Głos Uczelni : pismo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika R. 8=24 nr 5 (1999)

\ 
..Rok VIII (XXIV). nr 5 (łS9) 
Maj 1999 r. 
Cena 3 zł \ 
ISSN 1230-9..7łO 
C lłl 11 
l T ł
 lłSY'I'I
'I'(J 
'Oł
'.Jl' l'Olłl
lłNII' 
. 

 
-. .... ,'I, .. 'o' 
.1.. ... '..' 
, .
' " 
"r r ł , .:' 
, - 1,1 I, 
. . I .' ." 

 . ..... .. 
- . 
f 
."="- \: 
- ." 
e 
-. 1. 00. "-. . 
"- .'. 
e, 4 
.. .. .. . . 
.. '- . .. 
.- .. lO ..... . 
, - . . 
, \ 
I"" ,. ..
: 
, I ' . .."" 
I 
 - .
: 
e.. 
.,., "' \ .' '\ ' ..... 
Ił'" \, ;.... \ 
, \ .r ,.._-.. . 
.. ," .. 
lo. lO .... 
e- 
I - 
.... 
..., , e. . 
., 
" 
, f' 
. 
. .... \.." 
..... 
. , f- ... - 
.... 
. , -. 
. \
.. 
, 
. 
.. 
f, ., 
...... f 
 
.... . 
, ... 
, . 
. 
, . 
! , 
l- 
. . 
I I 
 
 .. , 
. . 
I 1111 . I . . I , 
.. . 
I t t · . . . 
f
>>>
..r 


EH4LIA 
ł
 
..
. 
.. Ou 
:T.",,, 'I. 


... 


....- 


I l" I 
I 
...;. 


.... 


I
'\ 


'" 


::\ 


..;' . 


.. 


. 


) 
 
4- · 


- 


I ł 


" 


\. \ 


- ')...- 


\ 


I I 


-'t.... 
_. 


- L .
..:. 


I 
II l ____ 
.-----/ . 
- .. W-.- 


 .ł J 


f 


. 
,.1 
l-ł 



 


.,-' 


r 


} 


...,...,......... 
-- 


. 
 ' 
, 1 


.'
. 


:.. y 

 


,. 


.f. 
A-' 


.. 


.
 , 


-:, ".
 '. 


, 


} 


, ,. 
o, 



 
, ,....... 


- 


,.
:/.- '1-'.' , 


- . 


-.... 


. ; 


. 


'- 


I'ł 
" 


. .... 


., 

 


" 



 


.....- 
.........'-:;. . 
-_:.
- . 
I t . . . 
:'\ "I 
J Ił, 
.... I 
( al . I 
--3 ,I 


" 


.. , 


l' 


- 
1 
., \ 


:.Ą' 


.., 


.0-1 


\
. 


\ 


l 


" 


, 
, 


. 


. 


. 


f' 



'
 


ł . 


yA
 . 
. 
 v . 
. O
S
$ S
 
r 


'- -.ł.:. 
 


, . . 


r, I 
. 
.1 ' i 
\- 
.,... 
ł 
. 
r 


J 
..,....
 
'''. 
I 


.. "-,. ' 


ił 

 


lo 
Ol.." 
L

' 



 . 
. .... j 
.... ,"" 
. I 
-.-,. . 


-{ 
'IoL, 


'P" 




 - 


. ." ,f./ 
.
. -)j. 
. I 


'- 



 
-. I ' 


- 

 


- 


" . 


\ 

 


.li 


\.' .j,!" 


. .' 
. c 


. 
,.. 


.'. ... 


. I I 


. 
I 


.r 
, . 


/[1 , 


, .. 
,
 ' 
ł-:1 
. . .'1
 
.I .'" 


t- 


.. 


..
>>>
O wprowadzeniu nowych technologii informatycznych w UMK sygnalizowano wielo- 
krotnie na łamach "Głosu Uczelni". M.in, w numerze 4/99 GU A. Jakubowski 
omówił działalno

 Rady Informatycznej - organu opiniodawczo-doradczego Re- 
ktora UMK - funkcjonującej od 1996 r, Jednym z elementów działalno
ci Rady 
Informatycznej była próba uregulowania skomplikowanych spraw związanych z formal- 
no-organizacyjnym funkcjonowaniem sieci komputerowych w UMK. Konkretnym tego 
efektem było opracowanie przez Radę Informatyczną Regulaminu Sieci Komputerowej 
UMK. Regulamin ten, zatwierdzony przez JM Rektora, wszedł w życie z dniem 15 lutego 
1999 r. Wiele przyczyn złożyło się na jego powstanie. O niektórych z nich oraz 
o szczegółowych rozwiązaniach wniesionych przez Regulamin mówi niniejszy artykuł. 


Jerzy Zenkiewicz 


lJ
UiJ
f@ 
 [f(;@M(IDjoo
UiJW 


II 


.. 
, 


Od układu lampowego do super- 
szybkiego procesora 
Początki komputeryzacji w UMK siegają 
lat 60., kiedy pojawił sie na Uczelni komputer 
ODRA serii 1000, którego cześć elementów 
procesora zbudowana była na układach lam- 
powych. Kolejną rodziną komputerów na 
Uczelni były od połowy lat 70. zestawy serii 
RIAD, znacznie nowocześniejsze i szybciej 
liczące. Niemniej gdy porównujemy gabaryty 
niektórych ich elementów, aż nie chce sie 
wierzyć, że blok zewnetrznej pamieci fer- 
rytowej o pojemności 256 Kb/s ówczesnego 
RIADA-32 trzeba było transportować samo- 
chodem cieżarowym. Wielodostepne kompu- 
tery z lat 70. i 80. charakteryzowały sie tym, 
że zadania przeznaczone do obliczeń realizo- 
wane były w systemie kolejek. Złożony był 
proces ich zarządzania, a na wyniki obliczeń 
trzeba było czekać czesto po kilka dni. Nie 
bedzie przesadą stwierdzenie, że używanie 
komputera było wówczas pewnego rodzaju 
przywilejem, z którego korzystała określona 
grupa osób, a reguły dostepu były ściśle 
zdefiniowane. 
W drugiej połowie lat 80. nastepuje błys- 
kawiczny rozwój technologii komputerów 
osobistych, zwanych potocznie PC (Personal 
Computer). Użytkownicy odchodzą od sztyw- 
nych, wielodostepnych komputerów central- 
nych i starają sie rozwiązywać swoje prob- 
lemy na własnych komputerach PC. Są pana- 
mi sytuacji, ale oczywiście w obrebie swojego 
komputera. Okazało sie to niewystarczające. 
Zaczeto wiec komputery PC łączyć w grupy 
w danej instytucji (instytut, wydział). Nastep- 
nie wykorzystując coraz nowocześniejsze ka- 
nały transmisji danych (łącza analogowe, 
cyfrowe, radiowe, satelitarne) - grupy te 
zaczeto łączyć miedzy sobą. Powstała okreś- 
lona struktura informatyczna zwana siecią 
komputerową. Terytorialnie były tworzone 
sieci: lokalne (LAN - Local Area Network), 
miejskie (MAN - Metropolitan Area Net- 
work), rozległe o zasiegu krajowym (W AN 
- Wide Area Network) i globalnym (GAN 
- Global Area Network). 
Korzystanie z zasobów zlokalizowanych 
na indywidualnych komputerach stało sie 
możliwe dzieki określonym "regułom gry" 
w sieci. Ich podstawe stanowią tzw. protokoły 
sieciowe i systemy zarządzania. Z ogólnego 


- maj 1999 


"chaosu" kilku głównych protokołów siecio- 
wych (X.25, SNA, DEC, IP) krzepnie domi- 
nujący obecnie w świecie protokół IP (Inter- 
net Protocol), którego podstawowe założenia 
powstały w USA przy konstrukcji sieci AR- 
PANET. Protokół IP stał sie filarem dla 
znanego nam obecnie Internetu - sieci o zasie- 
gu globalnym. W odróżnieniu od innych 
sieci/protokołów sieciowych, których struk- 
tury mają zazwyczaj charakter zamkniety i są 
łatwiejsze do zarządzania - Internet jest sys- 
temem sieciowym typu otwartego. Tworzą go 
ludzie, programy, protokoły i sprzet kom- 
puterowo-telekomunikcyjny. Nie jest włas- 
nością jakiejkolwiek instytucji czy rządu. 
"Demokratyczny" charakter Internetu sprzy- 
jał w pierwszej jego fazie powstawania nieby- 
wale szybkiemu rozwojowi (koniec lat osiem- 
dziesiątych i początek lat dziewięćdziesią- 
tych). Z chwilą rozpoczecia wykorzystywania 
Internetu w skali masowej w badaniach nau- 
kowych, dydaktyce i szeroko rozumianej gos- 
podarce - wystąpiły m.in. problemy w szyb- 
kości jego działania, niezawodności, bezpie- 
czeństwa, administrowania, finansowania 
i zarządzania. Rozwiązywanie tych proble- 
mów jest powa:żnym zadaniem dla administ- 
ratorów sieci i zarządzających. 


UMK nie jest wyspą 


Przy finansowym wsparciu Komitetu Ba- 
dań Naukowych nastąpił dynamiczny proces 
budowy sieci lokalnych w jednostkach or- 
ganizacyjnych Uczelni (wydziały, instytuty, 
pozostałe jednostki) oraz budowa miejskiej 
sieci światłowodowej TORMAN. Spowodo- 
wało to bardzo szybki wzrost liczby użytkow- . 
ników sieci komputerowej UMK. Szacuje sie, 
i:ż z sieci tej korzysta obecnie ok. 6000 
użytkowników. Uczelniana sieć komputero- 
wa oferuje swe usługi, udostepniając m.in. 
takie serwery, jak: Email, FrP, DNS, 
W3CACHE, ALEX, X.500, WWW, NEWS, 
LISTSERV oraz SUN ENTERPRISE 6000. 
Z utrzymaniem sieci uczelnianej wią:że 
sie szereg problemów. Wymienie tu tylko 
kilka zasadniczych, jak: administrowanie sie- 
ciami lokalnymi i strukturą ogólnouniwer- 
sytecką, zasady przydzielania kont, utrzyma- 
nie serwerów w jednostkach podstawowych 


Dokończenie na Sir. 10 


I W num erze: 
ROZMOWY 


I 


Nowoczesny plastyk 
Rozmowa z ad. Witoldem Chmielewskim. . . 6-7 
SandRa z Małego Lwa 
Rozmowa z Sandrą Ełoką. . . . . . . . . . . . 12 
Przyjęto mnie dobrze 
Rozmowa zJeleną Vetrenko . . . . . . . . . . 20 


CYKLE 


Kolejne przybliżenie 
Zapiski z Alei Szucha (21). ............9 
Zagrożenie i naruszenie renomy uczelni (II) . . 13 


P-:Z 'ĄD 


Nowi profesorowie. . . . . . . . . . . . . . . . . 7 
Zarządzanie sieciami lokalnymi na UMK . . . . 11 
Granty UMK '99 . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 
Konkurs wiedzy o ekonomii i gospodarce. . . 21 
O Biblii, szatanie i Manueli Gretkowskiej . . 22-23 
Ze sportu .....................27 


STUDIA I STUDENCI 


Kredytowe roztargnienie . . . . . . . . . . . . . 21 
Debety na kontach? . . . . . . . . .. .. .22-23 
Piwo, kobiety i deszcz. . . . . . . . . . . . . . 25 


KULTURA 


Melomani strajkują? . . . . . . . . . . . . . . . 14 
Chór chórów. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 14 
Obrazy Gerda Finkla . . . . . . . . . . . . . . . 15 
Europesymizm. . . . . . . . . . . . . . . . . 16-17 
Pastelowe pejzaże Joanny Strzeleckiej. . . . . 17 


FELIETONY 


A. Zybertowicz, Zagubieni uczeni. . . . . . . . 28 
Kronikarz, Wystarczy być 
(nie tylko w Ameryce) . . . . . . . . . . . . . . 28 
M. Filar, Wiosna, Panie Profesorze! . . . . . . 29 


POLEMIKI 


Dystrybucja i promocja dzisiaj . . . . . . . . . . 23 
Jak było. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24 


GIMNAZETKA. . 


..26 


Zespół redakcyjny: Jan Bełkot 
(redaktor naczelny), Kinga Nenie- 
re-Czachowska (sekretaJZ redak- 
cji), Wojciech Streich (zasł
pca re. 
daktora naczelncgo). 
StaJc współpracują: Magdalena Cynk, Marian Filar, 
Piotr Kurek, Tadeusz Marciniak. Stefan Melkowski, 
Maciej Mikolajewski, Justyna Mony, Szymon Wij. 
niewski. 


0GmrJ 
UCZElni 


Adres redakcji: 87-100 Toruń, ul. Gagarina II. pak. 408. 
tcl. 61-14-289. tclJfax 61-14-216. 
Skład i łamanie: Wit-Graf, ul. Kokiuszki 3313S. 
87-101 Toruń. 
Druk: ZP UMK. 
Redakcja lJJS'ruga sobie prawo skracania i adiw"acji 
lelcs,ów. 
Ogłoszenia: Ogłoszenia wymiarowc - I,S zł za cm'. 
Dla osób związanych z UMK - SO% znifki. Za lrelć 
oglosull odpowiada zleceniodawca. 
c-mail: glos-umk@cc.uni.torun.pl 



 UCZElni 3 


-
>>>
Z IpDsiiedzelniia Selnallu I 


Posiedzenie w dniu 27.04. rozpoczęło się od wręczenia nominacji 
i gratulacji. Mianowania na stanowisko profesora nadzwyczajnego z rąk 
rektora prof. A. Jamlołkowsklego otrzymali profesorowie: Bogusław 
Buszewski i Gerhard Rychlickl (Wydział Chemii) oraz Marian Bybluk 
z (Wydziału Humanistycznego). 
W ramach komunikatów JM Rektor poinformował o wynikach 
wyborów prorektorów, a także o wpłynięciu dokumentu z KBN poświad- 
czającego przyznanie 8 mln zł (na rok 1999 i 2(00) na budowę nowego 
gmachu Wydziału Prawa i Administracji. Na 1.10. br. gotowych ma już 
być 5 sal na 300-350 studentów każda. Rektor poprosił dziekanów 
o wskazanie osób, które wyróżniły się w zakresie działalności or- 
ganizacyjnej. Rektor podał też nieoficjalne (ale wiarygodne) dane na 
temat środków zagwarantowanych na działalność statutową, zakup 
czasopism. utrzymanie sieci TORMAN. Powiedział również, że według 
Ministerstwa Finansów uczelnie zaliczane są do sektora finansów 
publicznych, a więc ich przychody trzeba traktować jako finanse 
publiczne, co powoduje konieczność przestrzegania procedur obowiązu- 
jących przy wydatkowaniu środków publicznych. 
Prof. A. Jamiołkowski nawiązał także do przygotowań do wizyty 
papieża Jana Pawła II, informując, że 7.06. będzie na UMK dniem 
wolnym od pracy. Podkreślił, że z niesmakiem obserwuje zjawisko 
wykorzystywania wizyty Ojca Świętego przez niektóre osoby do roz- 
grywania własnych spraw. Przedstawił także nową, nie w pełni jeszcze 
oficjalną kategoryzację KBN: Wydział Chemii - I, Instytut Fizyki - 2, 
Katedra Metod Komputerowych - 2, Centrum Astronomii - 3, Wydzial 
Matematyki - I, Wydział BiNoZ - 2, Wydział Humanistyczny - 2, 
Wydzial Nauk Ekonomicznych i Zarządzania - 2, Wydział Nauk 
Historycznych - I, Wydzial Prawa i Administracji - 2, Wydzial Sztuk 
Pięknych - I. 
Senatorowie zaopiniowali pozytywnie wniosek Rady Wydziału 
Humanistycznego o mianowanie dr hab. Krystyny Szafraniec na 
stanowisko profesora nadzwyczajnego w UMK i podobny wniosek Rady 
Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania dotyczący dr. hab. 
Mirosława HalTera. 
W ramach cyklu sprawozdań dziekańskich, działalność Wydziału 
Prawa i Administracji w mijającej kadencji podsumował dziekan prof. 
Grzegorz Goździewicz. Podkreślił, że do jego priorytetów należało 


porządkowanie i stabilizowanie programu studiów - wprowadzono m.in. 
cztery usystematyzowane przedmiotowe bloki specjalizacyjne, umoż- 
liwiające studentom wybór oferty do studiowania z 29 szczegółowych 
dyscyplin prawniczych. Na I pracownika przypada 90 studentów, ale 
mimo tego jakość studiów wzrasta. Polityka rozwoju Wydziału nie 
zakłada znacznego zwiększenia naboru na studia, uruchomiono studia 
doktoranckie, działa wiele studiów podyplomowych. W 1998 r. Wydział 
pozyskał 8,5 mln zł na rzecz całego Uniwersytetu, 1/3 środków włożył 
w budowę nowego gmachu. W bardzo żywej dyskusji senatorowie 
poruszali m.in. problem inflacji dyplomu prawnika, publikacji poza 
Wydawnictwem UMK, kategoryzacji KBN, niedociążenia dydaktycz- 
nego młodych pracowników, powołania dziennych studiów na kierunku 
administracja, połączenia bibliotek zakładowych. 
Jednogłośnie zatwierdzono przekształcenie Instytutu Filologii Pol- 
skiej w Instytut Języka Polskiego oraz Instytut Literatury Polskiej na 
Wydziale Humanistycznym, a także przekształcenie Zakładu Historii 
Sztuki i Kultury w Katedrę Historii Sztuki i Kultury na Wydziale Nauk 
Historycznych. 
Rektor prof. A. Jamiołkowski poinformował również o regulacji 
płac zasadniczych na UMK. Średnia płaca prof. zw. wynosi obecnie 2665 
zł, prof. nadzw. (z tytułem naukowym) - 2496, prof. nadzw. (dr hab.) 
- 2137 zł, docenta - 2073 zł, adiunkta (dr hab.) - 1907 zł, adiunkta (dr) 
- 1392 zł, asystenta - 1188 zł. Wysokość podwyżki na poszczególnych 
wydziałach różni się, bo dziekani stosowali różną politykę - jedni 
preferowali stanowiska profesorskie, inni asystenckie lub inne. Dlatego 
podwyżka pensji prof. zw. na UMK waha się od 100 do 205 zł, prof. 
nadzw. (z tytułem) - 100-192 zł, prof. (dr hab.) - 100-161 zł, docenta 
- 89-146 zł, adiunkta (dr hab.) - 93-148 zł, adiunkta (dr) - 87-111 zł, 
asystenta-72-IOI zł. Rektor zwrócił uwagę na fakt, iż realnie wypłacane 
środki są znacznie wyższe. Podwyżka pensji nienauczycieli wynosi 
średnio - u obsługi - 55 zł, u pozostałych pracowników (bez kierow- 
ników) - 86 zł. u kierowników - 170 zł. Przeciętna płaca pracowników 
administracji wynosi 1338 zł, pracowników naukowo-technicznych 
- 1288 zł, pracowników bibliotecznych - 1145 zł, pracowników stołówek 
- 893 zł. Średnia płaca po regulacji (bez nauczycieli akademickich) 
wynosi 1028 zł. 
W wolnych wnioskach zaproponowano zamontowanie fontanny 
w basenie na Bielanach (w ramach przygotowań do wizyty Papieża). . 
Prorektor prof. W. Popławski zdementował pogłoskę o tym, że 6 czerwca 
studenci będą musieli opuścić akademiki. Jak stwierdził, mogą w nich 
mieszkać do końca czerwca. 


(cz) 


IKIR(OINIIIK/A IRIEIKTOIRSIK/A I 


19.04.1999 r. - Prorektor prof. S. Chwirot uczestniczył w otwarciu 
konferencji "Polska filozofia wobec encykliki Fide.f er ralio", zor- 
ganizowanej przez Instytut Filozofii UMK oraz Wyższe Seminarium 
Duchowne w Toruniu. . 19.04. - JM Rektor prof. A. Jamiołkowski 
spotkał się z JM Rektorem KUL-u, prof. A. Szostkiem. który na 
wspomnianej konferencji wygłosił referat pt. ,,Jana Pawła II wizja 
chrześcijańskiej Europy". - 19.04. - Rektorzy spotkali się z dziekanami 
wydziałów. Podczas spotkania dyskutowano m.in. na temat podsumowa- 
nia regulacji płac oraz obsadzenia stanowiska dyrektora Biblioteki UMK. 
. 21.04. - Prorektor prof. S. Chwirot spotkał się w Warszawie z prof. 
M. Grabskim, prezesem Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. . 23.04. 
- JM Rektor prof. A, Jamiołkowski. prorektor prof. S, Chwirot oraz 
prorektor prof. W. Popławski spotkali się z delegacją Uniwersytetu 
w Ankarze, której przewodniczył rektor prof. G. Akbay. . 23.04. 
- Prorektor prof. M. J. Stankiewicz uczestniczył w uroczystościach 
z okazji lO-lecia działalności Ośrodka Polskiego Komitetu Współpracy 
z Alliance Fran
aise w UMK. . 24.04. - JM Rektor prof. A. Jamiołkow- 
ski spotkał się z Ambasadorem Francji Benoitem d' Aboville, który 
przebywał w Toruniu w związku z uroczystością W-lecia Ośrodka 
Alliance Fran
aise UMK.- 24.04.- Prorektor prof. W. Popławski wziął 
udział w kolejnym Koncercie Uniwersyteckim, podczas którego wykład 
nt. "Kopia, replika. naśladownictwo" wygłosił prof. dr J. Flik. dyrektor 
Instytutu Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa. . 26.04. - Rektorzy 
uczestniczyli w wyborach prorektorów na kadencję 1999-2002. - 27.04. 


- Prorektor prof. M. J, Stankiewicz wziął udział na Wydziale Prawa 
i Administracji w uroczystości wreczenia księgi pamiątkowej prof. 
Eugeniuszowi Ochendowskiemu. . 28.04. - Prorektor prof. S. Chwirot 
uczestniczył w Książnicy Miejskiej w spotkaniu promującym wydanie 
płyty CD o UMK, mieście i biznesie lokalnym. . 29.04. - JM Rektor prof. 
A. Jamiołkowski spotkał się w Warszawie z prof. A. Wiszniewskim. 
przewodniczącym Komitetu Badań Naukowych. . 30.04. - Prorektor 
prof. S. Chwirot przewodniczył w Poznaniu kolejnemu posiedzeniu 
Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej. . 3.05. - Prorektor prof. M. J. 
Stankiewicz wziął udział w uroczystościach z okazji Narodowego Święta 
Konstytucji 3-Maja, zorganizowanych przez Marszałka Województwa 
Kujawsko-Pomorskiego, Prezydenta Miasta Torunia i Dowódcę Gar- 
nizonu Toruń. . 5.05. - Prorektor prof. W. Popławski spotkał sie ze 
studentami Samorządu Studenckiego Getyngi, którzy przyjechali do 
UMK na Juwenalia '99. . 6-8.05. - JM Rektor prof. A, Jamiołkowski 
przebywał na Uniwersytecie w Oldenburgu, który 7 maja br. obchodził 
jubileusz 25-lecia. . 5-9.05. - Prorektor prof. S. Chwirot wziął udział 
w konferencji w Fontainebleau we Francji, której organizatorem był 
CASE - Zespół ds. Rozwoju i Wsparcia Edukacji. Uczestnikami 
konferencji byli przedstawiciele władz zarządzających uczelniami z Eu- 
ropy oraz Ameryki Północnej.. 6-8.05. - Prorektor prof. W. Popławski 
uczestniczył w Juwenaliach '99. .7.05. - Prorektor prof. R. Laszewski 
wziął udział w Poznaniu w uroczystości 80-lecia Uniwersytetu im. 
Adama Mickiewicza. . 8.05. - Prorektor prof. M. J. Stankiewicz 
uczestniczył w miejskiej uroczystości z okazji 54. rocznicy zakończenia 
II wojny światowej. . 8.05. - Prorektor prof. R. Laszewski wziął udział 
w jubileuszowym koncercie Chóru AkademickiegD UMK, który ob- 
chodził 20-lecie swojej działalności. 


4 [r[fJl UCZElni 


maj 1999- 


-
>>>
OtwIfC
e CentnJmm Stud
6w K
M
 sldch 
- fT1 I 


. -t 



. 


.-' 


!4 


'. .......'" 


-' 


.... 
.. 



 


"';. 


Na Wydziale Humanistycznym (Collcgium Maius, pok. 9) otwarto I 1.05. Centrum Studiów 
Kanadyjskich przy UMK. Placówka docelowo slużyć ma mieszkańcom miasta, zapewniając dostęp 
do biblioteki oraz bieżących informacji na temat Kanady. Pomocna będzie przede wszystkim 
studentom. którzy wybrali specjalizację z literatury kanadyjskiej albo uczestniczą w seminarium 
magisterskim z tego zakresu. Bibliotcka posiada księgozbiór (4 tys. woluminów) obejmujący 
przcdc wszystkim dzieła z zakrcsu literatury kanadyjskiej i ogólne opracowania na temat Kanady. 
W uroczystym otwarciu Centrum wziął udział m.in. ambasador Kanady Serge April, a wykład 
inauguracyjny wygłosiła prof. Nancy Burke, która prowadzi Centrum Studiów Kanadyjskich przy 
Uniwersytecie Warszawskim. Podobne centra działają jeszcze przy uniwersytetach w Krakowie 
i Łodzi. 
Na zdjęciu: amb. S. April (z prawej) przekazuje rektorowi prof. A. Jamiołkowskiemu 
czek z przeznaczeniem dla Centrum. W środku: prof. A. Szwedek, kierownik Katedry 
Filologii An
ielskiej. 


W kilku zd ni ch 


Prof. Urszula Żegleń z Instytutu Filozofii 
i prof. .)iotr "libner z Instytutu Socjologii weszli 
w skład Komitctu Naukoznawstwa przy Prezy- 
dium PAN. Profesorowie: Stanisław Bałcerzyk. 
Lech Górnicwicz, Daniel Simson i Andrzej 
Skowroński z Wydzialu Matematyki i Informaty- 
ki weszli w skład Komitetu Matematyki PAN. 
Prof. Stanisław Alexandrowiez wszedł w skład 
Komitetu Historii Nauki i Techniki PAN. Prof. 
Jacek Staszewski został przewodniczącym Sekcji 
Historii w KBN. 


. . . 


Prof. Barbara Chwirot, kierownik IntenJys- 
cyplinarnego Zespolu Optycznych Metod Wczes- 
nego Wykrywania Nowotworów, otrzymała ..Feli- 
ksa" - nagrodę lokalnego dodatku "Gazety Wybo- 
rczej", przyznawami corocznie osobom dzialają- 
cym na rzecz regionu. Gratulujemy! 


Prof. W. Iwanowska 
nie żyje 


16.05. po krótkiej chorobie, w wieku 
94 lat, zmarła prof. Wilhelmina Iwanow- 
ska, wybitny astronom, doktor honoris 
causa UMK i honorowy obywatel Toru- 
nia. Msza św. żałobna odbyła się 21. 05. 
w kościele NMI', a pogrzeb - na cmen- 
tarzu św. Jerzego. Szerzej D Pani I)rofesor 
napiszemy w czerwcowym numerze GU. 


- maj 1999 


---- 


Fot. A. Skowroński 


. . . 


Prof. Andrzej Skowroński z Wydziału Mate- 
matyki i Informatyki otrzymał trzyletnie subsy- 
dium w tegorocznej edycji konkursu Fundacji na 
rzecz Nauki Polskiej "Subsydia dla uczonych", 
w dziedzinie nauk ścisłych. 


. . . 


27.04. z okazji jubileuszu 40-lecia pracy nau- 
kowej prof. Eugeniusz Ochendowski z Wydziału 
Prawa i Administracji otrzymał księgę pamiąt- 
kową od swoich przyjaciół i współpracowników. 
Redakcja GU dołącza się do gratulacji. 


Nowi dziekani 


Od I września dziekanem Wydziału Che- 
mii będzie prof. Józef Ceynowa, Wydziału 
Fizyki i Astronomii - nadal prof. Franciszek 
Rozpłoch. Wydziału Filologicznego - dr hab. 
Adam Bednarek. Humanistycznego - pono- 
wnie prof. Ryszard Borowicz, Wydziału 
Matematyki i Informatyki - prof. Adam 
Jakubowski, Wydziału Nauk Ekonomicz- 
nych i Zarządzania - nadal prof. Jerzy W, 
Wiśniewski. Wydziału Nauk Historycznych 
- prof. Andrzej Radzimiński, Wydziału Pra- 
wa i Administracji - prof. Zbigniew Witkow- 
ski, Wydziału Sztuk Picknych - ponownie 
prof. Romuald Drzewieeki. 
W chwili zamykania numeru GU, Wy- 
dział Biologii i Nauk o Ziemi nie wybrał 
jeszcze nowego dziekana (w pierwszych wy- 
borach żaden z kandydatów nie uzyskał wy- 
maganej liczby głosów). 


(cz) 


Udana 
promocja 


28 maja odbyła się promocja multimedia- 
lnego wydawnictwa ,.Uniwersytet Mikołaja 
Kopernika - Album Torunia", wydanego 
z inicjatywy UMK przez toruńską firmę AS- 
COMP i katowicką IBL Do Książnicy Miejs- 
kiej, która gościła uczestników spotkania, 
zaproszono m.in. dziennikarzy, przedstawi- 
cieli władz miasta, województwa. sejmiku 
i Uniwersytetu, a także reprezentantów biz- 
nesu. Dzięki Telekomunikacji Polskiej na 
specjalnym telebimie gościom zaprezentowa- 
no ciekawsze fragmenty każdej z trzech czę- 
ści CD: UMK, albumu Torunia oraz tzw. 
liderów regionu, czyli sponsorów. Reakcje 
uczestników wskazywały na to, że przygoto- 
wany wielkim wysiłkiem krążek przypadł im 
do gustu. Wino serwował jeden z liderów 
- Vinpol. Tuż po promocji płyta trafiła do 
ksiegarń. Kosztuje 40 zł. 


(ez) 


Delegacja 
z Ankary 


W kwietniu gościła w Toruniu 
delegacja Uniwersytetu w Anka- 
rze, z którym UMK zawarł urnowe 
o współpracy. Prof. Glinal Akbay, 
rektor tureckiej uczelni, prof. Ya- 
vuz Okan, sekretarz generalny 
i prof. Semra Kurucu, koordynator 
współpracy z zagranicą, spotkali 
sie z władzami UMK, odwiedzili 
też wydziały: BiNoZ, Humanisty- 
czny i Nauk Historycznych. 
Na zdjęciu: rektor Glinal 
Akbay (z prawe.i) w towarzyst- 
wie rektora-elekta UMK prof. 
Jana Kopcewicza. 


Fot. A. Dauksza-Wiśniewska 


I 
 ! . 
. 
.J ,i "... ..;
 . i.. . 
.\ l i 
,
.- 

 h l'. : 

. . c

 ___ t ! 
... , 
" ł .. , ::.-. 
; .. 
"f \tt ; '..!\ 
-
 ; 
1. I; , 
,. 


1 
" 


,':-" 


:.« 


Rn] UCZElni 5
>>>
- Jak powstawał Zakład Plastyki Inter- 
medialnej? 
- To długa historia. Trzeba wspomnieć 
o dwóch poprzednich postaciach naszego za- 
kładu: w chwili powstania Wydziału, po woj- 
nie, najpierw działał on jako Zakład Architek- 
tury Wnętrz pod znakomitym kierownictwem 
prof. Stefana Narębskiego. W drugiej fazie, 
w latach sześćdziesiątych, zmienił nazwę na 
Zakład Kształtowania Form Plastycznych, któ- 
ry utrzymał nadal częściowo funkcję kształ- 
towania wnętrz. Zakładem kierował wówczas 
prof. Józef Kozłowski. Pojawiać sie zaczeły 
nowe zagadnienia: podstawy kompozycji, stru- 
ktury wizualne, oprawa plastyczna widowisk, 
elementy scenografii, działania i akcje plas- 


,",- 

 


pracę w tych wszystkich firmach i studiach 
reklamy. w studiach telewizyjnych, które 
zajmują się oddziaływaniem na społeczeń- 
stwo poprzez wizualne techniki multime- 
dialne, i wpływali pozytywnie i profes- 
jonalnie na tworzone tam produkcje: wy- 
dawnictwa, filmy wideo, gry i różnego 
typu encyklopedie multimedialne czy re- 
klamy. Oczekujemy też od nich samo- 
dzielnej aktywności w obszarze współ- 
czesnych, eksperymentalnych sztuk multi- 
medialnych. 
- Pański Zakład składa się z pięciu 
pracowni, Proszę nam je przybliżyć. 
- Wszystkie nasze pracownie znajdują 
się w bardzo pięknym Pałacu Dąmbskich 


.
 


C ozmowa Z ad. II st. Witoldem CHMIELEWSKIM ] 
kierownikiem Zakładu Plastyki Intermedialnej 
Wydziału Sztuk Pięknych 


tyczne, pokazy audiowizualne oraz pierwsze 
próby rejestracji wideo. Zakładem o takim 
nowoczesnym profilu przez wiele lat kierował 
obecny dziekan naszego Wydziału, prof. Ro- 
muald Drzewiecki. W roku 1996 nastąpiła 
kolejna zmiana profilu i nazwy - powstał 
Zakład Plastyki Intermedialnej. Kieruje tym 
zakładem od stycznia 1998 roku i w tym czasie 
postanowiliśmy radykalnie unowocześnić na- 
szą formułę, uruchamiając nową specjalność 
i Pracownię Multimediów. 
- Co spowodowało, że w tak stosunkowo 
krótkim czasie powstała ta nowoczesna jed- 
nostka? 
- Rzeczywiście, stało się to bardzo szybko 
- ale do tego aktu dojrzewaliśmy całymi latami. 
W naszym zakładzie zawsze dużo i intensyw- 
nie się eksperymentowało, szukało nowych 
form aktywności artystycznej. W tej sytuacji 
stwierdziliśmy, że tym bardziej nie możemy 
być obojętni na najnowsze środki przekazu 
i wyrazu artystycznego, jakimi są multimedia, 
które zalały nas dosłownie w ostatnich latach. 
Powiedzieliśmy sobie, że skoro tak duża jest 
nadal siła oddziaływania obrazu - a przecież 
zajmujemy się sztukami wizualnymi - który 
dociera do prawie każdego człowieka poprzez 
prasę, fotografie, film, telewizje, programy 
i gry komputerowe, Internet, CD-ROM i DVD 
- to nie możemy być na to obojętni. Musimy 
zacząć przygotowywać naszych studentów 
w tym kierunku - a zainteresowanie jest ogro- 
mne. 
- Myślę, że decyzja zapadła w odpowied- 
nim momencie, a że jest to potrzebne, widać 
na co dzień, gdy obserwuje się całe zastępy 
niefachowców próbujących swoich sił w róż- 
nego typu mediach. Efekty są często opłaka- 
ne. 
- Tak, to prawda. Zwłaszcza my, profes- 
jonalni plastycy, wyczuleni na obraz, zauważa- 
my to szczególnie wyraźnie i często jesteśmy 
zbulwersowani tym, co próbuje się sprzedawać 
pod hasłem multimediów. Szczególnie mło- 
dzież jest narażona na komakt z tandetą i ki- 
czem, np. tandetna plastyka gier komputero- 
wych, ale także cała reszta społeczeństwa, 
oglądająca reklamy w telewizji i na bill-boar- 
dach. Chcemy, aby nasi absolwenci znaleźli 


przy ulicy Żeglarskiej 8. Odbywają się w nich 
zajecia specjalistyczne i w każdej z nich można 
realizować dyplom artystyczny. I tak: w Pra- 
cowni Witrażu - ma ona już 30 lat! - studenci 
poznają tajniki witrażu, ich projektowanie, 
technologie i realizacje warsztatowe oraz eks- 
perymentalne; w Pracowni Fotografii - zasady 
sztuki i zawiłości techniki fotografii czarno- 
białej; w Pracowni Barwy, Światła i Przestrzeni 
- podstawy komponowania i kreowania struk- 
tur wizualnych; w Pracowni Działań Plastycz- 
nych - podstawy kształtowania przestrzeni, 
wystawiennictwo, oprawe plastyczną wido- 
wisk i scenografie, działania plastyczne i para- 
teatralne, happening, perfonnance, environ- 
ment, foto- i wideoinstalacje, prezentacje au- 
diowizualne, różnego rodzaju działania wielo- 
i intermedialne na pograniczu sztuk wizual- 
nych i innych dziedzin sztuki oraz nauki. 
Wreszcie, w Pracowni Multimediów studenci 
uczą się pracy w studiu audiowizualnym, pra- 
cowni komputerowej, studiu wideo i montażu 
cyfrowego. Uczymy tu grafiki i animacji kom- 
puterowej, oraz zaawansowanego programo- 
wania komputerowego na CD-ROM-ach, np. 
Scala, Director. Podczas realizacji wideo nasi 
adepci muszą nauczyć się pracy z kamerą, 
a także realizacji dźwięku i montażu filmów 
wideo. Oczywiście korzystamy także szeroko 
z Internetu oraz nowoczesnego zapisu naszych 
dokonań na dyskach CD-ROM i - niebawem 
- na DVD. 
- Ilu studentów wybrało specjalność 
multimedialną? 
- Na naszą specjalność przyjmujemy 12 
osób na jeden rok - sądzę, że jednak w miare 
rozwoju Zakładu uda nam się te liczbe zwięk- 
szyć. W chwili obecnej mamy na piątym roku 
pierwszych 3 dyplomantów, a na czwartym 
roku do dyplomów przygotowuje się już 11 
studentów. 
- Planują Państwo otwarcie nowego kie- 
runku o nazwie komunikacja multimedial- 
na. Kiedy to się stanie? 
- Jest to odpowiedź na rosnące zaintereso- 
wanie tymi studiami. Programy są już gotowe 
i zatwierdzone przez Radę Wyższego Szkolnic- 
twa Artystycznego, czekamy na pozytywną 
opinie Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. 


.'. ,.'t.. 


.
' . 



, 


. . - - 
.j;; ;., l:"; 
.' 1,'1 (".. -i.; ,-.'I. 

 *At
.... 
:..,
...\
. _-o . 


..{:--:-;.. 


- \' 


.' 


t. 


. ,. 


"'ot. M. Głowacki 


Jeśli Senat UMK to nam też zatwierdzi, to 
myślę, że ruszymy od roku akademickiego 
2000/2001. Dodam, że chcemy również uru- 
chomić dwuletnie studium podyplomowe, któ- 
re w pierwszym etapie będzie adresowane do 
osób z wyższym wykształceniem plastycznym. 
- Powiedział Pan: w pierwszym etapie. 
Czy to oznacza, że plastykę multimedialną 
będą mogli również poznać ludzie spoza 
branży? 
- Myślimy o tym bardzo poważnie. Chce- 
my dać także szanse wszystkim osobom, które 
interesują się i już praktycznie zajmują wizual- 
nymi, cyfrowymi technikami multimedialny- 
mi. Mam tu na myśli wszystkich zaawan- 
sowanych "komputerowców" mających za so- 
bą studia techniczne lub inne "ścisłe". Chcemy 
- obok pogłębiania samych technologii multi- 
medialnych - również rozwijać ich wrażliwość 
plastyczną, co w wielu profesjach jest niezwyk- 
1e potrzebne. 
- Przejdźmy do spraw bardziej przyzie- 
mnych. Wiadomo, że aby realizować tak 
ambitne plany, trzeba mieć doskonałą bazę. 
Jak to się przedstawia w Pańskim Zakła- 
dzie? 
- Mówiąc o bazie dla multimediów, trzeba 
pamiętać, że jest ona bardzo zaawansowana 
technologicznie, bardzo droga i wyjątkowo 
szybko sie starzeje. Obecnie, dzięki życzliwo- 
ści i zrozumieniu władz rektorskich, dziekańs- 
kich i instytutowych, udało nam się zakupić 
sporo bardzo nowoczesnego sprzętu: kompute- 
rów, programów, kamer wideo, cyfrowych 
urządzeń montażowych itp. Jednak do pełnego 
wyposażenia jeszcze nam bardzo, bardzo dale- 
ko. Oceniam, że mamy w tej chwili 1/4 tego, co 
jest nam niezbednie potrzebne. 
- W tej sytuacji trzeba chyba sięgnąć po 
źródła zewnętrzne? 
- Oczywiście, nie wyciągamy wyłącznie 
reki do Uczelni, ale również sami szukamy 
nowych sponsorów. Złożymy, o ile uda nam się 
zdążyć, bardzo ciekawy projekt w ramach 
Europejskiego Piątego Programu Ramowego, 
w części "Multimedia - tworzenie przyjaznego 
społeczeństwa informacyjnego". Złożyliśmy 
i składamy nastepne wnioski o granty z KBN, 
szukamy kontaktów z firmami działającymi na 
rynku multimediów. . c: 
maj 1999- 


I 


6 [rffTł UCZElni
>>>
Nowi profesorowie 


Jest chemikiem, zajmuje sie fizykochemią 
powierzchni i chemią analityczną, a specjalizuje 
sie wekoanalityce, zwłaszcza w metodach sepa- 
racyjnych, tj. chromatografii i technikach jej 
pokrewnych. 
Urodził sie 28.09.1951 r. we Wrocławiu. 
Studia chemiczne ukończył w 1976r. na Uniwer- 
sytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie 
pod kierunkiem słynnego profesora Andrzeja 
Waksmundzkiego, twórcy Lubelskiej Szkoły 
Chromatografii, i jego uczniów - profesorów 
Z. Suprynowicza i E. Soczewińskiego. Doktorat 
w zakresie optymalizacji procesu separacyjnego 
HPLC obronił w 1986 r. w Słowackim Uniwer- 
sytecie Technicznym w Bratysławie, pod kierun- 
kiem prof. D. Bereka i prof. J. Garaja, gdzie 
odbywał studia doktoranckie. Habilitował sie 
w 1992 r. w Bratysławie na podstawie rozprawy 
Chemically bonded pha.
e.
 in chromatographic 
analy.
iJ; prepararion. properries and applica- 
rionJ. Przebywał na stażach naukowych w wielu 
krajach. był stypendystą Fundacji Humboldta, 
a także Fundacji Cradforda. Jako visiting profes- 
sor wykładał m.in. w Japonii, RPA, USA, Fran- 
cji, Niemczech, Anglii, Holandii, Belgii, Rosji 
oraz na Tajwanie. - Całe iycie miałem .
zczękie 
do wielkich profe.wmJw - mówi. 



 - Mówiliśmy o bazie, a na iłe kadrowo są 
Państwo przygotowani do tej pracy? 
-Jeżeli chodzi o Pracownie Multimediów, 
a także pozostałe cztery pracownie, to posiada- 
my w tej chwili już dobry i kompetentny zespół. 
Oprócz kolegów i doświadczonych artystów 
pracujących tu od wielu lat, zatrudniamy od 
roku w Pracowni Multimediów znanego artystę 
wideo-artu, fotografika, operatora i reżysera, 
absolwenta Łódzkiej Szkoły Filmowej prof. 
Wojciecha Bruszewskiego oraz informatyka 
Tomasza Jędrzejczaka i - od kilku dni - tech- 
nika realizacji wideo Michała Baranowskiego. 
Prowadzi też zajęcia muzyk, kompozytor i in- 
formatyk Tomasz Kurjata oraz grafik i pro- 
gramista CD-ROM Marek Thorn. Dodajmy 
jeszcze, że jesteśmy obecnie jedyną placówką 
o takim charakterze wśród polskich uczelni 
artystycznych i wyższych w ogóle. 
- Posiadając tak duże umiejętności i mo- 
żliwości w zakresie tworzenia różnego ro- 
dzaju wydawnictw multimedialnych, mogą 
również Państwo nieźłe "zarobić" na swoje 
utrzymanie, działając na rynku krajowym 
czy wręcz łokalnym.., 
- Staramy się te umiejętności coraz lepiej 
wykorzystywać. Zaistnieliśmy już z powodze- 
niem, współpracując przy tworzeniu informa- 
tora na CD-ROM o UMK i Toruniu oraz 
realizując dwa profesjonalne filmy wideo re- 
klamujące i promujące nasz Uniwersytet. Obe- 
cnie przygotowujemy się do wydania bardzo 
ciekawego multimedialnego wydawnictwa ar- 
tystyczno-naukowego na CD pt. "Między To- 
runiem a Malborkiem", zawierającego unikal- 
ne materiały archiwalne - m.in. niemiecki 
kolorowy film dokumentalny z 1943 roku 
o Toruniu i Malborku. Będzie ono opracowane 
w języku polskim i niemieckim, zawierać 
będzie także dużo wspaniałych zdjęć i filmów 
współczesnych. Planujemy również z czasem 
wydawanie multimedialnych programów edu- 
kacyjnych dla szkół na CD-ROM i DVD 
- choćby o Mikołaju Koperniku - a także 
myślimy o zaistnieniu na bardzo trudnym 
rynku reklam. 
. Dziękuję za rozmowę. 
Rozmawiał: Wojciech Streich 


maj 1999 


Na UMK pracuje od 1994 r., kierując Za- 
kładem Chemii Środowiska, który zrestruktury- 
zował i w którym wprowadził nowoczesną prob- 
lematyke. W tym też roku został mianowany na 
profesora nadzwyczajnego UMK. Wypromował 
3 doktorów i wielu magistrów. Ma 14 doktoran- 
tów (wszystkich, w miare możliwości finan- 
sowych, wysyła na staże zagraniczne). - Lubię 
pracować z mlodzieią - mówi. 
Aktualnie zajmuje się problematyką nowej 
generacji faz stacjonarnych i kolumn do chroma- 
tografii i technik pokrewnych, ze szczególnym 
uwzglednieniem elektrochromatografii i elektro- 
forezy, dzięki czemu możliwe jest śledzenie 
procesów jednostkowych w organizmach t y- 
wych i układach biologicznych. Interesuje się 


Bogusław Buszewski 


biodegradacją odpadów komunalnych i przemy- 
słowych oraz zastosowaniem komputerów 
w modelowaniu procesów jednostkowych. Tych 
zagadnień dotyczą realizowane przez jego zespół 
projekty badawcze finansowane przez KBN oraz 
szeroka współpraca miedzynarodowa. 
Jego dorobek obejmuje ponad 160 oryginal- 
nych prac, opublikowanych w czasopismach 
o zasiegu międzynarodowym, oraz 5 opracowań 
o charakterze monograficznym, ponad 40 krajo- 
wych i zagranicznych patentów, w tym wiele 
wdrożonych. Jest członkiem rad naukowych 
5 czasopism polskich i zagranicznych. Pod jego 
kierunkiem powstało mobilne laboratorium dy- 
daktyczno-badawcze do chemicznej analizy wód 
i gleb. Od 5 lat współorganizuje naukowe sym- 
pozja z zakresu ekoanalityki i technik separacyj- 
nych. prowadzi też specjalistyczne studia podyp- 
lomowe "Analityka w ochronie środowiska". 


oUt 


\. 
. ; 



 


Jest członkiem Komitetu Chemii Analitycznej 
oraz trzech jego komisji (przewodniczy Komisji 
Analizy Powietrza i Gazów). 
Jego hobby to malarstwo i muzyka. Lubuje 
sie w bluesie i tradycyjnym jazzie, zwłaszcza 
nowoorleańskim. Sam gra na kilku instrumen- 
tach, a podczas swoich studiów grywał z ze- 
społem w klubach studenckich. Lubi tet sport. 
samochody. tenis, koszykówke, wedkarstwo, tu- 
rystykę w rodzinnym gronie - do gustu przypad- 
ły mu zwłaszcza jeziora mazurskie. Fascynuje go 
historia Polski i geopolityczna lokalizacja nasze- 
go kraju. Delektuje sie czerwonym winem Bor- 
deaux - ze względu na niepowtarzalny bukiet 
tego trunku, w laboratorium chemicznym zgłe- 
bia jego skład. 
Żona Tadeusza pracuje w Pracowni Dydak- 
tyki Wydziału Chemii, syn Marcinjest licealistą, 
a córka Magdalena chodzi do V klasy. 


'¥łI
lin 
.
:: :. 



- 


. 


Jest historykiem wschodniosłowiańskiej 
myśli pedagogicznej, zajmuje sie również teorią 
wychowania, pedagogiką opiekuńczo-wycho- 
wawczą oraz glottodydaktyką. 
Urodził sie 21 IV 1935 r. w Kosowie na 
Huculszczy:tnie. Ukończył Państwowe Liceum 
Pedagogiczne w Ośnie Lubuskim (d. woj. zielo- 
nogórskie), a nastepnie filologie rosyjską 
w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. 
Pracował w szkolnictwie podstawowym i śred- 
nim jako nauczyciel i dyrektor liceum, pełnił 
również funkcje powiatowego inspektora szkol- 
nego w Słubicach nad Odrą. 
Na UMK pracuje od 1975 r. - najpierw jako 
lektor i starszy wykładowca w SPNJO, a nastep- 
nie adiunkt i prof. nadzwyczajny (1992) w In- 


1 
J 
i 


stytucie Filologii Słowiańskiej. Od 1994 r. pro- 
wadzi wykłady oraz specjalizacje zawodową 
w Instytucie Pedagogiki. 
Doktoryzował sie w Instytucie Badań Peda- 
gogicznych w Warszawie (1979) na podstawie 
rozprawy Koncepcja pedagogiczna i .
ysrem wy- 
chowawczy W. SuchomlińJkiego, napisanej pod 
kierunkiem prof. A. Lewina. Rozprawe habilita- 
cyjną Inny Makarenko poświecił odmitologizo- 
waniu biografii i doksografii tego pedagoga 
i meandrom recepcji jego dorobku (UW, 1990). 
Na UMK kierował SPNJO(l984-1986). był 
zastepcą dyrektora Instytutu Filologii Słowiań- 
skiej (1992-1993), prodziekanem Wydziału Hu- 
manistycznego (1993-1996), a od 1998 r. kieruje 
Instytutem Filologii Słowiańskiej. 


Marian Bybluk 


Jest autorem i współautorem 70 prac nauko- 
wych. W swoim dorobku ma również szereg prac 
redakcyjnych, przekładów, publikacji popular- 
nonaukowych oraz ocen pomocy dydaktycz- 
nych. Uczestniczył w blisko 40 konferencjach 
naukowych, w tym w wielu zagranicznych. 
Przez wiele lat współpracował z CODN w War- 
szawie i jego terenowymi agendami. W ostatnich 
latach M. Bybluk zajmuje sie najnowszą historią 
postradzieckiej (rosyjskiej, ukraińskiej) eduka- 
cji, czego wynikiem jest monografia Przemiany 
edukacji w ROJji u .
chyłku XX wieku (1998). 
W czasie wolnym chetnie słucha muzyki 
poważnej i dobrej muzyki rozrywkowej, lubi gre 
w brydża, szachy, również z komputerem. 


(iff"T] UCZElni 7 


-
>>>
Przy wyraźnie już mniejszym zainteresowaniu środowiska akademickiego i samych 
elektorów odbyły się 26 IV br. wybory prorektorów UMK na lata 1999-2002. Rektor-elekt, 
prof. Jan Kopcewicz, zarekomendował następujące kandydatury: prof. dr hab. Marek 
Zaidlewicz - prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą, prof. dr hab. Janusz Małłek 
- prorektor ds. ogólnych i rozwoju Uczelni, prof. dr hab. Czesław Lapicz - prorektor ds. 
kształcenia, prof. dr hab. Wojciech Popławski - prorektor ds. studentów. Następnie kolejno 
zaprezentowali się kandydaci. 



 


Prof. M, Zaidlewicz stwierdził na wstępie, 
że nauka decyduje o wizerunku uczelni i stano- 
wi podstawę akademickiej dydaktyki. W przy- 
szłości zamierza zwrócić szczeg61ną uwagę na 
te jednostki, kt6re nie uzyskały najwyższych 
ocen w klasyfikacji KBN, oraz na rozw6j 
młodej kadry; za celowe uznaje utrzymanie 
kr6tkoterminowych staży zagranicznych dla 
młodych badaczy. Wśr6d innych spraw, kt6ry- 
mi zamierza się zająć, wymienił m.in. pozys- 


.I 


., 


J 


. 
.; 


kiwanie środk6w ze fr6deł pozabudżetowych, 
wsp6łpracę uczelni z regionem, szczeg61nie zaś 
z jego gospodarką. 
Prof. J. Małłek dokonał przeglądu gł6w- 
nych obszar6w należących do kompetencji 
prorektora ds. og61nych i rozwoju Uczelni: 
polityka kadrowa, inwestycje - potrzeba zwię- 
kszenia liczby miejsc w akademikach, budowa 
wielofunkcyjnego pawilonu na Bielanach 
- wsp6łpraca z miastem. 


,..... 


", 
 


- ł -.....,. 


Od prawej: profesorowie M. Zaidlewicz, J. Małłek, Cz. Lapicz, W. Popławski 


Prof. Marek Zaidlewicz 


Od I września obejmie funkcję prorektora 
ds. nauki i wsp6łpracy z zagranicą. Jest chemi- 
kiem. Zajmuje się chemią związk6w boroor- 
ganicznych, metodami,., syntezy organicznej 
oraz związkami naturalnymi. Studia chemiczne 
na UMK ukończył w 1960 r., pięć lat później 
doktoryzował się, a w 1976 r. obronił rozprawę 
habilitacyjną. Pracował r6wnież w uczelniach 
amerykańskich. Jest profesorem tytularnym, 
kierownikiem Zakładu Chemii Organicznej. 
Był też dyrektorem Instytutu Chemii, a od 
1993 r. jest dziekanem Wydziału Chemii. 
Lubi sport - kiedyś grał w koszyk6wke 
i piłke nożną. Interesują go różne religie, 
szczeg61nie hinduizm oraz judaizm, a także 
historia nowożytna, zwłaszcza dzieje II wojny 
światowej. Jest zapalonym turystą - schodził 
wszystkie g6ry w Polsce, a także niekt6re 
w Czechach i Bułgarii. 


Prof. Janusz Małłek 


Został prorektorem UMK ds. organizacji 
i rozwoju Uczelni. Jako historyk bada dzieje 
Prus, zwłaszcza XVI-XVII w., historię Skan- 
dynawii, w tym gł6wnie Norwegii. Interesuje 
go też historia reformacji w Polsce i Europie. 


8 rrIrJ] UCZElni 


Studia na UMK ukończył w 1960 r. pod 
kierunkiem prof. Karola G6rskiego. Doktory- 
zował się w 1965 r., a habilitował - w 1974. 
W 1991 r. został profesorem zwyczajnym. Był 
stypendystą rządu Norwegii na uniwersytecie 
w Oslo, a jako visiting professor wykładał na 
uczelniach w Moguncji i Florencji. Kieruje 
Zakładem Historii Nowożytnej i Historii Kra- 
j6w Skandynawskich. Drugą kadencję pełni 
funkcję dziekana Wydziału Nauk Historycz- 
nych. 
Interesuje sie polityką, ale uczestniczy 
w niej wyłącznie na zasadzie obserwatora. Lubi 
literature piekną, teatr i kino, ale ma na to coraz 
mniej czasu. Kiedyś pływał, grywał w tenisa 
i w szachy. 


Prof. Czesław Łapicz 


Będzie prorektorem ds. kształcenia. Funk- 
cje te pełnił już w latach 1993-96. Jest slawistą, 
specjalizuje sie w jezykoznawstwie polskim 
i słowiańskim, bada też piśmiennictwo religijne 
muzułman6w litewsko-polskich. 
W 1968 r. ukończył na UMK filologię 
polską, doktoryzował sie w 1974 r., a habilito- 
wał - w 1986 r. Od 1990 r. jest profesorem 
nadzwyczajnym. Kieruje Zakładem Kompara- 
tystyki Słowiańskiej Instytutu Filologii Sło- 
wiańskiej. Od wielu lat Drganizuje Letnią Szko- 


Liczba 30 tys. studentów 10 kres możliwości 
ilościowego rozwoju UMK - stwierdził prof. 
Cz. Lapicz. Dalsze działania powinny pójść 
w kierunku wzrostu jakości i rozwoju r6żno- 
rodności form kształcenia, w tym wdrażania 
nowej formuły kształcenia - studiowania na 
wydziale, a nie jak obecnie, na kierunku. 
Opowiedział się za wprowadzaniem minim6w 
programowych na poszczeg61nych kierunkach 
i pozostawieniem studentom swobody w dal- 
szym doborze zajęć, utrzymaniem na możliwie 
wysokim pułapie wymiany studentów z part- 
nerami zagranicznymi, wielostronnym udzia- 
łem uczelni w procesie kształcenia i dokształ- 
cania nauczycieli dla zreformowanej szkoły, 
wreszcie za kontynuowaniem procedury akre- 
dytacyjnej; dotąd tylko 8 jednostek UMK włą- 
czyło sie do takich działań. 
Prof. W. Popławski wśr6d zadań, kt6rymi 
zamierza zająć sie w najbliższej przyszłości, 
wymienił m.in. nowelizację regulamin6w przy- 
znawania pomocy materialnej studentom oraz 
dom6w studenckich, 
wsparcie studenckie- 
go ruchu naukowego, 
działania na rzecz 
większej identyfikacji 
student6w z własną 
uczelnią. 
Po tych wystąpie- 
niach i pojedynczych 
pytaniach z sali odby- 
ły sie wybory; wszys- 
cy kandydaci otrzy- 
mali wymaganą licz- 
be głosów (50% + I). 
Na 164 elektor6w 
prof. M. Zaidlewicz 
uzyskał 127 głos6w, 
prof. J. Małłek - 117, 
prof. Cz. Łapicz - 152 
i prof. W. Popławski 
Fot. A. Dauksza-Wiśniewska - 137 głos6w. 


'.
 . 


,- 
-,...'. 


". ...... 
" ",t 
, . 
 . 


" 


łe Kultury i Języka Polskiego, organizowaną co 
roku dla cudzoziemc6w przez UMK i "Wspól- 
notę Polską". Przewodniczy Radzie Programo- 
wej Gimnazjum Akademickiego - szkoły dla 
uczni6w szczeg61nie uzdolnionych. 
Fascynują go kwiaty egzotyczne - hoduje 
m.in. kawę, ananasa, cytryne, mandarynke, 
pomarańcze. Bardzo lubi jazde na rowerze. 


Prof. Wojciech Popławski 


Ponownie pełnić będzie funkcje prorektora 
ds. student6w. Jest ekonomistą, zajmuje sie 
przestrzennym rozmieszczeniem przemysłu, 
ekonomiką przemysłu oraz zarządzaniem 
przedsiebiorstwami przemysłowymi. 
Studia skończył w 1969 r. w Wyższej 
Szkole Ekonomicznej w Sopocie. Doktoryzo- 
wał sie w 1977 r. na Akademii Ekonomicznej 
w Poznaniu, a habilitował w 1996 r. na UMK, 
gdzie pracuje od 1969 r. Stanowisko profesora 
nadzwyczajnego objął w 1997 r. Był stypen- 
dystą Atheny University of Economics and 
Business Sciences, gdzie nastepnie wykładał 
jakD visiting professor, podobnie jak w Not- 
tingham Trent University. Jest inicjatorem To- 
ruńskiej Szkoły Zarządzania. 
Uprawia turystyke, szczeg61nie żeglarstwo 
śr6dlądowe. Bardzo lubi psy. Jego owczarek 
pomorski wabi sie Boss. 


maj 1999-
>>>
--- I 


. 


W przedostatnim dniu kwietnia odbyło się XXIII posiedzenie 
plename Rady Głównej (RG) Szkolnictwa Wyższego. Pierwo- 
tnie było ono planowane na 22 IV, ale zostało przesunięte 
o tydzień, gdyż miało być poświęcone dyskusji nad projektem nowej 
ustawy o szkolnictwie wyższym. Nic z tej dyskusji jednak nie wyszło, 
gdyż - jak się okazało - nadal nie ma jeszcze gotowego projektu tej 
ustawy. Powiedział o tym na wstępie posiedzenia min. M. Handke, 
który rozpoczął swe wystąpienie od stwierdzenia, że miał nadzieję, iż 
na tym posiedzeniu rozda wszystkim członkom RG projekt nowej 
ustawy. To się jednak nie udało, za co minister przeprosił, zaklinając 
się, że nie był w stanie tego dokonać, i obiecując, że na początku maja 
projekt będzie gotowy. Założenia poprzednich wersji projektu spotyka- 
ły się z ostrą reakcją ze strony tych środowisk, do których one dotarły. 


Józef Szudy 


Kolejne 
przybliżenie 


Przyznał to sam minister, który nawiązał do swojego "emocjonalnego" 
spotkania z członkami Prezydiów PAN i Centralnej Komisji ds. Tytułu 
i Stopni Naukowych, o czym pisałem w poprzednich Zapi.rkach. 
W wyniku ostrego protestu tych środowisk - wspartego przez znaczną 
liczbę profesorów szkół wyższych - minister wycofał się z pomysłu 
ograniczenia praw do nadawania stopnia doktora habilitowanego tylko 
do jednostek szkolnictwa wyższego. W swojej argumentacji min. 
Handke posługiwał się przykładami z Niemiec i Francji, gdzie stopnie 
naukowe uzyskuje się jedynie na uniwersytetach. Żadne z wielkich 
centrów naukowych niemieckich nie ma uprawnień do nadawania 
doktoratu lub habilitacji. Pragnę przypomnieć, że tego typu poglądy 
były wyrażane także przez niektórych przedstawicieli środowiska 
toruńskiego, zarówno w czasie dyskusji nad projektem ustawy z roku 
1990, jak i ostatnio w ramach różnych spotkań dotyczących wizji nowej 
ustawy. Ci spośród wybitnych reprezentantów szkół wyższych, którzy 
poparli opór środowisk PAN, stwierdzają, że przykład niemiecki czy 
francuski do nich nie przemawia, gdyż w Polsce już weszło do 
świadomości ludzi nauki to, że stopnie naukowe można zdobywać 
także poza szkolnictwem wyższym, w jednostkach, z których część 
prowadzi badania na poziomie światowym. Uważają więc, że ode- 
branie im takich uprawnień byłoby niesprawiedliwe i doprowadziłoby 
do zantagonizowania polskich środowisk naukowych. 
Z uwagi na takie reakcji minister zwołał do Konstancina 3-dniowe 
spotkanie zespołów opracowujących projekt nowej ustawy i w ten 
sposób powstała nowa wersja projektu, która została już wstępnie 
skonsultowana z tymi recenzentami, którzy w końcu lata ubiegłego 
roku ostro skrytykowali wersję ówcześnie lansowaną przez MEN. 
Według ministra, recenzenci ci orzekli, że wprawdzie i ten projekt też 
nie jest idealny, ale nadaje się już do dyskusji w środowisku szkół 
wyższych, stanowiąc pewne - chociaż dalekie - przybliienie do ideału. 
Założenia tej wersji min. Handke referował na ostatnim kwietniowym 
posiedzeniu Rządu RP. Premier Buzek, który sam - jako profesor - jest 
także żywotnie zainteresowany kształtem nowej ustawy, zdecydował, 
że zanim projekt zostanie przesłany do szkół wyższych, będzie 
przedmiotem dyskusji wewnątrz Rady Ministrów. Do takiej decyzji 
skłoniło go stanowisko min. L. Balcerowicza, który uważa, że wejście 
w życie nowej ustawy spowoduje określone skutki finansowe i dlatego 
- zanim projekt podda się pod ocenę środowiska - musi on być 
wstępnie zaakceptowany przez Rząd. Min. Handke powiedział, że 
wprawdzie nie podziela poglądu Balcerowicza w tej sprawie, ale 
zgodził się na to, aby poddać projekt pod ocenę Rządu, w którym 
zasiada aż 12 profesorów (wszystkich ministrów jest 19!). Taka 
dyskusja ma się odbyć 5 V br. Dopiero po tym dniu projekt zostanie 
rozesłany do członków RG oraz do wszystkic
 szkół wyższych. 
- maj 1999 


Zapiski Z Alei Szucha (21) 


Chociaż w tej wersji projektu minister zrobił ustępstwo na rzecz 
jednostek naukowych działających poza strukturą szkolnictwa wyż- 
szego, proponując utrzymanie przez nie uprawnień do nadawania 
stopni naukowych, to jednak wprowadził zasadę przeprowadzania 
przewodów o tytuł profesora wyłącznie przez uczelnie. W projekcie 
kładzie się większy niż dotychczas nacisk na osiągnięcia dydaktyczne 
kandydatów do tytułu profesora. Oznacza to, że pracownicy placówek 
naukowych, np. PAN, będą mogli ubiegać się o tytuł, jednakże pod 
warunkiem posiadania dorobku dydaktycznego. W tym projekcie 
zatem mówi się o "tytule profesora", a nie o "tytule naukowym 
profesora". Proponuje się poza tym odstąpienie od wymogu powięk- 
szenia dorobku naukowego od chwili uzyskania stopnia doktora ha- 
bilitowanego, co oznacza skrócenie drogi awansu kandydata do tytułu. 
Z innych ustępstw poczynionych przez ministra na uwagę zasługuje 
to, że jednak pozostanie nazwa "Rada Główna", a nie "Krajowy 
Senat Akademicki", jak było w pierwotnej wersji profesorów 
Seweryńskiego i Wojtyły. Zmieni się jednak zakres kompetencji Rady, 
gdyż część jej obecnych uprawnień, dotyczących np. powoływania 
nowych szkół i kierunków studiów, przejmie Akademicka Komisja 
Akredytacyjna (AK A), która ma być niezależnym od administracji 
państwowej organem społeczności akademickiej. Proponuje się rów- 
nież włączenie do AKA obecnie działającej Centralnej Komisji ds. 
Tytułu i Stopni Naukowych, co oznacza skoncentrowanie w jednym 
organie wszystkich uprawnień akredytacyjnych, zapewniających wy- 
soki poziom nauczania i badań naukowych. Wzmocnieniu roli rektora 
i poszerzeniu jego kompetencji ma służyć wydłużona do lat 5 kadencja 
(ale tylko jedna!) wszystkich organów jednoosobowych i kolegialnych. 
Ujawnili się już przeciwnicy takiego rozwiązania, argumentujący, że 
w wypadku wybrania złego rektora, będzie trzeba się z nim męczyć aż 
przez 5 lat. Nowym stanowiskiem w administracji uczelni będzie 
stanowisko kanclerza, odpowiedzialnego za politykę gospodarczą 
uczelni, powoływanego i odwoływanego na wniosek rektora. 
W części roboczej Rada najpierw pozytywnie zaopiniowała przed- 
stawiony jej projekt ustawy o utworzeniu z dniem I X br. 
Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, 
w wyniku przekształcenia A TK w uniwersytet, a następnie poparła 
wniosek o utworzenie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Le- 
sznie. Będzie ona kształcić licencjatów w specjalnościach: elektrotech- 
nika z infonnatyką, eksploatacja i diagnostyka maszyn, produkcja 
i zarządzanie w rolnictwie, gimnastyka korekcyjno-kompensacyjna, 
edukacja zdrowotna, edukacja muzyczna z muzyką estradową, eduka- 
cja muzyczna z pedagogiką opiekuńczo-wychowawczą. Potem opinio- 
wano szereg wniosków o utworzenie nowych szkół prywatnych. 
W większości tych szkół planuje się studia dzienne i zaoczne na 
kierunku administracja. Podobno ten kierunek jest ostatnio bardzo 
modny wśród młodzieży. Rozpatrywano także zażalenia na wydane na 
poprzednich posiedzeniach RG negatywne oceny niektórych wnios- 
ków. W szczególności RG podtrzymała swą wcześniejszą negatywną 
ocenę wniosku o utworzenie prywatnej Wyższej Szkoły Promocji 
w Warszawie, która zamierzała kształcić na specjalnościach: reklama, 
public relations i zarządzanie zasobami ludzkimi. Sprawa ta wywołała 
dość spore emocje na zewnątrz budynku MEN. Od rana na chodniku 
przy Alei Szucha przed głównym wejściem gromadziło się sporo 
młodzieży kolorowo ubranej, z balonami i innymi rekwizytami, 
rozdającej przechodniom ulotki (bez podpisu), w których oskarżali RG 
o nierzetelność. Podobne oskarżenie znalazło się w (także niepod- 
pisanej) petycji, którą otrzymał każdy członek RG. Członkowie 
Komisji Rozwoju szczegółowo przedstawili wszystkie aspekty tej 
sprawy i Rada jednogłośnie odrzuciła - jako nieuzasadnione - zarzuty 
zawarte w petycji. RG zatwierdziła następnie minima programowe dla 
kierunków historia sztuki i architektura krajobrazu oraz rozpatrywała 
kilka wniosków o przyznanie uprawnień do nadawania stopni nauko- 
wych. Zauważyłem tu znaczne ożywienie wyższych szkół pedagogicz- 
nych w dziedzinie nauk o polityce. Kolejne dwie takie szkoły wystąpiły 
z wnioskami o przyznanie uprawnień do nadawania stopnia doktora 
nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce. 


- 


[rllJ1 UCZElni 9
>>>
Dokończenie ze str. 3 


Uniwersyteckie Centrum Technologii Sieciowych 


i serwerów ogólnouniwersyteckich, zabezpie- 
czenie podstawowych i specjalizowanych 
usług, rozbudowa systemu informacyjnego 
WWW, utrzymanie bezpieczeństwa i ochrony 
sieci, optymalizacja ruchu sieciowego, zasady 
finansowania i rozliczania usług sieciowych. 
Problemy te muszą być rozwiązywane zarów- 
no przez jednostki podstawowe Uczelni, jak 
i Uniwersyteckie Centrum Technologii Sie- 
ciowych UCTS, którego zadaniem jest m.in. 


regulaminu, które stały się obiektem dyskusji 
i kilkumiesięcznej pracy Rady Informatycz- 
nej. Przy opracowaniu Regulaminu Rada In- 
formatyczna musiała uwzględnić m.in. czyn- 
niki związane z funkcjonowaniem sieci we- 
wnątrz Uczelni, powiązania sieci z otocze- 
niem i jego oddziaływanie, stan zaawansowa- 
nia uregulowań standaryzacyjnych i legisla- 
cyjnych oraz możliwości aktualne i perspek- 
tywiczne finansowania i utrzymania sieci. 


lT(;@[fuUi)@U

 
 
U1JU

Ui)W 


zapewnienie pracownikom i studentom UMK 
sprawnego dostępu do krajowych i świato- 
wych zasobów sieciowych, adaptacja nowo- 
czesnych technologii sieciowych dla potrzeb 
Uniwersytetu oraz sprawowanie nadzoru nad 
zasobami informacyjnymi sieci uniwersytec- 
kiej. 


Lapanie byka za rogi, 
czyli Regulamin SK UMK 


Dynamiczny rozwój technik informaty- 
cznych i telekomunikacyjnych powoduje, iż 
uregulowania standaryzacyjne i legislacyjne 
pozostają daleko w tyle za procesem ewolucji 
sieci komputerowych. Można to prześledzić 
w Polsce na przykładzie zmian i stopnia 
uregulowań prawnych dostępu do Internetu, 
tworzenia Ustawy o Łączności czy Ustawy 
o Ochronie Danych Osobowych. 
Masowy dostęp do Internetu w UMK 
spowodował konieczność wprowadzenia 
w życie określonych uregulowań, zainspiro- 
wanych w UMK przez prorektora ds. nauki 
i współpracy z zagranicą prof. S. Chwirota. 
Z uwagi na złożoność problemu i brak jego 
rozwiązań w Polsce, prace te miały charakter 
pionierski. W I połowie 1998 r. zespół pra- 
cowników UCTS przeprowadził szerokie ro- 
zeznanie w zakresie istniejących uregulowań 
sieciowych, zarówno w polskich jak i za- 
granicznych ośrodkach akademickich. W wy- 
niku tych prac przygotowano założenia do 


Regulamin Sieci Komputerowej UMK 
ustalił zasięg oraz zasady funkcjonowania 
sieci uniwersyteckiej. Pełny tekst Regulaminu 
jest dostępny na uczelnianej stronie 
www.uni.torun.pł, w części "Sieć kompute- 
rowa UMK. Regulaminy" oraz w "Biuletynie 
Prawnym UMK" nr 2/99. 
Regulamin definiuje elementy sieci uni- 
wersyteckiej (administrator SK, sieci lokalne, 
administratorzy sieci LAN, ogólnouniwersy- 
teckie serwery kont, użytkownicy SK), okreś- 
la zasady przydziału kont, uprawnienia i obo- 
wiązki administratorów i użytkowników, od- 
powiedzialność za prawidłowe funkcjonowa- 
nie określonych usług sieciowych, zasady 
dostępu, ochrony i bezpieczeństwa sieci. Po- 
nieważ pełny tekst Regulaminu jest dostępny 
sieciowo, przytoczę tylko niektóre jego istot- 
ne fragmenty: 
- funkcję administratora SK UMK pełni 
Uniwersyteckie Centrum Technologii Siecio- 
wych; 
- sieć lokalna obejmuje komputery wraz 
z łączącą je infrastrukturą komunikacyjną 
i podlega kierownikowi jednostki organiza- 
cyjnej UMK będącej ich właścicielem; 
- użytkownikiem SK UMK jest każda 
osoba korzystająca z komputera bądt ter- 
minali podłączonych do SK UMK; 
- konto użytkownika SK UMK to zarejes- 
trowane uprawnienie do pracy na jednym 
z serwerów UMK; 
- konto może być 


(
 
 
'

 
 
. / 


..--- 
III 
-------- 


--- 


Rys. A. Romański 


wykorzystane tylko 
do działalności 
edukacyjnej, nauko- 
wej oraz administra- 
cyjnej; niedopusz- 
czalne jest wykorzy- 
stywanie kont do ce- 
lów komercyjnych, 
reklamowych i poli- 
tycznych, narusza- 
jących czyjekolwiek 
dobra osobiste; 
- jednostką od- 
powiedzialną za 
prowadzenie kont 
na serwerach ogól- 
nouniwersyteckich 
jest Pracownia Ob- 
sługi Kont Użytko- 
wników UCTS; 


- konto użytkownika w SK UMK mogą 
otrzymać: pracownicy UMK, doktoranci 
UMK, goście UMK, studenci UMK,jednostki 
organizacyjne UMK, zarejestrowane organi- 
zacje studenckie i samorządowe działające 
w UMK, inne osoby w szczególnie uzasad- 
nionych wypadkach; 
- konta studenckie na ogólnouniwersyte- 
ckim serwerze kont są prowadzone zgodnie 
z następującymi zasadami: konto prowadzone 
jest na wniosek studenta, zaakceptowany 
przez dziekana, przez okres jednego roku 
akademickiego; o przydział konta użytkow- 
nika mogą ubiegać się studenci drugiego 
i starszych lat studiów; wniosek o przedłuże- 
nie ważności konta na kolejny rok akademicki 
należy złożyć do 31 patdziemika; student 
korzystający z konta ponosi część kosztów 
jego utrzymania; szczegółowe zasady odpłat- 
ności oraz udziału wydziałów w kosztach 
utrzymania kont studenckich będą obiektem 
odrębnych zarządzeń Rektora UMK; 
- w celu ochrony sieci użytkownik SK 
UMK powinien operować w sposób bezpiecz- 
ny swoim hasłem, które musi spełniać wymo- 
gi dotyczące długości i niepowtarzalności; 
- administrator sieci ma prawo na pod- 
stawie prób deszyfracji haseł zablokować 
konto niewłaściwie chronione do czasu zmia- 
ny hasła na spełniające wymogi; 
- zabrania się użytkownikom SK UMK: 
odstępowania uprawnień dotyczących posia- 
danego konta innym osobom; podejmowania 
prób wykorzystania obcego konta i urucha- 
miania aplikacji deszyfrujących hasła; prowa- 
dzenia działań mających na celu podsłuchi- 
wanie lub przechwytywanie informacji prze- 
pływającej w sieci; uruchomienia aplikacji, 
które mogą zakłócić i destabilizować pracę 
systemu bądt naruszać prywatność zasobów 
systemowych; wysyłania masowej poczty 
kierowanej do losowych odbiorców. 


Podsumowanie 


Moim zdaniem, obowiązujący Regula- 
min Sieci Komputerowej UMK jest jednym 
z najbardziej wszechstronnych i dostosowa- 
nych do aktualnych wymogów z tych, jakie 
opracowano w środowisku akademickim 
w Polsce. Wdrożenie niniejszego Regulaminu 
w UMK sprzyja m.in. realizacji przez UCTS 
prac nad rozbudową ogólnouczelnianego sys- 
temu informacyjnego WWW. Prowadzone 
przez UCTS spotkania robocze na Wydzia- 
łach UMK, dotyczące budowy i unifikacji 
systemu informacyjnego WWW oraz spraw 
sieciowych, potwierdzają w pełni potrzebę 
opracowania i wdrożenia Regulaminu Sieci 
Komputerowej UMK i jego przydatność w je- 
dnostkach organizacyjnych Uczelni. Z efek- 
tów naszej pracy korzystają również inne 
środowiska akademicko-naukowe w Polsce, 
dla których Regulamin SK UMK może być 
wzorcem. 


Jerzy Żenkiewicz 


Autor jest członkiem Rady Informatycznej oraz 
kierownikiem Uniwersyteckiego Centrum Tech- 
nologii Sieciowych UMK. (red.) 


10 
 UCZElni 


maj 1999- 


-
>>>
Uniwersyteckie Centrum Komputeryzacji 


W wyniku wdrażania reformy poza wydziałowych instytucji informatycznych powstało 
Uniwersyteckie Centrum Komputeryzacji (UCK). Poniższy tekst zajmuje się jednym, 
aktualnie dominującym aspektem działalności UCK, jakim jest administrowanie systemem 
lokalnych sieci kDmputerowych Uczelni. System ten dla potrzeb niniejszego dokumentu 
można zdefiniować jako komputery osobiste, komputery usługowe (tzw. serwery), 
współpracujące z nimi urządzenia peryferyjne, okablowanie i oprzyrządowanie lokalnych 
sieci komputerowych, jak również oprogramowanie eksploatowane w połączeniu z tymi 
komputerami i sieciami. 


Zarządzanie sieciami 
lokalnymi na UMK 


UCK realizuje swoje zadanie dla tych 
cześci systemu, którym nie wydzielono dla 
zarządzania specjalnych środków lub nie utwo- 
rzono wyspecjalizowanych jednostek (np. Uni- 
wersyteckie Centrum Technologii Sieciowych 
czy Środowiskowe Laboratorium Systemów 
Wieloprocesorowych) i które dobrowolnie 
poddały opiece UCK będące w ich władaniu 
elementy systemu komputerowego Uczelni. 
Pozostaje to w zgodzie z 
 2 regulaminu UCK 
(uchwała Senatu UMK z 24 lutego 1998 r.), 
który m.in. stanowi, że do zadań UCK należy 
w szczególności - na zlecenie jednostek or- 
ganizacyjnych Uniwersytetu - administrowa- 
nie ich lokalnymi sieciami komputerowymi 
i serwerami oraz pełnienie opieki nad ich 
skomputeryzowanymi stanowiskami pracy. 
Sformułowanie "na zlecenie" należy rozu- 
mieć jako "odpłatne". Realizowanie odpłatne 
usług administrowania ma na celu doprowa- 
dzenie do "zdrowej" relacji usługodawca 
- usługobiorca, polegajacej na tym, że właś- 
ciciel sprzetu (i oprogramowania) w zamian za 
wnoszone opłaty może żądać od UCK wysokie- 
go poziomu świadczonych usług, a usługodaw- 
ca, UCK, przy pomocy uzyskanych środków 
stworzy takie warunki, w jakich bedzie mógł 
podjete zobowiązania realizować. Należy pod- 
kreślić, że uzyskiwane wpływy pokrywają je- 
dynie cześć rzeczywistych kosztów działalno- 
ści Centrum. 
Centrum zapewnia administratorom sieci 
lokalnych, serwerów i indywidualnych skom- 
puteryzowanych stanowisk pracy wsparcie lo- 
gistyczne, warunki do ciągłego uzupełniania 
wiedzy oraz odpowiednie zaplecze technologi- 
czne. Dzieki temu UCK, oprócz oczywistych, 
oferuje takie usługi i gotowości, jakie trudno 
wyegzekwować od samotnego administratora. 
Są to miedzy innymi: 
- możliwość konsultowania komputerowej 
działalności inwestycyjnej instytucji; 
- kompetentne sugerowanie sposobów efe- 
ktywnegD wykorzystania sprzetu ..moralnie" 
zużytego; 
- minimalizowanie przestojów związa- 
nych z ewentualnymi awariami; 
- dostepność w sytuacjach awaryjnych, 
poza standardowymi godzinami pracy; 
- zastepstwa (w chorobach, urlopach i in- 
nych nieobecnościach); 
- utrzymywanie w sprawności systemu 
operacyjnego poprzez jego "strojenie", instalo- 
wanie nowych wersji oraz poprawek do sys- 
temu i objetego opieką oprogramowania; 
- wysoki poziom zabezpieczenia serwe- 
rów przed włamaniami. 
UCK chce doprowadzić do sytuacji, w któ- 
rej do każdego objetego opieką komputera 
- maj 1999 


przypisany bedzie odpowiedni administrator, 
jego "lekarz domowy", znający dogłebnie po- 
wierzony swojej opiece sprzet i oprogramowa- 
nie. Sytuacja taka ma już miejsce w niektórych 
z zarządzanych przez nas sieciach. 
UCK rozpoczeło omawianą działalność 
I VII 1998 r. Obecnie (kwiecień 1999 r) za- 
rządzamy 14 serwerami i 14 sieciami łokał- 
nymi z ponad 800 komputerami, spośród któ- 
rych indywidualną opieką objęto 180. Poza 
opieką UCK pozostająjedynie: Uniwersyteckie 
Centrum Technologii Sieciowych, Laborato- 
rium Systemów Wieloprocesorowych, Wy- 
dział Matematyki i Informatyki, Centrum Ast- 
ronomii i Administracja Centralna. Najwięk- 
szym naszym klientem jest Instytut Fizyki, zaś 
najmniejszym Studium Praktycznej Nauki Je- 
zyków Obcych. Administrowaniem zajmuje się 
bezpośrednio 8 osób, z czego 5 osób zatrud- 
nionych jest na 4,5 etatu w UCK, 3 osoby 
pracują w trybie umowy-zlecenia, w wymiarze 
odpowiadającym ok. 1,5 etatu. 
Niezbednym uzupełnieniem administro- 
wania sieciami lokalnymi jest prowadzenie 
nieodpłatnej usługi doradztwa komputerowe- 
go, dostepnej dla wszystkich pracowników 
telefonicznie (611-43-45) w godzinach od 9 do 
15 (poza tymi godzinami działa automatyczna 
sekretarka) i za pośrednictwem poczty elektro- 
nicznej: pomocuck.uni.torun.pl Wszystkich 
Czytelników zachecam do korzystania z tej 
usługi w obu jej formach, jak również do 
odwiedzania naszej strony internetowej: hup:" 
www.uck.uni.torun.pl 
Pierwsze operacyjne podsumowanie opi- 
sywanej działalności UCK nastąpi w czerwcu 
br., kiedy to nasi klienci otrzymają należne 
roczne sprawozdania. Tu można powiedzieć 
ostrożnie, że zaproponowany przez UCK spo- 
sób działania wydaje sie sprawdzać, choć nie 
bez trudności, z których główną są kłopoty 
kadrowe i lokalowe. Trudności kadrowe zaś 
z kolei polegają na tym, że z dużymi kłopotami 
przebiega rekrutacja pracowników dysponują- 
cych potrzebnymi umiejetnościami. Tacy pra- 
cownicy są, po pierwsze. poszukiwani na rynku 
pracy, a po drugie, nie kształci sie ich w najbliż- 
szej okolicy. Na zakończenie warto dodać, że 
z przeprowadzonego przeze mnie rozeznania 
wynika, że sposób, w jaki działa UCK, jest 
w skali kraju wyjątkowy, a przedstawiany 
podczas kilku ogólnopolskich spotkań wzbu- 
dził znaczne zainteresowanie. 


Jerzy Ludwichowski 


Autor jest członkiem Rady Informatycznej UMK 
oraz kierownikiem Uniwersyteckiego Centrum 
Komputeryzacji. (red.) 


Nagrody, nagrody 


Dr Staulsław Kasjan (Wydział Matema- 
j tyki i Informatyki) otrz
ał nagrod
 na
k
- 
.. wą im. K. Kuratowskiego za oSIągmeCIa 
I. naukowe w latach .1996:-1999. Z kolei Polskie 
. Towarzystwo SOCJologiczne przyznało mgr. 
I . Radosławowi Sojakowi (Instytut Socjologii) 
nagrode im. Floriana Znanieckiego, I stopnia. 
za rok 1998 w kategorii prolc teoretycznych 

.za prace magisterską Porzqdki wykluczeń: 
eksk1u
a społeczna w świetle .fQcjologu wie- 
dzy (na przykJadzie d)'sku.
ji wokół IUJ/racji). 
Jej promotorem był dr hab. Andrzej Zyber- 
towicz. 


Granty KBN (III) 


Przedstawiamy infonnacje o ostatnich już 
grantach KBN uzyskanych przez pracowników 
UMK w 16. konkursie (w nawiasach przy. 
dzielone kwoty w zł). 
Wydział Fizyki i Astronomii 
I. dr hab. Piotr Pepłowskl. KlaS)'q,ny 
chnos a własno.(ci układów kwan/ow)"ch 
(78 000); 2. mgr Krzysztof Wi-'niewski. Ba- 
danie ab.mrpcji w sIanie wzbudzonym dietekt- 
rylWw domie.fllwwanych jonami memU przejś- . 
ciowych i ziem rladkich (10 (00). 
Wydział Matematyki i Infonnatyki 
I. prof. dr hab. Andrzej Tyc. Niezmienniki 
i wzmienlliki dzialań algebr Hopfa na algeb- 
rach pnemienn\'ch (202 740). 
Wydział Nauk Historycznych 
I. dr Aleksander Smollński. Kawaleria 
przeciwników Wojska Polskiego podcza., walk .'. 
o niepodległo.(ć i pranice 19/8-/92/ (35000); 
..: 2. mgr Andrzej Zygadło, Poc1Atki reformacji 
.. w Danii, Norwegii i Szwecji - studium porów_ 
naWCle (9 788). 


(WS) 


"Jubileusz toruńskich 
astronomów 


W lipcu br. upłynie 50 lat od pierwszych 
obserwacji wykonanych w Obserwatorium Ast- 
ronomicznym w Piwnicach prz.y pomocy astro- 
.'grafu Drapera, wypotyczonego od amerykańs-. 
kiego Obserwatorium Uniwersytetu Harvarda. 
Z tej okazji Centrum A
tronomii UMK 
organizuje 8 VI br. jednodniową uroczyst" sesje I 
.poświęconą historii i wspólczesności ośrodka I 
: astronomicznego w Piwnicach. Następnego dnia, 
9 VI. zaplanowano sesje sprawozdawcZł z dzia- 
łalności naukowej Centrum w roku ubieglym. 
W prezentowanych referatach znajdą sie 
wspomnienia osób związanych od pocZ4tku z to- 
ruilskim ośrodkiem astronomicznym, z.ostanie 
również przedstawiona tematyka najwcześniej- 
. szych prac badawczych prowadzonych w Toru- 
niu na tle problemów astronomii drugiej polowy 
XXw. 


Stypendia 
dla doktorantów 


Dział Współpracy z ZagrllniclI infonnuje, te 
po raz pierwszy o stypendia w ramach Funduszu 
Młodych Pracowników Nauki ubiegać sie mogli 
uczestnicy studiów doktoranckich. Zasady przy- 
znawania grantów określone lIłl w hroszurze pt. 
Kryreria i tryb pr;;ymawania frmlków finan- 
sowych na badania własne UMK, dostępnej we 
wszystkich jednostkach uniwersyteckich. 


- 


rł1rJ] UCZElni 11
>>>
Centrum Astronomii w Piwnicach odwiedza wielu cudzoziemców. 
Niektórzy nawiązują bliższą współpracę z naszymi astronomami i zostają 
na dłużej - w ramach stypendium podoktorskiego (habilitacyjnego) 
JM Rektora UMK albo w ramach grantów. Najsympatyczniejsząi najbardziej 
charakterystyczną była SANDRA ETOKA z Francji. W końcu kwietnia 
skończyła swój dwuletni pobyt w Katedrze Radioastronomii, 
Rozmawialiśmy z Sandrą o jej badaniach i wrażeniach wyniesionych 
z Polski i Torunia. 


s 


R 


z 


- Za kilka dni wracasz do domu, do 
Francji, Jak trafiłaś do Polski i do Piwnic? 
- Autobusem. 
- A dokładniej? 
- Normalnie, tak jak w takich wypadkach 
bywa. Znalazłam ogłoszenie, że jest roczna 
propozycja. z możliwością przedłużenia. po.fr- 
dOt" w TRAO - Toruń Radio-Astronomical 
Observatory. Nie był sprecyzowany temat. 
określono tylko. że chodzi o radioastronomię. 
To mnie zainteresowało, bo właśnie skończy- 
łam doktorat na temat otoczek radiowych wo- 
kół tzw. gwiazd AGB, a o pracę w astronomii 
we Francji strasznie trudno. Poradziła i pomog- 
ła mi też trochę moja promotorka, Anne-Marie 
Le Squeren. która stwierdziła. że wyjazd do 
Polski to dobry pomysł. 
- To jesteś już po doktoracie. Myślałem, 
że przyjechałaś zaraz po studiach. Jak to 
u Was odbywa? 
- Podobnie jak u was. Po pięciu latach 
studiów uzyskuje się coś w rodzaju waszego 
magisterium. Tyle tylko że u was od początku 
są różne przedmioty astronomiczne, a u nas 
ty lko fizyka i matematyka. Kiedy studiowałam, 
astronomii można było się uczyć jako jednej 
z opcji - alternatywą była np. informatyka 
albo... anglistyka. Faktycznie uczyłam się ast- 
ronomii jako specjalizacji przed samym dyp- 
lomem. na V roku. i wtedy miałam większość 
egzaminów, które wasi studenci zdają od dru- 
giego do czwartego roku. Jednak szczegółowa 
organizacja studiów jest różna na różnych 
uniwersytetach i ciągle się zmienia. Następnie 
są 3 lata studiów doktoranckich. które są bardzo 
podobne do waszych - jest promotor i temat 
pracy, zbiera się dane. pisze jakiś artykuł. To 
już chyba odbywa się tak, jak wszędzie. 
- I w trzy lata zrobiłaś doktorat? 
- W cztery. Broniłam się w Paryżu, wob- 
serwatorium Meudon. 
- Jak to się stało, że pracowałaś w na- 
szym Centrum z dr. Marianem Szymcza- 
kiem? 
- Znała go dobrze moja promotorka, a poza 
tym zajmujemy się dokładnie tym samym 
tematem, czyli maserami molekuły OH. Bar- 
dzo interesują mnie otoczki z emisjami wokół 
starych gwiazd. takich jak gwiazdy typu mira, 
a przede wszystkim ich zmienność. 
- To one są zmienne? 
- No tak, i to dokładnie z podstawowym, 
kilkunastomiesięcznym okresem zmienności 
optycznej. tylko że opóźnione w fazie o około 
jednego miesiąca. Tyle mniej więcej opóźniona 
jest podczerwona emisja pyłu wokółgwiazdo- 
wego, która z kolei bezpośrednio "pompuje" 
emisję radiową molekuł. takich jak np. OH. i to 
ją w końcu badamy. To są bardzo stare gwiazdy 
w ostatnim etapie ewolucji. W ich rozległych 
otoczkach jest dostatecznie zimno, by powsta- 


12 RrJ] UCZltnl 


I. 


L, 



 ".-N 
....1' 


., 

 ;."- 
.. .«,- 



" 
 :' , 


." 


.- l: 



.. 
'''''- 


,
.: 


.--
-
 


i\: . 
""l_ 
 


.',.. 


,. 


. .:1 
 
".... ," 


.. 


-,..j ;. 
: "J 

.
. '
 ;:- - .: 
 


Li' 


wały cząsteczki wody, które pod wpły- 
wem promieniowania ultrafioletowego 
odległych, gorących gwiazd fotodysoc- 
jują i dają molekuły OH. I właśnie 
w takich warunkach i polach prędkości. 
jakie są wokół gwiazd typu mira, daje 
się to obserwować radiowo. 
- I Ty to obserwowałaś naszym 
radioteleskopem? 
- Próbowałam, ale niestety teleskop 
okazał sit; za mały... 
- Jak to za mały? Przecież tyłe się mówi, 
że jest on największy w tej części Europy! 
Zresztą dr Szymczak obserwuje tu źródła 
OH. 
- Jego źródła są znacznie jaśniejsze. ..Mo- 
je" gwiazdy są niestety bardzo słabe, a mnie 
interesuje nie tylko spektroskopia, ale i zmien- 
ność. Próbowałam nawet trzygodzinnych inter- 
gracji i nic nie otrzymałam poza szumem. 
- No to jakie są Twoje sukcesy po 
dwuletnim pobycie w Piwnicach? 
- Kończę przygotowywać dwie publikacje 
do "Astronomy & Astrophysics", a co najważ- 
niejsze. udało mi się umieścić proposal, z moją 
gwiazdą - R LMi (R Małego Lwa) na 3 kolejne 
sesje VLBI! I to at w trzech różnych częstoś- 
ciach. Tutaj wykonałam jut dwie serie obser- 
wacji przy jednoczesnym użyciu 7 radiotele- 
skopów, w tym i anteny toruńskiej. Udział 
w sesjach VLBI to jedna z największych zalet 
waszego..., naszego radioteleskopu. Dotych- 
czasowe obserwacje pozwolą na sporządzenie 
10 map otoczki wokół tej gwiazdy w 2 różnych 
momentach, w 3 różnych częstotliwościach i na 
2 przeciwnych polaryzacjach kołowych. Jak 
sądzę, pozwoli to na odkrycie wielu ciekawych 
szczegółów. Gwiazda jest stosunkowo blisko, 
do około 200 parseków, i otoczka mote mieć 
dute rozmiary, nawet 2 sekundy łuku. Chciała- 
bym wiedzieć, gdzie powstają erupcje w tej 
gwieździe, bo właśnie eruptywność wyróżnia 
R LMi spośród wielu innych mir. 
- Gdzie będziesz opracowywać te obser- 
wacje, skoro już wyjeżdżasz? To skompłiko- 
wane! 
- Mam nadzieję, że w Meudon. Tam chyba 
jeszcze nikt tego nie robił, ale to może być też 
argument dla zdobycia pracy, o którą w moim 
zawodzie - jak już wspomniałam - jest we 
Francji bardzo trudno. Zazwyczaj jest kilka 
miejsc na ponad stu starających się. Będę 
próbować już po raz trzeci. 
- Czy pobyt w Toruniu zwiększył Twoje 
szanse? 
- Oczywiście. 
- A jak oceniasz nasz nowy, polski 
kapitalizm? 
- Polska jest bardzo kapitalistyczna, o wie- 
le bardziej niż Francja. Jak się pojawi jakaś 
moda, np. telefony komórkowe, to zaraz kaMy 


.
. 

. 


musi to mieć. We Francji tego już się nie 
obserwuje. Oczywiście nie wszystko mogłam 
od razu pojąć, bo to jest bardzo trudne, jeśli się 
nie mówi po polsku, a do tego mieszka na wsi 
- w małych Piwnicach. 
- Kiedy postanowiłaś nauczyć się pol- 
skiego? 
- Od razu. Kiedy okazało się, że będę tu co 
najmniej rok. postanowiłam się nauczyć choć 
tyle, żeby cokolwiek zrozumieć z tego, o czym 
ludzie mówią. Najpierw uczyłam się sama, 
a potem na specjalnych kursach w Maiusie. To 
wspaniałe, że jest taka możliwość... 
- I o czym ludzie mówią? Dokuczał ci np. 
ktoś z powodu kołoru Twojej skóry? 
- A wiesz, że tak. Zdarzało się. Może 
dlatego, te nikt nie przypuszczał, że mogę coś 
rozumieć po polsku. We Francji to już teraz jest 
nie do pomyślenia. 
- Znajomość polskiego pozwoliła Ci 
uczestniczyć w rozrywce i kułturze. Bywałaś 
w dyskotekach, kinie, teatrze? 
- Dyskoteki na całym świecie są takie 
same. Kino - to też przede wszystkim amery- 
kańskie komercyjne filmy. Próbowałam pójść 
na Camerimage, ale przecież na cały festiwal 
nie mogłam chodzić, a nie sposób było się 
dowiedzieć czegokolwiek o filmach i tenni- 
nach ich wyświetlania. Podobnie jest z fes- 
tiwalem Kontakt. Tak to przynajmniej wygląda 
z perspektywy cudzoziemca mieszkającego na 
wsi. Nie można było również nic znaleźć 
o wspomnianych imprezach w Internecie. 
W waszym teatrze byłam raz, ale nic nie 
rozumiałam. To było coś o tym, jak się kobiety 
zbuntowały. . . 
- Dużo zwiedziłaś w Polsce przez te dwa 
lata? 
- Niedużo. Pojechałam ze znajomą z Fran- 
cji w Tatry, ale było okropnie - za dużo ludzi. 
We Francji też są takie miejsca, ale przynaj- 
mniej wiem. jak ich unikać. Tutaj miełyśmy za 
mało czasu, dlatego z konieczności poszłyśmy 
na najbardziej zatłoczone trasy. 
- Będziesz za czymś tęsknić? 
- Za polskimi przyjaciółmi. Nie wytrzy- 
małabym tu przez dwa lata, gdybym nie znalaz- 
ła takich ludzi. Bez tego chyba nie można żyć. 
- Wiedz więc, że i oni będą za Tobą 
bardzo tęsknić. Dziękuję za rozmowę. 
Rozmawiał i fotografował: K. Lakier 
maj 1999- 


-
>>>
ZasYWlalizowany już w poprzednich rozważaniach problem 
posługiwania się przez pracownika uczelni informacją o tym, że jest 
jej profesorem, adiunktem czy asystentem, budzi żywe zainteresowa- 
nie, Wywołuje je zwłaszcza opozycja wobec wykorzystywania tych 
infonnacji w celach marketingowych. Wskazuje się bowiem, że 
uzyskanie atrakcyjnego dodatkowego zatrudnienia zależy przede 
wszystkim od pracy w uczelni i, jak zwykle przy tej okazji podkreśla 
się, od jej renomy, przesądzającej o tym niejako a priori. Wyłącznie ta 
przesłanka, w obliczu porównywalnych bądź nawet zróżnicowanych 
kwalifikacji zawodowych, decyduje o wyborze nauczyciela akademi- 
ckiego z pominięciem innych osób wykonujących swój zawód poza 
uczelnią, M. Bednarkiewicz wspomina (Własnołć intelektualna uczel- 
ni, "Głos Uczelni" nr 2/98) - w trybie przypuszczającym - o możliwo- 
ści istnienia w takiej sytuacji prawa uczelni do czerpania korzyści, 
a więc o obowiązku dzielenia się przez pracownika z uczelnią 
dodatkowo uzyskanym wynagrodzeniem, gdyż było ono możliwe 
wyłącznie ze względu na przywołane tu okoliczności. 


Jan A, Piszczek 


Zagrożenie i naruszenie 
renomy uczelni (II) 


Jak powszechnie wiadomo, w środowisku akademickim wypowiada- 
ne są także poglądy o wiele bardziej radykalne. Wszystko to jednoznacz- 
nie dowodzi istnienia wzajemnych relacji pomiędzy dobrą opinią 
o uczelni a korzystaniem z faktu zatrudnienia w niej nauczyciela 
akademickiego. Nie jest to wszakże związek generujący korzyści w jedną 
stronę - pracownika uczelni. Także szkoła wyższa buduje swoją renomę 
dzieki zatrudnianiu w niej wybitnych intelektualistów, badaczy i twór- 
ców, których osiągniecia naukowe i dydaktyczne wzbogacają znacząco 
jej wizerunek. 
Zanotowane tu obserwacje kierują poszukiwania w strone obowiązu- 
jącego prawa, by w jego obszarze znale:tć odpowiedź na pytanie, czy 
również ustawodawca wypowiedział sie na temat nurtujących nas 
wątpliwości, dotyczących używania przez pracownika w swej działalno- 
ści informacji o pracy w szkole wyższej. Przy czym chodzi mi tutaj nie 
tylko o aktywność nauczycieli akademickich, lecz także innych osób 
pozostających w ścisłych relacjach z uczelnią (np. doktorów honoris 
causa) oraz jej samej. Analiza przepisów regulujących sfere szkolnictwa 
wyższego, jak i powszechnego prawa pracy wykazuje, że na temat 
posługiwania sie przez pracownika uczelni (we wszelkich sferach jego 
działalności zawodowej i społecznej) informacją, że tam właśnie pracuje, 
powołane normy milczą. Podobnie ma sie sprawa, gdy idzie o przypadki 
nieujawniania wspomnianej okoliczności. Można więc twierdzić, że 
ewentualne konsekwencje przywoływania (także i przemilczania) faktu 
zatrudnienia w określonej uczelni są, co do zasady, indyferentne prawnie. 
Wprawdzie w dowodach osobistych odnotowuje się miejsce zatrudnienia 
czy też wskazuje sie je w dokumentacji podatkowej, ujawnia organom 
wymiaru sprawiedliwości itp., sytuacje te jednak trudno byłoby lokować 
nawet na marginesie omawianego zagadnienia. 
Zupełnie inaczej ma sie omawiana kwestia w płaszczyźnie utrwalo- 
nych zwyczajów stosowanych przez organizatorów konferencji, sympoz- 
jów, seminariów naukowych i innych imprez podobnego rodzaju, a także 
przez wydawnictwa naukowe i producentów utrwaleń (i ich zwielokrot- 
nień) utworów zbiorowych (periodyków naukowych, dyskietek kom- 
puterowych itp.). Wszyscy oni wymagają od autorów publikacji czy 
uczestników wskazania miejsca zatrudnienia. Infonnacja tajest następnie 
umieszczana w dokumentacji imprez naukowych oraz w opublikowanych 
wydawnictwach. Coraz cześciej też we własnych materiałach szkół 
wyższych (folderach, informatorach, publikacjach promocyjnych itp.) 
przedstawia sie swoje osiągniecia ze wskazaniem osób, które sie do nich 
znacząco przyczyniły, podaje sie wykazy doktorów honoris causa, listy 
publikacji itp. Przytoczone przykłady rodzą kilka pytań istotnych dla 
omawianej materii (ze względu na przywołane już relacje pracownik 
- uczelnia). Przede wszystkim pytanie o obowiązek czy też uprawnienie 
pracownika uczelni do informowania o tym fakcie i o przeciwstawne im 
uprawnienie czy też zobowiązanie do przemilczenia tej okoliczności. 


- maj 1999 


A. Obowiązek informowania o tym, że jest się 
pracownikiem uczelni 
Jakjuz wspomniałem, obowiązujące prawo milczy na ten temat, toteż 
nie stwarza ono podstawy do domagania sie od pracownika uczelni, by we 
wszystkich dziedzinach swojej działalności zawodowej i społecznej 
posługiwał sie informacją o pracy (niekiedy także zajmowanym stanowi- 
sku) w szkole wyższej. Ewentualnej podstawy takiego obowiązku można 
by upatrywać w statutach uczelni, gdyby zawierały postanowienia 
regulujące tę kwestie, bądź w umowach o prace obejmujących sferą 
obowiązków pracowniczych także i omawiany. Ale i te akty prawne 
milczą na ten temat. Zawarcie wiec w nich stosownych regulacji może 
być tylko postulatem na przyszłość, wymagającym wszakże zbadania 
zgodności proponowanych uregulowań z obowiązującym prawem (np. 
w zakresie ochrony danych osobowych, swobód i wolności obywatels- 
kich itp.). Przywołany już wcześniej zwyczaj, który ukształtował prak- 
tyke domagania sie od nauczycieli akademickich podawania informacji 
o stanowisku, tytule i stopniu naukowym przy okazji działalności 
wydawniczej Draz w przypadku organizacji imprez naukowych (kon- 
gresów, sympozjów itp.), przybiera często postać sfonnalizowaną. 
Wydawcy/producenci i organizatorzy imprez uzależniają bowiem pub- 
likacje/udział w imprezie od spełnienia tego obowiązku. Niewykonanie 
go wiec wywoła negatywne skutki dla autora/uczestnika imprezy. Być 
może, jest to już dzielenie włosa na czworo, lecz wydaje mi sie, że 
w umyślnym niewykonaniu owego warunku można by dostrzec np. chęć 
osiągnięcia negatywnego wpływu na kształt renomy uczelni. Gdyby 
okoliczności zdarzenia nie budziły w tym zakresie wątpliwości, dopusz- 
czalne byłoby, jak sądze, roszczenie uczelni o udzielenie wymaganej 
informacji (w stosunku do jej pracownika) bądź o zamieszczenie tejże 
w dokumentach imprezy naukowej (w stosunku do wydawcy takich 
dokumentów bądź do organizatora) - jako żądanie "złożenia oświad- 
czenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie" (przewidziane 
przepisem art. 24 
 I k.c.). Konieczne byłoby przy tym wskazanie, że 
przemilczenie informacji naruszyło renome uczelni przez np. "uszczup- 
lenie jej treści" absencją owej wiadomości'. Należy tu też dostrzec 
oczywistość roszczenia o sprostowanie infonnacji wadliwej, np. częstej 
pomyłki co do osób zatrudnionych w jednej uczelni, a wywodzących sie 
z innego środowiska naukowego (znane są liczne omyłki dotyczące prof. 
Leopolda Steckiego, którego lokowano w UAM zamiast w UMK, choć 
nigdy nie pracował on w uczelni poznańskiej). Na marginesie, także 
w nieco innej sytuacji, gdy ktoś - zapewne ze względu na posiadany 
zakres wiedzy - odczytywał publicznie skrót UMK jako Uniwersytet 
Marii Konopnickiej. Oczywista ignorancja "sprawcy" takiego wyjaś- 
nienia nie zwalniałaby zainteresowanej osoby prawnej, ze względu na 
ochrone jej renomy, od domagania sie przeprosin i publicznego spros- 
towania nieprawdziwej informacji. 


B. Uprawnienie do informowania o pracy na uczelni 
O ile istnienie obowiązku informowania o pracy na uczelni budzi 
wiele wątpliwości, o tyle uprawnienie do używania tej wiadomości we 
wszystkich płaszczyznach działalności pracownika uczelni wydaje sie 
być oczywiste. Znam wprawdzie kilka zdarzeń, w których zakazywano 
komuś czynienia użytku z takiej informacji, wszelako wiadomo mi też, że 
w praktyce naruszenie tego zakazu nie spowodowało żadnych ujemnych 
następstw dla osoby, która go nie respektowała. Nie wątpie, że brak 
negatywnych konsekwencji wynikał także z wyraźnej absurdalności owej 
uzurpacji. Oczywistość uprawnienia do ujawniania faktu pracy w uczelni 
wynika już choćby z tego, że infonnowanie o okoliczności prawdziwej 
nie może być ocenione jako działanie bezprawne, poza nielicznymi 
przypadkami objęcia niektórych faktów tajemnicą (państwową, służbową 
itp.) chronioną prawem. Przypadki te, jak sądze, niesłychanie rzadko 
mogłyby obejmować szkoły wyższe (np. szkoły służb specjalnych). 
Oczywistość uprawnienia do korzystania/używania informacji o fak- 
cie pracy w szkole wyższej nie zwalnia od refleksji poświeconej 
korzystaniu z niego w celach lukratywnych. Zainteresowanych odsyłam 
do kolejnej publikacji. 


I Przygotowując publikacje dotyczące własności intelektualnej uczelni. staram sie 
unikać przypisów. Wszelako wskazanie na możliwo
ć naruszenia renomy uczelni 
"uszczupleniem jej treŚci" może budzić opozycje ze strony znawców problematyki 
ochrony dóbr osobistych. Podkre
lam wiec. że pogłebiona refleksja pogwiecona 
wspomnianemu zdarzeniu utwierdza mnie w przekonaniu o trafności tej hipotezy, 
a także o jej przydatno
ci przy ocenie naruszeń innych dóbr osobistych. 



 UCZElni 13 


-
>>>
Oryginał i kopia w sztuce na koncercie TOK 


Nie było wielu chętnych do uczestniczenia w kwietniowych koncertach Toruńskiej 
Orkiestry Kameralnej (TOK). Orkiestra nie miała też rewelacyjnych propozycji, które 
by przyciągnęły melomanów do Dworu Artusa, Na początku sezonu uczestnictwo 
w koncertach stanowi bardzo popularną formę spędzania czasu, natomiast podczas 
ostatnich dwóch miesięcy przed wakacjami ludzie stają przed wyborem różnych 
wydarzeń festiwalowych i cykle koncertowe wydająsięjuż nużące. Musi więc pojawić się 
rewelacyjna propozycja wykonawcza lub repertuarowa, żeby bez względu na wszystko 
melomani przybiegli posłuchać muzyki. 


Magdalena Cynk 



 


.1" I. 


I 


Dyrygent Norichika limori oraz pianistka 
Masako Ezaki byli gośćmi kwietniowej "Małej 
filharmonii". Młodzi japońscy muzycy wraz 
z TOK-iem wykonali Koncert fortepianowy a- 
mołł Roberta Schumanna. Pianistka grała błys- 
kotliwie i precyzyjnie, wszystkie kształtowane 
frazy świadczyły ojej dużej muzykalności. 
Dyrygent bardzo dokładnie prowadził zespół 
i czujnie współpracował z solistką. Orkiestra 
natomiast zabrzmiała ciepło i przejrzyście, 
choć momentami za dobitnie. Bardzo przy- 
zwoicie wypadła też Uwertura Prezio.m Webe- 
ra oraz VII Symfonia A-dur Beethovena. Dyry- 
gent dbał o precyzje, proporcje dynamiczne 
i kontrasty faktur. W Uwerturze podkreślał 
baśniowy, romantyczny klimat, w Symfonii 
dbał o czytelność formy, o zróżnicowany cha- 
rakter poszczególnych części. Koncert należał 
do udanych, ale nie zgromadził, niestety, tłu- 
mów. 
Gwiazdą kwietniowego Koncertu Uniwer- 
syteckiego był altowiolista Lech Bałaban, czło- 
nek Orkiestry Kameralnej "Amadeus" oraz 
poznańskiego zespołu smyczkowego "Wienia- 
wski Kwartet". Zagrał z TOK-iem Koncert na 
altówke i orkiestrę, młodzieńczy utwór czes- 
kiego kompozytora, Carla Stamitza, tworzące- 
go we wczesnym okresie klasycznym. Dzieło 
zostało zagrane z wyczuciem stylu. Altowiolis- 
ta zachwycił elegancką grą. Czuło sie, że jest to 
wirtuoz wysokiej klasy, niezwykle muzykalny. 
Usłyszeliśmy popis gry szlachetnej, zdecydo- 
wanej, pełnej wyrazu. Koncertem dyrygował 
zaprzyjaźniony z Orkiestrą Knud Vad, aktywny 
organizator i kierownik artystyczny różnych 



I 
. 
.. .
 


... 


festiwali, organista, dyrygent i kompozytor. 
Niestety nie był on tak precyzyjny i dokładny 
w swoich ruchach, jak N. limori. W jego 
interpretacjach wyczuwało sie niepewność 
i troche bałaganu, a Mała suita na orkiestre 
smyczkową Carla A. Nielsena, jednego z naj- 
wybitniejszych kompozytorów duńskich, wy- 
padła monotonnie i mało inspirująco. Środ- 
kowe Intermezzo mogło być zagrane nieco lżej, 
a ostatnie Ałłegro con brio trochę bardziej 
dynamicznie. 
Podczas tego koncertu tradycyjnie odbył 
sie wykład. Tym razem słuchacze mieli okazje 
wysłuchać odczytu "Kopia, replika, naśladow- 
nictwo" prof. Józefa Flika, dyrektora Instytutu 
Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa UMK. 
Szkoda, że tak interesujący temat i bliski 
melomanom, wrażliwym również na sztuki 
piekne, został przekazany mało komunikatyw- 
nie. Prelegent czytał swój tekst zbyt szybko 
i bez potrzebnej w takich okolicznościach 
dykcji. Dygresje, które mówił bez kartki, moż- 
na było zrozumieć bez problemu, niestety, gdy 
przechodził do czytania, docierały do słucha- 
czy tylko pojedyncze słowa. 
Profesor swój wykład przeprowadzał pod- 
czas koncertu, wśród muzyki i muzyków, za- 
stanawiał sie wiec również, co w muzyce jest 
oryginałem i czy poszczególne wykonania są 
kopią utworu. Zadawanie tego typu pytań 
w takich okolicznościach moge potraktować 
jedynie jako prowokacje - i wyzwanie to 
podejmuje. 
Myśle, że odczytana kompozycja na kon- 
cercie bądź utwór słuchany z taśmy jest zawsze 


oryginalny i jest zawsze autentycznym dziełem 
twórcy, mimo że wykonawcy mogą zdarzyć sie 
błedy tekstowe i niechcący - jakieś własne 
pomysły twórcze. Kompozytor może natomiast 
w swoim dziele zacytować jakąś znaną melodie 
bądi fragment innego utworu, może naślado- 
wać styl innego twórcy, odtworzyć nastrój 
innej epoki czy odwoływać sie do innych 
kategorii stylistycznych. Może stylizować, ar- 
chaizować, przy jednoczesnym poszukiwaniu 
nowych wartości brzmieniowych, może być 
epigonem lub eklektykiem, tworzyć kolaże, 
pastisze, które będą jego autentyczną twórczoś- 
cią, chyba że ukradnie cudzy pomysł, skopiuje 
inne dzieło i określi jako swoje, czyli popełni 
plagiat. Tak jak powraca się do dzieła malars- 
kiego i ogląda się je wiele razy, tak tego samego 
utworu muzycznego można słuchać podczas 
różnych koncertów, w różnych interpretacjach, 
w różnych nagraniach. To zawsze bedzie orygi- 
nalne dzieło. Pojecie oryginalności w muzyce 
dotyczy procesu twórczego, jak i odtwórczego, 
bo żeby dzieło zaistniało, potrzebna jest orkies- 
tra. 
O kopii można powiedzieć w innym kon- 
tekście. Można skopiować gotową partyturę 
albo nagranie i tego już nie musi robić twórca. 
Oryginalne nuty zazwyczaj kompozytor za- 
chowuje dla siebie, natomiast kopie dostają 
wykonawcy. I właśnie od nich zależy, czy 
utwór bedzie zapierać dech w piersiach słucha- 
czy czy będzie sie dłużył, czy wyda się nudny 
czy inspirujący. Dobry wykonawca - oby jak 
najwiecej takich artystów występowało w To- 
runiu - nawet z nieciekawej kompozycji potrafi 
stworzyć perłę. Inaczej, zamiast koncertu wy- 
starczyłoby publiczności rozdać partytury do 
poczytania. Pomimo wspaniałych nagrań mu- 
zyki i rewelacyjnych albumów plastycznych, 
coś gna ludzi do galerii i na koncerty. Czy to 
potrzeba obcowania z oryginałem, czy żywą 
sztuką? Przecież płytę można wydać w milio- 
nie egzemplarzy, grafik może wydać dzieło 
w tysiącu numerowanych kopii, a rzeźbiarz 
zlecić wykonanie dziesieciu numerowanych 
odlewów. A przecież ktoś może dodrukować 
dodatkowy tysiąc płyt, wykonać identyczną 
1001 kopie grafiki i jedenasty identyczny od- 
lew. Czego wiec tym dziełom brakuje? Praw 
autorskich! Czyżbyśmy wiec doprowadzili pro- 
blem do absurdu, czyli zawiłości prawniczych? 
Lepiej już stawiać kolejne szesnastki na piecio- 
linii. Malarzom zaś życze farby, dobrze zagrun- 
towanego płótna i twórczej weny. 


Po zaledwie dwóch próbach na podium stanęło 500 (!) młodych 
ludzi z całego świata, aby pod batutą słynnej Agnieszki Vuczmal 
wykonać kompozycję Wojciecha Kilara Angelus. W czasie pierw- 
szej próby wielu chórzystów płakało, wzruszenia nie ukrywała 
również sama pani dyrygent. 


{"f 
\,t 


W dniach 22-25 IV br. odbył sie w Poznaniu Miedzynarodowy Festiwal 
Chórów Uniwersyteckich "Universitas Cantat '99". Na poznańskiej scenie 
wystąpił również toruński Chór Akademicki UMK. Była to druga impreza 
festiwalowa zorganizowana na UAM. W ub. r. wystepowały tu wyłącznie 
polskie chóry. Dziś festiwal został poszerzony o formacje zagraniczne 
z Francji, Niemiec, Palestyny i USA. "Universitas Cantat" stanowił 
wspaniały przykład ponadnarodowościowego porozumienia w jezyku 
muzyki. Festiwal "otworzyły" trwające dwa dni prezentacje chóralnych 
talentów. Dla chórzystów był to nie tylko czas muzycznych przeżyć, ale 
doskonały moment na wymiane własnych doświadczeń. Toruński chór 
wystąpił z utworem Piotra Czajkowskiego Tri.{wiatuje. Niezbyt trudny pod 
wzgledem technicznym, ale bardzo oddziaływający emocjonalnie utwór 
został trafnie wybrany przez dyrygent Bożene Jankowską na te prestiżową 
uroczystość. Próby prezentacji komercyjnych utworów rozrywkowych pod 


publike (np. śpiew z podkładem muzycznym albo użycie na festiwalu 
chóralnym gitary elektrycznej) spotkały sie raczej z dezaprobatą, pewnie 
dzieki temu zwolennicy klasyki zyskali dodatkowe grono wielbicieli... 
Mistrzostwem wykazał sie - zdaniem wiekszości uczestników festiwalu 
- chór KUL-u, natomiast bardzo rozczarował wszystkich chór UJ. 
Kulminacyjnym punktem uroczystości był sobotni koncert finałowy 
w wykonaniu 500 O) młodych ludzi z całego świata, którzy pod batutą 
słynnej A. Duczmal zaśpiewali Angelu.{ W. Kilara, utwór pochodzący 
z 1984 r., a oparty na tekście modlitwy Pozdrowienie Aniel.{kie. Dzieło to 
zniewoliło wszystkich. W czasie pierwszej próby byliśmy zaszokowani siłą 
jego ekspresji, wielu chórzystów płakało, wzruszenia nie ukrywała również 
sama A. Duczmal. - Pani dyrygent wywarła na mnie znacznie więhz
 
wraienie nii cały fe.{tiwal - mówi Kuba, student sztuk pieknych UMK, 
chórzysta. - Nie miałem do tej pory kontaktu z tak ehpre.{yjnym dyrygentem. 
kltiry niezwykle płynnie przechodzi od potęinegoforte do delikatnego piano. 
Studenci bardzo przeżywali ten wystep. ł nic dziwnego... bo Angelu.{ to 
upiorna mieszanina ciszy, błagalnej modlitwy, a jednocześnie gradacji 
grozy, "krzyku" bebnów, euforii w nawoływaniu Boga: "Jezus, Jezus, 
Jezus!!!" i milczenia, które kończy AMEN... - Krzyk był clU.mmi 
przeszywajqcy, rozładowywał. wyzwalał w.{zystkie emocje, oczysZl.'zał - mó- 
wi Krystian, chórzysta z Torunia. - "Angelu.{" w.{lrzq.tnie kaidym, czy je.{t 
on wierzqcy, czy tei nie, poniewai wszy.{cy nosimy w .WJbie poczucie 
wznio.{łości. 


Renata Szramowska 


14 
 UCZElni 


maj 1999-
>>>
Ze współpracy polsko-niemieckiej 


Może nieco w zbytnim pośpiechu Muzeum Okręgowe w Toruniu zor- 
ganizowało sporą wystawę obrazów Gerda Finkla, Pośpiech spowodowany był 
przyjazdem świetnego projektanta i artysty do Polski i przywiezieniem jego 
prac do Torunia. 
G. FinkeI, profesor i jednocześnie dziekan Wydziału Komunikacji Wizual- 
nej w Wyższej Szkole Zawodowej w Hildesheim (Niemcy), przyjechał na 
Wydział Sztuk Pięknych UMK w ramach współpracy tych wydziałów i szkół na 
bazie międzynarodowego programu edukacyjnego SOCRA TES. Uczelnia 
w Hildesheim kształci w dziedzinie projektowania graficznego, architektury 
wnętrz i konserwacji zabytków. 


Tadeusz Marciniak 



 
 LSiJUIJ
 


Gość został serdecznie powitany na Radzie 
Wydziału przez dziekana, prof. R. Drzewiec- 
kiego, miał również długie spotkanie-wykład 
dla pracowników i studentów całego wydziału. 
Owa prezentacja szczególnie zainteresowała 
naszych studentów projektowania graficznego. 
Wyklad bowiem był bogato ilustrowany przy- 
kładami prac dyplomowych, ćwiczeniowych 
oraz realizacjami tych pomysłów-projektów. 
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że uczelnia nie- 
miecka Uak wiele innych w zachodniej Euro- 
pie) jest nastawiona zdecydowanie na cały 
proces realizacyjny, tzn. zarówno na pomysł 
twórczy, konkretny projekt. jak i jego realiza- 
cje. A wiec nie tylko sie projektuje określone 
przedsiewziecia i zadania, ale także je wykonu- 
je, spełniając różne zadania usługowe dla in- 
stytucji kulturalnych, społecznych, gospodar- 
czych i zakładów przemysłowych. Toruńscy 
studenci, jak i ich inni polscy koledzy z projek- 
towania graficz'1ego, ćwiczą sie w "sztuce dla 
sztuki", nie mają takich możliwości realizacyj- 
nych, bo nie ma tu podobnych tradycji, a i grafi- 
ka projektowa nie posiada jeszcze potrzebnego 
zaplecza technologicznego. Może z czasem 
zostaną te studia wyposażone we wszelkiego 
typu maszynerie, komputery, drukarnie, i do- 
staną konkretne zamówienia?! Ważne zadanie 
do spełnienia ma tu profesura i pracownicy 
Instytutu. Studenci wówczas nie tylko bedą 
opracowywali projekty "na niby i w ciemno", 
ale także je realizowali. Trudno powiedzieć, co 
jest bardziej sensowne i korzystne w edukacji 
studentów - czy nadmierna swoboda w projek- 
towaniu, czy poddanie sie pewnym ogranicze- 
niom zleceniodawców. Nasi studenci i absol- 
wenci muszą sie jednak z czasem z tym zetknąć 
- z rynkiem i zapotrzebowaniem na ich twórcze 
pomysły oraz z konkurencją. 
Wspomnieć jeszcze należy, że niemiecka 
uczelnia jest szkołą doŚĆ młodą, choć bardzo 
preżną. Niedawno obchodziła lO-lecie swojego 
powstania. Już wcześniej były z nią różne 
kontakty, pracował tam np. z wielkim powo- 
dzeniem i pożytkiem prof. Wiesław Domas- 
łowski, a aktualnie zatrudniony jest jako profe- 
sor nasz absolwent konserwacji, Jan Schubert, 
który towarzyszył zresztą prof. Finkiowi w cza- 
sie jego pobytu w Toruniu i był świetnym 
tłumaczem. I choć ta współpraca trwa zaledwie 
od roku. to już zdążyła zaowocować wymianą 
studentów i pracowników. Studenci przebywa- 
ją we współpracujących ze sobą uczelniach 
przez jeden semestr i otrzymują zaliczenie 
w indeksie. Koszt pobytu pokrywa macierzysta 
uczelnia, zaś korzyści edukacyjne są duże, choć 


- maj 1999 


-ł .." 


:6-:= 
..... 
_.... '
.
.. 
. -''''''': 
'""""7 


.
 - 


'\I... 


L 
G. Finkei (z lewej) w towarzystwie prodziekana M. Ziomka 
Fot. L. Kamiński 


-emocjonalne. Natomiast obrazy: 18 Umkeh- 
rung in der Mille czy z serii Flagge są zbyt 
suche, wyprane z emocji, nazbyt komputerowe, 
niemal sztuczne i bezosobowe - bliższe chyba 
projektowania niż kreatywnej wolności. Widać 
w nich wyraźne wpływy Bauhausu i sztuki 
konstruktywistycznej z okresu po II wojnie 
światowej. 
I jeszcze jedno spostrzeżenie, chyba istot- 
ne w tym kontekście. Otóż na trwającej równo- 
legle wystawie "European Design Annual '99" 
- zawierającej prace laureatów europejskiego 
przeglądu wzornictwa graficznego - którą eks- 
ponowała Państwowa Galeria Sztuki w Toru- 
niu, można było podziwiać plakat G. Finkla, 
również laureata tego prestiżowego konkursu. 
Jest to plakat poświecony wystawie dyplomów 
jego macierzystej uczelni, plakat-majstersztyk, 
w każdym szczególe dopracowany do peńek- 
cji, tak pod wzgledem formy, jak i przesłania 
semantycznego. Na granatowym tle umiesz- 
czone zostały syntetyczne jasne skrzydła i na- 
pis informacyjny. Jest w nim doskonała ryt- 
mika, równowaga kierunków, wyrafinowany 
kolor, harmonijna kompozycja całości. Poka- 
zuje całą artystyczną świadomość swego twór- 
cy i niepowtarzalną wielkość. W tej oszczędno- 
ści i lakoniczności jest bliski naszemu plakaciś- 
cie, znakomitemu grafikowi, Henrykowi To- 
maszewskiemu. 
A sama wystawa laureatów europejskiego 
wzornictwa graficznego (dobrze, że ekspono- 
wana w Toruniu) zasługuje na bliższą uwage. 
Pokazano tu bowiem prace nagrodzone z róż- 
nych krajów: Niemiec, Anglii, Holandii, Hisz- 
panii, Włoch, Francji, Austrii, Finlandii, Jugo- 
sławii i oczywiście z Polski. Prace polskich 
artystów-projektantów nie ustepują wcale in- 
nym projektom, są ciekawe i oryginalne. No 
choćby plakaty Sławomira Drążkiewicza 
(Grand Prix IDEA '96) czy prace Krzysztofa 
Białowicza, np. ta z Camerimage '97 - z trzema 
prawie nagimi meżczyznami, dźwigającymi 
ogromną kamere - którą niedawno można było 
oglądać w naszym mieście. 
Na wspomnianej wystawie pokazano pro- 
jekty i realizacje, począwszy od wizytówek, 
tzw. listowników, logo firm, kart do gry, 
obwolut książek i płyt, do aranżacji graficznej 
całych książek, wnetrz, różnego rodzaju plaka- 
tów i kalendarzy. Reasumując niejako: owe 
propozycje były bardzo ciekawe, zmuszały 
widza i profesjonalistów do szczególnego prze- 
wartościowywania relacji pomiedzy tym, co 
dzisiejsze i dawne, pomiedzy tym, co nasze, 
i tym, co pochodzi z innych krajów. 


przecież niewymierne - jest to staż potrzebny 
i niezmiernie wzbogacający. 
Wracając do samej wystawy, trzeba za- 
akcentować to, że G. Finkei jest znakomitym 
projektantem graficznym, a malarstwo stanowi 
jego dodatkową pasje. Niemniej omawiana 
wystawa może dostarczyć odbiorcom (zwyk- 
łym i profesjonalistom) wielu refleksji i prze- 
żyć - może nawet swoistych inspiracji. Obrazy 
należą do abstrakcji geometryczno-konstruk- 
tywistycznej. Sam artysta wyznał, że podczas 
studiów w Moguncji jego profesor "piłował" go 
z ćwiczeń i problemów plastycznych, które 
miały miejsce w awangardowej, o światowej 
renomie, wyższej szkole Bauhausu w Niem- 
czech. Zmuszał go do kopiowania prac 
W. Kandinsky'ego. Niewątpliwie wyszło to 
Finkiowi na dobre. W każdym razie ekspono- 
wane obrazy mają w sobie coś z atmosfery 
Bauhausu i zasługują z wielu względów na 
bliższą uwage - choć przecież zawsze są na 
takiej wystawie kompozycje bardziej i mniej 
interesujące. 
Mnie urzekły szczególnie obrazy zatytuło- 
wane: Zwillinge (Bliźniak - reprodukcja), tryp- 
tyk Blau vier. Blau ein.f, Blau achl oraz te szare 
w tonacji: Egil, Jjjdur, Blue Box, a nawet Torso. 
Muzeum nie zechciało, a może nie zdążyło 
przetłumaczyć tytułów na jezyk polski. 
Wyróżnione, w moim odczuciu, obrazy 
posiadają coś z prawdziwej malarskiej materii 
i filozoficznego zamyślenia, są racjonalno- 


.: 
.' 


.
- "'::Ir: . 


ł 


J ł' 
. ';. 
. :.
 
-;łł,.. .. ...,.. 
!j 
. 
.. 
.J ...... 
; 1 


G. Finkel, Bliźniak 


ArJ] UCZElni 15
>>>
Po festiwalu "Młode kino europejskie" 


W nocy z niedzieli na poniedziałek, między 25 a 26 kwietnia zakończył się 
czterodniowy festiwal "Młode kino europejskie". I podobnie jak ta noc, 
owe cztery dni były raczej ponure, choć impreza z pewnością udana. 


Dwadzieścia pięć filmów obejrzanych 
w ciągu festiwalowych dni daje podstawę do 
pokuszenia się o odpowiedź na pytanie, jakie 
jest to młode kino europejskie. Bo choć 
wszelkie uogólnienia i syntezy są ułomne, to 
jednak większość filmów obejrzanych w ki- 
nie "Grunwald" wykazywała zaskakująco 
wiele podobieństw. 
Przede wszystkim jest to kino współ- 
czesne i smutne, pochylające się nad ludźmi, 
którzy sobie nie radzą bądź też radzą sobie 
jedynie w wąskiej przestrzeni marnej egzys- 
tencji. A jeśli są inni, to z pewnością coś 
smutnego im się przydarzy. Spotkamy tu 
Belga, żyjącego z organizowania "życia" 
nielegalnym imigrantom z całego świata, 
który zamiast zawieźć do szpitala rannego 
pracownika-Murzyna, zalewa go cementem, 
likwidując niebezpieczeństwo wykrycia nie- 
legalnej działalności. Młody Bośniak, tar- 
gany konniktem z ojcem-wojskowym i prze- 
śladowany przez innych młodych z powo- 
dów narodowościowych, angażuje się 
w działalność ruchu punk, by skończyć 
śmiercią samobójczą. Młoda Francuzka jest 
bezpośrednim świadkiem samobójczego 
skoku z okna swojej przyjaciółki, a inny 
młody Francuz, chory na padaczkę. nie robi 
nic oprócz jeżdżenia motorem z innymi 
nicnierobiącymi i mechanicznym uprawia- 
niem seksu. 
Ten pesymizm powiększa się, gdy spo- 
jrzymy na obraz rodziny. jaki otrzymujemy 
w tle tych filmów. Jedynie w trzech czy 
czterech filmach (!) można powiedzieć, iż 
jej sytuacja była stabilna. W pozostałych 
mnożą się rozbite małżeństwa, patologie 
i okaleczone przez nie dorastające dzieci. 
O fatalnej kondycji współczesnej rodziny 
mówi się i wiadomo dosyć sporo, nie jest to 
temat nowy. Zaskakuje natomiast znikoma 
obecność miłości. Z dwóch filmów o uczu- 
ciach, jeden to typowe kino familijne, drugi 
zaś traktuje o ułomnościach "telenowelowe- 
go" myślenia. lecz sam nie wykracza dalece 
poza jego schematy. A przecież są to twórcy 
młodzi! Paradoksalnie najwięcej żaru uczuć 
i ognia (dosłownie) pojawiło się u legendar- 
nie chłodnych Szwedów (Prince oj Dreams 
- Ella Lemhagen). 
Zaskakujące jest to, iż w tak dużej 
mierze młode kino to kino o młodych. We 
wszystkich niemal filmach (oczywiście 
z wyjątkami) główną postacią jest doras- 
tający chłopak lub dziewczyna i jeśli nie ich 
dojrzewanie jest głównym tematem, to na 
przedstawiony świat patrzymy ich oczami. 
Chyba z tego głównie powodu czas i miejsce 
akcji często nie miały większego znaczenia. 
W naszym kręgu kulturowym mogło to być 
gdziekolwiek. Wiąże się to jednak z prob- 
lemem szerszym. Jak się okazuje, kino mło- 
de jest obojętne na kontekst historyczny, 


Andrzej Romański 


l 


't I 


,
 


perymentowania z obrazem, interesujących 
plastycznie ujęć (z jednym wyjątkiem), cie- 
kawie skonstruowanych scenariuszy (też 
z jednym wyjątkiem) i obecności aktorów. 
Bo młode kino nie wynosi na piedestał sztuki 
aktorskiej. Niewiele było twarzy, które za- 
padły w pamięć, niewiele było też gestów, 
którymi można było się szczerze, głęboko 
wzruszyć (oczywiście z paroma wyjątkami). 
Ale też przedstawiony świat na to nie po- 
zwalał. Przez ekran przewijały się postacie 
zwykłe, przeciętne i bezbarwne. Normalni 
ludzie. I tutaj właśnie tkwi chyba najistot- 
niejsza różnica pomiędzy młodym kinem 
europejskim a dojrzałym (z grubym port- 
felem) kinem amerykańskim. W tym pierw- 
szym zamysł, opowiadana historia, jest ce- 
lem samym w sobie, podczas gdy w drugim 
są one najczęściej punktem wyjścia dla 
aktorskich popisów. 
Kilka filmów wymknęło się jednak tym 
uogólnieniom. Moim zdaniem do najwięk- 
szych sukcesów festiwalu należy TIC TAC, 
reż. Daniel Alfredson, Szwecja 1997. To był 
jedyny film błyskotliwy, choć o ciemnych 
sprawkach i interesach (wspaniały scena- 
riusz Hansa Renhalla). Spotykamy grupę 
bohaterów, których losy powoli nakładają 
się na siebie, rzucając zaskakujące światło 
na początkowo niejasne zdarzenia. Dialogi 
są błyskotliwe, kilka scen - wybornych. 
Rozmowy dwóch skinów - przyjaciół, z któ- 
rych jeden właśnie się zakochał, to praw- 
dziwe perełki. No i przemoc, która pojawia 
się pod koniec, naprawdę przeraża, mimo że 
wcześniej było raczej pogodnie. Jedyny 
film, który bez problemów osiągnąłby suk- 
ces komercyjny, w jak najbardziej pozytyw- 
nym znaczeniu. Nominowany przez Szwe- 
dów do Osk..ra. Scena-perła: włoscy właś- 
ciciele baru kłócą się, gdyż jeden z nich chce 
wyrzucić skinów, których się boją. Jeden zaś 
ze skinów, nie wiedząc, o co kłótnia, mówi 
"nic dziwnego, że u nich w kraju wciąż 
niespokojnie". 
Do kategorii sukcesu można zaliczyć 
również obraz W tym kraju, reż. Lidia 
Bobrowa, Rosja, 1997. W zasadzie jest tu 
wszystko, czego można oczekiwać od 
"rdzennego" filmu rosyjskiego. Swojski, 
wiejski klimat, awanturujące się grube baby 
z chustami na głowach, pijący bez umiaru 
dziadowie, no i ten rozhukany język. Zwy- 
cięstwo polega na tym, że mimo smutnej 
wizji stworzono pogodny, tragikomiczny 
ton opowieści. Scena-perla: dwóch pijacz- 
ków chowa przyjaciela, który umarl z prze- 
picia. Jeden z nich wyciąga fotografię zmar- 
łego, która ma zawisnąć na krzyżu, lecz 
drugi buntuje się: "przecież on jest na niej 
kompletnie zalany". Pierwszy: "cóż, innej 
nie miał". 
Również Długi zmierzch, reż. Attila 
Janish, Węgry, 1997, wyróżniał się pod 
trzema względami. Jest jedynym filmem, 
w którym nierzeczywistość wygrala z rze- 
czywistością, jedynym, którego główną po- 
stacią jest osoba starsza, i jedynym ob- 
fitującym w walory plastyczne. Podstarzała 


t 


",\ ,/ 

 ..... " 
- te- 
'" " 
/ 
- . ", 
bD b 
bbb6 6 b tJ 
b 6 b b 


r 


I 


16 rłrrJ1 UCIllnl 


maj 1999- 


, 


Rys. A. Romański 


... 


mimo że pojawia się wojna w Jugosławii. 
Nie ma portretów społeczeństw, wydarzeń 
historycznych, z wyjątkiem śmierci generała 
Tity. Mamy jedynie przesiąknięte publicys- 
tyką filmy polskie (Kratka - Paweł Łoziński, 
Farba - Michał Rosa), które na tle pozo- 
stałych produkcji bezlitośnie pokazują, jak 
bardzo ciąży nam współczesna, zmieniająca 
się rzeczywistoŚĆ. 
Kino młode to również kino naturalis- 
tyczne, konwencja kilku filmów była wręcz 
paradokumentalna. Założeniem podstawo- 
wym większości twórców było fotografowa- 
nie rzeczywistości, taką jaka ona jest, bez 
retuszy i zbędnego udramatyzowania. A ich 
wybór w większości padał na te fragmenty 
rzeczywistości, które emanują brzydotą. To 
było chyba największe zaskoczenie tego 
festiwalu, gdyż zwykle przeciwstawiając 
kino europejskie amerykańskiej produkcji 
filmowej, podkreśla się metafizyczne, du- 
chowe i religijno-mistyczne walory tego 
pierwszego. Tymczasem metafizyki było jak 
na lekarstwo (oczywiście z wyjątkami). 
Sporo filmów oglądało się jak rozbudo- 
wane szkolne etiudy. Czy fakt ten można 
zrzucić na karb debiutu, młodości i niedo- 
jrzałości, czy może było to świadome zało- 
żenie artystyczne, nie wiadomo. W każdym 
razie dominowały długie, leniwe ujęcia, 
często brakowało muzyki, nie było eks-
>>>
J 


pani profesor podróżuje autobusem po miej- 
scach swojego dzieciństwa. Poetyka snu 
i powtarzane za każdym razem inaczej sek- 
wencje zdarzeń stwarzają niepowtarzalny 
klimat metafizycznej opowieści. Dominuje 
cisza, lecz reszta jest na tyle wciągająca. że 
film nie nuży. Troszkę Antonioniego, trosz- 
kę Bergmana. Scena-perła: spadająca lalka 
..w głąb" ciemnej, otwieranej szafy. ..Dnem" 
szafy okazuje się po chwili podłoga w poko- 
ju bohaterki. 
Pewniakiem był również film Wyśnione 
życie aniołów, reż. Erick Zonca, Francja, 
1998 (Złota Palma Cannes '98), który zwy- 
ciężył w konkursie publiczności toruńskiego 
festiwalu. Spotkanie dwóch, wydawałoby 
się, podobnych dziewczyn, trochę zagubio- 
nych, wciąż poszukujących dla siebie miejs- 
ca i sposobu. Myślę, że zwycięstwo obraz 
ten zawdzięcza głównie znakomitemu aktor- 
stwu obu pań. Ziejące bólem i niepewnością 
spojrzenie jednej i ujmujący, gdzieś w poło- 
wie filmu zagubiony uśmiech drugiej tworzą 
napięcie trzymające przez cały film. Perła: 
przeraźliwie beznamiętna scena samobójst- 
wa - skok przez okno jednej z bohaterek, 
podczas gdy z drugą krążymy po kuchni 
kilka metrów obok. Gdy otwieramy drzwi 
pokoju, widzimy już tylko spadające włosy. 
Festiwal Młode Kino Europejskie był 
udany, choć festiwalowej atmosfery jeszcze 
nie udało się stworzyć. Planowany w przy- 
szłorocznej edycji konkurs filmów powinien 
podwyższyć temperaturę. Najważniejsze 
jest to, że impreza przyciągnęła sporą pub- 
liczność, a organizatorzy ustrzegli się więk- 
szych wpadek. 


Pierwsza edycja 
- trzy zbędności 


t 


Cisza. Niekiedy tylko przerywana przez 
speszonych panów, patrzących bardziej po 
sobie niż po publiczności, która dziwi się, że 
to jest właśnie uroczyste otwarcie. Zupełnie 
inna, bo bardziej przykra, cisza na spotkaniu 
z pewnym polskim reżyserem i jego słowa 
kończące obopólną pięciominutową mękę: 
"No cóż, dziękuję, że obejrzeliście mój film". 
A był to jedyny obecny reżyser. 
I śmiech. Taki, gdy Grek przetłumaczony 
angielskim napisem u dołu ekranu mówi 
jakieś dziwne rzeczy polskimi ustami lektora. 
Lecz również śmiech samego lektora, bo film 
zabawny. A także potrzeba śmiechu wśród 
publiczności, która przytłoczona ogólnym 
smutkiem, znajduje komizm nawet tam, gdzie 
zdecydowanie więcej tragizmu. 
No i hałas. W samym środku sobotniej, 
więc wymarzonej nocy, gdy dwóch panów 
przez pół godziny nie może nastroić jaz- 
goczących gitar i ich wiara, że to koncert. Nie 
dziwna więc ucieczka w chłód i wilgoć lasku 
wokół ..Od Nowy", choć wielu uciekło znacz- 
niej dalej i już nie wróciło. 


Obserwator 


- maj 1999 


Zorganizowamy w piwnicach 
Muzeum Mikołaja Kopernika pokaz 
prac Joanny Strzeleckiej to już dzie- 
siąta indywidualna prezentacja jej 
twórczości, szczególnie ważna. 
Przypomnijmy - artystka jest ab- 
solwentką Wydziału Sztuk Pięknych 
UMK, dyplom z malarstwa uzyskała 
w pracowni doc. Barbary Steyer, ukoń- 
czyła również studium podyplomowe 
w zakresie kształcenia pedagogicznego 
w Akademii Sztuk Pięknych w War- 
szawie. Zajmuje się pracą pedagogicz- 
ną w Instytucie Pedagogiki UMK, 
wcześniej zaś organizowała ekspozy- 
cje sztuki współczesnej w Biurze Wy- 
staw Artystycznych w Toruniu (1977- 
-1983), kierowała Galerią Sztuki 
W spółczesnej przy ul. Szerokiej (1983- 
-1989). W 1998 r. Akademia Sztuk 
Pięknych we Wrocławiu na podstawie 
obronionej pracy nadała artystce kwa- 
lifikacje I stopnia w zakresie dyscyp- 


..,ł" 


" . 


:'/1 
""' -.' 



. 


:- 


" 


,: 


c': ł-. 


,ł': 


.

! =:: 


. . :



- 



;;
: :::. 


r ,. 
4p "...,. 
I' 


:'.'. , :.o! 
. -" . 


. ..:.; ... 
. 
- 
., - . 


.
 ,.,. 


;':, 




J- 


P81stelQwłe pejzaże 
J08lnny StrzelecMej 


mimochodem: Czy Pani posługuje się kom- 
puterem? Otóż właśnie kredka akwarelowa 
pozwala J. Strzeleckiej wydobyć fakturę. Ar- 
tystka jest świadoma, jak wiele niezgłębio- 
nych tajników tej techniki czeka jeszcze na 
odkrycie. Pani Joanna wyraźnie ożywia się 
w rozmowie na ten temat, zaznaczając, że 
nawet nie spodziewała się tak satysfakcjonu- 
jących efektów warsztatowych. 
Zróżnicowana kolorystyka pejzaży, roz- 
pięta pomiędzy pogodnymi żółcieniami i gra- 
natami, szarościami i czerniami, nie wywołu- 
je - wedle moich odczuć - smętnych na- 
strojów. Nic zatem banalnego nie pobrzmie- 
wa w doborze barw. Ascetyczne fonny nie 
przypominają surrealistycznej rozmowności 
zestawianych przedmiotów. I nie na miejscu 
byłoby tu rozprawianie o metaforze skon- 
struowanej na zasadzie interferencji. Wyidea- 
lizowane (ale nie patetyczne) przedstawienia 
są nieco chłodne, jakby wynurzone, z delikat- 
nymi akcentami światła, przypływają z in- 
nego wymiaru, zwiastują odsłonięcie tajem- 
nicy nieziemskiej materii - niezmierzonej 
umysłem człowieka. Kojący spokój, obietnica 
przekroczenia horyzontu, niezwykły smak 
radości to doznania nie tylko estetyczne, ale 
przede wszystkim duchowe - wzniosłe. To 
szczególne malarstwo doprasza się opisu me- 
taforyki, której nie sposób teraz ogarnąć 
- i pewnie tym Joanna Strzelecka zauroczyła 
zaproszonych na wystawę gości. Dystans,jaki 
wytwarzają jej prace, zobowiązuje do spo- 
jrzenia w głąb siebie. Ta sytuacja nie dopusz- 
cza poufałości odbiorcy, nie jest tu dozwolona 
jakakolwiek nonszalancja, stąd bowiem blis- 
ko do profanacji sacrum. Wypada mi tylko 
przeprosić za tę, być może, nazbyt śmiałą 
próbę dotykania czegoś bardzo osobistego, 
intymnego. 


Małgorzata Muszyńska 



 UCZElni 17 


liny artystycznej - malarstwo. Jej prace znaj- 
dują się w zbiorach prywatnych w kraju i za 
granicą - w Kanadzie, Niemczech, Szwecji 
i Włoszech. 
Każda próba opisu twórczości Joanny 
Strzeleckiej jest swoistym dotykaniem jej 
wrażliwości, subtelnego świata, który tym 
razem trzeba dobywać z tajemniczych i nie- 
ziemskich głębi. Uroda żywiołowych pejzaży 
z poprzednich cykli, inspirowanych podróża- 
mi po Europie i Afryce, jakby uległa przeob- 
rażeniu. W tym wypadku - wyznała niedawno 
artystka w wywiadzie radiowym - natura jest 
tu przetworzona. nawet idqca w formę abs- 
trakcyjną, ale jest to konsekwencja tego. co 
robiłam poprzednio. Może trochę bardziej 
odrealnione. To, co autorka nazywa pamifVt- 
nikiem, jest osobliwym skarbcem wizual- 
nych, emocjonalnych doświadczeń, z których 
powstają pejzaże wewnętrznego przeiycia. 
nastroju, także marzeń. 
Przestrzeń, światło, a nade wszystko czas 
stanowią metafizyczny wymiar obrazów. 
Urzeka, fascynuje i w stan kontemplacji 
wprowadza ów szczególny efekt: jest nim 
przedstawienie czasu, czegoś niewymiernego. 
W tych pracach - stwierdza dalej autorka 
w cytowanym wywiadzie - nakłada się ten 
czas. To znaczy to, co kiedyś było... to. co 
jest.... i to, co może będzie... W tych pracach 
jest taka droga: przejście do lepszego, innego 
świata. To światło jest czymś nieznanym, 
symbolicznym. To niematerialne światło du- 
cha. światło Boga. 
Kreska akwarelowych pasteli, kredek, 
także ślady pfVdzla zdradzają kunszt rysow- 
nika i malarza. bo nie trzeba specjalnie wyjaś- 
niać, że to, co nieudane za pierwszym razem, 
zazwyczaj pozostawia po sobie trudny do 
poprawienia rys. Niech świadectwem uznania 
mistrzowskiej ręki bfVdzie pytanie zadane
>>>
Gratka dla miłośników folkloru 


Kolejna inicjatywa warszawskiego Domu 
Tańca przygotowana w cyklu "Sąsiedzi" znala- 
zła swój finał w Toruniu. 16 IV do grodu 
Kopernika zawitał zespół "Drewo". Gościnne 
sale Muzeum Etnograficznego zostały tym 
razem wypełnione śpiewami ukraińskimi. Li- 
cznie zgromadzona publiczność (ponad 200 
osób) miała okazję wysłuchać dwuczęściowe- 
go (łącznie około I ,5 godz.) koncertu. Część 
pierwszą zdominowały pieśni dożynkowe 
(śpiewane głównie przy ścinaniu ostatnich kło- 
sów zbóż), wiosenne i pasterskie, natomiast 
druga przyniosła nam pieśni związane z ob- 
rzędem weselnym. Jak się okazało w trakcie 
koncertu, nie tylko śpiew się liczy, lecz także 
jego oprawa. Ta zaś była równie znakomita, co 
walory wokalne koncertu. Publiczność co 
chwilę wybuchała salwami śmiechu, obser- 
wując zachowania poszczególnych śpiewają- 
cych - pokątne picie "wódki", zbieranie dat- 
ków dla nowożeńców, kłótnie i przekoma- 
rzanki, a obok tego tańce grupowe i indywidua- 
lne, spektakularne opuszczanie i powracanie na 
salę, nawiązywanie kontaktu z publicznością, 
zagadywanie jej, wchodzenie między rzędy 


krzeseł - wszystko to sprawiło, że mieliśmy do 
czynienia bardziej z niezwykłej urody przed- 
stawieniem niż z koncertem zespołu ludowego. 
Jednak nic nie mogło równać się wprowadzeniu 
na scenę "pary młodej" wybranej spośród 
widzów, co pozostali przyjęli burzą oklasków. 
Nie trzeba chyba dodawać, że zespół bisował, 
a po koncercie w Muzeum nastąpiła ta mniej 
oficjalna jego część w karczmie "U Damroki", 
gdzie śpiewano i tańczono do późnej nocy... 
"Drewo" zostało założone w 1979 r. przez 
doktora historii sztuki i emomuzykologa, wy- 
kładowcę Narodowej Akademii Muzycznej 
w Kijowie, Jewhena Jefremowa. Dwadzieścia 
lat działalności przyniosło dziesięcioosobowej 
grupie rozgłos i uznanie. Uważane za prekur- 
sora nurtu ..muzyki autentycznej" .,Drewo" 
kultywuje folklor w nieskażonej formie, dbając 
o jego pierwotne brzmienie i charakter. Zespól 
broni się przed wszelką stylizacją i poprawia- 
niem oryginalnych pieśni i obrzędów, co nie 
stanowiłoby dla jego członków większego pro- 
blemu, jeśli zauważymy, że mają oni przygoto- 
wanie muzyczne czy artystyczne. Jednak pro- 
gramowo ..Drewo" dba o zachowanie i kul- 


tywowanie pierwotnej surowości folkloru 
Ukrainy. Przejawia się to przede wszystkim 
w specyfice wykonania pieśni, które śpiewane 
w lokalnych dialektach (np. pochodzących 
z Polesia i Lewobrzeża - Połtawszczyzny) są 
często przerywane przez wyhuky (okrzyki), 
obfitują w urywane słowa czy powtórzenia. 
Oczywiście (w miarę możliwości) grupa stara 
się także o przekazywanie i kultywowanie 
innych elementów folkloru ukraińskiego - jej 
członkowie występują w strojach ludowych, 
prezentują malowidła i rekwizyty nawiązujące 
do tych tworzonych po wsiach. 
Jak wspomniano, koncert był kolejną z cy- 
klu imprez organizowanych przez Dom Tańca 
z Warszawy (reprezentował go Janusz Prusino- 
wski), a do Torunia trafił dzięki staraniom Koła 
Folklorystów przy Instytucie Filologii Polskiej 
UMK (głównym organizatorem był - po raz 
kolejny - Piotr Grochowski). Przedsięwzięcie 
finansowo wsparli - obok Muzeum Etnografi- 
cznego - dyrektor Instytutu Filologii Polskiej, 
dziekan Wydziału Humanistycznego oraz Wy- 
dział Kultury Turystyki i Sportu Urzędu Miejs- 
kiego w Toruniu. Koło Folklorystów zachęco- 
ne dotychczasowymi sukcesami przygotowało 
już kolejne spotkanie z folklorem naszych 
sąsiadów, tym razem z grupą z Litwy. 
Rafał Moczkodan 


, 
l 


Z książek 


W lawinie prac związanych z probłematyką etniczną wydawanych po 1989 roku łatwo 
przeoczyć rzecz wartościową, odbiegającą od dominujących schematów. Taka właśnie 
wydaje mi się napisana pod redakcją Janusza Muchy książka Kultura dominująca jako 
kultura obca. Mniejszości kulturowe a grupa dominująca w Polsce (Oficyna Naukowa, 
Warszawa 1999). Mam tu na myśli zarówno zastosowane rozwiązania metodologiczne, jak 
i przedstawione wyniki badań socjologicznych. Autorzy rekomendowanego tu tomu 
- z placówek naukowych Białegostoku, Warszawy, Łodzi, Krakowa, Katowic, Opoła 
i Torunia - opowiadają o swej wycieczce do gabinetu luster, czyli o próbie spojrzenia na 
połską kułturę narodową oczami grup mniejszościowych zamieszkujących nasz kraj. 


W gabinecie luster 


Uczeni ci, poruszając się w świecie wyob- 
rażeń grup mniejszościowych na temat grupy 
dominującej i wzajemnych relacji więk- 
szość-mniejszość, nie popełniają błędu zamie- 
rającej już marksistowskiej .fOcjolugii radykal- 
nej. Mają świadomość, iż otrzymują obraz 
równie skrzywiony, jak widziany przez pryz- 
mat kultury większości. Jest to dla nich banal- 
nie oczywiste. Konstatując jednak dominację 
poszukiwań prowadzonych z perspektywy wię- 
kszości, widzą konieczność uzupełniających, 
systematycznych badań, które uwzględniają 
optykę strony przeciwnej. 
Nie opowiem tu treści książki. Raz, że sam 
nie cierpię, jak ktoś mi to robi, dwa, z braku 
miejsca na sensowne przedstawienie jej dzie- 
sięciu różnych części. Z obowiązku recenzenta 
podzielę się natomiast kilkoma wątpliwościa- 
mi, które wywołała u mnie lektura tej cennej 
pracy. Otóż za krzywe zwierciadła, w jakich 
odbija się obraz polskiej kultury narodowej, 
posłużyli autorom mieszkający w Polsce Biało- 
rusini, Ukraińcy, Ślązacy, młodzież orientacji 
punk, społeczności "permanentnego ubóstwa" 
i grupa związana z alternatywnym teatrem 
..Klinika Lalek", osiadła w karkonoskiej wsi 
Wolimierz. Pewną wątpliwość wzbudza próba 
ustalenia jednolitych zasad doboru rozmów- 


18 rłIn1 UCZltnl 


. 


, . Ił 


..: 


cześci jest fakt odniesienia sie badanej grupy do 
kultury dominującej, i tylko to. Ukraińcy i Bia- 
łorusini rzeczywiście odnoszą sie do polskiej 
kultury narodowej jako kultury dominującej 
w państwie, w którym żyją. Specyfika sytuacji 
Ślązaków nie przeszkadza w rozpatrywaniu ich 
stosunku do tejże kultury na podobnej płasz- 
czyźnie. Jednak punkowa młodzież czy grupa 
z Wolimierza, nawet gdy na życzenie badaczy 
mówi o kulturze polskiej, faktycznie odnosi się 
zdecydowanie bardziej do państwa jako apara- 
tu przymusu czy w ogóle do współczesnej 
kultury kregu euroamerykańskiego. Jeszcze 
inna jest sytuacja z polską biedotą. W książce 
pod nazwą ..polska kultura narodowa" wy- 
stępuje więc kilka zupełnie różnych podmio- 
tów dominacji, a i same relacje wiek- 
szość-mniejszość przebiegają na tak różnych 
płaszczyznach, że trudno mi w pełni zaakcep- 
tować ich wspólne rozpatrywanie. 
Stanowczo nie mogę się natomiast zgodzić 
z propozycją Teresy Sołdry-Gwiżdż mówienia 
o ..mniejszości śląskiej z pochodzenia niemiec- 
kiej", bo to nie genealogia (a przynajmniej nie 
wyłącznie) zdecydowała o podziałach tożsa- 
mościowych Ślązaków. Wynika to nawet z tre- 
ści rozdziału tej właśnie autorki. Ślązakom 
poświęcony jest też inny znakomity artykuł, 
napisany przez Kazimierę i Jacka Wodzów. 
W tej wartościowej książce jest też jedna 
{zecz drobna, ale drażniąca. To określanie 
ekofiIskich działań teatru alternatywnego 
i punków terminem ekologiczne (zaintereso- 
wanym różnice najlepiej wyjaśni prof. Andrzej 
Giziński z naszej Uczelni). 
Przedstawione wątpliwości nie zmieniają 
mojego przekonania, iż ze względu na wage 
zawartych w książce ustaleń faktograficznych 
i teoretycznych powinna sie ona znaleźć na 
biurku każdego, kto zajmuje sie grupami mniej- 
szościowymi, bo o nich mówi jednak naj- 
wiecej, tak w praktyce naukowej jak i społecz- 
nej. 


f 


. 


;) . 
. II 


I" 



.
 .. ", f" 


ców do badań. Rozmówców mających przed- 
stawiać sobą ..typ idealny" danej zbiorowości. 
Badane grupy, także te ..etniczne", tak się 
miedzy sobą różnią, że w każdej z nich należa- 
łoby ..idealnych typów" szukać gdzie indziej, 
bez szkody dla późniejszych porównań. Zresz- 
tą, w praktyce badawczej cześć autorów odesz- 
ła od zakładanego schematu. 
Poważniejszą wątpliwość budzi we mnie 
dobór zwierciadeł. Wspólną cechą wszystkich 


Wojciech Olszewski 
maj 1999-
>>>
Po zapoznaniu się z opiniami specjalnych komisji prof, Stanisław Chwirot, prorektor 
ds. nauki i współpracy z zagranicą, przyznał w kwietniu granty UMK na 1999 r. 
Poniżej podajemy pełny ich wykaz (w nawiasach okrągłych kwoty w zł), Warto 
nadmienić, że w roku bieżącym złożono wyjątkowo dużo wniosków - ponad 240. 


Granty UMK '99 


Wydział Biologii i Nauk o Ziemi 


I. prof. Adam Barcikowski (5.000, pro- 
motorski), 2. prof. Zofia Bargiel (5.000, pro- 
motorski), 3. prof. Elżbieta Bednarska (5.000, 
promotorski), 4. prof. Adam Czarnecki 
(5.000, promotorski), 5. mgr Miłosz Deptula 
(2.500),6. mgr Wieslawa Gierańczyk (2.500), 
7. prof. Andrzej Giziński (5.000. promotor- 
ski). 8. dr Barbara Grajpel (3.000), 9. dr hab. 
Wanda Gugnacka-Fiedor (5.000, promotor- 
ski). 10. dr Anna Jakubowska (4.000), II. dr 
Malgorzata Jefimow (3.000), 12. dr Marek 
Kejna (6.000), 13. dr Jacek Kęsy (5.000), 14. 
mgr Rafal Kot (4.000), 15. prof. Stanislaw 
Kowalczyk (5.000. promotorski), 16. mgr 
Katarzyna Kubiak (3.000), 17. dr hab. And- 
rzej Nienartowicz (5.000, promotorski), 18. 
prof. Tadeusz Pawlikowski (5.000), 19. mgr 
Bogusław Pawłowski (3.500), 20. dr Zbi- 
gniew Podgórski (3.000). 21. prof. Andrzej 
Przystalski (5.000, promotorski). 22. dr Ro- 
man Rudnicki (5.000), 23. prof. Edmund 
Strzelczyk (5.000), 24. mgr Jacek Szmańda 
(5.000), 25. prof. Daniela Szymańska (3.800, 
promotorski), 26. prof. Eugenia Tęgowska 
(5.000, promotorski), 27. mgr Piotr Weck- 
werth (4.000), 28. dr hab. Bogdana Wilczyń- 
ska (6.500). 


Wydział Chemii 


I. mgr Tadeusza Buszewska (4.700), 2. 
prof. Boguslaw Buszewski (5.000, promotor- 
ski [I]), 3. prof. Bogusław Buszewski (5.000, 
promotorski [2]), 4. dr hab. Wojciech Czer- 
wiński (4.800), 5. mgr Piotr Gauden (5.000), 
6. mgr Anna Katafias, 7. prof. Przemysław 
Kita (5.000, promotorski), 8. dr Wojciech 
Kujawski (7.000), 9. dr Jerzy Łukaszewicz 
(6.000), 10. mgr Grzegorz Łyjak (5.000), II. 



 


Granty JM Rektora 


Zostały przyznane granty JM Rektora. 
Otrzymali je następujący pracownicy naszej 
Uczelni (w nawiasach kwoty na 1999 r.): 
I. prof. dr hab. Ryszard Borowicz z In- 
stytutu Socjologii na realizację projektu pt. 
Młodzież wobec wyzwań w.fpliłcze.fno.rd 
(15.000 zł); 2. prof. dr hab. Ryszard Glazik 
z Instytutu Geografii - Rola anrmpopre.fji 
w tran.fformacji obiegu wody w dolinie dolnej 
Wi.fły w granicach wojewtJdztwa kujaw.fko- 
-pomor.fkiego (20.000 zł); 3. prof. dr hab. 
Adam Jakubowski z Wydziału Matematyki 
i Informatyki - Wybrane metody komputerowe 
matematyki (20.000 zł); 4. prof. dr hab. Euge- 
nia Tęgowska z Instytutu Ekologii i Ochrony 
Środowiska - Wpływ imektycydtJw modyfikuja- 
cych funkcję kanałów .mdowych na czynno,fć 
bioelektryczną tkanek pobudliwych. chemore- 
ceptję pokarmu. termoregulaLję i .ftrukturę 
przewodu pokarmowego owadów (17.000 zł). 


(WS) 


- maj 1999 


dr Barbara Ostrowska-Gumkowska (3.500), 
12. dr Andrzej Prewysz-Kwinto (5.300), 13. 
dr hab. Edward Szłyk (5.000, promotorski 
[1]),14. dr hab. Edward Szłyk (5.000, promo- 
torski [2]), 15. dr Artur Terzyk (6.000), 16. dr 
Maria Żeliazkow (6.000). 


Wydział Fizyki i Astronomii 


I. dr Piotr Bała (5.000), 2. prof. Wacław 
Bała (8.000), 3. dr Mirosław Bylicki (5.000), 
4. dr Franciszek Firszt (2.000), 5. mgr Ire- 
neusz Grabowski (3.400), 6. dr hab. Włodzi- 
mierz Jaskólski (2.000), 7. dr Jacek Kobus 
(5.500), 8. prof. Andrzej Kus (15.000), 9. dr 
hab. Andrzej Maciejewski (5.000), 10. dr 
Maciej Mikołajewski (4.000), II. mgr Rafał 
Oszwałdowski (3.000), 12. mgr Grzegorz 
Pestka (2.500), 13. prof. Franciszek Rozpłoch 
(9.500), 14. dr Ewa Szuszkiewicz (3.000), 15. 
dr Piotr Targowski (11.000), 16. dr Ryszard 
Trawiński (4.000), 17. dr inż. Marek Zieliński 
(7.000). 


Wydział Humanistyczny 


I. dr Róża Banaśkiewicz-Bazińska 
(1.500), 2. dr Roman Backer, 3. dr Bogdan 
Burdziej (1.500), 4. dr hab. Marian Bybluk 
(2.000), 5. mgr Joanna Ekiert-Zastawny 
(1.500), 6. prof. Maciej Grochowski (2.000), 
7. prof. Jan Mirosław Kasjan (2.000, druk [I]), 
8. prof. Jan Mirosław Kasjan (2.000, druk [2]), 
9. dr Tomasz Komendziński (3.000), 10. dr 
Przemysław Nehring (2.000), II. prof. Krzy- 
sztof Piątek (2.500), 12. dr Krzysztof Rubacha 
(2.000), 13. prof. Irena Sawicka (2.000), 14. 
prof. Roman Schulz (1.500), 15. mgr Piotr 
Maciej Skuz (1.500), 16. mgr Lucyna Stet- 
kiewicz (2.000), 17. mgr Katarzyna Szymań- 
ska (2.000), 18. dr Marta Urlińska (2.500), 19. 
prof. Lech Witkowski (1.500, promotorski 
[ I ]), 20. prof. Lech Witkowski (1.500, promo- 
torski [2]), 2 1. prof. Lech Witkowski (1.500), 
22. prof. Witold Wojdyło (2.000), 23. dr 
Hanna Ewa Zielińska (5.000), 24. dr hab. 
Andrzej Zybertowicz (1.500). 


Wydział Matematyki i Informatyki 


I. dr Andrzej Daszkiewicz (10.000), 2. dr 
Krzysztof Frączek (10.000), 3. dr hab. Woj- 
ciech Kryszewski (11.500), 4. dr Dariusz 
Miklaszewski (8.500). 


Wydział Nauk Ekonomicznych 
i Zarządzania 


1. mgr Aldona Glińska-Neweś (5.000), 2. 
prof. Jan Głuchowski (2.000, promotorski 
[1]),3. prof. Jan Głuchowski (2.000, promoto- 
rski [2]), 4. dr Tadeusz Kufel (3.900), 5. dr 
Jerzy Romański (3.200), 6. prof. Sławomir 
Sojak (2.000, promotorski [1]),7. prof. Sła- 
womir Sojak (2.000, promotorski [2]), 8. mgr 


Agata Sudolska (5.000), 9. prof. Zenon Wiś- 
niewski (5.500). 


Wydział Nauk Historycznych 


I. dr Elżbieta Alabrudzińska (3.000), 2. dr 
Andrzej Bokiniec (2.000), 3. dr hab. Wojciech 
Chudziak (2.000), 4. dr Jarosław Dumanow- 
ski (2.000), 5. prof. Jan Harasimowicz (1.500, 
promotorski), 6. dr Sławomir Jófwiak 
(2.000),7. prof. Sławomir Kalembka (1.500, 
promotorski), 8. dr Zbigniew Karpus (8.000), 
9. prof. Andrzej Kola (4.500), 10. dr hab. 
Stanisław Kukawka (2.500), l 1. prof. Janusz 
Małłek (1.500), 12. mgr Krzysztof Nierzwicki 
(1.500), 13. dr Andrzej Nieuważny (3.000), 
14. prof. Jerzy Olczak (3.500), 15. dr Woj- 
ciech Polak (5.000), 16. dr Andrzej Pydyn 
(2.000), 17. dr Wiesław Sieradzan (1.000), 18. 
prof. Jacek Staszewski (1.500, promotorski 
[I]), 19. prof. Jacek Staszewski (1.500, pro- 
motorski [2]), 20. dr Witold Szczuczko 
(2.000), 21. prof. Jarosław Wenta, 22. dr 
Marcin Wiewióra (3.000), 23. mgr Katarzyna 
Wodniak (1.500), 24. prof. Mieczysław Woj- 
ciechowski (1.500, promotorski), 25. dr Prze- 
mysław Wojciechowski (4.000), 26. dr Ma- 
riusz Wołos (2.000), 27. prof. Bronisława 
Woźniczka-Paruzel (2.000), 28. dr Leszek 
Zygner (2.000), 29. mgr Katarzyna Żurawska 
(2.000). 


Wydział Sztuk Pięknych 


1. ad. ]] st. Bogdan Chmielewski (3.000), 
2. ad. ]] st. Witold Chmielewski (5.000), 3. 
prof. Romuald Drzewiecki (10.000), 4. prof. 
Józef Flik (10.000),5. mgr Elżbieta Jabłońska 
(1.500), 6. dr Janusz Krawczyk (5.000), 7. 
prof. Jerzy Malinowski (1.500, promotorski), 
8. dr Dariusz Markowski (2.000), 9. ad. l Sl. 
Krzysztof Mazur (3.000), 10. ad. ]] sl. Miros- 
ław Pawłowski (2.500), I I. prof. Bronisław 
Pietruszkiewicz (2.500), 12. mgr Witold Po- 
chylski (2.000), 13. dr hab. Maria Poksińska 
(5.000), 14. mgr Katarzyna Polak (5.000), 15. 
prof. Jan Pręgowski (6.000),16. mgr Jarosław 
Rogóż (5.000), 17. prof. Bogumiła Rouba 
(12.000), 18. prof. Maria Roznerska (2.000), 
19. mgr Michał Rygielski (3.000), 20. ad.]] sl. 
Wiesław Smużny (2.500), 21. mgr Jacek 
Stachera (2.000), 22. ad. l sl. Marek Szary 
(2.500), 23. prof. Jan Tajchman (4.000), 24. 
mgr Alina Tomaszewska-Szewczyk (2.500), 
25. prof. Mieczysław Wiśniewski (10.000), 
26. prof. Mieczysław Ziomek (5.000). 


Inne jednostki 


Biblioteka Uniwersytecka: I. mgr Anna 
Bogłowska (3.000), 2. mgr Stefan Czaja 
(5.000),3. mgr Stefan Czaja (10.000), 4. mgr 
Edyta Urbańska (12.000). Centrum Studiów 
Europejskich: prof. Janusz Justyński (5.000). 
Interdyscyplinarny Zespół Metod Datowania 
Bezwzględnego: I. dr Alicja Chruścińska 
(4.000), 2. doc. dr hab. Lucjan Oczkowski 
(10.000). Muzeum Przyrodnicze: mgr Adam 
Adamski (4.800). Środowiskowe Laborato- 
rium Systemów Wieloprocesorowych: dr To- 
masz Wolniewicz (15.000). Uczelniane Cent- 
rum Technologii Sieciowych: mgr inż. Maria 
Górecka (5.500). Projekt interdyscyplinarny: 
dr Marek Tyczyński (8.000). 


(WS) 



 UCZElni 19 


-
>>>
- Jak to się stało, że znalazłaś się 
w Toruniu? Czy jest to Twój pierwszy 
pobyt w Polsce? 
- Nie, w Polsce byłam już kilka razy. 
Mialam 13 lat, kiedy przyjechałam pierwszy 
raz. Przez Toruń wtedy tylko przejeżdżałam, 
ale przepiekny widok Starówki od strony 
Wisly zostal w mojej pamieci. W ubiegłym 
roku natomiast dzieki katedrze filologii pol- 
skiej Uniwersytetu Wileńskiego przyjecha- 
łam do Torunia na Letnią Szkołe Kultury 
i Języka Polskiego. W czasie pobytu po- 
znałam dr. Michała Wazgirda, wiceprezesa 
Zarządu Głównego Towarzystwa Miłośników 
Ziemi Wileńskiej, oraz prof. Czesława Łapi- 
cza i dowiedziałam się o specjalizacji folk- 


natomiast od 1992 r. funkcjonuje skala 
ocen od 4 do 10 (4 odpowiada polskiej 
2). Aby praca magisterska została oce- 
niona na 10 punktów, student musi 
opublikować jeden artykuł popularno- 
naukowy. System punktowy jest dla 
studentów bardzo wygodny, bo zajęcia 
mogą rozłożyć sobie według potrzeb. 
Dobrze, że nasz wydział zabiega o wy- 
jazdy studentów na stypendia zagrani- 
czne bądt na wymianę z uczelniami 
w innych krajach. 
- Czy każdy student może sko- 
rzystać z takiej oferty? 
- Myśle, że tak, chociaż na pewno 
mają na to wpływ wyniki nauki i od- 


Przyjęto lOnie do brze 
E Rozmowa zJeleną VETRENKO, 
studentką filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Wileńskim, 
która przebywa w Toruniu na stażu 


lorystycznej na UMK. Jest to dla mnie szcze- 
gólnie ważne, ponieważ zajmuje się porów- 
nawczo folklorem Słowian i tego dotyczyć 
bedzie moja praca magisterska. W Wilnie 
katedra filologii słowiańskiej nie posiada tej 
specjalizacji, więc pomyślałam, że byłoby 
bardzo fajnie przyjechać tu na półroczny staż 
dydaktyczny. Bardzo pomógł mi w tej spra- 
wie prof. Cz. Łapicz. 
- Świetnie radzisz sobie z językiem 
polskim. Zawdzięczasz to zdolności Dm ję- 
zykowym, poziomowi studiów czy może 
pochodzeniu? 
- Moja mama jest Polką, a tata Ros- 
janinem, w domu rozmawiamy po rosyjsku. 
Myślę, że o nauce jezyka i poznawaniu 
kultury polskiej bardziej od wiezów rodzin- 
nych zadecydowały jednak moje zaintereso- 
wania - uwielbiam proze Iwaszkiewicza. Ję- 
zyk polski bardzo mi się podoba, dlatego 
uczestniczyłam w dodatkowych zajeciach I r. 
studentów filologii polskiej dla początkują- 
cych, a potem w Letniej Szkole w Toruniu. 
Jednak głównym językiem jest dla mnie 
bułgarski, którego uczyłam się na intensyw- 
nym kursie zorganizowanym przez katedre 
filologii słowiańskiej wileńskiego uniwersy- 
tetu. 
- Jesteś teraz na V roku studiów, 
w Toruniu zbierasz materiały do pracy 
ma
isterskiej, chodzisz na zajęcia ze stu- 
dentami UMK. Jakie widzisz różnice 
w sposobie i systemie studiowania w Polsce 
i na Litwie? 
- Na Litwie studia trwają 6 lat i są 
dwustopniowe: po 4 latach uzyskujesz tytuł 
"bakalawra", a po 2 nastepnych - magistra. 
Studenci z dyplomem "bakalawra" mogą pod- 
jąć prace bądź też kontynuować nauke, ale 
wtedy muszą ponownie zdawać egzaminy, 
odbywa się też konkurs dyplomów. Jedynie 
około 30% dostaje sie na drugi stopień stu- 
diów. O tytuł magistra ubiegają się przede 
wszystkim ci, którzy wiążą swoją przyszłość 
z karierą naukową. Drogą do niej mogą być 
S-letnie studia doktoranckie. System ocenia- 
nia studentów jest punktowy - w ciągu semes- 
tru musisz zdobyć minimum 20 punktów, 


20 RrJ] UCZElni 


powiednie umotywowanie wyjazdu. Drobne 
problemy zdarzają się czasami z finansami 
w zależności od tego, czy wsparcia udziela 
strona litewska, czy polska. Jeśli litewska, 
wiąże się to z ogromnymi zobowiązaniami: 
nie mogę wziąć urlopu dziekańskiego, musze 
napisać artykuł na temat mojej przyszłej pracy 
magisterskiej. Dofinansowanie ze strony Pol- 
ski jest dla nas o wiele korzystniejsze - nie 
nakłada żadnych wymogów. Uważam jednak, 
że jeśli są zobowiązania, student bardziej sie 
stara. .. 
- Czy nie przerażało Cię trochę studio- 
wanie w zupełnie nowym środowisku? Czy 
nie rozczarowałaś się? 
- Nie jestem rozczarowana, bo przyjęto 
mnie bardzo dobrze. Zaraz po przyjetdzie 
opracowano plan moich studiów, potwier- 
dzony przez dziekana Wydziału Humanis- 
tycznego prof. Ryszarda Borowicza. Jako 
obcokrajowiec zostałam oddana pod opiekę 
prof. Czesława Łapicza. Jest to wspaniała 
pomoc, szczególnie w pierwszym okresie 
pobytu, kiedy trzeba się we wszystkim od- 
naletć. 
- A co z życiem studenckim? Wielu 
młodych ludzi, przyjeżdżających do Toru- 
nia urzeka specyficzny, "studencki" klimat 
miasta. Wilno też jest miastem studentów, 
więc pewnie trudno, aby coś Cię tutaj 
zaskoczyło... 
- Nieprawda. Wszedzie znajdzie się coś 
nowego, na przykład taki "internetowy bar" 
na Starówce zrobił na mnie ogromne wraże- 
nie. Wchodzisz, w lokalu stoją duże okrągłe 
stoliki, a tu... na każdym z nich po 4-S 
komputerów. Studenci popijają piwo lub ce- 
dzą kawe "zanurzeni" w świecie komputerów. 
W Wilnie tego nie ma. Kiedy chce sobie 
potańczyć, idziemy ze znajomymi do "Kotło- 
wni". Wiele słyszałam o "Central Parku", ale 
jeszcze tam nie byłam. Jestem ciekawa, jak 
wygląda ta legendarna "wielka sala". Niedaw- 
no byłam w "Od Nowie" na konkursie pio- 
senki studenckiej. Impreza bardzo się udała. 
W maju wybieram sie do Muzeum Etnografi- 
cznego na koncert litewskiego zespołu pieśni 


..
 


_.A... /;.:.... 


';' 
., 



t...
 


.''". ..- 


"I- 


\ 



..,..:. -),... .
 


;.. 


.I 


,. 
I 


; 


ludowej. Bardzo podoba mi się życie kultural- 
ne Torunia. Ostatecznie z bólem musze stwie- 
rdzić, że aby wszystko poznać i zrobić, 
brakuje mi czasu. To świetnie, że jest tu dużo 
bibliotek i księgarń, jak na takie małe miasto. 
Zaskoczył mnie fakt, że za ulgowy bilet do 
teatru płaci się 8 zł, podczas gdy ten sam bilet 
do kina kosztuje dwa razy tyle. Na Litwie to 
nie do pomyślenia... 
- Czy są rzeczy, które będziesz wspomi- 
nać w sposób szczególny? 
- Panorama Torunia od strony mostu 
i spacery nad Wisłą. W Wilnie nie ma tradycji 
chodzenia nad rzeką. Studenci zbierają sie 
w parku, położonym niemal w centrum Staró- 
wki. Nie ma też knajp przeznaczonych wyłą- 
cznie dla studentów. Owszem są takie, do 
których chodzą częściej. A co zapamiętam 
jeszcze? Polskie pączki i toruńskie pierniki 
- obok sklepu "Kopernika" nie sposób przejść 
obojetnie. 
- Mówimy o osobliwościach Torunia, 
a co uznałabyś za rzecz charakterystyczną 
dla Wilna? Co - według Ciebie - mogłoby 
zachwycić tam polskiego studenta? 
- Zdecydowanie Starówka. W ostatnich 
latach diametralnie zmieniała się, nie przypo- 
mina tej sprzed pieciu czy nawet trzech lat. 
Cennym obiektem jest Wieża Giedymina, 
z której roztacza sie cudowny widok na 
miasto. 
- Jakie są Twoje największe marzenia 
i plany związane z nauką? 
- Takie marzenia mam, bo bez nich chyba 
nie warto byłoby nic robić, ale generalnie 
naszym życiem kieruje przypadek i trudno 
stwierdzić, czym naprawde będe sie zajmo- 
wać. Myśle o tym, aby po obronie pracy 
magisterskiej przerwać na rok naukę i po- 
dróżować, uczyć sie języków, poznawać kul- 
turę innych narodów, oczywiście chodzi mi tu 
przede wszystkim o folklor. A potem, kto to 
wie? Może czeka mnie kariera naukowa...? 
- Życzę Ci więc realizacji wszystkich 
planów i dziękuję za rozmowę. 
Rozmawiała: Renata Szramowska 
Fot. P. Kurek 


. 


maj 1999 - 


-----
>>>
W bankach i dziekanatach 


Pamiętamy jeszcze emocje związane z kredytami i pożyczkami studenckimi, Dziś 
możemy już obserwować praktyczną działalność systemu. Od kilku miesięcy studenci 
mają możliwość korzystania z dobroci kredytów. Postanowiliśmy zorientować się, ilu 
jest szczęśliwców, tym bardziej że po semestrze ich liczba mogła ulec zmianie. Kto 
przetrwał, kto zrezygnował, kto musiał zrobić sobie przerwę, a kto zaczął już spłaty? 


Anna Gregorowicz 


Kredytowe roztargnienie 


,. 


Skontaktowalam się z bankami, które 
w Toruniu obslugują kredyty studenckie. I tak 
w BGŻ SA 403 osoby zakwalifikowały się do 
otrzymywania kredytu. 35 z nich zrezygnowało 
albo nie dostarczyło kompletu dokumentów, 
5 zostało skreślonych z listy studentów, więc 
wysłano im już terminarze spłat. Dwóch stu- 
dentów spłaciło już kredyt. W PKO BP o kredyt 
ubiegało się 86 I osób, z czego przyznano go 
658 studentom. Z powodu barku poręczeń 
kredytu nie otrzymały 62 osoby. Umowy pod- 
pisano z 568 studentami. Po semestrze zimo- 
wym bilans wygląda następująco: I osoba musi 
kredyt spłacać, a 12 jeszcze nie złożyło za- 
świadczeń. Do WBK SA wpłynęło 119 wnios- 
ków, kredyt zaś otrzymało 88 osób, z czego 
2 zrezygnowały z powodu braku poręczycieli. 
Bank wielokrotnie musiał interweniować, 
przypominać studentom o przynoszeniu za- 
świadczeń o ukończeniu zimowego semestru 
studiów. W BOŚ SA wnioski złożyło zaledwie 
41 osób, z czego 23 zakwalifikowały się do 
otrzymywania kredytu. Jeden student nie do- 
starczył wymaganych dokumentów i jego 


; 


wniosek przepadł. Wszyscy korzystający z kre- 
dytu złotyli jut wymagane zaświadczenia, 
współpraca między studentami a bankiem prze- 
biega bez żadnych problemów. Jest tylko jedna 
osoba, której wstrzymano wypłate transz z po- 
wodu braku zaświadczenia. 
Pozostałe banki podały dane procentowe, 
z których wynika, że 100% studentów ubiega- 
jących się o kredyt w KB PBI otrzymało go. 
Przy czym niektórym przepadło poświadcze- 
nie, innym spłatę zawieszono ze względu na 
niedostarczenie zaświadczeń, ale bank ma na- 
dzieje, że wezwania poskutkują. W PKO SA 
korzysta z kredytu 85% tych, którzy się o niego 
ubiegali. Kilka osób zrezygnowało, a 5% nie 
dostarczyło w terminie zaświadczeń. Przed- 
stawiciele banku wspomnieli też o pojedyn- 
czych spłatach kredytu. 
Dla porównania danych postanowiłam 
zdobyć informacje o liczbie wydanych za- 
świadczeń na Wydziale Prawa i Administracji 
oraz Wydziale Nauk Ekonomicznych i Za- 
rządzania. Oto bilans: do połowy grudnia wy- 
dano I 170 zaświadczeń studentom studiów 


dziennych i 800 studentom studiów zaocznych. 
Po semestrze zimowym na Wydziale Nauk 
Ekonomicznych i Zarządzania po zaświadcze- 
nia zgłosiło się 443 studiujących dziennie i 245 
zaocznie, Prawo zaś podało dane na podstawie 
studentów III roku, gdzie ze 141 osób na 
początku roku akademickiego, pozostało 77 po 
semestrze letnim. - Czę.fe' o.vób puzdawała 
egzaminy. jednak nie zgłosiła się po zaświad- 
czenia - twierdzą panie w dziekanacie. Dlacze- 
go? Nie wiadomo. Dane zebrane w bankach 
oczywiście różnią się od tych podanych przez 
dziekanaty. Wszakże nie wszyscy ubiegający 
sie o kredyty w toruńskich bankach studiują na 
UMK. Łatwiej bowiem znale:tć poręczycieli 
w miejscu zamieszkania, stąd też część studen- 
tów ubiegała się o kredyt w miejscach stałego 
zameldowania. 
Analizując te dane, zastanawiam się, skąd 
się bierze tak duże roztargnienie u braci studen- 
ckiej. Praktycznie każdy bank oczekuje jeszcze 
na zaświadczenia, a przecież tylu było chęt- 
nych, taka rywalizacja, wszystkim zależało na 
otrzymaniu kredytu. Okazuje sie, że niektórzy 
nawet gdy go już mają, nie potrafią zadbać 
o swoje interesy. A może po prostu kredyt nie 
był im tak bardzo potrzebny? Dla mnie dostar- 
czenie bankowi potwierdzenia dalszej egzys- 
tencji na studiach stanowiło najważniejszą 
kwestie zaraz po zaliczeniu sesji. Rozumiem, 
że niektórzy mieli problemy z jej zaliczeniem, 
ale co sądzić o tych, którzy zdali egzaminy 
w terminie, a o kawałku tego ważnego papieru 
zapomnieli? Czy rzeczywiście jesteśmy na tyle 
zabiegani, że zapominamy o swych, być może, 
pierwszych, dorosłych obowiązkach? Kiedy 
posądza się nas o niedojrzałość, buntujemy się 
przeciwko temu, sami jednak dajemy powody 
do tego, by mit o nieodpowiedzialnym młodym 
człowieku nas nie opuszczał. 


Zakończył się tegoroczny Regionalny Konkurs Wiedzy o Ekonomii i Gospodarce im. prof. 
Kazimierza Sokołowskiego, zorganizowany przez Wydział Nauk Ekonomicznych i Za- 
rządzania. Była to pierwsza edycja tego konkursu, następne planowane są w kolejnych latach. 
Jego celem jest rozwijanie zainteresowań ekonomią wśród szel'Okiego grona uczniów szkół 
średnich oraz wyłonienie uczniów utalentowanych, legitymujących się szeroką wiedzą o eko- 
nomii, i umożliwienie im rozwijania tej wiedzy na studiach prowadzonych przez Wydział. 


Włodzimierz Karaszewski 


Konkurs wiedzy 
o ekonomii i gospodarce 


. 


,. 


Do tegorocznego konkursu stanęło ponad 
600 uczniów klas maturalnych szkół średnich 
o profilu ekonomicznym oraz liceów ogólno- 
kształcących. Konkurs był prowadzony 
w dwóch etapach: eliminacje szkolne oraz finał 
w Toruniu. Eliminacje szkolne zostały prze- 
prowadzone na podstawie testu opracowanego 
przez pracowników Wydziału. Do finału, który 
odbył się 14 IV br. w gmachu Wydziału NEiZ, 
zakwalifikowało się 120 osób. Egzamin miał 
formę testu pisemnego składającego się z 50 
pytań. Laureaci konkursu uzyskali prawo wstę- 
pu na pierwszy rok prowadzonych przez Wy- 
dział studiów w roku akademickim 199912000 
- pięciu na kierunek ekonomia, piętnastu na 
zarządzanie i marketing. Pierwsze miejsce za- 
jął Adam Balcerzak, uczeń Zespołu Szkół 
Ekonomicznych im. Oskara Langego w Gru- 
dziądzu, drugie Maciej Kłobukowski, uczeń IV 
Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Ko- 


- maj 1999 


ściuszki w Toruniu, trzecie Maciej Grzybo- 
wski, uczeń Społecznego Liceum Ogólnokszta- 
łcącego o Profilu Menedżerskim w Toruniu. 
Wśród laureatów naj liczniejszą grupę sta- 
nowią uczniowie IV Liceum Ogólnokształcą- 
cego w Toruniu (7 osób), kolejną uczniowie 
Zespołu Szkół Ekonomiczno-Administracyj- 
nych w Bydgoszczy (3) oraz uczniowie Ze- 
społu Szkół Ekonomicznych w Toruniu (2). 
Ponadto do grupy laureatów zakwalifikowali 
się pojedynczy uczniowie: z I Liceum Ogólno- 
kształcącego im. Ziemi Kujawskiej we Włoc- 
ławku, I Liceum Ogólnokształcącego im. Zie- 
mi Michałowskiej w Brodnicy, VI Liceum 
Ogólnokształcącego im. J. J. Śniadeckich 
w Bydgoszczy, Zespołu Szkół w Mogilnie, 
Zespołu Szkół Ekonomicznych i Handlowych 
w Inowrocławiu, Zespołu Szkół Zawodowych 
im. Stanisława Staszica w Nakle nad Notecią. 


W powszechnej OpInII poziom konkursu 
był bardzo wysoki, a jego finaliści, w tym 
zwłaszcza laureaci, zademonstrowali imponu- 
jącą wiedze o ekonomii i gospodarce. 


Prof. K. Sokołowski (1901-1988) praco- 
I wał na UMK od 1964 r., najpierw na Wydziale 
Prawa I Administracji, a od 1968 r. w ówczes- 
nym Instytucie Ekonomicznym, gdzie zor- 
l ganlzował, a następnie przez prawie dziesięć 
lat kierował Katedrą Ekonomii Politycznej 
i Historii Myśli Ekonomicznej. 
Profesor ukończył w 1924 roku studia 
I prawnicze na UW. Pociągała go jednak prob- 
lematyka ekonomii. Poświęcił jej cały okres 
pracy zawodowej. Do 1939 r. pracował w ad- 
ministracji państwowej. Po zakończeniu 11 
wojny światowej podjął się pracy na odpowie- 
I dzialnych stanowiskach rządowych. Pracował 
także jako przedstawiciel ONZ w Afryce. Od 
1956 r. skoncentrował się na pracy naukowo- 
-badawczej w Polskiej Akademii Nauk. Pro- 
wadził jedDocze.
Die działalność dydaktyczną 
w uczelniach ekonomicznych w Lodzi, Szcze- 
- cinie oraz na UMK. 
Prof. Kazimleu Sokołowski pozostawił 
po sobie bogaty I wartościowy dorobek nau- 
kowy, składający się z 16 publikacji książ- 
kowych i ponad 300 rozpraw i artykułów, 
poświ
conych głównie problematyce struk- 
tury gospodarki, planowania regionalnego, 
dochodów w rolnictwie, problemów spożycia, 
renty gruntowej, sprzeczności wid-miasto, 
struktury konsumpcji. Ostatnią swą książkę 
pt. Inflacja wydał w 1978 r. Wydawcą jej był 
UMK. 


[tITJ] UCZElni 21 


-
>>>
Dzięki uprzejmości dyrekcji BIG Banku Gdańskiego SA, od stycznia studenci mają 
możliwość zakładania tam kont akademickich. Spływają na nie stypendia socjalne 
i naukowe, co znacznie uprościło pracę w kasach wypłat oraz zlikwidowało konieczność 
zatrudniania przewoźnika. Sytuacja wydaje się komfortowa dla trzech stron: uczelnia 
ma mniej obowiązków, my nie musimy wystawać w długich kolejkach przed okienkiem 
kasy, a banki zyskały wielu klientów. Wilk powinien być syty i owca cała. Tymczasem na 
tablicy ogłoszeń Wydziału Chemii zawisła powiększona kopia pisma adresowanego do 
prof. Ludwika Krei, prodziekana. 


Anna Gregorowicz 


1
ItN!lty Inla Ikoll1ltaccllTl? 


"Mając na względzie dotychczasową 
współpracę oraz przychylnogć i poparcie Pana 
Dziekana dla upowszechniania kont osobistych 
wśród studentów, pragniemy zwrócić się 
z uprzejmą prośbą o zasygnalizowanie studen- 
tom, przy uznanej okazji, koniecznogci regula- 
minowego korzystania z rachunku bankowego. 
Szczególnie prosimy zwrócić uwagę na prawne 
konsekwencje nieprawidłowego zadłużenia na 
koncie osobistym (w ostatnim czasie zaobser- 
wowano zjawisko powstawania takiego zadłu- 
żenia na niektórych kontach studenckich). Jes- 
tegmy przekonani, że jest to skutek nieświado- 
mego postępowania wynikającego z niepeł- 
nego zaznajomienia się posiadaczy kont z regu- 
laminem. 


Prośbę swoją kierujemy do Pana Dziekana 
w przeświadczeniu konieczności uprzedzenia 
i uniknięcia mogących powstać w przyszłości 
problemów. Uświadomienie studentów w tym 
zakresie traktować można jako poszerzenie 
wiedzy akademickiej i naukę umiejętności jej 
zastosowania przez przyszłych uczestników 
życia gospodarczo-finansowego". Pismo pod- 
pisał Jerzy Nowak, dyrektor I Oddziału Banku. 
Cóż mogło sprowokować go do napisania 
tego pisma? Czy zjawisko robienia debetów na 
kontach osobistych jest nagminne, czy też 
miała to być próba zapobieżenia mu? 
W BIG Banku powiedziano mi, że każdy 
z 3 tys. studentów korzystających z jego usług 
(inaczej rozliczane są osoby o stałych do- 


chodach powyżej 1000-1500 zł) może wybrać 
o 300 zł więcej niż ma na swym koncie. 
Niestety, wiążą się z tym określone konsek- 
wencje. Po pierwsze musi uregulować debet do 
ostatniego dnia trzeciego miesiąca, przy czym 
liczy się miesiąc kalendarzowy, nie data dzien- 
na. Debet to swego rodzaju kredyt, który wiąże 
się z oprocentowaniem. I tak, w ciągu tych 
trzech miesięcy oprocentowanie wynosi 
18,9%, potem wzrasta do 33,8%. Jest to tzw. 
przeterminowanie, odsetki nieprawidłowe, na- 
liczane w sytuacji, gdy nie spłacamy kredytu 
przez następne 2 tygodnie. Potem bank wysyła 
do studenta monit, oddaje sprawę do komórki 
windykacyjnej, czyli egzekucji komorniczej, 
co nie brzmi sympatycznie. 
Podobno na razie osoby nieprzestrzegające 
regulaminu stanowią wyjątki, ale już to jest dla 
banku sygnałem alarmowym. Zdarza się, że 
ktoś założył sobie konto, pobrał kartę, po czym 
w ogóle z tego konta nie korzystał, niczego nie 
wyjaśniał. po prostu - jakby przestał istnieć. 
Zapomniał? Może nie byłoby w tym nic strasz- 
nego, gdyby nie to, że jeśli karta została 
pobrana, a pieniądze na jej opłacenie - 5 zł 
- bank przelał z konta właściciela, to od chwili 
założenia konta rosną debetowe odsetki od 
5 zł!!! Jakżeż trzeba być zabieganym, za- 
pracowanym, roztargnionym. żeby zapomnieć, 
że założyło się konto i pobrało kartę, nie 
uregulowawszy uprzednio opłaty za nią? 


,. 
1 


. 


. ....." . ... 
Konferencja 


Bardzo często spotkać się można z zastrzeżeniami wysuwanymi pod adresem braci 
studenckiej; zarzuca się jej, że nie przejawia inicjatywy i ogarnięta jest przez marazm. II 
Ogólnopolska Studencka Konferencja Naukowa zorganizowana przez Koło Naukowe 
Połonistów UMK dowiodła, że nie do końca jest to twierdzenie zgodne z prawdą. 
Rafał Moczkodan 


(Q) rn5u[IDUuu
 
U@ 
U lliiJtID[ffinl@UU @[f@il
@w@fuiJ@
 


Trzydniowe obrady (15-17 kwietnia br.) 
pod hasłem "Polskie Biblie jako sztuka słowa" 
zgromadziły w murach Collegium Maius i Bib- 
lioteki UMK studentów studiów magisterskich, 
licencjackich i doktoranckich z jedenastu oś- 
rodków akademickich całego kraju (Białystok, 
Gdańsk, Kraków, Lublin, Łódź, Łowicz, Rze- 
szów, Słupsk, Toruń. Wrocław, Zielona Góra). 
Opiekę naukową nad konferencją sprawował dr 
hab. Krzysztof Obremski, który zwrócił uwagę, 
iż jest to jedyna inicjatywa naukowa (w skali 
kraju) podjęta w celu uczczenia czterechsetnej 
rocznicy wydania Biblii w przekładzie księdza 
Jakuba Wujka (1599). 
Nawiązując do tego doniosłego wydarze- 
nia, organizatorzy zadbali o odpowiednią opra- 
wę sesji. Przede wszystkim udało się im za- 
prosić w charakterze gościa honorowego ks. 
prof. dra hab. Janusza Frankowskiego, który 
opracował wydanie jubileuszowe Biblii Wujka. 
Uczestnicy konferencji mieli okazję wysłuchać 
wykładu księdza profesora, który opowiedział, 
jak doszło do tego, że podjął się przygotowania 
jej do druku, na jakie problemy się natknął 
w czasie dwudziestu lat (!) pracy nad dziełem 
swego życia, jakie zawirowania ów projekt 
przechodził i wreszcie jak został w ubiegłym 
roku sfinalizowany. Obok tego młodzi badacze 


22 
 UCZElni 


Pisma Świętego wzięli udział w specjalnym 
pokazie zabytkowych Biblii ze zbiorów Biblio- 
teki UMK, przygotowanym i poprowadzonym 
przez kierownika Sekcji Starych Druków, mgr 
Marię Strutyńską. 
Sesję zainaugurował wykład ks. dra Zdzi- 
sława Pawłow- 
skiego (znanego stu- 
dentom toruńskim 
z wykładów poświę- 
conych Pismu Świę- 
temu) Biblia w ba- 
daniach literackich, 
w którym prelegent 
przedstawił przegląd 
najważniejszych 
problemów pojawia- 
jących się w bada- 
niach nad Księgą 
Ksiąg traktowaną ja- 
ko dzieło literackie. 
Przebieg konferencji 
potwierdził szereg 
uwag i sugestii za- 
wartych w tym wy- 
stąpieniu. W trakcie 
trzydniowych obrad 



 
r .. 
,'i. 


I." . 


?.." 


"L 


zostały przedstawione 34 referaty, pogrupowa- 
ne w pięć bloków tematycznych: Biblia - tekst. 
Biblia - problemy, Biblia - przekład. Biblia 
- in.fpiracje - literatura dawna. Biblia - in- 
.fpiracje - literatura XX wieku. Najliczniejsza 
okazała się ostatnia z wymienionych grup (13 
wystąpień). Wśród poruszanych zagadnień 
znalazły się między innymi: wartości biblijne, 
znaczenie słów (np. imion) w Biblii, wykorzys- 
tywanie motywów biblijnych i ich oryginalne 
opracowywanie, Pismo Święte jako źródło 
inspiracji tematycznej i stylistycznej, problemy 
pojawiające się przy przekładach - wierność 
w stosunku do oryginału. zależności przekładu 
od profesji tłumacza, kultury, z której po- 
chodził etc. Omawiano twórczość pisarzy kato- 
lickich (R. Brandstaetter, J. Twardowski, 
E Birkowski, A. Frossard), nawiązujących do 
Biblii w sposób mniej czy bardziej swobodny 
(J. U. Niemcewicz, SI. H. Lubomirski, J. Kasp- 
rowicz, B. W. Andrzejewski, Z. Herbert, 
Cz. Miłosz) czy wreszcie takich, którzy pozo- 


., 


. 


"-:.. .... 


. l.. 


II! 



. " 


:;..,..... 
-
 
-'
-- 
.
 -:-:- 


-: ..'. -- ..,i
 


':-P:
,j.:;. 
,
 . 


....;. 


Pokaz Biblii w Bibliotece Głównej 


.'ot. P. Grochowski 


maj 1999- 


-
>>>
, 


Dyrektor Jerzy Nowak w rozmowie ze mną 
potwierdził prośbe zawartą w liście skierowa- 
nym do dziekana. Chciałby, żeby zorganizowa- 
no spotkanie wykładowe, na którym wyjaśni 
sie młodym ludziom, że w dorosłym życiu 
obowiązują pewne zasady, m.in. te dotyczące 
korzystania z ROR-u, i że należy ich prze- 
strzegać. Prosił, by wybierać pieniądze, nie 
przekraczając obowiązującego czasu spłaty, 
a jeśli nie, to przynajmniej liczyć sie z sankc- 
jami, koniecznością windykacji. Przypomina, 
że koszt upomnień pokrywa odbiorca, a cała 
sprawa grozi oskarżeniem o wyłudzenie pienie- 
dzy od banku. 
A co o tym wiedzą sami studenci? - W za- 
.mdzie nie znam warunków brania debetu, 
dlatego że po pro.ftu .ftaram się tego nie robić 
- usłyszałam. Gdy zaczęłam rozmowę z drugą 
osobą, od razu sięgneła po ulotki i zaraz 
przyznała sie, że zasad nie zna. - Raz miałam 
debet na koncie, ale wzięłam pieniądze, bo 
wiedziałam, że l£lraz będzie .fpłacony. W innym 
wypadku nie zdecydowałabym .fię na to. 
Większość osób reagowała podobnie. Nie- 
stety nie spotkałam żadnego z tych kilku 
delikwentów z debetem za kartę, więc nie 
wiem, czy są świadomi konsekwencji. Dziś 
dyrektor jest miły, choć w jego głosie po- 
brzmiewa ton ironii. Potraktuje nas jak dzieci, 
które nie przeczytały do końca lektury. Jednak 
za jakiś czas, gdy komornik stanie w drzwiach, 
może się okazać, że dorosłość nas przerasta. 


. 


. 


stawali od niej dość daleko (W. Gombrowicz, 
M. Gretkowska). 
Głos na konferencji - zarówno w charak- 
terze prelegentów, jak i dyskutantów - zabierali 
teologowie, historycy i teoretycy literatury oraz 
jezykoznawcy. W sposób oczywisty specyfika 
poszczególnych profesji wpływała zasadniczo 
na postawy badawcze, stosunek do Biblii, jak 
i wnioski, do jakich dochodzono. W efekcie 
konferencja unaoczniła kilka zasadniczych 
problemów, które stają przed osobami prag- 
nącymi badać Pismo Święte. Jednym z pod- 
stawowych był stosunek i sposób traktowania 
Księgi Ksiąg - tu z jednej strony mieliśmy do 
czynienia z podchodzeniem do niej jako do 
księgi religijnej powstałej pod natchnieniem 
Ducha Świętego, czyli objawionego Słowa 
Bożego, a z drugiej z postawą traktowania jej 
tak,jak traktuje się każde inne dzieło literackie. 
Niektóre wystąpienia i wypowiedzi dążyły do 
wypracowania kompromisu między tymi dwie- 
ma postawami. 
Konferencja w całości (od pomysłu, przez 
korespondencje, przygotowanie bazy noclego- 
wo-żywieniowej, aż po robienie zdjęć w czasie 
obrad i spłacenie ostatniego rachunku) była 
dziełem jednej osoby (co może być wskazówką 
dla innych tego typu inicjatyw) - przewod- 
niczącej Koła Naukowego Polonistów, studen- 
tki czwartego roku filologii polskiej - Marty 
Mroczkowskiej, która jedynie konsultując się 
od czasu do czasu z opiekunami sesji i Koła 
(prof. dr hab. J. Kryszak) oraz sporadycznie 
korzystając z pomocy innych członków KNP 
UMK, udźwigneła na sobie cieżar organizacji 
tak dużego przedsięwzięcia i zrobiła to - co 
należy podkreślić - w sposób zasługujący na 
najwyższe uznanie. Słowo należy sie także 
sponsorom, bez których sesja (z wiadomych 
względów) nie odbyłaby się - finansowania 
przedsiewziecia podjeli się: Dyrektor Instytutu 
Filologii Polskiej, Dziekan Wydziału Humani- 
stycznego, Wydział Kultury Turystyki i Sportu 
Urzedu Miasta. 


- maj 1999 


Śladem naszych publikacji 


W poprzednim numerze GU (4/99) ukazały się dwa teksty poruszające problem 
promocji i dystrybucji publikacji Wydawnictwa UMK oraz działalności uczelnianej 
księgarni. Informacje o zakresie kompetencji pracownika ds. promocji, reklamy 
i dystrybucji książek naukowych zostały rozesłane jakiś czas temu do wszystkich 
dziekanów i niektórych kierowników zakładów i katedr. Prawdopodobnie trzeba 
wysyłać częściej, ponieważ z różnych stron pojawiają się pytania i wątpliwości, 


Dystrybucja i promocja dzisiaj 


Korzystając z łamów GU, pragne poinformować wszystkich zainteresowanych, iż pracownik 
zatrudniony na tym stanowisku zajmuje sie: 
. opracowaniem materiałów reklamowych (komunikaty i reklamy prasowe, katalogi i spisy 
zapowiedzi wydawniczych oraz nowości); 
. organizacją wystaw, kiermaszy i targów książki oraz koordynacją dystrybucji publikacji; 
. aktualizacją witryny internetowej Ksiegarni i Wydawnictwa; 
. importem książek z całego świata (zamówienia indywidualne, czasowe wystawy tematy- 
czne); 
. wyszukiwaniem informacji o książkach polskich i zagranicznych; 
. zakupem książek naukowych do zasobów Księgarni UMK. 
Prawdopodobnie niewielu autorów naszych książek zna zakres działań promocyjnych, ale 
wątpię by było to konieczne. Rozsyłanie materiałów informacyjnych do czasopism, umieszczanie 
w nich reklam i wiele innych działań odbywa się automatycznie po ukazaniu się książki. 
Oczywiście wszystkich tytułów nie jesteśmy w stanie opracować w ten sam sposób. Włączenie sie 
autora w przygotowanie akcji promocyjnej jest wskazane i z pewnością można wtedy działać 
skuteczniej, wykorzystując adresy osób zainteresowanych daną dziedziną wiedzy lub adresy 
fachowych czasopism, do których warto wysłać gratisy z prośbą o recenzję. Każdy, kto wyrazi 
zgodę na taką formę współpracy, jest mile widziany. 
Działania związane z reklamą, promocją i dystrybucją publikacji UMK podjęto na większą 
skalę w 1996 r. Udało się do tej pory stworzyć sieć ok. 20 księgarń, które posiadają w stałej ofercie 
ponad 50 naszych tytułów, oraz ok. 70 księgarń, które oferują tylko wybrane tytuły (ksiegarnie 
specjalistyczne). Książki UMK można nabyć wszedzie tam, gdzie ksiegarze są zainteresowani tego 
typu publikacjami. Nie jest prawdą, że naszych książek nie można kupić w Gdańsku, Opolu, 
Rzeszowie, Łodzi czy Olsztynie, jak twierdzi Kronikarz w felietonie "Wiedza byle jaka". Faktem 
jest, że informacja o księgarniach sprzedających nasze publikacje, podana w ostatnim katalogu 
Wydawnictwa UMK, nie jest ścisła, ponieważ można przypuszczać, że książki sprzedajemy 
wyłącznie w 20 księgarniach. Wyszczególnione są tylko te ksiegarnie, które posiadają większość 
(80%) naszych publikacji i sprowadzają wszystkie na życzenie klientów. 
Nasze publikacje można nabyć we wszystkich ośrodkach akademickich, a nawet w kiosku na 
zamku w Malborku. Kronikarz przeoczył informacje o hurtowni Akademia-Klon w Warszawie 
(hurtownia to zwykle firma zajmująca sie sprzedażą dla detalistów), która sprzedaje nasze książki 
do księgarń w całej Polsce (wg ostatnich danych do 12 w samej Warszawie). Firma Co-Liber z kolei 
jest naszym głównym eksporterem, co nie znaczy, że jedynym!! ! 
Staramy się, aby książki naszych autorów docierały do czytelników w Polsce i na świecie. Nie 
ma sensu podawanie statystyki sprzedaży, ale wspomnieć wypada, iż w roku minionym cześć 
tytułów sprzedaliśmy w całości. Do kolejnych odcinków "Stanu umysłu" przyda sie, mam nadzieje, 
informacja, że wśród nakładów wyczerpanych znajdują się prace Obraz Rzeszy Niemieckiej na 
łamach pol.fkiej pra.fY pomor.fkiej w Drugiej Rzeczypmpolitej /920-/939 i Obraz Żyda i narodu 
żydowskiego na łamach pol.fkiej pra.fY pomor.fkiej w latach /920-/939. Pełny spis nakładów 
wyczerpanych dostepny w Internecie!!! 
Według miesięcznika "Nowe Media" internetowa witryna Wydawnictwa i Ksiegarni jest jedną 
z najlepszych w Polsce (wśród wydawców uczelnianych). Dzięki wykorzystaniu sieci komputero- 
wej docieramy z informacją o naszych publikacjach (spis treści) do wszystkich miejsc na świecie. 
Zamówienia napływają m.in. od naukowców z Brazylii, Australii, USA, a także z Sejn, Olecka, 
Lubowa i innych małych miejscowości. Rzeczywiście, nie ma książek Wydawnictwa UMK 
w księgarniach Nowego Jorku, bo ksiegarze nie widzą sensu ich wystawiania. Obecność na Targach 
Książki w Chicago ostatecznie nas o tym przekonała. W dobie Internetu wystarczy rozesłać (via 
e-mail) informacje o ukazaniu sie książki do odpowiednich osób (biblioteki, instytuty), które mogąc 
przeczytać spis treści, podejmą decyzje o zakupie. 
W przyszłości może powinna zostać wyodrebniona spółka z 0.0. zarządzająca księgarnią. 
Obecnie, przy bardzo niestabilnym rynku książki i zmianach, jakie bedą sie wiązały z powstaniem 
dużych sieci dystrybucyjnych, byłoby to ryzykowne. Prof. J. Mucha postuluje zmianę formy 
zarządzania w celu przedłużenia godzin otwarcia ksiegarni i utworzenia jej filii w centrum miasta. 
Myśle, że takie działania można podjąć bez radykalnych zmian, ale wiążą sie one z ogromnymi 
nakładami finansowymi (wynajecie lokalu, zatrudnienie dodatkowych pracowników itp.). Pamie- 
tać należy, że sprzedaż książek naukowych (towar długorotujący) nie przynosi wielkich dochodów 
(80% książek można uznać za elementy wyposażenia wnetrza, reszta przynosi dochód), a chyba nie 
warto tworzyć w księgarni sklepiku z gadżetami. Lepiej utworzyć sklepik z gadżetami, wzorując sie 
na Collegium Novum UJ w Krakowie, gdzie można kupić szklanki do piwa, kieliszki, torby, 
koszulki z logo UJ. 
Na pewno wiele jeszcze można zmienić w zakresie promocji książek i działalności ksiegarni, 
jednak opinia, iż walczymy oto, aby książki Wydawnictwa UMK nie trafiały do czytelników, jest 
zwyczajnie nieprawdziwa. 


TOMKOM 


rrrrJ1 UCZElni 23
>>>
Śladem naszych publikacji 


W marcowym numerze "Głosu Uczelni" został umieszczony "artykuł" pani Anny 
Gregorowicz pt. "Zmiany w Samorządzie Studenckim". Po przeczytaniu tego tekstu 
okazało się, że oprócz samego tytułu niemalże nic nie jest prawdą. Artykuł jest pełen 
subiektywnych odczuć i informacji tylko jednej ze stron, za którą można uważać byłego 
przewodniczącego Samorządu Studenckiego Romana Brunkę, Ponadto zawiera dużo 
nieprofesjonalnych uwag, pytań i insynuacji, które 
wiadczą o stronniczo
ci autorki. 
Wymienię kilka z nich: 


dek b¥fD 


Po pierwsze autorka zarzuca, że nie po- 
proszono R. Brunkę o wyjaśnienie decyzji 
rezygnacji z funkcji przewodniczącego Sa- 
morządu Studenckiego. Wyjaśnienie: Owe 
uzasadnienie kolega Brunka przedstawił 24 II 
br. na Radzie Samorządu, na której poproszo- 
no mnie o ustalenie terminu wyborów uzupeł- 
niających i porządku obrad. Kolega Brunka 
(obecny na Radzie) nie postawił wniosku 
o zamieszczenie punktu, który by dotyczył 
jakichkolwiek wyjaśnień z jego strony, a ja 
- jako przewodniczący Głównej Komisji Wy- 
borczej Samorządu - niestety nie domyśliłem 
się, że były przewodniczący chciał, aby tako- 
wy punkt został umieszczony w porządku 
obrad. Wskutek tego z artykułu można wy- 
czytać (a nie przeczytać!), że on chciał dob- 
rze, ale zła Rada mu na to nie pozwoliła, bo 
nie poproszono go łaskawie o wypowiedzenie 
się na temat odejścia. Dziwnie się czułem, 
czytając te słowa. 
Po drugie - autorka sugeruje, że do 
rezygnacji z funkcji Roman Brunka właściwie 
został zmuszony. Czytamy, że Rada wysłała 
do niego swojego przedstawiciela (zupełnie 
jak w filmie sensacyjnym - czy autorka nie 
czyta za dużo kryminałów?) z wiadomością, 
że jeżeli nie zrezygnuje sam, Rada wystąpi 
o jego odwołanie. 
Wyjaśnienie: Owym "wysłannikiem" Ra- 
dy był Tomasz Jałowiecki, który, jak mi 
powiedział, poszedł z własnej woli do Romka, 
jako jego dobry znajomy i kolega, żeby 
powiedzieć, że Rada przygotowała wniosek 
o odwołanie go ze stanowiska przewodniczą- 
cego i lepiej by było, żeby to, co zrobił 
niezgodnie z regulaminami Samorządu, zo- 
stało pomiędzy Radą a nim. Jednak po tym, 
jak kolega Brunka podziękował Radzie na 
łamach "Głosu Uczelni", jej członkowie po- 
prosili mnie, abym przedstawił wniosek o je- 
go odwołanie czytelnikom "Głosu" i osobom 
zainteresowanym. - Nad tą decyzją Rada 
zastanawiała się bardzo długo - powiedział 
przewodniczący Jarosław Najberg - bo to 
jednak nasz kolega. i czy potrzebne są takie 
kroki, ieby wyciągać wewnętrzne "brudy" 
Samorządu. Wygląda na to, że nie wolno być 
zbyt dobrym kolegą. - T o, co zostało napisane 
w artykule pani Gregorowicz, jest nieprawdą 
--: mówi Tomasz Jałowiecki. - Nie jestem 
iadnym wysłannikiem. Poszedłem do niego 
w dobrej wierze. co jednak zostało wykorzys- 
tane przeciwko mnie. 
Przedstawiam treść wniosku: W związku 
z nadużywaniem kompetencji przewodniczą- 


cego Samorządu Studenckiego, samowolnym 
podejmowaniem decyzji wyrafnie zastrzeżo- 
nych dla Rady. Studentów, notorycznym ła- 
maniem Regulaminu Samorządu Studenckie- 
go niżej podpisani członkowie Rady Studen- 
tów składają wniosek o odwołanie przewod- 
niczącego Samorządu Studenckiego. 
Wniosek ten wpłynął na skutek niezgod- 
nego z Regulaminem, nieefektywnego i sa- 
mowładnego działania przewodniczącego Sa- 
morządu Studenckiego Romana Brunki. Cho- 
dzi o podejmowanie decyzji w sposób wyraf- 
nie zastrzeżony dla innych organów Samo- 
rządu, co stanowi naruszenie przepisu 
 12 p. 
6 Regulaminu Samorządu Studenckiego: 
"Przewodniczący Samorządu Studenckiego 
podejmuje wszelkie decyzje w sposób wyraf- 
ny niezastrzeżony dla innych organów Samo- 
rządu". 
Przewodniczący Roman Brunka bez de- 
cyzji Rady Studentów: 
- w dniu 18 listopada przekazał klubowi 
"Od Nowa" 10.000 zł za organizację festiwalu 
"Blues Meeting"; 
- przekazał komputer będący na wyposa- 
żeniu biura Samorządu klubowi "Od Nowa"; 
- wyraził zgodę na handel obnośny na 
terenie akademików przez nieupoważnione 
do tego osoby, co wywołalo szereg nieprzyje- 
mnych sytuacji pomiędzy tymi osobami a per- 
sonelem akademików; 
-oddał album fotograficzny będący włas- 
nością Samorządu i prezentem od firmy CIG- 
NA STU. 
Ponadto przewodniczący Roman Brunka 
permanentnie łamał postanowienia 
 12 p. 2, 
który stanowi: "Przewodniczący Samorządu 
Studenckiego reprezentuje Samorząd wobec 
organów Uniwersytetu i instytucji zewnętrz- 
nych". Przepis ten w sposób wyrafny stanowi, 
że osoba przewodniczącego powinna repre- 
zentować cały Samorząd, a nie tylko Romana 
Brunkę. 
Zastrzeżenie budzi także sposób zwoły- 
wania i prowadzenia zebrań Samorządu Stu- 
denckiego, czyli koordynacja prac organów 
Samorządu, która zgodnie z 
 12 p. 3 należy 
do kompetencji przewodniczącego. Wszyst- 
kie te nadużycia oraz szereg innych doprowa- 
dziły do zaistniałej sytuacji, czyli złożenia 
wniosku o odwołanie. bowiem dalsze sprawo- 
wanie funkcji przewodniczącego Samorządu 
Studenckiego przez Romana Brunkę jest 
- w mniemaniu niżej podpisanych członków 
Rady Studentów - niemożliwe i niekorzystne 


dla Samorządu (który tworzą wszyscy stu- 
denci - dop. M. J.). 
Niżej są podpisy członków Rady Studen- 
tów. Wniosek ten wpłynął na moje ręce, jako 
przewodniczącego Głównej Komisji Wybor- 
czej, do której ów wniosek był skierowany, 
i kiedy padłoby pytanie "dlaczego R. Bronka 
złożył rezygnację", musiałbym go odczytać. 
Jednak zostałem poproszony przez Radę Sa- 
morządu o nieprzedstawianie tego wniosku. 
Mówiono: Nie chcemy robić mu przykrości, 
jest naszym kolegą itp. Jednak wyszło inaczej. 
Po trzecie - autorka napisała, że Samo- 
rząd nie docenił wysiłku włożonego przez 
Romka w pracę na rzecz studentów.Wyjaś- 
nienie: Wręcz przeciwnie, wszyscy człon- 
kowie Rady Studentów zauważyli to, co 
Roman zrobił dobrego, ale widzieli także 
uchybienia i niedociągnięcia. Z ust byłego 
przewodniczącego padało wiele obietnic, ale 
były to obietnice bez pokrycia, z których cała 
Rada musiała się tłumaczyć. Kolega Roman 
podejmował sam decyzje, choć - jak już 
wspomniałem - nie miał takiego prawa jako 
przewodniczący. Tłumaczenie, że nie mógł 
zrobić tego w sposób zgodny z obowiązujący- 
mi regulaminami, świadczy raczej o jego 
niezaradności jako organizatora. W akademi- 
ku, gdzie mieszka, mieszkają również inni 
czło"nkowie Rady Studentów, a mimo to prze- 
jechanie się windą i powiadomienie o bieżą- 
cych sprawach było zbyt ciężkie dla Romana. 
Nie można tu mówić o złej woli Rady, która 
zbiera się co dwa tygodnie, a poszczególni jej 
członkowie bywają w siedzibie Samorządu 
nawet kilka razy dziennie. Gdyby autorka 
raczyła spotkać się z Radą Studentów lub 
innymi członkami Samorządu, to dowiedzia- 
łaby się o tych wszystkich sprawach i mogła- 
by stworzyć obiektywny obraz całej sytuacji, 
zamiast prezentować subiektywne odczucia, 
które nie są nawet oparte na niezbędnej 
wiedzy o sposobie działania i przeprowadza- 
nia zebrań przez organy samorządowe. 
Ten tekst postanowiłem napisać także 
z powodów osobistych. Pani Gregorowicz 
stawia zarzuty Samorządowi Studenckiemu, 
nie znając opinii szerszego grona. Moja oso- 
ba, która jest związana z pracą w Samorządzie 
od czterech lat, została oskarżona o brak 
kompetencji i złą organizacje wyborów. Cho- 
ciaż z tego, co wyczytałem, pani Gregorowicz 
nie zechciała nawet pobieżnie zapoznać się 
z Ordynacją Wyborczą i Regulaminem Samo- 
rządu Studenckiego! Ja sam nie pisuję co 
prawda artykułów i być może, tak jest, że 
dziennikarz musi przede wszystkim pisać, 
a przy tym mniej istotna jest wiedza o wyda- 
rzeniach. Sądzę jednak, że nie zgodzą się ze 
mną ci, którzy na co dzień pojawiają się na 
łamach naszych gazet. Ja zresztą też się z tym 
nie zgadzam i dlatego przedstawiam mój 
skromny tekst. 



 


Q 
Maciej Jabłoński 


Przewodniczący Odwoławczej Komisji 
Stypendialnej 
Przewodniczący Głównej Komisji Wyborczej 
Samorządu Studenckiego 1JMK 


24 
 UCZElni 


maj 1999- 


-
>>>
--. 


Juwenalia '99 


Trzydniowe rządy Króla socjologa i Królowej chemiczki cechowało przywiązanie do 
tradycji. Jak co roku, w podległej im krainie Juwenalii, rozbrzmiewała głośna muzyka, 
strumieniami lało się piwo i dominował radosny nastrój wśród poddanych. Jedynie 
pogoda nie do końca podporządkowała się ich rządom i sprawiła psikusa w najmniej 
odpowiednim momencie. 


Andrzej Romański 


fD')1EI. f1n. 
 lEI . ił1w7 lEI dl 
ł?""W\'!7@, 
@IQJU@

/ D 

 


, 


Tę krótkotrwałą, choć zaszczytną władzę 
zdobywa się mozolnie i nietypowo. W czwart- 
kowy wieczór Ona (Ewa Filipska - III r. 
chemii) musiała np. przeprowadzić rozmowę 
z klientem jako "ta po drugiej stronie" seks- 
telefonu. On zaś (piotr Kławsiuć - II r. so- 
cjologii) prezentował wątłą "klatę" i śpiewał 
zaimprowizowaną piosenkę głosem niższym 
niż zachrypnięty Gruzin. W nagrodę za te 
poświęcenia, z rąk prześmiewcy (świetny wy- 
stęp, poprzedzający wybory Króla i Królowej 
Juwenaliów, kabareciarza Grzegorza Halamy 
"Oklasky") otrzymali korony przypominające 
ogromne ciastka oraz, dzień później, symboli- 
czne klucze do bram miasta z rąk wiceprezy- 
denta Janusza Strześniewskiego i prorektora 
Wojciecha Popławskiego. 
Juwenalia to impreza, w której najważniej- 
szy jest luz i niczym nieskrępowana zabawa. 
Bo choć juwenaliowe plakaty były gęsto za- 
drukowane licznymi imprezami i godzinami 
ich rozpoczęcia, to i tak najbardziej liczyło się 
piwo (w tym roku "Żywiec" po skandalicznej 
dla wielu cenie 3 zł), muzyka (w tym roku od 
górali, Cyganów i roclanenów "na żywo", do 
nieśmiertelnych przebojów rozrywkowych 
i współczesnego drum'n'bassu "z taśmy") 
i płeć przeciwna (w tym roku, jak co roku). 
W ciągu kilku ostatnich lat utarło się, że 
popołudniowe imprezy to tylko przygrywka i to 
niekonieczna do kulminacji, jaką jest wieczór, 
gdy wśród tysięcy ludzi można krążyć pomię- 
dzy licznymi punktami sprzedaży piwa i tań- 
czyć do woli pod gołym (niestety niekiedy 
przyodzianym chmurami) niebem. Dlatego też 
kilka popołudniowych imprez nie odbyło się, 
a wiele rozpoczęło się z opóźnieniem daleko 
wykraczającym poza kwadrans akademicki 
i przy małym zainteresowaniu. Najbardziej 
poszkodowanym miejscem tegorocznych Ju- 
wenaliów był chyba klub "Kotłownia", nie 
tylko ze względu na oddalenie od miasteczka 
uniwersyteckiego, lecz również z powodu pa- 
nujących w Toruniu trudności komunikacyj- 



 


,'" ., 


-- . 


-___ł ""1 


1 
).

 

. 


'I 


"Sfera". Efektowne zbiorowe skakanie w błoto 
po zdobyciu bramki i "polowanie" na zawod- 
ników wciąż zbyt schludnych dostarczyło pub- 
liczności wiele uciechy. 
Dobrym posunięciem było również DŻY- 
wienie kina "Camerimage Cinema" na Rynku 
Nowomiejskim. Pokaz premierowego filmu 
Idioci Larsa von Triera przyciągnął nadkomp- 
let widzów. Grupka zawiedzionych, którzy nie 
dostali się do środka, szybko znalazła pociechę 
w piwie sączonym pod sceną, umieszczoną 
w tym roku pomiędzy salami gimnastycznymi 
a DS 11, gdzie odbywały się koncerty, 
Tradycyjnie już, sobotni maraton muzycz- 
ny, rozpoczęty po 13, był największą atrakcją 
Juwenaliów i skupił na sobie uwagę większości 
bawiących się, w poprzednie dni rozrzuconych 
pomiędzy kilka punktów, w których rozbrzmie- 
wała muzyka. Od samego początku występom 
nawet nieznanych grup towarzyszył tłum ko- 
czującej i piknikującej młodzieży, Raz po raz 
dało się słyszeć, iż ,jest jak w Woodstock". 
Jednak ten sielski nastrój nie przetrwał niestety 
do samego końca. 
Wieczorem, gdy wokół sceny zaczynało 
być gorąco, bo zbliżały się występy gwiazd, 
którymi w tym roku były grupy "Czarno- 
Czarni" i "Piersi", z nieba powiało chłodem. 
Ulewny deszcz skutecznie zamienił zaintereso- 
wanie koncertem w chęć uratowania nieskazi- 
telności ubrań i głów u sporej części uczest- 
ników. Kluby, przedsionki domów studenckich 
(wejścia do samych akademików strzegli 
ochroniarze i czujne panie recepcjonistki) 
i wszelkie, nawet najmniejsze daszki przygar- 
nęły tłumy uciekających przed deszczem. At- 
mosfera zrobiła się przyciężkawa, choć można 
było natrafić na niespodzianki. Taką na pewno 
była liczna, żywiołowo reagująca publiczność 
w klubie "Od Nowa", oglądająca na dużym 
ekranie ... zawody żużlowe. 
Najbardziej wytrwali, a także ci już zobo- 
jętniali na deszcz ciepło przyjęli występ "Czar- 
no-Czarnych", których radosny, bigbitowy re- 
pertuar wydawał się stworzony na tego typu 
imprezę. Prawdziwe szaleństwo zapanowało, 
gdy po północy na scenę wkroczył Paweł Kukiz 
i jego "Piersi". Jednak nie było to już szaleńst- 
wo tłumów. Ostre punkowe d:twięki i wy- 
śpiewywane razem z liderem ludowo-narodo- 
we teksty to już była atrakcja dla prawdziwych 
fanów i zapaleńców, którym nie straszne wich- 
ry i burze. 
Gdzieś koło drugiej w nocy zalesione 
tereny miasteczka uniwersyteckiego świeciły 
już pustkami (w pogodną noc juwenaliową 
absolutnie nie do pomyślenia), a ulice opano- 
wały taksówki, pełne zmarzniętych powracają- 
cych uczestników Juwenaliów '99. 
Fot. M. Jóźwiak 


:, 
. 


1 
ł. 
..... 


.ł.. o .. '... 
" 


c: 


* * * 


Przychodzi mi po raz kolejny wypowiadać 
się na łamach "Głosu Uczelni" w sprawach 
Samorządu Studenckiego, tym razem odpowia- 
dając na zarzuty pana Macieja Jabłońskiego, 
który żywo zareagował na mój artykuł z mar- 
cowego "Głosu". Oczekiwałam reakcji, ale nie 
oczerniania. Tym bardziej że nie zamierzałam 
w żaden sposób nikogo krzywdzić ani nikomu 
uchybiać. Nie rozumiem, dlaczego słowo ar- 
tykuł zostało wzięte w cudzysłów. Posądzanie 
mnie o stronniczoŚĆ jest bezpodstawne, ponie- 
waż nie miałam pojęcia o istnieniu wniosku 


.' 


,-v". 



 ..J 


w ogóle w rozmowie z R. Brunką. Może 
zamiast wysłannikiem powinnam nazwać go 
przedstawicielem, skoro Brunka był przekona- 
ny, że T. Jałowieckiego przysłała Rada. 
Na koniec chciałabym zwrócić uwagę, że 
autor tekstu ma prawo do wyrażania własnych 
opinii i sądów w świetle zebranych faktów. 
Uważam jednak, że mój artykuł jest niczym 
w porównaniu z tym, co napisał M. Jabłoński, 
jeśli wziąć pod uwagę wszelkiego rodzaju 
insynuacje tudzież uszczypliwości. 
Anna Gregorowicz 
PS. Nie czytuję kryminałów! 


- maj 1999 



 UCZElni 25 



.:"'.J- 
I 


, :. "'", 
'. ,I 
.0 'J 

 \ 


, 


. 
, ,4 
" 


,,,' 


nych. Nawet występ znanego z telewizji komi- 
ka Jacka Ziobry, nie przyciągnął tylu zaintere- 
sowanych, ilu z pewnością pojawiłoby się, 
gdyby występ odbył się w "Bazie" czy "Im- 
perialu". Zresztą ostatni z tych klubów był 
najmniej prężny w organizowaniu atrakcji i nie 
do końca trafiał w studenckie preferencje, 
proponując np. konkurs siłowania się "na rękę", 
choć studenci częściej mocują się z książkami 
i wykładowcami niż z kolegami. 
Nie można jednak, oczywiście, dnia uznać 
za czas "rozrywkowo stracony". Zakrapiane 
"śniadanie na trawie" od wczesnych godzin 
popołudniowych preferowało wielu. Ciekawie 
również było obserwować smutek i lekką złość 
przyszłych księży, którzy schodzili z boiska 
pokonani przez przyszłych wojskowych 0:3 
w meczu piłki nożnej. Choć znacznie więcej 
zainteresowania wzbudził mecz w błocie po- 
między reprezentacjami Samorządu i Radia 


odwołującego przewodniczącego. Wygląda na 
to, że nie wiedział o tym nikt poza Radą. Sam 
zainteresowany najwyraźniej nie był o tym 
poinformowany. W związku z tym nie widzia- 
łam potrzeby pytania o opinię pozostałych 
członków Rady. Chciałam usłyszeć słowa wy- 
jaśnień dotyczących rezygnacji Brunki, aby 
każdy mógł się z nimi zapoznać. W końcu 
Samorząd tworzą wszyscy studenci, a nie tylko 
przedstawiciele Rady. 
Nie ma w moim artykule żadnych in- 
synuacji. Stwierdzenia te wynikają z dowol- 
nych interpretacji słów zawartych w artykule. 
Nazwisko Tomasza Jałowieckiego nie padło
>>>
GimnazetkA 


Pismo Społeczności 
Szkolnej 
Gimnazjum 
Akademickiego 
w Toruniu Nr 3(3) 


)r( .'...y 
Czytelnicy!! ! 


Mimo usilnych starań wydaliśmy 
tylko 2 numery "Gimnazetki", przy 
czym jeden z nich istniał jedynie 
w dwóch egzemplarzach. Postanowiliś- 
my więc nawiązać współpracę z uni- 
wersyteckim "Głosem Uczelni". I stało 
się. Dnia 22 kwietnia tego roku zespół 
redakcyjny wraz z panem wicedyrek- 
torem Wiesławem Rybką oraz panią 
Agnieszką Grzelak, opiekunami mery- 
torycznymi "Gimnazetki", przybył do 
siedziby "Głosu Uczelni" w Rektora- 
cie. Omówiliśmy tam warunki naszej 
współpracy. I udało się. 4 maja pod- 
pisaliśmy oficjalną umowę o współpra- 
cy. Od te
o numeru na łamach "Głosu 
Uczelni" 
ościć będzie nasza 
azeta. 
Mamy nadzieję, że spełni ona Wasze 
oczekiwania. Będziemy starali się za- 
mieszczać w niej aktualne informacje 
z życia Gimnazjum Akademickiego, 
ale także ciekawe artykuły na przeróż- 
ne tematy, W tym numerze znajdziecie 
m.in, artykuł opowiadający o historii 
naszego gimnazjum oraz kilka nowi- 
nek z życia szkoły. 
Zapraszamy do czytania, 
Witold Kręcicki - la 


Sport W Gimnazjum 


Na łamach "Głosu Uczelni" chcielibyśmy 
informować Czytelników o tym, w jaki sposób 
gimnazjaliści spędzają swój wolny czas. Jed- 
nym ze sposobów zagospodarowania go jest 
uprawianie sportu i choć niedużo czasu zostaje 
nam na bieganie, pływanie czy grę w koszykó- 
wkę, staramy się dbać o zdrowie przez czynny 
wypoczynek. 
W ciągu ostatniego miesiąca sekcja spor- 
towa naszej szkoły zorganizowała dwa mecze 
międzyklasowe uni-hockeya i koszykówki. 
Choć walka była zacięta, oba zakończyły się 
zwycięstwem drużyny "b". Pojedynek koszy- 
kówki odbył się 26 kwietnia. Najwięcej punk- 
tów zdobył Krzysztof Sater. Źli i załamani 
przegraną zawodnicy la czekają już na następ- 
ne mecze. w których będą mogli zrewanżować 
się i w pełni pokazać swoje umiejętności (które. 
mamy nadzieję, posiadają). W planach są już 
mecze halowej piłki nożnej i tenisa stołowego. 
Redakcja także z niecierpliwością czeka na 
kolejne mecze. Mamy nadzieję. że sportowa 
działalność gimnazjalistów będzie kwitła. 
P.S. Uczniowie GA serdecznie dziękują 
Dyrekcji za umożliwienie gry w koszykówkę. 
Mamy nadzieję. że kosze stojące na placu 
szkoły nie zapadną się pod ziemię. 
Ma
dalena Sobieszek - ła 


W tym roku spełniło się marzenie Torunia, Powstała w tym mieście jedyna w swoim rodzaju 
szkoła w Polsce - Gimnazjum Akademickie, Nawiązuje ona do placówki powstałej 
w 1568 roku, a mianowicie do Schola Thorunensis, która skupiała uczniów nie tylko 
z Polski, lecz także z pozostałych części Europy, Po trzydzłestu latach działalności podniesiono ją 
do rangi Gimntl1jum Akademickiego. Uczyła się tam młodzlei od 6 do 20 roku życia, Wykładano 
po łacinie, Zajęcia obejmowały wykłady z zakresu prawa, filozofii, teologii, a nawet podstaw 
medycyny, Stąd właśnie pochodzi nazwa szkoły, stojącej przy ulicy Szosa Chełmińska 83, 


Z histo .. G . · 
nil 1010%1 7 ;]"1.1111. 


Gimnazjum Akademickie jest ogólnopolską 
szkołą publiczną dla młodzieży wybitnie zdol- 
nej, o szerokich horyzontach. łubiącej zdobywać 
wiedzę. Podlega MEN-owi. lecz organem pro- 
wadzącym jest UMK w Toruniu. Przyjmowani 
są uczniowie, którzy ukończyli szóstą klasę 
szkoły podstawowej. Aby dostać się do Gimnaz- 
jum. trzeba uprzednio przejść odpowiednie bada- 
nia, które wykażą. czy uczeń nadaje się, czy też 
nie. Na początku każdego kandydata opiniuje 
szkoła macierzysta, potem czekają go badania 
poradni psychologiczno-pedagogicznej. a na ko- 
niec postępowanie przed komisją kwalifikacyjną 
Gimnazjum. W ten sposób specjaliści oceniają 
poziom inteligencji, zainteresowania, zdolności 
twórcze oraz odporność na stres i lęk. 
W tym roku szkolnym zainteresowało się 
Gimnazjum 160 młodych ludzi z województw 
(przed reformą adm.): toruńskiego, wrocław- 
skiego, leszczyńskiego, bydgoskiego, olsztyń- 
skiego, a nawet z jeleniogórskiego. Do ostat- 
niego - trzeciego - etapu eliminacji dopuszczono 
70 osób, z których do 15 lipca 1998 r. wybrano 
naj zdolniejszą czterdziestkę. 
W maju 1999 r. rusza budowa internatu, 
który jest warunkiem przyjęcia nowych uczniów 
spoza Torunia. 


Cały cykl kształcenia trwa pięć lat, choć nie 
wykluczone jest szybsze, indywidualne kształ- 
cenie z wybranych przedmiotów. Na razie za- 
planowano dwa profile (od klasy drugiej): huma- 
nistyczny i przyrodniczy, ale rozważa się wpro- 
wadzenie także profilu matematyczno-fizycz- 
nego. 
Gimnazjum Akademickie to szansa dla zdol- 
nych ludzi, których nie stać na dodatkowe kursy 
języków obcych. matematyki czy informatyki. 
a bardzo chcieliby to wszystko opanować. W GA 
uczniowie intensywnie uczą się języka angiel- 
skiego (cztery godziny w tygodniu na trzech 
stopniach zaawansowania). Rozpoczęli także 
darmową naukę jezyka francuskiego, a niedługo 
zaczną poznawać jeszcze jezyk niemiecki. Dla 
humanistów zostanie wprowadzona łacina i gre- 
ka. Zainteresowani informatyką nie mogą narze- 
kać na sprzęt - są tu nowoczesne komputery 
- wyposażone w procesor Pentium II 350 MHz, 
podłączone do Internetu. 
Gimnazjum Akademickie jest ściśle związa- 
ne z toruńskim UMK, który sprawuje patronat 
nad szkołą. Profesorowie z uniwersytetu co dwa 
tygodnie prowadzą w szkole cykl wykładów pod 
nazwą Profesorowie UMK proponują, pomocny 
młodzieży w odkrywaniu 
zainteresowań. 
Uczniowie, którzy uzy- 
skają zgode na uczestnictwo 
w zajęciach uniwersytec- 
kich, mogą chodzić na 
wszystkie zajęcia przewi- 
dziane na danym roku i kie- 
runku studiów. Mają prawo 
zdobywać zaliczenia i zda- 
wać egzaminy, a w tym 
wszystkim pomoże im peł- 
noprawny dostep do zbio- 
rów Biblioteki Głównej 
UMK. 


,....01'...1 . 


.
 


L
'l:Io- 


r....-.. 


I 


:: 


1 


.!!-!! 
- 


....... 


" 


.' 


.'". I:.. 


I 
.... 
.... 
IA¥ 
. J 


! 


-I 


. 


_!! ł_ 
- 
I :'I!!!!!! 

:.
j: 



.- 
...ł
 


'1 


: 


.. 


'- 


. 
. 
,. 


, 


."; .ł. 


to:". ... 


Budynek Gimnazjum Akadem'ckieRo 


Tomasz Wasiluk - la 


Literackie koszałki-opałki 


Na biologię 
Ostatnio rzeczą bardzo modną 
Jest krew która reguluje gospodarke wodną 
Na Gimnal,jum 
Gimnazjum jest już tak wytarte, 
Że moje pisanie już zeszło na marne 
Magda Paradowska - la 


Na fraszkę 
Świat jest pełen igraszek 
By to spisać i za mało fraszek 
Na matmę 
Po co ja mam sie uczyć matematyki 
Jak i tak umiem liczyć tylko kamyki 


Zespół redakcyjny: Magdalena Sobieszek - sekretarz. Dorota Demicka, Magdalena Paradowska. Tomasz 
Wasiluk. Witold Kręcicki. Marcin Wolny, Piotr Ma.
alski 
Opieka merytoryczna: mgr Agnieszka Grzelak, mgr Wiesław Rybka 
Adres redakcji: 87-100 Toruń, ul. Szosa Chełmińska 83. tel. 6555560, fax 6555253 
E-mail gazeta@gimakad.torun.pl
>>>
t) .) 


Srebro i brąz w koszu 
Duży sukces odniosły reprezentacje UMK podczas koszykarskich 
Mistrzostw Polski Uniwersytetów rozgrywanych od 6 do 9 maja 
w Poznaniu. Nasi studenci zdobyli wicemistrzostwo kraju, a studentki 
były trzecie. O drodze do tych tytułów - w nastepnym numerze GU. 


, 


Niedosyt 
Koszykarze AZS-u Elana zakończyli na siódmym miejscu pierwszo- 
ligowy sezon 1998/99. Tym samym, w zasadzie, utrzymali poziom 
toruńskiej męskiej koszykówki od 1995 r., od kiedy to Twarde Pierniki 
walczą w I lidze (wcześniej grali w latach 1954-70 oraz 1990-91), 
zapewniając sobie każdorazowo pewne miejsce w środku tabeli. 
Ten sezon mógł być jednak wyjątkowy. W Toruniu pojawiła się 
trójka solidnych koszykarzy zagranicznych. Zwłaszcza rozgrywający 
reprezentacji Słowenii Walter Jeklin okazał się przysłowiowym strzałem 
w dziesiątke. Jugosłowiański skrzydłowy Dejan Miśković, powiedzmy, 
w dziewiątkę, a amerykański, a właściwie jamajski center Brian Lewin 
- w siódemkę-ósemkę. Dobry wynik po pierwszej rundzie - 10 zwycięstw 
w 15 meczach wzbudził spore nadzieje. P6tną jesienią przyszły jednak 
kłopoty. Przede wszystkim w klubowej kasie brakowało pieniędzy 
i nieudane okazywały się próby znalezienia możnych sponsorów. 
W dodatku, mniej więcej w tym samym czasie, zabrakło trzech ważnych 
zawodników. W przerwie rozgrywek. w połowie listopada, do USA 
wyjechał B. Lewin. Powrót do Polski zajął mu dwa miesiące (kłopoty 
z wizą), a powrót do formy sprzed wyjazdu niemal kolejne dwa. Na 
początku grudnia z zespołem rozstał się niespełniający oczekiwań 
skrzydłowy Dominik Derwisz. Wreszcie w styczniu i lutym nie grał 
z powodu kontuzji skrzydłowy Grzegorz Sowiński. W efekcie w rundzie 
rewanżowej torunianie przegrali 9 z 15 spotkań i przed play off zajęli 
siódme miejsce w tabeli. Rywalem akademików w ćwierćfinale play off 
był Nobiles Anwil Włocławek, który po rundzie zasadniczej zajmował 
drugie miejsce w tabeli (grają w nim dwaj byli zawodnicy toruńscy oraz 
studenci UMK - Dariusz Kondraciuk i Arkadiusz Makowski). Z czterech 
meczów nasi koszykarze wygrali tylko jeden i pozostała im walka 
o miejsca od 5-8. Najpierw zmierzyli sie z Unią Tarnów. W pierwszym 
pojedynku wygrali 100:98, ale w rewanżu ulegli 72:88. Tak więc 
zakończyli sezon spotkaniami o siódmą lokate z Komfortem Stargard 
Szczeciński - 78:58 i 57:62. W sumie z 38 ligowych meczów torunianie 
wygrali połowe. 
Podobnie, czyli dobrze na początku i gorzej na końcu, wypadł AZS 
Elana w rozgrywkach Pucharu Polski. W grupie, mając za przeciwników 
słabsze (oprócz Nobilesu) drużyny, wygrał 7 z 10 meczów. W ćwierć- 
finale uległ jednak Pogoni Ruda Śląska. W rewanżowym pojedynku 
z rudzianami nie wystąpili toruńscy obcokrajowcy, na znak protestu 
przeciw zaległościom w wypłatach. 
Trzeba jeszcze odnotować występ w Pucharze Koracza. Były to tylko 
dwa mecze w rundzie wstepnej. W pierwszym spotkaniu z fińskim 
Tapiolan Honka Espoo torunianie ulegli 14 punktami. W rewanżu, 
prowadząc pod koniec meczu kilkunastoma punktami, stracili szanse na 
awans do kolejnej rundy wraz z ostatnim gwizdkiem sedziów, bo "złotą 
akcję" przeprowadzili ich przeciwnicy, przegrywając ten mecz 13 
"oczkami". W dwóch meczach oni okazali się o jeden punkt lepsi. 


'. 


."" 
 


Y"; 


..: 


... 


} 


. """ 


Koszykarze AZS-u Elana. Od lewej: 8. Lewin, J. Robak, D. Miśkowii', 
W. Jeklin, J. Darnikowski i trener R. Szczechowiak 


Fot. A. Goiński 


- maj 1999 


Podsumowując wszystkie mecze AZS-u Elana w tym sezonie, trzeba 
zauważyć większą ilość zwycięstw niż porażek: 27-25. Ani razu nie udało 
się akademikom pokonać dwóch zespołów: Zeptera Śląsk Wrocław 
i Hoop Pekaesu Pruszków. W rywalizacji z Nobilesem, z którym 
spotykali się najczęściej w tym sezonie, zwyciężyli w 3 z 8 spotkań. 
Indywidualnie najlepszym zawodnikiem AZS-u Elana był Walter 
Jeklin. Sympatyczny Słoweniec dobrze prowadził gre zespołu, a przy tym 
zdobywał najwiecej punktów - średnio 21,5 w meczu. Jego rekord to 42 
"oczka", a 6 razy rzucał powyżej 30 punktów. Niemal 17 pkt.lmecz 
zdobywał Dejan Miśković, zbierając przy tym po kilka piłek z tablic oraz 
czesto trafiając w ważnych momentach za trzy punkty. Około 15,5 pkt.lm. 
rzucał ekskadrowicz Jarosław Darnikowski, a prawie 13 pkt. i 10 zbiórek 
w spotkaniu zaliczał Brian Lewin. Jacek Robak i Grzegorz Sowiński 
zdobywali każdy około 7 pkt.lm. Młodzi zawodnicy, b
ący studentami 
UMK, Artur Robak, a także Wojciech Michniewicz, Adam Iciek, Tomasz 
Beciński i Tomasz Nowak odgrywali (może poza, od czasu do czasu, tym 
pierwszym) drugo- lub trzecioplanowe role. Najstarszy wiekiem Woj- 
ciech Puścion borykał się z kontuzjami i rzadko pojawiał się na parkiecie. 


AZS UMK w LAK-u 


Na jesieni ubiegłego roku zainaugurowała swe rozgrywki Liga 
Akademicka Koszykówki Mężczyzn. W pierwszym etapie o zwycięstwo 
w 16 okręgach walczyło około 150 zespołów - reprezentantów szkół 
wyższych. W strefie toruńskiej trzy: A TR Bydgoszcz, Wyższa Szkoła 
Oficerska i AZS UMK Toruń. Bezapelacyjnie najlepsi byli nasi koszyka- 
rze-studenci, wygrywając wszystkie spotkania, średnio różnicą 4ł punk- 
tów. W drugim etapie - play off, w 118 finału torunianie trafili na 
zwycięzcę strefy gdańskiej - AZS A WF Gdańsk. Z tego dwumeczu 
zwycięsko wyszli rywale. Pierwszy mecz co prawda wygrał AZS UMK 
86:85, ale do drugiego nie przystąpił (walkower dla gdańszczan). 
Reprezentantom UMK i grodu Kopernika zamiast walki o medale ligi 
(takie były nadzieje i plany) pozostała w drugiej połowie kwietnia gra 
w barażach o utrzymanie. Przeciwnikiem była drużyna AZS-u Politech- 
niki Koszalin. W pierwszym meczu wygrali torunianie 93:72, a w drugim 
koszalinianie 93:84. Lepsi więc okazali się podopieczni Bogdana 
Tołodzieckiego i Macieja Deręgowskiego i to oni w przyszłym sezonie 
zagrają w 12-zespołowej Lidze Akademickiej Koszykówki Mężczyzn. 
Podstawowymi zawodnikami AZS-u UMK byli przede wszystkim 
rezerwowi pierwszoligowego AZS-u Elana i jednocześnie liderzy trze- 
cioligowego AZS-u UMK: Wojciech Michniewicz (prawo, II r.), Adam 
Iciek (geografia, I), Tomasz Beciński (prawo, II), Tomasz Nowak 
(matematyka, I), a także: Piotr Gutowski (zarządzanie i marketing, III, 
i germanistyka, II), Michał Gac (zarz. i market., III) oraz Marcin Górny 
(zarz. i market., IV). 


, 


Piątki na finiszu 
W kwietniu rozegrano rundę play off Studenckiej Ligi Piątek 
Piłkarskich. Było dużo bramek, mecze w większości zacięte, zanotowano 
niespodzianki, a nawet sensacje. Największąjest awans do ścisłego finału 
zespołu PSV "Rzłopy", szóstego w grupie A po rundzie zasadniczej. Jego 
przeciwnikiem w walce o mistrzostwo ligi będzie aktualny mistrz i lider 
grupy A - Team A. "Rzłopowcy" wyeliminowali najpierw wicemistrzów 
ligi, trzecich w gr. B po rundzie zasadniczej, Zjednoczonych Zacięciem. 
W ćwierćfinale pokonali MrówkelBarex (2 w gr. A), a w półfinale ograli 
lidera gr. B Lecha! "Teamowcy" mieli łatwiejszą drogę do finału. Na 
początek wysoko wygrali z EB Kotłownia (8-B), potem uporali się 
z Fighters (4-A) i w półfinale pokonali Koszty Operacyjne (2-B). 
W walce o miejsca 1-8 spotkają się: 
finał: Team A - PSV Rzłopy; o 3 miejsce: Koszty Operacyjne - Lech; 
o 5 miejsce: Fighters - MrówkalBarex; o 7 miejsce: CeltlImperial - 10,5 
Od Nowa. 


Wiosła na starcie 


Toruńscy wioślarze rozpoczeli sezon w połowie kwietnia startem 
w centralnych regatach długodystansowych otwarcia sezonu na Kanale 
Żerańskim. Kilkanaście osad AZS UMK zajęło czołowe miejsca, a zwy- 
ciężali: w dwójce bez sternika (mieszanej) Robert Laskowski i w jedynce 
juniorów Jacek Szymczak. 
Obecny sezon jest sezonem przedolimpijskim. Dobre starty w mist- 
rzostwach świata bedą gwarantować udział w Igrzyskach Olimpijskich 
Sydney 2000. Dlatego tak ważne są występy najpierw w krajowych 
regatach kwalifikacyjnych do kadry, a potem w zawodach między- 
narodowych. Od kilku lat toruńscy wioślarze należą do ścisłej krajowej 
czołówki, pokazują się także w świecie. Miejmy nadzieje. że tegorocz- 
nymi dobrymi wynikami zapracują sobie na wyjazd do Australii. 
Szymon Wiśniewski 



 UCZElni 27
>>>
Świat badaczy jest zhierarchizowany. ledni cieszą się większym 
szacunkiem od innych. Czy ci najbardziej cenieni znajdują się bliżej 
prawdy (na jej osiąganiu ponoć polega nasz zawód)? Czy im 
prawdziw.
ze są czyjeś koncepcje, tym większym prestiżem, więk- 
szymi możliwościami uzyskiwania środków badawczych, przywa- 
bianiem zdolnych studentów osoba ta się cieszy? 


Andrzej Zybertowicz 



 r
... 
 . , Jt f) 110&rFjjłr;D-fRfł 
.J --J'-J r .. ... li 
lILill 


Faktyczne - uchwytIle i;yciowo, jak i badawczo (np. w ramach 
dociekari naukoznawczych) - źródła środowiskowej hierarchii są inne. 
PosilldallY tytuł (np. profesor zwykły lub nadzwykły), ZASZCzyty (akademii 
nauk członek listowy lub urealniony), ilość uciułanych stanowisk ifunkcji 
(w komitetach, redakcjach, zespołach oceniających, pn,yznających etc.). 
Gdy najbardziej bodaj zllallY w świecie polski socjolog uzyskał wysoką 
funkcję w światowym zrzeszeniu branżowym, tygodnik "Polityka" napisał 
(zapewne po konsultacji z bohaterem notki) o jego najważniejszych 
osiągnięciach. Zero informacji o sukcesach poznawczych (nie twierdzę, że 
ich w tym przypadku nie było), nic o jakkolwiek rozumiallym przybliżaniu 
się dtl prawdy; samo wyliczenie sukcesów instytucjonalllych. 
Nie 
'łyszałem, by o kimś mówiono, iżjest lepszym badaczem, gdyż ma 
IJa swoim koncie więcej trafnych hipotez niż jego koledzy. 
Gdy - miast do indeksów cytowari - sięgniemy do takich wskaźników 
jakości naszej pracy, jak recen?je: wydawnicze, rO'l[Jraw doktorskich, 
habilitacyjllych, profesur, projektów badawczych, sprawozdallia z badari 
czy IIawet recell?je publikowane w czasopismach fachowych, to dojdziemy 
do wlliosku, że w lIauce polskiej dzieje się całkiem dobrze. Pola dociekań 
są dobrze zdejilli(lwalle, badallia dą;ą znaczące wYlliki, poszczególni 
uczelli wllosząptlwaŻllY, a czasem przełomowy wkład. K(lledzy nas chwalą 
(i wzajemIIie). Sami jednak jesteśmy znacZllie bardziej powściqgliwi 
w szacowalliu swego dorobku. 
Przeglądam wydawnictwo "Kto jest kim lIa Wydziale Humallistycz- 
IIym" (wyd. II, 1997). W ankiecie, którą mieli wypełllić wszyscy pracow- 
lIicy (tld najbardziej wystrzałowej pani magister do pmfesora kompletnie 
zwykłego), był pUllkt 6b: "lIajwaŻllie}sze osiqgllięcia badawcze". Cóż się 
(lkaZAłtl? 3/4 badaczek i badaczy pUllkt tell pomillęło. Choć w pozycji 
"waŻlliejsze publikacje" podawano tytuły licznych książek (niejednokrot- 
nie o frapujących tytułacM, osiqgllięć żadnych nie wymieniano. Nie jest 


przy tym tak,jak możlla by oczekiwać, że brak osiqgllięć występuje u osób 
młodych, które nie zdążyły się jeszcze nabadać. To profesorowie lIajczęś- 
ciej punkt 6b omijali. Skromność? Zagubienie? 
Jeden z prtlfesorów (skądinąd bardzo wybitny) w p. 6b podał: 
"wielokrotne wydal,ia niektórych książek (6-8 wydań)". Pytallie: sukces to 
poznawczy, badawczy, czy raczej społeczny (rynkowy)? Kilka osób wymie- 
niło realizowanie projektu badawczego KBN. Ale wynikami takiego 
projektu jakoś nikt się nie pochwalił. Ktoś wskazał lIa udział w świattlwej 
konferencji i wygłoszenie tam referatu (nie informując jednak o jego 
tezach); inna osoba podała: "stałe rozszerzanie pola badawczego". Było 
też: opublikowanie szeregu artykułów albo organizowallie konferencji. 
Ktoś napisał, iż nad czymś pracuje od lat (wytrwałość jednak to osiqgnięcie 
z zakresu pracy nad sobą, a nie sukces w odkrywaniu tajemnic świata). 
Najrzadziej (naliczyłem trzy razy) zdarzały się informacje w rodzaju: 
"wykrycie zależności między X a Y". Zgoda, oczywiście, że rola humanis- 
tyki nie sprowadza się do ustaleń o takiej postaci, pozostaje jednak problem 
pozainstytucjonalnych wyznacZllików wartości naszej pracy. A może ich 
po prostu lIie ma? 
No cóż, gdy uświlldomimy sobie, o jak wiele emocjollujących dóbr 
toczy się gra w Akademii (władza, wpływy, pieniądze, sława, miej
'ce 
w historii, wyjazdy, poczucie wartości właSl/ej, święty spokój), to trzeba się 
zdziwić, że w ogóle, chyba jakoś tak po drodze, powstają abstrakcyjlle 
teorie, nad którymi czasem trzeba się lIadumać tyle, że się głowa 
przegrzewa. 
Nie krytyka moich koleiallek i kolegów jest tu celem. Idzie o pokaza- 
lIie, że dryfujemy, nie bardzo wiedząc, jakimi merytorycznymi kryteriami 
szacować nasze własne wieloletnie zmagania z oporną materią przedmiotu 
badań. Wsparcia szukamy w sukcesach instytucjonalnych. Dążymy do 
stopni, nagród, wydań w prestiżowych wydawnictwach, członkostw, bycia 
zauważonym w środowisku etc. - nie zaś do rozgryzania tajemnic świala, 
nasycal,ia go świei;ymi interpretacjami, oi;ywiallia dyskursu badawczego, 
ekscytacji myślowej. 
Niesprawiedliwe te spostrzeżenia? Być może, ale uprawomocnione 
przez to, co czynimy. Co ciekawe, swych osiągllięć nie wymieniały także 
osoby mające na kOllcie inspirujące książki; badacze, których wykłady 
stanowią przygodę illtelektualną dla studentów; osoby, których śmiałości 
w myśleniu nieraz byłem świlldkiem. 
Nauka okazuje się światem ludzkim, arcyludzkim. l, kto wie, może 
bardziej wypada się z tego cieszyć niż smucić. 
Ale - skoro trawa wokół cudzego domu zawsze bardziej jest zielona 
- pocieszam się, że w naukach prawdziwych, tj. uściślonych, vnatematyzo- 
wanych, skomputeryzowanych etc., gdzie są precyzyjne kryteria sukcesu 
badawczego, na peWllO jest inaczej. 


Stan umysłu (VI) 


Przed wielu, wielu laty Zdzisław Wróbel, toruński pisarz i publicysta, 
napisał głośną wówczas i czytaną Z wypiekami przez młode studentki z ZMP 
powieść o środowisku toruńskiego uniwersytetu pt. "Inauguracja". Mało kto 
to pamięta i nie wiem, czy zachowały się jeszcze jakieś egzemplarze tej 
skądilląd całkiem zgrabnie napisanej książki - mój, czytany i ZAczytany, 
pewnego razu nie wrócił do właściciela, a innego nie mogłem zdobyć. 
Wszyscy pasjonowali się wtedy rozwiązywaniem ukrytych pod pseudonimami 
osób. co nie było szczególnie trudne, bo wiele z opisanych perypetii miało 
odniesienie do autentycznych wydarzeń w miasteczku pn,y ulicy Słowac- 
kiego, do dziś tkwiących w pamięci starszego pokolenia... 


r. 


"ro:' 
  
y Iby Q 
(nie tylko w Ameryce) 



 


l.udzie lubią czytać o sobie książki. Nie mam na myśli dokumentu czy 
wspfJtllllień - to Z mniejszym lub większym powodzeniem próbowali na 
toruń.{kim uniwersytecie robić: Jen,y Serczyk, Józef Kozłowski, Leon 
JeśmallfJwicz czy autorzy zbioru wspomnień o początkach Uczelni, wydanego 
w 50-lecie jej powstania. Powieść to jednak coś ważniejszego i zupełnie 
odrębIlego. l'owieść to identyfikacja. l takiej powieści o ostatnich 40, 30 czy 
choćby ostatllich 20 latach UMK brakuje. A o czym miałaby to być powieść? 
Choćby olIowym (tld jakiegoś czasu) hobby naszych "braci w nauce", tj. 
specjalizacji w zarabianiu pieniędzy. Specjalizacja jest rzeczą naturalną 
i pożądallą; badając wycinek wiedzy, ostrzej widzi się szczegóły, a z nich 
łatwiej 
.tworzyć całtlść (w każdym razie -jest taka teoria). My mamy jednak 
do czy1łienia ze specjalizacją innego wymiaru. Wszyscy narzekamy na niskie 
zarobki. a przyC'l,yna, dla której kolejne władze rektorskie nie potrafią 
dtlstrzec ludzi zza murów wznoszonych coraz to nowych gmachów, spędza mi 
sen z powiek (mam nadzieję, że im r6wnież). Ale pomysły na poprawienie 


takiego stanu rzeczy bywają r6żne, a ponieważ jakoś trzeba sobie radził, 
w większych niż mój umysłach powstały dwie koncepcje zaradności. 
l. Można mieć tylko jeden etat na uczelni, pensum pozwalające na 
rozmowę Z każdym studentem i doktorantem osobno, na regularne wykłady, 
na które pn,ychodzi się punktualnie i z przyjemnołcią. Ponadto grant KBN, 
którego realizacja wymaga pracy zespołowej i który jest szansą rozwoju 
zakladu. Trzeba jeszcze podpisać umowę z dobrym wydawnictwem (np. 
Ossolineum czy PWN) na napisanie monografii, redagowanie slownika lub 
wydawnictwa źr6dłowego, opracować kilkanaście dużych haseł do Leksyko- 
nu, napisać kilka artykułów lub recen?ji do dobrych czasopism zagranicz- 
nych lub prac zbiorowych o międzynarodowym charakterze. Dobrze jest 
zdobyć zagraniczne stypendium, które pozwoli na wymianę doświadczeń. 
Taka postawa zakłada ciqgły rozwój, konieczność stałej lektury, dbałość 
o uczniów (może nielicznych, ale najlepszych), kt6n,y póiniej niosą imię 
mistrza w świat. 
2. Ale można teżpróczjednego etatu na uczelni - nie ma znaczenia,jak 
absorbującego, bo i tak nie ma szans najego realizację - posiadać dwa-tn,y 
identyczne lub podobne etaty w innych szkołach wyższych, najlepiej 
pobliskich i prywatnych, bo więcej płacą. Koniecznie trzeba brać też zajęcia 
dla zaocznych, bo wysiłek niewielki, a przyjemność (wcale lIie w nawiasie) 
ogromIla. Dobrze jest mieć "pod opieką" kilkanaście prac doktorskich 
młodych ludzi, którzy i tak pozostawieni sobie (bo przecież profesor jest 
w szkole raz w tygodniu po parę godzin), muszą liczyć na własną 
pomysłowość i pamięć. Liczba "przypisanych" studentów i doktorantów 
zrekompensuje z powodzeniem brak publikacji, bo trudno pisać, gdy jest się 
głównie w pociqgach. Coś jednak trzeba napisać, bo sprawozdanie bez 
publikacji wygląda zupełnie ile. Najlepiej wydać stary tekst pod nowym 
tytułem lub poszerzony o kilka pozycji w bibliografii jako drugie wydanie. Co 
jakiś czas (ale niezbyt często) trzeba wydać zbiór kilku starych artykułów 
(wszyscy to przecież robią), nazywając wybór "książką profesorską"... 
l jakoś leci. 
Jaka szkoda, że Marian Grabowski nie dostrzegł w swojej książce 
"Istotne i nieistotne w nauce" tego swoistego fenomenu i przywileju (ajakże) 
BYCIA na uniwersytecie. 


Kronikarz 


28 Bl[I] UCZElni 


maj 1999- 


--
>>>
m
1J filaJliJJ
 Pt!@
1 


Wybory, wybory i po wyborach. Najlep- 
s1,Ym pomyslem związanym z prorektorską 
elekcją bylo przeniesienie jej do nowej auli 
na Wydziale Ekonomii. Przeraźliwa pustka 
na widowni byla prz,ynajmniej mniej widocz- 
na, niż bylaby w dużej auli, a poza tym 
mialem okCl1ję zobac1,Yć ten nowy, bardzo 
uesztą udany, dydaktyczny nabytek naszej 
Almae Matris. Skądinąd jednak fakt, iż w la- 
wach zasiedli tylko ci, któr1,Y musieli, c1,Yli 
elektor1,Y (osoby spoza tego grona daloby się 
chyba polic1,Yć na palcach obu rąk), daje do 
myśleniil. Po prostu zainteresowanie akade- 
mickiego środowiska tymi wyborami jest 
zerowe. Były to uesztą wybory dość "rajs- 
kie", jako że elektorat mógl sobie wybrać 
jedynie Ewę lub Ilikogo, gdyż do poszczegól- 
nych stallowisk aspirowali jedynie pojedYII- 
C1,Y kalldydaci. C1,Y więc w prz,yszlości IIie 
warto byloby zastanowić się IIad ue1,Ygllowa- 
IIiem Z tej zbędllej celebry? Magllificencja- 
-elekt powilliell po prostu mieć prawo doboru 
swego "staffu" wedle wlasnego uznalliil. Oli 
bowiem odpowiilda jedlloosobowo za calość 
dziillań ,jirmy", zaś prorektorz,y realizują 
w tym względzie jedYllie jego program, wy- 
brallY uesztą wśród illnych alterllatywllych 
w prawdziwych rektorskich wyborach. Powi- 
niell więc mieć możliwość doboru do jego 
realizacji takich ludzi, któr1,Y będą mu w tym 
względzie odpowiadać. 
Powiedzmy sobie uesztą wprost - cala 
obeclla procedura ma charakter bardziej 
"polityczny" niż merytorycVlY i tak IIapraw- 
dę slui,y jedYllie do budowallia prz,ychylności 
poszczególllych wydzialów dla dzialań Mag- 
IIificellcji. Stąd też chyba nadmieme, mym 
zdaniem, rozmllożenie prorektorskich stano- 
wisk. Ulliwersytet to przede wS1,Ystkim dwie 
rzec1,Y: nauka i szeroko rozumiillla dydak- 
tyka. C1,Ym więc tak IIaprawdę zajmować ma 
się prorektor ds. ogólllych (z calą sympatią 
i szacunkiem dla wybralIego kalldydata)? 
Tak zwallymi "sprawami ogólnymi" powi- 
nien zająć się dziillający pod kierowllictwem 
Magllificellcji dyrektor administracyjllY do 
spólki z kwestorem, zaś tymi IIajogóllliej- 
szymi z ogólllych sam Magllificellcja. A już 
zupeb.ie IIie mogę pojąć, jaki sens mialo 
"rozmnożenie" (w czasach poprzedniej ka- 
dencji) stanowisk prorektorów "od dydak- 
tyki". Cóż to bowiem za dydaktyka bez stu- 
dentów i cóż to za studenci bez dydaktyki. 
W tym stallie rzec1,Y, gdy prorektor "od 
studentów" utracii kompetencje w zakresie 
organizacji i rozwoju programów nauczaniil 
i dydaktyki, stal się on po prostu (co slusznie, 
choć bardzo oględllie podkreślił w swym 
wystąpieniu kandydat na to stanowisko) pro- 
rektorem od upychania studenckiej braci 
w akademikach oraz od rozstr1,Ygalliil, C1,Y 
Zosię naprawdę bolala glówka, a Jasia palu. 
szek, co uniemożliwiło im stawienie się na 


- maj 1999 


egzamin w wyznaczonym terminie. Ale skoro 
uS1,Yto już cztery prorektorskie togi i wykuto 
cztery prorektorskie lańcuchy... 
No, ale dajmy temu na razie spokój, bo 
wygląda na to, że s1,Ykuje się nam inny, 
wai;niejs1,Y "pasztet". Ministerium pr1,Y Szu- 
cha wydalo wreszcie na świat projekt nowej 
ustawy o szkolnictwie wYŻS1,Ym. Nie znam go, 
co prawda, w szczególach, ale to, co donosi 
o nim prasa, i tak "chwalit". Ktoś powiedzial 
kiedyś, że gdy nie wiildomo o co chodzi, na 
pewno chodzi o pieniądze. l mial rację! Odi,yl 
bowiem VlÓW problem tzw. odplatności za 
studiil, co OVlacza po prostu jedynie to, kto 
ma za nie placić, bo do tego, że ktoś zaplacić 
musi, gdyż na tym grzesznym rynkowo-kapi- 
talistycznym świecie nie Tn(l "darmowych 
zupek", zdąi,yliśmy się już chyba pr1,YZwycza- 
ić! Ale tak na serio chodzi nie tyle o to, kto ma 
placić, tylko komu ma placić. Do tej pory 
sprawy wyglądały tak: akademickie pensum, 
za które otrz,ymywalo się "ministeriillno- 
-budżetową" pensję, wynosilo z reguły 210 
godzili rocznie. Za takie pensum "belweder- 
ski" profesor Z wszelkimi stażowymi dodat- 
kami otr;,ymywal okolo 2.800 zl (brutto). 
Mniej więcej tyle, ile dostaje dziś trzeci 
zastępca burmistrza jakiejś zapyziillej mieś- 
ciny "między Szklarską Porębą a Gdynią". 
O wynagrodzelliu mlods1,Ych kolegów dla 
przyzwoitości nie wspomnę. Magnificencja 
w swej łaskawości dorzucić mu mógl jakieś 
500 zł, c1,Yli mniej więcej tyle, ile kasuje 
w jeden wieczór dość leniwa "agentka towa- 
rzyska". Gdy chciill utrz,ymać się na jakim 
takim poziomie i,ycia, szukal "drugiego eta- 
tu" w rounnożonych jak grz,yby po deszczu 
różnych prywatnych najczęściej "zakladach 
naukowych" w najdziwniejs1,Ych miejscach 
naszej ojc1,Yzny. No chyba że pochodzii 
z "modnego" wydzialu obleganego przez 


zaoczniaków, wtedy mógł sobie drugie tyle 
"usrparować" z zaocVliilckich nadgodzin. 
OVlaczalo to morderczq harówę w soboty 
i niedziele i nieprzespane noce nad stertami 
pisemnych prac egzaminacyjnych lub stosa- 
mi magisterek. 
Sięgam po "Rzecrpospolitą". Na pierw- 
szej stronie jak byk "stoi", że po projekto- 
wanych uniilnach o zgodę na drugi etat 
prosić trzeba będzie Magnificencję, co uesz- 
tą nie będzie latwe, gdyż pensum podwyż- 
szone ma zostać do 30 godzin tygodniowo. 
Tak, tak, to oznacza pięć godzin dziennie 
przez 6 dni w tygodniu! Liczę s1,Ybciutko 
w pamięci. Trz,ydzieści godzin tygodniowo to 
- pr1,Y zalożeniu piętnastu tygodni w semest- 
rze - 900 godzin rocznie! Przeszło 4 ra;,y 
więcej niż obecnie. To zaś oVlacza sprowa- 
dzenie pracy na wyższej uczelni do prostej 
belferki. Gdzież tu czas na badania, gdzie na 
wlasny naukowy rozwój, dla którego trzeba 
coś od czasu do czasu przec1,Ytać i coś 
napisać! No i zasadnicze pytanie - za jakie 
pieniądze? Za 2.800 zwyczajnoprofesorskiej 
pensji? Bo nikt chyba nie wierz,y, że budżeto- 
we wynagrodzenia wuosną o ponad 100%. 
Znam i,ycie i wiem, że skońc1,Y się na jakichś 
10 może 20 procentach! Ludzie, ratunku! 
O co w tym wS1,Ystkim chodzi? l do czego Tn(l 
to doprowadzić?! Któż prz,y zdrowych zmys- 
lach podejmie się w tej sytuacji pracy na 
uczelniach za jakieś marne grosze? KBN? 
Pisanie podręcVlików? Dajmy sobie spokój, 
toć to pieniądze niewielkie i co gorsza, pisane 
palcem po Wiśle. l to jest prawdziwy problem 
tegorocVlej wiosny, a nie to, C1,Y na UMK 
będzie 2 c1,Y 4 prorektorów! C1,Y więc mini- 
sterialnym pomyslodawcom chodzi o istotne 
ograniczenie moi)iwości ksztalcenia w na- 
s1,Ym i tak siermiężnym z "wyt.szoedukacyj- 
nego" punktu widzenia kraju? C1,Y może 
o zagonienie do katorżniczej pracy za komi- 
czne wynagrodzenie? Opamiętajmy się, gdy 
jeszcze na to czas! 


Marian Filar 


Konferencja klasyków w Poznaniu 


W Poznaniu odbyła się (16-17 IV br.) 
Ogólnopolska Konferencja Kół Naukowych 
Filologów Klasycznych pod hasłem: ..Dioni- 
zos - Bakchus: teatr, misteria i wino". Na 
spotkaniu zjawili się studenci z Gdańska, 
Katowic, Krakowa, Lublina, Łodzi, Poznania, 
Torunia i Wrocławia. Wygłoszone zostały 22 
referaty, w tym dwa przez naszych toruńskich 
delegatów: Banosza Awianowicza - "Anty- 
czne reminiscencje w XVII-wiecznym Po- 
.
warku wina Z wodą" oraz Mariusza Zagórs- 
kiego "Trzefwość i pijaństwo w życiu pierw- 
szych chrześcijan". Najbardziej burzliwą dys- 
kusję wywołał odczyt Adama Kucharczyka 
z Krakowa, dotyczący analogii pomiędzy 
telewizyjnymi serialami wenezuelskimi i an- 
tyczną komedią mieszczańską. 


Pierwszego dnia wieczorem odbyły się 
dwa spektakle przygotowane przez teatry 
studenckie Kół Naukowych Filologów Klasy- 
cznych z Krakowa i Poznania. Studenci UJ 
wystawili Żaby Arystofanesa, które bawiły 
tak samo jak w V w. p.n.e., m.in. dzięki 
umiejętnym nawiązaniom do współczesnych 
czasów. Zaś Amfitrion Plauta, profesjonalnie 
odegrany przez klasyków z Poznania, oprócz 
dobrej zabawy przyniósł także refleksję nad 
postawą bogów antycznych wobec człowieka. 
Cała konferencja przebiegła w miłej 
i przyjacielskiej atmosferze, a jej uczestnicy, 
wzbogaceni o nowe doświadczenia, rozjecha- 
li się w piątkowe popołudnie do domu. 


Justyna Chyżyńska 
Kolo Naukowe Studentów Filologii Klasycznej UMK 


[rf[Tj UCZElni 29 


--
>>>
JublleUD l'om
sld
 UJnlWQlfSytetu 
1irzeclego WIeku 


Sportowe 
wieści 


W kwietniu br. studenci UMK uczest- 
niczyli w kilku biegach przełajowych. 
W "Top Grass Torunia" (17 IV) na dystansie 
ok. 6600 m S. Słowik zajął 3 miejsce. Wśród 
kobiet w tych samych zawodach zwycieżyła 
M. Raniszewska. 
W Akademickich Mistrzostwach Pomo- 
rza w biegach przełajowych w Bydgoszczy 
(24 IV), na dystansie 3 km obie reprezentacje 
UMK, meska (S. Słowik, B. Puchowski, 
Sz. Gołebiewski, T. Michałowski, P. Podgór- 
ski, T. Nowak) i :leń ska (M. Raniszewska, 
M. Możdżonek, A. Piotrowska, J. Fijałkows- 
ka), zajeły 2. miejsca w klasyfikacji drużyno- 
wej, za bydgoską WSP. Indywidualnie naj- 
lepiej wypadli S. Słowik - 5 miejsce i M. 
Raniszewska - 3 miejsce Opiekunem obu 
reprezentacji był mgr S. Waszkowski. 
28 IV odbyły sie mistrzostwa UMK 
w biegach przełajowych, zorganizowane 
przez SWFiS. Wśród meżczyzn (2 km) po raz 
trzeci zwycieżył S. Słowik. przed Sz. Gołe- 
biewskim i P. Podgórskim, a wśród kobiet 
(I km) M. Możdżonek przed A. Piotrowską 
i J. Fijałkowską. 


Toruński Uniwersytet Trzeciego Wieku 
obchodzi X-lecie swego istnienia i działalno- 
ści. 16 IV br. w Sali Złotej Pałacu Dąmbskich 
zebrali sie liczni słuchacze, zaproszeni goście 
z UMK, Urzedu Miasta oraz przedstawiciele 
Uniwersytetów Trzeciego Wieku z innych 
miast. 
Uroczyste spotkanie zainaugurował pre- 
zes TUTW prof. Włodzimierz Wincławski, 
przedstawiając lO-letnią historię Uniwersyte- 
tu. W gronie słuchaczy znalazły sie 22 osoby, 


zaprezentowały szeroki wachlarz haftów róż- 
nych regionów. Udostepnienie przez Wydział 
Sztuk Pieknych galerii wystawowej pozwoli- 
ło na właściwe wyeksponowanie małych dzieł 
sztuki, z czego bardzo zadowolone były 
członkinie sekcji. Wystawę z zainteresowa- 
niem obejrzeli słuchacze, goście, studenci 
Wydziału i inni. W godzinach wieczornych 
wszyscy spotkali sie na bankiecie, który 
wzbudził ogólny zachwyt i pozostawił wiele 
miłych wrażeń. 


Zaproszeni 
goście z Uniwer- 
sytetów Trzeciego 
Wieku w dniu na- 
stepnym zwiedzili 
zabytki naszego 
miasta. o których 
ciekawie opowia- 
dała pani Stefania 
Sieracka - prze- 
wodnik. 
Barbara 
Czerwińska 
Wiceprezes 
TUlW 


( 
! I .. 
t 
1 , I 
I .
. 
I I ./ 
.. 
. 
,. 
.. 
-.. .. 
t. , 
,- .i- o 
- "'- I 
I 
'lo ,-- 


-ł' 
fł 
I 


'. 


Sławomir Słowik 


które wyróżniono nagrodami książkowymi za 
dziesięcioletnie aktywne uczestnictwo w za- 
jeciach programowych. Życzenia składali 
przedstawiciele z UTW z Olsztyna, Poznania, 
Lublina, Zielonej Góry, Gdańska oraz były 
zarząd TUTW. 
Naukowy charakter uroczystości nadał 
wykład prof. Stanisława Dembińskiego zaty- 
tułowany: ..Fizyka przełomu XX i XXI wie- 
ku". Natomiast w części artystycznej wystąpił 
Chór Akademicki pod dyr. Bożeny Jankows- 
kiej. Szczególnie dobrany program wystepu 
wzruszył słuchaczy i pozostawił niezapom- 
niane wrażenia. Tym akcentem zakończono 
pierwszą cześć uroczystości lO-lecia. 
Imprezą towarzyszącą była wystawa haf- 
ciarska słuchaczek TUTW. na której panie 


Księgarnia Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 
ul, Reja 25, 87-100 Toruń 
tel, (O-56) 611 42 98, 611 42 86 
e-mail: ksiazki@cc.uni.torun.pl 
czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 11 00 - 17 00 


Aktualny katalog publikacji UMK oraz zasoby Księgarni UMK 
mogą Państwo przeglądać na stronie internetowej 
http://www.uni.torun.pllksiegarnia 


Zapraszamy na wystawę książek zagranicznych od 5 maja do 30 czerwca: 
. chemia . fizyka . ekonomia 
z wydawnictw Wiley, Harcourt, Brace i Dryden Press 
Specjalne ceny wystawowe!!! 
]0% rabatu od ceny katalogowej!!! 



 



 
\WlW

 (!JJ[M][K\ 


- Przed.
iębior.
two wobec wyzwań przy- 
.
lJoJci. red. nauk. M. Haffer, S. Sudoł; 
- Die Ge.
chichll.
.fChreibung in Mitteleu- 
ropa. Projekte und For.
chung.
probleme, hrsg. 
J. Wenta. 
Rozprawy 
- J. Rolewski. Rozum, nauka. Jwiat przeiy- 
wany. Studium filozofii "pcjinego" Husserla. 
AUNC 
- Biologia LIV. 
- Filologia polska LIII. 


Dr Andrzej M. Wincewicz 
prywatny specjalistyczny gabinet lekarski 


Endokrynologia ginekologiczna, ginekologia ogólna, prowadzenie ciąży. 


Nieregularne cykle, problemy okresu pokwitania-przekwitania, 
niepłodność, nadmierne owłosienie, trądzik, zespół przedmiesiączkowy, 
planowanie rodziny, spirale hormonalne, 


USG. Pełny zakres badań, 


Inne publikacje 
pracowników UMK 


SOBOTY 
Przychodnia ..Opatrunków" , uł. Żółkiewskiego 20/26 
Zapisy, teł. 0604-312-186. 


- Dominant Culture a.
 a Foreign Culture: 
Dominant Gmup.
 in the Eye.
 of Minoritie.
. 
edited by J. Mucha. Columbia University Press, 
New York. 


maj 1999- 


30 RrJ1 UCZllnl 



 


-
>>>
. \ 
. . . . . . \ 
. . . . . - . . - . . . . 
- . lo . ... - .ł. . . . . . .. . . 


Członek Polskiej 
Izby Turystyki 


KOMPAS 


- 
r AG ENCJA TURYSTYCZNA 


Bilety promowe 
- Szwecja 
- Dania 
. Wielka Brytania 


Bilety kolejowe na linie 
- krajowe 
- zagraniczne 


Bilety autobusowe do 
ponad 400 miast w Europie 


Bilety lotnicze 


Rezerwacja hoteli 
wynajem samochodów 
ul. Kopernika 5 
87 - 100 Toruń 
tel. 62-10-587, 62-10-429 
tel/fax 62-10-016 


,;. - (".\noll 


.- 


'.. 


. . . e-- . 


. . .- 


. 


. . . 
: e - . : . 
. .. . .. . - . 
e- . . . . . 
. . . . . . . - .H 
. . . . 
. . 
. . . I . 
I I . 
. . 


. . 


. 


- 


. 
. 


ł 


;7 


, . LOTNICZE 
. PROMOWE 
. AUTOBUSOWE 
. KOLEJOWE 
.'NNE 


-" 


" 
, 



. 


.. 
- . 



 


, 

I 

. 
'."" ,=t:: 


. 


f" 


. 

OMOC 
SI' 
 
. \'ARrŻ:. . 
..,.. ł;.tkm.\
 # 


; lIł 
I 
, . , 
. 



. 



 


...

. 


-:---.).. 


- 


.. - 
- . 


-... 


TORUŃ. Rynek Staromieiski r . Rllfusz . tel. 652,29.. r 


. 


. 
# 


. 


. - 
- 


. 


.. 


-. 


. 


. . e-- . .. 


e-.. 


I " ... 


. . ... ..f - -. 


.. ... 


l, 


. . . . . 
: . 
. . " . 
. . . .
>>>
BIG Bank GDAŃSKI S.A. 





 

,
 
KARTA VISA Electron 


B3 


- 


.%
 /y
e 

l1o

/d/ 


Pracownicy Uczelni! Studenci! 


Karta VISA Elektron oferowana jest 
wszystkim posiadaczom i współwłaścicielom kont 
osobistych w BIG Banku GDAŃSKIM S.A. 
Jest międzynarodową kartą platniczo- 
bankomatową. Można nią płacić w punktach 
handlowo-usługowych oraz wypłacać gotówkę 
w bankomatach w Polsce i za granicą, 
oznaczonych znaczkiem VISA Elektron. W Polsce 
kartę akceptuje około 2 tysięcy bankomatów oraz 
ponad 10 tysięcy punktów handlowo-usługowych! 


BIG Bul GDAŃSKI SA BIG lian. GDAŃSKI SA " 



 BIG Bank GDAŃSKI A 


4000 001 
: 4000 


456 7899 


:.ł -,- . 
. 


o 99 


III 


.. " 


JAN KOWALSKI 



. 


--- 


-r 


Dodatkowo, karta VISA Elektron BIG 
Banku GDAŃSKIEGO S.A. zawiera 
ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych 
wypadków (NNW) w kraju i za granicą. Okres 
ubezpieczenia trwa przez cały czas ważności 
karty, przez 365 dni, 24 godziny na dobę. 


I i J. 
: i ..- 
:l.
 
 .. 
I . r". ł: 
l" I t -.l I 


..... -" 


":":-- 


---- 


- 
- 


- '.- . 


--
-- 


... --"'Z'

. . 


-- 


- 


Wnioski przyjmujemy codziennie w siedzibie Oddziału 


ZAPRASZAMY 


BIG Bank GDAI' SKI S.A., I Oddział w Toruniu, ul Szosa Chełmińska 17, tel. (056) 610-30-25 


" 


J
>>>