/Czasopisma_107_10_033_0001.djvu

			: I ... : , 
" 
. . ; 
" , . , 

 
l'o,uil 



 


o 



 
, . 
"- 
, 
 
.. . 
.--. . . 
- ..r 
) .. 
I ... 
, 
. " 
ł . 
. 
'ił 
. \. 
II L 
.
 '0. 
I , , , , , , , 


L
		

/Czasopisma_107_10_034_0001.djvu

			i . , 
., " . 
. . 
.', 
I , 
, , 
J , J. - 
o( 

 . 
, , 
. 
.. ... 
.... 



 


Jubileusz pracowni 
prof. Mieczysława Wiśniewskiego 
Szerzej na str. 15-16 


'- - 
--- 
- 


.. 


- 
- 


'--- 


... 



 


\,. 


, 


,. 
. 


. 1 


"1 
.... 
" 
V ł. 
,t. ,." 
- , 
i \-.' 
. 


Fot. W Streich 


--, 



... 


,-. , 


.- 


Dyplom 2000 
Więcej na str. 16-17 


I . 


... 
.- 


. 


. ' 


6. 


... 
.- 
-- 
- 
.. 


-. 
. 


,. 


---- 
- 
- 


-.. 
- 


, 



 


ta 


, I 


,; 


'10..... 


. 


... 


'. 
I 


.. 
- 
---. 
.. 


. 


..,.. 


Fot. T. Korzeniowski 


;, 
. 
'" '" \. 
.. 
'. 
.
 ,. 
,;/ 
- :1 


- . --- .......
		

/Czasopisma_107_10_035_0001.djvu

			Przegląd 


"J) lllllbii IlcelIllS;ZCO'ł'NO 
ii 'ffces'ttii'ł'Ncallo'ł'NO 


.ł ubileuszowo 
Przed 55 laty, 5 I 1946 r.. odbyła się 
pierwsza inauguracja roku akademickiego na 
UMK. co można traklować jako oficjalne roz- 
poczęcie działalności toruńskiej Uczelni. Przy- 
pomnijmy kilka faktów. Dekret Krajowej Rady 
Narodowej, erygujący Uniwersytet Mikołaja 
Kopernika, nosi wprawdzie datę 24 VIII 
1945 r., ale faktyczna decyzja KRN zapadła 
II IX, zaś ogłoszono ją w "Monitorze Pol- 
skim" 19 IX. Zapisy na studia na UMK rozpo- 
częły się 3 X 1945 r., natomiast pierwsze 
wykłady wygłosili prof. T. Czeżowski i prof. 
S. Srebrny 24 XI tego roku. Zgodnie z decyzją 
Senatu uroczystą inaugurację wyznaczono na 
5 I 1946 r., a zatem w kilka tygodni po 
rozpoczęciu zajęć, co nie było niczym szcze- 
gólnym w tamtych trudnych miesiącach, np. 
utworzony tego samego dnia co UMK Uniwer- 
sytet we Wrocławiu inaugurował pierwszy rok 
swej pracy w czerwcu 1946 r. 
Rektor toruńskiej Uczelni, prof. Ludwik 
Kolankowski, był zwolennikiem odbycia uro- 
czystości skromnej, o charaklerze lokalnym, 
w rzeczywistości jednak inauguracja miała 
szerszy wymiar. wbrew rozpowszechnionym 
pófniej opiniom, wzięli w niej bowiem udział 
minister oświaty Czesław Wycech i jego za- 
stępca Władysław Bieńkowski. W niedogrza- 
nej, późniejszej Sali Senatu Collegium Maius 
zebrali się pracownicy nowej Uczelni, przed- 
stawiciele władz miejskich i wojewódzkich, 
delegacje kilku szkół wyższych. Senal i re- 
ktorzy wystąpili bez tóg i bez insygniów po- 
twierdzających akademickie urzędy i godności. 
Rektor Kolankowski przedstawił cele i zadania 
pierwszej polskiej uczelni na ziemiach pomors- 
kich, zebrani wysłuchali też wystąpień gości 
oraz wykładów inauguracyjnych prof. Kazi- 
mierza Hartleba ("Mikołaj Kopernik na tle 
renesansu") i prof. Władysława Dziewulskiego 
("Astronomia od czasu Kopernika do chwili 
obecnej"). Odbyła się też immatrykulacja 
przedslawicieli prawie 1600 studentów czte- 
rech Wydziałów: Humanistycznego, Matema- 
tyczno-Przyrodniczego, Prawno-Ekonomicz- 
nego i Sztuk Pięknych, Rozpoczęły się w ten 
sposób oficjalne i - jak się szybko okazało 
- niejednokrotnie bardzo skomplikowane dzie- 
jc toruńskiej Almae Matris (o niektórych aspe- 
ktach tej historii pisze prof. Jerzy Serczyk na 
str. 6-7 GU, do spraw Iych powrócimy też 
w następnym numerze "Głosu). 
55-lecie UMK zostanie upamiętnione 
w różny sposób. Przede wszystkim bardziej 
uroczystymi niż zwykle obchodami Święla 
Uczelni. Z okazji jubileuszu odbędzie się w To- 
runiu 18 II br. posiedzenie Konferencji Re- 
ktorów Uniwersytetów Polskich z udziałem 
przedstawicieli władz Ministerstwa Edukacji 
Narodowej i Rady Głównej Szkolnictwa Wyż- 
szego. Tego samego dnia wieczorem uczest- 
nicy spotkania oraz pracownicy i studenci 
UMK wysłuchają w Kościele Akademickim 
00. Jezuitów Koncertu Uniwersyteckiego. 
- luty 2001 


Chór Akademicki UMK i Toruńska Orkiestra 
Kameralna z udziałem solistów wykonają pod 
batutą Mirosława J. Błaszczyka III Suitę or- 
kiestrową d-dur oraz Kantalę "Ich halle viel 
Bekuemmernis" J. S. Bacha. Następnego dnia, 
19 II, o godz. II w Auli UMK rozpocznie się 
uroczyste spotkanie z okazji jubileuszu i Święta 
Uczelni. Program obejmuje m. in. wystąpienie 
rektora prof. Jana Kopcewicza, wykład prof. 
Jacka Staszewskiego pl. ,,55 lat Uniwersytetu 
Mikołaja Kopernika", wręczenie medali i od- 
znaczeń. Doktorzy habilitowani otrzymają dy- 
plomy, odbędą się też promocje doktorskie. 


Festiwalowo 
Obchody jubileuszu UMK ma także uświe- 
tnić pierwszy Toruński Festiwal Nauki i Sztuki, 
klóry odbędzie się w dniach 16-19 II br. Jego 
organizatorami są: Uniwersytet Mikołaja Ko- 
pernika, Urząd Miasta Torunia oraz Towarzyst- 
wo Naukowe w Toruniu. Prace organizacyjne 
koordynuje Centrum Kultury "Dwór Artusa". 
Główne idee festiwalu przybliżają prorektor 
prof. Czesław Łapicz i członek Zarządu Miasla 
Grzegorz Potarzyński. 
Prorektor prof. Cz. Łapicz: Podejmując 
inicjatywę zorganizowania w Toruniu orygina- 
lnej i ambitnej imprezy, jaką z pewnością jesl 
I Toruński Festiwal Nauki i Kultury, władze 
Uczelni chciały stworzyć szansę aktywnej, 
dynamicznej i atrakcyjnej promocji Uniwer- 
sytetu, akademickiego środowiska oraz nasze- 
go miasta. Dlatego nieprzypadkowo wybraliś- 
my lermin Festiwalu: zakładaliśmy bowiem, że 
dzień urodzin patrona naszego Uniwersytetu 
i obchodzone w tym dniu Świeto Uczelni, 
a także jubileusz 55-lecia UMK będą natural- 
nym zwieńczeniem bogatego i różnorodnego 
festiwalowego programu. 
Festiwal powstał w partnerstwie finanso- 
wym i organizacyjnym z władzami Torunia. 
Z naszej strony chcemy zadedykować go mie- 
szkańcom Torunia, miasta Kopernika, w któ- 
rym Uniwersytet przez wiele lat w harmonijnej 
symbiozie funkcjonuje i dynamicznie się roz- 
wija. Jesteśmy przekonani, że dzieki bezin- 
teresownemu zaangażowaniu wielu ludzi nauki 
i sztuki oraz praktycznie całej bazy uniwer- 
sYleckiej, proponujemy program warlościowy 
merytorycznie i bogaty poznawczo. Nadając 
naszej wspólnej inicjatywie numer pierwszy, 
wyrażamy nadzieje, że w przyszłości będą 
organizowane kolejne festiwale, choć może 
zmienić się ich program, formuła, zasięg i ter- 
min. 
Członek Zarządu Miasla G. Potarzyński: 
Fesliwal jest świadectwem aktywnej współ- 
pracy pomiędzy samorządem miejskim i toruń- 
skim uniwersytetem. Wspieramy tę niezwykłą 
imprezę, bo doceniamy wagę spotkań nauko- 
wców i artystów z mieszkańcami Torunia, 
z których mogą zrodzić się cenne znajomości 
i przyjafnie mistrzów i uczniów. W czasach 
konkurowania polskich uczelni miedzy sobą, 
Dokończenie na sIr. 5 


I W n umerze: 


I 


ROZWAŻANIA 


Ku czemu zmierzają uniwersytety 
polskie? .................................................. 12 
Do Europy z wykrzyknikiem czy bez?! ... 13 
Ochrona renomy szkoły wyższej 
w prawie prasowym ................................ 21 
Manufaktury makulatury......................... 22 


ROZMOWA 


Element praktyki życiowej 
Rozmowa z płk. mgr. Aleksandrem 
Bogowiczem ...................................... 24-25 


SYLWETKI 


Pro!. Ryszard Sudziński ........................... 9 
Prof. Józef Stanisław Kwiatkowski ... 20. 23 


PRZEGLĄD 


Wczoraj i dzisiaj .................................... 6-7 
Z ostatniej dekady.................................... 7 
ęibliografia raz na tysiąc lat ..................... 8 
Swiatlo niebezpieczne? .......................... 10 
Uczeni kontra rak ................................... 10 
Tylko słone paluszki? ............................. 11 
Finał sporu o polskość M. Kopernika 
w Meksyku w XIX w. ......................... 18-19 
Bliżej absolwenta ................................... 23 
Ze sportu ................................................ 25 
Komu bije Tuba Dei? ............................. 26 
Rok z Górą Kopernika ............................ 27 


KULTURA 


Afryka 2001 ............................................ 14 
EROteka w "Od Nowie" .................... 14-15 
Czy można nauczyć malarstwa? ............ 15 
Mistrzowie, uczniowie i goście .......... 16-17 
Rysunki Mariana Kościałkowskiego .. 16-17 


FELIETONY 


A. Zybertowicz, Politykowanie uczonych 28 
M. Filar. Symbioza ................................. 29 
I Kronika rz, M6j Uniwersytet ...............
 
Na okładce wykorzystano znak graficzny 
Festiwalu Nauki i Sztuki zaprojektowany 
przez L. T. Karczewskiego 
h"p:/Iwww.uni.torun.pl.Glos -Uczelni' 


Zesp6ł redakcyjny: Jan Bełkot 
(redaktor naczelny). Kinga Neme- 
re-Czachowska. Andrzej Ro- 
mański. Wojciech Streich (Ha 
redaktora naczelnego). 
Stale wsp6łpracują: Magdalena Cynk, Marian Filar, 
Piotr Kurek, Tadeusz Marciniak, Stefan Melkowski, 
Maciej Mikotajewski, Justyna Morzy, Jan A. Pisz- 
czek, Andrzej Skowroński, Andrzej Zybertowicz. 
Adres redakcji: 87-100 Toruń, ul, Gagarina II, 
pok, 408. leI. 61-14-289. tel.lfnx 61-14-216 
Skład i łamanie: Wit-Graf. ul. Ko
ciuszki 33/35. 
tel. 62-383-60,87-101 Toruń 
Wydawnictwo Milenium s,c,. ul. Polna 10711 II. leI. 
(056) 66-43-91 1.87-100 Toruń (ok/adka) 
Druk: ZP UMK 


0Gm 
UCZElni 


Redakcja lasrrlega .\'Obie prawtJ .rkracania i adiustacji 
leksrńw. 
Ogłoszenia: Ogłoszenia wymiarowe - 1,5 zł za cm'. 
Dla osób związanych z UMK - 50% zniżki, 
e-mail: glos-umk@cc.uni.tonm.pl 


rłłrT] UCZElni 3
		

/Czasopisma_107_10_036_0001.djvu

			Przegląd 


L 


Z posiedzenia Senatu 


Pierwsze w tym roku posiedzenie Senatu w dniu 30 I rozpoczęło sie 
od wreczenia nominacji na stanowisko profesora zwyczajnego. Z rąk 
rektora prof. Jana Kopcewicza odebrali je: prof. dr hab. Bogusław 
Buszewski i prof. dr hab. Marek Zaidlewicz (obaj z Wydziału Chemii), 
prof. I'iotr Hiibner (Wydział Humanistyczny), prof. art. graf. Bogdan 
Przybyłiński (Wydział Sztuk Pieknych). Z kolei prof. dr hab. Ryszard 
Sudziński (Wydział Nauk Historycznych) otrzymał gratulacje z okazji 
otrzymania tytułu profesora. Spośród licznych spraw podniesionych 
w komunikatach rektor prof. J. Kopcewicz szczególnie wyakcentował 
stanowiska różnych gremiów (Konferencja Rektorów Akademickich 
Szkół Polskich, Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich. Rada 
Główna Szkół Wyższych) wobec projektu budżetu państwa dla szkolnict- 
wa wyższego i nauki (szerzej na stT. 5 GU). Odniósł sie również do 
konsekwencji zmniejszenia w końcu ubiegłego roku dotacji budżetowej 
dla szkół wyższych, w tym i dla naszej Uczelni. Mimo obciecia dotacji 
o około 3 mln zł sytuacja finansowa UMK jest stabilna, niemniej jednak 
potrzebne są działania rozważne i oszczedne, przy jednoczesnym za- 
chowaniu zdolności rozwojowych. Mówca poinformował również o spot- 
kaniu władz Uczelni z Zarządem Miasta Torunia (15 I), podczas którego 
omówiono formy współpracy w tym roku. Miaslo wesprze starania 
Uniwersyletu o pozyskanie nowego budynku m. in. dla potrzeb Wydziału 
Teologicznego, bedzie partycypować w kosztach utrzymaniu terenów 
zielonych w miasteczku akademickim na Bielanach oraz w kosztach 
utworzenia pracowni fizycznej w Gimnazjum Akademickim. Obie strony 
z kolei współdziałają przy organizacji I Toruńskiego Festiwalu Nauki 
i Sztuki i zabiegach o wybudowanie w Toruniu hali widowiskowo- 
-sportowej. Z kolei Uczelnia uczestniczy aktywnie w opracowaniu 
strategii rozwoju miasta. Na zakończenie Rektor zaprosił senatorów 
i społeczność akademicką do aktywnego udziału w uroczystościach 
Świeta Uczelni. 
Nastepnie prorektor prof. M. Zaidlewicz scharakteryzował najważ- 
niejsze rozwiązania nowej ustawy o KBN-ie (powrócimy do tego 
w naslepnym numerze GU) oraz poinformował o licznych inicjatywach 
różnych niemieckich fundacji, zmierzających do pozyskania do współ- 
pracy uczonych z całego świata. Zwrócił też uwage, że połowa wydziałów 
nie ma na swoich stronach internetowych prezentacji w jezyku angiels- 
kim. 
W serii głosowań senatorowie po dyskusji zaopiniowali pozytywnie 
wnioski odnośnych rad wydziałów o mianowanie na stanowisko profeso- 
ra nadzwyczajnego UMK: dT hab. Ewy I'rzybylskiej (Instytut Pedagogi- 


:-'"l 
I 


ki). dr. hab. Tadeusza J. Żuchowskiego (Katedra Historii Sztuki 
i Kultury) oraz dr hab. Danuty Janickiej (Katedra Historii Prawa 
Niemieckiego w Polsce). 
Tradycyjnie już na posiedzeniu styczniowym senatorowie przyznali 
medale ,,Za zasługi położone dla rozwoju Uczelni". Spośród pracow- 
ników UMK uhonorowano: dT. hab. Andrzeja Jamiołkowskiego. prof. 
UMK (Wydział Fizyki i Astronomii), prof. dT. hab. Janusza MelIera 
(Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania) oraz prof. dT. hab. 
Wiesława Langa (Wydział Prawa i Administracji). Na znacznie dłuższej 
liście osób wyróżnionych spoza Uczelni znaleźli sie: Graham Nevin 
(Ulster), prof. dr hab. Gerd Hentschel (Oldenburg), prof. dr hab. 
Ateksander Lempicki (Poznań), prof. dr hab. Wiesław Litewski 
(Kraków), dr Andrzej Michałowski (Warszawa), dr Andreas Lawaty 
(Darmstadt) oraz mgr inż. Piotr Grajnert (Telekomunikacja Toruń). 
Po raz pierwszy na forum Senatu zaprezentowało sie istniejące od 
5 lat Stowarzyszenie Absolwentów UMK. Prezes Zarządu mgr Barbara 
Bicłicka przedstawiła główne statutowe cele i zadania SA, akcentując 
zwłaszcza działania na rzecz promowania Uczelni i integracji jej 
absolwentów. Stowarzyszenie zrzesza obecnie blisko 1050 członków 
- absolwentów UMK z różnych roczników i kierunków. Mają oni 
możliwość spotkania sie i poznania najważniejszych osiągnieć Uczelni 
podczas corocznych zjazdów - ,,Jesiennych Powrotów". Otrzymują 
również biuletyn "Absolwent", zawierający materiały i informacje 
o działalności Stowarzyszenia i problemach jego członków, jak też 
o najważniejszych wydarzeniach na UMK. Dyskutanci niemal jednogłoś- 
nie poparli idee istnienia SA, podkreślając coraz wiekszą role absolwen- 
tów w budowaniu dobrego imienia Uniwersytetu i w ogóle tworzenia 
wokół niego atmosfery życzliwości. Z uznaniem akcentowano prace 
społeczną na rzecz Uczelni. Zastanawiano sie również nad możliwością 
rozwoju działalności gospodarczej Stowarzyszenia, która stanowiłaby 
ważne źródło finansowania jego statutowych zadań. 
Na zakończenie zasadniczej cześci posiedzenia prorektor prof. 
Cz. Lapicz poinformował o stanie prac związanych z wprowadzeniem od 
2002 r. tzw. nowej matury. Zgodnie z ogólnym założeniem reformy 
oświaty, egzamin maturalny ma otwierać młodzieży dostcp do szkół 
wyższych bez egzaminów wstepnych (poza nielicznymi wyjątkami). 
Warunkiem tego otwarcia są jednak odpowiednie decyzje uczelnianych 
senatów. Ze wzgledu na brak jasności co do wielu kwestii związanych 
m. in. z przeprowadzaniem egzaminów maturalnych, wyborem przez 
uczniów dodatkowych przedmiotów na mature, szkoły wyższe po- 
wstrzymują sie z akceptacją tej drogi rekrulacji przyszłych studentów. 
Dotyczy to również naszej Uczelni. Sprawa jest jednak otwarta i w każdej 
chwili może stanąć na forum Senatu. 



 


(bej) 


KRONIKA REKTORSKA 


3.0 1.200 I T. - Prorcktor J. Małłek uczestniczył w spotkaniu Zespołu 
Kultury. Oświaty i Nauki nt. slrategii miasta Torunia. . 9.01. - Prorektor 
M. Zaidtewicz przewodniczył posiedzeniu Uczelnianej Komisji Wydaw- 
niczej. . 10.01. - Prorektor W. Popławski wziął udział w OIwarciu 
wystawy plakatów Wiesława Wałkuskiego, zorganizowanej przez Klub 
"Od Nowa". . 11.01. - Rektorzy spotkali się z Zarządem Miasta 
Torunia. Rozmawiano nt. realizacji umowy o wzajemnej współpra- 
cy. . 12.0 I. - Prorektor M. Zaidlewicz otworzył jubileuszową wystawę 
pt. "Pracownia Malarstwa prof. Mieczysława Wiśniewskiego". . 12.01. 
- Proreklor W. Popławski w Warszawie reprezentował władze Uczelni 
podczas uroczystości pogrzebowych prof. dr. hab. Tadeusza Radzikow- 
-skiego. . 15.01. - JM Rektor J. Kopcewicz spotkał sie z Biskupem 
Toruńskim Andrzejem Suskim, z którym omawiał sprawy organizacyjne 
dotyczące Wydziału Teologicznego. . 16.01. - Prorektor M. Zaid- 
lewicz spoIkał sie z pracownikami UMK - współtwórcami wynalazków, 
na które w 2000 T. zostały udzielone patenty na rzecz UMK. . 18.01. 
- JM Rektor J. Kopcewicz uczestniczy t w miejskich obchodach 81 
Rocznicy Powrotu Torunia do Wolnej Polski. . 19.01. - Prorektor 
W. "opławski reprezentował Uniwersytet podczas otwarcia wystawy 
artystów i plastyków z Getyngi zaproszonych przez Prezydenta Miasta 
Torunia. . 19.01. - JM Rektor J. Kopcewicz spotkał się w Poznaniu 
z JM Rektorem Uniwersytetu im. A. Mickiewicza prof. Stefanem Jurgą 
- Przewodniczącym Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. 
Rozmowy dotyczyły organizacji posiedzenia KRUP w Toruniu 18 lutego 
bT. . 20.01. - Prorektor M. Zaidlewicz wysłuchał koncertu Chórów 
Akademickich Województwa Kujawsko-Pomorskiego, zorganizowane- 
go przez Akademie Medyczną w Bydgoszczy. W koncercie wziął udział 


I Chór Akademicki UMK. · 22.01. - Rektorzy spotkali sie z dziekanami 
wydziałów. Omawiano m. in. wyniki kontroli NIK. kierunki polityki 
osobowej w Uniwersylecie oraz nową ustawe o KBN. . 22.01. - Prorek- 
tor Cz. Lapicz w Urzedzie Marszałkowskim w Toruniu wziął udział 
w spotkaniu przedstawicieli uczelni województwa kujawsko-pomors- 
kiego z konsulem honorowym RP w TuluLie (Francja), Longinem 
Fourdrinierem. . 23.01. - JM Rektor J. Kopcewicz złożył wizy te 
Biskupowi Włocławskiemu Bronisławowi Dembowskiemu. z któTym 
rozmawiał nt. współpracy z Wyższym Seminarium Duchownym we 
Włocławku w zakresie kształcenia na Wydziale Teologicznym 
UMK. . 23.01. - JM Rektor J. Kopcewicz wziął udział w spotkaniu 
członków Fundacji "Pro Corpore et Animo Sano" z architektem prof. 
Wojciechem Zabłockim, który przedstawił projekt hali sportowo- 
widowiskowej. . 24.01. - Prorektor Cz. Lapicz uczestniczył w kon- 
ferencji prasowej nt. Fesliwalu Nauki i Sztuki w Toruniu. . 24.01. 
- Prorektor J. Małłek wziął udział w kolejnym spotkaniu Zespołu 
Kultury, Oświaty i Nauki nt. strategii rozwoju miasta Torunia. . 25.01. 
- JM Rektor J. Kopcewicz był gościem Uniwersytetu Opolskiego. 
Podczas posiedzenia Senalu Rektor przedstawił aktualną sytuacje oraz 
kierunki rozwoju naszej Uczelni. . 26.01. - Prorektor W. Popławski 
uczestniczył w zorganizowanej przez Szkołe Główną Handlową posie- 
dzeniu dotyczącym akredytacji kierunku ekonomia. . 26.01. - Prorektor 
J. Małłek wziął udział w spotkaniu nt. kierunków rozwoju regionalnego 
województwa kujawsko-pomorskiego, które zorganizował Zarząd Woje- 
wództwa Kujawsko-Pomorskiego. . 26.01. - Prorektor Cz. Lapicz 
spotkał sie z prodziekanami wydziałów, a nastepnie uczestniczył w nara- 
dzie nt. "Projektowanie sieci szkół ponadgimnazjalnych w powiecie", 
której przewodniczyła Kurator Oświaty Województwa Kujawsko-Pomo- 
rskiego.. 1.02. - Prorektor J. Małłek w 56 rocznicę wyzwolenia Torunia 
złożył kwiaty pod pomnikiem ku czci poległych i pomordowanych przez 
hitlerowskiego najeźdźce w latach 1939-1945. 


(lM) 


4 Rr11 UCZllnl 


luty 2001
		

/Czasopisma_107_10_037_0001.djvu

			W końcu ubie
łe
o roku Ministerstwo Edukacji Narodowej nie przekazało uczelniom 
publicznym dotacji budżetowych na dydaktykę i pomoc materialną dla studentów 
w łącznej kwocie prawie 200 mln zł. Podyktowane to było posunięciami oszczędnoś- 
ciowymi Ministerstwa Finansów, podjętymi jednak dość niespodziewanie i bez uprzedzenia, 
co postawiło wiele szkół wyższych w dramatycznej sytuacji materialnej. W prasie pojawiło się 
sporo informacji o planowanych przez nie nadzwyczajnych poczynaniach oszczędnościowych. 
W styczniu podjęły interwencję różne gremia zrzeszające szkoły wyższe i wydaje się, że 
działania te zakończą się sukcesem. 


Dotacje odzyskane? 


Bodaj najważniejsze znaczenie miało spOI- 
kanie prof. Jerzego Woźnickiego, przewod- 
niczącego Konferencji Rektorów Akademic- 
kich Szkół Polskich, i prof. Piotra Wc;gleńs- 
kiego. rektora UW, z premierem Jerzym Buz- 
kiem, które odbylo siC; 16 I br. w obecności 
przewodniczącego Unii Wolności oraz prze- 
wodniczącego Sejmowej Komisji Finansów 
Publicznych. Rektorzy przedstawili konsek- 
wencje dla szkolnicIwa wyższego ograniczeń 
budżetowych i wskazali na konieczność zre- 
kompensowania uczelniom straconych dotacji, 
zaś premier zapowiedział wniesienie odpowie- 
dniej poprawki do projektu budżetu na 2001 r. 
W sprawie cięć budżetowych w minionym 
roku wypowiedziała się też Rada Główna Szko- 
lnictwa Wyższego (18 I) oraz Konferencja 
Rektorów Uniwersytetów Polskich (19 I). Oba 
gremia wyraziły przede wszystkim protest wo- 


Nagrody Marszałka 


Jak już informowaliśmy, zostały ustano- 
wione Nagrody Marszałka Województwa Ku- 
jawsko-Pomorskiego. znany jest też skład Ka- 
pituły, która będzie opiniować wnioski o przy- 
znanie wyróżnień. Kilkunastoosobowej Kapi- 
tule przewodniczy rektor prof. Jan Kopcewicz. 
Zgodnie z uchwalonym regulaminem na- 
gradzane będą wybitne osiągnięcia, w szcze- 
gólności mające cechy nowości i nowoczesno- 
ści, wyróżniające się efektami naukowymi, 
gospodarczymi i społecznymi w dziedzinach: 
gospodarka województwa, nauka i postęp tech- 
niczny, kultura, ochrona zdrowia, ochrona śro- 
dowiska, rolnictwo oraz polityka społeczna. 
W każdej z tych dziedzin może być przyznana 
corocznie jedna nagroda indywidualna luh 
zbiorowa pierwszego lub drugiego stopnia. 
Wnioski o przyznanie nagrody należy przesy- 
łać do przewodniczącego Kapituły do 15 III 
każdego roku, nagrody będą wręczane z okazji 
Święta 3 Maja. 
(kos) 


bec metody działania resortu finansów, pod- 
kreślając negatywne dla rozwoju kraju i nasze- 
go miejsca w Europie konsekwencje stałego 
ograniczania środków budżetowych na szkol- 
nictwo wyższe i naukc;. KRUP zaapelowała 
wprost o podjęcie decyzji politycznych "po_ 
wstrzymujących proces degradacji nauki pol- 
skiej". 
Dyskusje, apele i protesty chyba przyniosą 
rezultaty. Po zwic;kszeniu, decyzją Sejmu, śro- 
dków na edukację pojawiła się możliwość 
zrekompensowania uczelniom przynajmniej 
części obciętych w ub. r. dotacji. 


PROMOCJA EDUKACYJNA 


VIII Ogólnopolskie Targi Ofert Edukacji 
Akademickiej PROMOCJA EDUKACYJNA 
2001 odbędą się w dniach 6-7 III br. W Auli 
UMK swoje oferty przedstawi kilkanaście 
szkół wyższych z Bydgoszczy, Gdańska, Gdy- 
ni, Łodzi, Olsztyna, Poznania, Torunia i War- 
szawy. Po raz pierwszy zaprezentuje się Uni- 
wersytet Warszawski oraz Uniwersytet Kar- 
dynała Stefana Wyszyńskiego z Warszawy. 
PROMOCJA jest przede wszystkim szansą 
dla wydziałów UMK, które swoje oferty eduka- 
cyjne przedstawią zarówno w stoiskach wy- 
działowych usytuowanych w budynkach dyda- 
ktycznych na Bielanach, jak i bezpośrednio we 
własnych obiektach - w laboraloriach, pracow- 
niach i salach wykładowych. 


Granty UMK 


Do 28 lutego br. należy składać w Dziale 
Nauki sprawozdania z grantów UMK realizo- 
wanych w roku 2000. Również w tym samym 
terminie przyjmowane będą wnioski o granty 
UMK 2001 - w odpowiednim dziekanacie lub 
(w przypadku osób pracujących w jednostkach 
pozawydziałowych) w Dziale Nauki. 


W kilku zdaniach 


Uniwersytet Palackiego w Ołomuńcu 
(Czechy) przyznał medal pamiątkowy prof. dr. 
hab. Lechowi Górniewiczowi (Wydział Mate- 
matyki i Informatyki) z okazji 60-lecia jego 
urodzin. Gratulujemy! 
. . . 


Uchwałą Senatu UMCS w Lublinie z 24 
I br. prof. dr hab. Janusz Kryszak (Instytut 
Literatury Polskiej) został powołany w skład 
Kapituły im. Jerzego Giedroycia. 14-osobowej 
Kapitule przewodniczy prof. dr hab. Krzysztof 
Pomian (Wydział Nauk Hislorycznych UMK). 
Gratulacje! 


- luty 2001 


Mgr inż. Jerzy Żenkiewicz (Uniwersytec- 
kie Centrum Technologii Sieciowych) został 
z rekomendacji KBN jednym z dwóch przed- 
stawicieli Polski w Working Party on Trust and 
Confidence (Grupa Robocza ds. Bezpieczeń- 
-stwa i Zaufania). Powołana przez Unię Euro- 
pejską w dniu I II br. Grupa będzie zajmować 
się zagadnieniami bezpieczeństwa w sieciach 
komputerowych. 


. . . 


Dr hab. Stefan Grzybowski, prof. UMK, 
został nowym dyrektorem Instytutu Filologii 
Słowiańskiej, natomiasl dr hab. Anna Kukuł- 
ka-Wojtasik objęła kierownictwo Katedry Fi- 
lologii Romańskiej. 


Przegląd 
Jubileuszowo 
i festiwalowo 


Dokończenie ze sIr. 3 


festiwal ma także bardzo praktyczny cel. Chce- 
my, by młodzi ludzie wybierający kierunki 
swoich studiów byli przekonani, że wybór 
UMK jest najlepszą z możliwych decyzji. 


(bej) 


Jak już informowaliśmy, program festiwa- 
lu jest bardzo bogaty, obejmuje ponad 100 
pozycji - spotkania, prezentacje, wykłady, wy- 
cieczki, wystawy, konkursy; pełny wykaz fes- 
tiwalowych imprez zawiera specjalna broszura, 
którą może otrzymać każdy Czytelnik "Głosu 
Uczelni", jest on również dostc;pny na stronach 
internetowych: www.uni.torun.pVfestiwat oraz 
festiwal@um.torun.pl 
W jego realizacji ze strony UMK będą 
uczestniczyć wszystkie wydziały i będzie to 
bardzo poważny sprawdzian organizacyjny ca- 
łej Uczelni. 
Spośród wielu imprez festiwalowych 
chcielibyśmy zwrócić szczególną uwagc; na 
dyskusje panelowe, które będą się odbywać 
w Dworze Artusa. Po otwarciu Festiwalu od- 
będzie się dyskusja na temat: "Sztuczny mózg 
- przyszłość sztucznej inteligencji" z udziałem 
badaczy z UMK i PAN (16 II, godz. 18.(0). 
Nastc;pnego dnia uczeni z UMK dyskutować 
będą o rzekomym czy autentycznym końcu 
nauki (17 II, godz. 18.00). Uczestnicy kolejnej 
dyskusji - badacze z Torunia i Olsztyna - usto- 
sunkują się do pytania: "Człowiek - szansa czy 
zagrożenie dla rozwoju?" (18 II, godz. 16.(0). 
Równolegle w Kafeterii Dworu Artusa będą się 
odbywać spotkania z zaproszonymi gośćmi 
Festiwalu, m. in. prof. Magdalena Fikus (PAN 
Warszawa) mówić będzie o genach w nas 
i wokół nas (18 II, godz. 17.00). Do ważnych 
wydarzeń Festiwalu należy zaliczyć prezenta- 
cję "Bibliografii stosunków polsko-niemiec- 
kich w historii i współczesności" - o czym 
piszemy szerzej na str. 8 GU (Pałac Dąmbskich, 
18 II, godz. 16.30), oraz otwarcie wystawy 
toruńskiej grupy fotograficznej "Zero 6 I" (Bib- 
lioleka Uniwersytecka, 17 II, godz. 13.00). 
Festiwal zakończy wieczór rozmaitości, w cza- 
sie którego naukowcy z UMK ujawnią swoje 
pozanaukowe zainleresowania (Dwór Artusa, 
19 II, godz. 18.(0). 
Dla zachęcenia mieszkańców Torunia i re- 
gionu do uczestniclwa w Festiwalu, organizato- 
rzy przewidują losowanie nagród wśród uczest- 
ników imprezy, np. uczniowie mogą wyloso- 
wać dla swych szkół wartościowe nagrody 
rzeczowe, w Iym komputer. Fundatorami na- 
gród są Urząd Miasta Torunia oraz Kuratorium 
Oświaty w Bydgoszczy, które aktywnie promo- 
wało Festiwal w szkołach regionu kujawsko- 
-pomorskiego. Warunkiem udziału w losowa- 
niu nagród jest wypełnienie specjalnej ankiety 
w postaci karty pocztowej i nadesłanie jej do 
końca lutego na adres Dworu Artusa. Ankiety 
można otrzymać wraz z bezpłatnym progra- 
mem Fesliwalu oraz w Dworze Artusa. Dodaj- 
my wreszcie. że sponsorami festiwalowych 
imprez są również: BIG Bank Gdański. Mini- 
sterstwo Edukacji Narodowej, Urząd Marszał- 
kowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego 
oraz Samorząd Studencki UMK. 


(bej) 


RrJJ UCZElni 5 


........
		

/Czasopisma_107_10_038_0001.djvu

			Przegląd 
55-lecie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


[...1 Mamy dzisiaj w Polsce 13 uniwersytetów państwowych (w kolejności założenia: Kraków. 
Warszawa. Poznań. Lublin. Wroclaw. Łódź. Toruń. Gdańsk. Katowice. Szczecin. Opole. 
Białystok. Olsztyn). jeden uniwersytet kościelno-państwowy (Uniwersytet Kardynała Stefana 
Wyszyńskiego w Warszawie) i jeden uniwersytet związany z Kościołem rzymsko-katolickim 
(KUL w Lublinie). W dzisiejszych granicach Rzeczypospolitej IJolskiej znajduje się zatem już 
tylko jeden uniwersytet założony w czasach przedrozbiorowych (Kraków 1364/1400). 


Jerzy Serczyk 


- 


Powstałe w dobie I RLecLypospolitej aka- 
demie w Wilnie (1569) i Lwowie (1656). 
odnowione jako uniwersytety polskie w XIX 
i XX wieku (Lwów sukcesywnie w latach 70 
XIX wieku po nadaniu autonomii Galicji w za- 
borze austriackim. Wilno po przyłączeniu go 
do Polski w 1919 r.). utraciliśmy w c7asie II 
wojny światowej. Nastąpiło to na mocy porozu- 
mień - między Związkiem Sowieckim. Wielką 
Brytanią i Stanami Zjednoczonymi - z Jalty 
(luty 1945) i Poczdamu (sierpień tegoż roku). 
Zostały one potwierdzone w traktacie dotyczą- 
cym granicy sowiecko-polskiej. zawartym 
przez utworzony na podstawie wspomnianych 
porozumień wielkich mocarstw Tymczasowy 
Rząd Jedności Narodowej (złożony w większo- 
ści z ministrów komunistycznych) z rządem 
Związku Sowieckiego w dniu 16 VIII 1945 r. 
Uniwersytet wileński stal się wskutek tych 
wydarzeń uniwersytetem litewskim. a lwowski 
- ukraińskim. 
Uniwersytet Warszawski został założony 
w 1816 r. w dobie autonomicLnego Królestwa 
Polskiego. zwanego Kongresowym. Po upadku 
postania listopadowego - w ramach represji 
zarządzonych przez cara Mikołaja I (będącego 
jednocześnie królem polskim) - uniwersytet 
został zamknięty w 1832 r. Na skutek starań 
margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. jako 
dyrektora komisji rządowej wyznań religijnych 
i oświecenia publicznego. otwarty zostal pono- 
wnie w 1862 r. jako Szkola Glówna; po 
powstaniu styczniowym zostal w 1869 r. po 
likwidacji resztek autonomii Królestwa Kon- 
gresowego przekształcony na rosyjski Cesarski 


Obszerne fragmenty wykładu inauguracyj- 
ny wygłoszonego na Wydziale Nauk Histo- 
rycznych UMK w dniu ł} X 2000 r. Tytuł 
pochodzi od redakcji. 
Autor jest profesorem w Instytucie Historii 
i Archiwistyki UMK. (red.) 


" 


::-. ":: 


" 


., 



. 
.\ 


Pierwsza immatrykulacja (5 I ]946) 


- 


- 


litewskimi jako uczelnia polska do grudnia 
1939 r.. polem został przekształcony w uczel- 
nię z litewskim językiem wykładowym i jako 
taki przeszedł w czerwcu 1940 r. pod panowa- 
nie sowieckie w rezultacie wcielenia Litwy do 
ZSSR. 
Ci spośród profesorów i pracowników nau- 
kowych uniwersytetów lwowskiego i wileńs- 
kiego. którzy przeżyli obydwie okupacje. zo- 
stali 1945 r. zmuszeni do opuszczenia ziem 
włączonych do Związku Sowieckiego. Stano- 
wili oni pierwszą obsadę trzech powołanych do 
życia nowych polskich uniwersytetów: na ob- 
szarze należącym w 1939 r. do II Rzeczypos- 
politej były to uczelnie w Łodzi i Toruniu (w 
ich organizowaniu miał główny udział pierw- 
szy rektor UMK. historyk Ludwik Kolankow- 
ski). Na terenie ziem należących poprzednio do 
Rzeszy Niemieckiej. a włączonych do Polski na 
podstawie decyzji poczdamskich otwarto 
w ] 945 r. uniwersytet we Wrocławiu. Istniał 
tam założony w 1811 r. uniwersytet niemiecki. 
którego niektóre ocalałe ze zniszczeń wojen- 
nych budynki i urządzenia przejął nowy uni- 
wersytet polski. 
Mimo że uniwersytet w Toruniu. któremu 
nadano imię Mikołaja Kopernika. był pierwszą 
wyższą uczelnią w przeszło siedemsetletniej 
histOTii tego miasta. to jednak idea założenia 
w tym regionie uniwersytetu miała długą trady- 
cję. Już w okresie państwa krzyżackiego zamie- 
rzano na obszarze ziemi chełmińskiej (w której 
leży Toruń) założyć uniwersytet i w 1396 r. 
uzyskano nawet zezwolenie papieża Urbana VI 
najego urządzenie w Chełmnie. Jednak dopiero 
pod panowaniem polskim pod koniec XVII w. 
powstala w Chełmnie pod nazwą "akademii" 
szkoła będąca filią Akademii Krakowskiej. 
pTzekształcona po rozbiorach przez wladze 
pruskie na szkolę średnią. W samym Toruniu 
w okresie reformacji władze miejskie utworzy- 
ły w 1568 r. protestanckie gimnazju
. które 
nieco póiniej otrzymalo nazwę akademickie- 
go. Dawalo ono przygotowanie do studiów 
uniwersyleckich. I ono po 111 rozbiorze utraciło 
pod panowaniem pruskim swój akademicki 
status. 
Po odzyskaniu niepodległości przez Pol- 
skę. w czasach II Rzeczypospolitej. podejmo- 
wano zabiegi o utwOTzenie uniwersytetu w ów- 
czesnym województwie pomorskim. którego 
Toruń był stolicą. W dzialania te silnie an- 
gażowało się powstałe jeszcze w czasie zaboro- 
wym w 1875 T. Towarzystwo Naukowe; myś- 
lano m. in. o utworzeniu w Toruniu filii 
Uniwersytetu Poznańskiego. Na konkretne 
dzialania nie starczyło już czasu - Toruń c::> 
pozostawał pod rządami polskimi o dwa lata 



 


.
. -.., 


. "JI' 
.," . 


'\\ 


Uniwersytet Warszawski. Polskim uniwersyte- 
tem stał się ponownie w czasie I wojny świato- 
wej po wyjściu Rosjan i zajęciu Warszawy 
przez Niemców w 1915 r. 
Po zwycięskim powstaniu wielkopolskim 
Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu powolała 
do życia w 1919 r. (początkowo pod nazwą 
Wszechnicy Piastowskiej) Uniwersytet Po- 
znański. Uniwersytet w Wilnie (również. jak 
warszawski. zamknięty po powstaniu listopa- 
dowym. w 1832 r.) zoslał na nowo założony 
w 1919 r. pod nazwą Uniwersytetu Stefana 
Batorego. 
Mieliśmy więc w II Rzeczypospolitej w su- 
mie pięć uniwersytetów państwowych (Kra- 
ków. Wilno. Lwów. Warszawa. Poznań) i jeden 
uniwersytet kościelny (KUL. zalożony 
w 1918 r. w Lublinie przez księdza prof. 
tdziego Radziszewskiego. przybyłego do Pol- 
ski z katolickiej Akademii Duchownej w Pe- 
tersburgu po jej likwidacji w czasie rewolucji 
bolszewickiej). 
W czasie II wojny światowej pod okupacją 
niemiecką zamknięte zostały uniwersytety 
w Poznaniu. Warszawie i Krakowie. Niemcy 
zlikwidowali calkowicie szkolnictwo polskie 
na ziemiach przyłączonych do Rzeszy (Pomo- 
rze. Wielkopolska. Śląsk. północne Mazow- 
sze). W tzw. Generalnym Gubernatorstwie 
miały być czynne tylko szkoły podstawowe 
z ograniczonym programem nauczania i śred- 
nie szkoły zawodowe. Dla polskiego szkolnicl- 
wa wyższego i tu nie było miejsca. Profesoro- 
wie krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskie- 
go zostali w dniu 6 XI 1939 r. uwięzieni 
i umieszczeni w obozie koncentracyjnym Sach- 
senhausen koło Berlina. Wielu z nich już 
sIamląd nie powróciło. 
Nieco inaczej potoczyły się sprawy na 
ziemiach wschodnich. Uniwersytet Jana Kazi- 
mierza we Lwowie został przekształcony na 
sowiecki uniwersytet ukraiński. Uniwersytet 
Stefana Batorego w Wilnie działał pod rządami 


...4', 


J 


J. 


., \ .: 


_	
			

/Czasopisma_107_10_039_0001.djvu

			Przegląd 


krócej niż Warszawa. Kraków i Poznań. Pano- 
wanie polskie przywrócono tu dopiero w po- 
czątkach 1920 r.. a okupacja hitlerowska za- 
częła się już 7 IX 1939 r. 
Wyzwolenie Torunia spod okupacji nie- 
mieckiej nastąpiło I II 1945 r. Od wiosny tegoż 
roku zaczęły przybywać do Torunia transporty 
przywożące przesiedleńców z ziem wschod- 
nich. głównie z Wileńszczyzny. Znaleźli siC 
między nimi także pracownicy Uniwersytetu 
Stefana Batorego. Wspólnie z przedstawiciela- 
mi społeczeństwa toruńskiego podjęli oni ener- 
giczne zabiegi o utworzenie uniwersytetu 
w Toruniu. W dniu 24 VIII 1945 r. został on 
powołany do życia dekretem Krajowej Rady 
Narodowej. początkowo jako uczelnia z dwo- 
ma zaledwie Wydziałami: Humanistycznym 
i Matematyczno-Przyrodniczym. Już jednak 
w listopadzie 1945 r. utworzony został Wydział 
Prawa. a w styczniu 1946 r. Wydział Sztuk 
Pięknych. [...] 
Pierwszymi profesorami UMK byli pra- 
cownicy naukowi przybyli do Torunia z Wilna 
(nauki matematyczno-przyrodnicze, sztuki pie- 
kne) i Lwowa (historia i cześciowo filologia 
polska). Od końca lat 40. prace naukową 
i dydaktyczną zaczcli podejmować pierwsi 
magislrzy i doktorzy wykształceni na naszej 
Uczelni. 
Był to jednocześnie okres krytyczny 
w dziejach uniwersytetu toruńskiego. Władze 
partyjne (PPR. następnie PZPR) i państwowe 
uważały. że UM K jest "siedzibą reakcji". a jego 
pracownicy przeciwnikami ustroju socjalisty- 
cznego. Skutkiem takiego nastawienia władz 
było zlikwidowanie szeregu kierunków na Wy- 
dziale Humanistycznym i zamknięcie Wydzia- 
łu Prawa. W 1954 r. liczba studenlów spadła do 
1134. mniej niż w I roku akademickim. Nad 


uniwersytetem za- 
wisła groźba likwi- 
dacji lub prze- 
kształcenia go 
w wyższą szkołę 
zawodową. 
Stopniowa po- 
prawa zaznaczyła 
sie w latach nastep- 
nych, równocześ- 
nie z odwilżą 
w stosunkach poli- 
tycznych i społecz- 
nych w całym kra- 
ju, zwłaszcza po 
tzw. polskim paź- 
dzierniku 1956 r. 
Pełna stabilizacja 
uczelni związana 
była z rocznicą 
5OG-Iecia urodzin 
Mikołaja Koperni- 
ka w roku 1973; 
wtedy oddane zostały do użytku pierwsze 
budynki miasteczka uniwersyteckiego na Bie- 
lanach. Przywrócone zostały zlikwidowane 
wydziały i kierunki studiów. zwiekszyła się 
bardzo znacznie liczba studentów, zbliżając sie 
w drugiej połowie lat 70. do 10 tysięcy. 
W 1980 r. organizacja "Solidarności" po- 
wstała na UMK w trzy tygodnie po podpisaniu 
porozumień na Wybrzeżu; pierwszym jej prze- 
wodniczącym został historyk, prof. Tadeusz 
Grudziński. Po rozpoczeciu roku akademic- 
kiego 1980/81 powstały spontanicznie liczne 
nowe organizacje sludenckie, w tym żywe 
wtedy NZS. Zmierzano do przywrócenia na 
wzór przedwojenny autonomii uniwersytec- 
kiej; odbyły sie pierwsze w dziejach toruńskiej 


\
 


'ii 1' 111 lii 
" ł 'I . 


l' 


I 


f: 



 


". 


'- 


"'I' 


.... 


,
:, _.i 


\ 
, . 


. 
" .... 
. 
._J." 



 


" 


"r 


....d _ 


'. 1 
J 


\o. 


..... 


Spotkanie papieża Jana Pawła II z przedstawicietami polskich środowisk 
naukowych w Auli UMK (7 VI 1999) Fot. L'Osservatore Romano 


uczelni demokratyczne wybory rektora i pozo- 
stałych władz. Rektorem wybrano fizyka, prof. 
Stanisława Dembińskiego. 
W stanie wojennym po 13 XII 1981 r. na 
trzy miesiące zawieszone zostały wykłady i eg- 
zaminy, potem pozwolono uniwersytetowi na 
podjęcie w miarę normalnej pracy. W ten 
sposób uczelnia dotrwała do 1989 r.. kiedy 
roLpoczął sie bezkrwawy przewról i przywró- 
cenie suwerenności i wolności w Polsce, nazy- 
wanej odtąd łłI Rzeczpospolitą. 
Nowa sytuacja stawia nowe wyzwania, 
które od dziesieciu lat podejmujemy. Obowią- 
zek ten spada także na naj młodszych członków 
społeczności Uniwersytetu Mikołaja Koperni- 
ka w 56 roku jej istnienia. 


.lak pisze wyżej prof'. Jerzy Serczyk, nowa sytuacja po roku 1989 stawia 
przed Uczelnią nowe zadania, które są podejmowane przez różne 
uniwersyteckie kręgi. I to zazwyczaj z powodzeniem. Ostatnia dekada 
należy bowiem niewątpliwie do najbardziej owocnych okresów w dzie- 
jach UMK. Nie wszystkie sfery aktywności Uczelni dają się łatwo 
wymierzyć, np. trudno okreśtić w wymiernych parametrach wkład 
toruńskich uczonych do nauki polskiej, a także światowej, niełatwo też 
ocenić udział dziesiątków tysięcy absotwentów UMK w życiu gospodar- 
czym, społecznym i kulturalnym naszego kraju. A są to przecież 
fundamentatne aspekty działatności uniwersytetu. 


Z ostatniej dekady 


W tym krótkim tekście chciałbym zatrzymać sie na kilku zaledwie sferach 
dzialalności Uczelni w minionym dziesiecioleciu, które - nie bez koniecznych 
uproszczeń - można w jakiejś mierze zsumować i tym samym określić ich 
dynamikę, pamiętając o tym. że te same procesy przebiega,ją różnie na 
poszczególnych wydzialach czy kierunkach studiów, Chodzi przede wszyst- 
kim o dorobek UMK w zakresie kształcenia i rozwoju kadry naukowej. 
Ostamie dziesięciolecie niemal we wszystkich wskaźnikach znacznie 
pr7.ewyższa poprzednie okresy. Np. w zakresie rozbudowy bazy lokalowej 
ustępuje tylko latom budowy miasteczka akademickiego na Bielanach. 
Ogromne środki zostały zainwestowane w sprzet i aparaturę badawczą. 
w komputeryzacje wydziałów i budynków administracyjnych. Wszyslkie te 
inweslycje wymagały pozyskania ogromnych środków w warunkach naras- 
tającej konkurencji ze slrony uczelni państwowych i prywalnych. 
Równie znaczące były przeobrażenia strukturalne Uczelni. W latach 90, 
liczba wydziałów wzrosła z 6 do 10. Reorganizacja ta stała sie możliwa dzieki 
poważnemu wzrostowi kadry naukowej, zwła
zcza najwyżej kwalifikowanej. 
Pozwoliło to nowym wydziałom na szybkie uzyskanie uprawnień do nadawa- 
nia stopni naukowych dokrora i doktora habilitowanego i wyslepowania o tyluł 
naukowy profesora (wszystkie wydziały mają te uprawnienia). Powstało leż 
wiele ogólnouczelnianych centrów badawczych i zespołów interdyscyplinar- 
nych. 


Studenci i absolwenci 
56 rok akademicki UMK rozpoczął z rekordową liczbą ponad 31 tys. 
studenlów i słuchaczy, z tego ponad 14000 na studiach stacjonarnych, blisko 


- luty 2001 


14500 na zaocznych. 2700 na podyplomowych i blisko 400 na doktoranckich. 
Kształcą się oni na 32 kierunkach i około 60 specjalnościach różnych typów 
studiów. Od roku 1990 liczba studentów wzrosła 0350% - z 8500 do ponad 
31000. Złożyło się na to wiele przesłanek: wzroslliczby kierunków z 20 do 32, 
tworzenie nowych rodzajów i typów sludiów, zwiekszenie limitów przyjęć, 
a zwłaszcza wprowadzenie wolnego naboru na zaoczne sludia prawnicze 
i administracyjne, zwielokrotnienie sie oferty studiów podyplomowych 
i wreszcie gwałtowny WZfDSI zainteresowania studiami wyższymi. Najwiekszą 
dynamikę WZfoslu wykazywały płatne studia zaoczne - z 2640 osób w 1992 r, 
do 14500 w roku 2000. 
Szybki wzrost liczby studenlów szybko znalazł odzwierciedlenie w licz- 
bach absolwentów opuszczających mury na
zej Uczelni. 55 lal swojej 
działalności UMK zamknął wypromowaniem 73500 absolwentów studiów 
magisterskich. zawodowych i podyplomowych. z tego 35500 ukończyło sludia 
w ostalnim dziesięcioleciu, w Iym 25800 w latach 1996-2000, 


Kadra naukowa 
W końcu ub, r. Uczelnia zatrudniała 1300 nauczycieli akademickich, 
w tym 170 profesorów z tytułem naukowym. 140 profesorów bez tytułu. ponad 
90 docentow i dr. habililDwanych oraz 460 doklorów i 440 magistrów. 
W minionym dziesięcioleciu kadra naukowa zwiększyła sie zaledwie o 250 
osób (przy jednoczesnym zwielokrotnieniu się liczby studentów). natomiast 
radykalnie zmieniła się jej struktura. Przede wszystkim wyraźnie wzrosła 
liczba samodzielnych nauczycieli akademickich - z 244 w 1990 r. do ponad 
400 w roku 2000. w tym grupa profesorów tylularnych zwiększyła sie z 81 do 
171 osób. Oczywiście sytuacja kadrowa jest bardzo zróżnicowana w zależno- 
ści od wydziału czy inslylulu. 
Jednym z ważniejszych wskaźników rozwoju kadry naukowej są uzys- 
kiwane slopnie i tytuły naukowe. Do końca 2000 r. UMK wypromowat 1940 
doktorów i 515 doktorów habilitowanych. z tego 470 osób uzyskało doktoral, 
a 202 habilitacje w ostatnimdziesiecioleciu, Trzebajednak pamięlać. że ponad 
40% promocji w obu grupach dotyczy osób zatrudnionych w innych 
uczelniach i instytucjach naukowych, co stanowi ważny wkład UMK do 
rozwoju polskiej nauki. 
Przytoczone w tym tekście dane nie zdają w pełni sprawy ze złożonej 
materii funkcjonowania Uniwersytetu. potwierdzają jednak szczególnie waż- 
ne znaczenie Dstalniego dziesieciolecia w całych skomplikowanych dziejach 
naszej Uczelni. 


Jan Bełkot 


7 


........ 


rłrr""JJ UCZElni
		

/Czasopisma_107_10_040_0001.djvu

			Przegląd 
Między nami sąsiadami 
I 


:a.,i. 


..t'!\< . 


. 


Stefan Czaja 


.:o: 
Gł 
.. 
::I 

 
c.: 

 

 


Bibliografia raz na tysiąc lat 


..lłiblio
rafia stosunków polsko-niemieckich w historii i współczesności" wydana jest 
w 4 dużych tomach i na 4314 stronach zawiera 53342 opisów bibliograficznych 
literatury dotyczącej Polaków i Niemców we wszystkich możliwych dziedzinach i przejawach 
w okresie tysiąca lat sąsiedztwa. Jej przygotowanie trwało 15 lat, a opublikowało 
ją wydawnictwo lIarrassowitz Verla
 w Wiesbaden, mające światową renomę w wydawaniu 
fundamentalnych tytułów literatury naukowej w tzw. niebieskiej serii. 


Praca ta zostala wydana w 400 egzempla- 
rzach, z których 100 olrzymują bezpłatnie ważne 
biblioleki i inslytucje naukowe w Polsce, a także 
ważniejsze polskie i polonijne ośrodki za granicą. 
Ukazala sit;; na początku października 2000 L, a jej 
pierwsza publiczna promocja odbyła sit;; na 52. 
Międzynarodowych Targach Książki we Frank- 
furcie nad Menem - w polskim pawilonie narodo- 
wym, Czynnym uczestnikiem tej prezentacji 
- wśr6d innych osób - był rektor prof Jan 
Kopcewicz. 
Koszty przygotowania i wydania tej "Biblio- 
grafii" były spore. Fundusze na ten cel przyznały 
Fundacja Roberta Boscha w Stuttgarcie i Fundacja 
Współpracy Polsko-Niemieckiej w Warszawie, 
Poważne środki zaangażowały leż Deulsches Po- 
len-lnstitul w Darmsladt i UMK, Przeznaczono je 
na dłuższe wyjazdy do bibliolek, głównie za- 
granicznych, na zakupy sprzęlu i obsługt;; syslemu 
komputerowego, czt;;ściowe finansowanie prac re- 
dakcyjnych w oslatnim okresie i pokrycie koszlów 
wydawniclwa. Autorzy poszczegółnych rozdzia- 
łów i WSlępÓW oraz konsultanci nigdy nie byli 
honorowani finansowo. "Bibliografia" powstawa- 
ła w Darmsladt i w Toruniu - ale właściwa 
redakcja znajdowała się w Bibliotece Uniwer- 
syleckiej UMK. 
Wszystko zaczęło sit;; tak naprawdę z powo- 
dów i potrzeb praktycznych. Młody Andreas La- 
waly. ze świeżo zakończonym dokloratern na 
Uniwersytecie w Giessen ("Koniec państwa prus- 
kiego z perspektywy polskiej myśli polilycznej"), 
w ł982 r. trafił do pracy w świeżo założonym 
przez Karla Dedeciusa Deutsches Polen-tnslitut 
Był lo okres bardzo złych, prawie łodowatych 
stosunków polsko-niemieckich, ale też jednocześ- 
nie poważnego wzrostu zainteresowania w Niem- 
czech i na świecie sprawami połskimi i połsko- 
niemieckimi, Do Instytutu lawinowo napływały 
prośby o przeróżne informacje dotyczące tych 
kweslii. Brak było jednak skutecznego narzędzia 
dla szybkiej i kompetentnej informacji. Stąd pro- 
jckt A. Lawaty'ego, żeby lakie praktyczne narzę- 
dzie stworzyć. Mogło ono jednak powsiać tylko 
we wspołpracy autorów niemieckich i polskich, 
Tym pomysłem podzielił się w 1984 r. 


z prof Januszem Małłkiem, historykiem z UMK, 
podczas jego wizyly w Darmstadt, i tak projekt ten 
trafił do Biblioleki Uniwersyteckiej w Toruniu 
i spotkał sit;; z pozytywnym i żywym zainteresowa- 
niem. Niedługo potem, we wrześniu 1985 r., dr 
Andreas Lawaly przyjechał do Torunia. Po wielu 
rozmowach okazało się, że mimo wszelkich obaw 
i wątpliwości można skomplelować zesp6ł auto- 
rski i rozpocząć prace nic mai od zaraz. 
Planowane początkowo dosyć skromne 
przedsięwzięcie naukowe rozrosło się z czasem do 
pełnego opracowania bibliograficznego obejmują- 
cego polsko-niemieckie slosunki kulturalne, Oka- 
zało sit;; leż, że nie da się odłączyć slosunków 
kulluralnych np. od historii, polityki, gospodarki, 
spraw ludnościowych itd, Przesuwały się r6wnież 
granice chronologiczne "Bibliografii", Decydują- 
ce było lu zburzenie muru berlińskiego i dynami- 
czny wzrost wydawnictw dotyczących już zjed- 
noczonych Niemiec i w tym. powsIały szybko. 
nowy konlekst spraw polsko-niemieckich, Trudno 
było zrezygnować z rejestracji tej lileratury . 
"Bibliografit;;" opracowywato 9 aUlor6w, 
w tym 7 z Torunia, a wśr6d nich 6 bibliotekarzy. 
Składa sit;; ona z jedenastu części, poświęconych 
systematycznie i rearDspektywnie poszczególnym 
dziedzinom: I, opracowania ogólne, historia, poli- 
tyka, gospodarka, mniejszości narodowe itd, 
(A. Lawaly); 2. religia (A. Lawaly); 3. książka 
(Janusz Tondel); 4. prasa (J, Tondel); 5. nauka 
i oświata (Wiesław Mincer, Danula Poklewska); 6, 
fiłozofia i psychologia (Krystyna Krzemieniowa); 
7. język (Waldemar Grzybowski); 8, literatura 
(A. Lawaty); 9. sztuka (Jan KOIłowski); 10, muzy- 
ka (Henryk Baranowski); II. tealr, film, radio 
i telewizja (Kamila Maj). Redaktorami "Biblio- 
grafii" byli: ze strony niemieckiej A. Lawaty, a ze 
strony polskiej W, Mincer. W pracach redakcyj- 
nych pomagała bibliotekarka z Torunia - Anna 
Domańska, sprawami informatycznymi zajmował 
się Wojciech Sachwanowicz, a przygotowaniem 
składu komputerowego Adam Pituła, Konirolę 
redakcyjną opisów sprawował w Darmstadt Mar- 
cus Krzoska, Konsullacji naukowych w r6żnych 
fazach pracy udzielali m. in. prof. Stanisław 
Salmonowicz z Torunia oraz Wolfgang Kessler 


z Herne. W poszczególnych dziedzinach służyli 
radą i pomocą m. in, prof. Anna Czekanowska 
i prof. Jan Garewicz z Warszawy oraz prof Jerzy 
KłocZDwski z Lublina, a lakże zmarły w 1999 L 
prof Zenon H. Nowak z Torunia. Autorzy i redak- 
torzy "Bibliografii" wyrażają także wdzięczność 
szefom instytucji sprawczych tego projektu za 
wielką i skuteczną pomoc oraz wyrozumiałość 
i cierpliwość - dyrektorom Deutsches PDlen- 
tnstitut prof. Karlowi Dedeciusowi i dr, Dieterowi 
Bingenowi oraz rektorom UMK prof Andrzejowi 
Jamiołkowskiemu i prof J, Kopcewiczowi. Dzię- 
kują także wielu innym osobom. a zwła
zcza 
bibliotekarce Angeli Miemietz- Thiel i Elżbiecie 
Panitzek oraz redaktorce Jutcie Wierci mok z In- 
stytutu w Darmsladt, a ze slrony naszej Biblioteki 
Uniwersyleckiej - kustosz Urszuli Zaborskiej i ku- 
stoszowi Adamowi DDmańskiemu oraz niżej pod- 
pisanemu, klóry przed laty uzbierał lrocht;; male- 
riałów do rozdziału I., ale później martwił się 
tylko o to, żeby praca postępowała i zakończyła 
się, bo po drodze - jak to zwykle bywa - nie 
brakowało Irudności i kłopotów, nie tylko finan- 
sowych, 
"Bibliografia" gromadzi, opisuje i klasyfikuje 
w 3 tomach piśmiennictwo opublikowane pomię- 
dzy t900 a 1998 1'.. z uwzglt;;dnieniem ważniej- 
szych publikacji schyłku XIX w., w tym wydaw- 
nictwa zwarte, artykuły z czasopism, a nawet 
większe fragmenty piśmiennicze w języku pol- 
skim, niemieckim, angielskim, francuskim i in- 
nych. Zawiera głównie prace o charakterze nauko- 
wym. ale lakże eseistyczne, w mniejszym stopniu 
publicystyczne, dOlyczące wszelkich problemów 
związanych ze stosunkami polsko-niemieckimi, 
widzianymi w szerokim zakresie chronologicz- 
nym - od średniowiecza po współczesność. Tom 
4 zawiera indeksy: autorów omawianych prac, 
nazw geograficznych, używanych skrótów oraz 
wykaz uwzględnionych w "Bibliografii" czaso- 
pism. Korzystanie z tak obszernej pracy byłoby 
prawie niemożliwe bez dobrych skorowidzów. 
Co dalej? Pozostaje kwestia (za jakiś czas) 
wydania elektronicznego (CD-ROM lub udostęp- 
nienie online), co poważnie zwiększyłoby zawar- 
tość "Bibliografii" o pozycje, które nie weszły do 
wersji drukowanej. Pozostąje również kwestia 
ewenlualnych korekl i uzupełnień, Pożyteczne 
i racjonalne byłoby uzupelnienie "Bibliografii" 
o lilcraturę całego XIX w. oraz konaynuacja prac, 
Zebranie maleriału bibliograficznego do 5 tomu 
i jego wydanie drukiem mogłoby sit;; spotkać 
z terminem przyjęcia Polski do Unii Europejskiej. 
CD zasadniczo zmieni dOlychczasowe relacje Pola- 
ków i Niemców. To zachęcająca i atrakcyjna 
perspektywa, warta chyba uwaźnego rozpatrzenia 
przez Darmsladt i Toruń, a także być może, przez 
inne ośrodki naukowe, głównie w Niemczech, 
O tym także, a może przede wszystkim powinniś- 
my rozmawiać warakcie lub po publicznej promo- 
cji "Bibliografii" w Toruniu. 
Publiczna promocja "Bibliografii stosunków 
polsko-niemieckich w historii i wspołczesności" 
odbt;;dzie się w dniach Świt;;ta Uczelni - 18 lutego 
(niedziela) o godz. 16]0 w Pałacu Dąmbskich, 
Będą również prezentowane lam wielkie serie 
wydawnicze tłumaczeń literatury polskiej Inslytu- 
tu Kultury Polskiej w Darmstadt: "Biblioteka 
Polska" (50 tomów), "Panorama literatury Pol- 
skiej XX wieku" (7 tomów). W spotkaniu udział 
wezmą: dr h.c. Karl Dedecius - twórca i pierwszy 
wieloletni dyrektor DP-I, znakomity tłumacz lite- 
ralury polskiej na język niemiecki, dr A. Lawaty, 
prof. Hubert Orłowski - germanista z Poznania, 
prof. J, Małłek, redaktor Adam Krzemiński z tygo- 
dnika "Polityka", kustosz W. Mincer. Spotkanie 
poprowadzi niżej podpisany. 


Stefan Czaja 
Autor jest dyrektorem Bibłioteki Uniwersyte- 
ckiej UMK. (red.) 


8 


aD] UCZltnl 


luty 2001 - 


...
		

/Czasopisma_107_10_041_0001.djvu

			Nowi profesorowie 


Przegląd 


.Jest historykiem, prowadzi hadania 
z zakresu najnowszej historii p{)łnocnych 
ziem Polski. 
Urodził się w Slryju w 1945 r. Histo- 
ryczne studia wyższe ukończył w 1969 r. na 
UMK. W 1977 r. uzyskał stopień naukowy 
dok lora nauk humanislycznych. nalomiast 
w 1993 r. na Wydziale Humanislycznym 
UMK olrzymał stopień doktora habililowa- 
nego nauk humanistycznych w zakresie his- 
torii najnowszej Polski i powszechnej. Od 
1995 r. kieruje Zakładem Hislorii Powszech- 
nej i Polski po 1945 r. w Inslytucie Hislorii 
i ArchiwiSlyki UMK. a w 1996 r. został 
powołany na slanowisko profesora nadzwy- 
czajnego w tymże Inslylucie. 
Jego zainteresowania naukowe mają 
charakler interdyscyplinarny. Obejmują 
dzieje miasl nadwi
lańskich i zbiorowości 
społecznych na tym obszarze w okresie ich 


Ryszard Sudziński 


intensywnej induslrializacji. przemiany 
w zakresie ustroju administracji lokalnej 
i samorządu terytorialnego po II wojnie 
świalowej. dzieje spółdzielczo
ci bankowej. 
a oSlalnio problemy narodowo
ciowe i wy- 
znaniowe na Pomorzu Nadwi
lańskim i Ku- 
jawach, ze szczególnym uwzglcdnieniem 
mniejsl.ości niemieckiej. Jest m. in. współ- 
redaktorem cenionej serii wydawniczej 
..Slosunki narodowo
ciowe i wyznaniowe 


na Pomorzu w XIX i XX wieku". Część 
swoich badań po
wiecił Toruniowi, opub- 
likował m. in. monografie: "Toruń. Porlrel 
miasla" (Arkady. Warszawa 1988) i "Prze- 
kształcenia slrukturalne miasta Torunia 


.. 


v-, 


.,
 


". -1- :f: "P':' 


w lalach 1920-1975" (Toruń 1993). Ogółem 
ukazało sie drukiem ponad 120 prac nauko- 
wych Profesora (w Iym 5 książek i 3 lomy 
źródeł). Za osiągniccia naukowe olrzymał 
wiele wyróżnień, w tym m. in. dwukrotnie 
nagrody Minislra Szkolnictwa Wyższego 
i Techniki, Reklora UMK oraz władz ad- 
ministracyjnych. 
Poza działalnością naukową i dydak- 
Iyczną na Uczelni pracuje społecznie, będąc 


Spotkanie wynalazców 


Tradycyjnie już, proreklor prot". Marek 
Zaidlewicz spotkał się przy kawie ze współ- 
Iwórcami wynalazków. na które w 2000 r. 
udzielone zoslały palenty na rzecz UMK. 
Dnia 16 I br. do Sali Sen alu przybyli: prof. 
Bogusław Buszewski. dr hab. Wojciech 
Czerwiński, dr Renala M, Gadzała. prot". 
Antoni Grodzicki. dr hab. Ludwik Kreja 
- proł-. UMK. mgr Jacek Kurzawa. dr Marze- 
na Kurzawa. dr Iwona Łakomska, dr Jerzy 
Nowakowski. mgr Piolr Przyżycki. prot". 


. 


\ ,.
J'I!" 


I 1] l'r C 
:If:t:-7 " 
-' 
 -... 
...s__ 


-\.- . 

;)., 


-- 

- ;... . 
. ......- . 



.!
. r.:' 


tli!> 
 
.' 


" 


luty 2001 


.... 


Michał Rozwadowski. dr hab. Edward Szłyk 
- prof. UMK. oraz dr inż. Marek Zieliński. 
Podczas spoIkania prorektor M. Zaid- 
lewicz wreczył zebranym dokumenty palen- 
lowe. życząc dalszych owocnych osiągnięć 
w dziedzinie twórczości wynalazczej. Wy- 
nalazcy przedslawili lrudności z wdroże- 
niem swoich osiągnieć naukowych, spowo- 
dowane brakiem wła
ciwej polilyki proin- 
nowacyjnej państwa. Mówili też o zagroże- 
niach. jakie 
niesie blokada 
rozwoju rodzi- 
mego przemy- 
słu przez wzra- 
stającą od kil- 
ku lat liczbę 
zgłoszeń mie- 
dzynarodo- 
wych, które 
uzyskują 
ochronę palen- 
tową w Polsce. 


': , 


m. in. w latach 1981-1984 członkiem Za- 
rządu Oddziału Polskiego Towarzystwa His- 
lorycznego w Toruniu, a w latach 1994-1997 
jego wiceprezesem. Jest członkiem wielu 
lowarzyslw naukowych oraz Rady Porozu- 
miewawczej Badań nad Polonią i Emigracją 
z siedzibą w Londynie. Od 2000 r.. w ramach 
tej oSlatniej, pełni zaszczytną funkcję prze- 
wodniczącego Kapiluły Nagrody za osiąg- 
nięcia w badaniach dOlyczących Polonii 
i emigracji. 
Wiele czasu poświęca również pracy 
organizacyjnej. pełni odpowiedzialne funk- 
cje na Wydziale Nauk Hislorycznych UMK. 
Miedzy innymi w lalach 1994-1998 kięro- 
wał Podyplomowym Sludium Hislorii. które 
gruntownie zreformował. a w latach 1996- 
1998 był prodziekanem wspomnianego Wy- 
działu. Nalomiasl od 1998 r. jesl dziekanem 
zorganizowanego przez siebie Wydziału 
oC 
Col Humanistycznego w Wyższej Szkole Huma- 
.
 
ni styczno-Ekonomiczne J ' we Włocławku. 
ci.) 

 W miare możliwości siara sie realizo- 
wać swoje hobby. do których należą podróże 

 (ma duże osiągnięcia w zakresie popularyza- 
cji lurystyki), różne galunki muzyki oraz 
filatelistyka. Od 1970 r.jest żonaty z Reginą, 
która ukończyła na UMK biologię: ma córkę 
i syna oraz wnuczkę. 


.... 


.... ....: 


oC 
Col 
'Oj 
.. 
ci.) 


, 


:i 
';'.- <5 
'"' 


(P. K.) 


"""'-,i.. 


Stypendia zagraniczne 
dla młodych 


Fundacja Batorego ogłasza konkurs na 
stypendia dla młodych pracowników nauki, 
klórzy uzyskali zgode na prowadzenie badań 
naukowych w renomowanych zagranicz- 
nych placówkach naukowych. Do ubiegania 
sie o stypendium uprawnione są osoby: które 
mają polskie obywatelstwo. są zairudnione 
w krajowych placówkach naukowych: szko- 
łach wyższych, inslytulach naukowych 
PAN, jednosIkach badawczo-rozwojowych 
lub są słuchaczami studiów dokloranckich, 
nie przekroczyły 35 roku życia do dnia 
rozpoczęcia planowanego wyjazdu badaw- 
czego. 
Stypendium może być przyznane na 
okres od I do 6 miesięcy. Maksymalna 
kwota dofinansowania wynosi 1000 USD 
miesięcznie. Wybór stypendystów odbywać 
się będzie na podstawie przedslawionego 
planu pracy i dorobku naukowego kandyda- 
IÓw. Preferowani bedą kandydaci spoza du- 
żych ośrodków akademickich. wyjeżdżający 
po raz pierwszy na staż zagraniczny. 
Wniosek na odpowiednim formularzu 
wraz z wymaganymi załącznikami powinien 
być złożony do 31111 br., natomiasl ostale- 
czne wyniki konkursu znane bedą 15 VI br. 
Wnioski należy przesyłać pod adresem: 
Fundacja im. Stefana llatorego, ul. Sapie- 
żyńska lOa, 00-215 Warszawa, 
e-mail: awasilewska@batory.org.pl 


II 
II 


rłrr"Tj UCZElni 9 


.......
		

/Czasopisma_107_10_042_0001.djvu

			Przegląd 
Nowotwory w centrum uwagi 


Interdyscyplinarny Zespół Optycznych Metod Wczesnego Wykrywania Nowotworów rozpo- 
czął pionierskie w skali światowej badania. Rzecz dotyczy możliwości występowania 
szkodliwych efektów ubocznych powodowanych przez światło ultrafioletowe, stosowane do 
wzhudzania autonuorescencji komórek. 
, 
Swiatło niebezpieczne? 


W Zespole od szeregu lat prowadzone są 
prace dotyczące fluorescencyjnych metod wykry- 
wania czerniaka i raka przewodu pokarmowego 
(jelila grubego i żołądka) człowieka, Tematyka ta 
obejmuje biologiczne podslawy obserwowanych 
zjawisk. a zwłaszcza mechanizmów prowadzą- 
cych do zmian w świeceniu własnym komórek 
w wyniku pojawienia się nowotworu. Zmiany 
aUlofluorescencji komórek korelowane są z in- 
nymi oznakami obecności raka. lakimi jak wy- 
brane antygeny komórkowe i Ikankowe. Stosowa- 
nie przez Zespół fluorescencyjnej melody wy- 
krywania in .fitu czerniaka skóry pozwoliło uralo- 
wać życie wielu pacjen10m, Metoda opiera się 
o ilościowe badania przestrzennych rozkładów 


. 


.1 
JII 


f! 



 


Komora głębokie
o mrożenia 


własnej fluorescencji pigmentowych zmian skór- 
nych i otaczającej je skóry. 
W trakcie organizowanych od pięciu lat "Bia- 
łych niedziel" mieszkańcy Torunia i regionu mogą 
bezpłatnie poddac się badaniom pod kąlem wy- 
krywania czerniaka i innych nowotworów skóry. 
Dzięki temu w ostalnich dwóch latach w Toruniu 
czemiak złośliwy jest diagnozowany we wczes- 
nych stadiach rozwoju u ok. 40% pacjentów, 
podczas gdy w skali kraju - u kilku procent 
Tymczasem właśnie wczesne wykrycie ma pod- 
stawowe znaczenie dla przedłużenia życia pacjen- 
tów. Dzięki zaangażowaniu członków Zespołu 
przebadano 4 tys. osób i wykryto 150 przypadków 
czerniaka. Spore znaczenie ma też kampania 
informacyjna, propagująca wiedzę na temat szko- 
dliwości słonecznego promieniowania ultrafiole- 
towego, konieczności samobadania skóry i zna- 
czenia szybkiej reakcji na pojawienie się zmian 
skórnych, W ubiegłym roku po raz pierwszy 
opracowano również specjalne materiały adreso- 
wane do dzieci w wieku przedszkolnym i szkol- 
nym. 
Do końca 1999 r. Zespół prowadził badania 
nad przydatnością kliniczną fluorescencyjnej me- 
tody wykrywania czerniaka skóry. - W roku 2000. 
w.fplilnie z Centrum Tran.iferu Technologii Uni- 
wer.fytetu Warszawskiegl'. rozpocz(IiJmy praC( 
nad prollItypem komercyjnego urządzenia diag- 
nostycznego do wykrywania czerniaka tą mellldą 
- mówi dr hab. Barbara Chwirol, prof. UMK, 
kierownik Zespołu. Projekl finansowany jest w ra- 
mach programu TECHNO, uruchomionego przez 
Fundację na rzecz Nauki Polskiej (na 111 wnios- 
ków przyznano 24 granty). 
W ubieglym roku rozpoczęto też wstępne 
badania dotyczące możliwości występowania 
szkodliwych efektów ubocznych powodowanych 
przez światło ultrafiolelowe, stosowane do wzbu- 
dzania aUlofluorescencji. - Zacz(IiJmy zastana- 
wiać siC, czy uiywane w celu wykrywania raka 


.wiatło nie .fzkodzi komlirkom. zwła.fzcza tym. 
które ukryte .fą we wnętrzu organizmu i w normal- 
nych warunkach iadne .łwiatło do nich nie dociera 
- mówi kierownik Zespolu. - Bez podjęcia badań 
nie moina wykluczyć nawet tego. ie w takich 
komórkach Jwiatło ultro,fiolelllwe powoduje 
u.fzkodzenia mogące prowadzić do pow.ftania no- 
wotworu, W odnie.fieniu do organów wewnętrz- 
nych człowieka badania te mają charakter pionier- 
ski w sknli Jwialllwej. O.ftatecznym ich wynikiem 
moie stać siC okre.łlenie bezpiecznych dla pacjenta 
dawek progowych. 
W prowadzonych w Zespole interdyscypli- 
narnych badaniach w zakresie nauk biomedycz- 
nych udział biorą pracownicy, studenci i dokto- 
ranci UMK oraz lekarze zainteresowani rozwija- 
niem nowych metod wykrywania raka. Jednak 
wszystkie osoby realizujące projekty badawcze 
zairudnione są na slale w innych jednostkach, co 
nie ułatwia organizacji pracy badawczej. Zdaniem 
prof. B. Chwirot, uzyskanie znaczących wyników 
jest możliwe tylko dzięki włączeniu do projektów 
dużej liczby magislranlów i doktorantów, Wopar- 
ciu o badania prowadzone w Zespole powstały już: 
jedna praca doktorska i jedna rozprawa habilita- 
cyjna z zakresu nauk medycznych, jedna praca 
doktorska z biologii nowotworów, a na ukoń- 
czeniu jest drugi doktorat z tej dziedziny. Wykona- 
no też 15 prac magisterskich z biologii i 2 z fizyki. 
Wykorzystując swoje doświadczenie i wypo- 
sażenie naukowe, członkowie Zespołu przygoIo- 
wali nowe zajęcia dla studentów biologii, dOlyczą- 
ce biologii nowotworzenia i diagnostyki nowo- 
Iwor6w u człowieka. Na przygotowanie tych ząjęć 
prof. B. Chwirot otrzymała grant Fundacji im, 
Stefana Batorego w ramach Programu Akademic- 
kiego. W pracowniach Zespołu odbywają się także 
zajęcia laboratoryjne dla studentów fizyki medy- 
cznej. 
Ostatnio Zespół wzbogacił się o komorę 
głębokiego mrożenia (-8S"C) - urządzenie nie- 
zbędne do przechowywania materiału badawcze- 
go. Zakup komory możliwy był dzięki pomocy 
Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. - Zgromadzona 
do tej pory aparatura i wyposaienie stwarzają 
moiliwości realizacji .fzeregu nowocze.fnych i bar- 
dzo intere.fujących tematliw badawczych - m6wi 
prof. B, Chwirot - Przy załoieniu. ie uda siC 
utrzymać dotychczasowy poziom Jinan.Wlwania na- 
szej pracy. jedynym ograniczeniem dynamicznego 
rozwoju naukowej działa/noJci Ze.fpołu są braki 
kadrowe. 


Komentarz 


(cz) 


Niedawno prasa poinformowała o sukcesie amerykańskich naukowców, którzy rozszyfrowali 
mechanizm powstawania czerniaka złośliwego, najgroźniejszego i nieuleczalnego 
nowotworu. Nieśmiertelności czerniaka wreszcie położony zostanie kres! - zapowiedziano. 
Czyżby impas w badaniach nad tym nowotworem został przelamany? O komentarz 
poprosiliśmy dr hab. Barbarę Chwirot, prof. UMK, kierownika Interdyscyplinarnego 
Zespołu Optycznych Metod Wczesnego Wykrywania Nowotworów. 


Uczeni kontra rak 


Barbara Chwirot: Niestely, kolejny raz mo- 
gliśmy się przekonać, że trudno jesl popularyzo- 
wać osiągnięcia nauki. Ci badacze wcale nie 
zajmowali się problemem pochodzenia czerniaka, 
choć - nawia.	
			

/Czasopisma_107_10_043_0001.djvu

			Przegląd 


Członkowie Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego spotkali się 18 stycznia 
na kotejnych w tym roku obradach plenarnych. Od początku kadencji tej Rady 
było to już XI posiedzenie. Podczas zagajenia obrad, przewodniczący Prezydium 
RG prof. Andrzej Pelczar uzupelnił - i tak już mocno napięty - porządek obrad o dwa 
dodatkowe punkty. Dotyczyły one cięć budżetowych w obszarze finansowania 
szkolnictwa wyższego oraz stypendiów przyznawanych przez różne instytucje. Stało się jasne, 
że i tym razem obrady nie zakończą się zbyt szybko. 


Tomasz Kozłowski 


T ylko słone paluszki? 


Niektórym członkom Rady wyraźnie z te- 
go powodu zrzedły miny, a to na myśl czekają- 
cego ich kolejnego wyścigu z czasem, by 
zdążyć na pociąg lub autobus, który po zakoń- 
czeniu plenum dowiezie ich z powrotem do 
miejsca zamieszkania, czasami oddalonego 
o paresel kilometrów. O spokojnym spożyciu 
normalnego obiadu, w zacisznej stołówce mini- 
sterstwa (polecam - posiłki smaczne i nie- 
drogie), można było zapomnieć. Pogodzony 
z tą niemiłą perspektywą, studiując szczegóło- 
wy harmonogram obrad, rozpocząłem, podob- 
nie jak i pozostali, intensywną konsumpcje 
tradycyjnych, słonych paluszków, przerywaną 
łykiem wody mineralnej, serwowanej mi przez 
siedzącego obok zaprzyjaźnionego członka Ra- 
dy. Dodatkowo mało optymistycznie nastrajały 
także zgromadzone przed przewodniczącymi 
Komisji Rozwoju oraz Komisji Kadrowej RG, 
pietrzące sie stosy wniosków, które należało 
podczas obrad zaopiniować. 
Punktem pierwszym było sprawozdanie 
z działalności Prezydium w okresie od 15 Xll 
ub. r. do 16 I br. Poinformowano zebranych m. 
in. o uroczystościach jubileuszu I 75-lecia tra- 
dycji Politechniki Warszawskiej, poparciu Pol- 
skiej Akademii Nauk dla stanowiska RG 
w sprawie podniesienia nakładów finansowych 
na szkolnictwo wyższe. Prof. Andrzej Jamioł- 
kowski zrelacjonował i podzielił sie uwagami 
z posiedzeń, w których uczestniczył, np. w od- 
powiednich komisjach sejmowych oraz senac- 
kich, oczywiście w sprawie planów budżeto- 
wych na rok 2001. Mówił, iż na forum Komisji 
Edukacji oraz Finansów dyskutowano nad 


Stypendia 
na pisanie monografii 


Zostały przyznane stypendia na pisanie 
monografii. Otrzymali je (w nawiasach podano 
tytuły monografii): prof. dr hab. .Jan Głuchow- 
ski z Wydziału Nauk Ekonomicznych i Za- 
rządzania (Ekologia a .ry.rtem podatkowy); prof. 
dr hab. Lech Górniewicz z Wydziału Matema- 
tyki i Informatyki (Topological Fixed-Point 
Principle.r f(Jr Boundary Value Problem.r); dr 
Norbert .Jankowski z Inslytutu Fizyki (On- 
tOf:leniczn'e .rieci neuronowe); dr hab. Zbigniew 
Karpus, prof. UMK z Kaledry Stosunków 
Miedzynarodowych (Centrum życia .rpołec:zno- 
-kulturalnego i woj.rkowego emigracji ukraiń.r- 
kiej w Pol.rce w latach /924-/939); dr Bernard 
Ziętek z Instytutu Fizyki (Optoelektronika); dr 
hab. Andrzej Zybertowicz, prof. UMK z In- 
stytutu Socjologii (Jazda na GAPĘ, czyli .m- 
cjologia gry finan.wwej). 


- luty 2001 


WS 


wzroslem (ja rzekłbym raczej - brakiem istol- 
nego wzrostu) płac w szkolnictwie wyższym. 
Podobnież wspomniano coś o jakichś dodat- 
kowych 70 mln złotych na ten cel. Mimo to i tak 
przed oczami coraz cześciej stają mi "palusz- 
kowe" obiady, klóre bede musiał niedługo 
spożywać, nie z racji braku czasu na nonnalny 
posiłek, ale ze wzgledu na brak środków 
finansowych do życia. 
Prezydium zaproponowało również przy- 
jecie przez Rade Główną stanowiska w sprawie 
ograniczenia dotacji na szkolnictwo wyższe. 
Szacowane początkowo straly, oceniane na 
około 100 mln zł, okazały sie ponad dwukrotnie 
wyższe. W stanowisku wyrażono dezaprobate 
wobec sposobu działania Minislerstwa Finan- 
sów, które nie przedstawiło z odpowiednim 
wyprzedzeniem Ministerstwu Edukacji Naro- 
dowej i podległym uczelniom wysokości rze- 
czywistego obniżenia dotacji w roku 2000. 
W związku z tym wiele szkół wyższych weszło 
w rok 2001 z poważnym zadłużeniem. Skut- 
kiem tego jest m. in. planowane przez nie- 
których rektorów zawieszenie na kilka tygodni 
działalności podległych im uczelni. Na pewno 
przyczyni sie to do zaoszczedzenia określonej 
sumy pieniędzy. Niemniej jednak - moim 
zdaniem - może to również spowodować zde- 
cydowanie negatywne skutki dla toku kształ- 
cenia studentów oraz prowadzonych badań 
naukowych w tych szkołach. Miejmy jednak 
nadzieje, iż rektorzy nie bedą musieli się 
uciekać aż do tak drastycznych posunieć. Nie- 
oficjalnie można było sie dowiedzieć, że doszło 
do spotkania premiera z rektorami uczelni 
warszawskich, podczas którego rozprawiano 
- najogólniej rzecz ujmując - o problemach 
finansowych szkolnictwa wyższego. 
Na zakończenie tej cześci obrad wspo- 
mniano także o bulwersującej sprawie, która 
jest obecnie rozpatrywana - nieuczciwości 
naukowej pewnego rektora jednej z krajowych 
uczelni. Przewodniczący Rady Głównej poin- 
formował również zebranych, że został po- 
zwany do sądu w trybie cywilnym. Wyjaśnić 
należy, iż powodem w sprawie bedzie ta sama 
osoba, która wcześniej zaskarżyła do Trybuna- 
łu Konstytucyjnego pobieranie opłat za studia 
zaoczne oraz dodatkowo statut pewnej szkoły 
wyższej - jak zapewne większość Czytelników 
wie - z marnym tego skutkiem. Tym razem 
sprawa będzie sie toczyć o koszty, klóre poniósl 
powód na skutek przyjazdów na posiedzenia 
Komisji Dyscyplinarnej. Oczywiście całego 
zajścia nie należy traktować zbyt poważnie. 
W dalszej kolejności opiniowano sposoby 
przyznawania stypendiów przez Fundacje na 
rzecz Nauki Polskiej oraz Kasę im. Józefa 
Mianowskiego. Rada Główna odniosta się do 
nich pozytywnie i zarekomendowała powyższe 


Zapiski z Alei Szucha, seria druga (lO) 


systemy stypendialne do zatwierdzenia przez 
ministra edukacji narodowej. 
Ponieważ problemy związane z kształce- 
niem nauczycieli są ostatnio tematem stosun- 
kowo czesto goszczącym, zarówno na plenum 
Rady. jak i w odpowiednich komisjach, więc 
siłą rzeczy pojawiają się też różnorakie głosy 
i opinie w tej ważkiej debacie. Do tego zagad- 
nienia, podczas ostatniego spotkania, odniósł 
sie także prof. A. Pe1czar. Przedstawił on 
koreferat - stanowiący nawiązanie i uzupeł- 
nienie - do pisemnej wypowiedzi autorstwa 
prof. Henryka Grabowskiego pl. "Kilka uwag 
na temal doboru na studia, kształcenia i pracy 
nauczycieli". Obydwa obszerne eseje zostały 
zaprezentowane członkom Rady jako dwugłos 
w sprawie kształcenia nauczycieli. Mowa 
w nim m. in. o podstawach teoretycznych 
dyskusji o zawodzie nauczyciela. selekcji kan- 
dydatów do tego zawodu, pożądanych cechach 
tych osób, następnie o samym procesie kształ- 
cenia. 
W dalszej cześci spotkania zagościł pono- 
wnie temat projektu ustawy "Prawo o szkolnic- 
twie wyższym". Do rąk członków Rady trafił 
pakiet zebranych na piśmie uwag do owego 
projektu ustawy (wersja z 20 Xll 2000 r.). Jak 
wspomniano, sprawy te zostaną dokładnie 
omówione i przedyskutowane na spolkaniu 
przedstawicieli RG i MEN, które zaplanowano 
na 26 Ił br. 
Minister edukacji narodowej przesłał do 
zaopiniowania projekt rozporządzenia doty- 
czącego określenia maksymalnej wysokości 
opłaty wnoszonej przez osobę ubiegającą się 
o przyjecie na studia wyższe w roku akademic- 
kim 200 1/2002. Rada nie wyraziła sprzeciwu, 
lak wiec stawki te będą wynosić: 70 zł dla 
osoby ubiegającej się pTZyjecie na kierunki 
studiów, na których postępowanie kwalifika- 
cyjne na studia obejmuje sprawdzian uzdolnień 
artystycznych lub sprawności fizycznej kan- 
dydata, oraz 65 złotych dla osób ubiegających 
się o przyjecie na studia na pozostałych kierun- 
kach. 
Prof. Bolesław Ginter przedstawił z kolei 
druk będący stanowiskiem Rady Głównej 
w sprawie dokumenlu "Dobra praktyka nauko- 
wa. Rekomendacje", opracowanego przez Ze- 
spół ds. Etyki w Nauce przy Przewodniczącym 
Komitetu Badań Naukowych. Zdaniem Rady, 
jest to bardzo dobra propozycja opisania i upo- 
rządkowania zasad etycznego poslepowania 
w nauce w oparciu o powszechnie akceptowane 
kryteria, lakie jak: wiarygodność, uczciwość, 
rzetelność. prawdomówność i nieprzywłasz- 
czanie sobie cudzych osiągnieć badawczych. 
Szczególnie ważne jest to, iż dokument wy- 
pracowany przez Zespół Etyki zawiera defini- 
cje najważniejszych i najczęściej spotykanych 
zjawisk patologicznych w obszarze nauki. Ra- 
da zadeklarowała w swoim stanowisku goto- 
wość włączenia sie do pracy nad przygotowa- 
niem szczegółowych zasad, które - zdaniem 
Rady - powinny posiadać rangę ustawową, 
a nad ich przestrzeganiem miałaby czuwać 
instytucja prawnie wysoko umocowana w hie- 
rarchii państwowej. 
Kończąc, wspomnę jeszcze tylko, że mimo 
mnogości spraw i wniosków (19 referowała 
Komisja Rozwoju, a 5 - Komisja Kadrowa), 
w końcu udało mi sie zjeść obiad w stołówce 
ministerstwa i nie spóźnić na pociąg. 



 UCZElni 11 


........
		

/Czasopisma_107_10_044_0001.djvu

			Rozważania 


Czy Mikołaj Kopernik chciałby być patronem Toruńskiej Wyższej Szkoły Zawodowej? 


u 


.mu 


I. Na powyższe pytanie odpowiedź jest 
jasna - uniwersytety w Polsce en gros powoli 
przekształcają się w wyższe szkoły zawodowe. 
Ale dlaczego i po co? Uniwersytet europejski to 
twór długiego trwania, trwa więc głównie 
poprzez swą tradycję i etos. Tymczasem te, 
w dążeniu do ślepego nowinkarstwa i na skutek 
zrywania z tradycją. coraz częściej są zapoz- 
nawane i niekiedy wręcz negliżowane. Widać 
źle spełnialiśmy swe funkcje profesorskie, sko- 
ro nasi młodsi koledzy, którzy zaczynają prze- 
wai.ać w radach wydziałów, zapominają bądź 
nie wiedzą o imponderabiliach uniwersytec- 
kich, goniąc za modnymi nowinkami. Ostat- 
nio... co Amerykanin wymyśli, to Polak polu- 
bi.. . 
2. Drugim, kluczowym czynnikiem Lmia- 
ny jest narzucone odgórnie dążenie do komerc- 
jalizacji uniwersytetów. Czy mamy sprzedać 
się każdemu. kto gotów zapłacić, czy też mimo 
burzy, co huczy wokół nas, pełnić niezłomnie 
naszą funkcję zasadniczą - nauczycieli i bezin- 
teresownych przewodników w służbie Prawdy? 
Z pewnością powinniśmy godziwiej być 
wynagradzani. I tu nikt nie zaprzeczy od- 
powiedzialności tych, co Rzeczpospolitą wła- 
dają i miast troszczyć się o nią, myślą przede 
wszystkim o sobie. Nie znaczy to jednak, że 
przy okazji zrozumiałych zabiegów o zarobki 
mamy tracić godność. Ta, jak każda cnota, raz 
stracona, już nie wróci. 
3. Istotnym czynnikiem zagrażającym uni- 
wersytetom jako całościom jest to, o co lak 
skutecznie walczyliśmy: autonomia rad wy- 
dziatów, której używamy jednak niekiedy nie- 
rozważnie. Bez silnych, cierpliwych i mądrych 
władz rektorskich, bez senatu skupionego na 
tym, co naprawdę ważne, grozi rozczłonkowa- 
nie uczelni na poszczególne poletka, gdzie 
szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. 
Rady wydziałów bowiem, przy pewnym samo- 
ograniczeniu senatów, podejmują często decy- 
zje partykularne, wymierzone w interes uni- 
wersyteckiej wspólnoly. 


mi 


J 


uniwersytety polski 


? 


4. Uniwersytety mają dać trwałe podstawy 
wykształcenia ogólnego oraz pewną wiedzę 
specjalistyczną. To pierwsze, od czasów Arys- 
totelesa, zapewniały rozmaile przedmioty 
ogólne, głównie filozofia i logika. Logicy 
uczyli rzeczy podstawowej - granicy między 
prawdą i fałszem, między wiedzą i prywatną 
opinią - oraz używając dictum Łukasiewicza 
- etyki mowy i myśli. Filozofowie zaś dawali 
opis tego, co centralne dla Cywilizacji Zachod- 
niej - dążenia do uargumentowanej i krytycz- 
nej wiedzy w celu zrozumienia. Słowami 
Spinozy: lntelligere! A z Iym obecnie jest na 
tyle źle, by przestać już milczeć. 
5. W sprawie tej wypowiadałem się ostat- 
nio i słowem, i piórem, odwołam się więc do 
stosownych cytatów. Pierwszy pochodzi z dys- 
kusji panelowej sprzed dwu lat w Dworze 
Artusa na temat encykliki ..Fides et ralio" (zob. 
Biuletyn Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji 
Toruńskiej Razem, r. IV, nr 7, 2000, s. 19-20): 
..Papież wyraźnie mówi, aby [. ..] uczyć według 
pewnej sprawdzonej Iradycji. Żeby nie ryzyko- 
wać zerwania z nią - bo nigdy nie wiadomo, 
gdzie wtedy zajdziemy. 
Zastanówmy się, czy uniwersytety nie po- 
winny tego apelu [...] pOlraktować poważnie? 
Sławny uniwersytet toruński, którego mam 
zaszczyl być profesorem. skasował nauczanie 
filozofii na licznych kierunkach, np. na mate- 
matyce, a wydaje się, że nie ma dziedziny 
bliższej filozofii niż matematyka. Także na 
wydziale prawa! Tego już zupełnie nie mogę 
zrozumieć. Jak mogło się lo stać? Pewnej 
grupie ludzi powierzy si
 w przyszłości lroskę 
o porządek prawny społeczeństwa. Tym lu- 
dziom trzeba [więc] wYlłumaczyć, na czym 
polega idea sprawiedliwości, ładu moralnego, 
co to jesl umowa społeczna - w szczególności 
na czym polega teoria umowy społecznej Kanta 
[i współcześnie Rawlsa]. A jakże ją zrozumieć 
bez teorii rozumu praktycznego Kanta? Albo 
przyszli prawnicy douczą się sami [ilu z nich to 
zrobi?], albo będą niedouczeni. [Tak czy owak 
uniwersytet wypromuje niedouków]. 


Urodziny prof. Artura Hutnikiewicza 


, 


-,:\- : 


: łl! 


_:.- ; 


Na początku slycznia 85 urodziny obchodził 
prof. Artur Hutnikiewicz, wybitny znawca litera- 
tury młodopolskiej i dwudziestolecia międzywo- 
jennego. Jest absolwentem Uniwersytetu Jana 
Kazimierza we Lwowie, jednak całą drogI;; nauko- 
wą przeszedł na UMK, z kt6rym związał się 
w 1946 r. Wykształcił kilkanaście pokoleń poloni- 
stów, a wśr6djego uczni6w są profesorowie kilku 
uczelni. Prof. A. Hutnikiewicz jest autorem wielu 
książek cieszących się dużym zainteresowaniem 
czytelniczym. Na jego pracach o Żeromskim, 
o prądach artystycznych XX w., wreszcie o litera- 
turze Młodej Polski kształciły się kolejne roczniki 
młodzieży szkolnej oraz student6w polonistyki, 
Z okazji 85 rocznicy urodzin, 161 br. Jubilata 
uhonorowała Rada Wydziału Filologicznego. Pro- 
fesor (na zdjęciu) otrzymał kwiaty i życzenia 
.¥ dalszej owocnej pracy tw6rczej. Natomiast po 

 
;:
:k


 ;r
:,li :


i

:

z B




k
 

::
 
c.; spotkaniach z Żeromskim. Odczyt połączony był 

 z promocją II wydania książki pt. "Żeromski". 

 (b
) 


[...] mam nadzieję, że ta encyklika będzie 
miała wpływ nie tylko na dzieje Kościoła [. . .], 
ale także na los uniwersytetów, ponieważ - jak 
słusznie to przypomniano - wielkość cywiliza- 
cji i ich upadek wiąże się z wielkością bądź 
upadkiem uniwersytetów..... 
Apel o wierność tradycji uniwersyleckiej 
dobilnie powtórzył Ojciec Święty w czasie 
pamiętnego spotkania w Auli UMK. Czy został 
wysłuchany? Wzięty poważnie? Zapamiętany? 
6. Cytat drugi pochodzi z mego tekstu 
poświęconego przeszłości i teraźniejszości fi- 
lozofii polskiej (zob. Prawda jak oliwa..., 
w: Logika i filozofia logiczna, Wyd. UMK, 
Toruń 2000, s. 27-41): .....Wielkim niebez- 
pieczeństwemjest leż wypieranie filozofii z na- 
uczania - najpierw średniego, ostalnio zaś 
uniwersyteckiego. 
Doszło do tego, że filozofię zaczęto skreś- 
lać jako przedmiot nawet na wydziałach prawa 
(dwa lata temu, w 1998 r. stało się tak, na 
przykład, na UMK), jakby prawnikom nie była 
potrzebna wiedza o idei sprawiedliwości, umo- 
wy społecznej i ładu moralnego. W tym roku na 
Uniwersytecie Wrocławskim zaś Wydział Pra- 
wa uchwalił skreślenie z programu studiów 
prawniczych logikę. Prawnik bez rudymentów 
wykształcenia logicznego - strach pomyśleć! 
Tymczasem nie ma rzetelnego wykształ- 
cenia uniwersyteckiego bez znajomości ele- 
mentów filozofii i logiki. Brak przygotowania 
w tym zakresie podcina korzenie cywilizacji 
zachodniej, której wytworem są uniwersytety. 
Tak to na naszych oczach czołowe nawet 
uniwersylely polskie przekształcają się w wyż- 
sze szkoły zawodowe. 
Symplifikatorom niech otrzeźwienie przy- 
niesie encyklika ..Fides et ratio", która przyszła 
bardzo na czasie..... 
W uzupełnieniu dodam, że Wydział Prawa 
Uniwersytetu Wrocławskiego w końcu częś- 
ciowo się opamiętał i zajęcia z logiki powierzył 
kompletnym amatorom, ale własnym! Przy tej 
okazji przypomina mi się argumentacja byłego 
dziekana Wydziału Prawa UJ sprzed 25 lat, 
który - po przejściu prof. Woltera na emeryturę 
- naciskany, by zajęcia z logiki powierzyć 
fachowcom, prosił, aby na razie nic nie zmie- 
niać, i powiedział szczerze, co myślał o włas- 
nym wykładowcy logiki: ..On jest za głupi, by 
wykładać prawo karne!". 
No cóż? Moglibyśmy spróbować - ja 
- w ramach tradycyjnej wolności nauczania 
-objąłbym wykład z prawa karnego, a ochotnik 
z wydziału prawa poprowadziłby za mnie 
wykład z logiki dla filozofów. Z pewnością 
byłoby przynajmniej śmiesznie. 
7. Skoro UMK sam nie jest bez winy, więc 
tekst ten dedykuję zainteresowanym P.T. Kole- 
gom, szczególnie z Wydziału Prawa i Adminis- 
tracji oraz - co zrozumiałe - Władzom Rektors- 
kim i członkom Wysokiego Senatu. 
8. Na zakończenie wypada odpowiedzieć 
na drugie z pytań tytułu. Wielki nasz Patron, 
doklor obojga praw zreszlą, patronuje Uniwer- 
sytetowi i nie sądzę, by podobało mu się to, co 
się dzieje. Ja zaś jestem profesorem Uniwer- 
sytetu i pomny obowiązków etycznych, które 
poprzez to na mnie spoczywają, nie będę 
milczał, gdy niektórzy go niszczą. 
Jerzy Perzanowski 
Autor jest kierownikiem Katedry Logiki 
Wydziału Humanistycznego UMK. (red.) 


12 
 UCZElni 


luty 2001 -
		

/Czasopisma_107_10_045_0001.djvu

			Rozważania 


P rzyspieszone zmiany w życiu społecznym pociągają zmianę 
w języku. Z jednej strony dotychczasowe środki, na przykład 
wyrazotwórcze, stają się dramatycznie niewystarczające, co 
m. in. prowadzi do pojawiania się licznych zapożyczeń z języków 
obcych, z drugiej zaś nowe potrzeby komunikacyjne skłaniają 
użytkowników do innego wykorzystania środków już istniejących. 
Tak czy inanej, pojawiają się liczne innowacje językowe, czasem 
zresztą tylko nasilają się zjawiska znane w mniejszej skali od dawna. 


Edmund Oberlan 


Do Europy z wykrzyknikiem 
czy bez?(!) 


Te nowości. jak to zwykle w życiu bywa. są przyjmowane przez 
jednych z entuzjazmem i raczej bczkrytycznie, innych jednak niepokoją. 
zmuszają do refleksji. do szukania wyjaśnień - najlepiej jednoznacznych 
i niezbyt skomplikowanych. Poczucie dyskomfortu wzrasta. jeśli rzecz 
dotyczy języka oficjalnego. którego norma powinna być stabilna i dobrze 
skodyfikowana. 


Przecinek czy wykrzyknik? 
Teksty języka oficjalnego to w dużej mierze teksty pisane. Staje się 
więc tu ważna nic tylko ich zawartość. treść. lecz także jej organiLacja. 
a nierzadko sam układ graficzny tekstu. jego ortografia i interpunkcja. 
W przypadku pism urzędowych sprawę tę w pewnym stopniu regulują 
normy państwowe. instrukcje kancelaryjne. kodeks postępowania ad- 
ministracyjnego. Pewne problemy pozostają jednak poza tymi uregulo- 
waniami. rozstrzygane są raczej na zasadach zwyczajowych. Takie 
zwyczajowe rozwiązania. utrwalone w tradycji pisarskiej, mogą przestać 
wyslarczać w zmienionej sytuacji komunikacyjnej. Oto na przykład 
K. Kozłowski w swoim "Iistowniku" z 1912 r. twierdzi: "Polacy po tytule 
wyrażonym w piątym przypadku jak np.: Szanowny Panie! kladą znak 
wykrzyknicnia. gdy np. Francuzi używają przecinka. np. Monsieur. a nie 
Monsieur!" I podaje wzory: 
Szanowny Panie! 
Wehel. kMry mi Pan wy.rtawiłe.rpoddniem 27 grudnia /9// r.płatny 
je.rt / li.rtopada r.b. 
Szanowny Panie! 
Dnia l-go lipca 191 I r. pożyczyłem Pallu nacza.r nieograniczony400 
mk. goujwkq. 
Tymczasem dzisiaj w korespondencji oficjalnej - ale także i prywat- 
nej - spotyka sic coraz częścicj właśnie przecinek w miejscu wykrzyk- 
nika. choć następny wyraz zaczyna się wielką literą. Zaczyna więc 
dominować wzór zagraniczny. Można by powiedzieć. że to jeszcze jeden 
przejaw mody na język angielski. w klórym takie właśnie zasady 
obowiązują. i że jak każda moda. ta również przeminie. nie zostawiając 
śladow. Wydaje mi się jednak. że ten coraz powszechniejszy sposób 
pisania ma swojc głębsze uzasadnienie i ma szansę na utrwalenie się. 
Rzecz dla wielu z nas tworzących leksty oficjalne może być intercsująca. 
przyjrzyjmy się więc jej bliżej. 
Zacznijmy od tego. że i w dawnych czasach nie bylo w tej materii 
jednej, zlotej. przcz wszystkich przestrzeganej reguly. M. Korzeniewski 
w roku 1855 pisze: "Listy kupieckie tem się od innych różnią. iż się w nich 
nie używa tyle tytułów. zaczynając po części list od «Mój Panie». 
I podaje: 
Mlij Panie N.N. 
Prze.ryłam Panu tutej.rzym furmanem Piotrem beczkę rodzenków... 
a obok: 
Sl,aIlOWIlY Urzędzie Miej.rki! także Prześwietny Sqdzie Kryminalny 
lub Prze.rwiemy Urzędzie Ziemiański! i Prze.(wietny Sqdzie Ziemiań.rki. 
Korespondencja z pierwszej połowy ubiegłego wieku też nie jest pod 
tym względem jednolita. Oto. jakich znaków używa w swoich listach 
M. Kossak-Jasnorzewska: Drogi i Szanowny Panie Dyrektorze! Drogi, 
niewypowiedzianie miły Panie. Drogi i Wielce Szanowny Panie? Droga 
Pani Jadwigo, Droga Pani Aneri (bez jakiegokolwiek znaku). A 
M. Dąbrowska list do Annemarie Slupski z 1952 r. rozpoczęła tak: 
Szanowna Pani - Przepra.rzam. te na jej li.rt odpowiadam Z takim 
opliźnieniem. ale... Mamy oczywiście i przykłady krzepiące: J. Giedroyc 
stosuje w swojej korespondencji wyłącznie inwokację z przecinkiem. a po 
niej zawsze wielką literę: Drogi Panie. WrlJciłem dzisiaj Z Paryi,a.... 
Sl,anowny Panie. Drogi Panie Andrzeju... podczas gdy jego korespon- 


- luty 2001 


denci też konsekwentnie używają bądź przecinka. bądź wykrzyknika: 
Drogi Panie Redaktorze. (K. A. Jeleński. J. Mieroszewski). Szanowny 
Panie Redaktorze! (A. Bobkowski). 
Dzisiejsze słowniki ortograficzne i zbiory przepisów interpunkcyj- 
nych nie ustosunkowują się do tej delikatnej ze społecznego punktu 
widzenia kwestii. Widocznie ich autorzy nie czują się kompetentni 
w sprawach wykraczających poza jedno zdanie (M. Szymczak pisze: 
"Najważniejszym czynnikiem. na którym opiera się polski system 
interpunkcyjny. jest składniowa budowa zdania"). Dokonując rozstrzyg- 
nięć. możemy więc opierać się Iylko na dotychczasowym zwyczaju 
językowym, obserwowanych tendencjach i zdrowym rozsądku. 
Dwie sprawy wymagają tu rozwaLenia. Pierwsza daje się zawrzeć 
w pytaniu: "Jaki znak interpunkcyjny należy postawić po zwrocie 
tytułowym?" Czy wykrzyknik - jak proponują starsze "Iislowniki" i jak 
chce tradycja. choć nie bezwyjątkowa. jak widzieliśmy - czy przecinek. 
jak również chce już dość ugruntowana. choć zapewnc mlodsza tradycja. 
Wydawałoby się. że z formalnego punktu widzenia pozycja wykrzyknika 
jesl nie do podważenia: zdanie wykrzyknikowe należy kończyć wykrzyk- 
nikiem. a już na pewno nie przecinkiem. Szkopuł w tym. że zdania 
wykrzyknikowego tu nie ma - jest. owszem, inwokacja. zwrot grzecznoś- 
ciowy. zwrol tylu łowy. intytulalura lub. jak mówią fachowcy. "wypowie- 
dzenie wołaczowe". alc nie zdanie. A tego typu całostki nie wymagają 
wykrzyknika. wręcz przeciwnie. jest on tu używany coraz rzadziej. por.: 
Szanowny i Drogi Panie Prąfe.wrze, wczoraj otrzymałem list od Pana 
Prąfe.fOra.... Drogi kolego, wiem. ie Twlij Ojciec będzie w Warszawie... 
Wykrzyknik nie zastcpuje kropki. nie pełni funkcji zamykającej wypo- 
wiedź. Jest on jedynie znakiem wskazującym na jej wyjątkowy ładunek 
emocjonalny; jego użycie będzie więc zależało przede wszystkim od 
intencji piszącego. w znacznie mniejszym zaś stopniu od reguł skład- 
niowych. Jeśli chcemy okazać partnerowi naszą wyjątkową sympatię. 
użyjemy wykrzyknika. Tak bywa często w listach prywatnych. do 
bliskich nam osób. ale nie zawsze mamy przecież powód do okazywania 
swych uczuć w liście do urzędnika banku. sądu lub magistratu. Wtedy 
wykrzyknik zaczyna drażnić - odbiorcę chyba też. Odpowiedź na 
pierwsze pytanie brzmi więc: po zwrocie grzecznościowym dopuszczal- 
ne są oba znaki, zarówno wykrzyknik jak i przecinek. Użycie jednego 
z nich zależy od nacechowania emocjonalnego listu. Wynika stąd, że 
w listach oficjalnych zdecydowanie częściej stosować będziemy 
przecinek, choć i wykrzyknika wykluczać nie należy. 


Mała czy duża litera? 
Drugi problem jest nieco trudniejszy do rozstrzygnięcia. Można go 
sformulować następująco: "Jaką literą - wielką czy malą - należy 
rozpocząć pierwszy wyraz po zwrocie grzecznościowym?" Wielka litera 
jest niezbędna. wydawałoby się. wówczas gdy inwokację kończymy 
wykrzyknikiem. Tymczasem nie znajdziemy takiego nakazu wśród 
przepisów ortograficznych. Słownik M. Szymczaka podaje takie moż- 
liwości: Włodku! Teraz przejdź! Włodku! teraz przejdź! Ach! jak tu 
przyjemnie! Ach! jak tu przyjemnie. A więc to nie wykrzyknik wymaga 
wielkiej litery. Wykrzyknik. podobnie jak przecinek. oddziela tylko 
wypowiedzenie wołaczowe od właściwej części listu. związanej z nim 
bardzo luźno - w wielu wypadkach taki zwrot w ogóle przecież nie 
występuje. Dowodem braku łączności jest również rozpoczynanie części 
zasadniczej "od akapitu" - wcięcie pierwszej linijki tekstu sygnalizuje 
zawsze rozpoczęcie nowej całości tematycznej czy Ireściowej. I to jesl 
powód użycia wielkiej litery: wprowadzamy pierwsze zdanie akapitu 
- podstawowego elementu budowy tekstu. Tę zasadę. powszechnie 
przecież stosowaną. możemy przenieść również na sytuację. gdy inwoka- 
cja kończy się przecinkiem. Co prawda nie ma do tcj pory przepisu, który 
dopuszczalby użycie wielkiej litery po przecinku (z wyjątkiem tekstow 
artystycznych. należą one jednak do zupełnie wyjątkowej odmiany 
języka). ale też dotychczasowe reguły ortograficzne odnoszą się w zasa- 
dzie do zdań i ich ekwiwalentów. a nie do tekstu. Odpowiedź na drugie 
pytanie brzmiałaby więc: jeśli część zasadnicza listu tworzy po zwrocie 
grzecznościowym nowy akapit, zaczynamy ją dużą literą - bez 
względu na to, jakiego znaku przestankowego użyliśmy wcześniej. 
Omawiane wątpliwości mogą być dziś szczegolnie dokuczliwe 
z powodu dokonującej się chyba zmiany stylistycznej w listach oficjal- 
nych. Wydaje się. że coraz częściej kierujemy je do konkretnej osoby, 
przedstawiciela władzy. nie zaś do urzędu. Stąd rezygnacja z listów 
zawierających w nagłówku tylko nazwę urzędu, rezygnacja ze stylu 
bezosobowego. odpersonifikowanego i stąd konieczność intytulacji 
(w 5 przypadku!). 


Autor jest kierownikiem Studium Kultury i .Języka Polskiego dla 
Obcokrajowców Wydziału Fitologicznego UMK. (red.) 


[rIIJ] ucz,anl 13 


........
		

/Czasopisma_107_10_046_0001.djvu

			r 


Kultura 


Koncert w "Od Nowie" 


Toruń, ponura, mroźna sobotnia noc z 27 na 28 I br. Mgła spowija 
miasto, część mieszkańców beznamiętnie zatapia się w telewizyjnej 
sobotniej rozrywce, inni z wprawą trenują karnawałowe pozy na 
imprezach, potańcówkach i przy kontuarach toruńskich pubów. Jest 
jednak jedno miejsce, 
dzie młodzieńczy entuzjazm i żywa muzyka 
kumulują całą energię miasta. To studencki klub "Od Nowa", 
w którym rokrocznie znajdują schronienie muzycy i publiczność 
charytatywnego koncertu "Afryka". To tutaj już od dziesięciu lat 
nieprzyjazna styczniowa aura ustępuje miejsca "pozytywnym wib- 
racjom" reggae, energii punka i euforii muzyki ska. Nie inaczej było 
w tym roku. 


Robert Dąbrowski 




oo
 
 
@@lJ 


Jedenasty charytatywny koncert "Afryka" rozpoczął kolejny okres 
rozwoju tej zasłużonej dla niezależnej sceny muzycznej imprezy. 
"Afryka" okrzepła i ustabilizowała się, nie zatraciła jednak żywiołowości 
i wigoru, o czym świadczy chociażby kolejny nadkomplet publiczności, 
przybyłej z różnych stron naszego kraju na tegoroczny koncert. Ta 
niezwykła popularność toruńskiej imprezy wynika - co należy przypo- 
mnieć - z dwóch podstawowych, a z pozoru sprzecznych założeń, które 
tegły u podstaw organizacji pierwszego koncertu w 1991 r. (jeszcze pod 
nazwą "Africa is hungry") i są aktualne do dzisiaj. Z jednej strony chęć 
wspomożenia cierpiących ubóstwo i głód dzieci mieszkających w Afryce 
- kontynencie, na którym życie dalece odbiega od standardów obowiązu- 
jących w rozwiniętych krajach współczesnego świata, z drugiej zaś chęć 
organizacji koncertu prezentującego dorobek młodych twórców, tzw. 
sceny niezależnej, w szczególności zaś muzyki reggae, sięgającej swymi 
korzeniami kultury ukształtowanej właśnie przez ludność zamieszkujacą 
kontynent afrykański. 
To właśnie dzięki temu "afrykańska" publiczność mogła usłyszeć 
czołówkę polskich wykonawców muzyki reggae, lakich jak legendarna 
już formacja Izrael, z jej charyzmatycznym liderem Robertem Brylew- 
skim, czy nie mniej znane: Bakszysz, Credon, Jafia Namuel, Orkiestra Na 
Zdrowie. Ras, Będzie Dobrze. jak również czołowe kapele grające 
melodyjny punk i ska: Alians, Świat Czarownic, Armia, Houk, Pidżama 
Porno. To właśnie dzięki temu "reggae'owo-czadowy" Toruń mógł od 
dziesięciu lat pomagać cierpiącym w takich krajach,jak Burundi, Ruanda, 
Tanzania, Kenia czy Zambia. 
Również tegoroczna impreza nie stanowiła pod tym względem 
wyjątku. Jeśli chodzi o charytalywny akcent, to zebrane w czasie koncertu 
fundusze zasilą sierociniec w miejscowości Kalamba w Kongo, prowa- 
dzony przez Zgromadzenie Sióslr Salwatorianek. W sferze muzycznej zaś 
tegoroczna "Afryka" utrzymała - moim zdaniem - wysoki poziom, 
wyróżniała się przy tym stylistyczną różnorodnością. Jest to tym bardziej 
cenne, iż większość występujących zespołów to młode i niemające 
scenicznego doświadczenia formacje, dla których był to pielWszy kontakt 
z wymagającą "afrykańską" publicznością. 
Co jest oczywiste, największy aplauz wywołały występy trzech, już 
zadomowionych "na Afryce" wykonawców. Kluczborski "Credon", po 


niesamowitym występie w ubiegłym roku, kiedy to o 3'" nad ranem po 
prostu ,.rozwalili" zmęczoną publiczność klimatem i magią swej muzyki, 
miał w tym roku ciężkie zadanie potwierdzenia swej klasy. Sprostali lemu 
jednak bez trudu. Podobnie, grający już po raz piąty "na Afryce", 
Habakuk szybko wprowadził słuchaczy w klimat "korzennej" muzyki 
swymi największymi przebojami. W moim przekonaniu to ich najlepszy 
"afrykański" występ. Kulminacją wieczoru był oczywiście koncert 
pilskiego Aliansu. Żywiołowość, radość i energia ich muzyki nie dała 
spokojnie usiedzieć nikomu. Publiczność szalała, podobnie jak akor- 
deonista Aliansu - ubrany tradycyjnie w szkocką spódniczkę - którego 
ekwilibrystyczne figury dodatkowo ubarwiały występ zespołu. fun- 
damenty i mury "Od Nowy" były w nielichym zagrożeniu. 
Dobrze przyjęte były również pozostałe zespoły, w szczególności 
prezentujące wyjątkowo energetyczne i pulsujące reggae: toruński band 
Mistic Sunrise i opolski N.B.S. oraz szczecińska Vespa, której występ dla 
fanów muzyki ska musiał być nie lada rarytasem. Nie zawiedli również 
muzycy Ducha Natury zamykający sobotni koncert, choć niewątpliwie 
prezentowanie tego stylu muzyki - zbliżonego do klasycznego, "mar- 
leyowskiego" reggae - o 4"" nad ranem nie jest najszczęśliwszym 
rozwiązaniem. Natomiast za największe odkrycie "Afryki 20m" uznać 
trzeba - w moim przekonaniu - łódzką formację Ocean. Ich występ to 
jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć - jak na razie XXI wieku. 
Snuli piękną muzyczną opowieść - porywała ciekawa, dubowa aranżacja 
oraz niezwykła nastrojowość i atmosfera ich muzyki. Warto w tym 
miejscu dodać, że liderem Oceanu jest niejaki "Guma", były przywódca 
legendarnej punkowej załogi Moskwa - niezła metamorfoza, co? Nie 
sposób nie wspomnieć oczywiście o występie kolejnej gwiazdy tegorocz- 
nego festiwalu, czyli Słomy i jego towarzyszy, zwanych Bębnolubami. 
Ten niekonwencjonalny artysta, mieszkający na stałe, z wyboru, w pod- 
lubelskiej wioseczce, wprowadził słuchaczy w niepowtarzalny klimat 
naturalnych rytmów oparlych na afrykańskim folklorze, wspartych 
rytmicznym brzmieniem rzeszy bębniarzy. Słomę wsparł również hono- 
rowy gość tegorocznej "Afryki" Jacek Klejrr, odwieczny włóczykij, lider 
Orkiestry Na Zdrowie, od dwóch lat zaprzyjaźniony z loruńskim 
festiwalem. 
Podsumowując muzyczny dorobek tegorocznego koncertu, wypada 
jedynie stwierdzić: kto nie był - ten niech żałuje. Stylistyczne bogactwo, 
dużo dobrej i pozytywnej muzyki, żywiołowość i nastrój, a wszystko 
połączone w spójną całość. 
Mówiąc o tegorocznej "Afryce", nie można również pominąć jeszcze 
jednego elementu, szczególnie charakterystycznego dla koncertów tego 
cyklu. Mowa oczywiście o niecodziennej, niepowtarzalnej atmosferze, 
jaka panuje w "Od Nowie" podczas koncertu, zarówno wśród muzyków, 
organizalorów i przede wszystkim publiczności. Wspólna zabawa, 
wesołość,jak i przenikające fluidy pozytywnego myślenia to niewątpliwe 
znamiona tej imprezy. Również towarzyszący występom artystów młodzi 
ludzie grający bez chwili przerwy "muzykę korzeni" na bębnach 
i różnego rodzaju "przeszkadzajkach" oraz licznie gromadzący się 
dyslrybutorzy wydawnictw muzycznych i lilerackich, koszulek i innych 
gadżetów związanych z tzw. sceną niezależną tworzą niezwykły, "af- 
rykański" kotoryt. 
Ogólnie można stwierdzić jedno: "Afryka" ma się dobrze, mimo że 
nie będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jestem jednak 
przekonany, że dopóki młodzi ludzie będą spragnieni radosnej zabawy 
w rytmach reggae i będą chcieli pomóc swoim bliźnim, "afrykańskie 
przedstawienie" będzie tlWać. Do zobaczenia za rok! 


EROteka W "Od Nawie" 


Do 14 II 2001 r. w Gaterii OlI kłubu "Od 
Nowa" czynna będzie wystawa pt. "EROte- 
ka" - przegłąd sztuki erotycznej. Uczest- 
niczą w niej artyści-wykładowcy z Wydziału 
Sztuk Pięknych UMK: Hogumiła Prę
ows- 
ka,Jan ł'rę
owski, Lech Wołski i Wałdemar 
Woźniak, zaś słowem wstępu opatrzył ją dr 
I,ech Iłrusewicz, wybitny historyk sztuki, 
Podczas kontrowersyjnego wernisażu Gałe- 
ria przeżyła prawdziwe obłężenie wiełbicieli 
gatunku. Okazało się, że prezentacja stanowi 
sondaż, dzięki któremu powstanie duża zbio- 
rowa ekspozycja prac nurtu erotycznego 
toruńskich twórców. 



, 


Organizatorki wystawy w "Od Nowie" 
Karolina Zalewska i Agnieszka Zielińska 
- przyznają, że istniała spora presja otoczenia, 
a uczestnicy ekspozycji nie mogli wyzbyć się 
wątpliwości, podyktowanych wstydem i, jak 
sugerował dr Lech Brusewicz, lękiem przed 
posądzeniem o pornografię. Mimo tych trudno- 
ści "EROteka", stanowi kolejny przebój kul- 
turalny Galerii Ol I - po doskonałej wystawie 
plakatów Wiesława Wałkuskiego. 
Prezentacja charakteryzuje się skromnym 
ujęciem, delikatnym, choć niepozbawionym 
pikanterii. Czymże są dziewicze łona w rysun- 
kowym wydaniu Waldemara Woźniaka, ko- 


. 


,-
 


,
. 
......-.-. 


" 
. 



 


14 0r1J UCZElni 


luty 2001 -
		

/Czasopisma_107_10_047_0001.djvu

			Kultura 


, , 


.... ') 
 


--ł- 


l 


> 


J. 


.
. 


".":I'J; 


Prof. M. Wiśniewski z żoną 


Co jest ideą i treścią nauczania artystycz- 
nego w pracowni malarstwa? To pytanie zadaje 
sobie każdy pedagog parający sie takim nau- 
czaniem. Jako jeden z pierwszych absolwen- 
tów. którzy wyszli z pracowni prof. Wiśniew- 
skiego. moge odważyć sie na pewną ocenę 
funkcjonowania tej pracowni i rezultatów dy- 
daktycznych. jakie Profesor osiągał. zwłaszcza 
że od ponad 25 lat współpracuje z nim w Za- 
kładzie Malarstwa na różnych stanowiskach 
i z uwagą przyglądam się efektom jego pracy, 
jak również rezultatom pracy jego wychowan- 
ków. 
W obiegowych opiniach pracownia artys- 
tyczna jest miejscem wyizolowanym z rzeczy- 
wistości, miejscem wtajemniczeń ideowych 
i warsztatowych, w którym bezpiecznie doj- 
rzewają różne pomysły twórcze, nienarażone 
na ingerencje z zewnątrz. Pracownia stanowi 
ochronę dla indywidualności artystycznych, 
daje komfort pracy, skupienia się na sobie 
i własnych problemach artystycznych. Czy 
takim miejscem była pracownia prof. Wiśniew- 
skiego? Była taka dla tych studentów, którzy 
tego potrzebowali, których dojrzewanie artys- 
tyczne wymagało takich warunków. Pracownia 
la miała również inne oblicze. Była kawałkiem 
rzeczywistości, żywym "organizmcm" podda- 
nym najróżnorodniejszym zmieniającym się 
wartościom intelektualnym. kulturowym i spo- 
łecznym, a nawet technologicznym. bo kształ- 


Jubileusz pracowni prof. Mieczysława Wiśniewskiego 


Czym jest pracownia w szkołe plastycznej? Jakie rełacje zachodzą pomiędzy uczestnikami 
pracowni a profesorem, który taką pracownię prowadzi? Na czym połega 
współczesna dydaktyka w dziedzinie artystycznej? Tego wszystkiego można dowiedzieć się 
z pięknie wydanego katalogu, towarzyszącego niezwykle interesującej wystawie 
pt. "Pracownia Malarstwa prof. Mieczysława Wiśniewskiego", w którym Profesor 
przedstawia swoją drogę pedagogiczną i artystyczną jako pracownik Wydziału Sztuk 
Pięknych od ponad pięćdziesięciu lat. Na te pytania odpowiadała również 
wystawa, która została zorganizowana w Muzeum Okręgowym w Toruniu i (;ałerii 
Arsenał z okazji trzydziestolecia istnienia pracowni prof. M. Wiśniewskiego. Oba pokazy 
dokumentują poziom artystyczny wychowanków Profesora w różnych dziedzinach 
twórczości; ekspozycja obejmuje reprezentatywny dorobek z różnych dziedzin 
ptastycznych: obrazy, rysunki, grafiki, fotografie, tkaniny i peńormance. 


Lech Wolski 


oC 
... 
'C;:; 
.. 

 


fi 
... 
o 
.... 


Czy można 
nauczyć malarstwa? 


towała ją idea wolności. Wolności wyboru 
drogi twórczej. idei artystycznej. technologii 
i warszlatu. ich realizacji towarzyszył eks- 
peryment twórczy. 
Profesor był znakomitym "reżyserem" 
i zarazem "dyrygentem" tej zróżnicowanej 
orkiestry, jaką stanowiliśmy my - studenci. tak 
odmienni w oczekiwaniach i ambicjach grania 
w zespole pierwszych i drugich skrzypiec, 
wybijaniu sie na "aktorów" pierwszego planu, 
na liderów, którzy cicho rywalizując, wysuwa- 
ją się na czoło peletonu. W pracowni prof. 
Wiśniewskiego było to możliwe, bo wybór 
dotyczył nie miejsca w pracowni, lecz jej 
kierownika, awangardowego artysty o okreś- 
lonym obliczu artystycznym, otwartego na 
problematyke sztuki współczesnej. W większo- 
ści zapisywały się do tej pracowni silne osobo- 
wości. o skrystalizowanych poglądach na sztu- 
kę. Przyciągała je tolerancyjna postawa peda- 
goga, mistrza i artysty i atmosfera przyzwole- 
nia na poszukiwanie, na eksperyment, na ot- 
warty dialog, na krytyke. na prowokacje do 
dyskusji czy choćby refleksję nad twórczą 
inspiracją wyrastającą ze współczesnych kon- 
cepcji artystycznych. System pracy dydaktycz- 
nej profesora nazwałbym systemem elastycz- 
nym, przystosowanym do czasu teraźniejszego. 
reagującym na wszelkie zmiany, jakie niesie ze 
sobą rzeczywistość. 



 


mentowane jak ginekologiczne badanie? Prace 
te, mimo zminimalizowanej wulgarności i nie- 
znacznej czytelności. bulwersują chyba najbar- 
dziej. Inaczej historyjki Jana Pregowskiego 
- śmieszą ilustracją wyjętą ze "Sklepów cyna- 
monowych" Schulza i erotyczną powiastką. 
choć wydają się najbardziej pospieszne. gorą- 
czkowe. Z kolei prace Bogumiły Pregowskiej 
- rzetelne akwaforty - i Lecha Wolskiego, 
twórcy specyficznych kolaży, w swym wy- 
studiowaniu są najbardziej "opamiętane". Swe 
ujecia zdecydowanie usprawiedliwiają konsek- 
wencją technologiczną. Wszyscy artyści, z wy- 
jątkiem Waldemara Woźniaka. przedstawili 
prace, których bohaterami są nadzy ludzie lub 
występujący jako symbol postaci rozebranej. 
ł nie należy w tej wystawie upatrywać szcze- 


- luty 2001 


gólnego przesłania ideowego. choć stanowi ona 
niewątpliwie pewne wyzwanie i dla twórców, 
i dla publiczności. Elegancja prezentacji i kul- 
tura plastyczna dzieł nie tylko nie zniechęcają 
do tego typu sztuki, wrecz przeciwnie - frek- 
wencja widzów świadczy o zainteresowaniu 
piękną. ale budzącą niekiedy sprzeciwy tema- 
Iyką. 
Pomijając wszelkie kwestie programowe, 
wystawa stanowi ukłon w strone profesorów. 
wyróżnionych zaproszeniem do współpracy 
przy trudnym i bulwersującym projekcie. Cie- 
szymy się i cenimy ich za to, że zdobyli się na 
odwage. 


P. P. 


Fot. 1'. Korzeniowski 


o pedagogu i o pracowni, którą prowadzi, 
zaświadcza jakość kończących studia absol- 
wentów, jakość ich sZluki, którą tworzą już na 
własny rachunek. Powszechnie wiadomo, że 
zależy to od poziomu wykształcenia, jakie daje 
szkoła. Bo jakość absolwentów jest sumą pracy 
ich samych. pedagogów oraz zrealizowanego 
mądrze programu. To pedagog i jego program 
kształcenia, realizowany w pracowni artystycz- 
nej, są odpowiedzialni za najdelikatniejszą 
z materii - twórczą osobowość studenta. 
U prof. Wiśniewskiego wielokierunkowość 
i różnorodność działań dydaktycznych była 
normą, wyznaczała kierunek rozwoju jego pra- 
cowni. Aktywna współpraca sludenta z profe- 
sorem, wzajemne zaufanie, samodyscyplina. 
samokształcenie, świadomość własnego 
wszechstronnego rozwoju stanowiły dobry fun- 
dament do realizacji bardzo ciekawych, r67no- 
rodnych i zróżnicowanych, a często nickon- 
wencjonalnych dyplomów jego wychowan- 
ków. Prof. Wiśniewski, zawsze otwarty na 
różnorodność, wynikającą przecież z umiłowa- 
nia wolności w sztuce. pielęgnował ten ogród- 
-młodnik, w którym mogły współegzystować 
i rozwijać się różne "prymulki", "sadzonki" 
i "krzewy". 
Prof. Wiśniewski jest artystą. mistrzem 
i pedagogiem. którego działalność rysuje sie 
szczególnie wyraziście na polu artystycznym, 
jak również pedagogicznym Wydziału Sztuk 
Pięknych naszego Uniwersytetu. Bogata i kon- 
sekwentna twórczość artystyczna. znana i ce- 
niona w kraju i za granicą, bieg życia po- 
święcony pracy artystycznej czynią z niego 
wybitnego artyste i pedagoga. Jego dokonania 
pozostawiają również twórczy ślad poprzez 
dzieła uczniów. Stanowią wskazówke. jak 
uprawiać ogród sztuki i czynić pożytek z jego 
piekna. 
W imieniu wszystkich uczestników wy- 
stawy pragnę podziękować Profesorowi za 
pomysł i materializację tego wspaniałego poka- 
zu, który jest ważny dla nas samych. bo ukazuje 
potencjał artystyczny, jaki wyrósł w ogrodzie 
sztuki pielęgnowanym przez mądrego i dob- 
rego ogrodnika. gdzie jest miejsce dla wszyst- 
kich kwiatów i gdzie chwasty nie są w stanie 
zagłuszyć piekna, jakie on wytwarza. 


Autor jest dyrektorem Instytutu Artystycz- 
nego Wydziału Sztuk Pięknych UMK. (red.) 


--- 


ffi"TJ UCZftnl 15
		

/Czasopisma_107_10_048_0001.djvu

			Kultura 


Trzy wystawy 


Tak się złożyło, że niemal równocześnie w Toruniu mialy miejsce trzy ważne wystawy, które 
domagają się nieco bliższego omówienia. Pierwsza to wystawa z okazji 30-lecia powołania 
Pracowni Malarstwa prof. Mieczysława Wiśniewskiego na Wydziale Sztuk Pięknych UMK 
(wernisaż 12 I br.); druga wystawa to DYPLOM 2000 - pokaz prac absolwentów Instytutu 
Artystycznego i Instytutu Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa naszego Uniwersytetu - oraz 
ekspozycja trzecia: prezentacja artystów plastyków z Getyngi (oba wernisaże byly 19 I br.). 
Każda z nich miała inny wydźwięk, odmienny charakter i skale wartości. Na każdym 
wernisażu było dużo publiczności, a po otwarciu ekspozycji w salach wystawowych - pustka! 


Mistrzowie, uczniowie i goście 
plerw.
ym pilInie rozwleKlone IIOllllły reliefy 
M. WlinlewKklelo !!cyklu "Ukłndy .feryc:!!nl)". 
PI
ałem jut kiedy t te le reliefy 
:t gdlle
 
na przecięciu malarstwa i kolorowanej płasko- 
rzeźby, a teraz - wydaje mi się - iż mają też coś 
wspólnego z architekturą. wszak w architek- 
turze ważna jest geometria bryly, światło i prze- 
strzeń. Kolor. faktura, rytmy są niejako na 
drugim planie. Kierownik Pracowni skupia się 
ostatnio i wyłącznie najęzyku geometrii, świet- 
le i przestrzeni. Ale jest to język geometrii 
wielce wykalkulowany, nadmiernie chyba 
zracjonalizowany, wyprany z emocjonalne- 
go wyrazu i - jak dla mnie - nazbyt suchy, 
kostyczny, prawie martwy. Pójdźmy jednak 
dalej w tym dialogu z obrazami i ich auto- 
rami. I o dziwo, uczniowie mistrza - absol- 
wenci-dyplomanci - wcale nie zatracili tej 
emocjonalności i ekspresji uczuciowej. 
Przykładem mogłyby być obrazy: K. Weso- 
łowskiej-Karasiewicz, A. Ajnert, K. Kru- 
szyńskiej, A. Neumann-Buczkowskiej, 
U. Kuś, J. Różyckiej i in. I całe szczęście, że 
byli absolwenci pracowni prof. Wiśniews- 
kiego, a dziś "całą gębą" artyści plastycy: 
prof. L. Wolski, adiunkt n" K. Pituła, adiu- 
nkci I" P. Klugowski i M. Rochecka (wszys- 
cy z UMK) oraz adiunkt n" B. Łuczkowska 
(z ASP Warszawa), nie są pozbawieni emo- 
cji i uczuć w swoich realizacjach plastycz- 
nych. A przy tym niektórzy z nich 


Tadeusz Marciniak 


WYllawa pierwsza 10 zlIrówno ekIpono. 
Wane relllizacje prowadzl\cl)go Pracownio. jllk 
i absolwentów z różnych lat - mlstrla i jego 
uczniów. Niestety. tylko wybranych. Wystawa 
jest w dwóch miejscach, część pierwsza w Ra- 
tuszu Staromiejskim, część druga w Galerii 
Sztuki Arsenał. W pierwszej części wyslawy 
- imponującej, zwartej, jednolitej pod wzglę- 
dem poziomu artystycznego i harmonijnej, 
z profesjonalną aranżacją ekspozycji - na 


" 


M. Wiśniewski, Układ LV//27 


Wileńska promocja Archiwum Emigracji UMK 


W lutym ub. r. Archiwum Emigracji Bib- 
lioteki Uniwersyteckiej wspólnie z Galerią 
"Wozownia" zaprezentowały twórczość zmar- 
łego przed ponad dwudziestu laty w Londynie 
Mariana Kościałkowskiego, malarza, rzeźbia- 
rza, rysownika, autora szkiców o malarstwie 
i niespełnionego poety. Mizantrop i odludek 
stroniący od polskiego środowiska artystycz- 
nego i społeczności polskiej w Londynie, był 
Kościałkowski jednym z najważniejszych ar- 
tystów tzw. szkoły londyńskiej, tj. grupy pol- 
skich artystów wykształconych w Wielkiej 
Brytanii, którzy tworzyli na obrzeżach sztuki 
angielskiej, osiągając spektakularne - choć 
mało w Polsce znane - sukcesy. Wszystkie 
prezentowane na wyslawie rysunki są własnoś- 
cią Biblioteki, podarowała je w 1998 r. wdowa 
po malarzu - Lidia Kruszyńska-Kościałkow- 
ska. Stanowią one jedną znajcenniejszych 
kolekcji w zbiorach sztuki emigracyjnej Ar- 
chiwum Emigracji. Wystawa, której towarzy- 
szył folder. cieszyła się znacznym zaintereso- 
waniem. Była jednak wstępem do innej, waż- 
niejszej ekspozycji, którą udało się zorganizo- 
wać w połowie grudnia 2000 r. w Wilnie. Ale 
po kolei... 


16 BLIJ UCZElni 


Kościałkowski urodził się w Wilnie 
w 1914 r., tam ukończył gimnazjum, stamtąd 
wyruszył na studia malarskie do Paryża... Do 
Wilna usiłował wrócić po wybuchu wojny, 
wiosną 1940 r., ale został aresztowany i zesłany 


robią doskonałe instalacje przestrzenne, dob- 
rym przykładem niech tu będzie realizacja 
małżonków K. Wesołowskiej-Karasiewicz 
i T. Karasiewicza, którzy na środku sali wy- 
stawowej ustawili szereg czarnych i wydłużo- 
nych stożków, a obok coś w kształcie czarnego 
oscypka, muszli (?) z wystającymi, oSlrymi 
szpikulcami. To zastanawiało i wzbudzało 
(chyba) refleksję u każdego. W każdym bądź 
razie pierwsza część wystawy wywoływała 
pozytywne reakcje. 
Część druga ekspozycji - w Arsenale 
- była niestety odwrotnością pierwszej. Przede 
wszystkim fatalnie rozwieszono prace; obrazy 
tego samego autora znalazły się w różnych 
miejscach, niektóre prace umieszczono za fila- 
rem, choć było miejsce i przed tilllrem itp. 511111 
nil) byłll przYKolowllnll nnll)tycll) do lej I)kl- 
pozycji. II dl} telO znnlnzł 110 111m zeKlnw prnc: 
bardzo róznych pod kaiclym względem i jakby 
odrzuconych - o mniejszej wartości. 
I znów na wSlępie mamy obrazy mistrza, 
ale są one gorsze i chyba skromniejsze w poró- 
wnaniu z tymi w części pierwszej. Generalnie 
jest lu mieszanina wszystkiego: formatów prac, 
technik, konwencji, orientacji tematycznych 
itd. Dobrze się jednak stało, że wśród tego 
galimatiasu wystawiają swoje prace tacy ar- 
tyści, jak: M. Krupska, R. Michałowski 
iD. Sowińska-Warmbier (interesujące rysunki. 
choć przecież bardzo odmienne). 
I może jeszcze warto zwrócić uwagę na 
akwarele A. Papkego i rysunki z tekstami 
M. Mietnickiego. Reszta, niemal w całości, 
ociera się bez mała o amatorszczyznę, zwłasz- 
cza eksponowane tam akty. 
Druga. imponująca wystawa, to DYPLOM 
2000 z Wydziału Sztuk Pięknych UMK. W In- 
stytucie Artystycznym tych dyplomów było 23, 
a w Instytucie Zabytkoznawstwa i Konser- 
watorstwa więcej. bo 29. Dyplomy z pierw- 
szego Instytutu były prezenlowane w Galerii 
Sztuki WOZOWNIA (obydwie sale), a z dru- 
giego Instytutu - w Muzeum Okręgowym. Była 
to parada młodych talentów i specjalistów, 
a część dyplomów prezentowała naprawdę 
wysoki poziom artystyczny i fachowy. Toteż 
wyróżnień było sporo, osiem w Instytucie 


'I 
ł 


nej akademii sztuki - Sir John Cass' College 
w Londynie. W 1948 r. Marian (pseudonim 
używany przez artystę) miał pierwszą indywi- 
dualną wystawę na Wyspach Brytyjskich, 
w Galerii Gimpell. Ekspozycja odniosła wielki 
sukces i zyskała uznanie krytyków angielskich. 
Później były następne, choć niezbyt liczne. 


Rysunki Mariana Kościałkowskiego 


w głąb Rosji Sowieckiej. 
Zwolniony w wyniku 
amnestii w 1941 r., wstą- 
pił do Armii Polskiej 
w ZSRR. a później przez 
Irak, Palestynę. Libię 
i Egipt dOlarł do Włoch 
w szeregach 2. Korpusu 
i przez czlery miesiące 
brał udział w walkach 
o Monte Cassino. Wilno 
jednak zawsze było 
gdzieś w jego pamięci. .. 
Po zakończeniu 
wojny. w 1947 r. Koś- 
ciałkowski wylądował 
w Anglii i uzyskał sty- 
pendium w renomowa- 


--... 



,. 


... 


t. 


I 
I 


"'V 


t_.:- 
I A 
 


---:: 'J 
_J "	
			

/Czasopisma_107_10_049_0001.djvu

			Kultura 


'I 
I 


Artystycznym i tyleż samo w drugim Instytu- 
cie. 
Na podkreślenie i odnotowanie zasługuje 
dyplom z malarstwa Andrzeja Wasilewskiego. 
wyróżniony i nagrodzony prestiżową nagrodą 
im. Tymona Niesiołowskiego. Tytuł i główny 
problem tego dyplomu to "Ślad". Na trzech 
ogromnych płaszczyznach autor przedstawia 
ślady swoich rąk. myśli. emocji, zmagań i wąt- 
pliwości. Są to wizje - powiedzieć trzeba 
- z kr
gu zapewne neofiguracji. bo w tło 
zostały zgrabnie wtopione sugestywnie wyła- 
niające si
 sylwetki postaci. Jedna z nich jest 
jasna i pełni rolę pozytywu (relief wypukły). 
a druga - jakby negatyw - ciemna i mroczna 
(relief wkl
sły). Całość utrzymana została 
w monochromatycznej gamie kolorystycznej, 
z mm:nl\ fnklUrl1. a:lcknwle rOlmlelll:lonl\ nil 
cnłeJ powlerlchnl nrly
tycln
J 
Iruklury, J
8t lo 
zapewne melnrorn o wielu lnnclenlnch ł pod, 
tekstach. Dyplom wypadł interesująco. a jego 
promotorem był prof. Jan Pręgowski. 
Tak si
 jakoś złożyło. że obok wiszą dwa 
dyplomy dość podobne w swojej materii malar- 
skiej i w kolorycie. Mam na myśli dyplom 
J. Grzebieniowskiej pl. "Erotyki" (wyróżnie- 
nie) i G. Grzebieniowskiego pl. "Cienie i śla- 
dy". Są to prace nie tylko podobne do dyplomu 
A. Wasilewskiego. ale zbliżone są też obrazy 
Justyny i Grzegorza Grzebieniowskich. W tych 


. 
} 
."".. 


..- 


, :
:- 
!t:
: \: . 
..1'__ 
:.,.'" ,,I'''''' 
'-łł'.j 
 ;." 
>', ':j{.' 
 '-
 "'. 
j 'I . 
,'" 
,;' 
 1J'.... 
 'tri, ' 1 " " 
J: 
s I . .' 
"I . >ą'" \, ,',:;' ,(- 
, .""
' 


-) 


II! 


pracach-dyplomach jest podobna nonszalancja. 
beztroska. swoiste niechlujstwo (zacieki farby. 
naklejane worki i tektury, faktura, bardzo podo- 
bna kolorystyka). Ci dyplomanci muszą się 
niestety (obydwoje) na nowo określić i zdecy- 
dować na tylko własną drogę twórczą. Mogą 
też przecież malować wspólnie obrazy i razem 
podpisywać (wolno też tak pracować). Oboje 
dyplomanci są również z pracowni J. Pr
gow- 
skiego - stąd może te wzajemnie zapożyczenia 
i inspiracje?! 
Był na tej wystawie jeszcze jeden dyplom 
w jakimś sensie zbliżony do omawianych wy- 
żej. Chodzi o obrazy, nawet całkiem dobre, 
A. Neumann-Buczkowskiej pt. "Granice prze- 
strzeni" (wyróżnienie), których promotorem 
był prof. M. Wiśniewski, W obrazach tych 
llla:lekawlll anmll bllrw: uary. Illlro'c:I, brl\zy. 
'c:IMi
one arannly I C:l
rwl
nle. n W8lyslko 
mnlownne miękko, 't. kllmnlem liryzmu l spoko- 
JU. 
Oczywiście. można by pisać i pisać na 
lemat tych młodych adeptów sztuki i wielu 
niewątpliwie dobrych, ciekawych dyplomów, 
ale nie ma na to miejsca. Chciałbym tylko 
jeszcze zaakcentować znakomity dyplom z gra- 
fiki D. Wąsickiej zatytułowany: "Dostrzec, 
usłyszeć, odczuć" (wyróżnienie). którego pro- 
motorem był adiunkt II" Piotr Gojowy. Dużo. 
bardzo dużo litografii o wielkich formatach. 
syntetycznych 
w swojej slruktu- 
rze artystycznej. 
z urokliwą fakturą 
i w efekcie metafo- 
rycznych. Cieszy 
bardzo fakt. że ma- 
my tak dużo dob- 
rze zapowiadają- 
cych si
 artystów. 
Jedni zaskakują 
pomysłami, a inni 
swoją pracowitoś- 
cią i cieTpliwością. 
O dyplomach z In- 
stytutu Zabytko- 
znawstwa i Konse- 
rwatorstwa nie mo- 


. . 


A. Wasilewski, Ślad 


Fot. R. Lachowicz 


I 
I 


Pisał: .. .moja inercja i lęk przed ludźmi w.ftrzy- 
mujq mnie od szukania galerii. W krótkim 
okresie "odwilży" w Polsce. w latach 1958- 
-1959. udało mu się zorganizować dwie wy- 
stawy w galeriach CBW A w Szczecinie i Po- 
znaniu. Rysunki publikował w prasie oraŁ 
książkach polskich i angielskich. Prawie zupeł- 
nie w Polsce nieznany, zmarł po ciężkiej 
chorobie w 1977 r. 
Kościałkowski był przede wszystkim mist- 
rzem rysunku. Widoczne lo było już w pierw- 
szych próbach - ogłaszanych jako ilustracje 
w prasie i książkach w latach 1945-1946. Jeden 
z rysunków: "Wynoszenie rannego" - opub- 
likowany w książce Wańkowicza o Monte 
Cassino - nazwano "arcydziełem nowoczes- 
nego realizmu". Tysiące innych. które pospie- 
sznie. gorączkowo robił w Rzymie i później 
w Londynie. Hiszpanii. Francji piórem. paty- 
kiem lub pędzlem. oscylują między ekspresją 
neorealistyczną i pewnego typu surrealizmem. 
Wilno było niezwykle ważne w życiu 
artysty. stąd zabiegi Lidii Kruszyńskiej. by 
pokazać choćby niewielką część twórczości 
Mariana w stolicy Litwy. Udało się to jednak 
dopiero w grudniu 2000 r. dzięki staraniom dyr. 
Biblioteki UMK Stefana Czai. który zaintere- 
sował pomysłem dyrekcje Instytutu Polskiego 
- luty 2001 


w Wilnie i Biblioteki Uniwersytetu Wileńs- 
kiego. Ekspozycję przygotowaną przez Miros- 
ława A. Supruniuka (Archiwum Emigracji) 
zaopatrzono w litewską wersję folderu i drogą 
dyplomatyczną posłano do Wilna. Wernisaż 
rysunków M. Kościałkowskiego miał miejsce 
w Gabinecie Grafiki Biblioteki Uniwersytetu 
Wileńskiego 12 XII ub. r. Obecni byli ze strony 
UMK - prorektor prof. Wojciech Popławski, 
dyr. S. Czaj a oraz autor wystawy. natomiast ze 
strony litewskiej otwierała wystawę dyrektor 
Biblioleki Uniwersyteckiej Birute Butkievićie- 
ne. Obecna była też dyrektor Instytutu Pol- 
skiego - Małgorzata Kesner. Informacje o wy- 
stawie ukazały się w prasie polonijnej oraz 
w polskim radiu i telewizji w Wilnie, a także 
w TV Polonia. 
Przytoczmy na koniec fragment recenzji. 
która ukazała się w "Naszej Gazecie": "Wy- 
stawa la cieszyła się dużym zainteresowaniem 
wśród miłośników sztuki. Jak podkreślał obec- 
ny na jej otwarciu prorektor UMK Wojciech 
Popław ski. wystawa ta jesl najlepszym dowo- 
dem tego, że możemy i powinniśmy ze sobą 
współpracować" . 
W lutym wystawę przeniesiono do Galerii 
Miejskiej w Kiejdanaeh i podobno to nie ostatni 
etap podróży Kościałkowskiego po Litwie. 


Fot. S, Czaja 


(AS) 


,:':.l 


, p 
'" 'j 
.>i
J' 
I. l.:;.

. ;
.';'-
 
. ... 

, 
. .iJf 
: ". 
 . I 
! .. 
. t r
 i. 
1 j' 
 !!. 

 J,', " 
, .aS", 
-' . 
:, t., .' 
.ł' 
;,' . 


"-o,fI" . 
,..-J". 
. \";
i 



I 


A. Kulsmunen 


gę pisać. ponieważ nie mam na tyle rozeznania 
i kompetencji. Niemniej wszystkie te dyplomy 
były dla mnie bardzo interesujące i miałem dla 
nich szczególny szacunek. 
Spróbujmy też krótko zaprezentować trze- 
cią. dość istotną wystawę, a mianowicie pokaz 
prac artystów z Getyngi. który miał miejsce 
w Kamienicy pod Gwiazdą. Był to rewanż. 
ponieważ artyści z Torunia zaprezentowali 
wcześniej swoje prace w Getyndze; była to 
wystawa "Dzieło roku 2000" artystów-człon- 
ków ZPAP. którą pokazano najpierw w Toru- 
niu. Wystawy te odbywają się w ramach współ- 
pracy obydwu miast. która trwa już 20 lat. 
Wystawa artystów plastyków z Getyngi 
ma wspólny tytuł: "Szarość" (Grau), i choć 
wszyscy artyści podporządkowali się temu 
hasłu. to jednak były wyjątki. Szarość kojarzy 
się raczej źle i pesymistycznie. Czy to aluzja. 
czy metafora życia i trwania? Trudno na pod- 
stawie prac zgromadzonych na wystawie okreś- 
lić to jednoznacznie. W każdym razie ekspozy- 
cja. choć w dużej mierze kameralna (małe 
formaty prac), jest na swój sposób interesująca 
i wywołuje różne relleksje. Najbardziej chyba 
zaskakuje fakt, że niemieccy artyści jakby "pod 
strychulec" poddali się nakazowi (?!) i więk- 
szość z nich zastosowała format prac 30 x 30 
cm i szare kolory. To chyba taka niemiecka 
cecha. 
W zasadzie nie byłem aż tak zachwycony 
wieloma zestawami prac i zastanawiałem się. 
co w tej konfrontacji jest cenniejsze: odczucie 
mentalności Niemców, czy porównanie sztuki 
artystów z Torunia i z Getyngi. W każdym razie 
nieklóre prace getyńczyków były urzekające, 
np. dobre kompozycje Evy Rosinsky - reliefy 
z prętami metalowymi, płytkami blachy. kamy- 
kami. patykami. Coś w rodzaju przestrzennego 
kolażu o subtelnych szarościach i zróżnicowa- 
nych wielce fakturach. W jakiejś mierze podob- 
ne były prace (10 reliefów) Sabiny Schmitt 
i Charlotte Geister. Z innych kompozycji na 
bliższą uwagę zasługiwały wysublimowane ry- 
sunki Anneli Knismanen. rzeźba Ernsta Eid- 
mana (dwa, jakby znalezione kamienie, szare 
i ze zróżnicowaną powierzchnią) orazjedenaś- 
cie sześcianów (znów 30 x 30 x 30 cm) Ireny 
Prepizer. utrzymanych w szarościach. 
Ta trzecia wystawa o tyle jest interesująca, 
że pozwala na konfrontację wrażliwości i wy- 
obraźni artystycznej nie tylko Polaków (star- 
szych i młodszych). ale także artystów polskich 
i niemieckich. 
Mimo różnych wątpliwości dobrze się 
stało, że ostatnio mieliśmy możliwość obej- 
rzenia w Toruniu tak wielorakiej prezentacji 
twórczych dokonań, zarówno artystów uzna- 
nych. jak i walczących. starających się dopiero 
o uznanie. 


rłrrJj UCZElni 17
		

/Czasopisma_107_10_050_0001.djvu

			Przegląd 
Kopernikana meksykańskie (IV) 


Już wkrótce po uroczystościach kopernikańskich w Meksyku w 1873 r., w obecnej tam kolonii 
niemieckiej podniosły się głosy protestu przeciwko przypisywaniu polskości M. Kopernikowi. 
Oficjalnie protest ten wyrażono piórem eksbarona Brackel-Wetda, który w piśmie "Die 
Ueutsche Wachte" (organ ktubu niemieckiego "Ueutsche Haus") zamieścił artykuł udowad- 
niający , że Kopernik był Niemcem. Artykuł ten faktycznie rozpoczął w Meksyku spór 
o przynateżność narodową Kopernika. Pisałem o tym w poprzednim tekście (GU, nr 2120(0), 
natomiast obecnie przedstawię Czytetnikom odpowiedzi na pytania: Jakie były kolejne etapy 
w tym sporze? Jakie stanowisko zajęta niewielka kolonia polska w Meksyku? Jaka była jej 
reakcja? A także: jak zakończyła się próba walki o niemiecką narodowość M. Kopernika oraz 
jaki był finał tej watki? 


Roman Dąbek 


Finał sporu o polskość M. Kopernika 
w Meksyku w XIX w. 


Opublikowanie aTtykułu Brackel-Welda nie 
wywołało pożądanego efeklu i ostatecznie nie 
dato oczekiwanych rezultatów propagandowych 
wśród meksykańskiej inteligencji, jak również 
opinii publicznej stolicy Meksyku, skoro po 
uplywie 3 lat od zakończenia uroczystości 400- 
-lecia urodzin M. Kopernika powrócono jeszcze 
raz do tej sprawy. 
W dniu 19 II 1876 r., w kolejną rocznicę 
urodzin astronoma, na zebraniu Meksykańskiego 
Towarzystwa Geografii i Statystyki (Sociedad 
Mexicana de Geografia y Estadistica) w Ciudad 
de Mexico (Acta No.6) eksbaron Brackel-Welde 
(członek zwyczajny tego Towarzystwa) w swo- 
im wystąpieniu ponownie powrócił do tematu 
obchodów kopernikańskich w Meksyku i przy- 
należności narodowej Kopernika. Mówca zapoz- 
nał również zebranych z treścią listu (oczywiście 
dysponując jego kopią), który skierował do 
barona Gustawa Gozdawy Gostkowskiego 
(1838-1909), od wielu lat zamieszkałego w Ciu- 
dad de Mexico (także właściciela tygodnika 
kulturalno-społecznego "El Domingo"). Dlacze- 
go właśnie do niego skierowany został ten list? 
Prawdopodobnie, według niemieckiej opinii 
społecznej w Meksyku, był on domniemanym 
przywódcą intelektualnym i reprezentantem in- 
teresów (nielicznej zresztą) kolonii polskiej 
w stolicy. Brackel-Welde w swym liście poru- 
szył sprawę wcześniejszej publikacji G. Goz- 
dawy Gostkowskiego na temat obchodów koper- 
nikowskich w Meksyku. List ten również był 
reakcją na fakt zamieszczenia w "El Domingo" 
tekstu referatu Felixa Romero z uroczystości 
kopernikowskiej. Tak więc spór o polskość 
Kopernika w Meksyku zaczynał wchodzić w fa- 
zę kulminacyjną. 
Wobec kontrowersji wokół polskości Kope- 
rnika i podtrzymywanego konsekwentnie stano- 
wiska w lej sprawie strony kolonii niemieckiej, 
wspomniane Towarzystwo w dniu 22 V 1880 r. 
zwróciło się do inż. Pawła Primera (polaka, 
członka tegoż Towarzystwa) z propozycją napi- 
sania naukowej dysertacji historycznej na temat 
narodowości Kopernika. Inż. P. Primer wyrazil 
na to zgodę i tym samym zadania obrony 
stanowiska o polskim pochodzeniu Kopernika 
podjął się przedstawiciel kolonii polskiej. 
Po 3 miesiącach intensywnych studiów i le- 
ktur w różnych bibliolekach stolicy Meksyku, po 
przeczytaniu bardzo wielu książek, opublikowa- 
nych głównie w Europie, we wrześniu 1880 r. 
inż, P. Primer ukończył pisanie pracy. Rozprawa 
pt. Di,fertacion hi.florica .",bre el origen dei 
celebre astronoma Nicola.f Kopernik została 
przyjęta oraz opublikowana jeszcze tego samego 


18 
 UCZElni 


--"',',:'.': "".,," 


.
 ....... 



. 

q 
", 
 . :,; '. , ':
\> 

.'
 :«:,'" :,--'j 
.' o'" ;
:
 . "0(- . 

,. '--:"""'" , "'" :,':, 
.. "
'f(,>'l; \ 


 , ;: " , , :
 , ;,Q) , " ,-- 
.," .oC:"} 
 'f.." 
. J ' 
,>" ;.:i łf ':: 
.r . .'1-.".. 


< 
" 


" 0(. 

" ('""1.t:i,.__ " .,;:.:
..y- , ' 
. ......;.....
'... "," 
.. .""' 
 

'
.'.;:',,. 
.... :<" "..-....-:;

 ...:....
.. '.. ".:. 
"'''
'.,T' 
""."' 
i ' ,4
, '-- '.' . '
 "O" 
. ,'ł.."., _ '(

.::
.r-..'-.I' '::._". ..
.' .
.:
 - ....-:,;.... 
;NWilł* CQpłn.
. . . 


Portret M. Kopernika 
roku w organie Towarzystwa "Boletin de la 
Sociedad Mexicana de Geografia y Estadistica" 
i dedykowana prezesowi Lic. D. Ignacio 
M. Altamirano (nie notuje jej "Bibliografia 
Kopernikańska 1509- I 955" w opracowaniu 
H. Baranowskiego). 
Strona niemiecka również przedstawiła bio- 
grafię Kopernika, którą zaprezentował Towarzy- 
stwu Sr. Hahn, lecz nie została ona opublikowa- 
na. Tak więc poza rozprawą Pawła Primera inne 
prace nie są znane. Świadczyć to również może 
o jej odpowiednim poziomie naukowym, skoro 
zdecydowano się na jej opublikowanie. Praw- 
dopodobnie jest to też pierwsza w języku 
hiszpańskim pubtikacja dotycząca M. Koper- 
nika, napisana i wydana w Meksyku! 
Warto teraz może zatrzymać się nad tą 
publikacją. Jest to obszerna praca, o objętości 50 
stron tekstu. W jej tytule autor użył poprawnej 
pisowni nazwiska astronoma, pisząc: Kopernik, 
natomiast w tekście pięciokrotnie użył fonny 
Copernico oraz Nicolas Kopernik. Przedstawia 
ona także fakty zniekształcone zupełnie w pub- 
likacji eksbarona. Jednak główną treścią pracy 
Primera są odpowiedzi na 5 podstawowych 
pytań: I) Kim byli Krzyżacy?, 2) Kim byli 
Prusowie? 3) Kim byli i są teraz Polacy? 4) Czy 
Prusy byly przyłączone do Polski, kiedy urodził 
się Kopernik? W odpowiedzi na pytanie trzecie 
autor rozpoczyna wywód od 842 r. i Piastów, by 
szkicując dalsze dzieje Polski, dojść do XIX w. 
i zakończyć je na 1846 r. (opisując przyłączenie 


Krakowa do Galicji). Odpowiedź na to pytanie 
kończy bardzo charakterystycznym akapitem 
(cytuję w dosłownym tłumaczeniu): Z tego 
względu wolimy wygnanie do krajów odległych 
nii być w ojczyi.nie, gdzie nie moiemy m(;wić 
na.fzym iywym językiem; tutaj (chodzi o Meksyk 
- przyp. R D) nie zabrania .fię nam nigdy tego, 
tutaj w pocie czoła harówką zarabiamy na 
kawałek chleba; tutaj ze łzami wdzięczno.
ci 
dziękujemy tym, którzy dobrotliwie i serdecznie 
ofiarowali nam gO.fcinno.
L'; równiei ze łzami 
zmieszanymi z innq krwiq, nienawidzimy i prze- 
klinamy wiecznie naszych podłych. nikczemnych 
katriw. Jest to komentarz dotyczący losów Pola- 
ków ówcześnie zamieszkałych w Meksyku, za- 
wierający też wyrazy wdzięczności skierowane 
do narodu meksykańskiego. 
Prawie połowę tekstu poświęcił autor na 
odpowiedź na pytanie: kim był Kopernik i kim 
byli jego rodzice. Cytuje dzieła polskich histo- 
ryków Jana Czyńskiego i Joachima Lelewela, 
a także prace obce, np. Francuza Bouillet czy też 
historyka niemieckiego Fostera, autora opub- 
likowanej w Meksyku w 1840 r. w języku 
hiszpańskim "Historia de Polonia". Primer za- 
mieszcza też (bardzo poprawnie po polsku!) 
fragmenty hymnu narodowego oraz pieśni "Bo- 
że, zbaw Polskę". Pracę kończy bardzo charak- 
terystycznym i mocnym zdaniem (cytuję do- 
słownie): Viva Nicolas Kopernik, el astronomo 
Polaco! 
Kilkakrotnie w tekście podaje informacje 
o charakterze autobiograficznym, które potwier- 
dzają też hipotezę, iż autor był Polakiem lub za 
takiego się uważał. Tym samym wyłania się 
bardzo intrygująca kwestia: kim był inż. Paweł 
Primer, autor omawianej pracy? Był on zapewne 
członkiem społeczności polskiej zamieszkałej 
w Meksyku. Jest to jednak tajemnicza postać, 
zupełnie nieznana w biografistyce polonijnej nie 
tylko Meksyku, ale również i emigracyjnej. Brak 
jest również wzmianki o nim w encyklopediach 
lub słownikach biograficznych nie tylko pol- 
skich, ale także zagranicznych. Nazwisko Pri- 
mer nie jest zapewne prawdziwym nazwiskiem 
autora tej publikacji. Nie jest ono również pol- 
skim nazwiskiem. To z pewnością pseudonim, 
ale co on oznacza? W języku hiszpańskim 
liczebnik primer jest skrótem od primero i uży- 
wany jest przed rzeczownikami rodzaju męs- 
kiego; np. en primer lugar - po pierwsze. Po 
przetłumaczeniu na język polski jako Paweł 
Pierwszy - też nic nie mówi. Bardzo trudno jest 
rozszyfrować postać kryjącą się za tym pseudo- 
nimem. Użycie pseudonimu zamiast prawdziwe- 
go nazwiska na pewno spowodowane było oba- 
wą przed konsekwencjami (np. prześladowania- 
mi), jakie mogłyby spotkać rodzinę autora. za- 
mieszkałą w kraju w jednym z zaborów (praw- 
dopodobnie w zaborze pruskim lub austriackim). 
Jeśli chodzi o imię autora - Paweł - to trzeba 
podkreślić, że w jezyku hiszpańskim istnieje 
tylko imię Pablo, nie używa się - również 
w Meksyku - formy Pawel. Jest to kolejny 
dowód na to, iż autor był Polakiem. Następna 
uwaga dotyczy tytułu ukończenia uczelni tech- 
nicznej, tj. ingeniero = inżynier, którego użył 
autor omawianej pracy. Tego tytułu w XIX w. 
nie nadawano w Meksyku. bowiem nie było tam 
jeszcze politechnik lub instytutów politechnicz- 
nych. Pierwsze takie uczelnie w Meksyku po- 
wstały dopiero w XX w. Tak więc autor uzyskał 
tytuł ingeniero gdzieś indziej, np. w USA, 
Europie lub - co jest najbardziej prawdopodobne 
- we Francji. Publikacja Pawła Primera była 
bardzo celną odpowiedzią o charakterze polemi- 
cznym na artykuł eksbarona Brackel-Welda 
i zredagowana w bardzo właściwej formie. Jed- 


luty 2001 - 


........
		

/Czasopisma_107_10_051_0001.djvu

			Przegląd 


noczesme publikacja ta, odrębnie traktowana, 
stanowi bardzo poważny artykuł naukowy. 
W pewnym sensie odpowiedzią na stanowi- 
sko kolonii niemieckiej wobec kwestii polskości 
Kopernika był kolejny artykuł, opublikowany 
w tym samym numerze czasopisma, pt. Apunte.f 
.WJbre la nacionalidad de Nicolao Copernico. 
Pierwotnie artykuł ten był napisany przez A. B. 
po francusku i opublikowany w czasopiśmie 
francuskim "Science populaire" w numerze 41 
z 25 XI 1880 r., natomiast jego tłumaczenia na 
język hiszpański dokonał również Paweł Primer 
(potwierdza to fakt, iż znał on bardzo dobrze 
język francuski). Tłumaczenie to ukazało się 
nieprzypadkowo zapewne bezpośrednio po pier- 
wszym artykule inż. Pawła Primera. Ponieważ 
jest to praca napisana z innych motywów niż cel 
mego artykułu, nie będzie ona tutaj omawiana. 
Reasumując, można stwierdzić, że tymi 
dwoma pracami naukowymi, opublikowanymi 
na łamach czasopisma meksykańskiego towa- 
rzystwa naukowego, w sposób adekwatny zo- 
stała udzielona odpowiedź nie tylko ze strony 
społeczności naukowej Meksyku, ale również ze 
strony Polonii Meksykańskiej na akcję protes- 
tacyjną i całe dotychczasowe postcpowanie ko- 
lonii niemieckiej w Ciudad de Mexico w związ- 
ku z obchodami kopernikańskimi. Opublikowa- 
nie tych dwóch artykułów stanowi faktyczne 
zakończenie intelektualnego sporu o polskość 
M, Kopernika w drugiej połowie XIX wieku 
w Meksyku, w latach późniejszych bowiem, aż 
do czasów obecnych, w życiu publicznym Mek- 
syku już nigdy nic powrócono do tej kwestii. Tak 
więc historia przyznała rację stronie polskiej, zaś 
prawda o narodowości Kopernika jest tylko 
jedna. Historia tego sporu również w Meksyku 
dowiodła, że proces dochodzenia do prawdy 
bywa czasami długi. 
Kończąc opis historii sporu o polskość 
M. Kopernika, stwierdzić trzeba, że nadal in- 


trygujący pozostaje fakt nieznajomości i braku 
wiadomości o aulorze oraz tłumaczu artykułów 
o Koperniku opublikowanych w drugiej potowie 
XIX w. w Meksyku. Szczególnie dla badaczy, 
historyków nauki zajmujących się M. Koper- 
nikiem, pierwsza praca jest ciekawą pozycją, 
przedstawiono w niej bowiem współczesny 
punkt widzenia na temat polskości M. Koper- 


II 
" 


-ł» lOUIIłti 


nika, a ponadto jesl ona również nieznana w his- 
toriografii kopernikańskiej. Kto to był inżynier 
Paweł Primer - ten nieznany i zarazem tajem- 
niczy Polak, mieszkający w Ciudad de Mexico 
w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku? 
Odpowiedź na powyższe pytanie - nie jesl już 
celem tej serii artykułów. Tym niemniej stanowi 
on w dalszym ciągu dążenie poszukiwań ar- 
chiwalnych autora niniejszego artykułu. 


F71 


PS Wydawać by się mogło, że spór o pol- 
skość M. Kopernika zoslał już definilywnie 
zakończony w Meksyku, aż do czasów obecnych 
nie powrócono bowiem do tej kweslii w fomlie 
otwartej. Jednakże w poważnym czasopiśmie 
meksykańskim pl. "Ciencia y desarrollo" CO- 
NACYT-u (Consejo Nacional de Ciencia y Tec- 
nologia) w numerze 31 z 1980 r. ukazał sie 
artykuł przeglądowy Henninga Hammerschmid- 
ta (ekonomisty niemieckiego pracującego wtedy 
w Meksyku) pl. "La ciencia y la tecnologia en la 
Republica Federal de Alemania", poświecony 
przedstawieniu nauki i technologii niemieckiej. 
Na samym początku swego artykułu. w akapicie 
drugim o charakterze historycznym, napisał on: 
Existian, por .mpue.fltJ. erudito.f anno el car- 
denal de CU.fe ( 14/0-/446). quellle un preCIlr.for 
de lo.f cient(ficos empirico.f modernos; como 
Gutenberg. quien en 1450 in vento en Mainz el 
tipo movil de imprenta. y Copernico, canonigo 
de Frauenburg, quie1l en 1510 establecio los 
c01lceptos fU1Idamentales de la nueva astro- 
nomia. Nieco dalej, obok wizerunku Johanna 
Gutenberga autor zamieścił także podobiznę 
Kopernika! Za taką fonną zredagowania ar- 
tykułu i ujęciem treści kryje sie jednak silna 
sugestia, do czyjej nauki należy i jakiej narodo- 
wości (według H. Hammerschmidta) był Koper- 
nik! 


DJSJJru.cIOK BIIITOBIOA. 


-.., 


oRfQJI DłL c&LIJRI tSTB(JIIOIO .IIJOOLAS IOPlll!ł/1 


- 


...I&"..&al__ 


POR J:>.6.WEL PJUMEn 


_............"... 
..................-....... 
'-- 
, 

 . i. cs&OOo r ol 11M<», la hIoIoda)f Ia";;..,.n. eolU laD 
'i 
&oI1pdM_"'.0p6_..........1ło1lU 
< . liD 1a......1IO nie _ c-....... _ _ la,prI. 
',,' . _Ioyd.h..........___
 
_al_al_d6n1ot_deelreualq......veaJod, 
7_ Il1o __...._.-_01__ 
oopzIaIa IM .........'_.. __bo _ 
--ł&MI,IIopń._....'__II..ł- 
_.....--, _""__ł- -.01__ 
_ł- -.... 0I...1JIn__..... __...... 
_ bl_ por ol -7 Js a'fidi&, ol... bln_Ol 
-IM,"'- PonIe.............., _ ... "'UJ' 4iIIdI 
r _1mpoIIbIo_oIl_...... -J-q... -.4JMer. 
ulr.._ -łIuo
. lennlloloN40 IotlLlo, If,ł- 40 IM 

 , 
P...-..--..-..--..-."". 
611140 F_ de 187$,..._ _CI" ul e.. ..-_ 
ole _el-W_ 416 -.. 
 _..... dlziIIdu ul BuGa 
-owaki, _aoII............_
.. .......... 

-...... ........ 0aI*DIe0-,....." _ 01 


Strona tytułowa rozprawy P. Primera 


Autor jest profesorem w Universidad Aulo- 
noma de Coahuita en Saltillo (Mek.
yk). (red.) 


Obóz zimowy Duszpasterstwa Akademickiego 
Huczne obchody powitania Nowego Tysiąclecia studenci UMK zrzeszeni w ))uszpasterstwie 
00. .Jezuitów świętowali w Chłabówce - dzielnicy Zakopanego. Liczba studentów z grodu 
Kopernika trafiła w oczko - 21 osób. .Jak to bywa, w góry nie można puścić samopas takiej 
trzódki, więc do Zakopanego wyruszyli z nią dwaj pasterze - o. Zbigniew Górski S.J i o. Leszek 
Gołębiewski S.J. W grodzie bacy i juhasa grupa dołączyła do studentów przybyłych 
z ))uszpasterstwa z Lublina, których itość trzykrotnie przebijała liczbę dzielnych żaków 
z Torunia. {;rupę lubetską prowadził o. Robert Bujak S.J. 
Integracja studentów przebiegała pomyślnie 
- wspólne wyprawy w góry, oczekiwania na 
spóźnione ..busy". jedzenie "z jednej miski", 
pogodne wieczory. kurs tańca. Szkoda było czasu 
jedynie na... sen, Oprócz tych fizyczno-serco- 


I 

. 
.- 

. 


t...,,( , ... 
I ' 1"1 11" , ' 
.1 


-, 


wych przyjemności jednoczyliśmy się na modliI- 
wie i Eucharystii. sprawowanej w uroczych zako- 
piańskich kaplicach, oraz na słuchaniu medrców 
- Jezuitów. Mówią, że w górach łatwiej wierzy sie 
w Boga, i Irudno lemu zaprzeczyć. 
Widoczność 
w terenie często wy- 
nosi/a zero i wledy 
trzeba było zaufać, 
że ktoś poprowadzi. 
Należa/o leż profila- 
ktycznie korzysIać 
z pomocnego ramie- 
nia koleżanki lub 
kolegi, by nie paść 
ofiarą śliskich ska/o 
Odważniejsi odwie- 
dzili jaskinie. Próba 
zdobycia GiewonlU 
zakończy ta się nie- 
powodzeniem z po- 
wodu grożących la- 
win. Zwyciężył 
zdrowy rozsądek. 


-
 


',,5.,i 


. >
 


..;,;.- ,- 


.i 


.... 


, 
.' 


. 
I 


-r--il 


=l 


,,
- 


'
 


'. 


- luty 2001 


lo. 


LI 


I 
_ ". 


Po niebezpiecznych wyprawach wracaliśmy 
do naszych dwóch potężnych domów "na końcu 
wsi", by zjeść gorący posiłek. pogawędzić pod 
dachem państwa Pańszczyków, Wspólne noworo- 
czne "kolędowanie" w górach zakończyliśmy Syl- 
weslrem jak się zowie. Urocze damy w wieczoro- 
wych sukniach. przysto.ini panowie we frakach 
wilali Nowy Rok tańcem, śpiewem i miłością (lej 
wszyscy wszystkim życzyli). Ojcowie Jezuici oka- 
zali sie wcale nie gorsi - tancerze z nich wy- 
śmienici. a i pa.
terze troskliwi. Wróciliśmy. by 
żyć nadzieją i wciąż palrzeć w górę. 


Małgorzata Ludorf 


W zimowym (na)stroju 


Gdy gÓry .rniegiem za.fypane. 
a domy. hej! kolędą bnm;q, 
wita 1Ia.f halny w Zakopanem 
i las przygarnia ci.fl,ą .nvą. 


Do nieba jakby bliżej .ftąd. 
niebo nam w .fłońcu H1Ii 
i nie prze.fzkadzJ:l wcale. że nasz dom 
na .mmym końcu w.fi. 


Chot.' kamień trwa t)'.fiące lat 
.fkru.fZY go woda i wiatr. 
Nie l.ga.rnie już .ferm żar, 
miłnić przeżyje .rwiat. 


o. Leszek Gołębiewski SJ 


rrrrJ] UCZ
lnl 19 


.........
		

/Czasopisma_107_10_052_0001.djvu

			Sylwetka 


. e 


: 


- . 


W dniu 25 X II 2000 r. zmarł nagle prof. zw. 
dr hab. Józcf Stanisław Kwiatkowski, uznany 
w skali światowej specjalista w dziedzinie 
fizyki i chemii teoretycznej oraz biofizyki 
molekularnej. Trudno w tej chwili ocenić stra- 
te,jaką poniósł Instytut Fizyki, Wydział Fizyki 
i Astronomii oraz cały Uniwersytet Mikołaja 
Kopernika, a także cała polska nauka. Pozo- 
stajc w nas coś na kształt szoku i paniki. 
Odszedł nagle wybitny członek naszej społecz- 
ności, nasz Kolega i Przyjaciel. Odszedł uczo- 


Józef Szudy 


sów nukleinowych i ich pochodnych, w tym 
również ich form jonowych (kationowych 
i anionowych). Jego ważnym osiągnieciem 
z tego okresu było zaproponowanie modelu 
polegającego na wprowadzeniu do wspomnia- 
nej wyżej metody PPP zespołu parametrów 
półempirycznych, umożliwiającego w sposób 
skuteczny opis elektronowych widm absorp- 
cyjnych cząsteczek złożonych. Model ten, zna- 
ny pod nazwą parametryzacja Kwiatkowskie- 
go. wszedł do podreczników i monografii i był 
czesto używany przez badaczy z wielu ośrod- 
ków. 
W 197 I r. Staszek uzyskał przed Radą 
Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii UMK 


Prof. Józef Stanisław Kwiatkowski 
- pierwszy dziekan fizyków i astronomów 


ny i nauczyciel akademicki, który wywarł 
istotny wplyw nie tylko na toruńskie środowis- 
ko naukowe, ale odegrał także ważną role 
w życiu naukowym Polski. 
Prof. J. S. Kwiatkowski urodził się w Wi- 
lejce koło Wilna 24 VIII 1936 r. Po maturze. 
którą uzyskał w r. 1955 w Elblągu, rozpoczął 
studia na fizyce na ówczesnym Wydziale Mate- 
matyki, Fizyki i Chemii UMK. Ukończył je 
w 1960 r., uzyskując tytuł magistra. Tuż po 
studiach podjął prace jako asystent w Katedrze 
Akustyki i Teorii Drgań Uniwersytetu im. 
Adama Mickiewicza w Poznaniu, skąd po roku 
powrócił do Torunia i z dnicm I X 1961 r. 
został zatrudniony na stanowisku asystenta 
w Katedrzc Fizyki Doświadczalnej UMK, kie- 
rowanej przez prof. Aleksandra Jabłońskiego. 
Pod jego nadzorem Staszek Kwiatkowski roz- 
począł badania naukowe dotyczące zagadnień 
teorii ciśnieniowego rozszerzenia linii widmo- 
wych i z tej tematyki opublikował dwie prace. 
Począwszy od 1963 r., zainteresowania nauko- 
we Slaszka skupiają sie na dziedzinie po- 
wszechnic nazywanej chemią kwantową. która 
obejmuje zastosowania metod obliczeniowych 
mechaniki kwantowej do opisu właściwości 
ukladów molekularnych i oddziaływań pomie- 
dzy nimi. Ta zmiana zainteresowań była zwią- 
zana z uformowaniem sie w t963 r. w ówczes- 
nym Collegium Physicum UMK Grupy Chemii 
Kwantowej, której twórcą był późniejszy rektor 
naszego Uniwersytetu prof. Wiesław Woźni- 
cki. Jako członek tej Grupy Staszek Kwiatkow- 
ski zajmował siC najpierw badaniami właś- 
ciwości spektroskopowych cząsteczek organi- 
cznych w zakresie nadfioletu. Dokonał wów- 
czas istotncj modyfikacji znanej z literatury 
metody Parisera, Parra i Pople'a (skrólowo 
nazywanej metodq PPP). która okazała sie 
niezwykle skuteczna. szczególnie przy inter- 
prctacji absorpcyjnych widm elcklronowych 
cząsteczek wieloatomowych. Ta modyfikacja 
znalazła żywy oddźwiek w lileraturze świato- 
wej, przynosząc Slaszkowi miedzynarodowe 
uznanie. Po doktoracie w 1966 r. Staszek 
włącza sie do długofalowego programu badaw- 
czego, obejmującego badania własności spekt- 
roskopowych takich układów molekularnych, 
które odgrywają ważną role w biochemii kwa- 


slopień doklora habilitowanego w zakresie 
fizyki teoretycznej i chemii teoretyczncj na 
podstawic rozprawy pl. Widma elektronowe 
pirydyn. pirymidyn i pl/ryn. Wkrótce po habili- 
tacji wyjechał na roczny staż naukowy do 
Paryża, gdzie w grupie prof. B. Pullmana 
prowadził badania w dziedzinie biochcmii 
kwantowej kwasów nukleinowych. W Iym 
okresie wiele uwagi poświeca problemowi tau- 
tomerii i wpływu lego zjawiska na widma 
elektronowe cząsteczek ważnych z punktu wi- 
dzenia biochemii. Po powrocie ze stażu parys- 
kiego do Torunia kontynuuje badania nad 
tautomerią. Godne podkreślenia jest to, że 
szereg ważnych wyników uzyskał przy udziale 
swoich doktorantów. I tak, wraz z Barbarą 
Szczodrowską przeprowadził gruntowne bada- 
nia dotyczące wpływu środowiska wodnego na 
zmiane równowagi taulomerycznej cząsteczek. 
Z innym swym doktorantem, Bogdanem Le- 
syngiem - obecnie profesorem Uniwersytetu 
Warszawskiego - dokonał kolejnej modyfika- 
cji metody PPP w celu intcrprctacji struktury 
elektronowej i widm absorpcyjnych anionów 
zasad pirymidynowych kwasów nukleino- 
wych. Wreszcie z jeszcze inną doktorantką, 
Marią Berndt, uzyskał bardzo inleresujące i wa- 
żne wyniki dotyczące efektów solwatacji cząs- 
teczek. 
W lipcu 1980 r. ówczesna Rada Państwa 
nadała Slaszkowi tytuł naukowy profesora nad- 
zwyczajnego. W tym okresie jego uwagę coraz 
bardziej przyciąga problematyka biofizyczna, 
przede wszystkim zaś problem tautomerii ukła- 
dów N-heterocyklicznych. ze szczególnym 
uwzględnieniem zasad DNA. Zainicjował 
wówczas pionierskie badania procesów f 010- 
tautomerii. Zjawisko to jesl nie tylko ważne 
w biologii, ale ma ono również praktyczne 
zastosowania związane z budową laserów or- 
ganicznych i poszukiwaniem nowych scyn- 
tylatorów dla detekcji fotonów i innych wyso- 
koenergetycznych cząstek elementarnych. 
Dwukroinie (lata 1981-83 oraz 1987-90) 
pełnił funkcje zastępcy dyrektora Instytutu 
Fizyki ds. dydaktycznych, zaś w okresic od 
1 I 1984 do 3 I VIII 1984 r. był dyrektorem tego 
Instytutu. W 1986 r. z jego inicjatywy został 
utworzony w Instytucie Fizyki UMK Zakład 


.ot: 


, 


JIL 
... '- 
.
, 
'" 


( 
\ 


'- 


Biofizyki Molckularnej, którcgo był pierw- 
szym kierownikiem aż do 1995 r. W tym 
okresie rozwinąl aktywną współprace naukową 
z wieloma czołowymi centrami naukowymi na 
świecie. zajmującymi się badaniami w dziedzi- 
nie chemii kwantowej, biofizyki i kwantowej 
farmakologii. Przez jeden rok (1985-86) jako 
vi.riting profe.uor przebywał na Uniwersytecie 
Florydy w Gainesville. gdzie zajmował się m. 
in. badaniem widm oscylacyjnych zasad DNA. 
Potem (lata 1992-93) pracował nad podobnymi 
zagadnieniami w Jackson Stale University 
w Jackson (Missisipi, USA). Wcześniej (1984), 
na zaproszcnie National Foundation for Cancer 
Rcsearch, przebywał przez kilka miesięcy 
w Roswell Park Memorial Institute w Buffalo 
(USA). Oprócz tcgo przebywał wielokrotnie na 
królszych pobytach w wiciu innych laborato- 
riach amerykańskich, niemieckich, kanadyjs- 
kich i japońskich. 
W 1990 r. Staszek uzyskał tytuł naukowy 
profesora zwyczajnego nauk fizycznych. Po 
podziale dawnego Wydziału Matematyki, Fi- 
zyki i Chemii i utworzeniu Wydziału Fizyki 
i Astronomii został wybrany jego pierwszym 
dziekanem. Brał wówczas aktywny udział 
w pracach różnych ciał kolegialnych, takich jak 
np. Rada Redakcyjna czasopism "Wiadomości 
Chemiczne" oraz "Zagadnienia Biofizyki 
Współczesnej". Od 1992 r. był członkiem 
Editorial Board prestiżowego czasopisma mie- 
dzynarodowego "Journal of Molecular Struc- 
ture" (THEOCHEM) wydawanego przez EI- 
sevier Science. Był członkiem Rady Naukowej 
Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania 
Matematycznego i Komputerowego Uniwer- 
sytetu Warszawskiego. W ostatnich latach 
w Centrum tym pracował w wymiarze 1/2 
etatu. Przez kilka lat był członkiem Opiniodaw- 
czo-Doradczego Zespołu do spraw Infrastruk- 
tury Informatycznej w Komitecie Badań Nau- 
kowych. W okresie wcześniejszym był człon- 
kiem powołanego przez UNESCO Europcan 
Expert Commiuee on Quantum Chemistry. 
W ramach tego Komitetu pełnił zaszczytne 
stanowisko przewodniczącego Komisji Quan- 
tum Chemistry in Life Sciences. Teraz, kiedy 
tyle jest wrzawy wokół spraw związanych 


Dukuńczenie n" .ftr. 23 


20 BIJ] UCZltnl 


luty 2001 - 


.-...
		

/Czasopisma_107_10_053_0001.djvu

			Rozważania 


Regulując instytucje sprostowania i odpowiedzi, prawo prasowe 
wyposażyło redaktora naczelneRo dziennika/czasopisma w szereg 
uprawnień quasi proceduralnych. Wykonując je, może on 
przesądzić o losie wniosku osoby zainteresowanej publikacją owych 
oświadczeń. decydując o jego UwzRlędnieniu bądź nie. Występuje 
więc w takich sprawach w różnych rolach. Jest i stroną, 
i arbitrem. Można przyjąć, że ta dość komfortowa pozycja może 
oznaczać, w przypadku nieuzasadnionej odmowy publikacji, 
umyślność takieRo działania. 


Jan A. Piszczek 


Ochrona renomy szkoły wyższej 
w prawie prasowym 


Terminy i zasady publikacji sprostowań 
i odpowiedzi. Postępowanie przed redak- 
torem naczelnym dziennika lub czasopis- 
ma (II) 


Prawo prasowe nie przewiduje regulacji określającej. w jaki sposób 
powinno się publikować w emisjach radiowych i telewizyjnych 
odpowiedzi i sprostowania informacji nieprawdziwych bądź nieścis- 
łych, a także zagrażających lub naruszających dobra osobisIe zaintere- 
sowanego. Wskazuje jedynie termin. w którym powinno lo nasląpić. 
W komenlarzu do ustawy (J. Sobczak, "Uslawa Prawo Prasowe, 
Komenlarz", Warszawa 1999, s. 320) znajdujemy zapatrywanie. że 
prawidłowe będzie w lakich przypadkach odczylanie nadesłanego 
tekstu. natomiast nie zyska aprobaty zarówno omówienie, jak i stresz- 
czenie lakiego materiału czy leż zilustrowanie go materiałem filmo- 
wym/dźwiękowym. Takie slanowisko podzielam tylko częściowo. 
W przekazie radiowym niemożliwe jest inne, niż odczylanie przez 
spikera, wyemitowanie przedmiotowego tekstu. Projekcja telewizyjna 
obrazu pozwalałaby wprawdzie na prezentację wizerunku dokumentu, 
nie gwarantowałoby to jednak możliwości zapoznania się z nim 
wszyslkich odbiorców audycji (ze względu np. na wielkość czcionki 
nieczylelnej dla niektórych widzów czy też umiejęlność czytania). 
Omówienie lub slreszczenie nalomiast nie tylko zniekształcałoby 
intencje zainteresowanego, lecz także stanowiłoby niedopuszczalną 
ingerencję w inlegralność utworu (norma art. 16 w związku z art 
I ustawy o prawie aUlorskim i prawach pokrewnych z 1994 r.). 
Naruszałoby też dyspozycję przepisu art. 32 ust. 6 pr. pr., którą 
przywołam w dalszej części opracowania. Zbyt daleko sięga, moim 
zdaniem, kwestionowanie dopuszczalności żądania, by emisja spros- 
lowania lub odpowiedzi zawierała lakże ilustrację audialną bądź 
audiowizualną, w razie gdy treść audycji uzasadniająca wystąpienie 
o ich publikację była nimi wzbogacona. Bardzo częslo przecież właśnie 
ta warstwa emisji decyduje o zapamiętaniu jej treści. Wykazanie więc 
racji uzasadniających taką postać omawianych sposobów ochrony 
renomy powinno przesądzić na korzyść zainteresowanego. 
Specyfika działalności wydawniczej/emisyjnej może niekiedy 
przesądzać o Iym, że najbliższy możliwy termin zadośćuczynienia 
wnioskowi zainteresowanego będzie zbyl odległy od inkryminowanego 
materiału prasowego. Zgodnie z przepisem art. 32 ust 3 pr. pr., 
sprostowanie lub odpowiedź należy dodatkowo opublikować w od- 
powiednim dzienniku w ciągu miesiąca, na wniosek zainteresowanej 
osoby, na koszt wydawcy, gdy możliwy lermin sprostowania lub 
odpowiedzi przekracza 6 miesięcy. Już powierzchowna lektura powo- 
łanego przepisu pozwala na wykazanie licznych jego niedostatków, 
nawel na płaszczyźnie reguł poprawnej polszczyzny. Dużo większe 
zastrzeżenia dotyczą wszak jego warstwy prawnej. Pierwsze z nich to 
wątpli wość co do znaczenia zwrotu ..odpowiedni dziennik". W powoła- 
nym już komentarzu (s. 319) wyrażono zapatrywanie, że wykładnia 
celowościowa przemawia za tym, by wybór, a więc w istocie ocena lej 
..odpowiedniości" należała do wydawcy. Można się zgodzić, że 
przesłanką wyboru powinien być zasięg terytorialny wydawniclwa, 
w klórym zamieszczono publikację uzasadniającą sprosIowanie lub 
odpowiedź. To kryterium ma bowiem charakler obiektywny i logiczny. 
Wskazanie natomiasl, że legitymacją wyboru dysponuje wydawca, 
a więc osoba, która ponosi odpowiedzialność prawną (pokrywa koszl 
- luty 2001 


publikacji, a pośrednio także na niej spoczywa obowiązek dokonania 
czynności niezbędnych do ukazania się tej publikacji w odpowiednim 
terminie) jesl, moim zdaniem, chybione. Bez wątpienia to nie wydaw- 
ca, lecz zainteresowany zmierza do uzyskania ochrony prawnej. 
Uniemożliwienie wskazania miejsca publikacji sprostowania lub od- 
powiedzi stanowiłoby, w moim przekonaniu, uszczuplenie przysługu- 
jącej wnioskodawcy ochrony prawnej. Zarówno więc cel regulacji 
prawnej omawianej instytucji, jak ijej funkcje (zwłaszcza satysfakcyj- 
na) przemawiają za trafnością rozwiązania, które przesądza o przy- 
znaniu zainleresowanemu prerogalywy wyboru odpowiedniego dzien- 
nika. 
Inna niedoskonałość omawianej regulacji (art. 32 ust. 3 pr. pr.) 
wyraża się w zaslosowaniu formy bezosobowej: ..należy dodalkowo 
opublikować" dla określenia powinności płynącej z owej dyspozycji. 
Nie wskazuje ona jednak, na kim obowiązek ten spoczywa. Wykładnia 
systemowa przemawiałaby za tym, by przyjąć, że obciążenie to jest 
adresowane do redaktora naczelnego dziennika, w klórym zamiesz- 
czono kweslionowany materiał. Świadczyć o tym może treść przepisu 
art. 3 I pr. pr., omówiona już w poprzednich rozważaniach. Ten prosty 
wniosek ulega wszak erozji spowodowanej wskazaniem, w przepisie 
art. 32 ust. 3 pr. pr., wydawcy jako osoby ponoszącej ciężar dodatkowej 
publikacji odpowiedzi bąd£ sprostowania. 
Zasadnicza niefrasobliwość ustawodawcy w redagowaniu oma- 
wianego fragmentu wypowiedzi normatywnej przejawia się przede 
wszyslkim w regulacjach dotyczących terminów. Pierwszy ze zwro- 
tów: "w ciągu miesiąca", wskazujący czas, w jakim należy opub- 
likować dodatkowo sprostowanie lub odpowiedź, można inlerpretować 
jako rozpoczynający bieg od dnia, w którym redaklor naczelny 
(wydawca?) otrzymał wniosek o wykonanie ciążącego na nim obowiąz- 
ku. Nie oznacza lo wcale braku innych sensownych rozwiązań, jak 
chociażby przyjęcie, że początek upływu miesiąca należy oznaczyć 
jako dzień następujący po dacie publikacji materiału uzasadniającego 
sięgnięcie po środki ochrony prawnej renomy przewidziane w prawie 
prasowym. Za taką interpretacją przemawia powszechne zapalrywanie 
o konieczności możliwie prędkiego przebiegu postępowania wywoła- 
nego 'wnioskiem zainteresowanego. Bliźniacze rezullaty wykładni 
uzyskamy także, analizując kolejne wyrażenie, a mianowicie ,.gdy 
możliwy termin opublikowania sprostowania lub odpowiedzi prze- 
kracza 6 miesięcy" (art. 32 ust 3, zdanie oSIatnie pr. pr.). W tym 
przypadku jednak, moim zdaniem, uzyskanie różnych rezultalów 
inlerpretacji nie rodzi komplikacji o znaczeniu zbyl doniosłym. 
Ukazanie się wnioskowanych materiałów o miesiąc wcześniej czy 
później nie ma już tak istotnego wpływu na zakres i intensywność 
ochrony dóbr osobistych zainteresowanego. Gwarancję osiągnięcia 
pożądanego rezullatu stanowi bowiem wcześniejsze dodatkowe opub- 
likowanie sprostowania lub odpowiedzi w innym. odpowiednim dzien- 
niku. 
Przedslawione obecnie, jak i w poprzednich rozważaniach (GU nr 
1/2001, s. 19) terminy publikacji sprostowań i odpowiedzi. w odróż- 
nieniu od większości podobnych uregulowań (dolyczących terminów) 
w prawie cywilnym powszechnym, w obszarze którego mają one 
charakter kogentny (bezwzględnie obowiązujący. bez możliwości ich 
modyfikacji umownej), mają w prawie prasowym znacznie łagodniej- 
sze rygory. Zgodnie z przepisem art. 32 ust 4 pr. pr., dopuszczalne jesl 
odmienne ich uSlalenie przez zainteresowanego i redaktora naczelnego 
(wydawcę) dziennika. Jeżeli bowiem slrony umówiły się na piśmie 
inaczej, terminy przewidziane w przepisie art. 32 ust 1-3 pr. pr. nie 
będą miały zastosowania. W powołanym komentarzu znajdujemy 
oczywisty lapsus (s. 318), bowiem trudno uważać, by jego autor 
opowiadał się za niedopuszczalnością takiej umowy w przypadku. 
gdyby dotyczyła ona terminów sproslowania i odpowiedzi w związku 
z informacjami opublikowanymi w kronice filmowej. Zwrol: "ust 1-3" 
oznacza przecież objęcie nim USlępÓW I, 2 i 3, a więc również tego, 
klóry zawiera omawiane regulacje w odniesieniu do kroniki filmowej. 
Wymóg dochowania formy pisemnej umowy mającej za przedmiol 
zmianę terminów ustawowych nie został obwarowany żadną sankcją. 
Oznacza to, że jego zignorowanie nie powoduje nieważności umowy. 
która może więc być zawarta także ustnie. W tym przypadku jednak 
(umowy ustnej) w razie sporu strony nie będą mogły powoływać 
dowodu z zeznań świadków i własnych wyjaśnień (przesłuchania stron) 
na fakt zawarcia konlraktu w postępowaniu przed sądem powszechnym 
(rygor ad probationem art. 74 I k.c.). Dowód taki będzie jednak 
dopuszczalny (mimo niezachowania formy pisemnej), jeżeli obie 
strony wyrażą na to zgodę albo jeżeli fakt dokonania czynności będzie 
uprawdopodobniony za pomocą pisma. Sąd może również dopuścić 
wymienione dowody, jeżeli ze względu na szczególne okoliczności 
sprawy uzna to za konieczne (art. 74 2 k.c.). 


-- 



 UCZftnl 21
		

/Czasopisma_107_10_054_0001.djvu

			Rozważania 


Akademicka (nad)produkcja umysłowa 


Uczetnie - z pewnego bardzo skrajnego punktu widzenia - to wielkie wytwórnie papierów, 
bynajmniej nie wartościowych. Sterta produkowanych tu każdego roku licencjatów, prac 
magisterskich, doktoratów i habilitacji posłuży nam w przyszłości do wytarcia nosa lub - co 
gorsza - innej części ciała w znacznie bardziej intymnych sytuacjach. Tylko bowiem w takiej 
- przemielonej na poczciwe chusteczki hi
eniczne, serwetki i papier toaletowy - postaci wiele 
spośród dziel akademików nadaje się do użycia. 


Tomasz Szlendak 


Manufaktury makulatury 


Nie ma wiekszego sensu, by 90% uniwer- 
syteckiej (nad)produkcji umysłowej zalegało 
biblioteczne magazyny. Nikt, prócz katalogują- 
cych te dzieła bibliotekarzy, nigdy do nich nie 
zajrzy, niczego z nich sie nie dowie i nic nie 
uzyska, dopóki pozostaną w fonnie kilku ryz 
papieru upietych misternie w sztywne okładki. 
Nigdy nie bedzie z nich książek i nigdy ich 
zatem nikt nie kupi. Wydawcy w warunkach 
wolnego rynku nie są na tyle brawurowi, by 
publikować wszystko, co w twórczym amoku 
sfabrykuje i czego zapragnie akademicka du- 
sza. Krótko rzecz ujmując: wiekszość papiero- 
wej produkcji uniwersytetów i innych uczelni 
(nie licząc tu w ogóle ton biurokralycznych nol, 
urzedniczych zapisków i kilometrowych roz- 
porządzeń) niewiele jest warta. t śpiesze od 
razu z wyjaśnieniem: nie sami uczeni - a przy- 
najmniej nie tylko oni - za te bezwartościową 
nadprodukcje odpowiadają. Za tony akademic- 
kiej makulatury odpowiedzialne są osobliwe, 
panujące w naszym kraju i przechodzące z po- 
kolenia na pokolenie siłą instytucjonalnego 
bezwładu, standardy piśmiennictwa naukowe- 
go, sprowad7ające sie do dwóch głównych 
przykazań: Po pierwsze: Napi.
z Pan cegłę! po 
drugie: Bełkucz Pan, ile wlezie! 


Cegły 
Przykazanie pierwsze realizują w pełnym 
zakresie tzw. nauki humanistyczne. Jestem ich 
przedstawicielem, a zatem wydaje mi sie, że 
wiem, co mówie. Tak zwane "nauki", ponieważ 
dla przecietnego Amerykanina filozofia, so- 
cjologia, politologia czy pedagogika w ogóle 
naukami nie są. Są natomiast rodzajem swobo- 
dnej twórczości osób, które akurat w tamtym 
systemie społecznym nie bardzo potrafią robić 
cokolwiek innego, by zarobić na dom, rodzine 
i chlebek. Nauki prawdziwe (.
ciences w odróż- 
nieniu od humanilie.
) da sie wymierzyć w po- 
staci nowych leków, szybciej latających samo- 
lotów czy nowych odtwarzaczy kieszonko- 
wych. "Nauki" humanistyczne daje sie mierzyć 
- w opinii człowieka "przecietnego" - jedynie 
ilością zapisanego papieru. Dlatego wydaje sie 
nam - humanistom, że im wiekszą i cieższą 
wyprodukujemy cegłe, tym wieksza bedzie 
z niej płynąć nauka. Fizycy, chemicy czy 
biolodzy ujmują swe habilitacyjne pomysły na 
dwudzieslu pieciu stronach plus bibliografia, 
a i to czynią zapewne na siłe, by waga myśli 
odbiła sie w wadze samej pracy nie tylko 
symbolicznie. W naukach społecznych dwu- 
dziestopieciostronicowe teksty nie nadają sie 
nawet do branżowego pisma. Bo są za krótkie. 
Wśród humanislów istnieje nieskodyfiko- 
wany obyczaj, bardzo - jak sie okazuje - silny, 
by "magisterki" nie liczyły mniej niż sześć- 
dziesiąt stron, doktoraty mniej niż stron dwie- 
ście, a habilitacje ciągnęły sie stąd aż po 
horyzonl, by mierzyć je w milach i hektarach. 
Postanowiłem kiedyś zamienić moją stupiecio- 
stronicową prace magisterską na książke, bo 


temat był na czasie i bardzo pragnąłem, by lud 
poznał prawde (czasami człowiek bywa naiw- 
ny). Żeby odnieść sukces i żeby te książke 
ktokolwiek przeczytał, postanowiłem zacho- 
wać jej rozmiary, a zmodyfikować treść tak, by 
umysł nieprzywykły do socjologicznych słow- 
nych akrobacji poradził sobie z lekturą. Książ- 
ka została dobrze przyjela przez recenzentów 
w poważnych pismach, z jednym tylko za- 
strzeżeniem: właściwie czemu ona taka krótka? 
Dzieło krótkie (na marginesie: czy sto kilkanaś- 
cie stron to za mało?) w humanistyce sugeruje, 
jak widać, że autor nie ma nic wartego przeka- 
zania szerszej publiczności. Efekt? Książki są 
długaśne i przez to przerażająco nudne, bo 
Irzeba je jakoś wypchać bezwartościową in- 
telektualną watą. 
Co tam książki, przyjrzyjmy sie dysertac- 
jom doktorskim, których wiekszość nigdy nie 
zostanie opublikowana. Chetny do otrzymania 
tytułu doktora musi sie wykazać dogłebną 
znajomością tematu, który w pracy porusza. 
I nie wyslarczy do tego trudny, trzystopniowy 
egzamin doklorski. Trzeba sie przede wszySI- 
kim wykazać w samej pracy. Koncepcje teore- 
tyczne w humanistyce nigdy nie bywają krót- 
kie, co powoduje, że nawet skrótowe ich 
omówienie w celu "wykazania sie" niemiłosie- 
rnie rozpulchnia i poszerza doktorat do stanu 
papierowej otyłości. Pewien znajomy profesor 
(sam jest człowiekiem niezwykle dyskretnym, 
niechże mi zatem wybaczy, że o tym wspomi- 
nam) porównał przeczytanie i zrecenzowanie 
czterystustronicowego doktoratu do całodzien- 
nego zrzucania wegla do piwnicy. Całe szcześ- 
cie, że doktorat, o którym mowa, był świetny 
i ciekawy, przez co stachanowską robote puścił 
Pan Profesor w niepamieć. A może by tak 
ułatwić życie profesorom, którzy nie dość, że 
muszą dzieło przeczytać i zaopiniować, to 
jeszcze dOlaszczyć ważący sporo klocek do 
domu, wynajmując w tym celu tragarza i tak- 
sówke? Może by tak dla odmiany, choćby 
z uwagi na zdrowie recenzentów i promotorów, 
pisać trzydziestostronicowe doktoraty, które 
mielibyśmy obowiązek opublikować w bardzo 
dobrym piśmie? To dopiero byłaby sztuka 
- wykazać sie w tak zwartej formie i przed- 
stawić w jej skromnych ramach sedno naszych 
koncepcji! Nie trzeba, jak mi sie zdaje, za- 
drukowywać dziesieciu ryz papieru, by robić 
porządną nauke. 


Strategia zaciemniania 
Drugim istotnym powodem, dla którego 
nasze akademickie dzieła doprowadzą kiedyś 
do prawdziwej eksplozji radości w punktach 
skupu makulatury i wytwórniach papieru z od- 
zysku, jest stosowana przez piszących akade- 
mików strategia zaciemniania. Slrategia ta po- 
lega na tym, że prace naukowe, szczególnie zaś 
prace z zakresu humanistyki, pisane są najcześ- 
ciej za pomocą akademickiego narzecza, zwa- 
nego czasem żargonem. Barbara Szacka, profe- 


sor socjologii na UW, nazywa ten żargon 
"slylem niemieckim", który chaTakteryzuje sie 
silną hermetycznością (czyli całkowitą nie- 
-komunikatywnością), zawiłymi, wielokrotnie 
złożonymi, upstrzonymi jezykowymi dziwolą- 
gami zdaniami i wspominaną już tasiemcową 
długością. Czytelnik z żargonem stylu niemiec- 
kiego nie zaznajomiony najczęściej slang ten 
poczytuje za bełkot. I książek akademickich nie 
czyta. 
Dlatego przyjaciele nauki w cywilizowa- 
nym świecie dwoją sie i troją, aby do szerokiej 
publiczności docierały przynajmniej książki 
popularnonaukowe, które z akademickim żar- 
gonem nie mają wiele wspólnego. Sami nauko- 
wcy, którzy przyjaciółmi nauki najwyraźniej 
nie są, uważają takie pozbawione hermetycz- 
nego słownictwa, popularne dzieła za obraze 
akademickiego majestatu i nie przyznają popu- 
laryzatorom ni doktoratów, ni habilitacji. Albo 
zatem jesteśmy uczonym, piszemy "na stopień" 
i bełkoczemy, by len stopień otrzymać, albo 
takich zamiaTÓW nie mamy i piszemy normal- 
nie, z werwą, z humorem, choć nie znaczy to, że 
zupełnie "po ludzku". "Po ludzku" pisane są na 
przykład romanse. Akademicka książka "na 
stopień" pisana normalnie, z werwą i humorem 
- choć nie "po ludzku" - brzmi w tej sytuacji 
jak oksymoron. Taki akademicki "czarny 
śnieg". Fenomen nieistniejący. Kiedy pragnie 
sie "stopnia", należy bełkotać i to w nadmiarze. 
Szczególnie w naukach społecznych, które do 
tej pory nie wypracowały sobie odrebnego, 
zunifikowanego słownictwa. Dlatego im wiek- 
szy bełkot, tym wieksza "nauka". Bełkot, obok 
karkołomnych z punktu widzenia przecietnego 
czylelnika rozmiarów prac, jest swego rodzaju 
miernikiem "naukowości" akademickiego twó- 
rcy. W socjologii styl niemiecki bywa do- 
prowadzany do nieosiągalnych nigdzie indziej 
wyżyn. 
Przypominają mi sie w tym miejscu zaba- 
wne przykłady podane w książce brytyjskiego 
antropologa Robina Dunbara pl. "Kłopoty z na- 
uką", wyjete z socjologii światowej, w których 
styl niemiecki doprowadzony został do ab- 
solutnej peńekcji. Kiedyś światowej sławy 
fizyk, Dick Feynman, noblista, dostał do anali- 
zy w ramach warsztatów naukowych tekst 
pewnego socjologa. Oto garść jego czytel- 
niczych rozterek: "Zacząłem czytać ten choler- 
ny referat i oczy wyszły mi na wierzch: nie 
mogłem zrozumieć ani słowa!... Poczułem 
niepokój - może jestem za gtupi - ale wreszcie 
powiedziałem sobie: Dość. Zatrzymam sie. 
przeczytam jedno zdanie bardzo powoli, tak 
żebym wreszcie zrozumiał, co to, do diabła, 
znaczy. No wiec zatrzymałem sie w przypad- 
kowym miejscu i uważnie przeczytałem na- 
stepne zdanie. Nie pamietam go dokładnie, ale 
brzmiało mniej wiecej tak: Pu.
zczegtJlni człon- 
kowie ludzkich społeczeństw czę.
to otrzymują 
iriformac:je za po.rrednictwem wizualnych kana- 
Mw .
ymbolicznych. Przeczytałem to jeszcze 
kilka razy, po czym przetłumaczyłem. Wiecie 
co to znaczy? Ludzie czytajq". 
Wydaje mi sie, że wiem skąd takie kwiatki 
sie biorą. Zdanie: Ludzie czytają jest zbyt 
krótkie, by spełnić standardy piśmiennictwa 
w humanistyce. Gdybyśmy tak pisali, nie wy- 
produkowalibyśmy papierowej cegły i tym 
samym nie wypełnilibyśmy akademickiego 
przykazania numer jeden. Dlatego jedno przy- 
kazanie stymuluje wypełnianie drugiego i sylu- 
acja sie zapętla ku uciesze firm produkujących 
serwetki. Czy ktoś bedzie miał tyle odwagi, by 
przeciąć ten supełek przykazań? 


Autor jest adiunktem w Instytucie Socjologii 
UMK. (red.) 


22 [rffTj UCZftnl 


luty 2001 - 


.........
		

/Czasopisma_107_10_055_0001.djvu

			Przegląd 


Prof. J. S. Kwiatkowski 
- pierwszy dziekan 
fizyków i astronomów 


D,,/wńclenit! le .frr, 20 


z wejściem Polski do struktur Unii Europejs- 
kiej, warto zapamiętać, że już ćwierć wieku 
temu prof. Józef Stanisław Kwiatkowski na 
zlecenie UNESCO opracował raport na temat 
współpracy naukowej pomiędzy różnymi kra- 
jami europejskimi w dziedzinie stosowania 
metod chemii kwantowej w biochemii, biologii 
i medycynie. 
Brak miejsca uniemożliwia mi wymienia- 
nie dalszych zasług prof. Kwiatkowskiego; 
wspomnę jedynie o tym, że w końcu lat 
siedemdziesiątych był on twórcą oraz kierow- 
nikiem Podyplomowego Studium Chemii 
Kwantowej przy Wydziale Matematyki, Fizyki 
i Chemii UMK, na którym studiowało wielu 
dzisiejszych profesorów fizyki i chemii z kilku 
uczelni polskich. Był utalentowanym nauczy- 
cielem akademickim, potrafiącym znakomicie 
nawiązywać kontakt ze słuchaczami. Swoim 
studentom i doktorantom potrafił nie tylko 
przekazywać głęboką wiedzę. ale nalchnąć ich 
pasją naukową i być przykładem wzorowego 
Uczonego. Jego działalność wychowawcza, 
dydaktyczna, organizacyjna i naukowo-badaw- 
cza wywarła istotny wpływ na rozwój chemii 
kwantowej i biofizyki molekularnej w Polsce. 
Dla środowiska fizyków toruńskich śmierć 
prof. Józefa Stanisława Kwiatkowskiego stano- 
wi okrutny cios losu. Instytut Fizyki UMK ma 
wobec Niego ogromny dług wdzięczności nie 
tylko jako swojego byłego dyrektora, wice- 
dyrektora i kierownika jednego z zakładów, ale 
także jako jednego z najwybitniejszych pol- 
skich uczonych współczesnej doby. Śmierć 
dotknęła Go w noc Bożego Narodzenia na kilka 
dni przed końcem Drugiego Tysiąclecia. Dwa 
dni wcześniej, na tradycyjnym spotkaniu wigi- 
lijnym fizyków toruńskich z udziałem JM 
Rektora prof. Jana Kopcewicza i JE Ks. Bis- 
kupa Andrzeja Suskiego, dzieliliśmy się z Nim 
opłatkiem. Jak zawsze był uśmiechnięty i skła- 
dał nam, a my Jemu wigilijne i noworoczne 
życzenia. Nikt z nas nie podejrzewał, że wkrót- 
ce nas opuści i przekroczy barierę oddzielającą 
fizykę od metafizyki. My, Jego Koledzy i Przy- 
jaciele z Instytutu Fizyki. którzy pozostali 
- jeszcze na jakiś czas - po tej slronie bariery, 
jesteśmy Mu wdzięczni za wszystko, co zrobił 
dla naszego Instytutu. przede wszystkim jednak 
za to, że w ogóle był z nami szmat czasu, dzielił 
z nami smutki i radości codziennego bytowa- 
nia, uczestniczył we wszystkich ważnych wy- 
darzeniach. jakie miały miejsce w Instytucie 
w ciągu ostatnich czterdziestu lat i wniósł 
ogromny wkład do jego rozwoju. 
Trudno pogodzić się z myślą, że starając 
się sprostać wyzwaniom, jakie niesie z sobą 
Trzecie Tysiąclecie, nie będziemy mogli już 
liczyć na radę i pomoc prof. Józefa Stanisława 
Kwiatkowskiego. W tych trudnych chwilach 
łączymy się z Jego żoną i synem w zadumie nad 
przemijaniem ludzkich spraw i losów. 


Józef Szudy 


- luty 2001 


Rusza Program "Absolwent UMK" 


Czy uniwersytet powinien utrzymywać silną więź i żywy kontakt ze swoimi wychowankami? 
Jaką rolę mogtiby pełnić absolwenci i czemu miałhy służyć ich hliski związek z macierzystą 
uczelnią? 


IBlliiż(e,
 [albscollwelr11'tta 


Absolwenci mogą pełnić w życiu uniwer- 
sytetu różne funkcje, przede wszystkim w sferze 
promocji uczelni, Ci z nich, którzy odgrywają 
ważne role w świecie kultury. nauki oraz polityki. 
mogą stanowić wspaniałą wizylówkę szkoły. 
świadcząc o jej poziomie i jakości kształcenia. 
W obecnej sytuacji rynkowej niezwykle ważny 
slaje się również potencjalny wkład finansowy 
absolwentów w rozwój uczelni. Wywodzący się 
z tego grona przedsi"biorcy i biznesmeni mogą 
stanowić swoiste lobby działające na rzecz uni- 
wersytelu i wspierąjące jego przedsięwzięcia, Co- 
raz częściej zdarza się. że nawiązują oni współ- 
pracę z władzami uczelni. np, fundując stypendia 
czy poszukując wśród studenlÓw wartościowych. 
wysoko kwalifikowanych pracowników. Bliski 
kontakl jest zwykle korzystny dla obu stron. Stąd 
tak duże znaczenie ma budowanie i kształtowanie 
więzi pomiędzy absolwentami i uniwersytetem, 
POlrzeba umacniania więzi z absolwentami 
została dostrzeżona także przez na
z Uniwersytel. 
Dotychczas główny nacisk położony był na pod- 
trzymywanie więzi towarzyskich (coroczne zjazdy 
absolwentów różnych kierunków - "Jesienne Po- 
wroty" - organizowane przez Slowarzyszenie 
Absolwentów UMK. czy też spotkania koleżeńs- 
kie na wydziałach). Warto zauważyć, że uczelnia 
powinna dążyć do tego. aby poza więzią sen- 
Iymentalną - powrotem do miejsc z lat studiów 
- byli studenci odczuwali także potrzeb" konlak- 
lów z uniwersytetem jako inslytucją, chcieli wie- 
dzieć. co się w nim dzieje i zmienia, chcieli nadal 
stanowić cząstkę życia akademickiego, 
W jaki sposób budować i kształtować relacje 
uczelni z absolwentami? Jak sprawić. żeby czuli 
się na tyle związani z macierzysuI uczelnią. aby 
promować ją w swoich środowiskach. polecać 
swoim bliskim jako idealne miejsce do studiowa- 
nia. ale również z biegiem czasu wspierać jej 
działania'? W Polsce tradycja podtrzymywania 
tego rodzaju więzi nie była dOlychczas rozwini"ta. 
Odpowiedzi na te pylania pracownicy Centrum 
Promocji i Rozwoju UMK starał i si" znaleźć, 
korzyslając z wieloletnich doświadczeń zachod- 
nioeuropejskich partnerów współpracujących 
w ramach graniu TEMPUS EXPAND, Na wszyst- 
kich odwiedzanych zagranicznych uniwersylelach 
funkcjonowały biura zajmujące się koniaklami 
i wspólpracą z absolwentami (Alumni Relalions 
Office). Podejmowane są w nich rozmaite przed- 
sięwzięcia o charakterze promocyjno-integracyj- 
nym, W zespole Cenirum Promocji i Rozwoju 


" 


. 


UMK. zainspirowanym działałnością tych jedno- 
stek, zrodził si" pomysł programu dla absolwen- 
tów, 
Program ten ma zachęcić absolwentow UMK 
do podlrzymywania kontaklow z macierzystą 
uczelnią. która ze swej slrony kieruje do nich 
specjalną ofertę. Jednym z najważniejszych ele- 
mentów tej oferty jest Karta Absolwenta UMK, 
czyli dokument uprawniający byłych sludenlów 
do zniżek przy zakupie różnych towarów i usług. 
Posiadacze Kart będą mogli skOTzystać z ulg 
w opłatach za biłety WSlępu na imprezy kulturalne, 
za studia podyplomowe. kursy kompulerowe i ję- 
zykowe. specjalistyczne szkolenia i in. Dotych- 
czas kilkanaście firm/inslytucji z Torunia zdecy- 
dowało się udzielać rabalów ahsolwenlom nasze- 
go Uniwersytelu. Liczba takich jednoslek - okreś- 
lanych mianem Partnerów Programu - będzie się 
sukcesywnie zwiększać, W przyszłości planuje się 
poszerzyć ofertę o fir
ny spoza regionu, Pełna 
i wciąż uaktualniana lisia Partnerów wraz z wyka- 
zem wiLek będzie dostępna na internetowych 
stronach Programu (www.uni.torun.pllWydzia- 
lyiinnejednostkilCPiR/absolwent.html). Infor- 
macje na ten lemal, rozszefLone o terminarz 
imprez dosl"pnych na podslawie Karty. będą 
zamieszczane w serwisie rozsyłanym do absol- 
wentów. m. in. poczlą elektroniczną, Absolwenci 
znajdą w nim ponadto wybrane oferty pracy 
z zasobów Biura Karier UMK. W ramach Pro- 
gramu tworzona jest również baza danych ahsol- 
wenlÓw, W przyszłości absolwenci poszukujący 
kolegów i znajomych z lat studiów będą mogli 
z niej skorzystać, Informacje zawarte w bazie 
zmniejszą anonimowość absolwentów i umoż- 
liwią z nimi kontakt (dane będą na bieżąco 
aktuałizowane). Absolwent przesianie być "zapo- 
mniany" (jak to dzieje się z jego zakurzoną tecLką 
w archiwum). a jego najmniejszy chocby wkład 
w rozwój czy promocję uczelni zosianie zauważo- 
ny i doceniony. 
Realizacja Programu rozpocz"ła się już 
w drugiej połowie zeszłego roku akcją informacyj- 
ną wśród ubiegłorocznych absolwentów wszyst- 
kich wydziałów (wraz z zaproszeniami na uroczy- 
stości rozdania dyplomów rozesłano ponad 4 Iys. 
ulolek), Termin oficjalnego rozpoczęcia Programu 
"Absolwent UMK" wyznaczono na 19 lutego br.. 
na dzień Święla Uczelni i zarazem 55-rocznicy jej 
istnienia. 
Anna Górna-Dinku' 
Koordynator Programu "Absolwent UMK" 


N'lae r 


",1 
. 



--
. - . 
=- --_.---- 


. 


,...::. 


, 


. 


.. 


. 
... 


-n.-=:. 
. .->f. .._" 
 
-, , 



 UCZElni 23 


........ 


.' 


,..->; . 


., 


I.te 


.- 


NIł&w1,to 


i 


..:: 


. 


ł 


i
		

/Czasopisma_107_10_056_0001.djvu

			Rozmowa 


- Dlaczego studenci hoją się wojska? 
- Przede wszystkim studenci o wojsku 
niewiele wiedzą. Przebywając niedawno na 
zaproszenie Rektora na Uniwersytecie, zorien- 
towałem sie, że wiedza o szkoleniu wojs- 
kowym jest prawie żadna. Przede wszystkim 
totalnie niezrozumiana jest rola absolwenta 
w krótkoterminowym przeszkoleniu - bo tak 
należy to określać. Absolwent nie odbywa 


- 
,.,.........
. 


'
.' 
\. 


.;
 


,
 

.h. 
.'Y ___.;::v 
'
."..<:
_. 


. ;.
:::.. 


"<..:
 



. . 
.
.>
":\ 
»

. 


; \, 



 - 
""i \[, 


". 
. - 
 
"<-f 


, 


_
 ":;o..,..,.. 


. , 
. 


j:? 


$;"'> 


zasadniczej służby wojskowej i, jako taki. 
realnie nie ma żadnego odniesienia do poboro- 
wego. Jest to kandydat na podchorążego rezeT- 
wy i przyszłego oficera. Tak trakiujemy wszys- 
tkich absolwentów uczelni. Przeszkolenie 
w Szkołach Podchorążych Rezerwy ma na celu 
tylko i wyłącznie wykorzystanie kompetencji 
nabylych przez absolwenta podczas sludiów 
w wojskowym systemie kształcenia. Tak na- 
prawde przedłużamy wiec edukacje na pozio- 
mie wyższym, tyle że w sposób zorientowany 
na potrzeby wojska. 
- Czyli wedłu
 Pana Pułkownika jest to 
coś w rodzaju kole.jnego kierunku studiów 
- wojskowości. 
- Tak jest w istocie. Jestem przekonany, że 
gdyby studenci zobaczyli program szkolenia 
w SPR i mogli ocenić warunki. w jakich ono sie 
odbywa. stwierdziliby, że oferujemy bardzo 
wysoki poziom nauczania. Zajecia prowadzone 
są przez oficerów z tytułem doktora; bez 
magisterium nie ma już właściwie nikogo. Ja 
sam ukończyłem studia na Wyd,ialc Nauk 
Ekonomicznych i Zarządzania UMK. Wszyscy 
chcemy się uczyć. także jezyków ohcych. 
Myśle, że obraz kadry wojskowej wśród stu- 
dentów jest mocno przestarzały, nieprawdzi- 
wy, co też rodzi nieporozumienia, no i sirach. 
Trzeba zrozumieć jedno: mniej więcej od 
siedmiu lat z powodu braku pieniedzy za- 
chwiany jest w Polsce system szkolenia kadry 
oficerskiej, przez pieć lat w ogóle nie braliśmy 
absolwentów na przeszkolenie. Moim zda- 
niem, była to wielka krzywda, gdyż z jednej 
strony. jak wspomniałem. naruszyło to cały 
system kształcenia kadr. z drugiej stworzyło 
sytuacje niesprawiedliwości społecznej. Bo 
czemu jedni mają prawo do szkolenia, a inni 
nie? Takich pretensji i pytań do wojska było 
wiele. Na szczeście od dwóch lat wygląda to 
inaczej i corocznie do SPR-ów wysyłamy 
tysiące młodych ludzi. Przy każdej Wojskowej 
Komisji Uzupełnień zajmuje się tym specjalna 


24 0II] UCZElni 


Element praktyki życiowej 
I Rozmo wa z płk. mgr. ALEKSANDREM BOGOWICZEM, 
Komendantem Wojskowej Komisji Uzupełnień w Toruniu 


tli' 


komisja do spraw kwalifikowania absolwen- 
tów. 
- W jaki sposób odbywa się ta kwalifika- 
cja? 
- Zadaniem komisji jest przyporządkowa- 
nie absolwenta do konkrelnej szkoły. Każdy 
absolwent ma jakąś specjalizacje i chodzi o to, 
by jego kwalifikacje odpowiadały zapotrzebo- 
waniom poszczególnych ośrodków kształce- 
nia. Chcemy, by kompelencje zdobyte 
podczas studiów ułatwiały nauke 
w SPR-ach. 
- Jak długo trwa szkotenie? 
- Zaledwie trzy miesiące. Po nich 
odbywa sie trzymiesięczna praktyka. 
Z moich doświadczeń wynika, że naj- 
wiecej zastrzeżeń budzi część praktycz- 
na i ona jest też przez nas postrzegana 
jako problem. Jednak wojsko jako ca- 
łość nie odpowiada bezpośrednio za jej 
przebieg, decyduje tu osoba dowódcy 


, ' 


-<..t.... 



_. ..


 
. \

 
&<'-'" J 

.
_ 
 .. ' . mh . " 
:'.
, y 

 :::-,. _:/ 
Ir...>_v:_......:-.- 


';"._:l..::
 



:" 
/::. 


w konkretnej jednostce. Charakter praktyki 
zależy od jego cech indywidualnych. Niewątp- 
liwie nieraz pojawiają sie sytuacje konfliktowe. 
Nie ma natomiast żadnych zastrzeżeń co do 
cześci teoretycznej. Nie boję się powiedzieć, że 
warunki nauki są lepsze niż na UMK. Lepszy 
jest sprzęt dydaktyczny i dostęp do pomocy 
naukowych. łącznie z Internetem. oczywiście 
głównie ze względu na znacznie mniejszą ilość 
uczących sie osób. Poza Iym podczas szkolenia 
nikt nikogo nie stresuje, każdy traktowany jesl 
z szacunkiem. Nieco inaczej wygląda sytuacja 
podczas praktyki, gdzie podchorąży staje się 
faktycznym dowódcą. Dowodzi plutonem lub. 
jak na przykład w Jeleniej Górze, zostaje 
dowódcą stacji radiolokacyjnej. I od jego pode- 
jścia i predyspozycji zależy, jak przez te trzy 
miesiące bedzie sobie radził. Nie jest to rzeczy- 
wiście takie proste, ale jestem przekonany, że 
człowiek z wyższym wykształceniem. z dob- 
rym wychowaniem potrafi odnaleźć się w ta- 
kiej sytuacji. Powinno być to traktowane jako 
element praktyki życiowej. przecież chwilę 
póżniej pÓjdzie do pracy i będzie np. kierował 
zespołem ludzi. Dlatego dziwne jest podejście 
studentów do wojska; traktują szkolenie jako 
czas stracony. 
- Wiełu studentów podejmuje pracę już 
w trakcie studiów i "pójście do woja" na pół 
roku może im w zawodowym rozwoju real- 
nie przeszkodzić. Zwłaszcza jeśli muszą 
utrzymać rodzinę. 
- Punkt widzenia zależy od miejsca siedze- 
nia. Spójrzmy na tę sytuację w takim kontekś- 
cie: absolwent
bywatel państwa-przyszły 
mąż-rodzina-dorosły człowiek. Chodzi o to, by 
odrzucić własny egoizm. My. Polacy, mimo że 
jesteśmy bardzo towarzyscy, jako społeczeńst- 
wo jesteśmy egoistami i dla nas coś takiego jak 
obowiązek obywatelski nie istnieje. Jego po- 
czucie zawęża się do wojska. policji. urzed- 
ników państwowych. Myślę. że brak wychowa- 
nia obywatelskiego jest największą wadą obec- 
nego systemu kształcenia. 


- Czy chodzi o brak poczucia patriotyz- 
mu? 
- To pojęcie zostało w Polsce zszargane, 
dlatego go nie używam. Wolałbym raczej 
mówić o zaniku tradycji rodzinnej, o zaniku 
pewnych symboli w życiu człowieka. Dziesięć 
lat temu doszło do umowy społecznej, wedle 
której zaczeliśmy organizować państwo na 
nowych zasadach -demokratycznych. Elemen- 
tem nowego układu jest również obronność, 
postrzegana jako sprawa ogółu społeczeństwa, 
a nie wyłącznie jako kwestia wojska. W roz- 
winiętych demokracjach zachodnich role 
obronne przejeły służby cywilne. 
Jeśli student przygotowuje się do odgrywa- 
nia znaczącej roli w społeczeństwie, do pracy 
w samorządach lokalnych bądi na jeszcze 
wyższych szczeblach. to musi zdawać sobie 
sprawe, że nieodzowne jest przedtem przejście 
szkolenia wojskowego. A właśnie spośród ab- 
solwentów szkół wyższych wyłonią sie przyszli 


urzednicy państwowi. ministrowie. posłowie, 
senatorowie. 
- Szkołenie wojskowe ma hyć zatem 
przedsionkiem kariery zawodowej? 
- Dlaczego nie? Wc:tmy pod uwage sto- 
pień bezrobocia. W Toruniu jest to już 18.5%. 
Czy rzeczywiście jest tak, że absolwent UMK 
od razu po studiach dostaje pracę? Z mojej 
oceny wynika. że przynajmniej co drugi lej 
pracy nie ma. Co wiecej, zaczynają sie ustawiać 
kolejki do służby kontraktowej, co jest zupełnie 
nową jakością w wojsku. A nie można się do 
niej zakwalifikować bez przejścia szkolenia 
w SPR. Dlatego trzeba powiedzieć sobie jasno: 
bez SPR młody człowiek zamyka sobie drogę 
do wojska. policji, UOP, Straży Granicznej, 
Straży Pożarnej. 
- Jak w tym kontekście postrzega Pan 
Pułkownik propagowaną ostatnio ideę Legii 
Akademickiej, czyli możłiwości odbycia 
służhy wojskowej w trakcie studiów? 
- Nie ma się ona nijak do tego, co my 
- wojskowi - mówimy o przygotowaniu nowo- 
czesnego oficera. Może ona wnieść pewien 
element wychowania obywatelskiego, o któ- 
rym mówilem, ale nic ponadto. Zresztą wątpie. 
czy zabiegany student znajdzie czas na zabawe 
w wojsko. bo tak postrzegam ten pomysł. 
- Osoby propagujące ideę Le
ii widzą 
w niej szansę zlikwidowania prohtemu z nie- 
dogodnym obecnie momentem przeprowa- 
dzania szkołenia. 
- Jest lo błedne myślenie. W ogóle nie 
wchodzi to w grę. Legia Akademicka nie może 
niczego nauczyć, gdyż nie ma ani sił, ani 
środków. Według mnie. jest to próba upolitycz- 
nienia studentów i jako eksperyment jest niepo- 
Irzebna. Obecny system szkolenia absolwen- 
tów w Szkołach Podchorążych Rezerwy jest 
dobry. sprawdza sie. 
- Czy w najbłiższym czasie może dojść 
do jakichś zmian w systemie szkolenia wojs- 
 
kowego? - 


luty 2001 -
		

/Czasopisma_107_10_057_0001.djvu

			. . 


Przegląd 


JEST HALA! - W OBRAZKACH 


Na spotkaniu zorganizowanym specjalnie 
dla "Głosu Uczelni" członkowie tOTuńskiej 
Fundacji "Pro Corpore at Animo Sano" za- 
prezentowali fotogramy z projektem hali wido- 
wiskowo-sportowej, która stanąć ma na terenie 
UMK u zbiegu ulic św. Józefa i Śniadeckich 
(część z nich prezentujemy na 3 stronie okła- 
dki). O pomyśle tym pisaliśmy już obszernie na 
łamach "Głosu Uczelni". Przypomnijmy - po- 
wSianie nowoczesnej hali widowiskowo-spor- 
towej to główny cel działania utworzonej dzie- 
więć lat temu fundacji. złożonej w większości 
z byłych członków legendarnej drużyny koszy- 
karskiej - Twardych Picrników. Hala, która 
łączyłaby funkcje centrum sportowego, kul- 
turalncgo i kongresowego, stałaby się jedno- 
cześnie przyczynkiem do utworzenia na UMK 
Centrum Kultury Fizycznej - jednostki dydak- 
tycznej oraz naukowo-badawczej (kształcącej 
w zakresie menedżerstwa sportowego). Koszty 
tej ogromnej, jak na warunki toruńskie, inwes- 
tycji pokryłby Uniwersytet (oddając odpowie- 
dni teren), władze miasta oraz Urząd Kultury 
Fizycznej i Sportu. 
Pod koniec 2000 r. pojawiła się realna 
szansa wykorzystania w Toruniu gotowego już 
projektu hali mieszczącej 5 tysięcy widzów, 
która z podobnym przeznaczeniem (wyłączając 
koncepcję Centrum Kultury Fizycznej) miała 
zostać wybudowana w Sopocie. Po rezygnacji 
władz nadmorskiego kurortu z tej inwestycji, 
projektem zainteresowała się toruńska funda- 
cja. W połowie stycznia br. w Toruniu przeby- 
wał główny projektant - prof. Wojciech Zabło- 
cki - który pozytywnie ocenił toruńską lokali- 
zację oraz możliwość zaadaptowania projektu 
do nowego terenu. - Ten projekt dokładnie 
odpowiada na.fzej wilji hali - mówi prof. 
Andrzej Kola, prezes toruńskiej Fundacji -Je- 
.m uda .fię go odkupić i zgromadzi,' przewidy- 
wane Jrodki. za trzy lata obiekt powinien być 
gO/(Jwy. Szacowany kOSZlodkupienia projektu 
to 1,2 mln złotych. 
"Głos Uczelni" będzie uważnie śledzić 
postępy w realizacji tego ambitnego zamierze- 
nia - budowa hali widowiskowo-sportowej to 


jedna z ważniejszych dla miasta inwestycji 
początku XXł w. 


KOSZYKÓWKA 


Nieuchronnie zmierzając do spadku 
Nawet wizja hali jako idealnego miejsca do 
rozgrywania spotkań koszykarskich nie jest 
w stanie ożywić zespołu koszykarzy AZS 
Toruń. którzy nieuchronnie zmierzają do spad- 
ku z ekstraklasy (przypomnijmy, że do I ligi 
zostaną zdegradowane cztery z piętnastu dru- 
żyn). W styczniu z powodu meczów reprezen- 
tacji w eliminacjach do Mistrzostw Europy 
zespół trenera Jacka Kalinowskiego rozegrał 
jedynie dwa mecze. W Toruniu pokonał SKK 
Szczecin 69:68 (najwięcej punktów dla. AZS 
zdobyli Chromicz 14, Karwanien 13 oraz Zytko 
12), natomiast zupełnie skompromitował się 
w Bytomiu, przegrywając znajsłabszymi 
w tym roku w lidze Bobrami aż 65:97 (Kar- 
wanien 22, Miszczuk 16). Porażka w Bytomiu 
potwierdza tragiczną obecnie sytuację finan- 
sowo-organizacyjną toruńskiego klubu oraz 
pozorny jedynie charakter wzmocnień dokona- 
nych pod koniec stycznia (do zespołu dołączyli 
Sebastian Kaszewski, Krzysztof Der OTaz Ma- 
rek Miszczuk. odszedł natomiast center Da- 
riusz Lewandowski). Znamienne dla sytuacji 
klubu jest odejście jego wieloletniego kierow- 
nika oraz menedżera Zdzisława Markuszews- 
kiego - pracownika Wydziału Nauk Ekonomi- 
cznych i Zarządzania UMK. Obok trenera 
Ryszarda Szczechowiaka, był on jedną z waż- 
niejszych postaci toruńskiej męskiej koszy- 
kówki ostatnich kilkunastu lat. 
Drużyna AZS Toruń po 18 meczach z 22 
punktami zajmuje w labeli 13 miejsce. 
Nieco lepiej powodzi się koszykarkom 
ZapolexulErbud/AZS TOTuń, którym po serii 
niepowodzeń udało się wygrać kilka spotkań. 
W ostatnich pięciu kolejkach drużyna trenera 
Piotra Blajela pokonała we Wrocławiu Toyę 
Ślęzę 8 I :70, przegrała w Toruniu z Bick Bla- 
-ckiem Startem Gdańsk 66:69 oraz Polfą Pabia- 
nice 67:77, następnie wygrała jednak z Wisłą 
Cristal Kraków 48:47 oraz SMS PZK War- 
szawa 82:70. Po czternastu kolejkach z 19 
punktami zespół toruński zajmuje 9 miejsce. 


Zakończyli i rozpoczęli 
Pozycję lidera Ligi Akademickiej Koszy- 
kówki utraciła drużyna AZS UMK Dompol. 



 


- Są plany skrócenia zasadniczej służby 
wojskowej z 12 do 9 miesięcy. ale to wymaga 
jeszcze nowelizacji ustawy. Być może. w ra- 
mach tych zmian szkolenie absolwentów stanie 
się również krótsze, a zmiana dotyczyć będzie 
części praktycznej. Nie zmieni się za lo na 
pewno moment przeprowadzenia szkolenia. 
- Ile obecnie pieniędzy otrzymuje pod- 
czas szkolenia w SPR absolwent posiadający 
rodzinę? 
- Stawka zmienia się wraz znajniższym 
uposażeniem w kraju. Obecnie jest to okolo 800 
zl miesięcznie. Lecz trzeba dodać, że "żonatych 
i dzieciatych" staramy się nie brać. Na tym 
między innymi polega rola komisji kwalifika- 
cyjnej. 
- .Jakie istnieją możliwości odroczeń? 
- Zasada generalna jest taka, że każdy 
absolwent w ciągu 18 miesięcy od chwili 
ukończenia studiów powinien być zakwalifiko- 
wany do szkolenia, na "tak" lub na "nie". Jeśli 


- luty 2001 


ktoś się ukrywa, unika kontaktu, to okres ten 
wydluża się o kolejne 18 miesięcy. Można też 
ubiegać się o służbę zastępczą, która trwa 
9 miesięcy. Zdarza się to jednak niezmiernie 
rzadko. I jeszcze bardzo ważna rzecz: od lipca 
2000 r. istnieje poprawka do ustawy o po- 
wszechnym obowiązku służby wojskowej, któ- 
ra - w przypadku notorycznego niestawiania 
się na wezwania - nakazuje wojskowemu 
komendantowi uzupełnień kierowanie z urzędu 
sprawy do prokuratora. Niestawianie się do 
WKU jest więc przestępstwem. Nikomu tego 
nie życzę i podkreślam: komendant WKU 
w Toruniu jest przyjacielem UMK i stara się 
zrozumieć sytuację każdego. Trzeba tylko za- 
cząć traktować wojskowych jak normalnych, 
wyksztalconych ludzi. z którymi można się 
dogadać. 
- Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: 
Andrzej Romański 


W zaległym meczu, kończącym I rundę roz- 
grywek, nasi studenci przegrali z tradycyjnie 
już najsilniejszym rywalem - AZS AR Lublin 
- 73:87. Punkty dla UMK zdobyli: lejek 18. 
Chromicz t5, ŻYlko 14, Beciński I I, Lipiński 
10. Gutowski i Tracz po 2. Michniewicz I. 
W ten sposób drużyna trenera Marka Ziółkows- 
kiego I rundę zakończyla na drugim miejscu, co 
może mieć znaczenie przed decydującą fazą 
play-off. Spośród toruńskich zawodników 
w pierwszej rundzie najlepiej zaprezentowal 
się lider strzelców ITeneusz Chromicz (zdoby- 
wający średnio ponad 17 pkt.). dorobek punk- 
towy drużyny najbardziej wzbogacają ponadlo 
Adam lciek (prawie 17 w meczu), Tomasz 
Beciński (16) oraz Tomasz Lipiński (14,5). Na 
wyróżnienie zaslugują ponadto Łukasz Żytko, 
mający w meczu średnio 6 asyst, oraz Tomasz 
Tracz - osiem razy zbierający pilkę pod tab- 
licami. 
Drużyna AZS UMK Dompol udanie roz- 
poczęła II rundę rozgrywek, pokonując na 
wyjeździe AZS Politechnikę Częstochowa 
78:57 (punkty dla UMK: Żytko 13. Beciński 
\3, Chromicz 13, lciek 3, Gutowski 3 OTaz 
Michniewicz 10, Tracz 8, Dzierżawski 7, 
M. Rudnicki 5, T. Rudnicki 3). Z kolei u siebie 
torunianie wygrali z AZS WSZiB Poznań 
(punkty: P. Gutowski 22, A. leiek /3, 
T. Lipiński 12, Ł. Żyłko I I, T. Beciński 9, 
I. Chromicz 6. T. Tracz 4, T. Rudnicki 3, 
J. Dzierżawski i M, Rudnicki po 2). 


Coraz bliżej końca 
Do końca rozgrywek zbliżają się studenci 
startujący w wewnątrzuczelnianych mistrzost- 
wach w koszykówce mężczyzn. Na placu boju 
pozostały już tylko cztery z sześciu najlepszych 
drużyn wyłonionych w meczach grupowych. 
Po serii spotkań "każdy z każdym" do półfinału 
awansowali: Beastie (9 pkt.), Złotopolscy (8 
pkt.), La Niggaz (8 pkt.) oraz Nic z Tego (7 
pkt.). Pomiędzy tymi zespołami rozegra się 
walka o medale. 


PIł,KA NOŻNA 


Wyslartowała Studencka Liga Piątek Pił- 
karskich. Do rozgrywek przystąpiło 20 ze- 
społów, które podzielone zostały na dwie gru- 
py. Komplet wyników I kolejki: Grupa A: 
Sreberka Świstaka - Behemoty 2: I, Huragan 
Św. Lipka - Specjaliści 2:4. Team "A" - Ostat- 
nia Szansa 3:2, Globtroters - FC Zatorze 
Olsztyn t :4; Grupa B: AZS UMK - Widaś 
i Przyjaciele 9: t, Orły Górskiego - Średnia 
krajowa 3:5, Barex - Fighters 2:8, Dragoni 
- FC Drzewce 4:3. Moralni zwycięzcy - Różo- 
wa Landrynka 6:3. Na czele tabeli grupy 
A plasuje się FC Zatorze Olsztyn przed Spec- 
jalistami, w grupie B przoduje AZS UMK 
przed Fighters. 


WIOŚLARSTWO 


Medate w hali 
Podczas rozegranych we Wrocławiu Mist- 
rzoslwach Polski na ergometrze dwa medale 
zdobyli zawodnicy AZS UMK. W wadze lek- 
kiej seniorów srebrny medal wywalczył Robert 
Laskowski. a Magdalena Kępska. również 
w wadze lekkiej, zdobyła brąz. Bez medalu 
z mistrzostw powrócił nasz olimpijczyk Sławo- 
mir Kruszkowski. 


Andrzej Romański 


rłffTj UCZElni 25 


.........
		

/Czasopisma_107_10_058_0001.djvu

			Przegląd 
Już ponad 500 lat 


Dokładnie o północy dzwonnicy katedry św. Janów rozpoczęli swą 
pracę. Już po drugim lub trzecim nadepnięciu w pomost połączony 
z zawieszeniem dzwonu żelazne serce dosięgło spiżowego wieńca. 
Potężny dźwięk ginął jednak w huku odpalanych rac i petard. W rytm 
przeszywających niebo błysków równole
e smugi kolorowego świat- 
ła przenikały przez żaluzje. Dziki taniec barw omiatał mroczne 
zazwyczaj wnętrze wieży, a rozkołysany dzwon rzucał na ściany 
ogromne, zniekształcone cienie. Tuba Dei - Trąba Boża po raz 
pięćsetny ogłaszała swojemu Toruniowi nadejście Nowego Roku. 
Digitus J}ei - jedyna wskazówka sąsiadującego piętro wyżej Palca 
Bożego obwieściła miastu godzinę zero Trzeciego Tysiąclecia. 


Maciej Mikołajewski 


Komu bije Tuba Dei? 


Tajemnice św. Janów 
I zegar, i dzwon są arcydziełami średniowiecznego rzemiosla 
artystycznego i świadczą o ówczesnej potędze Torunia, a dziś jego 
wielowiekowej tradycji. Wokół ich niezwykłej formy i wdzięcznych 
imion osnuto przez wieki wiele legend, ale nie przeprowadzono rzetel- 
nych studiów historycznych. Zegarowi przypadła bardziej mozolna 
i nieustanna praca, tak że z oryginału pozostały resztki mechanizmów 
i pieczolowicie odrestaurowana tarcza. Wielki dzwon jest używany 
szczególnie oszczędnie i zgodnie z przepisami liturgicznymi. Dzwonienie 
w okolicznościach świeckich dozwolone jest jedynie za zgodą biskupa. 
W dzwonach kołysanych szczególnie narażone są te partie wieńca, 
w które nieustannie uderza serce. Dlatego na początku XX w. obrócono 
cały kielich o 90 stopni, dzięki czemu mimo pięciuset lat koncertowania 
Tuba Dei wciąż stanowi niezwykły i unikalny instrument muzyczny. 
Ślady czterechsetnego i stuletniego bicia w dwóch prosIopadłych kierun- 
kach widać na zdjęciu w tym numerze GU. Królszy żywol ma na ogół 
serce dzwonu, i te dzwony zabytkowe są zazwyczaj po kilku "transplan- 
tacjach". 
Obchodzone 500-lecie Tuba Dei wiąże się z umieszczoną pod jego 
koroną datą odlewu, 22 IX 1500, chociaż nie wiadomo, czy len termin 
został dotrzymany. Inskrypcja i zdobienia powstają w technice odlewu na 
wosk tracony, który przyklejany jest przez ludwisarza do powierzchni 
glinianego dzwonu fałszywego. Dalsza technologia wymaga oblepienia 
całości gliną i wypalenia w piecu. Uzyskaną w len sposób formę trzeba 
najpierw zdjąć w kilku częściach z dzwonu fałszywego, następnie scalić 
i zakopać. Wlany do formy metal, dla uniknięcia naprężeń powinien wiele 
dni krzepnąć i stygnąć stosownie do wielkości dzwonu. Tym bardziej 
niepewna jest data pierwszego dzwonienia. Intencją fundatorów - miesz- 
kańców miasta - było przywitanie jego brzmieniem XVI wieku w noc 
sylwestrową 1500 roku. Biorąc pod uwagę sposób transportu dzwonu na 
wieżę po wielosetmetrowej pochylni i późniejszy montaż kolosa na 
obelkowaniu, jest prawdopodobne, że poświęcenie - pierwszy koncert 
miał miejsce dopiero w dniu patronów świątyni, 24 VI 1501 r. Drugą 
informacją, w sposób sprzeczny podawaną w przewodnikach i prasie, jest 
zestrojenie dzwonu. Nie ma zgody nie tylko co do tonu podstawowego, 
ale nawet co do tonacji - czy to molowej, czy durowej. 


Konferencja dzwonników 
Dzwonnicy od św. Janów pilnie strzegą swojego dzwonu wraz z jego 
legendami i tajemnicą. Dopiero jubileusz sprawił, że zeszli z cienistej 
wieży, by przygotować sesję popularnonaukową: "Toruńskie dzwony 
- 500 lal Tuba Dei". Odbyła się ona 25 XI ub. r., przy wsparciu Instytutu 
Historii i Archiwistyki UMK, Konserwatora Diecezjalnego i Stowarzy- 
szenia Historyków Sztuki, w przepięknej, choć za małej sali Centrum 
Dialogu Społecznego im. Jana Pawła II. NiesIety, występujący podczas 
sesji historycy woleli powtarzać prasowe informacje o ilości wciągają- 
cych dzwon wołów, zamiast spróbować poszukać oryginalnych źródeł, by 
ustalić choćby podstawowe daty. Zabrakło też fizyka, choćby i magistran- 
ta, który potrafiłby wyznaczyć widmo częstości dzwonu i określić 
w obiektywny sposób jego tonację. 
Najciekawsze okazało się wygłoszone z pasją wystąpienie samego 
szcfa toruńskich dzwonników, Tomasza Jaworskiego, na temal obecnego 
stanu miejskich dzwonów. Zupełnie unikatowy charakter miały prezen- 
towane przez niego zdjęcia. Autor dolarł nie tylko do większości 
toruńskich dzwonów, ale leż sfolografował miasto z tej niezwykłej 
perspektywy; czasem nawet wychodził wprost na strzeliste gotyckie 


dachy, by uzyskać unikatowe zbliżenia elementów gotyckiej architektury 
i wyposażenia. Zarówno dokumentacyjny, jak i estetyczny walor wielu 
z tych ujęć wart jest wydania dobrze ilustrowanego sprawozdania 
z konferencji. 
Najbardziej kompetentna okazała się natomiasl wypowiedź wywoła- 
nej z widowni ludwisarki, Bogumiły Felczyńskiej, na temat technologii 
produkcji dzwonów. Jako plastyk po studiach na Wydziale Sztuk 
Pięknych UMK, jest ona autorką zdobień dzwonów wykonywanych 
w jednej z dwóch odlewni przyznających się dziś do 200-Ietnich tradycji 
i doświadczenia słynnych ludwisarzy o tym nazwisku. Dowiedzieliśmy 
się np., że stop, z którego się odlewa dzwony, składa się w 78% z miedzi 
i w 22% z cyny, a dodatek ołowiu wprawdzie poprawia tak istolną 
zwłaszcza podczas odlewu rzeźb i pomników lejność stopu, lecz zupełnie 
psuje dźwięk dzwonu. 
Największą atrakcją spotkania była możliwość obejrzenia słynnego 
dzwonu. Na górę prowadzą malownicze, kręte schody - "klatki schodo- 
we" zresztą odbijają się walcowatą strukturą nad ulicą Żeglarską. Ruch 
turystyczny byłby tu możliwy po odgruzowaniu na zejście drugiej pary 
schodów, zamontowaniu poręczy i usunięciu żelaznej klamry spinającej 
mury, a przechodzącej przez środek schodów. Ludwisarka i tutaj okazała 
się najwłaściwszym przewodnikiem. Z zachwytem przyjęła oryginalne 
średniowieczne obelkowanie: "Tu można powiesić jeszcze kilka dzwo- 
nów!" - zauważyła. Dostrzegła też, że zawieszone po obrocie dzwonu 
o 90 stopni w 1906 r. serce bije o kilka centymetrów za nisko, poniżej 
maksymalnego zgrubienia wieńca. Już na podstawie prezentowanych 
zdjęć toruńskich dzwonów zwróciła uwagę, że znakomita ich większość, 
łącznie z Tuba Dei, ma nieproporcjonalnie długie serca, przystosowane 
do ręcznego pobudzania instrumentu do drgań - tzw. bajerowania. 
Perkusista jest wtedy zdolny nie tylko do wydobywania subtelniejszych 
tonów i akordów i minimalizowania szmeru samego uderzenia, ale też do 
uzyskiwania specjalnych efektów poprzez pogoń za biegnącą po ob- 
wodzie falą stojącą. 


Muzyka sfer 
Tuba Dei uruchamiany jest przez kołysanie. Uderzenie serca powo- 
duje silny szmer o ciągłym widmie częstości. Dopiero z pewnej 
odległości, w której większość niskich i wysokich składowych szmeru 
trafia poza obszar słyszalności i zlewa się ze szmerami pochodzącymi 
z najbliższego otoczenia, można w pełni podziwiać brzmienie dzwonu: 
przypominający akord wieloton. Drgania grającego dzwonu występują 
niemal w identycznej formie w przyrodzie w postaci nieradialnych 
pulsacji i oscylacji gwiazd. Niebiański głos Tuba Dei nabiera więc jeszcze 
bardziej boskiego znaczenia, o czym - jako astronom - nie mogę nie 
wspomnieć. 


Dzwonnicy przełomu tysiącleci 


r; -- -- - 
Na pomoście do kotysania dzwonu staje przeważnie 6 dzwon- 
ników, choć cała ekipa ze względu na różne inne obowiązki i wypadki 
losowe liczy w tej chwili osiem osób: Tomasz Jaworski (szef 
I dzwonników, 10 lat_ dzwonienia), Kr
ys
tof 
rzegiętka (najs.tar
zy . 
stażem, 15 lat na wIeży), Marek Naslemewskl (10 lat dzwomema), 
I Krzysztof Lange, Igor Kondzielski (10 lat stażu), Bogumił Lapicz, 
Maria Jaworska (dzwonniczka), J. Szmańda (debiutant). 


Dzwonnicy pełnią swoje obowiązki honorowo i nie pobierają pensji 
ani z miasta, ani z kurii. Są też ludźmi skromnymi, unikającymi rozgłosu. 
Ich nazwiska podajemy z milenijnych względów historycznych. Poza 
jedyną kobietą (studentka medycyny) wszyscy są absolwentami UMK, 
a czworo asystentami na naszej Uczelni. 


Koncerty 
Datę i godzinę najbliższego koncertu Tuba Dei można zawsze 
znaleźć na serwerze... Instylutu Fizyki na slronie internelowej jednego 
z dzwonników: http://www.phys,uni.to run.plJ-przeciul. 

a specjal nym i okazjami Uak p;;y jazd Papież 
 lbo o
tatnio I 
I - 5 1- br
 - koniec obchodów Roku Jubileuszowego) Tuba Dei dzwoni 
6 razy w roku: na Nowy Rok, na Wielkanoc (na rezurekcję o 6 rano), na 
I procesję Bożego Ciala, 24 VI na św. Jana, I I XI na Święto 
I Niepodleglości i na paslerkę w Boże Narodzenie. 
Najlepszym miejscem do wysłuchania pełni efektów muzycznych 
lącznie z niezwykłym współudzialem zjawisk atmosferycznych jest 
- przeciwlegly brzeg Wisly na Kępie Baznrowej. Warto skorzystać, 
dopóki ktoś nie wpadl na pomysł, by tam sprzedawać bilety. 


Pełna wersja tego tekstu znajduje się na stronach internetowych GU. (red.) 


26 rrrrJJ UCZElni 


lut y 2001 - 


........
		

/Czasopisma_107_10_059_0001.djvu

			r 


Na Spitsbergenie 


Przegląd 


Moje zauroczenie SpitsberRenem rozpoczęło się latem 1997 r. Byłem wówczas jeszcze 
studentem Instytutu GeoRrafii UMK. Pracowałem jako meteorolog w ramach 
zorRanizowanej przez nasz Uniwersytet XIII Toruńskiej Wyprawy Polarnej. Moje badania 
zaowocowały po powrocie do kraju napisaniem pracy magisterskiej, a jej promotorem 
był wietokrotny uczestnik wypraw polarnych. prof. Gabriel Wójcik. Porażony arktycznym 
bakcylem. powróciłem do Toruńskiej Stacji na Kaffioyra po roku. Pierwsze "polarne 
sztify" zbierałem na tych wyprawach u prof. Marka Grzesia z Zakładu Badań Polarnych 
i KriotoRii UMK. 



, 



 ! 


- ",", r..... 


",. 


.' 


.. 



 


ł 


W historii Pol- 
skiej Stacji Polar- 
nej odnotowano do- 
tąd zimowania 
czterech toruńskich 
naukowców. 
W drugim zimowa- 
niu w Hornsundzie 
(1978/79) uczestni- 
czyło dwóch toruń- 
skich geografów: 
prof. Jan Szupry- 
czyński Uako kie- 
rownik Wyprawy. 
obecnie prof. Insty- 
tutu Geografii i PZ 


.
, ..
. 
. _" 



"" 
""'- 


IRolk Z Gólr[ą 1Kolpelrlrniilkc8 


Mój trzeci wyjazd na Spilsbergen rozpo- 
czął się I lipca 1999 r. w Gdyni. Tym razem 
uczestniczyłem w XXII Wyprawie Polarnej na 
Spitsbergen. zorganizowanej przez Instytul 
Geofizyki PAN w Warszawie. Wyruszyliśmy 
statkiem NIS "Professor Shtokman". Razem 
z XXII Wyprawą Polarną PAN płynęli uczest- 
nicy wypraw regionalnych: UMK. Uniwersyte- 
tu Śląskiego w Katowicach oraz Uniwersytetu 
im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Tra- 
sa. licząca ok. 1900 mil morskich. czyli 3500 
kilometrów, wiodta przez Cieśniny Duńskie, 
następnie Morzem Północnym i Norweskim 
wzdłuż wybrzeży Norwegii. potem Morzem 
Grenlandzkim. Po drodze wpłynęliśmy do Go- 
teborga. gdzie pobraliśmy 80 ton paliwa do 
naszych agregatów prądotwórczych. 
Do Zatoki Białego Niedźwiedzia w fior- 
dzie Hornsund, w południowej części zach. 
Spitsbergenu. nad którą położona jest Polska 
Stacja Polarna, wpłynęliśmy 8 lipca po połu- 
dniu. Wykorzystując sprzyjającą pogodę, na- 
tychmiast przystąpiliśmy do wyładunku żyw- 
ności, sprzętu i paliwa, a następnie do załadun- 
ku śmieci i złomu. Pracowaliśmy bez przerwy 
ponad 50 godzin. Jednocześnie każdy z nas 
przejmował swoje obowiązki od kolegów 
z XXI Wyprawy Polarnej. 
Stację założono w lipcu 1957 r. przez 
Wyprawę Polskiej Akademii Nauk w czasie 
Międzynarodowego Roku Geofizycznego 
1957/58. Pierwszą catoroczną wyprawą kiero- 
wał znany polski badacz polarny prof. Stani- 
sław Siedlecki. W latach następnych Stacja 
była wykorzystywana przez wiele letnich eks- 
pedycji, organizowanych przez różne ośrodki 
uniwersyteckie i PAN. Na następne całoroczne 
badania trzeba by lo czekać do t978 r. Od 
czerwca 1978 r. trwają nieprzerwanie do dziś 
polskie badania polarne wokół Hornsundu. 


- Juty 2001 


PAN w Toruniu) i dr Mieczysław Banach 
(obecnie prof. WSP Słupsk). W latach 1980/81 
zimował dr Marek Grześ (obecnie prof. UMK), 
a ostatnim był niżej podpisany z wyprawy 
1999/2000. 
Stacja Polarna PAN na Spitsbergenie jesl 
nowoczesnym kompleksem badawczym, na 
który składa się kilka budynków. Pierwszy, 
tzw. zimowy, o łącznej kubaturze 840 m] (II 
jednoosobowych pokojów, salon-jadalnia, ku- 
chnia, łazienka, wc, radiostacja, meteo, po- 
czta). Budynek zimowy jest połączony z let- 
nim. który ma kubaturę 680 m]. Znajdują się 
w nim pokoje dla 20 osób, laboratoria i maga- 
zyny. Budynek elektrowni - o kubaturze 350 
m] - oddalony jest od głównych budynków 
o ok. 30 m. Zainstatowane są w nim 3 agregaty 
prądotwórcze o mocy po 55 KW każdy. Agre- 
gaty pracują nieprzerwanie na zmianę. Welekt- 
rowni znajduje się także warsztat naprawczy 
sprzętu technicznego. W pobliżu elektrowni są 
4 zbiorniki paliwa do agregatów, o pojemności 
po 24 m]. Wszystkie budynki są ogrzewane 
elektrycznie. Stacja posiada także zabudowa- 
nia pomocnicze: garaże i hangary dla łodzi 
i sprzętu pływającego, silników do łodzi, na 
brzegu Isbjornhamna, oraz magazyny pomoc- 
nicze i dwa pawilony geofizyczne. W 1988 r. 
została zainstalowana oczyszczalnia ścieków 
(biologiczno-mechaniczna), co znacznie pod- 
niosło komfort i przyczyniło się do poprawy 
ochrony ekosystemu okolic Stacji. Jako cieka- 
wostkę dodam. że Królewska Poczta Norweska 
założyła w Polskiej Stacji Polarnej "punkt 
pocztowy", który jest światową atrakcją dla 
filatelistów. 
Celem mojej Wyprawy (8 osób) była kon- 
tynuacja stałych, wieloletnich obserwacji w cy- 
klu rocznym z zakresu meteorologii, glacjolo- 
gii, magnetyzmu ziemskiego, sejsmologii oraz 
obserwacje struktury i dynamiki jonosfery, 
wiecznej zmarzliny, elektryczności atmosfery 


i zawartości ozonu w atmosferze. W okresie 
letnim Stacja służyła też jako baza dla wypraw 
organizowanych przez różne instytuty PAN 
i uczelnie. 
Podczas całego roku odwiedziło naszą 
Slację blisko pół tysiąca turystów z wielu 
krajów świata. Interesowali się wszystkim, co 
robimy, jak żyjemy, na czym polega nasza 
praca itd. Czasami takie wizyty bywały dla nas 
dość męczące, szczególnie wtedy gdy turystów 
było wyjątkowo dużo. Np. 23 lipca 1999 r. 
odwiedziło nas ponad 100 turystów amerykańs- 
kich. Bywały czasem takie wizyty, które spra- 
wiały nam wiele radości. m.in. 21 października 
gościliśmy przedstawicieli gubernatora Sval- 
bardu. Razem z nimi przyleciał ksiądz Miros- 
ław z Tromso. Specjalnie dla nas odprawił 
mszę pod dużym krzyżem stojącym na Wil- 
czekoden, tuż nad brzegiem morza. Było to dla 
wszystkich naprawdę wielkie przeżycie. 13 
grudnia w towarzystwie swoich współpracow- 
ników odwiedził nas gubernator SvalbaTdu 
- Morten Ruud, składajac życzenia z okazji 
Świąt i Nowego Roku. 29 marca 2000 r. 
z roboczą wizytą bawili u nas toruńscy glac- 
jolodzy: prof. Marek Grześ i mgr Ireneusz 
Sobota, w drodze do Bazy UMK na Kaffioyrę. 
Nowym przeżyciem i doświadczeniem, 
zapadającym głęboko w pamięć każdego polar- 
nika,jest noc polarna. Na tej szerokości geogra- 
ficznej trwa ona od 31 października do 12 
lutego. W czasie prac terenowych Księżyc 
zastępował nam Slońce, a inne piękno krajob- 
razu w czasie zimy ukazywaly nam zorze 
polarne - o zmieniających się kształtach i bar- 
wach. Wszystkich wrażeń nie przekaże się 
w krótkiej informacji, ale chciałbym Czytel- 
nikom "Głosu" opowiedzieć jedną z moich 
przygód. W styczniu ub. r. z dwoma kolegami 
wybrałem się do starej chaty traperskiej pod 
Gnalberget. Zimą jest ona zasypana całkowicie 
śniegiem. I tam w czasie zimowego pobylu 
mieliśmy wizytę 3 misiów. "Tańczyły" nam na 
dachu, a potem próbowały wyjąć gorący kom- 
in... Niedźwiedzie na wyprawie spotykaliśmy 
ponad 100 razy. Podchodziliśmy do nich każ- 
dorazowo z należytym respektem. W ario wspo- 
mnieć, że uczestnicy wyposażeni są w ostrą 
broń do obrony przed ewentualnym atakiem 
króla Arktyki. 
Badania klimalyczne, klórymi zajmowa- 
łem się na wyprawie, wykazały, że utrzymuje 
się tendencja do ocieplania tej części Arktyki. 
ŚTednia roczna temperatura powietrza (-3,7"C) 
była wyższa od średniej z wielolecia o 1,1"e. 
Najniższa zarejestrowana temperatura wynios- 
ła -24,8"e. Niskim temperaturom towarzyszyły 
bardzo silne wiatry, często przekraczające 160 
km/h. Wówczas można czasami ujrzeć nad 
tundrą latające 200-litrowe puste beczki po 
paliwie... Suma roczna opadu wyniosła 500,9 
mm i była większa od średniej wieloletniej. 
Na zakończenie wróćmy jeszcze do histo- 
rii. Pierwsza polska wyprawa pracowała na 
Spitsbergenie w 1934 r. Polacy prowadzili 
w terenach zupełnie dziewiczych badania geo- 
dezyjne i geologiczne. Po tej wyprawie na 
zawsze pozostały na mapach Spitsbergenu ta- 
kie nazwy, jak: Ostra Brama, Warszawa czy... 
Góra Mikołaja Kopernika (1035 m n.p.m.). 
Piękno "naszej góry" mogłem wielokrotnie 
podziwiać podczas prac terenowych - potwier- 
dzają lo zdjęcia. 


Autor jest asystentem w Zakładzie Ktimato- 
logii Instytutu Geografii UMK. (red.) 


rłffT] UCZElni 27 


........
		

/Czasopisma_107_10_060_0001.djvu

			Felieton 


Niedawno w Instytucie Socjolo
ii uczestniczyłem w dyskusji "Auto- 
rytety rzeczywiste i autorytety pozorne". Ijak to bywa, spostrzeżenia 
najciekawsze, przynajmniej dla mnie, przyszly po dyskusji. W dodat- 
ku przy lekturze tekstu prasowego. 


Andrzej Zybertowicz 


· olitykowanie uczonych 


Czytam w dzienniku "Życie" rozmowe z Bogdanem Musiałem, 
niemieckim historykiem młodego pokolenia. Rozglos przyniosly mu pub- 
likacje, w których wykazał, że prezentowana w Niemczech wystawa 
,,Zbrodnie Wehrmachtu" zawiera materialy ilustrujące zbrodnie NKWD. 
Rozmowa zahacza o kwestie rewizji przyjetych - nie tylko w nauce, ale też 
i przez media - pewników. Wspominajijc pułapki politycznej poprawności 
i przywołujijc swoje doświadczenia ze wspomnianij wystawij, Musial mówi: 
Zanim .fir za niq zabrałem. długo sir namy.flałem. Wystawa ta była 
dogmatem. W ciqgu 3-4 lat stała .fir kultem praktycznie religijnym. Krytyka 
wy.ftawy była bluinier.ftwem. Za.ftanawiałem sir: mój Ty Boie. zacznr 
krytykować, to mnie zjedzq. M'Jwiqc .fzczerze, żeby takim tematem sir 
z.ajmować, trzeba mieć co.f wircej nii .famq umiejrlno.fć pracy naukowej 
- trzeba być taktykiem, strategiem (podkr. - AZ). 
Choć w sporach badawczych bez umiejetności taktycznych czesto ani 
rusz, to nie UCZij ich na żadnym kursie metodologii nauk. Dlaczego? Wiąże 
sie to chyba z mitem racjonalności, zzalożeniem (myśle, że nietrafnym), iż 
w debatach naukowych o sukcesie poznawczym przesijdzajij argumenty 
czySIo racjonalne. odwołujijce sie do zasad logiki i do regul poprawności 
warsztatowej, tj. procedur gromadzenia i oceny danych empirycznych. 
Błedność takiej racjonalistycznej wizji nauki uchwycimy, zauważając, 
iż w sporach poznawczych nader rzadko (bodaj najcześciej zdarza sie to 
w naukach formalnych) wystepuje taki poziom dookreślenia wywodu, by 
można prześledzić wszystkie ogniwa rozumowania. Rzadko można kont- 
rolować dane rozumowanie w jego całoksztalcie: od najbardziej pod- 
stawowych założeń filozoficznych (z natury swej niesprawdzalnych, ale 
nieeliminowalnych), poprzez hipotezy teoretyczne do - powiązanych z nimi 
- ustaleń faktograficznych. Badacze, podobnie jak faceci z kontroli 
technicznej w fabryce, na podstawie analizy fragmentu wyrabiają sobie 
opinie o całości wyrobu. 


Im mniej odkrywcze, przelomowe rozumowanie, tym wieksza cześć 
jego elementów jest dobrze znana odbiorcom, ergo mniej kontrowersyjna. 
Gdy zaś w gre wchodzą hi po/tezy radykalnie nowe, poziom niedomkniecia 
wywodu znacząco wzrasta. A już lawinowo, gdy koncepcja nie tylko jest 
nowatorska, ale w dodatku jeszcze w powijakach, np. dopiero w postaci 
projektu badawczego. Nie tylko w żadnym poszczególnym wykładzie nie 
sposób przedstawić pelnej argumentacji na rzecz złożonej nowej teorii, ale 
nawet w żadnej poszczególnej ksiijŻce (przypomina sie marzenie Borgesa: 
świat opisać w jednej tylko ksiedze). 
Tu pojawia sie miejsce na zaufanie. Skoro nie wystarcza logika, 
potrzebnajest retoryka, tj. w istocie: wiara. Wiara w to, że ktoś ma racje. Ale 
dlaczego mamy wierzyć komuś, czyjego rozumowania nie jesteśmy w stanie 
w pelni skontrolować - choćby z tej przyczyny, iż rozumowanie to jest 
w fazie zalążkowej? Możemy mu/jej uwierzyć, zaufać - ponieważ ma 
autorytet. 
Nie za każdym pójdziemy w ogień; za niektórymi ludźmi tak. 
W niektórych przypadkach założymy, iż coś ma sens - choćby przed nami 
na razie ukryty. Autorytet=zaufanie=przyzwolenie na robienie czegoś 
niekonwencjonalnego. 
Na czym zatem w naszej - rzekomo oddanej prawdzie obiektywnej 
- uczonej branży polegajij zabiegi taktyczne? Jak zjednać do koncepcji 
niezgodnej z dotychczas panującymi wyobrażeniami krytycznie usposobio- 
ne audytorium badawcze? 
Niejednokrotnie taktyka wymaga przyjecia postawy politycznej: nie 
mówimy tego, co wydaje sie nam najbardziej słuszne, ale prezentujemy to, 
co wyborcy, tj. koledzy badacze, pragną usłyszeć. Jeśli chcemy przekazać 
tzw. prawdy niepopularne, to najpierw musimy ich zjednać tym, czego 
słuchać im miło. Idziemy na kompromis - coś za coś. Nie przedstawiamy 
całej "prawdy" - gdy umysł odbiorcy nie jest na nią gotowy - sączymy po 
kropelce, przyzwyczajając stopniowo. 
Powiedział aforysta: Prawda zwyciria nie bez orria. Czasem skutkuje 
podczepienie swoich badań pod wpływowy układ lub jednostke o poteżnym 
wpływie. Ale autorytet nie tylko skraca argumentacje, czesto w ogóle ją 
zastepuje. 
Kooptacja (uzupełnienie składu organu kolegialnego nowymi człon- 
kami bez zwracania sie do wyborców), to nie tylko mechanizm doboru kadr 
w instytucjach władzy. To także mechanizm rozwoju wiedzy. Prawidłowa 
bowiem odpowiedź na, czasem zadawane przez studentów, pytanie, jak 
zostać profesorem, brzmi: spodobać sie tym. co profesorami już są! 


Konferencja 


W dniach 7 i 8 XII ub. r. w Instytucie Historii i Archiwistyki UMK 
odbyła się konferencja naukowa "Między Wschodem a Zachodem. 
Z dziejów Połski czasów nowożytnych", zorganizowana 
przez Połskie Towarzystwo Historyczne oraz liliA. W imieniu 
organizatorów otwarcia obrad dokonali dr hab. Krzysztof MikuIski 
oraz prof. Jacek Staszewski, kierownik naukowy konferencji. 


Rzeczpospolita 
między Wschodem a Zachodem 


Jako pierwszy wystąpił Janusz Mal/ek (UMK), który zajijł sie analizą 
politycznych i kulturalnych wiezi Polski z Europą Zachodniij w czasach 
nowożytnych, natomiast w dalszej cześci spotkania słuchacze mogli sie 
zapoznać z wystąpieniami poświeconymi bardzo różnorodnej tematyce. 
Jacek Wijaczka (Kielce) przedstawił autorską interpretacje polityki za- 
granicznej ostatnich Jagiellonów na przykładzie stosunków Polski z Rzeszą 
w pierwszej połowie XVI w. Tezy Wijaczki wywołały gorijcą dyskusje 
dotyczącą sposobu pisania historii. 
Bardzo wiele uwagi poświecono wschodnim kresom Rzeczypospolitej. 
Wojciech Polak (UMK) przeanalizował stosunki polsko-moskiewskie na 
przełomie XVI i XVII w. oraz przedstawił dominujące motywy polityki 
zagranicznej obu państw. natomiast Bogusław Dybaś (Toruń) nakreślił 
związki ustrojowe i społeczno-kulturalne łączące Inflanty z Rzeczypos- 
politą_ Problematykij sejmików szlacheckich w Wielkim Ksiestwie Litews- 
kim zajeli sie Andrzej Rachuba (Warszawa) oraz Gintautas Sliesoriunas 
(Wilno), który przedstawił zagadnienie nadaniajezykowi polskiemu statusu 
jezyka urzedowego w Wielkim Ksiestwie Litewskim. Referent zwrócił 
uwage na bałamutnij interpretacje zjawiska przez wsp6lczesną historio- 
grafie białoruską. 
Blok referatów z zakresu historii kultury, obyczajów i edukacji 
rozpoczeło wystąpienie Andrzeja Link-Lenczowskiego (Warszawa), który 
poświecił uwage miejscu Żydów w dawnej Rzeczypospolitej oraz omówił 


proces i przyczyny kształtowania sie negatywnego stereotypu polskiego 
Żyda oraz Polaka na zachodzie Europy. Z innego rodzaju błędnymi 
przekonaniami, dotyczącymi rzekomo całkowitej orientalizacji stroju szla- 
checkiego w XVI-XVIII w., zmierzył sie Jarosław Dumanowski (UMK), 
ukazując na przykładzie pośmiertnych inwentarzy szlachty wielkopolskiej, 
że zjawisko to miało bardziej różnorodne oblicze. Wystąpienie Adama 
Witusika (Lublin) poświecone było Akademii Zamojskiej jako szkole 
funkcjonującej na pograniczu polsko-ruskim, zaś Marian Chachaj (Lublin) 
zapTezentował proces ksztalcenia kadry profesorskiej tejże wszechnicy na 
uniwersytetach włoskich w XVII-XVIII w. Problemu edukacji historycznej 
w szkolnictwie jezuickim w Rzeczypospolitej, a pośrednio wpływu wy- 
chowania jezuickiego na mentalność młodzieży szlacheckiej, dotyczyło 
wystąpienie Kazimierza Puchowskiego (Gdańsk). 
Kolejny dzień konferencji poświęcony był m. in. problemom demo- 
grafii, przemianom techniki wojennej oraz zagadnieniom wyznaniowym, ze 
szczególnym uwzglednieniem unii brzeskiej. Rozpoczął go K. Mikulski, 
który przedstawił proces kryzysu średniej szlachty w Rzeczypospolitej 
w XVII i pierwszej połowie XVIII w., wskazując na niedoceniane do tej 
pory przyczyny tego zjawiska. Karin Friedrich (Londyn) zajeła sie porów- 
naniem historii miast w Brandenburgii, Prusach KsiijŻecych oraz Prusach 
Królewskich w XVIII w., dochodząc do wniosku, że najlepiej ich stan 
przedstawiał sie w ostatniej z wymienionych prowincji, zaś do ich 
gospodarczego upadku przyczyniły sie rozbiory Polski i pruska polityka 
municypalno-fiskalna. Robert Frost (Londyn) przedstawił niepełną skutecz- 
noŚĆ zachodniej techniki wojskowej na kresach Rzeczypospolitej w okresie 
wojen północnych, co związane było m. in. z rozległością terytorialną tego 
państwa. Antoni Mironowicz (Białystok) naszkicował obraz tolerancji 
wyznaniowej na kresach wschodnich Polski, nadając mu jednak nazbyt 
arkadyjski wymiar. 
Nie sposób wymienić tu wszystkich wystąpień, bowiem w trakcie 
dwudniowego spotkania wygłoszono ogółem 35 referatów o dużej rozpieto- 
ści tematycznej. Na podkreślenie zasługuje fakt, że konferencje zor- 
ganizowano w ciągu zaledwie miesiąca. Jej organizatorzy zapowiedzieli, że 
przekształci sie ona w stały cykl spotkań historyków Polski nowożylnej, 
które organizowane będą w Toruniu co dwa lata. Wszystkie referaty 
wygłoszone na konferencji zostaną wkrótce opublikowane. 
Tomasz Antoni von Piechowski 


28 rrrrJl UCZElni 


lut y 2001 - 


..........
		

/Czasopisma_107_10_061_0001.djvu

			r 


Symbioza 


Felietony 


Po co Uniwersytetowi studenci? Głupie pytanie! Choć, gdy patrzę 
na niektóre postawy i zachowania niektórych jego pracowników (na 
szczęście nieczęste), mogę nabrać wątpliwości, czy nie zadają oni sobie 
tego pytania na serio. O ileż spokojniejs(,Y bylby uniwersytecki światek 
bez tej barwnej, rozkrzyczanej czeredy, z którą tylko same klopoty i która 
przeszkadza jedynie w poważnej pracy naukowej! Bez studentów nie ma 
uniwersytetu. Ba, nie ma też uniwersyteckiej nauki. Przecież nic tak nie 
inspiruje do naukowych badań, jak ta ciekawość świata, dociekliwość 
i "dziewicza" skądinąd otwartość na wiedzę tych, którzy przyszli na 
uniwersytet po to, by świat ten poznać dokladniej i skonfrontować to 
poznanie ze swymi oczekiwaniami i obiegowymi często sądami, przenie- 
sionymi w jego mury z "pozauniwersyteckiego" świata zewnętrznego. 
A takich wlaśnie studentów jest i będzie coraz więcej. Bo nadchodzą 
czasy fachowców i większość już to zrozumiala. A ci, co jeszcze nie 
zrozumieli, niedlugo zrozumieją. 
Prawdziwe uprawianie "uniwersyteckości" możliwe jest jednak 
tylko w warunkach życzliwej i merytorycznej symbio(,Y. Symbio(,Y, 
u podstaw której, jak w przypadku każdej symbiozy, leży dobra wiara 
i zrozumienie potrzeb i możliwości partnera. A "w tym temacie" 
zaczynają się rysować pewne niebezpieczne symptomy. W związku 
z nieuchronną masowością studiów i ich komercjalizacją strony za- 
czynają się niekiedy wzajemnie traktować jak handlowi partnerzy. 
A cechą takiego stosunku jest z natury rzec(,Y sklonność do wyciągania 
od partnera tyle, ile się da. I niestety, obie strony nie są tu bez winy. 
Leży przede mną ostatni numer "uemkowskiego" czasopisma 
studenckiego "Immunitet", a w nim aż dwa artykuly pomstujące na 
zarządzenie dziekana regulujące zasady korzystania przez studentów 
z wydzialowej pracowni komputerowej, w szczególności zaś na to, iż przy 
nieograniczonym dostępie do programów zawierających ustawodawst- 
wo, orzecznictwo i piśmiennictwo prawnicze, co ma niewątpliwy walor 
dydaktyczny, ograniczonajest możliwość swobodnego i nieskrępowane- 
go "żeglowania" po Internecie. Autorzy dopatrują się tu prób wprowa- 


dzania cenzury, a nawet dziekańskich obaw przed tym, by studencka 
brać nie buszowala zbyt namiętnie po internetowych stronach erotycz- 
nych. Przyc(,Yna dziekańskich ograniczeń wydaje mi się natomiast 
prozaicznie prosta. Przyjemnie jest żeglować po Internecie. Ale takie 
żeglowanie,jak każda przyjemność na tym świecie, kosztuje. I ktoś musi 
W to zaplacić. Jeślijest zrozumiale, że wydzial zaplacić może za dostęp 
do profesjonalnych programów prawnic(,Ych, bo to mieści się jak ulal 
w jego dydaktycznej funkcji (zresztą na biednego nie trafilo), to można 
by już mieć wątpliwość, C(,Y powinien on fundować swym studentom 
pozaprofesjonalne przyjemności. I może byloby nieźle, by nasi mlodzi 
przyjaciele-studenci zechcieli zrozumieć, że w ustroju, w którym przyszlo 
nam obecnie żyć, każdy może sobie wprawdzie zrobić dobrze, ale na swój 
wlasny koszt. 
Jednym Z najrozsądniejs(,Ych posunięć projektantów "nowej har- 
monijki" bylo zbudowanie obok niej obszernych parkingów. Czasy, 
w których student "mial prawo" przyjechać na zajęcia wylącznie 
tramwajem, naletą bowiem do (mam nadzieję, nieodwracalnej) prze- 
szlości. Dystans z najodleglejszej części harmonijkowego parkingu do jej 
bram da się pokonać w dwie minuty. Jak na mlodego czlowieka, to 
niewiele. Ba, każdy jednak chce sobie zrobić jak najlepiej. Podcws 
weekendowych zajęć na studiach zaocznych tuż obok wejścia do 
budynku klębił się gąszcz samochodów. Mlodzi wlaściciele niektórych 
z nich sprawiali wrażenie, że gdyby to tylko bylo możliwe, chętnie 
wjechaliby nimi na wykładowe sale. Efekt z tego był taki, iż profesor, 
który na te zajęcia przyjeżdżał, o zaparkowaniu 
'wego samochodu 
w miarę blisko wejścia mógl sobie jedynie pomarzyć (co jeszcze nie 
byloby katastrofą), lecz równie pomarzyć o podjechaniu pod budynek 
moglaby w razie konieczności (odpukać) straż pożarna C(,Y pogotowie 
ratunkowe. W ostatnią sobotę osobiście byłem świadkiem,jak wywieszo- 
ne na drzwiach dziekańskie zarządzenie porządkujące tę sprawę komen- 
towali dwaj mlodzianie: "co to k... znac(,Y! Przecież płacimy za studia 
i możemy zaparkować, gdzie nam wygodniej"! Nie ma uniwersytetu bez 
studentów. Ale uniwersytet to symbioza. Studentów i wykladowców. 
W dobrej wierze. A nie pub c(,Y fry;jerski salon, gdzie klient placi 
i wymaga. 


. 


Marian Filar 


uniwersytet 


Już ponad polowę (a jakże) mego coraz dluższego i chyba jednak 
mimo wszystko, fascynującego życia (biorąc pod uwagę tylko ludzi, 
którycII spotkałem, oraz miejsca, w których dane mi było mieszkać) 
dzielę z uniwersytetem, moim Uniwersytetem. Na dobre i na złe (moje 
lub jego). Przyzwyczailiśmy się tolerować nawzajem, choć niebez- 
krytycznie - taka forma symbiozy przystoi jedynie "wyższym formom 
bytu". Nauczylem się w czasach pogardy dla rozumu wybierać ścieżki 
w nauce mniej uczęszczane, także Z tego względu, że trudniej bylo 
natknąć się na nich na głupiego w.
póltowarzysza podróży, a w przypad- 
kowym spotkaniu i powitaniu 
"zybko rozróżnialo się przyjaciól i wrogów. 
Wydeptywalem szlaki dwudziestowiecznych argonautów, zrazu palcem 
na mapie, ucząc się trudnej wymowy nazw placów, potraw, owadów 
i szlaków wodnych Kolchidy, a później już organoleptycznie smakowa- 
łem te same zapachy, dźwięki i hiperbole obrazów, którymi dzielili się ze 
mną w listach i książkach. Mówią, że stalem się uparty i wytrwały, 
a przez to trudny, bo wymagający... Nieprawda. To takie czasy, że 
wymaganie jest grzechem, a wygoda - cnotą. 
Moi seminarzyści nie znająjuż mapy, nie muszą. Podróżowaniejest 
jedynie kwestią ceny, a wyobraźnia (poza reklamą) stala się nie potrzeb- 
nym ciężarem. Nie martwi ich - bo zmartwienie jest chorobą ludzi 
rozrzutnych - że w podróżach omijają znaki i drogow
'ka(,Y niedostępne 
w Internecie lub telefonie komórkowym, że smakują tylko sztuczne 
potrawy w szybkich i tanich fastfoodach, że kradziona i fals(,Ywa 
przestrzeń sluchawek morduje mu(,Ykę bardziej niż niestrojony in- 
strument. Mnie martwi. Nie potrafię Z nimi rozmawiać o Svedenborgu 
czy rysunkach Durera, nie dostrzegają zimnej i tajemniczej czerwieni 
gotyckich murów, nie pasjonuje ich dyskusja o gatunkach wina, nie 
slyszą kunsztu Miłosza w przekladach z "Księgi Hioba". Jakbyśmy byli 
dwa światy, równoległe i obce. Jakby zupelnie nie chcieli słyszeć... albo, 
nie potrafili. 


- luty 2001 


Mają swoją mądrość i cel, wąskie marzenia i chyba pewność, że 
studia sąjedynie denerwującym przystankiem w drodze do niebotycznej 
kariery i sukcesów finansowych. Rodzice nauc(,Yli ich brać z życia 
garściami, bez względu na konsekwencje. Szkoła wszczepila im brak 
odpowiedzialności i spryt. Mają nad nami przewagę i jakże często 
korzystają z tego. Przychodzą nieprzygotowani, odpi
'ujtt spisują i skle- 
cają odpowiedzi bez żadnych etycznych wątpliwości. Więcej czasu 
zajmuje im wymyślanie fortelu, jak nie zdawać egzaminu, niż lektura. 
Klamstwo nie jest dla nich złe - być przylapanym na kłamstwie jest 
dowodem głupoty. C(,Y egzamin poprawkowy nie jest brakiem szacunku? 
Czy kompromisy sumienia, którymi podpieramy własne ego, usprawied- 
liwia brak czasu i zbyt niskie pensje? C(,Y to wszystko: my, oni, nauka, 
wiara... jeszcze aby jest "universitas"? 
A może to my jesteśmy winni? Bo - "kto bez winy, niech rzuci 
kamieniem" - c(,Y w ogóle próbujemy z nimi rozmawiać? C(,Y mamy im 
coś do powiedzenia? Z grubsza, jesteśmy w stanie nauc(,Yć ich wzorów, 
dat, wykresów, formuł, praw i reguł, może odrobinę logicznego (cllOĆ 
dalekiego od "życiowej logiki") myślenia i pewności siebie - słowem, 
tego ws(,Ystkiego, co stanowi rutynę naszej uniwersyteckiej eg(,Ystencji. 
Już nie badamy nawet, c(,Y ma to jakiś sens i wartość, c(,Y przekazana 
"wiedza" rozbudowuje wyobraźnię - zwycwjnie, dostajemy za to pensję. 
Ale c(,Y rzec(,Ywiście po to stworzono uniwersytety? C(,Y znając tajniki 
błądzenia, nie powinniśmy pomagać im szukać w gąszczu wied(,Y takiej 
ścieżki, która bylaby dla nich dość szeroka? Czy nie wymagamy zbyt 
mało? C(,Y dla wlasnej wygody i z lenistwa, a może w strachu przed 
empatią re(,Ygnujemy z szukania w nich "czegoś"? Nie ws(,Yscy są mocni 
- wrażliwsi i zagubieni w świecie wymagającym ciągłego podejmowania 
"życiowych" decy;ji potrzebują pomocy, nie tyle wzoru, co wzorca... C(,Y 
nie nazbyt dosłownie kieruje nami ta sama zasada, której wierność 
przysięgają lekarze? "Prim um, non nocere!" 
Mój Uniwersytet nie daje mi tylko przywilejów. Może zbyt rzadko 
sobie o tym przypominam. 


Kronikarz 


STJj UCZElni 29 


........
		

/Czasopisma_107_10_062_0001.djvu

			Przegląd 
Gwiazdka w Studium 


14 XII 2000 r. odbyło się w Collegium 
Maius spotkanie wigilijne wykładowców UMK 
i studenlów z zagranicy. Organizatorem, jak 
w ubiegłym roku, było Studium Kultury i Języ- 
ka Polskiego dla Obcokrajowców. Wszystkich, 
licznie przybyłych na ten wieczór, gości przy- 
witał kierownik Studium dr Edmund Oberlan 
i opowiedziawszy opolskich tradycjach bożo- 
narodzeniowych, zaprosił do dzielenia się opła- 
tkiem. Po krótkim posiłku przystąpiono do 
konkursów, by lepiej zintegrować gości spot- 
kania i wprowadzić swobodniejszą atmosferę. 
Świątecznego nastroju dodawało drzewko 
wigilijne oraz kolędy i pastorałki w wykonaniu 
uczestników. Niespodzianką wieczoru było 
przybycie św. Mikołaja z workiem pełnym 
prezentów. Każdy z obecnych w zamian za 
podarek miał zaprezentować swój kraj, na 
przykład śpiewając kolędy lub składając życze- 
nia w rodzimym języku. Spotkanie zakończyła 
wigilijna potrawa z Czech Południowych, przy- 
rządzona przez mgr. Jana Peszinę, pracownika 
Instytutu Filologii Słowiańskiej. 
Jeden z uczestników wieczoru, Andrzej 
Porzecki, podzielił się z nami swoimi wrażenia- 
mi: "Nie wiedziałem, że na UMK jest tylu 
obcokrajowców z Zachodu. Takie spotkania 
służą wzajemnemu poznaniu się i zbliżeniu 
ludzi odmiennych kultur, przezwyciężają ste- 
reotypy i wzbogacają nas. Kasza leż bardzo 
smakowała; szkoda, że było jej tak mało". 


Krystyna Bratkowska 
Natalia Ziemlanaja 


Festiwale 
w "Od Nawie" 


W maTCU Klub "Od Nowa" organizuje dwa 
festiwale - muzyczny i teatralny. W dniach 2-3 
III miłośnicy muzyki jazzowej będą mogli 
uczestniczyć w pierwszym ,,Jazz Od Nowa 
Feslival". W dniu 2 III wystąpią zespoły: 
"Miłość", "Bloo Zbir", "Robolobibok" oraz 
,,Jaskinia". Następnego dnia będą konceno- 
wać: "Karolak-Levandek-Baron Trio", Śmieta- 
na-Szukalski Quartet". "Jan Plaszyn Wróblew- 
ski Quartet" oraz ..Brunerschaft". Początek 
koncertów o godz. 20. 
Tradycyjnie już w marcu niemało anys- 
tycznych przeżyć dostarczają Akademickie 
Spotkania Teatralne KLAMRA. W br. miłoś- 
nicy teatru spędzą w "Od Nowie" 8 wieczorów 
i obejrzą następujące spektakle: Kalevala - fra- 
gmenty niepi.mne - Teatr Wiejski Węgajty (II 
III); Trzeba zabić pierw.fzego boga - Teatr 
Komuna Otwock (12 III); Vol. 7 - Teatr 
Porywacze Ciał (13 III); A - Tealr Usta USla (14 
III); Raj.fki Ptak - Teatr Kana (15 III); Salana 
- Marcin Bortkiewicz (15 III); Toporland 
- suila na leklUr( i kontraba.f - Unia Teatr 
Niemożliwy (16 III); W hołdzie ek.fpre.fjoni.f- 
10m - Teatr Cogitatur (17 III); Quixote - Orph- 
theater, Berlin (18 III). Wszystkie spektakle 
- poza SOloną - rozpoczynają się o godz. 19, 
natomiast M. Bortkiewicz wystąpi o godz. 21. 


Serwis związkowy 


NSZZ "Solidarność" 


Grudzień 2000 r. 


W Kołach "Solidarności" odbywały się 
spotkania. podczas których składano sobie ży- 
czenia świąteczne, śpiewano koledy i dzielono 
sie opłatkiem. Szczególnie uroczysty charakter 
miało spotkanie członków Komisji Uczelnia- 
nej, na które zaproszono osoby uhonorowane 
medalem z okazji XX-lecia Związku. Nie- 
zwykle miła i serdeczna atmosfera panowała 
też na spotkaniu Koła Emerytów i Koła w Cent- 
rum Astronomii. 


Styczeń 2001 r. 


. 2 osoby z Prezydium KU NSZZ "S" 
wzięły udział w szkoleniu organizowanym 


przez dział szkoleń Komisji Krajowej. Uczest- 
nicy szkolenia mieli możliwość zapoznania się 
z podstawowymi pojeciami ekonomii oraz naj- 
ważniejszymi dokumentami księgowymi. 
· Odbyło sie pierwsze w tym roku spot- 
kanie Koła Emerytów z bardzo ciekawą prelek- 
cją z przetroczami kol. prof. Z. Wojtczaka pl. 
"Parki Narodowe Stanu Ulah". 
· Odbyło sie zebranie Komisji Uczelnia- 
nej, na którym: 
- mówiono o katastrofalnej sytuacji finan- 
sowej w szkolnictwie wyższym i podjeto decy- 
zje o przyłączeniu sie do ogólnopolskiej akcji 
protestacyjnej; 
- omawiano utworzenie strony interneto- 
wej "Solidarności". Nasz adres: 
http://www.uni.torun.pIJSolidarnosc 
- zapoznano sie ze sprawozdaniem finan- 
sowym za 2000 r.; 
- zrelacjonowano stan przygotowań do 
wycieczki do Wilna; 
- ustalono terminy kolejnych zebrań KU: 
6 III, 3 IV, 8 V 2001 r. 


Nowości wydawnicze 
Wydawnictwo UMK 


- Archaeologia Historica Polona, I. 10; 
- Dynamic Econometric ModeIs. Edited 
by Z. Zieliński, vot 4; 
- Paedagogia Christiana, 2 (6) 2000; 
- J. Binnebesel, Opieka nad dzieckiem 
z chorobą nowotworową. Aspekl pozamedycz- 
ny; 
- I. Imańska, Druk jako wielofunkcyjny 
.frodek przekazu w cza.mch sa.fkich; 
- J. W. Nowakowski, Syntezy wybranych 
diizocyjaniantJw organicznych oraz włakiwo- 
.fci ich pochodnych; 


- W. Zientara, Sarmalia Europiana oder 
Sarmalia A.fiana? Polen in den deur.fCh- 
.fprachigen Druckwerken de.f 17. Jahrhundert.f. 


Inni wydawcy 


- Jerzy Pielrkiewicl.. Inna wer.fja emi- 
gracji. Pod red. B. Czarneckiej i J. Kryszaka, 
Regionalny Ośrodek Studiów i Ochrony Środo- 
wiska Kulturowego, Toruń 2000; 
- W. Haman, J. Gut, Handlowanie to gra, 
czyli od namawiania i iebrania do zaspokoje- 
nia potrzeb klienta, Wydawnictwo Kontrakt, 
Warszawa 2000. 


Szanowni Pracownicy i Studenci UMK 


Proponujemy Państwu specjalną ofertę zakupu 30-tomowej Wielkiej 
Encyklopedii PWN. Jeśli do końca marca 2001 r. wykupią Państwo 
pierwszy tom Wielkiej Encyklopedii PWN w Księgarni UMK oraz 
zadeklarują Państwo odbiór pozostałych tomów, oferujemy specjalną cenę 
119,00 zł za l tom oraz gwarancję jej utrzymania do końca 2001 roku. 


Tylko subskrypcja w Księgarni UMK 
pozwoli Państwu na zakup kolejnych 
S tomów encyklopedii w 2001 roku 
po wyjątkowo atrakcyjnej cenie! 


WIELKA 
ENCYKLOPEDIA 
PWN 


Kupując u nas oszczędzasz!!! 


Rachunek z Księgarni UMK upoważnia do odliczeń podatkowych. 
W 200 l roku mOLna zaoszczędzić 399 zł!!! 


KSIĘGARNIA UMK 
ul. Reja 25. 87-100 Toruń 
teL/fax (056) 611 4298. lei. 611 42 86 
www.uni.torun.pllksiegamia 
e-mail: ksiazki@cc.uni.torun.pl 


Do kontaktów z Państwem 
w sprawie subskrypcji upoważniona jeSl: 
p. Sylwia Murawska 
Zapraszamy od poniedziałku do piąlku: 
10"" _ 17'0 
Soboty 9"" - 13 00 


30 An] UCZElni 


luty 2001 - 


......
		

/Czasopisma_107_10_063_0001.djvu

			-- 


..... 


-
 


:t
 


.J 


, I 


Dzwon i dzwonnicy 
Więcej na str. 26 


, ł 


,..... 


, 


"ł ""-....... , 



- ..., 
"" 



-
 
.. I 


'\ 
\ 



 . 
, 
.. 
" 


---- 


Fot. P. Kriesel 


.. 


."" .. 
.\ 
. 


.. 

 J 
e 
e.e 
. 
, 
'" . 
. 
.. , 
:-. r.. 

 a.- 
t 
t 11\ 
,. 


....... 


, 



 
' ! , 
, ,
:.. 



 


" 


.:0:... 


.. 


.. 


. -- 


1" 
:, 
'
 

 


Afryka 2001 


. 
, 


" 


II 


. 
ł 


Będzie hala? 


Więcej na str. 25 


"'" . 


- 


", 


. , 


... 


f _ 


,,' 


'. 


, 
. 


'ł. 


,I' 
. 


... 


'\ 


.. - 1 
. .' 

 ',,
....... 
.. - ...... 
. .
 


.. '\ 
-łt 
-. 'ł- 
, 


--- 


- , 


Szerzej na str. 14 


II' 


- 


\. 


i 
\ - n 


Fot. B. Pawłowski 


Fot. W Górski
		

/Czasopisma_107_10_064_0001.djvu

			(':) 
ORBIS 
TRA VEl 


. 


. 


- T 
I 


1 . AlI . 
fi 


. 


I e. . -