/Archiwum_002_04_327_0001.djvu

			London ht Dec.:ember UI68 


ftegletered at the G. P. O. as a newspRper 


Cena 35, Rok XXIII nr 48 (1183) 


LONDYN 


l grudnia 1968 


TYGODNIK 


Redaikcia i aidm.linis:bracJa: 67 Grewt RU58ell 
Street, Landon, W.C.I, tel. CHA 3644. - Pre- 
numerata kwaa-tad!Da £2.0.0, w Stanach Zjeo- 
lJIoczo.n
h i Ka.nadmoe $6.00, w Belg:ii 285 f. 
beJ.g., We F'irancji 28 fr., w Niemczech 24 D!.J 
w Szwa,jcaaU.i 28 f.r. saJW.. we Włoszech 330i. 
lirów, w .innych Jm.ajach rorwnowa.rtość $6.00. 
- ZmiOOla adresu ls. - Czeki nałcż.y wy_ 
stawiać na ..Wiadomości". - Ogłoszenia: ad- 
rnimlisbraoja "Wjadomości". Cena ,za 1 cal X 
1 szpaU.a 30s. 



 


()D CHWILI zwycięstwa rewolrucjli 
paidziemilkowej w r. 1917, przy- 
SlZJłiOŚć u'Stiroju komUll1listyozmego w Ro- 
sjd stab się przedmiotem kontrower- 
syjnych opiJnii na Zachod
ie. Już na 
początJku IM dwudziestych ustaliły się 
dwa, dotychczas rywalirrujące ze so- 
bą poglądy: jeden. podtnymywany 
przez Wliększość badaczy spra.w rosyj- 
skich, pnzewidywał ewołuoję sow,ie- 
clciego systemu rządzenia w duchu 
libera1izmu i demokora1yz,acji; drogi 
zaś, podzielany przez mniejmość so- 
wietologów, podkireśla-ł tlrwalllość i nie- 
z'lllienność podstawowych .za,łożeń ko- 
ml.llI1,i
u rosyjskiego w obeooym 0- 
lLresie historyc.m)'lJ11. 
SkJładając da.nli'nę pragmatyzmowi, 
ZJa1Jrzymajmy się na chwilę nad prak- 
tyczną wymową obu p
ądó
. . 
N.iepopula,ma teza o mezm1ennoścI 
zasad komuniIZmu nie zaważyła na 
poli
yce Zachodu wobec Sow1ie.tów, 
a więc trudno omalW,iać j
j praktycz: 
ne oddziaływanie. Natomiast łatwa I 
atrakc}"jna koncepcja ewoIuoji ode- 

a roo,lną a 2Ja,razem i fa,ta
ną rolę 
w poliJtyce mocarsDw zachodOIch, sta- 
jąc się :t.ródłem w,ielu klęsk i niepo- 
wodzeń I1Iaszegc śWliata. 
Nową Politykę Ekonomiczną 
(NEP). protklamowaną przez Lenina 
w ma,rcu 1921. ocefllilQ,nlO na Zao
o- 
dzie jaJko pierwszy k,roik rządu WWle- 
okiegc wiodący do zerwania z 

mu- 
nizmem. Opinia ta była czynmkIem. 
k.tóry w Niemczech przech}"lił szalę 
na Ne<::z pod
ęcia rOmlów wojsko- 
wych z Sowietami w maju teg
 ro- 
ku. a w rok póiniej doprowadzl
_ do 
IJJmowy w Rapallo. W ten sposób za- 
początk'OIWa.no w polityce Zachodu 
łańcuch wyda,rzeń, którego końcowy- 
mi etapami było załamanie się 
y: 
Memu wersalskiegc i wybuch drogiej 
wojny ŚW1iiatowej. 
Polityka Trzeciej Rzeszr wo,bec So- 
wietów opierała się na Jeszcrze 
.ar: 
dziej f{ł,łiszywych przCSlłaoI1lka
h anIzeh 
popnzednich r:ządó
 w 
JelmClZ
ch. 
Snując plany podboju RosJI - Hitler 
był przekonany o przej,ściowym c
a- 
'I'akitenze ustro1u kcmu.fillstyc,znego I o 
dalekOI pooun.i'ętym rozkład.lJie morale 
paJl1tij. Atakując w,ięc Sowiety w r. 
1941, Hitler prawie. całą swą u":agę 
skupił na konwe!1CJon
lnym wrsl
lky 
militamvm :zjamedbru)ąc reahzaCJę 
WlieUciej - st;a1egioi polityczne
 i idC?,lo- 
gicznej, jedynie zdo
nej do 
't;lm.o- 
wan,ia niebezpie.c711eJ zwarWscI I me- 
docenianej żywotn<;>śoi parti,!. . 
Podobn,ie jak Niemcy. wlea'rttyzalJltka ma cha- 
rakter n&ifodowy, a nie kOlJllull1listycz- 
ny, a nalWet w otoczeniu bóla Ju- 
gosławii Piotra Ił w tym czasie pa- 
nowała deZJOll"ientacja w ocen,je istct- 
nyoh zamia,rów koml.llI1istów. 
O i,le powyższy przykład ilustruje 
stOlsiunkowo ograniczone posunięcia, 
o tyle wYlpowied1zi Stalina w rozmo- 
waoh teherańsk,ich w r. 1943 zaważy- 
ły W o
romn}"m stopniu na układzie 
stos unik ów międzynamdowych w świe- 
cie powojennym. Gen.erralissimus so- 
wjecki "po przyjacielsku" informo- 
wał Roosevelta o mających rzekomo 
nastąpić zasadniczych przemianach w 
dotychazaoow}"m ustJroju Sowietów, o 
zamiaflTZe wprowadzenia mieszal11ego 
systemu gJoopoda,rk,i socja'listyczn0- 
kapitalistycmej. o planach pI7ly.wroce- 
nia prywatnej inicjatywy, wolności w 
religii, a nalWet o zamiarze powrotu 
do dalWnej I1IaZ1Wy k,raju - Rosjli. De- 
zorientację wywołaną przez Stalina 
rozmowami teherańskimi i jego "pla- 


Uwagi o ewolucji 


D 


s 


ea 


e 


h 


8 


nami nac
OII1a,listYCZJnej polityk.i" naj- 
lepiej charaJkJterY;zJuje postawa jedne- 
go z człolllków delegacji amerykań- 
skiej, gen. Arnolda, d'Owoocy amery- 
kańskich sił pow,ietr.mych, który w 
Teheranie doszedł dc przekonania że 
Stalin wcale n,ie jest komunistą. (Jan 
Oiechanowsk,i, ..DefeaJt in Vicrory", 
1947, str. 249). 


* 


Zasada dezorienitacji wroga meto- 
dą przedstawiania fałszywegc obra- 
zu stoolllnków we własnym obmi podziaru społeczeństwa 
rosyjskiegc na ..białyoh", zwclenni- 
ków tradycji przedrewolucyjnej i na 
"cze1rwonych". Stan ten, łąoznie z to- 
talną kon,trolą życia poli.tyc.ZJ11ego i 
społecznego. zredukował potencjalną 
wrogość w kołach opolZycyj.nych do 
komuni,.zmu w Rcsji dc 10jaJ.istycz- 
nej tęsknoty za mitem "czystego le- 
ninizmu", do ost!fOIżnych postulatów 
respetkt()wania zagwarantolWanych (w 
te{Jlfii) przez stallinowską konstytucję 
z r. 1937 praw obywatelskich, oraz 
umiarkow3Jnych sugelSlt-ii (z góry za- 
aproJbo'wanych przez partię) zjrefo.rmo- 
wania naj'bardlziej zaniedbanych dzie- 
dzin gospodalrk,i narodowej. 
Zanotowane w ostatnich latach wy- 
s.tąpienia pewnych gru.p pisarzy i in- 
teleMualistów są zbyt ograniczone by 
moi;na je tiraktować jalko ormakę rcz- 
luźnienua się panującego ustroju. Pro- 
testy przeci.w imgerencj.i pań/;lt.wa w 
spra.wy twórczotki literackiej i arty- 
stycznej, przeciw prześladowaniu auto- 
rów ogłaszaJących swe U
w{)ry za 
a- 
nicą, i t.d., powtarzały się w historii 
Rosji i nie od
ywały większej roli 
w roi'mVO
U politycmym kraju. Proto- 
pla."tą tego typu pisa,rzy i wybierają- 
cych wolność po,lityków był za Iwam 
Groinego książę Kurbskij. UÓTY. 
s.chronjwszy si,ę na Litwie, w listach 
do ca.ra demaskował bezs'ku
ecznje ty- 
ranię jego rządów. W pótndejsiZych 
c.zasach liczba obrcńców praw czło- 
wieka stale rosła w Rcsji. jednak 
głcsy ich były głosami wo,łających nd 
pUSlZCZy, a bezpłodność ich ofiarności 

 wysiłków ujawniła się w rewolucji 
r. 1917. kltórra zarpocząt kierunki. a więc i literatu.-ę 
marxistowską. 
Cytowany rocznik UNESCO po- 
daje że w ostatnich latach Lenin 
należy do najczęściej przekładanych 
na obce języki autorów (202 prze- 
kłady w r. 1964), wyprzedzając Szek- 
spira, Verne'a, Tołstoja, Marxa, i in. 
Pokaine miejsce w akcji propa- 
gandowej Sowietów zajmują wydaw- 
fiictwa typu kominternowskiego, któ- 
re po:>:iomem i ilością nakładów prze- 
kignęły oficjalne publikacje "ska
o- 
wanego" w r. 1943 Kominternu. Na 
miejsce miesięcznika "Komunisti- 
czeskij Internacjonał", wydawanego 
w latach 1919-1943 w 4-ch językach 
obecnie wvchodzi w Pradze cze!i
 
kiej miesięcznik "Problemy Mira i 
Socjalizma" w 20-u językach, który 
jak i jego poprzedn.ik pełni funkcję 
głównego or.'Jdnu dla przeważając
j 
\"iększości partii komunistycznych w 
świecie i Wzoru dla ich prasy i wy- 
dawnictw 


UW AGI KOŃCOWE 
Na czoło zagadnień poruszonych 
w tym artykul<= wysuwaj'l się dwa 
elementy. Pierwszy - to pokrewień- 

two między !oowieckim totalizmem 
a trad}cyjnym autokratyzmem ro- 
s}'jskim tworzące pomost m ięd'l Y 
współczesną a dawną Rosją. Ta 
więi duchowa łączy Sowiety nie z 
Rosją sprzed r. 1917, a,le głównie z 
Rusią Wasylów i Iwanów, twórców 
ustroju powszechnej pańszczyzny i 
skrajnego absolutyunu. Na10miast 
z zakorzenicnymi w okresie peter- 
sbur
kim pierwiastkami zachodniej 
"burżuazyjnej" kultury SGwiety pro- 
wadzą systematyczną walkę. 
Drugim momcntem jest podkreś- 
lana !otale przez partię konieczność 
zachowania czystości podstaw ideo- 
logii maaizmu-lenini:zmu, łącmie Z 
wy:.iłkami wci
lania w życie idea- 
łów pełnego komunizmu w Sowie- 
tach jak i ich propaganda w skali 
światowej. Akcje te mają charakter 
	
			

/Archiwum_002_04_328_0001.djvu

			Nr 1183, 1st Decembe.r, 1968' 


WIADOMOSCI 


2 


ZOFIA KOZARYNOW A 


ADAM PRAGIER 


LISTY JULIUSZA OSTERWY 


pociechę 


Płk. Mitkiewiczowi 


na 


- 


kładu, mimo że znał jego wady, gdyż 
przede wszystkim leżał mu na sercu 
los Polaków w obozach i więzieniach 
sowieckich, których przez ten układ 
chciał uratować. A teraz, gdy wrogi 
stosunek Stalina do Polski już tak 
jaskrawo się objawił, czemuż to ser- 
ce gen. Sikorskiego nie nakazało mu 
dążyć do jak najszerszej ewakuacji 
cywilnych Polaków z Sowietów, lecz 
dozwoli 10 mu kazać pozostawić ich 
tam, bez opieki i pomocy?). 
P
k MitJkiiewicz nie popI1ZeStaje na 
zarzutach przeciwko temu. co Pando- 
ra o j
go książce napisała. Zwraca 
się ostro także przeciwko temu cze- 
go Pandora nie napisała. Powiada że 
wedle Pandory depesza g,en. Sikor- 
skiego do dowódcy Armii Krajowej 
gen. Roweckiego, fałszywie informu- 
jąca go o urojonych sukcesach w po- 
lityce zagranicznej, miała mieć "du- 
że znaczeni,e '" decyzji co do powsta- 
nia warszawskiego.". Byłby to oczy- 
wisty nonsens bo te dwa zdarzenia 
dzielą od si
bie z górą dwa lata. A 
jakże było naprawdę? Oto 4 czerwca 
1942 gen. Sikorski polecił płk. M it- 
kiewiczowi wysłanie do gen. Rowec- 
kiego, dowódcy Armii Krajowej, de- 
peszy donoszącej że dzięki wysiłko- 
wi jego i rządu w Londyni,e i w A- 
meryce. udało się uratować przed 
aneksją sowiecką nasze Ziemie 
Wschodnie i państwa bahyckie. Płk 
Mitk
ewicz wiedział że to niepraw- 
da, ale d::peszę wysłał, bo rozkazo- 
wi musiał być posłuszny. Rządowi 
polskiemu było od marca 1942 wia- 
domo że Sowiety, już w grudniu 
\941, żądały pomieszczenia w opra- 
cowy,w.anym układzie br
yjrsko-so- 
lWIieckim, u:mamia aneksji państw bał- 
lyckich, Besarabii i Bukowiny. Stalin 
zgłosił także roszczenia do części 
Polski, zagarniętej wespół z Trzecią 
Rzeszą. G::n. Sikorski podjął natych- 
miast żywą akcję by temu przeszko- 
dzić. Przeszkodzenie to dotyczyło 
jednak tylko wymieni,enia tych ob- 
szair?w. w lIIkładz!ie z 
6 maja 1942 
a me Istoty rzec?:y. Wielka Brytania 
niewiele sobie już wtedy robiła z 
Polski, ale zaważył głos Roosevelta, 
który w przeddzień wyborów prezy- 
d::nckich nie chciał sobie zrażać wy- 
borcó.v pochodzących z Europy 
środkowo-wschodniej. Nie było więc 
mowy o "uratowaniu" obszarów 
które Sowiety chciały zagarnąć, lec
 
tylko o przemilczeniu tego faktu w 
ukłiadzie. J?epeszę gen. Sikorskiego, 
wprowadzającą w tym przedmiocie 
świad<.>mie w błąd. gen. Roweckiego, 
okreśhł
 Pandora Jako "jedną z licz- 
nych meprawd, które przeszkadzaly 
władzom Polski Podziemnej w orien- 
t<;,waniu się w groźnej rzeczywistoś- 
Cl... ostatecznie wyraziło się to w de- 
cyzji wszczęcia powstania w War- 
szawie, przy przyjęciu założ 
nia, że 
pomoc mocarstw zachodnich jest za- 
p
wniona". To okłamywanie kraju 
trwalo całe lata
 Depesza gen. Sikor- 
skiego do gen. Roweckieg::J z 4 czerw- 
ca 1942 była tylko jednym ze szcze- 
gółów tego procederu. Ostatnie zło- 
wrogie zdarzenie w tym zakresie 
miało nyiejsce I'a cztery dni przed 
powstamem. 28 lipca 1944 na zwró- 
cenie się rządu polskiego do Brytyj- 
czyków .0 pomoc dla gotującego się 
powstama. nadeszła odmowa na piś- 
mie. Tę wiadomość otrzymały wła- 
dze Polski Podziemnej dopiero 6 
si'erpnia 1944. już po wybuchu po- 
wsta!lia.. Jakaś zbrodnicza, żeby nie 
powiedzieć zdradziecka ręka, prze- 
trzymała w sztabie polskim w Lon- 
dynie tę wiadomośćć, tak by na czas 
do Warszawy nie doszła. Uratowało- 
by to stolicę od zburzenia i jej lud- 
ność od potwornego upustu krwi. 
Płk Mitkiewicz pisze że Pandora 
ocenia negatywnie osobę i całą dzia- 
łalność gen. Sikorski,ego. Jeżeli idzie 
o mnie, nie zawsze tak było. W Pol. 
sce miałem z nim stosunki nie czę- 
ste, ale za,wsze dobre. Bo też przed 
wojną gen. Sik:>,ski nabył swoje 
prawdziwe tytuły do miejsca w hi- 
soo.rii: dorwodzenie V AMą w r. 
1920 i opanowanie chaosu w kraju, 
na stanowisku premiera w r. 1923, po 
zabójstwie Prezydenta NarutoWIcza. 
Poczęły się te stosunki psuć dopiero 
za granicą. Już przy tworzeniu rzą- 
du w r. 1939, gen. Sikorski objawił 
ni,ezdrową zachłanność na objęcie 
wszystkich urzędów. jakie mógł so- 
bie wymyślić. Był nie tylko premie- 
rem i ministrem wojny, dowódcą 
armii polskiej tworzącej się we Fran- 
cji, a wnet potem (po ustąpieniu 
marsz. Rydza Śmigłego) Wodzem Na- 
czelnym. Chciał jeszc:ze być następ- 
cą Prezydenta. Powiedziałem mu 
wtedy. w czasie narady: "Jeżeli Pan 
Generał chce wziąć na swoje barki 
wszystkie gruzy walącej się Rzeczy- 
pospolikj, to mogę to tylko podzi- 
wiać". Odpowiedział na to: "Niech 
się Pan nie martwi. Gdy tylko bę- 
dzie gotowa pierwsza dywizja, pój- 
dę z nią w pole i tyle mnie będzie- 
cie widzieli.... Stało się inaczej. 
A potem przyszedł lekkomyślny i 
niewczesny t.zw. "memoriał dla lor- 
da Halifaxa", złożony bez wiedzy 
Prezydenta i rządu (który trzeba byk> 
wycofać), wreszcie wymuszenie grot- 
bą uży::ia siły na min. Zaleskim 
zrzeczenia się misji tworzenia rządu, 
po dymisji, jakiej prezydent Racz- 
kiewicz udzielił gen. Sikorskiemu 
(oficerowie z pewnością nie zrobili 
tego na własną rękę, bez wiedzy Na- 
czelnego Wodza. Mieli być za to u- 
karani. a otrzymali" awanse). 
Na tym można by właściwie rzecz 
skończyć. Ale trzeba jeszcze dodać 
otuchy płk_ Mitkiewiczowi i dora- 
dzić mu żeby się nie martwił tym 
że napisał swoją książkę rzetelnie i 
wydał ją bez przeinaczeń i przemil- 
czeń. Może mu to przynieść dorainie 
ja1kąś dTObną przykrość, ale na dale- 
ką metę da mu pociechę że jego 
książka będzie uważana za tródło 
historyc
ne godae zaufania. 


chę sił w reze!1\VJe. A tych właśnie 
płk. Mitkiewi(:zowi braknie. Zaczy- 
na niby od tłumaczenia się że zapiski 
swoje robił przed 20-u la,ty i teraz, 
gdy miał je ogłosić, zastanawiał się 
bardLO czy je wydać w pierwO'tnej 
formie, czy też opuścić zdania, któ- 
re "wyłuskał" autor "Poozk.i". Osta- 
tecznie zdecydował się ..napisać całą 
prawdę." A teraz, pl. przeczytaniu 
recenzji PandO'ry zdaje się tego żało- 
wać. Więc zapewnia że gen. Sikor- 
ski był "prawdziwie wiel'kim mężem 
stanu" oraz że "O'prócz innych cen- 
nych zalet, miał wyjątkowy dar prze- 
widywania wypapków <;Iziejo,wych, a 
również wielką, nieprzeciętną mądrość 
pohtyczną, czyli realizm.... 
A jakież pOikrycie mają te oceny w 
treści książki prok. Mitkiewicza? Wy- 
nilka z niej niezbicie pnzede w5zyst:kim 
to że gen. Si:kOlrski nie przewidzidł 
klęski Erancji i w ogóle nie brał jej 
pod uwagę, tak dalece że nie poczy- 
nił żadnych, choćby wstępnych przy- 
gotowań do ewakuacji wO'jska polSkie- 
go. Głoszono że w ostatniej chwili 
przed kapitulacją Francji Churchill 
z własnej inicjatywy wezwał gen. Si- 
k{)-ktorem, jak jego własne słowa 
nie przeznaczone dla osób trzecich. 
Z licznych listiÓw wybitnych ludzi 
ogłoszonych drukiem, taką prostotę i 
zgodność charakteru z postępowa- 
niem 
l1ożna znaleźć u Prusa, tylko 
że ten tak bliski i miły naszym ser- 
com Prus pisał listy trochę jak ra- 
porty ekonomskie. Referował fak- 
ty tak prozaicznie jakby sumował 
pozycje wydatków. Jeśli do żony - 
to z zaprawą sta:roświeckich czułoś- 
ci, do innych - z konwencjonalny- 
mi wyrazami szacunku. Ten wzór 
cnót nie jest wzorem epistolografii. 
Nie chodzi o to, czy Osterwa był 
wzorem czegokolwiek. Zapewne nie 
był, i Reduta też nie była doskona- 
łością. Szacowano ją i będą szaco- 
wać według rÓŻJ11ych sprawdziall1ów 
teatrologicznych. Ale Osterwa, sam 
Osterwa na co dzień, staje przed na- 
mi jak człowiek pozbawiony fałszu 
i zarozumiałości, aktor bez próżnoś- 
ci. i bez pozy. Nic nie stylizuje, nie 
"układa dramatu", nie mizdrzy się 
i nie stara błyszczeć. Jego stosunek 
do ludzi jest tak bezwzględnie i tak 
odruchowo lojalny, że nawet wy- 
powiadając się o kimś krytycznie 
albo z goryczą, pisze bez potępienia 
ani zawiści. Nic, co by można inter- 
pr
tować jak obmowę lub plotkę, 
choć zwraca się poufnie do najbliż- 
szych. Ta cecha, uderzająca w mło- 
dym chłopcu. nie opuszcza go do 
końca. P,rzez cZJtery dziesiątki lat 
(1906-1947) Osterwa rośnie moral- 
nie. Zamiast ulegać intrygom, które 
oplątują świat teatralny, utrwala się 
coraz wyraziściej jako człowiek wie- 
rzący, w naj szerszym znaczeniu: 
wicuzący w Boga, w ludzi, w sztukę 
i w swoją pracę, którą uważa 7a 
posłannictwo. Takiej postawy w two- 
rzeniu nie da ani ambicja, ani in- 
teresowność, tylko wiara. 
Zaczął występować już w r. 1904, 
jako uczeń gimnazjum (ur. w r, 1885) 
w krakowskim Teatrze Ludowym Ga- 
bryeiskiego, który, choć lekceważo- 
ny, skupił początkujących wielkich 
aktorów, jak Jaracz, Węgrzyn, Du- 
lębianka i inni. Jaracz pisze we 
wspomnieniach że talent naśladow- 
niczy Osterwy przeszkadzał mu w 
stworzen
u własnego stylu. Przydał 
mu się natomiast w ..Zielonym Ba- 
loniku" (r. 1905), z którego młodzie- 
niec przeszedł do podrzędnych ról 
u Solskiego w Krakowie. Na na- 
stępny sezon zaangażował go dyrek- 
tor teatru poznańskiego, Edward Ry- 
gier. Z tego roku - czerwiec - 
datuje pierwszy list w zbiorze, naiw- 
ny w swym zachowaniu grzecznych 
formułek, jak ucznia do pana pro- 
fesora. Dziękuje za podwyZk.ę, smu- 


Zofia Kozarynowa. 


łue auube 
Viennese Coffee' 


HENRYK GRUBER 


uwagi 


Wspomnienia 
1892-1942 


i 


Trzy części: 
I. BUG WPADA DO WlSLY - Autor przedstawia życie w 
pfOlwlinojonalnym miasteczku Sok alu, pobyt we Lwowie i 
W,jedniu, udmał w kampanii wojennej w Legionach f1iłsud- 
skiego oraz w wojnie przeoirwko bolszewikom w r. 1920. 
II. ANATOMIA POCZĄTKÓW - to okres służby państwo- 
wej na różnych stanowiskach. a przede wsrzystkim jako Pre- 
zesa P.K.O. i Prezesa Banku P.K.O. oraz umiał w donios- 
łych konferencjach gospodarozych na najwyższym szczeblu 
państwowYIIII. 
III. CZART PROWADZI BAL - przejścia w Paryżu i zdarzenia 
w Londynie widziane przez autora z Argentyny. 
576 stron! 


. 


Kawa dla 


smakosza 




 
\ ....a. - --f4'l'l 
"I) f
1 
I DI
e 
alłub
 

 
Vlenn"Pse eoffee _ , , \ 
Iffeewith fili scasonIll
 ł l '! 
.
I' 
................

. 'i 
""'1'£." D'IIIIIIE""
 ,I' 
:.:.:.:.:.... 


Ilustracje! 


"Blue Danube" - Breakfa
l 
Roast - lekka i delikatna kawa, 
wspaniała do śniadania; 


CENA w oprawie miękkiej £2.10.0 
w oprawie sztywnej £3. 0.0 
+ koszt przesyłka 
Skład Główny: Księgarnia Kombatancka, 
20, Queens Gate Terrace, London, S.W.7 
oraz wszystkie k<;ięgarnie polskie. 


! 


,.BIue Danube" - AfteT Di.nJner 
RoaSlt - prawdzi,wie 
kontynentalna, 
mOCno palona, 
świe,tna, czarna kawa, 


- 


2ądaj tylko 


( : 
 . 


.. . 


Palona i pakowana 
(vacuum-sealed) 
w -ł lb pUS7kach przez 
GLORIA PRODUCTS LTD. 
125 Pad(way, London, N.W.1. 


. ...:.-.:

' 



;. 



 ." 


OL IV e O 
'1( 


?
:f:>O 


Najlepsza włoska oliwa do: SALAT, PRZYPRAW, 
PIECZENIA, SMAżENIA I GOTOWANIA 


Dystrybucją Blue Danube Coffee zajmują się 
ANDREWS DELICAClES, LTD., 
Larch Mili, Bleasdale Street, Royton, Lancs. 


Do nabycia we wszystkich polskich sklepach żywnościowych oraz 
w innych wysokiej klasy sklepach z delikatesami na terenie Wielkiej 
Brytanii 


*) Listy Juliu,sro Osterwy. Wstęp 
ruIlpliiSał Jerzy ,Zawieyski. LilSlty ze- 
brała Elżbieta osterwianka. Redak- 
tor tomu Edward Krasiński. Obrwo- 
Lutę i olkłaJdkę projeikltorwaro. Ewa 
Frysztak. Wa11szarwa, Pańsbworwy I'l1- 
stytut Wydawniczy, 1968; 'Str. 418, 
i 6nl. 


ROBINSKI & CO. LTD" 
37, Hythe Road, London N.W.I0 
Tel.: 01-969-9511 


NIE DOŚĆ .JEST PRENUMEROWAĆ "W I A D O M O Ś C l"! 
TRZEBA .JE TAKżE CZYTAć I GANIć LUB CHWALIć. 


K. G. FOODS LTD., 
Cornmercial Road, Shepton MaIlet, Somerset. 


Adam Pragi er.
		

/Archiwum_002_04_329_0001.djvu

			Nr 1183, 1st December, 1968 


- 


- 


ALEKSANDER WAT 


CIEMNE ŚWIECIDŁO 


PoeZje zebrane 


Okladka JANA LEBENSTEINA 


CENA: 


Stron 244. 


We Franc:ji Frs. 20.00 
W Anglii Sh. 30 
W U.S.A. innych krajach $.4.25 


Książka do nabycia we WS'lJystkich polskich księgarniach lub u 
wydawcy: 


LmELLA 


I 


12, Rue Saint-Louis-en-I'lle, Paris IV 


PUSZKA 


Polska i mocarstwa zachodnie 


Anna Cienciała., Polka urodzona w 
Gdańsku, wychowana w Gdyni, po 
ukończeniu szkół w Anglii, gdzie ma- 
lazła się z początkiem wojny, prowa- 
dziła SJtudia historyczne na unilwersy- 
tetach w Kanadzie i w Ameryce i jest 
tera'z profesorem na wydZJiale histoTli 
uniwersyretu w Kansas. Napisała 
właśnie książkę p.t. "Poland and the 
Western Powers 1938-1939", której 
podstawową tezą jest współzależJność 
losów Buropy WlSChodniej i zachod- 
niej..) Tezę tę przeprowadza w spo- 
sób bardzo przekonywający na pod- 
stawie obfitych materiałów, nie tylko 
układów międzynarodowych, ale tak- 
że raportów d yplomat}"Cznych, lwres- 
poodencji, a nawet rozmów polityków 
i dziennikarzy. 
Polska po wo
nie znalazła się mię- 
dzy dwoma potężnymi i nieprzychyl- 
nymi sąsiadami. Niemożltwe było zbli- 
żenie się Polski do jednego z nich w 
poszukiwaniu obrony przed drugim, 
bo zarówno Sowiety ja,k Niemcy nie 
budziły zaufanil1l. Polityka poJska wy- 
brała przeto jedyną, zdawałoby się, 
praktyczną drogę "równowagi" mię- 
dzy nimi oboma. W gruncne rzeczy 
było to jednoznaczne z osamo
nie- 
niem PolSki. Istniał co prawda so- 
jusz f,rancusOCo-polski od r. 1921, ale 
ja'k z wywodów prof. Cienciały jasno 
wynika. Francja stopniowo poiTZl1Ca- 
ta swoją politykę budowania zaipory 
przecilwko Niemcom we wschodniej 
Eumpie, przeto na pomoc Francji 
Polska coraz mniej mogła liczyć. Pol- 
ska szukała jako drogi do SIWojego 
bezpieczeństwa sojuszu na półinocnym 
Z'achodzie i min. Beck mów:ił nawet 11 
.,tJrzeciej Europie", która miała,by 0- 
obejmować Skandynawię, państwa bał- 
tyCkie, Po]sIk
, Czechosło,wację i Węg- 
ry. A]e urzeczywistnaenie takiego pla- 
nu było możliwe tylko przy popail"Cilll 
Wiel:l<:iej Brytanii i Francjli, a oba te 
państwa myśl taką odrziUcały. Odrzu- 
cił ta.kże Benesz dwukromą proporzy- 
oię polską zawa.rcia so
'uszu czecho- 
.słowacko-polskiego. Liczenie na włas- 
ne siły było dla Polski zawodne, bo 
mimo zwyciest!Wa w wojnie z Sowie- 
tami w r. 1920, Polska w następnych 
la
ach nie miała ani dOSltałtec:mego u- 
ZJbro
enia, allli wystarczających ku te- 
mu sil prodUlkcyjnych. To
eż gdy t.zw. 
.,b
iec.zeńs'tJwIo zbiorowe", opall1te na 
wierze w pot!11oc Franoja i Waetkiej 
Brytanii zarwiodło, Pol
ka zawarła w 
r. 1934 układ przyja:lni z Niemcami i 
jednocześnie niemal układ o nieagre- 
sii z SO'WIietami. Miało to odciążyć na- 
cislki obu sąlSaadów, ale zdawano so- 
bie w Polisce dobrze sprawę z kru- 
chości tych układów. 
Prof. Cienciała rozpoczyna swoje 
wywody od "A:nsch1uss"u Austrii do 
Niemiec. Wskazuje że Widka Bryta- 
nia temu przedsdęwzJięciu sprzyjała i 
przyznawała Niemcom prawo do prze- 
ważającego wpływu w EUIJ"OIpie ścod- 
k{)IWI()-JWschodniej. Francja nie sprze- 
ciwiała się temu, ale mm. Bonnet pró- 
bował skłOll1ić Polskę do kisłego 
współdziałania z Czechosłowacją. 
Jednocześnie wszakże ooma'\\<1iał gwa- 
raocjli Frall1cji na wyrpadeik ataku 
ZJbrO'jnego Niemiec na Austrię. W 
Warszawie rozumiano to taJk, że Fran- 
cja nie ruszy się także na pomoc Pol- 
sce. Hiltleir, spol9o l biąc się do zajecia 
Austriu zabiegał o neutralność Pol- 
ski. B
k domagał się w zamioo naJe- 
żytego załatwienia spraw Gdańska, co 
jednak nie wywołało dobrego skutku. 
Przeciwnie. wnet ,po "An
hluss"de po- 
nowiły się naciski niemieckie na 
Gdańsk i Pomorze. W Warszawie 
były złudzenia że zajęc!
 
us.!rii .0: 
macza kierunek eikspanSjl meTTuecklej 
ku południowi, co nieja,ko Polskę od- 
ciąży. Trzeźwo patrzał n
 te spra- 
wy jedynie gen. Sosn1wrwslci., który w 
lutym 1938 powiedział że upadek Au- 
strii toruje drogę do ataku. n
 Cze- 
choołowaaj.ę, po czym 
rzYjdZle ko- 
lej na Polskę, a wresZOIe n
 F
an- 
oję. Tak się też stało. Prof. ClenC1ała 
pilSlZe że gdy przyszła koJej na Czecho- 
sł()wację. jedynym sposobem zaltirzy- 
mania Hitlera był stanowczy opór 
F.rall1cji, nawet z ryzykiem wojny. Ale 
tego właśnie brakło. Francja uza,]eż- 
niała kawy swój ruch od WielJ.kiej 


WszYl!ltkie kIIi,żki, nad!'yłane do re- 
dakeji "Wiadomości", notowane Sił w 
Bpeejalnym dziale wraz z krótkim 
omówieniem. 


Pandora. 


WIADOMOSCI 


3 


Nie taki znów zacny kopczyk 


- 


Książka Lwa Kaltenbergha jest in- 
teresująca, przytacza wiele iródeł, 
podaje wiele mało znanych lub wręcz 
nieznanych szerszemu ogółowi fak- 
tów, jest w niej sporo ciekawych 
specjalnych rysunków.*) Bardzo rze- 
telnie ujęta jest dłuższa przedmowa. 
Książkę czyta się lekko, lecz w mia- 
rę zagłębiania się w treść narasta u- 
czucie niesmaku i wreszcie nawet 
najbardziej nie uprzedzony czytelnik 
nie może pozbyć się myśli że cała 
rzecz jest jednak napisana tenden- 
cyjnie. Autor dobiera dowolnie fak- 
ty z pewną myślą, cytuje tylko nie- 
których autorów, przemilczając in- 
nvch. Trudno uwierzyć żeby ich nie 
znał a zwłaszcza żeby nie znał głoś- 
nych na całę Europę wydarzeń i o- 
siągnięć orężnych polskich w XVII 
stuleciu. Podaje też czasem dane 
wręcz nieprawdziwe i myli się co do 
dat. Nasuwa się pytanie czy musiał 
tak postąpić, by uzyskać poparcie 
MON, którego sumptem książka wy- 
szła czy takie ujęcie mu narzucono. 
L
w Kaltenbergh wybiera więc 
najniekorzystniejsze f
kty z hist
rii 
naszego wojska, umk a natomlas
 
rzeczy. które przynoszą chl.ubę. R
?I 
to bardzo sprytnie, bo me pomIja 
np. wspaniałej działalności Czarnie
- 
kiego i Sobieskiego, ale. dz
ałama 
tych wielkich wodzów zajmUją sto- 
sunkowo niewiele stronic w książce, 
a za to godne pożałowani3: spra
y 
zgrai oczajduszów oraz mepowaz- 
nI' hhtoryjki przedstawia bardzo ob- 
szern
e. O Czarnieckim i Sobieskim 
autor nie odważył się mówić źle, 
choć możn'l było i tam znaleić spra- 
wy godne nagany, ale wówczas pra- 
Ca zapewne nie doczekałaby się 
y- 
dania Kult obu tych wodzów jest 
zbyt powszechny w Polsce i z tym 
nawet obecnie trzeba się liczyć.. 
W szczególnie niekorzystnym śWIet- 
le przedstawia autor szlachtę pol- 
ską. Nikt nie będzie p
chwalał .war- 
cho]ów niesubordynaCjI pospolItego 
ruszeni
 bezmyślności czy wręcz tę- 
poty tłu;'m szlacheckiego. Wi
my 
o 
czego to w końcu 
oprm IToma:n'Sie. KaJtenbe
gh za- 
ledwie wspomnial o L1sowsk.I
.. ale 
nie omieszkał go pr.:l:€dstawlc ja.ko 
ITaJbus:ia ściganego przelZ sądy. A o 
tym że lisQrwczycy rolOosJJi na szabla
h 
wszelkie wojska w Europie, a takż
 
na Syberii, i jak to si
 dokona!o --: 
nie mówi. Nie wspomIna on tez anI 
słowem o dz,iałamach l}so
czyków 
w Moskwie o rozgromIenIU przez 
nich armii 'Szeremetjewa, o zdoby- 
ciu szeregu mia<;t i twierdz, o ro.
- 
biciu armii Trojekurowa n
 Syber!l, 
o zorganizowaniu powstama. ludo
 
svbcrvjskich przeciw MoskwIe.. Nie 
ma t
 wzmianki o wyprawie L!sO":"- 
skiego do Finlandii i udaremmem!l 
koalicji państw pól'I1{)C1I1oeurop
j- 
skich przeciw Po]sc
, o co Itak usIl- 
nie Moskwa zabIegała. ZaI?e
e 
Kalt€nbergh nie slyszał rówmez. o 
takiej ..drobnostce': jak . przeplymę- 
cie oddziału polsklegcl lisowczyków 
w konnym szyku w liczbie lO?,O 
za- 
beJ przez rzekę Ob' na Sybem, I t? 
wśród gęsto płynącej 
ry lod?
ej. 
T'fZelba sobae U!przy.toffindć ze Ob Jest 


f} 
,.. 
. 
., 

- .1 
.< J' 
.... 


.. 


. ).. 


LISOWCZYK 
Rvsunek Juliusza Kossaka, 
. według znanego obrazu 
Rembrandta 


rzekę większą od Wi"ly, większą o
 
Dniepru, większą nawet od WOłgI. 
Przepłynięcie w konnym szyku prz
z 
tę olbrzymią rzek.:, przy panującym 
mrozie, torując sobie drogę przez 
krę - to był nadludzki wysiłek, nie 
spotykany w dziejach wojennych. 
Część ludzi i koni utonęła. 
Opowieść o tym wyczynie byłaby 
chyba ciekawsza dla młodego czy- 
tdni,ka niż obficie przytaczane przez 
Ka]t
nbergha "porzekadia". Albo 
dlaczego nie można było opowiedzieć 
młodzi.
ży o masowej dezercji z sze- 
regów armii Poża,rskiego i Lopati- 
na. którą car Michał, wstąpiwszy n
 
tlron mosk,ieWoski, wysłał przeciw h- 
sowczykom? Gdy wojsko moskiew- 
skie usłyszało, przeciw komu wyru- 
!'Za, mz,poczęła się 'olbrzymia dezer- 
cja i przy Pożarskim Z)ootało tyLko 
3000 żołnierza. 
W r. 1614, a nie w r. 1616 jak 
podaje mylnie Kaltenbergh, Lisow- 
ski, pod Starodubem Siewierskim. 
objeżdżając swoje wojsko, spadł na- 
gle z konia i ducha wyzIOnął. Przy- 
puszczano Ż
 został otruty podstęp- 
nie przez szpiega moskiewskiego. 
Tak zszedł z widowni ten rokujący 
wielkie nadzieje wódz po 19 latach 
pracowitego żywota żołnierskiego_ 
Na str. 94 swojej książki Kalten- 
bergh podaje że lisowczyków nie by- 
ło ani w bitwie pod Cecorą w r. 
1620 ani też w walkach pod Cho- 
cime
 w r. 1621, przy czym 40-dnio- 
We ciężkie i krwawe zmagania pod 
Chocimem nazywa .,bitwą". To nie 
byla bitwa, bn tam bitew było bez 
liku. i historia polska już dawno 
przyjęla nazywać walki 
 r. 1621 
..wojną .::hocimską", a bItwę w r. 
1673 - .,bitwą pod Chocimem". 
KaItenb::rgh się myli: lisowsczycy 
byli pod Cecorą w r. 1620 w ilości 
13 chorągwi i stali osobnym obo- 
zem. a gdy nastąpiło opasanie się 
taborem na rozkaz hetmana Żól- 
kiewski
go, cofnęli się w obóz het- 
mański. Stad czynili wprost niewia- 
rygodne i żawsze szczęśliwe wypady 
nocne na nieprzyjacida. Gdy ru- 



 
DOMY ł 


kupno sprzedaż, pożyczki 
załatwiamy sLybko. 


ANGLOPOL LTD. 


226, Westbourne Grove W.U 
Telefon: BA Y 3645 


. 


Wzmacniajeie nerwy i oezYl!lzczajcle 
krew, . będziecie cieszyć się zdro- 
wiem i wzmożoną energią do pracy! 
Wyciąg z życiodajnyeh Itrue
ołów 
zwierzęcych 


KALEFLUID 


Używanie tego preparatu polepsza 
stan zdrowia w sposób bardzo znacz- 
ny, w wypadkach ogólnego osłabie- 
nia, depresji nerwowyeh, zmęczenia, 
wyczerpania, zaburzeń i starości. U 
kobiet również w wieku przejścio- 
wym. Wysyłamy bezpłatne przepisy 
używania w języku polskim. 
Laboratoire KALEFLUID 
66, BId. Exelmans, Paria 16-e. 


1.000.000 


chomy tabor polski dotarł już w 
pobliże Dniestru, lisowczycy wra- 
cając raz w nocy ze swojego wypa- 
du wyciągniętym galopem i z wiel- 
kim animuszem, spowodowali w o- 
bozie polskim nieomal panikę, bu
ą tł'llllT1aczyć historycy 
marniSltowscy - by uzasadnić len-i- 
nowskie "rabuj zrabowane". 
r może stąd owa pańskość, która 
po dz1iś fascynuje ludzi nie mających 
nic wspólnego z dworarr», ani w ogó- 
]e ze wsią. Polska wciąż pamięta że 
przed towarzyszami partyjnymi miała 
towarzyszy pancernych. 
O sztuce "Derby w pałacu" mori:na 
pOIWiedzieć to, co Orson WeJJes mó- 
wił o swojej ekranizacji "Procesu" 
Kafikl: logika tej opoWli
i jest logi- 
ką snu, 10gilką sennego koszmaru. . . 
W jakim stopniu to jest kamuflaż za- 
stosowany przez autora. by móc po- 
wiedzieć to, czego inaczej powiedzieć 
nie było można; a w jakim głębsza 
lwnoopcja art.y-styczna - trudno dzi
 
dociekał. "Słuchaj hrabina, ja czer- 
kieski plennik, dziecią
kiem kiedyś za- 
brany z aułu... ("Fantazy"). "Cze- 
mu tak mało mam woJlJ1ości?" (po]ski 
królewicz Władysław z dramatu Cal- 
der,ooa "Zycie snem"). 
Boihater Abramowa, d)\fektor 
PGRu, na który przemieniono mag- 
nacki majątek, nje wie że jest tym kró- 
lewiczem i tym Fantazym. Jego wal- 
ka iest konkretna i z góry przegrana. 
Waika z partyjnym aparatczYkiem, le- 
piej wiedzącym czego chce władza. 
Przegrane sprawy są zawsze sympa- 
tyczne. Dlatego lubimy tego Karbo- 
ta, syna dwor'Skiego stangreJta. co 
poczuł się panem pałacu. Gotowym 
bronić koni przed sprzedażą za gra- 
nicę i dworu przed zamianą w hotel 
t'll'fY'Styczno-derwirowy. To niemal czł'o- 
wiek. który chciał być królem, z no- 
weli Kiplinga. 
Wi10ld Schej'bal ma tu największą 
rolę z tych, k,tóre widziałem. Gra ją 
bardzo spokojnie, bez efektów, bez 
szarży. Jest ooią, wokół której okrę- 
ca się i rzeczywistość i sen - dwa 
przep1atające się 1ooszmary. 


#' 


, ". 


.. - 


..: 


, 


Ewa Suzin w sztuee 
Jarosława Abramowa 


Ewa SUIZin jest piękna jako księi- 
na-samobójczyni z poI'tJretu. Nie tyle 
S'tirasząca po nocy, co czarująca swoim 
XVIJl
wiec.znym dOlWcipnym dialo- 
giem. Nuta ironii jem zre.mą nie tyl- 
ko w tekście, ale i w subtelne:i grze 
akto'fki. 
NiespcdlZiankę zrobił Robert Olek- 
so'wicz. Widywałem go dotychcza.s 
lyIa\.o w t.ZJW. drugich rolach. Tutaj 
jest jedną z głównych osób dramatu: 
sekretarzem Byrc.zakiem. ulizanym na 
ja,wie, złowrogim we śnie, który jest 
lustrem rzeczyrwilStośoi. Znakomicie 
zagrana rola. Z te1 samej rasy są po- 
mocnicy apa:ratczyka (dookonaly Ed- 
ward Chudzyński i Zbigniew Youriew- 
ski tJrochę zanadto interesujący) oraz 
Feltks Stawiński jako naczelnnk z mi- 
'I1iSlte.rst!Wa. Stall1isław Zięciakiewicz 
jest klasy=ym b_ wachnUstrzem z 
dobrego pułku. Na chwiJę pokazuje 
si,ę Barrbara Galicówna, business- 
woman z zagranicy. 
Najc.iekawsze sylwetki twoną jed- 
nak Bohdan Urbanowicz jako hra- 
bia (czy duch hrabiego) i Roman 
Rl3tschka w roli starego sług1i. Każdy 
z nich gra przede wszystkim siebie, 
jak bardzo wielu aktorów duiej klasy 
(pC'patrzrny na Ustinowa czy Gabi.na), 
ale kto wie, czy 10 nie jes
 najprostszy 
sełkret indywidualności aktorskiej. 
Scenografia Tadeusza Orłowicza 
lrochę tym razem zacieśnia scenę. Czy 
jednak można uzyskać efekt pałaco- 
wej komna.ty - w "Ognisku"? 
Co zawsze podziwiam. i co szanu- 
ję, w reżyserni LeopoJda 
ielanow- 
skiego. to jego szlachetną lOjalność w 
stOSiunku do autorów. Ileż pokus ko- 
mkty tekstu musi nastręczać ta	
			

/Archiwum_002_04_330_0001.djvu

			_ ., 


WIADOMOSCl 


SILVA 


RERUM 


MOTYWY INDIAŃSKIE 
W
TWóRczoŚa 
SIENKIEWICZA 
W książce "Indiańska przygoda 
Henryka Sienkiewicza" (Warszawa, 
Państwowy Instytut Wydawniczy, 
[1967]; str. 166 i 2nl) Samuel San- 
dler zajmuje się stosunkiem Sienkie- 
wicza do kwestii indiańskiej. najdo- 
bitniej wyrażonym w noweli "Sa- 
chern". przez niektórych krytyków 
wysuwanej na czoło jego twórczoś- 
ci. 
Sandler widzi w "Sachemie" nie 
tylko "osiągnięcie artystyczne naj- 
większej miary w grupie utworów 
egzotycznych, ale przede wszystkim 
..rrajbiIrdZJie.j zmetafoTylZOlWaoą" "a- 
postrofę" - paralelę między losem 
tępionych Indian i tępionych Pola- 
ków. Metaforę podkreśla fakt że Sa- 
chero jest ostatnim potomkiem ple- 
mienia Czarnych Wężów, które zli- 
kwidowali osadnicy niemieccy w A- 
meryce, zagarnąwszy ich dawne sie- 
dJ.isko Ohiav'3Jtłę i nadalWSzy mu 
miano Antylopa. Na placu, na któ- 
rym powieszono ostatnich Czarnych 
Wężów, zbudowmo zakład filantro- 
pijny, pastorowie w kościołach u- 
czyli co niedziela miłoki blitniego, 
poszanowania cudzej własności i in- 
nych cnót, potrzebnych ucywilizo. 
wanemu społeczeństwu; pewien prze- 
jezdny prelegent miał nawet na ka- 
pitolu odczyt .,0 prawach narodów". 
Sienkiewicz przemawia tu jako hu- 
mani,talrysta. ale nie jest przypadkiem 
że środowi;;ko. w którym rozgrywa 
się ..Sachern". jest środowiskiem nie- 
mieckim, którego mieszczańskość i 
wulgarność bezlito
nie scharakteryzo- 
wał. 
W "Listach z podróży do Amery- 
ki" pisarz sięga głębiej. Ukazuje 
straszliwą dolę ludu indiańskiego. 
skazanego albo na zagładę, albo na 
wynarodowienie. Zresztą to i tamto 
idzie w parze, a najpierwszym, bez- 
pośrednim produktem, który wszy- 
scy dzicy otrzymali, jest wódka, o- 
spa i 'Syfiii;;; cÓŻ dziwnego więc że 
bronią się i giną. 
Sandler polemizuje ze Zdzisławem 


Do poprawienia 


Sita.nis8IW GliJwa -z.aurwa'ża ISMwie 
a dobrotJIiwie że 7IDak dI1Ulkall'Słci je- 
go Oficymy ..jest 7JI1J!LCwie mY'te1- 
m.iejls.zy .i 5eI11SQW!Ili.ejISiZY, gdy nie jes,t 
.wwkio!wM1y do ,góry nogami", jak to. 
6ię meSlt.ety wl3r.zyło w JJJr. 1180 
p, Wiooomo,śc.i". 
* 
J eden ustęp listu podJpi:Eoall1ego pir.zez 
Hen:rY'ka Z. Komara, L.J.J. M
klUls
w- 
ski ego , M. Porngaa-a, J. Dmocihows,klie- 
go i H€IlIIl'Y'ka Mąmyńskiego ("Dzi- 
kie Pola", JIIl' 1181 ..Wn'adomości") 
uległ wieks:m:ałceniu w dr.uJlw, za co 
aUJtolrów lilSitlll pir.ZI€lpraszamy. Od wi.er- 
gza 14-go do 26
go tekst hstu po- 
Will11e111 brWlieć jak nas.tępude: 
.. W rozmowach pryrwat1mlyICih międlzy 
Poo'8JkaiDU, opill1il3 p. SwOOikiej na ten 
tem3lt niemall niezmiell1ll1ie się polWJta- 
rz:a. Nie wliemy dila jakich odJbio.rców 
'P. GQ1niblrowioz pil5rŁe, w kaooym ra- 
zie nie S!POtlkaJiśmy je&ZCoZe Polaika, 
ikJtiJa'y by nie tIwń.ero:ził że jego Ult;W{)ry 
'są.. nie
mnałe, mętme, bez w.i.docz- 
mego se1Jf5l\l i. ozęsi1:o ;nie m02ma naw.et 
doany\ŚiJJić. się, jaka my'Śil pl'\ZefWodmia 
lIderowała aIUItotrem i co chciał porwie- 
clZieć? ". 


Publllhed by "Wladomolci'", 
67 Greac R.ull
1I Street. W.C.I, 
Ind prlnud b
 Whlte Eaal
 Pr
.. ltd., (T.U. I. 
I Vin
 lane. Tool

 St. S.E.I. Tel. 01.4071431 


Najderem, który twierdzi że w swo- 
ich "Listach" Sienkiewicz ukazuje 
k.onflikt między Amerykanami i In- 
dianami nie jako antagonizm naro- 
dowy, ale klasowy. Bez względu bo- 
wiem na dyskryminację rasową Mu- 
rzyni byli elementem składowym 
społeczeństwa amerykańskiego, pod- 
czas gdy Indianin zachowujący swo- 
ją dumną odrębność, nie asymilują- 
cy się... był kimś obcym, kimś "z 
zewnątrz" I Był .ofiarą podb.ojów i 
rozboJIU. 
Charakterystyka likwidatorów Chia- 
vatty - osadników z amerykańskich 
Berlina, Griindenau i Harm.onii jest 
niedwuznaczna: są "uczciwi, rząd- 
ni, prac.owici. systematyczni, otyli". 
W mieście jest już "ganz gemiitlich" 
i o zgliszczach nikt nie myślał". 
"Rozumie się - pisze dalej Sien- 
oJdewicz - że filast'rzy z Antylopy 
cisnęli się do cyrku. aby importo- 
wanym z Niemiec ż.on.om i syn.om, 
którzy ani razu w życiu nie widzie- 
li Indianina, pokazać ostatniego z 
Czarnych Wężów i powiedzieć: 
"Patrzcie, oto takich w pień wyrżnę- 
liśmy przed laty piętnastu". 
Piętnując kol.onizat.orskie met.ody 
cywilizowania Indian na przykła- 
dzie Niemców Sienkiewicz zachował 
cały swój wrodz.ony obiektywizm. 
który tak szlachetnie d.ochodził do 
gł.oSU w potraktowaniu Ukraińców w 
,.Ogniem i mieczem" i Tatarów w 
.,Panu W.ołodyjowskim". We "Wspo- 
mnieniu z Maripozy" występuje szla- 
chetny Badeńczyk, dawny podko- 
mendny i ad.orator Mier.osławskiego 
z wi.osny ludów, wyznający ideały 
najszlachetniejsze ..na jakie się zdo- 
był język ludzki", "sW.ob.ody, po- 
<;tępu, cywiIizacji". Tak Q Niem<.'U pi- 
sze twórca .,Z pamiętników poznań- 
skieg.o nauczyciela" i .,Bartka Zwy- 
cięzcy". Warto zaznaczyć że zamie- 
rzając zamieszkać w Kalifornii, Sien- 
kiewicz wybrał sobie miejsc.ow.oŚĆ 
Anaheim, gdzie osiedliło się kil- 
ka rodzin niemieckich "z którymi 
-- jak pisze Modrzejewska - m.ożna 
się przynajmniej p
r.ozumieć". 
Ciekawe - i na tym P.olega od- 
krycie Sandlera - że ta paralela 
P.olsko-indiańska nie była nowością. 
Zap.omniany dziś publicysta Ludwik 
Powidaj ogł.osił w r. 1864 w lw.ow- 
skim "Dzienniku Literackim" szkic 
..P.olacy i Indianie". Paralela między 
Indianami i Polakami nie była zresz- 
tą .oryginalnym pomysłem Powidaja, 
który przypomniał że już po pierw- 
szym r.ozbiorze Fryderyk II pisał do 
d'Alemberta: "Biednych tych Iroke- 
zów [mowa o mieszkańcach Prus 
Królewskich] będę się starał oswoić 
z cywilizacją europejską", "P.olacy, 
P.odobnie jak Indianie skazani są 
przez Opatrzność na zupelne wynisz- 
czenie" - mówił z trybuny jeden z 
pruskich demokrat6w. (Dodajmy że 
ten motyw analogii Polaków z In- 
dianami występuje u Prusaków w 
"Wielkim Fryderyku" N.owaczyń- 
skieg.o, C.o generał.owa Skórzewska 
kwituje nazywając Prusaków Hur.o- 
nami. Zdając s.obie sprawę że Pola- 
kom grozi los IndIan, Powidaj na- 
wołuje d.o zaniechania "gry na lote- 
rii" losu, głosi pr.ogram "pracy u 
p.odstaw". Krytykując p.ostawę spo- 
łec
ństwa zdobywał się na sformu- 
łowania godne pióra Swięt.och.ow- 
skiego czy Brzozowskiego: "W dzie- 
dzinie cywilizacji jesteśmy prawdzi- 
wymi SzeI"SZC[loatmi. Użytkugemy Le 
wszystkich jej płodów, ale pł.odów 
tych nie pomnażamy, cóż dziwneg.o 
że nam grozi los tych 
zer8zeni, t.j. 
wygnanie prze
 skrzętne i pracowi- 
te pszcz.oły".*) Jeśli ch.odzi Q czer- 


· POIWIild.aj pisał o "s.zerSlZeniach" 
wYlpędwnych przez pS'ZC'ZOły. Szers
- 
ni w ulach nigdy me było, były na- 
tomiast trutmJie, p,med zimą uŚInier- 
cane pTZeiZ pszczoły. s,zerszenae, to 
zupełnie inny gatUll1ek owadów, po- 
dobny do OlS (przyp. red.). 


Książki nadesłane 


:.... Henryk Piekarski. Zmad N.iemna 

 gry,beruę do Kall1ady. Rzym, 1967; 
str. 300 i 4inIl. j ,tabI. 1. - WSpo.n1l11.ie- 
.ma, podlz1eJOII1ę na części: "Nad Niem- 
lI1errl ą' Wnlllią", "WYg1namie", .,.pollSka 
oow.ia1t,a - łnaoIkoło Ś/w.iruta", ,/RóŻJne". 
. Edwin Arłington Robinson. Roz- 
mowa Bem JOII1:SOJ1a z radinym ze Swat- 
fomdJu. P.r1wkłarl Stanisława Helsztyń- 
",kiego. TYlpwI orY'g1inał,u: Ben JOII1son 
Entefltadll1iS a Mam :tirom SltlNlitfmd. Re- 
da:1. /: 

 


,-- 
..' 


,./ 
;-::K 
pl 


-. 


... 


( 



' 
, 


( 
1'J, II 
.";
 . ;:: I 
. . -.) 
" 


D'lsin 
d. 
Cabu. 


zaskakującym tworem. Z niebywało! 
brutalnością - jakże n{)lwoczesną - 
i może z dumą narodową nieposkro- 
milQną Qn ją demaskuje, obnaża, ujaw- 
nia we wszystkich słabościach. I tak 
obnażoną wprzęga w służbę ludzko- 
ści". Roux podaje następnie krótkie, 
ale trafne, ok!rcślenia "FerdyduJ1ke" 
" Dzienni,ka" , .;Pornografii" i "Ko- 
smosu". "Gombrowicz - pisze da- 
lej - ukazuje się nam jako przykład 
nie dającej się skorumpować akcji 
zd, row{)ltnej która rozładl()lWUje speku- 
lacje myślowe dziś rządzące świa- 
tern... Pos'tawa tego człowie,ka tłu- 
maczy się tyleż jego prywatną rzeczy- 
wistością, ile p.ołożeniem jego k
aju. 
Obo1e, Polska i on, mają życie trud- 
ne. które nie zeZJWala na wygodne roz- 
pieranie się w dootell1ia. Ogłosiłem do- 
tąd diwie ksiąŻ1kii i obie !'>pOltlkaJy się z 
b8mdJz.o pocl1Jlebną oceną Jólz.ett"a Ma- 
ckiewncu. Nic więc dl7.icltnyc.h możliw.ości w ONZ (,potr. nr 
lI1ir 1160, 1161/1162, 1165, 1170 i 1176 
"W:iadoanoś'Ci"). 
H. G. w Beverly Hills: J,e:s,tem za- 
ch
YCony artyirułem W. A. Zby:s,Z€w- 
sklego p.:t. "TTagedia Oz,echosłorwa- 
cjli" 
"Wliatdo/!nośei" nr 1174), kitóry 
wła
cIlwie pOlWill1i'EII1 się naz,yiWać "Tll'a- 
gedlą PoIski". W saiJI\ą dJ
ies.iątkę tlra- 
fila rÓWini.eż p,a:nj Jadwtiga Maurer 
s,woją "PoltslQą id,ea,lll1ą" (..Wiatdomo- 
ści" nlr 1175). Zda6e stię ŻJe j,est to 
,prOljJozycja lilteracka na najbliżlsze 
dziesięciolecia TIlie'PodlegIego poi1JSkie- 
go piswI1stwa. 
R. C. w Tente'rden: Tak się już ja- 
koś u mnie sikłada że "spojll'lzem,ie 
m..... "Ostartmiemu łamorwi" Z-3M'1s,ze 
wyiWoł'Uu,e u mmie ja.ki€Ś kOl11etrutarze 
jeżeli lIlIie spr.zec,iIWY... W m. 1180 pi
 
Slze Ja'W1J1JUlta o obralZie na:malo/Wall1ym 
,.PQdobno pI'lzez polaka" o' nalz.wisku 
Wład,ianill' Kowatn.ko, sug€ll'lUJjąc że 
pl'1Z,
lII1Iie jest om U'kII"a.ńcem, a 
nie POIlatla.em. Wł(),dlZ,imien'Z KOIWańko 
był w II Korpu1sie, był o,byiWattelem 
pollskim i pocb.odiztił gdlZieś z RÓWII1.ego 
ozy Korwła. Ryso1JJnkti j,ego uk

yrwały 
się często na łamach pism II Ko,r- 
plUlSlU. M.iln. ilusltlI"Qwał on ksiąŻJkę p.t. 
"SlPrawiewHiWość s.Qwieclka" i j.es,t moi- 
UIW,e :te rysunek, o kltórytm wspomnll1a 
J aJWIIl'Ulta, pochodzi lWłaŚin.ie sltMnltąd. 


Nr 1183, 1st December, 1968 


KRONIKA 


. ",>' 
,,{'. 


'ł.: 
, 


, "i,i: 
i
,' ; , 
.; ':v', 


>,. ( 


. 


" \ ' 
. 


Nina Polan (Janina Katel- 
bach) w roli Dorine w ..Świę- 
toszku" Moliera, wystawianym 
w ubiegłym sezonie na scenie 
Teatru Repertuarowego w No- 
wym Orleanie. 
ztuka Moliera 
grana była w związku z przy- 
padającym w tym roku 250- 
leciem załozenia ,miasta przez 
Francuzów. 
\Vystęp naszej rodaczki spo- 
t.kał się z uznaniem krytyki. 
Janina Katelbach występowa- 
ła na scenie teatru polskiego 
w Londynie w wiełu sztukach 
reż)"serowanych przez Wacła- 
wa Radul",kiego i Leopolda 
Kielanowskiego. 


CAMERA OBSCURA 


a 


'!" ,:ŻOŁnierzu Wol'ności" z 24 pat- 
dZlern
k
. b.!. ukazał się artykuł p. 
W. 
Ieh!lSk.toego o "Stanie wyjątrko- 
wy
 PlotJra Guzego (p.or. recenzję 
Zdzisława Kosińskieg.o w nr. 117R 
..Wiadom
i"). . PrzedrukiążczY'fiy, niikO\111 u 
bli1żej lI1i,e ZII1a.nego autl:ora, któreO"Q 
niejaikJi Rom= ,PrulestJra z "FJrei
s 
Europa" Uls,iłuje kTeOiWać, prruwie na 
now:ego . wd.es=za I1lI3ll'Odow,ego, 
SltIWIi ' el'1dzaJąc palt.eltycZ/IJJie: ".. .M,iej- 

y ,nard,zi'ej.ę, że kiedY'Ś Slkończy 
SIę orw "st-all1 '\vyj'ąitJkowy" i ww- 
clz,as jegx> kisiążlka ootll'lze również 
sw{)bold!llIie dl() k.raju...". 
Uk3J1.ainie się tej PI\l.b1iikacJi nie 
byłoby być może godlJ1e odnow- 
walruia, g-dyby nie fakt, że przy 0- 
kazjii pall1 P.a
etSlttra mimo woli od- 
!'.łolnił pI1zY'łhioę, UlkalZlUUąc, nie po 
,ralz jplffi1WISlZY 7Jl".eslz1t.ą, wła.śc.
e 
oblicza p,racorwni-lrow "FTeies Eu- 
ropa". 
?ltó'Ż, na margin-els,ie wygłoozo- 
l?eJ .rec
zj
 usłY'E.zel,iśmy ni mmiej 
.1 UJ WIęceJ, :że: 
"...właśoiwie sems tej ksiąŻJki to 
prakttycoollle Ulkalzanie tej łańcucho- 
wej reakcji nie:s,ztcześcia i tJragedii 
wywola,nej jeiSoiell1.ią 1939 .i ciąg- 
nąlCej I'zyi
,t.ko, co się z n3lmi... d:zieje 
od, tego CIZa.!'>U jeSlt czymś nieno,1'. 
ma.1nym., cZYImś wyjąbloo,wym. Je. 
Slte
my .ok81l.ecz,en.i, kaŻidy i,naozej, 
'ka'7Jdy lIIlmym ni.ers,zczęśc.iem nie 
możemy być lJ1ol'1mailm.i...". ' 
Aloeż OC'ZlyiWiśc1,e, pamOlWiie z 
"F1relies Europa", IZ:gadrl.am1y si.ę z 
tą głęboką i o dziwo - s'ZCJZerą 
samokryity.ką, że to. C,Q Slię z wa- 
mi. dzieje jeSltczY'mś niemorrmal- 
mY'm ,i wyj,ą'hkowym, że jest€Śc,ie 
oka,!ec
en,i ('kaooy i,nactZoej) i nie 
nwzecte być norma,lm.i. Byilri'byś- 
my oolzirwiemli, gd'Y'bY'ś'ci.e tlWiel'ldiZoi- 
li inaczej. Rl'1zedei lJ1orma1Jni PQ- 
l
y ;nie tY'lko odlbud1owaJi swoJą 
oJc,zY'ZI!1ę z grn,zów, aile .i zHkiwido- 
wa.li wieloletnie Z3cof.am.ie. Dzię- 
ki temu Po'''s,ka przers,tała byt 
,,c.zY'mś wytjątkowym" - 'llajIllOOż- 

Y'm i rolmic.zY'm kraJem w Śiroo- 
kow,:j E,ull'O
e, pl'1z,edmi,o,te-m prze- 
ta,rg"OlW po,ItitYClZll1ych pańlSltrw im- 
,periarrlrs,tyczmych. 
.Niic d
i;wm..ego, że m Ji,n. Polacy, 
m.l
s.zkaJ
cy na obozyź.ruie (oczy- 
'WilSCle CI norrm,a"ni) a odwied,za- 
jąlCY Pol'E,kę, z .z..'lJdO\Wole,nielJ1l mó- 
wią o co,ralZ piękmiej,szej i boga- 
tlSlzej ojlCZy:fuI.ie swo,ich pl'lwdków i 
rs.ą z niej OO1l11mli. 
Zgadzamy się również z tezą 

ama !l. .Paaestry, że "...dYlSpornu- 
Jąc pl'ffiJJtędtzonn ('czyitaj dołaram. 
- P,l'I.zytp. "ż.W.") i a,p8lrart.e1J1l wy- 
d,alWllllczym. mOŻ'J1a oCQ;yrwiście 
SltwOl'1zyć j.a,kąś S-Zlbuc7Jną 1ittera- 
.

ę... wy.st8IWiaJącą fałs.zywe 
SiwnadelClbwQ aJkitua,l.nej r,zec,zywtistoś- 
ci. Ale na dł,UlŻ1S1zą met.ę I1zecz 
to. t/rodna i !'>prorwadlZ.a Wls.z.ellkie 
p'i's3l11sbwo d.o poo
iomu mizernej 
f'11lrukcji". 
Wyralzem te,g-o jest właŚl!1ie mi- 
ze,ma .all1ltytpools.ka pubH'kacja p.t. 
,JSltaIn wytjląrr,kowy", w której pra- 
wie WlSlZY
CY bohateI'OlWie kończą 
sa'moOloojISlbwem, bo są "lTIJi€ll1Oi1"111lal- 
lI1i". llruną pozycją tej o'dm.iamy "li- 
1e1'atury" jest m.im. ów słymny 
plMa.lowalJ1Y ptak" - KOBIińJs,ki.ego 
- porwie
ć, kJtór.ej boha'OOrOlWlie są 
nJie tyNro lI1ieowmmalrni, ale z.brod- 
,n iClzY'mi 7Jho'CJzeńcami. 
'lll'
eba stWiiel'd,z'ić, że tego ro- 
d.zaju żało.sme płody imrspirorwame 
'pr.zez syjlOll'liSltyc7Jn.e oralZ ill1ine w.ro- 
gIi'e Ś/rodO\W,i,ska pałają.c,e nienawiś- 
dą do PoJIski ,Lud'Owej, beiZ p,l1Zes.z- 
kód wydawatne są 00 wieilu lat w 
NRF, I.z.raelu i ill1nych pańJst,wach 
kap,ii1:.alilSityoZll1ych. 
Właś'Ilile autOil'ÓW tyoh i podob- 
nyoh wy&wniCttIW miał na mY'Śli 
,pam PaJles tra , podlkir€Śla.ją.c, że "pi- 
SaJI'\SbwlO emigra.cyme korzysIta z 
iPeltnej wo.llJ1o,ścIi słowa". Nie za- 
1P:r:
ccza.my temu, do,dając tylko 
- "brud'I1ego słOlWa". 
W. Zieliński.