polskim poważne 
wartości intelektualne. 


Rządy pruskie 


W zachodniej Polsce pod rządami pruskimi Kościół zna- 
lazł się od razu wobec drobiazgowej biurokracji, która 
potępiając jako barbarzyńskie wszystko to, co było pol- 
skie, równocześnie żywiła szereg przesądów wobec ka- 
tolicyzmu. Dążyła ona tedy do zniesienia zakonów jako 
"nienaturalnych" objawów, zakazywała lub utrudniała 
przyjmowanie nowicjuszów - kasowano klasztory, ode- 
brano całemu Kościołowi znaczną część dóbr. Misjonarze 
warszawscy długo walczyli o utrzymanie w swym ręku 
szpitala Dzieciątka Jezus, który władze pruskie chciały 
objąć. Chciały też one usunąć siostry miłosierdzia. Słabe 
protesty biskupów pozostawały bez echa. 


- 336 -
>>>
Rzqdy austriackie 


Rządy austriackie 


W zaborze austriackim szalał rzekomo katolicki Józef II, 
którego Fryderyk II pogardliwie nazywał "mój brat za- 
krystian". Przepisywał on liczbę świec podczas mszy św. 
Obliczać kazał drobiazgowo dochody i koszta utrzyma- 
nia każdego księdza. Klasztory kasowano masowo: na 214 
klasztorów w 1772 r. zostało w końcu XVIII w. tylko 69. 
W pozostałych określono liczbę zakonników i zakonnic, 
ponad nią nikogo przyjąć nie było wolno. Jedynie sakra- 
mentki lwowskie uratowały się dzięki interwencji królowej 
Marii Antoniny, siostry Józefa II, a żony Ludwika XVI. 
Wszystkim klasztorom łacińskim usiłowano narzucić ję- 
zyk niemiecki, czasem niemieckie przełożone, by zger- 
manizować młodzież żeńską. Jedynie siostry miłosierdzia 
cieszyły się łaskami cesarza i obejmowały nieraz opusz- 
Czone klasztory. Po kasacie stare zakonnice pozostawały 
na łasce losu, pozbawione oparcia w obcym dla nich świe- 
cie, niezdolne do pracy. 
Kształcenie kleru zcentralizowano w seminarium we 
Lwowie. Miało ono wychować księży uległych rządowi 
W duchu oświecenia i racjonalizmu. Wola cesarza decy- 
dowała nawet w sprawach czysto duchownych. Wszystko 
to było pokryte apostolskim tytułem cesarza i króla i ze- 
wnętrzną powłoką bigoterii. Jedność wyznania miała uła- 
twić germanizację. Dla zakonników stworzono jednolite 
seminarium we Lwowie. Oczywiście wobec różnolitości 
reguł zakonnych, prowadziło to nawet przy najlepszych 
intencjach do dziwnego jakiegoś konglomeratu. Nie na- 
leży się dziwić, że klasztory pustoszały, a wśród kleru 
świeckiego w XIX w. zaznaczył się katastrofalny ubytek. 


-337-
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


W 1820 r. w archidiecezji lwowskiej 46 parafii było nie- 
obsadzonych. 
Biskupami byli ulegli rządowi Polacy lub obcokrajow- 
cy, często Czesi. Jaki był ich stosunek do spraw religijnych 
dowodzi odpowiedź arcybiskupa lwowskiego Polaka An- 
kwicza w sprawie niezgodności przepisów państwowych 
z regułami zakonów. Cesarz Franciszek I chciał pod wra- 
żeniem rewolucji i wojen napoleońskich oprzeć się na Ko- 
ściele i usunąć choćby częściowo krępujące go więzy. Za- 
pytał tedy arcybiskupa Ankwicza, czy ustawy państwowe 
są zgodne z regułami zakonów. Arcybiskup, zbadawszy 
sprawę, odpowiedział, że są we wszystkim niezgodne, ale 
nie wywołuje to trudności, gdyż zakonnicy stosują się do 
ustaw państwowych, a nie do reguły. Władze administra- 
cyjne dodały od siebie, że widocznie zakonnicy są z ustaw 
zadowoleni, bo nie słychać skarg ani nic nie wiadomo 
o próbach oporu. Tenże arcybiskup Ankwicz czynił roz- 
liczne trudności jezuitom, którzy wygnani z Rosji, w 1820 r. 
zostali przyjęci w Austrii. 
Nie będziemy się dziwić ogolnej obojętności religijnej, 
skoro zajrzymy do pamiętników Anny z Działyńskich Po- 
tockiej. Ta wielkopolanka, przybywszy do Galicji, dziwiła 
się wielu rzeczom. Tańczących zakonników już ok. 1865 r. 
nie zastała, ale księżna Odeschalchi opowiadała jej, że na 
jakimś balu zauważyła u dansera swego na fraku jakąś brą- 
zową odznakę. Zapytany danser wyjaśnił, że jest zakon- 
nikiem franciszkaninem, a dominikanie obecni na balu 
noszą inne odznakPs. Nie chodzi tu o tercjarzy, a o za- 


18 A. Potocka, M6j pamiętnik, Kraków 1927, s. 86: "Zauważyła 
(ks. Odeschalchi), że między młodymi ludźmi, którzy się jej przed- 


- 338 -
>>>
Rosja i zabór rosyjsIli 


konników regularnych. Było to zapewne około 1830 r. 
Inne źródła podają, że zakonnicy we Lwowie chodzili na 
bale we frakach barwy zakonnej. Jezuici, przybyli z Po- 
łocka, mieli bardzo mało powołań przed 1830 r., mimo że 
prowadzili doskonałą szkołę w Tarnopolu. 


Rosja i zabór rosyjski 


Imperatorowa Katarzyna II natychmiast po pierwszym 
rozbiorze utworzyła na własną rękę biskupstwo łacińskie 
na przyłączonych ziemiach bez zgody papieża i znalazła 
posłuch nie tylko wśród księży, ale także kandydata na bi- 
skupa (1773). Był nim Stanisław Siestrzeńcewicz, były kal- 
win, ekshuzar. Rychło w 1782 r. został on arcybiskupem 
mohylewskim z władzą nad całą Rosją za zgodą papieża 
(1784). Papież, mimo zabiegów rządu rosyjskiego, nie chciał 
mianować go kardynałem, choć pozwolił nosić szaty pur- 
purowe każdorazowemu arcybiskupowi. Siestrzeńcewicz 
był człowiekiem nieprzeciętnym. Do końca życia - umarł 
w 1826 r. jako starzec - zachował energię i jasność umy- 
słu. Był służalczy wobec rządu - ale umiał odmówić od- 
prawienia Mszy św. za Aleksandra I jako za schizmatyka, 
choć biskupi w Królestwie Kongresowem czynili to przez 
serwilizm, wbrew przepisom prawa kościelnego. Zorgani- 
zował on duszpasterstwo - zresztą bardzo nieliczne - dla 
katolików w Rosji, ale nie sprzeciwiał się ograniczeniom 


stawiali i z nią tańczyli, byli tacy, co u butonierki mieli to białe, to 
brązowe wstążeczki; zapytała co to znaczy? - To są dominikanie, ber- 
nardyni itp." 


- 339 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


praw Kościoła na rzecz schizmy. Katarzyna II utrzymała 
jezuitów w Połocku po kasacie zakonu przez papieża. Sie- 
strzeńcewicz toczył z nimi walkę. Za Pawła I o. Gruber, 
jezuita, miał wielki wpływ na cesarza i Siestrzeńcewicz 
na krótko znalazł się w niełasce. Za Aleksandra wrócił 
on do znaczenia. Siestrzeńcewicz zostawił po sobie złą 
pamięć w Kościele, jako człowiek chciwy, próżny, pozba- 
wiony głębszego ducha religijnego, uległy wobec władz 
tam, gdzie chodziło o dobro Kościoła. Należał też do pro- 
testanckiego Towarzystwa Biblijnego i okazywał toleran- 
cję, wykraczającą poza dozwolone przez Kościół granice. 
W końcu XVIII w. i początku XIX zaczęła się też mi- 
sja w Rosji. Zrazu jezuici zajmowali się duszpasterstwem 
wśród przybyszów katolików, ale też zaczęły się nawróce- 
nia wśród arystokracji rosyjskiej. Za Pawła I pod Peters- 
burgiem w Pawłowsku osiadły szarytki i misjonarze - je- 
den z nich, o. Zygmunt był wychowawcą następcy tronu 
Aleksandra i jego braci. Ale rychło wpływ szarytek stał 
się niebezpieczny dla prawosławia i chciano je zmusić do 
przyjmowania prawosławnych do swego grona. Gdy od- 
mówiły, zostały wysiedlone. Jedynie o. Zygmunt został 
jako nauczyciel języków przy dworze. Wśród kolonistów 
niemieckich nad Wołgą pracowali misjonarze z Wilna, 
w innych ośrodkach, po wypędzeniu jezuitów, duszpaster- 
stwo objęli dominikanie z Wilna. Dzieje tej pierwszej mi- 
sji w Rosji nie zostały opracowane. Faktem jest, że Alek- 
sander sprzyjał katolicyzmowi. Jezuitów usunął z Rosji po 
śmierci generała zakonu o. Brzozowskiego, który to zakon 
wskrzeszono wszędzie w 1816 r. Przyczynił się do tego Sie- 
strzeńcewicz, jako powód podano między innymi, prócz 
powodów z kasaty z 1772 r., także nawracanie prawosław- 


- 340 -
>>>
., 


Rosja i zabór rosyjski 


nych na Syberii, unitów na Kaukazie. Aleksander mimo 
to skłaniał się do katolicyzmu, a pogłoski obiegały, że go 
miał przyjąć przed śmiercią. Prawdy tu nie można dojść. 
Kościół na ziemiach zabranych na skutek zarządzeń 
Katarzyny II posiadał diecezje: żmudzką, wileńską i miń- 
ską w północnej części kraju, łucko-żytomierską i kamie- 
niecką w południowej. W Wilnie istniał wydział teologicz- 
ny. W czasach, gdy książę Adam Czartoryski sprawował 
funkcje kuratora okręgu szkolnego wileńskiego, starał 
się on nadać kierunek liberalny wydziałowi teologiczne- 
mu i "oswobodzić" duchowieństwo od "obskurantyzmu". 
W rezultacie profesor Capelli na wykładach naśmiewał 
się z soborów i papieży. Tu, w Wilnie, przyszły odstęp- 
ca Siemaszko utracił wiarę w Rzym, a w konsekwencji 
stał się zwolennikiem powrotu unii do prawosławia. Tak 
ks. Adam Czartoryski, umacniając polskość swą pracą 
oświatową, podkopał ją jednocześnie przez szerzenie ra- 
cjonalizmu. Upadek unii w znacznej mierze stał się nieza- 
mierzonym skutkiem jego działalności. Zresztą w Wilnie 
lożę masońską "Gorliwy Litwin" założyli księża, sufragan 
wileński - ks. Nikodem Puzyna był jej mistrzem, prałat 
ks. Dłuski - dozorcą. Działo się to, mimo wielokrotnie 
powtarzanych potępień masonerii przez papieża. Na zie- 
miach południowych biskup latyczowski Michał Roman 
Sierakowski, znany karciarz, udzielał unieważnień mał- 
żeństwa niesłychanie łatwo, nawet w wypadkach za- 
strzeżonych przez papieża, tak że faktycznie wprowadził 
rozwody.[19] Małżeństwa mieszane były wszędzie tole- 


19 Efemeryczne biskupstwo latyczowskie zostało niekanonicznie 
utworzone z woli Katarzyny II. 


- 341 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


rowane. [W 1801 r. Aleksander utworzył kolegium du- 
chowne rzymsko-katolickie, instytucję nieznaną prawu 
kanonicznemu. Kolegium jako "naczelnemu konsystorzo- 
wi", czyli głównemu zarządowi duchownemu, miał prze- 
wodniczyć metropolita mohylowski, a zadaniem jego był 
zarząd spraw katolickich w imperium. W skład kolegium 
od 1804 r. wchodzili też unici, ale na skutek ich skarg 
w 1805 r. Aleksander podzielił je na dwa departamenty, 
rzymsko-katolicki i unicki. W roku 1828 Mikołaj I utwo- 
rzył osobne kolegium grecko-unickie.] 


Losy unii 


W chwili pierwszego rozbioru na obszarach Białej Rusi, 
zagarniętych przez Katarzynę II, było zaledwie kilka- 
naście tysięcy dyzunitów. Katolikom zakazano od razu 
nawracania prawosławnych, bulle papieskie przed publi- 
kacją musiały dostać aprobatę rządu. Katarzyna II pilnie 
studiowała rozporządzenia Józefa II. Zrazu, trzymając 
się postanowień traktatów rozbiorowych, nie stosowano 
żadnego ucisku wobec unii, choć wśród jej wyznawców 
panowało przekonanie, że losy jej są przesądzone. Nacisk 
zaczął się w 1777 r., prowadził go namiestnik Koniskie- 
go, Sadkowski. Jednakże już przed jego zastosowaniem 
odpadły 433 cerkwie do prawosławia. Pewna liczba osób 
przeszła na obrządek łaciński, czemu nie stawiano prze- 
szkód. Ten sam proces nastąpił w granicach Rzeczpospo- 
litej. Przyczyną jego była między innymi wielka ciemnota, 
chciwość i tchórzliwość kleru parafialnego. Zawiniła tu 
Polska, która nie dbała o wykształcenie kleru unickiego 


- 342 -
>>>
Losy unii 


i trzymała go w upośledzeniu. Masowego, pochopnego 
i dobrowolnego przechodzenia na prawosławie nie mógł 
powstrzymać arcybiskup połocki Jazon Junosza Smogo- 
rzewski, wychowanek kolegium greckiego w Rzymie, 
człowiek zdolny, wykształcony, obdarzony silnym cha- 
rakterem (od 1762 r.). Odrzucił on bez wahania ofertę 
50 tys. rubli za przejście na prawosławie. Utrzymywał 
bliskie i serdeczne stosunki z królem Stanisławem Augu- 
stem, ale pozostał pod panowaniem Katarzyny II, by ra- 
tować unię. Starał się sprowadzać bazylianów, których za- 
kon całkowicie polski był ostoją unii. Ale w 1780 r. został 
Smogorzewski metropolitą w Polsce, a Katarzyna nie zgo- 
dziła się na jego pozostanie w Połocku i arcybiskupstwo 
połockie zostało nieobsadzone. Wśród unitów szerzyły się 
wieści, że cesarzowa wyznaczy wprost arcybiskupa prawo- 
sławnego, jak to nastąpiło w 1778 r. w archidiecezji smo- 
leńskiej, po śmierci Józefa Łebkowskiego, ostatniego ar- 
cybiskupa unity. Smogorzewski, wyjeżdżając, pozostawia 
rządy archidiecezji w ręku trzech księży. Było to na rękę 
Katarzynie i nie kwapiła się z obsadą stolicy. Zaczęły się 
masowe odstępstwa księży i wiernych albo przechodzenie 
ich na obrządek łaciński po odstępstwie księży (cała niemal 
ludność Witebska). Przy "misjach" nie szczędzono wódki, 
a świeckich katolików, którzy odwodzili lud od prawosła- 
wia, wywożono lub osadzano w więzieniach. Bazylianów, 
którzy nie składali przysięgi na wierność, usuwano. Prze- 
rażenie i rozpacz ogarnęły rządców diecezji. Siestrzeńce- 
wicz odmówił interwencji. W ciągu czterech lat do 1784 r. 
odpadło 800 cerkwi, około 100 tys. dusz od unii, z tego 
24 parafie i 8 tys. wiernych przeszło na obrządek łaciński. 
Lud zachęcała do tego szlachta, mimo grzywien nakłada- 


- 343 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbior6w do roku 1830 


nych przez władze i deportacji, zachęcał też Siestrzeńce- 
wicz. Ponieważ księża uniccy nie znali łaciny albo słabo, 
Siestrzeńcewicz samowolnie zmienił przepisy liturgiczne, 
by ich ratować przed grożącym przeprowadzeniem na 
prawosławie, do którego, jak wiedział, dążyła Katarzyna. 
Pozwolił więc byłym księżom unickim po łacinie mówić 
tylko słowa konsekracji, we mszy św. używać mieli chleba 
niekwaszonego. Wydał też mszał z dwoma mszami, o N aj- 
świętszym Sakramencie na święta, żałobną na co dzień po 
polsku i po łacinie. Księżom, byłym unitom pozwolił do 
końca życia tak odprawiać mszę, co było przekroczeniem 
władzy. Ale konsystorz unicki suspendował księży, którzy 
przechodzili na obrządek łaciński. Rzym długo zabiegał 
o mianowanie nowego arcybiskupa, uzależniając od tego 
zgodę na godność arcybiskupią i metropolitalną dla Sie- 
strzeńcewicza. Katarzyna się na to zgodziła, w 1784 r. 
arcybiskupem został Herakliusz Lisowski, człowiek sła- 
by, łacinnikom niechętny. Nastąpiło teraz pewne złago- 
dzenie kursu wobec unii, może za sprawą gubernatora hr. 
Czernyszewa. Taki stan rzeczy trwał do II rozbioru, roz- 
kład unii na Białej Rusi uległ zahamowaniu. 
Po II rozbiorze Sadkowski, teraz prawosławny arcy- 
biskup miński, wydał odezwę do unitów, by wrócili na 
łono Cerkwi prawosławnej i rozesłał ją biskupom i pro- 
boszczom. Ani biskupi nie mieli odwagi zaprotestować, 
ani księża uniccy nie cofnęli się przed przyjęciem i od- 
czytaniem odezwy z ambon. Tak silny był strach i tak 
zakorzenione poglądy o cuius regio eius religio. Drugi raz 
odczytali tę odezwę urzędnicy. Potem przyszło wojsko 
i pod jego przymusem w każdej niemal parafii na obszarze 
nowego zaboru znalazło się co najmniej kilka jednostek, 


- 344 -
>>>
T 


Losy unii 


które przeszły na prawosławie. Wtedy zaczęto przeprowa- 
dzać całe parafie, zabierano cerkwie nawet podczas mszy. 
Opornych księży aresztowano, posypały się konfiskaty, 
chłopów zmuszano chłostą do apostazji albo deportowano 
do Smoleńska. 
Zakazano księżom unickim odprawiać mszę św. 
w kościołach łacińskich, skasowano 11 klasztorów bazy- 
liańskich. Nie wolno też było drukować unickich ksiąg 
kościelnych i literatury religijnej w Poczajowie u bazylia- 
nów tamtejszych. Lud w wielu okolicach uchylał się od 
chodzenia w ogóle do cerkwi, by uniknąć chodzenia do 
cerkwi prawosławnej. Mniejsze parafie unickie, poniżej 
100 dymów, kasowano i przyłączono do sąsiednich, choć- 
by dyzunickich. Tak upadła prawie połowa parafii, księża 
zostali wypędzeni. Metropolita Roztocki nie umiał zdo- 
być się na ostre wystąpienie. W latach 1793-1795 odpadło 
półtora miliona wiernych od unii, na Podolu nie było już 
ani jednej cerkwi unickiej mimo protestów biskupa Piotra 
Bielańskiego ze Lwowa, 1400 księży odpadło od Rzy- 
mu. Na Białej Rusi unia trzymała się znacznie mocniej, 
u bazylianów nie było odstępców. W 1795 r. Katarzyna 
skasowała biskupstwa unickie, z wyjątkiem arcybiskup- 
stwa połockiego, dobra ich zabrała. Biskupi zamieszkali 
w klasztorach, metropolita miał do wyboru Rzym lub Pe- 
tersburg - wybrał stolicę nad Newą. Wszystkim płacono 
pensje za to, że nie będą wykonywali władzy. Arcybiskup 
połocki, ks. Lisowski, wydał list pasterski zalecający du- 
chowieństwu, by nie przeszkadzało w apostazji ani nie 
czyniło z jej powodu wymówek. Poza archidiecezją po- 
łocką z 5 tys. cerkwi unickich pozostało 200. Skasowano 
9 klasztorów bazyliańskich. Misję prawosławną prowa- 


- 345 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


dziła specjalna kongregacja mIsYJna księży prawosław- 
nych. Liczono razem, że pod rządami Katarzyny odpadło 
od unii 7-8 mln dusz, zostało mniej niż 2 mln. Gdyby 
Katarzyna II żyła jeszcze lat kilka, zniszczenie unii było- 
by dziełem dokonanym. Niski stan oświaty, niedbalstwo 
dawniejsze przy organizacji seminariów duchownych, za- 
targi księży świeckich i zakonników - złożyły się na przy- 
czyny tak łatwego i szybkiego upadku unii. 
Syn Katarzyny II, Paweł był unii niechętny, uważał ją 
za coś połowicznego. Powiedział to zresztą w rozmowie 
ze Siestrzeńcewiczem. Podporządkował księży unickich 
biskupom prawosławnym, ale w 1798 r. wskrzesił biskup- 
stwa łuckie i brzeskie (w Poczajowie i Żyrowicach), a uni- 
tów podporządkował wydziałowi spraw katolickich pod 
prezesurą Siestrzeńcewicza. Parafie oporne mogły wrócić 
do unii. Razem było około 1,4 mln w 1388 parafiach, co 
stanowiło około 15% Rusinów na obszarze byłej Rzeczpo- 
spolitej. Za Pawła i później za Aleksandra przy zupełnej 
tolerancji następuje odrodzenie unii, mniej licznej teraz 
na ziemiach wschodnich od Kościoła łacińskiego. Prawa 
unii zostały nawet nieco rozszerzone, ale Siestrzeńcewicz 
zdawał sobie sprawę, że to zjawisko chwilowe i zachęcał 
księży unickich do przechodzenia na obrządek łaciński. 
Przeszło na obrządek łaciński 200 tys. ludzi w pierw- 
szych latach rządów Aleksandra, nie bez zachęty ze stro- 
ny szlachty polskiej. Mogły też grać rolę niższe opłaty za 
posługi i krótsze posty u łacinników. Przeszło też na ob- 
rządek łaciński nieco księży. Ale w 1805 r. Aleksander za- 
kazał zmiany obrządku oraz wskrzesił metropolię unicką, 
aby zmniejszyć zależność unitów od Rzymu i łacinników. 
Nowy metropolita Lisowski był niechętny łacinnikom. 


- 346 -
>>>
Wielkie Kięstwo Warszawskie 


Po traktacie w Tylży przyłączono obwód białostocki wraz 
z 41 tys. unitów i biskupstwem w Supraślu, utworzonym 
przez Prusaków. Aleksander stworzył teraz czwarte bi- 
skupstwo wileńskie i nadawszy je księdzu Kochanowiczo- 
wi, połączył z metropolią po śmierci Lisowskiego (1809). 
Rządy jego (do 1814 r.) i następcy jego Bułhaka (od 1817 r.) 
były świadkiem zatargów księży świeckich z bogatymi 
bazylianami. Wykształcenie księży unickich pozostawiało 
nadal wiele do życzenia, plany Siestrzeńcewicza założe- 
nia seminarium dla unitów upadły, natomiast utworzone 
w Wilnie Seminarium Główne oraz wydział teologiczny 
były, jak wspomniano, przepojone józefinizmem. Łacin- 
nicy bojkotowali je, wysyłając mniej zdolnych - unici wy- 
syłali najzdolniejszych. Tak wśród ponownego rozkwitu 
unii kiełkował zaród jej upadku: profesorowie wileńscy, 
głównie Włoch Capelli, zabijali w klerykach wiarę w pry- 
mat Rzymu. Okres odrodzenia unii za Pawła i Aleksandra 
obejmował gorliwą mniejszość, która przetrwała prześla- 
dowania. Ale mniejszość ta nie miała podstaw wyższości 
kulturalnej - brakło też jej bodaj ducha misyjnego: prób 
nawróceń wśród prawosławnych nie czyniła. 


Wielkie Kięstwo Warszawskie 


Od samego początku rządy w Wielkim Księstwie War- 
szawskim sprawowali ludzie Kościołowi wybitnie nie- 
chętni, zapatrzeni we Francję Napoleona, która wszędzie 
burzyła życie kościelne, niszczyła klasztory, by na gru- 
zach stawiać Kościół usłużnie podległy państwu. Prymas 
Raczyński daremnie protestował przeciw zarządzeniom 


-347-
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


władz i szykanowaniu kleru, a szczególnie zakonów. 
Mimo życzliwości króla saskiego, a księcia warszawskie- 
go, prymas wpływu na rząd nie miał. Wyraźnie wykazało 
się to w sprawie redemptorystów, czyli benonitów. Zostali 
oni pod zarzutem buntowania rekrutów wygnani z Ba- 
warii. W Polsce marszałek Davout postanowił uczynić to 
samo za namową masonów warszawskich, rząd księstwa 
poparł ten plan. Redemptorystów, którzy wychowywa- 
li w naj trudniejszych warunkach ubogą młodzież męską 
i żeńską, uwięziono i osadzono w twierdzy w Kostrzynie 
nad Odrą, stąd obcokrajowców, św. Klemensa Hofbauera 
i jednego kleryka, odesłano do Wiednia, innym Polakom 
pozwolono osiąść oddzielnie po parafiach. Po wywiezie- 
niu benonitów, w loży masońskiej odbyła się specjalna 
uczta. Było rzeczą jasną, że elementy racjonalistyczne, 
skupione w masonerii lub poza nią, tępić będą wszelkie 
próby stworzenia niezależnego od siebie ośrodka życia 
religijnego w katolicyzmie. Takie same prześladowania 
spotykały redemptorystów w całej Europie, przy czym nie 
znajdowali oni dostatecznej obrony u reszty kleru ani też 
poparcia. W Księstwie protesty arcybiskupa przeszły bez 
echa. Szykanowano też misjonarzy, ale tych obronił ener- 
giczny ks. Jakubowski dzięki swym stosunkom i autoryte- 
towi (1814). 
Kiedy w 1810 r. jeden z dominikanów w Warszawie 
potępił z ambony sztukę graną w teatrze, a zohydzającą 
religię i duchowieństwo, już w dwa dni później minister 
policji pisał do biskupa Zachariasiewicza: "Nie wypa- 
dało z ambony, z której same tylko prawidła Ewangelii 
ogłaszane być powinny, a których szczególniejszą jest za- 
sadą szanować zwierzchność, zapalać lud do fanatyzmu 


- 348 -
>>>
Królestwo Kongresowe i Rzeczpospolita Krakowska 


religijnego. Zna Minister Policji ducha prawdziwej religii 
i moralność J. X. Vice-Administratora: dlatego w poufa- 
łości ma honor upraszać go naprzód o surowe naganienie 
kaznodziei, iż wdał się w materię całkiem jego powołaniu 
niewłaściwą, niemniej ogólny nakaz do wszystkich ko- 
ściołów, aby opowiadanie słowa Bożego zasadzało się na 
prawidłach Ewangelii". Jest to jaskrawy przykład ilustru- 
jący położenie kościoła. 


Królestwo Kongresowe 
i Rzeczpospolita Krakowska 


Zupełnie nic się nie zmieniło w dziedzinie religijnej za 
czasów Królestwa Kongresowego. Biskupów mianował 
rząd, to znaczy radcowie Komisji Wyznań Religijnych 
i Oświecenia Publicznego, minister tego resortu i na- 
miestnik. Aby zostać biskupem, trzeba było o to zabiegać, 
nie cofano się przed przekupstwem. Oczywiście episkopat 
był jak najbardziej uległy wobec rządu i ograniczał się do 
rzadkich demonstracji i protestów, szczególnie póki żył 
arcybiskup Raczyński, który starał się bronić praw Ko- 
ścioła. Później było bodaj gorzej. Jaskrawe światło na cza- 
sy i ludzi rzuca wspomnienie Kajetana Koźmiana o bracie 
swym, biskupie kujawsko-kaliskim, ks. Józefie Koźmianie 
(1823-1831). Ksiądz Józef Szczepan Koźmian był sufra- 
ganem lubelskim i nie czynił zabiegów o diecezję. Brat 
jego mówił, że czeka na biskupstwo lubelskie. Gdy zmarł 
biskup kalisko-kujawski Wołłowicz (1822), jeden z księ- 
ży radców, późniejszy biskup ks. Wojakowski, dopędził 
Kajetana Koźmiana na ulicy, pytając, czemu brat jego nie 


- 349 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


zabiega o opróżnione biskupstwo "jemu się stopień bisku- 
pa należy". W opinii tych księży godność biskupa była 
stopniem na równi ze stopniem radcy stanu czy generała. 
Sprawa nominacji ks. Józefa Koźmiana rozegrała się mię- 
dzy ministrem, namiestnikiem a innymi wpływowymi 
osobami, m.in. ks. Pawłowskim, wśród zabiegów i intryg 
brata oraz niektórych innych osób. Tak mianowani bisku- 
pi nie ośmielali się porozumiewać z Rzymem inaczej niż 
za pośrednictwem rządu. Od 1825 r. w ogóle kontaktów 
nie było. Cytowane powyżej wspomnienie Koźmiana ma- 
luje dosadnie - bez cienia satyry - obraz stosunków w ka- 
liskim, gdzie wielu ze szlachty żyło w związkach cywil- 
nych, bez sakramentu małżeństwa. Było to tragedią dla 
wierzących kobiet, z których jedna z dziećmi rzuciła się 
do nóg biskupa w czasie wizytacji, błagając, by ją ratował. 
Biskup przeprowadził rekoncyliację szeregu małżeństw 
dzikich z Kościołem. Wydaje się jednak, że liberalna, 
a dla Kościoła obojętna atmosfera w kaliskim przetrwała 
bardzo długo, mimo pozorów czci zachowywanych "dla 
ludu". Od biskupa wymagano daleko posuniętej toleran- 
cji, szczególnie dla prawosławnych. Wszystko rozgrywa- 
ło się w liberalnej atmosferze racjonalizmu, przepojonej 
wpływami masonerii nawet po jej rozwiązaniu w 1820 r. 
W centrum zainteresowań stała sprawa małżeńska. Sejm 
1825 r. uchwalił odebrać biskupom, mimo ich oporu, są- 
downictwo w sprawach małżeńskich i oddał sądom cy- 
wilnym. Mogły się one składać z ludzi różnych wyznań, 
a biskupi mieli jedynie wyznaczać obrońców węzła mał- 
żeńskiego. Biskupi, mimo kar pieniężnych, nie chcieli 
ustawy uznawać. Na sejmie w 1830 r. z rozkazu Mikołaja 
wniesiono projekt prawa przywracającego sądom duchow- 


- 350 -
>>>
Kr61estwo Kongresowe i Rzeczpospolita Krakowska 


nym sprawy małżeńskie. Ale sądy te miały być zorganizo- 
wane przez władze świeckie i miały sądzić jedynie część 
spraw, i to uwzględniając prawa państwowe, niezgodne 
z prawem kanonicznym. Była więc to próba upaństwowie- 
nia bez reszty Kościoła w Królestwie. Protestujący biskup 
Skórkowski otrzymał rozkaz opuszczenia Warszawy. 
Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicz- 
nego Stanisław Kostka Potocki napisał paszkwil na Czę- 
stochowę pt. Podróż do Ciemnogrodu, a chociaż został 
usunięty z urzędu na skutek protestu biskupów, a jeszcze 
bardziej na skutek zmiany kursu polityki - zmieniło się 
niewiele. Biskup Koźmian "wolał nie widzieć, niż się gor- 
szyć", upominał gdzie miał pewność skutku, a mnichów 
nie lubił. Dlatego życie szło obok Kościoła, który był wo- 
bec niego bezsilny. 
Józef Kalasanty Szaniawski, ongiś jakobin polski, na 
starość nawrócony, stał się zwolennikiem absolutyzmu, 
który zmurszały tron podpierać chciał ołtarzem. Ale nie 
miał on decydującego głosu w Komisji Wyznań Religij- 
nych i Oświecenia Publicznego, tak iż nawet tam, gdzie 
domagał się rzeczy słusznie należących się Kościołowi, 
spotykał się z oporem. 
[Nieliczne jednostki działały na polu charytatywnym, 
jak ekspijar ks. Jakub Falkowski, założyciel Instytutu Głu- 
chonIemych w Warszawie. Tę działalność tolerowano.] 
Zdecydowana niechęć kół rządzących do katolicyzmu 
znalazła swój wyraz w sprawie wskrzeszenia redemptory- 
stów. Hrabina Laura z Potockich Tarnowska spowodowa- 
ła oddanie jednemu z towarzyszy św. Klemensa, o. Pod- 
górskiemu, kościoła bernardyńskiego w Piotrkowicach 
w kieleckim z myślą, by tu redemptoryści mogli założyć 


- 351 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


klasztor i otworzyć nowicjat. Liczyła ona na poparcie swej 
przyjaciółki - ks. Łowickiej, żony w. ks. Konstantego i bi- 
skupów, w szczególności arcybiskupa Skarszewskiego i bi- 
skupa kieleckiego - ks. Woronicza. O. Podgórski został 
proboszczem w 1824 r., od razu otworzył też nowicjat. 
Redemptoryści rozpoczęli żywą działalność misjonarską, 
głosząc kazania, zaczęli też wywierać wpływ na okoliczną 
szlachtę, trwającą w zupełnym zobojętnieniu. Jednakże 
rychło spadły na nich prześladowania. Przyczyną ich stało 
się zajście naświetlające ówczesne stosunki. W czasie misji 
w Szydłowie kleryk Dylewski w 1826 r. mówił o obowiąz- 
kach panów wobec poddanych i poddanych wobec panów. 
Wskazywał, jak wielkim grzechem jest uciemiężanie 
poddanych, bicie ich, zmuszanie do składania podarków. 
Wtem odzywa się z tłumu pewien młodzieniec, niejaki 
Pawłowski, pisarz prowentowy z Kurozwęk, podpity, jak 
się sam później przyznał do tego: "Chłopów bić wolno, bo 
chłop i pies to jedno. Ten pop musi być chłopski syn, kiedy 
za chłopami gada". Dylewski zmieszał się nieco, lecz nic 
nie odpowiadając zuchwalcowi dalej ciągnął naukę. Na to 
odzywa się pewien chłop, wskazując na pisarczyka: "Do- 
brodzieju, cóż ten farmazon gadał?" Na te słowa Dylewski, 
zwracając się do Pawłowskiego, rzekł: "Czy ja chłop, czy 
ja szlachcic, skoro jestem na ten urząd wyniesiony powi- 
nienem mówić prawdę. Gdybym jej nie mówił, Pan Bóg 
by mię skarał". W końcu kazania zachęcał słuchaczy do 
cierpliwości i modlitwy za tych, którzy pozostają w śle- 
pocie duchowej i grzechach. Po kazaniu doszło do starcia 
Pawłowskiego i jego towarzysza z chłopami, gdyż ci nie 
przestali wygadywać na księdza. Pobito ich i odstawiono 
do proboszcza, ten odesłał ich do burmistrza, który kazał 


- 352 -
>>>
Królestwo Kongresowe i Rzeczpospolita Krakowska 


wyprowadzić ich z miasta. Po czterech dniach przeprosi- 
li oni Dylewskiego. Ale kapitan żandarmerii ze Stopnicy 
posłał raport do Wielkiego Księcia Konstantego, podając, 
że jeden z redemptorystów zachęcał chłopów do buntu 
przeciw panom, że zszedłszy z krzyżem z ambony ścigał 
z tłumem dwóch oficjalistów itd. Wielki Książę kazał roz- 
począć śledztwo. Biskupi brali w obronę redemptorystów, 
ale akcja przeciw nim przybierała na sile. Głoszono, że to 
ukryci jezuici i domagano się ich wydalenia. Rozszerza- 
no pogłoski, iż w Piotrkowicach ukrywają się poborowi. 
Choć Komisja Wyznań Religijnych i Oświecenia Pu- 
blicznego wysłała Szaniawskiego dla zbadania sprawy, nie 
zdołał on obronić redemptorystów: mieli zostać wydaleni 
względnie rozjechać się, a tylko opór biskupa Skórkow- 
skiego i wybuch powstania listopadowego uratował ich od 
tego losu. Widać z tego, że w Królestwie Kongresowem 
nie było miejsca na samodzielny, niezależny ośrodek życia 
religijnego, który by w sprawach społecznych mógł repre- 
zentować choćby pogląd Ewangelii o wzajemnym stosun- 
ku panów i poddanych. Żywioły racjonalistyczne, które 
siedziały we władzach, starały się zniszczyć ten ośrodek 
wszelkimi sposobami. Akcja ta posługiwała się Wielkim 
Księciem Konstantym, ale nie wynikała z jego inicjatywy. 
Już po wybuchu powstania wiosną 1830 r. władze cen- 
tralne domagały się wydalenia redemptorystów. Obronił 
ich biskup Skórkowski, który zaangażował się w popar- 
ciu powstania. Powstanie listopadowe było tolerancyjne 
wobec Kościoła tym więcej, że wielu księży brało w nim 
udział i spodziewano się przez religijne hasła pociągnąć 
lud do powstania. Ale ks. Adam Czartoryski, który stał 
na czele rządu i prowadził całą politykę zagraniczną, 


- 353 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


nie nawiązał stosunków dyplomatycznych z paplezem. 
W Rzymie przebywał poseł rosyjski, który usposabiał pa- 
piestwo niechętnie do powstania, o przeciwdziałaniu mu 
w ogóle nie pomyślano. Zresztą papiestwem interesowa- 
no się mało. Jeden z Zamoyskich, bawiąc przed 1830 r. 
w Rzymie, u papieża nie był, choć miasto gruntownie 
zwiedził. Późniejsze wystąpienia Grzegorza XVI zostały 
w dużej mierze spowodowane przez zaniedbania ze strony 
polskiej. 
Upadek powstania przyniósł nową falę represji, któ- 
rych ofiarą padli w 1832 r. redemptoryści w Piotrkowi- 
cach. Ani episkopat, ani teologowie, ani zakony nie były 
zdolne do prowadzenia walki. W opisie przejść redemp- 
torystów, ułożonym przez nich, uderza strach, w którym 
nieustannie żyli przed władzami. Patrząc na ich uczucia 
z odległości 100 lat, dziwimy się ich obawom: nie groził 
im ani obóz koncentracyjny, ani śmierć, ani wywiezie- 
nie do innej części świata, ani nawet długie więzienie za 
opór władzy. Po prostu ludzie tego czasu bali się. Bali 
się przedstawiciele duchowieństwa, od biskupa do wi- 
karego, choć właściwie powodów do obaw pod rządami 
Królestwa Kongresowego było niewiele. Jest to postawa 
psychologiczna, którą trzeba brać pod uwagę. Wyrobiła 
się ona pod wpływem doktryn febroniańskich, atmosfery 
wolnomyślicielstwa - ale nie tłumaczy to wszystkiego. 
Wydaje się, jak gdyby ludzie tych czasów nie umieli wal- 
czyć ze strachem jako zjawiskiem niezależnym od obiek- 
tywnych przyczyn. 
W tych warunkach można było myśleć o odrodze- 
niu życia religijnego tylko w razie wychowania nowego 
pokolenia księży. A to było w ówczesnych warunkach 


- 354 -
>>>
Królestwo Kongresowe i Rzeczpospolita Krakowska 


Polski niemożliwe: w memoriale ks. Mieczysława Le- 
dóchowskiego z 1846 r. czytamy, że formułka przysięgi 
profesorów i kandydatów do stopni naukowych w Aka- 
demii Duchownej w Warszawie (powstałej z wydziału 
teologicznego Uniwersytetu Warszawskiego) nie różni się 
osnową od przysięgi narzuconej duchowieństwu francu- 
skiemu w czasie rewolucji. W wykładach profesorowie nic 
nie liczą się z opinią biskupów, komentują reskrypty Ko- 
misji Wyznań, zamiast kanonów i bulli. Odrzucają "nale- 
ciałości średniowiecza", głoszą, że w każdej religii można 
się zbawić, że biskup to urzędnik, Stolica Apostolska to 
obcy dwór bez mocy wiązania katolików w sumieniu, wła- 
dza panującego rozciąga się też na sumienia poddanych, 
na udzielanie sakramentów i obrzędy kościelne. 
W tych warunkach odrodzenie Kościoła w Polsce wy- 
szło od świeckich i to z dwóch form zrzeszenia się, pod- 
stawowych w życiu społecznym: z rodziny i stowarzysze- 
nia. Wcześniejszym było odrodzenie rodziny katolickiej, 
gdyż sięga czasów Królestwa Kongresowego. 
W Krakowie powstało około 1820 r. bractwo Naj- 
świętszego Serca Jezusowego, w którym zgromadziło 
się nieco pań z arystokracji pragnących życia religijnego. 
Prezydentką była hr. Laura Tarnowska, opiekunka re- 
demptorystów, brały w niej udział panie z rodzin Popie- 
lów, Wielopolskich, Wodzickich, Sołtyków. W Krakowie 
przez pewien czas opiekował się nimi o. Leszczyński, 
dominikanin. Ojciec Podgórski popierał pracę w Piotrko- 
wicach. Z rodzin tych wyszli zdecydowani katolicy, jak 
Paweł Popiel. Gdy młodzi ludzie udawali się do Paryża, 
kierowano ich tam do środowisk katolickich. Tak Paweł 
Popiel przed 1830 r. nawiązał osobiste stosunki z ks. La- 


- 355 -
>>>
ROZDZIAł. 16. Od rozbiorów do roku 1830 


mennais i jego grupą. Hrabina Tarnowska usiłowała zało- 
żyć podobne bractwo w Warszawie, gdzie miała poparcie 
księżnej Łowickiej, ale bez skutku: zapewne sprzeciwił się 
temu Wielki Książe Konstanty, niesłychanie podejrzliwy. 
Zresztą szpiegowie starali się go usposobić niechętnie do 
całej akcji, którą nazywali intrygą jezuicką. Koła rządowe 
były też zaalarmowane istnieniem bractwa i traktowały je 
jako organizację polityczną. "Spisek jest tym ciemniejszy 
i niebezpieczniejszy, im więcej dla uniknięcia podejrzeń, 
ukrywa się pod osłoną religijnej świętości i słabości człon- 
kiń", pisał szpieg z Krakowa 20 . Dlatego bractwo nie mogło 
się zawiązać w Warszawie. A przecież bez społecznego 
życia jednostki, choćby najczynniejsze, są skazane na bez- 
silność. Dopiero emigracja miała umożliwić powstanie 
takiej społeczności katolickiej. Inne rodziny głęboko wie- 
rzące wysyłały synów na studia do Rzymu, jeśli zamierza- 
li oddać się służbie Bożej: tak było z Mieczysławem Le- 
dóchowskim, który miał po krótkim pobycie w Akademii 
Warszawskiej pojechać do Rzymu. Wydaje się, że założo- 
ne w 1816 r. w Krakowie Towarzystwo Dobroczynności 
nie było ogniskiem odrodzenia katolickiego. 


20 B. Łubieński, O.Jan Podgórski redemptorysta, towarzysz Iw. Kle- 
mensa, Kraków 1913, s. 116.
>>>
ROZDZIAł:. 17 
1830-1848 


Odrodzenie 
atolickie na emigracji 


p o upadku powstania listopadowego emigracja rzuciła 
na obczyznę dziesiątki tysięcy ludzi rozgoryczonych 
poniesioną klęską, oczekujących rychłej zmiany. Wśród 
nich obok radykalnych haseł rewolucyjnych zaczęły się 
krzewić także dążenia religijne. Klęska obudziła religijne 
tradycje u niejednego. Pobyt na emigracji, w atmosferze 
wolności poetycznej, pozwolił im się skupić. Zetknięcie 
ze środowiskiem francuskim dokonało reszty. Środowisko 
to raziło emigrantów swym ateizmem i nienawiścią do 
religii, ale z drugiej strony świeciło przykładem nieustra- 
szonych obrońców wiary, jak bracia Lamennais, z których 
jeden zeszedł na własne drogi i ściągnął na siebie potępie- 
nie Rzymu za chęć pogodzenia zasad liberalnych z kato- 
licyzmem. Ale inni z tej grupy, jak ks. Gerbet, Lacorda- 
ire, Montalembert, pozostali. Utrzymywali oni stosunki 
przyjazne z emigrantami, szczególnie z Mickiewiczem. 
Mickiewicz stanął u kolebki wielkiego odrodzenia ka- 
tolicyzmu polskiego w XIX w., był jego inicjatorem i twór- 
cą, choć od dzieła swego odszedł na bezdroża towianizmu. 


- 357 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


Mickiewicz był mistykiem autentycznym, o głębokich, 
szczerych przeżyciach stosunku swego do Boga. Świadczy 
o tem jego poezja lub samo pojęcie "ziarna duszy", które 
określa pojęcie znane wielkim mistykom. Czytał Mic- 
kiewicz wiele pism Boehmego, mistyka protestanckiego, 
i St. Martina, illuminata i masona. Nie dziwmy się: czy 
księża jenseniści mogli i chcieli go poinformować o ka- 
tolickiej literaturze mistycznej? Podziwiajmy tylko, że 
pozostał tak długo katolikiem. Mickiewicz pragnął od- 
rodzenia katolicyzmu. Przybywszy w 1833 r. do Paryża, 
zaczął gromadzić dokoła siebie ludzi wierzących: żadnego 
księdza przy tem nie było. Wreszcie 19 XII 1834 założył 
Mickiewicz Towarzystwo Braci Zjednoczonych - weszli 
do niego zrazu Józef i Bohdan Zalescy, Antoni Gorecki, 
Stefan Witwicki, Cezary Plater, potem Ignacy Domejko 
i Bohdan Jański. Oto akt, od którego zaczyna się nowa era 
katolicyzmu polskiego. 


W Imię Ojca, Syna i Ducha ŚW. 21 
I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. 
Na cześć i chwałę Trójcy Przenajświętszej, dusz na- 
szych wybawienie, utrzymanie i wyswobodzenie 
biednej ojczyzny naszej, żeby cała wolna i niepodle- 
gła mogła jawnie służyć Panu, my chrześcijanie, Po- 
lacy, wyznania rzymskokatolickiego, oddając się pod 
szczególną opiekę Matki Przenajświętszej, zaufani 
w słowa Jej Boskiego Syna: "Tego, co do mnie przyj- 


21 W. Chotkowski, Historia polityczna Kofcioła w Galicji za rzqdów 
Marii Teresy, Kraków 1909; tenże, Historyapolityczna Idasuorów panień- 
skich w Galicji 1773-1848, Kraków 1905, s. 121-122. 


- 358 -
>>>
Odrodzenie katolickie na emigracji 


dzie nie wyrzucę precz" (u Jana R. VI 
 37) "Proście 
a będzie wam dano, szukajcie a znajdziecie" (u Mate- 
usza R. VII 
 7), "Szukajcie tedy naprzód Królestwa 
Bożego i sprawiedliwości Jego, a to wszystko będzie 
wam przydano" (u Mateusza R. VI 
 33), "toć jest 
przykazanie moje, abyście się społecznie miłowali tak, 
jakem was umiłował. Większej nad tę miłość żaden nie 
ma, jeno gdy kto duszę swą położy za przyjacioły swo- 
je" (u Jana R. XV 
 12-13), "Zaprawdę wam powia- 
dam, jeśli o co prosić będziecie w imię moje, da wam" 
(u Jana R. XVI 
 23), "tom ci wam powiedział, abyście 
we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będzie- 
cie, ale ufajcie, jam zwyciężył świat" (u Jana R. XVI 

 33), "nie zostawię was sierotami, przyjdę do was" 
(u Jana R. XIV 
 18), "czuwajcie a módlcie się, abyście 
nie weszli w pokusę" (u Mateusza R. XXVI 
 411), 
"gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w Imię moje, 
tamem jest w pośrodku ich" (u Mateusza XVIII 
 20) 
- w Imię zatem Święte Pana naszego Jezusa Chrystu- 
sa, który widzi szczerość myśli naszych, prosząc jego 
błogosławieństwa i opieki, w pokorze serca i po umyśl- 
nym ku temu odprawieniu Świętej spowiedzi: łączymy 
się w Związek pod nazwaniem Braci Zjednoczonych. 
Modlić się codziennie za siebie, ojczyznę i bliźnich, za 
przyjaciół i nieprzyjaciół, i przykazanie Pańskie słowy 
i uczynki wypełniać, i przykładem swym rodaków do 
tego zachęcać, i na drodze tej spólną siłą utrzymywać 
się, jak najmocniej przedsiębierzemy i postanawiamy. 
Działo się w Paryżu, roku Pańskiego Tysiąc ośmset 
trzydziestego czwartego, dziewiętnastego grudnia, 
w dzień Świętego Nemezjusza męczennika. 


- 359 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


Zdaniem Mickiewicza Towarzystwo cechować miał 
duch miłości, dobrej woli (tj. gorącej chęci pełnienia roz- 
kazów Ewangelii) i pokory. Dlatego warunkiem wstąpie- 
nia była spowiedź. Towarzystwo Braci Zjednoczonych od 
razu stało się przedmiotem napaści ze strony radykalnych 
żywiołów Towarzystwa Demokratycznego, choć i Zale- 
scy, i J ańscy byli zdecydowanymi demokratami. Czyński 
i J. B. Ostrowski zaczęli zarzucać Braciom, że są pod 
wpływem jezuitów, że tworzą "kongregację". Otóż 
"kongregacją" nazywało się tajne Stowarzyszenie Kato- 
lickie, założone w czasach Restauracji przez Chateau- 
brianda, które miało walczyć z masonerią jej własnymi 
metodami. W rezultacie zapisywali się do niej kariero- 
wicze, którzy postępowaniem swem kompromitowali 
katolicką nazwę. Skończyło się wielkim niepowodze- 
niem. Stąd waga zarzutu podnoszonego przez radyka- 
łów. Towarzystwo Demokratyczne usiłowało oddziałać 
na masy ludowe także przez religię, którą naginało do 
swych celów - jednym z emisariuszów był eksbernar- 
dyn - ateista. Księdzu Ściegiennemu w lubelskim pod- 
rzucono jako bullę papieską pisma ks. Lamennais'a, 
potępione przez Rzym - ów wziął owe pismo za do- 
brą monetę i głosił jego zasady. W rezultacie w 1837 r. 
obaj Zalescy opuścili Towarzystwo Demokratyczne ze 
względu na jego niekatolickie tendencje. Stronnictwo 
Hotelu Lambert stało też daleko od katolicyzmu, choć 
ks. Adam Czartoryski, widząc znaczenie ruchu dla Pol- 
ski, zaczął go kokietować. Ale Władysław Zamoyski, 
wysłany przezeń do Rzymu, nawrócił się dopiero w po- 
wrotnej drodze ze swej misji (1837). Zresztą Bracia sta- 
rali się unikać wszelkiego związku z polityką, chcieli być 


- 360 -
>>>
Odrodzenie J.ato/iclde na emigracji 


ruchem czysto religijnym. Dlatego trzymali się daleko 
od czasopisma "Młoda Polska", które wywiesiło sztandar 
katolicki (1838). Wydawał je hr. Uruski, redaktorem był 
zrazu Francuz Jourdain. Chcieli oni stworzyć w Polsce, 
poczynając od emigracji, partię katolicką. Później reda- 
gowali czasopismo Jamuszkiewicz (dla interesu) i Rope- 
lewski. Pierwszy z nich został później towiańczykiem. 
Akcja ta prowadzona była poza Mickiewiczem i Braćmi, 
celem jej było wciągnięcie budzącego się ruchu katolic- 
kiego do walki z propagandą demokratyczną. Tak samo 
nie udało się stworzenie przez te same koła "Agence Ca- 
tholique". Bracia zajęli stanowisko zdecydowanie apoli- 
tyczne. Zaważyć ono miało na późniejszych losach kato- 
licyzmu polskiego, który do stworzenia własnej partii nie 
dążył. Tym się różnić miał od katolicyzmu belgijskiego, 
holenderskiego, niemieckiego i włoskiego. 
Bracia natomiast mieli wyraźnie słowiańskie nasta- 
wienie, które wniósł obok Mickiewicza także Bohdan 
Zaleski. Stąd zrodziło się zainteresowanie zmartwych- 
wstańców Wschodem słowiańskim, Rusinami i Bałkana- 
mi, stąd cała postawa katolicyzmu polskiego w XIX w. 
skierowana do misji wschodniej wśród Słowian. 
Wreszcie trzecią cechą charakterystyczną jest postawa 
społeczna nowego ruchu. Wyrażała się ona w tendencjach 
demokratycznych, w socjalistycznych reminiscencjach 
u Bohdana Jańskiego, ale i później w ruchu zmartwych- 
wstańców, którzy społeczność parafialną specjalnie pod- 
kreślali. Znalazły te tendencje liczne echa w innych ak- 
cjach, podejmowanych przez Braci na terenie Polski, jak 
i w pracy zakonów, powstałych pod wpływem zmar- 
twychwstańców. 


- 361-
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


Z bractwa bowiem powstało zgromadzenie zakonne. 
Odczuwał potrzebę jego stworzenia Mickiewicz. Sam 
uważał się za niezdolnego, ale wskazał na Jańskiego jako 
tego, który zakon założyć może: "Potrzeba nam nowego 
zakonu, mówił w 1835 r. - Ale kto założy? Trzeba na to 
świętego. Ja? - ja za pyszny. Ty? (do Cezarego Platera) 
- ty zanadto arystokratą. - Ty? (do Bohdana Zaleskiego) 
ty zanadto demokratą. - Jański założy". 
Kim był Bohdan Jański, któremu przypadło zadanie 
założenia zakonu polskiego na emigracji i stworzenia 
form organizacyjnych, w których się skrystalizowało od- 
rodzenie religijne polskie? 
Pochodził on z Mazowsza, z rodziny szlacheckiej, 
rozbitej przez ojca, niezbyt zamożnej. Kształcił się na 
uniwersytecie w Warszawie, gdzie zabłysnął niezwykłymi 
zdolnościami. W 1828 r., gdy miał lat 22, minister Lu- 
becki wysłał go na studia do Francji, Anglii i Niemiec, 
by wykształcić go na profesora ekonomii na powstającej 
Politechnice Warszawskiej. Jański był dalekim od kato- 
licyzmu. Pogrążony w rozpustnym i lekkomyślnym ży- 
ciu obracał się w towarzystwach, których się później sam 
wstydził. Był zapewne ateistą. W przeddzień nieomal 
wyjazdu spotkał swą znajomą z lat dziecinnych, która 
była nierządnicą i aby ją ratować, ożenił się pod wpływem 
pierwszego impulsu. W gruncie rzeczy, mimo krótkiego 
pożycia, nie znosił jej. Wyjechał za granicę sam, zostawia- 
jąc żonę w Warszawie. Za granicą, w Paryżu prowadził 
życie rozwiązłe - w 1830 r. na skutek jakiejś "katastrofy" 
zbliżył się do St. Symonistów, pod ich wpływem uwierzył 
w Boga i wstąpił do sekty (wiosna 1830 r.). St. Symoni- 
ści byli ruchem socjalistycznym, z okresu idealizmu spo- 


- 362 -
>>>
Odrodzenie katolickie na emigracji 


łecznego, ale też mieli doktrynę religijną, uważali się za 
kapłanów i teologów nowej epoki ludzkości. Jański prze- 
jął się gorliwie ich zasadami i starał się je praktykować. 
St. Symoniści głosili przebaczenie dla przeszłości - wszyst- 
ko w niej było potrzebne; nie nakładali krępujących pra- 
wideł życia, ale głosili zasadę reformy społecznej. Jański 
rychło został wtajemniczonym w drugim lub trzecim 
stopniu, miał powierzone specjalne zadania (badanie hi- 
storii gospodarczej). Jesienią 1830 r. udał się on na studia 
do Londynu, ale równocześnie miał on zaszczepić nowe 
nauki za kanałem. Był on pierwszym cudzoziemcem - 
St. Symonistą i pierwszym polskim socjalistą. Powstanie 
zaskoczyło go w Londynie, gdzie nawiązał był stosunki 
z Owenem i kooperatystami. Wrócił do Paryża po wy- 
buchu powstania, ale bodaj Bracia zatrzymali go, skła- 
niając do wstrzymania się od udziału w powstaniu. Czuł 
później gorzkie wyrzuty, tym więcej, że zginął jego ojciec 
i brat. Po upadku powstania długo wahał się, czy zostać 
na emigracji, czy też wrócić do kraju. Pobyt na emigracji 
oznaczał nędzę. Od St. Symonistów odsunął się w 1832 r., 
zraziwszy się do nich z powodu niewspółmierności słów 
i czynów, wahał się długo i błądził. Był u progu alkoholi- 
zmu, nie mógł dźwignąć się z rozpusty, chwiał się między 
katolicyzmem i pozytywizmem. Mickiewicz nakłonił go 
do spowiedzi i wejścia do Towarzystwa Braci Zjednoczo- 
nych (początek 1835 r.). Z wolna Jański zaczyna dążyć do 
Coraz większej doskonałości. W końcu 1835 lub 1836 r. 
następuje drugie nawrócenie - postanawia oddalić się od 
świata, zamieszkać z kilku towarzyszami w "domku". Tak 
powstaje związek Zgromadzenia Zmartwychwstańców. 
J ański sam nie może zostać księdzem. N a przeszkodzie 


- 363 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


stoi małżeństwo, które go okrywa hańbą. Żona, której 
nie może dać utrzymania, uprawia nadal swój proceder. 
On zaś, czując się związanym sakramentem, a nie mo- 
gąc jej sprowadzić, widzi w tym źródło pokory wewnętrz- 
nej. Jański był człowiekiem z gruntu dobrym, łagodnym, 
przyjaznym wobec innych. Chętnie im pomagał, ale był 
nerwowy, delikatny. Zdaje się, że już wówczas cierpiał na 
początki gruźlicy, której się nabawił w emigracyjnej nę- 
dzy. Poświęcił się teraz ratowaniu dusz, ginących w za- 
wierusze pojęć i pragnień. "Niebezpieczny karbonariusz", 
Hieronim Kajsiewicz (1812-1873), nawraca się pod jego 
wpływem i wstępuje do bractwa. W "domku" postanawia 
zostać księdzem. Spiskowiec ścigany przez policję, ongiś 
St. Symonista, Piotr Semenenko (1814-1880) postanawia 
zostać księdzem. Ci dwaj nieprzeciętni ludzie mieli za- 
ważyć na losach katolicyzmu polskiego przez lat przeszło 
czterdzieści. Wynalazł ich, nawrocił, wychował Jański. 
Zrazu chodzili do seminarium St. Sulpice, ale Jańskiemu 
się ono nie podobało. Choć brakło mu teologicznego wy- 
kształcenia, wyczuwał bodaj, że gallikanizm i jansenizm, 
które tam panowały, nie są prawdziwym katolicyzmem. 
Nawróconych prowadził do spowiedzi poza Paryż, do 
proboszcza St. Mande - widać w całym Paryżu nie było 
odpowiedniego księdza. Sam był bardzo pokorny. Już po 
nawróceniu, już po założeniu "domku" odbył długie reko- 
lekcje u trapistów. Tu trzy dni spowiadał się, odchodząc od 
konfesjonału bez rozgrzeszenia, bo spowiednik jansenista 
domagał się od niego większej skruchy. Jański pokornie 
zapisywał w dzienniku, że jemu się wydaje, że już mu 
Pan Bóg przebaczył..., ale się uważał za niegodnego roz- 
grzeszenia. W T rappie posłyszał J ański po raz pierwszy 


- 364 -
>>>
Odrodzenie Ilatolicllie na emigracji 


o św. Tomaszu Z Akwinu. Imię to zaniepokoiło go jak gdy- 
by, zaczął się rozpytywać o jego dzieła, ale jeden z ojców 
pouczył go, że lepszy jest katechizm z Montpellier, dzieło 
jansenisty biskupa Colberta. Ale Jański wyczuwał jednak, 
że w katolicyzmie jest jeszcze inna treść. Dlatego zabiegał 
o wysłanie swych wychowanków do Rzymu. Władysław 
Zamoyski uzyskał dla Polaków miejsca w kolegium pa- 
pieskim - znalazły się środki i wśród niebezpieczeństw 
aresztowania Kajsiewicz i Semenenko pojechali w sutan- 
nach do Rzymu, przejechali szczęśliwie przez liczne gra- 
nice państewek włoskich pod kontrolą policji, także tajnej 
austriackiej, i zamieszkali w Wiecznym Mieście. Zrazu 
obawiano się ich przyjąć w Rzymie jako emigrantów, ale 
udało się pokonać trudności, które stawiał kardynał Lam- 
bruschini. Bał się on trudności z Rosją, Austrią i Prusa- 
mi, gdyby te zaczęły protestować przeciw obecności emi- 
grantów polskich w Rzymie. Ostatecznie opiekę przyjęli 
nad obu kandydatami jezuici, którzy mieli zrazu nadzieję 
wciągnąć ich do zakonu. Pieniądze nadsyłano z kraju, bo- 
daj głównie z Ukrainy, za pośrednictwem Zaleskich. 
Tymczasem w Paryżu Jański przyjął nowych miesz- 
kańców "domku", ale nie byli oni tak wybitni, jak pierwsi 
dwaj. Przystąpił za to do zmartwychwstańców już wy- 
święcony ks. Aleksander Jałowicki, były powstaniec, czło- 
wiek bardzo zdolny, ale ciężkiego charakteru. Powstała 
potrzeba jakby stworzenia dwóch kół - wewnętrznego, 
o ściślejszych obowiązkach i powołaniu zakonnym, oraz 
zewnętrznego, złożonego z ludzi świeckich, którzy sta- 
nowiliby rodząj trzeciego zakonu. Byli wśród nich ludzie 
bardzo wybitni, którzy odegrać mieli dużą rolę w odro- 
dzeniu katolickim w Polsce. Jan Koźmian, który osiadł 


- 365 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


w Wielkopolsce i tu wydawał w latach 1845-1877 "Prze- 
gląd Poznański", czasopismo o wysokim poziomie; Wale- 
ry Wielogłowski, który osiadł w Małopolsce zachodniej, 
wprowadził w Polsce nabożeństwo majowe, później usiło- 
wał stworzyć ostoję dla mieszczaństwa polskiego w Kra- 
kowie na wzór Bazaru Poznańskiego, starał się zakładać 
kółka rolnicze i szerzyć oświatę; Cezary Plater, działacz 
emigracyjny, obok nich Zalescy, Stefan Witwicki, Ignacy 
Domejko, Władysław Laskowicz, Walery Chełchowski. 
Księżmi mieli zostać Józef Hub e , rzeźbiarz Edward Duń- 
ski, Terlecki i inni. Jański prowadził pracę indywidualną, 
apostołując wśród emigracji, nowi mieszkańcy domku byli 
jednak mniej warci od pierwszych. 
Przy całym uznaniu dla wielkości zasług zmartwych- 
wstańców oraz ich ofiarnego entuzjazmu, trzeba wskazać 
na brak zdolności organizacyjnych. }ański był niepunktu- 
alny, w "domku" nie było silnego rygoru. Ta organizacyjna 
słabość miała w przyszłości nieraz paraliżować pracę braci. 
Rzym Grzegorza XVI, z którym zetknęli się księ- 
ża polscy, był stolicą małego państwa włoskiego, a ho- 
ryzonty powszechne zacieśnione były przez niezliczone 
granice polityczne, obstawione policją i szpiegami, które 
utrudniały, jeśli nie uniemożliwiały komunikowanie się 
z głową Kościoła. Rządy zazdrośnie pilnowały, by tylko 
za ich zgodą biskupi porozumiewali się ze Stolicą Apo- 
stolską, ambasadorowie starali się pokierować jej krokami 
w myśl interesów swych władców. Zakony były posiekane 
na tyle części, ile było państw, prowincje nie mogły się 
znosić z generałami. Nad wszystkim panowało argusowe 
oko policji, które śledziło wszelkie działania samoistne, 
rewolucyjne, narodowe czy też religijne. 


- 366 -
>>>
Odrodzenie Iłatoliclde na emigracji 


Papież Grzegorz XVI był wrogiem rewolucji i sprzy- 
jał absolutyzmowi. Brakło mu zmysłu politycznego i słabo 
się orientował we wszystkich powikłaniach, zarówno we- 
wnątrz państw, jak i między mocarstwami. Natomiast był 
to papież misji. Misje, które upadły w krajach zamorskich 
w połowie XVIII w., odrodziły się za jego sprawą. Wiel- 
ka ofiarność ludu francuskiego dostarczyła środków, ry- 
chło misjonarze zaczęli przebiegać obie Ameryki, Afrykę, 
Azję, Wyspy Południowe. Rektorem seminarium Propa- 
gandy Wiary został jezuita polski, o. Maksymilian Ryłło. 
W 1847 r. wyruszył on na czele wyprawy misyjnej do cen- 
tralnej Afryki, gdzie w roku następnym życie zakończył. 
Na tle tych stosunków należy rozpatrzyć wystąpienie 
Grzegorza XVI dnia 9 czerwca 1832 r., który ostrzegł bi- 
skupów polskich przed przewrotnymi doktrynami i przy- 
pomniał obowiązek posłuszeństwa dla władzy. Bulla ta 
dotknęła bardzo boleśnie Polaków, a w szczególności emi- 
grację, która widziała w niej potępienie powstania. Do- 
piero w 1837 r. z ramienia Hotelu Lambert udał się do 
Rzymu Władysław Zamoyski, który miał rozmowę z pa- 
pieżem na temat powstania. Przytoczyć tu warto słowa 
papieskie w dosłownym brzmieniu: "Przecie ja was nigdy 
nie potępiłem. Nie wiedziałem zrazu, o co wam chodzi, to 
prawda, ale czyście wy sami starali się o to w ciągu wojny, 
by mię oświecić? Tak, oszukano mię co do waszej sprawy. 
Moi właśnie ministrowie, tacy, którym musiałem ufać, 
dali się również oszukać i wprowadzili minie w błąd. Bo- 
lałem nad waszymi nieszczęściami, wszelako wyście już 
byli upadli, wszystko zdawało się skończone dla was, trze- 
ba było przynajmniej religię zachować od zagniewanego 
zwycięzcy. Zachwiałem się wobec gróźb, drżałem na samą 


- 367 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


myśl, że prześladowanie sroższe od poprzednich na wasz 
kraj się zwali. Ustąpiłem przed wyraźnym wezwaniem, 
oświadczono mi, że najprzód wywiozą do Syberii wszyst- 
kich biskupów polskich, jeżeli im nie zalecę uległości. 
Pytałem się sam siebie, co by się stało z waszym nieszczę- 
śliwym narodem, pozbawionym pasterzy i tak oddzielo- 
nym ode mnie, że głos jego już od dawna do mnie nie 
dochodził. Osądziłem w sumieniu moim, że mogę i po- 
winienem, wobec takich niebezpieczeństw wyrzec kilka 
słów rezygnacji do biskupów waszych i przypomnieć im 
to, co apostołowie zalecili wiernym i co jest niewzruszoną 
modłą Kościoła, mianowicie, że jest powinnością chrze- 
ścijanina, powinnością na sumieniu, nie na bojaźni opartą 
słuchać władzy istniejącej ani nie omieszkałem dodać, że 
w żadnym razie władza nie ma mocy rozkazać czegoś, co 
by prawom bożym i kościelnym było przeciwnem". 
Od chwili tego oświadczenia zmienił się stosunek pa- 
pieża do Polaków, ale dopiero walną zasługą zmartwych- 
wstańców było stałe informowanie Rzymu o stosunkach 
w Polsce. Biskupi tego nie czynili, nuncjusza w Rosji nie 
było. O kasacie unii dowiedziano się w Rzymie od zmar- 
twychwstańców i długo nie chciano wierzyć, bo poseł 
carski kategorycznie przeczył, by unia była skasowana. 
Gdy okazało się to nieprawdą, autorytet młodych księży 
polskich wzrósł bardzo znacznie. Stali się oni namiastką 
polskiego przedstawicielstwa i życzliwość Piusa IX wo- 
bec Polski jest w dużej mierze ich zasługą. Rzym papie- 
ski coraz lepiej rozumiał, czym była i czym jest kato- 
licka społeczność narodu polskiego dla całości Kościoła. 
WParyżu tymczasem powstawałyprojektyzałożenia 
osobnego "bractwa św. Stanisława", celem dokonywania 


- 368 -
>>>
Odrodzenie katolickie na emigracji 


przekładów dzieł religijnych, m.in. pism ojców Kościo- 
ła i św. Teresy. Miał w tej akcji brać udział Mickiewicz. 
Wydawać te pisma miano we Lwowie. Powstał projekt 
założenia zakonu rycerskiego w Algierze albo w Irlan- 
dii, którego twórcą był Mickiewicz (1838). Na emigra- 
cji walczono z tendencjami do stworzenia Kościoła na- 
rodowego, do którego się skłaniał poeta Goszczyński, 
niezbyt dawno przedtem zgoła niewierzący. Starał się 
go nawrócić Bohdan Zaleski, który głosił "katolicyzm 
czysty, prawdziwie Chrystusowy, bez przymieszek le- 
gitymistycznych i jezuickich". Widać, że uprzedzenia 
do jezuitów były bardzo silne nawet wśród katolików. 
Ciężko chory Bohdan Jański marzył o połączeniu się 
z Braćmi w Rzymie. Praca w Paryżu zdawała się do- 
biegać końca, zjednał wszystkich, których mógł zjed- 
nać, by trafić do mas trzeba było księdza. Zresztą czuł, 
że umiera. W 1839 r. udał się do Rzymu i tu zmarł 
2 lipca 1840 r. Ten wielki konwertyta i pokutnik stał 
u zarania wielkiego ruchu religijnego w Polsce w XIX 
i XX w. W chwili, gdy umierał, dzieło odrodzenia re- 
ligijnego stało pod znakiem zapytania. Mickiewicz 
stał się zwolennikiem Towiańskiego. Towianizm był 
rodzajem mistyki heterodoksyjnej, połączonej z ele- 
mentami magii. Głosił on wędrówkę dusz po śmierci, 
naprawę złych duchów przez kolejne wcielenia. Pierw- 
szym wysłannikiem Boga był Jezus Chrystus, drugim 
- Towiański. Po Towiańskim miało przyjść jeszcze 
pięciu wysłanników - za czasów siódmego, ostatniego 
wysłannika, złe duchy miały się oczyścić. Wszystko to 
było odziane w szatę cytatów biblijnych, przy czem sam 
Towiański miał dokonywać uleczeń i prorokował. 


- 369 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


Towiański osiągnął ogromny wpływ na Mickiewicza, 
a przez niego na emigrację, w szczególności na koła ka- 
tolickie. Nawet człowiek tak gorąco przywiązany do Ko- 
ścioła, jak Bohdan Zaleski, zdawał się chwiać. 
Walkę z towianizmem podjęli zmartwychwstańcy. 
W 1842 r. zawiązali uczniowie Jańskiego Zgromadzenie 
Zmartwychwstania Panskiego w Rzymie. Celem zgro- 
madzenia była praca nad religijnym odrodzeniem narodu 
polskiego, przede wszystkim zaś emigracji. Tu głównym 
ich wrogiem stać się miał Towiański. Oni pierwsi zorien- 
towali się, że nauka "mistrza" jest błędnowiercza. 
Zrazu występowali w listach, potem osobiście przy- 
byli do Paryża Kajsiewicz, Jełowicki, Semenenko, 
Hube. Główne nasilenie walki nastąpiło w latach 1840- 
-1841. Udało się uratować główny sztab Braci Zjedno- 
czonych, ale bez Mickiewicza. Odpadli podczas walki 
ks. Hube i ks. Duński. Ostatecznie wrócił też do Kościoła 
Mickiewicz, za sprawą Makryny Mieczysławskiej w 1846 r. 
spowiadał się u ks. A. Jełowickiego, którego nie znosił: 
spowiedź pono była burzliwa. Ale Mickiewicz od tej 
chwili, choć chwilami ulegał wpływom "mistrza", chodził 
własnymi drogami. Zmartwychwstańcy wygrali, choć 
tylko częściowo, bój z towianizmem. "Mistrz" roztaczał 
nadal swe wpływy nad częścią emigracji, która przedtem 
stała dość daleko od Kościoła. 
Towianizm był wielką próbą odradzającego się kato- 
licyzmu polskiego. Wyrosło to odrodzenie z mistycznych 
przeżyć Mickiewicza i dlatego na polu mistyki spotkało 
się z największym niebezpieczeństwem. Z niebezpie- 
czeństw tych, których miarą jest ilość i jakość strat - zdo- 
łał katolicyzm wyjść obronną ręką. Mesjanizm Towiań- 


- 370 -
>>>
Kofciół 'Ul zaboru pruskim 


skiego na czas pewien opanował największe duchy, ale nie 
zdobył w całości ośrodka katolickiego. I dlatego upadł tak 
nagle, jak nagle się pojawił. Została garstka wyznawców. 
Społeczeństwo polskie, wpatrzone w emigrację, pozostało 
nadal katolickie. Ale też błędem jest dopatrywanie pierw- 
szego odrodzenia religijnego w Polsce w towianizmie. Był 
on zjawiskiem wtórnym po odrodzeniu katolickim. 
Na emigracji pozostał Bohdan Zaleski, twórca reli- 
gijnych poematów, i garść innych. Norwid, gorliwy kato- 
lik, zmartwychwstańców nie lubił. Bracia świeccy osiedli 
z powrotem na ziemiach polskich lub rozproszyli się po 
świecie. Mimo pozorów, około 1848 r. z emigracji ulatuje 
życie. Tem większy jest wpływ na kraj szeregu tworów 
organizacyjnych, które wyłoniła. 


Kościół W zaborze pruskim 


W zaborze pruskim bulla De salute animarum przekazała 
wybór arcybiskupa gnieźnieńsko-poznańskiego obu kapi- 
tułom gnieźnieńskiej i poznańskiej spośród osób miłych 
królowi pruskiemu. Wytworzyło to w kapitułach ducha 
korporacji, zabarwionego silnie partykularyzmem. Nie- 
obce były tu rzekomo wpływy gallikańskie. Dominowała 
zdecydowanie wśród duchowieństwa postawa narodowa 
w Wielkopolsce. Wyraźny ruch religijny zaczął się dopiero 
pod wpływem Jana Koźmiana i jego "Przeglądu Poznań- 
skiego". Generał Dezydery Chłapowski, Żółtowscy i Mo- 
rawscy reprezentowali postawę katolicką w społeczności, 
w której wpływy radykalne płynące z emigracji były bar- 
dzo silne. Arcybiskup Dunin w 1839 r. zdobył się na opór 


- 371 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


przeciw zarządzeniu władz pruskich o małżeństwach 
mieszanych, za co został uwięziony w Kołobrzegu (1839- 
-1840). Wypuszczony został w początkach rządów króla 
Fryderyka Wilhelma IV i umarł w 1842 r. Opór jego odbił 
się głośnym echem na Śląsku i Pomorzu, gdzie kler był 
ugodowo usposobiony. Odtąd opór wzrasta, także wśród 
Niemców katolików. Rząd pruski kasował nadal klasztory 
(w 1842 r. - misjonarzy) i starał się zniemczyć duchowień- 
stwo. Wynik był odwrotny, a obrona narodowości łączyła 
się z obroną religii. 
Na Pomorzu panowały za czasów biskupa Sedla- 
ga, Ślązaka, tendencje ugodowe wobec rządu, połączone 
ze szkodliwemi dla Kościoła ustępstwami na rzecz pro- 
testantów i oddawaniem im kościołów. Biskup Sedlag 
popierał księży germanizatorów, których sprowadzał ze 
Śląska: rządy jego spowodowały znaczne spustoszenia 
w życiu religijnym Pomorza. 


Kościół W zaborze austriackim 


Stosunki nie uległy zmianie. Podręczniki używane w se- 
minarium duchownym we Lwowie były na indeksie. Se- 
minarium przemyskie wznowiono dopiero w 1819 r. Nikt 
z biskupów nie śmiał protestować przeciw zarządzeniom 
władz - pierwszy uczynił to biskup przemyski Gołaszew- 
ski za Leopolda II. Dopiero po 1832 r. zaczęli Polacy na- 
pływać do zakonu jezuitów, w którym dotąd przeważali 
Czesi, Ślązacy i Austriacy. Zresztą w Galicji powstała 
osobna prowincja zakonu w 1846 r. Niechęć części kle- 
ru do jezuitów zaznaczała się nadal. Arcybiskup Ankwicz 


-372-
>>>
Kofció/ w zaborze austriackim 


nie dopuścił ich do Lwowa, dokąd przybyli dopiero po 
jego śmierci (1835), sprowadzeni przez gorliwego arcybi- 
skupa Pistka. Także arcybiskup Ankwicz był przeciwni- 
kiem misji ludowych, bowiem najwyższe przepisy miały 
na nie nie pozwalać, a duszpasterstwo miało być uregulo- 
wane. Przyczyną istotną oporu była obawa władz, by ka- 
zania nie zostały bez kontroli policji. Także biskup prze- 
myski, Czech, J. Antoni Potocki był misjom niechętny. 
Nie było ich w Galicji przez 70 lat. Domagał się ich na- 
tomiast ks. Pistek, naówczas biskup tarnowski. Ale kan- 
celaria nadworna w Wiedniu była też przeciw misjom, bo 
jezuici, których chciano do tego użyć, nie byli wychowani 
w "starannie pielęgnowanej instytucji kleru parafialnego", 
którego oświata miała stanąć bardzo wysoko od czasów 
austriackich (w istocie nie było seminariów diecezjalnych 
i brakło księży). Zdaniem kancelarii nadwornej misje 
mogą krzyżować działania proboszcza, poza tym mogą 
powstać zatargi między obu obrządkami. Jednak cesarz 
na misję zezwolił - odbyła się ona w diecezji tarnowskiej 
biskupa Pistka w 1834 r. Ale władze austriackie zaczęły 
szerzyć wiadomości, że zwariowało 6 osób pod wpływem 
obawy przed piekłem, a jezuici stosowali egzorcyzmy, co 
było zakazane przez Marię Teresę. Władze tedy zakazały 
misji ze względu na ich złe skutki (!) i odwrócenie się ludu 
od swych pasterzy. Jeszcze tylko w 1844 r. arcybiskup Pi- 
stek urządził misje w archidiecezji lwowskiej. Sprowadził 
on też do Lwowa, mimo oporu władz, zakonnice francu- 
skie Sacre Coeur, mające regułę jezuitów. Wychowywały 
one w duchu polskim młodzież żeńską i oddziaływały na 
arystokrację, informując ją o katolickim ruchu francu- 
skim. Władze austriackie bardzo niechętnie patrzyły na 


- 373 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


ten klasztor i chciały go skasować, mając za sobą część 
kleru. Bronił go arcyksiążę Ferdynand. 
W 1846 r. doszło do próby powstania i rzezi gali- 
cyjskiej. Kler potępił ją jednomyślnie, tylko we wschod- 
niej części kraju, w Horożanie paroch unicki podburzył 
chłopów do rzezi. Jezuici odprawili misję w 20 miejsco- 
wościach po rzezi, nieraz z narażeniem życia, nakłaniając 
wzburzone tłumy do spokoju. Stanowisko kleru polskiego 
wywołało niezadowolenie w Wiedniu. W kancelarii na- 
dwornej ks. Meschutar pisał o misjach, że "przez misje 
mogłoby jeszcze bardziej upaść znaczenie kleru parafial- 
nego, które przez pożałowania godne zdarzenia ostatnich 
czasów mocno zostało skompromitowane"22. 
Ciekawa rzecz, że w 1848 r. wybuchły w czasie re- 
wolucji rozruchy we Lwowie przeciw jezuitom i zakonni- 
com Sacre-Coeur, których gmach zajęła rada narodowa 
na koszary dla Gwardii Narodowej. Szkoła została za- 
mknięta za sprawą barona Stadiona, głównego wroga tego 
zakonu. Gołuchowski zdołał zakonnice obronić o tyle, 
że mogły one nadal mieszkać w gmachu. Po upadku re- 
wolucji w 1849 r. otworzyły one na nowo szkołę, która 
została uznana przez władzę w 1851 r. Jezuitów natomiast 
wypędzono z Austrii - udali się oni do Prus, gdzie pro- 
wadzili misje na Śląsku, w Wielkopolsce i na Pomorzu. 
Odrodzenie katolickie, które nastąpiło na emigracji, nie 
zdołało zaszczepić się w zaborze austriackim, gdzie za- 
ledwie pierwsze fundamenty rzucone zostały przez pracę 
wychowawczą jezuitów i pań Sacre-Coeur. Spustoszenia 


22 J. S. Pelczar, Pius IX i jego pontyfikat na tle dziejów Kofciola 
w XIX wieku, t. 3, Przemyśl 1908, s. 227. 


-374-
>>>
Kofciół w zaborze rosyjskim 


poczynione przez prymat praw świeckich nad duchow- 
nymi zaznaczyły się także w sprawie ruskiej. Katolicyzm 
był więzią, która spajała różnojęzyczną Rzeczpospolitą. 
Z chwilą osłabienia tej więzi przez doktryny racjonali- 
styczne w XVIII w. ponad momenty łączące zaczęły się 
wysuwać czynniki dzielące, a wśród nich język i obyczaj. 
Dlatego też prostym skutkiem józefinizmu było rozluź- 
nienie się więzów łączących Rusinów galicyjskich z Rzy- 
mem i z Polską. Podstępne intrygi austriackie i ruble car- 
skie dokonywały reszty. Z niechęci do polskości Rusini 
zaczęli skłaniać się ku Rosji i prawosławiu. Nie możemy 
ich potępić, skoro nie potępiamy księży polskich, biorą- 
cych czynny udział w pracy narodowej i nawet w konspi- 
racjach wszystkich trzech zaborów. Ale proces ten miał 
nieuchronnie prowadzić do likwidacji katolickiej społecz- 
ności narodu polskiego na wschodnich jego obszarach. 


Kościół W zaborze rosyjskim 


Zabór rosyjski po 1831 r. stał się areną prześladowań Ko- 
ścioła. Proboszczowie nie mogli przejeżdżać z parafii do 
parafii. Ale życie religijne powoli odrodziło się. W War- 
szawie wychodził w latach 1841-1862 "Pamiętnik Religij- 
no-Moralny", którego wpływ był dodatni. Ogólny poziom 
wykształcenia religijnego był niski. Odrzucano niewiarę, 
ale nie umiano rozumowo wiary uzasadnić. Upowszech- 
niła się postawa fideizmu, to jest wiary bez rozumowania, 
postawa, która obok sentymentalizmu cechuje katolicyzm 
polski jeszcze w XX w. Polska pod zaborem rosyjskim 
i austriackim, poza zaborem pruskim, nie przeszła rozwo- 


- 375 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


ju katolickiego życia intelektualnego, które w latach 1830- 
-1860 objęło zachód Europy. Toteż możliwe były takie 
pomyłki jak ks. Ściegiennego. Brak głębszego wykształ- 
cenia odbija się w twórczości Norwida, który nie umie 
jasno wyrażać myśli. Stąd mały wpływ tego poety kato- 
lickiego, który religię głębiej pojmował od wielu innych. 
Winę ponosi tu środowisko Warszawy po powstaniu li- 
stopadowym, gdzie nie było ośrodka życia intelektualne- 
go. Była natomiast praca charytatywna, którą organizował 
hr. Stanisław Krasiński. Nie jest ona bliżej zbadana. 
O Akademii Duchownej była już mowa. Ulegała ona 
urzędnikom rosyjskim, usuwano profesorów niechętnych 
prawosławiu. Rektor podlegał Komisji Wyznań, a nie bi- 
skupom i twierdził, że wedle Kościoła wszystkie wyzna- 
nia są dobre i prowadzą do zbawienia. Jednak niektórzy 
badacze cenią ją wyżej od seminariów w Galicji. Bisku- 
pom rząd, jak podaje memoriał ks. Mieczysława Ledó- 
chowskiego w 1846 r., płacił punktualnie pensję, by taili 
krzywdę Kościoła, mieszał się do sakramentów, konfesjo- 
nału, liturgii, kazań - rzekomo, by zwalczać spiski, ale 
celem było doprowadzić do odszczepieństwa. Materiały 
dostarczył do tego memoriału ks. Ożarowski, gorliwy bo- 
jownik wolności Kościoła, który umarł jako kameduła pod 
Krakowem w 1870 r., przewiozła je przez granicę matka 
późniejszego kardynała; miała ona z tego powodu wiele 
przykrości oraz zakazano jej wyjeżdżać za granicę. 
Na ziemiach zabranych niewiele było lepiej. Akademia 
Wileńska w 1842 r. została przeniesiona do Petersburga. 
Było w niej trzech profesorów prawosławnych, ale od in- 
nych profesorów nie wymagała stopni nadanych przez 
uniwersytety prawosławne, jak to czyniła Akademia War- 


-376-
>>>
Kof,ió/ w zahorze rosyjskim 


szawska. Nie było też tu owej przysięgi, nieróżniącej się 
od przysięgi z tytułu konstytucji cywilnej duchowieństwa 
w czasie rewolucji francuskiej, która obowiązywała profe- 
sorów i kandydatów do stopni naukowych w Warszawie. 
Akademię Petersburską zreformował w duchu katolickim 
ks. Hołowiński, mianowany jej rektorem, powołując na 
profesora między innymi ks. Szczęsnego Felińskiego. 
Działalność piśmiennicza ks. Hołowińskiego na polu 
religijnym nie jest zbadana - wiadomo, że się cieszył du- 
żym autorytetem. Kusił się o laury poetyckie, lecz bez 
wyniku. Był on zbliżony do małej grupy panslawistów 
z Henrykiem Rzewuskim i Michałem Grabowskim na 
czele. Byli oni z przekonania zwolennikami Rosji i dla- 
tego byli pozbawieni wpływu wśród społeczeństwa ziem 
południowych. Rzewuski był zdecydowanym katolikiem- 
-konserwatystą i wielbicielem szlachetczyzny. Idący jego 
śladem Michał Grabowski był również zdecydowanym 
wrogiem racjonalizmu i katolikiem, ale zdaniem niektó- 
rych cechowała go "protestancka oschłość". Poglądy kato- 
lickiej tej grupy nie są zbadane. Wpływu, jak wspomnia- 
no, na społeczeństwo nie miała. Raczej skromni wiejscy 
proboszczowie, dawni zakonnicy pokasowanych klaszto- 
rów, podtrzymywali wśród katolików wiarę i gorliwość. 
Z południowych ziem, mimo ogólnej obojętności na spra- 
wy religijne, wychodziły jednostki bardzo wybitne, jak 
księżna Odeschalchi z domu Branicka, ks. Włodzimierz 
Czacki i inni. 
Na północy wpływ racjonalizmu, szerzonego przez 
Uniwersytet Wileński, był znacznie silniejszy, szczególnie 
na Wileńszczyźnie i Kowieńszczyźnie, gdzie racjonali- 
styczne poglądy na religię i obojętność ukrywane przed 


-377- 


-
>>>
ROZDZIAł. 1]. 1830-1848 


okiem ludu miały długo przetrwać. Na uwagę zasługuje 
nawrócenie Juliana Klaczki, Izraelity, studenta królewiec- 
kiego, który odwiedzał często w drodze na studia maria- 
nina ks. Szwermickiego, liberalnego zakonnika, ongiś 
studenta w Królewcu. 
[Niemniej odrodzenie religijne ogarniało i ziemie pół- 
nocne. Praca dla ludu miała charakter wyraźnie religijny. 
Na obszarze Inflant praca organiczna przyniosła budowę 
kościołów i licznych kaplic, zakładanie szkółek, przytuł- 
ków dla starców i sierot, druk licznych elementarzy, pod- 
ręczników szkolnych, kalendarzy, zbiorów pieśni ludo- 
wych, książek do nabożeństwa - wszystko po łotewsku. 
Ziemianie nie tylko nie dążyli do spolonizowania Łoty- 
szów, ale przeciwnie, starali się obudzić w nich poczucie 
narodowe.] 
Prześladowania zabrały Kościołowi łacińskiemu na 
Litwie i Rusi wiele kościołów, z 391 klasztorów skasowa- 
no 202. Zamykano świątynie, księży wywożono na Sybir, 
gdzie prowadzili po kryjomu pracę apostolską wśród swo- 
ich i misyjną wśród obcych. Małżeństwa mieszane, z któ- 
rych dzieci musiały należeć do Kościoła prawosławnego, 
czyniły wielkie szczerby w katolickim stanie posiadania. 
N ajcięższym jednak ciosem była kasata unii. 


Kasata unii 


Mikołaj I, objąwszy rządy po Aleksandrze I, od razu począł 
planować kasatę unii. Doradcami jego byli baron Błudow 
oraz Kartaszewskij. Ten ostatni przyjaźnił się z Józefem 
Siemaszką. Siemaszko pochodził z Ukrainy, był patriotą 


- 378 -
>>>
Kasata unii 


ruskim, a w Wilnie utracił wiarę w prymat Rzymu. Te- 
raz stał się on zwolennikiem połączenia unii z prawosła- 
wiem. W 1827 r. obmyślił plan kasaty unii, który uzyskał 
aprobatę cara. Polegał on na zbliżeniu unii do prawosławia 
i odsunięciu jej od Rzymu. Później zostałyby podjęte dal- 
sze kroki. Siemaszko wskazywał na odstępstwa od prawo- 
sławia na rzecz unii w południowej zwłaszcza Mińszczyź- 
nie i na Wołyniu. Również podkreślał, że na Białej Rusi 
12 tys. ludzi przeszło na obrządek łaciński. Przyczyną tego 
był wpływ szlachty polskiej, wspólne wychowanie unitów 
i łacinników i wspólna nauka religii, a wreszcie przewaga 
kleru łacińskiego w Petersburskim Kolegium Duchow- 
nym - dzieło Siestrzeńcewicza. Radził tedy: 1. Utworzyć 
osobne kolegium unickie w Petersburgu. 2. Skasować dwa 
biskupstwa unickie - wileńskie i łuckie. W tym ostatnim 
na Podolu nie było wcale parafii unickich, w Kijowszczyź- 
nie 6 parafii i 3 klasztory bazyliańskie, na Wołyniu unia 
skupiała się głównie w powiatach kowelskim, owruckim 
i dubieńskim. W tych ostatnich procent cerkwi unickich 
wobec prawosławnych wynosił od 10 do 30, było ponad- 
to 182 księży unickich jako kapelanów i wikariuszy przy 
kościołach łacińskich. Razem było w diecezji łuckiej 
111 tys. unitów. Unia stanowiła teraz żywotną mniejszość 
zarówno tu, jak i gdzie indziej. Siemaszko chciał pozbawić 
ją oparcia ze strony biskupa. 3. Staranniej dobierać ludzi na 
stanowiska kierownicze, a to pod kątem ich stosunku do 
prawosławia. 4. Aby wychować kler, chciał odebrać uni- 
tów z uniwersytetu w Wilnie i utworzyć dla nich osobną 
Akademię Duchowną w Połocku. 5. Domagał się usunięcia 
"łacińskich wpływów" z liturgii, to znaczy upodobnienia jej 
do prawosławnej. Ponieważ lud był przywiązany do ob- 


-379-
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


rzędów, należało je stopniowo zbliżyć do prawosławnych, 
aby potem ułatwić złączenie unii z wyznaniem panującym 
bez oporu ze strony ludu. 6. Wreszcie chciał Siemasz- 
ko zredukować liczbę klasztorów bazyliańskich, usunąć 
z nich zakonników, którzy przeszli z obrządku łacińskiego, 
a więc byli Polakami, poddać klasztory władzy biskupów. 
Radził wreszcie Siemaszko stosować przekupstwo wśród 
kleru niższego, biskupi bowiem, wychowani przeważnie 
w Rzymie w kolegium greckim lub kolegium propagan- 
dy, byli przywiązani do jedności kościelnej. Największą 
bodaj wagę przypisywał "oczyszczaniu" obrządku grecko- 
-katolickiego, to znaczy upodobnieniu go do prawosław- 
nego. Plan Siemaszki gruntownie przemyślany stał się po- 
czątkiem upadku unii. Systematyczne bowiem i planowe 
działanie większe ma znaczenie od nagłych podrywów. 
A Mikołaj umiał działać systematycznie. Oto kronika 
jego posunięć. W 1808 r. wyszedł ukaz, który kasował 
dwa biskupstwa unickie, tak że pozostały dwa: arcybi- 
skupstwo połockie i biskupstwo litewskie. Ukaz utworzył 
osobne kolegium unickie z udziałem unitów i prawosław- 
nych urzędników, zapowiedział utworzenie w Połocku 
Akademii Duchownej, poddał bazylianów władzy bi- 
skupów. Opór prowincjałów został złamany tym łatwiej, 
że w 1831 r. dwóch z nich umarło - trzeci, Żarski, stał się 
narzędziem rządu. 
W 1829 r. Siemiaszko został biskupem-koadiutorem 
arcybiskupa połockiego i członkiem kolegium unickiego, 
stary metropolita Bułhak, osobiście wierny Kościołowi 
katolickiemu, niczemu nie przeszkadzał. 
W 1830 r. odbyła się wizytacja Siemaszki w semina- 
riach, które zostały zupełnie zrusyfikowane. Zakazano 


- 380 -
>>>
Kasata unii 


wysyłania kleryków na studia do Rzymu, a zamiast Akade- 
mii Duchownej w Połocku, dla której zabrakło rzekomo sił 
naukowych, zaczął Siemaszko wysyłać kleryków do Aka- 
demii Duchownych w Moskwie i Petersburgu. W semi- 
narium połockim wprowadzono podręczniki prawosławne 
i profesorów prawosławnych. Gorliwymi poplecznikami 
Siemaszki byli księża Zubko i Tupalski. Pierwszy z nich, 
tak samo jak i Siemaszko, był to wychowanek Uniwersyte- 
tu Wileńskiego. 
Powstanie listopadowe dało w ręce rządu pozory, by 
wystąpić dalej przeciw unii. Zabrano bazylianom klasztor 
w Poczajowie, gdzie był obraz cudowny czczony przez ka- 
tolików i prawosławnych, klasztor oddano czerńcom (1831). 
Wnet potem poszły inne kasaty klasztorów. Kazano usunąć 
zakonników, którzy przeszli z obrządku łacińskiego - była 
to przeważnie szlachta polska. Zawzięta walka toczyła się 
o zmianę liturgii. Lud się opierał i wypędzał księży, którzy 
wprowadzali ikonostasy i obyczaje prawosławne, zabierał 
klucze od kościoła. Następowały represje wojskowe, po- 
łączone z biciem ludu. Księży unickich wywożono, dzieci 
ich oddawano przymusowo do szkół prawosławnych. Ale 
jeszcze w 1834 r. tylko jedna trzecia cerkwi miała ikono- 
stasy. W 1834 r. Siemaszko odbył wizytacje seminariów, 
ostatecznie zrusyfikował je, zakazał chodzenia na ciche 
msze św. jako niezgodne z liturgią wschodnią. Zabroniono 
księżom uczyć razem dzieci łacinników i unitów, te ostatnie 
miały pobierać naukę religii wraz z dziećmi prawosławny- 
mi od duchownych panującego wyznania. Równocześnie 
zaostrzono walkę o "oczyszczenie" obrzędów kościelnych. 
Unici stanowili jednak zwartą i zdecydowaną grupę, 
mniejszość w całej ludności ruskiej - około 15% na ob- 


- 381-
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


szarze ziem dawnej Rzeczpospolitej wcielonych do im- 
perium, około 10% całości ludności chrześcijańskiej. Ale 
były to elementy uświadomione, stawiały one opór zdecy- 
dowany, w przeciwieństwie do czasów Katarzyny. Był to 
owoc odrodzenia Cerkwi unickiej za Pawła i Aleksandra 
dzięki klerowi wychowanemu w Rzymie i zakonowi bazy- 
lianów. Lud wolał do cerkwi nie chodzić, spowiedź przed 
śmiercią odbywał wzajemnie, ale nowych księży nie uzna- 
wał, obrzędy ich bojkotował. Kościół łaciński nie umiał 
dać im tego oparcia, które ongiś okazał Siestrzeńcewicz, 
przyjmując unitów na obrządek łaciński. Rzym o niczym 
nie wiedział, gdyż emigracja nie utrzymywała z nim sto- 
sunków, a wszelkie podejrzenia starał się rozproszyć poseł 
rosyjski. 
W tych okolicznościach umarł metropolita Bułhak, 
który w oczach prawosławnych uchodził za niezdecydo- 
wanego. Pochowano go - wbrew jego osobistym przeko- 
naniom - w cerkwi prawosławnej. Nie umiał się on zdo- 
być na czynny ani na bierny opór, ale dopiero jego śmierć 
w początkach 1838 r. rozwiązała rządowi ręce, Siemaszko 
został przewodniczącym kolegium i natychmiast wraz 
z sufraganem swym Zubką i arcybiskupem połockim Łu- 
żyńskim zaczęli zbierać indywidualnie lub od grup księ- 
ży podpisy na apostazję. W diecezji litewskiej od dawna 
poddanej propagandzie .;.J księży świeckich zgodziło się 
na przyjęcie prawosławia (760 na 1057), na Białej Rusi 
sprawa szła gorzej - tu ledwie jedna czwarta zgodziła się 
na odstępstwo (186 na 680). Proboszczowie wiejscy byli 
bardziej zdecydowani w obronie unii od duchowieństwa 
wyższego. Opornych przenoszono w inne okolice lub od- 
syłano do monasterów prawosławnych, które odgrywały 


- 382 -
>>>
Kasata unii 


rolę więzień. Natomiast w Białostockiem, gdzie ludność 
unicka była polska, opór księży i ludu był silny. Tak samo 
protestowało 111 księży na Białej Rusi. Przywódców wy- 
wieziono, urządzono śledztwo, zdegradowano księży do 
niższych posług zakonnych. Byli to prawdziwi męczen- 
nicy wiary katolickiej, o których imionach i nazwiskach 
zbyt szybko zapomniano. Nie są one wymieniane w po- 
pularnych zbiorach żywotów świętych ani się o nich nie 
wspomina w dziejach Kościoła polskiego, jak gdyby za 
Polaków się nie uważali. Tak pewne objawy współczesne 
przesłaniają przeszłość i paczą o niej sąd. 
Siemaszko doradzał pośpiech w kasacie unii, bo sko- 
ro zamiary rządu zostały ujawnione, zwłoka mogła tyl- 
ko wzmocnić opór żywiołów katolickich. Polecił on, by 
władze cywilne zapowiedziały szlachcie, iż czyniła ją od- 
powiedzialną za wszelkie próby oporu ze strony chłopów. 
W grudniu 1838 r. po pewnych wahaniach "tajny komitet 
dla spraw unickich" postanowił dokonać kasaty. Miała ona 
nastąpić na prośbę biskupów unickich, którą car miał przy- 
jąć, synod akceptować. Car miał poddać kolegium unickie 
władzy prawosławnego synodu, zatwierdzić uchwałę sy- 
nodu o przyłączeniu unii. Zawiadomienie o dokonanym 
akcie miało się odbyć tajnie w indywidualnych rozmo- 
wach, publikacja miała być powstrzymana, by nie wywo- 
łać oporu wśród ludu. Wolno było zachować do czasu od- 
stępcom zwyczaje liturgiczne unickie, nie zapuszczać bród 
etc., by lud utrzymać w nieświadomości. Opornych księży 
miano wywozić na Ukrainę do klasztorów bazyliańskich 
albo do klasztorów prawosławnych. Gubernatorzy i wła- 
dze wojskowe miały załatwić sprawę oporu ludu. Dnia 
12 lutego 1839 r. Siemaszko, Zubko i Łużyński w Połoc- 


- 383 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


ku wystosowali akt prośby o przyjęcie Cerkwi unickiej na 
łono wyznania prawosławnego. Razem podpisów mieli 
1305, w tym 938 z diecezji litewskiej, 367 - białoruskiej. 
Opór stawiało w diecezji litewskiej 116 księży świeckich 
i 95 zakonników, w białoruskiej 305 księży świeckich i 77 
zakonników, razem 593. Ale w rzeczywistości większość 
to byli albo starcy, których pytać "nie było warto", albo 
księża już wydaleni z parafii za przywiązanie do wiary. 
Proboszczów opornych było 20 na Litwie, 150 na Białej 
Rusi. Na wniosku Mikołaj dopisał "Składam dzięki Bogu 
i przyjmuję" (25 marca 1839). Następnie wszystko odbyło 
się według planu. Odstępców nagrodzono orderami i pie- 
niędzmi, ale władzy im nie oddano, gdyż im nie ufano. 
Wybito medal pamiątkowy, na którym z jednej strony 
wyobrażona była głowa Chrystusowa z napisem "Taki ar- 
chirej nam się podoba", po drugiej - "Oderwani przemo- 
cą, złączeni miłością". Co oznacza pierwszy napis - do- 
kładnie nie wiadomo: czy chodzi o zwierzchność samego 
Chrystusa nad Cerkwią (bez papieża), czy też o zarost. 
Z wolna nastąpiła publikacja, oporu nie było, przynajmniej 
w miastach. Na wsi było inaczej: 106 księży i zakonni- 
ków zesłano na Sybir lub do klasztorów prawosławnych. 
Ksiądz Baranowski, więziony w Torokanach w chlewie, 
bity i głodzony, umarł, klęcząc z rękami złożonymi na 
piersiach. Nie były to wypadki odosobnione. Szlachta była 
bierna i zastraszona tym więcej, że równocześnie przyszła 
fala prześladowań za spisek Konarskiego. Lud miejscami 
stawiał jednak czynny opór, gdy wynoszono z cerkwi przy 
pomocy najętych żydów (nikt inny się podjąć nie chciał) 
oraz policji, chorągwie, konfesjonały i ambony. Władze 
opór łamały, kwaterunkiem wojska i biciem opornych ki- 


- 384 -
>>>
Kasata unii 


jami zmuszano do udziału w nabożeństwach i przyjęcia 
Komunii św. Gdy lud nie chciał przystępować do sakra- 
mentów bez spowiedzi, wkładano komunię siłą w usta 
(Krymki w Białostockiem). Władzom chodziło o udział 
w nabożeństwie, by zapisać lud do ksiąg i ogłosić to za akt 
dobrowolnego przejścia na prawosławie. 
Księżom łacińskim zakazano udzielania posług reli- 
gijnych byłym unitom, nawet przy spowiedzi żądano do- 
kumentów. 
Za przekroczenie tych przepisów groziło wywiezienie 
na Sybir, a administratorzy diecezji (biskupów nie było) 
splamili się serwilizmem, ogłasz3:iąc te rozporządzenia. 
W podobnych okolicznościach w końcu XIX w. jezuici 
z Galicji docierali do Chełmszczyzny i na Podlasie - na 
Litwę i na Białoruś dotrzeć było zbyt trudno, zresztą Ko- 
ściół w Galicji nie cieszył się w tym czasie tą swobodą co 
kilkadziesiąt lat później. Toteż lud unicki został zupeł- 
nie bez posług. Pierwsze pokolenie trwało w oporze, ale 
drugie, by nie być pozbawionym posług religijnych, móc 
zawierać śluby, chrzcić dzieci, musiało chodzić do cerkwi. 
Powoli opór ustał. Została pamięć o nim, o dziadach, któ- 
rzy modlili się z polskich książek, kult świętych katolic- 
kich. W niektórych rodzinach uczono dzieci pacierza po 
polsku do XX w., choć mówiono tylko po rusku. Rodziny 
takie trzymały się z daleka od Cerkwi, ale do katolicyzmu 
w XX w. wrócić nie śmiały lub nie chciały. Zostało poczu- 
cie krzywdy, ale i obojętność religijna na skutek postawy 
biernej wobec Cerkwi. Upadek unii głęboko wstrząsnął 
duszą ludu na Białej Rusi. 
Rząd carski zabrał się teraz do tych, którzy przeszli 
z obrządku greckiego na łaciński i kazał całym parafiom 


- 385 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


przyjmować prawosławie. W Dudakowiczach ksiądz ser- 
wilista na niedzielę palmową 1841 r. odmówił Komunii 
św. gromadzie, bo mu rząd zakazał. Przezwano go łajda- 
kiem i lud zaczął stawiać czynny opór policji, która oto- 
czyła kościół. Pacyfikacja skończyła się biciem chłopów, 
niektórzy umarli pod rózgami. Deputacja trzech z nich 
udała się do Petersburga, dwóch skazano na rózgi, trze- 
ciego do wojska. Nieustraszony wyznawca w kilkanaście 
miesięcy potem, w czasie rewii pod Kijowem przedstawił 
carowi prośbę gminy, Mikołaj obiecał rzecz rozpatrzyć, 
lecz obietnicy nie dotrzymał. Parafia przez 12 lat okupo- 
wała się proboszczowi prawosławnemu, byle od niej nie 
żądał udziału w kulcie. Na skutek denuncjacji sąsiedniego 
parocha przysłano komisję, pod grozą wywiezienia na Sy- 
berię chłopi ulegli w 1854 r. Wieś Dziemowicze opierała 
się do 1858 r., tak samo i inne wsie aż pod Mohylowem 
(1860). Aleksander II, liberalnych rzekomo przekonań, 
unię tępił tak samo jak ojciec. 
Dalsze prześladowania objęły jednostki, które mia- 
ły metryki z kościołów unickich albo których rodzice 
lub dalsi przodkowie takie metryki mieli. Uważano ich 
za prawosławnych. Ponieważ unici byli katolikami, nie- 
raz księża uniccy chrztu lub ślubu udzielali łacinnikom, 
np. jeśli dziecko było słabowite, a kościół łaciński był 
daleko. Nawet szlachta chrzciła swe dzieci w kościołach 
unickich. Takie metryki wyciągali duchowni prawosławni 
i przez policję zmuszali do przyjęcia religii panującej. To 
samo było z metrykami ślubu, które dawał często zaprzy- 
jaźniony ksiądz unicki. To wszystko stało się narzędziem 
prześladowań nawet, jeśli metryka dotyczyła dziadów. 
Bogatsi opłacali się parochom prawosławnym i żyli w nie- 


- 386 -
>>>
Kasata unii 


ustannym strachu lub też uciekali za granicę. Biedniejszych 
siłą zapisywano na prawosławie, a jeśli oni sami stawiali 
bierny opór, to dzieci w szkołach musiały pobierać naukę 
od prawosławnych i z wolna się niszczyły. Kto by zaś cho- 
dził do kościoła katolickiego, tego uważano za odstępcę 
od prawosławia, karano konfiskatą majątku i zsyłano na 
Sybir, kobiety zamykano w klasztorach prawosławnych na 
pokutę, dzieci oddawano prawosławnym na wychowanie. 
Kasata unii była ogromną klęską katolicyzmu polskiego, 
przekreśliła wysiłki dwóch i pół stuleci, nie tylko na polu 
misji, ale też utrzymania przy wierze kolonistów polskich 
osiadających na Wschodzie. Porównać ją można z upad- 
kiem chrześcijaństwa w Afryce pod rządami islamu, gdzie 
z kwitnących społeczeństw chrześcijańskich z czasem nie 
zostało nic. Tu nie odpadano od chrześcijaństwa tylko od 
katolicyzmu. Ale tok wydarzeń dalszych miał odwieść 
masy odpadłe od katolicyzmu także od chrześcijaństwa 
i doprowadzić do zupełnej zagłady także katolicyzmu 
rzymskiego na tych ziemiach. Stąd znaczenie katastrofy 
unii na ziemiach wschodnich. 
Czy unia stawiała słaby opór? Odnośnie do drugiej fazy 
prześladowań nie można tego twierdzić. Ale opór ten ogra- 
niczony do chłopa nie trwał długo z winy księży łacińskich, 
gdyby nie odmawiali oni posług unitom - unia przetrwała- 
by dłużej. Na świeckich upadek unii zrobił ogromnie przy- 
gnębiające wrażenie. Emigracja podjęła sprawę i poczęła 
informować Rzym o prześladowaniach. Główną rolę grali 
tu zmartwychwstańcy, a świadkami ich byli m.in. Makry- 
na Mieczysławska i inni zbiegowie spod rządów carskich. 
Prasa na Zachodzie, jak np. "Frankfurter Zeitung" - za- 
pewne nie bez udziału pieniędzy - już 22 kwietnia 1839 r. 


- 387 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


podała o dobrowolnym zjednoczeniu unii z prawosławiem. 
Grzegorz XVI był informowany przez Polaków o upadku 
i ucisku unii, ale nie chciał wierzyć. Zresztą poseł rosyj- 
ski wszystkiemu zaprzeczył. Wreszcie papież 29 listopada 
1839 r. w alokucji wspomniał o odstępstwie biskupów - ale 
Rosji nie wymienił. Na interwencję z 1840 r. car odpowie- 
dział, że sprawa definitywnie zakończona, a ludowi kazał 
głosić, że się papież zgodził. Jednak w Galicji metropolita 
Lewicki wydał list o prześladowaniu unii, za co go Grze- 
gorz XVI pochwalił. Kasata unii znalazła swoje echo w alo- 
kucji Grzegorza XVI z dnia 22 lipca 1842 r. "Na domiar 
naszych boleści nieprzyjaciele Stolicy św. ze zwykłym sobie 
jakby dziedzicznym podstępstwem rozszerzyli wieść między 
wiernymi, zamieszkującymi owe kr* (Polskę), jakobyśmy, 
niepomni na nasz święty urząd, pokrywali milczeniem tak 
wielkie nieszczęścia, jakie ich dotykają i jakobyśmy zupełnie 
opuścili sprawę religii katolickiej. Do tego aż przyszło, że- 
śmy się stali nieomal kamieniem obrazy i opoką zgorszeń dla 
większej części owczarni pańskiej, którą nam Bóg powierzył, 
a nawet dla całego Kościoła, zbudowanego jakby na niewzru- 
szonej skale na tym, którego czcigodny urząd nam, jako Jego 
następcom został powierzony". Ale to oświadczenie minęło 
bez echa. Próbowano rokowań z carem. Mikołaj podróżo- 
wał incognito po Europie w 1845 r. i zwiedził Rzym, gdzie 
13 grudnia 1845 był na audiencji u Grzegorza XVI, który 
przyjął go z obawą i rezygnacją. Oficjalna relacja mówi o in- 
terwencji papieża w sprawie unitów. Ksiądz Kajsiewicz, tak 
cytuje słowa papieża: "Cesarzu, ty panujesz docześnie nad 
60 milionami poddanych, ja mam ich tylko 3, ale za to mam 
200 milionów duchownie podwładnych. Jam ci nic nie za- 
winił, a patrz, jak ty ze mną i z Kościołem katolickim się 


- 388 -
>>>
Kasata unii 


obchodzisz. Pamiętaj, że jest wyższy Pan i Sędzia nad nami 
oboma. Śmiertelni jesteśmy; ja starzec jedną już stopą stoję 
w grobie, gotuję się rychło być powołanym przed Sąd Naj- 
wyższego; ale i ty tam staniesz i będziesz się musiał sprawiać 
z postępków swoich". Kardynał Wiseman podaje, że Miko- 
łaj wyszedł pod wrażeniem słów papieża i wracał zgnębio- 
ny przez sale pałacu. Obiecał usunąć nadużycia i bezprawia 
- niczego nie dotrzymał. Wkrótce potem umarł Grzegorz 
XVI (1846), następcą jego został Pius IX. 
Nowemu papieżowi ks. Kajsiewicz złożył memoriał 
w dniu 19 sierpnia 1846 r. w sprawie prześladowań Kościo- 
ła na ziemiach polskich, a w obliczu rokowań z carem. Ra- 
dził domagać się: 1) nuncjatury w Petersburgu lub w War- 
szawie, 2) mianowania gorliwych biskupów, 3) otwarcia 
nowicjatów zakonnych, głownie dla zakonów żebrzących, 
4) mianowania biskupów dla Syberii, Kaukazu i południo- 
wej Rosji, 5) beatyfikacji Andrzeja Boboli, a kanonizacji 
błogosławionego Jozafata Kuncewicza, 6) odnowienia ko- 
legium grecko-słowiańskiego w Rzymie, rozpoczęcia mi- 
sji wśród Słowian południowych w Turcji. 
W 1847 r. zawarty został konkordat z Rosją. Utwo- 
rzone zostało nowe biskupstwo, chersońskie, dla katoli- 
ków w południowej Rosji. Nie udało się jednak: 1) uzyskać 
swobodnej nominacji dla biskupów z Rzymu, 2) usunąć 
z konsystorzy naznaczonych im świeckich sekretarzy, 
3) znieść ukazów o małżeństwach mieszanych i zakonach, 
4) utworzyć trybunału do spraw kościelnych wedle posta- 
nowień prawa kościelnego, 5) ustanowić biskupstwa w T y- 
flisie, 6) odzyskać dóbr kościelnych, 7) powierzyć opieki 
nad resztą unitów księżom łacińskim, 8) znieść kar za 
przejścia na katolicyzm i przysięgi na bezwzględne posłu- 


- 389 -
>>>
ROZDZIAł. 1]. 1830-1848 


szeństwo księży, które narzucał kodeks rosyjski z 1845 r. 
Spisano protokół punktów nieuzgodnionych. Ale papież 
łudził się co do położenia unitów i możliwości dawania 
im pomocy przez księży łacińskich. Konkordat nie został 
w ogóle w Rosji ogłoszony, w Królestwie dopiero w 1857 r. 
Papież raz jeszcze został oszukany. Carowi chodziło 
o opinię Europy. 
Pius IX dał jedynie schronienie bazylianom i bazy- 
liankom polskim (z Makryną Mieczysławską) w Rzy- 
mie, gdzie się jednak nie zdołali rozwinąć. W 1845 r. 
wznowiono kolegium grekoruskie dla unitów z Galicji, 
spowiednikiem został ks. Jełowicki. Ale biskupi galicyj- 
scy zbojkotowali je, tak że trzeba było przyłączyć je do 
propagandy. Ksiądz Kajsiewicz proponował utworzenie 
osobnej komisji papieskiej dla unitów i Słowian (1846), 
w rezultacie powstało w 1847 r. Towarzystwo Wschod- 
nie z udziałem zmartwychwstańców, biskupa Luquet 
i ks. Zenejdy i Wołkońskiej, Rosjanki, katoliczki, która 
ongiś Mickiewicza przyjmowała w Moskwie. Była ona 
wielką przyjaciółką Polaków. Dnia 8 stycznia 1848 r. 
Pius IX wystosował do schizmatyków encyklikę In su- 
prema Petri, bez echa. Jeden ze zmartwychwstańców, ks. 
Hipolit Terlecki, przyjął obrządek wschodni i usiłował 
założyć gałąź wschodnią zgromadzenia pod nazwą "wo- 
skresieńców". Otworzył on w Paryżu zakład wychowaw- 
czy dla unitów i misjonarzy, skąd wyszedł między inny- 
mi ks. Julian Kuiłowski, późniejszy metropolita lwowski 
greckokatolicki (zm. 1900). Ksiądz Terlecki gnany przez 
romantyczne mrzonki pokolenia, do którego należał, 
został na Węgrzech bazylianinem w 1858 r., a wreszcie 
w Kijowie przyjął prawosławie w 1872 r. i umarł w Ode- 


- 390 -
>>>
Pius IX a Polacy 


ssie w 1889 r. Ciekawym jest ów brak równowagi u tych 
ludzi: Terlecki odpadł do schizmy, Hube i Duński - do 
towiańczyków. Brak równowagi duchowej cechował ludzi 
z epoki romantycznej, a Pius IX narzekał na głowy pol- 
skie, na brak roztropności. 


Pius IX a Polacy 


Pius IX lubił Polaków. Przyjaźnił się z mieszkającym 
w Rzymie generałem Szymanowskim i z rozmów z nim 
czerpał swą wiedzę o Polsce. Widział coś tajemniczego 
w losach Polski, w "gwałceniu wszystkich praw boskich 
i ludzkich względem was". Znajdował trzy przyczyny 
nieszczęść: rozwody, ucisk ludu wiejskiego, upośledze- 
nie unitów. Ale ten człowiek, tak dobry, miał słabość dla 
wszystkich cierpiących, szczególnie dla Polaków. 
Już w 1846 r. poruszano myśl utworzenia legionu pol- 
skiego w służbie papieskiej, zwolennikami tego planu byli 
Bem i Skrzynecki. Kiedy wybuchła rewolucja w 1848 r., 
Mickiewicz chciał utworzyć legion polski w Rzymie. 
Zjednany przez zmartwychwstańców papież gotów był 
błogosławić chorągiew polską, byle ją rozwinięto poza 
granicami Państwa Kościelnego. Mickiewicz popsuł 
wszystko swą gwałtownością i brakiem taktu. Wyprawa 
jego nie udała się, a część legionu znalazła się w szere- 
gach rewolucjonistów Mazziniego (200 ludzi) pod do- 
wództwem pułkownika Izenszmida. Gdy wygnany przez 
rewolucję papież wrócił do Rzymu, nastroje w kurii były 
Polakom niechętne, nie tylko z powodu zabiegów dyplo- 
macji rosyjskiej. Z trudem naprawili te stosunki zmar- 


- 391 -
>>>
ROZDZIAł. 17. 1830-1848 


twychwstańcy, dzięki łagodności Piusa IX, który kazał 
wypuścić i obdarzyć dwóch jeńców-Polaków, wziętych 
w czasie walk z rewolucjonistami. Pamiętał o tym, że ge- 
nerał Szymanowski towarzyszył mu w czasie ucieczki do 
Gaety, Polacy wspierali go ofiarami materialnymi oraz 
modlitwami i specjalnymi pokutami starali się wybłagać 
jego powrót do Rzymu. 
Składki zbierał w Krakowie ks. Kajsiewicz, w War- 
szawie o. Prokop kapucyn, a emigracja wysłała do papieża 
osobny adres. W walce, która dzieliła w połowie XIX w. 
społeczeństwa Europy na dwa obozy - nie miało zabrak- 
nąć Polaków w żadnym z nich. Ani w komunie paryskiej 
w 1870 r., ani w szeregach żuawów papieskich pod Castel 
Fidardo. 
Rok 1848 położył kres epoce złudzeń i romantyzmu. 
Kończył oni wielki okres w dziejach katolicyzmu polskie- 
go - odrodzenia się jego z najgłębszego upadku. Był on 
też świadkiem upadku najwspanialszego dzieła wielkiej 
Rzeczpospolitej epoki nowożytnej - unii kościelnej. Nie 
przetrwała ona upadku państwa i naporu nacjonalizmu. 
Zostały po niej szczątki tępione i prześladowane oraz 
resztka w Królestwie i zaborze austriackim.
>>>
ROZDZIAł. 18 


1848-1863 


Życie religijne 


N astępny okres miał przynieść wspaniały rozkwit ży- 
cia zakonnego na ziemiach polskich. To, co narodzi- 
ło się na emigracji, miało zapuścić korzenie w kraju. 
Punkt ciężkości życia katolickiego nadal znajdował się 
na emigracji, i to w Rzymie. Obok zmartwychwstańców 
reprezentuje tu Polskę księżna Odeschalchi z domu Bra- 
nicka oraz jej siostrzeniec ks. Włodzimierz Czacki, sekre- 
tarz Piusa IX, a późniejszy kardynał. Wreszcie pierwszy 
cudzoziemiec od wielu setek lat w dyplomacji papieskiej 
ks. Mieczysław Ledóchowski, audytor w Lizbonie, dele- 
gat w Bogocie (Kolumbia), nuncjusz w Brukseli, odgrywa 
coraz większą rolę w Rzymie. Dominującą nutą życia pol- 
skiego była walka o niepodległość. Pius IX, który mimo 
sympatii dla Polaków, sądził ich krytycznie, powiedział 
z okazji manifestacji religijno-patriotycznych w Warsza- 
wie: "Polacy szukają przede wszystkim Polski, a nie Kró- 
lestwa Bożego, dlatego to i Polski nie mają". Twarde sło- 
wa te zawierają prawdę psychologiczną: skoro cel ziemski, 
choćby najwznioślejszy, stawia się na miejscu naczelnym, 


- 393 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


traci człowiek miarę. Ten brak miary w dążeniach do 
niepodległości był źródłem wielu klęsk narodu polskiego 
w XIX w. 
Sprawa ucisku Kościoła w ostatnich latach rządów 
Mikołaja I stała w dalszym ciągu na planie pierwszym 
z zainteresowań katolików polskich. Protestował prze- 
ciwko uciskowi arcybiskup mohylowski ks. Hołowiń- 
ski (1851-1855). Papież beatyfikował Andrzeja Bobolę 
w 1853 r., ofiarował, by dać znak swej życzliwości, koronę 
złotą dla obrazu cudownego w Berdyczowie. Obliczono 
tedy, że na skutek ucisku unitów małżeństw mieszanych, 
sam Kościół łaciński na ziemiach zabranych stracił od 
1772 r. 2 mln wyznawców (oprócz unitów). Zostawało 
ich jeszcze na tych ziemiach 2 mln 700 tys., w Kongre- 
sówce - 4 mln. Widać, jak systematycznie, powoli, przez 
likwidację biologicznego stanu posiadania, polskość co- 
fała się na swe ziemie rdzenne. Zrozumiemy więc głębo- 
ki lęk o przyszłość, jaki ogarniał katolików polskich na 
widok tego zjawiska. 


Odrodzenie katolickie w kraju 


Odrodzenie katolickie zaczęło teraz zapuszczać korzenie 
w kraju. Edmund Bojanowski, pozostający w kontakcie ze 
zmartwychwstańcami, człowiek świecki, założył w Wiel- 
kopolsce Zgromadzenie Sióstr Służebniczek. Celem jego 
było prowadzenie ochronek wiejskich, które zakładały 
dwory pod wpływem rozbudzonego poczucia odpowie- 
dzialności za pracownika. Była to akcja społeczna, typu 
patronalnego. W ogóle wszelkie społeczne poczynania 


- 394 -
>>>
Odrodzenie katolickie w kraju 


katolików, także poza Polską, miały w tym czasie charak- 
ter patronalny. Teoretykiem tego kierunku był Fryderyk le 
Play, twórca szkoły socjologicznej. Chciał on rozwiązanie 
kwestii społecznej oprzeć na warstwie posiad3:iącej. Źró- 
dłem tej doktryny był zacieśniony pogląd na zadania spo- 
łeczne, który znalazł swój wyraz w katechizmie z Mont- 
pellier, ogromnie rozpowszechnionym wszędzie. Oto 
jego zasady w dziedzinie społecznej polegały na opiece 
patronalnej nad robotnikiem i mogły mieć zastosowanie 
w ustroju korporacyjnym średniowiecza, nie wystarczały 
zaś zgoła dla uregulowania stosunków i zwalczenia wyzy- 
sku w nowożytnych czasach. W Polsce tłumaczono i wy- 
dano ten katechizm 2 razy w XIX w. Trzeba było dopiero 
encykliki Leona XIII, by przełamać wszędzie tę postawę - 
przedtem tylko biskup Kettler tworzył związki robotnicze 
w Niemczech zachodnich. Ten więc spadek jansenizmu, 
przekazany przez katechizm z Montpellier, normował 
społecznie poczynania katolików i hamował ich rozmach, 
utożsamiając katolicyzm z konserwatywnym kierunkiem 
w polityce. W Polsce ten kierunek społeczny miał specy- 
ficzne zabarwienie ze względu na rolniczy charakter kra- 
ju. Poza paru większymi ośrodkami, warstwy robotniczej 
w ogóle nie było. 
Nie można zaprzeczyć, że kierunek ten w Wielkopol- 
sce uczynił bardzo wiele. Stojący na czele ruchu generał 
Chłapowski dążył do podniesienia gospodarczego chło- 
pa i uczynienia zeń obywatela patrioty. Poparł inicjatywę 
doktora Marcinkowskiego założenia Bazaru w Poznaniu, 
przez co została utworzona polska warstwa mieszczańska. 
W Wielkopolsce z wolna utworzył się harmonijny ustrój 
społeczny, który w ramach poglądów XIX w. zrealizował 


- 395 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


to, co zrealizować było można z programu katolickiego 
solidaryzmu i sprawiedliwości. Jest to niewątpliwie wiel- 
ka zasługa katolików wielkopolskich, że współpracowa- 
li tak intensywnie w realizacji tego ustroju, wyrosłego 
z walki przeciw zaborcy. W innych dzielnicach bywało 
znacznie gorzej. Można tu zestawić wyjątki z pamięt- 
ników wielkopolanki, Anny z Działyńskich Potockiej, 
która wyszedłszy za mąż, osiadła około 1865 r. w Galicji 
wschodniej. Oto co zauważyła: "Ciemnota i upodlenie 
ludu przechodziły wszelkie pojęcie. Jak chłopi mieli do 
nas interes, to o kilkadziesiąt kroków ode dworu, z gołą 
głową, na kolanach klęcząc tę prośbę przynosili! Czy się 
dziwić, że musiała nastąpić reakcja po takim stanie rze- 
czy? - Po folwarkach spała czeladź razem w stajni, męska 
i żeńska. Jeśli dziewki służące przy krowach były przy 
nadziei, to się bydłu dobrze wiodło! Zupełnie mnie za 
wariatkę mieli, gdy chciałam zapobiegać zgorszeniom, 
rozdzielić służbę męską od żeńskiej". Lud ruski był nie- 
słychanie ciemny i zaniedbany: "Na tej samej Suchej 
Woli, fakt jest, że w czasie zarazy u bydła ludzie przyj- 
mujący Komunię św. wypluwali ją do przygotowanego na 
to kawałka chleba i zanosili to zjeść krowom!" Stosunek 
duchowieństwa do chłopa był w najwyższym stopniu po- 
gardliwy: "W [...] miejscu cudownym przystępowałam 
do Komunii Św. wśród wielkiego tłoku pielgrzymów, 
a ksiądz, widząc damę w kapeluszu, woła, trzymając Ho- 
stię Św., na ludzi: ..No wy bestie, rozstąpcie się«. Inaczej 
było w Galicji zachodniej: "Rymanów czarował mnie 
urodzajnością swej ziemi, inteligentną i pełną godności 
ludnością". Ciekawe światło na kwestię społeczną na wsi 
i katolickie formy jej rozwiązywania rzuca postępowanie 


- 396 -
>>>
Odrodzenie /{ato/ickie w /{raju 


Marceliny Darowskiej na Ukrainie: "Ubogich wŻerdziu 
dzieli na trzy kategorie: zwykłych żebraków, włóczących 
się za wsparciem, których nakarmi, ogrzeje i przez Karol- 
cię (córkę) kilkoma groszami obdarza; istotnie nieszczę- 
śliwych, zmuszonych okolicznościami do żebractwa: tych 
zna już wszystkich i stosownie do potrzeb większymi da- 
rami wspomaga; wreszcie zubożałych oficjalistów, którzy 
straciwszy przez nadużycia posady, pracować nie chcą 
i listy pochlebcze przez dziatwę posyłają: młodocianych 
tych posłańców napomina, naucza, a w końcu udziela im 
miarkę zboża, by z winy rodziców dzieci głodu nie zazna- 
ły. Są jeszcze inni ubodzy, których wyszukiwać trzeba, 
bo się wstydzą żebrać, żadnego nie odtrąci, żadnego nie 
odeśle bez pomocy". 
W ramach społeczności katolickiej w Wielkopolsce 
założone w 1850 r. przez gospodynię Przewoźną służeb- 
niczki pełniły funkcje opieki społecznej. Rychło prze- 
niosły się do Kongresówki, Galicji i na Śląsk. W zaborze 
rosyjskim nie zdołały przetrwać prześladowań, ale roz- 
winęły swą pracę w Galicji. Tu elementy konserwatywne 
nie miały zrozumienia dla społecznego programu, katoli- 
cyzmu patronalnego. Rzeź galicyjska wykopała przepaść 
wzajemnej nieufności i niechęci, którą daremnie usiłował 
zasypać, realizujący znane w Wielkopolsce wzory, Walery 
Wielogłowski. Służebniczki miały tu jednak poparcie pań 
z arystokracji i spełniały swą pożyteczną służbę. Dzia- 
łalność pedagogiczna Edmunda Bojanowskiego i zasady 
wychowawcze jego zgromadzenia nie zostały dotychczas 
opracowane, jak tyle innych, doniosłych przejawów życia 
katolickiego. Jest to tym ważniejsze, że służebniczki prze- 
niosły się na Zachód i mają gałąź angielską. 


- 397 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


Analogiczną do służebniczek rolę odgrywały założone 
w 1855 r. w Warszawie felicjanki, które miały opiekować 
się ochronkami. Wygnane po powstaniu 1863 r. osiadły 
w Krakowie i utworzyły gałąź w Ameryce. Założycielką 
była Zofia Truszkowska, a inicjatywę i kierownictwo dał 
o. Beniamin Szymański, kapucyn w Warszawie. Kapucy- 
ni warszawscy zasługują również na szczególniejszą uwa- 
gę. Jest to jedyny żywotny zakon męski w zaborze rosyj- 
skim. Zarówno postać o. Beniamina (Szymańskiego), jak 
i o. Prokopa (Leszczyńskiego) zasługują na opracowanie, 
tym więcej, że obydwaj imali się pióra. Z osobą ks. Fe- 
lińskiego, profesora Akademii Duchownej w Petersburgu, 
łączy się powstanie w roku 1856 tajnego zgromadzenia 
w celach wychowawczo-społecznych - "Rodziny Marii". 
Stworzyła ją p. Dyman, posiadały one tajne zgromadze- 
nia w Petersburgu, Warszawie, Odessie oraz zajmowały 
się wychowaniem sierot pod pozorem "szwalni". Udało 
się im przetrwać pod argusowym okiem policji. Część 
z nich z m. Marią Drzewiecką przeszła do Zgromadzenia 
Franciszkanek Misjonarek Marii i zapisała piękną kartę 
w dziejach wyznawstwa w XX w. 
Dominikanki III Zakonu zostały założone przez 
m. Kolumbę Białecką w 1861 r. w zaborze austriackim. 
Zgromadzenie Opatrzności, celem opieki nad upadłymi 
kobietami, założyła Antonina Mirska w 1856 r. we Lwowie. 
Szczególne znaczenie miał zakon wychowawczy, za- 
łożony przez Józefę Karską i Marcelinę Darowską pod 
kierunkiem zmartwychwstańców. Były to niepokalanki 
(1857), które odmówiły udania się do Warszawy, dokąd 
je wzywał arcybiskup Feliński osiadły w Galicji. Wycho- 
wywały one w duchu katolickim wielkie rzesze kobiet 


- 398 - 


-..ł.....
>>>
Odrodzenie katolickie w kraju 


z warstw wyższych i stały się dzięki temu pionierkami 
odrodzenia rodziny katolickiej23. 
We wszystkich tych zakonach i zgromadzeniach roz- 
kwitło bogato życie mistyczne. Na uwagę zasługuje Mi- 
styka o. Semenenki, pierwsze po długiej bardzo przerwie 
dzieło oryginalne polskie w tej dziedzinie. Zainteresowa- 
nia praktyczne dominowały jednak, jak zawsze w katoli- 
cyzmie polskim. Nie znajdujemy w tym czasie żadnego 
wybitniejszego myśliciela katolickiego w Polsce, może 
zaliczyć by tu należało jedynie Norwida. Filozofowie tej 
epoki ulegali wpływom Hegla i niemieckiego idealizmu. 
Dopiero pod koniec stulecia pojawiają się pierwsi myśli- 
ciele naprawdę katoliccy. 
Misyjna myśl znalazła w tym czasie - po jakże długiej 
przerwie - znowu swój wyraz w akcji na Bałkanach. Agent 
hotelu Lambert w Konstantynopolu, płk Jordan, nawiązał 
stosunki z Bułgarami. Dotychczas akcja obrony Słowian 
bałkańskich znajdowała się wyłącznie w ręku Rosji, ale 
Rosja liczyła się też z Grekami. Otóż Grecy nie dopusz- 
czali do stworzenia osobnej hierarchii bułgarskiej, co osła- 
biłoby ich wpływy, a w szczególności znaczenie patriar- 
chatu carogrodzkiego, który od upadku Konstantynopola 
reprezentował wobec władz ottomańskich całość ludności 
chrześcijańskiej także pod względem politycznym. Tym- 
czasem odrodzenie narodowe w Bułgarii czyniło postępy, 
głównie w Macedonii i Tracji, na pograniczu bułgarsko- 
-greckim. Tu powstało żądanie osobnego patriarchatu buł- 


23 Por. M. Marce/ino od Niepoka/anego Poczęcia N. P. Maryi (Mar- 
ce/ino Darowska) 1827-1911. Krótki zarysjej życia wychowankomjej po- 
fWięcony,]azłowiec 1929, s. 83. 


- 399 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


garskiego, a gdy nie zostało ono uwzględnione - zaczęło 
myśleć o unii z Rzymem. Myśl tę podchwycił płk Jordan, 
by z Bułgarii unickiej stworzyć przeszkodę do ekspansji 
rosyjskiej na Bałkanach. Poparli tę myśl dyplomaci fran- 
cuscy. Część duchownych bułgarskich przystąpiła do unii, 
jeden z nich, Sokolski, udał się do Rzymu, gdzie został 
konsekrowany na biskupa wśród wspaniałych uroczystości 
(1861). Patriarchatu Rzym nie stworzył, ale zorganizował 
osobną hierarchię. Tegoż jeszcze roku Sokolski udał się 
z wizytą na okręt rosyjski w Konstantynopolu, po czym 
nie wrócił. Okręt przewiózł go do Rosji, gdzie mieszkał 
do końca życia. Zdania co do jego zachowania się są po- 
dzielone. Biskup Pelczar uważa, że odpadł od Rzymu, 
skoro wyświęcał kleryków z Chełmszczyzny, którzy mieli 
oderwać unię od Kościoła, i odgrywał w tej sprawie rolę 
niejasną. o. Smolikowski jest zdania, że Sokolski do koń- 
ca życia pozostał unitą. W każdym razie zniknięcie jego 
zachwiało dziełem unii, ale nie zniszczyło go do reszty. 
Zmartwychwstańcy polscy i lazaryści francuscy prowa- 
dzili wytężoną i skuteczną pracę wśród Bułgarów. Roz- 
wijała się ona głównie w częściach południowych kraju, 
Macedonii, Tracji z ośrodkiem w Adrianopolu. Pracował 
tu o. Kaczanowski, b. kapitan z 1831 r. i o. Malczyński, 
unita polski. Na północy misja zaczęła się później: miała 
ośrodek w Warnie. Brakło na nią sił. Starano się też do- 
trzeć do Serbów w Sandżaku Nowobazarskim (o. Smoli- 
kowski). Wielką przeszkodą była polityka panslawizmu, 
która utożsamiała go z prawosławiem. 
Do Ameryki Płn. dotarli zmartwychwstańcy w 1857 r. 
(Kanada) i zapuścili tam silne korzenie, zajmując się, zgod- 
nie z założeniami swej tradycji, parafiami jako środowi- 


- 400 - 


.........
>>>
Powstanie styczniowe 


skami społecznymi. Zaczęli misję w stanie Texas (1866). 
Najstarsza parafia polska w Stanach Zjednoczonych, 
św. Stanisława Kostki w Chicago, została przez nich za- 
łożona w 1871 r., również założyli oni "Dziennik Chica- 
gowski". W Brazylii pracę wśród emigracji podjąć mieli 
misjonarze w początkach XX w. 


Powstanie styczniowe 


Lata 1863-1870 są okresem wielkiego paroksyzmu w ca- 
łej Europie. Powstają państwa narodowe, dokonują się 
przewroty. Zjednoczenie Włoch odbywa się kosztem 
państwa kościelnego. W związku z tym walka o władzę 
doczesną papieża dzieli społeczeństwa katolickie na wro- 
go do siebie usposobione odłamy. Część opinii polskiej, 
tzw. ultramontani, bronili władzy doczesnej papieża, inni, 
sprzyjali ruchowi narodowemu włoskiemu, któremu prze- 
wodził Garibaldi, a patronowali Cavour i król sardyński 
Wiktor Emanuel. Hotel Lambert zajmował stanowisko 
dwuznaczne i utrzymywał stosunki z kołami rewolucyj- 
nymi, inna część emigracji wspierała pieniężnie Piusa IX. 
W kraju również stały przeciw sobie dwa obozy, szczegól- 
nie w Wielkopolsce. Byli Polacy w oddziałach Garibal- 
diego - byli też w szeregach wojsk papieskich pod Anko- 
ną, Castelfidardo i przy obronie Rzymu. Znamy zaledwie 
parę nazwisk, dzieje ich zgoła niezbadane. Jak zwykle bili 
się doskonale. Ale rychło sprawy polskie zaabsorbowały 
wszystkie siły i całą uwagę, przede wszystkim wypadki 
w Królestwie, gdzie pod wrażeniem zjednoczenia Włoch, 
i nie bez zachęty ze strony Włochów (którzy chcieli od- 


-401 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


wrócić uwagę Austrii od półwyspu?) rozpoczęły się mani- 
festacje patriotyczno-religijne. 
Patrząc na nie ze stanowiska odseparowania Kościo- 
ła od polityki, można mieć zastrzeżenia co do słuszno- 
ści łączenia walki narodowej z momentami religijnymi. 
Jednak w tym wypadku, jeśli nawet żywioły rewolucyjne 
nie z przekonania, a z wyrachowania sprzęgały objawy 
religijne z patriotycznymi, to masy przeżywały je zgo- 
ła inaczej. Po 1830 r. nastąpiło wszędzie na ziemiach 
polskich odrodzenie religijności, bardzo uczuciowej i fi- 
deistycznej, związanej z mesjanizmem wieszczów, ale 
szczerej i głębokiej. Masy manifestowały swe uczucia 
patriotyczne w formie religijnej, bo były głęboko wie- 
rzące i religijne. Ale z daleka rzecz wyglądała inaczej. 
Niewątpliwie kler był słabo wykształcony i zarzuty roz- 
politykowania były słuszne. Zbyt długo wpajano w se- 
minariach duchownych i akademii zasady cezaropapi- 
zmu i supremacji świeckiej władzy nad Kościołem, by nie 
miała się nauka zwrócić przeciw tej władzy: na miejsce 
cara wszedł naród i dobro narodu. Dlatego w Rzymie 
obawiano się o przyszłość, widząc rządy ludzi świec- 
kich w świątyniach, wpływy kobiet na księży, bratanie 
się w duchu liberalizmu z żydami (którzy ofiarowali 
krzyż do kościoła Bernardynów) i ewangelikami, sły- 
sząc o publicznym znieważeniu biskupa kujawsko-kali- 
skiego ks. Marszewskiego w Łęczycy za to, że wystą- 
pił przeciw rozpolitykowaniu księży. Z drugiej strony, 
Wielopolski traktować chciał Kościół jako narzędzie 
rządu, czym odstręczał od siebie kler, szczególniej war- 
szawski. Rząd rosyjski poszedł na ustępstwa i w latach 
1861-1862 szereg stolic biskupich zostało obsadzonych. 


- 402 -
>>>
Powstanie styczniowe 


Wreszcie, gdy władze rosyjskie zażądały usunięcia śpie- 
wów patriotyczno-religijnych z kościołów, a biskupi od- 
mówili, gdy doszło do gwałtów wojska po kościołach - 
ks. Białobrzeski, administrator archidiecezji warszaw- 
skiej, zamknął kościoły. Rząd zgodził się na obsa- 
dzenie arcybiskupstwa - w 1862 r. został metropolitą 
ks. A. Feliński. Nawiązał on kontakt z arcybiskupem 
Przyłuskim z Poznania, sprowadził do Akademii Ducho- 
wnej na rektora ks. Dunajewskiego z Krakowa i ks. Go- 
liana na profesora, ludzi wybitnych o poglądach wyraź- 
nie katolickich. Występując przeciw angażowaniu się 
księży w działalności politycznej, walczył o uwolnienie 
uwięzionych i usunięcie nadużyć władz. Otwierał przy- 
tułki i sierocińce, popierał akcję charytatywną. Jednak 
szereg księży należało do organizacji powstańczej, mimo 
wyraźnego zakazu Stolicy Apostolskiej wstępowania do 
tajnych organizacji. Przez takie bowiem tajne organiza- 
cje wciągano na Zachodzie księży do masonerii. Wia- 
domość o tym dotarła do Rzymu, ważyło się, czy papież 
nie powinien jawnie wystąpić. Wiedząc o niezwykłym 
podnieceniu umysłów w kraju, ks. Kajsiewicz obawiał się 
skutków tego wystąpienia i sam wystosował list "do braci 
kapłanów spiskujących". 
List ten wysłany w końcu 1862 r. przyszedł przed 
samym wybuchem powstania, narobił wiele wrzawy, 
rozgoryczenia wśród ludzi świeckich, a niczego nie po- 
wstrzymał. Ksiądz Kajsiewicz atakowany z wielu stron pi- 
sał: "Może doczekam, że u nas pokochają katolicyzm nie 
dlatego, że narodowy, ale że Boży, a to przyjdzie..." Ale 
oddzielanie się katolicyzmu od kierunków politycznych 
miało przyjść w Polsce dopiero po uzyskaniu niepodległo- 


- 403 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


ści. Obawy zaś Kajsiewicza nie były bezpodstawne. Księ- 
ża powstańcy, którzy znaleźli się po 1863 r. na emigracji, 
założyli Stowarzyszenie Kapłanów Polskich, które doma- 
gało się w okresie soboru watykańskiego, by lud wybierał 
proboszczów, a powszechne głosowanie - ojców soboro- 
wych, ci zaś nowego papieża. Była to doktryna konstytucji 
cywilnej duchowieństwa. Ciekawe, czy przyswoili ją sobie 
w kraju (jak ongiś ks. Ściegienny doktrynę Lamennais), 
czy też na emigracji. W każdym razie świadczy to o wiel- 
kiej ciemnocie kleru polskiego w tej epoce. 
Powstanie jednak okazało zdecydowanie katolicki 
charakter narodu, grupki rewolucyjne i wolnomyślne stra- 
ciły zupełnie swe wpływy. Widziano to za granicą, w par- 
lamencie włoskim odezwały się głosy niechęci do Polaków, 
przepowiadające, że odbudowana Polska będzie broniła 
papieża. Parlament ten od tej chwili sprawy polskiej nie 
poruszał. Były też inne objawy wewnętrznej niechęci, wy- 
rażające się w próbach usunięcia zdecydowanego katolika, 
którym był dyktator Romuald Traugutt, postać zasługu- 
jąca na bliższe zbadanie właśnie ze względu na swój ka- 
tolicyzm. Traugutt ze swą ofiarnością, głębokim sensem 
moralnym i religijnym, z idealizmem chrześcijańskiego 
żołnierza jest reprezentantem całego ówczesnego pokole- 
nia. Orzeszkowa w Gloria Victis nakreśliła jego sylwetkę 
i włożyła mu w usta słowa, które odzwierciedlają etyczne 
uzasadnienie dobycia oręża przeciw przemocy: "niewo- 
la zabija dusze, a ja z tej prawdy wyprowadzam wnioski, 
że nikomu nie wolno zabijać dusz ludzkich, i odwrotnie: 
duszom ludzkim nie wolno pozwalać, aby ktokolwiek je 
zabijał. Oto jest prawo nasze do walki, którą przedsiębie- 
rzemy, i oto dlatego sprawa nasza jest sprawą boską. Nie 


- 404 -
>>>
Powstanie styczniowe 


na podboje i nie na łupy idziemy, ale po odbiór wydziera- 
nego nam dobra boskiego. Dobrem boskim - cnota ludz- 
ka, cnoty nie ma bez wolności. Jeżeli wygramy, wygraną 
naszą będzie zbawienie duszy narodu naszego, jego czci 
i jego doczesnego szczęścia; jeżeli przegramy, rzeką krwi 
przez nas przelanej inni zapłyną do wolności". 
Jeszcze przed objęciem przez Traugutta dyktatury 
rząd narodowy 26 czerwca 1863 r. wystosował adres do 
Piusa IX. Doręczył go ks. Władysław Czartoryski, mimo 
że Hotel Lambert był źle widziany z powodu stosun- 
ków z żywiołami rewolucyjnymi, ale hr. Adam Potocki 
z Krzeszowic, upatrzony na posła, odmówił. Adres spo- 
wodował interwencję dyplomatyczną Piusa IX u cesarza 
Franciszka Józefa, którego Stolica Apostolska wezwała 
do stanięcia w obronie Polski. Ale Austria uchyliła się od 
interwencji. Wtedy Pius IX zarządził modły za Polskę 
"Przedmurze przeciw napadom błędu" wraz z procesją 
z cudownym obrazem Zbawiciela, zwanym "Acheropi- 
tą", dnia 6 września 1863 r. W sierpniu tegoż roku na 
kongresie katolickim w Malines w Belgii grupa katoli- 
ków liberalnych z Montalembertem na czele wystąpiła 
z wnioskiem o stworzenie bractwa modlitw za Polskę 
i za oswobodzenie Kościoła polskiego oraz uchwaliła 
wystosować adres do katolików polskich. Popierał ten 
wniosek ks. Lescoeur, oratorianin z Paryża. Obecny na 
zebraniu nuncjusz ks. Ledóchowski oklaskiwał gorą- 
co wniosek, ale się dyplomatycznie nie angażował. Raz 
jeszcze w alokucji 24 kwietnia 1864 r. papież wystąpił 
w sprawie prześladowań w Polsce, ale Europa milczała. 
Tragedia narodu polskiego dopełniła się w upadku po- 
wstania. Represje rozpoczęły się od razu z chwilą wybu- 


- 405 - 



 


...
>>>
ROZDZIAł. z8. 1848-1863 


chu powstania: wywożenie księży i biskupów, zamyka- 
nie klasztorów, odbieranie kościołów. Wszyscy biskupi 
zostali wywiezieni, gdyż nie chcieli podporządkować się 
rozporządzeniom łamiącym kanony. [Konkordat z Rzy- 
mem został zerwany w 1867 r. Z narastającą falą prześla- 
dowań usiłował walczyć biskup sejneński ks. Konstanty 
Ireneusz Łubieński. Obdarzony wielkimi zdolnościami 
dyplomatycznymi i talentami towarzyskimi jeszcze jako 
młody kapłan postanowił poświęcić się apostołowaniu 
w Rosji, uważając, że nieszczęścia, jakie spadły na Polskę 
były karą Bożą za zaniedbanie dzieła nawrócenia Rosji. 
Z tych pobudek m.in. płynęła jego lojalność wobec rządu: 
był on przeciwnikiem powstania, a jeszcze jako ksiądz 
zdołał nawiązać w Petersburgu liczne stosunki wśród 
wpływowych kół arystokracji rosyjskiej i w najbliższym 
otoczeniu ks. Konstantego. Dokonał on też licznych taj- 
nych nawróceń w Petersburgu, a konwertyci i penitenci 
jego ostrzegali go i wspierali w jego poczynaniach. Po 
upadku powstania doszła do głosu Rosyjska Partia Re- 
wolucyjna i Nacjonalistyczna wbrew elementom bardziej 
umiarkowanym. Szukał w niej oparcia Murawiew, nale- 
żeli do niej Milutin i ks. Czerkaskij, którzy po upadku 
powstania reorganizowali Królestwo, ale przeciwnym jej 
był namiestnik hr. Berg, należący do umiarkowanych. 
Biskup Łubieński zdawał sobie sprawę z tego, że Ro- 
syjska Partia Rewolucyjna i Nacjonalistyczna dąży do 
utworzenia w Polsce Kościoła narodowego i oderwania 
narodu polskiego od Rzymu. Zwalczany przez polskie 
stronnictwo czerwonych bał się, że dadzą oni się pocią- 
gnąć do tej akcji. Szukał tedy oparcia u umiarkowanych 
elementów rosyjskich i czynił znaczne ustępstwa, uzy- 


- 406 - 


4
>>>
Powstanie styczniowe 


skując w zamian w Petersburgu niejeden sukces. Celem 
jego było sparaliżowanie akcji wiodącej do utworzenia 
Kościoła narodowego, dla którego władze w Królestwie 
zdołały zjednać aż 30 księży. Biskup Łubieński udarem- 
nił swymi wpływami w Petersburgu plany Murawiewa 
podporządkowania sobie Suwalszczyzny, potem obaliJ 
ks. Czerkaskiego i podjął walkę przeciw jego następcy 
Muchanowowi, mimo iż widział jasno, że umiarkowani 
w końcu zawsze ustępowali nacjonalistom i rewolucjo- 
nistom. Gdy jednak rozkaz Stolicy Apostolskiej nakazał 
mu odwołanie delegata z katolickiego Kolegium Du- 
chownego w Petersburgu, został on wywieziony do Per- 
mu i w drodze otruty. Niewątpliwie wrogowie jego oba- 
wiali się, że dzięki stosunkom na dworze zdoła powrócić 
jako triumfator. Prócz biskupa Łubieńskiego, najwybit- 
niejszego z biskupów w Królestwie, wywieziony został 
biskup płocki Wincenty Popiel bardzo lojalny wobec 
rządu. Akademia Duchowna w Warszawie, zreformo- 
wana przez arcybiskupa Felińskiego, po krótkim okresie 
rozkwitu została skasowana.] Papież zerwał stosunki dy- 
plomatyczne z Rosją z powodu prześladowań Kościoła, 
kasaty klasztorów i wywożenia biskupów. Utworzone 
w Petersburgu Kolegium Rzymskokatolickie zostało ob- 
łożone klątwą w 1868 r. i pozostawało pod nią do chwi- 
li, gdy statuty jego zostały zmienione (1875). W 1867 r. 
Pius IX otworzył Papieskie Kolegium Polskie, które po- 
wierzył zmartwychwstańcom. Inne narody miały kolegia 
utrzymywane przez swe rządy - Kolegium Polskie miało 
być papieskim, gdyż rządu polskiego nie było. Kształcili 
się w nim także unici z Chełmszczyzny. Unici z Galicji 
zajmowali wobec Polaków stanowisko niechętne - zawar- 


- 407 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


ta w 1863 r. za pośrednictwem papieża "konkordia", czy- 
li umowa regulująca sprawy sporne między obu wyzna- 
niami, nie została dotrzymana przez unitów. W 1867 r. 
papież kanonizował błogosławionego Jozafata Kuncewi- 
cza, zamęczonego przez prawosławnych.[24] 
Założenie Kolegium Polskiego miało doniosłe zna- 
czenie dla przyszłości Kościoła polskiego. Tu wychował 
się cały zastęp księży, z których niejeden został biskupem. 
Odnowienie episkopatu polskiego w znacznej mierze wy- 
szło z tego właśnie ośrodka. 


Zabór pruski 


Rząd pruski sprzed 1870 r. starał się stworzyć wszyst- 
kie pozory lojalności wobec Kościoła, nawet chwilami 
gotów był odstępować od swych żądań i okazywać to, 
co w oczach protestantów mogło być uważane tylko za 
słabość. Przyczyną tego była wielka gra o zjednoczenie 
Niemiec. Wszelki konflikt z Kościołem odbić się mu- 
siał na stosunku państw południowoniemieckich do 
Prus i utrudnić dzieło zjednoczenia. Pod tym też ką- 
tem rząd pruski patrzył na sprawę obsadzenia metropo- 
lii gnieźnieńskiej. Tu arcybiskup Przyłuski, wysunięty 
po arcybiskupie Duninie, okazał się w 1848 r. patriotą 
polskim i ściągnął na siebie niełaskę króla. Rząd pru- 


24 Sprawy te omawia szczegółowo, bez uwzględnienia źródeł pol- 
skich dla okresu 1814-1883: A. T. J. Boudou, Stolica Iw. a Rosja. Sto- 
sunki dyplomatyczne między nimi w XIX stuleciu, Kraków 1928; por. też 
A. Petrani, Kolegium duchowne w Petersburgu, Lublin 1950. 


- 408 -
>>>
Zab6r pruski 


ski starał się o powołanie go do Rzymu i zastąpienie 
go przez Niemca, choćby biskupa Kettelera, znanego 
działacza społecznego. W trakcie rokowań umarł arcy- 
biskup Przyłuski, a kuria przeforsowała u rządu zgodę 
na osobę ks. Ledóchowskiego arcybiskupa Salaminy, 
nuncjusza w Brukseli. Ugięły się też kapituły hołdujące 
partykularyzmowi. W ogóle kler wielkopolski był suro- 
wo sądzony przez Jana Koźmiana, który owdowiawszy, 
został księdzem. On i całe stronnictwo "ultramontanów" 
(Chłapowscy, Morawscy, Żółtowscy) niechętnie patrzy- 
li na zbytnie zaangażowanie się kleru w życiu politycz- 
nym. Ksiądz Koźmian był osobiście przyjmowany przez 
Piusa IX, popierali go księżna Odeschalchi i wpływowy 
ks. Włodzimierz Czacki, ale rząd pruski był mu prze- 
ciwny. Stronnictwo "ultramontanów" spodziewało się po 
nowym arcybiskupie reform. Istotnie sprowadził on jezu- 
itów i organizował misje przy udziale ich oraz filipinów. 
Osadził nowe żeńskie: oddany wychowaniu kobiet Sacre 
Coeur, urszulanki, kontemplacyjny zakon karmelitanek. 
W dziedzinie społecznej poparł Towarzystwo św. Win- 
centego a Paulo, które gromadziło ludzi świeckich, odda- 
jących się pracy charytatywnej, założone w 1833 r. przez 
Fryderyka Ozanama w Paryżu. Jego staraniem powstały 
stowarzyszenia czeladzi rzemieślniczej, dotąd zaniedby- 
wanej. Udało mu się usunąć wrogiego katolikom naczel- 
nego prezesa Horna, ale popularności w społeczeństwie 
wielkopolskim, zaangażowanym w walce z Niemcami, 
nie zdobył. Szczególnie miano mu za złe, gdy udał się 
w 1870 r. do Wersalu, by u nowego cesarza niemieckiego 
zabiegać o obronę władzy doczesnej papieża - zresztą na 
próżno. 


- 409 -
>>>
ROZDZIAł. 18. 1848-1863 


Zabór austriacki 


Dopiero w 1866 r. po uzyskaniu autonomii zaczęło się 
w zaborze austriackim odradzać życie polskie, a wraz 
z nim życie katolickie. Panowały tu silne tendencje libe- 
ralne wśród warstw wyższych, a duchowieństwo, wycho- 
wane jeszcze w szkole józefińskiej, nie umiało korzystać 
z nowej wolności. Dopiero po 1880 r. można mówić o od- 
rodzeniu się katolicyzmu w zaborze austriackim, na co się 
złożyć miało szereg przyczyn. Zależność od ideologii jó- 
zefińskiej zaznaczyła się wyraźnie w stanowisku biskupów 
wobec dogmatu nieomylności papieża na soborze waty- 
kańskim. Polskę reprezentował arcybiskup Ledóchowski, 
który zasiadał między prymasami, przedstawiciel kleru 
zaboru rosyjskiego ks. prałat Sosnowski zbiegły do za- 
boru austriackiego, administrator apostolski z Krakowa 
ks. Gałecki oraz arcybiskup Wierzchlejski ze Lwowa 
i biskup Pukaiski z Przemyśla. Otóż ci dwaj ostatni byli 
przeciw nieomylności, godząc się zresztą na opinię więk- 
szości. Wpłynęło na nich, podobnie jak i na wielu bisku- 
pów niemieckich, stanowisko rządu wiedeńskiego, który 
był wrogo usposobiony do nowego dogmatu. Przeciw nie- 
omylności pisał też liberalnie usposobiony J. I. Kraszew- 
ski w "Tygodniu", wydawanym w Dreźnie. Skrajny odłam 
przeciwników nieomylności nie uznał orzeczeń soboru 
i oderwał się od Kościoła katolickiego, tworząc odrębny 
Kościół starokatolicki (Szwajcaria, Niemcy). W Polsce do 
starokatolików przyznawały się tylko jednostki. Zajęcie 
Rzymu przez wojska włoskie dnia 20 września 1870 r. 
przerwało obrady soboru. 


-410-
>>>
ROZDZIAł.. 19 
1863-1890 


Charakterystyka okresu 


O kres 1848-1870 przyniósł dalszy rozwój życia katolic- 
kiego w kraju, przy czym krótka chwila jego rozwoju 
w Królestwie została przerwana przez wybuch powstania 
i represje. Punkt ciężkości wciąż jeszcze pozostawał poza 
krajem, na emigracji. Można scharakteryzować ten okres 
jako ciężką walkę o zbudowanie podstaw życia katolic- 
kiego. Ten sam charakter będą miały lata następne, do 
roku 1880-1885 mniej więcej. W tym czasie wymierają 
najwybitniejsi przedstawiciele emigracji - ks. Kajsiewicz 
w 1873 r., ks. Kaczanowski tegoż roku, ks. Jełowicki 
w 1877 r., ks. Semenenko w 1886 r., w kraju zmartwych- 
wstaniec, historyk ks. Kalinka (1886). Zmartwychwstań- 
cy przenoszą częściowo swą pracę do kraju, ale tu nie grają 
tej roli co poprzednio. 
W Galicji, gdzie poprawa stosunków zaznacza się od 
1880 r., następuje wielki rozkwit życia religijnego, przy 
czym czołowe stanowisko zajmują jezuici z "Przeglądem 
Powszechnym" (od 1884 r.). Równocześnie upada unia na 
Chełmszczyźnie i na Podlasiu, a w Prusach szaleje Kultur- 


-411-
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


kamp£ Po okresie przewagi romantyzmu w umysłowości 
polskiej zapanowuje pozytywizm, niechętny katolicyzmo- 
wi i religii w ogóle. Wreszcie po śmierci Piusa IX nowy 
pontyfikat Leona XIII inauguruje nową epokę w dziejach 
Kościoła. 


Zabór rosyjski 


Prześladowanie Kościoła łacińskiego po 1863 r. przybrało 
niespotykane dotąd rozmiary. Wszyscy biskupi zostali wy- 
wiezieni, los ich dzieliło wielu księży. Klasztory kasowa- 
no - w 1864 r. ulegli zagładzie misjonarze w Królestwie. 
Dozwolona była, pod okiem argusowym władz, jedynie 
działalność charytatywna towarzystw dobroczynności. 
Tam tedy skupiła się cała nieomal działalność katolicka 
w zaborze rosyjskim. Ale w Wilnie w 1863 r. zamknięto 
Towarzystwo św. Wincentego a Paulo, zarząd poszedł na 
wygnanie. Wznowiono je dopiero w 1910 r. 
Obok działalności charytatywnej nielicznych grup, 
wymienić trzeba pracę kapucynów warszawskich. Zgro- 
madzenie to wydało wiele wybitnych postaci, jak o. Pro- 
kop Leszczyński, o. Ilonorat Koźmiński, które nie zostały 
dotąd wyczerpująco opracowane. Ojciec Honorat założył 
szereg zgromadzeń tercjarskich, franciszkańskich i sięgnął 
do fabryk, tworząc "siostry fabryczne" tercjarki, pracujące 
na równi z innymi, a niosące pomoc i działalność apostol- 
ską do rzesz robotniczych. Wszystkie te wysiłki prowa- 
dzone były bez zgody i wiedzy władz rosyjskich. 
Na ziemiach wschodnich ucisk był jeszcze ostrzej- 
szy, tu nawet utrudniano tworzenie kół różańcowych. 


-412-
>>>
Zabór rosyjski 


Władze rosyjskie zdążały wprost do oderwania katoli- 
ków od Rzymu i zlania ich z prawosławiem, tak jak stalo 
się z unią. Już w 1851 r., bezpośrednio po mianowaniu 
ks. Hołowińskiego metropolitą mohylowskim, urzędnik 
rosyjski Skrypicyn, dyrektor departamentu obcych wy- 
znań, zaproponował mu 60 tys. rubli, jeżeli wyda spis 
księży pragnących przyjąć prawosławie. Został wyrzucony 
przez drzwi i omal nie znieważony czynnie. Podobno spo- 
dziewał się, że arcybiskup umieści na liście nazwisko swoje 
oraz swych przyjaciół. Teraz zabrano się zręczniej. Po wy- 
wiezieniu biskupów i gorliwych księży udało się rządowi 
wprowadzić na administratorów diecezji karierowiczów. 
Niektórzy z nich dali się nakłonić do wprowadzenia litur- 
gii dodatkowej w języku rosyjskim ("Trebnik"). Opracował 
ją ks. Ferdynand Sęczykowski, wydana została bez zgody 
Stolicy św. Popierali tę akcję księża Żyliński, Niemeksza 
i Tupalski, stanęło za nimi około 10% księży na Białej 
Rusi, reszta, choć sterroryzowana, stawiała opór mimo 
nieustannych denuncjacji. Nacisk też szedł z Petersburga, 
gdzie w latach 1864-1876 rektorem Akademii Duchow- 
nej był znany z poglądów józefińskich były dominikanin 
o. Dominik Stacewicz. Publicznie i prywatnie głosił on, 
że żaden kanon nie ma wartości dla całego Kościoła, 
wszystkie orzeczenia papieskie odnoszą się tylko do Pań- 
stwa Kościelnego. Kościoły mają stosować się do prawa 
państwowego, a do kościelnego o tyle, o ile jest tolerowa- 
ne przez państwo. "Profesor teologii miał unikać akcen- 
towania prymatu papieskiego, profesor historii Kościoła 
miał mówić możliwie najmniej o schizmie greckiej albo 
o sporze o inwestyturę, inaczej bowiem profesor narażał 
był się na zarzut, że nie jest przyjacielem cesarza". Biskup 


-413 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


Staniewski, sufragan i administrator mohylowski, ulegał 
we wszystkim księdzu Stacewiczowi, który był otoczony 
sławą wielkiej uczoności. Kolegium Duchowne Rzymsko- 
katolickie w Petersburgu, które miało zarządzać sprawami 
katolickimi, znajdowało się w latach 1868-1875 pod klą- 
twą papieską, zanim nie zmieniło swych statutów. Jednak 
Kościoła łacińskiego nie spotkał los unii. Zdecydowała tu 
postawa świeckich, którzy trwali w przywiązaniu do wiary 
i języka oraz odrzucali próby rusyfikacji, bojkotując księży, 
stosujących "Trebnik". Można by przypuszczać, że różni- 
ca w postawie Kościoła łacińskiego i unickiego wynikała 
z innej struktury społeczności katolickiej: w unii był sam 
lud i drobne mieszczaństwo, Kościół łaciński miał wśród 
swych wyznawców całą szlachtę: jej to stanowisko jako 
żywiołu uświadomionego, silnego kulturalnie i gospodar- 
czo mogło zadecydować o stanowisku mas. Ale przykład 
oporu unitów podlaskich przeczy temu. W społeczności 
katolickiej mogły znaleźć się wśród świeckich siły, które 
zwycięsko przetrwać zdołały prześladowania, mimo od- 
stępstwa księży, a nawet mogły je udaremnić z góry przez 
swą zdecydowaną postawę. 
[W dziedzinie społecznej po uwłaszczeniu chłopów 
w Królestwie elementy katolickie wśród ziemian usiłowa- 
ły realizować program społeczny i gospodarczy dzielnicy 
pruskiej - spółdzielczość, oświatę rolniczą, podniesienie 
gospodarcze kraju. Wśród rodzącej się wielkiej masy pro- 
letariatu fabrycznego pracowały tylko "siostry fabryczne" 
o. Prokopa. Wśród robotników tylko nieliczne jednostki 
nie poddawały się propagandzie socjalizmu i szukały cze- 
goś, co by reprezentowało katolicki program sprawiedli- 
wości społecznej. Mieszczaństwo, często obce wyznanio- 


-414-
>>>
Upadell unii na Chełmszczyźnie i na Pod/asiu 


wo i światopoglądowo katolickim masom, ograniczało się 
do biernego współczucia nędzy robotnika. Wyrazem tego 
liberalizmu gospodarczego, a zarazem od czuwania na- 
rastającej krzywdy i rosnącego zła, była literatura okresu 
pozytywizmu, niewskazująca żadnej drogi naprawy (Prus, 
Sienkiewicz).] 
Mimo oporu Kościół łaciński przez małżeństwa mie- 
szane i przepisywanie ludzi, którzy mieli metryki swoje lub 
przodków w kościołach unickich, poniósł straty ogromne. 
Środek ciężkości życia polskiego z ziem wschodnich za- 
czął przesuwać się ku Zachodowi. W losach katolicyzmu 
nastąpiła zmiana po śmierci Aleksandra II. Leon XIII za- 
warł ponownie konkordat, ale nie on stał się źródłem po- 
prawy. W Akademii Petersburskiej pod kierownictwem 
ks. Kozłowskiego, a potem ks. Symona nastąpiło odro- 
dzenie. Ale należy ono do następnego podokresu. 


Upadek unii na Chełmszczyźnie i na Podlasiu 


W ziemi chełmskiej i na Podlasiu unia przetrwała upa- 
dek Rzeczpospolitej, gdyż rząd austriacki opiekował się 
nią, zresztą na swój sposób. Rządy Księstwa Warszaw- 
skiego starały się naprawić błędy popełniane wobec unii 
przez dawną Rzeczpospolitą i w 1812 r. biskup chełmski 
ks. Ciechanowski zasiadł w senacie. Pozostał też w sena- 
cie Królestwa Kongresowego. Unia liczyła wówczas 400 
księży, 317 parafii, 227675 dusz, 5 klasztorów bazyliań- 
skich męskich i jeden żeński. 
Po roku 1831 utworzono i w Królestwie komisję dla 
spraw unickich, której kierownikiem został znany Mucha- 


-415 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


nowo Powiernikiem jego był ks. Jan Pociej, autor książki 
o Jezusie Chrystusie i Kościele pierwotnym, która znalazła 
się na indeksie. Muchanow starał się "oczyścić" obrządek 
unicki na wzór tego, co się działo na ziemiach zabranych, 
biskup chełmski, Szumborski, już się zachwiał, gdy opór 
ks. Pawła Szymańskiego, profesora seminarium duchow- 
nego, zwyciężył jego słabość. Ale wieści o kasacie unii już 
się rozeszły. Zaczęło się przechodzenie na obrządek ła- 
ciński, tak że Paskiewicz musiał uspokajać lud. Po 1840 r. 
biskup zrazu chwiejny i ustępliwy wobec rządu zaczął bro- 
nić zdecydowanie Kościoła. W seminarium powstał tajny 
związek obrony unii, ale rychło został wykryty i zniszczo- 
ny. W 1841 r. biskup wezwany na rozmowy do Petersburga 
uległ namowom i zaczął zbliżać obrządek do prawosławia, 
wydając odpowiednie rozporządzenia. Ale w 1844 r. pod 
wpływem listu Grzegorza XVI cofnął je i wydał list pa- 
sterski, publicznie przyznając się do winy i słabości. Nie- 
wątpliwie wzmocnił tym unię bardzo znacznie. Wydaje 
się, że sąsiedztwo zaboru austriackiego i możność łatwiej- 
szej, choć nielegalnej komunikacji z Rzymem wpływała 
na silniejszy tu opór kleru. 
Rząd rozpoczął wówczas akcję namawiania parafii do 
przejścia na prawosławie obietnicami materialnymi - co 
się udało w trzech wypadkach: gdy ks. Bojarski podczas 
kazania starał się odwieść lud od apostazji, został zabi- 
ły kamieniem, który trafił go w głowę. Wówczas biskup, 
sam przybywszy na zagrożone tereny, powstrzymał lud od 
przejścia na prawosławie. Zmarł on w 1852 r. 
Następcą jego został uległy wobec rządu biskup Te- 
raszkiewicz (1852-1863). Wielką przy nim rolę odgrywał 
Pociej, oddany rządowi i w duchu prawosławny. Dopro- 


-416-
>>>
Upadek unii na Chelmszczyinie i na Pod/asiu 


wadził on do wysyłania kleryków na Akademie Duchow- 
ne do Moskwy i do Kijowa, skoro Akademia Warszawska 
przestała przyjmować unitów. Ale klerycy stawiali opór, 
a ci, którzy studiowali w onych akademiach, od unii od- 
paść nie chcieli. Schemat Siemaszki nie chwytał na tym 
terenie. Pod koniec życia biskup zaczął okazywać mniejszą 
uległość wobec rządu. Następcą jego w latach 1863-1865 
był biskup-nominat Jan Kaliński, którego syn brał udział 
w powstaniu. Dyrektor komisji wyznań książę Czerkaskij, 
Tatar z pochodzenia, próbował skłonić go do ustępstw 
drogą namowy i gróźb, by zaczął powolną rusyfikację. 
Skoro na miejscowy kler rząd nie mógł liczyć, zaczął 
Czerkaskij sprowadzać z Galicji i Węgier unickich księży, 
sprzyjających prawosławiu, by jednak opanować unię i do- 
prowadzić do jej upadku. Opór biskupa spowodował ode- 
branie mu pensji, potem wywiezienie go. Pozostawał on 
w ciągłym kontakcie z Piusem IX - jakże inaczej niż kler 
unicki w końcu XVIII w. lub w czasach Mikołaja. Czas 
wakansu wykorzystał rząd, by narzucić na administratora 
jedynego unitę z ziemi chełmskiej, który mu był oddany, 
ks. Wójcickiego. Ten zaś znów, mianował sprowadzonego 
z Galicji ks. Krynickiego rektorem seminarium. Zaczęli 
licznie napływać spoza kordonu księża ruscy, należący do 
kierunku niechętnego Polsce - tzw. świętojurcy. Chcieli 
oni lud unicki tam, gdzie mówił po polsku, zrusyfikować 
i narzucali w kazaniach język ruski. Rusyfikacja objęła 
seminarium, utworzono pensjonat żeński, by żony księży 
unickich nie były wychowywane w duchu polskim. Naj- 
gorliwszym wśród rusyfikatorów był sprowadzony z Gali- 
cji ks. Marceli Popiel. Nacjonalizm ruski w Galicji zmierzał 
do zlania się Rusinów z Rosją - dlatego też księża należący 


-4l7-
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


do tego kierunku byli tak podatnym narzędziem w ręku 
rządu carskiego. Były to skutki józefinizmu, szczepionego 
gorliwie przez Austrię przez blisko lat 100, którego owo- 
ce były szczególnie dla tej samej Austrii niebezpieczne. 
Ale próby rusyfikacji spotkały się ze zdecydowanym opo- 
rem ludu i kleru na Podlasiu - na Chełmszczyźnie wśród 
ludności ruskiej był on znacznie słabszy. Rząd, trzymając 
się metod Siemaszki, zdecydował rzecz odwlec i miano- 
wać biskupa, który by grunt pod kasatę unii przygotował. 
Nie mógł znaleźć kandydata wśród miejscowego kleru, 
ks. Wójcicki nie wchodził w rachubę ze względu na opór 
papieża - znów sprowadzono z Galicji kandydata w osobie 
ks. Michała Kuziemskiego (1868-1871). 
Biskup Kuziemski był zawziętym wrogiem latynizmu 
i polskości, ale był przywiązany do jedności z Rzymem 
i nigdy katolikiem być nie przestał. Zrazu przywrócił on 
skasowane przez ks. Wójcickiego święta Bożego Cia- 
ła i Niepokalanego Poczęcia, procesje, dzwonki, usunął 
podręczniki prawosławne i reformował seminarium. Ale 
równocześnie występował przeciw Polakom, tępił też na- 
bożeństwo różańcowe bardzo rozpowszechnione wśród 
ludu i tym wielu wrogów sobie zjednał. Chciał on rewin- 
dykować z obrządku łacińskiego tych, którzy nań przeszli 
- wzorem galicyjskim - i kazał robić spisy odnośnych ro- 
dzin, usuwał imiona nieznane w Kościele wschodnim oraz 
zakazał nadawania ich przy chrzcie. W wojsku polecał 
unitom udzielać Komunii św. przez ręce prawosławnych: 
był już na progu odstępstwa, mówił, że "unia silną będzie, 
gdy się oprze na prawosławiu". Nagle przeraził się osta- 
tecznej decyzji, podał granice możliwych ustępstw i prosił 
o dymisję, gdyby rząd się na warunki nie godził. Otrzy- 


-418-
>>>
Upadek unii na Chełmszcz,yinie i na Pod/asiu 


mawszy nadspodziewanie szybko zwolnienie, wyjechał 
po cichu, nie protestując przeciw wyznaczeniu przez rząd 
ks. Marcelego Popiel a na administratora w 1871 r. 
Popiel oparł się na księżach z Galicji, z których 
w przyszłości tylko niewielu miało odmówić przyjęcia 
prawosławia. Stamtąd też sprowadzał kleryków podejrza- 
nej konduity, innych rekrutował gdzie mógł, by zastąpić 
księży, których oporu się spodziewał. Po krótkim przy- 
gotowaniu wyświęcił ich biskup Sokolski, Bułgar. Popiel 
zapuścił brodę i rozpoczął rusyfikację obrzędów. Wy- 
znaczeni przez niego dziekani, przeważnie sprowadzeni 
z Galicji, uprawiali donosicielstwo, ale później większość 
z nich nie chciała apostazji, jeden nawet popełnił samo- 
bójstwo. Mógł też Popiel liczyć na część księży miejsco- 
wych, 10% całości. Ale ludność stawiała opór i wypędzała 
księży wprowadzających nowe obrzędy lub protestowała 
przeciwko kazaniom ruskim (na Podlasiu). 
Wreszcie w końcu 1873 r. wydał Popiel okólnik, wpro- 
wadzający rytuał prawosławny z dniem 1 stycznia 1874 r. 
O ile unici na Białej Rusi na ogół stawiali w tej sprawie 
opór słaby, o tyle na Podlasiu i Chełmszczyźnie, znając 
metodę rządu, sprzeciwiali się zmianom liturgii bardzo 
mocno. Wśród księży na Podlasiu opór ten miał charak- 
ter bezwzględny, podczas gdy w Chełmszczyźnie godzili 
się oni na zmianę obrządku, trwając przy jedności z Rzy- 
mem. Galicjanie byli oddani rządowi. Zaczęto po 1 stycz- 
nia 1874 r. wywożenie księży, opór ludu bezwzględnie 
tłumiono wojskiem. W Drelowie i Pratulinie szereg chło- 
pów poniosło śmierć męczeńską. W całej Europie opinia 
została poruszona. Rząd rosyjski wstrzymywał repersje, 
ale od planów swych nie odstąpił. Wstrzymanie represji 


-419-
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


połączono ze zmianą na stanowisku generał-gubernatora 
warszawskiego hr. Berga, którego zastąpił hr. Kotzebue. 
Delegacja chłopów oświadczyła mu, że chce udać się do 
cara i do papieża; nie puszczono ich nigdzie. Minister 
hr. Tołstoj w Petersburgu bezwzględnie tępił unię. Roz- 
poczęła się znowu fala represji wojskowych, kwaterunków 
i "dragonad". Wyznający wiarę ginęli pod kijami. Małorol- 
ny gospodarz Koniuszewski, obłożony wysoką karą, spalił 
się żywcem z żoną i dzieckiem z rozpaczy, ale od wiary 
odstąpić nie chciał. Chłopi, którym władze tłumaczyły, 
że car jest im życzliwy i których delegacji Aleksander II 
kiedyś obiecał zachować im wiarę, złożyli latem 1874 r. 
petycję do cara o utrzymanie dawnej liturgii, na co ten od- 
powiedział odmownie. Ale 13 maja 1874 r. wydał Pius IX 
encyklikę do biskupów ruskich, w której potępił wszelkie 
zmiany w obrządku, dokonywane bez zgody Stolicy Apo- 
stolskiej. Encyklikę tę kolportowano po wsiach. Nastąpiło 
ogólne uspokojenie i rozradowanie wśród unitów, którzy 
uzyskali pewność słuszności swej postawy - przeciw czę- 
ści kleru. Rząd ukryć kazał relikwie św. Jozafata, złożone 
w Białej Podlaskiej i otoczone powszechnym kultem. Za 
radą zapewne unickich księży lud zaczął stosować bierny 
opór, nie chodząc do cerkwi i nie korzystając z sakramen- 
tów. Wobec tego bojkotu cerkwie opustoszały, rząd czując 
się bezsilnym wobec takiej postawy, zaczął przez agen- 
tów prowokować rozruchy: agenci mówili, że w Chełmie 
przywrócono dawną liturgię i że tylko parochowie temu 
się opierają. Wobec trudności komunikacyjnych i kordo- 
nu wojskowego przecinającego drogę, ludność podlaska 
uwierzyła tym wieściom i zaczęła wyrzucać księży, od- 
prawiających nową liturgię, co dało rządowi okazję do 


- 420 -
>>>
Upadek unii na Chełmszczyźnie i na Pod/asiu 


nowych represji. Zaczęły się powoli ustępstwa ludu co do 
liturgii, opór słabł, ale nadzieje na przejście unitów na pra- 
wosławie były nikłe, Popiel podobno stracił je zupełnie. 
Lecz w końcu 1874 r. okazało się, że trzy parafie zgłosi- 
ły za sprawą swych księży chęć przejścia na prawosławie. 
To dodało bodźca Popielowi i gubernatorowi Gromy- 
ce, człowiekowi bezwzględnemu w metodach. W latach 
1875-1876 zaczęło się wzorem czasów Mikołąja zmusza- 
nie do podpisywania petycji o przejście na prawosławie. 
600 chłopów opornych wywieziono do guberni Cher- 
sońskiej i Jekaterynosławskiej. W Łomazach mężczyźni 
zgodzili się na przejście na religię panującą pod grozą 
wydania ich żon i córek, zamkniętych w ujeżdżalni, na 
łup żołdactwa. Na Chełmszczyźnie Rusini na ogół ule- 
gali naciskowi, jeśli księża tego chcieli, ale np. chłopi 
w Szpikłosach stawiali opór. W chwili, gdy wywożono 
znaczniejszych gospodarzy, przywołano ich żony i dzieci, 
by złamać opór. Skazańcy, zobaczywszy rodziny, zawołali: 
"Czyście przyszły pożegnać się z nami, czy nas do prawo- 
sławia namawiać?", kobiety zawołały chórem: "Nie, nigdy, 
umrzemy raczej, ale wiary się nie wyrzeczemy!" Wtedy 
skazańcy odpowiedzieli: "Patrzcie więc, czem nas za na- 
szą wierność cesarzowi obdarzają, patrzcie na nasze ręce 
i nogi obkute - to wszystko dla Pana Jezusa ponosimy. Ale 
nie płaczcie nad nami; nie odbierajcie nam zasług przed 
Panem Bogiem! Pamiętajcie nie słuchać żadnych namów, 
w niebie się zobaczym". 
Dziwna rzecz, że sprawa kanonizacji męczenników 
unickich słaby znajdowała oddźwięk w społeczeństwie 
polskim po odzyskaniu niepodległości. Jest to dowodem 
z jednej strony płytkości katolicyzmu polskiego, z drugiej, 


- 421 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


niechęci do wszelkiego wywyższenia jednostki, gdyż wy- 
niesienie na ołtarze człowieka bliskiego i znanego potępia 
żyjących. Dlatego woli się mówić ogólnikami, ale nie ka- 
nonizuje się świętych polskich, bliskich nam czasem ży- 
cia. Sądzę, że to jednak świadczy ujemnie o katolicyzmie 
polskim. 
Rząd tymczasem chciał kończyć zaczęte dzieło. 
Opinia Europy była zaniepokojona, tym więcej, że rząd 
angielski publikował raporty swoich agentów o ucisku. 
Zaczęto więc naciskać na księży, zwołując zebrania deka- 
nalne. Czasem księża po śmiałym proteście uchodzili za 
granicę. Ostatecznie zgromadził Popiel podpisy i w Białej 
Podlaskiej 18 lutego 1875 r. wobec spędzonych delegatów 
ludu ogłoszono powrót na łono prawosławia. Lud przyjął 
tę wiadomość płaczem, co gazety rządowe określiły jako 
łzy radości. W oficjalnym piśmie zrzucono winę na papie- 
ża, który w encyklice z 1874 r. wystąpił przeciw odrębno- 
ści ruskiej - wobec tego unici przyłączyli się do prawo- 
sławia, kwestionując nieomylność papieża, podkreślając, 
że łączność z Rzymem jest przyczyną rozterek. Podpisa- 
li oświadczenie księża galicyjscy, z księży miejscowych 
ks. Wójcicki. W ten sposób sprowadzeni z Galicji księża 
doprowadzili do kasaty unii na Podlasiu i Chełmszczyź- 
nie. Następnie udała się do Petersburga delegacja, której 
blasku miało dodać nazwisko pro£ Pocieja, z rodziny, któ- 
ra wydała twórcę unii brzeskiej. Ale bracia delegata, księ- 
ża, zostali wierni unii. 
Popiel nie został biskupem diecezjalnym - jedy- 
nie otrzymał sufraganię. Władzy mu do rąk nie dano. 
Z 250 tys. unitów przyjęło prawosławie pod przymusem 
około 100 tys., księży wywieziono do Rosji 70, tyluż zbie- 


- 422 -
>>>
Upadek unii na Chełmszczyźnie i na Pod/asiu 


gło do Galicji, odstępców było około 100 księży, spośród 
Galicjan i wyświęconych przez Sokolskiego. Po skasowa- 
niu unii zaczęło się prześladowanie opornych i nowe de- 
portacje z Podlasia. Lekkie złagodzenie kursu nastąpiło 
podczas wojny 1877-1878, kiedy patrzano przez palce na 
wyprawy do Galicji po śluby i chrzty. Ale potem przy- 
szedł znowu ucisk. 
Biskup lubelski Baranowski zakazał księżom łaciń- 
skim udzielania posług unitom, to samo czynił admini- 
strator diece
i warszawskiej ks. Zwoliński, jedynie biskup 
augustowski ks. Wierzbowski nie zhańbił się serwilizmem 
i odmówił wykonania poleceń władz (miał 9 parafii unic- 
kich na obszarze diecezji). Rząd zaczął na Podlasiu ka- 
sować kościoły łacińskie, by utrudnić duszpasterstwo dla 
unitów, ale bliskość granicy umożliwiała przekradanie 
się do zaboru austriackiego i korzystanie z posług księży, 
jako też misjonarskie wyprawy jezuitów na Podlasie i na 
Chełmszczyznę. Jezuici za przewodem ks. Jackowskie- 
go, odprawiali msze po lasach, udzielali ślubów, chrzci- 
li dzieci. Lud bojkotował cerkwie prawosławne i grzebał 
umarłych sam, starcy błogosławili śluby, chrzczono dzieci 
z wody. Księża emigranci nie znaleźli w Galicji życzliwe- 
go przyjęcia - Rusini traktowali ich wrogo, odmawiano im 
stanowisk pod różnymi pretekstami. Rozporządzenia na- 
miestnika nie zdołały przełamać niechęci kleru ruskiego do 
współwyznawców, którzy stawiali opór carowi. Zaledwie 
kilkunastu objęło probostwa lub wikariaty, kilkunastu in- 
nych, będąc w stanie bezżennym, wstąpiło do bazylianów, 
reszta żyła z nauczania w szkołach. Inni, którzy pozosta- 
li w Królestwie, brali posady prywatne lub utrzymywa- 
li się ze stypendiów mszalnych w kościołach łacińskich. 


- 423 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


Jaką rolę odegrali deportowani do Rosji unici? Zdaje 
się, że w stosunku do nikłej ich liczby i małego wykształ- 
cenia zgoła niemałą. Znane są fakty nawróceń dokona- 
nych przez nich wśród inteligencji rosyjskiej. Stanowili 
oni ponadto w Petersburgu małą grupkę kilkudziesięciu 
wiernych, która wraz z nowo nawróconymi grupowała się 
obok ks. Zierczaninowa. Był to duchowny prawosławny, 
który doszedł do przekonania, że papież jest głową Ko- 
ścioła i przystąpił do unii wNiżnim Nowgorodzie (Gor- 
kij) (1896). Po publicznym wyznaniu swej wiary przez 
3 lata był więziony aż do ukazu tolerancyjnego (1905), po 
czem utworzył w Petersburgu parafię unijną (1907). Tu 
więc widać niewątpliwie wpływ unitów, choć nielicznych, 
ale nie mniej zaznaczających się w życiu religijnym ziemi 
wygnama. 
Stanowisko Piusa IX wobec Rosji było w tych latach 
wyraźne i niedwuznaczne. Po 1868 r. nastąpiło zerwanie 
z Rosją. W 1870 r. biskup Stroszmayer z Lublany miał za- 
miar pośredniczyć, ale bez skutku. W 1872 r. rząd rosyjski 
chciał rokować z Watykanem, ale Bismarck swoimi intry- 
gami rzecz udaremnił, przesyłając do Petersburga kore- 
spondencję ks. Jana Koźmiana, znalezioną u niego w cza- 
sie rewizji i przedstawiając go jako "tajnego nuncjusza" na 
Polskę. Pius IX kanonizował w 1873 r. bł. Jozafata Kon- 
cewicza, którego relikwie spoczywały w Białej Podlaskiej. 
Do końca życia Piusa IX stosunki z Rosją były zerwane. 
Leon XIII usiłował je naprawić i polepszyć dolę ka- 
tolików, śmierć Aleksandra II z ręki nihilistów skłoniła 
rząd do pewnych ustępstw. W 1882 r. stanął konkordat, 
Kościół katolicki uzyskał biskupów, dla unitów nie zdo- 
łano nic zrobić. Leon XIII wierny swej polityce ustępstw 


- 424 -
>>>
Upadek unii na Chełmszczyinie i na Pod/asiu 


częściowych, byle zapewnić istnienie organizacji kościel- 
nej i życie jej, odłożył na przyszłość załatwienie tej spra- 
wy. Wrócili księża wygnańcy, ks. Żyliński, przywódca 
rytualistów, upokorzył się i odbył w Rzymie rekolekcje 
pod kierunkiem o. Semenenki. Później zakaz wprowa- 
dzenia języka rosyjskiego do nabożeństw, wydany przez 
Leona XIII, położył kres machinacjom zwolenników 
"Trebnika". Ale na unitów spadła nowa fala prześladowań 
po petycji złożonej w Rzymie przez Jana F rankowskiego 
w imieniu 10 tys. podpisanych (1885). Frankowski został 
uwięziony. Tak dotrwała unia w katakumbach do chwili 
klęski caratu w wojnie z Japonią i ogłoszenia ukazu tole- 
rancyjnego. Ale wtedy unici zaczęli masowo przechodzić 
na obrządek łaciński. 
Walka o unię prowadzona była różnymi metodami. 
Smogorzewski trwał na miejscu, obrońcy za Mikołaja 
protestowali w chwili katastrofy. Obrońcy ziemi chełm- 
skiej i na Podlasiu protestowali kolejno. Ta metoda była 
naj skuteczniej sza. Siedzieli cicho, nie odkrywali kart do 
momentu krytycznego. Wówczas protestowali, ale nie 
wszyscy - zawsze zostawali inni w odwodzie. W ten 
sposób, jak się zdaje, przewlekli istnienie unii przez dłu- 
gie lata: najpierw wystąpił za biskupa Szymbowskiego 
ks. Paweł Szymański, potem sam biskup, potem wycho- 
wankowie Akademii Kijowskiej, którzy nie zdradzali się 
ze swym przywiązaniem do katolicyzmu. W ten sposób 
misterne plany uległy zniszczeniu, a na niczem tak nie za- 
leżało rządowi carskiemu, jak na uniknięciu rozgłosu przy 
niszczeniu unii. Gwałtowny protest paraliżował akcję. Ale 
wszystkie te starania obrońców unii opierały się na zdecy- 
dowanej postawie świeckich. Ich słabość była przyczyną 


- 425 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


upadku unii na znacznych obszarach po drugim rozbiorze 
- ich stałość w wierze utrzymała unię na Białej Rusi długo 
po oficjalnej kasacie, a na Podlasiu i Chełmszczyźnie - do 
chwili uzyskania wolności. 


Kościół polski na Syberii 


Świetną kartą w dziejach Kościoła polskiego jest zapro- 
wadzenie organizacji kościelnej na wielkich obszarach 
Syberii i prowadzenie tam akcji misyjnej. Około 1840 r. 
pracowali tam kapucyni polscy. Od 1852 r. zarządcą para- 
fii irkuckiej, obejmującej całą wschodnią Syberię, został 
o. Krzysztof Maria Szwernicki, marianin zesłany w 1849 r., 
kapłan niezwykle gorliwy. Pracował na tym stanowisku 
przez lat przeszło 40, otrzymał tytuł Misjonarza Apo- 
stolskiego od Leona XIII. Opiekował się wygnańcami, 
pomagał księżom-powstańcom, którzy tajnie odprawia- 
li nabożeństwa mimo zakazu. Próbował on misji wśród 
pogan syberyjskich. Zmarł wskutek pobicia przez jakichś 
fanatyków (1894). Nawrócił on jakieś wybitne osobisto- 
ści rosyjskie. Inni księża, czy to zesłańcy, czy przysyłani 
z ziem polskich, dla opieki nad rozproszoną na Syberii 
ludnością polską, pokryli cały ogromny ten kraj siecią 
kościołów. Metropolita Wnukowski podzielił kraj na de- 
kanaty, a pierwsza wizytacja biskupia odbyła się dopiero 
w 1909 r. Jest to wielka nieznana bliżej karta działalności 
misyjnej katolików polskich. Co prawda nie mogli katolicy 
polscy prowadzić otwarcie misji wśród prawosławnych, za 
co groziły srogie kary, ale mimo to nie rezygnowali z misji 
tajnych. Ponadto postawą swoją byli wzorem cnót chrze- 


- 426 - 


......
>>>
Zah6r austriacH 


ścijańskich dla ludności miejscowej, która w katolicyzmie 
upatrywać poczęła wyższą i doskonalszą formę chrześci- 
jańskiego życia religijnego. Owoców tej pracy nie ogląda 
nasze pokolenie, ale zwykle w dziejach Kościoła pojedyn- 
czy misjonarze i grupy chrześcijan długo przygotowują 
grunt do masowych a nagłych nawróceń. Polacy pojawili 
się na Syberii jako wygnańcy i skazańcy; umieli zdobyć 
serca ludności nie tylko dla siebie, ale i dla katolicyzmu. 
O tym zbyt często zapominają ludzie innych narodowo- 
ści, mało obeznani z dziejami Polski - ale i sami Polacy. 


Zabór austriacki 


[W Galicji, jak pisze w swych pamiętnikach Chłędow- 
ski, przed 1870 r. nie było kierunku "ultramontańskiego", 
to znaczy w terminologii dzisiejszej zdecydowanie i wy- 
łącznie katolickiego. Księża i ludzie wierzący brali udział 
w ruchach patriotycznych, a religijność romantyczna 
i uczuciowa wiązała się z tolerancją wobec wszelkich od- 
chyleń w wierze i obyczajach, byle zachowane były pozo- 
ry. Upadek powstania przyczynił się do załamania wiary 
u wielu młodych, u których była ona ugruntowana tylko 
na uczuciowej wierze w sprawiedliwość boską, pojmowaną 
w sposób doraźny i czysto polityczny. Na miejsce tej uczu- 
ciowej wiary weszła doktryna pozytywizmu, która szyb- 
ko ogarnęła młodzież i inteligencję. Tłumaczono książki 
Buckla, czytano Biichnera, Moleschotta, Voigta K., Com- 
te'a, głównie zaś korzystano z dorobku pozytywizmu nie- 
mieckiego. Walkę z pozytywizmem podjął wychodzący 
we Lwowie "Przegląd Lwowski" pod redakcją ks. Podol- 


- 427 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


skiego, popierał go Maurycy Dzieduszycki, w Krakowie 
czołowy publicysta "Czasu", Maurycy Mann wyraźnie 
stał na pozycjach katolickich. W Krakowie zresztą Paweł 
Popiel, ongiś znajomy ks. Lamennais, zdołał nadać kieru- 
nek katolicki całemu ruchowi konserwatywnemu, aczkol- 
wiek w praktyce wydawany przez nich "Przegląd Polski" 
był tak neutralny w sprawach religii, że ks. Golian zarzu- 
cał mu obojętność w sprawach religii. Konserwatyści za- 
chowywali na zewnątrz ortodoksyjne zasady, w praktyce 
biskup Pelczar będzie im zarzucał lenistwo, rozrzutność, 
brak konsekwencji w wierze u mężczyzn. Dodajmy, że 
brakło tu zmysłu społecznego. Nie zdołał tego stanu rze- 
czy zmienić ks. Walerian Kalinka, który cały swój talent 
i całą wiedzę poświęcił w ostatnich latach życia wyłącznie 
pogłębieniu stosunku do katolicyzmu w inteligencji. We 
Lwowie było znacznie gorzej niż w Krakowie. Ksiądz Po- 
dolski nadał ostry i polemiczny charakter swemu pismu 
i nie zdołał zdobyć dla siebie uznania. "Dziennik Lite- 
racki", wychodzący we Lwowie, otworzył swe łamy dla 
propagandy materializmu, która nie spotkała się z nale- 
żytym oporem ze strony katolików. Duchowieństwo, wy- 
chowane w racjonalistycznej atmosferze wydziałów teolo- 
gicznych, nie umiało się zdobyć na opór, stary arcybiskup 
Wierzchleyski, mający duże zrozumienie dla życia zakon- 
nego i odnowienia życia religijnego, zwolennik nie tyle 
rygoryzmu, ile łagodności w kierownictwie duchowym, 
nie miał dość siły, by dokonać przełomu w szeregach ka- 
tolickich. Stawiano nieustannie przeszkody osiedleniu 
się zmartwychwstańców w Galicji, tak iż zrazu zdobyli 
sobie prawo założenia domu w Wiedniu. Namiestnik Al- 
fred Potocki otoczony przez żywioły wrogie Kościołowi 


- 428 -
>>>
Zah6r austriacJli 


był ich narzędziem w polityce. W Krakowie katolicyzm 
był zdecydowanie silniejszy: osiadły tu felicjanki, wy- 
pędzone z Królestwa w 1864 r., a gdy biskupem został 
ks. Dunajewski, pojawiło się zrozumienie dla pogłębienia 
życia religijnego: kardynał Dunajewski popierał i bronił 
brata Alberta, który w 1887 r. rozpoczął swą działalność, 
tu również powstał ośrodek ruchu umysłowego. Po upad- 
ku "Przeglądu Lwowskiego" od 1884 r. zaczął się ukazy- 
wać "Przegląd Powszechny", który w 1897 r. polemizował 
ostro z Bobrzyńskim, broniącym prymatu polityki nad 
religią. 
Masy ludowe były wierzące, a poziom ich życia mo- 
ralnego był znacznie wyższy niż wśród ziemiaństwa i in- 
teligencji, jak to stwierdza nawet Chłędowski. Ale lud był 
zaniedbany. Nie było tu ruchu religijnego prowadzone- 
go przez kobiety z tak doskonałym wynikiem w innych 
dzielnicach. Ograniczano się], przy całym przywiązaniu 
do Kościoła, do pracy charytatywnej w Stowarzyszeniu 
św. Wincentego i wielu innych. Wspaniałym pomnikiem 
miłości bliźniego była np. w Krakowie fundacja Lubo- 
mirskich - tanich mieszkań. Ale brakło konsekwencji 
i zespolenia pojedynczych wysiłków, atmosfera libera- 
lizmu gospodarczego prowadziła do rozproszkowania 
całości na indywidualne wysiłki. [Oto konserwatysta 
Adam Sapieha utrącił w Izbie Panów projekt szkoły 
wyznaniowej, by nie utrudniać asymilacji nie-Polaków. 
Zabiegał on później o to, by z ks. Stojałowskiego nie 
zdejmowano klątwy. Stańczycy zrazu występowali prze- 
ciwko wyzyskowi robotników rolnych na Podolu galicyj- 
skim, ale rychło wycofali się z akcji społecznej. Polemika 
"Przeglądu Powszechnego" z Michałem Bobrzyńskim 


- 429 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


w latach dziewięćdziesiątych wyjawiła niekatolickie ob- 
licze kół nader wpływowych wśród konserwatystów kra- 
kowskich.] Liberalizm gospodarczy wypaczył katolicyzm 
konserwatystów krakowskich, wydając masy robotnicze 
propagandzie socjalistycznej i prowadząc stosunki wiej- 
skie do stanu zaognienia. Porównując konserwatywny 
typ katolicyzmu w zaborze austriackim i patronalny typ 
w Wielkopolsce - trzeba drugiemu przyznać zdecydo- 
waną wyższość. 
Największą ruchliwość na polu pracy religijnej wy- 
kazywali jezuici, wśród nich o. Jackowski, misjonarz na 
Chełmszczyźnie. Ukoronowaniem ich wysiłków było za- 
łożenie w 1884 r. "Przeglądu Powszechnego", który po- 
trafił skupić najlepsze pióra, a w 1886 r. otwarcie zakładu 
wychowawczego w Chyrowie. W 1878 r. przybyli filipini 
wygnani z Wielkopolski. 
Obok nich wymienić trzeba nazaretanki, założone 
w 1873 r., zajmujące się pracą wychowawczą, stworzone 
przez m. Siedliską. Salezjanie zrazu nie zdołali zapuścić 
korzeni, choć wstąpił do nich książę August Czartoryski 
(1887). 


Ostatnie lata Piusa IX 


Po zdobyciu Rzymu przez wojska włoskie papież zamknął 
się w Watykanie. Polacy starali się mu okazać przywią- 
zanie, urządzając pielgrzymki. Dnia 6 czerwca 1877 r. 
do pielgrzymek połączonych z zaboru austriackiego 
i pruskiego papież wygłosił przemówienie, które zawie- 
ra w sobie doktrynę biernego oporu. Kościół nie walczy 


- 430 - 


.............
>>>
Ostatnie lata Piusa IX 


orężem i do walki tej wiernych nie zachęca. Ale katoli- 
cy mają inne środki doczesne, którymi mogą walczyć. 
Zrozumienie tego faktu zawdzięczamy J. Maritainowi, 
który dopiero w ostatnich latach zanalizował przykład 
Gandiego. Doktryna biernego oporu jako metody wal- 
ki została jednak rozwinięta znacznie wcześniej, choć 
przeszła zgoła bez echa i nie została zanalizowana przez 
myślicieli katolickich. Rozwinął ją właśnie Pius IX we 
wspomnianym przemówieniu, radząc uprawiać trzy 
cnoty potrzebne w prześladowaniu bardziej niż kiedy- 
kolwiek: cierpliwość, stałość i odwagę. "Bo do cierpie- 
nia, dzieci moje, jesteśmy stworzeni. Tylko wytrwałość 
zwycięża wszystkie uciski, a odwagą stoimy jak murem 
wobec gróźb prześladowania". Więc wytrwały opór bier- 
ny, wewnętrzny, niepoddawanie się zniechęceniom ani 
aktom nierozważnej porywczości, odważne odrzucanie 
tego, co sprzeciwia się prawom bożym i kościelnym jest 
istotą tej walki, i na którą pozwolić sobie mogą tylko ci, 
którzy stoją na niewzruszonej opoce Piotrowej. Pius IX 
zmarł 7 lutego 1879 r. wśród ogólnego żalu Polaków. Po- 
wstał projekt postawienia mu pomnika na Wawelu, ale 
prezydent Krakowa Zyblikiewicz protestował przeciw 
umieszczeniu tam nagrobka cudzoziemca. Dlatego Pius 
IX dotąd nie ma w Polsce pomnika, na który sobie za- 
służył. 
Leon XIII posunął od razu sprawę reformy życia ka- 
tolickiego. W 1879 r. obsadzone zostało biskupstwo kra- 
kowskie przez ks. Albina Dunajewskiego, starzy biskupi 
dostali sufraganów, tak że wreszcie zaczęto udzielać ludo- 
wi sakramentu bierzmowania. W 1880 r. został zreorga- 
nizowany Wydział Teologiczny w Krakowie. 


- 431 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


Kościół unicki 


Unia w Galicji pod wpływem józefinizmu, z którego 
z wolna otrząsał się Kościół łaciński, przechylała się cią- 
gle jeszcze ku schizmie. Z Galicji rząd carski sprowadzał 
księży, którzy usuwali "łacińskie naleciałości" i zbliżał 
unię do prawosławia, stąd pochodził odstępca ks. Po- 
piel i 100 księży, którzy unitów chełmskich nawracali na 
prawosławie. Uchodźców unitów przyjmowano niechęt- 
nie, księży zaś metropolita Józef Sembratowicz nie chciał 
przyjmować do swej archidiecezji. Nie karcił on zwolen- 
ników prawosławia, tolerował walkę prowadzoną przeciw 
kultowi Najświętszego Serca Jezusowego. Gazeta "Słowo" 
pisała: "T ak długo trzymać się będziemy unii, jak dłu- 
go będzie tego wymagać nasz interes polityczny". Rzym 
zaniepokojony usiłował przeciwdziałać. Kapituły ruskie 
zostały zreorganizowane i zrównane z łacińskimi już za 
Piusa IX. Zdaje się, że to niewiele pomogło. Zresztą Ru- 
sini demonstrowali swą niechęć do Polaków nawet przez 
przyłączenie się do pielgrzymki niemiecko-austriackiej za 
Piusa IX. 
Leon XIII zmusił metropolię Józefa Sembratowicza 
do oddania pod opiekę jezuitów nowicjatu bazylianów 
w Dobromilu i do otworzenia we Lwowie internatu pod 
kierownictwem zmartwychwstańców. Pierwszy miał do- 
starczyć kleru zakonnego i biskupów, drugi kleru świec- 
kiego, wychowanego w duchu katolickim. Zamierzano 
tu powtórzyć manewr z początków XVII w.; chodziło 
o umieszczenie "garnizonu" katolickiego w obrębie nie- 
zdecydowanej unii. Do sprawy tej wrócimy za chwilę. 
Arcybiskup Józef Sembratowicz został zmuszony do ustą- 


- 432 -
>>>
Kofdół unicki 


pienia z godności przez papieża i rząd austriacki (1882). 
Następcą jego został ks. Sylwester Sembratowicz, bardzo 
gorliwy, który powoływał jezuitów na misje i urządzał 
wizytacje. Kler unicki stawiał mu opór, papież nagrodził 
kapeluszem kardynalskim. W 1885 r. utworzono nową 
diecezję grecko-katolicką w Stanisławowie. Po śmierci 
kardynała Sembratowicza arcybiskupem został ks. Ku- 
iłowski (1898-1900), po nim ks. Andrzej Szeptycki, który 
miał tę godność piastować przez lat blisko 44. Postaci tej 
poświęcić należy szereg uwag, gdyż sąd o niej wydawany 
pod wrażeniem chwili, nie zawsze odpowiadał warunkom 
obiektywności. 
Próby założenia internatu przez zmartwychwstańców 
zawiodły. Rusini uważali, że to próba polonizacji kleru - 
bali się go utracić, jak utracili szlachtę i zbojkotowali in- 
ternat. Jezuici długo i skutecznie pracowali nad bazyliana- 
mi, do grona których wstąpiło dwóch braci Szeptyckich, 
którzy w tym celu zmienili obrządek. Andrzej Szeptycki, 
późniejszy metropolita, był niewątpliwie Polakiem. Wy- 
rzekł się on, może zrazu zewnętrznie, swej narodowości, 
by ratować unię. Może sądził, że ratując Rusinów dla Ko- 
ścioła katolickiego, ratuje ich zgodne współżycie z Pola- 
kami. W każdym razie była chwila po powstaniu pań- 
stwa polskiego, gdy dał wyraz swych dążeniom do zgody 
i przywiązaniu do polskości. Ale życie było silniejsze od 
zamiarów i w tym tkwi tragizm tej postaci. Aby utrzymać 
Rusinów przy unii, musiał popierać ich dążności narodo- 
we, inaczej byłby traktowany jako obcy agent. Ale dlatego 
był zwalczany namiętnie przez Polaków. Pewne niezręcz- 
ności zrażały mu ludzi, walka narodowościowa, która roz- 
gorzała koło niego, nie pozwoliła mu zachować idealnej 


- 433 - 


.......
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


rezerwy; bezstronności. W ostatnich latach życia widział 
rzeź Polaków, z których krwi pochodził, dokonywaną 
przez tych, których narodowość przyjął i niewątpliwie 
pokochał. Historia się nie powtarza. Andrzej Szeptycki, 
który miał być nowym Welaminem Rutskim, stał się tym 
przeciwnikiem Polski, który do reszty usunął związki mię- 
dzy polskością a wyznaniem grecko-katolickim. Widział 
rodzonych bratanków, którzy ginęli za Polskę i Rusinów, 
którzy przeciw Polsce walczyli, księży, którzy ponoć do 
mordów zachęcali. Czy miał choćby pewność, że ofiara 
jego nie była daremna, że nie stał na placówce straconej, 
nie walczył o sprawę beznadziejną? Za wcześnie na to, by 
wydać o nim sąd bezstronny we wszystkich szczegółach. 
Jedno można stwierdzić, że była w tej postaci wielkość 
tragizmu. 


Kulturkampf 


Arcybiskup Ledóchowski po objęciu stolicy poznańsko- 
-gnieźnieńskiej zaczął konsekwentnie przeprowadzać pro- 
gram oddzielenia religii od polityki. Sam w sobie słusz- 
ny, szczególnie wobec prymatu zagadnień politycznych 
i narodowych w umysłowości duchowieństwa, wywołał 
w warunkach specyficznych, gdy naród był w niewoli, 
daleko idące zgrzyty. Zakaz udziału księży w akcji wy- 
borczej doprowadził do dużej liczby straconych manda- 
tów. Zakaz pracy duchownych w Towarzystwie Oświaty 
Ludowej groził podcięciem jego rozwoju. Zakaz śpiewa- 
nia Boże coś Polskę i odprawiania nabożeństw w rocznice 
narodowe zespolił się z zezwoleniem na odprawianie na- 


- 434 -
>>>
Kulturkamp! 


bożeństw z powodu zwycięstw nad Francją, nareszcie po- 
dróż do Wersalu do kwatery głównej, podjęta w interesie 
papieża, by skłonić Niemcy do obrony Państwa Kościel- 
nego, wywołała wielkie rozgoryczenie. W Wielkopolsce 
stanęły przeciw sobie dwa stronnictwa - ultramontańskie 
pod wodzą prymasa i "narodowe". Równocześnie ar- 
cybiskup, dzięki serdecznym stosunkom z dworem - na 
Nowy Rok jeździł do Berlina składać życzenia - zdołał 
pokonać naczelnego prezydenta prowincji, Horna, który 
był zdecydowanym wrogiem katolicyzmu i wątpił w lojal- 
ność Ledóchowskiego. Horn, uczeń Flottwella, walczył 
na próżno: w 1869 r. został odwołany. Arcybiskup wygrał 
sprawę kształcenia kleru, zakładania nowych klasztorów, 
liczby świąt, obronił szkolnictwo przed zupełnym zniem- 
czeniem. Ale te sukcesy zupełnie niewątpliwe na polu 
religijnym przesłonięte i zgaszone były przez lojalność, 
drażniącą uczucia Polaków. Arcybiskup zaznaczał dys- 
kretnie, że i on dąży do utrzymania polskiej narodowości, 
ale to nie wystarczało. Trzeba było - jak tylekroć przed- 
tem i tylekroć później - dla zaspokojenia uczuć patrio- 
tycznych - manifestować. I tu leżało źródło rozdarcia, bo 
arcybiskup Ledóchowski był dyplomatą i manifestować 
nie chciał. Był zresztą biskupem gorliwym, bardzo miło- 
siernym, miał wyczucie zagadnień społecznych, skoro po- 
lecał zakładanie stowarzyszeń młodzieży rzemieślniczej. 
Kulturkampf zaczął Bismarck, pragnąc podporząd- 
kować Kościół władzy państwowej, między innymi przez 
kontrolę kazań. W istocie chciał on złamać polskość dzię- 
ki kościołom katolickim, które miały się stać narzędziem 
germanizacji, jak były nim kościoły protestanckie. Walkę 
rozpoczął w całych Niemczech, przeceniając znaczenie 


- 435 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


zajęcia Rzymu przez króla włoskiego i opozycji staroka- 
tolików przeciw dogmatowi o nieomylności papieża, któ- 
ra szczególnie silna była w Niemczech. Jeśli chciał może 
również usunąć religijne rozbicie Niemiec i zapewnić zwy- 
cięstwo protestantyzmowi, to na pierwszym planie stała 
sprawa polska. Dlatego też walka kulturalna przybrała 
szczególnie ostry charakter w Wielkopolsce. N a Pomo- 
rzu rządził w diecezji chełmińskiej stary biskup Marwicz, 
kolega z wojska cesarza Wilhelma I - tego karano grzyw- 
nami i licytowano mu sprzęty, kler starano się złamać. Na 
Śląsku, na Warmii walka kierowała się przeciw bisku- 
pom i klerowi, ale nie była tak ostra, jak w Wielkopolsce. 
Kościół katolicki odmówił uznania tzw. praw majo- 
wych, które krępowały jego swobodę i narzucały śluby 
cywilne oraz rozwody. Arcybiskup Ledóchowski zwlekał 
z zerwaniem, szukał kompromisu, ale w ostateczności 
podjął walkę. I natychmiast stał się popularny. Nie pytano, 
czy walczy o religię i jej prawa, czy o polskość - wystar- 
czyło, że walczy. Liberałowie niechętnie doń usposobieni, 
którzy, jak Bibianna Moraczewska, pytali, czy arcybiskup 
jest jeszcze Polakiem, zaczęli go uwielbiać. Rzeczywiście 
walczył niezłomnie. Oto kronika wydarzeń. 
W 1872 r. zamknięto internat dla młodzieży prowa- 
dzony przez ks. Koźmiana, robiono u niego rewizje i pa- 
pierywysłano do Petersburga, by go przedstawić jako "taj- 
nego nuncjusza". Tegoż roku wydalono jezuitów, którzy 
uczynili wiele dobrego swymi misjami i przyczynili się do 
obudzenia gorliwości religijnej, także na Pomorzu. Rok 
1873 przyniósł zamknięcie seminarium duchownego. Ar- 
cybiskup przez zbytnią skrupulatność nie przyśpieszył daty 
wyświęcenia ostatniego kursu, przez co sprawa święceń dla 


-436 - 


........
>>>
Kulturkamp! 


tych kleryków odwlekła się na długo. Również zamknię- 
to Sacre-Coeur. Wobec nakazu władz, by naukę religii 
w szkołach prowadzić tylko po niemiecku - arcybiskup 
przeniósł naukę religii poza szkołę, stojąc na stanowisku, 
że musi ona być podana w zrozumiałym dla dzieci języ- 
ku ojczystym, gdyż inaczej trudności byłyby zbyt wielkie 
dla umysłów niewyrobionych. Wobec zakazu nauczania 
religii poza szkołą - arcybiskup polecił duchowieństwu 
przenieść naukę jej do kościoła. Duchowieństwo niemal 
bez reszty stanęło do walki. Z obu kapituł tylko kanonik 
ks. Duliński stał po stronie rządu. Odstępców księży było 
razem dziesięciu, z tego pięciu upokorzyło się, na jednego 
z pozostałych rzucił dziekan publicznie klątwę z ambony, 
wśród ogromnego wrażenia. Księży opornych karał rząd 
pruski grzywnami i więzieniem. Wreszcie 3 lutego 1874 r. 
arcybiskup został aresztowany i osadzony w więzieniu, po 
czem skazano go na dwa lata kary pozbawienia wolności. 
Odbywał ją w Ostrowie, gdzie władze tytułować go ka- 
zały nie arcybiskupem, a jedynie hrabią i gdzie poddany 
był upokarzającym przepisom regulaminu więziennego. 
W dniu 15 lutego 1875 r. papież mianował go kardyna- 
łem, co podniosło ogromnie jego autorytet. 
Niezłomna postawa kardynała natchnęła ludność do 
oporu, tem więcej, że księża, jak wspomniano, nie dali się 
zastraszyć. Patriotyczni biskupi-sufragani ks. Janiszewski 
i ks. Cybichowski zostali w 1875 r. uwięzieni, zamknię- 
to klasztory urszulanek i karmelitanek w tymże 1875 r., 
filipinów przepędzono z Gostynia w 1876 r. Tegoż roku 
usunięto ze szpitali siostry miłosierdzia. Tajne duszpa- 
sterstwo prowadzone przez księży-banitów nie ustało 
ani na chwilę. Kierował nim ks. Jan Koźmian, uwięziony 


- 437 - 


.łJt-
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


w 1875 r., zmarły w 1877 r. Postać ta zasługuje na opraco- 
wanie: od brata świeckiego zmartwychwstańca do redak- 
tora doskonale redagowanego "Przeglądu Poznańskiego" 
i przywódcy grupy gorliwych katolików, do kapłaństwa 
po śmierci żony, do zaufanych stosunków z Piusem IX 
i kierowania oporem. 
W 1876 r. został kardynał Ledóchowski wypuszczony 
z więzienia. Władze wywiozły go tak, by uniknąć przygo- 
towanych manifestacji ludności. Udał się on do Krakowa, 
gdzie go spotkały owacje jako bohatera narodowego (luty 
1876 r.), po czym pojechał do Rzymu. Bismarck ścigał go 
ze szczególną nienawiścią, gdyż ongiś myślał, iż znajdzie 
w nim powolne narzędzie swych planów, a zawiódł się. 
Z obawy, by rząd włoski nie uwięził kardynała i nie wydał 
go Niemcom, Pius IX dał mu mieszkanie w Watykanie 
(1877). Tu jednak stał się solą w oku dyplomatów niemiec- 
kich i Bismarcka, którzy jemu przypisywali nieustępliwość 
papleza. 
W tej sytuacji umarł Pius IX i wstąpił na tron Leon 
XIII. Sytuacja w Wielkopolsce była trudna. Obaj sufra- 
gani byli uwięzieni, podobnie dziekani, około 100 parafii 
było nieobsadzonych, seminarium zamknięto, podobnie 
od 1878 r. zamknięte były katolickie zakłady dobroczynne. 
Liczne grzywny i kary więzienne sypały się na świeckich. 
Ale w walce okrzepł żywioł polski, co więcej, zna- 
lazł w samych Niemczech potężnych sprzymierzeńców. 
Centrum, partia katolicka, podrażniona była ciągłymi 
zarzutami Bismarcka, że katolicyzm i polskość to jedno. 
Zaczęła też popierać Polaków. Wystąpienia posła ks. Sta- 
blewskiego, które robiły duże wrażenie, popierane były 
przez niebezpiecznego przeciwnika Bismarcka, przywódcę 


- 438 - 


-.4...
>>>
Ku/turkamlf 


centrum Windhorsta. Rosły siły żywiołu polskiego, bier- 
ne dotąd warstwy polskiego ludu uświadamiały się naro- 
dowo, stanęły do walki. Obudziła się polskość na Górnym 
Śląsku, wzmocniła na Pomorzu i na Warmii. Wszędzie 
po uwięzieniu arcybiskupa Ledóchowskiego nakładano 
żałobę. O ile przed 1870 r. powoli, nawet w Wielkopol- 
sce, rosła liczba Niemców na szkodę Polaków, o tyle teraz 
ma się rzecz odwrotnie: Niemcy-katolicy polszczą się pod 
wpływem rozpętanych przeciwieństw religijnych. 
Bismarck nie znał zapewne tych zjawisk tak dokład- 
nie, jak my je dziś znamy, ale wyczuwał sytuację. Z wolna 
zaczął się wycofywać, likwidując częściowo przedmioty 
zatargów. Leon XIII godził się na takie załatwienie spo- 
rów. Obiecał Polakom, że im da arcybiskupa-rodaka - ale 
skoro kardynał działał na nerwy Bismarckowi jako sta- 
ły mieszkaniec Watykanu - mianował go w 1883 r. Se- 
kretarzem Brewiów, co połączone było z zamieszkaniem 
poza siedzibą papieża. Zresztą ani kardynał Ledóchowski, 
ani kardynał Czacki (od 1882 r. - zmarły w 1888) nie mie- 
li tego wpływu na bieg spraw, co za Piusa IX. Kardynał 
Czacki jako nuncjusz przebywał w trudnej sytuacji w Pa- 
ryżu - po czym osiadł w Rzymie, kardynał Ledóchow- 
ski zrzekł się w 1883 r., z chwilą nominacji na Sekretarza 
Brewiów, archidiecezji gnieźnieńsko-poznańskiej. Póź- 
niej (od 1892 r.) został Prefektem Propagandy. Najdłużej 
toczyły się dyskusje między Stolicą Świętą a rządem pru- 
skim o obsadzenie stolicy gnieźnieńsko-poznańskiej, gdyż 
rząd odrzucał wszystkich kandydatów-Polaków, a Waty- 
kan odrzucił ks. Wanjurę, Niemca z Chełmna, wysuwa- 
nego przez rząd. Arcybiskup Krementz doradził wreszcie 
mianowanie ks. Juliusza Dindera, proboszcza królewiec- 


- 439 -
>>>
ROZDZIAł. 19. 1863-1890 


kiego, Niemca znającego język polski, a dnia 2 lutego 1886 r. 
nastąpiła nominacja. 
Odczuto ją boleśnie w Wielkopolsce, jako narzucenie 
na stanowisko naczelne w życiu polskim - obcego. Kul- 
turkampf nadał niezwykłego blasku stolicy gnieźnień- 
skiej, choć zniszczył dzieło kardynała Ledóchowskiego. 
Było ciężką próbą dla katolików polskich przyjęcie z woli 
papieża obcego na godność prymasa. Niewątpliwie dowo- 
dem głębokiej wiary i wyrobienia katolickiego był brak 
opozycji. Wielkopolska dojrzewała do roli, jaką w ży- 
ciu Kościoła odegrać miała w XX w. Różne dzielnice 
wniosły do skarbnicy Kościoła polskiego poszczególne 
wartości: Małopolska - organizację zakonną i począt- 
ki kultury katolickiej, zabór rosyjski - przywiązanie do 
wiary i zdolność do entuzjazmu, Wielkopolska miała dać 
formy organizacyjne pracy religijnej, a w szczególności 
pracy społecznej katolików. Do tego trzeba było jedno- 
litości społeczeństwa, którą wytworzył Kulturkamp£ 
Nowe zręby organizacyjne miał rzucić dopiero następca 
ks. Dindera, ks. Florian Stablewski, który zebrał owoce 
Kulturkampfu i położył podwaliny wielkiego ruchu spo- 
łecznego katolików. Kulturkampf przyniósł zwycięstwo 
żywiołowi polskiemu i katolicyzmowi. Cztery lata rzą- 
dów arcybiskupa Dindera upłynęły wśród zupełnego jego 
odosobnienia od społeczeństwa, które go nie chciało, 
a którego mimo najlepszej woli nie rozumiał. Na dobro 
jego zapisać trzeba, że nie zdając sobie sprawy z godności 
prymasowskiej, którą posiadał i roli jaką poprzednicy jego 
grali w Polsce, potrafił nie szkodzić ani Kościołowi, ani 
Polsce. [Przeciwstawił się co prawda udziałowi Wielko- 
polan w pielgrzymce ogólnopolskiej do Leona XIII, ale 


-440-
>>>
Ku/turkamp! 


przecież rodowici Polacy w Galicji byli przeciwni wyod- 
rębnianiu się Polaków spośród narodów Austrii i dopiero 
Adam Sapieha wywalczył osobną audiencję dla Galicji.] 
Sufraganem u jego boku po śmierci ks. Janiszewskiego 
(1887) był znany historyk ks. Likowski.
>>>
ROZDZIAł. 20 
Życie Kościoła u schyłku XIX w. 
w przeddzień wojny światowej 
(1890-1914) 


Charakterystyka 


O kres ten, przypadający na panowanie Leona XIII 
i Piusa X w Kościele, przyniósł na całym świecie po- 
tężne odrodzenie katolicyzmu. W Polsce hamowane było 
ono przez rozbiory kraju i pierwszeństwo, jakie dawali 
Polacy dążeniom do niepodległości przed wszystkimi in- 
nymi. Ale zaznaczało się ono wszędzie, nawet tam, gdzie 
walki narodowościowe absorbowały uwagę społeczeństwa 
(Lwów) lub też obrona narodowego stanu posiadania po- 
chłaniała wszystkie siły (zabór pruski). Na całym obsza- 
rze ziem polskich zaznacza się po 1880 r. odrodzenie re- 
ligijne. 


Zabór rosyjski 


Zawarty przez Leona XIII kompromisowy konkordat 
z Rosją w 1882 r. przyniósł pewne dobre owoce. Akade- 


- 442 - 


-.A.....
>>>
Zabór rosyjski 


mia Petersburska została zreorganizowana przez ks. Szy- 
mona Kozłowskiego jej rektora i jego następcę ks. Albina 
Symona. Ponieważ ówcześni jej profesorowie przeważnie 
wyznawali józefinizm, a starsze pokolenie księży było nim 
przesiąknięte, zaczęli oni wychowywać profesorów spo- 
śród najzdolniejszych uczniów. Tą drogą została akademia 
odrodzona, choć chwilowo poziom jej obniżył się. Za rek- 
torstwa ks. Żarnowskiego mógł się ten poziom podnieść 
na skutek specjalizacji profesorów. Utworzono w 1905 r. 
katedrę socjologii chrześcijańskiej. Wyszedł z Akademii 
Petersburskiej cały szereg gorliwych księży i biskupów, 
którzy nie wahali się stawić opór rządowi. Zresztą życie 
religijne było niesłychanie krępowane, wolno było jedy- 
nie z3:jmować się pracą charytatywną. Biskupi nie mogli 
wizytować diecezji, bierzmowania udzielano nieraz star- 
com. Zgromadzenia zakonne były tajne - Rodzina Maryi, 
franciszkanki, "honoratki". Prowadzono też pod pokryw- 
ką szwalni pracę wychowawczą. W rezultacie poziom 
wykształcenia religijnego zarówno mas, jak i inteligencji 
był bardzo niski. Na północ od Prypeci istniały wśród in- 
teligencji silne wpływy liberalnej umysłowości i dążności 
rewolucyjne, a to pod wpływem z jednej strony tradycji 
Uniwersytetu Wileńskiego, z drugiej - wpływów rewolu- 
cyjnych dążeń rosyjskich. Wśród szlachty katolicyzm nie 
zawsze był głęboki. Na Litwie, na tle niechęci narodowej 
i dążeń społecznych rozwinęły się gorące walki o język 
w Kościele. [Upadek powstania styczniowego przyniósł na 
Inflantach polskich zakaz druku książek w języku łotew- 
skim. Stosunek kleru łotewskiego do Polaków był nadal 
przyjazny. Z polskiej strony prowadzono nielegalną pracę 
oświatową wśród Łotyszów. Dopiero w XX w. rozbudze- 


- 443 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


nie się nacjonalizmu zaczęło oddziaływać na część ducho- 
wieństwa w sensie dla Polaków nieprzychylnym. Niemniej 
w 1905 r., gdy na obszarze Kurlandii i Liwonii wybuchło 
powstanie chłopskie przeciw wielkim właścicielom Niem- 
com, które zostało krwawo stłumione - Latgalia pozostała 
zupełnie spokojna. Był to wynik ofiarnej pracy społecznej 
Polaków i wpływu Kościoła katolickiego.] 
Ziemie południowo-wschodnie były bardziej podatne 
na wpływy Kościoła wśród szlachty, która już od dawna 
wspierała zakony polskie. Ale polskość była tu liczebnie 
słaba. W Kongresówce szerzył się pozytywizm i ateizm, 
a wśród mas robotniczych, wydanych na łup wyzysku, 
niebronionych przez państwo - ruchy socjalistyczne i re- 
wolucyjne. Pracę katolicką reprezentowały jedynie tercjar- 
ki - "siostry fabryczne", o. Honorata zgromadzenie tajne 
oraz serafitki, założone przez Małgorzatę Szewczykównę 
w Zakroczymiu (1881). Rok 1905 przyniósł masowy po- 
wrót unitów i pewne nadzieje liberalniejszego porządku. 
Ale wnet zarządzenia władz zaczęły krępować swobodę 
zmiany wyznania: odstępcę od prawosławia przez 6 mie- 
sięcy miał upominać pop z pomocą policji. To hamowało 
dalszy tok nawróceń.[2S] [W tej sytuacji prawdziwego he- 


25 o. Honorat w liście do felicjanek, pisanym u progu ery konsty- 
tucyjnej, tak charakteryzował okres ucisku po r. 1863 w Kongresówce: 
"Trudno wyliczyć i opisać te wszystkie czynniki zepsucia, jakie się zla- 
ły na kraj nasz w ciągu tego pół wieku. Demoralizacja szerzona przez 
rząd na wszelki sposób miała zabezpieczyć jego panowanie. Socjalizm 
nie tylko tolerowany, ale popierany był dlatego, że osłabiał w duszach 
wiarę, a przeto miał je uczynić sposobniejszymi do przyjęcia prawo- 
sławia. W szkołach szerzono przez nauczycieli najzgubniejsze zasady, 
podawano młodzieży najbezecniejsze książki, aby prędzej nauczyli się 


-444-
>>>
Zabór rosyjs'd 


roizmu wymagało trzymanie się przez biskupów przepisów 
prawa kanonicznego, których łamania raz po raz domaga- 
ły się władze rosyjskie. O arcybiskupie Popielu powiedzia- 
no, że popełniał błędy taktyczne i polityczne, ale nigdy 
nie złamał prawa kanonicznego. Leon XIII zajmował 
wobec sprawy polskiej stanowisko bardziej powściągliwe 
niż Pius IX, który raz po raz okazywał współczucie na- 
rodowi polskiemu. Leon XIII podjął rokowania w 1882 r. 


języka ruskiego, popierano zakłady i pisma niemoralne, a uciskano re- 
ligijne i moralne, gorsząc lud przez różne pisma i podstępy, a jednak 
pomimo tych wszystkich wysiłków, moralność nie tylko nie upadła, 
ale się podniosła, lud w znacznej części pozbył się pijaństwa, a garnie 
się do pracy i pobożności. A przez co? Śmiało powiadam, że przez słu- 
gi i służebnice Pańskie, rozbudzające wszędzie pobożność i przyświe- 
cające przykładem cnót ewangelicznych. A teraz chcę zwrócić uwagę 
Waszą na rzecz najmniej spodziewaną, na odrodzenie religijne kraju. 
Któż nie wie, co przeszła biedna Polska przez te lat 50, a szczególniej 
od kasaty zakonów, gdy rząd wziął za zasadę schizmatyzować całe 
imperium, a w szczególności nasz kraj. Bezstronni świadkowie piszą, 
że nie było nigdzie i nigdy (wyjąwszy może Neronow) tak srogiego 
prześladowania, tak upartego i wytrwałego, jak u nas, szczególniej, 
gdy rządził Aleksander III, który ślubował, że jeżeli mu Bóg zdrowie 
przywróci, całe imperium do schizmy przyprowadzi: nie przebierał 
też w środkach, na wszelkie skargi i opór katolików miał jedną odpo- 
wiedź: ..Od czewo prawitielstwo - od czegóż rząd?" Toteż wysilano 
się wszelkimi sposobami na propagandę. Dawano dymisje urzędni- 
kom, niechcącym przyjąć schizmy, katechizmu uczono po rusku, za- 
broniono kapłanom na odpusty jeździć, do szkółek zaglądać, nauczać 
czy w kościele, czy w domu: u nas (sc. w klasztorze) było 18 śledztw 
i rewizyj, z których niektóre parę miesięcy się ciągnęły z oświadcze- 
niem, że gdyby kopertę rzymską znaleziono, skasowano by klasztor, 
bo wtedy, jak generał gubernator mówił: ..Większem przestępstwem 
była korespondencja z Rzymem niż zamach na cesarza". Zmuszano 
całe parafie, nie tylko unitów, ale i łacinników, do przechodzenia na 


- 445 -
>>>
ROZDZIAł:. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


i doprowadził do zawarcia konkordatu, który przyniósł 
pewne ulgi, ale wiarołomstwo rządu wnet postawiło je 
pod znakiem zapytania. Drugą próbę rokowań podjęto 
w 1893 r. z pewnością na wezwanie kół katolickich, idące 
niewątpliwie przez Kraków. Silne wzburzenie opinii pol- 
skiej, która z goryczą odzywała się o papieżu i obawiała się 
wprowadzenia języka rosyjskiego do nabożeństw dodat- 
kowych, spowodowało wycofanie się kół konserwatystów 
z akcji. Zaskoczony papież postanowił iść własną drogą, 
a wycofawszy się z rokowań, powoli zdobył rozległą i do- 
kładną znajomość stosunków polskich, po czem wytknął 
program dla Polski: rozwój nauki, wykształcenie kadr 
inteligencji, która będzie potrzebna nowemu państwu 
polskiemu, rozwiązanie kwestii społecznej. Program ten 
rozwinął w liście pasterskim do biskupów Polski (całej) 
wydanym w 1894 r. z okazji rocznicy III rozbioru. Ten 
trzeźwy program Leona XIII i wpływ, jaki wywarł na 
orientację katolicyzmu polskiego nie został dotąd należy- 
cie oceniony. 


schizmę, zamkniętu kilkaset kokioł6w, a cerkwi stawiano bez liku, 
sieczono rózgami i nahajkami kozackimi aż do zabicia, wywożono na 
Sybir, strzelano do ludu zebranego koło kościoła swego, który chciano 
rozebrać. [on] czemże się to stało, że pomimo tego (wyjąwszy pijaków 
i rozpustnice) nikt z katolików nie przeszedł na schizmę, a kilkadzie- 
siąt tysięcy unitów wśród najstraszniejszych prześladowań i ścigania 
po kościołach utrzymało się przy wierze św. I że w końcu wyszedł 
ukaz, który cały świat zadziwił, wolności wyznania? I, że wskutek 
tego gromadami i tysięcami powracają dziś do wiary katolickiej, że 
w Parcanicy z 10000 parafij (?) w kilka dni 30000 urosło, w Mię- 
dzyrzeczu z 10000-20000, w Mińsku od razu 25000 itd.?" (Histo- 
ria Zgromadzenia SS. Felicjanek, cz. 3, Kraków 1932, s. 523-524). 


- 446 - 


-.A...
>>>
Zahór rosyjski 


Rok 1905 przyniósł wstrząs rewolucyjny w Rosji. Wo- 
bec zupełnej bierności kół katolickich na plan pierwszy wy- 
sunęły się żywioły rewolucyjne i koła wolnomyślicielskie. 
Dopiero w 1906 r. zauważyć można, jak pod wpływem 
listów pasterskich biskupów opinia katolicka zaczyna się 
budzić i szukać najpierwotniejszych, masowych form or- 
ganizacji. Strajk szkolny spotkał się z przeciwdziałaniem 
arcybiskupa Popiela, który bodaj przewidywał rychły upa- 
dek rewolucji i niezwykle powściągliwie korzystał z nowej 
wolności. Na prośbę biskupów królestwa Pius X wystoso- 
wał list potępiający i ruchy rewolucyjne, i strajk szkolny, 
zalecający ufność w dobre intencje cara oraz potępiający 
pogromy żydowskie. Takich pogromów na ziemiach pol- 
skich nie było, więc list wywołał tym większe rozgory- 
czenie. Ale oficjalny komentarz Watykanu i nieoficjalne 
oświadczenie arcybiskupa Teodorowicza wyjaśniły spra- 
wę: Pius X, pozornie pisząc do Polaków, zwracał się tak- 
że do Rosjan. Wrzawa przycichła tym więcej, że papież 
zalecał w swym liście walkę legalną o szkołę katolicką 
i polską. Fala rewolucji rychło zaczęła opadać, a wśród ka- 
tolików zaczęły brać górę żywioły konserwatywne. Tak 
np. na zjeździe katolickim w Warszawie, gdzie założo- 
no Związek Katolicki, ks. Jakowski, główny organizator, 
ostro przeciwstawiał się tendencjom demokracji chrześci- 
jańskiej.] Zaznaczyły się też ruchy katolickie społeczne, 
o których osobno będzie mowa. Pojawiły się próby stwo- 
rzenia szkolnictwa prywatnego katolickiego (ks. Gralew- 
ski). Dużą rolę w życiu kulturalnym zaczęły odgrywać na- 
wrócenia, o których osobno będzie mowa. Wśród prądów 
płynących z Zachodu, modernizm miał niewielu zwolen- 
ników. Potępienie go przez Piusa X wywołało odstępstwo 


- 447 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


zaledwie paru jednostek, jak o. Wysłouch. Być może, iż 
względy narodowe wpływały na pozostanie w Kościele 
katolickim szeregu jednostek. W każdym razie echa mo- 
dernizmu wyraźnie przebijały w działalności późniejszej 
ministra Janusza Jędrzejewicza. Na tle ogólnego niskiego 
poziomu życia religijnego wyrósł dziwoląg w postaci sekty 
mariawitów, która zrodziła się z gorliwości religijnej czę- 
ści kleru i uległa dziwnym kolejom losu - dobrze zresztą 
widziana przez władze rosyjskie, chwilowo pociągająca za 
sobą liczne rzesze. Ale były też przejawy mistyki auten- 
tycznej, jak u Wandy Malczewskiej. Dziedzina ta nie jest 
zbadana. 
Praca charytatywna zaznaczyła się w założeniu To- 
warzystwa Opieki nad Podróżującymi Kobietami oraz 
szeregu stowarzyszeń, które nie zostały opracowane przez 
badaczy. Istniały liczne fundacje na cele charytatywne, 
których historii dotąd nikt nie opracował. W związku 
z tym obraz życia religijnego jest zarówno niekompletny, 
jak i jednostronny. 


Zabór austriacki 


W zaborze austriackim życie religijne uległo odrodzeniu 
również po 1880 r., z chwilą mianowania sufraganów, 
potem biskupów młodszych, wychowanych w Kolegium 
Polskim w Rzymie oraz z chwilą wznowienia biskupstwa 
krakowskiego i reorganizacji Wydziału Teologicznego 
w Krakowie. Ruchy społeczne zostaną omówione osobno, 
podobnie działalność misyjna i praca kulturalna, tu jedy- 
nie kilka ogólnych uwag należy wypowiedzieć. 


- 448 -
>>>
Zabór austriacki 


Wychowanie młodzieży w szkołach państwowych 
zostawiało wiele do życzenia: ciągłe konflikty "wiedzy" 
i "wiary", czyli nauczycieli i katechetów, podkopywa- 
ły jedność nauczania, duch szkoły był polski, ale nie do 
głębi katolicki, przeciwnie - interkonfesjonalny i indyfe- 
rentny. Przeciw pozytywizmowi Stańczyków wyrastały 
ideowe ruchy młodzieży, niechętne katolicyzmowi, któ- 
ry oni zdawali się reprezentować. Szkoły zakonne, jak 
jezuitów (Chyrów), pijarów, nie zdołały skutecznie temu 
przeciwdziałać. Wychodziły z nich jednostki w sobie roz- 
dwojone albo kapliczkowato usposobione, lub też pozor- 
nie, zewnętrznie katolickie. Był to może objaw czasów. 
Za to praca wychowawcza wśród ludu, prowadzona przez 
salezjanów, do których wstąpił ks. August Czartoryski, 
michaelitów i michaelitek ks. Markiewicza (który od sa- 
lezjanów wystąpił - od 1892 r. w Miejscu Piastowym) 
wydawała owoce. Bardzo typowe dla ruchu katolickiego 
były losy ks. Markiewicza, który założył salezjański za- 
kład w Miejscu Piastowym, a potem oderwał się i szedł 
własną drogą. Zwalczany przez konserwatystów i władze, 
które nie pozwalały mu na założenie zakładu wycho- 
wawczego, pozbawiony oparcia we władzach kościelnych, 
zdołał się utrzymać wśród największych trudności, wy- 
chowując młodzież chłopską i żyjąc tak, jak żyli biedni, 
głodujacy chłopi Podkarpacia. Dopiero rewolucja 1905 r. 
i jej echa w Galicji otworzyły oczy warstw posiadających 
na niebezpieczeństwo pozostawienia mas ludowych ich 
własnemu losowi, co wpłynęło na zmianę stosunku do 
ks. Markiewicza. Powstały nowe zakony żeńskie, józefitki 
ks. Gorazdowskiego we Lwowie (1884), które zajmowały 
się pracą społeczną, sercanki założone przez bpa J. Seba- 


- 449 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


stiana Pelczara, historyka i organizatora w 1894 r. w celu 
opieki nad dziećmi i kobietami oraz dla pracy społecznej. 
Zmartwychwstańcy stworzyli żeńską gałąź zgroma- 
dzenia za sprawą m. Borzęckiej w 1882 r. Działały też za- 
kony dawniejsze - niepokalanki, nazaretanki, urszulanki, 
zajmujące się wychowaniem młodzieży żeńskie} 
W społeczeństwie liberalnym, oddanym egoizmo- 
wi i zabawie, jakie istniało w Galicji na przełomie XIX 
i XX w., wystąpił jako żywy protest brat Albert (Adam 
Chmielowski). Malarz, powstaniec, bywalec salonów, 
porzucił świat i zajął się nędzarzami. Zakon jego, czysto 
charytatywny, wywierał silny wpływ na koła artystów 
i literatów. O tej stronie jego działalności będzie mowa 
osobno. Brat Albert realizował doskonałe ubóstwo, jak 
nikt od czasów św. Franciszka: zgromadzenie mieszkało 
w schronisku dla bezdomnych, majątku swego nie po- 
siadało. Wielkość tej ofiary jest wyjątkowa, ale Polacy 
nie potrafili o tym mówić cudzoziemcom. Współcześni 
sprzeciwiali się dziełu. Rada miejska Krakowa zgodzi- 
ła się oddać mu "ogrzewalnię" bezdomnych dopiero po 
wystąpieniu Żyda w chałacie, Birnbauma, który brata 
Alberta poparł. 
Zreformowani zostali karmelici za sprawą byłego 
członka rządu narodowego z 1863 r. świątobliwego Rafa- 
ła Kalinowskiego, którego Murawjew nie skazał na śmierc 
ze względu na opinię świętego, jaką miał. Zesłany na Sy- 
berię wrócił, by wstąpić do karmelitów. 
Zmartwychwstańcy wydali znakomitego historyka fi- 
lozofii ks. Pawlickiego, który odgrywał dużą rolę w świe- 
cie kulturalnym Krakowa, i o. Smolikowskiego historyka 
zgromadzenia. 


- 450 - 


....
>>>
Zabór austriacki 


Redemptoryści rozwijali ożywioną działalność, sze- 
rząc kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy (o. Bernard 
Łubieński). Niewątpliwie, rozważając te dowody odro- 
dzenia, przyszły historyk tych czasów nazwie je wielką 
epoką katolicyzmu polskiego, mimo niedostatków w dzie- 
dzinach ważnych, jak np. społecznej. Zdołał on pokonać 
racjonalizm i stał się siłą twórczą. Stolicami jego były 
miasta i klasztory zaboru austriackiego, gdzie panowała 
wolność polityczna. Ośrodki inne usuwają się na plan dru- 
gi. W Rzymie kardynał Ledóchowski zaznaczył się jako 
prefekt propagandy - omówimy działalność jego wraz 
z misjami. Kardynał Czacki, zmarły w 1886 r., prowadził 
rokowania z Trzecią Republiką Francuską. Ale wogó- 
le ośrodek rzymski nie miał tego znaczenia co dawniej, 
choć Stolica Apostolska była dobrze o sprawach polskich 
poinformowana. Niemiły zgrzyt stanowiło wystąpienie 
kardynała Puzyny w czasie konklawe po śmierci Leona 
XIII, kiedy złożył on veto w imieniu rządu austriackiego 
przeciw kandydaturze kardynała Rampolli - jak gdyby nie 
było kardynałów Niemców i musiał to robić właśnie Po- 
lak. Nowy papież Pius X uchylił raz na zawsze pretensje 
do cesarskiego veta, ale niesmak pozostał. 
Lecz rychło katolicyzm w zaborze austriackim, zabar- 
wiony wyraźnie konserwatywnie, stracił wpływy na masy 
i młodzież. Brak ruchu młodych o katolickim kierun- 
ku myślenia był poważnym ostrzeżeniem na przyszłość. 
Sodalicja krakowska pod kierunkiem o. Bratkowskiego 
w ostatnich latach przed wojną przybrała charakter spo- 
łeczny w swej działalności, ale słowo to nabrało znacze- 
nia aktywności organizacyjnej, nie zaś postawy społecznej 
w stosunku do mas. Dlatego też wyniki tej zewnętrznej ak- 


- 451 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


tywności były nikłe. Inne ruchy katolickie, zresztą słabsze 
liczebnie, omówimy osobno. Lwów był zupełnie zaabsor- 
bowany walkami narodowościowymi i młodzież katolicka 
aktywności nie przejawiała. To wszystko prowadziło do 
nadania inteligencji polskiej oblicza niekatolickiego. Wy- 
razem tego były awantury studenckie przeciw powołaniu 
ks. Zimmermanna na profesora socjologij chrześcijańskiej 
na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. 
Młodzież socjalistyczna targnęła się nań czynnie, doszło 
do zamknięcia uniwersytetu na czas pewien. Inne zanie- 
dbania dotyczyły nauczycielstwa, które utrzymywano na 
niskjm poziomie wykształcenia i uposażano słabo - była 
w tym polityka celowa konserwatystów, jak wynika ze 
słów Pawła Popiela. Otworzono więc szeroko wrota dla 
antyreligijnej propagandy, identyfikując katolicyzm z ego- 
istyczną polityką partii, która bała się utracić wpływ na 
chłopa, skoro by obok autorytetu dworu i plebani pojawił 
się autorytet nauczyciela. 
Zaniedbania na polu społecznym znajdowały swój wy- 
raz w radykalizmie robotnika, w Tarnowie już w 1873 r. 
dwoje ludzi, mężczyzna i kobieta, strzelali: on do kielicha 
w czasie Podniesienia, ona do obrazu Matki Bożej26. Po- 
dobne symptomy wystąpiły na wsi, choć nie dochodziło 
do zajść. 
Katolicyzm grupy aktywnej katolickiej w Galicji w la- 
tach 1880-1914 był w istocie swej reprezentacją katolicy- 
zmu polskiego, którego główne centrum znajdowało się 
poprzednio na emigracji. Toteż wady jego i zalety wpły- 


26 J. S. Pelczar, Pius IX i jego pontyfikat na tle dziejów Kofciola 
wXIXwieku, t. 3, Przemyśl 1908, s. 227. 


- 452 -
>>>
Wielkopolska. Arcyhiskup Stahlewski 


wały na kształtowanie się całego życia polskiego. Jeśli 
porównać go do ruchów katolickich w innych krajach, to 
zauważymy, że nie przybrał on oblicza politycznego, nie 
wytworzył partii katolickiej, w Niemczech, Włoszech, 
Austrii, Holandii, Belgii. Nie stworzył też ruchu robot- 
niczego i chłopskiego, jak w tych krajach. Nie przybrał 
także oblicza kulturalnego, jak we Francji, gdzie się poja- 
wiła cała plejada myślicieli, pisarzy i poetów. Katolicyzm 
polski zachował swe cechy z epoki odrodzenia emigracyj- 
nego: był apolityczny, miał postawę misyjną i apostolską, 
wyrażał się w dążeniach do pogłębienia życia religijnego 
i miał wielki rozkwit życia mistycznego, wreszcie dążył do 
objęcia wychowania. Brakło mu do realizacji tych zadań 
we własnym państwie i ruchu ludzi świeckich, niezabar- 
wionego politycznie, a uprawiającego apostolat. Osłabły 
w nim też żywe akcenty społeczne, które miał katolicyzm 
na emigracji. 


Wielkopolska. Arcybiskup Stablewski 


W Wielkopolsce, po śmierci ks. Dindera, arcybiskupem 
został ks. Florian Stablewski, wieloletni poseł na sejm, 
zbliżony do centrum poglądami społecznymi, wychowany 
w Monachium. Przeszczepił on na grunt polski dorobek 
katolików niemieckich, przystosował go w Wielkopolsce 
do warunków polskich. Jego zasługą jest rzucenie podstaw 
społecznych organizacji katolickiej. Zaczął organizować 
zjazdy katolickie (od 1894 r.), na drugim z nich rzucił hasło 
stworzenia organizacji młodzieży robotniczej, rzemieślni- 
czej i kupieckiej. Z jego inicjatywy powstało Stowarzysze- 


- 453 -
>>>
-- 


ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


nie Robotników Chrześcijańskich w celu pielęgnowania 
ducha religijnego, zdrowej oświaty, pouczania "mianowi- 
cie w sprawach reformy społecznej". Miało ono "starać się 
o polepszenie doli materialnej, o prawdziwe braterstwo". 
Był to program Leona XIII. Stowarzyszenie Robotni- 
ków Chrześcijańskich szybko rozkrzewiło się w zaborze 
pruskim, obejmując szerokie koła robotnicze, które oka- 
zywały wielkie przywiązanie do Kościoła i wdzięczność 
dla prymasa. Później wyrazem tego chrześcijańsko-spo- 
łecznego ruchu stała się w pewnym stopniu Narodowa 
Partia Robotnicza w Wielkopolsce. Analogiczną pracę 
na Pomorzu i Śląsku prowadziło Centrum niemieckie, 
nadając jej zresztą piętno germanizacyjne. Po powstaniu 
państwa polskiego szereg działaczy i masy członków od- 
zyskały możność powrotu do polskości i zlały się z N aro- 
dową Partią Robotniczą, której trzon w ten sposób utwo- 
rzony został przez elementy katolickie. [Na Śląsku masy 
odsuwające się od Centrum, pociągnął za sobą Wojciech 
Korfanty popierany zrazu przez socjalistów, później przez 
nich zwalczany. Ruch kierowany przez niego był najsil- 
niejszym chrześcijańsko-społecznym prądem na ziemiach 
polskich przed 1914 r.] 
Prymas Stablewski zachęcał nieustannie duchowień- 
stwo do pracy społecznej i wyjścia z zakrystii. Już po- 
przednio w pracy społecznej w Wielkopolsce brali księża 
udział bardzo żywy. W organizacji mającej na celu gro- 
madzenie drobnych oszczędności i uwłaszczanie w ten 
sposób chłopa i robotnika patronem, czyli opiekunem był 
ks. Szamarzewski (zm. 1891), po nim ks. Piotr Wawrzy- 
niak, wybitny organizator i działacz społeczny (zm. 1910). 
Praca ta miała wybitnie narodowy charakter. Prowadzono 


- 454 -
>>>
Wielkopolska. Arcybiskup Stablewski 


akcję parcelacyjną, by obronić się przed komisją koloniza- 
cyjną. Formy tej pracy wytworzyło Pomorze, gdzie meto- 
da biernego oporu wobec niemczyzny doszła do wysokiej 
doskonałości. 
Arcybiskup Stablewski założył też "Przewodnik Ka- 
tolicki", pismo popularne dla katolików. Występował on 
w obronie języka polskiego w szkole, który został wy- 
rugowany z nauczania religii, na co społeczeństwo od- 
powiedziało strajkiem szkolnym (1906). Ale rząd pruski 
lękał się przenieść walkę na teren kościelny i ograniczał 
się do kar nakładanych na rodziców, nie reagując na pro- 
testy arcybiskupa. Na Pomorzu, gdzie również wybuchł 
strajk szkolny, biskupi pochodzenia niemieckiego starali 
się utrzymywać stan zgody i pokoju między katolikami 
obu narodowości z wyraźną przewagą języka niemieckie- 
go i niemieckiej kultury. Wszelkie nowe prądy katolickie 
docierały tu z opóźnieniem, jak również konflikty naro- 
dowościowe zaczęły się zarysowywać około 1900 r. Po- 
dobnie rzecz miała się na Warmii. 
Po śmierci arcybiskupa Stablewskiego, którego naj- 
większą zasługą będzie zespolenie stolicy gnieźnieńskiej 
z programem reformy społecznej w duchu chrześcijańskim 
(zm. 1906), rządy jako sufragan sprawował ks. Edward 
Likowski, stolica obsadzona została dopiero w 1914 r. 
W 1909 r. powstała katolicka księgarnia św. Wojciecha, 
a arcybiskup, wybitny historyk, wpływał na wytworzenie 
ruchu intelektualnego i postawy kulturalnej wśród kato- 
lików. Tu odzywały się głosy katolickiej krytyki wobec 
nacjonalizmu "Myśli nowoczesnego Polaka". Ale ucisk 
niemiecki odwracał uwagę, jak wspomniano, do zagad- 
nień narodowych. Ilustracją tego będzie następujące wy- 


- 455 - 


....
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


darzenie opowiedziane mi przez śp. Tadeusza Szułdrzyń- 
skiego. Kiedy znany działacz narodowy polski hr. Józef 
Kościelski spoczywał na łożu śmierci, okazało się, że nie 
chce się spowiadać. Zwrócono się z tym do jego przyjaciela 
ks. Piotra Wawrzyniaka, działacza społecznego, a ten w roz- 
mowie napomknął umierającemu, z którym był po imieniu, 
o spowiedzi. Na to ów odrzekł: "Nie wiedziałem, że ty w to 
wierzysz". W ciągu dziesiątków lat współpracy i przyjaźni 
nie mieli okazji mówić o religii. Niemniej żywotności kato- 
licyzmu dowodzi powstanie Zgromadzenia Sióstr Pasterek 
(1894), które zajęło się upadłymi dziewczętami. 


Działalność misyjna 


Idea misyjna spotykała w Polsce rozbiorowej zasadniczy 
opór. Mówiono, że wszystkie siły należy skupić na pracę 
wewnątrz kraju, dla dobra narodu, nie mamy sił na roz- 
praszanie się, że nasza misja jest wśród Polaków. Postawa 
ta, uczuciowo zabarwiona, miała tylko pozory słuszności. 
Skoro naród polski był słaby i uciskany, potrzebował bar- 
dziej od innych pomocy z zewnątrz. A tę uzyskać było 
można, choćby przez poruszenie opinii, jedynie drogą 
współpracy na terenie międzynarodowym. Jednym z ta- 
kich terenów międzynarodowej współpracy, o dużym zna- 
czeniu także dla urobienia opinii europejskiej, jest działal- 
ność misyjna. Nieobecność Polaków wpływać musiała na 
osłabienie zainteresowania Polską wśród kół katolickich, 
przed tym bardzo żywo zainteresowanych sprawą polską. 
Dziś jeszcze słaby udział Polski w dziele misyjnym odbija 
się na obojętności czy nawet niechęci do Polski narodu 


- 456 -
>>>
Działa/nofć misyjna 


bardzo wpływowego wśród ludów mówiących językiem 
angielskim - Irlandczyków. Irlandczycy są narodem mi- 
sjonarzy i przez misje można do nich trafić. Dlatego nie 
mieli słuszności wyznawcy ciasnego nacjonalizmu, którzy 
chcieli ograniczyć akcję misyjną Polaków do Polaków je- 
dynie. 
Tym większą była zasługa Marii Teresy Ledóchow- 
skiej, która stworzyła wielkie europejskie dzieło apostol- 
stwa w Afryce pod nazwą Sodalicja św. Piotra Klawera. 
Była ona bratanicą kardynała, który w latach 1888-1902 
był prefektem propagandy, zajmując w Kościele jedno 
z czołowych miejsc. Pod jego rządami misje doznały 
znacznego rozwoju. Hrabina Maria Teresa Ledóchow- 
ska porzuciła życie dworskie i oddała się niezmordowa- 
nej pracy na rzecz misji. Od 1890 r. wydawała "Echo 
z Afryki" oraz "Murzynka" w kilku językach (polski, 
niemiecki, francuski, angielski, włoski, czeski, hiszpań- 
ski, portugalski, chorwacki, węgierski), uczestniczyła 
w kongresach, przemawiała, pisała listy, zbierała pienią- 
dze. Obdarzona wielkim talentem organizacyjnym, pra- 
cowitością i gorliwością umiała dokonać rzeczy bardzo 
wielkiej. Dzięki niej szereg placówek misyjnych utrzy- 
mało swój byt i rozwinęło pracę, inne mogły powstać. 
Sodalicja św. Piotra Klawera, założona przez nią jako 
zgromadzenie, wykupiła 12503 niewolników, kształciła 
543 kleryków murzyńskich i 529 katechetów. W drukar- 
ni własnej misjonarki-pomocnice wydrukowały l 097000 
tomów książek w 78 językach afrykańskich (do 1932 r.). 
Niewątpliwie jest ona jedną z największych postaci ka- 
tolicyzmu polskiego na przełomie XIX i XX w. Zmarła 
w Rzymie w 1922 r. 


- 457 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


Misjonarze polscy pracowali zwykle w końcu XIX 
stulecia pod firmą obcych narodowości, które wpisywały 
potem na swe konto ich zasługi. Toteż z braku zaintereso- 
wania ze strony społeczeństwa polskiego dorobek misyjny 
polski przedstawiony jest znacznie skromniej niż w istocie 
było. Pierwsza misja polska w Afryce, prowadzona przez 
jezuitów prowincji galicyjskiej, powstała w 1913 r. i to na 
skutek wypędzenia zakonu tego z Portugalii po rewolucji. 
Wówczas osiedli jezuici polscy w Rodezji i utworzyli osob- 
ną, własną placówkę misyjną, podległą angielskiej pro- 
wincji zakonnej jezuitów. Praca ta, prowadzona na kilku 
placówkach, pochłonęła niejedno życie ludzkie. W 1927 r. 
misja ta została podniesiona do godności prefektury apo- 
stolskiej ze stolicą w Brokenhill. Obok jezuitów pracuje 
tam polski zakon żeński Sióstr Służebniczek Najświętszej 
Maryi Panny. 
Obok tej jedynej przed 1914 r. placówki, popieranej 
gorliwie przez jezuitów i wydawane przez nich czasopi- 
smo "Misje Katolickie" (od 1882 r.) pracowali pojedynczy 
misjonarze, wśród nich: patriarcha Antiochii, ks. Włady- 
sław Zaleski, długoletni delegat apostolski dla Indii, gdzie 
przebywał od 1884 r. przez lat 30. Dzięki niemu Indie 
uzyskały nowych 8 metropolii i 27 nowych biskupstw. 
W siedzibie swej Kandy na wyspie Cejlon założył uniwer- 
sytet katolicki, w katedrze umieścił kopię obrazu Matki 
Bożej Ostrobramskiej. 
Ojciec Malinowski ze zgromadzenia oblatów przez 
swą pracę misyjną zyskał sobie zaufanie Hererów i zdołał 
ich wyratować przed represjami niemieckimi w 1906 r. 
W Ameryce Północnej ks. Dąbrowski i felicjanki pol- 
skie (od 1874 r.) prowadziły misję wśród czerwonoskórych, 


- 458 -
>>>
Portowa kulturalna katolików polrkich 


których nawróciły około 100. W Brazylii księża misjona- 
rze, prowadząc duszpasterstwo wśród Polaków (od 1903 r.), 
zdołali nawrócić szczep Koroado (1923 r.). W tym samym 
roku rozpoczęły się chrzty wśród Botokudów, którzy wo- 
leli zbliżyć się do kolonistów polskich niż do niemieckich, 
którzy ich traktowali bezwzględnie w odwet za napady, 
gdy Polacy ograniczali się do obrony. Był to piękny sukces 
kultury polskiej. Misja w Bułgarii trwała pod kierunkiem 
zmartwychwstańców, mimo poważnych trudności z po- 
wodu wojen. Wskutek emigracji Bułgarów z Adrianopo- 
la po 1913 r. placówka w tym mieście znikła zupełnie. 
Tak więc, mimo warunków niepomyślnych, misje pol- 
skie istniały i działały, niedocenione przez społeczeństwo 
polskie i niedostatecznie popierane. 


Postawa kulturalna katolików polskich 


Postawa kulturalna katolików polskich nie wytworzy- 
ła osobnego potężnego ruchu na wzór Francji. Nie tylko 
dlatego, że wśród twórców pozytywizm zdobywał sobie 
wpływ (Prus) lub panowała obojętność religijna albo szu- 
kanie Boga (grupa Młodej Polski). Nawet u twórców wie- 
rzących problematyka katolicka nie zawsze występowała 
na czoło. Tak np. Reymont po próbie wstąpienia do pau- 
linów nie przestał być wierzącym, ale w twórczości jego 
katolicyzm nie zaznaczył się. Katolikiem był Sienkiewicz, 
ale płytkość wykształcenia religijnego, jakie posiadał, wy- 
stępowała wszędzie tam, gdzie poruszał zagadnienia re- 
ligijne i katolicyzmu bronił. Oto ile potrafił powiedzieć 
w Rodzinie Połanieckich: ,,[m] i Połaniecki znów tak samo 


- 459 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


myślał, że wszystko mija - mija życie, mijają bóle, nadzie- 
je, porywy, mijają kierunki myśli i całe systemy filozofii 
- a msza po staremu się odprawia, jakby w niej była wie- 
. . "" 
czysta mepozytosc . 
O wiele głębszym był Żeromski, który nieustannie 
poruszał się w płaszczyźnie problematyki wiary, nadziei 
i miłości chrześcijańskiej, a jeśli rozstrzygał przeciw ka- 
tolicyzmowi, to ciągle do problematyki tej wracał. Dlate- 
go dla katolicyzmu polskiego twórczość jego jest ważnym 
dokumentem. W Kuszeniu Judasza stanął szczególnie 
blisko katolicyzmu, opis postaci brata Alberta w pustelni 
na Kalatówkach porusza problematykę najgłębszą i wie- 
czyście aktualną. Tu dotknąć trzeba roli apostolskiej brata 
Alberta. Zdolny malarz, który porzucił sztukę, by ratować 
nędzarzy, wywierał doniosły wpływ na całe krakowskie 
środowisko kulturalne, był żyjącym wyzwaniem, rzuco- 
nym postawie lekkomyślnej i hedonistycznej XIX w. Ale 
też był przeciwieństwem Lenina, który przebywał w tym 
czasie w Zakopanem i z którym ponoć się zetknął. Za 
wezwaniem brata Alberta poszedł jeden z największych 
malarzy polskich, Jacek Malczewski, który został tercja- 
rzem franciszkańskim. Najbardziej religijnym z twórców 
polskich epoki przed 1914 r. był Jan Kasprowicz, który 
swą Zwadę z Bogiem zakończył wspaniałymi akordami li- 
ryki religijnej, jakiej nie ma równej literatura polska. Jed- 
nak z Kościołem nie umiał żyć w zgodzie ze względów 
osobistych. Można by powiedzieć, że katolicyzm polski 
w epoce 1885-1914 nie wydał ani wielkich myślicieli, ani 
wielkich twórców nowych prądów, jak Leon Bloy - ale 
wydał konwertytów. Przeważnie rekrutowali się oni z kół 
socjalistów polskich, jak Wilhelm Feldman, Stanisław 


- 460 -
>>>
Życie społeczne i polityczne a Ilatolicyzm 


Brzozowski, później Jodko Narkiewicz. Wydaje się, że 
wielkie umiłowanie cierpiących i ludu polskiego prowa- 
dziło tych ludzi tak blisko dróg miłości chrześcijańskiej, 
że łaska spływała na nich, choćby w chwilach ostatnich, 
gdy odpadał już wzgląd ludzki. Tak było u Wilhelma 
Fe1dmana, który nie chciał, by go posądzono o kariero- 
wiczostwo w przyjęciu chrztu. Socjalizm polski jest pod 
tym względem różny od socjalizmu w innych krajach, 
mniej pełen nienawiści, bardziej miłujący. Nieomal kon- 
wertytą był Jan Władysław Dawid, jak tego dowodzi jego 
Psychologia religii, dowód przeżywania przez niego stanów 
mistycznych wizji, choć nigdzie się nie przyznaje, by 
wypowiedział Credo. Jest to postać na miarę europejską, 
której dotąd nikt nie opracował. 


Życie społeczne i polityczne a katolicyzm 


Od mniej więcej 1885 r. zaznacza się nowy okres w życiu 
społeczno-politycznym Polski. Dawne kierunki - konser- 
watyści i demokraci, biali i czerwoni - zaczynają tracić 
znaczenie i wpływ wśród młodego pokolenia. Działo się 
to po części na skutek zwalczania przez Stańczyków tra- 
dycji walki zbrojnej o niepodległość, wobec czego część 
młodzieży zaczęła przyjmować ideologię międzynarodo- 
wego socjalizmu, inna część szukała nowych dróg, wielu 
szło na bezideową ugodę z zaborcą. Młodzież została dla 
polskości uratowana przez Tomasza Teodora Jeża (Mił- 
kowskiego), załozyciela tajnej organizacji o celach naro- 
dowych i samokształceniowych, która rychło ogarnęła 
całą Polskę. Poprzez naukę literatury polskiej i historii 


- 461 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


przygotowywała się ona do odbudowania niepodległości. 
Stosunek organizacji do katolicyzmu nie jest jasny. Wyda- 
je się, iż można go określić słowami "brak zrozumienia". 
Współczesne pokolenie umiało chylić czoła przed organi- 
zacją Kościoła, ale go nie lubiło. Uznawało jego potrzebę 
ze względu na obronę ludu przed wpływami wynaroda- 
wiającymi, podkreślało, że katolicyzm jest zrośnięty z tra- 
dycją polską, ale równocześnie zachowywało pełną swo- 
bodę wierzenia lub niewierzenia w to, co głosił Kościół. 
Zwykle chciało umierać "w wierze ojców", czasem za ży- 
cia podkreślało nawet, że jest "przecie" katolikiem, ale ani 
nie praktykowało, ani nie interesowało się wiarą, ani na- 
wet nie starało się wierzyć. W tej atmosferze obojętności 
i niezrozumienia wychowywała się też młodzież w owych 
tajnych organizacjach. Nauczanie religii odbywało się 
w szkole, gdzie w zaborze austriackim miało charakter 
urzędowego przedmiotu, przy czym ksiądz pozostawał 
w wojnie z "przedstawicielami nauki", czyli antyklerykal- 
nymi nauczycielami albo, jak w zaborze rosyjskim, uczył 
niewiele, więcej starał się oddziałać moralnie, a sam, ma- 
jąc niskie wykształcenie (4 klasy gimnazjum, wystarcza- 
ły do przyjęcia do seminarium), nie umiał rozwiązywać 
trudności, jakie miała młodzież. Na ziemiach wschodnich 
i w Rosji młodzież uczyła się religii bardzo mało, prawie 
wcale, gdy katolicy stanowili w szkole mniejszość. Toteż 
pojęcia jej były mgliste, raczej miała wspomnienie o pa- 
cierzu odmawianym z matką niż znajomość zasad wiary. 
Nic dziwnego, że pokolenie to było religijnie obojętne lub 
nawet religii wrogie. 
Do organizacji młodzieżowych, które dzieliły się na 
różne stopnie na wzór masonerii, o nazwach "Pet", "Zet" 


- 462 -
>>>
Życie spoleczne i polityczne a Ilatolicyzm 


należeli przyszli socjaliści i przyszli narodowi demokra- 
ci - przedstawiciele dwóch najsilniejszych kierunków 
politycznych, które miały przez długie dziesiątki lat de- 
cydować o kierunku rozwoju życia polskiego. Należeli tu 
również przedstawiciele innych pomniejszych odłamów, 
a stosunki nawiązane w młodości odnawiane były, jeśli nie 
przetrwały w ciągu całego życia. Nie należał, o ile wiado- 
mo, do tych organizacji]ózefPiłsudski, należał natomiast 
Roman Dmowski. 
Ruch socjalistyczny zrazu mial charakter między- 
narodowy, związany był w zaborze austriackim z socja- 
lizmem austriackim, w zaborze rosyjskim z socjalizmem 
rosyjskim (Proletariat). Na tym stanowisku międzynaro- 
dowym przetrwała do rewolucji 1917 r. Socjaldemokracja 
Królestwa Polskiego i Litwy. Weszła ona później w skład 
Komunistycznej Partii Polski. Czasem przychodzili do 
niej odstępcy od katolicyzmu, jak Czeszejko-Sochacki, 
czasem odrywali się od niej ludzie, by stać się sługami 
ołtarza. Większość socjalistów polskich stanęła w latach 
dziewięćdziesiątych na stanowisku niepodległościowym, 
a w roku 1905 oderwał się od nich ]ózefPiłsudski i stwo- 
rzył Frakcję Rewolucyjną, która zmierzała do zbrojnej 
walki o niepodległość. 
Narodowa Demokracja wyrosła na gruncie ideologii 
pozytywizmu, głosząc zasady etyki narodowej, oderwa- 
nej od norm religii, lub też dwoistość etyki - chrześci- 
jańskiej w życiu prywatnym, narodowej w publicznym. 
Stanowisko jej wobec Kościoła było podyktowane chęcią 
unarodowienia mas. Jedynie w Wielkopolsce i Małopolsce 
katoliccy pisarze podjęli z nią polemikę o sprawy ideowe, 
której Narodowa Demokracja nie podtrzymywała, oba- 


- 463 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


wiając się utracić wpływy na koła katolickie. Na skutek 
przeciwstawiania się idei zbrojnego powstania po 1905 r. 
oderwała się od stronnictwa znaczna grupa młodzieży 
w zaborach austriackim i rosyjskim i stworzyła grupę 
Zarzewie, stojącą na gruncie zbrojnej walki o niepodle- 
głość. W 1913 r. podobny rozłam nastąpił wśród mło- 
dzieży wielkopolskiej (Naprawa). Żadna z tych grup nie 
wyznawała ideologii bliskiej katolicyzmowi, choć go nie 
zwalczały oficjalnie. 
Tajne organizacje młodzieżowe wyłoniły już w czasie 
wojny światowej jawną akademicką Organizację Mło- 
dzieży Narodowej (OMN) o charakterze apolitycznym 
i areligijnym, ideowo-wychowawczą o tendencjach libe- 
ralno-postępowych. Miała ona znaczne wpływy wśród 
władz naczelnych harcerstwa. Od tej organizacji apoli- 
tycznej oderwała się grupa, która stworzyła polityczną 
Młodzież Demokratyczną. Organizacje uczniowskie ist- 
niały nadal w niepodległej Polsce, wyłoniły z siebie szereg 
kół o ideologii komunistycznej i Legion Młodych, w cza- 
sie konspiracji wyginęły niemal doszczętnie w powstaniu 
warszawskim. 
Katolicki ruch młodzieży rozwinął się później. Szedł 
on dwiema drogami: Elsów i grupy Prądu. Elsów stworzył 
Wincenty Lutosławski po swym nawróceniu. Ale nawró- 
cenie Lutosławskiego nie doprowadziło go do bezwzględ- 
nego uznawania nauki katolickiej, nie wpłynęło też na 
katolickie ukształtowanie jego umysłowości, urobionej już 
dawno przez indywidualizm XIX w. Za to hasła odrodze- 
nia moralnego i religijnego podchwyciła młodzież, która 
źle się czuła w atmosferze pozytywizmu, a raczej nie wy- 
starczały jej niezręcznie prowadzone sodalicje mariańskie 


-464-
>>>
Życie spoleczne i polityczne a katolicyzm 


w Krakowie i Lwowie. Ruch przerósł Wincentego Luto- 
sławskiego, który nie wykazał zdolności organizacyjnych 
i starał się zachować władzę nieograniczoną w ruchu. EI- 
sowie wychowali znaczną grupę młodzieży, która bardzo 
pogłębiła religijne swe dążenia. Stworzyli harcerstwo, 
dostosowując do polskich warunków i potrzeb wzory an- 
gielskie, prowadzili pracę narodową na Śląsku Górnym, 
sięgając do środowiska robotniczego, mimo utrudnień 
i prześladowań ze strony władz pruskich. Spotkamy ich 
niejednokrotnie w życiu Polski niepodległej. Ich choćby 
dziełem jest wydawnictwo polskiego przekładu Pism oj- 
ców Kościoła. 
Druga grupa skupiła się około 1905 r. dokoła redakcji 
"Prądu" w Warszawie. Założycielka szkoły żeńskiej Ce- 
cylia Plater-Zyberkówna zaczęła gromadzić w tym cza- 
sie dokoła siebie młodzież akademicką, która szukała idei 
innej niż pozytywizm albo materializm. Młodzież ta nie 
miała ani ideologii katolickiej ani katolickiej świadomości. 
Za pośrednictwem inicjatorki zetknęła się z bogactwem 
katolicyzmu i uległa jego czarowi. Powstał ruch młodzie- 
ży o silnym zabarwieniu społecznym, o postawie aktyw- 
nej i pozytywnej wobec życia. Grupa ta zaczęła wydawać 
miesięcznik "Prąd", redagowany żywo, posiadający kore- 
spondentów we wszystkich większych środowiskach mło- 
dzieży polskiej. Grupa "Prądu" nie stworzyła organizacji. 
Była ruchem, który wydać miał szereg katolickich dzia- 
łaczy robotniczych, publicystów, wydawców. Dostarczyła 
ona też przywódców ruchowi chrześcijańsko-demokra- 
tycznemu na obszarze zaboru rosyjskiego. Wpływ jej na 
życie polskie rósł nieustannie w czasach niepodległości, 
gdyż wyłoniła ona wowczas organizację młodzieży akade- 


- 465 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


mickiej Odrodzenie. W ten sposób w okresie przed wojną 
światową zakładano zręby wielkiego odrodzenia katolic- 
kiego, które miało nastąpić w latach niepodległości. 
Zarówno Narodowa Demokracja, jak i stronnictwa so- 
cjalistyczne wyrosły z ideologii niekatolickiej, choć pierw- 
sza później szukała zbliżenia do kół katolickich i stopnio- 
wo modyfikowała swą ideologię. Rownież niekatolicką 
w swej ideologii była grupa działaczy ludowych w Kon- 
gresówce z Thuguttem i Miłgujem-Malinowskim na cze- 
le (Zaranie), która wyłoniła z siebie później stronnictwo 
Wyzwolenie. W szeregach tych stronnictw znajdowali się 
nieraz katolicy mniej lub więcej świadomi swej przynależ- 
ności do Kościoła, szczególniej masy robotnicze i ludowe. 
Ale z pnia katolickiego wyrosły inne trzy stronnictwa, od- 
grywające później znaczną rolę w życiu polskim: ludowcy, 
Narodowa Partia Robotnicza i Chrześcijańska Demokra- 
cja. Stanowią one dowód społecznych i politycznych za- 
interesowań aktywnych katolików tej epoki, aczkolwiek 
losy ich były różne i nie zawsze wysiłkom towarzyszyło 
powodzenie. Społeczeństwo polskie nie miało tradycji 
stronnictwa katolickiego, któremu przeciwstawiały się 
koła katolickie na emigracji. W Polsce uważano zawsze, iż 
stronnictwo takie, monopolizując katolicyzm, odepchnie 
od niego ludzi dobrej woli. Z drugiej strony groziło zupeł- 
ne usunięcie katolików od głosu w sprawach społecznych. 
Stańczycy, którzy chcieli być oficjalnymi reprezentanta- 
mi katolicyzmu w życiu publicznym, nie mieli programu 
społecznego, a właściwie wyznawali zgoła niekatolicki 
liberalizm. Zachodziła poważna obawa, że w oczach spo- 
łeczeństwa katolicyzm utożsami się z krzywdą społeczną 
mas chłopskich i robotniczych. Na tym tle należy rozpa- 


- 466 -
>>>
Życie społeczne i polityczne a katolicyzm 


trzeć wystąpienie ks. Stojałowskiego w zaborze austriac- 
kim. Zabór rosyjski nie miał warunków rozwoju życia po- 
litycznego; zabór pruski zakrzepł w walce z germanizacją. 
Toteż dzieje ruchu ludowego w zaborze austriackim mają 
szczególne znaczenie. 
Położenie chłopa po uwłaszczeniu było nadal ciężkie. 
Chłop był pogrążony w ciemnocie i bierności, wydany na 
łup wiejskich lichwiarzy. Szlachta po wydarzeniach 1846 r. 
odwróciła się w swej masie od chłopa i częstokroć poczu- 
wała się do solidarności nie z ludem polskim, a z arysto- 
kracją innej narodowości; atmosfera wielojęzycznej Au- 
strii sprzyjała temu rozwojowi. Próby stworzenia ruchu 
społecznego, oświatowego i ekonomicznego na wzór tego, 
który rozwinął się w Wielkopolsce spotykały się ze świa- 
domą obojętnością warstw wyższych, które żywiły do 
chłopa nieprzedawnione urazy. Pierwszym katolikiem, 
który podjął systematyczną pracę nad oświatą ludu, był 
brat świecki zmartwychwstańców, Walery Wielogłowski. 
Książeczki jego i pisma rozchodziły się szeroko, lecz pró- 
by stworzenia kółek rolniczych, założenia ośrodka handlu 
na wzór Bazaru poznańskiego skończyły się niepowo- 
dzeniem, wśród ogólnej obojętności. Ale na pogrzeb jego 
w 1865 r. zjechały się wielkie rzesze chłopów, a tradycja 
szlachecka datowała od tej chwili początki ruchu ludo- 
wego i przebudzenia się chłopa. Ruch chłopski skrystali- 
zował dopiero ks. Stojałowski. Był on u jezuitów, potem 
proboszczem w Kulikowie pod Lwowem. Od 1874 r. roz- 
począł walkę o wyzwolenie społeczne i gospodarcze ludu, 
a potem przeszedł do działalności politycznej. Program 
jego ulegał zmianom w ciągu lat. Zaatakowany przez 
Stańczyków, którzy mieli władzę w ręku i raz po raz osa- 


- 467 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kościoła u schyłku XIX w. 


dzali go W więzieniu, oraz przez biskupów, którzy ulegali 
podszeptom przemożnego stronnictwa i sprawę zaognili 
bez potrzeby, ks. Stojałowski dał się porwać nastrojowi 
walki. Wysuwał tedy hasło reformy rolnej bez odszkodo- 
wania, co nie godziło się z nauką Kościoła, ale z drugiej 
strony zakładał kółka rolnicze, zwalczał lichwę i wyzysk 
oraz domagał się wprowadzenia reformy rolnej i korpo- 
racyjnej organizacji rolnictwa. Ksiądz Stojałowski w nie- 
jednym wyprzedzał swą epokę, ale był to umysł niezbyt 
jasny, a charakter nie był bez zarzutu. Biskupi rzucili nań 
klątwę, władze 27 razy osadziły go w więzieniu, w któ- 
rym łącznie przesiedział 9 lat. W półtora roku po rzuceniu 
ekskomuniki (1896 r.) za sprawą Anny z Działyńskich Po- 
tockiej z Rymanowa, Stojałowski udał się do papieża Le- 
ona XIII, który zdjął z niego klątwę. Wnet potem został 
wybrany na posła do parlamentu wiedeńskiego (1898 r.), 
dwa razy posłował do sejmu. Ale popularność jego zaczęła 
maleć, przeciwnicy zarzucali mu, że się pogodził z rzą- 
dem i uległ Stańczykom, co było bodaj w części słuszne. 
Ks. Stojałowski grozić też umiał przejściem ma prawosła- 
wie i pisywać do urzędowej gazety w Warszawie. Ruch 
"chrześcijańsko-ludowy" Stojałowskiego nie był jednoli- 
ty. Jedna z grup, którym dał początek, przekształciła się 
w 1893 r. w Stronnictwo Katolicko-Ludowe, które zna- 
lazło oparcie wśród części chłopów diecezji tarnowskiej 
(pos. Potoczek), ale dalej nie sięgnęło, mimo poparcia 
biskupów Łobosa i Wałęgi. Sam Stojałowski w 1909 r. 
połączył się ze swymi zwolennikami z Narodową Demo- 
kracją i oddał jej swe pismo ,;Wieniec i Pszczółka". Wpły- 
wy Stojałowskiego podkopało założone w 1894 r. przez 
elementy inteligenckie, liberalne i wobec religij niechętne 


- 46g -
>>>
t 


Życie spoleczne i polityczne a katolicyzm 


Polskie Stronnictwo Ludowe. Zaogniło to szczególnie 
walkę, w której ruch ludowy rozbił się na odłamy (Stapiń- 
ski). Dopiero dojście do głosu przywódców pochodzących 
z warstwy ludowej i z nią związanych z jednej strony przy- 
czyniło się do skonsolidowania ruchu, z drugiej, przywró- 
ciło mu chrześcijański charakter. W Polsce niepodległej 
ruch ludowy w swej masie będzie stał na gruncie potrzeby 
religii. Ale na przełomie XIX i XX w. nie było jasnym, 
na którą stronę się przechyli. W tej płaszczyźnie należy 
rozpatrywać pytanie, czy miał rację episkopat zaboru au- 
striackiego, popierając ruch katolicko-ludowy, który przy- 
szłości nie miał. Biskup Wałęga w końcu swych rządów 
jakby zostawiał otwartą sprawę, czy był on potrzebny. 
W Kongresówce zaznaczyły się również dwa kierun- 
ki w pracy wśród ludu. Katolicki reprezentowały Zorza 
i Promyk, drugi zbliżony do socjalizmu, niechętnie do 
religii usposobiony - grupa Zarania, w dużej mierze in- 
teligencka. Wysiłki organizacyjne mogły być prowadzone 
jedynie na mniejszą skalę. Tak więc ks. Bliziński w Ka- 
liskiem stworzył wzorową wieś w Liskowie. Brak dotąd 
opracowania tych ruchów w płaszczyźnie szerszej. 
Ruch robotniczy spotykał główną bodaj przeszkodę 
w postawie konserwatystów, którzy ze szczególną nieuf- 
nością odnosili się do wszystkiego, co nie odpowiadało 
liberalnemu światopoglądowi. Na encyklikę Rerum no- 
varum nie reagowali. Na próżno usiłowali zorganizować 
ruch chrześcijańsko-społeczny profesorowie Uniwersyte- 
tu Jagiellońskiego: Czerkawski, Milewski, Michał Roz- 
tworowski (wówczas początkujący na drodze naukowej), 
we Lwowie Leopold Caro, wśród duchownych ks. Łabaj 
i inni. Spotykała ich pogardliwa ironia ludzi, którzy wie- 


- 469 -
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


rzyli W liberalizm, a mas pociągnąć jednak nie zdołali. 
Pewnego rodzaju bohaterstwem bez konsekwencji, bez 
znajomości terenu i bez organizacyjnego przemyślenia było 
wystąpienie o. Badeniego TJ na wiecu socjalistycznym 
w 1893 r., gdzie jezuita mówił o encyklice Leona XIII. 
Trzeba było toczyć walkę o każdego człowieka z socja- 
listami, których organizacja zapuściła głębokie korzenie 
w ośrodkach przemysłowych zaboru austriackiego i mo- 
gła się poszczycić realnymi zdobyczami. Chrześcijański 
ruch zawodowy został przeszczepiony na Śląsk Cieszyń- 
ski przez ks. Stojałowskiego (1911), w Galicji rozwijał się 
z trudem (od 1905 r.). Stronnictwo chrześcijańsko-de- 
mokratyczne skonsolidowało się w 1906 r., ale większej 
roli nie odegrało z braku przywódców. Plagą jego były 
jednostki moralnie bezwartościowe, które garnęły się 
w jego szeregi. Do wschodniej części kraju ruch prawie 
nie sięgnął. Mimo słabości ruch chrześcijańsko-społeczny 
wywoływał silne opory wśród socjalistów. W 1910 r. do- 
szło nawet do rozruchów na Uniwersytecie Jagiellońskim, 
kiedy ks. Zimmermann został mianowany profesorem 
socjologii chrześcijańskiej na Wydziale Teologicznym. 
Ksiądz pochodzący z Wielkopolski nie był w Krakowie 
znany, ale młodzież socjalistyczna napadła na niego na 
uniwersytecie. Uniwersytet został zamknięty na czas pe- 
wien. W czasie gorących sporów wśród młodzieży skon- 
solidowała się akademicka organizacja katolicka Polonia, 
założona w 1908 r., zbliżona do Prądu. Posiadała ona filię 
w Wiedniu. 
W Kongresówce powstanie ruchu społecznego legal- 
nego było niemożliwe przed 1905 r. Encyklika Rerum 
novarum znalazła echo wśród jednostek, jak Aleksander 


-470-
>>>
T 


Życie społeczne i polityczne a katolicyzm 


Rembowski W Warszawie, na Ukrainie zaś Edward Ja- 
roszyński. Zajęli się oni działalnością publicystyczną. 
Dopiero krótka era wolności w 1905 r. pozwoliła zorga- 
nizować chrześcijańskie związki zawodowe wśród robot- 
ników, którzy przeciwstawiali się socjalizmowi (ks. M. Go- 
dlewski). Grupy te nie były liczne. Powstało stronnictwo 
Chrześcijańskiej Demokracji, które rychło musiało zejść 
w podziemia. Założono księgarnię "Kroniki Rodzinnej", 
która wydawała książki z dziedziny myśli chrześcijańsko- 
-społecznej. Zresztą księża, którzy poruszali te tematy, 
musieli wobec cenzury używać pseudonimów (ks. An- 
toni Szymański), szczególnie jeśli studiowali za granicą. 
W Wilnie zapoczątkował ruch biskup Ropp w 1905 r. 
Obok Chrześcijańskiej Demokracji występowała Narodo- 
wa Partia Robotnicza, która z początku na terenie Kon- 
gresówki związana była z Narodową Demokracją, ale od 
niej się usunęła. 
W zaborze pruskim polski ruch zawodowy wyodręb- 
nił się z niemieckiego, w r. 1902 powstało Zjednoczenie 
Zawodowe Polskie o charakterze chrześcijańskim, pod- 
stawa ruchu politycznego Narodowej Partii Robotniczej. 
Był to wyraz polityczny chrześcijańskiego ruchu robotni- 
czego, zapoczątkowanego przez arcybiskupa Stablewskie- 
go, aczkolwiek były chwile, gdy działacze chrześcijańsko- 
-społeczni szukali poza nim innych form organizacyjnych, 
[dając doskonale ujęty program społeczny, z parcelacją 
i rozbudową ubezpieczeń.] 
Bilans ruchu chrześcijańsko-społecznego przedsta- 
wia się dość skromnie. Starsze pokolenie tkwiło zbyt sil- 
nie w liberalizmie, by chciało się zainteresować katolicką 
doktryną społeczną. Wiele czasu miało upłynąć, zanim 


-471-
>>>
ROZDZIAł. 20. Życie Kokioła u schyłku XIX w. 


zaczęto poważnie traktować myśl katolicką w sferach na- 
ukowych, a jeszcze więcej lat upłynęło, zanim zaczęły 
o niej myśleć "sfery gospodarcze". W tej dziedzinie Polska 
pozostawała znacznie w tyle za Francją, gdzie dążenia do 
wprowadzenia katolickiego porządku społecznego wystę- 
pować zaczynają w połowie XIX w., nie mówiąc o wystą- 
pieniach socjalistów-chrześcijan po 1830 r. Pozostawała 
Polska w tyle za Anglią, gdzie kardynał Manning bło- 
gosławił w 1889 r. strajkującym robotnikom portowym, 
i za Niemcami, gdzie biskup Ketteler zapoczątkował ruch 
zawodowy w połowie XIX w. Także Austria wyprzedziła 
Polskę o lat kilkadziesiąt. Nie sama niewola tu zawini- 
ła, gdyż była też zdecydowana niechęć sfer posiadających. 
Ruchy polityczne i społeczne nie wytworzyły przed 1914 r. 
silnych form organizacyjnych ani nie wychowały kadr 
budujących pojęcia racji stanu wedle katolickiego wzorca. 
Przyczyna leżała m.in. w apolitycznej postawie katolicy- 
zmu polskiego, która pozwalała mu wywierać wpływ nie 
przez jedną partię, a poza nimi. Niemniej ponosi on winę, 
skoro do tych partii nie potrafił wprowadzić jako obowią- 
zującej nauki społecznej papieży ani nie zdołał skłonić ich 
do realizowania haseł społecznych encyklik. Jednak wy- 
siłki w celu stworzenia ruchu społecznego katolickiego, 
podkopywały pewność siebie warstw, dzierżących wła- 
sność i władzę oraz przygotowywały grunt pod przyszłe 
reformy. Skoro bowiem posiadający nie są pewni swego 
dobrego prawa, nie zdobywają się na bezwzględny i wy- 
trwały opór.
>>>
UWAGI O LITERATURZE 


Wystarczy przejrzeć spisy literatury przy poszczególnych 
rozdziałach Historii Kościoła (ks. J. Umińskiego, 2 tomy, 
1933), by stwierdzić, iż dokonanie wyboru jest rzeczą 
trudną. Zadaniem niniejszych uwag jest podać nie całą 
literaturę, lecz literaturę najważniejszą, następny niejako 
szczebel po dziełach ogólnych i podręcznikach, za któ- 
rymi już są opracowania szczegółowe, monograficzne 
przyczynki i rozprawki. Rozprawy te powinny być zesta- 
wione i omówione w opracowaniach poszczególnych epok 
- tymczasem właśnie w historii Kościoła mamy opraco- 
wania zupełnie ogólne i monografie szczegółowe. Opra- 
cowań epok zupełnie nie ma. Tu właśnie leży trudność 
zestawienia literatury. 
Dzieje Kościoła w Polsce ogólnie traktują: ks. J. Umiń- 
ski w dziele cytowanym, które ma charakter podręcznika 
akademickiego, oraz Niemiec J. Volker w Kirchengeschichte 
Polens (1930), który wykorzystał literaturę polską i napisał 
syntezę lichą, pobieżną i jedyną w języku obcym. Książka 
ks. Kantaka o dziejach Kościoła w średniowieczu uchodzi 
za chybioną. 
Z prac szczegółowych wymienimy do okresu najdaw- 
niejszego: 


- 473 - 



 


..
>>>
Uwagi o literaturze 


W. Abraham, Organizacja Kościoła w Polsce do połowy 
XII w., Lwów 1893. 
T. Silnicki, Dzieje Kościoła na Śląsku do r. 1400, [w:] Histo- 
ria Śląska od najdawniejszych czasów do roku 1400, t. 2, 
z. 1, Kraków 1939. 


Dla wieku XIII nie ma syntezy, zastąpić ją mogą, 
zresztą w sposób niedoskonały pozycje: 
J. Umiński, Henryk arcybiskup gnieźnieński zwany Kietli- 
czem, "Kwartalnik Historyczny", t. 1: 1930, s. 258- 
-265. 
S. Laguna, Dwie elekcje, "Pisma" 1895. 
G. Labuda, Polska i krzyżacka misja w Prusach, "Annales 
Missiologicae", t. 9: 1937, s. 201-435. 


Dla wieku XIV można zacytować: 
W. Abraham, Powstanie organizacji Kościoła łacińskiego na 
Rusi, Lwów 1904. 
W. Abraham, Jakub Strepa arcybiskup halicki 1391-1409, 
Kraków 1908. 
J. Ptaśnik, Denar św. Piotra obrońcą jedności politycznej 
i Kościoła w Polsce, Kraków 1908. 


Dzieje chrztu Litwy przedstawia zbiorowa praca: 
W. Abraham i ks. J. Fijałek, Polska i Litwa w dziejowym 
stosunku, Kraków 1914. 


Dzieje kultury średniowiecznej obrazują, nie zawsze 
zresztą Gak Briickner i Bystroń) katolicyzm rozumiejąc: 


A. Briickner, Dzieje kultury polskiej, Kraków 1930. 


-474-
>>>
Uwagi o literaturze 


A. Briickner, Literatura religijna w Polsce średniowiecznej, 
t. 3, Warszawa 1902-1904. 
J. S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, t. 2, War- 
szawa 1933. 
K. Morawski, Historia Uniwersytetu Jagiellońskiego, t. 2, 
Kraków 1900. 


Niezwykle cenne, pełne głębokiej erudycji prace ks. Fi- 
jałka mają charakter badań analitycznych. 
Epoka soborowa i w ogóle XV w. nie mają opracowa- 
nia syntetycznego, należy go szukać w ogólnych podręcz- 
nikach historii polskiej. Nie ma też opracowania mistyki 
średniowiecznej w Polsce, akcji charytatywnej, prac mi- 
syjnych. Ustrój społeczny przedstawia: 
K. Górski, Korporacjonizm średniowieczny a pauperyzm, 
Lublin 1939. 
K. Górski, Społeczny ustrój średniowiecza, Warszawa 1938. 


Epoka reformacji opracowana jest syntetycznie przez 
kilku uczonych: 
W. Zakrzewski, Powstanie i wzrost reformacji w Polsce, 
Lipsk 1870. 
J. Szujski, Odrodzenie i reformacja w Polsce, Warszawa 
1880. 
J. Bukowski, Dzieje reformacji w Polsce, t. 2, Kraków 1883- 
-1886. 


Wiele cennego materiału przynosi czasopismo "Refor- 
macja w Polsce" wydawane przez pro£ S. Kota. Ponadto: 
K. Górski, Grzegorz Paweł z Brzezin, Kraków 1929. 


-475 - 


..
>>>
Uwagi o literaturze 


Czasy reformy katolickiej są znane najmniej. Można 
tu zacytować, prócz cennych prac ks. Glemmy odnoszą- 
cych się głównie do Pomorza, tylko trzy opracowania da- 
jące szerszy pogląd na epokę, choć jedynie pod pewnymi 
kątami widzenia: 
E. Likowski, Unia brzeska, Warszawa 1907. 
S. Załęski,Jezuici w Polsce, t. 5, Lwów- Kraków 1900-1906. 
A. Schletz, Ks. biskup Michał Bartłomiej Tarło opiekun ubo- 
gich, Kraków 1946. 
T. Glemma, Z dziejów miłosierdzia chrześcijańskiego w Pol- 
sce, Kraków 1947. 


Ponadto o Skardze: 
S. Windakiewicz, Piotr Skarga, Kraków 1925. 
T. Grabowski, Piotr Skarga na tle katolickiej literatury reli- 
gijnej w Polsce XVI wieku, Kraków 1913. 


Historię cerkwi prawosławnej opracowali: 
W. T omkiewicz, Cerkiew dyzunicka w dawnej Rzplitej Pol. 
(1596-1795), "Przegląd Powszechny" 1933, nr 200, 
s. 149-178; 1934, nr 201, s. 196-220. 
K. Chodynicki, Kościół prawosławny a Rzeczpospolita Polska. 
Zarys historyczny 1370-1632, Warszawa 1934. 


Ani sprawa społeczna, ani akcja charytatywna, ani 
dzieje mistyki nie są opracowane, podobnie nie ma histo- 
rii przeżycia religijnego w znaczeniu szerszym. Zakony 
opracowane są słabo, podobnie kultura katolicka tej epo- 
ki, kaznodziejstwo i sztuka religijna. Tak samo epoka od 
schyłku XVII w. znana bardzo słabo ze stanowiska historii 


-476-
>>>
Uwagi o literaturze 


Kościoła. Dla wieku XVIII mamy częściowe opracowania 
z zakresu historii szkolnictwa i oświaty: 
W. Konopczyński, Stanisław Konarski, Warszawa 1924. 
S. Bednarski, Upadek i odrodzenie szkół jezuickich w Polsce, 
Kraków 1933. 


Sprawę toruńską przedstawił: 
S. Kujot, Sprawa toruńska z r. 1724, Poznań 1894. 


Czasy Stanisława Augusta są opracowane niedosta- 
tecznie: 
W. Kalinka, Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta, 
Poznań 1868. 
W. Chotkowski, Historia polityczna Kościoła w Galicji za 
rządów Marii Teresy, Kraków 1909. 
M. Loret, Kościół katolicki a Katarzyna II 1772-1784, Kra- 
ków 1910. 
E. Likowski, Dzieje Kościoła unickiego na Litwie i Rusi 
w XVIII i XIX w. uważane głównie ze względu na 
przyczyny jego upadku, Warszawa 1906. 


Nowe światło rzucają prace: 
A. Schletz, Współpraca misjonarzy z Komisjq Edukacji Na- 
rodowej (1773-1794), Kraków 1946. 
A. Schletz, Józef Jakubowski, żołnierz i kapłan (1743- 
-1814), Kraków 1945. 
W. Szołdrski, Św. Klemens HoJbauer apostoł Warszawy, 
Kraków 1927. 


WiekXIXjest ubogi w opracowania ogólne. Polecić można: 


- 477 - 



 


j
>>>
Uwagi o literaturze 


[A. T. J. Boudou, Stolica św. a Rosja. Stosunki dyploma- 
tyczne między nimi w XIX stuleciu, Kraków 1928. 
Z. Obertyński, Zmartwychwstańcy a niepokalanki. Próba 
dokumentacji wzajemnej zależności, "Studia historico- 
-ecclesiastica", t. 7-8, Warszawa 1948. 
W. Kwiatkowski, Historia zgromadzenia Zmartwychwsta- 
nia Pańskiego, Albano 1942.] 
P. Smolikowski, Historia zgromadzenia Zmartwychwstania 
Pańskiego, t. 4, Kraków 1925. 
J. S. Pelczar, Pius IX a Polska, Miejsce Piastowe 1914. 
J. S. Pelczar, Pius IX ijego pontyfikat na tle dziejów Kościoła 
w XIX wieku, t. 3, Przemyśl 1907-1908. 
W. Klimkiewicz, Kardynał Ledóchowski na tle swej epoki, 
t. 1, Poznań 1939; t. 2, Kraków 1938. 
K. Kapitańczyk, Udział Polski w dziele misyjnym. Szkic hi- 
storyczny, Poznań 1933. 


[Ponadto wiele materiału przynosi czasopismo "Nasza Prze- 
szłość" wydawane w Krakowie przez ks. dr. A. Schletza.] 
Wiadomości ogólne o Kościele zawierają także opra- 
cowania historii polskiej w dwóch częściach 5 tomu En- 
cyklopedii Akademii Umiejętności, 1920, następnie Gro- 
deckiego, Zachorowskiego, Dąbrowskiego, Dzieje Polski 
średniowiecznej, t. 2, Kraków 1926; Władysława Konop- 
czyńskiego, Dzieje Polski nowożytnej, t. 2, Warszawa-Kra- 
ków 1936. 


- 478 -
>>>
-
>>>
4",&0 


Biblioteka Główna UMK 
1111111\\\111111111\\11111111111111111111\\1111111\\11\ 
300044307932
>>>
- 


\\





;'m
mii\

f B:

;:a 1 0001 80 
300044307932 UMK Toruń 


ISBN 978-83-231-2311-8 
111111111111111111111111111111 
Biblioteka Uniwersytecka UMK 
111111 1111111111111111111111111111111111111111 111111111 


300044307932 


1000180
>>>