/Sponsorzy_031_02_001_0001.djvu

			Z PRZESZŁOŚCI PAKOŚCI
NA UCZCZENIE
TRZECHSETLETNIEJ ROCZNICY
ZAŁOŻENIA KALWARJI
1628 — 1928
NAPISAŁ
KS. KIEŁCZEWSKI
PROBOSZCZ
NAKŁADEM KASY KALWARYJSKIEJ W PAKOŚCI
19 2 8
		

/Sponsorzy_031_02_002_0001.djvu

			—
L
		

/Sponsorzy_031_02_003_0001.djvu

			Z PRZESZŁOŚCI PAKOŚCI
		

/Sponsorzy_031_02_005_0001.djvu

			"iSs/to
Z PRZESZŁOŚCI PAKOŚCI
NA UCZCZENIE
TRZECHSETLETNIEJ ROCZNICY
ZAŁOŻENIA KALWARJI
1628 - 1928
NAPISAŁ
KS. KIEŁCZEWSKI
PROBOSZCZ
NAKŁADEM KASY KALWARYJSK1EJ W PAKOŚCI
19 2 8
		

/Sponsorzy_031_02_006_0001.djvu

			NIHIL OBSTAT.
Poznań, 21 stycznia 1928.
Ks. Hozakowski.
IMPRIMATUR.
Poznań, 23 stycznia 1928.
(L. S.)
Ks. Meysner
Wikarjusz Generalny.
UNIWERSYTECKA
JjTorun^-
TŁOCZONO W OKUKAKNI SW. WOJCIECHA W POZNANIU.
ILUSTRACJE WYKONANO W ZAKŁADACH WŁASNYCH
TECHNIKA ROTOGRAWUROWĄ.
8^iU\
Ił ASI ¡Ob
		

/Sponsorzy_031_02_007_0001.djvu

			Wielkiemu synowi Pakości,
Najprzewielebniejszemu biskupowi - sufraganowi
gnieźnieńskiemu
Ks. ANTONIEMU LAUBITZOWI
ofiaruje skromną pracę
AUTOR.
		

/Sponsorzy_031_02_008_0001.djvu

			.
		

/Sponsorzy_031_02_009_0001.djvu

			DO CZYTELNIKA!
Szkice „Z przeszłości Pakości“ nie są pracą
ściśle naukową, bo, aby ją napisać, potrzeba na¬
ukowego wyszkolenia, którego nie mam.
Pozbierałem w jedną całość wiadomości o Pa¬
kości, porozrzucane tu i tam w archiwach, wydaw¬
nictwach uczonych, w kronice klasztornej, w tra¬
dycji miejscowej, i odtworzyłem przeszłość mia¬
steczka z szczególnem uwzględnieniem strony reli-
gijno-kościelnej. Sądzę, że dla przyszłych badaczy
czy to dziejów Kościoła Polskiego, czy też dziejów
miast, okaże się książka pożytecznym przyczyn¬
kiem.
Szkicami o Pakości chciałem przedewszystkiem
uczcić trzechsetletnią rocznicę założenia Kalwarji,
a także wyrazić wdzięczność dla paraf ji pakoskiej,
która wielkiemu dziełu odnowienia Kalwarji tyle
okazywała zrozumienia.
Nadmieniam jeszcze, że, o ile w szkicach nie
podaję źródła, wiadomość pochodzi albo z kroniki
klasztornej, albo z archiwum parafjalnego lub
wreszcie z archiwum kurji arcybiskupiej w Gnieź¬
nie.
		

/Sponsorzy_031_02_010_0001.djvu

			8
Niechże tedy idzie w świat niewielka książka,
przepojona i przesycona umiłowaniem przeszłości
Pakości, a przedewszystkiem Kalwarji, niechże
znajdzie wielu życzliwych i pobłażliwych czytel¬
ników.
Pisałem w Pakości, dnia 19 stycznia, w uroczystość
św. Marjusza, roku 1928.
Autor.
		

/Sponsorzy_031_02_011_0001.djvu

			Brama przy kościele poklasztorny
		

/Sponsorzy_031_02_013_0001.djvu

			I.
O kościołach pakoskich dziś już nieistnie¬
jących.
1. Kościół św. Jakóba na tle pierwotnych dziejów Pakości
aż do roku 1358.
Nazwę „Pakość“ wywodzi się z imienia „Pako¬
sław", które właściwe było w rycerskim rodzie
Awdańców.
Możliwe tedy jest, że rycerz tego rodu Pako¬
sław założył wśród nadbrzeżnych błot rzeki No¬
teci osadę rybacką i nazwał ją od imienia swego
„Pakością"1).
Nie ulega żadnej wątpliwości, że rycerski ród
Awdańców siedział rzeczywiście w Pakości w XIII
wieku2). Parafjalnym kościołem osady była świą¬
tynia pod wezwaniem św. Jakóba, wzniesiona na
pograniczu wsi arcybiskupiej Ludkowa.
Kościół należał do książąt wielkopolskich, w po¬
łowie XIII wieku do księcia Przemysława I., któ-
’) Ks. Stanisław Kozierowski, Badania nazw topogra¬
ficznych dzisiejszej archidiecezji gnieźnieńskiej.
2) Semkowicz, Ród Awdańców w wiekach średnich
XLV. rocznik Tow. Przyjaciół Nauk, Poznań 1919.
		

/Sponsorzy_031_02_014_0001.djvu

			10
rego dziedzictwo obejmowało ziemię kaliską i pół¬
nocną część Wielkopolski aż do Noteci3).
Około roku 1250 odstąpił Przemysław kościół
św. Jakóba arcybiskupowi Fulkonowi (1232—1258)
drogą zmiany za kościół w Żoniu4).
Akt przy tej sposobności spisany przechował
się do naszych czasów i jest pierwszym historycz¬
nym dokumentem dotyczącym Pakości i kościoła
św. Jakóba. Wiadomość o zamianie kościołów po¬
daje drugi jeszcze dokument z r. 12535).
Arcybiskup Fulko przyłączył oczywiście świą¬
tynię do wsi Ludkowa, a mieszkańcy osady Pakości
nie mieli odtąd właściwie swego kościoła.
W r. 1257 umarł książę Przemysław I„ pozo¬
stawiając nieletniego syna Przemysława II. Opiekę
nad sierotą objął brat zmarłego, Bolesław Pobożny,
którego dziedzictwem była południowa część Wiel¬
kopolski. Bolesława zaliczamy do najszlachetniej¬
szych postaci w Polsce XIII w. Jest on bliski każ¬
demu katolickiemu sercu także dlatego, że żoną
jego była bł. Jolenta.
W interesie bratanka prowadził Bolesław wojnę
z Kazimierzem, księciem kujawskim. Duch to był
niespokojny, chciwy sławy, pieniędzy i ziemi. Na
początku wojny sprzymierzeniec Kazimierzowy,
s)	Stanisław Zachorowski, Wiek XIII... w „Dziejach
Polski Średniowiecznej", Tom I.
4)	°) Codex diplomaticus Maioris Poloniae, Nr. 239
i 315.
		

/Sponsorzy_031_02_015_0001.djvu

			11
Świętopełk, książę pomorski, w r. 1259 najechał
Pakość i założył nad Notecią gród obronny6). Osta¬
tecznie jednak skończyła się wojna przegraną Ka¬
zimierza; musiał wycofać załogę z gródka obron¬
nego Pakości, a książę Bolesław nadał zamek
w dziedziczne posiadanie dwom braciom z rodu
rycerskiego Wyczeliczów (Wyczeliców). Mamy
tedy w drugiej połowie wieku XIII w Pakości dwa
rycerskie rody: Awdańców i Wyczeliczów, a ko¬
ściół miejscowy należy do Ludkowa.
Lecz już na początku wieku XIV niema w Pa¬
kości ani Awdańców ani Wyczeliczów. Tak na
zamku, jak i na osadzie siedzi ród Leszczyców7).
Nielada sławą okrył się Wojciech z Kościelca,
herbu Leszczyc, wojewoda inowrocławski. W roku
1332, po bitwie pod Płowcami wkroczyli znowu
Krzyżacy na Kujawy. Lęk i trwoga padły na mie¬
szkańców; kto mógł, uciekał do Krakowa. Pod¬
dały się wrogowi grody gniewkowski i inowro¬
cławski. Nie ustąpił jedynie Wojciech z Kościelca.
Zamknął się z rycerstwem w zamku pakoskim
i zwycięsko oparł Krzyżakoms).
Syn jego Wojciech, pragnąc z dotychczasowej
wsi osadzić miasto na prawie niemieckiem, rozu-
“) Stanisław Zachorowski, Wiek XIII.... i t. d. jak
wyżej. Patrz także kronikę Boguchwała, biskupa poznań¬
skiego.
7)	Boniecki, Herbarz Polski, Tom XI, strona 243.
8)	Monumenta Poloniae Historica, rocznik Traski,
Tom II, str. 857.
		

/Sponsorzy_031_02_016_0001.djvu

			i
12
miał, że miastu potrzeba przedewszystkiem ko¬
ścioła. Nabył więc znowu drogą zamiany w r. 1358
od arcybiskupa Jarosława (1342—1374) wieś Lud-
kowo wraz z prawem patronatu przy kościele św.
Jakóba”). Arcypasterz zastrzegł sobie jednak
dziesięciny kościelne przywiązane do Ludkowa10).
W ten sposób zyskała Pakość upragniony ko¬
ściół, i już w roku następnym (1359) nadał król
9)	Codex diploraaticus Maioris Poloniae Nr. 1371
i 1375.
10)	Dzieje dziesięcin ludkowskich znane są od r. 1358
do 1920. Przytaczam je w krótkim zarysie: w r. 1422
przeznacza arcybiskup Mikołaj Trąba dziesięciny ludkow-
skie na utrzymanie kolegjum księży mansjonarzy przy ka¬
tedrze gnieźnieńskiej. Ludkowscy kmiecie oddawali je
z pól położonych wśród ogrodów aż do rowu zwanego
„Przerowa". Około r. 1460 Szymon, pan na Pakości i Lud-
kowie, przeznaczył kawały onych pól na ogrody dla miesz¬
czan pakoskich, skąd i na nich spadł obowiązek oddawa¬
nia dziesięcin dla księży mansjonarzy gnieźnieńskich.
Według „Liber beneficiorum" Łaskiego z r. 1521 po¬
bierał jednak dziesięciny z Ludkowa także pleban pakoski,
a mianowicie z pola zwanego „Żłoby" przy drodze radłow-
skiej, z „Rudek", pól przy drodze jankowskiej, wreszcie
„de certis paucis agris" — z pewnych niewielu pól.
Z biegiem wieków zaginęła tradycja, które to są one
„certi pauci agri", obciążone dziesięciną dla plebana pa-
koskiego, a które ziemie ludkowskie są zobowiązane do
oddawania dziesięciny księżom mansjonarzom w Gnieźnie?
Powstały stąd spory w połowie XVIII wieku. W rozpra¬
wie sądowej, jaką mieli w Gnieźnie przed trybunałem ko¬
ścielnym księża mansjonarze z plebanem pakoskim, ks.
		

/Sponsorzy_031_02_017_0001.djvu

			13
Kazimierz Wielki dotychczasowej osadzie prawo
miejskie.
Kościół św. Jakóba po roku 1358.
W pierwszych dziesiątkach XV wieku wybudo¬
wali mieszczanie pakoscy przy pomocy dziedzicz¬
nych swych panów przy rynku inny kościół pod
wezwaniem Matki Boskiej Nawiedzenia. Do no-
•
Bartłomiejem Kościckim, uzasadniał tenże prawa swoje do
całkowitej prawie dziesięciny z Ludkowa w oryginalny spo¬
sób. Twierdził, że jak „Żłoby" i „Rudki" tak i inne pola
ludkowskie są obciążone dziesięciną dla plebana w Pa¬
kości. Jeżeli „Liber beneficiorum" mówi tylko o pewnych
niewielu polach, wynika stąd jedynie, że w r. 1521 upra-
,wiano małą cząstkę pól ludkowskich, a reszta leżała od¬
łogiem. Skoro zaś z biegiem wieków podniosła się kultura
rolna, obsiewano więcej pól, i z wszystkich należy się dzie¬
sięcina plebanowi pakoskiemu. Zaś dziesięciny księży
mansjonarzy gnieźnieńskich ograniczał ks. Kościcki do pól
ludkowskich przy drodze radłowskiej poza „Żłobami"
i „Rudkami". Ówczesny oficjał gnieźnieński ks. Aleksan¬
der Mikołaj Górzeński zawyrokował inaczej. Odwołując się
pa akt donacyjny arcybiskupa Mikołaja Trąby, a także na
słowa Łaskiego w „Liber beneficiorum" rozstrzygnął, że
z pól ludkowskich % dziesięciny mają pobierać księża
mansjonarze, a Yt ksiądz pleban w Pakości, lub też we¬
dług umowy trzy lata brać mieli całą dziesięcinę księża
mansjonarze, a każdy czwarty rok pleban pakoski. Były
później jeszcze rozmaite spory o dziesięcinę między księ¬
żmi mansjonarzami w Gnieźnie, a księdzem plebanem w Pa¬
kości lub mieszczanami pakoskimi i kmieciami ludkowski-
mi, wyrok jednak księdza Górzeńskiego pozostał miarodaj¬
nym aż do roku 1833, w którym za sprawą rządu pruskiego
		

/Sponsorzy_031_02_018_0001.djvu

			14
wej świątyni przeniesiono niebawem wszystkie na¬
bożeństwa parafjalne, choć jeszcze przez długie
lata, całe wieki nazywano kościół św. Jakóba
,,ecclesiam matricem" — kościołem macierzą. —
Odprawiano w nim zapewne odpusty, może i inne
nabożeństwa. W r. 1564 mieszczanin Kotkowicz
ofiarował mu piękny kielich mszalny11).
Po roku 1564 zajęli go „Bracia Czescy"12). Gdy
około roku 1598 odebrali go znowu katolicy, był
już bardzo zniszczony i nie dźwignął się więcej.
Niszczał na zewnątrz i wewnątrz. W roku 1727
nie miał już drzwi i okien; bydło pasło się na
zamieniono dziesięciny na stałą daninę pieniężną, płatną
na św Marcina każdego roku: przez trzy lata mansjona-
rzom, a każdy czwarty rok proboszczowi pakoskiemu.
W r. 1882 spłacił rząd pruski wszystkie daniny pieniężne
jednorazową gotówką. Probostwo pakoskie otrzymało
wtenczas w miejsce danin rocznych z Ludkowa (także z Ry-
bitw i z Jankowa) ryczałtem 2.938.44 % Mk. Pieniądze te,
oddane na pożyczkę „odrodzenia", przepadły.
“) Kielich przechował się do obecnych czasów. Jest
srebrny, cały złocony w stylu przejściowym gotycko-rene-
sansowym. Na podnóżku wyryte są słowa: Joannes Kot-
kowicczius de Pakoscz donavit me Ecclesiae S. Jacobi in
Pakoscz — Jan Kotkowicz z Pakości ofiarował mnie ko¬
ściołowi św. Jakóba w Pakości. Rok ofiarowania niestety
spiłowany z okazji odnowienia kielicha w r. 1868. Przy-
pisek jednak ks. Pawła Chądzyńskiego w aktach dotyczą¬
cych sprzętów kościelnych z r. 1869 powiada, że na kie¬
lichu był wyryty rok 1564.
") Patrz szkic o husytach w Pakości.
		

/Sponsorzy_031_02_019_0001.djvu

			15
cmentarzu i wchodziło swobodnie do kościoła. Spa¬
lił się czy zawalił przed r. 1766. Na miejscu, gdzie
stał, postawiono figurę św. Jakóba”). Przy cmen¬
tarzu mieszkał proboszcz pakoski jeszcze na po¬
czątku wieku XIX. W roku 1906 kupiło staro¬
dawny cmentarz miasto i wybudowało na nim szko¬
łę powszechną.
*
Niewiele wiemy o wyglądzie kościoła. Był
z drzewa, kryty gontami, niewielki. Wizytatorzy
arcybiskupi w wieku XVIII nazywają go „sacel-
lum“ — kaplicą. Obok kościoła w drewnianej
dzwonnicy wisiały dwa lub trzy dzwony. Docho¬
wały się wiadomości o dwóch ołtarzach: Trójcy
Przenajświętszej i Matki Boskiej. W roku 1405
otrzymał prezentę na altarję Matki Boskiej ks,
Bartłomiej Wacławowicz14). Do ołtarza Trójcy
Przenajświętszej były przywiązane dochody w wy¬
sokości 5 marek15) z zapisu Wojciecha z Pakości,
kasztelana śremskiego.
*
IS) Archiwum kurji arcybiskupiej w Gnieźnie: wizy¬
tacje Strzałkowskiego z r. 1639, Kraszewskiego z r. 1727,
Wyczółkowskiego z r. 1766.
14) Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski, Tom V., str.
70, nr. 71, str. 95, nr. 100.
1B) Marka z niemieckiego „die Markę”, tyle co grzyw¬
na srebrna jako podstawowy ciężar. Pierwotnie ważyła
182% gramów; później za Łokietka podniesiono ciężar do
197,68 gramów. Patrz, Marjan Gumowski, Monety Polskie.
		

/Sponsorzy_031_02_020_0001.djvu

			16
Po spaleniu kościoła św. Jakóba tułały się dwa
jego dzwony pęknięte po cmentarzu kościoła Zwia¬
stowania Matki Boskiej.
Sprzedano je około r. 1820 i zakupiono za go¬
tówkę dwa listy gruntowe 100.— i 25.— talarowe.
W r. 1869 przelano w Poznaniu wielki dzwon przy
kościele poklasztornym. Koszta przelania pokryły
one listy gruntowe i składki dobrowolne parafjan.
Gdy dzwonią poklasztorne dzwony, jeden
i drugi ton jakby niósł wieści z zmierzchłych cza¬
sów, w których dzwony kościoła św. Jakóba wo¬
łały wiernych na nabożeństwo.
2. Kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Matki Boskiej.
Kiedy powstał, niewiadomo. Pierwsza o nim
wzmianka w „Liber beneficiorum Łaskiego“ z roku
1521. Przypuszczalnie wybudowali go mieszcza¬
nie pakoscy w pierwszych dziesiątkach wieku XV
przy pomocy dziedzicznych panów16) może dla¬
tego, że droga do kościoła św. Jakóba była sto¬
sunkowo dość daleka i niebardzo wygodna, bez¬
pieczna. Trzeba było, idąc na nabożeństwo, prze¬
prawiać się przez ramię Noteci okrążające miasto,
a i opryszków, rzezimieszków wałęsało się poza
miastem wielu. Może i ambicja odgrywała przy
budowie pewną rolę. Kościół św. Jakóba znajdo-
“) Dziedziczni panowie na Pakości byli przez wszyst¬
kie wieki patronami kościoła.
		

/Sponsorzy_031_02_021_0001.djvu

			Wejście główne do kościoła poklasztornego
Cfarnego).
		

/Sponsorzy_031_02_023_0001.djvu

			17
wał się poza miastem, a mieszczanie pragnęli mieć
Wybudowano go przy rynku z drzewa, choć
dach pokryto już dachówką paloną. Wokoło świą¬
tyni urządzono cmentarz grzebalny, a w tyle za
kościołem postawiono dzwonnicę drewnianą z trze¬
ma dzwonami.
Posadzka w świątyni była częściowo z cegły,
częściowo z drzewa. Wielki ołtarz z wizerunkiem
ukrzyżowanego Zbawiciela nie miał tabernaculum
w dzisiajszem tego słowa znaczeniu. Najświętszy
Sakrament przechowywano w osobnem zamknięciu
w skrzydle wielkiego czy bocznego ołtarza. Oprócz
wielkiego, trzy jeszcze boczne ołtarze zdobiły ko¬
ściół; jeden poświęcony Matce Boskiej. Sukienka
Bożej Rodzicielki przetykana była złotemi nićmi
i naszywana drogiemi kamieniami. Chrzcielnicę
drewnianą otaczała ozdobna balustrada. Wieki
nagromadziły w zakrystji i w skarbcu wielkie sto¬
sunkowo bogactwa. W r. 1639 wymienia wizyta¬
tor Strzałkowski dziewięć srebrnych kielichów,
ośm paten, monstrancję srebrną, trzy srebrne krzy¬
że i t. d. Również zasobna była zakrystja w or¬
naty wartościowe, w dalmatyki, kapy i bieliznę.
Dzieje świątyni podobne do dziejów kościoła
św. Jakóba. Zajęli ją husyci około r. 1564, a może
i rychlej, ale już po r. 1591 odzyskali ją znowu
katolicy. Niewątpliwie okradli świątynię Szwedzi
w czasie wojny 1655—1660, bo prócz jednego kie-
Z przeszłości Pakości.	2
kościół w samem mieście wśród domostw swoich.
		

/Sponsorzy_031_02_024_0001.djvu

			18
licha, o którym już była mowa, nie przechowało
się nic do naszych czasów z bogatego skarbca
przed wojną, i właśnie z końcem wojny szwedzkiej
zjawiają się w nim nowe nabytki. Z r. 1660 po¬
chodzi wielka puszka srebrna, bardzo piękna mon¬
strancja, wreszcie kielich. Pacyfikały srebrne nie
podają roku, w którym były nabyte, ale robota
i wykonanie wskazują, że powstały w tym samym
czasie, co puszka, a może nawet w tej samej pra¬
cowni.
Bardzo ucierpiał kościół przez ogień w r. 1684,
Wybuchł dnia 19 maja o godzinie 4-tej rano. Spa¬
liło się wtenczas w mieście domostw 55, ratusz,
probostwo wraz z księgami metrycznemi. Kościół
jednak, choć podniszczony, ocalał.
3. Kościół Zwiastowania Najświętszej Marji Panny.
Odbudową świątyni zajął się proboszcz pakoski
ks. Andrzej Stanisław Wiśniewski. Pieniędzy nie
szczędzili patronowie Działyńscy. Również dorzu¬
cił poważne kapitały Marcin Umiński, chorąży byd¬
goski. Prace wykonał Jan Cieśla, Pakoszczanin.
Właściwie była odbudowa nową świątynią, bo
i ściany dotychczas drewniane zastąpiono reglów-
ką, powiększono kościół o dwie kaplice, północną
i południową, lak że świątynia miała postać krzyża,
a na dachu umieszczono ku miastu strzelistą wie¬
życzkę drewnianą. Dawna dzwonnica z trzema
dzwonami istniała nadal.
		

/Sponsorzy_031_02_025_0001.djvu

			19
Wnętrze kościoła odznaczało się pewnym prze¬
pychem. Wielki ołtarz pięknie rzeźbiony, w czer¬
wonej tonacji, obficie był złocony. Artystyczne
rzeźby zdobiły tabernaculum. Nad obrazem Zwia¬
stowania Matki Boskiej umieszczono rzeźbę przed¬
stawiającą Trójcę Przenajświętszą. Po stronie
ewangelji stał ołtarz św. Józefa, a po stronie epi¬
stoły ołtarz Matki Boskiej Bolesnej. Kaplica po¬
łudniowa poświęcona była św. Annie, w północnej
nad ołtarzem wisiał potężny krzyż z wizerunkiem
Zbawiciela całkowicie pozłoconym. Ołtarzem św.
Józefa opiekował się cech szewski, ołtarzem Matki
Boskiej Bolesnej cech płócienników. Nad ołta¬
rzem św. Anny czuwał cech kuśnierzy, a nad oł¬
tarzem krzyża świętego cech piwowarów. Później
znika ołtarz M, B, Bolesnej, a jego miejsce zaj¬
muje ołtarz św. Wawrzyńca, powierzony pieczy
cechu kołodziejów. Odbudowany kościół konsekro¬
wał w r. 1695 ks. Stanisław Gniazdowski, sufra¬
gan gnieźnieński, lecz już nie pod wezwaniem Na¬
wiedzenia, tylko Zwiastowania Matki Boskiej.
Wiek XVIII był dla Pakości wiekiem upadku
i niedoli, jak zresztą dla całej Polski. Na począt¬
ku wieku wśród zawieruchy wojennej zwanej „woj¬
ną północną" miasteczko zubożało tak, że sejmik
kujawski musiał mieszczaństwu w r. 1705 obniżyć
podatki. Wśród ogólnej niedoli nie prowadzono
nawet księgi umarłych (od r. 1703—1711). W roku
1708 szalała straszna zaraza: ostatnią jej ofiarą
był proboszcz pakoski ks. Andrzej Stanisław Wi-
2*
		

/Sponsorzy_031_02_026_0001.djvu

			20
śniewski. W roku 1712 opowiadał ks. Bartłomiej
Kościcki, następca ks. Wiśniewskiego, wizytatorowi
arcybiskupiemu, że krótki czas pobytu w parafji
wydawał się mu wiekiem całym, — tyle wycierpiał
od wojsk nieprzyjacielskich, Szwedów, Sasów,
i przeróżnych grasantów. Oczywiście odbiło się
to także na paraf jalnym kościele. Nie było ochoty,
a może nie było i komu zająć się naprawą szkód,
które poczyniły w kościele groźne czasy.
Jeszcze gorzej działo się w ostatnich czterech
dziesiątkach lat XVIII wieku. Szły przez Pakość,
grabiąc i paląc, wojska rosyjskie na pomoc Fryde¬
rykowi II, królowi pruskiemu w siedmioletniej
wojnie, później toczyła się na Kujawach wojna
podjazdowa konfederatów barskich z Moskalami.
Dnia 19 marca r. 1769 na ulicach Pakości poległo
w walce z kozakami 97 konfederatów.
A kościół parafjalny upadał coraz więcej. Pisze
0	nim w r. 1766 wizytator arcybiskupi Wyczółkow¬
ski, że zniszczone są jego fundamenta, ściany
1	dach.
W r. 1771 w czerwcu zjawili się po raz pierw¬
szy husarzy pruscy, a w lutym r. 1773 zajęły woj¬
ska pruskie miasteczko na stałe.
Załoga pruska miała miejsce ćwiczebne w po¬
bliżu kościoła parafjalnego. Zauważył komendant
pruski, że wieżyczka na dachu kościoła się chwiała,
że szczyty groziły zawaleniem, a i z ścian wypa¬
dały cegły. Domagał się rozebrania kościoła.
		

/Sponsorzy_031_02_027_0001.djvu

			21
W r. 1777 zniesiono tedy wieżyczkę i szczyty,
a z belkowania ścian powybijano cegłę. Szkielet
kościoła stał jeszcze 10 lat. Za pozwoleniem wła¬
dzy duchownej rozebrano go w r. 1787. Drzewo
zabrał patron Jan Działyński. W miasteczku szem¬
rali zwłaszcza murarze i cieśle, mówiąc, że kościół
stać jeszcze mógł dziesiątki lat, byleby zaopa¬
trzyć go dostatecznie.
Parafja pakoska została bez kościoła parafial¬
nego „Probostwo bez fundamentów“, pisze wizyta¬
cja Raczyńskiego w r. 1816. Nabożeństwa para-
fjalne przeniesiono do kościoła klasztornego. ,.Tym¬
czasowo“, jak mówiono podówczas, umieszczono
także cztery ołtarze i wielki krzyż z wizerunkiem
Chrystusa w kościele zakonnym. Jedynie dzwon¬
nica pozostała na clawnem miejscu aż do r. 1851,
4. Nowy kościół św. Jakóba.
Proboszcz ówczesny w Pakości, ks. Tomasz Maj¬
chrowicz (1766— 1796) krzątał się energicznie
o pieniądze na budowę nowego kościoła parafjal-
nego. Patron Jan Działyński nie odmówił po¬
mocy, nie szczędziło mieszczaństwo groszy swoich,
składka za pozwoleniem królewskiem zbierana
w wszystkich dzielnicach pruskich przyniosła kil¬
kaset talarów. Lecz dopiero w r. 1796, dnia 19 lipca
położono kamień węgielny pod nowy kościół na tem
samem miejscu przy rynku, na którym stał zbu¬
rzony kościół Matki Boskiej Nawiedzenia. Cere-
		

/Sponsorzy_031_02_028_0001.djvu

			22
monje odprawił ks. Łazarz Dąbrowski z Trląga.
Kazanie uroczyste wygłosił reformat o. Smulski.
Na pamiątkę pierwszego kościoła pakoskiego, pa¬
tronem nowej świątyni miał być św. Jakób, apostoł.
Tragiczne są dalsze losy budującego się przy¬
bytku Pańskiego. Szybko rosły jego mury; już się¬
gały dachu. Na wiosnę 1797 r. przygotowano wią¬
zanie dachu. Gotowego materjału leżało jeszcze
29.000 cegły, sztuk drzewa 247, beczek wapna 290.
I gotówki nie brakło. W kasie budowlanej było
289 talarów. Tymczasem 24 marca wybuchł ogień
w Pakości jeszcze nie odbudowanej po strasznych
pożarach w latach 1762 i 1794. Połowa miasta,
a nawet więcej leżała w gruzach. Mieszczanie zroz¬
paczeni klęską zapukali do miłosiernego serca swe¬
go duszpasterza. Nie zawiedli się, bo ks. Florjan
Głęmbocki (1796—1807) wstrzymał dalszą budo¬
wę kościoła, a gotowe materjały, także pieniądze
rozpożyczył między najwięcej poszkodowanych
przez ogień. Dopiero dziesięć lat później za cza¬
sów ks. Rafała Gromwalda (1810—1814) zamie¬
rzano podjąć na nowo budowę kościoła według
projektu wygotowanego przez architekta Rosego
z Poznania. Lecz powszechna bieda, nieustanne po¬
gotowie wojenne nie sprzyjały pracy. Kościoła nie
wykończono nigdy. Jeszcze w roku 1826 sterczały
jego mury zgniłe, poczerniałe, poszczerbione przez
burze i ząb czasu. Rozebrano je po roku 1826; lud
nazwał plac kościelny „Duchowizną".
		

/Sponsorzy_031_02_029_0001.djvu

			Projekt kościoła nowego farnego z r. 1811.
Wykonano go aż pod dach, ale nie wykoń¬
czono nigdy.
		

/Sponsorzy_031_02_031_0001.djvu

			23
Rościł sobie do niego prawo rząd pruski; sprze¬
dał nawet część w r. 1840 żydowi Albertowi
Schlammowi. Wynikł stąd proces między fiskusem,
a paraf ją. W drugiej instancji wygrała go paraf ja,
i rząd musiał zwrócić zabraną własność. W r. 1856
sprzedała parafja część cmentarza pod budowę
żwirówki z Pakości do Barcina. Kości wykopane
złożono w r. 1859 w wspólnym grobie na części pla¬
cu kościelnego, który nadal pozostał własnością
parafji. W r. 1906 i tę część kupiło miasto. Dziś
stoi tam ratusz.
5. Kościół (kaplica) Ducha Św. i szpital.
Istniał w Pakości jeszcze jeden kościół raczej
kaplica pod wezwaniem Ducha Św. Stał tam za
miastem, gdzie dziś przy kolejowej ulicy figura
św. Jana Nepomucena. Pierwszą o nim wzmiankę
czytamy w wizytacji a Sevego (1608 r.). Może zbu¬
dowali go katolicy w drugiej połowie XVI w., gdy
im sekciarze husyccy odebrali kościoły św. Jakóba
i Nawiedzenia Matki Boskiej. Pewnem się wydaje,
że nie był nigdy w ręku husytów. Nie omieszkałby
przecież wspomnieć o tem wizytator arcybiskupi.
Niewielka to była kaplica, zbudowana z drzewa,
z dachem krytym dachówką; jeden w niej ołtarz
z obrazem Matki Boskiej w srebrnej sukience.
Spaliła się między rokiem 1712 a 1727, i już
jej nigdy nie odbudowano. Przy kaplicy był szpi¬
tal. Mieszkało w nim czterech ubogich, choć nie-
		

/Sponsorzy_031_02_032_0001.djvu

			24
kiedy podnosiła się liczba nawet do czternastu.
Szpital powstał przed rokiem 1521. Kilkakrotnie
uległ spaleniu. Zawsze odbudowany zniszczał
ostatecznie przed rokiem 1716. Pewne kapitały
szpitalne były na początku XVII wieku zapisane
na nieruchomościach obywateli pakoskich np. Ada¬
ma Rozwory, Wyrwika, Kręeiraja i innych. Płacili
na utrzymanie biednych po jednej marce względ¬
nie po pół marki. Przez pewien czas istniał tak¬
że inwentarz szpitalny: trzy krowy, dwa woły, dwie
kozy. Do szpitala należał wreszcie ogród wśród
trzęsawisk za miastem. W osobnej plebance mie¬
szkał ksiądz, który pierwotnie razem z prowizora¬
mi opiekował się ubogimi. Już w pierwszej poło¬
wie XVII wieku stworzyli Działyńscy przy kaplicy
szpitalnej prebendę. Ksiądz pobierał dochody z pe¬
wnych pól położonych wśród obszarów dworskich.
Prebenda, na którą dawali prezentę Działyńscy,
była niejako synekurą, bo ksiądz nie miał żadnych
obowiązków duszpasterskich. Wizytacja Lipskiego
z r. 1697 skarży się na prebendarza ks. Tomasza
Pilarskiego17), że przyjeżdżał do Pakości tylko
wtenczas, gdy miał brać dochody. Zabiegom ks.
Majchrowicza (1766—1796) udało się przeprowa¬
dzić w r. 1786 regulację ziem „świętoduskich“.
”) Przytacza się nazwiska kilku prebendarzy przy ka¬
plicy Ducha Świętego: w r. 1639 fundował ks. Kasper Na¬
dolny, w r. 1681 ks. Krzysztof Osmólski, w r. 1699 ks. An¬
drzej Lubiecki, w r. 1711 ks. Marcin Florkiewicz, wreszcie
w r. 1766 ks. Michał Milski, proboszcz w Rynarzewie.
		

/Sponsorzy_031_02_033_0001.djvu

			25
Rozproszone i rozkawałkowane ziemie drogą za¬
miany złączono w dwie części położone przed i za
Kał war ją.
Na przełomie wieku XVIII i XIX weszło w zwy¬
czaj, że każdorazowy pleban pakoski równocześ¬
nie otrzymywał od patrona prezentę na prebendę
Św. Ducha, raczej na ziemie „świętoduskie“. Osta¬
tnim przez Norberta Zielińskiego, pułkownika wojsk
polskich, a ówczesnego właściciela dóbr pakoskich,
prezentowanym prebendarzem był w r. 1820 ks.
Walenty Chądzyński. Od tego czasu weszły role
,,świętoduskie” w skład ziem proboszczowskich.
W r. 1899 sprzedała parafja dwa ogrody poszpi¬
talne magistratowi na rozszerzenie targowiska,
a w r. 1903 przeszedł na własność miasta plac ko¬
ścielny po kaplicy Św. Ducha za wyjątkiem trzy¬
dziestu kwadratowych metrów miejsca, na którem
stoi figura św. Jana Nepomucena.
		

/Sponsorzy_031_02_034_0001.djvu

			II.
O husytach w Pakości.
Z r. 1441 pochodzi pierwsza wiadomość1) o hu¬
sytach2) w Pakości. Przed arcybiskupem gnieź¬
nieńskim Wincentym II Kotem (1437—1448) na
sądach w Żninie stanęły niewiasty z Pakości, a mia¬
nowicie Anna, żona Materny (Macieja Leszczyca,
dziedzicznego pana na Pakości) jej sługa Dorota,
') Monumenta medii aevi histórica.... Volumen secun-
dum, Acta iudicorum ecclesiasticorum Dioecesum Gncsnensis
et Posnanensis (1403—1530) nr. 383 i 524.
') Husytami nazywano w Polsce w XV wieku zwolen¬
ników herezji husyckiej. Założycielem jej i twórcą był Jan
Hus. Urodzony około roku 1369 w Husyńcu, w południo¬
wych Czechach, przyjął święcenia kapłańskie w r. 1400.
Nieprzeciętny charakter, choć nie bez pychy i uporu,
świetna wymowa, wybitnie narodowa, przeciwniemiecka
orjentacja polityczna uczyniły go bożyszczem narodu cze¬
skiego. Był jednak płytkim teologiem, i to zaprowadziło
go na bezdroża herezji. Długi jest szereg błędnych tez
teologicznych, których bronił uporczywie. Zwalczał hie-
rarchję kościelną, zwłaszcza papiestwo, potępiał ziemską
własność kościelną, nie uznawał czci świętych i relikwij,
w przeciwieństwie do katolickiego punktu widzenia doma¬
gał się komunji św. pod dwiema postaciami. Wyrokiem
		

/Sponsorzy_031_02_035_0001.djvu

			27
dalej Małgorzata Mieleńska (de Myelno — z Miel¬
na), wreszcie mieszczka pakoska Anastazja To-
koszkowa. Akt oskarżenia zarzucał im sprzyjanie
herezji husyckiej. W rozprawie sądowej nie za¬
przeczały niewiasty, że przyjmowały Komunję św.
pod dwiema postaciami z rąk plebana pakoskiego.
Arcypasterz wydał wyrok bardzo łagodny. Zado-
soboru powszechnego w Konstancji uznany za heretyka
i wydany władzy świeckiej, zginął na stosie dnia 6 lipca
1415 wraz z przyjacielem swoim Hieronimem z Pragi.
Śmierć jego spowodowała długoletnie wojny czesko-nie¬
mieckie i domowe w Czechach, wśród których rozległe,
kwitnące dzielnice Niemiec i Czech zamieniły się w bez¬
ludne pustynie pełne zgliszcz i grobów.
W Polsce już za życia Husa i Hieronima był znany
husytyzm, rozrósł się jednak i zmężniał dopiero po śmierci
Husa. Przyczyniły się do tego bliskie sąsiedztwo o miedzę
z Czechami, poczucie plemiennego pokrewieństwa, a po¬
nadto częste podówczas braterstwo broni czesko-polskie.
W r. 1410 pod Grunwaldem, później w r. 1422 i znowu 1437
w Czechach walczyły zastępy polskie z czeskiemi ramię
przy ramieniu. Opowiadają współczesne źródła, że właś¬
nie rycerstwo polskie, nawet ciury obozowe, przesyceni
w Czechach husyckiemi wierzeniami krzewili je, wróciwszy
do domu. Niemałą rolę odgrywały także względy kościel-
no-polityczne i gospodarcze. Ówczesna szlachta polska dą¬
żyła do zniesienia sądów duchownych, a husyci właśnie nie
uznawali hierarchji, a zatem i sądów kościelnych, szlachta
niechętnie dawała dziesięciny, a husyci znowu odmawiali
kościołowi prawa do dziesięcin. Więc przechylając się do
■wierzeń husyckich, odnosiła szlachta równocześnie zwycię¬
stwo kościelno-polityczne i gospodarcze, bo nie potrzebo¬
wała uznawać wyroków sądów duchownych a i dziesięciny
		

/Sponsorzy_031_02_036_0001.djvu

			28
wolił się przysięgą oskarżonych, że w przyszłości
zaniechają praktyk heretyckich. Natomiast ple¬
bana pakoskiego również zarażonego herezją za¬
mknął już był dawniej w lochach zamczyska swego
w Wenecji pod Żninem.
Niewątpliwie tedy zapuściła herezja w Pakości
dość już głębokie korzenie, skoro nie brakło jej
mogła dawać lub nie dawać według uznania. Rosła tedy
herezja husycka w Polsce, jak groźna lawina. Biskupi pol¬
scy niejednokrotnie stawali w obronie wiary i Kościoła.
Po naradach w Wieluniu i Kaliszu wydał arcybiskup gnieź¬
nieński Mikołaj II Trąba (1412—1422) w r. 1420 statut,,
wedle którego śledzić miało duchowieństwo podejrzanych
0	herezję i zwracać się do władz świeckich o pomoc do
chwytania i karania heretyków. Szczegółowe przepisy
ustanawiały także nadzór nad duchowieństwem, łazikami
— skolarzami i t. d.
W drugiej połowie XV wieku daje się zauważyć w Pol¬
sce pewien zmierzch husyckiego ruchu, lecz wybucha on
nowym płomieniem w wieku XVI. Król czeski Ferdynand
1	wydał w r. 1527 nakaz, aby bracia czescy, czyli człon¬
kowie tak zwanej „Jednoty" — byli to zreformowani sek-
ciarze husyccy — opuścili Czechy. Wyszło ich przeszło
1000. Skierowali swe kroki ku Wielkopolsce, gdzie im
zgotowano owacyjne przyjęcie. Mimo edyktu wydanego
w tymże roku przez Zygmunta Starego, wydalającego braci
czeskich z granic państwa polskiego, herezja husycka za¬
częła zalewać kraj, jak wezbrany potok. Bardzo wielki
odłam szlachty, zwłaszcza na Kujawach, sprzeniewierzył
się wierze ojców, i husytyzm łącznie z luteranizmem, kal-
winizmem w triumfalnym pochodzie szedł przez polskie
ziemie. Z dziedzicznych miast, z wsi kościelnych wypę¬
dzano duchownych katolickich, kościoły zamieniano na
		

/Sponsorzy_031_02_037_0001.djvu

			29
zwolenniczek we wszystkich stanach. Lecz proces
wykazuje równocześnie, że statut arcybiskupi
z r. 1420 stosowano bezwzględnie: i żona magnata
i mieszczka i sługa pociągnięte były do odpowie¬
dzialności przed trybunałem kościelnym.
Nielada sensacją był dla Pakości i drugi je¬
szcze proces, który się toczył w r. 1455 przed sądem
zbory, poddanych zmuszano do praktyk heretyckich. Po¬
czynania niegodne uprawniono i uświęcono w osławionej
konfederacji warszawskiej z dnia 8 stycznia 1573 r. Lecz
wraz podnosić się poczęła reakcja katolicka. W olbrzy¬
miej walce ducha przy końcu XVI wieku sztandarowymi
mężami katolicyzmu w Polsce byli arcybiskup gnieźnieński
Stanisław Karnkowski, biskup poznański Łukasz Koście-
lecki, biskup włocławski Hieronim Rozdrażewski, wreszcie
•wielki wiedzą i świętością życia biskup warmiński, Stani¬
sław Hozjusz. Wierny wierze ojców odłam szlachty pol¬
skiej począł się nawoływać, przemówił milczący dotych¬
czas lud, i wysoko podniosły się znowu nad polskiemi zie¬
miami katolickie sztandary. Gdy jeszcze zasiadł na tronie
król arcykatolicki Zygmunt III Waza (1587—1633) szlachta
tłumnie wracać poczęła do wiary ojców. Odwróciły się
serca narodu zupełnie od heretyków, gdy w r. 1607 posił¬
kowali rokoszanina Żebrzydowskiego, a w r. 1655 nie wa¬
hali się pójść razem ze Szwedem przeciw własnej ojczyź¬
nie. W dziejach Polski nie odgrywali odtąd żadnej roli.
Bracia czescy albo pojednali się z Kościołem albo rozpły¬
nęli w protestantyźmie i kalwiniźmie. Niewielka tylko
garstka wytrwała w wierzeniach swoich (patrz Łukasze¬
wicz: O kościołach braci czeskich w Wielkopolsce; Jan
Dąbrowski: Dzieje Polski Średniowiecznej, Tom II; Zbory
i Senatorowie Protestanccy w dawnej Rzeczypospolitej,
opracował H. M.).
		

/Sponsorzy_031_02_038_0001.djvu

			30
arcybiskupim w Gnieźnie przeciwko dawniejszemu
nauczycielowi pakoskiemu Stanisławowi. Jako
żołnierz zaciężny3) znał on Pragę, bywał na kaza¬
niach w zborach husyckich i przesiąkł herezją.
Przed r. 1455 przez piąć lat nauczał w szkole pa-
koskiej, a potajemnie szerzył herezję husycką.
Tajne zgromadzenia, a pewnie i nabożeństwa here¬
tyckie odbywały się na zamczysku pakoskiem,
w komnatach Anny Materniny, która widocznie nie
dotrzymała przysięgi złożonej na sądzie arcybi¬
skupim w Żninie. Akt oskarżenia zarzucał jeszcze
Stanisławowi, że w domu swym przetrzymywał
i ukrywał zimą przybysza z Czech, niby to wędrow¬
nego szkolarza, a może w rzeczywistości predykan¬
ta husyckiego. Inny szkolarz Andrzej przepisywał
za wiedzą Stanisława książkę łacińsko-polską,w któ¬
rej znajdowały się między innemi słowa polskie:
a drudzy chodzan ku Bożemu czałku na odpustw...,
Inna książka rozpoczynała się od słów: Poczanthek
tho ma.
Niektóre jego książki ozdobione były malowi¬
dłami. Posiadał także Nowy Testament w języku
polskim. Powyższe dane wystarczały zupełnie,
aby w myśl statutu arcybiskupa Trąby Mikołaja
z r. 1420 wytoczyć proces nauczycielowi o sprzyja¬
nie herezji. Nie dość na tem. Podejrzany był jesz¬
cze Stanisław o grzeszne stosunki z mieszczką pa-
') Może w wojsku Sędziwoja Ostroroga w r. 1437.
		

/Sponsorzy_031_02_039_0001.djvu

			31
koską Paszkową. Wreszcie ciążył na nim zarzut,
że chciał utopić w Noteci wikarjusza pakoskiego
ks. Andrzeja. Zdaje się, że ów ksiądz przejrzał
praktyki Stanisława, wiedział o tajnych schadz¬
kach w zamczysku, stąd nienawiść nauczyciela do
niego. Gdy raz pod wieczór ks. Andrzej zabawiał
się w zajeździe niejakiegoś Wojciecha Glotha, na¬
padło go 12 zbirów i wlekło przez całe miasto do
Noteci, aby go utopić. W ostatniej chwili Stani¬
sław kazał przerażonemu księżynie złożyć przysię¬
gę, że nie zdradzi niczego, co wiedział, i darował
mu życie. Wśród rozprawy sądowej oskarżony za¬
przeczał, aby był heretykiem, a najście na ks. An¬
drzeja tłumaczył tak, że inni chcieli go utopić, a on
właśnie uratował mu życie.
Jako świadkowie są powołani znana nam już
Małgorzata Mieleńska, Oporowska z pod Inowroc¬
ławia, a także osławiona mieszczka Paszkowa, da¬
lej księża zamieszkali w Pakości, ks. Maciej i ks.
Stanisław, altarzysta Bartłomiej, mieszczanie pa-
koscy Jan Kuśnierz i Jan Zemnik. Wyczuwa się,
że niejeden świadek zamilcza częściowo, co wie,
i pragnie wydobyć z matni nauczyciela. Jakieś nici
sympatji łączą Stanisława z świadkami. Nie wie¬
my niestety, jaki zapadł wyrok!
*
•
Lecz to wszystko było jakby przegrywką tylko
do wielkiego przewrotu religijnego w Pakości
w połowie XVI wieku.
		

/Sponsorzy_031_02_040_0001.djvu

			32
Między 1547 a 1553 r. zerwał jawnie z Kościo¬
łem Jan Erazm Krotowski4), dziedziczny pan na
Pakości, późniejszy wojewoda inowrocławski,
4) Krotowscy herbu Leszczyc (Bróg) już na początku
XIV wieku byli właścicielami Pakości. Mianowali się pier¬
wotnie ,,de Chostelecz" „z Kościelca" (patrz szkic o ko¬
ściele św. Jakóba). Nazwę Krotowskich przyjęli znacznie
później od wsi Krotoszyna pod Barcinem (patrz, Żychliń-
ski, Złota księga szlachty polskiej, rocznik XI.).
Niewiadomo, kiedy się urodził Jan iirazm Krotowski.
Miał trzy żony: po pierwszej, Annie Polulickiej zostały
dwie córki: Anna i Katarzyna. Z drugą żoną Anną La-
talską, w'ojewodzianką poznańską, miał córkę Zofję Urszulę
i syna Jana, kasztelana inowrocławskiego w r. 1582. Trze¬
cia żona Uiszula Barbara Ostrorożanka, generałówna wiel¬
kopolska, dała mu dwóch synów, Jakóba i Andrzeja, Ja-
kób umarł młodo. (Patrz Żychlińslu, jak wyżej, Boniecki,
Herbarz polski, Tom XII, str. 331).
Lecz nie intersują nas tu tyle stosunki lodzinne, jak
raczej działalność polityczno-religijna Jana Erazma Kro-
towskiego. Oto kilka faktów z jego życia:
W r. 1557 należał do poselstwa polskiego na synodzie
husyckim w Ślezanach na Morawji, na którym uniezależ¬
niono zbory poisko-husyckie od zborów czeskich. Był zwo¬
lennikiem zjednoczenia wszystkich innowierców, husytów,
protestantów, luteranów i kalwinów. Ale czy to w Koźmin¬
ku w r. 1555, czy w Sandomierzu i Poznaniu w r. 1570
tidało się skleić zaledwie jednolity front polityczny prze¬
ciw katolikom, ale i ten front załamywał się przy lada spo¬
sobności.
•
W r. 1571 posłował do Moskwy i tam przez predy¬
kanta Jana Rokitę przekonywał do herezji husyckiej schiz-
matyckiego cara Bazylego. Skończyło się na tem, że car
obdarzył Rokitę dogmatyką (!) schizmatycką w języku
		

/Sponsorzy_031_02_041_0001.djvu

			33
i przyłączył się do tak zwanej „Jednoty czeskiej“,
zreformowanej sekty husyckiej. Przedewszystkiem
odebrał katolikom może już przed r. 1564 kościół
rusińskim. Uruski w „Rodzinie“ powiada, że car wypędził
.Rokitę z Moskwy i z kraju.
Pośrednictwem swojem wyjednał w r. 1564 na dworze
królewskim, że król Zygmunt August wstrzymał nakaz wy¬
dalenia z kraju obcych innowierców, tak zwanych dyssyden-
tów. Powiadają niektórzy autorzy, że po śmierci Zygmunta
Augusta był Krotowski ze strony współwyznawców kandy¬
datem do tronu.
Z popularności swej wśród dyssydentów uronił wiele
przy końcu życia, bo wyrobiwszy sobie przywilej na sześć¬
set beczek soli z składów w Bydgoszczy, zabrał je gwał¬
tem, przez co spowodował wielką drożyznę soli na Kuja¬
wach. (Uruski, Rodzina.) Nadmienić jeszcze trzeba, że
nieprawdą się wydaje, jakoby należał do poselstwa wy¬
słanego do Paryża po Henryka Walezego. (Patrz, Oskar
Halicki, Opis herbów posłów polskich wysłanych po Hen¬
ryka Walezego, Lwów 1912). Umarł Jan Erazm niepojed-
nany z Kościołem, około 1575 r. (Zbory i senatorowie pro¬
testanccy i t. d., jak wyżej.)
Syn jego Andrzej z Urszuli Ostrorożanki był młodzie¬
niaszkiem przy śmierci ojca. Jeszcze w r. 1582 uczył się
na uniwersytecie w Bazyleji. (Patrz, Boniecki, Herbarz
polski, Tom XII.) Był husytą, jak ojciec. Może miesz-
lcał w Łobżenicy, bo tam uposażył szkołę heretycką 25-ciu
złotemi i tam w r. 1612 za przywilejem królewskim założył
mennicę, w której wybijał własne denarki i trzeciaki.
(Patrz Gumowski, Monety polskie, str. 127.) Zresztą
■w Pakości miał z powodów nieznanych współwłaściciela,
niejakiego Feliksa Dobrosielskiego.
Andrzej Krotowski, ostatni z rodu umarł około r. 1624,
jak ojciec, niepojednany z Kościołem. Jedynej córce Ur-
Z przeszłości Pakości.
3
		

/Sponsorzy_031_02_042_0001.djvu

			34
Nawiedzenia Matki Boskiej, a potem po r. 1564
także kościół św. Jakóba8), zabrał ziemię, przy¬
właszczył sobie dziesięciny kościelne8), wypędził
katolickich księży7), a na ich miejscu osadził hu-
syckich predykantów, między innemi Macieja So¬
bótkę, który umarł około r. 1571.
Jak się ustosunkowało mieszczaństwo pakoskie
wobec herezji, niewiadomo. Pamiętać trzeba, że
ciążyła nad niem twarda pięść dziedzicznego pana.
Niejeden mieszczanin może uczęszczał na here-
szuli z Doroty Uchańskiej, zamężnej Mikołajowi Sieniaw-
skiemu zostawił olbrzymi majątek. Znawcy cenili tylko
klejnoty na 1.184.000 złotych. (Patrz, Łoziński, Prawem
i Lewem, Tom II, 94 str.)
°) Według Łukaszewicza, O kościołach braci czeskich
w Wielkopolsce, husyci już około r. 1555 mieli zbór w Pa¬
kości. Zabrali więc kościół Nawiedzenia rychlej, aniżeli
kościół św. Jakóba, który jeszcze w r. 1564 był katolickim.
“) Wizytacja a Sewi z r, 1607.
') W archiwum parafjalnem przechowane są akta ce¬
chu kuśnierskiego. Między innemi znajduje się w nich spis
członków bractwa św. Anny z r. 1598. Jako członek jest
zapisany także „Mattheus Brestensis, Sacrae Theologiae
Doctor ac Magister, Canonicus Crusviciensis, Brestensis
praepositus, Parochus Pacostensis et Tucznensis, primus
parochus et eliberator ecclesiarum Pacostensium — Ma¬
teusz z Brześcia, św. teologji doktor i magister, kanonik
kruszwicki, proboszcz w Brześciu, pleban w Pakości
i w Tucznie, pierwszy pleban i oswobodziciel kościołów
w Pakości. — Jeżeli ks. Mateusz był pierwszym plebanem
w Pakości i oswobodzicielem kościołów pakoskich, oczywi¬
ście przez pewien czas plebanów w miasteczku nie było.
		

/Sponsorzy_031_02_043_0001.djvu

			35
tyckie nabożeństwa, słuchał heretyckich nauk,
a w głębi duszy był wierzącym katolikiem, szcze¬
rze przywiązanym do wiary ojców.
Dopiero śmierć Jana Erazma Krotowskiego (oko¬
ło r. 1575) oraz następnie rządy nieletniego jeszcze
syna Andrzeja ułatwiły reakcję katolicką w Pa¬
kości, tem więcej że w ostatnich dziesiątkach wieku
XVI zjawia się jako współwłaściciel miasteczka ka¬
tolik Feliks Dobrosielski8). Może to on dopomógł
katolikom' już jawnie wyznającym wiarę swoją do
wybudowania szpitalnej kaplicy Ducha Św., może
tam pulsować zaczęło na nowo życie katolickie,
może przy kaplicy osiadł pierwszy ksiądz katolicki
np. O. Wojciech z Sieradza"), późniejszy w r. 1598
założyciel bractwa św. Anny przy kościele para-
fjalnym Nawiedzenia Matki Boskiej. Sprawa hu-
sycka stała już przed r. 1590 tak licho, że sekcia-
rze powołali do Pakości chlubę swoją, sławnego
kaznodzieję Krzysztofa Mu^crjusza10). Lecz kato-
") Feliks Dobrosielski i żona jego Dorota wymienieni
są w spisie członków bractwa św. Anny. Rodzina Dobro-
sielskich bliżej nie jest znana.. Niejakiś Piotr Dobrosielski
podpisał w r. 1648 w imieniu Kujaw elekcję Jana Kazimie¬
rza. Może to syn Feliksa.
*) W spisie członków bractwa św. Anny jest wymie¬
niony „R. P. Albertus Syradiensis, Fundator Societatis
S. Annae hujus Oppidi Pacost". — Wojciech z Sieradza,
założyciel bractwa św. Anny w tem miasteczku Pakości.
10) Patrz Łukasiewicz, O kościołach Braci Czeskich
w Wielkopolsce. Jakób Muzonjusz, mieszczanin w Łobże-
3*
		

/Sponsorzy_031_02_044_0001.djvu

			36
licy przeciwstawili mu męża nauki, dr. teol. i ma¬
gistra ks. Mateusza z Brześcia. Nie znamy bliż¬
szych szczegółów zapasów duchowych. Wiemy
tylko, że Muzonjusz opuszcza Pakość już w r. 1591,
a ks. Mateusz z Brześcia zostaje niebawem pierw¬
szym plebanem pakoskim przy odzyskanych przez
katolików kościołach Nawiedzenia i św. Jakóba11).
Przy kościele Nawiedzenia założył, jak już
wspomniano, O. Wojciech z Sieradza bractwo św.
Anny zatwierdzone przez ks. arcybiskupa Karn-
kowskiego. Łączyło ono, bratało katolików wszyst¬
kich stanów od dziadka szpitalnego począwszy,
kończąc na magnacie. Bractwo to istnieje do dnia
dzisiejszego. Ziemie kościelne i dziesięciny odzy¬
skali katolicy dopiero później, może równocześnie
z przejęciem Pakości przez rodzinę Działyńskich
(1610—1620?), Husyci znikają zupełnie. W r. 1639
pisze wizytator arcybiskupi Świętosław Strzał¬
kowski: „Haeretici	 nulli sunt in dicta ecclesia."
— Heretyków niema przy onym kościele.
W wieku XVIII zjawiają się znowu heretycy,
ale nie w Pakości, tylko w wsiach parafjalnych,
i byli to nie husyci, tylko protestanci. Rozróżniano
protestantów Niemców i Polaków; w r. 1727 mie-
nicy, pochodził z spolszczonej, szkockiej rodziny. Miał
dwóch synów Krzysztofa i Szymona. Obaj byli predykan¬
tami husyckimi. Krzysztof urodził się w r. 1542, umarł
w Koźminku w r. 1612.
“) Patrz uwagę 7.
		

/Sponsorzy_031_02_045_0001.djvu

			szkało w Piechcinie ośmdziesięciu lutrów12). Mieli
nawet swoją szkołę, a w r, 1740 na 28 chrztów św.
w parafji było 8 luterskich13).
*
Przyszli do Pakości husyci jak burza, i minęli
jak burza. Na początku wieku XVII szły ku mia¬
steczku wielkie czasy, wielkie czyny. Z zapylo¬
nych, zżółkłych kart dawnych kronik i akt wyłania
się postać cichego, pokornego sługi Bożego, plebana
pakoskiego, ks. Wojciecha Kęsickiego (Kęsicius po
łacinie), założyciela i budowniczego Kalwarji. Przy
nim ród rycerski Działyńskich, który iście magna¬
ckim gestem ziemią i pieniędzmi wspiera świątobli¬
wego kapłana. Już nie długo, a dźwignie się także
z gruzów starodawne zamczysko pakoskie. Lecz
nie chrzęst broni je zapełni i rycerska swawola,
ale cichy szept modlitewny zakonników. Dawniej¬
szy zamek zamieni się w świątynię. Przy niej
w klasztorze przez dwa wieki chlubnie pracować
będą 00. Reformaci.
12) Wizytacja Kraszkowskiego z r. 1727.
”) Księgi metryczne parafjalne.
		

/Sponsorzy_031_02_046_0001.djvu

			III.
O Kalwarji pakoskiej, kościele klasztornym
i klasztorze.
Niełatwo wyobrazić sobie, jak wyglądała Pa¬
kość w pierwszej połowie wieku XVII.
Zacznijmy od rzeki Noteci.
Trzema przy miasteczku płynęła łożyskami.
Na głównem, w pobliżu zamku turkotał młyn
wodny. Po prawej stronie rzeki, ku Rybitwom od¬
łączało się ramię o płytkiej, leniwie płynącej wo¬
dzie. Na wysepce, którą tworzyło z właściwem
łożyskiem rzeki, stało kilka domów drewnianych
krytych strzechą słomianą. Ale i po lewej stronie
rzeki dość znaczny kanał okrążał miasteczko i wra¬
cał do Noteci między kościołem Nawiedzenia Matki
Boskiej i kościołem św. Jakóba, a dalej na pogra¬
niczu zamkowych ogrodów owocowych. Wody ka¬
nału pędziły dwa młyny, jeden w pobliżu kaplicy
Ducha Św., drugiego miejsca dokładnie oznaczyć
nie można. Prawdopodobnie jednak graniczył
z ogrodami zamkowemi.
Miasteczko właściwe, ściśnione na niewielkiej
wysepce nadnoteckiej, składało się z rynku i dwóch
		

/Sponsorzy_031_02_047_0001.djvu

			39
ulic, z wylotami ku drogom ludkowskiej i radłow-
skiej względnie obok zamku ku Noteci. Tu i tam,
w okolicy kaplicy Ducha Św. na kanale, a przy
zamku na Noteci były mosty drewniane, bardzo
pierwotne, że unosił je każdy wylew wód wiosen¬
nych. Główny most poprzez Noteć znajdował się
za miastem i łączył trakt ludkowski z traktem ino¬
wrocławskim.
Wiemy już, gdzie stały kościoły pakoskie: ko¬
ściół Nawiedzenia przy rynku, kościół św. Jakóba
poza kanałem przy trakcie ludkowskim, a kaplica
Ducha Św. także poza kanałem niedaleko traktu
radłowskiego.
Zamek już sypał się w gruzy. Miejsce od zamku
aż do kanału, a nawet poza nim z jednej strony,
a z drugiej ku kościołowi Nawiedzenia Matki Bo¬
skiej zajmowały pańskie ogrody owocowe. Wśród
ogrodów stał wielki dom murowany, może siedziba
dziedzicznych panów i nieco później letnisko ks.
biskupa chełmińskiego, Kaspra Działyńskiego, któ¬
ry często przebywał w Pakości i miał w mieszkaniu
swojem prywatną kaplicę. Gdzieś na pograniczu
wspomnianych kilkakrotnie ogrodów pańskich był
jeszcze dom z drzewa, w którym mieszkał chirurg
miejski.
Szeroką miedzą między ogrodami, a cmenta¬
rzem kościoła Nawiedzenia można było przez kanał
dojść z rynku do kościoła św. Jakóba i do drogi
ludkowskiej.
		

/Sponsorzy_031_02_048_0001.djvu

			40
Rynek i ulice miasta nie były brukowane; ulice
spadały ku środkowi, tworząc ściek cuchnący. Przy
domach biegła kładka drewniana do chodzenia
w czasie deszczów, błot i powodzi. Domy wszyst¬
kie drewniane szczytami zwrócone ku ulicom
względnie rynkowi kryte były strzechą słomianą,
szkudłami, rzadko dachówką. Na środku rynku,
który był mniejszy od dzisiejszego, bo cmentarz
kościoła Nawiedzenia sięgał aż do dzisiejszej fi¬
gury Matki Boskiej, stał ratusz z drzewa, otoczony
kramnicami. Przed ratuszem nie brakło pręgierza1).
Jeszcze przy rynku była publiczna łaźnia.
Liczby mieszkańców Pakości w tych czasach nie
znamy. Wiemy tylko z dokumentu pochodzącego
z schyłku wieku XVI, że żyło wtenczas w mia¬
steczku 36 piekarzy, 22 szewców, 15 krawców, 11
kuśnierzy, 7 rybaków, 4 rzeżników2}.
Wszyscy razem płacili podatku tak zwanego
„szosu" 30 florenów3).
❖
Na początku wieku XVII mieszkał pleban pa-
koski w plebance przy kaplicy Św. Ducha. Rychło
już jednak odnowiono starodawną plebanję przy
’) Szubienica miejska stała za miastem na wzgórzu
radłowskiem.
2) Pawióski, Polska XVI wieku, Źródła dziejowe, Tom
1„ Wielkopolska.
’) Floren = dukat 3K grama złota 23% karatowego.
Patrz Gumowski, Monety Polskie.
		

/Sponsorzy_031_02_049_0001.djvu

			41
kościele czy Nawiedzenia czy św. Jakóba i tam
mieszkał ks. Wojciech Kęsicki, który objął probo¬
stwo pakoskie po roku 1608. Był to ksiądz wiel¬
kiej pobożności, mrówczej pracowitości, ale i że¬
laznej woli. Uśmierzył i zgasił tlejące jeszcze w pa-
rafji religijne spory, zaszczepił ducha prawdziwej
pobożności, opatrzył zakrystję, skarbiec kościelny
i bibljotekę4).
Umarł po roku 1647.
Wśród książek w bibljotece znajdował się nie¬
wątpliwie opis topograficzny miasta Jerozolimy,
napisany przez ks. Chrystjana Adrychonjusza, po¬
bożnego do Ziemi świętej pielgrzyma. Ks. Kęsicki,
czytając opisy, musiał zauważyć pewne podobień¬
stwo położenia Pakości i Jerozolimy. Niemałą też
w umysłowości ks. Kęsickiego odgry.wała rolę wieść
o założonej w r. 1602 Kalwarji w Zebrzydowie pod
Krakowem. Umysł energiczny, nie cofający się
przed żadną trudnością postanowił wybudować
w Pakości Kalwarję na wzór Zebrzydowskiej. Za¬
miary ks. proboszcza poparł skutecznie Michał
Działyński, ówczesny pan dziedziczny na Pakości,
wydzielając z gruntów ludkowskich i rybickich tyle
miejsca, ile było potrzeba na poszczególne stacje
Męki Pańskiej, a także na drogi między niemi ści¬
śle według pomiarów Kalwarji Zebrzydowskiej,
czy nawet Jerozolimy. Narazie stanęły tylko
krzyże na stacjach, nowe dzieło nieobliczalnej do-
') Wizytacja Świętosława Strzałkowskiego z r. 1639.
		

/Sponsorzy_031_02_050_0001.djvu

			42
niosłości zatwierdziła władza duchowna, i już na
wiosnę r. 1628 odprawił ks. Kęsicki z wielką rzeszą
ludu pierwszą drogę krzyżową. Widząc zapał księ¬
dza i ludu zapisał Michał Działyński w r. 1629
oznaczone krzyżami miejsca oraz drogi między nie¬
mi kościołowi na wieczne czasy, a brat jego za¬
twierdził zapis w r. 1631 aktem w sądzie gro¬
dzkim inowrocławskim. W tymże roku, dnia 3 grud¬
nia uznał fundację arcybiskup Jan Wężyk (1627
do 1638). Odnośny dokument przesłał z Skier¬
niewic.
Taki był początek Kai war j i pakoskiej.
*
Ks. Kęsicki rozumiał, że ani sam ani jego na¬
stępcy nie podołają obowiązkom, jakie nałoży
dzieło Boże stv?orzone przez niego. Wszakże Kal¬
war ja miała budzić i mnożyć umiłowanie Gorzkiej
Męki Zbawiciela nietylko w Pakości, ale i na Ku¬
jawach i Pałukach, a nawet na całej wielkopol¬
skiej ziemi. Dlatego równocześnie z rozpoczęciem
budowy Kalwarji czynił ks. Wojciech Kęsicki usi¬
lne zabiegi, aby w Pakości osiedlił się zakon, któ¬
ryby nowej placówce Bożej zupełnie się oddał.
Życzliwa pomoc i pośrednictwo ks. biskupa cheł¬
mińskiego, Kaspra Działyńskiego sprawiły, że już
w roku 1631 za przywilejem króla Zygmunta III.,
a za pozwoleniem ks. arcybiskupa Jana Wężyka
przybyli do Pakości 00. Reformaci. Zamczysko
jeszcze groźne wyglądem swoim, ale już nie zamie-
		

/Sponsorzy_031_02_051_0001.djvu

			43
szkałe i zniszczone, miało być przebudowane na
klasztor i kościół. W poniedziałek, dnia 22 grud¬
nia w obecności ks. Kęsickiego, duchowieństwa
i szlachty z okolicy oraz całego mieszczaństwa po¬
stawiono krzyż przed zamczyskiem na znak, że
odtąd miało służyć sprawie Bożej. Już po pięciu
latach był kościół gotowy, wbudowany w ruiny
zamku. Drugiego sierpnia 1637 r. konsekrował go
Andrzej Gembicki, sufragan gnieźnieński.
Był to kościół ubożuchny. Sięgał tylko od
chóru do dzisiejszej kaplicy Matki Boskiej włą¬
cznie. Nie miał sklepienia, a może nawet posowy,
nad głowami sterczały nisko wiązania belek i da¬
chówki. Trzy były w nim ołtarze: wielki pod we¬
zwaniem św. Bonawentury, dwa boczne św. Fran¬
ciszka Serafickiego i św. Antoniego Padewskiego.
Ołtarze sprawiła swoim kosztem Ludmiła Niemo-
jewska, która poza tem ofiarowała 00. Reformatom
drogocenne obrazy. Jeden z nich: adoracja Królo¬
wej niebios Marji, przechował się do naszych cza¬
sów. Malował go Bartłomiej Strobel, nadworny
malarz króla Władysława IV w r. 1648. Znacznie
później, bo dopiero w r. 1680 urządzono kaplicę
Matki Boskiej, jak się zdaje, na fundamentach
dawnej baszty obronnej zamku. Pierwotnie były
w kaplicy dwa ołtarze: Nawiedzenia Matki Bo¬
skiej czy też Zwiastowania i św. Walentego. Zu¬
pełnego przebudowania i powiększenia kościoła
dokonano w latach 1763—1769. Kosztem 30.000
florenów polskich ofiarowanych przez Annę z Ra-
		

/Sponsorzy_031_02_052_0001.djvu

			44
domickich Działyńską, oraz 3500 złotych zebra¬
nych przez zakonników przedłużono kościół o 33
łokcie, wybudowano pod nim potężne sklepy, pod¬
niesiono ściany o 3—5 łokci i zasklepiono cały ko¬
ściół. W tej postaci przetrwał aż do naszych
czasów.
*
Równocześnie z kościołem budowali 00. Refor¬
maci klasztor.
Przypuszczalnie stoją mury jego, jak kościół,
na fundamentach dawniejszego grodu, a przynaj¬
mniej na starodawnych fundamentach jakiegoś do¬
mu, który w ścisłej, bezpośredniej łączności pozo¬
stawał z zamkiem. Dom ów, czy zamek miał ganek
podziemny z bl ochów dębowych prowadzący do
Noteci. Może to był kanał, z którego czerpali
wodę mieszkańcy grodu. Przy odnawianiu refe¬
ktarza klasztornego w r. 1926 znaleziono pod cegla¬
ną posadzką potężne łuki z cegły i kamienia, świad¬
czące, że tam były niegdyś wielkie sklepy. Kla¬
sztor budowano kosztem Działyńskich, przedewszy-
stkiem Zygmunta Działyńskiego. Ukończono budo¬
wę dopiero w r. 1680. Wygląd zewnętrzny kla¬
sztoru nie zmienił się aż do naszych czasów za wy¬
jątkiem klatki wchodowej przed wejściem do ko¬
ścioła przy wielkim ołtarzu, którą dobudowano
dopiero w r. 1763.
Wnętrze klasztoru zato kilkakrotnie ulegała
zmianom. W wieku XVIII mieszkali zakonnicy
i bracia na piętrze w 32 celach. Już przedtem, mo-
		

/Sponsorzy_031_02_053_0001.djvu

			Wnętrze kościoła poklasztornego ęfarnego)
		

/Sponsorzy_031_02_055_0001.djvu

			45
że około r. 1755, przeniesiono na piętro także bi-
bljotekę klasztorną i warsztaty szewski i krawiecki.
Na parterze prócz refektarza znajdowała się infir-
merja (szpital zakonny) z 4 łóżkami.
Okazale przedstawiał się refektarz przy końcu
XVIII wieku. W oknach poumieszczane były wi¬
traże z wizerunkami patronów świętych zakonu
Franciszkanów.
*
Po wymierzeniu stacyj, ks. Kęsicki nie próżno¬
wał. Zaczął budować kaplice. Ile ich postawił, nie¬
wiadomo. Z krótkich wzmianek kronikarskich mo¬
żna wywnioskować, że kilka kaplic zniszczało
rychło, może w czasie wojny szwedzkiej (1655 do
1660). Były to niewątpliwie kaplice zbudowane
przez ks. Kęsickiego. Przetrwały z z kaplic, do któ¬
rych przyłożył rękę swoją, mimo burz wiekowych
kaplice: Brama Jerozolimska nad Notecią, Ogrójec
i Grób czyli Wniebowzięcie Matki Boskiej. Wie¬
my z całą pewnością, że ks. Kęsicki wybudował
także kaplicę Wniebowstąpienia Pańskiego. Że
jednak nie stała w tej samej odległości od Ogrójca,
co Wniebowstąpienie w Kalwarji Zebrzydowskiej,
więc zburzono ją już przed r. 1661, a zbudowano
nową dziś jeszcze istniejącą.
Teren po lewej stronie Noteci między kościo¬
łem św. Jakóba, a wzgórzem ludkowskiem, na któ-
rem stanąć miała główna część kaplic, niebardzo
się nadawał do budowli. Często zalewały go wody
		

/Sponsorzy_031_02_056_0001.djvu

			46
Noteci, roztopy wiosenne spływające z wzgórz lud-
kowskich, a nawet radłowskich. Trzeba więc było
najpierw osuszać błota, kopać rowy, sypać groble.
Dlatego rozpoczęła się tu żywsza działalność bu¬
dowlana dopiero po wojnie szwedzkiej. Niemało
przyczynił się do tego Zygmunt Działyński. W r.
1654 i 1661 ofiarował na rzecz Kalwarji wszystką
ziemię położoną między poszczególnemi stacjami,
a ponadto kawał gruntu przy drodze barcińskiej
na założenie cegielni, która wypalać miała cegłę
na potrzeby budującej się Kalwarji.
Wiemy z pewnością, że „Upadek II" wykoń¬
czono w r. 16615). Wielki rozmach budowlany za¬
uważa się w trzech ostatnich dziesiątkach lat wieku
XVII. Ofiarność Marcina Umińskiego, podchorą-
s) Z kaplicami „Drugim Upadkiem" i z „Wniebowstą¬
pieniem” łączą się ciekawe wspomnienia historyczne.
W r. 1655 lub na początku 1656 zabili Szwedzi i żydzi
w Pakości spieszącego do chorego z wijatykiem zakonnika
O. Urbana Sternalskiego. Gdy później w maju tegoż roku
przybyły do Pakości wojska Czarnieckiego, ciury obozowe
porozumieli się z mieszczanami i mszcząc się za śmierć
okrutną zakonnika, zabili w mieście wszystkich żydów.
Mała tylko garstka uciekła szczęśliwie. Odtąd przez cały
wiek nie śmiał się osiedlić w Pakości żadenj żyd. Opusto¬
szał ich dom modlitwy, a także cmentarz. Budując kaplice
kalwaryjskie, zużywano w fundamentach kamienie cmen¬
tarne żydowskie. Jeden z nich z napisem hebrajskim od¬
kryto przy odnowieniu „Upadku II" w r. 1926.
Inne wspomnienie historyczne wiąże się z kaplicą
Wniebowstąpienia. W dzień św. Józefa, w palmową nie-
		

/Sponsorzy_031_02_059_0001.djvu

			47
żego bydgoskiego, buduje „Wieczernik", „św. We¬
ronikę“, a przedewszystkiem kościół kalwaryjski.
Kaplica św. Weroniki miała pierwotnie dach
z szkudłów w postaci kielicha. W kościele kalwa-
ryjskim nie było skały i krzyżów z łotrami. Jest to
doróbka daleko późniejsza. Dzisiajszy wielki oł¬
tarz tamże jest tylko cząstką dawniejszego, który
konsekrował w r. 1691 sufragan gnieźnieński, ks.
Wojciech Stamowski pod wezwaniem Jezusa Ukrzy¬
żowanego i Matki Boskiej Bolesnej. Dwa boczne
ołtarze w kościele kalwaryjskini przechowały się
niezmienione aż do naszych czasów.
Po roku 1678 powstał ,,Dworzec Heroda" z fun¬
duszu złożonego przez ks. Wiesza, proboszcza ko-
ścieleckiego i plebana szczepanowskiego0). Trzeci
dzielę r. 1769 toczyła się krwawa walka na ulicach Pa¬
kości między konfederatami barskimi, a Moskalami. Po¬
legło konfederatów 97. Pochowano ich w dwóch mogiłach
przy kaplicy Wniebowstąpienia. W r. 1922 Pakoszczanie
uczcili pamięć bohaterów pomnikiem. Na mogiłach posta¬
wiono potężny głaz z napisem: Konfederatom Barskim po¬
ległym w Pakości w 1769 r. wdzięczni Polacy w 1922 r,
”) Napis łaciński na tablicy pamiątkowej ks. Wiesza
w kaplicy „Heroda" brzmi w tłumaczeniu polskiem, jak na¬
stępuje: Przewielebny Imci ks. Wiesz, proboszcz kościelecki
i pleban szczepanowski, oddany w życiu i w śmierci Męce
Pańskiej, przekazanym funduszem kaplicę tę od funda¬
mentów wybudować kazał. Prócz innych pobożnych dzieł
i tę niepoślednią zostawił pamiątkę dla zapewnienia sobie
wiekuistej szczęśliwości. R. P. 1678.
		

/Sponsorzy_031_02_060_0001.djvu

			48
upadek na wzgórzu kalwaryjskiem wybudował Sta¬
nisław Markowski, właściciel Dobieszewiczek.
Resztę kaplic wzniósł wspólny wysiłek pielgrzy¬
mów i pątników. Zdaje się, że „Dworzec Piłata"
składał się pierwotnie z dwóch czy trzech odrę¬
bnych kaplic, a później dopiero złączono je w jedną
całość7).
W czasach wojennych, na początku wieku XVIII
zaczęła się Kalwar ja chylić do upadku. Odnowili
ją znowu wielkim nakładem Działyńscy, a miano¬
wicie ks. Aleksander, sufragan kujawski oraz brat
jego Józef.
Około r. 1777 rozsypał się w gruzy „Dom Anna¬
sza“, lecz odbudował go na nowo Franciszek
Mieczkowski. W r. 1850 zniszczała zupełnie ka¬
plica „Cedron". Ośm lat trwały układy z rządem
pruskim, zanim pozwolił wznieść kaplicę nową,
lecz nie większą i okazalszą, aniżeli była przed¬
tem.
Zawsze wogóle czuwała widocznie Opatrzność
Boża nad dziełem ks. Kęsickiego. Nie brakło ni¬
gdy dobrodziejów Kalwarji. Kronika klasztorna
wymienia całe ich szeregi, a więc znowu członków
rodziny Działyńskich, Jakóba Rusinowskiego, pana
na Cieślinie, Walentego Palakowskiego, mieszcza¬
nina pakoskiego i innych.
') Przy reparacji kaplicy w r. 1926 znaleziono dwa
metry od muru silny fundament kamienny.
		

/Sponsorzy_031_02_061_0001.djvu

			Wieczernik.
		

/Sponsorzy_031_02_062_0001.djvu

			
		

/Sponsorzy_031_02_063_0001.djvu

			49
Wysiłkiem wieków zbudowana Kalwarja składa
się dzisiaj z następujących kaplic:
I. Po prawej stronie Noteci:
I.	Wniebowstąpienie Pańskie, 2. Judasz,
3, Ogrójec, 4. Grób Matki Boskiej czyli Wniebo¬
wzięcie, 5. Cedron, 6. Brama Jerozolimska.
II.	Po lewej stronie Noteci:
7. Annasz, 8. Pożegnanie Matki Boskiej, 9. Wie¬
czernik, 10. Kaifasz, czyli Więzienie, 11. Dworzec
Piłata, 12. Dworzec Heroda, 13. Podjęcie Krzyża,
14. Upadek I., 15. Spotkanie Pana Jezusa z Matką
Najświętszą, 16. Cyrenejczyk, 17. św. Weronika,
18. Upadek II., 19. Niewiasty Płaczące, 20. Upa¬
dek III., 21. Obnażenie z szat, 22. Przybicie do
Krzyża, 23. Podniesienie Krzyża, 24. Złożenie Ciała
Chrystusowego na łonie Matki Jego, 25. Grób Zba¬
wiciela, 26. Kościół Kalwaryjski.
*
Lecz wrócić nam jeszcze trzeba do czasów roz¬
poczęcia budowli kaplic kalwaryjskich.
Rosły ich mury, a równocześnie rozważał ks.
Kęsicki sprawę przejęcia Kalwarji przez 00. Re¬
formatów8}.
Układy z zakonem szły opornie; zakonnicy nie
kwapili się do objęcia nowej placówki Bożej. Do-
’) O troskach i obawach ks. Kęsickiego opowiada nam
list jego pisany do arcybiskupa ks. Macieja Łubieńskiego
(1641—1652) w r. 1643. List łaciński znajduje się w księ¬
dze przywilejów klasztoru pakoskiego. Podaje się go
Z przeszłości Pakości.
4
		

/Sponsorzy_031_02_064_0001.djvu

			50
piero w r. 1647 oddał im ks. Kęsicki wśród uroczy¬
stego nabożeństwa w kościele parafjalnym całko¬
wity nadzór i zarząd Kalwarji. Lecz nie były je¬
szcze zupełnie uregulowane sprawy budowlane,
przyszła wojna szwedzka, ciągłe pochody wojsk,
żołnierskie swawole, utrapienie, ucisk, zarazy, i 00.
Reformaci zniechęceni, zwrócili zarząd Kalwarji
w r. 1658 miejscowemu plebanowi, a następcy ks.
Kęsickiego. Mieszczaństwo jednak z urzędem wój-
w tłumaczeniu polskiem: Jaśnie Oświecony, Czcigodny
Panie i Zwierzchniku!
Gdy słabego będąc zdrowia, osobiście Waszą Wysokość
0	posłuchanie prosić nie mogę, niniejszym listem potrzeby
kościoła wyłuszczyć i o ich uchylenie najpokorniej prosić
zamierzam, Bożem postanowieniem przed laty piętnastu
około miasta parafji mojej pakoskiej urządziłem i należy¬
cie rozmierzyłem Bolesne Drogi Męki Pana Naszego Jezusa
Chrystusa, mam ich zatwierdzenie od chrześcijańskiego
„Adrichomium" a od ś. p. ks. arcybiskupa gnieźnieńskiego
Jana Wężyka po wygaśnięciu pierwotnych teraz nowe na
lat dziesięć otrzymałem odpusta dla tego miejsca, odwie¬
dzanego bardzo pilnie przez wiernych i ku zbudowaniu du¬
chowemu wszystkich. Sądzę, że śmierć moja niedaleka,
1	boję się, czy mój następca, pleban miejscowy przez tyle
lat uświęcone nabożeństwo będzie nadal pielęgnował, czy
raczej nie pójdzie w zapomnienie i poniewierkę. Pobożni
Franciszkanie niemało wprawdzie się przyczyniają do pod¬
niesienia nabożeństwa, wyjaśniając ludowi w kazaniach ta¬
jemnicę Męki Pańskiej, lecz mówią, że bez mej rady i wie¬
dzy nie przystoi im się narzucać. Gdy obecnie komisarz
apostolski wizytował klasztor pakoski, radziłem się go
i prosiłem, aby 00. Reformaci za życia mego wzięli Kal¬
warię w opiekę. Odpowiedział mi, że zakonników przej-
		

/Sponsorzy_031_02_065_0001.djvu

			A
		

/Sponsorzy_031_02_067_0001.djvu

			51
towskim i burmistrzowskim na czele już w r. 1660
w osobnej suplice prosiło 00. Reformatów, aby ob¬
jęli znów nadzór nad Kalwarją.
Życzeniu mieszczaństwa stało się zadość, i od¬
tąd aż do r, 1837 zarządzał klasztor pakoski świę¬
tem miejscem.
Przedewszystkiem uregulowano administrację.
Prawnym zastępcą Kai war j i, upełnomocnionym do
przyjmowania legatów i darowizn, do czuwania nad
mujących Kalwarję łatwoby podejrzewać można, iż przy¬
właszczają sobie pieniądze składane przez wiernych na bu¬
dowę kaplic. Wskazałem sposoby, któreby podejrzenia
uniemożliwić musiały, a mianowicie, aby bractwo św. Krzy¬
ża założone przy parafjalnym kościele miało pieniądze
w swej pieczy i z nich ekspensa na budowę kaplic czyniło.
Przyznał mi słuszność, lecz dodał, że konieczną jest zgoda
zadokumentowana biskupa dyecezji, aby następcy moi
wstrętu zakonnikom czynić nie mogli. Niniejszem tedy
Waszą Dostojność proszę, aby upoważnił 00. Reformatów
do przejęcia kluczy kaplic kalwaryjskich i odprawiania
w nich nabożeństw. Oni zaś niech zachęcają bractwo św.
Krzyża przy farnym kościele, aby budowało, naprawiało
i zdobiło kaplice, a dobrodziejom niech polecają, aby bra¬
ctwo wspierali jałmużnami.
Wszystko to niech będzie na chwałę Ukrzyżowanego
Pana Naszego Jezusa Chrystusa i na przymnożenie zasług
do nieba Waszej Wysokości, za którego nie przestaniemy
się modlić na świętem miejscu.
Interesa moje Waszej Dostojności polecam najpokorniej
Waszej Wysokości
najniższy sługa
ks. Wojciech Kęsicki, pleban pakoski.
Dan w Pakości, dnia 19 czerwca roku Pańskiego 1643.
4'
		

/Sponsorzy_031_02_068_0001.djvu

			52
przywilejami był protektor, przez długie lata zaw¬
sze członek rodziny Działyńskich9). Nadzór nad
dochodami i rozchodami powierzono kolegjum skła¬
dającemu się z syndyka klasztoru oraz trzech pro-	<*■
wizorów, z których jednego mianował 0. prowin¬
cjał, drugiego magistrat miasta, a trzeciego bra¬
ctwo świętego Krzyża, założone przy kościele para-
fjalnym. Szczegółowe przepisy określały, jak prze¬
chowywać gotówkę, książkować dochody i rozcho¬
dy. Dwa razy w roku przedkładali prowizorzy ra¬
chunki magistratowi i miejscowemu plebanowi.
Ziemię kalwaryjską uprawiała czeladź zamie¬
szkała w tak zwanej kwestami10). Tamże stały ko-	&
nie, któremi wyjeżdżali w razie potrzeby prowizo¬
rzy po kweście na cele Kalwarji.
Z zebranej gotówki odnawiano względnie budo¬
wano nowe kaplice według wskazówek O. proku¬
ratora. Był nim zakonnik w konwencie pakoskim,
") Później na schyłku wieku XVIII, gdy Działyńscy
sprzedali dobra pakoskie, upraszali zakonnicy na prote¬
ktorów Kalwarji także innych możnych panów lub księży
świeckich, np. w roku 1796 Józefa Łochockiego, starostę
powidzkiego, w r. 1821 prezesa sądu ziemiańskiego w Ino¬
wrocławiu Kraszewskiego, w roku 1825 ks. kanonika krusz¬
wickiego Dzięgielewskiego i t. d.
10) Był to domek drewniany, kryty słomą, w ogrodzie
kalwaryjskim, po prawej stronie ulicy barcińskiej, przy
ulicy mieleńskiej. Ziemię ofiarował Kalwarji Zygmunt
Działyński w r. 1654. Dom spalił się dnia 30 kwietnia
1872 r. Pakoszczanie nazywają dzisiaj ogród „piekarnią“.
		

/Sponsorzy_031_02_071_0001.djvu

			53
mianowany przez O. prowincjała po porozumieniu
się z przyboczną radą.
Obowiązki prokuratora były bardzo rozległe.
Poza sprawami budowlanemi kierował wszy-
stkiemi nabożeństwami kalwaryjskiemi w ciągu
roku.
Opis procesyj, nabożeństw przekracza zakres
niniejszego szkicu; nadmienia się tylko, że ich po¬
rządek mało się zmienił od r. 1661 aż do naszych
czasów. Zanikł niestety piękny zwyczaj wydzwa¬
niania nabożeństw kalwaryjskich klasztornym
dzwonem zegarowym ponad kaplicą Matki Boskiej.
Do poszczególnych kaplic i dróg krzyżowych
przywiązane są bardzo liczne odpusty. Udzielił
ich głównie papież Innocenty XI w r. 1678 za po¬
średnictwem podkanclerza koronnego Michała Ka¬
zimierza Radziwiłła11), księcia na Nieświeżu
i Ołyce.
*
Kronika klasztorna wiele podaje wiadomości,
z których wynika, że Kalwar ja pakoska w myśl
u) Spis i opis dokładny nabożeństw i odpustów znaj¬
duje się w księdze przywilejów klasztornych. Opisał je
także bardzo szczegółowo w r. 1766 O. Fidelis, prokurator.
Oryginał znajduje się w archiwum parafjalnem. Drukiem
podane są w książce O. Zdybalińskiego, ostatniego gwar-
djana klasztoru pakoskiego, wydanej w Bydgoszczy w roku
1827 pod tytułem:
Droga szczęśliwa każdego człowieka prawowiernego itd.
Nowe wydanie jubileuszowe książki jest w przygoto¬
waniu.
		

/Sponsorzy_031_02_072_0001.djvu

			54
bogobojnego założyciela była zawsze ostoją i po¬
tężną dźwignią życia religijnego.
Z roku na rok rosły pielgrzymie rzesze odpra¬
wiające drogi krzyżowe; rozmodleni, rozśpiewani,
złączeni żywą wiarą i serdecznem umiłowaniem
Męki Pańskiej szli biedni oracze, mieszczanie
i możni panowie. Karmazyn nieraz dźwigał wielki
krzyż procesjonalny, a panienki z magnackich
i szlacheckich domów niosły obrazy i wieńce.
Gdy później w wieku XVIII gotowe już były
wszystkie kaplice, na odpustach 3. maja, 14 wrze¬
śnia lub w piątki wielkopostne gromadziło się pąt¬
ników 20 000 i więcej. W roku 1769 spowiadało
się na Kai war j i, w trzeci piątek wielkopostny 1600
osób. Biskupi włocławscy, sufragani gnieźnieńscy
i poznańscy, opaci z Mogilna i z Trzemeszna, ka¬
nonicy metropolitalni z Gniezna uświetniali uro¬
czystości kalwaryjskie swoją obecnością.
Szczególnie umiłował sobie lud w kaplicy wię¬
ziennej posąg skrępowanego kajdanami Chrystusa,
a w kościele kalwaryjskim Krzyż z umierającym
Zbawicielem. Niemało przyczynił chwały Kalwarji
krzyż srebrny cudownej roboty z relikwją drzewa
krzyża świętego (Lignum vitae). Otrzymali go w da¬
rze 00. Reformaci od spadkobierców ks. Kaspra
Działyńskiego, biskupa chełmińskiego, i ofiarowali
około r. 1669 na wieczne czasy Kalwarji pakoskiej.
Rychło już poczęły się szerzyć wieści, że Pan
Bóg czcicieli Męki i Śmierci Jednorodzonego Syna
		

/Sponsorzy_031_02_075_0001.djvu

			55
Swego darzy nadzwyczaj nemi łaskami, czyni cuda,
leczy chore dusze. Zakonnicy zapisywali łaski i cu¬
da, o których słyszeli, w klasztornej kronice.
Wdzięczni pątnicy przynosili wota: do kaplicy
więziennej srebrny pancerz, kuty srebrny łańcuch,
a kanonik gnieźnieński ks. Ignacy Kołudzki około
r. 1760 postawił u stóp krzyża w kościele kalwaryj-
skim czarę złotą przedziwnej roboty. Do naszych
czasów przechowało się w skarbcu wot 78. Naj¬
starsze, najdawniejsze z roku 1637 ofiarowali mał¬
żonkowie Jan i Katarzyna Gregorowicze z Inowroc¬
ławia ,,ad honorem Crucifixi Domini Nostri	“ —
na chwałę Ukrzyżowanego Pana naszego. Liczne
są wota bez napisu z wyobrażeniem ócz, rąk, nóg,
lilijek, snać wota dziękczynne za uleczenie chorób
i kalectw ciała i duszy.
		

/Sponsorzy_031_02_076_0001.djvu

			IV.
O szkole łacińskiej 00. Reformatów
w Pakości.
Źródła: 1) Składny, die Schule der Reformaten zu Pa-
kosch, Historische Monatsblätter für die Pro¬
vinz Posen, I. str. 161—170.
2)	Tenże — Zeitschrift der Historischen Gesell¬
schaft, zugleich Zeitschrift der historischen
Gesellschaft für den Netzedistrikt zu Brom¬
berg, XVI, I. część, str. 68.
3)	Muzeum — czasopismo — Lwów 1897, Dr.
Antoni Karbowiak, Bydgoszcz a Pakość, str.
184, i dalsze.
4)	Archiwum parafjalne:
Liber primus, Regulas Scholae in oppido Pa¬
kość ad Conventum S. Bonaventurae
exponens.
Wiemy z procesu nauczyciela Stanisława przed
sądem duchownym w Gnieźnie1), że już przed ro¬
kiem 1455 istniała szkoła w Pakości2).
’) Patrz szkic, O husytach w Pakości,
2) W wiekach XIII i XIV i na początku wieku XV nie
były szkoły parafjalne w Polsce szkołami powszechnemi.
Były to raczej szkoły łacińskie najniższego typu. Wykła-
		

/Sponsorzy_031_02_077_0001.djvu

			57
Wiemy także, że w r. 1453 postawił Wojciech,
dziedziczny pan na Pakości, nowy szkolny budy¬
nek3). Z wdzięczności za to zobowiązał się pleban
pakoski przed konsystorzem w Gnieźnie na inten¬
cję Wojciecha w każdą niedzielę odmawiać modli¬
twę św. Bernarda: Pomnij o Najmiłosierniejsza
Panno	 wraz z kolektą o Matce Boskiej4).
Nie tak przyjaźnie ułożyły się stosunki między
nim, a nowym dziedzicem Pakości, Szymonem, bo
już w r. 1456 zawezwać go musiał przed sąd arcy¬
biskupi, iż przywłaszczył sobie prawo powoływa¬
nia nauczyciela do szkoły, a ponadto burzył go
przeciwko sobie. Władza kościelna załatwiła spór,
orzekając, że przy nominacji mistrza mają dziedzic
i pleban nawzajem się porozumieć5).
Zresztą z wieku XV i XVI nic więcej nie wiemy
o szkole w Pakości. Pośrednio chyba wiążą się
z nią wiadomości, że w latach 1465 i 1467 uczyli
się na wszechnicy Jagiellońskiej w Krakowie0) nie-
dowym językiem był język łaciński. Uczono religji, kali¬
graf j i, śpiewu, niekiedy także rachunków. Patrz Karbowiak,
Szkoły parafjalne w XIII i XIV wieku.
!) Według wiadomości, pochodzącej jednak dopiero
z schyłku wieku XVII, stał budynek szkolny przy cmen¬
tarzu kościoła św. Jakóba. Patrz wizytację Lipskiego
1697—1699.
*) Antoni Karbowiak, Dzieje Wychowania i Szkół
w Polsce, Tom III, str. 24.
5) Antoni Karbowiak, Dzieje... str. 24, jak wyżej, uwa¬
ga 4.
*) Album studiosorum universitatis Cracoviensis I. i II.
		

/Sponsorzy_031_02_078_0001.djvu

			58
jakiś Janusz z Pakości, a w r. 1503 Andrzej, syn
Jakóba z Pakości, wreszcie w r. 1509 Maciej, syn
Jana z Pakości. Ów Andrzej jest w r. 1514 peni-
tencjarzem przy katedrze gnieźnieńskiej, a zara¬
zem bardzo czynnym w sądzie duchownym1). Od
r. 1514 do 1523 wymieniają go protokóły sądowe
ośm razy. Wszyscy powyżej wymienieni studenci
rozpoczęli nauki swoje prawdopodobnie w szkole
pak oskiej.
Z wieku XVII mamy tylko świadectwa, że ist¬
niała szkoła w Pakości. Z wizytacji a Sévégo (1607)
dowiadujemy się szczegółu dotyczącego dochodu
nauczyciela. Pobierał rocznie od ks. plebana ośm
florenów czyli dukatów, a od magistratu cztery flo¬
reny.
Czy 00. Reformaci zaraz po przybyciu do Pa¬
kości zajęli się nauczaniem młodzieży, niewiadomo.
Pewne jest tylko, że dłuższy czas przed założeniem
szkoły łacińskiej już przykładali się do nauczania.
Przed r. 1787 znajdują się w katalogach zakonni¬
ków wzmianki o profesorach i studentach grama¬
tyki.
*
W r. 1786 postanowił sejmik ziemiański w Ino¬
wrocławiu jednogłośnie wznieść prośbę do króla
7) Monumenta medii aevi histórica, Acta Capitulorum
nec non iudiciorum ecclesiasticorum selecta, Volumen II.
Acta iudiciorum ecclesiasticorum Dioecesum Gnesnensis et
Posnaniensis (1403—1530).
		

/Sponsorzy_031_02_079_0001.djvu

			59
pruskiego Fryderyka II., aby pozwolił 00. Refor¬
matom w Pakości założyć szkołę łacińską. Prośbę
podpisali także mieszczanie pakoscy oraz sam kon¬
went. Lecz właśnie jednomyślność opinji katolic¬
kiej nie podobała się królowi, wietrzył intrygę po¬
lityczną i dwukrotnie odrzucił prośbę.
Dopiero następca jego Fryderyk Wilhelm II.
okazał się więcej wyrozumiałym i życzliwym. Pa¬
tentem z dnia 5 października 1787 r, pozwolił na
otworzenie szkoły, może głównie dlatego, że prośbę
wnieśli już nie znienawidzeni na dworze berlińskim
ziemianie-Polacy, ale gwardjan klasztoru pako-
skiego, O. Anicet Paszkiewicz oraz w imieniu mie¬
szczaństwa Kazimierz Łukaszewski i Bartłomiej
Lisiecki.
Na wiosnę r. 1788 rozpoczęto przebudowę do¬
tychczasowego klasztornego domu służebnego na
szkołę, a już 23 października, gdy ledwie gotowa
była część budynku, nastąpiło poświęcenie szkoły.
W obecności Bernartha, burmistrza miasta i Jana
Karola Gerhardta, który właśnie był nabył od ro¬
dziny Działyńskich dobra pakoskie, oraz bardzo
licznie zebranego mieszczaństwa, zaintonował O.
gwardjan Paszkiewicz w kościele przed wielkim oł¬
tarzem „Veni Creator“, a profesor O. Czałbowski
wygłosił mowę pochwalną na króla. Pochód do
szkoły zakończył uroczystość. Wieczorem zago¬
rzało miasto illuminacją, sute libacje i huczne zaba¬
wy trwały przez całą noc. Budynek szkolny wy-
		

/Sponsorzy_031_02_080_0001.djvu

			60
kończono zupełnie w r. 1789. Frontem zwrócony byt
do miasta, a od klasztoru dzielił go mur wysoki.
Wobec wielkiego napływu uczniów dom okazał
się niebawem za ciasny. Dlatego dziesięć lat później
wybudowali zakonnicy przy pomocy mieszczan
i ziemian nowy gmach piętrowy8). Zewnętrzne
jego ściany pokryte były sentencjami łacińskiemi:
Sapientia aedificavit sibi domum — Mądrość zbu¬
dowała sobie dom, albo: Sedes sapientiae ora pro
nobis — Stolico Mądrości módl się za nami, Sa¬
pientiae et Veritati — Mądrości i Prawdzie9). Dziś
niema śladu po budynku. Nie pewne jest nawet,
gdzie był zbudowany. Powiadają jedni, że łączył
się z kościołem przy oknie zakrystji, mówią inni,
że zamieniono go później na budynek gospodarczy
proboszczowski, zburzony przed kilkunastu laty.
A stał ten budynek przy ulicy po prawej stronie
bramy klasztornej.
*
Otwierając szkołę, chcieli 00. Reformaci przy-
mnożyć powołań zakonnych, lecz niemniej pra¬
gnęli współpracować nad duchowem odrodzeniem
") Wiadomość o wybudowaniu drugiego budynku
szkolnego czerpię z Warschauera, Geschichte der Stadt
Pakosch, słr. 43. W kronice klasztornej i w archiwum pa-
rafjalnem niema wzmianki o nowym budynku.
’) Niemir w i Tygodniku Literackim, Poznań 1841,
str. 347.
		

/Sponsorzy_031_02_081_0001.djvu

			61
bardzo podówczas zaniedbanej młodzieży pako-
skiej10}. Szkoła miała być rodzajem gimnazjum
przygotowującego młodzież do studjów uniwersy¬
teckich.
Według statutu był najwyższą instancją szkol¬
ną O. gwardjan, a w niektórych wypadkach nawet
O. prowincjał. Bezpośredniego przełożonego uczel¬
ni tytułowano prefektem. Nie uczył, ale czuwał,
aby szkoła sumiennie stosowała się do statutu,
kontrolował profesorów, ich zdolności pedagogi¬
czne, pilność, zachowanie się wobec uczniów, przyj¬
mował nowych uczniów, prowadził ich spis gene¬
ralny.
Na profesorów powoływano zakonników poboż¬
nych, wybitnych teologów, przednich mówców,
a przedewszystkiem świetnych stylistów łacińskich.
Każdy profesor dawał uczniom swoim stopnie11)
z pilności i z postępów w naukach. Odnośne za¬
piski przedkładał od czasu do czasu prefektowi.
Profesor prowadził uczniów od najniższej klasy
do najwyższej. W razie śmierci lub złożenia pro¬
fesury, następca uczył w myśl i kierunku poprzed¬
nika.
,0) Proemium w documentum scholae z r. 1787.
11) Stopni było sześć: 1. optimus — bardzo dobry, 2. bo¬
nus — dobry, 3. mediocris — średni, dostateczny, 4. du-
bius — wątpliwy, 5. retinendus, 6. reiciendus — były stop¬
niami niedostatecznemi i nie uprawniały do promocji.
		

/Sponsorzy_031_02_082_0001.djvu

			62
Klas było sześć1*), później trzy, ale każda
w dwóch oddziałach.
Szkoła liczyła w czasie rozkwitu około cztery¬
stu uczniów pochodzących nietylko z Pakości, ale
także z bliższej i z dalszej okolicy. Mała liczba
profesorów — było ich dwóch, najwyżej czte¬
rech —, nie wystarczała, aby objąć i zrealizować
całokształt zagadnień złączonych z wychowaniem
i wykształceniem uczniów, dlatego posługiwano się
uczniami wyższych klas jako siłami pomocniczemu
Byli tedy uczniowie „magistratus“ i „privati‘\
uczniowie obdarzeni urzędem i bez urzędu. Do
urzędów zaliczano:
1) Censores. Czuwali nad zachowaniem się ucz¬
niów w szkole i poza szkołą, zapisywali spóźnia¬
jących się, karcili tych, którzy przychodzili na lek¬
cje w niechlujnem ubraniu, w zabłoconych bu¬
tach, nieumyci i nieuczesani. Ich pieczy były po¬
wierzone ławki, stoły, ściany w klasach. Szczegól-
“) Nazwiska poszczególnych klas brzmiały:
I. subinfima — przygotowawcza, wstępna,
II. infima — najniższa,
III.	media — grammatica — średnia, w której uczono
gramatyki,
IV.	suprema — syntaxeos — najwyższa, w której
uczono składni,
V. classis poeseos — klasa, w której uczono sztuki
rymotwórczej,
VI. classis rethorica — klasa, w której uczono wy¬
mowy.
		

/Sponsorzy_031_02_083_0001.djvu

			63
nie musieli uważać, aby nikt na lekcję nie przy¬
nosił broni palnej. Poza szkołą śledzili, czy ucz¬
niowie nie odwiedzali przedstawień teatralnych,
domów podejrzanych, czy nie przypatrywali się
egzekucjom przy pręgierzu na rynku. Władza cen-
sorów była tak wielka, że nawet karali uczniów
niższych klas rózgami, gdy nie pomagały upom¬
nienia profesorów. Wolno było jednak udzielić
najwyżej trzech plag.
2) Directores. Obowiązywali się piśmiennie do
wiernego wypełniania swoich obowiązków13). Prze-
dewszystkiem odwiedzali w mieszkaniu uczniów
niższych klas i pomagali przy odrabianiu zadań
szkolnych. Mówili z chłopcami tylko po łacinie,
a przy nauce języka niemieckiego także po nie¬
miecku. Za pomoc w naukach pobierali od rodzi¬
ców osobną zapłatę. Zyskowny urząd powodował
niejednego młodzieńca, że świadomie przedłużał
swój pobyt w szkole pakoskiej, tem więcej, że ja¬
ko uczeń szkoły łacińskiej z przywileju królew¬
skiego był wolny od służby wojskowej. Dlatego
istniał przepis ograniczający pobyt w najwyższej
klasie do najwyżej 5 lat. Mimo to zdarzało się
często, że uczniakiem szkolnym był mąż liczący
lat 30, a nawet więcej.
3. Decuriones lub auditores — dziesiątników
czyli tych, którzy wysłuchiwali lekcyj uczniów.
ia) Z istniejącej dziś rodziny pakoskiej Różnowiczów
był przez dłuższy czas dyrektorem Wojciech Różnowicz.
		

/Sponsorzy_031_02_084_0001.djvu

			64
Każdy z nich codzień wysłuchać musiał pensum
10 współuczniów i donieść profesorowi, o ile któ¬
ryś się nie nauczył. Nad sobą mieli „naddziesiąt-
nika“, przed którym przepowiadali swoje lekcje.
Mogli jednak żądać, aby profesor ich słuchał.
4.	Calefactores lub servos scholae. Byli to bie¬
dacy — uczniowie opłacani przez bogatszych. Opa¬
lali klasy, zamiatali, czyścili okna. Gdy uczeń
opuszczał szkołę, dowiadywali się, czy popłacił
długi.
5.	Dictatores. Dyktatorem nazywano najlep¬
szego ucznia klasy. Był to tytuł honorowy bez ja¬
kich bądź obowiązków,
Przedewszystkiem uczono religji. Nie dbano
o stronę pamięciową, raczej chodziło o praktyczne
zastosowanie prawd wiary w życiu. Ku temu ce¬
lowi zmierzały codzienne profesorów i tygodniowe
konferencje z uczniami. Praktyk religijnych prze¬
strzegano surowo. W kościele klasztornym zbierali
się uczniowie w kaplicy Matki Boskiej, odnowionej
ofiarami uczniów, rodziców i innych dobrodziejów
w r. 1794/95.
Głównym przedmiotem nauk była łacina. Jako
podręcznika używano sławnego Alwara. Jedną
część gramatyki napisali 00. Reformaci oryginal¬
nie i wydali w Warszawie w r. 179314).
’*) Tytuł ksiąiki brzmi: Gram matices pars quarta d«
prosodia seu de quantitate syllabarum pro usu scholarum
Pacostensium.
		

/Sponsorzy_031_02_085_0001.djvu

			65
Z poetów rzymskich czytano Wirgila, Horaca
i Owida. Z przedkładanych młodzieży tekstów
usuwano jednak wszelkie „obscoena".
Wśród dziejopisów uwzględniano Salusta, Ce¬
zara, Liwjusza oraz Tacyta. W czytanki wplatano
często wykłady zaczerpnięte z historji rzymskiej
lub z historji ustroju państwa rzymskiego np. o se¬
nacie, wojsku i t. p. Jako wzory świetnej wymowy
podawano uczniom mowy Cycerona, choć zapo¬
znawano ich także z mowami św. Augustyna i in¬
nych ojców Kościoła. Głównie jednak zabiegano
o to, aby uczeń płynnie mówił po łacinie. Pod tym
względem osiągano świetne rezultaty. Wśród dy¬
sput publicznych wygłaszali uczniowie własne ody,
mowy pochwalne w łacińskim języku. Studenci
wyższych klas posługiwali się w rozmowach swo¬
ich wyłącznie mową łacińską.
O języku polskim głucho w statucie. Raz tylko
jest wzmianka, że uczniowie mają na język polski
tłumaczyć klasyków łacińskich i pisać wypracowa¬
nia polskie.
Niemieckiego języka uczono trzy razy tygodnio¬
wo, po południu w wtorek, w czwartek i w piątek.
Wśród lekcyj starano się mówić po niemiecku. Re¬
zultaty jednak były bardzo nikłe, bo profesorowie
nie znali mowy niemieckiej10).
“) Najgłówniejszym błędem szkoły pakoskiej była
bardzo częsta zmiana profesorów. Zapytywani o powód.
Z przeszłości Pakości.
5
		

/Sponsorzy_031_02_086_0001.djvu

			66
Statut wspomina także o języku francuskim.
Zdaje się, że był tylko fakultatywnym. Matematyki
i nauk pokrewnych udzielano w trzech lekcjach ty¬
godniowo. Jedną lekcję w tygodniu poświęcano
wykładom o obyczajności, o zachowaniu się przy
stole, w towarzystwie i t. d. Nie mówi nic pier¬
wotny statut, czy uczono przyrody, geografji.
Za pilność, wzorowe zachowanie się, dobre po¬
stępy w naukach otrzymywali uczniowie nagrody.
Najpiękniejszą było pierwsze miejsce „dyktatura“
w klasie.
Na początku roku czołowe miejsca w oddzia¬
łach klasowych przeznaczano dla synów szlachty,
resztę miejsc rozdzielano między synów mieszczan
i kmieci. W ciągu roku jednak brał uczeń bez ró¬
żnicy stanu według zdolności i pilności przynależne
mu miejsce. Nagrodą była także pochwała ucznia
wobec klasy, profesorów i rodziców.
Lenistwo karano publiczną naganą, także ró¬
zgami,
odpowiedzieli poczciwi Ojcowie listem do króla, który nie-
bardzo świadczył o ich znajomości języka niemieckiego.
Dosłowny tekst brzmi, jak następuje: „...wir wollen auch
laut der Holdung, die wir, E. K. Maj. zu Königsberg ab¬
gelegt haben, keine Untreue noch Fehler begehen, wir ver¬
ändern auch keine Priester ohne Ursach, noch mit dem
Schaden des Landes, sondern alle Umbässe, wie die vor¬
jährige waren, können wir ummöglich lange hier bewahren,
in dem wir aus armen Almosen leben, und die Doktores
hier viel kosten...."
		

/Sponsorzy_031_02_087_0001.djvu

			67
Co tydzień, miesiąc i kwartał urządzano po¬
wtórki. Aby zachęcić uczniów do pilności, dzielili
profesorowie ich na dwa obozy: greków i rzymian.
Na czele przeciwników stali najlepsi uczniowie.
Albo rzymianie albo grecy otrzymywali chorągiew,
którą jednak tracili z chwilą, gdy przeciwna strona
wykazywała lepsze postępy w naukach. Walka
budziła rzeczywiście szlachetne ambicje, ale pro¬
wadziła niekiedy do wybryków. Zdarzało się, źe
walczono o chorągiew pięściami, kijami, rozbitemi
głowami.
Młodzież wogóle była krewką, zapalną, skorą
do bijatyk.
W roku 1808 pobili się studenci z czeladzią rze¬
mieślniczą w mieście o nadobną pakoszczankę. Wal¬
czących rozdzielać musiało wojsko.
Na zakończenie szkolnego roku odbywały się
piśmienne i ustne egzamina. 0 wyniku dowiady¬
wali się uczniowie dopiero na początku nowego
roku. Rok szkolny kończył się 14 lipca, a nowy
rozpoczynał 1 września.
Opuszczając zakład otrzymywał uczeń świa¬
dectwo. Możliwie były cztery stopnie:
I.	studio praeclaram navavit operam — przy¬
kładał się świetnie do nauki.
II.	studio egregiam navavit operam — przykła¬
dał się chlubnie do nauki.
III.	Studio laudabilem navavit operam — przy¬
kładał się chwalebnie do nauki.
5*
		

/Sponsorzy_031_02_088_0001.djvu

			68
IV. Studio insignem navavit operam — przy¬
kładał się znamiennie do nauki.
Stopień IV zawierał właściwie naganę, bo ozna¬
czał, że uczeń był leniwym (in — segnis). Wie¬
dzieli jednak o tem tylko wtajemniczeni, profeso¬
rowie, klasztory i t. d.
*
Szkoła łacińska 00. Reformatów w Pakości
przypominająca ustrojem szkoły łacińskie średnio¬
wiecza, nie wniosła dorobku w skarbnicę dóbr i ide¬
ałów narodowych. Można nawet powiedzieć, że
kult nadzwyczajny, którym otoczyła język łaciń¬
ski, tłumił czy gasił w sercach uczącej się mło¬
dzieży umiłowanie ideałów narodowych, a zwła¬
szcza języka ojczystego.
Może dlatego właśnie cieszyła się szkoła pako-
ska pewną przychylnością sfer rządowych pruskich,
które już podówczas w zagrabionych polskich dziel¬
nicach uprawiały politykę wynarodawiającą. Za¬
chował się z r. 1798 list16) rejencji kwidzyńskiej
do 00. Reformatów z następującym znamiennym
zwrotem:
„	wir können euch hierüber unseren Beifall
nicht vorenthalten und müssen euch zu erkennen
geben, dass wir eure Bemühungen, die ihr bei dem
unentgeltlichen Unterricht der Jugend habt, jeder-
“) Dr. A. Warschauer, Geschichte der Stadt Pakosch,
str. 42—43.
		

/Sponsorzy_031_02_089_0001.djvu

			69
zeit gnädig bemerken werden, und dass das Vater¬
land eure Verdienste nie vergessen kann“.
Rozpoczęły się potemi czasy Wielkiego Księ¬
stwa Warszawskiego, do którego należała także
Pakość. Jakkolwiek o rządach w sezonowym two¬
rze Napoleońskim niewiele dobrego powiedzieć
można, to jednak przyznać trzeba, że izba eduka¬
cyjna w Warszawie, nawiązując do świetnej tra¬
dycji dawniejszej komisji edukacyjnej, przez ośm
lat swego istnienia zrobiła bardzo wiele dla oświa¬
ty narodu. W każdym departamencie, a więc
i w bydgoskim, do którego przydzielona była
Pakość, stworzyła gimnazjum czyli liceum
z nowoczesnym, postępowym planem nauk. Przy
uroczystym akcie otworzenia gimnazjum) bydgo¬
skiego padły z ust ks. Bocheńskiego17), konsyljarza
departamentowego, ostre słowa krytyki szkół za¬
konnych, a prefekt departamentu Gliszczyński nie
wahał się publicznie oświadczyć, że rodzice posy¬
łający dzieci swoje do szkoły łacińskiej w Pakości
nie rozumieją widocznie, czem jest nauka i wycho¬
wanie18).
W myśl warszawskiej izby edukacyjnej zażą¬
dał departament bydgoski, aby 00. Reformaci
w Pakości zamienili szkołę łacińską na wydziało¬
wą, w której języka łacińskiego udzielanoby tylko
”) Archiwum parafjalne, Apologia, dnia 20 Okt. 1808
zdziałana w Pakości i t. d.
“) Warschauer, Geschichte der Stadt Pakosch, str. 46.
		

/Sponsorzy_031_02_090_0001.djvu

			70
fakultatywnie poza godzinami szkolncmi10). Był to
wielki cios dla szkoły pakoskiej, bo degradował ją,
a i burzył cały dotychczasowy ustrój szkolny, two¬
rzyć kazał niejako nową szkołę wedle zamierzań
i planów rządowych.
Zabiegali 00. Reformaci różnemi drogami o cof¬
nięcie lub przynajmniej złagodzenie drakońskiego
w ich mniemaniu nakazu. Przeciwko ks. Bocheń¬
skiemu napisał O. Karol Surowiecki w r. 1808 apo-
logję. Zjadliwa jest, ale argumentacja wydaje się
słabą, a i polszczyzna nieszczególna20). Ówczesny
prowincjał znowu 0. Onufry Mystkowski podał
wniosek do ks. arcybiskupa Ignacego Raczyńskiego
(1807—1818) z prośbą o pośrednictwo w izbie edu¬
kacyjnej21). Podanie jest ciekawe o tyle, że O.
prowincjał przypisuje w niem zarządzenia dotyczą¬
ce szkoły pakoskiej wpływom illuministów42). Zdaje
się, że pośrednictwo arcypasterskie nie było zupeł¬
nie skuteczne. 00. Reformaci ulegli naciskowi rzą¬
dowemu, zreorganizowali szkołę, przyjęli nawet
płatnego przez rząd świeckiego profesora matema¬
tyki, Józefa Swinarskiego. Szkoła zmieniła się
o tyle, że język polski w planie nauk pierwsze
“) Archiwum archidyecezjałne w Poznaniu, Akta ks.
arcyb. Raczyńskiego.
") Apologja, jak wyżej 17).
”) Patrz uwagę 19).
®) Illuminiści, tajne stowarzyszenie w ścisłem poro¬
zumieniu z masonerją pracowali przeciwko wszelkiej pozy¬
tywnej religji.
		

/Sponsorzy_031_02_091_0001.djvu

			71
otrzymał miejsce, choć i język łaciński jeszcze wa¬
żną odgrywał rolę. Więcej uwzględniano także od¬
tąd historję, geografję, algebrę, arytmetykę, Po¬
został w planie także język francuski i nie¬
miecki.	#
Minno wszystkiego nosiła szkoła pakoska w so¬
bie zarodek śmierci. Poziom nauk schodził coraz
niżej23).
Dowiadujemy się o tem z rewizyjnego proto¬
kółu pruskiego radcy szkolnego, który w r. 1816
“) Znalezione w archiwum parafjalnem, spisane na
skrawku papieru pytania, jakie profesor zadawał uczniom,
niebardzo chwalebnie świadczą o poziomie wiedzy w szkole
OO. Reformatów. Pytano więc:
1.	Z geografji:
Wiele jest ludzi w Europie?
A w Niemczech?
Do kogo należy Frankfurt nad Menem?
Do kogo należy Frankfurt w Ameryce?
Wiele jest rzeczypospolitych w Europie i jak się
nazywają?
Kto panuje nad temi 26 królestwami?
2.	Z zoologji:
Który zwierz z wodnych największy?
Jaka jego długość?
Do których należy zwierząt?
Inne osobliwości jego?
Który zwierz ma podobieństwo z wielorybem?
Który jeszcze do tego rodzaju należy?
Co się rozumie przez psa morskiego?
Który największy z zwierząt ssących lądowych?
Czem udarowany od natury?
		

/Sponsorzy_031_02_092_0001.djvu

			72
wizytował szkołę po ponownej okupacji Pakości
przez Prusaków.
Uczniów było 230; profesor zakonny jeden; ja¬
ko profesor matematyki pracował jeszcze Józef
Swinarski. Poza nimi udfcyło czterech nauczycieli
elementarnych i dwie siły pomocnicze. Uczniowie
wykazywali dostateczne wiadomości w języku pol¬
skim, w historji polskiej i w matematyce. W ge-
ografji zato, w języku łacińskim i niemieckim były
postępy mierne. Nie czytano wogóle starożytnych,
klasycznych autorów łacińskich, a uczono jedynie
rozmowy. Prowadzono ją jednak w klasztornej,
3.	Z prawideł obyczajności:
Co jest ochędóstwo w sukniach?
Jak się trzeba zachowywać przy stole?
Czego się należy wystrzegać przy stole?
Czy się godzi przy stole o rzeczy samemu apety¬
towi służące prosić?
Jeżeli każdemu wolno brać z półmiska i jak sobie
postępować?
Jedząc co zachować trzeba?
Czego się wystrzegać trzeba?
I czego jeszcze?
4.	Z historji wynalazków:
Kto wynalazł kompas?
Kto odkrył Amerykę?
Kto wynalazł proch?
Kto wynalazł drukarstwo?
Kto wynalazł zegarki kieszonkowe?
Kto wynalazł okulary?
Kto wynalazł balony?
		

/Sponsorzy_031_02_093_0001.djvu

			73
kuchennej łacinie24). Języka niemieckiego udzielał
O. Florentyn Okolewski, choć sam nie mówił po
niemiecku.
Naogół wypadł sąd inspektora o szkole bardzo
ujemny. Radził albo zreorganizować szkołę, albo
zamknąć zupełnie25).
W tymże roku 1816 ukazał się dekret króla pru¬
skiego, zakazujący przyjmować do katolickich kla¬
sztorów nowych członków. Tem samem był los
szkoły klasztornej w Pakości przesądzony, bo już
i mowy być nie mogło o uzupełnieniu sił nauczy¬
cielskich zakonnych.
Gdy umarł profesor matematyki Józef Swinar-
ski, nie przysłano na jego miejsce nowej siły. Mury
szkoły pustoszały; w r, 1817 było uczniów tylko
87. 00. Reformaci wnieśli prośbę już w r. 1816 do
arcypasterza o zwolnienie ich z obowiązków na¬
uczycielskich. Próbowano nakłonić rząd, aby za¬
łożył w Pakości gimnazjum nowoczesne albo prze¬
niósł z Bydgoszczy seminarjum nauczycielskie.
Próby spełzły na niczem, rząd otworzył jedynie
w r. 1824 szkołę powszechną, w której aż do roku
1826 nauczali religji ostatni dwaj Reformaci w Pa-
M) Jeszcze około r. 1840 rozmawiały kucharki i stra¬
ganiarki na rynku w Pakości po łacinie. Patrz Niemir w Ty¬
godniku Literackim, Poznań 1841.
®) Dr. Antoni Karbowiak, Bydgoszcz a Pakość, w Mu¬
zeum, czasopiśmie, Lwów 1897.
		

/Sponsorzy_031_02_094_0001.djvu

			74
kości, O, Gwardjan Zdybaliński i O. Florentyn
Okolewski26).
Szkoła powszechna w Pakości w r. 1924 obcho¬
dziła stuletnią rocznicę swego istnienia. Za po¬
zwoleniem rządowem nazywa się odtąd powszech¬
ną szkołą imienia Ewarysta Estkowskiego. Z okazji
jubileuszu umieszczono na krużganku szkoły mar¬
murową tablicę z następującym napisem:
Stulecie istnienia szkoły powszechnej w Pakości.
1824 — 1924
„Używając wszędzie tych samych chrześcijań¬
skich i narodowych zasad wychowania i kształce¬
nia, sprowadzimy i utrwalimy braterstwo w naro¬
dzie naszym, zniesiemy rzeczywiście różnicę sta¬
nów, a wywołamy różnicę cnoty, obowiązków i za¬
sług“.	(Ew. Estkowski.)
*) O. Zdybaliński po zamknięciu klasztoru pobierał
od rządu dwieście pięćdziesiąt talarów, a O. Florentyn
Okolewski dwieście i czterdzieści talarów rocznie. W dniu
10 maja 1840 00. Florentyn Okolewski i Nepomucen Zdy¬
baliński opuścili klasztor w Pakości i wyjechali do Strzelna.
O. Okolewski umarł w r. 1843 a O. Zdybaliński w r. 1849.
		

/Sponsorzy_031_02_095_0001.djvu

			V.
Kronika parafji pakoskiej i Kalwarji w w. XIX,
oraz XX, aż do obecnych czasów.
Wiemy z poprzednich szkiców, że nowo budu¬
jącego się kościoła św. Jakóba nie wykończono ni¬
gdy. Stosownie do dekretu arcybiskupiego przenie¬
siono w r. 1817 nabożeństwa parafjalne już na stałe
do kościoła klasztornego. Sakramentu chrztu św.
udzielano w kaplicy św. Rocha1), a Najświętszy
Sakrament przechowywano także w kaplicy Piłata,
aby nie było trudności z wijatykiem, gdy klauzura
zakonna wzbraniała przystępu do kościoła kla¬
sztornego.
W roku 1820 powstał spór o nabożeństwa pa¬
rafjalne między ówczesnym proboszczem pako-
skim, ks. Walentym Chądzyńskim2) a 00. Reforma¬
tami, który tak się zaognił, że ks. Chądzyński prze-
’) Kto i kiedy wybudował kaplicę św. Rocha, niewia¬
domo. W roku 1797 papież Pius VI udzielił zupełnego od¬
pustu w kaplicy na dzień św. Rocha. Kaplica nie należy
do Kalwarji.
') Księża proboszczowie pakoscy w XIX wieku i XX
aż do obecnych czasów są następujący:
		

/Sponsorzy_031_02_096_0001.djvu

			!
76
niósł wszystkie nabożeństwa paraf jalne z kościoła
klasztornego do kaplicy Piłata. Za pośrednictwem
władzy duchownej przyszło jednak do zgody, i ks.
Chądzyński wrócił znowu w tym samym roku do
kościoła klasztornego.
Z powodu dekretu królewskiego z r. 1816 zaka¬
zującego przyjmować do klasztorów katolickich no¬
wych członków, opustoszał niezadługo klasztor pa-
koski. Z tej przyczyny uzyskał ks. Walenty Chą¬
dzyński w r, 1824 pozwolenie na zamieszkanie
w nim3).
Nowe wyłoniło się nieporozumienie w r. 1825,
gdy ks. Chądzyński zażądał, aby 00. Reformaci
1.	ks. Głęmbocki 1796—1807,
2.	00. Reformaci 1807—1810,
3.	ks. Rafał Gromwald 1810—1814,
4.	00. Reformaci i ks, Paschalis Bieńkowski 1815
do 1816.
5.	ks. Walenty Chądzyński 1816—1831,
6.	ks. Paweł Arnold Chądzyński 1838—1879,
7.	ks. Aleksander Gruba 1879—1882,
8.	ks. teliks Chylewski 1883—1902,
9.	ks, Józef Kurzawski od 1902—1923; umarł w Śremie
w r. 1925.
10. ks. Karol Kiełczewski od r. 1924.
3) Zdaje się, że plebanja przy kościele św. Jakóba,
zbudowana na początku wieku XVIII, zniszczała już około-
r. 1800. Tradycja miejscowa powiada, że proboszczowie
pakoscy przez dłuższy czas mieszkali w mieście przy rynku,
w domu należącym dziś do p. Bąkowskiego. Stamtąd prze¬
niósł się ks. Chądzyński w roku 1824 do klasztoru.
		

/Sponsorzy_031_02_097_0001.djvu

			77
wydzielili z gruntów kalwaryjskich miejsce na
cmentarz grzebalny. Układy wlekły się przez dwa
lata. Dopiero na początku r. 1827 zawarto umowę,
wedle której parafja za część dzisiajszego cmenta¬
rza miała płacić klasztorowi rocznie 30 talarów.
Czynszu jednak nie płacono nigdy. Pierwszy grób
na nowym cmentarzu wykopano dla Jana Mante-
jewskiego umarłego 5 kwietnia 1827 r. Cmentarz
powiększono jeszcze raz w r. 18514).
W r. 1838 rozwiązał rząd pruski ostatecznie kla¬
sztor w Pakości. Kościół i zabudowania klasztorne
wraz z ogrodem przekazał gminie katolickiej.
Po gruntownej reperacji umieszczono w refe¬
ktarzu przedzielonym na dwie połowy szkołę kato¬
licką, a cele zakonne na parterze i pierwszem pię-
*) Niewątpliwie znajdował się pierwszy cmentarz
grzebalny przy kościele św. Jakóba, lecz już w XV wieku
chowali się Pakoszczanie na cmentarzu przy kościele Na¬
wiedzenia Matki Boskiej. Przypuszczalnie powstał nowy
cmentarz na początku wieku XVIII poza miastem przy
drodze radłowskiej. Lecz równocześnie chowano także na
Kalwarji, a niekiedy przy Wieczerniku, przy kaplicy Pi¬
łata i Wniebowstąpieniu.. Ślady tych mniejszych cmenta¬
rzyków znaleziono w czasie renowacji kaplic w r. 1926
i 1927. Bogatsi mieszczanie chowali się w sklepach ko¬
ściołów Nawiedzenia, względnie Zwiastowania Matki Bo¬
skiej, a szlachta w podziemiach kościoła klasztornego. Dzia-
łyńscy przygotowywali sobie niejednokrotnie miejsca wie¬
cznego spoczynku w grubych murach sklepów kościelnych,
a nawet samego kościoła, np. za ławkami przy wielkim oł¬
tarzu. Groby ich dotąd nienaruszone.
		

/Sponsorzy_031_02_098_0001.djvu

			78
trze zamieniono na mieszkania dla miejscowych
księży i nauczycieli. Ogród klasztorny rozdzielono
między nauczycieli.
Dopiero w r, 1906 względnie 1910 przeszedł ca¬
ły klasztor wraz z ogrodem na własność paraf ji i to
drogą zamiany. Kościół oddał za nie place ko¬
ścielne św. Jakóba i Zwiastowania Matki Boskiej.
Obecnie mieszkają w klasztorze księża i służba ko¬
ścielna. Refektarzowi w r. 1926 przywrócono pier¬
wotną postać. Służy jako sala parafjalna i pomie¬
ścić może około 300 osób.
*
Z chwilą zamknięcia klasztoru przejął zarząd
Kalwarji z początkiem r. 1838 miejscowy proboszcz.
Majątkiem kalwaryjskim zarządzają prowizorzy pa-
rafjalni, a po roku 1874 dozory kościelne, jednakże
tak, że wpływy i wypływy kasy kalwaryjskiej nie
mają żadnej łączności z kasą kościelną parafjalną.
Z wydatków kasy kalwaryjskiej składa dozór ko¬
ścielny co rok rachunki władzy duchownej.
Poważne niebezpieczeństwo groziło ziemiom kal¬
waryjskim w r. 1836.
Dzierżawca, niejakiś Grzechowiak zażądał, aby
mu oddano w wieczystą dzierżawę wszystkie grun¬
ta kalwaryjskie, za drobną roczną opłatą. Oparła
się jednak podstępnemu żądaniu władza duchowna.
*
		

/Sponsorzy_031_02_099_0001.djvu

			79
Wielokrotnie była Kai war ja w wieku XIX świad¬
kiem podniosłych wydarzeń.
Rzadka manifestacja katolicka odbyła się w r.
1841, Pierwszego maja zjechał do Pakości arcypa-
sterz Marcin Dunin, aby podziękować Jezusowi
Kalwaryjskiemu za uwolnienie z kaźni więziennej
w Kołobrzegu5). Dnia 3 maja prowadził wielką
procesję na Kalwarję. Szło z nim przeszło 30000
ludu. Do konfesjonałów zasiadło 50 księży, Ko-
munji św. wydzielono przeszło 11 000. Po sumie na
Kalwarji wrócił arcypasterz znowu w procesji do
klasztoru. Nieprzejrzane tłumy płynęły wieczo¬
rem ulicami rzęsiście oświetlonego miasta, wznosząc
radosne okrzyki na cześć arcypasterza. Dopiero
5 maja wyjechał dostojnik kościelny z Pakości
„zbudowany pobożnością, rozradowany przywiąza¬
niem ludu“.
Innego rodzaju manifestację widziała Kalwarja
w r. 1864. Był to dla Wielkopolski rok żałoby po
upadku powstania styczniowego. Do Pakości do¬
szła wieść o męczeńskiej śmierci ostatniego naczel¬
nika rządu narodowego Traugutta na początku
września. Zapalna młodzież pakoska pod kiero-
s) Za mężną obronę świętości sakramentu małżeństwa
wywieźli Prusacy ks. arcybiskupa Marcina Dunina do Ko¬
łobrzegu i więzili go tam w twierdzy od października 1839
do sierpnia 1840.
		

/Sponsorzy_031_02_100_0001.djvu

			80
wnictwem ks. Muszyńskiego ówczesnego wikarjusza,
zapowiedziała na 16 września pielgrzymkę błagalną
do wizerunku cudownego Ukrzyżowanego Zbawi¬
ciela w Kcyni. Po nabożeństwie na Kai war j i wyru¬
szyło w drogę kilkaset osób. Lecz tuż za Kalwar ją
rozproszyło pielgrzymów wojsko pruskie. Odważ¬
niejsi tylko z ks. Muszyńskim na czele przedarli
się przez kordon wojskowy i pospieszyli do Kcyni.
Wrócili po południu w przeddzień odpustu kalwa-
ryjskiego „Poświęcenia kościoła“. Cała Pakość
wyległa na Kalwarję. Ks. proboszcz Paweł Chą¬
dzyński odprawił uroczyste nieszpory, a potem ty¬
siączne rzesze, śpiewając pieśni narodowe, wyru¬
szyły do kościoła poklasztornego. Rząd wytoczył
proces księżom i kilkunastu pielgrzymom. Publi¬
czny oskarżyciel żądał kary więziennej. Skończyło
się na tem, że sąd ks. proboszcza Chądzyńskiego
uwolnił, a ks. Muszyńskiego skazał na karę 5 tala¬
rów.
Inni np. nauczyciel Bojarski z Broniszewic, Jan
i Nikodem Mrówczyńscy z Pakości zapłacili po je¬
dnym talarze kary.
I później jeszcze, czy to w r. 1883 przy odsło¬
nięciu tablicy pamiątkowej zwycięstwa pod Wie¬
dniem lub też w roku 1922 przy poświęceniu po¬
mnika dla poległych w Pakości Barskich konfede¬
ratów u stóp Ukrzyżowanego Chrystusa w ko¬
ściele na Kalwarji względnie przy kaplicy
		

/Sponsorzy_031_02_101_0001.djvu

			Kościół na Kalwarji.
		

/Sponsorzy_031_02_103_0001.djvu

			81
Wniebowstąpienia tysiące się gromadziło serc ka¬
tolickich, aby prosić Zbawiciela przez Mękę i Ro-
lesną Śmierć Jego o opiekę nad ojczyzną.
Reperacje kaplic kalwaryjskich nie ustawały
nigdy. W archiwum parafjalnem zachowało się
wiele dowodów świadczących o troskliwej zabiegli-
wości księży Walentego i Pawła Chądzyńskich,
Chylewskiego, Kurzawskiego około utrzymania
i zachowania dla przyszłych pokoleń świętego miej¬
sca. Także wśród świeckiego obywatelstwa miała
Kai war ja zawsze opiekunów pełnych poświę¬
cenia.
Za sprawą ks. proboszcza Kurzawskiego po¬
wstało około r. 1918 towarzystwo upiększania dróg
kalwaryjskich. Członkowie jego pp. Bańkowski
i Stanisław Tretyn pracowali bez wytchnienia kilka
lat nad uporządkowaniem dróg, sadzili drzewka,
sypali przy pomocy całej okolicy na tak zwanym
rynku jerozolimskim wzgórze w kształcie krzyża
pod przyszły pomnik wolności. Wokoło wzgórza
stworzyli zagajenie — park, dziś już tak piękny
i uroczy, że trudno oderwać od niego oczy
i serce.
*
Lecz czas-niszczyciel okazał się mocniejszym od
wysiłków utrzymania Kai war j i, zwłaszcza że
wszystkie zabiegi były dorywcze tylko, a nie syste-
Z przeszłości Pakości,
6
		

/Sponsorzy_031_02_104_0001.djvu

			82
matyczne. Dnia 24 kwietnia 1925 r. spadła część
dachu z kaplicy Matki Boskiej Wniebowzięcia.
W tymże roku runęły gzemsy Wniebowstąpienia,
w Wieczerniku pokazały się niebezpieczne rysy
w ścianach i sklepieniach, kaplica św. Weroniki,
Dworzec Piłata, Upadek II, Więzienie groziły za¬
waleniem.
Przy kościele poklasztornym pochylił się
mur cmentarny zbudowany przy końcu wieku
XVII, zaczęły się sypać w gruzy schody przy głó-
wnem wejściu do kościoła, a brama, piękny zabytek
XVIII wieku, pękła przez pół i chwiała się przy
każdym silniejszym podmuchu wiatru. Wnętrze
kościoła brudne, ławy połamane, piękne ołtarze sto¬
czone przez robaki.
Zdawało się, że r, 1928, rok jubileuszowy Kal¬
war j i nie będzie rokiem radości, ale smutku dla pa-
rafji. Pozornie zbliżała się chwila likwidacji świę¬
tego miejsca.
Ręce opadały i drżało serce na widok spusto¬
szenia.
Jakby Opatrzność zapomniała o wielkiem dzie¬
le pokornego sługi Bożego ks. Wojciecha Kęsic-
kiego.
Stało się jednak inaczej! Na głos nowego dusz¬
pasterza zimą 1924 r. zaczęłą parafja zbierać skła¬
dki. Uzbierało się tyle, że już na wiosnę można było
rozpocząć pracę najpierw w kościele poklasztor-
		

/Sponsorzy_031_02_105_0001.djvu

			83
nym. Zabezpieczono ołtarze, okna, lawy, drzwi,
a cały kościół wymalowano według planów p. An¬
toniego Procaj łowicza, artysty malarza z Bydgo¬
szczy*). Przy kościele wzniesiono nowy mur, nowe
schody, odnowiono bramę, tak źe jest znowu ozdo¬
bą miasta.
A paraf ja składkowała dalej!... Na Kalwar ją!...
Posypały się do kasy budowlanej grosze dzieci,
złotówki najuboższych, dziesiątki, setki, tysiące zł.
włościan, mieszczan, obywateli okolicznych i fa¬
bryk. tJzbierało się przez cztery lata około
90.000.— zł. Setki furmanek stawiano na każde
zawołanie ofiarnie do dyspozycji, zwożono piasek,
wapno, kamienie. Znaleźli się rzemieślnicy, np.
mistrz kowalski p. Antczak, którzy za dobre, życzli¬
we słowo wykonywali bezpłatnie roboty wartości se¬
tek złotych. Wrzała praca cztery lata. Kaplice po¬
chylone od starości zaczęły się prostować, sczer¬
niałe mury wybielały, postrzępione, zniszczone
dachy zastąpiono nowemi w miarę potrzeby. Dziś
wszystkie kaplice kalwaryjskie, piękne prostotą
swoją są jakby pieśnią skamieniałą: Twoja cześć,
chwała, Nasz Wieczny Panie...
Na rynku jerozolimskim jeszcze osamotnione
było wzgórze, jakby wymarzone miejsce dla pom-
") Z okazji odnawiania kościoła usunięto trzy ołtarze,
przeniesione przed stu laty z kościoła Zwiastowania Matki
Boskiej. Nie miały żadnej artystycznej wartości. Zosta¬
wiono ołtarz św. Anny z pięknym, starożytnym obrazem.
6*
		

/Sponsorzy_031_02_106_0001.djvu

			84
nika wolności. Postawił go własnym kosztem oby¬
watel pakoski p. Tretyn Stanisław, — pomnik Ser¬
ca Jezusowego, jako wyraz wdzięczności miasta
Pakości za wyzwolenie ojczyzny z więzów niewoli.
I patrzy Zbawiciel z wysokiego wzgórza na dzie¬
dzictwo swoje, na Kalwarję i woła do siebie ludz¬
kie serca i błogosławi.
Jeszcze w kronice klasztornej starczy miejsca
na zapisanie nowego cudu:
ODNOWIŁA PARAF JA PAKOSKA WIELKIM
WYSIŁKIEM ZBIOROWEJ WOLI KALWARJĘ,
A WDZIĘCZNY ZBAWICIEL W ROKU JUBILE¬
USZOWYM ODNOWI ZATO JEJ SERCA,
DUSZE I 	SUMIENIA.
		

/Sponsorzy_031_02_107_0001.djvu

			Pomnik Serca Jezusowego na rynku
jerozolimskim.
		

/Sponsorzy_031_02_109_0001.djvu

			SPIS RZECZY.
Str.
Do czytelnika		7
I.	O kościołach pakoskich dziś już nie istniejących	9
II.	O husytach w Pakości 	26
III.	O Kalwarii pakoskiej, kościele klasztornym
i klasztorze	38
IV.	O szkole łacińskiej 00. Reformatów w Pakości .	56
V.	Kronika parafji pakoskiej i Kalwarji w wieku XIX,
oraz XX, a i do obecnych czasów		 .	75
		

/Sponsorzy_031_02_110_0001.djvu

			Biblioteka Główna UMK
300041755176
		

/Sponsorzy_031_02_112_0001.djvu

			Biblioteka
Główna
UMK Toruń
873445
Biblioteka Główna UMK
300041755176
•*	TŁOCZONO	\
W DRUKARNI ŚW. WOJCIECHA i
W POZNANIU.	: